<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10225" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10225?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T00:01:47+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10203">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19cb3a2df7cbceeab9414d0f6d89e4eb.pdf</src>
      <authentication>e4812b6f48e9d07bb1dc59fd27630b41</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121562">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3390</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121563">
              <text>1982</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121564">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3177</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121565">
              <text>Z zapisków etnologa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121566">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1982 t.36 z.1-4, s.71-73</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121567">
              <text>Stomma, Ludwik</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121568">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121569">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121570">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121571">
              <text>Z

Z

A

P

I

S

K

Ó

W

E

T

N

O

L

O

G

A

LIST LUDWIKA STOMMY Z PARYŻA DO REDAKCJI WYSŁANY A OPATRZONY TYTUŁEM:
SŁOŃ A SPRAWA ETNOLOGII

2 maja 1982, p r z y l ą d e k B e g er V i i , godzina 11,30. F a l a
A t l a n t y k u zapada s i ę w p r z y b r z e ż n e j skale. Zlany w o d ą szaro-czerń kamienia o ż y w a n a c h w i l ę migotem kolorowych słonecz­
n y c h w ę ż o w i s k . L e c z oto woda, jakby z w n ę t r z a s k a ł y , powraca
wirami pian u b i e r a j ą c y c h g ł a z y w stargany fartuch bieli. Grzbiet
kamienia wysuwa s i ę spod nich w głębokiej czerni popielejącej
natychmiast w s ł o ń c u . Kolejna fala jest większa i kładzie się
skosem n a szarym tle. S k a ł a znika z u p e ł n i e pod niebiesko-zielo­
nym naporom, by powrócić niespodziewanie w r o z b ł y s k u gasną­
cej j a s n o ś c i . I z n ó w k ł ę b o w i s k o oceanu z g r a n a t o w i a ł e g o teraz
od zasłaniającego słońce białego o b ł o k u zabiera ś w i a t ł o z rafy.
Lecz wiatr spycha c h m u r k ę z l e w a j ą c morze i brzeg w jedno
okamgnienne olśnienie. Potem znowu czerń z bielą i b ł ę k i t e m ,
z ł o t o , z i e l e ń i srebrne odbicia drobin kwarcu n a chropowatej
skórze kamieni...
Ocean jest zielony ?
Ooean jest niebieski ?

Nieprawda, ocean nie jest zielony.
Nieprawda, ocean nie jest niebieski.

Ocean jest z ł o t y ?

Nieprawda, ocean nie jest z ł o t y .

Ocean jest czarny?

Nieprawda, ocean nie jost czarny.

Ocean jest i zielony i niebieski i z ł o t y i czarny i zielono-złoto-czarny i niebiesko-czarno-zielony i tysiąca jeszcze kolorów.
Ale nie jest t e ż ocean s y n t e z ą barw. Oceanem s ą również jego
zapachy, jogo wilgocie, jego o d g ł o s y . . . Natura oceanu jest tajem­
nicza, wieloraka i wszelka. J e s t nieopisywalna.
K u l t u r a — p o w i a d a j ą ewolucjoniści (a implicite również
i funkcjonaliści) — jest wynikiem poznawania i oswajania natury
przez c z ł o w i e k a . N a czym jednak polega ludzkie poznawanie
i oswajanie natury ? — Przede wszystkim, przed jakimikolwiek
innymi d z i a ł a n i a m i , n a nazywaniu i ustanawianiu relacji m i ę d z y
nazwanym. Ocean nigdy nio stanie się obiektem kultury; ele­
mentem dziedzictwa kulturowego s ą natomiast jego przedsta­
wienia. Ocean zielony, ocean niebieski, ocean z ł o t y , ocean czarny.
Opisy nieopisywalnego.
r

