<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10051" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10051?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:11:46+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10029">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e4e581c653acbf1d812a619379072715.pdf</src>
      <authentication>75d9ef7b3406d98df711ac010a887f95</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119528">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2900</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119529">
              <text>2002</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119530">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2704</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119531">
              <text>Etnolog w podróży (3). Ludzie tajgi, ludzie rena, ludzie... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002, t.56,  z.3-4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119532">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.60-67</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119533">
              <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119534">
              <text>pol.</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119535">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119536">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119537">
              <text>E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
JERZY&#13;
&#13;
S.&#13;
&#13;
an Nuur, ku granicy z Rosją, a ściśle z południowosyberyjską Tuwą. Ta ziemia nosiła niegdyś nazwę Kraju&#13;
Urianchajskiego. Była obszarem rywalizacji Rosji&#13;
i Chin na tym odcinku ich wielkiej gry o hegemonię&#13;
w Azji, gdzie szło o przeciągnięcie Mongolii z osi azja­&#13;
tyckiej na europejską. Granice nigdy nie były tu jasne&#13;
— stąd m.in. wzięła się wielość mylących nazw, nada­&#13;
wanym mieszkańcom leśno-stepowego pogranicza&#13;
przez Mongołów, Rosjan i Chińczyków: Urianchaj,&#13;
Sojot, Tuwa (w miejscowej wymowie Tucha), Ujgur,&#13;
Caatan. Właśnie pod tą ostatnią, mongolską nazwą,&#13;
oznaczającą „ludzi rena", są dziś najlepiej znani, choć&#13;
sami przyjmują ją niechętnie. Caatanowie nie są bo­&#13;
wiem ludem mongolskim, lecz tureckim: to rodowici&#13;
Tuwijczycy, którzy ze swej ojczyzny uciekli do Mongo­&#13;
lii całkiem niedawno, bo dopiero przed półwiekiem.&#13;
&#13;
(3)&#13;
&#13;
WASILEWSKI&#13;
&#13;
Etnolog w podróży&#13;
Ludzie tajgi,&#13;
ludzie rena, ludzie...&#13;
&#13;
i.&#13;
„... W szamańskiej jurcie panuje mrok. Jakaś skulona&#13;
postać - może to żona, a może miody pomocnik szamana&#13;
— trzyma ponad stłumionymi płomieniami ogniska masyw­&#13;
ny krąg jego bębna. On sam siedzi nieco w głębi, za sobą&#13;
mając figurki bóstw domowego ołtarzyka. Oczy przy­&#13;
mknięte, (...) słychać ciche mruczenie modlitwy. Nagle&#13;
podnosi się, chwyta bęben, uderza weń na próbę - nie,&#13;
dźwięk nie jest jeszcze odpowiednio donośny, cały dzień&#13;
padał deszcz i skóra na obręczy zupełnie zwiłgotniała, trze­&#13;
ba ją długo suszyć. Siedzący po obu stronach obserwują go&#13;
w napięciu..."'.&#13;
Kiedy przed ćwierćwieczem tymi słowami zaczyna­&#13;
łem swoje studium szamanizmu, nie miałem nadziei, że&#13;
scenę taką zobaczę kiedyś na własne oczy. Za dużo&#13;
zmieniło się od czasów Feliksa Kona i innych autorów&#13;
z przełomu XIX i XX wieku, na relacjach których opie­&#13;
rałem swe opisy. W syberyjsko-mongolskim pasie tajgi&#13;
i stepu pojawił się system, który zmtótł albo zmodyfiko­&#13;
wał archaiczne sposoby bytowania, zamieniał szałasy,&#13;
namioty i jurty na drewniane baraki i domki, pasterzy&#13;
przerabiał na kolchoźników-traktorzystów, a szamanów&#13;
likwidował. Tymczasem na początku X X I wieku po­&#13;
wtarza się przed moimi oczami prastary obraz: szamań­&#13;
ski seans, odbywający się w ciasnym szałasie dla grupki&#13;
pasterzy. Szaman wygląda tak samo jak wtedy: ma&#13;
identyczny kostium, tak samo kiwa się i mruczy, po­&#13;
dobnie na początku jego córka dosusza nad ogniem bę­&#13;
ben - bo dzisiaj padało tak samo jak wtedy; nic dziw­&#13;
nego, Sajany Wschodnie to góry, w których stale pada.&#13;
Tuwijczycy-Caatanowie z północnej Mongolii zato­&#13;
czyli pełny krąg - powrócili do wypasu reniferów, do&#13;
życia w jurtach i szałasach, a także do szamanizmu.&#13;
Jesteśmy na obrzeżach Kotliny Darchackiej, która&#13;
zawsze nosiła miano krainy szamanów. Przepływa tu&#13;
rzeka Sziszchid, która dalej będzie się nazywać Jenisej&#13;
- to już prawie koniec świata, a my pojedziemy konno&#13;
jeszcze dalej, na północ od ostatniej stałej osady Cagai&#13;
