<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10217" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10217?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:11:33+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10195">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/26cc7056fb74a36381f54f4482394e90.pdf</src>
      <authentication>1297eafa960ff4a512f74c5051fea08a</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121479">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3260</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121480">
              <text>1986</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121481">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3055</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121482">
              <text>Poczet królów francuskich. Ludwik XVII i upiory. Szaleństwo króla Karola / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121483">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.145-148</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121484">
              <text>Stomma, Ludwik</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121485">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121486">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121487">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="121488">
              <text>Ludwik Stomma

POCZET K R Ó L Ó W

FRANCUSKICH

Teksty L . Stommy otwierają cykl zatytułowany „Poczet królów francuskich", który ukazywać się
będzie w następnych numerach naszego pisma. W cyklu t y m autor proponuje czytelnikom antropo­
logiczną lekturę historii. Głównym przedmiotem refleksji jest t u obecność m i t u w historii, jego rola
i znaczenie w kszałtowaniu t r a d y c j i historycznej.

LUDWIK XVII I UPIORY

Itain, 10.VI.1795 na ma-leńkim c m e n t a r z y k u p r z y kościele Św.

k o n i e c z n o ś c i wmieszania się w tajomnicze i n i e p o k o j ą c e s p r a w y " .

M a ł g o r z a t y , w dzielnicy jodenastej, wrzucono do zbiorowego gro­

Z n i e c h ę c o n y dezerteruje ze s t a t k u w 1809 i skazany zaocznie

b u z w ł o k i d z i e s i ę c i o l e t n i e g o dziecka. Z m a r ł y m m i a ł b y ć , p o d ł u g

na p i ę ć l a t c i ę ż k i c h r o b ó t , u k r y w a się u h r a b i n y de B o t h u n e —

oficjalnego k o m u n i k a t u , L u d w i k K a r o l K a p e t , c z y l i nierowolu-

jednej ze swoich f a n a t y c z n y c h w y z n a w c z y ń . U j ę t y po

cyjnymi słowy — L u d w i k X V I I , książę Normandii, prawowity

h r a b i n y , w t r ą c o n y zostaje do l o c h ó w B i c a t r e , gdzie nie prze­

następca

staje z m o c ą i r o z p a c z ą p r o k l a m o w a ć swoich p r a w do

tronu Francji,

Ale właśnie — m i a ł

syn

zgilotynowanego L u d w i k a

XVI.

b y ć . Pospieszny, a n o n i m o w y p o c h ó w e k ,

śmierci
tronu.

U m i e r a 8.V.1812 i p o c ł i o w a n y zostaje boz t r u m n y w zbiorowej,

bo t r u d n o m ó w i ć o pogrzebie, w z b u d z i ł uzasadnione, g ł ę b o k i e

w i ę ź n i a r s k i e j fosie, w miejscu k t ó r e j stanie za p a r ę l a t p o m n i k

w ą t p l i w o ś c i . O d pierwszej c h w i l i p o w s t a ł y t e ż

z p e ł n y m z a d u m y napisem : C u i

(a h i s t o r y c y spie­

r a j ą się p o m i ę d z y n i m i do dzisiaj), t r z y zasadnicze wersje w y ­

Cinis

ipsa

d a r z e ń : 1. t a k , to L u d w i k X V I I p o c h o w a n y z o s t a ł 10.VI.1795;

wet p r o c h ó w b r a k !

sunt

cineres?

H e u !

d e e s t ! —• Czyje są te p r o c h y 1 N i e s t e t y ! N a ­

2. nie, L u d w i k X V I I z m a r ł w c z e ś n i e j , u św. M a ł g o r z a t y zakopa­

N a s t ę p c y H e r v a g a u l t nie m i e l i j u ż jego n i e p o k o j ą c e j charyz­

no zaś z w ł o k i innego dziecka podstawionego w jego miejsce;

m y . P o w t ó r z y ł a się t u p o n i e k ą d h i s t o r i a D y m i t r ó w — s a m o z w a ń ­

3. owszem, pochowano dziecko podstawione, ale podstawiono je

ców,

z togo p o w o d u , iż p r a w d z i w y n a s t ę p c a t r o n u z o s t a ł oswobodzony

i a r y s t o k r a t y c z n ą o g ł a d ą t a k , iż przez wielu p o c z y t y w a n y b y ł

z których

pierwszy

czarował

współczesnych

wdziękiem

lub z d o ł a ł się o s w o b o d z i ć z w i e ż y Tempie. Wersje 1 i 2 to m a j ą

szczerze za prawdziwego syna cara I w a n a . Lecz nie narusza się

p r z y n a j m n i e j w s p ó l n e g o , ż e z a m y k a j ą d e f i n i t y w n i o epizod k r ó ­

t a b u bezkarnie. Ś w i ę t o ś ć podeptana przestaje b y ć

tkiego, nieszczęśliwego ż y c i a L u d w i k a K a r o l a . N a t o m i a s t wersja

( s t ą d p o w t ó r n e p o ś w i ę c a n i e k o ś c i o ł ó w w p r z y p a d k u profanacji).

trzecia otwiera d r o g ę do najbardziej fantastycznych spekulacji.

