<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10277" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10277?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T19:22:03+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10255">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/433e0af0da176f1282f34254a8e16322.pdf</src>
      <authentication>15153a5fcd304d657e3bb544bec88422</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122195">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4353</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122196">
              <text>1978</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122197">
              <text>sztuka ludowa - konkursy</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122198">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4051</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122199">
              <text>Konkursy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1978 t.32 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122200">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1978 t.32 z.3-4; s.161-180</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122201">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122202">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122203">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122204">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="122205">
              <text>Aleksander

Jackowski

KONKURSY

Konkursy, podobnie jak turnieje, czy zawody spor­
towe mają jedną cechę wspólną — element r y w a l i z a ­
cji. K o n k u r s wyłania najlepszego interpretatora m u z y ­
k i Chopina, p r o j e k t przyszłego pomnika, najlepszy pla­
kat czy utwór muzyczny.
Rywalizacja może być celem p Jstawowym,
ale
również i środkiem, dzięki któremu ożywia się zamie­
rające zawody i umiejętności, k i e r u j e zainteresowanie
np. na współczesną problematykę.
Rywalizacja w każdym przypadku jest czynnikiem
1 obudzającym uwagę publiczności toteż konkursy cie­
szą się zwykle dużym zainteresowaniem. Dlatego też
chętnie w y k o r z y s t u j e się je w celu propagandowym,
wiedząc, że są one skutecznym środkiem popularyzacji
różnych idei, wydarzeń i osób.
K o n k u r s y są przy t y m jednym z najbardziej eko­
nomicznych sposobów osiągania zamierzonego celu. Za­
pewniają dzięki r y w a l i z a c j i , nagrodom i reklamie dużą
liczbę uczestników, którzy podejmują zadanie k o n k u r s o ­
we na własny koszt i ryzyko.
K o n k u r s y na sztukę ludową mają charakter szcze­
gólny. Nigdy ich celem nie jest wyłonienie najlepszego
twórcy czy dzieła. Element r y w a l i z a c j i podporządkowa­
ny jest w nich celom szerszym, związanym z opieką nad
ludową twórczością. K o n k u r s y są b o w i e m j e d n y m z w a ­
żnych instrumentów naszej p o l i t y k i k u l t u r a l n e j .
Pełnią też one w okresie rozpadu dawnej k u l t u r y
chłopskiej rolę, którą uprzednio odgrywała opinia śro­
dowiska. Łatwość sprzedaży prac, nawet j a w n i e nieu­
danych, obfitość wszelkich kiermaszów, „Cepeliad" i fe­
stiwali wpływa negatywnie na poziom współczesnej
twórczości ludowej. Nie są temu w stanie przeciwdzia­
łać Komisje etnograficzno-artystyczne „Cepelii", ponie­
waż rzeczy odrzucone — bez oporu kupują inne i n s t y t u ­
cje.
W tych w a r u n k a c h j e d y n y m i rzeczywiście silnymi
i skutecznymi bodźcami są w y s t a w y indywidualne, któ­
re mobilizują twórców, rozsądnie pomyślane konkursy
i nieliczne zamówienia muzeów czy znających się na
rzeczy kolekcjonerów. Konkursy są jednak czynnikiem
najważniejszym i f a k t ten wyznacza ich szczególne
miejsce w systemie opieki nad sztuką ludową.
Twórcy, niezaangażowani w prace
sprzedawane
...gdzieś" i „komuś", przywiązują wagę do swych dzieł
pokazywanych na pokonkursowych wystawach. Przeży­
wają silnie swe sukcesy czy niepowodzenia. Zależy i m
bardzo na reakcji widzów. Gotowi są ponieść duże t r u ­
dy i w y d a t k i , byle przyjechać na wernisaż. Tak np. na
otwarcie pokonkursowej w y s t a w y haftów w T o r u n i u
przyjechało fc'8 osób a więc ok. 32% wszystkich uczest­
ników. Podobnie jest i gdzie indziej.
Niestety nie badano stosunku twórców do opinii
j u r y i publiczności w y s t a w o w e j . Nie w i e m y z czyim zda­
niem liczą się więcej, nie w i e m y też w jakiej mierze
interesują ich prace innych uczestników, czy traktują
tip. wystawę pokonkursową jako źródło inspiracji, a je­
śli tak to kiedy, w j a k i c h dziedzinach. Z moich obser1

I I . 1. Jan Madej, Dziewin, w o j . tarnowskie, Bartosz
Gło­
wacki, rzeźba w drewnie, wys. 41 cm., 1974 r.

w a c j i w y n i k a , że zapożycza się rozwiązania tematyczne
w rzeźbie czy t k a n i n i e podwójnej, ale rzadko w ręko­
dziele o cechach regionalnych, jak np. w hafcie czy w y ­
cinance.
2

K o n k u r s y odegrały w okresie p o w o j e n n y m dużą
rolę. O ich ścisłym powiązaniu z a k t u a l n y m i potrzeba­
m i świadczy zmiana hierarchii zadań postulowanych w
poszczególnych etapach. W pierwszym — usuwania z n i ­
szczeń i zmiany s t r u k t u r y społeczno-ekonomicznej k r a ­
j u — penetracje, w y s t a w y oraz konkursy pozwalały
ustalić co zachowało się z dawnej sztuki ludowej, gdzie
i kto jeszcze rzeźbi, tka, wycina czy wypala g a r n k i .
Szukano wówczas odpowiedzi nie t y l k o na pytanie
„co ocalało", ale również na drugie, nie mniej ważne
— „co było". Po raz pierwszy formułowano bowiem ca­
łościowy program badań i opieki nad sztuką ludową.
Pośpiesznie starano się zapełnić białe plamy na mapie
dotychczasowych badań.
Często w y s t a w y i konkursy poprzedzały systematy­
czne badania, penetrując teren. I ta właśnie rola penetracyjno-rozpoznawcza dominowała w pierwszym okre­
sie.
Już jednak w latach 1950—1954 konkursy zaczęto
traktować jako narzędzie realizacji nowych i d e i w p o l i ­
tyce k u l t u r a l n e j . Funkcje propagandowo-dydaktyczne
przesłoniły wówczas informacyjno-rozpoznawcze. Forsu­
jąc nową tematykę i realistyczny sposób jej i n t e r p r e t a ­
cji spodziewano się, że odzwierciedli ona patos zachodzą­
cych przemian w świadomości twórców i całego w i e j ­
skiego społeczeństwa. Setki m a r t w o poczętych tematy­
cznych rzeźb i wycinanek, nagrodzonych w t y m okresie,
spoczywa do dziś w magazynach muzealnych. Smutny

161

�П. 2. Stefan Glowiak, Pogwizdów, w o j . rzeszowskie, Fryderyk
Chopin,
rzeźba ceramiczna, w y m . 17,5X21,5 cm.
1974 г. I I . 3. Tadeusz Cąkała, Sobiska, w o j . siedleckie, Bolesław
Prus, drewno, wys. 61 cm, 1974 г. I I . 4. Stanisław
Dużyński, Zawidz Kościelny, w o j . płockie, Wincenty Witos, drewno polichromowane, wys. 34,5 cm., 1974 г. I I . 5. Sta­
nisław Miechówka, Ustroń Zawodzie, gm. Ustroń, w o j . bielskie, Opiekun
dzieci dr Korczak,
rzeźba w drewnie,
wys. 55 cm., 1974 r.

162
T

�dowód obosieczności broni jaką są konkursy. A l b o w i e m
dobrze pomyślane stymulują rozwój, ale ustawione nie­
prawidłowo sprzyjają rozkładowi t r a d y c y j n y c h w a r t o ­
ści, degrengoladzie artystycznej.
Dostrzec to można wyraźnie w obecnym okresie,
kiedy zanikowi t r a d y c y j n e j sztuki na w s i towarzyszą co­
raz silniejsze bodźce z zewnątrz, a wśród nich również
konkursy. Liczba ich wyraźnie wzrosła w latach sie­
demdziesiątych, przy czym zróżnicowały się cele, które
realizują poszczególne t y p y konkursów.
Ten właśnie okres uczynimy przedmiotem zaintere­
sowania. K o n k r e t n i e — wycinek czasowy od początku
1974 r. po połowę 1978 r. Wtedy to bowiem miały m i e j ­
sce najważniejsze po w o j n i e konkursy ogólnopolskie w
T o r u n i u , Warszawie i K r a k o w i e , w t e d y podjęto ponow­
nie próby inspirowania twórczości l u d o w e j n o w y m i te­
matami.
Niektóre konkursy, zwłaszcza większe, o znaczeniu
ogólnokrajowym, znam z uczestnictwa w j u r y , inne •—
z p u b l i k o w a n y c h i n f o r m a c j i , katalogów i wzmianek w
prasie. Dane statystyczne opieram na kronice zamiesz­
czonej w zeszytach „Polskiej Sztuki L u d o w e j " . K r o ­
nika ta ma jednak charakter niepełny, oparta jest na
nadsyłanych informacjach i w y c i n k a c h z prasy. Podane
dane liczbowe należy więc uznać za zaniżone, zwłasz­
cza w odniesieniu do imprez lokalnych, o mniejszym
znaczeniu.
Ogółem w o m a w i a n y m okresie roztrzygnięto ponad
200 konkursów, w t y m :
2 — międzynarodowe (na l a l k i regionalne),
17 — ogólnokrajowych (w t y m i tematyczne),
102 — regionalne i wojewódzkie; w t y m 29 objęło w i e ­
le dziedzin twórczości, a 73 t y l k o jedną dziedzinę,
20 — tematycznych, o zasięgu regionalnym i wojewódz­
kim,
5 — mających na celu zachęcić młodzież do k o n t y n u o ­
wania dawnych f o r m i umiejętności,
33 —• mieszanych, zarówno dla twórców ludowych j a k
i amatorów (w t y m 17 na pamiątki regionalne),
20 — dla amatorów, twórców nieprofesjonalnych.
K o n k u r s y ogólnokrajowe
obejmowały 12 imprez
o charakterze tematycznym (w t y m 5 rzeźbiarskich).
Nietematyczne k o n k u r s y objęły: haft (1), w y c i n a n k i (1),
tkaniny (1), instrumenty muzyczne (1). Ponadto jeden
konkurs objął młode talenty.
Wśród 73 konkursów regionalnych i wojewódzkich,
poświęconych t y l k o jednej dziedzinie twórczości rozrzut
tematów był następujący:
17 — plastyka obrzędowa,
11 — k w i a t y sztuczne, pająki i ozdoby z bibuły,
9 — rzeźby (w t y m 1 w węglu),
8 — haft i k o r o n k i ,
ti — malowane domy (Powiśle Tarnowskie, K u j a w y ) ,
4 — szopki krakowskie,
3 — kowalstwo artystyczne,
3 — wycinanki,
3 — garncarstwo,
2 — ręcznie malowany fajans,
po 1 — ozdoby choinkowe, rzeźby ceramiczne, plecion­
k i , instrumenty muzyczne, obrazy na szkle i t d .
Wysokość nagród pierwszych na konkursach m n i e j ­
szych wahała się między 1 a 3 tysiącami złotych, na
większych, regionalnych i wojewódzkich dochodziła do
5 tysięcy. W konkursach ogólnopolskich w 1977 i 1978 r.
takich jak „Rodzina w sztuce l u d o w e j " czy „Praca r o l ­
nika w twórczości l u d o w e j " — I nagrody wynosiły
10 000 zł, I I — 5—7 000, I I I 3 000—5 000 zł.
3

