<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?output=omeka-xml&amp;page=49&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-10-05T02:31:10+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>49</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6858" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6838">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/240e532f6b3db9c82692c66e6ccdcbe3.pdf</src>
        <authentication>0598f1438848ae44f14322699d4cfad2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81758">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81759">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81760">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3047</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81761">
                <text>Drogi w zaświaty. Materiały do eschatologii Azteków / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81762">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.109-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81763">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81764">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81765">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81766">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81767">
                <text>Ryszard Tomicki

D R O G I W Z A Ś W I A T Y . MATERIAŁY D O E S C H A T O L O G I I

M n i e j więcej w polowie X V I w i e k u , kiedy cywilizacja zatecka

AZTEKÓW

ocenić, porównując jej w a l o r y poznawcze n a przykład z relacjami

w przyśpieszonym tempie niknęła z powierzchni ziemi, w skoloni­

XVIII

z o w a n y m przez Hiszpanię M e k s y k u doszło do prawdziwej erupcji

stanowiącymi główną podstawę źródłową etnologii we wczesnej

zainteresowań

fazie j e j r o z w o j u , a nawet z materiałami dostarczanymi przez

dziejami i kulturą

niedawno p o d b i t y c h społe­

czeństw indiańskich. Zjawisko t o , owocujące nadzwyczaj
piśmiennictwem

o charakterze

etnohistoryeznym,

bogatym

miało

podróżników, kupców i misjonarzy,

etnografów jeszcze w pierwszych dekadach X X stulecia.

dwa

zasadnicze źródła. P i e r w s z y m było dążenie przybywających zza

i XIX-wiecznych

Znaczenie

zapisów zgromadzonych

w X V I w i e k u w środ­

k o w y m M e k s y k u jest wszakże daleko większe niż t o b y mogło

oceanu misjonarzy i urzędników k o l o n i a l n y c h — głównie zaś t y c h

wynikać

pierwszych, dość długo rekrutujących się wy łącznie z zakonu

dzięki n i m istnieje dziś możliwość nieomal bezpośredniego do­

z

jakiegokolwiek

porównania,

albowiem

wyłącznie

franciszkanów — do możliwie wszechstronnego poznania i „oswo­

tarcia do w i e l u sfer k u l t u r y nahuatlańskiej, których nie sposób

j e n i a " Nowego Świata. D r u g i m źródłem było narastające z czasem

byłoby zrekonstruować a n i n a podstawie zabytków archeologicz­

dążenie e l i t indiańskich do zachowania, u t r w a l e n i a , a w końcu

n y c h , a n i w oparciu o obserwacje

także do zaprezentowania

n o w y m wladeom k r a j u zarówno od­

ległej h i s t o r i i swoich narodów, j a k też p o p r o s t u własnych praw­
do ziemi i władzy.
J a k k o l w i e k p o w o d y i cele zainteresowania dziedzictwem k u l ­
t u r o w y m I n d i a n były u obu tycłi g r u p rozbieżne, fenomen nowohiszpańskiego

1

pieśmiennictwa etnohistorycznego

pojawić się

mógł wyłącznie w w y n i k u interferencji różnych dążeń i w w a r u n ­
kach daleko posuniętej współpracy hiszpańsko-indiańskiej. Bez
tego t r u d n o wyobrazić sobie powstanie relacji i k r o n i k spisywa­
n y c h przez I n d i a n w r o d z i m y m języku, ale p r z y użyciu alfabetu
łacińskiego, czy też w i e l u dziel stworzonych przez Hiszpanów,
lecz o p a r t y c h n i e m a l całkowicie na materiałach (przekazach ust­
n y c h , rękopiśmienniczyeh relacjach w języku n a h u a t l , p i k t o graficznych księgach) u z y s k a n y c h o d I n d i a n .
Jest rzeczą ogólnie wiadomą, że epoka w i e l k i c h odkryć geo­
graficznych i początków k o l o n i a l n e j ekspansji E u r o p y dostarczyła
przesłanek do r o z w o j u etnologii. Wówczas to właśnie powstawać
zaczęły dzieła, których autorzy u z n a w a n i są dzisiaj za prekurso­
rów tej dziedziny wiedzy. Jednakże nigdzie c h y b a poza Meksy­
k i e m — a szczególnie M e k s y k i e m środkowym, gdzie znajdowały
się centra c y w i l i z a c j i azteckiej — t u b y l c y nie m i e l i równie wiel­
kiego udziału w t w o r z e n i u tego, co obecnie nazw ać można k o r ­

Hiszpanów.

Jedną z t a k i c h dziedzin jest eschatologia. W przeciwieństwie
do genezy ludów środkowego M e k s y k u , i c h m i g r a c j i , dziejów
wojen, genealogii rodów, r o z w o j u s t r u k t u r p o l i t y c z n y c h , prawo­
dawstwa,

różnorodnych

sztuk i t p . , „pogańskie"

wyobrażenia

0 zaświatach i pośmiertnych losach dusz l u d z k i c h nie były tema­
t e m specjalnie a t r a k c y j n y m dla samodzielnie sięgających p o pióro
I n d i a n . N i e znaczy t o , b y umyślnie p o m i j a n o tę problematykę
1 oczyszczano opisy wydarzeń h i s t o r y c z n y c h l u b życia codziennego
z wszelkich odniesień do eschatologii. Przeciwnie, każda n i e m a l
z większych relacji czy k r o n i k indiańskich zawiera jakieś infor­
macje

dotyczące „tamtego świata" i pozaziemskich

sposobów

istnienia. Cywilizacja aztecka z b y t silnie powiązała archaiczną
ideę życia dzięki śmierci z a k t e m i n d y w i d u a l n e g o umierania —
zwłaszcza na p o l u w a l k i l u b w charakterze o f i a r y

składanej

bogom — aby mogło być inaczej. W o l n o wszelako sądzić, że te
wszystkie

drobne informacje rozproszone po różnych tekstach,

często metaforyczne

albo po p r o s t u wieloznaczne

z uwagi n a

k o n t e k s t w j a k i m występują, nie byłyby w stanie zastąpić naj­
ogólniejszego choćby, lecz w miarę całościowego opisu azteckiej
eschatologii, w ramach którego one same zyskiwałyby właściwy
w y m i a r i sens.

T

pusem

Nigdzie też k o r p u s ów nie

Jeżeli dła indiańskich neofitów — ze zrozumiałych powodów

zaczął powstawać t a k wcześnie i nie objął t a k szerokiego zakresu

źródeł etnohistorycznych.

—- religia i c h ojców i dziadów nie stanowiła p r z e d m i o t u godnego

rzeczywistości spoleczno-kulturowej.

jakiejś szczególnej u w a g i , t o w p r z y p a d k u misjonarzy musiało

2

Było t o niewątpliwą zasługą misjonarzy

franciszkańskich.

Owładnięci utopijną wizją idealnego państwa, nominalnie podpo­

być

akurat

odwrotnie.

Przyśpieszona

chrystianizacja,

którą

franciszkanie zapoczątkowali w 1524 r o k u , kierowała się prostą

rządkowanego K o r o n i e hiszpańskiej, faktycznie zaś rządzonego

zasadą: „ a b y móc zniszczyć wroga, trzeba go poznać". Głównego

przez następców Biedaczyny z Asyżu i oddanych i m potomków

wroga, D i a b l a , misjonarze znali doskonale i bezpośrednio przeciw

dawnej szlachty azteckiej, nie t y l k o wykształcili o n i szybko sto­

n i e m u skierowane było niszczenie miejsc k u l t u indiańskich bogów,

sunkowo liczną grupę młodzieży indiańskiej, czyniąc z niej swych

wznoszenie krzyży, umieszczanie w d a w n y c h świątyniach wize­

pomocników, informatorów i potencjalnych autorów" różnego ro­

runków świętych oraz

dzaju dziel, lecz również — już o d l a t 30-tych X V I w i e k u —

jednak Błąd, który dzięki Diabłu zalągł się w sercach i opanował

masowe c h r z t y . D r u g i m wrogiem

był

rozpoczęli systematyczne i g r u n t o w n e studia n a d językiem, k u l ­

umysły l u d z i . Początkowe nadzieje, że da się go wykorzenić naj­

turą i historią mieszkańców przyszłej Republica I n d i a n a .

p r o s t s z y m i m e t o d a m i — głosząc prawdę, a więc

Zarówno wieloletnie badania prowadzone przez t a k i c h l u d z i j a k

zasady w i a r y k a t o l i c k i e j , oraz

dając

osobisty

podstawowe

przykład życia

Motolinia,

bogobojnego, ubogiego, wypełnionego żarliwą miłością do Boga

M a r t i n de la Coruna, Francisco de Las Navas, Alonso de M o l i n a ,

i ufnością w Jego sprawiedliwość — dość szybko pogodzić m u ­

czy B e r n a r d i n o de Sahagun, j a k i prace podjęte przez I n d i a n ,

siano się z wnioskiem, iż także Błąd należy poznać, a b y móc

Andres

którzy

de

Olmos,

Toribio

franciszkanom

de

Benavente

zawdzięczali

zwany

przynajmniej

umiejętność

z n i m skutecznie walczyć. Cel t e n realizowano

konsekwentnie,

pisania, przyniosły w rezultacie tysiące — jeśli nie dziesiątki t y ­

gromadząc materiały niejednokrotnie u n i k a l n e , o j a k i c h marzyć

sięcy — stronic tekstów będących w znacznej części m n i e j l u b

mogą jedynie n a przykład badacze r e l i g i i Słowian, Prusów czy

bardziej

Litwinów — ludów żyjących przecież w bezpośrednim kontakcie

dosłownym

zapisem

wierzeń, poglądów, poezji

indiańskiej

tradycji,

wiedzy,

i t d . Wagę tej d o k u m e n t a c j i łatwo

ze

światem

chrześcijańskim,

a

chrystianizowanych

niewiele

109
I

�wcześniej

( p r z y n a j m n i e j jeśli chodzi o Litwinów) niż meksy­

p ana mogliśmy poznać się i rozmawiać z sobą podczas tego życia,
a

kańscy I n d i a n i e .

teraz oto już cię zabrał bóg, który zwie się M i c t l a n t e c u t l i ,

Z pewnością, obok wielu różnorodnych czynników, które wa­

a także A e u l n a h u a c a t l i Tzontemoc, oraz b o g i n i o i m i e n i u M i c ­

runkowały — b y t a k rzec, o b i e k t y w n i e — intensywność i rozleg­

t e c a c i h u a t l . Już umieścił cię o n w swej siedzibie, ponieważ m y

łość zainteresowania misjonarzy dziedzictwem c y w i l i z a c j i aztec­

wszyscy t a m pójdziemy, jest t o miejsce d l a wszystkich, bardzo

k i e j , wymienić również trzeba c z y n n i k i s u b i e k t y w n e : fascynację

obszerne, i zaginie pamięć o tobie.

egzotyczną, wysoko rozwiniętą kulturą oraz iście benedyktyńską

Odszedłeś już do najciemniejszego miejsca, gdzie nie m a a n i

pracowitość niektórych franciszkanów. Obie te cechy charakte­

światła, a n i okien. N i g d y nie powrócisz, nie wyjdziesz stamtąd,

ryzowały B e r n a r d i n a de Sahagńn (1499—1590), o którym nie bez

nie będziesz więcej troszczył się i zabiegał o swój powrót.

pewnej r a c j i pisze się w w y d a n e j niedawno radzieckiej encyklo­

Ochodząc n a zawsze pozostawiłeś swoje dzieci, biedne i osie­

p e d i i — „hiszpański etnograf i językoznawca", a dopiero p o t y m

rocone, swoje w n u k i . N a w e t nie wiesz j a k skończą, a n i j a k i e kło­

i n f o r m u j e — „ o d 1529 misjonarz w M e k s y k u " . Nio bez racji, bo

p o t y będą przeżywać w s w y m obecnym życiu. A l e i m y pójdziemy

chociaż B e r n a r d i n o b y l przede w s z y s t k i m z a k o n n i k i e m i misjo­

t a m , gdzie t y będziesz już znacznie wcześniej".

3

narzem, czego świadectwo daje n i e j e d n o k r o t n i e n a k a r t a c h swej
m o n u m e n t a l n e j Historia

general

de las cosas de Nueva

Espafia,

t o j e d n a k przeszedł do h i s t o r i i przede w s z y s t k i m j a k o człowiek,
który w X V I w i e k u stworzył p o d s t a w y m e k s y k a n i s t y k i .
Historia

„ O , s y n u ! Nabierz o t u c h y , nie upadaj n a d u c h u , nie odrzucaj
jedzenia i p i c i a , niechaj u s p o k o i się t w o j e serce. Cóż możemy rzec

dzieło które w ostatecznej, hiszpańskiej

general...,

Następnie rozmawiano z k r e w n y m zmarłego i przemawiano
do n i e g o t a k i m i słowami:

na t o , co c z y n i bóg? Czyżby śmierć t a nastąpiła dlatego, że

wersji zredagowane zostało w l a t a c h 1569—1582, ale powstawać

ktoś źle n a m życzy albo k p i sobie z nas ? Jest pewne, iż stało

zaczęło w końcu l a t 4 0 - t y c h , k i e d y B e r n a r d i n o de Sahagńn roz­

się t a k , ponieważ nasz p a n chciał, a b y t o był jego koniec. K t o

począł

może sprawić, żeby nasze obecne życie, n a t y m świecie, przedłu­

gromadzenie

materiałów

źródłowych,

wypełnia

wiele

t a k i c h l u k , o j a k i c h wspomniałem p r z e d chwiłą mówiąc o nahuatlańskiej

eschatologii.

Dostarcza

całościowe,

żone zostało o godzinę czy o dzień?

syntetyczne

A skoro już t a k jest, okaż cierpliwość w znoszeniu trudów

zarysy w y b r a n y c h przez badaczy dziedzin k u l t u r y nahuatlańskiej

tego życia oraz pustego odtąd i mrocznego d o m u , w którym o n

(na wzór współczesnych n a m etnograficznych m o n o g r a f i i w s i czy

żył w o c z e k i w a n i u n a wolę boga. I nie m i e j nadziei ujrzeć więcej

regionów), podając n i e m a l i n extenso materiał u z y s k a n y o d i n ­

twego zmarłego.

formatorów, z r z a d k a t y l k o k o m e n t o w a n y i t o z w y k l e we wstę­

N i e w y p a d a byś dręczył się z b y t n i o sieroctwem i biedą, j a k i e

p a c h l u b uwagach końcowych, nie zaś w t r a k c i e opisu. W dwunas­

c i pozostały. Nabierz sił, s y n u , niechaj nie zabija cię s m u t e k .

t u składających się n a dzieło księgach t e m a t y k a „religioznawcza"

M y przyszliśmy t u t a j , żeby cię odwiedzić i pocieszyć t y m i k i l k o ­

zajmuje bodaj najwięcej miejsca, n i e t y l k o dlatego, że relacja

m a słowami, j a k przystało czynić sędziwym o j c o m , którymi jes­

człowiek (społeczeństwo) — bogowie stanowiła oś organizującą

teśmy, b o w i e m nasz p a n zabrał już i n n y c h , starszych i bardziej

wszystkie bez wyjątku sfery życia ludności indiańskiej. Proporcje

sędziwych, którzy

t e m a t y k i uwzględnionej przez f r a y B e r n a r d i n o są również swego

l u d z i o m ogarniętym s m u t k i e m .

r o d z a j u s i g n u m temporis, gdyż w czasach, k i e d y pracował n a d
Historia

general...

było już oczywiste, iż znacznie łatwiej walczyć

z s a m y m Diabłem, niż z jego t w o r e m — Błędem, ciągle z b y t mało
znanym.

potrafili

lepiej

wyrażać

słowa

pocieszenia

N a t y m kończymy naszą mowę, m y , którzy jesteśmy t w y m i
ojcami i m a t k a m i . Bądź zdrów".
A p o t e m w i e k o w i s t a r c y , specjaliści w cięciu p a p i e r u , p r z y ­
5

c i n a l i , sposobili i wiązali p a p i e r y będące w i c h gestii, a prze­

T o czego próżno b y szukać w tekstach samodzielnie pisanych

znaczone d l a zmarłego. P o w y k o n a n i u i p r z y g o t o w a n i u papierów

przez I n d i a n , p o w i n n o się znaleźć i znalazło się w kręgu zainte­

b r a l i zmarłego, p o d k u r c z a l i m u n o g i , o k r y w a l i p a p i e r a m i i wiązali.

resowań misjonarza-etnografa. B e r n a r d i n o de Sahagńn umieścił

W t e d y b r a l i trochę w o d y i p o l e w a l i nią głowę zmarłego mówiąc:

w s w y m kwestionariuszu p u n k t dotyczący eschatologii azteckiej

„ O t o woda, z której korzystałeś żyjąc n a t y m świecie".

i uzyskał o d I n d i a n informacje, które umożliwiały ogólną orien­
tację w s t r u k t u r z e zaświatów oraz prowadzących t a m drogach.
T e n p o d s t a w o w y dziś t e k s t źródłowy znalazł się w d o d a t k u do
Księgi I I I zatytułowanej O początku, jaki

mieli

bogowie,

ujęty

w

pozaziemskim

krai­

t r z y rozdziały

odpowiadające

trzem

n o m i t r z e m r o d z a j o m pośmiertnych losów. N i e jest t o tekst
n a z b y t obszerny, dlatego też w a r t o przytoczyć go w całości, t y m
b a r d z i e j , iż n i e był dotąd p u b l i k o w a n y p o p o l s k u " :

Brali

też dzbanuszek

napełniony wodą i d a w a l i m u go

mówiąc: „Widzisz o t o , z c z y m będziesz wędrował"; i s t a w i a l i go
pośród przeznaczonych d l a zmarłego rzeczy. I o b l e k a l i zmarłego
w jego pośmiertne płaszcze oraz p a p i e r y , związując go mocno.
D a w a l i też zmarłemu wszystkie p a p i e r y , j a k i e były przygotowane,
kładąc je przed n i m p o k o l e i i mówiąc: „Widzisz o t o , z c z y m bę­
dziesz przechodził między d w o m a górami, które zderzają się ze
sobą".
D a w a l i też zmarłemu inne p a p i e r y , mówiąc do niego: „ W i ­

Rozdział I . O t y c h , którzy szli do piekła i o sposobie, w j a k i się
z nimi

obchodzono

dzisz o t o , z c z y m będziesz szedł drogą, gdzie jest wąż, który drogi
strzeże".
D a w a l i też inne p a p i e r y , mówiąc: „Widzisz o t o , z czym bę­

„ O t o co d a w n i mieszkańcy oraz władcy tej ziemi powie­
dzieli i co wiedzieli o umierających l u d z i a c h : że duszo zmarłych
udawały się do jednego z trzech miejsc.
P i e r w s z y m jest piekło, gdzie przebywał i żył diabeł i m i e n i e m
M i c t l a n t e c u t l i , n a z y w a n y także Tzontemoc, oraz b o g i n i o i m i e n i u
M i c t e c a c i h u a t l , żona M i c t l a n t e c u t l i .
D o piekła szły dusze t y c h zmarłych, którzy u m i e r a l i z p o w o d u

dziesz szedł t a m , gdzie znajduje się zielona jaszczurka, która
zwie się

xochitonal".

Mówili do zmarłego: „Widzisz o t o , z c z y m będziesz przemie­
rzał osiem p u s t y n n y c h stepów".
D a w a l i też kolejne papiery, mówiąc: „Widzisz o t o , z c z y m
będziesz przechodził przez osiem w z g ó r z " .
Mówili też dc zmarłego: „Widzisz o t o , z c z y m będziesz mijał

choroby, czy b y l i o n i władcami l u b n o b i l a m i , czy też ludźmi

w i a t r noży, który n a z y w a się ,,itzegecayan",

p r o s t y m i . I w d n i u , w którym ktoś umarł — mężczyzna, k o b i e t a

t a k silny, że niósł kamienie i kawałki k r z e m i e n n y c h noży.

albo dziecko — mówiono do nieboszczyka leżącego w łożu, z a n i m
jeszcze go pochowano:

ponieważ był t o w i a t r

Z p o w o d u t y c h wiatrów oraz (panującego t a m ) z i m n a palono
wszystkie tobołki i broń, cały łup z d o b y t y n a jeńcach p o j m a n y c h

„ O , s y n u ! Przebyłeś już, przecierpiałeś już t r u d y tego życia.

podczas w o j n y oraz wszystkie u b i o r y j a k i c h (zmarli) używali.

Już zdecydował się p a n nasz zabrać ciebie, albowiem nie żyjemy

Powiadano, iż rzeczy te szły razem ze zmarłym i w o w y m miejscu

ciągle n a t y m świecie, lecz życie nasze krótkie jest n i c z y m c h w i l a ,

okrywały go, żeby nie ucierpiał z b y t mocno. T o samo r o b i o n o

którą się poświęca b y ogrzać się w słońcu. Dzięki łasce naszego

jeśli umierały

110

k o b i e t y ; palono wszystkie p r z e d m i o t y

służące

�Rozdział I I . 0 tych, którzy szli do raju ziemskiego

do t k a n i a i przędzenia, i całą odzież j a k i e j używały, a b y chroniło
je t o w o w y m przejściu o d z i m n a i wielkiego w i a t r u , który zwano
itzehecuyan.

A k t o nie posiadał żadnego d o b y t k u , bardzo cierpiał

od w i a t r u w t y m przejściu.

I n n y m miejscem, do którego — j a k powiadano — odchodziły
dusze zmarłych, jest raj ziemski o nazwie Tlalocan. Panuje w n i m

P o n a d t o dawano zmarłemu pieska o jasnoczerwonej sierści,

w i e l k a radość i wesele, bez żadnych t r o s k . N i g d y nie b r a k t a m

a b y go zabrał ze sobą, na szyi zaś psa wiązano luźną bawełnianą

zielonycłi k o l b k u k u r y d z y , d y n i i gałązek komosy, zielonego

nić. P o w i a d a n o , że z m a r l i — płynąc n a piesku — p r z e b y w a l i

i pomidorów, zielonej fasoli w strąkach i kwiatów.

rzekę piekielną, która n a z y w a się Chiconahuapan.

aji

s

Żyją t a m bogowie, którzy zwą się T l a l o q u e ; są o n i p o d o b n i

G d y z m a r l i docierali do diabła i m i e n i e m M i c t l a n t e c u t l i , da­

do bałwochwalczych kapłanów noszących długie włosy.

w a l i m u i o k a z y w a l i p a p i e r y , które m i e l i n a sobie, a także pęki

Udają się t a m c i , którzy giną o d p i o r u n a albo topią się

s m o l n y c h szczap, wypełnione wonnościami r u r k i , luźną bawełnia­

w wodzie, a także trędowaci, s y f i l i t y c y , ludzie p o k r y c i świerzbem,

ną nić i drugą nić — czerwoną, i płaszcz oraz maxtle

albo spódni­

chorzy n a podagrę i puchlinę wodną. Umierających n a choroby

ce, koszule i cały d o b y t e k zmarłej k o b i e t y pozostawiony przez

zakaźne i nieuleczalne n i c palono, lecz grzebano ciała t y c h cho­

nią n a świecie; wszystko t o o d c h w i l i jej śmierci było zwinięte

r y c h i kładziono i m nasiona komosy n a szczęki, n a t w a r z . Kła­

6

w tobołek.

dziono i m też n a czole niebieski b a r w n i k i pocięte papiery, także

Rzeczy te palono p o osiemdziesięciu d n i a c h i to samo czynio­
n o p r z y końcu r o k u , po dwóch l a t a c h , p o trzech l a t a c h i po czte­
rech l a t a c h . Wówczas, zgodnie z i c h zwyczajem,

kończyły się

i dopełniały o b c h o d y pogrzebowe, a l b o w i e m mówili, że wszystkie

na p o t y l i c y kładziono i m papiery i odziewano i c h w papiery,
a w dłoń (wkładano) laskę.
I t a k właśnie powiadano — że w r a j u ziemskim, który zwał
się T l a l o c a n , zawsze było zielono i stale trwało l a t o .

o f i a r y j a k i e za zmarłych składano n a t y m świecie szły przed
oblicze diabła, który nosił imię M i c t l a n t e c u t l i .

Rozdział Ш . 0 tych, którzy szli do nieba

Po upływie zaś czterech l a t zmarły w y c h o d z i i udaje się do
dziewięciu piekieł, gdzie płynie bardzo szeroka rzeka. N a brzegu
t e j r z e k i przez którą z m a r l i przepływają n a pieskach, żyją i bieg­
ają p s y .

K o l e j n y m miejscem, do którogo odchodziły dusze zmarłych,
jest niebo, gdzie mieszka słońce.
D o nieba idą c i , którzy zabici zostali n a w o j n i e oraz jeńcy,

Powiadają, że zmarłego, który p r z y c h o d z i n a brzeg rzeki,

którzy z m a r l i będąc we władzy swych wrogów — j e d n i u m i e r a l i

n a t y c h m i a s t spostrzega pies i jeżeli rozpozna swojego pana, skacze

przebici nożem, i n n i

do w o d y , płynie t a m , gdzie znajduje się jego p a n i przeprawia go

o s t r y m i t r z c i n a m i , zatłuczeni s o s n o w y m i k i j a m i ałbo zabici w po­

na s w y m grzbiecie.

j e d y n k u z w r o g a m i ; niektórym do całego ciała przywiązywano

D l a t e g o k r a j o w c y z w y k l i w t y m właśnie celu trzymać i ho­
dować p i e s k i .

żywcem

spaleni, jeszcze i n n i p o r a n i e n i

smolne szczapy, podpalano je i w t e n sposób się spalali.
P o w i a d a się, że wszyscy o n i przebywają n a równinie i do­

P o w i a d a l i jeszcze, że psy o sierści białej i czarnej nie mogły

kładnie o wschodzie słońca podnoszą o n i k r z y k i wrzask, uderzając

pływać a n i przebyć tej r z e k i , bo — j a k u t r z y m y w a n o — pies

(jednocześnie) w tarcze. I k t o m a tarczę podziurawioną strzałami,

0 sierści białej mówił: , , j a się umyłem", a pies o sierści czarnej:

t e n p a t r z y przez d z i u r y w tarczy n a słońce, a k t o n i e m a tarczy

,,ja poplamiłem się n a ciemno i dlatego nie mogę cię przewieźć".

podziurawionej strzałami, nie może patrzoć n a słońce.

T y l k o pies o sierści jasnoczerwonej

był w stanie przeprawić

zmarłego n a grzbiecie.

W niebie jest zagajnik i moc r o z m a i t y c h drzew.
O f i a r y j a k i e żywi składają i m n a t y m świecie, docierają do

I t a k t o , w t y m miejscu piekła, które zwie się Chiconaumict l a n , z m a r l i znajdowali swój kres i ginęli.

n i c h i t a m je o n i otrzymują.
Po upływie czterech l a t dusze t y c h zmarłych zamieniały się

Powiadają p o n a d t o , że zaraz po obleczeniu zmarłego w całe

w różnego rodzaju p t a k i o wspaniałym u p i e r z e n i u i fruwały w y ­

jego pośmiertne wyposażenie z papierów i i n n y c h rzeczy, zabijano

sysając n e k t a r z wszelkich kwiatów — t a k w niebie, j a k i na

psa zmarłego i o b u niesiono n a miejsce, gdzie zmarły miał być

t y m świecie — podobnie j a k t o czynią

zinzones."

9

N i e oceniajmy jakości materiału zdobytego przez B e r n a r d i n a

wraz z psem spalony.
D w a j spośród starców specjalnie d b a l i o spalenie zmarłego
1 z a j m o w a l i się t y m , i n n i zaś starcy śpiewali. A k i e d y zmarły
płonął, c i d w a j starcy p o s z t u r c h i w a l i ciało k i j a m i . Po jego spale­
n i u zbierali popiół, węgiel i kości zmarłego, b r a l i wodę mówiąc:
„Niechaj zmarły się u m y j e " , i polewali wodą węgiel i kości zmar­
łego. Następnie k o p a l i okrągły dołek i grzebali je.
C z y n i l i t a k zarówno p r z y pochówkach szlachty, j a k i p r o s t y c h
l u d z i . Kości wkładali do dzbana l u b g a r n k a wraz z zielonym k a ­
m i e n i e m , który n a z y w a się chalchihuitl,

zakopywali w jednym

z pomieszczeń jego d o m u i codziennie składali o f i a r y , umieszcza­
jąc je t a m , gdzie pogrzebane były kości zmarłego.

m y n a t e n zapis inaczej. Załóżmy m i a n o w i c i e , iż mógłby o n być
j e d y n y m istniejącym zapisem dotyczącym azteckiej eschatologii,
co zdarza się nioraz w w y p a d k u etnograficznych relacji spisywa­
n y c h w m i n i o n y c h stuleciach. J a k w t e d y zostałby oceniony ?
Ogólny obraz azteckiej koncepcji byłby w zasadzie j a s n y .
Mielibyśmy do czynienia z d w o m a r o d z a j a m i śmierci: śmiercią
naturalną, która p r e d y s t y n u j e dusze do pełnej trudów i przeszkód
wędrówki do k r a i n y zwanej M i c t i o n (do „piekła", j a k mówi misjo­
narz), gdzie czeka

je unicestwienie; oraz

śmiercią w

jakimś

sensie nienaturalną, która w zależności od swoj k o n k r e t n e j f o r m y
p r e d y s t y n u j e dusze do b y t o w a n i a w jednej z dwóch k r a i n szczęśli­

Powiadają też, że jeśli u m i e r a l i władcy i nobile do u s t kła­
dziono i m zielony kamień, który zwie się chalchihuitl.

de Sahagun z p u n k t u widzenia współczesnych kryteriów. Spójrz­

wości — w Tlalocanie, r a j u boga deszczów i wegetacji Tlaloca

A prostym

albo w T o n a t i u h i l h u i c a c , niebie Słońca c z y l i boga T o n a t i u h a .

l u d z i o m wkładano do ust kamień, który nie był t a k cenny i miał

Ze względu n a formę pochówku podział wyglądałby nieco inaczej,

małą wartość, zwany texoxoctli

c z y l i kamień do w y r o b u noży.

ciałopalenie obowiązywało b o w i e m zarówno w p r z y p a d k u śmierci

Kamień — j a k mówią — kładziono zamiast serca zmarłego.

n a t u r a l n e j , j a k też jednej z f o r m śmierci „nienaturalnej" (za-

D l a zmarłych władców w y k o n y w a n o toż liczne i różnorodno

bicio n a wojnie l u b w niewoli), grzebano n a t o m i a s t ciała t y c h

p r z y b r a n i a z p a p i e m , które tworzyły długi n a cztery

brazas

7

proporzec, zrobiony z p a p i e r u a p r z e t y k a n y pękami różnych piór.
Zabijano

p o n a d t o dwudziestu niewolników

i

ludzi,

których

forma

śmierci kwalifikowała

do

przebywania

w Tlalocanie.

dwadzieścia

Pozostawałoby wprawdzie bez odpowiedzi p y t a n i e , w j a k i e j

niewolnic, mówili b o w i e m , że t a k j a k służyli o n i swemu p a n u na

mierze obraz t e n jest wyczerpujący i zgodny z r z e c z y w i s t y m

t y m świecie, podobnie służyć będą w piekle. I tego d n i a , k i e d y

stanem rzeczy, ale w o l n o sądzić, że g d y b y relacja f r a y B e r n a r d i n a

spalano władcę, zabijano również niewolników i niewolnice prze­

była f a k t y c z n i e j e d y n y m dostępnym źródłem naszej wiedzy, nie

szywając i n gardło strzałami. N i e palono i c h razem z władcą,

budziłaby ona większych zastrzeżeń. Po pierwsze

lecz grzebano w o s o b n y m miejscu.

koncepcja j a k a się z niej wyłania wydaje się być dostatecznie

dlatego, że

111

�Wśród

spójna i wystarczająco s k o m p l i k o w a n a . A po drugie, z uwagi n a

kilkudziesięciu

wspaniałych

istnego

huehuetlatolli,

sposób uzyskania materiału (wieloletnie, systematyczne badania,

zwierciadła wszystkich niemal sfer życia nahuatlańskiego spo­

łącznie z weryfikacją dany cli u różnych informatorów), j a k rów­

łeczeństwa (łącznie z życiem e r o t y c z n y m ) , znajduje się m o w a ,

nież kompetencja badacza i a u t o r a zapisu (doskonała znajomość

jaką zwykł b j d wygłaszać ojciec do syna, aby m u wpoić zamiło­

języka i k u l t u r y n a h u a t l ) .

wanie do życia godnego i c n o t l i w e g o .
10

O d r a z u p o w i e d z m y , że stanowisko t a k i e byłoby całkowicie

Odwołując się do t r a d y c j i i mądrości przodków ojciec roz­

słuszne, gdyż opis fray B e r n a r d i n a jest bez wątpienia w i a r y g o d n y

tacza przed synem panoramę postaw i sposobów życia specjalnie

i

zaświatów

g o d n y c h pochwały. W p e w n y m momeńeie.,'"po wygłoszeniu peanu

oraz sposobów przekraczania g r a n i c y życia ziemskiego. Jednakże

na cześć dzieci dorastających w świątyniach p o d o k i e m kapłanów

zawiera

zasadnicze

elementy

azteckiej

koncepcji

dzięki wyjątkowo „źródłorodnej" s y t u a c j i powstałej w M e k s y k u

i spędzający-ch czas n a modłach, ćwiczeniach i posługach, ojciec

po konkwiście, dzięki rzadko spotykanej intensywności zaintere­

mówi:

„aktywności

„Jest także i n n y rodzaj l u d z i , którzy są m i l i bogu oraz bliź­

i n f o r m a c y j n e j " samych I n d i a n , w i e m y dziś również j a k dalece

n i m . Są t o dobrzy kapłani żyjący w czystości, mający serca zacne

sowań zdobywców kulturą p o d b i t y c h ludów oraz

uproszczony i u b o g i jest obraz wyłaniający się z relacji francisz­

i nieskalane, dobre i czyste, białe j a k śnieg. I c h sposób bycia

kanina.

jest nienaganny, żadnego b r u d u , ani śladu grzechu nie m a w i c h

Wspomniałem już wcześniej, że oprócz materiału zebranego
przez B e r n a r d i n a de Sahagńn — wyjątkowego, bo gromadzonego
celowo — istnieje stosunkowo dużo i n f o r m a c j i dotyczących aztec­
kiej eschatologii w różnego rodzaju zapisach zazwyczaj

tema­

tycznie nie mających nic. wspólnego z tą dziedziną k u l t u r y . Otóż
one właśnie, aczkolwiek n i e k i e d y same nabierają sensu dopiero
w zestawieniu z opisem f r a y B e r n a r d i n a , pozwalają też dostrzec
jego ograniczenia.
Z a l e t y , ale i w a d y , tego t y p u i n f o r m a c j i wynikają z para­
doksalnej s y t u a c j i , j a k a decydowała o i c h p o j a w i e n i u się w zapi­
sach sporządzanych przez I n d i a n i Hiszpanów. Dostawały się one
bowiem d o różnorakich tekstów w zasadzie p r z y p a d k o w o , a. zara­
zem — można b y powiedzieć — siłą rzeczy. P r z y p a d k o w o , po­
nieważ pojawiały się na marginesie zupełnie odmiennej proble­
m a t y k i (np. w relacjach historyczny-ch), nie mając z nią najczęś­
7

ciej żadnych istotniejszych związków

i będąc bez

z p u n k t u widzenia celów przyświecających

znaczenia

autorowi

danego

zapisu. Stąd też bierze się lakoniczność, fragmentaryczność i nie­
jasność w i e l u z t y c h i n f o r m a c j i . A jednocześnie pojawiały się one
silą rzeczy, gdyż częstokroć decydował o t y m nie t y l e świadomy
zamysł indiańskiego a u t o r a l u b i n f o r m a t o r a przekazującego swą
wiedzę H i s z p a n o w i , ile l o g i k a treści k u l t u r o w y c h będących przed­
m i o t e m zapisu. T o k o n t e k s t wymuszał niejako dodanie t y c h p a r u
i n f o r m a c j i — n i e i s t o t n y c h ze względu na cel i p r z e d m i o t zapisu,
lecz kojarzących się nieodparcie z którymś z elementów relacji
na s k u t e k istnienia między n i m i u k r y t y c h więzi znaczeniowych.
N i e m a potrzeby nikogo przekonywać, jaką wagę mają te sko­
jarzenia,

niespodziewane

odwołania,

okruchy informacji dla

r e k o n s t r u k c j i nahuatlańskiej w i z j i świata, a w j e j r a m a c h także
eschatologii. O d dawna wiadomo, że j e d n y m z warunków powo­
dzenia badań n a d e t n i c z n y m i w i z j a m i świata jest przestrzeganie
zasady,

która b r z m i : pozwolić i n f o r m a t o r o w i mówić

(w jego

r o d z i m y m języku), jeśli już dał się do tego n a kłonić. W M e k s y k u
w X V I w i e k u nie brakowało a n i nakłaniających, a n i chętnych
do mówienia i pisania.

obyczajach. A ponieważ są tacy, są też dobrze przez boga w i ­
d z i a n i i ofiarowują m u kadzidło oraz m o d l i t w y i zanoszą doń
prośby w i m i e n i u l u d u .
Władca mawiał: „ci są sługami m o i c h bogów", albowiem
p r o w a d z i l i stateczne i przykładne życie: starcy zaś, ludzie sędziwi
i mądrze-, znający się n a księgach zawierających naszą naukę,
przekazali n a m , że ci co mają zacne serce i żyją z dala od wszelkich
rozkoszy cielesnych i b r u d n y c h , wielce są g o d n i miłości. A ponie­
waż c i , co w t e n sposób żyją, są ludźmi s z l a c h e t n y m i , bogowie
i c h pożądają, i pragną i c h zdobyć, i wzywają do siebie t y c h ,
którzy są bez najmniejszej

skazy. I

o n i umierają n a wojnie.

P o w i a d a l i starcy, że w z y w a i c h do siebie Słońce a b y żyli
razem z n i m t a m , w niebie, i żeby go cieszyli, śpiewali przed n i m
i s p r a w i a l i m u przyjemność. Dzięki Słońcu są o n i stale zadowoleni,
żyją w niekończącej się radości, delektują się zapachem i n e k t a ­
rem

wszelakich

kwiatów

ponętnych

i

wonnych,

n i g d y nie

zaznając s m u t k u , bólu czy z m a r t w i e n i a , gdyż żyją w d o m u Słońca
pełnym upajających

rozkoszy.

L u d z i e tego p o k r o j u , ginący n a w o j n a c h , cieszą się w i e l k i m
szacunkiem t u t a j , n a ziemi, a t e n rodzaj śmierci jest przez w i e l u
pożądany. I w i e l u zazdrości t y m , którzy t a k umierają, a wszyscy
pragną tej śmierci dlatego, że c i co t a k umierają są wielce chwa­
leni.
Jest i n n y jeszcze rodzaj l u d z i , którzy również są przez boga
miłowani i pożądani. Są t o c i , co utonęli w wodzie z p o w o d u n a ­
paści jakiegoś wodnego stworzenia, j a k ahuizotl

11

albo

ateponaztli' ,
2

l u b czegoś innego, a także c i , którzy zostali zabici przez p i o r u n .
O n i c h w s z y s t k i c h p o w i a d a l i starcy, że bogowie i c h miłują i dla­
tego zabierają i c h do siebie, do ziemskiego r a j u , a b y żyli razem
z bogiem zw anym T l a l o c a t e c u t l i , którego czci się p r z y p o m o c y
T

oraz

ulli

13

yauhtli'*

i który jest bogiem

roślin w a r z y w n y c h .

L u d z i e z m a r l i w t a k i sposób są bardzo szczęśliwi p r z y bogu
T l a l o c a t e c u t l i , gdzie zawsze mają w a r z y w a , zielone poła k u k u ­
rydziane,

najrozmaitsze

rośliny, k w i a t y i owoce. N i g d y

nie

więdną w o w y m miejscu rośliny i k w i a t y , t r w a t a m stale l a t o .
Rośliny są ciągle zielone, a k w i a t y świeże i pachnące.

N i e jest m o i m celem przeprowadzanie analizy eschatologii

Także o chłopcach i dziewczynkach, którzy umierają zanim

azteckiej, nio miejsce t u również n a jej całościową prezentację.

zetkną się z j a k i m k o l w i e k grzechem, umierają w niewinności,

W a r t o wszakże n a p a r u choćby przykładach pokazać, j a k dalece

prostoduszni i dziewiczy,

uzupełniają i komplikują znaną n a m już w ogólnych zarysach

w i e l k i c h łask naszego pana, boga, są b o w i e m n i c z y m szlachetne

powiadają

starcy, że dostępują o n i

koncepcję owe dodatkowe informacje rozsiano po całym nowo-

kamienie i udają się przed oblicze boga czy-ści i nieskalani.

hiszpańskim piśmiennictwie e t n o h i s t o r y c z n y m . P i e r w s z y m przy­

Posłuchaj też o k o l e j n y m r o d z a j u l u d z i , którzy są szczęśliwi,

kładem niech będzie fragment t e k s t u pochodzącego także z opus

są miłowani, i których bogowie zabierają do siebie. Są t o dzieci

magnum

B e r n a r d i n a de Sahagńn.

Księga V I jego dzieła nosi tytuł 0 retoryce, filozofii
i teologii

narodu

umierające w bardzo wczesnym w i e k u , będące n i c z y m szlachetne
moralnej

meksykańskiego, gdzie znajdują się rzeczy nader

ciekawe tyczące doskonałości jego języka oraz kwestie wielce subtelne
dotyczące cnót moralnych.

T y m razem m a m y przed sobą nie t y l e

misjonarza tropiącego ślady Błędu i badającego jego postacie,
ile wrażliwego humanistę, miłośnika k u n s z t u oratorskiego i apo­

kamienie. One nie odchodzą do przerażających miejsc piekiel­
n y c h , lecz idą do d o m u boga, który zwie się Tonaeatecutli, do
ogrodów

o nazwde

T o n a c a q u a u h t i t l a n , gdzie

rosną

o d m i a n y drzew, kwiatów i owoców. I t a m żyją j a k

wszelkie
tzintzones,

maleńkie wielobarwne p t a s z k i , które fruwając wysysają k w i a t y
drzew.

logetę I n d i a n , usiłującego p r z y p o m o c y z b i o r u m o r a l i z a t o r s k i c h

I k i e d y umierają c i maleńcy chłopcy i maleńkie d z i e w c z y n k i ,

o r a c j i — jeszcze, n a szczęście, pamiętanych — ukazać własnym

nie bez racji grzebie się i c h obok spichrzy, w których przecho­

r o d a k o m , j a k cenne wartości poszły w ruinę wraz z i m p e r i u m

w y w a n a jest k u k u r y d z a i i n n a żywność. A l b o w i e m oznacza t o , że

azteckim.

i c h dusze znajdują się w miejscu pełnym rozkoszy i pożywienia,

112

�ponieważ u m a r l i czyści i nieskazitelni j a k drogooonne kamienie,
szlachetne szafiry.

(...)

Pvuszyli garbaci wraz z tequitque

n a poszukiwanie miejsca,

w którym znajdowała się j a s k i n i a Cincalco, kierując się wskazów­

Jest jeszcze- jeden rodzaj l u d z i miłowanych i pożądanych

k a m i j a k i e d a l i m sam Motecuhzoma, gdzie mają szukać. A było

przez bogów. Są n i m i mężczyźni i k o b i e t y o d o b r y m charakterze,

to — j a k mówili niektórzy — między M e k s y k i e m i Cuyuacan,

żyjący c n o t l i w i e , którym wszyscy ufają i których wszyscy szanu­

w miejscu z w a n y m A t l i x u a c a n (...).

ją, i nie mający w sobie n i c nagannego, żyjący w s p o k o j u i w zgodzio ze w s z y s t k i m i i przez w s z y s t k i c h l u b i a n i . "
Pozostawmy

H i s t o r i a p o w i a d a , że do tego miejsca wysłał Motecuhzoma
swoich posłańców. A o n i , wszedłszy do j a s k i n i , która t a m była,

bez koai'enfflrza t e n m i n i - t r a k t a t o w y b o r a c h

natknęli się n a bardzo czarnego człowieka z laską w dłoni, który

d o k o n y w a n y c h przez l u d z i i przez bogów, zauważając j e d y n i e , iż

nazywał się Totec. G d y i c h zapytał czego chcą, o d p a r l i , że p r z y ­

p o j a w i a się w n i m n o w a pozaziemska k r a i n a — Tonacaquauli-

chodzą mówić z p a n e m j a s k i n i . I poprowadził i c h , trzymając za

t i t l a n , rajski

egzystują

rękę, w głąb j a s k i n i aż d o t a r l i do Uemaca, który miał straszny

dusze zmarłych niemowląt. T o już c z w a r t y region zaświatów,

wygląd. Korząc się przed n i m , złożyli dziesięć przyniesionych

całkowicie pominięty w materiałach o azteckiej eschatologii ze­

skór l u d z k i c h . "

ogród boga

T o n a c a t e c u t l i , w którym

b r a n y c h przez f r a y B e r n a r d i n a . Czy o s t a t n i ? Otóż nie, b o w i e m

Pierwsza g r u p a posłańców przyniosła Motecuhzomie

nega­

w indiańskich relacjach h i s t o r y c z n y c h k i l k a k r o t n i e wspomina

tywną odpowiedź Uemaca, za co zapłacić musieli życiem. P o d o b n y

się jeszcze jedną, zagadkową krainę o nazwie Cincalco, z którą

los spotkał kolejną grupę. Dopiero za t r z e c i m razem posłańcy

łączy się najbardziej c h y b a niezwykły sposób odchodzenia z tego

wrócili ze zgodą władcy Cincalco, ale uzależnioną o d spełnienia

sw'iata, a mianowicie znikanie. Łączy się z nią również najbardziej

k i l k u warunków. Motecuhzoma musiał odprawić osiemdziesięcio-

t a j e m n i c z y epizod z życia M o t e c u h z o m y X o c o y o t z i n a ,

dniową pokutę, wyrzec

władcy

się w y t w o r n e g o

jadła, napitków

oraz

T e n o c h t i t l a n u w l a t a c h 1502—1520, który — j a k twierdzą k r o ­

l i c z n y c h żon i k o n k u b i n . N i e mógł zasiadać n a t r o n i e , a n i wystę­

n i k a r z e — chciał uniknąć grozy hiszpańskiego p o d b o j u , odchodząc

pować p u b l i c z n i e w r o l i władcy. Zamiast b o g a t y c h

do Cincalco. P r z y t o c z m y n a koniec f r a g m e n t y opisu tego w y d a ­

insygniów władzy i klejnotów, miał włożyć ubiór p o k u t n i k a . G d y

rzenia, zaczerpnięte z dzieła d o m i n i k a n i n a f r a y Diego D u r a n a , ale

w a r u n k i Uemaca zostały spełnione, Motecuhzoma otrzymał p o ­

pochodzące z niezachowanej relacji w języku n a h u a t l . Pozwalają

lecenie — za pośrednictwem kolejnej g r u p y posłów — stawienia

1 5

strojów,

one dostrzec, poza w s z y s t k i m i n n y m , sposób w j a k i informacje

się w w y z n a c z o n y m miejscu, skąd miał być zabrany do Cincalco.

dotycząco eschatologii uwikłane są w relacje t y p u historycznego.

Jednakże zamiar n i e został ostatecznie
,,(...)

„Motecuhzoma był mocno zaniepokojony i miał t a k p o r u ­
szone serce, że ilekroć widział kometę albo słyszał l a m e n t , j a k i j e j

texiptla

zrealizowany:

ze świątyni, będący podobizną b o g a , usłyszał
16

podczas s n u głos, który mówił: „Obudź się, t e x i p t l a , p a t r z że

pojawienie się wywoływało wśród I n d i a n , nie mógł uciszyć serca

twój król Motecuhzoma ucieka, odchodzi do j a s k i n i

i uspokoić duszy, m i m o że był mężny i wielce odważny. Aż pewne­

T e x i p t l a zbudził się i otworzywszy oczy ujrzał jasność, j a k b y był

Uemaca!".

go d n i a , k i e d y b y ł pogrążony w myślach i zatroskany, wezwał

dzień, i ponownie usłyszał, że Motecuhzoma ucieka, że oczekuje

swych garbusów i karły, którzy usługiwali m u w pałacu. Ostrzegł

na Uemaca w miejscu z w a n y m T l a c h t o n c o , i żeby zawrócić go

ich

do m i a s t a , przemówić m u do r o z u m u i zganić go za t a k wielką

i uprzedziwszy

najpierw,

żeby

zachowali

w

całkowitej

t a j e m n i c y — p o d groźbą śmierci — t o , co chciał i m powiedzieć,

lekkomyślność.

rzekł do n i c h :

T e x i p t l a ruszył sam ze świątyni i znalazłszy łódź n a brzegu

„Powinniście wiedzieć, że jestem bardzo s m u t n y i wielce

w o d y skoczył do niej i wiosłem, które w niej było, zaczął wiosłować

n i e s p o k o j n y . Boję się tego, co — j a k m i powiedziano — spaść m a

z całą siłą. Wkrótce dotarł do miejsca T l a c h t o n c o i t a m znalazł

n a m n i e i co się m a zdarzyć za mego życia. Postanowiłem zatem

Motecuhzomę oraz jego garbusów, będących p r z y n i m : wszyscy

ukryć się w jakiejś j a s k i n i w lasach, gdzie więcej m n i e n i k t nie

(...) b y l i wspaniale odziani i ozdobieni k l e j n o t a m i . Zbliżywszy

u j r z y . D l a t e g o , jeżeli zechcecie pójść ze mną, będą w a m wdzięczny

się do M o t e c u h z o m y , powiedział:

mając was za t o w a r z y s z y " .
Garbusi i karły odpowiedzieli m u , iż jest o n p a n e m , niech

„Cóż t o znaczy, potężny panie ? Co t o za ogromna lekkomyśl­
ność u osoby o t a k i m znaczeniu i wadze, j a k t w o j a ? Gdzie idziesz ?

więc rozkaże co zechce, a o n i będą m u posłuszni i pójdą gdzie

Co powiedzą ludzie z T l a x c a l a , z H u e x o t z i n c o , z Cholula i z T l i -

t y l k o zapragnie i c h zabrać. (...)

liuhquitepec, i c i z Michoacan i z M e t z t i t l a n ? Z a co uważać będą

Po p e w n y m czasie Motecuhzoma „zawołał swych garbusów

M e k s y k , (miasto) które jest sercem całej ziemi ? T o pewne, w i e l k i

i kazał wezwać k i l k u czarowników i wróżbitów, którzy zwani są

będzie w s t y d d l a twego m i a s t a i d l a nas w s z y s t k i c h , którzy w n i m

przez n i c h ( I n d i a n — R T ) tequitque. I polecił i m , a b y n a t y c h m i a s t

pozostaniemy, g d y odezwio się głos i rozniesie się wieść o t w e j

o b d a r l i ze skóry dziesięciu mężczyzn i przynieśli m u skóry, których

ucieczce. Gdybyś umarł, g d y b y u j r z e l i cię m a r t w e g o i pogrzeba­

potrzebował.

nego, t o rzecz n a t u r a l n a , ale żebyś uciekał? Cóż p o w i e m y ? Co

K i o d y m u przyniesiono l u d z k i e skóry, kazał je zanieść do

o d p o w i e m y t y m , którzy nas spytają o naszego króla? Będziomy

swej u b i e r a l n i . I wziąwszy dwóch garbusów spośród t y c h , którzy

m u s i e l i odrzec i m ze w s t y d e m , że uciekł... Wróć, panie, n a twój

m u usługiwali, rzekł i m , iż znalazł już miejsce, gdzie się u k r y j e .

urząd i miejsce, porzuć podobną lekkomyślność; zważ n a hańbę,

Nazywało się ono Cincalco (...). Było t o miejsce bardzo przyjemne,

jaką przynosisz n a m w s z y s t k i m ! " .

zapewniające w y t c h n i e n i e , gdzie ludzie żyli bez końca, nie u m i e ­
rając; a zgodnie z t y m , co m u przekazano, były t a m również
krystalicznie czyste w o d y , wszelkiego r o d z a j u pożywienie rodziło
się w ogromnej obfitości, k w i a t y zaś i rośliny b y t y stale świeże.
I żc t a m postanowił odejść.
Ale chciał, żeby n a j p i e r w o n i poszli pozdrowić pana tego

Motecuhzoma uległ i wrócił do M e k s y k u do T e n o c h t i t l a n . M y
zaś, b y uczynić p r z y t o c z o n y t e k s t bardziej zrozumiałym, m u s i m y
dodać, że władca, który zginął ostatecznie z ręki własnych p o d ­
d a n y c h podczas antyhiszpańskiego powstania w T e n o c h t i t l a n
w

1520 r o k u , usiłował postąpić t a k , j a k niegdyś postępowali

z n a n i m u z legend i mitów ludzie-bogowie, znikający po p r o s t u

miejsca, który nazywał się Uemac, i żeby w jego (Motecuhzomy —

pewnego d n i a spośród żywych i przenoszący się w zaświaty. T e n

K T ) i m i e n i u d a l i m u owe skóry l u d z k i e i oświadczyli, iż król

archaiczny wzorzec, trwający w t r a d y c j i azteckiej do X V I w i e k u ,

Motecuhzoma prosi o przyjęcie do jego otoczenia i n a służbę,

nie był j e d n a k najwyraźniej a k c e p t o w a n y , o c z y m świadczy prze­

gdyż pragnie tego bardzo, a b y wyzwolić się o d tego, co T z o m -

m o w a texiptli

p a n t o c u t l i , władca Cuitlahuac, i król Tezcuco zapowiedzieli m u

wcześniej p r z y t o c z o n y c h t e k s t a c h jest też wyraźnie powiedziane,

uosabiającego główne bóstwo T e n o c h t i t l a n . W e

przed swą śmiercią, a co uważał za nieuchronne p o u j r z e n i u t y l u

j a k i ideał śmierci obowiązywał w i m p e r i u m a z t e c k i m tuż przed

znaków n a niebie oraz po t y l u przepowiedniach i wróżbach n a

przybyciem

ziemi. I że prosi go o łaskawe przyjęcie n a służbę do siebie.

z Motecuhzoma jest t y l k o literacką fikcją, u j a w n i a ona nieba­

I nakazując surowo, żeby nie w y j a w i a l i tego n i k o m u , dał i m
n a drogę wszystko, czego p o t r z e b o w a l i .

Hiszpanów. A zatem,

nawet

jeżeli cała h i s t o r i a

g a t e l n y , ściśle związany z eschatologią p r o b l e m , który musiał
nurtować jakąś część e l i t y azteckiej skoro k l u c z o w y dlań d y l e m a t :

113

�jak powinien odchodzić w zaświaty władca?, po konkwiście

ludów N a h u a stanowią ciągle żywe problemy badawcze i przed­

zdecydowano

miot rozlicznych interpretacji. B r a k źródeł nie rodzi problemów,

sią połączyć z dramatem

Motecuhzomy.

brak problemów nio przyciąga uwagi badaczy. Rozwój meksykaPowstać może pytanie, w j a k i m stopniu podkreślana t u wie­

nistyki, zwłaszcza w okresie powojennym,

świadczy, że liczba

lokrotnie obfitość materiałów źródłowych umożliwia rekonstrukcję

problemów jakie pozwala formułować zebrany w X V I wieku ma¬

azteckiej eschatologii. Myślę, że odpowiedzi n a nio udzielić nie

teriał jest większa niż kiedyś sądzono. J a k odległy jost wszakże

sposób, można natomiast powiedzieć, iż tylko dzięki owej obfi­

ton coraz bardziej zawiły k o n s t r u k t od niodosięgłej rzeczywistoś¬

tości zarówno eschatologia, j a k i wiele innych dziedzin kultury

ci, nigdy nie będzie wiadomo.

17

P E Z Y P I S Y

„Nowa H i s z p a n i a " to nazwa kolonii powstałej n a gruzach
imperium azteckiego.
Pierwsza znana relacja spisana w języku nahuatl pochodzi
już z 1528 roku, a więc powstała siodem lat po podboju.
Latinskaja
Amerika. Enciktopedieeskij
spravotnik,
Moskwa
1080, t . 2, s. 407
Tłumaczenie autora n a podstawie: B . de Sahagun, Historia
general de las cosas de Nueva Espana, Mexico: Editorial Роггйв,
1979, е. 205—208
» Malowany papier stanowił częstą ofiarę Bkładaną bogom.
Przepaska biodrowa.
Miara długości: 1 braza = 1,6718 m.
Rodzaj ostrej papryki.
Kolibry.
Tłumaczenie autora n a podstawie: B . de Sahagun, op.
cit., s. 356—357
Fantastyczne zwierzę wodne.
I

г

3

4

6
7
8
9

1 0

I I

" P t a k wodny identyfikowany jako Botauros
(Montagu).
Żywica używana jako kadzidło,

lentiginosue

1 3

1 4

W o n n a roślina używana jako kadzidło.

" W i d a ć to nawet w przytoczonym niżej tekście, gdzie
w pewnym momencie autor pisze „historia powiada...". Tekst
pochodzi z D . Duran, Historia de las Indias de Nueva
Espaha
e Islas de la Tierra Firmę, Mexico: Editorial Роггйа, 1967,
t. 2, s. 491—496
Chodzi t u o człowieka, którego przez pewien czas trakto­
wano jako wcielenio boga, a następnie składano w ofiorze.
1 6

Por. ostatnio A. López Austin, Cuerpo humano e ideologią.
Las concepciones de los antiguos nakuas, t. 1—2, Mexico 1984
(wyd. 2)j D . B . Carannyk, An Exploration of the Nahua Nether­
world, „Estudios de Cultura N a h u a t l " , vol. 15: 1982, s. 2 1 9 —
236
1 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7024" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7004">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ac66372aad673b25d1a89db492faa1d4.pdf</src>
        <authentication>86be743284faddd8338c27d25e6dd9fb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83674">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1663</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83676">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83678">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1538</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83679">
                <text>Iberica Frankowsciana. Przyczynki do zainteresowań Eugeniusza Franowskiego baskijską kulturą ludową / ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83680">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44, s.15-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83682">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83685">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83687">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83689">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="83691">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="83696">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLIV: 2000, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD T O M I C K I
Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa

IBERICA FRANKOWSCIANA.
P R Z Y C Z Y N K I DO ZAINTERESOWAŃ
EUGENIUSZA FRANKOWSKIEGO BASKIJSKĄ K U L T U R Ą L U D O W Ą

Eugeniusz Frankowski (1884-1962) był i nadal pozostaje jedynym polskim
etnologiem - iberystą. Spędził w Hiszpanii ponad sześć pracowitych lat
(1914-1920). Odwiedził wtedy również Portugalię i Francję. Opublikował sze­
reg artykułów oraz dwie książki. W późniejszych latach mniej lub bardziej
intensywnie kontynuował i rozwijał tematykę iberystyczną na marginesie
innych zainteresowań. O tym rozdziale jego biografii naukowej wiedzieli
wszyscy, choćby z encyklopedii i not bibliograficznych, nigdy jednak nie był
on dostatecznie znany ani doceniony .
Tuż po I I wojnie Kazimierz Moszyński, podsumowując dorobek rodzimej
etnografii i etnologii, napisał o Frankowskim:
1

Swymi pracami, dotyczącymi głównie kultury ludowej Półwyspu Iberyjskiego, ogłaszanymi w ję­
zyku hiszpańskim i portugalskim, zyskał on uznanie przede wszystkim oczywiście w Hiszpanii
i Portugalii, a poza tym także we Francji, w Polsce i indziej (Moszyński 1948, s. 215; podobnie
Kutrzebianka 1948, s.41).

Zgrabnie powiedziane, lecz co oznaczało uznanie w polskim kontekście?
Kurtuazyjne gesty czy rzeczywiście wysoką ocenę dzid:, o których mowa? Nie są
to pytania bezzasadne. Któż bowiem czytał owe prace, publikowane na peryfe­
riach Europy i zapewne już wtedy niełatwo dostępne, a co gorsza - napisane
w egzotycznych językach? Za odpowiedź wystarcza w zasadzie jedna jedyna
1

Moje zainteresowanie zagadnieniem, które ogólnie nazwałem „Iberica Frank owsciana", nie
wyszłoby prawdopodobnie poza stadium ubolewania nad istniejącym stanem rzeczy, gdyby nie to
wszystko, co zawdzięczam prof. Małgorzacie Terleckiej, córce Marii i Eugeniusza Frankowskich.
Później liczba osób, okazujących mi życzliwość i służących pomocą, znacznie wzrosła. Mam
nadzieję, że lista nie jest jeszcze zamknięta i kiedyś będę miał okazję przedstawić ją w komplecie.
Tu pragnę podziękować w szczególności: dr Carmen Ortiz García (Departamento de Antropo­
logía, Instituto de Filología CSIC, Madryt) za cenne wskazówki i dary, dr Krzysztofowi Smolanie
(Instytut Historii PAN, Warszawa) za szczodre dzielenie się archiwistyczną wszechwiedzą,
pp. Krystynie Bartosik i Lubomirowi Kosińskiemu (Archiwum Państwowego Muzeum Etno­
graficznego, Warszawa) oraz dr Grzegorzowi Łukomskiemu i mgr Aleksandrze Wysokińskiej
(Archiwum Uniwersytetu im. A . Mickiewicza, Poznań) za bezinteresowną uczynność.

�16

RYSZARD TOMICKI

recenzja, pióra Juliana Talko-Hryncewicza (1920), oparta zresztą - czego
autor nie krył - na francuskojęzycznym streszczeniu omawianej książki. Ale
wiele do myślenia daje też pokutujące przez dziesięciolecia przekonanie, że
dorobek Frankowskiego z okresu hiszpańskiego miał jakoby głównie regionalne
znaczenie. Tymczasem to tylko część prawdy. Owszem, dla młodego stażem
naukowca z Krakowa, którego I wojna światowa „uwięziła w Hiszpanii" ,
Hiszpania i Portugalia stanowiły naturalne, bo jedyne dostępne pole etno­
graficznych eksploracji. Z czasem, gdy sytuacja polityczna uległa zmianie,
doszła do tego przypirenejska część Francji. Zapalony terenowiec i sumienny
dokumentalista dobrze wykorzystał okazję, zapisując na swym koncie osiągnięcia,
które zapewniły mu podziw i szacunek miejscowych uczonych oraz trwałą
pozycję w iberystycznych bibliografiach. Wszelako jego ówczesne studia i mono­
grafie były z założenia pracami etnologicznymi. Zwykle miały charakter porów­
nawczy i poruszały problemy ogólne, sytuujące się na poziomie badań nad
kulturą bez przymiotników i dookreśleń. Czasem dotyczyły metod i warunków
uprawiania etnologii. Ich autor, wcześniej demonstrator w Zakładzie Antro­
pologii Uniwersytetu Jagiellońskiego , etnografią zajmujący się dorywczo, dojrzał
i zdefiniował się właśnie jako etnolog dopiero w Hiszpanii. Bagaż, z którym
wrócił do odrodzonej Polski, nie tylko wpłynął na jego osobistą drogę życiową,
lecz także zaznaczył się wyraźnie w historii krajowej etnologii. Jeśli w charak­
terystyce szkół i orientacji okresu międzywojennego powiada się o Frankowskim,
że „położył duże zasługi jako propagator antropologicznego punktu widzenia,
postulując model antropologii jako nauki o człowieku w wymiarze światowym,
a nie tylko regionalnym i lokalnym" (Olszewska-Dyoniziak 1996, s. 151), to
warto dostrzec korzenie tej opcji, sięgające lat 1914-1920.
Już po śmierci uczonego kilka osób podjęło trud przybliżenia i rozjaśnie­
nia jego związków ze światem iberyjskim. Dużo uwagi poświęcił tej sprawie
zwłaszcza Witold Armon ([1978]1981), ale także Anna Kutrzeba-Pojnarowa
(1963; przedruk 1977) i Medard Tarko (1987). Ich wysiłek z pewnością nie był
daremny, chociaż z dzisiejszej perspektywy są to publikacje mało satysfak­
cjonujące. Nie znalazły też należytego oddźwięku ani w środowisku etnologicznym, ani poza nim. Przykładem cenny skądinąd słownik biograficzny, poświę­
cony Polakom, którzy znacząco zapisali się w historii i kulturze krajów za­
chodniej Europy (Kwaśniewski, Trzeciakowski 1981). Spośród etnologów można
2

3

2

Zapożyczam wyrażenie od dzielącego ten sam los Stanisława Wędkiewicza (1928, s. 70), którego
dawny tekst przypomniał badacz związków polsko-hiszpańskich Piotr Sawicki (1995, s. 116, 120).
Demonstrator to pracownik pomocniczy. Na tym stanowisku E. Frankowski był zatrudniony
od 1 października 1911 do 30 września 1916 roku; po powrocie z Hiszpanii objął w Zakładzie
Antropologii UJ stanowisko młodszego asystenta (1 października 1920 - 30 kwietnia 1921), a następ­
nie starszego asystenta (1 maja - 30 listopada 1921); zob. zaświadczenie rektora UJ z dnia 6 kwietnia
1948 roku, Archiwum PME w Warszawie, spuścizna Marii Frankowskiej, materiały nieuporządkowane
(dalej używam skótu PAE-MF). To samo Archiwum jest w posiadaniu spuścizny E. Frankowskiego,
także nieuporządkowanej (dalej PME-EF). Ze zrozumiałych powodów wiele dokumentów wytworzo­
nych przez E. Frankowskiego lub jego dotyczących znajduje się w spuściźnie żony.
3

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

17

tam znaleźć Marię A. Czaplicką, Jana Czekanowskiego, Jana S. Kubarego,
Bronisława K . Malinowskiego, Zygmunta Zaborowskiego (antropologa fizycz­
nego czystej krwi), a nawet Pawła J. Schebestę (sic!). Nazwiska Frankowskiego
próżno zaś szukać. Tak jakby Hiszpanie nie wyrazili dobitnie oceny jego
dokonań, przyjmując go w poczet członków elitarnej Real Academia de la
Historia w Madrycie (1918), a następnie odznaczając Orderem Izabeli Kato­
lickiej (w kategorii caballero)*, przyznawanym za wybitne zasługi dla ich kraju
(Fernández de la Puente y Gómez 1953, s. 35-49). Łatwo rzucać kamienie do
cudzego ogródka. Dodam więc, że w piśmiennictwie etnologicznym w ogóle nie
odnotowano iście pomnikowej reedyqi dwóch najważniejszych iberyjskich dzieł
E. Frankowskiego - Hórreos y palafitos de la Península Ibérica (1986) i Estelas
discoideas de la Península Ibérica (1989).
Jednorazowe odrobienie zaległości nie jest możliwe, tym bardziej że obok
aktywności naukowej należałoby uwzględnić rolę Frankowskiego jako jednego
z „misjonarzy zbliżenia polsko-iberyjskiego" (Wędkiewicz 1928, s. 70) oraz
jego działalność patriotyczną na terenie Hiszpanii. Trzeba jednak od czegoś
zacząć. Gdy w 1998 roku rozmawiałem z p. Pilar Romero de Tejada, dyrek­
torką Narodowego Muzeum Antropologii w Madrycie, usłyszałem kąśliwą
uwagę o Polakach, nagabujących ją zawsze w tej samej sprawie (ilu mogło nas
być?), z czego wszakże nigdy nic nie wynikło. Przyjmując wyzwanie, wybrałem
na początek wątek baskijski, gdyż wybija się on we wspomnieniach i opra­
cowaniach biograficznych, zgodnie zaświadczających, że Baskowie stali się od
pewnego momentu obiektem specjalnej uwagi E. Frankowskiego. Wstępne
poszukiwania w Polsce i (zbyt krótkie) w Hiszpanii przyniosły w tej kwestii
sporo nowych faktów. Ze względu na ograniczoną objętość artykułu nie
wszystkie mogą być zaprezentowane w formie, na jaką zasługują. Dlatego
w ramach wybranego wątku wprowadziłem dodatkowe ograniczenia, kon­
centrując się z jednej strony na historii badań i związków Frankowskiego
z Baskami, z drugiej - na zewidencjonowaniu powstałych, przygotowywanych
i planowanych opracowań. W mniejszym stopniu niż to możliwe przedsta­
wiam okoliczności towarzyszące jego kontaktom z uczonymi baskijskimi, po­
glądy na specyfikę i sposoby badania baskijskiej kultury ludowej, a także
opinie samych Basków o osobie i pracach polskiego badacza.

WOJENNY K A T A K L I Z M

W przejętej przez Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie spuściźnie Marii Frankowskiej (zm. 1996), w masie nie uporządkowanych papie­
rów znalazłem skierowany do niej list, którego autor, planujący jakąś pracę
4

Dekretem królewskim z dnia 26 lutego 1923 r. Oryginał w madryckim Archivo General,
Ministerio de Asuntos Exteriores, sygn. C-306, exp. 2 (rok 1923, dokument 4); zob. też Frankow­
ski 1928, s. 113; Łoza 1938, s. 180-181.

�18

RYSZARD TOMICKI

poświęconą mężowi adresatki, napisał: „przecież Pani Profesor wie najlepiej, że
0 Profesorze jest pisać bardzo trudno" . Święte słowa. A choć przyczyny
trudności są wielorakie, łatwo wymienić najpoważniejszą - zagładę podczas
I I wojny światowej dokumentaqi z prac terenowych i muzealnych, niepublikowa­
nych opracowań, prywatnego archiwum i specjalistycznego księgozbioru.
Zniszczony plon wieloletnich badań nigdy nie został zinwentaryzowany.
Nikłe wyobrażenie o nim dają nieliczne, rozproszone wzmianki konstatujące
utratę „bogatych materiałów [...] do kultury ludowej Basków" (Klimaszewska,
Kutrzeba-Pojnarowa 1959, s. 89) czy „unikalnych materiałów iberyjskich,
a zwłaszcza baskijskich" (Frankowska 1973, s. 197). Witoldowi Armonowi,
pionierowi studiów nad iberystycznym dorobkiem swego nauczyciela i mistrza,
zawdzięczamy najobszerniejszą relację, uzyskaną listownie od M . Frankowskiej
w 1978 roku. Mimo że odpowiedni fragment listu był publikowany, zasługuje
na przypomnienie jako wyjątkowo cenne źródło wiedzy o materiałach i opra­
cowaniach, które przepadły w 1944 roku:
5

[zniszczeniu uległy] prace już napisane, które spaliły się w naszym mieszkaniu w Warszawie po
powstaniu, a były całkowicie przygotowane do druku łącznie z bardzo bogatym materiałem
ilustracyjnym (fotografíe i rysunki własnej roboty) i obejmowały: obszerną rozprawę poświęconą
zwyczajom dorocznym Basków (ze szczególnym uwzględnieniem zwyczajów agrarnych oraz zwią­
zanych z kultem zmarłych) oraz drugą, również obszerną monografię pt. Sztuka ludowa Basków.
Prócz tego zniszczeniu uległo kilka artykułów. Treścią jednego z nich, jak pamiętam, była analiza
1 opis tzw. arguisayolas (deseczki rzeźbione owinięte w sposób ciągły cienkim jak makaron
sznurkiem-świeczką. Świeczki te były zapalane w kościele na cześć zmarłych), treścią drugiego
artykułu były narzędzia rolnicze Basków. Innych dobrze nie pamiętam, wydaje mi się, że związane
były ze sztuką i budownictwem Basków.
To były prace ukończone, w opracowaniu natomiast znajdowały się zwyczaje rodzinne Basków.
Praca zaawansowana, ale nie doprowadzona do końca. Wraz z tymi rozprawami i artykułami,
ukończonymi i przygotowanymi, spaliły się wszystkie materiały iberyjskie profesora zgromadzone
przez niego w czasie badań terenowych oraz poszukiwań w literaturze i archiwach, włączając tu
poza tekstami, cały bogaty zestaw fotografii i rysunków, w przeważającej, można powiedzieć
lwiej części, wykonanych własnoręcznie ( M . Frankowska do W. Armona, 22 października 1978 r.,
Armon 1981, s. 29-30; podkreślenia w tekście - RT).

Podobne, ale mniej szczegółowe wspomnienie zawarła M . Frankowska w szki­
cu biograficznym, napisanym na życzenie hiszpańskiego uczonego José Manuela
Gómeza Tabanery (1986a, s. 7-8) i dołączonym do przygotowanej przez niego
reedycji Hórreos y palafitos de la Península Ibérica (Frankowska 1987).
Obecnie świadectwa te można uzupełnić garścią danych z odnalezionego
niedawno, a dotąd nieznanego szerzej listu E. Frankowskiego z 8 listopada
1944 roku, zawierającego skrótowy opis zbiorów naukowych, rękopisów
i innych dóbr, pozostawionych w ocalałym mieszkaniu na Żoliborzu, przy
ul. Mickiewicza 30, pod numerem 52, którego lokatorzy musieli po upadku
powstania opuścić Warszawę. W liczącym około 2500 tomów księgozbiorze
była m.in. „biblioteka hiszpańska i portugalska"; wśród rękopisów i materia5

Nie podaję nazwiska autora listu, nie mając pewności, czy życzyłby tego sobie.

�19

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

łów do planowanych prac część dotyczyła Hiszpanii, Kraju Basków i Por­
tugalii; w dużym zbiorze klisz około 300 sztuk odnosiło się „do etnfografii]
Kraju Basków i Iberii"; przy ogólnej liczbie 15000 fotografii i rycin „z całego
świata" nie podano geograficzno-kulturowych odniesień .
Wykazowi strat, którym musimy się zadowolić, daleko do przejrzystości
inwentarza, jakim chciałoby się dysponować. Mimo to nie pozostawia on
wątpliwości, że przed wojną, a może i podczas okupacji, Frankowski inten­
sywnie pracował nad tematyką baskijską, przygotowując do druku gromadzo­
ne latami materiały, w najlepszej części osobiście zebrane w terenie.
6

B A D A N I A W L A T A C H 19167-1919?

Baskologiczne znawstwo E. Frankowskiego podkreślano przy wielu oka­
zjach i w różnych kontekstach (np. Łoza 1938, s. 189; Armon 1962, s. 156;
Kutrzeba-Pojnarowa 1963, s. 431; Burszta, Frankowska 1981, s. 186). Gorzej,
gdy przychodziło mówić o konkretach. Wtedy pojawiały się różnice zdań
w kwestiach podstawowych, jak choćby ta, czy w latach 1914-1920 zajmował
się on „zagadnieniami kultury baskijskiej oraz niektórymi elementami hisz­
pańskiej i portugalskiej" (Sokolewicz 1973, s. 185), czy może raczej zaintere­
sował się Baskami w „końcowym okresie swojego pobytu w Hiszpanii", za­
czynając badania w 1917 i wracając do nich w 1919 roku (Armon 1981, s. 26).
W Hiszpanii stałym miejscem zamieszkania i pracy Frankowskiego był
Madryt, lecz począwszy od roku 1915 odbywał on liczne wycieczki i podróże
naukowe po całym Półwyspie Pirenejskim. W sporządzonym wiele lat później,
lapidarnym wykazie prowadzonych wówczas badań (Frankowski 1928, s. 111)
o Kraju Basków mowa jest explicite dopiero w 1919 roku. Znacznie wcześniej,
jesienią 1916 roku, odnotowano badania budownictwa drewnianego na wybrzeżu
Morza Kantabryjskiego, a jesienią 1917 roku - badania kultury pasterskiej wzdłuż
całych południowych zboczy Pirenejów. Pierwszej informacji nie kojarzono
dotychczas z ewentualną wizytą Frankowskiego na baskijskiej ziemi, choć część
wybrzeża kantabryjskiego leży w jej granicach. Nowe światło rzuca na te wczesne
eksploracje kilka ujawnionych ostatnio zdjęć, wykonanych przez Frankowskiego
w Fuenterrabia (prow. Guipúzcoa) w 1916 roku. Tematycznie nie mają one
związku z budownictwem, przedstawiają bowiem kobietę w ubiorze tzw. sorory ,
lecz Frankowski z reguły nie ograniczał się do gromadzenia materiałów z jednej
tylko dziedziny. Datowanie zdjęć może rodzić pewne wątpliwości, brak jednak
wyraźnej podstawy, by je zakwestionować. Do sprawy tej wrócę przy końcu
artykułu, gdzie zaprezentuję też dokładniej niespodziewane znalezisko.
1

6

PAE-MF: E. Frankowski do W. Antoniewicza, 8 listopada 1944 roku, wieś Koszary, pow.
limanowski.
Rodzaj żałobnicy, charakterystycznej dla kultury Basków; zob. jej bliższy opis w: Frankow­
ski 1925, s. 115.
7

�20

RYSZARD TOMICKI

Na pewno Kraj Basków stał się obiektem szczególnego zainteresowania
polskiego badacza w 1917 roku. Znakomitym źródłem informacji jest w tym
przypadku protokół z posiedzenia Real Sociedad Española de Historia Natural, 3 października 1917 roku w Madrycie, podczas którego polski uczony
przedstawił sprawozdanie z badań w północno-wschodniej Hiszpanii. Zawarte
w protokóle streszczenie jego wystąpienia [Boletín 1917, s. 456-457] pokazuje
nade wszystko, jak odległe od rzeczywistości są ogłoszone po powrocie do
Polski, jednozdaniowe charakterystyki badań realizowanych w poszczegól­
nych latach. Oto bowiem latem 1917 roku (w bliżej niesprecyzowanych
terminach) badania na obszarze tzw. Prowincji Baskijskich (Álava, Viscaya,
Guipúzcoa) i w prowincji Navarra, a więc w całej hiszpańskiej części Kraju
Basków , dotyczyły następujących zagadnień:
a) zwyczaje i wierzenia związane ze śmiercią - z tego zakresu Frankowski
zebrał „nadzwyczaj ważne materiały", m.in. „ciekawe dane o pogrzebach"
i wyjątkowo interesującą kolekcję odry sów arguizaiolas, rzeźbionych deseczek
służących do nawijania cienkiej woskowej świeczki, używanych podczas uro­
czystości żałobnych (znanych nam już z relacji M . Frankowskiej);
b) pierwotne narzędzia do uprawy roli - była to kontynuacja tematu
podjętego wcześniej z myślą o monografii zatytułowanej „Los arados primi­
tivos de la Península Ibérica: sus formas diferentes y sus orígenes" (zob.
Frankowski 1916); nowy teren przyniósł bogatą dokumentację różnych od­
mian sochy (z czterema, pięcioma i siedmioma rylcami) i innych narzędzi;
c) życie i praca pasterzy z dolin Baztán i Valcarlos (prow. Navarra), ze
szczególnym uwzględnieniem pierwotnych metod produkcji serów;
d) budownictwo ludowe - temat również kontynuowany od dłuższego czasu
(sygnalizowany w: Frankowski 1916), do którego zebrano dokumentację fotogra­
ficzną i rysunkową, „wystarczającą, by wykazać, że współczesne kamienne
caseríos mają swój początek w drewnianych budowlach palafitowych", podob­
nie jak typowe spichlerze na palach, badane w prowincjach Vizcaya i Navarra.
Tylko część materiałów zgromadzonych latem 1917 roku wykorzystana
została w książce Hórreos y palafitos de la Península Ibérica (1918). Inne zagadnie­
nia stać się miały przedmiotem odrębnych opracowań. Należało do nich także
8

9

10

8

Ów fragment protokółu występuje w bibliografiach jako odrębna publikacja, której na ogół
nadawano tytuł Relato de exploraciones etnográficas verificadas durante el verano de 1917 en las
Provincias Vascongadas y Navarra (np. Kutrzeba-Pojnarowa 1963, s. 436), rzadziej Relato de
exploraciones en las Provincias Vascongadas (np. Wolski 1962, s. 249, przyp. 2).
Wszystkie wymienione prowincje - Álava, Viscaya, Guipúzcoa i Navarra - składają się na
objęty granicami Hiszpanii historyczny Kraj Basków, którego pozostałą część stanowią prowincje
Labourd, Basse Navarre i Soule, położone w granicach Francji. Ze względów praktycznych
rezygnuję tu (poza niezbędnymi wyjątkami) z podawania nazewnictwa baskijskiego, powszechnie
używanego w posiadającym obecnie znaczną autonomię hiszpańskim Kraju Basków (Euskadi),
nie obejmującym Navarry, która pozostaje odrębną jednostką.
Caserío - regionalizm, nazwa kamiennego domu mającego spadzisty dach, duży portyk
dający schronienie przed deszczem i duży balkon zwany solana; budowle takie występują często
w Kraju Basków (Seco, Andrés, Ramos 1999,1, s. 917).
9

10

�21

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

baskijskie budownictwo mieszkalne, we wspomnianym dziele zaledwie dotknięte,
na którego studium czekali z zainteresowaniem baskijscy uczeni (Eguren 1922,
s. 106). Z drugiej strony, w powyższym wykazie nie uwzględniono rozpoczętych
wówczas badań nad dyskoidalnymi stelami nagrobnymi, być może dlatego, że na
razie były to wyłącznie studia muzealne (o obiektach z muzeum w Pampelunie,
Navarra, mowa jest w: Frankowski 1918b, s. 4).
Osobny punkt sprawozdania dotyczył wizyty w San Sebastián, a ściślej
mówiąc - w tamtejszym Muzeum Etnograficznym, niedawno powstałym w ra­
mach Muzeum Municypalnego. Frankowski omówił bardzo dokładnie rozloko­
waną w ośmiu salach wystawę obiektów związanych z różnymi dziedzinami życia
ludu baskijskiego oraz eksponatów i materiałów antropologicznych. Relacja
utrzymana była w entuzjastycznym tonie. Sprawozdawca podkreślił, że pierwsze
w Hiszpanii baskijskie muzeum etnograficzne urządzono wzorowo, zgodnie
z najnowszymi wymogami nauki (np. eksponaty zaopatrzono w metryczki z ich
nazwami i opisem użytkowania). Słowa wielkiego uznania padły pod adresem
twórców ekspozyqi, skupionych w Komisji Etnografii Baskijskiej: jej przewodni­
czącego Marino Tabuyo oraz Pedra Martina de Soraluce, jednocześnie kustosza
Muzeum, i José Aguirre, „znakomitego malarza", którego zbierackiej pasji
zawdzięczano większość obiektów. Na koniec Frankowski zgłosił wniosek, aby
w imieniu Hiszpańskiego Towarzystwa Historii Naturalnej przesłać gratulacje
Komisji Etnografii Baskijskiej nie tylko za wykazaną inicjatywę, ale i sposób,
w jaki potrafiono j ą urzeczywistnić. Zgromadzenie przyjęło wniosek jednomyśl­
nie. Gest ten musiał ująć wszystkich miłośników etnografii w Kraju Basków .
Bez wątpienia rok 1917 zaowocował ścisłymi więzami z Baskami działającymi
na polu nauki. Świadczy o tym m. in. list wspomnianego już P.M. de Soraluce
z 8 października, skierowany do José Miguela de Barandiarána - wtedy wscho­
dzącej gwiazdy archeologii i etnografii, później uznanego za współtwórcę (obok
Telesfora de Aranzadi i Enrique'a de Egureny) obu tych dyscyplin w Kraju
Basków (Aguirre Baztán 1986; Manterola Aldekoa 1994) . W liście, na margine­
sie różnych spraw, pojawia się wzmianka o E. Frankowskim. Polak musiał zrobić
wielkie wrażenie na dużo starszym od siebie Soraluce (zm. 1919), skoro ten pisał
o nim: Doctor Don Eugenio de Frankowski, Profesor de Antropología de la Uni­
versidad de Cracovia, emigrado ahora en Madrid y entusiasta de este Museo dono­
stiarra... („Pan doktor [sic!] Eugeniusz Frankowski, profesor [sic!]antropologii na
Uniwersytecie Krakowskim, obecnie na wychodźctwie w Madrycie, entuzjasta
11

12

1 1

Wiadomości o Muzeum w San Sebastián znalazły natychmiastowy oddźwięk na kartach
wydawanego w Lizbonie periodyku „Terra Portuguesa" z zaznaczeniem, że pochodzą ze sprawo­
zdania o nosso presado colaborador Eugenio de Frankowski (V.C. 1917, s. 170). Autor doniesienia,
Vergilio Correia, zaprzyjaźniony z Frankowskim od 1915 roku, podkreślił jego bardzo wysoką
ocenę naukowych walorów ekspozycji, polecając pomysł zaopatrzenia obiektów w informacyjne
metryczki uwadze organizatorów Muzeum Etnograficznego w Belém.
O tej wybitnej postaci, której poświęcono mnóstwo prac (np. Barandiarán Irizar 1992),
łatwo dowiedzieć się więcej na internetowej stronie Fundacji J.M. de Barandiarána - http://www.
barandiaranfundazioa.com.
1 2

�22

RYSZARD TOMICKI
13

naszego donostiarskiego Muzeum...")- Rzecz jednak nie w sposobie prezentacji.
Wzmianka dotyczyła mającego nastąpić wyboru kierownika wykopalisk w słyn­
nej dzisiaj jaskini Santimamiñe (w Basondo-Cortézubi, prow. Vizcaya). Autor
listu informował Barandiarána, że wśród rozważanych kandydatur na pierwszym
miejscu znajdował się Henri Breuil, na drugim - Hugo Obermaier, na trzecim
- w ł a ś n i e Frankowski (Barandiarán Irizar 1989, s. 103-104).
Jesień 1917 roku przyniosła jeszcze jedną wyprawę w teren, o której bar­
dzo mało wiadomo. Sam Frankowski podał, że badał wówczas kulturę paster­
ską wzdłuż całych południowych zboczy Pirenejów, a więc także poza trady­
cyjnymi granicami Kraju Basków (włączając Navarre). Być może wtedy przed­
miotem badań stały się też ludowe wierzenia o pszczołach i produktach
pszczelarskich, zagadnienie, do którego dwa lata później istniało już sporo
materiałów, m.in. baskijskich (Apraiz 1919, s. I V ; Frankowski 1919). Pewność
mamy tylko co do tego, że jednocześnie kontynuowane były studia nad ste­
lami nagrobnymi w muzeum w Pampelunie (prow. Navarra) , a najprawdo­
podobniej - również w pobliskim terenie.
Nic nie wskazuje, by doszło do odwiedzin Kraju Basków w roku następ­
nym, chociaż 8 sierpnia 1918 roku wy trwały polski eksplorator znalazł się na
północy Hiszpanii, w Barros (prow. Santander, obecnie Cantabria), w celu
zbadania kolejnej dyskoidalnej steli (Frankowski 1920c, s. 44). Odnotujmy
wszelako, że we wrześniu tego roku miało miejsce wydarzenie o ogromnym
znaczeniu dla współczesnej historii Basków. W Oñate (prow. Guipúzcoa)
odbył się I Kongres Studiów Baskijskich i utworzono Eusko Ikaskuntza/
Towarzystwo Studiów Baskijskich (hiszp. Sociedad de Estudios Vascos), insty­
tucję naukową, będącą substytutem narodowego uniwersytetu i ogniskiem
autonomistycznych dążeń, zarówno w szeroko rozumianej sferze kulturowej,
jak politycznej (Estornés Zubizarreta 1983; 1990) . Wśród członków nowego
Towarzystwa było wielu ludzi, którzy albo już znali Frankowskiego, albo
wkrótce mieli go poznać czy to osobiście, czy za pośrednictwem świeżo wy­
danej, imponującej rozprawy o iberyjskich spichlerzach na palach i palantach,
która wzbudziła podziw i wywołała żywy oddźwięk w kręgu prehistoryków,
antropologów i etnografów (Gómez Tabanera 1986b, s. 79).
Rok 1919 był tym jedynym, z którym po latach powiązał Frankowski (1928,
s. 111) wymienione explicite badania w Kraju Basków. Muszę przyznać, że nie
potrafię powiedzieć, czym zasłużył on sobie na wyróżnienie. Co i gdzie badał
wtedy myślący już z pewnością o powrocie do ojczyzny etnolog? Wiosnę i wczesne
lato spędził w Madrycie. Zapewne dopiero po 23 czerwca, gdy skończył przed­
mowę do bynajmniej nie gotowej jeszcze monografii Estelas discoideas de la
14

15

1 3

Forma przymiotnikowa od Donostia, baskijskiej nazwy San Sebastian.
Wynika to z porównania materiałów i informacji zawartych w pracach: Frankowski 1918b
i Frankowski 1920c (tutaj zwłaszcza s. 57).
K r ó t k ą charakterystykę Towarzystwa dał później E. Frankowski w Regionach Hiszpanii
(1933, s. 69-70).
1 4

1 5

�23

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

Ryc. 1. Eugeniusz Frankowski (pierwszy rząd, trzecia postać od lewej) wśród członków
Towarzystwa Studiów Baskijskich, Bilbao, grudzień 1919 r.; Archiwum PME w Warszawie

Península Ibérica, wybrał się w teren. Był w prow. Navarra, stamtąd bowiem
- z rejonu Valcarlos - udał się na obszar położony poza hiszpańską granicą, do
Saint Jean Pied de Port, a następnie w kierunku północno-zachodnim ku Biarritz
i Bayonne. We francuskiej części Kraju Basków odwiedzał wiejskie cmentarze,
zbierając dodatkowe materiały do pracy o dyskoidalnych nagrobkach (Frankowski
1920c, s. 88). Nawiązał wtedy kontakty z członkami Société Bayonnaise d'Études
Régionales, uzyskując od nich - podobnie jak od miejscowego kleru - cenną
pomoc (Frankowski 1920c, s. 92, 94, 96). Nie wykluczone, że wrócił do Hiszpanii
wzdłuż wybrzeża Zatoki Biskajskiej i kontynuował badania w prowincjach
Guipúzcoa i Vizcaya, skąd pochodzi szereg danych zawartych w ostatecznej
redakcji Estelas.,., ukończonej w 1920 roku.
W grudniu 1919 roku spotkał E. Frankowskiego nie lada honor. Towa­
rzystwo Studiów Baskijskich zorganizowało w Bilbao pierwsze Cursos de
Metodología y Alta Cultura , będące jedną z form publicznej działalności,
służącej przygotowaniu nowych kadr dla różnych dziedzin nauki. Polski badacz
zaproszony został do poprowadzenia tygodniowego kursu etnografii i etno­
logii (13-20 grudnia). O programie zajęć niewiele wiadomo , oprócz tego, że
16

17

1 6

Pozostawiam nazwę w oryginale, nie znajdując zgrabnego odpowiednika określenia „alta cul­
tura", gdzie przymiotnik dodany do kultury oznacza bardzo wysoki poziom, najwyższy standard, itp.,
jak w przypadku ekskluzywnych zakładów fryzjerskich, które nieraz noszą nazwę „Alta Peluquería".
Tematyka kursu opisana została w trzystronicowym programie: Cursos de Metodología y Alta
Cultura, Euzko Ikaskuntza, San Sebastián: Librería e Imprenta de la Vda. de Z. Leizaola (1919).
O istnieniu druku wiem z bibliografii, lecz nie zdołałem się z nim zapoznać. Ciekawą impresję
z ówczesnych kontaktów z E. Frankowskim pozostawił jeden z uczestników kursu (Mendoza 1921).
1 7

�24

RYSZARD TOMICKI

U

0ii0.61 - L K T m T r A
ciioi\u-ii\ASkUNTZA
SOCIEDAD D E ESTUDIOS

VASCOS

Eugeniusz Frankowski
SISTEMATIZACIÓN D E L O S R I T O S U S A D 0 5
EN LAS CEREMONIAS POPULARES
C O N F E R E N C I A PRONUNCIADA E N E L SALÓN D E L A FI­
L A R M Ó N I C A D E B I L B A O , E L DÍA 15 D E D I C I E M B R E D E
1919, E N L A I N A U G U R A C I Ó N D E L O S C U R S O S D E M E ­
TODOLOGÍA Y ALTA CULTURA ORGANIZADOS POR LA
S O C I E D A D D E E S T U D I O S V A S C O S Y R E P E T I D A E L 17
D E M A R Z O D E 1920, E N E L A T E N E O D E M A D R I D .

PUBLICACIÓN D E L A S O C I E D A D

Ryc. 2. Karta tytułowa broszury z wykładem Eugeniusza Frankowskiego, wygłoszonym
13 grudnia 1919 r. w Bilbao podczas inauguracji kursów zorganizowanych przez
Towarzystwo Studiów Baskijskich

inauguracji i zamknięciu kursu towarzyszyły wykłady, poświęcone - odpowiednio
- systematyce rytuałów występujących w kulturze ludowej i metodom etnologii,
oba wydane nakładem Towarzystwa w roku następnym (Frankowski 1920a;
1920b; Estornes Zubizarreta 1983, s. 111).
Bardzo interesującym świadectwem, przybliżającym atmosferę otaczającą
Frankowskiego, jest opublikowane wraz z pierwszym wykładem wystąpienie
Ángela de Apraiz, bodaj najważniejszej osobistości we władzach Towarzystwa,
jego głównego ideologa i sekretarza generalnego aż do 1936 roku. Prezentując

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

25

cele przyświecające organizatorom Kursów oraz osobę wybraną do prowadzenia
zajęć z etnografii i etnologii, mówił on do słuchaczy zgromadzonych w sali
Filharmonii w Bilbao:
Było wielkim pragnieniem Towarzystwa Studiów Baskijskich, w końcu zrealizowanym, żeby
[Eugeniusz] Frankowski pobył wśród nas przez dłuższy czas i żeby nam pozwolił - przystając na
inicjatywę dr [Telesforo de] Aranzadi - opublikować któryś z tych nie wydanych skarbów, jakie
posiada, na temat najgłębszych pokładów życia naszego ludu. Ale przede wszystkim, żeby oddał
kulturze baskijskiej nieocenioną przysługę, kształcąc ludzi - tak bardzo jej potrzebnych - na tym
oto kursie, właśnie się zaczynającym, który ma trwać przez cały przyszły tydzień, a swe najlepsze
spełnienie osiągnie w wyprawach badawczych, jakie za kilka miesięcy odbędzie w naszym kraju
Pan Frankowski razem z uczniami, którzy zechcą mu towarzyszyć.
Jestem pewny, że to wystarczy, abyście już teraz okazywali mu swą wdzięczność; potem zdobędzie
wasze uznanie zarówno rzetelnością pracy, jak i nadzwyczajną umysłowością. Od poniedziałku
najlepsi spośród was - młodzież, studenci, nauczyciele i nauczycielki, duchowni i artyści - będą
uczniami szkoły etnografii, zgodnie z pragnieniem naszego Towarzystwa, które jest własnością
wszystkich i wszystkim służy (Apraiz 1920, s. I V - V ) .

Nic nie wiadomo o zapowiadanych przez Apraiza na rok 1920 nowych
badaniach terenowych Frankowskiego w Kraju Basków. Możliwe, że nie doszły
do skutku wobec konieczności dokończenia pracy o stelach nagrobnych i bliskiej
perspektywy wyjazdu z Hiszpanii. Bez echa pozostała też prośba o przygotowa­
nie jakiegoś tekstu dotyczącego tamtejszej kultury ludowej, który chciało wydać
Towarzystwo Studiów Baskijskich.

OKRES M I Ę D Z Y W O J E N N Y

Po powrocie do Polski późną jesienią 1920 roku E. Frankowskiego cał­
kowicie pochłonęły sprawy krajowe. Jego stricte iberystyczne i baskologiczne
zainteresowania zeszły na daleki plan i stan taki trwał do końca lat dwu­
dziestych. Pewna zmiana nastąpiła w 1929 roku, wtedy bowiem po raz pierw­
szy po długiej przerwie odwiedził ponownie Kraj Basków. Według wszelkiego
prawdopodobieństwa była to francuska część tego kraju - Gaskonia.
W odniesieniu do całego okresu międzywojennego posiadamy nadzwyczaj
skąpą wiedzę. Wprawdzie na temat chronologii i miejsca ówczesnych badań
wypowiadano się dość często i zawsze w trybie oznajmującym, jednak z reguły
bez wskazania źródeł i ustosunkowania się do innych wersji. W tej sytuacji za
jedyną wiarygodną wskazówkę uznać należy zapis w sygnowanym życiorysie
z marca 1950 roku, gdzie w części poświęconej „Naukowym badania tereno­
wym i muzealnym" czytamy: „W miesiącach letnich 1929, 1930, 1932, 1935
prowadziłem badania uzupełniające w Kraju Basków w Hiszpanii i Francji".
Mowa jest z pewnością o badaniach terenowych, gdyż osobno wymieniono
prace w muzeach etnograficznych w latach 1922-1938 „podczas wakacji let­
nich". Tutaj Portugalia, Hiszpania i Francja figurują obok Polski, Belgii,

�26

RYSZARD TOMICKI

Holandii, Anglii, Norwegii, Szwecji, Danii, Niemiec, Czechosłowacji, Węgier,
Austrii, Jugosławii, Bułgarii, Grecji, Turcji i Egiptu .
Generalne pytanie, kiedy i na jaki temat prowadzone były badania terenowe
i muzealne w Hiszpanii, Francji i Portugalii przed 1939 rokiem, musi na razie
pozostać otwarte. Dokładniejsze wiadomości mamy natomiast o uczestnictwie
E. Frankowskiego w kongresie baskijskim w 1930 roku. Fakt ten odnotowywano
w polskim piśmiennictwie, lecz konia z rzędem temu, kto na podstawie dotych­
czasowych doniesień ustali prawdziwą datę, nazwę i miejsce kongresu.
Ówczesny dyrektor Muzeum Etnograficznego w Warszawie i kierownik
Instytutu Etnologii na Uniwersytecie Poznańskim spędził rok 1930 na rozjaz­
dach. Jak wiadomo, uczestniczył w I I I Kongresie Słowiańskich Geografów
i Etnografów, 4-17 maja w Jugosławii (Fischer 1930a, s. 200). Następnie wziął
udział w X V Międzynarodowym Kongresie Antropologii i Archeologii Przed­
historycznej, połączonym z I V Sesją Międzynarodowego Instytutu Antropo­
logicznego, 21-30 września w Portugalii (Abramowicz 1991, s. 132-133;
Congresso 1931, s. 15, 28). Wcześniej, 28 sierpnia - 7 września, miał ponadto
reprezentować Polskę na I I Międzynarodowym Kongresie Sztuki Ludowej
w Belgii. Tam jednak nie dojechał; bawił za to w Hiszpanii .
Na ile można obecnie odtworzyć chronologię wydarzeń, miały one na­
stępującą kolejność. Najprawdopodobniej wkrótce po powrocie z Jugosławii
(maj 1930) Frankowski wyjechał do Hiszpanii na zaproszenie Pierre'a Parisa,
dyrektora Institut Français d'Espagne w Madrycie, i spędził w tym kraju
„kilka cudownych miesięcy [...] okres roku najbardziej upalny" (Frankowski
1931, s. 248). Czy to w Madrycie, czy gdziekolwiek akurat się znajdował,
dotarło do niego zaproszenie na V Kongres Studiów Baskijskich, mający się
odbyć 31 sierpnia - 8 września 1930 roku w mieście Vergara (prow. Guipúzcoa).
Frankowski przyjął zaproszenie i z powodu kolizji terminów musiał zrezygnować
z wyjazdu do Belgii. Po kongresie baskijskim zdążył natomiast udać się do
Portugalii. Stamtąd wrócił do Hiszpanii i jeszcze na początku października był
w Madrycie . Jak długo tam pozostał, nie wiadomo.
18

19

20

1 8

PME-MF: Życiorys Eugeniusza Frankowskiego, Poznań, 111-1950. W kwestii badań w Kraju
Basków podobną informację podał leksykon S. Łozy (1938, s. 180): „W 1929-1935 prowadził
badania w kraju Basków hiszpańskich", chociaż określenie terenu badań - wykluczające Francję
- j e s t mylące. Także W. Armon (1962, s. 156) pisał o powrocie Frankowskiego do zagadnień
iberystyki „w latach 1929-1935, kiedy w miesiącach letnich badał Basków". W późniejszym okresie
autor ten twierdził, że Frankowski kontynuował badania nad Baskami „głównie w miesiącach let­
nich w latach 1929-1930, 1932-1933, 1935, 1937-1938", zarówno w Hiszpanii, jak i Francji, przy
której dodał: „np. 1933" (Armon 1981, s. 26). Inne wersje, nie zawsze wspominające Basków,
a czasem obejmujące także Portugalię, podają: Wolski 1962, s. 249; Kutrzeba-Pojnarowa 1963, s. 431;
Dziekoński 1963, s. 564. Tarko 1987, s. 30.
Zob. sprawozdanie A . Fischera (1930b, s. 206). Mylił się M . Tarko (1987, s. 50, przyp. 19)
utrzymując, że na kongresie w Belgii „Frankowski wygłosił referat Sztuka ludowa w dawnych
i współczesnych widowiskach obrzędowych i teatralnych".
3 października 1930 roku w Madrycie datowana jest dedykacja na ofiarowanej mu odbitce
artykułu José Royo y Gómeza, El torno del Tajo en Toledo, Madrid 1929 (egzemplarz w zbiorach
prywatnych RT).
1 9

2 0

�27

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

Podstawowym źródłem wiedzy o V Kongresie Studiów Baskijskich jest
publikacja kongresowa, wydana dopiero w 1934 roku . Oprócz referatów,
wygłoszonych w trakcie sesji naukowej, zawiera ona szczegółową, bogato
ilustrowaną kronikę różnorodnych wydarzeń i imprez towarzyszących.
Zwyczajowo kongres był monotematyczny, tym razem poświęcono go sztuce
ludowej. Oficjalne otwarcie, uświetnione obecnością infanta Don Fernando,
nastąpiło w niedzielę, 31 sierpnia, przed południem. Tego samego dnia,
o godz. 20°°, zainicjowano cykl wystąpień naukowych. Zaszczyt ten przypadł
„znakomitemu polskiemu etnologowi", który wystąpił - jak odnotowano
w kronice - przed bardzo licznym audytorium (Congreso 1934, s. X X X ) . Referat
nosił tytuł Cuestiones generales acerca del arte popular vasco (Uwagi ogólne
o baskijskiej sztuce ludowej).
Tekst jest ciekawy z kilku powodów. Po pierwsze, pozwala stwierdzić, że
wspomniane wcześniej badania z 1929 roku musiały mieć miejsce we francu­
skiej części Kraju Basków, skoro Frankowski mówił w Vergarze:
21

Przyjąłem to zaproszenie z wielką radością, gdyż daje mi ono okazję do odnowienia dawnych
przyjacielskich więzi, jakie łączyły mnie z wieloma entuzjastami kultury narodu baskijskiego. Poza
tym pozwala mi znowu, po dziesięcioletniej nieobecności, przyjrzeć się na miejscu postępom
dokonanym w tej dziedzinie i podziwiać je (Frankowski 1934, s. 3).

Po drugie, tekst wyjaśnia okoliczności rezygnacji z kongresu w Belgii, gdyż
autor - mówiąc o nasilonym w ostatnich latach zainteresowaniu sztuka lu­
dową - stwierdził:
Przed kilkoma laty [w 1928 - RT] odbył się pierwszy Międzynarodowy Kongres Sztuki Ludowej
w Pradze. W roku bieżącym, w tej samej chwili, gdy toczą się obrady piątego Kongresu Studiów
Baskijskich poświęconego zagadnieniom sztuki ludowej, trwa drugi Międzynarodowy Kongres
w Belgii, w Antwerpii. Miałem zaszczyt być wyznaczony przez rząd mego kraju do udziału w nim
jako oficjalny przedstawiciel Polski. Oba kongresy odbywają się w jednym tygodniu. I ja wy­
brałem ten, który bardziej mnie interesuje i jest bliższy memu sercu (Frankowski 1934, s. 4).

Po trzecie, zasadnicza część referatu bynajmniej nie dotyczyła bezpośred­
nio baskijskiej sztuki ludowej, lecz poświęcona była prezentacji własnych po­
glądów na sztukę w ogóle, a w tym kontekście w szczególności na sztukę
ludową i sposoby jej badania. W istocie był to szkic teorii formy i emocji
w sztuce, pokrywający się z różnymi partiami opublikowanej wkrótce potem
w Polsce Sztuki ludowej (Frankowski 1932).
Po czwarte, tekst przynosi cenną informację o wykorzystywaniu materiałów
iberyjskich w innych opracowaniach, powstających w okresie międzywojennym:
W maju tego roku - mówił Frankowski - na drugim [sic!] Kongresie Etnografów Słowiańskich,
odbytym w Jugosławii, przedstawiłem referat o pewnych reliktach kulturowych u ludów, które
2 1

Jak się zdaje, żaden z moich poprzedników nie miał tej publikacji w rękach, co sprawiło, że
wszystkie bez wyjątku doniesienia na temat kongresu i udziału w nim E. Frankowskiego zawierają
poważne błędy. Nie ustrzegł się ich także J.M. Gómez Tabanera (1994, s. 331), umiejscawiając
kongres w San Sebastian zamiast w Yergarze.

�28

RYSZARD TOMICKI
22

uratowały się z potopu spowodowanego napływem Indoeuropejczyków . Między innymi, miałem
okazję mówić o baskijskich i kaukaskich layas, a także o skrzyżowaniu się podobnego do nich
narzędzia do uprawy roli z typem bardziej nowoczesnym, przystosowanym do zaprzęgu, na
wschodnim wybrzeżu Morza Bałtyckiego (Frankowski 1934, s. 17).

Po piąte, w tekście zajmującym (łącznie z ilustracjami) piętnaście stron
druku i podzielonym śródtytułami na kilka części, nieco ponad dwie strony
objęto śródtytułem „Sztuka ludu baskijskiego". Kryje się pod nim bardzo
interesujący zbiór refleksji i uwag nie tyle nawet o samej sztuce, ile o specyfice
kulturowej Kraju Basków oraz roli i zadaniach etnografów i etnologów w roz­
wiązywaniu tzw. problemu baskijskiego. Jeśli chodzi o sztukę, warto tu przy­
toczyć jedną opinię:
[...] aby móc mówić o sztuce ludu baskijskiego, konieczna jest znajomość jego życia we wszystkich
przejawach. Przed naszymi oczami musi się przewijać długi i bogaty w treści film o jego życiu.
Pozwoli on nam odkryć dwa autonomiczne cykle - jeden osobniczy, w który wyraża się istnienie
każdego pojedynczego człowieka [...], a drugi kolektywny, cykl roczny, w którym uczestniczą
wszyscy członkowie danej społeczności, odgrywając swoje role w grupach wiekowych i grupach
statusu, do jakich należą.
Wokół tych dwóch cyklów skupia się całe życie zbiorowe i indywidualne. Z nimi powiązane
są wszystkie rytuały i obyczaje ludu oraz jego sztuka. W zależności od stylu życia, określanego ze
swej strony przez warunki antropogeograficzne środowiska, zwyczaje obu wspomnianych cyklów
będą ulegać zróżnicowaniu [...]. Rolnictwo, pasterstwo i rybołówstwo to trzy główne zajęcia ludu
baskijskiego, a zarazem trzy różne pola eksterioryzacji jego sztuki (Frankowski 1934, s. 15-16).

Gdy czyta się te słowa, mając w pamięci wykaz opracowań zniszczonych
w 1944 roku, narzuca się myśl, że wiele, jeśli nie większość z owych prac była
realizaqą zarysowanego na kongresie w Vergarze projektu badawczego. Zapewne
powstawały one w ostatniej przewojennej dekadzie, gdyż nie ulega kwestii, że
badania we Francji w 1929 roku i pobyt w Hiszpanii w roku następnym
zapoczątkowały renesans iberystycznych studiów Frankowskiego. Świadectwem
są pojawiające się znowu duże publikacje z tego zakresu, zwłaszcza Regiony
Hiszpanii (1933), nawiasem mówiąc - dostarczone baskijskim przyjaciołom
i odnotowane przez nich w bardzo pochlebnym tonie (Garmendia 1933).

OKRES POWOJENNY

Ani niepowetowane straty czasu wojny, ani późniejsza konieczność po­
święcenia się głównie odbudowie zrujnowanych uczelni i muzeów nie skłoniły
E. Frankowskiego do zarzucenia dawnych zainteresowań. Istnieje na to wiele
dowodów, chociaż w latach 1945-1962 nie powstały już - jak się zdaje - żadne
nowe opracowania iberystyczne czy baskologiczne. Jedynym wyjątkiem, o ja­
kim wiadomo, był pewien referat, stanowiący ciekawą i nierozwiązaną do dziś
2 2

Mowa o referacie „Pochodzenie sochy nadbałtyckiej", wygłoszonym nie na drugim, lecz na
trzecim Kongresie Słowiańskich Geografów i Etnografów (Fischer 1930a, s. 200).

�IBÉRICA FRANKOWSCIAN A

29

zagadkę. Pierwszy poinformował o nim W. Armon w nawiązaniu do relacji
M . Frankowskiej o pracach zniszczonych w 1944 roku:
po wojnie E. Frankowski częściowo zrekonstruował swoją pracę o „arguisayolas", tzn. przygoto­
wał referat po baskijsku pt. Euskerasko argizaielak eta argiolak na V I Kongres Studiów Baskologicznych w Biarritz w 1948 r. Niestety, profesor z przyczyn od niego niezależnych nie mógł
się na ten kongres wybrać i nie wiadomo nawet, czy referat ten był odczytany, natomiast
wiadomo, że prace Kongresu nie zostały opublikowane (Armon 1981, s. 30).

Podobną wiadomość ogłosił później M . Tarko (1987, s. 47-48), według
którego był to referat „oparty na wynikach badań nad wierzeniami baskijskimi
pt. Euske rasko argizajolak eta argiolak (Baskijskie deski nagrobne), przygo­
towany na V I Kongres Studiów Baskijskich Eusko-Ikaskuntza w Bayonne
w 1948 r." T u autor podał odsyłacz do dokumentów z archiwum Uniwersytetu
im. A. Mickiewicza (sygn. 126/41/16) .
Dokumenty bywają mylące, nawet jeśli widnieje na nich podpis osoby,
której dotyczą, a nieraz kryją dodatkowo prawdziwe pułapki. Błąd, od którego
wypada rozpocząć komentarz do przytoczonych doniesień, pojawia się również
w archiwalnych dokumentach. Otóż Kongres Studiów Baskijskich, o którym
mowa, nie mógł być szóstym z kolei, gdyż ten odbył się w 1934 roku w Bilbao.
Siódmy, przygotowany na rok 1936, został odwołany z powodu wybuchu
w Hiszpanii wojny domowej, która niebawem spowodowała też zawieszenie
działalności Eusko Ikaskuntza, czyli Towarzystwa Studiów Baskijskich (Estomes
Zubizarreta 1983), reaktywowanego dopiero w 1978 roku (Estornes Zubizarreta
1994). We Francji, w latach czterdziestych, istniały natomiast baskijskie organiza­
cje i instytucje emigracyjne, wśród nich - działający na polu nauki Ikuska
Giza-Ikaskuntza/Baskijski Instytut Badawczy, założony w 1946 roku przez Jose
Miguela de Barandiarana (Arregi Azpeitia 1994), oraz Eusko Ikaskuntza
Lagunartea/Międzynarodowe Towarzystwo Studiów Baskijskich, któremu od
1947 roku także przewodniczył Barandiaran. W środowisku tym usiłowano
podtrzymać tradycję Kongresów Studiów Baskijskich. Do skutku doszły tylko
dwa - V I I w Biarritz (1948) i V I I P w Bayonne (1954), ten ostatni już po
powrocie Barandiarana do Hiszpanii (1953).
Szczęśliwym trafem zachowały się dwa listy J.M. de Barandiarana do
E. Frankowskiego wyjaśniające okoliczności wznowienia kontaktów między nimi
po I I wojnie. Treść listów, których transkrypcję i tłumaczenie podaję w Aneksie,
mówi sama za siebie, ale dla porządku stwierdzić należy, co następuje.
List wcześniejszy, pisany 20 sierpnia 1948 roku w Brukseli, to mały karteluszek, zapełniony kilkoma pospiesznymi zdaniami w trakcie obrad I I I Międzyna­
rodowego Kongresu Nauk Antropologicznych i Etnologicznych, na co wskazuje
wzmianka o ks. prof. Bolesławie Rosińskim, jednym z kilku uczestniczących
23

0

2 3

W aktach oznaczonych podaną sygnaturą znajduje się m. in. sygnowany Wykaz prac
drukowanych Prof. dr Eugeniusza Frankowskiego, Poznań, 1 I I I 1950, w którym - pod nr 53
- widnieje zapis: „Euskerasko argizaiolak eta argiolak /Na V I Kongres Studiów Baskijskich,
Eusko-Ikaskuntza w Bayonne/, 1948".

�30

RYSZARD TOMICKI
24

w kongresie Polaków (Tuwanówna 1948, s. 480) . Powyższy wniosek znajduje
pełne potwierdzenie w liście drugim, datowanym 23 sierpnia 1948 roku w Bayonne (Francja) i mającym bardziej oficjalny charakter. Napisano go na papierze
z nadrukiem: V I Congrès d'Études Basques, zawierającym błędną liczbę po­
rządkową, którą „przebito" maszynową czcionką na V I I . Do listu załączony
był francuskojęzyczny druk informacyjny z identycznym błędem (tym razem
nie poprawionym). Stąd zapewne wzięła się późniejsza omyłkowa numeracja
kongresu, powtarzająca się i w archiwaliach, i w poświęconych Frankowskiemu
publikacjach. Najważniejsze w obu listach jest wszakże co innego. Barandiarán
serdeczne zapraszał odnalezionego po latach kolegę do udziału w V I I Kongresie
Studiów Baskijskich, zwołanym na 12-19 września 1948 roku w Biarritz,
i zachęcał do przygotowania referatu na dowolny baskijski temat.
Z pewnością w odpowiedzi na to właśnie zaproszenie powstał tekst po­
święcony argizaiolak (podaję tu poprawną nazwę baskijską w liczbie mnogiej;
w shispanizowanej postaci przybiera ona formę argizaiolas). Praca nie była
całkiem nowa. Wiadomo, że Frankowski zaczął gromadzić materiały doty­
czące owych oryginalnych „świeczników" latem 1917 roku. Wspomina się
o nich w omawianym wcześniej protokóle z posiedzenia Królewskiego Hisz­
pańskiego Towarzystwa Historii Naturalnej, gdy mowa o rezultatach badań
nad zwyczajami i wierzeniami związanymi ze śmiercią:
o

o

Szczególne znaczenie ma [...] bogata kolekcja około 50-ciu naturalnej wielkości rysunków argi­
zaiolas [...], będących deskami o długości od 30 do 50 cm., w licznych przypadkach artystycznie
rzeźbionymi, przedstawiającymi ludzkie postaci, które to deski okręca się i owija woskowymi
świecami [Boletín 1917, s. 456].

Dwa lata później materiały polskiego badacza podziwiał i wychwalał
Á. de Apraiz (1919, s. VI), on sam zaś wymienił wtedy studium „Argizaiolas
vascas" jako jedno z czterech, będących w przygotowaniu (Frankowski 1919).
Nie doczekało się ono publikacji. Zgodnie ze świadectwem M . Frankowskiej,
gotowy artykuł na ten temat uległ zniszczeniu w 1944 roku.
W jakim stopniu możliwa była rekonstrukcja opracowania, choćby częś­
ciowa, w roku 1948? Czy wojenny kataklizm oszczędził jakąś część dokumen­
tacji, która ułatwiłaby rekonstrukcję? Pewne jest - jak słusznie stwierdził
W. Armon - że Frankowski do Biarritz nie wyjechał, a materiałów kongreso­
wych nie wydano. Jedyny napisany po wojnie tekst iberystyczno-baskologiczny
przepadł bez śladu, tak jakby powstał w jednym egzemplarzu (wysłanym na
kongres), bez brudnopisów i kopii, chociaż inny niepublikowany referat z tego
samego roku zachował się w dwóch wersjach i paru kopiach .
25

2 4

J.M. de Barandiaran wygłaszał podczas tego kongresu referat o aktualnym stanie badań
prehistorycznych w Kraju Basków (Comas 1956, s. 198).
Mam na myśli referat „Stan i zadania etnografii polskiej", wygłoszony podczas X X I I I Walnego
Zgromadzenia Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, 9-10 kwietnia 1948 w Krakowie (zob.
Dfelimat] 1948, s. 452), a następnie przeredagowany i datowany ostatecznie 5 maja 1948 roku
(obie wersje z kopiami w zbiorach prywatnych RT).
2 5

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

31

Nie można przewidzieć, co w przyszłości ujawnią zasoby archiwalne, te
nieuporządkowane, i być może te jeszcze niedostępne. Dopóki nie uzyskamy
nowych źródeł wiedzy, wiele kwestii związanych z zaginionym tekstem pozo­
stanie zagadką. Po pierwsze, zaproszenie Barandiarana nadeszło bardzo późno,
pozostawiając Frankowskiemu najwyżej dwa tygodnie na przygotowanie refera­
tu. Czyżby tekst istniał w jakiejś postaci już wcześniej? A może został wysłany po
terminie, z nadzieją na druk w materiałach kongresowych? Po drugie, zastanawia
wybór języka baskijskiego jako konferencyjnego medium i to na przekór
sugestiom Barandiarana, który proponował przede wszystkim francuski lub
ewentualnie hiszpański. Wbrew pozorom, posługiwanie się euskerą nie było
konieczne, żeby „korespondować z uczonymi baskijskimi oraz samodzielnie
prowadzić badania terenowe wśród Basków" (Armon 1981, s. 26), a pod­
czas naukowych kongresów wystąpienia w tym języku były prawdziwą rzad­
kością. Możliwe jednak, że w zamyśle autora tekst miał być czymś więcej niż
zwykłym referatem. Po trzecie, duży kłopot stanowi tytuł, znany z różnych
źródeł w zasadniczo jednakowej postaci: Euskarazko argizaiolak eta argiolak .
Konsultacja dokonana w Towarzystwie Studiów Baskijskich w San Sebastian
wykluczyła możliwość sensownego odczytania pierwszego wyrazu (znaczą­
cego „po baskijsku, w euskera") w powiązaniu z pozostałymi. Zasugero­
wano jako prawdopodobną wersję Euskal argizaiolak eta argiolak („Baskijskie
argizaiolak i świece wotywne") . Skąd ów błąd i jaki tytuł nosił faktycznie tekst
posłany Barandiaranowi?
Na koniec krótkiego komentarza wymaga postawione wyżej pytanie: czy
referat mógł być oparty na ocalałych, choćby szczątkowych materiałach?
Domniemanie, że jakimś cudem uniknęła zagłady część dokumentacji z badań
terenowych na Półwyspie Iberyjskim i w Gaskonii, brzmi jak pobożne życzenie.
To prawda. Mimo wszystko, możliwości takiej nie należy z góry wykluczać.
Pierwszą, bardzo wątłą poszlaką w tej sprawie są dwie prywatne fotografie,
wykonane w Hiszpanii przed rokiem 1920 i zachowane oddzielnie w spuściznach
E. Frankowskiego i M . Frankowskiej . Nie są one zresztą jedynymi prywatnymi
zdjęciami, jakie przetrwały wojnę. Słabość poszlaki jest oczywista, istnieje
bowiem bardzo duże prawdopodobieństwo, że fotografie zostały wyniesione
z Warszawy jesienią 1944 roku, podobnie jak spora liczba przedwojennych,
osobistych dokumentów zachowanych w jednej lub drugiej spuściźnie. Takie
rzeczy zazwyczaj zabierali ze sobą ludzie, którzy opuszczając Warszawę nie
wiedzieli czy kiedykolwiek wrócą do swych domów.
26

27

28

2 6

Zob. też PME-MF, Materiał do odpowiedzi na ankietę I Kongresu Nauki (rkpis sprzed 1951 r.).
Konsultacji udzieliła mi za pośrednictwem poczty elektronicznej p. Eva Nieto (Eusko Ikaskuntza,
eu-sev @ sc.ehu.es).
W Polsce dotychczas ich nie publikowano, niemniej jednak były znane. Jedna z fotografii
ilustruje szkic biograficzny autorstwa M . Frankowskiej, włączony do reedycji Hórreos... z 1986 roku,
druga ilustruje biogram E. Frankowskiego w monumentalnej Enciclopedia General Ilustrada del País
Vasco (Arozamena Ayala 1982) oraz historię Towarzystwa Studiów Baskijskich pióra Idoii Estornés
Zubizarrety (1983, s. 112). Reprodukcję pierwszej z nich zamieszczam w niniejszym artykule (ryc. 1).
2 7

2 8

�32

RYSZARD TOMICKI

Poszlaką drugą, o wiele poważniejszą, jest ocalona z wojennej pożogi
cząstka iberystycznego księgozbioru E. Frankowskiego, obejmująca niektóre
publikacje z lat 1914-1920, a także późniejsze, często opatrzone dedykacjami,
zaświadczającymi niezawodnie o ich pochodzeniu. Jakkolwiek to, co się za­
chowało, stanowi nikły w istocie ułamek dawnej iberystycznej biblioteki, nie­
mniej jednak gdzieś, bliżej nieznanym sposobem uniknęły zniszczenia odbitki
własnych artykułów, parę książek i numerów czasopism, prace kilku hiszpań­
skich i portugalskich znajomych i przyjaciół.
Trzecią poszlaką, a zarazem ogromną niespodzianką, są odnalezienie wśród
archiwaliów przechowywanych w PME w Warszawie trzy fotografie wykonane
przez E. Frankowskiego w 1916 roku w Fuenterrabia (prow. Guipúzcoa). Jak już
miałem okazję wspomnieć, wszystkie przedstawiają - w różnych ujęciach - ubiór
tzw. sorory. Dokładniej rzecz biorąc, są to pozytywowe odbitki przeznaczone dla
archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, opisane w 1952 roku przez
osobę dysponującą informaqami uzyskanymi od autora fotografii. Samo pośred­
nictwo, jak również czas powstania opisu, nie pozwalają wprawdzie wykluczyć
jakiejś omyłki, na przykład w datowaniu, ale ewentualny błąd nie mógł być zbyt
wielki. Nie ma więc wątpliwości, że przynajmniej te trzy fotografie, dokumentu­
jące badania z lat 1914-1920, przetrwały wojnę w postaci pozytywów i/lub
negatywów, z których później wykonano odnalezione odbitki. W chwili obecnej
niewiele więcej można na ten temat powiedzieć. Ewentualność, że unikatowe
fotografie należały do większego zbioru, dostępnego jeszcze w latach pięćdziesią­
tych, potem zaś zaginionego lub po prostu zapomnianego, jest niezwykle
kusząca. Trwające poszukiwania powinny tę kwestię wyjaśnić.
Co jeszcze zawierają archiwa? Umiarkowanym optymizmem napawa fakt,
że systematyczna kwerenda została dopiero zapoczątkowana.
Warszawa - Casa Nuria, maj-czerwiec 2000 r.

�33

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

ANEKS
Listy José Manuela de Barandiárana do Eugeniusza Frankowskiego z 1948 r. (Archiwum Pań­
stwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, spuścizna Eugeniusza Frankowskiego, mate­
riały nieuporządkowane)
I
Bruxelles, 20 de agosto de 1948
Sr. Frankowski (Eugeniusz)
Varsovia
M i distinguido amigo:
Después de tantos anos en que no he sabido ninguna noticia de V., ahora el Prof. Rosiński
me ha informado de Vd. que continúa en Varsovia. Estas noticias me han llenado de alegría.
Del 12 al 19 del próximo mes de Septiembre se celebrará el V I I Congreso de Estudios Vascos.
Mucho nos honraría un trabajo de V. en la sección de Etnología y mucho más la presencia de V d .
como en el Congreso de Estudios Vascos de Vergara. Nous vous payerions los gastos, si viniese
a darnos una pequeña conferencia. Le saluda su atte. s. y a.
29

José Miguel de Barandiarán

*
Bruksela, 20 sierpnia 1948 r.
Pan Frankowski (Eugeniusz)
Warszawa
Wielce Szanowny Przyjacielu:
Po tylu latach, podczas których nic o Panu nie wiedziałem, teraz prof. Rosiński poinfor­
mował mnie, że jest Pan nadal w Warszawie. Wiadomości te sprawiły mi ogromną radość.
W dniach od 12 do 19 najbliższego września odbędzie się V I I Kongres Studiów Baskijskich.
Dużym zaszczytem byłby dla nas Pański tekst do sekcji etnologicznej, a jeszcze większym Pana
obecność, tak jak na Kongresie Studiów Baskijskich w Vergarze. Nous vous payerions koszty, jeżeli
przyjedzie Pan dać nam jakiś mały odczyt. Z pozdrowieniami, Pański oddany sługa i przyjaciel
José Miguel de Barandiarán
II
V I I Congrés d'Études Basques
Secretariat:
5, Place Louis-Pasteur

Bayonne, le 23 Aout 1948

Sr. Don Eugeniusz Frankowski
POZNAŃ
M i distinguido amigo:
Hace mucho tiempo que había perdido mi contacto con usted hasta el punto de ignorar la
dirección para poder reanudar nuestras antiguas relaciones. Ahora, con motivo del Congreso de
2 9

Ks. Bolesław Rosiński (1884-1964), antropolog fizyczny, w 1948 r. profesor Uniwersytetu
Warszawskiego (zob. Brzozowski 1989-1991).

�34

RYSZARD TOMICKI

Antropología y Etnologia que hemos celebrado en Bruselas, varios polacos que han asistido
a dicha asamblea me han enterado de que Vd. está de profesor en esa Universidad de Poznan.
Esto me ha animado a escribirle unas líneas a fin de informarle a Vd. de que en el próximo mes
de septiembre (del 12 al 19) se celebra el V I I Congreso de Estudios Vascos, en Biarritz. Es la
Sociedad Internacional de Estudios Vascos quien organiza este Congreso. Como presidente que
soy de dicha sociedad me es grato invitarle a Vd. a que nos envíe alguna comunicación relativa
a alguno de los temas vascos sobre los cuales Vd. hizo no pocos estudios. Su trabajo nos honraría
a todos y no puede Vd. figurarse la alegría con que sería acogido por los congresistas. Podía V d .
hacer su trabajo en lengua francesa o, si lo prefiere, en la española. Le invito además a que asista
Vd. personalmente a nuestro congreso de Estudios Vascos y así podría V d . leernos su trabajo,
largo o corto, como conferencia general en el Congreso. En caso de que viniera Vd. a Biarritz, los
gastos de su alojamiento durante los días del Congreso correrían de nuestra cuenta
A ver, pues, si se anima Vd. a venir a esta nuestra tierra que le dará a Vd. ocasión de renovar
las impresiones ya antiguas de sus andanzas por acá.
Esperando será bien acogida mi invitación, quedo de Vd. atto. servidor y amigo
o

José Miguel de Barandiarán
Presidente de la Sociedad
Internacional de Estudios Vascos.

*
V I I Congrés d'Études Basques
Secrétariat:
5, Place Louis-Pasteur

Bayonne, le 23 Aout 1948

Pan Eugeniusz Frankowski
POZNAŃ
Wielce Szanowny Przyjacielu:
Minęło wiele czasu odkąd straciłem kontakt z Panem do tego stopnia, że nie znałem nawet
adresu, aby m ó c wznowić nasze dawne stosunki. Obecnie, przy okazji Kongresu Antropologii
i Etnologii, który odbyliśmy w Brukseli, dowiedziałem się od uczestniczących w tym zgromadze­
niu Polaków, że jest Pan profesorem na Uniwersytecie Poznańskim. To zachęciło mnie do
napisania paru słów, aby powiadomić Pana, że w najbliższym miesiącu wrześniu (od 12 do 19)
odbywa się V I I Kongres Studiów Baskijskich w Biarritz. Organizatorem Kongresu jest Między­
narodowe Towarzystwo Studiów Baskijskich. Jako aktualny przewodniczący Towarzystwa, mam
przyjemność zaprosić Pana do przesłania nam referatu na jeden z tematów baskijskich, których
badaniu poświęcił Pan niemało czasu. Pański tekst byłaby dla nas wszystkich zaszczytem i nie
wyobraża Pan sobie radości z jaką zostanie przyjęty przez uczestników kongresu. Mógłby Pan
przygotować swoją pracę w języku francuskim albo, jeśli Pan woli, po hiszpańsku. Zapraszam
Pana także do osobistego udziału w naszym Kongresie Studiów Baskijskich, wtedy bowiem
mógłby Pan odczytać nam swój tekst, większy czy mniejszy, jako wykład na posiedzeniu plenar­
nym Kongresu. Jeśli Pan przyjedzie do Biarritz, koszty zakwaterowania w czasie trwania Kon­
gresu zostaną pokryte przez nas.
M a m nadzieję, że zdecyduje się Pan przybyć do naszego kraju, co stworzy okazję do od­
nowienia dawnych już wrażeń z Pańskich wędrówek po tej ziemi.
Oczekując życzliwego przyjęcia mego zaproszenia, pozostaję Pana oddanym sługą i przyjacielem
José Miguel de Barandiarán
Przewodniczący Międzynarodowego
Towarzystwa Studiów Baskijskich

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

35

LITERATURA
A f r o z a m e n a ] A [ y a l a ] A . 1982, Frankowski Eugeniusz, [w:] Enciclopedia General Ilustrada
del País Vasco. Cuerpo A. Diccionario Enciclopédico Vasco, vol. X I V , San Sebastián, s. 158.
A b r a m o w i c z A . 1991, Historia archeologii polskiej. XIX i XX wiek, Warszawa-Łódź.
A g u i r r e B a z t á n , 1986, Etnografía y folklore en el País Vasco y Navarra, [w:]. Á. Aguirre Baztán
(ed.), La antropología cultural en España. Un siglo de antropología, Barcelona, s. 107-131.
A p r a i z Á. de 1920, Discurso preliminar, [w:] Frankowski 1920a, s. I - V .
A r m ó n W. 1962, Eugeniusz Frankowski, Z Otchłani Wieków, R. 28, z. 2, s. 155-157.
- 1981, Eugeniusz Frankowski (1884-1962) jako badacz Półwyspu Iberyjskiego, [w:] Pol­
skie badania obcych kultur ludowych. Materiały z konferencji we Wrocławiu w dniach 25-26
listopada 1978 r., Wrocław, s. 23-31.
A r r e g i A z p e i t i a G. 1994, Ikuska. Giza-Ikaskuntza, Instituto Vasco de Investigaciones, I n ­
stituí Basque de Recherches (Sare, Basses-Pyrénées, Francia, 1946-1951), [w:] Ortiz
García, Sánchez Gómez (eds.) 1994, s. 398-399.
B a r a n d i a r á n I r i z a r L . de 1989, Cartas a José Miguel de Baradiarán (Primera etapa,
1915-1936), prólogo de J. Caro Baroja, Donostia/San Sebastián.
- 1992, Barandiarán. Patriarca de la cultura vasca, Madrid.
Boletín 1917, Boletín de la Real Sociedad Española de Historia Natural, t. 17 (8).
B r z o z o w s k i S.M. 1989-1991, Rosiński Bolesław, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 32, Wrocław-Warszawa-Kraków, s. 89-92.
B u r s z t a J., F r a n k o w s k a M . 1981, Frankowski Eugeniusz, [w:] Wielkopolski słownik bio­
graficzny, Warszawa-Poznań, s. 186-187.
C o m a s J. 1956, Historia y bibiiografía de los Congresos Internacionales de Ciencias Antropológi­
cas: 1865-1954, México.
Congreso 1934, V Congreso de Estudios Vascos. Recopilación de los trabajos de dicho Congreso,
celebrado en Vergara del 31 de Agosto al 8 de Septiembre de 1930 acerca de temas de Arte
Popular Vasco, San Sebastián.
Congresso 1931, O X V Congresso Internacional de Antropologia e Arqueología Prehistórica
em Coimbra e Porto, Trabalhos da Sociedade Portuguesa de Antropologia e Etnologia,
t. 5(1), s. 5-35.
C o r r e i a V . - patrz V. C. 1917
D [ e l i m a t ] T. 1948, Wyciąg protokółu z X X I I I Walnego Zgromadzenia Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego, Lud, t. 38:1947 (wyd. 1948), s. 451-457.
D z i e k o ń s k i T. 1963, Prof. dr Eugeniusz Frankowski, Lud, t. 48: 1962 (wyd. 1963), s. 563-570.
E g u r e n E. de 1922, El hórreo en el País Vasco, Revue Internationale des Études Basques, 1.13,
s. 102-106.
E s t o r n é s Z u b i z a r r e t a I . 1983, La Sociedad de Estudios Vascos. Aportación de Eusko-Ikaskuntza a la cultura vasca (1918-1936), Bilbao.
- 1990, La construcción de una nacionalidad vasca: el autonomismo de Eusko-Ikaskuntza
(1918-1931), San Sebastián.
- 1994, Sociedad de Estudios Vascos. Eusko-Ikaskuntza (País Vasco y Navarra,
1918-1936; 1978- ), [w:] Ortiz García, Sánchez Gómez (eds.) 1994, s. 649-652.
F e r n á n d e z de l a P u e n t e y G ó m e z F'. 1953, Condecoraciones españolas. Ordenes, cruces
y medallas civiles, militares y nobiliarias, Madrid.
F i s c h e r A . 1930a, I I I Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów w Jugosławii 1930, Lud,
t. 29, s. 198-201.
- 1930b, I I Międzynarodowy Kongres Sztuki Ludowej, Lud, t. 29, s. 206-209 [podpisane A.FJ.
F r a n k o w s k a M . 1973, Etnografia polska po I I wojnie światowej (1945-1970), [w:] M . Terlecka
(red.), Historia etnografii polskiej, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, s. 193-270.
- 1986, Semblanza biográfica de Eugeniusz Frankowski (1884-1962), [w:] Frankowski 1986,
s. 16-24.

�36

RYSZARD TOMICKI

F r a n k o w s k i E. 1916, Estudios etnológicos: Los signos quemados y esquilados sobre los animales
de tiro de la Península Ibérica, Madrid (Memorias de la Real Sociedad Española de
Historia Natural, T.X, Memoria 5 , s. 267-310).
- 1918a, Hórreos y palafitos de la Península Ibérica, Madrid (Junta para Ampliación de
Estudios e Investigaciones Científicas, Comisión de Investigaciones Paleontológicas y Prehistóricas, Memoria núm. 18).
- 1918b, As cabaceiras de sepultura e as suas transformacoes, Lisboa (odb. z Terra Portuguesa, 1918, nr 25-26).
- 1919, Polonia y su misión en Europa, Madrid.
- 1920a, Sistematización de los ritos usados en las ceremonias populares. Discurso preliminar por Á. de Apraiz, San Sebastián.
- 1920b, Los métodos de la etnología, San Sebastián.
- 1920c, Estelas discoideas de la Península Ibérica, Madrid (Junta para Ampliación de
Estudios e Investigaciones Científicas, Comisión de Investigaciones Paleontológicas y Prehistóricas, Memoria núm. 25).
- 1925, Hiszpanka, Naokoło Świata, nr 16, szpalty 85-116.
- 1928, Eugeniusz Frankowski [szkic autobiograficzny i bibliografia], [w:] Kronika Uniwer­
sytetu Poznańskiego za rok szkolny 1927/28..., Poznań, s. 109-113.
- 1932, Sztuka ludowa, [w:] Wiedza o Polsce. T. I I I , Warszawa, s. 345-416.
- 1933, Regiony Hiszpanii, Poznań.
- 1934, Cuestiones generales acerca del arte popular vasco, [w:] V Congreso de Estudios Vascos.
Recopilacifn de los trabajos de dicho Congreso, celebrado en Vergara del 31 de Agosto al 8 de
Septiembre de 1930 acerca de temas de Arte Popular Vasco, San Sebastián, s. 3-17.
- 1986, Hórreos y palafitos de la Península Ibérica, ed. de J. M . Gómez Tabanera, Madrid.
- 1989, Estelas discoideas de la Península Ibérica, ed. de J. M . Gómez Tabanera, Madrid.
G a r m e n d i a P. 1933, [Rec.:] E. Frankowski, Regiony Hiszpanii, Poznań 1933, Revista Inter­
nacional de los Estudios Vascos, Ano 27, t. 24 (3), s. 497.
G ó m e z T a b a n e r a J . M . 1986a, Ante la reimpresión facsimilar de „Hórreos y palafitos de la
Península Ibérica" de Eugeniusz Frankowski, [w:] Frankowski 1986, s. 7-15.
- 1986b, Estructuras palafíticas y arquetipos culturales, [w:] Frankowski 1986, s. 299-410.
- 1994, Frankowski Eugeniusz, [w:] Ortiz García, Sánchez Gómez (eds.) 1994, s. 329-332.
K l i m a s z e w s k a J., K u t r z e b a - P o j n a r o w a A . 1959, Działalność uniwersyteckich katedr
etnografii w Polsce w latach 1945-1956, Etnografia Polska, t. 2, s. 59-107.
K u t r z e b a - P o j n a r o w a A . 1963, Wspomnienie o profesorze Eugeniuszu Frankowskim
21 X I 1884 - 8 I I 1962, Etnografia Polska, t. 7, s. 425-439.
- 1977, Eugeniusz Frankowski, [w:] tejże, Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość,
Warszawa, s. 92-105.
K u t r z e b i a n k a A . 1948, Rozwój etnografii i etnologii w Polsce, Kraków.
K w a ś n i e w s k i K . , T r z e c i a k o w s k i L . (red.) 1981, Polacy w historii i kulturze krajów
Europy Zachodniej. Słownik biograficzny, Poznań.
Ł o z a S. (red.) 1938, Czy wiesz kto to jest?, Warszawa.
M a n t e r o l a A l d e k o a A . 1994, Barandiarán Ayerbe, José Miguel de, [w:] Ortiz García,
Sánchez Gómez (eds.) 1994, s. 132-137.
M e n d o z a F. de 1921, Comentando a Frankowski: Discos funerarios en el país vasco, Euskalerriaren Alde, Año 11, núm. 205, s. 19-23.
M o s z y ń s k i K . 1948, Stan i zadania etnografii polskiej, Lud, t. 38:1947 (druk: 1948),
s. 210-228.
O l s z e w s k a - D y o n i z i a k B. 1996, Zarys antropologii kultury, Kraków.
O r t i z G a r c í a C , S á n c h e z G ó m e z L . Á . (eds.) 1994, Diccionario histórico de la antropo­
logía española, Madrid.
S a w i c k i P. 1995, Polacy a Hiszpanie. Ludzie, podróże, opinie, Wrocław.
Seco M . , A n d r é s O., R a m o s G. 1999, Diccionario del español actual, t. 2, Madrid.
a

�37

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

S o k o l e w i c z Z. 1973, Miejsce etnografii polskiej w nauce obcej (do 1939 r.), [w:] M . Terlecka
(red.), Historia etnografii polskiej, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, s. 169-191.
T a l k o - H r y n c e w i c z J. 1920, [Rec.:] E. Frankowski, Hórreos y palafitos de la Península
Ibérica, Madrid 1918, Wiadomości Archeologiczne, t. 5 (3-4), s. 238-239.
T a r k o M . 1987, Badania etnograficzne Eugeniusza Frankowskiego. Zasięg, problematyka,
metody, Etnografia Polska, t. 31 (2), s. 27-59.
T u w a n ó w n a J. 1948, Kongres Nauk Antropologicznych i Etnologicznych, Bruksela 15-23
sierpnia 1948, Lud, t. 38:1947 (druk: 1948), s. 479-480.
V. C. [V. C o r r e i a] 1917, O Museu Etnográfico de San Sebastian, Terra Portuguesa. Revista
Ilustrada de Arqueología Artística e Etnografia, Anno 2 , n 17-20, s. 170.
W ę d k i e w i c z S. 1938, Zaniedbana dziedzina humanistyki. Znajomość języków i literatur iberyj­
skich za granicą a w Polsce, Kraków 1928 (odb. z Przeglądu Współczesnego, nr 73-74,
maj-czerwiec 1928).
W o l s k i K . 1962, Eugeniusz Frankowski, 1884-1962, Polska Sztuka Ludowa,^. 16, nr 4, s. 249-251.
o

o s

RYSZARD TOMICKI

IBÉRICA F R A N K O W S C I A N A . CONTRIBUTION TO T H E PROBLEM
OF EUGENIUSZ FRANKOWSKI'S INTEREST I N T H E BASQUE F O L K C U L T U R E
Summary
Eugeniusz Frankowski (1884-1962) was always and remains till now the one and only expert
in Iberian cultures among Polish ethnologists.
While staying in Spain in the years 1914-1920 he started successfully his scholarly activity
and career which soon secured him an outstanding position among Polish ethnologists, especially
in the years 1918-1939. Still, his studies and field researches which he carried out on the Iberian
Peninsula and published in Spain and Portugal and which made him famous in both countries are
hardly known i n Poland. I t is, first of all due to the fact that the basic stock of his materials (field
records, big library and a great number of unpublished manuscripts from the 1930s, which were
to be published later in Polish) got destroyed in 1944 by German occupants in Warsaw.
The article presents the effects of the author's investigations carried out in Spain in 1998 and
in Poland. I t is meant the first step to systematic description and analysis of the Frankowski's
works on folk culture of the Basques in Spain and France and his cooperation with the Basque
scholars. A t the beginning the author describes the materials and manuscripts destroyed during
the war. He tries to reconstruct chronology and the scope of subjects of Frankowski's field
researches among the Basques. Then he discusses the Polish ethnologist's connections with the
Society for Basque Studies, he also tries to find what was left from Frankowski's Basque concern
in his scholarly work after World War I I . Two letters written by José Miguel de Barandiarán to
the Polish ethnologist in 1948 and found recently are published here for the first time.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7194" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7174">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8440cc0c3fa95e20f37523d783d5574c.pdf</src>
        <authentication>d9ac9c348a09bde008a276388a3a8465</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:829</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85902">
                <text>1974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85903">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:762</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85904">
                <text>Zwyczaje i obrzędy. Uwagi na marginesie artykułu K. Kwaśniewicz / ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85905">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1974 t.18 z.2, s.57-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85906">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85908">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85910">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85912">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="85914">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85921">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X V I I I z. 2.

RYSZARD TOMICKI

Z W Y C Z A J E I OBRZĘDY
U W A G I N A M A R G I N E S I E A R T Y K U Ł U K. KWAŚNIEWICZ
Konieczność stosunkowo szybkiego a jednocześnie możliwie wszech­
stronnego p r z e d y s k u t o w a n i a szeregu problemów teoretyczno-metodologicznych leżących u podstaw t e o r i i k u l t u r y formułowanej przez etnogra­
fię jest oczywista, czego dowodzi m . i n . próba ustalenia d e f i n i c j i pojęcia
„zwyczaj" będącą n i e t y l k o cenną inicjatywą, lecz także doskonałą egzemplifikacją stopnia trudności tego zadania. Artykuł K . Kwaśniewicz p r o ­
w a d z i równocześnie do k o n k l u z j i , że p r o b l e m u n i e da się rozwiązać m e ­
todą kalejdoskopową polegającą na składaniu m o z a i k i z części najróżniej­
szych d e f i n i c j i zaczerpniętych z opracowań ogólnych, podręczników i t p .
Potrzebna jest g r u n t o w n a analiza p r o b l e m a t y k i nadzwyczaj t r u d n e j i rów­
nie zaniedbanej.
U w a g i zamieszczone poniżej tyczą k i l k u najważniejszych naszym zda­
n i e m k w e s t i i poruszonych w a r t y k u l e . Ze względu na fakt, iż tekst t e n
jest j e d y n i e d r u k o w a n y m głosem w d y s k u s j i , nie może pretendować on
do stanowienia całościowej k o n t r p r o p o z y c j i ; zawiera natomiast propozycję
p e w n y c h kierunków d y s k u s j i .
Podstawową tezą artykułu K . Kwaśniewicz jest wprowadzenie pojęcia
zwyczaj dla określania w s z y s t k i c h właściwie sfer działalności l u d z k i e j
w społecznościach chłopskich. J e d y n y m m a n k a m e n t e m tego zabiegu —
pozostającym w bezpośrednim związku z niejasną definicją zwyczajów —
jest nieoperatywność t e r m i n u , prowadząca w k o n s e k w e n c j i do koniecz­
ności uznania za tożsame zjawisk t a k różnych, j a k zdejmowanie czapki
w t r a k c i e p o w i t a n i a i n p . topienie M a r z a n n y czy t r a d y c y j n e sobótki.
W y d a j e się, że propozycją rokującą lepsze p e r s p e k t y w y jako p u n k t
wyjścia do d y s k u s j i jest wprowadzenie do rozważań pojęcia w z ó r z a ­
c h o w a n i a s i ę (używanego przez autorkę w sposób nieco z a k a m u f l o ­
w a n y ) p r z y u t r z y m a n i u terminów zwyczaj, obyczaj i obrzęd. T e n ostatni
w y e l i m i n o w a n y na podstawie niezbyt oczywistych założeń w y m a g a szcze­
gólnej u w a g i .

�RYSZARD TOMICKI

C z y m jest wzór zachowania się? Obserwując życie k o n k r e t n e j spo­
łeczności m a m y do czynienia z zachowaniami j e d n o s t k o w y m i stanowiący­
m i realizacje w z o r u funkcjonującego w tej grupie. Wzór jest więc swego
rodzaju t w o r e m a b s t r a k c y j n y m pozwalającym na identyfikację danego
z b i o r u zachowań i n d y w i d u a l n y c h , jeżeli t y l k o nie odbiegają o d niego
poza określone granice. Można stwierdzić, że w z ó r
zachowania
jest zespołem cech wyróżniających
zachowania pewnej
g r u p y l u d z i (nie zawsze całej społeczności) w określonej s y t u a c j i jako
najbardziej prawdopodobne. W i d e a l n y c h w a r u n k a c h możliwa jest do
pomyślenia sytuacja pełnej odpowiedni ości między w z o r e m a zachowa­
n i a m i j e d n o s t k o w y m i . Podkreślić p r z y t y m należy szczegółowy charakter
w z o r u zachowania się oraz jego imperatywność dla określonych s y t u a c j i .
Stąd bierze się nieraz przez różnych badaczy podkreślana różnica między
obyczajem r o z u m i a n y m jako zespół wzorów zachowania się jakiejś g r u p y
l u d z i a moralnością ze względu na znaczną ogólność n o r m m o r a l n y c h .
M . Czerwiński pisze n a przykład: „[...] n o r m y moralne zachowują [...]
zawsze znaczny stopień ogólności, zobowiązują nas, b y szczegółowe sy­
tuacje życia rozważyć ze stanowiska bardziej generalnie wskazanej w a r ­
tości" . W z o r y zachowań (czy szerzej działań) realizują się zazwyczaj
w sposób n a w y k o w y , a dzięki właściwościom t r a d y c j i , której część sta­
nowią, chronione są w sposób n i e z w y k l e skuteczny przed zmianą mogącą
podważyć l a w i n o w o (by posłużyć się sugestywną metaforą) podstawowe
zasady f u n k c j o n o w a n i a społeczeństwa. D l a ścisłości trzeba zaznaczyć, że
posługujemy się t u pojęciem „tradycja" (nadzwyczaj
wieloznacznym)
w r o z u m i e n i u , j a k i e sformułowaliśmy w a r t y k u l e Tradycja
i jej znacze­
nie w kulturze chłopskiej .
!

2

Ustalenie w z o r u zachowania się jest więc sprawą badacza — nie
zawsze łatwą, zważywszy na rozbieżności istniejące często między sta­
n e m r z e c z y w i s t y m a poglądami członków g r u p y .
Zastanowić w y p a d a się teraz n a d relacją pojęć „wzór zachowania"
(działania) i zwyczaj. Utożsamienie i c h p r o w a d z i do powstania szeregu
niejasności. W y d a j e się natomiast, że właściwą drogę r o z u m o w a n i a w s k a ­
zują spotykane często w l i t e r a t u r z e p r z e d m i o t u z w r o t y „zwyczajowe za­
chowanie się" czy „zwyczajowy wzór zachowania". I n t u i c y j n i e i e t y m o ­
logicznie słowo „zwyczaj" łączy się z t a k i m i słowami j a k : „zazwyczaj",
„zwykle", „zwyczajny", wskazującymi n a normalność, powtarzalność j a ­
kiegoś f a k t u w p e w n y m układzie s y t u a c y j n y m . Dodając t e d y do pojęcia
w z ó r z a c h o w a n i a przymiotnik z w y c z a j o w y
stwierdzamy, iż

1

M.

Czerwiński,

2

R.

Tomicki,

Magia,

Tradycja

P o l s k a " , t. X V I I : 1973, z. 2.

mit i fikcja,
i jej

znaczenie

Warszawa
w

kulturze

1973, s. 68.
chłopskiej,

„Etnografia

�Z W Y C Z A J E I OBRZĘDY

Г)9

jest to t a k i wzór, który został określony przez tradycję g r u p y oraz jest
względnie powszechnie uznany za właściwy i n o r m a l n y . W t e n sposób
można mówić o zachowaniach zwyczajowych i niezwyczajowych — t z n .
w p r o w a d z o n y c h na przykład przez modę — i używać tej a n t y n o m i i (po
jej p r e c y z y j n y m zdefiniowaniu) jako i n s t r u m e n t u do mierzenia stopnia
z m i a n wzorów badając mieszczenie się bądź nie jakiegoś zachowania
w skali zwyczajowego w z o r u zachowania.
Przyjmując t a k i t o k postępowania możliwe jest zastosowanie również
t e r m i n u o b y c z a j w znaczeniu n a d a w a n y m m u n p . przez
Encyklopedia
of Social Sciences
j a k o oznaczającego ogół wzorów zachowania się g r u ­
p y społecznej.
Z a n i m przejdziemy do k w e s t i i obrzędów nasuwa się jeszcze jedna
uwaga n a t u r y ogólniejszej. Otóż wydaje się, że analizy obyczaju ludowego
nie można przeprowadzić w sposób wyczerpujący bez uwzględnienia m i e j ­
sca tego t y p u zjawisk w systemie k u l t u r o w y m . Chodzi t u przede wszyst­
k i m o rozpatrzenie różnorakich sprzężeń między podsystemami o porząd­
k u h i e r a r c h i c z n y m , o b r a z o w a n y m i — z konieczności w uproszczeniu —
przez poniższy schemat:
3

Ideologia

i

System aksjologiczno-normatywny

i-

Obyczaj
Działania j e d n o s t k o w e

A n a l i z a t a k szerokiego k o n t e k s t u pozwoliłaby na u j a w n i e n i e nie t y l ­
ko s t r u k t u r y pewnej sfery k u l t u r y , ale także skomplikowanego procesu
zmian różniącego się t a k s w y m charakterem, j a k i t e m p e m przebiegu
w różnych podsystemach k u l t u r y .
Przechodząc do pojęcia obrzęd, wykluczonego p r a k t y c z n i e z rozważań,
zauważyć trzeba, iż m i m o stwierdzenia przez autorkę jego równości za­
kresowej z pojęciem zwyczaj zjawiska rzeczywistości określane z w y k l e
t e r m i n e m obrzęd wymykają się dość skutecznie sformułowanej d e f i n i c j i
zwyczajów.
P r z y j r z y j m y się a r g u m e n t a c j i w y e l i m i n o w a n i a o b r z ę d u . W zasa­
dzie a u t o r k a przytacza d w a powody: zanik „motywacji r e l i g i j n e j " oraz
fakt, że rytuał r o z u m i a n y jako „zewnętrzna, w p e w i e n szczególny sposób
rozbudowana ekspresja obrzędu" nie tłumaczy istoty swego związku
z treściami, które t r a n s m i t u j e . Samo określenie „motywacja r e l i g i j n a "
jest wieloznaczne i mylące, gdyż m o t y w a c j a t y p u religijnego uczestniczy
również n p . w akcie czynienia krzyża p r z y k r a j a n i u chleba, a t r u d n o
3

N e w Y o r k 1931, t. 4, s. 658.

�60

RYSZARD

TOMICKI

uznać to zachowanie za obrzęd. W a r u n e k t e n n i e jest cechą wyróżnia­
jącą. Być może n i e idzie t u jednak o motywację, lecz o istnienie r e l i g i j n o mitologicznego wyobrażenia (mitu) będącego scenariuszem działań obrzę­
d o w y c h . I t e n f a k t n i e s t a n o w i wystarczającego a r g u m e n t u przemawiają­
cego za n i e i s t n i e n i e m obrzędu, gdyż j a k w i a d o m o m i t n i e zawsze wystę­
p u j e w postaci zwerbalizowanej. S p e k t a k u l a r n e powiązanie działania
z m i t e m może być j e d y n i e pobożnym życzeniem badacza. Przykładem
tego dość o c z y w i s t y m jest obrzędowość kościelna (w t y m p r z y p a d k u a u ­
t o r k a gotowa jest utrzymać t e r m i n obrzęd), w której ludność wiejska
uczestniczyła i d o dziś uczestniczy w sposób automatyczny, bez znajomoś­
ci d o k t r y n y stanowiącej scenariusz tego czy innego obrzędu. W a r t o t u
powołać się na badania E. Ciupaka i jego ustalenia o oddziaływaniu na
masę wierzących, którym z w y k l e obca jest filozoficzna strona r e l i g i i ,
ideologii zmaterializowanej
w symbolicznych
czyn­
n o ś c i a c h . W t a k i m p r z y p a d k u j e d n a k k a ż d y w i e , iż jest to r e ­
l i g i a — a więc obrzęd. W t y m miejscu zaczyna w grę wchodzić dość p o ­
wszechna p r a k t y k a utożsamiania pojęcia r e l i g i a z chrześcijaństwem,
a w s z y s t k i c h n i e mieszczących się w t y c h r a m a c h r ó w n i e r e l i g i j ­
nych zjawisk
określania z w y k l e n i e a d e k w a t n y m i bądź n i e j a s n y m i
n a z w a m i „wierzenia l u d o w e " , „wierzenia m a g i c z n e " czy mitologiczne
i t p . T a k więc n i e z w y k l e ważnym p o s t u l a t e m jest operowanie szerokim
r o z u m i e n i e m r e l i g i i w oparciu o kategorie sacrum i
profanum.
4

Wróćmy jeszcze n a m o m e n t do k w e s t i i związku obrzędu z szeroko p o j ­
m o w a n y m m i t e m . A u t o r k a suponuje, że działania obrzędowe funkcjonują
bez treści, l i t y l k o na podstawie atrakcyjności f o r m y . Twierdzenie to nie
uwzględnia j e d n a k całej złożoności w z a j e m n y c h r e l a c j i obrzędu i jego
ideologicznego odnośnika. Przykładem niech posłuży definicja „tekstu
religijnego":
„Przez t e k s t r e l i g i j n y

Quútowy)

rozumiemy

w s z e l k i zespół oznaczeń

obiektów

k u l t o w y c h wzięty o d d z i e l n i e o d k u l t o w e g o działania (nie w y n i k a stąd, że uważamy,
iż

»tekst«

w

oderwaniu

był

historyczną
od kultu).

przesłanką

[...]

kultu:

Z a r ó w n o księgi

»teksł«
»święte«

wieści w społecznościach p r z e d l i t e r a c k i c h ) , j a k i
[podkr. m o j e

—

H T ] traktujemy

n i e mógł

bowiem

powstać

(i odpowiadające

i m opo­

ustalony

t u j a k o różne w a r i a n t y

tryb

obrzędów

tekstów k u l t o w y c h ,

jako

»zapisy« treści r e l i g i j n y c h [...]" .
5

W i d z i m y więc, że treść r e l i g i j n a k r y j e się w s a m y m akcie działania.
Osobną sprawą nasuwającą się na marginesie t y c h rozważań jest p o j m o ­
wanie celu p r a c y badacza — w y d a j e się, iż nie polega on na zbieraniu
o p i n i i , zracjonalizowanych m o t y w a c j i i t p . , lecz n a analizie s t r u k t u r y zja­
wiska i w y j a w i e n i u jego rzeczywistego znaczenia.
4

E . С i u p a k, Kultura

5

J . A.

Lewada,

religijna

Społeczna

wsi, W a r s z a w a 1961, s. 47.
natura

religii,

Warszawa

1968, s. 126.

�61

Z W Y C Z A J E I OBRZĘDY

Do wspomnianego wyżej drugiego a r g u m e n t u a u t o r k i podnoszącego
sprawę rytuału wrócimy później. Zastanówmy się n a razie n a d cechami
wyróżniającymi zjawiska nazywane obrzędami o d wzorów zachowania
się czy w t e r m i n o l o g i i odnośnego artykułu zwyczajów. N a podstawie róż­
n y c h d e f i n i c j i można wydzielić k i l k a powtarzających się cech. Są t o :
1) istnienie s c e n a r i u s z a określającego w sposób jednoznaczny a k ­
c j ę ; 2) istnienie g r u p y l u d z i będących a k t o r a m i , między którymi za­
chodzi podział ról; 3) istnienie p u b l i c z n o ś c i biorącej udział w a k c j i
na i n n e j zasadzie niż aktorzy.
Już n a tej podstawie wyraźnie uwidacznia się różnica między w z o r e m
działania a obrzędem. T e n o s t a t n i jest celowo podejmowaną w określo­
n y c h m o m e n t a c h działalnością g r u p y l u d z i angażującą z w y k l e znaczną
część społeczności l o k a l n e j . Ponadto w y d a j e się, że o i l e wzór zachowania
się jest i n s t r u m e n t e m r e g u l a c j i stosunków międzyludzkich, oznaczania
r e l a c j i między j e d n o s t k a m i , o t y l e obrzęd — j a k k o l w i e k może pełnić i t a ­
ką rolę — zasadniczo służy r e g u l a c j i stosunków między grupą społeczną
a otaczającą rzeczywistością (włączając w to pojęcie b y t y nadprzyrodzone).
W ścisłym związku z powyższym pozostaje fakt, iż obrzęd jest działaniem
k r e a c y j n y m . W klasycznych przypadkach, k i e d y scenariusza dostar­
cza m i t , działania l u d z k i e są po p r o s t u o d t w o r z e n i e m działań istot n a d ­
p r z y r o d z o n y c h (bogów, bohaterów). Dzięki t e m u obrzęd k o n s t y t u u j e s y ­
tuację jakościowo różną od codzienności — następuje przeniesienie w m i ­
t y c z n y czas i w mityczną przestrzeń. Działania l u d z k i e nabierają wartości
s y m b o l i . W istocie więc obrzęd jest powtórzeniem wydarzeń r o z g r y w a ­
jących się na i n n e j płaszczyźnie niż społeczna — n i e j e d n o k r o t n i e zresztą
przybierając formę p r o w o k a c j i .
Różnica między zwyczajem (wzorem zachowania się) i obrzędem w s k a ­
zana wyżej jest kwestią dość oczywistą d l a badaczy t e j p r o b l e m a t y k i .
Odnośna l i t e r a t u r a l i c z y w i e l e pozycji. Z a c y t u j m y t u przykładowo
H . Wallona, autora książki Od czynu do myśli . Odrębność obrzędu u p a ­
t r u j e o n w t y m , iż
6

„[...] gest r y t u a l n y [...]

jest [...]

nie tyle czynem, ile obrazowym

przedstawieniem

c z y n u . P o s z u k i w a n e k o n s e k w e n c j e n i e są z a w a r t e w n i m s a m y m , l e c z w t y c h siłach,
które s t a r a się o n odtworzyć, t z n . w t y m , co r e p r e z e n t u j e . Rytuał w p r o w a d z a
obrażenie i p r z e z to wyobrażenie staje się pośrednikiem c z y k o n d e n s a t o r e m
czynowości, która n i e t k w i

jedynie w

zwykłym operowaniu

rzeczami, w

wy­
przy-

zwykłej

czynności mięśniowej p r z y zetknięciu się z p r z e d m i o t a m i " .

Powstaje j e d n a k pytanie, czy posługiwanie się t a k l u b podobnie r o z u ­
m i a n y m pojęciem obrzęd jest uzasadnione w stosunku do społeczności
chłopskich.
6

H . W a l l o n , Od czynu

do myśli, W a r s z a w a 1950, s. 129-130.

