<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10538" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10538?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T06:57:31+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10516">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bed4b5344affc466478483232b80eaf1.pdf</src>
      <authentication>122833cc5fa667dcb1f81f9e20f577ab</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125455">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4318</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125456">
              <text>1951</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125457">
              <text>górnicy - twórczość plastyczna</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125458">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4020</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125459">
              <text>Twórczość plastyczna górników cz.III / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1951 t.5 z.4-5</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125460">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1951 t.5,z.4-5; s.134-145</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125461">
              <text>Żywirska, Maria</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125462">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125463">
              <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125464">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125465">
              <text>TWÓRCZOŚĆ PLASTYC7NA

GÓRNIKÓW

Cz. I I I .
MARIA

O C I E P K A

T E O F I L

urodzony w 1892 r o k u w Janowie Ś l ą s k i m ,
t a m u k o ń c z y ł szkołę p o w s z e c h n ą , teraz miesz­
ka i pracuje jako maszynista w y c i ą g o w y na k o ­
p a l n i i m . Jana Wieczorka.
Ociepka zaczął m a l o w a ć p ó ź n o , w 1927 r o k u ,
m a j ą c 35 lat. B y ł j u ż w t e d y d o j r z a ł y m c z ł o w i e ­
kiem o głębokim
życiu w e w n ę t r z n y m , które
pozwoliło m u z b u d o w a ć swój w ł a s n y świato­
p o g l ą d . Gdy z d o b y ł się na malowanie, s t a ł o się
ono dla niego raczej ś r o d k i e m w y r a ż a n i a jego
p r z e ż y ć w e w n ę t r z n y c h , a nie d o z n a ń artystycz­
nych. P ó ź n i e j o b u d z i ł się w n i m artysta. Prze­
ż y c i a swe oddaje s k o m p l i k o w a n ą
symboliką,
k t ó r a w jego t w ó r c z o ś c i ma dwa g ł ó w n e ś r o d k i
w y r a z u : dziwaczne p o t w o r y , p r z y p o m i n a j ą c e
c h i m e r y k a t e d r y N o t r e - D a m e w P a r y ż u , czy
r y s u n k i A l b r e c h t a Durera, w z g l ę d n i e M a r t i n a
Schongauera, w y o b r a ż a j ą c e p r z e w a ż n i e siły złe
i bujna, fantastyczna przyroda, s y m b o l i z u j ą c a
dobro. W obu t y c h w y p a d k a c h fantazja Ociepki
nie da s i ę o g r a n i c z y ć j a k i m i k o l w i e k kanonami
r e a l i s t y c z n y m i , k t ó r e b y z m n i e j s z y ł y siłę m a j ą ­
cą r e p r e z e n t o w a ć jego p r z e ż y c i a .
Posuwa się
w t y m w y p a d k u do przesady, g r a n i c z ą c e j n i e ­
kiedy z groteską, byle spotęgować założenie dy­
daktyczne n a r r a c j i obrazu.
(,,Droga
życia".
„Golgota").
T e m a t y k a jego o b r a z ó w w y r o s ł a nie t y l k o
z jego osobistych w y o b r a ż e ń i w i e r z e ń , ale jest
z w i ą z a n a s i l n y m i w ę z ł a m i z c a ł o k s z t a ł t e m at­
mosfery k u l t u r y l u d o w e j Ś l ą s k a . Jego swoista
interpretacja w ą t k ó w religijnych wzbogacająca
jej t r e ś ć całą p l e j a d ą
duchów,
dziwacznych
s t w o r ó w jest b e z p o ś r e d n i m
wyrazem
świata
b a ś n i i legend l u d o w y c h .
Ociepka m a l u j e zawsze f a r b a m i o l e j n y m i na
s z t y w n y m k a r t o n i e bez ż a d n e g o p o d k ł a d u . N a j ­
p i e r w w y k o n u j e l e k k i szkic o ł ó w k i e m , po czym
f a r b ę stara się r o z p r o w a d z i ć r ó w n o , aby uzys­
k a ć g ł a d k ą p o w i e r z c h n i ę obrazu.
Gdy p r a c ę
u w a ż a za s k o ń c z o n ą , p r z e c i ą g a obraz bezbarw­
n y m l a k i e r e m . P r ó b a zainteresowania go d a w ­
n y m i t e c h n i k a m i m a l a r s k i m i z u w a g i na pewne
p o k r e w i e ń s t w o w jego tendencjach artystycz­
nych, s p e ł z ł a na niczym.
Ociepka grzecznie
w y s ł u c h a ł k i l k u w y k ł a d ó w fachowych, jednak
w r ó c i ł do swego pierwotnego sposobu malo­
wania.
154

ŻYW1RSKA

Praca malarska nie przychodzi m u ł a t w o . Nad
k a ż d y m obrazem pracuje po k i l k a tygodni, a na­
wet m i e s i ę c y . P o s z c z e g ó l n e p a r t i e nieraz k i l ­
k a k r o t n i e przemalowuje. „ S z a c h y " r o z p o c z ę t e
w 1927 r o k u , u k o ń c z y ł w 20 lat p ó ź n i e j . „ P o c a ­
ł u n e k Judasza" m a l o w a ł c a ł y rok, z a ś „ P u s t e l ­
n i k a " t r z y lata.
P i e r w s z y m jego obrazem b y ł a „ D r o g a czło­
w i e k a " i „ S z a c h y " — oba obrazy
przepojone
p i e r w i a s t k i e m m o r a l i z a t o r s k i m . Te same cechy
c h a r a k t e r y z u j ą dalsze jego obrazy, j a k : „ C h r y ­
stus w O g r ó j c u " , „ U k r z y ż o w a n i e " (1929), czy
„ P i e k ł o " . W n a s t ę p n y c h latach dopiero p r z y ­
c h o d z ą obrazy z w i ą z a n e z t e m a t y k ą
legend
śiąskich, j a k : „ P u s t e l n i k " (1933).
Po w y s t a w i e n i u i c h na pierwszej, zorganizo­
wanej przez W o j e w ó d z k ą R a d ę K u l t u r y w 1946
r e k u w y s t a w i e , z a c h ę c o n y do dalszej pracy na­
m a l o w a ł w ciągu 1947 r o k u k i l k a o b r a z ó w
o p a r t y c h o t e m a t y k ę zawsze m u b l i s k ą , tema­
t y k ę ś l ą s k i c h legend
ludowych. Będą
to:
„ S k a r b n i k " (ryc. 1), „ U t o p l e c " w k i l k u wersjach.
N a s t ę p n i e maluje „ S u c h e drzewo",
wreszcie
„ P o c a ł u n e k Judasza", „ R a j " , „ N a r o d z i n y czło­
w i e k a " . Dalsze jego obrazy, choć i d ą po l i n i i j e ­
go z a i n t e r e s o w a ń , jednak są inspirowane zew­
nątrz, jak „Łąka",
„Madagaskar",
„Rodzina
g ó r n i c z a " (ryc. 2), czy ilustracje do legend k o ­
palnianych. Ostatnie d w a obrazy: „ U r o k h a ł ­
d y " i „ R a j p t a k ó w " (ryc. 3) — namalowane
z o s t a ł y na z a m ó w i e n i e .
Powoli
porzuca Ociepka
krainę
duchów
i zjaw, z w r a c a j ą c się do o t a c z a j ą c e g o go życia,
co daje s i ę z a u w a ż y ć w ostatnich jego obrazkach.
Jednak najbardziej aktualne zagadnienia w y r a ­
ża jeszcze symbolami, o c z y m ś w i a d c z y ostatni
jego obraz, k t ó r y ma na warsztacie: „ G e n i u s z
Pokoju".
M i ę d z y j e d n y m i d r u g i m obrazem o l e j n y m ,
Ociepka rysuje szereg o b r a z k ó w p i ó r k i e m czy
o ł ó w k i e m . S ą to p r z e w a ż n i e postacie ludzkie,
czy fantastyczne drzewa w y k o n a n e niezmiernie
drobiazgowo i czysto.
Pomimo d o ś ć b ł y s k o t l i w e j k a r i e r y artystycz­
nej, j a k a s t a ł a się u d z i a ł e m Teofila Ociepki,
k t ó r y po w y s t a w i e zorganizowanej w g r u d n i u
1948 r o k u w Warszawie s t a ł się do pewnego
stopnia s ł a w n y i m i a ł b o d a j ż e n a j o b f i t s z ą p r a s ę
zc wszystkich malarzy po wojnie. Ociepka z ą -

�Ryc. 2.

Ociepka

Teofil.

Rodzina

górnicza.

Fot. ze

zbiorów

Zwązkowego

Muzeum Górniczego

w

Sosnowcu.

�c h o w a ł swoje ' n d y w i d u a l n e oblicze: acz zawsze
uważnie słuchał licznych uwag
zawodowców
i n i e z a w o d o w c ó w , p o z o s t a ł p r z y swoich z a ł o ż e ­
niach technicznych i o p e r o w a ł nadal dyspozy­
cjami m a l a r s k i m i , tak, j a k je r o z u m i a ł i czuł.
Teofil Ociepka
tystyczną wyraża

c a ł ą s w ą t w ó r c z o ś c i ą ar­
swoją głęboką
osobowość.

