<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<item xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" itemId="10029" public="1" featured="0" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/show/10029?output=omeka-xml" accessDate="2026-09-27T02:09:36+00:00">
  <fileContainer>
    <file fileId="10007">
      <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9c6e78ec99985ce32c49edd7216b1eb5.pdf</src>
      <authentication>3a946317dbd331ce139ba1a50cfe415f</authentication>
    </file>
  </fileContainer>
  <collection collectionId="3">
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="25235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </collection>
  <itemType itemTypeId="1">
    <name>Text</name>
    <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
  </itemType>
  <elementSetContainer>
    <elementSet elementSetId="1">
      <name>Dublin Core</name>
      <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="46">
          <name>Relation</name>
          <description>A related resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119278">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4631</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="47">
          <name>Rights</name>
          <description>Information about rights held in and over the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119279">
              <text>Licencja PIA</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="40">
          <name>Date</name>
          <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119280">
              <text>1974</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="49">
          <name>Subject</name>
          <description>The topic of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119281">
              <text>plastyka ludowa - okres PRL</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="43">
          <name>Identifier</name>
          <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119282">
              <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4302</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="50">
          <name>Title</name>
          <description>A name given to the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119283">
              <text>Plastyka nieprofesjonalna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="41">
          <name>Description</name>
          <description>An account of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119284">
              <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.4, s.195-220</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="39">
          <name>Creator</name>
          <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119285">
              <text>Jackowski, Aleksander</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="44">
          <name>Language</name>
          <description>A language of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119286">
              <text>pol</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="45">
          <name>Publisher</name>
          <description>An entity responsible for making the resource available</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119287">
              <text>Instytut Sztuki PAN</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
        <element elementId="42">
          <name>Format</name>
          <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119288">
              <text>application/pdf</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
    <elementSet elementSetId="4">
      <name>PDF Text</name>
      <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
      <elementContainer>
        <element elementId="52">
          <name>Text</name>
          <description/>
          <elementTextContainer>
            <elementText elementTextId="119289">
              <text>II

Aleksander

1. Maria Dalebora, T o r u ń . Czerwone pola,

olej.

Jackowski

PLASTYKA NIEPROFESJONALNA

Obserwujemy od lat rosnące zainteresowanie malar­
stwem „ n a i w n y m " , rzeźbą l u d o w ą , s z t u k ą dzieci — wszel­
kimi formami twórczości spontanicznej, niezawodowej.
Źródłem tych zainteresowań jest z a r ó w n o niedosyt, j a k i
budzi współczesna sztuka, j a k też i przekroczenie u t a r t y c h ,
tradycyjnych form — właśnie przez t ę s z t u k ę . Ale zjawisko,
które ogólnie określić m o ż n a jako sztuka nieprofesjonalna,
interesuje nas nie t y l k o od strony artystycznej. Jest ono
przecież przejawem a k t y w n o ś c i kulturowej r ó ż n y c h k r ę g ó w
społecznych, zjawiskiem liczącym się w k s z t a ł t o w a n i u po­
staw estetycznych, w a ż n y m przede wszystkim dla samego
twórcy, dla jego psychiki, dla p r a w i d ł o w y c h relacji m i ę d z y
nim a otoczeniem.
I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej , zorganizowane
w Szczecinie przez Centralny Ośrodek M e t o d y k i Upowszech­
niania K u l t u r y oraz P r a c o w n i ę P l a s t y k i Nieprofesjonalnej
Instytutu Sztuki P A N — przy współudziale wszystkich
Wojewódzkich D o m ó w K u l t u r y , dalo bogaty m a t e r i a ł do
obserwacji i p r z e m y ś l e ń .
Na t y m miejscu, w z w i ą z k u z Triennale, c h c i a ł b y m
zarysować k i l k a z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z miejscem i rolą
plastyki nieprofesjonalnej w naszej kulturze. Z a c z n ę od
sprawy ogólniejszej — od p r ó b y określenia sytuacji, w jakich
przejawiają się plastyczne dyspozycje człowieka.
Twórczość jest zjawiskiem bardziej powszechnym niż
to się zazwyczaj wydaje. Istnieje nawet w t y c h kulturach,
1

k t ó r e wykształciły o d r ę b n ą g r u p ę zawodowych twórców.
R o z w ó j cywilizacji i podział ról w społeczeństwie współ­
czesnym przyczynił się co prawda do zinstytucjonalizowania
zawodu plastyka, ale nie zniknęły dyspozycje i potrzeby
twórcze wśród dużej części społeczeństwa.
Jeszcze niedawno m o ż n a było obserwować u nas po­
wszechność uprawiania pewnych dziedzin sztuki w kulturze
ludowej. K a ż d y niemal człowiek był wówczas zarówno
t w ó r c ą , j a k i odbiorcą, choć, rzecz prosta, zawsze istniały
jednostki mniej lub bardziej uzdolnione.
Oczywiście rozwój i zasięg działań artystycznych zależy
od charakteru k u l t u r y , od szans, jakie stwarza ona czło­
wiekowi dla ujawnienia potencjalnie istniejących w n i m
dyspozycji plastycznych.
W warunkach: — gdy kupujemy meble, sprzęty, tka­
niny dekoracyjne, akcesoria w n ę t r z a , obrazy, reprodukcje,
konfekcję; — gdy wartości estetyczne chłoniemy przede
wszystkim biernie, jako widzowie teatralnych, kinowych
czy telewizyjnych p r z e d s t a w i e ń ; — gdy dzieła, sztuki oglą­
damy w muzeach, na reprodukcjach, na wystawach — pole
artystycznego działania na pewno jest bardziej ograniczone
niż np. w kulturze ludowej, ale przecież istnieje, tyle że
jest inne, że inaczej się ujawnia.
P r z y w y k l i ś m y jednak, m y ś l ą c o dyspozycjach artys­
tycznych i sposobie ich ujawniania się, b r a ć pod u w a g ę

195

��hMafoZ

a

ole?WoJrT^^f°r p^

W

~

^

'

7

~

'

Z

S ?f-

I

L

3

-

M

a

r

i

a

Lenczewska, Bielsko-Biała. Pochód

197

���II 11 Stanisław K a r u l a k , H r u b i e s z ó w . Obrona Częstochowy, olej. I I . 12. Franciszek Mścisz, Grodzisko Dolne, pow. Leżajsk.
Straż' Grobowa parafii
Grodziska
Dolnego, olej. I I . 13. W ł a d y s ł a w Rybkowski, P o z n a ń Dwaj starsi panowie,
olej.
II 14 Stanisław Dobiasz, Warszawa. Z c y k l u : „Wielkie postacie"—Stanisław Moniuszko, płaskorzeźba polichromowana.

200

�niemal wyłącznie malarstwo, rzeźbę, rysunek, znacznie j u ż
rzadziej rękodzieło artystyczne.
Przypatrzmy się u w a ż n i e naszemu życiu. Jak realizują
się istniejące uzdolnienia plastyczne, potrzeby t w ó r c z e ,
estetyczne ?
W okresie dzieciństwa i wczesnej młodości k a ż d e niemal
dziecko ma ochotę m a l o w a ć , r y s o w a ć , lepić. Malarstwo
dzieci jest ich formą poznania, oswojenia z o t a c z a j ą c y m
światem. Realizuje ono rozliczne potrzeby: a k t y w n o ś c i ,
zabawy, twórczej wypowiedzi. Twórczość plastyczna stanowi
nieświadomy wyraz psychiki młodego człowieka, t o t e ż dla
lekarza czy psychologa m o ż e o d g r y w a ć p o w a ż n ą rolę jako ma­
teriał dla diagnozy.
W wieku d o j r z a ł y m odbicie psychiki i przeżyć człowieka
jest w jego twórczości j u ż trudne do uchwycenia, choć znając
i życie i twórczość, m o ż n a nieraz znaleźć w y r a ź n e zbieżności.
Dyspozycje twórcze stają się przeważnie bardziej utajone
i czasem dopiero przypadek je ujawnia. ( P r z y k ł a d e m t w ó r ­
czość plastyczna ludzi, k t ó r z y zaczęli m a l o w a ć pod w p ł y w e m
przeżyć, b ą d ź w p ó ź n y m wieku). Niezależnie jednak od
tego czy dyspozycje te u j a w n i ą się w postaci najbardziej

zaawansowanej jako decyzje malowania lub rzeźbienia, prze­
jawiają się one w r ó ż n y c h sytuacjach. W y r ó ż n i a ł b y m t u
co najmniej sześć sfer, w k t ó r y c h w y r a ż a j ą się dyspozycje
twórcze ludzi dojrzałych (pomijam jako o d r ę b n e zagadnie­
nie w s p o m n i a n ą j u ż s z t u k ę dziecka). B ę d ą t o :
1 — potrzeba upiększania i dekorowania;
2 — a k t y w n a recepcja ś w i a t a z e w n ę t r z n e g o ;
3 — wypowiedź plastyczna zależna od bodźców zewnętrz­
nych, „ z o b i e k t y w i z o w a n y c h " ;
4 — imitatorstwo, chęć sprawdzenia swych możliwości,
popisu;
5 — działanie wynikłe z potrzeb manualnych, mało świado­
mych ;
6 — twórczość plastyczna s t a n o w i ą c a mniej lub bardziej
ś w i a d o m y wyraz osobowości, w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w
i przeżyć.
O m ó w m y p o k r ó t c e te g r u p y :
1 — potrzeba
u p i ę k s z a n i a . W y s t ę p u j e za­
r ó w n o w staraniu o własny wygląd, j a k i wygląd otoczenia,
mieszkania, pokoju, własnego k ą t a . W y m i e n i ę t u kompo­
nowanie swojej twarzy przez operowanie zarostem, fryzurą,