&#13;
Mało kto pamięta, że do 1944 roku istniało takie&#13;
państwo jak Republika Tuwy — pseudoniepodległy bu­&#13;
for między ZSRR a Mongolią - będące poniekąd ob­&#13;
szarem interesów dwóch dalekowschodnich konku­&#13;
rentów, Chin i Japonii. Niepodległość to była zaiste&#13;
symboliczna - sprowadzała się do własnych znaczków&#13;
pocztowych (trójkąty i romby, przedstawiające paste­&#13;
rzy i dojarki przy owcach, krowach i wielbłądach).&#13;
Kiedy pod koniec wojny Stalin ostatecznie przyłączył&#13;
Tuwę do ZSRR, zaczął się głód i wcielenia do armii.&#13;
Pasterze ze znaczków zaczęli uciekać przez granicę,&#13;
a najłatwiej było to zrobić małym grupkom hodowców&#13;
reniferów, którzy już wcześniej penetrowali górskie po­&#13;
granicze.&#13;
Po paru latach przymusowych powrotów i powta­&#13;
rzanych ucieczek kilkuset Tuwijczykom pozwolono zo­&#13;
stać w Mongolii, w 1956 roku przyznano obywatel­&#13;
stwo, a później rozpoczęto politykę adaptacji, która&#13;
przerodziła się w akulturację czy wręcz asymilację. Ko­&#13;
czowniczych pasterzy osiedlono, część z nich przemie­&#13;
niono w rybaków i pracowników technicznych kombi­&#13;
natu rybnego, przy czym warto przypomnieć, że ani&#13;
oni, ani Mongołowie w zasadzie nie łowili i nie jedli&#13;
dotąd ryb.&#13;
Leśna kultura była czymś wstydliwym dla postępo­&#13;
wej władzy, a już szczególnym kamieniem obrazy był dla&#13;
niej pierwotny szamanizm. Pewnie dlatego niechętnie&#13;
pozwalano cudzoziemskim badaczom odwiedzać te&#13;
okolice, czego sami doświadczyliśmy, przyjeżdżając tu&#13;
z ekspedycją PAN przed ćwierćwieczem. Wygoniły nas&#13;
oskarżenia, że jesteśmy agentami wywiadu pracującymi&#13;
za japońskie pieniądze i podejrzliwość stróżów, widzą­&#13;
cych nas w nocy przy świecach - najwidoczniej w ukry­&#13;
ciu wywoływaliśmy szpiegowskie negatywy filmowe.&#13;
Wydarzenia lat 90. zmieniły nie do poznania men­&#13;
talność lokalnych decydentów. Ten przygraniczny ob­&#13;
szar otworzył się nie tylko dla badaczy i turystów, ale&#13;
dla wszystkich fortunnych i niefortunnych konsekwen­&#13;
cji przeobrażeń systemowych. Kombinat rybny naresz­&#13;
cie zbankrutował (skoro nikt nie jadł ryb), kołchoz re­&#13;
niferowy rozwiązano, zdążywszy przed prywatyzacją&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
�Jeny S.&#13;
&#13;
Wasilewski&#13;
&#13;
• E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
6. Sujaan w seansie szamańskim. Fot L e c h Mróz&#13;
7. N a wpół n i e w i d o m a C e n d wróży z 41 k a m i e n i .&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
8. Początek szamańskiego seansu. G a n d z o r i g przed&#13;
wyobrażeniami d u c h ó w opiekuńczych.&#13;
Fot. Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
wyrżnąć więcej niż połowę stada, znikły środki na dofi­&#13;
nansowanie hodowli, na budowę domów i zagród, na&#13;
pomoc weterynaryjną, na szkolnictwo.&#13;
W tych warunkach zaczyna się nieuchronny regres&#13;
do tradycji jako jedynej możliwej formy przetrwania.&#13;
Do życia znów muszą wystarczyć kryte podziurawio­&#13;
nym brezentem szałasy, niewielkie - po 20-40 sztuk na&#13;
rodzinę - stada reniferów, skromne produkty tajgi ja­&#13;
ko dodatkowe źródło utrzymania. I ledwie zachowane&#13;
szczątki własnej kultury - tradycji, duchowości, sza­&#13;
manizmu.&#13;
&#13;
2.&#13;
W mroku szałasu, tuż przed północą, czekamy na&#13;
początek seansu. Niespełna 50-letni Gandzorig to naj­&#13;
młodszy wiekiem i stażem, ale i najaktywniejszy&#13;
z czwórki caatańskich szamanów. Powoli rozkłada&#13;
strój, buty z nogawicami, opaskę z czarnymi piórami.&#13;
Wszystko wygląda jak na dawnych rycinach, choć spo­&#13;
rządzone zostało dopiero przed trzema laty: rzeczy&#13;
przechowywane są we wnętrzu dużego, głębokiego&#13;
bębna (badacz nie może nie zauważyć z satysfakcją, że&#13;
to typ prawidłowo „południowosajański" wg klasyfika­&#13;
cji Prokofiewej), strój z przodu imituje zbroję (poziome&#13;
paski napierśnika), z tyłu obwieszony jest długimi&#13;
wstążkami, z wyróżniającym się grubym wężem. Asy­&#13;
stująca w całym seansie córka musi jeszcze poprzyszywać ostatnie żelazne przywieszki, które za każdym ra­&#13;
zem przed seansem trzeba z niewiadomych powodów&#13;
zamocować na nowo. Na honorowym miejscu, na­&#13;
przeciw wejścia, rozwiesza półmetrowy pas, obwieszo­&#13;
ny szmatkami i figurkami z materiału i skórek. To sza­&#13;
mańskie świętości - ongony. Przygotował je starszy&#13;
brat szamana Gost, sam do niedawna regularnie prak­&#13;
tykujący; spotkanie z tą znakomitością miejscowego&#13;
szamanizmu odłóżmy na później.&#13;
Dochodzi północ. Córka zapala świeczkę i ustawia&#13;