Zarysowuje s i ę to w y r a ź n i e w z a ł o ż e n i a c h k o m ­
pozycyjnych. Tak, j a k sam jest w sobie zam­
k n i ę t y , tak zamyka k a ż d ą k o m p o z y c j ę p e w n y m i
p a r t i a m i b r y ł , czy p ł a s z c z y z n , n a j c z ę ś c i e j ciem­
n y m i drzewami, a n a p r z y k ł a d w „Szachach" —
d w o m a c i e m n y m i szafami. Odgradza swój ś w i a t
fantazji od r z e c z y w i s t o ś c i .
Kompozycję
swą
r o z w i ą z u j e na osi s y m e t r i i , z e ś r o d k o w u j ą c sed­
no t r e ś c i na ś r o d k o w y m p u n k c i e c e n t r a l n y m
bez w z g l ę d u na to, czy to b ę d z i e grupa l u d z i
( „ S z a c h y " ) , czy z w i e r z ą t („Raj"),
czy fanta­
stycznych r o ś l i n ( „ N a r o d z i n y c z ł o w i e k a " ) . Na­
w e t w „ U r o k u h a ł d y " , gdzie p o s t a ć starca przy
w ó z k u , umieszczona p o ś r o d k u obrazu, j a k o j e ­
dyna, w i ę k s z a , ciemna plama ś c i ą g a w z r o k na
siebie.
Dalsze p l a n y w obrazach O c i e p k i są r o z w i ą ­
zane e t a ż o w o i zawsze p o z o s t a j ą j e d y n i e t ł e m
r o z g r y w a j ą c e j się na planie p i e r w s z y m — akcji.
Postacie ludzkie, z w i e r z ę t a , czy symboliczne po­
twory sprawiają wrażenie
upozowanych do
zdjęcia fotograficznego i m a j ą s z t y w n o ś ć p r z y ­
p o m i n a j ą c ą postacie z fotografii m a ł o m i a s t e c z ­
k o w e j p r a c o w n i . Jednak ta — pewnego rodza­
j u — h i e r a t y c z n o ś ć postaci upozowanych j a k
g d y b y u r o c z y ś c i e , c e l e b r u j ą c y c h s w o j ą r o l ę na­
d a n ą i m przez a r t y s t ę , p o d k r e ś l a s p e c y f i c z n o ś ć
c h a r a k t e r u jego t w ó r c z o ś c i . Wszelka p r ó b a w y ­
r a ż e n i a r u c h u przechodzi w g r o t e s k ę , co tak
w y r a ź n i e zaznacza się w obrazie:
„Skarbnik
w s t u d n i " (ryc. 1).
Ociepka maluje p ł a s k o ; ś w i a t ł o nie ma na j e ­
go obrazach s t a ł e g o ź r ó d ł a . W „ U r o k u h a ł d y "
pada, j a k g d y b y od strony widza, to z n ó w na
spodniach starca z p r a w e j , na w i a d e r k u z w ę ­
g l e m z lewej, na o k r ą g l a k a c h d r z e w n y c h l e ż ą ­
cych na w ó z k u ś w i a t ł o pada z g ó r y . T y m c z a ­
sem, j a s n o - ż ó ł t a plama słońca jest umieszczona
na horyzoncie,
na l e w y m
brzegu
obrazu,
u góry.
Podobnie na obrazie: „ R a j p t a k ó w " (ryc. 3).
Na drzewie, z a m y k a j ą c y m obraz od lewej stro­
na w i d a ć , że ś w i a t ł o pada od p r a w e j . T y m c z a ­
sem, m a l u j ą c p t a k i , zdaje się z u p e ł n i e zapomi­
n a ć , tak jest p o c h ł o n i ę t y i c h b a r w ą , że zdaje się
nie m i e ć czasu na p o d k r e ś l e n i e i c h m i ę k k i e j
okrągłości.
Dlatego tak ż y w o
przypominają
m a l o w a n k i . Na krokusach (?) w y r a ź n e ś w i a t ł o

z p r a w e j strony, z a ś szerokie, fantastyczne liś­
cie m a j ą swoje w ł a s n e ź r ó d ł o ś w i a t ł a , p ł y n ą c e
gdzieś z góry.
Jest r z e c z ą n i e w ą t p l i w ą , że ta z u p e ł n a bez­
troska o p r a w i d ł o w o ś ć ś w i a t ł o c i e n i a w y p ł y w a
z charakterystycznego dla tego t y p u t w ó r c z o ś c i ,
nieświadomego
p o m i n i ę c i a p r a w d y na rzecz
pewnej w i z j i malarskiej, a przede w s z y s t k i m
barwy.
Ociepka kocha p r z y r o d ę , z i e l e ń i jej p o ś w i ę ­
ca n a j w i ę c e j u w a g i . Dlatego t e ż stara się roz­
p r a c o w a ć jej r ó ż n o r o d n o ś ć , drobiazgowo w y ­
k a ń c z a swe o fantastycznych k s z t a ł t a c h drze­
wa, czy r o s n ą c e nad brzegiem s t r u m y k a s z t y w ­
ne laski t r z c i n y wodnej, rozkoszuje s i ę r ó ż o w o ­
ścią k r o k u s ó w ; p r z y m a l o w a n i u p t a k ó w i n t e ­
resuje go j e d y n i e ż y w o ś ć i c h p l a m b a r w n y c h ,
g d y ż t a k ą r o l ę m a j ą s p e ł n i ć w obrazie. I c h
proporcje są w r ę c z fantastyczne; tłoczą się jedne
na d r u g i c h .
Ten z u p e ł n i e abstrakcjonistyczny stosunek
do realistycznych i n t e n c j i a r t y s t y jest w ł a ś c i ­
w i e d e c y d u j ą c y m faktem, jeśli chodzi o egzot y z m jego t w ó r c z o ś c i . I na t y m polega jej urok.
Pozorne l e k c e w a ż e n i e p r a w d y , w y t ł u m a c z y ć
m o ż e fakt n a s t ę p u j ą c y : m a l u j ą c „ U r o k h a ł d y "
Ociepka c h c i a ł je p r z e d s t a w i ć m o ż l i w i e n a j p r a w d z i w i e j . A w i ę c n a m a l o w a ł most, po k t ó ­
r y m w y w o z i się s z l a k ę z k o p a l n i na h a ł d ę . Most
ten codziennie w i d z i z okna swej k o t ł o w n i . Da­
je t a k ż e szpaler t o p o l i
otaczających
szkołę
P r z e m y s ł o w ą w Janowie, ale r e s z t ę
sztafażu
ustawia dowolnie. O d s ł a n i a z p r a w e j strony
zabudowania kopalniane, aby u z y s k a ć potrzeb­
n ą m u p l a m ę p r z e s t r z e n n ą . U d o ł u h a ł d y , gdzie
ludzie z b i e r a j ą drzewo, jest w r z e c z y w i s t o ś c i
las stary. W obrazie Ociepki w y p a d ł on na
p i e r w s z y m planie, j e d n o c z e ś n i e t w o r z ą c nie­
o d z o w n ą p l a m ę dla obrazu. A r t y s t a c h c i a ł go
o d d a ć jaknajbardziej realistycznie i w i e r n i e .
Gdy zaczął m a l o w a ć z f a n t a z j i — nie b y ł za­
dowolony. P o s z e d ł do lasu, nie m ó g ł t u jednak
a i a l o w a ć z n a t u r y . U ł a m a ł k i l k a g a ł ą z e k i do­
piero w d o m u zaczął je m a l o w a ć , s t a r a j ą c się
bardzo rzetelnie o d d a ć model. Z d a w a ł się za­
p o m i n a ć , ż e m a j ą s t a n o w i ć część obrazu i przed­
s t a w i a ć rzeczywisty j a n o w s k i las. M a l o w a ł je
same dla siebie. W rezultacie s t a ł y się j e d y n i e
symbolem tego lasu, ale w z u p e ł n o ś c i zadowo­
liły a r t y s t ę .
Tak, j a k t r e ś ć o b r a z ó w m a l o w a n y c h przez
O c i e p k ę jest nie t y l k o w y r a z e m jego w e w n ę t r z ­
n y c h p r z e ż y ć , ale i w y o b r a ż e ń jego ś r o d o w i s k a ,
tak i k o l o r y t w y k a z u j e ścisłą z a l e ż n o ś ć od t r a ­
d y c j i l u d o w y c h ; jednak, o p r ó c z niej, c i ą ż y na
/ r&gt;

�Ryc. 3. Ociepka Teofil. Raj ptaków.