Godzina 14,30. Szosą wijącą s i ę po skarpie półw5 spu Quiberon jedziemy w kierunku Port Louis. K a s e t a Charles Dumont
i r ó w n y szum silnika głuszą o d g ł o s y fal, s m r ó d p e t ó w z niedom­
k n i ę t e j popielniczki tłumi skutecznie wszolkie powiewy morza.
Ocean za oknami zmienia s i ę w jednowymiarowy landschaft.
„ Z a w s z e m y ś l a ł a m , że w i d o k ó w k i znad Atlantyku s ą podkolorowywane — m ó w i E w a — to wręcz nie do w y o b r a ż e n i a , ż e
ooean jest taki niebieski..." Catherine i Marek p o t a k u j ą . Zgadza­
my się wszyscy. Ocean jest niebieski? Nieprawda; ocean nie jest
niebieski. Owszem, nie jest niebieskie to niejasne, intymne prze­
czucie oceanu, zaduma jego tajemnicy, k t ó r ą k a ż d e z nas z osobna
uwozi ze s o b ą po serpentynach Quiberon. Ale skonstatowano
w s z a k ż e słusznie w p o d r ę c z n i k a c h , żo „ e l e m e n t e m kultury jest
to tylko, co z o s t a ł o społecznie zobiektywizowane" (Czarnowski).
Społecznie zobiektywizowane, a więc przekazane. Przekazane,
a w i ę c nazwane i opisane. Opisane nieopisywalne. A więc jednak
ocean jest niebieski. Niebieska jest kultura oceanu n a p r z y l ą d k u
Beg er V i i .
Nazywanie i ustanawianie relacji m i ę d z y nazwanym, to nic
innego j a k r o z k a w a ł k o w y w a n i e ciągłego, ustatycznianie dynamicz­
nego, dzielenie niepodzielnego, opisywanie nieopisywalnego.
O w o i „ p o z n a w a n i e ś w i a t a " , w ł ą c z a n i e go do kultury jest więc

