<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10473" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10473?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T06:57:23+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10451">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8ce5848860a99519900a5d8e32d042dc.pdf</src>
      <authentication>030817557e79c3c22e3337a59743429b</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124653">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3306</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124654">
              <text>1985</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124655">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3099</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124656">
              <text>Notaki o Nikiforze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124657">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.227-238</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124658">
              <text>Jackowski, Aleksander; Januszkiewiczowa, Jadwiga</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124659">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124660">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124661">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="124662">
              <text>N

O

T

A

T

K

I

О

N

I

К

I

F

O

R

Z

Е

Aleksander Jackowski

O p o w i a d a , рггегулуа z n i e c h ę c o n y , macha r ę k ą . Podsuwa m i swoje
o b r a z k i , na o s t a t n i m nie o b e s c h ł a jeszcze ś l i n a ( m a l u j ą c

ślinił

p ę d z e l e k ) . Pokazuje w y r y s o w a n ą c e n ę — 500 zł. Co t y ! m ó w i ę .
Przed c h w i l ą prosiłeś 50 zł. U ś m i e c h a się na znak zgody. Dobrze,
dobrze — n i o c h b ę d z i e 50. W k o ń c u bierze 20 zł. T o i t a k лyiQcej
niż d o s t a ł o d i n n y c h .

*
K o l o siebio stawia sztorcem s k r z y n k ę , ЛУ k t ó r e j niósł farby i kar­
t o n y . Opiora о w i e k o „ l i s t ż e b r a c z y " , (por. s. 224) a obok opra­
w i o n y w r a m k ę list Tadeusza Przypkowskiego opatrzony odcis­
k i e m o k r ą g ł e j , ogromnej pieczęci. W liście P r z y p k o w s k i zawia­
damia, ż e zgodnie z o b i e t n i c ą

przesyła

zrobione przed

paru

m i e s i ą c a m i zdjęcia. D l a N i k i f o r a w a ż n a jest jednak nie t r e ś ć
ale p i e c z ę ć . Sam r ó w n i e ż m a o k r ą g ł ą p i e c z ę ć , k t ó r ą p r z y s t a w i a
na o d w r o t n e j stronie gotowego obrazka.
D l a N i k i f o r a o k r ą g ł a p i e c z ę ć , k r a w a t , a nawet kapelusz (no­
szony t a k ż e latem) m a j ą znaczenie symboliczne. M a j ą ś w i a d c z y ć
o jogo pozycji, o t y m , że jest malarzem, że jego o b r a z k i s ą po­
w a ż n e , j a k a k t a w magistracie.

*

Pierwsza m o j a w i z y t a u N i k i f o r a , 1953 i ' . Malarz pokazuje
a l b u m ze z d j ę c i a m i r o d z i n n y m i

Wiosną

1953 r. o t r z y m a ł e m

list z K r y n i c y o d

koleżanki,

Jest p ó ź n o . N i k i f o r s k ł a d a swój warsztat, f a r b y , p ę d z e l e k , o b r a z k i ,
wszystko starannie umieszcza w drewnianej skrzynce-walizeczce.
Bierze do r ę k i l a s k ę . Odchodzi. N a tle pustej ulicy widnieje jego
samotna s y l w e t k a . P r z y p o m i n a j ą m i się ostatnie sceny z f i l m u
Chaplina. On t e ż t a k o d c h o d z i ł w d a l , samotny, i n n y od wszyst­
kich.

k t ó r a z n a ł a mojo zainteresowania. Musisz p r z y j e c h a ć i z o b a c z y ć

*

N i k i f o r a ! p i s a ł a . Jej u w a g i o m a l a r z u b y ł y t a k ciekawe, że nio
w a h a ł e m się i w k r ó t c e b y ł e m w K r y n i c y . N i k i f o r w y w a r ł na mnie
d u ż e w r a ż e n i e , więc w i d y w a ł e m go bardzo c z ę s t o . Czasom p r z y -

T o j u ż trzeci d z i e ń . W r a c a m y razem, w c z e ś n i e j . R o z u m i e m j u ż

c h o d z i l i ś m y do niego razem, w ó w c z a s albo j a , albo ona n o t o w a l i ś ­

prawie wszystko z tego co m ó w i . Nagle przed d o m e m r o b i się

m y swoje obserwacje i refleksjo. W p a ź d z i e r n i k u N i k i f o r przyje­

nieufny. J a d w i g a wskazuje na m n i e — t o p a n redaktor. Napisze

c h a ł do Warszawy' i przez d w a tygodnie m i e s z k a ł u m n i e . Z a p i ­

k i e d y ś o Tobie. N i k i f o r rozpromienia się. T a k , t a k , bardzo chce

s y w a ł e m j a k się zachowuje, j a k reaguje n a ulice i k o ś c i o ł y , na

żeby o n i m pisać „napiszesz, mówi m i , to będą k u p o w a ć " . Tłu­

reprodukcjo o b r a z ó w i r z e ź b . P ó ź n i e j s p o t k a ł e m się z n i m jeszcze

maczy, żo teraz g d y j u ż o n i m pisali, m o ż e więcej ż ą d a ć za o b r a z k i .

k i l k a razy. C h c i a ł e m go z r o z u m i e ć (o ile wogólo m o ż n a n a p r a w d ę

Coś m r u c z y , liczy, liczy. Wpuszcza nas do swego p o k o j u . N i e d u ż y ,

z r o z n m i e ć drugiego c z ł o w i e k a ) , z w ł a s z c z a , że o t r z y m a ł e m z W y ­

pod oknem s t ó ł , k r z e s ł o , po prawej stronie ł ó ż k o , po lewej w i e l k a

d a w n i c t w a „ S z t u k a " ' p r o p o z y c j ę napisania o n i m k s i ą ż k i . Z a c z ą ­

skrzynia. T a m t r z y m a swe „ s k a r b y " , o b r a z k i , fotografie, stare

ł e m j ą nawet, a w y d a w n i c t w o w y d r u k o w a ł o barwne reprodukcje

pisma z s e c e s y j n ą a r c h i t e k t u r ą , b i a ł y b r i s t o l . S k r z y n i a jest zdo­

kilkunastu

biona na w z ó r l u d o w y , na taborecie leżą w y k o n a n e z drewna

o b r a z k ó w — gdy

niespodzianie

okazało

się, żo

„ S z t u k ę " l i k w i d u j ą a w to miejsce p o w s t a j ą „ A r k a d y " — oczy­

kasety, walizeczka, t e ż zdobione. W dekoracji d o m i n u j ą b a r w y

wiście z i n n y m planem w y d a w n i c z y m . N i k t j u ż nie w i e d z i a ł , co

niebieska, b i a ł a , czerwona

się, s t a ł o z w y p o ż y c z o n y m i o b r a z k a m i . P r z e p a d ł y . T r u d n o . Zo­

sztuce Ł e m k ó w . W k ą c i e stoi piec, w y p r a w i o n y wapnem. A l e

i ciemnozielona — j a k w ludowej

do

N i k i f o r wie, że d o b r y piec z b u d o w a n y jest z k a f l i , w i ę c i na s w o i m

p o r t r e t u N i k i f o r a , w a r t o w i ę c chyba u t r w a l i ć jo ЛУ d r u k u , z w ł a s z ­

pracowicie Ayymałował j a k b y kafle, z d o b i ą c je k ó ł e c z k a m i i i k s a m i .

s t a ł y j e d n a k n o t a t k i . W i e ł e z nich wnosi nowe elementy

cza, że N i k i f o r wciąż czeka na s o l i d n ą , p r a w d z i w i e p o k a z u j ą c ą

T r u d n o m i j e d n a l i s t w i e r d z i ć , czy u c z y n i ł t o z potrzeby estetycz­

go m o n o g r a f i ę ,

nej, czy — j a k s ą d z i J a d w i g a — dlatego, że wie, iż t a k p o w i n n a
w y g l ą d a ć skrzynia czy piec.
A l e najsilnioj rzuca się w oczy szlak o b r a z k ó w na ś c i a n a c h .
W i s z ą j a k i k o n y . Jedno „ m i a s t o " N i k i f o r a , reprodukcja Claude

Krynica, murek przy D o m u Zdrojowym.

Nikifor, jak każdego

L o r r a i n e ' a i c a ł a seria p o r t r e t ó w m o ż n y c h tego ś w i a t a . Po k i l k a

d n i a siedzi p r z y n i m i maluje. To m o j a pierwsza z n i m r o z m o w a .

wizerunków

Coś b e ł k o c z e , gestykuluje, t r u d n o m i z r o z u m i e ć o co m u chodzi.

M o ś c i c k i e g o , L e n i n a , Rokossowskiego. Jest i M o ł o t o w .

Rydza-Śmigłego,

Piłsudskiego,

Bieruta,

Stalina,
Dziwię

227
i

�się. N i k i f o r nio rozumie mojego zdziwienia, b y ć m o ż e dla niego

t ó w do słówek, z a p e ł n i o n e po obu stronach r y s u n k a m i d o m ó w .

wielcy przywódcy

Przypominają

to

jak święci. Jeden nie l i k w i d u j e

przecież

drugiego. P o r t r e t y wiszą r ó w n o , r z ę d e m , oprawione w papierowe
ramki,

m i się m i a s t a na Ziemiach Zachodnich. C z y ż b y

t a m b y ł w czasie swojej przymusowej t u ł a c z k i 'i

w y c i ę t e z i l u s t r o w a n y c h pism polskich i rosyjskich (s.