�62

RYSZARD

TOMICKI

Odpowiedź może być t y l k o p o z y t y w n a , i t o z dwóch względów. Po
pierwsze dlatego, iż jesteśmy w posiadaniu materiałów świadczących
o i s t n i e n i u w końcu X I X w i e k u obrzędów wraz z i c h ideologicznym
odnośnikiem — nie myślimy b y n a j m n i e j wyłącznie o obrzędach kościel­
n y c h sensu stricto. Po drugie k u t e m u , b y t e r m i n powyższy odrzucić, nie
ma żadnych podstaw, zważywszy na b r a k badań n a d strukturą i znacze­
n i e m zjawisk k u l t u r o w y c h t a k dotychczas określanych.
Nie ulega chyba wątpliwości, że n i e można bez i s t o t n y c h nega­
t y w n y c h k o n s e k w e n c j i poznawczych wtłaczać obrzędów w zakres z w y ­
czajów w p r o p o n o w a n y m sensie. Zaprzecza t e m u n a w e t pobieżna obser­
wacja. I t a k wiadomo, iż scenariusz obrzędu uwzględnia często za­
chowania (działania) nieakceptowane w s y t u a c j i n o r m a l n e j , w życiu co­
d z i e n n y m , i co więcej w y k o n a n i e i c h przez aktorów obrzędu jest oczeki­
wane i pożądane. D r u g a sprawa to rodzaje sankcji. Obrzęd jest strzeżony
n i e t y l e przez sankcje o charakterze społecznym, i l e przez s a n к с j e
n a d p r z y r o d z o n e . Nie wykluczają one pierwszych, lecz umniejszają
i c h znaczenie chociażby ze względu na ważność sfer, w których działają.
Sankcje społeczne t y p o w e d l a wzorów zachowań funkcjonują w sferze
społecznej, ograniczają się najczęściej do „niesfornego" p o d m i o t u działa­
nia, podczas g d y sankcje nadprzyrodzone operują w s f e r z e
egzys­
tencjalnej
i odnoszą się do całej g r u p y społecznej. Wiąże się t o
z ogólnogrupowym c h a r a k t e r e m obrzędów, w którym oprócz aktorów b i e ­
rze udział pozostała część społeczności bądź to w r o l i przedmiotów działa­
nia, bądź obserwatorów. Wszystkie t e cechy n i e występują i nie są k o ­
nieczne w p r z y p a d k a c h realizacji wzorów zachowań. Różnica między t y m
ostatnim a obrzędem uwidacznia się ponadto w f u n k c j a c h — wymienić
wystarczy funkcje estetyczno-emocyjne czy psychoterapeutyczne jako n i e
pojawiające się z w y k l e p r z y realizacji wzorów zachowań.
Pozostała n a m do wspomnienia sprawa rytuału. T e r m i n t e n był i jest
używany przez niektórych badaczy j a k o s y n o n i m obrzędu (przykładem
c y t o w a n y wyżej Wallon). Nieraz używa się go zamiennie ze słowem ce­
remoniał. T e n d r u g i w a r i a n t wydaje n a m się stosowniejszy i zgodny z i n ­
tuicją językową. Naszym zdaniem r y t u a ł e m -nazwać można ściśle
określony t r y b w y k o n y w a n i a p e w n y c h czynności. W t a k i m znaczeniu r y ­
tuał nie jest cechą właściwą wyłącznie obrzędom, lecz także w z o r o m za­
chowań. Często mówi się o z r y t u a l i z o w a n y c h zachowaniach w społecz­
nościach t r a d y c y j n y c h , co więcej, uważa się j e za jeden z wskaźników
w analizach typologicznych. Powszechnie s p o t y k a n y pogląd n a ewolucję
obrzędów stwierdzający, że treści r e l i g i j n e ulegały z a n i k o w i , a rozbudo­
wywał się rytuał, jest co n a j m n i e j uproszczeniem. Związek b o w i e m mię­
dzy rytuałem a treściami niewątpliwie istnieje i stanowi n i e z w y k l e
ważny element mechanizmu działania przekazu międzypokoleniowego.

�Z W Y C Z A J E I OBRZĘDY

63

Naszym zdaniem dla dobra ostatecznego r e z u l t a t u d y s k u s j i w a r t o się­
gnąć do d o r o b k u badaczy, którzy nie zawsze dostarczali g o t o w y c h d e f i n i ­
cji, lecz za to zgłębiali interesujące nas p r o b l e m y . D o grona i c h należy
niewątpliwie Cezaria B a u d o u i n de Courtenay-Jędrzejewiczowa. P r z y w o ­
łujemy t o nazwisko, gdyż wiąże się ono ponadto z perspektywą a n t r o p o ­
logiczną w badaniach k u l t u r y t a k często obecnie pomijaną n a rzecz ujęć
socjologicznych. Tendencja t a daje się zauważyć również w a r t y k u l e
K . Kwaśniewicz. Specyfika e t n o g r a f i i j a k o samodzielnej d y s c y p l i n y n a u ­
k o w e j w y m a g a stosowania właściwych j e j m e t o d analiz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7254" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7235">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af31f74d6ecc0373eb323a6bc56a2339.pdf</src>
        <authentication>0d32d685b03f8119fe14767688eaab2e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86551">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1610</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86553">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86555">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1490</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86558">
                <text>Między Scyllą pogaństwa a Charybdą chrześcijaństwa: Indiańscy arystokraci z Tetzcoco (Nowa Hiszpania) w 1539 roku. Studium mikroetnohistoryczne / ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86561">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1998 t.42, s.107-140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86564">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86567">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86570">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86572">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="86574">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="86579">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I I : 1998, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI
Instytut Archeologii i Etnologii P A N

M I Ę D Z Y SCYLLĄ POGAŃSTWA A CHARYBDĄ CHRZEŚCIJAŃSTWA:
I N D I A Ń S C Y A R Y S T O K R A C I Z TETZCOCO (NOWA HISZPANIA)
W 1539 R O K U . S T U D I U M MIKROETNOHISTORYCZNE*

W latach 1536-1540 przez środkowy Meksyk, od 1521 r. będący jądrem
Nowej Hiszpanii, przetoczyła się fala inkwizycyjnych dochodzeń i procesów
przeciw Indianom oskarżanym o różnego rodzaju odstępstwa od chrześcijań­
stwa . Akta tych spraw, zachowane w meksykańskim Archivo General de la
Nación (i po części opublikowane na początku naszego stulecia ), zawierają
nadzwyczaj bogaty materiał źródłowy, z którego korzystało wielu badaczy.
Naturalną poniekąd koleją rzeczy wydobywano z niego przede wszystkim
przykłady ilustrujące typowe przypadki odrzucania nowej religii lub nie respekto­
wania jej poszczególnych norm . Zdecydowanie mniejsze - by nie powiedzieć:
minimalne - zainteresowanie okazywano społecznemu otoczeniu podsądnych.
Prawda, że akta inkwizycyjne rzadko pozwalają wyjść poza to, co zechcieli
1

2

3

* A r t y k u ł ten jest wyimkiem z większego opracowania. Dlatego pomijam w nim szereg
w a ż n y c h skądinąd zagadnień, m.in. o m ó w i e n i e specyficznych źródeł, jakimi są w ogólności akta
inkwizycyjne, a zwłaszcza akta powstałe w XVI-wiecznej Ameryce, będące pod pewnymi względa­
mi tematem samym w sobie.
1

W Meksyku trybunał inkwizycyjny p o w o ł a n o oficjalnie w 1569 r. Wcześniej funkcje in­

kwizytorskie pełnili lokalni zwierzchnicy franciszkanów i innych z a k o n ó w żebraczych w ramach
u p r a w n i e ń uzyskanych n a mocy bulli z lat 1521 i 1522; od 1528 r. pełnił je pierwszy w tym kraju
biskup, Juan de Zumárraga, formalnie mianowany apostolskim inkwizytorem 27 czerwca 1535 r.
(Greenleaf 1961, s. 3-25); o problemach i kontrowersjach związanych z objęciem Indian jurysdyk­
cją inkwizycyjną patrz: Greenleaf 1965.
2

Proceso

1910

(istnieje reprint: Guadalajara,

Jal. 1968

oraz wznowienie: M é x i c o

Procesos 1912; patrz też opublikowane później: Proceso 1941; Carreño 1950,
3

1980);

passim.

Zwykle zresztą czyniono to w opracowaniach d o t y c z ą c y c h dziejów chrystianizacji Meksyku

(np. Ricard 1933; Cuevas 1946; L a m b 1956; Alberro 1972; Uchmany 1980) i działalności in­
kwizycji (np. Jimenez Rueda 1946,

s. 1-12;

Greenleaf 1961, s. 42-75; Mariel de Ibáñez

1979,

s. 39-54). Stosunkowo nieliczne są prace p o ś w i ę c o n e głównie lub wyłącznie reakcjom Indian n a
chrystianizację (np. León-Portilla 1974, 1976, 1984; K l o r de A l v a 1982), a zupełnie sporadyczne
takie, w których pewne partie materiałów procesowych poddano dokładniejszej analizie (Nuttal
1911; K l o r de A l v a 1981; Gruziński 1989, s. 31-62).

�108

RYSZARD TOMICKI

powiedzieć o sobie i o innych ludzie składający zeznania. Wynikające stąd
ograniczenia są szczególnie dotkliwe wtedy, gdy mówiąc o otoczeniu podsądnych
mamy na myśli tę jego część, która jawi się jako mało zróżnicowana grupa
„dobrych chrześcijan" (buenos cristianos), sytuująca się w opozycji do in­
kryminowanych postaw i czynów. W odniesieniu do osób, przeciw którym
nikt nie zeznawał i które były - przynajmniej teoretycznie - poza podejrzeniami,
mało kiedy da się powiedzieć coś konkretnego. Ich rzeczywiste poglądy,
postawy i zachowania pozostają na ogół niedostępne badaniom. Zdarzały się
jednak sytuacje, kiedy ludzie w zasadzie nie związani ze sprawą stawali się
przedmiotem żywego zainteresowania ekip śledczych i zmuszeni byli składać
zeznania nie mając czasu na przemyślenie ich treści, wskutek czego wyjawiali
więcej, niżby chcieli i zamierzali. Niżej poddany zostanie analizie jeden z takich
przypadków, najbardziej chyba interesujący, jeśli chodzi o rozpoznanie stosunku
indiańskiej elity polityczno-intelektualnej tych czasów do chrześcijaństwa i dawnej
rodzimej religii. Przypadek ów miał bezpośredni związek z najgłośniejszym
procesem inkwizycyjnym w całych wczesnokolonialnych dziejach Meksyku.
W ostatniej dekadzie czerwca 1539 г., na skutek donosu złożonego na ręce
„kapitana konkwisty duchowej" , biskupa Meksyku i apostolskiego inkwizy­
tora Juana de Zumárraga, wszczęto śledztwo w sprawie don Cariosa Ometochtli, oskarżonego przez donosiciela, również Indianina, o apostazję, antychrześcijańską propagandę, nawoływanie do restytucji pogaństwa i życie
w konkubinacie. Don Carlos miał wówczas około 35 lat. Pochodził z Tetzcoco. Był jednym z licznych synów Nezahualpilliego (zm. 1515?), ostatniego
wielkiego władcy tego miasta, które wraz z Tenochtitlanem i Tlacopanem
współtworzyło imperium azteckie. Jako dorastający chłopak przebywał w oto­
czeniu zdobywcy Meksyku, Hernána Cortesa. Ochrzczony w 1524 г., przeszedł
najprawdopodobniej przez franciszkańska szkółkę dla indiańskiej młodzieży.
W roku 1539, po śmierci swego przyrodniego brata don Pedra Tetlahuehuetzquititzina, dotychczasowego tlatoaniego Tetzcoco, pretendował do objęcia
wakującej funkcji, napotykając na opór miejscowej elity, w tym własnych
krewnych. Rozpoczęte na dobre w pierwszych dniach lipca dochodzenie,
a następnie proces trwały blisko pięć miesięcy. Wszystkie postawione don
Carlosowi zarzuty zostały potwierdzone, on zaś nie potrafił zdyskredytować
świadków oskarżenia ani znaleźć wiarygodnych świadków obrony. W ogłoszo­
nej 20 listopada sentencji, skonsultowanej z wicekrólem Nowej Hiszpanii,
członkami Królewskiej Audiencji oraz zwierzchnikami dominikanów i fran­
ciszkanów z miasta Meksyku, Zumárraga uznał go za „propagującego swe
poglądy heretyka" (hereje do\g\matizador), odmawiającego - na domiar złego
- przyznania się do winy. W praktyce oznaczało to wyrok śmierci. Publiczne
auto de fe odbyło się dziesięć dni później, w niedzielę 30 listopada, na głów­
nym placu stolicy Nowej Hiszpanii.
4

4

Określenie użyte w liście grupy franciszkanów do K a r o l a V z 17 listopada 1532 г., M o t o l i n í a

1986, s. 92.

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

109

M a p a 1. Rejon Tetzcoco i G ó r y Tlaloca (Tlalocantepetl) - obszar wydarzeń b ę d ą c y c h przedmiotem
dochodzenia inkwizycyjnego. Oznaczono wyłącznie miejscowości, o których mowa jest w artykule.
W prawym g ó r n y m rogu pokazano lokalizację G ó r y Tlaloca na terenie Meksyku

Sprawa, która będzie nas interesowała, pojawiła się na marginesie śledztwa
przeciw don Carlosowi, w pierwszej jego fazie, w wyniku dość nieoczekiwane­
go zbiegu okoliczności.

I.

PROLOG

Po otrzymaniu donosu i potwierdzeniu zawartym w nim zarzutów w Chiconauhtli, skąd pochodził delator, Juan de Zumárraga osobiście przybył do
Tetzcoco, aby asystować przy aresztowaniu podejrzanego i kierować docho­
dzeniem. 4 lipca don Carlos został uwięziony. Tego samego dnia zajęto jego
dobra. Podczas przeszukania należących do niego domów wpierw znaleziono
kodeks kalendarzowy czyli - jak podano w protokóle - „rachubę świąt
demona, które Indianie zwykli obchodzić zgodnie ze swą wiarą" (en su ley),
później odkryto dwa pomieszczenia pełne reliktów pogaństwa. W pierwszym
„były dwie nisze przypominające kaplice, niskie, sięgające mniej więcej do
piersi, a obok nich kamienna kolumna przylegająca do ściany i w rzeczonej
kolumnie znajdowały się jakieś twarze i kamienne figury bożków; w dru­
gim pomieszczeniu był domek podobny do dawnej świątyni, a obok niego,
na ścianach, kilka kamiennych figur bożków, oraz parę [idoli zrobionych]

�по

RYSZARD TOMICKI

5

z obciętych włosów" (Proceso 1910, s. 8) . W sumie po rozbiciu ścian i kolum­
ny wydobyto dziewiętnaście rzeźb, które towarzyszący Hiszpanom tetzcokańscy dostojnicy potrafili zidentyfikować, trzydzieści przedstawień, o których
Indianie nic nie umieli powiedzieć, oraz dwa modele świątyń. Wśród ziden­
tyfikowanych figur były wizerunki czołowych bóstw epoki przedhiszpańskiej
- Quetzalcoatla, Xipe, Chicomecoatl, Tlaloca.
Zdumiewające, dokonane w centrum miasta odkrycie zaowocowało na­
tychmiastowym przesłuchaniem wuja don Cariosa, Pedra Izcuitecatla, który
był jedynym stałym bywalcem domu, opiekując się nim na polecenie siostrzeń­
ca. Chociaż świadek nie potrafił wyjaśnić kto, kiedy i po co zgromadził figury,
gdyż zajmował się domem zaledwie od dwóch lat, przyznał jednak, iż w tym
czasie don Carlos wielokrotnie przychodził oglądać bożki; zaprzeczył nato­
miast, by kiedykolwiek składał im ofiary. Z dużymi oporami, w dwóch ratach,
wymienił następnie dwanaście osób, które także oglądały figury. W końcu
wyjawił, że „zanim przybyli chrześcijanie ów dom był domem modlitw i zbie­
rano się w nim, aby obchodzić święta i prosić swoich bogów o to, czego
chciano, lecz po przybyciu chrześcijan nigdy więcej tego nie robiono" (Proceso
1910, s. 9-11).
Dwie z wymienionych przez Pedra Izcuitecatla osób przesłuchano jeszcze
tego samego dnia, jedną - nazajutrz. Żadna z nich nie była specjalnie rozmow­
na. Jedyne, co Zumárraga uzyskał, to pewność, że figury znajdowały się
w domu od kilkunastu lat. Sugerowano mu, że zgromadził je w czasach, gdy
niszczono bożki, dawno nieżyjący wuj don Cariosa, mając na względzie wy­
łącznie surowiec, bo kamienia - jako budulca - brakowało. Jeden ze świad­
ków, przyznawszy, iż wie o figurach od lat siedemnastu (od 1522 г.), tłumaczył
swe dotychczasowe milczenie przekonaniem, że były to rzeczy zniszczone i bez
znaczenia. Zapytany, ile razy czcił owe idole i składał im ofiary, zmienił nieco
ton. Oświadczył, że jeśli przychodził popatrzeć na figury, to jedynie po to, by
w duchu powiedzieć sobie: „należałoby je zniszczyć", choć nie wtrącał się, nie
chcąc rozgniewać opiekuna domu (Proceso 1910, s. 11-14, 27-28).
Już 4 lipca stało się oczywiste, że przechowywanie wizerunków dawnych
bogów było w Tetzcoco „tajemnicą Poliszynela". Biskup Zumárraga musiał
dostrzec w ujawnionych faktach wierzchołek góry lodowej, albowiem naza­
jutrz, w sobotę 5 lipca, wezwał do siebie grupę sprawujących w mieście wła­
dzę dostojników i przedstawił im alternatywę: albo dowiodą swej wierności
chrześcijaństwu wyjawiając wszystko, co wiedzą, o przypadkach posiadania
idoli i otaczania ich kultem zarówno w Tetzcoco, jak i poza nim, albo - gdyby
nie chcieli tego uczynić, a zostanie im dowiedzione, że sami są winni lub
osłaniają innych - spotka ich surowa kara. Słowa biskupa, iż „teraz zoba­
czy, jacy są z nich chrześcijanie", nie pozostawiały cienia wątpliwości co do
powagi sytuacji.
5

M o w a najprawdopodobniej o kosmykach w ł o s ó w obcinanych po urodzeniu i po śmierci,
przechowywanych przez rodzinę jako świętości, por. Motolinia 1970, s. 131-132.

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

I I . DRAMATIS

PERSONAE

111

I I C H ZEZNANIA INDYWIDUALNE

W ten sposób do złożenia wyjaśnień zmuszonych zostało pięć osób: don
Lorenzo de Luna - gubernator prowincji Tetzcoco , don Francisco, Lorenzo
Huiznaualtlailotla, don Hernando de Chavez i don Antonio. Dwaj ostatni byli
burmistrzami (alcaldes), co pozwala domniemywać, iż dwaj wymienieni wcześ­
niej byli rajcami (regidores), a łącznie stanowili czołowych przedstawicieli
władz municypalnych Tetzcoco . Cała piątka reprezentowała zatem najwyż­
sze władze miasta i podległej mu prowincji. Do kompletu brakowało tylko
tlatoaniego, lecz tetzcokański „stolec królewski" pozostawał nie obsadzony od
śmierci don Pedra Tetlahuehuetzquititzina w początkach maja 1539 r.
Stosunkowo mało wiadomo o poszczególnych dostojnikach. Najprawdo­
podobniej wszyscy, przed których imionami pojawia się hiszpański tytuł don,
należeli do arystokracji, byli - mówiąc po nahuatlańsku - pipiltin, to znaczy
wywodzili swój rodowód od jednego z poprzednich władców Tetzcoco. Doty­
czy to czterech z nich.
Spośród arystokratów postacią, o której mamy nieco więcej informacji, jest
don Lorenzo de Luna. Daleko spokrewniony z nim kronikarz Fernando
de Alva Ixtlilxóchitl (15787-1650) uważał go za syna Nezahualpilliego, co by
oznaczało, że był przyrodnim bratem don Cariosa Ometochtli . Jednak na
większe zaufanie zasługuje jeden ze świadków w procesie, według którego don
Carlos nazywał gubernatora mi sobrino (Proceso 1910, s. 42); don Lorenzo de
Luna byłby więc jego bratankiem lub siostrzeńcem . Mógł natomiast, jak
utrzymywał wspomniany kronikarz, przyjąć chrzest w 1524 r. razem z większoś­
cią członków rodu panującego w Tetzcoco. Zapewne miał za sobą naukę
w przyklasztornej szkółce, ponieważ potrafił podpisać się na protokóle zeznania
(podobnie jak don Hernando de Chávez). Data jego powołania na urząd
gubernatora nie jest znana, lecz na pewno nie pełnił tej funkcji przed 16 kwiet­
nia 1537 г., a był gubernatorem już 23 stycznia 1538 r. , co wskazuje, że
6

7

8

9

10

6

U r z ą d administracji kolonialnej, wśród Indian wprowadzony jako konkurencyjny, a z cza­

sem zastępczy w stosunku do tradycyjnej i d o ż y w o t n i e j funkcji tlatoaniego. Gubernator - miano­
wany przez wicekróla lub wybierany i zatwierdzany przez niego - stał n a czele prowincji (jednostki
podziału terytorialnego niższej niż audiencje, na które dzieliło się wicekrólestwo), p i l n o w a ł w niej
p o r z ą d k u , n a d z o r o w a ł płacenie p o d a t k ó w i egzekwowanie świadczeń n a rzecz p a ń s t w a , b y ł sędzią
i, w razie potrzeby, d o w ó d c ą pospolitego ruszenia. Wraz z radą miejską (cabildo) stolicy prowin­
cji, zarządzał całą prowincją. Por. Gibson 1960, s. 178-179; Gibson 1964, s. 166 i nast.
7

a)

Wprowadzona przez H i s z p a n ó w

zarząd municypium (ayuntamiento)

struktura wybieralnych w ł a d z lokalnych obejmowała:

składający

się z d w ó c h

burmistrzów lub jednego burmistrza

g ł ó w n e g o i kilku zwykłych, mających do pomocy rajców (regidores) oraz licznych wyspecjalizowa­
nych u r z ę d n i k ó w (pisarza, alguacila czyli stróża porządku publicznego i in.); b) radę miejską
(cabildo)

składającą się z o g ó ł u u r z ę d n i k ó w pod przewodnictwem burmistrza lub - w stolicy

prowincji - gubernatora.
8

9

1 0

A l v a Ixtlilxóchitl 1975-1977,1, s. 492; tak też Greenleaf 1961, s. 74 przyp. 10.
Analogicznie Cline 1966, s. 85 (tablica genealogiczna), który uznaje go za siostrzeńca.
Z akt innego procesu wiadomo, że 16 kwietnia 1537 r. gubernatorem Tetzcoco był niejaki

don Francisco, Procesos

1912, s. 42. O drugiej dacie patrz dalej, w związku z pismem wicekróla

Nowej Hiszpanii do don Lorenza de Luny.

�112

RYSZARD TOMICKI

sprawował urząd przez dwie kolejne kadencje - w latach 1538-1539. W roku
1540 na jego miejsce mianowany został don Antonio Pimentel Tlahuitoltzin
(patrz niżej).
Nic pewnego nie potrafię powiedzieć o pozostałych osobach.
Na zasadzie bardzo hipotetycznego przypuszczenia można utożsamiać don
Antonia, burmistrza, z synem Nezahualpilliego noszącym imię Tlahuitoltzin,
znanym także jako don Antonio Pimentel, który wkrótce po straceniu don
Cariosa Ometochtli został jednocześnie tlatoanim i gubernatorem Tetzcoco .
Postawa, jaką „nasz" don Antonio zaprezentował podczas przesłuchań, czyni­
łaby taki awans wielce prawdopodobnym .
Z kolei don Francisca, przypuszczalnego rajcę, można kojarzyć z innym
synem Nezahualpilliego, znanym jako don Francisco Mochiuhquechoietzomatzin (Alva Ixtlilxóchitl 1975-1977,1, s. 492). Być może to on piastował urząd
gubernatora Tetzcoco w 1537 r .
W dostępnych mi źródłach nie zdołałem znaleźć bliższych informacji o don
Hernandzie de Chavez, drugim obok don Antonia burmistrzu. Nie wykluczo­
ne, że był także członkiem rodu rządzącego w Tetzcoco od dziesiątków lat .
Lorenzo Huiznaualtlailotla, pełniący prawdopodobnie urząd rajcy, to jedy­
na osoba, wobec której nie użyto tytułu don . Pochodził więc z niższej
warstwy społecznej, aczkolwiek noszony przezeń w charakterze nazwiska tytuł
huitznahuatlailotlac świadczy, że był wysokiej, a nawet bardzo wysokiej rangi
dostojnikiem w lokalnej hierarchii (według standardów przedhiszpańskich) .
Pewne jest wszakże, iż wezwani nagle przed oblicze inkwizytora dostojnicy
reprezentowali najściślejszą elitę polityczną Tetzcoco, a w większości - najwyż­
sze kręgi miejscowej arystokraqi. Wszyscy, o czym świadczą ich imiona, byli
ochrzczeni. Przynajmniej niektórzy mieli za sobą naukę w przyklasztornej
szkółce. Pod względem wymienionych cech nie różnili się od don Cariosa
Ometochtli.
Punktem wyjścia przesłuchań, jakim poddano ich za pośrednictwem tłuma­
cza, była naturalnie sprawa figur znalezionych w domu don Cariosa i wprost
sformułowane przez biskupa Zumarragę podejrzenie, że „wszyscy oni wiedzieli
11

12

13

14

15

16

1 1

Pomar 1964,

s. 214; Gibson 1964,

s. 171

(przypuszczenia tego autora, że don

Antonio

Pimentel Tlahuitoltzin był gubernatorem także wcześniej - oparte na Titles 1946, s. 120 i 122,
gdzie m o w a o roku 1537 - nie są uzasadnione, gdyż p o w o ł a n e źródło, znane w p ó ź n y c h kopiach,
jest dokumentem s f a ł s z o w a n y m i zawiera ewidentne błędy).
1 2

Patrz bliżej: V I . Wnioski.

1 3

Por. przyp. 10.

1 4

Osoba o tym imieniu i nazwisku s y g n o w a ł a 27 lipca 1545 r. list w sprawie zatwierdzenia

wyboru nowego tlatoaniego Tetzcoco (Horcasitas 1978, s. 152).
1 5

Nie u ż y t o go w p r o t o k ó l e zeznania indywidualnego, co jest w s k a z ó w k ą najważniejszą.

W jednym z późniejszych p r o t o k o ł ó w , gdzie wymienia się wszystkich d o s t o j n i k ó w ,
Huiznaualtlailotla figuruje wprawdzie jako „ d o n Lorenzo" (Proceso

1910,

Lorenzo

s. 22), lecz tu tytuł

dodano mu najwyraźniej „ z rozpędu".
1 6

T y t u ł taki przysługiwał jednemu z czterech najbliższych d o r a d c ó w tlatoaniego, pełniących

j e d n o c z e ś n i e rolę sędziów (z kategorii tecuhtlatoque), por. L ó p e z Austin 1961, s. 95.

�MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

113

o nich i widzieli je" (Proceso 1910, s. 15). Każde zeznanie dotyczyło zatem tej
kwestii, lecz w pewnej tylko mierze, zawsze bowiem okazywało się szybko, iż
dla przesłuchiwanych o wiele bardziej istotne jest ujawnienie innej sprawy,
o której dotąd Hiszpanie nie wiedzieli. Ponieważ jej specyfika wymaga analizy
zeznań oraz towarzyszących im zdarzeń zgodnie z porządkiem chronologicz­
nym, najpierw omówię - jako sprawę odrębną - wyjaśnienia na temat figur .
Czterech z pięciu dostojników zdecydowanie zaprzeczyło, by wiedzieli o ich
przechowywaniu. Don Lorenzo de Luna wyraził przy tym pogląd, że najpewniej
„jakiś Indianin zebrał tam owe idole i ukrył je" w czasach, gdy wyobrażenia
dawnych bóstw były niszczone. Z kolei don Hernando de Chávez, który podobno
nigdy nie był w domu don Cariosa, zapewnił, że gdyby wiedział o figurach, na
pewno by o nich doniósł, gdyż stale daje baczenie na przejawy bałwochwalstwa,
aby je ujawnić i ukarać. Tylko don Antonio przyznał się do widywania figur,
niemniej - jak oświadczył - nie wiedział, co one przedstawiały.
Nie sposób stwierdzić, czy złożone wyjaśnienia odpowiadały prawdzie.
O kłamstwo można podejrzewać jedynie don Antonia, albowiem argument
niewiedzy (pojawiający się także w zeznaniach innych osób, o których tutaj
nie będzie mowy) brzmi mało przekonująco zważywszy, iż zaraz po odkryciu
figur spora ich część została zidentyfikowana jako wizerunki konkretnych
bóstw przez don Lorenza de Lunę, don Francisca i innych dostojników, co
skrupulatnie odnotowano w protokole. Nawet jeśli don Antonio nie posiadał
stosownej wiedzy, wydaje się wielce wątpliwe, by nie miał też świadomości, co
reprezentowały sobą - generalnie rzecz biorąc - owe figury.
Tak czy inaczej wyjaśnienia były zdawkowe i z pewnością nie zadowoliłyby
Zumárragi, gdyby przesłuchiwani zamierzali na tym poprzestać. Nieoczekiwa­
nie jednak - jak wspomniano - każdy z nich poświęcił przynajmniej kilka zdań
wydarzeniom mającym miejsce w Tetzcoco i okolicy w minionych miesiącach.
Nie próbowano bynajmniej odciągnąć uwagi Hiszpanów od kwestii figur.
Wprost przeciwnie, dostojnicy - znalazłszy się w kłopotliwym położeniu
- uznali za konieczne ujawnić jeszcze jedną mało dla siebie wygodną sprawę,
zanim biskup usłyszy o niej od kogo innego.
Ich zeznania, dotyczące tych samych i niezbyt odległych w czasie zdarzeń,
różnią się między sobą dość znacznie. Jest to bezsporny dowód (nie jedyny
zresztą), że nie zdążono uzgodnić wspólnej wersji. Fakt ten ma swoje oczy­
wiste zalety, pozwala bowiem na rekonstrukcję z jednej strony indywidualnych
postaw, z drugiej zaś rzeczywistego, choć jedynie przybliżonego przebiegu
wypadków. Aby nie tracić z oczu specyfiki poszczególnych zeznań, będę
analizował je kolejno. Dla jasności wywodu przyjmuję, idąc za wersją ze­
znającego jako pierwszy gubernatora Tetzcoco, iż w grę wchodziły dwa odręb­
ne zespoły zdarzeń: 1) akty bałwochwalstwa związane z przydrożnymi krzyża­
mi oraz 2) akty bałwochwalstwa związane z Górą Tlaloca.
17

1 7

O m a w i a j ą c poniżej zeznania pięciu d o s t o j n i k ó w nie podaję odsyłaczy do źródła; wszystkie
znajdują się w: Proceso 1910, s. 16-22.

�RYSZARD TOMICKI

114

II.1. A K T Y BAŁWOCHWALSTWA ZWIĄZANE Z PRZYDROŻNYMI KRZYŻAMI

Gubernator don Lorenzo de Luna zaprezentował następująca wersję pierw­
szego zespołu zdarzeń: Oto przed około 70-80 dniami ( ± 1 6 - 2 6 kwietnia )
dotarła do niego wiadomość, że w Tetzcoco „przywoływano demona" i kierowa­
no do niego modły. Pomimo natychmiastowego zwołania miejscowych dostojni­
ków nie zdołał się dowiedzieć, kto był winny nagannych czynów. Zarządził przeto
dochodzenie, nakazując jednocześnie kopać pod krzyżami, których wiele stało
przy drogach, i pod niektórymi udało się znaleźć „kilka noży i krzemieni, i innych
pozostałości ofiar". Wydobyto je stamtąd. W chwili składania zeznania świadek
miał je nadal w swym posiadaniu. Pewne efekty przyniosło także wdrożone
dochodzenie. Okazało się, że w rytuałach brało udział wielu ludzi, wskutek czego
gubernator nie odważył się nikogo uwięzić. W trakcie przesłuchania oznajmił
wszelako, iż „jeśli jest to potrzebne", teraz może osoby te wymienić (czy złożył
donos, nie wiadomo; w aktach brak odnośnych informacji).
Składanie ofiar pod przydrożnymi (i nie tylko) krzyżami było w omawia­
nym okresie jedną z typowych form kontynuowania dawnych kultów. Rzecz
nie polegała wyłącznie na tym, że krzyże wznoszono często w miejscach, gdzie
Indianie czcili wcześniej własnych bogów. Pewne znaczenie miał też fakt, iż
ustawienie krzyża stanowiło dla misjonarzy akt oczyszczenia danego miejsca,
wykluczający możliwość przebywania tam diabła (co rozumiano w bardzo
fizyczny sposób ). Dla nie podzielających tego przekonania Indian krzyże
niejako automatycznie zapewniały względne bezpieczeństwo wszystkiemu, co
zdołano u ich stóp zakopać (zarówno wizerunkom bóstw, jak też przeznaczo­
nym dla nich ofiarom) . Z zeznania gubernatora jasno wynika, że w Tetzcoco
składano ofiary umieszczając je właśnie pod krzyżami; to też ukierunkowało
późniejszą akcję poszukiwawczą.
W przeciwieństwie do gubernatora pozostali dostojnicy nie zamierzali nikogo
denuncjować. Żaden z nich nie powiedział o składaniu ofiar. Starali się zaprezen­
tować akcję poszukiwawczą jako naturalny przejaw chrześcijańskiej gorliwości
lokalnych władz (a więc swojej własnej). Don Francisco - nie wyjaśniając
powodów podjęcia akcji - zauważył, iż jego zdaniem znalezione obiekty
pochodziły sprzed około 15 lat (±1524), z czasów, gdy krzyże stawiano , czego
18

19

20

21

1 8

Podane tu i dalej daty są m o j ą rekonstrukcją (według o b o w i ą z u j ą c e g o w ó w c z a s kalendarza
juliańskiego). Zeznający zawsze operowali w z g l ę d n ą r a c h u b ą czasu.
1 9

Por. np. relację Cervantesa de Salazar (1971,1, s. 132): „Pndianie] uważali za b o g ó w i CZCiii

j a k o takich [...] niektóre drzewa [...] składając
krzyż

między

przed nimi ofiary;

[...]Bóg zechdś,

takimi drzewami, te zaraz usychaly, jak to sie zdaryvh

od [miasta] Meksyk".

J

?

штг

УЮ

że sdv stwiimn

w Cw„ г
W Шя

/

Fe, półtorej
. 212,

213.

fegua

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

115

miał dowodzić zły stan zachowania części z nich. Don Hernando de Chávez
oznajmił, że poszukiwania podjęto w wyniku pewnej rozmowy, w której
uczestniczyli gubernator, burmistrzowie i rajcy. Przypomniano sobie wówczas, iż
niektóre krzyże zostały wzniesione w miejscach, gdzie dawniej były pogańskie
ołtarze, w związku z czym mogło się pod nimi jeszcze „coś" znajdować.
Przypuszczenie okazało się trafne. Świadek wymienił wśród znalezionych przed­
miotów już nie tylko - jak jego poprzednicy - noże i krzemienie, lecz także jakieś
kamienne figury (algunas figuras de piedra), skrzyneczki i szereg innych ofiarniczych utensyliów. Identycznie jak don Hernando de Chávez przedstawili przyczy­
nę akcji poszukiwawczej Lorenzo Huiznauatlailotla i don Antonio; ten drugi
wskazał przy okazji jako prawdziwego jej pomysłodawcę don Hernanda de
Chávez, a wśród znalezisk wymienił wprost figury bożków (figuras de ídolos).
Istniała jeszcze jedna różnica między gubernatorem a resztą dostojników.
Nikt nie potwierdził podanego przez don Lorenza de Luna terminu akcji
poszukiwawczej. Wszyscy datowali ją zgodnie (choć każdy z osobna) na okres
Wielkiego Postu, który w 1539 r. wypadał w dniach od 19 lutego do 5 kwiet­
nia. Ujawnione zdarzenia miały więc miejsce co najmniej parę tygodni wcześ­
niej, niż twierdził gubernator, co oznaczało, iż od mniej więcej trzech miesięcy
znał on tożsamość osób składających ofiary i nie doniósł o tym, a ponadto
przetrzymywał w niewiadomym celu wydobyte spod krzyży obiekty, w tym
wizerunki dawnych bóstw.
Do sprawy chronologii wydarzeń przyjdzie jeszcze wrócić. Teraz zauważyć
wypada, iż nieco zaskakującą w kontekście innych zeznań gotowość don
Lorenza de Luny do oddania bałwochwalców w ręce inkwizycji wytłumaczyć
można (przynajmniej częściowo) rangą piastowanego przezeń urzędu i związa­
ną z tym większą odpowiedzialnością za sytuację w Tetzcoco. Z hiszpańskiego
punktu widzenia na nim jako funkcjonariuszu administracji kolonialnej ciążył
obowiązek egzekwowania praw stanowionych przez władze zwierzchnie, a za­
kres zobowiązań przyjętych wraz z nominacją obejmował również sferę życia
religijnego. Dobrze ilustruje to rozporządzenie, jakie 23 stycznia 1538 r. skie­
rował pod jego adresem wicekról Nowej Hiszpanii, Antonio de Mendoza.
Wicekról sygnalizował na wstępie swe zaniepokojenie sytuacją w prowincji
Tetzcoco, gdzie wielu tubylców stale pozostawało poza kontrolą, żyło w kon­
kubinacie, składało potajemnie ofiary i dopuszczało się innych aktów bałwo­
chwalstwa. Stwierdzając brak należytej dbałości o zmianę tego stanu rzeczy
w minionych latach, pisał następnie:
[...] nakazuję, żebyście przymuszali i ponaglali Indian tej prowincji, aby w niedziele i o b o w i ą z k o w e
święta szli do najbliższych kościołów i klasztorów wysłuchać mszy i przyjąć n a u k ę chrześcijańską [...];
[...] nakazuję wam d o w i a d y w a ć się i wiedzieć o ofiarach i bałwochwalstwie, jakie byłyby czynione
przez t u b y l c ó w tej prowincji, a jeżeli stwierdzicie i odkryjecie, że są tacy, którzy to czynią, razem
z w i a d o m o ś c i a m i , jakie o tym będziecie mieli, przyślecie do mnie owych przestępców, uwięzionych
i pod d o b r ą strażą [...]; i będziecie n a p o m i n a ć i ostrzegać, by nikt nie czynił rzeczonych ofiar
i b a ł w o c h w a l s t w a , ani nie uczestniczył w pijatykach, ani nie żył w konkubinacie, pod groźbą, iż
zostanie ukarany; a jeśli byście takich znaleźli i gdyby żyli w konkubinacie, ich także pojmiecie
i przyślecie do mnie wraz z c&lt;łpowiednimi w i a d o m o ś c i a m i (Mandamientos

1939, s. 235-236).

�116

RYSZARD TOMICKI

Pismo nie miało charakteru reprymendy. Autor parokrotnie dał w nim
wyraz zaufaniu do adresata jako „dobrego chrześcijanina" , a to zdaje się
wskazywać, iż zwracał się do nowo mianowanego gubernatora.
Aczkolwiek o działalności don Lorenza de Luna w tej roli mało wiadomo,
nie ma podstaw, by go posądzać o całkowite ignorowanie zobowiązań wobec
Hiszpanów. Zapewne w jakiejś mierze czynił, co do niego należało. Z donosu
na don Cariosa Ometochtli wiemy, że poczynania te były w środowisku
indiańskim zauważane, gdyż zdaniem delatora ówże don Carlos, ostro kryty­
kujący Indian współdziałających z Hiszpanami, wymienił kiedyś z imienia
i nazwiska gubernatora powiadając: „nie rozumiem tego, co mówi mój sobrino
[bratanek łub siostrzeniec], Lorenzo de Luna; nie przyjmuję do wiadomości
tego, co m ó w i " (Proceso 1910, s. 42; potwierdzenie w zeznaniu innego świad­
ka, s. 45-46). Jeżeli jednak przytoczone słowa adekwatnie opisywały formy
jego aktywności, a więc jeśli ograniczał się on do perswazji, to z punktu
widzenia Hiszpanów nie wywiązywał się należycie ze swych powinności. Po­
średnio obciążały go również zarzuty postawione don Carlosowi, bo nie mógł
nie wiedzieć o konkubinacie oskarżonego, unikaniu przezeń uczestnictwa
w mszach i jego awersji do propagujących chrześcijaństwo Indian. Dodatkowe
odkrycie w domu don Cariosa figur bogów, o których wiedzieli prominentni
członkowie rady miejskiej Tetzcoco (burmistrz don Antonio), w pełni uzasad­
niało niedwuznaczną sugestię biskupa Zumárragi, że miejscowe władze na
czele z gubernatorem nie tylko tolerowały, ale i osłaniały winnych odstępstw
od prawdziwej wiary.
22

Decydując się na ujawnianie nowego przypadku zakazanych praktyk, dotąd
trzymanego w tajemnicy, don Lorenzo de Luna jeszcze bardziej obciążył swoje
konto. Liczył więc prawdopodobnie, że wydając ludzi składających ofiary
udobrucha nieco Zumarragę. Rozbieżności między jego zeznaniem a zeznaniami
innych dostojników pozwalają ponadto przypuszczać, że chciał za wszelką cenę
zminimalizować znaczenie znalezionych pod krzyżami obiektów (przemilczał
wizerunki bóstw) oraz być może skrócić okres zwłoki w złożeniu doniesienia
i przekazaniu znalezisk, przesuwając w tym celu o parę tygodni prawdziwą datę
akcji poszukiwawczej. To ostatnie przypuszczenie potwierdza fakt, iż później
- o czym będzie jeszcze mowa - eksponował tezę, jakoby zamierzał doprowadzić
poszukiwania do końca i wtedy oddać biskupowi wszystko, co udało się znaleźć
w okolicach Tetzcoco. Analogiczne wytłumaczenie ewidentnej winy zaniechania
zaprezentował przesłuchiwany w dalszej kolejności (ale tego samego dnia, 5 lipca)
Lorenzo de Águila, dostojnik rezydujący w miejscowości Chiauhtla, który
prowadził tam na polecenie don Lorenza de Luny poszukiwania w okresie
Wielkiego Postu (19 lutego - 5 kwietnia), a następnie - jak oświadczył - miał
strzec wydobytych spod krzyży obiektów „dopóki nie znajdzie się wszystkiego"

2 2

Pismo m o g ł o mieć związek z faktami ujawnionymi w latach 1536-1537, podczas p r o c e s ó w

p o c h o d z ą c e g o z Tetzcoco Martina Ocelotla (Procesos 1912, s. 17-51), jego brata Andresa Mixcoatla,
m i e s z k a ń c a Chiauhtli, oraz sługi ich obu, Cristóbala Papalotla (Procesos

1912, s. 53-78).

�MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A CHARYBDĄ CHRZEŚCIJAŃSTWA

117

(Proceso 1910, s. 28). Z uwagi na czas, jaki upłynął od zakończenia akcji, trudno
dać wiarę tym zapewnieniom. Najprawdopodobniej dostojnicy w ogóle nie
zamierzali ujawnić całej sprawy Hiszpanom.
Postawa taka nie byłaby niczym niezwykłym. 7 lipca Zumárraga wysłuchał
doniesienia niejakiego Gerónima de Pomar o wydarzeniach w Huexotla, miejsco­
wości leżącej na południe od Tetzcoco i podległej temu miastu. Świadek był
Hiszpanem i zgłosił się sam, korzystając z obecności biskupa w Tetzcoco. Pragnął
go poinformować, iż bywając od około trzech i pół miesiąca (tj. od końca lutego)
dość często w Huexotla zauważył niezamieszkany dom ozdobiony matami
i plecionkami, przez Indian zwany tecuancale , w którym nocami widywało się
płonący ogień. Przekonany, że dzieje się w nim coś złego, zażądał od tamtejszego
tlatoaniego, aby noszący „diabelskie imię" budynek zburzono, i zagroził doniesie­
niem o wszystkim biskupowi. Jedyną reakcją Indian było wzniesienie ogrodzenia
utrudniającego dostęp do domu (zatem tlatoani, niejaki don Pedro, nie próbował
nawet niczego wyjaśniać wścibskiemu Hiszpanowi). Jednak przed mniej więcej
40 dniami, kiedy Zumárraga składał wizytę w Tetzcoco, najwyżsi dostojnicy
z Huexotli - tlatoani don Pedro, bliżej nie zidentyfikowany don Juan oraz
miejscowi burmistrzowie i rajcy - przekazali świadkowi wiadomość, że „uważają
go za ojca i brata, a ponieważ w minionych dniach polecił im to, co dotyczyło
domu, to jeśli [...] wiadomo mu, gdzie znajduje się diabeł czyli jakieś bożki albo
chalchuyes *, niech je wydostanie z pomocą swoich Indian i zatrzyma sobie;
a gdyby sam nie chciał tego robić, niech im powie, oni zaś to wydostaną; i żeby
nie starał się powiedzieć niczego Panu Biskupowi".
13

2

Z relacji tej wynika, że władze Huexotli co najmniej tolerowały jakieś
niedozwolone rytuały i , rzecz znamienna, miały poczucie względnego bez­
pieczeństwa. Sposób, w jaki zareagowano na interwencję Hiszpana, był z pew­
nością efektem przymykania oczu przez część hiszpańskich kolonistów na
niektóre formy indiańskich kultów, te w szczególności, które nie przybierały
ostentacyjnego charakteru. Istnienie takiej postawy sygnalizował na przełomie
lat trzydziestych i czterdziestych X V I w. franciszkanin i kronikarz Toribio de
Benavente zwany Motolinią (1970, s. 47-^-8, 333), pisząc z oburzeniem o Hisz­
panach przeciwstawających się radykalnym metodom walki z bałwochwal­
stwem już to z obawy przed rebelią Indian, mogącą zagrozić głównie ich
interesom ekonomicznym, już to z chęci wzbogacenia się, co było możliwe,
gdy zwalczaniem pogaństwa nie zajmowali się misjonarze, lecz sami encomen­
deros, którzy przy okazji zawłaszczali wyroby ze szlachetnych metali i cennych
kamieni. Złożona ostatecznie Gerónimowi de Pomar propozycja dowodzi, że
Indianie usiłowali wykorzystywać różnice między misjonarzami a kolonistami,

2 3

Sensu tej złożonej z d w ó c h r z e c z o w n i k ó w nazwy nie potrafię odczytać: tequani to „dzikie/

groźne dla Judzi zwierzę", w dalszych znaczeniach „złoczyńca, okrutnik", „pożeracz ludzi (kani­
bal)", ale w pewnych kontekstach także „kara (boska)"; calli to „ d o m " .
2 4

Zniekształcony i podany z hiszpańską k o ń c ó w k ą 1. mn. wyraz chalchihuitl - szmaragd lub

inny cenny k a m i e ń o zielonkawym zabarwieniu, g ł ó w n i e jadeit.

�118

RYSZARD TOMICKI

nie stroniąc od prób przekupstwa. Tylko tak rozumieć można namowy do
samodzielnego zajęcia się szukaniem idoli czy „chalchuyes" i ofertę udzielenia
w tym pomocy pod warunkiem zachowania tajemnicy przed Zumárraga .
Dla interesującej nas sprawy doniesienie Gerónima de Pomar ma dużo
większe znaczenie, niżby to wynikało z opisu wydarzeń w Huexotli. Ujawnia
ono bowiem fakt, o którym na pewno pamiętali wszyscy zainteresowani, tak
przesłuchujący, jak przesłuchiwani, choć nigdzie indziej w protokołach nie ma
o nim mowy. Chodzi o pobyt biskupa Zumárragi w Tetzcoco przy końcu maja
1539 r. Ściśle rzecz biorąc, Hiszpan datował wizytę na około 40 dni wstecz,
tj. na +28 maja (licząc od 7 lipca, kiedy złożył doniesienie; być może miała
ona związek z obchodzonym 25-26 maja Zesłaniem Ducha Św.). W owym
czasie poszukiwania pod krzyżami były już dawno zakończone, a gubernator
Tetzcoco miał w swym posiadaniu liczne pogańskie obiekty. Skoro przyznał
się do tego dopiero 5 lipca, to podczas wizyty biskupa przy końcu maja nie
wyjawił niczego. W tej sytuacji rzekomy zamiar doprowadzenia poszukiwań
do końca tracił wiarygodność. Niemniej jednak ciąg dalszy jego zeznania
wskazuje, iż wiedział, co robi, przyznając się do zachowania nagannego
wprawdzie, lecz nie dającego podstaw do poważniejszych podejrzeń. Miał na
sumieniu jeszcze gorszy „występek" i nade wszystko zależało mu na zatajeniu,
że i tego dopuścił się przed majową wizytą chrześcijańskiego hierarchy. Tym
razem szło o recydywę kultu boga deszczu Tlaloca na odległej kilkanaście
kilometrów od miasta górze nazywanej imieniem bóstwa. Mimo że gubernator
operował trochę innym niż Gerónimo de Pomar przybliżeniem chronologicz­
nym, w świetle dalszych zeznań jego intencja jest całkowicie przejrzysta.
25

П.2. A K T Y BAŁWOCHWALSTWA ZWIĄZANE Z GÓRĄ T L A L O C A

Kontynuując zeznanie don Lorenzo de Luna oświadczył, że przed około
40 dniami, tj. +26 maja, doniesiono mu o zaobserwowaniu dymu ponad Górą
Tlaloca . Posłał tam alguacila, Pedra Zapotlacatla, który znalazł jakiegoś bożka
(un ídolo), kadzidło (copal), ofiarny papier ze śladami krwi, pióra i inne
26

2 5

Tropienie „ s k a r b ó w " znajdujących się w grobach i dawnych miejscach kultu było w tych

latach zajęciem d o ś ć powszechnym i po części zalegalizowanym, por. instrukcję dla wicekróla
Nowej Hiszpanii z 25 kwietnia 1535 r. oraz inne dokumenty zestawione w: Icaza 1928, s. 11
(nr 17), 44 (nr 118), 50 (nr 143) i in.; M o t o l i n í a (1970, s. 47^18, 333) zaświadcza nasilenie się
p o s z u k i w a ń w latach 1539-1540 pod przykrywką likwidowania pozostałości p o g a ń s t w a .
2 6

W zeznaniach nazywa się ją na ogół Tlalocatepetl &lt; Tlalocantepetl „ G ó r a Miejsca Tlaloca",

czasem Tlalocan (la sierra que se dice Tlaloca[ń\;

por. też Duran 1967, I , s. 82) albo nawet Tlaloc

(la sierra que se dice Tlaloc; por. też Pomar 1964, s. 165); określenie Tlalocan „Miejsce Tlaloca" to
także nazwa pozaziemskiej siedziby tego b ó s t w a , przestawianej j a k o rajska kraina w ó d , wiecznie
zielonych roślin i obfitości pożywienia. Posługuję się dzisiejszą n a z w ą G ó r a Tlaloca jako najwygod­
niejszą w u ż y c i u . W y n i o s ł o ś ć ta, sięgająca 4150 m n.p.m., znajduje się w p ó ł n o c n e j części pasma
Sierra Nevada, oddzielającego D o l i n ę Meksyku (na zachodzie) i D o l i n ę Puebla (na wschodzie).
W czasach przedhiszpańskich istniało tam sanktuarium Tlaloca, jedno z najważniejszych lub wręcz
najważniejsze dla m i e s z k a ń c ó w Doliny Meksyku (Martínez Marin 1972, s. 163-164).

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

119

przedmioty. W tym samym czasie przybywający z Huexotzinco wędrowcy
powiadomili go, że widzieli nie tylko dym i „oznaki składania ofiar", lecz także
schodzącą z góry gromadę Huexotzinków, przypuszczalnych ofiarników. Wobec
tego postanowił rozmieścić na górze strażników w celu ustalenia tożsamości
sprawców. Straże wystawiały poszczególne barrios , każde na okres tygodnia.
Najpierw posłano ludzi z Coatlichanu. Po nich na górę udali się mieszkańcy
Chiauhtli, lecz ci, przybywszy na miejsce, znaleźli nowy pęk okrwawionych
papierów, posążki bożków, kadzidło i szereg innych pozostałości po świeżo
złożonej ofierze. Sprawcy pozostali nieznani, ponieważ Coatlichan zdjęło swoje
straże w sobotę, a Chiauhtla wystawiła nowe dopiero w poniedziałek. Ofiary
złożono natomiast w niedzielę (gdyby nie położenie, w jakim znajdował się don
Lorenzo de Luna, można by sądzić, że zakpił sobie z Zumárragi, kładąc fiasko
chwalebnych zamiarów na karb rygorystycznego przestrzegania nakazu święcenia
niedziel jako dni wolnych od pracy). Do powyższego gubernator dodał tylko tyle,
iż wszystko, co znaleziono na Górze Tlaloca, jest u niego pod kluczem.
21

Zeznający jako drugi w kolejności don Francisco datował spostrzeżenie
dymu nad górą na około 30 dni wstecz, tj. ± 5 czerwca, a więc jeszcze później
niż don Lorenzo de Luna. Wśród obiektów, jakie znaleźli wysłani tam ludzi,
wymienił papiery ze śladami świeżej krwi, muszle, kamień chalchihuitl, kawałki
tkanin (mantillejas), żywicę ulli, pióra i inne ofiarne drobiazgi. W ogóle nie
wspomniał o jakimkolwiek bożku. Wyznał za to, iż według tego, co słyszał,
Huexotzinkowie oczyszczali drogi prowadzące na górę, do „domów demona",
jak zwykli czynić w dawnych czasach, co było „złym znakiem". Huexotzinkom przypisał też złożenie ofiar, których ślady odnaleziono, nie wskazując
podstaw takiego sądu.
Następny przesłuchiwany, Lorenzo Huiznauatlailotla, podał nieco inną
niż jego poprzednicy kolejność i chronologię zdarzeń. Oznajmił mianowicie,
że wkrótce po akcji poszukiwań pod krzyżami w okresie Wielkiego Postu
(19 lutego - 5 kwietnia) burmistrz don Hernando de Chavez udał się z kilko­
ma ludźmi na Górę Tlaloca, skąd przynieśli wygrzebane spod ziemi rzeczy
mające związek w ofiarami (i w tym przypadku o żadnym bożku nie było
mowy). Znacznie później, bo przed około 30 dniami ( ± 5 czerwca) świadek
dowiedział się, że na górze zostały złożone ofiary, ale na ten temat nic więcej
nie miał do dodania i nie wiedział, kto mógł być sprawcą tego czynu.
Jeżeli ktokolwiek z ekipy śledczej analizował na bieżąco zeznania, w tym
momencie powinien się zorientować, że don Lorenzo de Luna i don Francisco
zataili jedną wyprawę na Górę Tlaloca, zorganizowaną - zgodnie z zeznaniem
Lorenza Huiznaualtlailotla - około Wielkanocy (w 1539 r. wypadającej

2 1

D o s ł o w n i e „dzielnice". T u mowa o miejscowościach podległych tlatoaniemu Tetzcoco (patrz
mapka) i z tego powodu traktowanych j a k o „części" miasta. Wymienione dalej Coatlichan
i Chiauhtla, a ponadto Huexotla i Tetzoyocan ( &gt; T e z o y u c a ) były mizerną p o z o s t a ł o ś c i ą dawnego
w ł a d z t w a t e t z c o k a ń s k i e g o , w większości rozparcelowanego po konkwiście p o m i ę d z y hiszpańskich
encomenderos; patrz: Gerhard 1972, s. 311-312.

�120

RYSZARD TOMICKI

6 kwietnia), a z kolei don Francisco i Lorenzo Huiznaualtlailotla starali się
ukryć fakt znalezienia jakiegoś bożka. Jawne kłamstwa i przemilczenia wszyst­
kich przesłuchanych dotąd osób ujawniły jednak dopiero zeznania dwóch
pozostałych świadków.
Don Hernando de Chávez przedstawił podobną chronologię zdarzeń, jak
jego bezpośredni poprzednik, dodając wszakże kilka ważnych szczegółów.
Według niego, po zakończeniu poszukiwań pod krzyżami postanowiono konty­
nuować akcję przenosząc ją na pobliskie góry. Na Górze Tlaloca alguacil Pedro
Zapotlacatl znalazł kamiennego bożka, posąg Tlaloca, który rozbił i pozostawił
na miejscu. Wkrótce potem świadek udał się tam osobiście i pod jego nadzorem
rozbity posąg przetransportowano do Tetzcoco. Podczas tej samej wyprawy na
skraju góry odkryto jeszcze jedną kamienną figurę nie zidentyfikowanego
w zeznaniu bóstwa. Ją również rozbito i przyniesiono do miasta. Po pewnym
czasie odbyła się następna wyprawa; wtedy znaleziono ofiarne papiery oraz inne
drobne obiekty, ale ponieważ don Hernando de Chávez nie brał w niej udziału
i nie widział przyniesionych przedmiotów, nie potrafił nic o nich powiedzieć.
Nie wiedział również, kto złożył ofiary. Słyszał natomiast od tetzcokańskich
kupców, że w Meksyku (Tenochtitlanie), Chalco, Huexotzinco i Tlaxcali jego
uważano za sprawcę zniszczenia posągu Tlaloca i miano mu to za złe.
Na Górę Tlaloca wyprawiano się więc trzykrotnie.
Już podczas pierwszej wyprawy, będącej kontynuacją poszukiwań pod
krzyżami, odnaleziono posąg Tlaloca. Wyprawa ta, której przewodził alguacil
Pedro Zapotlacatl, musiała się odbyć jeszcze w okresie Wielkiego Postu (19 lu­
tego - 5 kwietnia) albo zaraz po Wielkanocy (6 kwietnia), w każdym razie
przed końcem kwietnia, gdyż traktowano ją jako bezpośrednią kontynuację
wcześniejszych działań. Don Lorenzo de Luna kłamał zatem twierdząc, że
Pedro Zapotlacatl znalazł bożka, do tego - nie zidentyfikowanego, dopiero
po dostrzeżeniu dymu nad Górą Tlaloca w ostatnich dniach maja (co bez
wątpienia oznaczać miało: po ówczesnej wizycie Zumárragi w Tetzcoco).
Druga wyprawa, pod wodzą don Hernanda de Chávez (wspomniana także
przez Lorenza Huiznaualtlailotla), miała miejsce niedługo po pierwszej. Wtedy
przyniesiono rozbity posąg Tlaloca do Tetzcoco.
Trzecia wyprawa, w której don Hernando de Chávez nie brał udziału, była
najwyraźniej tą, którą don Lorenzo de Luna chciał przedstawić jako jedyną.
Zorganizowano ją po dostrzeżeniu dymu nad Górą Tlaloca - albo w końcu
maja, jak utrzymywał gubernator, albo około 5 czerwca, jak twierdzili don
Francisco i Lorenzo Huiznaualtlailotla. Wówczas posągu Tlaloca od dawna
na górze nie było.
Ostatni z zeznających dostojników, don Antonio, niewiele wniósł do kwe­
stii chronologii wypraw, ujawnił za to nowe szczegóły pozwalające ujrzeć
wydarzenia w szerszym kontekście. Przede wszystkim potwierdził fakt znale­
zienia kamiennego posągu Tlaloca bezpośrednio po akcji poszukiwań pod
krzyżami. Posąg był zagrzebany w ziemi, a po odnalezieniu został rozbity.
Świadek wyjaśnił zarazem, że Tlaloc był bogiem wód i „kiedy nie padało,

�121

M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

a potrzebowano wody, udawano się na ową górę, aby rzeczonemu Tlalokowi
złożyć ofiary, tak z Meksyku, jak z Tezcoco, Chalco, Huexotzinco, Choluli,
Tlaxcali i całej okolicy". Odkąd w kraju są chrześcijanie, zwyczaju - jego
zdaniem - nie kontynuowano. Dopiero w „minionych dniach", gdy brako­
wało deszczu, kupcy handlujący w Huexotzinco i Tlaxcali wrócili stamtąd
z wiadomością, że mieszkańcy tych miast „wygrzebywali [posąg] spod ziemi
i mówili, że to przez Tetzcokanów nie padało, bo rozbili boga Tlaloca, boga
wód, i za ich przyczyną wszyscy umierają z głodu".
Zreferowany fragment przyniósł nader istotne uzupełnienie wersji zdarzeń
podanej przez don Hernanda de Chávez. Mówiąc o odszukaniu i rozbiciu
posągu don Antonio odnosił się do pierwszej wyprawy. Wówczas pozosta­
wiono figurę na górze. I to właśnie wtedy tetzcokańscy kupcy zaczęli roz­
głaszać, iż winą za panującą w całym regionie katastrofalną suszę obarcza się
Tetzcokanów. Wzmianka o suszy, trwającej zapewne od dłuższego czasu,
skoro pociągnęła za sobą głód i (być może) śmiertelne ofiary, sama w sobie
odsłania ważną okoliczność towarzyszącą omawianym wydarzeniom . Po­
zwala też zrozumieć lepiej, co pragnął zakomunikować ekipie śledczej don
Hernando de Chavez wyznając, że jego osobiście czyniono odpowiedzialnym
za zniszczenie posągu boga wód, nie tylko zresztą w Huexotzinco i Tlaxcali,
lecz również w Meksyku (Tenochtitlanie) i Chalco, słowem - wszędzie.
28

Nie mniej interesujące informacje zawierał ciąg dalszy zeznania don Antonia.
Stwierdził on, że doniesienia kupców zaniepokoiły tetzcokańskich dostojników
tak dalece, iż postanowili wysłać potajemnie ludzi do Huexotzinco i Tlaxcali, aby
na miejscu sprawdzić, co konkretnie mówiło się o całej sprawie. Misja zakończyła
się zaskakującym rezultatem, gdyż wysłannicy ustalili, że „nic się nie mówiło".
Widzieli natomiast oczyszczone przez Huexotzinków drogi wiodące na Górę
Tlaloca, co dawniej zwykło się robić, gdy zamierzano złożyć ofiary.
Jeżeli świadek mówił prawdę, a w tym przypadku nie ma powodu sądzić
inaczej, jego relacja prowadzi do wniosku, że zniszczenie posągu Tlaloca
w trakcie pierwszej wyprawy spotkało się z dezaprobatą nie w odległym
Huexotzinco i jeszcze dalszej Tlaxcali, lecz w samym Tetzcoco, kupcy zaś,
którzy wyrażali ją publicznie, powoływali się na sąsiadów wyłącznie w celach
taktycznych. Z wiadomości dostarczonych przez szpiegów wynikało przecież,
że Huexotzinkowie dopiero szykowali się do odwiedzin miejsca kultu Tlaloca.
Jeśli tak rzeczywiście było, to z dużym prawdopodobieństwem można też
przyjąć, że druga wyprawa pod wodzą don Hernanda de Chavez ruszyła na
górę z zadaniem usunięcia corpus delicti zanim dotrą do niego sąsiedzi.
O tej wyprawie don Antonio nic nie powiedział. Przeszedł od razu do
wypadków, jakie nastąpiły po zaobserwowaniu dymu nad Górą Tlaloca.
Posłani tam ludzie znaleźli wiele papierów ze śladami krwi, kadzidło, przepiórkę
(ptaka dość powszechnie składanego w ofierze w czasach przedhiszpańskich)
2 8

O suszy i głodzie j a k o okolicznościach z w i ą z a n y c h z rewitalizacją p o g a ń s k i m praktyk

w s p o m n i a ł też autor donosu na don Cariosa Ometochtli, Proceso 1910, s. 1.

�122

RYSZARD TOMICKI

i inne pozostałości rytuału ofiarnego. Co się dało zabrać, przyniesiono do
Tetzcoco i oddano gubernatorowi. Na podstawie pewnych szczegółów stwier­
dzono, że ofiarę złożyli Huexotzinkowie, albowiem - jak wyjaśnił świadek
- „każda społeczność (pueblo) miała swój sposób składania ofiar". Następnie
wystawiono na górze straże, lecz nikogo nie zdołano ująć, chociaż jeszcze
dwu- lub trzykrotnie natrafiono na pozostałości nowych ofiar.
Tyle uznał za stosowne wyjawić ostatni z piątki dostojników. Po wy­
słuchaniu go ekipa śledcza dysponowała niezłym rozeznaniem co do prawdo­
mówności poszczególnych świadków. Ponieważ jednak nikogo z nich nie
zatrzymano, siłą rzeczy i oni zyskali możliwość uświadomienia sobie groźby,
jaką stworzyły poważne różnice w opisie minionych zdarzeń. Że tak się stało,
dowodzi błyskawicznie podjęta decyzja, w wyniku której doszło do jeszcze
jednego, tym razem zbiorowego zeznania.

III. Z E Z N A N I E Z B I O R O W E

Zaraz po przesłuchaniu don Antonia przed biskupem Zumárraga stawiło się
ponownie czterech zeznających wcześniej dostojników, aby wspólnie udzielić
dodatkowych wyjaśnień. Brakowało jedynie don Antonia. Powód jego nieobec­
ności nie został podany, lecz porównanie zeznań indywidualnych z tym, które
zapragnęli złożyć czterej dostojnicy, nie pozostawia zbyt wielkiego pola do
domysłów - zapewne nie chciał on uczestniczyć w ryzykanckim szalbierstwie.
Don Lorenzo de Luna i jego towarzysze podjęli próbę zatuszowania rozbież­
ności zarówno między własnymi zeznaniami, jak też między nimi a zeznaniem
don Antonia (Proceso 1910, s. 22-24). Miała ona wszelako dość niezwykły
charakter. Dostojnicy zaczęli od stwierdzenia, że - „jak mówili poprzednio"
- niedawno, gdy dotkliwie odczuwano skutki panującej suszy, dotarła do nich
wiadomość o składaniu na Górze Tlaloca ofiar bogu wód zwanemu Tlalokiem
(wcześniej tylko don Hernando de Chávez i don Antonio wymienili imię bóstwa,
nikt zaś oprócz don Antonia nie mówił o suszy i jej związku z wydarzeniami).
Wiadomość o tyle ich nie zaskoczyła, iż wiedzieli, że na górze stał w przeszłości
posąg tego boga, cieszącego się sławą jednego z najstarszych na ziemi, do którego
„cały kraj" przychodził z prośbami o deszcz i stosownymi ofiarami. Słyszeli
ponadto, że w okresie wojen między Huexotzinco i Tlaxcala z jednej strony,
a Meksykiem (Tenochtitlanem) i Tetzcoco z drugiej, pewnego razu Huexotzinko­
wie rozbili posąg, aby zrobić na złość Meksykanom (mieszkańcom Tenochtitlanu). Władca Meksykanów, Ahuitzotl, polecił go potem naprawić i Tlaloca
czczono dalej, gdyż był „starożytny" i stał na górze od niepamiętnych czasów .
29

2 9

O k o ł o 1582 r. Tetzcokanie byli przekonani, iż Tlaloc stał na górze zanim ich praprzodkowie
przybyli w ten rejon i założyli swoje osiedla (Pomar 1964, s. 165). Archeologiczne rozpoznania
wskazują, że miejsce kultu na G ó r z e Tlaloca m o g ł o funkcjonować od okresu formatysvnego, tj.
od pierwszych w i e k ó w n.e. (Townsend 1991, s. 29; Iwaniszewski 1994, s. 165).

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

123

Kiedy zatem doniesiono im o składaniu ofiar, domyślili się od razu, że posąg
najpewniej jest tam nadal. I rzeczywiście, wysłani przez nich ludzie odnaleźli po
długich poszukiwaniach zagrzebaną w ziemi, popękaną figurę z wyraźnymi
śladami naprawy - jej części okręcone były żelaznym, złotym i miedzianym
drutem. Wszystko to przetransportowano do Tetzcoco.
Na dowód dostojnicy zaprezentowali Zumárradze duży kłąb żelaznego
drutu, siedem sztabek złota i trzy sztabki miedzi, uzyskane - jak wyjaśnili - po
przetopieniu złotego i miedzianego drutu, a ponadto kamień chalchihuitl z glifem kalendarzowym zawierającym liczbę 6, który miał zdobić oblicze bóstwa.
Opowieść o rozbiciu posągu i jego późniejszej reperacji (przed rokiem 1502 )
już na pierwszy rzut oka była mocno podejrzana. Niewiarygodnie brzmiało
twierdzenie jakoby posąg zniszczono na złość Meksykanom, skoro rzekomi
niszczyciele, Huexotzinkowie, również otaczali Tlaloca kultem, co przyznawano
we wcześniejszych zeznaniach i powtórzono nieco później w zeznaniu zbioro­
w y m . W ogóle w przedhiszpańskim Meksyku raczej nie niszczono umyślnie
wizerunków bóstw podczas wojen, nawet jeśli były to postacie bogów-opiekunów wroga; najchętniej zabierano je i umieszczano w świątyniach własnego
miasta. To jedna uwaga, jaka się tu nasuwa. Druga dotyczy użycia do naprawy
posągu m . in. żelaznego drutu - tak być nie mogło, bo żelaza w przedhiszpańs­
kim Meksyku nie znano . Czy Hiszpanie zwrócili uwagę na obie kwestie, nie
sposób powiedzieć, lecz dalszy tok dochodzenia wymownie świadczy, że z tych
czy innych powodów w prawdziwość opowieści powątpiewano.
Po okazaniu znalezisk dostojnicy wrócili do opisu wydarzeń. Usunąwszy
posąg Tlaloca, w miejscu, gdzie się znajdował, wystawiono straże, chcąc
stwierdzić, czy ofiary będą kontynuowane, a jeśli tak, to przez kogo. Czujność
30

31

32

3 0

Ahuitzotl, wspomniany jako zleceniodawca naprawy, b y ł tlatoanim Tenochtitlanu w latach

1486-1502.
3 1

Ponadlokalne znaczenie sanktuarium n a G ó r z e Tlaloca potwierdza D u r a n (1967, I , s. 83),

w e d ł u g k t ó r e g o raz w roku, w „ m i e s i ą c u " Huey Tozoztli, przybywali tam w ł a d c y i arystokracja
z m i a s l - p a ń s t w p o ł o ż o n y c h z a r ó w n o po zachodniej stronie Sierra Nevada (Tenochtitlan, Tetzcoco,
Tlacopan, Xochimilco, a więc z imperium azteckiego), jak i po stronie wschodniej

(Tlaxcala,

Huexotzinco). K r o n i k a r z informuje dalej, że po złożeniu ofiar przez w ł a d c ó w imperium n a górze
zostawali wojownicy mający zapobiec kradzieży klejnotów i jedzenia przez w r o g ó w , H u e x o t z m k ó w
i T l a x c a l a n ó w . Straż trzymano d o p ó t y , d o p ó k i łatwo psująca się część ofiary nie uległa zniszczeniu;
wtedy resztę zakopywano i wojownicy opuszczali sanktuarium. Złupienie cudzych ofiar, to mimo
wszystko co innego niż zniszczenie wizerunku boga. Wszelako w i a r y g o d n o ś ć przekazu nie jest
pewna, g d y ż

Duran p o d a ł

następnie, że straże, wystawiane przez okoliczne miejscowości, zmieniały

się „ c o sześć dni" (s. 85). T e n zaś szczegół nazbyt przypomina wydarzenia ujawnione w 1539 r. by
nie zapytać, czy cały przekaz nie jest tylko i wyłącznie ich pogłosem? Bezsporny w p ł y w w y d a r z e ń
z 1539 r. na treść „pamięci historycznej" odnotowany będzie w przyp. 41.
3 2

Nie wyrabiano t e ż drutu, nawet ze złota czy miedzi. Naiwny anachronizm, z jakim mamy

tu do czynienia, przypomina mi pewnego m ł o d z i e ń c a ze wsi A c a t l á n w stanie Guerrero (Meksyk),
który w maju 1987 r. - w rozmowie z egzotycznymi, przybyłymi z „ojczyzny p a p i e ż a " obser­
watorami lokalnego święta, o d b y w a j ą c e g o się przed okazałym k o ś c i o ł e m - w y c h w a l a ł w i e l k o ś ć
swych indiańskich p r z o d k ó w , potrafiących z b u d o w a ć tak wspaniałą świątynię w czasach poprze­
dzających k o n k w i s t ę .

�124

RYSZARD TOMICKI

nie przyniosła oczekiwanego skutku, ponieważ kolejne ofiary złożone zostały
w innym miejscu, na zboczu od strony Huexotzinco. Dwa lub trzy razy
znaleziono tam papiery ze śladami krwi, kadzidło, kawałki tkanin (mantillas),
naszyjniki i inne przedmioty. W tym samym miejscu, od strony Huexotzinco
- co z naciskiem podkreślono, odkryto też kałużę świeżej krwi: „wyglądało
na to, że złożono w ofierze jakiegoś chłopca (muchacho), niedawno, sądząc po
krwi i po śladach" . Tak papiery, jak sposób ofiarowania wskazywały, iż było
to dzieło Huexotzinków; pomyłka nie wchodziła w grę, gdyż każda „prowin­
cja" miała sobie tylko właściwe znaki i metody składania ofiar.
W tej części zeznania łatwo dostrzec element, którym poprzednio pojawił się
tylko w zeznaniu don Antonia. Chodzi o fakt dwu- lub trzykrotnego złożenia
ofiar pomimo wystawienia na górze straży. Jest to szczegół przyciągający uwagę
i z tego powodu, iż wraz z odstąpieniem dostojników od wersji podanej wcześniej
przez don Lorenza de Lunę, przebieg zdarzeń stał się prawdziwą zagadką.
Gubernator utrzymywał pierwotnie, jakoby pozostałości ofiar znaleziono
tylko raz, w miejscu, skąd zabrano posąg Tlaloca, i że ofiary złożono w niedzielę,
kiedy strażników akurat nie było. Wyjaśnienie, choć zaskakujące, brzmiało
logicznie. Utraciło ono swój walor w chwili, gdy don Lorenzo de Luna
zdecydował się przyznać - idąc za wersją don Antonia, która tym samym
musiała być bliższa prawdy - iż ofiary złożono jeszcze dwa lub trzy razy. Teraz,
aby wytłumaczyć nie ujęcie sprawców, przesunął miejsce składania ofiar poza
obszar kontrolowany przez straże . Ale gdyby ofiary znajdowano faktycznie
gdzieś na zboczach góry, to w swym indywidualnym zeznaniu gubernator nie
musiałby uciekać się do kłamstwa. Jeżeli wtedy nie podał tego najprostszego
wyjaśnienia, rodzi się pytanie: czy przypadkiem nie było tak, że ofiary składano
- nie bacząc na obecność strażników - dokładnie w miejscu, gdzie zwykł stać lub
gdzie do niedawna był ukryty posąg Tlaloca , czego wszakże nikt, łącznie z don
Antoniem, nie chciał wyjawić (w istocie don Antonio nie sprecyzował, gdzie
„znajdowano" pozostałości ofiar). Podejrzenie jest tym bardziej zasadne, że don
Antonio, mimo swej gadatliwości, o pewnych rzeczach mówić nie zamierzał. Na
wstępie przemilczał prawdziwe przyczyny akcji poszukiwań pod krzyżami.
Później zataił odkrycie śladów krwawej ofiary z chłopca; fakt ten wyszedł na jaw
dopiero podczas zeznania zbiorowego i to zapewne tylko dlatego, iż dostojnicy
obawiali się, że Zumárraga wie już o nim od don Antonia.
33

34

35

3 3

O składaniu dzieci w ofierze Tlalokowi i generalnie b ó s t w o m akwatycznym patrz: Moto-

linia 1970,

s. 34, 218-219; D u r á n 1967, I , s. 83; Pomar 1964,

s. 165; Broda

1971,

s. 272-276,

passim; Broda 1991b, s. 94.
3 4

Przesłuchany po zbiorowym zeznaniu d o s t o j n i k ó w Lorenzo de Á g u i l a z Chiauhtli, który na

polecenie don Lorenza de L u n y wysłał stamtąd strażników na G ó r ę Tlaloca, też utrzymywał, że
p o z o s t a ł o ś c i ofiar znaleźli oni „ o d strony Huexotzinco", Proceso 1910, s. 28.
3 5

W czasach przedhiszpańskich p o s ą g stał w sanktuarium otoczonym wysokim murem, por.

D u r a n 1967,1, s. 82, a także wyniki penetracji archeologicznych: Townsend 1991; Iwaniszewski 1994
(tutaj wcześniejsza literatura). Jednakże w 1539 r. p o s ą g był ukryty, zagrzebany w ziemi i zarzucony
kamieniami (patrz: I V . Dodatkowi świadkowie), zapewne gdzieś w pobliżu dawnego sanktuarium.

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

125

Postawione wyżej pytanie nieuchronnie pociąga za sobą następne: czy
ofiary składali rzeczywiście Huexotzinkowie, jak starano się wmówić ekipie
śledczej, czy może czynili to również albo wręcz wyłącznie mieszkańcy miasta
i/lub prowincji Tetzcoco? Za hipotezą taką przemawiałoby dostrzeżone w ze­
znaniu don Antonia echo konfliktu, jaki po zniszczeniu posągu Tlaloca po­
wstał wśród samych Tetzcokanów, z których część potępiała akt świętokradz­
twa używając Huexotzinków i Tlaxcalanów jako parawanu. Ważnych poszlak
dostarczają tu także indywidualne zeznania Lorenza Huiznaualtlailotla i don
Hernanda de Chávez, obaj bowiem zapewniali początkowo, że nie wiedzą, kto
składał ofiary, zaś ewentualność, że chcieli w ten sposób osłonić dalekich
sąsiadów, wydaje się bardzo mało prawdopodobna.
Na szczęście dla dostojników żadnych kłopotliwych pytań im nie zadano.
Kończąc swe wyjaśnienia, przekazali biskupowi Zumárradze rozbity na ka­
wałki posąg, żelazny drut, sztabki złota i miedzi oraz kamień chalchihuitl
z glifem kalendarzowym. Przy okazji podkreślili, że „szukali i znaleźli owego
bożka, a ponieważ już to rozpoczęli, zdecydowani są szukać pozostałych, jakie
by się jeszcze znajdowały w całych górach i które zdołają odnaleźć, jeżeli
biskup da im na to zgodę i pozwolenie". Nie omieszkali dodać, że „jeśli nie
powiadomili Jego Wielebności wcześniej, to dlatego, że szukali innych [boż­
ków] i zamierzali dać mu wszystkie razem".
Ostatnie utrwalone w protokole słowa miały wzmocnić zasadniczą dla
całego zeznania tezę, iż wydarzenia związane z Górą Tlaloca rozegrały się
stosunkowo niedawno. Unikano jak ognia bardziej precyzyjnych odniesień
chronologicznych. Odnalezienie posągu Tlaloca miało nastąpić po prostu
„w minionych dniach", po dostrzeżeniu oznak odbywającego się rytuału ofiar­
nego. Powrócono więc do pierwotnej wersji don Lorenza de Luny, modyfiku­
jąc ją jedynie w części dotyczącej przyczyn nie zidentyfikowania ofiarników
oraz ilości złożonych ofiar i ich charakteru. Nawet don Hernando de Chávez,
który przyczynił się najbardziej do wykazania fałszywości tej wersji, teraz
przekonywał Zumarragę, że podczas jego majowego pobytu w Tetzcoco wła­
dze miasta i prowincji nie dysponowały jeszcze obiektami z Góry Tlaloca.
IV. D O D A T K O W I ŚWIADKOWIE

Kłamstwo szyte było grubymi nićmi. Tym też tłumaczyć można szybkość
działania ekipy śledczej, która jeszcze tego samego dnia, w sobotę 5 lipca,
wezwała trzech dodatkowych świadków. Byli to uczestnicy wyprawy uwieńczonej
odnalezieniem posągu boga deszczu - alguacil Pedro Zapotlacatl (wspominany
w niektórych zeznaniach indywidualnych), Juan Tlacuzcalcatl oraz niejaki
Andrés. Przesłuchano ich w podanej kolejności (Proceso 1910, s. 25-27).
Cała trójka oświadczyła, że Tlaloca znaleziono przed 60-80 dniami
( ± 1 6 kwietnia - 6 maja) w wyniku poszukiwań przedsięwziętych na polecenie
36

3 6

K a ż d y z zeznających użył jednak innego określenia, odpowiednio - mniej więcej 60-70 dni
temu, 60 lub 80 dni temu, o k o ł o 60 dni temu.

�126

RYSZARD TOMICKI

don Lorenza de Luny. Według Pedra Zapotlacatla figury szukano kopiąc
w różnych miejscach, zanim na nią natrafiono. Kamienny posąg oblepiony był
nasionami różnych roślin, już zgniłymi, co - zdaniem świadka - świadczyło
0 umieszczeniu ich „dawno temu" . Posąg rozbito i niektóre jego fragmenty
zniesiono do Tetzcoco. Resztę przyniosła później inna grupa. Wersja ta po­
krywała się z zeznaniem don Hernanda de Chavez, choć według niego za
pierwszym razem zniszczono jedynie posąg, zostawiając go na górze. Zapewne
Pedro Zapotlacatl poprawił nieco przebieg zdarzeń, gdyż następny świadek,
Juan Tlacuzcalcatl, potwierdzając rozbicie odnalezionej po dłuższych poszuki­
waniach figury, pękniętej przez środek i oblepionej rozmaitymi nasionami, nic
nie powiedział o przetransportowaniu kawałków rzeźby do Tetzcoco. A nie
był nastawiony na oszczędne używanie słów, skoro sam dodał, że Tlaloca
dawniej zwano Tlalocantecuhtli .
Najważniejszym elementem zeznań obu tych świadków było wszakże zde­
cydowane zaprzeczenie, gdy przesłuchujący zapytali ich, czy przy posągu
znaleziono jakieś złoto, srebro (sic!) lub tepuzque (miedź) i w jakiej ilości. Tym
samym zakwestionowane zostało twierdzenie jakoby posąg był naprawiany
1 powiązany drutami. Istniała jeszcze co prawda możliwość, iż to nowi świad­
kowie z jakichś powodów mijali się z prawdą, lecz tę ewentualność wykluczyło
zeznanie Andresa.
Według niego posąg bóstwa odnaleziono na wysoko porośniętej łące, wciśnięty
między kamienie i przykryty nimi. Był przez środek pęknięty. Kiedy figurę
rozbito, świadek i kilka innych osób „wzięli głowę" i „na niej" znaleźli siedem
kawałków złota oraz trzy kawałki tepuzque, każdy o długości mniej więcej jednego
xeme . Poza tym głowa obwiązana była żelaznym drutem. Wszystkie znaleziska
przyniesiono do Tetzcoco i przekazano gubernatorowi. Na pytanie, czy na posągu
były też szlachetne kamienie lub co innego, padła odpowiedź przecząca.
Zeznanie to dostarczyło koronnego dowodu, że tetzcokańscy dostojnicy
dopuścili się mistyfikacji, a następnie usiłowali odpowiednio przygotować
kolejnych świadków. Bez wątpienia działali w dużym pośpiechu, gdyż Andresa
powiadomili o samej istocie mistyfikacji, nie podając mu szczegółów zapew­
niających jej pozory wiarygodności. Czy Pedra Zapotlacatla i Juana Tlacuzcalcatla nie zdążono poinstruować, czy też nie chcieli oni kłamać, nie wiado­
mo. W każdym razie sprzeczności w zeznaniach świadków dodatkowych,
a zwłaszcza rozbieżność między wersją Andresa a zbiorowym zeznaniem do­
stojników, czyniły całą sprawę aż nadto przejrzystą. Na posągu Tlaloca nie
37

38

39

3 7

Ze s p o r z ą d z o n e g o na podstawie ustnych p r z e k a z ó w opisu Pomara (1964, s. 165) wynika,

że w czasach, gdy sanktuarium Tlaloca funkcjonowało normalnie, obok p o s ą g u znajdowało się
specjalne naczynie, w k t ó r y m corocznie umieszczano - w gęstej mazi z gumowatej żywicy olli
- nasiona wszystkich roślin, jakie u ż y w a n o w celach s p o ż y w c z y c h lub innych. W okresie później­
szym obywano się, jak widać, bez owego naczynia.
3 8

„ P a n Tlalocanu", patrz przyp. 27.

3 9

XemeIjemeIgeme

- hiszp. miara długości; odległość dzieląca k o ń c e kciuka i palca wskazują­

cego przy ich maksymalnym oddaleniu od siebie.

�MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A CHARYBDĄ CHRZEŚCIJAŃSTWA

127

40

znaleziono ani żadnych drutów, ani szlachetnego kamienia ; historia o roz­
biciu figury przez Huexotzinków i jej późniejszej naprawie została więc spre­
parowana dla uwiarygodnienia „znaleziska" .
Jaki cel mógł przyświecać mistyfikacji? Wedle wszelkiego prawdopodobień­
stwa najcenniejsza część rzekomego znaleziska stanowić miała swoisty okup
uwalniający dostojników od konsekwencji matactw lub przynajmniej dowo­
dzący ich dobrej woli (zgodnie z protokółem, gdy Zumárraga kazał ich poin­
formować, że zatrzymuje złoto w formie depozytu, dostojnicy dobrowolnie
zrzekli się go na rzecz Świętego Oficjum, Proceso 1910, s. 24). Ilość przekazanego
Hiszpanom kruszcu nie była mała. Odrębny protokół przejęcia darowizny
precyzuje, że 7 sztabek zawierało 207 pesos 16-karatowego złota, co odpowiada
983,25 gramom. To prawie kilogram. Po odliczeniu królewskiej kwinty oraz
dziesięciny pozostało 161 pesos i 3 tomines albo - w przeliczeniu na tzw. złoto
kopalniane (oro de minas) -114 pesos i 6 tomines. Aby uzmysłowić wartość tego
„datku" wystarczy podać, że w maju 1537 г., podczas licytacji dóbr pewnego
skazanego za bałwochwalstwo Indianina, za 122 pesos w złocie kopalnianym (przy
cenie wywoławczej 30pesos) sprzedano: a) zabudowania mieszkalne i ziemię
o powierzchni ponad 5 ha wraz z wieloma drzewami i plantacją agaw, b) ziemię
o powierzchni ponad 2 ha ze wszystkim, co się na niej znajdowało, c) ziemię
o nieznanej powierzchni ze wszystkim, co na niej było {Procesos 1912, s. 46).
W czerwcu tego samego roku za 28 pesos sprzedano dom w dzielnicy Santa Ana
w mieście Meksyku, a za 2 pesos można było kupić 15 kompletów wierzchniego
okrycia wraz z przepaskami biodrowymi (Procesos 1912, s. 47-48, 51).
41

V. FINAŁ

W sobotę 5 lipca don Lorenzo de Luna i inni dostojnicy zgłosili się raz jeszcze
do Zumárragi, żeby oddać mu obiekty wydobyte podczas poszukiwań pod
krzyżami, jak również resztę tego, co przyniesiono z Góry Tlaloca. Zapewne byli
już świetne zorientowani, czego zdołali dowiedzieć się Hiszpanie. Nic dziw­
nego, że nie szczędzili wysiłków dla poprawienia swego wizerunku. W protokóle
4 0

W świetle przedstawionej rekonstrukcji zdarzeń bezzasadne jest branie za d o b r ą m o n e t ę

związku glifu kalendarzowego zawierającego liczbę 6 z p o s ą g i e m Tlaloca i f o r m u ł o w a n i e na tej
podstawie hipotez o d n o ś n i e do archeoastronomicznych a s p e k t ó w sanktuarium na G ó r z e Tlaloca,
patrz: Iwaniszewski 1994, s. 168.
4 1

Nie m o ż n a jednak w y k l u c z y ć , że konstruując swą „legendę" dostojnicy nawiązywali

do

jakichś rzeczywistych prac renowacyjnych. Pomar (1964, s. 166) opowiada o podjętej za panowa­
nia Nezahualpilliego (1472-1515?) próbie zastąpienia starego p o s ą g u Tlaloca nowym, rychło
zniszczonym przez uderzenie pioruna. Por. też hipotezy a r c h e o l o g ó w o rozbudowie sanktuarium
przy k o ń c u X V stulecia (Iwaniszewski 1994,

s. 165-166). Warto tu d o d a ć , że o k o ł o 1582 r.

w Tetzcoco istniało przekonanie, iż odnaleziony za c z a s ó w Zumárragi p o s ą g miał jedno z ramion
przytwierdzone do korpusu trzema grubymi g w o ź d z i a m i ze złota i jednym g w o ź d z i e m miedzia­
nym, które, po zniszczeniu p o s ą g u na rozkaz biskupa, zostały zabrane (Pomar 1964,

s. 166;

Torquemada 1969, I I , s. 45-46). Oto znamienny przyczynek do kwestii wiarygodności tzw. ustnej
tradycji historycznej.

�128

RYSZARD TOMICKI

przeczytać można, iż złożyli solennie zapewnienie, że oddają wszystkie TLOCTJ
znalezione pod krzyżami oraz podczas trzech lub czterech (sic!) wypraw na Górę
Tlaloca i nic więcej nie mają, lecz jeśli o czymś się dowiedzą lub coś odkryją, bo
zamierzają szukać gdzie tylko się da, bezzwłocznie powiadomią biskupa i przeka­
żą mu to, co znajdą. Ale to nie wszystko. Z kolejnego dokumentu wiadomo
bowiem, że biskupa nakłoniono, aby osobiście udał się na górę Tetzcotzinco,
gdzie było „wiele postaci bożków wykutych w skałach". Brak informacji, kiedy
doszło do rozmowy na ten temat - jeszcze w sobotę, czy może w niedzielę;
stwierdzono jedynie, że wyprawa odbyła się w poniedziałek 7 lipca „na prośbę
rzeczonego gubernatora i dostojników". W Tetzcotzinco, pod bacznym okiem
inkwizytora, gromada Indian dokonała dzieła zniszczenia, posiłkując się ogniem
w celu skruszenia kamiennych postaci, ponieważ „Jego Wielebność rozkazał
im zniszczyć je wszystkie tak, by ślad po nich nie został" (Proceso 1910, s. 29).
K r o k ten podyktowała dostojnikom już nie tyle chyba obawa o własną
reputację i pozycję, ile wprost o wolność. Tetzcotzinco, niewielka, położona
opodal Tetzcoco góra, na której mieli swą rekreacyjną siedzibę tetzcokańscy
władcy, stanowiła jedną z najpiękniejszych realizacji azteckiej sztuki ogrodowo-parkowej. Na zalesionych zboczach, poprzecinanych murowanymi lub
wykutymi w skale pieszymi ciągami oraz siecią kanałów i zbiorników wod­
nych, rozmieszczone były zespoły rzeźb i płaskorzeźb. Jak zaświadcza kroni­
karz Fernando de Alva Ixtlilxóchitl, któremu zawdzięczamy najdokładniejszy
opis posiadłości, blisko wierzchołka, przy pierwszym zbiorniku wodnym,
wznosiła się lita skała z wykutymi w formie okręgu glifami kalendarzowy­
mi, obrazującymi kolejne lata życia założyciela siedziby, Nezahualcoyotla
(zm. 1472). Na zewnątrz okręgu wyobrażono jego najważniejsze dokonania.
Wewnątrz znajdował się zespół symboli zwany przez kronikarza „herbem"
władcy - był tam m.in. dom w płomieniach (glif oznaczający podbój), jakiś
inny dom o wyszukanej architekturze, pomiędzy domami - ozdobiona dro­
gocennymi kamieniami noga jelenia, z której wystrzeliwały okazałe pióro­
pusze, dalej łania mająca na ciele wizerunek ramienia trzymającego łuk
i strzały, następnie postać wojownika, po bokach dwa jaguary, z pysków
których wydobywała się woda i ogień (glif oznaczający wojnę). Na obrzeżach
tego zespołu widniało dwanaście głów „władców i panów". Według Alvy
Ixtlilxóchitla to właśnie te wizerunki kazał zniszczyć biskup Zumárraga „są­
dząc, iż są to jakieś bożki" (1975-1977, I I , s. 115)* .
2

Późnemu kronikarskiemu przekazowi niekoniecznie trzeba wierzyć. Badania
archeologiczne wykazały, że na wzgórzu znajdowały się również wyobrażenia
bóstw i miejsca ich kultu (Townsend 1995, s. 137-144). Jeżeli więc dominowała
nawet symbolika historyczno-komemoratywna, ze względu na jej nieczytelność

4 2

O przywiązaniu t e t z c o k a ń s k i e g o rodu panującego do Tetzcotzinco świadczy sporządzone
w pierwszej p o ł o w i e X V I I I w. drzewo genealogiczne, gdzie dano wyraz żalowi z powodu po­
stępującej stale dewastacji posiadłości, Kutscher 1961. Fragmenty zniszczonych w 1539 r. p ł a s k o ­
rzeźb z a c h o w a ł y się po dziś dzień, por. Parsons 1971, tablica 46a.

�MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

129

dla Hiszpanów Tetzcotzinco doskonale nadawało się do „rzucenia na pożarcie"
biskupowi. Don Lorenzo de Luna nie poprzestał zresztą na tej jednej manifestaq'i
prawo wierności. Choć Zumárraga wrócił tego samego dnia do Tetzcoco,
gubernator ruszył dalej w góry z wielką liczbą ludzi szukać kolejnych idoli.
Nazajutrz, we wtorek 8 lipca, dostarczył Hiszpanom kilka wykopanych gdzieś
kamiennych i glinianych figur bożków, naszyjniki z cennych kamieni, dwie tarcze
i szereg drobnych przedmiotów ofiarnych (Proceso 1910, s. 31).
Na tym definitywnie kończą się informaq'e dotyczące sprawy, która zamknię­
ta została równie nieoczekiwanie, jak się pojawiła. Biskup Zumárraga przerwał
nowe, ledwo rozpoczęte śledztwo; podobnie postąpił zresztą w przypadku figur
odkrytych w domu don Cariosa Ometochtli, rezygnując z dociekania, kto
i w jakim celu odwiedzał pomieszczenia, w których je przechowywano. Począwszy
od 8 lipca uwaga ekipy śledczej skoncentrowała się na poglądach i czynach
głównego podejrzanego, niedawnego pretendenta do rangi tlatoaniego Tetzcoco.

VI. WNIOSKI

Dzięki stosunkowo obszernym materiałom zgromadzonym w trakcie docho­
dzenia, analiza drobnego epizodu pozwala sformułować kilka hipotez w dwóch
przynajmniej kwestiach. Pierwsza to świadomość religijna indiańskiej elity w kon­
kretnym momencie historycznym. Kwestia druga to ewentualny związek opisa­
nych wydarzeń z werdyktem, jaki zapadł w procesie don Cariosa Ometochtli.
1. O świadomości religijnej gubernatora don Lorenza de Luna i innych
członków tetzcokańskiej rady miejskiej wnioskować można w pierwszej kolej­
ności na podstawie tego, co wiemy o ich działaniach w obliczu nasilenia się
pogańskich praktyk wśród podległej im ludności. Jak wynika z zeznań, prak­
tyki te związane były z panującą od dawna suszą i spowodowanym przez nią
głodem. Dodatkową, nie ujawnioną podczas dochodzenia okoliczność stano­
wił fakt, iż okres, dla którego zaświadczone jest nasilenie modłów i ofiar, miał
w rejonie Tetzcoco kluczowe znaczenie dla rolnictwa. Zazębiały się wówczas
ważne fazy dwóch podstawowych cyklów rolniczych. Uprawy na terenach
sztucznie nawadnianych, wysiewane w styczniu/lutym i zbierane w czerwcu/
lipcu, ostatni etap wzrostu osiągały przy końcu pory suchej, tj. w kwietniu/
maju. Z kolei na terenach nieirygowanych siewu dokonywano tuż przed
nastaniem pory deszczowej, zwykle między końcem kwietnia a początkiem
czerwca, warunkiem zaś prawidłowego przebiegu wegetacji było nadejście
regularnych opadów w maju i czerwcu . Ich brak zawsze groził nieurodzajem.
W czasach przedhiszpańskich w wypadającym w kwietniu „miesiącu" Huey
Tozoztli następowała kulminacja obrzędów poświęconych bóstwom wód i płod­
ności, w szczególności Tlalokowi, do którego sanktuarium na górze noszącej
jego imię pielgrzymowali wtedy władcy i najwyżsi dostojnicy okolicznych
43

Broda 1983, s. 150 i nast.; Iwaniszewski 1994, s. 159-160.

�130

RYSZARD TOMICKI

44

miast . Mając to na względzie, można sądzić, że pierwsza wysłana z Tetzcoco
wyprawa na Górę Tlaloca, datowana przez jej uczestników (świadków dodatko­
wych) na okres między 16 kwietnia a 6 maja, miała ścisły związek z tradycyjnym
kalendarzem i dorocznym świętem obchodzonym w górskim sanktuarium. Cel
wyprawy - odszukanie i zniszczenie posągu boga - traktować należy jako
podstawowy wskaźnik świadomości religijnej zarówno tych, którzy polecenie
wydali, jak i jego wykonawców. Takiego czynu dopuścić się mogli tylko ludzie,
którzy utracili wiarę w boskość lub w ogóle w istnienie Tlaloca i nie podzielali
przekonania, że zniszczenie jego wizerunku grozi sankcjami o charakterze
nadnaturalnym czy to samym niszczycielom, czy też całej okolicznej ludności.
Postawa ta dotyczyła z pewnością ogółu bóstw z przedhiszpańskiego panteonu,
o czym świadczą inne przypadki bezczeszczenia ich wyobrażeń.
Nie oznacza to, że tetzcokańscy dostojnicy powodowali się wiarą chrześ­
cijańską. Ich zachowanie w okresie poprzedzającym śledztwo, jak również
postawa zaprezentowana podczas przesłuchań skłaniają raczej ku tezie, że byli
ludźmi zdystansowanymi także wobec chrześcijaństwa. Ważnym sygnałem jest
tu pojawienie się w niektórych zeznaniach terminu „chrześcijanie" (cristianos)
jako synonimu nazwy Hiszpanie (Proceso 1910, s. 11, 21). Wprawdzie był to
uzus językowy występujący powszechnie, nawet w latach znacznie później­
szych , lecz posługiwanie się nim - choćby mimowolne - przez członków
tetzcokańskiej elity ma wymowę specjalną z uwagi na rolę, jaką Tetzcoco
odgrywało we franciszkańskim projekcie ewangelizacyjnym (patrz niżej). Jesz­
cze bardziej wymowna jest wszakże niechęć dostojników do ujawnienia Hisz­
panom już nie tylko osób praktykujących dawne kulty, ale i samych obiektów
kultu, które „dobrzy chrześcijanie" powinni byli uważać za siedlisko demo­
nów i bezzwłocznie przekazać hiszpańskim „specjalistom" w celu ich właś­
ciwego zniszczenia . Dla władz Tetzcoco posągi i figurki bóstw, zabierane
z miejsc kultu i składowane gdzieś pod kluczem, nie były najwyraźniej ani
45

46

4 4

Por. przyp. 32. D u r a n (1967, I , s. 83) d a t o w a ł to święto na 29 kwietnia; w e d ł u g ustaleń

Pomara (1964, s. 168) m i a ł o ono w y p a d a ć zwykle w maju. Współcześni badacze sytuują „miesiąc"
Huey Totoztli w okresie od 13 kwietnia do 2 maja (wg kalendarza gregoriańskiego, Broda 1983,
s. 149; jest to korelacja hipotetyczna, jak wszystkie inne, które spotyka się w literaturze meksykanistycznej). Podobne, odbywane na wierzchołkach gór rytuały, określane obecnie mianem
„ z a n o s z e n i a p r ó ś b o deszcz" {peticiones de lluvia) i bynajmniej nie ograniczone w okresie przedhiszpańskim do G ó r y Tlaloca, przetrwały do naszych c z a s ó w w wielu rejonach Meksyku (obser­
wacje własne w 1987 r. we wsi Petlacala, stan Guerrero, Meksyk; por. m.in.: Sepúlveda 1972,
1977; B r o d a 1991a; Iwaniszewski 1986, 1992).
4 5

M u ñ o z Camargo (1979, s. 249; 1984, s. 268), p o c h o d z ą c y z Tlaxcali metys zaświadcza, że

jeszcze n a p o c z ą t k u lat osiemdziesiątych X V I w. Indianie d o ś ć powszechnie nazywali H i s z p a n ó w
cristianos mimo perswazji z a k o n n i k ó w , aby używali nazw Hiszpanie lub Kastylijczycy, g d y ż sami
są także chrześcijanami. Potwierdza to Mendieta (1945, I I I , s. 163-167), franciszkanin, który
o zaszczepienie i podtrzymywanie dychotomii c h r z e ś c i j a m ^ n d i a n i e oskarżał H i s z p a n ó w , w tym
r ó w n i e ż część kleru.
4 6

D o procedury tej misjonarze przykładali wielką w a g ę . N p . p o g a ń s k i e obiekty

oddane

w Tetzcoco biskupowi Zumárradze zostały wyekspediowane do miasta Meksyku, aby tam „zrobić
z nimi, co należy".

�M I Ę D Z Y SCYLLĄ P O G A Ń S T W A A C H A R Y B D Ą C H R Z E Ś C I J A Ń S T W A

131

zasobnikiem świętej mocy istot, które sobą reprezentowały, ani kryjówką diabła
wymagającą magicznej destrukcji.
Wszystkie znane nam poczynania gubernatora, burmistrzów i rajców Tetzco­
co prowadzą do wniosku, że usiłowali oni lawirować między Scyllą pogaństwa
a Charybdą chrześcijaństwa. Nic nie wskazuje, by skłonni byli - w przeciwieńst­
wie do władz Huexotli, o których mówił Gerónimo de Pomar - aprobować
dawne praktyki religijne. Ale też nie przejawiali specjalnej ochoty do ich tropie­
nia, a tym bardziej ujawniania. Na akty bałwochwalstwa, czy po prostu zachowa­
nia naganne, reagowali wybiórczo i doraźnie, gdy uznawali to za niezbędne i/lub
możliwe, kierując się najprawdopodobniej z jednej strony - stopniem zagrożenia
ingerencją Hiszpanów, z drugiej - przewidywaną reakcję własnej społeczności.
Tolerowanie zgromadzonych w domu don Cariosa Ometochtli figur bogów nie
było jedynym przykładem powściągliwości w likwidowaniu pogaństwa. Podobnie
postępowano w odniesieniu do miejsc i obiektów kultu, takich jak przydrożne
krzyże z zakopanymi u ich stóp bożkami czy ukryte w górach, w pobliżu
dawnych sanktuariów posągi, pozostawiane przez lata w spokoju. Aktywność,
jaką dostojnicy wykazali akurat w 1539 г., spowodowana była zapewne udziałem
w składaniu ofiar pod krzyżami wyjątkowo dużej liczby ludzi i spodziewaną
w bliskiej przyszłości ponowną intensyfikacją rytuałów ofiarnych, tym razem na
Górze Tlaloca. Wyjawione przez don Antonia zaniepokojenie możliwością, iż
sąsiedzi obarczyli ich winą za klęskę suszy i głodu, pozwala jednak domniemy­
wać, że przy silniejszym nacisku „opinii publicznej" być może zaniechaliby
niszczenia pogańskich świętości. Nie wykluczone zresztą, że ostatecznie ugięli się
pod presją. Kilkakrotne złożenie ofiar na górze pomimo obecności straży, choć
pozostaje epizodem zagadkowym, każe dopuścić jako prawdopodobne i takie
wyjaśnienie, iż w tym przypadku zrezygnowano z bezpośredniej ingerencji.
Mimo ograniczeń, jakie narzuca materiał źródłowy, jego analiza dostarcza
mocnych przesłanek do skorygowania dotychczasowych sądów na temat podzia­
łów religijnych istniejących około roku 1539 w Tetzcoco. Mam na myśli w szcze­
gólności opinię Serge'a Gruzińskiego (1989, s. 34), który - komentując m.in.
materiały zebrane w sprawie don Cariosa Ometochtli - stwierdził, że pozwalają
one uchwycić dwie wyraźnie zarysowane grupy: nowych chrześcijan oraz „trady­
cjonalistów" (hołdujących nadal pogaństwu), a ponadto znacznie słabiej widocz­
ną grupę stanowiącą „niezdecydowane pogranicze między tymi dwoma oboza­
m i " , a złożoną z ludzi pragnących być w dobrych stosunkach ze wszystkimi
bogami i wszystkimi duchownymi, tyleż pogańskimi, co chrześcijańskimi, kierują­
cych się bardziej oportunizmem aniżeli cynizmem i zapewniających swoisty
balans pomiędzy chrześcijańską dewocją a przywiązaniem do tradycji. Piątka
dostojników, o których była mowa, zdecydowanie wyłamuje się z tego schematu.
Uznać ich należy za przedstawicieli takiego odłamu indiańskiej społeczności,
który w sferze zachowań publicznych charakteryzował się konformizmem wobec
religii dominującej (deklaratywny chrystianizm, uczestnictwo w obrzędach koś­
cielnych itp.), natomiast w sferze rzeczywistych postaw - indyferentyzmem tak
w stosunku do dawnej rodzimej religii, jak i chrześcijaństwa.

�132

RYSZARD TOMICKI

Wystąpienie tego typu reakcji na chrystianizację teoretycznie można było
przewidzieć, co też uczyniono , niemniej jednak omawiany przypadek dostar­
cza egzemplifikacji mimo wszystko dość nieoczekiwanej. Dotyczy bowiem ludzi
wywodzących się ze środowiska, które właściwie już od stycznia 1521 г., gdy
Tetzcoco stało się de facto aliantem konkwistadorów, pozostawało pod silnym
wpływem Hiszpanów, a w kilka lat później wybrane zostało jako najodpo­
wiedniejsze do pełnienia roli demonstratora i rozsadnika pożądanych postaw
i zachowań w sferze życia religijnego. Przywołajmy tylko podstawowe fakty.
Nie kto inny, jak tetzcokańska arystokracja wydała pierwszego tlatoaniego
będącego chrześcijaninem - don Hernanda Cortesa Tecocoltzina (zm. 1521),
który przyjął nową wiarę jeszcze przed upadkiem imperium azteckiego (Alva
Ixtlilxóchitl 1975-1977, I , s. 390-391, 457). W sierpniu 1523 r. trzej pierwsi
franciszkanie, jacy dotarli do Nowej Hiszpanii w celach misyjnych, wybrali na
swą siedzibę Tetzcoco i tam, w dawnym pałacu Nezahualcoyotla, najsłynniejszy
z nich, Pedro de Gante, utworzył pierwszą szkółkę dla arystokratycznej
młodzieży (Mendieta 1945, I I , s. 57-58, I V , s. 53; Torre Villar 1973, s. 73).
W czerwcu 1524 г., wkrótce po przybyciu regularnej misji franciszkańskiej,
niemal cały tetzcokański ród panujący przyjął chrzest (Alva Ixtlilxóchitl
1975-1977, I , s. 492). 1 stycznia 1525 r. w Tetzcoco franciszkanie rozpoczęli
akcję bezwzględnego niszczenia miejsc i obiektów pogańskiego kultu, rozszerzo­
ną następnie na inne miasta i rejony Nowej Hiszpanii (Motolinia 1970, s. 209).
W 1526 r. w mieście tym zapoczątkowano systematyczną, codzienną katechezę
i masowe chrzty (Motolinia 1970, s. 251), jak również sprawowanie sakramentu
pokuty (Motolinia 1970, s. 53, 258). W tym samym roku misjonarze wybrali
Tetzcoco, aby 14 października udzielić z niebywałą pompą pokazowego ślubu
in facie ecclesiae bratankowi ówczesnego tlatoaniego i siedmiu innym młodzień­
com „wychowanym w domu Bożym" (Motolinia 1970, s. 65-66, 262; Mendieta
1945, I I , s. 147) . Tam też w 1528 r. zorganizowano pierwszą indiańską
procesję (Motolinia 1970, s. 252). Było wreszcie Tetzcoco jednym z czterech
miast - obok Meksyku (Tenochtitlanu), Tlaxcali i Huexotzinco - w których od
połowy 1524 r. działały nieprzerwanie klasztory franciszkanów. Wszystko to
zdawałoby się świadczyć, że gdzie jak gdzie, ale wśród członków tetzcokańskiej
elity, będących przez kilkanaście lat prawdziwymi „królikami doświadczalnymi
franciszkańskiej ewangelizacji" (Gruziński 1989, s. 34), stopień przyswojenia
i ugruntowania nowej religii powinien być zadowalający. Wydarzenia z 1539 r.
zaprzeczyły takiemu mniemaniu pokazując, że w procesie przechodzenia od
pogaństwa do chrześcijaństwa znacząca część indiańskiej arystokracji - zna47

48

4 1

Por. t y p o l o g i ę z a p r o p o n o w a n ą przez K l o r de A l v a (1982, s. 351-352), który nie potrafił

w s z a k ż e u d o k u m e n t o w a ć skrywanego indyferentyzmu religijnego (s. 360).
4 8

Przywołani franciszkańscy kronikarze nazywają głównego bohatera ceremonii, don Hernanda

Pimentela, bratem ó w c z e s n e g o tlatoaniego. Jest to ewidentny błąd, gdyż młodzieniec ten b y ł synem
nieżyjącego j u ż wtedy Coanacochtzina, brata don Hernanda Cortesa Ixtlixocbitla, który w 1526 r.
s p r a w o w a ł funkcję tlatoaniego Tetzcoco (obaj byli synami Nezahualpilliego; Kutscher 1961, s. 245;
Horcasitas 1978, s. 152).

�133

M I Ę D Z Y SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

cząca politycznie, bo dzierżąca władzę w resztkach swych dawnych dominiów
- wytworzyła własną neutralną przestrzeń pomiędzy religijnymi biegunami
i próbowała utrzymać wobec nich podobny dystans.
2. Powodu, dla którego biskup Zumárraga przerwał dochodzenie w spra­
wie bawochwalczych praktyk w Tetzcoco i okolicy, rezygnując zarazem z po­
ciągnięcia do odpowiedzialności dostojników winnych licznych wykroczeń
i kłamstw, szukać należy - jak się zdaje - w przyjętej wówczas strategii
zwalczania pogaństwa. W istocie rzeczy sytuacja zastana w Tetzcoco nie
przedstawiała się najgorzej. Wprawdzie postawa lokalnych władz daleko od­
biegała od oczekiwań, lecz nie sposób było zarzucić im aprobaty dla bałwo­
chwalstwa ani tym bardziej aktywnego w nim uczestnictwa. Dalsze śledztwo
wykazało też, że jawna apostazja don Cariosa Ometochli pozostała zjawiskiem
odosobnionym - reszta tetzcokańskiej arystokracji ani nie była skora pójść
w jego ślady, ani nie kwapiła się wybrać go tlatoanim, ani nie zamierzała
stawać w jego obronie. Sytuacja taka, choć mało satysfakcjonująca z punktu
widzenia kilkunastoletnich, skupionych na elicie indiańskiej wysiłków misyj­
nych, w konkretnym historycznym kontekście mogła być oceniona jako umiar­
kowanie zadowalająca. Od 1536 r. rosła bowiem stale liczba ujawnionych
przypadków przechowywania wizerunków dawnych bogów lub ich relikwii,
oddawania im czci i kontynuowanie innych pogańskich zwyczajów. Raz po
raz okazywało się przy tym, że krąg winnych obejmuje również arystokrację.
W połowie 1539 r. zjawisko uzyskało dodatkowy wymiar. 20 czerwca, tuż
przed wpłynięciem donosu na don Cariosa Ometochtli, biskup Zumárraga
otrzymał jeszcze jedno doniesienie, początkowo brzmiące wręcz niewiarygodnie.
Dotyczyło ono ukrywania figur bóstw znajdujących się niegdyś w stolicy
imperium azteckiego, Tenochtitlanie, i wywiezionych stamtąd przed zdobyciem
miasta przez hiszpańskich konkwistadorów w sierpniu 1521 r . Gdy zaczynało
się dochodzenie w Tetzcoco, biskupa i jego współpracowników bulwersowało
nade wszystko pytanie: jak to było możliwe, że „najważniejsze bożki całego
kraju" pozostawały w ukryciu przez kilkanaście lat i nikt ich nie ujawnił?
Zanim proces don Cariosa dobiegł końca, w wyniku prowadzonych równolegle
w innych miastach przesłuchań stało się jasne, że pytanie to należałoby skiero­
wać do najznakomitszych przedstawicieli indiańskiej elity środkowego Meksyku
49

- ludzi uchodzących od dawna za przykładnych chrześcijan, na pozór pogodzo­
nych z warunkami pax hispana, często funkcjonujących jako „ p a n o w i e " lub
wysocy dostojnicy głównych miast i prowincji, współpracujących na co dzień
z administracja kolonialną, a niekiedy mających nawet za sobą podróże do
Hiszpanii na dwór królewski.
Biskup Zumárraga, który już 24 listopada 1536 r. w liście do Rady Indii
wyrażał przekonanie, że jedynym remedium na potajemne praktykowanie
50

4 9

Procesos

5 0

S ł o w e m señores

1912, s. 115 i nast.; zobacz też: Nuttal 1911.
„ p a n o w i e " (albo caciques „ k a c y k o w i e " , które z czasem w y p a r ł o to pierw­

sze) Hiszpanie określali indiańskich w ł a d c ó w - tlatoque (1. mn. od tlatoani).

�134

RYSZARD TOMICKI

bałwochwalstwa wśród Indian byłoby powywieszanie większości biorących
w tym udział „kacyków" (Liss 1975, s. 82), w 1539 r. zdecydował się sięgnąć
po exemplum tremendum jako najodpowiedniejszy oręż w walce o dusze tubyl­
czej arystokracji . Don Carlos nadawał się do tej roli doskonale, tak ze
względu na pochodzenie i pozycję społeczną, jak też - być może - z uwagi na
jego konfliktowe stosunki z najbliższym otoczeniem (zmniejszające ryzyko
gwałtownej reakcji na drakońską karę). Wbrew opinii niektórych „obiektyw­
nych badaczy", gotowych uznać proces don Cariosa za praworządny, a wyrok
za usprawiedliwiony licznymi dowodami jego winy jako „szerzyciela herezji"
(Greenleaf 1961, s. 75), nie ma najmniejszej wątpliwości, że jak w każdym
procesie pokazowym, tak i tu kwalifikacja przestępstwa, a zwłaszcza wysokość
kary były rezultatem przedwstępnych kalkulacji. Dowodzi tego pismo skiero­
wane do Zumárragi 22 listopada 1540 r. w imieniu członków Rady Indii,
zaniepokojonych jego wcześniejszym listem do biskupa Badajoz (Hiszpania),
w którym nie krył, iż w sprawach toczących się przeciw „kacykom" obwi­
nianym o nawrót do bałwochwalstwa i wywieranie szkodliwego wpływu na
pozostałych Indian zamierza kilku z nich skazać na stos i konfiskatę majątku,
aby „wzbudzić strach i dać innym nauczkę" (Carreóo 1941, s. 13-14) . Śmierć
don Cariosa stanowić miała adresowany do całej indiańskiej elity komunikat,
że pobłażliwość misjonarzy osiągnęła kres.
51

52

Pozostaje kwestią do dalszych badań, w jakim stopniu adresaci przesłania
odczytali je właściwie i jakie praktyczne skutki pociągnęło ono za sobą w bliż­
szej i dalszej perspektywie. Jest to zagadnienie o tyle intrygujące, iż strategia
Zumárragi wkrótce po wcieleniu z życie została zastopowana przez Koronę,
a jej autor utracił w 1543 r. uprawnienia apostolskiego inkwizytora. Czy
stosunkowo szybkie odejście od ekstremalnych metod zwalczania pogaństwa
znalazło jakiekolwiek odzwierciedlenie w postawach Indian?
Wiadomo na pewno, że w samym Tetzcoco bezpośrednim skutkiem wyda­
rzeń roku 1539 było wzmożone pozbywanie się obiektów tak czy inaczej
związanych z pogaństwem albo po prostu kojarzących się z nim. Świadczą
o tym trudności, jakie w 1582 r. napotkał Juan Bautista de Pomar, metys,
siostrzeniec don Cariosa, zabrawszy się do spisywania relacji o Tetzcoco.
Pragnąc rzetelnie wykonać pracę, poszukiwał starych piktograficznych ksiąg,
będących jego zdaniem najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy historycznej,
lecz dotrzeć do nich nie zdołał, bo jak stwierdził: „Te, które zostały w posia­
daniu niektórych dostojników [po zniszczeniach okresu konkwisty], spalili oni
5 1

„ P e d a g o g i a strachu" - by u ż y ć określenia ukutego dla metod działania inkwizycji w E u r o ­

pie (Biały 1989, s. 79) - nie była obca misjonarzom pracującym w Nowej Hiszpanii i n a przyleg­
łych obszarach, por.

Clendinnen 1982; K l o r de A l v a 1982,

s. 357. Karanie

bałwochwalstwa

śmiercią zdarzało się jednak bardzo rzadko; wcześniej w ś r o d k o w y m Meksyku kara taka spotkała
kilku wysokich d o s t o j n i k ó w z Tlaxcali w 1527 r. (Gibson 1967, s. 34-37).
5 2

Z a u ż y c i e m radykalnych metod zwalczania p o g a ń s t w a i zastosowaniem strategii „pouczają­

cych p r z y k ł a d ó w " opowiadali się w tym czasie także inni, c h o ć zapewne nie wszyscy misjonarze,
por. pismo Zumárragi z lutego 1537 r. w: Cuevas 1914, s. 493.

�MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

135

ze strachu przed don Juanem de Zumárraga [...], żeby nie przypisał im rzeczy
związanych z bałwochwalstwem, albowiem w owym czasie o uprawianie bał­
wochwalstwa, po tym jak został ochrzczony, oskarżony był don Carlos Ometochtzin..." (Pomar 1964, s. 153). Można jednak przypuszczać, że poświad­
czone przez dociekliwego amatora historii zjawisko było zaledwie powierzch­
niowym przejawem o wiele trudniejszej do zaobserwowania reorientacji „poli­
tyki wyznaniowej", jaką podjęła w tym czasie tetzcokańska arystokracja.
Oprócz inkwizycyjnego dochodzenia, silny bodziec ku temu stanowiły
wydane 10 czerwca 1539 r. surowe rozporządzenia wicekróla Nowej Hiszpanii,
po wielokroć ogłaszane i objaśniane zainteresowanym, które zakazywały
m. in. obejmowania urzędów i uzyskiwania oficjalnych godności przez Indian
„nie chcących być chrześcijanami" (Carreño 1950, s. 52; Dyckerhoff 1985,
s. 11). W tej sytuacji, biorąc nadto pod uwagę potencjalną groźbą wznowienia
w dowolnym momencie zawieszonego śledztwa w sprawie aktów bałwo­
chwalstwa w Tetzcoco i na Górze Tlaloca, uprawiana dotąd z niejakim
powodzeniem polityka zrównoważonego dystansu wobec pogaństwa i chrześ­
cijaństwa zdecydowanie traciła rację bytu. Jej kontynuowanie przynieść mogło
rządzącym miastem potomkom Nezahualpilliego jedynie utratę władzy i ma­
jątku, nie mówiąc o ewentualnych innych karach. Że w Tetzcoco starano
się sprostać nowemu wyzwaniu, zdają się świadczyć przetasowania w radzie
miejskiej, do jakich doszło na przełomie 1539 i 1540r. oraz w latach następ­
nych. Aczkolwiek nie dysponujemy w tym względzie dokładnymi informa­
cjami, istniejące dokumenty umożliwiają poczynienie kilku interesujących
obserwacji odnośnie do dalszych losów osób, które wyszły obronną ręką
z konfrontacji z Zumárraga.
Otóż, patrząc na te cząstkowe, ale być może wystarczająco reprezentatywne
dane, zauważa się przede wszystkim, że po roku 1539 nikną całkowicie z pola
widzenia don Francisco i Lorenzo Huiznaualtlailotla, obaj zdecydowanie naj­
bardziej oporni podczas przesłuchań, początkowo w ogóle nie mający zamiaru
ujawnić Hiszpanom kulisów akcji poszukiwań pod krzyżami oraz faktu odnale­
zienia posągu Tlaloca, a następnie uczestniczący w kompromitującej mistyfika­
cji. Nie wykluczone, iż z powodu swej postawy w śledztwie musieli usunąć się
na dalszy plan. Inaczej rzecz się miała z don Lorenzo de Luną. Ten stracił
wprawdzie urząd gubernatora wraz z upływem kadencji, lecz pozostał postacią
liczącą się w lokalnej hierarchii władzy, gdyż jakiś czas potem, w roku 1545, to
on najprawdopodobniej piastował urząd burmistrza Tetzcoco i uczestniczył
w elekcji kolejnego tlatoaniego (Horcasitas 1978, s. 152) . W gronie decyden­
tów pojawił się wówczas także don Hernando de Chávez, człowiek niesłychanie
„giętki", jedyny z piątki dostojników, który w śledztwie ujawnił od razu
faktyczny przebieg wypadków związanych z Górą Tlaloca, starając się zarazem
53

5 3

Brak całkowitej p e w n o ś c i co do tego wynika z faktu, iż w dokumentach figuruje on j a k o

„ d o n Lorenzo". Jednak p r a w d o p o d o b i e ń s t w o , że chodzi o j e d n ą i tę s a m ą o s o b ę jest duże,
p o n i e w a ż z owych lat nie jest znany żaden inny dostojnik o tym imieniu.

�136

RYSZARD TOMICKI

wywrzeć jak najlepsze wrażenie na Zumárradze, co nie przeszkodziło mu
przyłączyć się ostatecznie do zbiorowego zeznania i zaprzeczyć swej pierwotnej
wersji zdarzeń. Wreszcie don Antonio... Jeżeli słuszne jest postulowane na
wstępie utożsamienie go z don Antoniem Pimentelem Tlahuitoltzinem, to nie
kto inny, jak on właśnie mianowany został w 1540 r. nowym gubernatorem
i obrany kolejnym tlatoanim Tetzcoco. W awansie tym dopatrywać się można
z jednej strony efektu koncyliacyjnego nastawienia Hiszpanów, z drugiej
zaś wyraźnej oznaki reorientacji dokonywanej przez tetzcokańską elitę. Don
Antonio wypadł podczas przesłuchań stosunkowo najlepiej. Nie o wszystkim
mówił, ale dostarczył Zumárradze poszlak, które - gdyby ten zechciał pójść
ich śladem - doprowadziłyby prawdopodobnie do ujawnienia rzeczywistej roli
ludności miasta i prowincji Tetzcoco w rytuałach ofiarnych na Górze Tlaloca,
jak również prawdziwego wymiaru kunktatorstwa miejscowych władz wobec
bałwochwalców. A co może najważniejsze, tylko don Antonio uchylił się od
uczestnictwa w mistyfikacji. Jego postawa w śledztwie pozwalała go zakwali­
fikować - bardziej niż kogo innego - do kategorii Indian „chcących być
chrześcijanami". Cokolwiek zaś mogli mu wyrzucać później pozostali dostoj­
nicy, szczęśliwy finał tej części dochodzenia, w którą uwikłani byli osobiście,
czynił don Antonia dobrym kandydatem do najwyższych stanowisk także
z ich punktu widzenia. W najbliższej przyszłości jedynie człowiek akceptowany
przez Hiszpanów, a nie będący ani skrytym poganinem, ani nadgorliwym
neofitą, był w stanie chronić Tetzcoco od niebezpieczeństw związanych z ist­
nieniem ciągle żywego pogańskiego podglebia, prowokującego ze wszech miar
niepożądane ingerencje inkwizytorskie, a jednocześnie bronić żywotnych in­
teresów własnej grupy społecznej, w tym zwłaszcza jej stanu posiadania,
mocno nadwerężonego w minionych latach i uszczuplanego dodatkowo przez
konfiskaty majątku ludzi skazanych w procesach inkwizycyjnych.
Jeśli don Antonio - powtórzmy raz jeszcze - był faktycznie don Antoniem
Pimentelem Tlahuitoltzinem, to taką właśnie politykę starał się prowadzić.
Skądinąd wiadomo bowiem, że nowy tlatoani i gubernator Tetzcoco zaraz po
objęciu tych funkcji wdał się w spór sądowy z hiszpańskimi władzami o część
dóbr zarekwirowanych jako własność don Cariosa Ometochtli, dążąc do
wykazania, że należały one do majątku rodowego i tylko czasowo były w pry­
watnym użytkowaniu (Cline 1966; Cline 1968). Nadzwyczaj wymownym świa­
dectwem troski i dbałości don Antonia Pimentela Tlahuitoltzina o utrzymanie
resztek dawnego władztwa w rękach prawowitych spadkobierców jest też jego
testament z 20 lipca 1545 r. (Horcasitas 1978, s. 149-152). Z dokumentu,
będącego typowym testamentem politycznym, wynika niedwuznacznie, że waż­
nym elementem realizowanego w latach 1540-1545 programu było - jakże by
inaczej - manifestowane na różne sposoby przywiązanie do chrześcijaństwa.
Złożony ciężką chorobą tlatoani z naciskiem podkreślał konieczności kontynuo­
wania zakrojonej na dużą skalę akcji wznoszenia w prowincji Tetzcoco solid­
nych (a nie byle jakich, jak bywało niegdyś) kościołów i skoncentrowanych
wokół nich nowych osiedli. Przedsięwzięcie to, nawiasem mówiąc bardzo

�MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

137

kosztowne, było niewątpliwie odpowiedzią na postulaty misjonarzy i miało na
celu mocniejsze związanie rzesz ludności indiańskiej z Kościołem. Jeśli zważyć
przy tym, że testator wskazał jako swego następcę don Hernanda Velázqueza
(kiedy indziej występującego pod nazwiskiem Pimentel), tego samego, który
w 1526 r. był głównym bohaterem pokazowego ślubu kościelnego zorganizo­
wanego przez franciszkanów dla wychowanych i wykształconych w „domu
Bożym" młodych arystokratów, to sądzić należy, iż po roku 1539 tetzcokańska
elita gotowa była nie tylko uściślić swe związki z chrześcijaństwem ze względów
taktycznych, ale i przekazać władzę w ręce młodszego pokolenia, silniej zapew­
ne identyfikującego się intelektualnie i emocjonalnie z nową religią.
LITERATURA
A l b e r r o S.
1972
Políticas de la Iglesia frente a las manifestaciones idolátricas durante la Colonia, [w:]
Religión en Mesoamérica.
XII Mesa Redonda, eds. J . Litvak K i n g , N . Castillo
Tejero, M é x i c o , s. 485-494.
A l v a I x t l i l x ó c h i t l F . de
1975-1977
Biały L.

Obras históricas,

ed. E . O'Gorman, 2 vols., M é x i c o .

1989
Dzieje inkwizycji hiszpańskiej,
Warszawa.
B r o d a [de C a s a s ] J .
1971
Las fiestas aztecas de los dioses de la lluvia, „Revista E s p a ñ o l a de A n t r o p o l o g í a
1983

Americana", t. 6, s. 245-329.
Ciclos agrícolas en el culto: un problema de la correlación

del calendario

mexicano,

1991a

[w:] Calendars in Mesoamérica
and Peru. Native American Computations of Time,
eds. A . F . Aveni, G . Brotherston, B A R International Series 174, Oxford, s. 145-165.
Cosmovisión
y observación
de la naturaleza: el ejemplo del culto de los cerros, [w:]

1991b

Arqueoastronomía
y etnohistoria en Mesoamérica,
eds. J . Broda, S. Iwaniszewski,
L . M a u p o m é , M é x i c o , s. 461-500.
The Sacred Landscape of Aztec Calendar Festivals: Myth, Nature, and Society, [w:] To

Change Place: Aztec Ceremonial Landscapes, ed. D . Carrasco, Niwot, Col., s. 74-120.
Carreño A.M.
1941
Don fray Juan de Zumárraga,
primer obispo y arcobispo de México.
Documentos
inéditos, publicados con una introducción y notas por..., M é x i c o .
Don fray Juan de Zumárraga.
Teólogo y editor, humanista e inquisidor
inéditos),
México.
C e r v a n t e s de S a l a z a r F .
1950

(Documentos

1971

Crónica de la Nueva España, edición de M . M a g a l l ó n , estudio preliminar e índices
por A . Millares Cario, 2 vols., Madrid ( B A E , 1.154-155).
C l e n d i n n e n I.
1982

Disciplining the Indians: Franciscan Ideology and Missionary
Century Yucatán, „Past and Present", nr 94, s. 27-48.

Violence in Sixteenth-

Cline H.F.
1966
1968

The Oztoticpac Lands Map of Texcoco, 1540, „Quarterly Journal of the Library of
Congress" (Washington), t. 23 (2), s. 76-115.
The Oztoticpac Lands Map of Texcoco, 1540: Further Notes, [w:] Actas y memorias del
XXXVII
Congreso Internacional de Americanistas, Buenos Aires, t. I I I , s. 119-137.

Cuevas M.
1914
Documentos inéditos del siglo XVI para la historia de México,
1946
Historia de la Iglesia en México, M é x i c o , 1.1.

México.

�138

RYSZARD TOMICKI

D u r á n D.
1967

Historia de las Indias de Nueva España e Islas de la Tierra Firme, edición de Á . M a .
Garibay K . , 2 vols., M é x i c o .
Dyckerhoff U.
1985
Umerziehung in Neu-Spanien, „ M e x i c o n " , vol. V I I (1), s. 10-13.
G e r h a r d P.
1972
A Guide to the Historical Geography of New Spain, Cambridge.
G i b s o n Ch.
1960

The Aztec Aristocracy in Colonial Mexico,
History", t. 2 (1959-1960), s. 169-196.

„ C o m p a r a t i v e Studies in Society and

1964

The Aztecs under Spanish Rule. A History of the Indians of the Valley of
1519-1810, Stanford, C a l .

Mexico,

1967
Tlaxcala in the Sixteenth Century, Stanford, C a l . (2 wyd.)
Greenleaf R.R.
1961
1965

Zumárraga
and the Mexican Inquisition, 1536-1543, Washington.
The Inquisition and the Indians of New Spain: A Study in Jurisdictional
„ T h e Americas", t. 22 (2), s. 138-166.
1969
The Mexican Inquisition of the Sixteenth Century, Albuquerque.
G r u z i ń s k i S.
1989

Confusion,

Man-Gods in the Mexican Highlands. Indian Power and Colonial Society,
trans, from the French by E . Corrigan, Stanford, C a l .

1520-1800,

Historia
1963

Historia de la nación mexicana. Reproducción
a todo color del Códice de 1576
(Códice Aubin), edición, introducción, notas, índices, versión paleográfica y traduc­
ción directa del náhuatl por el doctor C h . E . Dibble, Madrid.
Horcasitas F.
1978
Los descendientes de Nezahualpilli: documentos del cacicazgo de Tetzcoco (1545-1855),
„ E s t u d i o s de Historia Novohispana", t. 6, s. 145-185.
I c a z a F . A . de
1928

Selección

de documentos referentes a México,

de extractos

sacada de los volúmenes

de la

de Belmente existentes en el Archivo de Indias por don

Colección

, jefe de la

Comisión Mexicana de Investigaciones y Estudios Históricos y confrontados con las
signaturas originales. Años 1922 y 23, „Revista Mexicana de Estudios Históricos",
t . 2 (1-4), s. 7-112.
I w a n i s z e w s k i S.
1986
1986

1992

La arqueología de alta montaña en México y su estado actual, „Estudios de Cultura
N á h u a t l " , t. 18, s. 249-273.
De Nahualac al Cerro Ehécatl: una tradición prehispánica
más en Petlacala, [w:]
Arqueología
y etnohistoria del Estado de Guerrero, ed. R . Cervantes Delgado,
M é x i c o , s. 497-518.
Los cerros que envían las lluvias y delimitación del territorio: la sobrevivencia de una
cosmovisión prehispánica
en Petlacala, Guerrero, México, [w:] América Latina local
y regional, Varsovia: C E S L A , t. 3, s. 183-187.

1994

Archaeology and Archaeoastronomy of Mount Tlaloc, Mexico:
„Latin American Antiquity", t. 5 (2), s. 158-176.
J i m é n e z R u e d a J.
1946
Herejías y supersticiones en la Nueva España
K l o r de A l v a J . J .

A

Reconsideration,

(Los heterodoxos en México),

México.

1981

Martín Oceloti: Clandestine Cult Leader, [w:] Struggle and Survival in Colonial
America, eds. D a v i d G . Sweet, G a r y B . Nash, Berkeley - L o s Angeles - London,
s. 128-141.

1982

Spiritual Conflict and Accommodation in New Spain: Toward a Typology of Aztec
Responses to Christianity, [w:] The Inca and Aztec States, 1400-1800: Anthropology
and History, eds. G . A . Collier, R . I . Rosaldo, J . D . Wirth, New Y o r k , s. 345-366.

�139

MIĘDZY SCYLLĄ POGAŃSTWA A C H A R Y B D Ą CHRZEŚCIJAŃSTWA

Kutscher G.
1961
Ein Stammbaum des koniglichen Geschlechtes von Tetzcoco. Postkolumbische Bilddokumente aus Mexiko im Berliner Museum für Vdlkerkunde: I, „Baessler-Archiv",
N . F . , t. 9, s. 233-263.
Lamb U.
1956

Religious Conflicts in the Conquest of Mexico, „Journal of the History of Ideas",
t. 17, s. 526-539.
León-Portilla M.
1974

Testimonios nahuas sobre la conquista espiritual, „Estudios de Cultura N á h u a t l " ,
t. 11, s. 11-36.
La conquista espiritual: puntos de vista de los frailes y de los indios, [w:] tenże,

1976

Culturas en peligro, M é x i c o , s. 63-91.
Los franciscanos vistos por el hombre náhuatl. Testimonios indígenas
„ E s t u d i o s de Cultura N á h u a t l " , 1.17, s. 261-339.

1984
Liss P.K.
1975

Mariel

XVI,

Mexico under Spain, 1521-1556. Society and the Origins of Nationality, Chicago and
London.

L ó p e z A u s t i n A.
1961
La constitución
Mandamientos
1939

del siglo

real de México-Tenochtitlan,

México.

Mandamientos del Virrey D. Antonio de Mendoza: 1 Die. 1537 a 12 Sep. 1538,
7 Mar. 1550 a 25 Mar. 1550 (introducción de E . O'Gorman), „Boletín del Archivo
General de la N a c i ó n " , t. 10 (2), s. 213-311.
de I b á f i e z Y .

1979
Martínez
1972

El Tribunal de la Inquisición en México (siglo XVI), M é x i c o (2 wyd.).
M a r í n C.
Santuarios y peregrinaciones en el México prehispánico,
[w:] Religión en
Mesoaméri­
ca. XII Mesa Redonda, eds. J . Litvak K i n g , N . Castillo Tejero, Sociedad Mexicana
de A n t r o p o l o g í a , M é x i c o , s. 161-178.
M e n d i e t a G . de
1945
Historia eclesiástica indiana, ed. J . de D o m a y q u í a , 4 tomy, M é x i c o .
M o t o l i n í a T . [de B e n a v e n t e ]
1970
Memoriales e Historia de los indios de la Nueva España, ed. F . de Lejarza, Madrid.
1986
Epistolario (1526-1555), ed. L . G ó m e z C a ñ e d o , M é x i c o .
M u ñ o z Camargo D.
1979
1984

Historia de Tlaxcala (Crónica del siglo XVI), anotada por A . Chavero, M é x i c o .
Descripción de la ciudad y provincia de Tlaxcala, [w:] Relaciones geográficas del siglo
XVI: Tlaxcala, ed. R . A c u ñ a , 1.1, M é x i c o .

N u t t a l l Z.
1911

L'éveque Zumárraga
et les idoles principales du Grand Temple de Mexico,
de la Société des Américanistes de París", n.s., t. 8 (1-2), s. 153-171.

„Journal

Parsons J.R.
1971
Prehistoric Settlement Patterns in the Texcoco Region, Mexico, A n n Arbor.
P o m a r J . B . de
1964
Proceso
1910
1941
Procesos
1912

Relación de Texcoco, 1582, [w:] A . M a . Garibay К., Poesía
los señores de la Nueva España, M é x i c o , s. 152-219.

náhuatl.

I. Romances de

Proceso inquisitorial del cacique de Tezcoco, ed. L . González Obregón, M é x i c o (Publica­
ciones de la Comisión Reorganizadora del Archivo General y Público de la N a c i ó n , 1.1).
Proceso inquisitorial contra una india curandera, 1538, „Boletín del Archivo General
de la N a c i ó n " , t. 12 (2), s. 209-214.
Procesos de indios idólatras y hechiceros, ed. L . González Obregón, M é x i c o (Publicacio­
nes de la Comisión Reorganizadora del Archivo General y Público de la N a c i ó n , t. 3).

�140

RYSZARD TOMICKI

R i c a r d R.
1933

La 'conquete spirituelle' du Mexique.

Essai sur 1'apostolat et les méthodes

mission-

naires des Ordres Mendiants en Nouvelle - Espagne de 1523-24 a 1572, Paris.
Sepúlveda
1972

у H..M.T.
Ritos y ceremonias paganas en el ciclo agrícola:
Mesoamérica.

la petición

de lluvias, [w:] Religión

en

XII Mesa Redonda, eds. J . Litvak K i n g , N . Castillo Tejero, Sociedad

Mexicana de A n t r o p o l o g í a , M é x i c o , s. 537-541.
1977

Ceremonias de petición

de lluvias, „ R e v i s t a Mexicana de Estudios A n t r o p o l ó g i c o s " ,

t. 23 (3), s. 345-363.
Titles
1946

The Titles of Tetzcotzinco

(Santa Maria Nativitas),

translated and annotated by

B . McAfee and R . H . Barlow, „Tlalocan", t. 2 (2), s. 110-127.
T o r q u e m a d a J . de
1969

Monarquía

indiana, introducción por M . León-Portilla, 3 vols., M é x i c o .

T o r r e V i l l a r E . de l a
1973

Fray Pedro de Gante. Maestro y civilizador de América,

México.

T o w n s e n d R. F.
1991

The Mt.

Tlaloc Project,

[w:] To Change Place: Aztec

Ceremonial Landscapes,

ed.

D . Carrasco, Niwot, C o l . , s. 26-30.
1995

77ie Aztecs,

London (2 wyd.).

U c h m a n y E . A.
1980

Cambios

religiosos

en la conquista

de México,

„ R e v i s t a Mexicana de Estudios

A n t r o p o l ó g i c o s " , t. 26 (1), s. 1-57.

RYSZARD TOMICKI
B E T W E E N S C Y L L A O F PAGANISM AND CHARIBDIS O F CHRISTIANITY.
T H E I N D I A N A R I S T O C R A C Y O F T E T Z C O C O (NEW SPAIN)
I N 1539. A M I C R O E T H N O H I S T O R I C A L

STUDY

Summary
T h e article belongs to a broader study and is focused on the analysis of documents of the trial
of Inquisition against don Carlos Ometochtli, an Indian aristocrat of Tetzcoco, New Spain (today
Mexico), sentenced to death in 1539 for "widespreading of heresy". During the inquiry, the
investigating group headed by bishop Juan de Zumárraga forced five local notables representing
local authorities and enjoying the reputation of "good Christians", to give evidence and to reveal
"the acts of paganism". T h e analysis of their declarations and all the circumstances shows that
a considerable group of Indian aristocracy had conformed to Christianity only apparently. They
declared their faith in public while their actual attitudes were indifferent both to Christianity and
to their native religion. They strived to control the native society, -their subjects- attached rather
to pagan cults, and at the same time for the colonial administration and clergy, they wanted to
save appearances to be active in fighting against paganism within the area of their rule. T h e
investigation and the trial resulted in the immediate reorientation of the "religious policy" of the
local elite who not only tried to manifest more strongly their commitment to Christianity but also
replaced in 1545 the former tlatoani (ruler) by a younger one, educated by the Franciscans, a man
with a stronger intellectual and emotional identification with the new faith. T h e case studied by
the author of the article throws a new light on the process of Christianization of the Aztecs in
Mexico and especially the conversion of the native aristocracy.

Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7642" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7622">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/82fca5030461ef4f2a35b1ca568452d7.pdf</src>
        <authentication>97f2184e7761627fd1113fe1e8d5187c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91241">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1744</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91243">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91245">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1614</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91248">
                <text>Iberica frankowsciana. W 120 rocznicę urodzin Eugeniusz Frankowskiego / ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91250">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2004 t.48, s.17-36</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91251">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91252">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91253">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91255">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91256">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91257">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I I : 2004, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI
Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i P A N , Warszawa

IBÉRICA FRANKOWSCIANA.
W 120 ROCZNICĘ URODZIN EUGENIUSZA FRANKOWSKIEGO
Są rocznice, o których mało kto, jeśli w ogóle ktokolwiek, pamięta. To zjawi­
sko normalne, gdyż pamięć, zwłaszcza zbiorowa, jest zawsze skrajnie wybiórcza
i koncentruje się wokół osób czy zdarzeń „ważnych" z punktu widzenia współ­
czesności (albo „chwili"). 8 lutego 2002 roku minęło czterdzieści lat od śmierci
Eugeniusza Frankowskiego, jednej z czołowych postaci polskiej etnologii pierw­
szej połowy X X wieku - kierownika Muzeum Etnograficznego w Warszawie
(1921-1939), wykładowcy etnografii i etnologii na stołecznym Uniwersytecie
(1922-1928), kierownika Instytutu Etnologii na Uniwersytecie Poznańskim
(1926-1939) i jego powojennych mutacji - Instytutu Etnologii/Katedry Etno­
logii i Etnografii/Katedry Etnografii już na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza
(1945-1952, 1953-1957).
O rocznicy tej, jak się zdaje, nikt nie pamiętał, chociaż istnieje co najmniej
jeden powód, dla którego powinno być inaczej. Jest nim stale niespłacony dług
nauki polskiej wobec jednego z pierwszych rodzimych iberystów z prawdziwego
zdarzenia - i jedynego wśród nich etnologa - którego dorobek w tej dziedzinie
nigdy jednak nie był we własnym kraju dostatecznie poznany i właściwie oceniony
(na lepszą znajomość zasługuje też jego kilkuletni pobyt w Hiszpanii i późniejsze
kontakty z tym krajem, drobny wprawdzie, lecz nader interesujący i pod pewnymi
względami wyjątkowy epizod w długich dziejach kontaktów i stosunków polsko-hiszpańskich). We wstępie do opublikowanej niedawno książki J. Ruiza Lardizabala Mity, wierzenia i obyczaje Basków, historyk i iberysta Jan Kieniewicz, konsta­
tując znikomą wiedzę Polaków o baskijskiej historii, tradycjach i kulturze, napisał:
„W naszej świadomości niewiele dotąd utkwiło poza obiegowymi stereotypami.
Przed laty pisał o kulturze Basków Eugeniusz Frankowski, ale jego prace naukowe
są dziś trudne do znalezienia" (w: Ruiz Lardizabal 2002, s. 7). To ostatnie stwier­
dzenie dobrze oddaje sposób funkcjonowania iberystycznego dorobku Frankow­
skiego w naszym kraju; od kilkudziesięciu lat przypomina on UFO - wszyscy
słyszeli, że coś takiego istnieje, lecz mało kto widział to „coś" na własne oczy.
Tak się składa, że 21 listopada 2004 roku przypadnie następna „okrągła" rocz­
nica - minie sto dwadzieścia lat od dnia urodzin Eugeniusza Frankowskiego,
co stwarza kolejną, może nawet lepszą niż poprzednia okazję, aby zaniedbanie
naprawić i do kilku rat, które w ramach spłaty długu udało się już uiścić (Kutrzeba-Pojnarowa 1963; Armon 1981; Tomicki 2000, 2002), dodać jeszcze jedną, choć­
by najskromniejszą.

�18

RYSZARD T O M I C K I

I
Eugeniusz Frankowski - iberysta i baskolog, jak sam się przedstawiał i jak
piszą o nim inni (Burszta, Frankowska 1981, s. 186; Armonowie 2002, s. 98)
- przybył do Hiszpanii w 1914 roku, krótko po ukończeniu studiów antropolo­
gicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim (1911). Pozostał tam - niespodziewanie,
na skutek wybuchu I wojny światowej - przez ponad sześć lat, odwiedzając
w tym czasie także Portugalię (1915) i południe Francji (1919), gdzie prowadził
studia w muzeach i penetracje terenowe. Głównym obszarem jego badań była
jednak Hiszpania, ze szczególnym uwzględnieniem - od pewnego momentu
- prowincji baskijskich. Co najmniej od 1915 roku związany był z madryckim
Muzeum Antropologii, Etnografii i Prehistorii, gdzie chętnie pracował w za­
sobnej bibliotece, utrzymując bliskie kontakty z gronem naukowców różnych
specjalności, którym przewodził kierujący tą placówką nestor hiszpańskiej
antropologii, Manuel Antón y Ferrándiz. W środowisku tym koncentrowały się
dyskusje i prace nad instytucjonalizacją nauk o człowieku. Etnografia - gdyż
takiej nazwy używano wtedy w Hiszpanii najczęściej, różnie j ą zresztą rozumie­
jąc i nieraz dopełniając „folklorem" - była dyscypliną słabo rozwiniętą w po­
równaniu z antropologią fizyczną i prehistorią. Właściwie zaś, rodziła się dopiero
w drugiej dekadzie X X wieku jako odrębna, choć niekoniecznie autonomiczna
wobec antropologii, dziedzina nauki. Do najbardziej aktywnych jej rzeczników
należeli Luis de Hoyos Sáinz i Telesforo de Aranzadi y Unamuno, autorzy fun­
damentalnego wówczas dzieła Etnografía. Sus bases, métodos y aplicaciones
a España (Aranzadi, Hoyos Sáinz 1917), będącego pokłosiem cyklu wykładów
w madryckim Ateneo w 1915 roku . Ich słuchaczem był także Frankowski
(1920a, s. 1), który niebawem zadeklarował się zdecydowanie jako etnolog,
w pierwszej swej portugalskiej publikacji nawiązując zresztą bezpośrednio do
prac Aranzadiego (1916a), a dwie pierwsze publikacje hiszpańskie opatrując
wspólnym, znaczącym tytułem Estudios etnológicos (1916b, 1916c). Te i kolej­
ne jego prace miały duży udział w propagowaniu na Półwyspie Iberyjskim za­
równo badań etnograficznych, dokumentujących kulturę ludową, jak i etnologii,
stanowiącej w rozumieniu Frankowskiego właściwą nauką zajmującą się bada­
niem „kultury ludów" bez czasowych, przestrzennych i etnicznych ograniczeń
(zob. Martínez Sanz 1982, s. 184, 187, 362-364; Tomicki 2000, s. 16).
Intensywne badania z lat 1914-1920 zaowocowały dziewięcioma pracami na­
ukowymi ogłoszonymi w Hiszpanii i Portugalii, w tym dwoma wielkimi mono­
grafiami: Hórreos y palafitos de la Península Ibérica (1918) i Estelas discoideas
de la Península Ibérica (1920), które przyniosły polskiemu badaczowi najwięk­
sze uznanie i rozgłos. Ich recepcja w specjalistycznych środowiskach to temat
czekający jeszcze na opracowanie. O istnieniu pochlebnych omówień i recenzji
1

1

El Ateneo C i e n t í f i c o , Literario y A r t í s t i c o de M a d r i d (zał. 1835), stowarzyszenie n a u k o w o -

-literacko-artystyczne, b ę d ą c e rodzajem klubu dyskusyjnego, podzielonego na sekcje, z k t ó r y c h
cząść prowadziła także działalność naukowo-dydaktyczną.

�19

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

wiadomo od dawna - „zaszczytne odzewy prasy zagranicznej" po opubliko­
waniu Hórreos... odnotował już J. Talko-Hryncewicz (1920, s. 239), „bardzo
pochlebną dla autora krytykę" tej książki czytała gdzieś w hiszpańskich periody­
kach G. Makowiecka (1984, s. 361), o opiniach słynnego francuskiego archeologa
Henri Breuila, który „pisał z wielkim uznaniem o pracach E. Frankowskiego,
podkreślając bogactwo zebranego materiału i wszechstronną analizę badanych
zjawisk", informował W. Armon (1962, s. 156). Cóż z tego, skoro żaden z przy­
wołanych autorów nie podał odsyłaczy do konkretnych tekstów. Zadanie ich
zebrania wykonali częściowo wydawcy Enciclopedia General Ilustrada del País
Vasco, zamieszczając w jej części bibliograficznej nie tylko wykaz iberyjskich
prac polskiego etnologa, lecz także recenzji jego głównych dzieł {Enciclopedia
1973, s. 410-411). Nie jest to zestawienie kompletne i choć udało się je uzu­
pełnić o nowe pozycje , niewdzięczna, wymagająca żmudnych poszukiwań kwe­
renda pozostaje nieukończona.
Prace badawcze łączył Frankowski w aktywnym uczestnictwem w miejscowym
życiu naukowym. W styczniu 1917 roku został przyjęty w poczet członków
Królewskiego Hiszpańskiego Towarzystwa Historii Naturalnej, jedynej wtedy
organizacji skupiającej oprócz przedstawicieli nauk przyrodniczych także antro­
pologów (sensu largo) i prehistoryków. W roku 1918 dostąpił najwyższego
zaszczytu - otrzymał tytuł członka korespondenta Królewskiej Akademii Historii,
najprawdopodobniej w związku z publikacją Hórreos... W 1919 roku, w bliżej
nieznanych okolicznościach, został członkiem Portugalskiego Towarzystwa
Etnografii i Archeologii w Lizbonie oraz Portugalskiego Towarzystwa Antropo­
logii i Etnologii w Oporto, a także członkiem korespondentem Królewskiej Aka­
demii Galisyjskiej (Real Academia Gallega) w La Coruña. W 1920 roku miał
wykłady w madryckim Ateneo. Brał też udział w przygotowaniach do powołania
w Madrycie Hiszpańskiego Towarzystwa Antropologii, Etnografii i Prehistorii
(1921), mającego wraz ze stołecznym Muzeum Antropologicznym współtwo­
rzyć Hiszpański Instytut Antropologiczny (Frankowski 1920c); jego nazwisko
znalazło się na liście członków-założycieli jako jednego z pięciu cudzoziemców.
W 1917 roku zawarł bliższą znajomość z Krajem Basków i baskijskimi uczo­
nymi. Jego wielkie uznanie zdobyło Muzeum Etnograficzne w San Sebastián
(Boletín 1917, s. 456-457). I choć wcześniej naukowe walory tego Muzeum
doceniali również inni, np. L. de Hoyos Sáinz (1915, s. 44), to właśnie on stał się
inicjatorem listu gratulacyjnego, jaki w październiku 1917 roku wystosowało
do twórców Muzeum Królewskie Hiszpańskie Towarzystwo Historii Naturalnej
(Tomicki 2000, s. 21). Wychwalał je też przy innych okazjach jako „pierwsze
regionalne muzeum tego typu w Hiszpanii i pouczający przykład dla innych
rejonów kraju" (Frankowski 1918a, s. 32).
2

2

Wedle dzisiejszej w i e d z y recenzje i o m ó w i e n i a tych monografii

Portuguesa

(Lizbona), A n n o 3.° , N .

z. 3-4, 1920; L'Anthropologie
t. 23 (3), 1921; Journal

o s

2 5 - 2 6 , 1918; Wiadomości

u k a z a ł y się w :

Archeologiczne

( P a r y ż ) , t. 30, 1920 oraz t. 33, 1922; Bulletin

Hispanique

des Savants ( P a r y ż ) , t. 19, 1921; Revue Internationale

( P a r y ż / S a n S e b a s t i á n ) , t. 13, 1922; Euskalerriaren

Terra

( K r a k ó w ) , t. 5
(Bordeaux),

de Estudes

Aide ( B i l b a o ) , A ñ o X I , num. 205,

Basques

1921.

�20

RYSZARD T O M I C K I

Więzi Frankowskiego z baskijskim środowiskiem naukowym zacieśniły się
pod koniec 1919 roku, gdy utworzone rok wcześniej Towarzystwo Studiów
Baskijskich (Eusko Ikaskuntza), substytut narodowego uniwersytetu, zaprosiło
go, aby poprowadził tygodniowy kurs etnografii i etnologii w ramach organi­
zowanych odtąd corocznie tzw. Cursos de Metodología y Alta Cultura poświę­
conych różnym dziedzinom wiedzy i nauki. Kurs odbył się w dniach 13-20 grud­
nia w Bilbao , a dwa główne wykłady - jeden o systematyzacji ludowych
obrzędów, drugi o metodach etnologii - zostały wkrótce potem opublikowa­
ne (Frankowski 1920b, 1920c). Kontynuacją części teoretycznej były zajęcia
praktyczne w terenie. Przed kilkoma laty, komentując zapowiedź ich przepro­
wadzenia zawartą w otwierającym kurs przemówieniu Ángela de Apraiz, sekre­
tarza generalnego Towarzystwa, napisałem: „Nic nie wiadomo o zapowiada­
nych [...] na rok 1920 nowych badaniach terenowych [...]. Możliwe, że nie
doszły do skutku wobec konieczności dokończenia pracy o stelach nagrob­
nych i bliskiej perspektywy wyjazdu z Hiszpanii" (Tomicki 2000, s. 25). To
przypuszczenie było błędne. Dziś wiadomo, że we wrześniu 1920 roku, po uka­
zaniu się Estelas... , polski badacz wrócił do Bilbao. W druku ulotnym Towa­
rzystwa Studiów Baskijskich z grudnia 1920 roku zapowiadano jego przyjazd
do San Sebastián na 19 września i zapraszano wszystkich chętnych do uczest­
niczenia w kierowanych przez niego „wycieczkach badawczych", aby stawili
się w tamtejszym Muzeum Etnograficznym. 29 września informowała o rozpo­
czętych badaniach lokalna gazeta El Niticiero Bilbaíno . Pewny pozostaje fakt,
że w tym czasie Frankowski nic nowego nie opublikował i w październiku
1920 roku opuścił Hiszpanię.
Jak duże znaczenia miał ów kurs dla baskijskiej etnografii i etnologii? Nie
cieszył się chyba specjalną popularnością, sądząc na podstawie impresji jednego
z uczestników (patrz niżej); zapewne przyciągnął tylko rzeczywistych entu­
zjastów tej dziedziny nauki. Co najmniej dwóch z nich wszakże kontynuowało
potem swoje zainteresowania, zajmując kierownicze stanowiska w muzealnictwie
etnograficznym . Pamiętać należy, że baskijska antropologia (by użyć dzisiejszej
terminologii) zaledwie raczkowała wtedy. Za jej oficjalny początek zwykło się
uważać rok 1918, kiedy to w ramach Towarzystwa Studiów Baskijskich powo3

4

5

6

3

I n f o r m a c j ę o kursie podano w El Noticiero

Bilbaíno,

nr 16129, 13 grudnia 1919, s. 3 (zob.

www.euskomedia.org8080/euskomedia_es/servlet/euskomedia.Kultura;
4

Jej o m ó w i e n i e u k a z a ł o się w Diario

de Navarra,

www.euskomedia.org8080/euskomedia_es/servlet/euskomedia.Kultura;
5

[ D r u k ] Sociedad

de Estudios

29 w r z e ś n i e 1920, s. 1 (zob.

konsultowano 7.07.2004).

nr 5945, 19 w r z e ś n i a 1920, s. 1 (zob.
konsultowano 7.07.2004).

Vascos (b.d. i m.w.) oraz El Noticiero

Bilbaíno

nr 16383,

www.euskomedia.org8080/euskomedia_es/servlet/euskomedia.Kul­

tura; konsultowano 7.07.2004).
6

W j e d n y m z d o k u m e n t ó w E. F r a n k o w s k i p o d a ł , ż e j e g o u c z n i a m i z kursu w B i l b a o b y l i :

„ z a ł o ż y c i e l i dyrektor M u z e u m w B i l b a o J e s ú s de Larrea y Recalde oraz d y r e k t o r M u z e u m
Etnogr. w Barcelonie w K a t a l o n i i " ; pismo: Katedra Etnografii U A M w Poznaniu do M i n i s t e r s t w a
S z k o l n i c t w a W y ż s z e g o , Departament S t u d i ó w U n i w e r s y t e c k i c h , P o z n a ń , 31 stycznia 1956 r.,
A r c h i w u m P M E w Warszawie, s p u ś c i z n a M . Frankowskiej ( m a t e r i a ł y n i e u p o r z ą d k o w a n e ) .

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

21

lano Sekcję Antropologii, Etnografii i Prehistorii. Działać zaczęła ona w roku
następnym, ale trzeba było trzech lat, aby ogłoszono drukiem Cuatro cuestiona­
rios (1921), mające być podstawą do zakrojonych na szerszą skalę badań. Wtedy
też, 2 kwietnia 1921 roku, José Miguel de Barandiarán utworzył Sociedad
de Eusko-Folklore, instytucję będącą wyrazem autonomizowania się etnologii
w kręgu tzw. nauk antropologicznych
W tym kontekście widzieć należy rolę, jaką odegrał E. Frankowski. Należał
on - nie tylko zresztą w Kraju Basków - do pionierów systematycznych i meto­
dycznych badań terenowych, samodzielnego pozyskiwania wiarygodnych źró­
deł, niezbędnej podstawy i bezwzględnego warunku prawdziwej nauki. To temat
stale przewijający się w jego publikacjach. W pracy o dyskoidalnych stelach,
poruszając kwestię ich przekształceń na przestrzeni dziejów, pisał: „Aby móc
odtworzyć ową transformację, konieczne jest zebranie i opisanie wszelkich
okazów stel, bez przywiązywania większej wagi do dzieł o wyraźnie większej
wartości. Konieczne jest ogłoszenie małych monografii wszystkich zabytków
znajdujących się na wiejskich cmentarzach [...] i zaprezentowanie wszystkich
istniejących egzemplarzy tego zabytku. Dopiero wtedy, bez konieczności ucie­
kania się do fantastycznych przypuszczeń, sam zgromadzony materiał pokaże
nam zmiany, jakie się dokonały, obce wpływy, a może nawet prawdziwe znacze­
nie wyobrażonych [na stelach - R.T.] symboli" (Frankowski 1920a, s. 53-44).
Cokolwiek sądzilibyśmy dzisiaj o wierze w epifaniczne wręcz właściwości
dobrze zebranego materiału źródłowego, trudno nie docenić wagi przykładanej
do jakości i kompletności dokumentacji w czasach, gdy pracą w terenie zajmo­
wali się głównie amatorzy, kierujący się najrozmaitszymi predylekcjami i uprze­
dzeniami. Frankowski zachęcał do profesjonalizacji tego etapu badań naukowych
i gromadzenia dokumentacji przez wyspecjalizowane muzea. Wiele krytycznych
uwag w tym zakresie kierował również pod adresem historyków kultury i archeo­
logów, m.in. badaczy rytów i malowideł naskalnych.
To pozytywistyczne (w każdym sensie) zadanie było dla niego nie tylko wa­
runkiem sine ąua non rzetelnej pracy naukowej, lecz także patriotycznym obo­
wiązkiem. Wysiłek, jakiego wymagały sumienne badania terenowe realizowane
przez „dobrych patriotów", miał im zapewnić wdzięczność przyszłych pokoleń
za uchronienie od zagłady „skarbów życia i kultury psychicznej ich narodu
(Pueblo)". Pod postulatem traktowania niematerialnych składników kultury ludo­
wej jako cennego zabytku, takiego samego jak architektura czy sztuki plastyczne,
bez wahania podpisać się mogli baskijscy rzecznicy odrodzenia narodowego,
nawet jeśli towarzyszyła mu wypowiadana otwarcie opinia, że próby rozwiązania
zagadki pochodzenia etnosu i języka baskijskiego należy zostawić na przyszłość
i zacząć pracę na nowo, od podstaw (Frankowski 1920b, s. 1-2).
Wielki podziw budziło jego osobiste zaangażowanie w badania terenowe,
w owych czasach wymagające dużego samozaparcia i dobrej kondycji fizycznej.
Wrażenie, jakie wywierały etnograficzne „wycieczki badawcze" Frankowskiego,
dobrze odzwierciedlają impresje o. Fernando de Mendoza, uczestnika kursu
w Bilbao, który - po ukazaniu się Estelas... - napisał na cześć polskiego badacza

�22

RYSZARD T O M I C K I

prawdziwy hymn pochwalny. Konkludował jednak w tonie raczej minorowym,
ubolewając, że wyniki tak ogromnej pracy dokumentacyjnej i intelektualnej są
stale mało cenione, bo naukowych studiów nikt nie czyta, a na prelekcję przyjść
może z pół tuzina ludzi. „Ilu nas było - pytał autor - w Bilbao pod koniec
1919 roku, którzy słuchaliśmy odczytów Frankowskiego zorganizowanych przez
Towarzystwo Studiów Baskijskich?" (Mendoza 1921, s. 20-21).
Ceniono u Frankowskiego również metody badawcze, w szczególności za­
pewne jego liczne nawiązania do szkoły kulturowohistorycznej, cieszącej się
wtedy w Hiszpanii, a szczególnie w Kraju Basków dużą estymą (Azcona 1984).
Widziano w nim uczonego ukształtowanego przez „surową dyscyplinę środ­
kowoeuropejskich uniwersytetów" (Apraiz 1920, s. III). Współbrzmiał z tym
jego wykład kończący kurs w Bilbao, w całości poświęcony prezentacji „nowej
metody" w kształcie, w jakim propagowali ją Wilhelm Schmidt, Fritz Graebner
i Stanisław Poniatowski. Jednakże wykład otwierający kurs poświęcony był
w głównej mierze teorii rytuałów przejścia Arnolda van Gennepa.
Szczególne związki łączące Frankowskiego z Baskami miały też inne aspekty.
Nie bez znaczenia dla ich charakteru był z pewnością fakt, że Polak starał się
opanować język baskijski. W grudniu 1919 roku A. de Apraiz, podkreślając jego
talenty językowe, nie wykluczał, że za jakiś czas będzie pewno pisał po baskijsku, skoro przyswoił już sobie „co niego z naszego osobliwego języka" (pues
conoce... algo de nuestro peculiar idioma, Apraiz 1920, s. III). Ze stosunkiem do
języka łączyło się z pewnością zrozumienie i poparcie dla działalności na rzecz
„sprawy baskijskiej". Jest faktem znamiennym, że pierwsze publiczne wystąpie­
nie Frankowskiego w „sprawie polskiej", jakim był odczyt „Polska, jej życie
i siły" (Polonia, su vida y sus fuerzas), miało miejsce 6 kwietnia 1918 roku
w Ośrodku Baskijskim „Eusko Etxea" w Madrycie i odnotowane zostało m.in.
w piśmie Euzkadi wychodzącym w Bilbao (Tomicki 2003, s. 306). Był to nie­
wątpliwie efekt trwających już od minionego roku kontaktów z ludźmi zaanga­
żowanymi w baskijski ruch odrodzenia narodowego, którzy za kilka miesięcy
mieli utworzyć - tak mu potem bliskie - Towarzystwo Studiów Baskijskich
(Tomicki 2000, s. 23-25). Sytuacja Polski pod obcym zaborem interesowała
zarówno Basków (zob. Jakubowska 2004), jak i Katalończyków. Frankowski,
chociaż przyjaciele postrzegali go jako „niestrudzonego i zasłużonego hispanófila"
(infatigable y benemérito hispanófilo) ', rozumiał potrzeby i dążenia Basków,
Katalończyków i Galisjan, i sympatyzował z ich aspiracjami do uzyskania auto­
nomii. Jakiś czas późnej, już po ustanowieniu republiki, uważał, że jest ona „tylko
formą przejściową, likwidacyjnym okresem dawnych rozrachunków w myśl
norm i potrzeb nowoczesnego życia" i prognozował: „Federacja wszystkich
regionów, równych z równymi, obejmująca Katalonię, Portugalię, kraj Basków
i wszystkie inne dzielnice z równą im wszystkim w prawach i przywilejach Ka­
stylią-jednym słowem Stany Zjednoczone Iberii - oto nakaz dziejowy, którego
1

7

Tak n a z w a ł go w 1920 roku, d e d y k u j ą c m u j e d n ą ze swych prac, h i s z p a ń s k i archeolog Juan
Cabre y A g u i l ó (egzemplarz w zbiorach p r y w a t n y c h R.T.).

