<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10059" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10059?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-26T20:07:38+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10037">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5dd7158111ff5ff7382c0e349e85cf7c.pdf</src>
      <authentication>4483ed5db84c9551872fa968c877f92a</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119611">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3237</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119612">
              <text>1986</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119613">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3033</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119614">
              <text>Skonać przed śmiercią / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119615">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.17-20</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119616">
              <text>Gebert, Konstanty</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119617">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119618">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119619">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119620">
              <text>Konstanty Gebert

S K O N A Ć PRZED Ś M I E R C I Ą

„ A n a cóż b y to nasza mądrość była, g d y b y p r z e d śmiercią
skonać nie uczyła?" — pytał Z o r i a n w Królu-Duchu.

t y l k o około ' 2 0 % zgonów należy do w y m i e n i o n y c h wyżej k a t e ­

Pytał re­

g o r i i . Ogromna większość l u d z i u m i e r a n a d a l z p o w o d u przewlek­

torycznie, rzecz j a s n a ; wątpić można czy mądrość nie zawierają­

łych chorób i — po p r o s t u — ze starości. U m i e r a n i o t a k i e nio

ca t a k i e j n a u k i znalazłaby uznanie w jego oczach. M y zaś dziś

znajduje j e d n a k p r a w i e wcale odbicia w sztuco masowej.

nie t y l k o nio w i e m y , j a k można uczyć się k o n a n i a , ałe n i e rozu­

W niodalekiej jeszcze przoszłości było inaczej. K a r t y X I X -

m i e m y toż, dlaczego konanie i śmierć t o nie t o samo. N i e u m i e m y

-wiccznycli powieści obfitują w sceny u m i e r a n i a l u d z i s t a r y c h ,

już konać; dokonać, dokończyć żywota; zwłaszcza zaś nie prag­

czy złożonych chorobą. Sądzę, że prawio całkowita nieobecność

n i e m y nawot, b y dokonanie t o miało być doskonale. Jest t y l k o

t a k i c h scen w l i t e r a t u r z e współczesnej nie jest kwostią

śmierć -— goły p r z e r y w n i k . Dlatego też skłonni jesteśmy p y t a n i e

p a d k u . Skoro nasza k u l t u r a nie może już śmierci usensownić,

bohatera

Słowackiego

przypisać

r o m a n t y c z n e m u uniesieniu

to m u s i ją uczynić przypadkową, niekonieczną. T y l k o

przy­
wtedy

pooty, a więc czemuś bądź niepoważnemu, bądź c h o r o b l i w e m u .

p y t a n i e o j e j sens samo nio będzie miało sensu. T y l k o w t e d y

T a k odtłumaczony p r a b l o m z n i k a z obszaru naszych zaintere­

przestanie być groźne. Śmierć t a k przedstawiona nie

sowań, pozostawiając co najwyżej

b y się do n i o j przygotować — skoro jost nagła. N i o u j a w n i a toż

osad n i e p o k o j u , który już

wymaga,

łatwo dajo się zagłuszyć. D o czasu — aż cudza śmierć, bądź

niczego o charakterze naszej egzystencji -

groźba śmierci własnej, nie przerwą naszej obojętności,

ją w o l a innego człowieka, a nie charakter naszoj i s t o t y . Wresz­

zaiste

godnej nieśmiertelnych.

skoro spowodowała

cie — śmierć t a k a niesie ze sobą paradoksalną otuchę.

Г о raz pierwszy uświadomiłem t o sobie g d y — j a k o młody

Cóż b o w i e m w y n i k a z i n f o r m a c j i , że p a n K o w a l s k i wpadł

psycholog — zajmowałem się psychoterapią psychoz. Myślenie

o 17.30 p o d t r a m w a j na rogu Alej i Nowogo Światu, ponosząc

i mówienie o śmiorci, lęk przed nią, jej wszechobecność, nale­

śmierć n a miejscu ? Otóż t o także — a możo przede w s z y s t k i m —

żały do stałego zestawu objawów m o i c h pacjentów i stanowiły

żo g d y b y znalazł się o n t a m minutę wczośniej czy minutę później,

jeden z ważnych wskaźników i c h odmienności, i c h „wariactwa"

g d y b y w ogóle tamtędy nie przochodził, bądź g d y b y t r a m w a j

— w sensie e t y m o l o g i c z n y m tego słowa. N i e pamiętam już j a k

jechał odrobinę szybciej l u b odrobinę wolniej

się nazywał młody chłopak, sehizofrenik, który n a m o j e p y t a ­

żyłby n a d a l . Jego śmierć jest p r z y p a d k i e m , a nio koniecznością.

n i e : „Dlaczogo t a k często myślisz o śmierci?", odparł: „ A dla­

A więc — o ilo u d a n a m się wystrzec przypadków, jesteśmy nie­

czego t y myślisz o niej t a k r z a d k o ? " Właśnie — dlaczego?