*

220).
*

N o t u j e , obserwuje, ale zawsze komponuje t o co w i d z i , zmienia,
K i e d y ś g d y N i k i f o r b y l u innie w Warszawie z a p y t a ł e m go
raz jeszczo o te p o r t r e t y . P r z e c i e ż P i ł s u d s k i w a l c z y ł ze Stalinem
T

— a r g u m e n t o w a ł e m . W zruszył r a m i o n a m i , a gdy wieczorom w r ó ­

udoskonala. M a widzenie całościowe, k o m p o n u j e „ s w o j o " miasta,
p ł a c o , r e d u t y , ciągi ulic. Z m i e n i a charakter

dachów,

domów,

t w o r z y z e s p o ł y jednorodne w s t y l u .

c i ł e m do d o m u , na stole leżał m a ł y obrazek. N a tle p e j z a ż u p r z y

*

s t o l i k u stali obaj wodzowie, w p a r a d n y c h m u n d u r a c h , z kielisz­
k a m i w ó d k i w dłoniach. Na stoliku stalą karafka. N a t a m t y m
świeeio ziemskie k ł ó t n i e się nie liczą - - tłuma.czyl N i k i f o r .

U w z n i o ś l a . Monumentalizuje. U w z n i o ś l o n i e jest z w i ą z a n o z liierat y c z n o ś c i ą , t a k c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla bizantyjskiego malarstwa,

*

dla i k o n . A l o to nie zabieg s t y l i s t y c z n y , N i k i f o r jest ze ś w i a t a
i k o n , h i e r a t y c z n y c h g e s t ó w . W t y m k r ę g u idei i sztuki u f o r m o w a ł

K i e d y b y ł e m po raz d r u g i u niego w 1955 i', wielu p o r t r e t ó w
j u ż nie b y ł o , z m i e n i ł d e k o r a c j ę . P o j a w i ł y

się w y c i ę t e z p i s m

się, żyje i t w o r z y . A n a c h r o n i c z n y , p o w a ż n y , jakby przerzucony
w nic swój czas

w dwudziesty wiek.

nowe o b r a z y : j a k i ś p e j z a ż , V i l l a d'Este p o d R z y m e m , reprodukcja
starego sztychu, no i oczywiścio m o ż n i tego ś w i a t a , „ p a ń s t w o w i
ś w i ę c i ' ' (jak m a w i a ł jeden z l u d o w y c h rzeźbiarz.}).
Banach p i s a ł , j a k N i k i f o r m a l o w a ł jogo ulicę i d o i n w K r a k o w i e ,
*

podwyższając

gabaryt

domów,

d o d a j ą c drzewka na c h o d n i k u .

To samo robi u m n i e . U w a ż a widocznie, że dwa p i ę t r a to za skroniO g l ą d a m y z N i k i f o r e m fotografie ze s k r z y n i . Pokazuje z czu­
łością — to m a t k a ! Fotografie starannie przechowuje,

miejsca

zniszczone retuszuje o ł ó w k i e m , staro o d b i t k i nakleja na czyste

nio, stoi — patrz}- na d o m , marszczy b r w i — rysuje, z n ó w p a t r z y ,
rysuje — no i z tego patrzenia dodaje drzew n a u l i c y , dom pod­
wyższa o p i ę t r o , monumentalizuje.

tekturki.
*

*
Gdy go c h c ę s f o t o g r a f o w a ć staje, prostuje się. N i e rozumie dla­
Poprzednio

sfotografowałem

kilkanaścio rysunków konkret­

n y c h o s ó b . N i k i f o r o p o w i a d a ł w ó w c z a s k t ó r y rysunek kogo przed­

czego wszyscy, k t ó r z y r o b i ą zdjęcia c z e k a j ą , a ż zacznie m ó w i ć
czy p r a c o w a ć .

stawia,. Teraz m a m to jego opisy na odwrocie zdjęć. W y j m u j ę ze

N a z d j ę c i a c h z ł a t m ł o d z i e ń c z y c h (ss. 219, 230) siedzi l u b

s k r z y n i o r y g i n a ł y . N i k i f o r ! p r o s z ę , powiedz k t o to jest. N i o m u s i

stoi upozowany. Tale t e ż przedstawia c z ę s t o siebie na obrazkach.

się z a s t a n a w i a ć , w i e : M i k o ł a j ! on drzewa
Zgadza

się. P o k a z u j ę

sprzedaje w losie.

inne p o r t r e t y , rozpoznaje

natychmiast.

*

K a ż d y portretowany ma swój charakterystyczny atrybut. K o ­
;

m e n d a n t m i l i c j i zawsze ma... p i ó r o za uchem, w ójt jest w ka­
peluszu, listonosz m a t o r b ę i c h a r a k t e r y s t y c z n ą c z a p k ę . P o k a z u j ę
o b r a z k i z W a r s z a w y — p o r t r e t y J a d w i g i i m ó j . P a t r z y na m n i e
z w y r z u t e m , j a k b y m ó w i ą c — co t y , u w a ż a s z m n i e za g ł u p i e g o ?
P o d o b i e ń s t w o jest dla niego oczywiste, cłioć o c z y w i ś c i e zasadza
się na

elementach

szczególnych,

t a k i c h j a k uczesanie,

ubiór,

o k u l a r y , k s z t a ł t t w a r z y , zarost, nos długi czy k r ó t k i .

Ekspresja

gestu.

Na obrazkach:

ręka

o t w a r t a d ł o ń — pozdrowienie. R ę k a

wyciągnięta
wyciągnięta

do

góry,

ukośnie ku

d o ł o w i , wyprostowana., palec wskazuje k o g o ś , kogo p o t ę p i a
w y r o k , wskazanie w i n o w a j c y . Obie r ę c e uniesione w goście Wcrn y h o r y — ogzorcyzm. Jedna r ę k a , u g i ę t a w ł o k c i u , z palcem
w s k a z u j ą c y m uniesionym k u g ó r z e — znak m y ś l e n i a o sprawach
w a ż n y c h , z tamtego

świata.

*
Pamięć
szczegół.

ma

doskonalą,

konkretną, chwytającą

znaczący

Jestem chory, łożę w ł ó ż k u . Rozwalono bot}-, b a ł a g a n .
postanawia

*

namalować

mój

portret.

Siada,

Nikifor

przypatruje

się

u w a ż n i e , rysuje (nigdy nic u ż y w a g u m k i ) , potom j u ż nic p a t r z ą c
na m n i e — maluje. Okleja swo dzieło r a m k ą z kolorowego papieru.
Podajo m i gotowy p o r t r e t . S t o j ę na n i m z r ę k o m a p r z y c i ś n i ę t y m i

Patrz, ja.k on bez p r z e r w y obserwuje d o m y , ulice! m ó w i J a d ­

do spodni, w c z a r n y m u b r a n i u , z c z e r w o n y m k r a w a t e m , na tło

w i g a . I d z i e m y z N i k i f o r e m po Warszawie. Marszczy b r w i , ciągle

pieea (rzeczywiście b y l w p o k o j u ) , b i u r k a i p ó ł o k z k s i ą ż k a m i .

czujny, n a p i ę t y . G d y siadamy w k a w i a r n i rysuje. N o t u j e to co

Podobnie zmienia rzeczywistość o b s e r w o w a n ą w taką. j a k a winna

zwróciło jego u w a g ę . N i e obchodzi go życio miasta, r u c h , prze­

b y ć — m a l u j ą c p o r t r e t y mojej ż o n y czy J a d w i g i .

w a l a j ą c y się po ulicach t ł u m l u d z i , sklepy — w a ż n a jest t y l k o
a r c h i t e k t u r a . N a t y c h m i a s t dostrzega na M o k o t o w s k i e j kariatyd}-,
staje, notuje, p a t r z y na dachy, k o m i n y , wieże k o ś c i o ł ó w .
umie r y s o w a ć , ale w m i e ś c i e go nie o b c h o d z ą . W a ż n a

K r a w a t jost o z n a k ą g o d n o ś c i . M o ż e b y ć w y m i ę t y , najgorszy, ale

jest t y l k o a r c h i t e k t u r a . Jego miasta s ą pusto, w y l u d n i o n e , po­

Ludzi

musi b y ć , gdy N i k i f o r maluje siebie, gdy pozuje do f o t o g r a f i i .

g r ą ż o n e w bezruchu.

Zawsze malarze na. jego obrazach m a j ą krawaty (luli fontazie).