k u l t u r y . Cztery ogólnopolskie konkursy tematyczne za­
inicjowała redakcja pisma „Gromada — Rolnik Polski".
W składzie organizatorów widniały z reguły nazwy
i n s t y t u c j i , które bądź patronowały k o n k u r s o w i ( M i n .
K u l t . i Sztuki, Urzędy Wojewódzkie), bądź partycypo­
wały w kosztach jego organizacji, fundowały nagro­
dy i t d .
Niektóre k o n k u r s y mają już swoją tradycję, orga­
nizowane systematycznie przez te same instytucje i doś­
wiadczony zespół ludzi. Takie są np. coroczne k o n k u r ­
sy na szopki krakowskie, na współczesną rzeźbę l u d o ­
wą K a r p a t polskich, na malowane domy w Zalipiu, na
zdobnictwo bibułkowe w Żywcu, k w i a t y z bibuły w M y ­
ślenicach, palmy i pisanki w Łysem, na sztukę s a k r a l ­
ną w Kielcach, na sztukę ludową Borów Tucholskich
czy regionu miechowskiego. Z imprez o c y k l u d w u l e t ­
n i m wymienić należy „Biennale Fajansu włocławskie­
go" i „Biennale l a l k i " .
K o n k u r s y wspólne dla twórców ludowych i amato­
rów organizowano przeważnie w województwach północ­
nych i zachodnich, ale także w w o j . toruńskim i n o w o ­
sądeckim. Jeden k o n k u r s — zorganizowany przez M i e j ­
skie W o j . Łódzkie — objął łącznie sztukę ludową i r o ­
botniczą. Z i n i c j a t y w y „Cepelii" (przy współpracy Związ­
k u Kół Gospodyń Wiejskich, M i n . K u l t . i Sztuki i W o j .
Domów K u l t u r y ) odbyły się we wszystkich wojewódz­
twach przeglądy, orientujące w t y m co wieś w y t w a r z a ,
zarówno na potrzeby instytucji handlowych jak dla sie­
bie. („Rękodzieło artystyczne wsi'" wystawa prac wyróż­
nionych: Łódź, V — V I I I 1978).
Wbrew zaleceniom w i e l u ekspertów miały miejsce
również konkursy z nagrodami dla amatorów. Ponieważ
1

5

I n i c j a t o r a m i konkursów były przeważnie muzea, zrze­
szenie „Cepelia", Wydziały K u l t u r y , wojewódzkie domy

163

�П. 6. M a r i a n Brudek, Bogoria, w o j . tarnobrzeskie, O. Maksymilian
Kolbe, płaskorzeźba w drewnie, w y m . 35X29
cm., 1974 г. I I . 7. K r y s t y n a Adamczyk, Leszczyny, w o j . radomskie, Czołg niemiecki
i partyzant, drewno m a l o w a ­
ne, wys. 16 cm., 1975 r.

„Kronika" w „Polskiej Sztuce L u d o w e j " odnotowuje
t y l k o ważniejsze imprezy — liczbę 18 konkursów (w t y m
1 ogólnopolski, org. CRZZ — K w i d z y n , 1976 r.) należy
traktować t y l k o jako sygnał. Równolegle organizowa­
no środowiskowe i wojewódzkie przeglądy, m . i n . w r a ­
mach I i I I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej. For­
ma przeglądu lepiej zdaje się odpowiadać idei r u c h u
amatorskiego, w każdym razie mniej sprzyja jego k o ­
mercjalizacji i ambicjonalnym wynaturzeniom.
Konkursów i przeglądów dla amatorów nie będzie­
my omawiali na t y m miejscu, wykraczają bowiem poza
ramy tematu. Zwróćmy jedynie uwagę na f a k t wyraź­
nego zacierania się granic między twórczością ludową
i amatorską — zwłaszcza w malarstwie i rzeźbie.
Proces jest dwustronny, twórcy wiejscy inspirują
się m i e j s k i m i wzorami i odchodzą od zasad artystycz­
nego myślenia, cechujących tradycyjną sztukę ludową,
amatorzy zaś coraz częściej nawiązują właśnie do tych
zasad, do stylistyki ludowej.
Sytuacje są często zatarte, amatorzy paradują na
kiermaszach w „ludowych" kostiumach, sprawionych
specjalnie na takie okazje (np. Waraszkiewicz, Furgała),

164

lub też w sezonie t u r y s t y c z n y m przebierają się w stare
łachy (Toborowicz), aby wyglądać bardziej „ludowo",
p r y m i t y w n i e . Coraz t r u d n i e j zwłaszcza w rzeźbie i m a ­
larstwie oddzielić amatorów od twórców ludowych . N i e ­
kiedy zależy to t y l k o od świadomego przejęcia określo­
nej konwencji, od rodzaju przyjętej w danym okresie
stylistyki .
Na niektórych konkursach, zwłaszcza dotyczących
rzeźby i obrazów j w szkle, starano się eliminować ama­
torów (np. „2 konkurs współczesnej rzeźby ludowej K a r ­
pat Polskich"), kiedy indziej tworzono osobne grupy, np.
twórców ludowych, amatorów i młodzieży a w k o n ­
kursie rabczańskim („Malarstwo na szkle K a r p a t Pol­
skich") w ogóle zrezygnowano z jakiegokolwiek podzia­
łu wyodrębniając jedynie dzieci i młodzież .
Ogromna liczba konkursów, prawie jeden tygodnio­
wo, wskazują na popularność tej f o r m y działania. Przed
wojną, a nawet w pierwszych kilkunastu latach po w y ­
zwoleniu konkursy należały do imprez organizowanych
sporadycznie, obecnie należą do ulubionych f o r m dzia­
łania. Weszły one, podobnie jak wystawy, kiermasze, d n i
miast, święta jabłoni czy gwarków, cepeliady i festi5

e

7

8

9

�wale — do repertuaru współczesnej k u l t u r y popularnej,
do masowych f o r m r o z r y w k i i działalności oświatowo-upowszechnieniowej.
T r a k t u j e się je często jako rodzaj w y s t a w , a ściśle
mówiąc za etap przygotowawczy do nich. Organizato­
rzy cenią sobie podobne imprezy, dają i m bowiem po­
czucie dobrze spełnionego obowiązku, popierania sztu­
k i ludowej, działalności na polu k u l t u r y . Wiedzą, że ich
działalność uznana będzie za pożyteczną.
K o n k u r s y są przy t y m bezpieczne, nie budzą k o n ­
t r o w e r s j i , a gdy temat ich jest odppwiednio w y b r a n y —
t r a k t u j e się je jako „ważne" bez względu na rezultaty
artystyczne. Uznaje się je za łatwą i efektowną formę
uświetnienia rocznic. D a w n i e j bito z takiej okazji me­
dale — obecnie ogłasza się konkurs i w y d a j e okoliczno­
ściowe znaczki pocztowe oraz p l a k i e t k i . Czasem odnieść
można wrażenie, że inicjator n a j p i e r w decyduje się na
konkurs, jako formę wykazania swej aktywności, a do­
piero potem szuka tematu k o n k u r s u . Jest przeświadczo­
nym że czyni dobrze, pomaga, opiekuje się i byłby bardzo
zaskoczony, gdyby m u wskazano ujemne s k u t k i takiego
działania. Wszyscy są przekonani, że organizując k o n ­
kursy, kiermasze, a nawet plenery, są mecenasami, wręcz
dobrodziejami sztuki. Niestety nieświadomość nie roz­
grzesza tych, którzy z urzędu mają obowiązek być świa­
d o m y m i . Pisałem w 1976 r. O sztuce ludowej,
kon­
kursach i kryteriach
ocen:
„Obrodziło w t y m r o k u wszędzie, jak Polska długa
i szeroka, w każdym p r a w i e województwie chcą się
szczycić i opiekować sztuką ludową. Robią kiermasze, t a r ­
gi, festiwale, cepeliady i sympozja. Gazety, muzea, insty­
tucje — nawet takie jak Straż Pożarna, każdy chce
swój k o n k u r s ogłosić. Zrobiła się moda na nie, na te
konkursy. Głównie dla rzeźbiarzy. Są okresy, gdy twór­
cy wyrobić się nie mogą, bo to — i na wojsko, i na
dziecko, na strażaka, Sienkiewicza, Żeromskiego, na te­
matykę religijną i na świecką. A do tego muszą rzeź­
bić na w y s t a w y regionalne, własne i krajowe, na k i e r ­
masze, targi, dla Desy i Cepelii, dla turystów z k r a j u
i zagranicy. Chciałoby się zawołać: Boże! Chroń nas

przed nadmiarem przyjaciół, bo od wrogów sami się
obronimy.
Poszczególne i n i c j a t y w y są oczywiście rozsądne, n i k t
nie podważa sensu targów czy konkursów. Rzecz t y l k o
w t y m , że — po pierwsze: nie wszystkie i n i c j a t y w y ,
a zwłaszcza konkursy, są sensowne i sprzyjają rozwo­
j o w i współczesnej twórczości l u d o w e j — po drugie: złe
jest, że i n i c j a t y w tych jest za dużo, że zaczęły prze­
kraczać możliwości twórców, rozsądną gospodarkę ich
uzdolnieniami.
Nadmiar imprez staje się groźny dla sztuki l u d o ­
w e j , jej losów, dla jej poziomu. H a m i l t o n w j e d n y m ze
swoich znakomitych felietonów pisał o zagłaskaniu kota
na śmierć. B o j ę się „zagłaskania" sztuki l u d o w e j " .
J Nadmiar konkursów prowadzi do obniżenia pozio­
mu prac, w y k o n y w a n y c h niemal zawsze w pośpiechu.
Mówił o t y m i pisał organizator w i e l u ważnych k o n ­
kursów, dyrektor M u z e u m Etnograficznego w T o r u n i u ,
Aleksander B ł a c h o w s k i . Świadomość tych niebezpie­
czeństw ma również Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki,
które w jednej z wewnętrznych i n s t r u k c j i postuluje p o d ­
noszenie poziomu konkursów, targów i festiwali sztuki
ludowej, dodając, że liczby tego t y p u imprez nie należy
zwiększać .
Wydaje się, że w d r u g i m półroczu 1977 i pierwszym
1978 r. sytuacja uległa poprawie (między i n n y m i również
na skutek ograniczenia możliwości finansowych poten­
cjalnych organizatorów). Zmniejszyła się liczba k o n k u r ­
sów „okazjalnych", więcej było natomiast konkursów
przeglądowych .
Poziom konkursów i urządzanych na zakończenie
wystaw zależał od dwóch podstawowych czynników:
stopnia żywotności samej dziedziny sztuki l u d o w e j oraz
kompetencji organizatorów. Tam gdzie zespół etnogra­
fów, plastyków i działaczy był nieprzygotowany, a w j u ­
ry przeważały głosy osób niezorientowanych w zagad­
nieniach artystycznych, zdarzały się w y s t a w y na n i s k i m
poziomie, wręcz popularyzujące wzorce drobnomieszczańskiego kiczu.
Miało to miejsce wówczas, gdy uczestnicy nadsyłali
prace odbiegające od t r a d y c y j n y c h f o r m , zgodne z współ1 0