ja za zasłoną łóżka, co daje znakomity efekt scenogra­&#13;
ficzny. Zapada cisza, wszystkich ogarnia nastrój sku­&#13;
pienia. Oprócz nas jest para młodych małżonków, któ­&#13;
ra po cichu, w języku tuwijskim wyjaśnia powód swo­&#13;
jego przybycia - zgadujemy, że chodzi o ich bezdzietność. Teraz ja powinienem przedstawić nasze życzenie&#13;
- proszę, by udał się nam pobyt tu, byśmy pracowali&#13;
z powodzeniem i pomyślnie wrócili do domu. Czuję się&#13;
jak kolejny numer w długim szeregu europejskich ba­&#13;
daczy Syberii, podróżników, zesłańców, którzy tak sa­&#13;
mo wyrażoną motywacją musieli maskować czczą cie­&#13;
kawość, która przywiodła ich tam, gdzie odbędzie się&#13;
szamańskie misterium.&#13;
&#13;
renów. Oprócz mąki, ryżu, konserw i herbaty w ce­&#13;
głach są jeszcze podarunki: latarki, świece, liny do&#13;
wiązania renów, a przydałoby się też więcej lekarstw,&#13;
buty dla dzieci, brezent na pokrycie szałasów...&#13;
Jest październik, trzytysięczniki Sajanów na hory­&#13;
zoncie pokrył już śnieg, a temperatury — zwłaszcza no­&#13;
cą - są mocno ujemne. Konie płoszą się stąpając po&#13;
zlodzonych strumieniach, ale za to nie grzęzną&#13;
w „czarnej wodzie", która latem utrudnia poruszanie&#13;
się po tajdze. Z pokonywanych żmudnie przełęczy roz­&#13;
ciągają się widoki na zastygły, zamrożony pejzaż. A n i&#13;
śladu człowieka - kilometry pożółkłej modrzewiowej&#13;
tajgi, pokrywającej kopulaste szczyty i rozległe pustacie suchych, trawiastych dolin. Nawet meteoryt tun­&#13;
guski nie zrobiłby tu wrażenia.&#13;
Tajga ma jeszcze jeden kolor - czarny. To nie tylko&#13;
efekt naturalnego czernienia kory modrzewia, nazywa­&#13;
nego tu trafnie „czarnym drzewem". W wielu miej­&#13;
scach widać martwe pogorzeliska - ślady po lokalnych&#13;
pożarach od pioruna. Nasi przewodnicy wzorowo za­&#13;
bezpieczają pozostałości po ognisku, starannie okłada­&#13;
jąc je taflami lodu z zamarzniętego strumienia. Nic&#13;
dziwnego - do walki z pożarem jest tu tylko jeden śro­&#13;
dek: zamawia się interwencję człowieka, który posiada&#13;
magiczny kamień dzada, a jego wystawienie na powie­&#13;
trze sprowadza natychmiast deszcz. Szczególny to&#13;
przedmiot - pochodzi z żołądka jelenia, jest więc spetryfikowaną kulką zlizywanej sierści, zupełnie jak cza­&#13;
rodziejski kamień bezoar w średniowiecznej tradycji&#13;
europejskiej.&#13;
Skądinąd, za magiczną akcję przeciwpożarową pła­&#13;
cą łokalne władze.&#13;
Z rzadka napotykamy znaki ludzkiej obecności:&#13;
owon — sterta gałęzi z owiniętymi pasemkami włosów,&#13;
wyrwanych z grzywy konia albo rena i śladami drob­&#13;
nych ofiar dla duchów tych miejsc; chadag - niebieska&#13;
szarfa zawieszona na gałęzi na znak, że gdzieś w pobli­&#13;
żu zostały złożone na ziemi ludzkie zwłoki; końska&#13;
czaszka przybita do drzewa, by nadal rodziły się dobre&#13;
wierzchowce.&#13;
Tu i ówdzie widać, że niektóre szamanistyczne&#13;
praktyki i wierzenia trwają nadal. Mijamy drzewa sza­&#13;
mańskie, obwieszone wstążkami, przed które przycho­&#13;
dzą z ofiarą ci, którzy mieli szamana w rodzinie. Widzi­&#13;
my renifery z kolorowymi wstążkami u szyi: to zwierzę­&#13;
ta poświęcone, wyłączone z najcięższej eksploatacji,&#13;
których nie wołno dosiadać kobietom. Wstążki - takie&#13;
same jak te, które wiszą na honorowym miejscu w sza­&#13;
łasie, jako domowe świętości - są siedliskiem duchów&#13;
opiekuńczych rodziny, a reny są ich nosicielami.&#13;
Napotykamy na swej drodze samotnego jeźdźca&#13;
z niewielkim ładunkiem. Wygląda dziwnie, jakby prze­&#13;
nosił się tylko z częścią swego majątku. Wyjaśni się to,&#13;
kiedy dotrzemy do obozu, z którego wyjechał. Wszyscy&#13;
szykują się do jutrzejszych wspólnych przenosin na no­&#13;
we miejsce, w pobliże zimowych pastwisk. Dzień przekoczowania musi być astrologicznie pomyślny dla&#13;
&#13;
3.&#13;
W drogę po krainie Caatanów wyruszyliśmy&#13;
w osiem koni: nasza czwórka (po dwóch badaczy pol­&#13;
skich i mongolskich), dwóch przewodników i dwa ko­&#13;
nie juczne, obładowane jedzeniem dla nas i dla na­&#13;
szych gospodarzy, tak by nie zmuszać ich do zabijania&#13;
63&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
wszystkich - niełatwo go ustalić dla kilkunastu rodzin&#13;
tego obozu. Prawie to się udaje, ale dla jednej rodziny&#13;
jest to wciąż dzień niedobry. Pozostaje tylko rozwiąza­&#13;
nie magiczne: trzeba innego dnia upozorować wyjazd,&#13;
wysyłając przedstawiciela, a wtedy resztę rodziny moż­&#13;
na będzie niby nigdy nic przyłączyć do pozostałych.&#13;
Będziemy tu nocować. Jak zawsze gdy mieszkamy&#13;
w czyimś szałasie, nie wolno nam wrzucić do ognia ani&#13;