Możesz t y , m o g ę i j a . N a s t ę p n y ł ż e - D y m i t r b y ł j u ż t y l k o o r d y ­

W c i ą g u n a s t ę p n y c h k i l k u d z i e s i ę c i u l a t nie o m i e s z k a ł o z tego

n a r n y m i bezczelnym spryciarzem. N i e k t ó r z y z k o l e j n y c h pseudo-

s k o r z y s t a ć t r z y d z i e s t u conajmniej a w a n t u r n i k ó w , o s z u s t ó w i w i ­

L u d w i k ó w m i e l i p o m i m o to p o w a ż n e a t u t y . I t a k M a t h u r i n B r u -

z j o n e r ó w p o d s z y w a j ą c y c h się p o d k r ó l e w s k ą t o ż s a m o ś ć .

neau p o s i a d a ł z n a k i s z c z e g ó l n e podobne do sygnalizowanych n a

P i e r w s z y m i najciekawszym z t y c h s a m o z w a ń c ó w b y ł nie­

ciele m a ł e g o k r ó l e w i ą t k a ;

Claude P e r r i n dobre p i ó r o ,

wreszcie o s t a t n i

bronił

Jean-Marie H e r v a g a u l t i b y ł b y w t a k i m razie n i e ś l u b n y m synem

-Wilhelm Naundorff,

hrabiego de V a l c n t i n o i s , n a s t ę p c y t r o n u M o n a k o , a więc o d l e g ł y m

nego w otoczeniu L u d w i k a X V I , k t ó r ą z a b i j a ł ć w i e k a n a j t ę ż s z y m

p o w i n o w a t y m L u d w i k a X V I I . W y c h o w a n y w krawieckiej rodzi­

eskpertom .

znakomitą

z

którym

w ą t p l i w i e „ p r e t e n d e n t z Saint L ó " . N a z y w a ł się przypuszczalnie

nie H e r v a g a u l t w St. L ó raz po raz ucieka z d o m u , o c z y m ś w i a d ­

swoich r a c j i ;

świętością

pretendentów,

dokumentację

życia

Karl-

codzien­

1

„ L e r o i est m o r t , v i v e le r o i ! " ( K r ó l u m a r ł , niech ż y j e k r ó l ! ) —

c z ą zapisy k a r wymicrze.nych m u przez kolejne s ą d y za b ę d ą c e

o k r z y k ten, wzniesiony po raz pierwszy 21.X.1422 n a d

p o d ó w e z a s we F r a n c j i p r z e s t ę p s t w e m w l ó g o c z ę s t w o . W k w i e t n i u

t e l n y m ł o ż e m K a r o l a V I , s t a ł się, a ż po X I X w i e k , o b o w i ą z k o ­

1799 skazany zostaje na m i e s i ą c w i ę z i e n i a , w k w i e t n i u 1793 j u ż

w y m elementem r y t u a ł u t o w a r z y s z ą c e g o ceremonii pogrzebowej

śmier­

2

na dwa ł a t a , w l u t y m 1802 na l a t cztery. To w ł a ś n i e podczas

k a ż d e g o w ł a d c y F r a n c j i . Obie części r y t u a l n e g o z a w o ł a n i a s ą t u

u w i ę z i o n i a w V i r c rodzi się w n i m przekonanie o k r ó l e w s k i m po­

r ó w n i e w a ż n o . „ N i e c h ż y j e k r ó l ! " oznacza, ż e zachowana z o s t a ł a

chodzeniu. W r o d z o n y , u j m u j ą c y w d z i ę k i „ b u r b o ń s k i " t y p u r o d y

ciągłość i n s t y t u c j i ; „ K r ó l u m a r ł ! " — iż n a s t ę p s t w o d o k o n a ł o się

z j e d n u j ą m u w k r ó t c e licznych wielbicieli i w y z n a w c ó w . K s i ą d z

w s p o s ó b legalny i p r a w o m o c n y . W m o n a r c h i i p o j ę t e j j a k o sa­

Laffont

c r u m t y l k o ś m i e r ć poprzednika z a p e w n i ć m o ż e p r a w o w i t o ś ć nas­

de Savine, b y ł y preceptor L u d w i k a X V I I

w n i m bez

rozpoznaje

w a h a n i a swojego j a ś n i e o ś w i e c o n e g o podopiecznego.

Rzecz staje się na tyle g ł o ś n a , iż b u d z i ć zaczyna ż y w e zaintere­
sowanie p o l i c j i , a n a w e t samogo jej szefa — s ł a w n e g o

Józefa

t ę p c y . A b d y k a c j a p o m a z a ń c a B o ż e g o jest s p r z e c z n o ś c i ą
w sobie. A b d y k o w a ć m o g ą t y l k o w ł a d c y do iure (jak
V I I I ) ł u b de facto (jak J a n

samą

Edward

Kazimierz), konstytucyjni, ci więc,

Fouche. To zainteresowanie owocuje k o l e j n y m i m i e s i ą c a m i w are­

k t ó r y c h funkcja u l e g ł a z e ś w i e c z c z e n i u , k t ó r z y c z e r p i ą swoje p e ł ­

szcie i p r z y m u s o w y m wcieleniem do m a r y n a r k i wojennej.