śmiertelni. T y m s a m y m znajduje potwierdzonie naszo i n t u i c y j n e

- to Kowalski

Żyjemy w obrębie k u l t u r y p o d wieloma względami bezpre­

przeświadczenie o własnej nieśmiertelności, oparte n a zaufaniu

cedensowej. Jedną z najbardziej niezwykłych j e j cech jest t o ,

do e m p i r i i . Doświadczenie b o w i e m uczy m n i e , że śmierć t o coś,

że n i e \v\ tworzyła ona własnej eschatologii a t a , którą odziedzi­

co zdarza się wyłącznio i n n y m : j a sam wszak jeszcze a n i r a z u

czyła, coraz gorzej przystajo do pozostałych k u l t u r y tej elemen­

nie umarłom...

T

tów. I n n y m i słowy — funkcjonują n a d a l podstawowe elementy
chrześcijańskiej

wizji

życia

pozagrobowego,

chrześcijańskich

rites de passage — locz i c h w y z n a w c y n i e mają już tej n i e w z r u ­
szonej pewności, że rytuały owe są właściwe, a w i z j a — p r a w d z i ­
wa. Treści religijne coraz m n i e j — zdawałoby się —

znajdują

odzwierciedlenia i potwierdzenia w ' i c h życiu. Dlaczego miałoby
być inaczej z i c h śmiercią?

listę

paradoksów

reagowania

n a śmierć.

długo

jeszcze

możnaby

ciągnąć.

było sobie p r a w o o b y w a t e l s t w a wo współczesnej refleksji n a d
kulturą: śmierć jest w naszej k u l t u r z e nieobecna — stłumiona
bądź z m i s t y f i k o w a n a — podobnie, j a k seks był nieobecny w dzie­
więtnastowiecznej k u l t u r z e mieszczańskiej. Nieobecność t a p r z y ­
biera postać ogromnej

Mało tego. Każda k u l t u r a , j a k t w i e r d z i francuski a n t r o p o l o g ,
L o u i s - V i n c e n t Thomas, jest sposobem

Ową

Potwiordzają ono przeświadczenie, któro o d pewnego czasu zdo­

trafia

się

zamaskowanej

przypadkowo.

Paradoksy,

przepaści, na którą na­
sprzeczności,

nerwowy

śmiech — oto reakcja człowieka który nagle w i d z i przepaść t a m ,

Nasza nie w y m y k a się spod tej prawidłowości i , choć j a w n i e

gdzie nie p o w i n n o być niczego. Możnaby się zastanawiać n a d t y m ,

śmierć jest w niej nieobecna, t o zawiera ona przecioż zbiór prze­

czy nie istnieje wspólny powód t a k szczególnego podejścia do

konań na t e m a t i s t o t y śmiorci, t y l e t y l k o , że wyrażony nie

spraw seksu i śmierci właśnie w naszym kręgu

wprost. A b y t o stwiordzić, w y s t a r c z y

Być może część p r z y c z y n leży w t y m , że doświadczenie sek­

przyjrzeć

się treściom

sualno i doświadczenie u m i e r a n i a ujawniają

k u l t u r y masowej w t y m zakresie.
Śmierć nie jest w k u l t u r z e masowej nioobecna t a k , j a k jest
ona nioobecna w naszych rozmowach i rozmyślaniach. Przeciw­
nie — s i a n o w i ona jeden z glównj-ch motywów p o p u l a r n e j po­
wieści czy f i l m u . Istnieją cało g a t u n k i — kryminały, t h r i l l e r y —
zbudowane wokół n i e j j a k o wątku głównego. T y l e

t y l k o , że

jest to śmierć szczególna, nagła i — najczęściej — spowodowana
czyimś a k t e m w o l i . Śmierć przedstawiona w różnych dziełach
k u l t u r y masowej

t o , przede w s z y s t k i m , m o r d e r s t w o , samobój­

stwo, śmierć w w y p a d k u l u b zawał serca. Z a w a l t e n spowodowany

kulturowym.

zasadniczą biolo-

giczność naszej i s t o t y , nasze zakorzenienie w N a t u r z e , nieusu­
walną autotoliczność f i z j o l o g i i . Zauważmy b o w i e m , żo wszelkio
inno przojawy naszej biologiczności — jedzenie, picie, oddycha­
nie, spanie, defekacja i t a k dalej dają się zinstrumentalizować
j a k o czynności niezbędno d l a sprawnego f u n k c j o n o w a n i a ciała,
j a k o w a r u n k i realizacji dalszych celów j a k i e człowiek — właści­
ciel ciała — sobie stawia. J e d y n i e śmierć i seks n i e dają się t a k
zredukować.
Idąc dalej t y m t r o p e m zauważmy, że cała złożona s t r u k t u r a

jest często czyimś działaniom, a więc także śmierć taką można

społecznych i n t e r a k c j i

interpretować j a k o efekt a k t u czyjejś w o l i . I n n e rodzaje śmierci

jest na zasadzie odroczenia nagrody. N i g d y p r a w i e nie jest t a k ,

w o m a w i a n y c h dziełach n i e występują p r a w i e wcale.

