<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10529" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10529?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:11:25+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10507">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1b62eb0b8f69146d267b471e26a7ec8a.pdf</src>
      <authentication>d4e69e5602d357e57379742b11d60c7b</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125364">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4434</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125365">
              <text>1976</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125366">
              <text>kult świętych</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="125367">
              <text>Św.Michal Archanioł</text>
            </elementText>
            <elementText elementTextId="125368">
              <text>Chajec, Władysław - rzeźbiarz ludowy</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125369">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4125</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125370">
              <text>Rozważania w obliczu Św.Michała Archanioła, wyrzeźbionego w 1971 roku przez Władysława Chajca z Kamienicy Górnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125371">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1976 t.30 z.3-4; s.225-242</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125372">
              <text>Zimmerer, Ludwig</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125373">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125374">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125375">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="125376">
              <text>udwig Zimmerer

ROZWAŻANIA W OBLICZU ŚWIĘTEGO

MICHAŁA

ARCHANIOŁA,

WYRZEŹBIONEGO W 1971 ROKU PRZEZ WŁADYSŁAWA CHAJCA Z KAMIENICY GÓRNEJ
Jak z samego tytułu wynika, praca ta ma być luźnym zbio­
rem dociekań, przypuszczeń i impresji, a nie rozprawą naukową.
Chciałbym to podkreślić nie dla uzyskania taryfy ulgowej, ale
aby zwrócić uwftgę na to, że amator, który nio jest przypadkiem
również uczonym speojalistą w dziedzinie swego zamiłowania, musi
sobie wypracować własny sposób, ażeby pomalutku pojąć to, co
mu jest drogie.
Istnieją w języku niemieckim trudno przetłumaczalne zwro­
ty związane z niewinnym słówkiem „dahinter". Powiedzenie
„Da steckt etwas dahinter" oznacza po prostu, że za samym feno­
menem kryje się jeszcze ooś, bez poznania czego nie można zro­
zumieć istoty zjawiska, coś, co trzeba wyśledzić, do czego trzeba
dojść, krótko mówiąc, „dahinterkommen".
Próbując wyśledzić, co tkwi w takiej figurze jak Śiv. Michał
Chajoa, usiłując wytropić świat wyobrażeń i wierzeń, którego
Wyrazem jest ta rzeźba, wiem dobrzo, iż ta moja próba pozostaje
kompletnie dyletancka, iż ta moja podróż w górę rzoki, ku źród­
łom, jest przedsięwzięciem z dość przypadkowym ekwipunkiem.
A l ) właśnie jako amator, jako „dilletante", nie mogę nie podej­
mować tej próby. Mam przy t y m woale nieskromną nadzieję, że
mimo wszystko właśnie takim sposobem da się ewentualnie wy­
kryć to. co łatwo ujdzie uwagi speojalisty.
I
Władysław Chajec {ur. 1904), wyrosły w niewiarygodnej galisyjskiej biedzie, wątły chłop bez roli, jak też za młodu bez szans
snalozienia stałej pracy u zamożniejszych gospodarzy, mężczyzna
bez powodzenia również w życiu osobistym, predestynowany,
udawałoby się, do tego, aby być piątym kołem u wozu, wyrzeźbił,
;dy dobiegał już siedemdziesiątki, św. Michała Archanioła walsząoego ze smokiem
Figura ta sprzeczna jest nie tylko ze znaną chrześcijańską
konografią, lecz i z życiowymi doświadczeniami rzeźbiarza. Św.
klichał Chajoa (ił. 2) jest człowiekiem wiejskim (ciekawe, że nie
viadomo—mężczyzną czy kobietą); ma skrzydła, lecz odziany jest
ylko w krótką koszulę i nie posiada żadnej broni. Siedząc okra­
kiem na smoku, lucyperze, wcieleniu zła, bez żadnych ceregieli
inieszkodliwia potwora gołymi rękami.
Archanioł, jakiego Kościół od stuleci ukazuje ludowi, jest
stotą zupołnio inną — jest silnym, nieugiętym bohaterem, wielim panem, wodzom niebieskich zastępów, rycerzem w kosztownej
broi (il. 1). Oficjalny Św. Michał wydaje się żołnierzem, rycerzem,
ficerem z zawodu i z zamiłowania. Gdy zwycięża smoka, wygląda
i k gdyby pozował u fotografa; rozkoszuje się walką, w której
rzeciwnik nie ma żadnych szans, i trochę ją przeciąga. Jest on
niewalającym niebieskim pięknisiem, który upaja się t y m , że
zięki świętej wojnie, dzięki walce z ciemnością t y m łatwiej
loże pokazać się w najlopszym świetle.
Św. Michał Władysława Chajoa nie posiada tego wątpliwego
owabu; nie jest żołnierzem — ani szeregowcem, ani generałem
- jest cywilem. Nie ma w sobie niczego z bohatera, nie odgrywa
idnej roli, załatwia co ma do załatwienia jak najprędzej, aby
lóc powrócić do swych zwykłych zajęć. Na czym mogą ono poleać? Raczej nie na śpiewaniu „hosanna" i wystawaniu obok bo3go tronu. Ten anioł nie jest dworakiem. Może ma pracę w polu,
racę nie znoszącą zwłoki i jedynie na krótko przerwaną, aby
rzepędzić zło ?
Oficjalnego świętego Michała można wykorzystać ideologicz16 w rozmaity, lecz zawsze* jednoznaczny sposób. Wódz niebiesioh zastępów, zajmujący jako archanioł, jako rodzaj księcia,

określone, wysokie stanowisko w drobiazgowo ustalonej hierar­
chii niebios, ukazuje małemu człowiekowi, że również w niebie
jest „góra" i „dół", aby ten nie skarżył się na nierówność istnie­
jącą na ziemi, aby nio myślał, że ziemska nierówność, która go
wścieka, sprzeczna jest z porządkiom bożym. Kościelny św. M i ­
chał ukazuje biednemu, jakim to trzeba być mężem, bohaterem
i panem, aby zwyciężyć smoka. Ten Św. Michał wyjaśnia malucz­
kim, że byliby zgubieni, gdyby niebieski książę nie stoczył za nioh
walki, tak samo jak byliby zgubieni, gdyby ziemski pan, rycerz,
nie wziął ich w opiekę przód złymi siłami, zbójami i hordami nie­
wiernych—i, jeśli to konieczne, przed złem w nioh samych, przed
duchem buntu i nieposłuszeństwa.
Wojowniczy anioł da się również wykorzystać przez różne
wojownicze ideologie. Identyfikująo wroga, którego pragnie się
pokonać, ze złym duchem, przeciwnika z ciemnością, staje się
automatycznie po stronie światła, można wówczas walkę we włas­
nych interesach przyrównać do walki ze smokiem i wybrać sobie za
patrona św. Michała .
1

Tę pańską ideologię Chajec demaskuje i odrzuca w sposób
zupełnie spokojny, mimochodem, można powiedzieć — nagimi
dłońmi, bez bitewnego krzyku i bicia w bębny. Tym, który po­
konuje smoka, jest zwyczajny człowiek, który jako dzieoko (syn)
Boga posiada skrzydła i , aby zwyciężyć zło, nie potrzebuje spe­
cjalnej broni ani t y m bardziej specjalnych pośredników. Rzeźbą
swoją Chajec pokazuje, że niepotrzebni mu panowie ani rycerze
ozy to niebiańscy, czy ziemscy, że sam jest dostatecznie pański
i męski, aby poradzić sobie ze smokiem. Takie przedstawienie
odpowiada poglądowi, w którym zaufanie do Boga wyraża się
zaufaniem do siebie.
Panująca ideologia zostaje odrzucona, lecz nie zastąpiona
przez inną ideologię, przez przeciwstawny system. Nie należy
tego wieśniaczego Michała rozumieć jako polemiki z Michałem
panów. Wywodzi się on z innego, pierwotniejszego świata wyo­
brażeń. Przy całej swojej oryginalnośoi św. Michał Chajca nie jest
bynajmniej odosobnionym odkryciem uzdolnionego świeckiego
teologa, lecz sąsiaduje z wszystkimi tymi (nie tylko polskimi)
ludowymi bajkami, w których chłop nie lęka się diabła, okazuje się
silniejszy od zła, nie robi sobie ceregieli z piekielnym pomiotem,
oszukuje szatana i wystrychuje go na dudka. Zgodnie z t y m krę­
giem wyobrażeń diabeł porywa pana, lecz nie chłopa.

II
Dzieła w rodzaju Św. Michała Władysława Chajoa nie są
częste w polskiej sztuoe ludowej. Niekiedy jednak trafiają się
tu prace, które, wydaje mi się, wywodzą się z podobnego ducha.
Taki np. Bartosz Głowacki Wincentego Krajewskiego, ukazany
w momencie zdobywania nieprzyjacielskiej armaty (il. 4). Praoa
pochodzi z 1963 r., powstała więc przed wejściem w modę kon­
kursów o tematyce historycznej. Możliwe, że Krajewski zna no­
welę Sienkiewicza, ale dla mnie ważne jest, że ten właśnie bohater -antybohater przypadł mu do gustu.
Bartosz Krajewskiego opanowuje armatę w taki sam sposób,
w jaki św. Michał Chajca przemaga diabła. Zło, niosące nieszczęście
i śmierć, smok i armata, przychodzące z zewnątrz i zagrażające
małemu, wiejskiemu światu, zostają pokonane, unieszkodliwione
gołymi rękami. Również ten drugi poskromiciel Złego nie jest żoł­
nierzem, lecz chłopem, który jak św. Miohał Chajoa występuje
przeciwko wrogowi środkami niekonwencjonalnymi, ohociaż sku­
tecznymi. Obydwie figury przypominają m i owego trzeciego brata

225

�z

licznych

ludowych

dwóch mądrych

baśni:

pewien

ojciec

i dzielnych a trzeciego —

miał

trzech

synów,

p o z o r n i e niewydarzo-

nego p r o s t a c z k a . L e c z w i e l k i c z y n , n i e m a l n i e m o ż l i w e wyzwolenie
k s i ę ż n i c z k i , n i e u d a j e s i ę d z i e l n y m i z r ę c z n y m ; d o k o n u j e t e g o ten
nie-bohaterski,
i n i e m a l bez

Dalej

można

gadly. Ten
wzoru,
kiem,

wieśniaczy

trzeci

syn

niesposobnymi

środkami

trudu.

tu

wymienić

Św.

Jerzego,

rzeźbę

święty również, w przeciwieństwie

do

Adama

n i e jest o p a n c e r z o n y m r y c e r z e m , lecz z w y k ł y m
wyposażonym

sporządził.

Odważnie

w

lancę, wyglądającą
jedzie

na

swym

Zo-

powszechnego

jakby

człowie­

sam

j ą sobie

nieustraszonym

przeciw otwartej paszczy straszliwego p o t w o r a (il. na

koniku

str.

tytu­

łowej).
W i e j s c y r z e ź b i a r z e c z ę s t o m y l ą ś w i ę t y c h Jerzego i Michała,
Sam

C h a j o c , t a k o b e z n a n y w t y c h s p r a w a c h , w y k o n a ł k i e d y ś św

J e r z e g o , d o d a j ą c m u s k r z y d ł a a n i o ł a . T a k i e p o m y ł k i nie s ą istotne
b o w i e m z a r ó w n o u J e r z e g o , j a k i u M i c h a ł a w a ż n a j e s t w a l k a ze
złym

smokiem.

Zegadły,

Obie

figury,

„Michał"

Chajea,

są j a k b y same przedstawieniem t y c h

jak

i

„Jerzy'

rzeźbiarzy.

Róż

n i c a p o l e g a n a t y m , ż e u C h a j c a c h o d z i o w y z n a n i e w i a r y , o auto
portret duchowy, u Zogadły natomiast —

o fragment

ziomskiej

autobiografii.
Św. Jerzy Zegadły

dosiada konia p r z y p o m i n a j ą c e g o

drew­

n i a n ą z a b a w k ę . Z a r z u t , i ż a r t y s t a n i e p o t r a f i ł b y w y r z e ź b i ć innego
konia,
i,

nie

gdyby

jest

tego

uzasadniony.

chciał,

Zegadło

potrafiłby

ma

wyrzeźbić

bujną

wyobraźnię

potężnego

rumaka,

s t w o r a m i t y c z n e g o , b ę d ą c e g o p r z e c i w w a g ą p o t w o r a . Lecz prosty

�Człowiek siedzi na nie w z b u d z a j ą c e j

s t r a c h u szkapie. J e ź d z i e c

i k o ń p a s u j ą do siebie. O n i , maluczcy, niewojowniczy, d a d z ą sobie
r a d ę ze z ł y m p o t w o r o m . Podobnie j a k u Chajca, lecz w s p o s ó b
ś w i e c k i , przejawia się t u pewna d i a l e k t y k a l u d o w a , wedle k t ó r e j
m a ł e m o ż e s t a ć się w i e l k i m , z a ś p o t ę ż n e o k a z a ć się nagle*strachem
lub papierowym tygrysem.
N i e m o g ę p o z b y ć się w r a ż e n i a , że t u t a j jedzie na swoim kon i k u - h o b b y sam Z e g a d ł o , z y s k u j ą o w ten s p o s ó b siły dla p o k o n a n i a
g r o ź n e g o p o t w o r a , k t ó r y o g l ą d a n y z s i o d ł a takiego pegaza, oka­
zał się nagle z w y k ł y m s t r a s z y d ł e m , z d o l n y m w y s t ę p o w a ć j a k o
p o ż e r a j ą c y l u d z i domon t y l k o t a k d ł u g o , d o p ó k i s p o g l ą d a się n a ń
o k r ą g ł y m i ze strachu oczami.
Dawniej, kiedy był biedny i lekceważony, strugał Zegadło
drewniane z a b a w k i , przede w s z y s t k i m dziecinne k o n i k i , na w i e j ­
skie i m a ł o m i a s t e c z k o w e j a r m a r k i .

T e n d u ż y , silny

mężczyzna

b y ł dziwnie l ę k l i w y . Zawsze g d y j e c h a ł n o c ą do lasu, b y k r a ś ć
drzewo, b y ł p o d s z y t y strachem. Drzewa w y d a w a ł y m u się w ó w ­
czas p o t w o r a m i , ś w i a t ł o k s i ę ż y c a — blaskiem l a t a r k i

leśnego

s t r a ż n i k a , a w ł ó c z ą o y się pies — s a m y m d i a b ł e m .
G d y s y t u a c j a na r y n k u z a c z ę ł a się z m i e n i a ć , g d y miejscowy
z b y t coraz bardziej się k u r c z y ł , n a t o m i a s t w w i o l k i c h miastach,
a przede w s z y s t k i m za g r a n i c ą p o w s t a ł a k o n i u n k t u r a na s z t u k ę
l u d o w ą , Z e g a d ł o p r z e s t a w i ł się z c h a ł u p n i c z e j d ł u b a n i n y na t w ó r ­
czość a r t y s t y c z n ą . R z e ź b i e n i e , p o c z ą t k o w o w y n i k a j ą c e z koniecz­
ności m a t e r i a l n o j , s t a ł o się d l a ń w e w n ę t r z n ą p o t r z e b ą . J a d ą c na
swoim k o n i k u , Z e g a d ł o o s i ą g n ą ł sukces. Dzisiaj jest szanowanym
o z ł o w i e k i e m , k t ó r y nie t y l k o nie m u s i k r a ś ć drzewa, lecz w ogóle
nie m a się czego o b a w i a ć .
3

I I . 1. Św. Michał Archanioł, ol./pł., pochodzi z p ł d . - w s c h . Polski. X V I I I / X I X w. I I . 2. W ł a d y s ł a w Chajec, K a m i e n i c a G ó r n a , g m . Brzostek,
w o j . tarnowskie. Św. Michał, drewno p o l i c h r o m . , 29,5 x 34 c m . Ok. 1972 r. I I . 3. Chrystus Pantokrator, m o z a i k a w katedrze, Monreale
X I I w . I I . 4. W i n c e n t y K r a j e w s k i , Zawidz K o ś c i o l n y , w o j . p ł o c k i e . Bartosz Głowacki, drewno p o l i c h r o m . , wys. 26 c m . O k . 1965 r. I I . 5
W ł a d y s ł a w Chajec, Frasobliwy, drewno p o l i c h r o m . , wys. 62 c m . O k . 1971 r.
i
'
,
i

227

�6

ii. 6. W ł a d y s ł a w C h a j e o , Upadek
pod
Lutomia, woj. wałbrzyskie,
Upadek

krzyżem,
d r e w n o p o l i e h r o m . d ł . 3 1 c m . ; O k . 1972 r . : ił. 7 J ó z e f L u r k a , B y s t r z y c a G ó r n a , gm.
pod krzyżem,
d r e w n o p o l i e h r o m . . d ł . 42 c m . N a p i s : „ M i ł o ś ć C h r y s t u s o w a p r z y c i s k a mnie,
a b y m w y t r w a ł do k o ń c a " .

W y d a j e m i s i ę , ż e za t ą h i s t o r i ą k r y j e się jeszcze i n n a rzeczy­
wistość.

