<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10057" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10057?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:10:47+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10035">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0c782037602a14af29c400bf9e57b1b3.pdf</src>
      <authentication>ea49f0aa74ca56605db404d1a9a86a8a</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="4">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25236">
                <text>Lud</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154689">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154690">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154691">
                <text>pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154692">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154693">
                <text>czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119588">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4608</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119589">
              <text>1972</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119590">
              <text>film etnograficzny</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119591">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4280</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119592">
              <text>Film, czyli opowieść najprawdziwsza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1972 t.26 z.1</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119593">
              <text>Polska Sztuka Ludowa 1972 t.26 z.1:s.;11-26</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119594">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119595">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119596">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119597">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119598">
              <text>Aleksander Jackowski

FILM, CZYLI OPOWIEŚĆ NAJPRAWDZIWSZA
Nie doceniamy roli f i l m u w badaniach nad l u d o w ą
kulturą artystyczną, wciąż bowiem widzimy film, zwła­
szcza d o k u m e n t a l n y , j a k o f a k t j e d n o r a z o w y , j a k o p r z y ­
padkowego, nie zawsze p o ż ą d a n e g o towarzysza d ł u g i e g o
m e t r a ż u . Z r e s z t ą gdzie m o ż n a o k r e ś l o n y d o k u m e n t zo­
baczyć? Gdzie m o ż n a t a k z niego k o r z y s t a ć , j a k z k s i ą ż ­
k i czy m a t e r i a ł ó w n a u k o w y c h ? P r z e c i e ż n i e n a s p o r a ­
dycznych p r z e g l ą d a c h w r ó ż n y c h miastach kraju...
N i e w y t w o r z y l i ś m y jeszcze n a w y k u k o r z y s t a n i a z f i l ­
m u j a k o d o k u m e n t u , nie m a m y c z y t n i k ó w
filmowych
w bibliotekach, pracowniach muzealnych, a nawet I n ­
s t y t u t u S z t u k i . I n s t y t u c j e te nie m a j ą z r e s z t ą s w o i c h
specjalistycznych filmotek, s t ą d dotarcie do p o ż ą d a n e g o
t y t u ł u nie jest ł a t w e . M o ż n a jednak b y ć p e w n y m , że
w k r ó t c e s y t u a c j a z m i e n i s i ę r a d y k a l n i e za s p r a w ą n o ­
w y c h zdobyczy t e c h n i k i (videofony kasetowe) i u g r u n ­
towania się w ś w i a d o m o ś c i powszechnej roli f i l m u j a k o
dokumentu naukowego, a nawet pozycji badawczej. D l a ­
tego w y d a j e s i ę s ł u s z n e dostrzec na t y c h ł a m a c h f i l m
j a k o sojusznika. F i l m , k t ó r y niekiedy m ó w i w i ę c e j o sy­
tuacji k u l t u r o w e j niż a r t y k u ł , a w k a ż d y m razie m ó w i
i n a c z e j , o g ó l n i e j , s p r z ę g a j ą c ze s o b ą r ó ż n e f a k t y ,
na
pozór nieważne, a przecież tworzące klimat rzeczywi­
stości.
Artykuł
bowiem wyjaśnia,
informuje o pewnym
ciągu „ l i n i o w y m " faktów. Film, może b y ć „polifoniczny".
A r t y k u ł daje o c e n ę — f i l m s y t u a c j ę , z k t ó r e j w i d z s a m
w y c i ą g a w n i o s k i , c z a s e m b a r d z i e j n a w e t b o g a t e n i ż te,
jakie m o ż e z a i n s p i r o w a ć tekst pisany. A przy t y m f i l m
działa skrótem, kondensacją, każąc odbierać różne m y ­
śli, r ó ż n e aspekty z j a w i s k a j e d n o c z e ś n i e , t a k j a k
to s i ę d z i e j e w ż y c i u , p o d c z a s g d y a r t y k u ł , n a w e t r e ­
portaż, atakuje różne elementy rzeczywistości po kolei.
Nie przypadkiem p a d ł o t u słowo „reportaż". Bo
f i l m d o k u m e n t a l n y b y w a często najbliższy technice re­
p o r t a ż u i c h y b a j e s t to f o r m a j u ż w y s o c e u k s z t a ł t o w a ­
na, podczas g d y f i l m j a k o p r o p o z y c j a spojrzenia na p e ­
w n ą d z i e d z i n ę s z t u k i czy n a w e t n a c z ł o w i e k a - t w ó r c ę ,
nie
wypracował
jeszcze
koncepcji
równie
dojrzałej
i atrakcyjnej.

ł u b i ń s k i m i jego w y p r a w a c h w T a t r y . T w o r z y m y z su­
m y i n f o r m a c j i s w o j e w y o b r a ż e n i e , i m a g i n u j e m y sobie —
a l e co? n a i l e t r a f n i e ? C z y g d y b y i s t n i a ł
dokument
f i l m o w y , n i e w n i ó s ł b y o n feotrefctury, p o g ł ę b i e n i a o b r a z u ,
k t ó r y n a m s i ę j a w i , g d y sobie w y o b r a ż a m y
prze­
szłość?
Oczywiście: Marek Nowakowski, Dymny, Głowacki,
H i m m i l s b a c h — wszyscy oni dają dużo z aury folkloru
p r z e d m i e ś ć , bazaru R ó ż y c k i e g o czy odpustu. A l e nasi
w n u k o w i e b ę d ą m i e l i p e ł n i e j s z y o b r a z tego
odpustu
z f i l m ó w S k ó r z e w s k i e g o , H o f f m a n a czy G r a b o w s k i e g o ,
m i m o ż e l i t e r a t u r a m o ż e i m d a w a ć w i ę k s z e i i n n e sa­
tysfakcje
estetyczne.
S z a n u j m y w i ę c f i l m j a k o d o k u m e n t p o z n a w c z y , bo
n i c g o n i e z a s t ą p i . I t w i e r d z ę , w s z y s t k i e te f i l m y , p r z e ­
l a t u j ą c e d z i ś bez ł a d u i s k ł a d u p r z e z e k r a n y , d o p i e r o
za l a t i l e ś t a m s t a n ą s i ę n a p r a w d ę w a ż n e . B ę d ą n i e o c e ­
n i o n y m d o k u m e n t e m czasu m i n i o n e g o , t a k j a k j u ż t e r a z
t a k i m d o k u m e n t e m s ą s e k w e n c j e k r ę c o n e w czasie p o ­
wstania warszawskiego. A więc dwa postulaty:
1 — te f i l m y n i e p o w i n n y u l e c z n i s z c z e n i u , o d k s z t a ł ­
ceniu, z w ł a s z c z a barwa, k t ó r a w dokumentach, o jakie
n a m chodzi, gra r o l ę k a p i t a l n ą , a deformuje się prze­
r a ź l i w i e szybko. P r o b l e m k o n s e r w a c j i w y b r a n y c h f i l m ó w
i zabezpieczenia p r z e d zniszczeniem m a t e r i a ł ó w k r ę c o ­
n y c h do k r o n i k f i l m o w y c h , t e l e w i z y j n y c h — jest w i ę c
zadaniem wielkiej
wagi;
2 •— p o w i n n i ś m y szerzej w y k o r z y s t y w a ć f i l m w d z i a ­
łalności
filmowo-dokumentacyjnej. Podsuwać
tematy,
d b a ć o i c h r z e t e l n o ś ć i n f o r m a c y j n ą . Skoro nie m o ż e m y
sami k r ę c i ć w terenie, zadbajmy o to, aby s t w o r z y ć k a ­
talog p r o p o n o w a n y c h t e m a t ó w , k t ó r e n a l e ż a ł o b y suge­
rować filmowcom. I t y m w wytwórniach, i t y m z te­
l e w i z j i , i a m a t o r o m , k t ó r z y k r ę c ą p r z e c i e ż c o r a z lepsze
i ciekawsze
filmy.
Filmy, które
na

łamach

z ostatnich
1

pozycji .

omawiam, dotyczą

naszego

pisma.

lat i należą

W

tematyki

goszczącej

większości

pochodzą

do bardziej

reprezentatywnych

Pomijam w t y m przeglądzie tematy z Kroniki

N i e o g r a n i c z a m z r e s z t ą r o l i f i l m u do d o k u m e n t u ,
reportażu z rzeczywistości. M a m y filmy, które docierają
do i s t o t y z j a w i s k a k u l t u r o w e g o i w y j a ś n i a j ą j e t a k , j a k
nie czyni tego l i t e r a t u r a n a u k o w a . A dzieje s i ę to przez
selekcję faktów, które w i d z i a n e u r u c h a m i a j ą w na­
szej w y o b r a ź n i b o d ź c e a n a l o g i c z n e do t y c h , k t ó r e d z i a ­
łają w rzeczywistej sytuacji. F i l m przy t y m d a ć m o ż e
w i d z o w i obok treści poznawczych r ó w n i e ż i przeżycie
artystyczne.

Filmowej,

W r e s z c i e s p r a w a r o l i f i l m u j a k o d o k u m e n t u czasu
m i n i o n e g o . M a ł o o t y m m y ś l i m y , a rzecz j e s t w a ż n a ,
m o ż e i n a j w a ż n i e j s z a . F i l m dzieje s i ę n a naszych oczach,
rejestruje
zjawiska n a m współczesne. Nie doceniamy
j e d n a k tego, ż e d a j e n a m n a j p e ł n i e j s z y o b r a z o b r z ę d u ,
o b y c z a j u , z j a w i s k k u l t u r y . A l e za l a t k i l k a d z i e s i ą t , b a ,
kilkanaście, tylko film pokaże, jak wyglądały w pięć­
d z i e s i ą t y c h czy s z e ś ć d z i e s i ą t y c h l a t a c h p i e l g r z y m k i
do
K a l w a r i i Z e b r z y d o w s k i e j czy C z ę s t o c h o w y . J a k i e b y ł y
j a r m a r k i , odpusty, zabawy, j a k i b y ł rzeczywisty i c h k o ­
loryt. Proszę pomyśleć — m a m y m n ó s t w o przekazów p i ­
sanych, l i t e r a c k i c h np. o k o ń c u X I X w., c h o ć b y o Cha­

P i e r w s z ą g r u p ę s t a n o w i ą dokumenty, chciałoby się
p o w i e d z i e ć — d o k u m e n t y autentyczne, j a k o że b y w a j ą
r ó w n i e ż „ d o k u m e n t y " inscenizowane. D o k u m e n t w i e r n y ,
to t a k i , k t ó r y r e j e s t r u j e stan r z e c z y w i s t y , obraz k u l t u ­
ry, e l e m e n t ó w z a r ó w n o reliktowych, j a k nowych, w y ­
s t ę p u j ą c y c h w d a n y m czasie. J e s t p o d p a t r z e n i e m ż y c i a ,
wydarzenia — k t ó r e m a miejsce i k t ó r e r o z g r y w a się
n i e s p r o w o k o w a n e p r z e z e k i p ę f i l m o w ą , a w i ę c bez j e j
i n t e r w e n i u j ą c e g o u d z i a ł u . F i l m y takie — o d u ż e j randze
poznawczej, nieocenione
jako świadectwo
historyczne
p e w n y c h f o r m naszej o b y c z a j o w o ś c i i zarazem z r e a l i ­
zowane z d u ż ą k u l t u r ą a r t y s t y c z n ą , to przede wszyst-

1

filmy

telewizyjne

oraz

filmy

instytucje naukowe, D o m y K u l t u r y i

kręcone

przez

amatorów.