11

n

13

165

�czesnymi upodobaniami ich środowiska. W t a k i c h sy­
tuacjach doświadczenie etnografa okazuje się często
niewystarczające. Nastawiony na f o r m y tradycyjne bywa
bezradny wobec rzeczy wykraczających poza konwencję
regionu. Źle jest, gdy odrzuca nowe rozwiązania, jako
nie mieszczące się w jego widzeniu t r a d y c j i , jeszcze
gorzej gdy staje na stanowisku, że ludowe jest to wszy­
stko, co stworzył z w e r y f i k o w a n y twórca l u d o w y .
W czasie, gdy twórca jest kontynuatorem d a w ­
nych f o r m t y l k o w niektórych sytuacjach i dziełach, a
odchodzi od nich, gdy pracuje dla własnej przyjemności,
— nie można go uznać za „ludowego" w e wszystkich
przejawach jego działalności. Stwierdzenie takie może
dziwić, może śmieszyć, niemniej wj'raza aktualną s y t u ­
ację, kiedy to twórca ludowy jest wyrazicielem jedno­
cześnie i dawnej estetyki i współczesnej. Jest to już bo­
w i e m nie ten twórca, oo przed kilkudziesięciu laty i sko­
ro chcemy go nadal tak nazywać, to przyjmując k o n ­
sekwencje zaszłych przemian.
Konieczna jest więc postawa oceniająca, i to nie
tylko z pozycji dawnych wzorów regionalnej sztuki.
W okresie gdy wieś odchodzi od f o r m t r a d y c y j n y c h i po­
jawiają się w y t w o r y bliskie estetyce bazarowej, gdy
trzeba nie t y l k o odrzucić rzeczy nietypowe, ale i do­
strzegać nowe i ciekawe — zdecydowanie zwiększa się
rola plastyka, zarówno w komisjach „Cepelii", jak i w
j u r y konkursów.
A l e osób przygotowanych do tych zadań nie jest
wiele, jako że sztuka ludowa pominięta jest w progra­
mie uczelni artystycznych. Potrzebne jest więc dokształ­
canie plastyków, stykających się w swej praktyce z l u ­
dową twórczością. Jedną z f o r m takiego dokształcania
są wykłady, seminaria i zajęcia na plenerach organizo­
wanych przez Centralny Ośrodek Metodyki Upowszech­
u

niania K u l t u r y dla instruktorów plastycznych wojewódz­
kich domów k u l t u r y . K u r s y dokształcające zamierza
rówież zorganizować „Cepelia" dla współpracujących
z nią plastyków, myśli o nich i muzealnictwo.
Podniesienie k w a l i f i k a c j i etnografów i plastyków
jest konieczne, jeśli chce się aby ocena j u r y mogła sta­
nowić jakiś drogowskaz dla twórców i publiczności.
Operowanie różnymi skalami wartości a niekiedy wręcz
niekompetencja członków k o m i s j i oceniających p r o w a ­
dzi do tego, że poszczególne rozstrzygnięcia przeczą so­
bie, a prace odrzucone w j e d n y m miejscu, nagradzane
są w i n n y m .
Pisząc ten tekst, tytułem próby pokazałem 6 plasty­
kom, etnografom i h i s t o r y k o m sztuki, zapraszanym w i e ­
lokrotnie do j u r y najważniejszych k r a j o w y c h k o n k u r ­
sów, zdjęcia prac nagrodzonych I , I I , I I I nagrodę i za­
ledwie wyróżnionych w jednym z wojewódzkich k o n ­
kursów. Prosiłem o uszeregowanie ich zgodnie z własną
oceną. Ponieważ chodziło o przedmioty z żelaza, zdję­
cia dawały podstawę do względnej obiektywnej oceny.
I nagrody zostały przez testowanych umieszczone na
miejscach trzecim i c z w a r t y m , natomiast na pierwszym
miejscu znalazły się w kolejności: prace wyróżnione,
trzecie nagrody, drugie nagrody. Wszyscy uważali prace
najwyżej oceniane na konkursie za przezdobione, mniej
„szlachetne" od pozostałych.
Nie ulega wątpliwości, że chodziło t u o wyraźną
różnicę przyjętych kryteriów artystycznych.
Jury, o czym pisałem już przed k i l k u l a t y , prze­
stają odgrywać rolę stymulatora procesów zachodzą­
cych we współczesnej twórczości l u d o w e j . Żeby stan
ten zmienić trzeba zrealizować postulaty sformułowa­
ne przez Aleksandra B ł a c h o w s k i e g o , ustalić w m i a ­
rę jednolite k r y t e r i a ocen.
1 5

le

1 7

l8

I I . 8. Władysław Chajec, Kamienica Górna, gm. Brzostek, w o j . tarnowskie, Poskromienie Hitlera,
drewno p o l i chrom., w y m . 37X34 cm., 1955 г. I I . 9. Wł. Chajec, Poskromienie
Hitlera,
drewno polichrom., wys. 37 cm., 1975 r.
l i . 10. Bronisław Chojęta, Adamów, w o j . siedleckie, Wojsko
Polskie,
1978 r.

1С 6

�167

�Skoro mowa o k r y t e r i a c h , trzeba dodać, że tylko
artystyczne czy etnograficzne nie wystarczają. Ważny
jest bowiem także (a czasem przede wszystkim) w y ­
dźwięk konkursu, jego rola animująca i stymulująca.
Posłużmy się przykładem 3 k o n k u r s u na współczesną
izeźbę ludową K a r p a t Polskich. Podobnie jak wcześniej­
sze również i ten k o n k u r s został przygotowany i zorga­
nizowany pod każdym względem wzorowo. Poziom na­
desłanych prac był znakomity, j u r y kompetentne, nagród
dużo. A przecież efekt końcowy skłaniał do refleksji.
Nagrody przeciwstawiły bowiem ośrodek paszyński resz­
cie K a r p a t . Zdecydowaną większość pierwszych i d r u ­
gich nagród przyznano Paszyniakom, i nie wyobrażam
sobie innej decyzji, b y l i znacznie lepsi. Na 45 zgłoszo­
nych osób aż 42 otrzymały wyróżnienia i nagrody. Pa­
szyn jest obecnie fenomenem w skali europejskiej.
Rzeźbi w n i m blisko połowa wsi, wzajemnie się i n s p i ­
rując i korygując. Podejmują niemal wyłącznie t e m a t y ­
kę sakralną, wciąż jeszcze dalecy od pokus komercja­
lizacji. Ale i n n i rzeźbiarze, rozproszeni po licznych
wsiach, poddani ciśnieniu różnych wzorów estetycznych
nie rozumieją dominanty Paszyna. P r y m i t y w nagrodzo­
nych rzeźb nie przemawia do nich. Są na i n n y m etapie
świadomości estetycznej. Szukają szeroko, co w sztuce
i i e zawsze przynosi sukces. Nagrody nie mogły więc być
dla nich żadnym drogowskazem. Jak zresztą mieli je
zrozumieć? Jako zachętę do rzeźbienia pod p r y m i t y w ?
Nonsens. Do zawężenia tematyki? Też nie... Do tego aby
,,być s o b ą " ? ; A czyż nie są sobą? Błachowski ma rację
1 9

domagając się komentarza przy decyzjach j u r y . A l e t u
nawet wyjaśnienie nie pomoże.
Po prostu sytuacja jest taka, że chyba najtrafniejszą
decyzją byłoby inne ustawienie k o n k u r s u . Takie, przy
którym wszyscy mieliby poczucie równych szans. Może
dałoby to wydzielenie ośrodka paszyńskiego, może p r z e j ­
ście na formułę ogólnopolskiego konkursu, w którym
M i k a i Oleksy znaleźliby równorzędnych partnerów w
burce, Chajcu czy Kołaczu.
Przykład ten wskazuje, że miarą skuteczności k o n ­
k u r s u jest jego rola w rzeczywistej a k t y w i z a c j i l u d o ­
wej twórczości i w rozwiązaniu konkretnych problemów
(p.p. adaptacji). Dlatego nie należy sądzić konkursu po
efekcie wystawy, bowiem dobry plastyk niemal zawsze
p o t r a f i z t r a f n i e wyselekcjonowanego materiału zrobić
ładną i budującą wystawę (vide: „Rodzina w sztuce
l u d o w e j " , Państwowe Muzeum Etnograficzne w W a r ­
szawie, art. p l . Krzysztof Burnatowicz).
A jakie w a r u n k i muszą zostać spełnione, aby k o n ­
kurs przyniósł optymalne rezultaty? Trzy wydają się
najważniejsze:
— sprecyzowanie zadań,
— przygotowanie,
— wykorzystanie rezultatów.
Wyraźne określenie zadania determinuje dwa pozo­
stałe w a r u n k i . Skoro np. k o n k u r s ma być tematyczny,
nie ma sensu obejmować n i m t a k i c h dziedzin jak haft,
zdobnictwo w metalu, garncarstwo czy snycerka. K i e d y
zaś konkurs ma na celu aktywizację jakiejś dziedziny,

I I . 11. Tadeusz B o r k o w s k i , Wiechlice, gm. Szprotawa, w o j . zielonogórskie, Kobieta
z bliźniakami,
wys. 31,5 cm.,
1976 г. I I . 12. E d w a r d Kołacz, Szczecin, Wesele, drewno, wys. 37,5 cm. 1977 г. I I . 13. Bolesław Suska, Budziska,
gm. Adamów, w o j . siedleckie, Złote -wesele, w y m . 33X46,5
11

168

12

�13
konieczne jest zapewnienie dalszych konsekwencji u j a w ­
nienia utalentowanych twórców i t d . Zadania są zresztą
różne i zawsze ważne jest wyraźne ich wytyczenie, sfor­
mułowanie o co chodzi, w j a k i m celu organizuje się
konkurs.
Opierając się na doświadczeniach omawianego okre­
su można wyodrębnić najczęściej spotykane zadania,
które konkurs ma zrealizować. Są to:
1 — informacja, orientacja w charakterze i stanie sztugi regionu, w potencjale twórców;
2 — aktywizacja środowisk,
zapobiegająca
procesom
obumierania twórczości l u d o w e j w danej dziedzi­
nie czy regionie;
3 — podnoszenie poziomu danej dziedziny prze,: stwo­
rzenie płaszczyzny k o n f r o n t a c j i i r y w a l i z a c j i ;
4 — ingerencja w twórczość, zarówno prze/- postawie­
nie nowych zadań (wymagających adaptacji daw­
nych form), jak i narzucenie t e m a t u ;
5 — działalność dydaktyczna, zmierzająca poprzez se­
lekcję i nagrody, do kształtowania świadomości
estetycznej współczesnej w s i ;
6 — pozyskanie dla celów muzealnych, dokumentacyj­
nych czy sprzedażnych wytworów sztuki ludowej,
zwłaszcza o t r a d y c y j n y m charakterze. Odtworze­
nie obrazu dawnej sztuki l u d o w e j ;
7 — stworzenie uzdolnionym jednostkom szansy wypo­
wiedzi twórczej u t r u d n i o n e j w normalnych w a r u n ­
kach (np. rola Biennale Fajansu dla samodzielnej
wypowiedzi w malarstwie na ceramice robot.iic
Włocławskiego Zakładu C e r a m i k i Stołowej);
8 — traktowanie k o n k u r s u jako imprezy oklicznościow e j , reprezentacyjnej.