Zegadle

unieszkodliwić

przy

p o m o c y sztuki u d a ł o się

wszystko

t o , co d a w n i e j

przezwyciężyć,

napawało

go

strachem

u d a ł o m u się złowić a n i jednej

d u s z y c z k i , p o t ę g i n i e b i e s k i e nie

m u s z ą s t a c z a ć w i e l k i c h b i t e w . B i e d n y d i a b e ł K o r p y , jego diabeł
frasobliwy, m a r t w i się, p o n i e w a ż nie zdołał w y p e ł n i ć

wyznaczonej

— co w i ę c e j , j a k p r a w d z i w y c z a r o w n i k z d o ł a ł z m u s i ć do s ł u ż e n i a

m u p r z e z p l a n p i e k i e l n y k w o t y d o s t a w . D i a b e ł t e n b u d z i n i e strach,

sobie w s z y s t k i e d u c h y , k t ó r e p r z e d t e m

lecz w s p ó ł c z u c i e .

groziły pokonaniem

go,

Podobnie

które

z

ponurą

ma

się rzecz

twarzą

z diabłami

a wszystkie te diabelskie strachy przekształcił w z a b a w ę , w rodzaj

Zegadły,

teatru, k t ó r e g o d y r e k t o r e m i w s z e c h w ł a d n y m p a n e m jest on sam,

uprowadzają

A d a m Zegadło.

— i znudzone oczekują na koniec sabatu, na

c h ę t n e zakonnice,

wypełniają

figlują

z

dyżurnymi

swoje

obowiązki,

nagimi hrabinami —
fajrant.

*

III

Johannes Gerson, w i e r n y K o ś c i o ł o w i reformator z p r z e ł o m u
średniowiecza i czasów nowożytnych, człowiek o umyśle

otwar­

Chajec,

któremu

czytanie i pisanie

sprawia

ogromne

trud­

n o ś c i , t r z y k r o t n i e , o i l e m i w i a d o m o , n a p i s a ł o b s z e r n i e s w ó j życio­

t y m , u w a ż a n y n a w e t za p o s t ę p o w e g o , b y ł z d a n i a , ż e l u d z i e w y s o k o

rys.

urodzeni

Kto

o sztuce, m i m o iż r z e ź b i ć z a c z ą ł w c z e ś n i e i u p r a w i a ł t o z namięt­

Pros­

n o ś c i ą . W a u t o b i o g r a f i a c h t y c h , w k t ó r y c h c i ą g l e pisze o głodzie,

cha­

r z a d k o p o j a w i a s i ę B ó g , K o ś c i ó ł , r e l i g i a . A l e w p e w n y m miejscu

rakter takiej religii. P r z y p a d k o w o ś ć biologiezno-społecznych uro­

w s p o m i n a o sposobie, w j a k i uczono go r e l i g i i : j a k o chłopiec mu­

dostają

szczególnie

potężnych

aniołów

stróżów.

jest k i m ś l e p s z y m , o t r z y m u j e k t ó r e g o ś z lepszych a n i o ł ó w .
t a k musi się zadowolić

aniołkiem.

posiada

świata

t u znaczenie metafizyczne.

dochodzi hierarchizacja

nieba;

Do

zhierarchizowania

więcej, niebo

do w i a d o m o ś c i p o r z ą d e k ś w i a t a i dostosowuje
W
Piotr

przyjmuje

się do niego.

swoich „ Ż y w o t a c h ś w i ę t y c h " na dzień św. Aniołów
Skarga

o organizacji niebieskiego

samej j a k organizacja

dwóch

znanych

m i wersjach

chłodzie, trudzie życia i ciężarach,

Z n i e z w y k ł ą w y r a z i s t o ś c i ą u j a w n i a się t u ideologiczny

dzin

W

d w o r u na ziemi.

dworu, zupełnie

siał

chodzić

ośnieżoną

drogą

do

Chajec

ledwo

wspomina

j a k i e s p a d ł y n a jego

odległej

parafialnej

n a u k ę przed Pierwszą K o m u n i ą — po to tylko, „ a b y

barki,

wioski

na

dowiedzieć

się, j a k w y g l ą d a p i e k ł o " . Ocena z w i ę z ł a i m i a ż d ż ą c a . Absurdal­
pisze

takiej

T a m , t a k samo j a k t u ,

ność owych nauk, k t ó r e zamiast prastarych r y t ó w
miały

młodzieńca

j e d n y m zaledwie

wtajemniczać

w m i s t e r i a , Chajec

inicjacyjnych
sygnalizuje

zdaniem.

są wysoko i nisko postawieni, wielkie, bliskie Boga anioły i skrom­
ne

aniołki, pełniące

funkcję

posłańców,

przekazujące

dalej

to,

co z a l e c ą i m z n a j d u j ą c e się b l i s k o B o g a i p r z e s ł a n i a j ą c e go a n i o ł y .
Dworowi

niebieskiemu

odpowiada

z kolei

dwór

piekielny,

z hierarchią szarż i stopni, z diabłami i diabełkami. Biednemu, po
którego prawicy stoi niedużo potrafiący

aniołek-stróż,

towarzy­

szy po l e w i c y j e d y n i e d i a b e ł e k o b y l e jakiej m o c y , z k t ó r y m
c z ł o w i e k zawsze sobie

szary

poradzi

wszystkie

Z takim

zabiedzonym

skraju drogi

228

diabły,

jakie rzeźbił,

to

diabły

nieboraki.)

stworzeniem, żałośnie p r z y c u p n i ę t y m

i o b a w i a j ą c y m się wrócić

nie przychodzi na

myśl

lamentować

po

drobno-

jeszcze raz p o ś m i e r c i . Chajec n i o j e s t z a r o z u m i a ł y i b e z k r y t y c z n y
w o b e c s i e b i e ; c z u j e s i ę b i e d n y m g r z e s z n i k i e m , k t ó r y z n a j d u j e się
w ł a s c e B o g a i m a p o p r o s t u w r a ż e n i e , ż e p i e k ł o n i e jest stworzone
dla niego.
B a ś n i e l u d o w e s t a l e p o d k r e ś l a j ą n i e k o m p e t e n o j ę d i a b l a wobec

Takiego biednego d i a b ł a w y r z e ź b i ł S t a n i s ł a w K o r p a . (Ściślej
mówiąc,

Chajcowi

m i e s z c z a ń s k u , ż e m a j ą c j u ż z a ż y c i a p i e k ł o , n i e z a s ł u g u j e n a nie

do p i e k ł a , bo z n o w u

szarego c z ł o w i e k a . W a ł ę s a j ą c e s i ę p o z i e m i d i a b ł y niższego rzędu
m a j ą za z a d a n i e z a j m o w a ć się p a n a m i , k u s i ć i p o w o l i przygoto­

na

w y w a ć i c h d l a p i e k ł a . D i a b e ł n i s k i e j r a n g i , k t ó r y p o ż a r ł biednemu

nie

c h ł o p u ś n i a d a n i e , z o s t a j e u k a r a n y p r z e z p i e k i e l n e g o k s i ę c i a , musi

�:owi s ł u ż y ć p r z e z l a t a j a k o p a r o b e k .
r

ch

odbijają

się raczej

życzenia

Oczywiście w baś-

szarego c z ł o w i e k a ,

niż

W

każdym

b ą d ź razie b ę d z i e m u s i a ł s t w i e r d z i ć , że siła

szatana

jest niezmierzona. I w ł a ś n i e nasz b o g a t y , dobrze ż y j ą c y

biskup

iowe d o ś w i a d c z e n i a . L e c z i t o d o ś w i a d c z e n i e , g d y c h o d z i

z konieczności b ę d z i e w i e l k i m p e s y m i s t ą i — ś w i a d o m i e czy nie

3t z u p e ł n i e i n n e n i ż d o ś w i a d c z e n i e

—

Jle c h r z e ś c i j a ń s k i e g o
Stwierdzając

przekazu,

to, kaznodzieje

bogacza.

panem

tego

oczywiście

świata

jest

zapominają,

że

&gt;zie w i d z ą ś w i a t z u p e ł n i e i n a c z e j o d t y c h s p o d w o z u . Z ł o ,

wyznawcą

pewnego

Naszemu

d u a l i z m u teologioznego.

b i e d n e m u c h ł o p u t a k i p o g l ą d do niczego nie jest

p r z y d a t n y . Owoce z n a j d u j ą c e się w jego zasięgu s ą t a k
że nawot nie m o g ą posiadać u r o k u

skromne,

zakazanych.

n musi się ścierać c h ł o p , nie jest p o t ę ż n y m s m o k i e m , w ę 3yperem. P a n

tego ś w i a t a w s w o i m blasku, w i e l k i

otumaniający

dusze,

babilońska

nierządnica

liającoj p i ę k n o ś c i , u k t ó r e j s t ó p l e ż ą p o t ę ż n i —

w

swej

wszystkie

icie s ą m u o b c e . W r o g i e m w i e ś n i a k a j o s t p a n t e g o

Dobra,

Anty-

świata

radosna

nowina,

którą

Kościół

miał

zwiastować

maluczkim, mocno ucierpiała pod w p ł y w e m problematyki, w któ­
rej

żyła warstwa

rządząca

Kościołem;

z konieczności

zagubiła

się r a d o ś ć , i coraz więcej b y ł o m o w y o s ą d z i e i w i e c z n y c h karach.

i władca biedy, nieurodzaju i niepowodzenia. Jest to zła

W y s t a r c z y p o m y ś l e ć o roli g ł o d u w życiu biednego, a b y

}ra p o w o d u j e w a r z e n i e s i ę m l e k a , i p l u j e c h ł o p u d o z u p y .

ze z d z i w i e n i e m n a o g r o m n e z n a c z e n i e p o s t ó w i w s t r z e m i ę ź l i w o ś c i

w r ó g siedzi m u na k a r k u , d r ę c z y go, m o ż e go d o p r o w a d z i ć
laczy, n i e s t a j e s i ę j e d n a k p r z e z t o w s p a n i a ł y i k u s i e i e l s k i .
50 ż a ł o s n e g o , n ę d z n e g o ś w i a t a p o z o s t a j e

żałosnym i nędz-

w

nakazach

kościelnych.

Widocznie

rzecznikom

Kościoła

nie

p r z y s z ł o do g ł o w y , że nie przystoi w y m a g a ć postu o d głodującego,
że n ę d z a r z nie potrzebuje

ćwiczeń ascetycznych

i że

niezbędne

i m s a m y m lekarstwo w n i c z y m nie p o m o ż e w i e r n e m u ludowi.

mem.
sięciu K o ś c i o ł a

z czasów, gdy ukształtowały

się wyobra-

Umartwienie potrzebno było bogatym, wysoko postawionym,

którymi się t u z a j m u j e m y , sprawa p r z e d s t a w i a ł a się zgoła

aby dzięki największym wysiłkom mogli osiągnąć stan

: najpiękniojsze

w j a k i m biedny i t a k się z n a j d o w a ł ,

.ajbardziej

spojrzeć

owoce tego ś w i a t a wiszą w zasięgu

apetyczne

kobietki

czekają

na

jego

skinienie,

lanialsza k a r i e r a s t o i d l a n i e g o o t w a r t a , j e ż e l i b ę d z i e
1 bezwzględny. M a on wielkie, prawie wszelkie

jego

dosta-

możliwości

jo, że w ś w i e t l e f u n k c j i p e ł n i o n e j przez niego i n a u k i przez
głoszonej, n i e m a l wszystkie z w p y c h a j ą c y c h m u się do ust
w są dla niego

owocami zakazanymi.

Musiałby

on

mieć

wanie

cierpiącego

Chrystusa,

niezwykle uciążliwym

i wręcz

obnażenia,

slmitatio Christk,

będące

dla

bogacza

naślado­

twardym,

wyrafinowanym ćwiczeniem,

dla

b i e d a k a s t a n o w i ł o j e g o » c o n d i t i o h u m a n a « , b y ł o l o s e m , k t ó r y zos­
tał m u

przeznaczony.

Ponieważ

prosty l u d nie m a

do

czynienia z

szatanem, jego s p i r y t u a l n o ś ć m o ż e b y ć bardziej

przemożnym

optymistyczna,

zko s i l n ą w o l ę , a b y i c h n i e s k o s z t o w a ć . J e ś l i n i e j e s t z u p o ł -

ale t e ż i b a r d z i e j z m y s ł o w a n i ż p o b o ż n o ś ć m o ż n y c h i w y k s z t a ł c o ­

lynikiem, m u s i o d czasu do czasu p r z y n a j m n i e j

n y c h . W y c h u d ł y asceta, j a k t e ż dobrze o d ż y w i o n y K s i ą ż ę

spróbować

ić s w o j e p o s t ę p o w a n i e , u c i e c o d ś w i a t a , z a c z ą ć n o w e ż y c i e .

Koś­

cioła m u s z ą składać na szalę złego o wiele więcej wartości ziem-

229

�2S

°

�skich a n i ż e l i w i e ś n i a k . Z m y s ł o w a p i ę k n o ś ć , d l a t a m t y c h m a j ą c a

Okazuje się w t e n s p o s ó b , ż e p r z e l e w a j ą c e się rogi obfitości

w sobie zarodek pokusy, s k ł a n i a j ą c a i c h do grzechu, d l a biedaka,

starożytnych,

dla c z ł o w i e k a na s k r a j u rozpaczy staje się p o m o c ą do

usacre d u p r i n t e m p s « w tej ludowej k a t o l i c k i e j

wiary

kulty

urodzaju

ludów

pierwotnych,

pogańskie

p o b o ż n o ś c i cał­

k i e m s ą jeszcze ż y w e . W t y c h obrazach stara p o g a r i s k o ś ć jest

w bożą dobroć.

r ó w n i e n a i w n i e , j a k i ś m i a ł o t ł u m a c z o n a na j ę z y k c h r z e ś c i j a ń s k i .
W p r z e c i w i e ń s t w i e do l ę k l i w y c h p r ó b analogicznego

IV
W

przetwarza­

nia, p o d e j m o w a n y c h przez K o ś c i ó ł , z m y s ł o w o ś ć w tej c h ł o p s k i e j

twórczości Rozalii Barańskiej-Dzięciolowskiej

przejawia

s p i r y t u a l n o ś c i zostaje ocalona.

się z m y s ł o w o ś ć , o p t y m i z m , w i t a l n o ś ć i r a d o ś ć tej ludowej religij­

W s z y s t k o to nie w y p ł y w a z j a k i e j ś osobistej filozofii Rozalii

ności. Rozalia B a r a ń s k a , urodzona w 1909 r. w Z a l i p i u , j a k o dzie­

B a r a ń s k i e j . Chrzestnymi r o d z i c a m i jej k w i e t n y c h orgii s ą polne

w c z y n a m a l o w a ł a k w i a t y , t a k samo j a k j e j r ó w i e ś n i c e we w s i .

o ł t a r z e , n a k t ó r y c h k r z y ż n i e m a l tonie w m o r z u k w i a t ó w , s t a j ą c

B y ł zwyczaj, ż e kupione ś w i ę t e obrazy, z w y k l e o l e o d r u k i , w ł a s n o ­

się drzewem Ż y c i a i s y m b o l e m u r o d z a j u .

podaje

W tej k w i t n ą c e j s e n s u a l n o ś c i grzech p i e r w o r o d n y , upadek

Tadeusz Seweryn, podczas p o r z ą d k ó w przed ś w i ę t a m i W i e l k a n o c ­

i n ę d z a c z ł o w i e k a s c h o d z ą na dalszy p l a n . N a s t ę p u j e t u , zdaje się,

n y m i r a m y te odnawiano. T a k więc o k a z a ł o się pewnego razu, ż e

coś j a k b y zniesienie czasu; jest b o w i e m wspomnienie o r a j u

i same obrazy b y ł y j u ż zniszczone przez d y m i m u c h y . P o n i e w a ż

i uprzedzenie Nowego N i e b a i N o w e j Z i e m i , a j e d n o c z e ś n i e , g d y

w d o m u b r a k ł o p i e n i ę d z y na k u p n o n o w y c h , w i ę c Rozalia zdecy­

chodzi o t e r a ź n i e j s z o ś ć , twierdzenie, że zbawienie j u ż się d o k o n a ł o ,

r ę c z n i e ozdabiano r a m a m i z m a l o w a n y c h k w i a t ó w . J a k

d o w a ł a się n a m a l o w a ć nie t y l k o r a m y , lecz i same obrazy. T e n po­

że P a n r z e c z y w i ś c i e z m a r t w y o h w s t a ł , i przez to n a s t a ł a nieusta­

c z ą t e k jest i s t o t n y , bo m a l a r k a u w a ż a ł a od p o c z ą t k u , i u w a ż a do

j ą c a wiosna. W » h o r t u s conclusus«

tej p o r y , że sam obraz nie m o ż e b y ć jej p o m y s ł e m , lecz p o w i n i e n

z czasem z o s t a ł zniesiony p o d z i a ł m i ę d z y t y m a t a m t y m ś w i a t e m .

tej wiejskiej m a l a r k i wraz

w m i a r ę m o ż n o ś c i do z ł u d z e n i a p r z y p o m i n a ć „ p r a w d z i w e " , k u p n e

Owe ogrody na obrazaoh s ą p r a w d z i w y m i c h ł o p s k i m i ogrodami,

ś w i ę t e obrazy ( i l . 17). W y o b r a ź n i a m a l a r k i w y ł a d o w u j e się w cią­

a j e d n o c z e ś n i e o d n o s z ą się do wieczności. R e l i g i j n o ś ć staje się t u t a j

gle n o w y c h , i n n y c h , coraz bogaciej m a l o w a n y c h k w i e t n y c h ra­

wyrazem

mach. Ł a d n i e , lecz konwencjonalnie malowane obrazy, przede

tego ś w i a t a i zatraca s w ó j charakter pociechy na p r z y s z ł o ś ć p o ś ­

w s z y s t k i m r ó ż n e postacie ś w i ę t y c h , w p r o s t g i n ą w tej o r g i i k w i a t ó w ,

m i e r t n ą , k t ó r a to pociecha s ł u s z n i e u w a ż a n a jest za rodzaj o p i u m .

niepodzielnej

zmysłowo-duchowej

radości

w

środku

w tej u p o r z ą d k o w a n e j d ż u n g l i , w t y m w y b u j a ł y m r a j s k i m o g r ó d k u .
K w i e t n a r a m a staje się t u » h o r t u s c o n c l u s u s « , p r a s t a r y m

sym­

bolem p ł o d n o ś c i dziewiczego ł o n a , a j e d n o c z e ś n i e a u r e o l ą otacza­
jącą i spowijającą

ś w i ę t y c h . Ciekawe, że wcześniejsze

s p r a w i a j ą jeszcze w r a ż e n i e , że święci z n a j d u j ą

obrazy

się na ł ą c e l u b

w p r a w d z i w y m ogrodzie, a element spowijania nasilił się w obra­
zach z ostatnioh l a t .