201

�o p r a w ą okularów, m a k i j a ż e m . Modelowanie swego w y g l ą d u
•—• chęć upodobnienia się do o k r e ś l o n y c h wzorców, znalezie­
nie własnego „ t y p u " , „ s t y l u " — t a k w wyglądzie twarzy,
j a k i sposobie ubierania się. W staraniu o w y g l ą d otoczenia
będzie to plastyczna a r a n ż a c j a mieszkania, częste, zwłaszcza
w ś r ó d młodzieży, komponowanie swego k ą t a czy pokoju
z r ó ż n y c h p r z e d m i o t ó w , staroci, p l a k a t ó w , fotosów.
Zamiłowanie do dekorowania przy większej wrażliwości
i wyrobieniu w y r a ż a się w potrzebie plastycznego organi­
zowania otoczenia, znajdowania estetycznych satysfakcji
w proporcjach, wzajemnym o d d z i a ł y w a n i u barw i k s z t a ł t ó w .
Postawa taka ujawnia się zwłaszcza u ludzi w r a ż l i w y c h na
współczesną sztukę, p r z e j m u j ą c y c h wzorce nowoczesnej
architektury w n ę t r z miejskich.
2 — a k t y w n a r e c e p c j a . I s t o t ą jest t u reago­
wanie plastyczne na świat, przejawiające się me w malowaniu
czy rzeźbieniu, ale w świadomej recepcji, w znajdowaniu
szczególnej satysfakcji z dostrzeżonego „ p i ę k n a " . Zachwyt
krajobrazem, uliczkami czy dzielnicami miast, nastrojem.
Kolekcjonowanie pocztówek, wycinanie ilustracji z czaso­
pism i przechowywanie ich, fotografowanie, k t ó r e zawiera
w sobie przecież t w ó r c z y element selekcji, wyboru tematu
i sposobu jego ujęcia. Jeszcze bliższe decyzji o charakterze
artystycznym jest kadrowanie gotowej o d b i t k i , zabiegi zmie­
rzające do uzyskania właściwego wyrazu zdjęcia, n a p i ę ć
walorowych, faktury, eliminacji szczegółu i t d .
Bywa, że zachwyt krajobrazem wywołuje chęć utrwale­
nia śladu tego przeżycia. Rysunek czy obraz — u ludzi

obdarzonych p e w n ą s p r a w n o ś c i ą t e c h n i c z n ą — jest w tej
sytuacji dokumentem tego momentu. I s t o t ą jego jest nie
troska o formę p l a s t y c z n ą , ale potrzeba przypomnienia,
ewokowania przeżycia. Rysunek jest t u t y m , czym slajd
z wakacji. Czasem dokument t a k i ma u p a m i ę t n i ć ważne
wydarzenie historyczne czy osobiste i ono jest dla autora
ważne, ono — czyli temat, a nie forma jego interpretacji.
Na Triennale p r z y k ł a d e m „ p a m i ą t k i " b y ł obraz ks. Gąsiorka
z Binczarowej, p r z e d s t a w i a j ą c y oberżę w Anvors, w której
zmarł v a n Gogh. Napis dodaje, że obraz p o w s t a ł w czasie
p o d r ó ż y ś l a d a m i v a n Gogha. P r z y k ł a d e m dokumentu waż­
nego wydarzenia z przeszłości b y ł a akwarela Mieczysława
Lewandowskiego z Proszowic, p r z e d s t a w i a j ą c a „ N a p a d
bandy U P A na szkołę w 1945 r . " i zaopatrzona komenta­
rzem: „ P r a w d z i w o zdarzenie. D n i a 12.11.1945 w Pohorylcach... napad bandy p o l i t . rabunkowej (ukrain.) na szkołę,
w k t ó r e j bandyci po zrabowaniu d o s z c z ę t n y m mieszkania
kier. szk. Lewandowskiego M . zamordowali w bestialski
sposób r o d z i n ę : teścia i teściową (oboje naucz.), żonę Lewan­
dowskiego i dziecko Zbigniewa l a t 12".
P r z y k ł a d ten należy j u ż zresztą do pogranicza z g r u p ą 3,
i s t o t ą k t ó r e j jest w y p o w i e d ź p l a s t y c z n a
inspi­
r o w a n a : n a t u r ą , dziełem sztuki, k o n w e n c j ą artystyczną.
Jest to grupa, k t ó r ą cechuje chęć wypowiedzi plastycznej
(malowania, rzeźbienia, rysowania) w sposób „zobiektywizo­
w a n y " , a więc o d t w a r z a j ą c y temat możliwie wiernie, zgodnie
z p r z y j ę t y m i r e g u ł a m i gry. N a szczeblu „ p r y m i t y w n y m "
— będzie to dążenie do odwzorowania p r z e d m i o t ó w zgodnie
ze swymi możliwościami (deformacja, uproszczenie, pominię-

I I . 15. Lambert Ł o g u t k o , Warszawa. Mazury

202

w marcu, olej.

�10

Anna B i n k u ń s k a , W r o c ł a w . I I . 16. Świat opery, olej. I I . 17. Przedwiośnie

I , olej.

�П. 18. Jerzy Srzednicki, Smolany, pow. Sejny. Obraz miasta z Rejtanem,

cie cech mniej istotnych czy t r u d n y c h w interpretacji, j a k
np. głębi, perspektywy), na szczeblu większej wiedzy i spraw­
n o ś c i — posłużenie się k o n w e n c j ą m a l a r s k ą , malowanie
„ p o d " jakiś wzór. Rzadka — choć oczywiście najbardziej
cenna i ciekawa — jest t u interpretacja własna, w y n i k ł a
z samodzielnego budowania swego „ w a r s z t a t u " , z wrażli­
wości, wyobraźni, z rozwijania w ł a s n y c h dyspozycji psycho­
fizycznych.
G r u p ę t ę charakteryzuje istnienie mniej lub bardziej
utajonych potrzeb l u b skłonności do wypowiedzi właśnie
plastycznej, nawet wtedy, gdy b o d ź c e m u j a w n i a j ą c y m te
skłonności jest sytuacja z e w n ę t r z n a . Zwrócenie się k u dzia­
łalności plastycznej wynika bowiem często nie z pobudek
ściśle artystycznych, nie z w e w n ę t r z n e j konieczności takiej
właśnie wypowiedzi, ale z tego, że u w a ż a się malowanie
ozy rzeźbienie za czynność p o ż y t e c z n ą , k o r z y s t n ą material­
nie, nobilitującą w środowisku (czy we w ł a s n y m mniemaniu),
realizującą szanowany przez siebie wzorzec z a c h o w a ń .
Efektem bodźca komercyjnego (choć niekiedy i prestiżo­
wego) jest ogromny wzrost liczby rzeźbiarzy „ l u d o w y c h "
uczestniczących w kiermaszach, imprezach regionalnych —
a przede wszystkim „ d o s t a w i a j ą c y c h " swe w y r o b y (towar?)
do Cepelii, Veritasu, Desy. D l a n i e k t ó r y c h t a nowa szansa
jest t y l k o źródłem chwilowego zarobku, s p r ó b o w a n i a łatwiej­
szego chleba — t y c h zaliczę do n a s t ę p n e j grupy. Są jednak
rzeźbiarze, k t ó r z y s t r u g a j ą swe f i g u r k i z coraz większą
pasją, k t ó r z y rzeźbiąc realizują swe upodobania, plastycz­
ne skłonności.
P r z y k ł a d e m uprawiania malarstwa (rzadziej rzeźby)
jako czynności nobilitującej, prestiżowej — są ludzie, k t ó r z y
chcą się w ten sposób wyróżnić w swym otoczeniu, w y r w a ć
z „pospolitości". Nierzadko wiąże się to z poczuciem de­
klasacji, z obniżeniem życiowego standardu. N p . starsze
panie z „ d o b r y c h r o d z i n " m a l u j ą c , chcą p o k a z a ć t y m sa­
m y m , że należą właściwie do kulturalnej elity, a ich w a r u n k i
życiowe są t y l k o przypadkowym zrządzeniem losu.
Maluje się, ponieważ m a l u j ą inni, ponieważ istnieją
bodźce zewnętrzne, a k t y w i z u j ą c e istniejąco dyspozycje.
Bodźcem t a k i m jest np. istnienie ruchu amatorskiego,
tworzenie się grup i k l u b ó w p l a s t y k ó w — a m a t o r ó w , w y ­
stawy, przeglądy, konkursy. Zwłaszcza w W o j e w ó d z k i m

204

olej.