W praktyce konkursy realizują często równocześnie
k i l k a zadań, np. informują o sytuacji w jakiejś dziedzi­
nie, a jednocześnie sprzyjają podtrzymaniu dawnych
umiejętności i powstaniu wartościowych prac. Niemal
zawsze można jednak wskazać na zadanie podstawowe.
Od prawidłowego sformułowania takiego zadania za­
leży przede wszystkim rezultat konkursu, jego znacze­
nie dla procesów zr.chodzących współcześnie w sztuce l u ­
dowej.
D r u g i m czynnikiem, który przesądza w w i e l u p r z y ­
padkach o rezultacie jest organizacyjne przygotowanie
konkursu, a więc jasne sprecyzowanie jego warunków,
powiadomienie i zainteresowanie twórców \ Okazuje
się jednak, że niejednokrotnie czynności to uważano za
mało istotne, poprzestając na skąpej i n f o r m a c j i w m i e j ­
scowej gazecie i w l o k a l n y m programie r a d i o w y m . Rzecz
prosta odbijało się to na f r e k w e n c j i , a co gorsza w y w o ­
ływało żal u twórców, którzy nie zostali zawiadomieni.
2

Nieznajomość spraw i ludzi prowadzi czasem do
wręcz zabawnych sytuacji. Oto np. organizatorzy jedne­
go z konkursów o tematyce w o j s k o w e j zaprosili do
udziału Stanisława Marcisza. Ale Marcisz jest ptaszkarzem i nigdy jeszcze nie rzeźbił ludzkiej postaci. Za­
proszony nie śmiał odmówić. Długo myślał, wreszcie
zrobił dużego pingwina stojącego na baczność. Skonster­
nowani organizatorzy z miejsca odrzucili pingwina, u w a ­
żając, że nie jest na temat. A czego się mogli spodzie­
wać po ptaszkarzu? Marcisz poczuł się skrzywdzony
i miał rację.
Jak duże znaczenie ma przygotowanie konkursu, a
w t y m wybór t e r m i n u , wskazuje przykład dwóch imprez
269

�zorganizowanych w t y m samym r o k u i w dużej mierze
na p r a w i e t y m samym obszarze.
Oto na przełomie 1976 i 1977 r. A n t o n i Sledziewski
wraz z grupą studentów Wyższej Szkoły Pedagogicznej
w Siedlcach przeprowadził solidną akcję rozpoznawczą
i zachęcającą we wsiach, które znał już z prowadzo­
nych w 1956 r. badań terenowych. Interesował go po­
tencjał
umiejętności
wycinankarskich istniejący
po
20 latach. W y n i k i przeszły wszelkie oczekiwania.- 20 k o ­
biet nadesłało ponad 700 wycinanek, przeważnie znako­
mitych.
W k i l k a miesięcy później ogłoszono w Łukowie w o ­
jewódzki konkurs na sztukę ludową. T e r m i n wyznaczo­
no na późną wiosnę. Poprzestano na i n f o r m a c j i w p r a ­
sie i lokalnej rozgłośni. Otrzymano sporo dobrych t k a n i n
(w województwie t k a się jeszcze na własne potrzeby),
natomiast sądząc po rezultatach k o n k u r s u sytuacja rzeź­
by i w y c i n a n k i wydawała się opłakana. A przecież dob­
rze wiadomo, że w rzeczywistości jest inaczej. Spośród
znakomitych wycinankarek wystawiających w Siedlcach
żadna nie wzięła udziału. Dlaczego? B r a k i n f o r m a c j i ,
zachęty? A może racjonalna ocena sytuacji przez kobie­
ty, które mogły sądzić, że skoro raz obesłały konkurs
to drugie zawiadomienie już ich nie dotyczy. Zresztą
i t e r m i n w y b r a l i organizatorzy niefortunnie, dopasowu­
jąc go chyba do wygody swojej, a nie ludzi wsi. Tkacz­
k i dopisały — ponieważ przysłały to, co zrobiły wcześ­
niej, ale rzeźbiarze, którzy sukcesywnie oddają gotowe
prace do „Cepelii" i B H Z „Desy", albo nie wzięli udzia­
łu, albo zrobili naprędce byle co. M i e l i zresztą w pers­
pektywie najbliższych tygodni kiermasze w Warszawie,
Płocku, Kazimierzu, Krakowie...
D w a konkursy. Jeden z sensem, drugi t y l k o w r a ­
mach „akcji"...

II.

no

A teraz p r z y j r z y j m y się innemu przykładowi, zna­
komicie wyjaśniającemu wagę wszystkich trzech, wspo­
mnianych wyżej, warunków — k o n k u r s o w i na k o w a l ­
stwo ludowe w o j . radomskiego. Omawia go na i n n y m
miejscu w . t y m numerze „Polskiej Sztuki L u d o w e j " d y ­
rektor Muzeum Wsi Radomskiej — dr Stefan Rosiński,
inicjator i komisarz k o n k u r s u .
Już przyjrzenie się zamieszczonym w tekście tabe­
lom przekonuje, iż dzięki uprzednim penetracjom, roz­
mowom i namowom liczba uczestników tego konkursu
była znacznie wyższa niż w poprzednich. Starzy kowale
wracali do kuźni, aby wykonać na konkurs niegdyś w y ­
konywane przedmioty. Wiedzieli z regulaminu, że „wy­
konane na konkurs przedmioty nie wolno spawać. N a ­
leży je łączyć s t a r y m i technikami, kucia na gorąco l u b
nitowania". Było to zrozumiałe, jako że zadaniem k o n ­
kursu miało być: „1 — ożywić ginące tradycje zdobnic­
twa w metalu o charakterze użytkowym i artystycznym,
2 — pozyskanie oryginalnych, wartościowych prac o w y ­
sokich walorach artystycznych dla potrzeb muzeal­
nych".
Pomijając błędy gramatyczne tekstów warto się za­
stanowić nad efektami tak pomyślnego k o n k u r s u . P r z y ­
niósł on sporo bosaków, okuć dyszli, zawiasów, klamek,
zasuwek, krzyży, a także k i l k a świeczników i krat. Po­
kazano wszystko na wystawie — jak biżuterię, każdy
eksponat oddzielnie, w oderwaniu od r o l i i miejsca
tego przedmiotu w d a w n y m życiu wsi.
D r u g i postulat został więc zrealizowany, pozyskano
prace do muzeum. Nasuwa się jednak pytanie, czy w t e ­
dy gdy można znaleźć autentyczne przedmioty ma sens
ich odtwarzanie. Wszak nadesłane na konkurs są t y l k o

14. Władysław Potoniec, Rogi, w o j . krośnieńskie, Grający Anioł, wys. 22,5 cm., 1978 г. I I . 15. Wojciech Oleksy,
Paszyn, w o j . nowosądeckie, Sw. Jerzy, drewno, wys. 45 cm.

�П. 16. Zenon Głód, Paszyn, w o j . nowosądeckie,
z Chrystusem,
wys. 55 cm.

r e k o n s t r u k c j a m i niegdyś w y r a b i a n y c h . Można też ży­
wić obawę, czy takie przedmioty są identyczne z d a w ­
n y m i . Inaczej przecież r o b i się skobel do d r z w i w obej­
ściu, a inaczej na konkurs, dla muzeum. Czy nie w s k a ­
zuje na to bogata ornamentyka najprostszych wyrobów,
tak zresztą wysoko ceniona przez j u r y ?
W t y m miejscu można zauważyć, że obfita dekora­
cja b y n a j m n i e j nie oznacza artyzmu, a zwykły zawias
pasowy może być znacznie piękniejszy w swych propor­
cjach od bogato ornamentowanego.
Oczywiście odtworzenie dawnych, dziś już nie f u n k ­
cjonalnych przedmiotów może być w różnych sytuacjach
celowe. Nie jest jednak „ożywieniem ginących t r a d y ­
c j i " . Nie sądzę też, aby było dostatecznym uzasadnie­
niem tego k o n k u r s u . Z b y t w i e l k a jest bowiem dyspro­
porcja między wkładem sił i środków na jego realizację,
a osiągniętym rezultatem.
Gdyby chodziło o dziedzinę już zamarłą, czy nie
funkcjonującą we własnym środowisku i przenoszoną do
cepeliowskiego handlu bez adaptacji, jak np. wycinankę,
konkurs o programie radomskiego byłby uzasadniony.
Ale rzecz w t y m , że kowalstwo jeszcze istnieje, że zmie­
nia się, żyje w swoim środowisku, i ma szansę wyjścia
na rynek w postaci adaptacji dawnych f o r m do współ­
czesnych potrzeb miasta.
Ożywienie kowalstwa musi więc oznaczać coś więcej
niż t y l k o rekonstrukcję dawnych f o r m dla muzeów, l o ­
k a l i publicznych i kolekcjonerów. Fakt, że kilkunastu
k o w a l i raz na k i l k a lat w y k o n a parę przedmiotów k u ­
tych i łączonych t r a d y c y j n i e nie jest żadnym ożywie­
niem t r a d y c y j n y c h umiejętności.