Ka­

n o m o c n i c t w o z p r a w a ludzkiego, a nie boskiego. W s z ę d z i e t a m

Talley­

j e d n a k , bez w z g l ę d u na t o , czy b ę d z i e to grupa n a r o d o w a , plo-

pitan okrętu

o t r z y m u j e f o r m a l n y rozkaz z podpisem

r a n d a : „ w p r z y p a d k u n i e b e z p i e c z e ń s t w a u j ę c i a przez A n g l i k ó w ,

mionna, czy r o d z i n n a , gdzie hierarchia w y n i k a z p o r z ą d k u

m a r y n a r z H e r v a g a u l t m a b y ć b e z w ł o c z n i e r o z t r z e l a n y " . D o star­

turalnego, a więc ś w i ę t e g o , przekazanie m o c y d o k o n a ć się m o ż e

cia z A n g l i k a m i r z e c z y w i ś c i e dochodzi i m a r y n a r z H e r v a g a u l t

t y l k o w r a m a c h tego samego p o r z ą d k u , czyli przez ś m i e r ć .

walczy w n i m z t a k ą b r a w u r ą , ż e jego d o w ó d c y publicznie s k a r ż ą
się na, n i e m o ż n o ś ć przedstawienia go do L e g i i H o n o r o w e j „ b e z

na­

Ciągłość i l e g a l n o ś ć i n s t y t u c j i są r ó w n i e w a ż n e . Dlatego wspa­
n i a ł o ś ć namaszczenia n a s t ę p c y

odpowiadać

musi

wspaniałości

145

�pogrzebu poprzednika, w s p a n i a ł o ś ć p o g r z e b u — w s p a n i a ł o ś c i k o ­

b y m i e l i się z ich p o w o d u n i e p o k o i ć o p r a w o w l t o ś ć w ł a s n e j sakry.

r o n a c j i . Z a n i m ś w i a t zobaczy, ż e jest n a s t ę p c a (Ecce r e x ! ) , upe­

D w i e k r ó t k i e n o t a t k i — rozkaz ewentualnego roztrzelania Her­

w n i ć się m u s i i t o dobrze u p e w n i ć o r e a l n o ś c i poprzednika. Po­

vagault i jego list m o b i l i z a c y j n y , t o jedyne oznaki zainteresowa­

grzeb z m a r ł e g o hierarchy m a więe n i e z w y k l e i s t o t n ą

nia a p a r a t u w ł a d z y Napoleona. Dlaczego więc t a k bezlitosne b y ­

funkcję

i n f o r m a c y j n ą — s p e ł n i ć m a zadanie potwierdzenia f a k t u . T e m u
s ł u ż ą s a l u t y a r m a t n i e , bicie w d z w o n y , k o n d u k t y p r z e m i e r z a j ą c e

ł y dla p s e u d o - L u d w i k ó w francuskie

sądy?

H e r v a g a u l t , j a k j u ż p i s a l i ś m y , skazywany b y ł czterokrotnie.

miasta, t e m u wreszcie — t r u d n o o t r y w i a l n i e j s z ą d o s ł o w n o ś ć —

K o l e j n o , na m i e s i ą c , dwa l a t a , cztery l a t a i p i ę ć l a t w i ę z i e n i a .

zwyczaj w y s t a w i e n i a z w ł o k na w i d o k p u b l i c z n y . S p ó j r z c i e ! Zo­

Z czternastu l a t , k t ó r o ż y l po o b w o ł a n i u się n a s t ę p c ą t r o n u , a ż

baczcie s a m i ! U m a r ł . Z a p r a w d ę u m a r ł . Omnis m o r t u u s est. Przy­

dziewięć s p ę d z i ł za k r a t a m i . M a t h u r i n B r u n e a u od

noszono ongiś jedzenie na g r o b y p r z o d k ó w . Czy na pewno w celu,

k i e d y to po raz pierwszy deklaruje s w ą k r ó l e w s k ą

j a k p i s z ą d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n i k l a s y c y ludoznawstwa, „ d u s z na­

p r a k t y c z n i e nie wyjdzie j u ż z celi. W y r o k i Claude P e r r i n o p i e w a j ą

k a r m i e n i a " ? A m o ż e i po t o , b y u p e w n i ć się, żo strawa p o z o s t a ł a

na sześć i d w a n a ś c i e l a t więzienia etc. S ą d z e n i b y l i za w ł ó c z ę ­

n i e t k n i ę t a , ż e więc na pewno

gostwo i dezercję ( H e r v a g a u l t ) , w ł ó c z ę g o s t w o i z n i e w a g ę u r z ę ­

Wiara w zmarłych

umarli,

że p o z o s t a j ą

zmartwychwstanie

zmarłymi.

m o ż l i w a jest

tylko

16.XII.1815,
tożsamość,

d n i k ó w p a ń s t w o w y c h (Bruneau), oszustwo i d z i a ł a n i e na s z k o d ę

w o p a r c i u o p r z e s ł a n k ę , że jeszcze nie z m a r t w y c h w s t a l i , ż e czas

państwa

nie n a d s z e d ł , żo p ó k i co s ą n a d a l n a j z u p e ł n i e j m a r t w i .

d o r f f ) . Z j e d n y m w y j ą t k i e m r o z p r a w y przeciw B r u n e a u

bowiem

zniknął

by

podział

Inaczej

kompetencji, p r z e s t a ł y b y

istnieć

i n s t y t u c j e , n a s t ą p i ł a b y z a g ł a d a naturalnego, ś w i ę t e g o p o r z ą d k u

(Perrin), f a ł s z o w a n i e

1818, t r y b u n a ł y nie z a j m u j ą

pieniędzy

i piromanię

się k w e s t i ą pretensji

(Naun19.11.

genealogicz­

n y c h p o d s ą d n y c h . K a ż d y m o ż e się u w a ż a ć za kogo m u się ż y w n i e