D o m u K u l t u r y w Szczecinie, gdzie znakomicie organizowane
są wernisaże i spotkania z amatorami, m o ż n a dostrzec, jaką
o d g r y w a j ą rolę w życiu t y c h ludzi, p o d n o s z ą c ich prestiż
we w ł a s n y c h oczach i w opinii rodziny, środowiska.
Maluje się, aby wypełnić wolny czas, godziny samot­
ności, choć przy nieco innych uwarunkowaniach i impul­
sach ten sam człowiek m ó g ł b y u p r a w i a ć ogródek, zajmować
się działalnością f i l a n t r o p i j n ą czy pisać p a m i ę t n i k i .
Malarstwo jest więc dla omawianej grupy ludzi nie
koniecznością, a w y b r a n y m sposobom organizowania sobie
życia, zapełniania p u s t k i wolnego czasu, hobby. (Nie lekce­
w a ż m y tego!). B y w a rodzajem psychicznej protezy, gdy
zastępuje inne, wygasłe j u ż cele i formy życia — pracę
z a w o d o w ą , poświęcenie się rodzinie i t d . Dotyczy to zwłaszcza
ludzi w p o d e s z ł y m wieku, e m e r y t ó w , rencistów — a więc
liczną k a t e g o r i ę ludzi zajmująo5^cb się niezawodowo plastyką.
Ale — powtarzam — decyzja zajęcia się czynnościami
plastycznymi jest t u poparta zainteresowaniem, skłonnością
do wypowiedzi artystycznej.
Zaliczam więc do tej grupy ludzi, k t ó r z y mając dys­
pozycje, a nawet p o t r z e b ę wypowiedzi plastycznej, realizują
j ą pod w p ł y w e m s p r z y j a j ą c y c h okoliczności zewnętrznych,
w kształcie raczej konwencjonalnym, podpatrzonym, wy­
uczonym. Niekiedy wzorem jest t u kierunek artystyczny,
czasem styl określonego t w ó r c y . T a k więc na Triennale
widzieliśmy n a w i ą z a n i a do Leonarda, ale przede wszystkim
do v a n Gogha, Cezanne'a, Gauguina, Modiglianiego, z pol­
skich t w ó r c ó w — do Gielniaka, ale t e ż i do... Nikifora
czy K o ł a c z a .
r

Wzorce b y w a j ą środowiskowe, w podkrakowskiej wsi
Zielonki K a t a r z y n a Gaweł maluje infantylnie — ludowo
( i l . 6), a Bolesław K w i e c i e ń czy E d w a r d Daniel wyraźnie
n a w i ą z u j ą do stylu makat i o l e o d r u k ó w . Ale nawet wtedy,
gdy wzorem są złe, bazarowe m a l o w i d ł a i oleodruki, powstałe
w ich k r ę g u obrazy m o g ą mieć o wiele większe wartości,
co najlepiej w i d a ć było na p r z y k ł a d z i e Lamberta Łogutko
(il. 15) czy wspomnianego j u ż Daniela.
Szczególnym przypadkiem są w tej grupie malarze —
„ n a u c z y c i e l e " , k t ó r z y t w o r z ą , aby u t r w a l i ć , spopularyzować
dawne legendy, dawny obyczaj (np. Maria Lenczewska —
i l . 3).

�205

�П.

2 1

. E d m u n d M o n s i e l W o ż u o z y n . p o w . T o m a s z ó w L u b . Rysunek ołówkiem. I I . 22. J a n Nowak, Katowice. On, linoryt.

�Malowanie jest dla twórców trzeciej grupy formą działa­
nia, obserwacji, wyżycia swych p r a g n i e ń . Bazuje ono na
zastanych konwencjach, zrodzone z k u l t u r y , świadomości
istnienia wzorów, k t ó r e się adoruje. (Nie jest więc wypowie­
dzią wewnętrzną, i n s t y n k t o w n ą , s a m o r o d n ą ) .
Grupa 4 — i m i t a t o r s t w o ,
chęć
popisu,
okazania
s w e j s p r a w n o ś c i . Powodem działa­
nia nie są t u uzdolnienia plastyczne i dyspozycje manifestu­
jące się w potrzebie malowania czy rzeźbienia — a motywa­
cje pozaartystyczne.
W krańcowej, a więc „ m o d e l o w e j " postaci do grupy
tej zaliczałbym tych, k t ó r z y m a l u j ą , rzeźbią, u p r a w i a j ą
różne techniki graficzne — t y l k o po to, aby z y s k a ć uznanie
dla swej sprawności, głównie manualnej, dla swych umie­
jętności, uzdolnień. O ile w poprzedniej grupie często mówi­
liśmy o ludziach w podeszłym wieku, t u d o m i n u j ą ludzie
młodzi, uczniowie, studenci, inteligencja techniczna. B o d ź ­
ce mogą być różne — chęć sprawdzenia siebie, zaimpono­
wania kolegom, potrzeba humanistycznego dopełnienia,
czasem — tylko szansa zarobku.
W okresie gdy zachwiane są wszelkie kryteria ocen,
gdy obok mało zrozumianej dla ogółu sztuki abstrakcyjnej
kwitnie przewrotna moda na starocie, a nawet kicz — ot­
wiera się szansa dla ł a t w y c h i m i t a c j i „ s z t u k i " , pseudo
„ikon", przedmiotów u ż y t k o w y c h , breloczków i t p . W mias­
tach zachodniej Europy wszędzie widuje się m ł o d y c h ludzi
zarabiających na życie wyrobem i s p r z e d a ż ą widoczków,

ikon, wisiorków z drewna, d r u t u czy blachy. Sprzedają
swoje w y r o b y po prostu — na chodnikach, w korytarzach
metra, w p a s a ż a c h handlowych. U nas — h a n d l u j ą n i m i na
Starówce warszawskiej, w miastach o większym ruchu turys­
t y c z n y m . Czasem w y r a b i a j ą te przedmioty uczniowie plas­
tycznych liceów i wyższych uczelni, czasem uczniowie szkół
ogólnokształcących czy technicznych, po prostu, dla do­
datkowego zarobku. N i e k t ó r z y sprzedają swe wyroby do
Desy, Cepelii, sklepów p a m i ą t k a r s k i c h .
Jest to produkcja pełniąca rolę sztuki, zaspokajająca
niewyrobione gusty k u p u j ą c y c h . Imitacja sztuki u ż y t k o w e j ,
imitacja malarstwa, masowa produkcja tandety, amator­
szczyzna pieniąca się nie t y l k o na R y n k u Starego Miasta
i na murach warszawskiego Barbakanu •— ale co gorsza
we wzornictwie p r z e m y s ł o w y m , w produkcji p a m i ą t e k
(w tzw. rzemiośle artystycznym). Źródłem tej działalności
nie jest chęć w y ż y c i a się, malowania czy tworzenia przed­
m i o t ó w ł a d n y c h i u ż y t e c z n y c h , ale przede wszystkim —•
łatwość zarobku.
Tutaj też, w tej grupie, mieszczą się przeróżni spec­
jaliści od t a t u a ż u , różnego rodzaju ozdób i z n a k ó w infor­
macyjnych świadczących o przynależności do jakiejś grupy
rówieśniczej czy w inny sposób wyodrębnionej (hippisi,
grypsera).
Grupa 5 — obejmuje sferę
działań mało
uś­
w i a d o m i o n y c h , s p o n t a n i c z n y c h , niemal od­
ruchowych. P r z y k ł a d e m t a k i m jest domazywanie zabaw-

207

��П. 26. Krystyna Szefler „ T u k w a " , Warszawa. Rysunek tuszem. I I . 27. Jan K a r w o t , R y b n i k . Fatum, gwasz. I I . 28. Zygmunt
Kozioł „ Z y k o z " , N o w y Targ. Z e y k l u : „ R o d z i n a cłeoa" — Styry dziwki z Ludźmierza, jeden i drugi dziod, dwóh gazdów i je­
den pon potrzom na wos, drewno.