kawałka papieru - byłaby to obraza domowego ogni­&#13;
ska, powodująca u wszystkich wysypkę na twarzy. Mo­&#13;
żemy tylko bezradnie patrzeć, jak gospodynie wyrzuca­&#13;
ją na zewnątrz nasze czyste opakowania, które bez śla­&#13;
du spłonęłyby w ogniu. Tym przykrzejszy to widok, że&#13;
w tych surowych warunkach będą zaśmiecać tajgę&#13;
przez długie lata. Nieprzezwyciężalny konflikt postaw,&#13;
racji i wartości Wschodu i Zachodu - równie może&#13;
uzasadnionych, ale wzajemnie się wykluczających.&#13;
A gdy wreszcie kładziemy się spać, gospodarz zdej­&#13;
muje ze ściany ongony - wstążki, małe futerka, żelazne&#13;
przywieszki i figurki. Tłumaczy, że to dlatego, by duchy&#13;
nie męczyły nas nocą, powodując złe sny.&#13;
&#13;
4.&#13;
Gandzorig nakłada kostium, okurzając każdą jego&#13;
część tlącą się gałązką wonnej tui (arc) i samemu wdy­&#13;
chając dym. Próbuje bębna, najpierw cicho, spokoj­&#13;
nie, twarzą do ognia pośrodku, a potem - odwróciwszy&#13;
się tyłem do nas - zwraca się ku ongonom. Stojąc prze­&#13;
ważnie w tej pozycji będzie tańczył przez kilka godzin&#13;
seansu.&#13;
Po kilku - sześciu, ośmiu - wstępnych minutach za­&#13;
czynają się regularne uderzenia w bęben. Dwa rytmy&#13;
będą rozbrzmiewać praktycznie bez przerwy, na prze­&#13;
mian, w długich sekwencjach: szybkie serie jednostaj­&#13;
nych uderzeń, po 160-180 na minutę - typowy transowy&#13;
rytm szamański - oraz rytm parzysty: podwójne ude­&#13;
rzenia, naśladujące tętent konia. I tak niezmordowa­&#13;
nie przez ponad dwie godziny - kiedy ręka zmęczy się&#13;
uderzeniami w jednym rytmie, Gandzorig przechodzi&#13;
na drugie tempo. Nuci coś cicho, głosem zmienionym,&#13;
nienaturalnie płaczliwym. Słowa są nieczytelne, a on&#13;
sam nazajutrz nie będzie nam mógł ani chciał nic wy­&#13;
jaśnić. Czasem pokrzykuje, kuli się, zagarniającymi ru­&#13;
chami łapie coś do otwartego z jednej strony bębna.&#13;
Świszczy i chrapie, jakby leciał w powietrzu jako ptak&#13;
i rumak zarazem. Ten pozaziemski lot oddaje też bie­&#13;
giem w miejscu, dynamicznymi poruszeniami ciała,&#13;
skokami obunóż. Po kwadransie od wejścia w trans&#13;
przysiada na mniej niż minutę, a córka podaje mu faj­&#13;
kę. Podczas następnych króciutkich przerw, w takich&#13;
samych odstępach, łyknie herbaty albo zaciągnie się&#13;
papierosem.&#13;
&#13;
się i kręcąc szybko tułowiem w obie strony nie zacze­&#13;
pił długimi wstęgami o rurę komina. O n sam nie kon­&#13;
troluje swych ruchów, bo wstępuje w niego najwyższy&#13;
ongon, o którym wiadomo tylko to, że jest kobietą.&#13;
Jeden z widzów przywiązuje szamanowi do pleców&#13;
białą wstęgę - cha&amp;ag, dar mający zjednać życzliwość&#13;
ongona. Może teraz odbędzie się rozmowa z duchem,&#13;
z której wyniknie wróżba dla zgromadzonych? Nie,&#13;
Gandzorig rzadko odwołuje się do tego sposobu. Prze­&#13;
ważnie wróży z położenia rzuconej kołatki do bębna.&#13;
Rzuca ją każdemu ze zgromadzonych dwukrotnie: za&#13;
pierwszym razem trzeba ją złapać w dłonie i oddać,&#13;
mówiąc „wróżba!" (torog!) i kierując uchwyt w jego&#13;
stronę; za drugim - nie dotykając, złapać w podołek&#13;
ubioru, a on spojrzawszy na ułożenie pałki w dłuższych&#13;
słowach zapewnia o pomyślnym wyniku.&#13;
Ongon opuszcza ciało szamana, a jednocześnie koń­&#13;
czy się lot jego duszy. Obecni komentują, że teraz sza­&#13;
man „schodzi na ziemię". Powoli uspokaja się, sam&#13;
zdejmuje strój, choć mocno się przy tym zatacza. Jeden&#13;
z mężczyzn zrobi mu krótki masaż, a syn wyprowadza&#13;
go - rozebranego i rozgrzanego - na dwór, skąd wróci&#13;
po paru minutach zupełnie odświeżony. Mówi, że nie&#13;
chciał nas — cudzoziemców - męczyć zbyt długim sean­&#13;
sem, który może trwać pięć godzin. Kiedy odchodzimy&#13;
do swojego namiotu, jest prawie trzecia nad ranem.&#13;
&#13;
5.&#13;
Dzień w szałasie zaczyna się zawsze tak samo - od&#13;
przygotowania herbaty. Także i dziś budzi nas znajomy&#13;
stukot: gospodyni zdziera stalowym dłutem sprasowa­&#13;
ne na cegłę liście, trzymane w skórzanym worku, po­&#13;
tem rozbija je na proszek w drewnianej stępce. Roz­&#13;
grzewamy się nią, przemarznięci mimo ciepłych śpiwo­&#13;
rów i słuchamy, co mówią gospodarze: a to że dzieciom&#13;
było w nocy tak gorąco, że wyszły spać na zewnątrz, na&#13;
ziemi, a to że oni sami nigdy nie potrafiliby zasnąć&#13;
w łóżku, w izbie, w mieście. No i że trzeba zabierać się&#13;
do uboju.&#13;
Zabijanie renifera zaczyna się od uwiązania psów.&#13;
Mała, ledwie pięcioletnia Budzeń o wiecznie zdziwio­&#13;
nej twarzy i jej starszy brat przywiązują do drzew parę&#13;
kudłaczy, jeszcze pokrytych porannym szronem, żeby&#13;