Olej 1950 r. Fot.

jego palecie p i ę t n o odpustowych o b r a z ó w
wocyjnych,

barwnych oleodruków

czy

de-

wresz­

cie b ł y s z c z ą c y c h malowanek.
Ociepka nie l u b i niezdecydowanych b a r w
i nawet jeśli p r ó b u j e
w p r o w a d z i ć do swoich
o b r a z ó w p ó ł t o n y — w y p a d a to niedobrze. N a j ­
lepszym tego dowodem jest k o l o r y t „ R o d z i n y
g ó r n i c z e j " (ryc. 2). Zasadniczo w y ż y w a się c a ł ­
k o w i c i e w ś m i a ł y c h , ostrych zestawieniach na­
syconych k o l o r ó w , d a j ą c p r z y t y m p r z e w a g ę
szafirom, zieleni i tonacjom o s t r o r ó ż o w y m .
Najbardziej f a w o r y z o w a n y m przez a r t y s t ę
jest w ł a ś n i e kolor s i l n o - r ó ż o w y w t y m samym
odcieniu, k t ó r y tak często m o ż n a b y ł o o g l ą d a ć
na szatach c h o i n k o w y c h a n i o ł ó w . Z n a j d u j e m y
go w k a ż d y m n i e m a l jego obrazie. W „ R a j u p t a ­
k ó w " , czy „ Ł ą c e " zajmuje całą p a r t i ę c e n t r a l n ą ,
w y o b r a ż a j ą c ą fantastyczne k w i a t y , c h o ć wielka
rzesza ptasia raczej t a m n i k n i e , a n i ż e l i s i ę u w y ­
p u k l a . N a w e t w „ U r o k u h a ł d y " zestawia j ą
w lewej p a r t i i z c i e m n ą z i e l e n i ą , pomimo, że
istnienia j e j nic realnego nie t ł u m a c z y . Jego
u m i ł o w a n i e p r z y r o d y p r z e j a w i a się w bogatej
skali zieleni, j a k ą przesycone są n i e m a l wszyst­
kie jego obrazy. Z c a ł y m u p o r e m stara się w y ­
z y s k a ć wszystkie odcienie, z a c z ą w s z y od gra136

ze zbiorów

Związk.

Muzeum Górniczego

w

Sosnowcu.

natowo-zielonego aż po odcienia ugrowe. Nada­
j ą c swoim d r z e w o m i k r z e w o m dowolnie fanta­
styczne k s z t a ł t y , p r z y t y m bogactwie k o l o r y t u
podnosi jeszcze bardziej egzotyzm swoich prac.
D l się to p r z e ś l e d z i ć na k a ż d y m n i e m a l jego
obrazie.
N a j w i ę k s z a z a l e ż n o ś ć od o g l ą d a n y c h „ w i d o c z ­
ków" — niewątpliwie podświadoma — wystę­
puje w kolorycie nieba i w o d y . Niebo u Ociep­
k i jest zawsze, niezmiennie niebieskie z b i a ł y m i
o b ł o c z k a m i . N a w e t w „ U r o k u h a ł d y " , gdzie —
zda się — c a ł e w i n n o b y ć p o k r y t e d y m a m i uno­
s z ą c y m i się z niezliczonych k o m i n ó w
kopalni
i f a b r y k — c h o ć s k r a w e k w y g l ą d a ulubionego,
monotonnego b ł ę k i t u . To samo, da się p o w i e ­
dzieć o wodzie, j a k g d y b y b e z p o ś r e d n i o przenie­
sionej z m a l o w a n k i w y o b r a ż a j ą c e j np. p ł y w a ­
jące łabędzie z reklamy mydła.
U p o r c z y w e t r z y m a n i e się l a k i e r u dla uzyska­
nia b ł y s z c z ą c e j p o w i e r z c h n i obrazu jeszcze s i l ­
niej p o d k r e ś l a t ę z a l e ż n o ś ć .
Jednak specyficzny z e s t r ó j wszystkich, na­
gromadzonych w a r t y ś c i e e l e m e n t ó w przepusz­
czonych przez f i l t r jego silnej osobowości, s k ł a ­
da się na w ł a ś c i w y u r o k jego i n d y w i d u a l n o ś c i
twórczej.

�Rozrzucone na ł a m a c h prasy polskiej liczne
wzmianki o twórczości Ociepki
kilkakrotnie
p o t r ą c a ł y o jego w y b i t n e p o k r e w i e ń s t w o a r t y ­
styczne z H e n r i Rousseau, w c z y m t k w i nie­
wątpliwie wiele prawdy.
A b s t r a h u j ą c od skali talentu, obu a r t y s t ó w
m o ż n a b y z a l i c z y ć do g r u p y n a i w n y c h r e a l i s t ó w ,
c h o ć k a ż d y w y r ó s ł z innego p o d ł o ż a k u l t u r o ­
wego.
Uderza w t w ó r c z o ś c i obu a r t y s t ó w drobiaz­
gowo p r z e m y ś l a n a
symbolika. W e ź m y
np
,,Szachy" Ociepki i „ A u t o p o r t r e t " Rousseau ) .
W obrazie naszego a r t y s t y nie t y l k o k a ż d a po­
s t a ć centralnej g r u p y ma swoje symboliczne
znaczenie, co z r e s z t ą , z o s t a ł o j u ż o m ó w i o n e na
i n n y m miejscu ) , ale c z e r w i e ń pieca, w y p a l o n e
ognisko, ilość k s i ą ż e k w bibliotece, czy wresz­
cie szachownica
p o d ł o g i ma s w o j ą s p e c j a l n ą ,
s y m b o l i c z n ą r o l ę do s p e ł n i e n i a . P o d o b n ą f u n k ­
cję p r z e z n a c z y ł Rousseau k o n t u r o m L o u v r e ' u
na dalszym planie obrazu, k t ó r y m i a ł b y ć w y ­
razem jego nadziei, że jego obrazy t a m s i ę k i e ­
d y ś z n a j d ą . Szeroko otwarte, nadmiernej w i e l ­
kości oczy m a j ą w y r a z i ć , że artysta w i e l e w i ­
dzi, z a c i ś n i ę t e usta, że nie chce w i e l e m ó w i ć .
Z u p e ł n i e analogicznie do koncepcji O c i e p k i
t r z y m a n a przez Rouseau l a m p a w r ę k u m a b y ć
symbolem pocieszenia. Wypisane na palecie
i m i o n a obu z m a r ł y c h żon, m a j ą t u t a k ż e s w o j ą
określoną wymowę.
1

2

Z drugiej strony ł ą c z y i c h obu g ł ę b o k i e u m i ­
ł o w a n i e p r z y r o d y , c h o ć w przedstawieniu j e j ,
obaj a r t y ś c i r ó ż n i ą się zasadniczo.
Drzewa
Rousseau m a j ą s z t y w n o ś ć r o ś l i n n o ś c i p o d z w r o t ­
n i k o w e j , w ś r ó d k t ó r e j j a k i ś czas p r z e b y w a ł , ko­
l o r y t ma zawsze u t r z y m a n y w e w s z y s t k i c h od­
cieniach zielonego, c h o ć b y drzewa w istocie
b y ł y czerwone czy ż ó ł t e — w całości przewa­
żają ciemne stonowane w a l o r y , gdy tymczasem
Ociepka — w ł a ś n i e t u w p r o w a d z a n a j b o g a t s z ą
g a m ę b a r w n ą , co n i e w ą t p l i w i e jest ś l a d e m t r a ­
dycji kulturowych środowiska.
Wreszcie w i ą ż e obu a r t y s t ó w g ł ę b o k a powa­
ga w stosunku do przedstawianej rzeczywisto­
ści, b y ć m o ż e dlatego, że ma w y r a ż a ć i c h g ł ę b o ­
kie p r z e ż y c i a . N a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e to w na­
r y s o w a n i u postaci. F u t b o l i ś c i na obrazie Rous­
seau „ G r a j ą c y w p i ł k ę " z a m a r l i sztywno w j e d ­
nej pozie i z d a j ą się c e l e b r o w a ć g r ę , podobnie,
jak w „Golgocie",
czy „ R o d z i n i e g ó r n i c z e j "
(ryc. 2) O c i e p k i postacie stoją, j a k g d y b y spe­
cjalnie upozowane.
Wreszcie ł ą c z y i c h b r a k j a k i e j k o l w i e k
linii
e w o l u c y j n e j . Obaj zaczęli m a l o w a ć , j a k o ludzie
dojrzali. Rousseau m i a ł p r z e c i e ż 40 lat, gdy na­

m a l o w a ł s w ó j pierwszy obraz i obaj w y r a ż a l i
p r z e k o n y w u j ą c o swoje koncepcje, g d y ż
obaj
wierzyli w ich prawdziwość.
Jednak jest zasadnicza cecha, k t ó r a r ó ż n i i c h
k r a ń c o w o , j u ż j a k o l u d z i — nie a r t y s t ó w . Rous­
seau przez 25 lat swego artystycznego ż y w o t a ,
gdy p o r z u c i ł s w ó j z a w ó d celnika, ż y ł ze s k r o m ­
n y c h d o c h o d ó w małegci s k l e p i k u prowadzonego
kolejno przez jego d w i e ż o n y . Gdy u m a r ł y ,
nie c h c i a ł w z i ą ć się do ż a d n e j pracy, ż y ł z j a ł ­
m u ż n y , g r a j ą c na skrzypcach po p o d w ó r k a c h
paryskich p r z e d m i e ś ć , b ą d ź t e ż z ł a s k i s w y c h
s ą s i a d ó w . Tymczasem Teofil Ociepka kocha
swoją pracę zawodową.
N ę c ą c y c h propozycji
p r z e j ś c i a na p e ł n e u t r z y m a n i e p a ń s t w a ,
nie
p r z y j ą ł . N i e c h c i a ł r o z s t a ć się ze s w y m i maszy­
n a m i . Najbardziej l u b i n o c n ą z m i a n ę , g d y c i ­
sza panuje w o k o ł o , ś w i a t jego w y o b r a ź n i za­
p e ł n i a j ą w t e d y w i z j e malarskie, k t ó r e w r ó c i w ­
szy po pracy, przenosi do swoich o b r a z ó w . Jego
antropomorficzny stosunek do otoczenia k a ż e
m u w y c z u ć ż y w y r y t m pracy jego maszyny, co
nawet s t a ł o się b o d ź c e m do zastosowania pew­
nego ulepszenia,
z y s k u j ą c T e o f i l o w i Ociepce
zaszczytny t y t u ł racjonalizatora na jego kopalni.
R E J D Y C H