M o ż e m n i e s p o t k a ć zarzut, że oceniam t u f i l m y
wstałe

w

różnym

rabasz t a k
mi
lecz

nie
o

o

j u ż dziś
analizę

spojrzenie

gdyż filmy,
swego

czasie,

nie t w o r z ą .

twórczości
na

o których

czasu.

I

że ani Makarczyński,

tak

To prawda,

tego

całokształt

ale

po­
Ka-

chodzi

czy i n n e g o

reżysera,

istniejącego

dorobku,

t u piszę, są przecież
je

ani

dokumentem

widzę.

11

�k i m Karuzela
łowicka
Hoffmana
Studziannej
G r a b o w s k i e g o , Jarmark

i

Skórzewskiego,
Do
cudów
Hoffmana.

Karuzela
łowicka
daje obraz o d p u s t u B o ż e g o C i a ł a
w Ł o w i c z u . To nie j a k i ś a b s t r a k c y j n y obraz w e s e l ą c e g o
się l u d u , u ś m i e c h n i ę t e g o , w s t r o j a c h j a k spod igły, nie
r e k l a m o w y p l a k a t t u r y s t y c z n y , ale r e p o r t a ż d o k u m e n t u ­
j ą c y B o ż e C i a ł o w 1959 г., a w i ę c z k o b i e t a m i o d z i a ­
n y m i w l u d o w y strój, tyle że już w miejskich pantoflach,
z t o r e b k ą , no i na rowerze, a n a w e t motocyklu. Rea­
l i z a t o r z y p u n k t u j ą t o w s z y s t k o , co i s t o t n e j e s t d l a t e g o
w i d o w i s k a — t ł u m , stragany zalane
różnokolorowymi
gipsami, typy s p r z e d a w c ó w , k u p u j ą c y c h , zabawy i l i ­
muzyny turystów krajowych
i zagranicznych, zwabio­
n y c h s ł a w ą o d p u s t u . I o n i n a l e ż ą p r z e c i e ż do o b r a z u t e ­
go z j a w i s k a . A w s z y s t k o t o p o d a n e d o w c i p n i e , z d o ­
s k o n a ł y m w y c z u c i e m czasu, bez z n u ż e n i a w i d z a . Z r e s z t ą
tempo, r y t m f i l m u m a j ą t u znaczenie szczególne, szybki
m o n t a ż ujęć stwarza bowiem f i l m o w y ekwiwalent ka­
lejdoskopowej
zmienności
wrażeń,
jakich
doznajemy
w kolorowym zgiełku o d p u s t ó w i zabaw ludowych. D u ­
żą z a l e t ą f i l m u jest d o b r y kolor, szczególnie istotny
przy t y m temacie, dobra fotografia, p o d k ł a d d ź w i ę k o w y .

chologów,

Jarmark
cudów
podejmuje temat podobny, mniej
e t n o g r a f i c z n i e , za t o ze z n a k o m i t y m n e r w e m r e p o r t a żysty. Hoffman
daje nie t y l e d o k u m e n t
konkretnego
j a r m a r k u czy o d p u s t u , co u o g ó l n i o n y w s w e j t y p o w o ś c i ,
a zarazem ś w i e t n i e podpatrzony ś w i a t s p r z e d a w c ó w - p s y -

umiejących

nim

jak

przykuć

hipnotyzer

uwagę

nad

widza,

tłumem.

Nasi

sprzedawcy

z MHD

czy

GS

nie

ryzykują,

nie

m ę c z ą s i ę , chcesz — t o k u p u j e s z , n i e — t o n i e . A t u ,
jarmarku

sprzedaje

głos, kiedy
pakowe

zrobić

medaliki,

dobroczyńcą,
lub

pokryć

mistrz,

efektowną
za

to na

wie,

pauzę.
jest

rozdaje,

sobie w s z y s t k o
bo

on

darmo,

ryzykuje,

„ c o k t o da",

kiedy

Rzuca w
przez

uśmiecha

„groszami"

biedne

tłum

chwil
się
za

na

podnieść

—

al-

kilka
aby

łańcuszki,

dzieci.

Hoffman
u m i e p r z e k a z a ć ten c u d o w n y ś w i a t b ł y s ­
kotek, ludzkich n a m i ę t n o ś c i i wirtuozerii, folklor przed­
mieścia, j a r m a r k u , odpustu.
Dlaczego p i s z ę o t y m temacie. P o n i e w a ż jest to też
pewien
aspekt ludowej
kultury
artystycznej,
klimat
widowiska,
j a k i m poza w s z y s t k i m i n n y m jest j a r ­
m a r k czy o d p u s t . I j e s t t u t e a t r , a w k a ż d y m r a z i e
p e w n a jego p i e r w o t n a forma. Teatr, z k t ó r e g o wyrasta
i S i e m i o n , i Zielona
Gęś m i s t r z a I l d e f o n s a . T e a t r , w k t ó ­
r y m istnieje i scenariusz, i w y k o n a n i e , teatr u p r a w i a n y
z dnia na dzień, coraz to udoskonalany, j a k n u m e r y
w d a w n y c h t r u p a c h c y r k o w y c h , t r a d y c y j n e i stale w z b o ­
gacane w szczególe.

I I . 1. K a d r z f i l m u Karuzela

12

nad

F a s c y n u j ą c y s ą ci b e z i m i e n n i a k t o r z y — bo p r z e c i e ż
to jest w s p ó ł c z e s n a estrada l u d o w a , to jest w i d o w i s k o ,
które ma swych bohaterów, które trzyma w napięciu,
nie p o z w a l a o d e j ś ć , p ó k i o n i — s p r z e d a j ą c y m i k s t u r ę
p r z e c i w o d c i s k o m , p ł y n n a p o r o s t w ł o s ó w czy c u d o w n e
wynalazki u ł a t w i a j ą c e cerowanie skarpetek — póki o n i
nie u c z y n i ą w a m tej n i e z w y k ł e j ł a s k i i nie
pozwolą
s k o r z y s t a ć z nadzwyczajnej okazji. To jest inny, odcho­
dzący ś w i a t : a k t o r ó w , m i s t r z ó w swego rzemiosła, psy­
c h o l o g ó w , u m i e j ą c y c h g r a ć na i n s t y n k t a c h t ł u m u , p o ­
k o n a ć nieufność i s k ą p s t w o wiejskich gospodyń, prze­
ciwnie — d a ć i m z ł u d n ą c h w i l ę nadziei, że robią z ł o t y
interes.

potem
Do Studziannej
jest rzetelnie p r z y g o t o w a n y m repor­
t a ż e m z j a r m a r k u i odpustu. Realizator kładzie w i ę k s z y
nacisk na s z c z e g ó ł e t n o g r a f i c z n y , p o k a z u j e
zanikające
rzemiosła, ostatnie j u ż chyba pokolenie stolarzy, u m i e ­
jących tak toczyć kołowrotki. Grabowski, nazwisko nie­
docenione w ś r ó d
twórców
dokumentu, dał film
bez
zarzutu, ciekawy, p r a w d z i w y obraz w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y
r e g i o n u o p o c z y ń s k i e g o , bez
lukrowania „na
ludowo",
a za t o ze ś w i e t n y m w y d o b y c i e m f o l k l o r u j a r m a r c z n y c h
sprzedawców.

aktorów,

panujących

łowicka.

��Myślę, że warto
takiego

sprzedawcy

codzień" i w

swojej

zrobić

bardziej

cudowności.

pogłębiony

Pokazać,

„ s z t u c e " . Co m ó w i

jaki

portret
jest

o swoich

tach? P o k a z a ć a k t o r s t w o tego h a n d l o w e g o

„na

klien­

procederu.

A l e w r ó ć m y do f i l m ó w . D o d o k u m e n t u ż y c i a s z t u k i
l u d o w e j w naszych dniach. T a k ą r z e t e l n ą , m ą d r z e p r z y ­
g o t o w a n ą relacją z Zalipia jest f i l m Witolda
Żukow­
skiego p o w s t a ł y p r z y w s p ó ł u d z i a l e d r Z o f i i S z y f e l b e j n
Kwiaty
z Zalipia.
F i l m pokazuje p i ę k n o m a l o w a n y c h
d o m ó w , j u ż tych nielicznych, ostatnich. Pokazuje, dzięki
czemu u d a ł o się z a c h o w a ć p r z y ż y c i u te n i e z w y k ł e m a ­
lowane zagrody, pokazuje rolę zapalonych artystek, t a ­
k i c h j a k C u r y ł o w a , i r o l ę o p i e k u n ó w tej s z t u k i , r o l ę
k o n k u r s ó w , bez k t ó r y c h d a w n o b y j u ż t r a d y c j a
za­
marła.
F i l m jest p i ę k n y i smutny, t a k j a k smutne
jest
poczucie n i e u c h r o n n o ś c i ś m i e r c i . . . M o ż e c h c i a ł b y m w i ­
d z i e ć w n i m p e ł n i e j z a s i ę g tego m a l o w a n i a , b o jest
w t y m coś urzekającego, że człowiek k w i a t a m i p i ę k n i e
z d o b i n i e t y l k o s w o j ą b i a ł ą i z b ę i ś c i a n y d o m u , ale
i s i o n k ę , o b o r ę , c h l e w , b u d ę psa. Ż e chce m i e ć t o s w o j e
p i ę k n o wszędzie dokoła (nasuwa się l u ź n e skojarzenie,
że k i e d y ś podniszczone d r z e w o r y t y ś w i ę t e
przenoszono
z izby do obory, p r z y p o m i n a stosunek do „ b y d e ł k a " , k t ó ­
r e m u legenda k a z a ł a m ó w i ć w noc wigilijną...).
Chciałbym ponadto zobaczyć, j a k „sztuka ludowa"
stała się ź r ó d ł e m utrzymania, j a k taż C u r y ł o w a z Z a l i ­
pia zdobi k r z y k l i w e i p r z e ł a d o w a n e o r n a m e n t y k ą gor­
sety, k t ó r e w y s y ł a do „ A m e r y k i " , j a k p r o d u k u j ą w e w s i