*

*

W s k r z y n i z n a j d u j ę brudne, w y t ł u s z c z o n e od t r z y m a n i a w kie­

P r o s z ę go, narysuj P a ł a c K u l t u r y . Droczy się, nie chce. Jedziemy,

szeni i p r z e g l ą d a n i a n o t a t n i k i N i k i f o r a . P r z y c i ę t e k a r t k i z zeszy­

p a t r z y , zadziera g ł o w ę . K r z y w i s i ę . Wracam}-. Maluje K r a k o w s k i o

228

�г

�Nikifor-malarz,

z p ę d z l e m w d ł o n i . N a d n i m obraz

z 1913 r. ( d a t o w a n y ) , obecnie w zbiorach n o w o s ą d e c k i e g o

Muzeum Okręgowego

Przedmieście z kościołem św. K r z y ż a . Po d w ó c h

tygodniach,

„ z d o ł u " , z t z w . ż a b i e j p e r s p e k t y w y , c z y n i to sprawnie, bez w y ­

k i e d y w y j e ż d ż a , zostawia m i p o d s e r w e t ą rysunek — P a ł a c K u l ­

siłku. M a r o z w i n i ę t ą w y o b r a ź n i ę p r z e s t r z e n n ą i w p r a w ę n a b y t ą

t u r y ! A l e j a k zawsze u N i k i f o r a , nie t a k i j a k i jest, locz t a k i j a k i

przez l a t a nieustannego malow ania.

r

p o w i n i e n b y ć , zdaniom malarza. P o k a z u j ę z n a j o m y m architek­
t o m , no t a k ! cieszą się, on m a fantastyczne poczucio skali. P a ł a c
Nikiforowy

wyłania

się s p o ś r ó d

inny'ch

budowli,

wspaniały,

strzelisty. Podnosi boczne s k r z y d ł a P a ł a c u , przez co budowla,

Szczególnie l u b i k o ś c i o ł y . M y ś l ę , że m ó g ł b y je n a r y s o w a ć w do­

staje się bardziej zwarta, m o n u m e n t a l n a j a k cerkiew.

wolnej perspektywie

W s z y s t k o zmienia. T w o r z y w ł a s n e w a r i a n t y tego, co w i d z i .

ich

namalować

z zamkniętymi

tysiące.

oczyma. P r z e c i e ż

Cerkwie! najbardziej

kocha

musiał
cerkwie.

U m i e z r o b i ć d o k ł a d n y rysunek, w r ę c z z a d z i w i a j ą c y ja,k na czło­

AVyjmuje ze s k r z y n i i l u s t r a c j ę z c e r k w i a m i na Placu Czerwonym

wieka, k t ó r y

w Moskwie. Prosi, aby m u p r z y s y ł a ć obrazki z r ó ż n y m i cerk­

cerkwi

sam

musiał

dochodzić

do s p r a w n o ś c i .

łemkowskich, publikowane kiedyś

Ludowej"

Rysunki

w „Polskiej

Sztuce

wiami.

m a j ą p r a w i d ł o w e proporcje. N i k i f o r b o z b ł ę d n i e roz­

w i ą z u j e t r u d n e zadania w y m a g a j ą c e opanowania r y s u n k u per­
prośbę

P o k a z u j ę m u czeski a l b u m „ P r a h a " . Wielo r a z y go o g l ą d a , za­

rysuje „ z n a t u r y " , szybko, doskonale. U m i e . A l e g d y maluje

spektywicznego, wyczucia p r o p o r c j i

(s. 231). N a m o j ą

c h w y c a j ą go barokowe k o ś c i o ł y , r z e ź b y na m o ś c i e ś w . Stefana,

przetwarza w i d z i a n ą s y t u a c j ę . W y s t a r c z y s p o j r z e ć na to j a k u j ą ł

k o m e n t u j e zdjęcia z c z a s ó w w o j n y i ulice p e ł n e l u d z i . T o r o b o t n i ­

K r a k o w s k i e P r z e d m i e ś c i e widziane od s t r o n y K o l u m n y Z y g m u n ­

c y ! pokazuje, nie c h c ą w o j n y . N i k t nie chce w o j n y . Zniszczenie...

ta (s. 232). Często p o s ł u g u j e się r e p r o d u k c j ą , g a z e t o w ą i l u s t r a c j ą .

zaczyna

W i d z i a ł e m u niego m . i n . f o t o g r a f i ę P a ł a c u K u l t u r y , t u n e l u na

bardzo

trasie W - Z . J a k zawsze t r a k t u j e ilustracjo j a k o ź r ó d ł o p o d n i e t y

c h ę t n i e opowiada o c z y m ś , co m u się z n i ą k o j a r z y . T r o c h ę j a k

a nie w z ó r do skopiowania czy n a ś l a d o w a n i a . T o co w y b i e r a i j a k

Szwejk. A l e k t o s ł u c h a N i k i f o r a ? D o kogo m ó g ł b y m ó w i ć , k o m u

zmienia w i ą ż e się z jego upodobaniami. Ź r ó d ł a inspiracji

o p o w i a d a ć , c z u j ą c , żo ten k t o ś go s ł u c h a i rozumie?

b y ć r ó ż n e , ale rezultat jest jeden — p o w s t a j ą

mogą

zawile o p o w i a d a ć

o j a k i c h ś ludziach, o wodzie. N i o

go r o z u m i e m . P r z e s t a j ę

notować. Oglądając

ilustrację

Nikifory.

L i c z y , k i e d y t y l k o m o ż e . N i e d u ż o z togo w y n i k a , A l e liczy j a k
dziecko, k t ó r o t w o r z y sobie „ d o r o s ł e sytuacjo". Czy zna w a r t o ś ć
N i e sprawia m u ż a d n y c h t r u d n o ś c i w y o b r a ż e n i e sobie tego sa­

pieniądza?

mego t e m a t u widzianego od d o ł u , face en face, z g ó r y . P o d z i w i a m

m y ś l o ó , j a k m y , p r z e l i c z n i k a m i p i e n i ę d z y na rzeczy ? L i c z y swój

N a pewno w i e , żo s ą m u potrzebne.

A l o czy umio

domy,

u t a r g ż e b r a k a i malarza. P o t o m niesie te p i e n i ą d z e do znajomego

ulice. K i e d y go p r o s z ę , a b y t o samo n a r y s o w a ł „ z g ó r y " czy

sklepikarza i w k ł a d a do szuflady w stolo. T o jego szuflada. Za-

łatwość i pewność, z j a k ą

230

szkicuje widziane k o ś c i o ł y ,

�m y k a j ą na z w y k ł y k l u c z y k , ale jest p e w n y , że t a m jego p i e n i ą ­

Planuje d o k ł a d n i e , ile m a n a m a l o w a ć k a ż d e g o d n i a , wyznacza

dze są bezpieczne. N a w e t się nie d z i w i , ż e w c i ą ż w szufladzie

sobie h a r m o n o g r a m , co m a k i e d y r o b i ć . P o t e m wieczorem s k r u ­

jest wiele miejsca,, m i m o iż t y l e do niej w k ł a d a . A l e w i e o w y ­

p u l a t n i e liczy to, co z r o b i ł .

mianie p i e n i ę d z y , m a r t w i się t y m .

Obserwuję

go

jak

pracuje.

Mieszkamy dwa

tygodnie

razem,

Oszukiwano go w ż y c i u c z ę s t o . Zabierano p i e n i ą d z e , w y ł u d z a n o

w j e d n y m p o k o j u . W s t a w a ł o świcie. K i e d y r o b i ł o się jasno na­

o b r a z k i , w r ę c z kradziono. K t ó r y ś z m a l a r z y k r y n i c k i c h ,

ukradł

k ł a d a ł spodnie, m a r y n a r k ę , k r a w a t i z a b i e r a ł się do m a l o w a n i a .

m u m o d l i t e w n i k , jeden z d w ó c h jakie sobio w y r y s o w a ł . D o w i e ­

N i e r o b i ł ż a d n y c h przerw. G d y ś c i e m n i a ł o się, j u ż p r z y lampie

d z i a ł e m się o t y m

z a b i e r a ł się do rysowania p o d k ł a d ó w p o d nowe o b r a z k i , k t ó r e

od

innego p l a s t y k a , krakowskiego,

który

z kolei p r z y w ł a s z c z y ł sobie d r u g i m o d l i t e w n i k . (Szczęśliwie u d a ł o

chciał m a l o w a ć . Mógł nie o d r y w a j ą c się od r o b o t y

się go k u p i ć — n i e m a l c a ł y — do z b i o r ó w muzealny cli).

i 10 o b r a z k ó w . Ł z a w i ł y m u oczy, ale nie k ł a d ł się, p ó k i j a praco­

narysować

w a ł e m . W y k a ń c z a ł w t e d y o b r a z k i , o k l e j a ł je paskami r a m e k ,
znakomicie

zamykającymi

kolorystyczną

kompozycję

i

przy­

k l e j a ł uchwyty' (z n i t k i ) do wieszania.
Planuje s w o j ą p r a c ę na k i l k a d n i n a p r z ó d , a nawet na

dłuższe

okresy. M ó w i , że chce w y j e c h a ć , j e ź d z i e . O c z y w i ś c i e bez

biletu,

ż e b r z ą c p r z y okazji po p r z e d z i a ł a c h . Ale n a j p i e r w m u s i s k o ń c z y ć
z a c z ę t o serie o b r a z k ó w . Pokazuje r y s u n k i , liezę —

168

„miast"

Kolejność czynności przy malowaniu:

z w i e ń c z o n y c h k o ś c i o ł e m , k a ż d y rysunek i n n y , na k a ż d y m b i s k u p

— t n i e k a r t o n na p o ż ą d a n e

z p a s t o r a ł e m , raz za, d o m a m i , k i e d y indziej na k r ę t e j

-— rysuje,

drodze,

formaty,

u g ó r y , w ś r o d k u , u d o ł u tej drogi — wreszcie b i s k u p stoi sam,

— p o k r y w a rysunek kolorem,

na tle nieba. T a k i f i l m . M ó w i , żo musi te r y s u n k i

— maluje, w y k a ń c z a obraz. Dodaje kreski, cieniuje kolor,

zamalować.

P o t e m pojedzie. W y b i e r a się na w ę d r ó w k ę po okolicach K r y n i c y .
B ę d z i e je m a l o w a ć . M ó w i o t y m z z a c ł i w y t e m i r a d o ś c i ą .

p r o w a d z a go do

do­

„blasku",

— — przygotowuje i dokleja stosowne r a m k i ,
— r o b i napisy u d o ł u obrazka (czasem k o r e s p o n d u j ą c e

z

te­

m a t e m , czasem dowolne, odrysowane z p l a k a t ó w czy z n a k ó w
drogowych),
Zaproszony do K r a k o w a odsuwa, w y j a z d , p o n i e w a ż na n a j b l i ż s z y
czas m a

w y z n a c z o n ą p e w n ą ilość obra,zków do

wykończenia.