B R O N I S Ł A W

urodzony w 1910 r o k u .
Mieszka i pracuje
w Brzeszczach, jako palacz k o p a l n i a n y na ko­
palni „Brzeszcze".
Rej d y c h zaczął m a l o w a ć dopiero w 1948 r o ­
k u . O d c z a s ó w u k o ń c z e n i a s z k o ł y powszechnej
p o r z u c i ł rysunek i dopiero w czasie okupacji,
k i e d y o b o w i ą z y w a ł a godzina policyjna, zaczął
r y s o w a ć , k i e d y — j a k sam m ó w i : „ n i e b y ł o i n ­
nej r o z r y w k i " . Z b a r w ą z a p o z n a ł się dopiero na
kursie. N a j p i e r w m a l o w a ł a k w a r e l ą , potem
z c h ę c i ą p r z e s z e d ł na t e m p e r ę , j a k o t e c h n i k ę
łatwiejszą.
Rysuje p r z e w a ż n i e a r c h i t e k t u r ę .
Inspirato­
rem t e m a t u jest zawsze u Rej dycha m o t y w
z a u w a ż o n y . B ę d z i e to w i ę c n a j b l i ż s z e otoczenie,
a w i ę c jego kopalnia, pobliska k o k s o w n i a czy
j a k i ś i n n y z a k ł a d pracy.
P r z y s t ę p u j ą c do malowania, n a j p i e r w z na­
t u r y szkicuje
wybrany motyw,
zwracając
baczniejszą
u w a g ę na p a r t i e zasadnicze, j a k
wieże wyciągowe, kominy, grupy
budynków.
Nie u m i e d a ć sobie r a d y z p e r s p e k t y w ą , z r e s z t ą
nie p o ś w i ę c a j e j z b y t w i e l e u w a g i , z a j ę t y roz­
mieszczeniem g r u p y g ł ó w n e j , co da się zauwa­
żyć na r y s u n k u w ó z k a z p r a w e j strony p i e r w ­
szego p l a n u w obrazie
„ K o p a l n i a Brzeszcze"
(ryc. 4, 5). Dopiero, k i e d y w r ó c i do domu, z a k ł a ­
da rysunek b a r w ą . Rej d y c h t w i e r d z i , że m a l u -

�Ryc. 4. Rejdych Bronisław. Kopalnia

je „ p r a w d z i w i e " , a w i ę c wierzy, że w i e r n i e od­
daje model. Odrazu jednak w y s t ą p i s p r z e c z n o ś ć
tego orzeczenia z p r a w d ą , gdy s p o j r z y m y
na
obrazek p r z e d s t a w i a j ą c y k o p a l n i ę Brzeszcze,
namalowany a k w a r e l ą i przeciągnięty lakierem;
uderzy w n i m dekoracyjne zestawienie b a r w ze
z d e c y d o w a n ą p r z e w a g ą p e w n y c h , przez m a l u ­
j ą c e g o f a w o r y z o w a n y c h . M a m y tam, m i a n o w i ­
cie n a s t ę p u j ą c e zestawienia b a r w n e : b u d y n e k
w i ś n i o w y , jasny, lekko p r z e ł a m a n y , dach szafi­
r o w y , obok n a s t ę p n y b u d y n e k w t y m samym
kolorze, nieco j a ś n i e j s z y z szafirowo-zielonym
dachem; dalej, na p r a w o ż ó ł t y z c z e r w o n y m
dachem z p o d k r e ś l e n i a m i szafirowymi. Nad n i ­
m i w i e ż a niebieska, niebo szafirowe. Wzboga­
cona całość przez ciemne o b w ó d k i w o k o ł o okien.

Кус. 5, Rejdych

Bronisław.

Brzeszcze.

Fot.

Makarewiczów

a.

Rejdych maluje p ł a s k o , z a k ł a d a r ó w n o całe
p ł a s z c z y z n y k o l o r e m nie p o d k r e ś l a j ą c ś w i a t ł o ­
cienia. Jednak, gdy maluje ł ą k ę p o k r y t ą k w i a ­
t a m i — na planie p i e r w s z y m , p o s ł u g u j e się su­
c h ą farbą, stosuje j ą nieporadnie, stara się d a ć
szczegóły, co w p r o w a d z a p e w i e n n i e p o k ó j w ca­
łość obrazu doskonale zestrojonego. W y s t ę p u j e
to jeszcze silniej w „ C e m e n t o w n i w Brzesz­
czach", gdzie Rejdych chce n a m a l o w a ć naturalistyczne drzewo, czy d y m y u n o s z ą c e się z ko­
m i n ó w fabrycznych. R ó w n o w a ż y to h a r m o n i j n e
ustawienie całego s z t a f a ż u , jednolite z a ł o ż e n i e
p ł a s z c z y z n , z e s t r ó j b a r w n y , co decyduje o sta­
t y c z n o ś c i i spokoju. Wszystkie elementy k o m ­
pozycji s t a n o w i ą j a k g d y b y same dla siebie od­
r ę b n ą całość przez silne w y o d r ę b n i e n i e ich z tła

Kopalnia.

Fot. Maria

Zywirska,

�obrazu. Decyduje o t y m w d u ż e j mierze w y ­
raźne okonturowanie.
Przez s w ą t e m a t y k ę i j e j ujęcie, R e j d y c h re­
prezentuje p e w n ą g r u p ę a m a t o r ó w - p l a s t y k ó w
z g r u p y g ó r n i c z e j , k t ó r y c h t w ó r c z o ś ć jest w y ­
razem podobnych m o ż l i w o ś c i artystycznych
i j e d n a k o w y c h ś r o d k ó w w y r a z u . B ę d z i e to zaw­
sze e t a ż o w e budowanie krajobrazu, gdzie d o m i n a n t n y m m o t y w e m są zabudowania fabryczne
czy kopalniane, obrysowane k o n t u r e m , z a ł o ż o n e
r ó w n o k o l o r e m z w y r a ź n y m akcentem dekora­
c y j n y m . Do tej g r u p y n a l e ż e ć b ę d ą : A d a m u s
Antoni,
wcześniej już omówiony,
poza t y m
Z y g m u n t Szumna, czy S t a n i s ł a w G ł o w n i a .
U R B A N E K

G E R H A R D

urodzony w 1919 r o k u .
Mieszka i pracuje
w Janowie, na k o p a l n i i m . Jana Wieczorka, ja­
ko g ó r n i k d o ł o w y .
Od czasu u k o ń c z e n i a s z k o ł y powszechnej, nie
r y s o w a ł z u p e ł n i e . Dopiero zorganizowana we
w r z e ś n i u 1948 r o k u w y s t a w a p l a s t y k ó w - g ó r n i k ó w z a c h ę c i ł a go do s p r ó b o w a n i a swoich sił na
t y m polu. N a t ę w y s t a w ę d a ł g ł o w ę dziewczy­
ny n a m a l o w a n ą o l e j n y m i f a r b a m i o bardzo sil­
n y c h zestawieniach b a r w n y c h . P o s z c z e g ó l n e
płaszczyzny tła i ubioru sprawiają wrażenie
n a l e p i a n k i z kolorowego, glansowanego papie­
r u nie t y l k o ze w z g l ę d u na w y r a ź n e odgrani­
czenie jednej od d r u g i e j , ale na t y p o w e dla te­
go rodzaju papieru n a t ę ż e n i e barwne. Całość
namalowana p ł a s k o i n a i w n i e .
W wyborze tematu brak m u bezpośredniego
bodźca wizualnego. Raczej obrazki jego są od­
t w o r z e n i e m w i d z i a n y c h z d a r z e ń , przeczytanych
k s i ą ż e k , scen o g l ą d a n y c h w k i n i e l u b są nama­
lowane na o k r e ś l o n y , p r z e m y ś l a n y
temat.
W p i e r w s z y m okresie, a w i ę c w 1948 r o k u U r ­
banek m a l o w a ł p r z e w a ż n i e sceny b ę d ą c e p r z y ­
puszczalnie i l u s t r a c j ą j a k i e j ś , b r u k o w e j l i t e r a ­
t u r y , czy w i d z i a n y c h f i l m ó w . Szybko jednak
p r z e s z e d ł na odtwarzanie m o t y w ó w pracy (ryc.
6) i t u bardzo u m i e j ę t n i e u m i a ł z n a l e ź ć w ł a ś c i ­
w y , szczery i p r a w d z i w y w y r a z .
U c z ę s z c z a j ą c na k u r s w y r ó ż n i ł się zdolnością
rysowania z n a t u r y c h w y t a j ą c ł a t w o proporcje
jak t e ż i charakter rysowanego modelu. Dlatego
też w pracach U r b a n k a w i d a ć najlepiej s z y b k ą
d r o g ę , j a k ą p r z e s z e d ł od n i e u d o l n y c h r y s u n k ó w
do z u p e ł n i e p o p r a w n y c h przez u m i e j ę t n e opa­
nowanie zasad proporcji, p e r s p e k t y w y i ś w i a ­
tłocienia (ryc. 7).
Urbanek n a j p i e r w rysuje całość kompozycji
zdecydowanie o s a d z a j ą c p r z e d m i o t y i ludzi (ryc