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

23

realizację w bardzo ciężkich warunkach zapoczątkowała republika w r. 1931"
(Frankowski [1934], szp. 854; por. 1933, s. 106-108).
Nic nie ujmując zasługom i zaletom polskiego uczonego, trzeba wspomnieć
na koniec, że o sympatii okazywanej mu wtedy i później przez baskijskich „en­
tuzjastów etnografii" współdecydowały w pewnej mierze względy propagan­
dowe. Dla zaangażowanych w rozwój własnej kultury i nauki Basków nie mniej
ważny niż tworzenie instytucji, kształcenie kadr, inicjowanie badań itp. był
międzynarodowy rozgłos. Nie przypadkiem współczesna monografistka Towa­
rzystwa Studiów Baskijskich uznała za jedno z największych osiągnięć okresu
1918-1936 upowszechnienie wiedzy o kulturze baskijskiej za granicą, za2:naczając, że w 1936 roku Towarzystwo miało członków i współpracowników nie
będących Baskami w 10 krajach europejskich, w tym - oczywiście - w Polsce
(Estornćs Zubizarreta 1994, s. 651).
W periodykach baskijskich skrupulatnie odnotowywano wszelkie publikacje,
które mówiły o Kraju Basków, nieraz wyolbrzymiając ich znaczenie. Dobrym
tego przykładem jest krótka nota w Revista Internacional de los Estudios Vascos,
informująca o ukazaniu się w 1933 roku Regionów Hiszpanii. Jej autor stwier­
dził, że w nowej pracy „znanego [sic! R.T.] dyrektora Muzeum Etnograficznego
w Warszawie i profesora Uniwersytetu Poznańskiego", omówione zostały w spo­
sób szczególnie dokładny {particularmente estudiadas) Prowincje Baskijskie
i Navarra, po czym konkludował: „Dzieło to jest kolejną z szeregu prac, jakie
p. Frankowski napisał o Kraju Basków, a ci, którzy znają metody badawcze
wybitnego uczonego z Poznania, potrafią docenić jego nowy wkład w nasze ba­
dania" (Garmendia 1933). Tak jednostronne spojrzenie nie znajduje uzasadnie­
nia w rzeczywistym układzie i treści książki. Przesadna jest też opinia o „szeregu
prac" baskologicznych, chyba że zaliczy się do nich np. Hórreos... i Estelas...
mimo ich iberyjskiego (z założenia) zakresu. W istocie czysto baskologiczne prace
Frankowskiego w zasadzie nie istnieją, może z jednym wyjątkiem, chociaż
gdyby nie I I wojna światowa byłoby zapewne inaczej (patrz niżej). Niemniej
tonację noty z roku 1933 powtarza po latach biogram (na pozór autorytatywny)
w Enciclopedia General Ilustrada del País Vasco, gdzie mowa o „różnych od­
czytach, kongresowych referatach i artykułach poświęconych tematyce baskij­
skiej, z których wiele [sic! R.T.] opublikowanych zostało przez Towarzystwo
Studiów Baskijskich" (A[rozamena] A[yala] 1982; wszystkie jego prace wydane
nakładem Towarzystwa podaje katalog: Ormazabal Altuna, Arzamendi Sese 1999).
II
Późną jesienią 1920 roku E. Frankowski wrócił do Polski. Na podstawie
wydanych za Pirenejami książek w krótkim czasie uzyskał doktorat (1921) i ha­
bilitację (1922), szybko objął też kilka stanowisk i funkcji zapewniających mu
udział w kształtowaniu instytucjonalnych i programowych fundamentów etno­
grafii i etnologii w nowo odrodzonym państwie. Jego iberystyczne zaintereso­
wania naukowe zeszły w tym okresie na dalszy plan. Nie darmo jednak na krótko

�24

RYSZARD T O M I C K I

przed wyjazdem z Hiszpanii, dziękując w ostatnim opublikowanym tam artykule
za gościnę i możliwość spokojnego przetrwania sześciu lat „przerażającej
[wojennej - R.T.] tragedii", zadeklarował publicznie, że uważa ów „czcigodny
i gościnny" kraj za swą drugą ojczyzną (Frankowski 1920b, s. 1). Że nie była
to jedynie kurtuazja, dowiódł niebawem, angażując się w działalność na rzecz
zbliżenia polsko-hiszpańskiego.
Był współtwórcą i wiceprezesem powstałego w Warszawie w 1923 roku
Towarzystwo Polsko-Hiszpańskiego , które - choć dzisiaj zupełnie zapomniane
- było w pewnym sensie prekursorem późniejszej Katedry Iberystyki, obecnie
już Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu War­
szawskiego. Towarzystwo, któremu prezesował Jerzy Tomaszewski, były chargé
d'affaires en pied w Hiszpanii (1919), miało swą siedzibę w stołecznym Uniwer­
sytecie, przy Seminarium Filologii Romańskiej. Drugim obok Frankowskiego
wiceprezesem był Maurycy Mann, profesor filologii romańskiej UW. Towarzy­
stwo rozpoczynało swą działalność pod dobrymi auspicjami. W 1923 roku, na
mocy dekretu króla Alfonsa XIII z 26 lutego, jeden z wiceprezesów (Frankowski)
odznaczony został Orderem Izabeli Katolickiej w kategorii caballero, przyzna­
wanym za wybitne zasługi dla Hiszpanii w dziedzinie nauki i kultury . Drugi
wiceprezes (Mann) opublikował w tym samym roku pierwszy polski przekład
słynnej hiszpańskiej powieści pikarejskiej „Żywota Łazika z Tormesu" (La vida
de Lazarillo de Tonnes, 1554), opatrzony wstępem i przypisami tłumacza.
Towarzystwo, które w marcu 1926 roku miało 50 członków (wcale niemało,
jak na tamte czasy) , stawiało sobie ambitne zadania: „nawiązanie, rozwój
i utrwalenie stosunków w zakresie kultury umysłowej między Polską a Hiszpa­
nią oraz krajami amerykańskiemi o kulturze hiszpańskiej", w szczególności zaś
„rozpowszechnianie wśród swych członków oraz w szerszych kołach społeczeń­
stwa polskiego znajomości języka hiszpańskiego, literatury, sztuki oraz dziejów
Hiszpanii i w ogóle rozbudzenie zainteresowania kultura umysłową polską oraz
życiem ekonomicznem i państwowem Polski wśród społeczeństwa polskiego
i hiszpańskiego ze szczególnem uwzględnieniem młodzieży obydwu narodów".
Środkiem do osiągnięcia tych celów miały być nie tylko „odczyty, pogadanki,
wieczory dyskusyjne", lecz także „założenie biblioteki dzieł hiszpańskich oraz
dzieł poświęconych Hiszpanii, [...] uzupełnienie istniejących pod tym względem
braków w bibliotekach uniwersyteckich oraz publicznych w Polsce; współdzia­
łanie w organizowaniu pracy i studiów poświęconych Hiszpanii; podejmowanie
8

9

10

8

Zob. Nauka

Polska,

t. V: 1925, s. 426. W p ó ź n i e j s z y c h latach powstanie Towarzystwa

datowano na rok 1922 (zob. M a t e r i a ł y do spisu instytucji i towarzystw n a u k o w y c h w Polsce,
Nauka Polska,

t. V I I : 1927, s. 438; Sawicki 1995, s. 117 przyp. 14). Posiedzenie organizacyjne

o d b y ł o się jednak 22 czerwca 1923 roku, co o d n o t o w a ł a Rzeczpospolita,
s. 8, oraz nr 169, w y d . poranne, s. 7 ( p o d a j ę za: Bibliografia...
9

nr 168, w y d . wieczorne,

1977, szp. 1361).

O r y g i n a ł w m a d r y c k i m A r c h i v o General, M i n i s t e r i o de Asuntos Exteriores, sygn. C-306,

exp. 2 (rok 1923, dokument 4).
1 0

Zob. M a t e r i a ł y do spisu instytucji i towarzystw n a u k o w y c h w Polsce, Nauka Polska,

1927, s. 438.

t. V I I :

�25

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

starań w kierunku tłumaczenia i wydawania cennych dzieł w zakresie literatury,
nauki i sztuki hiszpańskiej, przede wszystkiem zaś podręczników ułatwiających
Polakom naukę języka hiszpańskiego; umieszczanie w prasie artykułów oraz
dokładnych informacyj, dotyczących współczesnego życia Hiszpanii" .
Po kilku latach działalności wysoką ocenę wystawił Towarzystwu Stanisław
Wędkiewicz (1925, s. 475), wówczas profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego,
ten sam, który później stanie się autorem „wielkiego wołania" o rozwój polskiej
iberystyki, bo taki charakter miał jego słynny esej „Zaniedbana dziedzina hu­
manistyki. Znajomość języków i literatur iberyjskich zagranicą a w Polsce".
W tekście tym wymieniono Frankowskiego wśród Polaków, którym pobyt
w Hiszpanii w czasie „wielkiej wojny" pozwolił „zgłębić kulturę, Polsce dotych­
czas raczej obcą, i uczynił z nich pożytecznych misjonarzy zbliżenia polsko-iberyjskiego" (Wędkiewicz 1928, s. 71).
Przez szereg lat Frankowski nie zajmował się jednak aktywnie badaniami iberystycznymi i mało na ten temat pisał. Jeśli nie liczyć ogłoszonego w 1920 roku
w Przeglądzie Dyplomatycznym artykułu „Kwestia agrarna w Hiszpanii w roku
1919", będącego jego pierwszy tekstem hispanistycznym w języku polskim,
napisanym wszakże jeszcze w Madrycie, oraz kilku referatów przedstawionych
na forum Komisji Antropologicznej PA U w Krakowie (1920-1921) i Polskiego
Towarzystwa Etnologicznego w Warszawie (1921) , w ciągu dziesięciu lat
powstały zaledwie dwa popularne, choć arcyciekawe artykuły - szkic antropogeograficzny o hiszpańskich kobietach zatytułowany „Hiszpanka" (1925) oraz
impresyjny „Karnawał ludzi i zwierząt w Hiszpanii" (1927).
Zmiana nastąpiła dopiero w roku 1929, kiedy to odżyły jakieś bliżej nieznane
iberystyczne plany naukowe, realizowane dość intensywnie w latach następnych.
Chodziło zapewne o kontynuację prac rozpoczętych w okresie 1914-1920, gdyż
Frankowski traktował podjęte na nowo badania jako uzupełniające. W jednym
ze swych życiorysów podał: „W miesiącach letnich 1929, 1930, 1932, 1935
prowadziłem badania uzupełniające w Kraju Basków w Hiszpanii i Francji" .
W wyliczeniu tym zabrakło wyjazdu do Hiszpanii w 1933 roku i wizyty w Portu­
galii w 1935 roku, o których wiadomo z innych źródeł, ale zarówno z przytoczonej
11

12

13

11

Za i n f o r m a c j ą z a m i e s z c z o n ą w Nauce Polskiej,

1 2

D o t y c z y ł y one z a g a d n i e ń , k t ó r y m p o ś w i ę c o n e b y ł y o g ł o s z o n e drukiem w Hiszpanii studia,

t. V: 1925, s. 426.

zob.: N a g r o b k i o g ł o w i c y kolistej na P ó ł w y s p i e Iberyjskim, Sprawozdania

z Czynności

PAU, t. 25 (10): 1920, s. 16; Spichlerze na palach i palafity na P ó ł w y s p i e Iberyjskim,
nia z Czynności

i Posiedzeń

Polskiej

Akadem}'i

Umiejętności,

i Posiedzeń

Polskiej

Akadem)'i

Umiejętności,

i Etnograficzne,

Znaki

Sprawozdania

t. 26 (5), maj 1921, s. 10; Sprawozdania

z p o s i e d z e ń K o m i s j i [Antropologicznej] odbytych w r. 1920 i 1921, Prace
giczno-Archeologiczne

Posiedzeń
Sprawozda­

t. 26 (5), maj 1921, s. 8-9;

wypalane i wystrzygane na z w i e r z ę t a c h p o c i ą g o w y c h na P ó ł w y s p i e Iberyjskim,
z Czynności

i

i Materiały

Antropolo-

t. I I (cz. 1 i 2), K r a k ó w 1921, s. V I , V I I I - I X , X ) . O refe­

racie „ W a l k a c z ł o w i e k a z duchami z ł e m i o w ł a d a n i e z i e m i ą " (por. F r a n k o w s k i 1916c) i n f o r m o ­
wano w doniesieniu „ Z Polskiego To w. Etnologicznego", Ziemia,
13

Życiorys

Eugeniusza

Frankowskiego,

1922, nr 3, s. 116.

Poznań, III-1950, Archiwum Państwowego Muzeum

Etnograficznego (dalej: P M E ) w Warszawie, s p u ś c i z n a M . Frankowskiej, m a t e r i a ł y n i e u p o r z ą d ­
kowane.

�26

RYSZARD T O M I C K I

informacji, jak i innych równie lapidarnych wzmianek wynika jednoznacznie,
że uwaga jego koncentrowała się na baskijskiej kulturze ludowej. W tym okresie
miał okazję uczestniczyć w V Kongresie Studiów Baskijskich (Vergara, 1930),
podczas którego wygłosił referat „Uwagi ogólne o baskijskiej sztuce ludowej"
(Cuestiones generales acerca del arte popular vasco), opublikowany później
w materiałach kongresowych (Frankowski 1934) i będący jedynym w gruncie rze­
czy znanym dziś jego tekstem, który uznać można za baskologiczny, choć w znacz­
nej części ma charakter teoretyczno-metodologiczny (Tomicki 2000, s. 27-28).
Nieco więcej szczegółów o odbytych w okresie międzywojennym podróżach
na Półwysep Iberyjski znaleźć można w sprawozdaniach z działalności Muzeum
Etnograficznego w Warszawie, z których wiadomo, że „w latach 1933 i 1935 [Fran­
kowski] prowadził badania w kraju Basków, w Hiszpanii. W roku 1933 wygłosił
odczyty o kulturze ludowej Polski w San Sebastjano [sic! R.T.], w Bilbao, w Ma­
drycie i w Barcelonie w Hiszpanji. W r. 1935 wygłosił odczyty w Porto i w Koimbrze w Portugalji. Ze swoich badań przywiózł zbiór kultury materjalnej Basków,
który ofiarował Muzeum Etnograficznemu" (Sprawozdanie... 1936, s. 26) .
O pracach prowadzonych podczas wyjazdów brak dokładniejszych informacji.
Przynosiły one jednak konkretne efekty, o czym świadczy chociażby wzmianka
w liście Frankowskiego z 30 października 1933 roku, pisanym po powrocie
z Hiszpanii do zaprzyjaźnionego z nim Adama Fischera: „udało mi się zdobyć
bardzo cenne materjały naukowe" . Nie były to wyłącznie źródła do własnych
studiów. Po wyjeździe w 1935 roku zbiory warszawskiego Muzeum Etnograficzne
wzbogaciły się o eksponaty przywiezione „z badań naukowych w kraju Basków
w Hiszpanji": instrument muzyczny alboka, 5 tkanin zarnaua używanych w rytua­
łach ofiarniczych, dwa okazy haftu, jedną koronkę siatkową, dzwon pasterski,
świecznik argisaiola i jarzmo przyrożne (Sprawozdanie... 1936, s. 24).
Rewitalizacja w 1929 roku naukowych planów związanych z Półwyspem Ibe­
ryjskim stosunkowo szybko zaowocowała kilkoma publikacjami. Chociaż wszyst­
ko wskazuje, że w latach trzydziestych Frankowski pracował przede wszystkim
nad tematami dotyczącymi baskijskiej kultury ludowej, a serię nowych prac
zapoczątkował referat o sztuce baskijskiej z 1930 roku (wydany cztery lata póź­
niej), inne powstałe wówczas teksty dowodzą, że jego zainteresowania bynaj­
mniej nie ograniczały się do Basków. Nie ograniczały się też do kultury ludowej.
Świadczy o tym wymownie plon wyjazdów do Hiszpanii w 1930 i 1932 roku,
który przybrał postać dwóch obszernych opracowań. Pierwsze pt. „Organizacja
nauki w Hiszpanii" (1931), ukazało się na kartach Nauki Polskiej, mając za myśl
przewodnią zaskakującą być może dla wielu Polaków opinię, że „Hiszpania jest
krajem, gdzie można się wiele nauczyć" (Frankowski 1931, s. 214). Drugim opra14

15

1 4

Liberal,

I n f o r m a c j ę o w i z y c i e Frankowskiego w M u z e u m Etnograficznym w Bilbao podano w: El
nr 11463, 6 w r z e ś n i a 1933, s. 8 (zob. www.euskomedia.org8080/euskomedia_es/servlet/

euskomedia.Kultura; konsultowano 7.07.2004).
1 5

L i s t w zbiorach A r c h i w u m N a u k o w e Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego (dalej: P T L )

we W r o c ł a w i u , z e s p ó ł : Eugeniusz F r a n k o w s k i . Korespondencja do A . Fischera z lat 1922-35, t. 1
(sygn. 520).

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

27

cowaniem było obszerne studium regionalnego zróżnicowania Hiszpanii, zaini­
cjowane prawdopodobnie przez promotora polskiego ruchu regionalistycznego,
Aleksandra Patkowskiego, lecz mające prawdziwe źródło w sięgających lat
1914-1920 studiach Frankowskiego nad antropogeografią Półwyspu Iberyjskiego.
Tekst ten, datowany na lata 1932-1933, opublikowany został w dwóch różnych
wersjach: obszerniejszej, noszącej tytuł Regjony Hiszpanji (1933), jako książka
otwierająca serię wydawnictw poznańskiego Instytutu Etnologii, oraz w wersji
skróconej, pod tytułem „Regjonalizm Hiszpanji", w zbiorowej pracy poświęconej
ruchowi regionalistycznemu w Europie (1934). Z tej ostatniej wersji wyłączono
kilka części ważnych dla pierwotnego kształtu i celu pracy, m.in. rozdziały
„Ubiór, strój i jego zdobnictwo" i „Architektura miast i budownictwo ludowe".
Bolesław Olszewicz, który recenzował pełną wersję wyjątkowego wówczas
w Polsce opracowania, podkreślał nie tylko jego wartość naukową, lecz także
znaczenia dla zrozumienia aktualnych wydarzeń politycznych: „Niezrozumienie
duszy zbiorowej kraju występuje jako następstwo nieznajomości geografii regio­
nalnej Hiszpanji" (Olszewicz 1933, s. 6).
W tym okresie powstał również artykuł „Hiszpanja", napisany dla wydawanej
pod redakcją Zygmunta Łempickiego encyklopedii Świat i Życie (Frankowski
1934). Na jego oryginalność, me tylko na tle ówczesnych haseł encyklopedycz­
nych, ale także jako autorskiej „wizji narodu hiszpańskiego" opartej na dobrej
znajomości kraju i własnych badaniach etnograficznych, zwróciła niedawno
uwagę Ewa Kulak, pisząc m.in.: „Zaproponowane na kartach Świata i Życia
studium problemów hiszpańskiej kultury i potraktowanie literatury jako ideal­
nego wyrazu procesów psychicznych narodu wyróżnia się oryginalnością na tle
innych encyklopedii. A choć obecność tej dość nietypowej charakterystyki kraju
i ludzi może nieco dziwić w obrębie wydawnictwa nastawionego zasadniczo na
ujęcie czysto informacyjne, i tak żałować należy, że nie dokonano podobnych,
a przynajmniej równie interesujących obserwacji na temat Portugalii" (Kulak
2002, s. 41; por. Kulak 2004, s. 49).
Prace z lat trzydziestych pozwalają dostrzec najgłębszą warstwę iberystycznych zainteresowań naukowych E. Frankowskiego - interesowała go zajmująca
lwią część półwyspu Hiszpania, lecz w rzeczywistości miał na uwadze Iberię
- lubił to określenie - obejmującą obok Hiszpanii także (co zawsze zaznaczał)
Katalonię i Kraj Basków oraz Portugalię. Cały ten obszar postrzegał jako jed­
ność: „zarówno przyroda, jak i historja wykazują zgodnie, iż Półwysep Iberyjski
zamyka w sobie populację, posiadającą wspólną więź społeczną. Ale charakter
tej więzi, ażeby być trwałym, powinien być wykładnikiem różnic naturalnych,
w których przejawia się odrębność każdego regjonu" (Frankowski 1933, s. 107).
III
Eugeniusz Frankowski był człowiekiem niespełnionych zamierzeń. W jakimś
stopniu zdecydowały o tym zapewne cechy charakterologicze, ale niebagatelną
rolę w niweczeniu planów odegrały także okoliczności historyczne, przede

�28

RYSZARD T O M I C K I

wszystkim I I wojna światowa, podczas której uległ zagładzie cały jego iberystyczny dorobek - muzealne eksponaty, dokumentacja z badań terenowych,
liczne opracowania wcześniej nieopublikowane z takich czy innych względów.
We wrześniu 1939 roku, w spalonym na skutek bombardowania Muzeum
Etnograficznym, przepadła - razem z innymi, często bezcennymi zbiorami - ko­
lekcja baskijska, chyba stosunkowo niewielka, bo nie wspominana w opisach
strat. Ale był to dopiero początek nieszczęść. W 1944 roku, po kapitulacji powsta­
nia warszawskiego, gdy Niemcy zarządzili przymusową ewakuację mieszkańców
i przystąpili do systematycznego niszczenia miasta, w żoliborskim mieszkaniu
Eugeniusza i Marii Frankowskich pozostał dorobek ich całego życia. Jedynym
w swoim rodzaju świadectwem w tej sprawie jest zachowana kopia listu, wysła­
nego w kilka tygodni po wyjściu z Warszawy do Włodzimierza Antoniewicza,
znanego archeologa, wówczas pracującego w polskich ekipach dopuszczanych
przez Niemców do zrujnowanego, opustoszałego miasta. List, pisany z nowosą­
deckiej wsi, gdzie państwo Frankowscy znaleźli schronienie i dotrwali do końca
wojny, należy przytoczyć w całości :
16

8-XI-1944
JW Pan Dr. W ł o d z i m i e r z

Antoniewicz

w Milanówku
Wielce Szanowny Panie Profesorze:
P i s z ę do Was w sprawie mojej b i b l i o t e k i , r ę k o p i s ó w i z b i o r ó w n a u k o w y c h , pozostawionych
w Warszawie [ Ż o l i b o r z , u l . M i c k i e w i c z a 30, m . 52, I p. i w p i w n i c y . ]
Z n a j d u j ą s i ę one w szafach na I p i ę t r z e i w piwnicy.
1. K s i ę g o z b i ó r , liczy o k o ł o 2,500 książek, z tego o k o ł o 500 n a j w a ż n i e j s z y c h dla mnie, w piwnicy.
2. R ę k o p i s y i materjały do moich prac naukowych z dziedziny etnologii, etnografii o g ó l n e j , Polski,
Hiszpanii, K r a j u B a s k ó w i Portugalii, oraz muzeologii [skrzynki i teki w p i w n i c y i na T p.
w szafach.]
3. Klisze:

a) Huculszczyzna - sz. 400 [25x18, 10x15; 9x12]
b) M u z e u m we Wdzydzach, sz. 500 [9x12]
badania dr. M a r i i Frankowskiej, kompletny inwent.
c) klisze do etn. Kraju B a s k ó w i Iberii - szt. 300.
d) o g ó l n e i z etnogr. Polski - (?)

4. Fotografie i r y c i n y :

a) z Polski - 5.000 sztuk
b) z c a ł e g o ś w i a t a - 15.000 sztuk
[szafa w ś c i a n i e w przedpokoju i w szaf. w pokojach.]

5. Aparaty fotograficzne:

5 sztuk a p a r a t ó w fot.
2 aparaty do p o w i ę k s z e ń
[do L e i k i i Matador, 1,50 m. dl.]

6. Obrazy na szkle - 3. Z Podhala 1. i z Huculszczyzny 2.
7. [ u z u p e ł n . do 1.] - K o m p l e t y czasopism: „ W i s ł a " , „ L u d " ,
a/ biblioteka h i s z p a ń s k a i portugalska;
b/ - " - muzeologiczna i konserwatorska;
c/ - " - i n d o c h i ń s k a [ ż o n y mojej] b. cenna,
d/ - " - literatura w s z e c h ś w i a t o w a i sztu[k]a

1 6

A r c h i w u m P M E w Warszawie, s p u ś c i z n a M . Frankowskiej ( m a t e r i a ł y n i e u p o r z ą d k o w a n e ) .

�29

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

J u ż t y l k o nadmieniam, że w p i w n i c y było 30 cennych brązów, a na g ó r z e 60 o b r a z ó w [ w te­
kach, na ś c i a n a c h i w schowku w kuchni]: 20 Noakowskiego, 8 - G o y i , 1 - Holbeina, 10 - j a p o ń ­
skich i.t.d. w t y m k i l k a Utamaro i i n n y c h dobrych m a j s t r ó w . Jest to, j a k przypuszczam, n e k r o l o g
tych rzeczy.
Rzecz oczywista, ż e chodzi m i g ł ó w n i e o r ę k o p i s y , m a t e r i a ł y i b i b l i o t e k ę .
P i ę k n i e Was p o z d r a w i a m i uwadze Waszej te rzeczy polecam. Pozdrowienia serdeczne z a ł ą ­
czam dla Sz. Pani Waszej
E. F r a n k o w s k i
M ó j adres: w. Koszary - 19
poczta Ł o s o s i n a G ó r n a ,
k o ł o L i m a n o w e j , pow. N o w y S ą c z
S z k o ł a Rolnicza
E. F r a n k o w s k i
P.S. Jest to d u b l i k a t [sic! R.T.] listu, który, za r a d ą prof. Kutrzeby, z o s t a w i ł e m

dla Was

u p. S t o ł y h w o w e j w R.G.O. w Krakowie. Obecnie list ten podjął się Wam d o s t a r c z y ć p. dr. Tadeusz
D z i e k o ń s k i , st. konserwator M u z e u m Etnograficznego w Warszawie i b y ł y m ó j asystent w Po­
znaniu. B ę d ę Wam bardzo w d z i ę c z n y , jeśli u m o ż l i w i c i e p. T. D . dostanie się do Warszawy.
E. F.

Jesienią 1944 roku ziściły się najgorsze obawy Jak wiadomo z relacji Marii
Frankowskiej, mieszkanie zostało spalone, w nim zaś zniszczeniu uległy zarówno
materiały źródłowe, gromadzone przez „wiele lat cierpliwych badań w Polsce,
Hiszpanii i Portugalii", jak też szereg opracowań w różnych stadiach zaawanso­
wania, poświęconych wybranym dziedzinom kultury baskijskiej, w tym będąca
na ukończeniu praca na temat baskijskich zwyczajów rodzinnych oraz dwa
w pełni przygotowane do druku, bogato ilustrowane dzieła - jedno dotyczące
baskijskich obrzędów i zwyczajów dorocznych, drugie - baskijskiej sztuki ludo­
wej (Armon 1981, s. 29-30; Frankowska 1986, s. 21; Tomicki 2000, s. 18, 28).
Gdy w 1985 roku prof. José Manuel Gómez Tabanera rozpoczął w Hiszpanii
przygotowania do wznowienia Hórreos... i Estelas..., w jednym z listów do Mani
Frankowskiej dopytywał z nadzieją o niepublikowane materiały i fotografie
z badań w latach 1914-1920, zwłaszcza te, które dotyczyły Basków. Odpowiedź,
jaką otrzymał, już znamy . W szkicu biograficznym zamieszczonym później
w reedycji Hórreos... M . Frankowska podsumowała krótki opis wojennych znisz­
czeń jednym zdaniem: „Spalenie Warszawy przez wycofujących się Niemców
i zniszczenie archiwów Frankowskiego dotyczących Basków uznać więc można
za jeszcze jedną stratę poniesioną przez ten starożytny naród, który nazizm usi­
łował w Guernice rzucić na kolana, tak jak kilka lat później będzie chciał to
uczynić z narodem polskim" (Frankowska 1986, s. 21).
17

1 7

A r c h i w u m P M E w Warszawie, s p u ś c i z n a M . Frankowskiej ( m a t e r i a ł y n i e u p o r z ą d k o w a ­

ne): J. M . G ó m e z Tabanera do M . Frankowskiej, Oviedo, 27 sierpnia 1985; M . Frankowska do
J . M . G ó m e z a Tabanery, Warszawa, 7 p a ź d z i e r n i k a 1985 r. (brudnopis).

�30

RYSZARD T O M I C K I

IV
Po I I wojnie światowej E. Frankowski osiadł w Poznaniu i poświęcił się od­
budowie Instytutu Etnologii, który niebawem musiał zresztą zmienić nazwę, prze­
obrażając się najpierw w Katedrę Etnologii i Etnografii, a następnie w Katedrę już
tylko Etnografii. Znowu, jak w latach dwudziestych, zadaniem najważniejszym
była organizacja pracy dydaktycznej i badawczej oraz życia naukowego. Jakkol­
wiek niepowetowane straty czasu wojny, jak również nowe historyczne okolicz­
ności zdawały się wykluczać powrót do badań iberystycznych, w przygotowy­
wanych wtedy planach na przyszłość, której kształt trudno było jeszcze do końca
przewidzieć, obecne były znajome akcenty. W 1946 roku, gdy w trakcie dyskusji
poprzedzających reaktywowanie Towarzystwa Ludoznawczego rozdzielano
zadania między ośrodki naukowe, poznański Instytut Etnologiczny podjął się
dostarczania Ludowi „recenzji z prac w języku baskijskim, hiszpańskim, portu­
galskim, francuskim i angielskim" . Powrót do tematyki iberyjskiej przewidy­
wany był także w indywidualnych planach naukowych - na przełomie 1948
i 1949 roku Frankowski nosił się z zamiarem przygotowania studium na temat
etnogenezy Basków (Wróblewski 1969, s. 130 przyp. 5). Być może dodatkowym
bodźcem do optymizmu było reaktywowanie kontaktów z dawnymi znajomymi.
W sierpniu 1948 roku z inicjatywy przebywającego na emigracji (po wojnie do­
mowej w Hiszpanii) Jose Miguela de Barandiarana, wielkiej postaci baskijskiej
nauki, Frankowski otrzymał zaproszenie na V I I Kongres Studiów Baskijskich
mający się odbyć we wrześniu w Biarritz (1948). Wprawdzie wyjazd nie doszedł
do skutku, lecz przy tej okazji powstał bodaj jedyny napisany po wojnie tekst
baskologiczny (poświęcony argizaiolas, specyficznym drewnianym świecznikom
używanych podczas uroczystości ku czci zmarłych) . Kilka lat później do
Poznania dotarło jeszcze jedno zaproszenie na Kongres Studiów Baskijskich,
ósmy z kolei (Bayonne, 1954), wraz z prośbą o przygotowanie referatu na temat
baskijskiej sztuki ludowej . Ale czasy, które nadeszły, nie sprzyjały ani „egzo­
tycznym" projektom naukowym, ani tym bardziej zagranicznym kontaktom i wy­
jazdom. W 1959 roku, w podsumowaniu działalność katedr etnografii w okresie
18

19

20

1 8

L i s t Józefa Gajka do E. Frankowskiego, bez miejsca i daty (sprzed 22 listopada 1946 r.),

A r c h i w u m N a u k o w e P T L we W r o c ł a w i u , z e s p ó ł : Eugeniusz F r a n k o w s k i . Korespondencja do
A . Fischera z lat 1 9 2 2 - 3 5 , t. 1 (sygn. 520). Cytowany list z n a l a z ł się w t y m zespole - j a k w i d a ć
- o m y ł k o w o . P r a g n ą w t y m miejscu g o r ą c o p o d z i ę k o w a ć Pani Jadwidze K ł o d n i c k i e j , wieloletniej
k i e r o w n i c z c e i opiekunce A r c h i w u m N a u k o w e g o P T L , za ż y c z l i w ą i b e z i n t e r e s o w n ą pomoc
w uzyskaniu k o p i i wspomnianej korespondencji.
1 9

Tekst ten nadal pozostaje nieznany. P i s a ł e m o n i m szerzej w : T o m i c k i 2000, s. 2 9 - 3 1 . We

w r z e ś n i u 2001 r o k u p. dr W i t o l d A r m o n p o w i a d o m i ł mnie podczas r o z m o w y

telefonicznej,

ż e n i e g d y ś m i a ł ó w tekst - napisany po baskijski - w swoich r ę k a c h .
2 0

W z m i a n k a o t y m znajduje się w p i ś m i e E. Frankowskiego, w y s t ę p u j ą c e g o j a k o K i e r o w n i k

K a t e d r y Etnografii U A M w Poznaniu, do M i n i s t e r s t w a Szkolnictwa W y ż s z e g o , Departament
S t u d i ó w U n i w e r s y t e c k i c h , P o z n a ń 31 stycznia 1956 r., A r c h i w u m P M E w Warszawie, s p u ś c i z n a
M . Frankowskiej ( m a t e r i a ł y n i e u p o r z ą d k o w a n e ) . W p i ś m i e m o w a jest o „ r o k u u b i e g ł y m " , co
s u g e r o w a ł o b y 1955, ale musi to b y ć p o m y ł k a .

�IBÉRICA FRANKOWSCIANA

31

1945-1956, stwierdzono na podstawie ustnego przekazu samego Frankowskiego,
iż „Zaginięcie w czasie wojny bogatych materiałów [...] do kultury ludowej
Basków uniemożliwiło [...] kontynuowanie dalszych monografii w tym zakre­
sie" (Klimaszewska, Kutrzeba-Pojnarowa 1959, s. 89).
Zainteresowanie światem iberyjskim trwały jednak na przekór wszelkim prze­
ciwnościom. Określenie „świat iberyjski" - w możliwie najszerszym znaczeniu
- jest tu najstosowniejsze, bo oto w 1950 roku widzimy Frankowskiego jako
autora krótkiego szkicu o kulturze starożytnego Meksyku w katalogu wystawy
fotografiki meksykańskiej, zorganizowanej w ramach I I I Festiwalu Plastyki
w Sopocie (Frankowski 1950). W latach pięćdziesiątych gromadził też nadal
materiały. To zapewne z tego okresu pochodziła notatka dotycząca folkloru por­
tugalskiego z dopiskiem „Ciekawe! Ważne do monografii iberyjskiej", którą
M . Tarko (1987, s. 48) widział w spuściźnie Frankowskiego w archiwum PME
w Warszawie, a której mnie odnaleźć się nie udało. Łatwiej umiejscowić w cza­
sie znajdujące się w tym samym archiwum obszerne wypisy z Boletín del Insti­
tuto de Estudios Giennenses (Jaén, Hiszpania), rocznik I , nr 2 z 1954 roku,
dotyczące hiszpańskiej kultury ludowej, oraz wycinek z The New York Times
(21 marca 1957, wyd. międzynarodowe), z listem Germana Arciniegasa w obro­
nie dobrego imienia swego rodaka, Jesusa de Galindez, uchodźcy politycznego,
współpracownika Baskijskiego Rządu na Uchodźstwie, badacza i demaskatora
reżymu R. Trujillo w Dominikanie, skrytobójczo zamordowanego w 1956 roku
w Nowym Jorku.
Niewiele pozostało z prywatnego archiwum, które po śmierci E. Frankow­
skiego uległo w niejasnych okolicznościach rozproszeniu, a w części być może
zaginęło. Podobny los spotkał specjalistyczną bibliotekę. Z wojennej pożogi
wyszła obronna ręką jedynie drobna część przedwojennego iberystycznego księ­
gozbioru, zapewne unikatowego w Polsce. Po dziś dzień zachowała się pewna
liczba hiszpańskich publikacji z okresu I wojny światowej i lat późniejszych,
m.in. prawdziwe cimelium, szereg numerów Eusko-Folklore, wydawanego przez
Towarzystwo Studiów Baskijskich, a także prace ofiarowane Frankowskiemu
przy różnych okazjach, opatrzone stosownymi dedykacjami autorów. Zachowały
się też odbitki niektórych jego własnych artykułów ogłoszonych w Portugalii
i Hiszpanii. Gdzie i jakim sposobem przetrwały, nie wiadomo. Możliwe, iż ura­
towały się - podobnie jak część przedwojennego archiwum fotograficznego
(Frankowski 1953, s. 382) - w poznańskim Instytucie Etnologii, podczas okupa­
cji przekształconym w jeden z zakładów niemieckiego Volkspolitisches Instituí.
W pewnej broszurze z 1917 roku, zawierającej dedykację archeologa Juana
Cabré, zachował się do dziś skrawek papieru z czyjąś odręczną uwagą: „Książkę
niniejszą proszę doręczyć p. Prof. Frankowskiemu, na książce dedykacja dla
prof[esora]" . To, co ocalało, stało się zalążkiem nowego księgozbioru, rekon­
struowanego od pierwszych dni w miarę normalnego, powojennego życia aż
do późnych lat pięćdziesiątych. Był on niewątpliwie dużo skromniejszy niż po21

Egzemplarz w zbiorach p r y w a t n y c h R.T.

�32

RYSZARD T O M I C K I

przedni, lecz obecnie nie sposób scharakteryzować jego zawartości, gdyż uległ
rozproszeniu w latach siedemdziesiątych, w związku z przeprowadzką Marii
Frankowskiej z Poznania do Warszawy, gdzie obejmowała kierownictwo Zakładu
Etnografii I H K M PAN.
V
W Hiszpanii dokonania naukowe E. Frankowskiego nigdy nie zostały zapo­
mniane. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Enciclopedia General
Ilustrada del País Vasco zamieszczono jego bibliografię (Enciclopedia... 1973,
s. 410-411) oraz opatrzony fotografią biogram, pozostawiający - niestety - wie­
le do życzenia (A[rozamena] A[yala] 1982), który obecnie można znaleźć w elektonicznej wersji tego monumentalnego dzieła . O wiele lepszy i pełniejszy bio­
gram, oparty m.in. na informacjach uzyskanych z Polski, ukazał się dziesięć lat
temu w Diccionario histórico de la antropología española (Gómez Tabanera
1994). Nie są to jedyne oznaki pamięci. Nazwisko polskiego badacza pojawia
się zarówno w historii Towarzystwa Studiów Baskijskich (Estornes Zubizareta
1983, s. 86, 111-112, 162), jak i monografii Hiszpańskiego Towarzystwa Historii
Naturalnej, której autor z wielkim uznaniem pisze o roli prac Frankowskiego
w propagowaniu etnologii i właściwych sposobów organizowania badań (Martí­
nez Sanz 1982, s. 194, passim).
Jego prace, aczkolwiek zestarzały się już bardzo, są stale czytane i cytowane.
Dotyczy to w szczególności dwóch wielkich monografii poświęconych spich­
rzom na palach i stelom dyskoidalnym, które zostały wznowione w Hiszpanii
w latach osiemdziesiątych (Frankowski 1986, 1989) i są traktowane przez ba­
daczy zagadnień związanych z poruszaną w nich problematyką jako dzieła
pionierskie, które wypada znać, nawet jeśli nie akceptuje się teorii autora (np.
Aguirre Sorondo 2000; Lillios 2002). W internetowym Euskonews (edycji
on-line czasopisma „Euskonews &amp; Media", mającego za zadanie upowszech­
nienie baskijskiej kultury i nauki), w nr 133 z 2001 roku reedycji doczekał się
referat poświęcony baskijskiej sztuce ludowej z kongresu w 1930 roku (nieco
wcześniej, w nr 126 z 2001 roku, opublikowano tam również artykuł E. Egurena
z 1922 roku, będący omówieniem Hórreos... i rozwinięciem niektórych tez tej
pracy). Wyrażane przez Frankowskiego poglądy na temat organizacji badań
etnograficznych i jego postulaty w tym zakresie przypominają stale historycy
hiszpańskiej antropologii (Lisón Tolosana 1971, s. 157; Ortiz García 1987,
s. 98-99; Calvo Calvo 1997, s. 85).
Być może najlepszym świadectwem popularności głównych dzieł Frankow­
skiego wśród ludzi zajmujących się zawodowo i amatorsko tradycyjną kulturą
ludową Hiszpanii jest wywiad, jakiego udzielił prasie Ramón Villegas López,
autor książki Motivos decorativos y ornamentales en la arquitectura tradicional
de Cantabria (2002). Pytany o inspiracje, oświadczył: „W czasie pewnej roz22

www.eiiskomedia.org8080/euskomedia_es/seiTlet/euskomedia.Detalle (konsultowano 7.07.2004).

�33

IBÉRICA FRANKOWSCIANA

mowy [...] o książce Frankowskiego na temat stel dyskoidalnych na Półwyspie
Iberyjskim zwróciliśmy uwagę na podobieństwo niektórych motywów ikono­
graficznych z występującymi na fotografiach z San Sebastián de Garabandal.
To mnie olśniło i tego samego popołudnia zacząłem dociekania nad użyciem
określonych motywów ornamentalnych w dekoracji tradycyjnej architektury kantabryjskiej". W reportażu, z którego pochodzi cytat , ani dziennikarz, ani jego
rozmówca nie widzieli potrzeby wyjaśniać, kim był ów inspirujący badacz
o obco brzmiącym nazwisku.
23

LITERATURA

A gu ir re

Soron d o

A . 2000, El posible origen de las estelas discoidales, Euskonews

n° 82,

www.euskonews.com/0082zbk/gaia8205es.
A p ra i z

Á. de

usados

1920, Discurso preliminar, [ w : ] E. Frankowski, Sistematización

en las ceremonias

populares,

A r a n z a d i T. d e, L . d e H o y o s
caciones
A rm on

a España,

ritos

Sáin z

1917, Etnografia,

sus bases,

sus métodos

y

apli­

Madrid.

W. 1962, Eugeniusz Frankowski [nekrolog], Z Otchłani

-

ele los

San S e b a s t i á n , s. I - V .

Wieków, R. 28, z. 2, s. 155-157.

1981, Eugeniusz Frankowski ( 1 8 8 4 - 1 9 6 2 ) jako badacz P ó ł w y s p u Iberyjskiego, [ w : ] Pol­
skie badania
25-26

obcych

listopada

Armonowie

kultur ludowych.

Materiały

z konferencji

we Wrocławiu

dniach

K . i W. 2002, Eugeniusz Frankowski (1884 -1962), [ w : ] E. F r y ś - P i e t r a s z k o w a ,

A. Kowalska-Lewicka,
graficzne,

A . Spiss (red.), Etnografowie

i ludoznawcy.

Sylwetki,

szkice

bio­

K r a k ó w , s. 9 8 - 1 0 3 .

A [r o z a m e n a] A [y a 1 a] A . 1982, Frankowski Eugeniusz, [ w : ] Enciclopedia
del País Vasco. Cuerpo A. Diccionario
Azcona

w

1978 r, W r o c ł a w , s. 2 3 - 3 1 .

Enciclopédico

General

Ilustrada

Vasco, v o l . X I V , San S e b a s t i á n , s. 158.

J. 1984, La escuela h i s t ó r i c a de Viena y la a n t r o p o l o g í a vasca. Su alcance epistemo­

l ó g i c o en el contexto de la a n t r o p o l o g í a europea, Cuadernos
Navarra,
Boletín...

A ñ o X V I , n ú m . 43, s.

1917, Boletín

Bibliografia...

de la Real Sociedad

1977, Bibliografia

de Etnología

y Etnografía

de

137-151.
Española

Warszawy.

de Historia

Wydawnictwa

Natural

ciągle,

( M a d r i d ) , t. 17 (8).

1919-1928,

Warszawa-Wro-

cław-Kraków-Gdańsk.
Burszta

J., M . F r a n k o w s k a

graficzny,

Calvo Calvo L . 1997, Historia
Eguren

1981, Frankowski Eugeniusz, [ w : ] Wielkopolski

słownik

bio­

W a r s z a w a - P o z n a ń , s. 186-187.

E. d e

de la antropologia

en Cataluña,

1922, El h ó r r e o en el P a í s Vasco, Revue

Madrid.

Internationale

des Eludes

Basques,

t. 13, s. 102-106.
Enciclopedia...

1973, Enciclopedia

graphia,
-

1982, Enciclopedia
pédico

E s t o mes

Ilustrada

del País

Vasco.

Cuerpo

C. Eusko

Biblio-

General

Ilustrada

del País

Vasco. Cuerpo

A. Diccionario

Enciclo-

Vasco, v o l . X I V , San S e b a s t i á n .

Zubizarreta

Ikaskuntza
-

General

v o l . I I I , San S e b a s t i á n .

a la cultura

I . 1983, La Sociedad
vasca

(1918-1936),

de Estudios

Vascos. Aportación

de

Eusko-

Bilbao.

1994, Sociedad de Estudios Vascos. Eusko-lkaskuntza (País Vasco y Navarra, 1918-1936;
1978-^), [ w : ] Ortiz G a r c í a , S á n c h e z G ó m e z (eds), 1994, s. 6 4 9 - 6 5 2 .

Frankowska

M.

1986, Semblanza b i o g r á f i c a de Eugeniusz F r a n k o w s k i ( 1 8 8 4 - 1 9 6 2 ) , [ w : ]

F r a n k o w s k i 1986, s. 16-24.
2 3

W e l e k t r o n i c z n y m p i ś m i e El Diario Montañés,
24 grudnia 2002 r., http.V/canales.eldiariomontanes.es/patrimonio/repor/repl 90 (konsultowano 4.05.2004).

�34

RYSZARD T O M I C K I

Frankowski

E. 1916a, As cangas e jugos portugueses de j u n g i r os bois pelo cachaco, Terra

Portuguesa,
-

nr 2, s. 5-15 ( t a k ż e nadb.: Lisboa 1916).

1916b, Estudios

etnológicos:

tiro de la Península

Ibérica,

Los signos

quemados

y esquilados

sobre

los animales

de

M a d r i d (Memorias de la Real Sociedad E s p a ñ o l a de Historia

:

Natural. T. X , M e m o r i a 5 ', s. 2 6 7 - 3 1 0 )
-

1916c, Estudios e t n o l ó g i c o s I I : L a lucha entre el hombre y los e s p í r i t u s malos por la
p o s e s i ó n de la tierra y su usufructo, Boletín
Natural

-

1918a, Hórreos

-

1918b, As cabaceiras
tuguesa,

-

de la Real Sociedad

Española

de

Historia

( M a d r i d ) , t. 16, s. 408-425 ( t a k ż e nadb.: M a d r i d 1916).
y palafitos

de la Península

de sepultura

Ibérica,

Madrid.

e as suas transformacóes,

Lisboa (odb. z Terra

Por­

1918, nr 2 5 - 2 6 )

1920a, Sistematización

de los ritos usados en las ceremonias

populares.

Discurso p r e l i ­

minar por A . de Apraiz, San S e b a s t i á n .
-

1920b, Los métodos

-

1920c, Las necesidades
(nadb. z: Boletín

de la etnología,

San S e b a s t i á n .

más urgentes de las ciencias

de la Real Sociedad
discoideas

Española

de la Península

antropológicas

de Historia

Ibérica,

en España,

Natural,

-

1920d, Estelas

-

1920e, K w e s t i a agrama w Hiszpanii w roku 1919, Przegląd

Madrid

t. X X , s. 117-122)

Madrid.
Dyplomatyczny,

R. TI,

nr 7-8, s. 3 4 1 - 3 5 0 .
-

1925, Hiszpanka, Naokoło

-

1927, K a r n a w a ł ludzi i z w i e r z ą t w Hiszpanii, Na Fali,

Świata,

nr 16, szpalty 85-116.
t. 2, s. 6-12

( t a k ż e nadbitka,

Warszawa, brw.).
-

1931, Organizacja nauki w Hiszpanii, Nauka Polska,

t. 14, s. 2 1 3 - 2 6 2 ( t a k ż e nadbitka,

Warszawa 1931).
-

1933, Regiony

-

1934a, Regionalizm Hiszpanii, [ w : ] A . Patkowski (red.), Ruch regionalistyczny

Hiszpanii,

Poznań.
w

Euro­

pie, Warszawa, t. I , s. 185-230.
-

1934b, Cuestiones generales acerca del arte popular vasco, [ w : ] V Congreso
Vascos.

Recopilación

de Agosto

de los trabajos

al 8 de Septiembre

de dicho

de 1930

acerca

i Zycie.

Zarys

Congreso,

celebrado

de

Estudios

en Vergara

de temas de Arte

Popular

del

Vasco,

31
San

S e b a s t i á n , s. 3-17.
-

[ 1 9 34c] , Hiszpania, [ w : ] Świat
i kulimy.

-

1950, K u l t u r a s t a r o ż y t n e g o M e k s y k u , [ w : ] / / / Festiwal
fotografiki

meksykańskiej

[katalog], [Sopot], s.

-

1953, Hafty kurpiowskie, Polska

-

1986, Hórreos

-

1989, Estelas

Garmendia
nacional
Gómez

encyklopedyczny

współczesnej

wiedzy

Red. nacz. Z. Ł e m p i c k i , L w ó w - W a r s z a w a , t. I I , szpalty 8 4 5 - 8 6 2 .

y palafitos
discoideas

Plastyki

w Sopocie.

Wystawa

1-3.

Sztuka Ludowa,

R. V I I , nr 6, s. 3 8 2 - 3 8 3 .

de la Península

Ibérica,

ed. de J . M . G ó m e z Tabanera, M a d r i d .

de la Península

Ibérica,

ed. de J . M . G ó m e z Tabanera, M a d r i d .

P. 1933, [Ree.:] E. F r a n k o w s k i , Regiony Hiszpanii, P o z n a ń 1933, Revista
de los Estudios

Tabanera

Inter­

Vascos, A ñ o 27, t. X X I V (3), s. 497.

J . M . 1994, F r a n k o w s k i Eugeniusz, [ w : ] Ortiz G a r c í a , S á n c h e z G ó m e z

(eds), 1994, s. 3 2 9 - 3 3 2 .
Hoyos

S á i n z L . de

1915, Estado

actual del conocimiento

antropológico

del pueblo

espa-

ñol, A s o c i a c i ó n E s p a ñ o l a para el Progreso de las Ciencias. Congreso de B i l b a o , b.m.w.
Jakubowska

Z. 2004, L a Polonia repartida vista desde la perspectiva vasca, [ w : ] N a l e w a j k o

(ed.), 2004, s. 2 8 - 3 5 .
Klimaszewska

J., A . K u t r z e b a - P o j n a r o w a

1959, D z i a ł a l n o ś ć u n i w e r s y t e c k i c h ka­

tedr etnografii w Polsce w latach 1945-1956, Etnografa
Kulak

E. K . 2002, Owoce

w polskich
-

hespetyjskich

wydawnictwach

ogrodów.

infomacyjnych

Obraz

Polska,
literatur

i popularnonaukowych,

t. I I , s. 5 9 - 1 0 7
Półwyspu

Iberyjskiego

Toruń.

2004, La imagen de los e s p a ñ o l e s en las enciclopedias polacas de los siglos X I X y X X .
Cultura, c a r á c t e r nacional, diferencias regionales, [ w : ] N a l e w a j k o (ed.), 2004, s. 3 6 - 5 0 .

�35

IBÉRICA FRANKOWSCIANA
L i 11 i o s K . 2002, Some new views o f the engraved slate plaques o f southwest Iberia,
Portuguesa
Lisón

de Arqueología,

Tolosana

Martínez

C. 1971, Antropología

Sanz

Historia
Mendoza

J. L . 1982, Medio

Natural,
F. d e

lerriaren

Revista

v o l . 5 (2), s. 1 3 5 - 1 5 1 .
social

siglo

en España,

de ciencia

Madrid.

española:

la Sociedad

Española

1921, Comentando a Frankowski: Discos funerarios en el p a í s vasco,

Aide,

Makowiecka

de

Madrid.
Euska-

A ñ o 11, n ú m . 205, s. 19-23.

G. 1984, Po drogach

polsko-hiszpańskich,

Nalewajko

M . (ed.) 2004, Identidades:

O 1 sz ew ic z

B.

Kraków-Wrocław.

etnias, culturas,

naciones,

Varsovia.

1933, Polska k s i ą ż k a o Hiszpanji w s p ó ł c z e s n e j , Kurier

Polski

(Warszawa),

R. X X X V , nr 208, 30 V I I 1933 r., s. ó.
Ormazábal

A 11 u n a

jardueraren
Société

d'Etudes

catalogue
García

Ortiz

García

Basques:

C,

a Hiszpanie.

Studies

I

Society:

Donostia.

Gómez

(eds.)

i obyczaje

Ludzie,

Muzeum

J.

española,

Madrid.

1994, Diccionario

histórico

de la

podróże,

Przemyślu

Basków,
opinie,

Pruszków.
Wrocław.

i Rolnictwa

w Warszawie

za lata

1933,

1920, [ R e c ] E. F r a n k o w s k i , H ó r r e o s y palafitos de la P e n í n s u l a

I b é r i c a , M a d r i d 1918, Wiadomości

Archeologiczne,

t. 5, z. 3-4, s. 2 3 8 - 2 3 9 .

M . 1987, Badania etnograficzne Eugeniusza Frankowskiego. Z a s i ę g , problematyka, me­

tody, Etnografia
Tomicki

Polska,

t. 31 (2), s. 2 7 - 5 9 .

R. 2000, I b é r i c a Frankowsciana. P r z y c z y n k i do z a i n t e r e s o w a ń Eugeniusza Fran­

k o w s k i e g o b a s k i j s k ą k u l t u r ą l u d o w ą , Etnografia
-

I Basque

éditoriale

argitalpen
editorial

Warszawa.

Talko-Hryncewicz
Tarko

Ikaskuntza:

de la actividad

Madrid.

1936, Sprawozdanie

1934 i 1935,

catálogo

Sáinz y la antropología

J. 2002, Mity, wierzenia

P. 1995, Polacy

Vascos:

de l'activité

(1918-1998),

L. A. S á n c h e z

española,

Lardizabal

Sprawozdanie...

catalogue

activity

S e s e, 1999, Eusko

de Estudios

C. 1987, Luis de Hoyos

antropología
Sawicki

I Sociedad

of editorial

Ortiz

Ruiz

J. A . , A . A r z a m e n d i

katalogoa

Polska,

t. 44 ( 1 - 2 ) , s. 15-37.

2003, I b é r i c a Frankowsciana. D z i a ł a l n o ś ć Eugeniusza Frankowskiego na rzecz sprawy
polskiej, M a d r y t 1918-1919, [ w : ] J. K o w a l s k a , S. Szynkiewicz, R. T o m i c k i (red.),
zmiany, czas trwania.

Wędkiewicz

S.

Studia

etnologiczne.

Czas

Warszawa, s. 2 9 9 - 3 2 0 .

1925, Blasko-Ibanez [sic] po polsku, Przegląd

Współczesny,

t. X I I , nr 35,

s. 4 7 1 - 4 7 7 .
-

1928, Zaniedbana
zagranicą

dziedzina

a w Polsce,

humanistyki.

Znajomość

K r a k ó w (odb. z Przeglądu

języków

Współczesnego,

i literatur

iberyjskich

nr 7 3 - 7 4 , m a j - czer­

wiec 1928).
Wróblewski

T. 1969, Katedra Etnografii Uniwersytetu i m . A d a m a M i c k i e w i c z a w Poznaniu

w latach 1945-1967, Etnografia

Polska,

t. 1 3 ( 1 ) , s. 129-143.

RYSZARD TOMICKI
IBÉRICA

FRANKOWSCIANA

T H E 120TH B I R T H A N N I V E R S A R Y OF E U G E N I U S Z

FRANKOWSKI

Summary
Eugeniusz F r a n k o w s k i ( 1 8 8 4 - 1 9 6 2 ) belonged to the most prominent figures in Polish ethno­
logy o f the first h a l f o f the 2 0
o f the series Ibérica

lh

century and a true expert i n Iberian studies. This article is the t h i r d

Frankowsciana

(see T o m i c k i 2000, 2003) and has been w r i t t e n for the 120

anniversary o f the scholar's b i r t h . The

author's intention was

th

to commemorate Eugeniusz

F r a n k o w s k i and his achievements both in Iberian and Basque studies. He begins w i t h the account

�36

RYSZARD T O M I C K I

of Frankowski's fieldwork in Spain in the years 1914-1920 (also in Portugal and in the South
of France) and his active participation in the Spanish academic life. Next, his constant relations
with Spain in the 1930s are presented, as well as the activities promoting closer Polish-Spanish
contacts. In the next part of the article the author describes Frankowski's scholarly achievements.
However, only small part of his works has been published. Most of the studies prepared for publi­
cation, as well as ethnographic documentation were destroyed during the I I World War.
Many of the opinions about the researches by Frankowski and the meaning of his works in the
history of Spanish ethnology, haven't been known in Poland by now.
Translated

by Anna

Kuczyńska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9580" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9558">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/56405e3ede78e59a35a6e0b7b9e582b3.pdf</src>
        <authentication>58e17d457878a5fb013750c420165601</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114057">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:869</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114058">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114059">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:799</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114060">
                <text>Słowiański mit kosmogoniczny / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114061">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.47-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114062">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114063">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114064">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114065">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114066">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114067">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

RYSZARD TOMICKI

SŁOWIAŃSKI M I T KOSMOGONICZNY *
„Wystarczy poznać mit, aby zrozu­
mieć życie" G. van der Leeuw,
L'homme primitif et la religion

Z wielu możliwych form świadomości ludowej wybraliśmy do analizy
mit kosmogoniczny wychodząc z założenia, że skoro każdy mit zawiera
pewną strukturę odnoszącą się jednocześnie do przeszłości, teraźniejszo­
ści i przyszłości , to m i t mówiący o początku wszechrzeczy — kosmosu
powinien zawierać rodzaj superstruktury, a t y m samym być niejako fun­
damentem, na którym wspiera się światopogląd ludowy. Zadaniem tedy
poniższego studium będzie rekonstrukcja struktury mitu kosmogonicznego
i wskazanie niektórych przynajmniej z jego- funkcji modelujących w i n ­
nych dziedzinach tradycyjnej kultury chłopskiej.
Istnienie wśród wielu społeczności chłopskich aż do początków X X wie­
ku koncepcji kosmogonicznej przypisującej stworzenie świata Bogu i Dia­
błu było swego rodzaju ewenementem kulturowym. Gdy w połowie
X I X wieku u Słowian wschodnich i południowych zanotowano' pierwsze
wersje mitu okazało się, że w schrystianizowanej od stuleci Europie, k t ó ­
ra przeżyła najpierw kampanię antyheretycką, a nieco- później kontrrefor­
mację, w środowiskach ludowych krążą nadal mity odbiegające znacznie
od oficjalnie przyjętej i upowszechnianej kosmogonii judeochrześcijańskiej. Szybko wzbudziły one zainteresowanie badaczy starożytności oraz
kultury ludowej i przez kilkadziesiąt lat owa „dualistyczna legenda 0 stwo­
rzeniu ziemi" wracała co jakiś czas na karty publikacji etnograficznych.
Dociekania uczonych, skoncentrowane niemal wyłącznie wokół genezy m i 1

1

* Zainteresowania mitologią mają w krajach słowiańskich długą, choć nieciągłą —
zarówno w sensie historycznym, jak i metodologicznym — tradycję. Badania mitoznawcze kontynuowane są obecnie przede wszystkim przez niektórych uczonych
w ZSRR. Niestety, nie było m o ż l i w e w ramach tego, i tak obszernego, artykułu
omówienie ich dorobku, budzącego duże zainteresowanie na Zachodzie. Mamy na­
dzieję, iż zdołamy podjąć ten temat w jednym z najbliższych t o m ó w „Etnografii
Polskiej".
í Por. C. Lévi-Strauss, Struktura mitów,
[w:] Antropologia strukturalna,
War­
szawa. 1970, s. 288-289.

�48

R Y S Z A R D TOMICKI

tu, skierowały się zrazu k u najbliższym możliwym jego źródłom — doktry­
nom średniowiecznych sekt i ruchów społeczno-religijnych. Jak się w y ­
daje, z racji przede wszystkim geograficznych za animatora koncepcji
ludowej uznano początkowo kosmogonię bogomiłów . W miarę przyby­
wania materiałów źródłowych okazało się jednak, że zasięg występowania
mitu kosmogonicznego przekracza znacznie możliwości jej oddziaływania.
Pojawiły się więc nowe hipotezy upatrujące w micie pozostałości religii
przedchrześcijańskiej i zagadkowych bóstw Czernoboga i Biełboga, bądź
też — szczególnie w ostatniej fazie badań — uznające go za archaiczny
składnik kultury indoeuropejskiej . Później jeszcze, kiedy stwierdzono
istnienie dualistycznych koncepcji kosmogonicznych wśród ludów Dale­
kiego Wschodu oraz Indian północnoamerykańskich sformułowanie jakiej­
kolwiek ogólnej teorii genetycznej okazało się niezwykle trudne .
2

3

4

W końcu X I X wieku zainteresowanie mitem wyraźnie słabnie,
a w pierwszej dekadzie naszego stulecia znika on z warsztatów badaczy,
chociaż tu i ówdzie publikowano jeszcze nowe teksty. Co ciekawe, ten
oryginalny wytwór kulturowy, jeden z najbardziej chyba intrygujących
elementów tradycyjnego światopoglądu, został zupełnie niemal zapomnia­
ny przez etnografów . O ile sytuację tę trudno jest zrozumieć, o tyle dość
s

2

W p ł y w tej sekty, rozpowszechnionej m. in. w Bułgarii nie jest zupełnie wy­
kluczony. Por. M. L o o s, Dualist Heresy in the Middle Ages, Praha 1974, roz­
dział V I I ; M. E 1 i a d e, Sacrum — mit — historia, Warszawa 1970, s. 205;
O. D a h n h a r d t , Natursagen. Eine Sammlung Naturdeutender
Sagen, Marchen,
Fabeln und Legenden, Bd. 1, Sagen zum Alten Testament, Leipzig und Berlin 1907,
s. 38-41. Hipotezy A. N. Weselowskiego i W. Radczenki w y w o d z ą c e słowiańską ko­
smogonię dualistyczną z herezji bogomilskiej zakwestionowane zostały już na po­
czątku X X wieku, por. A. M. Z o ł o t a r i e w , Rodowoj stroj i pierwobytnaja mifologija, Moskwa 1964, s. 274-276; tamże poglądy autora pracy, wydanej 23 lata po
jej napisaniu.
3

Por. próby rekonstrukcji mitu kosmogonicznego przedchrześcijańskich Słowian
na tle indoeuropejskim, W. W. I w a n o w , W. N. T o p o r ó w ,
Issledowanija
w oblasti sławjanskich
driewnostiej. Leksiczeskije
i frazeologiczeskije
woprosy riekonstrukcji tiekstow, Moskwa 1974.
Przegląd hipotez w
M. D r a g o m a n ó w ,
Dualističeskoto
mirotvorenie,
„Sbornik za narodnia umotvorenija, nauka i kniźnina", t. V I I I : 1892, s. 257-314;
t. X : 1894, s, 1-68; por. też recenzję B. G r a b o w s k i e g o , „Wisła", t. X : 1896,
s. 406-419; M. P. D r a g o m a n ó w , Notes on the Slavic Religio-Ethical
Legends:
The Dualistic Creation of the World, transí, by E a r l W. Count, Indiana University
Publications, Russian and East European Series, VOL 23, The Hague 1961; na temat
amerindiańskich odmian mitu oraz hipotez genetycznych por. F . L . U 1 1 e y, The
Migration of Folktales: Four Channels to the America, „Current Anthropology", vol.
15: 1974, No 1, March s. 7-8, tamże dyskusja, szczególnie głos Earla W. Count.
4

s

Przynajmniej jeśli mowa o etnografach polskich, a także — o ile nam wiado­
mo — słowiańskich (z wyjątkiem Z o ł o t a r i e w a, op. cit.); К. Moszyński nie
wspomina nawet mitu w Kulturze ludowej Słowian. Jedynie J . Krzyżanowski klasy­
fikuje go pod numerem 2450 jako bajkę (!) o powstaniu ziemi, J . K r z y ż a n o w ­
s k i , Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, Warszawa 1963, t. 2, s, 172-

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

49

oczywiste wydają się być powody zaniechania badań nad mitem w po­
czątkach X X wieku. Intensywnie prowadzone, przynajmniej przez k i l k u
uczonych, prace utknęły bowiem w martwym punkcie. Zdecydował o t y m
profil badań wyznaczony wyłącznie przez dwa czynniki — dualistyczny
charakter kosmogonii oraz genetyczno-dyfuzjonistyczne nastawienie ubiegłowiecznej etnografii. Rychło okazało się, iż przybierający różne formy
dualizm kosmogoniczny jest cechą nader szeroko rozpowszechnioną. Ba­
danie zaś źródeł i zasięgu poszczególnych epizodów — mających wiele
analogii w różnych koncepcjach starożytnych i średniowiecznych — także
nie przyniosło zadowalających rezultatów. Pojawiały się one w rozmaitych
układach nie wykazujących żadnej logicznej prawidłowości. Sytuację ba­
daczy w końcowym etapie zainteresowań mitem wyraża doskonale opinia
M . Dragomanowa i pochodzeniu najwcześniejszej wersji mitu, znanej
z XVI-wiecznych manuskryptów ruskich. Otóż według ówczesnego roze­
znania mit mógł przywędrować do Rosji „albo z południa od Bułgarów,
albo z Azji Mniejszej przez Morze Czarne, albo z Kaukazu lub też ze
wschodu od ludów turskich" .
6

7

Brak zainteresowania miejscem i rolą mitu kosmogonicznego w k u l ­
turze ludowej był w owych czasach zjawiskiem typowym, mającym
źródło w panujących naonczas poglądach na kulturę. Fakt istnienia wśród
ludności wiejskiej, od szeregu wieków wyznającej religię chrześcijańską,
koncepcji sprzecznej z jej charakterem i nawiązującej do tradycji przed­
chrześcijańskich lub w najlepszym razie .heretyckich nie wymagał tłuma­
czenia. Zaskakuje jednak pominięcie religii chrześcijańskiej w zestawie
hipotetycznych źródeł kosmogonii ludowej, skoro wzięto pod uwagę nawet
irański zerwanizm i teorie gnostyków. Tymczasem wiele epizodów mitu
nawiązuje wyraźnie do niektórych części Biblii lub jej apokryfów. Powo­
dem wykluczenia tego źródła był zapewne jeden ze wspomnianych już
czynników określających charakter XIX-wiecznych badań — badaczy i n -

-173. Więcej uwagi poświęcił mitowi M. E l i a d e , Méphistophéles
et l'Androgyne,
Gallimard 1962 (por. fragment tej pracy w: M. E l i a d e , Sacrum..., s. 199-246),
ale interesował go przede wszystkim motyw pokrewieństwa, braterstwa, sympatii
i współpracy między Bogiem i Diabłem jako wyraz coincidentia oppositorum. Eliade
powołuje się tam na dwie swoje prace szerzej traktujące o micie kosmogoniczmym.
Są to: Preistoria unui motiv folkloric románese,
„Buletinul Bibliotecii Romane din
Freiburg", t. I I I : 1955-1956, s. 41-54, oraz Mythologies asiatiąues
et folklore sud-est
europeen. I. Le plongeon cosmogoniąue,
„Revue de 1'Histoire des Religions", 160:
1961, s. 157-212. Do obu nie udało się nam dotrzeć.
Na uwagę zasługują przede wszystkim D r a g o m a n ó w ,
op. cit., oraz
A . W e s e l o w s k i j , Dualisticzeskija powierija o mirozdanii, „Razyskanija w oblasti
russkogo duchownogo sticha" t. X I - X V I I : 1889, (XI) s. 1-116; t e n ż e , К
woprosu
o dualisticzeskich kosmogonijach, „Etnograficzeskoje Obozrienie", 1890 nr 2, s. 32-48;
t e n ż e , Jeszczo po woprosu
o dualisticzeskich
kosmogonijach,
„Razyskanija...",
t. X V r i I - X X I V : 1891, ( X X ) s. 105-136.
Cyt. za: D á h n h a r d t , op. cit., s, 51.
6

7

4 — Etnografia Polska, Х Х Д

�50

R Y S Z A R D TOMICKI

teresowała jedynie idea dualizmu, a takiej w kosmogonii judeochrześcijańskiej nie ma (przynajmniej w formie ujawnionej).
Dualistyczne mity kosmogoniczne znane były nie tylko przez słowiań­
skie społeczności chłopskie; identyczne lub bardzo podobne do nich noto­
wano w X I X i X X wieku wśród Rumunów, Węgrów, Litwinów, Estoń­
czyków i Finów, a z, drugiej strony u wielu ludów azjatyckich (Wogułów,
Czeremisów, Mordwinów, Wotiaków, Buriatów, Jakutów, Armeńczyków,
niektórych plemion kurdyjskich i t d . ) . Rozległość geograficzna występo­
wania tego samego schematu kosmogonicznego jest faktem niezmiernie
interesującym, ponieważ przynajmniej część z wymienionych społeczności
nie była poddana tak silnej infiltracji jakiejkolwiek doktryny religijnej,
jak społeczności europejskie. Zresztą i na terenach słowiańskich zauważa
się różną częstotliwość występowania mitu, wykazującą zbieżność z grani­
cami zasięgu Kościołów wschodniego i zachodniego. Znaczna część zna­
nych nam tekstów pochodzi z terenów zamieszkanych przez ludność w y ­
znającą prawosławie lub religię greckokatolicką. Z obszarów objętych od­
działywaniem kościoła rzymskokatolickiego i kościołów reformowanych
znamy stosunkowo niewiele mitów (co nie musi świadczyć, że ich nie by­
ło ) lub są to wersje stanowiące jakby stadium przejściowe między m i ­
tem dualistycznym a oficjalną wersją biblijną. Są one, jak się wydaje,
świadectwem transformacji interesującego nas mitu prowadzących do peł­
nego uzgodnienia jego treści z ideą chrześcijańską, a tym samym do auto­
matycznego zaniku wersji dualistycznej. Niemniej jednak w krajach
o przewadze wyznania katolickiego lub jego zreformowanych odmian,
a więc w Polsce, na Litwie, na Węgrzech i w Rumunii znana była typo­
wa dualistyczna postać mitu .
8

1

B

1

10

Jak wynika z powyższych uwag, tytuł artykułu nie ma bynajmniej
na celu przywiązania rozpatrywanej wersji kosmogonii do terenów etnicz­
nie słowiańskich. Wskazuje on tylko, że przedmiotem analizy będą mity
wyłącznie słowiańskie, tzn. zanotowane wśród słowiańskich społeczności
chłopskich. Nie wnikając w prawdopodobieństwo wniosków wynikłych
8

Najobszerniejszy zbiór materiałów w D a h n h a r d t , op. cit.; patrz też:
A. A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija wozzrienija Slawjan na prircdu, Moskwa 1868,
t. I I ; J . S. G u r i e w i c z , Kosmogoniczeskije
priedstawlenija u nasielenija Olenskogo rajona, „Sowietskaja Etnografia", 1948 nr 3; N. O. S u m co w, Otgoloski
christianskich
priedanij w mongolskich skazkach, „Etnograficzeskoje Obozrienie",
1890 nr 3.
Być może również w zachodniej Europie rozpowszechnione były podobne mity.
D á h n h a r d t (op. cit., s. 164-165) podaje za: „Revue des Traditions Populaires",
red. P. Sébillot, I, s. 202-203 interesujące zestawienie t w o r ó w Boga i Diabła, w e d ł u g
wierzeń ludności Górnej i Dolnej Bretanii. Oto kilka z nich — Bóg stworzył ziemię,
Diabeł wodę, Bóg słońce, Diabeł księżyc, Bóg dzień, Diabeł noc, Bóg życie, Diabeł
śmierć. Podział roślin, ryb, ptaków, zwierząt i rzeczy odpowiada w wielu wypad­
kach poglądom słowiańskim.
" D á h n h a r d t , op. cit.
9

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

51

z badań XIX-wiecznych (a zaznaczyć trzeba, że podobne studia porów­
nawcze przy wykorzystaniu współczesnej aparatury pojęciowej przynio­
słyby zapewne interesujące rezultaty) przyjmujemy, iż mit jest wytworem
synkretycznym uformowanym przynajmniej w części z elementów stano­
wiących pierwotnie składniki religii chrześcijańskiej lub będących ich
przetworzeniem. Celem analizy będzie poznanie jego struktury oraz miej­
sca i roli w systemie wierzeń religijno-magicznych w społecznościach
chłopskich X I X i początku X X wieku.
Mówiąc o składnikach pochodzenia chrześcijańskiego stwierdziliśmy
pośrednio, że m i t kosmogoniczny skonstruowany jest z szeregu obrazów
i epizodów, pojawiających się także jako całości autonomiczne lub jako
składniki innych wierzeń, bajek, legend, a nawet opowieści humorystycz­
nych. Zgromadzone w micie mają jednak specjalne znaczenie; są określa­
ne przez m i t jako całość. Posłużmy się bardzo sugestywnym i naszym zda­
niem trafnym przykładem zaczerpniętym z dzieł Claude Lévi-Straussa.
Charakteryzując wiedzę pierwotną przyrównał on ją do swoistej dziedziny
twórczości, zwanej bricolage. Twórca — konstruktor wykorzystuje tam
w charakterze tworzywa różne „środki zastępcze", których zbiór jest
niejednorodny i przypadkowy, nie związany z realizowanym zamysłem.
Nie określa go projekt dzieła, lecz instrumentalność owych środków. Za­
mysł twórczy decyduje natomiast o tym, które z nich zostaną użyte do
jego realizacji. Bricoleur — „Indaguje wszystkie te niejednorodne przed­
mioty stanowiące jego skarbiec, aby zrozumieć, co każdy z nich mógłby
»znaczyć«, co w sumie pozwoli określić zespół, o stworzenie którego' cho­
dzi, lecz który ostatecznie różnić się będzie od istniejącego zasobu przed­
miotów tylko wewnętrznym układem treści" .
11

Mit, podobnie jak ów rezultat pracy bricoleura, nie jest zbiorem przy­
padkowych obrazów, lecz całością o określonej strukturze, stanowiącej tę
wewnętrzną wartość mitu, która decyduje o jego jednoczesnej aktualności
w trzech zakresach skali chronologicznej: w przeszłości, teraźniejszości
i przyszłości.
W przypadku m i t u kosmogonicznego odpowiednikami środków zastęp­
czych są obrazy mające status znaków. Pytanie o ich znaczenie musi za­
tem kierować się z jednej strony k u układowi kulturowemu, określające­
mu ich skalę semantyczną, z drugiej zaś ku tekstowi, w którym funkcjo­
nują jako elementy uwikłane w sieć związków z innymi elementami.
Zanim podążymy śladem owego hipotetycznego twórcy — konstruk­
tora, by analizując „środki", elementy i ich układ dowiedzieć się, co „mó­
wił" m u każdy z nich i jakiej strukturze został podporządkowany, po­
święćmy nieco uwagi technicznym problemom analizy mitu.
Istotne znaczenie dla kompleksowych badań, nawet tylko.w granicach
Słowiańszczyzny, ma zebranie wszystkich wersji zanotowanych kiedykol1 1

C. L é v i - S t r a u s s ,

Myśl nieoswojona,

Warszawa 1969, s. 33.

�52

R Y S Z A R D TOMICKI

wiek wśród społeczności chłopskich. Możliwe staje się wówczas wyodręb­
nienie wariantów typowo lokalnych oraz historycznie uwarunkowanych
zmian treści. To samo odnosi się do wierzeń łączących się z mitem bezpo­
średnio, a ponadto do całej niemal dziedziny wierzeń i obrzędów ludo­
wych. One bowiem decydują w poważnym stopniu o możliwości dotarcia
do wszystkich poziomów znaczeniowych mitu. Udało się nam zgromadzić
około 50 tekstów, co stanowi tylko część z tych, które rozproszone po daw­
nych czasopismach i publikacjach są bardzo często praktycznie niedostęp­
ne. Z dużej ich jednorodności sądzić jednak można, że próba jest wystar­
czająca dla przyjętego przez nas celu. Niemal wszystkie teksty pochodzą
z X I X i początku X X wieku; jedyny wyjątek stanowi tzw. legenda o Mo­
rzu Tyberiadzkim, mit pochodzący z XVI-wiecznych rękopisów z, terenu
Wielkorusi, będący najwcześniejszą ze znanych obecnie wersją dualistycz­
nej kosmogonii ludowej. Dzięki niemu w interesującym świetle ukazują
się niektóre przynajmniej historyczne aspekty genezy i struktury anali­
zowanego tekstu.
Zawartość treściową zebranych mitów ukazuje tabela, do której ko­
mentarz, zawierający dane o pochodzeniu tekstu, źródle, skąd został za­
czerpnięty, oraz —• w miarę możliwości — jego pierwsze publikacje, poda­
jemy w przypisie . Geograficzne rozmieszczenie materiału źródłowego
12

1 2

Podane niżej oznaczenia mitów zgodne są z tabelą:

M l — wersja apokryficzna z rękopisu Switok bozestwiennych knig, znana w kilku odpisach
w X V i XVT w. na terenie północnej i wschodniej Rosji. Mit cytowany za D a h n h a r d t ,
op. cit., s. 45-46. Został on zaczerpnięty z publikacji V . J a g i ć, Slavische Beitrüge zu den
biblischen Apokryphen.
I. Die altkirchenslavische
Texte des Adambuches, Denkschriften der
Keiserl. Akad. d. Wissensch. Phil.-hist. kl. 42, Wien 1893, s. 44. Nieco odmienną wersję tego
mitu podaje A f a n a s j e w , op. cit., s. 462-463.
M 2 — Sieradzkie, cyt. za: I . P i ą t k o w s k ą ,
Obyczaje ludu ziemi sieradzkiej,
„Lud",
t. r v : 1898, s. 414-415. Wersja ta wykazuje zaskakujące podobieństwo z M 10, różne są tylko
zakończenia. Nie wykluczone, że I . Piątkowska przetłumaczyła mit opublikowany np. przez
Afanasjewa i przypisała go bezpodstawnie ludności sieradzkiej. Nierzetelność, a nawet fałszo­
wanie materiałów zarzucał tej pisarce i miłośniczce folkloru K . Moszyński, ale w tym wy­
padku brak podstaw do definitywnego przesądzenia kwestii pochodzenia wersji. Por.
Słownik
folkloru polskiego, red. J . Krzyżanowski, Warszawa 1965, s. 300-301; K . M o s z y ń s k i ,
Kul­
tura ludowa Słowian, Warszawa 1967, t. I I cz. 1, s. 47, 488, 531, 685.
M 3 — Olszanka Turobińska, woj. lubelskie; cyt. za: M. M a c i ą g , Podania i legendy, „Wi­
sła", t. X V I : 1902, s. 329-330.
M 4 — Granastów nad Popradem; wersja zanotowana w końcu 90-tych lat X I X wieku; cyt. za:
J . G r z e g o r z e w s k i , Na Spiszu. Studya i teksty folklorystyczne,
L w ó w 1919, s. 65.
M 5 — Ziemia Dobrzyńska; cyt. za: A. P e t r o w, Lud ziemi dobrzyńskiej,
„Zbiór Wiado­
mości do Antropologii Krajowej", t. I I : 1878.
M 6 — mit Filiponów z dawnych Prus Wschodnich; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 54-55.
M 7 — Dźwinogród i Dziewiętniki; cyt. za: W. G u s t a w i с z, Kilka szczegółów
ludoznaw­
czych z powiatu bobreckiego, „Lud", t. VTII: 1902, s. 267-269.
M S — Rakowa pod Tomaszpolem, Podole; cyt. za: J . B o i ,
Skąd powstał
ląd, „Wisła",
t. X V I : 1902, s. 797.
M 9 — Żytomirskie, Wołyń; cyt. za: J . K i b o r t ,
Szlachcic łapciowy
na Wołyniu,
„Wisła",
t. I X : 1897, s. 271.
M 10 — Galicja; cyt. za: A f a n a s j e w , op. cit., s. 460-461.
M 11 — wsie Ispas, Myszyn, Kluczew w ok. Kołomyi, Pokucie; cyt. za: O. K o l b e r g ,
Dzieła
wszystkie, t. 31, Pokucie cz. Ш , s. 81-83.
M 12 — jw., s. 83-86.

�Zestawienie epizodów — wąik

Epizod — wątek

Warianty

1

1

2

3

4

5

Bóg i diabeł
istnieją od po­
czątku

Istnieje także:

a

Bóg nad wodą

b

Obok Boga Piotr lub Eliasz

С

Diabeł istnieje obok Boga

d

Diabeł przebywa w wodzie

a

woda stworzona przez Boga

b

woda istniejąca od początku

с

woda i niebo

a

inicjatywa i sposób stworzenia od
Boga; Diabeł nurkuje, wynosi garść
piasku, Bóg rzuca na wodę i po­
wstaje ląd

b

inicjatywa od Diabła, sposób od
Boga, reszta jak (a)

с

Diabeł kradnie część ziemi

a

ziemia rozrasta się sama

b

próba utopienia Boga, Diabeł nosi
go w 4 strony świata — ziemia
rozrasta się

с

Diabeł tworzy jałową część ziemi
— góry, rzeki, bagniska, pustynie

d

Eliasz formuje ziemię

a

tworzy Bóg i Diabeł

b

tworzy Diabeł, Bóg zabiera mu
podstępem lub ożywia

Stworzenie ziemi

Formowanie
ziemi

Stworzenie zwie­
rząt, roślin, na-,
reedzi, obiektów

+(2)

2

3

и

. 5

6

7

8

9

10

11

12

+(2)

+(2)

+(2)

+

+

+(2)

+(2)

+

+(2

+(1)

+(2)

+(3)

+13)

+(2)

+ (3)

13

6

7

8

9

10

11

Powstanie nieba

Stworzenie
„pomocników"

Walka Diabła
z Bogiem

Strącenie
Diabłów

Umowa o losie
ludzi

12

Bóg przykuwa
Eliasza

13

Wizja końca
świata

+I3)

тттъ

+(3)

+(D

+

ттт»

+

+ ID +11)

+

+(3)
mmmm

mmmm

+(4)

mmm

чина

+(4)

+(1)

+ 11) + (4)

1/.
+ (4) Hj(4)
+(2)

итшт

т^^

+(2)

тт^т

шЕятш

+(4)

+I5)

+ (4)

+(5)

+(4)

Bóg tworzy, Diabeł „zanieczyszcza"

d

Diabeł nie może ożywić lub two­
rzy „na opak"

+(3

+(2)

+(5)
•н»

ФИНН

тлтшл

штятг

тшшя

+(3)

тттш

ттт

mmmi

штшт

^^тт

тттш

^ттт

+(5)

+(7)

н м

+ ( б ) +(1)

+ (5

mt^m

••V

+ (б)

+

ттт^

т^^

т*^т

+(9)

тштшш

•Ml

+(5)

тштш

+ (3)
+(15)
+(12) + (7)

+(10)

с

złamanie zakazu przez Ewę

+(14) +(9)

d

ukaranie ludzi

+(15) +(10)

e

wypędzenie z raju

a

Bóg odchodzi do nieba

b

Bóg buduje niebo

с

Diabeł też buduje niebo

a

Bóg tworzy anioły

b

Diabły są zbuntowanymi aniołami

с

Diabeł tworzy anioły i diabły

d

Diabeł tworzy diabły

+ (6)

a

Diabeł przeważa nad Michałem
Archaniołem; pomoc Boga umożli­
wia pokonanie Diabła

+ (7)

b

Eliasz

с

Michał Archanioł

d

Diabeł jest zakuty

a

ziemia (jej część) należy do Diabła

b

Adam zaprzedaje ludzi Diabłu

с

Bóg zaprzedaje (zawiera z Diabłem
umowę)

d

żywi należą do Boga, umarli do
Diabła

e

Michal odzyskuje część zmarłych

f

Chrystus lub Bóg odzyskuje zmar­
łych

-

^ттт

Diabeł „zanieczyszcza" Adama (ra­
ni go)

••й

—

+(14)
ттштш

+14)

mmmm

b

a

тшят

+(5)
тштъ

+(9)

Bóg (piorun) strąca Diabła

ч^н»

+(4)

тя^т&gt;

Bóg tworzy Adama

Michał lub Bóg przechytrza Diabła

-

—

—

a

b

-

+ (4)

•ЙЧ

с

1

чнячв

+ (1
+(1)

mmmm

17

—

—

+(1)

16

+I3)

^тятш

+ (3)

тш^тъ

+ (13) +(8)
—

—

-

+(11)
^^тл

+ (б)

т^^ш

_

•и—»

ттт

+(17)

+I6)
—

+ Í5)

-

+16)

—

+!7)

+(16)

+ (1)

+ (8) +(4)
•HIV

т*^т

тт^т

тнтш

—

—

+(5)

I—

+(2)

+(181

—

+(2)
+(3)

!
^ттШ

«НПО*

шшш*

mmmm

+ 16)

+ (7)

+ (6) + (7) + (2) + ( Ю )

+(8)

+
+

+(3)

+(18)
+ (9)

1_ •

+(16) +(19)

+ (4)

+ 17)
*тшт

+18)

+(3)

+

+(11) +(21)
+(1)

—

ттт*

XX/1

+(2

+(3)

+(1)

—

—

—

—

^штт

тштш

—

+ — epizod (wariant) nie wspomniany explicite, lecz wynikający z tekstu
+(„ — trzeci epizod (wariant) w danym tekście

Polska

+(2)
—

+Í3

+ (1) + (1) +(1)

+(1)

Objaśnienie,:

Etnografia

15

+(3)

+

штаял

Stworzenie i hi­
storia ludzi

%

т^^

—

—

+(9)

—

—

тт^т

—

ттт»

—

—

—
—

—

—

—

—

—

—

—

+(4)

—

г—

+(6)

i
+(20)

+118)

_

—

мч*

—

+(5)

—

+

�w analizowanych mitach kosmologicznych

Mit — M

19

20

21

22

+ (3) +(1)

23

24

+

+13)

—

+11)

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

+

+

+

+(2)

+

+

+(2)

+

+I2)

+

+

+

+

+

+(2)

+

+

+

+

+

+

+(3)

+(1) + (1) + 11)

+

+

+(1)

+ (1)

+

+ (1)

—

48

+(4)

+(5)

+(2)

+(5) + (5) + (б)

+I6)

+I3)

+(6)

+15)

+ 18) + I9) + I2)

—

+

+(4) +(5)

+(1) +(1)

+(1)

+(2)

+

+

+

+

46

47

+(1)

+

+(2)

+12)

+(2)

+

+(3)

+(3)

—

+(1)

*

+ (1)

+(4)

+(7)

+ (2) +(4)

+(1) + (4)

+(1) + (4) +(1) +(1) + И) +(1) +(2) + (4)

+(2) + (3) +(5)
+(2)

+ (4)

+(4)

+(2)

+(6)

'l (Ь)
+(3)

|б) + 17)

+(1)

+(3) + (3) + (5) + (2)

+(2)

49

45

+

+(3)

+

+(3)

44

+ (1) +(1)

+ (4) + (4) +(1)

—

+

+(3)

—

+(1)

+ (3)

+I5)

+

+(3)

—

+

28

+(3) +(3)

+ (2)

+(2)

—

27

+12) +(2) +(2)

—

+(2)

26

25

—

—

+(5) + (5) + ( б ) +(4) +(5)

+ (б) +(3) +(5) +(7)

+ I2)

•

+ (7)

+ (3)

+(5)

+(1)

+(4)

+ (3)
+ (7)

+ (9)

+

+ (6)

— +(1) +(9)
+(4)

+(2) +(11)

—

—

—

—

—

—

—

+(4)

—

—

—

—

+ (б)

+ (3)

+ I6)

+ (7)

—

—

—

—

—

+ (б)

+(7)

+(10)

+(3)

+

—

•Ml!• —

—

+ (7)

+(8)

(4)

—

—
+(4)
+(5)

—

—

—

—

—

—

—

—

—

+(7)

+(8)

+ (3)

+ (4)

+(8)

—

—

—

—

—

—

—

+ (8)

+I5)

—

—

+(12)

—

—

—

+(7)
+(5)

+(3)

+(10)
+(12)

—

—

—

—

—

—

—

—

—

_

+(9)

+(6) + (7)

—

—

+113)

—

•H)
+ ( Ю ) +(1)
+I3)

+ (У)
-

+111) +(2)
+(12) +(3)

+(D

+(6)
+(2) +(4)

—

+I5)

+I8)

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

53

M 13 — Bortnik, Pokucie; cyt. za: S. P i o t r o w i c z ,
Znachorka i wróżka
Jewdokia Bojczuk. Materyaly folklorystyczne ze wsi Bortnik na Pokuciu, „Lud", t. Х Ш : 1907, s. 119.
M 14 — Berwinkowa i Żabie, Huculszczyzna; cyt. za: W. S z u с h i e w 1 с z,
Huculszczyzna,
L w ó w 1908, t. I V , s. 2-10.
M 15 — Hołowy, Huculszczyzna; zapis z 1902 г.; S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 10-14.
M 16 — Żabie-Słupejki, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 14.
M 17 — Hołowy, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 15.
M 18 — Hołowy, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 16.
M 19 — Rostoki, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 18.
M 20 — Hołowy, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 18-21.
M 21 — ok. Peczeniżyna, zapis w 1904 r.; cyt. za: J . S с h n a i d e r, Lud peczeniżyński.
Szkic
etnograficzny, „Lud", t. X I I I : 1907, s. 202-203.
M 22 — Huculszczyzna; cyt. za: J . S c h n a i d e r , Z kraju Hucułów,
,,Lud", t. V I : 1900,
s. 265.
M. 23 — Ukraina; cyt. za: M. Ż m i g r o d z k i ,
Ukraina. Cz. I: Theogonia i kosmografia
ludu Ukrainy, „Lud", t. I I : 1896, s. 322-323.
M 24 — Ukraina; cyt. za: Ż m i g r o d z k i , op. cit., s. 322.
M 25 — Ukraina; cyt. za: Ż m i g r o d z k i , op. cit., s. 324.
M 26 — ok. Jekaterynosławia (obecnie Dnieprozawodsk) nad Dnieprem, wersja publikowana
w „Istoriczeskij Wiestnik" 1888, s. 730-736', cyt. za: A l . P., Cztery podania o stworzeniu
świata,
„Wisła", t. I V : 1890, s. 388.
M 27 — Ukraina; wersja publikowana przez M. D r a g o m a n ó w a, Maloruskija
narodnyja
priedanija i razskazy. Kiew 1876, I , s. 89, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 55.
M 28 — Ukraina; wersja publikowana w P . P. C z u b i n s k i j , Trudy
etnograficzesko-statisticzeskoj ekspiedicji
w zapadno-russki) kraj, snariaźennoj
impieratorskim russkim
gieograficzeskim obszczestwom.
Jugozapadnyj
otdiel. Matierialy i issledowanja
sobrannyja
d. rd.
P. P. Czubinskim, I , 1872, s. 143-144, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 55-56.
M 29 — Ukraina, ok. Olgopola; wersja publikowana w C z u b i n s k i , op. cit., I , s. 142, cyt.
za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 60.
M 30 — Ukraina; wersja publikowana w „Kiewljanin", 1866 nr 4, cyt. za: D a h n h a r d t ,
op. cit., s. 139-140.
M 31 — Ukraina; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 187.
M 32 — Bukowina; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 43, 133-134.
M 33 — Małorusini z północnych Węgier; cyt. za Dahnhardt, op. cit., s. 52; bliższe informacje
o tej grupie patrz: А. Р. К o v á с s, Ukrainische Streusiedlungen
in Nordostungarn im 18.-19.
Jahrhundert, „Acta Ethnographica", Budapest, t. Х Х П : 1973, nr 3-4, s. 371-415.
M 34 — Chołopienicze, pow. borysławsM, gub. Mińska, Białoruś; cyt. za J . W i t o r t , Prze­
żytki starożytnego
światopoglądu
u Białorusinów,
„Lud", t. I I : 1896, s. 215-216.
M 35 — Białoruś; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 54.
M 36 — Wielkorus ( ? ) ; cyt. za: A f a n a s j e w , op. cit., s. 458.
M 37 — ludność zza j . Onega; cyt. za A f a n a s j e w , op. cit., s. 461-462 (autor przytacza mit
za lokalnym pismem „Deń", 1862, s. 52); por. też D a h n h a r d t , op. cit., s. 47.
M 38 — Wielkorus (?); wersja publikowana w „Etnograficzeskij Sborník", t. I V : 1864, cz. 1,
s. 122, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 43.
M 39 — Wielkorus (?); cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 47.
M 40 — Wielkorus (?); cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 47-48.
M 41 — ok. S m o l e ń s k a ; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 53.
M 42 — Raskolnicy z Estonii; wersja publikowana w C. R u s s w u r m , Sagen aus Hapsal, der
Wiek, Osel und Runo, Reval 1861, s. 84, nr 83, cyt. za D a h n h a r d t , op. cit., s. 54.
M 43 — gub. /Twerska; wersja publikowana w „Żiwaja Starina", t. I X , s. 393, cyt. za: D a h n ­
h a r d t , op. cit., s. 338-339.
M 44 — gub. Twerska; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 353.
M 45 — Wielkorus; cyt. za: D S h n h a r d t , op. cit., s. 48.
M 46 — Wielkorus (?); wersja publikowana w A . A f a n a s j e w , Narodnyja russkija
legendy,
London 1859, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 53.
M 47 — Bułgaria; wersja publikowana w A . S t r a u s s , Die Bulgaren, Leipzig 1898, s. 6 п.,
cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 2-3; spolszczony tekst podaje B. G r a b o w s k i w recenzji
z „Sborník za narodni umotvorenija, nauka i knlżnina", t. V E I - V I H : 1892, „Wisła", t. X : 1896,
s. 406-419.
M 48 — Bułgaria; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 44, 138.
M 49 — Krakowskie; cyt. za: O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 7, Krakowskie,
cz. I I I , s. 3-7.
Jest to najprawdopodobniej wersja skompilowana, ponieważ Kolberg podaje w przypisie, że
mit znany był w Modlnicy, Modlniczce, Rząsce, Brzezi, Tomaszowicach, Giebułtowie, Koszkwi,
Nara-mie, Michałowicach i in. wsiach.

�54

R Y S Z A R D TOMICKI

przedstawia schematyczna mapka (nie zawsze jednakże udało się precy­
zyjnie zlokalizować miejsce zanotowania mitu ze względu na brak dokład­
nych danych). Dodać wreszcie należy, iż oprócz wersji dualistycznych
uwzględniono również teksty odbiegające od nich, przede wszystkim na
skutek przypisania roh demiurga wyłącznie Bogu (pochodzą one z terenu
Czechosłowacji, Bułgarii i Polski). Część ich jest zamieszczona w tabeli,
pozostałe przytaczamy w miarę potrzeby jako materiał pomocniczy w przy­
pisach.
Artykuł składa się z dwóch części. Pierwsza zatytułowana Struktura
kosrnosu poświęcona jest omówieniu treści mitu (I) oraz analizie opisanej
w n i m struktury świata (II); t u staraliśmy się wskazać przypuszczalne
źródła niektórych obrazów i epizodów, a także uporządkować elementy
składowe tekstu. Część druga — Człowiek — zawiera próbę wstępnego
przedstawienia ludowej teorii antropologicznej jako integralnego skład­
nika wizji świata.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

55

STRUKTURA KOSMOSU

I
Początek

świata

Ludowy obraz stanu „zalążkowego" poprzedzającego stworzenie ziemi
różni się zdecydowanie od opisu znanego z Księgi Rodzaju. Przede wszy­
stkim od początku istniał nie tylko Bóg , lecz. także Diabeł. Jeśli w i n ­
nych kwestiach pomiędzy wersjami mitu występują rozbieżności, ten fakt
potwierdzają one zgodnie :
13

14

M 43 — „Tylko Bóg i szatan nie są przez nikogo stworzeni i nikt nie wie, skąd oni
są; ale anioły stworzył Bóg. Szatan był równy Bogu, gdyż bez niego nie mógł on
[Bóg — przyp. R T ] nic zrobić i stworzyć".

Nawet mit z Krakowskiego, zbliżający się w swej treści do kosmogonii
judeochrześcijańskiej (wg niego na początku istniało tylko niebo, wodę —
morze oraz ziemię stworzył Bóg później) stwierdza:
M 49 — „Najpierw było niebo, w niem Bóg światłości panował od w i e k ó w . Był tam
i książę ciemny, niżej po lewej Jego stronie, który podlegał Bogu światłości".

Większość wersji konstatuje po prostu współistnienie Boga i Diabła
nie wnikając w ich pochodzenie. Bóg unosi się ponad wodami, chodzi po
powierzchni morza lub pływa w łodzi. Diabeł, noszący różne imiona i naz­
wy (Szatan, Satanael, Szczezun, Czart, Tot-szczezby, Tryjuda, Aridnyk,
Bida itd.) żyje obok Boga, przebywa w wodzie w jakiejś „bańce" lub czę­
ściej w pianie, a nieraz pływa po morzu w postaci wodnego ptaka. W jed­
nym z tekstów wielkoruskich taką samą postać ma Bóg:
M 37 — „Po staroświatowym oceanie—morzu pływały dwa nury, pierwszy był
biały nur, a drugi nur czarny. W postaci tych dwóch nurów pływali sam Pan
Wszechwładca i szatan" .
15

¡

Druga istotna różnica w stosunku do Genesis to brak pierwotnej
„pustki". Przestrzeń wypełniona jest „pierwszymi substancjami". Podług
części mitów woda jest jedynym żywiołem istniejącym in illo tempore.
Szereg mitów utrzymuje jednak, że istniało ponadto niebo. Przytoczmy
kilka przykładów, które najlepiej wprowadzą nas w treść i klimat ludo­
wych wyobrażeń:
и Nieraz jest to Jezus, por. M 23, M 29.
14 Wyjątkiem s ą niektóre wersje zniekształcone, np. mit M 48 z Bułgarii, w k t ó ­
rym Bóg tworzy Diabła powołując do życia s w ó j cień. Stworzenie Diabła przypisują
Bogu również mity ludów z południowego Ałtaju, Abakanowie, Mordwini, Cyganie
transylwańscy, Finowie, por. E 1 i a d e, Sacrum..., s, 206-207.
is p
i ę nura w wierzeniach ludów Azji północnej; np. u E w e n k ó w był on
przewodnikiem szamana do dolnego świata oraz jedynym spośród ptaków wodnych,
który zdołał przynieść ziemię z dna pierwotnej wody, „położył tę grudkę na wodzie,
a ona zaczęła szybko rosnąć przekształcając się w średni świat (ziemię)", A. A n i s i m o w, Wierzenia ludów Północy. Wybór pism, Warszawa 1971, s. 255-256.
o r

r o

�56

R Y S Z A R D TOMICKI

M 2 — „Przed stworzeniem świata nie było nic, tylko niebo i morze. Bóg pływał
po morzu w łódce i napotkał ogromną i gęstą pianę, w tej pianie mieszkał djabeł.
Kto żeś ty? — zapytał Bóg. Weź mnie do siebie, do łódki, to ci powiem — odpo­
wiedział czart. No chodź — rzekł Bóg, a zaraz potem usłyszał". J a jestem czart —
odpowiedź wchodzącego. Milcząc płynęli".
M 11 — „Z kińcie świata ny buło tak zemli, jak teperyczki, ale buly wsiudy po
cilim świki lysz wody taj wody — odno more".
M 15 — „Z perwowiku buła łysz woda, obłaky у Boh śjytyj. U oblakách spav Ałej.
[Eliasz — przyp. R T ] , duch Bożyj, a Boh chodyv po woďi. Raz zrobyła sy na w o ď i
szum, jykyjs kupak, jyk kawałok derewa, szczo krutyła sy po w o ď i jyk żywyj. Boh
se wzdriw taj pytaje: Szczo ty je? — A wono w i d p o w i ł o : J a ne znaju. Ż y w y j sne,
a ne możu ni chodyty, ni szczo bud' robyty. — Ce buv Tryjuda-Aridnyk [Diabeł —
przyp. R T ] . Boh ne znav z czoho win pochodyt, bo czort buv tak jyk Boh z perwo­
wiku. A ł e szczo Bohovy kuczyłos samomu chodyty po wod'í, pobłahosłowyv Boh
tot szum, taj pytaje: Choczesz maty hołowu? — Choczu. — A ruky? — Choczu. —
A nohy? — Choczu. — Tohdy dav Boh Aridnykowy ruky, nohy, oczy, het use.
Wony stały sobi pobratymamy".

Kompromis w sprawie istnienia lub nieistnienia nieba proponuje pe­
wien mit ukraiński:
M 28 —• „Gdy Bóg znalazł Satanaela w szlamie, rzekł do niego: »Bądź aniołem«
i dał mu dwa skrzydła i nakazał latać. Ale on nie mógł i otrzymał jeszcze dwa
razy po dwa skrzydła i miecz. A w drugim dniu stworzył Bóg niebo, w trzecim
polecił Satanaelowi przynieść z morza kawałeczek ziemi."

W żadnej innej wersji nie mówi się w sposób tak zdecydowany o trud­
nościach, jakie miał Diabeł z przekroczeniem swej sfery bytowania i wła­
snej kondycji jako „tego z dołu" czy wręcz „tego z wód". Zauważmy, że
wraz z faktem przypisania stwórcom postaci nurów, białego i czarnego, są
to pierwsze próby ujawnienia opozycji między Bogiem i Diabłem, opozy­
cji, która w dalszych partiach mitu ma już wyraźnie antagonistyczny
charakter.
Przebieg

stworzenia

Stworzenie świata jest procesem przebiegającym w k i l k u etapach.
Pierwszy obejmuje powstanie ziemi w jej najbardziej pierwotnej formie
— niewielkiego, spoczywającego na powierzchni morza placka, będącego
wspólnym dziełem Boga i Diabła .
1R

16

Istniały wersje przypisujące ten czyn wyłącznie Bogu, np. mit słowiański:
„Na początku nie było nic prócz Boga. On spał i drzemał i drzemka trwała 1000 lat
i było pewne, że obudzi się. Stało się to i zaczął Bóg wszystko oglądać. I gdzie spoj­
rzał pokazywały się gwiazdy, i to zaczęło Boga dziwić, co on swoim okiem sprawia.
Obracał się tu i tam, nigdzie nie było początku, nigdzie końca, a pod sobą dojrzał
tylko morze. Więc poszedł do morza i spuścił się na dno. Gdy znów wynurzył się,
pozostało ziarnko piasku pod jego paznokciem. Ono upadło i zostało na powierzchni
morza i z tego powstała nasza ziemia. Dno morza jest jej ojczyzną", cyt. za D a h n ­
h a r d t , op. cit., s. 58; por. K o l b e r g , op. cit.,. s. 34. A oto mit słowacki: „Na
początku świata latał Bóg w górze i nosił ziemię w swym ubraniu. Gdzie jej na­
sypał, tam powstawały równiny, góry i żyzne doliny. Diabeł gonił go, aby s w ą część
otrzymać, ale nie złapał go; wtedy rozdarł mu ubranie i tylko skały pospadały.
Dlatego szczyty Tatr są gołe i jałowe", cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 58.

�57

SŁOWIAŃSKI М П KOSMOGONICZNY

a) Stworzenie ziemi. Inicjatywę utworzenia lądu przypisuje się naj­
częściej Bogu, ale czasem wychodzi ona od Diabła. Jednoznaczne roz­
strzygnięcie tej kwestii nie jest konieczne, nie ma ona bowiem większego
znaczenia dla sensu mitu. Pomijając nie wykluczony przecież wpływ
przeświadczenia (uzasadnionego także treścią mitu), że w ostateczności
właśnie Bóg jest stwórcą (choć stwierdzenie to ma nieco inne niż w chrze­
ścijaństwie znaczenie), sądzić można, iż chodzi raczej o podkreślenie nie­
możności realizacji zamysłu przez jedno' tylko bóstwo. O ile bowiem
w wypadku Diabła mity ukazują wyraźnie jego bezsilność już w epizo­
dzie nurkowania, a także przy opisach nieudanych prób powołania do ży­
cia zwierząt itd., o tyle w odniesieniu do Boga fakt ten może nie być zu­
pełnie jasny. Jedynie m i t huculski rozstrzyga tę sprawę jednoznacznie już
na wstępie:
M 14 — „Boh znav use na swiťi, ale niczoho ne mih zrobyty a Tryjuda mav sylu
do useho. Boh musiv u neho wse wimudrowuwaty abo ukrasty, jyk szo chotiv
maty. Boh znav, szo na pryspodnim u hłybyni moria je hłyna, ta chotiv wid A r i d nyka wimudruwaty, aby tot j i winiš".

Zgodnie z przekonaniem o wszechwiedzy Boga, on właśnie zna sposób
utworzenia lądu:
M 2 — „Djabeł zaczął mówić »dobrze by było, gdyby miejsce, na którym płyniemy,
było twarde«. »Będzie — rzekł Bóg, zejdź w morze i przynieś mi garść ziemi, m ó ­
wiąc że niesiesz w mojem imieniu, przynieś, uczynię z tego piasku ziemię«. Djabeł
poszedł, nabrał piasku w garście mówiąc: »biorę cię w imieniu mojem?. Gdy w y s z e d ł
na wierzch piasku nie zostało ani ziarnko. Poszedł drugi raz m ó w i ą c : »biorę cię
w imieniu Jego«. Gdy wrócił, zostało mu trochę piasku za pazurami. Bóg wziął ten
piasek, posypał na w o d ę i stała się z niego ziemia, ale tylko tak duża, aby mogli
się obaj wygodnie położyć".

Częściej próba przyniesienia piasku (gliny, mułu) z dna morza dokony­
wana jest trzykrotnie, gdyż warunkiem powodzenia nurkowania jest w y ­
powiedzenie przez Diabła — czego dwukrotnie nie czyni — formuły „bio­
r ę w imieniu Boga". Epizod ten świadczy najlepiej, że Diabeł reprezentu­
je w micie moc fizyczną, a pozbawiony jest tej mocy skutecznego tworze­
nia, którą ma słowo, gest i imię Boga. Dalsze wydarzenia rozszerzają prze­
ciwstawienie obu istot nadprzyrodzonych nadając mu postać opozycji
konkretnych cech i własności.
W niektórych wersjach, między innymi w micie apokryficznym (M 1,
por. też M 39, M 29), Diabeł przynosi oprócz piasku także krzemień, któ­
r y odgrywa ważną rolę przy tworzeniu pomocników obu demiurgów, Wró­
cimy do tego w ą t k u w odpowiednim momencie.
b) Formowanie ziemi. Opisy przekształcenia małego placka leżącego
na wodzie w rozległy ląd nie są jednakowe, ale mniej lub bardziej obszer­
ne fabularnie warianty podporządkowane zostały wspólnemu celowi. Oto
dalszy ciąg cytowanego już mitu z Sieradzkiego:
1

�58

R Y S Z A R D TOMICKI

M 2 — „Położyli się tedy, Bóg ku wschodowi, djabeł ku zachodowi. Gdy djabłowi
się zdawało, że Bóg usnął zaczął go spychać, aby w p a d ł do morza i aby utonął
i zginął. Ale nadaremnie, ziemi pod Bogiem przybywało i rozszerzyła się daleko ku
wschodowi. Widząc to czart jął pomykać ku zachodowi, dalej ku południowi i pół­
nocy, a przez to ziemia rozszerzyła się w różne strony".

Fragment ten zawiera dwa wątki powtarzające się w różnych artyku­
lacjach. Pierwszy to próba utopienia Boga, drugi — korelacja między
elementami opozycji Bóg — Diabeł i stronami świata.
Epizod nazwany w tabeli próbą utopienia Boga i tak istotnie interpre­
towany przez większość mitów ma kilka wariantów wykazujących znacz­
ne różnice. Sens niektórych zaprzecza nawet zawartej w micie interpreta­
cji. Zawsze poza wszelkimi wątpliwościami pozostaje natomiast rezultat
podstępnego działania Diabła — rozrośniecie się ziemi. Niemniej, w kilku
wersjach ten sam efekt przynosi akt woli samego Boga, jak na przykład
w M 33: Bóg uformował placek, położył go na wodzie, przeżegnał i zaczą­
tek ziemi począł rozszerzać się we wszystkie strony. „Trwało to' dotąd —
czytamy w tekście — aż dotknął brzegami dolnych krawędzi nieba".
Noszenie lub toczenie Boga w cztery strony świata interpretowane by­
wa również jako akt nieświadomego przeżegnania ziemi przez Diabła, ale
w micie bułgarskim M 47, gdzie znajdujemy takie właśnie wyjaśnienie,
ziemia rośnie nadal i Bóg nie zna sposobu jej zatrzymania. Podstępem
dowiaduje się od Diabła, iż ziemię należy przeżegnać i rzec: „Tak dużo
ziemi wystarczy". A oto inny wariant omawianego epizodu pochodzący
t y m razem z mitu ukraińskiego : M 29 — Bóg utworzył ziemię. „Pozosta­
ło ją tylko' jeszcze przeżegnać. Jak można to zrobić? [Bóg nie wie? —
przyp. RT]. Wiem, powiedział Piotr i rozkazał Diabłu nieść się aż do wody [...]"•
Kolejny mit ukraiński zawiera jeszcze dalej idącą niekonsekwencję
(M 27): Bóg tworzy ziemię, błogosławi ją „na wszystkie cztery kierunki
świata" i ląd zaczyna rosnąć. Następuje opis stworzenia gór przez Diab­
ła, a potem Bóg mówi do niego: „Teraz ziemia musi zostać poświęcona.
Pozwólmy jej jednak najpierw rosnąć, a nam w spokoju odpocząć". Gdy
Bóg usypia, Diabeł próbuje go utopić, tocząc kolejno w różne strony.
„Ziemia rozrosła się, aż oparła się brzegami o niebo". Diabeł przynosi
Boga w to samo miejsce skąd go wziął, a ten po przebudzeniu stwierdza,
że ląd został poświęcony.
W końcu, by przytoczyć ostatni już przykład, w M 7 próba utopienia
kończy się konkluzją: „Powstał tylko przez to niezmierzony ląd i cztery
strony świata, to jest północ, południe, wschód i zachód".
Wszystkie, nierzadko sprzeczne warianty łączą dwie myśli — ozna­
czone zostają cztery strony świata, a ziemia uzyskuje swe ostateczne roz­
miary. Wyznaczenie czterech punktów kardynalnych uznać można za for­
mę opisu ziemi jako w pełni ukształtowanej i statycznej całości. Tym sa­
mym ustanowiona zostaje horyzontalna, czteroelementowa struktura świa1

1

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

59

ta, co nieraz jest uważane za zasadniczy moment w dziejach tworzenia
kosmosu. Tak traktuje to wydarzenie mit Raskolników:
M 42 — „Bóg rzucił ziemię na wszystkie cztery strony i rzekł: Niech rośnie i po­
większa się ziemia. Zaraz powstały wielkie przestrzenie lądu z rozległymi równinami
i wysokimi wzgórzami, aż w końcu trzy części świata w ich obecnym wymiarze
zostały skończone".

Powstanie ziemi prowadzi automatycznie — według zacytowanej wer­
sji — do uformowania nowej struktury, t y m razem trój elementowej i wer­
tykalnej. Będziemy o niej mówić szerzej w dalszej części artykułu.
Przejdźmy do drugiego wątku. Wspomniane w M 2 skojarzenie postaci
Boga i Diabła ze wschodem i zachodem jest pierwszym przykładem w y ­
korzystania dualizmu demiurgów jako podstawy do różnicowania i po­
rządkowania świata. Niekiedy ich dualizm staje się zasadą klasyfikacyjną
dla innych istot, przedmiotów i cech, jak na przykład w M 5, gdzie posta­
ciom stwórców przypisane są zdecydowanie odmienne ptaki — jastrząb
i kaczka. Wariant występujący w cytowanym micie z Sieradzkiego (po­
wtarzający się w M 10) pojawia się znacznie bardziej rozbudowany w m i ­
cie ukraińskim:
M 26 — Diabeł ukradł podczas nurkowania część ziemi i schował ją do ust. „Zaczął
Bóg siać ziemię. Gdziekolwiek na wschód słońca rzuci, tam powstają góry, doliny,
pola", a na nich wyrastają trawa, drzewa, zakwitają kwiaty. „Brzask był na niebie,
później i słonko się pokazało. I był pierwszy dzień na świecie. Obejrzał się Bóg
przed wieczorem i widzi, że anioł [Diabeł — przyp. R T ] z gęby też coś wyjmuje,
rzuca na zachód i z tego co rzuca również powstają doliny, góry, pola, tylko bez
trawy, bez kwiatów i drzew, gołe jak późną jesienią, puste jakby przeklęte".

Opozycja dwu stron świata skorelowana jest tu wprost z porami dnia
(Bóg tworzy wschodnią część lądu rankiem, Diabeł zachodnią o zmierzchu)
oraz górą i dołem; po odkryciu podstępu Bóg przeklął Diabła i „poleciał
wyżej i dalej na wschód słońca, a szatan dołem na zachód".
Otrzymujemy więc wyraźnie opisaną serię opozycji binarnych różni­
cujących semantycznie przestrzeń i czas:
Bóg I wschód I ranek (jasność) I żyzność I góra
Diabeł I zachód I wieczór (ciemność) I jałowość I dół
17

Elementy tej s e r i i powtarzają się w innych mitach, gdzie szczególnie
wyeksponowany jest związek Diabła z nieurodzajnością, niepłodnością:
1 7

Dopełnieniem tej serii jest przeciwstawienie dobro — zło. Wartościowanie
stron świata w kategoriach moralno-etycznych pojawia s i ę w mitach wspominających
o usytuowaniu raju na wschodzie. Idea taka występowała również w myśli śred­
niowiecznej, gdzie oprócz skojarzenia raju ze stroną wschodnią (powtórzenie wzoru
biblijnego) spotykamy umiejscowianie piekła na zachodzie. Por. fragment z
Wędrów­
ki Bogurodzicy po miejscach męki, apokryfu starorosyjskiego: „Dokąd chcesz, Bło­
gosławiona [...] na wschód czy na zachód, czy. do raju, lub na prawo, lub na lewo,
gdzie są wielkie męki?", a także Epistołę
Wasilija arcybiskupa
nowogrodzkiego,

�60

R Y S Z A R D TOMICKI

M 34 — „Bóg wziął w ręce garść ziemi, pobłogosławił ją i rzucił na w o d ę — i zie­
mia zaczęła rosnąć, rozszerzać się i pokrywać w o d ę gładką i równą warstwą jak
pobojowisko; ale zaczęła rosnąć też ziemia, którą dyabeł miał w gębie, zaczęła mu
rozdzierać ją. Dyabeł wijąc się z bólu zaczął tarzać się po ziemi i w y p l u w a ć ją.
Długo tarzał się i pluł, dlatego powierzchnia ziemi stała się górzysta, a w niektórych
miejscach nawet zatruła się śliną dyabelską".

Proces kształtowania powierzchni ziemi zawsze przebiega podobnie.
Diabeł w przeciwieństwie do Boga tworzy jej część jałową; raz będą to
góry i skały, jeziora i rzeki, innym razem bagna, moczary, pustynie
i inne — jak zaznaczono w M 42 — „nieurodzajne miejsca".
M 33 — Z wyplutej przez Diabła ziemi powstają góry i skały. „Dlatego ziemia jest
święta, zaś góry, a zwłaszcza skały są dziełem Diabła. Dlatego nie może na nich
rosnąć zboże i dlatego diabły przebywają chętnie w górach i na skałach, gdzie
z czarownicami swe zjazdy odbywają".

Powstanie roślin, zwierząt i obiektów

nieożywionych

Tworzenie topograficznego obrazu ziemi uzupełniane bywa epizodem
mówiącym o powstaniu zwierząt, roślin, narzędzi, chaty itd. Wchodzi on
w skład jedynie kilku mitów, spośród których wyróżniają się wersje h u ­
culskie najobszerniej relacjonujące związane z t y m perypetie. Przewodnią
myślą wszystkich tego rodzaju opisów jest stwierdzenie, że Diabeł dyspo­
nujący mocą formowania istot czy przedmiotów nie posiada szeroko ro­
zumianej mocy ich ożywiania . Oto fragment mitu zapisanego w Polsce,
znany zresztą jako odrębna całość w różnych regionach Słowiańszczyzny:
1S

M 3 — „Po niejakim czasie [po stworzeniu ziemi — przyp. R T ] przyszło djabłu na
myśl, zęby ulepić jakie stworzenie i ulepił kozę. Gdy ją postawił, rzekł: W imię
który utrzymywał, że „raj na wschodzie jest w Edenie", piekło zaś na zachodzie, na
„wiatrami ziejącym morzu"; oba cytaty za: J . M. L o t m a n , O pojęciu
przestrzeni
geograficznej w średniowiecznych
tekstach staroruskich, „Teksty", 1974 nr 3, s. 95-96.
Analogiczne były wierzenia ludowe — „Gdy dusza umiera, idzie drogą ciernistą
pełną skał stromych [...], naprzód ma przed sobą czyściec [...] idzie do niego, aby
być w raju. R a j z prawej strony, piekło i obszerne przed nim kraje są ¡z lewej
strony", O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 7, Krakowskie, cz. I I I , s. 22-23. W mi­
cie kosmogonicznym opozycja umieszczana w płaszczyźnie wertykalnej, jako prze­
ciwstawienie Niebo — Piekło (w tym momencie jeszcze nie istniejąca) antycypowana
jest niejako przez układ horyzontalny. T y m samym, podobnie jak wg Lotmana
w średniowieczu, w świadomości ludowej przestrzeń geograficzna i przemieszczenia
w niej posiadają lub mogą posiadać sens etyczno-religijny. W istocie, niektóre zacho­
wania można uważać za świadectwa takiej koncepcji, m. in. zwyczaj układania się
do snu głową na wschód oraz układanie zmarłych głową na zachód. Odmiennie
interpretował to M o s z y ń s k i , op. cit., s. 446, nie widząc między tymi pozycjami
żadnej różnicy.
1 8

Por. legendę z południowej Polski o stworzeniu płanetników. Diabeł, który
pozazdrościł Bogu stworzenia Adama i Ewy, ulepił z gliny 12 mężczyzn (ziemia lub
glina jest zwykle w wierzeniach ludowych tworzywem materialnym), ale nie mógł
ich ożywić. Uczynił to Bóg i zlecił im kierowanie chmurami, J . T r a c z y k , Z oko­
lic Babiej Góry. I. O smokach i płanetnikach,
„Wisła", t. I X : 1895, s. 75.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

61

moje, ruszaj kozo. Koza stoi. Później rzekł: W imię Boże, ruszaj kozo. A koza, jak
ruszy z miejsca, pędzi prosto do wody. A djabłu się patrzy, że koza może się utopić;
sunął, złapał kozę za ogon i ogon się urwał. I dlatego kozy są bez ogona. Ucieszył
się djabeł, że koza bryka sobie, znowu postanowił ulepić psa. Gdy ulepił i postawił,
rzekł do psa: Chyzia Boga — a pies stoi. Ale Pan Bóg rzekł: Chyzia djabła. A pies,
jak skoczy do djabła — i ukąsił go w piętę. Djabeł się rozgniewał, poleciał w krzaki
i na pamiątkę zamalował olszynę. Odtąd djabeł przestał lepić stworzenia".
1

Podobnie można interpretować te partie mitów huculskich, które m ó ­
wią o stworzeniu obiektów nieożywionych, takich jak chata i wóz; nie­
możność ożywienia jest t u rozumiana bardzo specyficznie jako brak umie­
jętności nadania stworzonym obiektom wartości funkcjonalnej. Przykła­
dem wóz •— Diabeł zbudował go&lt; w chałupie i nie potrafił wyprowadzić
go na dwór. Wóz był więc bezużyteczny, ..nieożywiony". Podobnie rzecz
ma się z oświetleniem chaty (por. też M 15):
M 14 — „Jyk uże buła usia dychania na swiťi, zrobyw Tryjuda chatu. U tij chaťi
buło het use, jyk maje buty, łysz wikon ny buło; czerez rozkolibynku śwityło triszky
soniczko u chatu. Aridnyk uziyv mich, wijszov na dwir taj hrebe u tot mich dnyny,
aby zanesty u chatu, bo tam buło temno. Prychodyt Boh taj pytaje: A ty szo robysz,
rozpobratyme? — Ady. Poklavsmy chatu, każe czort, a ne możu dnyny pokłasty
u chatu. — Boh każe: Pożdy, j a to zrobiu, szczo u chaťi bude dnyna. — Jyk tak
zrobysz, każe Tryjuda, j a tobi chatu daruju. Boh uziyv pyłku, perepyłyv dwa protesy, pokłav dwa warcaby i zrobyv ramci; uchodiy u chatu, a tam je dnyna. Boh
każe: Se bude dobre ludem".

Myśl ta formułowana bywa czasem mniej radykalnie. Diabeł tworzy
lub przyczynia się do powstania trujących roślin i dzikich zwierząt:
1 9

M 34 — Diabeł wypluwając ziemię rozrywającą mu usta zatruł śliną glebę. „Wskutek
tego, gdy Pan Bóg przygotowując ziemię dla człowieka, posiał żyto, pszenicę, jęcz­
mień, proso i trawy lekarskie, w niektórych miejscach wyrosły perz, lebioda, blekot,
cierń i wszystkie inne rośliny szkodliwe. Potem Bóg stworzył zwierzęta pożyteczne:
konie, krowy, owce, psy, ale niektóre z nich nie umiejąc odróżnić trawy pożyteczne
od szkodliwych, najadły się ostatnich i zmieniły się w wilki, rosomaki, niedźwiedzie
i inne zwierzęta szkodliwe. Trwało to dopóty, dopóki zwierzęta nie nauczyły się roz­
różniać trawy pożj^teczne i jadowite'.

Oba przytoczone przykłady pozostają w zgodzie z cechą skorelowaną
z Diabłem już przy formowaniu ziemi, a mianowicie jałowością rozumianą
głównie jako bezużyteczność dla człowieka. Wierzenie to znane było po­
wszechnie wśród społeczności chłopskich, także bez wyraźnego związku
z mitem. Jednym z przykładów jest wierzenie zanotowane na Pokuciu,
że zwierzęta pochodzą od Boga i od Diabła, a do tych ostatnich należą
wszystkie te, których się nie je .
Nawiasem wspomnieć należy w t y m miejscu o dość interesującej cesze, pojawiającej się przy okazji tworzenia „wyposażenia" ziemi szczegól20

19

Diabłu przypisywano również stworzenie roślin, których użycie było zaka­
zane, np. starowierzy — tytoń i chmiel, por. D a h n h a r d t , op. cit., s. 54, przyp. 1.
P i o t r o w i c z , Znachorka i wróżka
s. 125.
2 0

�62

R Y S Z A R D TOMICKI

nie w mitach huculskich. Jest nią afirmaćja chytrości i sprytu. W tych
wersjach nawet niepowodzenia kolejnych prób wyniesienia ziemi z dna
morskiego (uzasadniane zwykle nieposłuszeństwem Diabła wynikającym
z chęci dorównania Bogu) spowodowane są głupotą Diabła. W podobnej
atmosferze przebiega tworzenie różnych przedmiotów i zwierząt. Diabeł
tworzy, Bóg zaś wykrada jego dzieła lub zdobywa je przechytrzając swego
rywala. W ten sposób w posiadanie Boga przechodzą na przykład owce
i kozy oraz skrzypce (flojyru i trombitę zrobił Bóg, lecz Diabeł „wihadav
usu muzyku"). Rozgniewany Diabeł stworzył bardzo wielkiego wilka, aby
przestraszyć Boga, ale ten na prośbę Eliasza, jedynego przestraszonego
rozmiarami zwierzęcia, obciosał wilka siekierą. Z trzasek padających na
ziemię powstały koń, krowa, prosię, z; wiórków — robaki, natomiast
z tych, które poleciały z wiatrem — ptak oraz mucha.
Zgodnie z charakterem całego mitu wystąpienie Diabła przeciw Bogu
motywowane jest zrozumiałym w tej sytuacji gniewem; „rozlutyv sy
Tryjuda duże na Boha, ta zi złosty ehoťiv zbawyty Boha" (M 14). Wybu­
dował w tym celu młyn i w nim przygotował pułapkę •— Bóg powinien
zostać skuty łańcuchem, ale i tym razem przechytrzył on Diabła. Każąc
sobie pokazać, co ma robić, zakuł go; „win [Diabeł — przyp. RT] pocziyv
tarhaty sy, a zemly buła tonka taj z toho zawałyła sy". Diabeł wpadł
w podziemia.
Strącenie

Diabła

i powstanie

piekła

Powstanie piekła łączy się bezpośrednio z uwięzieniem Diabła. W M 14,
gdy ten szamoce się, zapada się ziemia i wpada on w przepaść. Tam jest
piekło. W tym jedynym micie brak pojawiającego się zwykle explicite lub
implicite stwierdzenia, że Diabeł będzie przykuty do końca świata. Prze­
ciwnie, zrywa się co jakiś czas, by „dopełnić" dzieło Boga przebywa­
jącego nadal na ziemi. Za pierwszym razem „zanieczyszcza" Adama (por.
„Człowiek") i dopiero interwencja ciskającego piorunami Eliasza zmusza
go do. ponownego ukrycia się w piekle — „zi strachu schowa v sy nazad
u trydewjutu zemlu". Powtórnie wyzwala się Diabeł, żeby skłonić ludzi
do grzechu. Wreszcie po to, by zamienić dziecko Ewie i skłonić Adama
do zaprzedania mu rodu ludzkiego. Od tego czasu zyskuje pomocników
zwanych w tym micie judnikami; stali się nimi ludzie słuchający podszep'tów diabelskich. Judniki przebywają na ziemi, ale raz do roku schodzą się
do piekła wysłuchać rozkazów swego władcy. Bóg natomiast żył długo
na ziemi pośród ludzi. Gdy jednak rozmnożyli się i coraz bardziej grze­
szyli „ne mih Boh miż nymy ostaty, w i n zlynuv na wysynu".
1

T

Inaczej powstanie piekła opisuje M 15. Diabeł zaczął budować
piero wtedy, gdy zdołał zmusić Adama do' zaprzedania siebie i
potomków. Odtąd ludzie po śmierci udawali się w podziemia. Ale
nadal był wolny. Szachrajstwa Boga zabierającego mu wszystko,

je do­
swych
Diabeł
co on

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

63-

21

stworzył, doprowadzają do w o j n y , w której początkowo przewagę uzy­
skały siły diabelskie, gdyż Diabeł „sobi naprotyv Boha porobyv tohdy
strivby, puszky, armaty; taki, szo typer je wsiyki do wojny mudraciji, to
w y n wże tohdy znav". Szalę zwycięstwa przechylił dopiero Yłyja (Eliasz),
który błyskawicą spalił diabelskie wojsko. Przestraszony Diabeł skrył się
do piekła ,.a on łysziyjet tut na zemny swoi słuhy-czorty". Nie wiadomo,
w jaki sposób został uwięziony w ł a ń c u c h y , ale mit stwierdza przy koń­
cu: „A wyn tam w aďi zakowanyj, bo j y k choťiv Boha w šity zamknuty,
to Boh jego zahulyv у z lancyv stały szyny у w to krisło jeho do schodniy
jmyły".
22

21

Walka sił niebieskich z diabłami jest zapewne odgłosem fragmentu Apokalip­
sy św. Jana, 12, 7-9; „I nastąpiła walka na niebie, Michał i jego aniołowie mieli
walczyć ze smokiem. I wystąpił do walki smok i jego aniołowie, ale nie przemógł
i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki smok, W ą ż
Starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię,
został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie". W wierzeniach
ludowych oraz popularnych opracowaniach Biblii, wątek ten został jednak umiesz­
czony w nieco innym kontekście. W druku z pocz. X V I w. zatytułowanym Testa­
ment Nowy i Stary po opisie stworzenia świata zgodnym w zasadzie z Pismem Św.,
znajdował się drzeworyt ukazujący strącenie Lucypera do piekła, a potem nastę­
pujący tekst: „Lucifer s pychy chciał sie bogu równy stacz / Przeto z anioły musil
z nieba wpascz", J . S a n d e c k i IMalecki], Ewangeliusz z początku
XVI w. i dwa
późniejsze
druki polskie tegoż autora, Kraków 1947. Także w Postępku prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu z 1570 г., gdzie zachował się tylko mały
fragment pierwszego rozdziału czytamy: „[...] wypędził Pan Bóg czarta z nieba, iż
się nie chciał kłaniać Adamowi w raju, ani mu służyć jako inni anieli czynili,
mówiąc: Pirwszem ja stworzenie, niźli Adam, i cudniejsze; słuszniej, aby się on
mnie kłaniał, a nie ja jemu. Przez to nieposłuszeństwo Pana rozgniewał, iż go
z nieba wypędził", Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu, wyd.
A. Benis, Kraków 1891, s. 8. Nowsze ślady w y s t ę p o w a n i a tego wątku znajdujemy
w Panu Tadeuszu A. Mickiewicza, gdy Wojski m ó w i o gwiazdozbiorze Wozu Dawi­
dowego nazywając go Wozem Anielskim: „Na nim to przed czasy / Jechał Lucyper,
Boga gdy w z y w a ł w zapasy, / Mlecznym gościńcem pędząc w cwał w niebieskie
progi, / A ż go Michał zbił z wozu, a wóz zrucił z drogi" (VIII, 81-84). Por. R. W o j ­
c i e c h o w s k i , Lucyper, [w:] Słownik folkloru
s. 207-208.
2 2

O zakuciu Lucypera w łańcuchy m ó w i Apokalipsa Św. Jana, 20, L-3: „I ujrza­
łem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i łańcuch wielki
w swej ręce. I pochwycił Smoka, Węża Starodawnego, który jest diabeł i szatan
i związał go na tysiąc lat. I strącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim
położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni. A potem ma być na
krótki czas uwolniony". Motyw ten wykorzystywany był w literaturze średniowiecz­
nej i późniejszej. W Postępku
prawa czartowskiego
s. 19, czytamy, że „Lucyper
się rozgniewa, miece się na łańcuchu", choć poprzednio nie ma mowy o zakuciu go;
być może opowieść ta znajdowała się w początkowej, niezachowanej części pracy.
W Historii o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim Mikołaja z Wilkowiecka (Kra­
k ó w 1893, s. 45) Lucypera zakuwa w łańcuch Jezus, wtrąca go do piekła i rzecze:
„Niechaj tu u słupa tego / Pląsze do dnia sądnego". Jest to, jak sądzono już daw­
niej, w ą t e k pochodzący z Ewangelii Nikodema, por. przyp. 73. Ludową jego w e r s j ę
przytacza O. K o l b e r g , Dzielą luszystkie, t. 7: Krakowskie, cz. I I I , s. 18-19.

�64

R Y S Z A R D TOMICKI

Stosunkowo wiele miejsca poświęcają mity powstaniu diabłów — „po­
mocników" boskiego rywala. Nie są one bowiem zbuntowanymi aniołami,
lecz tworzy je Diabeł. W niektórych wersjach, jak zobaczymy niżej, rów­
nież Bóg tworzy swoich „pomocników" — anioły, jednak większość X I X
i XX-wiecznych mitów, opisując szczegółowo powstanie diabłów, istnienie
aniołów przyjmuje za fakt oczywisty i nie wymagający wyjaśnień.
Najbardziej interesujący jest najstarszy wariant zawarty w micie apo­
kryficznym M 1: Diabeł ma wydobyć z dna morskiego nie tylko garść
piasku, lecz także krzemień. Bóg przełamuje go na dwie części „i ten
znajdujący się w prawej ręce kawałek zatrzymał Pan dla siebie, ten zaś
z lewej dał Satanielowi". Uderzając w posiadanie połówki laskami Bóg
i Diabeł tworzą odpowiednio anioły z Michałem Archaniołem na czele
oraz diabły.
Przekształcenie tego XVI-wiecznego wariantu spotykamy w jednym
z mitów XIX-wiecznych (M 39), gdzie Diabeł'rozłamuje krzemień i uderza­
jąc laską w kawałek trzymany w prawej ręce tworzy anioły, uderzając
natomiast w drugi, trzymany w ręce lewej — diabły.
Oba mity wprowadzają więc kolejną artykulację opozycji Bóg — Dia­
beł, t y m razem sytuującą się na „niższym" poziomie rzeczywistości. Oprócz
przeciwstawienia anioły — diabły, pojawia się także opozycja: strona
lewa — strona prawa, skojarzona explicite (przynajmniej w micie) z wła­
snościami : czyste — nieczyste albo siły boskie — siły diabelskie .
W zebranych przez nas wersjach X I X - i XX-wiecznych dominuje zde­
cydowanie odmienny pogląd na ten temat. Diabły powstają z wody strze­
pywanej za siebie przez Diabła w czasie mycia albo z jego śliny zmiesza­
nej z ziemią (w M 24 ze śliny czystej powstają anioły). Sporadycznie na­
tomiast występuje pogląd jakoby diabły były zbuntowanymi aniołami;
czasem pojawia się jako uzupełnienie którejś z poprzednich interpretacji
ich genezy.
Wydaje się, iż u podstaw tych różnorodnych rozwiązań leży milczące
założenie, iż obie grupy pomocników związane są substancjalnie, czego
najlepszym wyrazem są najstarsze znane nam teksty. Powrócimy do&gt; tej
kwestii przy końcu artykułu.
Co zaś tyczy się diabłów, podkreślić należy, że w wielu mitach mamy •
do czynienia z wyraźnym skojarzeniem ich z wodą, jeśli nie w trakcie
tworzenia (ślina lub padające na ziemię krople) to wówczas, gdy mówi się
o ich strąceniu:
23

2 3

Ludność wiejska jednomyślnie wartościowała stronę prawą jako dobrą (po­
myślną, szczęśliwą), l e w ą natomiast jako złą (por. przyp. 17). Analogie asyryjskie,
greckie, kałmuckie patrz: M o s z y ń s k i , op. cit., s. 408; tamże świadectwa o w r ó ­
żeniu z lecącego po prawej lub lewej stronie ptaka z X V I w., podobne wierzenia
z Wielkorusi, Ukrainy, Polski i Litwy (s. 408-409, 411) oraz interpretacje drżenia
powiek, kichania, potknięcia, swędzenia dłoni, „dzwonienia" w uchu (s. 412); J . T a 1k o - H r y n c e w i c z , Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi południowej,
Kraków
1893, s. 381, 392-393.

�65

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

«

M 10 — „Iiia gromownik puścił na nich grom i błyskawicę. Ilia grzmiał i strzelał
błyskawicami, czterdzieści dni i nocy padał deszcz i razem z wielkim deszczem
pospadali z nieba wszyscy diabli; jeszcze do dziś wielu z nich błąka się pod niebio­
sami jako świecące ogniki i dopiero teraz osiągają ziemię".
M 49 — „Leciał książę ciemności z nieba, z mm 9 zastępów aniołów od lewicy,
którzy się odtąd z woli Boga Ojca stali ciemnymi duchami, czyli diabłami [...]. Przez
9 nocy, 9 godzin, 9 kwadransy, 9 minut i 9 sekund spadały chóry strąconych aniołów,
wraz z księciem ciemności w postaci najdrobniejszego deszczu. Ponieważ ziemia
pływająca wśród w ó d morskich była na drodze do miejsca kędy dolecieć mieli, prze­
to dużo kropel diabelskiego deszczu spadło na ziemię i powsiąkało wszędy gęsto
po różnych miejscach, nawet dostalo się do Rajskiego ogrodu. Wówczas to w R a j u
pojawiły się obok czystych istot brzyćkie gady, w ę ż e dotąd niewidziane".

Ostatni fragment mówiący o powstaniu węży z diabłów zasługuje na
szczególną uwagę, ponieważ posiada daleko idące konsekwencje w wie­
rzeniach ludowych. Podobnie zresztą w jednym z mitów z Wołynia (M 9)
sprawcą istnienia gadów na ziemi jest Diabeł, który wydobył je z wód
kosmicznych i rozpuścił po lądzie. Szerzej o związku diabłów z wężami
mówić będziemy nieco- dalej.
Warto podkreślić fakt, że o ile pomocnicy Diabła strącani są zwykle
na ziemię, o tyle on sam zawsze dostaje się do podziemi, chociaż nie
wszystkie mity mówią wprost o piekle. Przeciwnie, słowo to pojawia się
raczej rzadko, a jeszcze rzadziej obarczone jest typowym znaczeniem
chrześcijańskim. Zresztą opisanie piekła nie jest celem żadnego z mitów,
największe znaczenie ma sam fakt strącenia i uwięzienia przeciwnika
Boga w dolnej strefie świata. Dowodem tego jest np. M 28; kiedy po bez­
owocnej próbie utopienia Boga Diabeł ze swymi pomocnikami „zasnął
tym zmęczony, Bóg z aniołami zrzucił ich do wody i poszedł do nieba
W t y m wypadku „akcja" rozgrywa się na ziemi, dostarczając doskonałego
przykładu, iż podziemia niekoniecznie muszą być rozumiane jako wnętrze
ziemi. Pamiętać bowiem trzeba, że ziemia spoczywa na wodzie, zatem
termin „podziemia" czy „piekło" obejmować może także strefę wód pod­
ziemnych. (Porównaj M 14 — „Žemly stoj it na mory, a w t i m mory je
druha žemly, widtak znov more, a potim znov žemly; se wże žemly A r i d nykowa — pękło"; także M 7).
Cały problem lokalizacji strąconego' Diabła da się rozwiązać jedynie
w kategoriach ogólnych — miejsce jego przebywania położone jest „w do­
le", w przeciwieństwie do siedziby Boga lokalizowanej w niebie — „w gó­
rze". Tylko w ten sposób można uzgodnić wszystkie ludowe poglądy,
także te, które umieszczają Diabła w górze (ma on być zakuty we wnętrzu
góry czy pod korzeniami wszechświatowego drzewa . Tak więc celem
2 4

2 4

25

„Dyabeł najgłówniejszy [...] został zakuty przez aniołów w łańcuchy i zam­
knięty w górze kamiennej", W i t o r t , Przeżytki
s. 215. „Piekło wypełniają
dyabli [...] pod rozkazami Lucypera [...], który jest przywiązany na wielkim łań­
cuchu do ogromnego pala w środku piekła", J . Ś w i ą t e k , Lud nadrabski (Od
Gdowa po Bochnię),, Kraków 1893, s. 544. Por. K o l b e r g , op. cit., s. 19, 26.
A f a n a s j e w , Poeticzeskija
t. I I , s. 544, 549-550; por. E l i a d e, Traktat
o historii religii, Warszawa 1966, s. 273, 284-287.
2 5

5 — Etnografia Polska, X X / 1

�66

R Y S Z A R D TOMICKI

omówionego epizodu mitycznego jest opisanie procesu polaryzacji obu
stwórców.
Koniec

świata

Strącenie Diabła i powstanie piekła połączone zostało w kilku mitach
z wizją końca świata, która — choć występuje stosunkowo rzadko — ma
istotne znaczenie dla całościowej wizji świata. Obraz końca świata wkom­
ponowany jest nieraz w historię pierwszych ludzi, którzy po zgrzeszeniu
dostają się we władzę Diabła i w konsekwencji przebywają po śmierci
w podziemiach. Wyzwoleniem dla nich jest śmierć Jezusa i zejście do
piekieł, skąd wyprowadza wszystkich zmarłych (szerzej na ten temat m ó ­
wimy w części „Człowiek"). A oto, co mówi jeden z mitów huculskich:
M 20 — Chrystus po zabraniu ludzi z piekła obiecuje Diabłu zapełnić je ponownie.
Ten pyta: „A jyk to sy stanet? Pry koncy świta—• odpowiada Jezus — sim rokiv ny
budez żadnoho płodu ni meży l u ď m y ni meży marzynov, ni meży zbiżorn, chlibom,
ni paszi; budet hołod użiysnyj. W tot cziys solona budet wipuszczenyj, y budet
świtam chodyty i pytaty ludyj: Chto sy myńi pidpysze, to ny me biduwaty; met
maty chlib, jisty, pyty, kuryty".

W obliczu takiej biedy wielu przystanie na propozycję Diabła. Zapełni
się piekło. Będą jednak i tacy, którzy nie ulegną pokusie. Wówczas zstąpi
z nieba Eliasz i będzie walczył z Diabłem i zostanie pokonany, a jego
krew rozleje się pó ziemi i spali ją. Niespotykane wiatry zaniosą popioły
do Doliny Józef ata. Wtedy zejdzie na ziemię Jezus'Chrystus, dmuchnie
na popiół i powstaną z niego ludzie, którzy żyli na ziemi przed jego
śmiercią. Ci wszyscy, którzy przez 4 tysiące lat szli do piekła i tam
odbyli swe męki nie wezmą udziału w sądzie. Z popiołów powstaną na­
stępnie — z ciałami i duszami — ci, co zmarli po Chrystusie. Jedni staną
na lewo, drudzy na prawo. Eliasz natomiast, gdy umrze, pójdzie prosto
do raju.
Motyw uwolnienia Diabła przed końcem świata, podobnie jak powrotu
na ziemię św. Eliasza, ma pewne analogie w B i b l i i . Występuje również
w drugiej wersji huculskiej (M 18), podług której Bóg zakuwając Diabła
w łańcuchy mówi, iż wypuści go przy końcu świata. Dalszy ciąg mitu
zaprzecza jednak tej, zaczerpniętej z doktryny chrześcijańskiej, konsta­
tacji:
28

2 6

Por. Apokalipsa św. Jana, 20, 7-10; „A gdy się skończy lat tysiąc, z więzienia
swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody z czterech k ą t ó w
ziemi". O zesłaniu Eliasza m ó w i proroctwo Malachiasza, 4, 5: „Oto J a wam poślę
Eljasza proroka, pierwej niż przyjdzie on wielki i straszny dzień Pański". Analogie
te mają jednak charakter dość powierzchowny. Strukturalnym odpowiednikiem hu­
culskiego wątku i wynikających zeń konsekwencji są natomiast starogermańskie
mity eschatologiczne (pojedynek Thora ze smakiem, śmierć Baldera), por. E . M.
M e l e t i n s k i j , Edda г rannije formy eposa, Moskwa 1968; tamże o odpowiedniości
początku i końca, mitów etiologicznych i eschatologicznych. Par. też E l i a d e ,
Sacrum..., s. 277.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

67

M 18 — „A teper kilko raz udaryt kowacz po nakowany pusio kłewcem, tilko raz
win toho Yroda-Satanu proklatu tużyt u tych lancach. A win, jyk chto umret hrisznyj, t i pide do pękła, pytaje sy: Cy sziy pyszut pysanky? Cy je sziy w e ł y k d e ń ? —
Bo jykby łyszyły pysanky pysaty, y jykby ne buło w e ł y k o d n i y , to w ż e by tohdy
buv konec świta, taj win by tohdy wyliż z tych łanciv. A ł y toto pyszut pysanky,
a je, taj bude do kinciy świta w e ł y k d e ń , to sze win ne wilize futko z tych łanciv.
A to sziy jaho bohato tużiyt w tych lancach. Ottak Satana-Yrod sydyt u krisłach".
a

W wierzeniach Hucułów nawiązujących do mitu kosmogonicznego
odnajdujemy podobne przekonanie:

27

„Tryjuda-Aridnyk, jyk by urwav sy z dwunaciyty łańciv, to ty świt skincziyjet.
Raz win buv sy urwav у chotiv ciłkom świt zihnaty do kupy. A Hospod' Boh, otec
nasz, każe jemu: Stij. J a maju biłszu poteru wid tebe. J a ne choczu świt tratyty; ja
choczu, aby ty znov buv prysyłenyj tak, abys sy nikuda ne wwychnuv". W tym
momencie ziemia rozstąpiła się i Diabeł wpadł w szczelinę. Wtedy Bóg rzekł: „Ty aż
tohdy majesz sy z łanciv urwaty, jyk d'ity ny mut chodyty u ż y w n y j czetwer za
kukucamy, a parubky jyk ne mut chodyty na wełykdeń za pysankamy po d'iwkach".

Nie ulega wątpliwości, że Diabeł dąży do zniszczenia świata, a zapo­
biega temu wykonywanie przez, ludzi pewnych czynności, będących skład­
nikami obrzędowości wielkanocnej. Podobne przekonania spotykano
w X I X wieku na terenach, gdzie nie znano — a przynajmniej nie zano­
towano — mitu kosmogonicznego. Jest to jeszcze jeden ślad wspólnoty
kultury duchowej słowiańskich społeczności chłopskich.
Wróćmy do innych obrazów kataklizmu. Kolejny mit huculski przed­
stawia go w następujący sposób:
M 14 — „Jyk wichopyt sy cziysem z pękła sam Aridnyk-tryjuda, to nastaje buriy;
win mirkuje, koły Ałej-bożyj [Eliasz — przyp. R T ] na twerdo wsne, szo jeho rozbudyty ne moż; wid toho buwaje bohato szkody: bohato ludyj, chudoby zabere płowa,
pozwaluje chaty, ta nese het, a win, szczez-by, ide u tumani, u ťimi, muzyka hraje
strach. Pryjde nad ríku, zabere widty wodu: choťby jaka buła powiń, to rika stane
jyk zarinok suchyj; win ji perenese u druhyj bik".

A więc działalność Diabła, który t y m razem może wydostawać się na
powierzchnię ziemi, charakteryzuje się dwoma cechami — powoduje on
niszczycielskie burze (porównaj wierzenia o burzach zebrane przez Mo­
szyńskiego) oraz pochłania, czy raczej „zamyka" wody. Inwersja tej dru­
giej cechy znana jest w szczątkowej wersji mitu zapisanego na Pokuciu:
M 13 — Bóg zakuł Diabła w łańcuchy i m ó w i do niego: „Na hryzy sej łańc, pokty
soncie, jak perehryzesz, to świt sie zatopyt". .

Przytoczmy jeszcze jeden przykład, pochodzący t y m razem z Lubel­
skiego, potwierdzający związek Diabła z wodami :
2 8

„Przed końcem świata woda zginie i wysechnie po rzekach i po morzach. Góry
bedo ze złota i ze śrybła i tak się bedo łyszczyć na słoniu [słońcu —• R T j , że ludzie
bedo myśleli, że to je woda. Ale że co chtóry tam przyleci, to obaczy, że to tylko je
2 7

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 38.
28 S. D ą b r o w s k a , Z Żabna, „Wisła", t. X V I I : 1903, s. 97.

�68

R Y S Z A R D TOMICKI

złoto i śrybło. Tak ludzie bedo okropelnie narzekali przez wody. Wtenczas Ancychryst będzie jeździć i wozić wode i piec żelazny. Chto przystanie do niego i napije
sie tyj wody, to będzie z napiekiem spalony w piecu".

W większości mitów wspominających o końcu świata brak tych wszyst­
kich szczegółów. Powtarza się tylko przekonanie, że Diabeł jest uwięziony
„do dziś". Jak więc widać, jedynie na Huculszczyźnie przetrwały wątki
eschatologiczno-apokaliptyczne w formie rozbudowanej, nawiązujące za­
równo do podstawowych wydarzeń mitycznych, jak i pewnych elementów
życia społecznego (obrzędów). Teksty zgromadzone przez W. Szuchiewicza,
wielość występujących w nich wątków , pozwalają sądzić, że jedynie tam
jeszcze na przełomie X I X i X X w. wizja końca świata była integralnym
składnikiem tradycyjnego kompleksu wyobrażeń o dziejach świata. Oprócz
wariantów, które można nazwać ogólnosłowiańskimi, występowały na H u ­
culszczyźnie odmiany lokalne, nie potwierdzone dotychczas dla innych
terenów. Czasem są to wersje dość tajemnicze, bardziej skomplikowane
niż mity, mimo tego, że notowane w tych samych wsiach. Brak dociekli­
wości ze strony notujących je badaczy utrudnia dziś w dużym, stopniu
pełną rekonstrukcję ich związków z kosmogonią i kosmologią społeczności
chłopskich. W jednej z takich lokalnych odmian pojawia się na przykład
postać smoka. Wiemy, że w mitach huculskich Eliasz został skrępowany.
Bóg musiał przykuć mu jedną rękę do piersi, aby swą piorunowładną siłą
nie zniszczył ziemi.'W pewnym opowiadaniu znajdujemy rozwinięcie obu
faktów na kanwie wątku końca świata :
T

2 9

„Boh pustyt druhu ruku A ł e j e w u prykowanu. Alej rozkuje żertwu [smoka —
przyp. R T ] ta Yroda [Diabła — przyp. R T ] , woda pustyt sy z peczeri ta zatopyt świt,
a Yroda pustyt takyj doszcz, szo de kapnę, tam zhoryt use; szo ne zatopyt sy, to
spałyt sy; potim zawije duch Bożyj ta zanese uwes popiv na wicznu rozprawu. Pisly
toho zahremyt Ałej, zemly pide u pryspodne nazad, wodky wona je, tohdy świt sy
skoncziyje".

Żertwę — smoka (por. dalej) łączono również z potopem biblijnym

3 0

:

„Wełyty dawały sy duże Judyty [ludzie dawali posłuch Diabłu — przyp. R T ] ;
czerez nych polynuv Boh na wysynu; widty ne mih win dywyty sy na jich hrichy;
tomu rozkázav win żertwi, aby pustyła usu wodu; win zislav na wełytiv potopu,
szo w nij het use zatopyło sy, łysz Noj [Noe — przyp. R T ] ni".

Mniej lub bardziej wyraźnie zarysowana wizja końca świata kończy
ciąg mitycznych obrazów ukazujących proces powstania kosmosu. W trak­
cie omawiania kolejnych epizodów wskazaliśmy wiele stosunkowo łatwo
uchwytnych informacji przekazywanych w opisach poszczególnych wyda­
rzeń, ujawnione też zostały niektóre aspekty relacji Bóg r— Diabeł, jak
również znaczenie tegO' układu dla interpretacji mitu. Wszystkie te usta­
lenia pomocne będą przy ostatecznej rekonstrukcji struktury kosmogonii
ludowej.
2 9

3 0

S z u с h i e w i с z, op. cii., s. 41.
S z u с h i e w i с z, op. ciť., s. 45.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

69

II
Analizę rozpocząć należy od rozbieżności na temat stanu poprzedzają­
cego stworzenie świata. Istnieją, jak wiemy, dwa warianty tej sytuacji:
1) na początku istniała tylko woda, 2) istniało niebo i morze. M i t y re­
prezentujące pogląd pierwszy nie opisują jednak jakiegoś wodnego chaosu
(chociaż wody nazywane są czasem wszechogarniającymi), który w trakcie
tworzenia zostałby uporządkowany, rozdzielony na wody górne (niebie­
skie) i dolne, jak to znamy z innych mitologii. Przeciwnie, woda jest mo­
rzem, co prawda bezbrzeżnym, ale tylko morzem, ponad którym unosi
się Bóg. Nad powierzchnią wód rozciąga się przestwór powietrzny. Wy­
daje się, że mity zawierające wariant drugi mają niejako na uwadze tę
właśnie przestrzeń i ją nazywają niebem. Te zaś, które utrzymują, iż poza
wodami nic nie istniało, nie uwzględniają przestworzy powietrznych
i stwierdzają, że niebo powstało później. Wynikałoby z tego przypuszcze­
nie, że słowo „niebo" ma w tych wersjach specjalne znaczenie, a jego
desygnat nie jest tożsamy z obszarem istniejącym ponad powierzchnią
wód kosmicznych. Powstaje więc pytanie, jakie znaczenie ma w niektó­
rych mitach termin „niebo"?
Podług znanych już wyobrażeń Bóg w pewnym momencie odchodzi
z ziemi, udaje się na „wysokość" czy na „wyżynę" i jest to równoznaczne
z lokalizacją nieba. Niekiedy Bóg „zakłada" lub buduje niebo na wyso­
kościach. Na tej podstawie sądzić można, iż słowo „niebo" łączy się z dwo­
ma własnościami: byciem na wysokości (w górze) oraz byciem siedzibą
Boga. Wówczas, gdy Bóg przebywa tuż ponad wodami lub na nowo po­
wstałej ziemi, żaden z warunków nie jest spełniony i dlatego nie może
być mowy o istnieniu nieba. Podobnie rzecz maksie z piekłem, powstają­
cym w zasadzie dopiero po strąceniu Diabła.
Nieco inaczej kwestię tę przedstawia mit huculski (M15); na początku
świata istniał ponadto gromowładny Eliasz, przebywający w obłokach
i zwany „duchem Bożym". Mamy tu do czynienia z nowym elementem —•
istota władająca ogniem niebieskim od razu lokalizowana jest wraz z nim
na wysokości. Jednak w pozostałych mitach postaci dysponujące ogniem
(Eliasz, Michał Archanioł) pojawiają się na arenie kosmicznej dopiero
wtedy, gdy Bóg przebywa już w niebie. Zauważyć należy, że w wersjach,
w których akcja mitu dzieje się na ziemi, nigdy nie ma interwencji bły­
skawic i piorunów. Diabeł spada w podziemia, gdyż załamuje się pod nim
ziemia, albo zostaje zrzucony do wody. Wszystko zdaje się więc wskazy­
wać, że również ogień niebieski konkretyzujący się w błyskawicach, zwią­
zany jest z wysokością. Sądzimy, że w tym kryje się sens rozbieżności
mitów w kwestii istnienia nieba. Warunkiem bowiem stwierdzenia pozy­
tywnego jest łączne występowanie trzech elementów: Boga, ognia i „by­
cia w górze". Bóg, który jest swego rodzaju czynnikiem sprawczym nieba
przebywa początkowo przez dość długi czas „na dole". Niebo- istnieje
wówczas tylko potencjalnie. Gdyby nasze rozumowanie byk&gt; słuszne i jeśli

�70

R Y S Z A R D TOMICKI

przyjmiemy, że w wierzeniach ludowych obowiązuje jakakolwiek logika,
a więc i konsekwencja, Bóg powinien reprezentować ogień kosmiczny —
niebieski. Powinien być jego uosobieniem. Potwierdzenie tego wniosku
znajdujemy w wierzeniach o niebie.
To, co dla społeczności chłopskich było niebem, znajdowało się poza
mającym kształt kopuły nakrywającej ziemię sklepieniem niebieskim. Tam
znajdowała się siedziba Boga. O właściwościach tego miejsca mówią po­
średnio' wierzenia o słońcu zwanym ogniskiem lub ogniem niebieskim,
bożym ogniskiem czy wreszcie bkiem, a nawet twarzą Boga. Uważano
je za otwór w kopule niebieskiej, podobnie jak błyskawice, meteoryty,
a czasem również gwiazdy za szczeliny i pęknięcia w sklepieniu. „Bardzo
pouczające jest nazywanie słońca b o g i e m albo mieszanie czy też na­
wet identyfikowanie go z Bogiem chrześcijańskim" — pisał K . Moszyń­
ski . A w innym miejscu:
3 1

32

„Bóg prawdziwie ludowy, wiejski, ten »co świeci na niebie«, czy co patrzy z nie­
ba, kiedy świeci słońce [...]. Jak dla Rzymianina sub love (albo sub love frigido)
znaczyło tyle, со »poÜ otwartym niebem«, tak pod Boga (pod Bogiem) znaczy to
samo dla dzisiejszego Bułgara. Zresztą i Słoweńcy, Serbochorwaci oraz Wielkorusi
żyją i »chodzą« pod Bogiem. Nie dziwimy się też wcale słuchając kolędy huculskiej,
co m ó w i o Bogu (niby częściowo zantropomorfizowanym niebie) z gwiazdami, słoń­
cem i księżycem na twarzy i na głowie lub dowiadując się od Łużyczan, że nie na­
leży w s k a z y w a ć palcem na słońce, księżyc i gwiazdy, by Panu Bogu oczu nie wy­
kłuć" .
33

Ognistość, najwyraźniejsza właściwość słońca i nieba, jest również
najistotniejszą cechą Boga, choć nigdzie nie wspomnianą explicite w micie
może dlatego, że była oczywista. Tym niemniej znajdujemy ją, t y m razem
wyrażoną wprost choć bez wskazania Boga, w najkrótszej chyba wersji
kosmogonicznej, jaką kiedykolwiek zanotowano wśród Słowian. Jest nią
rosyjskie powiedzenie: świat powstał z cara — ognia i carycy — w o d y .
Opozycja tych dwóch żywiołów (tu obdarzonych ponadto płcią) otwiera
w istocie każdy mit — Bóg reprezentuje (personifikuje?) ogień, Diabeł
natomiast z całą pewnością wody kosmiczne. Związki Diabła z wodami
34

3 1

W żadnym micie nie m ó w i się o stworzeniu słońca, chociaż podług M 40
istnieje ono w pewnym momencie: Gdy Bóg posiał ziemię i odszedł do nieba „zabłękitniło się niebo. Słońce zaświeciło i gwiazdy zabłysły". Można traktować ten przy­
kład jako argument za wierzeniem, że słońce jest częścią Boga — jego twarzą lub
okiem. Słońce odgrywa natomiast ważną rolę w konflikcie między Bogiem i Diabłem
w mitach serbskich, nie uwzględnionych przez nas ze względu na brak odpowied­
ników w innych regionach Słowiańszczyzny, por. D a h n h a r d t , op. cii., s. 136-137;
por. też przyp. 76. O niebie jako sklepieniu oraz jako siedzibie Boga por. W. К up i s z e w s к i, Polskie słownictwo
z zakresu astronomii i miar czasu. Stan obecny,
historia i związki słowiańskie,
Warszawa 1.974, s. 10-17.
3 2

Moszyński,
Moszyński,
t. I I I , s. 779, przyp. do
Afanasjew,
tu w formie „ogień —
3 3

3 4

op. cit., s. 443.
op. cit., s. 706; por. też A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija...,
s. 153.
Poeticzeskija..., t. I I , s. 468; także, t. I I I , s. 2, przyp. 2 —
car, woda — caryca, powietrze -— pan".