że nagrodę społeczną — niezależnie od tego, j a k a jest j o j postać —

Otóż, j a k w y n i k a ze s t a t y s t y k amerykańskich — a n i e m a
p o w o d u sądzić, żo dane polskie bardzo b y się o d n i c h różniły —

wewnątrz której

się obracamy

oparta

o t r z y m u j e się n a t y c h m i a s t p o w y k o n a n i u czynności, za którą
ona przysługuje. N i e p r z y p a d k o w o

t r e n i n g tolerancji n a odro-

17
I

�ćzenie n a g r o d y
eoojalizaeji
A
i

jest

jednym

z istotnycłi

elementów

procesu

dziecka.

tymczasem

niezmiernie p r z y

seks

oferuje

tym

gratyfikację

atrakcyjną...

A

natychmiastową

tymczasem

śmierć

wziął i u m a r ł ! " Z a w a r t a w t y m z d a n i u agresja czytelna jest nawet
g d y się n i e słyszy t o n u , w j a k i m było ono wypowiedziane.

No

ostrzega, że n a g r o d y odroczonej można się n i e doczekać... N i c

t a k , b o jeśli m e d y c y n a walczy ze śmiercią, t o człowiek umiera­

więc dziwnego, że t y m dwóm a n a r c h i s t o m k n e b l u j e się usta.

jący staje się... zdrajcą.

Pozostaje n a t o m i a s t do wyjaśnienia f a k t , że — j a k się wydaje —

Niewielu

zapewne lekarzy

zgodziłoby

się z

powyższym.

nie sposób stłumić o b u n a raz. W tłumiącej seks epoce wiktoriań­

A jednak — czymże jest terapeutyczna zażartość, z jaką u t r z y ­

skiej śmierć była wszechobecna.

Dziś — o d w r o t n i e . Mnożą się

m u j e się p r z y życiu l u d z i nieraz po k i l k u śmierciach k l i n i c z n y c h ,

najbardziej n a w e t dosłowne podręczniki ars a m a n d i ; daremnie

j a k n i e w y r a z e m osobistej r y w a l i z a c j i lekarza ze śmiercią, jego

j e d n a k byś szukał t r a k t a t u ars m o r i e n d i .
Zaś podręcznik t a k i wydaje

osobistej z nią w a l k i , w której w o l a pacjenta n i e l i c z y się już

się czymś niezbędnym. Póki

zupełnie ? Zresztą,

sprawę tę można

zanalizować

na

innym

żyjemy, unikając śmierci cudzej i n a w e t myśli o śmierci własnej,

przykładzie — wystarczy przyjrzeć się t e m u , j a k pacjenci u m i e ­

jesteśmy bezpieczni.

rający są — a raczej: n i e są — i n f o r m o w a n i o s w y m stanie.

K o n a n i e kogoś bliskiego, czy zapowiedź

naszego własnego krosu, rozbija jednak t o złudne poczucie i zo­

Także i t u n i e liczy się w o l a samego pacjenta, locz „interes te­

stawia nas bezradnych i przerażonych. Co począć wobec śmierci?

r a p i i " , r o z p a t r y w a n y niezależnie o d n i e j .

J a k się zachować ?

Z badań w y n i k a dość jednoznacznie, że większość pacjentów

N i e u s u w a l n y t r a g i z m śmierci pogłębia d o d a t k o w o f a k t , że

chce móc uzyskać wiarygodną informację o s w y m stanie — jeśli

j e d n o s t k a zostaje z niej w dużym s t o p n i u wywłaszczona. U m i e ­

tego zapragną. W polskiej m e d y c y n i e obowiązuje wszelako zasa­

r a m y najczęściej w s z p i t a l u — w miejscu które nie jest nasze,

da, że pacjenta umierającego wolno informować o jego stanie

i do którego reguł m u s i m y się dostosować. S z p i t a l narzuca n a m

t y l k o w p r z y p a d k a c h wyjątkowych, w pozostałych zaś należy

swój sposób postępowania — b a ! — nawet pozbawia nas wiedzy

uchylać się o d odpowiedzi l u b wręcz kłamać. Co więcej — często

0 t y m , czy śmierć już jest b l i s k a . Otaczają nas ludzie, którzy

k r y t y k u j e się, bezwzględnie j a k o b y obowiązującą n a Zachodzie

szamoczą się między swą rozpaczą a lękiem, między próbą doroś-

zasadę i n f o r m o w a n i a w s z y s t k i c h i w każdej s y t u a c j i , za j e j b r u ­

nięcia do wymogów dokonującego się a k t u , a skłonnością do

talność i antyhumanistyczność.