14

m a l o w a n k i d l a C e p e l i i , t e m i ł e jeszcze, a l e w ł a ś c i w i e
już jakieś żałosne ślady dawnej i pięknej sztuki. Uwagi
te n i e o b n i ż a j ą j e d n a k w a r t o ś c i f i l m u , ł a d n i e z r o b i o n e ­
go, d o ś ć w i e r n e g o w k o l o r z e .
Inny film pokazujący współczesną rolę sztuki l u ­
d o w e j t o Świetlica
w Kcyni.
F i l m ogląda się z ochotą,
j e s t s y m p a t y c z n y , p o k a z u j e ś w i e t l i c ę w m i a s t e c z k u , ale
świetlicę j e d y n ą w swoim rodzaju. W i d z i m y t u razem
l u d z i starych i m ł o d z i e ż , dzieci. W s z y s t k o w atmosferze
„ o p o w i a d a ń b a b u n i " . W n u c z ę t a k o c h a j ą babcie i dziad­
k ó w , ci o c h o c z o p r z y w t ó r z e k a p e l i p o k a z u j ą
dawne
t a ń c e , u c z ą h a f t ó w , k o r o n e k — a m ł o d z i grzecznie u c z ą
się d a w n y c h technik, i gdy się tak patrzy, prawie u w i e ­
rzyć m o ż n a , że j u t r o ci młodzi p r z e j m ą w i e d z ę i upo­
dobania starych i sztuka l u d o w a w K c y n i nie zaginie.
N a eksport ł a d n y to obrazek, c h o ć w f a t a l n y m kolorze
z r o b i o n y . G o r z e j , g d y chce s i ę n a p o d s t a w i e t a k i e g o f i l ­
m u z d a ć s o b i e s p r a w ę , j a k to j e s t n a p r a w d ę .
Chodzi m i o to, ż e f i l m tego r o d z a j u m u s i b y ć j a ­
k i m ś dokumentem socjologicznym, dokumentem
wiary­
g o d n y m , p o k a z u j ą c y m z a s i ę g zjawiska, jego u w i k ł a n i e
w ż y c i e . P o d koniec f i l m u k a m e r a pokazuje j e d n a k obraz
miasteczka. N i e w i e l e t a m w p r a w d z i e w i d a ć , ale jest
miasto, a więc k i l k a , m o ż e k i l k a n a ś c i e tysięcy ludzi,
las m a s z t ó w a n t e n o w y c h na dachach... N o i p o f i l m i e
zaczynają n u r t o w a ć pytania: a jak to w y g l ą d a
napra­
w d ę ? C z y t a k j e s t c o d z i e n n i e , czy t y l k o p r z e d o b i e k t y w
k a m e r y sproszono t y c h w s z y s t k i c h m i ł y c h ludzi? K i m
s ą ? S t a ł y m i g o ś ć m i czy a k t o r a m i o d g r y w a j ą c y m i z g ó r y
napisany scenariusz?

�25

�7

W
że

poprzednio

mówi

do

wiedziałem,
dzieje

omawianym filmie

ekipy
że

to

realizatorów,
reportaż

niby zdjęte

ukrytą

sztuczność, niemożliwość
nak

filmowy.
kamerą,

tej

nie

czas
Tu

ukrywał,

jako

widz

wszystko

a przecież

się

czapki niewidki. Więc

pytanie — załóżmy, że n a p r a w d ę

świetlicy,

ale co t o z n a c z y w

jed­

tak

to

wygląda

skali miasteczka?

to m a rezonans s p o ł e c z n y , k u l t u r o w y ? O c z y w i ś c i e
tu

się

czuje

grali?
I

w

nikt

cały

o filmowym

jarzenie,

u s t a w i e n i u p r o b l e m u , przez

Jaki
myślę

skrót,

sko­

aluzję.

Chodzi m i o to, aby f i l m p o k a z y w a ł s y t u a c j ę rze­
c z y w i s t ą , a n i e m n i e j czy w i ę c e j u r o j o n ą . A K c y n i a j e s t
tematem, istnieje t u przecież w ś r ó d grupy miejscowych
dzit.łaczy w y j ą t k o w o g ł ę b o k i p a t r i o t y z m l o k a l n y , p r z y ­
w i ą z a n i e do m i e j s c o w e j , l u d o w e j t r a d y c j i . M a m y t u do
c z y n i e n i a z r e g i o n a l i z m e m ze w s z y s t k i m i p l u s a m i i m i ­
n u s a m i tego z j a w i s k a . I na t y m t l e t r z e b a
przecież
w i d z i e ć Świetlicę
w
Kcyni.
Twórca
mieć

filmu,

podobnie

też określony

stosunek

jak
do

dziennikarz,
zjawisk

powinien

artystycznych,

k t ó r e p o k a z u j e . W i e d z i e ć , co w a r t o p o p u l a r y z o w a ć i d l a ­
czego.

Bo przecież

dowe", jest
o

n i e w s z y s t k o , co n o s i e t y k i e t k ę

artystycznie

„ludowość"

miłośników

świeżej

bę,

obrazy,

ludu

hafty
ludową

jednak

16

jest

w

gdy

„lu­

chodzi

oczach

wszystko,

wielu
co

cenili wysoko d a w n ą

wycinanki,

te

jako wartość

przede

tycznie d o j r z a ł a
niej

czy

Niestety,

piękne

dlatego

zwłaszcza

że stworzyła

„lu­
rzeź­

je

dłoń

pracującego.

Sztukę
nimy

daty.

swojszczyzny,

dowe", tak j a k b y ś m y

dojrzałe,

wszystkim

i piękna.

Toteż

w

naszej

dlatego,

kulturze

że jest

musimy przykładać

s a m e k r y t e r i a co d o k a ż d e j

innej

ce­

artys­

sztuki. A

do
co

dopiero m ó w i ć , g d y chodzi o t w ó r c z o ś ć raczej
amator­
s k ą , j a k ą s ą r z e ź b y i w y c i n a n k i K l a r y P r i l l o w e j , osoby
dla K c y n i n i e z w y k l e z a s ł u ż o n e j . To, że uczy ona r z e ź b i ć
i w y c i n a ć g r u p ę dzieci, jest f a k t e m i nic strasznego się
przez to nie dzieje, zapewne m a to i swoje dobre strony.
A l e , n a m i ł y B ó g , j a k m o ż n a p o k a z y w a ć te d o ś ć n i e p o ­
radne figurki z gliny jako „sztukę l u d o w ą nieskażoną
w f o r m i e i t r e ś c i " ? (Czy z r e s z t ą w o g ó l e m o ż e c o ś t a ­
k i e g o d z i ś p o w s t a w a ć ? P r z e c i e ż t o b ę d ą a l b o k o p i e da­
w n y c h rzeczy, a l b o b ę d z i e to z n a c z y ł o , ż e z a c h o w a ł y się
jeszcze n i e z m i e n i o n e d a w n e w a r u n k i e g z y s t e n c j i , k u l ­
tury...) Z w ł a s z c z a , że a n i w y c i n a n k i , a n i f i g u r k i P r i l l o ­
wej nie są „ d a w n ą s z t u k ą l u d o w ą " . Owszem, t w o r z y
się na P a ł u k a c h pewna tradycja, k t ó r e j p u n k t e m w y j ś ­
c i a j e s t d z i a ł a l n o ś ć t w ó r c z a K l a r y P r i l l o w e j , ale n i e j e s t
t o p r z e c i e ż t r a d y c j a l u d o w a . . . T o t e ż j e s t p r o b l e m , ale
t r z e b a go d o s t r z e c i j a k o ś s i ę do n i e g o u s t o s u n k o w a ć .
Z k o l e i p r z e j d ź m y do g r u p y f i l m ó w , k t ó r e m a j ą a m ­
bicje d o k u m e n t a l n o - o ś w i a t o w e i pełnią p o d o b n ą
rolę,
j a k ekspozycja muzealna, k t ó r a pokazuje obraz z a m i e r z ­
c h ł e j p r z e s z ł o ś c i . T y l e , że nie są to r e k o n s t r u k c j e
archeologiczno-historyczne, a rodzaj d o k u m e n t u , o d t w a r z a ­
j ą c e g o w i d o w i s k o czy o b r z ę d z a c h o w a n y w p a m i ę c i s t a r ­
s z e g o p o k o l e n i a , a c z ę ś c i o w o n a w e t jeszcze ż y w y . S ą t o
wszystko inscenizacje
filmowe
n a d z o r o w a n e przez specjalistów-etnografów, którzy są też p r z e w a ż n i e
autora­
m i s c e n a r i u s z y . D o d a j m y t u jeszcze licentia
poética
rea­
lizatora, k t ó r y stara się o m o ż l i w i e d u ż ą
efektowność
u j ę ć , o m a l o w n i c z e t ł o — i j a s n e s i ę staje, ż e f i l m t a k i
nie jest o d t w o r z e n i e m k o n k r e t n e g o , ż y w e g o w i d o w i s k a
czy o b r z ę d u , a l e u ł a d z o n ą , n i e c o a b s t r a k c y j n ą j e g o w e r ­
sją sceniczną.
T e r ó ż n e „ w e s e l a " t a k s i ę b o w i e m m a j ą do a u t e n ­
tycznych wesel j a k rzeczywista izba w i e j s k a do u m o w -

�II.

7, 8. K a d r y
Świetlica
w

z filmu
Kcyni.

8

nej i z b y - m a k i e t y z e t n o g r a f i c z n e g o
wesele

ma

obrzędowy,

swoje

cechy

wypełniony

cią. Wesele, to z a r a z e m
zania

s i ę " , to

typowe,
jednak

miejsce,

gdzie

spotykają

i

gdzie

i okazaja

ujawniają

wzorce

zachowań,

scenariusz

zawsze nieco i n n ą

różne

wsi, starzy

Prawdziwe

i widowisko,

warstwienia społecznego,
i

muzeum.
tradycyjny

konflikty,

się

treś­

do

„poka­

ślady

systemy

się ludzie

z

roz­
ocen,

miasta

młodzi.