11

P r z y o g l ą d a n i u Sio. Michała,

w y r z e ź b i o n e g o przez

stale p r z y c h o d z i m i na m y ś l niestosowne

Chajca,

t u , m o g ł o b y się z d a w a ć ,

powiedzenie: „ D o i t y o u r s e l f " . Chajec w y r a ż a s w o j ą r z e ź b ą (ce.
Iowo, czy toż m i m o w o l i ) , że nie o d s t ą p i zadania u n i e s z k o d l i w i ę ,
nia Złego specjaliście, zawodowemu

smokobójoy.

12

231

�P o j a w i a się t u c h y b a , j a k w obrazach p a n i B a r a ń s k i e j , p o d ­
ś w i a d o m o ś ć , dla k t ó r e j grzech p i e r w o r o d n y nie gra
roli,

podświadomość

sięgająca

wstecz,

do

sprzed p o d z i a ł u prac i f u n k c j i , znaczy do

decydującej

stanu

pierwotnego

czasu, g d y

nie

istniał

wiek,

który

w

odosobnieniu od

wiejskiej

s p o ł e c z n o ś c i staje się

c o r a z b a r d z i e j j e d n o s t k ą ( i p r z e z t o , c h o c i a ż p ó ł a n a l f a b e t a , coraz
bardziej
źródeł

człowiekiem

sięga

nowoczesnym), w

poszukiwaniu

znacznie dalej wstecz, o wiele głębiej

własnych

w

zbiorową

jeszcze p o d z i a ł s p o ł e c z e ń s t w a n a p a n a i p o d d a n e g o , k a p ł a n a i p r o ­

p o d ś w i a d o m o ś ć , n i ż n o r m a l n i , n i e o s a m o t n i e n i c z ł o n k o w i e wiej­

fana, a r t y s t ę i filistra, m ę d r c a i g ł u p c a . W z w i ą z k u z t y m należało­

s k i e j w s p ó l n o t y . T a k o t o p o w s t a j e o s o b l i w y p a r a d o k s , ż e właśnie

by, b y ć m o ż e , w s p o m n i e ć o obojnaczym charakterze

samotnik

anioła.

Czyż

w

licznych

mitach

nie

nawiązuje

się

ehajcowego
do

dawnego

stanu, gdy na p o c z ą t k u b y ł człowiek, k t ó r y dopiero później
rozdzielony na m ę ż c z y z n ę i k o b i e t ę ? W

został

k a ż d y m razie m o g l i ś m y

j u ż s t w i e r d z i ć , że ś w . M i c h a ł s p r e p a r o w a n y dla p o t r z e b ideologicz­

jest najlepszym

i odczuć. Więc —

wyrazicielem

pradawnych

nastrojów

s p i r y t u a l n o ś ć l u d o w ą w y r a ź n i e j w i d a ć w twór­

c z o ś c i C h a j c a , n i ż w p r a c a c h t r a d y c y j n e g o r z e ź b i a r z a s p r z e d 70
ozy

80 l a t , m i m o i ż w m i ę d z y c z a s i e w r z e c z y w i s t o ś c i

ność

ta

uległa

szybko

postępującym

procesom

spirytual­

rozpadowym.

n y c h stracił swój l u d z k i charakter i s t a ł się k i m ś w r o d z a j u super­

M o ż n a n a w e t p o w i e d z i e ć , ż e d o p i e r o d z i ś , d z i ę k i w i e l k i m rzeźbia­

mana.

r z o m t e g o „ b a b i e g o l a t a " s z t u k i l u d o w e j , t a z n a j d u j ą c a s i ę w sta­

Oddolne r u c h y religijne, o b o j ę t n e czy dochodzi do o t w a r t e g o
konfliktu,

czy

ofiojalnego
Kościół

t e ż nie,

kościoła.

jest

zawsze m a j ą

Rzecz

akurat

nie

znowu

mnóstwo

zarzutów

polega w y ł ą c z n i e

skorumpowany

w i n s t y t u c j ę p a ń s k ą . T o , ż© o f i c j a l n y

i

na

wobec

tym,

czy

przekształcony

n i e z a n i k a n i a m i s t y c z n a r e l i g i j n o ś ć s t a j e s i ę w p e w n y m stopniu
dostępna

dla ludzi z i n n y c h k r ę g ó w k u l t u r o w y c h ,

dawniej,

prawie

uchodziła

uwagi

K o ś c i ó ł ulega degeneracji,

nie

przenikając

zajmujących

na

zewnątrz,

się k u l t u r ą

ludową.

ten

zgodny

z duchem

ludowym

święty,

mógł

stwarza dla tej religijności j e d y n i e p o ż ą d a n ą o k a z j ę do a t a k o w a n i a

w

momencie

takiego

sięgnięcia

wstecz,

w

s a m y c h zasad. Przez te r u c h y p o d w a ż o n e z o s t a j ą

w

mentalności

życia duchowego i twierdzenie, że biedny, chcąc b y ć w
swojego

Zbawiciela,

potrzebuje

pośrednictwa

bliskości

funkcjonariuszy

gdy

zupełnie

J e ś l i c h o d z i o n a s z e g o Ś w . M i c h a ł a , t o m o ż n a p o w i e d z i e ć , iż

ż e j a w n i e p o s t ę p u j e sprzecznie z g ł o s z o n y m przez siebie s ł o w e m ,

hierarchizacja

podczas

niemal

wieśniaczej

stracił

już

powstać

którym

znaczenie.

dopiero

sam

anioł

Ponieważ

nie

b y ł o w s z t u o e l u d o w e j s p e c j a l n e g o , o d b i e g a j ą c e g o o d n o r m y wy­
obrażenia

św.

Michała,

każdy

z

tradycjonalnych

świątkarzy,

k o ś c i e l n y c h . B u n t s k i e r o w a n y jest p r z e c i w t e m u , że K o ś c i ó ł chce

gdyby

biednemu B o ż e m u dziecku o d e b r a ć bezpośredniość wobec Boga,

f i g u r ę ś w . Michała., w z i ą ł b y za w z ó r

ż e t r a k t u j e go j a k o n i e k o m p e t e n t n e g o , n i e p e ł n o l e t n i e g o ,

— n a c o a n i o n , a n i k t o k o l w i e k i n n y n i e z w r ó c i ł b y u w a g i — Św.

b u j ą c e g o p r o w a d z e n i a za
Podając

w

potrze­

rączkę.

wątpliwość

Michała

słuszność

podziału

na

nierówności

społeczeństwa

klasowego.

i przez to

symbo­

Uświadomiwszy

to

sobie, ł a t w o m o ż n a d o s t r z e c n o s t a l g i ę za s p o ł e c z e ń s t w e m

ludzkim

i

mówiąc,

braterskim

ich utopijny

tych

ruchów

religijno-ludowych,

inaczej

komunizm.

oficjalnego, a t y m

gami,

czasem

zaś

zaledwie

charakterystyczny

jego p r a c ę od t y p o w y c h w z o r ó w l u d o w y c h . W
krzyżem

można

z łatwością rozpoznać,

pod

powstała w

M a ł o p o l s c e . Co d o t e g o w z o r u , m o ż n a , j a k m i s i ę z d a j e , rozróżnić
podstawowe

typy:

wytwornego

i

Chrystusa upadłego

jednocześnie
pod

niezwykle

ciężarom

krzyża

załamania,

czworakach pozostaje k r ó l e m

na

Chrystusa,

i najwyższym

ka­

rarchizacji K o ś c i o ł a znajduje najbardziej p r z e k o n y w a j ą c y i prze­

j u ż s i ł , a b y i ś ć d a l e j . C h a j e c r z e ź b i t e n d r u g i t y p ; p r z y c z y m po­

m y ś l a n y w y r a z w r z e ź b i e d r w a l a J ó z e f a L u r k i (ur. 1927). Ciekawe

s u w a się jeszcze o d r o b i n ę

b y ł o b y w y ś l e d z e n i e z m i a n w zakresie religijności ludowej

czonego do

Lurki.

Uprzedzając

dzieć,

że

i

w

tych

równocześnie

nych.

Chajca

wynik

takich

zmianach

rozkładu

i

o

jedno

rozważań,

przejawia

starych

Stare, ogólnie p r z y j ę t e ,

ale

pokolenie

się

dałoby
proces

zbiorowych

się

ta

p ł a n e m — o r a z p r a w d z i w i e z a ł a m a n e g o Z b a w i c i e l a , k t ó r y n i e ma

twórczości

sprzeciwianie

dzieli

hie­

porównanie

ich

drobiazg

j e g o Upadku

iż f i g u r a

k o l a n a , ale m i m o tego nie z d r a d z a j ą c e g o

warstw,

na

samym

C h a j e c j e s t t w ó r c z y . C z a s e m c h o d z i z u p e ł n i e w ł a s n y m i dro­

k t ó r y nawet na
niższych

zamówienie

W p r z e c i w i e ń s t w i e do r z e ź b i a r z y t r a d y c y j n y c h , ikonograficz­
nie

dwa
VI

gospodarza

panów.

ornamentacyjnego

Spirytualność

proboszcza lub

*

kapłań­

stwa. P o d z i a ł na k a p ł a n a i l a i k a w zakresie religii jest z j a w i s k i e m
t o w a r z y s z ą c y m podziałowi na pana i sługę —

od

kapłanów

i z w y k ł y c h w i e r n y c h , religijność ta zmierza do o g ó l n e g o

lem

otrzymał

przez

(i przez t o

zbiorowej).

Tradycyjny

przypłasz­
znokauto­

koresponduje z t y m i miejscami autobiografii, w k t ó r y c h

powie­

nastrojów

religij­
prze­

indywidualnością,

świątkarz

ukazując

się

dojrzewania

trzymał

się,

Chrystusa

przegranego

(i).

6).

Figura

ta

najwyraźniej
Chajec

o p i s u j e , j a k z b y t d ł u g o m u s i a ł d ź w i g a ć w i e l k i c i ę ż a r i z a ł a m a ł się
pod

nim.

Figura św. Michała przedstawia archanioła

i również

Chajoa, silnego w swojej w ł a s n e j s ł a b o ś c i c z ł o w i e k a . U p a d ł y
k r z y ż e m C h r y s t u s p a t r z y z b ó l e m i r o z p a c z ą , a l e i ze
ciem na

a b y m o ż n a go b y ł o jeszcze w p e ł n i z a s z e r e g o w a ć do s z t u k i l u d o ­
wej

dalej,

wany,

często mgliste poglądy

j u ż Chajec jest z b y t w i e l k ą

upadłego,

Chrystusa, k t ó r y został wyliczony,

młodszego

k s z t a ł c a j ą się w coraz bardziej osobiste p r z e k o n a n i a i w y z n a n i a .
Przy t y m —

ziemi

rówtiież u p a d ł e g o

pod

współczu­

brata.

K i e d y i n d z i e j o p r a c o w a ł C h a j e c z u p e ł n i e n o w y t e m a t . Pewne­
go

dnia

rozmyślał

nad

słowami

Ewangelii:

„Lisy

mają

norę,

jeżeli chodzi o ikonografię, ściśle w z o r ó w z n a n y c h w s w o i m śro­

p t a k i z a ś g n i a z d o ; l e c z s y n c z ł o w i e c z y n i e m a g d z i e g ł o w y schro­

dowisku

nić".

(identycznym

z

jego

rynkiem

zbytu)

—

natomiast

Chajec j u ż o d p o c z ą t k u nie p r a c u j e d l a swojej wsi, k t ó r a ,

jeśli

Potem

wyrzeźbił

odpoczywającego

Chrystusa.

Dla

pod­

k r e ś l e n i a , ż e J e z u s r z e c z y w i s c i e ^ h i e m a , g d z i e z ł o ż y ć g ł o w y , Cha­

w ogóle i n t e r e s o w a ł a b y się jego s z t u k ą , ż ą d a ł a b y od niego n o r m a l ­

jec

nego ś w . M i c h a ł a , takiego jakiego zna z k s i ą ż e k i k o ś c i o ł ó w . Cha­

ramion, na

szczególnie

wyraźnie

zaznaczył

k t ó r y c h Zbawiciel

oparł

horyzontalną

limę

przed­

głowę.

jec t w o r z y d l a m u z e ó w i z b i e r a c z y , k t ó r z y n i e t r z y m a j ą się r y g o ­
r ó w i k a n o n ó w społeczeństwa wiejskiego, a przeciwnie —
cają

rzeźbiarza

do

rozwijania

własnych

Po

świątkarz.

Jako chłop —

(Dwadzieścia lat młodszy L u r k a

rzeźbiarz

z e m M u z e u m O ś w i ę c i m s k i e . C z ę s t o c h o w a n i e z n a l a z ł a odzwiercie­
d l e n i a w j e g o s z t u c e . M a t k ę B o ż ą z a w s z e p r z e d s t a w i a j a k o po­

całkiem

szukanie
świado­

mie, a nawet programowo twierdzi: „ T r z e b a b y ć s o b ą " . ) W
procesie i n d y w i d u a l i z a c j i

Chajec d w i e wielkie p o d r ó ż e . Obie miały

zdziwieniem,

z n a l a z ł się on w odosobnieniu i jest przez to skazany na
własnej drogi.

r. p o d j ą ł

c h a r a k t e r p i e l g r z y m e k . O d w i o d z i ł C z ę s t o c h o w ę , a z a d r u g i m ra­

nie-chłop, jako

f i g u r p r z y j m o w a n y c h p r z e z w i e j s k ą s p o ł e c z n o ś ć ze

1945

kiedyś

Chajec s ł a b i e j t k w i W s w o i m w i e j s k i m ś r o d o w i s k u n i ż
tradycyjny

zachę­

pomysłów.

tym

p r z e j a w i a się z n o w u to zniesienie czasu,

s t a ć ze s t a j e n k i , p o d k r z y ż e m a l b o j a k o P i e t ę . M a d o n n a z Dzie­
c i ą t k i e m j e s t m u d z i w n i e o b c a . N a t o m i a s t O ś w i ę c i m b y ł d l a niego
wstrząsem. W

czasie k i e d y nie b y ł o jeszcze p o ś w i ę c o n y c h

temu

t e m a t o w i k o n k u r s ó w , p o w s t a ł y z togo liczne k o m p o z y c j o , w któ­

jakie znaleźliśmy w obrazach p a n i B a r a ń s k i e j ; to zmieszanie się

r y c h p r z e t w o r z y ł d r ę c z ą c e go w r a ż e n i a . M i ę d z y i n n y m i

zamierzchłej

k r e m a t o r i u m , k t ó r e z a o p a t r z y ł w b l a s z a n ą t a b l i c z k ę z wytłoczo­

przeszłości

z

teraźniejszością

i

z

pełnym

nadziei

oczekiwaniom na n i to z i e m s k ą , n i to n i e b i a ń s k ą przyszłość. Czło­

232

nym

na

niej

przez

siebie n a p i s e m :

„dziej

i Noc

wykonał

palili

Ludzi

�I I . 13. J. Lurka, Chrystus ukrzyżowany

na drzewie życia, płaskorzeźba,

wym. 34x23,5 cm. Ok. 1975 r.
w Krematoriom". Następnie — monumentalne, jakby wykuto
w kamieniu, mimo iż zaledwie o wysokości 29 cm, postacie dwóch
nagich więźniów, z których jeden obejmuje ramieniem drugiego,
upadającego z wycieńczenia. W czasie gdy jeszcze nio znał his­
torii ojca Kolbego, wyraził kształtem właśnie tę podstawową za­
sadę: słabemu podaje dłoń człowiek sam potrzebujący pomocy .
2