ucieczki w kłamstwo, chroniące i c h bardziej niż nas. Wreszcie —

Takie postawienie sprawy — albo informować należy wszyst­

umieranie dokonuje się poza k o n t e k s t e m społecznym; t o ostatnie

k i c h , albo nikogo — jest po p r o s t u n i e p o r o z u m i e n i e m . Pacjent

wydarzenie w życiu człowioka pozbawione jest społecznie war­

m a prawo wiedzieć, j a k i jest jego stan, ale m a także p r a w o n i e

tościowanych odniesień. P r z y j r z y j m y

się konsekwencjom

tego

s t a n u rzeczy.
„Medycyna

wiedzieć — i t y l k o o n w i n i e n t u decydować. G d y lekarz podej­
m u j e tę decyzję za niego, t y m s a m y m t r a k t u j e sprawę jego u m i e ­

walczy

ze śmiercią" —

t o hasło

wyraża istotę dominującej n a d a l ideologii medycznej.

najpełniej
Faktycz­

r a n i a j a k o mieszczącą się w obszarze s w y c h k o m p e t e n c j i , j a k o
zagadnienie

czysto medyczne,

techniczne. Zaprzeczony

zostaje

n i e jest t a k , że począwszy o d przełomu połowy ubiegłego w i e k u ,

t y m s a m y m w y m i a r psychologiczny,

n a u k i medyczne kroczą o d sukcesu do sukcesu w dzieło leczenia

f i z y c z n y u m i e r a n i a . Znów jest t y l k o śmierć. N i e m a konania.

1 profilaktyki

większości chorób; s t a t y s t y c z n a długość

wydłużyła się znacznie;

wreszcie

u z n a w a n y c h za nieuleczalne

życia

— szereg stanów uprzednio

obecnie

n i e nastręcza

społeczny, b a ! —

Śmierć jest w r o g i e m lekarza, pacjent zaś — j e d y n i e

meta­

terenem

ich bitwy...

większych

W y d a j e się rzeczą oczywistą, że t r a k t o w a n i e pacjenta j a k o

trudności t e r a p e u t y c z n y c h . I choć te sukcesy w walce z chorobą

osoby w y m a g a , b y t o j e m u pozostawić decyzję, czy i k i e d y m a

są imponujące, t o nie zmienia t o podstawowego

się o n dowiedzieć p r a w d y o s w y m stanie. Jest t o możliwe j e d n a k

jako przeciwnik, musi

f a k t u : śmierć,
zwy­

jedynie w t e d y , g d y między lekarzem a pacjentem wytworzą się

cięstwo. Lekarze wyznający ideologię w a l k i ze śmiercią skazują

stosunki oparte n a zaufaniu i szacunku. Jeżeli j o d n a k pacjent

się n a serię n i e u s t a n n y c h klęsk.

nieuchronnie odnieść ostateczne

jest świadkiem — j a k t o się często zdarza — j a k n a jego szpitalnej

N a t y m j e d n a k n i e koniec. S y t u a c j a pacjenta umierającego

sali umierają i n n i pacjenci, którym lekarz mówił wszak, że w y ­

staje się, w kontekście „walki m e d y c y n y ze śmiercią", mocno

zdrowieją — t o o t a k i c h stosunkach n i e m a m o w y . Przeciwnie —

II.

18
i

dwuznaczna. Jakże często zdarzyło m i się słyszeć z ust lekarzy
t a k i e sformułowanie: „ J a go d w a razy reanimowałem, a o n m i

1. N a d trumną s t o i najbliższa r o d z i n a . G r a b i e , w o j . k r a k o w s k i e , 1931 r .
F o t . w y k . f o t o g r a f K a r a ś z N i e p o ł o m i c , nadesłała Stanisława W i l k

�I

pacjent t r a c i zaufanie do swojego lekarza i pozostaje

sam ze

postrzegane

j a k o wiarygodne przez m i l i o n y czytelników c z y l i

s w o i m lękiem. Jego tragiczna bezradność wobec własnego umie­

że spełniają niezwykle istotną rolę, której t r a d y c y j n e eschato­

r a n i a zyskuje jeszcze jeden w y m i a r .