Obrazek n a m a l o w a n y po powrocie ze spaceru po

— dokleja p ę t e l k ę do zawieszania. S t a w i a na odwrocie o k r ą g ł ą
pieczęć

„Nikifor-Matejko",

S t a r ó w c e i Mariensztacie w Warszawie. Reminiscencjo

trasy W - Z ,

mm

m m

tunelu

U

231

�Swobodna transpozycja widzianego p e j z a ż u . N i k i f o r m a l o w a ł , s i e d z ą c n a s t o p n i a c ł i K o l u m n y

Z y g m u n t a . Ł ą c z y ł t o co w i d z i a ł

z t y m co w i e d z i a ł , S t ą d P a ł a c K u l t u r y , gmachy i p o m n i k , k t ó r e „ p o w i n n y " b y ć na obrazku p r z e d s t a w i a j ą c y m

Warszawę

B y ł y to projekcjo jego m a r z e ń , swoista komponsacja. W k i l k u
obrazkach p o k a z y w a ł s ą d (s. 234) i k a r ę j a k a s p o t k a ł a sprzedaw­
Gosposia m i a ł a m u w c i ą g u dnia d a ć obiad. G d y w r a c a ł e m pod

c z y n i ę , k t ó r a o s z u k i w a ł a go na wadze. Co c i z r o b i ł a ? z a p y t a ł e m .

w i e c z ó r zawsze się s k a r ż y ł na n i ą , żo zupa i m i ę s o b y ł y zimne. D o -

O s z u k i w a ł a na k i e ł b a s i e ! W i ę c , aby wszystko b y ł o jasne, we w n ę ­

s t a w a ł a w y p i o k ó w , Izy p o j a w i a ł y się w j e j oczach.

t r z u s ą d u a t a k ż e ś w i ą t y n i (w k t ó r e j w i s i a ł a powieszona sprze­

J a k t o ! Sta­

w i a ł a g o r ą c e , o d s u w a ł , nie j a d ł , dalej m a l o w a ł . N i k i f o r k r z y c z a ł

dawczyni) w s z ę d z i e w i d n i a ł y

— ona k ł a m i e ! N i e wierz j e j ! L u b i ł s k a r ż y ć na l u d z i , k t ó r z y mniej

dobnie zemścił się na piekarzu — Ż y d z i e , k t ó r y w y p i e k a ł nie­

od niego znaczyli, d o n o s i ć (słyszałem, j u ż o t y m w K r y n i c y ) .

d o b r y chleb (s. 235).

U

m n i e o b i e k t e m jego o s k a r ż e ń b y ł a oddana n a m bez

kiełbaski i rzeźnickie nożo.

Po­

reszty

Ale rzecz znamienna, n i g d y nie m ś c i ł się w ten s p o s ó b za

ustawionego

k r z y w d y doznane o d l u d z i , k t ó r z y s t a l i w-yżej w h i e r a r c h i i spo­

w hierarchii s p o ł o c z n e j , a w k a ż d y m razie domowej. Ona tobie

łocznej. S z a n o w a ł wojsko i m i l i c j ę , m i m o iż w ł a ś n i e do n i c h m ó g ł

g r z e b a ł a w b i u r k u ! p o k a z y w a ł na porozrzucane papiery i w y ­

m i e ć n i e j e d n ą p r o t o n s j ę , szano»-ał u r z ę d n i k ó w ,

Stasia, k t ó r ą t r a k t o w a ł j a k k o g o ś znacznie niżej

„panów".

c i ą g n i ę t e fotografie, k t ó r y c h — zaskoczony m o i m p r z y j ś c i e m —
nio z d o ł a ł o d ł o ż y ć na miejsce. K i l k a r a z y t a k „ n a d a w a ł " na S t a s i ę .

*

M o ż e w ten s p o s ó b k o m p e n s o w a ł swojo liczne w ż y c i u upoko­
rzenia...

K i e d y po raz pierwszy p r z y j e c h a ł do Warszawy i z n a j o m i malarze,
*

do k t ó r y c h

dotarł,

przywieźli

go do m n i e , z a c z ę l i ś m y

w s p ó ł ż y c i e od wielkiego szorowania. Ż o n a
K i e d y ś , g d y w r ó c i ł e m , z o b a c z y ł e m , żo w y c i ą g n ą ł ze s t e r t y k s i ą ­
żek a l b u m o m a r t y r o l o g i i
go z. d u ż y m

podnieceniem.

Ż y d ó w w latach o k u p a c j i . O g l ą d a ł
Patrz!

pokazywał

palcom

zdjęcia

nasze

k a z a ł a m u zrzucie

ł a c h y , aż l e p i ą c e się od b r u d u , w s a d z i ł a go do w a n n y i starannie
w y s z o r o w a ł a s z c z o t k ą . Z n o s i ł to p o t u l n i e , to samo r o b i ł a przecież
Ela

Banachowa w K r a k o w i e . D a ł e m m u c z y s t ą b i e l i z n ę , ubranie

z ] irzośladowari Ż y d ó w . S p r a w i a ł o m u s a t y s f a k c j ę , że oni b y l i

po ojcu, nieźle na niego p a s u j ą c e . Z o b a c z y ł , żo jego lachy w r z u ­

bardziej poniewierani niż on. że w s p o ł e c z n e j h i e r a r c h i i s t a ł o d

c i ł e m do s k r z y n i na węgiol. N i o ! p o w i e d z i a ł . T y nio w y r z u c a j ,

n i c h w y ż e j , czogo d o w ó d m i a ł n i e z b i t y . T o p a n y — p o k a z y w a ł

t y daj biednemu... daj w ę g l a r z o w i ! J a d w i g a z a w i n ę ł a w papier

na N i e m c ó w , jeszcze w t e d y w nieskazitelnie czystych, odpraso­

jego k o s z u l ę , p r z e r a ź l i w i e

wanych

prania, w y p i o r ę ci — p o w i e d z i a ł a . A l e p a m i ę t a j , , r o z e ź l i ł

nmiuluraeli.

brudną.

Zaniepokoił

się. B i o r ę

do
się,

Siła b u d z i ł a w m m respekl, S t a n ó w da w i d o m y znak w y ż s z e j

musi b y ć z u p e ł n i e b i a ł a , j a k ś n i e g . A l b o m ó g ł m i e ć brudne ł a c h ­

p o z y c j i w h i e r a r c h i i . Mścił się za doznane czy urojone k r z y w d y ,

m a n y , albo — skoro j u ż dbano o niego, chciał m i e ć wszystko j a k

m a l u j ą c sceny, w k i ó r y c h winowajców

Pan.

spotyka z a s ł u ż o n a kara-

�J a d w i g ę znal z K r y n i c y i l u b i ł . G d y j u ż w y m y t y , na nowo odziany

Czy b y l n a i w n y ? -ileż t a k ! Przede w s z y s t k i m n a i w n y . T o b y ł o

wszedł do p o k o j u z a p y t a ł o nią,. T w i e r d z i ł , żo m a jej coi w a ż n e g o

jego silą. N a i w n a b y ł a jego w y o b r a ź n i a , w i a r a i spojrzenie na

do powiedzenia,. P o d n i o s ł e m

numer.

ś w i a t . W i e r z y ł z ł a t w o ś c i ą we wszystko. M ó g ł b y o sobie powie­

się o d e z w a ł a d a ł e m s ł u c h a w k ę N i k i f o r o w i . R o z m o w a nie

dzieć j a k wielcy w s p ó ł c z e ś n i f i z y c y , że wszystko, co sobie człowiek

Gdy

słuchawkę

i nakręciłom

kleiła się, on nio bardzo r o z u m i a ł , co m ó w i J a d w i g a , sam z r e s z t ą

może

bez p r z e r w y c o ś do niej m ó w i ł . R o z m o w a sprawiła, m u j e d n a l i

c h o ć zawsze k o n k r e t n ą w - s z c z e g ó ł a c h , o d w o ł u j ą c ą się do clomen-

wyobra.zić, m o ż e

istnieć. A wyobraźnię miał

ogromną,

d u ż ą s a t y s f a k c j ę i o d t ą d k i l k a razy podnosi! s ł u c h a w k ę i k r z y c z a ł

t ów rzeczywistości.

do niej -,.1 a,d\viga'. Jadwiga'.'' d z i w i ą c się, ż e słyszy t y l k o b u ­
czenie. Sądził, żo wystarczy u m u i o p o d n i e ś ć z w i d e ł e k s ł u c h a w k ę .
a.by o d e z w a ł a się J a d w i g a .
U ś m i e c h a m y się p a t r z ą c na, o b r a z k i , w k t ó r y c h N i k i f o r
obok popa czy biskupa w y r o k u j e o łosio l u d z i . J e d n y c h

stojąc
skazuje

na powieszenie, i n n y cli na piekielne m ę k i . B a r d z o to zabawne,
Nie dziwił się o s i ą g n i ę c i o m t e c h n i k i . Samolot, r a d i o , s a m o c h ó d ,

bardzo naiwno. B i e d n y N i k i f o r ! T y l e w ż y c i u w y c i e r p i a ł , a teraz

telewizja, telefon — wszystko to b y ł o r ó w n i e oczywiste i niepo­

to sobie kompensuje

j ę t e ,ja.k tajemnico E w a n g o h i , niebo i p i e k ł o , S ą d Ostatoczny

s z y ć , jeszcze p o g ł a s k a ć — t a k i biedny i t a l i i n a i w n y ! A on jest po

w obrazach. G o t o w i j e s t e ś m y go rozgrze­

i ś w i ę t y c h obcowanie. K i e d y ś n a m a l o w a ł u m n i e w d o m u zadzi­

p r o s t u okrutny-. Rozrzewnia nas,

w i a j ą c ą Ucieczkę do E g i p t u . W łodzi, k t ó r e j d z i ó b miał k s z t a ł t

nie jest i nie m o ż e b y ć g r o ź n y . Ałe czy przoz to o k r u c i e ń s t w o

p o n i e w a ż niczego nio m o ż e ,

g ł o w y osiołka, p ł y n ę ł a ś w i ę t a Rodzina., a n a d n i ą . n a d wielką,

jego staje się mniejsze?

w o d ą leciał d w u s k r z y d ł o w y aeroplan, t a k i j a k i z a p a m i ę t a ł z l a t
swej n d o d o ś c i . "Wszystko b y ł o oczywiste. ]

*

niepojęte.