Dokładnie w ten sam sposób i Lurka przedstawia prawdę
tej ludzkiej i zbawiennej solidarności między cierpiącymi. W ma­
łym jakby pomniku, wykonanym przezeń na cześć Brata Alberta,
słaby i ułomny człowiek o kuli obejmuje wspierając bezsilnego
kalekę. Uczcił on Adama Chmielowskiego, ciężko kulejącego po
zranieniu w Powstaniu Styczniowym krakowskiego malarza,
który w środku życia doznał pewnego rodzaju nawrócenia i stop­
niowo rezygnując z malarstwa, poświęcił się biednym i opuszczo­
nym starcom.
Chajec przedstawia obraz mówiący sam za siebie. Lurka
natomiast daje wraz z nim dokładnie sformułowaną historię albo
ideę. Chajec ma pewne trudności w wyrażaniu swoich pomysłów
inaczej niż w drzewie. Dla Lurki nawet rzeźbienie jest czymś
w rodzaju kazania. Sens swojej pracy artystycznej określa pre­
cyzyjnie — jako „głoszenie Dobrej Nowiny w drzewie".
Chajec daje migawkowe ujęcia (jak swojego św. Miohała)&gt;
formułuje czasem niezwykle zwięzłe i celne opinie (jak cytowane
zdanie o bezsensownej nauce przed Komunią); równocześnie zda­
ny jest na zastaną, odziedziczoną, wpojoną mu do głowy religij­
ność, od której próbuje się zdystansować, ale z którą jest mimo
wszystko zrośnięty. W 1974 r., gby był chory i czuł się zbyt słaby,
aby rzeźbić, wykonał dla mnie szereg rysunków, a wśród nich wielki
arkusz ukazujący sposoby karania grzeszników i nagradzania
sprawiedliwych. Rysunkom towarzyszył obszerny tekst. Czytamy

tam między innymi: „kto używał Ankocholu Djabły leją zezbana
do ust siarkę i kwas solny". Jeden z rysunków przedstawia, jak
grzesznik na łożu śmierci doznaje takiej kary. Po opisie jednego
z dalszych podobnych rysunków następuje uwaga: „Tak mówiono
i nauczano zaczasów Ałstryjackich, Juzefa Franoiszka I , się­
gało ta nauka dosanacji". W ten sposób Chajec nie wypowiadając
własnego zdania, okazuje swoją rezerwę wobec takich wierzeń.
Lecz kilka wierszy dalej, po opisie błogosławionej śmierci spra­
wiedliwego, czytamy: „A taki ktury Bluźni przeciw Bogu i nauczy­
cielom Religii chociasz Ksiądz, jedzie to on Grześnik umze niedoczeka Księdza, tom zaopserwowal nawłasne oczy". Wręczająo
mi te rysunki, Chajec był w okropnym nastroju. Powiedział, że
nie chciałby wykonywać jeszcze raz takiej pracy, że jest nie­
wykształcony, na niczym się nie zna, nie bywał w świecie, niczego
nie widział i dlatego nie ma co rysować. Gdy rzeźbi, przedstawia
to, oo odczuwa; natomiast gdy pisze lub rysuje, zawsze ma wra­
żenie — tak było, gdy pisał pierwsze dwio ze swoich autobiografii
— że żąda się odeń sprawozdań dla etnologów o zwyczajach i wie­
rzeniach ludowych. Chajec zaczyna taką pracę z pewną dumą,
bo rzeczywiście jest dobrym kronikarzem, mającym wspaniałą
pamięć; ale nagle uświadamia sobie przerażony, że wcale nie wie,
gdzie kończy się to, co tylko zasłyszane i ogólnie bezmyślnie przy­
jęte, a gdzie zaczynają się jego własne przekonania. Dużo dał mi
do myślenia głęboki niesmak Chajca wobec nieładu w swoich wie­
rzeniach, wobec już nigdy nierozwiązalnego zmieszania się włas­
nych rozpoznań, własnej instynktownej wiedzy z prefabrykowa­
nymi z góry bajkami dla prostego ludu.
Lurka natomiast jest już definitywnie emanoypowany, wie
dokładnie, w co wierzy, a w co nie. Wykonał na przykład płaskrzoźbę, która pokazuje jak stworzenie Nowego Nieba i Nowej
Ziemi w wiecznej wiośnie następuje przez ostateozne zmartwyoh-

233

�wstanie

Chrystusa.

W

popękanym

grobie,

z

którego

wyrasta

Chrystus, pozostaje t r u p i a czaszka, k r z y ż i m a r t w y , t y m r a z e m
raz n a zawsze z w y c i ę ż o n y

diabeł. L u r k a

twierdzi, że w

świata, b y ł y b y zupełnie nio na miejscu. Diabeł, m ó w i L u r k a ,
w

nicość,

wiecznego ż y w o t a

piekło

przestanie

nie jest

istnieć.

po­

Przeciwieństwem

t u wieczno p o t ę p i e n i e

i męka,

lecz

wyjaśnił,

iż u c z y n i ł

to umyślnie,

ciągle zdradzającą

bo

właśnie

Chrystusa.

W k w e s t i a c h i k o n o g r a f i c z n y c h Chajec jest w y j ą t k o w o

samo­

d z i e l n y . P r z y t y m jego o d k r y c i a nie r o b i ą w r a ż e n i a czegoś wy­
dumanego.

Wyrzeźbiony

przezeń

odpoczywający

C h r y s t u s , nie

m a j ą c y g d z i e s c h r o n i ć g ł o w y , w y g l ą d a n a m o t y w z n a n y o d dawna,
z okresu w i e l k i c h r u c h ó w r e l i g i j n y c h w X V w i e k u . L u r k a w tych

da­

s p r a w a c h p o s m v a s i ę jeszcze dalej — u n i k a p o w t a r z a n i a w z o r ó w

wie­

i k o n o g r a f i c z n y c h od d a w n a s p o w s z e d n i a ł y c h , k t ó r e nie wywołują

wieczna, ostateczna ś m i e r ć . T r u d n o sobie w y o b r a z i ć , c i ą g n i e
lej, a b y wieczysta szczęśliwość b y ł a pomniejszana w i d o k i e m

moje pytanie

K o ś c i ó ł jest i n s t y t u c j ą

nowym

świecie krzyż, śmierć i diabeł, j a k o r e k w i z y t y minionego p o r z ą d k u

padnie

Na

j u ż w p a t r z ą c y c h n a n i o ż a d n y c h d o z n a ń . P r z e t w a r z a p o swojemu

czystych m ą k piekielnych.
C ł m j e c u k a z u j e , iż z p o m o c ą B o g a m o ż n a , n a g i m i d ł o ń m i po­

znr n i t e m a t y t a k , a b y m o g ł y d z i a ł a ć n a p a t r z ą c e g o j a k nowina,

k o n a ć d i a b l a , i u w a ż a za z u p e ł n i e n i o n a m i e j s c u , g d y grozi się

a b y m o g ł y w s t r z ą s a ć i wzruszać. T a k samo j a k nowe formy

biedakowi s t w o r z o n y m nio dla niego p i e k ł e m . L u r k a

graficzno Chajca n i g d y nie s p r a w i a j ą w r a ż e n i a czegoś wydumane­

idzie

krok

d a l e j : w caloj jego bogatej t w ó r c z o ś c i nie znajdzie się d i a b ł a p r ó c z

go, t a k i z a s k a k u j ą c e , a r c y o r y g i n a l n e k o m p o z y c j e L u r k i

tego jednego, j u ż wspomnianego, m a r t w e g o . (Nie trzeba p o d k r e ś ­

tylko

lać,

że

martwego,

pogrzebanego

diabła

ikonografia

w ogólo nie zna.) O b a j , Chajec i n s t y n k t o w n i e a L u r k a
ś w i a d o m o ś c i ą , znacznie niżej oceniają
znaczenie

kościelna

zaś z pełną

p o t ę g ę z ł a (a t y m s a m y m

doktryny i

ukazują

spirytualności.

L u r k a n i e l u b i n i e u s t a n n i e p o w i e l a n e g o w i z e r u n k u Chrystusa
Frasobliwego. N i e porusza
gdy

o n tego t e m a t u , a przecież

r z e ź b i starego w i e ś n i a k a w pozycji

porusza,

F r a s o b l i w e g o . N i e pro­

Chajec

d u k u j e o n ż a d n y c h k r u c y f i k s ó w . A m i m o t e g o k r z y ż z n a j d u j e się
w c e n t r u m jego t w ó r c z o ś c i . C i ą g l e n a n o w o o p r a c o w u j e i przerabia

o l b r z y m i a p o t ę g ę zła, a b y t y m ła.twiej m ó c biednego t r z y m a ć

za

ten

Kościołem

po

Chajec

w y c z u w a , że b y ł y

konszachty

Kościół.

chrześcijańskiej

daje do z r o z u m i e n i a , a L u r k a t o w y r a ż a w p r o s t , że K o ś c i ó ł w y ­

uzdę.

grzechu pierworodnego), niż to robi

i s t o t ę starej

ikono­

między

sam symbol. Oto
prostu

olbrzymią

Upadek
belką,

pod

krzyżem;

ale k r z y ż jest tutaj

ogromnym ciężarem

przygniatają­

a P a n a m i ; L u r k a z a ś o ś w i a d c z a celnie, bez w a h a n i a , ale t e ż i bez

cym

f a n a t y z m u , iż d l a K o ś c i o ł a n a j w i ę k s z y m n i e s z o z ę ś c i e m b y ł o u z n a ­

przedstawienie

nie

k t ó r e L u r c e n i e b y ł o z n a n e . W i n n e j p r a c y , r ó w n i e ż Upadku

przez

Konstantyna

chrześcijaństwa

za

roligię

państwową

i przez t o p r z e m i a n a religii p r z e ś l a d o w a n y c h w roligię r z ą d z ą c y c h .
Chajec

unika

krytykowania

Kościoła.

Kto

wie, może

to

p r a w d a , iż t e n k t o b l u ź n i p r z e c i w „ n a u c z y c i e l o m r e l i g i i " , s k a z a n y
jest

na

śmierć

bez

pociechy

sakramentu.

w płaskorzeźbie przedstawiającej

pocałunek

wielkiego

skrycie

kapłana

żydowskiego,

Natomiast
Judasza

Lurka

przyodział

wciskającego

w

dłoń

z d r a j c y w o r e c z e k ze s r e b r n i k a m i , w m i t r ę b i s k u p a k a t o l i c k i e g o .

U . 1 4 . J . L u r k a , Chleb życia,
w y s . 33 c m .

krzyżem,

do

Chrystusa

Chrystus

dźwiga jak swój

ziemi

( i l . 7). U j ę c i e

p r z y p o m i n a gotyckie

w

tłoczni,

załamuje

mistycznej

się p o d

ciężarem

wyobrażenie,

ludzkości,

pod
którą

krzyż.

K i e d y i n d z i e j z n o w u z n a k k r z y ż a s t a j e s i ę d l a L u r k i drogo­
wskazem. Z a p ł a k a n e j , zrozpaczonej M a r i i Magdalenie,

obejmują­

cej k r z y ż i u c z e p i o n e j d o n i e g o , U k r z y ż o w a n y w s k a z u j e

wyoiąg-

n i ę t y m r a m i e n i e m , i ż n i e t u t a j j e s t j e j m i e j s c e , ż e n i e n a ł o ż y teraz
rozpaczać,

ale iść i n i e ś ć m i ł o ś ć

w

świat,

aby

dać

świadectwo

d r e w n o p o l i c h r o m . , w y s . 33 c m . O k . 1 9 7 5 r . I I . 1 5 . E d w a r d K o ł a c z , S z c z e c i n . Chleb, d r e w n o p o k o s t o w a n e ,
1 9 7 4 r . U . 16. W ł . C h a j e c , Syn
człowieczy,
d r e w n o p o l i c h r o m . , w y s . 20 c m . O k . 1974 r .

14

234

Chrystusa

�t e m u , co p o z n a ł a ( i l . 10). I n n y m razem, c h c ą c p r z e d s t a w i ć b i b l i j ­
n y werset „ J e s t e m w i n n y m drzewem, a w y l a t o r o ś l a m i " , w p a d ł
na z u p e ł n i e m u nie znany, ale c z ę s t o w y k o r z y s t y w a n y w ś r e d n i o ­
wieczu

m o t y w Chrystusa

ukrzyżowanego

na

drzewie

żyoia.

Podobne w y o b r a ż e n i e w y b r a ł , g d y c h c i a ł p o k a z a ć , iż Chrystus
jest p o t ę ż n ą o s t o j ą b r o n i ą c ą l u d z i przed u p a d k i e m w o t c h ł a ń .
Z n o w u jest t u Chrystus u k r z y ż o w a n y n a drzewie ż y c i a , k t ó r e g o
gałęzi t r z y m a się l u d z k o ś ć ( i l . 13). T o , że d ź w i g a n i e k r z y ż a nie
jost wydarzeniem j e d n o r a z o w y m , że s ą r ó ż n e rodzaje
przedstawia

Lurka

w rzeźbio ukazującej

krzyża,

Zbawiciela n i o s ą c e g o

k r z y ż , k r o c z ą c e g o n a czelo u t r u d z o n y c h l u d z i , k t ó r z y

dźwigają

różne oiężary życia ( i l . 8).
W y d a j e m i s i ę , iż n a j w a ż n i e j s z a przemiana m o t y w u k r z y ż a
zachodzi u L u r k i t a m , gdzie p r z e n i k a j ą się nawzajem

symbole

k r z y ż a i kielicha. T a k samo j a k k r z y ż — kielich jost w c h r z e ś c i j a ń ­
s k i m p o j ę c i u s y m b o l e m cierpienia i zbawienia. T o k w ł a ś n i e w y rzoźbił L u r k a Upadek pod krzyżem,

w k t ó r y m Chrystus pada p o d

z b y t c i ę ż k i m k i e l i c h e m cierpienia ( i l . 11). Z u p e ł n i e nowego sensu
nabiera u L u r k i scena n a G ó r z e O l i w n o j . M o d l i t w a Jezusa, a b y
Ojciec, jeśli to m o ż l i w e , o d d a l i ł od niego „ t o n k i e l i c h " , nie z o s t a ł a
w y s ł u c h a n a . U L u r k i Jezus wziął j u ż na siebie o g r o m n y kielich
cierpienia i w y o i ą g a r ę k ę k u ś p i ą c y m uczniom, w z y w a j ą c darem­
nie ich pomocy.
W związku z t y m na uwagę zasługuje fakt, że w średniowie­
czu, g d y p o w s t a ł y r u c h y d ą ż ą c e do zniesienia hierarchicznych
r ó ż n i c m i ę d z y k l e r o m a l a i k a m i i ż ą d a j ą c e k o m u n i i p o d obiema
postaciami, „ w z i ę c i e k i e l i c h a " s t a ł o się s y n o n i m e m b u n t u przeciw
kościołowi

papieskiomu, o d m a w i a j ą c e m u

ludowi

bożemu

doj­

rzałości. L u r k a nie z n a ł tej h i s t o r i i a n i togo o k r e ś l e n i a , m u s i a ł y
one j e d n a k od samego p o c z ą t k u z n a j d o w a ć się w jego p o d ś w i a d o ­
m o ś c i . J u ż od pierwszych prac kielich zajmuje w jego t w ó r c z o ś c i
w a ż n e miejsce j a k o s y m b o l cierpienia i zbawienia, lecz r ó w n i e ż
j a k o t o , co Chrystus chce p r z e k a z a ć k a ż d e m u
aby

ów, wspóldźwigając,

partnerem

współzbawiając,

chrześcijaninowi,

stał

się

Boga. J e d n a z pierwszych prac L u r k i

dojrzałym
przedstawia
16

bardzo smutnego Chrystusa t r z y m a j ą c e g o o l b r z y m i k i e l i c h . Czy
nio p o z o s t a ł on sam z t y m kielichom, bo c h r z e ś c i j a n i e , zadowala­
j ą c się t y m , co K o ś c i ó ł i m ł a s k a w i e daje, nie chcieli „ w z i ą ć kielioha" ?
O c z y w i ś c i e kielich

jest d l a L u r k i t a k ż e

przypomnieniem

E u c h a r y s t i i , znakiem biesiadnej w s p ó l n o t y z Panom i przez to
stwierdzeniem s e n s u a l n o ś c i p o b o ż n y c h u c z u ć . N o r m a l n ą k o ś c i e l n ą

S p o s ó b , w j a k i kościół ukazuje z w y k ł e m u człowiekowi jego

p r a k t y k ę k o m u n i i L u r k a u w a ż a za g o r s z ą c ą . M d ł a , prawie ama-

Zbawiciela, nie m o ż e go z a d o w o l i ć . Z b y t w i o t k a i pozazmyslowa

terialna hostia gniewa tego c z ł o w i e k a l u b i ą c e g o posilny chleb

jost d l a ń o b e c n o ś ć Jezusa w Sakramencie na o ł t a r z u , niewystar­

i g a s z ą c y pragnienie n a p ó j . W i e l k i szacunek L u r k i dla rzeczy

c z a j ą c e p r z y p o m n i e n i e o ziemskiej w ę d r ó w c e Chrystusa, dokona­

materialnych, będących symbolami prawd duchowych, świadczy,

nej n i e w y o b r a ż a l n i e dawno, n i e w y s t a r c z a j ą c e r ó w n i e ż ukazywanie

iż w p r z e c i w i e ń s t w i e do o p i n i i k o ś c i e l n e j , u w a r u n k o w a n e j przez

nieba, w k t ó r y m , jeśli b ę d z i e ż y ł godziwie, znajdzie n a g r o d ę za

ż y j ą c y o h w colibacio m ę ż c z y z n , najnormalniejsza z m y s ł o w o ś ć nie

swojo ziemskie t r u d y . K o ś c i ó ł p r z e d s t a w i a j ą c niebo j a k o calko-

musi się z n a l e ź ć w s p r z e c z n o ś c i ze s p i r y t u a l n o ś c i ą

mistyczną.

wicio nieziemski t a m t e n ś w i a t , nie z a ś j a k o wspaniale k r ó l e s t w o

P o u c z a j ą o e b y ł o b y t u p o r ó w n a n i e ś w . Teresy Berniniego, u k t ó r e j

b o ż e , czyni wszystko, aby p r z o k s z t a ł c i ć je w ideę m o ż l i w i e naj­

m i s t y c z n a ekstaza jest p e ł n a daremnie p r z y t ł u m i o n e j i s k r y t e j

mniej a t r a k c y j n ą dla normalnego c z ł o w i e k a . Z p e w n o ś c i ą zgadza

s e k s u a l n o ś c i , z c z ę s t o p r z e d s t a w i a n ą przez L u r k ę ś w i ę t ą grzesz­

się z powszechniejszym odczuciem t o , co m i p o w i e d z i a ł (z l o k k i m

n i c ą M a r i ą M a g d a l e n ą , k t ó r a po p r o s t u kocha Pana Jezusa j a k o

u ś m i e c h e m k p i n y ) A d a m Zegadlo, że m a n a d z i e j ę , iż w p o ś m i e r t ­

kobiota — c i a ł e m , sercom i d u s z ą .

n y m ż y c i u zostanie d i a b ł e m . Obiecuje sobie po t y m p r z y n a j m n i e j
mniej n u d y . N i o odpowiada m u wioczne ś p i o w a n i e w niobiosach.