logie nie są już w stanie spełnić w świecie, w którym sankcja

W środowisku s z p i t a l n y m nio sposób uniknąć komunikatów
n a t e m a t zbliżającej się śmierci — t y l e t y l k o , że k o m u n i k a t y
te są maskowane. T a k więc, nagły wzrost czy spadek zaintereso­
w a n i a ze s t r o n y porsonolu często jost konsekwencją

prognozy

jego zgonu w niedalekiej przyszłości. W o b u p r z y p a d k a c h m a m y

n a u k i zastąpiła, w dużym s t o p n i u , sankcję objawienia. Fenomen
Moody'ego stosuje się do p r a w a wyłożonego przez C G . J u n g a w
jego t r a k t a c i e o U F O — ludzie niegdyś w i d z i e l i n a niebie anioły
a teraz — obce s t a t k i kosmiczne. Potrzeba pozostaje
n i o n a ; jej zaspokojenie

niezmie­

zaś przybierać może różne f o r m y .

do czynienia z odreagowaniem przez personel swej bezradności,

Większość pacjentów t e r m i n a l n y c h nie wie j e d n a k n a d a l

czy t o przez nadmierną aktywność (zwłaszcza charakterystyczną

n i c o M o o d y m , zaś księdza wzywać nie chce, gdyż oznaczałoby

d l a personelu niższego, i g d y pacjent był l u b i a n y ) , czy t o przez

t o przyznanie, że śmierć rzeczywiście jest tuż. I n n y c h rozmówców

bierność —

zaś właściwie nie mają; pozostaje więc jedynie samotna w a l k a .

typową d l a lekarzy, przegrywających

swą walkę

ze śmiercią. T e n o s t a t n i sposób zachowania się b y w a często i n ­
I n n y m zbiorem sygnałów są informacje, podpowiadano przez
współpacjentów. I n f o r m a c j o te mogą być — i najczęściej są —
zupełnie fałszywe, w s y t u a c j i j e d n a k g d y pacjent odcięty jest
przez swego lekarza o d źródła i n f o r m a c j i w i a r y g o d n y c h , odgry­
wają pewną rolę. Wreszcie, wskaźnikiem b y w a t u zachowanie się
odwiedzających pacjenta jego najbliższych. W polskiej p r a k t y c e
medycznej przyjęte jest i n f o r m o w a n i e r o d z i n y o stanie chorego,
z równoczesnym zakazem i n f o r m o w a n i a go o t y m — d l a jego
dobra. O w a niewypowiedziana wiedza ciąży n a d odwiedzającymi,
sprawia, że zaczynają o n i unikać rozmów n a t e m a t jego s t a n u
l u b — przeciwnie — ujawniają nieoczekiwany o p t y m i z m . Pacjent
odczuwa zmianę, lecz n i e jost w stanie dowiedzieć się o j o j p r z y ­
czynia. W i e t y l k o , żo k o n t a k t z n i m staje się d l a najbliższych
trudniejszy.
pacjent, są więc różnorodne i niepewne. W s z y s t k i e j e d n a k wiążą
się z osłabieniem jego k o n t a k t u z i n n y m i ludźmi, z u t r u d n i e n i e m
k o m u n i k a c j i . Pacjent nie wie, j a k a jest tego p r z y c z y n a — choć
może, w b r e w sobie, domyślać się j e j . T o , czego doświadcza n a
poziomio społecznym, zbliżone jost do odrzucenia. N a poziomie
—

bezradność. N a poziomie

metafizycznym

wreszcie — niopowność i lęk. E m o c j a m i t y m i n i e m a się on z re­
guły z k i m dzielić — d l a większości jego p o t e n c j a l n y c h rozmów­
ców są one równio zagrażająco. Ze swą niewypowiedzianą śmiercią
pacjent pozostaje

więc sam.

N i e p o w i n n a więc dziwić ogromna popularność książek
R a y m u n d a Moody'ego, który w Życiu po życiu i
Heflcksjach
o życiu po życiu przedstawił eschatologię obdarzoną sankcją
naukową. N i o m a sensu, w t y m miejscu, dyskutować n a t e m a t
naukowej wiarygodności prac Moody'ego. W y s t a r c z y , że są