nie przeszkadzały. Gospodarz odprowadził już wybraną&#13;
sztukę kilka metrów od stada. Ma ze sobą siekierę&#13;
i długi bagnet własnej roboty - nieforemny kawałek że­&#13;
laza w drewnianej pochwie. Posyła jeszcze córeczkę po&#13;
swój przyboczny nóż, ten z przywieszką z kła dzika, któ­&#13;
ry zawsze nosi u pasa, a teraz niby to przez zapomnie­&#13;
nie zostawił w szałasie. Kiedy mała z nim wróci, będzie&#13;
już po wszystkim. Uderzony obuchem topora w głowę&#13;
ren zwali się na ziemię, by dostać bagnetem w szyję głę­&#13;
bokie pchnięcie, skierowane w stronę serca. Leżąc na&#13;
boku kopie nogami, naciskany stopniowo od zadu&#13;
przez chłopaka, a ciemna, gęsta krew spływa do misy.&#13;
&#13;
Mija sporo ponad pół godziny niezmordowanego&#13;
tańca, szaman wyraźnie traci panowanie nad ruchami;&#13;
zaraz upadnie na plecy, ale siedzący nieopodal męż­&#13;
czyźni złapią go, ratując przed potłuczeniem o żelazo&#13;
piecyka. Teraz, trzeba szczególnie uważać, by miotając&#13;
&#13;
Mała patrzy, jak obaj mężczyźni rozrzynają skórę:&#13;
zaczynając od pęcin zdzierają ją, przecinają powłoki&#13;
64&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
brzuszne, wyrzucają napełniony żołądek, odcinają wą­&#13;
trobę i dają wszystkim zgromadzonym po kawałku cie­&#13;
płego, słodkawego i nieco twardego mięsa. Psy spokoj­&#13;
nie czekają na swoją porcję gorszych wnętrzności. Nie&#13;
minie pół godziny, a na belkach składziku leży podzie­&#13;
lone na części mięso całego renifera, a żebra i serce go­&#13;
tują się do szybkiego zjedzenia.&#13;
Decyzja o jego zabiciu nie przyszła łatwo. Stado nie&#13;
ma nawet 30 sztuk, ale żona gospodarza jest bardzo&#13;
słaba, miała niedawno poronienie, mięso powinno ją&#13;
wzmocnić. Na pytanie, kiedy ostatnio zabijał rena, go­&#13;
spodarz wybucha gniewem. O n rozumie, że zmniejsza­&#13;
nie mizernego stada prowadzi donikąd, ale przecież&#13;
muszą mieć co jeść.&#13;
&#13;
tugrików (prawie pięć dolarów), a do tego będzie tro­&#13;
chę mięsa. Kiedy spadnie taki śnieg, że nawet renifery&#13;
będą się zapadać po brzuch, założy prymitywne narty&#13;
własnej roboty - długie, szerokie i ciężkie modrzewio­&#13;
we deski z rzemieniami, do których spodów przylepił&#13;
świeżo zdartą skórę renifera.&#13;
To urodzeni ludzie tajgi, i właśnie takim mianem&#13;
- tajgynchyn - Caatanowie sami siebie nazywają naj­&#13;
chętniej.&#13;
Przed wyjazdem mieszkańcy obozu idą pożegnać się&#13;
ze świętą górą, której podziękują za pomyślnie spędzo­&#13;
ną tu jesień. Nam nie wolno uczestniczyć w tym krót­&#13;
kim obrzędzie, ale po powrocie pokażą nam dziwne ka­&#13;
myki, które stamtąd przynieśli. Gładkie, regularne,&#13;
okrągłe, z jasnobrązowymi słojami, leżą tam podobno&#13;
rozrzucone jakby w kamiennych misach. Góra lubi,&#13;
gdy się je ze sobą zabiera, ale trzeba zostawić jej coś&#13;
w zamian, choćby kawałek białego materiału. Ale&#13;
złym ludziom daje swe kamyki niechętnie — tylko te&#13;
najmniejsze.&#13;
&#13;
To jest pierwszy wielki problem tych ludzi, dylemat&#13;
- bić reny czy też nie bić. One stanowią podstawę ich&#13;
utrzymania i nieprzypadkowo zapisane jest to już&#13;
w mongolskiej nazwie grupy. Kilkusetosobowa spo­&#13;
łeczność caatańska ze swą specyficzną kulturą prze­&#13;
trwa pod warunkiem, że nie wybije do końca stada re­&#13;
niferów. Ich pogłowie od lat się zmniejsza, licząc obec­&#13;
nie ok. 700 sztuk, a brak świeżej krwi skazuje na chów&#13;
wsobny i wszystkie jego negatywne konsekwencje.&#13;
A na dodatek stada są osłabione rabunkowym ob­&#13;
cinaniem poroża. Odrastające corocznie rogi renifera&#13;
są wiosną jeszcze miękkie, bo obficie ukrwione, i w ta­&#13;
kim stanie - podobnie jak słynne panty syberyjskiego&#13;
jelenia plamistego - od wieków wykorzystywane&#13;
w chińskiej, a od niedawna także w europejskiej me­&#13;
dycynie. Z początkiem lata pojawiają się zatem w oko­&#13;
licy chińscy kupcy, którzy nie pogardzą też niedźwie­&#13;
dzimi skórami i niektórymi produktami tajgi, np. grzy­&#13;
bami, a w zamian dają pieniądze, szybko przekładające&#13;
się na wódkę. W tych warunkach pojawia się pokusa&#13;
ponownego ścinania rogów odrastających jesienią, co&#13;
wyjątkowo osłabia zwierzęta, prowadzi do zakażeń&#13;
i degeneracji poroża. W efekcie coraz więcej jest w sta­&#13;
dach takich zmarniałych sztuk - nasz Święty Mikołaj&#13;
wstydziłby się użyć ich w swoim zaprzęgu.&#13;
&#13;
My pojedziemy swoją drogą. Stromymi podejściami&#13;
osiągamy przełęcze tylko po to, by mozolnie sprowa­&#13;
dzać płoszące się konie na dół. Przemierzamy kotliny&#13;
zasłane skalnym rumoszem, miejsca tak dzikie i odlud­&#13;