8) w p ł a s z c z y ź n i e obrazu, p o d k r e ś l a j ą c to jesz­
cze s i l n y m o k o n t u r o w a n i e m . Upraszcza sobie
jednak zarys rysowanego p r z e d m i o t u p ł y n n ą
m o d e l u j ą c ą k r e s k ą , d ą ż ą c w pewnej mierze do
szematu, b y ć m o ż e , pragnie j a k najszybciej
przejść do b a r w y . P r a w i d ł o w o ś ć r u c h u przed­
stawianych postaci zdaje się w s k a z y w a ć na jego
z d o l n o ś ć p o d ś w i a d o m e g o notowania w p a m i ę c i
z a u w a ż o n y c h sytuacji. I w t y m w y p a d k u w y ­
s t ę p u j e p o ś p i e c h , czy t e ż pewna,
zrozumiała
z r e s z t ą n i e d o j r z a ł o ś ć , z w ł a s z c z a , gdy na t y m
samym obrazie, jedna p o s t a ć ma p e ł n e realiz­
mu, p r a w i d ł o w e ruchy, druga jest nieudolna,
jak g d y b y wyciosana z grubego drzewa. Jednak
z zasadami p e r s p e k t y w y daje sobie Urbanek
najlepiej r a d ę ze wszystkich o m a w i a n y c h ama­
torów.
U r b a n e k nie l u b i w y r a ź n y c h , zdecydowanych
barw. K a ż d a b r y ł a jest oddana konglomeratem
k i l k u b a r w , t y m bardziej, że ś w i a t ł o c i e ń w y d o ­
b y w a nie t o n a c j ą , a d o w o l n y m r ó ż n i c o w a n i e m
i k o n t r a s t o w y m zestawieniem b a r w
według
swego w ł a s n e g o klucza. Na p r z y k ł a d kobalto­
w y m p r z e d m i o t o m daje r ó ż o w e , czy c y t r y n o w e
światła.
O i l e w p i e r w s z y c h obrazkach o l e j n y c h d a w a ł
p r z e w a g ę o s i l n y m n a t ę ż e n i u b a r w n y m (czer­
w o n y obok granatowego z s i l n y m c z a r n y m k o n ­
t u r e m ) , to w p ó ź n i e j s z y c h pracach t e m p e r o w y c h
przechodzi na jasne, w e s o ł e zestawienia, d a j ą c
pizy tym zdecydowaną
przewagę wszystkim
odcieniom k o r a l o w y m l u b u j ą c się w zestawie­
n i u i c h z k o b a l t e m i c y t r y n o w y m . Rzadko w p r o ­
wadza niebieski, nawet p r z y k o l o r y c i e nieba
daje p r z e w a g ę r ó ż o w y m o b ł o k o m .
O b r a z k i U r b a n k a są p e ł n e d y n a m i k i . Dzięki
d u ż e j p a m i ę c i malarskiej udaje m u się zsyn­
c h r o n i z o w a ć r u c h y danego m o m e n t u
pracy,
k t ó r y przedstawia u wszystkich o s ó b w y s t ę p u ­
j ą c y c h w danej kompozycji. Na p r z y k ł a d robot­
n i k p o d c i ą g a na l i n i e m u r a r z o w i w i a d r o z w a p ­
nem, k t ó r y w t y m samym momencie je chwyta,
p r z y czym dziecko s i e d z ą c e z b o k u wskazuje
m u je r ą c z k ą . D z i ę k i t e m u oddany jest dosko­
nale r y t m pracy, jej p r a w d z i w o ś ć . M i m o tego
samego ś r o d o w i s k a , z k t ó r e g o w y r a s t a j ą oma­
wiani plastycy-górnicy,
w pracach U r b a n k a
jest najmniej ś l a d ó w p i e r w i a s t k ó w l u d o w y c h .
W i ą ż e s i ę to nie t y l k o z jego w i e k i e m (jest j e d ­
n y m z n a j m ł o d s z y c h ) , ale i jego m e n t a l n o ś c i ą .
Pragnie on, b o w i e m , j a k n a j p r ę d z e j
malować
tf.k, j a k dojrzali a r t y ś c i . U z u p e ł n i a swoje w i a ­
d o m o ś c i s z e r o k ą l e k t u r ą , o g l ą d a w i e l e repro­
d u k c j i , odwiedza zawodowych malarzy.
Na
rzecz pozyskanych w i a d o m o ś c i czy w y r a ż o n y c h

159

�Ryc.

7. Urbanek

Gerhard. Narada wytwórcza.

Fot. ze zbiorów

Związkowego

Muzeum Górniczego

w Sosnowcu

�Ryc.

8. Urbanek

Gerhard.

Żniwa.

Fot. ze zbiorów

s ą d ó w , ł a t w o w y r z e k a się s w y c h
własnych
u p o d o b a ń , p r a g n ą c j a k n a j p r ę d z e j s t a ć się „ p r a w ­
d z i w y m " malarzem.
W R Ó B E L

P A W E Ł

urodzony w 1913 r o k u w Szopienicach, t a m
ukończył
s z k o ł ę p o d s t a w o w ą w niezmiernie
c i ę ż k i c h w a r u n k a c h m a t e r i a l n y c h . Od p i e r w ­
szej klasy o d r a d z a ł ogromne z a m i ł o w a n i e do
rysunku.
Gdy u k o ń c z y ł szkołę, t r u d n o m u b y ł o z n a l e ź ć
p r a c ę , t y m bardziej m a r z y ć o dalszym k s z t a ł ­
ceniu się w rysunkach. J e ś l i m u się u d a ł o pójść
czasem do k i n a l u b p r z e c z y t a ć j a k ą ś k s i ą ż k ę
z p r z y g o d a m i , p r z e n o s i ł na papier swoje w r a ­
żenia, w z b u d z a j ą c — j a k pisze w swoich wspo­
m n i e n i a c h — p o d z i w k o l e g ó w , a nawet zainte­
resowanie j a k i e g o ś malarza,
k t ó r y c h c i a ł się
n i m z a o p i e k o w a ć i k s z t a ł c i ć w t y m zawodzie.
S p r z e c i w i ł a się t e m u babka, na k t ó r e j u t r z y ­
m a n i u b y ł razem z m a t k ą , k t ó r a s t r a c i ł a w t y m
czasie p r a c ę w hucie. Potem p r z y s z ł a s ł u ż b a
wojskowa, w o j n a . W k r ó t c e po z a j ę c i u Szopie­
nic przez N i e m c ó w , P a w e ł w r ó c i ł z w o j n y , o ż e ­
n i ł się i zaczął p r a c o w a ć na k o p a l n i i m . Jana
Wieczorka w Janowie, j a k o ł a d o w a c z , a p ó ź n i e j
r ę b a c z . Czasem t y l k o , gdy w r ó c i ł z pracy, r y ­
s o w a ł o ł ó w k i e m l u b tuszem sceny kowbojskie.

Związkowego

Muzeum

Górniczego

w

Sosnowcu.