w swojej istocie aktem par excellence kreatywnym. J e s t o d l e g ł y m
od realizmu stwarzaniem ś w i a t a całkowicie n a nowo. Nie jest
poznawaniem w sensie zbliżania się do j ą d r a tajemnicy, ale po­
w o ł y w a n i e m do ż y c i a , kodyfikowaniem i p o r z ą d k o w a n i e m
n a z w a ń . Ś w i a t jest b y ć m o ż e takim, jakim jest; ale napewno
nie jest takim, jakim jest gdziekolwiek i kiedykolwiek przedsta­
wiony. Dlatego t e ż ś w i a t jakim jest nio jest i b y ć nie m o ż e przed­
miotem refloksji antropologicznej czy etnologicznej.
Godzina 21,00. J u ż za Mont S t . Michel. Zapada zmrok.
Do P a r y ż a jeszcze ok. 3G0 km. Mniej więcej M y ś l e n i c e — W a r s z a ­
wa. Kolejne kilkadziesiąt k i l o m e t r ó w . „ N o , to j e s t e ś m y j u ż
w Krakowie —- rzucam znad kierownicy do Marka — zaraz
wjedziemy n a Most D ę b n i c k i . . . " „Co to jest Most T ć p n i t z k i —
pyta Catherine —- czy w y ciągle musicie b y ć tacy nostalgiczni?"
J a k ż e joj w y t ł u m a c z y ć , że K r a k ó w wspomniany koło Fougeres
nie m a tym razem nic w s p ó l n e g o z n o s t a l g i ą ; że jest po to prostu
kwestia p r z y k ł a d a n i a skali, p o r z ą d k o w a n i a nieznanego p o d ł u g
znanego. Ale skala zawodzi. Przed L a v a l w j e ż d ż a m y bowiem n a
a u t o s t r a d ę A 11. R ó w n i e ż nasz F o r d różni s i ę parametrami
technicznymi od F i a t a 126p. Po n i e c a ł y c h trzech godzinach P a ­
ryż. 300 k m z L a v a l do P a r y ż a o k a z a ł o się n i e p o r ó w n y w a l n i e
k r ó t s z e od 300 kin z K r a k o w a do Warszawy. G d y m i a ł e m siedem
lat trasa z ulicy Czarnowiejskiej w Krakowie (nr 30) do kościoła
SS. Sercanek (gdzie b y w a ł e m ministrantem) w y d a w a ł a mi s i ę
uciążliwie długa. Dzisiaj tych paru k r o k ó w spaceru w ł a ś c i w i e
nie z a u w a ż a m . L O T - e m bliżej głosi slogan reklamowy. I oczy­
w i ś c i e , ż e (od czego bliżej?) bliżej.
Nawet więc kategorie przestrzenne t a k o c z y w i ś c i e z pozoru
wymierne i obiektywne o k a z u j ą s i ę co chwila w z g l ę d n e , zrelatywizowane społecznie, historycznie, czy ekonomicznie (Ford
a 126p). Ale zasada zachowania struktury s p o ł e c z n e j wyklucza
relatywizm p o j ę c i o w y . Mamy więc ustalone „ b l i s k o " i „ d a l e k o " ,
mamy nasze u ś w i ę c o n e kilometry. N a kamiennym słupie koło
P K i N w Warszawie wyryto cyfry obrazujące odległość w kilo­
metrach do p o s z c z e g ó l n y c h europejskich metropolii. Okazuje się,
że np. do Kopenhagi jest Warszawiakowi dwa razy bliżej, n i ż
do Sofii... Warszawska ulica ochrzciła ten miernik r z e c z y w i s t o ś c i
„ S ł u p e m Ś m i e c h u " . Oto perspektywa prawdziwie antropolo­
giczna. N a ulice, uczeni w p i ś m i e !
Geodeta m a o b o w i ą z e k t w o r z y ć swoje konstrukcje w oparciu
o rzędy metrycznych w s k a ź n i k ó w ; b y ł b y nierzetelny, gdyby
l e k c e w a ż y ł je sobie. K s i ą d z winien o d w o ł y w a ć się do objawienia;
b y ł b y m a ł o w i e r n y r e l a t y w i z u j ą c wskazania moralne i s p o ł e c z n e
Pisma Ś w i ę t e g o . . . D o m e n ą antropologa jest — j a k wiemy —
ó w akt t w ó r c z y ś w i a d o m o ś c i zbiorowej p o k o l e ń , k t ó r y z w y k l i ś m y
n a z y w a ć k u l t u r ą . Ó w skodyfikowany mit r z e c z y w i s t o ś c i , k t ó r y
z w y k l i ś m y n a z y w a ć kulturą. Mit z a ś ze swoj natury jest dowolnyjednostronny, w z g l ę d n y . Dopiero chimeryczna akceptacja spo,
łeczna wciela go w poczet s a m o p r z e z s i ę z r o z u m i a ł o ś c i . W prze­
c i w i e ń s t w i e więc do sytuacji k s i ę d z a lub geodety, etnolog z a ­
p r z e c z y ł by swojemu p o w o ł a n i u , gdyby uznał za n a r z ę d z i a ba­
dawcze „ z o b i e k t y w i z o w a n o miary", „ ś w i ę t e prawa", „ p a r a ­
dygmat natury ludzkiej", „ p r a w d y objawione", „ n i e b i e s k o ś ć
oceanu".,. T a k , w ó w o z a s p r z e s t a ł b y b y ć etnologiem.

71

I

�Godzina 1,45. Fontenay le Floury. W p ó ł m r o k u w s ł u c h u j e
się we w ł o s k i akcent Catherine i półfrancuszczyznę Marka. Zmę­

xions et Maximes" (1746) —

„ p r a w d z i w e p r ó b y miłości".

czona wymiana w r a ż e ń . J e s t już 3 m a j a , w i ę c w szkle butelek

W c i ą ż Fontenay le Fleury. Noc. Godzina trzecia, a m o ż e

odbijają się pomieszane obrazy z Bretanii, z Mont St. Michel

i czwarta (nio p ó ź n i e j , bo o p i ą t e j ś w i t a ) . Catherine już śpi. L a s

i z kraju. S t a n i s ł a w M a ł a c h o w s k i p r z e c h a d z a j ą c y się po Breście.