209

�210

�nych szozegółów na ilustracjach w pismach (niweczących
granina, r y s u n k i konferencyjne s t a n o w i ą bowiem p r ó g grupy
„istotę" zdjęcia, a więc dorysowywanie wąsów a k t o r k o m ,
• — k t ó r ą z k i l k u p o w o d ó w u w a ż a m za najciekawszą, naj­
dodawanie hippisowskich akcesoriów m ę ż o m stanu itp.),
ważniejszą.
bazgroly, gryzmoły — k t ó r e rysujemy często machinalnie
Grupa 6 — obejmuje t w ó r c z o ś ć , k t ó r a
jest
— w czasie czekania w kawiarni, na lekcjach, w y k ł a d a c h , w y r a z e m o s o b o w o ś c i , w e w n ę t r z n y c h s t a n ó w i prze­
żyć.
zobraniach i konferencjach. R y s u n k a m i t a k i m i zajmowali
się w ostatnich latach V i t t o r i n o Andreoli w pracy II linO ile wspomniane „ d z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e " p o t r a k t o w a ć
guaggio gráfico delia Follia (Verona 1969), a zwłaszcza Jean jako jeden z progów tej grupy, to d r u g i m —• będzie twór­
Vinchon, autor podstawowej pracy La magie du dessin.
czość zwana często „ e k s p r e s j ą p s y c h o p a t o l o g i c z n ą " . Po­
Du griffonage auiomatique au dessin therapeutique
(Brug
m i ę d z y t y m i s k r a j n y m i p r z y k ł a d a m i umieścić należy część
1959). Prace ich świadczą o t y m , że rysunek automatyczny
wypowiedzi plastycznej a m a t o r ó w , zwłaszcza malarstwo
może być wykorzystywany jako jedno ze źródeł poznania
i rzeźbę s p o n t a n i c z n ą , s a m o r o d n ą , o w y r a ź n y c h cechach
osobowości badanego.
osobowości t w ó r c z e j .
Grupa ta wydaje m i się bezwzględnie najciekawsza.
Działanie twórcze (pojęcie twórczości i n t e r p r e t u j ę oczy­
Z a r ó w n o dlatego, źe t u i t y l k o t u p o w s t a j ą zjawiska artys­
wiście w kategoriach psychologicznych a nie estetycznych,
tycznie interesujące, i to na r ó ż n y c h szczeblach rozwoju
artystycznych) — wynika z potrzeby manipulacji, koncen­
intelektualnego i artystycznego człowieka, j a k też i ze
tracji uwagi na czynności stanowiącej relaks. P r z y k ł a d e m
względu na w a g ę procesu twórczego dla samego autora.
— dłubanie w korze drzewnej ezy m i ę k k i m kamieniu —
Twórczość jest t u nie z a b a w ą , nie zajęciem, nie ubocznym
jako czynność wyraźnie relaksowa dla chirurga. Działanie
produktem zaintoresow ań, a sposobem życia, t r a n s m i s j ą
takie w swych pobudkach zbliża się do grupy 1 — w k t ó r e j
m i ę d z y osobowością człowieka a otoczeniem; w y n i k i e m
umieścimy robótki kobiece i t p . R ó ż n i c a jest t y l k o w m o t y ­
zarówno potrzeby wypowiedzi, określenia swej filozofii,
wacji. Gdy robótki (haftowanie, szydełkowanie) m a j ą na
indywidualnego stosunku do życia, ś w i a t a otaczającego —
celu przede wszystkim zdobienie w n ę t r z czy osoby, a więc
j a k i w e w n ę t r z n e j potrzeby wypowiedzi plastycznej. W i ą ­
robione są w intencji upiększenia otoczenia — należą do 1
że się z k u m u l a c j ą właśnie plastycznych dyspozycji artys­
grupy, jeśli natomiast w y n i k a j ą z potrzeby estetycznej
tycznych.
manipulacji — zaliczymy je do omawianej t u grupy.
T u , w tej grupie znajdują się zarówno ludzie, k t ó r y c h
Granica między t ą g r u p ą a n a s t ę p n ą jest p ł y n n a . Raczej
twórczość jest w y p o w i e d z i ą w e w n ę t r z n ą , formą sprawiedliilościowa — a nie jakościowa. D z i a ł a n i a n i e ś w i a d o m e , baz­
r

I I . 29. Bronisław Surowiak, Warszawa. Człowiek, tusz. I I . 30. Tadeusz K o ł e k , K r a k ó w . Sport, tusze kolorowe. I I . 31. Brunon
Podjaski, Bukowiec, pow. Jelenia Góra. Sanatorium Bukowiec opanowane przez diabla, olej.

211

�""IW: a 5

v: in 0 « n ? . •

Redlioh, Nowa H u t a . Para w salonie, col.

212

�I I . 36. Bronisław Makucki, Koszalin. Wnętrze Muzeum w Darłowie,

wośoi wymierzonej ś w i a t u , przestrogą, buntem, obsesją,
jak też i ci, którzy m a l u j ą świat z e w n ę t r z n y , ale p r z e ż y t y
osobiście, twórczo, samodzielnie, a nie pod w p ł y w e m za­
pożyczonych wzorów. O najwybitniejszych m o ż n a b y po­
wiedzieć, że są j a k gwiazdy świecące w ł a s n y m światłem,
a nie odbitym — j a k to ma miejsce u najlepszych z grupy
trzeciej. Znajdą się t u więc N i k i f o r , Monsiel (ił. 21) i Ociepka,
ale też i malarka k w i a t ó w Maria Wojtowicz (ił. 40), ogrodnik
Bazyli Albiczuk ( i l . 9), chirurg, prof. Jan Kossakowski
(il. 2); ludzie bez żadnego w y k s z t a ł c e n i a — i z n a u k o w y m i
tytułami; zupełnie samorodni — i podszkoleni, prowadzeni
przez instruktora. Ale —• trzeba t u d o d a ć •— t y l k o wtedy,
gdy pomoc instruktora-plastyka polega na rozwinięciu specy­
ficznych właściwości widzenia i odczuwania człowieka, na
poszanowaniu jego w y o b r a ź n i , a nawet techniki plastycznej
wypowiedzi.
Wyliczanio szczegółowe, kogo widzę w tej grupie nie
miałoby sensu, w i d a ć to zresztą z towarzyszącego arty­
kułowi zestawu ilustracji. Istotne jest dla mnie t y l k o wskaza­
nie na to, jak różne m o g ą b y ć osobowości, j a k różne środo­
wiska, zawody. Dozorca nocny W ł a d y s ł a w R y b k o w s k i ( i l .
13), lekarz — psychiatra H a l i n a D ą b r o w s k a , absolwentka
liceum ogólnokształcącego K r y s t y n a Szefler „ T u k w a " ( i l .
26), lakiernik W ł a d y s ł a w R z ą b , technik Grzegorz S t a ń c z y k ,
robotnik — poligraf Bronisław Surowiak ( i l . 29), górnicy—•
Jan Nowak ( i l . 22) czy E r w i n Sówka.
Niektórzy zostali j u ż przyjęci na podstawie prac do
Związku Polskich A r t y s t ó w P l a s t y k ó w , j a k np. Leokadia
Płonkowa (il. 38), Jan K a r w o t ( i l . 27), Maria Dalebora ( i l . 1).
Ci ostatni, mimo oficjalnego statusu artysty-plastyka, nadal

olej.