A l e Wesele
na Kurpiach,
Wesele
Łowickie
czy We­
sele na Bukowinie
— to w i d o w i s k a inscenizowane, to
f o l k l o r t e a t r a l i z o w a n y , ż y c i e s p r o w a d z o n e do s t e r y l n e g o
schematu o b r z ę d u . O ileż bardziej bogate poznawczo jest
M a r i i D ą b r o w s k i e j Wesele
na wsi; o i l e ż w i ę c e j m ó w i
o l u d o w o - m l o d o p o l s k i e j k u l t u r z e Wesele
Wyspiańskiego,
tętniące
życiem,
konfliktami,
spięciami.
Przesadzam?
T y l k o t r o c h ę , z d a j ę sobie p r z e c i e ż s p r a w ę z t e g o , ż e w i ­
d o w i s k a o ś w i a t o w o - d y d a k t y c z n e na t e m a t f o l k l o r u m a j ą
s w ó j sens i w d z i ę c z n ą p u b l i c z n o ś ć , j a t y l k o t w i e r d z ę ,
ż e n i e m o g ą one z a s t ą p i ć a u t e n t y c z n e g o r e p o r t a ż u z „ ż y ­
w e g o " wesela, d o k u m e n t u kulturoznawczego, a nie t y l k o
tradycyj no-f olklorystycznego.
T a k i e g o a u t e n t y c z n e g o w e s e l a n i k t za nas n i e n a k r ę c i .
C h y b a , ż e p o c z e k a m y a ż f o l k l o r y ś c i za l a t k i l k a d z i e s i ą t
s p r ó b u j ą o d t w o r z y ć obraz dzisiejszych czasów... A w a r ­
to n a p r a w d ę . W e ź m y c h o c i a ż b y Podhale, to
zderzenie
kultur, współżycie form dawnych i nowych, relikty tra­
dycyjne i nowe nawarstwienia. Ot, c h o ć b y
niedawne
weselisko g ó r a l s k i e j c ó r y B i e r n a c i k ó w n e j z A n d r z e j e m
Z i e l i ń s k i m , t y m ze „ S k a l d ó w " . P o n a d 200 o s ó b , s ł a w n e
osobistości z f i l m u , estrady, i g ó r a l e . B i g - b i t i g ó r a l s k a
muzyka. Przecież to też jest folklor, fascynująca zbitka
różnych n a w a r s t w i e ń kultury, przegląd t y p ó w , sytuacji.
W filmie natomiast inscenizującym przeszłość
c h o d z i nas, n a i l e j e s t o n w i e r n y e t n o g r a f i c z n i e , co

ob­
jest

w n i m p r a w d ą , a co d o p o w i e d z e n i e m l u b w t r ę t e m r e a ­
l i z a t o r ó w . W o l ę w i ę c Wesele
na Bukowinie
od
Wesela
Łowickiego,
p o n i e w a ż w p i e r w s z y m m a m jeszcze l u d z i ,
n a w y k ł y c h do n o s z e n i a g ó r a l s k i e g o s t r o j u , n i e j e d e n r a z
uczestniczących w p r a w d z i w y c h weseliskach, w Ł o w i c ­
k i m natomiast czuje się j u ż „ m u n d u r k i " , z e s p ó ł prze­
brany w stroje, takie lokalne „ M a z o w s z e " , o d g r y w a j ą c e
czyjś scenariusz.
T a m , g d z i e t r a d y c j a l u d o w y c h w e s e l i s k j e s t jeszcze
ż y w a , l u d z i e , z w ł a s z c z a starsze p o k o l e n i e , o d g r y w a j ą j e
z w i e l k i m z a p a ł e m , w r ę c z z a p a m i ę t a n i e m , j a k b y to się
d z i a ł o na serio. M o ż n a t o b y ł o o b s e r w o w a ć p r z e d r o ­
k i e m w K r a k o w s k i e m , gdzie inscenizowano z w i e l k ą
troską o wierność etnograficzną takie widowiska. Cie­
k a w jestem, na ile o b e c n o ś ć k a m e r usztywnia n a s t r ó j ,
p r z y w o ł u j e do r z e c z y w i s t o ś c i , j a k ą jest gra. W a r t o to
o b s e r w o w a ć . . . S ą d z ą c p o f i l m i e O tym jak dziadek
od
Jasinków
w górach
Tatrach
skarbów
szukał
g ó r a l e są
k a p i t a l n y m i , s a m o r o d n y m i a k t o r a m i . P r z e z c a ł y czas n i e
m o g ł e m u w i e r z y ć , ż e to w s z y s t k o dzieje się o k r o k od
reflektorów,
terkoczącej
kamery,
kabli,
realizatorów,
tak naturalny b y ł dziadek — S t a n i s ł a w Stopka-Jasinek.
Jeśli j u ż o t y m f i l m i e m o w a , to obok ś w i e t n y c h p o w i e ­
d z e ń i o b s e r w a c j i starego g a w ę d z i a r z a („Szczęście m u s i
b y ć zarobione j a k nie s i e k i e r k ą to nogami") i zabawnej
sytuacji w y j ś c i o w e j — szukanie zakopanego skarbu —
całość

okazała

zdjęcia, głos
„Wesela"

się

przydługa,

— doskonałe.
czy t e ż i n n e f i l m y

pekt ludowej kultury
Pasterska

opowieść

dokumentu i filmu
ki

z b y t r o z w l e k ł a . Z a to
i охл 9TOJ&gt;J ^Efiaiwfíjass

( n p . Zapusty
Z.

Bochenka)

rejestrujące

jakiś

as­

Z. Raplewskiego

czy

stoją

s t a n o w i j a k b y poszerzenie p r o g r a m u

nograficznego

na

pograniczu

oświatowego, poglądowego. Film
działalności

ta­
et­

muzeum.

17

�Są jednak i takie filmy, które
zytę w
—

nie

niego.

muzeum

czy

widz

idzie

Jest

to

0 sztuce,

filmu,

padkowego

na

do

wystawie,

muzeum,

najczęściej

ale

wręcz

zastępują

odwracając
ono

stosowana

przychodzi
formuła

sumę

do

filmu

k t ó r y m u s i n a j p i e r w z j e d n a ć sobie p r z y ­

przecież

widza,

zaintrygować

go,

wciągnąć

w t e m a t , z b l i ż y ć do p o k a z a n y c h d z i e ł i d a ć p e w n ą
stawową

wi­

sytuację

pod­

informacji.

O d czego z a l e ż y s u k c e s t a k i c h f i l m ó w
Od zdolności
p o z y s k a n i a w i d z a d l a t e m a t u (a w i ę c o d s t o p n i a a t r a k ­
cyjności o b i e k t ó w , k a d r ó w , z e s t a w i e ń , sposobu realizacji,
k o m e n t a r z a ) i od p r a w i d ł o w e j i n f o r m a c j i . Pierwsze —
jest t r u d n e , f i l m y o sztuce p r z e w a ż n i e są r o z w l e k ł e , n u d ­
ne, m ę c z ą c e , r ó w n i e s c h e m a t y c z n e j a k p i ł y k r a j o b r a z o w o - p r z y r o d n i c z e , z a c z y n a j ą c e się od s ł o ń c a , k t ó r e w s c h o ­
dzi (powoli, p o w o l i , p r z y w t ó r z e m u z y k i Czajkowskiego
czy N o s k o w s k i e g o ) , a k o ń c z y z a c h o d e m t e g o
słońca
1 westchnieniem ulgi widza. Drugi postulat — p r a w i d ­
ł o w e j i n f o r m a c j i — w zasadzie nie p o w i n i e n
stwarzać
problemów.
I w d o k u m e n c i e o sztuce „ w i e l k i e j " nie
s t w a r z a , g d y ż d o b r ą t r a d y c j ą naszej k i n e m a t o g r a f i i j e s t
p r z y c i ą g a n i e do w s p ó ł p r a c y w y b i t n y c h
specjalistów.
A j a k j e s t w f i l m a c h o sztuce l u d o w e j z t y m p o ­
s t u l a t e m ? O Kwiatach
z Zalipia
już mówiłem. Filmem
o ś w i ą t k a c h j e s t Frasobliwy.
N i e j e s t e m e n t u z j a s t ą tego
dzieła, p r z e s z k a d z a j ą m i w n i m ciągłe najazdy k a m e r ą ,
niewydobycie horyzontu pokazywanych rzeźb, zestawie­
n i e i c h b e z s e n s o w n e , n a zasadzie, ż e s ą i t a k i e , i t a k i e . . .
zestawienie, k t ó r e nic nie m ó w i , bo r z e ź b y s ą z r ó ż n e g o
czasu i w a r s z t a t u . Z e s t a w i e n i e n i e d o b r e o d s t r o n y f o r ­
malnej, p o n i e w a ż rzeźby w różnej skali wzajemnie się
„niszczą".
Film
zycją

jest

pomyślany

dobyć w pełni niezwykłej

18

ambitnie,

na

pewno

p o ż y t e c z n ą , c h o ć zarzucam m u , że nie
ekspresji ludowych

jest

po­

umiał

wy­

rzeźb,

nie

p o t r a f i ł n a r z u c i ć przekonania, że to j e d n a z najbardziej
oryginalnych i wybitnych
pozycji w naszym
dorobku
a r t y s t y c z n y m . K o m e n t a r z grzeszy p e w n ą e g z a l t a c j ą , n i e ­
p o t r z e b n ą , bo n i e d o b r ą p o e t y c k o ś c i ą ( „ R ę k a pradziada,
gdy nie s t a ł o jej siły, b y t r z y m a ć topór"...). T r u d n o m ó ­
w i ć p r z e c i e ż , ż e w t y c h r z e ź b a c h jest „ o b r a z s w o i c h cza­
s ó w " , bo to przesada. F i l m eksponuje zabytki z m u z e ó w
e t n o g r a f i c z n y c h w W a r s z a w i e i K r a k o w i e oraz z M u ­
zeum Miejskiego w Bochni (zbiory Fischera), obiekty rzer z y w i ś c i e n a l e ż ą c e do n a j l e p s z y c h . P i ę k n i e i p r a w d z i w i e
k o ń c z y się f i l m wierszem ludowego poety Dionizego M a ­
liszewskiego o F r a s o b l i w y m .
Nie z M a r y i się począł
lecz z c z u ł o ś c i l u d z k i e j
z bukowego drewna
z biedy i troski.

dłoni

Polski
Drzeworyt
Ludowy.
F i l m oparty o w y s t a w ę
z o r g a n i z o w a n ą przez M u z e u m Etnograficzne w K r a k o w i e
(1970 г.). E k s p o n a t y ś w i e t n e , d o s k o n a l e d o b r a n e i t o j e s t
n a j w i ę k s z a w a r t o ś ć f i l m u , c a ł a r e s z t a n i e s t e t y gorsza...
F i l m jest b o w i e m po p r o s t u n u d n y , o g l ą d a się go c i ę ż ­
ko, p i ę k n o d r z e w o r y t ó w nie d o c h o d z i do w i d z a , bo t e ż
trzeba je u p r z e d n i o z n a ć , aby s m a k o w a ć detale, p o k a ­
zane w n a d m i a r z e , t a k że w c i ą g ł y m k a d r o w a n i u g u b i
s i ę a r ć h i t e k t o n i k a c a ł o ś c i , a w i ę c t o , co j e s t w i e l k ą s i ł ą
tych dzieł.
Niestety w filmie w i d a ć t y l k o dobry smak realiza­
t o r ó w , gorzej z r z e t e l n o ś c i ą i n f o r m a c j i .
Pokazuje
się
w i ę c d r z e w o r y t y w sytuacji n i e p r a w d z i w e j , powieszone
na ś c i a n a c h o b o k o b r a z ó w na szkle, c h o ć p o p r z e d z a ł y
p r z e c i e ż e t a p o b r a z ó w ( w e s z ł y one w ł a ś n i e w m i e j s c e
d r z e w o r y t ó w z a s t ę p u j ą c je w i z e r u n k i e m bardziej b a r w ­
n y m , efektownym i t r w a ł y m ) . Później z n ó w w i d a ć drze­
w o r y t z a w i e s z o n y n a s k r z y n i l u d o w e j (!). P o co to? d l a
jakiego efektu?