oddycha za oknem. I tylko od czasu do czasu odległe narastanie

Bretania z a p a m i ę t a n a przez Catherine nabiera chwilami kolo­

i zacichanie p o c i ą g ó w na linii P a r y ż — R o u e n lub Caen (w Mantes

r y t u P i a z z a Navona. TJ M a r k a s k a ł y A t l a n t y k u wypisz wymaluj

linia się rozdziela). Rouen? Caen? Mantes? A co mnie to obcho­

z Doliny P i ę c i u S t a w ó w . . . T a k różne relacje z tej samej drogi.

dzi ? Przecież jadą te pociągi do k r a j u , na W y s p ę W i e l k a n o c n ą ,

T a k różne Bretanie. Catherine inna niż moja, moja inna niż

do Bruxeli — gdzie p o z n a ł e m ś l i c z n ą P e r u w i a n k ę , jadę nimi

Marka, Marka inna n i ż Catherine, moja inna niż Catherine, Marka

z rodzicami gdziekolwiek, do Wenecji z m o j ą b y ł ą ż o n ą , do Per-

inna niż moja, Catherine inna niż Marka.

nambuco z J a c k i e m , do Hong K o n g u z m o j ą ż o n ą przyszłą, do

Etnologia n a r o d z i ł a się z fascynacji innością, ze spotkania
z k u l t u r ą inną n i ż moja. Trzeba jednak b y ł o prawie wieku do­
ś w i a d c z e ń , by ta i n n o ś ć s t a ł a się obustronna, by etnologia wyz­

Caracas z zaprzyszłą, do Marienbadu na starość. Do P a r y ż a nie,
bo P a r y ż na c o d z i e ń i za blisko.
Catherine już ś p i , więc — aplikując konsekwentnie

definicję

b y ł a się z ł u d n e g o przekonania o irracjonalności tego, co inne niż

Czarnowskiego

moje. Moje normy, wierzenia, obyczaje, prawa s ą inne n i ż twoje;

niezobiektywizowane,

twoje inne n i ż moje. Moje s ą niekoherentne, a w i ę c „irracjo­

kowania niniejszego) nie s t a n ą się elementem kultury. P o z o s t a n ą

nalne" w systemie twojej kultury; twoje w systemie mojej.

jednostkowym,

Twoje i moje tak samo się m a j ą do owej „ p r a w d z i w e j i racjo­

jednak s k ą d i n ą d , że te moje marzenia n a szynach nie są orygi­

nalnej r z e c z y w i s t o ś c i " z pozytywistycznych m a r z e ń . T a k samo,

nalne, że dzielę je z moim t a t ą , z m o j ą b y ł ą ż o n ą (Torzym), ze

czyli nijak.

znajomymi i nieznajomymi... „ K u l t u r a jest systemem dowolnie

Współczesna

etnologia z r e z y g n o w a ł a

na

zawsze

—

moje

nocne

pociągi

pozostają

społecznie

a zatem (przynajmniej do chwili wydru­

ulotnym

omamem.

Teoretycznie

tak.

Wiem

z wiary w hierarchię i r a c j o n a l n o ś ć kultur. A że w c i ą ż , n a pery­

dobranych

feriach dyscypliny, znajdują się i z n a j d o w a ć się b ę d ą mierniczy

poprzez uspołecznienie staje się o b o w i ą z u j ą c y " . I gdzie tu miejsce

racjonalności np. „ p r a k t y k ludowych?" — T a k a sama dobra

na moje nie skodyfikowane

zabawa, j a k k a ż d a inna. Lepienie b a ł w a n ó w z niegdysiejszych
śniegów.

i zestawionych

opozycji,

których

układ

dopiero

i n i e u s p o ł e c z n i o n e pociągi ?