w y k o n u j ą swój pierwotny zawód. Dalebora jest prokura­
torem, K a r w o t — skrzypkiem w orkiestrze zespołu „ Ś l ą s k " .
Nazwiska te w y m i e n i a m t y l k o p r z y k ł a d o w o , wielu jest
ludzi, dla k t ó r y c h twórczość jest c z y m ś więcej niż r o z r y w k ą ,
z w y k ł y m hobby, niedzielnym malowaniem. A nawet, gdy
mowa o t y m niedzielnym malowaniu — istotne jest nie to,
k i e d y się ma w a r u n k i do pracy t w ó r c z e j , ale c z y m ona
jest dla człowieka, jakie zajmuje miejsce w hierarchi jego
potrzeb.
Dyspozycje twórcze s ą t u znacznie istotniejsze n i ż sam
talent. Talent jest bowiem umiejętnością w r o d z o n ą , łatwpścią realizacji — dyspozycje twórcze zaś p o t r z e b ą , skłonnoś­
cią. N i e należy więc u t o ż s a m i a ć talentu z potrzebami
twórczej wypowiedzi, choć przeważnie wiążą się ono ze
sobą. Zdarza się jednak, że silne potrzeby twórcze w y s t ę p u j ą
przy raczej miernych uzdolnieniach.
Nie ma danych, aby stwierdzić czy dyspozycje plastycz­
ne w i ą ż ą się ze stanem psychicznym człowieka. Prinzhorn
stwierdził, że w śród p a c j e n t ó w k l i n i k psychiatrycznych
t y l k o dwa procent maluje czy rzeźbi z własnej w o l i . Trudno
więc m ó w i ć t u o jakiejś w y r a ź n e j preferencji w o l i twórczej
u ludzi odbiegających od n o r m y zdrowia psychicznego
(zawsze zresztą hipotetycznej i zależnej od kontekstu —•
środowiska, społeczności). Można natomiast zaobserwować,
że w ś r ó d ludzi o z a k ł ó c o n y m stosunku do ś w i a t a z e w n ę t r z ­
nego w y s t ę p u j e często odcięcie się od ciśnienia opinii,
m ó d — i c a ł k o w i t a koncentracja na świecie w e w n ę t r z n y m .
Twórczość bywa wówczas ś r o d k i e m ujawnienia się osobo­
wości, jej ekspresją, wyrazem napięć i t y c h zakłóceń, k t ó r e
spowodowały c h o r o b ę — czyli aktem samoobrony organizmu,
r

213

�214

�4(1

„ucieczką w c h o r o b ę " . Nie trzeba chyba t ł u m a c z y ć , że w tej
sytuacji twórczość nosi często charakter indywidualnego
przekazu osobistej wizji. S t ą d zainteresowanie n i ą znakomi­
tego francuskiego malarza i teoretyka sztuki, Jeana Dubuffeta, który przywiązując szczególną w a g ę do twórczości nie
utomperowanej, nie obłaskawionej przez k u l t u r ę , m o d ę czy
konwencję — stworzył fundację i bogate muzeum , , L ' a r t
brut", na które złożyły się dzieła wybitnie interesujących
twórców samorodnych, niezależnych od oficjalnych wzorów.
Twórców, dla k t ó r y c h punktem wyjścia było nie stworzenie
„dzieła sztuki", lecz konieczność w e w n ę t r z n e j wypowiedzi,
ujścia dla gorejącej w y o b r a ź n i .
Dyspozycje twórcze i j a s k r a w o ś ć ich ujawniania się
w postaci „ s p o n t a n i c z n e j " zależą jednak nie t y l k o od psychi­
ki, alo i od czynników z e w n ę t r z n y c h , od ciśnienia środowiska,
stopnia zależności od wzorów, i co szczególnie istotno —
od sposobu kształcenia, prowadzenia amatora przez instru­
ktora — plastyka, ognisko i t p . Złe prowadzenie wiedzie do
przejmowania z z e w n ą t r z konwencji, k t ó r e się n a ś l a d u j e ,
do kenalizowania wypowiedzi osobistej w formach konwen­
cjonalnych.
Wiąże się z t y m w a ż n y problem — nieraz u t o ż s a m i a się
twórczość spontaniczną ze s z t u k ą n a i w n ą , „ i n n ą " , instynktywną. Zo swoistym p r y m i t y w i z m e m
wypowiedzi.
Jest to niesłuszne, choć oczywiście łatwiej b y ć „ s o b ą " ,
gdy się jest niezależnym od ciśnienia z e w n ę t r z n y c h wzorów,
gdy się jest debilem, k a l e k ą , izolowanym od otoczenia
głuchoniemotą czy ślepotą, gdy się żyje w leśnej głuszy,
w izolacji fizycznej lub psychicznej.
Nie zawsze jednak a u t e n t y c z n o ś ć p r z e ż y c i a i dyspo­
zycji twórczych w y r a ż a się w formie zupełnie nowej. B y w a ,

41

żo przyjmuje się model czyjejś sztuki jako sobie najbliższy.
Z n a k o m i t y m p r z y k ł a d o m jest t u dla mnie malarstwo górnika
Ewalda Gawlika ( i l . 45), k t ó r y nawiązuje do van Gogha nie
jako do malarskiej konwencji — ale jak do bliskiego sobie
wzorca artysty, człowieka, do jego postawy moralnej, dra­
m a t u życia, twórczości.
Sama „ o r y g i n a l n o ś ć " o niczym nie świadczy. Może b y ć
wręcz w y n i k i e m mody, wtedy „ o r y g i n a l n o ś ć " jest t y l k o
pozorna, z e w n ę t r z n a . Staje się sposobem, trickiem — nie
ma natomiast niczego wspólnego z rzeczywistą adekwat­
nością m i ę d z y twórczością a osobowością człowieka.
W ł a ś n i e w ś r ó d t y c h ludzi, dla k t ó r y c h sztuka jest
w e w n ę t r z n ą p o t r z e b ą , sposobem realizowania siebie, spoty­
ka się osobowości t w ó r c z e , prawdziwych a r t y s t ó w : Nikifora,
Felicję Głowacką, Jana Spychalskiego, Marię Daleborę,
Zygmunta Beksińskiego. „ N i o u c z o n y c h " , a w y b i t n y c h .
Nie k a ż d y jednak, k t o przejawia dyspozycje plastyczne
jest „ a r t y s t ą " i zasługuje od tej strony na nasze zaintereso­
wanie. Powiedzmy jasno, są to raczej w y j ą t k i , i jeśli na
I Triennale P l a s t y k i Nieprofesjonalnej znalazło się sporo
dzieł n a p r a w d ę interesujących i w a r t o ś c i o w y c h artystycznie,
to nie zapominajmy, iż zostały ono wybrane spośród wielu,
wielu t y s i ę c y o b r a z ó w i rzeźb n a d s y ł a n y c h w całym kraju
na p r z e g l ą d y plastyki amatorskiej. Wybrano je przecież
z przeszło 20.000 prac zgromadzonych na przeglądach woje­
wódzkich, a więc już po wstępnej selekcji, przy czym w Szcze­
cinie pokazano ok. 700 prac, a w Krakowie i Warszawie
ok. 300.
F a k t t a k ostrej selekcji absolutnie nie p o d w a ż a sensu
i rangi twórczości nieprofesjonalnej, szerokiego ruchu pla­
stycznego amatorstwa. Rzecz bowiem w t y m , że w odróż-

215

�I I . 42. Urszula Z a p a ł a - B u k s e , R a c i b ó r z . Portret,

olej. I I . 43. H e n r y k Wloczywoda, Bydgoszcz. Dziewczyna

nieniu od m i a r y ocen w sztuce zawodowej — w twórczości
nieprofesjonalnej w a r t o ś ć ściśle plastyczna jest t y l k o jed­
n y m z k r y t e r i ó w , i ś m i e m twierdzić — nie n a j w a ż n i e j s z y m .
B ą d ź m y sprawiedliwi. W nurcie nieuczonej sztuki
spotyka się dzieła świetne, urocze, urzekające autentyzmem,
siłą bezpośredniego przekazu osobowości artysty, spotyka się
obrazy i rzeźby dające widzowi wzruszenie, inspirujące
artystycznie — i dlatego I Triennale uznane zostało przez
szczecińską k r y t y k ę za ewenement. Ale nie dla artystycz­
nych wartości otacza się ruch amatorski zainteresowaniem
i p o m o c ą (zresztą niewielką). P r z e s ą d z a j ą o t y m inne czyn­
n i k i — natury ogólnokulturowej, społecznej, psychologicznej.

*
Przeprowadzony t u podział ma oczywiście sens t y l k o
orientacyjny. Określając sfery, w k t ó r y c h przejawiają się
uzdolnienia i dyspozycje plastyczne, posłużyłem się „ m o d e ­
l a m i " , k t ó r e , j a k to bywa zawsze przy budowaniu teoretycz­
nych konstrukcji, m a j ą t y l k o p r z y b l i ż o n ą w a r t o ś ć , uprasz­
czają złożone zjawisko psychologii twórczości i nie zawsze
d a d z ą się odpowiednio z a a p l i k o w a ć w praktyce, czasom
bowiem w y s t ę p u j ą motywacje, k t ó r e mieszczą się w paru
grupach lub na ich s t y k u . Nie chodziło t u jednak o to,
żeby poszufladkować ludzi, ale b y p o k a z a ć , że dyspozycje
plastyczne m o g ą się realizować na r ó ż n y c h p i ę t r a c h świado­
mości, inwencji i uzdolnień, i że przejawiają się one w róż­
nych sferach działania.
Modele te m a j ą znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy za­
stanawiamy się nad dyspozycjami t w ó r c z y m i ludzi, nad
ich inklinacjami. P o z w a l a j ą może t r o c h ę lepiej zrozumieć
zjawisko, k t ó r e nazwano twórczością (plastyką) nieprofes­
jonalną.