ś w i a t a . N i e bez kozery więc ż y j ą c y po ś m i e r c i s ą w logice m y ś l i

podoba. S ą d z i się za p r z e s t ę p s t w a pospolite, za k o n k r e t n e p r z y ­

mitycznej demonami, upiorami, wampirami — istotami niosący­

p a d k i naruszenia o b o w i ą z u j ą c y c h p r a w .

m i , j a k wszelkie s t w o r y mediacyjne, z a g r o ż e n i e z a g ł a d y ś w i a t a .
Zmarłych

nio grzebie się b y l e gdzie. S ą siedliska

żywych

i odgrodzone m u r a m i g e t t a u m a r ł y c h — cmentarze. Co pewien
czas, p o d pretekstem

„wiecznej pamięci", „święta

zmarłych"

i . t . p . , p r z y c h o d z i m y s p r a w d z i ć , czy a b y nie pouciekali, czy aby
coś nie n a r u s z y ł o ś w i ę t e j n a t u r y rzeczy, czy j e s t e ś m y prawo­
w i t y m i spadkobiercami. D z i w i mnie, p o w t a r z a j ą c e się nagminnie

A j e d n a k w i d m o L u d w i k a X V I I k r ą ż y ł o po salach s ą d o w y c l i .
N i e s ł y c h a n e j , nawet

j a k na

owe czasy, s u r o w o ś c i

wyroków:

d w a , cztery, czy pięć (Bruneau) lat za w ł ó c z ę g o s t w o , nie da się
w y t ł u m a c z y ć inaczej, niż p o d ś w i a d o m y m przekonaniem

jurorów,

ż e u p i o r y nie m a j ą nie do r o b o t y m i ę d z y ż y w y m i l u d ź m i . N a l e ż y
jc d o f i n i t y w n i e o d i z o l o w a ć , b y nie z a k ł ó c a ł y stabilnego p o r z ą d k u
ś w i a t a i n e g u j ą c ś m i e r ć nie u n i e m o ż l i w i a ł y

życia.

w pracach e t n o g r a f ó w , interpretowanie r y t u a ł ó w zaduszkowych,
j a k o spotkania ze z m a r ł y m i . T o ż na grobach rozpala się w t e d y

Ale oczywiście część h i s t o r y k ó w m u s i b y ć za w s z e l k ą conę

o g i e ń . O g i e ń — o c z y s z c z a j ą c y znak s t c r y l n o ś c i , przeciwstawie­

„ r a c j o n a l n a " . Wrogość administracji, j a k i ludu, z k t ó r ą spotykali

nie p ł o d n o ś c i . O t o czego n a p r a w d ę oczekujemy od z m a r ł y c h —•

się bez p r z e r w y s a m o z w a ń c y , s t a r a j ą się t ł u m a c z y ć ich p r z y w a ­

ż e b y j u ż nic nie k o m b i n o w a l i , nie mieszali się do naszych spraw.

r a m i o s o b i s t y m i (Bruneau — p i j a k , P e r r i n — arogant), nastroja­

Ż e b y przez s w o j ą ś m i e r ć p o z w o l i l i n a m ż y ć . V i v e lo r o i !

m i r e p u b l i k a ń s k i m i , lub przeciwnie — o r t o d o k s y j n o - r o j a l i s t y c z -

E r i c Muraise i Maurice E t i e n n o p i s z ą , że d o p ó k i u z u r p a t o r z y

nymi ludności i t d . H m m . . .

Jest z r o z u m i a ł e , żo l u b i m y

wierzyć

t o ż s a m o ś c i L u d w i k a X V I I chodzili po świecie ( t . j . do 1845 — r o k u

w n i e s k a z i t e l n ą r a c j o n a l n o ś ć naszego w ł a s n e g o m y ś l e n i a . Po eo

ś m i e r c i Naundorffa) w ł a d c y E u r o p y i i c h m i n i s t r o w i e nie m i e l i

j e d n a k p r z y p i s y w a ć je t a k uparcie b l i ź n i m z m i n i o n y c h p o k o l e ń .

3

s p o k o j n y c h s n ó w . Jest w t y m bardzo d u ż o przesady. A n i L u ­

C z y ż b y n i g d y nie b y ł o m i t u ?

d w i k X V I I I , a n i K a r o l X , s k ą d i n ą d najbardziej w s p r a w ę za­

A s k ą d i n ą d — c z y ż t a k bardzo nieracjonalny jest p o g l ą d , ż e

mieszani, a n i t y m bardziej L u d w i k F i l i p , nie p r z e j m o w a l i się

skoro z m a r l i m a j ą o d p o c z y w a ć w spokoju, to i m y m a m y do

losami p r e t e n d e n t ó w

tego prawo ?

i ż a d e n znany

d o k u m e n t nie

wskazuje,

P R Z Y P I S Y

1

E . Muraise, M . E t i e n n e , Les treize portes du Tempie
six morta de Louis XVII,
Paris 1980, s. 201—227

et les

2

O s t a t n i raz u ż y t o tej f o r m u ł y 24.X.1824 w Saint
podczas pogrzebu L u d w i k a X V I I I
M u r a i s e , E t i e n n e , op. eit., s. 226
3