tę zawdzięczamy w

dużym

s t o p n i u p i o n i e r s k i m p r a c o m E l i s a b e t h Kubler-Ross. F a k t , że
psychologia zaczęła badać śmierć wzbudza j e d n a k a m b i w a l e n t n e
uczucia. Z jednej b o w i e m s t r o n y jest t o w y r a z e m zainteresowania
psychologii p o d s t a w o w y m i p r o b l e m a m i l u d z k i e j k o n d y c j i , nie­
zależnie o d — w t y m w y p a d k u o g r o m n y c h — trudności meto­
dologicznych, j a k i e wzbudza i c h badanie. Z drugiej j e d n a k nie
sposób n i e zauważyć, że t y m s a m y m umieranie staje się domeną
k o l e j n y c h speejalistów, po lekarzach i przedsiębiorcach pogrze­
b o w y c h . N i e w y k l u c z o n y m wydaje

się t a k i rozwój

wypadków

który s p r a w i , że n a t e m a t śmiorci n i e będzie można wypowiadać
się nie posiadając solidnego zaplecza naukowego, zaś samo zja­
wisko uznawane będzie za szczególny rodzaj stresu, budzącego
reakcje psychologiczne. Już b o w i e m wygłasza się, na zjazdach
t o w a r z y s t w p s y c h i a t r y c z n y c h , referaty n a t e m a t
żałoby, już w z y w a

Sygnały, j a k i o w związku ze s w o i m u m i e r a n i e m odbiera

psychologicznym

W psychologii w i a d o m o już trochę o psychologicznej d y n a ­
mice procesu u m i e r a n i a . Wiedzę

t e r p r e t o w a n y przez pacjentów j a k o odrzucenie.

umierających

Psychopatologii

się psychiatrów, b y m o d y f i k o w a l i

w k i e r u n k u pożądanym przoz

reakcje

i c h lokarzy. T o j

ostatniej sprawie poświęcimy poniżej nieco u w a g i .
E l i s a b e t h Kubler-Ross jest autorką znanej koncepcji w myśl
której

większość

umierających

przechodzi

przez

kolejne,

wyraźnie różniące się między sobą stadia r e a k c j i psychologicz­
n y c h , o d m o m e n t u dowiedzenia

się, w t e n czy i n n y sposób,

o t y m , że niebawem umrę — aż p o zgon. Stadia te, t o k o l e j n o :
zaprzeczenie, agresja, targowanie się, rezygnacja

i akceptacja.

W a r t o pamiętać, że występują one w sposób c z y t e l n y j e d y n i e
u osób, które nie doświadczają ostrego chronicznego bólu, bądź
u których ból t e n jest p o d skuteczną kontrolą farmakologiczną.
W a r t o także zauważyć, że u poszczególnych osób kolejność sta­
diów może być różna, niektóre stadia mogą nie wystąpić wcale,
bądź też występować p o k i l k a razy. B a d a n i a k l i n i c z n e j e d n a k
świadczą o t y m , że model t e n jest o d p o w i e d n i w z n a k o m i t e j
większości przypadków.

I I . 2. P o g r z e b A n d r z e j a Wąsika, 1940 r . F o t . nadesłała Elżbieta F i l i p e k z L u b l i n a

19

�N i e będziemy t u przedstawiać treści poszczególnych stadiów.

t u r y , m i m o l i c z n y c h i różnorodnych zafałszowali, j a k i m i konanie,

Książki Kubler-Ross znane są w Polsce, i do n i c h odsyłam Czy­

i śmierć zostały poddane. Ocalała w ,,ludowej t a n a t o p s y c h o l o g i i "

t e l n i k a . W a r t o jodnak zastanowić się n a d k i l k o m a szczegółowymi

Moody'ogo,

t r a k t o w a n e j t u j a k o przykład pewnej

sprawami.

kulturowoj;

ocalała także w samej

W y d a j e się, że opisana przez amerykańską lekarkę d y n a m i k a
— o d zaprzeczania
akceptację

prawdziwości i n f o r m a c j i o zagrożeniu, po

samego zagrożenia —

jest c h a r a k t e r y s t y c z n a nie

możliwości

naturze u m i e r a n i a , stwa­

rzającej szansę na dokonanio żywota w zgodzie ze sobą i światem.
Jednakże, choćby nawet zniknęły opisane powyżej

przeszkody

i b a r i e r y , t o szansa t a pozostałaby szansą t y l k o , a równic byłaby

t y l k o d l a u m i e r a n i a , lecz generalnie d l a w s z y s t k i c h procesów go­

daleką o d spełnienia. J a k k o l w i e k b y t o b o w i e m dziwacznio n i e

dzenia się z nieuchronną stratą. Potwierdzają to badania n a d

brzmiało, u m i e r a m y zawsze komuś. B y konanie miało sens, t o n

ludźmi tracącymi w z r o k , a także niektóre kazuistyczne dane n a

ktoś m u s i pozostać z n a m i w nieobojętnym dialogu.

t e m a t zachowania się przyszłych samobójców przed p l a n o w a n y m

Naturalnym

targnięciem się n a własne życie. Więcej — w p o d o b n y sposób

r o d z i n a , przyjaciele.

zdajemy

X I X - w i e c z n e j powieści. Jakże często n a j e j k a r t a c h można było

się reagować n a stratę psychologiczną czy społoczną.