�71

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

kosmicznymi podkreślane są w takiej czy innej formie przez każdą wersję
mitu. Jest on w swej istocie postacią par excellence akwatyczną: przeby­
wa w pianie morskiej, a potem wyłania się z niej jako' amorficzny stwór,
uzyskujący dopiero dzięki pomocy Boga postać antropomorficzną. Kiedy
indziej występuje w postaci ptaka wodnego (kaczki, nura); wreszcie nur­
kuje po garść piasku. Niektóre mity mówią ponadto, iż został strącony
pod wodę i tam przebywa (natomiast Diabeł chcąc zrzucić Boga do wody
liczył na jego utopienie).
Akwatyczne koneksje Diabła ujawniają się w pełni w wizjach końca
świata. Ma on wówczas zatopić świat albo uwięzić wodę. Obie możliwości
wynikają z posiadanej przezeń zdolności „wiązania" czy „zamykania"
wód. Ten podstawowy rys mitycznej postaci Diabła łączy go^ bezpośrednio
ze smokiem. O ile we wspomnianych poprzednio mitach huculskich sko­
jarzenie to jest dość luźne, o tyle jedna z białoruskich wersji kosmogonii
utożsamia ich, nazywając Diabła smokiem . Skojarzenie to było zresztą
popularne nie tylko&gt; wśród społeczności chłopskich .
Smok w wierzeniach ludowych to potwór charakteryzowany przede
wszystkim posiadaniem zdolności pochłaniania w ó d . Ona decyduje
35

36

3 7

3 5

P. W. S z e j n, Matierialy po izuczeniju byta i jazyka russkogo
nasielenija
siewiero-zapadnogo krają, Sankt-Petersburg 1902, t. I I I , sż 312, cyt. za: K . D. L a u s z k i n , Baba-jaga i odnonogije bogi (K izuczeniu woprosa), [w:] Folklor i etnografija, Leningrad 1970, s. 184. Smoki nosiły różne nazwy u różnych grup słowiań­
skich: bułg. — chała, láma albo lamija, serbochorw. — bala, ala, aždaha
albo
aždaja, aždáva (por. perskie aždaha, baszkirskie aždachá), uraiń. — jaźe,
pyjavyéa,
białorus. — сток, czeskie — zmok, zrnek, na Spiszu — siarkań, u Hucułów — gótycia; patrz: M o s z y ń s k i , op. cit., s. 468, 479, 579-581; Ch. W a k a r e l s k i ,
Et­
nografia Bułgarii, Wrocław 1965, s. 212, 216, 224; A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija...,
t. I I , s. 560; S z u c h i e w i c z , op. cit., t. I V , s. 345; G r z e g o r z e w s k i , op. cit.,
s. 64.
W sztuce chrześcijańskiej i ludowej często wyobrażano Diabła w postaci
smoka, do czego inspiracją były cytowane fragmenty Apokalipsy św. Jana oraz inne
fragmenty Pisma św. wraz z faktem utożsamienia rajskiego węża z Diabłem. O smo­
ku w Biblii patrz: Encyklopedia kościelna, Warszawa 1903, t. 26, s. 30-31;
Podręczna
encyklopedia biblijna, red. ks. E . Dąbrowski, Poznań — Warszawa — Lublin 1960,
hasło „Lewiatan"; W. T у 1 о с h, Kosmogonia Starego Testamentu, ,,Euhemer",
R. X V I I I : 1974, nr 3, s. 41-65; przykłady ikonograficzne, T. S e w e r y n , Ikonogra­
fia etnograficzna, „Lud", t. X X X V I I I : 1947, s. 229, 253, 275.
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., s. 468. Na uwagę zasługuje związek smoka (żmii)
z ciemnościami, mający koneksje kosmogoniczne. Np. w bajkach rosyjskich smok
jest sprawcą ciemności, Iwan Popiałow — jeden z bohaterów smokobójców —•
zabija go, rozłamuje łeb „i w tej minucie na całej ziemi stał się biały świt"; kiedy
indziej smok pożera księżyc i gwiazdy; w bajkach fińskich trzy żmije pożerają
księżyc, słońce i jasną zorzę; wg Bułgarów w dawnych czasach zła baba porwała
księżyc, ten uwolniwszy się przeklął ją i baba przemieniła się w żmiję, od której
pochodzą wszystkie ziemne gady. Pożerała ona ludzi „i zniszczyłaby cały świat,
ale święty Georgij zabił ją", por. A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I I , s. 535, o dro­
gocennych kamieniach znajdowanych w głowie zabitej żmii (smoka), tamże, s. 544;
o strzeżeniu przez smoka maści leczącej ślepotę, tamże, s. 549-550; por. wierzenia
3 6

3 7

�72

R Y S Z A R D TOMICKI

o wszystkich niemal innych cechach przypisywanych smokom. Mają one
nosić lub „prowadzać" chmury, z którymi są niekiedy utożsamiane, spusz­
czać ulewne deszcze i grady, albo na odwrót — nie wypuszczać „zamknię­
tych" wód powodując susze. Zdolność „wiązania" czy „zatrzymywania" ro­
zumieć należy jednak znacznie szerzej. Określa ona bowiem każdy rodzaj
działalności smoków. Najogólniej mówiąc zatrzymują one życie, a przeja­
wia się to szczególnie jaskrawo w niszczeniu zasiewów, pożeraniu kwitną­
cych zbóż i zwierząt domowych, zabieraniu krowom mleka itd. Efektem
posiadania negatywnie ocenianej cechy „wiązania" jest więc w każdym
przypadku destrukcja. W pieśniach, bajkach, legendach ilość jej form jest
bardzo duża — smoki strzegą dostępu do źródeł, szczególnie do źródła
„żywej wody", zamykają drogi i wąwozy, pożerają ludzi, zatrzymują
orszaki weselne itd. Dodać należy na marginesie, że przy opisach takich
sytuacji smoki kojarzone są nierzadko (podobnie jak diabły) z tzw. de­
monami wodnymi, którym przypisywano podobne cechy .
3S

Zgodnie z wierzeniami ludowymi smoki powstają w wyniku transfor­
macji węży, żmij, żab, czasem nawet jaszczurek, które jeśli przez określo­
ny czas nie mają kontaktu z ludźmi (nie widzą człowieka, nie słyszą jego
głosu lub dźwięku dzwonów) przeistaczają się w potwory. Z kolei gady
(wspominają o t y m niektóre mity) wywodzone są od Diabła. W micie
z Wołynia Diabeł wydobywa je z wód kosmicznych i rozpuszcza po ziemi.
Kiedy indziej powstają z kropel deszczu, w której to postaci spadały
z nieba diabły. W tym ostatnim szczególnie wypadku utożsamia się węże
z diabłami, pomocnikami, rywala Boga. Aby uzupełnić poglądy na genezę
gadów dodajmy, że w niektórych środowiskach ludowych krążyły legendy
mówiące, iż węże powstały z prochów mitycznego smoka, pokonanego on­
giś i spalonego przez św. Jerzego ' .
Źródeł tożsamości węża i diabła szukać należy, jak wiadomo, w egze-gezie znanych powszechnie fragmentów Księgi Rodzaju. Jednak w wie­
rzeniach chłopskich skojarzenie to miało inne nieco- znaczenie. Wiadomo
przecież o wielkim szacunku, jakim obdarzane były węże. W przeciwień­
stwie do smoków uważano je za istoty pożyteczne, a nawet konieczne dla
pomyślnego egzystowania ludzi. Na niektórych obszarach Słowiańszczyzny
otaczano je rodzajem kultu (m. in. Polska, Białoruś, Bułgaria). Pozytywne
wartościowanie węży ma, jak się wydaje, bezpośredni związek z przypi­
saniem im łączności z telluryczną, urodzajną sferą kosmosu. Stąd w prze­
świadczeniu społeczności chłopskich opiekować się one miały szeroko por 9

o napadaniu i pożeraniu ciał niebieskich jako przyczynie zaćmienia, M o s z y ń s k i ,
op. cit., e. 274, 449-451, 453, 580. Tam też o strzelaniu jako środku zapobiegawczym.
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., s. 487.
D a h n h a r d t , op. cii., t. I I I , s. 169; por. H. P e r l s , Wąż w wierzeniach ludu
polskiego, L w ó w 1937, s. 92; w bajkach niejednokrotnie bohater walczący ze smo­
kiem spala go, np. węglem, A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I I , s. 544; por. buł­
garską legendę o babie-żmii, od której pochodzą gady, przyp. 37.
3 8

3 9

�73

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

jętą płodnością — nie tylko płodami rolnymi, lecz także małymi dziećmi
i nowo narodzonymi zwierzętami domowymi. Niemniej jako- istoty gene­
tycznie związane ze sferą wód kosmicznych zachowały cechy akwatyczno-chtoniczne, wyrażające się nade wszystko w potencjalnej zdolności prze­
miany w smoki, ale również w ich związkach z duszami zmarłych itd.
To, co w ludowych wyobrażeniach o naturze węży wydawać by się
mogło sprzecznością — uważanie ich z jednej strony za pierwszą fazę
transformacyjną smoków, a z drugiej za istoty pożyteczne dla człowieka —
jest prostą konsekwencją ich ambiwalentnej natury. W pewnym stopniu
odnosi się to- również do- diabłów, chociaż one nie przedstawiają już tak
jasnego obrazu.
Jeżeli założymy, iż ów legendarny smok pokonany przez św. Jerzego,
z którego powstać miały węże, był potworem akwatycznym (do czego są
wszelkie dane), to otrzymamy następujący ciąg transformacji w świecie
gado-potworów:
SMCK!

Ingerencja

cztowieka

~~"( k o n t a k t )

KONTYNUACJA

POSTACI

Analogią tego schematu jest prezentowana przez mity historia diabłów..
Podług nich Diabeł jest istotą akwatyczną. personifikacją wód kosmicz­
nych, ale stworzeni przez niego pomocnicy — głównie diabły, związani
są ze strefą ziemską. Wszystkie wersje mitu podkreślają konsekwentnie,
że diabły spadły na ziemię i tam przebywają działając niejako w imieniu
swego władcy, uwięzionego w podziemiach. Nie są już istotami akwatycznymi, zauważmy bowiem, że mity podkreślają nie tylko miejsce ich prze­
bywania, lecz także fakt powstania ich już to z wody (albo śliny) zanie­
czyszczonej ziemią, już to (również przy udziale Diabła) z krzemienia. Oba
warianty mają naszym zdaniem ten sam sens, co wspominane przez, le­
gendę o św. Jerzym powstanie z popiołów spalonego smoka. Wydaje się,
że można je wszystkie wyjaśnić w jeden sposób — istoty pochodne od
Diabła lub Smoka (bohatera mitycznego) nie mogą być z nim identyczne,
nie reprezentują też w czystej formie właściwości swego poprzednika czy
stwórcy. W ich stworzeniu ma bowiem udział element wtórny albo przy­
najmniej powstają z połączenia dwóch elementów pierwotnych. Na ten
fakt zdaje się wskazywać podkreślanie w mitach roli ziemi lub ognia
(ziemskiego?) w ich powstaniu. Ponadto, a może nawet przede wszystkim,
sam fakt pochodzenia z innego, niższego niż obaj stwórcy, poziomu chro­
nologicznego przesądzać powinien o ich miejscu w hierarchicznym po-

�74

RYSZARD TOMICKI

rządku wszechświata. Strukturalnie rzecz ujmując jest to miejsce pośred­
nie pomiędzy strefą podziemi i strefą ziemską.
Podobieństwa historii węży i diabłów prowadzą jednak do momentu,
w którym korelacja między obu szeregami staje się niejasna. Gdy przed­
stawimy je w następującej postaci:
Smok
Diabeł

&gt;

węże

&gt; smoki

&gt;• diabły

*

?

nasuwa się pytanie: co w szeregu „diabelskim" jest korelatem ostatniego
elementu z szeregu „wężowego"? Najprościej byłoby przyjąć, że wierze­
nia ludowe kształtowane — przynajmniej w tej materii — pod przemoż­
nym wpływem nauk kościelnych, tracą swą konsekwencję. Diabły bowiem
nie podlegają dalszym metamorfozom. Przypisuje się i m jednak wielo­
krotnie cechy i właściwości smocze (m. in. powodowanie wichur, sprowa­
dzanie ulew; podobnie jak smoki diabły zabijane są przez piorunowładcę,
itp.), co uznać można za uzupełnienie naszego schematu. Przyjęcie tego
rozwiązania nie wyczerpuje bynajmniej możliwości interpretacji. Swego
rodzaju analogią do poczynań smoków w skali ziemskiej są bowiem rów­
nież przewidywane działania uwolnionego Diabła.
Jak na co dzień smoki powodują — najogólniej mówiąc — susze lub
powodzie, podobnie Diabeł urwawszy się z łańcucha przy końcu świata
będzie sprawcą potopu albo pozbawi ziemię wody. Odpowiedniość między
przedstawionymi wyżej szeregami istnieje więc także w dwóch różnych
skalach czasowych:
POCZĄTEK

WSPÓŁCZESNOŚĆ

KONIEC

NIEBO
Diaber wolny

w ę ż e laiabfy) ^ZIEMIA

Diaber uwolniony
A

— » • smoki
Diaber
. POD­
uwięziony ZIEMIA

Odmienność skali chronologicznej oraz cech działania wiąże się po­
nownie z odmiennością diachronicznego poziomu pochodzenia. Diabeł/Smok
włada wodą kosmiczną, smoki ziemskie natomiast wodą ziemską.
Przejdźmy teraz, do kolejnych epizodów mitu, by ukazać, że nie jest
on tylko legendą o powstaniu ziemi, lecz mówi w rzeczywistości o stwo­
rzeniu świata, opisując zarówno jego, strukturę jak i zasadę dynamiki.
Uformowanie ziemi i rozdzielenie nią wód kosmicznych od powietrz­
nych przestworzy jest równoznaczne z ustanowieniem w kosmosie po­
rządku wertykalnego. Przestrzeń podzielona zostaje na trzy ułożone ponad
sobą strefy. Jednak w świetle znanych nam mitów niejasna pozostaje
kwestia wyodrębnienia i oddzielenia nieba jako odrębnej od powietrza

�75

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

strefy. XIX-wieczne wersje nie wspominają o niczym, co uznać by można
za akt ustanowienia „granic" nieba. Tylko jeden z wariantów mitu apo­
kryficznego zawiera zagadkowe dla jego dawnych komentatorów stwier­
dzenie, będące najprawdopodobniej brakującym nam ogniwem. Oto po
strąceniu zastępów diabelskich „Pan umieścił Archanioła Michała ponad
wszystkimi zastępami anielskimi i Anioł rzekł (?) i niebo zostało zam­
knięte" .
Warunkiem trwania trój strefowego porządku świata jest polaryzacja
stwórców. Chociaż rozwój sytuacji po utworzeniu ziemi opisywany bywa
rozmaicie — raz Diabeł podąża za Bogiem do nieba chcąc dostąpić takich,
jak on zaszczytów, innym razem dewastuje znajdującą się w jego' władaniu
ziemię — ze wszystkich znanych wersji wynika, że strącenie Diabła
podyktowane jest troską o los wspólnego dzieła, o zachowanie życia w kos­
mosie. Dominującą rolę w ostatnim akcie kreacji odgrywa ogień niebieski
(błyskawice i pioruny), którym włada najczęściej istota będąca aktywnym,
dysponującym siłą fizyczną alter ego Boga. Nieraz dokonuje tego sam
Bóg wykorzystując również ogień niebieski . Wraz z uwięzieniem Diabła
i powstaniem trzeciej, przeciwległej do nieba strefy — podziemi, świat
zostaje ostatecznie uporządkowany:
40

41

Niebo — Bóg
Ziemia
Podziemia — Diabeł

Ta trójdzielna struktura przestrzenna, jeśli przełożyć ją na przestrzen­
ny układ bóstw, czy też istot nadprzyrodzonych, przybiera postać bardziej
skomplikowaną. Ziemia jest bowiem polem działania pomocników Diab­
ł a — diabłów, gadów i smoków. Odchodzący do nieba Bóg wyznacza
również swego' „namiestnika" do- spraw ziemskich. Według wierzeń hucul­
skich była to wspomniana już tajemnicza istota, zwana
żertwą :
12

4 0

D a h n h a r d t , op. cit., t. I, s. 44. W M 39 (Wielkorus) m ó w i się o budowaniu
kolejnych poziomów nieba. Diabeł zostaje strącony wraz z 8 niebem, ponad ziemią
pozostaje ich 7. Mamy tu do czynienia z w p ł y w e m kosmologicznych wierzeń ludów
azjatyckich, np. Samojedzi umieszczali bóstwo Num w 7 niebie, według Jakutów
Utun ajy tojon lub Aibyt aga (Aga — „ojciec") przebywa w 7 niebie, por. E l i a d e ,
Traktat..., s. 64-65, 68.
Diabeł czasem także włada ogniem (np. M1), ale ma on mniejszą siłę niż
ogień niebieski. Powtarza się to w wierzeniach, bajkach, legendach i bylinach,
gdzie smoki zieją ogniem a równocześnie od ognia giną. Pomijając skojarzenie
z ogniem piekielnym, które mogło w y w r z e ć piętno na tych wyobrażeniach, zazna­
czyć należy, że w niektórych mitach Diabeł jest twórcą ognia (ogniska), ale Bóg
używając podstępu odbiera mu go. W innym micie huculskim ogień tworzy Bóg
i ofiarowuje go Adamowi. Diabeł plując zanieczyszcza ogień powodując powstanie
dymu — taki też ogień pozostaje we władaniu człowieka. Afanasjew
(Poeticzeskija...,
t. I I , s. 6-7) przytacza za starym apokryfem wierzenie, że ogień zapalony od słońca —
oka bożego — przyniósł na ziemię sw. Michał Archanioł.
S z u c h i e w i c z , op. cit., t. I V , s. 30; o walce ze smokiem zamykającym
w o d ę por. np. G r z e g o r z e w s k i , op. cit., s. 64.
4 1

4 2

�76

R Y S Z A R D TOMICKI

„Jyk namnożyło sy ludyj, szo dawały sy duże Judyty, piszov Boh na wysynu
i wibrav sobi powirnycu: żertwu. Wona buła zrazu taka jyk czołowik. Na hori, wy­
soko meży nebom a zemłev, de wona syd'iła, rosły łysz afyny; żertwa żywyła sy
nymy; wid toho buła wona czysta, Boh posyíav ji na žemlu, aby wona powistuwała,
szo ďije sy na žemly; neraz zsylav ji Boh na zemiu karaty ludyj wohnem. Jyk Boh
posylav j i na žemlu, to wona prokydała sy u hadynu z kryłamy, a na kincy fosta
ji buła pociyrka, szo na uwes świt śwityła".

Pewnego jednak razu, gdy Bóg posłał żertwę, aby zobaczyła czy l u ­
dzie modlą się, przebywała ona wśród ludzi dość długo i zgłodniawszy
najadła się ścierwa, które pozostało po potopie. Przypełzła na górę „na
czerewi", gdyż nie mogła z przejedzenia lecieć. Za karę Bóg pozbawił ją
na zawsze możliwości latania i uczynił strażnikiem źródła z wodą, skąd
nie mogła się ruszyć. Aby jednocześnie ukarać ludzi*(nie wiadomo za co)
rozkazał żertwie puszczać wodę tylko' wtedy, gdy ludzie przyniosą jej
dziewczynę lub chłopca do pożarcia. Uwolnił ich od żertwy „takyj człowik-sjyteć, szo j i ubyv у z toho cziysu stało bohato wody na zemły".
Przytaczamy tę opowieść w obszernym skrócie, ponieważ zawiera ona
doskonałą charakterystykę dwóch różnych istot mitycznych. Zauważmy
bowiem, że cechy przypisywane żertwie przed i po ukaraniu są w stosun­
ku do siebie opozycyjne:
I
przebywanie na górze
spożywanie jagód (czystość)
fruwanie
władanie ogniem

II
przebywanie na dole (na ziemi?)
spożywanie ścierwa (nieczystość)
pełzanie (niemożność fruwania)
władanie w o d ą

Kolumna I charakteryzuje „namiestnika" boskiego, w t y m wypadku
żertwę, ale można cechy te rozciągnąć na wszystkie istoty pełniące t ę
funkcję, a więc przede wszystkim na piorunowładców. Prócz znanych
nam już Michała Archanioła i św. Eliasza odnosi się to również do Żmija.
Zanim poświęcimy nieco' więcej uwagi tej ostatniej postaci dodajmy, że
kolumna I I opisuje doskonale postać smoka (por. wyżej). Podług wierzeń
ludowych, a także legend, pieśni oraz. bajek smoki przebywały w miej­
scach usytuowanych pomiędzy strefami ziemi i podziemi, a więc w jaski­
niach, jamach (por. ikonografię tematu św. Jerzy i smok), pod korzeniami
drzew (szczególnie drzewa kosmicznego lub jego' bajkowego odwzorowa­
nia), w rzekach, jeziorach, morzach. Wszystkie wspomniane miejsca są
symetryczne do pierwotnej siedziby żertwy — „na hori, wysoko meży
nebom a zemłev". Smoki były ponadto strażnikami źródeł, a zwłaszcza
źródła żywej wody. Wreszcie wzmianka o zabiciu żertwy przez „świętego
człowieka" niedwuznacznie nawiązuje do- bardzo rozpowszechnionego na
całym obszarze Słowiańszczyzny wątku walki bohatera ze smokiem. Nie­
wykluczone, że w powyższym opowiadaniu mamy więc do czynienia ze
śladem wierzeń o transformacji istoty czystej, bożego namiestnika w isto­
tę nieczystą, smoka. W świetle innych danych można jednak przypuszczać,
iż wierzenie to stanowi zbitkę identyfikującą mylnie dwie różne postaci.

�77

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

Opis żertwy i jej funkcji przypomina wspomnianego już Żmija, istotę
występującą w wierzeniach wszystkich niemal grup słowiańskich . O ile
na obszarze północnej, zachodniej i częściowo wschodniej Słowiańszczyzny
był on w końcu X I X wieku już tylko rodzajem demona domowego, o tyle
u Słowian południowych, przede wszystkim w Bułgarii i Serbii, oraz
u niektórych Słowian wschodnich Żmij uważany był za władcę piorunów.
Na tym znanym z zachowawczości kulturowej terenie przetrwały wierze­
nia pozwalające sądzić, że Żmij jest archaiczną formą istoty piorunowładnej. Jak stwierdza Moszyński, w niektórych okolicach utrzymywano, iż
Żmijowie rodzą się z kobiet zapłodnionych przez promień świętej góry .
Miały to być istoty antropomorficzne, posiadające zdolność przybierania
postaci ptasiej, obdarzone skrzydełkami oraz wężowym ogonem. Podobnie
przedstawiano nieraz ptaki uważane za wcielenia istot mitycznych, np.
orła czy mitycznego koguta z wężowym ogonem walczącego z alą (smo­
kiem) w sztuce Słowian p o ł u d n i o w y c h . Funkcje, jakie pełnił Żmij wed­
ług południowosłowiańskich wierzeń, odpowiadają w pełni funkcjom piorunowładców z pozostałych regionów Słowiańszczyzny. Walczył on przy
pomocy błyskawic i piorunów z „'zamykającymi" wody smokami, opieko­
wał się płodnością itp. Żmij jest ponadto jedyną w wierzeniach ludowych
postacią, która doskonale zachowała dość typową cechę bóstw piorunowładnych — aktywność seksualną. Jest on „samcem par
excellence".
W tym Eliadowskim określeniu mieszczą się nie tylko jego- właściwości
zapładniające, siła rozrodcza przejawiająca się w sferze agrarnej, lecz tak­
że aspekt seksualno-erotyczny tej postaci (powszechnie znanym przykła­
dem samczości bóstw piorunowładnych jest historia Zeusa i Ledy). W tra­
dycji Słowian południowych Żmijowie mieli lubować się w „towarzystwie
dziewcząt czy kobiet", jak oględnie pisze K. Moszyński . W rzeczywi­
stości, co wynika z innych tekstów (Serbia, Bułgaria, Ukraina ) , Żmijo43

41

45

46

47

4 3

O terminologii i mieszaniu smoka ze Żmijem por. moją recenzję z pracy
H. Czajki, Bohaterska epika ludowa Słowian (Struktura treści), „Etnografia Polska",
t. X I X : 1974, z. 2. Nazwy tej istoty u wszystkich niemal Słowian były zbliżone:
pol. — żmij, żmij, Wielkorus. — zraij, zmiej, bułg. — zmej, serbochor. i słoweńskie —
zmaj, grmłużyc. — zmij, por. M o s z y ń s k i , op. cit s. 578; A. C e r n y ,
Istoty
mityczne Serbów łużyckich, „Wisła", t. V I I I : 1894, s. 645 п.; W a k a r e l s k i , op. cit.,
s. 224; S. K u l i s i ć, P. Ż. P e t r o v i ć, N. P a n t e l i ć , Srpski mitołoski
rječnik,
Beograd 1970, hasło „zmaj"; A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I I , s. 510-518 (tam
o utożsamieniu Żmija z błyskawicą, gromem i piorunem m. in. w zagadkach ludo­
wych) ; S. Z e с e v i ć, Zmaj u narodnom verovanju
severoistočne
Srbije — sa
slovenskim i bałkańskim
paralelama, „Makedonski Folklor", I I : 1969, broj 3-4,
s. 361-368.
w

4 4

M o s z y ń s k i , op. cit., s. 652, przyp. 1.
O orle — M o s z y ń s k i , op. cit., s. 569; por. K u l i s i e , P e t r o v i ć, P a n ­
t e l i ć , op. cii., hasło „zmaj".
M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 1, s. 273, 653; t. I I , cz. 2, s. 744 — pieśń buł­
garska o zaślubinach Żmija z kobietą.
Por. przykładowo pieśń o księżnej Milicy odwiedzanej nocami przez Żmija —
„Zjawia się on zawsze nocą, do domu dostaje się przez okno lub przez komin. Zaw4 5

4 6

4 7

�78

RYSZAKD

TOMICKI

wie z ochotą nawiązywali związki płciowe z ziemskimi kobietami, a rodzili
się z nich odmieńcy, których np. w Bułgarii ceniono bardzo, ponieważ
mieli przynosić szczęście całej rodzinnej wsi. Wyrastali z nich „junacy
obdarzeni niezwykłymi zaletami umysłu i niebywałą s i ł ą " . Stosunek
ludzi do dzieci Żmijów i kobiet był więc diametralnie odmienny od sto­
sunku do bardziej znanych m. in. w Polsce potomków demonów wodnych,
np. boginek, uważanych powszechnie za matołków.
Nie wnikając bliżej w genetyczno-historyczne aspekty postaci Żmija
dodajmy tylko, że znane nam wyobrażenia jego kształtu oraz właściwości
są analogiczne do pierwotnej postaci żertwy. Niewykluczone, że w opo­
wiadaniu Hucułów zachował się w zniekształconej formie ślad ogólnosłowiańskiej istoty piorunowładnej mającej wężopodobną, skrzydlatą i prze­
de wszystkim ognistą postać .
W żadnym z mitów kosmogonicznych nie spotykamy śladu Żmija.
Piorunami władają święci Michał lub Eliasz, a nieraz sam Bóg. Ich inter­
wencja wieńczy dzieło' stworzenia kosmosu. Trzeba tu dodać, iż w świetle
większości wersji udział „boskiego pomocnika" jest niezbędny, ponieważ
Bóg jest bezsilny w stosunku do Diabła. Dysponuje co prawda mocą
tworzenia życia, ale — jak dobitnie stwierdza jedna z wersji huculskich —
sam nic nie może zrobić. Brak mu siły fizycznej. Bezsilność, a nawet
bezradność Boga podkreślana jest także przez te mity, które opisują jego
niewiedzę co do sposobu odzyskania zmarłych zaprzedanych Diabłu (por.
część „Człowiek"). Zadanie to przejmuje na siebie pomocnik — wojownik
wyposażony w błyskawice i pioruny. W rzeczywistości piorunowładca
48

4 9

50

sze udaje się wprost do łóżka i pozostaje tam do świtu", C z a j k a , op. cit, s. 143144. Do wielu wątpliwości i błędnych interpretacji w tej książce zaliczyć wypada też
wniosek autorki, jakoby „żmij i jego kontakty z kobietą" = „wąż w roli kusiciela
i zdobywcy" oraz konkluzję: „Analogia do wersji biblijnej jest tak wyraźna, że
można chyba bez większego ryzyka wysunąć hipotezę, iż został on zapożyczony
z Biblii, której treść docierała do ludu również głównie drogą opowieści ustnych"
(s. 145).
M o s z y ń s k i , op. cit., s. 653. Por. też Ju. I . S m i r n o w, Sławjanskije
epiczeskije tradicii. Probliemy ewolucii, Moskwa 1974, s. 113.
R. T o m i c k i , Żmij, Żmigrody,
Wały Żmijowe.
Z problematyki religii przed­
chrześcijańskich
Słowian, „Archeologia Polski", t. X I X : 1974, z. 2, s. 483-508. Infor­
macje o Żmiju z X I , X I I , X V I i X V I I w. patrz: A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija...,
t. I I , s. 510-511. Por. też K . D. L a u s z k i n ,
Dieriewjannaja
jigurka
antropomorfnogo suszczestwa iz Staroj Ładogi, [w:] Folklor i etnografija russkogo siewiera,
Leningrad 1973, s. 250-279.
B ó s t w o władające piorunami występujące w wężo(smoko)podobnej, ale ogni­
stej postaci znane było wśród wielu l u d ó w Eurazji. Przykładem wierzenia wepół' czesnych Mongołów: L u u — „mocarna istota przebywająca pośród bogów niebiań­
skich", „Określają L u u jako smoka lub gryfa z ognistym ogonem", „Luu — to zło­
wieszcze stworzenie; przypomina smoka. Stwór ten, miotając ogonem, w y w o ł u j e
błyskawice", „Mówią, że to smok w niebiosach żyjący", J . O l ę d z k i , Chün bajna,
„Etnografia Polska", t. X V I I : 1973, z. 2, s. 131. Osetyńcy natomiast uważali Żmija
noszącego błyskawice za wcielenie św. Eliasza i składali mu ofiary (poł. X I X w.),
A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I , s. 483.
4 8

4 9

5 0

�79

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

przejmuje także inne funkcje pełnione dotychczas przez Boga, który od­
chodząc do nieba staje się klasycznym deus otiosus . Św. Michał (lub
Eliasz) sprawuje rolę namiestnika boskiego na ziemi.
Pojawienie się w akcji istoty pior uno władnej zmienia istniejącą dotąd
sytuację. W miejsce początkowej opozycji binarnej Bóg — Diabeł, poja­
wia się trójmian, mający jednak nadal charakter opozycji, tyle że jeden
z członów jest dwuelementowy:
51

(Bóg)
Piorunowładca
Diabeł

Schemat ten opisuje i wyjaśnia istotę dynamiki kosmosu. Przeciwsta­
wienie św. Michał (Eliasz) — Diabeł nie jest równoważne, gdyż między
tymi postaciami istnieje różnica poziomu pochodzenia, a co za t y m idzie
różnica miejsca w hierarchii bytów. Innymi słowy, równoważnym przeciw­
nikiem Diabła jest w zasadzie wyłącznie Bóg — obaj istnieją od początku
świata. Z tego jednak względu sam Bóg także nie może pokonać prze­
ciwnika. Znamiennym faktem jest podkreślana przez najpełniejsze wersje
mitu dwufazowość walki między nimi. W pierwszej fazie Diabeł zyskuje
przewagę nad walczącymi po stronie Boga aniołami, w drugiej natomiast
szalę zwycięstwa na korzyść sił niebieskich przechyla — w zależności od
tego, kto uwikłany jest bezpośrednio w walkę — św. Michał (Eliasz) lub
Bóg. To dwojakie rozwiązanie zdaje się wskazywać, iż pokonanie Diabła
przez jedną tylko ze wspomnianych istot jest niemożliwe. Bogu, jak już
kilkakrotnie wspominaliśmy, brak siły fizycznej, zaś piorunowładca w hie­
rarchicznym porządku świata zajmuje w stosunku do Diabła pozycję pod­
legania. Mogą natomiast dokonać tego obaj. Dlatego też św. Michał
(Eliasz) ucieka się bardzo często do pomocy Boga (i odwrotnie) przeja­
wiającej się zresztą w różnych formach. W najstarszych apokryficznych
wersjach m i t u Bóg nadaje mu postać mnicha i to „powołanie się" na moc
atrybutów chrześcijańskich decyduje o powodzeniu. Nieraz pomoc udzie­
lona zostaje przez akt błogosławienia, czyli przekazanie części magicznej
mocy Boga .
52

5 1

Czasami Bóg nie tylko włada piorunami, ale przejmuje także funkcje innych
świętych, np. posiada władzę nad wilkami co zwykle przypisywane bywa św. Jerze­
mu, M o s z y ń s k i , op. cit., s. 573. Dwoisty obraz Boga w tradycji ludowej —
z jednej strony pasywny deus otiosus, nie ingerujący w sprawy ziemskie, z drugiej
zaś Bóg aktywny, któremu przywrócone niejako zostają funkcje świętych — ma ana­
logie w wierzeniach np. azjatyckich. Eliade analizując wierzenia l u d ó w uralsko-ałtajskich o bogu nieba gotów jest tłumaczyć pasywność tego bóstwa brakiem inge­
rencji „historii" w życie społeczeństwa, natomiast przybieranie przezeń cech wojow­
nika, aktywnego suwerena uważać za wyraz określonych zjawisk społeczno-kulturo­
wych, E l i a d e , Traktat..., s. 68 n.
5 2

łow,

Mityczna walka znalazła odbicie w wielu tekstach ludowych, por. B. P u t i Russkije
i jużnoslawianskije
epiczeskije pieśni o zmieieborstwie,
„Russkij

�80

R Y S Z A R D TOMICKI

Pokonanie Diabła kończy proces tworzenia kosmosu, zamyka ciąg diachronicznych wydarzeń. Równocześnie powstaje ostateczna struktura
świata. Przedstawiony wyżej układ istot nadprzyrodzonych skorelowany
jest z. trzema strefami świata — piorunowładca bowiem, jak wiemy, pełni
w strefie ziemskiej funkcję boskiego namiestnika. W przeciwieństwie do
czteroelementowej, statycznej struktury horyzontalnej (por. Formowanie
ziemi) struktura wertykalna jest dynamiczna. Opisuje ona aktywny aspekt
ś w i a t a . Jej trwanie stanowi warunek istnienia świata. Mówią o tym
najwyraźniej opisy końca świata, a szczególnie ten, który stwierdza, że
obwieszczony on zostanie nie tyle przez; uwolnienie Diabła, ile przez
śmierć walczącego z nim Eliasza. Gdy zginie piorunowładca nastąpi po­
wrót do sytuacji wyjściowej. Miejsce triady: (Bóg) Piorunowładca — Dia­
beł, zajmie pierwotna pozycja binarna: Bóg — Diabeł. Według mitu
huculskiego, wykazującego' zdecydowanie wpływ doktryny chrześcijań­
skiej, nastąpi wówczas interwencja Chrystusa i sąd ostateczny. Jednak,
jeśli pamiętać o stworzeniu istoty piorunowładnej jako remedium na
bezsilność Boga, przypuszczać można, że wizja końca świata łączyła się
pierwotnie z powrotem do sytuacji wyjściowej — zniszczenie dynamicznej
struktury wszechświata powodowało w sposób konieczny istnienie elemen­
tów składowych kosmosu w postaci nieuporządkowanej.
1

53

Znaczenie struktury wertykalnej jako- formy opisu dynamicznego
aspektu świata potwierdza także analiza roli istoty piorunowładnej w co­
dziennym życiu, gdyż nie kończy się ona bynajmniej na dopełnieniu dzieła
stworzenia. Piorunowładca czuwa od tamtego czasu nad trwaniem świata.
folklor", t. X I : 1968, s. 31-54; t e n ż e , Russkij i jużnosławjanskij
geroiczeskij epos.
Sprawnitielno-tipologiczeskoje
issledowanie, Moskwa 1971, 31-54; N. W. N o w i k o w ,
Obrazy wostoćznoslaw jansko j wolszebnoj skazki, Leningrad 1974. Zarówno postać
bohatera, jak i sens walki ulegają licznym transformacjom. Często jednak bohater
odwołuje się do pomocy Boga lub innej postaci mającej „moc precedensową". Przy­
najmniej dla obszarów Wielkorusi i Ukrainy w połowie zachowanych ikon znajdu­
jemy ślad tego wierzenia w postaci ręki opatrzności czy innego znaku pomocy nie­
bios w walce, jaką toczy św. Jerzy ze smokiem, W. J . P r o p p, Zmtejeborstwo
Gieorgija w swietie folklora, [w:] Folklor i etnografija russkogo sewera..., s. 190-208.
W innym planie występuje nieraz odwołanie się bohatera zmagającego się ze smokiem
lub demonami (np. wiłami strzegącymi dostępu do źródeł) do św. Jerzego (!), por.
C z a j k a , op. cit., s. 71. Pokonanie przeciwnika umożliwia także odwołanie się do
innych precedensów — sprytu, podstępu (por. cz. I) lub użycie ognia (por. przyp. 39).
Identyczny fakt zanotowano w wierzeniach mongolskich, gdzie pokonanie przez
Oczirwani, boga dysponującego dużą siłą fizyczną smoka Losy, żyjącego w wodzie
i zatruwającego ziemię oraz ludzi, możliwe jest tylko dzięki „pomocy" Tengri, boga
nieba, por. S u m c o w , op. cit., s. 16.
5 3

Trójka, liczba będąca we wszystkich niemal tradycjach kulturowych obrazem
„jakiejś absolutnej doskonałości", „przedstawia sobą idealną strukturę z wydzielo­
nym początkiem, środkiem i końcem". Stąd też „liczba 3 może służyć za idealny
model dowolnego procesu dynamicznego', dopuszczającego powstawanie, rozwój, upa­
dek, lub — w nieco innym planie — tezę, antytezę i syntezę", W. N. T o p o r o w,
O modelach liczbowych w kulturach archaicznych, „Teksty", nr 1: 1974, s, 179.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

81

Walka z Diabłem in illo tempore była tylko wydarzeniem precedenso­
wym, określającym miejsce tej postaci w strukturze kosmosu.
Strącony i uwięziony Diabeł działa na ziemi za pośrednictwem „po­
mocników", ale ciągle dąży do uwolnienia się. W ciągu całego roku roz­
rywa łańcuch, lecz gdy pozostaje już tylko jedno ogniwo pewne czynności
magiczno-obrzędowe wykonywane corocznie przez ludzi sprawiają, że łań­
cuch zrasta się ponownie. Zwykle moc tę przypisuje się różnym rytual­
nym praktykom stanowiącym składniki obrzędowości wielkanocnej .
Niekiedy akt ten dokonuje się bez czynnego udziału ludzi, gdyż czynni­
kiem sprawczym scalenia diabelskiego łańcucha jest zmartwychwstanie
Jezusa (np. łańcuch zrasta się, gdy w kościele rozlega się alleluja). Praw­
dopodobnie jest to wtórny wariant interpretacji nawiązujący do epizodu
uwięzienia Diabła przez Jezusa zstępującego do piekieł. Mógł on powstać
na skutek pewnych przesunięć w ludowym kalendarzu obrzędowym zwią­
zanych z rewaloryzacją wydarzeń mitycznych pod wpływem kościoła.
Niemniej jeszcze w początkach X X wieku w kulturze ludowej występo­
wały ślady dawniejszego, być może pierwotnego wariantu interpretacyj­
nego'. Skucie łańcucha dokonuje się podczas pierwszego wiosennego ude­
rzenia pioruna. Choć nigdzie nie udato się nam znaleźć tego wyjaśnienia
podanego explicite, to jednak do wniosku takiego skłania szereg faktów,
przede wszystkim zaś zespół wierzeń wiążących pierwsze uderzenie pioru­
na z początkiem wiosny, „otwarciem" ziemi i odnowieniem życia w przy­
rodzie. Wydarzenie to łączy się poza t y m bezpośrednio z dniem św. Je­
rzego, uważanym przez dużą część ludności słowiańskiej za datę rozpo­
czynającą wiosnę, a św. Jerzy jest jedną z najważniejszych transformacji
istoty piorunowładnej . Ten sposób wyjaśnienia odpowiada w pełni m i ­
towi kosmogonicznemu oraz wierzeniu zanotowanemu w końcu minionego
S4

55

5 4

Por. F . K r č e k ,
Pisanki w Galicyi.
Zestawienie
materyalu,
zebranego
w r. 2897, staraniem Towarzystwa Ludoznawczego,
„Lud", t. I V : 1898, s. 186-230.
Wielokrotnie powtarza się przekonanie o związku malowania jaj z trwaniem świata,
choć różna jest ich forma: „Pisanki malują, bo żyją jeszcze 4 żydzi w Jerozolimie,
którzy męczyli J . Chrystusa, i ciągle żyją i dręczą się ze zgryzoty, że żyją, że to
uczynili, i pytają ludzi, błąkających się po Wschodzie, czy jeszcze piszą pisanki, czy
krowa rodzi krase cielę, czy liście na orzechu wołoskim jest jeszcze. Gdyby nie
pisano, to oniby umarli i zakończyli swe męki i byłby koniec świata" (s. 218-219);
„malują jaja, ażeby antychryst (który przecie pozostaje w związku z końcem świata)
nie nabrał siły i nie zerwał „łanciw", które nań nałożono — zapewne w piekle"
(s. 219); „malują pisanki dlatego, że Chrystus wstał z grobu, jak z jaja kurczę"
(s. 219). Por. też W. S u l i s z, Wielkanoc w Sanockiem, „Lud", t. X I I : 1906, s. 316-317; W i t o r t , Przeżytki...,
s. 215.
5 5

Dzięki temu św. Jerzy zajmował w a ż n e miejsce w ludowym systemie wierzeniowo-obrzędowym. Poświęcony mu dzień 23 I V , uważany był za początek roku
(wiosny), co np. u Bułgarów wiązano bezpośrednio z zabijaniem przez niego smoka,
por. W a k a r e l s k i , op. cit, s. 295. Decydującą rolę w charakterystyce św. Jerzego
odgrywa symbolika otwierania, por. S z u c h i e w i c z , op. cit., t. I I I , s. 1; O. K o l ­
b e r g , Dzieła wszystkie t. 54, Ruś karpacka cz. I, s. 76. Łączy się z nią ogólnie
znana funkcja św. Jerzego (identyfikowanego nieraz ze św. Eliaszem) jako patrona
« - • Etnografia Polska, Х Х Д

�82

K Y S Z A R D TOMICKI

wieku w Galicji, że scalenie diabelskiego łańcucha stanowi warunek dal­
szego trwania ś w i a t a . Początek każdego roku, a właściwie początek
wiosny jest odwzorowaniem wydarzeń mitycznych.
Nie można jednak wykluczyć innej możliwości, a mianowicie, że obie
interpretacje są aktualne równocześnie, odpowiadając dwóm różnym mo­
mentom — uwięzieniu Diabła oraz uwolnieniu ludzi z piekła przez Jezusa
Chrystusa. Rozstrzygnięcie tej niejasności wymaga badań w dziedzinie
obrzędowości wiosennej. Jednak prawdopodobieństwo naszej hipotezy
zwiększa fakt, że mityczna walka piorunowładcy z Diabłem/Smokiem była
w świadomości ludowej precedensem dla wielu wydarzeń dziejących się
na co dzień w różnych sferach i na różnych poziomach rzeczywistości.
Wspominaliśmy już, że św. Eliasz i Żmij (św. Michał nie występuje raczej
w wierzeniach ludowych, poza mitem ) pełnią na co dzień tę samą rolę,
co w czasie tworzenia świata. Przypisuje się im zgodnie co najmniej dwie
cechy: władanie ogniem niebieskim, zdecydowanie odmiennie wartościo­
wanym niż ziemski , oraz opiekę nad płodnością. Zadaniem piorunowład­
cy było- więc przede wszystkim niszczenie wszelkich sił ciemnych — diab­
łów, smoków i demonów — zagrażających w jakikolwiek sposób urodza­
jom , ale władca piorunów był nade wszystko sprawcą życiodajnych desz­
c z y , gdyż walcząc z „wiążącymi" wody smokami sprowadzał oczekiwane
opady, lub zapobiegał niszczycielskim ulewom i gradobiciu. Burze — jak
zauważył K. Moszyński — były dość powszechnie uważane za najjaskraw56

57

58

59

60

zwierząt, wraz z całym kompleksem wierzeń o przybywaniu w dniu jego święta jele­
nia, krowy, byka do wsi oraz z rytuałem ofiary z pierwocin, por. W а к a r e 1 s к i,
op. cit., s. 219; M o s z y ń s k i , op. cii., s. 245, 576-577.
Por. przyp. 53.
57 Wprowadzenie św. Michała do mitu kosmogonicznego dokonało się zapewne
dzięki walce z Diabłem, tak obrazowo opisanej w Apokalipsie św. Jana. Osobny
problem stanowi pytanie —- dlaczego mimo tego Eliasz występuje w roli pioruno­
władcy nieporównanie częściej niż św. Michał? Niewykluczone, że w procesie upo­
wszechniania i adaptowania obu świętych poważną rolę odegrały względy socjo­
logiczne, tzn. rozwarstwienie społeczne i idące za tym zróżnicowanie przedmiotów
kultu.
Zwano go m. in. „ogniem bożym", M o s z y ń s k i , op. cit., § 467; na Wołyniu
w czasie pożaru od pioruna wieśniaczki wynosiły nakryty stół, stawiały nań ś w i ę ­
coną wodę, kładły chleb oraz sól i chodząc ze stołem wokół płonącego domu śpie­
w a ł y ; „Oj ty, ogniu pożadnyj, iz nieba nam zasłannyj. Nie raschodsja ty jak dym,
bo tak prikazaw tobi bożij syn", A. P i n с z u k, llin den, Moskwa 1974, s. 37.
Według wierzeń z różnych regionów Słowiańszczyzny funkcję tę pełniły także
niektóre zwierzęta — wilki, jelenie, niedźwiedzie.
W Nowogrodzie były dwie cerkwie — Eliasza Suchego i Mokrego, podczas
suszy modlono się do liii Mokrego, w czasie ulew do Suchego, P i n с z u k, op. cit.,
s. 33. Pietkiewicz zanotował na Polesiu ciekawą informację o zróżnicowaniu desz­
czów — od'23 I V (św. Jerzego) do wykształcenia się żytnich ziarn, deszcz zwie s i ę
chlebawik, podczas ż n i w — hnilak; w tym samym czasie deszcz ulewny — uredny
liwun, zaś w innym czasie ulewa — tylko liwun. Jesienny drobny deszcz — niehadź
albo chalupa, Cz. P i e t k i e w i c z , Kultura duchowa Polesia rzeczyckiego, Warsza­
w a 1938, s. 15-16.
5 6

5 8

5 9

6 0

�83

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

szy przykład ciągłej walki ognia z wodą, istot ognistych z akwatycznymi .
W strefie ziemskiej i w czasowym planie codzienności opozycja tych
istot posiadała nieco inną wartość niż w skali kosmicznej, gdzie przeciw­
stawienie Bóg — Diabeł artykułowane jest w skrajnym wariancie jako
opozycja życia i śmierci. W skali ziemskiej układ przybiera postać: kon­
strukcja — destrukcja .
Podobnie rzecz ma się, gdy przechodzimy na jeszcze niższy poziom
rzeczywistości. Przykładem utrzymujące się w społecznościach chłopskich
przekonanie, że wraz z usłyszeniem pierwszego w roku grzmotu należy
uderzyć kamieniem po głowie, aby zabezpieczyć się na cały rok od chorób.
Precedensowy charakter pokonania Diabła ujawnia się t u w całej okaza­
łości; a dodać należy, iż wydarzenie to odwzorowywane było- nie tylko
w owym początkującym rok momencie, lecz także w przypadku każdego
zachorowania. Przekonującego świadectwa dostarcza modlitwa chorego
Rusina: „Modlę się do&gt; siebie, święty boży Ilio. Poślij trzydzieści aniołów
w złotym kowanym odzieniu, z łukami i strzałami, niech odeprą i odstrze­
lą od sługi bożego Wasyla uroki, bóle i nawały, szczypanie i łamanicę
i przez; wiatr noszone plagi [...]. Spuść m i grom i błyskawicę, odbij i od­
strzel od sługi bożego uroki [...]" .
61

62

63

W t y m wypadku opozycja konstrukcja — destrukcja artykułowana jest
poprzez przeciwstawienie zdrowie — choroba. T y m samym, przeszedłszy
od poziomu kosmicznego do antropologicznego, struktura świata ukazuje
się jako konsekwentny ciąg opozycji o różnym stopniu ogólności:
•Iternatywa

ZYCIE &lt;S-

chrzescijariska\

RAJ

KONSTRUKCJA
ZDROWIE

t

Strefa
ziemska

CZŁOWIEK

WSCHÓD
(prawa)

DESTRUKCJA

PIEKŁO
alternatywa
chrześcijańska
6 1

• SMIERC

Podziemia

M o s z y ń s k i , op. cit., s. 485-436.
„Konstrukcyjna" rola strefy niebieskiej reprezentowanej przede wszystkim
przez Boga, znalazła odbicie w znanych przez różne grupy Słowian wierzeniach, że
miejsca, po których przejdzie wędrujący po ziemi Bóg, porastają bujnym zbożem,
M o s z y ń s k i , op. cit., s. 707.
P i n c z u k , op. cit., s. 41; A f a n a s j e w , Poeticzeskija...,
t. I , s. 471; por.
zachowania magiczne związane z pierwszym uderzeniem pioruna, mające zabezpie­
czyć od chorób, K . P o t k a ń s k i , Pierwszy grzmot, „Lud", t. X I : 1905, s. 317;
S. C z a j a , Pierwszy grzmot, „Lud" t. X I : 1905, s. 199 — tu oprócz magicznego
zabezpieczenia przed chorobami, znajdujemy wskazanie na związek między pierw­
szym uderzeniem pioruna i początkiem wiosny — „na głos jego aż ziemia z radości
drży i „buchnieje" [pulchnieje] — bo pierwszym grzmotem przestraszone zimno ucie­
ka [...] a [...] wiosna rozpoczyna na dobre s w o j ą gospodarkę".
6 2

f s

�84

R Y S Z A R D TOMICKI

Siedząc kosmiczny rozkład opozycji binarnych i uwzględniając — jest
to przecież niezbędne — wierzenia chrześcijańskie, dochodzimy do możli­
wości przełożenia tej struktury na język cyklu życiowego jednostki. Czło­
wiek integruje dwa różne elementy — śmiertelne, ulegające rozkładowi
i przynależne do sfery „dołu" ciało oraz nieśmiertelną duszę, pochodzącą
z „góry", z nieba (por. część Człowiek). Dusze ludzi zmarłych śmiercią
normalną, a więc te, które z pewnego' punktu widzenia można zakwalifi­
kować do grupy niedemonów, przebywające w raju (we wschodniej stro­
nie świata lub w niebie) mają możność ponownego wcielenia się w ciało
(konstrukcja), przejścia kolejnych faz życia (konstrukcja — zdrowie) w y ­
pełnione wydarzeniami społecznymi również posiadającymi walor kon­
strukcji, wreszcie zachorować albo zestarzeć się i umrzeć (choroba — de­
strukcja). Wyzwolona z rozkładającego się ciała dusza powraca do sfery
życia, co jest równoznaczne z uzyskaniem możliwości kolejnej inkarnacji.
Natomiast ludzie zmarli śmiercią nienaturalną (w szerokim, obejmującym
również śmierć przedwczesną, sensie) nie przebywają ostatniego odcinka
cyklu; dusze ich, istniejące jako demony wodne, pozostają w ramach
kosmicznej sfery destrukcji lub — jeśli uwzględnimy chrześcijańskie k r y ­
teria etyczno-moralne — udają się wraz z tymi, którzy zmarli normalnie,
ale byli grzesznikami, do piekła.
Nie będziemy w tym miejscu wnikać w szczegóły odpowiedzialności
między modelem świata i różnymi aspektami rzeczywistości społeczno-kulturowej, choć można by przytoczyć wiele przykładów, świadczących
niezbicie o precedensowym charakterze opisywanych przez m i t wydarzeń.
Warto chyba jednak przywołać jako ilustrację ustalenia K. Moszyńskiego
dotyczące zakresu wykorzystania tzw. strzałek piorunowych przez ludność
słowiańską, obrazujących magiczną rolę przedmiotów stanowiących pier­
wotnie broń istoty p i o r u n o w ł a d n e j :
64

„Użytek piorunowych strzał jest bardzo różny i wszechstronny. Więc naprzód
są one środkiem apotropeicznym, u ż y w a n y m przeciwko złym mocom (co rozu­
miemy dobrze, skoro jest to broń rzucona z nieba w złe demony). W tym
charakterze strzały bywają noszone przez wieśniaków, kładzione do kolebek nie­
mowląt itp.; pociera się też nimi wymiona krów, które straciły (tzn. skutkiem od­
działywania złych mocy) mleko etc. W szczególności obchodzące nas strzały bronią
od uderzenia pioruna [...]. Niekiedy istnieją bardziej zajmujące praktyki z tym
związane. Tak Mazur nadziewał podczas nadchodzącej burzy kamienną siekierkę
przez otwór w niej się znajdujący na palec, obracał ją kilkakroć dokoła i ciskał
z całej siły k u drzwiom chaty" .
65

" M o s z y ń s k i , op. cit., s. 487.
By prawidłowo zrozumieć motywację wielu zachowań obroną przed pioru­
nami przytoczmy przykład wierzenia znanego na terenie całej Słowiańszczyzny:
„Kiedy grzmi i błyska, w ó w c z a s mówią, że to Pan Bóg strzela do czarta, by go zabić.
Czart wtedy ucieka i chowa się pod tego lub pod to, kogo i co po drodze zdybie
[napotka]. Nie należy przeto iść wtenczas drogą, lecz zejść z niej na bok i usiąść,
gdyż Pan Bóg strzelając w czarta, mógłby niechcący i w nas samych także ugodzić
i zabić, gdy wymierzy grot na ukrytego pod nami złego ducha", O. K o l b e r g ,
Dzieła wszystkie, t. 31, Pokucie cz. I I I , s. 91; por. P i o t r o w i c z , op. cit., s. 122.
6 5

�85

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

Równoległe semantycznie zastosowanie miała strzała piorunowa w me­
dycynie ludowej:
„Używa się jej od chorób ocznych [...], od poderwania, od boleści, uroku itd.
Z północnej Słowiańszczyzny (z Lubelskiego) mamy wyraźnie poświadczone, że przy
odnośnych praktykach pociera s i ę miejsca cierpiące z góry na dół, a w i ę c naśladuje
naturalny kierunek ruchu pioruna. Osobno w y m i e n i ć wypada zadawanie sproszko­
wanej strzały w wodzie (albo po prostu wody, do której położono strzałę na czas
pewien) kobietom cierpiącym z powodu trudnego porodu" .
66

Cały wymieniony zestaw czynności magicznych znajduje uzasadnienie
w micie. Ich skuteczność gwarantowana jest ujawnionymi na początku
świata właściwościami pioruna — niszczenia ciemnych sił i zdolnością
„otwierania" tego- co zamknięte, związane.
*
Wnioski wynikające z dotychczasowej analizy dotyczą przede wszyst­
kim ludowej wizji świata. Według mitu kosmogonicznego opisany jest on
przez dwie struktury obejmujące całość zachodzących w n i m zjawisk, za­
równo aspekt statyczny, jak i dynamiczny. Synchroniczny obraz świata
jest przy t y m niczym innym, jak odpowiednim przetworzeniem diachronii,
ciągu wydarzeń opisanych w micie. Diachronia jest więc zawarta w syn­
chronu. Można przy pewnym uproszczeniu odłożyć strukturę kosmosu
na osi czasowej, otrzymując w ten sposób najprostszy zapis wypadków
mitycznych, struktury świata i jego trójfazowej historii:
POCZĄTEK

WSPÓŁCZESNOŚĆ

ł

(NIEBO)

Bóg

Bóg
(dominujący)

KONIEC

I "

(ZIEMIA)
Piorunowtadca
(dominujqcy)
Diabeř

Bóg

Diaber
(dominujqcy)
(PODZIEMIA)
Diabet
Stworzenie
piorunowtadcy

Śmierć
piorunowtadcy

Z przedstawionego^ materiału oraz z wyników analizy nasuwa się
wniosek o daleko idących konsekwencjach. Nie ulega mianowicie wątpli­
wości, że u podstaw wyobrażeń kosmogonicznych społeczności chłopskich
w X I X - X X wieku leżała wspólna struktura. Nawet w najuboższych fabu­
larnie wersjach mitu, ograniczających się wyłącznie do opisu stworzenia
ziemi, stanowi ona element organizujący i nadający sens całości. WspomMoszyński,

op. cit., s. 488.

�86

R Y S Z A R D TOMICKI

niane konsekwencje tego wniosku są dwie: 1) wspólny dla społeczności
słowiańskich mit powinien w identyczny sposób organizować tzw. kulturę
duchową; 2) struktura mitu powinna być typowym przykładem tzw. struk­
tury o długim trwaniu. Aby udowodnić stwierdzenie pierwsze niezbędne
są kompleksowe badania wierzeń i obrzędów słowiańskich. Natomiast
przypuszczenie drugie znajduje potwierdzenie w badaniach uczonych ra­
dzieckich; rekonstrukcja prasłowiańskiego mitu kosmogonicznego doko­
nana przez W. W. Iwanowa i W. N . Toporowa zdaje się wskazywać na
indoeuropejskie pochodzenie omawianej przez nas s t r u k t u r y .
67

CZŁOWIEK

Pominięcie w dotychczasowych rozważaniach historii stworzenia ludzi
oraz ich losów podyktowane zostało dwoma względami. Stanowi ona inte­
gralną część stosunkowo' niewielkiej liczby mitów, ale jest równocześnie
logicznym rozwinięciem i uzupełnieniem wyobrażeń O' budowie i kształcie
świata, także dla pomijających ją wersji. Należało więc ten kompleks
wierzeń omówić osobno. Tylko 9 spośród zebranych mitów mówi o stwo­
rzeniu Adama i Ewy, z czego kilka ogranicza się wyłącznie do stwierdze­
nia faktu. Bogactwem treści i barwnością opisu wyróżniają się ponownie
wersje huculskie, sprawiając wrażenie mitów żywych, tkwiących głęboko
w świadomości ludności wiejskiej tegO' regionu w czasach, gdy były noto­
wane przez badaczy.
Antropogeneza ludowa jest w zasadzie podobna do biblijnej. Podobna,
ale nie identyczna. Nawet jeśli jedynym źródłem chłopskiej wizji powsta­
nia człowieka była antropogeneza judeochrześcijańska, trudno uznać ją
wyłącznie za kalkę tekstu biblijnego, już choćby z tego- względu, że zgod­
nie z dualistycznym duchem mitu ludowego, Diabeł ma swój udział nie
tylko w kształtowaniu losów ludzi, lecz również w ich stworzeniu.
Szczególne miejsce zajmuje t u XVI-wieczny m i t apokryficzny, bardzo
szczegółowo opowiadający o powstaniu Adama. Tym właśnie różni się
od wersji zapisywanych wśród społeczności chłopskich. Ponadto, tylko
w n i m znajduje się wzmianka niezupełnie jasna, ale nadzwyczaj wymow­
na. Stwórca, aby ożywić Adamowi ciało, udaje się po duszę do nieba.
Czyżby zwrot „do swego ojca" znaczyć miał, iż stwórcą człowieka był
Jezus? Nie można wykluczyć takiej ewentualności, przypominającej pew­
ne koncepcje rozpowszechnione w średniowieczu; poza t y m niektóre mity
wymieniają właśnie Jezusa jako stwórcę świata. Kwestia stosunku Boga-ojca do Boga-syna w wierzeniach ludowych stanowi osobne zagadnienie,
w które nie możemy wnikać w t y m momencie. Niemniej jednak, wzmian­
ka ta jest doskonałym przykładem sytuowania życia w górnej, niebiań­
skiej części kosmosu. A oto ów fragment mitu apokryficznego:
" Iwanow, Toporów,

op. cit.

�. SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

87

M l — „Po stworzeniu raju na wschodzie, postanowił Pan stworzyć pierwszego
człowieka Adama i zrobił jego ciało z siedmiu składników: ciało z ziemi, kości z k a ­
mienia, krew z morza, oczy ze słońca, myśli z obłoków, oddech z wiatru, ciepło
z ognia. I poszedł Pan do nieba do swego ojca, by przynieść duszę dla Adama. Sza­
tan nie wiedział co zrobić, pokłuł więc palcami ciało Adamowe. Pan wrócił do swe­
go dzieła i spostrzegł, że jest całe pokłute i powiedział: »Diable, jak ważyłeś się
to zrobić?«. A Diabeł odparł: »Panie, gdy człowiek poczuje, że będzie chory, to
będzie pamiętał o tobie«. Pan schował rany Adama do w e w n ę t r z i stamtąd pochodzą
choroby. Szatan sprawił to, że kto poczuje ból, wydaje westchnienie: »Oh, oh Panie
zlituj się«. Pan ożywił Adama i dał mu w raju władzę nad wszystkimi ptakami oraz
zwierzętami dzikimi i domowymi".

W podobny, ale znacznie bardziej uproszczony sposób opisują udział
Diabła mity XIX-wieczne:
M 34 — „Zlepił Bóg z gliny człowieka, tchnął nań i człowiek zaruszał się, ożył.
Dyabeł widział to wszystko; w y b r a ł chwilę, gdy człowiek spał, tchnął nań — i osied­
lił się w człowieku duch zły i człowiek otrzymał skłonność do złego".
M 25 — „Człowiek zaraz po stworzeniu był niezwykle piękny, dyabeł z zazdrości
opluł go na całym ciele, Bóg te wszystkie plwociny schował do wnętrza człowieka".

Bez względu na rodzaj „zanieczyszczenia" Diabeł ma istotny, bo substancjonalny, udział w ostatecznym ukształtowaniu człowieka. Rezultatem
zaś jego ingerencji jest „wrodzona" skłonność do chorób; to&gt; przekonanie
powtarzające się często w wierzeniach wyjaśnia w pełni przyczynę zwra­
cania się o pomoc w pokonaniu niemocy do piorunowładcy oraz rytualne
odwzorowywanie w mikroskali (uderzenie kamieniem w głowę) mitycznej
walki.
Szerzej o losach Prarodziców opowiadają mity huculskie i bułgarskie.
Rozpocznijmy od pierwszych, w których występują nie znane nigdzie i n ­
dziej wątki, np. stworzenie Adama z naskórka Boga:
M 17 — „Teper, koły w ż e buło use na zemły, zacziyv Boh rozpłodżuwaty lude. Boh
szos robyv ta mav ruku udertu; Boh werh to tu szkiroczku na zemlu, witer powij av
taj kynuv tov szkiroczkov; wona szo pokotyt sy, to stane bilsza. Bohowy buło tohdy
prykro samomu; win dav tak, szo iz toji szkiroczky, szo w ż e buła duże urosła,
zrobyv sy Adam". Adam żył razem z Bogiem. Pewnego chłodnego poranka, gdy
Adam grzał s i ę przy ognisku, zerwał się Diabeł z uwięzi, podbiegł do niego i „win,
szczez-by obcharkav Adama, jyk totu watru. Prychode Boh, a tu Adam necharnyj,
kuryt sy z neho. Boh uziyv perewernuv jeho obryzganym u seredynu, ta wid toho
cziysu у czołowik u seredyni neczystyj, z neho kuryt sy, jyk z watry". Teraz „Adam
stav czołowikom; Boh peredav jemu use dobro, szo buło na s w i ť i , lyszyv sobi łysz
odnu jyblinku-zwaryczivku [...]". Gdy Adam spał „Boh uziyv haluzku jywy taj
pokłav koło neho, a zanim Adam prospav sy, stała w ż e z toj hałuzky żinka Jywa.
Druhi prypowidajut, szo Boh wijmyv rebro Adamowy, taj z seho stała żinka. Może
j tak". Diabeł „perewerh sy u hadynu ta jist sobi zwaryczivku; jyk Jywa pryjszła
podywytys, szo se sydyt na jyblinći. wona buła ćikawa, bo hadyny szcze tohdy na
swiťi ne buło [...]". Oszukana przez Diabła zjadła zakazany owoc, dała też jabłko
Adamowi. Bóg ukarał ich za to pracą na roli.

Zazwyczaj stworzenie ludzi dokonuje się na ziemi. Wyjątek stanowi
M 15; wedle tego mitu ludzie żyli wraz z Bogiem w niebie, a dopiero po

�88

R Y S Z A R D TOMICKI

zjedzeniu jabłka zostali wygnani na ziemię. Odtąd los łudzi łączy się bez­
pośrednio z losem ziemi czy szerzej świata.
Kilka wersji mitu stwierdza bowiem, że Bóg i Diabeł podzielili świat
lub tylko ziemię między siebie. Epizod ten występujący niemal wyłącznie
w wersjach szczątkowych (ale także w niektórych zbliżających się do kon­
cepcji judeochrześcijańskiej) powiązany jest z innym, nieco częstszym epi­
zodem — podziałem ludzi między obu stwórców. Posłużmy się kilkoma
przykładami:
M 16 — „Jyk uże buła žemly dav ji Boh Aridnykowi, aby tot koło neji chodyv [...]".
Diabeł tworzy sobie w tym celu pomocników. „Jyk Boh uzdriv, szo wony ne umiły
utrymaty poriydku na zemły, to musiv wid nych wimudruwaty nazad zemlu". Osta­
tecznie Bóg przechytrzył Diabła i odebrał mu ziemię.

Inny mit Hucułów stwierdza lakonicznie: „wony [Diabeł — przyp. RT]
buły w spywci z Bohom do ziemni" (M 15). Spółka we władaniu światem
wydaje się logiczną konsekwencją współpracy przy jego tworzeniu. W m i ­
cie bułgarskim, odbiegającym znacznie od typowych wersji dualistycznych
przede wszystkim dlatego, że stworzenie kosmosu przypisane jest wyłącz­
nie Bogu, podział świata jest motywem centralnym:
M 48 — Bóg po stworzeniu tęsknił bardzo za towarzyszem. Zobaczywszy swój cień
rzekł: „Powstań towarzyszu" i z cienia powstał szatan; Bóg był dla niego bardzo
przychylny i realizował wszelkie jego życzenia. Pewnego razu diabeł zażyczył sobie,
aby podzielić świat na dwie części. „Ziemia będzie do mnie należeć — powiedział —
niebo do ciebie; i także ludzi powinniśmy podzielić, żyjący winni należeć do ciebie,
a zmarli do mnie". Tak się też stało.

Myśl ta pojawia się w k i l k u mitach. Czasem, jak w M 44, ziemia jest
podzielona między Boga i Diabła, przy czym do tego pierwszego należy
usytuowany na ziemi raj. Wygnanie Prarodziców nabiera w t y m kontek­
ście specjalnego znaczenia — zmuszeni są oni przejść z obszaru Boga (raj)
na obszar Diabła (ziemia). Te różnorodne opisy prowadzą do określenia
istoty kary, jaka ich spotkała.
Przyczyną ukarania ludzi jest zwykle zjedzenie jablka z drzewa bo­
skiego, do- czego skłania Ewę Diabeł. Poprzednio, czyli w początkowym
okresie istnienia ludzie przebywali w którejś z części świata — w raju,
w niebie lub na ziemi. Rozbieżność ta nie ma większego znaczenia, ponie­
waż o statusie ludzi decyduje fakt przebywania w pobliżu Boga, a więc
w miejscu, gdzie on aktualnie przebywa. W każdym z podanych wypad­
ków warunek ten jest spełniony. Złamanie zaś zakazu Boga ma w zasadzie
skutek taki, jaki znamy z Biblii. Adam i Ewa zostają ukarani, z t y m
jednak, że kara nie musi mieć formy wygnania, już choćby z tego powo­
du, iż nie zawsze przebywają oni poza ziemią. W micie huculskim, który
każe Adamowi i Ewie przebywać wraz z Bogiem właśnie na ziemi, Bóg
po dokonaniu się grzechu opuszcza ludzi i odchodzi do nieba. Nie jest
nawet konieczny ewidentny dowód w postaci zjedzonego jabłka (złamanie

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

89"

zakazu), wystarcza po prostu bliżej nie precyzowane uleganie podszeptom
Diabła.
W efekcie mamy do czynienia z trzema równoznacznymi semantycznie
wariantami:
StanI:

Stan II:

przed „ z g r z e s z e n i e m "

po „ z g r z e s z e n i u "

raj
współżycie
z

wygnanie
niebo

Bogiem

ludzie
oddaleni od

ziemia

Boga

o d e j ś c i e Boga
6 8

„Oddalenie od Boga" nie jest karą samą w sobie. Jest raczej sym­
bolem zmiany sposobu istnienia, gdyż odejście Boga (lub od Boga) niesie
ze sobą co najmniej dwie konsekwencje o olbrzymiej wadze dla losów
ludzi. Mity kładą duży nacisk przede wszystkim na ukaranie ludzi pracą.
„Przejście" ukazane na powyższym schemacie jest więc jednocześnie zmia­
ną sytuacji człowieka w świecie, opisaną przy pomocy przeciwstawienia:
brak potrzeby pracowania — konieczność pracowania (mowa oczywiście
0 pracy na roli). W istocie chodzi o przejście od Natury do Kultury. Dla­
tego Bóg karząc ludzi obdarza Adama narzędziami rolniczymi, uczy go
1 Ewę zasad postępowania, czyli mówiąc ogólniej wpaja im wzory k u l ­
turowe .
Akt „uczłowieczenia" Prarodziców (por. wyżej M 17, oplucie Adama
przez Diabła komentuje się stwierdzeniem, iż stał się on człowiekiem) jest
nieraz ukazany w sposób nie budzący wątpliwości, że następuje przejście
od symbolizowanej przez zwierzęcą powierzchowność Natury do Kultury,
atrybutu człowieka. Podług Hucułów po- zjedzeniu zakazanego owocu Bóg
przychodzi do ludzi i mówi:
69

M 14 — „Wy teper staly hriszni; do toho cziysu ne treba buło wam ni robyty mi
ubyraty sy; wid teper mete robyty, mete ubyraty sy. — Szkira u Adama buła po­
rosła, jyk u barana, a na nohách buły ratyći. Zaraz spały z Adama ratyći, łyszyła sy
nihťi, a wołosiy obpało het. Teper każe Boh do Adama: J a tobi dam płuh, woły, het
use; mesz oraty, śijaty, robyty aż do smerty".

Wątek to unikalny, z jednym wszelako wyjątkiem. Istniało bowiem
wiele wierzeń podtrzymujących myśl, że ukaranie Prarodziców oznaczało
nie tylko utratę sielsko-rajskiego, „naturalnego" życia. Oto na przykład
Małorusini wierzyli, że „Gdy Adam został wypędzony z raju, Bóg odjął
mu r o g o w e c i a ł o pozostawiając mały ślad jako paznokcie na r ę 6 8

Motyw ten przewija się przez kolędy ludowe, traktujące narodzenie Jezusa
jako ponowne połączenie z Bogiem.
„Liczne [...] legendy brane zresztą po wsiach za prawdę, opowiadają [...] o Bo­
gu — nauczycielu, wskazującym ongiś ludzkości, jak należy orać, siać, niecić ogień,
prząść itp.", M o s z y ń s k i , op. cii., s. 707.
6 9

�90

R Y S Z A R D TOMICKI

70

kach i nogach" . Jeśli sądzić po zasięgu rozpowszechnienia (Wielkorusini,
Białorusini, Małorusini, Czesi, Morawianie, Bułgarzy, Rumuni, Węgrzy
oraz niektóre ludy środkowoazjatyckie)
wierzenie to jest dość dawnym
elementem ludowej antropologii.
O pochodzeniu owej „skóry rogowej" wspomina jedynie wierzenie za­
pisane na Ukrainie — Adam miał ją otrzymać od Boga dla ochrony przed
zimnem; tym razem nic nie wiadomo o jej utracie . Sens tego symbolu
zdaje się wyjaśniać wierzenie Bułgarów, przyrównujące pierwszą skórę
człowieka do skóry węża. Posiadanie jej w okresie rajskim i utrata po
dokonaniu się grzechu oznacza jeden z aspektów uczłowieczającego przej­
ścia — u t r a t ę nieśmiertelności. Jest to oczywiste w kontekście symboliki
w ę ż a , który zrzucając co pewien czas starą skórę odmładza się, oraz
w kontekście ciągle „odradzających się" paznokci. Tak więc, największą
karą za złamanie boskiego zakazu było pozbawienie Prarodziców możli­
wości wiecznego życia.
W t y m momencie zbiegają się dwa odmienne warianty — jeden, opi­
sujący pozarajskie dzieje ludzi jako efekt popełnionego grzechu oraz dru­
gi, wyjaśniający je układem zawartym między Bogiem i Diabłem. Dalsze
dzieje Adama i.Ewy opisywane są podług jednego z trzech wzorów:
1. Ziemia należy do Diabła i Adam, aby móc ją uprawiać musi zaprze­
dać ród ludzki:
7 1

72

13

M 44 — „Nie mogę sobie przypomnieć, za co Adam diabłu cyrograf na siebie i całe
ludzkie pokolenie dał, za s w ą żonę czy za ziemię? Jedni mówią, że to o żonę działo
się, kiedy była chora i przez diabła została wyleczona, inni jednak uważają, iż
rzecz się miała tak: Jednego razu orał Adam i wtedy przychodzi do niego diabeł
i mówi: Adamie, nie pozwoliłem ci ziemi orać, ponieważ nie zgodziłeś się na sie­
bie i swych potomnych umowy zawrzeć, że jak długo człowiek żyje należał będzie
do Boga, ale po śmierci do mnie będzie należeć. Dlaczego to tak? — pyta Adam. —
Dlatego, że nie cała ziemia należy do Boga, on ma połowę, reszta jest moja. Adam
nie przemyślał sprawy dokładnie i dał diabłu cyrograf, żeby ten mu roli nie zabrał.
W ó w c z a s umknął diabeł z cyrografem Adama i schował go pod kamieniem w Jor­
danie, aby nikt go nie znalazł i żeby Adam z ludźmi nie odebrali mu go. Od tego
czasu, aż do Chrystusa musiał Adam z ludźmi być w piekle pod władzą diabelską.
Dobrze. Chrystus zastał urodzony i przyszedł do Jordanu aby pozwolić się ochrzcić.
I stanął Pan na tym kamieniu, pod którym cyrograf Adama leżał. Kamień przesunął
się ze swego miejsca i umowa spoczęła u stóp Pana, ale została przy tym rozwiązana
i cyrograf został zniszczony. Na próżno zatrzymywał diabeł Adama i ludzi w piekle,
bo Pan Bóg poszedł do piekła i wyprowadził Adama z całym jego potomstwem.
A napisał Adam s w ó j cyrograf krwią, ponieważ nie było jeszcze atramentu".
7 0

Ż m i g r o d z k i , op. cit, s. 325.
" D a h n h a r d t , op. cit, s. 226 (tam bibliografia); por. A. F i s c h e r ,
Uzu­
pełnienie Dahnhardta, „Lud", t. X V : 1909, s. 326; T a 1 к o - H г у n с e w i с z, op. cit,
s. 370.
D a h n h a r d t , op. cit, s. 116, przyp. 1.
E . M a j e w s k i , Wąż w mowie, pojęciach
i praktykach ludu naszego, „Wi­
sła", t. V I : 1892, s. 3)18-371; W. K l i n g e r , Żiwotnoje
w anticznom i sowriemiennom sujewierii, Kijew 1911, cz. I I , roz. 3; P e r l s , op. cit
7 2

7 3

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

91

M 30 — „Diabeł nie pozwolił orać ziemi mówiąc, że ona nie należy do Boga. Później
zezwolił na to, ale kazał Adamowi, aby mu całe swe potomstwo zapisał. Ten zapis
ukrył diabeł w kamieniu i rzucił go do morza, ale Bóg nurkował, wyjął zapis i dał
go Adamowi".

2. Diabeł zamienia dziecko Ewie na potworka (lub powoduje chorobę
Ewy — por. wyżej) i zmusza Adama do- zaprzedania siebie i swych po­
tomków.
3. Ludzie żywi należą do Boga, ludzie zmarli do Diabła na mocy umo­
w y między n i m i :
M47 — „[...] Bóg z m u ł u [kału?] utworzył człowieka, z którego ludzie s i ę rozmnożyli.
Djabeł u m ó w i ł się, że żywi będą należeli do Boga, a umarli do niego. I pierwotnie
ludzie żyli po 200 i 300 lat. Potem widząc, że ludzi więcej umiera, niż żyje, i że
djabeł ich więcej ma od Niego, starał się zerwać u m o w ę , ale nie wiedział, jakim
sposobem. Pytał o radę Abrahama, Mojżesza i Józefa, pytał aniołów, ci zaczęli
badać djabła, czy Bóg może zerwać z nim umowę. Djabeł odrzekł: Sam Bóg nie
może, ale Syn Jego, jeśli tylko dokaże, że mu Syn urodzi się od ducha Jego. Bóg
zakłopotany pytał djabła, co robić; ten mu poradził, aby z kwiecia bosilka (bławatek)
zrobił bukiet, w ł o ż y ł za pazuchę, spał z nim całą noc, a potem posłał dziewicy
Marji, siostrze Jordanowej. I wysłał Pan anioła Gabrjela, który oddał jej od Boga
kwiaty, których gdy powąchała, poczęła dziecię. Jordan spostrzegłszy, że ludzie
śmieją się ze stanu siostry, chciał ją zabić. Przez ranę w piersiach urodził się Jezus
Chrystus [...]. Jezus Chrystus, zastępując Boga na ziemi, zapowiedział djabłu zer­
wanie umowy. I rzeczywiście odebrał mu zmarłych, za co djabeł podburzył Żydów
przeciwko Jezusowi i Judasz sprzedał im Mistrza. Wiedząc, że Chrystus zmartwych­
wstanie, poszedł powiesić się, aby gdy przyjdzie zbawiać zmarłych z otchłani (ad)
i jego także wybawił. Ale Jezus w y b a w i ł wszystkich umarłych, tylko Judasza
w piekle pozostawił".

Zastosowanie któregokolwiek z tych schematów prowadzi do- ustano­
wienia podziału ludzi na żywych pozostających pod władzą Boga oraz
zmarłych przebywających w królestwie Diabła. Dodać należy, że w y m u ­
szenie na Adamie zapisu (1, 2), a t y m samym władzy nad ludźmi, nie jest
tu próbą usprawiedliwienia Boga. Opuszczając Prarodziców i karząc ich
pracą na roli, w sytuacji gdy ziemia jest własnością Diabła, staje się on
bezpośrednim sprawcą dramatu . Jak wskazuje schemat (3) nie można
nawet łączyć władzy Diabła nad zmarłymi z konsekwencjami grzechu
pierworodnego. Jest to, jak wynika z przytoczonej wersji, nieuchronna —
chciałoby się rzec, podyktowana logiką m i t u — konsekwencja dualizmu
(por. M 48). Ale w M 47 sytuacja ulega zmianie. Dokonana zostaje reinterpretacja mitu w duchu doktryny chrześcijańskiej. Interwencja Jezusa
podobnie jak w wersji huculskiej M 20 (por. część „Koniec świata") pro­
wadzi do&lt; likwidacji tego kryterium na rzecz kryterium etyczno-moralnego.
74

7 4

Por. spory Adama z Diabłem w literaturze bogomilskiej, D. D r a g o j l o v i č ,
Bogomilski apokrifni relikti od Makedonija, „Makedonski Folklor", R. I I I : 1970, broj
5-6, s. 25-33; tam motyw zaprzedania s i ę Diabłu w zamian za światło, po wygnaniu
bowiem Prarodziców z raju na ziemi panowała ciemność, gdyż Diabeł „bił gospodar
na mrákot" (s. 29); por. też przyp. 37.

�92

R Y S Z A R D TOMICKI

We władzy Diabła pozostają wyłącznie ludzie źli, grzesznicy. Reszta udaje
się pod opiekę Boga do nieba (raju?), krainy życia. Między mitem bułgar­
skim i huculskim istnieje jednak wyraźna różnica. W pierwszym mówi
się o zmianie kryteriów podziału ludzi jako o fakcie dokonanym (a więc
„obecnie" pośmiertny los zależy od postępowania w życiu), w micie d r u ­
gim natomiast Jezus zabierając ludzi z piekła obiecuje Diabłu, że zapełni
się ono ponownie, ale dopiero przy końcu świata, gdy na Sądzie Ostatecz­
nym jedni otrzymają za swe życie nagrodę, a inni karę. Konsekwencją
takiego rozwiązania byłoby przyjęcie, że odtąd — od czasu ukrzyżowa­
nia — nikt ze zmarłych nie udaje się do&gt; piekła. Trudno w tym momencie
wnikać w niuanse ludowej eschatologii, ale na poparcie takiej tezy można
by przytoczyć wiele argumentów.
W każdym razie śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, czy mówiąc języ­
kiem wyobrażeń ludowych — śmierć, zejście w podziemia i wyprowadzenie
z m a r ł y c h , stanowią moment przełomowy zamykający perypetie rodu
ludzkiego. Tym samym ludowy mit kosmogoniczny zostaje uzgodniony
z tradycją chrześcijańską, odpowiednio zaś zinterpretowane „odkupienie"
staje się ostatnim ważnym wydarzeniem w historii świata.
Nie zawsze czynu tego dokonuje Jezus. W innych mitach t ę samą rolę
odgrywa św. Michał, z t y m jednak, iż nie wyprowadza on bezpośrednio
zmarłych, lecz zabiera Diabłu Adamowy cyrograf, co zresztą ma taki sam
efekt. I to wydarzenie opisywane jest dwojako. Raz św. Michał przechy­
trza Diabła i dzięki temu odzyskuje umowę (wątek wyraźnie nawiązujący
do afirmacji sprytu, podstępności, chytrości w mitach Hucułów), kiedy
indziej zaś zstępuje do piekieł, ale w przeciwieństwie do Jezusa nie czyni
tego bezkarnie.
7S

M 48 — Sw. Michał namawia Diabła do zrobienia z a w o d ó w w nurkowaniu. Gdy
szatan nurkował, anioł ukradł u m o w ę z kamizelki Diabła pozostawionej na brzegu
i poleciał z nią do nieba. „Szatan ścigał anioła dogonił go i złapał za nogę, ale
nie mógł go z nieba w i ę c e j wyciągnąć, gdyż był on już u Boga; toteż w y r w a ł mu
kawałek mięsa z pięty. Wtedy powrócił szatan z powrotem, ale tracąc s w ą siłę
pozostał diabłem naprzeciw Boga. Kiedy anioł stanął przed Bogiem, to kulał i uskar­
żał się, że szatan zranił mu nogę. »To nie« rzekł stary Bóg, »ja obdarzę teraz wszyst­
kich ludzi taką nogą, abyś ty nie potrzebował się wstydzić«. Od tego czasu nasze
nogi -wyglądają tak, jakby kawałka mięsa od spodu brakowało".

7 5

Epizod ten mógł ukształtować się pod w p ł y w e m apokryfów; o zstąpieniu Je­
zusa po śmierci do piekieł, uwięzieniu Diabła i wyprowadzeniu ludzi m ó w i E w a n ­
gelia Nikodema, por. Sprawa chędoga o męce Pana Chrystusowej i Ewangelia Niko­
dema, wyd. S. Vrtel-Wierczynski, Poznań 1933; S. V r t e l - W i e r c z y ń s k i ,
Wybór
tekstów staropolskich. Czasy najdawniejsze do roku 1543, Warszawa 1969, s. 108-111;
I. R a d l i ń s k i , Na przełomie
dziejowym,. Początki
piśmiennictwa
judaistyczno-chrześcijańskiego,
Warszawa 1907, s. 93-95; t e n ż e , Apokryfy
judaistyczno-chrześcijańskie
w polskich przeróbkach,
Warszawa 1911; epizod znany był także w pol­
skich środowiskach wiejskich, O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 7:
Krakowskie,
cz. I I I , s. 21.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

93

Okaleczenie św. Michała powtarza się w innych mitach słowiańskich.
Najciekawszy wydaje się mit serbski, podług którego Diabeł wypędzony
z nieba zabiera ze sobą słońce. Aby je odzyskać św. Michał udaje się do
piekła. Wyprawa, jakkolwiek uwieńczona powodzeniem, kończy się jednak
identycznie, jak w cytowanym wyżej wariancie.
Poświęcamy tej kwestii tyle uwagi, gdyż wprowadza ona symbol
o dość ważnych dla sensu mitu kosmogonicznego konotacjach. Pozwala
tak przypuszczać częstotliwość i zakres stosowania symbolu kulawości
w wierzeniach ludowych. Nie wnikając w szczegóły, powiedzmy tylko, że
kulawość (obrazowana także jako ranna noga, kopyto, noga zwierzęca itd.)
charakteryzuje istoty związane w jakiś sposób ze sferą podziemi (a więc
przede wszystkim diabły, czasem samego Diabła, ludzi którzy przebywali
w podziemiach lub ukarani zostali przez Diabła — np. Twardowski, de­
mony, Babę Jagę — mityczną istotę o cechach chronicznych) lub — co
pośrednio oznacza to- samo — mające związek, nieraz genetyczny, z w ę ­
żami (diabłami?).
Rozpatrując dwa zasadnicze warianty uwolnienia ludzi spod władzy
Diabła i dwie czyniące to postacie — Jezusa i św. Michała — wydaje się,
iż wariant z Jezusem jest tylko transformacją i rozwinięciem na kanwie
chrześcijańskiej idei odkupienia wariantu ze św. Michałem.. Sam akt uwol­
nienia leży przecież w kompetencjach piorunowładcy, a potwierdzeniem
tej hipotezy jest w pewnym sensie właśnie symbol kulawości.
Ten reliktowo' występujący w odniesieniu do św. Michała lub innego
piorunowładcy symbol był już w końcu X I X wieku wątkiem zanikają­
cym . Jest jednak bardzo, interesujący, ponieważ — jeśli pamiętamy, że
zazwyczaj kulawością obdarzano' diabły — pozwala na wysunięcie nastę­
pującej hipotezy: kulawość jako cecha istot nadprzyrodzonych rozmiesz­
czona jest w strefie ziemskiej symetrycznie, przy obu jej granicach —
z niebem (piorunowładcy) oraz z podziemiami (diabły). Co więcej, według
wyżej cytowanego mitu także ludzie „oznaczeni" są tym znakiem. Nasuwa
się więc przypuszczenie, że kulawość symbolizować może jakieś właści­
wości środkowej strefy wszechświata.
Dociekania, które prezentujemy niżej, są już w znacznym stopniu h i ­
potetyczne, jakkolwiek wynikają z wielu poprzednio rozpatrywanych
aspektów ludowej kosmogonii i kosmologii oraz z kilku — niestety, jak
1

76

7 6

Por. mit z Czarnogóry, interesujący w kontekście dotychczasowych rozważań:
Bóg z początku władał tylko księżycem, a słońce należało do Diabła. Sw. Eliasz
na prośbę Boga podejmuje próbę oszukania go i odebrania słońca. Zrobił w tym
celu dwa złote koła i zaproponował Diabłu toczenie ich, przy czym potoczył swoje
tak, by wpadło do morza. „Zaczął prosić diabła aby wydostał mu koło, gdyż on sam
nie śmie, ponieważ morze należy do diabła". Gdy Diabeł nurkował, Eliasz uderzyw­
szy pałką po wodzie spowodował pokrycie się jej warstwą lodu. Wówczas zabrał
słońce i poleciał do Boga. Diabeł przebił lód i pogonił za nim, ale nie mógł dopędzić Eliasza, ale rzucił za nim dzidą i ranił go w nogę; W. C h a r u z i n a ,
Etno­
grafía, Moskwa 1909, s. 381-382.

�94

R Y S Z A R D TOMICKI

dotychczas pojedynczych i zapewne niepełnych — faktów. Decydując się
mimo wszystko na zaprezentowanie tych konstruktów, mamy na uwadze
ich znaczenie, po ewentualnym zweryfikowaniu i potwierdzeniu, dla re­
konstruowanego obrazu kosmosu i człowieka.
Już w pierwszej części artykułu, gdy mowa była o tzw. diachronicznych poziomach, z których pochodzą różne istoty, poziomach decydujących
0 miejscu tych istot w układzie strukturalnym, nasuwał się wniosek, że
pomocnik Boga pochodzi z tego samego poziomu diachronicznego, co po­
mocnicy Diabła. Ponadto, lektura tekstów mitycznych rodzi przypuszcze­
nie, że przynajmniej w kilku z nich mowa jest — chociaż w niezbyt jasny
sposób — o substancjalnej łączności obu rodzajów istot. Nie pozostawiają
co do tego- wątpliwości te mity, w których — wzorem wersji apokryficz­
nej — Diabeł wynosi z dna morskiego' prócz piasku także krzemień. Z nie­
go to właśnie, po przełamaniu na pół, powstają anioły ze św. Michałem
na czele oraz diabły. Krzemień zaś podobnie jak zwykły kamień, a także
góra, wydają się być w wierzeniach ludowych symbolicznymi odpowiedni­
kami z i e m i . Jeśli przyjmiemy ten wniosek, a potwierdza go&lt; analogiczność sytuacji, w których diabły tworzone są z ziemi i wody lub śliny
Diabła, prowadzi on bezpośrednio do ustanowienia następującego schema­
tu genetyczno-strukturalnegO':
11

7 7

Ziemia w micie jest przedmiotem, a nie podmiotem działania. Jednak przy­
puszczenie, iż bierze ona udział w stworzeniu „pomocników" Boga i Diabła, a p ó ź ­
niej ludzi, nadaje jej cech Ziemi-Matki, tak wyraźnie widocznej w wierzeniach
ludowych. Mit niewiele m ó w i o tej kwestii. Czasami wydaje się, że Diabeł podczas
tworzenia świata staje się uosobieniem ziemi; znamienny pod tym w z g l ę d e m jest
mit bułgarski M 39, przypisujący Diabłu decydującą rolę w stworzeniu Jezusa. Ten
ostatni z kolei pełni w istocie funkcję piorunowładcy. Nasuwa s i ę przypuszczenie,
że Diabeł (dostarczyciel sposobu poczęcia Jezusa), a przede wszystkim Maria są
w tym micie symbolicznymi odpowiednikami ziemi. Utożsamienie Marii z ziemią
nieobce było myślicielom starożytnym; najjaśniej wyraził to św. Augustyn: „Veritos
de terra orta est, quia Christus de Virgine natus est" („Prawda powstała z ziemi,
ponieważ Chrystus narodził się z Dziewicy"), cyt. za C. G . J u n g ,
Psychologia
a religia (Wybór pism), Warszawa 1970, s. 203, przyp. 53. Interesujące są w związku
z tym ustalenia Junga na temat symbolu trójcy i czwórcy, mające związek z ludo­
wym obrazem kosmosu. „Posiada ona [trójca — przyp. R T ] wyłącznie męski charak­
ter. Jednakże nieświadomość przekształca ją w czwórce, będącą zarazem jednością,
podobnie jak trzy osoby trójcy są jednym i tym samym bogiem. Dawni filozofowie
natury przedstawiali trójcę —• o tyle, o ile była ona imaginata in natura — jako
trzy asomata lub spiritus albo też volatilia, a mianowicie jako wodę, powietrze
1 ogień. Z drugiej strony, czwartym składnikiem był somatón, tj. ziemia albo, ciało.
Ten ostatni składnik przedstawiali symbolicznie jako dziewicę. W ten sposób do­
dawali element kobiecy do swej fizykalnej trójcy, tworząc przez to czwórce [...].
Średniowieczni filozofowie natury niewątpliwie przez czwarty element rozumieli zie­
mię i kobietę", J u n g , op. cit, s. 152-153. Przedstawione tu rozumowanie zdaje się
odpowiadać w pewnym stopniu ludowej wizji świata, gdzie jak wiemy trójcą jest
wertykalny układ Boga, piorunowładcy i Diabła, czwórcą zaś ziemia (tworzona przez
nią struktura horyzontalna). Ona też uzupełnia w naturalny sposób ciąg: ogień, woda,,
powietrze; por. przyp. 34.

�95

SŁOWIAŃSKI Ю Т KOSMOGONICZNY

Í+) BÓG

Poziom I

Poziom

DIABEŁ

(-)

II

Poziom III

(++ - )

ISTOTY
PIORUNOWAADNE

ISTOTY
DIABELSKIE ( - - + )

Schemat ten pozwala wyjaśnić nie tylko sens posiadania wspólnej
cechy przez władającego piorunami świętego i diabły, wskazując na ich
związek z ziemią, lecz także symboliczne znaczenie podobieństw i różnic
między postaciami Smoka i Żmija (por. Struktura kosmosu, cz. I I ) . M ó ­
wiąc o Żmij u mamy na myśli przede wszystkim jego&lt; wyobrażenia jako
ptaka z ogonem węża lub latającego, ognistego węża. Otóż pamiętając, że
ptaki są stworzeniami niebieskimi, węże zaś chybionym pomysłem zie­
m i , dostrzegamy u istoty akwatyczno-chtonicznej, jaką jest smok, cechy
ptasie •— skrzydła (podobnie u diabłów), natomiast u Żmija ów ogon w ę ­
żowy. Tak więc istoty zdecydowanie odmienne posiadają jednak cechy
wspólne, dzięki — jak można' sądzić — pochodzeniu z jednego poziomu
diachronicznego. A n i jedne, ani drugie nie reprezentują w „czystej" po­
staci właściwości typowych dla swych stworzycieli. Domeną bowiem stwo­
rzycieli i podległych i m żywiołów jest niebo (ogień niebieski) lub podzie­
mia (woda kosmiczna), piorunowładca zaś i diabły działają w strefie
ziemskiej i charakterystyka ich, oznaczona t u skrótowo jako + + — oraz
h jest równocześnie charakterystyką dwóch sfer, na jakie dzieli się
strefa ziemska: ziemskiej sfery ognistej i ziemskiej sfery wodnej. Ale to
już osobny temat, którego rozwinięcie wymagałoby nowego spojrzenia na
demonologię, wiedzę o świecie, symbolikę słońca i księżyca itd., a ponad­
to obrzędowość ludową.
78

Analiza kosmogonii ludowej prowadzi do kilku wniosków dotyczą­
cych zarówno światopoglądu w tradycyjnej kulturze chłopskiej, jak i ogól­
nej problematyki kultury ludowej Słowian. Uzyskane wyniki skłaniają
przede wszystkim do postawienia pytania: w jakim stopniu wyobrażenia
mitologiczne znalazły odzwierciedlenie w rytuale. Staraliśmy się wskazać
kilka przykładów z zakresu obrzędowości oraz magii, świadczących o istnie­
niu więzi między sferą myślenia i działania. Te z konieczności pojedyncze
fakty nie mogą jednak zastąpić całościowej analizy tej dziedziny kultury
chłopskiej. Wniosek przybiera więc formę postulatu o analizę rocznego
cyklu obrzędowego, nawiązującego (przynajmniej w jednej ze swych
„warstw", czy poziomów znaczeniowych) do zrekonstruowanego mitu.
7 8

D a h n h a r d t , op. cit., s. 72; P e r l s , op. cit., s. 92.

�96

R Y S Z A R D TOMICKI

Badania takie powinny objąć nade wszystko materiały z terenu Słowiań­
szczyzny wschodniej i południowej, gdzie przetrwało wiele wierzeń i ob­
rzędów, które np. w Polsce, już w X I X wieku występowały sporadycznie.
Stworzenie modelu światopoglądu ludowego istniejącego wśród społecz­
ności wiejskich w X I X wieku umożliwiłoby ponadto analizę polskiej k u l ­
tury chłopskiej jako' pewnej fazy czy też jednego z wariantów procesu
przemian tradycyjnej kultury słowiańskiej.
Skoro już jesteśmy przy problematyce zmian, zwrócić należy uwagę,
że analiza mitu kosmogonicznego dostarcza nowych danych do badań nad
trwałością i zmiennością w kulturze ludowej. W miejsce intuicyjnych
przypuszczeń o wielowiekowej trwałości tych czy innych elementów k u l ­
turowych można wysunąć hipotezę o istnieniu struktur o długim trwaniu,
przynajmniej (ale nie tylko) w odniesieniu do kosmogonii, wykorzystując
przy tym osiągnięcia radzieckiej szkoły mitoznawczej (skupionej wokół
ośrodka w Tartu) w badaniach nad religią przedchrześcijańską Słowian.
Oczywiście, stwierdzenie strukturalnej zgodności mitu XIX-wiecznego ze
zrekonstruowanym w oparciu o&gt; inne źródła mitem prasłowiańskim, czy —
aby odwołać się do jeszcze jednego przykładu — z kosmogonią starożyt­
nych G r e k ó w , nie stanowi etapu końcowego badań. Pozostaje bowiem
obszerne zagadnienie przekształceń tej hipotetycznej struktury wyjścio­
wej, zmienność semiotyczna mitu w aspekcie regionalnym (w sensie tra­
dycji kulturowej), historycznym i społecznym. Analiza m i t u kosmogonicz79

7 9

Liczne warianty starogreckiego mitu zawierającego wątek pojedynku opra­
cowane zostały przez J . F o n t e n r o s e , Python. A Study of Delphic Myth and
Its Origins, Berkeley and Los Angeles 1959; Dla porównania podajemy podstawowy
schemat mitu: 1) Przeciwnik ma pochodzenie boskie (jest synem matki związanej
z Chaosem, lub mającej chroniczną naturę i ojca-boga); 2) miejsce przebywania
Przeciwnika (morze, jezioro, rzeka, źródło, drzewo, pieczara); 3) zewnętrzne cechy
Przeciwnika, różniące go od człowieka (gigantyczne rozmiary; postać potwora, n a j ­
częściej żmii, ale niekiedy także innych istot chronicznych, a także wilka, byka,
konia, orła itd. łączenie ludzkich i zwierzęcych cech; duża ilość głów, rąk, nóg, itd.;
posiadanie śmiercionośnego' spojrzenia, oddechu, zianie ogniem, zdolność do zmiany
postaci; związek ze śmiercią, dolnym światem, wiatrem, burza, potopem, głodem,
dżumą itp.); 4) w e w n ę t r z n e cechy Przeciwnika i jego działania (szkodliwość, skąp­
stwo, obżarstwo , zabójstwa, grabieże; zatrzymywanie — zamykanie lub osuszanie
rzek w celu spowodowania nieurodzaju, głodu); 5) Przeciwnik ma złe zamiary
wobec boskiej istoty związanej z niebem (pragnienie władzy nad światem; matka
lub żona jako podżegaczka do złych działań); 6) wystąpienie boskiej istoty (Bóg
Nieba lub bóg związany z warunkami meteorologiczno-klimatycznymi); 7) zabicie
Przeciwnika przez boską istotę • przy pomocy cudownej broni (różne rodzaje broni,
pomoc w pojedynku, ucieczka Przeciwnika itp.); 8) bliskość porażki boskiej istoty
w pojedynku (okresowe niepowodzenia, motyw kuszenia przez żonę Przeciwnika itd.);
9) ostateczne zwycięstwo nad Przeciwnikiem (wykorzystanie środków magicznych
itd.); 10) pośmiertne ukaranie Przeciwnika (zabicie, zamknięcie w dolnym świecie
lub pod górą, pocięcie i uszkodzenie jego ciała; uczta zaznaczająca zwycięstwo; ry­
tuał oczyszczenia i ustanowienie odpowiedniego kultu); cyt. za I w a n o w , T o p o ­
r ó w , op. cit, s. 141-142.
1

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

97

nego wskazuje ponadto, że dla poznania tzw. kultury duchowej Słowian
nie wystarczą badania jej stanu z przełomu wieków X I X i X X . Konieczne
jest ujmowanie tej dziedziny kultury w całym jej kontekście, a więc z jed­
nej strony w porównaniu z kulturami sąsiednich ludów niesłowiańskich,
z drugiej natomiast — niejako na płaszczyźnie pionowej — w porównaniu
z kulturą innych warstw społecznych. Szczególne miejsce zajmują t u
związki i różnice między tradycją kulturową, którą można ogólnie nazwać
chrześcijańskoeuropejską (przejawiającą się w aspekcie doktrynalnym nie
tylko poprzez oficjalną doktrynę chrześcijańską, lecz także przez jej tzw.
heretyckie i sekciarskie formy oraz apokryfy) i tradycją ludowych kultur
słowiańskich. W tym zakresie otwiera się pole do pasjonujących badań
interdyscyplinarnych nad kulturą chłopską .
80

Zakład Etnografii I H K M
ul. Świerczewskiego 105
00-140 Warszawa

8 0

Już po oddaniu artykułu do druku udało mi się dotrzeć do wspomnianych
w przypisie 5 artykułów M. E 1 i a d e g o, przedrukowanych w pracy Zalmoxis. The
Vanishing God. Comparative Studies in the Religions and Folklore of Dacia and
Eastern Europe. The University of Chicago Press, Chicago and London 1972, s. 76—
130. Nie w n o s z ą one istotnych uzupełnień do naszej analizy.

7 — Etnografia Polska, XX/1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9705" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9683">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d875bef9ce344e08eb3439ed2971f957.pdf</src>
        <authentication>13be4a7d14fffc64de46936e9d9e3775</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115437">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1047</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115438">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115439">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115440">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115441">
                <text>Ludowe mity o stworzeniu człowieka / ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115442">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1980 t.24 z.2, s.49-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115443">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115444">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115445">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115446">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115447">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115448">
                <text>„Etnografia P o l s k a " , t. X X I V z. 2
I S S N 0071-1861

RYSZARD

TOMICKI

LUDOWE MITY O STWORZENIU CZŁOWIEKA
Z BADAN NAD SYNKRETYZMEM MITOLOGICZNYM
W S C H O D N I E J I POŁUDNIOWEJ

ORAZ

W

AZJI

W EUROPIE

PÓŁNOCNEJ

Rejestrowane w środowisku chłopskim wyobrażenia o p o w s t a n i u l u ­
dzi rzadko wzbudzały zainteresowanie etnografów. Uznawane były,
ze względu n a nieludowe pochodzenie, za sfolkloryzowane wersje a n t r o pogonii b i b l i j n e j , w najlepszym razie mogące ilustrować zjawisko t z w .
opadania wytworów k u l t u r o w y c h . Istotnie, t r u d n o byłoby zaprzeczyć i c h
zależności od t e k s t u kanonicznego. A l e f a k t e m jest również n i e j e d n o ­
rodność, wielowariantowość, a nawet wiełowarstwowość l u d o w y c h w i e ­
rzeń' i mitów, co w p r a w d z i e osądzane bywało jako „cudaczny splot p o ­
przekręcanych t r a d y c y j b i b l i j n y c h "
lecz w o l n o przypuszczać, że dziś
opinia t a k a mało kogo zadowoli. F o l k l o r y z a c j a w porównaniu z nią
b r z m i bardziej dostojnie, nie w n o s i j e d n a k żadnych n o w y c h i n f o r m a c j i .
G d y b y zaś t e r m i n ów oznaczać miał coś więcej niż t y l k o uproszczenie,
przeinaczenie wynikłe z niezrozumienia, zagmatwanie czy — mówiąc
w p r o s t — prymitywizację, to, j a k dotąd, nie zdołano ustalić nowego
znaczenia. Na razie określenie „sfolkloryzowane" sygnalizuje zaledwie,
iż m a m y do czynienia z w y t w o r a m i z m i e n i o n y m i w stosunku do p i e r w o ­
w z o r u , nie mówiąc wszakże nic o charakterze t y c h odkształceń. T y m ­
czasem obserwowane w antropogonii l u d o w e j odchylenia są dość znacz­
nie zróżnicowane. W y s t a r c z y zauważyć, iż obok wyobrażeń będących
w zasadzie repliką m i t u b i b l i j n e g o spotyka się również t a k i e , które
z chrześcijaństwem łączy zaledwie ogólnikowe przeświadczenie o gene­
tycznej zależności człowieka od Boga. B y w a ono na t y l e ogólnikowe, iż
r o d z i p y t a n i e : czy wierzenia mówiące o p o w s t a n i u człowieka z boskiego
naskórka l u b k r o p l i p o t u są bliższe Księdze Rodzaju, czy może m a n s y j s k i e m u m i t o w i , zgodnie z którym człowiek jest efektem t r a n s f o r m a c j i
boskiej śliny?
Te ostatnie przykłady przyjdzie oczywiście uznać za skrajne odstępS. Poniatowski,
1932, s. 286.
1

Etnografia

4 — Etnografia Polska t. X X I V , z. 2

Polski,

[w:]

Wiedza

o

Polsce,

Warszawa

�50

RYSZARD T O M I C K I

stwa od przyjętej t r a d y c j i m i t o l o g i c z n o - r e l i g i j n e j na rzecz i n d y w i d u a l ­
n e j wyobraźni. A l e właśnie one w r a z z w i e r n y m i r e p l i k a m i m i t u b i b l i j ­
nego wyznaczają granicę, w których mieści się znaczna ilość mitów i w i e ­
rzeń antropogonicznych charakteryzujących się m n i e j s z y m i l u b większy­
m i odstępstwami od t e k s t u kanonicznego. Uwagę etnografa przyciągają
z n a t u r y rzeczy t a k i e teksty, których odstępstwa mają w a l o r p o w t a r z a l ­
ności i wywołują dzięki t e m u wrażenie istnienia jakiś prawidłowości.
Miał je zapewne na myśli F. Z n a n i e c k i pisząc, że w środowisku chłop­
s k i m „wiele s t a r y c h mitów, t a k i c h j a k Ksiąga Rodzaju, zostało w poważ­
n y m stopniu z m i e n i o n y c h , u s y s t e m a t y z o w a n y c h
i uzu­
p e ł n i o n y c h " (podkr. R T ) . Skoro zaś prawdą jest, że k u l t u r a l u d o ­
wa operowała „wzorcami", „schematami" modelującymi przejmowane
z zewnątrz treści , to istnieje podstawa, aby oczekiwać, iż p o w t a r z a l n e
odchylenia są r e z u l t a t e m owego modelowania. A n a l i z a odchyleń w i n n a
zatem ujawnić nie t y l k o i c h c h a r a k t e r , lecz również same wzorce czy
schematy l u b — mówiąc inaczej — względnie trwałe s t r u k t u r y w p ł y ­
wające na ostateczny kształt p r z e j m o w a n y c h wyobrażeń o p o w s t a n i u
człowieka.
2

3

Wniosek t a k i nasuwała już ogólna c h a r a k t e r y s t y k a motywów a n t r o ­
pogonicznych przedstawiona w a r t y k u l e o dualistycznej kosmogonii l u ­
dowej Słowian . Sygnalizowane wówczas spostrzeżenia wymagały d a l ­
szych studiów bardziej pogłębionych, jeśli chodzi o strukturę i seman­
tykę, oraz znacznie rozszerzonych w aspekcie k o m p a r a t y s t y c z n y m . Obec­
n y artykuł jest próbą realizacji t y c h zadań.
4

W y k o r z y s t a n y przeze m n i e materiał źródłowy pochodzi ze wszyst­
k i c h n i e m a l regionów Słowiańszczyzny, chociaż zasadniczą podstawą b a ­
dań są zespoły mitów z j e j wschodniej i południowej części. W y n i k a to
z f a k t u , iż na t y c h obszarach występowały i zostały najlepiej u d o k u ­
mentowane całe k o m p l e k s y wyobrażeń antropogonicznych, które ze
względu na swą oryginalność oraz posiadane analogie apokryficzne od
d a w n a przyciągały uwagę historyków l i t e r a t u r y i k u l t u r y . W związku
z t y m uznałem za stosowne włączyć do z b i o r u a n a l i z o w a n y c h mitów
l u d o w y c h k i l k a z n a n y c h (zachowanych) w e r s j i a p o k r y f i c z n y c h , w y k a z u ­
jących zresztą daleko idące zbieżności z w e r s j a m i X I X - i X X - w i e c z n y m i .
Stanowią one b o w i e m nie t y l k o świadectwo t r w a n i a niektórych m o t y ­
wów w f o r m i e niezmiennej p r z y n a j m n i e j od X V - X V I w i e k u , ale dzięki
p r e z e n t o w a n i u w k i l k u w y p a d k a c h rozwiązań o d m i e n n y c h mogą być
W. I . T h o m a s , F . Z n a n i e c k i , Chłop
s z a w a 1976, t. 1, s. 234.
2

polski

w Europie

i Ameryce,

War­

Trzy

studia

Z a u w a ż a l i to n i e t y l k o strukturaliści, por. K . D o b r o w o l s k i ,
z teorii kultury ludowej,
„Etnografia P o l s k a " , t. V I I I : 1964, s. 33-34.
8

R . T o m i c k i , Słowiański
mit kosmogoniczny,
„Etnografia P o l s k a " , t. X X :
1976, z. 1, s. 47-97; t e n ż e , A n t h r o p o p e n e s i s in the Slavonic
folk beliefs,
„Ethnologia P o l o n a " , v o l . 5: 1980.
4

�LUDOWE M I T Y O STWORZENIU

51

CZŁOWIEKA

również c e n n y m p u n k t e m odniesienia dla obserwacji ewoluowania l u ­
d o w y c h wyobrażeń antropogonicznych.
Trzeba od r a z u powiedzieć, że p r z e d m i o t e m mego zainteresowania są
przede w s z y s t k i m te f r a g m e n t y mitów l u d o w y c h , które z nie znanych
na razie powodów łączą d w i e cechy: 1) stanowią swego rodzaju uzupeł­
nienie m i t u b i b l i j n e g o charakteryzujące się s i l n y m eksponowaniem idei
dualistycznej, t z n . udziału Diabła w k r e a c j i l u d z i ; 2) mają bliższe l u b
dalsze analogie w m i t o l o g i a c h różnych ludów E u r o p y Północno-Wschodn i e j (Ugrofinowie), S y b e r i i (Samojedzi, E w e n k o w i e , Jakuci) aż po Azję
Centralną ( l u d y ałtajskie i mongolskie). Dlatego też k o n s t r u k c j a a r t y ­
kułu jest w y n i k i e m k o m p r o m i s u między dążeniem do w miarę możli­
wości systematycznego omówienia głównych elementów a n t r o p o g o n i i l u ­
dowej, a koniecznością szerokiej analizy porównawczej p e w n y c h j e j f r a g ­
mentów. U t r u d n i a ona w p r a w d z i e lekturę, ale być może pozwala d o j ­
rzeć w n o w y m świetle istotę f o l k l o r y z a c j i " b i b l i j n e g o m i t u o stworze­
n i u l u d z i w łonie k u l t u r y chłopskiej.
I. S T W O R Z E N I E

LUDZI

K i e d y istniała już ziemia, „stworzył P a n r a j na wschodzie i posta­
nowił P a n stworzyć pierwszego człowieka A d a m a . I stworzył ciało jego
z s i e d m i u części: z z i e m i ciało, z k a m i e n i a kości, z morza k r e w , ze słoń­
ca oczy, z obłoków myśli, z w i a t r u oddech, z ognia ciepłotę. I poszedł
Pan na niebiosa do ojca swego po duszę A d a m a . Szatan nie wiedział
co ma zrobić: pokłuł ciało A d a m o w e palcami. I przyszedł P a n do swego
stworzenia, do ciała Adamowego, i w i d z i ciało całe pokłute i mówi P a n :
O, diable! J a k śmiałeś zrobić t a k z m o i m stworzeniem? I odpowiedział
diabeł: Panie, g d y człowiek poczuje, że zachorował, w t e d y będzie o t o ­
bie pamiętał. I P a n wywrócił A d a m a r a n a m i do środka i stąd pochodzą
choroby. Szatan sprawił, że g d y ktoś zachoruje, w t e d y w z d y c h a : Oh, oh,
Panie, z l i t u j się! Ożywił P a n A d a m a i dał m u władzę w r a j u n a d wszyst­
k i m i p t a k a m i i zwierzętami i bydłem" .
5

Opis t e n pochodzi z r u s k i e j , apokryficznej opowieści O Morzu
Tyberiadzkim,
a ściślej mówiąc z j e j najstarszej ze znanych, X V I - w i e c z n e j
w e r s j i . Cały epizod z b u d o w a n y jest wokół t r z e c h f u n k c j i p r z y p i s a n y c h
Bogu i Diabłu:
BOG
1. U f o r m o w a n i e

DIABEŁ

ciała A d a m a
2. U s z k o d z e n i e

3. Ożywienie

ciała

Adama

J e s t to f r a g m e n t m i t u O Morzu
Tyberiadzkim
odnalezionego w z b i o r z e
z X V I w i e k u i o p u b l i k o w a n e g o p r z e z E . V . B a r s o v a w 1886 r o k u , c y t . z a : J . I v a n o v, Bogomilski
knigi i legendi, S o f i j a 1970 ( w y d . 2), s. 291.
5

�52

RYSZARD TOMICKI

Powtarzalność tego schematu wydarzeń w l u d o w y c h m i t a c h i w i e ­
rzeniach z X I X - X X w i e k u upoważnia d o i c h omówienia łącznie z wersją
apokryficzną.
1. Zamieszczony w a p o k r y f i e opis stworzenia A d a m a s t a n o w i r e p r e ­
zentację koncepcji Człowieka-Mikrokosmosu, znaną szeroko w świecie
starożytnym, a do średniowiecznej l i t e r a t u r y chrześcijańskiej w p r o w a ­
dzoną głównie za pośrednictwem dzieł I z y d o r a z S e w i l l i (ok. 570-636).
R o z k w i t j e j popularności w Europie datuje się na w i e k X I I . Ilustracją
adaptowania t e j archaicznej koncepcji do światopoglądu chrześcijańskie­
go może być pochodzące z 1 połowy X I I w i e k u dzieło Honoriusza A u g u stoduńskiego noszące tytuł Elucidarium.
Według Honoriusza człowiek
s t w o r z o n y został n a podobieństwo boże z substancji duchowej i m a t e ­
r i a l n e j . Ta ostatnia składała się z czterech elementów: z i e m i (ciało),
w o d y ( k r e w ) , powietrza (oddech) i ognia (ciepło). Człowiek jako f u n k c j o ­
nujący o r g a n i z m jest swego r o d z a j u analogonem otaczającej go rzeczy­
wistości. M a głowę okrągłą na wzór sfery niebieskiej, para oczu odpo­
w i a d a dwóm głównym ciałom n i e b i e s k i m , siedem otworów w głowie
p r z y p o m i n a siedem h a r m o n i i niebieskich. Pierś poruszana
oddechem
i kaszlem to j a k b y powietrze wstrząsane w i a t r a m i i g r o m e m . B r z u c h
p r z y j m u j e wszelkie ciecze t a k , j a k morze n a t u r a l n e cieki. N o g i p o d ­
trzymują ciężar ciała analogicznie do ziemi. W z r o k l u d z k i jest z ognia
niebieskiego, słuch z wyższego powietrza, węch zaś z jego części niższej;
smak z wody, zmysł d o t y k u z ziemi. Kości człowieka mają udział w t w a r ­
dości k a m i e n i , n o g i w sile drzew, włosy w pięknie t r a w , zmysły w c z u j ­
ności zwierząt. Każda istota l u d z k a jest zatem miniaturą świata (microcosmus, id est minor mundi). Świadczy o t y m samo imię dane pierwsze­
m u człowiekowi przez Boga, związane z czterema s t r o n a m i świata i uło­
żone podług p i e r w s z y c h l i t e r i c h g r e c k i c h nazw — A n a t o l e , Disis, Arcos,
Mesembria .
6

7

Liczne t e k s t y apokryficzne kontynuują t e n sposób myślenia o czło­
w i e k u , z t y m jednak, że to, co Honoriusz Augustoduński zestawiał j a k o
związki metaforyczne, p r z y b i e r a w n i c h c h a r a k t e r zależności genetycz­
nej. Włosy n i e t y l k o mają udział w pięknie t r a w , lecz z t r a w y powstały,
kości twardość swą zawdzięczają s t w o r z e n i u z k a m i e n i a i t d . Ilość ele­
mentów u n i w e r s u m użytych do k r e a c j i wzrasta w t e n sposób i ulega
w a h a n i o m . Różnią się także i c h przyporządkowania poszczególnym częś­
c i o m o r g a n i z m u ludzkiego, z wyjątkiem t y c h t y l k o , które mają cha­
r a k t e r n i e m a l u n i w e r s a l n y : ciało — ziemia, kości — kamienie, oczy —

G

Por. np. M. K u r d z i a ł e k ,

Średniowieczne

doktryny

o człowieku

jako

obra­

zie świata, „Roczniki F i l o z o f i c z n e " , t. 19: 1971, z. 1, s. 5-39.
7

vekov,

A . J a . G u r e v i 6, Populjarnoe
[w:] Iz istorii

t e n ż e , Kategorie

kul'tury

kultury

średnich

bogoslovie
vekov

średniowiecznej,

i narodnaja
i vozroždenija,

Warszawa

religioznosť
Moskva

1976. s. 59-61.

średnich

1976, s. 79-80;

�Tabela 1. Składniki człowieka i elementy uniwersum
O Morzu T y -

O Morzu Tý-

beriadzkim

beriadzkim

X V I w.

X V I I w.

8

Rozumnik
X V I w.

9

1 0

ciało

ziemia

ziemia

ziemia

ziemia

krew

morze

Morze Czarne

morze

rosa i słońce

oczy

słońce

słońce

słońce i rosa

morska głębia

kości

kamienie

kamień

kamień

kamienie

myśli

obłoki

obłoki

anielski pęd

anielski pęd
i obłoki

śmiech i płacz

-

-

rozum
mowa
oddech

wiatr

wiatr

żyły
włosy
ciepło [ta]

wiatr i duch boży

-

dusza

-

ogień

1 1

bośniacka

ziemia
—

—

—

duch boży i wiatr

-

trawa
trawa

-

Morzu

Tybe-

riadzkim X I X w .

-

Mit

ziemia

ogień

blask

kamień

ludowy

XIX

13

ziemia

obłok

anielski pęd
—

-—

O
12

słońce (wzrok)
marmur

-

obłoki
—

—

Legenda

K s . Enocha
XVI-XVIIw.

w.

1 4

słońca

kamień
—

-

a
a
o
sH

-

morze
wiatr
od Boga

-

drzewa

—

trawa

-

—

O
te
N
H
%
O
N
O

8

I v a n o v, op. cit., s. 291.

9

I v a n o v, op. cit., s. 297.

M

1 0

I v a n o v, op. cit., s. 260.

1 1

I v a n o v, op. c i t , s. 177, 309.

12

I v a n o v, op. cit., s. 323.

&gt;

1 3

G. I. K u l i k o v s k i j , V . V l a z n e v ,

1 4

А. К o I č i n , Verovanija

kresťjan

К kosmogoničeskim

Tul'skoj

gubernii,

legendám,

„Etnografičeskoe O b o z r e n i e " , 1892, No 4, s. 190-191.

„Etnografičeskoe O b o z r e n i e " ,

nauczył l u d z i mówić, co być może m a związek z występującym

w

poprzedniej

wersji

1899, N o 3, s. 59; według tej w e r s j i Diabeł
skojarzeniem

mowy

i morza.

�54

RYSZARD T O M I C K I

ciała niebieskie, włosy — rośliny. Idea pozostaje j e d n a k nienaruszona
i t r w a wśród Słowian w s c h o d n i c h i południowych do początków X X
w i e k u . W t a b e l i 1 zestawiono niektóre w a r i a n t y t e j koncepcji, wystę­
pujące w tekstach z różnych okresów, w t y m d w a w a r i a n t y l u d o w e
z końca ubiegłego stulecia. N i e są to jedyne znane przykłady k o n t y n u ­
owania w środowisku chłopskim koncepcji Człowieka-Mikrokosmosu. Do
n i c h zaliczyć należy również wersje bardziej syntetyczne, j a k choćby
bułgarski m i t o s t w o r z e n i u A d a m a z z i e m i przyniesionej Bogu z czterech
s t r o n świata przez a n i o ł y . Nawiązuje on i m p l i c i t e do przytoczonej
przez Honoriusza e t y m o l o g i i i m i e n i a A d a m , podobnie j a k g r e c k i m i t
o s t w o r z e n i u świata, pochodzący z X V I - w i e c z n e g o z b i o r u , gdzie ziemię
potrzebną do k r e a c j i człowieka przynieść ma z czterech s t r o n świata
D i a b e ł . Najbardziej l a p i d a r n y m w y r a z e m t e j koncepcji jest s t w i e r ­
dzenie W i e l k o r u s a — starowiera, że „Pan stworzył człowieka z p r z y ­
rody" .
W X I X - X X w i e k u t e n n u r t wyobrażeń o naturze człowieka był j e d ­
n a k stosunkowo rzadko spotykany. Zdecydowana większość mitów i w i e ­
rzeń l u d o w y c h mówi o u l e p i e n i u A d a m a z g l i n y (ziemi), n i e poświęcając
zresztą t e m u w y d a r z e n i u z b y t dużej u w a g i . Sporadycznie pojawiają się
wersje zupełnie odmienne, zaskakujące swą oryginalnością, mówiące
o p o w s t a n i u A d a m a z naskórka zdartego p r z y p a d k i e m przez Boga czy
też z k r o p l i boskiego p o t u .
2. Ingerencja Diabła w stworzenie A d a m a jest bogato u d o k u m e n t o ­
w a n a w m a t e r i a l e X I X - i X X - w i e c z n y m . Najwcześniejszy zapis tego
wątku, relacjonujący podziurawienie p a t y k i e m ciała i wprowadzenie doń
chorób, pochodzi z ruskiego a p o k r y f u datowanego na X I I w i e k . W m i ­
tach l u d o w y c h obok apokryficznej f o r m y i n g e r e n c j i — mechanicznego
uszkodzenia połączonego z umieszczeniem chorób — występuje również
oplucie ciała. Oba działania Diabła mają j e d n a k i d e n t y c z n y sens, a są­
dzić t a k pozwala semantyka śliny diabelskiej w l u d o w y c h m i t a c h k r e a ­
c y j n y c h . Z reguły pojawia się ona jako substancja powodująca inwersję
p i e r w o t n y c h własności o b i e k t u , na który działa. Na przykład z ziemi
u k r y t e j przez Diabła w ustach, a następnie w y p l u t e j powstają t e r e n y
15

16

17

18

19

15

I v a n o v, op. cit., s. 346.

16

I v a n o v, op. cit., s. 317.

1 7

stiki

P. I., Iz oblasti
mirosozercanija

malorusskich

narodnych

krest'janskago

naselenija

legend

(Materiały

Kupljanskago

dlja

charakteri-

uezda),

„Etnografi-

českoe O b o z r e n i e " , 1892, N o 2-3, s. 90.
1 8

W. S z u с h i e w i c z, Huculszczyzna,
Priroda

vić,
19

knigi

u verovanu

i předánu

J e s t to a p o k r y f

opublikowany

russkoj

S. Peterburg

stariny,

The Dualistic

1961, s. 133-134.

Creation

1908, t. 4, s. 15; T . R .

p r z e z A . N. P y p i n a ,

Dorde-

1958, t. 1, s. 5.
Ložný ja

i

otrešennyja

1862, s. 12-13. K o r z y s t a m z fragmentów

t o c z o n y c h p r z e z M. P. D r a g o m a n o v a ,
gends:

Lwów

našega národa, B e o g r a d

of the World,

Notes

on the Slavic

Religio-Ethical

przy­
Le­

transí, b y E a r l W. C o u n t , T h e H a g u e

�55

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

jałowe będące przeciwieństwem terenów żyznych s t w o r z o n y c h z „czy­
s t e j " z i e m i przez Boga; z ziarna w t e n sam sposób u k r y t e g o w y r a s t a
w r a j u drzewo śmierci i grzechu; z z i e m i z a t r u t e j diabelską śliną zamiast
zbóż i roślin leczniczych rozsianych przez Boga wyrastają c h w a s t y i r o ­
śliny trujące, a zwierzęta po i c h zjedzeniu zamieniają się w drapieżni­
k i 2°. Oplucie ciała jest zatem symboliczną formą t r a n s f o r m a c j i człowie­
ka t r w a l e zdrowego w człowieka podległego chorobom.
Spotykane w m i t a c h i n t e r p r e t a c j e oraz k o n t e k s t towarzyszący inge­
r e n c j i Diabła potwierdzają t e n wniosek, m i m o że nie są identyczne.
S k u t k i i n g e r e n c j i wyrażane są w następujący sposób:
a. W ciele A d a m a umieszczone zostały choroby; człowiek stał się
wrażliwy na choroby i ból. We f r a g m e n t a c h p r z y t o c z o n y c h apokryfów
jest to powiedziane wp r o s t , chociaż dzięki d i a l o g o w i między stwórcą
i Diabłem ingerencja nabiera c h a r a k t e r u działania prewencyjnego w sto­
s u n k u do p r z e w i d y w a n e j obojętności człowieka wobec Boga. Działanie
Diabła służy w ostatecznym efekcie powiększeniu chwały bożej . D o ­
słowne n i e m a l powtórzenie w e r s j i a p o k r y f i c z n e j s p o t y k a m y w X I X - w i e c z n y m zapisie opowieści O Morzu 7 yberiadzkim
z b. g u b e r n i i r i a zańskiej . W i n n y c h tekstach Bóg godzi się z nieodwracalnością s k u t ­
ków i n g e r e n c j i swego p r z e c i w n i k a i wywracając skórę A d a m a na nice
pozostawia go z nieczystością ukrytą wewnątrz ciała: „z toho t y p e r
kożdyj czołowyk w seredyni majet bołu, bo w y n , Satana, b u v do sotworenia czołowyka u s p y w c i z B o h o m " (!) . W z a c y t o w a n y m micie H u ­
cułów ból, choroby powstają nie z r a n , lecz z p l w o c i n . A n a l o g i c z n y sens
mają wersje, gdzie o s k u t k a c h działania Diabła nie mówi się w p r o s t ,
lecz wynikają one z r e a k c j i Boga. W m i t a c h wschodnio- i południowosłowiańskich t w o r z y on określoną ilość t r a w leczniczych, odpowiadającą
liczbie r a n zadanych A d a m o w i , albo zatyka d z i u r y trawą, zalepia je,
a po ożywieniu A d a m a i n s t r u u j e go, które z t r a w i w j a k i sposób m a
stosować, jeśli zachoruje .
21

22

23

24

2 0

P o r . V . G n a t j u k, Galicko-ruski

narodni

n i k ' ' , t. X I I : 1902, s. 15; J . W i t o r t , Przeżytki
rusinów,
21

biega

legendi.

T . 1, „Etnografičnij

starożytnego

światopoglądu

„ L u d " , t. I I : 1896, s. 215-216; T o m i c k i , Słowiański

Wariant

m i t u O Morzu

Tyberiadzkim

mit...,

u

ZborBiało­

s. 59-60.

pochodzącym z X V I I w i e k u

nie od­

od w e r s j i X V I - w i e c z n e j . Stwórca znalazłszy pokłute ciało m ó w i do D i a b ł a :

„Po co, przeklęty diable, to zrobiłeś? J a stworzyłem człowieka czystego i n i e s k a ­
lanego

i niechorowitego". Diabeł odpowiada:

sce z a b o l i {go]

to on p o m o d l i

„Zapomni o tobie, a gdy jakieś m i e j ­

się: P a n i e , zmiłuj

się", c y t . z a : I v a n o v, op. cit.,

s. 297.
Kulikovskíj,

23

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 12.

24

A . D . N e u s t u p o v, Iz

Kadnikovskago
op.

V l a z n e v , op. cit., s. 190-191.

22

cit.,

uezda,

s. 335, 337. O

op, cit., s. 215-216.

předáni]

„Etnografičeskoe
stworzeniu

i legend
Obozrenie",

traw

kresťjan
1901, No

leczniczych przez

Vas'janovsko

j

volosti,

1, s. 168; . I v a n o v ,
Boga

por. W i t o r t,

�56

RYSZARD T O M I C K I

b. W człowieku umieszczone zostały p l w o c i n y . Tego t y p u konstatacja
jest wyraźną odmianą w y p a d k u poprzedniego, chociaż b r a k i n f o r m a c j i
o zapoczątkowaniu chorób, wynikający zapewne z realistycznego p o t r a k ­
t o w a n i a oplucia ciała i wywrócenia zanieczyszczonej skóry do wewnątrz,
powoduje, że cały epizod zmienia sią w opowieść etiologiczną o pocho­
dzeniu p l u c i a , kaszlu i t p . Związek diabelskiej śliny z c h o r o b a m i uległ
t u z a n i k o w i , a p r z y n a j m n i e j znacznemu rozluźnieniu, ponieważ ślina
b y w a jeszcze kojarzona z „nieczystością" .
c. W człowieku umieszczona została „nieczystość", zły d u c h . I n t e r ­
pretacja ta s t a n o w i antytezę przekonania, iż A d a m s t w o r z o n y n a podo­
bieństwo boże był istotą „czystą", „ w seredyni niczoho ne buło". Mając
wewnątrz siebie diabelską ślinę stał się natomiast „u seredyni neczys t y j " . Człowiek porównany jest w t y m tekście do ogniska, które po
o p l u c i u przez Diabła zaczęło dymić. Z A d a m a też „kuryt sy, j y k z w a ­
t r y " . Nieraz nieczystość r o z u m i a n a jest synonimicznie ze złym d u ­
chem .
d. Człowiek został oszpecony. Tuż po s t w o r z e n i u A d a m był n i e ­
z w y k l e piękny, a Diabeł spowodował zniekształcenie doskonałego dzieła
bożego .
Uszeregowanie i n t e r p r e t a c j i m a j e d y n i e względny w a l o r c h r o n o l o ­
giczny, wynikający z f a k t u , że wersje apokryficzne mówią zawsze
o uwrażliwieniu na choroby. T y m n i e m n i e j w y d a j e się, iż nieco a b s t r a k ­
cyjne zanieczyszczenie czy oszpecenie — jeśli nawet n i e jest wyjaśnie­
n i e m wtórnym — s t a n o w i element poboczny i dopełniający t y l k o za­
sadniczy s k u t e k i n g e r e n c j i antagonisty stwórcy, za j a k i uznać należy
d e s t r u k c y j n y współudział w s t w o r z e n i u A d a m a . M a on istotne k o n ­
sekwencje d l a f i n a l n e j k o n s t y t u c j i człowieka.
Wyprzedźmy bieg wydarzeń narzucany przez konstrukcję m i t u , aby
w kontekście stworzenia A d a m a przedstawić powstanie jego p a r t n e r k i .
E w a pozostaje często w cieniu A d a m a , a w s k r a j n y c h w y p a d k a c h może
nawet zostać w y k l u c z o n a z n a r r a c j i („Pan Bóg stworzył A d a m a i wpuś­
cił go do r a j u ... on zgrzeszył ... j a k m u się starszy s y n narodził..." i t d . ) .
N ie to jest wszakże najistotniejsze. Bardziej znamienne w y d a j e się
znacznie częstsze pojawianie się w opisach stworzenia E w y niż A d a m a
o r y g i n a l n y c h w e r s j i będących bez wątpienia t w o r e m wyobraźni l u d o ­
w e j . Sprawiają one wrażenie, j a k b y w środowisku chłopskim n i e było —
25

2e

21

2S

2 9

2 5

P . I . , op. cit., s. 89-90.

2 6

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 6-7; por. też: P . V . S e j n , Materiały

čenija

byta

i jazyka

russkago

naselenija

severozapadnago

krają,

dlja

izu-

Sanktpeterburg

1902, t. 2, s. 314.
2 7

W i t o r t, op. cit., s. 216.

2 8

M.

Żmigrodzki,

Ukraina.

„ L u d " , t. I I : 1896, s. 325.
2 9

G n a t j u k, op. cit., s. 21-22.

I.

Theogonia

i

kosmogonia

ludu

Ukrainy,

�57

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

generalnie rzecz ujmując — dostatecznie silnego przekonania o p o ­
prawności, czy choćby kompletności m i t u b i b l i j n e g o w t e j k w e s t i i . O d ­
czucie to potęgują relacje o współistnieniu w jednej w s i obu w e r s j i ,
b i b l i j n e j i l u d o w e j , p r z y c z y m zdarza się, że i n f o r m a t o r mówiący
o p o w s t a n i u E w y z gałązki i w y dodaje od r a z u : „Druhi p r y p o w i d a j u t ,
szo B o h w i j m y v r e b r o A d a m o v y , t a j z seho stała żinka. Może j t a k ! " .
T r u d n o nie dostrzec w t e j w y p o w i e d z i ukłonu w stronę badacza, u p r z e ­
dzenia e w e n t u a l n e j jego wątpliwości, ale równocześnie można być p e w ­
n y m , że indagowany Hucuł doskonale wiedział, co w a r t a jest owa wersja
innych.
Cechą szeregu mitów jest sygnalizowanie w różny sposób o d m i e n ­
ności pierwszej kobiety. N i e chodzi t y l k o o jej wtórność w stosunku do
mężczyzny, oczywistą w t e d y , g d y Bóg t w o r z y Ewę z żebra (,,I t a k w y
mężczyźni jesteście z g l i n y , a m y k o b i e t y to już z waszego żebra" ) ,
lecz o inność niejako jakościową. W t e n sposób rozumieć można p o d ­
kreślenie, że E w a powstała z lewego żebra, jeśli pamiętamy o k o r e l o ­
w a n i u w k u l t u r z e l u d o w e j s t r o n y l e w e j z t y m co kobiece, żeńskie, ale
także diabelskie, złe, nieszczęśliwe . Podobny sens mają wspomniane,
czysto l u d o w e opowieści, k i e d y mówią na przykład o s t w o r z e n i u E w y
z koziego l u b psiego ogona. Zwierzę p o r y w a kość wydobytą z ciała A d a ­
ma, a Bóg — nie mogąc j e j odebrać i nie chcąc powtórnie fatygować
mężczyzny — u r y w a m u ogon i z niego powstaje kobieta . Sens tej na
pierwszy r z u t oka wyłącznie h u m o r y s t y c z n e j opowieści u j a w n i a się d o ­
piero po zestawieniu z b l i s k i m i f a b u l a r n i e m i t a m i wyjaśniającymi ge­
nezę różnic e t n i c z n y c h i społecznych. N a U k r a i n i e opowiadano, że R u sini (chłopi) pochodzą od człowieka ulepionego z g l i n y , natomiast szlach­
ta (Polacy) jest p o t o m s t w e m człowieka ulepionego z pszenicznego ciasta,
pożartego, a potem wydalonego przez psa . U Litwinów różnica między
n i m i s a m y m i (chłopami) i szlachtą była jeszcze większa, ponieważ c i
3 0

31

32

33

34

35

*&gt; P . I., op. cit,
3 1

8 2

G n a t j u k, op. cit., s. 19.

3 3

Lewe

riadzkim,
uezda,
w

żebro p o j a w i a

„Etnografičeskoe

wierzeniach

Obozrenie",

słowiańskich

verovaniju,

n o v, V . N.
českie

się już w X V I I - w i e c z n e j w e r s j i

m i t u O Morzu

I v a n o v , op. cit., s. 297; por. też: V . A . M o š k o v, Gagauzy

narodnom

J.

s. 92.

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 7.

1901, No

„Glasnik E t n o g r a f s k o g

T o p o r o v, Issledovanija

i frazeologíčeskie

S. W a s i l e w s k i ,

4, s. 5; o s y m b o l i c e

por.: S . Z e c e v i c ,

voprosy
Symbolika

v

Muzeja",

oblasti

rekonstrukcii
ruchu

Desna

i leva

lewej
u

strony
srpskom

t. X X V I : 1963; V . V . I v a -

slavjanskich
tekstov,

obrotowego

strona

Tybe-

Benderskago

drevnostej.

Moskva

i rytualnej

Leksi-

1974, s. 259 п.;
inwersji,

„Etno­

g r a f i a P o l s k a " , t. X X I I : 1978, z. 1, s. 84.
3 4

lung

G n a t j u к, op. cit., s. 24; por. O. D a h n h a r d t ,
Naturdeutender

Alten
3 5

Testament,

Sagen,

Marchen,

Fabeln

und

L e i p z i g u n d B e r l i n 1907, s. 117-122.

G n a t j u к, op. cit., s. 24.

Natursagen.

Legenden.

Eine

B d . I . Sagen

Sammzum

�58

RYSZARD T O M I C K I

ostatni nie t y l k o u l e p i e n i zostali z ciasta i przeżyli identyczne perypetie
z psem, lecz ponadto stwórcą i c h był Diabeł. O n stworzył także kobietę
naśladując t y m razem Boga lepiącego A d a m a . N i e mogąc jednak samo­
dzielnie ożywić E w y ukradł tutkę, przez którą Bóg tchnął ducha w ciało
mężczyzny i dzięki t e m u , że pozostało w n i e j trochę boskiego t c h n i e n i a ,
umieścił w ciele E w y zmieszanego ducha bosko-diabelskiego . Do t e j
samej k l a s y sposobów różnicowania istot należą m i t y , w których Diabeł
naśladując Boga tworzącego A d a m a i Ewę usiłuje powołać do życia
własnych l u d z i , ale okazują się o n i d e m o n a m i .
36

37

W każdej z w e r s j i obowiązuje nieco inna zasada k l a s y f i k a c y j n a i ge­
netycznie u w a r u n k o w a n a odmienność dotyczyć może A d a m a i E w y , swo­
ich i obcych albo l u d z i i demonów. Różnice zasad k l a s y f i k a c y j n y c h są
p r z y t y m wyraźnie powierzchowne, gdyż w istocie każda z t y c h par
k o r e l o w a n a jest z opozycją Bóg — Diabeł, nawet wówczas, k i e d y m o w a
jest o kozie czy psie, posiadających w w i e r z e n i a c h l u d o w y c h cechy z w i e ­
rząt demonicznych. Ostatecznego a r g u m e n t u dostarcza t u w e r s j a buł­
garska, w której E w a stworzona została z diabelskiego ogona . A zatem
różnica genetyczna między A d a m e m i Ewą należy do g r u p y opozycji
s y t u o w a n y c h na różnych poziomach ogólności:
38

LUDZIE

/

DEMONY

I
1

SWOI

/

1

/

OBCY

I
MĘŻCZYZNA

KOBIETA

Zapis graficzny uświadamia w pełni, że k l a s y f i k a c j a ta m a naturę
dynamiczną i obrazuje reguły m e d i a c j i między e l e m e n t a m i s y t u o w a n y m i
na różnych poziomach ogólności i po różnych stronach osi, reguły z n a j ­
dujące odzwierciedlenie i potwierdzenie w pozamitologicznych dziedzi­
nach k u l t u r y l u d o w e j . M a m na myśli opozycję mężczyzna — obcy, dla
której e l e m e n t e m m e d i a c y j n y m jest kobieta (schemat t e n r e a l i z o w a n y
jest na przykład w t r a k c i e w y m i a n y m a t r y m o n i a l n e j ) oraz opozycję
s w o i — demony, gdzie m e d i a t o r e m jest obcy ( p r z y p o m n i j m y wzmożone
własności czarownicze obcych ) .
39

3 6

E . V o 11 e r,

Litovskija

legendy,

„Etnografičeskoe

Obozrenie",

s. 139-140. O s t w o r z e n i u k o b i e t y p r z e z Diabła por. S . K u l i s i e ,
N. P a n t e 1 i ć, Srpski
3 7

mitološki

J . T r a c z y k , Z okolic

t o r s к i j , Iz predanij

i legend

P. Z.

1890, No

3,

Petrovié,

řečník, B e o g r a d 1970, s. 117.

Babiej

Góry,

„ W i s ł a " , t. I X : 1895, s. 75; P.

Kadnikovskago

uezda,

Vologodskoj

Dilak-

gubernií,

„Etno­

grafičeskoe O b o z r e n i e " , 1899, N o 3, s. 173.

der

3 8

Dragomanov,

3 9

O s t a t n i e dane

Westeuropáischen

op. cit., s. 145.

n a t e n t e m a t w : Z. К o v á e s , Das
und der russischen

t. X X V I : 1977, fasc. 3-4, s. 269-271.

Tradition,

Erkennen

der

Hexen

in

„Acta E t h n o g r a p h i c a A . S . H . " ,

�59

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

M i t dostarcza więc m o d e l u r e l a c j i między mężczyzną i kobietą. E w a
pojawia się jako „ l e w a " emanacja A d a m a l u b —• co na jedno w y c h o ­
dzi — jako jego odwrócone odbicie. D l a uzupełnienia t y c h r e l a c j i d o ­
d a j m y , że ingerencja Diabła dotyczy wyłącznie ciała Adamowego. Także
Bóg, zmuszony udać się do nieba po duszę dla A d a m a , nie m a potrzeby
robić tego d l a E w y , która powstaje z żebra już ożywiona, czerpiąc j a k b y
z duszy pierwszego człowieka. W t y m sensie A d a m , istniejąc samotnie,
stanowi metafizyczną całość, jednię, a więc posiada tę samą własność,
która leży u podstaw koncepcji Człowieka-Mikrokosmosu .
3. Ingerencja Diabła następuje w momencie, g d y stwórca oddala się
od uformowanego ciała. Pod t y m względem wszystkie m i t y są zgodne.
Różnią się natomiast w t e d y , g d y m o w a jest o powodach odejścia stwór­
cy. M i t y apokryficzne prezentują jednolitą wersję. W X V I - w i e c z n y m
zapisie opowieści O Morzu Tyberiadzkim
c z y t a m y : „ I poszedł P a n do
ojca swego po duszę...", w zapisie X V I I - w i e c z n y m tego samego t e k s t u :
„ I poszedł P a n do ducha świętego swego na niebiosa do Ojca..." . W apo­
k r y f i e r u s k i m d a t o w a n y m na X I I w i e k powiedziane jest, że stwórca
d w u k r o t n i e pozostawia ciało człowieka — raz idzie po oczy ze słońca,
a d r u g i m r a z e m udaje się po duszę do „górnej J e r o z o l i m y "
Mamy
zatem do czynienia z uzasadnionym powodem, występującym w t a k i e j
samej postaci t y l k o w j e d n y m ze z n a n y c h m i tekstów l u d o w y c h —
w micie ukraińskim, według którego Bóg „poleciał na niebo po duszę" .
W i n n y c h w y p a d k a c h stwórca po p r o s t u odchodzi, oddala się, a próbą
znalezienia wytłumaczenia ad hoc jest być może przekonanie, iż pozo­
stawił on ciało A d a m a , a b y wyschło .
40

41

4 2

43

44

Różnica między zgodną wersją apokryfów i równie jednomyślną w e r ­
sją X I X - X X - w i e c z n ą w y n i k a najprawdopodobniej ze z m i a n y postaci
stwórcy. W m i t a c h a p o k r y f i c z n y c h jest n i m bez wątpienia Chrystus,
natomiast w m i t a c h l u d o w y c h zazwyczaj Bóg O j c i e c . Bezpośrednie
porównanie wskazywałoby na to, że w r a z z zamianą Chrystusa na Boga
Ojca nastąpiła eliminacja wątku „podróży" do nieba.
Charakterystyczne jest, iż, o ile m i wiadomo, żaden z badaczy l i t e ­
r a t u r y a p o k r y f i c z n e j nie zwrócił u w a g i na tę niejasność. P o w o d e m było
najprawdopodobniej odczytywanie mitów poprzez p r y z m a t idei Trójcy
Świętej. Można j e d n a k powątpiewać o słuszności takiego stanowiska b i o 4S

4 0

Sacrum

O filozoficznych spekulacjach na temat A d a m a
—• mit — historia.

Wybór

esejów,

a n d r o g y n a por. M. E l i a d e ,

W a r s z a w a 1970, s 225 n.

41

I v a n o v, op. cit., s. 295.

4 2

Dragomanov,

43

P. I., op. cit., s. 89.

44

Š e j n, op. cit., s. 314; I v a n o v, op. cit., s. 335.

45

Jedyny znany m i wypadek,

op. cit., s. 133.

gdzie

stwórcą l u d z i jest Paniezus

z o k o l i c B a b i e j Góry, T r a c z y k , op. cit., s. 75.

stanowi mit

�60

RYSZARD T O M I C K I

rąc pod uwagę zarówno wątpliwości nasuwane przez same t e k s t y apo­
k r y f i c z n e , j a k i zasady f u n k c j o n o w a n i a j a k i c h k o l w i e k tekstów chrześci­
jańskich w r a m a c h k u l t u r y l u d o w e j . Rozpocznijmy od pierwszej k w e s t i i .
K o n s t r u k c j a apokryfów O Morzu Tyberiadzkim
wskazuje, że stwórcą
świata i l u d z i jest jedna i ta sama postać, określana enigmatycznie m i a ­
n e m Pan. W i n i e n t o być Bóg Ojciec, n a w e t jeżeli miałby „zawierać
w sobie" d w i e pozostałe postaci Trójcy. W całym ciągu n a r r a c j i w z m i a n ­
ka o odejściu Pana „do ojca swego" (w w e r s j i X V I - w i e c z n e j ) s t a n o w i
zaskoczenie, ale równocześnie wyraźne zakłócenie, gdyż w dalszej części
m i t u , w epizodzie o p o w s t a n i u d r z e w a krzyżowego, o Chrystusie mówi
się j a k o o osobie różnej od Pana — stwórcy, mającej się dopiero pojawić
na ziemi. Wersja X V I I - w i e c z n a opowieści O Morzu Tyberiadzkim
jest
już znacznie bardziej „dopracowana". T y p o w o d u a l i s t y c z n y m i t kosmogoniczny, analogiczny do występującego w zapisie z X V I w i e k u , poprze­
dzony jest passusem opisującym wyłonienie się z Boga Sawaofa jego
syna Jezusa Chrystusa i D u c h a św. Teraz pojawienie się Chrystusa
w dalszych p a r t i a c h opowieści posiada już j a k i e t a k i e uzasadnienie
w preegzystowaniu Trójcy. N a d a l j e d n a k n i e wiadomo, dlaczego w m o ­
mencie k r e a c j i l u d z i stwórcą okazuje się Chrystus, będący postacią z u ­
pełnie odrębną od Boga Ojca i D u c h a św. i do tego n i e mogący sam
stworzyć duszy. Być może d l a r e d a k t o r a X V I I - w i e c z n e j w e r s j i a p o k r y f u ,
który akceptował wyraźnie nieortodoksyjne e l e m e n t y m i t u , ale starał
się jednocześnie podkreślić, że p o w i n i e n on być o d c z y t y w a n y w k a t e ­
goriach k o d u chrześcijańskiego, niejasny dla nas epizod a n t r o p o g o n i i
był dostatecznie zrozumiały.
Z d r u g i e j s t r o n y w sytuacji,, g d y zagadką pozostaje geneza d u a l i ­
s t y c z n y c h motywów w k o m p o n o w a n y c h w oba t e k s t y apokryficzne (za­
równo w kosmogonii, j a k i antropogonii), a wielce prawdopodobna jest
hipoteza, że zostały one przejęte z t r a d y c j i l u d o w e j i poddane d r o b n y m
t y l k o retuszom, niekonsekwencje związane z osobą stwórcy l u d z i n a ­
bierają nieco innego w y m i a r u . P r z y t a k i m założeniu zakłócenia w obu
m i t a c h antropogonicznych i wyraźne dążenie do u w y p u k l e n i a i d e i T r ó j ­
cy w w e r s j i X V I I - w i e c z n e j stanowić mogą przesłanki przemawiające
za i s t n i e n i e m n i e znanej w e r s j i m i t u , w której stwórcą l u d z i byłby s y n
Boga, charakteryzujący się o g r a n i c z o n y m i k o m p e t e n c j a m i k r e a c y j n y m i
i w s k u t e k tego zmuszony do k o r z y s t a n i a z pomocy Ojca. Przypuszczenie
takie uprawdopodobniają w jakiejś mierze X I X - X X - w i e c z n e m i t y l u d o ­
we. K o n t y n u o w a n y jest w n i c h cały epizod i n g e r e n c j i Diabła, będącej
konsekwencją opuszczenia ciała człowieka przez stwórcę. Z a n i k o w i u l e ­
gła w większości wypadków k o n k r e t n a m o t y w a c j a odejścia stwórcy,
gdyż Bóg Ojciec nie m u s i iść do nieba po duszę — j e m u w y s t a r c z y
tchnąć własnego ducha, a b y ożywić A d a m a . E l e m e n t oddalenia się stwór­
cy przetrwał więc j e d y n i e w s k u t e k „inercji t e k s t u " oraz istotności samej
i n g e r e n c j i Diabła. Są to wystarczające świadectwa e w o l u o w a n i a m o t y -

�61

LUDOWE M I T Y O STWORZENIU CZŁOWIEKA

w u od f o r m y t y p u apokryficznego do f o r m występujących na przełomie
X I X - X X wieku.
Hipoteza о l u d o w e j p r o w e n i e n c j i koncepcji syna Boga — stwórcy l u ­
dzi pozwala na uczynienie jeszcze jednej u w a g i na t e m a t sposobu o d ­
c z y t y w a n i a w e r s j i a p o k r y f i c z n y c h . Jeśli m i t y zachowane w a p o k r y f a c h
funkcjonowały w X V I - X V I I w i e k u w środowiskach l u d o w y c h , t r u d n o
wyobrazić sobie, b y odczytywane t a m były przez p r y z m a t i d e i Trójcy
Św., a zatem żeby Chrystus mógł być p o j m o w a n y nie jako Chrystus —
syn Boga, lecz sam Bóg — jeden, choć w trzech postaciach. Należałoby
b o w i e m równocześnie założyć, że w okresie od końca średniowiecza do
początków naszego stulecia następował regres w p r z y s w a j a n i u d o k t r y n y
chrześcijańskiej przez l u d . A skądinąd wiadomo, że idea Trójcy Šw.
należała do t y c h elementów d o k t r y n y , które n a j t r u d n i e j przenikały do
k u l t u r y l u d o w e j i były n a g m i n n i e r e i n t e r p r e t o w a n e według schematu
Ojciec — M a t k a — S y n . Rozłączność Boga Ojca i Chrystusa w a n t r o p o ­
gonii apokryficznej m u s i być r o z p a t r y w a n a również z tego p u n k t u w i ­
dzenia.
Materiały słowiańskie n i e pozwalają powiedzieć n i c ponad to, co zo­
stało powiedziane. T r u d n o na t e j podstawie snuć j a k i e k o l w i e k dalej
idące w n i o s k i . W y p a d n i e n a m j e d n a k powrócić jeszcze do t e j k w e s t i i ,
ponieważ koncepcja stwórcy l u d z i n i e dysponującego wszechmocą k r e a ­
cyjną i zmuszonego do korzystania z pomocy i n n e j i s t o t y występuje
także u niektórych niesłowiańskich ludów E u r o p y Północno-Wschodniej
i A z j i Północnej.
*

Stworzenie l u d z i rozpoczyna ciąg wydarzeń, które w l u d o w y c h m i ­
tach przebiegają podług trzech zasadniczych wariantów różniących się
dość znacznie pod względem k o m p o z y c y j n y m . W t e n sposób o t r z y m u j e ­
m y t r z y g r u p y tekstów częściowo ze sobą k o m p l e m e n t a r n y c h :
WARIANT A

WARIANT В

Grzech

Grzech

Ukaranie

Ukaranie

WARIANT

С

—
—

—

U m o w a A d a m a z Diabłem

U m o w a B o g a i Diabła

—

Likwidacja umowy

Likwidacja

umowy

Jak w y n i k a ze schematycznego zapisu głównych motywów, w a r i a n t A
przebiega zgodnie z w z o r c e m b i b l i j n y m , podobnie j a k część w a r i a n t u B,
który r o z m i j a się z Księgą Rodzaju dopiero w momencie w y g n a n i a A d a ­
m a i E w y z r a j u . Z k o l e i w a r i a n t С jest odmianą dwóch ostatnich m o ­
tywów w a r i a n t u B. T r z y w a r i a n t y sprowadzić więc można do dwóch
g r u p motywów — jednej dotyczącej grzechu i u k a r a n i a l u d z i , a d r u g i e j
obejmującej m o t y w y umów z Diabłem i j e j l i k w i d a c j i . Zabieg t a k i za­
pobiega powtórzeniom w t r a k c i e o m a w i a n i a mitów i n i e wpływa w zna-

�62

RYSZARD T O M I C K I

czący sposób na dostrzeżenie nieco i n n e j w y m o w y ideowej każdego z w a ­
riantów; w w y p a d k a c h , k i e d y kompozycja m i t u jako całości decyduje
o semantyce któregoś z motywów, odwoływać się będę do odpowiedniego
wariantu.
II. W

R A J U I POZA

RAJEM

Grzech p i e r w o r o d n y s t a n o w i w dziejach l u d z i ostrą cezurę. Jego opis
bazuje z reguły na Księdze Rodzaju i k u l t u r a l u d o w a nie wniosła do
tego epizodu z b y t w i e l u i n n o w a c j i . Pewne przesunięcia akcentów, a cza­
sem nawet istotną zmianę w s t o s u n k u do t e k s t u b i b l i j n e g o , obserwuje
się przede w s z y s t k i m p r z y prezentacji p r z y c z y n i sposobu popełnienia
grzechu. Z formalnego p u n k t u widzenia wyróżnić t u można t r z y w e r s j e :
a) zjedzenie owocu z drzewa objętego zakazem Boga, b) stosunek płcio­
w y E w y z Diabłem l u b A d a m e m , c) bliżej nie określone zgrzeszenie.
N i e zawsze jednak, zwłaszcza w m i t a c h bogatych f a b u l a r n i e , są one
rozłączne. Jeśli w y e l i m i n u j e m y t e k s t y powtarzające wersję biblijną oraz
te, w których spożycie zakazanego owocu rozumiane jest wyłącznie jako
wykroczenie przeciw poleceniu Boga, a zatem grzech polega na sprze­
n i e w i e r z e n i u się stwórcy, wśród pozostałych uwagę zwraca silne ekspo­
nowanie i n i c j a c j i seksualnej jako i s t o t y grzechu.
Najbardziej o r y g i n a l n e ujęcie zawiera grupa mitów ukraińskich,
w których drzewo objęte b o s k i m zakazem jest d r z e w e m d i a b e l s k i m .
Wyrosło z ziarna u k r y t e g o przez Diabła w czasie w y d o b y w a n i a nasion
drzew r a j s k i c h z praoceanu. Bóg nakazując omijanie jego owoców l o j a l ­
nie ostrzega A d a m a i Ewę, iż jest ono „drzewem śmierci i g r z e c h u " .
I n w e r s j a własności ziarna schowanego przez Diabła pod językiem,
a w k o n s e k w e n c j i także owoców jabłoni rosnącej w środku r a j u opodal
s t u d n i dającej początek czterem rzekom, m a c h a r a k t e r analogiczny do
i n w e r s j i , j a k i e j podlegają skażone diabelską śliną ziemia czy ciało czło­
wieka. Rozwiązanie t o k o n t y n u u j e więc s t r u k t u r y właściwe d u a l i s t y c z ­
nej kosmogonii l u d o w e j — Diabeł jest sprawcą stanów będących o d ­
wrotnością t y c h , które powstają dzięki aktywności twórczej Boga. Po
zjedzeniu jabłka ludzie stają się śmiertelni.
46

Tak jednoznaczny i bezpośredni związek zakazanego owocu ze śmier­
cią n i e występuje w zasadzie poza wspomnianą grupą mitów. A l e jest
to t y l k o jeden aspekt rajskiego owocu, gdyż drzewo, z którego pochodzi,
reprezentuje ponadto grzech. Ewa po zjedzeniu jabłka ulega Diabłu
powodując jednocześnie, poprzez oddanie reszty jabłka A d a m o w i , iż
on również zaczyna j e j pożądać. Owoc śmierci okazuje się także owocem
miłości w j e j najbardziej k o n k r e t n e j , potencjalnie życiodajnej f o r m i e .
Powodując utratę nieśmiertelności rozbudza u p i e r w s z y c h l u d z i potrzeby
seksualne. W t y m kontekście grzech s t a n o w i znak z m i a n y o f u n d a m e n G n a t j u k, op. cit., s. 9-10, 15 п., 19.

�63

L U D O W E M I T Y O STWORZENIU CZŁOWIEKA

t a l n y m znaczeniu egzystencjalnym. A d a m i E w a dokonują „przejścia"
od nieskończonego t r w a n i a osobniczego do życia skończonego w planie
i n d y w i d u a l n y m , lecz trwałego g a t u n k o w o . F a k t , że objęte zakazem drze­
wo nazwane zostało „drzewem śmierci i g r z e c h u " , podkreśla nierozłączność obu aspektów z m i a n y w sposobie istnienia p i e r w s z y c h ludzi.
W m i t a c h ńie znających „dwoistego" drzewa jedność ta ulega r o z b i ­
ciu. U t r a t a nieśmiertelności p o j a w i a się jako następstwo grzechu, z w y k l e
mało eksponowane, co w części mitów (realizujących w a r i a n t B) uzasad­
nione jest względami k o m p o z y c y j n y m i . Jabłko s t a n o w i zazwyczaj i n s t r u ­
m e n t w rękach Diabła (który sam p r z y b i e r a cechy d e m i u r g a seksu) albo
t r a c i zupełnie znaczenie stając się d a l s z o p l a n o w y m r e k w i z y t e m w y d o ­
b y w a n y m j e d y n i e w w e r s j a c h a n t r o p o g o n i i mających ściśle określony
adres. Jeden z badaczy, z a n i m usłyszał opowieść o A d a m i e i Ewie, d o ­
wiedział się od i n f o r m a t o r a , że o zjedzeniu zakazanego owocu mówi się
wyłącznie dzieciom. W rzeczywistości grzech spowodowała E w a w y z w a ­
lając u A d a m a pożądanie, rozbudzając s w y m i wdziękami jego namięt­
ność .
Bezpośrednim sprawcą i n i c j a c j i seksualnej jest najczęściej Diabeł.
Oto w p e w n y m micie ukraińskim przychodzi on do E w y , odwiedza ją,
a g d y Bóg otacza r a j ogniem, przedostaje się do n i e j przez rurę w p o ­
staci węża, „bo nie mógł bez n i e j wytrzymać". Wypędzenie l u d z i z r a j u
następuje w p r a w d z i e po zjedzeniu jabłka, ale równocześnie Ewa r o d z i
dziecko-potwora, demoniczną istotę wyniszczającą m a t k ę . W i n n y m
tekście ukraińskim urodzenie p o t w o r k a poczętego ze związku z Diabłem
jest już wyłączną przyczyną opuszczenia r a j u . N i e k i e d y d i a b e l s k i m
dzieckiem okazuje się K a i n , jabłko żaś specjalnie zaklęte przez Diabła
ma c h a r a k t e r a f r o d y z j a k u , po którym E w a ulega Diabłu, a u A d a m a r o ­
dzą się „diabelskie p o k u s y " prowadzące do spłodzenia A b l a . O d m i e n n i
ojcowie są źródłem nieprzyjaźni między braćmi oraz przecistawnych
cech i c h charakterów .
M i t y prezentujące n a t u r a l n e s k u t k i „grzechu" w szczególny sposób
47

48

49

s 0

51

4 7

Analogiczny

obraz

drzewa

życia

i

śmierci

występuje

w

micie

ałtajskim,

gdzie l u d z i o m z a b r o n i o n e j e s t j e d z e n i e owoców z z a c h o d n i c h gałęzi, por. W . R a d 1 o í f, Proben

der Volkslitteratur

der türkischen

Stamme

Süd-Sibiriens,

St. P e t e r s ­

b u r g 1866, t. 1, s. 178-179.
4 8

G n a t j u k, op. cit., s. 19-20. Była to j e d n a k p i e r w s z a E w a u l e p i o n a z g l i n y ,

która po w y g n a n i u z r a j u zamieniła "się w d r z e w o iwę. Później Bóg stworzył

Ada­

m o w i żonę z żebra. U G a g a u z ó w istniały również d w i e w e r s j e w y p a d k ó w :

„jedni

utrzymywali

Adam

[...]

że A d a m

zjadł z a k a z a n y owoc, a i n n i , że po p r o s t u , gdy

zobaczył E w ę to zrobił z nią g r z e c h , a p o t e m Bóg w y g n a ł go z a to z r a j u " , M o šk o v , op. cit., s. 5. A n a l o g i c z n e przesunięcie f u n k c j i k u s i c i e l a n a E w ę z n a l i Węgrzy,
S. E r d é s z ,

The cosmogonical

conception

of Lajos

Ami,

g r a p h i c a A . S . H . " , t. X I I : 1963, f a s c . 1—2, s. 58.
49

G n a t j u k , op. cit., s. 6-7.

5 0

G n a t j u k, op. cit., s. 123.

5 1

Ż m i g r o d z к i, op. cit., s. 324; P . I., op. cit., s. 92.