Kapliczka

Rzeczywiste ożywienie możliwe jest pod w a r u n k i e m ,
że stworzy się n o w y r y n e k zbytu i zapewni k o n t y n u a ­
cję dawnych t r a d y c j i .
Nowy rynek zbytu to z jednej strony adaptacja dla
odbiorcy miejskiego, a z drugiej obecna moda na ozdob­
ne parkany żelazne i zdobione b r a m k i .
Adaptacje, o czym przekonują dotychczasowe rezul­
taty, są w większości ułomne. Nietrudno zrozumieć dla­
czego. K o w a l e nie znają z własnego doświadczenia f u n k ­
cji przedmiotów, które wykonują (stąd np. zadziory bez­
sensowne w przytrzymywaczach do książek), tworzą
rzeczy nowe, nie „oszlifowane" przez czas i korekturę
środowiska i — co najważniejsze — w w a r u n k a c h na­
kładania się na siebie różnych wzorów estetycznych.
Potrzebna jest i m pomoc ułatwiająca znalezienie właści­
w e j l i n i i myślenia artystycznego. Tradycje takiej współ­
pracy twórców ludowych z plastykami a n i m a t o r a m i są
w naszym k r a j u wyjątkowo bogate, żyją jeszcze ludzie
wiedzący „jak to się r o b i " , wprowadzeni nie gorzej od
etnografów w problematykę sztuki ludowej. Jeżeli dziś
nie wykorzysta się ich umiejętności i doświadczeń, j u t r o
będzie za późno, zerwana zostanie nić t r a d y c j i działań
Antoniego Buszka, Karola Stryjeńskiego, Eleonory P l u tyńskiej, K r y s t y n y Szczepanowskiej, czy M a r i i B u j a ­
kowej.
Druga sprawa dotyczy zagadnienia, które widać nie
tylko na przykładzie omawianego konkursu, chodzi o
kierunek zainteresowań — czy będzie n i m przeszłość czy
teraźniejszość?
Polem działania t r a d y c y j n i e zorientowanego etno­
grafa jest zazwyczaj k u l t u r a , która zanika. P i e r w i a s t k i

171

�18

17

I I . 17. A n d r z e j Konopacki, Zakopane, w o j . nowosądeckie, Anioł Gabriel, wys. 70 cm., 1978 г. I I . 18. Józef Orlecki,
Paszyn, Matka Boska,
w y m . 40X25 cm., 1977 r.

nowe wydają się w niej obce, rozsadzają dawne s t r u k ­
t u r y , a przy t y m sam fakt, że są — stwarza złudne po­
czucie, że się je zdąży później zarejestrować, podczas
gdy dawne f a k t y zanikną bezpowrotnie.
Postawa taka, zrozumiała w pierwszym okresie po
wojnie, już w sześćdziesiątych latach wiodła do p o m i j a ­
nia zjawisk nowszych, że wymienię t u choćby „dywa­
n y " malowane na papierze czy tkaninie. Nie intereso­
wano się na ogół tzw. sztuką jarmarczną, przejawami
zdobienia wnętrz, ścian, parkanów, charakterem prze­
mian w obrzędowości i t d .
Obecnie, gdy pole badań etnografa rozszerza s i ę ,
przedmiotem jego zainteresowania powinno być i to, co
przemija i to, co rozwija się. W naszym przypadku są
to m . i n . zdobione b r a m k i żelazne. One przecież są ży­
wą twórczością, zgodną z upodobaniami twórców i od­
biorców.
A l e konkurs pomija je, e l i m i n u j e już z r a c j i d e f i ­
n i c j i . Regulamin zakłada bowiem łączenie żelaza n i t a ­
m i lub zgrzewaniem, podczas gdy obecnie kowale posłu­
gują się spawem, p a l n i k i e m acetylenowym.
Czy takie ograniczenie jest usprawiedliwione? K i e ­
dy chcemy r e k o n s t r u k c j i — tak, ale kiedy chcemy, że­
by kowalstwo istniało — nie. Technologia nie jest prze­
cież wartością abstrakcyjną i ponadczasową. Zgrzewa­
nie i nitowanie było naturalne i „postępowe" wtedy,
gdy kuźnie nie były zelektryfikowane, gdy nie stoso­
wano jeszcze powszechnie palnika acetylenowego.
Autentyczna sztuka ludowa zawsze wynikała z po­
szanowania materiału, narzędzia i techniki. Była przede
wszystkim logiczna. Dlatego współczesne kowalstwo jest
inne od dawnego i trudno oczekiwać, że uda się na21

172
T

mówić k o w a l i do stosowania przestarzałej technologii.
Chyba w skansenie, ale nie o to przecież chodzi.
B r a m k i żelazne zostały zresztą dostrzeżone . Z o r ­
ganizowano nawet pierwszy konkurs na nie, pół-prywatny, z i n i c j a t y w y art. plastyka Leszka D u t k i (Pisary pod
K r a k o w e m , październik 1977 г.), przy współudziale art.
plastyka A n n y Bogdanowiczowej, instruktora plastycz­
nego Krakowskiego Domu K u l t u r y . Sądzę, że nie jest
przypadkiem, iż i n i c j a t y w y nowe, przełamujące stereo­
typy myślenia, wychodzą tak często właśnie ze środo­
wiska plastyków .
A l e dla ożywienia kowalstwa ważne jest również za­
gwarantowanie ciągłości zawodu. Ta sprawa (podobnie
jak adaptacje) przekracza
możliwości
organizatorów
konkursu, a zależy już t y l k o od „Cepelii". Jest złożona
i trudna, podobnie jak los garncarstwa, wymaga bo­
wiem:
— stworzenia trwałego r y n k u zbytu,
— g w a r a n c j i stałej pracy i odpowiedniego zarobku dla
młodych, podejmujących się zawodu a r t y s t y - k o w a l a ,
— stworzenia warunków s t a r y m mistrzom do przyucza­
nia młodych adeptów zawodu (obecnie brak nawet
podstaw p r a w n y c h dla takiej działalności).
Jeśli się tych spraw nie rozwiąże, k o n k u r s y w r o ­
dzaju radomskiego będą miały rolę ograniczoną. U j a w ­
nią ludzi, z którymi nie bardzo wiadomo, co dalej
robić .
Doskonałym przykładem k o n k u r s u konsekwentnie
pomyślanego i zrealizowanego są „kwiaty polskie", i m ­
preza co r o k u powtarzana przez Myślenicki D o m K u l ­
t u r y . Ciągłość imprezy, stały kontakt z uczestnikami,
zapewnienie i m zbytu i różnych satysfakcji spowodowa22

! S

2 I

�ly, że w 1978 r. zgłosiło się 77 uczestników, w t y m duża
grupa dzieci i młodzieży. Na dwóch wystawach (dzieci
i dorosłych) pokazano ponad 460 prac, w t y m 35 pają­
ków ze słomy i bibuły. Jan Koczwara, inicjator i orga­
nizator imprezy, przyjął szeroką formułę k o n k u r s u , okre­
ślając w regulaminie, iż „...można też przygotować ozdo­
by użyteczne we współczesnym wnętrzu mieszkalnym,
o nowych formach, wykonane z t r a d y c y j n y c h i współ­
czesnych materiałów".
Nie chodzi t u o porównywanie konkursów, oczywi­
ste jest, że kowalstwo nastręcza znacznie więcej prob­
lemów t r u d n y c h do rozwiązania, ale o sformułowanie
celu i pełny sens imprezy.
Gdyby k o n k u r s u radomskiego nie było, niewiele by
się zmieniło. Gdyby nie było myślenickiego — kariera
kwiatów z T o k a r n i byłaby mniejsza, i nie zaintereso­
wano by w y r o b e m kwiatów dzieci i młodzieży. Gdyby
jednak nie było k o n k u r s u w Zalipiu, można niemal
z pewnością powiedzieć, że nie istniałyby już malowane
domy na Powiślu Dąbrowskim. Może by ktoś, gdzieś —
póki żyje — zdobił swój dom m a l o w a n y m i k w i a t a m i ,
ale jako zjawisko żywe ta dziedzina sztuki znikłaby
zupełnie.
W podobnych przypadkach znaczenie
konkursów
jest ogromne. T y l k o konkursy podtrzymać mogą t r a d y ­
cje malowania domów na K u j a w a c h oraz na sypanie
wzorów piaskiem. T y l k o dzięki k o n k u r s o m rozwinęła
się malowanka na papierze robotnic Włocławskiej Fa­
b r y k i Fajansu.
Stymulacyjna rolą konkursów, która polega w p r z y ­
2 5

padku rękodzieła, zdobnictwa i plastyki obrzędowej na
p o d t r z y m y w a n i u (względnie adaptowaniu) t r a d y c y j n y c h
f o r m — w sztuce f i g u r a t y w n e j wiedzie do różnego r o ­
dzaju zmian. Przede wszystkim w tematyce, ale nieje­
dnokrotnie również i w strukturze artystycznego m y ­
ślenia.
Zmiany w tematyce, nie pociągające za sobą odej­
ścia od dawnej g r a m a t y k i f o r m , występują przede wszy­
stkim tam, gdzie silna jest presja warsztatu. Widać to
wyraźnie na przykładzie t k a n i n y dwuosnowowej. M y ­
ślenie kategoriami warsztatu tkackiego pomaga w zna­
lezieniu skrótowej symbolicznej f o r m y ujęcia tematu.
Silnie zakorzenione poczucie porządku wiedzie' do po­
szanowania zasad symetrii, ładu, równowagi kompozy­
cji. Dlatego tkanina dwuosnowowa — niezależnie od te­
m a t y k i — jest przede wszystkim płaszczyzną rytmiczną,
w której elementy znaczące są zarazem m o t y w a m i orna­
mentalnymi — podporządkowane kompozycji całości.
Elementy tematyczne występowały i w dawnej t k a ­
ninie podwójnej. M o t y w „zwierza" w dywanach A l f r e ­
da Jaroszewicza czy Scholastyki K r u p o w i c z rozwiązany
był dekoracyjnie, co nie przeszkadza, że odczytujemy
bez t r u d u jego postać. Wprowadzenie innego elementu
tematycznego nie zmieniło więc charakteru kompozycji.
M o t y w pracownika leśnego, żołnierza czy czołgu nadal
zachowuje swą podwójną rolę — jest elementem zdob­
niczym, zbudowanym zgodnie z d y r e k t y w a m i procesu
tkackiego a jednocześnie schematem postaci czy rzeczy.
Inna, trudniejsza jest sytuacja w malarstwie i rzeź­
bie. Presja warsztatu i t w o r z y w a są w nich znacznie

I I . 19. Józef Słonina, Bogdanówka, w o j . krakowskie, Między aniołem
a diabłem,
wys. 69 cm. Rzeźba z pokonkurso­
wej w y s t a w y : „Twórczość plastyczna artystów nieprofesjonalnych i twórców ludowych regionu Myślenickiego",
XII/77 — 1/1978 г. I I . 20. Jan Zachwieja, Szczawnica, w o j . nowosądeckie, Chrystus Frasobliwy, żelazo, w y s . 32 cm.,
1977 r.