Dopiero, gdy z o s t a ł a zorganizowana p i e r w ­
sza w y s t a w a g ó r n i k ó w - a m a t o r ó w i koledzy z j e ­
go k o p a l n i w z i ę l i w niej u d z i a ł (Urbanek czy
Ociepka), W r ó b e l z a p i s a ł się na k u r s y zorgani­
zowane p r z y Oddziale Z w i ą z k u Zawodowego
G ó r n i k ó w w Janowie. W t e d y po raz pierwszy
z e t k n ą ł się z b a r w ą , s t a r a ł s i ę z g ł ę b i ć j e j t a ­
j e m n i c e i o d d a ł się j e j c a ł k o w i c i e .
W r ó b e l jest g ó r n i k i e m d o ł o w y m i c h o ć ma
n i e d u ż e o c i e n k i c h palcach r ę c e , pracuje n i m i
zapamiętale i ambitnie wyrabiając przeciętnie
130% n o r m y . W r ó c i w s z y z kopalni, odpoczynek
znajduje w pracy artystycznej.
W p r z e c i w i e ń s t w i e do Ociepki, interesuje go
n a j b l i ż s z e m u realne ż y c i e w e w s z y s t k i c h swo­
ich przejawach; czy to b ę d z i e w n ę t r z e d o m u
g ó r n i c z e g o , k o b i e t y i d ą c e do p i e k a r n i , dzieci
na h a ł d z i e , ulica w Szopienicach, czy t e ż ż y c i e
zbiorowe jego ś r o d o w i s k a , j a k : targ, niedzielne
p o p o ł u d n i e , z b i ó r j a b ł e k , karuzele, odpust. W r ó ­
bel w y ż y w a s i ę w przedstawianiu ż y c i a w i ę k ­
szego zbiorowiska ludzkiego, l u b i t ł u m . N i e i n ­
teresuje go w t y m w y p a d k u psychiczna t r e ś ć
obrazu (czego najlepszym dowodem jest b r a k
r y s ó w t w a r z y u przedstawianych postaci); r a ­
czej t ł u m l u d z k i jest d l a ń kalejdoskopem poz­
w a l a j ą c y m u k a z a ć c a ł e jego bogactwo barwne.
O ile ś w i a t w y o b r a ż e ń W r ó b l a obraca się w c i ą ż
w t y m s a m y m k r ę g u , to na przestrzeni t y c h

141

�trzech lat, k i e d y m o ż e m y śledzić r o z w ó j jego
talentu, w i d a ć ciągłe
poszukiwania n o w y c h
ś i o d k ó w w y r a z u , p r ó b y nieraz ś m i a ł e i cie­
kawe.
C a ł y ten czas, m o g l i b y ś m y p o d z i e l i ć na t r z y
okresy. Pierwsze jego p r ó b y malarskie w y k o ­
nane na kartonie, z w y k ł ą , z i e m n ą f a r b ą m a ­
l a r s k ą , k t ó r ą sam sobie p r z y g o t o w a ł ,
cechuje
nieopanowanie p e r s p e k t y w y , proporcji, poczucia
b r y ł y . Rysuje ś m i a ł ą k r e s k ą , u p r a s z c z a j ą c sobie
skomplikowane n i e k i e d y k o n t u r y p r z e d m i o t u ,
n a d a j ą c i m s w o i s t ą f o r m ę . W t y c h obrazkach
jest n a i w n o ś ć p r y m i t y w u w beztrosce o j a k i ­
k o l w i e k r e a l i z m przedstawienia. Operowanie
b a r w ą zdaje się t c h n ą ć r a d o ś c i ą dziecka, k t ó r e
po raz pierwszy d o s t a ł o farby i nie m o ż e s i ę
n i m i n a c i e s z y ć . W r ó b e l zestraja
je bardzo
ostro i na m a ł e j p ł a s z c z y ź n i e obrazka, chce
ich z m i e ś c i ć j a k n a j w i ę c e j . Dlatego też, przed­
s t a w i a j ą c w n ę t r z e izby g ó r n i c z e j
(„Powrót
z pracy", r y c . 9), r ó ż n i c u j e p ł a s z c z y z n y ścian,
d a j ą c na m a ł e j przestrzeni aż cztery z a ł a m a ­
nia, p r z y c z y m k a ż d e z a k ł a d a i n n ą , k o n t r a s t o w ą
b a r w ą ; ś c i a n y te jeszcze urozmaica, d a j ą c na
jednej fantastyczny p e j z a ż w zielonej
ramie,
n a s t ę p n i e wazon z k w i a t a m i i wreszcie na t l e
ż ó ł t e g o okna ustawia słoiki — k a ż d y innego
k o l o r u . A l e to jeszcze nie wszystko: w w n ę c e
stoi łóżko n a k r y t e zieloną, k r a c i a s t ą k a p ą , prze­
sadnie w y d ł u ż o n e , m o ż e dlatego, aby na n i m
zmieścić jak najwięcej kolorowych
poduszek
zasznurowanych b a r w n y m i tasiemkami. P o d ł o ­
ga na n i e w i e l k i m
odcinku jest
zestawiona
z dziewięciu różnobarwnych,
nieregularnych
p ł a s z c z y z n , na k t ó r e j z lewej strony, na p i e r w ­
szym planie jest umieszczona dziecięca koloro­
wa p i ł k a .
P a t r z ą c na ten obrazek, czy inne
z tego okresu, j a k : „ K a r m i ą c a matka", „ Z a b a ­
wa po szychcie", „ T a n c e r k a w c y r k u " — m i m o w o l i n a s u w a j ą się t u asocjacje z u w a g ą Ste­
fana Szumana w y p o w i e d z i a n ą na marginesie
b o d a ń nad k o l o r y s t y k ą w ś r ó d dzieci. M ó w i on
o malowankach dzieci z Chorzowa — a w i ę c
bliskiego Szopienicom — gdzie p r z e p r o w a d z a ł
badania. „ O r y g i n a l n a , ś w i e ż a i p i ę k n a k o l o r y ­
styka k i l i m u
wykonanego przez dzieci, m o ­
g ł a b y b u d z i ć przypuszczenie, że dzieci p o c h o d z ą
ze ś r o d o w i s k a , w k t ó r y m sztuka l u d o w a jest
jeszcze ż y w a " ) . To samo w r a ż e n i e odnosi się
wobec t y c h p i e r w s z y c h prac W r ó b l a .
;;

W r a ż e n i e to p o t ę g u j e r o z b r a j a j ą c a beztroska
o proporcje czy p e r s p e k t y w ę ,
Nogi
stolika
z lewej strony są nieproporcjonalnie grube
w p o r ó w n a n i u do b l a t u . S i e d z ą c a na lewo ż o n a
g ó r n i k a , o b i e r a j ą c a kartofle, z u w a g i na brak
142

jakiegokolwiek uwzględnienia załamania świa­
tła, czy zgięcia postaci, sprawia w r a ż e n i e , j a k
g d y b y s t a ł a , a miska pozbawiona p u n k t u opar­
cia, w i s i w p o w i e t r z u . Jednak m i ę k k i r u c h
c ó r k i o b e j m u j ą c e j m a t k ę za szyję, r a d o ś n i e w y ­
c i ą g n i ę t e r ą c z k i dziecka do p o w r a c a j ą c e g o ojca,
d b a ł o ś ć o drobne nawet akcesoria s t a n o w i ą c e
0 charakterze w n ę t r z a izby g ó r n i c z e j — wszyst­
ko to s k ł a d a się na ż y w ą i p r z e k o n y w u j ą c ą
n a r r a c j ę obrazu. Z d e c y d o w a n ą
dekoracyjność
o b r a z ó w W r ó b l a p o t ę g u j e jeszcze p ł a s z c z y z n o w o ś ć p l a m b a r w n y c h , p r z y k t ó r y c h l i n i a jest
raczej ś r o d k i e m oddzielenia jednej p l a m y od
drugiej.
Po p a r o m i e s i ę c z n y m u c z ę s z c z a n i u na k u r s y ,
W r ó b e l zdobywa podstawowe w i a d o m o ś c i tech­
niczne, jednak nie przez staranne studia, a
przez m o ż n o ś ć poznania rodzaju farb i ich sto­
sowania. W t e d y zakupuje t e m p e r ę , m a l u j ą c
nadal na n i e g r u n t o w a n y m kartonie. Podobnie,
]ak Ociepka l u b i b ł y s z c z ą c ą p o w i e r z c h n i ę obra­
zu i p r z e c i ą g a n i e k t ó r e l a k i e r e m .
P r ó b u j e w t y m czasie z m i e n i ć t e m a t y k ę swo­
ich o b r a z ó w , p r z e c h o d z ą c na zagadnienia pracy.
Jednak nie j e m u n a j b l i ż s z e j . B o w i e m W r ó b e l
rzadko m a l u j e k o p a l n i ę . D l a swoich w y p o w i e ­
dzi a r t y s t y c z n y c h m u s i m i e ć powietrze, ż y w e
barwy. To też namaluje p o w r ó t z kopalni, bu­
d o w ę f i ń s k i c h d o m k ó w (ryc. 10), r e p e r a c j ę t o ­
r ó w kolejowych, p r a c ę p r z y b r u k o w a n i u szos.
I tutaj, z e s t a w i a j ą c jego p r a c ę z pierwszego
okresu ( „ P o w r ó t do p r a c y " ryc. 9) z obrazkami
z drugiego okresu ( „ B u d o w a " , r y c . 11), czy
( „ B r u k a r z " ryc. 17), w i d a ć j u ż p o s t ę p w opano­
w a n i u r y s u n k u . P r ó b a perpektywicznego roz­
w i ą z a n i a d r u g i c h p l a n ó w w z g l ę d n i e m u się uda­
je. Jak k o n s t r u k c j a f r a g m e n t u b u d o w y tak i po­
stacie cieśli cechuje p r a w i d ł o w o ś ć p r o p o r c j i .
Kompozycja jest przejrzysta, p e ł n a powietrza,
nie ma t u j u ż t ł o k u , j a k w obrazkach z pierwsze­
go okresu, gdzie artysta c h c i a ł wszystko p o w i e ­
dzieć odrazu. W operowaniu b a r w ą p o z o s t a ł na­
dal w i e r n y o s t r y m kontrastom, d a j ą c w „ B u ­
d o w i e " ż ó ł t e drzewo budulcowe, czerwone na
n i m cienie i mocne, szafirowe niebo. Ś w i a t ł o ­
cień stara się u z y s k a ć przez silne k o n t r a s t y
barwne.
W t y m czasie, często odwiedza swego w y k ł a ­
d o w c ę prosi o pokazanie j a k n a j w i ę c e j ilości
k s i ą ż e k z zakresu sztuki. Fascynuje go j u ż nie
t y l k o barwa, ale urzeka pewne, o k r e ś l o n e z a ł o ­
ż e n i e t w ó r c y , jeśli chodzi o p o s z c z e g ó l n e b a r w y
1 m o ż n o ś ć zastosowania szerokiej j e j skali. Gdy
w t y m czasie z o s t a ł a o t w a r t a w K a t o w i c a c h
w y s t a w a m a l a r s t w a francuskiego, (niewiele o r y -