Storyteller,

„Acta E t h n o -

�64

RYSZARD T O M I C K I

ukazują postać E w y . Pojawia się ona jako M a t k a w szerokim, kosmicz­
n y m n i e m a l sensie tego słowa , rodząca zarówno l u d z i , j a k i demony,
a więc będąca d l a t y c h dwóch światów elementem m e d i a c y j n y m . N i e
jest to zaskoczeniem, gdyż już poprzednio stwierdziliśmy analogiczną
funkcję E w y w odniesieniu do opozycji swoi — obcy, równoważnej opo­
z y c j i ludzie — demony. G d y m o w a o dzieciach E w y możliwe są d w a
schematy genetyczne:
52

DIABEŁ

EWA
DEMONY

ADAM

DIABEŁ

EWA

LUDZIE

ADAM

KAIN

ABEL

W a r i a n t d r u g i posiada antecedensy w żydowskiej legendzie o n a r o ­
dzeniu K a i n a i jego siostry K a l o m e n y ze związku z Diabłem (Samaelem)
i z n a l i go w średniowieczu zarówno Bogomiłowie, j a k i h e r e t y c y za­
chodnioeuropejscy . W a r i a n t pierwszy, będący w X I X - X X w i e k u skład­
n i k i e m m o t y w u c y r o g r a f u A d a m a , mógł czerpać z tego samego n u r t u
wyobrażeń zważywszy na to, że w j e d n y m z apokryfów r u s k i c h demo­
n i c z n y m dzieckiem mającym wężowe głowy na czole i piersiach jest
właśnie K a i n . W każdym razie w a r i a n t u z K a i n e m i A b l e m nie można
w kontekście wyobrażeń l u d o w y c h interpretować wyłącznie jako m i t u
53

Si

0 urodzeniu przez Ewę l u d z i d o b r y c h i złych, nawet w t e d y , g d y nie ma
m o w y o udziale Diabła w poczęciu K a i n a , świadczy o t y m m i t w i e l k o r u s k i , w którym K a i n i A b e l są po p r o s t u dziećmi A d a m a i E w y . K a i n
jest starszym b r a t e m , pasterzem i myśliwym przebywającym często poza
d o m e m , w lasach, na mokradłach, wędrującym za stadem. A b e l to r o l ­
n i k , który p r o w a d z i osiadły t r y b życia, p r z e b y w a w d o m u . K a i n składa
Bogu krwawą ofiarę z barana, A b e l — płody r o l n e . Bracia p r z e c i w ­
s t a w i e n i są więc w bardzo k o n k r e t n y c h kategoriach: pasterz/myśliwy —
5 5

5 2

W kilku wersjach pojawia

znaczonej
dzięki

się m o t y w

dwóch E w : s t w o r z o n e j z k w i a t u , p r z e ­

n a matkę C h r y s t u s a , o r a z E w y właściwej, p a r t n e r k i A d a m a .

narodzeniu

Zbawiciela

„została

ludzkości

b y ł a „powodem z a t r a t y r o d u l u d z k i e g o " ,
kowskiego

pod

względem

historycznym,

odkupienia

E. R u l i k o w s k i ,
obyczajowym

1853, s. 176-177; por. też: Ż m i g r o d z k i ,

op. cit,

Ta
a

drzewo,

wersja
potem

oraz

ludzi

t. X I I I :

druga

jest matką r o d z a j u

być może w i e r z e n i e

1907, s. 202-203) stanowić

ludzkiego,

pierwszej partnerce A d a m a , stworzonej

refleks

Warszawa

z a g r z e c h , została z a m i e ­
G n a t j u k , op. cit., s. 19.

przez

peczeniżyński.

mogą

wasyl-

powiatu

s. 325. M o t y w dwóch E w może

o stworzeniu

( J . S с h n a i d e r, Lud

druga

Opis

i statystycznym,

mieć również inną postać: p i e r w s z a E w a , o d p o w i e d z i a l n a
niona w

Pierwsza

sprawczynią",

Boga najpierw

Szkic

legendy

diablicy,

etnograficzny,
talmudycznej

„Lud",
o

Lilith,

z z i e m i , która została d e m o n e m , por. D r a -

g o m a n o v, op. cit., s. 144-145.
5 3

Por. M. L o o s ,

Dualist

Heresy

in the

Middle

Ages,

Praha

1974, s. 85-86,

93-94, 137.
5 4

A.

E. N a u m o w,

Apokryfy

w

systemie

literatury

cerkiewnosłowiańskiej,

W r o c ł a w 1976, s. 84.
55

1 borbe

P. A.

G o r o d с o v, Zapadno-sibirskija

duchov,

narodnyja

legendy

„Etnografičeskoe O b o z r e n i e " , 1909, No 1, s. 62.

o tvorenii

mira

�65

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

rolnik
nomad/włóczęga — człowiek osiadły :: człowiek związany
z obszarami „zewnętrznymi", „obcymi" — człowiek związany z rolą,
t e r e n a m i „oswojonymi".
Zachodniosyberyjskie pochodzenie tego m i t u tłumaczy inwersję w za­
jęciach i rodzajach ofiar K a i n a i A b l a , ale pozwala również odnieść opo­
zycję b r a c i do odległości k u l t u r o w e j , j a k a dzieliła zamieszkujących na
t y m terenie Słowian i l u d y niesłowiańskie (Manso-chantów, Samojedów,
Ewenków). Z tego p u n k t u widzenia A b e l symbolizuje grupę „swoich",
K a i n zaś g r u p y „obcych". Jeżeli nawet t e n ostatni nie jest w p r o s t e k w i ­
w a l e n t e m demona (zważywszy na dążność do zbliżania i równoważenia
k a t e g o r i i „obcy" i „demon" w k u l t u r z e l u d o w e j ) , to j e d n a k E w a w y ­
stępuje w m i c i e p r z y n a j m n i e j jako m a t k a „swoich" i bardzo od n i c h
odległych „obcych".
A m b i w a l e n t n y obraz E w y - M a t k i poświadczają również inne t e k s t y
ludowe, a zwłaszcza t a k zwana opowieść o nierównych dzieciach E w y , *
rozpowszechniona w X I X - X X w i e k u n a terenie całej E u r o p y . Wspólna
dla całego c y k l u s t r u k t u r a przybierała j e d n a k w różnych regionach o d ­
mienne- konkretyzacje, w zasadniczy sposób wpływające na sens opo­
wieści. Formę najbliższą o m a w i a n y m m i t o m miały t e k s t y pochodzące
z południowej Słowiańszczyzny. Według n i c h A d a m i E w a m i e l i k i l k a dziesięcioro dzieci, na przykład 77 córek i 70 synów albo w sumie 60-cioro. G d y pewnego r a z u Bóg zechciał zobaczyć i c h w r a z z p o t o m s t w e m
zdecydowali o n i ukryć część dzieci (odpowiednio: 7 córek l u b 30-cioro)
i okłamali Boga twierdząc, iż nie mają i n n y c h poza t y m i , które p r z y ­
były przed oblicze stwórcy. Wówczas u k r y t a część p o t o m s t w a A d a m a
i E w y zmieniła się (albo została zmieniona przez Boga) w d e m o n y .
W opowieściach z n a n y c h z Białorusi, U k r a i n y i południowej P o l s k i
sens podziału dzieci ulega r a d y k a l n e j zmianie. T u eksponowany jest
wyłącznie aspekt nierównej ilości synów i córek. Dzieci A d a m a i E w y
zawierają b o w i e m między sobą małżeństwa, a większa ilość dziewcząt
powoduje, iż te, które nie miały p a r t n e r a , zostały zawitkami
. Jeszcze
inne rozwiązanie, znane w Polsce już z Lamentu
chłopskiego na pany,
mówi ponownie o u k r y c i u części dzieci przed Bogiem, lecz dokonany
w t e n sposób podział m a wyłącznie sens społeczny. Ci, którzy zostali
pokazani Bogu, s t a l i się p a n a m i , reszta — których istnienie A d a m i E w a
z a t a i l i — dała początek w a r s t w o m niższym . Jest t o i l u s t r a c j a znanej
prawidłowości, że s t r u k t u r y mitologiczne mogą służyć opisowi różnych
poziomów rzeczywistości, w t y m w y p a d k u socjokosmosu.
56

5 7

5S

59

5 5

A. F i s c h e r ,

Wątek

5 7

H.

Bohaterska

Czajka,

nierównych
epika

dzieci

Ewy,

ludowa

„ L u d " , t. X V I : 1910, s. 358-364.

Słowian

południowych

(struktura

treści), W r o c ł a w 1973, s. 91-92.
5 8

skie,

G n a t j u k , op. cit., s. 20; O. K o l b e r g ,
cz. I I I , W r o c ł a w br, s. 8.

5 9

F i s c h e r , op. cit., s. 358-364.

5 — Etnografia Polska t. X X I V , z. 2

Dzieła

wszystkie,

t. 7:

Krakow­

�66

RYSZARD TOMICKI

W y d a j e się, iż ambiwalencję E w y traktować należy szerzej j a k o szcze­
gólny p r z y p a d e k ogólniejszej zasady, która dotyczyłaby każdego ele­
m e n t u mitologicznego pełniącego f u n k c j e macierzyńskie czy
quasi-macierzyńskie. E l e m e n t ów, będąc z n a t u r y swej d w u a s p e k t o w y m , uzyskuje
określoną wartość semantyczną dopiero poprzez koniunkcję z i n n y m ,
jednoznacznie o z n a k o w a n y m elementem. Sytuację taką s p o t y k a m y czę­
sto w m i t a c h o s t w o r z e n i u świata, gdzie na przykład anioły i diabły
powstają z jednej substancji. K i e d y „rodzą się" z k r z e m i e n i a , różnica
między n i m i p r e d e t e r m i n o w a n a jest przez to, że krzemień zostaje prze­
łamany, a Bóg i Diabeł tworzą osobno s w y c h pomocników. Tworzyć i c h
j e d n a k może sam Bóg albo sam Diabeł, lecz wówczas anioły powstają
z p r a w e j ręki, diabły zaś z ręki l e w e j . I d e n t y c z n y podział powoduje k o n i u n k c j a jednej substancji (wody, ziemi) z B o g i e m i Diabłem albo z k i e . r u n k a m i w przód i w tył .
60

Zasada ta obowiązuje również w w i e r z e n i a c h i f o l k l o r z e mówiących
o związkach ziemskich kobiet z diabłami (demonami), z których rodzą
się p o t w o r y l u b o i c h stosunkach z i s t o t a m i o cechach niebiańskich p r o ­
wadzących do n a r o d z i n herosów . I w t y m w y p a d k u miejsce a n t r o p o morficznego „elementu sprawczego" zająć może j a k i k o l w i e k i n n y ele­
m e n t pod w a r u n k i e m , że należy do t e j samej k a t e g o r i i . Dobrą ilustrację
stanowi t u południowosłowiański wątek leczenia bezpłodności s k r z y ­
dełkami złotej r y b k i . Oto za radą wił cierpiąca na bezpłodność żona króla
B u d y m a otrzymać p r a w e skrzydełko złotej r y b k i z D u n a j u . K i e d y j e d ­
n a k miast spodziewanego syna — j u n a k a r o d z i smokopodobnego p o t w o ­
ra, okazuje się, że podano j e j l e w e skrzydełko r y b y . P r a w e otrzymała
natomiast żona królewskiego sługi, bezpłodna j a k królowa, i powiła syna
z oznakami przyszłego władcy .
61

62

Jeżeli słuszne jest moje przekonanie o r e a l i z o w a n i u się we w s z y s t ­
k i c h p r z y t o c z o n y c h w i e r z e n i a c h t e j samej s t r u k t u r y , wówczas j e j n a j ­
ogólniejszą postać przedstawić można w następujący sposób:
A

X

nie—A

istoty +
gdzie:

istoty

A — i s t o t a / c z y n n i k o c e c h a c h niebiańskich
n i e — A — istota/czynnik o c e c h a c h chtonicznych
X — istota/element

6 0

ku.

o funkcjach

R . T o m i c k i , Kosmogonia

Studium

etnor eligió znawcze,

macierzyńskich

dualistyczna
Warszawa

w Europie

lub

qucm-macierzyńskich

i Azji

1978 ( m a s z y n o p i s w

w XIX-XX

wie­

Archiwum Insty­

t u t u H i s t o r i i K u l t u r y M a t e r i a l n e j P A N w W a r s z a w i e ) , s. 97-100.
61

Por. E . V.

Pomeranceva,

Moskva

1975, s. 131; J u . I.

evolucii,

M o s k v a 1974, s. 113.

6 2

С z a j к a,

Mifologičeskie

S m i r n o v,

Slavjanskíe

op. cit., s. 151; por. m o t y w

personaži
epiceskie

skazki,

w : Tipologičeskie

tradicii.

jol'klore,
Problemy

n a r o d z i n h e r o s a po z j e d z e n i u s k r z y ­

dełka złotopiórego l e s z c z a p r z e z służkę, E . S . N o v i k, Sistema
voUebnoj

v russkom

issledovanija

po fol'kloru,

personažej

russkoj

M o s k v a 1975, s. 226.

�67

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

Powróćmy z n o w u do grzechu pierworodnego i jego konsekwencji.
A b y opisać bezpośredni i najbardziej k o n k r e t n y s k u t e k grzechu nie w y ­
starczy użyć określenia „wygnanie z r a j u " . P i e r w o t n a lokalizacja l u d z i
nie zawsze jest b o w i e m t a k a sama. Oprócz r a j u sytuowanego na w s c h o d ­
n i m krańcu z i e m i m i t y l u d o w e mówią o s t w o r z e n i u l u d z i w niebie albo
na ziemi. G d y r a j e m jest niebo, A d a m i E w a zostają w y g n a n i na zie­
mię . Jeśli s t w o r z e n i b y l i na z i e m i i na n i e j przebywają w r a z z Bogiem,
to cała ziemia jest r a j e m , a pojawienie się m o t y w u w y g n a n i a byłoby
nielogicznością. Jego semantyczny e k w i w a l e n t s t a n o w i opuszczenie z i e m i
przez Boga, porzucenie l u d z i i odejście do nieba . Istnieją zatem t r z y
lokalizacje A d a m a i E w y w okresie r a j s k i m — w r a j u zajmującym część
ziemi, w niebie będącym r a j e m oraz na z i e m i mającej status r a j u dzięki
p o b y t o w i Boga. Odpowiednio do tego, a d e k w a t n y m opisem z m i a n y sy­
t u a c j i A d a m a i E w y po zgrzeszeniu będzie nie t y l e i c h przestrzenna
translokacja, choć ona występuje oczywiście najczęściej, ile różnica w r e ­
l a c j i istniejącej między n i m i i Bogiem przed oraz po zgrzeszeniu. Jedy­
n y m wskaźnikiem z m i a n y w y d a j e się c h a r a k t e r k o n t a k t u z Bogiem:
63

M

Przed zgrzeszeniem

Po zgrzeszeniu

współbycie
z Bogiem

I ludzie oddaleni

i
ziemia

odejście

Boga

Oddalenie od Boga i m p l i k u j e kolejne z m i a n y , wśród których szcze­
gólnie podkreślana jest konieczność pracowania, n i e zawsze j e d n a k m a ­
jąca t a k jednoznaczny c h a r a k t e r k a r y , j a k w Księdze Rodzaju. W y n i k a
ona przede w s z y s t k i m z ogólnego sensu, j a k i ma p r z e r w a n i e bezpośred­
n i c h kontaktów z Bogiem, a m i a n o w i c i e z przejścia od b y t o w a n i a r a j ­
skiego quasi-naturalnego do istnienia k u l t u r o w e g o . L u d z i e muszą p r a ­
cować, a b y zapewnić sobie u t r z y m a n i e — jedzenie, ubiór i t d . — i w t y m
celu otrzymują od Boga niezbędne narzędzia, a ponadto wpojone i m
zostają reguły skutecznego działania takie, j a k znak krzyża, m o d l i t w a ,
zabiegi magiczne .
Jest oczywiście w i e l e mitów, które ukazują pracę jako zasłużoną karę;
są i t a k i e wszakże, w których mozół p r a c y nie w y n i k a a n i z p r z e w i n i e n i a
l u d z i , a n i z boskiego g n i e w u . W j e d n y m z tekstów ukraińskich Bóg p r z e ­
kazując A d a m o w i narzędzia rolnicze w y p o w i a d a słowa brzmiące n i c z y m
t r o s k l i w a rada, jedyne co można zrobić w s y t u a c j i , w której m i m o za­
kazów i ostrzeżeń znaleźli się A d a m i Ewa. Mówi do A d a m a : „dookoła
6S

S z u с h i e w i с z,

op. cit. s. 12; por. wersję

6 4

Szuchiewicz,

op. cit., s. 15.

6 5

G n a t j u k,

63

węgierską,

E r d é s z,

op.

cit,

s. 58.

op. cit., s. 7; A .

op. cit., s. 19, 21; S z u c h i e w i c z ,

Nowosielski,

L u d ukraiński,

Wilno

op. cit., s. 8;

Kolberg,

1857, t. 2, s. 7 — 8 .

�68

RYSZARD T O M I C K I

siebie, siedząc, k o p abyś żył". Jednak Diabeł m a m i go większymi pło­
d a m i i n a m a w i a do p r a c y w pozycji stojącej. K i e d y A d a m ulega n a m o ­
w o m , Diabeł p r z e k l i n a go i skazuje na pracę w pocie czoła i ciągły głód,
Ewę zaś na rodzenie dzieci w boleściach. .
Grzech i oddalenie od Boga prowadzą zatem do ostatecznego uczło­
wieczenia p i e r w s z y c h l u d z i . To nieco paradoksalne określenie uzasad­
nione jest nie t y l k o przejściem z r a j s k i e j „natury" do ziemskiej „kul­
t u r y " , lecz także zmianą powierzchowności A d a m a i E w y . Według H u ­
cułów po złamaniu zakazu Bóg rzekł do n i c h : „ W y t y p e r stały h r i s z n i ;
do toho cziysu ne t r e b a buło w a m n i r o b y t y n i u b y r a t sy: w i d teper
mete r o b y t y , mete u b y r a t y sy. S z k i r a u A d a m a buła porosła, j y k u b a ­
rana, a na nohách buły ratyći. Zaraz spały z A d a m a ratyći, łyszyła sy
n i h ' t i , a wołosiy obpało h e t " . T u uczłowieczenie rozumiane jest rów­
nież jako u t r a t a zwierzęcego wyglądu czy raczej zwierzęcych a t r y b u ­
tów — sierści i k o p y t .
H u c u l s k i e wierzenie s t a n o w i lokalną odmianę szeroko rozpowszech­
nionego w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowej m o t y w u szcze­
gólnej skóry, a n a w e t ciała p i e r w s z y c h l u d z i . Najczęściej była to skóra
rogowa, choć sporadycznie — j a k w w y p a d k u Hucułów, a także W ę ­
g r ó w — pojawiała się sierść, przeważająca już zdecydowanie w a n t r o pogonii ludów s y b e r y j s k i c h i centralnoazjatyckich. Powrócimy jeszcze
do t y c h analogii.
Szczególną powierzchowność t r a c i l i p i e r w s i ludzie w momencie w y ­
pędzenia z r a j u . „ G d y A d a m został wypędzony z r a j u , Bóg odjął m u
rogowe ciało pozostawiając mały ślad jako paznokcie na rękach i n o ­
g a c h " . N i e j e d n o k r o t n i e u t r a t a owego o k r y c i a kojarzona była oczy­
wiście z odczuciem w s t y d u n a w i d o k swej nagości, którą A d a m i E w a
spostrzegli po zjedzeniu owocu z d r z e w a wiadomości dobrego i złego.
Czasem miała być d a r e m Boga chroniącym przed z i m n e m . W o l n o j e d ­
n a k sądzić, że są t o wtórne i n t e r p r e t a c j e . Istnieje b o w i e m krąg skojarzeń
bardziej znaczących. Bułgarzy przyrównywali rogowe okrycie do skóry
węża, co nasuwa podejrzenie, że chodzić może nie t y l k o o zewnętrzne
podobieństwo, lecz o ideę symbolizowaną w równej mierze przez corocz­
nie zmienianą skórę węża i n i e p r z e r w a n i e odrastające paznokcie, będące
pozostałością skóry l u d z i z okresu rajskiego. Intuicję taką wzmacnia
wierzenie, iż rogowe ciało „trwałem było i niepodległem j a k dzisiejsze
66

67

6 8

6 9

70

7 1

op. cit., s. 7.

6 6

Gnatjuk,

6 7

Szuchiewicz,

6 8

P o r . D a h n h a r d t, op. cit., s. 226 (tamże

6 1

Erdész,

op. cit., s. 7.

op. cit., s. 58-59.
op. cit. s. 325.

M

Żmigrodzki,

7 1

D a h n h a r d t, op. cit., s. 116, p r z y p . 1.

bibliografia).

�69

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

psuciu"
l u b też przeświadczenie, że nie można j e j było a n i przegryźć,
ani zranić . Z a t e m rogowa skóra byłaby z n a k i e m wskazującym n a j i s t o t ­
niejszą cechę rajskiego b y t o w a n i a — nieśmiertelność albo zdolność o d ­
radzania się. J e j u t r a t a w c h w i l i w y g n a n i a miałaby t y m s a m y m sens
znacznie głębszy niż „wydobycie się" z N a t u r y , co mógłby sugerować
c y t o w a n y m i t h u c u l s k i , sens zgodny zresztą ze znaczeniem tego w y d a ­
rzenia w m i c i e chrześcijańskim. Oznaczałaby zapoczątkowanie życia b i o ­
logicznego charakteryzującego się r y t m e m życie/śmierć.
F a k t , iż pozostałością rogowej skóry są paznokcie, k i e r u j e uwagę na
p o p u l a r n y zakaz w y r z u c a n i a obciętych paznokci i zalecenie skrzętnego
i c h gromadzenia l u b spalania. Najprostszą interpretacją tego typowego
zabobonu ludowego jest odwołanie się do magicznej zasady pars pro toto
i uznanie zakazu za w y r a z obawy przed spożytkowaniem części ciała
w celach czarowniczych, na szkodę właściciela. U j a w n i a n y przez a n t r o pogonię związek paznokci z rajską skórą t w o r z y możliwość i n n e j i n t e r ­
p r e t a c j i , której k i e r u n e k wskazują zresztą niektóre l u d o w e komentarze
zakazu. Obok wyjaśnień b l i s k i c h i n t e r p r e t a c j i magicznej (z paznokci
diabeł r o b i sobie czapkę niewidkę chroniącą go przed p i o r u n a m i ) w y ­
stępują również inne, nawiązujące w p r o s t do rajskiego a t r y b u t u A d a m a
i E w y . Podług jednego z n i c h Bóg będzie żądał pokazania paznokci na
Sądzie Ostatecznym, pytając każdego człowieka: „a gdzie jest t w o j a
pierwsza skóra" . D r u g i rodzaj k o m e n t a r z y także odwołuje się do escha­
t o l o g i i , ale każe pełnić g r o m a d z o n y m paznokciom f u n k c j e bardziej i n ­
s t r u m e n t a l n e : „bo po śmierci człowiek leźć będzie na wysoką górę (ewen­
t u a l n i e — do królestwa niebieskiego, na Sionską górę i t p . ) i w t e d y
paznokcie się przydadzą; te, z któremi u m r z e człowiek, zginą, ale k i e d y
zajrzy za prawą pazuchę, paznokcie wyrosną z n o w u i umarły w y d r a p i e
się n i e m i na sam szczyt g ó r y " . Można sądzić, że w obu w y p a d k a c h
chodzi o to, a b y paznokcie obcinane w ciągu życia znalazły się na „tam­
t y m świecie" (nakaz spalania i c h u j a w n i a funkcję ognia jako i n t e r strefowego wehikułu), ale jednocześnie i c h posiadanie przez duszę z m a r ­
łego s t a n o w i w a r u n e k osiągnięcia wiecznego zbawienia. N i e z n a m y
7 2

73

74

75

76

7 7

O w i e r z e n i a c h bułgarskich por. D a h n h a r d t ,

7 2

s к i,
73

V o 11 e r, op. cit., s. 142.

7 4

N o w o s i e 1 s к i,

Dahnhardta,

op.

cit.,

t. 2, s. 152—153; A .

Uzupełnienie

Fischer,

„ L u d " , t. X V : 1909, s. 330 ( t a m d a l s z e w s k a z ó w k i

bibliograficzne).

V o 11 e r, op. c i i . , s. 142.

75

7 8

L . M., Dodatki

górze por. V . E .
tekstov,
skie

op. cit., s. 226; R u 1 i к o w -

op. c i i . , s. 177.

[w:]

paralleli.

i drobiazgi

Orel,

Slavjanskoe
Struktura

" N o w o s i e l s k i ,

К

ludoznawcze,

ob'jasneniju

i balkanskoe
balkanskogo

„ L u d " , t. I I : 1896, s. 366. O S i o n s k i e j

nekotorych
jazykoznanie.

teksta,

op. cit., s. 153.

Moskva

„vyroždennych"
Karpato

—

slavjanskich
vostočnoslavjan-

1977, s. 323—324.

�70

RYSZARD TOMICKI

p r z y c z y n p y t a n i a o paznokcie na sądzie ostatecznym i e w e n t u a l n y c h
skutków i c h nieposiadania, ale przykład d r u g i świadczy wyraźnie, że
bez n i c h w ogóle nie można dotrzeć do nieba, a więc zapewnić sobie n i e ­
śmiertelnego t r w a n i a w królestwie niebieskim. Paralelność okresu r a j ­
skiego i nieba-zaświatów jest w kontekście m i t u chrześcijańsko-ludowego dostatecznie jasna i nie w y m a g a d o d a t k o w y c h k o m e n t a r z y .
III. A N A L O G I E A Z J A T Y C K I E

W omówionym fragmencie a n t r o p o g o n i i d w a e l e m e n t y przysparzają
od l a t w i e l e trudności i n t e r p r e t a c y j n y c h . Są n i m i : 1) ingerencja Diabła
powodująca „zanieczyszczenie" ciała człowieka oraz 2) szczególna p o ­
wierzchowność p i e r w s z y c h l u d z i . Już w końcu X I X w i e k u stwierdzono,
że powtarzalność i występowanie t y c h elementów daleko poza g r a n i c a m i
etnosów słowiańskich, a n a w e t europejskich, w y k l u c z a możliwość, iż s t a ­
nowią one p r z y p a d k o w e zaburzenia. Jednocześnie szeroki zasięg s t w a ­
rzał nadzieję na wyjaśnienie genezy zagadkowych składników l u d o w e j
antropogonii.
M . P. Dragomanov, jeden z czołowych badaczy d u a l i s t y c z n y c h m i ­
tów E u r o p y Wschodniej i Południowej, za p u n k t wyjścia do analizy
wątku i n g e r e n c j i Diabła przyjął różnicę między w e r s j a m i słowiańskimi
i niesłowiańskimi. Spostrzegł b o w i e m , że w t y c h p i e r w s z y c h nie wystę­
puje w zasadzie element powszechnie s p o t y k a n y u niesłowiańskich l u ­
dów północnej E u r a z j i i w A z j i Środkowej, a m i a n o w i c i e pozostawienie
ciał nowo s t w o r z o n y c h l u d z i p o d opieką psa. U Słowian taką formę wąt­
k u znał o n j e d y n i e z a p o k r y f u datowanego na X I I w i e k oraz z p o j e d y n ­
czego m i t u ukraińskiego. W tekście a p o k r y f i c z n y m Jezus t w o r z y psa
specjalnie po to, żeby strzegł ciała Adamowego, g d y on odejdzie po
duszę. M i m o szczekania psa Diabeł zdołał j e d n a k podziurawić ciało
i wprowadzić doń choroby . W tekście d r u g i m Bóg pozostawia schnące
ciało pod opieką psa i oddala się. Pies był nagi, nie miał sierści, k i e d y
więc zrobiło m u się zimno, zasnął. Wówczas Diabeł napluł do środka
ciała. Po o t r z y m a n i u duszy A d a m zakaszlał; pies i n d a g o w a n y przez z d z i ­
wionego Boga wyznał przyczynę swego zaśnięcia i otrzymał sierść, czło­
w i e k zaś pozostał z p l w o c i n a m i wewnątrz ciała .
Z n a m y jeszcze jeden m i t zawierający wątek z udziałem psa i n i e
jest w y k l u c z o n e , że istniały również inne. N i e zmienia to jednak w n i ­
c z y m celności spostrzeżenia Dragomanova. Pies w r o l i strażnika wystę­
pował u Słowian i n c y d e n t a l n i e . Co więcej, analogiczne opowieści M o r d winów, Manso-chantów, Samojedów, Ałtajczyków, Mongołów i Buriatów,
78

79

8 0

7 8

D r a g o m a n o v , op. cit., s. 133—134.
op. cit., s. 135.

79

Dragomanov,

8 0

P . I., op. cit, s. 89-90.

�LUDOWE M I T Y O STWORZENIU CZŁOWIEKA

71

Kirgizów, Ewenków i Jakutów mają bogatszą fabułę i są bardziej spójne.
W n i c h istota demoniczna odpowiadająca Diabłu, aby dotrzeć do l u d z i
p i l n o w a n y c h przez nagiego psa, obiecuje m u sierść i osiąga swój cel. Pies
zostaje za karę przeklęty przez stwórcę. W t e j s y t u a c j i Dragomanov w i ­
dział t y l k o jedną możliwość wyjaśnienia genezy wątku — opowieść
musiała dotrzeć do Słowian ze wschodu, a nastąpiło to zapewne w pół­
nocnej W i e l k o r u s i , gdzie później wątek włączony został do a p o k r y f u .
Za w s c h o d n i m pochodzeniem przemawiały również inne a r g u m e n t y . L u d
r u s k i n i e propagował swego światopoglądu religijnego wśród tubylców
północno-wschodniej Rosji i S y b e r i i . Misjonarze upowszechniali k a n o ­
niczne, nie zaś apokryficzne poglądy. A więc t y l k o t u b y l c y , rusyfikując
się, wprowadzić m o g l i do f o l k l o r u w i e l k o r u s k i e g o swe dawne opowieści
i wierzenia. Z d a n i e m badacza proces t a k i przebiegał od niepamiętnych
czasów, chociaż historycznie poświadczony jest dopiero od I X w i e k u .
N i e m n i e j ważny był d r u g i a r g u m e n t . Wątek mówiący o Diable, który
powodując zimno przekupił sierścią psa-strażnika, znano również na
Węgrzech, gdzie jego forma bliższa była m i t o m ugrofińskim niż t e k s t o ­
w i ukraińskiemu. „Zmusza nas to do w n i o s k u , że Węgrzy przynieśli tę
opowieść z U g r i i położonej w pobliżu U r a l u , a nie u z y s k a l i j e j od s w y c h
słowiańskich sąsiadów" .
81

Rozumowanie Dragomanova jest jasne. A b y ustalić k i e r u n e k p r z e n i ­
kania wątku zakładał większe bogactwo f a b u l a r n e oraz większą częstotli­
wość jego występowania w środowisku m a c i e r z y s t y m . B r a k psa w w e r ­
sjach słowiańskich miał t u zasadnicze znaczenie i skupiając na n i m
uwagę Dragomanov pominął zupełnie wątek d r u g i — zmianę p o w i e r z ­
chowności p i e r w s z y c h l u d z i , chociaż w m i t a c h niesłowiańskich łączony
on jest z wątkiem ingerencji.
Inaczej postąpił U . H a r v a , którego z k o l e i nie interesował zupełnie
pies-strażnik. Fiński badacz, doskonale z o r i e n t o w a n y w m i t o l o g i i i r e l i g i i
ludów północnej E u r a z j i , z łatwością stwierdził, że zmiana p o w i e r z c h o w ­
ności p i e r w s z y c h l u d z i występuje na t y m obszarze w dwóch o d m i e n n y c h
kontekstach: raz jako s k u t e k i n g e r e n c j i antagonisty stwórcy, k i e d y i n ­
dziej jako jeden z rezultatów grzechu. Ustalił ponadto, iż szczególnym
o k r y c i e m może być rogowa skóra albo sierść, p r z y c z y m każde z n i c h
miało o d m i e n n y zasięg. Skóra owłosiona występowała w A ^ j i Północnej
i Środkowej, natomiast skóra rogowa w Europie Wschodniej oraz w m i ­
tach żydowskich i arabskich. Nieliczne w y p a d k i pojawienia się rogowej
skóry na S y b e r i i wydawały się stanowić efekt wpływów słowiańskich .
82

H a r v a niechętnie wykraczał poza opis i systematyzację formalną
wytworów k u l t u r o w y c h . P y t a n i a dotyczące genezy l u b s e m a n t y k i z a j -

8 1

Dragomanov,

U. H a r v a ,
s i n k i 1938, s. 125.
82

op. cit., s. 138.

Die religiósen

Vorstellungen

der altaischen

Volker,

Porvoo—Hel­

�72

RYSZARD TOMICKI

mują u niego z reguły miejsce m a r g i n a l n e i nie wzbudzają większych
emocji. T a k też jest w p r z y p a d k u interesującego nas wątku. Nasuwające
się p y t a n i e o jego pierwotną przynależność do jednego z dwóch epizo­
dów: i n g e r e n c j i demona l u b pragrzechu uzyskało lakoniczną odpowiedź.
H a r v a uznał, że u t r a t a szczególnej skóry częściej s t a n o w i składnik opo­
wieści o w y g n a n i u z r a j u , a co ważniejsze jest w n i e j e l e m e n t e m i s t o t ­
n y m . Stąd p r o s t y wniosek, że w epizodzie i n g e r e n c j i jest on nie t y l k o
wtórny, lecz również n i e i s t o t n y .
83

Z dwóch przesłanek t e j o p i n i i zaledwie jedna — istotność s y m b o l u
dla całego m o t y w u — zasługuje na uwagę, gdyż drugą — statystyczną
większość — bez t r u d u można podważyć. H a r v a nie w y k r a c z a w r o z u ­
m i e n i u sierści/rogowej skóry poza i n t e r p r e t a c j e zawarte w m i t a c h l u ­
d o w y c h . Jednak p r z y p i s y w a n a j e j f u n k c j a zabezpieczania człowieka „od
zimna, w i l g o c i i i n n y c h , podważających jego zdrowie niebezpieczeństw"
doskonale pasuje do c h a r a k t e r u okresu rajskiego, u t r a t a zaś odpowiada
zmianie warunków istnienia po w y g n a n i u z r a j u . Trzeba przyznać, że
badacz fiński był bardzo b l i s k i u j a w n i e n i a głębszej w a r s t w y s y m b o l i k i
rajskiego a t r y b u t u l u d z i , k i e d y w n i e z w y k l e z s y n k r e t y z o w a n y m micie
ałtajskim dostrzegł ideę, którą spotkaliśmy już w m i t a c h ukraińskich.
Ałtajscy odpowiednicy A d a m a i E w y grzeszą n i e t y l e w s k u t e k złamania
boskiego zakazu, ile przez samo zjedzenie owocu należącego do boga
śmierci E r l i k a . I c h „upadek" wywołuje z n a m i e n n y k o m e n t a r z stwórcy:
„Nigdy więcej nie będę tworzył l u d z i , niech o n i teraz rodzą się z sa­
m y c h siebie". H a r v a zestawił t e n passus z w i e r z e n i e m Kałmuków, iż
organy płciowe i potrzeby seksualne powstały dopiero po d o k o n a n i u się
grzechu, a następnie uogólnił oba w y p a d k i — m i t ukazujący p r a p r z y ­
czynę śmierci wyjaśnia równocześnie początek narodzin. N i e dostrzegł
wszakże związku między t y m i z j a w i s k a m i oraz utratą p i e r w o t n e j skóry.
8 4

W s p o m n i a n y m i t ałtajski, o wyraźnych śladach oddziaływania t r a ­
d y c j i judeochrześcijańskiej, raczej apokryficznej niż kanonicznej (gdyż
rajskie drzewo jest d r z e w e m życia i śmierci, a n i e wiadomości dobrego
i złego), wyznaczał już prostą drogę, którą przenikać miał do A z j i Środ­
k o w e j i Północnej cały epizod r a j s k i , a w r a z z n i m wątek u t r a t y p i e r ­
w o t n e j skóry. Z m i a n a powierzchowności w momencie w y g n a n i a z r a j u
poświadczona była w m i t a c h i legendach Żydów oraz niektórych ludów
arabskich z A z j i Mniejszej (rogowa skóra, sierść), Kałmuków astrachań­
s k i c h (świetliste ciało wykluczające potrzebę istnienia ciał niebieskich),
Syryjczyków (oblicza świecące n i c z y m słońce i ciała przeźroczyste j a k
kryształ), wreszcie w etiopskiej r e d a k c j i Księgi Adama
(istoty świe­
tliste) es.
83

8 4

8 5

Harva,

op. cit., s. 118.

Harva,

op. cit., s. 122.

Harva,

op. cit., s. 125-127. M i t ałtajski, o którym wyżej w s p o m n i a n o ,

blikował

R a d l off,

op. cit,

s. 177-179.

opu­

�73

LUDOWE M I T Y O STWORZENIU CZŁOWIEKA

Zgromadzone przez Harvę przykłady świadczą wyraźnie, że p r o b l e m
genezy wątku sprowadzał się w istocie do dawności a p o k r y f u etiopskiego
i specyficznego zasięgu geograficznego. Jedno i d r u g i e przesądzało s p r a ­
wę, gdyż d y f u z j o n i z m p o p a r t y historiografią nie pozostawia z b y t dużego
pola m a n e w r u .
M i m o pozorów prawdopodobieństwa przedstawiona i n t e r p r e t a c j a b u ­
dzi w i e l e różnorakich wątpliwości. B r a k w n i e j przede w s z y s t k i m n a j ­
mniejszej próby wyjaśnienia, w j a k i sposób wątek przenikający z r e j o ­
n u Bliskiego Wschodu i mający określoną formę (świetlistość p i e r w s z y c h
ludzi) mógł spowodować powstanie w północnej E u r a z j i stosunkowo
zwartego zasięgu wątku odmiennego f o r m a l n i e (sierść) i sytuowanego
w i n n y m kontekście m i t o l o g i c z n y m . K w e s t i a t a zyskuje dodatkowe zna­
czenie, g d y częściowo zgodzimy się z H a r v a . N i e można b o w i e m w y ­
kluczyć, że wątek świetlistości A d a m a i E w y był rzeczywiście rozpo­
wszechniony przez tradycję apokryficzną. Wzmiankę o utracie tego a t r y ­
b u t u w w y n i k u grzechu s p o t y k a m y w j e d n y m z apokryfów wschodniosłowiańskich . Wśród Kałmuków astrachańskich i na Ałtaju znano m i t y
mówiące o konieczności stworzenia ciał niebieskich spowodowanej grze­
chem p i e r w s z y c h l u d z i i z a n i k i e m i c h świetlistości . A l e jeśli wędru­
jący wątek zachował w A z j i Środkowej swą archaiczną formę jeszcze
w początkach X X w i e k u , to dlaczego u ludów A z j i Północnej, do któ­
r y c h jego dotarcie jest w ogóle mało prawdopodobne, miałby ukształto­
wać f o r m y t a k różne od własnej?
86

87

Trudność znalezienia przekonującej odpowiedzi pozostawia czas od
zastanowienia się n a d i n n y m u c h y b i e n i e m U . H a r v y . Otóż zasugerowany
istotnością u t r a t y p i e r w o t n e j skóry w opowieści o w y g n a n i u z r a j u za­
łożył a priori,
że skoro stąd przeniesiony został do epizodu i n g e r e n c j i
demona podczas t w o r z e n i a ciał, n i e może w n o w y m kontekście mieć
istotnego znaczenia. Przytoczył więc m i t y syberyjskie wyłącznie z n a u ­
kowego obowiązku, eksponując t y l k o te, w których dostrzegał e w e n t u ­
alne w p ł y w y opowieści o u t r a c o n y m r a j u . Tymczasem uważna l e k t u r a

86

I v a n o v, op. cit., s. 298 (gdy A d a m

i odzienie j a s n e [odeždy
8 7

světly]

i E w a z g r z e s z y l i , „spadly z n i c h wieńce

i zaczęli A d a m i E w a kryć się z a d r z e w a m i " ) . -

W e d ł u g m i t u ałtajskiego p i e r w s i l u d z i e r o d z i l i się z k w i a t ó w i m i e l i skrzydła

emanujące światło. U t r a c i l i , j e gdy z j e d l i jakiś z n a l e z i o n y korzeń, w efekcie
poznali grzech. Zapanowała
słońce i księżyc, A . P.
terburg

ciemność i n a prośbę l u d z i C h o r m u s t o - c h a n

Benningsen,

1912, s. 12, pod. z a : I . A .

goslovskaja

modernizacja,

Legendy

i skazki

Centralnej

K r y v e l e v , Religioznaja

Moskva

1968, s. 75. Także

u

kartina
Derbetów

Azii,
mira

czego

stworzył
S. P e i ее bo-

zapisano

mit

mówiący, że gdy n i e było słońca i księżyca „ludzie l a t a l i w p o w i e t r z u , s a m i s y p a l i
iskry i nie potrzebowali

słonecznego ciepła. J e d e n z n i c h zachorował. Bóg

O t u c z i - g e n i u n g a , a b y poszukał l e k a r s t w a " . T e n w y d o b y ł k i j e m z o c e a n u d w i e
w i c e , które uleciały do n i e b a

oraz

d w a okrągłe, m e t a l i c z n e zwierciadła

Mongolii,

v y p . I V , s. P e t e r b u r g 1883, s. 191.

dzie­

(toli).

u m i e s z c z e n i u n a n i e b i e stały się one słońcem i księżycem, G . N. P o t a n i n,
severo-zapadnoj

posłał
Po

Očerki

�74

RYSZARD T O M I C K I

wspomnianego już, silnie zsynkretyzowanego m i t u ałtajskiego, daje wiele
do myślenia. Stwórca zakazując mężczyźnie Tóróngoi i kobiecie E d j i
jeść owoce z czterech zachodnich gałęzi poleca jednocześnie psu i wężo­
w i (sic) strzec l u d z i przed p o k u s a m i E r l i k a . Obaj strażnicy z a w i e d l i za­
ufanie Boga. E r l i k zdołał nakłonić kobietę, a za j e j pośrednictwem także
mężczyznę do zjedzenia owoców, w w y n i k u czego oboje u t r a c i l i sierść
okrywającą i c h ciała .
88

H a r v a zauważył jedynie, że pies przeniesiony został do tego m i t u
z opowieści o s t w o r z e n i u ciał, lecz jest to spostrzeżenie bardzo p o w i e r z ­
chowne. W istocie cały t e k s t ałtajski s t a n o w i kontaminację dwóch róż­
n y c h motywów: bezskutecznego p i l n o w a n i a l u d z i przez boskiego pomoc­
n i k a (nawet wąż stał się t u strażnikiem!), charakterystycznego d l a a n t r o ­
pogonii ludów północnoazjatyckich, oraz złamania przez l u d z i zakazu
wydanego przez Boga. M o t y w y łączy f a k t , że w j e d n y m i d r u g i m ważną
rolę o d g r y w a ingerencja demonicznego antagonisty stwórcy. Łączy je
również u t r a t a p i e r w o t n e j sierści przez ludzi. Patrząc na m i t od t e j
s t r o n y widzieć w n i m można a r g u m e n t przemawiający za autochtonicznością zależności: ingerencja demona — u t r a t a sierści w epizodzie s t w o ­
rzenia l u d z i , zależności t a k b l i s k i e j i n g e r e n c j i Diabła w r a j u , że w micie
ałtajskim zostały one połączone.
Ten nieco s k o m p l i k o w a n y splot domniemywań i przypuszczeń roz­
jaśnić p o w i n n a analiza k o n k r e t n y c h faktów, opowieści antropogenicz­
n y c h z obszaru A z j i Północnej, do których odwoływali się obaj badacze
n i e wnikając wszakże w i c h konstrukcję, c h a r a k t e r i sens. Analizę prze­
prowadzić można w sposób wskazany przez Dragomanova i H a r v e , to
znaczy śledząc podobieństwa i różnice między n i m i s a m y m i oraz między
n i m i a m i t a m i słowiańskimi. Jest b o w i e m f a k t e m , a pozwala to s t w i e r ­
dzić nawet pobieżna l e k t u r a materiałów etnograficznych, iż na o l b r z y ­
m i m t e r y t o r i u m od E u r o p y Północno-Wschodniej, aż po krańce S y b e r i i
na wschodzie i Ałtaj na południu, występowały m i t y n i e z w y k l e b l i s k i e
trójfunkcyjnemu schematowi stworzenia A d a m a u Słowian. Istnieją j e d ­
n a k także różnice, znacznie poważniejsze niż te, które zostały wskazane
w omówionych hipotezach. A n a l i z a porównawcza w i n n a więc bazować
na znajomości treści i s t r u k t u r y całej opowieści m i t y c z n e j , t y m b a r ­
dziej że to co ma być porównywane u Słowian stanowiło d r o b n y f r a g ­
m e n t dziejów A d a m a i E w y , natomiast w m i t a c h niesłowiańskich p o ­
j a w i a się jako samodzielna całość będąca l a p i d a r n y m w p r a w d z i e , ale
zazwyczaj pełnym opisem k r e a c j i l u d z i .
*
D o b r y m przykładem realizacji północnoazjatyckiego schematu a n t r o ­
pogonii są m i t y Ewenków. Za stwórcę uważali oni E k s e r i (Ekszeri), z w a 8 8

R a d l o f f , op. cit., s. 177-179.

�LUDOWE MITY O STWORZENIU

75

CZŁOWIEKA

nego też Seweki (Szeweki, Cheweki), bóstwo kojarzone z niebem i f u n k ­
c j a m i życiodajnymi, i d e n t y f i k o w a n e nieraz z Chrystusem. Jego prze­
c i w n i k i e m był starszy b r a t C h a r g i — bóg śmierci i podziemi. W n a j ­
częściej powtarzającej się w e r s j i m i t u E k s e r i t w o r z y l u d z i , umieszcza
i c h w jakimś składziku i pozostawia pod opieką swego pomocnika — n a ­
giego, władającego językiem psa. C h a r g i p r z e k u p u j e strażnika oferując
m u sierść, dociera do l u d z i i p l u j e na n i c h , d m u c h a albo wypuszcza
z zamknięcia. O konsekwencjach ingerencji świadczą w y p o w i e d z i sa­
m y c h bóstw. Opluwając l u d z i C h a r g i mówi: „Niech to będzie choroba",
„Niech będą ze ślinami, ze s m a r k a m i ; niech będą p o d a t n i na c h o r o b y " .
Seweki po odnalezieniu zanieczyszczonych ciał stwierdza: „ludzie nie
padaliby, nie u m i e r a l i b y . Teraz o n i będą śmiertelni", „ T e postaci niech
będą E w e n k a m i , a C h a r g i jadł będzie i c h życie [in]" . W w e r s j i opo­
wiadającej o znalezieniu w z r u j n o w a n y m składziku części l u d z i pół­
żywych, reszty zaś m a r t w y c h stwórca „podmuchał na żywych, rozkazał
k r w i płynąć w i c h żyłach. Postaci ożyły i stały się ludźmi" .
Ta krótka c h a r a k t e r y s t y k a pozwala ustalić najważniejsze elementy
m i t u . Z p u n k t u widzenia losów stworzeń boskich w y d a r z e n i e m o zasad­
n i c z y m znaczeniu jest niewątpliwie ingerencja demona stanowiąca ce­
zurę między d w i e m a fazami istnienia. N a z w i j m y je fazami P r o t o - l u d z i
i P r a - l u d z i . Podział t a k i w y n i k a przede w s z y s t k i m z f a k t u , iż s k u t k i
i n g e r e n c j i C h a r g i dotyczą n a t u r y boskich stworów, określają i c h p o d ­
stawowe cechy. Pra-ludzie są więc p o d a t n i na choroby i są i s t o t a m i
śmiertelnymi. D o d a t k o w y m s k u t k i e m ingerencji, nie zawsze wyraża­
n y m w p r o s t , choć s y g n a l i z o w a n y m przez samo pozostawienie l u d z i sa­
m y c h sobie, jest również zapoczątkowanie życia płciowego i r o z w o j u
gatunkowego. W micie znad Podkamiennej T u n g u z k i Seweki po s t w i e r ­
dzeniu i n g e r e n c j i C h a r g i oznajmia: „Niech o n i będą E w e n k a m i . D w o j e
płodzić będzie potomstwo, dalej rozmnażać się będą l u d z i e " , a następnie
w p r o w a d z a reguły w y m i a n y m a t r y m o n i a l n e j . J a k w y n i k a z tego i p o ­
przednio c y t o w a n y c h fragmentów antropogonii przejście do nowej fazy
łączy się również z identyfikacją stworzeń boskich jako l u d z i , czy też —
co na jedno w y c h o d z i — jako Ewenków.
Więcej trudności sprawia określenie statusu istot p i l n o w a n y c h przez
pomocnika stwórcy. Jeśli spojrzeć na m i t y ewenkijskie przez p r y z m a t
odpowiedniego f r a g m e n t u antropogonii słowiańskiej, podstawową różnicą
między n i m i okazuje się b r a k wątku odejścia stwórcy po duszę, odejścia,
które dało demonowi okazję do ingerencji. U Ewenków Proto-ludzie w y 89

90

91

92

8 8

G . M . V a s i l e v i č , Rannie

Issledovanija

i materiały

predstavlenija

po voprosam

pervobytnych

Instituía E t n o g r a f i i " , ns., t. I I : 1959, s. 176, 178.
9 0

Vasilevič,

op. cit., s. 175.

9 1

Vasilevič,

op. cit., s. 177.

92

V a s i 1 e v i č, op. cit., s. 176.

o mire

u evenkov

rełigioznych

(materiały),
verovanij,

[w:]

^„Trudy

�76

RYSZARD T O M I C K I

dają się i s t o t a m i w jakimś sensie żywymi. W p r z e c i w n y m razie nieła­
t w o byłoby zrozumieć dlaczego w jednej z w e r s j i mówi się, że w w y ­
n i k u w i z y t y C h a r g i część nowo s t w o r z o n y c h l u d z i została uśmiercona.
Jednak sposób istnienia P r o t o - l u d z i , który — j a k można sądzić na p o d ­
stawie skutków i n g e r e n c j i — cechuje nieśmiertelność oraz b r a k życia
płciowego, m a szczególny charakter. Pozwala to przypuszczać ekspono­
w a n i e i c h „zamknięcia" obrazowanego w postaci pozostawania pod strażą
pomocnika stwórcy i zamknięcia w jakimś pomieszczeniu.
Z a r y s o w a n y schemat a n t r o p o g o n i i p r z y b i e r a w m i t a c h i n n y c h ludów
różne f o r m y , nie powodujące wszakże konieczności jego k o r e k t y . Z a ­
t r z y m a j m y się dłużej p r z y t y m elemencie, którego f o r m a najczęściej
ulega zmianom, a m i a n o w i c i e p r z y c z y n n i k u powodującym t r a n s f o r m a ­
cję P r o t o - l u d z i w P r a - l u d z i . Specjalnie nie wymieniłem t u po p r o s t u
i n g e r e n c j i demona, gdyż j a k k o l w i e k ona jest najczęściej o w y m c z y n n i ­
k i e m sprawczym, t o j e d n a k nie w y c z e r p u j e w s z y s t k i c h możliwych f o r m .
Zilustrują naszą uwagę przytoczone dalej przykłady. N a razie pozostań­
m y p r z y i n g e r e n c j i demona, którą w świetle mitów e w e n k i j s k i c h o k r e ­
ślić należy jako zapoczątkowanie zjawiska śmierci, w y d a r z e n i e prece­
densowe konstytuujące n o w y sposób istnienia stworzeń boskich, cha­
rakteryzujący się r y t m e m życie/śmierć. Ponieważ ingerencja ustanawia
cezurę między d w o m a r o d z a j a m i istnienia i d w o m a t y p a m i istot, nie
jest zaskoczeniem w a r i a n t występujący u Nienieców t u n d r o w y c h , gdzie
ma ona formę skrajną. K i e d y bóg nieba N u m pozostawia ciało człowieka
pod opieką nagiego psa, bóg śmierci Ngaa dając strażnikowi sierść d o ­
ciera do boskiego stworzenia i pożera je. N u m p r z e k l i n a pomocnika
(„Odtąd musisz jeść l u d z k i e e k s k r e m e n t y " ) , a następnie l e p i z z i e m i
d w o j e l u d z i — mężczyznę i kobietę, r a d z i i m w j a k i sposób mają żyć
i wkrótce zrodzone z n i c h dzieci zaludniają całą z i e m i ę . Ingerencja
Ngaa powoduje t y m razem p r z e r w a n i e ciągłości między fazą P r o t o - l u d z i
i P r a - l u d z i , a stworzenie p a r y oraz j e j rozwój jest j a k b y odpowiedzią
na u j a w n i o n e i nieodwracalne f u n k c j e , jakie będzie pełnił w świecie
bóg śmierci.
93

Nieciągłość s p o t y k a m y również w j e d n y m z mitów Mansów, lecz m a
ona inną przyczynę i n i e jest związana bezpośrednio z precedensową
śmiercią. N u m i - t o r u m , s y n boga nieba K o r s - t o r u m a , t r z y k r o t n i e t w o r z y
i s t o t y l u d z k i e . Pierwsze stają się j e d n a k d e m o n a m i leśnymi, następne
stworzone z sierścią tracą ją po zjedzeniu zakazanego przez stwórcę
owocu — „jagód leśnych l u d z i " — i zostają zniszczeni. Dopiero trzeci
rodzaj istot dał początek g a t u n k o w i l u d z k i e m u . A więc ludzie stano­
wią efekt szeregu prób i są w p e w n y m sensie u k o r o n o w a n i e m ciągu:
94

T . L e h t i s a 1 o,
1924, s. 9-11.
S 3

9 4

Entwurf

K. F . K a r j a l a i n e n ,

einer

Mythologie

Die Religion

der Jurak-Samojeden,

der Jurga-Vólker,

Helsinki

P o r v o o 1921, t. 1, s. 23.

�77

LUDOWE M I T Y O STWORZENIU CZŁOWIEKA

d e m o n y — i s t o t y o k r y t e sierścią — ludzie. Po raz p i e r w s z y pojawia się
w t y m tekście sierść jako znak charakteryzujący fazę P r o t o - l u d z i , a t r y ­
b u t , którego u t r a t a sygnalizuje przejście do fazy P r a - l u d z i . N i e odnoto­
waliśmy go u Ewenków, ponieważ w z n a n y c h m i tekstach antropogon i c z n y c h realizujących o m a w i a n y schemat b r a k jest tego elementu, cho­
ciaż występuje on w zaskakujących swą oryginalnością w a r i a n t a c h , o któ­
r y c h będzie jeszcze mowa. N i e m n i e j j e d n a k a t r y b u t t e n p o j a w i a się na
obszarze A z j i Północnej dostatecznie często, b y uznać go za istotną ce­
chę P r o t o - l u d z i . Przytoczony m i t m a n s y j s k i wyróżnia się zatem n i e t y l e
w p r o w a d z e n i e m z n a k u sierści, ile okolicznościami, w j a k i c h zostaje o n
u t r a c o n y . Tajemnicze „jagody leśnych l u d z i " (a chodzi t u n a j p r a w d o ­
podobniej o demony) oraz zakaz i c h spożywania przypominają b o w i e m
aż nadto zakazany owoc z m i t u chrześcijańskiego. Podobną sytuację
o b s e r w u j e m y w k i l k u i n n y c h m i t a c h azjatyckich. W m i t o l o g i i j a k u c k i e j ,
gdzie w r o l i stwórcy i jego antagonisty występują bracia, typologicznie
odpowiadający bóstwom e w e n k i j s k i m , młodszy A j y y t o j o n i starszy
Allaraa-ogonnor, t e n p i e r w s z y t w o r z y d w i e o k r y t e sierścią i s t o t y i u m i e ­
szcza w s p i c h l e r z u p o d opieką specjalnie w t y m celu powołanej do życia
nagiej istoty. A l l a r a a - o g o n n o r spowodował nastanie zimna, przekupił p o ­
m o c n i k a stwórcy sierścią i podał zgłodniałym t w o r o m A j y y tojona j a ­
gody; istota ludzka, która zjadła całą jagodę, przekształciła się w kobietę,
d r u g a , która zjadła połowę owocu, stała się mężczyzną. Oboje s t r a c i l i
sierść. A j y y t o j o n przeklął stróża, zmienił go w psa i skazał na służenie
człowiekowi, żywienie się odpadami i e k s k r e m e n t a m i . L u d z i zaś pozo­
stawił samych sobie .
I z n o w u szczególne d a w k o w a n i e jagód skorelowane z płcią osobni­
ków nasuwa myśl, skądinąd w pełni uzasadnioną, o wpływach a n t r o p o ­
g o n i i chrześcijańskiej l u b ludowo-chrześcijańskiej . W kontekście i n ­
n y c h mitów północnoazjatyckich, nie mówiących nic o powodującej t r a n s ­
formację jagodzie, można j e d n a k przypuszczać, że jeśli jest ona rzeczy­
wiście repliką rajskiego owocu to włączona została do niektórych
tekstów s y b e r y j s k i c h t y l k o dlatego, że rajskie jabłko powoduje utratę
pierwotnego o k r y c i a i rozwój g a t u n k o w y l u d z i . W t e j r o l i pasowało
doskonale do odpowiedniego m o t y w u l o k a l n y c h mitów o p o w s t a n i u l u ­
dzi, który w p r a w d z i e d a l e k i jest od całego epizodu rajskiego, ale obej­
m u j e jeszcze jeden i s t o t n y , analogiczny element — ingerencję demona.
Żadna ze znanych m i w e r s j i a n t r o p o g o n i i a z j a t y c k i c h nie zawiera zdwo95

96

95

kul'ta
9 6

I.

S.

G u r v i č, Kosmogoničeskie

u naselenija

Olenekskogo

U Jakutów z a n o t o w a n o

rajona,

predstavlenija

i perežitki

także w i e r z e n i e , że l u d z i e p i e r w o t n i e

p r z e z wąchanie, a k o b i e t y rodziły p r z e z żebro. A l l a r a a - o g o n n o r ,
się to niezadowalające, stworzył o r g a n y płciowe oraz sprzyjającą
nę m u o c h a . P i e r w s i l u d z i e z w a n i b y l i n i e k i e d y A d a m e m
s. 129.

totemičeskogo

„Sovetskaja E t n o g r a f i a " , 1948, N o 3, s. 129.

i Ewą,

rozmnażali się

któremu w y d a w a ł o
r o z m a z a n i u rośli­
G u r v i č , op.

cit,

�78

RYSZARD TOMICKI

jonej i n g e r e n c j i demona, j a k to m a miejsce w m i t a c h słowiańskich,
gdzie b i b l i j n y schemat uniemożliwia w zasadzie przypisanie pierwszej
i n g e r e n c j i Diabła ( w t r a k c i e t w o r z e n i a ciała) j a k i c h k o l w i e k d o d a t k o w y c h
skutków poza p o w s t a n i e m chorób. Dlatego też wszystkie zapożyczenia
koncentrowane były wokół j e d y n e j i n g e r e n c j i powodującej od razu
przejście od fazy P r o t o - l u d z i do fazy P r a - l u d z i , albo — w w y p a d k a c h
mitów wyraźnie schrystianizowanych, t a k i c h j a k w s p o m i n a n y p r z y okazji
hipotezy U . H a r v y m i t ałtajski — standardowa opowieść t y p u północnoazjatyckiego łączona była z epizodem r a j s k i m . P o w s t a w a n i u t a k i c h z b i ­
t e k s y n k r e t y c z n y c h sprzyjała niewątpliwa bliskość semantyczna t r a n s ­
f o r m a c j i istot l u d z k i c h w w y n i k u i n g e r e n c j i demona w m i t a c h niesło­
wiańskich oraz t r a n s f o r m a c j i A d a m a i E w y w s k u t e k zjedzenia zakaza­
nego owocu. Zachowanie przez większość tekstów niesłowiańskich bez­
pośredniej zależności między ingerencją oraz zapoczątkowaniem śmierci
i życia płciowego, z czym związany jest wątek u t r a t y p i e r w o t n e j sierści,
gotów jestem uważać za wystarczający a r g u m e n t świadczący o a u t o c h t o n i i omawianej opowieści m i t y c z n e j u ludów północnej A z j i .
Zależność t a jest oczywiście w różnym s t o p n i u u j a w n i a n a wprost.
W c y t o w a n y m micie j a k u c k i m mówi się o utracie sierści i zróżnicowaniu
płciowym. U Manso-chantów występowały liczne wersje podkreślające,
że p i e r w s i ludzie u t r a c i l i sierść l u b rogową skórę po o p l u c i u i c h ciał
przez boga śmierci K u l ' - a t e r , a w j e j miejsce powstała skóra cienka
i wrażliwa na urazy. Nieraz t w i e r d z i się jednak w p r o s t , że ingerencja
K u l ' - a t e r przyniosła n i e t y l k o zmianę powierzchowności, lecz także u t r a ­
tę nieśmiertelności . Tę samą interpretację zawierają m i t y ludów m o n ­
golskich, zwłaszcza Buriatów . One jednak dostarczają również p r z y ­
kładów zróżnicowania s y t u a c j i , w j a k i e j dochodzi do pozbawienia P r o t o - l u d z i sierści, a n a w e t w a r i a c j i zestawu elementów w y k o r z y s t y w a n y c h
do k o n s t r u k c j i opowieści. Jedno i d r u g i e n i e powoduje wszakże zakłó­
cenia określonego porządku, właściwego — j a k się w y d a j e — w s z y s t ­
k i m m i t o m będącym p r z e d m i o t e m naszej u w a g i . Z a n i m u s t a l i m y jego
charakter, p r z y t o c z m y d w a t e k s t y obrazujące skalę różnic w planie
wyrażenia, różnic nie wpływających w żadnej mierze na podstawową
strukturę antropogonii.
97

98

W p e w n y m micie b u r i a c k i m demon Szolmo, oszukując psa—strażnika,
dociera do okrytego sierścią człowieka i w y s k u b u j e m u włosy na całym
ciele z wyjątkiem głowy. G d y B u r c h a n spostrzegł co się stało, przeklął

L. J . S t e r n b e r g ,
Ostjackaja
legenda
o sotvorenü mira, „Ejžegodnik T o bolskogo M u z e j a " , t. X I I : 1901, s. 12-15, pod. z a : A . M. Z o 1 o t a r e v, Rodovoj
stroj
i pervobytnaja
mifologija,
M o s k v a 1964, s. 268; A . K a n n i s t o , Materialien
zur
Mythologie
der Wogulen,
H e l s i n k i 1958, s. 80-81; D a h n h a r d t , op. cit., s. 102-103
(nr 3), 104 (nr 2).
9 7

9 8

Por. H a r v a ,

op. cit., s. 117-118.

�79

L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

psa i postanowił, że człowiek nie będzie żył w i e c z n i e " . Niewspółmierność r e a k c j i B u r c h a n a wobec pozornej błahości zdarzenia posiadać m u s i
uzasadnienie w symbolice sierści i na t y m poziomie szukać należy w y ­
jaśnienia współzależności o b u faktów. A oto d r u g i przykład, m i t chałchaski, który m i m o istotnej odmienności nasuwa nieodparcie podobną
myśl. Pierwszego człowieka przyniósł na ziemię B u r c h a n Sagdżi T u b i .
Ciało człowieka p o k r y t e było włosami. „Bóg, któremu to się nie podo­
bało, powyrywał włosy. Zostawił j e d y n i e włosy na głowie, b r w i , wąsy
i brodę. N i e mógł też dostać się do włosów pod pachami i między noga­
m i , ponieważ człowiek w czasie t e j operacji siedział zjeżony. Następnie
Sagdżi T u b i przyniósł skądś kobietę z dzieckiem i od n i c h powstał ród
ludzki"
Zwróćmy uwagę, że teraz rzecz dotyczy zainicjowania roz­
w o j u gatunkowego nie u w a r u n k o w a n e g o , lecz poprzedzonego t y l k o l i k w i ­
dacją sierści u pierwszego człowieka. Różnica w stosunku do t e k s t u p o ­
przedniego uznana być może za dużą l u b małą w zależności od tego, na
j a k i m poziomie zechcemy oba m i t y porównywać.
Jeżeli j e d n a k uwzględnimy wszystkie omawiane dotychczas m i t y
możemy zrekonstruować w z o r c o w y zestaw elementów, które realizują
one w części l u b w całości:
1 0 0

5
zapoczątkowanie
przekupienie

stworzenie
ludzi

psa—pomocnika
stwórcy

śmierci
ingerencja

utrata

demona

sierści

6
zainicjowanie
rozwoju gatunkowego

E l e m e n t y 1, 2 i 3 należą do standardowej, najczęściej występującej
u o m a w i a n y c h ludów w e r s j i antropogonii. Do n i c h dołączony może zo­
stać element 4 albo od r a z u 5, albo łącznie 4 i 5, albo 4 i 6, albo 5 i 6
z pominięciem 4. Porządek, o którym wspomniałem poprzednio, zasadza
się na współzależności l u b n a w e t e k w i w a l e n c j i elementów 4-6. Przeja­
w i a się o n w t e n sposób, iż w micie zawierającym element i n g e r e n c j i
demona (3) opis j e j skutków obejmować może d o w o l n y zestaw t y c h
elementów, a więc wszystkie t r z y , którekolwiek d w a l u b t y l k o jeden
z n i c h . Mówiąc o e k w i w a l e n c j i miałem na myśli f a k t wynikający z n i e ­
jednorodności elementów 4-6, a m i a n o w i c i e to, że d w a ostatnie i m p l i ­
kują się wzajemnie, oba zaś są k o n s e k w e n c j a m i (czy p r z y n a j m n i e j n a S9

Skązanija

bur jat,

„Zapiski vostočnosibirskago O t d e l a I R G O " , t. I : 1890, v y p .

2, s. 69-71, pod. z a : S . K a ł u ż y ń s k i ,

Kosmogonia

ludów

ałtajskich,

„Euhemer —

Przegląd R e l i g i o z n a w c z y " , 1977, N r 2, s. 100 (nr 15).
100

A . P.

Benningsen,

Legendy

i skazki

Centralnoj

s. 13, pod. z a : K a ł u ż y ń s k i , op. cit., s. 96-97 (nr 8).

Azii,

S . P e t e r b u r g 1912,

�so

RYSZARD T O M I C K I

stępstwem) u t r a t y sierści albo i n g e r e n c j i demona. Z a t e m u t r a t a sierści
pojawiać się może samodzielnie, bez dalszych k o m e n t a r z y , jako znak
nabycia przez i s t o t y l u d z k i e własności opisanych w elementach 5 i 6.
B r a k w m i c i e tego z n a k u nie wpływa j e d n a k — j a k już w i e m y — na
sens i n g e r e n c j i demona, a n i t y m bardziej na strukturę mitologiczną.
Relacje t e potwierdzają Wersje a n t r o p o g o n i i n i e zawierające elemen­
t u i n g e r e n c j i demona (3), do których należy m i t o Sagdżi T u b i . N i e
jest o n j e d y n y m przykładem odstępstwa od standardowej formuły opo­
wieści o s t w o r z e n i u ludzi. I n n y w a r i a n t prezentuje m i t Ewenków c z u mikańskich i w i e r n i e z i e j s k i c h , według którego człowiek „narodził się"
z drzewa. „Było drzewo, ono pękło na pół. Stamtąd wyszło d w o j e l u d z i .
Jeden — mężczyzna, d r u g i — kobieta. D o urodzenia dziecka b y l i o n i
włochaci. P i e r w s z y s y n urodził się bez włosów [na ciele — R T ] . D a l e j ,
o d syna do syna, zaczęli rodzić się l u d z i e " . Lakoniczność opowieści
nie dotyczy elementów najbardziej nas interesujących, co samo przez
się jest f a k t e m dostatecznie w y m o w n y m . U t r a t a sierści skorelowana
została w p r o s t z n a r o d z i n a m i pierwszego dziecka, a ponieważ s y n w ogóle
nie m a sierści, w o l n o uznać, iż j e j z a n i k sygnalizuje rozpoczęcie r o z w o j u
gatunkowego. D o d a j m y jeszcze jeden przykład. P e w i e n m i t Mansów
mówi, że p i e r w s z y człowiek powstał ze śliny bóstwa zwanego „Jasnym
człowiekiem — o j c e m " . Wypełzł z n i e j jako kudłaty wąż (!), który pod
wpływem deszczu i w i a t r u urósł i stał się człowiekiem. Dopiero j e d n a k
ingerencja chtonicznej istoty, „kobiety — jazgarza", s p r a w i a właściwe
umieszczenie organów płciowych (poprzednio miał je pod pachą i nie
wiedział do czego służą) oraz utratę t w a r d e j , podobnej do zwierzęcej
l u b łubkowej skóry. Z m i a n y te doprowadziły do wspólnego spłodzenia
„rodu dziewcząt i r o d u chłopców" . T u ingerencja jest dziełem zagad­
k o w e j współtowarzyszki pierwszego człowieka.
101

102

Podane przykłady skłaniają do bliższego rozpatrzenia s y m b o l i k i sierś­
ci. Zważywszy j e d n a k na p o d s t a w o w y cel podjęcia t y c h rozważań, j a k i m
jest dostarczenie płaszczyzny porównawczej d l a mitów słowiańskich, p o ­
zwolę sobie odłożyć t o zadanie, aby n a j p i e r w omówić r e z u l t a t y d o t y c h ­
czasowych ustaleń.
W kontekście tego, co zostało już powiedziane, zdaje się nie ulegać
wątpliwości, że epizod mitów słowiańskich (a ściślej — wschodnioeuro­
pejskich) mówiący o i n g e r e n c j i Diabła s t a n o w i schrystianizowaną o d ­
mianę a n t r o p o g o n i i t y p u północnoazjatyckiego. Można przypuszczać, że
w k o m p o n o w a n i e w m i t chrześcijański spowodowało z m i a n y takie, j a k
e w e n t u a l n a eliminacja pomocnika stwórcy — psa, a przede w s z y s t k i m
zdublowanie i n g e r e n c j i demona przez kuszenie w r a j u , w w y n i k u czego
j e j s k u t e k ograniczony został wyłącznie do zapoczątkowania chorób.

1 0 1

1 0 2

Vasilevič,

op. cit., s. 183.

К a n n i s t o, op. cit., s. 78-80.

�81

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

Jednocześnie należy zauważyć, że z m i a n y tego rodzaju (zapewniające n i e sprzeczność m o t y w u i n g e r e n c j i z pozostałą częścią m i t u i w k o n s e k w e n ­
c j i — zapewne — p r z e t r w a n i e tego e l e m e n t u aż do przełomu X I X
i X X w i e k u ) możliwe były j e d y n i e dzięki t e m u , że m i t chrześcijański
prezentuje analogiczny do północnoazjatyckiego, d w u d z i e l n y schemat
„prehistorii" l u d z i , gdzie fazy P r o t o - l u d z i ( w r a j u ) i P r a - l u d z i (poza
rajem) opisywane są p r z y w y k o r z y s t a n i u p o d o b n y c h k a t e g o r i i . W l u d o ­
w y c h w e r s j a c h t e k s t u b i b l i j n e g o kategorie te zostały s i l n i e j u w y p u k l o n e
(np. grzech jako inicjacja seksualna), a ponadto zyskały symboliczne
odzwierciedlenie w postaci szczególnej powierzchowności — w a t r y b u c i e
r o g o w e j skóry czy sierści.
Podobieństwa i różnice między w a r i a n t e m słowiańskim i niesłowiań­
s k i m zilustrować można w następujący sposób:
PROTO-LUDZIE

PRA-LUDZIE

— o k r y c i sierścią/

A

A

|

— pozbawieni

sierści/

r o g o w e j skóry

rogową skórą
— nieśmiertelni

—

— „bezpłciowi"

— rozmnażający się

śmiertelni
płciowo

WARIANT AZJATYCKI
WARIANT

SŁOWIAŃSKI

j

Ingerencja

I
demona
1 ingerencja
2 ingerencja
Diabła —
Diabła —
infekcja

grzech

Dopiero teraz nabierają znaczenia pewne f a k t y , pojawiające się i n ­
cydentalnie i t r u d n o zrozumiałe w kontekście samych mitów słowiań­
skich, a będące n a j p r a w d o p o d o b n i e j bezpośrednimi śladami istnienia
wśród Słowian w e r s j i a n t r o p o g o n i i realizujących w a r i a n t t y p u azjatyc­
kiego. Do n i c h należy n i e z w y k l e l a k o n i c z n y k o m e n t a r z oplucia A d a m a
przez Diabła w j e d n y m z mitów h u c u l s k i c h : „Adam stav czołowikom" .
W s w y m m a c i e r z y s t y m tekście w y d a j e się o n n i e posiadać większego
znaczenia a n i sensu, skoro A d a m nie został n a w e t jeszcze ożywiony.
I jest t a k dopóty, dopóki nie zestawimy go na przykład z e w e n k i j s k i m
s t w i e r d z e n i e m „i stali się ludźmi" określającym g l o b a l n y s k u t e k inge­
r e n c j i Chargi. Znacznie bardziej o t w a r t y jest natomiast m i t bułgarski,
według którego Diabeł zrobił 41 d z i u r w ciele A d a m a , lecz Bóg zatkał
t y l k o 40. Z a p y t a n y p o t e m przez A d a m a o przyczynę pozostawienia jednej
d z i u r y , wyjaśnił: „Ta d z i u r k a jest śmiertelna". „Od tego u m i e r a m y " —
b r z m i uzupełnienie i n f o r m a t o r a .
103

104

Porównanie wariantów będzie j e d n a k n a z b y t ogólne, jeżeli nie sięg­
n i e m y ponownie do w a r s t w y f a b u l a r n e j . Jedną z istotniejszych różnic
w i d o c z n y c h na t y m poziomie są b o w i e m okoliczności towarzyszące inge108 S z u с h i e w i с z, op. cit., s. 7.
1 0 4

I v a n o v , op. cit., s. 335 ( n r 3).

« — Etnografia Polska t. X X I V , z. 2

�82

RYSZARD TOMICKI

r e n c j i demona. Powiedziano już, że w m i t a c h słowiańskich nie m a z r e ­
guły m o t y w u psa—strażnika, a stwórca oddala się od ciała ludzkiego
w t r a k c i e t w o r z e n i a -— przed umieszczeniem duszy. W w e r s j a c h a p o k r y ­
ficznych, i sporadycznie w l u d o w y c h , oddalenie spowodowane jest k o ­
niecznością przyniesienia duszy z nieba. W o m a w i a n y c h dotąd m i t a c h
niesłowiańskich mieliśmy do czynienia z sytuacją dokładnie odwrotną —
s t w o r z o n y c h l u d z i zazwyczaj strzeże pies, stwórca zaś odchodzi, gdyż
skończył swoje dzieło.
A l e znane są również wersje prezentujące rozwiązania b l i s k i e apo­
k r y f i c z n e m u . Oto na przykład w micie Tabalarów, jednej z g r u p ałtaj­
skich, stwórca l u d z i , B a i Paiana, nie umiejąc zrobić duszy, zmuszony
jest udać się po pomoc do B a i K u d a j a — najwyższego boga niebios.
E r l i k przekupił sierścią pozostawionego n a straży nagiego psa i opluł
l u d z i . K i e d y przybył K u d a j , a b y dać i m dusze, odwrócił zanieczyszczoną
skórę do wewnątrz i ukrył p l w o c i n y w środku ciała. Wiarołomnego psa
przeklął i oddał władzę nad n i m c z ł o w i e k o w i . Nieco inną formę, nie
obejmującą charakterystycznego d l a mitów słowiańskich nicowania skó­
r y , m a m i t Nienieców, w którym l u d z i t w o r z y „bóg z i e m i " , duszę d l a
n i c h m u s i j e d n a k otrzymać od „boga n i e b a " .
W t y c h i podobnych i m tekstach niemożność bezpośredniego ożywie­
nia łączy się dość wyraźnie ze statusem stwórcy l u d z i , bóstwa p r z e c i w ­
stawianego bogu niebios, uważanemu za dawcę dusz, dysponenta życia.
N i e k i e d y j e d n a k pojawienie się m o t y w u niemożności ożywienia l u d z i
przez stwórcę p r o w a d z i do rozwiązań na pierwszy r z u t oka zaskakują­
cych. O t o w micie zapisanym od przedstawiciela l u d u Chalcha stwórcy
O c z u r m a n y i Czagan S z u k u t y , udając się n a poszukiwanie duszy, pozo­
stawiają ciało pod opieką nagiego psa, lecz „diabeł" — p r z e k u p i w s z y
j a k z w y k l e strażnika sierścią — n i e t y l k o nie zanieczyszcza ciała, lecz
wręcz ożywia je dmuchając w nos d y m e m ze spalonej przędzy. G d y
bogowie wrócili i s p y t a l i człowieka, k t o uczynił go żywym, t e n odparł:
„ A skąd j a m a m wiedzieć, czy w y , czy k t o i n n y m n i e stworzył?" .
Ze względu na niespójność całego m i t u , z którego pochodzi p r z y t o ­
czony f r a g m e n t , można b y przyjąć, że ożywienie człowieka przez „dia­
bła" s t a n o w i po p r o s t u zaburzenie. D o ostrożności zmusza j e d n a k obec­
ność analogicznego rozwiązania p r o b l e m u duszy u Szorców.
Człowieka stworzył Ulgen, który wszakże „duszy d l a niego, j a k b y
się nie starał, stworzyć n i e mógł". Poszedł więc szukać j e j zostawiając
na straży psa. Dzięki ciepłej sierści E r l i k zdołał dotrzeć do człowieka,
105

106

1 W

1 0 5

W.

Radloff,

Aus Sibirien,

L e i p z i g 1884, t. 1, s. 285; por.

Dáhnhardt,

op. cit., s. 104-105.
1 0 6

L . V.

i čelovek
XIX

Chomii,

v religioznych

— načalo XX
1 0 7

Predstavlenija
predstavlenijach

nencev
narodov

v.), L e n i n g r a d 1976, s. 17-18.

P o t a n i n, op. cit., s. 220-223.

o prirode
Sibiři

i čeloveke,

i Severa

w:

(vtoraja

Priroda
polovina

�83

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

napluł nań i pomazał ciało błotem. Początkowo U l g e n rozzłościł się, ale
ponieważ nie zdołał znaleźć duszy, pomyślał, że E r l i k p o w i n i e n wiedzieć,
j a k ją stworzyć. T e n przystał n a propozycję pod w a r u n k i e m , iż dusza
będzie należała do niego, ciało natomiast do Ulgena. Zerwał łodygę
dzięgielu, zrobił z n i e j tutkę i wdmuchnął człowiekowi duszę przez usta.
Tę duszę, zwaną k u t , zawsze po śmierci E r l i k zabiera do s i e b i e .
Sens m i t u , będącego w istocie r o z b u d o w a n y m w a r i a n t e m standardo­
w e j opowieści o i n g e r e n c j i demona, staje się w pełni jasny dopiero
w t e d y , g d y wiadomo, że według Szorców człowiek posiadał cztery dusze.
Dusza kut związana była ze z d r o w i e m i życiem, ją też porywały złe
d u c h y (co powodowało chorobę) l u b pożerał E r l i k (śmierć) . Jeśli w t e n
sam sposób rozumieć m i t chałchaski, to n a poziomie s t r u k t u r a l n y m nie
różnią się one n i c z y m od pozostałych w e r s j i mówiących o precedenso­
w y m d o t a r c i u bóstwa śmierci do n o w o s t w o r z o n y c h l u d z i . T y l e że t u t a j
w sposób n i e z w y k l e p r z e w r o t n y w y k o r z y s t a n y został m o t y w koniecz­
ności odejścia po duszę, który zwłaszcza w micie Szorców zdominował
całą opowieść. Przekupienie psa i zanieczyszczenie ciała jest w y d a r z e ­
n i e m zupełnie p o z b a w i o n y m znaczenia, gdyż p r o b l e m stojący przed U l genem sugeruje, iż stworzona przezeń istota nie m a jeszcze żadnej duszy.
G d y b y zaś stwórcy udało się duszę zrobić l u b znaleźć, byłaby ona n i e ­
śmiertelna. Widzieliśmy jednak, iż nie jest to możliwe i w k o n s e k w e n c j i
powstaje człowiek żywy, ale śmiertelny.
Specyfika przytoczonych tekstów polega więc na w p r o w a d z e n i u —
zapewne pod wpływem w e r s j i słowiańskich t y p u apokryficznego —
przekonania o istotności a k t u ożywienia (osobnego od stworzenia ciała),
którego wszakże nie może dokonać sam stwórca. Powoduje to albo p r z e ­
kształcenie całego m i t u na wzór słowiański (tekst Tabalarów), gdzie
proces t w o r z e n i a jest niejako p r z e r w a n y ingerencją demona i dlatego
nawet dusza niebiańska nie zapewnia nieśmiertelności , albo też f o r ­
malne w p e w n y m sensie włączenie poszukiwania duszy przez stwórcę
(bezskuteczne) oraz zmianę f o r m y ingerencji, która staje się „ożywie­
n i e m " nie tracąc j e d n a k swego istotnego c h a r a k t e r u (powoduje p o w s t a ­
nie r y t m u życie/śmierć).
Wtórność m o t y w u odejścia po duszę p o t w i e r d z a f a k t , iż stwórcy l u ­
dzi funkcjonują w s y n c h r o n i c z n y m m o d e l u świata j a k o d a w c y l u b p r z y ­
n a j m n i e j współdawcy życia i opiekunowie dusz. Szczególnie i n s t r u k t y w nego przykładu dostarczają w t e j m a t e r i i w i e r z e n i a Ewenków, podług
których E k s e r i (Seweki) „na początku [...] robił duszę f o m i ] — podstawę
108

ш

n o

I. D. C h ł o p i n a ,
Iz mifologii
i tradicionnych
religioznych
Sorcev (po polevým materialam
1927 д.), [w:] Etnografija
narodov
Altaja
Sibiři, N o v o s i b i r s k 1978, s. 71-72.
1 0 8

1 0 9

i

verovanij
zapadnoj

С h 1 o p i n a, op. cit., s. 74-75.

Skazanija
burjat, „Zapiski vostočnosibirskago O t d e l a I R G O " , t. I : 1890, v y p .
2, s. 67-69, pod. z a : H a r v a , op. cit., s. 116-117.
110

�84

RYSZARD TOMICKI

wszystkiego"
, zaś j a k i e k o l w i e k wątpliwości co do stanu istot l u d z k i c h
strzeżonych przez psa r o z w i e w a m i t mówiący o n i c h j a k o o beie omi-van — „duszach l u d z k i c h " . W języku Ewenków n i e istniała zresztą
wyraźna różnica między pojęciami dusza i człowiek, jeśli pojęcie czło­
w i e k rozumiano j a k o „rezultat boskiego działania", t a k zatem, j a k uży­
wane jest ono w a n t r o p o g o n i i . Niestety nie dysponuję równie bez­
pośrednimi d a n y m i dla i n n y c h t r a d y c j i , ale dostatecznie w y m o w n y jest
f a k t sporadycznego i często uzupełniającego w stosunku do standardowej
w e r s j i występowania tego m o t y w u u ludów A z j i Północnej.
Istnieje jeszcze jedna przesłanka przemawiająca za hipotezą o oddzia­
ływaniu m i t u słowiańskiego, w którym odejście po duszę miało niejako
swe „źródło" w n i e k o m p e t e n c j i stwórcy l u d z i — Jezusa. W przytoczonych
wcześniej m i t a c h Tabalarów i Nienieców mieliśmy okazję spotkać d o ­
kładne o d p o w i e d n i k i tego zagadkowego elementu antropogonii a p o k r y f i c z ­
nej. W n i c h również niekompetencja dotyczyła stworzenia duszy, a stwór­
cą l u d z i była istota zmuszona do k o r z y s t a n i a z pomocy boga niebios.
Koncepcja „drugiego stwórcy", czy mówiąc inaczej — m o t y w s t w o ­
rzenia l u d z i przez bóstwo odróżniane od boga niebios między i n n y m i
przez niepełną sprawność kreacyjną, znany był j e d n a k wśród ludów sy­
b e r y j s k i c h w i n n e j nieco postaci. W i e l e przykładów dostarcza m i t o l o g i a
Manso-chantów, poczynając od wspomnianego już N u m i - t o r u m a , t r z y ­
k r o t n i e tworzącego i s t o t y ludzkie. Był o n s y n e m K o r s - t o r u m a , twórcy
ziemi, i herosem k u l t u r o w y m , który obdarzył człowieka d o b r a m i k u l t u ­
r o w y m i . W s y n c h r o n i c z n y m m o d e l u świata pełnił f u n k c j e życiodajne
i zachowawcze, pośredniczył także między ojcem i l u d ź m i . Analogiczna
c h a r a k t e r y s t y k a przysługuje i n n y m m a n s o - c h a n t y j s k i m stwórcom będą­
c y m l o k a l n y m i o d p o w i e d n i k a m i N u m i - t o r u m a . Do n i c h należy E l e m p i ,
którego ograniczone kompetencje kreacyjne przejawiły się w t y m , iż
zabrakło m u śniegu do stworzenia człowieka. Dopiero za radą boga n i e ­
bios zmieszał śnieg z ziemią i dokończył swe dzieło . Z k o l e i K a n - i k i
zapomniał zrobić l u d z i o m języki, a b r a k uzupełnił dopiero po i n t e r w e n ­
c j i ojca, boga niebios . M i m o że wszystkie w y m i e n i o n e postaci i d e n t y ­
f i k o w a n e były na początku X X w i e k u z Chrystusem, i c h niekompetencja
ma zdecydowanie odmienny, bardziej techniczny charakter, chociaż dla
j e j wyrównania niezbędna jest pomoc boga niebios będącego dodatkowo
ojcem. Generalne podobieństwo koncepcji „drugiego stwórcy" mogło
j e d n a k stanowić c z y n n i k w z n a k o m i t y sposób ułatwiający adaptację
m o t y w u niemożności samodzielnego stworzenia duszy. A l e jeśli k o n t y U 1

112

m

1 U

l l s

ш

1 1 1

V a s i 1 e v i č, op. cit., s. 176.

1 1 2

V a s i 1 e v i č, op. cit., s. 177.

1 1 3

V a s i 1 e v i č, op. cit., s. 189-190.

1 1 4

K a r jalainen,

ш

Dáhnhardt,

1 1 6

op. cit., t. 2, s. 255; Z o l o t a r e v ,

op. cit., s. 66, 95.

К а г j a 1 a i n e n, op. cit., t. 2, s. 187.

op. cit., s. 267-268.

�86

LUDOWE M I T Y О STWORZENIU CZŁOWIEKA

nuować to rozumowanie, wówczas należałoby przyjąć, że wystąpienie J e ­
zusa w r o l i „drugiego stwórcy" s t a n o w i transformację t e j archaicznej
koncepcji, dokonaną niewątpliwie w środowisku l u d o w y m , skoro r e ­
d a k t o r z y apokryfów — m i m o r e s p e k t u d l a świętego przekazu — s t a r a l i
się ukryć ją za fasadą i d e i Trójcy. M o t y w odejścia po duszę, który w p r o ­
wadził t y l e chaosu w niektórych m i t a c h azjatyckich, byłby zatem r e f l e k ­
sem oddziaływania schrystianizowanej a n t r o p o g o n i i słowiańskiej t y p u
apokryficznego.
Wróćmy jeszcze na m o m e n t do i d e n t y f i k o w a n i a stwórcy l u d z i jako
istoty z niższego niż bóg niebios poziomu (np. jego syna), co n a j p r a w d o ­
podobniej występuje również u Ewenków i J a k u t ó w . Pozwala ono
b o w i e m ustanowić łączność między m i t a m i mówiącymi o t w o r z e n i u l u ­
dzi oraz t a k i m i , według których ludzie zostali zrodzeni przez bóstwa.
D r u g i e rozwiązanie prezentują między i n n y m i t e k s t y Nganasanów, gdzie
ludzie są p o t o m k a m i D j o j b a - n g u o będącego jednocześnie synem boga
nieba, herosem k u l t u r o w y m i o p i e k u n e m życia na z i e m i . Typologicznie
D j o j b a - n g u o odpowiada stwórcom m a n s o - c h a n t y j s k i m , e w e n k i j s k i m i j a k u c k i m . Istotne znaczenie m a t u również f a k t , iż n a w e t w t e d y , g d y w i e ­
rzono w stworzenie l u d z i z jakiejś substancji (materii), bóg stwórca
uważany bywał za protoplastę g r u p y . Przykładem jest t u A j y y t o j o n
u Jakutów i Bucha no j o n u niektórych g r u p Buriatów . Paralelność t a ,
świadcząca o b r a k u zależności między formą powołania l u d z i do życia
a c h a r a k t e r e m r e l a c j i stwórca — ludzie (nie w n i k a j m y w ewentualną
pierwotność którejś z f o r m ) , s t a n o w i — j a k sądzę — kolejne p o t w i e r d z e ­
nie nieadekwatności ożywienia l u d z i jako osobnego a k t u do systemu w y ­
obrażeń m i t o l o g i c z n y c h północnoazjatyckiego szamanizmu.
117

1 1 8

119

N i e t r u d n o zauważyć, że dzięki n o w y m materiałom s t a n d a r d o w y sche­
m a t a n t r o p o g o n i i ulega ciągłemu wzbogaceniu oraz l i c z n y m w a r i a c j o m
w swej w a r s t w i e f a b u l a r n e j . Nienaruszony pozostaje jednak d w u f a z o w y
obraz dziejów l u d z i . Czas więc przejść do ostatecznego wyjaśnienia s y m ­
b o l i k i sierści, której posiadanie l u b u t r a t a oznacza przynależność do
P r o t o - l u b P r a l u d z i . Omówienia w y m a g a także r o l a ważnej w micie
postaci, towarzyszącej bez p r z e r w y naszym rozważaniom, a m i a n o w i c i e
pomocnika stwórcy — psa będącego w istocie współsprawcą zmian,
j a k i m uległy i s t o t y l u d z k i e . Oba zagadnienia łączą się ze sobą, co staje
się w pełni jasne, gdy p r z y p o m n i m y , że t r a n s f o r m a c j i istot l u d z k i c h

1 1 7

(Aar

W obu w y p a d k a c h istniały ślady wierzeń o względnie p a s y w n y m bogu n i e b a

t o j o n u Jakutów, I l d y d y u E w e n k ó w ) , sytuującym się n a wyższym

systemu mitologiczno-religijnego
ив p

o

r

poziomie

niż interesujące n a s p o s t a c i .

в . O. D o 1 g i с h , Mifologičeskie

skazki

i istoričeskie

predanija

ngana-

san, M o s k v a 1976, s. 49, 55.
1 1 9

v XIX
por.

Por.

N.

A.

— načale XX

Dáhnhardt,

A 1 e к s e e v,
v., N o v o s i b i r s k

Tradicionnye

religioznye

verovanija

1975, s. 38-39, 77-78, 1 2 0 - 1 2 1 ; o B u c h a

op. cit., s. 106; P o t a n i n ,

op. cit., s. 267 (nr 4).

jakutov
nojonie

�86

RYSZARD TOMICKI

towarzyszy i jest z nią współzależna transformacja pomocnika stwórcy.
W m i t a c h operujących sierścią j a k o a t r y b u t e m P r o t o - l u d z i m a m y do
czynienia z wyraźną zamiennością „sytuacji" l u d z i i psa:
LUDZIE

PIES

SIERŚĆ

+

—

NAGOŠC

—

+

I n n y m i słowy, dokąd pies pozostaje nagi, ludzie o k r y c i są sierścią i ce­
chują i c h — korelowane z t y m a t r y b u t e m — nieśmiertelność oraz b r a k
r o z w o j u gatunkowego; k i e d y pies zyskuje sierść, o n i tracą wszystkie w y ­
mienione własności. Relacje te nasuwają p y t a n i e : czy o t r z y m a n i e przez
pomocnika stwórcy sierści jest w a n t r o p o g o n i i północnoazjatyckiej w y ­
łącznie m o t y w e m etiologicznym, dostarczającym odpowiedzi na temat
genezy psa, czy też z n a k i e m z m i a n y o głębszym znaczeniu, zbliżonej do
z m i a n y modus vivendi l u d z i po u t r a c i e szczególnego okrycia? Za drugą
możliwością p r z e m a w i a początkowy status psa, za pierwszą — n a j p o wszechniej występujące przekonanie, że były pomocnik stwórcy został
zwykłym, podległym człowiekowi zwierzęciem.
Niejasności, towarzyszące m i przez długi czas, zlikwidowały w znacz­
n y m stopniu m i t y mongolskie, które należałoby zaliczyć do zupełnie i n n e j
k a t e g o r i i niż te, j a k i e interesowały m n i e w związku z antropogonią sło­
wiańską. Są t o d w i e g r u p y tekstów mówiących o próbach uczynienia
l u d z i nieśmiertelnymi, a i c h treść m a w skrócie następującą postać:
1. Bóg ( B u r c h a n Bakszi, O c z i r w a n i ) prześladuje demona A r a c h y ( A r a c h i - a m i t y n , Tajczżin A r a c h y , Mangysa), który zjadł sierść na człowie­
k u (!) albo wypił araszan (arszan, arakszin)
mający zapewnić l u d z i o m
„wieczne i szczęśliwe" życie, sam zyskując w t e n sposób nieśmiertelność.
Bóg znalazłszy p o t w o r a z pomocą Słońca i Księżyca rozciął go na pół,
demon pożera zaś odtąd oba ciała niebieskie (zaćmienie) za to, że p r z y ­
czyniły się do jego odnalezienia ° .
2. Bóg wysłał k r u k a (wronę), aby zaniósł l u d z i o m wodę zwaną mynchen chara ugun l u b munko chara ugun — „wieczną czarną wodę", która
miała uczynić i c h nieśmiertelnymi. Ptak, przestraszony przez puhacza.
wylał j e d n a k wodę na sosnę (świerk) od czego drzewo jest wiecznie zie­
lone .
T e k s t y pierwszego rodzaju nawiązują wyraźnie do indyjskiego m i t u
o z d o b y w a n i u a m r i t y , podstępnie w y p i t e j przez smoka Rahu, którego
następnie pokonał W i s z n u dzięki pomocy Słońca i K s i ę ż y c a
Jeżeli
w m i t a c h g r u p y d r u g i e j sam pomysł dostarczenia „wody życia" k o n t y 12

121

122

1 2 0

1 2 1

122

Indii,

P o t a n i n , op. cit., s. 192, 209-210.
Potanin,

op. cit., s. 210-211.

Wersje znane z Mahabharaty,
M o s k v a 1975, s. 33.

Ramajany, Wisznupurany,

por. Mify

drevnej

�L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

87

n u u j e również tradycję indyjską, t o p r z y n a j m n i e j f u n k c j a k r u k a ( w r o n y )
j a k o pośrednika między bogiem i ludźmi nie ma z pewnością o d p o w i e d n i ­
ka w żadnej z w i e l k i c h t r a d y c j i m i t o l o g i c z n o - r e l i g i j n y c h . W t e j samej
r o l i p o j a w i a się o n natomiast w niektórych m i t a c h ałtajskich:
U l g e n po s t w o r z e n i u ciał wysłał k r u k a , swego pomocnika, do najwyż­
szego boga niebios K u d a j a , a b y przyniósł dusze. K r u k otrzymał je w n i e ­
bie i niósł w dziobie na ziemię. Po drodze, zgłodniały, dał się skusić u r o ­
k i e m s z k l i s t y c h oczu padłej k r o w y i k i e d y krzyknął z z a c h w y t u na i c h
widok, dusze wypadły m u z dzioba. Spadły na drzewa iglaste, które od
tego czasu są zielone l a t e m i zimą .
W r a c a m y zatem do znanej doskonale opowieści, z tą j e d n a k różnicą,
iż k r u k nie p i l n u j e s t w o r z o n y c h ciał, lecz niejako w zastępstwie stwórcy
udaje się do nieba. Jest t o wszakże różnica czysto f o r m a l n a , zarówno b o ­
w i e m w m i t a c h mongolskich, j a k i w tekście ałtajskim k r u k „zajmuje"
miejsce psa. Niedostarczenie przez niego dusz l u b „wody życia" m a t a k i
sam s k u t e k , j a k dopuszczenie demona do ciał l u d z i . K r u k i pies n i e w y ­
konując otrzymanego zadania stają się pośrednimi s p r a w c a m i u t r a t y n i e ­
śmiertelności. Szczególnie wyraźne jest to w micie ałtajskim, gdzie e p i ­
zod z k r u k i e m — j a k można było oczekiwać ze względu na wystąpienie
m o t y w u odejścia po dusze — d u b l u j e typową opowieść o psie strażniku.
Podczas l o t u k r u k a E r l i k przekupił sierścią psa pilnującego l u d z i i tchnął
i m własną duszę, mówiąc: „To wszystko będzie moją własnością". Odtąd
E r l i k zabijał l u d z i , a dusze i c h zabierał do siebie w p o d z i e m i a " .
W świetle wcześniejszych ustaleń f r a g m e n t t e n nie w y m a g a dodatkowego
komentarza.
E k w i w a l e n c j a k r u k a i psa p o j a w i a się również u Ewenków. W j e d ­
n y m z tekstów nie pies, lecz k r u k jest p o m o c n i k i e m C h e w e k i i o n p i l ­
nuje s t w o r z o n y c h l u d z i . „Pewnego razu do k r u k a podszedł zły b r a t
[Chargi — starszy b r a t C h e w e k i — R T ] i zaczął prosić: »Pozwól m i obej­
rzeć jego t w o r y . D a m ci za to dobre jedzenie, d a m ci żołądek». Dał m u
spróbować. Spróbował k r u k — smaczne! K r u k puścił go do wyobrażeń
l u d z i . Później C h e w e k i spytał k r u k a : «Jak żyją ludzíe?». — «Pozwolilem
i c h obejrzec». C h e w e k i rozzłościł się na k r u k a i kazał m u jeść padlinę
i zgniliznę" .
^Potwierdzają się w t y m momencie podejrzenia, że z pozoru dalszop l a n o w a i pozbawiona większego znaczenia postać pomocnika stwórcy
odgrywała w m i c i e ważniejszą rolę. M i t y , w których występuje k r u k ,
zachowały lepiej tę głębszą warstwę i dzięki n i m m i t y c z n y pies ukazuje
123

124

125

A . V . A n о с h i n , Materiały
po šamanstvu
u altajcev,
„Sborník M u z e j a
A n t r o p o l o g i i i E t n o g r a f i i " , t. I V : 1924, 6. 2, 18-19, pod. z a : K a ł u ż y ń s k i , op. cit.,
s. 93-94.
123

12" Tamże.
125

V a s i 1 e v i č, op. cit., s. 175.

�88

RYSZARD TOMICKI

się j a k b y w n o w y m w y m i a r z e . Wymieńmy najważniejsze e l e m e n t y zwią­
zane z p o m o c n i k i e m stwórcy.
K r u k i pies są pośrednikami między bogiem i ludźmi. I c h f u n k c j a
związana jest jednoznacznie z losem l u d z i . Bez względu na to, czy cho­
dzi o przyniesienie „ w o d y życia", dusz, czy też o strzeżenie l u d z i przed
bogiem śmierci, niedopełnienie obowiązku powoduje j e d n a k o w y s k u t e k —
ludzie stają się ludźmi, to znaczy i s t o t a m i śmiertelnymi. D r u g i m ważnym
elementem jest przyczyna u c h y b i e n i a w w y k o n y w a n i u zadania. K r u k
ulega p a r t y k u l a r n e j pokusie odpoczynku l u b pożywienia się. Także pies
ulega pokusie zabezpieczenia się przed chłodem. A l e t a k i e ujęcie p r z y ­
czyn sprzeniewierzenia się pomocnika stwórcy jest co n a j m n i e j p o ­
w i e r z c h o w n e . F a k t , że w w y p a d k u k r u k a d w u k r o t n i e pokusa wywołana
została szczególnym rodzajem pożywienia — padliną i wnętrznościami —•
zwraca uwagę na p o d o b n y c z y n n i k występujący w opowieściach o psie.
Nie jest on b o w i e m kuszony wyłącznie sierścią, chociaż w z m i a n k i o j a ­
kimś j e d z e n i u o b i e c y w a n y m m u przez demona łatwo nikną w c i e n i u
racjonalnie uzasadnionej „łapówki" w postaci sierści. Jeśli j e d n a k ekspo­
nowanie ochronnego znaczenia sierści s t a n o w i taką samą racjonalizację,
j a k rogowa skóra A d a m a chroniąca j a k o b y przed z i m n e m , wówczas t y m
pilniejsza uwaga należy się z a c h o w a n y m r e l i k t o w o w z m i a n k o m . Wśród
znanych m i przypadków znajduje się: kuszenie psa jedzeniem,, po którym
przez miesiąc nie będzie głodny, obietnicę uczynienia go niegłodującym,
podanie bliżej nie określonego jedzenia i oplucie powodujące wyrośnię­
cie sierści, wreszcie — podanie do zjedzenia demonicznych e k s k r e m e n ­
tów, po których psu w y r a s t a sierść . Znacznie częściej mówi się o j e ­
dzeniu odpadów, nieczystości i ekskrementów jako o s k u t k u sprzenie­
wierzenia się psa, co w w y p a d k u k r u k a — strażnika w micie Ewenków
oraz w i n n y c h a z j a t y c k i c h m i t a c h o k r u k u — jest po p r o s t u k o n s e k w e n ­
cją precedensowego, pierwszego zjedzenia nieczystego pożywienia .
126

127

Nieczyste, pożywienie uznać można zatem za c z y n n i k powodujący
transformację pomocnika stwórcy. Wyrośnięcie nagiemu psu sierści po
zjedzeniu ekskrementów (czy w końcu j e j o t r z y m a n i e od demona) jest
z n a k i e m z m i a n y jego n a t u r y , a nie t y l k o wyglądu zewnętrznego. W w i e l u
m i t a c h p o m o c n i k i e m nie jest właściwie pies, lecz jakaś bliżej nie o k r e ­
ślona naga istota, która dopiero w w y n i k u sprzeniewierzenia staje się
psem (Jakuci), albo istota k y n o m o r f i c z n a , lecz władająca językiem, p o ­
siadająca zdolność p o r o z u m i e w a n i a się, a w końcu po p r o s t u „człowiek" .
128

1 2 6

op, cit., s. 94, 95, 98-99;

1 2 7

Por. m i t Mansów o transformacji k r u k a , D á h n h a r d t ,

Kałużyński,
t a n i n , op. cit., s. 220.

oraz m i t y Nganasanów i Ewenków,
Obrazcy
gorija
1 2 8

tungusskoj
Nikolaeviča
Gurvič,

narodnoj
Potanina,
op. cit,

Vasilevič,

op. cit., s. 177; P o op. cit., s. 63-64,

D o 1 g i с h, op. cit., s. 56-57; V . N.

literatury,

w : Sborník

v česť

V a s i T e v,

semidesjatiletija

S . P e t e r b u r g 1909, s. 20.
s. 129; V a s i l e v i č ,

op. cit., s. 176-178 (nr 4, 6, 12).

Gri­

�89

LUDOWE M I T Y O STWORZENIU CZŁOWIEKA

Interesującej analogii tego t y p u t r a n s f o r m a c j i dostarcza p e w i e n m i t
Hucułów mówiący o żertwie wyznaczonej przez Boga odchodzącego do
nieba na swoją „powiernicę". Miała ona wygląd człowieka, żyła na szczy­
cie góry między n i e b e m i ziemią, żywiła się rosnącymi t a m jagodami
dzięki czemu była istotą czystą. Przynosiła Bogu i n f o r m a c j e o t y m , co
dzieje się na ziemi, w razie p o t r z e b y karząc l u d z i ogniem w jego i m i e n i u .
Podczas podróży na ziemię żertwa przemieniała się w węża ze skrzydła­
m i . Pewnego r a z u przebywając długo wśród l u d z i zgłodniała i najadła
się ścierwa, które pozostało po potopie. Przypełzła na górę, ponieważ nie
mogła latać. Za karę Bóg uczynił z n i e j strażniczkę źródła. A b y równo­
cześnie ukarać l u d z i nakazał żertwie puszczać wodę t y l k o w t e d y , gdy
dostanie człowieka na pożarcie. Uwolnił l u d z i od żertwy p e w i e n święty
człowiek. O d j e j zabicia na ziemi jest dużo w o d y .
Weźmy w nawias zakończenie opowieści nawiązujące do m o t y w u w a l ­
k i ze smokiem. I s t o t n y jest f a k t , że przyczyna i c h a r a k t e r t r a n s f o r m a c j i
boskiego n a m i e s t n i k a są identyczne, j a k w m i t a c h azjatyckich, a ponadto
m i t h u c u l s k i wskazuje w sposób jednoznaczny, iż zjedzenie p a d l i n y
u j a w n i a chtoniczną naturę żertwy. Analogie, jakie posiada ta zależność
w m i t o l o g i i ludów paleoazjatyckich i niektórych p l e m i o n północnoame­
rykańskich, gdzie występuje w odniesieniu do k r u k a i kojota, p o t w i e r ­
dzają w pełni wniosek, że żywienie się padliną jest formą obrazującą
mediacyjność między życiem i śmiercią ° . W języku s y m b o l i c z n y m
istota obdarzona t y m i własnościami w i n n a znosić opozycję życia i śmier­
ci, istnieć między t y m i stanami, bez t r u d u przekraczać granicę tego świa­
ta i wracać bez s z w a n k u z zaświatów. W w y p a d k u k r u k a , n a w e t jeżeli
jego pojawienie się w m i t a c h e w e n k i j s k i c h , ałtajskich i m o n g o l s k i c h nie
s t a n o w i r e z u l t a t u w p ł y w ó w p a l e o a z j a t y c k i c h , za c z y m przemawiać
mogłoby współwystępowanie z psem, w y m i e n i o n e cechy są repetycją ele­
mentów znanych z mitologicznego k o m p l e k s u k r u k a powszechnego w A z j i
Północno-Wschodniej i A m e r y c e Północno-Zachodniej. P e w n y m zasko­
czeniem jest natomiast powiązanie f u n k c j i m e d i a t o r a między życiem
i śmiercią z psem, chociaż trzeba powiedzieć, że w całej północnej E u ­
r a z j i był on zwierzęciem o f i a r n y m składanym zawsze „ w k i e r u n k u p o d ­
z i e m i " ; uważano go za strażnika wejścia do k r a i n y zmarłych l u b t o 129

13

ш

132

1 2 9

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 30.

1 8 0

E . M . M e 1 e t i n s к i j , Strukturno-tipologičeskij

nych

paleoaziatov

(Voronij

cikl),

[w:]

analiz mifov

Tipologičeskie

issledovaníja

severo-vostočpo

fol'klore,

M o s k v a 1975, s. 98.
1 3 1

Sugestię taką wysunęła

Istoriko-etnografičeskie
132 p
XIX

o

r

n

p

ocerki

Pamjatniki

— načalo XX

Vasilevič,
(XVIII

kul'tury

op cit., s. 178, 190; t e n ż e ,

— načalo XX
narodov

Evenki.

v.), L e n i n g r a d 1969, s. 218.

Sibiři

i

Severa

(vtoraja

polovina

v.), „Sbornik M u z e j a A n t r o p o l o g i i i E t n o g r a f i i " , t. X X X I I I : 1977,

s. 9, 31, 123, 131, 147, 158, 164, 165, 166, 218-219, 221, 222, 224, 227.

�90

RYSZARD TOMICKI

warzysza boga ś m i e r c i , czy choćby jedną z postaci złego d u c h a .
Uświadomienie sobie tego nasuwa dalsze paralele: psy towarzyszące w e d y j s k i e m u Jamie, greckiego Cerbera i dwugłowego Ortrosa zabitego
przez Heraklesa, skandynawskiego w i l k a F e n r i r a i psa G a r m . R e k o n ­
s t r u k c j a zespołu wyobrażeń a z j a t y c k i c h i europejskich związanych
z psem w y m a g a osobnej p r a c y , ale nie od rzeczy będzie przypomnieć,
że również w słowiańskim folklorze nie b r a k śladów m i t o l o g i z a c j i psa.
Szczególnie interesujące są m o t y w y , w których znamiennie pojawiają się
smok, Diabeł i pies. Do n i c h należą ukraińskie wierzenia o c z a r n y m psie
próbującym każdej nocy przegryźć uprząż k o n i w i d o c z n y c h na niebie
j a k o gwiazdozbiór W i e l k i e j Niedźwiedzicy i zniszczyć w t e n sposób świat;
nie mogąc tego dokonać biegnie przed świtem do s t u d n i ugasić p r a g n i e ­
nie i wówczas uprząż ponownie się zrasta. Inne wierzenie mówi, iż pies
p r z y k u t y jest żelaznym łańcuchem do Małej Niedźwiedzicy i stara się
przegryźć łańcuch, a gdy zdoła to uczynić nastanie koniec świata .
Sądzę, iż uwzględniając ogólnie występujące w wierzeniach l u d o w y c h
przekonanie o demoniczności psa można uznać podane przykłady za w y ­
starczające uprawdopodobnienie chtoniczności tego zwierzęcia nie t y l k o
w północnej A z j i . W a r t o j e d n a k wspomnieć o jeszcze j e d n y m m o t y w i e ,
bogato r e p r e z e n t o w a n y m w bajkach i epice Słowian, który najlepiej
chyba ukazuje funkcję psa — i całej k l a s y b l i s k i c h m u pod t y m wzglę­
dem istot — jako mediatora między życiem i śmiercią. M a m na myśli
p r z y w r a c a n i e do życia bajkowego bohatera. M o t y w t e n występuje w róż­
n y c h f o r m a c h i dotyczyć może w i e l u postaci charakteryzujących się
jedną wspólną cechą — zdolnością l u b umiejętnością przekraczania
b a r i e r y życie/śmierć oraz t e n świat/zaświaty. Zazwyczaj działanie t a k i e j
133

ш

1SS

138

13

&gt; P o t a n i n,

o roždeníi,
narodov

bolezni

Sibiři

op. cit., s. 932; V . V .
i smerti,

i Severa

Priroda

[w:]

(vtoraja

A n t r o p o v a,
i čelovek

polovina

XIX

Predstavlenija

v religioznych

— načalo XX

korjakov
predstavlenijach

v.),

L e n i n g r a d 1976,

s. 256.
1 3 4

K a r j a l a i n e n ,

1 3 6

W

der

op. cit., t. 1, s. 74.

Mythologie

der

zirkumpazifischen

Vólker,

„Wiener

g e s c h i c h t e u n d Lingüistik", B d . I : 1930 ( S o n d e r d r u c k ) ;
destaramvater
Shamanism.

D e r Hund

dużym s t o p n i u n i e a k t u a l n e są już p r a c e W . К o p e r s a,

und Kerberos,
Archaic

Beitrage

F.

zur

in

KulturHun-

K r e t s c h m a r ,

S t u t t g a r t 1938, B d . 1-2; por. też u w a g i M . E 1 i a d e,

Techniques

of Ecstasy,

P r i n c e t o n U n i v e r s i t y P r e s s 1974, s. 466-

467.
1 3 6

A.

N.

Afanase

v,

Poetičeskija

vozzrenija

Slavjan

na

prirodu,

Moskva
Słowiań­

1865, t. 1, s. 763; te s a m e m o t y w y w związku z Diabłem, por. T o m i c k i ,
ski

mit...,

T r i e Devil
Folklore

s. 81. O związku D i a b ł a i p s a w
in Dog
Studies

Form.
No

Partial

11. O s t a t n i o

Drevnebalkanskij

V. V.

I v a n o v,

ubijce

psa i evrazijskie

pato-vostočnosiavjanskie
s. 181-213.

A

paralleli,
paralleli.

folklorze

Type-Index
pracę

pisała B .

of Devil

na

temat

mitologii

i obečeindoevropejskij
[w:] Slavjanskoe
Struktura

tekst

i balkanskoe

balkanskogo

A l l e n

Legends,

Woods,

B e r k e l e y 1959,
psa
mifa

opublikował
o geroe

jazykoznanie.

teksta,

Moskva

—
Kar-

1977,

�91

L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

istoty wywołane zostaje a k t e m wspaniałomyślności ze s t r o n y bohatera.
W epice południowosłowiańskiej wiła wdzięczna za u r a t o w a n i e dziecka
l u b łaskę w stosunku do niej samej (pozostawienie p r z y życiu, lecz także
pomoc w rozplątywaniu włosów) zawiera z bohaterem związek p o b r a t y m s t w a , a w potrzebie dostarcza m u wskrzeszające ziele . W bajkach
wschodniosłowiańskich bohaterowie podczas podróży po „innym świe­
c i e " ratują od śmierci małe żmijęta, dzięki czemu matka-żmija (żertwa)
nie pożera i c h , lecz w y n o s i na ziemię. W i d e n t y c z n y c h okolicznościach
czynić to może niezwykły p t a k {ptica-Nogaj,
Magowej-ptica
itp.) albo
po p r o s t u orzeł l u b k r u k , które czasem mają za zadanie j e d y n i e zdobyć
„wodę życia" . Do t e j g r u p y należy również pies, który swą wdzięcz­
ność za uczynek bohatera wyraża poprzez scalenie i ożywienie jego
ciała . Ostatnia wersja m o t y w u ma zaskakująco bliskie o d p o w i e d n i k i
w folklorze m o n g o l s k i m . J e d n y m z wyczynów bohatera w eposach b u r i a c k i c h jest w a l k a z d e m o n i c z n y m psem G u n i g zakończona zwycięstwem
i d a r o w a n i e m m u życia. K i e d y pewnego razu bohater zabija p o t w o r a
i k r o p l e j a d o w i t e j k r w i p r z e c i w n i k a padają na jego ciało, od n i e u n i k n i o ­
nej śmierci r a t u j e go G u n i g zlizując j a d ° . Znane z legend m o n g o l s k i c h
psy A s y r i Basyr, które ożywiają zabitego herosa liżąc jego ciało , o d ­
syłają z k o l e i do huculskiego przekonania, że jeśli pies wyliże ranę czło­
wieka „żadne złe powietrze nie i m a się j e g o "
137

138

139

1 4

ш

1 4 2

Przybliżając postać mitycznego psa t y l k o pozornie odeszliśmy od za­
sadniczej k w e s t i i , jaką stała się w p e w n y m momencie s y m b o l i k a sierści.
Jeśli b o w i e m jest ona nieodłącznym a t r y b u t e m pomocnika stwórcy po
jego sprzeniewierzeniu się i t r a n s f o r m a c j i , to p r z y n a j m n i e j część p r z e d ­
s t a w i o n y c h treści p o w i n n a być przez nią symbolizowana. Co więcej, o p i ­
sane własności przysługiwać w i n n y również P r o t o - l u d z i o m . Jedna z n i c h
nasuwa się n i e m a l od r a z u — nieśmiertelność. Pies z r a c j i „niewrażliwości" na kategorie życie/śmierć jest istotą w p e w n y m sensie nieśmier­
telną, podobnie j a k wszystkie pozostałe w y m i e n i o n e w y ż e j postaci. O b r a ­
z o w o może to być ukazane jako posiadanie dostępu do magicznego środka
o właściwościach odradzających. — „ w o d y życia", wskrzeszającego ziela
i t d . Przypominają się ponownie mongolskie m i t y o próbie uczynienia

op. cit,

s. 76-77, 79, 138.

1 3 7

Czajka,

1 3 8

S z u c h n i e w i c z, op. cit, s. 103-104, 130, 134-135, 169-170; por. też W. T o ­

porów,
Warszawa
1 3 9

rekonstrukcji

A.

čeloveka),

mitu

o jaju

kosmicznym,

[w:]

Semiotyka

kultury,

1975, s. 164, 169.

S z u с h i e w i с z,

slavjanskoj
1 , 0

Wokal

volSebnoj
U l a nov,
Ulan-Ude

op. cit., s. 180-186; N . V .

skazki,

Novikov,

Obrazy

vostočno-

L e n i n g r a d 1974, s. 144-145, 156.

Burjatskie

uligery

(ispolnenie,

1968, s. 35, 39-40; Očerki istorii

t. 1. s. 42, 63, 65.
1 4 1

P o t a n i n, op. cit., s. 400.

1 4 2

Szuchiewicz,

op. cit., s. 330.

kul'tury

kompozicija,
Burjatii,

izobraženija
U l a n - U d e 1972,

�92

RYSZARD TOMICKI

l u d z i nieśmiertelnymi, w których mówi się o w y p i c i u araszanu przez de­
mona A r a c h y i zdobyciu wiecznego życia. W opowieści o k r u k u w y l e w a ­
jącym c u d o w n y napój na drzewa iglaste nie było w z m i a n k i o jego w y ­
p i c i u przez p t a k a , ale f a k t e m jest, że k r u k m a dostęp do „ w o d y życia".
G. N . P o t a n i n przytacza m i t jako część w y p o w i e d z i i n f o r m a t o r a rozpoczy­
nającej się słowami: „ K r u k pije wodę mynchen chara ugun .[...] i od tego
jest długowieczny. Bóg posłał k r u k a , a b y zaniósł wodę w usta człowie­
ka [...]". D a l e j następuje znany już tekst, a po n i m uwaga: „ Z araszanu,
żeby woda miała moc, należy brać r a n k i e m z a n i m napije się z niego
k r u k dlatego, że k r u k p r z y l a t u j e pić rano. O d tego o t r z y m u j e on n i e ­
śmiertelność" .
143

Sama zasada pozbawienia l u d z i określonej własności i zyskania j e j
przez wiarołomnego pomocnika m a c h a r a k t e r analogiczny do „przesunię­
c i a " pierwotnego a t r y b u t u l u d z i na psa. Chcąc być k o n s e k w e n t n y m n a ­
leżałoby zatem zakładać, iż sierść symbolizuje nie t y l k o nieśmiertelność
P r o t o - l u d z i , lecz także i c h szczególny sposób istnienia, który najprościej
byłoby opisać jako b y t o w a n i e na pograniczu życia i śmierci, związane
równocześnie z ziemią ( t y m światem) i zaświatami. D l a rozjaśnienia t e j
s y t u a c j i odwołajmy się już bezpośrednio do s y m b o l i k i sierści i będących
j e j pozostałością włosów, rozpoczynając od najczęściej spotykanej i c h
asocjacji z duszą. P o z w o l i ona wprowadzić do rozważań materiał zarówno
azjatycki, j a k i słowiański (europejski).
U Ewenków u d s k i c h zanotowano w X V I I I w i e k u , że podczas obrzędu
pogrzebowego jednego z małżonków d r u g i umieszczał p r z y ciele zmarłego
p u k i e l własnych włosów, aby i c h dusze nie rozłączyły się w zaświatach.
Według późniejszych d a n y c h włosy obcinano w czasie e p i d e m i i i odda­
w a n o na przechowanie szamanowi. Podobnie czyniono w t r a k c i e seansów
szamańskich mających na celu wyleczenie chorego. Szaman umieszczał
włosy pozostałych członków r o d z i n y w s p e c j a l n y m k o s z y k u l u b w o ­
reczku z w a n y m omiruk — „schronisko, siedlisko dusz", co miało zapew­
nić z a t r z y m a n i e dusz na t y m świecie .
Podobny zwyczaj znany był w k u l t u r z e l u d o w e j całej n i e m a l E u r o p y .
A b y pozbyć się cięższych chorób obcinano paznokcie i włosy, a następnie
umieszczano je w dziurze wydrążonej w drzewie, zakopywano w ziemi,
wrzucano do w o d y (nieraz przymocowane w zawiniątku do żaby l u b
raka), w y r z u c a n o na rozstajne drogi, gubiono podczas wędrówki, dawano
do zjedzenia psu. T y m razem włosy i paznokcie stanowić miały siedlisko
choroby .
G d y p o m i n i e m y obie interpretacje, opisane zachowania sprowadzają
się do dwóch czynności: obcięcia włosów i paznokci oraz umieszczenia
144

145

op. cit., s. 210-211.

1 4 3

Potanin,

1 4 4

Vasilevič,

1 4 5

H . В i e g e 1 e i s e n, Lecznictwo

Evenki...,

s. 224, 226.
ludu

202, 203, 268-270, 313, 314, 316-318, 320, 325.

polskiego,

K r a k ó w 1929, s. 33, 192, 193,

�93

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

i c h w s p e c j a l n y m miejscu. Towarzyszą i m zbliżone okoliczności. Zabiegu
dokonują osoby, które znalazły się w stanie zagrożenia egzystencjalnego,
włączone b y t a k rzec w sferę przyciągania śmierci powstałą w s k u t e k
obecności zmarłego albo choroby. Z k o l e i miejsce, w którym umieszczano
obcięte włosy i paznokcie (a właściwie do którego je ekspediowano), jest
niewątpliwie — p r z y n a j m n i e j u Ewenków — „tamtym światem". Są to
zaświaty rzeczywiste, gdzie dotrą włosy umieszczone p r z y zwłokach albo
symbolizowane przez jednoznacznie n a z w a n y schowek szamana . P r z y ­
p o m i n a to słowiański nakaz gromadzenia paznokci, żeby zabrać je ze sobą
na t a m t e n świat l u b spalania i c h , będącego również formą t r a n s l a c j i mię­
d z y s t r e f a m i kosmosu (identyczny nakaz z n a l i M a n s o - c h a n t o w i e ) .
Miejsca l o k o w a n i a obciętych włosów i paznokci w E u r o p i e oraz sposoby
i c h pozbywania się wskazują, że i w t y m w y p a d k u m a m y do czynienia
z analogicznym adresem . Z w r a c a p r z y t y m uwagę dołączanie n i e k i e d y
do włosów i paznokci obiektów о cechach o f i a r y — czarnego koguta, p i e ­
niędzy, kawałka chleba, czy n a w e t wkładanie ekspediowanych części
ciała do jaja i w r z u c a n i e w r a z z n i m do wody. N a Węgrzech zawieszano
włosy na drzewie w darze d l a wodnego ducha. A b y uzupełnić zestaw
przykładów dodajmy, że lecząc chore bydło obcinano kępkę sierści, ob­
noszono ją k i l k a k r o t n i e w k i e r u n k u „przeciw słońcu", a p o t e m zaszpuntow y w a n o w węgle d o m u .
146

147

148

149

Zabieg obcięcia włosów i paznokci połączony z s y m b o l i c z n y m prze­
syłaniem i c h w zaświaty rozumieć zatem można j a k o sposób w y z w o l e n i a
się z s y t u a c j i k r y z y s o w e j , j a k o znak z m i a n y stanu. N i e postrzyżone włosy
osoby będącej z p o w o d u śmierci l u b choroby kogoś bliskiego w kręgu
„przyciągania śmierci" oznaczałyby, iż osoba t a istnieje w s w o i s t y m sta­
nie n i b y życia, n i b y śmierci. Pouczającej analogii dostarcza t u obrzęd
pogrzebowy Manso-chantów, u których zmarłemu starannie rozczesy­
w a n o włosy, ale równocześnie k r e w n i n a znak żałoby rozpuszczali swoje
włosy. Upodobnienie się do zmarłego symbolizuje dostatecznie wyraźnie
bycie w p o d o b n y m do niego stanie; wzmacniano to przez rytualną i n ­
wersję: zarzucanie włosów do p r z o d u ( o d w r o t n i e niż n o r m a l n i e ) oraz
n a k r y w a n i e głowy c h u s t k a m i przekręconymi na lewą stronę przez k o ­
b i e t y . W t e j s y t u a c j i obcięcie włosów, a także i c h upięcie, zaplecenie,
1 5 0

1 4 6

P o r . A . F . A n i s i m o v,

i problemy
1 4 7

i

proischoždenija

V . N.

materiály

Religija

pervobytnych

evenkov

v istoriko-genetičeskom

verovanij,

Moskva—Leningrad

Cernecov,

Predstavlenija

o duše и obskich

po

pervobytnych

religioznych

voprosam

ugrov,

verovanij,

w:

izu&amp;enii
1958, s. 59.
Issledovanija

„Trudy

Instituía

E t n o g r a f i i " , ns., t. L I : 1959, s. 134.
1 4 8

M . i n . g u b i e n i e jest formą przesyłania w zaświaty, por. J . S . W a s i l e w s k i ,

Podarować
nego

— znaleźć

związanego
1 4 9

— zgubić

z opozycją

Biegeleisen,

" ' C e r n e c o v ,

— zbłądzić.

życie — śmierć,

op. cit., s. 34, 320.

op. cit., s. 143, 147.

Niektóre

kategorie

jązyka

symbolicz­

„Etnografia P o l s k a " , t. X X I V , z. 1,1980.

�94

RYSZARD TOMICKI

czy j a k a k o l w i e k i n n a f o r m a przywrócenia i m normalnego, codziennego
wyglądu, oznaczać może t y l k o jedno — wyjście ze stanu kryzysowego,
przejście ze stanu n i b y życia, n i b y śmierci do życia w pełni ludzkiego.
Łatwo zauważalna s y m e t r i a między o p i s a n y m i rytuałami i m i t y c z ­
n y m pozbawieniem P r o t o - l u d z i p i e r w o t n e j sierści nie jest chyba p r z y ­
padkowa, skoro i d e n t y c z n y schemat o b s e r w u j e m y również w symbolice
r y t u a l n y c h postrzyżyn dziecka. U ludów m o n g o l s k i c h okres życia do o b ­
cięcia włosów uważany był za „etap przejściowy między n i e b y t e m
(«trup») i p r a w d z i w y m człowiekiem" . U Manso-chantów m a t k a w r a z
z nowo n a r o d z o n y m dzieckiem przebywała w i z o l o w a n y m „maleńkim
d o m k u " do czasu ustalenia i m i e n i a ( i d e n t y f i k a c j i przodka, którego dusza
wcieliła się w dziecko), po c z y m przechodziła do d o m u ogólnego, gdzie
odbywały się postrzyżyny. N i e k i e d y imię dziecka otoczone było tajemnicą
dopóki włosy n i e urosły m u na t y l e , b y mogły zostać obcięte . P r z y ­
pomnieć w y p a d a silnie eksponowaną w m i t a c h Ewenków korelację p o ­
czątku człowieczeństwa z identyfikacją etniczną, równoznaczną z zapo­
czątkowaniem życia społecznego i k u l t u r o w e g o . Postrzyżyny są też a k t e m
uczłowieczenia t y l e , że w skali społecznej; stanowią a k t włączenia do
g r u p y l o k a l n e j , ale — j a k świadczy i n f o r m a c j a mongolska — jego se­
m a n t y k a sięgać może w a r s t w y najgłębszej i obejmować zmianę w spo­
sobie istnienia odpowiadającą t r a n s f o r m a c j i P r o t o - l u d z i w P r a - l u d z i .
Związek włosów i sierści z zaświatami oraz i s t n i e n i e m poza n o r m a l ­
n y m i k a t e g o r i a m i życie/śmierć przechowały również w i e r z e n i a słowiań­
skie. Już V . V . I v a n o v i V . N . Toporov s t w i e r d z i l i silną korelację włosów,
sierści i r u n a z podziemiami, żmiją, s m o k i e m i n i e c z y s t y m duchem. Oprócz
formuł magicznych, w których przywołuje się obraz żmii (smoka) leżącej
na c z a r n y m r u n i e pod k o r z e n i a m i drzewa kosmicznego (gdzie zdaniem
badaczy n a w e t imię Szkuropeja zawierać może l u d o w o - e t y m o l o g i c z n y
ш

152

S.

1 6 1

prošlým,

S z y n к i e w i с z,

Svaďba

—

obr jad

sankcionirovannyj

kul'turnym

m p i s 1978, s. 3. P o r . kategorię istot pręta w I n d i a c h obejmującą

duchy

zmarłych — zwłaszcza k a l e k , k u l a w y c h , n i e w i d o m y c h , p o r o n i o n y c h płodów —

oraz

d z i e c i p r z e d postrzyżynami, które s a m e były „niczym i n n y m j a k d u c h e m " .

Analo­

gia

stepie,

dotyczy

też

formy

pochówku.

W

Mongolii

ciała

d z i e c i „gubiono"

w

w I n d i a c h d z i e c i do dwóch l a t g r z e b a n o l u b składano w l e s i e , p o d c z a s gdy i n n y c h
zmarłych palono.

Grzebano

również ascetów sannjasin,

którzy osiągnęli

nieśmier­
Zwy­

telność z a życia; i c h z n a k i e m było niestrzyżone owłosienie. T . Z b i k o w s k i ,
czaje,

obrzędy

religijne,
ligia,

Warszawa

[w:]

Podróże

i symbole

Kultura

religijne

Indii

i Chin,

[w:] Zwyczaje,

1974, s. 69; Б. S ł u s z к i e w i с z, Kultura
a religia,

do piekieł. Rzecz

Warszawa

o szamańskich

także dyskusję wnoszącą w i e l e
łecznym, E . R . L e а с h , Magical

1 5 2

С e r n e с o v, op.

cit.,

dawnych

1977, s. 304, 306-307; J . S .
misteriach,

Warszawa

hair,

i
Indii

planie

spo­
Insti­

„Man. T h e J o u r n a l

I n s t i t u t e " , N. S., v o l . 4: 1969, N o 2, s. 256-264.
s. 142.

a re­

1979, s. 112-113. P o r .

„Journal of t h e R o y a l A n t r o p o l o g i c a l
hair,

symbole

Wasilewski,

do z r o z u m i e n i a rytuału postrzyżyn w

t u t e " , v o l . 88: 1958, s. 147-164; C . R . H a a l p i k e , Social
of t h e R o y a l A n t h r o p o l o g i c a l

obrzędy

�LUDOWE MITY O STWORZENIU

95

CZŁOWIEKA

związek ze skórą-runem i skórą żmijową), godne odnotowania są n a z w y
t y p u : voloserí — „długa owcza sierść", „sierść do przędzenia", „przędza",
vólosen' l u b volosén' — „nieczysty d u c h , czart", volosatik
— demon
(domowy, leśny), vólos — rodzaj choroby, volosic — r o b a k powodujący
choroby, z w a n y też zmeevik.
Zależności te mają liczne analogie i n d o europejskie, m . i n . hetyckie, gdzie nazwa żmii (ideogram M U S ) łączył
się etymologicznie ze słowami hulana — „sierść", hulaliia — „oplatać",
„namotywać (sierść)", „zawijać", hulali — „wrzeciono", p r z y c z y m opla­
tanie przez żmiję dotyczyć może na przykład miasta Hattusas .
T r o p wskazany przez radzieckich semiotyków p r o w a d z i znacznie dalej.
W s p o m n i j m y z jednej s t r o n y niezbyt dotąd jasną predylekcję słowiań­
skich demonów do motania, przędzenia, szycia, z d r u g i e j zaś bułgarskie
stichije
(stije), które zwykły swe nadzwyczaj długie włosy w y k o r z y s t y ­
wać do polowania na l u d z i . Jeśli „kto od n i c h ucieka, w t e d y owijają w ł o ­
sy około jego nóg albo w ogóle chwytają go włosami i oplątują" . Po­
suwając się jeszcze dalej m u s i m y skonstatować, że wśród cech c h a r a k t e ­
ryzujących różne rodzaje demonów o d n a j d u j e m y kosmatość, posiadanie
sierści l u b p r z y n a j m n i e j n i e n a t u r a l n i e długich włosów . K . Moszyński
próbował wytłumaczyć t o wierzenie j a k o reminiscencję małp, lecz jego
interpreteacja m u s i zostać uznana za chybioną. T y m bardziej, iż zgodnie
ze specyfiką słowiańskich wyobrażeń o p i e r w o t n e j skórze A d a m a i E w y
ciało demonów p o k r y t e b y w a również „czymś t w a r d y m w rodzaju p a ­
z n o k c i " . A więc i t y m razem a t r y b u t P r o t o - l u d z i okazuje się włas­
nością istot, które ze względu na swój modus Vivendi sytuują się poza
k a t e g o r i a m i życia i śmierci.
Za ilustrację własności demonów niech posłużą n a m południowosłowiańskie wiły. W epice l u d o w e j zostały one wyidealizowane i prezento­
wane są zazwyczaj jako piękne, młode k o b i e t y o długich włosach. W w i e ­
rzeniach rozpuszczone włosy uzupełniają postać szkaradną o nogach za­
kończonych k o p y t a m i l u b całych k o z i c h nogach p o k r y t y c h sierścią.
Szczegóły te, powtarzające się także u i n n y c h demonów, przywodzą na
myśl h u c u l s k i obraz kosmatego A d a m a posiadającego k o p y t a . Miejscem
p r z e b y w a n i a wił są obszary k l a s y f i k o w a n e w k u l t u r z e l u d o w e j jako obce,
demoniczne, reprezentujące i n n y (nie l u d z k i ) świat, a i c h znakiem jest
niekiedy młyn z obracającym się w o d w r o t n y m k i e r u n k u k o ł e m .
W stosunku do l u d z i i w ogóle różnorodnych f o r m życia cechujących
strefę ziemską są wiły i s t o t a m i a m b i w a l e n t n y m i — powodują destrukcję
ш

154

155

156

157

1 5 8

1 5 4

I v a n o v , T o p o r o v, op. cit, s. 5, 31-35, 48-53.
К .

Moszyński,

Kultura

ludowa

Słowian,

Warszawa

1967, t. 2, cz. 1,

s. 612.
1 5 5

1 5 6

Moszyński,
Moszyński,

op. cit., s. 606.
op. cit., s. 605.

W. K l i n g e r , Wschodnioeuropejskie
łogii ludowej
a tradycja
grecko-rzymska,
op. cit., s. 52-54.
1 5 7

rusałki i pokrewne
postaci
demonoL u b l i n — K r a k ó w 1949, s. 20; C z a j k a ,

�96

RYSZARD TOMICKI

i śmierć, ale są również w stanie pobudzić płodność i przywrócić życie
dzięki d y s p o n o w a n i u m a g i c z n y m i środkami. I c h n e g a t y w n a działalność
u k a z y w a n a jest z reguły w m o t y w i e p o r y w a n i a dzieci, który dostarcza
pierwszej oczekiwanej i n f o r m a c j i . Okazuje się b o w i e m , że czasem, po l a ­
tach, zwracają dziecko p r a w d z i w y m rodzicom i wówczas dysponuje ono
szczególnymi własnościami. Przede w s z y s t k i m jest n i e p o k o n a n y m i n i e ­
śmiertelnym herosem. „Da me puška u b i t i ne może / N i t i sablja p r i v a t i t i
mesa" — stwierdza jeden z n i c h . Ponadto, choć ma wygląd człowieka,
ciało jego o k r y w a sierść, świadcząca o t y m , że jest vilenjakíem
.
Transformacja sygnalizowana zmianą powierzchowności dotyczyć m o ­
że nie t y l k o ludzkiego dziecka. Stałym a t r y b u t e m wił w epice l u d o w e j
jest strój, biała, z w i e w n a szata, a nieraz także skrzydła zdejmowane p o d ­
czas kąpieli. One stanowią źródło magicznej siły oraz tożsamości wiły.
Człowiek, który zakocha się w w i l e i chce ją zdobyć, p o w i n i e n b o w i e m
ukraść j e j wspomniane a t r y b u t y . Bez n i c h wiła nie może zostać w s w o i m
świecie, staje się zwykłą dziewczyną, t r a c i przewagę n a d człowiekiem,
w y c h o d z i za mąż i r o d z i dzieci. Dąży j e d n a k do odzyskania szaty i s k r z y ­
deł, k i e d y zaś t o się udaje, odzyskuje swe p i e r w o t n e p r z y m i o t y . Powraca
do świata wił, gdzie staje się m . i n . na powrót dziewicą .
Analogiczna zasada obowiązuje w baśniach o zaczarowanych króle­
wiczach, ukazujących się l u d z i o m na przykład w postaci węża. Miłość
dziewczyny sprawia, że w czasie nocnych spotkań zrzucają na określony
czas rogową skórę. K i e d y j e d n a k z n i e c i e r p l i w i o n a kochanka ( l u b j e j
m a t k a ) p a l i szkaradne okrycie, królewicz u m i e r a ° .
W o b u w y p a d k a c h zdjęcie szczególnego o k r y c i a oznacza uczłowiecze­
nie, ale u wił również utratę n a d n a t u r a l n e j mocy. T a k i e samo skojarze­
nie występowało w nieco o d m i e n n y m kontekście u Manso-chantów
w związku z t z w . maską pogrzebową, kawałkiem jeleniej skóry nakłada­
n y m na t w a r z zmarłego. Dusza mająca odejść w zaświaty (do podziemi)
chodziła w t e j masce przez p e w i e n czas po z i e m i jako demon uft, g r o ­
żący l u d z i o m p o r w a n i e m i c h dusz. Wystarczyło wszakże zerwać s p o t k a ­
n e m u d e m o n o w i pogrzebową maskę, żeby pozbawić go mocy, spowodo­
wać jego znieruchomienie. Po s c h r o n i e n i u się w bezpieczne miejsce
maskę w y r z u c a n o
i dopiero w t e d y urt
mógł kontynuować swą
wędrówkę .
N i e sugerując się epicką formą jedynego, trwałego, n i e zużywającego
się s t r o j u wiły
należy stwierdzić, że z n a k i e m bycia istotą demoniczną,
158

159

16

i e i

1 6 2

1 5 8

Czajka,

op. c i i . , s. 86-87.

1 5 9

Czajka,

op. cit,

1 6 0

Czajka,

op. cit., s.. 134-135, 138-139, 147. S k r a d z i o n e

s. 83.
przez

wiły

dziecko

s t a j e się p t a k i e m o l u d z k i c h c e c h a c h , a l e c z a s o w o i wyłącznie w świecie l u d z i może
odzyskiwać postać ludzką, tamże, s. 87.
1 6 1

С e r n e с o v , op. cit., s. 131.

1 6 2

Czajka,

op. cit., s. 81; K l i n g e r ,

op. cit., s. 20.

�97

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

a więc posiadania określonych własności, t a k i c h j a k na przykład n i e ­
śmiertelność, jest specjalny a t r y b u t związany t a k czy inaczej z włosami,
sierścią, rogową skórą, których n a t u r a l n e cechy (ciągłe odrastanie) sta­
nowią wzorzec — logiczny p r z y n a j m n i e j — d l a c h a r a k t e r y s t y k i s t r o j u
wił. Odebranie a t r y b u t u istocie demonicznej powoduje j e j przejście ze
świata demonicznego do świata ludzkiego l u b p r z y n a j m n i e j utratę n a d ­
n a t u r a l n e j mocy. Włączenie w porządek życia ludzkiego powoduje zmianę
sposobu istnienia. Istota poprzednio demoniczna skazana jest na śmierć —
jeśli n i e natychmiastową, j a k w w y p a d k u zaklętego królewicza, to w y z n a ­
czoną n a t u r a l n y m kresem życia ludzkiego, j a k i e p r o w a d z i pozbawiona
a t r y b u t u wiła. C h a r a k t e r y s t y c z n y jest f a k t , że wracając do swego włas­
nego świata po odzyskaniu szaty cofa się ona niejako w czasie, co sygna­
l i z u j e odzyskanie d z i e w i c t w a . W świecie wił — czy w ogóle w t a m t y m
świecie — czas r o z u m i a n y jako następstwo stanów nie istnieje. Wiły,
podobnie do w s z y s t k i c h i n n y c h demonów, mogą zostać zabite, ale jeżeli
t a k się nie stanie, trwać będą w swoistej nieśmiertelności do końca
świata .
Skoro sierść s t a n o w i znak przynależności do innego świata, nie d z i w ,
że bohaterowie f o l k l o r u ludowego wyprawiający się t a m zmieniają swoją
powierzchowność, okrywając się — j a k Nieznajka w b a j k a c h w s c h o d n i o słowiańskich — skórą, kożuchem (nieraz z i e l o n y m , j a k b y przez analogię
do zielonych włosów rusałek ) . Podobną wartość m a u z y s k i w a n i e strasz­
l i w e g o wyglądu. Bohater przekraczając granicę swego świata zmienia się
w istotę „straszną", „niedobrą, zieloną". Wracając już na g r a n i c y zrzuca
skórę, odzyskuje l u d z k i wygląd . Powierzchowność, j a k w i e m y , ozna­
cza stan, w którym bohater a k t u a l n i e się znajduje. W eposach b u r i a c k i c h
mówi się o t y m w p r o s t , gdyż heros po zmianie wyglądu określany jest
jako „nie człowiek i n i e t r u p " .
Nie m a p o t r z e b y dalszego przytaczania materiałów nie wnoszących
w zasadzie nic nowego do uzyskanego obrazu. Te, które poznaliśmy, w y ­
starczają, a b y stwierdzić, że sierść, włosy, rogowa skóra stanowią a t r y ­
b u t istot sytuujących się ze względu na swój modus vivendi poza k a t e ­
g o r i a m i życie/śmierć. Równocześnie jako „substancje" same należą do
k l a s y mediatorów między t y m i k a t e g o r i a m i . Dlatego też w f o l k l o r z e
zarówno słowiańskim, j a k i północnoazjatyckim pojawiają się e k w i ­
w a l e n t n i e z „wodą życia", są środkami przywracającymi życie
albo
t r a k t u j e się je j a k o formę, postać duszy przed inkarnacją
( w t e j ostat1вз

ш

i e s

16e

1 6 7

1 6 8

1 6 8

1 6 4

Łączy się z t y m n i e k i e d y m o t y w przędzenia, por. K l i n g e r ,

op. cit., s. 35.

К 1 i n g e r, op. cit., s. 17.

ies N o v i к o v , op. cit., s. 89.
1 8 6

S z y n k i e w i c z , op. cit., s. 3.

167

Očerkí

istorii

w skórę zwierzęcą);
1 6 8

Vasilevič,

kul'tury
Novik,

Burjatii...,

s. 69 (heros z m a r t w y c h w s t a j e po z a s z y c i u

op. cit., s. 226.

Evenki...,

7 — Etnografia Polska t. X X I V , z. 2

s. 226.

�98

RYSZARD TOMICKI

n i e j r o l i kępka sierści zastąpiona zostać może przez p t a k a mającego ana­
logiczną symbolikę, na przykład k r u k a ) . Przyjmując posiadanie l u b
b r a k szczególnej powierzchowności za k r y t e r i u m k l a s y f i k a c y j n e wyróżnić
należy d w a porządki rzeczywistości, odpowiadające podziałowi na P r o t o i Pra-ludzi.
1 6 9

P i e r w s z y z n i c h obejmuje świat pozaludzki, u s y t u o w a n y j a k b y na po­
graniczu zaświatów i n a t u r y . Z n a k i e m przynależności do niego jest p o ­
siadanie sierści (nadmiernego, nie ludzkiego uwłosienia) l u b r o g o w e j skó­
r y , które poza s w y m aspektem s y m b o l i c z n y m stanowią chyba również
łącznik ze światem zwierzęcym, czy szerzej naturą. T r u d n o b o w i e m w i n n y
sposób rozumieć dodawanie i s t o t o m należącym do tego porządku dalszych
cech zoomorficznych l u b o r n i t o m o r f i c z n y c h , j a k k o p y t a huculskiego
A d a m a i wił, skrzydła posiadane przez wiły i t p . W niektórych o m a w i a ­
n y c h m i t a c h a z j a t y c k i c h m o m e n t wyłaniania się P r o t o - l u d z i z n a t u r y
eksponowany jest bardzo silnie — p r z y p o m n i j m y t y l k o wyjście p i e r w ­
szej p a r y z drzewa w micie Ewenków i powstanie człowieka z kosma­
tego węża, który wykluł się z boskiej śliny u Mansów. Być może w d a l ­
szej p e r s p e k t y w i e należałoby pod t y m kątem rozpatrzyć północnoazjatyckie m i t y o współudziale zwierzęcia (niedźwiedzia, psa itd.) w p o w s t a n i u
g a t u n k u ludzkiego.
Porządek t e n c h a r a k t e r y z u j e się s w o i s t y m sposobem istnienia, pozal u d z k i m i pozaziemskim, k o j a r z o n y m najczęściej z nieśmiertelnością. J a k
widzieliśmy, w w y p a d k u P r o t o - l u d z i nieśmiertelność złączona była silnie
z b r a k i e m r o z w o j u gatunkowego. Zniesienie obu t y c h własności oznaczało
przejście do fazy P r a - l u d z i , przodków a k t u a l n i e istniejących populacji.
Zważywszy na analogiczną sytuację dziecka przed postrzyżynami, osób
w sytuacjach k r y z y s o w y c h , wreszcie demonów stan ów daje się opisać
formułami: „już s t w o r z o n y [narodzony], jeszcze nie człowiek", „już nie
człowiek, jeszcze nie t r u p " .
Użyte t u odniesienia do człowieka są w istocie odniesieniami do d r u ­
giego porządku rzeczywistości obejmującego sferę życia czy raczej spo­
sobu istnienia, charakteryzującego się nierozłącznością śmiertelności
jednostkowej i r o z w o j u gatunkowego. Jest t o porządek l u d z k i , w y k l u ­
czający posiadanie atrybutów d e m o n i c z n o - n a t u r a l n y c h , związany z k u l ­
turą, której ważniejsze elementy otrzymują Pra-ludzie od herosa k u l t u ­
rowego (często stwórcy), a dzieci od macierzystej g r u p y .
Pozwólmy w t y m miejscu na dygresję. Z r e k o n s t r u o w a n y schemat
a n t r o p o l o g i i północnoazjatyckiej nie odbiega z b y t daleko od schematu
słowiańskiego a n i w gruncie rzeczy od biblijnego, zwłaszcza jeśli chodzi
o istotę przejścia do życia w pełni ludzkiego. W t y m widzieć można ceI. S . V d o v i n , Religioznye
k u l ' t v čuřcčej, [w:] Pamjatniki
kul'tury
Sibiři i Severa
(vtoraja
polovina
XIX — načalo XX v.), „Sbornik M u z e a
logii i E t n o g r a f i i " , t. X X X I I I : 1977, s. 148.
1 И

narodov
Antropo­

�99

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

chę daleko bardziej powszechniejszą niż wynikałoby z zakresu uwzględ­
n i o n y c h przeze m n i e mitów. Co więcej, cechę silnie zakorzenioną w róż­
n y c h t r a d y c j a c h , kontynuowaną przez tysiące l a t . N i e jest to z w r o t e m
s t y l i s t y c z n y m . W y p a d a b o w i e m zwrócić uwagę, że nierozłączność śmier­
telności jednostkowej i t r w a n i a gatunkowego będąca swego rodzaju d e ­
finicją ludzkiego porządku rzeczywistości wyłania się u ludów A z j i Pół­
nocnej w rezultacie nieomal d y s p u t y m i t o l o g i c z n e j , prowadzonej n i e k i e d y
w r a m a c h jednej g r u p y etnicznej. Oto u Mansów, gdzie — j a k w i e m y —
dominowały m i t y przypisujące utratę nieśmiertelności i przejście do
fazy P r a - l u d z i i n g e r e n c j i demona, s p o t y k a m y także wersje zupełnie o d ­
mienne, dopuszczające możliwość r o z w o j u l u d z i nieśmiertelnych. L u d z i e
rozmnażają się nie znając śmierci l u b odradzając się bezustannie aż i c h
ilość zaczyna zagrażać i s t n i e n i u j a k i e g o k o l w i e k życia na ziemi. Wówczas
stwórca sam w z y w a boga śmierci K u l ' - a t e r a , żeby zaczął porywać dusze
ludzi °.
T e n sposób odpowiedzi na pytanie, czy możliwa jest nieśmiertelność
jednostkowa l u d z i , a więc istot żyjących społecznie, znalazł odbicie już
w Mahabharacie,
gdzie B r a h m a mający ochotę zniszczyć ogniem wszyst­
k i c h l u d z i , ulega prośbom S z i w y i „rodzi" Śmierć . W X I X - X X w i e k u
s p o t y k a m y go w m i t a c h ludów północno-wschodniej A z j i . U Czukczów
stwórca konstatując, że człowiek ( p o k r y t y sierścią, mający ogromne kły,
rozszarpujący zwierzęta zębami i zjadający je na surowo) zniszczy wszystko
na ziemi, za radą swego pomocnika K r u k a zdejmuje człowiekowi sierść,
zmniejsza szybkość poruszania się, w miejsce kłów daje m u n o r m a l n e
zęby, o f i a r o w u j e udomowione z w i e r z ę t a . U t r a t a p i e r w o t n e j sierści,
implikująca t u zapoczątkowanie zjawiska śmierci, znika w micie N a n a j ców, ale w j e j miejsce w p r o w a d z o n y zostaje zautonomizowany znak skó­
r y . Heros Doldczu-Hodaj, a b y przerwać odradzanie się l u d z i i pozbawić
i c h nieśmiertelności, decyduje się sam umrzeć i otworzyć w t e n sposób
drogę w zaświaty. Przez w i e l e l a t bezskutecznie przebywał j e d n a k
w j a s k i n i , której w y l o t zatarasowano k a m i e n i a m i i dopiero, g d y zatkano
go skórami, a ostatnia z n i c h zetlała, herosowi udało się cel osiągnąć .
Poza paralelnością dostrzec jednak należy różnicę w opisie fazy P r o t o l u d z i , j a k a istnieje między antropogonią północnoazjatycką i m i t e m b i 17

171

172

17S

1 7 0

К а г j a 1 a i n e n,

op. cit., t. 1, s. 71, t. 2, s. 329; D a h n h a r d t ,

op. cit.,

s. 66.
171

Mify

172

V.

sobrannye

drevnej

Indii,

s. 29-30.
Materiały

G . В o g o r a z,
v Kolymskom

okruge,

po

izučeniju

S. Peterburg

čukotskogo

jazyka

i

fol'klora,

1900, s. 164-165, pod. z a : Z о 1 o t a -

г е v, op. cit., s. 259.
173

rovsk

P. P.

Š i m k e v i č,

1896, s. 8-10; S . V .

žiznennom

circle, ¡[w:]

Sibiři i Severa

(vtoraja

Materiály

dlja

Příroda
polovina

i čelovek
XIX

izučenija

šamanstva

Predstavlenija

I v a n o v,

nanajcev

v relígioznych

— načalo XX

и gol'dov,
o čeloveke

predstavlenijach

Chaba­
i

ego

narodov

v.), L e n i n g r a d 1976, s. 161-162.

�100

R Y S Z A R D TOIVÍICKI

b l i j n y m oraz t y m i w s z y s t k i m i jego o d m i a n a m i a p o k r y f i c z n o - l u d o w y m i ,
które dawały U . H a r v i e asumpt do wysunięcia hipotezy d y f u z j o n i s t y c z nej. W p r o w a d z a n y w t y c h ostatnich m o t y w z m i a n y powierzchowności
A d a m a i E w y , u t r a t y — najczęściej — świetlistości, nawiązywał do n i e ­
l u d z k i e j w p r a w d z i e , ale b l i s k i e j anielskiej n a t u r y p i e r w s z y c h l u d z i . M a ­
m y więc do czynienia z porządkiem obejmującym z n o w u „inny świat",
lecz jest t o świat s y t u o w a n y między B o g i e m i zdecydowanie niżej w a r *
tościowanym porządkiem l u d z k i m . Przejście od jednego do drugiego jest
grzechem, u p a d k i e m , degradacją.
W l u d o w y c h m i t a c h słowiańskich o b s e r w u j e m y załamanie się j e d n o ­
znaczności t e j i n t e r p r e t a c j i , przede w s z y s t k i m na poziomie tego, co zna­
czące. Rogowa skóra wspólna z demonami, sierść i k o p y t a A d a m a h u c u l ­
skiego w b u d o w a n e już zostały w chrześcijańską koncepcję i kojarzone
były raczej z wieczną szczęśliwością w królestwie n i e b i e s k i m niż z czymś
i n n y m . Dopiero w m i t a c h a z j a t y c k i c h można dostrzec, że różnica między
świetlistością i sierścią nie ma c h a r a k t e r u wyłącznie formalnego. I n t e r ­
pretacja w n i c h zawarta ukazuje powstanie człowieka jako wyłanianie się
z pogranicza m a r t w o t y i życia, z kręgu demoniczno-żywiołowej n a t u r y ,
j a k o etap porządkowania kosmosu, a nie zakłócenie w początkowo i d e a l ­
n y m stanie. Można b y się zastanawiać, szczególnie w kontekście ostatnio
przywołanych mitów, j a k i udział miała koncepcja chrześcijańska (w w e r ­
sjach k a n o n i c z n y c h i a p o k r y f i c z n o - l u d o w y c h ) w eksponowaniu e l e m e n t u
i n g e r e n c j i demona jako p r z y c z y n y t r a n s f o r m a c j i P r o t o - l u d z i w P r a - l u d z i .
Mieliśmy b o w i e m do czynienia z m i t a m i , które zdają się świadczyć o i s t ­
n i e n i u jeszcze bardziej archaicznej w a r s t w y antropogonii, pozbawionej
ingerencji, a p r z y n a j m n i e j j e j aspektu zakłócającego. Jest to j e d n a k t e m a t
do osobnych rozważań.

IV. U M O W A

Z

DIABŁEM

Odeszliśmy dość daleko o d a n t r o p o g o n i i słowiańskiej, aby możliwie
najpełniej ukazać konsekwencje wynikające z różnych sposobów t r a k t o ­
w a n i a analogii między m i t a m i w s c h o d n i o e u r o p e j s k i m i i północnoazjat y c k i m i . Czas j e d n a k przejść do o m a w i a n i a ostatniej części mitów l u d o ­
w y c h , którą stanowią — j a k wskazują prezentowane wcześniej sche­
m a t y kompozycyjne •— d w a w a r i a n t y u m o w y z Diabłem, m o t y w u w y ­
jaśniającego k o l e j n e s k u t k i wypędzenia l u d z i z r a j u .
1. W a r i a n t B : C y r o g r a f A d a m a
W a p o k r y f i c z n y c h m i t a c h O Morzu Tyberiadzkim
i w słowiańskiej
w e r s j i Słowa o Adamie i Ewie, po opisie grzechu pierworodnego i w y g n a ­
nia z r a j u następuje m o t y w u m o w y między A d a m e m i Diabłem, z w a n y
częściej m o t y w e m c y r o g r a f u A d a m a . T e n zagadkowy element a n t r o p o ­
gonii, występujący j e d y n i e w a p o k r y f a c h cerkiewnosłowiańskich i p o d e j -

�101

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

r z e w a n y o proweniencję bogomilską , mówi, że opuszczeni przez Boga
ludzie stanęli wobec t r u d n e j do pokonania przeszkody, d l a w y e l i m i n o w a ­
nia której A d a m zmuszony był oddać Diabłu w e władanie dusze z m a r ­
łych l u d z i . M i t y apokryficzne prezentują cztery różne p r z y c z y n y za­
warcia umowy:
a) Diabeł nie pozwala A d a m o w i uprawiać z i e m i twierdząc, że jest ona
jego własnością, boskie zaś są wyłącznie niebiosa i r a j . Zgodę wyraża d o ­
piero w t e d y , g d y A d a m decyduje się podpisać c y r o g r a f
;
b) K a i n urodził się z 12 głowami żmijowymi n a piersiach i czole. Ssąc
pierś m a t k i powodował cierpienie i chorobę E w y . W zamian za c y r o g r a f
Diabeł uleczył E w ę ;
c) A d a m i E w a n a p o t k a l i na z i e m i całkowitą ciemność i nie mogąc
przyzwyczaić się do życia w t a k i c h w a r u n k a c h zdecydowali dać c y r o g r a f
w zamian za światło ;
d) A d a m i E w a , zrozpaczeni i skruszeni po w y g n a n i u z r a j u , zostają
przez Diabła oszukani. Mówi on do A d a m a : „Radosną wieść c i oznaj­
mię — P a n chce się zlitować n a d tobą. D a j m i c y r o g r a f na siebie i ród
twój. A t y , E w o , p r z y r z e k n i j m i p r z y r z e c z e n i e m "
.
Z wyjątkiem w e r s j i ostatniej, wszystkie pozostałe reprezentowane są
w l u d o w y c h m i t a c h południowej i wschodniej Słowiańszczyzny. Wersje
a i с mają p r z y t y m dość wyraźny związek z podziałem świata i m p l i k o ­
w a n y m już przez samą lokalizację r a j u — miejsca stworzenia l u d z i
i p r z e b y w a n i a Boga. J a k pamiętamy, zgodnie z t y m schematem p r z e ш

w

1 7 6

177

I 7 S

1 7 4

tywie

cyrografu

odzwierciedlenie

i świata n i e w i d z i a l n e g o

bogomilskiej

nauki

o

—

władcy

nieba

Apocryphes

bogomiles

et

pseudobogo-

„Revue de 1'histoire des r e l i g i o n s " , t.136: 1950, n r 1, s. 187-194) pogląd t e n

podzielają n a d a l niektórzy b a d a c z e , por. J . P o l á k o v a ,
stičeskich
W

Bogu

o r a z S a t a n a i l e władającym ziemią i światem m a t e r i a l n y m .

M i m o l i c z n y c h k r y t y k (np. E . T u r d e a n u ,
miles,

(op. cit., s. 223 n.) widząc w m o ­

Pogląd t e n reprezentował m . i n . I v a n o v

narodnych

skazok

końcu X I X w i e k u

u slavjan,

Dragomanov

Materiały o razvitii

duali-

„Slávia", R . X X X I V : 1965, ses. 3, s. 456-468.

(op. cit., s. 105-106) sądził, że m o t y w

umowy

między B o g i e m i Diabłem o r a z A d a m e m i Diabłem jest przekształceniem irańskiego
motywu

umowy

między A h u r a m a z d ą

i Arymanem

dotyczącej

kolejnego

władania

światem. O s t a t n i o zupełnie inną interpretację zaproponował A . E . N a u m o w starając
się wykazać,
biblijnych
skim

że genezę m o t y w u

wyjaśnić

można w

i t r a d y c j i cerkiewnosłowiańskiej, A .

zstąpieniu

do otchłani,

„Sprawozdania

ramach

cerkiewnosłowiańskiej,
175

I v a n o v,

292-293 (O Morzu
1 7 6

N.

S.

Apokryfy

A . N.

Tyberiadzkim,

T i с h o n r a v o v,
P у p i n,

Ivanov,

Ložný ja

op. cit,

PAN
litera­

o Adamie

i Ewie", wersja

z X V I w.),

w e r s j a z X V I w.).
Pamjatniki

otrečennoj

i otrečennyja

1862, t. 3, s. 1-3, pod. z a : N a u m o w , Apokryfy...,
1 7 8

Oddz.

w systemie

W r o c ł a w 1976, s. 82 n.

op. cit., s. 215 („Słowo

t e r b u r g 1863, t. 1, s. 16-17, pod. z a : N a u m o w ,
1 7 7

wyobrażeń

cerkiewnosłowiań-

O

z posiedzeń K o m . N a u k .

w K r a k o w i e " , t. X V I I : 1973, N r 1, s. 119-121; t e n ż e ,
tury

systemu

Naumow,

s. 298-299 ( O Morzu

russkoj

Apokryfy...,
knigi

literatury,

S. P e -

s. 84.

russkoj

stariny,

S.

Peterburg

s. 84.
Tyberiadzkim,

wersja

z XVII

w.).

�102

RYSZARD TOMICKI

s t r z e n n y m do Boga należało niebo l u b niebo i r a j na ziemi. Zakaz u p r a ­
w y z i e m i oraz ciemności panujące poza r a j e m , wyjaśniane t y m , że D i a ­
beł był „panem ciemności" , sugerują, iż pozostała część świata —
a więc cała ziemia l u b j e j część nie będąca r a j e m — stanowiła dzie­
dzinę Diabła. M i t y zawierające m o t y w c y r o g r a f u A d a m a n i e rozwijają
tego zagadnienia. Z n a j d u j e ono natomiast wyjaśnienie w m o t y w i e u m o ­
w y między Bogiem i Diabłem. Z p u n k t u widzenia l o g i k i wydarzeń c y ­
rograf A d a m a mógłby zatem być t r a k t o w a n y jako konsekwencja {albo
transformacja) u m o w y bosko-diabelskiej dotyczącej podziału świata.
W t a k i m w y p a d k u kolejność i c h o m a w i a n i a w i n n a zostać odwrócona. Z a ­
c h o w a j m y jednak porządek narzucany przez kompozycję tekstów m i t o ­
logicznych, gdyż jeśli przypuszczenie nasze jest słuszne, u j a w n i się ono
w dalszych rozważaniach. Za u t r z y m a n i e m kolejności p r z e m a w i a również
f a k t , że m o t y w u m o w y między B o g i e m i Diabłem nie występuje w zna­
n y c h a p o k r y f a c h , a także w m i t a c h X I X - X X - w i e c z n y c h p o j a w i a się dosyć
rzadko.
Przeszkoda, jaką ludzie napotykają na ziemi, m a c h a r a k t e r egzysten­
cjalny. Najlepiej widać t o w w e r s j i a, gdzie A d a m po opuszczeniu r a j u
m u s i uprawiać ziemię, żeby zapewnić wyżywienie sobie, E w i e i przyszłe­
m u p o t o m s t w u . O decydującym znaczeniu t e j r a c j i świadczy częstotli­
wość, z jaką m i t y podkreślają p r o b l e m zdobycia pożywienia. W mace­
dońskim tekście z okolic P r i l e p u Bóg wypędzając A d a m a mówi do niego:
„Hajda A d a m i e , wychodź z r a j u za to, że nie usłuchałeś tego, co c i n a ­
kazałem; teraz orz ziemię i kop ją pókiś żyw i w t e n sposób chlebem się
wyżywisz". Po wyjściu z r a j u A d a m m a r t w i się j e d n a k nadal, co będą
j e d l i , i r o b i E w i e w y r z u t y z p o w o d u grzechu. Ona odpowiada: „Orz, kop,
mężu, to się. w y ż y w i m y " . K i e d y A d a m rozpoczyna pracę, Diabeł przega­
nia go wyjaśniając, że on jest władcą ziemi. „Jeśli jest jakiś sposób, a b y m
mógł żyć, rzekł A d a m zrozpaczony, to co [ m a m ] robić?". Diabeł uspakaja
go: „Osiągniesz sam bez t r u d u swoje życie, a ja c i [je] jeszcze ułatwię,
jeśli dasz m i zapis na twój ród, t e n co się u r o d z i : żywi będą t w o i ,
a umarli moi" °.
Znaczenie u p r a w y r o l i jest zresztą jasne n a w e t w t y c h m i t a c h , które
nie zawierają m o t y w u c y r o g r a f u — ona s t a n o w i w a r u n e k życia i Bóg
mówi A d a m o w i : „kop, abyś ż y ł " . Sens t e n u j a w n i a się n a w e t m i m o
zakłóceń w fabule opowieści. W j e d n y m z tekstów ukraińskich zakaz
p r a c y na r o l i nie występuje explicite.
Mówi się t a m , że A d a m i E w a
muszą pracować po w y g n a n i u z r a j u , ale c y r o g r a f zdobywa Diabeł w y k o 179

1 8

ш

179 p
kedonski

o

r

rj. D r a g o i l o v í c ,

Bogomilski

F o l k l o r " , t. I I I : 1970, b r o j

apokrifni

5-6, s. 29;

relikti

I v a n o v,

od Makedonija,
op.