ne, że jeśli gdzieś w Mongolii miałby żyć almas - tutej­&#13;
sza wersja yeti - to właśnie tutaj. Ale nasi gospodarze&#13;
- choć opowiadają legendy o ałmasie - to nie wierzą&#13;
w jego obecność. Bardziej boją się niedźwiedzia, który&#13;
potrafi być śmiertelnie niebezpieczny — zwłaszcza jeśli&#13;
lato nie obfitowało w jagody i mrówki, a on jest teraz&#13;
głodny i nie może zasnąć na zimę.&#13;
Słuchamy opowieści człowieka, któremu całą rodzinę&#13;
uśmiercił taki właśnie wygłodniały osobnik. Wróciwszy&#13;
z żoną do szałasu, gdzie zostawili małe dziecko pod opie­&#13;
ką babki, zastali pogryzione zwłoki obojga, rzucone wraz&#13;
ze sprzętami domowymi na środek szałasu, do ognia, tak&#13;
jakby niedźwiedź chciał wszystko spalić, zacierając ślady&#13;
swego napadu. Widząc to żona dostała ataku serca;&#13;
przeżyła go, ale nie wyszła z depresji, która po dwóch la­&#13;
tach cierpień doprowadziła ją do samobójstwa. Mężczy­&#13;
zna, który odtąd żyje samotnie, prosi nas na koniec spo­&#13;
tkania o wpisanie się do zeszytu, w którym gromadzi na­&#13;
zwiska wszystkich, którzy go odwiedzili.&#13;
Dopiero po dłuższym pobycie zdradzono nam, że&#13;
w powszechnym przekonaniu nieszczęście to musiał&#13;
spowodować jakiś czarny szaman z Tuwy, który z nie­&#13;
znanych powodów nasłał niedźwiedzia. Bo przecież&#13;
nie ma wytłumaczenia dla faktu, że zwierzę przeszło&#13;
obojętnie obok innych, bliższych szałasów i że dokona­&#13;
ło tak przemyślnej napaści.&#13;
&#13;
Wszyscy to niby rozumieją, ale tak jakoś się składa­&#13;
ło, że w każdej odwiedzanej grupie szałasów natrafiali­&#13;
śmy na świeże mięso, a na głowach reniferów widać&#13;
było krwawiące rany na miejscu rogów.&#13;
6.&#13;
Czy łaskawy Czytelnik pamięta tytułową postać sy­&#13;
beryjskiego myśliwego z filmu Akiry Kurosawy, czło­&#13;
wieka natury imieniem Dersu Uzała? Grał go Maksym&#13;
Bułduk, aktor właśnie z Tuwy - krainy pasterzy leżącej&#13;
trzy tysiące kilometrów na zachód od miejsca akcji.&#13;
Teraz już mnie nie dziwi, że z fenomenalną naturalno­&#13;
ścią wcielił się w postać człowieka tajgi.&#13;
Caatanowie są mistrzami polowania. Młodzian ze&#13;
strzelbą, który pogwizdując jedzie obok nas na renife­&#13;
rze, potrafi błyskawicznie zestrzelić siedzącą na gałęzi&#13;
popielicę i w trakcie jazdy ściągnąć z niej lśniące, czar­&#13;
ne futerko. Śmieje się, bo jest ono warte pięć tysięcy&#13;
&#13;
7.&#13;
Szczerze podziwiam dawnych badaczy, którym uda­&#13;
ło się zebrać tyle materiałów na temat ezoterycznego&#13;
szamanizmu. Umieli pokonać bariery obcości i dystans&#13;
nieufności, potrafili zrozumieć enigmatyczne symbole,&#13;
zrekonstruować panteon, nakreślić model świata.&#13;
65&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W P O D R Ó Ż Y&#13;
&#13;
Wśród Caatanów nie uda m i się tego zrobić. Tutejszy&#13;
szamanizm pozostanie dla mnie nieprzenikniony. Nie&#13;
umiem nawet odpowiedzieć na pytanie, na ile szama­&#13;
ni odmawiając odpowiedzi ukrywają to, co musi być&#13;
tabuizowane, na ile zaś dbają o aurę tajemniczości, tak&#13;
potrzebną z komercyjnego punktu widzenia, a do tego&#13;
maskują swoją niepełną znajomość tradycji.&#13;
Gandzorig nie pozwala się fotografować w czasie se­&#13;
ansu (i ogranicza do czterech liczbę zdjęć, które może­&#13;
my mu zrobić nazajutrz), nie chce rozmawiać o żad­&#13;
nych szczegółach kunsztu - o inicjacji, przebiegu na­&#13;
uki czy śpiewanych tekstach. Mówi, że te pieśni same&#13;
do niego przychodzą, że poza seansem wcale ich nie&#13;
zna. Trochę boi się gniewu duchów, a jeszcze bardziej&#13;
starszego brata, Gosta.&#13;
&#13;
wał ją jednego rena), zaczęła lekko uderzać weń pałką&#13;
i cicho nucić. Podrygiwała, obracała się raz i drugi, ryt­&#13;
micznie kręciła głową, tak że trzęsły się zasłaniające&#13;
twarz frędzle.&#13;
Ale wiek ma swoje prawa; Sujaan już nie wykonała&#13;
obrzędu w pełnej postaci. Skończyła szybko, kropiąc&#13;
herbatą przed szałasem i przez jego górny otwór - dla&#13;
okolicznych duchów.&#13;
Jej córka, dobroduszna niewidoma Cend, urządza&#13;
prawdziwy seans szamański tylko raz na kwartał, ale&#13;
chętnie powróży, czy uda się nam podróż powrotna.&#13;
Wróżbę odczytuje z 41 kamieni, które rozkłada kolej­&#13;
no na kupki - tak jak to robią wróżbici w całej Azji&#13;
Centralnej. Bierze je w dłonie i w modlitewnym geście&#13;
przykłada na długą chwilę do twarzy, potem po wielo­&#13;
kroć rozkłada je w kupki (w trzech rzędach, po trzy&#13;
kupki w każdym), zgarnia ponownie i znów układa.&#13;
Padają słowa przepowiedni: „wasze nogi są lekkie, po&#13;
drodze nie ma nic złego, osobisty los każdego z was jest&#13;