Dobrze jest w i e r z y ć ! Dobrze nuci' wia-rę u f n ą i w o l n ą od w ą t p l i ­
*

wości. 'Paką mial N i k i f o r . Jego świat s k ł a d a ł się z d w ó c h w y m i a ­
rów

Po

co malujesz'.'

zapytałem

go k i e d y ś . Ż e b y

j a k i e jest niebo, j a k i e jest p i e k ł o . Ż e b y

ludzie

wiedzieli

wiedzieli..,

ziemskiego i pozaziemskiego. P a n o w a ł a w n i c l i o d w r ó c o n a

hierarchia. M o ż n i na t y m świecie — po ś m i e r c i szli do p i e k ł a ,
skrzywdzeni i p o n i ż e n i — m i e l i z a z n a ć chw-aly niebieskiej.

N i k i f o r bardzo lubił m a l o w a ć a r c h i t e k t u r ę , tunele, p e r s p e k t y w ę . Ten obraz p o w s t a ł j a k o swobodna
niscencja przechadzek

remi­

po trasie W - Z w Warszawie

233

�Niebo N i k i f o r a jest w istocie w y o b r a ż e n i e m ż y c i a na

ziemi

b o g a t y c h i m o ż n y c h . Niebianie p o r u s z a j ą się d o r o ż k a m i na „ b a ­
l o n a c h " — j a k lepsi goście k r y n i c c y , w zimie m a j ą

nauszniki

i r ę k a w i c e , szaty też m a j ą podobne do ziemskich, t y l k o l u ź n i e j s z e
i bardziej p o w ł ó c z y s t e . I c h g ł ó w n y m z a j ę c i e m jest m o d l i t w a ,
chwalenie Pana i uprawianie r ó ż n y c h
niepiśmienny,

poniewierany

—

będzie

sztuk i n a u k . N i k i f o r ,
mędrcem,

czytającym

ś w i ę t e księgi. B ę d z i e gral na skrzypcach, m a l o w a ł , s t o j ą c p r z y
prawdziwych

sztalugach.

Niebo

jest r e k o m p e n s a t ą

biednych,

p i e k ł o k a r ą dla t y c h , k t ó r z y m a j ą w ł a d z ę i p i e n i ą d z e , k r z y w d z ą
i n n y c h na ziemi. Za to m u s z ą s m a ż y ć się w o g n i u i smole.
N a m a l o w a ł setki o b r a z ó w , w k t ó r y c h d a w a ł wyraz swej wie­
r

rze w p r z y s z ł ą s p r a w i e d l i w o ś ć , w z a s a d n i c z ą o d m i a n ę sw ego losu.
Jego wiara w k r a c z a ł a j u ż w sferę m a g i i . M a l u j ą c s t w a r z a ł rzeczy­
w i s t o ś ć , k t ó r a na mocy jego w i a r y i w y o b r a ź n i i s t n i a ł a na jego
obrazach. Z r e s z t ą zawsze m a l o w a ł nie to, co b y ł o , lecz to

co

jego zdaniem b y ć p o w i n n o .

Pomniki

to only, o d r ę b n y

rozdział

w twórczości

Nikifora.

Cenił n a u k ę , w i e d z ę . W s t y d z i ł się swego analfabetyzmu, dlatego

Podobnie j a k c z ę s t o p o w r a c a j ą c y temat N i k i f o r a - S ę d z i e g o ,

wy­

często u d a w a ł , żc czyta, że pisze. Ż e b y nie o d r ó ż n i a ć się

mierzającego

nie­

i n n y c h sam sobie s p o r z ą d z i ł k s i ą ż k ę do n a b o ż e ń s t w a . W ś r o d k u

sprawiedliwość.

Obraz p o n i ż e j

przedstawia

od

b y ł y r y s u n k i — w g ó r n e j strefie d o t y c z ą c e spraw n i e b i a ń s k i c h ,

uczciwą sprzedawczynie; w ę d l i n

Ewangelii, w dolnej — analogii ziemskich (242, 243).
książki

hyla

(por. str.

czarna, podobna do

drukowanego

Okładka

modlitewnika

241).

K i e d y ś , gdy

b y ł e m u niego przyszli trzej c h ł o p c y ,

prosząc

go o datek na b u r s ę . D a l i m całe 50 z ł o t y c h . Z d z i w i ł o m n i o t o ,
w i e d z i a ł e m , że jest raczej s k ą p y , na t a c ę w kościele r z u c a ł 2
z ł o t e . Z a c z ą ł m i t ł u m a c z y ć j a k w a ż n e jest, ż e b y się u c z y l i , u m i e l i
czytać.

Miał poczucie h u m o r u . R e a l i z o w a ł je p r z e k s z t a ł c a j ą c

malowaną

r z e c z y w i s t o ś ć . B a w i ł o go fantazyjne k s z t a ł t o w a l i e d a c h ó w

(s.

238), n i e k t ó r e w y d ł u ż a ł , inne s p i ę t r z a ł , czasem dach b u d y n k u
(który

być

może

w Warszawie)

był

trawestacją

przecinał —

Kościoła

wchodząc

do

Ewangelickiego

wewnątrz

(s.

237),

czasem f o r m o w a ł na k s z t a ł t wojskowego h e ł m u , p i k e l h a u b y z l a t
I

w o j n y ś w i a t o w e j ( t a m ż e ) . N a w i e l u w i d o k a c ł i miast o z d a b i a ł

k o m i n j a k i e g o ś b u d y n k u s t o j ą c ą f i g u r ą l u d z k ą lub popiersiem,
t a k i m z w i t r y n y fryzjera. K s z t a ł t o w a ł fantastyczne b u d o w l e —
banki, filharmonie,

synagogi, u m i e s z c z a j ą c

symboliczną dekorację.

Tak

na

nich

niekiedy

więc w serii synagog s p o t y k a m y

budynki, które wieńczy świecznik

7-ramienny. Zdarza się, że

zapalone ś w i e c z n i k i z n a j d u j ą się po bokach k o p u ł y , na szczycie
zaś widnieje w i e l k a gwiazda. Syjonu.
Znakomicie się b a w i ł w y m y ś l a j ą c

pomniki.

M o ż n a na

ich

p r z y k ł a d z i e a n a l i z o w a ć k o n w e n c j ę p o m n i k a reprezentacyjnego,
p o s ł u g i w a n i a się a l e g o r i ą i elementami c h a r a k t e r y s t y c z n y m i dla
w y r a ż e n i a idei p o m n i k a — n p . u ł a n a , kolejarza, malarza, m u z y k a .

M ó w i o n o o n i m : debil, n i e n o r m a l n y , d z i w a k . K i e d y b y l u m n i e
w Warszawie p o s t a n o w i ł e m p o k a z a ć go lekarzom. B a d a n i a prze­
prowadzano w I n s t y t u c i e H i g i e n y Psychicznej p r z y u l . C h e ł m ­
skiej. N i k i f o r p o c z ą t k o w o c h ę t n i e p o d d a w a ł się r ó ż n y m testom,
s p r a w i a ł o m u p r z y j e m n o ś ć , że t y l u p o w a ż n y c h l u d z i się n i m zaj­
m u j e . B a d a n i a m i k i e r o w a ł prof. Z a j ą c z k o w s k i . ,Ta w y s t ę p o w a ł e m
w charakterze t ł u m a c z a . W y j a ś n i a ł e m N i k i f o r o w i , czego od niego
c h c ą , gdy nic r o z u m i a ł p o l e c e ń p s y c h o l o g ó w , i m z a ś przekazy­
w a ł e m jego o d p o w i e d ź . Sytuacja b y ł a n i e z r ę c z n a . Psychologowie
stosowali standaryzowane testy, on z a ś m i a ł j u ż 60 l a t i b y l
osobow-ością u k s z t a ł t o w a n ą , w y b i ó r c z o w y b i t n i e

utalentowaną.

N i b y to r o z u m i e l i , ale nie p o t r a f i l i d o s t o s o w a ć t o s t ó w i p y t a ń
do o s o b o w o ś c i N i k i f o r a . Stosowano m . i n . serię t e s t ó w Wechslera-

�-Bollevue. N i e k t ó r o

testy

interesowały

Nikifora,

rozwiązywał

je c h ę t n i e i dobrze, c h o ć p o w o l i , inne d r a ż n i ł y go s w ą o c z y w i s t o ś ­
cią. N p . p o k a z y w a n o m u r y s u n k i t w a r z y , w k a ż d e j
jakiegoś

istotnego

pokazując

elementu.