�Ryc.

9. Wróbel

Ryc. 10. Wróbel

Paweł.

Powrót

z pracy, r. 1948. Fot. ze zbiorów

Paweł.

Kolonia fińskich

domków,

Związkowego

wrzesień
1950 r.
w Sosnowcu

Muzeum Górniczego

Fot. ze zbiorów

Związkowego

w Sosnowcu.

Muzeum

�Ryc.

Ryc. 12. Wróbel

Paweł.

11. Wróbel

Paweł.

Zbieranie jabłek,

Budowa.

1949.

sierpień 1950. Fot.
w Sosnowcu.

Fot. Kalus

ze zbiorów

Stanisław.

Związkowego

Muzeum

Górniczego

�Ryc.

13. Wróbel Panel.

Targ

na

kapustę,

1C50 r. Fot. ze
w
Sosnowcu.

g i n a ł ó w — p r z e w a ż n i e k o l o r o w e reprodukcje),
pomimo, że W r ó b e l często j ą odwiedza i jest
pod jej u r o k i e m , obrazki jego nie w y k a z u j ą na­
ś l a d o w n i c t w a . W e ź m y np. „ B r u k a r z a " r y c . 17.
C e c h u j ą go te same, silne m o d e l u j ą c e linie, k t ó ­
r y m i rysuje b r u k a r z a i d w i e p o m a g a j ą c e m u k o ­
biety. K o l o r nadal z a k ł a d a p ł a s k o , nie sili się na
oddanie b r y ł y , zato całość k o l o r y s t y c z n ą prze­
prowadza konsekwentnie w tonacji u g r ó w , c h c ą c
w y p r ó b o w a ć swoje m o ż l i w o ś c i w t y m k i e r u n k u .
W r ó b e l nadal rysuje s i l n ą k r e s k ą upraszcza­
j ą c k o n t u r y przedstawianego przedmiotu, j e d ­
nak u s i ł u j e b u d o w a ć p r a w i d ł o w o k o m p o z y c j ę
obrazu, p r ó b u j ą c z a s t o s o w a ć te ze zdobytych
w i a d o m o ś c i , k t ó r e m u o d p o w i a d a j ą . I to jest
jego okres d r u g i .
W lecie 1950 r o k u jest po raz pierwszy nad
morzem, s k ą d p o w r ó c i w s z y m a l u j e s e r i ę obraz­
k ó w , gdzie z n o w u u s i ł u j e o d d a ć charakter po­
wszedniego dnia w ż y c i u l u d n o ś c i
wybrzeża.
A w i ę c b ę d z i e to ż o n a r y b a k a o c z e k u j ą c a po­
w r o t u m ę ż a z dzieckiem na r ę k u , odpoczynek
na w y c i ą g n i ę t e j łodzi, fragment w i o s k i rybac­
k i e j , czy dziewczyna t r z y m a j ą c a kosz z r y b a ­
m i (ryc. 17). N a s t ę p n i e , w m i e s i ą c a c h jesiennych
1950 r e k u maluje d r u g ą s e r i ę o b r a z ó w d u ż y c h

zbiorów

Związkowego

Muzeum

Gó

nizego

r o z m i a r ó w w y s t a w i o n y c h częściowo na ostatniej,
wojewódzkiej wystawie plastyków - amatorów
w K a t o w i c a c h . Wraca w n i c h do ulubionego te­
m a t u zbiorowego ż y c i a d a j ą c „ T a r g na k a p u ­
s t ę " (ryc. 13), ,Zbiór j a b ł e k " (ryc. 12), wreszcie
ostatni „ K a r u z e l e " . M a l u j e je na p ł ó t n i e d a j ą c
g r u n t suchy, k t ó r y bardziej odpowiada jego t e m ­
peramentowi. I w t e d y nie t y l k o wraca do d a w ­
nej t e m a t y k i , ale i jej swoistej i n t e r p r e t a c j i m a ­
larskiej. Porzuca t r o s k ę o zbyt staranne, r r a i i styczne u j ę c i e w i z j i malarskiej, przestaje zajmo­
w a ć s i ę s z c z e g ó ł a m i , j a k np. r y s a m i t w a r z y , daje
ujście s w e m u u m i ł o w a n i u k o l o r u (ryc. 14). Jed­
nak w budowie obrazu, r o z ł o ż e n i u d r u g i c h p l a ­
n ó w , czy umiejscowieniu ź r ó d ł a ś w i a t ł a jest bar­
dziej zdyscyplinowany i ś w i a d o m y tego, co chce
w y r a z i ć . To nie znaczy, że w y r z e k a się p r a w d y .
W r ó b e l stale do niej zmierza, jednak tempera­
m e n t jego nie pozwala m u j e d n o c z e ś n i e r o z w i ­
j a ć swoich m o ż l i w o ś c i ; w c i ą ż jeszcze jest po­
c h ł o n i ę t y b a r w ą . W i d z i m y , b o w i e m w t y c h ob­
razach, że pragnie z a s t o s o w a ć zdobyte w i a d o m o ­
ści, p r z e p r o w a d z i ć konsekwentnie
założenia
kompozycyjne i kolorystyczne (ryc. 16, 17).
Jednak nie zawsze m u s i ę jeszcze to udaje.
145

�czerwone p u n k t y . Te same w z g l ę d y k i e r o w a ł y
a r t y s t ą p r z y stosowaniu b a r w w obrazie „ J a n
Wieczorek p r z e m a w i a j ą c y
na w i e c u " , gdzie
w z b o g a c i ł b a r w ą ubrania s ł u c h a c z y , c h o ć szta­
faż a r c h i t e k t o n i c z n y s t a r a ł s i ę o d d a ć j a k n a j ­
bardziej realistycznie.

Ryc. 14. Wróbel Paweł.
ze zbiorów Związkowego

Rybaczka.
Muzeum

Sierpień
1950. Fot.
Górniczego
w Sos-

W „ T a r g u na k a p u s t ę " (ryc. 13) p r ó b u j e opraco­
w a ć ś w i a t ł o c i e ń w s z y s t k i c h p r z e d m i o t ó w . Jed­
nak p r ó b ę przeprowadza na p i e r w s z y c h d w ó c h
postaciach p i e r w s z o p l a n o w y c h (u d o ł u z lewej
strony) — na w i ę c e j nie ma c i e r p l i w o ś c i . T a k
samo stanowczo odrzuca rysowanie szczegółów
t w a r z y . W „ Z b i o r z e j a b ł e k " (ryc. 12) d a ł je, po­
t e m z a m a l o w a ł — nie m ó g ł d a ć , tak j a k b y p r a g ­
n ą ł . Jednak ś w i a t ł o c i e ń na s p ó d n i c y k o b i e t y sto­
j ą c e j na drabinie, g w a ł t o w n i e o d w r a c a j ą c e j się
do widza w p o r ó w n a n i u z opracowaniem ż o n y
g ó r n i k a w obrazie „ P o w r ó t z p r a c y " (ryc. 9) w y ­
kazuje d r o g ę r o z w o j o w ą W r ó b l a , j a k ą p r z e s z e d ł
w swoich poszukiwaniach p o m i ę d z y j e d n y m
i d r u g i m obrazem.
C z ę s t o jednak daje się u n i e ś ć s w e m u tempe­
r a m e n t o w i i z m y s ł o w i dekoracyjnemu, k t ó r y
tak w y r a ź n i e znaczy c a ł ą jego t w ó r c z o ś ć . W e ź ­
m y obraz: „ Z b i ó r j a b ł e k " (ryc. 12). J a b ł k a u k ł a ­
dane w koszu na p i e r w s z y m planie, z p r a w e j
strony obrazu są d u ż o mniejsze od t y c h , l e ż ą ­
cych w g ł ę b i na ziemi za m ę ż c z y z n ą , k t ó r y j e
u k ł a d a w koszu. Na pytanie, dlaczego tak je na­
malował,
W r ó b e l o d p o w i e d z i a ł , że p r z e s t r z e ń
zielona b y ł a za pusta i b y ł o b y b r z y d k o , g d y b y
j a b ł k a t w o r z y ł y na zielonej t r a w i e j e d y n i e m a ł e
141