273

�П. 21. Grzegorz Szewczyk, Kozienice, w o j . radomskie, Wchodzenie na słup, drewno polichromowane, wys. 105 c m ,
1978 г. I I . 22. Stanisław Denkiewicz, Jedlnia Kościelna, w o j . radomskie, Wchodzenie na słup, rzeźba w drewnie, wys.
75 cm., 1978 r.

mniejsze, natomiast wyraźnie widoczne jest dążenie do
perfekcjonizmu, do ujęcia ilustracyjnego. A l e wiąże się
to z przełamaniem s t r u k t u r y wypowiedzi artystycznej,
cechującej sztukę ludową i różniącą ją od plastyki ama­
torów. Wielu rzeźbiarzy, podejmując nową tematykę,
traci kontakt z t r a d y c y j n y m i schematami wypowiedzi,
a brak i m opanowania rzemiosła, i znajomości anatomii,
by wyrazić swe zamierzenie w sposób świadomy i a r t y ­
styczny.
Siłą rzeźby l u d o w e j była i jest jej umowność, ład
f o r m y , w y r a z — osiągnięte nawet w drodze deformacji
bryły, zmiany proporcji poszczególnych elementów. We
współczesnej rzeźbie tematycznej nieznajomość anato­
m i i i trudności warsztatowe — przy ambicjach r e a l i ­
stycznego t r a k t o w a n i a tematu prowadzą często do p r y ­
m i t y w n e j naiwności, spotykanej w licznych pracach nad­
syłanych na konkursy.
Wyobraźnia rozsadza często strukturę myślenia wła­
ściwą sztuce ludowej, stawia twórcę wobec konieczno­
ści znalezienia właściwej f o r m y dla wyrażenia tematu.
K i e d y temat nie wywołuje skojarzenia, nie k l a r u j e
się w wyobraźni twórcy, dzieło jest po prostu niecieka­
we, gorsze niż realizacje tematów dobrze znanych. Przy­
kładem tego mogą być rzeźby zrobione na konkursy
o tematyce nie angażującej twórcy, niewiele mu mó­

174

wiącej. Wzorem b y w a wówczas popularny wizerunek
znany z książki szkolnej l u b gazety.
Niejednokrotnie rzeźbiarze sięgają po podpórkę w
postaci znanego sobie schematu ikonograficznego, pod
który podciągają zadany i m temat. W ten sposób „Osta­
tnia Wieczerza" staje się wzorem dla „Rodziny przy
stole", „Narady p r o d u k c y j n e j " czy „Wesela"; „Frasobli­
w y " dla K o p e r n i k a ; „Matka Boska z Dzieciątkiem" —
dla postaci m a t k i K o p e r n i k a z małym astronomem na
ręku; pomnik na postumencie — dla pisarzy i poetów;
Święty Michał — dla rycerzy i królów i t d .
T y l k o najbardziej utalentowani rzeźbiarze i mala­
rze znajdują własną i ciekawą formułę kompozycyjną
dla podejmowanej t e m a t y k i . Dzieje się tak właśnie w t e cly, gdy impuls pochodzi z ich przemyśleń, z ich po­
trzeby wewnętrznej. Najczęściej jest nią głębokie prze­
życie treści religijnych, interpretacja scen b i b l i j n y c h
czy ważnych wydarzeń w życiu narodu (Władysław Cha­
jec, Zygmunt Skrętowicz, Józef L u r k a , Roman Siedź).
Na ogół wyższy poziom konkursów o tematyce r e l i ­
gijnej w y n i k a prawdopodobnie z f a k t u , iż podejmowane
schematy ikonograficzne są powszechnie znane, a poza
t y m budzą oddźwięk emocjonalny i są „ważne". N i e m a ­
łe znaczenie ma też fakt, że te same tematy podejmo­
wane są przez twórcę wielokrotnie, a więc głębiej prze-

�myślane i szlifowane w kolejnych wariantach. A l e i w
tematyce sakralnej zmiana f u n k c j i z r e l i g i j n e j na este­
tyczną — odbiła się na poziomie, toteż coraz więcej
spotyka się na konkursach prac schematycznych a na­
wet złych.
K o n k u r s y o nowej tematyce z n a t u r y rzeczy inge­
rują w świadomość twórców. Sprzyjają rozbijaniu d a w ­
nych s t r u k t u r artystycznego myślenia, zacieraniu się
granic między twórczością ludową a nie-ludową. Coraz
częściej sukcesy* na takich konkursach odnoszą amato­
rzy z miast, świadomie przyjmujący konwencję „ludo­
wą", podczas gdy twórcy wiejscy szukają wzorów w
ilustracjach, telewizji, odchodzą od tego, co dawniej
było ich siłą, a nie mają jeszcze świadomości, która
by i m pozwoliła na wtórne podjęcie schematów „lu­
d o w e j " rzeźby.
Czemu więc organizuje się tematyczne konkursy?
Czego się po nich oczekuje? Można sądzić, że przede
wszystkim odejścia od dawnych wzorów ikonograficz­
nych, od t e m a t y k i r e l i g i j n e j . N o w y rozszerzony krąg
tematów silniej ma związać twórcę z problemami któ­
r y m i żyje k r a j , z jego historią i teraźniejszością. W
sztuce ludowej szuka się w i z e r u n k u życia, niemal do­
kumentu .
Ee

Wskazują na to nawet tytuły niektórych konkursów:
„Dziecko w sztuce l u d o w e j " , „Rolnik i jego praca w
twórczości l u d o w e j " , „Wielcy Polacy w rzeźbie l u d o ­
w e j " , „Kopernik w rzeźbie l u d o w e j " , „Las w sztuce
l u d o w e j " , „Strażak w rzeźbie l u d o w e j " , „Żołnierz obroń­
cą i b u d o w n i c z y m " , „Sport w sztuce l u d o w e j " , „Wieś
kielecka w 30-leciu PRL", „Ziemia kielecka i jej ludzie
w twórczości Stefana Żeromskiego", „Wojsko w sztuce
ludowej" itd.
Jak widać wachlarz tematyczny spory. Niektóre ha­
sła znane są autorom z codziennej obserwacji, inne —
np. „Kopernik" czy „Wielcy Polacy" zdolne wywołać
oddźwięk, a więc zaangażować artystę * , ale obawiam
7

li.

23. Jerzy Krześnich, Przeciąganie

się, że np. temat „Ziemia kielecka i jej ludzie w twór­
czości Stefana Żeromskiego" nie u wszystkich budził
ciąg emocjonalnych skojarzeń.
N a j m n i e j ciekawe są odpowiedzi na temat znany
z codziennej obserwacji. Weźmy sygnał wywoławczy
„strażak". Ciąg skojarzeń idzie t u w dwóch kierunkach.
Jeden — bohater, a więc Sw. F l o r i a n , drugi — scena
pożaru, czyli makieta płonącego domu, miotające się
f i g u r k i , narracja. Pierwsze rozwiązanie nie daje nicze­
go, co prawda nie szkodzi ale i nie pomaga; drugie
natomiast skutecznie przyczynia się do degrengolady
rzeźby, do robienia makiet i kukiełek. (Tylko nieliczni,
jak Madej, umieją w tej konwencji zachować cechy l u ­
dowej rzeźby, zorganizować przestrzeń, sytuację).
P r z y j r z y j m y się rzeźbom i t k a n i n o m nadesłanym
na konkursy „Rolnik i jego praca" czy „Rodzina w
sztuce l u d o w e j " . Bez t r u d u można wydzielić k i l k a , n a j ­
wyżej kilkanaście schematów odpowiedzi.
Co więc wnieśli nowego twórcy do naszej wiedzy
0 ich życiu? Dr Jan Krzysztof M a k u l s k i we wstępie do
katalogu pokonkursowej w y s t a w y „Rodzina w polskiej
sztuce l u d o w e j " pisze: „Wydaje się, że obok głębokich
przeżyć estetycznych udziałem zwiedzających wystawę
może być szersze niż dotychczas spojrzenie na zagad­
nienia w s i , na jej współczesne problemy... Okazuje się,
że praktycznie w każdym materiale i każdą techniką
można wyrazić głęboką prawdę o znaczeniu społecznym
1 k u l t u r a l n y m wspólnoty rodzinnej ... Można śmiało
powiedzieć, że w ten sposób otrzymaliśmy bogatą mono­
grafię pewnego ważnego elementu k u l t u r y współczes­
nej w s i , widzianą nie t y l k o w t r a d y c y j n y m w y m i a r z e
sztuki i perspektywie t r a d y c y j n e j k u l t u r y ludowej, lecz
ukierunkowaną w poważnym stopniu na współczesność
i przemiany j a k i m w dobie współczesnej podlega. I chy­
ba w t y m należy upatrywać wartości k o n k u r s u i jego
wyników..."
A więc sukces, artystyczny — a przede wszystkim
w płaszczyźnie poznawczej! Spójrzmy na f a k t y . 420 a u ­

liny,

w y m . 25X78 ст.,

1978

r.

175

�II.

24. Ewelina Pęksowa, Zakopane,

torów nadesłało na konkurs 2100 prac. Nie na temat
i pozbawionych „elementów sztuki l u d o w e j " było 800
prac 153 twórców. Na wystawie w Państwowym M u ­
zeum Etnograficznym w Warszawie (maj—lipiec 1977 r.)
pokazano 178 eksponatów, a więc 8,5%. W t y m zaledwie
3—4 rzeźby o poziomie wyższym od przeciętnego (dla
tych twórców), 3—4 b. dobre obrazy na szkle, dobre
tkaniny (ale nie lepsze od dotychczas w y k o n y w a n y c h
przez twórczynie białostockie). Niezła ceramika. Tyle
od strony a r t y s t y c z n e j .
A wartość i n f o r m a c y j n a wystawy?
Czy rzeczywiście wnosi coś więcej, niż w i e m y z re­
portaży, filmów, literatury? Sądzę, że nawet przejrze­
nie książki Danuty M a r k o w s k i e j , Rodzina w
społecz­
ności wiejskiej
(Warszawa 1977 r.) ukaże nam obraz
nieporównanie głębszy i mniej wyidealizowany.
Jeszcze silniej idealizacja doszła do głosu w k o n ­
kursie „Dziecko w sztuce l u d o w e j " (Toruń 1976 г.). Sen­
tymentalne ujęcia wzruszały być może patrzących, ale
nie sądzę, żeby miały wartość poznawczą, mówiły to,
czego nie powiedzieli dotąd tysiąc razy dziennikarze,
autorzy pamiętników i t d . (Na konkurs przysłało ekspo­
naty 372 autorów, z a k w a l i f i k o w a n o na wystawę 87).
Przy oglądaniu prac zgłoszonych na konkurs „Rol­
nik i jego praca..." (wystawa: Kraków, lipiec 1978 r.)
ss

176

1

Korzenie,

obraz na szkle, 1977 r.

uderzał ich wręcz antypoznawczy wydźwięk. U j a w n i a
to najlepiej konfrontacja zamierzeń z efektami. Regu­
l a m i n tak określał cel k o n k u r s u :
„1. (...) umożliwienie wszystkim twórcom l u d o w y m ,
utalentowanym ludziom na w s i stworzenie oryginalnych
dzieł sztuki ludowej, opiewających człowieka pracy na
wsi. (Tak, jakby bez konkursu nie mogli tego uczy­
nić! — A.J.).
2. Szczególnie chodzi o ukazanie r a n g i zawodu r o l n i ­
ka, jego t r u d u i wysiłku zarówno d a w n i e j jak i dzisiaj
— kiedy w a r u n k i pracy i życia tak bardzo zmieniają
się na w s i . (...)".
Nadesłano 1834 prace, z czego 137 nie na temat. O d ­
rzucono 1313 prac czyli 69%.
We wszystkich przedmiotach niezależnie od ich w a r ­
tości artystycznej (dobre obrazy na szkle, k i l k a t k a n i n
podwójnych) uderzało jedno —• niemal absolutne po­
minięcie t e m a t y k i współczesnej. Takie same eksponaty
mogłyby się znaleźć na w y s t a w i e w 1939 r o k u czy je­
szcze wcześniej (trzeba by t y l k o wyrzucić k i l k a rzeźb
z t r a k t o r a m i , kombajnem i telewizorem).
Sądząc po nadesłanych eksponatach nic się na w s i
nie zmieniło, ani w sposobie pracy, ani w w a r u n k a c h
życia. Czyżbyśmy więc m i e l i do czynienia z twórcami,
głęboko tkwiącymi w dawnych s t r u k t u r a c h myślowych,

�II.