216

wiejska,

olej.

W y b ó r tego określenia nie b y ł przypadkowy, mimo
że nie jest to określenie ł a d n e . „ N i e p r o f e s j o n a l n y " jest
przeciwieństwem czegoś, co jest „profesjonalno", a więc
wyuczone, wykonyw ane fachowo, sprawnie zawodowo.
„ N i e p r o f e s j o n a l n y " oznacza więc t u tyle, co nie wyuczony,
nie t r a k t u j ą c y swej twórczości jako zawód, rzemiosło.
Mieści się więc w t y m określeniu k a ż d e działanie plas­
tyczne, k t ó r e p o w s t a ł o samorodnie, spontanicznie, bez okre­
ślonego t r y b u szkolenia niezbędnego dla uzyskania patentu
plastyka. A więc i twórczość wiejskich p r y m i t y w ó w (samo­
dzielnie k s z t a ł t u j ą c y c h swój warsztat artystyczny i formę
wypowiedzi) i t z w . naiwnych, i wszelkiego autoramentu
a m a t o r ó w , mniej czy bardziej podszkolonych, i wreszcie
a u t o d y d a k t ó w . Pojęcie „ n i e p r o f e s j o n a l n y " obejmuje więo
zarówno a n a l f a b e t ę , j a k i człowieka o dużej wiedzy i kultu­
rze, „ n a i w n e g o " i ś w i a d o m e g o .
Poza „ n i e p r o f e s j o n a l n y m i " s ą więc jedynie „profes­
j o n a l n i " . W sytuacji polskiej b ę d ą t o artyści-plastycy za­
wodowi, usankcjonowani p r z y n a l e ż n o ś c i ą do ZPAP lub
odpowiednim zaświadczeniem Ministerstwa K u l t u r y i Sztuki.
B ę d ą t u t e ż t w ó r c y ludowi, rzemieślnicy, przejmujący warsz­
tatowe umiejętności i tradycyjne f o r m y ; zawodowo trudnią­
cy się określoną dziedziną wytwórczości artystycznej.
P o m i n i ę t o t e ż na Triennale malarstwo dzieci, które
jest zjawiskiem o d r ę b n y m . P o m i n i ę t o również te formy
plastycznej wypowiedzi, k t ó r e w zamierzeniu swym nie
m i a ł y pełnić roli „dzieła s z t u k i " , choć mogłyby być dla
widza interesujące nawet od strony artystycznoj, a więo
m a l u n k i na ś c i a n a c h d o m ó w i d o m k ó w campingowych
i w o g r ó d k a c h działkowych, kompozycje ogrodów, kącików
z k w i a t a m i przed oknem, b u k i e t y z suszu i sztucznych
k w i a t ó w , dekorację mieszkania, m a k i j a ż i „przyrządzanie"
siebie, r y s u n k i i r z e ź b y w piasku, lodzie, dorysowywanie
7

�•tejo 'пгогшрВ zvzfdj

•fs[0 'эо.птрпши

•eoiM.og.trg; 'ЧТ1^«0 P l ^ a

'S?

II

-jsiudrig ' c q f e ^ z g jfezsptreuj -ff -Ц

�4в

47

I I . 46. K a r o l Sorychta, Jelenia Góra. Moja matka też Gioconda, olej. I I . 47. Franciszek Szyłojko, Supraśl. Leda, olej.
(Kopia z reprodukcji obrazu Loonarda da Vinci).

r ó ż n y c h treści na fotografiach (zwłaszcza portretach), col-''
laże, rysunki „ k o n f e r e n c y j n e " , dekoracyjne pismo kali­
graficzne (kaligramy), t a t u a ż , zdobienie kulinarne (stołu,
potraw), para - a r t y s t y c z n ą twórczość fryzjerów i cukier­
ników, ręcznie malowane szyldy i reklamy, dekorację „ p o p artowską" samochodów i t d .
Szkoda m i , że na Triennale nie u d a ł o się p o k a z a ć
t y c h przejawów inwencji plastycznej, nawet w formie foto­
graficznego aneksu. Niestety — m a ł o co jest utrwalone,
po prostu n i k t się nie zajmuje d o k u m e n t a c j ą t y c h p r z e j a w ó w
ludzkiej a k t y w n o ś c i . A w opiece nad amatorami wciąż trzy­
mamy się dawnego schematu tworzenia „dzieł s z t u k i " .
Regulaminy większości p r z e g l ą d ó w powiatowych i woje­
wódzkich nawet zastrzegają, że przyjmowane b ę d ą jedynie
obrazy, rzeźby, grafika. N a ile słuszne jest to ograniczenie
pola oddziaływania i n s t r u k t o r ó w , plastyka? Nie wiem. Są­
dzę, że jest to jedno z p y t a ń , na k t ó r e trzeba będzie odpo­
wiedzieć w bliskim czasie.
Triennale ograniczało się więc do dyscyplin t r a d y c y j ­
nych. T y m bardziej, że przyświecała m u m y ś l konfrontacji
n u r t u niezawodowego z zawodowym. Pokazania różnic,
pokazania też tego, co ciekawe, wartościowe, a nawet inspiru­
jące. I d e ą wystawy było właśnie zderzenie r ó ż n y c h postaw
w plastyce nieprofesjonalnej. Zademonstrowanie zjawiska
w różnorodności form, „ c h a r a k t e r ó w pisma". I chyba to
przede wszystkim różniło Triennale od innych wystaw,
któro p o k a z y w a ł y t y l k o w y c i n k i zagadnienia — twórczość
ludową, naiwnych, a m a t o r ó w , grupy środowiskowe i zawo­
dowe.
Na pewno Triennale b y ł o b y dla wielu widzów, zwłaszsza zawodowych p l a s t y k ó w bardziej „ z a b a w n e " , gdyby
ograniczyło się t y l k o do prezentacji „ n a i w n y c h " . Ale prze­
cież nie o to chodziło. Po to właśnie p r z y j ę t o formułę szeroką
— plastyki nieprofesjonalnej — aby p o k a z a ć wszystko, co

218

w a r t o ś c i o w e na r ó ż n y c h szczeblach świadomości. Obok ludzi
naiwnych (z różnego zresztą powodu) są przecież też „auten­
t y c z n i " t w ó r c y wśród ludzi w y k s z t a ł c o n y c h . I c h wypowiedź
musi b y ć oczywiście inna, ponieważ inna jest ich osobowość,
k u l t u r a , psychika. Zachęcanie t a k i c h ludzi do „naiwności"
b y ł o b y nonsensem. Mogą p r z e j m o w a ć (i robią to czasem —
vide i l . 20) wzorzec stylowy „ n a i w n y c h " , podobnie jak wzo­
rzec „ n a i w n y c h " przyjęło wielu a m a t o r ó w jugosłowiańskich,
zachodnio-niemieckich czy francuskich, ale właśnie w tym
widzę uleganie modzie i co t u dużo mówić, bodźcom komer­
c y j n y m . Rzecz dotyczy zresztą i p l a s t y k ó w zawodowych,
nie wchodzę t u nawet w przyczyny, dla k t ó r y c h ktoś przyj­
muje konwencję „ n a i w n ą " — faktem jest, że wlaśnio w tej
„ k a t e g o r i i " zdobyli we Włoszech medale nasza Maria Anto
i Fantazos Ziembicki.
Naturalne jest, gdy twórczość jest adekwatna do po­
ziomu kulturalnego człowieka, do ś w i a d o m y c h jego ambicji.
T y l k o , że i m większa k u l t u r a , t y m trudniej o spontaniczność,
świeżość obserwacji i w y o b r a ź n i , swobodę i śmiałość twórcze­
go a k t u .
W y p a d a z a p y t a ć , co p o k a z a ł o Triennale, jakie może
n a s u w a ć wnioski ? C h c i a ł b y m t u powiedzieć o paru sprawach.
Wyselekcjonowano dzieła a r t y s t ó w nieuczonych mógł
b y ć w y b i t n i e interesujące artystycznie; wzbogacają obraz
sztuki naszego czasu o nowo odcienie. P r z y p o m n ę t u stwier­
dzenie Dubuffota i Rolanda Topora — że jedynie ciekaw^
jest twórczość, k t ó r e j źródła t k w i ą w zakamarkach ludzkiej
psychiki, k t ó r a ujawnia czy wręcz demaskuje to, co jest
autentycznym problemom czy nawet dramatom człowieka.
W sztuce, wśród zalewu prac poprawnych, pseudo-oryginalnych, a często wirtuozowskich formalnie — ważna jest nie
z e w n ę t r z n a ich p o w ł o k a , ale t o , co artysta ma innym na­
p r a w d ę do powiedzenia. Jest s m u t n ą p r a w d ą sztuki naszego
czasu, że coraz trudniej jest powiedzieć coś ważnego, a nawet