Opisane przez Kubler-Ross stadia znakomicie oddają

przebieg

„rozmówcą"

umierającego

byli

jego

bliscy,

Znów pragnę się odwołać do przykładu

spotkać scenę u m i e r a n i a jakiegoś godnego starca, głowy r o d u .

godzenia się z utratą czyjejś miłości. Ów w y m i a r ogólności sta­

Leżał

n o w i d o d a t k o w e potwierdzenie wartości tego m o d e l u .

w napięciu na jogo słowa. Napięcie t o zaś wynikało nie t y l k o

Z drugiej s t r o n y , w a r t o zauważyć żo, m i m o pewnej różno­

na swym

łożu

otoczony

najbliższymi,

wyczekującymi

z tego, że umierający mógł rozdysponować swój majątek między

rodności i c h występowania u różnych l u d z i , stadia w tej k o l e j ­

zgromadzonych. Jogo podstaw'a leżała głębiej, w — być może

ności, w j a k i e j opisała je badaczka, wynikają z siebie w sposób

nie w pełni uświadamianej — stracie, jaką ponosiła cała grupa.

logiczny i kolejno się warunkują. T a k więc można się spodziewać,

Razom

że w-ystąpienie

całe jogo życiowo doświadczenie, s u m m a wiedzy,

s t a d i u m akceptacji

możliwe

jest

dopiero

po

z t y m starcem umierało przecież, ginęło

bezpowrotnie
przekonań,

w y c z e r p a n i u się m o t y w a c j i do agresji czy rezygnacji ze stadiów

mądrości zgromadzonych

i doskonalonych przez dziesięciolecia

wcześniejszych. Jeżeli t a k jest, to wszelka interwencja w psycho­

życia w świecie, który przecież był zasadniczo t a k i sam j a k świat

logiczne funkcjonowanie umierającego byłaby niewskazana.

t y c h , którzy pozostawali p r z y życiu. T a bezcenna wiedza ginęła;

się inaczej. P s y c h i a t r a — k o n s u l t a n t

słowa, j a k i e starzec wypowiadał n a łożu śmierci miały być jej

jodnego z w i e l k i c h warszawskich s z p i t a l i opowiadał m i , że do

podsumowaniem i przez t o były podwójnio cenne i ważne. Takżo

l u d z i umierających jest w z y w a n y z reguły po t o , b y n a życzenie

i d l a umierającego, sądzić można, oczekiwanio to było znaczące.

Tymczasem

dzieje

ich l e k a r z y farmakologicznie osłabiać i c h agresję bądź w y d o b y ­

Oto jego śmierć n i o była już j o d n o s t k o w y m i p r z y p a d k o w y m

wać i c h z rezygnacji. W o b u w y p a d k a c h m a m y do czynienia

przerwaniem ciągu b a n a l n y c h zdarzeń. Nabierała w y m i a r u ogół-

z k o n f l i k t e m między interesami personolu a p a c j e n t a : w t y m

nogo, stawała się w y d a r z e n i o m i s t o t n y m d l a i n n y c h l u d z i . Świa­

d r u g i m j e d n a k m a m y do czynionia ze szczególnym lekeeważoniem

domość t a k a , j a k sądzę, ułatwiała akceptację śmiorci i ułatwiała

p r a w tego ostatniego. Jeśli b o w i e m agresywność pacjenta jest

uczonio się k o n a n i a .

zapewno poważnym u t r u d n i e n i e m w życiu oddziału i , być może,
powinna

dla ogólnego

d o b r a być spacyfikowana,

to

pacjent

w fazie rezygnacji n i e w a d z i n i k o m u . Przeciwnie — jest b i o r n y ,
obojętny, w y c o f a n y z otaczającego go świata. Lekarze są zdania,
żo pacjent t a k i utracił wolę w a l k i z chorobą i nie współpracuje
w t e r a p i i ; jest t o zapewne p r a w d a . I s t o t n e jest j e d n a k p r z y c z y n a ,
dla której t a k się dzieje.