O ciemnościach n a d pozarajską częścią z i e m i , por. E . K . , Gwiazdy
daniach

ludu,

„ L u d " , t . I : 1895, s. 170.
op. cit., s. 349-351.

1 8 0

Ivanov,

1 8 1

G n a t j u к, op. cit., s. 7.

cit.,

„Ma-

s. 351-353.

i grzyby

w

po­

�103

L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

rzystując naiwność i niewiedzę A d a m a : „Podaruj m i to, co c i najmilsze,
a t y tego nie znasz". Po u k r y c i u c y r o g r a f u w M o r z u C z a r n y m Diabeł
„zrobił pług, zaprzągł konie i dał A d a m o w i , a b y A d a m orał. To p r a w d a ,
że A d a m dużo orał, k i e d y on podpisał się na swoje pokolenie, co je miał
czort brać"
Z a n i k przyczynowej zależności między możliwością u p r a ­
w y ziemi i d a n i e m c y r o g r a f u nie zakłócił następstwa wydarzeń.
1 8 2

A l t e r n a t y w a stojąca przed A d a m e m polega więc w istocie na w y b o r z e
między: a) zgodą na przejmowanie przez Diabła dusz zmarłych l u d z i
i zdobyciem możliwości r o z w o j u gatunkowego l u b b) odrzuceniem p r o ­
pozycji Diabła i skazaniem siebie oraz E w y na natychmiastową śmierć
z b r a k u pożywienia, a t y m s a m y m p r z e r w a n i e r o z w o j u ludzkości.
W analogiczny sposób rozumieć można pozostałe p r z y c z y n y podpisa­
nia c y r o g r a f u . W kręgu s y m b o l i k i l u d o w e j b r a k światła k o j a r z y się
zawsze z działalnością sił demonicznych oraz niebezpieczeństwem zagła­
d y życia (będziemy o t y m mówili niżej). W w y p a d k u zagrożenia E w y
d y l e m a t A d a m a ma t e n sam charakter. Dziecko-potwór wyniszczający
matkę urodził się ze związku z Diabłem albo został przez niego p o d ­
m i e n i o n y . Dziecko m a 7, 12, 24 głowy gadzie l u b zwierzęce i jedną
ludzką, a ssie Ewę t a k mocno, że aż k r e w t r y s k a ; „jyk wużi ssały, bo to
buły p o k u s y " — i d e n t y f i k u j e demoniczność głów jeden z mitów h u c u l ­
skich. E w a skarżyła się, że nie w y t r z y m a cierpień i przyjdzie j e j umrzeć.
G d y A d a m daje cyrograf, Diabeł odmienia dziecko . Odmiana dziecka- p o t w o r k a oznaczać może nie t y l k o u r a t o w a n i e E w y , m a t k i l u d z i , lecz
także zapoczątkowanie rodzenia się l u d z i , a nie demonów. Mówi o t y m
i n n y m i t : k i e d y 24-głowe dziecko będące owocem miłości Diabła i E w y
zaryczało straszliwie „Adam przestraszył się tego, nie wiedział co robić.
A zły mówi: N i e bój się, zapisz m i to, co będzie po tobie, ja [go] wyleczę,
że nie będzie więcej niż jedna [głowa]. A A d a m nie wiedział, że po n i m
cały świat pójdzie. Więc zapisał to, co po n i m będzie, a t e n [Diabeł] u l e ­
czył, że jedna '[głowa] została. I odtąd zaczął się l u d rozmnażać" .
183

184

Ziemia i E w a ponownie okazują się „elementami" e k w i w a l e n t n y m i ,
występującymi w r o l i mediatora między życiem i śmiercią. Mówiąc l u ­
d o w y m językiem konkretów związek E w y i z i e m i z Diabłem oznacza j a łowość, demoniczność, zaprzeczenie życia i r o z w o j u , ale k o n i u n k c j a jednej
i d r u g i e j z A d a m e m równoznaczna jest z płodnością, zapoczątkowaniem
oraz r o z w o j e m życia. T e n a m b i w a l e n t n y c h a r a k t e r elementu macierzyń­
skiego obserwowaliśmy już poprzednio.
O t r z y m a n y c y r o g r a f Diabeł u k r y w a na dnie morza, pod k a m i e n i e m
w rzece J o r d a n albo w piekle. Sankcjonowany umową stan rzeczy t r w a
G n a t j u k, op. cit., s. 4. Zniekształconą wersję z a w i e r a m i t z z a c h o d n i e j
S y b e r i i , gdzie Diabeł n i e p o z w a l a kopać mogiły d l a A b l a i w t e n sposób u z y s k u j e
c y r o g r a f , G o r o d с o v, op. cit., s. 62.
1 8 2

1 8 5

1 8 4

S z u с h i e w i с z, op. cit., s. 19.
G n a t j u k, op. cit., s. 7.

�104

RYSZARD TOMICKI

k i l k a tysięcy l a t . K r e s p a n o w a n i u Diabła n a d duszami zmarłych kładzie
Chrystus, powołany do życia przez Boga niezadowolonego z istniejącej
s y t u a c j i l u b wzruszonego prośbami udręczonych dusz . Chrystus u n i e ­
ważnia umowę, g d y :
a) podcjzas c h r z t u w Jordanie następuje na kamień, pod którym u k r y ­
t y był c y r o g r a f i p o w o d u j e jego zniszczenie (rozwiązanie u m o w y ) .
b) po śmierci na krzyżu zstępuje do piekieł i w y p r o w a d z a stamtąd
dusze l u d z i .
W y z w o l e n i e dusz spod władzy Diabła w y m a g a zejścia w podziemia.
T a k i sens m a również zanurzenie w Jordanie będące s y m b o l i c z n y m o b r a ­
zem śmierci i odrodzenia, a więc swego rodzaju a n t y t y p e m zstąpienia
do piekieł po ukrzyżowaniu . W l u d o w y m języku s y m b o l i c z n y m analo­
giczne znaczenie m a n u r k o w a n i e na dno morza skąd podług jednego
z mitów Bóg m u s i wydobyć u k r y t y c y r o g r a f
.
18S

1 8 6

1 8 7

188

189

2. W a r i a n t C: układ między Bogiem i Diabłem
Powiedziane zostało, że zgoda A d a m a na oddanie Diabłu dusz stano­
wiła — logicznie rzecz biorąc — konsekwencję określonej s y t u a c j i kosmo­
logicznej, sygnalizowanej zresztą w różnych epizodach antropogonii.
W micie bułgarskim pochodzącym z Panagjuriszcze sytuacja t a p r z e d ­
stawiona jest w p r o s t . Oto Bóg tęsknił po s t w o r z e n i u świata za kimś,
z k i m mógłby porozmawiać i wesoło spędzić czas. G d y zobaczył swój
cień, rzekł: „Powstań t o w a r z y s z u " i powołał do życia
szatana,
z którym bardzo się zaprzyjaźnił. Pewnego r a z u Diabeł zaproponował
dokonanie podziału świata: „Ziemia będzie do m n i e należała — p o w i e ­
dział, niebo niech będzie t w o j e ; także l u d z i powinniśmy podzielić, t y weź
żywych, a m n i e daj m a r t w y c h " . Zażądał również od Boga „zapisu" p o ­
twierdzającego umowę i otrzymał go. K i e d y A d a m i E w a w y g n a n i zostali
z r a j u i s p o t k a l i się ze s t a n o w c z y m sprzeciwem Diabła dotyczącym
u p r a w y ziemi, Bóg zorientował się, iż popełnił błąd dając Diabłu zapis.
W t y m momencie m i t t r a c i swą logikę. Dalszy ciąg zmierza w p r a w d z i e
do rozwiązania kryz3rsowej s y t u a c j i , ale okazuje się nagle, że głównym
p r o b l e m e m n i e jest wcale niemożność u p r a w i a n i a ziemi, lecz los dusz
l u d z k i c h . M i m o zakazu Diabła ludzie w jakiś sposób żyją, rozmnażają
się, Bóg zaś postanawia odebrać Diabłu władzę t y l k o dlatego, iż j e d n a ­
k o w o męczy on dusze grzeszne i n i e w i n n e . W t y m celu wysyła anioła,
który m a zorientować się, czy można Diabłu odebrać zapis. Anioł za­
ciągnął się na służbę u Diabła, a g d y już zaprzyjaźnili się, zaproponował
íes p
1 8 6

1 8 7

o

r

n

p

G n a t j u k , op. cit., s. 10-12.

Ivanov,
Ivanov,

op. cit., s. 347, 353-354.
op. cit., s. 351.

P o r . N a u m o w , Apokryfy...,
W a r s z a w a 1966, s. 188-189, 194-197.
1 8 8

189 D r a g o m a n o v ,

s. 88 п.; M . E l i a d e , Traktat

op. cit., s. 87; por. D á h n h a r d t ,

o historii

religii,

op. cit., s. 139-140.

�105

L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

m u sprawdzenie, który z n i c h zdoła wydobyć z dna jeziora piasek. Anioł
zanurkował pierwszy i wrócił z piaskiem. Diabeł skoczył do w o d y i po
k i l k a k r o t n y c h p o w r o t a c h z połowy d r o g i , żeby upewnić sią, czy anioł n i e
zabiera zapisu pozostawionego w u b r a n i u na brzegu, zdecydował się
w końcu osiągnąć dno. W t e d y anioł porwał zapis i pognał do nieba. D i a ­
beł zdążył wrócić, a k i e d y spostrzegł co się stało, dogonił anioła i n i e
mogąc odebrać zapisu będącego w r a z z częścią ciała anielskiego „u B o g a "
oderwał m u kawałek mięsa ze stopy. Odtąd Diabeł stał się w r o g i e m Boga.
Kulejący i lamentujący anioł został pocieszony, że takie same stopy będą
mieć wszyscy ludzie ° .
19

M a m y zatem do czynienia z o r y g i n a l n y m t e k s t e m ukazującym włada­
nie ziemią przez Diabła jako jeden z etapów t w o r z e n i a świata . Siady
tego m o t y w u s p o t y k a m y także w szeregu m i t a c h kosmogonicznych z ob­
szaru Huculszczyzny, gdzie wspomina się t y l k o , że „wony { d i a b l i — R T J
buły w s p y w c i z B o h o m do z e m n i "
l u b mówi się w p r o s t : ,,Jyk uże buła
žemly d a v j i B o h A r i d n y k o w i [Diabłu — R T ] , a b y t o t koło n e j i c h o d y v " .
E f e k t diabelskiej o p i e k i jest wszakże opłakany, ziemia i życie na n i e j
ulegają zniszczeniu. „Jyk B o h u z d r i v , szo w o n y ne umiły u t r y m a t y
p o r i y d k u na zemły, to m u s i v w i d n y c h w i m u d r u w a t y nazad z e m l u " .
Ostatecznie Bóg zdołał przechytrzyć Diabła i odebrał m u ziemię, ratując
ją od zagłady .
191

1 9 2

193

W t y m kontekście jaśniejsza staje się przyczyna b r a k u k o n s e k w e n c j i
w micie z Panagjuriszcze. Dodanie do władania ziemią panowania n a d
duszami zmarłych powoduje, że p u n k t ciężkości m i t u przesuwa się n a
tę drugą kwestię, sybolizującą niejako całkowitą moc Diabła. Z n a m y
j e d n a k inne wersje łączące los l u d z i z posiadaniem władzy n a d ziemią
w o d m i e n n y sposób. Według pewnego t e k s t u w i e l k o r u s k i e g o „ B y ł y d w a
królestwa: królestwo ciemności i królestwo światła. Pierwsze było na
ziemi, siedział w n i m s i l n y i bogaty car Satanaił. D r u g i e było na niebie,
gdzie był wzniesiony t r o n B o g a " . L u d z i e p r z e b y w a l i w niebie, ale D i a ­
beł — nie mogąc do n i c h dotrzeć przez ogniste ogrodzenie — sprawił,
że sami w y s z l i z n i e b a - r a j u i znaleźli się w jego władzy. Wówczas Bóg
wystąpił zbrojnie przeciw Diabłu i po walce strącił go w podziemia.
Następnie odnalazł l u d z i u k r y t y c h „pośród b u r z l i w e g o oceanu, na w y ­
sokiej wyspie, między m r o c z n y m i r o z w a l i n a m i pałacu Satanaiłowego".
M i m o próśb A d a m a i E w y nie zabrał i c h z p o w r o t e m do nieba, gdzie
sam odszedł, lecz „porzucił na z i e m i " *.
1B

1 9 0

Ivanov,

1 9 1

Motyw

protestu

op. cit., s. 337-339.

panowania

społecznego,

v Rossii.

Period

Diabla

por.

feodalizma,

А.

n a d ziemią
I.

op. c i t . , s. 12.

1 9 3

Szuchiewicz,

op. cit., s. 14.

1 9 4

A.

bovskoj

P.

Z v o n к o v,

gubernii,

bywa

Narodnaja

też

jako

socialnaja

wyraz
utopija

M o s k v a 1977, s. 15 n.

Szuchiewicz,

1 9 2

odczytywany

К 1 i b a n o v,

Očerk

verovanij

krest'jan

Elazomskago

„Etnografičeskoe O b o z r e n i e " , 1889, No 2, s. 64.

i

uezda

Tam-

�106

RYSZARD TOMICKI

T y m razem los l u d z i związany jest silnie z podziałem władzy w kos­
mosie, a przemieszczenia A d a m a i E w y symbolizują z m i a n y i c h sposobu
istnienia. Jeśli b o w i e m p o b y t w niebie, królestwie jasności, jest równo­
znaczny z t r w a n i e m nieśmiertelnym, to przejście do strefy ciemności r o ­
zumieć można jako istnienie w stanie będącym odwrotnością poprzed­
niego, a więc w stanie swego rodzaju „wiecznej śmierci". K o l e j n a
translokacja, z królestwa ciemności na wyzwoloną już od Diabła ziemię,
oznacza natomiast bez wątpienia to samo, co w y g n a n i e z r a j u w i n n y c h
m i t a c h — istnienie w pełni l u d z k i e , charakteryzujące się r y t m e m życie/
śmierć. Wówczas to Bóg „przystawił każdemu człowiekowi anioła stróża,
przykazał miłość do siebie i na zawsze odleciał z ziemi. Satanaił p r z y ­
stawił człowiekowi swego demona kusiciela, a sam odszedł do swego
królestwa — piekła. I znów rozgorzała w a l k a dwóch sił nad człowiekiem,
t y l k o a n i Bóg, a n i Satanaił sami na ziemię nie schodzą" .
Mimo braku motywu umowy
k u l m i n a c y j n y m m o m e n t e m m i t u jest
również odebranie Diabłu całkowitej władzy n a d człowiekiem, n a d d u ­
szami l u d z k i m i powiązane p r z y t y m wyraźnie z w y d a r z e n i e m o znacze­
n i u sensu stricto kosmologicznym. Pokonanie Diabła t o nie t y l k o u w o l ­
nienie ziemi od jego bezpośredniego oddziaływania, lecz także a k t k o n ­
stytuujący jedną ze stref kosmosu, piekło zlokalizowane w podziemiach.
Tekst wielkořuski wyróżnia się t y m , że l u d z i „odzyskuje" sam Bóg i czy­
n i w sposób bezpośredni to, co w i n n y c h m i t a c h osiągane jest niejako
pośrednio, poprzez odzyskanie l u b zniszczenie zapisu — u m o w y , o b i e k t u
którego pozostawanie w posiadaniu Diabła symbolizuje określoną s y ­
tuację dusz l u d z k i c h .
Mitów zawierający m o t y w u m o w y między Bogiem i Diabłem znamy
stosunkowo niewiele. Oprócz cytowanego t e k s t u bułgarskiego występuje
on w f o r m i e f a b u l a r n i e rozwiniętego epizodu w k i l k u tekstach południowosłowiańskich. J e d n y m z n i c h jest m i t serbski o s y t u a c j i i n i c j a l n e j i d e n ­
tycznej j a k w micie w i e l k o r u s k i m :
„ B y ł Dabog
'[Diabeł — R T ] na ziemi, a P a n Bóg na niebiosach".
195

1 9 6

1 9 7

1 9 5

Z v o n к o v, op. cit., s. 64.

1 9 6

Motyw

umowy

między

Bogiem

wiańszczyźnie, w b r e w t e m u co sądzi
wieku
E.

występował

Ljackij,

Obozrenie",

już

jednak

o dualističeskich

s. 39-41). W
zgodny
por.

Gruzji

kosmogonijach,

istniał

w

reliktowej,

por.

dualističeskago
Apokryfy...,

formie

i nie wymagał

gruzin

telavskogo

wschodniej

op. cit., s. 461. W

„Etnografičeskoe

on również

Poverja

A.

I v a n o v s k i j ,
„Etnografičeskoe

s. 84. Z n a l i go również
Veselovskij, К
Obozrenie",
—

i n t e r w e n c j i żadnego
uezda,

Sło-

końcu X I X

tipa,

zniekształconej

Mestnostej i P l e m e n K a v k a z a " , v y p . X V I I :

logicznie P o m e r a n c e v a ,
1 9 7

z n a n y był w e

op. cit., s. 95) o r a z G r u z i n i (A.

z doktryną, chrześcijańską

I. Š t ě p á n o v ,

Opisanija

formie
legendám

1892, No 2-3, s. 252; N a u m o w ,

Mordwini, ( D á h n h a r d t ,
prosu

w

К kosmogoničeskim

i Diabłem
Polákova,

„Sbornik

uo-

1890, N o

2,

podział b y l
pomocnika,

Materjalov

dlja

1893, otd. 3, s. 128-129; a n a ­

op. cit., s. 130.

W o k ó ł i m i e n i a D a b o g narosło w i e l e rozważań i hipotez, por. np. E . Z i с к e r -

m a n n , Serbokroatische

Dabog,

„Zeitschrift für s l a v i s c h e P h i l o l o g i e " , B d . X X : 1950,

�L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

107

Uzgodnili, że dusze l u d z i s p r a w i e d l i w y c h szły będą do Boga, grzesznych
zaś do Diabła. G d y Bóg zorientował się, że jego p r z e c i w n i k ma więcej
dusz, zaczął myśleć, j a k b y ukrócić siłę Daboga. Zabić go nie mógł, gdyż
Dabog był s i l n y j a k sam Bóg na niebiosach. Stwierdzenie to, spotykane
również w i n n y c h m i t a c h („Jak mówią starzy ludzie, szatan miał taką
siłę i moc j a k Bóg, dlatego też Bóg w w i e l u w y p a d k a c h pytał go o r a ­
d ę " ) , m a uzasadnić w y k o r z y s t a n i e pomocnika. T y m razem Bóg wysyła
św. Tomasza, żeby wybadał Daboga, czy i j a k u m o w a może zostać zer­
wana. Sw. Tomasz dowiedział się, że Bóg sam nie zdoła tego uczynić, ale
jeśli u r o d z i m u się s y n , o n tego dokona. Wówczas Bóg sprawia, iż r o d z i
m u się s y n . Dabog w i e o t y m i oczekując Chrystusa o t w i e r a swe usta
t a k szeroko, że dolna w a r g a opierała się o ziemię, górna sięgała natomiast
nieba. S y n Boga włożył j e d n a k między nie włócznię i pozostawił u n i e r u ­
chomionego Daboga w t e j pozycji na w i e k i . Grzeszne dusze od niepa­
miętnych czasów pożerane przez niego wyszły z paszczy i udały się w r a z
z synem Boga do nieba .
W porównaniu z t e k s t e m z Panagjuriszcze, prócz będącego niewątpli­
w y m zaburzeniem k r y t e r i u m moralno-etycznego p r z y podziale dusz, n a ­
stępuje t u rozbicie f u n k c j i boskiego pomocnika. W micie bułgarskim
anioł po p r o s t u odzyskiwał umowę, w m i c i e s e r b s k i m św. Tomasz zdo­
b y w a j e d y n i e informację o sposobie j e j anulowania. Postacią, która
m u s i dokonać l i k w i d a c j i istniejącego s t a n u rzeczy i odebrać dusze
Diabłu, jest b o w i e m C h r y s t u s . Przekonanie to powoduje znamienne prze­
sunięcie akcentów w całym opowiadaniu. Zadanie pomocnika polega
w istocie na u z y s k a n i u od Diabła i n f o r m a c j i o konieczności narodzenia
się syna bożego. Myśl, że Diabeł posiada „coś", co decyduje o s y t u a c j i
w świecie, zostaje zatem rozszerzona — dysponuje on b o w i e m zarówno
„boskim c y r o g r a f e m " , j a k i wiedzą o sposobie l i k w i d a c j i jego skutków.
Stąd już k r o k t y l k o do tego, aby p r z e d m i o t e m pożądanym przez Boga
stał się sam Chrystus. I m i t y bułgarskie dochodzą do tego skrajnego r o z ­
wiązania. W tekście zapisanym od bułgarskiego k o l o n i s t y z Besarabii
Bóg chce zerwać umowę o podziale l u d z i i bezskutecznie zasięga r a d y
u A b r a h a m a , Mojżesza, Józefa. Dopiero aniołowie dowiadują się od D i a ­
bła, że „sam Bóg nie może [anulować u m o w y — R T ] , ale s y n jego może,
jeśli t y l k o s p r a w i , iż m u się s y n n a r o d z i od ducha jego". Odpowiedź
w p r a w i a j e d n a k Boga w konsternację, gdyż nie m a on pojęcia j a k d o k o ­
nać niezwykłego czynu. M u s i ponownie skorzystać z p ora d y Diabła, aby
1 9 8

199

s. 323-340; V . Č a j k a n o v i c , Mit i religija
u Srba,
D l a m o i c h celów istotne jest, że D a b o g występuje
Diabła.
1 9 8

Ivanov,

B e o g r a d 1973, s. 391, passim.
w o m a w i a n y m micie w roli

op. cit., s. 337.

V . J a g i ć, Mythologische
Skizzen.
II. Daždbbogi, — Dažbog — Dabog,
nadb.
z: „Archiv f u r s l a v i s c h e P h i l o l o g i e " , B d . V , s. 11; por. Č a j k a n o v i c , op. cit.,
s. 391-392.
1 9 9

�108

RYSZABD TOMICKI

dowiedzieć się, iż w y s t a r c z y przesłać M a r i i odpowiednio s p r e p a r o w a n y
b u k i e t bławatków. C h r y s t u s nie m a już żadnych problemów z Diabłem.
Po narodzeniu „zajął miejsce B o g a " i oznajmił Diabłu, że p r z e j m u j e
w s z y s t k i c h zmarłych, ponieważ u m o w a zawarta z B o g i e m jego nie obo­
wiązuje. Diabeł nie mogąc pogodzić się z utratą dusz podburza Żydów
przeciw C h r y s t u s o w i , lecz t e n zmartwychwstając zbawia w s z y s t k i c h l u ­
dzi z wyjątkiem Judasza .
Zastąpienie odzyskania u m o w y przez zdobycie i n f o r m a c j i o C h r y s t u ­
sie nie m u s i prowadzić do zasadniczych z m i a n scenerii m i t u . O t o
w tekście ze w s i Ustowo w Rodopach mówi się, że swego czasu Diabeł
był panem z i e m i i władał nią niepodzielnie. Dusze zmarłych również
należały do niego. Bóg nie t y l k o nie znał sposobu odebrania l u d z i i i c h
dusz, ale n i e wiedział nawet, k i e d y skończy się diabelskie panowanie.
Wysłał więc św. P i o t r a na służbę do Diabła, a b y uzyskał jakieś i n f o r ­
macje na t e n temat. Po w i e l u l a t a c h św. P i o t r , zaprzyjaźniony już ze
s w y m n o w y m panem, dowiedział się, iż władza jego upadnie, g d y pewna
Żydówka u r o d z i syna. Zaproponował Diabłu zawody w n u r k o w a n i u
w m o r z u . N a j p i e r w św. P i o t r , dzięki boskiej pomocy, wydobył z dna
„znak", p o t e m wrzucił go ponownie i przyszła k o l e j na Diabła. K i e d y t e n
zanurzył się w m o r z u , powierzchnia pokryła się g r u b y m lodem, a św.
P i o t r rzucił się do ucieczki. Diabeł zdołał j e d n a k przebić lód i złapać
P i o t r a h a k i e m za piętę. Bóg poradził m u w t e d y , a b y odciął sobie kawałek
stopy i wleciał do r a j u , gdzie będzie bezpieczny. T a k też się stało .
W i n n y m m i c i e bułgarskim św. J a n spędził 300 l a t wśród diabłów za­
n i m dowiedział się, iż Bóg m u s i „przerodzić się", aby odebrać dusze
Diabłu i z a n i m zdołał wydobyć z morza — oszukując diabły — k w i a t
mający spowodować poczęcie przez Marię .
Po zestawieniu mitów realizujących w a r i a n t В i С u m o w y z Diabłem
jasne jest, że p r z e d m i o t e m s p o r u są dusze l u d z i . Bez względu na to, k t o
zawiera umowę — A d a m czy Bóg — Diabeł jest, w posiadaniu w s z y s t k i c h
dusz zmarłych i sytuację taką ocenia się jako zakłócenie pewnego p o ­
rządku. Oczywiście porządku dyktowanego przez doktrynę chrześcijań­
ską, w kontekście której rozwijają się wszystkie m i t y . O n też decyduje
o p o j a w i e n i u się w e r s j i , w których świadomość m i s j i Chrystusa powoduje
przesunięcie p u n k t u ciężkości m i t u z odzyskiwania u k r y w a n e j przez
Diabła u m o w y na p r o b l e m powołania do życia samego Chrystusa.
Jednak spór o dusze występować może w dwóch różnych sytuacjach
m i t o l o g i c z n y c h warunkujących również w p e w n y m s t o p n i u f o r m y jego
rozstrzygnięcia. Wówczas, g d y jest on j e d y n i e pochodną (czy też ele­
mentem) określonej s y t u a c j i kosmologicznej, a m i a n o w i c i e władania zie200

201

202

2 0 0

I v a n o v, op. cit., s. 329-333.

2 0 1

I v a n o v, op. cit., s. 339-342.

2 0 2

I v a n o v, op. cit, s. 342-345.

�109

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

mią przez demona, m a m y do czynienia z m n i e j l u b bardziej wyraźnym
wątkiem zwycięstwa nad Diabłem i pozbawieniem go władzy nad zie­
mią. Jest t o równoznaczne z jego translokacją w podziemia będącą w y d a ­
r z e n i e m par excellence
kosmologicznym. T a k rzecz m a się w micie w i e l k o r u s k i m , a w p e w n y m s t o p n i u także w micie s e r b s k i m . Drugą, bardziej
klarowną formę prezentują te m i t y , w których p r z e d m i o t sporu od p o ­
czątku do końca s y m b o l i z o w a n y jest przez c y r o g r a f (zapis) u k r y t y w p o d ­
ziemiach. Odebranie go Diabłu albo z l i k w i d o w a n i e sankcjonowanego
przezeń stanu w y m a g a i n t e r w e n c j i pomocnika i zawsze w t e d y , gdy n i e
jest n i m Chrystus, i n t e r w e n c j a m a c h a r a k t e r przechytrzenia Diabła.
J a k k o l w i e k różnica między t y m i g r u p a m i w y d a j e się n i e w i e l k a , p r z e p r o ­
w a d z o n y podział uprawdopodobniają analogie występujące w m i t o l o g i i
i n n y c h ludów północnej E u r a z j i .
1. Najbardziej bezpośrednim o d p o w i e d n i k i e m m o t y w u s p r a w o w a n i a
władzy nad ziemią przez demona jest m i t Mansów znad K o n d y , gdzie
s y n boga nieba, który otrzymał zadanie opiekowania się ziemią i ludźmi,
p o w o d u j e stopniową zagładę życia { m . i n . ukrywając słońce i księżyc).
Po w i e l o k r o t n y c h napomnieniach zostaje w końcu umieszczony przez
ojca w podziemiach i staje się bogiem śmierci. Rolę opiekuna z i e m i p r z e j ­
m u j e jego b r a t . Z a t r z y m a j m y się j e d n a k p r z y nieco bardziej odległej
analogii tego m o t y w u , jaką w y d a j e się być epizod t z w . magicznego loso­
w a n i a występujący w m i t a c h ludów m o n g o l s k i c h .
m

„Magiczne l o s o w a n i e " o d b y w a się zazwyczaj między trzema bogami
i m a wyłonić spośród n i c h władcę z i e m i i l u d z i . Bogowie kładąc się spać
stawiają przed sobą naczynia i umawiają się, iż t e n , w którego n a c z y n i u
wyrośnie k w i a t (ewentualnie będzie się paliła świeczka) zostanie wybrań­
cem losu. Jeden z bogów okazuje się j e d n a k oszustem i spostrzegłszy
k w i a t w n a c z y n i u swego towarzysza zabiera go, umieszcza w s w o i m n a ­
c z y n i u i zostaje władcą świata. Znane m i w a r i a n t y tego m o t y w u rozpa­
dają się na d w i e g r u p y o n i e j e d n a k o w y m sensie. Część tekstów i n d e n t y f i k u j e oszukanego boga j a k o M a d a r i B u r c h a n a l u b M a j - t e r e , a więc
mongolską formę buddyjskiego M a j d a r i — Przyszłego B u d d y . W i e on
o postępku swego r y w a l a i mówi: „Niech będzie twój czas, ale będzie on
wyróżniał się t y m , że ludzie mieć będą n i s k i wzrost, krótkie życie i będą
k r a d l i " . Zgodnie z w e r d y k t e m ziemią włada obecnie B u r c h a n Bakszi,
a jego panowanie c h a r a k t e r y z u j e się k a r l e n i e m l u d z i i zwierząt. G d y
przybędzie M a j d a r i , ludzie osiągną natomiast wzrost 80 łokci .
204

W i n n y c h w e r s j a c h losowanie nie określa już s t r u k t u r y dziejów l u d z ­
kości, czy w ogóle dziejów świata. D r o b n a zmiana polegająca n a o d -

2 0 8

K a n n i s t o , op. cit., s. 103-107.

2 0 4

M i t chałchaski, P o t a n i n, op. cit,

s. 268-269 (tamże, s. 269 — w e r s j a d e r -

b e c k a , s. 330 — w e r s j a b u r i a c k a — w t y m w y p a d k u
możliwa, gdyż m ó w i się o t r z e c h S z i n g y t B u r c h a n a c h .

i d e n t y f i k a c j a bóstw n i e jest

�110

RYSZARD TOMICKI

m i e n n e j i d e n t y f i k a c j i oszukanego boga, którym okazuje się t y m razem
Tołty-chan ( E r l i k ) , sprawia, że celem i w y n i k i e m losowania jest określe­
nie s t r u k t u r y kosmosu. Oszukany bóg mówi do b r a t a , który zabrał w y ­
rosłe w jego naczyniu k w i a t y : „Ukradłeś k w i a t y więc władaj światem,
a j a — nie ma r a d y — zostanę E r l i k i e m , lecz sprawię za to, że t w o i d w u nodzy )[ludzie] n i e będą żyć dłużej niż sto l a t , zaś czworonodzy [zwierzę­
ta] nie więcej niż l a t czterdzieści. Co lepszych d w u n o g i c h i czworonogich
będę stale od ciebie zabierał". W t e n sposób młodszy b r a t został Tołtychanem — c z y t a m y w k o n k l u z j i m i t u .
20S

Rozwiązanie prezentowane przez tego t y p u m i t y n i e różni się n i c z y m
na poziomie s t r u k t u r a l n y m od k o n s e k w e n c j i wydarzeń opisanych w m i ­
cie m a n s y j s k i m czy w m i t a c h słowiańskich, gdzie strącenie Diabła
w podziemia oznacza pozbawienie go bezpośredniej władzy n a d ziemią
i ludźmi. A n a l o g i c z n y schemat występował także w m i t o l o g i i Jakutów.
T a m z k o l e i na początku świata toczyła się w a l k a między U r u n g A a r
tojonem, U l u u t o j o n e m i A r s a n D u o l a j ( o d p o w i e d n i k i e m znanego już
Allaraa-ogonnor). Po długich zmaganiach bogowie z a w a r l i porozumienie,
na m o c y którego U r u n g A a r t o j o n oddalił się do nieba i został względnie
p a s y w n y m bogiem niebios, U l u u t o j o n objął f u n k c j e opiekuna i władcy
ziemi, natomiast A r s a n D u o l a j stał się panem podziemi i śmierci .
T y m , co zasługuje na uwagę w m i t a c h mongolskich, jest oszustwo bę­
dące formą zwycięstwa n a d bóstwem śmierci, czynem prowadzącym do
ustalenia s t r u k t u r y świata wyrażonej t u poprzez korelację określonych
f u n k c j i z k o n k r e t n y m i bogami oraz s t r e f a m i kosmosu. N i e sposób za­
pomnieć w t y m momencie o kosmogonii Hucułów, gdzie — j a k w żad­
n y c h i n n y c h m i t a c h słowiańskich — oszustwo, przechytrzenie i kradzież
są podstawową bronią Boga w walce z Diabłem, bronią na t y l e s k u ­
teczną, że umożliwia ona nawet umieszczenie p r z e c i w n i k a w podzie­
m i a c h *° . Oszustwo jako f o r m a rozstrzygnięcia k r y z y s u kosmologicznego
p r o w a d z i nas wszakże do drugiego w a r i a n t u odzyskania dusz l u d z i ,
w którym decydującą rolę o d g r y w a boski pomocnik. I o jego sukcesie,
oczywiście wyłącznie w t e d y , gdy p o m o c n i k i e m nie jest Chrystus, decy­
duje w y k o r z y s t a n i e podstępu oraz kradzież.
20e

7

2. Jeśli a b s t r a h u j e m y od tożsamości boskiego pomocnika i od tego, co
ma zostać odzyskane — c y r o g r a f czy informacja o Chrystusie — wszyst­
k i e wersje słowiańskie opisać można j e d n y m schematem:
205 W e r s j a
ska).
burjat
pod.

buriacka, P o t a n i n ,

Analogiczną
i mongolov

wersję

buriacką

— Šamanistov,

z a : N. L . Z u k o v s k a j a ,

manskich
rodov

vetováni}

vostočnoj

na lamaizm,

i jugo-vostočnoj

op. cit., s. 329 (tamże, s. 879 — w e r s j a
рог.

I. A.

Podgorbunskij,

Iz

tuwińmifologii

„Sibirskij s b o r n i k " , v y p . 1-4, I r k u t s k 1894, s. 13,
Vlijanie
[w:]
Azii,

mongolo-burjatskogo

Problemy

etnografii

Samanstva
i etničeskoj

i

doša-

istorii

M o s k v a 1968, s. 220.

2 0 6

G . U . E r g i s , Očerki

2 0 7

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 6, 16, passim.

po jakutskomu

fol'kloru,

Moskva

1974, s. 107-108.

na-

�111

L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

A. Diabeł jest w posiadaniu „cennego o b i e k t u " (cennego z k o l e k t y w ­
nego p u n k t u widzenia ) .
B. Bóg, sam n i e mogąc odzyskać cennego o b i e k t u , wysyła pomocnika,
aby dokonał tego czynu.
C. Pomocnik (oszukując, przechytrzając, okradając itd.) Diabła o d ­
zyskuje cenny obiekt.
D. Diabeł kaleczy pomocnika.
Z r e k o n s t r u o w a n y schemat występuje j e d n a k nie t y l k o w m o t y w i e
l i k w i d a c j i u m o w y z Diabłem. Ze wschodniej i południowej E u r o p y znane
są liczne t e k s t y o analogicznej k o n s t r u k c j i , których t e m a t e m jest również
odzyskanie cennego w skali k o l e k t y w n e j (kosmologicznej) o b i e k t u , choć
nie jest n i m już c y r o g r a f czy u m o w a . Tabela 2 prezentuje przykłady
t y c h mitów oraz i c h elementy, najistotniejsze d l a naszych rozważań:
c h a r a k t e r cennego o b i e k t u , pomocnika Boga oraz ewentualne k o n s e k w e n ­
cje, jakie on ponosi w w y n i k u swej a k c j i .
ш

Tabela 2. Odzyskiwanie
Lp.
1
2

Pochodzenie tekstu

cennego

Cenny obiekt

obiektu '
2

Pomocnik Boga

Okaleczenie

Michał Archanioł
św. Eliasz

zraniona stopa
zraniona stopa

Święty Archanioł

zraniona stopa

Serbia

słońce

3

Czarnogóra
Bośnia

słońce
słońce

4

Ukraina

ogień

św. Piotr

5

Ukraina

ogień

Chrystus i św. Piotr

6
7

Ukraina

„niebieska siła"

Michał Archanioł

Ukraina

„magiczne ubranie"

Michał i Gabriel

8

Ukraina

„niebieska koszulka"

Michał Archanioł

9

-

-—
—
—

Bukowina

błyskawica i piorun

św. Eliasz

10

Ukraina

miecz archistratega

Michał Archanioł

11

Rumunia

słońce i księżyc

św. Eliasz

12

Macedonia

wiedza o słońcu

pszczoła

rozłupanie ciała

13

Rumunia

wiedza o słońcu

pszczoła

zmiana barwy z bia

14

Łotwa

ogień

jaskółka

urwany ogon, plama

zraniona stopa (?)

—
—

(Siedmiogród)

(Wałachia)

łej na czarną
'

na głowie

2 0 8

Kolektywny

lub

w

zawiązaniu

akcji

E.

M. M e l e t i n s k i j ,

indywidualny

opowieści u w a ż a
Mif

charakter

„braku"

albo

naruszonego

się z a k r y t e r i u m odróżniające

i skazka,

[w:]

Fol'klor

i etnografija,

tabu

m i t i bajkę,

L e n i n g r a d 1970,

s. 141, 144-145.
2 0 9

Źródła mitów: 1) D a h n h a r d t ,

cit., s. 84; 2) V . С h a r u z i n a, Etnografija,
Słowiański

mit...,

chaniołem

Gabrielem

mitološki
j u к,

rečnik,

op. cit., s. 136; por. D r a g o m a n o v ,

op.

M o s k v a 1909, s. 381-382; por. T o m i c k i ,

s. 93; 3) D o r d e v i ć, op. cit., s. 20-21; a n a l o g i c z n a w e r s j a z A r ­
w:

Beograd

S . K u l i s i e , P . Ż. P e t r o v i ć, N. P a n t e l i ć ,
1970, s. 7; 4) D á h n h a r d t ,

op. cit., s. 73 (tamże b i b l i o g r a f i a

op. cit., s. 253; 7) D r a g o m a n o v ,

paraleli);

Srpski

op. cit., s. 142; 5) G n a t -

6) I v a n o v s k i j ,

Ljackij,

op. cit., s. 86-87; por. D a h n h a r d t ,

op. cit.,

�112

RYSZARD TOMICKI

Tabela w y m a g a krótkiego komentarza. We w s z y s t k i c h m i t a c h m a m y do
czynienia z bardzo konkretną sytuacją — Diabeł posiadając cenny obiekt,
powoduje zagrożenie życia na ziemi. Najczęściej m o w a jest o słońcu
( i księżycu), które strącony z nieba demon porwał i ukrył w podziemiach.
Może być t o również ogień w y n a l e z i o n y przez Diabła l u b zabrany l u ­
d z i o m , czy też błyskawice i p i o r u n y albo miecz archistratega o t r z y m a n e
od Boga jeszcze w t e d y , g d y Diabeł był jego towarzyszem (aniołem).
W w y p a d k a c h 6-8 n i e w i a d o m o właściwie, co k r y j e się pod n a z w a m i
cennego o b i e k t u (jedynie „siłę niebieską" kojarzyć można z o g n i s t y m
mieczem, gdyż Michał Archanioł uderza nią Diabła i strąca spod n i e ­
bios), lecz niewątpliwie są t o a t r y b u t y związane ze strefą niebieską, d a ­
jące posiadaczowi władzę n a d biegiem wypadków w świecie. W m i t a c h
12-13 „obiektem", który należy odebrać Diabłu, jest w p r a w d z i e wiedza,
ale od n i e j także zależy los świata. Bóg zamierzając stworzyć ciała n i e ­
bieskie n i e w i e , i l e p o w i n i e n zrobić słońc — jedno czy k i l k a . Pszczoła d o ­
w i a d u j e się podstępnie od Diabła, że k i l k a słońc spaliłoby ziemię.
T e m a t odzyskiwania p o r w a n y c h l u b u k r y w a n y c h przez demona obiek­
tów należy do u n i w e r s a l n y c h motywów m i t o l o g i c z n y c h . C e n n y m obiek­
t e m jest z reguły rzecz o i s t o t n y m znaczeniu d l a l u d z i i całego świata,
symbolizująca nieraz w s z e l k i d o b r o b y t i pomyślność, j a k sampo zdoby­
wane przez fińskiego herosa Váinamóinena czy sapicari
odzyskiwane
przez Chrystusa od Diabła w m i t a c h gruzińskich ° . U Słowian w r o l i
tej występują najczęściej ciała niebieskie, nie t y l k o zresztą w m i t a c h ,
lecz również w w i e r z e n i a c h i bajkach, gdzie istotą porywającą cenny
obiekt jest z reguły smok, a czyn bohatera zachowuje jeszcze nierzadko
w y m i a r kosmologiczny . Pięknego przykładu b a j k o w e j transpozycji, m o ­
t y w u mitologicznego dostarcza tekst h u c u l s k i opowiadający o bohaterze
Perczowiczu, który po w i e l u przygodach wydostał z podziemi żony dla
21

211

s. 138); 8) N o w o s i e l s k i ,
ki,
i

op.

cit,

Hercegowiny

jadę przeklętą
wicz,

cit.,

op.

cit,

op.
s.

Ivanov,
hardt,

op. cit, t. 2, s. 4 - 5 ; a n a l o g i c z n a w e r s j a w :

s. 323; 3) D a h n h a r d t ,
o

posiadaniu

następnie

przez

op.

gromu
Boga,

i

cit.,

błyskawicy
op.

129-130

(tamże,

s.

130-132,

cit,

warianty

op. c i t , s. 348-349; 13) D a h n h a r d t ,
op. c i i . , s. 143 (tamże i n n e w a r i a n t y

przez

Irudicę

z

Bośni

—

Irodi-

op. cit., s. 114); 10) G U Í t a -

Dordevic,

s. 269; 11) D a h n h a r d t ,

Żmigrodz­

s. 139 (por. w i e r z e n i e

s.

145; 12)

Dahnhardt.

bułgarsko-macedońskie);

op. c i t , s. 128-129; 14)

por.

Dahn­

łotewskie); por. s e r b s k i m o t y w

ura­

t o w a n i a p r z e z jaskółkę i jaszczurkę j e d n e g o z t r z e c h słońc pożartych p r z e z ażdaję,
K u l i s i e , P e t r o v i ć, P a n t e l i ć , op. c i t , s. 3.
2 1 0

blema

E . M. M e 1 e t i n s к i j , К
Vjajnjamejnena),

voprosu

o genezise

karelo-finskogo

eposa

„Sovetskaja E t n o g r a f i j a " , 1960, N o 4, s. 68-69;

(pro­

Veselov-

s к i j , op. cit., s. 39.
2 1 1

op.

M o t y w w a l k i ze s m o k i e m i o d z y s k a n i a ciał n i e b i e s k i c h por. A f a n a s e

cit., t. 3, s. 535; S . E r d é s z ,

íerung,

Drachentypen

in der ungarischen

v,

Volksiiberlie-

„Acta E t h n o g r a p h i c a " , t. X X : 1971, f a s c . 1-2, s. 114-116. W związku z t y m

istotne są m o t y w y

pożarcia k i l k u

słońc p r z e z s m o k a , i n t e r p r e t a c j e

pożarcia, m o t y w d r o g o c e n n y c h k a m i e n i w głowie węży i t p .

zaćmień

jako

�113

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

siebie i dwóch przyjaciół. Jego żoną było Słońce, d w i e pozostałe t o Księ­
życ i J u t r z e n k a . A b y wyjść z p o d z i e m i Perczowicz m u s i j e d n a k s k o r z y ­
stać z pomocy żmii, której poprzednio uratował dzieci. Żertwa w y n o s i go
na ziemię, ale w czasie długotrwałej podróży bohater zmuszony jest d o ­
karmiać ją mięsem w y k r a w a n y m z własnej ł y d k i
Tekst Hucułów nie t y l k o egzemplifikuje o m a w i a n y m o t y w , łącząc
typową d l a bajek partykularyzację cennego o b i e k t u (żona) z c h a r a k t e r y ­
s t y c z n y m d l a mitów jego znaczeniem k o s m i c z n y m (ciała niebieskie), lecz
zawiera ponadto w i e l e i n n y c h archaicznych elementów s p o t y k a n y c h
w analogicznych opowieściach u różnych ludów północnej E u r a z j i . Do
n i c h należy w s k a z y w a n a już wcześniej s t r u k t u r a l n o - f u n k c j o n a l n a e k w i ­
w a l e n c j a h u c u l s k i e j żertwy i występującego w b u r i a c k i c h eposach psa
Gunig.
Odzyskanie o b i e k t u będącego w posiadaniu i s t o t y demonicznej w y ­
maga zstąpienia w podziemia l u b p r z y n a j m n i e j wejścia w „inny świat"
mający zazwyczaj cechy świata zmarłych. W słowiańskim m o t y w i e o d ­
zyskania c y r o g r a f u — u m o w y , jeśli dokonuje tego Chrystus, m a ono
formę zejścia do piekła po śmierci na krzyżu l u b c h r z t u w Jordanie s y m ­
bolizującego śmierć i z m a r t w y c h w s t a n i e . Zanurzenie w wodzie jest
w t y m w y p a d k u elementem s y m b o l i k i chrześcijańskiej. A l e w kontekście
mitów l u d o w y c h chrzest Jezusa s t a n o w i wyłącznie szczególny przypadek
ogólnej s y m b o l i k i , n u r k o w a n i a , osiągania d n a m i t y c z n y c h wód. P r z y ­
p o m n i j m y m i t w i e l k o r u s k i , w którym c y r o g r a f u k r y t y został na d n i e
Morza Czarnego i Bóg musiał nurkować, a b y go odzyskać. W t y p o w y m
epizodzie przechytrzenia Diabła przez boskiego pomocnika często spo­
t y k a się rozwiązanie nieco inne, lecz również ukazujące n u r k o w a n i e jako
element decydujący o odzyskaniu cennego o b i e k t u . Boski p o m o c n i k n a ­
m a w i a Diabła do zawodów w n u r k o w a n i u , sam osiąga dno wód, a g d y
jego p r z e c i w n i k k i e r o w a n y podrażnioną ambicją c z y n i to samo, pomoc­
n i k k r a d n i e cenny obiekt. Czasem dodatkowo w o d y pokrywają się lasem
utrudniającym Diabłu wyjście na powierzchnię
D a w n i e j badacze w i e d l i spór o t o , czy zawody w n u r k o w a n i u stano­
wią o d p o w i e d n i k (pochodną) n u r k o w a n i a kosmogonicznego
mającego
na celu w y d o b y c i e z i e m i z dna praoceanu. Dopiero M . P. Dragomanov
wskazał słusznie, że w t y m w y p a d k u chodzi n i e t y l e o zniekształcenie
m o t y w u kosmogonicznego, i l e o samodzielny m o t y w związany w oczy­
w i s t y sposób z o d z y s k i w a n i e m utraconego cennego o b i e k t u . W w i e l e
l a t później G. D u m e z i l skorygował d o m n i e m a n i a M . P. Dragomanova
i O. Dáhnhardta na temat pochodzenia m o t y w u . Wypowiedział się prze2 1 2

2 1 3

2 1 4

2 1 2

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 169.

P o r . n p . G u s t a w i e z, op. cit., s. 269; G n a t j u k ,
op. cit., s. 341-342.
2 1 3

2 1 4

Dragomanov,

op. cit., s. 84-88.

8 — Etnografia Polska t. X X I V , z. 2

op. cit., s. 4; I v a n o v,

�114

RYSZARD TOMICKI

c i w łączeniu i c h genezy z p r o m i e n i o w a n i e m c e n t r u m staroirańskiego
i stwierdził, że zarówno m o t y w y słowiańskie, j a k i i c h o d p o w i e d n i k i
irańskie, germańskie, osetyńskie i t d . są odzwierciedleniem archaicznego
m i t u naturalistycznego o zmianie pór r o k u . P o r y w a n i e słońca przez
Diabła oraz zamarzanie wód to — jego zdaniem — obraz z i m y , o d ­
zyskiwanie ciał niebieskich jest zaś obrazem nastania w i o s n y .
Przedstawione m i t y pozwalają j e d n a k pójść jeszcze i n n y m śladem
i powiedzieć, że w m o t y w i e odzyskiwania cennego o b i e k t u samo n u r k o ­
w a n i e (zanurzenie i w y n u r z e n i e ) jest z n a k i e m zejścia i wyjścia ze strefy
podziemi; s t a n o w i skrótowe odzwierciedlenie i s t o t y czynu boskiego p o ­
mocnika, podobnie j a k w i n n y c h tekstach śmierć i ożywienie bohatera
przebywającego w zaświatach, sygnalizujące odmienność jego modus
vivendi
warunkowaną s a m y m miejscem p o b y t u . W y d o b y c i e cennego
o b i e k t u kojarzone z koniecznością zanurzenia i w y n u r z e n i a się z wód
nie jest zresztą specyfiką mitów słowiańskich. Przykładem niech będzie
m o n g o l s k i m i t o O c z i r w a n i opuszczającym się na dno oceanu (Chata
Dalaj)
i zdobywającym od Losuna oczir — b ł y s k a w i c ę
czy i n d y j ­
s k i m i t o w y d o b y w a n i u z m i t y c z n y c h wód n a p o j u nieśmiertelności
a m r i t y '.
Można teraz zrozumieć dlaczego w słowiańskich m i t a c h kosmogoniczn y c h t a k silnie eksponowane jest przekonanie, że Bóg sam nie może
stworzyć ziemi, gdyż t y l k o Diabeł p o t r a f i dotrzeć do d n a p i e r w o t n y c h
wód. U ludów s y b e r y j s k i c h tę samą myśl przekazuje zróżnicowanie p t a ­
ków nurkujących po ziemię. Bezkarnie osiągnąć d n o praoceanu potrafią
t y l k o te z n i c h , które okazują się później d u c h a m i — p o m o c n i k a m i sza­
mana w podróżach w p o d z i e m i a . Analogicznie rozumieć należy p o d ­
kreślaną w m o t y w i e odzyskania c y r o g r a f u niemożność l i k w i d a c j i u m o ­
w y z Diabłem (odebrania zapisu) przez samego Boga (wyjątkiem jest t u
t y l k o m i t w i e l k o r u s k i ) . Zstąpić w podziemia może natomiast jego s y n —
Chrystus (co w kontekście m i t o l o g i i chrześcijańskiej jest oczywiste) albo
i n n y boski pomocnik. K i e d y uwzględnimy f a k t , że także Diabeł ma ogra­
niczoną przestrzennie moc działania — nie jest w stanie odebrać cennego
o b i e k t u , który w r a z z połową ciała pomocnika znajduje się w niebie —
okaże się, iż postacią działającą w e w s z y s t k i c h strefach kosmosu jest
wyłącznie boski pomocnik. O n też m a cechy m e d i a t o r a między górą i d o ­
łem (we w s z y s t k i c h k o n k r e t y z a c j a c h : niebo — ziemia, ziemia — p o d ­
ziemia, niebo — podziemia) oraz między życiem i śmiercią.
Wróćmy w t y m momencie p o n o w n i e do b a j k i h u c u l s k i e j o P e r c z o w i czu. E l e m e n t e m łączącym ją z z e s t a w i o n y m i w t a b e l i m i t a m i jest również
2 i s

216

217

218

215

G . D u m e z i 1, Osetynskij

2 1 6

Potanin,

epos

i mifologija,

op. cit., s. 228. P o s i a d a n i e

Moskva

ich zapewnia

1976, s. 71-74.
Oczirwani

panowanie

nad oceanem.
2 1 7

M i f y drevnej

2 1 8

Pozostałe n i e osiągają d n a , wynurzają

gonia

dualistyczna...,

Indii...,

s. 31 n .

s. 211, 219, 265, 307.

się m a r t w e , por. T o m i c k i ,

Kosmo-

�L U D O W E M I T Y O S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

115

pojawienie się okaleczonej nogi. Bohater k a r m i żertwę mięsem z własnej
łydki, ale zraniona noga jest w istocie — zważywszy na całą sytuację —
z n a k i e m p o w r o t u z zaświatów. K o n w e n c j a b a j k o w a pozwala na dosko­
nałe uzasadnienie — g d y b y n i e mięso, żertwa nie doleciałaby na ziemię;
oto cena, jaką musiał zapłacić bohater za swój w y c z y n — i m a ono
głębszy sens, niż występujące zazwyczaj w m i t a c h zranienie stopy
w efekcie bezsilności Diabła. W p r a w d z i e nie w e w s z y s t k i c h tekstach
mówi się o z r a n i e n i u pomocnika, lecz dzieje się t a k dlatego, że następuje
k o n t a m i n a c j a pogoni oszukanego Diabła z walką kosmogoniczną. Poucza­
jąca jest pod t y m względem w e r s j a 9, gdzie Eliasz zostaje „pochwycony
za n o g i " , ale nic nie w i a d o m o o jego okaleczeniu. Zmuszony do w a l k i p o ­
dejmuje ją i pokonuje Diabła .
M i t y 12-13 wprowadzające pomocnika ornitomorficznego dowodzą
jednak, że sens okaleczenia w y k r a c z a poza ewentualną nobilitującą ranę.
T w o r z y ono, w r a z ze zmianą b a r w y i zniekształceniem postaci u pszczoły
i jaskółki, grupę znaków wskazujących n a cechę pomocnika wynikającą
z i s t o t y dokonanego przezeń c z y n u — p o w r o t u ze strefy śmierci. K u l a wość m a zresztą wystarczająco jasny s y m b o l i z m w t r a d y c j i słowiań­
skiej , gdzie p o j a w i a się jako znak istot związanych niejako genetycz­
nie z p o d z i e m i a m i (Diabeł, demony, Baba Jaga) l u b też postaci, którym
udało się stamtąd wydostać. Do t y c h ostatnich należą zazwyczaj ludzie
poszukujący w podziemiach skarbów, którym b r a m a piekielna p r z y trzaskuje piętę, g d y wychodzą na ziemię, ale również M i s t r z T w a r d o w s k i ,
który dając Diabłu cyrograf, a p o t e m okpiwając go powtarza w gruncie
rzeczy — choć w planie wyłącznie i n d y w i d u a l n y m , j e d n o s t k o w y m —
czyn mitologicznego bohatera .
219

220

221

Podkreślić trzeba, iż w e r s j a 13 nawiązuje wyraźnie do t y c h f o r m
t r a n s f o r m a c j i postaci, o j a k i c h była m o w a w związku ze zmianą po­
wierzchowności k r u k a — pomocnika stwórcy l u d z i . Z m i a n a b a r w y z b i a ­
łej na czarną jest bardzo p o p u l a r n y m z n a k i e m w różnych t r a d y c j a c h
m i t o l o g i c z n y c h A z j i Północnej, a dokonuje się najczęściej w rezultacie
zjedzenia p a d l i n y (ewentualnie, jedzenia przyrządzonego z k r w i , t r u p a
ludzkiego itd.) albo podczas zdobywania cennych obiektów, zwłaszcza
słońca i księżyca . Odpowiedniość planów w y r a z u idzie t u w parze
z odpowiedniością planów znaczenia — zjedzenie „nieczystego pożywie222

219

P o r . też G u s t a w i с z, op. cit., s. 269.

S y m b o l i k a kulawości w y d a j e się być u n i w e r s a l n a , por. C . L é v i - S t r a u s s ,
Antropologia
strukturalna,
W a r s z a w a 1970, s. 296; V . J a . P r o p p , Edip
v světe
fol'klora,
[w:] t e n ż e , Fol'klor
i dejstvitel'nost'.
Izbrannye
staťi, M o s k v a 1976,
s. 273-274.
2 2 0

Por. A. C z u b r y ń s k i ,
s z a w a 1931, s. 4, 104-105.
2 2 1

Mistrz

Twardowski.

Studjum

D á h n h a r d t , op. cit., s. 63-64; M e l e t i n s k i j ,
analiz..., s. 101; G . I . D z e n i s k e v i č , Skazanija
o vorone
„Sovetskaja E t n o g r a f i j a " , 1976, No 1, s. 75.
2 2 2

mitogenetyczne,

War­

Strukturno-tipologičeskij
u atapaskov
Aljaski,

�116

RYSZARD TOMICKI

n i a " jest t a k i m s a m y m a k t e m zniesienia opozycji między życiem
_ i śmiercią, j a k powrót z „tamtego świata".
N i e m a chyba potrzeby rozszerzania d o k u m e n t a c j i , b y móc s t w i e r ­
dzić, że słowiańskie m i t y zawierające m o t y w c y r o g r a f u A d a m a l u b zapi­
su danego Diabłu przez Boga zbudowane zostały na bazie archaicznego
schematu, do którego doskonale pasował m i t o l o g i c z n y k o m p l e k s C h r y ­
stusa, przede w s z y s t k i m idea śmierci i z m a r t w y c h w s t a n i a obrazowana za
Ewangelią Nikodema
j a k o zstąpienie do piekieł. Samo uznanie za cenny
obiekt dusz l u d z k i c h , n a w e t w t e d y , g d y p o m o c n i k i e m Boga nie jest C h r y ­
stus, świadczy d o b i t n i e o ukształtowaniu się m o t y w u w bezpośredniej
styczności z wyobrażeniami chrześcijańskimi. B a r d z i e j zrozumiałe jest
teraz n i e z w y k l e ostre wystąpienie M a k s y m a G r e k a gromiące „ciemnia­
ków", którzy uważali i r o z p o w i a d a l i , j a k o b y A d a m dał Diabłu jakiś k o n ­
k r e t n y c y r o g r a f . D o w o d z i ono nie t y l k o w i e l k i e j popularności m i t u na
Rusi w X V - X V I w i e k u , lecz mówi także o trudności, z jaką a b s t r a k c y j n a
idea O d k u p i e n i a przebijała się poprzez archaiczny schemat operujący
k o n k r e t e m — c e n n y m obiektem. W i e l u musiało być w o w y m czasie i póź­
n i e j t a k i c h , którzy b y l i j a k „umyta świnia w błocie się znów tarzająca
i j a k pies, wracający do s w o i c h w y m i o t ó w " , skoro m i t y z X I X - X X w i e ­
k u prezentują co najwyżej swoisty k o m p r o m i s . A d a m daje w p r a w d z i e
cyrograf, ale C h r y s t u s n i e m u s i go odzyskiwać, wydostawać z piekła.
M a wystarczającą moc, a b y zlikwidować umowę s a m y m s w o i m c h r z t e m .
Może również wyprowadzić dusze z piekła, co ułatwia m u a p o k r y f i c z n y
m o t y w zaadaptowany przez Kościół wschodni. A l e przecież są i t a k i e
m i t y , które pojawienie się Z b a w i c i e l a uzależniają od Diabła... Stabilne
s t r u k t u r y i swoiste reguły rządzące i c h t r a n s f o r m a c j a m i pozostały głuche
na a r g u m e n t y oraz i n w e k t y w y . N i e t y l k o M a k s y m a Greka.
ш

224

Nie koniec zresztą na t y m . W świetle p r z e d s t a w i o n y c h materiałów
można spróbować „rozgrzeszyć" A d a m a , który n a j p r a w d o p o d o b n i e j —
j a k przypuszczał n a nieco i n n e j podstawie M . P. D r a g o m a n o v — zastąpił
w niewdzięcznej r o l i d a w c y c y r o g r a f u samego Boga. Chociaż relacja mię­
dzy t y m i d w o m a w a r i a n t a m i u m o w y z Diabłem n i e jest całkowicie jasna,
w a r t o odnotować następujące spostrzeżenia:
1. Dostatecznie dobrze poświadczony jest m o t y w oddania d e m o n o w i
władzy n a d ziemią, a następnie odebrania j e j połączonego z przekształce­
n i e m się demona w antagonistę Boga. Zbieżność m o t y w u z chrześcijań­
ską koncepcją Diabła jako upadłego anioła równoważą znacznie nieraz
bliższe typologiczne o d p o w i e d n i k i u ludów a z ja t yc k ic h. W j e d n y m i d r u ­
g i m w y p a d k u pozbawienie demona wpływu na sytuację w świecie m a
formę jego t r a n s l o k a c j i w podziemia.
P o r . N a u m o w , Apokryfy...,
s. 94; K I i b a n o v , op. cit., s. 16.
C y t . z a : N a u m o w , Apokryfy...,
s. 94.

�117

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA

2. Przekazanie Diabłu z i e m i m a bezpośredni związek z oddaniem m u
dusz l u d z i zmarłych ( m o t y w u m o w y między Bogiem i Diabłem).
3. W w i e l u m i t a c h zestawionych w t a b e l i 2 cenny obiekt będący
w posiadaniu Diabła został m u o f i a r o w a n y przez Boga jeszcze w t e d y ,
g d y był on „aniołem" — towarzyszem i p o m o c n i k i e m stwórcy. W g r u n ­
cie rzeczy t a k samo rozumieć należy umowę, na mocy której otrzymał o n
ziemię i dusze l u d z i .
4. Także w a z j a t y c k i c h m i t a c h o odzyskaniu cennego o b i e k t u zdarza
się często, że to bóg nieba — nieświadomy k o n s e k w e n c j i swego czynu —
oddaje go w e władanie i s t o t y o cechach demonicznych. N i e n i e c k i bóg
nieba N u m o f i a r o w u j e słońce i księżyc bogu śmierci Nga, a b y ułatwić
s w e m u p o w i n o w a t e m u życie w podziemiach. Powoduje to na z i e m i chaos
i tragedię; ciała niebieskie muszą być podstępnie odzyskane . W m i ­
tach b u r i a c k i c h Esege M a l a a n l u b Onder T e n g e r i oddaje słońce i księżyc
j e d n e m u z bóstw c h t o n i c z n y c h — D i b i n Sagaan No j o n o w i l u b Ułgen
dełche „Szerokiej z i e m i " — jako kałym w czasie zaślubin i c h dzieci.
S k u t k i tego są opłakane i oba ciała wracają na niebo dzięki pomocy jeża
(Zarjaa-azarga) i zastosowanemu przez niego podstępowi .
225

226

T r u d n o oczywiście twierdzić, że i d e n t y c z n y zespół motywów stał się
podstawą d l a f o r m o w a n i a schrystianizowanej w e r s j i m i t u o odzyskaniu
cennego o b i e k t u . P r z e t r w a n i e j e d n a k w t r a d y c j i l u d o w e j m o t y w u p o ­
działu świata między Boga i Diabła ( s k r u p u l a t n i e unikanego przez apo­
k r y f y ! ) , s t r u k t u r a l n a identyczność mitów o odzyskaniu c y r o g r a f u i „na­
t u r a l n y c h " cennych obiektów (ciał niebieskich), wreszcie liczne analogie
typologiczne pozwalają — j a k sądzę — uznać taką możliwość za wielce
prawdopodobną.

Artykuł t e n w i n n o kończyć podsumowanie zawierające w n i o s k i u z y ­
skane dzięki określonej metodzie analizy. Myślę jednak, że wszelkie
ustalenia bezpośrednie są dostatecznie wyraźne i nie m a potrzeby i c h
powtarzać. Z k o l e i w n i o s k i n a t u r y ogólnej, dotyczące choćby k w e s t i i ,
która o t w i e r a m o j e rozważania, t z n . procesu f o l k l o r y z a c j i , są p r z e d ­
wczesne. A n t r o p o g o n i a l u d o w a jest b o w i e m t y l k o przykładem, j e d n y m
z w i e l u , ale j a k na razie j e d y n y m , mogącym ilustrować znaną metaforę
Cz. Hernasa obrazującą chrystianizację jako zabieg szczepienia na w i e l o ­
w i e k o w y m drzewie. E f e k t y tego szczepienia w dziedzinie m i t o l o g i i ,
zwłaszcza j e j części z d o m i n o w a n y c h przez m i t y chrześcijańskie, staną się
A . V . С h o m i č, Nency.
g r a d 1966, s. 198.
2 2 5

Istoriko-etnograjičeskie

L . L o r i n с z, Die Mongolische
Mythologie,
1972, fase. 1, s. 120-121; H a r v a , op. cit., s. 181-182.
2 2 6

očerki,
„Acta

Moskva

Orientaría",

— Lenin­
t.

XXVII:

�118

RYSZARD TOMICKI

być może p r z e d m i o t e m dalszych badań. Wówczas stworzona zostanie p o d ­
stawa do formułowania wniosków ogólnych. Wreszcie, zdaję sobie s p r a ­
wę, że m i m o znacznej objętości artykułu nie wszystkie zagadnienia omó­
w i o n e zostały w dostatecznym s t o p n i u , a nie jest w y k l u c z o n e , iż w n i e ­
których w y p a d k a c h nowe materiały spowodują konieczność w p r o w a d z e ­
nia k o r e k t u r . Dlatego też pozostawiam swoją pracę w p e w n y m sensie
otwartą.

Ryszard

Tomicki
FOLK

MYTHS

ABOUT

THE

CREATION

OF

MAN

R E S E A R C H ON M Y T H O L O G I C A L S Y N C R E T I S M IN E A S T E R N
AND SOUTHERN E U R O P E AND IN N O R T H E R N ASIA
S u m m a r y
An

analysis

found

made

in X I X - X X

i n t h i s a r t i c l e of

centuries

folk

versions

in Eastern and

Northern

of

biblical

Europe

anthropogony

has

in view

the

p r e s e n t a t i o n of m u l t i l a y e r a n d s y n c r e t i c c h a r a c t e r of t h e so c a l l e d C h r i s t i a n f o l ­
k l o r e . T o s t a r t w i t h , t h e fact m u s t be a s c e r t a i n e d t h a t a m o n g n u m e r o u s

departures

from

the biblical original w e find versions w h i c h basically have a u n i f o r m

show

t h e i r l a s t i n g n e s s i n t i m e (they a r e k n o w n

apocrypha)

and their considerable

people believe

b i b l i c a l m y t h getting

merged

to e x p l a i n t h i s m a t t e r b y
m a n t i c a n d also b y
made
a

possible

folkloric
demon

loss

by

(devil)

first

versions

by

in

preting

of

fact

in the

people
the

of

myths

Siberia (Samoyeds,
Asia. The

the

with

of
act

unknown

were

the biblical
of

various

mythological

two

or

motives

myth. They
man

hairy

peoples

schemes. I

skin.

of

analogies

e x c l u s i v e l y as the result

of

and

were
next

These

excludes

their having

any

folk

anthropogony,

do

originate

(at

least

were

possession

of
and

many

analogical

Europe

(Ugrofins),

peoples i n C e n t r a l
possibility

been

was

doubt

the ingerention
the

had

North-Eastern

no

of

influenced

b i b l i c a l m y t h s w h a t s o e v e r . I n fact, it a p p e a r e d , t h a t both a b o v e m e n t i o n e d
of

the
tried

a m y t h , its s e ­

which

E v e n k s , Y a k u t s ) and A l t a i a n and Mongolian
those

made

be t h e r e s u l t of

analysis. T h e latter procedure

c r e a t i o n of

their horny
of

and ethnic expansion. T h i s

the original m a y

a comparative

that there

a c t u a l d i v e r s i t y of

them

some

form,

Orthodox-Slavonic

close e x a m i n a t i o n of t h e s t r u c t u r e of

means

supplementation

the

geographical

that these departures from

t h a n k s to the

in the typological

sense)

inter­

by

any

motives

from

the

m y t h o l o g i c a l s c h e m e w h i c h d e s c r i b e d t h e c r e a t i o n of people as a t w o stage p r o c e s s .
T h e f i r s t stage, t h e p h a s e of p r o t o - p e o p l e
existing outside the category

i. e. c r e a t u r e s w i t h d e m o n i c a l

features,

of l i f e a n d d e a t h (the h o r n y or h a i r y s k i n w a s

the

s i g n of it — w h i c h a l s o u s e d to be a n a t t r i b u t e of S l a v o n i c demons). U s u a l l y

they

were

pre-

not s u b j e c t

-people,

to e v o l u t i o n

as species. T h e . s e c o n d stage

i s the p h a s e

of

m y t h i c a n c e s t o r s , c h a r a c t e r i z e d by people l o s i n g t h e i r p a r t i c u l a r k i n d of

s k i n , t h e i r m o r t a l i t y as i n d i v i d u a l s , t h e i r s i m u l t a n e o u s d e v e l o p m e n t
possession

of

culture. A n

analogical

model

of

"the

as s p e c i e s a n d

situation i n w h i c h m a n

be­

comes h u m a n " , t h e b a s i c s i g n b e i n g t h e p o s s e s s i o n of h o r n y or h a i r y s k i n or i t s
lack, was

found

also i n the life c y c l e of a n i n d i v i d u a l (first of a l l t h e

ceremony

�119

L U D O W E M I T Y О S T W O R Z E N I U CZŁOWIEKA
of

the

first

cutting

of

a

boy's

hair),

in

the

fairy

tales

(crossing

the

borders

b e t w e e n t h i s w o r l d a n d t h e other) a n d i n p e a s a n t demonology.
Folk myths from

Eastern and Southern Europe bear

the features

of t h e

two

versions:
1. N o r t h e r n - E u r o - A s i a n ,
pre-people

is u n d e r s t o o d

monic world

(be

in w h i c h the transformation

as t h e e m e r g e n c e

of

proto-people

of t h e m a n k i n d f r o m

it t h r o u g h t h e i n g e r e n t i o n of t h e c h t o n i c d e m o n

the

or

else

animal-de­

or t h e d e c i s i o n

of t h e C r e a t o r ) .
2.

Judaic-Christian Apocryphal,

the original
angelic

sin and

creatures

is u n d e r s t o o d

into

ordinary

where

the s a m e t r a n s i t i o n is c o n n e c t e d

as degradation,

people.

fall, transformation

Anthropogonic

myths from

( A l t a i a n s , M o n g o l s ) also c o n t a i n c o n t a m i n a t i o n of e l e m e n t s f o u n d
The essential element

of v e r s i o n " 1 " p r e s e r v e d

E a s t e r n S l a v s , is the figure
in its f u r t h e r

transformation

devil

world

which

between

is

Central

and

Asia

also

among

of dog — m y t h i c a l a s s i s t a n t of t h e C r e a t o r —

which

became

considered

God

with

quasi-

i n both versions.

i n its v e s t i g i a l f o r m

a - mediator

between

life

and

death.

T h e t h i r d e l e m e n t a n a l y z e d i n f o l k m y t h s as the m o t i v e of A d a m ' s
the

of

together

Devil. Here

with

the

the motive

comparative

of

the

pact w i t h

d i v i s i o n of

research helped

to

the
make

a n a s s e r t i o n t h a t the l a t t e r m o t i v e is a c h r i s t i a n i z e d v e r s i o n of t h e episode of t h e
d i v i s i o n of t h e r u l e o v e r t h e w o r l d , w e l l k n o w n i n m a n y m y t h o l o g i e s of
Euro-Asia
demon

the

over

episode

implying

the earth (God

of

usually
Death).

a

temporary

This

was

or

possible

liquidated

by

Northern

rule

of

the

its t r a n s l o c a t i o n

to t h e s u b t e r r e n i a l w o r l d as a c o n s e q u e n c e of a s t r u g g l e or deceit. I n X I X c e n t u r y
folk

m y t h s t h e t a l e of a n u n d e r s t a n d i n g

between

God

and Devil rarely

prevails

a n d is often c o n n e c t e d w i t h t h e m o t i v e of A d a m ' s p a c t w i t h t h e d e v i l w h i c h t h o u g h
former
al) —

under the influence
was

the m y t h s
the demon

built

up

of t h e C h r i s t i a n m y t h o l o g y

on the b a s i s

about t h e r e g a i n i n g
(devil).

The

of

of

a precious

s t r u c t u r e of

(canonical and

the a r c h a i c m y t h o l o g i c a l
the tale

object
of

remaining

Adam's

pact

apocryph­

scheme typical

of

i n the p o w e r

of

with

the

devil

is

i d e n t i c a l w i t h the s t r u c t u r e of S l a v o n i c m y t h s (and n o n - S l a v o n i c , i n N o r t h - E a s t e r n
Europe

as w e l l as i n N o r t h e r n

a n d C e n t r a l A s i a ) w h i c h speak about the seisure

b y t h e d e m o n of c e l e s t i a l bodies, w h i c h w e r e f i n a l l y r e g a i n e d t h r o u g h d i v i n e h e l p .
These

fact

anthropogony

as

well

mostly

the

others

discussed

considered

as

to be

a

constitutes a complex, syncretic whole
c o u l d be

in

the

paper

p r i m i t i v e r e p l i c a of

prove

that

folk

the biblical

myth,

w i t h influences and transformations

which

deleted.
Translated

by

Katarzyna

Albrecht

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9924" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9902">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c039b1fd067ca2f9005aa163e899caf1.pdf</src>
        <authentication>392417ef9626b08fb9128cb7bf6c1d6f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118048">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118049">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3019</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118050">
                <text>Poza społeczeństwem - w pobliżu boskość. Orzyczynek do rozważań nad symboliką włosów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118051">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.169-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118052">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118053">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118054">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118055">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118056">
                <text>I I . 1. Ojcioc z p i ę c i o l e t n i m i s y n a m i

Ryszard Tomicki

POZA SPOŁECZEŃSTWEM - W POBLIŻU BOSKOSCI.
PRZYCZYNEK D O ROZWAŻAŃ N A D SYMBOLIKĄ W Ł O S Ó W

S y m b o l i k a w ł o s ó w jest zagadnieniem i n t r y g u j ą c y m
względu

na

powszechność

przypisywania włosom

w

tak

ze

ogóle,

a

dhiżanio,

modolowanio).

Niejednorodność

ludzkiego

owło'

sienią, ze w z g l ę d u na w y s t ę p o w a n i o u obu lub jodnoj t y l k o p i c i '

w ł o s o m r o s n ą c y m na głowie w szczególności, r ó ż n o r a k i c h zna­

czas p o j a w i a n i a się i t d . , s k ł o n i ł a go z kolei do

czeń w ż y c i u s p o ł o c z n y m , w o b r z ę d o w o ś c i , m i t o l o g i i , folklorze,

w istnienie jodnego ź r ó d ł a i jednakowej w y k ł a d n i

j a k r ó w n i e ż — a m o ż o n a w e t przodo w s r y s t k i m — z u w a g i na

s y m b o l i c z n y c h manifestacji

rzucającą

n i ę t a z o s t a ł a toza d o t y c z ą c a w y ł ą c z n i e w ł o s ó w r o s n ą c y c h

się w oczy p o w t a r z a l n o ś ć p o w n y c h z n a c z e ń w

róż­

n y c h epokach i w najbardziej o d d a l o n y c h od siobio miejscach

włosów. Na

tej

powątpiewania
różnorakich

podstawio

rozwi­

s t ę p u j ą od urodzenia, a p o n a d t o są „ b a r d z o odpowiednio

na globie z i e m s k i m .
J a k t r u d n o w s z a k ż e d o k o n a ć goneralizacji t y c h p o d o b i e ń s t w ,

na

głowio j a k o t y c h , k t ó r o s t a n o w i ą w s p ó l n ą c e c h ę o b u p i c i , w y ­
(tak

j a k i odzienie) do w y r a ż a n i a zmian czy r ó ż n i c w r y t u a l e
4

w statusio s p o ł e c z n y m " . H a l l p i k e

no ź r ó d ł o , w y k a z a ł a dyskusja t o c z ą c a się przoz l a t a w

z y c j i : w ł o s y k r ó t k i e / w ł o s y d ł u g i e oraz na istocie p r z e j ś c i a m i ę ­

wisku antropologów brytyjskich.

E . l i . Loach p u b l i k u j ą c a r t y k u ł Magical
tam

seksualistyczna w y k ł a d n i a

środo­

Zapoczątkował ją w
1

hair .

symboliki

1958

Zaprezentowana

włosów,

stwem,

o b c i ę c i e w ł o s ó w r ó w n a się k o n t r o l i s p o ł e c z n e j , p r z y c z y m

jako p o ż y t e c z n ą

p ł a s z c z y z n ę odniesienia dla

interpretacji

tropologicznych

wywołała

an­

po w i o l u latach nador o ż y w i o n ą

w s t o s u n k u do p r o p o z y c j i Loacha

krótkio

wczesnochrześcijańskich

D y s k u s j a , nie d a j ą c
kładni

symboliki

żadnej

ludzkich

intelektualistach,
ostatecznoj, uniworsalnoj,

w ł o s ó w , p r z y n i o s ł a wiolo

wy­

interesu­

w

społeczeństwie;

Mówił

zarówno

o

anaclioretach,

hippisach

to p r z y k ł a d y ,

indyjskich
jak

też

zachodnich

oraz ... europejskich

kobietach.

U ż y c i e o k r e ś l e n i a „ w j a k i m ś sensie" b y ł o faktycznie n i e z b ę d n o .
W

g r ę w c h o d z i ł o b o w i e m z jodnoj strony częściowo lub

jednak

motywowane

dokonywać

tu

rozbioru

poszczogólnych

n i e z b ę d n y , g d y b y m zuink&lt;rzai p o d j ą ć

stanowisk;

problematykę

i

o

k o w i t e o d s u n i ę c i e się od roguł r z ą d z ą c y c h ż y c i o m

on

jakimi

sannyasinach

jących spostrzeżeń i pomysłów interpretacyjnych. Nie chciałbym
byłby

fry­

H a l l p i k e w l a ś c i w i o nie s p r e c y z o w a ł , co oznacza „ b y ć poza

r r e t t w 1973 г., P. H o r s h m a n w 1974 г., R . F i r t h w 1975 r. i M .
2

bycio

s p o l o c z o ń s t w o m " . N i e p o z w a l a ł y m u na
się p o s ł u g i w a ł .

r. .

znamionują

zowanie s t a n o w i ć m o ż e niekiedy e k w i w a l e n t o b c i ę c i a .

i

reakcję.

włosy

Glos zabiorali k o l e j n o : C. R . H a l l p i k e w 1969 г., J . D . M . D e H o l m e s W i l l i a m s o n w 1979

brzmiała:

traktował

Loach

ogół k r y t y c z n ą

dzy t y m i d w o m a s y t u a c j a m i . Zasadnicza jego teza

opo­

d ł u g i e w ł o s y s ą znakiem b y c i a w j a k i m ś sensio poza s p o ł e c z e ń ­

wspiorana

przez intorprotaejo psychoanalityczne, k t ó r e

na

r.

s k o n c o n t r o w a ł się na

lub

u s t a l i ć ich w s p ó l n y m i a n o w n i k , w s k a z a ć ich owontualno w s p ó l -

różnymi

podleganie n i e k t ó r y m

czynnikami,
z tych

roguł

z

drugiej

cał­

społocznym,

natomiast

ze w z g l ę d u na

nie-

posiadane

od p o d s t a w . Alo j u ż sam f a k t , iż n i e m a l k a ż d y z w y m i e n i o n y c h

cechy, j a k to m i a ł o miojsco — zdaniem H a l l p i k e — w p r z y ­

autorów

p a d k u europejskich

oporował

„własnym"

materiałom

otnograficznym

kobiot

związanych

bardziej

a b y p o d w a ż y ć o g ó l n i e j s z e tozy p o p r z e d n i k ó w — z w y k l e z po­

domowym niż z funkcjonowaniem

wodzeniem —

i bardziej r z ą d z ą c y c h się emocjami niż m ę ż c z y ź n i .

o d s t r ę c z a od j a k i e j k o l w i e k

próby

mówienia

o

symbolico w ł o s ó w w ogóle, w s z ę d z i e i zawsze. O d s y ł a j ą c zatem
wszystkich zainteresowanych i bardziej
wanej

bibliografii,

sam

pragnę

odważnych

wybrać

do

cyto­

podejście przyczyn -

karskie i obarczono s p o r ą d o z ą s u b i e k t y w i z m u .
Subiektywizm

przejawia

zentowanej przez C. R .

się w

Hallpiko'a

j a k o najbardziej

zapre­

interesu­

j ą c e j i godnej dalszych d o c i e k a ń . H a l l p i k e , k t ó r y —• o ilo w i e m —
b y ł pierwszym k r y t y k i o m
Magical

3

hair ,

przyjął

przemyśleń

Leaelią wyłożonych

zdroworozsądkowy

w

gruncie

w

rzeczy

c z ę s t o z j e d n ą c e c h ą — z w i e r z ę c o ś c i ą . H a l l p i k e proponuje r ó w iness)

obfitemu owłosieniu

•— zwiorzęcości i przytacza serię p r z y k ł a d ó w

dzających

to asocjacjo. Z w i e r z ę c y towarzysze czarownic, w ł a ­

i k a n i b a l i z m u z p r z e d ł u d z k ą , p r z e d s p o l e c z n ą fazą ż y c i a w m i ­
tologii afrykańskich

L u g b a r a , wreszcio szereg p r z y k ł a d ó w za­

s n ą c y c h n a l u d z k i m cięło, u z n a ł żo swojo miejsce w r y t u a ł a c h

of folk

zawdzięczają

w

na

manipulacje

(skracanie,

wy-

{hair­

potwier­

dza a u a c h o r o t ó w n a d d z i k i m i bestiami, skojarzenie k o s m a t o ś c i

c z e r p n i ę t y c h z B i b l i i (z E z a w e m na czele) oraz z

podatności

całości

D ł u g i e wlosjr s ą zatem znakiem — bycia częściowo lub cał-

p u n k t w y j ś c i a . B i o r ą c p o d u w a g ę n a t u r a l n o cechy w ł o s ó w r o ­
one

ogniskiem

kowicio — poza s p o l o c z e ń s t w e m . S t a n ten k o j a r z o n y jost z a ś
nanio: bycie poza s p o l o c z o ń s t w e m

w y b o r z e koncepcji

z

społeczeństwa jako

literature

rozważaniach

Motif-index

J. S m i t h - T h o m p s o n a . D o d a ć trzeba, że
Hallpike'a

kilkakrotnie

powraca

choć

skojarzonie

169

�niejszych k o n t e k s t a c h i z w y r a ź n i e z w i ę k s z o n ą

częstotliwością

w tekstach, k t ó r o c h o ć spisywane r ę k ą Hiszpana oparte b y ł y
na

systematycznych

świadczy,

relacjach

żo w ł o s y m u s i a ł y

azteckich.

Już

sam

ton

stanowić przedmiot stałej

fakt
uwagi

Azteków.
Obraz j a k i w y ł a n i a się z t y c h

rozproszonych danych jost

zaiste n i o z w y k l y . G d y b y c h c i e ć s k o r z y s t a ć z o k r e ś l e n i a C. L ó v i Straussa, k t ó r y

nazwał

Azteków

ludem

8

maniakalnie

opę­

t a n y m przez k r e w i t o r t u r y , m o ż n a

by p o w i e d z i e ć , żo

t a k ż e o p ę t a n i na punkcie f r y z u r y . J a k

daleko m o ż e b y ć posu­

n i ę t e z r ó ż n i c o w a n i e fryzur

byli

w j e d n y m s p o ł e c z e ń s t w i e ? Teore-

t y e r . j o rzecz b i o r ą c nie m a ono granie, wszak w ł o s y są dosko­
nałym

obiektem

do

manipulacji.

Taka

nuta

pobrzmiowa

w

st w.cedzeniu l v . F i r t l i a , że ezłt.wiok jest i s t o t ą p o m y s ł o w ą z b i ­
jające, d u ż y s p o ł e c z n y k a p i t a ł z niewielkich ś r o d k ó w , j a k i e m u
dostarcza w ł a s n e

cia'o (miał

n a t u r a l n i e na

myśli

9

w ł o s ó w ) . G r a n i c y nio s p o s ó b u s t a l i ć a priori,

symbolikę

g d y ż jośli koa­

f i u r y s p e ł n i a j ą f u n k c j ę o m b l e m a t y c z n ą wobec p r z e d z i a ł ó w spo­
ł e c z n y c h , to s t o p i e ń ich z r ó ż n i c o w a n i a z a l e ż y o d togo, ile przod z i a l ó w jost w y r ó ż n i a n y c h w d a n y m s p o ł e c z e ń s t w i e i w

11. 2. M a t k a z pięcioletnią, c ó r k ą

sto­

s u n k u do i l u s p o ś r ó d nich r o l ę d y s t y n k c j i przyznaje się formie
uczesania. W p r z y p a d k u A z t e k ó w odnosi się w r a ż e n i e , ż e nie
było
długich

włosów

(użyć wypada

czy

też

obfitego

lego p o j ę c i a ,

owłosienia

gdy

mowa

zjawiskach j a k r u c h N a z a r e j c z y k ó w

o

zo sferą
tak

sacrum

odmiennych

z jednej s t r o n y , a m i t y ­

czni herosi oraz d i a b ł y , d u c h y i demony z drugiej),

to j o d n a k

5

ostatocznie w y m y k a się ono z jego pola w i d z e n i a .
T a k z grubsza s t r e ś c i ć m o ż n a t o k rozumowania t ' . R .

Hal-

wymiaru

uniwersalnego nio t w i e r d z i ł , że p r z y joj pomocy da się w y j a ś n i ć
k a ż d y p r z y p a d e k . G d y b y m y ś l a ł inaczej, p o p a d ł b y w sprzecz­
założeniami.

Dlaczego g o t ó w jestem u z n a ć t ę k o n c e p c j ę za

szczególnie

w a r t o ś c i o w ą ? O t ó ż s ą d z ę , że p o m i m o d o ś ć w y r a ź n y c h u p r o s z c z e ń
i pownoj j e d n o s t r o n n o ś c i (przcsocjologizowania), u w y p u k l a

ona

bardzo istotno elomeuty, k t ó r o o t w i e r a j ą d r o g ę — w ' j r o w mnie­
maniom

samego a u t o r a

nadawanych

przez

ludzi

mego przekonania jest
fakcie,
do

—

do

głębszych

włosom

koncepcja

Hallpiko'a

jakich

doszedłem

zajmując,

mitami

o

pokładów

takim.

bezsporny. Opioram

iż

azjatyckimi

jako

się

stworzeniu

znaczeń

Subioktywizm

jo w y ł ą c z n i e

koresponduje

na

z

ustaleniami

słowiańskimi

i północno-

6

ludzi ,

z w i ą z a n y c h z szeregiem w y r y w k o w y c h

oraz

ua i n t u i c j a c h

danych z i n n y c h k u l t u r ,

k t ó r y c h n&gt;o z n a m dostatecznie i n i g d y z p e w n o ś c i ą nie p o z n a m .
Nio jest t o podstawa w y s t a r c z a j ą c a aby c z u ć się p e w n y m swego.
Nio z a c h ę c a toż do ujęć g l o b a l n y c h . Dlatego, m a r k u j ą c jodynio
w t y m miejscu m ą w i a r ę w istnienie archetypowej
włosów,

chciałbym

skonfrontować

zasadniczo

m i ę d z y jednostkami, której

symboliki

tozy

brytyj­

nie

sygnali­

K i l k a p r z y k ł a d ó w , d o b r a n y c h p r z y p a d k o w o i obarczonych
wszystkimi

mankamentami

XVI-wiocznych

źródoł,

najlepioj

p r z y b l i ż y k o l o r y t s p o ł e c z e ń s t w a azteckiego:
K o b i e t a (w p r z e c i w i e ń s t w i e
f

Ipiko'a. D o d a j m y , iż nio n a d a w a ł on swej koncepcji

ność z własnymi w s t ę p n y m i

takiej r ó ż n i c y

z o w a ł a b y — z w y k l e oboli s t r o j u i o z d ó b — odmienna k o a f i u r a .

zaczesano i u p i ę o w o k ó ł
D z ie w с

do

mężczyzny): włosy

gładko

1 0

głowy ;

у n a (prawdopodobnio — j u ż nie dziocko, jeszczo

nie m ę ż a t k a ) : obcinano j o j w ł o s y z jednej s t r o n y głowj-, z dru­
1 1

giej p o z o s t a w i a j ą c

dlvgio ;

D •/, i o w с z у n a
dzeniach

przebywająca

żeńskich:

„jak

w

tylko

przy świątynnych

wstępowały,

zgroma­

natychmiast

je

1 2

strzyżono" ;
P r o s t у t u t к a (w p r z o c i w : e ń s t w i o do i n n y c h k o b i o t ) :
włosy spadają

l u ź n o , rozczesano przez ś r o d e k ,

„jej

podkręca

so­

1 3

bie k o ń e o w ł o s ó w " ; m a w zwyczaju „ r o z p u s z c z a ć w ł o s y
w e k s z o j u r o d y i czasom m i e ć p o ł o w ę rozpuszczonych, a
p o ł o w ę za uchom albo zarzuconych na

dla

drugą

ramię, i zaplatać

wło­

4

sy i p o d n o s i ć jo solve na c z u b k u g ł o w y n i c z y m r ó ż k i " ' ;
P a n o w i e , warsiwa

wyższa

(lud:

mężczyźni

z

ludu

nosili

w ł o s y podcie'e p o n i ż o j uszu.) w ł a d c y i c a ł a w a r s t w a w y ż s z a —
1 5

p o d c i ę t e r ó w n o z r a m i o n a m i „ n a znak w ł a d z y " ;
Władca:

podczas k o r o n a c j i „ s t r z y g l i (mii) w ł o s y n a

modłę

1 6

królewską" ;
M ł o d z i e ń c y

zgromadzeni p r z y

świątyni

Huitziłopochtli,

spełniający posługi k a p ł a ń s k i e : mioli wystrzyżono tonsury,

po

bokach w ł o s y s p a d a ł y do p o l o w y uszu, z t y l u g ł o w y k o s m y k
17

skiego antropologa z m a t e r i a ł o m e t n o g r a f i c z n y m nio w y k o r z y s t y ­
wanym dotąd

p.zoz badaczy s y m b o l i k i w ł o s ó w , c h o ć

mógłby

on s t a ć się k o r o n n y m a r g u m e n t o m w niejednej potyczce into-

szeroki na 4 palco o p a d a ł na plecy (czasem go z a p l a t a n o ) ;
M 1o d z ioń су
18

lektualnoj. Cel, j a k i m i p r z y ś w i e c a , jest p r o s t y i m i n i m a l i s t y czny —

d o p i s a ć glosę, do koncepcji H a l l p i k e ' a , w s k a z a ć

taką

m o ż l i w o ś ć jej z m o d y f i k o w a n i a , k t ó r a otwiera przed n i ą nowo
Material,
chodzi
i

z

który

częściowo

powstałych

po

będzio

podboju

dotyczy głównie Azteków

tu

przedstawiony,

Meksyku

po­

źródeł

pisanych

(w szorokim sensie tej

nazwy ).

7

Nio jest ani w y c z e r p u j ą c y , a n i z a d o w a l a j ą c y , j a k k a ż d y p r z y ­
padkowy

g ł a d k a j a k jicara

zbiór

d a n y c h etnograficznych. N i k t

w X V I wioku

świątyni

Huitziłopochtli,

z k ó ł k i e m o k r ą g ł y m j a k kaczan k u k u r y d z y " ;

w ł o s y bardzo k r ó t k o
Najbardzioj
drogi

perspektywy.

zgromadzeni p r z y

s p o l n i a j ą c y funkcjo pomocniczo: z w a n i clocuatecomame „ g ł o w a
19

o s t r z y ż o n o , na ś r o d k u g ł o w y t o n s u r a .

może przemawiający

prowadzącej

chłopców

do

do

objęcia

wyobraźni

jest

wyższych

stanowisk

w o j s k o w y c h i — co się z t y m w i ą z a ł o — u r z ę d ó w

opis

państwo­

2 0

wych :
C h ł o p c y do l a t 10: bardzo k r ó t k o o s t r z y ż o n i ;
C h ł o p c y od 10 r o k u
w ł o s ó w na k a r k u ;

ż y c i a : rozpoczynali zapuszezanio pasma

o h i s t o r i i i k u l t u r z e l u d ó w m e k s y k a ń s k i c h , nie zwracali szcze­

M ł o d z i e ń c y o d 15 r o k u ż y c i a , k t ó r z y zaczynali u c z e s t n i c z y ć
w w o j n a c h : z w a n i cuexpalchieacpol „ t o n , k t ó r y m a w ł o s y n a
karku";

gólnej

zdarzało

Mlodzionioc, k t ó r y w z i ą ł j e ń c a do s p ó ł k i z k i m ś : obcinano m u

się, że j a k i ś misjonarz d o s t r z e g ł , iż w ł o s y s t a n o w i ć m o g ą o b i e k t

w ł o s y z t y l u g ł o w y , p o z o s t a w i a j ą c j o d y n i o pasmo p r z y k r y w a ­

nic i n t e r e s o w a ł się s p o c j a ł n i e a z t e c k i m i w ł o s a m i . N a w e t ludzie,
którzy

z t a k i c h czy
u w a g i na

innych p o w o d ó w gromadzili

indiańskie

koafiury.

wiadomości

Czasem t y l k o

n a g a n n y c h p r a k t y k i w i e r z e ń . M i m o wszystko w ź r ó d ł a c h znaj-

j ą c e p r a w o u c h o ; fryzura p r z y n o s z ą c a zaszczyt;

dujo się z a s k a k u j ą c o

traktowa­

M ł o d z i e n i e c , k t ó r y po raz w t ó r y w z i ą ł j e ń c a niosamodzielnio:

najprzeróż­

m u s i a ł z a p u s z c z y ć drugie pasmo w ł o s ó w , po lewej stronie g ł o w y ,

d u ż o informacji

nia w ł o s ó w przoz I n d i a n . P o j a w i a j ą

270

o sposobach
się one

w w

�co u p o d o b n i a ł o go do d z i o w c z y n y ; f r y z u r a p r z y n o s z ą c a
Mlodzionioe,

który

iro

zdołał

wziąć

jońca:

wstyd;

pozostawiano m u

w ł o s y s p a d a j ą c e na k a r k i dodatkowo w y c i n a n o t o n s u r ę ; b y ł a
to

fryzura

przynosząca

h a ń b ę ; wyjście

z sytuacji

stanowiła

rezygnacja z k a r i e r y wojskowej i awansu społoeznego — w ó w c z a s
o b c i n a ł sobio w ł o s y s p a d a j ą c e na
N i c nio w i e m y

kark.

o zmianach f r y z u r y

lach hiorarchii w o j s k o w o j ,

na

kolejnych

szczob-

aż do m o m o n t u , gdy w o j o w n i k

samodzielnie 4 j e ń c ó w , k i o d y „ o b c i n a n o

ujął

m u włosy jak

kapi­

tanowi".
Najdzielniejsi

wojownicy

s t a w a l i się c z ł o n k a m i swogo

dzaju z a k o n ó w rycerskich. N a t y m poziomio f o r m y

ro­

uczesania

u z a l e ż n i o n o b y ł y d o d a t k o w o o d pochodzenia s p o ł e c z n e g o . O d r ę ­
b n y zakon t w o r z y l i w o j o w n i c y w y w o d z ą c y się z l u d u — znakiem
p r z y j ę c i a do niego b y ł o m . i n . p o d c i ę c i e w ł o s ó w p o w y ż e j uszu.
Lepiej urodzeni przechodzili przoz dwa

szczoblo zakonne: te-

quih.ua c h a r a k t e r y z o w a ł się czubem z w ł o s ó w zebranych na czu­
bku

g ł o w y , przeplecionych w s t ą ż k ą

do k t ó r e j

przymocowany

b y l p i ó r o p u s z ; z czuba s p a d a ł na plecy sznur z p o m p o n a m i
11. Я. -Matka z siedmioletni;; c ó r k ą

informującymi

o

liczbie

bohaterskich

l o n y " miał głowę wygoloną

czynów;

cuachic

„ogo­

nożem i pomalowaną w

połowie

na niebiesko, w polowio n a czerwono ł u b ż ó ł t o ; t y l k o z lewej
s t r o n y , nad uchom, pozostawiono m u k o s m y k g r u b o ś c i k c i u k a ,
2 1

przepleciony k o l o r o w ą
Nie

ma

taśmą .

potrzoby k o n t y n u o w a ć

azteckich k o a f i u r

można

tego wyliczania.

Katalog

b y znacznie p o w i ę k s z y ć , c h o ć wiele

z n i c h jest zaledwie sygnalizowanych w z m i a n k ą o

obcinaniu

w ł o s ó w w t a k i e j l u b innej s y t u a c j i . 0 n i e k t ó r y c h b ę d z i e jeszcze
mowa.

Teraz, k i o d y

otarliśmy

się

o

otnograficzny

w a r t o p o s t a w i ć p y t a n i o : w j a k i e j mierzo koncopcja

konkret,
Hallpiko'a

przystaje do naszych r e a l i ó w ?
M y ś l ę , że p o b i e ż n y nawet p r z e g l ą d
jących

w

spoleczeństwio

azteckim

form

uczesania

uzmysławia

istnio-

względność

kategorii „włosy k r ó t k i e " , „włosy długie". Wprawdzie

wśród

w y m i e n i o n y c h p r z y k ł a d ó w dalob}' się w y s z u k a ć t a k i e , k t ó r o od
biedy m o g ł y b y ilustrować zasadę „ i m krótszo włosy, t y m większa
k o n t r o l a s p o ł e c z n a " , lecz w y r a f i n o w a n i e f o r m n i e k t ó r y c h k o a f i u r
w ogólo u n i e m o ż l i w i ł o b y t a k ą ich i n t e r p r e t a c j ę . M o i m zdaniom,
f o r m u ł u j ą c s w ą t o o r i ę , H a ł l p i k o u l e g ł czarowi p o w i e r z c h o w n y c h
a n a l o g i i , co z n a l a z ł o w y r a z w p r ó b i e o b j ę c i a j e d n y m schematem
interpretacyjnym

zarówno

anachoretów,

jak

intelektualistów

i europejskie k o b i e t y . S t ą d wziął się nacisk n a „ d ł u g i e w ł o s y "
i obdarzanie k w a l i f i k a c j i „ b y c i e poza, s p o ł o c z o ń s t w e m " n i e z b ę d ­
n y m d o o k r e ś l e n i c m „ w j a k i m ś sensie". M a t e r i a ł aztecki, u k a z u j ą c
w i e l k i e z r ó ż n i c o w a n i e f o r m uczesania i r o z m a i t o ś c i s p o s o b ó w for­
m o w a n i a f r y z u r , pozwala w s z a k ż e s t w i e r d z i ć , że zasadniczo zna­
czenie m a nio t y l e d ł u g o ś ć w ł o s ó w , ile sama c z y n n o ś ć obcinania
w ł o s ó w i m o d e l o w a n i a ich w o d m i e n n y niż poprzednio s p o s ó b .
W ż a d n y m s p o ł e c z e ń s t w i e nio m a t a k i e j s y t u a c j i , żo abso­
l u t n i e wszystkie n o r m y i w z o r y d o t y c z ą k a ż d e j j o d n o s t k i

bez

w z g l ę d u na jej p l e ć , wiek, pozycjo, s p o ł e c z n ą , polnione w grupie
role. Ta banalna p r a w d a i m p l i k u j e dwa dalszo t r u i z m y : w ż a ­
d n y m s p o ł e c z e ń s t w i e nic m a jednej i j e d n a k o w e j dla w s z y s t k i c h
kontroli społecznej; w k a ż d y m społeczeństwie jednostka

znaj­

duje się w n i e u s t a n n y m r u c h u p r z e c h o d z ą c przoz r ó ż n o

sfery

i poziomy życia społecznego, k t ó r y m
dzaje

i formy

kontroli

Wśród Azteków
rakich

odpowiadają

różno

ro­

społecznej.

obcinanie w ł o s ó w i nadawanie i m

różno­

k s z t a ł t ó w stanowiło nieodłączną cechę społecznego

ist-

nionia. W ł a ś n i e s p o ł e c z n e g o , a więe takiogo, z k t ó r y m ł ą c z y się
k o n t r o l a s p o ł e c z n a . B y ł o c e c h ą istnionia dynamicznego, znakiem
przechodzenia

jodnostki

przez kolejne

społecznego, zmienności

ról pełnionych

b ę d z i e przesady jośli p o w i o m y ,

klasy
w

wioku,

awansu

trakcie ż y c i a .

żo obcinanie w ł o s ó w w

Nie

społe­

c z e ń s t w i e a z t e c k i m zdaje się b y ć w ogólo w y r ó ż n i k i e m

czło­

w i e c z e ń s t w a . Po raz pierwszy obcinano w ł o s y dziecku w k r ó t c e
po narodzeniu, gdy poddawano on b y ł o r y t u a l n e m u

obmyciu

kojarzonemu wprost z d r u g i m i , ale t y m razom j u ż o s t a t e c z n y m i
I I . 5. Cztornastolenia dziewczynka

narodzinami.

22

Dziecko

otrzymywało

wtedy

połne

„wypo-

171

�I I . 6. Nauczyciel k a r z ą c y k i l k u n a s t o l e t n i e g o c h ł o p c a

11. 7. Czternastoletni c h ł o p i e c ; i l . 8. M ł o d y m ę ż c z y z n a

s a ż e n i e a n i m i o z n o " w ł a ś c i w e c z ł o w i o k o w i " oraz i m i ę .
kosmyk

skrzętnie

chowano.

Г о raz

ostatni

człowiekowi z m a r ł e m u . Wprawdzie w t y m w y p a d k u
jemy

tylko

świadoctwom

nie m a p o w o d ó w

włosy

dysponu­

d o t y c z ą c y m warstw w y ż s z y c h ,

b y s ą d z i ć , żo l u d p o s t ę p o w a ł

więc zanim p r z y s t ą p i o n o

Obcięty

obcinano

inaczej.

do k r e m a c j i c i a ł a , z m a r ł e m u

i k t ó r e b y ł y przechowywano, umioszczano w skrzynco m a j ą c e w

środku

2

w y m a l o w a n o postacie d e m o n a " * . D o d a j m y

t u je­

szcze j e d n ą w a ż n ą i n f o r m a c j ę : „ A k i e d y k t ó r y ś (z p a n ó w

—

locz

K T ) u m i e r a ł , z w y k l i o n i m p o w i a d a ć , żo jost j u ż teotlcm, co zna­

Tak

czy, żo jest j u ż m a r t w y aby s t a ć się duchem l u b b o g i e m " .

obci­

nano z czubka g ł o w y k o s m y k , „ w k t ó r y m — j a k p o w i a d a l i —

2 5

M a m y zatem do czynienia z s y t u a c j ą d o ś ć j a s n ą .

Pierwsze

i ostatnie obcięcio w ł o s ó w t o s p o ł e c z n e n a r o d z i n y i s p o ł e c z n a

p o z o s t a w a ł a p a m i ę ć jego duszy oraz dnia jego narodzin i ś m i e r ­

ś m i e r ć c z ł o w i o k a . M i ę d z y j e d n y m i d r u g i m r y t u a ł e m k a ż d y wie­

c i ; w ł o s y te, razem z t a m t y m i , k t ó r e m u o b c i ę t o g d y się u r o d z i ł

l o k r o t n i e p o d d a w a n y j e s t p o s t r z y ż o n o m , zmienia f o r m ę uezosa-

172

�10

Tl. i). N o w o ż e ń c y ; i l . 10. Starzec

&lt;E&gt;

Tl. 11. D o j r z a ł y

mężczyzna

�nia, ale jost to j u ż t y l k o z n a k i o m z m i o n i a j ą e y c h się relacji po­
m i ę d z y j e d n o s t k ą a r e s z t ą g r u p y ; jest d y s t y n k c j ą

wownątrz-

sj'stemowa.
*

W s p o ł e c z e ń s t w i e a z t e c k i m znany b y ł jeszcze jeden, szcze­
g ó l n y s p o s ó b t r a k t o w a n i a w ł o s ó w , o k t ó r y m d o t ą d nio wspo­
m n i a ł e m a b y nie z a c i e m n i a ć d y s k u s j i z tozami H a l l p i k o ' a . T e n
sposób traktownia włosów stanowi odpowiednik hallpiko'owskich
„ w ł o s ó w d ł u g i c h " , a m ó w i ą c bardzioj precyzyjnie — jest l o ­
gicznym

przeciwieństwom

czynnościami
przypadek,
się

ze

w którym

sobą

oglądanym
prowincji

obcinania

wownątrzspolecznymi.

i

dysponujemy

relacjami

Hiszpanów,

to

będących

zarazem

wieloma,

jedyny

pokrywającymi

najwyraźniej

zjawiskiem: „ A następnie
(...) m i e l i bardzo

fryzowania,

Jest

zdumionych

p r z y b y l i papas

z

całej

d ł u g i e w ł o s y , t a k zmiorzwione, ż e

nio s p o s ó b icli r o z c z e s a ć bez obcięcia, i p e ł n o k r w i

spływającej

i m z uszu p o k ł u t y c h tego dnia w ofierze (...) m i e l i toż bardzo
d ł u g i e paznokcie
o w i papas

u p a l c ó w r ą k ; s ł y s z e l i ś m y j a k m ó w i o n o , żo

uważani

b y l i za z a k o n n i k ó w i ł u d z i ż y j ą c y c h

cno­

2 6

tliwie" .
Kim
sku

b y l i m e k s y k a ń s c y papce'i

„ p u p i o ż " . Papas

słuwo to p r z e s z ł o

in

Słowo papa

liczba m n o g a .

t o po h i s z p a ń ­

Ale w

rzeczywistości

(io .słownictwa p r z e b y w a j ą c y c h

w Meksyku

Uiszpa-.ów z języka nahnatl i było zniekształceniem

papahua

„ l e n , k t ó i y n i ; , d ł u g i e w!osy". Fonetyczna

zbieżność

hiszpań­

skiego papa

m i a ł a boz w ą t p i e ­

oraz n a l m a t l a ń s k i e g o papahua

nia s w ó j u d z i a ł w s z y b k i m upowszechnieniu się w ś r ó d k o n k w i s t a ­

I I . 13. K a p ł a n n i ż s z e j rangi (tlamacazqui)

d o r ó w , a n a s t ę p n i e k r o n i k a r z y , t e r m i n u papas w znaczeniu „ i n ­
d i a ń s c y k a p ł a n i (w o g ó l o ) " albo j a k o o k r e ś l e n i a w y ż s z y c h rang
w

hierarchii k a p ł a ń s k i e j .

hiszpańskimi,

a

nie

Używanie

indiaYiskimi,

go zgodnie

spowodowało

szanie; ź r ó d ł a pisane a ż r o j ą się od papas,
czy wszyscy o n i f a k t y c z n i e b y l i papahaague

z

kryteriami

sporo

zamie­

lecz nie m a p e w n o ś c i
(1 n i n . od

papahua).
Nic m a w ą t p l i w o ś c i t y l k o co do jednego — że w s p o ł e c z e ń s t w i e
a z t e c k i m i s t n i a ł a droga ż y c i o w a , d o s t ę p n a w y ł ą c z n i e d ł a m ę ­
żczyzn, k t ó r ą m o ż n a
Wlaśnio

nazwać

nieobcinanych,

włosów

papatłi

„drogą

gdyż

sama

nieobcinanych
nazwa

kapłanom
27

na

kapłańskich

o niezwykło

celu m a k s y m a l n ą

lecz o „ k u d ł y " w ł a ­

— n i g d y nic obcinane, nio podcinane,

nie czesane . D r o g a t a r o z p o c z y n a ł a
szkołach

włosów".

kapłańskich

— z a ś w i a d c z a , iż nie c h o d z i ł o t u o j a k i e ­

k o l w i e k d ł u g i e w ł o s y , bo te zwano tzontli,
ściwe t y l k o

tych

się w

ostrym

mającym

jednostki,

oderwanie

i podporządkowanie

wyłącznie

deindywidualizację

jej od ś w i a t a pozaklasztornego

przyświątynnyeh
reżymie

s ł u ż b i e bogom. W s t ą p i e n i e na t ę d r o g ę p o c i ą g a ł o za s o b ą cał­
kowitą

zmianę

istnienia".

powierzchowności,

Młodzieńcy

osobowości

rozpoczynający

oraz

„sposobu

karierę kapłańską

na­

t y c h m i a s t zapuszczali d ł u g i e w ł o s y , nie pielęgnując, ich w ż a ­
den s p o s ó b , i p o k r y w a l i sobie cało c i a ł o , w ł ą c z n i o z g ł o w ą i w ł o ­
sami, c z a r n y m s m a r o w i d ł e m , k t ó r e m u

p r z y p i s y w a n o nio zna­

ne n a m bliżej nadnaturalne w ł a ś c i w o ś c i . B y ł y to s t a ł e a t r y b u t y
papahuague.

Najprawdopodobniej

obcinania p a z n o k c i .
dzić,

że papahuaque

dzeniem,
z którym
ludzi.
Te

28

obowiązywał

Hiszpanio s k ł o n n i

byli

także

zakaz

ponadto

twier­

nie m y l i s i ę , co m o g ł o b y ć j e d y n i e z ł u ­

c h o ć w s p ó ł b r z m i z kompleksem z a c h o w a ń

żałobnych,

k o j a r z ą s i ę nieuchronnie liczne cechy tej k a t e g o r i i

2 9

zewnętrzne

żałobne

w o g ó l n e j s y t u a c j i papahuaque.

asocjacje,

znajdują

uzasadnienie

O t ó ż z p u n k t u widzenia s p o ł e ­

cznego b y l i oni m a r t w i . I to w d w o j a k i m

sensie. l ' o pierwsze

dlatego, iż p o d s t a w o w y m icli o b o w i ą z k i e m b y ł o d ą ż e n i e do m a ­
ksymalnej c z y s t o ś c i , co a u t o m a t y c z n i o w y k l u c z a ł o
Zakaz

utrzymywania kontaktów

fizycznych z

prokroaeję.

kobietą

miał

charakter b e z w z g l ę d n y , a jogo z ł a m a n i e p o c i ą g a ł o za s o b ą ś m i e r ć
nie t y l k o winnego, lecz t a k ż e jogo k r o w n y c h i w s z y s t k i c h , k t ó r z y
o w y s t ę p k u wiedzieli i m i l c z e l i . Nio jest b y ć m o ż e bez znaozo11. li&gt;. Stara kobc-la

174
1

nia f a k t , że p r z y ł a p a n e g o na o d s t ę p s t w i e od celibatu

papahua

�uśmiorcano potajomnio.
sio poza

30

J o ś l i ta kategoria

społeczeństwem,

s p o ł e c z n e j ; co n a j w y ż e j

nie p o w i n n i

ludzi

znajdowała

oni p o d l e g a ć

kontroli

ściej

widywali

podczas

długotrwałych

postów

i

umartwień

3 5

b y ł a „ g ł o w a z d ł u g i m i w ł o s a m i " . C h c ą c nie c h c ą c p r z y p o m i ­
n a j ą się w t y m momoncie czarownicy bar i u B o r o r ó w , stano­

boskiej.

U n i k a n i e j u ż nie t y l k o s t o s u n k ó w , alo wszolkieh k o n t a k t ó w

w i ą c y — j a k p i s a ł C. L ó v i - S t r a u s s — „ k a t e g o r i ę i s t o t ż y w y c h ,

czystości,

k t ó r e nie n a l e ż ą całkowicio a n i do ś w i a t a n a t u r y , a n i do ś w i a t a

k t ó r e j i d e a ł p o l e g a ł — j a k się wydaje — na zabiciu w sobie

s p o ł e c z e ń s t w a " , lecz p o ś r e d n i c z ą m i ę d z y n i m i ; oraz ś w i a t d u ­

z kobietami było jednym z warunków

dążonia

do

tomu

c h ó w , z k t ó r y m i bari s ą z w i ą z a n i — „ o w ł o s i o n y c h , z d z i u r a m i

dłu­

w g ł o w a c h (...) p o t w o r ó w p o w i e t r z n y c h , k t ó r o w y d z i e l a j ą deszcz

gotrwale posty, zmiana r y t m u snu i czuwania, a przede wszyst­

przez oczy, nozdrza l u b niozmiornio długio w ł o s y i paznokcie;

kim

jednonogich,

wszelkich

społeczno-biologicznych

s ł u ż y ł y ograniczenia

instynktów.

alimentacyjne,

Celowi

będące stelą normą,

niezwykle nasilonio p r a k t y k p o k u t n y c h p o l e g a j ą c y c h

na

kaleczeniu c i a ł a , o k t ó r y c h pewien tekst aztecki m ó w i : ,,Po to
w ł a ś n i e przepchniesz (trzcinowy p r ę t przoz j ę z y k — R T ) : nic

z d u ż y m i brzuchami i ciałami obsypanymi

pu­

36

chem j a k n i o t o p e r z o " .
Aztockich nieobcinanych w ł o s ó w nio da się jednak

sprowa­

t y l k o a b y się z a s ł u ż y ć , lecz ż e b y z r z u c i ć p r o c h , b r u d . U m o ­

dzić do uproszczonej

czysz p r ę t y w k r w i , przobijesz d u ł n ą część j ę z y k a , od drugiej

na m a n i p u l a c j e " . G d y b y t a k b y ł o , j a k i sens m i a ł o b y zapusz-

s t r o n y je wciśniosz... W ton s p o s ó b p o z b ę d z i e s z się swoich grze­

czanio c h o r y m dzieciom

3 1

formuły

„ w ł o s y z n a c z ą , bo s ą p o d a t n e

włosów

a

la

papahua

z

c h ó w , swoicli z ł y c h u c z y n k ó w , swoich w a d . . . " . W i e l u

papa-

że w y z d r o w i e j ą ? Dlaczego m i a n o b y p r z y p i s y w a ć

hiiaquc

sobio

włosów protoplastom

„aby

nie p o d d a ć

się j a k i e j ś

słabości, rozcinało

przez ś r o d e k m ę s k i e c z ł o n k i i c z y n i ł o t y s i ą c e rzeczy, ż o b y s t a ć
3 2

się i m p o t e n t a m i i nie u r a z i ć swoich b o g ó w " .
Papahuague

n i e m Tzornpachtli

b y l i m a r t w i w sensio s p o ł o c z n y m r ó w n i e ż dla­

tego, żo nio w y k o n y w a l i

ż a d n e j p r a c y w szerokim

tego s ł o w a

z a r z ą d z a n i e i wojowanie. K i e m o g l i

obejmującym

o n i polnie ż a d n e j

funkcji

chociaż

dostojnicy

niektóro

czynności

lata

był

papahua

państwowej

świeccy

mogli

wykonywać

kapłańskie. Jednak
miał

pozostając

możliwość

kapłanami

i

człowiek,

objęcia

znaczonia

wykonywali
który

wysokich

przez
stano­

dynastii p a n u j ą c e j

c z y ź n i e zwanemu Tzontecomatl

nadzieją,

nieobcinanie

w Tetzeoco —

męż­

— „ G ł o w a " oraz kobiecie imie­

— „ W ł o s y z t r a w y " , k t ó r z y mieli ciała

o d r a m i o n w g ó r ę , poruszali się

tylko

skokami niczym wróblo, pło­

d z i l i p o t o m s t w o , k i e d y m ę ż c z y z n a w s u w a ł j ę z y k w usta k o b i e t y ,
j e d l i surowo m i ę s o i mieszkali w jaskiniach?
rozumieć

fakt,

żo z a r ó w n o

Jak

nalożaloby

odlogli przodkowie A z t e k ó w ,

jak

zbieracko-łowieckie ludy z północnego Moksyku, kwalifikowane
j a k o b a r b a r z y ń c y , dzicy ludzio, nic p r a k t y k u j ą c y w ogólo ob­
cinania w ł o s ó w , o k r e ś l a n i b y l i w s p ó l n y m m i a n o m
zawierającym

stwa.

oznaczający takżo — jak już widzioliśmy — „ d u c h a " zmarłego,

Przedtem

wszakże

obcinano

nrn

w ł o s y i z m y w a n o z ciała p o k r y w a j ą c e
smarowidło.

ceremonialnie

długie

je d o t ą d s t a ł o czarne

człon

teoehiehimeca

wisk w hierarchii w ł a d z y , a t y m s a m y m p o w r o t u do s p o ł e c z e ń ­

teotl t ł u m a c z o n y z w y k ł o j a k o „ b ó g " ,

ale

a d o d a t k o w o n a d n a t u r a l n ą moc p o s i a d a n ą przoz r ó ż n o i s t o t y
nieludzkie ?

3 3

Z a s t r z e g ł e m się na w s t ę p i e , iż szkic ten b ę d z i o

wyłącznie

p r z y c z y n k i o m , glossą do pewnej koncepcji. Dlatogo nio p o d e j m ę
p r ó b y szukania odpowiodzi na p o w y ż s z o p y t a n i a .
T r o p wskazany przez C. R . H a l l p i k e o k a z a ł się więc praw­

Najprawdo­

podobniej w y m a g a ł o b y to b o w i e m w y j ś c i a poza m a t e r i a ł aztecki,

d z i w y w w y p a d k u A z t e k ó w . Opozycja: obcinanie w ł o s ó w — n i e -

spojrzenia n a s y m b o l i k ę w ł o s ó w w szerszej p o r s p o k t y w i o , u w ­

obcinanio w ł o s ó w

i człowie­

z g l ę d n i e n i a s k o j a r z e ń a n i m a l n y c l i wskazanych j u ż przez H a l l p i -

sensie, co

ke'a a zapewne r ó w n i e ż z d u m i e w a j ą c y c h analogii, j a k i e i s t n i e j ą

czeństwa.

wyznacza

Papahuague

potwierdzają

nie

świadectwa

granicę
byli

społeczeństwa

ludźmi w

mówiące,

ścisłym

iż u w a ż a n o

ich za

ś w i ę t y c h . W t y m o k r e ś l e n i u miości się z a r ó w n o s p o s ó b

ludzi
życia,

j a k i przokonanio, że s ł o w a „ c h c ę , ż o b y ś u m a r ł " w y p o w i e d z i a ­
34

no przoz k t ó r e g o ś z nich m a j ą moc z a b i j a n i a .
że w n a j o g ó h i i o j s z y m
pokonali
ludzkioj

planie papahuague

byli ludźmi,

bariery o d g r a n i c z a j ą c e z w y k ł e g o
sfory ś w i a t a . I c h b o z p o ś r e d n i e

W y daj o się,

człowieka
kontakty z

którzy

m i ę d z y d b a ł o ś c i ą o k a z y w a n ą przoz A z t e k ó w o b c i ę t y m

włosom

i paznokciom, w i a r ą I n k ó w w i c h ścisły z w i ą z o k zo z m a r t w y c h ­
wstaniem

37

i nieomal i d e n t y c z n y m p r z e ś w i a d c z e n i u n o t o w a n y m

w ś r ó d c h ł o p ó w z E u r o p y wschodniej. W y m a g a ł o b y w
postawienia p y t a n i a o a r c h e t y p o w ą s y m b o l i k ę w ł o s ó w

końcu
samych

o d poza-

w sobio (jak t o u c z y n i ł E . R . Leach s z u k a j ą c y i l u m i n a c j i w głę­

najświę-

b i n a c h ludzkiej p o d ś w i a d o m o ś c i ) , k t ó r a b y ć m o ż e s t w o r z y ł a b y

tszj-mi miojscami na ziemi, j a k i m i b y ł y pomioszczonia, w k t ó ­

podstawę

r y c h s t a ł y f i g u r y b ó s t w , o z n a c z a ł y t o samo co bycie w k o n t a k c i e

c z ą c y c h r ó ż n y c h p o z i o m ó w zjawiska — i n t e r p r e t a c j i p a r t y k u ­

z s a m y m i i s t o t a m i n a d n a t u r a l n y m i . I rzocz
Jodyna

znana m i w z m i a n k a m ó w i ą c a

charakterystyczna.

bardziej

konkretnie

o

k o m u n i k o w a n i u się z z a ś w i a t a m i powiada, iż t y m co n a j c z ę ­

do

pogodzonia

pozornio sprzecznych

l a r n y c h . A to j u ż s ą kwestio przed p o d j ę c i e m

— bo
których

doty­
warto

z a s t a n o w i ć się n a d s ł o w a m i , j a k i m i d i a b e ł p r z e m a w i a ł do E w y :
eritis

sicut dii — „ b ę d z i e c i e j a k o bogowie"...

I I . 14. W y k o n a w c y w y r o k ó w

sądowych

175

�II.

15. D o w ó d c a w o j s k o w y wysokiej rangi (ticociahuacatl)
z f r y z u r ą t y p o w ą dla tequiliaquaque — dzielnych

P R Z Y P I S Y

1

E . R . Leach, Magical hair, „ J o u r n a l o f the R o y a l A n t h r o p o ­
logical I n s t i t u t e o f Great B r i t a i n a n d I r e l a n d " , v o l . 88, 1958,
P a r t I I , s. 147—164
*C.R. H a l l p i k o , Social hair, „ M a n " , v o l . 4, 1909 N o 2, s.
256—264; J . D . M . D e r r e t t , Religious
hair, „ M a n " v o l . 8. 1973
N o 1, s. 100—103; P. H e r s h m a n , Hair, sex and dirt, „ M a n "
v o l . 9, 1974 N o 2, s. 274—298; R . F i r t h , Symbolic, public and
private, L o n d o n 1975; M . H o l m e s W i l l i a m s o n , Powhatan
hair,
„ M a n " v o l . 14; 1979 N o 3, s. 392—413
E . R . Leach z a j m o w a ł się w ł o s a m i j a k o p r z y k ł a d e m „ n i e ­
c z y s t o ś c i " t a k ż e w i n n y c h , p ó ź n i e j s z y c h pracach, z k t ó r y m i
d y s k u t u j e P. H e r s h m a n , op. c i t . , s. 292 n .
C R . H a l l p i k o , op. c i t . , s. 259
Por. t e ż : C R . H a l l p i k o , Some Problems in
Cross-cultural
Comparison
[ w : ] The Translation
of Culture.
Essays
to
E.E.
Evans-Pritchard,
ed. Т . О . B e i d o l m a n , L o n d o n 1971, s. 136.
Nadaje on t a m swoj koncepcji p o s t a ć : d ł u g i e w ł o s y / k r ó t k i e w ł o s y ;
natura/społeczeństwo; zwierzęcość/istota społeczna; wolność/
/kontrola.
R . T o m i c k i , Ludowe
mity o stworzeniu człowieka,
„Etno­
grafia P o l s k a " t . X X I V , 1980 z. 2, s. 49—119
A z t e k o w i e w ś c i s ł y m sonsie t o w y ł ą c z n i e m i o s z k a ń c y Tenocht i t l a n u i Tlatelololco. U ż y w a się j e d n a k toj n a z w y na o k r e ś l e n i e
wszystkich m i e s z k a ń c ó w t z w . i m p o r i u m azteckiego, na podobnej
zasadzio j a k m ó w i się czasem Rosjanio o m i e s z k a ń c a c h Z S R R lub
Anglicy o obywatelach Wielkiej B r y t a n i i . W y b i e r a m ten naganny
s k ą d i n ą d uzus aby nio k o m p l i k o w a ć t e k s t u m a ł o co k o m u m ó w i ą ­
c y m i n a z w a m i bardziej p o p r a w n y m i .
С Levi-Strauss, Smutek tropików,
Warszawa 1964, s. 360
R . F i r t h , op. c i t . , s. 298
A . de M o l i n a , Vocabulario
en lengua castellana у mexicana
у mexicana у castellana (1571), Mexico 1977, s. 22
' Ibidem
' T . M o t o l i n i a , Memoriales
e Historia
de los indios tle la
Nueva Европа,
M a d r i d 1970, s. 223
A . L ó p o z A u s t i n , Cve.rpo humano e ideologia. Las concepciones de los anliquos nahtias, Mexico 1984, t . I I , s. 276
B . do Sahagun, Historia
general de las cosas de
Nueva
Espana,
Mexico 1979, s. 562
D . D u r a n , Historia, de las Indias de Nueva Espana e Islas
de la Tierra Firme, Mexico 1967, t . I , s. 116
D . D u r a n , op. c i t . , t. I T , s. 475
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 24
Czarka w y k o n a n a z t y k w y .
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , ś. 25
C a ł y p o n i ż s z y opis p o d a j ę za B . de Sahagim, op c i t . ,
s. 478—480
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 114—115
A . M . Garibay K „ Códice Carolina,
„ E s t u d i o s de C u l t u r a
N ó h u a t l " v o l . V I I ; 1967, s. 10—11
N a j o g ó l n i e j m ó w i ą c , ehodzi t u o k i l k a „ d u s z " czy j a k m ó w i
A . Lópoz Austin „ b y t ó w animicznych", k t ó r y c h harmonijne
w s p ó ł i s t n i e n i e i w s p ó l d z i a a de u m o ż l i w i a ż y c i e c z ł o w i e k o w i ;
A . L ó p o z A u s t i n , op. c i t . , t . I , s. 231 i i n .
Т . M o t o l i n i a , op. c i t . , s. 131
B . de Sahagun, op. c i t . , s. 611
B . D i a z del Castillo, Historia
verdadera de la conquista
de la Nueva Espana,, M a d r i d 1975, s. 150
A . de M o l i n a , op. eit., s. 22, 79—80; A .Ma. Garibay K . ,
op. cit., s. 10, 12
O p r ó c z B . Diaza dcl Castillo (patrz p r z y p . 26) p o ś w i a d c z a
t o t a k ż o T . M o t o l i n i a , op. eit., s. 24
Z n a k i ż a ł o b y t o rozpuszczone w ł o s y , nie czesanie ich, nie
mycie t w a r z y , nic zmienianie u b r a n i a , p o w s t r z y m y w a n i e się
o d s t o s u n k ó w p ł c i o w y c h , s p o ż y w a n i e t y l k o jednego p o s i ł k u dzien­
nie. Z n a m i e n n y jest f a k t , iż podczas radosnego ś w i ę t o w a n i a
z w y c i ę s t w a na wojnie k a p ł a n i uczestniczyli w u r o c z y s t o ś c i a c h
m a j ą c w p l e c i o n ą we w ł o s y c z e r w o n ą n i ć , n a t o m i a s t podczas
o g ó l n e j ż a ł o b y , k i e d y i n n i p o w i n n i m a n i f e s t o w a ć odpowiednie
z n a k i , oni w y s t ę p o w a l i po p r o s t u ze s w y m i n a t u r a l n i e rozpusz­
c z o n y m i w ł o s a m i , D . D u r a n , op. c i t . , t . I I , s. 291
Historia
de los mexicanos por sus pinturas,
w:
Teogonia
e historia de los mexicanos.
Trcs opusculos
del siglo XVI,
od.
A .Ma. Garibay K . , Mexico 1979, s. 76
A . L ó p e z A u s t i n , op. c i t . , t . I , s. 439
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 55
D . D u r a n , op. c i t . , t . I , s. 68
G. Fernandez de O v i c d o , Sucesos у dialogo de la Nueva
Espana,
Mexico 1946, s. 28
T . M o t o l i n i a , op. c i t . , s. 38
С Levi-Strauss, op. c i t . , s. 216—217
P. D u v i o l s , La destrucción
de las religiones andinas
(Conguista у Colonia),
Mexico 1977, s. 79
3

4

5

6

7

8

9

1 0

1

2

1 3

1 4

1 5

1 0

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 3

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 0

F r y z u r y azteckie w g Codex Mcndoza, p o l . X V I w., rys. A n n a
Wiclochowska-Olszak

176
I

3 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10099" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10077">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dace39bf401ce5ae39f141d7c19a86ca.pdf</src>
        <authentication>6e24738d066fe0c95be3bc630a522e8a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120163">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1181</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120164">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120165">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1088</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120166">
                <text>Elementy kultury duchowej Indian Nahua z 2 połowy XVI w. w: "Krótka relacja o bogach i obrzędach z czasów pogaństwa" Pedra Ponce de Leon / ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120167">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1984 t.28 z.2, s.111-136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120168">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120169">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120170">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120171">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120172">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120173">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V I I I : 1984, z. 2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI

E L E M E N T Y fcULTURY DUCHOWEJ INDIAN NAHUA
Z 2 POŁOWY X V I W.: KROTKA

Z CZASÓW

Í

RELACJA

POGAŃSTWA

O BOGACH

I

OBRZĘDACH

PEDRA PONCE DE L E O N
1

l
1

W dziejach społeczności indiańskich z obszaru Mezoameryki wiek X V I
był okresem szybkich, często nawet gwałtownych przemian obejmująI cych wszystkie dziedziny życia. Najwcześniej dotknęły one mieszkańców
f środkowego Meksyku, w większości mówiących językiem náhuatl \ któl rzy przed przybyciem ekspedycji Hernána Cortesa żyli głównie w graniI cach tzw. imperium azteckiego. Dla nich już trzyletnie walki o panowanie
l nad Tenochtitlanem (1519-1521) zapowiadały spore zmiany. Nikt jednak
; nie mógł wówczas przewidzieć rozmiarów, jakie osiągną one w latach
I następnych , kiedy to miliony Indian stały się przedmiotem akcji kolonizacyjnej lub — jak wolą mówić niektórzy badacze — konkwisty doko­
nującej się tym razem w sferach technologicznej, społecznej i duchowej.
W konsekwencji wczesny okres kolonialny (1521 — ok. 1600) przyniósł
całkowitą zagładę dawnego systemu społeczno-politycznego (czemu sprzy­
jała katastrofa demograficzna), likwidację wszelkich publicznych przeja­
wów dawnych kultów religijnych i upadek tradycyjnych centrów k u l ­
turowych. Równolegle postępowało upowszechnianie się licznych elemen­
tów kultury chrześcijańsko-hiszpańskiej, stymulujących proces akulturacji, w tym także synkretyzacji religii.

1

2

„Stare zwyczaje przetrwały tylko wśród tych tubylców, którzy byli zbyt biedni
albo zbyt odlegli, by przyciągnąć Hiszpanów [...] Tubylcze religie państwowe Mek­
syku stały się religiami ludowymi; w tym samym czasie wyrafinowana sztuka
z okresu przed podbojem, wraz ze swą skomplikowaną ikonografią i panteonem,
1

Należy on do podrodziny uto-azteckiej języków aztek-tano, por. M i l e w s k i ,
!948, mapa 14.
O możliwościach oceny przez Indian celów hiszpańskich w zakresie upo­
wszechniania katolicyzmu piszę w artykule Religijne aspekty podboju Meksyku.
Konflikt semantyczny jako początkowa
faza ewangelizacji Indian (maszynopis,
1982).
8

\

�112

RYSZARD TOMICKI

-stopniowo przekształcała się w sztukę ludową, zmieniając swoją treść, przedstawiając
świętych zamiast bogów" .
8

Obumieraniu cywilizacji indiańskich towarzyszyło zjawisko unikalne
chyba w skali światowej, przynajmniej jeśli chodzi o jego znaczenie dla
współczesnych nauk społecznych. Było nim gromadzenie materiałów do­
tyczących dziejów i kultury podbitych ludów. U źródeł tego ienomenu
leżały rozmaite czynniki. Misjonarze, którzy dzieło zainicjowali, kierowali
się vr dużej mierze względami praktycznymi, traktując zdobywaną wie­
dzę jako jeden ze środków służących optymalizacji działań ewangeliza­
cyjnych. Antycypowali w ten sposób antropologię stosowaną, a zwłaszcza
tzw. antropologię misyjną. Jednakże niemniej istotnym motywem ówczes­
nych „badań etnohistorycznych" był przysłowiowy duch Renesansu,
sprzyjający rozszerzaniu zainteresowań poza cele czysto pragmatyczne.
Już w 1533 r. biskup don Sebastian Ramírez de Fuenleal i fray Martín
de Valencia, gwardian zakonu franciszkanów, zlecili fray Andresowi de
Olmos napisanie księgi utrwalającej „starożytności indiańskie" . Podobne
podejście, praktyczne i zarazem ogólnohumanistyczne, cechowało wielu
innych zakonników-badaczy, m. in. franciszkanina Bernardina de Saha4

gun, autora słynnej już dziś Historia general de las cosas de Nueva

Espa­

ña, ukończonej w 1585 r.
W prowadzonych przez Hiszpanów studiach od początku ogromną rolę
odgrywali tłumacze, informatorzy i pomocnicy indiańscy. W pierwszym
okresie po podboju ich funkcja była wszakże mocno ograniczona. Zaspo­
kajali oni wyłącznie potrzeby poznawcze misjonarzy, ci zaś utrwalali
uzyskane informacje tak, jak je zrozumieli i w stopniu, jaki wydawał,
się im właściwy. Przykładem tego rodzaju współpracy może być spisana
po hiszpańsku, prawdopodobnie przez Andresa de Olmos, Historia de los
meocicanos por sus pinturas (1547). Jedyny sposób notacji, jakim dyspo­
nowali Indianie, a mianowicie tzw. pismo piktograficzne, uniemożliwiał
im rejestrację treści w sposób, który byłby porównywalny pod względem
bogactwa i precyzji informacji z pismem alfabetycznym. Stosunkowo
szybko jednak dzięki naciskowi, jaki kładli misjonarze na kształcenie tu­
bylczej młodzieży, Indianie przekroczyli tę barierę i powstawać zaczęły
manuskrypty sporządzane przez nich samych w języku náhuatl — grafią
łacińską. Rozwojowi piśmiennictwa nahuatlańskiego sprzyjało z jednej
strony powstanie w Tlatelolco szkoły zwanej Colegio de Santa Cruz
(1536), mającej w założeniu kształcić indiańskich kapłanów, z drugiej
ś _ inspiracja ludzi takich, jak Sahagun (będący przez 20 lat dyrektorem wspomnianego Colegio),' którzy rozbudzali u młodych neofitów za-i
interesowanie rodzimą przeszłością.
J
Efekty pracy dziesiątków przedstawicieli wczesnokolonialnej „inteli-j
z a

;

* Y o o t L e o n , 1963, s. 245.

i

i

i

�113

E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

gencji" indiańskiej trudno dziś przecenić. Tylko podczas realizacji progra­
mu badawczego Sahagúna, rozpoczętej w 1547 r. w Tepepulco i konty­
nuowanej potem w Tlatelolco i Tenochtitlań, zapisali oni tysiące stronic
tekstów w náhuatl. Spora część zapisków przetrwała i znana jest obecnie
jako tzw.

Códices

Matritenses

oraz Códice

Florentino.

Prawdopodobnie

z tego samego, środowiska wyszły również tzw. Anales de Cuauhtitlan
i bogaty zbiór pieśni (Colección
de cantares mexicanos). O istnieniu nie­
których manuskryptów wiadomo tylko pośrednio, ze wzmianek kronika­
rzy wykorzystujących je przy pisaniu swych dzieł. Tak np. dominikanin*
Diego Duran, autor Historia

de las Indias de Nueva España

y Islas

de

Tierra Firme (1581), w partiach historycznych opierał się na zaginionej
relacji o wielkim znaczeniu dla rekonstrukcji dziejów Tenochtitlanu .
Bez wątpienia wielu Indian spisujących ustne tradycje, przenoszących
na papier treść malowanych ksiąg, rejestrujących wiedzę, wierzenia i oby­
czaje, kierowało się swoistym patriotyzmem. Był to zasadniczy motyw,
który przyczynił się do powstania szeregu dzieł stanowiących prawdziwe
kopalnie informacji o starożytnym Meksyku. Do nich należą w pierw­
5

szym rzędzie

Crónica

mexicana

(po hiszpańsku)

i Crónica

mexicayotl

(w náhuatl) autorstwa Hernanda de Alvarado Tezozomoca, po matce
wnuka Motecuhzomy Xocoyotzina, liczne prace Fernanda de Alva Ixtlilxóchitla, Metysa, pochodzącego wszakże w prostej linii od ostatnich wład­
ców Tetzcoco, piszącego po hiszpańsku, a także spisywane w X V I I stule­
ciu relacje Francisco de San Antón Muñón Chimalpahin Cuautlehuanitzina, potomka rodów panujących w Chalco.
Nietrudno domyślić się, że głównym przedmiotem zainteresowania
Indian czy poczuwających się do związku ze swymi indiańskimi przod­
kami Metysów, którzy samodzielnie sięgali po pióro, była tak zwana wiel­
ka tradycja, nie pozbawiona czasem elementów apologetycznych. Jest
faktem znamiennym, że wiadomości z zakresu szeroko pojętego życia co­
dziennego (np. obyczajowość rodzinna, wiedza przyrodnicza, medycyna)
Indianie spisywali zwykle z inspiracji hiszpańskiej albo czynili to sami
Hiszpanie, czy to w celach poznawczych, nieraz stricte naukowych (jak
Francisco Hernández, protomedyk Filipa II), czy też przy okazji ewan­
gelizacji i zwalczania idolatrii. Wielkie dzieła autorów indiańskich zorien­
towane są natomiast przede wszytkim na przeszłość i koncentrują się
wokół tych zagadnień, które z perspektywy nowej rzeczywistości wyda­
wały się godne przypomnienia i utrwalenia. Ich stałym tematem są więc
początki różnych grup etnicznych, kształtowanie się organizmów państwo­
wych, dzieje dynastii, genealogie, opisy wojen, bogów, świąt. Wydarzenia
aktualne, o ile w ogóle je uwzględniano, przedstawiane były z reguły
w postaci kroniki podkreślającej zmiany personalne i polityczne na róż¬
\
5 Chodzi o tzw. kronikę X, jak ją nazwał R. H. Barlow albo — jak się przy­
puszcza ostatnio — o co najmniej dwie kroniki czerpiące ze wspólnego źródła in­
formacji, por. C o l s t o n , 1973.
•i — Etnografia Polska t. 28/2

�114

RYSZARD

TOMICKI

nych szczeblach administracji kolonialnej i w hierarchii kościelnej. Bar­
dzo rzadkp, znacznie rzadziej niż w dziełach pisanych przez Hiszpanów,
szczególnie misjonarzy żywo zainteresowanych zmianami dokonującymi
się w społecznościach indiańskich, spotyka się tam wzmianki dotyczące
życia codziennego nowych poddanych Korony hiszpańskiej. Niemniej jed­
nak, na marginesie głównego nurtu piśmiennictwa tworzonego przez I n ­
dian, powstała wyjątkowa pod tym względem praca, w całości poświęcona
opisowi wybranych fragmentów kultury rdzennych mieszkańców środko*wego Meksyku.

*
Breve Relación de los Dioses y Ritos de la Gentilidad, czyli Krótka
re­
lacja o bogach i obrzędach
z czasów pogaństwa,
(gdyż taki tytuł nosi ów

tekst), jest manuskryptem w języku hiszpańskim stanowiącym środkową
część tzw. Códice Chimalpopoca, w skład którego wchodzą ponadto Ana­
les de Cuauhtitlan oraz Leyenda de los Soles, oba w języku náhuatl. Ze­
branie tych trzech tekstów w jeden kodeks przypisuje się wspomnianemu
już Fernandowi de Alva Ixtlilxóchitl i nie wykluczone, że egzemplarz,
który w 1 połowie X V I I I w. trafił do kolekcji Lorenzo Boturiniego Beneduci, był kopią sporządzoną jego właśnie ręką. W połowie X I X w. znany
badacz i kolekcjoner zabytków staromeksykańskich, Charles Etienne Bras­
seur de Bourhourg, nadał manuskryptom nazwę Códice Chimalpopoca. Do
niedawna znane były dwie kopie kodeksu — jedna sporządzona przez An­
tonia de León y Gama, znajdująca się w kolekcji Goupil w Bibliothèque
Nacional w Paryżu, i druga należąca zapewne do Alvy Ixtlilxóchitla, prze­
chowywana do lat 40-tych bieżącego stulecia w archiwum Instituto Na­
cional de Antropología e Historia w Meksyku. Ta ostatnia zaginęła po
wydaniu jej fototypu wraz z tłumaczeniem na hiszpański w 1945 r.
Krótko relacja... nie weszła w skład wspomnianego wydania. Doczekała się publikacji znacznie wcześniej, bo już w 1892 r., staraniem Francisco del Paso y Troncoso ; w 1953 r. dokonano reedycji wersji opracowanej przez tego badacza . Kolejne wydanie tekstu, sprawdzone i poprąwionę, przygotował w 1965 r. wybitny znawca języka i kultury náhuatl,
' Ángel Ma. Garibay K.
W przeciwieństwie do autorów dwóch nahuatlańskich części Códice
Chimalpopoca, którzy nadal pozostają anonimowi, twórca Krótkiej
re-

i

6

r

8

9

i
j
]
j
j
!
\
j

&gt; Por. O' G o r m a n, 1975, s. 141, 160, 172, 224.
„Anales del Museo Nacional", t. 6: 1892, s. 3-11.
s Krótka relacja... wydana została wówczas z paroma innymi XVI-wiecznymi
źródłami, por. Jacinto de la S e r n a et al, Tratado de las idolatrías,
supersticiones,
dioses, ritos, hechicerías y otras costumbres gentílicas de las razas aborigénes de j
México, notas, comentarios y un estudio de Francisco del Paso y Troncoso, Edicio­
nes Fuente Cultural, México 1953, t. 1-2.
]
» Korzystam z trzeciej edycji, por. T e o g o n i a , 1975.
j
7

i

�E L E M E N T Y K U L T U R Y DUCHOWEJ INDIAN NAHUA

115

lacji... jest postacią znaną. Był nim Pedro Ponce de León, urodzony w póź­
nych latach 40-tych X V I w. w pobliżu Meksyku, najprawdopodobniej
jako dziecko Lucasa Ponce de León, indiańskiego szlachcica, potomka
arystokracji tlaxcalteckiej, który za pomoc okazaną Hiszpanom podczas
podboju Meksyku otrzymał na mocy edyktu królewskiego z 16 sierpnia
1563 r. klejnot szlachecki . Możliwe, że przed otrzymaniem święceń ka­
płańskich Pedro Ponce uczył się w Colegio de Santa Cruz w Tlatelolco.
W każdym razie w 1569 r. został księdzem w parafii w Tzumpahuacan
(lub Zumpahuacan), niewielkim miasteczku położonym na południu obec­
nego stanu Meksyk, zamieszkanym przez ludność mówiącą głównie ję­
zykiem náhuatl . Spędził tam resztę swego życia i zmarł w 1628 r.,
mając 80 lat.
Według świadectwa człowieka znającego osobiście Pedra Ponce de
León, był on osobą powszechnie znaną ze swej prawości i wiedzy, szlach­
cicem w każdym calu (caballero notorio), a przy tym „Demostenesem ję­
zyka meksykańskiego" przejawiającym duże zainteresowanie „sposobami,
w jaki należy rozumieć znaki, liczby i figury, których używali tubylcy,
rachubą ich wieków, lat, miesięcy i dni oraz innymi starożytnymi cieka­
wostkami" . Był także — dodaje Ángel Ma. Garibay, komentując przy­
toczone słowa — jednym z wielu Indian dumnych ze swej przeszłości,
którzy dostrzegali wartość dawnych sposobów życia i próbowali je za­
chować. Wolno wszelako nie podzielić tej ostatniej opinii, w
Krótkiej
relacji... nie ma bowiem nic, co by wskazywało na to, że jej autor żywił
podobne uczucia do opisywanej rzeczywistości. Zważywszy na jego wy­
kształcenie i powołanie, byłoby to nawet nieco zaskakujące.
Natomiast z pewnością ma rację Garibay wskazując, iż niewielki tekst,
powstały w 1569 r.,. posiada specjalną wartość jako źródło bezpośrednich,
czerpanych z pierwszej ręki informacji, o czym świadczy chociażby duża
ilość nahuatlańskich słów, zwrotów i zdań w nim zawartych. Charakter
zgromadzonych informacji nie pozostawia jednak raczej wątpliwości co
do tego, że ksiądz Ponce de León bliższy był — jeśli chodzi o kierujące
nim motywy — np. Hernando Ruízowi de Alarcón i Jacinto de la Serna
niż Tezozomocowi czy Ixtlilxóchitlowi.
Krótka relacja... składa się w zasadzie z dwóch nierównych pod wzglę10

11

12

i
|

¡
5

1 3

Por. wykaz Indian, którym nadano herby (escudos de armas) w X V I w.,
zamieszczony w: I c a z a, 1928, s. 90.
" Tzumpahuacan należało w owym czasie — jako encomienda — do Antonia
Velázquez de la Serna i przeżywało kryzys demograficzny spowodowany migracją
ludności; ilość osiedli indiańskich zmniejszyła się z 22 w 1548 r. do 14 w 1580 r.,
por. G e r h a r d , 1972, s. 171-172.
i* Luis B e c c e r a T a n c o , Felicidad de México en el principio y milagroso
origen, que tuvo el santuario de la Virgen Maria nuestra señora de Guadalupe
México, Viuda de Bernardo Calderon, 1675, s. 60, cytuję za: T e o g o n i a , 1975, s. 17
i" Obaj napisali w 1 połowie X V I I w. dzieła ujawniające dziedzictwo pogańskie
istniejące nadal w kulturze Indian — H. R u i z de A l a r c ó n , Tratado de las

�116

RYSZARD TOMICKI

•dem objętości części. Pierwsza (akapity 1-1.4), którą rozpoczyna swego ro­
dzaju wyznanie wiary, zawiera wykaz głównych bogów indiańskich wraz
z krótką ich charakterystyką oraz ogólne wiadomości o praktykach reli­
gijnych. Część drugą (akapity 15-71) wypełnia rejestr „przeżytków" cza­
sów pogańskich związanych przede wszystkim z niektórymi momentami
w życiu jednostki (narodziny, choroby) i działalnością gospodarczą (upra­
wa ziemi, sporządzanie octli, czyli pulque, wyrąb drzew, wypalanie wap­
na, budowa domu). Nie jest moim celem przeprowadzanie tutaj szczegóło­
wej analizy relacji ani porównywanie jej z podobnymi źródłami, lecz
wydaje się, że warto zwrócić uwagę na trzy kluczowe zagadnienia poru­
szone w Krótkiej
relacji...: synkretyzm religijny, panteon indiański oraz
działania magiczno-religijne.
1. Synkretyzm religijny. Krótka relacja... powstała równo 50 lat po
wylądowaniu Hiszpanów pod wodzą H. Cortesa na wybrzeżu Meksyku
i w 45 lat od chwili zapoczątkowania walki z miejscowymi religiami przez
12 franciszkanów z Martinem de Valencia na czele. Tereny, z których
pochodzą informacje Pedra Ponce de León, od początku znajdowały się
w bezpośrednim zasięgu działań misyjnych i można założyć, że Indianie,
0 których mowa, co najmniej przez okres jednego pokolenia mieli kontakt
z religią katolicką i w takiej lub innej formie poddani byli indoktrynacji.
Wprawdzie na podstawie relacji trudno stwierdzić, jak głęboko wierzenia
1 obrzędy katolickie zakorzeniły się wśród autochtonicznej ludności, ale
kilka wzmianek sugeruje wyraźnie, iż proces ten był już dość zaawanso­
wany w 60-tych latach X V I w., przynajmniej w warstwie formalnej. Być
może jednak to ostatnie sformułowanie jest nazbyt ostrożne, gdyż Krótka
relacja... dostarcza wielu przykładów synkretyzmu religijnego, przybie­
rającego postać tzw. dwuwiary. Akapity 11 i 71, a także szereg wzmianek
o składaniu ofiar w świątyniach chrześcijańskich, świadczą dobitnie o włą­
czeniu Boga, świętych i aniołów do zbioru bytów nadnaturalnych czczo­
nych przed konkwistą. Jeszcze więcej informacji dotyczy systemu działań
magiczno-religijnych. Tu podkreślić należy przede wszystkim akceptację j
kościoła jako dodatkowego miejsca kultowego, istniejącego obok innych,
tradycyjnych miejsc tego typu (por. akapity 14, 24, 53). Pośrednio sygna- I
lizowany jest fakt uwzględnienia w kalendarzu obrzędowym pewnych ¡
rytuałów chrześcijańskich związanych z przełomowymi momentami cyklu j
życiowego jednostki (np. chrztu, por. akapit 16). Bogato udokumentowane J
zostało przyswojenie sobie przez Indian świecy jako dodatkowego przed-1
miotu ofiarnego (por. akapity 8, 24, 35, 36, 38, 39). Znajdujemy też przy-1
kład wzbogacania języka náhuatl o terminy hiszpańskie, będące nazwami*
chrześcijańskich obiektów kultu (akapit 22).
Trzeba pamiętać, że informacje zawarte w Krótkiej
relacji... nie mogą
supersticiones y constumbres gentílicas que hoy viven los indios naturales de esta
Nueva España i J. de l a S e r n a , Manual de ministros de indios para el conocimiento de sus idolatrías y extirpación de ellas.

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

117

stanowić podstawy do wnioskowania o rzeczywistym stopniu chrystiani­
zacji opisanych w niej społeczności, już choćby dlatego, że autor pragnął
przedstawić wyłącznie przeżytki pogaństwa. Najprawdopodobniej pomi­
nął zatem to wszystko, co jego zdaniem było „czyste" i nie nosiło na sobie
piętna przeszłości. Ewentualność taka nie ma jednak większego wpływu
na generalny obraz stosunku Indian do nowej religii, wyrażony skrótowo,
lecz w sposób nader wymowny w akapicie 11. Pod naciskiem realiów
okresu dominacji hiszpańskiej Indianie gotowi byli zmodyfikować swój
system religijny, głównie poprzez poszerzenie go o obiekty i formy kultu
wymagane przez panujących cudzoziemców, podobnie jak to czyniono
(także na szczeblu „religii państwowej") przed konkwistą. Ów trend inkorporacyjny charakteryzował w ogóle przemiany dokonujące się we­
wnątrz kultury náhuatl, co niektórym badaczom dało asumpt do ujęcia
konfrontacji hiszpańsko-meksykańskiej jako zetkjuęcia się kultur pre­
ferujących dwa przeciwstawne rodzaje mentalności — inkorporacyjną
i eliminatorską (mentalidad incorporativa

y eliminadora)

u

.

2. Bogowie indiańscy. Ponce de León wymienia w sumie 32 imiona
i nazwy bóstw oraz 3 nazwy zbiorowe, ale faktycznie liczba nadnatural­
nych postaci, o których mowa w relacji, jest znacznie mniejsza, wiele
bowiem imion i nazw odnosi się do jednej i tej samej postaci. Trudno po­
wiedzieć, na jakiej podstawie sporządzona została lista bogów zamieszczo­
na w pierwszej części relacji. Paru z nich, zaliczanych do głównych bóstw
panteonu ludów Nahua sprzed podboju, nie pojawia się w dalszej partii
opisu i nie wiadomo, czy byli oni czczeni w środowiskach znanych auto­
rowi z autopsji, czy też wymienił on ich po prostu jako typowych „bogów
pogańskich". Fakt, iż w akapicie 9 dwie boginie identyfikowane są z Ewą
i Wenus (analogicznie postąpił np. Sahagún w swej Historia
general...)
uznać można za wskazówkę, że Ponce de León przystępował do pracy
posiadając już pewien stereotypowy obraz panteonu indiańskiego, ukształ­
towany podczas pobierania nauk w szkołach misyjnych. Informacje za­
warte w drugiej części relacji pochodzą natomiast niewątpliwie z pierw­
szej ręki i one właśnie decydują o wartości tekstu. Wśród nich na pod­
kreślenie zasługują liczne dane o roli kultu Xiuhtecuhtli, boga ognia,
w życiu prostej ludności indiańskiej, unikalne wzmianki o funkcjach
Quetzalcoatla (por. akapity 33, 37, 59, 61, 63), o Xolotlu jako pośredniku
między ludźmi i Chicomecoatl/Iztaccihuatl (por. akapit 43), itd. Pod tym
względem Krótka relacja... stanowi cenne źródło do badań nad „warstwą
ludową" religii ludów Nahua, także dla okresu sprzed konkwisty.
3. Działania magiczno-religijne. Ostatnie stwierdzenie odnosi się
w jeszcze większym stopniu do sfery działań magiczno-religijnych, będą­
cej zasadniczym przedmiotem zainteresowania autora relacji. Nie wnika­
jąc tu w istotę i charakter opisanych praktyk, gdyż sam tekst jest aż nad14

Por. Z a n t w i j k, 1959.

�118

RYSZARD TOMICKI

to wymowny, niezbędne zaś uwagi i wyjaśnienia podane są w przypisach,
wypada parę słów poświęcić dwóm kwestiom: miejscom i formom kultu
oraz podmiotom działań magiczno-religijnych. Jeśli chodzi o pierwszą
z nich, to Ponce de León wymienia całą gamę miejsc stosownych do za­
noszenia modlitw i składania ofiar, poczynając od szczytów okolicznych
wzgórz, gdzie znajdowały się małe ołtarze (por. akapity 12, 20, 40), po­
przez uprawne pola, a zwłaszcza ich środek (akapit 36), skrzyżowania
dróg (akapit 43), źródła (akapit 26), miejsca przechowywania kukurydzy
{akapity 12, 27, 38), aż po dom naczelnika wsi (akapit 13) lub po prostu
dom każdego z, mieszkańców, w którym miejscem uprzywilejowanym jest
nieodmiennie palenisko (akapity 17, 24, 32, 48, 53).
Równie bogato reprezentowany jest zestaw składanych przy różnych
okazjach ofiar, nie odbiegający zasadniczo — z wyjątkiem kury, która
zastąpiła prawdopodobnie przepiórkę — od zestawu występującego
w okresie przedhiszpańskim . Są więc wśród nich produkty spożywcze,
przede wszystkim placki kukurydziane i kaczany kukurydzy, kadzidła,
napój alkoholowy octli (zwany w relacji pulque), papier, tytoń, kwiaty,
kakao, kury, wreszcie krew ludzka uzyskiwana na skutek samookaleczeń
{por. akapit 41). Jako ofiara traktowane są ponadto woskowe świece, acz­
kolwiek sam akt zapalania świecy zaliczyć można do form kultu. Dodaj­
my, iż prócz modlitw i ofiary w jednym wypadku (akapit 58), najwidocz­
niej jako forma kultu, wymieniony został również taniec.
Kwestia podmiotów działań magiczno-religijnych zasługuje na odnoto­
wanie ze względu na rolę odgrywaną przez osoby szczególnie predystynowane do wykonywania pewnych czynności. Krótka relacja... mówi w za­
sadzie o trzech grupach takich ludzi: o szeroko rozumianych lekarzach,
w tym także położnych, o wróżbitach i zaklinaczach oraz o specjalistach
przewodzących niektórym kategoriom obrzędów. Szczególnie interesująca
wydaje się ostatnia grupa, można bowiem podejrzewać, iż pod niewiele
mówiącymi nazwami, takimi jak „mistrz ceremonii" (maestro de ceremo­
nias), „stary mistrz" (un viejo maestro), „pewni wyznaczeni starcy" {al¬
13

gunos viejos señalados)

czy „najwięcej wiedzący" (el más sabio), niejedno­

krotnie kryli się dawni kapłani (por. akapity 40, 43, 47, 52, 55, 59).
Z tekstu wynika ponadto, że główną rolę w życiu magiczno-religijnym
społeczności wiejskich odgrywali mężczyźni, zwłaszcza starzy, a ucze­
stnictwo w niektórych przynajmniej obrzędach było reglamentowane (por.
np. akapit 40) .
Reasumując powyższe uwagi należy stwierdzić, że relacja Pedra Ponce
de León dostarcza stosunkowo wielu różnorakich informacji, które w po­
łączeniu z innymi materiałami źródłowymi pozwalają śledzić losy indiań,Ę

« Por. B r o d a , 1976, s. 45.
Zakaz udziału dzieci w „pogańskich ceremoniach", z punktu widzenia praw
hiszpańskich — nielegalnych i karalnych, mógł być motywowany względami bez­
pieczeństwa. Jest to wszakże tylko przypuszczenie.
1 1

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J INDIAN NAHUA

119

skiej kultury duchowej w 2 połowie X V I w. i to na poziomie społeczności
lokalnych, będących wówczas ostoją dawnych tradycji.
*

Zamieszczone niżej tłumaczenie Krótkiej
relacji... dokonane zostało
na podstawie tekstu przygotowanego do druku pod względem paleograficznym przez Ángela Ma. Garibaya i opublikowanego w 1965 r. Jak każ­
de tfumaczenie, tak i to wymagało szukania kompromisu między mak­
symalną wiernością oryginałowi a formą literacką przekładu. Z uwagi na
źródłową wartość tekstu starałem się wszakże pozostać wiemy zarówno
jego literze, jak i duchowi, czasem nawet kosztem formy wersji polskiej.
Uznałem za stosowne zachować podział relacji na akapity oraz ich nume­
rację, które Garibay wprowadził w swym wydaniu, aby nadać tekstowi
większą przejrzystość i ułatwić korzystanie z niego. Za badaczem tym po­
daję również tłumaczenie fraz w języku náhuatl, umieszczając je — po­
dobnie jak numerację akapitów — w nawiasach kwadratowych []. W na­
wiasach okrągłych () umieściłem natomiast to, co nie jest wyrażone ex­
plicite w tekście hiszpańskim, ale jest potrzebne dla więszej precyzji
i jasności wersji polskiej. Kursywą wyróżnione zostały słowa i zdania
w náhuatl oraz tzw. meksykanizmy, czyli pojęcia pochodzące z náhuatl,
ale posiadające już zhispanizowaną formę. W stosunku do wydania Gari­
baya, o bardzo skromnym aparacie naukowym, ograniczonym w zasadzie
do wyjaśnień językowych, powiększyłem znacznie część komentarzową,
podając tam wszelkie konieczne moim zdaniem objaśnienia i uwagi, a tak­
że tłumaczenie tych nazw, słów i zwrotów w náhuatl, których Garibay
nie przetłumaczył albo których tłumaczenie podane przez niego nie jest
jedynym możliwym.

II
Krótko relacja o bogach i
z czasów

obrzędach

pogaństwa

[1] Zawsze usiłował Szatan uzurpować sobie cześć i uwielbienie należne Panu
Naszemu, Bogu prawdziwemu, zawłaszczając jo dla siebie, rzeczy stworzone
sobie przypisując i domagając się, aby człowiek okazywał mu za nie sza­
cunek. I tak zarówno w czasach minionych, jak obecnie miał on i ma takich,
co mu składają ofiary z wdzięczności za korzyści, jakie człowiek otrzymuje
od Boga, Pana Naszego, a które on sobie przypisuje. Także pośród tubylców
z tej Nowej Hiszpanii, ludzi łatwowiernych, co wzywają go w swoich spra­
wach, prosząc o względy przy wykonywanych pracach, nic zostały zapo­
mniane imiona ich bogów i pamiętają je nadal starzy oraz młodzi.
[2] Podam tu imiona bogów Indian, by powiedzieć o kilku, którzy dziś są przez
nich poważani i których wzywają zależnie od dzieł przypisanych każdemu.