�&lt;

tylko nowego. Nie sądzę, aby „ n i e u o z e n i " mieli nam d u ż o
do powiedzenia o świecie. Ale m ó w i ą o sobie wtedy, gdy
w swej twórczości są tacy jacy są, właśnie przez brak wiedzy
zapożyczonej, wyuczonej, właśnie dlatego, żo u najciekaw­
szych z nich — forma, jak kokon, wysnuta jest z w e w n ą t r z ,
jost funkcją psychiki, w y o b r a ź n i , idei, obsesji.
Mówi się, a czasem t a k jest istotnie, że w sztuce „nieuładzonej", nieutemperowanoj przez k u l t u r ę — ujawnia się
prawda ludzka. A to się liczy, zwłaszcza w naszej epoce,
bardziej niż zręczność, efoktowność, p o p r a w n o ś ć .
Ale co jest n a p r a w d ę w a ż n e w tej twórczości niepro­
fesjonalnej ? Poziom? Forma? Czy m o ż e jej rola dla samego
malarza ?
Wspominałem, że k r y t e r i u m „ a r t y s t y c z n e " jest w moim
głębokim przekonaniu wcale nie najważniejsze w ocenie
s p o ł e c z n o j roli sztuki niezawodowej. T u właśnie w i d z ę
zasadniczą różnicę m i ę d z y stosunkiem do sztuki profesjo­
nalnej a nieprofesjonalnej.
Podstawowym bowiem k r y t e r i u m oceny zawodowego
artysty-plastyka jest jakość artystyczna jego dzioła. Nie
interesuje nas czym jest obraz dla niego samego, nie ob­
chodzą nas jogo w e w n ę t r z n e perypetie. Jest zawodowcom,
którego fach na t y m polega, że pokazuje swoje dzÍ3la
publiczności. Obraz czy r z e ź b a s t a j ą się częścią „ r y n k u " ,
patrzymy na nie jak na towar, j a k na przedmiot artystycz­
ny, który powinien n a m coś m ó w i ć , n a w i ą z a ć z n a m i
jakąś nić porozumienia.
Ale w twórczości niezawodowej k r y t e r i u m jakości arty­
stycznej jest t y l k o j e d n y m z k r y t e r i ó w i t o , jak j u ż po­
wiedziałem, nie n a j w a ż n i e j s z y m . W ó w c z a s gdy w plastyco zawodowej interesuje nas efekt, p r o d u k t , dzieło. S z t u ­
ka. W plastyce zaś nieprofesjonalnej n i e p o r ó w n a n i e waż­
niejsza jest s a m a t w ó r c z o ś ć , to czemu ona służy,
jaką pełni rolę dla samego t w ó r c y , dla środowiska. Dlatego,
aby wlaściwio ocenić społeczną rolę p l a s t y k i niezawodowej,
trzeba zdawać sobie s p r a w ę z tego:

Bywa, że człowiekowi zostaje w życiu t y l k o twórczość.
I szczęśliwy ten, k t o j ą wówczas ma, k t o może w niej w y ­
ł a d o w a ć swe kompleksy, frustracje, napięcia. Gdy znakomity
chirurg, na skutek porażenia, staje się kaleką, niezdolnym
m ó w i ć i pisać — malowanie staje się dla niego n o w ą treścią
życia. Ludzie m a l u j ą , r y s u j ą , rzeźbią — aby odnaleźć sens
egzystencji, aby z o b i e k t y w i z o w a ć swoje nieszczęście. Spot­
k a ł e m w Barczewie człowieka bez r ą k , k t ó r y m a l o w a ł pędz­
lem t r z y m a n y m w ustach. W Konstancinie dzieci o po­
r a ż o n y c h po Heine-Medina k o ń c z y n a c h rzeźbią w glinie
p a t y k i e m t r z y m a n y m palcami nogi lub w ustach. (Są radosne,
c h w a l ą się swymi k o t a m i , d i a b ł a m i , k r ó w k a m i ) . Maluje
niowidoma, Józefa Budzyn-Nowakowa, uprzednio modeluje
z p a p k i papierowej płaskorzeźbę, k t ó r ą n a s t ę p n i e pokrywa
farbami, maczając pędzel w odpowiednio ustawionych słoi­
kach. (Oczywiścio utrata wzroku n a s t ą p i ł a j u ż w wieku
d o j r z a ł y m — s t ą d pozostała p a m i ę ć p r z e d m i o t ó w i barw).
R z e ź b i niewidomy m a s a ż y s t a z Ciechocinka, przeważnie
f i g u r k i psa, portrety swojego psa, k t ó r e g o stale „ o g l ą d a "
r ę k a m i . Ludzie nagle rzuceni poza b u r t ę życia, pozbawieni
dotychczasowych zainteresowań, zajęć — znajdują w twór­
czości nowy sens życia. N i g d y nio z a p o m n ę dziewięćdziesięciokilkuletniego Alfreda Długosza, malarza-amatora z Gor­
l i c ; od czasu swej emerytury malował n a m i ę t n i e i z powagą,
a u m i e r a j ą c , z a ż ą d a ł b y m przyjechał do niego, chciał bo­
wiem dorobek swego życia o d d a ć do I n s t y t u t u Sztuki. B y ł
już nieprzytomny, ale gdy wszedłem do jego pokoiku
w domu dla przewlekle chorych — p o z n a ł mnie, uśmiechnął
się z t r u d e m i p o w i e d z i a ł : „ P a n i e , ja m i a ł e m piękne życie.
B y ł e m malarzem".

— czym jest ona dla higieny psychicznej autora;
— jaka jost jej rola w rozwoju k u l t u r a l n y m t w ó r c y ,
we wzbogaceniu jego osobowości;
— jak wpływa ona na środowisko.
Dopiero na końcu w y m i e n i ł b y m zdolność budzenia wzruszeń
i emocji artystycznych samym dziełem.

Ale nie m ó w m y o p r z j k ł a d a c h drastycznych, nie chciał­
b y m sugerować niechcąco, że zjawisko dotyczy niewielkiej
grupy ludzi. Z b a d a ń ankietowych, k t ó r e właśnie prowadzi­
m y w Pracowni P l a s t y k i Nieprofesjonalnej I n s t y t u t u Sztuki
P A N w y n i k a — że motywacja psychologiczna dominuje
zwłaszcza wśród ludzi w wiekii ś r e d n i m i dojrzałym. Napotyka
się j ą w większości ankiet ludzi, k t ó r z y zaczęli rzeźbić i malo­
w a ć w wieku emerytalnym.
D l a ludzi zajmujących się czynnie p l a s t y k ą twórczość
jest b o d ź c e m zainteresowań „ w i e l k ą " s z t u k ą . Badania pu­
bliczności odwiedzającej muzea sztuki w y k a z u j ą wśród zwie­
d z a j ą c y c h d u ż y odsetek a m a t o r ó w - p l a s t y k ó w . Większość
ma w domu książki o sztuce, reprodukcje, chodzi na wy­
stawy. Sam fakt malowania czy rzeźbienia wyróżnia jed­
n o s t k ę w środowisku, i to jest zjawisko nowo, ważne.
Oczywiście bardziej skomplikowana jest ocena roli plas­
t y k i niezawodowej w upowszechnianiu k u l t u r y , zwłaszcza
plastycznej. Czy jest to rola zawsze doda nia?

Problem funkcji jest absolutnie podstawowy. Bez
zrozumienia jego niemożliwa jest ani p r a w i d ł o w a ocena
zjawiska, ani polityka j a k ą n a l e ż y wobec niego stosować.
Triennale — widziano w oderwaniu od zarysowanej t u
hierarchii funkcji jest t y l k o c i e k a w o s t k ą , argumentem do­
wodzącym, żo przy bardzo dużej selekcji m o ż n a znaleźć
w nurcie twórczości nieprofesjonalnej interesujące osobo­
wości i wartościowe dzieła. Ale t o nie jest w y s t a r c z a j ą c y m
powodem, aby otaczać ten n u r t zainteresowaniem i opieką.
Jest nim natomiast rola społeczna i k u l t u r o w a tego n u r t u .
Higiena psychiczna.
Nie przypadkiem w y ­
mieniam t ę s p r a w ę na pierwszym miejscu. Jest n a j w a ż ­
niejsza. Nieprawda, że dotyczy znikomej liczby osób o zakłóconoj psychice. D o t y c z y milionów, jest więc powszechna
i — niestety — coraz bardziej widoczna. Niezależnie od
ustroju, jest to bowiem sprawa relacji p o m i ę d z y j e d n o s t k ą
a światom. Nasze środowisko bio-psychiczne jest niestety,
jak cała przyroda, podatne na „zanieczyszczenie". C y w i l i ­
zacja przemysłowa zakłóca r y t m życia, stawia organizm,
zwłaszcza psychikę przed „ p r z e c i ą ż e n i a m i " . H a ł a s , zanie­
czyszczenie powietrza, t r u d n o ś c i komunikacyjne —• wszystko
to wpływa na osłabienie odporności przez czynniki fizyczne,
zewnętrzne; przez wzrost nerwowości, n a p i ę ć , zmęczenie,
przez osłabionie naturalnych m e c h a n i z m ó w obronnych.
Sprzyja to pogłębianiu się stressów w y n i k ł y c h ze złego
układu s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d z k i c h , osobistych d r a m a t ó w ,
załamania dotychczasowych m a r z e ń , złudzeń, nadziei.