�Komentarz

napisany

wiera p o w a ż n e
worytów

z

błędy

ładnie,

kontrreformacją,

o kołtrynach,

twierdzi,

że

sem,

jako że w
niemieckich,

w

naszym

znikome,

jest

drzeworyt

to

skoro

rozwój

od

popularnych

ślady
w

czy

drzewory­
(łubok),

rzeczywistości

przytłaczającej

o charakterze religijnym,

odbi­

nonsen­

rosyjskich

odbicia

za­

drze­

informuje
jest

co j e s t o c z y w i s t y m

francuskich
bowiem

tego,

nieprawdziwie

odróżnieniu

drzeworycie

z

wiąże

drzeworyt ludowy

ciem ś w i a t a i p r z e ż y ć l u d u ,
tów

cóż

rzeczowe, np.

są

większości

podejmujący

wątki

ikonograficzne powszechnie w y s t ę p u j ą c e .
Szkoda, że w f i l m a c h o sztuce l u d o w e j nie w y k o ­
rzystuje się w i e d z y s p e c j a l i s t ó w , t a k j a k w
filmach
o sztuce „ u c z o n e j " .
Szklane
obrazki
— chodzi t u o w s p ó ł c z e s n e m a l a r ­
s t w o na s z k l e , i n s p i r o w a n e l u d o w y m . I z n ó w f i l m z b u ­
dowany na
doświadczeniach wystawy,
zorganizowanej
przez M u z e u m T a t r z a ń s k i e w Z a k o p a n e m . W i e l e
ład­
n y c h o b r a z k ó w , ale p r z y t y m t e m a c i e c h y b a n i e t y l k o
o to chodzi, nasuwa się b o w i e m p y t a n i e zasadnicze:
k t o i p o co t e o b r a z k i d z i ś m a l u j e ? F i l m o d p o w i e d z i n i e
daje, a szkoda... K o n t e k s t k u l t u r o w o - e k o n o m i c z n y w t a ­
k i m filmie w y d a j e się n i e z b ę d n y (choćby w k o m e n t a ­
rzu), inaczej g u b i się w ł a ś c i w a p e r s p e k t y w a , a p r z e c i e ż
odmienne b y ł y m o t y w y , dla k t ó r y c h m a l o w a l i KietliczRayski, Skoczylas, M i k l a s z e w s k i ,
Roj-Ciaptakowa
czy
Jachimiak.
Są z r e s z t ą w f i l m i e i i n n e miejsca niezbyt jasne,
t r o c h ę sztuczne. I n s c e n i z a c j a m a l o w a n i a w sali m u z e ­
alnej, a potem m a l o w a n i e w kostiumie g ó r a l s k i m . Prze­
cież n i k t w k o s t i u m i e p a r a d n y m nie m a l u j e , n a w e t S a l ­
vador Dali! A l e u t a r ł a się sztampa, j a k z r e k l a m o w y c h
turystycznych p l a k a t ó w , że w y c i n a n k a r k ę pokazuje się
w izbie, w c z ó ł k u na g ł o w i e , w p e ł n e j g a l i o d ś w i ę t n e g o
stroju, j a k b y to nie b y ł a praca, a ś w i ę t o — w i ę c f i l m
też pokazuje m a l o w a n i e na szkle j a k o c e r e m o n i ę f o l k l o ­
rystyczną. Owszem, tak się robi na pokaz dla t u r y s t ó w ,
w s k a n s e n a c h czy n a p o k a z a c h s z t u k i l u d o w e j , ale p o
co t o w
filmie?
Szkoda, że z d z i e ł a nie w y n i k a , j a k a jest perspek­
t y w a w s k r z e s z a n i a d z i ś t y c h s z k l a n y c h o b r a z k ó w , co s i ę
dalej dzieje z t y m i d z i e ć m i z H a r e n d y . U c z ą się m a l o ­
w a ć , b a r d z o t o p i ę k n i e — a l e co d a l e j ? M a l u j ą p o s z k o ­
le, czy n i e ? A j e ś l i t a k , t o „ d l a s i e b i e " czy n a s p r z e d a ż ?
Z n ó w t e m a t n i e w y k o r z y s t a n y , a p r z e c i e ż szkoda...
F i l m robi wrażenie, jakby najpierw trochę dość przy­
p a d k o w y c h o b r a z k ó w s f o t o g r a f o w a n o , a p o t e m do t e g o
d o r o b i o n o t e k s t y , b o j a k i n a c z e j w y t ł u m a c z y ć sobie b r a k
w tej p a n o r a m i e t a k i c h n a z w i s k , j a k G a ł e k i P ł o n k o wa, bardzo s ł a b e pokazanie J a c h i m i a k a . Niestety, w i n a
leży t u w s a m y m ujęciu tematu, w b r a k u ambitniejszej
koncepcji scenariusza.
O tym, że wiedza i postawienie p r o b l e m u nie m u s z ą
umniejszać atrakcyjności
filmu
świadczą
liczne
tego
p r z y k ł a d y . C h o ć b y Kolekcja
M a r i i K w i a t k o w s k i e j , opo­
wieść rzeczowa i ł a d n a o zbiorze p o w o z ó w w Ł a ń c u c i e
ze ś w i e t n ą m u z y k ą K i s i e l e w s k i e g o o r a z f a c h o w y m i a ż
e p a t u j ą c y m w s w e j o s o b i s t e j n u c i e (ale w t y m p r z y ­
padku doskonale pasującej)
komentarzem
Waldorffa,
c z y t a n y m przez niego samego. E f e k t d o s k o n a ł y . . .
A

z interesującej

jazdy,

dobry

i

przemyślanym
w y Drewno

nas

rzetelny

t e m a t y k i •— Karczmy

film,

o

scenariuszu.

i beton,

dający

rię i obraz w s p ó ł c z e s n y
lu

tutaj
I
w

fachowym

doskonały

film

atrakcyjnej

i za­

komentarzu,
problemo­

formie

histo­

budownictwa góralskiego w

sty­

podhalańskim.
Film

kusji

mądry,
o

potrzebny, liczący

budownictwie

m e n t naszej k u l t u r y ,

a przy t y m

ciekawy. No

znów

tak,

ale

się jako

regionalnym,

cenny

głos
jako

z r o b i o n y bez

s p o t y k a m y się t u z

w

dys­
doku­

k i e m S t a n i s ł a w a Grabowskiego, realizatora, k t ó r y
zna
— j a k w i d a ć — p r o b l e m y k u l t u r y ludowej i jej prze­
m i a n y w s p ó ł c z e s n e , k t ó r y u m i e k o r z y s t a ć z p o m o c y spe­
cjalisty wysokiej klasy (film oparty jest na m a t e r i a ł a c h
n a u k o w y c h dra Tadeusza Chrzanowskiego). Bo nie w y ­
s t a r c z a z n a l e ź ć d o b r e g o k o n s u l t a n t a czy a u t o r a k o m e n ­
tarza, jeśli się nie u m i e w y k o r z y s t a ć jego wiedzy, jeśli
się s t a w i a go w s y t u a c j i p r z y m u s o w e j , pokazuje j u ż go­
t o w y i t r u d n y do u z u p e ł n i e n i a m a t e r i a ł .
M ó w i ł e m na p o c z ą t k u o f i l m a c h , k t ó r e nie t y l k o i l u ­
s t r u j ą p r o b l e m , ale w y j a ś n i a j ą go n a w e t l e p i e j , n i ż to
może uczynić literatura naukowa, ponieważ
posługują
się i n n y m i ś r o d k a m i . O filmach, k t ó r e są dziełami sztu­
k i s a m e w sobie, a p r z y t y m p o d s u w a j ą n a m t a k i e s y ­
tuacje, w k t ó r y c h rysuje się z ł o ż o n y , bogaty obraz zja­
wiska, tak że śledząc tok narracji sami
wyciągamy
wnioski,
zaczynamy
rozumieć
pobudki
emocjonalne,
a w i ę c t o , co j e s t t a k w a ż n e w t w ó r c z o ś c i a r t y s t y c z n e j ,
co s t a n o w i j e j e s e n c j ę . C h c ę t u m ó w i ć o t r z e c h f i l ­
mach: K i d a w y , Karabasza i Ł o m n i c k i e g o .
Opowieść
najprawdziwsza
o herodach,
diabłach
i dzia­
dach żyjących
jeszcze
na świecie
jest dla mnie f i l m e m
z n a k o m i t y m , opowiada o Janie Dormanie, dyrektorze
T e a t r u Dzieci Z a g ł ę b i a w Będzinie, t w ó r c y i organiza­
torze d o r o c z n y c h p r z e g l ą d ó w z e s p o ł ó w h e r o d o w y c h na
scenie s w o j e g o t e a t r u , o p o s z u k i w a n i u p r z e z n i e g o a u ­
t e n t y c z n y c h jeszcze g r u p , o d t w a r z a j ą c y c h te w i d o w i s k a ;
p o k a z u j e z l u d o w e j t r a d y c j i w y r o s ł e z e s p o ł y na u l i c a c h
centrum Katowic, rozbawione, dokazujące, wciągające w
o g ó l n ą z a b a w ę statecznych obywateli miasta, a potem
o d g r y w a j ą c e s w o j e k w e s t i e n a scenie; p o k a z u j e b o h a t e ­
r ó w widowiska „po cywilnemu", przy kieliszku zasłużo­
nej s t r a w y po w y s t ę p i e , w garderobie.

zarzutu,

Ale

nazwis­

więcej,

rzecz c a ł a
że

wciąga

polega
w

na

t y m , że

film

istotę

samego

faktu

daje

znacznie

kulturowego,

19

�j a k i m s ą w i d o w i s k a h e r o d o w e z d e r z o n e ze w s p ó ł c z e s n ą
cywilizacją, że ujawnia potrzebę gry, maski, kostiumu,
istotną potrzebę transformacji artystycznej
człowieka,
k t ó r y cały r o k jest niczym, s p r a c o w a n y m starcem, a te­
raz, w c i ą g u t y c h k i l k u d n i j e s t k r ó l e m ,
Herodem,
i d ź w i g a ze ś m i e r t e l n ą p o w a g ą b r z e m i ę s w e g o d o s t o j e ń ­
stwa, g o r z k ą ś w i a d o m o ś ć , że jest j u ż o s t a t n i m z „ d y n a ­
stii" wielkich Herodów.
Czy f i l m

jest

dokumentem?

pewno w i e r n y m przekazem

I tak i nie. M e

tego, j a k D o r m á n

je zespoły, j a k i e są, j a k g r a j ą
guje

się

mogłyby

środkami

w

pewnej

mierze,

Dormanowi
twierdzi,

że

film

nigdy

przebierańców, Dormán

prawdziwszy. Bardzo

innego rodzaju,

imagłęb­

nie

jeździ

podoba

sam

do

zjawiska.

saniami

się,

Dormán

szukać

herodo­

chce n a k r ę c i ć

film

—

ciu człowieka,

ma

on

prawo

cego

chcieć j a k o artysta, k t ó r y w y w a r ł przecież w i e l k i

wpływ

kreacji

na

Dormana

kształt

twórczą

całej

wizję.

oczywiście

będzie

ale

imprezy, pokazać
Wracając

do

swoje

filmu

ujęcie,

Kidawy,

nic

j a k o w i d z a n i e o b c h o d z i , czy D o r m á n

s a n i a m i i czy p i j e po
ma

lepszy,

to swoje

skrótem,

swoją
mnie

cych

rozwrzeszczanych

dziewczyny,

wciągane

kłujących

wbrew własnej

2

widłami

woli

w

dal

króla

wać

sobie

całe życie

tylko z wewnętrznej

który

mówi

I

to

sztuka

oto

marzeniem

z

mimo

Mistrzu

zarazem
i rekom­

jej mocy, zdolnej

człowieka,
potrzeby

napotkane

osoby,

1

o

istocie

sztuki przez

diabłach

Mówię

twórczości

o

o

wielkiej

niezależnie
wiedzą

i

o

o d tego,

czy

studiami,

czy

filmu,

o

którym

uznaniem

i

wdzięcznością,

a nie u m i a ł e m

Muzykantach

amatorskiej,

o

mogę
z taką

Karabasza

istocie

przeżycia

amatora.

i dziadach

żyjących

po­

podporządko­

wyrosła.

następnego

najwyższym

wyrazić.

woli

odchodzą­

Skowrońskiego,

p o n i e w a ż p o k a z a ł t o , co c h c i a ł e m
jasnością

o królach,

jest

podbudowana

problem

tylko

gonią­

najprawdziwsza

w

trzebie sztuki i utajonej

filmie

zabawę.