�120

RYSZARD TOMICKI
1

,[3] Ometeuctli Omecihuatl — o nich mówią, że mieszkali ponad dwunastoma
niebami.
[4] Tezcatlipoca , zwany również Titlacahuan», Telpochtli *, Yaotl« Yohualii
ehecatl Ipalnemohuanidawca wielkich bogactw i władzy.
[5] Huitzilopochtli = Taras , bóg mieszkańców Mechuacan.
2

8

9

1

„Pan Dwoistości" i „Pani Dwoistości" lub „Dwoisty Pan" i „Dwoista Pani'
(
_ dwa; teuctli/tecutli/tecuhtli — pan; cihuatl — kobieta). Najwyższe bóstw,
ludów Nahua, uważane za stwórców wszelkich istnień i ostoję kosmosu, łącznu
zwane także Ometeotl „Bogiem Dwoistości" lub „Dwoistym Bogiem" (teotl — bóg
ale również rzecz czy osoba wypełniona nadnaturalną, magiczną rnoeą; należąc
do pozaludzkiego porządku świata; por. H v i d t f e l d t , 1958). Istoty te sytuowan
zawsze na ostatnim, trzynastym (w wariantach — dziewiątym) poziomie niebio:
w miejscu noszącym nazwę Omeyocan „Miejsce Dwoistości"; por. L e ó n - P o r t i l
l a , 1959, passim.
* „Dymiące Zwierciadło" (tezcatl — zwierciadło; popoca — wydzielać dyn
dymić). Jeden z głównych bogów czczonych przez ludy Nahua, obdarzany częst
atrybutami najwyższego bóstwa.
» „Jesteśmy jego ludźmi" (ti- przedrostek podmiotowy 1 os. 1. mn.; tlaca[tl człowiek; -huan — przyrostek dzierżawczy l.mn.). Często pojawiający się w źróc
łach przydomek Tezcatlipoca, interpretowany także w formie: „Ten, którego ni
wolnikami jesteśmy".
„Młodzieniec"; termin używany w przedziale wieku od 12 do 20 lat, jeś
chłopak nie jest żonaty; por. S a h a g ú n, 1979, s. 946.
s „Wróg", w znaczeniu: przeciwnik, wojownik.
* „Noc — Wiatr"; określenie używane w stosunku do wielu wyższych bogói
m i n . Quetzalcoatla. Tej typowej dla náhuatl strukturze, zwanej dijrasismo, nada
się również sens: niewidoczny-niedotykalny, interpretując ją jako wyraz transce;
• dencji, „tajemnicy i ducha", G a r i b a y, 1958, s. 126.
' „Dawca Życia", dosł. „Ten, dzięki któremu się żyje/istnieje życie" (i-pal
przez niego, za jego sprawą; nem[i] — żyć, mieszkać; o-hua — przyrostek bezos
bowy czasownika nemi; -ni — przyrostek oznaczający sprawcę działania). Jest
nazwa najwyższego bóstwa, nadawana zwykle Ometeotlowi; misjonarze hiszpańs
dopuścili jej używanie w odniesieniu do Boga, w przeciwieństwie do wielu inny
równie ogólnych nazw.
.
*
* „Koliber z lewa/z lewej strony" albo — w związku z zasadami orienta,
przestrzennej przyjętymi wśród ludów Nahua — „Koliber z południa" (huitzil[in]
furkoczący ptaszek, koliber; opochtli — lewa strona, lewa ręka). Istnieje konti
wersja co do tego, czy słowo opochtli można rozumieć także jako leworęczny, ms
kut, z czym łączyłaby się określona konotacja magiczna imienia; por. G r a
l i c h , 1974, s. 338. Huitzilopochtli to bóg pletnienny Meksykanów, mieszkano
Tenochtitlan, identyfikowany ze słońcem, uważany za opiekuna wojowników i 1
ga wojny.
» Według XVI-wiecznych źródeł nahuatlańskich — bóg ludności zamieszkują
Michoacán, nazwanej w związku z tym Taraskami. jednakże w źródłach tarask;
skich bóg o tym imieniu nie występuje, natomiast słowem tarasque (taraskwe)
zięć — określano Hiszpanów, którzy żyli z miejscowymi kobietami. Na skutek n
zrozumienia termin ten został przez nich uznany za etnonim ludu nazywając*
samych siebie Purépecha. Przypuszcza się wszakże, iż słowo taras może być zw
zane z taraskańskim thares o ogólnym znaczeniu: wyobrażenie (jakiegokolw:
boga; por. ' Z a n t w i j k , 1974, s. 80-81.
0 m e

(

1

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

I
•
I
1
$.
§
£

10

[6] Quetzalcoatl , Y a c a t e c u t l i b ó g kupców, noszący też imona Yacacoliuhąui»*
i Amimitl .
mny bóg (to) P i l t z i n t e c u t l i i słońce Tonatiuh «, nazywane również Cuauhtlehuanitl oraz Xipilli ».
] Także ogień wyświęcili na boga i nazwali go Xiuhtecutli , a w naszych czagach dali mu imiona HuehuetzinXoxeptzin*&gt;, Ximeontzin«. Nazywają go
ponadto Tocentah „Ojcem wszystkich", bo' wśród' Indian wszystko robi się
lł

{ 7 ]

18

18

[ 8

w „Pierzasty Wąż" lub „Drogocenny Bliźniak" (quetzal[li] — piękne, długie,
zielone pióra, a także — skarb, klejnot, ogólnie zaś synonim czegoś drogocennego;
coatl/couatl/coate — wąż, bliźniak). Bóg odgrywający dużą rolę w mitologu ludów
Nahua jako stwórca i heros kulturowy, łączony z Toltekami, znany również pod?
imieniem Ehecatl „Wiatr".
» „Pan, który prowadzi" (yaca[na] — prowadzić, kierować kogo; tecutli/tecuhtli — pan). Bóg otaczany szczególną czcią przez wędrownych kupców. Pewne atry­
buty łączą go z Quetzalcoatlem.
„Krzywy/Garbaty Nos" (yaca[tl] — nos; coliuhqui — krzywy, zagięty, nachy­
lony, pochylony).
» Garibay tłumaczy to imię jako „Wodna Strzała" (a[tl] — woda; mitl — strza­
ła); por. S a h a g u n 1979, s. 917. Być może jednak z uwagi na człon -mi- należa­
łoby uwzględnić inną etymologię, a mianowicie: amilli — nawadniana ziemia, pole
oraz mitl — strzała, łącznie Ami/1/mitl „Strzała z nawadnianej ziemi". Amimitl,
bóstwo rzadko pojawiające się w źródłach, czczony był głównie w Cuitlahuac lub
w ogóle przez ludność żyjącą na chinampas — pływających ogrodach, w pbłudniowej partii jezior Doliny Meksyku. Bywa identyfikowany z Atlahua „Panem/Posiadaczem Wody" lub „Panem/Posiadaczem Wyrzutni Strzał", tzn. broni zwanej
w náhuatl atlatl; por. G a r i b a y , 1958, s. 115, 213.
„Pan Dziecko" albo „Książe Dziecko" (piltzin[tli] — zdrobnienie od pilli —
dziecko, potomek; tecutliltecuhtli — pan, *ale także — szlachcic, osobnik wysoko
postawiony w hierarchii społecznej). Nazwa słońca rozpoczynającego swą pozorną
wędrówkę po niebie, tuż po wschodzie.
„Słońce"; nazwa ta, składająca się z czasownika tona — dawać, powodować
ciepło, świecić oraz przyrostka -tiuh oznaczającego akcję skierowaną poza coś,,
na zewnątrz, tłumaczona jest dosłownie jako „Ogrzewający i Oświetlający" lub.
„Ten, który powoduje nastanie/daje ciepło i światło".
Nazwa budząca kontrowersje i tłumaczona jako „Wstępujący/ Wznoszący się
Orzeł" (quauhtlH1-ehua-nitl; por. G a r i b a y , 1958, s. 168, 245) albo „Orzeł z Ognis­
tymi Strzałami" (ąuauhtlifcuauhtli
— orzeł; tetl — ogień; -hua — właściciel, po­
siadacz, ten, który ma coś; mitl — strzała); por. L e ó n - P o r t i l l a , 1959, s. 116,
czy też — na podstawie tej samej etymologii, lecz przy ściślejszym zachowaniu re­
guł gramatycznych — „Orzeł-Właściciel Ognia-Strzała"; por. H v i d t f e l d t , 1958,.
s. 106-107.
" Imię złożone ze słów xi[uitl] — rok, turkus, zielona trawa, rzadziej — ko­
meta; pilli — dziecko, potomek, ale również — szlachetnie urodzony, książę;
w związku z powyższym istnieje kilka możliwości przekładu, choć z reguły prefe¬
ruje się dwie — „Książę Turkusa" i „Książę Roku".
„Pan Roku" ewentualnie „Pan Turkusów" lub „Pan Trawy"; por. przyp. 17
(xiv.itl) i przyp. 14 (tecutli).
„(Czcigodny) Starzec" (huehue — stary, dawny; -tzin — przyrostek wyraża¬
jacy szacunek, poważanie).
» Nie udało mi się ustalić znaczenia tego imienia.
Nie udało mi się ustalić znaczenia tego imienia.
12

\.
X
|
!
;
!
1

15

w

T

'j

18

2'°
-

&amp;

k &gt;

121

19

81

�122

RYSZARD TOMICKI

przed ogniem, kiedy zaś umrą, towarzyszy im on w postaci zapalonej świecy
podczas pogrzebów.
[9] Uważali też za bogów niektóre kobiety i (jeszcze) dziś czczą je: ChicomecoatlK, boginię zbóż, i (boginię) wód Chalchihuitlicue *&gt; albo Chalchicueye«,
Cihuacoatl" jako Ewę, Tlazolcoatl ¡* jako Wenus.
Í10] Czcili również chmury i zwali je Ahuaque", a boga, który nimi kieruje
Tlaloque* ; góry, gdzie powstają chmury nazywają Tlaloque tlamacazque
8

*» „Siedem-Wąż" (chicome — siedem; cootZ — wąż); znak kalendarzowy, będący
jednocześnie imieniem własnym bogini uważanej za stwórczynię wszelkiego poży­
wienia roślinnego (dlatego zapewne autor nazywa ją diosa de panes — boginią
zbóż) oraz nazwą kukurydzy; por. przyp. 71.
» „Ta o szmaragdowej spódnicy" (chalchihuitl — szmaragd, zielony kamień
szlachetny; i-cue — jej spódnica).
M „Ta, która ma szmaragdową spódnicę" (chalch[ihuitlj — por. przyp. 23; cueitl — spódnica; i-cuey-e — ta, która ma swą spódnicę).
** „Kobieta-Wąż" lub „Kobiecy/Żeński Wąż"; bogini narodzin, związana także
z wojną i wojowaniem, znana pod wieloma różnymi imionami. Sahagun tłumacząc
jej imię jako „Kobieta węża" (mujer de la culebra) i dodając, iż nazywano ją też Tonantzin jNasza Matka", pisze: „Z tych dwóch wypadków zdaje się wynikać, że
bogini ta jest naszą matką Ewą, która oszukana została przez węża i że ond (India­
nie) mieli wieści o sprawie, jaka zaszła pomiędzy naszą matką Ewą i wężem".
W innym miejscu, przytaczając mowę położnej skierowaną do położnicy, przy sło­
wach „uczyń tak, jak to zrobiła owa bogini, która porodziła jako pierwsza i nazy­
wała się Cihuacoatl i Quilaztli", franciszkanin dodał: „jest to Ewa, bo ona jesi
kobietą, która porodziła jako pierwsza"; S a h a g i i n , 1979, lib. I , cap. V I , s. 33;
lib. V I , cap. X X V I I I , s. 379.
» „Wąż Nieczystości" albo „Wąż Grzechu" (tlazol[li] — śmieci, brudy, nieczys­
tości, łajno, gnój, a także — skaza, plama na honorze, cudzołóstwo, wiarołomstwo
coatl — wąż). Nie spotkałem tej formy imienia w innych źródłach, a poniewa
z pewnością mowa jest o Tlazolteotl sądzić należy, iż Ponce de Leon zamienił człoi
teotl — bóg, bogini na coatl, kierując się skojarzeniami biblijnymi. Boginię te;
zwaną też Toci „Nasza Babka", Teteo inan „Matką Bogów", Tlaelquani „Zjadaczk
Brudu" lub „Grzesznicą" (por. M o n n i c h , 1969, passim), przyrównywał do Wenu
także Sahagun, pisząc o niej i jej hipostazach co następuje: „Powiadali też, ż
ta bogini czy boginie miały moc pobudzania do rozpusty, inspirowania spraw cieles
nych i sprzyjania nieprzyzwoitym miłościom"; „[...] jest ona niczym bogini Wenu:
jej [...] przypisywali wszelkie sprawy związane z brudnymi amorami i ze środkan
zaradczymi przeciw ich (skutkom)"; S a h a g u n , 1979, lib. I , cap. X I I , s. 36; lib.
conf., s. 62.
" „Ci, którzy władają wodą" (a[tl] — woda, [a]hua — pan, właściciel, posiadać:
-que — przyrostek l.mn.).
Forma użyta przez Ponce de Leon jest l.mn. od imienia Tlaloc — boga des
czu i wód, którego pomocnicy zwani byli tlaloque. Zważywszy na to, że auti
mówi wyraźnie o jednej postaci, należy przyjąć, iż chodzi tu o Tlaloca. Sime&lt;
(1977, s. 602) wywodzi etymologię tego imienia od słowa tlalli — ziemia or
onoc — leżeć, być wyciągniętym (gdy mówi się o osobach lub długich przedmi
tach), utrzymując, że Tlaloca wyobrażał mężczyzna wyciągnięty na ziemi. Zapew
miał na myśli posągi tzw. chac-mooli. Jest to wszakże interpretacja bardzo w£
pliwa, podobnie jak i inne; por. np. R o b e 1 o, 1980, t. 2, s. 577.
» Mowa tu o pomocnikach Tlaloca, występujących zawsze jako grupa, st
ich nazwa w l.mn. tlaloque — tlalokowie. Słowo tlamacazque to l.mn. od tlarr,
cazqui — ten, który (coś) daje. Nazwę tę stosowano w odniesieniu do Tlaloca, jc
1 8

�-

E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

123

I
*
I

-|H] pomiędzy tymi wszystkimi bogami umieszczają naszego pana i odkupiciela
Xpo.«", gdyż przyjęli go jako ostatniego boga. I na pewnych malowidłach
(pokazujących) jak ma się czynić ofiary dla ich bogów, znajdują się krzyż,
gwoździe, bicz przywiązany do kolumny, i ukrzyżowany; i kapłani odprawia­
jący mszę, a jednocześnie ich nauczyciele fałszywych prawd składają swoje
ofiary zgodnie z dawnym zwyczajem.
¡{12] Posiadają i wyrabiają trzy rodzaje idoli: jedne maleńkie, kamienne, przezna­
czone do wnętrz ich spichrzów; inne robią z copalu« lub z masy tzoal*
i te posyłają na szczyty wzgórz, gdzie są ołtarze zwane przez nich momoztli&gt;»; z masy tzoal sporządzano ciało Huitzilopochtli, które przechowywane
było przez okres jednego roku, a po jego upływie rozdzielano je na kąski
uxcucoeyotia «*.
Obchody świąt

113] Większości ofiar dokonują Indianie po północy lub o świcie, tak więc w cza­
sie uroczystości ku czci swych świętych już przed świtaniem są po śnia­
daniu, i odbywa się to w taki sposób, że^ucinają kurom głowy przed ogniem,
który jest bogiem Xiuhtecutli, co w (swoim) języku nazywają
tlaąuechcotonaliztli [„ucinanie szyi"]. Ofiarę tę czyni się w domu naczelnika' .
[14] Kiedy ptaki zostały już przyrządzone na ich sposób i zrobiono tamale*,
5

pomocników tlaloąue, a także kapłanów indiańskich. W dwu pierwszych wypad.Jcach czynność dawania miała sens — zaopatrywanie, dawanie ludziom tego, co
potrzebne do życia, a więc urodzaju, pożywienia. W ostatnim wypadku dawać zna­
czyło — wypełniać obowiązki związane z kultem, składać ofiary; por. G a r i b a y
1958, s. 105-106.
Skrót greckiej wersji słowa Chrystus.
Nah. copaZii — żywica o konsystencji gumy, uzyskiwana z drzewa o tej sa­
mej nazwie, używana jako kadzidło podczas aktów magiczno-religijnych, stosowana
w medycynie i — jak wynika z tekstu — służąca do wyrobu figurek kultowych.
Drzewo identyfikuje się jako Bursera spp.; M e s s e r, 1978, s. 139.
Nah. tzoalli/tzohualli, czasem tzohuatl — zagęszczona masa, ciasto sporządza­
ne z nasion roślin zwanych michihuauhtli, które Hiszpanie określali ogólnie jako
bledos (por. L ó p e z A u s t i n , 1974, s. 110-111, 128). Mieszane nieraz z ciastem
kukurydzianym, miodem i copaZem służyło do wyrobu figurek kultowych oraz
stanowiło pożywienie rytualne.
Rodzaj niskiego ołtarza z kamieni, adobe — glinianej cegły suszonej na słoń­
cu lub z ziemi; w okresie przedhiszpańskim wznoszono je m.in. na skrzyżowaniach
dróg.
Dosł. „spożywać resztki (pozostałości) ze święta (uroczystości)"; pod. za G ar i b a y e m ; por. Teogonia, 1979, s. 139.
Autor używa terminu mayoral.
«• Nah. tamalli — rodzaj chleba czy też placka sporządzanego z mielonej ku­
kurydzy, który pieczono owinięty w liście kukurydziane. Znane były różne od­
miany tamali. Tutaj, na marginesie pisowni słowa tamale i jemu podobnych, na­
leży wyjaśnić, że Ponce de Leon z reguły podaje terminy zaczerpnięte z nahuatl
w formie zhispanizowanej, np. dodając w l.rmn. końcówki właściwe dla tego ostat­
niego języka, nawet wówczas, gdy słowo nahuatlańskie ma już przyrostek l.mn.
We wszystkich tych wypadkach oddaję osobliwości języka autora, stosując odpo­
wiednie końcówki polskie.
80

1 1

w

8 8

84

8 5

�124

RYSZARD TOMICKI

mając także przygotowaną pulque", poquiety™ kwiaty i kakao, dzielą to.
na dwie części: jedną ofiarowują ogniu i rozlewają przed ogniem puíquer
drugą połowę niosą na ofiarę do kościoła, umieszczają w jicarach"
przed
ołtarzem i stojąc nalewają w jedną z jicar nieco pulque, stawiają pośrodku
ołtarza, a gdy postoi chwilę, .zabierają wszystko i dają do zjedzenia teopantlakom* . To samo robi się z częścią ofiarowaną ogniowi, która jest dla
starszyzny.
0

Położne
{15} Położne D r z y b y w a j ą c e do połogów stosują obrządki z czasów ich pogaństwa.
Oto one:
[16] W czasie, gdy rodzą się dzieci, polecają, żeby oczekiwano na nie w przed­
dzień przyjęcia przez dzieci chrztu świętego w celu wyciągnięcia z nich ognia,,
co w. (swym) języku nazywają itleuh quizaz in piltzintli {„musi wyjść ogień
z dziecka"].
[17] Na dzień przedtem, zanim dziecko zostanie ochrzczone, położna przychodzi
do domu położnicy, gdzie jufSv dniu porodu nakazała, by przygotowano dla
niej pulque, tamale oraz ptaka i żeby zaprosić sąsiadów i mieć zapalony
ogień: wszystko to mają więc gotowe. Położna bierze ptaka, pulque oraz
tamale i ofiarowuje ogniowi.
[18] Bierze potem jicara z wodą, wynosi na podwórze", a ustawiwszy ją na środ­
ku wraca do pomieszczenia, gdzie znajduje się ogień i bierze z niego (parę
węgli) w (glinianą) skorupę. Idzie tam, gdzie jest położnica i wziąwszy dziec­
ko na ręce, wynosi je wraz z ogniem w miejsce, gdzie zostawiła jicarą z w o ­
dą. Gdy umieści ogień bardzo blisko wody, kąpie dziecko i powoli gasi ogień
rozpryskującą się wodą. W tym momencie pyta obecnych, jak dziecko ma sięnazywać, a oni podają imię z czasów ich pogaństwa lub swych rodziców,.

" Słowo o niejasnym pochodzeniu, używane przez Hiszpanów już w latach; i
20-tych X V I w. jako nazwa napoju powstającego w wyniku fermentacji syropu j
uzyskiwanego z niektórych rodzajów agaw — Agave (Amatillidaceae). W náhuatl
napój ten nosił nazwę ociZi. Być może pulque stanowi zniekształconą nazwę w y ­
razu poliuhqui — zepsuty, nie nadający się do spożycia; por. G o n c a l v e s deL i m a , 1956, s. 13-14.
» W oryginale poquietes; A l v a I x l i l x ó c h i t l (1975-1977, t. 1, s. 362) wy­
jaśnia, że są to „unos cañutos llenos de liquiddmbar encendidos"; por. pocyotl —
dym, opar; S i m e o n 1977, s. 389. Chodzi o swego rodzaju pierwowzór papierosa — rurkę z łodygi roślinnej, wypełnioną mieszanką tytoniu i balsamicznej sub­
stancji o kolorze żółtoczerwonawym i ostrym zapachu, wydzielanej przez drzewoocozol. Te cañas de humo, jak nazywali je Hiszpanie, zapalano z jednego końca,,
a drugim wdychano dym, przypisując mu właściwości lecznicze; por. ' P o m a r ,
1964, s. 215.
«» Náh. xicalli — małe naczynie do picia, czarka wykonana z tykwy.
Teopantlaca' to l.mn. od teopantlacatl „człowiek świątyni" (teo[tl]-pan — Ł
świątynia, dosł. „miejsce boga/miejsce, gdzie jest bóg"; tlacatl — człowiek). Ponce I
de León ma tu najwyraźniej na myśli służbę przykościelną.
•
W oryginale patio —• podwórko, wewnętrzny dziedziniec otoczony zabudowa- •
niami.
w
40

4 1

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

125

takie jak ecatl» czy coatí», jeśli zaś (dziecko) jest płci żeńskiej, to x i c o «
albo a:oco « i im podobne.
19). Sprawdza się, czy imiona te należą do pewnych duchów, niczym anioły,
które nazywają tlaloąue i tlamacaząue. Po zakończeniu obmywania położna
oddaje dziecko matce i znowu bierze ogień w skorupie, wraca do położnicy,
okręca jej głowę chustą i okrąża ogniem wokół jej głowy. Gdy to uczyni,
odnosi ogień w miejsce, gdzie znajduje się ofiarna pulque, nalewa jej do
jicary i rozlewa przed ogniem. (Resztę) tego, co złożono w ofierze, oraz pulque
rozdziela pomiędzy gości.
•120] W Dolinie Toluca posyłają potem dzieci na jakieś wzgórze i jeśli jest to
chłopiec, zabiera na ofiarę coo«, jeżeli jest to dziewczynka — wrzeciono
i bawełnę.

f

Lekarze
12\] Lekarze" Indian są bardzo zabobonni i pociągają za sobą serca niewinnych.
122] Lekarz wezwany przez chorego pyta go o dolegliwość i o to, w jakim miej­
scu i stronie zawładnęła nim choroba, a gdy chory powie już, co mu się
zdarzyło, lekarz powiada: Cualani in santo*», cualani in huehuetzin [„za­
gniewany jest święty, zagniewany jest czcigodny starzec"], przypisując świę­
temu z jego wsi lub ogniowi, że są zagniewani.
[23] I mówi, zeby w celu wyleczenia choroby znaleźli mu kurę na ofiarę, pulque,
kwiaty i poquiety i ze następnego dnia on przyjdzie.
[24] Niektórzy nakazują, żeby zarżnęli kurę przed ogniem i mieli przygotowane
jedzenie, inni czynią to sami. A gdy wszystko jest już gotowe, lekarz przy­
chodzi, bierze ofiarną krew i namaszcza irzy kamienie, które są jak trójnóg
4 8

Ecatl lub Ehecatl — „Wiatr"; znak kalendarzowy oraz imię własne.
» „Wąż", znak kalendarzowy oraz imię własne.
Garibay wywodzi to słowo od xicotl i tłumaczy moscardón — bąk, giez albo
mucha plujka; por. Teogonia, 1979, s. 139. S i m e o n (1977, s. 765) notuje słowo
jcicotli w znaczeniu — duża pszczoła.
Słowo pochodne od xocotl — owoc, płód. Sahagun wymienia to imię pisząc
•o Tlazolteotl (por. przyp. 26) i jej trzech siostrach: „Od tych czterech bogiń kobiety
meksykańskie brały i biorą takie oto swoje imiona: Tiacapan („Pierworodna" —
R.T.), Teicu („Siostra" — R.T.), Tlaco („Środkowa" — R.T.), Xuco (zamiast xucotll
lxocotl, „Owoc" —R.T.); należy im je usunąć"; S a h a g u n 1979, lib. I , oonf., s. 62.
» K i j kopieniaczy, drewniane narzędzie do kopania ziemi o końcu utwardzonym
w ogniu. Zdaniem Garibaya coa jest słowem pochodzącym z języków Indian antylskich, które zastąpiło nah. huictli — szpadel, motyka; por. S a h a g u n , 1979, s. 922.
Według innej hipotezy stanowi ono skrócenie od nah. cuammaitl aquiloni — „kij
&lt;lo sadzenia (roślin)" {cuahuitl — drzewo, drewno; maitl — ręka, dłoń; cuammaitl —
drewniana ręka gałąź, aquia — przesadzać, sadzić, wkładać (coś) w dziurkę; —
loni przymiotnik odczasownikowy o znaczeniu — nadający się do); por. S i m s o n ,
1977, s. 35, 401; L e a n d e r 1972, s. 130.
" Nahuatlańskie terminy ticitl i tepatiani, oznaczające lekarza w ogóle, bez
względu na specjalność (m.in. położną) oraz środki, jakimi się posługiwał, w po­
czątkach X V I I w. stały się synonimami czarownika; por. L ó p e z A u s t i n 1967,
s. 107.
Słowo santo — święty, stanowi przykład wprowadzania do języka nahuatl
terminów hiszpańskich, związanych z religią chrześcijańską, bez ich tłumaczenia
czy szukania bliskoznacznych odpowiedników. Podobnie wprowadzone zostało sło4

44

45

4

4 8

�126

[25]

[26]

RYSZARD TOMICKI

i oni nazywają je tenamaztli».
Potem bierze tamale, przyrządzonego ptaka,
kwiaty oraz poquiety i dzieli na dwie części. Jedną ofiarowuje ogniowi,
a drugą posyła, aby ofiarować ją przed wizerunkiem czy w kościele, gdzie
zapala woskową świecę.
Wygłasza przemowę i prośbę wobec ognia, następnie rozlewa trochę pulque.
Jeszcze przed tym mówią: Motenciahuaz in huehuetzin [[„odświeży swe wargi
czcigodny starzec"]. Uczyniwszy to lekarz oraz ci, którzy są obecni, zjadają
ptaka i wypijają pulque, zaś biedny chory oczekuje, że ogień da mu zdrowie.
Tym chorym, którzy mówią, że zachorowali w pobliżu jakiegoś strumienia
lub źródła albo rzeki, nakazują, by zanieśli wszystko, co zostało wspomniane,
do jakiegoś źródła i żeby ofiarowali to bogini wód, którą nazywają Matlalcueye* lub Chalchihuitlicue, oraz żeby zabrali woskową świecę i zapalili ją.
Innym powiadają: Cualani in tonacayotl [„zagniewane jest to, co utrzymuje
nas przy życiu"' ], przez co rozumie się boginię Chicomecoatl, boginię zbóż.
Gdy oni sami czy któreś z ich dzieci jest chore, składają jej wielkie ofiary
a czynią to w ten sposób, że lekarz bierze kurę, idzie ku płotkom do suszenie
kukurydzy lub przed spichrza, tam zarzyna kurę i poleca, aby ją przyrzą­
dzono, zrobiono tamale i przygotowano pulque. Mając to, połowę ofiarowuji
ogniowi, a druga połowa (przeznaczona jest) na ofiarę przed płotkami lul
spichrzami, gdzie znajduje się kukurydza. I spala trochę copalu, będącegi
jego kadzidłem.
Dzieciom rozmaite kuracje stosują lekarze nazywani tetonalmacani^, a s,
to ci, co przywracają szczęście dzieciom, które je utraciły. I mówią do nic
pewne słowa, kładąc im na czubku głowy korzeń zwany tlacopatli«».
0

[27]

1

{28]

wo^Bios — Bóg, którego nie wolno było zastępować pojęciem teotl; misjonarze dc
opuszczali natomiast złożenie teotl Dios. Por. G a r c í a Q u i n t a n a , 1974, s. 15(
151, passim.
« Kamienie służące do podtrzymywania naczyń nad ogniem, o których w Am
les de Cuauhtitlan mówi się, że strzegą Xiuhtecutli i nadaje im imiona własn
Mixcoatl („Wąż Chmur"), Tozpan („Chorągiewka z żółtych papuzich piór") or
Ihuitl („Pióro"); por. L e h m a n n , 1938, s. 52.
*° „Ta, która ma ciemnoniebieską spódnicę" (matlalin/matlalli — silna ziek
ciemny błękit; cue[itl]-ye — ta, która ma spódnicę). Imię nadawane -bogini w
przez mieszkańców Tlaxcali, czyli przedhiszpańskiego państwa Tlaxcallan; tak
nazwa góry w tym rejonie, dziś La Malincbe, 4461 m n.p.m.
» Rzeczownik abstrakcyjny tonacayotl złożony jest z to- przedrostka o znac:
niu — nasz, nasze, rzeczownika naca[tl] — mięso, miąższ, ciało oraz przyros!
-yotl odpowiadającego angielskiemu -hood, -ship, co dosłownie można przełóż
„istota, treść naszego ciała". Używano go zazwyczaj w znaczeniu „to, co utrzym
nas przy życiu, nasze pożywienie", a czasem nawet wprost w odniesieniu do 1
kurydzy; por. L ó p e z A u s t i n 1974, s. 127, 131.
" „Ten, który daje ludziom tonalli" (te-tonal[li]-maca-ni),
gdzie słowo ton
oznacza los, przeznaczenie, jakie człowiek otrzymuje od sił nadnaturalnych w
leżności od znaku kalendarzowego, pod którym się urodził, albo — jeśli ten
należał do szczęśliwych — od znaku najbliższego, bardziej pomyślnego dnia
bieranego do odbycia ceremonii poświęcenia dziecka wodzie (czyli rytualnego ob
cia; por. akapity 16-19). Wierzono, że główną siedzibą tonalli, które Ponce de L
nazywa szczęściem, pomyślnością (ventura), jést głowa, skąd może ono wydo
się na zewnątrz, powodując ciężką chorobę, a nawet śmierć; por. L ó p e z A
t i n 1967, s. 98-99, 108.
w Roślina identyfikowana jako Aristolochia mexicana, rosnąca głównie na
łudniu Meksyku (w kraju Mixteków), o szerokim zastosowaniu leczniczym. 2

�t

E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

127

I
k {29] Inni, po złożeniu ogniowi ofiary z kury i rozlaniu pulque, dotykają dziecko
l
piciełem
to jest tytoniem, oraz wzywają Quetzalcoatla, modląc się do niego.
! po] Choroby dziecięce przypisują także wiatrom i chmurom, i powiadają: Cualani
ineecame, cualani in ahuaque {„zagniewani są władający wiatrami, zagnie­
wani są władający wodą"], i dmuchają na wiatry, kierując do nich swe
zaklęcia.
[31] Ci, co są chirurgami i leczą złamania, wzywają i proszą o przychylność cuatlapanqueki , przez co rozumie się wzgórza znajdujące się między rozpadli­
nami, aby wspomogły ich kurację.
[37] W domach Indian nigdy nie powinien wygasnąć ogień, ani nie powinnozabraknąć drewna (opałowego), a jeśli przypadkiem brak go i domownikowi
przytrafi się jakieś nieszczęście, wówczas po przyjściu do domu prosi ogień
o wybaczenie będąc przeświadczonym, że nieszczęście zdarzyło mu się dla­
tego, że ogień nie był rozpalony albo z (powodu) braku drewna. Tak więc
w Dolinie * i w innych stronach Indianie umieszczają pod dachem kilka
dyli, przytwierdzając je do ścian, pod spodem rozkładają ogień, a na tych
dylach układają porządnie drewno, tak iż ten, kto je widzi, sądzi, że trzy­
mają je tam, aby wyschło. Inni układają drewno wokół lub w pobliżu ognia.
65

5

Rolnicy
{33] O (ustalonej) porze, kiedy mają uprawiać swe ziemie, najpierw modlą się do
ziemi mówiąc jej, że jest ich matką i że chcą ją otworzyć i położyć na jej
aromatycznego korzenia wyrabiano także naszyjniki dla dzieci rozpoczynających
naukę w szkołach calmecac, wierząc, że „duch chłopca był usadowiony w pacior­
kach z tlacopatli"; S a h a gú n 1979, lib. I I I , Ap., cap. V I I , s. 212.
Náh. pícietí — odmiana tytoniu, roślina mniejsza i delikatniejsza od innych
(pic[iliui] — cienieć, stawać się cienkim, kiedy mowa o przedmiotach; yeti — ogólna
nazwa tytoniu), o szerokim zastosowaniu w lecznictwie. Ponce de León używa naz­
wy tabaco, którą Hiszpanie przejęli od Indian z Haiti, choć identyfikowali także
tytoń ze znanym z Europy blekotem; por. P o m a r , 1964, s. 215; S a m o l i n o s
D ' A r d o i s , 1971, s. 90-95.
Cuatlapanąue to l.mn. od cuatlapanqui, dosł. „ten, który rozdziera, rozbija
głowę" (cua[itl] — głowa; tlapan[a] — rozdzierać, rozrywać, drzeć, rozbijać; -qui
Przyrostek oznaczający podmiot działania). Sahagún notuje tę nazwę w l.poj. jako
imię boga wina, czyli octli, i jednego z grupy mitycznych postaci, które po raz
pierwszy przygotowały ten napój. Cuatlapanqui wchodził zatem w skład centzontotochtli „czterystu królików", jak ogólnie nazywano bogów związanych z octli oraz
Pijaństwem, do którego skutków zdaje się nawiązywać imię podane przez Ponce
de León. Fakt, iż autor pisze je w l.mn. (sam wyraz nahuatlański ma przyrostek
Lmn, do którego Ponce de León dodał jeszcze hiszpańską końcówkę -es), świad­
czyć może o synonimizacji określeń centzontotochtli i cuatlapanque. Natomiast sko­
jarzenie z pewnym rodzajem wzgórz jest zapewne wyrazem umiejscawiania przez
Indian siedzib owych bóstw w tych właśnie miejscach. Por. G o n c a l v e s de
L i m a , 1956, s. 104, passim.
Ponce de León parokrotnie mówi o Dolinie (el Valle), nie precyzując, o jaki
obszar chodzi. W jednym wypadku, kiedy podaje informacje uzupełniające jego
opis, pisze wprost o Dolinie Toluca (Valle de Toluca), najwyraźniej jako o rejonie
odmiennym od Doliny anonimowej. Należy sądzić, że pod nazwą tą kryje się obszar
Położony na południe od Sierra de Ajusco, zamykającej Dolinę Meksyku, i na
Południowy wschód od wulkanu Chiuhnauhtzin (dziś Nevado de Toluca, 4560 m
«pm.\ czyli terytorium na którym zlokalizowane było m.in. Tzumpahuacan.
54

M

5 8

�128

RYSZARD TOMICKI

plecach pług czy coa. Wtedy proszą (też) Quetzalcoatla o przychylność, żeby
dał im siłę, by mogli obrobić ziemię.
Po spulchnieniu ziemi i nadejściu czasu, w którym należy siać, idą na pole
i tam wpierw przywołują pewne duchy, zwane tlaloque i tlamacazque, bła­
gając je, żeby troszczyły się o obsiane pole i strzegły go przed szkodnikami,
takimi jak borsuki, wiewiórki i myszy, aby nie uczyniły im szkód. Następnie
je obsiewają.
W siedem czy osiem dni później, gdy kukurydza już wzeszła, niosą na pole
woskową świecę oraz copal ku czci owych duchów. Zapalają (świecę), palą
copal pośrodku pola i proszą je ponownie, żeby uwolniły ich pola od wspo­
mnianych szkodników.
Kiedy kukurydza może już być po raz pierwszy pielona, znowu przynoszą
na skraj pola woskową świecę i kurę na ofiarę. Zapaloną świecę ustawiają
pośrodku pola. Potem przyrządzają złożonego w ofierze ptaka, niosą go wraz
z tantalami na środek, gdzie znajduje się świeca i tam ofiarowują go bogini
Chicomecoatl, bogini zbóż, która — jak powiadają — mieszka w górach Tlaxcali. Modlą się do niej i zanoszą prośby, a gdy ofiara poleży tam chwilę,
zabierają ją i zjadają z pozostałymi (ludźmi). Potem palą copal.
Przed rozpoczęciem, pielenia wzywają Quetzalcoatla, prosząc go o przychyl­
ność i siłę przy pomocy pewnych słów, jakich używają w tym czasie, to jest
podczas pielenia.
Ci spośród tubylców, którzy są (ludźmi) dbałymi, nie pozwalają, by z ku­
kurydzy oberwany został choćby jeden liść zanim nie zaczną wychylać się
xilote". A gdy już się pokażą, biorą parę liści kukurydzianych i pierwsze
xilote z pierwszymi kwiatami i pierwszy miahuatl««, pierwsze rzeczy, jakie
ziemia daje im w tym okresie, i niosą je, żeby ofiarować przed spichrzami
razem z ptakiem, tamalami, copalem, woskową świecą i pulque dla rozlania
odpowiedniej części przed spichrzami.
Inną ofiarę, zwaną przez nich tlaxquiztli™, czynią pierwszym młodym kol­
bom kukurydzy, jakie dają im pola. Mając przygotowane rzeczy potrzebne
do tej ofiary, to jest hule»», papier, który nazywają texamatl« i coś niby

£34]

135]

136]

'[37]

138]

139]

7

« Náh. xilotl — zalążek kolby kukurydzy o nie wykształconych jeszcze ziar­
nach. Po pewnym czasie przekształca się on w zieloną, młodą kolbę o stwardniałych
ziarnach zwaną w náhuatl elotl, co Ponce de León oddaje słowem elote, ja zaś
-tłumaczę jako „młoda kolba"; por. akapit 39 n.
Náh. miahuatl/miauatl/miyauatl
— kłos kukurydzy z kwiatem.
•
Garibay tłumaczy to słowo jako „prezentacja czegoś, ofiara" (od tla-ix-qui20), por. Teogonia, 1979, s. 138. Wydaje się jednak, iż z uwagi na charakter opisy- \
wanego obrzędu (por. akapity 39, 41, 42, gdzie podkreśla się rolę młodych kolb oraz i
ich pieczenia), właściwszy będzie przekład następujący: tla- przedrostek oznacza-1
jacy rzeczy, przedmioty; ixca — wypalać (ceramikę), piec coś w rozżarzonych wę- i
glach, w gorącym popiele; -iztli przyrostek tworzący rzeczowniki odczasownikows, 1
co łącznie tworzy słowo tla-[i]xqui-[i]ztli „pieczenie (czego)".
«• Náh. ullilolli — rodzaj elastycznej gumy z soku drzewa kauczukowego
Castilloa elástica, wykorzystywanej do wyrobu piłek do gry tlachtli, a także jako
środek medyczny oraz ofiara dla bogów.
Rodzaj papieru wykonanego ze sprasowanych liści; S i m s o n , 1977, s. 540¬
541. Garibay tłumaczy: „popielaty papier"; por. Teogonia, 1979, s. 138. Amatl, czyli
papier z włókien roślinnych, używany był do wyrobu ksiąg, stanowił też częstą
ofiarę.
68

5 9

81

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

{40]

'
[[41]

[42]

[43]

129

koszulki z bawełnianej tkaniny, zwane xicoli«, copal, pulque, świecę wosko­
wą i kurę na zabicie,
biorą pierwsze młode kolby i udają się na wzgórza, gdzie mają swe świą­
tyńki
które zwą teteli**, podobne do ołtarzy. Istnieje nakaz, by na wzgórza
te nie szły dzieci, żeby nie odkryły, co się (tam) robi. Po przyjściu rozpalają
ku czci Xiuhtecutli ogień u stóp świątyńki albo w środku, a najwięcej wie­
dzący bierze (glinianą) skorupę z ogniem, wrzuca copal i okadza całe miejsce
ofiary. Wtedy zapala woskową świecę, stawia ją pośrodku świątyńki, a na¬
stępnie bierze ofiarę, którą stanowi hule, copal, pulque, koszulki, jicary oraz
papier i składa to przed świątyńką i ogniem.
Uczyniwszy to, zaczynają piec młode kolby, czerpią z ofiarowanej pulque,
rozlewają przed świątyńką i przed ogniem oraz skrapiają pulque kolby.
Niektórzy puszczają sobie krew z uszu i skrapiają krwią kolby i otoczenie.
Potem biorą kurę przyniesioną na ofiarę i zarzynają przed ołtarzem i świą­
tyńką. Każą przyprawić ptaka i wraz z tamalami ofiarowują go przed ogniem
i przed cu«, a koszulki wdziewają na kilka kamieni, które tam k ł a d ą " . Po
skończeniu, jedzą młode kolby przepijając pulque i w ten sposób oddają
pierwociny z nowych płodów.
Jeśli kukurydza nadaje się już do zbioru, a na polu jest łodyga mająca dwie
lub trzy kolby, nazywana przez nich xolotlwłaściciel
powiadamia zaraz te­
go, który jest mistrzem ceremonii, będącego zazwyczaj starcem, i mówi mu
jaki to dobry okres był na jego polu. Mistrz przychodzi i po obejrzeniu ło­
dygi z dwoma czy trzema kolbami poleca, aby na dzień następny zrobiono
dwa rodzaje tamali: tamale białe oraz tequixquitamale«. Przybywszy (na­
zajutrz), idzie w pole, wyrywa łodygę o dwóch kolbach i on oraz właściciel
pola zabierają zrobione tamale i roślinę i odchodzą poza teren zamieszkany
na jakieś miejsce, gdzie rozchodzą się dwie drogi, jedna w jedną, druga
w drugą stronę. Tam mistrz ofiarowuje oba rodzaje tamali i roślinę z dwoma

ra

Nâh. xicolli — szata, rodzaj kaftana sięgającego do kolan. Xicolli z malowa­
nego płótna nosili kapłani, lecz był to także typ ubioru charakterystyczny dla mie­
szkańców Miiohoacain; por. S a h a g u n , 1979, lita. I I , cap. XXV, p. 113; lib. X,
cap. X X I X , s. 609.
•» Autor używa słowa cueciUo, zdrobnienia od cu — terminu pochodzącego
najprawdopodobniej z języka maya, który Hiszpanie przejęli jako nazwę wszelkich
świątyń indiańskich.
' « Nâh. tetelli — konstrukcja z kamieni lub ziemi, o płaskim wierzchołku, słu­
żąca jako ołtarz.
Por. przyp. 63.
Kamienie wyobrażały zapewne jakieś czczone istoty; por. zwyczaj wyrabiania
z masy tzoalli tzw. gór (tetepe) podczas święta Tepeilhuitl, które ubierano potem
w stroje wykonane z papieru i piór oraz składano przed nimi ofiary; S a h a g u n ,
1979, lib. I I , cap. X I I I , s. 88-89; H v i d t f e l d t 1958, s. 92, passim.
" Wieloznaczne słowo, o niejasnej etymologii, w tym i podobnych kontekstach
tłumaczone jako — rzecz zdwojona, podwójna, o dwóch bliźniaczych częściach.
W znanym micie o powstaniu słońca i księżyca w Teotihuacan bóstwo o imieniu
Xolotl (por. przep. 69) przemienia się kolejno w kukurydzę o podwójnej łodydze
(xolotl), w podwójną agawę (mexolotl) i ziemno-wodnego płaza zwanego axolotl,
żyjącego w jeziorach środkowego Meksyku; S a h a g u n 1979, lib. V I I , cap. I I ,
s. 434; por. polskie tłumaczenie mitu, M i l e w s k i 1966, s. 311.
Rodzaj tamali (por. przyp. 36) z domieszką tequixquitl — soli krystalizują­
cych się na powierzchni podmokłych i zasolonych ziem, których głównymi skład­
nikami są węglan sodu i chlorek sodu; por. S i m é c n 1977, s. 513.
M

6 8

S-

Etnografia Polska t. 28/2

�130

RYSZARD TOMICKI

kolbami, kładąc kolby czubkami ku górom Tlaxcali, na wschód, to jest tam,
gdzie mieszka bogini Chicomecoatl, bogini zbóż. Wygłasza mowę i śle po­
słanie za pośrednictwem kolb, mówiąc: In ti Xolotl™ xi mohuicatiuh ma xic
monahuatiliti in Iztac Cihuatl™ ca in mochihua motequipanoa in quimonequiltia {„ty, Xolotlu, bądź u boku Białej Kobiety i przekaż jej, że czyni się
i przygotowuje to, co ona sobie życzy"]. I tych ofiarowanych tamali nikt
wziąć nie może, chyba że byłby to jakiś przechodzący biedak, a jeśli taki nie
nadejdzie, zabierają je i dają jednemu z biednych ze wsi;. Mówią, że jest
to prowiant Xolotla, z którego korzysta jako wysłannik w poselstwie.
[44] W czasie zbierania plonów najpierw wzywają boginię Chicomecoatl i mówią:
Chicomecoatlé ca onihualla in tíquetzal i titecencoząui ca onichauatquic in
noteocuitlachiquiuh in noteocuitlamacpal [„Siedem-Wężu: przybyłem do cie­
bie, drogocenne pióro, do ciebie, wspaniały naszyjniku; przynoszę twój złoty
wytwór, twój złoty bukiet"].
{45] Po zebraniu kukurydzy, gdy mają (ponownie) rzucać ją w ziemię, pozdrawia­
ją ją i mówią: Tla xi huallauh tlaltechtli nican mopan nocontema in chico­
mecoatl amo ce toconelehuiz {„Przyjdź tutaj, gnębiony p»zez ziemię: tu, obok
ciebie, kładę Siedem-Węża ; nic więcej nie będziesz już pragnął"].
71

Huiztli lub huitzmaniliztli™
(nowe wino)
[46] Sposób, w jaki Indianie przycinają młode magueye™ i składają pierwociny
ogniowi, jest taki,
[47] że gdy nadejdzie pora przycinania ich i wyciągania syropu, wołają starego
mistrza, który jest do tego wyznaczony, a on nakazuje, by po wyciągnięciu
syropu wlali go do kadzi lub do dzbanów do robienia pulque. I najpierw
wylewa odrobinę syropu na ziemię w miejscu, gdzie rosną nowe magueye.
Po wydaniu polecenia, żeby robiono pulque, przychodzi następnego dnia do
domu pana winnicy, gdzie byli już niektórzy zaproszeni sąsiedzi.
«• „Tajemniczy Xolotl ze starej mitologii jest stuprocentowym «doble». We
wszystkich znaczeniach, jakie słowo to mieć może w dzisiejszym kastylijskim" —
pisze G a r i b a y 1958, s. 166. El dobie oznaczać więc może kopię, duplikat, sobo­
wtóra, bliźniaka, w ogóle rzecz podwójną, także alter ego. W tym ostatnim sensie
Xolotl uważany jest za „bliźniaka" Quetzalcoatla; jest także bogiem monstrów,
wszelkich transformacji, istotą związaną z zaświatami i czarownictwem.
„Biała Kobieta" (iztac — biała, biały; cihuatl — kobieta). Imię bogini oraz
nazwa góry w południowo-wschodnim krańcu Doliny Meksyku (dziś Sierra Nevada,
5286 m n.p.m.), której wierzchołek pokrywał wieczny śnieg. Tu Iztaccihuatl jest
najwyraźniej identyfikowana z Chicomecoatl.
Sens całego zdania nie jest jasny, lecz nazwa chicomecoatl odnosi się tym
razem najprawdopodobniej do ziaren kukurydzy. Stosowanie tego typu nazw, bę¬
dących datami kalendarza tonalpohualli, w odniesieniu do roślin, ziaren, pożywie­
nia poświadczają inne źródła; por. L e h m a n n , 1938, s. 62
Huiztlilhuitztli — cierń, kolec (agawy), ale także nazwa nowego wina z aga­
wy (octli); por. S i m e o n 1977, s. 759. Drugie słowo stanowi złożenie z członów:
huitzltli] — znaczenie jw.; mana — ofiarowywać, dawać (co), składać ofiarę, robić,
wytwarzać (co); — liztli — przyrostek tworzący rzeczowniki odczasownikowe, co
łącznie przetłumaczyć można jako „wytwarzanie iyiub ofiarowywanie nowego wina".
Słowo pochodzące najprawdopodobniej z języka Indian haitańskich, używane
przez Hiszpanów jako-nazwa różnych odmian agawy, zwanej w náhuatl metl; por.
G o n c a l v e s de L i m a , 1956, s. 14, passim.
70

71

72

7 1

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

131

[48] I mają już przygotowane dla niego serce magueyu, które w (swym) języku
zwą ciotl w On nalewa nowej pulque do jicary czy do kubka i wraz z pełnym
dzbanem ofiarowuje ją ogniowi. Przez chwilę trwa akt ofiarowania; potem
bierze pulque i rozlewa nieco przed ogniem. Na to mówią w (swym) języku:
Motenciahuaz in huehuetzin [„odświeży swe wargi czcigodny starzec"].
[49] I bierze czubek serca magueyu, wrzuca go do jicary, uderzając palcem tak,
aby został spryskany, ogień, a następnie przemawia do niego szeptem, wy­
chodzi na zewnątrz i mówi, wypowiadając takie słowa: Nican catqui in antlamacazque achitzin neuctzintli ic on mohuellamachtizque j[„tu oto jest,
kapłani , odrobina mego syropu: wraz z nim ma tu zapanować szczęście"].
Uderza się sercem magueyu, a potem wypija swą jicarkę.
[50] Wraca ponownie, nalewa z ofiarowanej pulque i podaje pierwszemu gościowi,
uderzając go; ten pije, i tak czyni to, aż skończy się kolejka.
[51] Podczas kosztowania nowej pulque nie mogą się upić. W taki oto sposób robi
się i próbuje nowe wino, które nazywają huitztli albo huitzmanaliztli.
76

Otwarcie nowych domów, co oni nazywają
nicalchalia w
[52] Wybudowawszy dom i umieściwszy w czterech rogach jakieś figurki albo
kamienie o ładnej barwie oraz odrobiny picietu, pan domu zwołuje mistrzów
i starców, (ci zaś) po obejrzeniu domu polecają przygotować na dzień na­
stępny kurę oraz zrobić tamale.
[53] Gdy nadszedł kolejny dzień, przychodzą i zebrawszy się w domu, niecą przy
pomocy kijów nowy o g i e ń " ; po rozpaleniu go, biorą kurę, ucinają jej głowę
przed ogniem, rozlewając krew i nią namaszczają cztery kąty lub cztery
ściany, następnie kalenicę jacalu™ czy dach, i otwory świetlne oraz boki
drzwi.
[54] Po tym, co powiedziano, każą oskubać ptaka poza domem i przyrządzają go
na swój sposób, a przyrządzonego biorą wraz z tamalami, zanoszą znowu do
ognia i ofiarowują podzielonego na dwie części: jedną zostawiają przed
ogniem, drugą zaś posyłają na ofiarę przed wizerunkiem w kościele, a jeżeli
nie (ma go w tej wsi), to tam, gdzie jest, razem z zapaloną świecą. Gdy
(kura) poleży chwilę jako ofiara, zjadają ją goście. I to nazywają calchalia,
co znaczy „oddawać dom do użytku".
Wypalacze wapna
{55] W większości okolic 'tej Nowej Hiszpanii przyjęte jest wśród tubylców, że
wapna nie może wypalać każdy, a tylko pewni wyznaczeni starcy, których
wzywają, kiedy ktoś ma wypalać wapno. Po przyjściu (takiego), biorą trochę
74

Nah. quiotl — pęd, odrośl, łodyga; tu: trzon, rdzeń agawy rosnący pomiędzy
mięsistymi liśćmi.
Wołacz antlamacazque, który można przełożyć jako „o, kapłani" lub „o, wy,
którzy jesteście kapłanami", odnosi się zapewne do tlaloque tlamacazque (por.
Przyp. 29).
„Otwieram/oddaję do użytku dom" (ni- przedrostek 1 os. l.poj.; cal[li] —
dom; chalia — otwierać, inaugurować).
Mowa oczywiście o rozniecaniu ognia przy pomocy tzw. wiertła ogniowego.
Nah. xacalli — dom z glinianych, suszonych na słońcu cegieł zwanych przez
Hiszpanów adobe (xa[ca] — piasek, drobno rozbity kamień; calli — dom).
75

n

77

7 8

�132

RYSZARD TOMICKI

picietu i kładą go na czterech czy pięciu kamieniach, zwanych tenamaztli
na których montuje się piec.
[56] Wewnątrz pieca, na ziemi, i na zewnątrz robią linie na kształt ukośnego
krzyża i modlą się do Xiuhtecutli, który jest ogniem, aby pomógł swoim
płomieniem.
[57] Kiedy piec jest gotowy, mają już przygotowaną pulque, a.gdy piec się pali,
rozlewają pulque od góry na krawędź pieca i w dolny otwór składają w ofie­
rze kurę, obcinając jej głowę.
[58] Zwykli tańczyć przed otworem, przez który ogień oddycha. Podczas tego
wszystkiego, przy każdej czynności z osobna, wypowiadają słowa, które
zostaną umieszczone na marginesie (słów tych brak).
Ci, którzy tną drewno i są nazywani
cuauhtlatoque™
(59] Jest rzeczą bardzo powszechną, że w każdej wsi są wyznaczone osoby, które
wtedy, gdy mają ciąć belki (czy) inne drewno, idą na wzgórze lub do lasu
i zanim tam wejdą modlą się do Quetzalcoatla, prosząc go o pozwolenie
i mówiąc, żeby nie poczytał im za brak szacunku tego, że chcą uzyskać drew­
no z jego lasu i aby pozwolił i m zabrać ze swego boku owe drewno, bo obie­
cują umieścić je w miejscu, gdzie będzie szanowane przez ludzi.
[60] Po przycięciu belki czy belek i przygotowaniu jej do ciągnięcia, kładą trochę
picietu na przednim jej krańcu, w środku i na krańcu tylnim, a potem ude­
rzają w środek parę razy drągiem.
[61] Wzywają Quetzalcoatla, aby i m pomógł i nie przytrafiło się im w drodze coś
złego, żeby nikt sdę nie zranił. To samo czynią podczas zwózki kamieni
i okadzają je copalem na cześć Quetzalcoatla.
Wędrowcy
[62] Wypowiadają pewne słowa, które zwą acxotlatolli*\ w chwili, gdy spostrzegą
jakąś nadchodzącą osobę, na wypadek gdyby był to rozbójnik i zabójca,
nazywany przez nich dzikusem .
[63] Wzywają Quetzalcoatla, gdyż jest on bogiem mężnym, a potem przywołują
wilki, lwy, tygrysy, gepardy oraz wiry powodowane przez wiatry, aby im
pomogły i wsparły ich przeciw takim osobom.
6t

Ci, co oddalają chmury i grad

i
,[64] Są też inni, którzy nazywają się teciuhpeuhque **. W większej części Doliny
są tacy, co oddalają chmury i zaklinają je, i w większości wsi są oni wyznaPor. przy. 49.
«&gt; „Panowie drzew" lub „Władcy lasu" (cuauitUquauitl — drzewo, a także —
belka, dyl; -h formant l.mn.; tlatoque — l.mn. od tlatoani — pan, władca). Nazwa
drwali.
si W wolnym tłumaczeniu można przełożyć to słowo jako „zaklęcie"; dosł.
oznacza „słowo przeciwko krokowi" (a[mo] — negacja rzeczy lub czynności;
li]cxi[tl] — noga, krok; tlatolli — słowo); por. Teogonia, 1979, s. 133.
» Autor używa słowa cimarrón, które oznaczało udomowione zwierzę zdziczałe
po ucieczce z gospodarstwa. Później stosowano je również do zbiegłych niewolni­
ków murzyńskich.
M Teciuhpeuhque to l.mn. od teciuhpeuhąui
dosł. „ten, który ujarzmia grad"
(feciuh[itl] — grad; peua/pehua — zwyciężać, ujarzmiać, czynić podległym; -qui
podmiot działania).
n

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

czeni i zwolnieni z coateąuilu**.
na wiatry.

133

Czynią rękoma wiele znaków i dmuchają

Inni, o których mówią, że przywracają
szczęście czy zdrowie i których nazywa się
tetonalmacani»'
[65] Gdy jakieś dziecko zachorowało z przestrachu albo z powodu upadku, są
wśród Indian tacy, którzy zajmują się. przywracaniem mu zdrowia.
[66] Oglądają dziecku dłoń, podnoszą mu włosy na czubku głowy do góry, a potem
wzywają słońce i mówią do niego: „Panie nasz, proszę cię i błagam, abyś
ulitował się nad tym dzieckiem i dał mu i przywrócił utracone zdrowie lub
szczęście, bowiem jest ono w twym ręku".
[67] Po wygłoszeniu tego wezwania, odrobiną picietu robi dziecku kreskę, ciągnąc
ją od czubka nosa do ciemienia na głowie. Tych nazywają tetonolmaconi.
8

Ci, których zwą atlauhtlachique «
[68] Biorą jicare z wodą i umieściwszy ją na ogniu, wrzucają do środka siedem
(ziaren) kukurydzy i trwają jakby w modlitwie przez jakiś czas, poczem
mówią to, co chce się od nich wiedzieć.
[69] Inni robią to w odmienny sposób: mierzą źdźbło słomy na trzy i pół dłoni.
Jeszcze inni mierzą źdźbłem słomy (rękę) od zgięcia w łokciu do środkowego
palca, a uczyniwszy to, mówią, co im się zdaje, i choćby było łgarstwem,
(ludzie) im wierzą.
Aby dowiedzieć się o zaginionych rzeczach
oraz o innych sprawach, jakie pragnie się znać
l

[70] Piją ololiuhqui "
peyote** i pewne nasienie, które nazywają
tlitliltzin*'.
Są one tak mocne, że tracą zmysły i twierdzą, że ukazuje im się ktoś jak
murzynek, który mówi im wszystko, co pragną.
y

w Nah. coatequitl — prace publiczne, wykonywane przez wszystkich członków
społeczności lokalnej.
' Por. przyp. 52.
Garibay podaje jako właściwą formę tego słowa atlauhtlachixqui dosł. „ten,
który obserwuje głębię wody" (atlauh[tli] — głęboka dziura (z wodą), studnia,
głębina wodna; tlachixqui — ten, który patrzy, obserwuje, ogląda, strzeże); por.
Teogonia 1979, s. 133. López Austin odczytuje natomiast atlan tlachixqui dosł. „ten,
który ogląda (rzeczy) w wodzie" (a[tl] — woda; -tlan — w; tlachixqui — znaczenie
jw.); por. L ó p e z A u s t i n , 1967, s. 105. W obu wypadkach przyrostek -que
oznacza l.mn.
Nazwę tę można przełożyć jako „ten, który kręci/powoduje zawroty" (od cza­
sownika ololoa — zbierać, łączyć (rzeczy), kręcić, zaokrąglać). Zdaniem Garibaya
to określenie rośliny halucynogennej odnosiło się do różnych rodzajów botanicz­
nych — Ipomea sidaefolia, Rivea corymbosa, Datura metaloides; por. S a h a g u n
1979, s. 940. Jednakże w X V I w. F. Hernandez opisał ololiuhqui lub inaczej coaxihuitl „ziele węża" jako określoną roślinę o szerokim zastosowaniu w medycynie;
por. S o m o l i n o s D ' A r d o i s , 1971, s. 136-137.
Nah. peyotl (Lophophoria williamsii) — roślina z rodziny kaktusowanych
o właściwościach halucynogennych; por. P o s e r n - Z i e l i ń s k a , 1972.
« Dosł. „(czcigodny) czarnuszek" (zdrobnienie C d tlilli — czarny kolor, przez
powtórzenie pierwszej sylaby; -tzin przyrostek wyrażający szacunek, poważanie).
8 6

8 8

8 7

8 8

8

�134

RYSZARD

TOMICKI

£71] Inni powiadają, że ukazuje się im Pan Nasz, (jeszcze) inni, że aniołowie
I kiedy to czynią, wchodzą do pomieszczenia, zamykają się i stawiają straż
aby słuchała tego, co mówią. I nie mogą z nimi rozmawiać zanim nie minie
im obłęd, gdyż stają się jako szaleńcy. A potem pytają, co powiedzieli, i to
jest rzeczą niewątpliwą.
Rozprawkę tę sporządził don Pedro Ponco,
który był beneficjantem w okręgu Tzumpahuacan.

LITERATURA
A l v a I x t l i l x ó c h i t l , Fernando de
1975-1977 — Obras históricas, México, t. 1-2.
B r o d a , Johanna
1976
— Los estamentos en el ceremonial mexica, .[w:] Pedro Carrasco et al.,
Estratificación social en la Mesoamerica prehispánica, México, s. 37¬
66.
C o 1 s t o n, Stephen A.
1973
The „Historia Mexicana" and Durán's Historia, „Journal de la So¬
ciete des Americanistes", t. 62, s. 35-42.
G a r c í a Q u i n t a n a , Josefina
1974
— Exhortación de un padre a su hijo. Texto recogido por Andrés de
Olmos, „Estudios de Cultura Náhuatl", t. 11, s. 137-182.
G a r i b a y K., Ángel Ma.
1958
— Veinte himnos sacros de los Nahuas, México.
G e r h a r d , Peter
1972
— A Guide to the Historical Geography of New Spain, Cambridge.
G o n c a l v e s de L i m a , Oswaldo
1956
— El maguey y el pulque en los códices mexicanos, México — Buenos
Aires.
G r a u l i c h , Michel
1974
— Las peregrinaciones aztecas y el ciclo de Mixcoatl, „Estudios de
de Cultura Náhuatl", t. 11, s. 311-354.
H v i d t f e l d t , Arild
1958
— Teotl and Hxiptlali. Some central conceptions in ancient mexican
religión, with a general introduction on cult and myth, Copenhagen.
I c a z a, Francisco A. de
1928
— Selección de documentos referentes a México, sacada de los volú­
menes de la Colección de extractos de Belmonte existentes en el
Archivo de Indias por don Francisco A. de Icaza, jefe de la Comi­
sión Mexicana de Investigaciones y Estudios Históricos y confronta­
dos con las signaturas originales. Años 1922 y 23, „Revista Mexicana
de Estudios Históricos", t. 2, Num. 1-4, s. 7-112.
L e a n d e r , Birgitta
1972
— Herencia cultural del mundo náhuatl o través de la lengua, México.
Nazwa odnosi się do wspomnianych nasion albo do czarnej postaci pojawiającej się
w wizjach (Ponce de Leon nazywa ją negrito), którą uważa się nieraz za personi­
fikację halucynogennej rośliny, nie zidentyfikowanej botanicznie; por. L ó p e z
A u s t i n , 1967, s. 102.

�E L E M E N T Y K U L T U R Y D U C H O W E J I N D I A N NAHUA

*

I
!

135

L e h m a n n , Walter
1938
— Die Geschichte der Königreiche von Colhuacan und Mexico, Stutt­
gart — Berlin.
L e ó n - P o r t i l l a , Miguel
1959
— Filosofía náhuatl estudiada en sus fuentes, México.
L ó p e z A u s t i n , Alfredo
1967
— Cuarenta clases de magos del mundo náhuatl, „Estudios de Cultura
Náhuatl", t. 7, s. 87-117.
1974
— Descripció^ de medicinas en textos dispersos del libro XI de los
Códices Matritense y Florentino, „Estudios de Cultura Náhuatl",
t. 11, s. 45-135.
1975
— Textos de medicina náhuatl, México.
M e s s e r , Ellen
1978
— Present and future prospects of herbal medicine in a Mexican Com­
munity, [w:] Richard I . Ford, ed., The Nature and Status of Ethnobotany, Ann Arbor, s. 137-161.
M i l e w s k i , Tadeusz
1948
— Atlas lingwistyczny języków świata, Lublin — Kraków.
1966
— Ziemia i niebo w poezji Azteków, „Lud", t. 50, cz. 1, s. '297-320.
M ö n n i c h , Anneliese
1969
— Die Gestalt der Erdgöttin in den Religionen Mesoamerikas, Berlin.
O ' G o r m a n , Edmundo
1975
— Estudio introductorio, [w:] A l v a I x t l i l x ó c h i t l , 1975-1977, t. 1,
s. 1-257.
P o m a r , Juan Bautista de
1964
— Relación de Tezcoco, 1582, [w:] Angel Ma. Garibay K., ed., Poesía
náhuatl, México, t. 1, s. 149-219.
P o s e r n - Z i e l i ń s k a , Mirosława
1972
— Peyotyzm. Religia Indian Ameryki Północnej, Wrocław.
R ó b e l o , Cecilio A.
1980
— Diccionario de mitología náhuatl, México, t. 1-2.
R o b e r t s o n , Donald
1959
— Mexican Manuscript Painting of the early Colonial Period. The
Metropolitan School, New Havan.
S a h a g ú n , Bernardino de
1979
_ Historia general de las cosas de Nueva España, México.
S i m e o n , Remi
1977
_ Diccionario de la lengua náhuatl o mexicana, México.
S o m o l i n o s D ' A r d o i s , German
1971
_ El doctor Francisco Hernández y la primera expedición
científica
en América, México.
S u 11 i v a n, Thelma D.
1976
— Compendio de la gramática náhuatl, México.
Teogonia
1979
_ Teogonia e historia de los mexicanos. Tres opúsculos del siglo XVI,
edición preparada por Angel Ma. Garibay K., México.
Y b o t L e ó n , Antonio
1963
— La iglesia y los eclesiásticos españoles en la empresa de Indias. I I .
La obra y sus artífices, Barcelona - Madrid.
Z a n t w i j k , Rudolf A. M. van
1959
_ in ihiyoyaoyotl, in atl in tlachinolli teoyotica, „Estudios de Cultura
Náhuatl", t. 1, s. 113-124.
1974
_ Los servidores de los santos. La identidad social y cultural de una
comunidad tarasca eñ México, México.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10380" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10358">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d98de3f888436961d1f4e79761b681e0.pdf</src>
        <authentication>d6a52edb36fb936330e5614e64f2b168</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123458">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123459">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3213</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123460">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123461">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.73</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123462">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123463">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123464">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123465">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123466">
                <text>dr Ryszard Tomicki
I H K M

PAN,

etnograf

1. A b y o d p o w i e d z i e ć n a p y t a n i e : c o t o j e s t
przypomnieć,
występuje

że

w

tradycji

o n a z reguły

nauk

z etnologią

etnografia?

należy

t z w . k u l t u r y l u d o w e , t o racją d a l s z e g o i s t n i e n i a t e j n a u k i będzie

antropologicznych

współ-

nie t y l k o f a k t przeistaczania

(choć

loey

obu

terminów

nych

w

chłopskie,

bywały rozmaite) jako d w a p o z i o m y jednej dyscypliny. Różnicę

chłopskich

między

nierozwiązanych

nimi

zdefiniować

można

najprościej

odwołując

się

do

w

trwające

Europie

się społeczności
nadal

zmiany

i t d . Miarą

problemów,

żywotności

gotowość

do

społeczności

nauki

jest

stawiania

istotnych

stanowi

coraz bardziej p r e c y z y j n y c h odpowiedai. Biorąc p o d uwagę fakt,

ich

porządkowanie,

mogą

być

jednak

mających

n a celu gromadzenie

systematj'ke

i t d . Działania

przypadkowe,

źródeł,

tego t y p u

a r b i t r a l n e , żywiołowe.

nie

Muszą

że d o t y c h c z a s o w y

rozwój

metod badawczych

ilość

nowych,

znaczenia członów — g r a p h i a i — logia. Z g o d n i e z t y m etnografia
zespół działań

pytań, doskonalenia

rodowo-plemien-

kultur

e t n o l o g i i przebiegał

i udzielania

w

dużej

mierze

p o d hasłem r e j e s t r o w a n i a t e g o co g i n i e , a w i ę c p r z e d e w s z y s k i m

w y n i k a ć z określonych założeń t o o r o t y c z n y c h i m e t o d o l o g i c z n y c h ,

gromadzenia

co e t a n o w i w a r u n e k i c h sensowności, użyteczności d l a r o z w i ą z a n i a

n a d i c h opracowaniem i rozpracowaniem. Przekonanie o koniecz­

problemów n a u k o w y c h . Dostarczycielem

ności i s t n i e n i a ż y w y c h

(producentem)

założeń

oraz odbiorcą efektów c e l o w y c h działań e t n o g r a f i c z n y c h p o w i n n a

warunku

b y ć e t n o l o g i a koncentrująca s w e z a i n t e r e s o w a n i a

bowiem

na tworzeniu

uogólnionych opisów z j a w i s k , zespołów z j a w i s k , p r o b l e m ó w i t d . ,
a t y m s a m y m dążąca d o formułowania t e o r i i o różnym

Rozróżnienie
(muzea

są

t o znalazło w y r a z

najczęściej

etnograficzne,

zwykle etnologiczne),
graficznego

i

w nazewnictwie
ośrodki

instytucji

akademickie

chociaż w p r a k t y c e działania t y p u

otnologicznego

tylko

fazami

procesu

b a d a w c z e g o , f a z a m i m i ę d z y k t ó r y m i i s t n i e j e sprzężenie

zwrotne

щ

(problem badawczy,

założenia

ich

rozwiązanie

opracowanie

—

dwoma

są

etno­

wstępne —

gromadzenie

problemu —

źródeł,

weryfikacja

roz­

wiązania).
wadzone

byłoby

są

utrzymanie

badania.

Podstawowe

wzajemnej

zależności

szyld p o d j a k i m pro­

znaczenie

pomiędzy

ma

natomiast

etnografią

i

etno­

l u d o w y c h czy p i e r w o t n y c h

jako

się n i e p o r o z u m i e n i e m .

z wieloma dziedzinami

historii

Cóż

dysponującymi

źródeł?

Współczesne n a u k i antropologiczne coraz silniej uwypuklają
ponadto

anachronizm

dyscypliny

w

definiowania

kategoriach

przedmiotu

badań

warstwowo-klasowych

naszej

l u b cywiliza­

c y j n y c h . I d z i e t u b o w i e m raczej o p e w i e n t y p k u l t u r niż o kulturę
w y b r a n y c h w a r s t w społecznych c z y g r u p e t n i c z n y c h , c o p o w o d u j e ,
że o b i e k t e m zainteresowań e t n o l o g i i mogą b y ć także
zjawiska

występujące

np. we

europejskich. Ograniczone

współczesnej

miejsce

określone

kulturze

nie pozwala

narodów

n a szersze o m a ­

w i a n i e t y c h k w e s t i i , w y p a d a w i ę c j e d y n i e o d w o ł a ć się d o n i e m a ł e j
już l i t e r a t u r y

N i e m a zapewne większego znaczenia

kultur

istnienia etnologii wydaje

często z a m k n i ę t y m już z e s t a w e m

szczeblu

ogólności.

źródeł, można oczekiwać teraz i n t e n s y f i k a c j i prac

ludowego".

W

poświęconej

n i c ze s w e g o t r a d y c y j n e g o
spektywy

próbom zdefiniowania k u l t u r

„typu

t y m kontekście j a s n e j e s t , ż e e t n o l o g i a n i e traoąo
zakresu z y s k u j e n o w e obszary i per­

badawcze.

logią, g d y ż o i l e e t n o l o g i a n i e m o ż e uciec o d e t n o g r a f i i , o t y l e tę
ostatnią cechuje wyraźna t e n d e n c j a d o a u t o n o m i z a c j i . Jest o n a
zresztą

warunkowana

swego

rodzaju

,,samowystarczalnością"

źródeł e t n o g r a f i c z n y c h (zwłaszcza m a t e r i a l n y c h w y t w o r ó w k u l t u ­
r o w y c h , lecz także opisów o b r z ę d ó w , wierzeń i t p . ) . F a k t , że m o g ą
one — same w sobie — pełnić rozliczne f u n k c j e , p r o w a d z i nieraz
do

stworzenia

alternatj-wy

przeciwstawiającej

sobie

o b i e k t y w n y e m p i r y z m będący domeną e t n o g r a f i i i
poza

fakty,

a

więc

odorwane

od

rzekomo

wybiegające

rzeczywistości,

spekulacjo

g a b i n e t o w e . „ K o n t a k t z ż y w y m c z ł o w i e k i e m " s t a j e się w s z y s t k i m ,
,,talmudyczne

rozważania"

niczym.

Nie

trzeba

dowodzić,

stanowisko takie prowadzi m . i n . do dowaluacji terminu
grafia, który

zaczyna

być sjTionimem

hobbystycznego

dzenia mniej l u b bardziej

niezwykłych, d z i w n y c h ,

a

i s t o t n y c h faktów.

w

gruncie

rzeczy

mało

że s k o r o j e d n y m

z czołowych

etnografów

s z t u k i , f o l k l o r y s t y k a , socjologia

groma­
też

ono

rozumowanie,

polskich był

Oskar

w s i , p s y c h o l o g i a społeczna i t d .

wkraczają w r e g i o n y będące d a w n i e j domeną e t n o g r a f i i . Rodziły
się n a w e t

pomysły

połączenia e t n o g r a f i i z niektórymi

z

dyscyplin

zajmuje

się

określonym

wycinkiem

rzeczywistośoi

s p w e c z n o - k u l t u r a l n e j , których znajomość niezbędna jest e t n o l o g i i ,
ale które same w sobie n i e muszą a l b o n a w e t n i e p o w i n n y

być

jej p r z e d m i o t e m . T a k j a k środowisko n a t u r a l n e .
Z

drugiej

jednak

strony,

dziś,

gdy

niemal

powszechnie

a k c e p t u j e się s y s t e m o w e p o d e j ś c i e w b a d a n i u k u l t u r y ,

trudno

wyobrazić sobie b y etnologia mogła całkow cie wykluczyć p e w n e
;

jej d z i e d z i n y z p o l a własnycli zainteresowań. C z y m i n n y m będzie
wszakże b a d a n i e s z t u k i , b u d o w n i c t w a c z y g o s p o d a r k i z

pozycji

etnologicznych, a czym i n n y m z pozycji historii sztuki,

historii

K o l b e r g , t o zostać n i m m o ż e k a ż d y , zwłaszcza m i e s z k a n i e c w s i ,

kultury

jeśli t y l k o w y k a ż e pewną dociekliwość i chęć

o psychologii, socjologii i t d . Każda z d y s c y p l i n w y s u w a

upowszechnienia

nich,

n a szczęście n i e z r e a l i z o w a n e . T y m c z a s e m k a ż d a z w y m i e n i o n y c h

etno­

zabawnych,

Sprzyja

p r o l i f e r a c j i t e r m i n u w o p a r c i u o słuszno s k ą d i n ą d

że

3. S ł o w o o rubieżach e t n o l o g i i i j e j z w i ą z k a c h z d y s c y p l i n a m i
p o k r e w n y m i . M ó w i się, ż e h i s t o r i a k u l t u r y m a t e r i a l n e j , h i s t o r i a

materialnej czy

h i s t o r i i gospodarczej,

n i e mówiąo

już

własne

uzyskanej od dziadka czy b a b c i wiedzy. I nie byłoby w t y m nic

p y t a n i a , d y k t o w a n e jej specyfiką. N a p o g r a n i c z a c h

złego,

się c z ę s t o s u b d y s c y p l i n y ł ą c z ą c e m e t o d y k i l k u d y s c y p l i n n a u k o ­

gdyby

nio fakt,

„zautonomizowana"
jedyne

i prawdziwo

żo

poza

etnografia
oblicze

środowiskiem
jest

profesjonalnym

powszechnie

uważana

naszej d y s c y p l i n y . Afe

za

utrzymanie

wych,

by

wspomnieć

t y l k o etnoreligioznawstwo,

t y c h rodzą
etnomuzyko-

l o g i ę , e t n o p s y c h o l o g i ę . M o ż n a b y s ą d z i ć z k o l e i , iż j e s t t o

objaw

współzależności między etnografią i etnologią n i e jest wyłącznie

r o z w o j u e t n o l o g i i , lecz t a k być n i o m u s i . W a r u n k i e m z a c h o w a n i a

kwestią

tożsamości,

rozwój
opisie

prestiżu
zarówno

kultury

nauki.

Tylko

etnografii

ono

gwarantuje

skoncentrowanej

konkrotnych, „ujmowanych

g r u p l u d z k i c h , j a k i e t n o l o g i i kierującej
natury

—

imperatywem

na
w

się —

równoczesny
szczegółowym

ich

swoistości"

n i e j a k o ze

swej

porównawczości.

2. S ą d z ę , ż e w a r t o o r o z w ó j

naszej d y s c y p l i n y dbać, g d y ż nie

nym

stanem

tegicznych.

Te

kultury.

jej

studiów

były

i są

kultury

społeczności

przedmiotem

pierwotnych

oraz

osiągnięciach,

i sposobach

E t n o l o g i a jest jedną z n a u k o k u l t u r z e oraz człowieku j a k o twórcy
się, iż

wiedzy

badawczych
antropologii

zgodzimy

differentia

specified

opartej n a

powinno

dziedzictwie

myśli etnologicznej, n a jej trwałych i korespondujących z a k t u a l ­

podzielam p r z e k o n a n i a o r y c h l e j a n i h i l a c j i jej p r z e d m i o t u badań.
i nosicielu k u l t u r y . Jeżeli n a w e t

u t r z y m a n i a własnej

b y ć istnienie świadomości teoretycznej

ostatnie

kulturowej,

specyficznych

metodach

stawiania pytań, wreszcie celach stra­
pozwalają
celem

jest

na

zbliżenie

budowanie

etnologii
ogólnej

do

teorii

Myślę, że g d y b y p e r s p e k t y w a t a k a została s t w o r z o n e i u p o w ­
szechniona

okazałoby

się, że p r z y n a j m n i e j

część z

drażliwych

73

I

�przyczyn-

4. N i e w i d z ę p o t r z e b y dłuższego z a t r z y m y w a n i a się n a d m i e j s c e m

współczesnej

p r o b l e m a t y k i k u l t u r y a r t y s t y c z n e j w e t n o l o g i i . Jeśli t a o s t a t n i a

k u l t u r y , a z drugiej strony zbytnie teoretyzowanie,

zajmowanie

z a j m u j e się b a d a n i o m k u l t u r „ t y p u l u d o w o g o " w ó w c z c s w s p o m ­

się i n n y m i

ludami i kulturami)

nieodzowne

niany

i

elementy

obecnie

zjawisk

(zawężanie

karstwo, odwracanie

sensowne

kręgu

zainteresowań,

się o d i s t o t n y c h p r o b l e m ó w
stanowi normalne,

systemu jednej

zakres

jest

jednym

z aspektów

jej przedmiotu

badań

i p o l e m w s p ó ł p r a c y z i n n y m i n a u k a m i z a j m u j ą c y m i się sztuką.

nauki.

mgr Krystyna Małkowska
I H K M

P A N , etnograf

(...)

Etnografia —

chodzi

o nazwę

dyscypliny

określanej

Zniechęcenie może też wywołać sama, przyjęta u nas, n a z w a

również j a k o e t n o l o g i a a l b o a n t r o p o l o g i a k u l t u r o w a c z y społeczna.

etnografia

Właściwie nazwa

e t n o l o g i a . Sugeruje t o bow i e m — zwłaszcza w szerszych

m o ż e się w y d a w a ć

n i e i s t o t n a , ważniejsze t o ,

d l a całej

dyscypliny,

zamiast

c z y m się t a d y s c y p l i n a z a j m u j e . A j e d n a k n i e jest t o t a k i e proste.

pozaprofesjonalnych,

S a m a n a z w a s t w a r z a już p e w n e „ p o l e " zainteresowań, określa n i e

tej d y s c y p l i n y jedynie d o s t a d i u m podstawowego

t y l k o dziedzinę, a l e sposób podejścia

pojmowanego,

do niej.

N i e jest

zatem

czyli w opinii

właściwego

społecznej

—

terminu

ograniczenie

i t o szczególnie

j a k o że dostarczycielom n i e k i e d y n a w e t
może

źródłowych

czy ,,-logia", albo „ e t n o s " c z y „antropos". B y w a , że w p r a k t y c e

k o j a r z y się w i ę c w świadomości społecznej aż n a z b y t często t e n

u p r a w i a n i a t e j d y s c y p l i n y powstają pewno r y w a l i z a c j e , a n a w e t

typ

animozje n a t l e opartego n a nieporozumieniu rozdźwięku między

kolekcjonowania ciekawostek

„logią" i „grafią".

(...)•

choć

nauce

Z

nierzadko

etnografią

przydatnego,

etnograficznych.

P o z o s t a j o jeszcze p r o b l e m z a w a r t y w źródłosłowach „ e t n o s "

Ź r ó d ł e m n i e p o r o z u m i e ń b y w a często p r z y p i s y w a n i e
grup badaczy

nienaukowogo,

być zbieracz-amator.

cennych

zupełnie t y m s a m y m — ujmując rzecz źródlosłowowo — , , - g r a f i a "

zgoła

danych

kręgach

wyłącznie d o „ l o g i i " l u b „ g r a f i i " ,

mogą o n i czynić z w y b o r u , ale równie dobrze

pewnych

co oczywiście

t e n s a m badacz

i

„antropos".

etnologii

Z n i m wiąże

(-grafii).

się r ó w n i e ż

Przyjmuje

o

przyszłość

kultury

euro­

pejskiej w jej f o r m a c h „zurbanizowanych" p r o w a d z i do zaoierania

m o ż e występować w r o l i e t n o l o g a bądź e t n o g r a f a w zależności o d

się zróżnicowań

s t a d i u m swoj p r a c y . Przez etnografię r o z u m i e m y b o w i e m

a zwłaszcza t z w . l u d o w y c h . W i a d o m o

poziom

pytanie

się, iż globalizacja

kulturowych,

do zanikania kultur

etnicznych,

j e s t j e d n a k , iż r ó w n o l e g l e

bozpośredniego o p i s u d o k u m o n t a c j i — t w o r z e n i a źródeł oraz i c h

wyostrzają się p e w n e świadome r u c h y a u t o n o m i z a c y j n e

systematyzację,

gólnych g r u p , n i e t y l k o w sensie p o l i t y c z n y m , ale równioż w n a ­

a więc istotnej p o d s t a w y

wiedzy.

S a m e źródła

poszcze­

stanowią j e d n a k materiał t a k obszerny i szczegółowy i t a k n a m

wiązaniu

mało „ m ó w i ą " o rzeczywistości (choć j ą odbijają), że muszą b y ć

zdają s i ę w s k a z y w a ć n a t o , ż e n a ogół p r o c e s o m u n i f i k a c y j n y m

poddane

procesowi

objąć p o z n a n i e m

i n t e r p r e t a c j i i uogólnioń,

szerszy zakres

zdobytą wiedzę szerszym
Należy

sobie

kultury,

a b y można

a również

kręgom odbiorców

było

udostępnić

(...).

życzyć, a b y o b a poziomy

do

towarzyszą

tradycji

spontaniczne

wspó-

tendencje

Obserwacje

współczosne

różnicujące.

Jest

w t y m

jakaś d i a l e k t y c z n a prawidłowość. T e n o w e zróżnicowania i treści,
k t ó r y c h są w y r a z e m ,

dyscypliny

kulturowych.

pozostaną, j a k sądzę, n a d a l

zainteresowań trójpoziomowej

przedmiotem

(czy trójstopniowej) n a u k i o k u l ­

działały ze sobą m o ż l i w i e równomiernie, a t o j e s t osiągalne p r z y

turze i k u l t u r a c h , jaką jest etnografia — etnologia — antropolo­

dobrej świadomości znaczenia każdogo z n i c h oraz — d o d a j m y —

g i a k u l t u r o w a . O b a w a o przyszłość naszej d y s c y p l i n y n i e w y d a j e

dostatecznej liczebności k a d r b a d a w c z y c h . N a s t a w i e n i e

rywaliza-

się z a t e m

słuszna — i t o r ó w n i e ż n a p o z i o m i e , z d a w a ł o b y s i ę ,

c y j n e p r o w a d z i ł o j e d n a k często w h i s t o r i i t e j n a u k i d o n a d m i e r ­

najbardziej

nego wyprzedzania

—

graficznej,

opartej

w r e a k c j i n a t e n s t a n r z e c z y — d o o d w r ó c e n i a się o d w s z e l k i c h

obserwacji

uczestniczącej i t p .

prób
w

materiału d o w o d o w e g o przez toorię, bądź

teoretycznych

nadmiarze

specyfika
niejako

uogólnioń

i

w

rezultacie

i n f o r m a c j i źródłowych.

p r z e d m i o t u zainteresowań

„misję"

Właściwie

Ważną

kiedy

rolę

zagubienia
spełniła t u

e t n o g r a f i i narzucająca j e j

u d o k u m e n t o w a n i a tego,

w tempie coraz szybszym,

do

co p r z e m i j a ,

zanika

b ą d ź z m i e n i a się i przekształca.

się z a s t a n o w i m y

n a d olbrzymią

(...)

ilością

materiałów źródłowych d o - w s z y s t k i c h u c h w y t n y c h współcześnie
kultur

etnicznych

szeregi etnografów,
Przez

stulecie

badawcze
wysiłki

typu

kuli

ziemskiej,

ogarnia

świadomość

zdumienie:

przez

nieliczne

j a k t o było

możliwet

dzielące n a s o d klasyków
dokumentacyjnego

przedstawicieli

teoretyczną

zebranych

tej nauki.

ewolucjonizmu

skupiały

niemal

N i e nadążano

prace

wszystkie
z

refleksją

n a w y s o k i m p o z i o m i e ogólności, a l e wzrastał p o z i o m
1

metodologicznej,

doskonaliły się t e c h n i k i b a d a w c z e

i s t a w i a n e p y t a n i a p o z w a l a ł y coraz głębiej sięgać w rzeczywistość
kulturową, dostrzegać coraz istotniejsze p r o b l e m y . T e zaś m o g ą
się stać p o d s t a w ą
Dysharmonijny

budowania
stosunek

teorii.
omawianych

wyżej

stadiów

cesu b a d a w c z e g o e t n o l o g i i b y w a przyczyną p e w n y c h

pro­

rozgoryczeń

czy zniechęceń wśród — z w ł a s z c z a młodych — j e j p r z e d s t a w i c i e l i .
W y d a j e się, iż d o b r e z d a n i e sobie s p r a w y n a c z y m o n p o l e g a m o ż e
być

pewną

wskazówką

w

jego

przezwyciężaniu.

Brak

stałej

k o n f r o n t a c j i , stałego przejścia m i ę d z y p o a i o m a m i „ l o g i i " i „ g r a f i i "
sprzyja
z

nieodpowiedzialnemu

teoretyzowaniu

i

badań

staje p o d z n a k i e m

74

terenowych,

zapytania.

których

bardziej

bezpośrednioj

dokumentacji

n a b a d a n i a c h bezpośrednich

trudno

sobie

wyobrazić,

etno­

,,face-to-face",

a b y jakakolwiek

ogólna t e o r i a k u l t u r y mogła w przyszłości powstać b e z w i e d z y
o w i e l k i m zróżnicowaniu k u l t u r o d m i e n n y c h o d n u r t u „oświeco­
n e j " k u l t u r y e u r o p e j s k i e j , n a w e t p r z y założeniu i c h wzrastającej
u n i f i k a c j i . A w i ę c b e z e t n o l o g i i . (...). W y d a j e

się wszakże rzeczą

niewątpliwą,

ilością

że przy

źródłowych

tendencje

obecnym

przesyceniu

rozwojowe

nauki

materiałów

o kulturze

będą

szły

w k i e r u n k u „ l o g i i " , coraz b a r d z i e j się uniwersalizując w k i e r u n k u
antropologii.
W z w i ą z k u z postępującą specjalizacją naukową, nawiązującą
często d o p r o b l e m a t y k i i t e o r i i n a u k
socjologia,
też o b a w a ,

ościennych

(psychologia,

psychiatria, ekonomia, historia sztuki itp.),
że etnologia

czy antropologia kulturowa

się n a szereg d y s c y p l i n o w y s o c e w y s p e c j a l i z o w a n y c h

istnieje

rozpadnie

warsztatach

n a u k o w y c h . I t a o b a w a , choć z p e w n e g o p u n k t u w i d z e n i a b a r d z o
realna, n i e wydaje

s i ę słuszna. W i a d o m o

z błyskotliwym powiedzeniem
wiedzy

bowiem,

iż

Shawa o wzrastającym

w o d n i e s i e n i u d o malejącego k u z e r u z a k r e s u

zgodnie
poziomie

rzeczywis­

t o ś c i , w y n i k i t a k i e g o s t a n u r z e c z y są w s e n s i e p o z n a w c z y m
m n i e j zadowalające. Równolegle z a t e m

coraz

rośnie p o t r z e b a

scalania

w i e d z y p o p r z e z integrację n a u k . S t a w i a t o n o w e w y m o g i

metodo­

logiczne, różne o d przyjętych i w y s p e c j a l i z o w a n y c h
m o ż n a b y określić j a k o p r z e d e

wszystkim

m e t o d , które

analityczne.

uogólnianiu

jednej s t r o n y , a z d r u g i e j — mało sensownemu mnożeniu nie­

przemyślanych

Tym

zagrożonym:

przydatność

pozo­

Każda

z wyspecjalizowanych

dziedzin wiedzy

o kulturach

t z w . p i e r w o t n y c h l u b l u d o w y c h z a j m u j e się szczegółowo j e d n y m
t y l k o z j e j aspektów, n i e wnikając głębiej w jego związki z całym

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10777" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10755">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8059eede05568ffa2cade25f2b8eb20c.pdf</src>
        <authentication>9641f4ed00b33c9f2c530082a3dc5e5f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128426">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:805</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128427">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:740</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128429">
                <text>Sztuka jako "rzeczywistość jedyna" w kulturze ludów Nahua w XV-XVI / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128430">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2, s.213-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128431">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128432">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128433">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128435">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128436">
                <text>„Etnografia Polska", t. X V I I , z. 2

RYSZARD TOMICKI

SZTUKA JAKO „RZECZYWISTOŚĆ JEDYNA" W
LUDÓW N A H U A w X V - X V I WIEKU

KULTURZE

Sztuka l u d ó w i n d i a ń s k i c h z a m i e s z k u j ą c y c h w okresie p r z e d k o r t e z j a ń s k i m obszar dzisiejszego M e k s y k u , G w a t e m a l i , H o n d u r a s u B r y t y j s k i e g o
i Salwadoru od d a w n a w z b u d z i ł a zainteresowanie E u r o p e j c z y k ó w . Wspo­
m n i e ć m o ż n a t y l k o podziw, j a k i w y w o ł a ł y u A l b r e c h t a D ü r e r a w y r o b y
przywiezione przez h i s z p a ń s k i c h z d o b y w c ó w . N a systematyczne badania
trzeba b y ł o j e d n a k c z e k a ć d w a w i e k i , k i e d y to przypadkowe a p ó ź n i e j
planowe o d k r y c i a archeologiczne o d s ł o n i ł y z a p o m n i a n ą j u ż w ó w c z a s c y ­
w i l i z a c j ę m e k s y k a ń s k ą . Przez d ł u g i okres prace licznych badaczy s z t u k i
o b c i ą ż o n e b y ł y n a d m i e r n y m f o r m a l i z m e m i n o s i ł y p i ę t n o europocentryz m u p o l e g a j ą c e g o na u j m o w a n i u sensu i w a r t o ś c i dzieł a m e r i n d i a ń s k i c h
w kategoriach s t w o r z o n y c h przez m y ś l e u r o p e j s k ą (bądź a m e r y k a ń s k ą ) ,
a w y n i k a j ą c y c h ze stosunkowo s ł a b e j z n a j o m o ś c i c a ł o k s z t a ł t u k u l t u r p e w ­
n y c h l u d ó w oraz z b r a k ó w n a t u r y metodologicznej. T a k i stan rzeczy o d ­
b i ł się niekorzystnie nie t y l k o na s ą d a c h o sztuce, ale r ó w n i e ż k u l t u r z e
l u d ó w i n d i a ń s k i c h . Jeszcze w 1955 r o k u w y b i t n y znawca i t e o r e t y k sztu­
k i H e r b e r t Read pisał, że „ c a ł a sztuka s t a r o ż y t n e j A m e r y k i nie w y p r a ­
c o w a ł a n i g d y t r e ś c i i n t e l e k t u a l n y c h " . I dalej u o g ó l n i a j ą c t w i e r d z i ł , iż I n ­
dianie: „ Z d o l n i b y l i p o j m o w a ć n a u k i ścisłe, ale nie filozofię. N i e i d e a l i ­
z o w a l i i w y d a j e się, ż e r e l i g i a i c h b y ł a k u n s z t o w n ą s t r u k t u r ą r y t u a ł u
i o f i a r y p o z b a w i o n ą wszelkich cech metafizycznych czy transcendental­
nych" . Pogląd taki tłumaczyć m o ż n a jedynie m a ł ą wiedzą o kulturze
l u d ó w , k t ó r y c h sztuce Read o d m a w i a ł wszelkich t r e ś c i i n t e l e k t u a l n y c h .
Niestety stanowisko jego nie b y ł o i nie jest jeszcze dziś odosobnione.
1

Swego rodzaju p r z e ł o m e m w p o j m o w a n i u s z t u k i s p o ł e c z e ń s t w mezoa m e r y k a ń s k i c h b y ł o w y d a n i e przez m e k s y k a ń s k i e g o h i s t o r y k a s z t u k i Jus­
t i n o Fernandeza pracy Coatlicue.
Estética
del arte indígena
antiguo
w 1954 r o k u . Badacz ten j a k o pierwszy p o t r a k t o w a ł k o n k r e t n y w y t w ó r
k u l t u r y N a h u a j a k o s t r u k t u r ę z n a c z ą c ą . P r z y j ę c i e p e r s p e k t y w y semiotycz1

H. R e a d ,

Sens sztuki, Warszawa 1965, s. 61-62.

�214

RYSZARD TOMICKI

nej, c h o c i a ż autor sam nie f o r m u ł u j e w y r a ź n i e swego stanowiska badaw­
czego, d o p r o w a d z i ł o Fernandeza do odszyfrowania systemu z n a k ó w , j a ­
k i m jest p ° ą . g azteckiej bogini Coatlicue i trafnego ustalenia k o d u k u l ­
t u r o w e g o s p o ł e c z e ń s t w a , k t ó r e g o w y t w o r e m b y ł o analizowane dzieło. Ba­
dacz t e n w y k a z a ł ponad w s z e l k ą w ą t p l i w o ś ć , że p r z y n a j m n i e j c z ę ś ć t a k
zwanej sztuki s p o ł e c z e ń s t w m e z o a m e r y k a ń s k i c h unaocznia wielce skom­
p l i k o w a n y system t r e ś c i nie t y l k o emocjonalnych, lecz przede w s z y s t k i m
i n t e l e k t u a l n y c h . Praca Fernandeza poddaje j e d n o c z e ś n i e w w ą t p l i w o ś ć —
na p r z e k ó r t w i e r d z e n i o m samego autora — p r a w o m o c n o ś ć t r a k t o w a n i a
podobnych w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h j a k o sztuki, co — w z i ą w s z y pod u w a ­
g ę s p e c y f i c z n ą k o n o t a c j ę tego p o j ę c i a w Europie — powoduje c z ę s t o re­
z y g n a c j ę z b a d a ń nad i c h r ó ż n o r o d n y m i f u n k c j a m i d e c y d u j ą c y m i o m i e j ­
scu i r o l i w y t w o r u w systemie k u l t u r o w y m .
s

Jak w i a d o m o w s p o ł e c z e ń s t w a c h m e z o a m e r y k a ń s k i c h nie b y ł o znane
p o j ę c i e „ s z t u k i p i ę k n e " w znaczeniu, j a k i e z a c z ę ł o ono p o s i a d a ć od k o ń c a
ś r e d n i o w i e c z a w s p o ł e c z e ń s t w a c h europejskich. E w o l u c j a tego p o j ę c i a
d o p r o w a d z i ł a do ustalenia we w s p ó ł c z e s n e j t e o r i i s z t u k i rozumienia dzieła
s z t u k i j a k o przedmiotu, k t ó r e g o d o m i n u j ą c ą f u n k c j ą jest funkcja este­
tyczna . W s p o ł e c z e ń s t w a c h m e z o a m e r y k a ń s k i c h , j a k w e wszystkich t a k
z w a n y c h s p o ł e c z e ń s t w a c h p i e r w o t n y c h , w y t w o r y klasyfikowane przez nas
j a k o dzieła s z t u k i p e ł n i ł y przede w s z y s t k i m funkcje pozaestetyczne, bar­
dzo często religijne. Jak s ł u s z n i e z a u w a ż a M a r i a G o ł a s z e w s k a : „[...] w p i e r ­
w o t n y c h czasach k u l t u r y sztuka b y ł a n a j ś c i ś l e j z w i ą z a n a z potrzebami
ż y c i o w y m i , biologicznymi, s p o ł e c z n y m i , z p o t r z e b ą p o z n a w a n i a
i komunikowania poznania
[ p o d k r e ś l . R. Т.], uznawaniem
»wyższych potęg«, a więc była związana z magią, wierzeniami religijny­
m i , m i t a m i , wpleciona w ż y c i e praktyczne, b y ł a jego n i e o d ł ą c z n y m ele­
m e n t e m " . P r z y j ę c i e takiego stanowiska nie oznacza b y n a j m n i e j zaprze­
czenia i s t n i e n i u w k a ż d e j k o n k r e t n e j społeczności o k r e ś l o n y c h n o r m este­
t y c z n y c h b ę d ą c y c h w y r a z e m w r a ż l i w o ś c i estetycznej s p o ł e c z e ń s t w a . Wiele
w s p ó ł c z e s n y c h b a d a ń w y k a z a ł o j e d n a k dowodnie, że u j m o w a n i e tak zwa­
nej sztuki w y ł ą c z n i e w kategoriach estetycznych (na p r z y k ł a d o r n a m e n t ó w
mongolskich ) nie przynosi oczekiwanych r e z u l t a t ó w poznawczych, a n i e ­
k i e d y p r o w a d z i w r ę c z do u p r o s z c z e ń i b ł ę d n y c h i n t e r p r e t a c j i . Coraz c z ę ­
ściej t e ż p o d k r e ś l a s i ę k o m u n i k a c y j n e funkcje tak zwanej s z t u k i p r y m i ­
t y w n e j i zwracanie u w a g i przez jej o d b i o r c ó w na przekazywane (zawarte
2

3

4

2

J.
M.
B.
tabl. 84;
dania, s.
3

4

M u k a ř o v s k ý , Wśród znaków i struktur, Warszawa 1970, s. 52,
G o ł a s z e w s k a , Świadomość
piękna, Warszawa 1970, s. 178 -179.
Rinczen,
Mongoł ardyn gar urłał, bez miejsca i roku wydania, s. 15,
t e n ż e , Mongoł ardyn goeł czingijn chee ugałz, bez miejsca i roku wy­
8 tabl. 92 (rec. J . O l ę d z k i , „Etnografia Polska", t. I X : 1965, s. 626-629).

�S Z T U K A J A K O „RZECZYWISTOŚĆ J E D Y N A "

215

w niej) t r e ś c i w znacznie w i ę k s z y m stopniu n i ż na inne elementy s k ł a d a ­
j ą c e się na akt k r e a c y j n y i jego w y n i k . N i e b e z p i e c z e ń s t w o p r z y p i s y w a ­
nia w y t w o r o m k u l t u r o w y m w a r t o ś c i nie znanych s p o ł e c z e ń s t w o m , k t ó r e
s ą i c h t w ó r c a m i , zmniejsza znacznie stosowanie odpowiednich m e t o d ba­
dawczych, na p r z y k ł a d t r a k t o w a n i e t z w . dzieł s z t u k i jako z n a k ó w b ą d ź
s y s t e m ó w z n a k ó w i analizowanie i c h w e w s z y s t k i c h sytuacjach semantycz­
n y c h , w j a k i c h p o j a w i a j ą się w macierzystej k u l t u r z e .
5

P r z y k ł a d e m b ł ę d n e g o metodologicznie d z i a ł a n i a jest u ż y w a n i e p o j ę c i a
„ p i ę k n o " , k t ó r e nie zawsze i nie w s z ę d z i e b y ł o uznane za k a t e g o r i ę este­
t y c z n ą . C z ę s t o k r o ć jest ono j e d y n i e o k r e ś l e n i e m w a r t o ś c i w sensie spo­
ł e c z n y m . T a k i e znaczenie w y d a j e się p o s i a d a ć p i ę k n o w s p o ł e c z e ń s t w a c h
Nahua, co nie w y k l u c z a — j a k j u ż p o w i e d z i e l i ś m y — percepcji przedmio­
t ó w w i c h sferze estetycznej. N i g d y j e d n a k aspekt ten n i e b y ł d o m i n u ­
j ą c y . Potwierdzenie tego znajdujemy w i n n y m fakcie. W s p o ł e c z e ń s t w a c h
Nahua i s t n i a ł a grupa l u d z i o k r e ś l a n y c h m i a n e m tolteca, k t ó r e t ł u m a c z o n e
jest j a k o „ b u d o w n i c z y , artysta". L u d z i c i m i ę d z y i n n y m i t w o r z y l i przed­
m i o t y o k r e ś l a n e przez nas j a k o d z i e ł a sztuki. Obok n i c h i s t n i a ł a grupa za­
w o d o w y c h r z e m i e ś l n i k ó w w y t w a r z a j ą c y c h r ó w n i e ż — w naszym m n i e m a ­
n i u — dzieła sztuki. R z e m i e ś l n i c y n i g d y j e d n a k nie o s i ą g a l i m i a n a tol­
teca. W y n i k a z tego, że t y t u ł ten b y ł zarezerwowany dla pewnej t y l k o
k a t e g o r i i ludzi, k t ó r y c h w y t w o r y c h a r a k t e r y z o w a ł y się s z c z e g ó l n y m i ce­
chami. A b y w y j a ś n i ć miejsce i znaczenie t a k zwanej s z t u k i w k u l t u r z e
l u d ó w Nahua, m u s i m y p r z e d s t a w i ć k o n c e p c j ę , k t ó r a p r z y z n a w a ł a pewnej
klasie w y t w o r ó w l u d z k i c h o l b r z y m i ą w a r t o ś ć s p o ł e c z n ą i p r z y p i s y w a ł a i m
status b y t ó w rzeczywistych.
6

N a k o n c e p c j ę t ę z r o d z o n ą prawdopodobnie w X V w i e k u z w r ó c i ł po
raz p i e r w s z y u w a g ę M i g u e l L e o n - P o r t i l l a w pracy p o ś w i ę c o n e j u d o k u m e n ­
t o w a n i u hipotezy o i s t n i e n i u w Mezoameryce systemu
filozoficznego .
C e n t r a l n y m p u n k t e m z a i n t e r e s o w a ń tego autora b y ł a koncepcja n a j w y ż ­
szego boga, k t ó r e j genezy s z u k a ć n a l e ż y co najmniej w czasach tolteckich.
Z n a j o m o ś ć tej istoty p r z y p i s y w a n a jest T o l t e k o m m i ę d z y i n n y m i przez i n ­
f o r m a t o r ó w B e r n a r d i n o de Sahaguna. Oto fragment jednego z i c h t e k s t ó w
charakteryzujący tę postać:
7

5

Por.: P. B o h a n n a n , Artist and Critic in an African Society, [w:] M. W.
S m i t h , ed., The Artist in Tribal Society, Routledge and Kegan Paul, London
1961, s. 85-94; tłumaczenie fragmentu tej pracy zamieszczone zostało w: Z. S o k o l e w i c z (red.), Etnologia, Warszawa 1969, s. 284 - 288.
Por. rozważania G o ł a s z e w s k i e j ,
op. cii., s. 451 -580, także
Mukař o v s k i e g o , op. cit., rozdział „Estetyczna funkcja, norma i wartość jako fakty
społeczne", szczególnie s. 98 i n.
• M. L e o n - P o r t i l l a ,
La filosofía
náhuatl estudiada en sus fuentes, Me­
xico 1959 (wyd. 2).
6

�216

R Y S Z A R D TOMICKI

I wiedzieli Toltekowie, że jest wiele niebios
mówili, że jest 12 warstw ponad sobą umieszczonych
Tam jest,
tam mieszka prawdziwy bóg i jego żona.
Bóg niebieski nazywa się Pan Dwoistości,
a jego małżonka nazywa się Pani Dwoistości, Pani niebieska.
To znaczy,
nad dwunastoma niebami jest król, jest pan.
Stamtąd otrzymujemy życie my
i nasi ludzie.
Stamtąd wychodzi nasz los,
gdy jest postanowiony,
kiedy rodzi się dzieciątko.
Stamtąd przybywa jego byt los,
w jego wnętrzu miesza się,
bo przekazuje je Pan Dwoistości .
8

N a j w y ż s z e b ó s t w o u t o ż s a m i a n e b y ł o z Quetzalcoatlem, herosem k u l ­
t u r o w y m , k t ó r e m u p r z y p i s y w a n o stworzenie c y w i l i z a c j i . I s t o t ę r e l i g i i t o l teckiej ( r e l i g i i Quetzalcoatla) doskonale w y r a ż a E r i c h F r o m m umieszcza­
j ą c j ą w jednej grupie z taoizmem, buddyzmem, zoroastryzmem, r e l i g i ą
Echnatona w Egipcie i r e l i g i ą M o j ż e s z a jako r e l i g i a m i p r ó b u j ą c y m i „ z n a ­
leźć o d p o w i e d ź na pytanie d o t y c z ą c e istnienia w p e ł n y m w y ł o n i e n i u się
z egzystencji przedludzkiej, w r o z w i n i ę c i u specyficznie ludzkiej zdolności
r o z u m u i miłości, a t y m s a m y m znalezieniu nowej h a r m o n i i m i ę d z y c z ł o ­
w i e k i e m a n a t u r ą — i m i ę d z y c z ł o w i e k i e m a c z ł o w i e k i e m " . C e c h ą tego
t y p u r e l i g i i jest szukanie j e d n o ś c i z n a t u r ą na poziomie ś w i a d o m e j o d r ę b ­
ności egzystencji ludzkiej od egzystencji przedludzkiej i p r z e d ś w i a d o m e j
(zwierzęcej j e d n o ś c i z n a t u r ą ) . „ P r z e s ł a n k ą tej nowej j e d n o ś c i — pisze
F r o m m — jest p e ł n y r o z w ó j r o z u m u ludzkiego' p r o w a d z ą c y do etapu, na
k t ó r y m r o z u m nie oddziela j u ż c z ł o w i e k a od b e z p o ś r e d n i e g o , intuicyjnego
pochwycenia p r z e z e ń r z e c z y w i s t o ś c i " .
9

10

L u d y g r u p y j ę z y k o w e j n á h u a t l , k t ó r e p r z y b y ł y do D o l i n y M e k s y k u
w X I I I w i e k u , p r z e j ę ł y w i e l e o s i ą g n i ę ć zastanej t a m k u l t u r y . W ś w i e c i e
A z t e k ó w p o w s t a ł m i t „ z ł o t y c h c z a s ó w " tolteckich p r z y p i s u j ą c y t e m u l u ­
d o w i z n a j o m o ś ć wszelkich zdobyczy k u l t u r o w y c h . W czasie p o d b o j ó w p r o ­
wadzonych przez l u d y N a h u a i w trakcie i c h asymilacji n a s t ą p i ł a r ó w n i e ż
synkretyzacja i c h systemu religijnego. Jednak twierdzenie, j a k o b y A z t e k o ­
w i e p r z e j ę l i w i a r ę w n a j w y ż s z e g o boga o d T o l t e k ó w , nie jest pewne, g d y ż

8

Tekst cytowany za: M. L e o n - P o r t i l l a ,
Tres formas de pensamiento
náhuatl.
„Cuadernos del Seminario de problemas científicos y filosóficos", 1959
nr 14, s. 45. Publicado por Universidad Nacional de Mexico.
E . F r o m m , Szkice z psychologii religii, Warszawa 1966, s. 232.
i° Ibidem, s. 233.
9

�217

S Z T U K A J A K O „RZECZYWISTOŚĆ J E D Y N A "

1 1

idea taka w y s t ę p o w a ł a u w i e l u l u d ó w a m e r i n d i a ń s k i c h . B y ć m o ż e na­
s t ą p i ł o j e d y n i e n a ł o ż e n i e s i ę d w ó c h podobnych idei r e l i g i j n y c h , co nie
jest m o ż h w e do ustalenia ze w z g l ę d u na z u p e ł n y b r a k i n f o r m a c j i o r e l i g i i
azteckiej przed p r z y b y c i e m w D o l i n ę M e k s y k u . Jak s i ę jednak wydaje,
w systemie r e l i g i j n y m T o l t e k ó w n a j w y ż s z e b ó s t w o o d g r y w a ł o znacznie
w i ę k s z ą r o l ę n i ż w ś w i a t o p o g l ą d z i e l u d ó w Nahua (przede w s z y s t k i m A z t e ­
k ó w ) , k t ó r y f a w o r y z o w a ł specyficzne dla i c h k u l t u r y w a r t o ś c i , co zna­
l a z ł o odbicie w nazwie, j a k ą o k r e ś l a j ą go badacze — ś w i a t o p o g l ą d mistyczn o - w o j e n n y . W y c z e r p u j ą c e j c h a r a k t e r y s t y k i tego systemu d o k o n a ł Alfonso
C a s o , a jego i s t o t ę o d c z y t a ł trafnie z p o s ą g u Coatlicue J. Fernandez
u s t a l a j ą c , ż e ostatecznym sensem p o s ą g u j a k o s t r u k t u r y z n a c z ą c e j jest
w o j n a . A z t e k o w i e za swego opiekuna i g ł ó w n e g o boga u w a ż a l i H u i t z i l o pochtli, boga s ł o ń c a i w o j n y . Ś w i a t o p o g l ą d i c h b y ł w i z j ą k a t a s t r o f i c z n ą
w swej istocie. Sensem kosmosu b y ł a c i ą g ł a w a l k a i t y l k o d z i ę k i niej m ó g ł
o n t r w a ć . Rola l u d z i s p r o w a d z a ł a s i ę do zasilania b o g ó w o f i a r a m i ze s w y c h
serc b ę d ą c y c h s y m b o l a m i siły istnienia. Ś w i a t o p o g l ą d m i s t y c z n o - w o j e n n y
n a z y w a n y t e ż b y w a przez badaczy mundivision
huitzilopochtlica
dla pod­
k r e ś l e n i a d o m i n u j ą c e j r o l i boga w o j n y .
12

1 3

1 4

W X V w . p o w s t a ł a koncepcja b ę d ą c a w zasadzie przeciwstawieniem
katastroficznej w i z j i ś w i a t a . T w ó r c a m i j e j b y ł a grupa k a p ł a n ó w z w a ­
n y c h w j ę z y k u n á h u a t l m ę d r c a m i {tlamatinime),
p o c h o d z ą c y c h z miast
Texcoco, Huexotzineo, Chalco i i n . , k t ó r e j c z ł o n k i e m b y ł m i ę d z y i n n y m i
w ł a d c a Texcoco — Nezahualcoyotl. D z i e ł e m tej e l i t a r n e j i ezoterycznej
w j a k i m ś stopniu g r u p y b y ł o r e a k t y w o w a n i e , a t a k ż e rozbudowanie
i p r z e w a r t o ś c i o w a n i e idei n a j w y ż s z e g o b o g a - s t w ó r c y . Jak w s p o m n i e l i ś ­
m y , istota t a w y s t ę p o w a ł a w r e l i g i a c h w i e l u l u d ó w m e z o a m e r y k a ń s k i c h ,
jednak — j a k w y k a z a ł L e o n - P o r t i l l a a n a l i z u j ą c zachowane teksty i n ­
d i a ń s k i e -— m ę d r c y Nahua doszli d o p o j m o w a n i a tego boga jako h e r m a frodytycznej zasady w s z e c h ś w i a t a , siły kosmicznej b ę d ą c e j p o c z ą t k i e m
ż y c i a w s z e l k i c h istot i j e d n o c z e ś n i e d y n a m i c z n ą p o d s t a w ą kosmosu m a ­
j ą c ą p o c z ą t e k w samej sobie . U ż y w a j ą c europejskich k a t e g o r i i filozo1 S

11

Por.: R. P e t t a z z i o n i , Wszechwiedza bogów, Warszawa 1967, rozdz. X X I I ,
X X I I I , X X I V . Analiza wierzeń dokonana przez tego autora jest jednak uproszczona
i jednostronna.
A. C a s o , El Pueblo del Sol, Mexico 1953.
J . F e r n a n d e z , Coatlicue. Estética del arte indígena antiguo, Mexico 1956
(wyd. 2).
Określenia tego używa L e o n - P o r t i l l a , La filosofía..., s. 124.
Wskazują n a to określenia u ż y w a n e dla oznaczenia tej istoty: Yohualli-ehécatl („niewidzialny i niedotykalny"), Ipalnemohuani („ów, dzięki któremu żyje się"),
in Tloque in Nahuaque („Pan bezpośredniej bliskości"), Moyocoyani („ten, który
sam się wymyślił"). Por.: L e o n - P o r t i l l a , La filosofía..., s. 162 -169.
12

13

14

1 5

�218

R Y S Z A R D TOMICKI

ficznych m o ż n a b y p o w i e d z i e ć , że w i c h r o z w a ż a n i a c h n a j w y ż s z a istota
p r z y b r a ł a p o s t a ć transcendentnie zhipostazowanej j e d n i - p r a b y t u . N a ba­
zie t y c h u s t a l e ń tlamatinime
s t w o r z y l i n o w y ś w i a t o p o g l ą d nazwany przez
M . L e o n - P o r t i l l ę , naszym zdaniem n i e z b y t s ł u s z n i e , ś w i a t o p o g l ą d e m este­
t y c z n y m . O w i e l e trafniejsze jest o k r e ś l e n i e mundivision
quetzalcoatlica
p o d k r e ś l a j ą c e k o n t y n u a c j ę m y ś l i tolteckiej u t o ż s a m i a j ą c e j Quetzalcoatla
z najwyższym bóstwem.
U podstaw nowego ś w i a t o p o g l ą d u postawione z o s t a ł o p y t a n i e : co ist­
nieje n a p r a w d ę na ziemi? Pytanie to, nie zawsze f o r m u ł o w a n e
explicite,
odnajdujemy w j e d n y m z t e k s t ó w p o c h o d z ą c y m z Manuscrito
de canta­
res
mexicanos:
Czy przypadkiem m ó w i m y tu coś prawdziwego Dawco Życia?
Tylko śnimy, tylko wstajemy ze snu.
Ponieważ jest tylko sen.
Nikt nie m ó w i tu prawdy .
i e

W y m o w a tego f r a g m e n t u staje się bardziej z r o z u m i a ł a po w y j a ś n i e n i u
znaczenia s ł o w a „ p r a w d a " s t a n o w i ą c e g o k l u c z do r o z w a ż a ń m ę d r c ó w .
W j ę z y k u n á h u a t l b r z m i ono neltiliztli
i pochodzi od rdzenia
nelhua-yotl
z n a c z ą c e g o „ f u n d a m e n t , podstawa". S ł o w o t ł u m a c z o n e j a k o p r a w d a ozna­
cza w i ę c w ł a ś c i w o ś ć „ b y c i a m o c n y m , s o l i d n y m , s t a ł y m , niewzruszonym
(firme),
dobrze podbudowanym, zakorzenionym" . D o p o j ę c i a tego po­
w r ó c i m y jeszcze nieco p ó ź n i e j .
O d p o w i e d z i ą m ę d r c ó w Nahua na w y r a ż o n e w p r z y t o c z o n y m t e k ś c i e
w ą t p i e n i e w m o ż l i w o ś ć m ó w i e n i a c z e g o ś prawdziwego na ziemi (co n a l e ż y
r o z u m i e ć szerzej j a k o istnienie czy tworzenie c z e g o ś prawdziwego) b y ł o
stwierdzenie, że j e d y n y m , co jest p r a w d z i w e , s ą „ k w i a t y i p i e ś n i " (in
xochitl
in cuicatl).
W y r a ż e n i e t o n a l e ż y do i d i o m ó w , w k t ó r e obfituje
j ę z y k n á h u a t l , z w a n y c h przez A n g e l a M . Garibaya difrasismo.
Polegają
one, w e d ł u g wspomnianego badacza, „ n a w y r a ż a n i u samej idei m i ę d z y
d w o m a s ł o w a m i , k t ó r e d o p e ł n i o n e s ą j u ż t o przez bycie s y n o n i m a m i , j u ż
t o przez bycie s ą s i a d u j ą c y m i " . M . L e o n - P o r t i l l a t ł u m a c z y w y r a ż e n i e
„ k w i a t i p i e ś ń " j a k o poemat (za Garibayem), lecz g o t ó w jest r o z s z e r z y ć je
na p o e z j ę . W y d a j e s i ę jednak, że n a l e ż y r o z u m i e ć je jeszcze szerzej, g d y ż
nie t y l k o poeci d o s t ą p i l i zaszczytu t w o r z e n i a „ k w i a t ó w i p i e ś n i " , ale r ó w ­
n i e ż r z e ź b i a r z e , malarze, m u z y c y i t p . W e w s z y s t k i c h przypadkach chodzi
raczej o m e t a f o r ę czy s y m b o l i z m b ę d ą c y u d z i a ł e m w s p o m n i a n y c h dzie­
dzin t w ó r c z o ś c i .
Ustalenie, ż e „ k w i a t y i p i e ś n i " s ą j e d y n y m , co istnieje p r a w d z i w i e na
1 7

1 8

16

17

18

Tekst cytowany za: L e o n - P o r t i l l a , Tres formas.., s. 66.
Tekst cytowany za: L e o n - P o r t i l l a , La filosofía..., s. 334.
A. M. G a r i b a y , Llave del Náhuatl, Otumba-Mexico 1940, s. 112.

�219

S Z T U K A J A K O „RZECZYWISTOŚĆ J E D Y N A "

ziemi, nie z a d o w o l i ł o d o c i e k l i w o ś c i m ę d r c ó w . W i c h tekstach
p y t a n i e o pochodzenie „ k w i a t ó w i p i e ś n i " :

znajdujemy

Kapłani, pytam was:
Skąd pochodzą kwiaty, które oszałamiają człowieka?
Pieśń, która oszałamia, piękna pieśń?
1 9

Odpowiedź zaś brzmiała:
Pochodzą tylko z jego domu, środka nieba,
tylko stamtąd pochodzą różne kwiaty ...
Gdzie rozciąga się woda kwiecista,
pachnące piękno k w i a t ó w oczyszcza się z czerni, zieloniutkie
kwiaty splatają się, przetykają:
w e w n ą t r z nich śpiewa, w e w n ą t r z nich świergoce ptak quetzal .
20

W i n n y m p r z y p a d k u o d p o w i e d ź r ó w n i e ż wskazuje
przebywającą w środku świata:

na n a j w y ż s z ą

istotę

Pączkują kwiaty, są świeże, zaczynają być doskonałe,
otwierają się korony kwiatów.
Z jego środka wychodzą kwiaty, pieśni:
ponad ludźmi je rozsypujesz, rozsiewasz je.
Ty jesteś ś p i e w a k .
21

Przytoczone teksty, j a k i w i e l e i n n y c h , w s k a z u j ą w y r a ź n i e , że ź r ó d ł e m
„ k w i a t ó w i p i e ś n i " , jedynej p r a w d y na ziemi, jest istota n a j w y ż s z a . N i e
k a ż d y c z ł o w i e k p o t r a f i j e d n a k o s i ą g n ą ć t ę w a r t o ś ć . B y u k a z a ć cechy p r z y ­
pisywane p r a w d z i w e m u a r t y ś c i e zacytujemy wiersz o p i s u j ą c y malarza,
k t ó r y w k r o c z y ł na d r o g ę „ k w i a t ó w i p i e ś n i " .
Malarz: barwa czarna i czerwona,
artysta, twórca rzeczy z czarnej wody
szkicuje rzeczy w ę g l e m , rysuje je,
przyrządza czarny kolor, miele go, nakłada.
Dobry malarz: mądry, bóg w jego sercu,'
ubóstwia rzeczy ze swego serca,
rozmawia ze swym w ł a s n y m sercem .
22

W i n n y m t e k ś c i e , w k t ó r y m m ó w i s i ę o ideale artysty, w y m i e n i o n a jest
identyczna cecha: „Toltécatl:
artysta [...] p r a w d z i w y artysta [...] rozmawia
ze s w y m sercem, znajduje rzeczy w s w o i m u m y ś l e " .
Droga do o s i ą g n i ę c i a „ k w i a t ó w i p i e ś n i " p r o w a d z i przez m ą d r o ś ć (ta­
kie znaczenie m a w y r a ż e n i e idiomatyczne „ b a r w a czarna i czerwona"
2 3

19

20

21

22

23

Tekst cytowany za: L e o n - P o r t i l l a , La filosofía...,
Ibidem, s. 143.
Ibidem, s. 143.
Ibidem, s. 266.
Ibidem, s. 261.

s. 142.

�220

R Y S Z A R D TOMICKI

u ż y t e w w i e r s z u o malarzu), d z i ę k i k t ó r e j c z ł o w i e k p o t r a f i r o z m a w i a ć
z w ł a s n y m sercem, c z y l i d o t r z e ć do b o s k o ś c i . Poprzez z g ł ę b i a n i e t r a d y c j i
i i n t e l e k t u a l n ą p e n e t r a c j ę r z e c z y w i s t o ś c i o s i ą g a swoiste poznanie zasady
w s z e c h ś w i a t a , dociera do istoty b y t u . Rzeczy, k t ó r e w ó w c z a s t w o r z y , s ą
plonem poznania, zawiera w n i c h b o w i e m p r a w d ę , do k t ó r e j d o t a r ł —
„ k w i a t y i p i e ś n i " . C z ł o w i e k t a k i „ p o s i a d a w sercu boga", j a k m ó w i ą t e k ­
sty m ę d r c ó w Nahua, i d z i ę k i t e m u o t r z y m u j e g o d n o ś ć a r t y s t y — tolteca,
a t a k ż e m i a n o tlayoltehuiani
— „ t e n , k t ó r y zawiera w rzeczach b o s k o ś ć
ze swego serca". Ludzie tacy reprezentowali i d e a ł m ę d r c ó w , z a j m o w a l i
n a j w y ż s z e w h i e r a r c h i i s p o ł e c z n e j stanowiska — z w i e r z c h n i k a w e l i t a r ­
nej szkole Calmecac czy n a j w y ż s z e g o duchownego Quetzalcoatl.
Przedstawione ustalenia n i e b y ł y d l a m ę d r c ó w celem s a m y m w sobie.
P r o w a d z i ł y nieuchronnie do postawienia p y t a n i a o sens l u d z k i e j egzy­
stencji. Z n a m y w i e l e t e k s t ó w w y r a ż a j ą c y c h g ł ę b o k ą ś w i a d o m o ś ć k r ó t ­
kości i n i e u n i k n i o n e j s k o ń c z o n o ś c i życia. Oto fragment jednego z n i c h :
Czyż moje serce ma odejść
jak kwiat, który zamiera?
Za kilka dni me imię będzie niczym,
Moja s ł a w a niczym nie będzie na ziemi.
Mniej niż kwiaty. Mniej niż pieśni.
Jakże me serce to zniesie?
Ach! daremnie przychodzimy na z i e m i ę !
Ach! gdybyśmy zawsze żyli!
Ach! gdybyśmy nigdy nie umierali!
2 4

Refleksje takie n i e d o p r o w a d z i ł y b y n a j m n i e j do uznania bezsensu l u d z ­
kiego istnienia. Droga „ k w i a t ó w i p i e ś n i " s t a ł a s i ę w ś w i a t o p o g l ą d z i e
m ę d r c ó w w a r t o ś c i ą n a d a j ą c ą ż y c i u sens, s t a ł a s i ę g ł ó w n y m celem c z ł o ­
w i e k a . W p i e ś n i p o c h o d z ą c e j w Chalco zapisane z o s t a ł y s ł o w a b ę d ą c e o d ­
p o w i e d z i ą na przytoczone w y ż e j pesymistyczne r o z m y ś l a n i a :
Niechaj nikt nie daje o p a n o w a ć się smutkowi.
Niechaj nikt nie pozwala błądzić swym m y ś l o m po ziemi.
Oto są nasze kwiaty i nasze pieśni bezcenne.
Niechaj nasi przyjaciele tymi się cieszą kwiaty.
Niechaj zniknie smutek z s e r c .
25

A o t o jeszcze jeden tekst w y r a ż a j ą c y t ę s a m ą m y ś l :
P r a w d ą jedynie to, że odchodzimy,
porzucając i kwiaty, i pieśni, i ziemię.
P r a w d ą jedynie to, że odchodzimy...
Jeśli w i ę c tylko na ziemi

2 4

Tekst w tłumaczeniu T. Milewskiego cytowany za: A z t e k
bycie Meksyku, Warszawa 1959, s. X L V I I .
Ibidem, s. X L V I I I .
25

Anonim,

Zdo­

�S Z T U K A J A K O „RZECZYWISTOŚĆ J E D Y N A "

221

są kwiaty, te kwiaty i pieśni,
które są naszym bogactwem,
które są naszą ozdobą,
zaprawdę, cieszmy się n i m i .
26

W t e n s p o s ó b droga „ k w i a t ó w i p i e ś n i " s t a ł a s i ę j e d y n y m celem l u d z ­
k i e j egzystencji n a d a j ą c y m j e j sens. O s i ą g n i ę c i e d o s k o n a ł o ś c i l u d z k i e j
r ó w n a ł o s i ę zdobyciu ś w i a d o m o ś c i istnienia czegoś, co jest t r w a ł e , pewne
i niezmienne, czegoś — m ó w i ą c j ę z y k i e m m ę d r c ó w Nahua — co jest
p r a w d z i w e . W t y m momencie u j a w n i a s i ę a l t e r n a t y w n y w stosunku do
ś w i a t o p o g l ą d u mistyczno-wojennego charakter koncepcji m ę d r c ó w . M . L e ­
o n - P o r t i l l a n a z w a ł ją, j a k j u ż w s p o m n i e l i ś m y , ś w i a t o p o g l ą d e m estetycz­
n y m , g d y ż u w a ż a ł , że w y t w o r y m ę d r c ó w takie, j a k r z e ź b y , m a l a r s t w o
i przede w s z y s t k i m poezja u z y s k i w a ł y status „ p r a w d z i w o ś c i " d z i ę k i p i ę k ­
n u , k t ó r y m się c h a r a k t e r y z o w a ł y . Pisze o n m i ę d z y i n n y m i : „ K u l t u r a
i filozofia metafor [...] b y ł a przeczuciem c z ł o w i e k a , że to, co p i ę k n e , jest
b y ć m o ż e t y m , co jedyne realne" . T a k ż e J. Fernandez, p o d s u m o w u j ą c
d o s k o n a ł ą a n a l i z ę r z e ź b y Coatlicue, stwierdza, że „istotą p i ę k n a Coatlicue
jest istota w o j n y " i dalej z a u w a ż a :
2 1

Nie było ono na pewno pięknem, które odwraca u w a g ę od tego, co n a j w a ż n i e j ­
sze, sprawy zasadniczej, życia. Było pięknem centralnym w kulturze azteckiej
i było p i ę k n e m dynamicznym w swej istocie. Było pięknem, które dawało sens
i usprawiedliwienie życia i śmierci, ponieważ żyje się, aby umrzeć i umiera się, aby
żyć dla podtrzymania do końca porządku dynamicznego, i tak zresztą tymczaso­
wego, skoro, jak wiele razy poprzednio, „Piąte Słońce" czy świat obecny również
ulegnie zagładzie. B y ł o p i ę k n e m wojny tej, która oświetlała trwożący świat nad­
przyrodzony, lecz gwarantowała także poprzez śmierć heroiczną wojownika i brze­
miennej kobiety odrodzenie w nowych formach .
28

Przytoczony fragment ukazuje w y r a ź n i e , że nie chodzi w t y m p r z y ­
p a d k u o p i ę k n o jako k a t e g o r i ę e s t e t y c z n ą , lecz o sens dzieła (kategoria
semantyczna). To, w c z y m c y t o w a n y badacz upatruje „ i s t o t ę p i ę k n a " po­
sągu, jest t y l k o w y r a ż o n y m w f o r m i e przedmiotowej ostatecznym sensem
ś w i a t o p o g l ą d u mistyczno-wojennego, k t ó r y z racji swej f u n k c j i s p o ł e c z ­
nej b y ł n a j w y ż s z ą w a r t o ś c i ą , b y ł najbardziej cenny, ale nie p i ę k n y . W a ­
l o r u estetycznego nadaje idei czy m y ś l i j e d y n i e forma uznana za t a k ą
w danej k u l t u r z e . W y d a j e s i ę , że t e n sam b ł ą d p o p e ł n i ł M . L e o n - P o r t i l l a
w odniesieniu do ś w i a t o p o g l ą d u m ę d r c ó w Nahua. Jak s t a r a l i ś m y s i ę w y ­
k a z a ć , c e c h ą k o n s t y t u u j ą c ą w y t w o r y c z ł o w i e k a j a k o b y t y rzeczywiste nie
jest „ p i ę k n o " , lecz „ p r a w d z i w o ś ć " . Natomiast cecha p r a w d z i w o ś c i jest i m
przypisana d z i ę k i z a w i e r a n i u „ k w i a t ó w — p i e ś n i " , c z y l i s y m b o l i k i n a j -

26

2 7

2 8

Ibidem, s. X L V I I I .
L e o n - P o r t i l l a , La filosofia..., s. 278.
F e r n a n d e z , op. cit., s. 251.

�222

RYSZARD TOMICKI

w y ż s z e g o b o g a - s t w ó r c y , zasady w s z e c h ś w i a t a . Inaczej m ó w i ą c , w y t w o r y
c z ł o w i e k a s ą r z e c z y w i s t o ś c i ą j e d y n ą o t y l e t y l k o , o ile p a r t y c y p u j ą po­
przez s w ą s y m b o l i k ę w prabycie (bez w z g l ę d u na to czy p r z y j m i e m y , ż e
m ę d r c y w y o b r a ż a l i go sobie j a k o b e z o s o b o w ą siłę k o s m i c z n ą , czy jako
boga). D z i ę k i t e m u s t a j ą s i ę one d o s k o n a ł e — p i ę k n e . N i c t e ż dziwnego,
że w ł a ś c i w o ś ć t ę p r z y p i s a l i m ę d r c y najdoskonalszym w ś w i e t l e n o r m obo­
w i ą z u j ą c y c h w k u l t u r z e Nahua d z i e ł o m r ą k ludzkich. D o s t r z e g ł t o George
С. V a i l l a n t p i s z ą c : „ T e r m i n „ s z t u k i p i ę k n e " b y ł A z t e k o m obcy; nie w g ł ę ­
b i a l i się o n i w zagadnienia estetyczne ani t e ż nie t w o r z y l i dzieł, k t ó r e
m i a ł y b y j e d y n i e w z b u d z a ć podziw s w y m p i ę k n e m . [...] Bardzo natomiast
cenili w y s o k i poziom i j a k o ś ć w y k o n a n i a prac, a najdoskonalsze owoce
swego r ę k o d z i e ł a p o ś w i ę c a l i bogom [...]" .
2 9

W ś w i e t l e p o w y ż s z y c h u s t a l e ń „ p r a w d a " , podstawowa kategoria w roz­
w a ż a n i a c h m ę d r c ó w Nahua, b y ł a k a t e g o r i ą o n t o l o g i c z n ą . T r u d n o nie p r z y ­
w o ł a ć w t y m miejscu s ł ó w M i r c e a Eliade, k t ó r y nie o p i e r a j ą c się b y ­
najmniej na m a t e r i a ł a c h m e z o a m e r y k a ń s k i c h p r z y t w o r z e n i u podstaw swej
t e o r i i religioznawczej p i s a ł : „ W y t w ó r n a t u r y [...], przedmiot s p o r z ą d z o n y
r ę k ą l u d z k ą odnajduje s w ą r z e c z y w i s t o ś ć ,
swą
tożsamość
j e d y n i e poprzez uczestniczenie w r z e c z y w i s t o ś c i transcendentnej" .
F u n k c j ą przedmiotów zawierających „ k w i a t y i pieśni" będących ma­
t e r i a l n y m efektem poznania pojmowanego jako d o ś w i a d c z e n i e w e w n ę t r z ­
ne, akt i n t u i c y j n o - i n t e l e k t u a l n y , b y ł o reprezentowanie na z i e m i i unaocz­
nianie istoty b y t u rzeczywistego. Przedstawiona koncepcja nie b y ł a w i ę c ,
j a k chce L e o n - P o r t i l l a , p r ó b ą „ n a j n i e z w y k l e j s z e g o sposobu odpowiedzi na
s t a r o ż y t n e pytanie, »co to jest s z t u k a « " , g d y ż — p o d k r e ś l m y jeszcze
raz — pewne w y t w o r y o s i ą g a ł y status r z e c z y w i s t o ś c i jedynej t y l k o d z i ę k i
immanentnej i m „ p r a w d z i e " , b ę d ą c e j w s k a ź n i k i e m i c h s y t u a c j i o n t o l o gicznej.
3 0

3 1

W y j a ś n i a s i ę r ó w n i e ż s p o ł e c z n a rola g r u p y l u d z i o k r e ś l a n y c h w cza­
sach azteckich m i a n e m tolteca. B y l i t o k a p ł a n i - m ę d r c y o d w z o r o w u j ą c y
p r z y pomocy s y m b o l i i s t o t ę b y t u w przedmiotach, k t ó r e j u ż w t e d y t w o ­
r z y l i j a k o malarze, r z e ź b i a r z e , poeci czy architekci. G d y b y ś m y p r z y j ę l i
dla i c h w y t w o r ó w o k r e ś l e n i e sztuka, to p r z e d m i o t y n a l e ż ą c e do tego zbio­
r u c h a r a k t e r y z o w a ł y b y się zawieraniem „ k w i a t ó w i p i e ś n i " .
K o n w e n c j a semantyzacji w y t w o r ó w , c z y l i celowego kodowania p e w ­
n y c h t r e ś c i , nie b y ł a n a terenie M e z o a m e r y k i o s i ą g n i ę c i e m m ę d r c ó w
Nahua. P o d p o r z ą d k o w a n i e d u ż e j części w y t w o r ó w s t a n o w i ą c y c h dla nas
s z t u k ę t y c h społeczności systemowi m i t o l o g i c z n o - r e l i g i j n e m u spowodowa-

2 9

3 0

31

G. C. V a i l l a n t , Aztekowie z Meksyku, Warszawa 19615, s. 201.
M. E l i a d e , Sacrum—mit—historia, Warszawa 1970, s. 57.
L e o n - P o r t i l l a , La filosofía..., s. 259.

�223

S Z T U K A J A K O „RZECZYWISTOŚĆ J E D Y N A '

ło, że p e ł n i ł y one przede w s z y s t k i m funkcje reprezentacyjne i k o m u n i ­
kacyjne. Inaczej m ó w i ą c , f u n k c j ą t y c h p r z e d m i o t ó w b y ł o reprezentowa­
nie r z e c z y w i s t o ś c i pozaprzedmiotowej, p o r z ą d k u innego n i ż ziemski,
a nawet k o n s t y t u o w a n i e go. S y t u a c j ę t a k ą m o ż e m y o b s e r w o w a ć w M e zoameryce bardzo w c z e ś n i e , na p r z y k ł a d w Teotihuacan, gdzie — j a k
twierdzi Laurette Séjourné
— ż a d e n element k o n s t r u k c y j n y i z d o b n i ­
czy nie jest p r z y p a d k o w y . P r z y k ł a d e m takiej k o n w e n c j i k u l t u r o w e j jest
p o s ą g b o g i n i Coatlicue, k o n s t r u k c j a p i r a m i d a l n a i t p . W i e l u badaczy stara­
ło się o d n a l e ź ć autentyczne znaczenie dzieł sztuki m e z o a m e r y k a ń s k i e j .
W kategorycznej postaci s f o r m u ł o w a ł s w ó j p u n k t w i d z e n i a P a u l Westheim,
t w i e r d z ą c : „ S z t u k a przedkolumbijska [...] zawsze coś znaczy" . N a z b y t
c z ę s t o j e d n a k badacze c i w i d z i e l i w w y t w o r a c h k u l t u r i n d i a ń s k i c h j e d y n i e
t r e ś c i emocjonalne. Dziś, p r z y obecnym stanie wiedzy, m o ż n a p o w i e d z i e ć ,
że tak zwana sztuka b y ł a p r z e k a ź n i k i e m t r e ś c i i n t e l e k t u a l n y c h i taka b y ł a
i c h zamierzona funkcja. N i e znaczy to, że w s p o ł e c z e ń s t w i e r o z w a r s t w i o ­
n y m , a w i ę c w j a k i m ś stopniu polisemantycznym, t r e ś c i te b y ł y odczy­
t y w a n i e dla w s z y s t k i c h c z ł o n k ó w s p o ł e c z e ń s t w a w j e d n a k o w y m stopniu.
W X V i X V I w i e k u konwencja semantyzacji b y ł a k o n t y n u o w a n a . U l e g ł
j e d y n i e p r z e w a r t o ś c i o w a n i u system w y o b r a ż e ń w i n t e r e s u j ą c e j nas t u
grupie m ę d r c ó w . D z i ę k i t e m u p r z e d m i o t y w s k a z y w a ł y na inne n i ż po­
przednio f a k t y poza sobą. U n a o c z n i a ł y i n n ą r z e c z y w i s t o ś ć . Teoria m ę d r ­
c ó w d o t y c z y ł a b o w i e m przede w s z y s t k i m k w e s t i i ontologicznych i epistemologicznych. Stworzenie przez n i c h n o w y c h w a r t o ś c i , opozycyjnych do
w a r t o ś c i prezentowanych przez ś w i a t o p o g l ą d m i s t y c z n o - w o j e n n y m u s i a ł o
s p o w o d o w a ć k o n i e c z n o ś ć w y r a ż a n i a i c h w formie przedmiotowej. P r z y ­
k ł a d e m takiej realizacji jest fakt podawany przez I x t l i l x o c h i t l a . Nezah u a l c o y o t l w y s t a w i ł w s w y m m i e ś c i e Texcoco ś w i ą t y n i ę n a j w y ż s z e j isto­
cie zwanej w t y m p r z y p a d k u Tloque Nahuaque. Zachowana z o s t a ł a t r a ­
dycyjna forma piramidalna posiadająca symbolikę zgodną z światopoglą­
dem m ę d r c ó w , nie było- natomiast w ś w i ą t y n i b ó s t w a , co z k o l e i w y r a ż a ł o
jego b e z o s o b o w ą n a t u r ę n i e m o ż l i w ą do antropomorficznego przedstawie­
nia, ale w y r a ż o n ą j u ż p o ś r e d n i o przez w i e r z c h o ł e k p i r a m i d y w s k a z u j ą c y
k i e r u n e k g ó r a - d ó ł , czyli c e n t r u m b ę d ą c e miejscem p r z e b y w a n i a n a j w y ż ­
szej istoty .
3 2

3 3

3 4

3 5

3 2

3 3

3 4

L . S é j o u r n é , La pensée des anciens mexicains, Paris 1966, s. 91.
P. W e s t h e i m , Arte Antiguo de México, Mexico-Buenos Aires 1950, s. 127.
F . de A l v a I x t l i l x o c h i t l , Das Buch der Kónige von Tezcuco, Leipzig

1930.
3 5

Na temat symboliki centrum por.: E l i a d e ,
op. cit., s. 73-81; t e n ż e ,
Traktat o historii religii, Warszawa 1966, s. 368-376; S é j o u r n é , op. cit.;
А.
Wierciński,
Mándala
w systemie wierzeń
religijnych
Mezoameryki,
referat
wygłoszony na Sympozjum Kultury Indian, Kraków, 21-23 k w i e c i e ń 1972 r.

�22á

RYSZARD TOMICKI

O s i ą g n i ę c i e m ę d r c ó w Nahua nie b y ł o zasadniczym z w r o t e m w r o z w o ­
j u m y ś l i s t a r o ż y t n y c h l u d ó w M e z o a m e r y k i , lecz k o n t y n u a c j ą w i e l u ar­
chaicznych — j u ż w czasach A z t e k ó w — e l e m e n t ó w r e l i g i j n y c h i m i t o l o ­
gicznych. W y d a j e s i ę jednak, że p r z e j m u j ą c t r a d y c j ę m i n i o n y c h epok do­
k o n a l i o n i k r o k u w k i e r u n k u bardziej filozoficznego n i ż teologicznego p o j ­
m o w a n i a w s z e c h ś w i a t a . W s t w o r z o n y m przez n i c h systemie koncepcja
„ k w i a t ó w i p i e ś n i " z a j m o w a ł a w a ż n e miejsce, b ę d ą c o d p o w i e d z i ą na p y ­
tania n a t u r y ontologicznej.
K o ń c z ą c , autor w i n i e n jest w y j a ś n i e n i e . Przedstawienie ś w i a t o p o g l ą d u
m ę d r c ó w Nahua w kategoriach m y ś l i europejskiej upraszcza bardzo jego
autentyczny k s z t a ł t , gdzie u o g ó l n i e n i a w y r a ż a s i ę na drodze i n t u i c y j n o - w y o b r a ż e n i o w e j , a za k a ż d y m w y r a z e m k r y j e s i ę w i e l e z n a c z e ń u c h w y t ­
n y c h raczej i n t u i c y j n i e n i e z a ś d y s k u r s y w n i e . D o d a t k o w y m m a n k a m e n ­
tem takiego p r z e d s i ę w z i ę c i a jest k o n i e c z n o ś ć podawania t e k s t ó w po i c h
p o d w ó j n y m t ł u m a c z e n i u ( n a h u a t l - h i s z p a ń s k i - p o l s k i ) . Jednak z sytuacjami
t a k i m i b o r y k a m y s i ę zawsze, i l e k r o ć m a m y do czynienia z w y t w o r a m i
m y ś l i s p o ł e c z n o ś c i pozaeuropejskich. I c h o r y g i n a l n o ś ć i z a d z i w i a j ą c e b o ­
gactwo jest c e n ą , za k t ó r ą w a r t o p o d e j m o w a ć r y z y k o .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11058" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11036">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6f85314d455025b566898cce6daec7ef.pdf</src>
        <authentication>7a70cde5f8c614bf9ec4419051923292</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131870">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131871">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131872">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131873">
                <text>Struktura epok świata w mitologii nahuatlańskiej. Nowa interpretacja wersji z "Histoyre du Mechique", "Leyenda de los Soles" i "Historia de los mexicanos por sus pinturas" / ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131874">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.2, s.107-134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131875">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131876">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131877">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131878">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131879">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131880">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I X : 1985 z. 2
P L I S S N 0071-1861

RYSZARD TOMICKI

STRUKTURA EPOK ŚWIATA W MITOLOGII NAHUATLAŃSKIEJ.
NOWA INTERPRETACJA WERSJI Z HISTOYRE
DU
MECHIQUE,
LEYENDA
DE LOS SOLES I HISTORIA
DE LOS MEXICANOS
POR
SUS PINTURAS *
Mitologia przedhiszpańskiego Meksyku jest dziedziną ciągle stosun­
kowo słabo poznaną , o czym świadczy wymownie wielość problemów
(cząsto podstawowych) będących już od dziesiątków lat przedmiotem ba­
dań i co jakiś czas od nowa poddawanych pod dyskusję przez kolejnych
badaczy. W znacznej mierze sytuacja ta wynika z ograniczeń, jakie na­
rzuca ilość oraz jakość materiałów źródłowych. Z drugiej jednak strony
wydaje się, że wiele źródeł, którymi obecnie dysponujemy (w t y m rów­
nież tych najbardziej znanych), nie zostało jeszcze w pełni wykorzysta­
nych i że chwila, kiedy trzeba będzie stwierdzić, iż możliwości rozwią­
zania takiego czy innego problemu zostały wyczerpane, jest nadal bar­
dzo odległa.
Koncepcja tzw. epok świata należy do takich, powracających co pe­
wien czas problemów. Ma on przy t y m dwa wymiary. Wizja następują­
cych po sobie epok, osobnych światów i kolejnych odmian ludzi niszczo­
nych każdorazowo przez kataklizmy, uważana jest za swego rodzaju
wzorzec mitologicznej myśli mezoamerykańskiej . Fakt, iż tego typu wiz­
ja przeszłości występowała w środkowym Meksyku, a ponadto wśród
wielu grup etnicznych z obszaru kultury Majów , stwarza podstawy do
1

2

3

* Niektóre spostrzeżenia i tezy rozwinięte w
tym artykule przedstawiłem
w 1979 r. podczas sesji „Trzeci Ś w i a t w polskich badaniach etnograficznych", od­
bytej w Poznaniu, w referacie pt. Uwagi o meksykańskich
koncepcjach
kosmogonicznych okresu konkwisty. Legenda o Słońcach. Materiały z sesji, aczkolwiek skie­
rowane do publikacji, jak dotąd (tj. do maja 1984 r.) nie zostały wydane.
Analogicznie ocenił ostatnio sytuację w tej dziedzinie M. G r a u l i c h , Myths
oj Paradise Lost in Pre-Hispanic Central Mexico, „Current Anthropology", vol. 24:
1983, nr 5, s. 575-576.
Por. np. R. D. B r u c e S., C. R o b l e s U., E . R a m o s C h a o , Los
Lacandones. 2. Cosmovísión
maya, México 1971, s. 143.
* Przegląd wersji obejmujący również materiały zgromadzone współcześnie po­
daje J . Eric S. T h o m p s o n , Maya History and Religion, Norman (Oklahoma) 1972,
s. 330-348.
1

8

�108

RYSZARD TOMICKI

pytań o ich (ewentualnie wspólną) genezę oraz do rozważania wersji
pochodzących z różnych terenów czy też zapisanych w różnych okresach
historycznych jako wariantów jednego zjawiska kulturowego.
Ale istnieje także drugi wymiar problemu wynikający z kolei z faktu,
że mimo podobieństwa zasadniczej idei, koncepcje te nie są identyczne.
Dość znaczne różnice istnieją zarówno pomiędzy wersjami należącymi
do odmiennych tradycji kulturowych, jak też pomiędzy wersjami jed­
nej i tej samej tradycji. Co więcej, przykład wielokrotnie dyskutowanej
przez badaczy koncepcji azteckiej dowodzi, że wyjaśnienie przyczyn i sen­
su zróżnicowania wersji w ramach jednej tradycji sprawia wiele kłopo­
tów i kwestia ta musi być traktowana jako otwarty problem badawczy.
Jeżeli zatem wizję podzielonej na epoki przeszłości uznać można za ele­
ment kultury mezoamerykańskiej, to jednocześnie należy sądzić, iż wa­
runkiem powodzenia jakichkolwiek analiz porównawczych, mających na
celu ustalenie jego genezy i historii w skali całej Mezoameryki , jest
wszechstronne poznanie wszystkich wersji i wariantów należących do
poszczególnych tradycji kulturowych.
4

Meksykańską koncepcję epok świata cechuje stosunkowo duża stan­
daryzacja wersji oraz liczne nawiązania do kalendarza tonalpohualli .
Standaryzacja dotyczy przede wszystkim zestawu epok oraz ich charakte­
rystyki. U podstaw niemal wszystkich znanych obecnie wersji ze środ­
kowego Meksyku leży zbiór pięciu epok, zwanych najczęściej Słońcami
(1. poj. tonatiuh), o następujących nazwach własnych i cechach (w opisie
pomijam pewne szczegóły, o których mowa będzie dalej, oraz takie ele­
menty, które nie mają większego znaczenia dla poruszanych przeze mnie
zagadnień):
s

6

4

Wizja przeszłości podzielonej na epoki znana była również Indianom Pueblo
z południowego zachodu U S A . Z uwagi na istnienie śladów k o n t a k t ó w kulturowych
między tym obszarem a środkowym Meksykiem dopuszcza się możliwość, że kon­
cepcja Indian Pueblo jest rezultatem dawnych oddziaływań. Por. F . H a w 1 e у
E l l i s , Differential Pueblo Specialization in Fetiches and Shrines,, „Anales del I n ­
stituto Nacional de Antropología e Historia", t. I : 1969 (1967-1968), s. 177; J . Ch. К e 11 e y, Mesoamerica and the Southwestern United States, [w:] Handbook of Middle
American Indians, vol. 4, Austin 1966, s. 95-110.
5

260-dniowy kalendarz tonalpohualli stanowił kombinację 20 znaków i 13 liczb
(od 1 do 13); biegł równolegle z kalendarzem solarnym 365-dniowym i dostarczał
nazw dni oraz nazw lat. Bliżej o tonalpohualli pisze G. С. V a i 11 a n t, Aztekowie
z Meksyku. Powstanie, rozwój i upadek narodu azteckiego, tłum. J . Maliszewska-Kowalska, Warszawa 1965, s. 240 n.
* Wersję pod wieloma względami odmienną prezentuje Códice Vaticano A 3738,
powstały ок. 1563 r. i opatrzony komentarzami w języku w ł o s k i m , najprawdopo­
dobniej przez ojca Pedro Ríos. U w a ż a się, że jest to kopia kodeksu przedhiszpańskiego. Por. Códice Vaticano-Ríos
3748, con notas de José Corona Núñez, [w:] Lord
K i n g s b o r o u g h , Antigüedades
de México, vol. 3, México 1964, s. 19-27.

�109

S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I NÁ H U A

Słońce 4-ocełotl (zwane też Ocelotonatiuh — Słońcem Jaguara, Yohualtonatiuh — Słońcem Nocnym, Tlachitonatiuh — Słońce Ziemi) łączo­
ne było z ziemią i bogiem Tezcatlipoca; w epoce tej żyli giganci, któ­
rzy zostali pożarci przez jaguary w dniu 4-ocelotl (daty będące naz­
wami dalszych epok także oznaczają dzień, w którym nastąpił katak­
lizm kończący daną epokę).
Słońce 4-ehecatl (lub Ehecatonatiuh — Słońce Wiatru) łączone było z wiat­
rem (powietrzem) i bogiem Quetzalcoatlem-Ehecatlem; żyjący wtedy
ludzie zniszczeni zostali przez huragan i zmienili się w małpy.
Słońce 4-quiahuitl (zwane 'też Quiauhtonatiuh — Słońcem Ognistego Desz­
czu oraz Tletonatiuh — Słońcem Ognia) łączone było z ogniem i bo­
giem Tlalokiem; ludzie tej epoki zginęli w płomieniach ognia spada­
jącego z nieba i częściowo zmienili się w ptaki.
Słońce 4-atl (lub Atonatiuh — Słońce Wody) łączone było z wodą i bogi­
nią Chalchiuhtlicue; zakończyło się niszczącym ziemię potopem, ludzie
zaś zmienili się w ryby.
Słońce 4-ollin (lub Ollintonatiuh — Słońce Ruchu albo Słońce Trzęsienia
Ziemi) uważane było za epokę trwającą, której patronował bóg Tonatiuh; miało zakończyć się trzęsieniem ziemi i powszechnym głodem.
Dwa podstawowe pytania łączące się z meksykańską koncepcją epok
świata i stale pozostające bez zadowalającej odpowiedzi są nader proste
i brzmią następująco: ile epok ona obejmowała i jaka była ich kolej­
ność? . Biorą się one stąd, że przedstawiony zbiór epok wykorzystywany
jest w różnych źródłach w rozmaity sposób. Większość relacji, m.in. Hi­
storia de los mexicanos por sus pinturas, Histoyre du Mechique, Leyenda
de los Soles i Anales de Cuauhtitlan, zawiera pełny zestaw epok, a epoką
ostatnią (trwającą) jest w nich zawsze Słońce 4-ollin. Kolejność epok
minionych wykazuje jednak dość znaczne zróżnicowanie. Inne relacje,
np. kilka wersji znajdujących się w dziełach F. de Alva Ixtlilxóchitla,
obejmują natomiast wyłącznie cztery epoki, z których jedna uważana jest
za nie zakończoną, i pomijają całkowicie Słońce 4-ollin. I w t y m w y ­
padku sekwencja epok, czyli kolejność, w jakiej następują one po sobie,
jest zmienna.
Sytuację poniekąd ratuje identyczna liczba i sekwencja epok w wers­
jach z Historia de los mexicanos oraz z Leyenda de los Soles (jest ona
taka sama jak w podanym wyżej wyliczeniu). Pochodzenie obu tych
źródeł, a także niektóre szczegóły relacji o Słońcach mające analogie
w symbolach widniejących na tzw. Piedra del Sol (zabytku pochodzą­
cym z Tenochtitlan i znanym szerzej jako „kamienny kalendarz aztecki"),
stały się podstawą do uznania wersji — o których mowa — za swego ro7

7

R . M o r e n o de l o s A r c o s ,
Cultura Náhuatl", vol. 7: 1967, s. 198.