25.

Ewelina

Pęksowa,

Zakopane, Moja Jabłoń,
58,5X48 cm., 1977 r.

żyjącymi w odległych wsiach, do których nie dotarły
jeszcze ani t r a k t o r y , ani elektryfikacja? Nie, rzecz
t y l k o w t y m , że nie wolno stawiać znaku równości mię­
dzy świadomością twórcy a jego dziełem. K o n k u r s p r z y ­
pomniał o t y m w sposób wyjątkowo jaskrawy.
Przypuszczać można, że twórcy mając do w y b o r u
pokazanie tego co było, i co znają z licznych stereoty­
pów (orka, siew itd.) — oraz tego co nowe i jeszcze nie
oswojone przez plastyczną konwencję, w y b i e r a l i roz­
wiązanie łatwiejsze, a zarazem bliższe
emocjonalnie.
Chcieli pokazać widzom — jak było, bo to jak jest
każdy wie, jeśli nawet nie z obserwacji, to z filmów,
telewizji i fotografii.
Oczywiście i taka konstatacja może być ciekawa
dla socjologa czy psychologa, podobnie jak frapujące
może być analizowanie trwałości pewnych stereotypów
myślowych i - wyobrażeniowych, ale nie w t y m celu
ogłasza się k o n k u r s y tematyczne. Pozbawione k o m e n ­
tarza, nie są żadnym „zwierciadłem p r z e m i a n " świado­
mości twórców, a ich wartość poznawcza może być —
jak widać — niewielka.
Nie znaczy to, że k o n k u r s y tematyczne pozbawione
są sensu. M i n i m a l n a jest t y l k o ich rola dydaktyczna
i nie one — a życie, rzeczywistość i środki masowego

obraz

na

szkle, w y m .

przekazu kształtują nową świadomość twórców i p u ­
bliczności. K o n k u r s y wpływają jedynie na zmianę spo­
sobu artystycznego myślenia, właściwego dawnej sztuce
ludowej. Ingerują nie w świadomość polityczną,
leci
artystyczną. A przecież nie o to chodzi.
Na pewno ważne jest uświetnianie rocznic, propa­
gowanie higieny, czytelnictwa, sportu i nawozów sztu­
cznych — ale niekoniecznie musi się w t y m celu ogła­
szać konkurs na sztukę ludową. Przede wszystkim dla­
tego, że jest to mało skuteczne, a po wtóre — ponieważ
nie robi to dobrze ludowej sztuce, którą wszyscy chcą
przecież popierać, hołubić i „wprowadzać w n u r t k u l ­
t u r y narodowej".
Sztuka t y m różni się od rzemiosła, że występuje
w niej pierwiastek twórczości. Sztuka (ludowa również)
w y n i k a z nadwyżki emocji, z przeżycia, z potrzeby w y ­
rażenia swych doznań — zmysłowych czy psychicznych.
Młócka konkursowa nie sprzyja zaangażowaniu, spro­
wadza twórczość do rękodzieła, i to często t y l k o z t y ­
tułu „artystycznego".
Mają sens konkursy, ale takie, które zdolne są po­
ruszyć wyobraźnię artysty, które angażują go emocjo­
nalnie, a przy t y m pozwalają na wypowiedź zgodną
z podstawowymi cechami t r a d y c y j n e j sztuki ludowej.

177

�Tam, gdzie rzeźbiarz czy malarz (bo w tych dziedzi­
nach sugestia tematyczna może być najlepszym bodź­
cem dla fantazji) rozumie temat, czuje że ma w tej
sprawie coś do powiedzenia — impuls tematyczny może
przyczynić się do powstania prac interesujących. P r z y ­
kładem „Kopernik w rzeźbie l u d o w e j " , „Wielcy Po­
lacy...", a także konkursy o tematyce w o j s k o w e j .
Wiele rzeźb i obrazów na tych konkursach wniosło
wartości, których nie znajdziemy w sztuce profesjonal­
nej. K o p e r n i k , Ojciec Kolbe, Korczak — naprawdę ob­
chodzili twórców. A l e są to tematy ważne i odświętne,
podobnie jak „odświętne" jest wojsko czy historia nal o d u , a przy t y m jeszcze nie „skodyfikowane", a więc
prowokujące do znalezienia własnego w y r a z u dla tego
tematu.
Rzeźby i obrazy o tej tematyce mogą być t w o r z o ­
ne również i nie na k o n k u r s . A d a m Zegadło swojego
K o p e r n i k a wystrugał jeszcze przed toruńskim k o n k u r ­
sem, a jeden z w i e j s k i c h świątkarzy, pokazując swe
prace objaśniał, że są wśród nich świątki religijne, h i ­
storyczne i państwowe. Natomiast trudno wyobrazić so­
bie, aby kosztowne t k a n i n y dwuosnowowe, o tematyce
rolniczej, w o j s k o w e j czy martyrologicznej mogły zna­
leźć zbyt poza muzeami.
K o n k u r s y mają sens, gdy ich inicjatorzy zdają so­
bie sprawę z granic możliwości uczestników, z tego co
zdolni są oni osiągnąć. Szukając n o w y c h tematów k o n ­
kursu, Wydział K u l t u r y Urzędu Wojewódzkiego w K i e l ­
cach zaprosił k i l k u twórców do Zagnańska, gdzie dano
i m kłody drewna (do 2 metrów wysokie) i poproszono
aby spróbowali swych sił w monumentalnej rzeźbie.
Wcześniej podobne eksperymenty podjęto w T o r u n i u
i w Szamotułach. Okazało się (co zresztą można było
przewidzieć), że doświadczenie rzeźbiarzy l u d o w y c h po­
zwala i m na podjęcie k o m p o z y c j i w granicach rozmiaru
człowieka. Oczywiście rzeźby półtorametrowe można

20

było sobie łatwo wyobrazić jako mniejsze. Powiększe­
nie d w u - a nawet t r z y k r o t n e rzeźb, jakie w y k o n y w a n o
zazwyczaj nie wymagało większych zmian w t r a k t o ­
w a n i u detalu, natomiast większe f i g u r y 3—4 metrowe
przedstawiały smutny w i d o k . Były jak sztucznie rozdę­
te małe rzeźby, z t y m , że każdy błąd, każde „puste
miejsce", niewidoczne w figurce — stawało się rażą­
ce w monumentalnych klocach ( i l . 29).
W obecnej sytuacji sztuki l u d o w e j k o n k u r s y są je­
dną z najważniejszych f o r m opieki. Dlatego dobrze, że
wiele — rzeczywiście potrzebnych — powstało i powsta­
je z i n i c j a t y w y zarówno „odgórnej" jak i lokalnej, władz
wojewódzkich muzeów. Pisząc o Zalipiu wspomina­
łem o malowanych domach w Swiątkowicach, o sy­
paniu wzorów piaskiem. Takie konkursy są koniecz­
ne, jeśli się chce podtrzymać garncarstwo, wycinankę
łowicką, m a l o w a n k i na papierze robotnic włocławskich.
Dobrze, że się je k o n t y n u u j e .
K o n k u r s y zbliżają młodzież do sztuki l u d o w e j , i ten
f a k t jest obecnie bardzo ważny. Oo prawda istnieją k o n ­
kursy przeznaczone specjalnie dla młodzieży , ale n i k t
jeszcze nie pomyślał o formach sprawdzonych w f o l ­
klorze muzycznym a bardzo celowych i a t r a k c y j n y c h
j a k : „Muzykujące r o d z i n y " czy „Duży i mały". Może
więc: „Mistrz i jego uczniowie", „Plastyczne rodziny"?
Potrzebne są k o n k u r s y na adaptacje, i to dobrze
przygotowane, t r a k t o w a n e instruktażowo, może d w u ­
e t a p o w e ? Takie, w których po 1 etapie następuje k o n ­
t a k t z plastykiem-animatorem, a rezultaty u j a w n i a
2 etap.
Ważne dla kształtowania świadomości estetycznej
społeczności w i e j s k i e j mogą być konkursy na b r a m k i ,
wystrój domów, mieszkań, na wnętrza świetlic, nawią­
zujące do l o k a l n y c h t r a d y c j i ludowego zdobnictwa i t p .
W t y m r o k u Wojewódzki Dom K u l t u r y w Płocku
— przy poparciu władz miejskich i „Cepelii' zamierza
zorganizować konkurs „Wieś jak malowana", z a m b i t ­
n y m programem, wykraczającym poza samą sztukę l u ­
dową. Jest to ciekawy przykład rozszerzania t e m a t y k i
konkursu.
29

Wolno sądzić, że w najbliższych latach takich wła­
śnie celowo i ambitnie pomyślanych konkursów będzie
więcej, że staną się instrumentem w y k o r z y i t y w m y m
z coraz większą precyzją i świadomością.