Kidawa mówi

pomyślałem

Warneckiego

diabłów

ogólną

o sztuce, k t ó r a

W

sceny uliczne, r e a k c j ę l u ­

przebierańców,

П . 1 1 . K a d r z f i l m u Opowieść

20

w

mówić

Kidawa filmuje kapitalnie

filmu,

p e n s a t ą , k t ó r a n a d a j e sens ż y c i u . I p a t r z ą c n a

będzie

dużo.

dzi na

tę postać

jeździ

imprezie z góralami.

uzasadnienie — jest

wiem,

Akcentując

0 świecie, k t ó r y się kończy, i o wielkiej roli sztuki w ż y ­

nie

film

cieszę,

K i d a w a pokazuje to zakomicie na p r z y k ł a d z i e ostat­
niego Heroda, starca, k t ó r y w p r z y d ł u g i m ,
steranym
p ł a s z c z u k r ó l e w s k i m , ze s k r z y p e c z k a m i w r ę k u b ł ą d z i
po b r u z d a c h o ś n i e ż o n y c h p ó l , j a k K r ó l L i r , p e ł e n d u m ­
nej g o d n o ś c i w s w y m o s a m o t n i e n i u .

choć

czy

s i ę z tego

które

Stwarza

docierający

źródła

Kidawy
nie

sytuacje,

t o , co w i d z i .

ale

szych p o k ł a d ó w , u j a w n i a j ą c y

wych

tworzy

artystycznymi dokument

ginowany

na

n a scenie. K i d a w a p o s ł u ­

filmowymi,

b y ć , a nie t y l k o f i l m u j e

środkami

jest

wyszuku­

T u dygresja — p r o s z ę z w r ó c i ć u w a g ę , ile w o l n o prze­
bierańcowi. Może pocałować, klepnąć, uszczypnąć każdą
k o b i e t ę , od k t ó r e j po c y w i l n e m u d o s t a ł b y n i e c h y b n i e po
t w a r z y , a t u t y l k o o g ó l n a r a d o ś ć (to s a m o m o ż n a z a u ­
w a ż y ć n a K r u p ó w k a c h czy n a G u b a ł ó w c e , g d z i e „ n i e ­
d ź w i e d z i o w i " ulicznego fotografa na w i ę c e j się pozwala
n i ż k o m u k o l w i e k i n n e m u ) . B o p r z e b i e r a n i e c , to n i e „ c z ł o ­
w i e k " . O n j e s t n a i n n y c h p r a w a c h , n a l e ż y do i n n e j sfe­
ry. P o t ę ż n a jest w e w n ę t r z n a potrzeba gry w człowieku,
p o t r z e b a t e a t r u , j a k a t k w i w nas w s z y s t k i c h , w naszej
p o d ś w i a d o m o ś c i . T e a t r u j a k o sfery „ s a c r u m " , innego k o ­
deksu praw, w y z w o l e n i a z n o r m codzienności.

jeszcze

na

świecie.

�И. 12. K a d r z f i l m u

Karabasz

pokazuje

właściwie

niewiele,

oto

zajezd­

nia, starzy t r a m w a j a r z e p o w o l i i d ą na p r ó b ę , n i o s ą
instrumenty.
udziela
wane

Ukryta

ostatnich

kamera

wskazówek,

b r u z d a m i zmarszczek,

lary

na

nosie... I

pokazuje
twarze

próbę,

film

relacjonuje

rów

przy

dyskusję

kopalni

Skupie­

tora — s y t u a c j ę

konfliktową:

ta w ostrej k o n f r o n t a c j i

orkiestr, z uzdrowis­

k o w y c h m u s z l i k o n c e r t o w y c h , w ł a ś c i w i e o k r o p n a , ale o n i
ruch

dyrygenta

j a k b y to b y ł a
I
ki

i

grają

Dziewiąta

ze

frazę,

śledzą

wzruszeniem

takim,

Beethovena.

to wszystko. I t u jest w ł a ś n i e cała w i e l k o ś ć

Karabasza,

mację

że u m i a ł

zmęczonych

stów,

i że czujemy w

sprawy, s z t u k ę

dostrzec

życiem

i pokazać

starych

tę

sztu­

transfor­

robociarzy w

t y m graniu wzruszenie

arty­
wielkiej

— i że jest ona nie w tandetnej

me­

lodyjce, lecz w n i c h , w l u d z i a c h , a r t y s t a c h .
Gdyby Karabasz
wykonującą
stu

Haendla

byłby

Ale
chce

liczyłaby
Karabasz

udowodnić,

nie pokazuje
że

ci

ludzie

muzyki,

(ponieważ

wcale nam

znakomicie

grają,

k o n t r a s t m i ę d z y t y m , co m y

— o b i e k t y w n i e , a t y m co c z u j ą

oni —

w

powstawaniu

dzieła,

słyszy­
amator­

współuczestnicze­

satysfakcja

( p o z b a w i o n a jeszcze g o r y c z y , k t ó r ą

nie

prze­

grający.

t o w ł a ś n i e jest i s t o t ą , sensem i p i ę k n e m ,

skiego u p r a w i a n i a s z t u k i . Ś w i a d o m o ś ć
nia

daje

aktu

twórczego

wiedza i

świa­

domość...).
F i l m Karabasza
t y k i , bez
Jan
larzu,

a

j e s t k r ó t k i , s k r o m n y , bez

słowa komentarza. M ą d r y , piękny
Łomnicki

jest

malarza, o k t ó r y m

można

Z

sympatią

rozumiałem
nie m o g l i

o własnym

sposobie

z ocenami a m a t o r ó w

patrzyłem

realistów.

na zdenerwowanego

jego racje, b y ł e m

„lu­

interpretacji świa­

malarza,

po jego stronie. Nie, o n i

się d o g a d a ć , W r ó b e l m a swój w ł a s n y ś w i a t —

tamci, też zresztą

dobrzy jako malarze (zwłaszcza

Sów­

ka i Gawlik, których obrazy w i d n i e j ą

w tie f i l m u ) , z b y t

silnie

w

tkwią

dostrzec
przez
formie

w

innej konwencji,

wartości

nich

systemu

mamy

więc

kowanego

artysty,

A

jest

Wróbel

malarskie,
ocen.

W

prostej,

powtórzony
uparcie

górnikiem,

aby

motyw

walczącego
do

rozmów

n a w y k ł y , więc odciąć się potrafił
argument

kolegów

budził

sztuce

odmienne

od
nieco

naiwnej

dramatu
o

swoje

kryty­
racje.

salonowych

dosadnie, c h o ć

refleksję

Wróbla

przyjętego

(„Przysroł

nie

czasem

mi!").

się już tylko jakość wykonania).

ciwnie — akcentuje
A

dobrze

to po p r o ­

dość dobry koncert, czyli w ł a ś c i w i e ż a d e n

wówczas

my

pokazał orkiestrę amatorską
czy Beethovena,

nie

p o w i e d z i e ć „ n a i w n y " , „ i n n y " , a w p e w n y m sensie i

Melodia? taka z repertuaru d ę t y c h

każdy

Amato­

Wróbel

z a c z ą ł m a l o w a ć . Pokazuje — s p r o w o k o w a n ą przez realiza­

oku­

dowy", malarza

ogromnym, cyzelują

Plastyków

Paweł

poryso­

druciane

oto d y r y g e n t unosi p a ł e c z k ę .

z przejęciem

Klubie

w i ę c o p o w i e ś c i ą o t w ó r c y , nie m ó w i , j a k i czemu W r ó b e l

nie — i j u ż g r a j ą . D m ą w t r ą b y i t r ą b k i , f l e t y i o b o j e .

to g r a j ą

w

„Wieczorek".

dyrygent

muzyków

tu i ówdzie

dęte

Muzykanci.

zrealizował

właściwie

reportaż

ornamen­

film.

o górniku — ma­

malarzach — amatorach,

ponieważ

F i l m , d o b r y w k o l o r z e , p o k a z u j e o b r a z y W r ó b l a ze
z b i o r ó w M u z e u m w Z a b r z u . R e a k c j e samego m a l a r z a ,
to, co m ó w i o s o b i e i s w o j e j t w ó r c z o ś c i , c h o ć f o r m u ł o ­
w a n e w f e r w o r z e o s t r e j p o l e m i k i , o k r e ś l a go c h y b a c e l ­
niej, n i ż b y to m ó g ł u c z y n i ć niejeden komentarz. Ł o m ­
n i c k i niczego nie tuszuje, nie w m a w i a , ż e jego boha­
ter jest N i k i f o r e m , nie z a j m u j e r o l i a r b i t r a w t o c z ą c y m
się sporze — u c z c i w i e i z s y m p a t i ą p r z e d s t a w i a z a r ó w ­
no W r ó b l a , j a k i jego o p o n e n t ó w . F i l m m a dobre t e m ­
po, m o n t a ż , z d j ę c i a , jest ż y c z l i w y , c i e p ł y i p r a w d z i w y .
Paweł

Wróbel

kinematografii

należy

filmów

do

dosyć

o twórcach

licznych

w

naszej

ludowych, naiwnych,

„ i n n y c h " . S ł y s z y s i ę o s t a t n i o g ł o s y , ż e za d u ż o t y c h f i l -