— Wbrew pozorom pytanie to nie wyznacza rozdroża współ­
czesnej etnologii. Tablice Mendelejewa kultury zawierają w s z a k ż e

Rezygnacja z wiary w u p r z y w i l e j o w a n ą p o z y c j ę
kultury; uznanie

swojego w ł a s n e g o

myślenia

i

własnej

postępowania

m n o g o ś ć relacji potencjalnych. R e l a c j i , które m o g ą nie z n a j d o w a ć
zobiektywizowanych

społecznie

manifestacji,

są

jednak

—

za taki sam przedmiot analizy etnologicznej, j a k w przypadku

c h o ć b y jako antytezy jego reguł —• implicite zawarte w systemie.

m i e s z k a ń c a Wysp Dziewiczych, a nawet Poznaniaka (!), pocią­

K u l t u r a rzuca

ga w s z a k ż e za s o b ą i p o c i ą g a ć musi dwie nieuchronne, a ściśle

i t ę s k n o t . Etnologia m a r z e ń to w ł a ś c i w i e antyetnologia,

ze sobą z w i ą z a n e ,

z w i ą z a n a b y ł a b y ściśle z ludzkim pragnieniem zrzucenia tego

konsekwencje:

1. „ A l e Świętości nie szargać bo trza, ż e b y ś w i ę t e b y ł y " . . .

swój c i e ń — c i e ń uczuć, m a r z e ń ,

niewygodnego gorsetu,

j a k i m s t a w a ć się musi

koszmarów
gdyż

uspołeczniony,

Otóż nie u z n a j ą c y prawdy w „niebieskości oceanu" etnolog musi

a więo już o b o w i ą z u j ą c y f a ł s z y w y ś w i a t kultury, z takimi moimi

b y ć w każdej chwili gotowy w ł a ś n i e do o w y c h ż e

p o c i ą g a m i , które c z y m ż e s ą innym, j a k nie p o d ś w i a d o m ą chęcią

społecznych

świętości szargania. P a t r z ą c np. na ceremonię dekoracji orderem

rekonstytuowania

V i r t u t i Militari etnolog winien o c z y w i ś c i e znać burzliwo dzieje

z kolei etnologia par excellence, w której odczucie braku otwiera

tego odznaczenia zrodzonego w walkach pod Zieleńcami i na grobli

m o ż l i w o ś ć z a u w a ż e n i a specyfiki

boruszkowickiej, r o z u m i e ć w i ę c jego s y m b o l i k ę i w a r t o ś ć emocjo­

dotychczas w y d a w a ł o się samo przez s i ę z r o z u m i a ł e i z samej

nalną. Nie m o ż e jednak ujść uwagi etnologa i ludyczny aspekt

oiągłości

przestrzeni. Etnologia

tęsknot

„ n a t u r y rzeczy" w y n i k ł e . Etnologia k o s z m a r ó w . . . N a c ó ż wyli­

(konwencjonalności)

to

tego, co

order

czać ? — W a ż n e jest, że również strefy owego cienia kultury,

(to nie przez przypadek w y t w o r z y ł się zwyczaj o b m e d a ł o w y w a n i a

jej a s p e k t ó w potencjalnych, d o s t ę p n e są w s p ó ł c z e ś n i e rozumianej

z okazji urodzin, jubileuszy, czy przybycia w gości) pełni funkcję

etnologii. Nie bez kozery p o s t u l o w a ł w i ę c J e r z y S. Wasilewski

dyskretnej

w Po śmierci

wydarzenia, w

którym

męskiej

najbardziej nawet

biżuterii

patetyozny

(baretki są t u

równoważnikiem

Jablonexu naśladującego z a m k n i ę t e w sejfie kamienie).

wędrować

egzegezy p o w i e ś c i jeszcze nie napisanych.

Żonie

P o w i e ś c i nienapisane jeszcze ? D z i e ł a niestworzone ? — Ma­

k o l i ę i perfumy (dodają uroku), m ę ż o w i order i honoris causa

larstwo jest w y o d r ę b n i e n i e m i ł ą c z e n i e m b a r w n i k ó w , oraz na­

(dodają powagi). R o z w a ż a n i e na temat: „ V i r t u t i Militari jako

k ł a d a n i e m ich p o d ł u g pewnej zasady na p ł ó t n o . To prawda. Ale

breloczek" nie powinno w i ę c przerażać etnologa. Nawet

skutkiem tego w y o d r ę b n i a n i a , łączenia i n a k ł a d a n i a jest obraz.

jeśli

to będzie V i r t u t i Militari ze w s t ę g ą .