VII

W legendach uwidacznia się, j a k sobie l u d w y o b r a ż a d a l s z ą

Ciekawo b y ł o b y m ó c p r z e ś l e d z i ć wstecz gniow L u r k i przeciw­

o b e c n o ś ć Zbawiciela na ziemi. Najczęściej Jezus ( p r z e w a ż n i e ze

ko u r z ę d o w e m u K o ś c i o ł o w i , poprzez Chajca, a ż do starej polskiej

ś w . P i o t r e m l u b „Św. P i o t r i p a w ł e m " ) w ę d r u j e jeszczo po świe­

religijności ludowej. W polskich b a ś n i a c h l u d o w y c h klecha d o ś ć

c i e W opowiadaniach t y c h staje się jednak c z ę s t o z Pana i M i s t r z a

c z ę s t o jest p o s t a c i ą n e g a t y w n ą . W r a z z dziedzicem i ż a n d a r m e m

— w ł ó c z ę g ą , ż e b r a k i e m i „ d z i a d o m " . Bw. P i o t r , k t ó r e m u nio po­

s t a n o w i ą oni t r ó j c ę w ł a d z y . N a tło ludowej z m y s ł o w o ś c i pozbawio­

m o g ł o t o , żo jest czczony j a k o piorwszy p a p i o ż , że spoczywa na

nej k o m p l e k s ó w i nie p o t r z e b u j ą c e j s u b l i m a c j i — celibat u w a ż a n y

n i m c a ł y a u t o r y t e t u r z ę d o w e g o K o ś c i o ł a , p o j a w i a się w

jest raczej za s k a z ę i p o w ó d do d o w c i p ó w , n i ż za r e k o m e n d a c j ę .

h i s t o r y j k a c h j a k o człowiek m a ł e j w i a r y , egoistyczny, ż a r ł o c z n y ,

tych

Proboszcz jest k o ś c i e l n y m funkcjonariuszem, k t ó r y za odpowied­

m ś c i w y . N a t o m i a s t Zbawiciel

n i ą o p ł a t ą (najczęściej o d c z u w a n ą za w y g ó r o w a n ą ) udziela ko­

i r o z s ą d e k w y ż s z o g o rodzaju. N i e k i e d y jednak, j a k c h o ć b y w le-

niecznych s a k r a m e n t ó w . W i e r n y l u d b y n a j m n i e j nie w n i m w i d z i

gendzie o zamienionej w k u k u ł k ę córce strzolca, w y s t ę p u j e on

B o ż e g o c z ł o w i e k a , p r z e w o d n i k a w misteriach, Zbawiciela w ę d r u j ą ­

j a k o demon m s z c z ą c y się na t y c h , k t ó r z y nie o d d a j ą m u czci.

ucieleśnia zasadę

sprawiedliwości

cego dalej po ziemi, s z u k a j ą c o g o s o l i d a r n o ś c i i s o l i d a r n o ś ć prze­

Kiedy

k a z u j ą c e g o , ale w p i e l g r z y m i e i dziadzie.

k t ó r e g o p a n d o m u zaprasza do s t o ł u i ugaszcza z szacunkiem

indziej z n o w u jost zabiedzonym, c u c h n ą c y m

żebrakiem,

23.5

�— o n z a ś p ó ź n i e j r e w a n ż u j e się za t o , z a p r a s z a j ą c swojego
darza

na

wspaniały

obiad

w

raju.

Solidarność

skromnym, szarym człowiekiem ledwo uwidoczniona w
w legendzie zostaje m o c n o

gospo­

Zbawiciela

VIII

ze
Średniowieczna

kościele,

wyjaśnia

podkreślona.

*
rezerwie ludowej p o b o ż n o ś c i wobec oficjalnego

i jego ideologii t k w i ą ,

co m o ż n a

Kościoła

spostrzec w t w ó r c z o ś c i

Lurki,

zarodki wszystkich wielkich heretyckich r u c h ó w ludowych. W y ­
daje m i się ciekawe, ż e w Polsce t e r u c h y n i g d y się nie, r o z w i n ę ł y ,
m i m o iż b y ł y k u t e m u p r z e s ł a n k i . M o r d e r c z a d i a l e k t y k a t y c h r u ohów, które

wychodząc

od żądania

kapłaństwa,

prowadziły

w

bratorstwa

bezlitosnym

i

powszechnego

z

kościołem

sporze

ze

swojej s t r o n y r ó w n i e ż do f a n a t y z m u i nietolerancji, z o s t a ł a Polsce
i w ł a ś c i w i e t y l k o Polsce o s z c z ę d z o n a . ( R u c h y te i s t n i a ł y w

Rosji,

a t a k ż e w Czechach, N i e m c z e c h , A n g l i i , F r a n c j i , I t a l i i , H i s z p a n i i ) .
Może

właśnie

dlatego

duch

buntowniczy pozostał

w

rzeźbach

L u r k i t a k ś w i e ż y , n a i w n y i a k t u a l n y , p o n i e w a ż w Polsce n i g d y się
nie s k o m p r o m i t o w a ł , nie d o s z e d ł do zaprzeczenia
nym

jest c z y m ś

stworzenie

i

w rodzaju

historię

katechizmu,

człowieka,

dzieło

z b a w i e n i a , i s t o t ę Ś w . T r ó j c y , b o ż y p o r z ą d e k w n i e b i e i n a ziemi.
Dominującym

W

katedra

kosmogonię,

s w y m pierwot­

obrazem

w

Monreale koło

Palermo

(koniec X I I

w i e k u ) j e s t w y o b r a ż o n y n a a b s y d z i e o g r o m n y P a n t o k r a t o r ( i l . 3).
Pod

n i m widnieje o wiele mniejsza

Madonna

z

Dzieciątkiem,

1

z a n i o ł a m i i ś w i ę t y m i . Z a ł o ż e n i e k a t e d r y p o d k r e ś l a z a r ó w n o nie­
b i a ń s k ą , j a k i z i e m s k ą hierarchię. M a r m u r o w a bariera

oddziela

k o ś c i ó ł l a i k ó w o d k o ś c i o ł a k l e r u . Z e w z g l ę d u n a t o , ż e k l e r jest
w y ż e j p o s t a w i o n y o d zwyczajnego l u d u , o d n a w y do prezbiterium
p r o w a d z i k i l k a s t o p n i . T a h i e r a r c h i a j e s t p o d k r o ś l o n a p r z e z spo­
sób,

w

jaki

są

umieszczone

mozaiki wyobrażające

wędrówkę.

Chrystusa po ziemi. Przedstawienia wielkich misterii,

Przemienie­

nia Pańskiego, Ostatniej Wieczerzy, W n i e b o w s t ą p i e n i a ,

znajdują

s i ę w p r e z b i t e r i u m — n i e d o s t ę p n e d l a p r o f a n a . Z w y k ł y l u d musi
z a d o w o l i ć s i ę p r o s t s z y m i c u d a m i , t a k i m i j a k u z d r o w i e n i e parali­
t y k ó w i ślepców.

hasłom.
W
Na

pierwszy rzut oka m o ż e

wydać

się p r z e s a d ą

mówienie

0 aktualności takich e l e m e n t ó w b u n t u , jako że w w y n i k u
niałych po drugiej wojnie światowej

przekształceń

k t ó r y w ostatnich

p r e z b i t e r i u m p i ę ć d a l s z y c h s t o p n i w i e d z i e d o t r o n u bis­
po

prawej

stronie, k t ó r a

znajdując

się po lewicy

Panto-

zaist­

k r a t o r a , jest s t r o n ą g o r s z ą . P o s t r o n i e lepszej s t o i t r o n k r ó l a , ku

społecznych,

k t ó r e m u p r o w a d z i r ó w n i e ż p i ę ć s t o p n i . T o , ż e z a p a n o w a n i a Nor­

Kościół po prostu utracił możliwość bycia Kościołem
J e d n a k ż e K o ś c i ó ł w Polsce,

kupa

możnych.

dziesięcioleciach

m a n ó w n a Sycylii, k r ó l t a k ż e w hierarchii kościelnej m i a ł wyższą
rangę

od

biskupa,

zostało

wyrażone

w

wyrafinowany

sposób:

stracił resztki świeckiej w ł a d z y , t y m bardziej p r ó b u j e — j a k się

l i c z b a s t o p n i j e s t t a k a s a m a , lecz s t o p n i e w i o d ą c e d o t r o n u króla

zdaje — z a c h o w a ć w ł a d z ę we w ł a s n y m d o m u . Z tego w y n i k ł o ,

s ą w y ż s z e , t a k iż siedzi o n w y ż e j n i ż b i s k u p . N a d t r o n e m królew­

ku

zdziwieniu w i e l u k a t o l i k ó w z Z a c h o d u , ż e w okresie w i e l k i c h re­

s k i m w i d n i e j e m o z a i k a p r z e d s t a w i a j ą c a k o r o n a c j ę przez Chrystu­

form kościelnych — polski katolicyzm b y ł wyraźnie

sa

zachowawczy

1 p r z y w i ą z y w a ł wielkie znaczenie do u t r z y m a n i a ścisłego r o z d z i a ł u
Kościoła k a p ł a ń s k i e g o i laickiego. Wiejski'proboszcz,

odmawiają­

króla

Normanów

Wilhelma

I I , założyciela

katedry.

w a n i e cesarzy i k r ó l ó w b e z p o ś r e d n i o przez Chrystusa
od

X

wieku

dosyć

często

w

sztuce

Korono­
występuje

wschodniochrześcijańskiej.

cy Lurce p r a w a do posiadania w ł a s n e g o zdania w kwestiach życia

W y m o w a tego jest o c z y w i s t a — z w i e r z c h n o ś ć jest przez

duchowego,

n i e t y l k o t o l e r o w a n a , lecz u s t a n o w i o n a ; za k r ó l e m s t o i Chrystus.

występuje

zgodnie

z linią generalną

Kościoła

tego

kraju.

Katedra

*
Dopiero gdy

Chajec

stał

w

Monreale jest

i d e a l n y m o d p o w i e d n i k i e m ziem­

skiego ś w i a t a . Ś w i a t n i e b i a ń s k i wzoruje się n a w i d z i a l n y m ,

się bardzo

znanym

rzeźbiarzem,

niezaprzeczalnym

uzasadnieniem

istnienia

na

ziemi

g d y m u z e a w Polsce i za g r a n i c ą z a c z ę ł y sobie w y d z i e r a ć j e g o p r a ­

i „ d o ł u " . P a n t o k r a t o r nie jest Z b a w i c i e l e m z N o w e g o

ce, g d y w j e g o c h a c i e p o j a w i l i s i ę z b i e r a c z e

wzywającym

i okipy telewizyjno,

dopiero w ó w c z a s jego s ł a w a w t a r g n ę ł a , o k r ę ż n ą d r o g ą przoz A m e ­

projekcją

r y k ę , a ż do własnej parafialnej wioski. W ó w c z a s dopiero, m i m o

rym

iż o d boz m a ł a t r z y d z i e s t u l a t r z e ź b i ! n i e m a l w y ł ą c z n i e
u z y s k a ł Chajec

pierwsze zlecenie o d proboszcza

stajenki betlejemskiej. T a k przeto
s t a ł się Chajec

artystą

ludowym

d o w i s k a . I co w a ż n i e j s z e ,

żadne

Chrystusa

dobiegając
pracującym

i n n e zlecenie

—

—

ziemskiego

utrudzonych

panowania,

odzwierciedla się ziemski

Testamentu,

i uciemiężonych;

kwintesencją

jest

władcy,

on

w któ­

król.

wyrzeźbienie

k r e s u swej

drogi,

dla własnego

śro­

nie sprawiło

mu

powiedział

sobie

świątki,

tyle r a d o ś c i , ż a d n e g o innego nie t r a k t o w a ł z t a k ą p o w a g ą .
już od dawna b ę d ę leżał w grobie

ku

jest

„góry"

mi

„Gdy

—

c o ś ze

mnie będzie przecież żyło w mojej w s i . " D l a niego liczy się

ślad

Byłoby
wikłane
i

Kościoła

się

to bardzo

i splątane

cierpiącego

prześledzić

dziego

c i e k a w e , g d y b y s i ę u d a ł o o d t w o r z y ć za-

dzieje

drogę

ludzkich

dwóch

razem
od

uczynków

z

nurtów:
ludem

niedostępnego
—

Frasobliwego, nie królującego

Kościoła
bożym;
i

Pantokratora

tronującego

gdyby

udało

bezwzględnego
—

do

sę­

Chrystusa

j u ż , lecz s i e d z ą c e g o n a

twardym

własnego życia i twórczości t u , w rodzinnej wsi i parafii, a nie byle

k a m i e n i u n a p r z e c i w s z a r e g o c z ł o w i e k a , w g e ś c i e f r a s u n k u i soli­

gdzie n a

darności z t y m właśnie

świecie.

L u r k a daremnie

czeka n a t a k i e zlecenie. A m o ż e n a w e t

nie czeka. W s k a z u j ą c

na biskupią m i t r ę wielkiego k a p ł a n a

czającego zapłatę Judaszowi, powiedział m i , że w gruncie
nie m o ż e

wymagać

od kościoła, aby

w swoich r z e ź b a c h t a k niestosowno

popierał

rzeczy

go, p ó k i

wyraża

poglądy.

D l a obserwatora z z e w n ą t r z zakrawa na paradoks, że w t y m
socjalistycznym kraju

wielkie teologiczne t a l e n t y w ś r ó d

rzy, t w ó r c y l u d o w e j s z t u k i sakralnej nie spotykanej
Polską

s ą przez

Kościół

ignorowani bądź

rzeźbia­

nigdzie

nie uznawani,

a

p a r c i a d o z n a j ą j e d y n i e ze s t r o n y ś w i e c k i e g o , a t e i s t y c z n o g o
stwa,

które

umie

uszanować

nieprzemijające

wartości

rzeczy

złożyło

się n a

to, że wstąpiwszy

do

niebios,

Zbawiciel

jeszcze r a z b y ł p o t r z e b n y n a z i e m i i m u s i a ł j a k b y p o w r ó c i ć . Wed­
ług katolickiej

w i a r y , h i s t o r i a z b a w i e n i a o d b y w a s i ę w konkret-

nyrn

jako rzeczywista historia. Jedyny

czasie —

się ciałem, w określonej
ukrzyżowany

s y n B o g a stal

chwili został zrodzony z Panny

pod Poncjuszem

Piłatem

i pogrzebany

p i e k i e ł , t r z e c i e g o d n i a z m a r t w y c h w s t a ł , w s t ą p i ł d o n i e b i o s , siedzi

po­

p o p r a w i c y B o g a O j c a , s t a m t ą d p r z y j d z i e s ą d z i ć ż y w y c h i umar­

pań­

poza

łych. Lecz w t y m ciągu w y d a r z e ń coś się zacięło.
Gmina

chrześcijańska

nastawiona

była

na

rychły

p o k o j ą c y s p o s ó b . G m i n i e , a przede w s z y s t k i m szaremu

oddzielić

kowi,

humanistycznych

od

religijnych.