Denis

�SZALEŃSTWO KRÓLA K A R O L A

B y ł u p a l n y , sierpniowy d z i e ń 1392 r o k u . Ś w i t a

królewska

w l e k ł a się s t ę p a przez piaszczyste, podobno do k a m p i n o s k i c h ,
lasy hrabstwa Maine. Z b l i ż a n o się j u ż do Mans, k i e d y z m ł o d ­

m u ż więc nie oni s t a l i się bien-aimes, c z e m u ż nie z i c h i m i o n a m i
p o ł ą c z y ł a się p a m i ę ć p a r o k s y z m u narodowego uwielbienia?
Francoise A u t r a n d p r z y p o m i n a o symbolicznej f u n k c j i m o ­

niaka w y s k o c z y ł nagle na d r o g ę n i to ż e b r a k , n i to w ł ó c z ę g a (ab-

narchy w ś r e d n i o w i e c z n y m s p o ł e c z e ń s t w i e . Czy j e d n a k

j e c t i s s i m u m v i r u m — pisze o n i m k r o n i k a r z ) i r o z p o z n a j ą c nie­

wiście p o l e g a ł a ona w t e d y na u t o ż s a m i a n i u p a ń s t w a z w ł a d z ą ? —

o m y l n i e K a r o l a V I z a c z ą ł r o z d z i e r a j ą c o k r z y c z e ć : ,,Zdrada, szla­

T o ż dopiero w d w a i p ó ł w i e k u p ó ź n i e j , 1 3 . I V . 1655, w y p o w i e

chetny k r ó l u , z a t r z y m a j się, nie j e d ź d a l e j ! " W r z e s z c z a ł

tak,

rzeczy­

L u d w i k X I V s w ą s ł a w e t n ą m a k s y m ę „ P a ń s t w o , t o j a ! " , a i on

b i e g n ą c za k r ó l e w s k i m r u m a k i e m , przez k i l k a n a ś c i e m i n u t , a ż

zrektyfikuje

wreszcie niewysluchany i wzgardzony r o z w i a ł się, j a k p o j a w i ł ,

mien

w g ę s t y c h , sosnowych

ale P a ń s t w o pozostaje"). K r ó l F r a n c j i p r z e ł o m u X I V i X V w i e k u

zagajnikach.

j ą przed ś m i e r c i ą o ś w i a d c z a j ą c

dworzanom: „ J e

vais, mais 1'Etat demeurera apres m o i . " ( „ J a o d c h o d z ę ,

m i n u t p ó ź n i e j z n u ż e n i j e ź d ź c y z a t r z y m a l i się na

to przede w s z y s t k i m rex-sacordos, pomazaniec B o ż y , przez Boga

przestronnej, rozpalonej s ł o ń c e m polanie. B y ł o p o ł u d n i e . Część

u k o r o n o w a n y (rex a Doo eoronatus) i w ł ą c z o n y do h i e r a r c h i i nie­

W kilka

orszaku r o z j e c h a ł a się szeroko w z ł u d n y m p o s z u k i w a n i u dobro­

b i a ń s k i e j . P o ś w i a d c z a jego ś w i ę t ą moc nie t y l k o uroczysty ce­

czynnego cienia, i n n i , ś l a d e m k r ó l a , p r z y s y p i a l i w s i o d ł a c h , gdzie

remonial koronacyjnego namaszczenia, czy w y m o w a

insygniów,

k t o s t a n ą ł . L a n c a w ysunęla się z r ę k i zmorzonego s ł o ń c e m pazia

ale r ó w n i e ż c u d o w n y , ś w i ę t y m t y l k o w ł a ś c i w y , dar uzdrawiania

i s z c z ę k n ę ł a u d e r z a j ą c o o s t r o g ę . N a t e n d ź w i ę k K a r o l V I otwo­

chorych*. K r ó l o m , przez i c l i ś w i ę t o ś ć , dano jest t e ż rozumienie

T

r z y ł szeroko

oczy, w y r w a ł miecz z p o c h w y i w o ł a j ą c ,,Chcą mnie

w y d a ć ! B i j z d r a j c ó w ! " rzucił się na w ł a s n y c h dworzan. N i k t
nie ośmielił się b r o n i ć . Uciekano t y l k o , s k r y w a n o się za drzewa,
zastawiano g ł o w y t a r c z a m i . B r a t k r ó l e w s k i , k s i ą ż ę Orleanu, pie­
r z c h n ą ł w las. Z dahi, w y g l ą d a ć t o m u s i a ł o na j a k ą ś s z a l e ń c z ą
z a b a w ę w chowanego. K r w a w a b y ł a t o jednak zabawa. Z a n i m
k o ń k r ó l e w s k i ustal i d o s t o j n y j e ź d z i e c o s u n ą ł się b e z w ł a d n i e na
k u l b a k ę , wrzosowisko z a l e g ł y c i a ł a dziesięciu d w o r z a n , w t y m
czterech r a ż o n y c h ś m i e r t e l n i e . Straszliwa w i e ś ć r o z n i o s ł a się lo­
t e m b ł y s k a w i c y po całej F r a n c j i . K r ó l o s z a l a ł !

z n a k ó w i p r z e z n a c z e ń z a k r y t y c h przed oczyma z w y k ł y c h ś m i e r ­
telników.
W r ó ć m y teraz na c h w i l ę do lasu Mans. A u t r a n d w i d z i w po­
jawieniu

się osobliwego

wróżka

machinację

Zaiste, o r y g i n a l n a t o koncepcja z a k ł a d a j ą c a ,

księcia

Orleanu.