Podobnie apodyktycznie ustosunkowuje s i ę
W r ó b e l do modela. W ogóle nie l u b i i nie u m i e
r y s o w a ć z modelu. Raczej model u w a ż a za p o d ­
n i e t ę do w ł a s n y c h p r z e d s t a w i e ń w i d z i a n y c h
p r z e d m i o t ó w , czy z d a r z e ń . Charakterystyczny
będzie dla jego artystycznej m e n t a l n o ś c i e p i ­
zod n a s t ę p u j ą c y ; k t ó r y m i a ł miejsce w czasie
w y k ł a d ó w na kursie. W y k ł a d o w c a
ustawił
m a r t w ą n a t u r ę — ciemnozielona b u t e l k a na
tle czerwonej m a t e r i i , obok k a w a ł e k szafirowej
tkaniny. Wróbel próbuje naszkicować ołów­
kiem, czy w ę g l e m , zaledwie paroma k r e s k a m i ,
po c z y m przechodzi do malowania. Z u p e ł n i e m u
się nie udaje; maluje tego dnia a k w a r e l ą , po­
s z c z e g ó l n e b a r w y z l e w a j ą s i ę ze sobą. W r ó b e l
traci c i e r p l i w o ś ć . Wreszcie z m y w a c a ł y papier
w o d ą , bierze f a r b ę palcem i na w i l g o t n y m pa­
pierze m a l u j e ś m i a ł o p r a w i e nie p a t r z ą c na m o ­
del. Przestaje b y ć dla niego potrzebny. N i e po­
doba m u s i ę o d c i e ń szafiru i nie chce go p o ł o ­
żyć obok czerwieni. Daje zamiast t k a n i n y sza­
firowej — żółtą. Jednak w zestawieniu z czer­
w o n ą , r o z c z ł o n k o w a n ą z i e l e n i ą b u t e l k i , ta —
wydaje m u się za pusta. N a m y ś l a się c h w i l ę ,
po czym u k r ę c o n y m z p a p i e r u kwaczem, daje
na żółtej m a t e r i i d u ż e , fioletowe k r o p k i . M o ż e ­
m y to w y t ł u m a c z y ć j e d y n i e t y m , że poprzez
wszystkie obrazy W r ó b l a p r z y ś w i e c a tak cha­
rakterystyczne dla sztuki dziecka i sztuki l u d o ­
wej zagadnienie
d e k o r a c y j n o ś c i obrazu. Jest
ono w c i ą ż jeszcze c z y n n i k i e m d e c y d u j ą c y m
i raczej, ono decyduje o charakterze obrazu.
W r ó b e l jest n i e z w y k l e p ł o d n y m malarzem.
Dotychczas n a m a l o w a ł o k o ł o 50 o b r a z ó w . M a ­
luje szybko, c h c ą c j a k n a j p r ę d z e j d a ć odbicie
p r z e ż y t y c h w r a ż e ń . Bardzo często — j a k sam
m ó w i — temat przychodzi d o ń z z e w n ą t r z . W r a ­
cając z pracy, z a u w a ż y j a k i ś szczegół,
który
staje się p u n k t e m w y j ś c i o w y m całej k o m p o z y ­
cji. Jednak w o k o ł o tego s z c z e g ó ł u narasta po­
t e m cała, w ł a s n a narracja obrazu. Szczegół ten
jest p u n k t e m w y j ś c i o w y m nie t y l k o t r e ś c i
przedstawianej na obrazie, ale n i e k i e d y k o l o ­
r y t u . T a k na p r z y k ł a d b y ł o z c i e k a w y m obra­
zem: „Dzieci na h a ł d z i e " (ryc. 18). W r ó b l a za­
i n t e r e s o w a ł k o l o r y t nieba r o z c i ą g a j ą c y się poza
h a ł d ą , na k t ó r e j b a w i ł y się dzieci. S t a r a ł się go
n a m a l o w a ć po c z y m całość r o z w i ą z a n i a b a r w ­
nego u z a l e ż n i ł od tego nieba.

�Ryc. 15. Wróbel

Paweł.

Manifestacja,

Ryc.

Paweł.

Dworzec, r. 1950. Fot. ze zbiorów

16. Wróbel

tempera 1950 r. Fot. ze zbiorów
w Sosnowcu.

Związk.

Związk.

Muzeum

Muzeum

Górniczego

Górniczego-

w

Sosnowcu.

�Ryc. 17. Wróbel

tiyc. 18. Wróbel

Paweł.

Dzieci na hałdzie.

Paweł.

Brukarz.

Fot. Adam

Wrzesień 1950 r. Ze zbiorów
w Sosnowcu

Bogusz

Związkowego

Muzeum

Górniczego

�Tak zresztą przeprowadza Wróbel zagadnie­
nie kolorytu we wszystkich swoich kompozy­
cjach. Kolor zakłada zaczynając od nieba i od
tonacji, w jakiej utrzyma niebo, uzależnia całą
kompozycję barwną obrazu. Raczej nie zdaje
sobie sprawy, że następne plamy barwne wy­
pływają konsekwentnie ze sharmonizowania ich
z pierwszą. Tak, naprzykład w „Targu na ka­
pustę" (ryc. 13) niebo ma zielonawoszare tony
i takie same są płócienne dachy straganów, czy
dachy domów. Kieruje tu nim podświadoma
wola twórcza, która silnie broni Wróbla przed
zmanierowaniem czy niewolniczym naśladow­
nictwem oglądanych obrazów, czy reprodukcji
dzieł malarstwa dojrzałego, do której ma ułat­
wiony dostęp bardziej, niż którykolwiek inny
artysta ludowy.
Silne więzy z tradycjami sztuki ludowej tak
wyraźnie zaznaczone w pierwszych jego pra­
cach, wystąpiły ostatnio u Wróbla, gdy skom­
ponował projekt na dekorację świetlicy, za któ­
ry otrzymał pierwszą nagrodę na konkursie.
Całość koncepcji artystycznej została rozwią­
zana w charakterze ludowym. Ujął tak nie
tylko wnętrze, ale styl projektowanycn me­
bli i ich ornamentykę. Po czym, idąc po tej
linii, trzymał się ściśle założeń konkursowych,
interpretując je samodzielnie, czego dowodem
jest portret Prezydenta w całej postaci, choć
takiego nigdzie nie widział. Ściany świetlicy,
meble, a więc krzesła, stoły, szafy, podstawy
do kwiatów, czy stolik pod radio zostały cał­

T

kowicie wykorzystane, jako płaszczyzny deko­
rowane. Motywy stosowane są niewątpliwie re­
miniscencją mebli ludowych, które widział w
domu rodzinnym, czy u sąsiadów, co zresztą
powtarzało się w jego obrazach wnętrz górni­
czych. Dzięki tym momentom, które były w y ­
razem silnych tradycji kulturowych, projekt
Wróbla tchnął prawdą i stworzył wnętrze do
którego każdy mieszkaniec Szopieniec, czy Ja­
nowa chętnie przyjdzie, aby odpocząć po pracy.
Wróbel — nie tylko ze względu na duży ta­
lent, silną łączność z tradycjami sztuki ludowej,
ale swoją drogę twórczą — jest jednym z naj­
ciekawszych i najbardziej charakterystycznych
przykładów kształtowania się surowego talen­
tu robotniczego, poddanego nagle silnemu dzia­
łaniu czynników zewnętrznych wyzwalających
zeń doznania artystyczne. Twórczość jego jest
przykładem, jak tego typu „naiwny realista"
powoli adaptując wybrane przez siebie elemen­
ty ze sztuki dojrzałej staje się artystą świado­
mym swoich możliwości. Jego nawroty do nie­
których dawnych środków wyrazu są tylko jed­
nym z licznych etapów na jego drodze ciągłych
poszukiwań ) .
4

1. Mobius M. R.: Henri Rousseau (Zum Zelstbildniss
von 1890). Der Cicerone X V I I I Jahrg. Heft 6. str. 179—
193.
2. Żywirska Maria: Zagadnienia prymitywnej sztuki
robotniczej. Polsk. Szt. Lud., nr. 1—2. 1949.
3. Szuman Stefan i Brzychczy Karol. Rozwój kolo­
rystyki w sztuce dziecka. Warszawa 1938, str. 3.
4. Większość cytowanych obrazów jest własnością
Związkowego Muzeum Górniczego w Sosnowcu.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