Poglądy

-— t a k j a k i r z e ź b y — z j e d n e j s ą b r y ł y . S p i r y t u a l n o ś ć
cały

jego

dorobek,

jest

jego

jego

przenika

nierozdzielnym składnikiem.

Ale

powrót

C h r y s t u s a , a t y m c z a s e m j e g o p o b y t w n i e b i e p r z e d ł u ż a ł s i ę w nie­

w ą s k o p o j ę t e r a m y religijności. Z r e s z t ą w rzeźbie L u r k i nie da się
treści

Marii,

z s t ą p i ł do

poza

zawarte

w symbolach c h r z e ś c i j a ń s k i c h , k t ó r y c h znaczenie w y k r a c z a

Ł a d z M o n r e a l e n a d ł u ż s z ą m e t ę n i e b y ł d o u t r z y m a n i a . Wiele

już
wrę­

człowiekiem.

zdanemu

na

skąpą,

przydzieloną

mu

strawę

człowie­
duchową,

o d s u n i ę t e m u o d u c z e s t n i c t w a w w i e l k i c h m i s t e r i a c h , czas z a c z ą ł
się d ł u ż y ć . Z a c z ą ł się o n r o z g l ą d a ć za z n i k n i o n y m

s w o i m Zbawi­

s p i r y t u a l n o ś ć t a , n a co s t a r a ł e m s i ę z w r ó c i ć u w a g ę , n i e j e s t o d b i e ­

c i e l e m , z a c z ą ł o p u s z c z a ć w y z n a c z o n e m u m i e j s c e n a s a m y m dole

g a j ą c ą o d spraw tego ś w i a t a p o b o ż n o ś c i ą , nie jest p o c i e c h ą — nar­

k o ś c i o ł a i u s u w a ć b a r i e r ę o d d z i e l a j ą c ą K o ś c i ó ł k l e r u o d Kościoła

kozą.

l a i k ó w . W t y m s a m y m czasie k i e d y z o s t a ł o w z n i e s i o n e Monreale,

236

�I I . 17. R o z a l i a B a r a ń s k a - D z i ę c i o ł o w s k a , G r ę b o s z ó w , w o j . t a r n o w s k i e . Św. Kinga
w falach
morza,
X 5 0 c m . 1 9 3 7 r. I I . 1 8 . M a r i a W i ś n i o s , R a t a j e , g m . W ą c h o c k , w o j . k i e l e c k i e . Przebicie

f a r b a k l e j o w a n a p a p i e r z e , w y m . 65 X
boku, a k w a r e l a , 1 0 0 x 7 4 , 5 c m .

:

Piotr W a l d o , b y ł y b o g a t y k u p i e c L y o n u , zlecił p r z e k ł a d b i b l i i n a

t a k i t u w y o b r a ż e n i e wyrosłe z rozmaitych, czystych jak i też

język l u d o w y .

pogmatwanych

.

. "

ź r ó d e ł jest

dopasowane do konkretnej

potrzeby

p o b y t w niebie i nie z j a w i a się

d u c h o w e j . K o ś c i ó ł j u ż p o d koniec X V w i e k u z a b r o n i ł przedstawia­

w swojej w s p a n i a ł o ś c i , a b y nareszcie d o k o ń c z y ć d z i e ł a z b a w i e n i a

n i a tego t e m a t u , k t ó r y w ś r o d k o w y c h N i e m c z e c h przez k i l k a po­

i założyć, t a k j a k obiecał, k r ó l e s t w o b o ż e , zostaje

przednich

Chrystus,

który

na z i e m i ę , a b y
uzewnętrznia

przeciąga

znowu cierpiał. Zmiana,

się

w

sposobie

jaka

tu

przedstawienia

Wedle w c z e s n o ś r e d n i o w i e c z n e g o

sprowadzony
się

dokonuje,

Ukrzyżowanego.

ujęcia, ofiara j u ż się

Cierpienie,

strach

i

śmierć

zostały

i ukazywanie ich j u ż nie było potrzebne.
krzyżu

romańskim

nie

był

umierającym,

lecz

0 dzikim, nieokiełznanym

się o g r o m n ą

się p o c h o d z ą c e

popularnością.

ze W s o h o d u

Za

podanie

jednorożcu, którego schwytać

można

j e d y n i e w ó w c z a s , g d y n a t r a f i n a d z i e w i c ę i o s w o j o n y j u ż schowa

znakiem

swój r ó g w jej łonie. Wcześniej widziano w jednorożcu z dziewicą

przezwyciężone

Chrystus

cieszył

t y m kryje

dokonała;

krzyż tego o k r e s u n i e b y ł p r z e c i e ż k r z y ż e m m ę k i , lecz
zbawienia.

dziesięcioleci

wyobrażeniem

wiszący

na

tryumfatorem

symbol

Chrystusa

z Maryją.

chyba sformułował

D o m n i e m a n i e t o po raz

pierwszy

A l b e r t M a g n u s ; „ Ó w j e d n o r o ż e c jest

Chrys­

t u s e m , k t ó r e g o w ł a d z y , w y o b r a ż o n e j j a k o r ó g , n i k t się nie oprze...
za

i władcą. D o p i e r o w sztuce g o t y k u jego m ę k a i opuszczenie z o s t a ł y

Jednorożec

reaktualizowane i uwiecznione.

s a m ą m y ś l o w y w y ż s z e n i u s i ę s t r ą c i ł L u c y p e r a z n i e b i o s i za u g r y ­

ten

wydawał

się d z i k i m

i nieokiełznanym,

zienie j a b ł k a w y p ę d z i ł A d a m a z R a j u . P i e r w o t n y ś w i a t
potopem,

I X

Sodomitów

gdy

zniszczył

zaś piekielnym ogniem i siarką. Tak

sro-

ż y ł s i ę j e d n o r o ż e c w n i e b i e i n a z i e m i , a ż go p e ł n a c h w a ł y dziewica,
Po w s t ą p i e n i u do nieba, Chrystus ł a t w o rozwiewa się w ideę,
coraz b a r d z i e j t r a c i c i e l e s n o ś ć i o d d a l a s i ę o d s z a r e g o

człowieka

g d y w s z e d ł d o j e j z a m k u , p r z y j ę ł a d o s w e g o ł o n a i u c i e l e ś n i ł a go.
D z i ę k i t e m u , wedle boskiego postanowienia,

nieuchwytny

mógł

— a czystą ideę ł a t w o m o ż n a przerabiać na ideologię. T y m i , któ­

z o s t a ć s c h w y t a n y przez m y ś l i w y c h , to znaczy przez pogan i ż y d ó w '

rzy g o d a r e m n i e w y c z e k u j ą , s ą m a l u c z c y , s p r a w i e d l i w i i p o b o ż n i ,

1 zgodził się u m r z e ć

czyli c i , k t ó r y c h
Natomiast

dotyczą

panowie,

błogosławieństwa

książęta

Kościoła

Kazania

i świata

na

Górze.

(przedstawieni

w wizerunkach S ą d u Ostatecznego najczęściej w ś r ó d p o t ę p i o n y c h ,
podczas g d y n i e m a t a m b i e d a k ó w )
przebywa n a razie w niebiosach

są zadowoleni, że

Chrystus

i nie przeszkadza i m w

doglą­

B i e d a k , k t ó r e g o w i a r a n i e jest ś l e p a , lecz p r z y c a ł e j

poboż­

daniu w ł a s n y c h

ności z l e k k ą

interesów.

podszytą

wać, że Zbawicielowi
brał o n p a ń s k o ś c i

nieufnością,

musi pomalutku

podejrze­

dobrze się w niebie powodzi, że m o ż e

i z a p o m n i a ł o biedzie, k t ó r ą z o s t a w i ł za

podania,

się c z ł o w i e k i e m

krzyżu."
Syn

Boży

wcale

nie

miał

i cierpieć j a k człowiek. Trzeba

go

b y ł o dopiero s k ł o n i ć , ba, p o d e j ś ć , p r z e c h y t r z y ć , a b y d a ł się schwy­
tać i zabić. W t y m prawie
występuje

jako

pewnego

bluźnierczym
rodzaju

wyobrażeniu

przynęta,

która

dziewica

doprowadza

mysł

został wyrażony

z naiwną

bezpośredniością.

sobą.
ochoty

W takim nastroju mogło powstać wyobrażenie o mistycznym
Jak

ł y c h w N i e m c z e c h w ś r e d n i o w i e c z u w i e r s z y n i e s ł y c h a n y t e n po­

na­

przyjść na ś w i a t ?

jednorożca.

ochoty stać

dobrowolnie na

tajemniczego

j e d n o r o ż c a do tego, ż e zasypia w jej łonie. W j e d n y m z powsta­

Być m o ż e ó w Z b a w i c i e l j u ż za p i e r w s z y m r a z e m nie m i a ł

polowaniu na

Wedle

często w wierzeniach ludowych,

Sfa piersi matki zaśnięty
Ten, co przez świat niepojęty.
Pobożną myślą przejęty
Matczynym ionem objęty
Został jednoróg ujęty.

237

�II.

Plastyozne
część

tej

jednorożec
Jednakże

zostaje

a

Chrystus

w areszcie,

wyobrażają

trzynastowiecznych

tylko

rzeźbach

p r z e b i t y przez m y ś l i w e g o n a łonie dziewicy.

kogo

w

przeważnie

francuskioh

te

nie

wyjaśniają,

dziewica i m y ś l i w y .

turyńskie

pozostawiają
go

We

przedstawienia

wyraźniejsze

pujący

przedstawienia

idei.

jednorożec,
wszystkim

19. W ł a d y s ł a w C h a j e c ,

swoj

polowania na
wymowie,

kogo

przede

z X V wieku

lecz k w e s t i ę ś m i e r c i

są

jednorożca

o t w a r t ą . M y ś l i w y m jest s a m B ó g Ojciec l u b z a s t ę ­
Archanioł

Gabriel.

Jednorożec

znalazł

schronienie

u dziewicy w »hortus conclusus«. Przed ogrodem Archanioł
brojony we włócznię

i wiodący

Zarówno jedną, jak i d r u g ą figurę
aresztowanym"

na s m y c z y p s y daje

na

uz­

trąbce

Chajec

nazywa

„Chrystusem

( i l . 1 9 ) . D l a o b u s p o r z ą d z a w ł a s n o r ę c z n i e i sta­

rannie łańcuch, z a m y k a n y niekiedy d o k ł a d n ą imitacją

wyobraża

Niemieckie, a

jednorożca

d r e w n o p o l i e h r o m . , w y m . 1 8 x 2 6 e m . 1971 r.

Nie warto by o t y m wspominać,
majsterkowiczów,
sztuczkach
dziwy

którzy

lubują

(np. „ G o l g o t a "

rzeźbiarz,

nie

g d y b y Chajec

się w t r u d n y c h do

w butelce). J e d n a k ż e

zajmuje

się

takimi

kłódki.
należał

do

wykonania

Chajec,

fidrygałkami,

z jednego k l o c a całe sceny, n p . s t a j e n k ę b e t l e j e m s k ą ,

praw­
rzeźbi

eliminując

w s z y s t k o , co n i e jest d l a niogo i s t o t n e . J e ż e l i u w a ż a , ż e w żaden
s p o s ó b nie m o ż o z r e z y g n o w a ć z obcego m a t e r i a ł u j a k o dodatku,
czyni

t o bez serca, a n a w e t w p r o s t n i o c h l u j n i o .

I t a k z jednego

t r a d y c y j n y s y g n a ł , że z w i e r z y n a jest osaczona. N i e jego

zadaniem

kawałka

jest u d e r z y ć . W t y m p r z e d s t a w i e n i u , o d p o w i a d a j ą c y m

Zwiasto­

w y k r o i ł c z e r w o n ą c h o r ą g i e w z w y c i ę s t w a dla swojego Z m a r t w y c h ­

w a n i u , j e d n o r o ż e c jest j u ż j a k b y

pokonany.

czerwonego

plastiku, który

wpadł

mu

kiedyś

w

ręce,

wstającego, strumień krwi wypływający z boku Ukrzyżowanogo,
chwytany

X

przez

anioła

do

kielicha oraz

czerwony

krawat

dla

swojego L e n i n a ; i p r z y b i ł j e bez s k r u p u ł ó w g w o ź d z i a m i — Chrys­
N i e w a ż n e , że w polskiej sztuce l u d o w e j m i s t y c z n e ł o w y
j e d n o r o ż c a nie s ą znane. W s p o m n i a ł e m o nich, p o n i e w a ż

dość rozpowszechniono w y o b r a ż e n i e — chociaż w s p o s ó b
w y i sięgający do ludowej p o d ś w i a d o m o ś c i

pragnienie

zmuszenia

nie chcącogo

nadejść

pozostania ? Czy

naprawdę

taka

pobożność

ludo­

Zbawiciela

p r z y b y c i a , a l b o , co n a j e d n o w y c h o d z i , c h c ą c o g o

odejść

nieco

—

cego g ł o w ę k u p a t r z ą o e m u — oraz d r u g ą f i g u r ę , nie
ikonografii

sztuki ludowej,
jednak

puszczalnie w więziennoj
—

nie na

tej

Chrystusa

występującą

siodzącego

k a m i e n i u , lecz n a

tradycji

zwracają­

w

pozycji

ziemi,

celi. J e d n ą n o g ę p o d k u r c z y ł ,

przy­

aby m ó c

w geście Chrystusa Frasobliwego — oprzeć na kolanie łokieć,

a na dłoni głowę, d r u g ą m a w y p r o s t o w a n ą i p r z y k u t ą do

238

k r a w a t do

brzucha.

blaszano t a b l i c z k i z w y t ł o c z o n y m i n a p i s a m i . U s t a l a j ą one
figury, a czasami o p a t r u j ą
Rzeźbiarzy
trudności

ją krótkim

nazwę

komentarzem.

i malarzy będących analfabetami

lub

mających

w c z y t a n i u i p i s a n i u c z ę s t o w y r ó ż n i a i n t e n s y w n y sto­

sunek do s ł o w a pisanego, z w ł a s z c z a d r u k o w a n e g o ; p r a g n ą
co p r z e d s t a w i a j ą ,

d a ć możliwie ścisłą n a z w ę . N a p r z y k ł a d

temu
pan

W i ś n i o s , u w a ż a n i e m a l k a ż d ą k s i ą ż k ę za c z a r o d z i e j s k ą l u b ś w i ę t ą

Chajec c z ę s t o r z e ź b i ł „ C h r y s t u s a p r z y s ł u p i e " wedle

„Frasobliwego",

do

obca'!

małopolskiej, Chrystusa przykutego do s ł u p a i żałośnie

w

k r w i do b o k u , a L e n i n o w i

I n n y c h a r a k t e r m a j ą w y k o n a n e przez Chajca d l a w i e l u rzeźb

do

gwałtowna,

n i e u b ł a g a n a i n i e p o z b a w i o n a pew-nego o k r u c i e ń s t w a b y ł a b y
spirytualności zupełnie

tusowi strumień

jaskra­

przedchrześcijańskiej.

Czy n a p r a w d ę nie z n a l a z ł o b y się w polskiej s p i r y t u a l n o ś c i
wej

na

wyrażają

słupa.

o b j a w i a j ą c ą t o , co d l a g ł u p c a pozostaje
czegoś wymyślonego,
rzyło
czarno

się rzeczywiście.
na

malowaniu

białym,

Żywoty

rozumie

zmienić

u k r y t e . N i e maluje nigdj

t y l k o t o , co w e d l e j e j p r z e k o n a n i a
świętych,

spisano

w

d o s ł o w n i e ; nie o d w a ż y ł a b y

najmniejszego

szczegółu.

Uważa

T o samo odnosi się do blaszanych

się przj

o b r a z y Zf

niegotowo, d o p ó k i joj syn nie wypisze u dołu w i e l k i m i
co p r z e d s t a w i a j ą .

wyda

książkaoł

literami
tabliczeł

w y k o n a n y c h p r z o z C h a j c a z w i e l k i m s t a r a n i e m i t r u d e m . N i e sf

�one dodatkiem do rzeźby, lecz kropką nad „ i " . W odczuciu Chajca,
dopiero one czynią figurę dokumentem.
Podobnie ma się chyba sprawa z łańcuchami, które Chajec
wykonuje z największą dokładnością. Ich symbolika jest równie
prosta jak zdumiewająca. To sam Chajec zakuwa swojego Chrys­
tusa we własnoręcznie wykuty łańcuch. Zakucie to oznajmia:
nie dzieje się nam dobrzo; nie skończyła się Twoja męka, dopóki
nam powodzi się tak źle; musisz więc pozostać z nami jako cier­
piący wśród cierpiąoych; rozumiemy, że odpowiadałoby Ci wstą­
pienie na niebiosa i odsunięcie się od wszystkiego, ale nie uwol­
nimy Cię, nie zadowolimy się obietnicą przysłania nam na po­
ciechę Duoha Świętego, który i tak nie będzie do nas dopusz­
czony.
Podobna myśl zdaje się wyrażać opisany już „Upadek pod
krzyżem". Upadły Chrystus wyraża solidarność z nie mogącym
się podnieść biedakiem. Ale chodzi t u jeszcze o coś więcej — w kon­
templacji Chrystusa, którego przedstawił jako godnego pożało­
wania ziemskiego robaka, własna nędza nabiera dla Chajca sensu,
zostaje uświęcona i podniesiona do rangi naśladowania Chrystusa.
Lecz warunkiom tego, że Chajec może się podnieść ze swego upad­
ku, jest to, iż z taką stanowczością związał syna bożego z prochem
ziemi .
3

Wspomnijmy t u jeszcze o starej przydrożnej kapliczce
w Przytkowioach (Małopolska). Figura przedstawiająca Upadek
pod krzyżem, umieszczona jest w jak gdyby sklepionej niszy,
przypominającej loch. Chrystus i tak nie mogący już iść, został
dodatkowo zamknięty masywną kratą. Wyjaśnienie, iż stało się to
dla zabezpieczenia figury przed kradzieżą, jest nieprzekonujące.
Krata pochodzi z czasów, gdy kradzieże ludowych rzeźb jeszcze
nie weszły w modę. A może, gdy już o kradzieży mowa, krata ta
oznacza, że szary człowiek nie pozwoli na odebranie mu jego
biednego Chrystusa ? Rabunek taki grozi mu od czasów Konstan­
tyna. Również Pantokrator z Monreale jest jednym z wielu ukra­
dzionych ludowi i przerobionych Chrystusów.