iż t n o ż n a na za­

w o ł a n i e w p ę d z i ć k o g o ś w u t r a t ę r o z u m u . I po co? Czyż nie k o ­
rzystniejsza, a o ileż bardziej pewna, b y ł a b y dla domniemanych
spiskowców

celna s t r z a ł a z kuszy ? P o w i a d a j ą

świadkowie, że

d z i w n y człowiek b i e g ł za k r ó l e m i w y k r z y k i w a ł swojo przestrogi
przez ponad k i l k a n a ś c i e m i n u t . J u v e n a l des Ursins w y d ł u ż a t e n

Choroba nio o p u ś c i j u ż w ł a d c y a ż do k o ń c a jego d n i . N a j ­

czas do godziny. K r ó l a o t a c z a ł o k i l k u d z i e s i ę c i u j e ź d ź c ó w — pa­

pierw b ę d ą t o , j a k w lesie Mans, powtarzalne a t a k i morderczej

ziowie, dworzanie, baronowie, eskorta... Dlaczego więe n i k t nie

f u r i i , p ó ź n i e j coraz d ł u ż s z e okresy a p a t i i i m e l a n c h o l i i . Po p a r u

i n t e r w e n i o w a ł , nie u j ą ł dziwnego p r z y b ł ę d y , nie p o d d a ł

prze­

latach sytuacja znormalizuje się ostatecznie.

s ł u c h a n i o m , nic p r z e p ę d z i ł p r z y n a j m n i e j ? — O d p o w i e d ź

może

Karol V I spędzać

b ę d z i e d n i na polowaniach, ć w i c z e n i a c h rycerskich, grze w pa­

b y ć t y l k o jedna. O t o niespodziewano pojawienie się w ś r ó d lasu

l a n t a . Z ł a t w o ś c i ą opanuje skomplikowane r e g u ł y g r y w szachy.

wieszczej

D o spraw p a ń s t w a o d n o s i ć się jednak b ę d z i e z c a ł k o w i t y m zo­

t a j e m n i c z y i nadprzyrodzony. Świętości m o ż n a się l ę k a ć , nie

b o j ę t n i e n i e m . Ż a d n e b i e ż ą c e w y d a r z e n i a nie b ę d ą go j u ż w sta­

m o ż n a jej natomiast u s u n ą ć ś r o d k a m i , rzec b y się c h c i a ł o , a d m i ­

postaci m i a ł o

dla- t y c h

ludzi średniowiecza

wymiar

n i s t r a c y j n y m i . Niechaj r o z s ą d z i k r ó l - p o m a z a n i e c . Z r e s z t ą do nie­

nie p o r u s z y ć i p r z y w r ó c i ć ś w i a t u .

go i do niego t y l k o zwraca się n i e s a m o w i t y p r z y b y s z .
A było tych wydarzeń niemało.

Państwo

osierocone

przez

m o n a r c h ę z n a l a z ł o się szybko w stanie ostatecznego r o z k ł a d u .
Potężne rody Armaniaków i Burgundczyków wydzierają

sobie

I

k r ó l r o z s ą d z i ł . N i e o g l ą d a j ą c się s p i ą ł k o n i a o s t r o g ą i r u ­

szył

naprzód.

Czy

zlekceważył

nadprzyrodzone

ostrzeżenie ?

w ł a d z ę w k r a j u . Z w a b i e n i w o j n ą d o m o w ą A n g l i c y w k r a c z a j ą po­

O nie! „ P r z e p o w i e d n i a o k r u t n i e go p o r a z i ł a " — zoznaje L e Re-

nownie do F r a n c j i i 25.X.1415 r o z b i j a j ą w p y ł k w i a t j e j rycerstwa

l i g i e u x de S a i n t - D e n y s ; „ U t k n ę ł a m u w głowie i bardzo p o r u ­

na polach p o d A z i n e o u r t . O d l e g ł y , nieobecny duchem K a r o l V I

szyła"

k ł a d z i e w Troyes (21.V.1420) podpis pod d o k u m e n t e m wydzie­

A jednak nie z a t r z y m a ł s i ę , p o d j ą ł

— dorzuca

Jean Froissart,

obaj

świadkowie

naoczni.

straszliwe w y z w a n i e . D l a

d z i c z a j ą c y m z p r a w do t r o n u s w o j ą w ł a s n ą d y n a s t i ę — d y n a s t i ę

współczesnych

p o t o m k ó w ś w i ę t e g o L u d w i k a ! N i e b y ł o w dziejach większej h a ń ­

o s t r z e ż e n i a w y b r a ł z ł y los, ś w i a d o m i e n a ń p r z y z w o l i ł . Zgodził

b y , nie b j ł o w i ę k s z e g o upokorzenia. W w y d a w a n e j przez Pyg­

się na p r z y s z ł e cierpienie, na w z g a r d ę , na niezrozumienie, na

m a l i o n serii monograficznej

obłęd.

ncję"

1

„Królowie, którzy stworzyli

Fra­

przeskakuje się od K a r o l a V wprost do K a r o l a V I I . K a ­

r o l V I Szalony (Charles le F o u ) , j a k b r z m i jogo oficjalne i m i ę
w dzisiejszych p o d r ę c z n i k a c h i encyklopediach, jest ze w s t y d o m
przemilczany.

nie m o g ł o b y ć w ą t p l i w o ś c i . K a r o l V I p o m i m o

Kwestia mitycznej ambiwalencji obłędu — obłędu

dającego

moc — b y ł a j u ż w klasyce etnologicznej w i e l o k r o t n i e analizowana.
D o d a j m y więc t y l k o , ż e s z a l e ń s t w o d o t y k a j ą c e p o m a z a ń c a B o ­
ż e g o m a s z c z e g ó l n ą w y m o w ę i moc. N i e bez kozery p o d k r e ś l a j ą