Mogę takich p r z y k ł a d ó w p o d a ć d u ż o . I co — j a k mie­
r z y ć twórczość t y c h ludzi? W a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą ? Zmarsz­
czyć brew i p o w i e d z i e ć : — tło jakieś t u martwe, a i kolory
nieciekawe — gdy obraz ten n a m a l o w a ł m ł o d y człowiek cier­
p i ą c y na zanik mięśni, a więc b e z w ł a d n y i bezbronny,
z trudem t r z y m a j ą c y ołówek w dłoni.
r

2

Zacznę od p o z y t y w ó w . Celowe jest w ogóle u ś w i a d a m i a ­
nie ludziom, że sztuka ma sens, że m o ż e b y ć p o t r z e b ą ,
d a w a ć satysfakcję. Dlatego ważno jest nawet samo w y s t ę ­
powanie w środowisku — ludzi czytających, słuchających
m u z y k i , t r a k t u j ą c y c h f i l m czy telewizję jako coś więcej niż
chwilową r o z r y w k ę , oglądających wystawy, malujących,
rzoźbiących. W a ż n e , ale wtedy gdy u ś w i a d a m i a istnienie
potrzeb „wyższego r z ę d u " , gdy jest c z y m ś więcej niż spo­
sobem zarobku, c h a ł t u r ą . T y l k o wtedy. Sens upowszechnia­
nia sztuki widzę bow iem nie w p o b i e ż n y m uczeniu stylów
historycznych, nie w t ł u m a c z e n i u idei, formy, konstrukcji,
nio w przekonywaniu, że Picasso jest wielkim malarzom,
ale w stwarzaniu innego — niż potoczny — systemu odnie­
sień, w tworzeniu w zorca życia, w k t ó r y m decyduje nie
pieniądz, nie kariera, a wartości bezinteresowne, ideowe,
7

7

219

�moralne. Doceniam l u d y c z n ą funkcję sztuki, doceniam sens
propagowania idei p i ę k n a na co dzień — c h o ć b y dlatego,
że łączy się niespodzianie blisko z pojęciem dobrej roboty,
rzetelności. Ale jeśli widzę głęboki sens sztuki w społeczeń­
stwie, to z innego powodu. Sztuka zaspokaja ( i budzi) t ę
sferę potrzeb, k t ó r ą z w y k l i ś m y łączyć z w i a r ą , religią. Czyni
ludzi lepszymi, bardziej w r a ż l i w y m i , o t w a r t y m i na życie,
problemy moralne, ideowe.
W i d z ę sens wystaw sztuki nieprofesjonalnej, gdyż uprzy­
t a m n i a j ą one, że twórczość nie jest s p r a w ą „ e l i t y " , nie
jest c z y m ś n i e d o s i ę ż n y m . P r z e ł a m u j ą one ostre bariery, za
ostre, dzielące dziś społeczeństwo na „ t w ó r c ó w " i „odbior­
c ó w " . W i d z ę sens, ponieważ plastyka a m a t o r ó w jest ł a t w i e j ­
sza w odbiorze, pozwala łatwiej p r z y j ą ć u m o w n o ś ć , bez
której nie ma przecież sztuki.
W i d z ę sens — ale t y l k o wystaw selekcjonowanych,
zwłaszcza środowiskowych, g d y ż t a m najlepiej spełniają
role, o k t ó r y c h mówiłem w y ż e j . Naturalnie pozytywna rola
wystaw a m a t o r ó w większa jest t a m , gdzie w y s t ę p u j ą one
na k u l t u r a l n y m ugorze, gdzie brak innych możliwości kon­
t a k t ó w z d o b r ą s z t u k ą — a mniejsza, gdy k o n k u r u j ą z w y ­
stawami zawodowych p l a s t y k ó w .
Bywa bowiem, że stają się rywalizacją złą, g d y ż oferują
prawie zawsze wartości łatwiejsze, wzruszenia — t a ń s z e .
A sztuka u ł a t w i o n a , nie w y m a g a j ą c a myślenia, nie b u d z ą c a
refleksji, nie rozwijająca świadomości widza — m o ż e b y ć
nawet hamulcem w rozwoju k u l t u r a l n y m człowieka.

G r o ź n a wydaje się fala komercjalizmu, wdzierająca się
do ruchu amatorskiego. Obwieszanie złymi, martwo po­
c z ę t y m i obrazami kawiarni, sprzedawanie ich w tychże
kawiarniach, a t a k ż e — co gorsze — na r ó ż n y c h oficjalnie
popieranych kiermaszach. Niepokoi nie fakt sprzodaży ja­
kichś lepszych czy nawet gorszych obrazów, ale niemal
oficjalne montowanie „ d r u g i e g o r y n k u " , stwarzanie bodź­
ców do komercjalizacji twórczości, z założenia przecież
amatorskiej, a więc bezinteresownej.
Popularyzacja sztuki słabej, pseudo-sztuki, w kraju,
gdzie amatorszczyzna wdziera się r ó ż n y m i szczelinami—
do wzornictwa przemysłowego, do p a m i ą t k a r s t w a , do rze­
m i o s ł — musi b u d z i ć n i e p o k ó j .
Konieczne jest więc p r z e m y ś l e n i e tego zagadnienia i wy­
eliminowanie niedobrych p r a k t y k . Jest to bodaj że naj­
bardziej pilna i w a ż n a sprawa w ś r ó d zarysowanych tu
problemów.
Twórczość nieprofesjonalna zajmuje w a ż n e miejsce wnaszej kulturze. Jest zjawiskiem rozwijającym się dynamicznie,
ciekawym i bynajmniej n i e ł a t w y m do sterowania. Toteż
dobrze, że w ślad za Triennale zostanie zorganizowane
sympozjum poświęcone problemom niezawodowej, amator­
skiej plastyki. Powinno ono p r z y n i e ś ć w efekcie nie tylko
d y s k u s j ę czy nawet wspólnie p r z e m y ś l i ne tezy, ale i znaleźć
wyraz w polityce kulturalnej Resortu K u l t u r y . Czas po
temu n a j w y ż s z y .

PRZYPISY

' I Triennale Plastyki Nieprofesjonalnej, Szczecin,
Wojowódzki D o m K u l t u r y , Zamek K s i ą ż ą t Pomorskich,
2—20.VI.1974 r. Koncepcja i w y b ó r prac z p r z e g l ą d ó w
wojewódzkich: Zofia Bisiakowa i Aleksander Jackowski
(komisarz wystawy). Katalog — opr. A . Jackowski.
W y b ó r prac z Triennale pokazano n a s t ę p n i e w K r a ­
kowskim D o m u K u l t u r y , Pał&amp;c p o d Baranami, 3 0 . V I —

25.VII.1974 r. oraz w P a ń s t w o w y m Muzoum Etnograficz­
n y m , Warszawa, 5.X—15.XI.1974r. W p l a k a c i o w g projektu
Krzysztofa Pęcińskiego wykorzystano obraz Ogród Bazylego
Albiczuka z D ą b r o w i c y D u ż e j , pow. Krasnystaw.
2 Por. W ł . Cichocki, Praca oświatowa w Muzeum Sztu­
ki w Lodzi [ w : ] Rocznik Muzeum Sztuki w Lodzi 1930—1962,
Łódź 1965," s. 161, 166.

F o t . ; E . K o z ł o w s k a — T o m c z y k — i l . 2 1 ; L . Sempoliński—il. 20; St. S t ę p n i e w s k i - i l . 12 ; J . Świderski—il. 1-11, 13-19, 22, 24-47;
W . W o l n y - i l . 23

�</text>
            </elementText>
          </elementTextContainer>
        </element>
      </elementContainer>
    </elementSet>
  </elementSetContainer>
</item>