I I . 20. Jarosław Furgała, O. Kolbe, techn. mieszana. 1974 r.

XI
Chajec zatrzymał swojego,,Chrystusa aresztowanego" w sta­
nie cierpienia; ludowe legendy o trwająoej wędrówce Zbawiciela
po ziemi ukazują go jako osobliwe połączenie wszechmocy i biedy.
Niekiedy wyrządzone Chrystusowi cierpienia i rany odmalowane
są ze szczególnym pietyzmem, z pedantyczną, jeżeli nie lubieżną
dokładnością. Czy nie kryje się za t y m wyobrażenie, iż męka
i krew Jezusa są naszym zbawieniem, lecz że ów Jezus chyba
jeszcze nie dość cierpiał, że dalej musi przelewać swą krew, póki
do naszego prawdziwego zbawienia tyle jeszoze brakuje ?

A gdy mnie na sąd rano prowadzili
Tam gdzie się sędzię byli zgromadzili
Świadki fałszywe kupili
B y mnie na śmierć potępili
Srodze osądzili.

A tam mnie w kącie jednym postawili
I oczy moje szmatą zasłonili
Twarz moją spollczkowali
Pięściami poszyjkowaii
Zbili i zdeptali.

Przy t y m trzeba uwzględnić jeszcze inną rzecz, ubogi lud
nie tylko żył w nędzy, nie tylko był lekceważony i eksploatowany,
ale nadto dręczony. Dyby były przeznaczone dla maluczkich, nie
dla dobrze urodzonych panów, zaś czarownice, które tak ochoczo
palono, najczęściej wywodziły się z niższych warstw. Gdy przy­
równywano krzywdę i nikczemność wyrządzoną Zbawicielowi
z krzywdą i nikczemnością odczutą czy to osobiście, czy jako kla­
sa na własnym ciele, znowu powstawała solidarność, zrównanie
biednego chudziny i boskiego męczennika. Jednocześnie dawano
też do zrozumienia panującym, iż uważa się ich nie tylko za
łupieżców biedoty, lecz i za morderców Boga.

Jedni żyłami wołowymi bili
Drudzy z morskiego ciernia rózgi mieli
Okrutnie mnie biczowali
Ciało me sztukami rwali
Srodze katowali.

Przedstawienia tego rodzaju często były w niemieckim i ni­
derlandzkim malarstwie tuż przed reformacją i trwały aż do wo­
jen chłopskich. Większość owych malarzy była zaangażowana
po stronie roformacji, a liczni z nich sympatyzowali otwarcie ze
zbuntowanymi chłopami. Po stłumieniu powstań chłopskich
obrazy te wyszły z mody w oficjalnej sztuce i jako „upadłe dobro
kulturalne" przeszły do kręgu kultury ludowej.

Tam ludzi cztery miliony było
Miłosiernego żadnego nie było
Który by mnie pożałował
W mojej męce poratował
Żadnego nie było.

Jedna z pieśni, śpiewana od końca 17. stulecia przez pielgrzy­
mów na drodze krzyżowej w Kalwarii Zebrzydowskiej, brzmi:

Trzeci łańcuszki żelaznymi bili
A tak mnie nimi okrutnie zranili
Bili mnie aże do kości
Nie było żadnej litości
Człowiecze dla ciebie.

Jedni mi biotem oczy zarzucali
Drudzy mnie bijąc, na twarz moją plwall
I nogami mnie deptali
Jfa obie strony szarpali
Srodze wyrządzili.

239

�T a stara pieśń jest d o k ł a d n i e p a s u j ą c y m
obrazów

m a l o w a n y c h przez

Marię

Wiśnios

tekstem do

(ur. w

roku

wielu

g d y t r a d y c y j n y ś w i a t l u d o w y c h w y o b r a ż e ń z a c z ą ł z a n i k a ć i wie­

1912).

l u r z e ź b i a r z o m nie b y ł znany. A ż e b y s t w o r z y ć coś „ l u d o w e g o " ,

M i m o iż w i e l o k r o t n i e p r z e d s t a w i a ł a j u ż t e n t e m a t , s t a ł o p o w r a c a

muszą

do M ę k i P a ń s k i e j , do Chrystusa n a G ó r z e O l i w n e j , do

(co

Upadają­

oni albo tępo

nie daje

naśladować

żadnego

t o , co i n n i p r z e d

zadowolenia), albo z a n u r z y ć

nimi

robili

się w

sobie,

cego p o d k r z y ż e m , d o C h r y s t u s a s t a r a n n i e p r z y b i t e g o d o k r z y ż a ,

a b y w y c i ą g n ą ć z p o d ś w i a d o m o ś c i o b r a z y j a k b y l u d o w e . M o ż e się

a przede w s z y s t k i m do Chrystusa z p o b o ż n y m w p r o s t s a d y z m e m

w t e d y o k a z a ć , że ta p o d ś w i a d o m o ś ć sięga do okresu przedchrześ­

m ę c z o n e g o w izbie t o r t u r ( i l . 18). P a n i W i ś n i o s m a l u j e

cijańskiego i znalezione t a m w y o b r a ż e n i a w y w o d z ą

świętych

ze

szczególnym

zamiłowaniem

dla

ich

żywoty

męczeństwa.

rych

się z prasta­

mitów.

M o ż n a b y z a d a ć p y t a n i e — s k ą d się bierze t a k a ż ą d n ą k r w i reli­
g i j n o ś ć , ale w y d a j e m i s i ę , ż e b y ł o b y t o p y t a n i e

X I I

sformułowane

fałszywie.
Gdy

J e ś l i P a n t o k r a t o r zostaje
m o w a o sztuce l u d o w e j , m i m o w o l i roztacza się p r z e d

oczami gigantyczna
się przedstawienie

„Cepeliada",

„Mazowsza",

rapsodia

barw, nie

wzruszające

świątki

znowu zmieniony na cierpiącego, to kryje

kończące
i

przemiłe

z p o w r o t e m s p r o w a d z o n y n a zie­

m i ę i , j a k g d y b y w karze za swe d ł u g i e p r z e b y w a n i e w

oddali,

się w t y m b u n t uciś­

nionych, niezadowolenio m a l u c z k i c h , k t ó r z y podczas mistycznej

Chrystusiki. Ł a t w o uchodzi uwagi, że k u l t u r a l u d o w a — k u l t u r a

biesiady

zawsze z r e s z t ą w y k r a c z a j ą c a

czysto etnicznie p o j m o w a n y

Jest t o j e d n a k t y l k o j e d n a strona. O d w r o t n a s t r o n a tego samego

l u d — m a o g r o m n ą rozpiętość. R o z c i ą g a się ona o d n i e w i n n y c h

p r o c e s u n o s i c e c h y d z i a ł a n i a s a m e g o K o ś c i o ł a . K o ś c i ó ł zdaje się

ziemsko-rajskich

b y ć g o t o w y w y d a ć l u d o w i tego Chrystusa, k t ó r e g o m u

w

poza

o g r o d ó w p a n i B a r a ń s k i e j a ż do, t k w i ą c e j daleko

przedchrześcijańskiej

mentalności,

mistyki

krwawych

wysoko

postawionych, nigdy

odpowiada elitarnej i przede

chologii.
być

i

A l e t e ż do

„patologiczne",

Kościół

niedbale

i na

uboczu.

niegdyś

Ofiarowuje l u d o w i Chrystusa Boleśeiwego j a k o boskiego ekshibi­

P o g l ą d , iż wielkie o t c h ł a n i e o t w i e r a j ą się j e d y n i e w

ludzi,

przez

zabrał, sprawuje jednak n a d n i m w dalszym ciągu ścisłą kontrolę.

ofiar

w obrazach pani Wiśnios.

wykształconych

nakarmieni byli

zaś

podchodzić

z

wielką

który

uparcie

p o m i n a , co w y c i e r p i a ł

zwykłych

pokazuje

swe r a n y , nieustannie

i , wyliczając

wiernemu ludowi

przy­

wszystko

psy­

co d l a n i e g o z r o b i ł , p r ó b u j e g o z m u s i ć , a b y o k a z y w a ł t a k i e p o s ł u ­

muszą

s z e ń s t w o , p o k o r ę i o f i a r n o ś ć , j a k i e c e c h o w a ł y jego samego. Chrys­

ostrożnością.

t u s t e n s p e ł n i a w g r u n c i e rzeczy t ę s a m ą r o l ę co P a n t o k r a t o r . G d y

wszystkim niemądrej

przypuszczenia, że takie p r z y p a d k i
należy

cjonistę,

duszach

P a n i W i ś n i o s , p r z y całej swej p r o s t o c i e , m a w sobie c o ś r o z m a ­

P a n t o k r a t o r t r z y m a p r o s t y l u d z d a l a o d siebie i a u t o r y t a t y w n i e

r z o n e g o : j e s t o n a za p a n b r a t ze ś w i a t e m n a d z m y s ł o w y m i d u c h a ­

nakazuje m u trwanie na w y z n a c z o n y m miejscu, Chrystus Boleś-

mi zmarłych.

Zapewne

dlatego, a przede

swojego m a l a r s t w a (w jej okolicy

c i w y brata się z m a l u c z k i m i — i zwiastuje i m to samo.

wszystkim z powodu

wieśniaczki nie m a l u j ą ) ,

Jednakże

m i m o wszystko ó w Chrystus B o l e ś c i w y jest p o m y s ł e m

spo­

dwuznacz­

łeczność wiejska jej nie akceptuje. W m i n i o n y c h stuleciach b y ł a b y

nym.

z niej idealna czarownica, sprawia z r e s z t ą w r a ż e n i e j a k b y p o d ­

u r z ą d z o n y , n a t o m i a s t przez c i e r p i ą c e g o

ś w i a d o m i e w i e d z i a ł a o procesach c z a r o w n i c i z d a w a ł a sobie spra­

światem włada niesprawiedliwość — a ponieważ w t y m władaniu

w ę z tego, ż e w i n n y c h czasach p o t r a k t o w a n o b y j ą z t y m s a m y m

sam

rzeczowym

świetle.

i pedantycznym

okrucieństwem

—

jak Zbawiciela

Przez P a n t o k r a t o r a K o ś c i ó ł twierdzi, ż e ś w i a t jest

bierze

udział,

ukazuje

samego

dobrze

C h r y s t u s a p r z y z n a j e , iż

siebie

w

dość

wątpliwym

i m ę c z e n n i k ó w na jej obrazach.
Pierwotna

religijność

w

swej

mroczności,

X I I I

przypominającej

W y d a n e g o m u , ale t r z y m a n e g o dalej p o d k o n t r o l ą

świat b a ś n i braci G r i m m , przejawia się nie t y l k o w dziełach p a n i
Wiśnios. M a m w swoich zbiorach — aby wymienić
j e d e n p r z y k ł a d — Zamordowanie

Abla

Ryszarda

zna

Sęka.

Rzeźbiarz

a z opowiadań biblijnych

ten

przez

jeszcze

Kaina,

figurę

dłuta

mało

scen,

zdumiewająco

nografii

chrześcijańskiej,

ujęcie: mord

runek Męża Boleśeiwego albo też »Imago
cierpiącego

znalazł

i A b e l p o d o b n i są do

tak

przyjść

siebie

przed n i m i b ł a g a j ą c e g o o życie A b l a — albo raczej, K a i n

mistyczne i w

się jako

iż b ł a g a n i e

widać

wyraźnie,

widzia­

nadludzkiej
Abla

oglądającego

jest

n a w e t nie powinno

A l e t e n przez K o ś c i ó ł u s t a l o n y dystans m i ę d z y
Chrystusem

ny z perspektywy klęczącego, przedstawia

że dla

Wize­

przedstawia

do g ł o w y , iż m o ż e m u b y ć p o d o b n y .

j a k bliźniacy, z t y m , że K a i n jest o wiele w i ę k s z y o d k l ę c z ą c e g o

miary mocarz. Z rzeźby

osobliwej postaci,

cierpiącemu w podobny sposób j a k Chrystus

iko­

z u p e ł n i e archaiczne, p r a t y p o w e

r y t u a l n y . Jego K a i n

w

Pietatis«

prawie niemożliwe u t o ż s a m i ć się z t a k i m Chrystusem. Biedakowi

i z ż y w o t ó w ś w i ę t y c h prawie nic nie

jest m u znane. N i e z n a j ą c t r a d y c y j n e g o u j ę c i a tego t e m a t u w

kościelną,

c i e r p i ą c e g o C h r y s t u s a l u d sobie p o m a l u t k u p r z y w ł a s z c z a ł .

choćby

i cierpiącym

l u d e m zostaje

czasie r e f o r m a c j i

przez

wyobrażenia

n y c h a r t y s t ó w . N a r y s u n k u z 1522 r o k u

jest

cierpiącym

zniesiony przez

ruchy

poszczegól­

przedstawił

starzejący

się D i i r e r samego siebie z b i c z e m i r ó z g ą w r ę c e j a k o c z ł o w i e k a

bezowocne, g d y ż K a i n ( w p r z e c i w i e ń s t w i e d o t e k s t u B i b l i i ) z ca­

dręczonego

ł y m spokojem, a nie w afekcie w z n i ó s ł n a d n i m swój miecz i jest

a u t o p o r t r e t o w i t y t u ł : Mąż

najwidoczniej przekonany, że zabicie A b l a jest jogo o b o w i ą z k i e m .

t a k i e u t o ż s a m i e n i a s i ę z z a s m u c o n y m C h r y s t u s e m n a l e ż ą w sztuce

Sąsiad

Sęka,

konkurować

pod

szechnionych

Bolesław

Suska, k t ó r y

względem

nieznajomości

i tradycyjnych religijnych

mógłby

śmiało

najbardziej

nione w polskiej sztuce l u d o w e j .
ka

wydumał

jeszcze o s o b l i w s z ą i k o n o g r a f i c z n i e f i g u r ę . C h o d z i t u o d o ś ć

w pobożnym

Boleściwy.

zuchwalstwie

W późniejszych

w

Podgrodziu, człowieka

nych m i podbródków,

duży

G d y o d w i e d z a m starego Buźnia-

posiadającego

największy

nowych

na, u dołu zaś, w znacznym odstępie, grupa ludzi

w y r z u t e m l u b z n o w u po p r o s t u smutnie i bezradnie

część obrazu p r z e d s t a w i a j ą c e g o

Suski nie m a

chcieliby poehwj'eić
na

załamywania

w chmurach Mis­

rąk z tęsknoty.

Świętą Rodzinę, uciekającą

z w y k ł y m ośle, ale j a k b y w

b y ć dolna

W n i e b o w s t ą p i e n i e , gdzie ucznio­

wie z r o z p a c z ą w y c i ą g a j ą ręce do z n i k a j ą c e g o
trza. U

wyciągająca

W z o r e m dla tej g r u p y m u s i a ł a

balonie. D o k ł a d n i e

tak

objaśnił m i Suska s w o j ą p r a c ę : źli ludzie chcieli zgładzić

nie

Frasobliwych, którzy

niezmierny podbródek.