21

�doskonale p o k a z a ł p i ę k n ą t w a r z tego w i e l k i e g o r z e ź b i a ­
rza, j e g o p r a c ę , ale r z e ź b y s p r o w a d z i ł do r o l i f i g u r e k ,
s t a t y s t ó w w w i e l k i m p r z e d s t a w i e n i u , k t ó r e sam w y m y ś ­
l i ł . B a r d z o t o b y ł o ł a d n e , n a g r o d z o n e za g r a n i c ą , i n i c
dziwnego — K u d ł a jako typ w s p a n i a ł y , M a k a r c z y ń s k i ja­
k o r e ż y s e r b a r d z o s p r a w n y , ale p r a w d y t a m b y ł o n i e ­
w i e l e , a co g o r s z a z f i l m u w c a l e n i e w y n i k a ł o , ż e K u d ł a
b y ł najlepszym l u d o w y m i n a i w n y m r z e ź b i a r z e m ostat­
niego ć w i e r ć w i e c z a .
T e n sam r e ż y s e r d a ł natomiast d o s k o n a ł y p o r t r e t
O c i e p k i w Spotkaniu
z Teofilem
Ociepką.
F i l m bez z a ­
r z u t u , ś w i e t n i e p o m y ś l a n y , zaczyna się w tonacji czar­
n o - b i a ł e j . N a tle d y m ó w , z a p y l o n y c h h a ł d , jedzie na r o ­
w e r z e O c i e p k a . P r z y c h o d z i d o d o m u , b i e r z e p ę d z e l do
r ę k i — i zaczyna się orgia k o l o r ó w , b u j n y ś w i a t Ociepk o w y c h d ż u n g l i i d z i w ó w . Bez s ł o w a , ś r o d k a m i f i l m o ­
w y m i p o k a z a ł M a k a r c z y ń s k i s w o j ą wizję malarza Ociep­
ki.
Z filmów, jakie p o w s t a ł y ostatnio, w y r ó ż n i ł b y m M i ­
r o s ł a w y M a r c i n k i e w i c z Dziwni
artyści
po obu
stronach
Babiej
Góry.
Jest w t y m f i l m i e r z e t e l n o ś ć d o k u m e n t u
i c i e p ł y s t o s u n e k do d z i w n y c h a r t y s t ó w . J e d n y m b y ł
Heródek, rzeźbiarz najbardziej chyba p r y m i t y w n y , z upo­
rem ciosający klockowe anioły i święte figury, których
n i k t poza n i m nie c h c i a ł o g l ą d a ć . D r u g i — to
żyjąca
w Z a w o i Dorota L a m p a r t , ostatnia malarka
ludowa,
gorzka, zaszczuta i n a w i e d z o n a , o ś l a d a c h d a w n e j p i ę k ­
ności w twarzy.
M a r c i n k i e w i c z o w i e d o t a r l i do t y c h t w ó r c ó w w cza­
sie l e t n i e j w ę d r ó w k i p o k r a j u . M i e l i w ó w c z a s t y l k o a p a ­
rat fotograficzny. Za rok, gdy powrócili z k a m e r ą — He­
r ó d e k j u ż nie żył. A l e f i l m o n i m p o w s t a ł z t y c h w ł a ś ­
n i e m i g a w k o w y c h z d j ę ć i r z e ź b , ze ś l a d ó w j e g o ż y c i a ,
w o b e j ś c i u , izbie.

14
m ó w . M y ś l ę , ż e za d u ż o m o ż e b y ć t y l k o f i l m ó w s ł a b y c h ,
schematycznych, nic
nie
wnoszących. Sam
oglądając
z zawodowym przecież zaciekawieniem różne
sylwetki
t w ó r c ó w w t e l e w i z j i czy k i n i e — u m i e r a m c z ę s t o z n u ­
d ó w , bo i „ s z t u k a " sama nie zawsze w a r t a jest p o k a ­
z y w a n i a , i nic się w ł a ś c i w i e z f i l m u nie d o w i a d u j ę a n i
0 środowisku, ani o problemach twórczości. A j a k ż e czę­
sto c z u j ę f a ł s z , r e ż y s e r „ k u p u j e " bez z m r u ż e n i a o k a t o ,
co o p o w i a d a j ą d o m o r o ś l i a r t y ś c i , l u b s a m i c h s z m i n k u j e
na „ ł z a w o " l u b na „ f o l k l o r y s t y c z n i e " . Po p r o s t u ł a t w y
t e m a t , zawsze coś się da w y c i ą g n ą ć , a nie m a o b a w y , że
się k t o ś p o ł a p i e w p r y m i t y w i z m i e takiego r e p o r t a ż u k a ­
merą.
A l b o jeszcze g o r z e j — r o b i s i ę „ w e r n i s a ż " p o d j a b ł o ­
n i ą , p r z y w o z i a u t o b u s a m i t o w a r z y s t w o ze S p a t i f u
czy
Sarpu, d y s k u t u j e się obrazy ( o m a l że nie zapomniano
przy okazji o гЛ'оу-bohaterze tego spektaklu), p o t e m
wszyscy się r o z j e ż d ż a j ą zadowoleni, że b y ł o „ d r a c z n i e " ,
a d z i e w c z y n a - m a l a r k a zostaje z g o r y c z ą , z z a k ł ó c o n y m
ż y c i e m , z poczuciem, że coś dla niej bardzo w a ż n e g o
1 i n t y m n e g o z o s t a ł o w y s t a w i o n e na pokaz, s k r y t y k o w a ­
ne. A l e r e p o r t a ż „ w ś r o d o w i s k u " s i ę p o d o b a ł , b y ł z a ­
bawny, niecodzienny ( m ó w i ę o r e p o r t a ż u T V
Wernisaż
pod jabłonią
z r e a l i z o w a n y m przez E. Pacha).
Z „ l u d o w y m i " m o ż n a r o b i ć w s z y s t k o , n i k t s i ę za n i ­
m i nie ujmie. Zakres i n g e r e n c j i realizatora jest t u znacz­
nie w i ę k s z y niż p r z y f i l m o w a n i u a r t y s t y - p l a s t y k a . W y o ­
b r a ż a m sobie, j a k i b y s i ę p o d n i ó s ł s z u m , g d y b y r e ż y s e r
kręcąc film o Dunikowskim dowolnie pozestawiał różne
jego r z e ź b y w c y k l e w y m y ś l o n e przez siebie, z r o b i ł
z Brzemiennych
i Ew m a l o w n i c z e k o m p o z y c j e á l a
Miesz­
czanie w Calais.
A l e w Kantyczce
z drewna
Makarczyński rzeźby K u d ł y p o t r a k t o w a ł w ten w ł a ś n i e sposób,

22

15

�23

��Realizatorka eksponuje r z e ź b y na tle
strumienia,
u s t a w i o n e na k a m i e n i a c h , w zieleni. A j e d n a k t u m n i e
ten zabieg nie razi, bo H e r ć d e k r o b i ł f i g u r k i d l a siebie,
chciał, aby b y ł y w o k ó ł niego. „ W e s e l e j m i j a k na
nie
p a t r z ę " — m ó w i ł . T a k i e w i ę c u s y t u o w a n i e nie p o w o d u ­
j e f a ł s z u . M a u z a s a d n i e n i e n i e t y l k o estet3 czne, ale i r z e ­
czowe. H e r ó d e k m ó g ł j e t a k p o k a z y w a ć .

Brak
A

Na u w a g ę z a s ł u g u j ą p i ę k n e zdjęcia, znakomicie do•brany p o d k ł a d
muzyczny (Bach) s t w a r z a j ą c y
nastrój
szlachetnej p o w a g i — i w t y m n a s t r o j u odbiera się t y c h
nawiedzonych, kalekich ludzi — dziwnych i prawdziwych
a r t y s t ó w . Tekst t o w a r z y s z ą c y Jana B u j a k a ł a d n y i da­
j ą c y s p o r o i n f o r m a c j i . W o g ó l e f i l m w n o s i do naszej
wiedzy o t y c h artystach istotne elementy, pokazuje np.
drewutnię Herćdka, oklejoną zdjęciami z tygodników,
z w i e l k ą r e p r o d u k c j ą Trójcy
Rublowa... Dowiadujemy
się też, ż e H e r ó d e k r z e ź b y swe m a l o w a ł m . i n . w ł a s n ą
krwią....
Innego

ludowego

świątkarza,

jednego

już

z

ostat­

nich, Józefa

Piłata, pokazuje Konstanty Gordon w

im

Nieoficjalni.

tryptyku

reżyserowi
już

dotrzeć

nieżyjącego.

I

na

A

dobrze, że u d a ł o

czas

do

starego

się

swo­

jeszcze

rzeźbiarza,

p o s t a ć to p i ę k n a , j a k b y

przecież

sprzed k i l k u d z i e s i ę c i u lat...
Pozostałe
z

FSO,

postacie

twórca

sprawności

a

tryptyku,

ciekawych

nawet

to

linorytów,

wiedzy

nej,

zafascynowany

dawną

kończy

malarki

uroczych o b r a z ó w

czonej,

to

jednak

o

historią

sylwetka
na

dużej

Lada,

amator

technicznej

ł e k do c i e n i o w a n i a k ł a d z i o n e j f a r b y ) ,
z mitologii. F i l m

Jan

tokarz
o

(wymyślił

o wyobraźni
Grecji,

Leokadii

szkle, a r t y s t k i
świadomości

dużej
wa­
naiw­

tematami

tym

filmie pełniejszej

pokazanych

każdy

z

nich

świat.

I

to

trochę

inny

każdy

tworzy

Zdjęcia

s ł a b e , k o l o r n i e d o b r y . F i l m bez

Znacznie lepszy jest i n n y
Kwiaty

Hel-Enri.

Film

charakte­

stereotypowo.

problem, inne

inny

z

potrzeb.

tempa.

dokument tegoż

pokazuje

środo

innych

reżysera,

najstarszą

malarkę

ś w i a t a , 9 9 - l e t n i ą obecnie H e l e n ę B e r l e w i , u r o d z o n ą i w y ­
c h o w a n ą w Warszawie, m a t k ę jednego z t w ó r c ó w
awangardy
ka

(autora

koncepcji

Berlewiego. Hel-Enri

ważnie

kwiaty

mniej

zaczęła m a l o w a ć późno, w

czy

najlepsze

bardziej

p o k a z u j e m a t k ę i syna. H e l - E n r i
opowiada
w

o

czasie

swej

sztuce.

rocznego

i

naszej

sztuki

Londynie).

w

już

w

stolicy

(a

w

film

rzy, że starczy jej

ujęte),

Warszawie,
i

bazuje

później

na

o sobie. W c i ą ż

Neuchátel

po

stracie syna

przyjechać.
dotrwać

do

niecodziennego jubileuszu. B ę d z i e on obchodzony w
ryżu

bardzo uroczyście

wystawa
wać

etc).

dla

(wizyta

Dobrze,

że

potomności

naiwnego uroku
Przegląd

tę

u

Prezydenta

Gordonowi

udało

nieprzeciętną

się

postać

filmów

chcę zakończyć

mówiąc — wycinanki.