A p r z e c i e ż k r o n i k a r z e s ą zgodni, iż ten k r ó l o b ł ą k a n y , z h a ń ­

k r o n i k a r z e z n a t r ę t n ą d o b i t n o ś c i ą , iż u m y s ł m i a ł monarcha j a ­

b i o n y , zaprzodany wrogom ojczyzny, b y l j e d n o c z e ś n i e najbardziej

sny, jeżeli t y l k o nie c h o d z i ł o o n i s k o ś ć spraw doczesnych. Cier­

w dziejach F r a n c j i k o c h a n y m . J e m u t e ż j e d y n e m u nadali w s p ó ł ­

pienie K a r o l a V I w ł ą c z a j ą c s i ę w „ p o r z ą d e k w y ż s z y " , n a b i e r a j ą c

cześni w y m o w n e i m i ę Charles lo B i e n - A i m ć — K a r o l V I N a j ­

wymiaru

ukochańszy .

metafizycznego,

Jean D e l u m e a u

H i s t o r y c y nie d o ł o ż y l i n a z b y t w i e l u s t a r a ń b y w y t ł u m a c z y ć

5

staje się f i g u r ą

i Philippe Aries

6

pasji

Chrystusowej.

zauważają,

że

motywy

„ c i e r p i ę t n i c z e " , j a k danse macabre, czy obrazy s ą d u ostatecznego,

t e n paradoks, z a d a w a l a j ą c się, j a k Michelet, o g ó l n i k a m i o l i t o ś ­

z a n i k a j ą w sztuce zachodnioeuropejskiej wraz z u t r a t ą popular­

ci l u d u dla k r ó l a , l u b u r o k u osobistym K a r o l a V I . Jedna F r a n -

n o ś c i przez w ą t e k powszechnego z m a r t w y c h w s t a n i a ( z m a r t w y c h -

chorobą

powstania ciał). Gdzie t r a c i na znaczeniu f i z y c z n o ś ć z m a r t w y c h ­

k r ó l a i c h o r o b ą p a ń s t w a . Stan k r ó l a uosabia i symbolizuje sy­

wstania, idealizuje się r ó w n i e ż i o d r y w a o d swej fizycznej do­

t u a c j ę k r a j u . Przez w s p ó ł c z u c i e d l a m o n a r c h y w y r a ż a się w s p ó ł ­

s ł o w n o ś c i rozumienie cierpienia. Z n i k a s p r z ę ż e n i e zwrotne m i ę ­

czucie d l a sponiewieranej ojczyzny. Przez m i ł o ś ć do niego, m i ­

d z y cierpieniem i odkupieniem. J e s t e ś m y j e d n a k w p e ł n y m śred­

łość do niej. — Czyż j e d n a k za K a r o l a V I I lub L u d w i k a X I ,

niowieczu. Odkupienie (czyż mesjanizm polski nie oprze się p ó ź ­

n a s t ę p c ó w n i e s z c z ę s n e g o w ł a d c y , m n i e j kochano o j c z y z n ę ? Cze­

niej na tej samej p r z e s ł a n c e ) nie m o ż e n a s t ą p i ć bez cierpienia.

coise A u t r a n d

2

stara się z b u d o w a ć p a r a l e l ę p o m i ę d z y

147

�Cierpienie p r z y n i e ś ć m u s i odkupienie. W mistycznej w y o b r a ź n i

w s z a k ż e f i g u r ą s t r a ż n i k a faryzejskiego p r z y b y w a j ą c e g o do ogro­

l u d u francuskiego p o c z ą t k ó w X V w . w y b r a n a ś w i a d o m i e m ę k a

d u oliwnego za p o t o k i e m Cedron, Joanna — a n i o ł a w bieli, sto­

i c h ś w i ę t e g o k r ó l a nie m o ż e b y ć bezcelowa. K o c h a j ą więc tego,

j ą c e g o p r z y o d s u n i ę t y m od g r o b u k a m i e n i u . Potwierdza to nie­

k t ó r y poświęcił się dla n i c h , k o c h a j ą na m i a r ę jego u p o k o r z e ń ,

skazitelna s y m e t r i a n a s t ę p n e j opozycji, gdzie przebudzenie K a ­

h a ń b y i u m ę c z e n i a . N i e b y ł o w dziejach w i ę k s z e g o upokorzenia,

rola V I I (nowego wcielenia ojca) z l e t a r g u jest znakiem zmar­

nie b y ł o więc i w i ę k s z e j m i ł o ś c i . K o c h a j ą c , c z e k a j ą w u t ę s k n i e ­

twychwstania monarchii i słodkiej Francji.

n i u , lecz i z p e w n o ś c i ą na czas odkupienia. J o a n n a d ' A r c m o ż e
przyjść.

K a r o l V I I o k a z a ł się p o t e m w i e l k i m reformatorem,

oswo-

bodzicielem P a r y ż a , z d o b y w c ą N o r m a n d i i . . . P a n o w a ł d ł u g o (39

I J o a n n a d ' A r c p o j a w i a się na scenie. Spotkanie na z a m k u
w C h i n o n 23.11.1429 n a l e ż y do n a j g ł o ś n i e j s z y c h m o m e n t ó w his­
t o r i i ś w i a t o w e j . P r z y p o m n i j m y więc n i e k t ó r e t y l k o

lat) i szczęśliwie i m i a ł d u ż o dzieci ( m . i n . L u d w i k X I i K a r o l
książę

Berry).

elementy.