Diirer

wego, k t ó r a
„zmartwiony

a P a n B ó g p o s t a n o w i ł w z i ą ć j ą d o siebie, do nieba. B o l e s ł a w Suska

i

pomyśleć

nad

tymi

oskarżycielskim

Chrystusów

wystawiają
jest uformo­

o

ile m i w i a d o m o , jest

pierwszym,

dla Diirera
wieśniak"

z kołka,

jost t a k ż e
na

Wielki

który

faski

w y r a z e m m e l a n c h o l i i , siedzi

s a m y m szczycie w ą t ł e j
do

garnka — przebity od tyłu

masła,

miski,

nadnaturalnej

i niepewnej

koszyka,

dzbanka

wielkości

mieczem

( i l . 2 2 ) . R y s u n e k z n a j d u j e s i ę w p o c h o d z ą c e j z 1 5 2 5 r . Nauce
przykładami.

rynek na dzieła polskiej r z e ź b y ludowej o t w o r z y ł się w momencie,

240

również,

małego

konstrukcji

byłoby

z tych

światu, z

s k o j a r z y ł Frasobliwego z c h ł o p e m . W pozycji Chrystusa Frasobli­

Jezusa, g d y p r z y s z o d ł n a ś w i a t ; Ś w i ę t a R o d z i n a m u s i a ł a u c i e k a ć ,

Warto

Każdy

grożąc

tałych.

właśnie

z Budzisk odtrąbił historię zbawienia.

zna­

w a n y n a p o d o b i e ń s t w o s w e g o t w ó r c y i k a ż d y r ó ż n i s i ę o d pozos­

Ci ludzie

t y m razem

ze

zawsze w i d z ę u niego d w ó c h a l b o trzech

kloc z dwiema scenami: w górnej części o d l a t u j ą c a Święta Rodzi­

ręce k u u l a t u j ą c y m .

stuleciach

uczonej do r z a d k o ś c i — ale a ż p o dziś d z i e ń s ą one rozpowszech­

z nim

rozpow­

wyobrażoń,

i melancholijnego, dając

rzenia

cyrklem

i poziomicą

Diirera

mie­

i jest i r o n i c z n y m piojektem

pomnika k u pamięci pokonania buntowniczych chłopów

(którycli

�II.

tysiące właśnie w o w y m

21. J.

roku wymordowali

Lurka,

książęcy

Pocałunek

żołnierze).

Judasza,

w

fragment.

sztuce ludowej.

N i e m o ż e jej s y m b o l i z o w a ć ż a d n a

maszkara,

Nad znaczeniem r y s u n k u snuto wiele d o m y s ł ó w . D z i ś p r z y j m u j e

ż a d n a paszcza piekielna. M o ż e j ą u j a w n i ć

się za p e w n i k , i ż D i i r e r ,

kto owej nicości s p o g l ą d a w oczy — Chrystus Frasobliwy. Stwa­

który

nie b y ł przyjacielem

rewolucji,

wyraził w s w y m szkicu p o m n i k a żal z p o w o d u doznanych
chłopów niegodziwości

przez

i gorzkio szyderstwo z takiego nad

nimi

Chrystusa

F r a s o b l i w e g o , Chajec

przezwyciężyć

w ł a s n ą r o z p a c z . C h r y s t u s F r a s o b l i w y , B ó g bez B o g a , j e s t w a r u n ­

uszlachetnią, t u

postać

smutnego

chłopa,

ukazując

lecz t u i d z i ś .
Te sprawy są mistyczne i równie

go w p o s t a w i e z g o d n e j z a r ó w n o z p o s ę p n y m a u t o p o r t r e t e m z r o ­
k u 1492, j a k i z j e g o M e l a n c h o l i ą , a t a k ż e z C h r y s t u s e m F r a s o b l i ­

—

wym Małej

znakiem

Pasji. O n i wszyscy —

chłop,

wielki artysta

i

Syn

przedstawiony przez

cennym

rozmyślaniach o d a r e m n o ś c i wszelkich usiłowań, już nie

potrafią

ludzi, ich k o m u n i ą

się b r o n i ć p r z e d r o z p a c z ą . C h r y s t u s F r a s o b l i w y j e s t t o

Chrystus

wydany melancholii i rozpaczy, pozostawiony śmierci,

opuszczo­

ny przez O j c a i t y m s a m y m j a k b y bez B o g a . W t y m b e z g r a n i c z ­

należy

darem,

składnikiem

świeckich ? W

naga

nicość

nie

da

się

przedstawić

(ił. 14), u

między

j a k chleb

Lurki

wskazują

jest

Kołacza

zaś

obojgiem starych

t u jakiejkolwiek

na jednorodną

rzeczywistość,

nie zna p o d z i a ł u

k i e , doczesne i transcendentalne,

—

chleb

(ił. 15). C z y j e d n a z t y c h

zasadzie nie w i d z ę

Obie figury

Jednakże

U

figur
spraw

różnicy,

i t a m chodzi o chleb j a k o ż y w y p o k a r m , a zarazem chleb

z n a jeszcze, c z y j u ż m o ż e

człowiek.

Chrystusa
komunii

ze ś w i a t e m

Chrystus a t e i s t y c z n y . W

się biedny, u d r ę ­

konkretne

i Lurkę.

do sztuki sakralnej, a druga odnosi się t y l k o do

n y m s m u t k u niebo przestaje d l a niego istnieć, jest t o w t y m ujęciu
tej sytuacji znajduje

Kołacza

eucharystii, ciałem

Boży są w y s t a w i e n i na t ę s a m ą p o k u s ę . Zatopieni w p o n u r y c h

czony

próbuje

tylko,

k i e m boskiej g o d n o ś c i człowieka — i t o nie w dalekiej przyszłości,

zwycięstwa.
Diirer

rzając

i pokazać ten

która

na sakralne

tu

życia.
nie

i świec­

naturalne i nadprzyrodzone.

242

�c h ę t n i e o k r e ś l a ł a z a r ó w n o s o c j a l i s t ó w , j a k i k l e c h ó w j a k o ludzi
nio z n a j ą c y c h ojczyzny.
Z a s k a k u j ą c a jest p o p u l a r n o ś ć postaci ojca Kolbego w ś r ó d
p o l s k i c h r z e ź b i a r z y w okresie coraz w i ę k s z e g o regresu t r a d y c y j ­
nego k u l t u ś w i ę t y c h . W konkursie „ W i e l c y Polacy, ich życie
i d z i e ł a w r z e ź b i e l u d o w e j " , zorganizowanym przez M u z e u m E t n o ­
graficzne w T,oruniu w 1974 r., prac p r z e d s t a w i a j ą c y c h o. K o l ­
bego — b y ł o 72, podczas g d y K o ś c i u s z k ę r z e ź b i o n o 65 razy,
M i c k i e w i c z a — 42, C u r i e - S k ł o d o w s k ą — 34.
W a ż n i e j s z e j e d n a k od ilości r z e ź b jest t o , że p o s t a ć ojca
K o l b e g o jest, j a k się zdaje, bardzo bliska r z e ź b i a r z o m , dzięki
czemu p o t r a f i ą j ą p r z e d s t a w i ć w s p o s ó b osobisty i świeży. Ja­
r o s ł a w F u r g a ł a na p r z y k ł a d u m i e ś c i ł ojca K o l b e g o , o d m a w i a j ą ­
cego r ó ż a n i e c , w pewnego rodzaju klatce z d r u t u kolczastego,
s y m b o l i z u j ą c e j o b ó z a j e d n o c z e ś n i e p r z y p o m i n a j ą c e j taberna­
k u l u m ( i l . 20). U B o l e s ł a w a A d a m i a k a p o s t a ć K o l b e g o znajduje
się na tle w y o b r a ż a j ą c y m obozowe ogrodzenie, lecz r ó w n i e ż
p r z y p o m i n a j ą c y m s k r z y d ł a lub o t w a r t e d r z w i c z k i t a b e r n a k u l u m ,
( i l . 59, s. 223)
Te n i e m a l na c h y b i ł t r a f i ł w z i ę t e p r z y k ł a d y jasno u k a z u j ą ,
j a k ą n i e z w y k ł ą ż y w o t n o ś ć m a , w b r e w wszelkim przypuszczeniom,
s p i r y t u a l n o ś ć l u d o w a w Polsce. O ojcu K o l b e nio trzeba d ł u g o opo­
w i a d a ć , zasada jego c z y n u , jego ś w i ę t o ś c i jest r z e ź b i a r z o m bliska.
W m i ł o s i e r n y m o j c u K o l b e u c i e l e ś n i a się na nowo idea Chrystusa
Frasobliwego. J e d n o c z e ś n i e p r z y k ł a d ten w y r a ź n i e ilustruje t o ,
co c h c i a ł e m w t y c h r o z w a ż a n i a c h w y k a z a ć : s p i r y t u a l n o ś ć ludo­
w a nie jest p o b o ż n o ś c i ą s k i e r o w a n ą w y ł ą c z n i e k u n i e b u , lecz
s i ę g a do samego sedna h u m a n i s t y c z n e j k u l t u r y .
W obawie, czy nie p o s u n ą ł e m się za daleko w m o i c h do­
m y s ł a c h , o d w i e d z i ł e m z n ó w Chajca w sierpniu 1976 r. B y ł w nie­
dobrym nastroju, smutny i mało komunikatywny. Przygłuchł
jeszcze bardziej i n a r z e k a ł na zdrowie. N i e m i a ł ochoty na roz­
m o w y o Michale Archaniele, ale w s p o m n i a ł o Michelangelo i o
t y m , że j a k i ś w a r i a t u s i ł o w a ł z n i s z c z y ć jego P i e t ę . W k o ń c u
j e d n a k p o w i e d z i a ł , ż e c h ę t n i e pokazuje d i a b ł a j a k o „ o b r z y d l i ­
wego gada", bo „ d i a b e ł , k t ó r y się b u n t o w a ł przeciwko P a n u B o g u
nie z a s ł u g u j e na lepsze przedstawienie". Mówił dalej, że tego św.
M i c h a ł a , k t ó r y pokonuje d i a b ł a g o ł y m i r ę k a m i , sam w y m y ś l i ł .
M o ż n a t u w i e r z y ć Chajcowi na s ł o w o , skoro w i n n y c h w y p a d k a c h
bez w a h a n i a przyznaje się do tego, że t ę albo i n n ą r z e ź b ę w y k o ­
n a ł w e d ł u g w z o r u widzianego w kościele czy k s i ą ż c e . D o d a ł jesz­
cze, że nie wie, po co ś w . M i c h a ł o w i miecz i pancerz. „ P a n B ó g
jest wszechmocny, j a k on c i pomaga, to i t a k wszystko p o t r a f i s z " .
M a l a k o m u n i k a t y w n o ś ć Chajca m i a ł a tego dnia swojo po­
w o d y . S p o t k a ł e m się z n i m pierwszy raz po u k a z a n i u się a r t y k u ł u ,
w k t ó r y m a u t o r nie bardzo p a m i ę t a j ą c , co m u o p o w i a d a ł e m i nie
z a d a j ą c sobie t r u d u sprawdzenia, n a p i s a ł o niedawno z m a r ł y m
W ł a d y s ł a w i e Chajcu. M i m o m o i c h t ł u m a c z e ń , Chajec w dalszym
c i ą g u m i a ł w r a ż e n i e , że j a sam u w a ż a ł e m go w t e d y za z m a r ł e g o .
I jeszcze coś, o d w i e d z a j ą c y go razem ze m n ą m i ł o ś n i k chajcowej
s z t u k i koniecznie c h c i a ł k u p i ć j a k ą ś r z e ź b ę , a Chajec za skarby
ś w i a t a nie c h c i a ł m u niczego s p r z e d a ć , p r ó c z w y j ą t k o w o m a ł e j
f i g u r k i Frasobliwego. G n i e w a ł a go nawet sama r o z m o w a na te­
m a t s p r z e d a ż y . Coraz bardziej chce o n m i e ć swoje r z e ź b y d o k o ł a ,
a ż e b y m ó c p o k a z a ć coś g o ś c i o m , k t ó r z y go o d w i e d z a j ą . Z r e s z t ą
g o ś ć m i , o k t ó r y c h w t y m k o n t e k ś c i e najczęściej wspomina, są
p r z e w a ż n i e dzieci, k t ó r y m l u b i o p o w i a d a ć p r z y p o m o c y swych
r z e ź b święto i ziemskie historie.
W p r z e c i ą g u l a t naszej z n a j o m o ś c i Chajec bardzo się z m i e n i ł
p o d t y m w z g l ę d e m . K i l k a l a t t e m u r z e ź b y swoje c h ę t n i e sprzeda­
w a ł , a ceny, k t ó r e u s t a l i ł , b y ł y bardzo skromne. Cieszyło go po­
wodzenie jego r z e ź b . D w a l a t a t e m u pierwszy raz m i p o w i e d z i a ł :
„ S p r z e d a ć to idzie szybko, ale robienie t o t r w a " . I coraz t r u d n i e j
m u r z e ź b i ć , m a 72 l a t a — ale m ó w i , że m a 73 — i p r ó b u j e zatrzy­
m a ć p r z y sobie t o , co s t w o r z y ł , co jest k a w a ł k i e m jego ż y c i a .
Może dlatego w y d a ł o m i się, że n i e c h ę t n i e p a t r z y na gości, bo
n i e m a l zawsze coś c h c ą m u z a b r a ć . Coraz bardzioj się boi, żt w szystko m u się r o z p ł y n i e m i ę d z y p a l c a m i . Z a p y t a ł mnie w czasie na­
szej ostatniej r o z m o w y , czy j a t e ż m a m w r a ż e n i e , że czas biegnie
teraz o wiele szybciej n i ż przed w o j n ą . S t w i e r d z i ł , że lata, p o r y
r o k u , t y g o d n i e i d n i są coraz k r ó t s z e , a słońce ledwie wzojdzio
— zaraz zachodzi i r o b i się w i e c z ó r . Chajec b y ł p o g r ą ż o n y w swoich
problemach, w swoim s m u t k u . N i e m i a ł o m odwagi r o z m a w i a ć
z n i m o P a n t o k r a t o r z e . Z a u w a ż y ł e m t y l k o , że m i a ł zrobionych
p i ę ć n o w y c h , n o r m a l n y c h na pierwszy r z u t oka F r a s o b l i w y c h .
Dopiero gdy z b l i ż y ł e m się do n i c h , z a u w a ż y ł e m , że k a ż d y z nich
b y ł u w i ą z a n y na ł a ń c u c h u , p r z y m o c o w a n y do s ł u p a i z a m k n i ę t y
za p o m o c ą k ł ó d k i . D u m n i e p o t w i e r d z i ł Chajec, że ł a ń c u c h y i kłód­
k i własnoręcznie wykonuje.
2

3

I I . 22. A l b r e c h t D ü r e r . P r o j e k t p o m n i k a . 1525

r.

PRZYPISY
1

B y ć m o ż e nie z w r ó c i ł b y m t a k i e j u w a g i na Św.
Michała
Chajca, g d y b y m nie p o c h o d z i ł z k r a j u , w k t ó r y m w a r s t w a r z ą d z ą c a
w y k o r z y s t a ł a s z c z e g ó l n i e bezwstydnie A r c h a n i o ł a . Tendencja
zniemczenia Św. M i c h a ł a , p r z e k s z t a ł c e n i a go w g e r m a ń s k i e g o wo­
jownika i führera, w niebiańskiego Zygfryda, ma swoją tradycję.
G d y m i a n u j e się wojowniczego a n i o ł a p a t r o n e m n a r o d u , t o
w y m a g a się od niego, b y p r z e w o d z i ł w o j n o m p o d e j m o w a n y m przez
ó w n a r ó d . W t e d y a n i o ł zostaje ś w i ę t y m z n a k i e m f i r m o w y m dla
dośó b r u d n y c h i n t e r e s ó w .
Cesarz W i l h e l m I I w ł a s n o r ę c z n i e w y k o n a ł szkic, na k t ó r y m
Św. M i c h a ł z o g n i s t y m mieczom w z y w a n a r o d y E u r o p y — przed­
stawione j a k o g r u p a opancerzonych bab ( „ L u d y E u r o p y — b r o ń ­
cie waszych n a j ś w i ę t s z y c h d ó b r ! " ) — do w a l k i z n i e w i e r n y m i
b a r b a r z y ń c a m i ; p r z y c z y m cesarzowi szło po p r o s t u o i n t e r w e n c j ę
W Chinach.
W ( k a t o l i c k i m ) „ L e x i k o n fuer Theologie u n d K i r c h e " , k t ó ­
rego 10 t o m ó w u k a z a ł o się w l a t a c h 1930—1938, na ilustracjach
obok h a s ł a „ M i c h a ł " widnieje a r c h a n i o ł z u p e ł n i e p o d o b n y do
j a k i e g o ś w o d z a g e r m a ń s k i e g o , a w d o d a t k u , j a k to w ł a ś n i e w ó w ­
czas w e s z ł o w m o d ę , wznosi on p r a w ą d ł o ń w p o z d r o w i e n i u . I n n y
św. M i c h a ł , o f a l u j ą c y c h b l o n d w ł o s a c h , niósł p o l e g ł e g o ż o ł n i e r z a
przed t r o n b o ż y — z a ł a t w i a j ą c m u , j a k z tego jasno w y n i k a , prze­
p u s t k ę do r a j u bez k o l e j k i i s ą d u .
B y ł y t o ż e n u j ą c e p r ó b y przypochlebienia się ś w i e c k i m
w ł a d z o m , p r ó b y udowodnienia, że n i e m i e c k i k a t o l i c y z m jest
r ó w n i e narodowo n a s t a w i o n y j a k nazistowska k o n k u r e n c j a , k t ó r a

Kolekcja L . Zimmerera — il. 2, 4, 5—&amp;, 10—16, 18—21; Muzeum Etnograficzne w Krakowie — il. 17
Fot.: W . K o g a l i ń s k i — ii. 1, 3 (repr.), 6, 10, 15, 16, 22 (repr.); J . Sobolewski — il. 7, 8, 12, 14, 21; .1. Świderski — il. 2, 4, 5, 9, 11, 13, 17—20

242

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