Trzy

Jeden

komponujący

z

to

po

animowanych

trzy

za

lasem

zwłaszcza

ściślej

Stanisława

ł o w i c k i c h w y k l e j a n e k ( k o d r ) , t o Za
Władysława

współczesna,

Nehrebeckiego. K o d r a

borem
łowicka,

j e s t z a w s z e t e m a t y c z n a . Jest

czości, gdzie w y s t ę p u j ą

różne

na

ko­

modlitwa,

skie, e l e k t r y f i k a c j a

zabawa,

I I . 21. K a d r z f i l m u Za

borem,

za

lasem...

ilustracje

oczepiny,

to

twór­

z życia — jazda

zajęcia

gospodar­

w s i , s k u p ż y w c a , n a u k a w szkole i t d .

Nehrebecki idzie o k r o k

lor.

tańce

podpatrują­

choć

wozem,

pozy­

a

wycinanek

ludowe, d r u g i — bardzo zabawny i ś w i e t n i e
—

pełną

omówieniem

sztuki ludowej,

cy k o n w e n c j ę

zacho­
i

malarkę.

cji, k t ó r e p o w s t a ł y z inspiracji
Janika,

Pa­

Republiki,

jedyna dziedzina ludowej

i znakomitym, rzadko spotykanym uwrażliwieniu

wie­
swego

obok m a l o w a n y c h kafli

nieu-

nie

Bardzo

Płonkowej,
artystycznej

temu

jeszcze m a l u j e ,

aby

na

wysta­

miesięcy

kiedyś

sił i w z r o k u ,

ślicznie

kilka

do W a r s z a w y , ale
mogła

w

Stuttgarcie,

widziałem

to, aby

chce z o b a c z y ć

powstał
Berlewich

Pa­

(prze­

abstrakcyjnie

pp.

naiwnej

Hel-Enri

Paryżu. Tęskni

wierzy

w

obrazy

urocza, m ą d r a ,

Film

pobytu

obrazach w y s t a w i a n y c h
wach

naszej

mechanofaktury) — Henry­

ryżu. F i l m pokazuje p i ę k n i e jej

dziś

przeniesiona

twórców,

wisko,

r

F i l m zrealizowany jest bardzo t a k t o w n i e ,
pokazuje
artystów dziwnych,
nie z r o z u m i a n y c h przez otoczenie,
żyjących nawet — j a k Dorota L a m p a r t — w swoistej izo­
l a c j i s p o ł e c z n e j . F i l m j e s t o k o n k r e t n y c h l u d z i a c h , ale
i o czymś więcej, o potrzebie sztuki, o r ó ż n y c h jej ź r ó ­
dłach, o twórczości, która m a j ą c przymioty
„ludowej",
nie z o s t a ł a p r z e z ś r o d o w i s k o p r z y j ę t a i u z n a n a za s w o j ą .

mi jednak w

rystyki

dalej, o ż y w i a te

kodry,

a

robi

�t o ze z n a k o m i t y m w y c z u c i e m s t y l u i p r z e d n i m p o c z u ­
ciem h u m o r u , F i l m toczy się w a r t k o , b r a w u r o w o , p r z y
skocznych d ź w i ę k a c h kapeli — ś w i e t n y w p o m y ś l e i rea­
lizacji. B e z b ł ę d n y stylistycznie.
P o m i n ą ł e m w t y m p r z e g l ą d z i e f i l m y , do k t ó r y c h n i e
u d a ł o m i się teraz d o t r z e ć , n i e k t ó r e — j a k p a m i ę t a m —
z a s ł u g i w a ł y na p e w n o na u w a g ę . A l e n a w e t z o m ó w i o ­

n y c h t u pozycji w y n i k a niezbicie, że f i l m s t a ł się po­
w a ż n y m naszym partnerem tak w dokumentacji,
jak
w popularyzacji twórczości ludowej i nieprofesjonalnej.
T o t e ż dobrze by b y ł o , g d y b y z n a l a z ł on n a l e ż n e miejsce
na ł a m a c h „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . M o ż e w i ę c ten
s z k i c d a p o c z ą t e k szerszej w y m i a n i e z d a ń n a t e m a t n a ­
szych f i l m ó w .

PRZYPISY
1

P r a g n ę n a t y m m i e j s c u p o d z i ę k o w a ć p . doc. Z b i g ­
niewowi Czeczott-GawraKowi, którego niewzruszona w i a ­
r a w to, ż e f i l m o s z t u c e j e s t n a j w a ż n i e j s z ą r z e c z ą n a
świecie, udzieliła się — c h o ć w części — i niżej podpisa­
nemu. Dzięki pomocy p. G a w r a k a m o g l i ś m y p r z e d y s k u ­
t o w a ć w zespole r e d a k c y j n y m o m a w i a n e t u f i l m y , a za
dostarczenie k o p i i i zorganizowanie p r z e g l ą d u
bardzo
dziękuję W y t w ó r n i F i l m ó w Dokumentalnych w Warsza­

w i e ( s e r d e c z n o ś ć p. R e k ł a j t i s a z a s ł u g u j e na t y m w i ę k ­
szy m ó j p o d z i w , ż e o g l ą d a ł e m m a t e r i a ł f i l m o w y w c z a ­
sie r e m o n t u , p o w o d u j ą c t y m d o d a t k o w e i n i e m a ł e
za­
mieszanie), W y t w ó r n i F i l m ó w O ś w i a t o w y c h w Ł o d z i oraz
Centrali F i l m ó w O ś w i a t o w y c h (Filmos) w Warszawie.
Na -szczególną
uwagę
zasługuje
praca
kamery,
dobre kadry, kompozycja k l a t k i , bogactwo odcieni bieli,
s z a r o ś c i i czerni; z a s ł u g a to Ryszarda Golca.
2

Kadry z fjlmów udostępniły: Wytwórnia Filmów Oświatowych w Łodzi — il. 2, 3, 5—10, 15, 16, 19, 20; Wytwórnia Filmów Doku­
mentalnych w Warszawie — il. 1, 4, 11-14, 17, 18; Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku Białej — il. 21.

Zestmvienie
Tytuł filmu

filmóiv

realizacja

scenariusz

zdjęcia

produkcja,

rok

mi­
nut

taśma

1 Do Studziannej
2 Drewno i beton

Anatol Fidek
Janusz Czecz

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1960
Ł ó d ź , 1964

15
14

kolor.
kolor.

3

Jerzy M r o ż e w s k i

WFO

Ł ó d ź , 1970

14

kolor.

Stanisław Śliskowski
Wacław Florkowski
Władysław Forbert

WFO

Ł ó d ź , 1968

8

cz-biały

W F D W - w a , 1966
W F D W - w a , 1958

8
12

cz-biały
kolor.

W F O Ł ó d ź , 1968
Zbigniew Sokalik
W F D W - w a , 1958
Stanisław Niedbalski
Antoni Staśkiewicz
A n d r z e j W r ó b l e w s k i W F D W - w a , 1967

12
9

cz-biały
kolor.

11

kolor.
kolor.
kolor.

4
5
6
7
8

S t a n i s ł a w Grabowski
W a c ł a w Biliński
S t a n i s ł a w Grabowski
S t a n i s ł a w Grabow­
ski
Mirosława Marcin­
D z i w n i a r t y ś c i po obu M i r o s ł a w a M a r c i n ­
kiewicz
stronach Babiej G ó r y kiewicz
Witold Żukowski
Frasobliwy
Halina Olędzka
Witold Żukowski
Jerzy H o f f m a n
Jerzy H o f f m a n
Jarmark cudów
K a n t y c z k a z drewna Tadeusz M a k a r c z y ń ­ Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
ski
Edward Pałczyński
K a r c z m y i zajazdy
Edward Pałczyński
Jerzy H o f f m a n
Karuzela łowicka
Jerzy H o f f m a n
Edward Skórzewski Edward Skórzewski
Maria K w i a t k o w ­
ska
K o n s t a n t y Gordon
Zofia Szyfelbein
Witold Żukowski
K a z i m i e r z Karabasz

Maria

13 Nieoficjalni
14 O p o w i e ś ć
najpraw­
dziwsza o k r ó l a c h ,
d i a b ł a c h i dziadach
ż y j ą c y c h jeszcze na
świecie
15 O t y m j a k dziadek od
Jasinków w górach
T a t r a c h s k a r b ó w szu­
kał
16 P a w e ł W r ó b e l

K o n s t a n t y Gordon
Janusz K i d a w a

17 Polski d r z e w o r y t l u ­
dowy
18 Spotkanie z Teofilem
Ociepką
19 Szlane obrazki
20 Ś w i e t l i c a w K c y n i

Anna Micińska
Grzegorz D u b o w s k i
Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
Grzegorz D u b o w s k i
Wanda Rollny

21 T r z y po t r z y
22 Wesele łowickie

Stefan J a n i k
Roman Woźniakow­
ski
Józef Pitorak,
Włodzimierz Boro­
wik
Jerzy Gabryelski
W ł a d y s ł a w Nehre­
becki

9

Kolekcja

10 K w i a t y H e l - E n r i
11 K w i a t y z Zalipia
12

Muzykanci

23 Wesele na
nie

Bukowi­

24 Wesele na K u r p i a c h
25 Za borem za lasem

26

omawianych

Kwiatkowska

K o n s t a n t y Gordon
Witold Żukowski

W i k t o r Prejs
Andrzej Walter

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1967
Ł ó d ź , 1963

10
10

K a z i m i e r z Karabasz

WFD

W - w a , 1960

9

cz-biały

K o n s t a n t y Gordon
Janusz K i d a w a

Stanisław Niedbalski
W i k t o r Prejs
R y s z a r d Gole

W F O Ł ó d ź , 1967
W F D W - w a , 1969

12
14

kolor.
cz-biały

K r y s t y n a Procner

Irena K a m i e ń s k a

Leszek K r z y ż a ń s k i

W F D W w - a , 1969

21

cz-biały

Jan

Jan

Edward Bryła
Jerzy G o ś c i a k
Jerzy M r o ż e w s k i

W F D W - w a , 1971

11

kolor.

WFO

Ł ó d ź , 1970

20

kolor.

Jerzy

W F D W - w a , 1962

10

kolor.

W i k t o r Prejs
B o n a w e n t u r a Szredel
Jan Tkaczyk
Kazimierz Mucha

WFO
WFO

Ł ó d ź , 1970
Ł ó d ź , 1968

10
10

kolor.
kolor.

S M F W - w a , 1965
W F O Ł ó d ź , 1961

10
21

kolor.
kolor.

Antoni Staśkiewicz

W F D W - w a , 1958

14

kolor.

Jerzy Stefanowski

W F O Ł ó d ź , 1949/57
SFR,
1961
Bielsko-Biała.

26

cz-biały

10

kolor.

Łomnicki

Łomnicki

Grzegorz

Dubowski

Tadeusz M a k a r c z y ń ­
ski
Grzegorz D u b o w s k i
Wanda Rollny
Stefan J a n i k
Roman Woźniakow­
ski
Włodzimierz Boro­
wik
Jerzy Gabryelski
W ł a d y s ł a w Nehre­
becki

Chluski

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