Co t u brakuje?

rysunek t w a r z y w k t ó r e j

brakowało

pytał

profesor,

b r a k b y ł o nosa.

s p o j r z a ł na niego z d u m i o n y . B r z y d k i rysunek

Nikifor

za,uwa,żyl, z r e s z t ą

s ł u s z n i e . A l e profesor na-da,l d o m a g a ł się odpowiedzi, s p o g l ą d a ł
na- stoper. Czas m i j a ł . N i k i f o r p a t r z y ł z p o l i t o w a n i e m , ale widzia­
ł e m , że go to j u ż d r a ż n i . P r o s z ę Cię, b ł a g a ł e m , powiedz

Panu,

o n r z e c z y w i ś c i e nio w i e ! T o go p r z e k o n a ł o . N o s ! b u r k n ą ł i z n ó w
d o d a ł o g l ą d a j ą c dalszo k a r t k i -— bardzo b r z y d k i e !
R e z u l t a t b y ł t a k i — ż a d n e j choroby psychicznej, o s o b o w o ś ć
o wybitnie

r o z w i n i ę t y m talencie w y b i ó r c z y m , s p r a w n o ś ć inte­

l e k t u mierzona, w skali Stanforda-Binet a ok. 45, ale j a k stwier­
dzono, wcale nie znaczy to, żo b y ł a taka. sama w latach jego m ł o ­
d o ś c i . N i k i f o r b y ł j u ż stary, zniszczony c i ę ż k i m ż y c i e m , zahamo­
w a n y wo wszechstronnym rozwoju przez d ł u g o t r w a ł ą izolację od
otoczenia ( b e ł k o t ) , nastawienie t y l k o na malarstwo i zaspakajanie
podstawowych potrzeb ż y c i o w y c h . (Jego w r a ż l i w o ś ć artystyczna,
u m i e j ę t n o ś ć rozpoznawania s t y l ó w , k l i m a t ó w m a l a r s t w a a nawet
dziel k o n k r e t n y c h m i s t r z ó w b y ł a , j a k m o g ł e m z a u w a ż y ć , znacznie
wyższa, niż badających

go s p e c j a l i s t ó w .

Ważne były

jednak

dwie konstatacje, pierwsza — b r a k cech c h o r o b o w y c h , druga —
przyczyna bolkotu.
(czy

Laryngolog stwierdził przyrośnięcie

języka
r

t e ż jego p o d s t a w y ) . D r o b n y zabieg operacyjny

ciństwie

zlikwidowałby

t ę dolegliwość,

w dzie­

alo w t a m t y m cza.sie

b i e d a k ó w nio s t a ć b y ł o na p o r a d ę l e k a r s k ą , a co dopiero ope­
rację.
*
Nikifora

wcale nie k r ę p u j e

żebranie. To m y jesteśmy

zakło­

p o t a n i . I d ą c do pracy (na swoje miejsce p r z y m u r k u ) obchodzi
z kapeluszem w r ę k u kuracjuszy s i e d z ą c y c h na Uuvkach p r z y
P i j a l n i . D a d z ą dobrze, nio d a d z ą — t r u d n o . A l e dlaczego m i a ł b y
nie w y k o r z y s t a ć s p o s o b n o ś c i zarobienia ?
Jest niedziela. Siedzimy z, J a d w i g ą na ł a w c e . Zbliża- się N i ­
k i f o r . N i e z a u w a ż a nas, podchodzi, b e ł k o c ą c s w o j ą p r o ś b ę , N i k i ­
f o r ! w o ł a m . P o z n a ł , z a k ł o p o t a n y u ś m i e c h , c h o w a kapelusz. Od­
chodzi, w y r a ź n i e speszony. A l e j u ż po c h w i ł i w i d z ę , że z n ó w k r ą ż y
w ś r ó d l u d z i z kapeluszem w d ł o n i .
*

O g l ą d a m s k r z y n i ę N i k i f o r a . Przede m n ą b y ł Banach, i n n i . N i ­
k i f o r pilnuje, a b y m nie p o m i e s z a ł serii. O b r a z k i u k ł a d a seriami,
t a k je o g l ą d a i pokazuje. N i e d a w n o b y ł w p o d r ó ż y , podziwdam
p e j z a ż e j a k b y z okna wagonu. Czuję w n i c h r u c h , powodujo to
rytmiczność

powtarzanych elementów,
r

mowo — s l u p ó w , p a g ó r k ó w , drzew.

rozwijających

się pas­

K t o p o k a z a ł lepiej ł e m k o ­

w s k i krajobraz, p o ł o n i n y , w z g ó r z a , cerkiewki ?
*

L i c z ę w s k r z y n i serie. K s i ą d z proboszcz — p o n a d 300 o b r a z k ó w ,
święci — p o n a d 1100, N i k i f o r c z y t a j ą c y ś w i ę t e księgi — prawie
200. N i k i f o r na drodze — k i l k a d z i o s i ą t . T y ł o samo N i k i f o r na tle
k o ś c i o ł a czy c o r k w i . Masa m a ł y c h k a r t o n i k ó w z o y k l u

„Nikifor

przychodzi — witają go".
*
Nie n a z y w a serii, na p y t a n i o w y j a ś n i a t y l k o , co przedsta­
w i a j ą . D u ż a seria „ U c z t m a l a r z y " z r ó ż n y c h o k r e s ó w t w ó r ­
czości. D o tego t e m a t u c z ę s t o wraca.
*

Nosi „ p a n a m ę " , płaską, z szeroką czarną wstążką, przewiązaną
na b o k u k o k a r d ą . Czasem maluje siebie w tej „ p a n a m i e " . Oglą­
d a m „ U c z t y m a l a r z y " . T ł u m a c z y , że malarze s ą b l i ż s i B o g u n i ż

235

�i n n i l u d z i e , bo t e ż t w o r z ą , Malarze m a j ą swoje a t r y b u t y , t y p o w o
dla l a t m ł o d o ś c i N i k i f o r a : czarne p e l e r y n y , p ł a s k i e czarno kape­
lusza, o b o w i ą z k o w o — k r a w a t y . Z r e s z t ą k r a w a t y p o j a w i a j ą się

G d y b y ł w d o b r y m humorze —

śpiewał.

w s z ę d z i e t a m , gdzie maluje siebie l u b l u d z i z n a c z ą c y c h — kierow­
n i k a poczty, w ó j t a , Banacha. Mnie też m a l o w a ł w krawacie,
m i m o iż go p r z y n i m nie n o s i ł e m .

Bardzo lubił m a l o w a ć wielkie grzyby i parasole. P o d n i m i on na
cokole lub k o l u m n i e , p o m n i k . Malował c h ę t n i e c y r k i , orkiestry,

*

często w d w ó c h poziomach. N a g ó r n y m , sceny z nieba, na dole
ziemskie. Gdy na g ó r z e g r a j ą na

K i e d y ś p o k a z a ł e m m u r ó ż n e a l b u m y i reprodukcje. C h c i a ł e m się.
z o r i e n t o w a ć , co wie, co m u się. podoba, j a k reaguje na
sztukę.

Kartkował

jo, ale

bez

szczególnego

c z y n i ą c r ó ż n e komentarze. Z a d z i w i a j ą c o

harfach, na dolo r z ę p o l ą

skrzypcach, j a k w muszli na k r y n i c k i m

na

deptaku.

cudzą
7

zaintoresow ama,

rozpoznawał

klimat

malarstwa. To niemieckie! — m ó w i ł o g l ą d a j ą c Cranaclia, to fran­

W s k r z y n i z n a j d u j ę wczesne obrazki, j a k ż e inne od znanych nam

cuskie

N i k i f o r ó w . Z m i e n i ł się, r o z w i n ą ł , uporczywie, m a l u j ą c przez p ó l

(pokazywał

Bouchera,

potem

Watteau),

rozpoznawał

Kubensa, ś m i a ł się d r w i ą c o , tykając; paluchem namalowano gole

w i o k u . Pierwszy

cielska.

przedstawia

To

zlc!

Obrzydliwo!

bełkotał.