pomyślny", tyle że - jak na końcu wyczytuje - wraca­&#13;
jąc, powinniśmy unikać samotnej jurty, inaczej bo­&#13;
wiem czeka nas „mała przeszkoda". Jej syn, patrzący na&#13;
przebieg wróżby i układ kamieni, potwierdza tę prze­&#13;
strogę.&#13;
&#13;
Gost niedawno przestał być szamanem - podejrze­&#13;
wam, że stracił wiarę, widząc jak ten kunszt pospoli­&#13;
cieje. Jest surowy, małomówny. Jeszcze przed paroma&#13;
laty miał opinię „czarnego szamana" - takiego, który&#13;
potrafi zaszkodzić nieprzyjaciołom, u którego można&#13;
zamówić nawet śmiercionośny urok. „Ongon już do&#13;
niego nie przychodzi" - zdradza jego siostra. O n sam&#13;
nie chce o tym mówić; potępia szerzącą się wśród&#13;
Mongołów komercjalizację szamanizmu w wersji po­&#13;
pularnej. Po latach nielegalnego szamanienia, które&#13;
przypłacił więzieniem, ma za duży respekt wobec du­&#13;
chów, by brać do ręki bęben, skoro nie wierzy już&#13;
w skuteczność tego działania.&#13;
&#13;
A my, niebaczni wróżby, wstąpiliśmy w drodze po­&#13;
wrotnej na obiad do jakiejś samotnej jurty. I rzeczywi­&#13;
ście, w parę godzin później, tuż przed wjazdem do mia­&#13;
sta, nasz gazik zatrzymuje milicja. Wychodzi na jaw, że&#13;
kierowca jeździ bez prawa jazdy. Okazuje się też, że&#13;
gdybyśmy byli tu trochę wcześniej, oszczędzilibyśmy&#13;
sobie sporo kłopotów.&#13;
&#13;
Nestorką caatańskich szamanów jest 98-letnia Sujaan. Wprawdzie nadal jeszcze nawleka igłę bez okula­&#13;
rów, ale nie jest już w stanie - jak przed paroma laty odbywać kilkugodzinnych seansów szamańskich, wy­&#13;
magających ustawicznego tańczenia, ekstatycznych&#13;
podskoków, bicia w bęben, śpiewu i recytacji tekstów.&#13;
„Moja głowa już nic nie pamięta, zapomniałam wszyst­&#13;
kie modlitwy".&#13;
&#13;
Wróżby mogą być mniej lub bardziej przyziemne,&#13;
ale szamański seans nie ma - wbrew pozorom - cha­&#13;
rakteru wyłącznie usługowego. Ku mojemu zaskocze­&#13;
niu rysuje się taka oto prawidłowość, rządzącą prakty­&#13;
ką starych caatańskich szamanów. Żaden z nich nie&#13;
szamanił na zamówienie, lecz jedynie w ściśle określo­&#13;
nych dniach, kilka razy w roku. Nawet chorzy, przy­&#13;
chodzący po wyleczenie, musieli podobno czekać na&#13;
ów dzień - seans w ich intencji może się zresztą odbyć&#13;
pod ich nieobecność. Córka Gandzoriga w tajemnicy&#13;
przed ojcem objaśnia, że kiedy przychodzą do niego&#13;
duchy, to pytają, dlaczego je wzywał i mogą go ukarać&#13;
za przywoływanie ich z błahego powodu.&#13;
&#13;
Ale przed dwoma laty widok wiekowej Sujaan&#13;
w starym prawie jak ona sama kostiumie, przygotowu­&#13;
jącej się do szamańskiego seansu - to było dla mnie&#13;
spotkanie z innym światem. Czapka-pióropusz, długi&#13;
chałat z brzękadłami, nogawice z naszytymi wyobraże­&#13;
niami ptasich szponów, wielki bęben z zatartym wy­&#13;
obrażeniem n i to sylwetki ludzkiej, n i to drzewa - mu­&#13;
siały gdzieś w ukryciu przetrwać minione lata. Starowinka z pomocą synowej z czcią okadziła wszystkie&#13;
części kostiumu i bęben, a na ongony pryskała gałęzią&#13;
jałowca, zanurzoną w ofiarnej herbacie z mlekiem.&#13;
Z drewnianego pudelka wyjęła drumlę - żelazny i n strumencik, który po przyłożeniu do ust, szarpany za&#13;
języczek, wydaje cichy, wibrujący dźwięk. Głos instru­&#13;
mentu umożliwia duchom podróżowanie na dużą od­&#13;
ległość, kiedy więc przybył duch główny, „pan ongonów", można było odczytać wróżbę. Rzucona na zie­&#13;
mię drumla padła języczkiem do góry, i to nawet dwu­&#13;
krotnie. To był dobry znak.&#13;
&#13;
Wiadomości te przeczą mojemu dotychczasowemu&#13;
wyobrażeniu o szamanizmie jako praktyce interwen­&#13;
cyjnej, nastawionej na doraźną pomoc zgłaszającemu&#13;
się z potrzebą duchową, psychiczną czy niedyspozycją&#13;
fizyczną. Nie potrafię ich ostatecznie zweryfikować godzę się z myślą, że przy intensywnych badaniach&#13;
w małej społeczności, gdzie liczba rozmówców jest nie­&#13;
wielka i każdy przedstawia swój własny, powikłany los,&#13;
trudno o pewne, sprawdzone uogólnienia. Nie będzie&#13;
efektownych tez, diagnoz na temat trendów, łatwych&#13;
generalizacji. Cend, Gost, Sandżin, Bajaraa, Ganbat&#13;
i inni to konkretne osoby, prezentujące swoje indywi­&#13;
dualne doświadczenia, wiedzę i opinie, a także niewie-&#13;
&#13;
Szamanka wstała, wzięła do ręki duży bęben, zro­&#13;
biony dla niej, gdy jeszcze była młodą kobietą (koszto­&#13;
66&#13;
&#13;
l&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
dzę, zapomnienie i zwątpienie, które dokładają się tyl­&#13;
ko do moich pytań i wątpliwości.&#13;
8.&#13;
Ludzi tajgi nie jest wielu. Renifery hoduje w górach&#13;