PRZYPISY
Np. w 1976 r. bracia Suskowie i Br. Chojęta p r z y ­
wieźli do warszawskiego biura Spółdzielczego Zrzeszenia
R L i A „Cepelii" znakomite wielofigurowe kompozycje,
przygotowane na zamierzoną wystawę rzeźb w Sztok­
holmie. Późniejsze ich prace przywożone na sprzedaż
do „Cepelii" i B H Z „ D E S A " oraz w y k o n y w a n e na k i e r ­
masze były nieporównanie słabsze, mniej ambitne.
W rękodziele osadzonym w t r a d y c j i ośrodka czy
regionu zapożyczenie dotyczy jedynie sposobu adapta­
c j i (np. h a f t u z p r z y r a m k a koszuli na serwetę), zostaje
zaś zachowana tożsamość schematu ornamentacyjnego.
Natomiast w rzeźbie l u b malarstwie nowe zadanie
wymaga nowej formuły. Dochodzą w i w c z a s do głosu
upodobania estetyczne twórców, zbliżone na obszarze
całego k r a j u . Sprzyja to zapożyczeniom, nawet daleko
idącym.
„Polska Sztuka L u d o w a " R. 23, 1974, n r 3 —
R. 32, 1978, nr 2.
Sprawa ta poruszana była na sympozjach t o w a ­
rzyszących I i I I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej,
zorganizowanych przez Centralny Ośrodek M e t o d y k i
Upowszechniania K u l t u r y oraz I n s t y t u t Sztuki P A N .
(Materiały w d r u k u ) .
A n t o n i K r o h , Współczesna rzeźba ludowa
Karpat
polskich, Wrocław—Warszawa, 1979 r. (pozycja w druku).
1

2

3

4

5

178

�I I . 26. Halina Konopacka, Przy warculi, obrazek na szkle, 1977 г. I I . 27. Scholastyka K r u p o w i c z , gm. Janów, w o j .
walczyli
białostockie, d y w a n dwuosnowawy, 1977 г. I I . 28. Felicja Malewicka, Nowokolno, w o j . białostockie, Tak
polscy żołnierze,
t k a n i n a dwujosniowowa, 1978 r.

Problem ten był pokazany na I I Triennale Pla­
styki Nieprofesjonalnej we Wrocławiu ( X I — X I I 1977 г.).
Por. A. Jackowski, Obrazy na szkle, „Polska Sztu­
ka L u d o w a " R. 32, 1978, nr 1, s. 33—34.
N p . na konkursie malarstwa na szkle, Zakopane
19G8 r.
Podział na twórców l u d o w y c h i amatorów jest
coraz trudniejszy do przeprowadzenia w rzeźbie, a
zwłaszcza malarstwie. Pochodzenie autora i jego emo­
cjonalne związki z kulturą chłopską odchodzą na plan
dalszy, o „ludowości" przesądza farma, styl uznany w
danym czasie i danej dziedzinie za l u d o w y . T r u d n o nie
zauważyć, że prowadzi to często do zewnętrząego t r a k ­
towania cech ludowych.
„Cepeliada" warszawska 1977 r. po raz pierwszy
pozwoliła na masową konfrontację twórczości opartej
na t r a d y c j i ze współczesnymi robótkami ręcznymi i m o d ­
n y m na w s i zdobnictwem.
Niezależnie od tego, czy uznamy takie zrównanie
różnych k o n w e n c j i za słuszne, czy przedwczesne, decy­
zja jest brzemienna w skutki. Przede wszystkim przez
to, że skonfrontowała tradycję sztucznie kultywowaną
z rzeczywistością.
Zatarcie granic nastąpiło również w konkursie „Rol­
n i k i jego praca..." (Kraków 1978) i w przeglądach pn.
„Rękodzieło artystyczne w s i " . Tyle, że starano się o d ­
dzielić amatorstwo w i e j s k i e od miejskiego.
A . Jackowski, O sztuce
ludowej,
konkursach
i kryteriach
ocen, „Biuletyn Stowarzyszenia Twórców
L u d o w y c h " , L u b l i n , nr 11—12, I — X I I , 1976 r.
6

7

8

9

1 0

A . Błachowski, Potrzeba
koordynacji,
„Biuletyn
Stowarzyszenia Twórców L u d o w y c h " , L u b l i n , nr 14,
V I I — X I I , 1977 r.
O dalszy rozwój
aktywnego
uczestnictwa
ludzi
pracy i ich rodzin w kulturze,
Ministerstwo K u l t u r y i
Sztuki, Warszawa 1977, s. 30.
Wpłynęły na to wydatnie konkursy wojewódzkie
w ramach a k c j i „Rękodzieło artystyczne w s i " .
W. Bartoszewski, II Przegląd
Twórczości
Ludo­
wej
woj. łomżyńskiego
w Wysokiem
Mazowieckiem,
„Polska Sztuka L u d o w a " , R. 31, 1977, nr 4, s. 246.
Np. Ogólnopolskie
sympozjum w Myślenicach,
4—6 czerwca 1978 г., pn. Estetyka
wsi współczesnej
w
oparciu o tradycje
kulturowe
regionu.
Por. A . Błachowski, j . w . , s. 2.
A . Jackowski, O sztuce ludowej..., op. cit., s. 10.
A. Błachowski, j . w . , s. 5.
W konkursie, zorganizowanym przez Muzeum w
N o w y m Sączu (komisarz: mgr A n t o n i K r o h ) , wzięło
udział 125 osób. Wśród nagrodzonych, znalazło się w
grupie dorosłych 8 rzeźbiarzy z Paszyna i 8 z pozo­
stałych miejscowości. Wśród wyróżnień stosunek ten
wynosił 7 do 17. W grupie młodzieży nagrodzono 27
osób, wszystkie z Paszyna.
Tak właśnie przygotowują m g r A d a m Bartosz
z Muz. w Tarnowie oraz mgr Teresa Komornicka-Rośćiszewska z krakowskiego Zrzeszenia „Milenium" k o n ­
kursy na malowane domy Powiśla Dąbrowskiego. Tak
organizuje je również A. Błachowski w T o r u n i u (np.
na haft).
1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

17

1 8

1 9

2 0

179

�larstwo, a w ostatnich latach plastycy pierwsi zwrócili
uwagę na takie zjawiska artystyczne jak strachy na
ptactwo i dziki (T. Kantor, J. K u r k i e w i c z , arch. p l . J.
M i n o r s k i , J. Jarnuszkiewicz) czy makaty z jeleniami
(A. Kobzdej, H . Tomaszewski). Krąg zainteresowań sztu­
ką peryferyjną rozszerza s w y m i z n a k o m i t y m i pokazami
Władysław Hasior.
Coraz wyraźniej uwidacznia się potrzeba rozwią­
zań kompleksowych. W przypadku garncarstwa jest to
np. sprawa dostarczenia garncarzom stosowanej d o t y c h ­
czas gliny (nie jest to dziś wcale łatwe), zmiana tech­
nologii (przygotowanie surowca, a zwłaszcza zastąpie­
nie glejty ołowianej inną, nie trującą), zapewnienie zby­
tu, zorganizowanie przekazu umiejętności z mistrza na
ucznia, zagwarantowanie właściwych i stałych docho­
dów podejmującym pracę. W przypadku Zalipia k o m ­
pleksowe rozwiązanie musi objąć problem t u r y s t y k i ,
dróg dojazdowych, komasacji malowanych domów, prze­
niesienia do Zalipia szkoły zbiorczej i powiązanie zajęć
szkolnych z opanowaniem t r a d y c y j n y c h umiejętności m a ­
larskich przez młodzież i t d .
R. Hankowska, Malowane
wnętrza
izb na
Kuja­
wach, „Pol. Szt. L u d . " , R. 29, 1975 n r 3; i tejże: Makatki
na papierze
malarek fajansu,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 31,
1977, nr 1.
Przykładowo — fragment r e g u l a m i n u ogólnopol­
skiego k o n k u r s u pn. „Polsko-Radzieckie braterstwo b r o ­
ni — braterstwo pracy", ogłoszonego z okazji 60 rocz­
nicy W i e l k i e j R e w o l u c j i Październikowej:
„(...) Inspirując się przykładami z bogatej historii
polsko-radzieckiego braterstwa broni i pracy, twórcy
l u d o w i p o w i n n i w swoich rzeźbach, dziełach malarskich,
w t k a c t w i e dwuosnowowym przedstawić f a k t y , zdarze­
nia, postacie, sceny ze wspólnie toczonych przez żołnie­
rza polskiego i radzieckiego w a l k , z prowadzonej na co
dzień współpracy, obrazować w y b r a n y przez nich te­
mat w sposób w j a k i zachowany został przez autora
w pamięci i wyobraźni, tak z własnych doświadczeń,
jak i l i t e r a t u r y , f i l m u , prasy, telewizji, i l u s t r a c j i , opo­
wiadań i n n y c h " .
Por. A. Jackowski, Kopernik
w rzeźbie
ludowej,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 28, 1974, n r 1.
Coraz częściej nie przyznaje się przewidzianej w
regulaminie liczby pierwszych nagród. Na konkursie
„Rodzina..." i „Rolnik..." najwyższą nagrodę w dziale
rzeźby była I I .
Problemem jest też na konkursach stałe powtarza­
nie się nazwisk laureatów. Wiadomo, że w malarstwie
na szkle będzie to Ewelina Pęksowa, podobnie jak w
konkursach na malarstwo nieprofesjonalne — rodzina
Krawczuków.
2 1

2 5

2,1

8 7

11. 29. Przykład „rzeźb m o n u m e n t a l n y c h "

2 8

Por. Ksawery Piwocki, W
dwudzieste/pięciolecie
„Polskiej Sztuki Ludowej",
„Pol. Szt. L u d . " , R. 27, 1973,
nr 1, s. 3—4; Jan Krzysztof M a k u l s k i , Definicja
i za­
kres etnografii
w świetle
współczesnych
potrzeb
spo­
łecznych,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 30, nr 1, s. 3—6.
Por. w t y m numerze „Pol. Szt. L u d . " : Ewa K r a ­
sińska, Zdobione b r o m u żelazne
w budownictwie
wiej­
skim.
W a r t o przypomnieć, że to W. Skoczylas i formiści
przed I wojną światową o d k r y l i ludową rzeźbę i m a ­
2 1

2 2

2 3

N p . Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie zorganizo­
wało konkurs „Ludowe talenty młodych twórców" (Gdy­
nia 1975 г.), miał też miejsce ogólnopolski konkurs
„Rzeźba ludowa młodzieży w i e j s k i e j " .
2 B

Fot.: A. Grodzicki, i l . 29; St. Stąpniewski, i l . 10; J . Swiderski, i l . 1—9,

11—23, 25, 30.

Prace przedstawione na fotografiach pochodzą z konkursów: „Wielcy Polacy w rzeźbie ludowej", Toruń, 1974 г., i l . 1—5; „Wojsko
Polskie w rzeźbie ludowej", Warszawa, 1976 г., i l . 7, 9; „Żołnierz obrońcą i budowniczym", Warszawa 1978 г., i l . 10, 28; „Rodzina
w sztuce ludowej", Warszawa, 1977 г., i l . 11—13, 25; „III Konkurs Rzeźby Karpat Polskich", Nowy Sącz, 1978 г., i l . 14—18; „Twór­
czość plastyczna artystów nieprofesjonalnych l twórców ludowych rejonu myślenickiego", Myślenice, 1977—1978 г., i l . 19, 20; „Gry
1 zabawy ludu polskiego", Radom, 1978 г., i l . 21—23; „Rolnik i jego praca w twórczości ludowej", Kraków, 1977 г., i l . 24, 26, 27.

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