Wyciągnął

Bouchera,

n a d d a r t y obrazek, jeszcze t r o c h ę

widzianą

z

żabiej

perspektywy

nawę

dziocinny
kościoła,

to t e ż z ł e ! on b y t a k i e rzeczy pod kluczem t r z y m a ł . S ą d y m i a l

W l e w y m g ó r n y m rogu wielkie, c z e r w o n o - ż ó ł t o s ł o ń c e . Wczesno

ostre. P o m y ś l a ł e m , co b y to b y ł o , g d y b y pozwolono m u

prace,

wyro­

k o w a ć o łosio s z t u k i . ' W y r z u c i ł b y wiele o b r a z ó w , z o s t a w i ł i k o n y .
T a k , i k o n y go z a c h w y c a ł y nieodmiennie, z t r u d e m się od
o d r y w a ł . J e d n ą , k t ó r ą z o b a c z y ł w albumie chciał od razu

przeważnie

o charakterze i l u s t r a c y j n y m

przedstawiają

r ó ż n e t y p y , kuracjuszy, p i ę k n e d a m y , f i r c y k ó w , w n ę t r z a restau­

nich

racji, p i j a k a , scenki satyryczne. Dopiero p ó ź n i e j zaczyna d o m i ­

ma­

n o w a ć t e m a t y k a religijna. Zmienia się rodzaj działania,, wczesno
prace są bardziej graficzne, kolor k ł a d z i o n y jest lekko, dominuje

lować.

rysunek, w y r a ź n i e

zaznaczony k o n t u r . W

późniejszych

kolor

staje się g ł ó w n y m n o ś n i k i e m ekspresji. N i k i f o r dochodzi do swo­
ich „ s p o s o b ó w ' przedstawiania drzew, lasów, p ó l . l u d z i . Zadzi­
R e a g o w a ł na t e m a t y k ę . N a j w y ż e j , to oczywiste, cenił r e l i ­
g i j n ą , a k c e p t o w a ł p o r t r e t y k r ó l i , k r a j o b r a z y , nawot sceny ro­
dzajowe (Beuglda), ale boz zgorszenia, n a g o ś c i , p i j a c k i c h scen.
P o k a z a ł e m m u Venus z M i l o . Przede w s z y s t k i m z w r ó c i ł u w a g ę
na brak r ą k , dopiero p o t e m k r y t y k o w a ł n a g o ś ć . K p i ł ,

tykając

palcem r e p r o d u k c j i . Bez r ą k ! Co on, nie wie, g ł u p i ! P o d s u n ą ł e m
o b r a z k i dzieci. O d razu p o z n a ł — ,,to dzioci m a l u j ą " .

Kryty­

k o w a ł w j e d n y m z m a l u n k ó w b r a k oka. S p o s t r z e g ł to momen­
talnie (biodni psychologowie ze s w y m i

tostami). W y r a ź n i e

się

w i a j ą c e , że p r z y t y m nie t r a c i świeżości, nie wpada w r u t y n ę .
A k c e p t u j ą c pewno „ s p o s o b y " w c i ą ż szuka, wciąż p r ó b u j e .

Czy

ś w i a d o m i e ? Togo nic w i e m . A l e chyba jest wiolo r o d z a j ó w świa­
d o m o ś c i , wiole jej form. Aż do s t a r o ś c i fu N i k i f o r a , zniszczonego
T

b i e d ą i g r u ź l i c ą b ę d z i e to okres po 65 latach) maluje wciąż z w own ę t r z n e j potrzeb}', z p r z e ś w i a d c z e n i a , że jest to jego zadanie
i o b o w i ą z e k malarza. W c i ą ż jest t w ó r c z y , nawet gd.y m a już za
s o b ą najlepsze lata. Dopiero k o ń c o w a dekada jogo ż y c i a ś w i a d ­
czy o z n u ż e n i u , o wyczerpaniu się sil t w ó r c z y c h .

o ż y w i ł , k i e d y m u p o k a z a ł e m reprodukcje o b r a z ó w H e n r i Rous­
seau. K i w a ł
Szczególnio

z uznaniem g ł o w ą .
mu

się

podobał

To

kolega! —-

„zimowy"

komentował.

autoportret

Celnika

z praskiego M u z e u m Narodowego, ten znany, z p a l e t ą na

tle

W 1955 r. c h c i a ł e m m u p o m ó c w k ł o p o t a c h , jakie m i a ł z miejs­
cową administracją. Przyjechałem

z listem f i r m o w a n y m

przoz

s t a t k ó w . Po p e w n y m czasie, gdy k a r t k o w a ł jakiś a l b u m nagle

P o l s k ą A k a d e m i ę N a u k , j a k o r e d a k t o r naczelny, p e ł n o m o c n i k

w y k r z y k n ą ł : O! Kolega! P a t r z ę , znalazł Vivine'a.

Ministra

Podsunąłem

Kultury

i

Sztuki.

Tłumaczyłem

przewodniczącemu

m u F e j e ś a , G e n e r a l i ć a . K i w a ł g ł o w ą , to b y ł jego ś w i a t , jego ko­

R a d y Narodowej k i m jest N i k i f o r , dlaczego p o w i n n o m u

ledzy. Z w ł a s z c z a p o d o b a ł

p o m ó c i t d . S ł u c h a ł , potom лесе t c h n ą ł i z a p y t a ł „ C o w y w n i m

mu

się F a j e ś .

Matejko!

powiedział

się

o n i m , c h c ą c w y r a z i ć s w o j ą a p r o b a t ę . M a t e j k o to b y ł dla, niego

widzicie? P r z e c i e ż

s y m b o l wielkiego malarza. Czy znal w ó w c z a s jego obrazy, czy

Dziecko b y lepiej u m i a ł o n a m a l o w a ć ! A t u , z d a w a ł o b y się po­

u m i a ł r o z p o z n a ć autora? N i e wiem, nio s p r a w d z i ł e m , teraz ż a ł u j ę .

w a ż n i ludzie, p r z y j e ż d ż a j ą ,

Dlaczego o t y m nie

pomyślałem?

to

żebrak!

włóczęga!

A te

jego

obrazki?

interweniują."

P o c z ę s t o w a ł m n i e k a w ą . A l e nic z a ł a t w i ł niczego.

Jadwiga Jarnuszkiewiczowa
D z i a ł o się to w K r y n i c y w i o s n ą 1953 r. „ D o b r a p a n i ' " z a f u n d o w a ł a
m u ł ó ż k o . „ N i e m o g ę p a t r z e ć j a k on śpi na ziemi. Jak z w i e r z ę "
--

m ó w i ł a w s z y s t k i m . W o g ó l e d u ż o się o t y m ł ó ż k u

mówiło

w K r a k o w i e , w Warszawie. Ł ó ż k o dla N i k i f o r a s t a ł o się s p r a w ą
kluczową.

Nie z d a w a ł sobie sprawy, że r o b i k a r i e r ę , bo (o i n n i r o b i l i ją na
n i m . D o niego nie d o c i e r a ł o , że jogo obrazki sprzedaje się za
d u ż ą cenę w k r a j u

No więc zafmidow'ali m u to ł ó ż k o . Z a w i e ź l i , u s t a w i l i . Trzeba
p r z y z n a ć , że d u ż o t r u d u sobie zadali. Nie b y ł a m p r z y t y m

jak

to łóżko m u p r z y w i e ź l i , ale wiem, że n i g d y się na n i m nie p o ł o ż y ł .
Spal j a k dawniej na

ziemi.

i kupowali

i zagranicą.

Po prostu przychodzili ludzie

za grosze lub w y ś w i a d c z o n ą p r z y s ł u g ę . Zresztą, za­

pewne, nawet nio wiedział co to jest kariera. W i e d z i a ł t y l k o , bo
d o ś w i a d c z y ł , co to jest pozycja, hierarchia s p o ł e c z n a , B y l w niej
tak nisko, żc j u ż czul się od niej w y z w o l o n y .

.Malował,

Ten N i k i f o r , raz poniewierany i p o n i ż a n y , raz otaczany t r o s k ą
i g ł a s k a n y , t a k czy owak u p o ś l e d z o n y — b y l c z ł o w i e k i e m bardzo
niezależnym.

Sprowadzony

do

mia,sta, goszczony

-—

uciekał

z miejsca, w k t ó r y m m u się nio p o d o b a ł o . P r z y c h o d z i ł i o d c h o d z i ł
k i e d y chciał z sobie t y l k o znanych p o w o d ó w . Ż y j ą c poza społe­

M o ż n a sobie b y ł o k u p i ć jego obrazki, ale nic jogo samego. N a w e t

c z e ń s t w e m , poza p o r z ą d k i e m s p o ł e c z n y m w y r o b i ł sobie w ł a s n y

nie wiem czy m i a l j a k i e ś uczucie wdzięczności za pomoc j a k ą

model ż y c i a . Mial w ł a s n e zdanie o świecie, k t ó r \

m u ś w i a d c z o n o . N i e z a u w a ż y ł a m tego w k a ż d y m razie. Wszelkie

silnych i .słabych, p o n i ż a j ą c y c h i p o n i ż a n y c h .

236

dzielił się na

przysługi

przyjmował

jako

coś

naturalnego,

równie

natural.

�O b r a z k i z serii f a n t a s t y c z n y c h a r c h i t e k t u r świadczą, nierzadko o d u ż y m poczuciu h u m o r u k r y n i c k i e g o m i s t r z a

*

nogo j a k k r z y w d y k t ó r e go s p o t y k a ł y . Czasem, jeśli k t o ś syste­
matycznie o k a z y w a ł

m u pomoc, p o t r a f i ł

się nawet

domagać

czegoś i t o t a k ż e u w a ż a ł za naturalne. Skoro c h c ą d a ć — niech

P o k a z y w a l i ś m y m u r ó ż n e reprodukcje. O g l ą d a ł je z c i e k a w o ś c i ą ,

dają. to, co i n n potrzebno.

ale bez uznania, nawet dla w i e l k i c h m i s t r z ó w . B y ł a t o sztuka
w y r a ź n i e m u obca. M y ś l ę , c h o ć to b r z m i paradoksalnie, że nie
i n t e r e s o w a ł się s z t u k ą j a k o t a k ą . W a ż n o b y ł o dla niego t o , co sam
m a l o w a ł . Może dlatego znacznie bardziej i n t e r e s o w a ł a go archi­

N i o p o t r z e b o w a ł uznania. T o j e m u samemu m i a ł y się p o d o b a ć

tektura.