Opisałem wcześniej liczne b a r i e r y k o m u n i k a c y j n e , pojawia­
jące się dziś między umierającym a pozostającymi p r z y życiu.
Zapewne nie n a j m n i o j ważną z n i c h jest t o , że s y t u a c j a t a k a
j a k t a , zapewne dziś n i o mogłaby mieć miejsce. I mniejsza już,
że w y m a g a ona sceny, n a której umierający byłby głównym pod­
m i o t e m , a n i e j e d n y m z przedmiotów, j a k dzieje się to n a szpital­
nej sali. Ważniejsze jest, że t r u d n o sobie wyobrazić, co u m i e r a ­

G d y zacząłem pracować j a k o psycholog w s z p i t a l u ogólnym,

jący dziadek miałby dziś do powiodzenia swemu dorosłemu w n u ­

jedną z m o i c h pacjentek była sześćdziesięcioletnia prawie kobieta,

k o w i . J a k i o treści miałby m u przokazać, b y obaj m i o l i pewność,

umierająca

że są one znaczące? Jaką wiedzę objawić, skoro jest t o wiedza

z p o w o d u nieuleczalnego

n o w o t w o r u , i świadoma

swego stanu. Skierował m n i o do nioj j e j lekarz

prowadzący,

uskarżając się n a jej apatię i bierność. N a moje

z innego, umierającego świata ? Umierający s t a r y człowiek jest

nieporadne

sam ze s w y m przeświadczeniem, że bagaż doświadczeń całego

próby nawiązania z nią k o n t a k t u i poprawienia j e j n a s t r o j u ,

jogo życia jego w n u k o w i jest niepotrzebny, skoro świat, w którym

odpowiedziała nieoczekiwanie p y t a n i e m :

żyje w n u k , jest t a k i n n y o d dziadkowogo świata. S t a r y człowiek

— Czy umarł p a n u kiedyś ktoś b l i s k i ?

umrze nie wiodząc, że jest w błędzie, a g d y w n u k o d k r y j e to

— Tak... — odpowiedziałem

samo, toż będzie już za późno.

zaskoczony

— I co p a n w t o d y czuł? — pytała d a l e j
— No... s m u t e k , żal, ból, byłem otępiały,
— No

zobojętniały...

w i d z i p a n . T a k p a n zareagował n a śmierć

jednej

osoby. A m n i e u m i e r a cały świat. C h y b a m a m prawo być s m u t n a ?
Sprawa t a wydaje się kluczowa. B y możliwą była akceptacja
własnego odejścia, b y można było skonać przed śmiercią, trzeba
b y umierający rozluźnił i zerwał więzy, łączące go ze światem
żywych. Niegdyś n a to właśnie nastawione były wszystkie r y ­
tuały przejścia związane z u m i e r a n i e m . I c h celem było ułatwienie

Gdzież więc wasza mądrość ? — spytałby Z o r i a n .
W H o s p i c j u m p o d wezwaniom Św. K r z y s z t o f a p o d L o n d y ­
n e m , n a ścianie w i s i obraz, n a m a l o w a n y przez jednogo z pacjen­
tów n a krótko przed śmiercią. Przedstawia spokojne, l e k k o f a l u ­
jące morze. N a p i e r w s z y m planie widać kawałek brzegu a w głębi,
p r a w i e n a l i n i i h o r y z o n t u , odpływającą coraz dałej małą

łódkę

z biabym żaglem. N a pokładzie samotna postać l u d z k a spogląda
k u otwartemu morzu.

świat.

T e n sam pacjent, w k i l k a d n i p o przyjęciu go do H o s p i c j u m ,

p r z y t r z y m u j e umiorającogo w świecie żywych,

które jest ośrodkiem t e r a p i i chronicznego bólu, narysował był

j e d y n y m j a k i istnieje. Stąd rozpaczliwa, z góry skazana n a klęskę

r y s u n e k , przedstawiający człowieka z powykręcanymi członkami,

odejścia umiorającogo
Dziś wszystko

na t a m t e m , lepszy

i ważniejszy

w a l k a , jaką i m każe się ze śmiercią toczyć. Stąd i c h samotność —

wgniecionego

bo n i k t n i e chce słyszeć i c h rozpaczy. Stąd i c h odrzucenie — bo

łóżka. Jego ręce w m o d l i t e w n y m geście wyciągają się w stronę

podejrzewa się, i słusznie, że mogą chcieć przejść n a stronę wroga

ogromnej s t r z y k a w k i ze środkiem przeciwbólowym.

— śmierci.
T a k więc wydaje

przytłaczającą

siłą w materac swego

szpitalnego

Jeżeli będziemy u m i e l i przejść drogę o d tego r y s u n k u do
się, że „mądrość, która przed śmiercią

skonać b y uczyła" n i e została całkowicie w y p a r t a z naszej k u l ­

tego obrazu, i jeżeli będziemy m i e l i d l a kogo obraz t a k i nama­
lować — w t e d y będziemy u m i o l i odpowiodzieć Z o r i a n o w i .

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