niespełna 40 rodzin, kilkanaście przechodzi stopniowo&#13;
na pasterstwo w stylu mongolskim: schodzą do Kotli­&#13;
ny, gdzie zamiast chorowitych renów hodują odpor­&#13;
niejsze bydło i owce, przenoszą się z szałasów do cie­&#13;
płych, wojłokowych jurt. Młodzi biorą za żony mon­&#13;
golskie dziewczyny. Dopływ nowej krwi cieszy rodzi­&#13;
ców, ale prawda jest taka, że synowe tylko czekają, kie­&#13;
dy będą mogły wrócić z mężami do swoich.&#13;
Oglądamy zdjęcia z niedawnego wesela takiej mie­&#13;
szanej pary, jednocześnie prowadząc etnograficzny wy­&#13;
wiad. Odbywa się ono w szałasie, świeżo postawionym&#13;
dla pary młodej, ale ceremonie są żywcem wzięte&#13;
z mongolskiej jurty i generalnie zapożyczone z tamtej&#13;
kultury. Dziewczyna wjeżdża konno na biały wojłok,&#13;
rozścielony przed wejściem, gdzie matka męża wita ją&#13;
kropiąc mleko. Podstawowym daniem uczty jest mięso&#13;
baranie, którego konkretne porcje podawane są&#13;
w zgodzie z ceremonialnym kodem, określającym kto&#13;
co dostaje. Symboliczny sprawdzian dziewczyny pole­&#13;
ga na tym, że musi samodzielnie przygotować „herba­&#13;
tę panny młodej": rozpalić ogień, utłuc herbatę&#13;
w stępce, przyrządzić ją z mlekiem, masłem i solą,&#13;
a potem rozdać wszystkim gościom. W kulminującym&#13;
momencie dostaje do rąk sznur, który gwarantuje po­&#13;
myślność domostwa, stanowiąc „wodze jurty", a tu jest&#13;
sztucznie doczepiony do szałasu. I tak, krok po kroku,&#13;
dokonuje się proces, w którego efekcie Caatanowie&#13;
nie tylko mówią po mongolsku, ale też przechodzą na&#13;
mongolski język symboliczny.&#13;
I to jest drugi wielki problem Caatanów - zachowa­&#13;
nie odrębności językowej i własnej etnicznej tożsamo­&#13;
ści. Nie mając kontaktu z Tuwą, przechodzą powoli, na­&#13;
wet w gronie rodziny, na mongolski - język szkoły i ofi­&#13;
cjalnej komunikacji. Nie ma wśród nich elity, autoryte­&#13;
tów, liderów, którzy dbaliby o utrzymanie resztek trady­&#13;
cji i samoidentyfikacji. Słabnie świadomość etnicznej&#13;
odrębności. Wiedzą, że są Tuwijczykami, ale przecież&#13;
prawdziwi Tuwa są tam, za granicą; kiedy samych siebie&#13;
nazywają „ludźmi tajgi", to w ten sposób, bez używania&#13;
&#13;
nazw etnicznych, przeciwstawiają się wszystkim żyjącym&#13;
w Kotlinie „ludziom rzeki", golynchyn.&#13;
Pozrywały się związki z krewniakami w Tuwie. O d&#13;
dziesięciu lat nie ma kontaktów lokalnych, granica&#13;
jest szczelnie zamknięta. Zaprzestano akcji wymienia­&#13;
nia reniferów, ustał dopływ nowej krwi, a dotyczy to&#13;
tak samo zwierząt, jak ludzi. Górskie, przygraniczne&#13;
odludzia to nie są okolice bezpieczne. Zdarzają się wy­&#13;
prawy rabunkowe spoza kordonu - zdesperowani pokołchozowi pasterze, pozostawieni sami sobie, muszą&#13;
jakoś zdobywać konie i bydło. A parę lat temu mówi­&#13;
ło się po cichu (wtajemniczeni powoływali się nawet&#13;
na raporty amerykańskiego Departamentu Stanu), że&#13;
przez Tuwę idzie przemyt rosyjskiej broni do muzuł­&#13;
mańskich Ujgurów w chińskim Sinkiangu.&#13;
Mimo że reny wymagają pastwisk górskich, bo&#13;
w dolinach chorują, a do tego częściej padają łupem&#13;
wilków, tutejsze strategie przetrwania siłą rzeczy spro­&#13;
wadzają ludzi tajgi na dół. Coraz silniej będzie działać&#13;
obecność zachodnich turystów, docierających tu cza­&#13;
sem za sprawą biur podróży z Ułan-Bator, a nie wszy­&#13;
scy z nich mają czas na długą drogę w góry. Niekiedy&#13;
przybywa jakaś zagraniczna akcja charytatywna z żyw­&#13;
nością. Świat zaczyna rozumieć, że konieczna jest&#13;
choćby skromna pomoc, by ta mała grupka ludzi swą&#13;
odmiennością nadal wzbogacała paletę jego barw. Nie&#13;
trzeba przecież wiele - trochę mąki, by nie zabijali re­&#13;
nów, brezent na szałasy, by nie uciekali do jurt i drew­&#13;
nianych domków w osadach, weterynaryjne wsparcie&#13;
w odbudowie stada.&#13;
Może, paradoksalnie, to właśnie przybysze z ze­&#13;
wnątrz - badacze, podróżnicy, turyści - są ostatnią&#13;
szansą łudzi tajgi na zachowanie własnej kultury? Któż&#13;
inny przekona Caatanów, że opłaca się zachować nie­&#13;
które elementy dotychczasowego stylu życia — szałasy,&#13;
reny, szamanizm? I kto - działając w drugą stronę - za­&#13;
niesie w świat Zachodu komunikat, że skoro już mamy&#13;
taki kaprys, by zobaczyć ludzi idących ścieżką kultury&#13;
tak trudną i odmienną od naszej, to wszyscy powinni­&#13;
śmy ich w tym wesprzeć.&#13;
Przypisy&#13;
1&#13;
&#13;
J. S. Wasilewski, Podróże do piekieł&#13;
&#13;
riach, Warszawa 1979, s. 5&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
Rzecz o szamańskich miste­&#13;
&#13;
�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