W ł ą c z a n i e do kultury, to p o w o ł y w a n i e do ż y c i a , kodyfikowanie

2. Spojrzeć na siebie i swoje otoczenie jako na obiekt etno­
logiczny

oznacza z a u w a ż e n i e w swoim, i otoczenia

i p o s t ę p o w a n i u rzeczy tak samo „ p o t w o r n y c h ,

myśleniu

bezsensownych

i ś m i e s z n y c h " , j a k te, k t ó r e s p o s t r z e g a ł Erazer u l u d ó w tzw.
„ p i e r w o t n y c h " . Z a u w a ż a n i e tego wszystkiego,

czego z a u w a ż y ć

i p o r z ą d k o w a n i e n a z w a ń . To t e ż prawda. Ale skutkiem tego
p o w o ł a n i a , kodyfikowania i p o r z ą d k o w a n i a jest tkanka kultury
w całej swojej wrażliwości. Znając obraz p r z e w i d z i e ć

można

w o g ó l n y m zarysie, jakie reakcje w y w o ł a on u w i d z ó w w określo­
n y m miejscu

i czasie.

Znając

utajone

mechanizmy

kultury

czy po prostu egocentrycznego

przewidzieć m o ż n a w o g ó l n y m zarysie marzenia i lęki jej uczest­

p i e d e s t a ł u . Zejść w i ę c z tego p i e d e s t a ł u ! Czemuż to np. dziwaczne

n i k ó w , j a k również powieści, które b ę d ą przez nich napisane.

skróty

Ale sztuka chętnie przekracza granice s z a l e ń s t w a .

się nie da z europocentrycznego,
wypisywano

i wytłaczane

na m o s i ę ż n y c h

tabliczkach

Szaleństwo

przed naszymi nazwiskami (Prof, dr; J . E . ; W . P . ; Tow. Gen.;

z a ś nie mieści się w ż a d n y m o g ó l n y m zarysie. Nie

D r hab...) rozpatrywane m a j ą b y ć inaczej, niż b ę d ą c e takimi

w i ę c p o w i e ś c i jeszcze nie napisane m o g ą s t a ć się przedmiotem

samymi wyznacznikami pozycji społecznej ilość i kolor k o l c z y k ó w

egzegezy antropologicznej.

wszystkie

I tak dopiero ze s z c z y t ó w

aspiracji

w nosie u W a t u s i ? P r z y j r z e ć s i ę wreszcie mitycznej u m o w n o ś c i

dyscypliny w i d a ć jak na dłoni jej limity. R ó w n i e ż z tych ograni­

w ł a s n y c h pozycji, funkcji, s t r o j ó w (bada się s e m a n t y k ę s t r o j ó w

c z e ń d o ś w i a d c z e n i a etnologicznego w i n n i ś m y

ludowych, a garnitur pod m u c h ą to pies ?), t y t u ł ó w , s z a c u n k ó w ,

sobie s p r a w ę .

dobitnie

zdawać

figur w ł ó ż k u , swoich g ł ę b o k i c h p r z e k o n a ń opartych na wpo­

O c z y w i ś c i e , m o ż n a się i łudzić. Fontenay le F l e u r y 20 m a j a

jonych przez t r a d y c j ę , a obcyoh wielu innym kulturom, abstrak­

1982. Poranna poczta. L i s t od Z b y s z k a Benedyktowicza z od­

c y j n y c h p o j ę c i a c h ; swoich p r z y z w y c z a j e ń , w y o b r a ż e ń o innych

bitką

i o p o r z ą d k u ś w i a t a ! Z kogo s i ę ś m i a ć ? — Ś m i a ć się z siebie

-scjentystycznego

jego a r t y k u ł u ,

który

pomimo

odstręczająco-poprawno-

t y t u ł u c z y t a ł e m już parokrotnie. Z r a d o ś c i ą

samych! Ale ś m i e c h to nie tylko to, co g ł ę b o k o różni n o w o c z e s n ą

czytam na nowo. Ale s ą i w ą t p l i w o ś c i : cytat z Eliadego: „ H e n r y k

etnografię

Poincare z a p y t y w a ł nie bez ironii, czy przyrodnik, k t ó r y bada

72

i

Ś m i e c h i kpina to również — j a k n a p i s a ł Vauvenargues w . R e f l e ­

od

pozytywistycznej

(„człowieka

od

zwierza").