Jogo o b r a z k i . N i e wiem, czy w ogóle p o t r z e b o w a ł l u d z i , ich życzli­

k t ó r ą m a l o w a ł — a nie j a k o dzieło s z t u k i . A r c h i t e k t u r a b y ł a

Obserwował

j ą niezwykle u w a ż n i e ,

wości. W k a ż d y m razie nie o k a z y w a ł tego. Z w y r a ź n y m jednak

jednym z najważniejszych

zadowoleniem p o d e j m o w a ł k o n t a k t kiedy k t o ś go r o z u m i a ł , jego

w y p o w i a d a ł się n a j p e ł n i e j . Ale malarstwo j a k o t a k i e , malarstwo

motywów

tak jak

naturę,

jego m a l a r s t w a . W niej

i n n y c h uialo go o b c h o d z i ł o . A l b o i wcale. T a sfera p r z e ż y ć este­

mowę.

t y c z n y c h b y ł a m u obca.

*
K i e d y N i k i f o r p o r t r e t o w a ł Jacka m i a l on g r y p ę . L e ż a ! w p i ż a m i e ,
w r o z n i e m ł a i i o j pościeli, w ś r ó d niezmiernego b a ł a g a n u

panują­

cego u- p o k o j u . N i k i f o r m a l o w a ł s p o g l ą d a j ą c od czasu do czasu na

0 r z e ź b i a r z u , k t ó r y nut robił p o r t i e t m ó w i ł l e k c e w a ż ą c o , paro-

swego modela, c h c ą c

Gdy

d i u j ą e gestami jego p r a c ę . Nie r e a g o w a ł na f a k t , ż e k t o ś toż się

s p o j r z e l i ś m y na g o t o w y j u ż p o r t r e t z a s k o c z y ł nas. T w a r z J a c k a

zajmujo s z t u k ą . Ż a d n e j w s p ó l n o t y . I s t n i a ł o d l a niego t y l k o jego

istotnie p r z y p o m i n a ł a modela, ale na obrazku b y l on w garniturze

malarstwo. Ono go cieszyło, t r a k t o w a ł je j a k p o w o ł a n i e .

oddać

wiernie jego p o d o b i e ń s t w o .

i f i g u r o w a ł na tle p ó l e k z k s i ą ż k a m i . Ja z kolei, bo zaraz potem

*

N i k i f o r mnie p o r t r e t o w a ł , s i e d z i a ł a m na fotelu s t o j ą c y m na dy­
wanie, c h o ć w r z e c z y w i s t o ś c i s i e d z i a ł a m na brzegu owego rozmeinlanego tapczanu i w ś r ó d całego b a ł a g a n u . B y ł a m w t e d y ubrana

J e ś l i mial poczucie hiorarchii

w z i e l o n ą s p ó d n i c ę i liliową b l u z k ę . N i k i f o r u z n a ł widocznie, że

jej d o ś w i a d c z y ł na sobie. Dlatego t e ż poczucie h i e r a r c h i i ograni­

n a l e ż y t o p o p r a w i ć i na portrecie w y m a l o w a ł o d w r o t n i e . Fiole­

czało się do najbardziej elementarnego

t o w ą s p ó d n i c ę i zieloną b l u z k ę .

1 poniżonych.

T o , ż e „ p o p r a w i a ł " r z e c z y w i s t o ś ć w e d ł u g swego uznania b y ł o
nam

w i a d o m o . A l e p o r t r e t reprezentacyjny'!

Skąd

Prawdopodobnie ,,z drugiej r ę k i " . Może z e k r a n ó w

t o znal V
fotografów

ulicznych czy k o n w e n c j i p o r t r e t ó w fotograficznycli. Może z obra­
zów- w i d z i a n y c h gdzieś w w i t r y n a c h sklepowych.

społecznej to o t y l e t y l k o , o ile
p o d z i a ł u na

możnych

To p r a w d a , że t y c h m o ż n y c h i silnych s z a n o w a ł a p o n i ż o n y c h
nic. A l o czy n i m i g a r d z i ł ? N i o s ą d z ę . J e ś l i r e c h o t a ł z r a d o ś c i
o g l ą d a j ą c zdjęcia z p r z e ś l a d o w a n i a Ż y d ó w , czy donosił na gospo
się to m y ś l ę , że b y ł a to sprawa raczej kompensacji n i ż pogardy.
Т а jego reakcja bardzo niemile mnie z a s k o c z y ł a , ule chyba
nie trzeba z niej w y c i ą g a ć z b y t jednoznacznych w n i o s k ó w . Za-

237

�W d z i ę c z y się do niego j a k pederasta i p r z y t y m p a t r z y na s w ą
i patrzy

t o w a r z y s z k ę . Ta z n ó w w d z i ę c z y się do N i k i f o r a

na

J u r k a . Jurek zaś p a t r z y w p o d ł o g ę . P o k l e p a l i , p o g ł a s k a l i , wzięli
obrazki i p r ę d z i u t k o pobiegli u m y ć ręce.
„A"

—- z n a n y

p l a s t y k

m ó w i : N i k i f o r k u . . . Cmoka p r z y

obrazkach i udziela, N i k i f o r o w i fachowych r a d , k t ó r y c h t e n oczy­
wiście nawet nie s ł u c h a . P r z y n i ó s ł l i n i j k ę , k t ó r e j N i k i f o r nie c h c i a ł ,
cyrkiełek,

k t ó r y o b e j r z a ł i zwrócił, wreszcie metalowe, b ł y s z ­

czące p u d e ł k o po papierosach, k t ó r e m u bardzo z a c h w a l a ł , j a k
Murzynowi.

Wybrał

za t o bez p u d ł a najlepsze

obrazki i dał

po 5 zł. O p r a w i a jo w passe-partout i z n o w u cmoka.
Żona

pana

„ A " : Och j a k i ten N i k i f o r e k ! Och j a k a k o ł d r a !

Ocli j a k a s k r z y n k a ! Patrzcie — on się o s t r z y g ł ! Patrzcie on m a
łyżkę! itd.
Goście

k r y n i c c y : z a t r z y m u j ą się. N a obrazki nie p a t r z ą ,

oglądają. N i k i f o r a , w y m i e n i a j ą p r z y n i m opinie na t e m a t jego
w y g l ą d u i r ó ż n e hipotezy na temat jego stanu u m y s ł o w e g o oraz
sytuacji soojalnej.
L u d a u t o o h t o ń s к i : Okrada go i l e k c e w a ż y . G a r d z i jego
p r a c ą . A l e nie b r a k i d u m y dla swojej k r y n i c k i e j

osobliwości.

D o w c i p N i k i f o r a p r z e j a w i a ł się m . i n . w s y t u o w a n i u popiersi na
szczycie

wieży

budynku,

tańczących

par

na,

dachach

itd.

stanawia, w niej t a k ż e b r a k w s p ó ł c z u c i a dla p o k r z y w d z o n y c h .
A l e czy N i k i f o r w ogóle m i a ł zrozumienie dla k r z y w d y ? On,
k t ó r y t y l e tej k r z y w d y d o z n a ł , że a ż s t a ł a się c z y m ś n o r m a l n y m .
I

c o ś w a ż n i e j s z e g o jeszcze — czy b y ł zdolny do w s p ó ł c z u c i a ?

(Tryba nie, t a k samo j a k nio b y ł zdolny do uczucia w d z i ę c z n o ś c i ,
do jakiegokolwiek p r z y w i ą z a n i a , do życzliwości.

Podejrzewam,

że m i a ł j a k i ś n i e d o r o z w ó j emocjonalny, co w y n i k a ł o z jego izo­
lacji od n a j m ł o d s z y c h l a t . A p r z y b r a k u k o n t a k t u z l u d ź m i co
m i a ł o r o z w i j a ć jego e i n o c j o n a l n o ś ć ? Niczego od ludzi nie oczeki­
wał i niczego i m nie d a w a ł . L u d z i e , to b y l j a k i ś i n n y , obcy ś w i a t ,
poza z a s i ę g i e m jego ż y c i a .
*

Ludzie w k o n t a k t a c h z N i k i f o r e m d e m a s k u j ą s i ę :
„X":

znajduje

w urokach surrealistycznej

niezwykłości

rację

dla swej pogardy wobec dzisiejszego ś w i a t a , k t ó r y nie d o c e n i ł jego
w ł a s n e j wielkości. Szczery podziw i s y m p a t i a dla a r t y s t y , k t ó r y
z n a t u r y nie „ w y p ł y n i e " .
,,Y"

—

„Dobra

p a n i " : przynosi papierosy,

eukierki,

interesuje się z d r o w i e m , c z y s t o ś c i ą a raczej b r u d o m . P y t a o stan
c z y s t o ś c i jego k a l e s o n ó w , o g l ą d a paznokcie, sprawdza

zawartość

portfela, szuflad. Demonstracyjnie p o u f a l ą . D o b r a i j a k a ś bez­
w s t y d n a . M a g r z y w k ę , ciemne, s k o ś n e o k u l a r y , w ą s k i e spodnie
w k r a t k ę , l u ź n ą b l u z k ę i N i k i f o r a j a k o p o i n t ę swojej ekseentryczności i o r y g i n a l n o ś c i . A , , K " j a k o widza, ś w i a d o m e g o

smaku

dopełnień i kontrastów.
,,K"

—

L i t e r a t : Całuje N i k i f o r a w p o l i c z k i , c h o ć się zaraz

p o t e m m y j e . M a swoje tezy. N i k i f o r jest n o r m a l n y , to ś w i a t jest
nienormalny.

238

Przypisuje

Nikiforowi

najgłębszą

świadomość.

Scena z E w a n g e l i i . W t a l a c h obrazach d u ż ą rolę o d g r y w a ł n a s t r ó j ,
w y d o b y t y kolorem, ujęciem

tematu

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