J a n Baszkiewicz p r z y k ł a d a j ą c s z k i e ł k o i oko do h i s t o r i i F r a n ­

K a r o l V I I — syn N a j u k o c h a ń s z e g o m a j u ż 26 l a t . Jest niezde­

c j i nie wspomina n a w e t o d r a m a t y c z n y c h w y p a d k a c h w losie

c y d o w a n y m , c h w i e j n y m m e l a n c h o l i k i e m . N ę k a j ą go, p a r a l i ż u j ą c

M a n s ; o patetycznej scenie w C h i n o n pisze z a ś k r ó t k o , ż o jest
7

w o l ę , p o g ł o s k i o n i e ś l u b n y m pochodzeniu, w y r o k i t r a k t a t u w T r o ­

„ z a p e w n e n i e p r a w d z i w a " . Przyznaje natomiast, żo „ k r ó l K a ­

yes, j a w n a w r o g o ś ć m i e s z k a ń c ó w

tragicznej

rol V I wegetował w obłędzie" . Chwała ostrożności historyków,

s y t u a c j i k r a j u s p ę d z a w i ę c czas na dworskicli zabawach uchyla­

c h w a ł a p o s z u k i w a n i u p r a w d y przez P wielkie, j a k prawe ucho

j ą c się od wszelkiej o d p o w i e d z i a l n o ś c i w kwestiach p a ń s t w o w y c h .

słonia.

Paryża.

Pomimo

8

I nagle w c ł i o d z i ona. Poznaje go nieomylnie, m i m o przebrania,

E t n o l o g staje przed n i e o d p a r t ą p o k u s ą t r a k t o w a n i a h i s t o r i i

skrytego m i ę d z y d w o r z a n a m i . — , , I d ź do Reims Szlachetny Del­

j a k o m i t u , j a k o p r o d u k t u k u l t u r y poddanego n i e u b ł a g a n y m pra­

finie, t a m b ę d z i e s z namaszczony

i k o r o n o w a n y , t a m staniesz

w o m jej s t r u k t u r . E t n o l o g a nie interesuje j a k t o t a m n a p r a w d ę

się n a m i e s t n i k i e m Pana Niebios i k r ó l e m F r a n c j i " . M a m y t u

b y ł o , ale co b y ł o na t y l e u w y p u k l a j ą c e sens rzeczy, że z o s t a ł o

częściowe p o w t ó r z e n i e s y t u a c j i z lasu Mans. D z i w n a p o s t a ć ro­

z a p a m i ę t a n e ; co i w j a k i e j formie t r a f i ł o do ś w i a d o m o ś c i i b a g a ż u

dem z l u d u (za c h w i l ę uczeni w p i ś m i e b ę d ą p r z e s ł u c h i w a ć Jo­

k u l t u r o w e g o n a s t ę p n y c h p o k o l e ń . Porza clek, k t ó r y etnolog od­

a n n ę , czy nie jest a b y w y s ł a n n i c z k ą d i a b ł a ) , p r z y b y w a j ą c a nie

najduje w h i s t o r i i jest więc innego rodzaju, n i ż p o r z ą d e k i s t o t n y

wiadomo z czyjego poduszczenia

Ł

b y r o z p o z n a ć w ł a d c ę i prze­

dla h i s t o r y k a . P o m i m o t o jestem przekonany, iż g d y b y w y d a ­

p o w i e d z i e ć m u p r z y s z ł o ś ć . Poza t y m j e d n a k samo p r z e c i w i e ń s t w a .

rzenia w C h i n o n m i a ł y b y ć nieprawdziwe, K a r o l V I nie b y ł b y

T a m t e n b y ł , , v i r abjectissimus", J o a n n a jest m ł o d ą d z i e w c z y n ą

s z a l e ń c e m . Po p r o s t u jogo s z a l e ń s t w o nie b y ł o b y w t e d y h i s t o r i i

n a d k t ó r e j n a d p r z y r o d z o n ą p i ę k n o ś c i ą r o z w o d z i się c a ł a F r a n c j a ;

potrzebne. N i e m i a ł o b y sensu. Tymczasem i s t o t ą r z o c z y w i s t o ś c i

t a m t e n energicznego k r ó l a s k a z a ł na o b ł ą k a ń c z y letarg, t a prze­

jest sens.

ciwnie — tchnie e n e r g i ę w k r ó l a p o g r ą ż o n e g o w letargu. Jest
w t y m g ł ę b o k a , m i t y c z n a konsekwencja.

Człowiek z lasu jest

P r o s z ę w i ę c J a n a Baszkiewicza o sprostowanie jednego z d w o j ­
ga.

P R Z Y P I S Y

1

G. B o r d o n o v e , Les rois qui ont fait la France. Les
Vulois,
t . I . Charles V; t . I I . Charles VII, Paris 1985
F . A u t r a n d , Charles VI, Paris 1986
J . L e Goff, Kultura
średniowiecznej
Europy,
W - w a 1970,
s. 272

1

4

5

1

6

3

7

8

M . B l o c h , Les rois thaumaturges,
Paris 1924
J . D o l u m e a u , Le pćchć et la peur, Paris 1983, s. 102—103
P h . Aries, L'homme devant la mart, Paris 1977, s. 109
J . Baszkiewicz, Historia
Francji,
W - w a 1978, s. 168
t a m ż e , s. 163

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