�słonia jedynie przez mikroskop, m o ż e s t w i e r d z i ć , że dostatecznie

mikroskopu, swojego wzroku, lunety w której słonie m a ł e j a k

p o z n a ł n a t u r ę tego zwierzęcia? Mikroskop odkrywa strukturę

m r ó w k i , k r ó l e s t w a zwierząt... Twierdzenie z a ś , ż e „ t y l k o " jedna

i mechanizm k o m ó r e k , które s ą identyczne dla wszystkich orga­

z tych skał ukażo nam słonia w jego n i e b y w a ł e j

n i z m ó w w i e l o k o m ó r k o w y c h . Słoń jest n i e w ą t p l i w i e organizmem

(Mickiewicz jako taki, a jak nie taki, to j a k i i dlaczego) bardziej

wielokomórkowym.

Ale czy tylko t y m ? W skali

mikroskopu

jakotakości

niż niebezpiecznym

totalitaryzmem metodologicznym,

m o ż n a by się z a s t a n a w i a ć nad o d p o w i e d z i ą . W skali wzroku

prostu

ludzkim z ł u d z e n i e m

ludzkiego, k t ó r y przynajmniej dostrzega w słoniu zjawisko zoo­

tajemnicy. Słoń nie jest ani zwinny, a n i niezgrabny, ani szary,

logiczne, nie m a j u ż miejsca n a w ą t p l i w o ś c i . Podobnie zjawisko

ani p ł o w y , ani potulny i p o s ł u s z n y , a n i dziki i z ł o ś l i w y .

religijne u k a ż e się nam jako takie tylko w ó w c z a s (...), gdy będzie

t a k o ś ć słonia jest nie tylko nieopisywalna; nie stanowi TÓwnież

badane w skali religijnej". T a k , to b y ł b y klucz do furtki w i o d ą c e j

przedmiotu z a i n t e r e s o w a ń etnologa. Ż a d n a j a k o t a k o ś ć !

poza ograniczenia dyscypliny. To byłoby* panaceum... Niestety
—

wypowiedź

Eliadego

zawiera niedopuszczalne

nadużycia.

J e ż e l i bowiem zjawisko religijne badane m a b y ć w skali

odwiecznym

jest po

docierania do jądra
Jako-

D o m e n ą etnologii jest natomiast słoń. nazwany. Jest o d l e g ł y
od realizmu słoń stworzony na nowo. R ó ż n o słonie r ó ż n y c h kul­
tur.

Słonie

grasujące

po sklepach

z „Włocławkiem",

słonie

religijnej, to i odpowiednio słoń badany b y ć winien w skali sło­

wspierające giob, standardowe słonie szare, niezgrabne i baaardzo

niowej, a „ s k a l a wzroku ludzkiego" jest t u n i priczom. Po drugie:

dużo, słonie Hannibala B a r k i , k t ó r y c h l ę k a ł y s i ę legie, słoń,

cóż to znaczy „ j a k o t a k i " ? Słoń jakim jost k a ż d y widzi? Zaiste

w k t ó r y m m i e s z k a ł Gavroehe, słonie a sprawa polska. Słonie

nie dane jest c z ł o w i e k o w i zgłębić słonia w słoniowej skali. D l a ­

nazwane, w ł ą c z o n e do kultury, słonie naszych t ę s k n o t i prze­

tego t e ż usiłując go poznać stara się p r z y k ł a d a ć skale r ó ż n o :

rażeń...

73

I

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