Los

cinco soles cosmogónicos,

„Estudios

de

�110

RYSZARD TOMICKI

8

dzaju oficjalną i kanoniczną wersję z Tenochtitlan . Od lat większość
piszących o mitologii nahuatlańskiej traktuje ją przy t y m jako wersję
wzorcową (prawidłową) . Istotnym mankamentem tego stanowiska jest
brak wyjaśnienia dwóch kwestii: a) z czego wynika odmienność innych
sekwencji?; czy można uznać je za błędne — z winy autorów źródeł lub
informatorów — a więc z punktu widzenia wiedzy o mitologii nahuatlań­
skiej nieistotne, czy wręcz przeciwnie — są one świadectwem zróżnico­
wania tradycji mitologicznych w środkowym Meksyku na przełomie X V
i X V I w.; b) dlaczego występują różnice w ogólnej liczbie epok?; w t y m
przypadku można wątpić, by chodziło po prostu o pomyłkę, a zatem ko­
nieczne jest odszukanie przyczyny w historii i kulturze ludów Nahua.
9

Dodać trzeba, że oprócz jednakowej liczby i sekwencji epok (oraz
ogólnego czasu ich trwania, o czym będzie jeszcze mowa), istnieje dodat­
kowy czynnik decydujący o szczególnym miejscu, jakie wersje z Historia
de los mexicanos i Leyenda de los Soles zajmują wśród wszystkich i n ­
nych relacji. Otóż występująca w nich sekwencja zapewnia harmonijne
połączenie czterech epok minionych z epoką aktualną, Słońcem 4-ollin.
Rzecz polega na usytuowaniu Słońca 4-atl na I lub I V pozycji w sekwen­
cji. Jeśli występuje ona jako czwarta epoka, kończący je kataklizm —
potop — koresponduje z aktem rekonstrukcji świata po potopie, który
zawsze rozpoczyna Słońce 4-ollin. Jeśli Słońce 4-atl sytuowane jest na
pozycji I (a tak czynią wszystkie wersje „niekanoniczne"), wówczas logi­
ka wydarzeń mitycznych ulega zakłóceniu, rekonstrukcja bowiem świata
zniszczonego przez wody następuje po kataklizmie zupełnie innym (zwy­
kle huragan lub ognisty deszcz). Z uwagi na to, że początek Słońca 4-ollin opisywany jest stale t y m samym zespołem mitów, niezależnie od
kolejności poprzedzających go epok, sama sekwencja zdaje się stano­
wić silny argument przemawiający za „prawidłowością" tzw. wersji
kanonicznej z Tenochtitlan. Czyżby zatem rzeczywiście należało uznać
pozostałe wersje pięcioepokowe za „fałszywe" czy „błędne"? Moim zda­
niem opinia taka byłaby zdecydowanie przedwczesna, gdyż najpierw trze­
ba by wykluczyć możliwość funkcjonowania sekwencji nieciągłych (mó­
wiąc o nieciągłości mam na myśli wspomnianą wyżej logikę wydarzeń

8

Pogląd taki wyraził już E . S e l e r , Die Ausgrabungen am Orte des Haupttempels in Mexico, [w:] t e n ż e , Gesammelte Abhandlungen zur
Amerikanischen
Sprach- und Alterthumskunde,
Bd. I I , Berlin 1904, s. 833. Por. też H . B . N i c h o l ­
s o n , Religion in Pre-Hispaníc
Central Mexico, [w:] Handbook of Middle American
Indians, vol. 10, Part I, Austin 1971, s. 398-399.
Por. H . B e y e r , El llamado Calendario Azteca, México 1921; E . S e l e r , My­
thus und Religion der alten
Mexikaner, [w:] t e n ż e , Gesammelte
Abhandlungen
zur Amerikanischen
Sprach- und Alterthumskunde,
Bd. I V , Berlin 1923, s. 2-167;
M. L e ó n - P o r t i l l a , Filosofía
náhuatl
estudiada en sus fuentes, México 1974,
rozdz. I I ; A. C a s o , Naród Słońca, tłum. M. Sten, Kraków 1974, s. 19-25; J . S o u s t e l l e , L'Univers des Azteąues, Paris 1979, s. 94-96.
9

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

111

mitycznych). Tymczasem możliwość taką potwierdzają trzy ważne źródła:
Histoyre du Mechique, Anales de Cuauhtitlan oraz relacja fray Toribio
de Benavente Motolinii.
*
W Histoyre du Mechique opis epok rozbity jest na dwie części. Część
pierwsza obejmuje cztery Słońca i nazywa je łącznie pierwszą kreacją:
„Co się tyczy stworzenia świata [to mówią, że] był on raz zniszczony,
a ludzie stworzeni byli ze skał, i że w pierwszej kreacji bogowie stwo­
rzyli cztery słońca pod czterema postaciami, jak to jest pokazane w ich
księgach" .
Sekwencja epok jest następująca:
I . Słońce Wody (tu zwane Chalchiuhtonayo) zakończone potopem;
I I . Słońce Ognistego Deszczu (tu zwane Chalchiuhtonatiuh);
I I I . Słońce Ziemi (tu zwane Yohualtonatiuh);
IV. Słońce Wiatru (Ehecatonatiuh) zakończone huraganem.
Piąte, aktualne Słońce, nie obdarzone zresztą odrębną nazwą, nie po­
wstaje z ruiny spowodowanej huraganem, lecz wyłania się z potopu. Trak­
towane jest ono jako osobna, druga kreacja: „Po zniszczeniu świata, jak
to zostało opowiedziane, opowiadają o stworzeniu drugiego w taki oto
sposób. Jak tylko wody przeszły ponad ziemią [...] została ona na nowo
uporządkowana i wypełniona wszystkim, co było potrzebne do użytku
człowieka, którego bogowie stworzyli potem" .
Jak wiadomo, Histoyre du Mechique jest zbiorem notat sporządzonych
po francusku przez André Théveta, najprawdopodobniej z zaginionego
dzieła fray Andresa de Olmos. Tekst zawiera drobne, ale wyraźne ślady
ingerencji francuskiego kosmografa . Do przypomnienia tych faktów
skłania nie tyle sama nieciągłość pomiędzy czwartą i piątą epoką, ile
niezwykły, gdzie indziej nie spotykany podział dziejów świata na dwie
kreacje. Wprawdzie w interesujących nas partiach tekstu akurat nie
stwierdzono żadnych śladów ingerencji Théveta, możliwość taką należy
choćby wspomnieć. Istnieje też inna ewentualność, bardziej chyba praw­
dopodobna, że zagadkowy podział znajdował się już w hiszpańskim orygi10

n

12

1 0

Relację tę, zachowaną w odpisie francuskim, a powstałą ok. 1543 г., opubli­
k o w a ł w oryginale E . de J o n g h e, Histoyre du Mechique. Manuscrit francais inedit
du XVI siěcle traduit par A. Thévet,
„Journal de la Société des Américanistes",
vol. 2: 1905, s. 1-41. W 1961 r. ukazało się tłumaczenie hiszpańskie tekstu w „Memorias de la Academia Mexicana de la Historia", t. X X , núm. 2, s. 183-210. K o ­
lejną wersję hiszpańską, opartą na tłumaczeniu R. Rosales Munguía, opublikował
w 1965 r. Á. Ma. Garibay K . w tomie Teogonia e historia de los mexicanos. Tres
opúsculos del siglo XVI. Korzystam z ostatniego wydania tej książki (México 1973);
przytoczony w tekście cytat znajduje się na s. 103. Wszystkie cytaty z tego i innych
źródeł podaję w tłumaczeniu w ł a s n y m .
Teogonia..., s. 105.
Por. G . B a u d o t , Utopía e historia en México. Los primeros cronistas de
la civilización
mexicana (1520-1569), Madrid 1983, s. 204-210.
11

1 2

�112

RYSZARD TOMICKI

nale, lecz stanowił projekcję chrześcijańskiej wizji dziejów (przed i po
potopie). Tego rodzaju skojarzenia i ekstrapolacje bez wątpienia miały
miejsce, jednakże w przypadku Histoyre du Mechique cezura usytuo­
wana została nie po pierwszej epoce, zakończonej potopem, ale po czwar­
tej zakończonej huraganem. Mało prawdopodobne jest również, by cho­
dzić tu mogło o skojarzenie potopu biblijnego z wodnym chaosem, z któ­
rego powstaje piąta epoka, ponieważ t y m razem na przeszkodzie stała
chronologia, co Hiszpanie uświadomili sobie bardzo szybko . W końcu,
przeciw rozważanej t u możliwości przemawia jeszcze jedno. Otóż kroni­
karz pisze, że każda z czterech minionych epok trwała 23 lata: „Każde
z tych słońc trwało tylko dwadzieścia trzy lata i natychmiast ginęło" .
Ze zrozumieniem tej kolejnej zagadkowej w kontekście innych źródeł
informacji miał zapewne kłopoty sam autor relacji, uznał bowiem za sto­
sowne dodać: „Przez cztery słońca, o których opowiedzieliśmy, rozumie­
l i oni cztery epoki, choć nie potrafią tego dobrze wyrazić, lecz my w y ­
jaśnimy to potem szerzej" . Niestety, zapowiadane wyjaśnienie nie za­
chowało się.
Wszystko wskazuje więc na to, że podział na pierwszą i drugą kreację
stanowi odzwierciedlenie indiańskiego sposobu mówienia i myślenia o epo­
kach świata. Cytowałem już fragment, z którego wynika, że autor relacji
widział symbole (obrazy? ) epok w kodeksach („jak to jest pokazane
w ich księgach"). Mówi też o bliżej nie sprecyzowanych trudnościach
z utożsamieniem pojęć tonatiuh (słońce) i edad (epoka). Zaświadcza wresz­
cie, iż prowadził na ten temat rozmowy: „I zapytywani o to, jak poja­
wiały się i powstawały inne słońca i ludzie, skoro słońce ginęło razem
13

14

15

16

1 3

Np. fray Toribio de Benavente Motolinia obliczał w 1542 г., że czwarta
epoka zakończyła się przed 848 laty, F r . T. M o t o l i n i a , Memoriales e Historia de
los Indios de la Nueva España, estudio preliminar por F . de Lejarza, Madrid 1970,
s. 185. Por. też obliczenia anonimowego autora Historia de los mexicanos por sus
pinturas (Teogonia..., s. 39 n.) oraz u w a g ę zawartą w przyp. 52 na temat zasadności
takich obliczeń. Przykładem kojarzenia kataklizmu kończącego pierwszą epokę z po­
topem biblijnym jest opis fray Juana de Torquemada, dotyczący tolteckiej wizji
dziejów: „Mówią o nich, że wiedzieli o stworzeniu świata i o tym, jak ludzie znisz­
czeni zostali przez potop ... powiadają też, iż wiedzieli, że świat znowu się skończy
spalony przez ogień", J . d e T o r q u e m a d a , Monarquía
Indiana, t.
I, México
1975, s. 55.
Warto przypomnieć, że Eduard Seler zanim uznał sekwencję epok z Leyenda
de los Soles i Historia de los mexicanos por sus pinturas za w e r s j ę kanoniczną
pochodzącą z Tenochtitlan, dopuszczał możliwość, iż przesunięcie Słońca 4-atl z po­
zycji I na I V nastąpiło pod w p ł y w e m nauk chrześcijańskich, por. S e l e r , Die Ausgrabungen..., s. 833.
Teogonia.., s. 104.
Jw., s. 108.
Mam tu na myśli malowidła tego typu, jakie znajdują się w Códice
Vaticano
А 3738, często reprodukowane w różnych wydawnictwach ze względu na ich unikal­
ność.
14

1 5

16

�113

S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I NAHUA

11

z ludźmi, odpowiedzieli, że bogowie robili te słońca i ludzi" . Jeśli za­
tem autor przechodzi do porządku nad nieciągłością pomiędzy czwartą
i piątą epoką, oznacza to, iż fakt ten był dopuszczany przez jego infor­
matorów.
O tym samym świadczy zapis w Anales de Cuauhtitlan ,
kronice,
która wyszła spod pióra Indianina, gdzie sekwencja epok ma następującą
postać:
I . Słońce Wody (Atonatiuh) zakończone potopem;
I I . Słońce Ziemi (tu zwane Ocelotonatiuh);
I I I . Słońce Ognistego Deszczu (Quiauhtonatiuh);
IV. Słońce Wiatru (Ecatonatiuh);
V. Słońce Ruchu (Ollintonatiuh).
T y m razem nieciągłość jest poniekąd ukryta, gdyż w Anales de Cua­
uhtitlan nie został opisany sposób powstania piątej epoki. Podobnie zresz­
tą rzecz ma się z wersją zrelacjonowaną przez Motolinię, gdzie Słońca
noszą nazwy: 4-atl, 4-ocelotl, 4-quiahuitl, 4-ehecatl oraz 4-acatl zamiast
4-ollin . Obie te wersje mają identyczne sekwencje (na co rzadko zwra­
ca się uwagę), a w stosunku do wersji z Histoyre du Mechique różnią
się przestawieniem drugiej i trzeciej epoki.
W świetle tych faktów należałoby zastanowić się, czy podział na dwie
kreacje nie jest sygnałem, iż w pięcioepokowych i nieciągłych sekwen­
cjach mamy do czynienia z dwoma odrębnymi zjawiskami, w jakimś
sensie niezależnymi od siebie, choć równocześnie z jakiegoś powodu roz­
mieszczanymi na osi czasowej jako następujące po sobie. T y m i dwoma
zjawiskami byłyby oczywiście: a) wizja czterech Słońc, dość schema­
tyczna, pozbawiona najczęściej obszerniejszych narracji mitologicznych ,
zawsze rozpoczynająca się Słońcem 4-atl i będąca skończoną, zamkniętą
całością, oraz b) wizja aktualnie trwającego świata, epoki rozpoczynają­
cej się w taki sposób jakby następowała po pierwszej epoce 4-atl albo
wręcz zaczynała się ab ovo (o czym za chwilę), w której wydarzenia kos18

19

20

" Teogonia..., s. 104.
Códice Chimalpopoca. Anales de Cuauhtitlan y Leyenda de los Soles, trad,
de Primo Feliciano Velázquez, México 1945, s. 5. Anales de Cuauhtitlan to kronika
spisana w 2 pol. X V I w. w języku náhuatl na podstawie szeregu lokalnych relacji
i kodeksów. W cytowanym wydaniu, prócz tłumaczenia na hiszpański, znajduje się
faksymile tekstu oryginalnego. Tekst spaleografowany wraz z tłumaczeniem na nie­
miecki opublikował W. L e h m a n n , Die Geschichte der Konigreiche von Colhuacan
und Mexico, Stuttgart und Berlin 1938, s. 49-321 (opis epok, s. 61-63). Reedycja
dzieła W. Lehmanna,
przygotowana przez Gerdta Kutschera, ukazała się w Stut­
tgarcie w 1974 r.
M o t o l i n i a , op. cit., s. 184 - 185.
Wyjątek stanowią wersje podane przez A l v ę Ixtlilxóchitla (por przyp. 37
i 50) oraz przez komentatora Códice Vaticano A 3738. W obu wypadkach istnieją
pewne podstawy do podejrzeń o kontaminację meksykańskiej koncepcji epok ś w i a ­
ta z biblijną wizją dziejów. Problem wymaga jednak osobnego przestudiowania.
18

1 9

2 0

8 — Etnografia Polska 29/2

�114

RYSZARD

TOMICKI

miczne łączą się i przeplatają z mitohistorią grup etnicznych zamieszku­
jących w środkowym Meksyku w X V - X V I w.
Wysunięta sugestia implikuje cały szereg pytań zarówno natury genetyczno-historycznej, jak i strukturalno-funkcjonalnej, w t y m ostatnim
wypadku m.in. takie, co miałaby reprezentować sobą zamknięta sekwen­
cja czterech Słońc? Są to kwestie o znaczeniu podstawowym, lecz — aby
je rozważać — najpierw trzeba skonfrontować pięcioepokowe sekwencje
nieciągłe z tzw. wersją kanoniczną z Tenochtitlan. Zanim to jednak uczy­
nię, zatrzymam się jeszcze przez chwilę przy niejasnej relacji, jaka ist­
niej w Histoyre du Mechique pomiędzy pierwszą i drugą kreacją.
Jak już mówiłem, piąta epoka (czyli „druga kreacja") wyłania się
z wodnego chaosu, przy czym sytuacja ta prezentowana jest w dwóch
wariantach. Wariant pierwszy to kosmiczny potop, kataklizm, który
w rzeczywistości zakończył epokę pierwszą. Do potopu odwołuje się
wprost jeden z dwóch mitów o rekonstrukcji świata: „Jak tylko wody
przeszły ponad ziemią..." i t d . Również w wyjaśnieniach podanych przez
autora po opisaniu czterech minionych Słońc, a przed opisem drugiej
kreacji, czytamy:
„Mówią też, iż przodkowie powiedzieli im, że świat b y ł zniszczony przez wody
i w ten sposób zatopieni zostali wszyscy ludzie z powodu grzechów, jakie popeł­
nili przeciwko bogom, a ponadto [że] zstąpili oni do piekła, gdzie dusze zostały
spalone. I że z tego powodu ci, którzy później byli stworzeni, powinni palić ciała
i strzec
popiołów, oczekiwali bowiem, że Mictlantecutli, bóg piekła, pozwoli im
wyjść i tak zmartwychwstaną ponownie" .
! 1

Mimo pewnej niejasności tego fragmentu, wynikającej z zastosowania
interpretatio Christiana, zdaje się on nawiązywać do mitu o stworzeniu
ludzi z kości lub popiołów wydobytych z Mictlan przez Quetzalcoatla.
Z postacią Quetzalcoatla wiązano również wprowadzenie zwyczaju kre­
macji zwłok. Oba wydarzenia sytuowane były zawsze w piątej epoce. Tu
najwyraźniej czyni się to samo, chociaż przeciwstawienie: przed potopem
nie palono zwłok / po potopie palono zwłoki, rodzić może wątpliwości, jak
właściwie rozumieć określenie „przed potopem". Kwestię tę rozstrzyga
znajdujący się w Histoyre du Mechique mit o stworzeniu ludzi, wprowa­
dzając inne przeciwstawienie: „podczas ucieczki Ehecatlowi wypadła
[i połamała się kość —• RT], wskutek czego człowiek powstał mały; bo oni
mówią, że ludzie pierwszego świata mieli posturę gigantów" . „Pierw­
szy świat" to cztery minione epoki i choć o gigantach mowa była jako
o mieszkańcach trzeciej epoki (Yohualtonatiuh), t y m niemniej powyższe
uogólnienie może być uzasadnione, skoro podczas pierwszej kreacji „lu2 2

23

21

Teogonia..., s. 104.
Zamienne w y s t ę p o w a n i e kości i popiołów potwierdza Histoyre du Mechique,
patrz: Teogonia..., s. 106. Por. też informację w Anales de Cuauhtitlan
(Códice
Chimalpopoca..., s. 5) oraz notę W. Lehmanna do tego tekstu, L e h m a n n , op. cit.,
s. 60.
" Teogonia..., s. 106.
2 2

2

�115

S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I NAHUA

24

dzie b y l i stworzeni ze s k a ł " ; t y m samym mielibyśmy do czynienia
z kolejnym przeciwstawieniem — ludzie ze skał / ludzie z kości (ewen­
tualnie z popiołów).
A zatem, jeśli uwzględnić informację o krótkotrwałości minionych
Słońc, obraz epok świata wyłaniający się z Histoyre du Mechique można
przedstawić następująco:
pierwsza
kreacja

I

1

и —— I I I

—— IV

1

i

druga
kreacja

!

i

v

1

Linią ciągłą zaznaczony został ciąg chronologiczny, linia przerywana
oznacza natomiast dającą się zauważyć ciągłość fabularną.
Jest to wszakże schemat obrazujący konsekwencje tylko jednego
z wariantów sytuacji, jaka istnieje w chwili powstawania piątej epoki.
Wariant drugi stanowi nie tyle kosmiczny potop, co preegzystujące kos­
miczne wody. Rzecz polega na tym, że autor Histoyre du Mechique przy­
tacza dwie wersje mitu o rekonstrukcji świata — ten, o k t ó r y m wspom­
niałem wcześniej (rozpoczynający się słowami: „Jak tylko wody przeszły
ponad ziemią..."), oraz inny, pochodzący z odmiennego źródła:
„Niektórzy inni powiadają, że ziemia została stworzona w taki sposób.
bogowie, Quetzalcoatl i Tezcatlipuca, opuścili z nieba boginię Tlaltecutli [...]. I
została opuszczona, już była woda, nie wiedzą przez kogo stworzona, po
bogini ta chodziła. Co widząc, bogowie rzekli jeden do drugiego: Należy
ziemię" .

Dwaj
zanim
której
zrobić

I5

Powstaje pytanie: o jakim stworzeniu ziemi mit opowiada? Pytanie
w istocie retoryczne, gdyż użyte w opisie sformułowania są aż nadto
wymowne. Problem nie ogranicza się przy t y m do warstwy językowej.
W artykule poświęconym analizie trzech znanych wersji tego mitu (trze­
cia znajduje się w Historia de los mexicanos por sus pinturas) wskaza­
łem, iż struktura semantyczna omawianej obecnie wersji z Histoyre du
Mechique oraz tekstu z Historia de los mexicanos są identyczne . W isto­
cie oba mity opisują stworzenie od podstaw horyzontalnej i wertykalnej
struktury świata, w t y m przede wszystkim stworzenie z ciała Tlaltecutli
ziemi, tak jakby uprzednio w ogóle ona nie istniała. Tylko pierwsza wer­
sja z Histoyre du Mechique — przynajmniej w takiej postaci, w jakiej
ją znamy — wydaje się mówić faktycznie o rekonstrukcji częściowo t y l ­
ko zniszczonej struktury świata (potop, czyli upadek nieba na ziemię,
likwiduje strukturę horyzontalną — niebo/ziemia, góra/dół •—• co po­
woduje konieczność jej odtworzenia poprzez dźwignięcie nieba w górę,
26

2 4

Jw., s. 103.
Jw., s. 108.
R. T o m i c k i , Sobre la semántica
vol. 8: 1982 (1984), s. 171-182.
2 5

2 6

de tres mitos aztecas, „Ethnologia Polona",

�116

RYSZARD TOMICKI

nie wymaga jednak ponownego tworzenia ziemi). Wprawdzie można za­
łożyć, że w mitologii nahuatlańskiej rekonstrukcja pojmowana była jako
wierna kopia aktu stworzenia, ale w takim przypadku problem nieciągło­
ści w sekwencjach pięcioepokowych byłby jeszcze bardziej skompliko­
wany (bo jak rozumieć sytuację, w której już po pierwszej epoce świat
ulega całkowitej zagładzie, potem jednak trwają jeszcze trzy kolejne
epoki, aby w końcu — na początku piątej epoki — bogowie zabrali się
do usuwania skutków potopu ?).
Istnieje oczywiście znacznie bardziej logiczna hipoteza wyjaśniająca
wszystkie niemal zawiłości, o których była mowa. Skoro bowiem w opi­
sie genezy piątej epoki pojawiają się mity kreacyjne sensu stricto, wsku­
tek czego obraz dziejów świata składa się z dwóch równoległych ciągów
wydarzeń:
pierwsza
kreacja

II

III

IV

druga
kreacja

to wolno sądzić, że: 1) rozmieszczenie pierwszej i drugiej kreacji na osi
czasowej i nadanie i m charakteru ciągu linearnego było zabiegiem „me­
chanicznym", 2) uwidocznione na poprzednim schemacie powiązania fa­
bularne między końcem Słońca Wody i początkiem aktualnie istniejące­
go świata są efektem zacierania się sprzeczności powstałych w wyniku
„mechanicznego" połączenia. Całkowitą likwidację sprzeczności, a t y m
samym nieciągłości w sekwencji epok, uzyskać można było w dwojaki
sposób: albo dostosowując mity opisujące powstanie ostatniej epoki do
rodzaju kataklizmu, który zakończył epokę bezpośrednio ją poprzedza­
jącą, albo też dokonując zmiany w sekwencji epok. Przykładów pierw­
szego rozwiązania nie ma w żadnym źródle, ale rozwiązanie drugie jest
tym właśnie, które występuje w tzw. kanonicznej wersji z Tenochtitlan.

*
Jeśli nawet przeprowadzone rozumowanie jest poprawne, a wnioski
wyciągnięte z przedstawionych dotychczas faktów są słuszne, nie oznacza
to bynajmniej, że stanowią one podstawę wystarczającą do uznania wer­
sji kanonicznej za rezultat łączenia w jedną spójną całość dwóch pierwot­
nie odrębnych wizji przeszłości. Byłoby nią natomiast stwierdzenie, iż
w wersji kanonicznej istnieją inne (poza przesunięciem Słońca Wody
z pozycji pierwszej na czwartą) ślady manipulowania sekwencją epok.
Szansę taką stwarza wersja z Leyenda de los Soles zawierająca więcej
odniesień kalendarzowych i danych liczbowych niż którakolwiek z po­
zostałych w e r s j i .
27

2 7

Źródło to, znane też jako manuskrypt z 1558 г., obecny tytuł otrzymało od
pierwszego wydawcy, por. F . d e l P a s o y T r o n c o s o, Leyenda de los Soles
continuada con otras
leyendas
y noticias. Relación
anónima escrita en lengua

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

117

W Leyenda de los Soles mamy do czynienia z: a) datami dziennymi
oznaczającymi dzień, w k t ó r y m nastąpił kataklizm i będącymi nazwami
epok — 4-ocelotl, 4-ehecatl, 4-quiahuitl, 4-atl i 4-ollin; b) liczbami 676,
364, 312 i 676 oznaczającymi czas trwania minionych epok; c) datami
rocznymi 1-acatl, 1-tecpatl, 1-tecpatl i 1-calli przypisanymi mieszkańcom
kolejnych epok jako „ich rok" [inxiuh); d) datami dziennymi 7-malinalli,
12-eoatl, 7-tecpatl i 4-xochitl występującymi jako nazwy pożywienia je­
dzonego przez mieszkańców kolejnych Słońc ; e) pojedynczymi danymi
liczbowymi odnoszącymi się do jakiś wydarzeń w danej epoce. — Nie
będę zajmował się tutaj danymi z grup (a) i (d), analizę zaś pozostałych
rozpocznę od danych wymienionych w punkcie ostatnim.
28

W opisie pierwszej epoki, zakończonej w dniu 4-ocełotl pożarciem jej
mieszkańców przez jaguary, znajduje się zdanie mające w oryginale na­
stępującą postać: auh inic tequanqualloque matlacxihuitl грап ye xihuitl '. Jakkolwiek jest ono stosunkowo proste pod względem gramatycz­
nym, to jednak nie wynika z niego jednoznacznie, jak należy odczytać
zawartą w nim informację. Można je bowiem rozumieć dwojako: „i czas,
kiedy byli pożerani trwał 13 lat" albo „i kiedy zostali pożarci, było to
w 13 roku" . Dylemat powinien rozstrzygnąć kontekst i on też wskazu29

30

mexicana el año 1558, Florencia 1903. Tłumaczenie Paso y Troncoso w y d a ł ponow­
nie Agustín Yáñez w tomie Mitos indígenas,
México 1942. Faksymile wraz z no­
wym tłumaczeniem hiszpańskim opublikował P. Feliciano Velazquez w Códice
Chimalpopoca..., s. 119-128. Paleografie tekstu nahuatlańskiego oraz przekład niemiecki
w y d a ł L e h m a n n , op. cit., s. 322-388. Badacz ten był też autorem łacińskiego prze­
kładu Leyenda de los Soles, który ukazał się na łamach „Journal de la Société des
Américanistes", t. I I I : 1906, No 2 w Paryżu. Leyenda de los Soles od dawna uzna­
wana była za podstawowe źródło do badań nad koncepcją epok świata, ale —
0 ile mi wiadomo — stanowiła raczej przedmiot komentarzy niż analizy, por. L e h ­
m a n n , op. cit.; L e ó n - P o r t i l l a , op. cit., s. 101 п.; M o r e n o d e l o s A r c o s ,
op. cit., Wielość występujących w niej liczb i oznaczeń kalendarzowych skłoniła
L . Knautha do następującej refleksji: „Taki nacisk na kategorie matematyczne
1 znaki kalendarzowe w micie o początku potwierdza możliwość, że wyraża się tu
symbolicznie harmonię istnienia, a jednocześnie, że system kalendarzowo-numeryczny odzwierciedla określone doktryny filozoficzno-religijne. Dlatego sądzimy, iż dla
lepszego zrozumienia kulturowych podstaw przedhiszpańskiej Mezoameryki koniecz­
ne jest dostrzeżenie wzajemnych relacji między strukturą kalendarzowo-numeryczną i religijno-ideologicznymi przesłankami jej istnienia", L . К n a u t h, Un mundo
de números mesoamericanos, „Historia Mexicana", vol. X X I V : 1975, núm. 3, s. 356-357.
Używanie nazw kalendarzowych w odniesieniu do bogów, zwierząt, roślin, mi­
nerałów i ludzi było jedną z norm tzw. nahuallatolli, języka stosowanego przez
czarowników, m a g ó w i lekarzy. Tego rodzaju ezoteryczne terminy pojawiają się
często w tekstach mitologicznych. Por. A. L ó p e z A u s t i n , Términos de nahual­
latolli, „Historia Mexicana", vol. X V I I : 1967, num. 1, s. 1-35.
L e h m a n n , op. cit., s. 324.
W. Lehmann (ibidem) przyjął interpretację pierwszą: „Und das sie von den
Raubtieren (Jaguaren) gefressen wurden, das (dauerte) 13 Jahre". Analogicznie ro­
zumiał to zdanie P. Feliciano Velazquez: „fueron devorados como una fiera en trece
! S

M

, 0

�118

RYSZARD TOMICKI

je, że chodzi raczej o 13 rok, gdyż w przeciwnym wypadku sens zdania
byłby sprzeczny z informacją o następowaniu zagłady w ciągu jednego
dnia. Niemniej jednak pozostaje sprawą niejasną, o jakim 13-tym roku
jest t u mowa.
Żadnej podobnej informacji nie ma w „bliźniaczej" wersji z Historia
de los mexicanos. Czytamy tam:
„Wracając do gigantów stworzonych w czasie, gdy słońcem był Tezcatlipuca,
powiadają, że jak przestał być słońcem oni zginęli, wyniszczyły ich i zjadły ty­
grysy, tak że żaden nie pozostał. A te tygrysy powstały w ten sposób, że kiedy
minęło trzynaście razy pięćdziesiąt dwa lata słońcem był Quetzalcoatl i przestał
być nim Tezcatlipuca, ponieważ [Quetzalcoatl] uderzył go wielkim kijem i strącił
do wody. I tam [Tezcatlipuca] stał się tygrysem i wyszedł zabijać gigantów" .
81

Tekst nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że zagłada miała miej­
sce wówczas, gdy minęło 676 lat. Jedyną możliwością uzgodnienia obu
wersji byłoby założenie, iż 13 rok z Leyenda de los Soles oznacza ostatni
rok trwania epoki — zgodnie z zasadą: 676 = 13 X 52 lata = 13 X (4 X
13 lat). Wydaje się to jednak mało prawdopodobne.
Wzmianka o 13-tym roku nie jest jedyną niejasną informacją w opi­
sie epok z Leyenda de los Soles. Podobną znajdujemy w opisie czwartej
epoki zakończonej w dniu 4-atl potopem. Stwierdza się tam: auh inic
manca atl ompohualxihuitl on matlactli omome . T y m razem jest pew­
ne, że czasownik manca mówi o pewnym stanie trwającym w czasie,
a zatem, że zdanie należy przetłumaczyć: „i woda trwała (rozciągała się)
przez 52 lata", ale z kolei nie wiadomo, czy okres ten został wliczony do
czasu trwania epoki, czy też stanowi swego rozdzaju interwał pomiędzy
czwartą i piątą epoką. I tej kwestii nie wyjaśnia odwołanie się do Hi­
storia de los mexicanos:
32

„W ostatnim roku, w którym słońcem była Chalchiuhtlicue [...] spadła taka
woda i w takiej obfitości, że runęły niebiosa, a wody zabrały wszystkich m a cehuales
jacy byli [...]. Kiedy czterej bogowie ujrzeli upadek nieba na ziemię,
co stało się w pierwszym roku z czterech [lat]
po tym jak przestało istnieć słoń88

años", Códice Chimalpopoca..., s. 119. M. León-Portilla, który podał w ł a s n e tłumacze­
nie opowieści o epokach świata, wybrał natomiast interpretację drugą: „y el tiempo
en que fueron comidos fue el a ñ o 13", L e ó n - P o r t i l l a , op. cit.,, s. 102.
Historia de los mexicanos por sus pinturas to anonimowa relacja, przypisy­
wana fray Andresowi de Olmos, datowana na lata 30-40-te X V I w. Wydana po raz
pierwszy w Nueva colección de documentos para la historia de México, ed. por
J . García Icazbalceta, vol. 3, México 1891, s. 209-240. Opublikowana również w to­
mie Teogonia..., s. 23-79. Korzystam z tego ostatniego wydania; cytowany w tekście
fragment pochodzi ze s. 30.
L e h m a n n , op. cit., s. 326.
Zhispanizowana forma nahuatlańskiego macehualtin — „lud, poddani".
Mowa tu właściwie o czterech nazwach (i znakach): tochtli, acatl, tecpatl
i calli, które w połączeniu z liczbami od 1 do 13 tworzyły system oznaczeń lat
według zasady: 1-tochtli, 2-acatl, 3-tecpatl, 4-calli, 5-tochtli itd. Po 52 latach rok
1-tochtli powtarzał się i rozpoczynał nowy cykl zwany xiuhtlalpilli.
81

3 2

8 8

8 4

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

119

ce i padał wielki deszcz — który to rok był tochtli — nakazali wszyscy czterej uczy­
nić cztery drogi przez środek ziemi, aby w e j ś ć po nich i podnieść niebo"

Różnica w stosunku do Leyenda de los Soles jest wyraźna. Tutaj ostat­
ni rok epoki 4-atl sąsiaduje bezpośrednio z pierwszym rokiem epoki 4-ollin, noszącym znak 1-tochtli, co wyklucza możliwość trwania wód przez
52 lata. Potop i rekonstrukcja świata następują w dwóch kolejnych la­
tach. Wniosek stąd, że albo informacje z Leyenda de los Soles są bez­
sensowne, albo zastosowany w niej sposób rozmieszczania epok w czasie
jest całkowicie odmienny od tego, który występuje w Historia de los
mexicanos. W Historia de los mexicanos rachuba czasu trwania poszcze­
gólnych epok ma charakter ciągły i rozpoczyna się z chwilą powstania
pierwszego Słońca. Jej autor pisze explicite: „Ponieważ od tego pierw­
szego słońca zaczyna się ich rachuba i znaki liczenia idą nieprzerwanie od
tego słońca naprzód [...] powiem o sposobie i porządku liczenia, jaki ma­
j ą " . A więc, skoro piąta epoka rozpoczęła się w roku 1-tochtli, suma zaś
czasu trwania minionych epok (w tym wypadku: 676 + 676 + 364 + 312)
stanowi wielokrotność liczby 52, to zgodnie z zasadami kalendarza tonal­
pohualli początek pierwszej epoki miał miejsce również w roku 1-tochtli.
Co więcej, każda nowa epoka rozpoczynała się w roku o t y m właśnie
znaku. Tego rodzaju ciągłą i linearną (choć opartą o 52-letnie cykle)
rachubę poświadcza także F. de Alva Ixtlilxóchitl z tą tylko różnicą, że
on jako datę inicjującą podaje rok 1-tecpatl .
Czym różni się rachuba użyta w wersji z Leyenda de los Soles! Wska­
zówkę, która podsunęła mi sposób rozwiązania tego problemu, znalazłem
w pewnej uwadze fray Toribio de Benavente zwanego Motolinia. Oto
podając jedną z wersji koncepcji epok świata napisał on:
3a

31

5

* Teogonia..., s. 32.
Jw., s. 29.
F . de A l v a I x t l i l x ó c h i t l ,
Obras históricas,
t. I , México 1975-1977,
s. 263-265. Należy zauważyć, iż wg Historia de los mexicanos w roku 1-tochtli miał
miejsce zarówno kataklizm kończący poprzednią epokę, jak też akt rekonstrukcji
zapoczątkowujący epokę następną. Mówi o tym wyraźnie przytoczony fragment
opisu końca epoki czwartej i początku piątej, gdzie wprawdzie deszcz zaczyna
padać w ostatnim roku Słońca 4-atl (tzn. w 13-calli), ale upadek nieba na ziemię
następuje w 1-tochtli, Teogonia..., s. 32. Analogicznie rzecz ma się z rokiem 1-tecpatl
w relacji Alvy Ixtlilxóchitla. Skądinąd zaś wiadomo, że lata 1-tochtli i 1-tecpatl
uważane były za feralne odpowiednio przez Meksykanów i Tolteków, por. A. L ó ­
pez
A u s t i n , Hombre-dios. Religión
y política
en el mundo náhuatl,
México
1973, s. 101. Być może między faktami tymi istnieje związek, tym bardziej że wg
Leyenda de los Soles aktem ugruntowującym porządek kosmiczny w piątej epoce
było rozniecenie ognia przez Tezcatlipokę w roku 2-acatl, a więc w tym samym,
w którym Meksykanie obchodzili ceremonię „nowego ognia", kończąc stary i zaczy­
nając nowy cykl 52 lat. O roli ognia w kosmologii patrz: G r a u l i c h, op. cit.,
s. 579.
M

8 7

�120

RYSZARD TOMICKI

„To piąte słońce stworzone było w ce tochtli [tj. 1-tochtli — R T ] , który jest
[...] początkiem cyklu lat, a ponieważ jest początkiem nowego słońca i nowej epoki
nazywa się pierwszym cyklem, i odtąd zaczyna się nowa rachuba i nowy kalendarz
i liczenie lat, tak jak my czynimy od narodzenia naszego odkupiciela Chrystu­
sa" M.

Uwaga jest o tyle ciekawa, że jeśli odniesiemy ją do ciągłej i linear­
nej rachuby lat, o której przed chwilą mówiłem, wówczas traci ona sens.
Cykl 52 lat, rozpoczynający się znakiem 1-tochtli, musiałby powtarzać
się stale i samo przez się byłoby zrozumiałe, że nowa epoka tworzona
jest — tak jak i pozostałe — w roku 1-tochtli. Nie istniałaby podstawa
do mówienia o „nowej rachubie" i „nowym kalendarzu", gdyż oznaczało­
by to, iż poprzednio — w minionej epoce — rachuba zaczynała się od i n ­
nego znaku . Wniosek ten (a zdaje się potwierdzać go inny jeszcze frag­
ment relacji Motolinii, o czym nieco niżej), kieruje uwagę k u znakom
lat przypisanym w Leyenda de los Soles mieszkańcom kolejnych epok.
Zestaw tych znaków, ich sekwencja — z pewnym zastrzeżeniem, do
którego jeszcze powrócę — oraz fakt, że zawsze towarzyszy i m liczebnik
„jeden" (ce), pozwalają widzieć w nich daty inicjujące rachubę lat w po­
szczególnych epokach, tak jak zaświadcza to Motolinia dla daty 1-tochtli
w piątej epoce. Ponieważ w Leyenda de los Soles podany jest także czas
trwania epok, istnieje możliwość przeliczenia tych okresów na 52-letnie
cykle xiuhtlalpilli. W efekcie otrzymujemy następujący obraz:
39

Schemat 1
p

Czas trwania
(w latach)

0

Rok inicjujący
rachubę

4-ocelotl

676

1-acatl

4-ehecatI

364

1-teepatl

4-quiahuitl

312

1-tecpatl

4-atl

676

1-calli

4-ollin

8

?

1-tochtli

Czas trwania
(w cyklach xiuhtlalpilli)
1-acatl — 13-tochtli
(13 X 52 lata)
[nieciągłość: brak 1-acatl — 13-acatl
(13 lat)]
1-tecpatl — 13-acatl
(7 X 52 lata)
[ciągłość zachowana]
1-tecpatl — 13-acatl
(6 X 52 lata)
[nieciągłość: brak 1-tecpatl — 13-tecpatl
(13 lat)]
1-calli — 13-tecpatl
(13 X 52 lata)
[nieciągłość:
brak
1-calli — 13-calll
(13 lat)]
1-tochtli — 13-calli

* M o t o l i n i a , op. cit., s. 185.
Dobrym przykładem jest tu informacja z Historia de los mexicanos, zgodnie
z którą Meksykanie wyruszając z Aztlan w 130 lat po potopie, tj. w roku 1-tecpatl
(2 X 52 + 26 lat od 1-tochtli), rozpoczęli n o w ą rachubę lat: „ponieważ ich rachunek
zaczyna się od tego pierwszego roku, kiedy wyruszyli, dlatego też odtąd będziemy
liczyć lata biorąc za ich początek ten rok", Teogonia..., s. 39. Jasne jest, że lata,
jakie minęły od potopu do opuszczenia Aztlan, liczone były od roku 1-tochtli. Por.
także przyp. 45.
8 9

�121

S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I NAHUA

Już pierwszy rzut oka na rezultat przeprowadzonej operacji wskazuje,
że mamy do czynienia z systemem oryginalnym i odmiennym od wystę­
pującego w Historia de los mexicanos. Co najważniejsze, umożliwia on
wyjaśnienie dwóch zagadkowych zdań dotyczących zagłady pierwszej
i czwartej epoki, chociaż wnioski wynikające z tabeli są dość zaskakują­
ce. Przede wszystkim okazuje się, że skoro potop trwał przez 52 lata i za­
kończył się w roku 1-tochtli, musiał on obejmować 13 lat „przerwy"
pomiędzy czwartą i piątą epoką oraz 39 lat z ostatniego 52-letniego cyk­
l u wliczonego w czas trwania Słońca 4-atl. Innymi słowy, potop musiał
nastąpić w końcu roku 13-calli, to znaczy w 13-tym roku tego cyklu 52 lat
(xiuhtlalpilli), k t ó r y przypisany został mieszkańcom Słońca 4-atl. W t y m
kontekście staje się oczywiste, że w przypadku pierwszej epoki, gdzie
mowa była o pożarciu jej mieszkańców przez jaguary w 13-tym roku,
chodzić musi o ten właśnie rok w 52-letnim cyklu rozpoczynającym się
od znaku 1-acatl. W obu epokach sytuacja jest zatem identyczna. Przed­
stawia ją poniższy schemat (nr 2), dla uproszczenia zawierający tylko
dane dotyczące czwartej epoki.
Schemat 2
Początek Słońca 4-atl (rok
inicjujący rachubę)
13 lat
X 1
&lt; = 52) ...
X 2
(= 104)

13 lat

13 lat

13 lat

1-calli — 13-calli/l-tochtIi — 13-tochtli/l-acatl — 13-acatl/l-tecpatl — 13-tecpatl

X 12
(= 624)
X 13 l-calli — 13-calli/l-tochtli — 13-tochtli/l-acatl — 13-acatl/l-tecpatl — 13-tecpatl/l-talli — 13-calli
(= 676)
(

czas trwania kataklizmu
Koniec Słońca 4-atl
(rok kończący rachubę)

Schemat ten komplikuje bardzo wizję epok świata, ale nie jest cał­
kowitym zaskoczeniem. O tym, że epoki nie muszą kończyć się w ostat­
nim roku 52-letniego cyklu, pisał Motolinia. W znanej m u wersji czwar­
ta epoka zakończyła się w roku 11-tochtli, „w 47 roku ostatniego cyklu
lat owej e p o k i " , natomiast piąta epoka rozpoczynała się, jak zwykle,
40

" M o t o l i n i a , op. cit., s. 185. Motolinia musiał jednak popełnić jakiś błąd,
gdyby bowiem rok 11-tochtli był 47-mym rokiem cyklu 52-letniego, cykl ten m u s i a ł ­
by zaczynać się w roku 4-tecpatl, co jest niezgodne z regułami tworzenia cykli
xiuhtlalpilli. Żaden rok z liczebnikiem 11 nie może być 47-mym w cyklu 52 lat
rozpoczynającym się prawidłowo, tzn. rokiem z liczebnikiem 1.

�122

RYSZARD TOMICKI

w roku 1-tochtli. W przeciwieństwie jednak do jego zapisu, Leyenda de
los Soles prezentuje system spójny i logiczny, podporządkowany struk­
turze kalendarza tonalpohualli, chociaż nie pozbawiony zakłóceń. Są one
na tyle istotne i znaczące, iż przed wyciąganiem dalszych wniosków
o całości systemu konieczna jest dokładna ich analiza.

Problem polega na dwukrotnym występowaniu znaku 1-tecpatl, co
jest niezgodne z regułami następstwa znaków w tonalpohualli, a także
z logiką następowania po sobie epok, którą ilustruje ostatni schemat.
Wskutek przypisania znaku 1-tecpatl dwóm kolejnym Słońcom, rachuba
ich lat jest ciągła; formalnie rzecz biorąc oba te Słońca stanowią jedną
epokę. Czy jest przypadkiem, że i m właśnie (w przeciwieństwie do i n ­
nych epok liczących po 676 lat) przypisuje się również krótszy czas trwa­
nia, w sumie dający wszakże liczbę 676 (364 + 312)?
Odwołajmy się znowu do Historia de los mexicanos, gdzie operuje się
tymi samymi liczbami, podanymi jednak w odmiennym porządku, i po­
równajmy obie wersje:
LdS
HdM
I.
II.
III.
IV.
V.

4-ocelotl
676 (1-acatl)
4-ehecatl
364 (1-tecpatl)
4-quiahuitl 312 (1-tecpatl)
4-atl
676 (1-calli)
4-ollin
? (1-tochtli)

676
676
364
312
?

Liczby 364 i 312 w obu przypadkach przypisane są epokom sąsiadują­
cym ze sobą, ale różnice pomiędzy t y m i dwoma seriami liczb nasuwają
przede wszystkim podejrzenie, że seria liczb nie jest związana w sposób
stały z sekwencją epok. I tak jest niewątpliwie w Historia de los mexica­
nos, gdzie ze względu na ciągłość epok w czasie towarzyszyć i m może
dowolna kombinacja liczb będących wielokrotnościami liczby 52. Ale tam
wszystkie Słońca zaczynają się znakiem 1-tochtli. W wersji z Leyenda de
los Soles seria liczb również może nie być związana na stałe z określoną
sekwencją epok, jednak tutaj w grę wchodzi dodatkowo powiązanie liczb
z różnymi znakami lat. Wynikają z tego dwie możliwości:
1. Jeśli seria liczb jest skorelowana ze znakami lat, wówczas jakakol­
wiek zmiana w kolejności liczb pociągnęłaby za sobą zniszczenie porząd­
k u opartego na tonalpohualli (trzeba pamiętać, że data 1-tochtli jest ele­
mentem stałym w t y m sensie, iż wyznacza początek piątej epoki i tylko
jej); co więcej, straciłyby sens wzmianki o pożeraniu ludzi przez ja­
guary w 13-tym roku i o trwaniu potopu przez 52 lata;
2. Jeśli seria liczb nie jest skorelowana ze znakami lat, wówczas moż­
liwe byłoby dowolne przesuwanie samych liczb bez zakłócania porządku
opartego o tonalpohualli, chociaż — należy to podkreślić — w takim przy­
padku większość kombinacji liczbowych nie spełniałaby zaobserwowanego

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I NA HU A

123

„warunku", zgodnie z k t ó r y m epoki o znaku 1-tecpatl trwają w sumie
676 lat.
Sądzę, że możliwość pierwszą wyklucza automatycznie jej sprzecz­
ność z danymi zawartymi w tekście Leyenda de los Soles. Możliwość dru­
ga skłania natomiast do postawienia dodatkowego pytania: co reprezen­
tują sobą przypisane epokom liczby?
W Historia de los mexicanos sprawa jest prosta, gdyż oznaczają one
faktycznie czas trwania Słońc. Tak twierdzi autor i nic nie przeczy jego
słowom. Inaczej jest w Leyenda de los Soles. Czytamy tam na samym
wstępie, że od początku pierwszej epoki do dnia 22 maja 1558 r. minęło
2513 l a t . Przyjmowało się to zawsze za dobrą monetę i wykonując pros­
t y rachunek obliczało się czas trwania piątej epoki [2513 — (676 + 364 +
+ 312 + 676) = 485] oraz rok jej rozpoczęcia (1558 — 485 = 1073 n.e.),
ewentualnie rok rozpoczęcia pierwszej epoki (2513 — 1558 = 955 p.n.e).
Tymczasem dokładna analiza opisu Sołońc i dokonana na jej podstawie
rekonstrukcja wykazują, że pierwsza i czwarta epoka t r w a ł y tylko po
639 lat (12 X 52 + 13), co — jeśli nie liczyć przerw od kataklizmu do po­
czątku następnej epoki — da znacznie mniejszą sumę lat. Jeżeli natomiast
zdecydujemy się liczyć łącznie z „przerwami", otrzymamy liczbę większą
niż suma czasów trwania epok podana przez autora.
11

A przy t y m od dawna wiadomo, że rozważane tu liczby mają cha­
rakter „magiczny", t j . nie odzwierciedlają jakichś rzeczywistych okresów
historycznych, lecz są rezultatem manipulacji podstawowymi liczbami
kalendarza tonalpohualli — 4, 13, 52. Skoro zaś tak jest, to uporczywe
powracanie w Leyenda de los Soles oraz w Historia de los mexicanos
liczby 676 (nawet wtedy, gdy chodzi o sumę czasu trwania dwóch epok
o znaku 1-tecpatl) uznać należy za fakt znaczący. T y m bardziej iż, jak
widzieliśmy w Leyenda de los Sóles, liczba ta nie oznacza faktycznego
czasu trwania epok.
Potrafię wysunąć tylko jedną, choć dwuczęściową hipotezę wyjaśnia­
jącą nagromadzone wątpliwości. Otóż sądzę, że: a) liczba 676 (czyli 13 X
X 52) stanowi swego rodzaju wzorcową długość epoki , b) podwojenie
42

4 1

L e h m a n n , op. cit, s. 322-323.
W ostatnich latach G . Brotherston w y s u n ą ł hipotezę, iż wzorcowa długość
epoki wynosiła 5200 lat, a punktem zerowym ostatniej epoki (Słońca 4-ollin) był
3113 r. p.n.e., noszący n a z w ę 13-acatl (w roku o tym znaku przekazy mitologiczne
sytuują stworzenie słońca istniejącego w piątej epoce). Hipoteza ta, oparta na ana­
lizie obliczeń zawartych w meksykańskich kodeksach i mająca przynajmniej częś­
ciowe potwierdzenie w Códice Vaticano A 3738, wymaga niewątpliwie bliższej uwa­
gi, ale — jak sądzę — nie zmienia ona w niczym interpretacji analizowanych przeze
mnie relacji. Co najwyżej dowodzi, że meksykańska koncepcja epok świata jest
zjawiskiem o wiele bardziej złożonym i wielopostaciowym, niż to się do niedawna
w y d a w a ł o . Por. G . B r o t h e r s t o n , Astronomical norms in Mesoamerican ritual
and time-reckoning, [w:] Archaeoastronomy in the New World. American
Primitive
Astronomy. Proceedings of an International Conference held at Oxford
University,
September 1981, ed. by A. F . Aveni, Cambridge 1982, s. 109-142. Za zwrócenie mi
uwagi na tę publikację dziękuję Mariuszowi Ziółkowskiemu. Do innych prac autora
nie zdołałem dotrzeć.
4 2

�124

RYSZARD TOMICKI

znaku 1-tecpatl i rozbicie liczby 676 stanowi rezultat wtłoczenia pięciu
epok w s t r u k t u r ę czwórdzielną. Inaczej mówiąc, postuluję istnienie na­
stępującej koncepcji epok jako wyjściowej dla wersji z Leyenda de los
Soles:
I . 676 1-acatl
I I . 676 1-tecpatl
I I I . 676 l-calli
IV. 676 1-tochtli
Nie ma chyba potrzeby przypominać omówionych wcześniej faktów,
by dostrzec, że kalendarzowy porządek regulujący następstwo epok
w Leyenda de los Soles dopiero w strukturze czwórdzielnej funkcjonuje
prawidłowo. Ilustruje to schemat 3 (uwaga: zmiany w korelacji epok ze
znakami lat wyjaśnione są dalej).
Schemat 3
q

U

í a h ui tl

4 - ocelo*

v

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

125

W związku z wysuniętą hipotezą warto podkreślić dwie kwestie.
Po pierwsze, proponowany tu jednakowy czas trwania wszystkich
epok posiada analogie w innych źródłach. Cytowany wcześniej autor
oryginału Histoyre du Mechique utrzymywał, iż każde Słońce trwało 23
lata. Aczkolwiek brak dodatkowych danych uniemożliwia rekonstrukcję
tego systemu, wydaje się, że jeśli tylko kronikarz nie popełnił jakiegoś
błędu, mógł on być bliski systemowi z Leyenda de los Soles, tzn. za­
wierać „przerwy" pomiędzy kolejnymi epokami . Innego przykładu do­
starcza Alva Ixtlilxóchitl, k t ó r y znał wersję mówiącą o epokach liczą­
cych po 1716 lat (33 X 52) . W porównaniu z t y m i wariantami liczba
676 ma wszelkie cechy liczby idealnej, zarówno ze względu na fakt, iż
sama składa się z 13 cykli 52-letnich, jak też z uwagi na to, że cztery
epoki po 676 lat tworzą makrocykl 52 X 52 lata.
Po drugie, przedstawiona wyżej struktura czwórdzielna jest całością
zamkniętą na kształt koła, tak że nie ma w zasadzie możliwości wpro­
wadzenia do niej dodatkowej epoki bez naruszenia właściwego jej po­
rządku (co obrazuje schemat 3), ale jednocześnie jest ona otwarta w sen­
sie chronologicznym, gdyż teoretycznie rzecz biorąc czas trwania każ­
dej epoki może wynosić dowolną liczbę lat z tym tylko warunkiem, iż
liczba ta będzie wielokrotnością 52 (mechanizm multiplikacji cyklu 52
lat pokazany został na schemacie 2).
Dodać też muszę, że niejasny pozostaje dla mnie mitologiczny sens
„przerw" rozdzielających kolejne Słońca, tak wyraźnie wyodrębnianych
przez wzorcową długość epoki, ale również przez każdą inną wielokrot­
ność liczby 52. Jasna jest ich funkcja w strukturze. Okresy te zapewnia­
ją ciągłość między epokami, czyniąc z nich prawdziwe perpetuum mo­
bile. Ale jeśli przypomnimy sobie obliczenia autora Leyenda de los Soles,
które nie odnoszą się ani do faktycznego czasu trwania Słońc (od po­
czątku do kataklizmu), ani do okresów faktycznego trwania Słońc + czas
trwania kataklizmów, lecz bazują stale na „idealnych" wielokrotnościach
cyklu 52 lat, to wynika z nich, że owe 13-letnie „przerwy" znajdują się
poza rachubą. Pozostawiam tę kwestię otwartą, ograniczając się tylko do
43

44

4 3

Formalnie rzecz biorąc cztery epoki po 23 lata + cztery „przerwy" między
nimi po 3 lata, tworzą cykl 104 lat (2 X 52), któremu wedle opinii szeregu kronika­
rzy przypisywano również duże znaczenie. Niemniej jednak liczbę 23, pojmowaną
jako wydzielony okres, spotkałem tylko raz w relacji Alvy Ixtlilxóchitla (op. cit.,
t. I, s. 267), gdzie mowa jest o ślubie czystości seksualnej wśród wędrujących
Tolteków, obowiązującym od chwili opuszczenia praojczyzny Huey Tlapalan.
Wprawdzie u Alvy Ixtlilxóchitla tylko dwie pierwsze epoki mają jednakowy
czas trwania, ale długość trzeciej została najwyraźniej skrócona po to, aby meksy­
kańską koncepcję epok świata skorelować z chronologią chrześcijańską. Epoka czwar­
ta traktowana zaś jest jako trwająca.
4 4

�126

RYSZARD TOMICKI

wskazania, iż wedle takiego samego modelu działali Toltekowie, kiedy
po 104-letniej wędrówce (2 X cykl 1-tecpatl — 13-acatl) odczekiwali przez
13 lat w Tollantzinco, aby w roku 1-calli założyć miasto Tollan .
45

*
Wróćmy do sekwencji epok w Leyenda de los Soles. Poprzednio roz­
ważałem możliwość, że jest ona skorelowana zarówno z liczbami, jak
i znakami lat. Przyjęcie hipotezy o jednakowym czasie trwania epok
upraszcza korelację, gdyż teraz może ona zaistnieć wyłącznie pomiędzy
sekwencją epok i serią znaków lat. T y m niemniej odpowiedź na pytanie,
czy w Leyenda de los Soles istnieje zgodność między nimi, nie jest łat­
wa. Wymaga przede wszystkim znalezienia płaszczyzny odniesienia, wspól­
nej dla obu porównywanych ciągów. Według mnie, funkcję tę spełniać
może standardowe powiązanie znaków lat ze stronami świata: acatl —
4 5

A l v a I x t l i l x ó c h i t l , op. cit., t. I, s. 268-269. Opis tego wydarzenia jest
dość zagadkowy. Wynika z niego, że motywem w ę d r ó w k i T o l t e k ó w było m. in.
pragnienie ucieczki od znaku 1-tecpatl. Wielki"astrolog imieniem Huemątzin, który
inicjuje w y p r a w ę , oświadcza mianowicie swoim rodakom, że jedynym sposobem
uniknięcia kataklizmów doświadczanych przez ich przodków w latach noszących
n a z w ę 1-tecpatl (o znaku tym m ó w i się jako o „gwieździe, która tak ich prześlado­
wała") jest udanie się ku rozległej i żyznej ziemi, gdzie żyli giganci, zniszczeni
jakiś czas temu przez kataklizm. Huemątzin twierdził, że „planecie, która panuje
w tamtej ziemi, pozostało jeszcze wiele lat do spełnienia swych gróźb i w tym
czasie [Toltekowie] mogą przeżyć szczęśliwy złoty wiek". Dodał on również, że sko­
ro „owa planeta nie panowała nad ich ludem, lecz nad gigantami, to może nie
uczyni wielkiej krzywdy ich [Tolteków] potomkom", A l v a I x t l i l x ó c h i t l , op.
cit., t. I, s. 266.
Z opisu można by wnioskować, że kronikarz (jak pamiętamy, rozmieszczający
epoki w czasie wedle systemu linearnego) znał czwórdzielną strukturę przedstawio­
ną na schemacie 3, ale rozmieszczał ją w przestrzeni. Istnieją bowiem obszary i ludy
przyporządkowane określonemu znakowi. Toltekowie, związani ze znakiem 1-tec­
patl, chcąc uniknąć cyklicznie powtarzających się nieszczęść, muszą zmienić tery­
torium i dokonać „skoku" w czasie analogicznego do tego, jaki dokonuje się po­
między dwiema kolejnymi epokami rozmieszczonymi w czasie wedle systemu sko­
kowego. Odczekawszy zatem 13 lat w Tollantzinco, rozpoczynają nowe życie od
znaku 1-calli. Znaleźli się jakby w równoległej strefie czasowej, gdyż panujący
tu czas minął już kiedyś swój moment krytyczny, przynosząc zagładę gigantom,
a teraz zapowiada dłuższy okres pomyślny i szczęśliwy. Zarówno perspektywy otwie­
rające się przed Toltekami w nowym miejscu pobytu, jak i opisy długich i pomyśl­
nych okresów życia pomiędzy kolejnymi kataklizmami w ojczystym kraju zdają
się świadczyć, że momenty krytyczne występują w cyklach dłuższych niż 52 lata.
Intrygująco brzmi domniemanie, iż kataklizmy powodowane. przez znak 1-calli do­
tyczyły tylko gigantów, nie muszą jednak dotknąć uciekinierów spod innego znaku.
Niestety, cała konstrukcja załamuje się w chwili, gdy kronikarz pisze o zagła­
dzie, jakiej ulegli Toltekowie w którymś z kolejnych lat 1-tecpatl.
Jednakże problem przemieszczeń w przestrzeni rozumianych jako zmiana swego
rodzaju stref czasowych wymaga dalszych studiów, gdyż o m ó w i o n y przypadek nie
jest jedyny. Podobny, choć nie mający już tak wyraźnych odniesień do epok ś w i a ­
ta, opisany został w Histoyre du Mechique. Tam z kolei Meksykanie, którzy po

�127

S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I NAHUA

4e

wschód, tecpatl — północ, calli — zachód, tochtli — południe . W efek­
cie otrzymujemy takie oto zestawienie:
I . 4-ocelotl
1-acatl
wschód
I I . 4-ehecatl
1-tecpatl północ
I I I . 4-quiahuitl 1-calli
zachód
IV. 4-atl
1-tochtli południe.
U każdego, kto orientuje się w mitologii ludów Nahua, zestawienie
to musi wzbudzić poważne wątpliwości. Dlaczego Tezcatlipoca, będący
słońcem w pierwszej epoce, miałby być kojarzony ze wschodem? Dlacze­
go epoka 4-ehecatl, należąca do Quetzalcoatla, miałaby zostać skojarzo­
na z północą? Pytania można mnożyć i z całą pewnością to właśnie spra­
wiło, że chociaż sekwencję kanoniczną uważano powszechnie za właściwą,
nikt ze znanych m i badaczy nie zaakceptował takiej korelacji epok ze
znakami lat, jaka występuje w Leyenda de los Soles (ani w jej wersji
oryginalnej, ani w postaci zrekonstruowanej wyżej). Nie kwestionowano
jednak samej idei, że epoki odpowiadają określonym stronom świata.
1 tak np. E. Seler proponował skorelowanie sekwencji z Leyenda de los
Soles i z Historia de los mexicanos z serią: północ, wschód, południe, za­
chód '. Z kolei J. Soustelle postulował serię: północ, zachód, południe,
w s c h ó d . Nie są to jak widać propozycje zgodne.
Dysponujemy jednak jeszcze jednym źródłem, które umożliwia we­
ryfikację problematycznej korelacji z Leyenda de los Soles. Jest nim
wspomniany na wstępie zabytek, tzw. Piedra del Sol, gdzie wyrzeźbione
są symbole pięciu Słońc odpowiadające nazwom 4-ocelotl, 4-ehecatl, 4-quiahuitl, 4-atl i 4-ollin. Symbol ostatniej epoki umieszczony jest cen» tralnie, obejmując jakby pozostałe. Cała kompozycja mieści się w okręgu
z 20 znaków dni kalendarza tonalpohualli, rozmieszczonych w porządku
47

48

208 latach w ę d r ó w e k dotarli do miasta Meksyk-Tenochtitlan, odczekiwali 28 lat
„i wtedy weszli i zaczęli rachować [czas] od przybycia aż do dziś". Przy czym nie­
co wcześniej dowiadujemy się dodatkowo: „weszli do Meksyku w roku orne calli
[tj. 2-calli], który był 28 rokiem ich cyklu", Teogonia..., s. 101. Teraz już łatwo
ustalić, że lata w ę d r ó w k i liczone b y ł y w cyklach rozpoczynających się znakiem
1-tochtli, a gdy minęły 4 X
lata nastąpił „skok" w czasie podobny do tego, jakie­
go dokonali Toltekowie. Różnica polegała tylko na tym, że Meksykanie czekali
2 X 13 lat, gdyż Tenochtitlan z jakiegoś powodu miał powstać w roku 1-tecpatl.
Dlaczego Histoyre du Mechique m ó w i o 28 latach i o roku 2-calli wyjaśnia Historia
de los mexicanos:
„W drugim roku zamieszkiwania Meksyku zaczęli Meksykanie
kłaść fundamenty pod wielką i wyniosłą świątynię Huitzilopochtli [...]", Teogonia...,
s. 57. Fundacja świątyni głównego boga uznana tu została za synonim fundacji
miasta, ale mimo wszystko rokiem inicjującym nową rachubę czasu był 1-tecpatl.
W związku z powyższymi uwagami por. L ó p e z A u s t i n , Hombre-dios..., s. 102-105.
Por. B. de S a h a g ú n , Historia general de las cosas de Nueva
España,
anotaciones y apéndices Á. Ma. Garibay К., México 1979, s. 437-438.
S e l e r , Mythus und Religion..., s. 39-40.
S o u s t e l l e , op. cit., s. 96.
5

4 6

4 7

4 8

2

�128

RYSZARD TOMICKI

lewoskrętnym. Na okręgu znajdują się cztery „groty" duże i cztery „gro­
t y " małe. Pierwsze wyznaczają osie okręgu i wskazują prawdopodobnie
strony świata. Drugie, usytuowane diagonalnie, opierają się podstawami
o cztery znaki będące zarówno znakami dni, jak też znakami lat. I do
tych właśnie znaków przybliżają się jednym ze swych boków symbole
epok (por. rye. 1).

Rye. 1. Centralna część Piedra del Sol (na rysunku uwzględniono tylko najistotniej­
sze elementy)
Wg Ryszarda Tomickiego

Kołowe rozmieszczenie znaków i symboli powoduje, iż nie wiadomo,
od którego rozpoczynać się powinna lektura sekwencji epok. Z reguły
odczytywano je zatem zgodnie z sekwencją kanoniczną. W ostatnich la­
tach analiza symboli przedstawionych na Piedra del Sol doprowadziła
jednak A. Wiercińskiego do wniosku, że sekwencję inicjować winien
symbol epoki przylegający do znaku acatl, czyli Słońce 4 - a t l . Ponieważ
49

4 e

' A. W i e r c i ń s k i , Dark and Light Side of the Aztec Stone Calendar and
their Symbolical Significance, [w:] Polish Contributions in New World
Archaeology,
ed. by J . K . Kozłowski, Wrocław 1977, s. 105-109.

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

129

lewoskrętny kierunek odczytywania wyznacza krąg 20 znaków tonalpo­
hualli, sekwencja z Piedra del Sol ma następującą postać:
I . 4-atl
acatl
wschód
I I . 4-ocelotl
tecpatl północ
I I I . 4-ehecatl
calli zachód
IV. 4-qúiahuitl tochtli południe.
Zwróćmy uwagę, że powiązanie znaków lat z epokami jest t u takie
samo, jakie proponował J. Soustelle, natomiast porządek samych znaków
zgodny jest z serią znaków z Leyenda de los Soles. T y m razem spójność
mitologicznych treści łączonych z poszczególnymi epokami oraz z od­
powiadającymi i m znakami lat i stronami świata nie ulega wątpliwości.
A więc, istnieją wszelkie podstawy by uznać, że jest to sekwencja Słońc
najściślej odpowiadająca temu porządkowi znaków lat, który autor Le­
yenda de los Soles przypisał mieszkańcom kolejnych epok. Naturalnie,
mówiąc to, mam na myśli zrekonstruowaną przeze mnie (dlatego też h i ­
potetyczną) wersję koncepcji epok świata (przedstawioną na schem. 3).
Nie jest to wszakże twór całkowicie abstrakcyjny. Niezależnie od tego,
w jakiej kolejności zdecydujemy się odczytywać sekwencję z Piedra del
Sol, tenochtitlański zabytek zaświadcza w sposób niepodważalny zwią­
zek czterech minionych epok (i tylko ich) z czterema znakami lat. Jeśli
zaś chodzi o samą sekwencję, ona również jest poświadczona źródłowo.
Alva Ixtlilxóchitl, który zdaje się w ogóle nie znać sekwencji pięcioepokowych, parokrotnie powtarza identyczną sekwencję: Atonatiuh, Tlachitonatiuh, Ehecatonatiuh i Tletonatiuh, przypisując jej proweniencję
toltecką .
50

*

Swego czasu W. Lehmann, rozważając znaczenie liczby 2028 w dzie­
jach ludów środkowego Meksyku, doszedł do wniosku, iż w momencie,
gdy liczbę tę uznano za sumę czasów trwania epok poprzedzających
Słońce 4-ollin (tj. świat aktualnie żyjących ludów), z przyczyn magiczno-religijnych musiała zostać podzielona przez 4, co w efekcie dało dwie
5 0

A l v a I x t l i l x ó c h i t l , op. cit., t. I, s. 529-530; t. I I , s. 7-9. Być może
analogiczną sekwencję znał Muñoz Camargo, bo chociaż wymienia on tylko trzy
Słońca: Słońce Wody, Słońce Wiatru i trwające Słońce Ognia, to jednocześnie m ó w i
o czterech indiańskich „elementach" kojarzonych z epokami, tj. o wietrze, ogniu,
ziemi i wodzie, D. M u ñ o z C a m a r g o , Historia de Tlaxcala (Crónica del siglo
XVI), anotada por A. Chavero, México 1978, s. 153. Różnice tradycji mitologicznych
występujące pomiędzy Tenochtitlanem z jednej strony, a Tetzcoco i Tlaxcallan z dru­
giej, czekają jeszcze na bliższe zbadanie. Ich ślady spotyka się przy różnych okaz­
jach, m. in. w Historia de los mexicanos, gdzie po wyliczeniu siedmiu grup, które
w y s z ł y razem z mitycznej praojczyzny Aztlan, autor dodał: „Meksykanie mówią,
że w y s z ł y tylko te ludy i żadne w i ę c e j , chociaż Tezcokanie, Tlaxcaltecy i Huexotzinkowie utrzymują i szczycą się tym, że przybyli razem z Meksykanami i że są z ich
ziemi", Teoponia..., s. 41.
9 — Etnografia Polska 29/2

�130

RYSZARD TOMICKI

epoki po 676 lat i dwie dalsze liczące 364 oraz 312 lat. Prócz czwórki
liczyła się t u również symbolika liczb 13 i 52. Innymi słowy, sądził on,
iż dwóm epokom przypisano krótszy czas trwania, ponieważ inaczej nie
dało się przyporządkować liczby 2028 (jego zdaniem, wynikającej z chro­
nologii typu historycznego) czwórdzielnej strukturze przeszłości narzu­
canej przez tradycję mitologiczno-religijno-kalendarzową .
W świetle przeprowadzonych przeze mnie analiz proces ten przed­
stawia się nieco inaczej. Ponieważ w grę wchodziła istniejąca już struk­
tura czwórdzielna, tworząca makrocykl 52 X 52 lata, t j . 4 X (13 X 52),
a z jakiś powodów ostatni cykl 13 X 52 (odpowiadający czwartej, nie
zakończonej epoce) nie mógł zostać uznany po prostu za s k o ń c z o n y ,
w momencie dołączania piątej epoki (kiedy to nastąpiło i czym było
spowodowane, to odrębne zagadnienie) zdecydowano przesunąć ostatni
cykl na nią właśnie, a trzy pozostałe rozdzielić pomiędzy cztery wcześ­
niejsze epoki. Mówiąc inaczej, można było uznać czwartą epokę za za­
kończoną, lecz nie można było uczynić tego samego z przypisanym jej
cyklem 13 X 52.
Że tak być musiało, dowodzi analogiczna operacja przeprowadzona
na datach rocznych. Do dyspozycji były tylko cztery daty: 1-acatl, 1-tecpatl, 1-calli i 1-tochtli. Powiększenie liczby epok sprawiło, że osta­
tni w sekwencji znak 1-tochtli (podobnie jak ostatni cykl 13 X 52) prze­
niesiony został na epokę dodaną do pierwotnych czterech. Natomiast
problem trzech pozostających znaków i czterech epok rozwiązano tak, jak
to pokazuje Leyenda de los Soles — jeden ze znaków podwojono, był
zaś nim ten sam znak, który odpowiadał rozbitemu na dwie części cyk­
lowi 13 X 52.
Tego rodzaju operację można było przeprowadzić w dowolnym miej­
scu struktury i zapewne dlatego w Historia de los mexicanos liczby 364
i 312 odnoszą się do innych epok niż w Leyenda de los Soles. Zdaje się
też nie ulegać wątpliwości, iż makrocykl 52 X 52 (4 X 13 X 52) musiał
mieć ogromne znaczenie, skoro nie zdecydowano się po prostu na jego
51

52

5 1

W. L e h m a n n , Nachwort, [w:] E . S e l e r , Gesammelte Abhandlungen zur
Amerikanischen
Sprach- und Alterthumskunde,
Bd. I V , Berlin 1923, s. 357.
Trudno rozumieć inaczej operacje na liczbach dokonywane w Leyenda de ios
Soles oraz w Historia de los mexicanos. Należy jednak zauważyć, iż przynajmniej
część chronologii sporządzanych po konkwiście sięgała ok. 800 lat wstecz, co ozna­
cza, że wzorcowe 676 lat trwania Słońca 4-ollin powinno było minąć na długo przed
przybyciem Hiszpanów. Zasadność tych chronologii wydaje się w ą t p l i w a (nawet
gdyby odpowiadały one rzeczywistości historycznej w europejskim sensie słowa), gdyż
mito-historyczne relacje indiańskie m ó w i ą z reguły o znacznie krótszym okresie.
Tak jest np. w Histoyre du Mechique i w Historia de los mexicanos, [w:] Teogo­
nia..., s. 39 п., 101; por. też Códice АиЫп. Manuscrito azteca de la Biblioteca Real
de Berlin, México 1980; D. C h i m a l p a h i n Q u a u h t l e h u a n i t z i n , Relaciones
originales de Choleo Amaquemecan,
trad, de S. Ptendón, México—Buenos Aires
1965.
5 8

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

131

przedłużenie, to znaczy na uznanie, że już kiedyś (w poprzedniej epoce)
cykl ten się skończył.
Restrukturyzacji czy raczej destrukturyzacji porządku liczbowo-kalendarzowego towarzyszyła zmiana sekwencji epok. Słońce 4-atl, będące
pierwotnie na pozycji I , znalazło się na pozycji I V , co z kolei spowodo­
wało powstanie „fałszywej" korelacji pomiędzy epokami i znakami lat.
Widać to doskonale w zestawieniu epok, znaków lat i stron świata, spo­
rządzonym na podstawie Piedra del Sol, gdzie wystarczy przesunąć Słoń­
ce 4-atl na pozycję I V , aby otrzymać wersję epok świata zapisaną w Le­
yenda de los Soles.
Przeprowadzona analiza nie wyczerpuje jednak zagadnienia, pozo­
stają bowiem przynajmniej trzy poważne problemy: 1) dlaczego zmianom
w sekwencji epok nie towarzyszyła analogiczna zmiana w porządku zna­
ków lat?; 2) jaki sens ma koncepcja wyobrażona na Piedra de Sol?; 3)
jak w świetle wersji z Leyenda de los Soles interpretować wersję z Hi­
storia de los mexicanos?
Ad. 1. Teoretycznie rzecz biorąc istniała możliwość jednoczesnej zmia­
ny sekwencji epok oraz porządku znaków lat. Skoro zachodziła koniecz­
ność (ze względu na nieciągłość fabularną między I V i V Słońcem) prze­
sunięcia Słońca 4-atl na pozycję I V , można było wraz z nim przesunąć
znak 1-acatl i stworzyć wersję spójną, która z kolei mogła być poddana
takim samym zabiegom restrukturyzacyjnym, jakie obserwujemy w Le­
yenda de los Soles. Jedyna różnica, jaka wówczas musiałaby wystąpić,
to ustalenie początku piątej epoki na rok 1-acatl. Jeśli tak się nie stało,
to albo porządek 1-acatl, 1-tecpatl, 1-calli, 1-tochtli nie mógł zostać za­
stąpiony innym (np. odpowiadającym sekwencji kanonicznej porząd­
kiem: 1-tecpatl, 1-calli, 1-tochtli, 1-acatl), albo też dołączona do pierwot­
nej czwórdzielnej struktury piąta epoka już wcześniej była łączona z ja­
kiś powodów ze znakiem 1-tochtli (przypomnijmy, że wszystkie znane m i ­
ty sytuują jej początek w t y m właśnie roku).
A d 2. Ale jak pogodzić z t y m , co powiedziano wyżej, wyobrażenie
epok na Piedra del Sol? Piedra del Sol wskazuje przede wszystkim na to,
że z czterema znakami rocznymi korelowano tylko cztery epoki minione.
Fakt ten wydawał się zresztą tak oczywisty w kontekście meksykańskiej
tradycji mitologiczno-religijno-kalendarzowej, że wszyscy badacze, którzy
przyporządkowywali kolejne Słońca stronom świata, explicite lub impli­
cite sytuowali Słońce 4-ollin w centrum. Również inny zabytek niewąt­
pliwie tenochtitlański, zwany Piedra de los Soles, jakkolwiek zawiera
wyłącznie symbole czterech minionych epok, przez samo ich usytuowanie
na bokach czworościennej bryły sugeruje, że gdyby towarzyszył i m sym­
bol Słońca 4-ollin, musiałby on zostać umieszczony niejako centralnie, na
ścianie równoległej do podstawy . Jak zatem oba te zabytki mają się
53

6 ł

Por. uwagi S e l e r a , Die Ausgrabungen...,

s. 834.

�132

RYSZARD TOMICKI

do mozolnej próby umieszczenie piątej epoki w ramach czwórdzielnej
struktury, próby tak wyraźnie poświadczonej przez Leyenda de los So­
les? Może oba zabytki, a przede wszystkim Piedra del Sol, są świadec­
twem ostatecznego kanonizowania się koncepcji epok świata w środo­
wisku kapłańskim Tenochtitlanu? Cechą tego procesu byłoby dążenie do
przedstawienia Słońca 4-ollin już nie jako kolejnej (jednej z kilku) epoki,
lecz jako swego rodzaju syntezy czterech Słońc minionych. Sugestie taką,
wysuwaną też przez innych badaczy , uzasadnia również wielowarstwo­
wa symbolika znaku i pojęcia ollin
oraz chociażby powiązanie go na
Piedra del Sol jednocześnie ze słońcem i ziemią . Tego rodzaju prze­
wartościowanie z pewnością stanowiłoby logiczny element tendencji w i ­
docznych w całej sztuce tenochtitlańskiej w okresie wzrostu potęgi tego
miasta-państwa .
Ad 3. Niemniej jednak źródła poświadczają przede wszystkim różno­
rodność wersji epok świata istniejących w początkach X V I w. Liczba
epok i odmienne sekwencje (w t y m zwłaszcza sytuowanie Słońca 4-atl na
pozycji I lub I V ) to najłatwiej uchwytne kryteria klasyfikacji znanych
nam wersji. Ale okazuje się, że istnieją też różnice trudniej dostrzegalne,
choć bardzo istotne, jak odmienne sposoby rozmieszczania epok w czasie.
I tak wersja zawarta w Historia de los mexicanos ma podwójne filiacje.
Ze względu na sekwencję epok oraz czas ich trwania nawiązuje wyraźnie
do wersji z Leyenda de los Soles. Różni się od niej jednak zdecydowanie
systemem rozmieszczania epok w czasie, pod t y m względem będąc od­
mianą „tolteckiej wersji" Alvy Ixtlilxóchitla . Jaka relacja istnieje po­
między systemem skokowym (z „przerwami" pomiędzy kolejnymi epo­
kami) a systemem linearnym charakterystycznym dla Historia de los me­
xicanos i zapisów Alvy Ixtlilxóchitla? Czy system linearny stanowi tylko
odmienną próbę rozwiązania problemu piątej epoki? Pewne jest, że jego
zastosowanie likwiduje korelacje pomiędzy epokami i znakami lat, przy­
najmniej w tej postaci, jaką obserwujemy w Leyenda de los Soles. Upra­
szcza to znacznie wszelkie manipulacje kolejnością epok. Ale z drugiej
strony Piedra del Sol zdaje się wskazywać, że korelacje takie były jed54

5 5

56

57

5S

ы

M. in. S o u s t e 11 e, op. cit., s. 96; L e ó n - P o r t i 11 a, op. cit., passim.
L e ó n - P o r t i 11 a, op. cit., Apéndice I I hasło „olin".
C . N a v a r r e t e , D. H e y d e n , La cara central de la Piedra del Sol. Una
hipótesis, „Estudios de Cultura Náhuatl", vol. 11: 1974, s. 355-376.
R. F . T o w s e n d, State and Cosmos in the Art of Tenochtitlan, Dumbarton
Oaks (Washington, D.C.) 1979.
Różnicy tej nie dostrzegła Mercedes de la Garza, autorka najnowszej analizy
porównawczej Historia de los mexicanos por sus pinturas i Leyenda de los Soles,
por. M. d e l a G a r z a , Análisis comparativo de la Historia de los Mexicanos por
sus Pinturas y la Leyenda de los Soles, „Estudios de Cultura Náhuatl", vol. 16:
1983, s. 123-134.
5 6

5 8

5 7

6 8

�S T R U K T U R A E P O K ŚWIATA W M I T O L O G I I N A H U A

133

nak dokonywane. Z kolei w wersji Alvy Ixtlilxóchitla system linearny
służy do opisania tylko czterech epok, gdyż piąta tutaj w ogóle nie ist­
nieje. Może zatem linearne rozmieszczenie epok w czasie jest wyrazem
europeizacji koncepcji epok świata, dokonywanej nieświadomie przez
Hiszpanów (przypomnijmy kłopoty autora Histoyre du Mechique ze zro­
zumieniem swych informatorów) i podświadomie (?) przez zakulturyzowanych Indian?
Z pewnością nie są to wszystkie pytania, na które należy szukać od­
powiedzi, aby koncepcja epok świata występująca wśród ludów Nahua
w początkach X V I w. stała się jasna.
Ryszard Tomicki
T H E S T R U C T U R E OF T H E WORLD EPOCHS IN T H E NAHUA MYTHOLOGY.
T H E NEW INTERPRETATION
O F T H E V E R S I O N F R O M HISTOYRE
DU
MECHIQUE,
LEYENDA
DE LOS SOLES A N D
HISTORIA
DE LOS MEXICANOS
POR SUS
PINTURAS
Summary
The author makes an attempt to explain why particular X V I t h century sources
very in their versions presenting the concept of world epochs (the "Suns") among
the Nahua. The main part of the paper contains an analysis of the version from
the Leyenda de los Soles as well as a reconstruction of its hypothetical initial
structure. The author's thesis is, that the later must have comprised only four
epochs, each of them lasting 676 years and correlated with the sign of the year
(in the following order: 1-acatl, 1-tecpatl, 1-calli, 1-tochtli). The version from the
Leyenda de los Soles presents thus a transformation of this initial structure; the
fifth epoch has been added, the originally first epoch (Sun 4-atl) has been moved
to the position I V , the "calendar order" of the four Suns has been destructuralized by the reduplication of the sign 1-tecpatl and the splitting of the standard length
of one of the epochs into two (676-&gt; 364 + 312). One of the most interesting results
of the analysis is the conclusion, that the number 676 is merely an ideal value
(since the cataclysms really take place not in the last but in the 13th year of
a cycle xiuhtlalpilli attributed to each epoch, see scheme 2) and that in Leyenda
de los Soles the epochs follow in time according to a "step system" implying the
13-years intervals
between them (see scheme 3). It is in this aspect, that the
version from Leyenda de los Soles differs from the one contained in Historia de
los mexicanos por sus pinturas, where the chronology is continous and all the
epochs begin in the year 1-tochtli.
The reconstructed four-epoch structure has exactly the same sequence as Alva
Ixtlílxóchitl's "Toltec sequence". The "version" carved in the Piedra del Sol can
also be considered as its reflection, since in this only four epochs are correlated
with the signs of the years.
These, and the other, more partucular statements, including the analysis of
the five-epoch sequences situating the Sun 4-atl on the position I (especially the
rare version from Histoyre du Mechique) lead to the conclusion, that the variety

�134

RYSZARD TOMICKI

oí sequences of the Suns observed in early colonial Central Mexico, resulted form
the tendency to transform the earlier (Toltec?) view of the history of the world
into a new, five-epoch one, intrinsically consistent, and perhaps better responding
to the religious and ideological demands of the Aztec Empire. The greatest problem
was, as it seems, in the achieving of this internal consistence, as the preserved
versions display the different ways of search for it.
At the end of the paper some new questions and problems are put, as the
result of the analysis and interpretation suggested by the author.
Translated

by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11115" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11093">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66657a0fd66e520c99a9728fdd6ac2da.pdf</src>
        <authentication>c536bdd1b80d1423d4aad24c0b01efb1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132541">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1560</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132542">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132543">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1443</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132544">
                <text>Wczesne źródła wiedzy o Ameryce w Polsce: Jan Dantyszek i "Dekady Nowego Świata (1516)" Pietra Martire'a D'Anghiery / ETNOGRAFIA POLSKA 1995 t.39</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132545">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1995 t.39, s.77-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132546">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132547">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132548">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132549">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132550">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132551">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXIX: 1995, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Warszawa

WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE:
JAN DANTYSZEK I DEKADY NOWEGO ŚWIATA (1516)
PIETRA MARTIRE'A D'ANGHIERY
Studia nad drogami i chronologią rozprzestrzeniania się wiadomości
o Ameryce wśród mieszkańców Europy były i są prowadzone w bardzo
wielu krajach. W Europie zachodniej, począwszy od zarania X I X w., zgro­
madzono w tym zakresie olbrzymią dokumentację, którą obecnie rzadko
udaje się wzbogacić, zwłaszcza gdy chodzi o najwcześniejszy okres odkry­
wania i poznawania nowej części świata. W krajach Europy środkowo­
wschodniej, w tym w Polsce, sytuacja wygląda nieco inaczej. Tutaj naukowe
zainteresowanie pierwocinami wiedzy o Nowym Świecie zawsze było mniej­
sze, a najszerzej nawet zakrojone dociekania pojedynczych badaczy nie mo­
gły ogarnąć całego, bardzo rozproszonego na ogół zasobu źródeł. W kon­
sekwencji na przykład w Polsce, gdzie tematyką, o której mowa, zajmowało
się w sposób systematyczny zaledwie parę osób , wiele prac - czasem pod­
stawowych, ale i żmudnych - czeka jeszcze na wykonawców . Stale trwa
także ujawnianie nowych źródeł i danych oraz wydobywanie na światło
dzienne takich, które kiedyś zostały już ujawnione, lecz niedocenione lub
przeoczone popadły w zapomnienie .
1

2

3

1

Oprócz nieżyjącego już Bolesława Olszewicza, który studia nad wczesnymi polskimi
americanami rozpoczął w 1910 r. i kontynuował przez wiele dziesięcioleci, oraz Janusza
Tazbira, od lat sześćdziesiątych podejmującego stale tę problematykę w rozmaitych kontek­
stach i ujęciach, kilka prac opublikował także Romuald Wróblewski. Liczba autorów pojedyn­
czych publikacji z tego zakresu jest oczywiście większa.
Aby nie być gołosłownym, wskażmy na pilną potrzebę inwentaryzacji druków dotyczą­
cych Ameryki z XVT-XVTII w., przechowywanych w polskich bibliotekach. Pod tym względem
sytuacja wygląda o wiele lepiej w byłej Czechosłowacji, gdzie w minionych latach w analogicz­
ną kwerendę zaangażowano sporo sił i środków, czego ostatnim efektem jest wydany w Pradze
katalog źródeł do historii wypraw odkrywczych i podboju Nowego Świata, będących w posia­
daniu czeskiej Biblioteki Narodowej (Kašpar 1992; tamże na s. 12-19 obszerna bibliografía
wcześniejszych publikacji).
Przykładem źródeł zapomnianych może być list hiszpańskiego konkwistadora Hernana
Cortesa do Jana Dantyszka z 1529 r. (mylnie datowany na rok 1547), od lat przechowywany
w Bibliotece Ossolińskich we Wrocławiu, lecz wprowadzony do literatury przedmiotu dopiero
w ostatnim okresie (Tomicki 1992).
2

3

�78

RYSZARD TOMICKI

Szkic niniejszy należy do tego ostatniego nurtu, z jednej strony będąc
przyczynkiem do wiedzy o źródłach i charakterze wczesnych wiadomości
0 Ameryce przenikających do Polski, z drugiej zaś próbą uzupełnienia kilko­
ma szczegółami biografii Jana Dantyszka, najbardziej fascynującej w kon­
tekście amerykanistycznym osobistości polskiego Renesansu. Od przypom­
nienia tej postaci wypada też zacząć nasze rozważania, gdyż zajmuje w nich
ona centralne miejsce.
*

Jan Dantyszek (1485-1548) - z pochodzenia gdański Niemiec, Sarmata
z wyboru, absolwent Akademii Krakowskiej, pisarz i sekretarz królewski
(1504-1515), później głównie dyplomata w służbie Zygmunta I i królowej
Bony, wreszcie biskup chełmiński (1530/1532) i warmiński (1538), a przy
tym poeta i humanista - miał w swej biografii epizod raczej nietypowy dla
poddanych polskich królów epoki wielkich odkryć geograficznych. Spędził
mianowicie dużo czasu w Hiszpanii w charakterze stałego rezydenta; i „wżył
się w nią", jak powie historyk (Kot 1987, s. 150), bardziej aniżeli którykol­
wiek z Polaków mających okazję dotrzeć w XV i X V I w. do tego odległego
zakątka Europy.
Za Pireneje wyruszył Dantyszek wiosną 1524 г., wysłany przez króla
Zygmunta I w celu objęcia spadku należnego Bonie po jej zmarłej w Nea­
polu matce, Izabeli Aragońskiej. Kraj, do którego zmierzał, nie był mu
całkowicie obcy. Na Półwyspie Iberyjskim przebywał już jako poseł dwu­
krotnie, w latach 1519 i 1522-1523, każdorazowo po kilka miesięcy. Tym
razem wszakże musiał zadomowić się tam na dłużej - początkowo na skutek
komplikacji spadkowych, następnie w związku z nominacją na stałego pol­
skiego przedstawiciela przy dworze cesarza Karola V, będącego jednocześnie
(jako Karol I) królem Hiszpanii. Funkcję ambasadora pełnił osiem lat. Przez
pięć lat, do lipca 1529 г., mieszkał nieprzerwanie w Hiszpanii. Przez pozo­
stałe trzy lata podróżował śladem cesarza po Italii, Niemczech i Niderlan­
dach. Do Polski wrócił dopiero w lipcu 1532 r.
W 1528 г., w okolicznościach po dziś nie opisanych, Dantyszek zetknął
się i zaprzyjaźnił z Hernanem Cortesem, sławnym już wtedy konkwistado­
rem, zdobywcą Meksyku, który przypłynął do Hiszpanii, aby bronić honoru
1 zabiegać o stosowną do zasług gratyfikację. W jakiś czas potem przyjaźń
z „wielkim Cortesem" utrwalona została w paru dystychach autobiogra­
ficznego poematu Vita Ioannis Dantisci (Dantyszek 1950, s. 298). Utwór,
opublikowany po raz pierwszy w 1693 r. w Gdańsku, w następnym stuleciu
4

4

Tu i w innych miejscach, gdzie mowa o życiu i działalności Dantyszka bez przywoła­
nia źródła informacji, wykorzystano publikacje Władysława Pociechy (1938; 1949-1958),
Henry'ego de Vochta (1961), Inge Britte Muller-Blessing (1967-1968), Zenona Nowaka (1982)
oraz dane zawarte w Nowym Korbucie (1963-196:5, I I , s. 113-119).

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

79

dwukrotnie przedrukowany we Wrocławiu i Lipsku, umożliwił XIX-wiecznym historykom wpisanie do życiorysu Dantyszka egzotycznej bądź co bądź
znajomości. Był to najwcześniejszy szerzej znany ślad pośredniego związku
Dantyszka z Nowym Światem.
Bardzo długo jednak przyjaźń z hiszpańskim konkwistadorem, chętnie
przypominana, stanowiła wyłącznie ciekawostkę, pozbawioną w zasadzie
większego znaczenia. Nie dostrzegano w niej nade wszystko żadnego
odniesienia do ewentualnych ogólniejszych zainteresowań zamorskimi od­
kryciami i podbojami. Słowem nie wspomniał o takiej możliwości Michał
Wiszniewski, ubiegłowieczny historyk literatury, choć udało mu się - jako
pierwszemu - trafić na list Cortesa do polskiego posła, wysłany z Ameryki,
z wyspy Hispanioli (Wiszniewski 1844, s. 239-240). Inny ówczesny badacz
przeszłości, Ludwik Finkel, informując o znajomości z „wielkim odkrywcą,
genialnym Kortezem", pisał zarazem, iż Dantyszka mało obchodziły od­
krycia w Nowym Świecie (Finkel 1879, s. 382, 383).
Inkorporacja Dantyszka do stosunkowo wąskiego grona osób, które od
początków X V I w. przeszczepiały na polski grunt wiedzę o nowych wyspach
i lądach, trwała wiele dziesiątków lat. Na dobrą sprawę dokonała się do­
piero około połowy X X w. Obecnie, jeśli sięgnąć po opublikowane źródła
i prace tematyce tej poświęcone, z gromadzonych wysiłkiem dawniejszych
i współczesnych badaczy strzępów informacji, bo jednak nadal są to tylko
strzępy, wyłania się dość klarowny mimo wszystko obraz.
Przypomnijmy krótko podstawowe fakty, nie stroniąc tu i ówdzie od
własnych komentarzy i uzupełnień.
Problematyka zamorskiej ekspansji Hiszpanii znajdowała się w polu
obserwacji posła Zygmunta I co najmniej od początku 1525 г., o czym
świadczy kilka listów wysłanych wtedy do polskiego króla oraz podkanclerzego
Piotra Tomickiego (AT VII, s. 174, 214, 244-245). Zawarte w owych listach
doniesienia o bardziej lub mniej istotnych zdarzeniach związanych z Ameryką
ujawniają przy okazji, że adresatom nie trzeba było specjalnie tłumaczyć, co to
są „Indie" czy też „nowe wyspy" i czego szukają tam poddani Karola V.
Wzmianki te, ważne same w sobie, stwarzają jednocześnie właściwą
perspektywę dla oceny późniejszej znajomości z Cortesem i będącej jej owocem
korespondencji. Trzy odnalezione dotychczas listy konkwistadora do Dantysz­
ka -jeden pisany w Madrycie we wrześniu 1529 г., dwa wysłane z Meksyku
5

5

Nazwą „Indie" określano wówczas - zwłaszcza w Hiszpanii - zarówno Amerykę, jak
i południowo-wschodnie obszary Azji, rozróżniając je za pomocą przymiotników jako Indie
Zachodnie oraz Indie Wschodnie. Niejednoznaczność nazwy bezprzymiotnikowej jest oczywis­
ta, nawet wtedy, gdy wiadomo, iż mowa o „Indiach" hiszpańskich. Z tego powodu np. Gaspar
Contarini, wieloletni ambasador Wenecji w Hiszpanii, składając 16 listopada 1525 r. końcowe
sprawozdanie ze swej misji przed senatem republiki, zwracał uwagę słuchaczy na dwoistość
Indii należących do Hiszpanii i podkreślał geograficzną odrębność Indii Wschodnich i Zachod­
nich (Contarini 1840, s. 47-54). Terminologia używana przez Dantyszka, podobnie jak treść
wskazanych wzmianek z 1525 г., zasługują na osobną analizę.

�80

RYSZARD TOMICKI

w siepniu 1531 r. i stanowiące to samo pismo, zdublowane dla zwiększenia
prawdopodobieństwa dotarcia do adresata - oraz dodatkowo list znany
Michałowi Wiszniewskiemu, dziś zaginiony, potwierdzają przyjacielski charak­
ter więzi łączących ich nadawcę i odbiorcę. Ale ukazują także pragmatyczne
oczekiwania pokładane w listowych kontaktach. Cortes pragnął dowiady­
wać się o wydarzeniach w Europie, Dantyszek natomiast czekał na nowiny
o działalności Hiszpanów na zachodniej półkuli, w szczególności w Meksyku,
dokąd Cortes wrócił w 1530 r. (por. Niklewicz, Tazbir 1970; Axer 1990;
Tomicki 1992).
W tym okresie, u progu czwartej dekady XVI w., pierwszy pochodzący
z Polski odbiorca listów z Ameryki (Olszewicz 1947, s. 46) dysponować już
musiał znaczną wiedzą o Nowym Świecie. Trudno wyobrazić sobie, by
mogło być inaczej. Choćby dlatego, iż podczas spotkań z hiszpańskim zdo­
bywcą w Madrycie i Toledo, gdzie rodziła się wzajemna sympatia i poczucie
zażyłości , doświadczenia i dokonania Cortesa z pewnością stanowiły naj­
bardziej atrakcyjny temat rozmów.
O poznawczych korzyściach wyniesionych ze znajomości z Cortesem,
zarówno tych bezpośrednich, jak i pośrednich, nie sposób jednak wiele
powiedzieć, gdyż - jak dotąd - poszukiwanie ich echa w korespondencji
słanej w latach 1528-1529 z Hiszpanii do Polski nie przyniosło pozytywnych
rezultatów. W istocie jedynym nawiązującym do tej kwestii świadectwem są
dwa listy kanclerza wielkiego koronnego, Krzysztofa Szydłowieckiego,
z których wiadomo, że ich autor zabiegał w 1529 r. u Dantyszka o przywie­
zienie mu w prezencie Indianina, jednego z wielu towarzyszących Cortesowi
w podróży do Hiszpanii, lecz zamiast Indianina otrzymał w początkach
roku 1530 wizerunek zdobywcy Meksyku (AT X I , s. 221; X I I , s. 110; Kieszkowski 1912, I I , s. 336-337). Można z dużym prawdopodobieństwem przy­
jąć, że chodziło o medal konkwistadora wykonany w 1529 r. przez niemie­
ckiego artystę, Krzysztofa Weiditza, działającego wówczas w Hiszpanii m.in.
przy wsparciu Dantyszka .
Należy tu dodać, że w tym samym czasie Weiditz sporządził serię rysun­
ków ukazujących postacie meksykańskich Indian, którzy prezentowani byli
na dworze Karola V i stanowili nie lada atrakcję, skoro jednego wysłano aż
do Rzymu, aby mógł obejrzeć go sobie papież Klemens V I I (por. Hampe
1927; Cline 1969). Zapewne więc i Dantyszek podziwiał indiańskich arysto­
kratów przybyłych dla oddania hołdu hiszpańskiemu monarsze, jak również
uświetniającą orszak Cortesa „cyrkową trupę", złożoną z żonglerów wyko­
nujących swe sztuki nogami, graczy w piłkę odbijaną biodrami i łokciami,
6

7

6

W dwóch wymienionych miastach Dantyszek i Cortés spędzili razem najwięcej czasu
w latach 1528-1529, choć nie były to jedyne miejsca, gdzie mogli się spotkać lub na pewno się
spotkali. Dokładniejsze ustalenia na ten temat przedstawione zostaną w innej publikacji.
O medalu Cortesa por. Babelon 1954. W Polsce o Weiditzu pisano głównie jako o auto­
rze medali Dantyszka (Kieszkowski 1919; GumoAvski 1929; Pociecha 1938, s. 428).
7

�81

WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

albinosów, karłów, garbusów itp. Zważywszy zaś na ówczesne zaintereso­
wanie wyglądem i przymiotami mieszkańców egzotycznych krajów oraz
na bliskie związki Weiditza z Dantyszkiem po roku 1529, nie wykluczone, że
w posiadaniu tego ostatniego znalazły się też jakieś wizerunki Indian.
Na ile wiedza polskiego posła wykraczała poza doraźne obserwacje pozwala
domyślać się fakt, iż opuszczając Hiszpanię w 1529 r. wysłał do Polski trzy
„komentarze" poświęcone geograficznym odkryciom Hiszpanów i Portugalczy­
ków. Jakkolwiek wszelki ślad po nich zaginął i zagadką pozostaje, czy pod
enigmatyczną nazwą kryły się rękopisy, czy może jakieś druki , to jednak
sądzić wolno, że jako źródło informacji miały one niepoślednią wagę. W prze­
ciwnym razie nie zabiegałby pewno o ich kopię Lazzaro Buonamico, profesor
łaciny i greki na uniwersytecie w Padwie, który słyszał o „komentarzach"
w Bolonii, w trakcie spotkania z Dantyszkiem (podróżującym z Hiszpanii przez
Italię do Niemiec), a po paru latach prosił o przysłanie mu starannego odpisu
owych tekstów. Zależało mu na zapoznaniu się z nimi bardziej aniżeli na
srebrze i złocie (AT XIV, s. 793-794; Pociecha 1949-1958, IV, s. 261).
List w tej sprawie z grudnia 1532 r. warto zestawić z pewnym mało znanym
faktem. Otóż siedem lat później, w roku 1539, spod pióra Buonamica wyszła
jedna z najwcześniejszych gloryfikacji odkrycia Ameryki, jakie notują dzieje
europejskiego piśmiennictwa. Przyrównał on je pod względem historycznego
znaczenia (nb. wraz z wynalazkiem druku) już nie tylko do dokonań świata
8

9

8

Odsyłając w tym względzie chociażby do klasycznego już dzieła Margaret Т. Hodgen
(1964, w szczególności rozdz. I V i V), dla przybliżenia realiów, o których tu mowa, warto
przytoczyć fragment datowanego 12 maja 1526 r. w Sewilli listu Andrea Navagero, ambasa­
dora weneckiego w Hiszpanii, do О ю у а л ш ^ о Battisty Ramusio. W liście, oprócz różnych
nowinek związanych z „Indiami", znalazły się także wrażenia z obserwacji jakiejś grupy
meksykańskich Indian: „Widziałem też kilku młodzieńców z tamtych ziem, przybyłych z pew­
nym zakonnikiem, który tam głosił wiarę, w celu naprawy swoich obyczajów. Są to synowie
wielkich panów pośród nich. Chodzą odziani na swój sposób, na poły nadzy, okryci czymś, co
przypomina krótki kubrak. Włosy mają czarne, twarz szeroką, a nos rzymski, niczym Czerkiesi
[sic!], lecz kolor ich skóry wpada w popielaty. Wydają się bardzo rozumni i biegli w wielu
rzeczach, zaś gra w piłkę, jaką pokazali na modlę przyjętą w ich kraju, była nadzwyczajna.
Piłka jest z rdzenia pewnego bardzo lekkiego drzewa, łatwo podskakująca, wielkości dużej
brzoskwini albo większa, i odbijając ją czy też wyrzucając nie czynią tego rękami ani nogami,
lecz wyłącznie biodrami. Robią to z taką zręcznością, że widowisko było cudowne. Czasem
całkowicie leżeli na ziemi, aby odrzucić piłkę, a wszystko to wykonywali z ogromną zwin­
nością"; A. Navagero, Viaje por España (1524-1526), Madrid 1983, s. 124-125; cyt. za:
Bustamante 1986, s. 67-68. Atrakcyjność indiańskiego „cyrku" Cortesa była jeszcze większa.
9

Na ogół „komentarze" uważane są za autorskie opracowanie Dantyszka (Tazbir 1968,
s. 7; 1990, s. 67; Wróblewski 1977, s. 29). W grę wchodzić mogły jednak także kopie jakichś
drukowanych, ale trudno dostępnych relacji. Przykładem uciekania się do takiej praktyki jest
pochodzący z końca trzeciej dekady X V I w. - a więc współczesny „komentarzom" Dantyszka
- Codex Vindobonensis S.N. 1600 {Cartas I960), przygotowany w Hiszpanii, najprawdopodob­
niej dla Ferdynanda Habsburga (Borah 1962), a zawierający m.in. odpisy pięciu listów-relacji
Cortesa, wysłanych do Karola V w latach 1519-1526. Drugi, trzeci i czwarty list skopiowane
zostały nie z oryginałów, lecz z ich drukowanych wersji, wydanych w Hiszpanii w latach 1522,
1523, 1525 (Ruwet 1988).

�82

RYSZARD TOMICKI

antycznego, czego po humaniście można się było spodziewać, lecz wprost do
dzieła zbawienia . Jeśli cenne „komentarze" Dantyszka dotarły w końcu
do Padwy, a wątpić w to nie ma powodu, musiały przyczynić się do powstania
tej opinii, albowiem jeszcze w końcu 1532 r. - jak wynika ze wspomnianego
listu - Buonamico mało co wiedział o Nowym Świecie, a i namiętność do
geografii jako takiej odkrył w sobie całkiem niedawno.
Wiedza i zbiory, jakimi dysponował Dantyszek, nie były tuzinkowe.
Władysław Pociecha (1938, s. 427; 1949-1958, IV, s. 261) ujawnił list Marka
Laurinusa Plotza z maja 1531 г., w którym ten brugijski kanonik i geograf
prosił Dantyszka o dane dotyczące nowo odkrytych wysp, zamierzając je
wykorzystać przy sporządzaniu globusa. Z kolei z dokumentów spadkowych
rodziny Dantyszka wiadomo (Birkenmajer 1924, s. 288), iż w siedzibie
biskupiej w Lidzbarku Warmińskim pozostało po nim - prócz zegarów,
instrumentów astronomicznych, kolekcji obrazów, całej biblioteki i wielu
cennych drobiazgów - również kilka globusów oraz prawdziwy rarytas,
ręcznie wykonana mapa „Indii" (eine Indianische beschribene Mappa) .
Obraz dopełnia szereg listów z lat 1534-1538, świadczących o trwałości
zainteresowania szacownego już wtedy biskupa sprawami Nowego Świata.
Wzmianki na ten temat, pojawiające się w korespondencji nadsyłanej z róż­
nych stron Europy przez znajomych i przyjaciół, mających łatwiejszy dostęp
do aktualnych wiadomości, dają pewność, że oczekiwania Dantyszka w tej
materii były szeroko znane. On zaś zdołał zapewnić sobie całkiem niezłych
informatorów. Z jednej strony byli wśród nich ludzie powiązani z dwo­
rem Karola V, jak Korneliusz D. Schepper, dyplomata i humanista , czy
Juan de Comalonga, cesarski sekretarz, który w kwietniu 1534 r. przesłał
Dantyszkowi ni mniej, ni więcej tylko odpisy listów świeżo otrzymanych ex
novo orbe (AT XVI/1, s. 421). Z drugiej strony informowali go przedsta­
wiciele działających w Hiszpanii niemieckich kupców i bankierów, z który­
mi od lat utrzymywał bliskie stosunki, w szczególności Hieronim Sailer
i Henryk Ehinger, znani z tego, iż w 1528 r. jako faktorzy potężnych Welserów uzyskali od Karola V prawa do kolonizacji Wenezueli; w późniejszych
latach obaj mieli bezpośrednie kontakty z Ameryką .
To, co powiedziano wyżej, całkowicie wystarcza, żeby uznać Jana Dan­
tyszka za postać wyjątkową w Polsce pierwszej połowy XVI w. Biorąc pod
uwagę obecny stan badań nad recepcją odkrycia Ameryki przez staropolskie
10

11

12

13

1 0

B. Feist Hirsch, Damiao de Gois, The Hague 1967, s. 103; pod. za: Elliott 1970, s. 9-10.
Mapa ta, jeszcze w okresie międzywojennym identyfikowana jako „mapa Indii Zachod­
nich" (Olszewicz 1931, s. 16) lub „mapa Indii (Ameryki)" (Pociecha 1938, s. 428), w czasach
nam bliższych zmieniła się, nie wiedzieć czemu, w „mapę drogi do Indii" (Olszewicz 1956,
s. 340-341; 1957, s. 22; Hajdukiewicz 1960, s. 155; Tazbir 1969, s. 16; 1970, s. 34). Por. nowe
dane na jej temat w: Fontán, Axer 1994, s. 269-270, 324-325, 340-341.
A T XVI/1, s. 213-214; X V I / 2 , s. 333; X V I ] , s. 600, 719, 737.
A T X V , s. 629; X V I I , s. 360; Pociecha 1949-1958, I V , s. 260, 410; por. też A T X V I / 1 ,
s. 61. Inni korespondenci: A T X V I / 1 , s. 135-136; X V I / 2 , s. 96.
1 1

1 2

1 3

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O A M E R Y C E W POLSCE

83

14

elity w tym okresie , można bez wahania stwierdzić, że nikt inny nie był
wówczas w takim stopniu zafrapowany wydarzeniami na zachodniej półkuli
i nie miał tylu możliwości zdobywania o nich wiedzy.
A przy tym rzeczywisty wymiar owego fenomenu nadal nie jest do końca
rozpoznany. Przykładem niespodzianek, jakie kryć jeszcze mogą archiwa,
niechaj będzie umykający dotąd uwadze badaczy drugi - obok Cortesa
- korespondent Dantyszka spoza Atlantyku. Był nim niejaki Mendoza,
którego listy z Meksyku z 1531 г., co najmniej dwa, bo mówi się o nich
w liczbie mnogiej, odzyskał w 1810 r. ze Szwecji - razem z wieloma cennymi
archiwaliami i książkami wywiezionymi niegdyś jako łup wojenny - książę
Adam Jerzy Czartoryski . Niestety, listy nie przetrwały w zbiorach Czar­
toryskich do naszych czasów, wskutek czego trudno nawet zidentyfikować
ich nadawcę, gdyż w otoczeniu Cortesa, gdzie zapewne należałoby go szu­
kać, nazwisko Mendoza nosiło kilku ludzi. Ale ktokolwiek to był, jego
pisane zza oceanu listy skłaniają do wniosku, że Dantyszek starał się mieć
kontakty z ludźmi działającymi w Nowym Świecie niezależnie od tego, czy
łączyły go z nimi ściślejsze więzy, jak z Cortesem, czy nie.
Wiele nowych danych do wizerunku Dantyszka-„amerykanisty" dostar­
czają też prowadzone od kilku lat pod kierunkiem Jerzego Axera systematy­
czne studia nad jego korespondencją, rozsianą po Europie, wcześniej badaną
wyrywkowo i bez specjalnego uwzględnienia zainteresowań Nowym Świa­
tem. Wstępne analizy tego materiału doczekały się już publikacji (Axer,
Tomicki 1994; Tomicki 1994).
Obiecującym polem eksploracji mogą okazać się również polskie i za­
graniczne biblioteki, gdzie na pewno przetrwała jakaś część americanów
z księgozbioru gromadzonego do roku 1548 w Lidzbarku Warmińskim,
a później rozproszonego w zawieruchach dziejowych. Na pewien optymizm
w tym względzie pozwala jedna, dość niepozorna książka, od mniej więcej
czterdziestu lat przechowywana w Bibliotece Narodowej w Warszawie, a mi­
mo to nieobecna w literaturze przedmiotu.
Książka, której autorem jest Petrus Martyr Angleria, nosi tytuł De orbe
novo decades (Dekady Nowego Świata). Wydana została w 1516 r. w Hisz­
panii, w położonej opodal Madrytu miejscowości Alcalá de Henares. Na
stronie tytułowej, u góry, widnieje doskonale zachowany podpis: Jo[annes]
Dantiscus. Poniżej, sporządzona tą samą ręką adnotacja informuje o miejscu
15

1 4

Od kilkudziesięciu lat główny zrąb wiedzy o pierwszej połowie X V I w. nie uległ zasad­
niczym zmianom i obejmuje przede wszystkim wzmianki z pism Jana z Głogowa, Jana ze
Stobnicy, Macieja z Miechowa, Macieja Kmity z Szamotuł oraz Mikołaja Kopernika. Ich
najpełniejszą prezentację i analizę znaleźć można w pracach Bolesława Olszewicza (1931,
s. 8-20), Avrahma Yarmolinsky'ego (1937, s. 10-36) i Edwarda Rosena (1934).
Specyfikacya Książek i Dokumentów darowanych przez króla szwedzkiego młodemu
AJ. Czartoryskiemu, Biblioteka Czartoryskich w Krakowie, rkp. 1.182, s. 239 (pozycja nr 77). Listy
owe znalazły się najpewniej w Puławach, skąd w jakimś momencie musiały zniknąć, być może
podczas powstania listopadowego (o ówczesnych losach kolekcji puławskich por. Buczek 1930).
1 5

�84

RYSZARD TOMICKI

i czasie nabycia dzieła. Obok zlatynizowanej nazwy Barcelony figuruje tam
data 14 czerwca 151..., bez ostatniej cyfry, najwyraźniej odciętej przy opra­
wianiu książki, lecz z dobrze widoczną jedynką na przedostatniej pozycji.
Owa jedynka rozstrzyga problem datowania aktu nabycia. W drugiej deka­
dzie X V I w. Dantyszek tylko raz przebywał w Barcelonie - w 1519 г. I był
tam na pewno 14 czerwca (por. Pociecha 1938, s. 425) .
To pierwsze znane dzieło ze zbiorów Dantyszka w całości poświęcone
Ameryce jest nie tylko dobrym prognostykiem dla przyszłych poszukiwań.
Dzięki szczęśliwemu przypadkowi mamy zarazem do czynienia z książką,
która zasługuje na szczególną uwagę i to z kilku różnych powodów. Jednym
z nich, może najważniejszym, jest pojawiająca się za sprawą zachowanego
egzemplarza możliwość poszerzenia wiedzy o początkach Dantyszkowego
zainteresowania odkryciami geograficznymi. Problem, choć intrygujący,
rzadko stawiany był otwarcie, ponieważ na ogół zakładano, iż wszystko
wyjaśnia tu pobyt na dworze Karola V w latach 1524-1532. Niemniej jednak
przynajmniej raz wysunięto w tej sprawie całkowicie odmienną i bardzo
konkretną hipotezę. Według niej, szczególną sposobność do zdobycia infor­
macji zdolnych rozbudzić trwałe zaciekawienie poczynaniami Europejczy16

1 6

Książka, dziś opatrzona sygnaturą XVI.F.2073, poprzednio była własnością głośnego
w swoim czasie bibliofila, ks. dr Ludwika Zalewskiego (zm. 1952; por. Flanczewska 1972).
Jedynym śladem jej wcześniejszych dziejów jest adnotacja na stronie tytułowej: Residentiae
Opoliensis Scholarum Piarían 1752. Wiadomość o istnieniu tego dzieła bardzo długo nie mogła
wejść do naukowego obiegu, chociaż nie brakowało ku temu okazji. W 1953 r. cenny druk został
zmikrofilmowany, a stosowną informację podano w Katalogu mikrofilmów (Rok 4, Warszawa
1955, s. 16, nr 101), gdzie, niezależnie od tytułu i nazwiska autora, książka wydana w Hiszpanii
w 1516 г., rzadkość w Polsce, wręcz rzucała się w oczy. W 1977 r. o posiadaniu przez Dantyszka
De orbe novo decades wspomniała Krystyna Niklewiczówna (1977, s. 93), nie podając żadnych
dodatkowych informacji. Piszący te słowa dotarł do dzieła Anghiery dzięki wzmiance w katalogu
mikrofilmów, gromadząc dalie o XVT-wiecznych americanach w polskich zbiorach; odkrycie na
stronie tytułowej autografu Dantyszka nastąpiło na początku 1992 r. Jak się następnie okazało,
wcześniej książka stała się już obiektem zainteresowania dr Mieczysława Mejora z Instytutu
Filologii Klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego (o czym był uprzejmy powiadomić mnie
prof. Jerzy Axer). W 1987 r. prezentowano ją ponadto na wystawie „Oprawy polskie", zorganizo­
wanej przez Bibliotekę Narodową i Oddział Warszawski Towarzystwa Przyjaciół Książki.
W katalogu wystawy podano, iż książka „być może została zakupiona, gdy Dantyszek bawił
w Barcelonie (styczeń-wrzesień 1519), wysłany przez Zygmunta I w poselstwie na dwór hiszpański,
lub później (1524-1532), kiedy to mianowano go pierwszym polskim stałym posłem w Hiszpanii"
{Oprawy polskie..., Warszawa 1987, s. 28; autor opisu - Maciej Dąbrowski). W rzeczywistości
sporządzona ręką Dantyszka adnotacja: Ex Barcinonae Hispaniae XIIII Junii 151 [?] pozwala
jednoznacznie datować akt nabycia, co niezależnie stwierdził również dr M . Mejor. Egzemplarz
z Biblioteki Narodowej jest jednym z 32 egzemplarzy tego dzieła znajdujących się w bibliotekach
Europy i Ameryki, jakie rejestruje praca Juliana M . Abada (1991, I , s. 246-248) poświęcona
XVI-wiecznej produkcji wydawniczej w Alcalá de Henares. Z dwóch wyszczególnionych tam
edycji z 1516 г., różniących się kompozycją tekstu na stronach a l - а б , polski egzemplarz
reprezentuje typ A. Nie zawiera on, podobnie J2ik kilka innych znanych egzemplarzy, tekstu
Legado babilónica, zamieszczanego na ogół po De orbe novo decades zarówno w wydaniu typu A ,
jak i typu B, a w tym ostatnim anonsowanego także na stronie tytułowej.

�85

WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

ków na zachodniej półkuli, stworzyć miała Dantyszkowi wizyta w Anglii
jesienią 1522 r. A ściślej, kontakty z Tomaszem Morusem, wtedy już auto­
rem Utopii (1516), dzieła, którego kanwę stanowi podróż na wyspy Nowego
Świata, fikcyjna co prawda, lecz expressis verbis nawiązująca do wypraw
Ameriga Vespucciego (Wróblewski 1977, s. 28) .
Wspomniana wyżej książka pozwala zmodyfikować zasadniczo dotychcza­
sowe poglądy. Jeśli ma w ogóle sens doszukiwanie się w życiorysie Dantyszka
jakiejś jednorazowej „amerykanistycznej inicjacji", to Dekady Nowego Świata
pretendować mogą do miana instrumentu wtajemniczenia tak z uwagi na czas
i miejsce ich nabycia, jak i ze względu na jakość nabytku. Własnością
przybysza z Polski stało się bowiem w Barcelonie, w połowie 1519 г., dzieło nie
mające sobie równych w tamtych latach, prawdziwe kompendium wiedzy
o znanej wówczas Ameryce i o historii jej odkrywania od 1492 do 1516 r.
17

*

Aby docenić walory barcelońskiego nabytku, trzeba przybliżyć genezę
dzieła oraz sylwetkę jego autora.
Petrus Martyr ab Angleria (lub Anglerius), a właściwie Piętro Martire
d'Anghiera, gdyż był z pochodzenia Mediolańczykiem, albo Pedro Mártir de
Angleria, jak zwano go w Hiszpanii, gdzie spędził większość życia , należał
do czołowych propagatorów wielkich odkryć geograficznych w XVI-wiecznej Europie. Pod pewnymi względami zdystansował zresztą wszystkich
pozostałych. Nie darmo, gdy mowa o postawie renesansowych humani­
stów wobec Nowego Świata, natychmiast pada jego nazwisko jako autora
18

1 7

Nie wnikając tu w szczegóły tej hipotezy, dopuszczającej również wpływ na Dantyszka
szwagra Morusa, Johna Rastell, trzeba powiedzieć, iż zdaniem Janusza Tazbira (1979, s. 116)
Dantyszek nigdy nie czytał Utopii.
W polskiej literaturze występuje on jako: Piotr zwany Martyrem, Piotr Martyr, Piotr
Martyrus, Piotr Martyr Anglerio, Piotr Martyr d'Anghierra (z łacińska zwany Anglerius),
Piotr Martire d'Anghiera, Piotr Anglerius, Piotr Martyr z Anghiery (Tazbir 1969, s. 12, 27, 67;
Wróblewski 1977, s. 36 i in.; Bączkowski 1993, s. 36 i in.). Różne formy, nierzadko spotykane
u jednego autora, powodują czasem, iż „Piotr Martire d'Anghiera" zdaje się być kim innym niż
„Piotr Anglerius" („Nie dotarła [...] do Polski [...] opowieść syna Kolumba, don Fernando
Colona, o jego sławnym ojcu {Historia del Almiratné). Podobnie przedstawia się sprawa z dziełem
Piotra Martire d'Anghiera De orbe novo decades, zawierającym opis drugiej [?!] wyprawy
Krzysztofa Kolumba [...]. Znane były natomiast dzieje Nowego Świata pióra Szymona Grynaeusa
{Novus orbis), Piotra Angleriusa {De orbe Novó)..." itd.; Tazbir 1973, s. 443; ostatnio cytowane
przez Hannę Dziechcińską 1991, s. 37 przyp. 30). Mankamentem większości z używanych form jest
nieuzasadnione rozbijanie dwuczłonowego imienia na spolszczonego Piotra i niespolszczonego
Martyra (Martyrusa, Martire'a), podczas gdy chodzi tu o Piotra Męczennika (por. Czerny 1886,
s. 24) - imiennika świętego, znanego też jako Piotr z Werony (1205-1252), otaczanego dużą czcią
w Lombardii. O problemach z rozszyfrowaniem znaczenia członu d'Anghiera, bynajmniej nie
będącego określeniem miejsca bezpośredniego pochodzenia, patrz: Atti 1980, s. 9-12, 63-66.
W dalszym ciągu artykułu używał będę krótkiej i wygodnej formy Anghiera, zachowując jej
shispanizowaną postać (Angleria) w odsyłaczach do hiszpańskojęzycznej literatury.
1 8

�86

RYSZARD TOMICKI

„pierwszej ogólnej historii Ameryki"., dzieła na wskroś humanistycznego
0 wielkiej sile i zasięgu oddziaływania (Bustamante García 1992, s. 252) .
Urodził się w 1457 lub 1459 r. w miejscowości Arona w księstwie me­
diolańskim. Z Italii przeniósł się do Hiszpanii w 1487 г., w wieku około
trzydziestu lat, mając za sobą służbę u wielu prominentnych osobistości
w Rzymie. Humanistyczne wykształcenie i dobra protekcja sprawiły, że od
razu trafił na dwór królowej Izabeli Kastylijskiej. Po śmierci Izabeli znalazł
sobie miejsce na dworze jej małżonka, Ferdynanda Aragońskiego, a następ­
nie ich wnuka, młodego Karola I , przyszłego cesarza. Zaraz po przyjeździe
do Hiszpanii brał udział w ostatniej fazie rekonkwisty, po czym - w 1492 r.
- przyjął święcenia kapłańskie, został kapelanem królowej Izabeli i zajął się
kształceniem dworskiej'młodzieży (był to czas, gdy Hiszpania chłonęła idee
1 wartości włoskiego humanizmu). W latach 1501-1503 miał możność po­
smakować życia dyplomaty, bawiąc w Egipcie jako hiszpański poseł przy
dworze „babilońskiego sułtana". W 1518 г., już za panowania Karola I ,
został jednym z królewskich doradców do spraw Indii. Dwa lata później
objął urząd oficjalnego kronikarza Kastylii. W 1524 r. uzyskał nominację na
członka Rady Indii (Consejo de las Indias), instytucji będącej rodzajem
ministerstwa zarządzającego zamorskimi terytoriami.
Kiedy obejmował tę ostatnią funkcję, mijało trzydzieści lat od zapocząt­
kowania pracy nad Dekadami Nowego Świata, dziełem, które przyniosło mu
wielki rozgłos, chociaż, jak sam twierdził, powstawało w sposób zgoła nie­
zamierzony. I tak istotnie było, zwłaszcza w początkowym okresie. Dość
powiedzieć, że skompletowanie pierwszego z ośmiu obszernych dziesięcioksiągów (czyli właśnie dekad), jakie Anghiera zdążył napisać przed śmiercią
(1526), trwało aż szesnaście lat.
Zalążkiem Dekad były dwie relacje z lat 1493-1494 poświęcone wy­
prawom Krzysztofa Kolumba i przeznaczone dla dawnego protektora
Anghiery, kardynała Ascanio Sforzy. Potem nastąpiła długa przerwa. Kolej­
ne relacje, tym razem dedykowane kardynałowi Luisowi de Aragon, po­
wstały dopiero w latach 1500-1501. Łącznie z poprzednimi złożyły się one
na najwcześniejszy dziesięcioksiąg, który po kilku dalszych latach ukazał się
drukiem pod nazwą Occeanea decas w Sewilli w 1511 г., w tomie zatytuło­
wanym Opera, zawierającym także inne dzieła Anghiery - relację z misji
dyplomatycznej w Egipcie (Legatio babilónica) oraz poematy. Publikacja,
dokonana bez zgody autora, wywołała jego irytację, ponieważ nieco wcze­
śniej, w 1510 г., przygotowana została poszerzona i przeredagowana wersja
powstałego przed laty dziesięcioksiągu. Ostatecznie nowy tekst, znany
później jako Pierwsza Dekada, musiał czekać na druk aż do roku 1516.
19

1 9

Z obfitej literatury poświęconej Anghierze dla potrzeb tego artykułu wykorzystano
głównie opracowania Alberta Marii Salasa (1964, s. 15-60), Edmunda O'Gormana (1972,
s. 11-44), Ramona Alba (1980) oraz studia zebrane w Atti (1980). W Polsce pisał o nim szerzej,
nie zawsze jednak ściśle, Krzysztof Bączkowski (1993, s. 36-37, 47).

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O A M E R Y C E W POLSCE

87

Sewilskie wydanie tzw. Dekady Oceanicznej nie było jednak najwcześniej­
szą edycją pism Anghiery poświęconych odkryciom hiszpańskich żeglarzy.
Jego rękopiśmienne, utrzymane w formie listów relacje, powstałe do 1501 г.,
żyły już wtedy od dość dawna własnym życiem, rozpowszechniane po całej
niemal Europie.
Przyczynili się do tego przede wszystkim Wenecjanie - Domenico Pisani,
ambasador Republiki Weneckiej w Hiszpanii, oraz jego sekretarz, Angelo
Trevisano, który przełożył wczesne pisma Anghiery z łaciny (bo pisał on
wyłącznie w tym języku) na dialekt wenecki. W takiej postaci wydano je
w Wenecji w 1504 r. jako samodzielny i anonimowy druk zatytułowa­
ny Libretto de tutta la nauigatione de Re de Spagna de le isole et terreni
nouamente trouati. W trzy lata później tekst ten przedrukował Fracanzano
Montalboddo w zbiorze opisów egzotycznych podróży Paesi nouamente
retrovati &amp; Novo Mondo da Alberico Vesputio Florentino intitulato (Vicenza
1507) . Po roku antologia ukazała się w tłumaczeniu na łacinę (Mediolan
1508) i w równie błyskawicznym tempie doczekała się wydań w dwóch
dialektach niemieckich (Norymberga i Lubeka 1508) .
Paesi... były swoistym przeglądem żeglarskich wyczynów ostatnich kilku­
dziesięciu lat, a przy okazji i zamorskich krajów, do których docierali Euro­
pejczycy. Większość książki wypełniły opisy, relacje i listy dotyczące mor­
skich wypraw Portugalczyków (lub wypraw firmowanych przez Portugalię),
poczynając od stosunkowo dawnych podróży Alvise'a Ca'da Mosto (1455,
1456) i Pera da Sintra (1462) do zachodniej Afryki, aż po całkiem współcze­
sne, sprzed kilkunastu i kilku lat. Wśród tych ostatnich uwzględniono głów­
nie, co oczywiste, wyprawy do Indii Wschodnich, z ekspedycją Vasco da
Gamy (1497-1499) na czele. Ale oprócz nich w zbiorze znalazła się także
reklamowana już w tytule dzieła relacja z wyprawy Ameriga Vespucciego
(1501-1502), opisująca odkrycie na zachód od Afryki rozległego i zamiesz­
kanego przez ludzi lądu, nazwanego mundus novus. O nowych ziemiach
odkrywanych przez portugalskich żeglarzy w południowej i północnej części
Atlantyku mowa też była w relacji z wyprawy Pedra Alvaresa Cabrala
(1500) oraz w liście Wenecjanina Pietra Pasqualigo, informującym o wypra­
wie Gaspara Corte Real (1501).
Na tym tle relacje autorstwa Anghiery prezentowały się raczej skromnie.
Zajęły trzydzieści ze stu czterdziestu dwóch rozdziałów, na jakie podzielona
była książka (por. Paesi 1916, rozdz. 84-113), tworząc łącznie jedną osobną
księgę (na ogólną liczbę sześciu), opatrzoną tytułem głoszącym, iż rzecz
dotyczy odkryć dokonanych w imieniu króla Kastylii. Był to jedyny w całym
zbiorze tekst eksponujący udział Hiszpanii w odkrywczych przedsięwzięciach
20

2 0

We Włoszech Paesi... wznawiano wiatach 1508, 1512, 1517,1519,1521. W 1515 r. wydano je
w Paryżu w tłumaczeniu na francuski i s2;ybko miały kilka reedycji (por. Fumagalli 1893,
s. 152-155,156-157). Wśród druków poświeconych odkryciom geograficznym, jakie ukazały się
wiatach 1493-1526, Paesi... należały do niewątpliwych bestsellerów (Hirsch 1976, s. 546).

�88

RYSZARD TOMICKI

i pionierską rolę tego kraju w eksploracji ziem usytuowanych po zachodniej
stronie Atlantyku. Czytelnik miał okazję dowiedzieć się zarówno o pierwszej
(1492-1493), jak i o dwóch kolejnych (1493-1495, 1498-1500) podróżach
Krzysztofa Kolumba, podczas których odkryto mnóstwo wysp oraz ląd
mogący być kontynentem. Obok charakterystyki nowo poznanych krajów
i ich mieszkańców było tam sporo wiadomości o kolonizacji Haiti, stosunkach
z Indianami i konfliktach pomiędzy zdobywcami, zakończonych odesłaniem
zakutego w łańcuchy Kolumba do Hiszpanii. Poza odkrywczą epopeją Ad­
mirała Morza Oceanicznego (rozdz. 84-108) tekst Anghiery opisywał także
podjęte w latach 1499-1500 wyprawy Pedra Alonsa Niño (tu zwanego
Alonso Negro; rozdz. 109-111) oraz Vincente Yafíeza i Alonsa Pinzonów
(rozdz. 112-113). Obie ekspedyqe, po zbadaniu wybrzeży lądu odkrytego przez
Kolumba w 1498 г., dostarczyły nowych argumentów na rzecz tezy o jego
kontynentalnym charakterze.
Wszystkie te informacje, z całym bogactwem szczegółów, w które nie
sposób tu wnikać, weszły do prawdziwie międzynarodowego obiegu w ramach
wspomnianej już łacińkiej wersji Paesi..., opublikowanej w Mediolanie
w 1508 r. Jeśli warto fakt ten podkreślić, to dlatego, iż dotarły one za jej
pośrednictwem między innymi do Polski, i to stosunkowo szybko, bo na
pewno przed rokiem 1514. Wtedy bowiem w inwentarzu biblioteki wybitnego
profesora Akademii Krakowskiej, Macieja z Miechowa (1457-1523), odnoto­
wano egzmeplarz Itinerarium Portugallensium e Lusitania in Indiom et inde in
occidentem et demum ad aąuilonem (Hajdukiewicz 1960, s. 222, 418-419) .
Niezbyt adekwatny do zawartości zbioru tytuł nadany łacińskiemu tłu­
maczeniu Paesi..., podobnie jak wydrukowana na karcie tytułowej mapa
Afryki i części Azji południowej (por. rye. 1), odzwierciedlały bez wątpienia
poznawcze preferencje ówczesnej Europy. Sam Maciej z Miechowa był ich
żywym przykładem, gdyż zgromadził w swej bibliotece szereg pozycji doty­
czących Indii Wschodnich i przypisywał Portugalczykom główne zasługi
w odkrywaniu nowych ziem i ludów . W niczym wszelako nie zmienia to
faktu, iż jednocześnie był pierwszym Polakiem, o którym wiadomo, że miał
21

22

2 1

Cytowany tu badacz, autor monograficznego opracowania biblioteki Macieja z Miecho­
wa, nie zajmował się dokładniej zawartością Itinerarium..., stwierdzając jedynie obecność
w zbiorze relacji z wypraw hiszpańskich, m.in. Krzysztofa Kolumba (analogicznie Wróblewski
1977, s. 81 przyp. 10). Autorstwo i pochodzenie tych relacji omówił ostatnio Krzysztof Bącz­
kowski (1993, s. 37), nie odnotowując z kolei faktu posiadania Itinerarium... przez Miechowitę.
0 tym najwcześniejszym poświadczonym w Polsce źródle informacji o podróżach Kolumba,
nie wspomniał też Janusz Tazbir w swych studiach poświęconych „polskiej sławie" odkrywcy
Ameryki (por. Tazbir 1972; 1973; 1991).
O związanych z podróżami odkrywczymi pismach, drukach i mapach w zbiorach Miechowi­
ty patrz: Hajdukiewicz 1960, s. 152-155. Jego poglądy na temat odkryć znane są głównie z jednego,
często cytowanego zdania ze wstępu do Tractatus de duabus Sarmatiis (Kraków 1517): „Jak kraje
południowe oraz ludy nadmorskie aż do Indyj odkryte zostały przez króla Portugalii, tak niechaj
1 kraje północne wraz z ludami mieszkającymi nad Oceanem Północnym ku wschodowi, odkryte
dzięki podbojom i wojnom króla polskiego, staną się światu znane" (tamże, s. 149).
2 2

�89

w rękach - i zapewne czytał - relacje Anghiery, będące wtenczas najpełniej­
szym źródłem wiedzy o hiszpańskich odkryciach z lat 1492-1501.
Nie ma potrzeby omawiania w tym miejscu późniejszych losów zawar­
tych w Paesi... oraz Itinerarium... pism Anghiery. Kończąc zatem tę dygresję
polskim akcentem, wróćmy do historii powstawania Dekad Nowego Świata.
W drugim dziesięcioleciu XVI w. tempo pracy Anghiery znacznie wzrosło.
Po nadaniu ostatecznego kształtu Pierwszej Dekadzie (1510), następne pisał
w odstępach kilkuletnich. Druga ukończona została w 1514, trzecia w 1516 r.
Każda z nich dedykowana była jako całość papieżowi Leonowi X.
Przyspieszony rytm pracy był znakiem czasu. W Ameryce zagęszczały się
wydarzenia. Kolonizacja, ograniczona przez długi okres do Haiti, objęła
w końcu cały obszar Wielkich Antyli - Puerto Rico (1508), Jamajkę (1511)
i Kubę (1511). W 1509 r. rozpoczęto opanowywanie Przesmyku Panamskiego i przyległego rejonu kontynentu południowoamerykańskiego. W 1513 r.
Hiszpanie dotarli nad Morze Południowe (Ocean Spokojny). Poznawano
i podbijano coraz to nowe ludy, poszerzała się wiedza o geografii Nowego
Świata, budowano struktury administracji świeckiej i religijnej, mnożyły się
problemy i konflikty. W Europie natomiast rosło zainteresowanie odkryciami,
czego widomą oznakę stanowiła popularność różnego rodzaju druków na ten

�90

RYSZARD TOMICKI
23

temat . Anghiera, kiedyś sięgający po pióro często pod naciskiem promi­
nentnych osobistości domagających się nowinek (głównie Włochów i ludzi
z otoczenia papieży), teraz sam z coraz większą uwagą obserwował rozwój
wypadków. Miał pełną świadomość, że może spełniać rolę informatora o wyjąt­
kowych kompetencjach, dysponującego nie tylko ogromną, ale i unikatową
wiedzą. Przebywając stale na hiszpańskim dworze i będąc osobą zaufaną, na
bieżąco czytał napływającą zza oceanu korespondencję, studiował najbardziej
aktualne mapy, znał osobiście wielu żeglarzy, dowódców i uczestników
wypraw, którzy nieraz przemieszkiwali nawet w jego domu . W czasie,
gdy pisał Drugą Dekadę, dumny już z tego, że jako pierwszy zbierał i upo­
wszechniał wiadomości o hiszpańskich odkryciach, z nieskrywanym obu­
rzeniem skomentował sposób wykorzystania jego własnych pism w którymś
z wydań Paesi..., oskarżając Alvise'a Ca'da Mosto (sic!) o przywłaszczenie
sobie owoców cudzej pracy .
W 1516 г., natychmiast po ukończeniu Trzeciej Dekady (ostatnia data,
jaka się w niej pojawia, to 14 paźd2:iernika tego roku), spod pras dru­
karskich domu wydawniczego Guillerma Arnaldo de Brocar w Alcalá de
Henares wyszły pierwsze egzemplarze De orbe novo decades, mające w kolofonie datę 5 listopada. Dzieło zawierało pełne teksty trzech istniejących
wówczas dziesięcioksiągów. Poprzedzał je wstęp nie byle kogo, bo znakomi­
tego uczonego i humanisty, Elia Antonia de Nebrija, twórcy pierwszej gra­
matyki języka kastylijskiego (1492). On też sprawował pieczę nad literackim
kształtem edycji. Wcześniej jeszcze, na stronie tytułowej, zachwalał i polecał
24

25

2 3

Najbardziej kompletne zestawienia odnośnego piśmiennictwa sporządził w minionym
stuleciu Henry Harrisse (1967), a współcześnie John Alden (1980).
Lista wspominanych na kartach Dekad informatorów Anghiery „robi wrażenie", jak to
lapidarnie i trafnie ujął Ramón Alba (1989, s. X X I X ) , który zestawił nazwiska najważniejszych
spośród nich. Wymieńmy tylko niektóre: Krzysztof Kolumb; jego syn i dziedzic Diego Colón;
Vasco Núñez de Balboa - odkrywca Oceanu Slpokojnego; Pedro Arias de Ávila (Pedrarias
Dávila) - gubernator Darién; Pedro Alonso Niño - eksplorator „Perłowego Wybrzeża"
(Wenezuela); Juan Vespucci - żeglarz, bratanek sławnego Ameriga Vespucciego; Sebastian
Cabot - syn Johna (Giovanniego) Cabota, który w służbie króla Anglii dotarł do wschodnich
wybrzeży Ameryki Północnej w 1497 r. Spotykane czasem twierdzenie, iż Anghiera był „przy­
jacielem Kolumba, Vespucciego i Cabota" (Bączkowski 1993, s. 47), jest mylące, sugeruje
bowiem, że chodzi o Ameriga Vespucciego i Johna Cabota. Tego ostatniego (zm. 1498)
Anghiera na pewno nie znał; Ameriga Vespucciego, który zmarł w Sewilli w 1512 г., mógł znać
osobiście, lecz w Dekadach nie ma o tym ani słowa (por. Angleria 1989, s. 140, 157, 201).
Z Krzysztofem Kolumbem natomiast łączyły go faktycznie bliskie więzi (cui sum intima familiaritate deuinctus - pisał o nim w Dec. I , lib. 2; Angleria 1989, s. 26).
Tyrada skierowana pod adresem Ca'da Mosto (Dec. I I , lib. 7; Angleria 1989, s. 139) była
skutkiem bardzo nieuważnej lektury Paesi..., bo chociaż pisma Anghiery przedrukowano tam
anonimowo, to jednak stanowiły one dość wyraźnie oddzieloną od innych całość (księgę 4). Po
relacji Ca'da Mosto (księga 1) następowały zres;rtą opisy podróży Vasco da Gamy (księga 2)
i Pedra Alvaresa Cabrala (księga 3), które Anghiera zdawał się także przypisywać pływającemu
w służbie portugalskiej i zmarłemu w 1477 r. Wenecjaninowi. Fakt ten pokazuje doskonale, jak
względna była zależność między dostępem do źródła informacji a wiedzą dzięki temu uzyskiwaną.
2 4

2 5

�91

WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

książkę czytelnikom Giovanni Ruño di Forli, arcybiskup Cosenzy, podwówczas legat papieski w Hiszpanii (por. ryc. 2). Autor ze swej strony
zaopatrzył dzieło w dedykację adresowaną do Karola I .
Na blisko stu pięćdziesięciu stronach, pokrytych gęsto drukiem, zapre­
zentowana została po raz pierwszy w europejskim piśmiennictwie historia
odkryć dokonywanych pod auspicjami hiszpańskich monarchów od pionier­
skiej wyprawy Kolumba po wydarzenia najbardziej aktualne. Lecz powiedzieć
tylko tyle, to zdecydowanie za mało. Książka była istną kopalnią wiadomości
0 wszystkim lub prawie wszystkim, co łączyło się z Nowym Światem. Od
szczegółów z zakresu geografii i etnografii po krwawe porachunki między
zdobywcami. Od egzotycznych roślin, owoców i zwierząt po indiańskie
powstania przeciw najeźdźcom. Od plotek o Amazonkach i źródle wiecznej
młodości po hiszpańsko-portugalskie spory o prawa do nowo odkrytych
obszarów ziemskiego globu. Masa drobiazgowych informacji, setki nazwisk
1 nazw, dziesiątki dat... Dawka wiedzy udostępniona przez Anghierę mogła
przytłoczyć każdego, gdyby nie lekki, reportażowy styl, towarzysząca szcze­
gółom ogólniejsza refleksja przetykana popisami humanistycznej erudycji oraz
podejmowane od czasu do czasu próby zsyntetyzowania wiadomości.
Streszczanie dzieła i wyliczanie zawartych w nim informacji nie jest
naszym celem. Na pewne jego aspekty warto jednak zwrócić uwagę.
Anghiera bodaj jako pierwszy użył w odniesieniu do ziem odkrytych
przez Kolumba określenia novus orbis. Uczynił to w listopadzie 1493 r.
w jednym ze swych listów, wyrażając w ten sposób sceptycyzm wobec twier­
dzeń Genueńczyka utrzymującego, iż dotarł do krańców Azji . Co prawda,
nie miał jeszcze na myśli po prostu Nowego Świata, czyli czwartej - obok
Europy, Azji i Afryki części orbis terrarum, lecz użyte przezeń określenie
wyraźnie antycypowało tę ideę, upowszechnioną w pierwszej dekadzie
X V I w. pospołu przez Ameriga Vespucciego i Martina Waldseemüllera.
Współczesny historyk meksykański, Edmundo O'Gorman, autor efektownej
tezy o „stworzeniu" (invención), &amp; nie odkryciu Ameryki, trafnie ujął istotę
stanowiska Anghiery, nazywając go „prekursorem w zwiastowaniu Ame­
ryki", Vespucciego zaś - jej „ewangelistą" (O'Gorman 1972, s. 49).
Opublikowane w 1516 r. trzy Dekady odzwierciedlały problemy związane
z identyfikacją nowo odkrywanych ziem w całej ich złożoności. Anghiera
referował różne poglądy, rozważał je, dzielił się nurtującymi jego samego
wątpliwościami. Zwłaszcza w początkowych partiach dzieła, poświęconych
odkryciom Kolumba i jego bezpośrednich naśladowców, pytanie: co od­
kryto? wracało bezustannie. Mniej obeznany z ówczesnym stanem wiedzy
o globie ziemskim czytelnik miał możność poznać główne źródło problemów
- nieokreśloną wielkość oceanu dzielącego zachodnie krańce Europy i Afryki
od wschodnich krańców Azji. Autor Dekad kwestii nie rozstrzygał, nie mając
26

2 6

Analizę poglądów Kolumba i Anghiery w szerokim kontekście historycznym prze­
prowadził m.in. Edmundo O'Gorman (1972; 1984).

�RYSZARD TOMICKI

1*
1&lt;тпш mffafottálidetib Afcbfťpfit GSCeatí
nnkgsx**p&lt;x*dleñott dtrorbc aouo.
Асфе «онttotíptxám a o t a ína mondí
létbefsrtypbiiИЫ gratu:gmtt*
qttíoíhítotbtf яоцо«
I &lt;укх$ tatorf «remida eft gřim noftro;
i řkáfaaecomfííi řtgoa uidcndi íodt.
Autor.
SMepokm Icflorbrimibatcwtipaft* иЬеЩ$
Иже k&amp;ptfadpibmxtxtiiM ded mo&lt;$ koni
Poimfid Гетто infirrípta.hícтип mulu
Oroaínugmi temsmtfbatąoort: lingmt
Hafttau* igttocst:4tq^4am Гш(а oofect:
fit geitte* nudjs experte* Гешш*1 arrfc
MoctifcrJ oiromí: ge*nmif£|&gt; tur o&lt;$ límcem

Ryc. 2. Strona tytułowa egzemplarza De orbe novo decades (Alcalá de Henares
1516), będącego własnością Jana Dantyszka, którego podpis widnieje na górnym
marginesie (na reprodukcji niewidoczna jest natomiast adnotacja informująca
o miejscu i czasie nabycia dzieła).
Źródło: zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O A M E R Y C E W POLSCE

93

ku temu wystarczających danych, lecz podkreślał arbitralność przyjętego przez
Kolumba założenia, iż jest to dystans stosunkowo niewielki. Gdy więc na
przykład odkrywca utożsamiał Haiti z biblijnym Ofirem, Anghiera przywoły­
wał autorytet kosmografów sytuujących w tym rejonie wyspę Antilia. Z drugiej
strony, mając na uwadze występowanie na nowo odkrytych wyspach papug
oraz wielu rzeczy podobnych do azjatyckich, przypominał, iż tezę Kolumba
o względnej bliskości Indii wypowiadali już niegdyś Arystoteles, Seneka i inni
mędrcy (Dec. I , lib. 1). Jego własne stanowisko w obliczu tej fundamentalnej
kontrowersji było jednak, mimo ostrożności w formułowaniu sądów, zdecydo­
wanie opozycyjne w stosunku do poglądów Kolumba. Nie przypadkiem,
kończąc opis pierwszej transatlantyckiej wyprawy, stwierdził, że podczas
pionierskiego rejsu odkryto alterhis terrarwn orbis, o którym nikt dotychczas
nie słyszał (Dec. I , lib. 1).
Dość częste w Pierwszej Dekadzie odniesienia do Azji, z reguły przyta­
czane na odpowiedzialność konkretnych osób, znikały w dalszych częściach
dzieła. Wyłaniał się z nich natomiast, wzbogacany coraz nowymi szczegóła­
mi, zarys odrębnej geograficznej całości, nazywanej konsekwentnie novus
orbis (nigdy zaś „Indiami" czy „Indiami Zachodnimi", choć nazwy te przy­
jęły się w Hiszpanii), a składającej się z dziesiątków wysp oraz olbrzymiego
lądu, będącego prawdopodobnie kontynentem, który sięgał poza równik do
ponad 30 stopni szerokości geograficznej południowej . Parokrotnie próbu­
jąc opisać geografię i rozmiary nowych ziem, Anghiera podkreślał stale, że
ich granice są nadal nieuchwytne. Wspominał o odkryciach Anglików na
dalekiej północy (Dec. I I I , lib. 6) i Portugalczyków na południu (Dec. I I ,
lib. 10). Ale już wielkość samych tylko obszarów spenetrowanych przez
Hiszpanów uważał za niezmierzoną, oceniając, iż trzeba będzie wielu lat,
aby opanowali je „nasi ludzie, nasze języki, zwyczaje i religia". Bo przecież
- j a k pisał - „tak od razu to nawet Trojanie nie zasiedlili Azji ani Tyryjczycy
Libii, ani Grecy i Feniqanie Hiszpanii" (Dec. I I I , lib. 9).
Jedną z cech zarysowanego przez Anghierę obrazu Nowego Świata,
której nie sposób przeoczyć, była stała obecność w tle postaci Krzysztofa
Kolumba. Dystans wobec jego twierdzeń i kumulujące się z biegiem czasu
argumenty, świadczące o słuszności własnego sceptycyzmu, nie przesłoniły
autorowi Dekad znaczenia najwcześniejszych wypraw na zachodnią półkulę.
Przeciwnie, w miarę upewniania się Anghiery, że novus orbis w pełni za­
sługuje na to miano, rola Kolumba nabierała właściwego wymiaru. W Trze­
ciej Dekadzie, pisanej - przypomnijmy - w latach 1514-1516, Anghiera
uznał wręcz za konieczne wrócić do przeszłości i opisać dokładnie czwartą
wyprawę Kolumba (1502-1504), o której krótką jedynie wzmiankę zamieścił
w pierwszej części dzieła. Teraz wyjaśniał, iż pomijając milczeniem trudy
27

2 7

Granicę ziem, o których wiedział Anghiera, wyznaczyła wyprawa Juana Diaza de Solis
(1515-1516). Zbadano wówczas wschodnie wybrzeże Ameryki Południowej aż po wspólne
ujście rzek Urugwaj i Parana, nazwane później Rio de la Plata.

�RYSZARD TOMICKI
VOCABVLA
BARBARA
r\ clcć1orisfngcnium barbara nouarum nationuni ucxabuIaconfcindant:fuft confílíuj
ex uniucrfouolurñíneeunčh huiufcemodí bnrbara dcccrpcrcín h n n c q j o r d í n e m fed/^c
i c:quo Icftoribus ř;icilior parent adftus ad coriini iMcllígcntJamrlíccf enfrp fao loco da*
tus litcins Iigníhcatus.Dchtfnís autem díflionibus nulla fiiíc curarneminecrjím ii/uen
tium arbirrorlaeiiianí lingua profírentem qui non ícritiar quid fib¿ uclít latina uocabula
planiíicíS' aperrius cf&gt; ego ipfe queam pa refaceré: рапса rcperíentrtre bar ban's íparíTapcr
uoluiiicii qua: hic nou řintcollcctapcrordíijcrnalphabcti;haudqua(p;tamcn examufiru
lubfequcníibns litrcricomnibnspoíitispcrordincínornnílMicuocabulíerma/orí íamcti
ex рл rte feruatus eft ordo. Vale lector &amp; nonas perdífee noces ac uoua n o i u u fimul cu no
ais tn ¿ridisq; rebus. A d uocabnla ncníanius.
!

Indpíontdíftíoncs barbarx.
bibciba regulas eft daríení pro
«nniisqiíJddUte íir d-íríen íno
beodícemus.
Abra'iba regulas fupcríorí íitú
timas.
Abcncmachcíusutricpfinítímiis
Aburc'marcgío ć illttorc credit! cútinčtíi
Adelántalas oílicíiim elt.
Accatéba regio с ft
Aguaneo ubić fósuítafalías baiucn ¡fula
Agaeigaboii cit lacas faifas h i f p i n o l *
Ациаи'ксо rc£ioeft
Aíaguirni regio cft
Alto be las in luh
AImir.mtnspracfccłi!$ inarftírmit
Alfonfusfogcda dux vrabe
A m a í ú m a a f r i u u a q u o d i c u n t cxílíTe ge
ñus h o m í n u m
A m agucí regio hífpaníoíx
Ainbori'xfunt merecnaríi quorum opes
ra aarum collígítur
AnoTasprajtorregíus
Anacaona regina prudens ín bífpahlola
Anata regalas
Annuici'reglo
Autropdphagf comeftores hoininuní
Antiqua с 11 i ní u h
Aiiígu.í mar battatx tiorncn
Aramnrmegio
Arabo regio
Araguitm regio
Arcrhuía eftfonsínuEU ínfoladeqna to*
гтл diecnuif
ArchipclagnicftmnJfjrudo Jnfularum
Arcifcsdicitnhirríihiní
Attibúiiícus unuscquarroot íluminíbut
1

arque dluídentíbns hífpanfofam
Attibuníus regio л nomine ílununfc
Attibuníc'ix batía tari! nonien
Attabťíra п о п к и eft matrítdef
Attcbeancqucn paella fuá p u Ich t i tu dint
famofaq ciuu'ro bcuchíofcuiui ícpelíüit
Artanica uílla aurífera
Att/cí regio
Azua iiícusín hifpaníob
dclittcra.B.
^abarcblacuscft
[Babohan il iniiui с faifas I ba/nos
a inca una ex quincj prouíncíit
bifpariiolx
'
Baba bom'íluuiuB in hifpaníola
Baiu'cca alias a guaneo ínfula ub *ft r o m
nita lis
Bab a bon regio
Baba reo Jacú*
Ba a ra' со regio
Baguanúnabregfo
Bacca regio
Barbáta ínfula
BarthoIome?colon?adclářař^hírptuío!3c
Baino'a pama: eft regio
Batía ra radiéis generale nomen
Batratic'í regio
Beuchnis nomen regís
Bcra'gua flumen frpfonincia
Bernardas mef3 nomen epífcopl
Bclliis portas in continent/
Bintaitcllcseft nomen flmul3chrf ín/oua
na boina
B o n o n ü m i rrgnlut
Bo'.idícírurdomnf
B o n n d i d tor ukut fiu e пШж

Ryc. 3. Vocabula barbara - pierwsza strona słownika zamieszczonego w De orbe novo
decades (Alcalá de Henares 1516). Poza wyrazami z języków indiańskich, obejmował
on i objaśniał występujące w dziele terminy, a nawet imiona własne o proweniencji
europejskiej (np. na reprodukowanej stronie: Archipelagus, Bartholme Colon).
Źródło: zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie

�95

WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

i niepokoje tego człowieka oraz niebezpieczeństwa, na jakie się narażał,
popełniłby niewybaczalne przestępstwo (Dec. I I I , lib. 4). Nieco dalej, w tej
samej Trzeciej Dekadzie, nazwał Kolumba „twórcą wszystkich tych odkryć"
(Dec. I I I , lib. 6), co brzmiało znacznie dobitniej niż używane najczęściej
określenie „pierwszy odkrywca". W sumie w trzech Dekadach, na ogólną
liczbę trzydziestu ksiąg, dziewięć poświęconych było odkryciom i akcjom
kolonizacyjnym Kolumba. W pozostałych księgach jego nazwisko pojawiało
się w różnych kontekstach ponad trzydzieści razy, nie licząc przypadków,
gdy nazywano go admirałem. W piśmiennictwie owych czasów taka po­
chwała rzeczywistego odkrywcy Ameryki była ewenementem .
Nie od rzeczy będzie wskazać tu na jeszcze jeden aspekt dzieła Anghiery
- idąc tym razem śladem Johna H. Rowe'a (1965, s. 13-14), badacza rene­
sansowych korzeni antropologii - a mianowicie na wyjątkowe zainteresowa­
nie autora tubylczą ludnością Ameryki. Od samego początku z wyraźną
namiętnością gromadził on i zamieszczał w Dekadach materiały etnograficz­
ne i lingwistyczne. Najwcześniejszy podany do druku słowniczek języka
Tainów, sporządzony na podstawie rozmów z Indianami przywiezionymi
w 1493 r. do Hiszpanii (Dec. I , lib. 1), był zaledwie wstępem do niezliczonej
ilości tubylczych wyrazów, zwrotów, nazw geograficznych, botanicznych
i zoologicznych (nie mówiąc o nazwach osobowych) kolekcjonowanych
skrupulatnie w kolejnych partiach dzieła. W omawianym wydaniu Dekad to
językoznawcze zacięcie o humanistycznym rodowodzie znalazło dodatkowy
wyraz w opublikowanym jako aneks słowniku, zatytułowanym Vocabula
barbara (por. rye. 3), który zestawił wspomniany wcześniej Elio Antonio de
Nebrija (Bustamante García 1992, s. 252).
Z równie dużą uwagą, co nieznane języki, opisywał Anghiera nowo
poznawanych ludzi. Przy każdej okazji wydobywał z dostępnych mu pi­
semnych i ustnych relacji wiadomości o charakterze etnograficznym, czasem
przekształcając je nieomal w traktaty. Tak stało się w przypadku materiału
na temat wierzeń, kultów i obyczajów Indian haitańskich, pochodzącego
z badań przeprowadzonych przez hieronimitę Ramona Pane w 1498 r.
W ogólnym poglądzie na naturę mieszkańców Nowego Świata nie był
28

29

2 8

Nie można zgodzić się z twierdzeniem Krzysztofa Bączkowskiego (1993, s. 37), jakoby
Anghiera należał do tych, którzy prędko zapomnieli o zasługach Kolumba, i choć „uprzednio tak
entuzjastycznie wyrażał się o nim, a w czasie jego śmiertelnej choroby przebywał w Valladolid, nie
wspomniał w swojej kronice o jego śmierci". Wzmianka o śmierci Kolumba znajduje się na samym
wstępie Drugiej Dekady (Dec. II, lib. 1; Angleria 1989, s. 97), a jego nazwisko wraz z określeniem
„pierwszy odkrywca" pojawia się jeszcze na przedostatniej stronie edycji z 1516 r. Znacznie rzadziej
- ale jednak - wspominał Anghiera o Kolumbie w Dekadach powstałych w latach 1520-1526, gdzie
najczęściej wspominanym odkrywcą i zdobywcą stał się Hernán Cortés.
Materiały te, będące obecnie nadzwyczaj cennym źródłem etnograficznym (por. Pane
1978), dołączone zostały do Pierwszej Dekady podczas przygotowywania jej ostatecznej redak­
cji w 1510 г., gdy Anghiera aktualizował opis wydarzeń, pierwotnie sięgający tylko do 1501 r.
Stanowiły one około połowy dopisanego wówczas tekstu. Jedna z wersji materiałów Ramona
Pane dostępna jest w polskim tłumaczeniu w dziele Hernanda Colona (1965, s. 258-282).
2 9

�96

RYSZARD TOMICKI

jednak Anghiera specjalnie oryginalny, przejął bowiem i rozwinął schemat
stworzony przez Kolumba, który dzielił Indian - najprościej rzecz ujmując - na
dobrych i złych dzikusów. Tych ostatnich reprezentowali Karibowie czyli
kanibale. Pierwszych - ludy żyjące rzekomo w stanie pierwotnej szczęśliwości.
Na własne konto twórcy Dekad zapisać za to należy szerokie upowszechnienie
mitu złotego wieku, jaki miał być udziałem Indian nie znających uczucia
wstydu (nadzy), miar i wag, „zabójczego pieniądza", praw, „kłamliwych
sędziów", książek, troski o przyszłość, prawa własności itp. (Dec. I , lib. 2 i 3) .
Ale gwoli ścisłości podkreślić też wypada, iż schematu tego autor nie trzymał
się niewolniczo. Zmitologizowana wizja najsilniej dochodziła do głosu w po­
czątkowych partiach dzieła. Potem ustępowała miejsca bardziej realistycznemu
obrazowi, uwzględniającemu zróżnicowanie językowe, kulturowe, a nawet
cywilizacyjne mieszkańców Ameryki .
Podsumujmy tę krótką charakterystykę wydanych w 1516 r. trzech dziesięcioksiągów, odwołując się do opinii Johna H. Rowe'a, iż w działalności
Anghiery nie mniej ważne od gromadzenia i utrwalania wczesnych opisów
etnograficznych było inspirowanie zainteresowania tego rodzaju obserwaqami, „tworzenie na przestrzeni lat atmosfery ogólnej ciekawości, która
stymulowała innych do ogłaszania informacji zebranych w odległych kra­
jach" (Rowe 1965, s. 13). Spostrzeżenie to z powodzeniem przenieść można
i należy na pozaetnograficzne aspekty Dekad Nowego Świata, nie ulega
bowiem wątpliwości, że ich czytelnicy mieli wielką szansę stać się aktywnymi
współtwórcami rosnącego popytu na wszelkiego rodzaju wiadomości
o Ameryce. A zachęt do lektury dzieła Anghiery nie brakowało. Gdyby
odwołać się do pojęć i słów tamtej epoki, wypadałoby nazwać je nie tyle
kopalnią wiadomości o Nowym Świecie, jak to uczyniliśmy wcześniej, ile
zwierciadłem odbijającym tajemnice „przeogromnego obszaru Morza Za­
chodniego", odsłonięte przed ludźmi z woli Opatrzności całkiem niedawno,
po kilku tysiącach lat od stworzenia świata, aby mogły zostać odkryte na
chwałę króla Hiszpanii, Karola I . Tak rzecz ujmował Anghiera w dedykacji
dla monarchy i słowa te pozwalają lepiej zrozumieć, w jaki sposób mógł
postrzegać książkę nabytą w połowie 1519 r. poseł króla Zygmunta I .
30

31

3 0

Ángel Losada (1980) wykazał, iż pisma Anghiery były jednym z najważniejszych źródeł
informacji kształtujących bezpośrednio lub pośrednio mit „dobrego dzikusa" w X V I - X V I I I w.
Do zaprezentowanego tam zestawu idealnych cech mało albo zgoła nic nie byli w stanie dodać
ludzie tacy, jak Bartolomé de las Casas, Antonio de Guevara, Luis Vives, Michel de Monta­
igne czy w końcu Jean-Jacques Rousseau (tamże, s. 557).
Przykładem - odnotowana z uwagą wiadomość pochodząca z Darién (obecna Panama),
uzyskana tam od jakiegoś Indianina przybyłego z „rozległych zachodnich krain położonych
w głębi lądu", który twierdził, że w jego kraju są miasta otoczone murami, ludzie chodzą
odziani, rządzą się wedle praw i posiadają księgi, podobne do hiszpańskich, acz pisane odmien­
nym pismem (Dec. I I I , lib. 10; Angleria 1989, s. 241). Była to zapowiedź wysoko rozwiniętej
cywilizacji Mezoameryki, o której Anghiera miał pisać obszerniej już w Czwartej Dekadzie.
3 1

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

97

Mamy zatem niezbity dowód, że nie pobyt w Anglii jesienią 1522 г., lecz
pierwsza podróż na Półwysep Iberyjski, do Hiszpanii „Gdzie u wód Balearskich leży Barcelona
Wspaniałe miasto wśród gór Walerańskich"
(tłum. A.Kamieńska; Dantyszek 1989, s. 79)

- wprowadziła Jana Dantyszka w orbitę spraw amerykańskich. Poniekąd
było to do przewidzenia. Gdybyśmy nawet, szukając początków jego zacie­
kawienia zamorskimi odkryciami, pozostać mieli wyłącznie w sferze domys­
łów, i tak należałoby kierować uwagę przede wszystkim ku pierwszej i od
razu wielomiesięcznej wizycie w Hiszpanii w 1519 r. Kraj ten był przecież
hegemonem w eksploracji i kolonizacji Ameryki i nie gdzie indziej, jak
tam właśnie, istniały doskonałe źródła informacji, stosunkowo łatwo przy
tym dostępne dla ludzi utrzymujących kontakty z hiszpańskim dworem.
A tak było w przypadku polskiego posła.
Co więcej, w czasie, gdy Dantyszek bawił w Barcelonie (od 14 stycznia
do 15 września), doszło do walki o sukcesję po zmarłym w styczniu cesarzu
Maksymilianie, w którą zaangażowany był także Zygmunt I oraz, siłą
rzeczy, jego poseł, przypadkowo znajdujący się akurat przy dworze jednego
z pretendentów do cesarskiego tytułu (por. Pociecha 1947). Zarówno przedelekcyjne rozgrywki i przetargi, jak zwłaszcza ostateczny sukces hiszpań­
skiego króla, obranego cesarzem 28 czerwca 1519 г., musiały w jakimś
stopniu wpłynąć na sposób widzenia i samej Hiszpanii, i jej pozaeuro­
pejskich posiadłości. W każdym razie pojawił się wówczas obok zwykłej
ciekawości dodatkowy czynnik, który zwiększał wydatnie prawdopodobień­
stwo zainteresowania się nie tylko Dantyszka, lecz także polskiego dworu
nowo odkrywanymi ziemiami jako częścią władztwa i zapleczem potężnego
Habsburga.
Co do samego Dantyszka, to zapewne sprzyjała temu jeszcze jedna,
niecodzienna okoliczność - trwające podczas jego pobytu w Barcelonie przy­
gotowania do wyprawy Ferdynanda Magellana.
To śmiałe żeglarskie przedsięwzięcie, organizowane po części za królew­
skie pieniądze i pod ścisłym nadzorem Karola I , przynajmniej od lutego
1519 г., tj. od chwili, gdy król zjechał do Barcelony, było jedną ze spraw
absorbujących uwagę ludzi, z którymi polski poseł musiał się kontaktować.
Chociaż prace nad skompletowaniem załóg statków i wyekwipowaniem wy­
prawy koncentrowały się w Sewilli, skąd flotylla Magellana miała wypłynąć
10 sierpnia tego roku, w Barcelonie, na dworze, pilnie doglądano toku prac,
podejmowano rozmaite decyzje, wystawiano dokumenty. Najnowszy zamiar
dopłynięcia drogą zachodnią do wschodnioazjatyckich Wysp Korzennych
był tematem rozmów i przedmiotem komentarzy.
Właśnie w Barcelonie usłyszał o wyprawie jej późniejszy kronikarz,
Antonio de Pigafetta, przybyły na dwór hiszpański u boku protonotariusza

�98

RYSZARD TOMICKI

apostolskiego i posła papieża Leona X., Francesca Chiericati. W początkach
maja, uzyskawszy stosowne pozwolenia i listy polecające, Pigafetta dotarł do
Sewilli, a trzy miesiące później wyruszył z Magellanem w morze. W swej
wydanej w Paryżu w 1524 r. relacji z podróży dookoła świata napisał, że
o odkryciach dokonywanych na „morzu zwanym oceanem" dowiedział się
tyle z lektury licznych książek, co z rozmów z uczonymi, zorientowanymi
w tych sprawach ludźmi z otoczenia papieskiego posła (Pigafetta 1992,
s. 3-4). O ile mówiąc o książkach być może nieco przesadził, bo nie było ich
wówczas wiele, o tyle w pouczające rozmowy łatwo uwierzyć, tym bardziej
że toczyły się one - na co wszystko wskazuje - w Barcelonie, pod wrażeniem
aktualnych wydarzeń.
Dantyszek był w analogicznej sytuacji. Wielomiesięczny pobyt w atmo­
sferze sprzyjającej wybieganiu myślami poza Słupy Herkulesa i Wyspy
Szczęśliwe stwarzał wyśmienitą okazję do uświadomienia sobie niezwykłości
przeobrażeń, jakim podlegał tradycyjny obraz świata. Że zaś atmosfera
stolicy Katalonii tamtych dni oddziaływała na wyobraźnię, niech zaświadczy
jeszcze jeden przykład. Otóż Francesco Chiericati, wracając do Rzymu, nie
tylko zabierał ze sobą pochodzącą z Ameryki maskę zachwycającej roboty
(nb. polecaną przez Anghierę uwadze Leona X jako dowód wielkiej arty­
stycznej zręczności tubylców; por. Angleria 1989, s. 266), lecz wymógł
ponadto na Giovannim Ruño, nuncjuszu apostolskim w Hiszpanii, obiet­
nicę nadsyłania mu do Italii wszelkich nowinek dotyczących Nowego Świata
(Bustamante 1986, s. 56). Tę zrodzoną w Barcelonie ciekawość miał już
niebawem, w marcu 1520 г., zaspokoić - lub jeszcze bardziej rozbudzić
- list Ruffa opisujący Indian oraz zdumiewające bogactwem indiańskie wy­
roby, które dotarły z Meksyku i prezentowane były publicznie w Valladolid
(Bataillon 1959).
W jakiej mierze Dantyszek uległ ciekawości nowych ziem i ludów, trudno
powiedzieć, ale barceloński nabytek daje pewność, że nie pozostał wobec
nich obojętny.
*

Mówiąc o pobycie Dantyszka w Barcelonie, trzeba wspomnieć i o tym,
że na królewskim dworze przebywał wtedy również Anghiera. Koincydencja
nie daje jednak podstaw do wysnuwania dalej idących wniosków. W znanej
korespondencji polskiego dyplomaty nie ma najmniejszego śladu już nie tyle
nawet kontaktów z autorem Dekad, co choćby dostrzeżenia jego obecności
w Barcelonie . Wprawdzie słabości wnioskowania ex silentio są doskonale
znane, a potwierdza je brak w listach wysyłanych z Barcelony najdrob­
niejszej nawet aluzji do zamorskich wypraw i odkryć, niemniej ewentualną
32

3 2

Por. listy do Zygmunta I i Piotra Tomickiego w: A T V, s. 32-34, 68-70, 80-81.

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

99

znajomość Dantyszka z Anghierą w 1519 r. zdaje się całkowicie wykluczać
inne, o kilka lat późniejsze świadectwo.
Jest nim list Anghiery do jednego z przyjaciół, pisany 13 marca 1525 r.
w Madrycie. Na marginesie wiadomości o przybyciu poselstwa moskiew­
skiego „z północnych klimatów [...], z Rusi i Sarmacji" autor wspomniał
tam o wcześniejszym pojawieniu się na cesarskim już wtedy dworze jeszcze
jednego posła. Wcześniejszym, bo ten - jak czytamy w liście - przybył
nie do Madrytu, lecz do Valladolid, a dwór przeniósł się z Valladolid do
Madrytu przy końcu 1524 r. Anghiera nie podał imienia posła ani nie
napisał skąd pochodził. Z lekkim przekąsem donosił za to, że reprezen­
towany przez niego monarcha legitymował się prawie całą stronicą tytułów
i deklarował, iż pragnie utrzymania z cesarzem braterskich stosunków,
takich samych, jak z jego dziadkiem, Maksymilianem (Angleria 1953-1957,
IV, s. 396).
W anonimowym pośle, najwyraźniej kojarzącym się piszącemu i z pół­
nocnymi chłodami, i z wysłannikami księcia Moskwy, można rozpoznać
Dantyszka. Kilka miesięcy wcześniej przybył on właśnie do Valladolid, gdzie
został przyjęty mało przychylnie z powodu niedawnego polsko-francuskiego
zbliżenia, źle widzianego na habsburskim dworze. Następnie przeniósł się
w ślad za cesarzem z Valladolid do Madrytu i tam 3 grudnia 1524 r. złożył
Karolowi V hołd lenny w imieniu Zygmunta I wraz z przybyłym na krótko
do Hiszpanii innym polskim posłem, Stanisławem Borkiem (Pociecha
1938, s. 426).
Jeżeli proponowana identyfikacja jest trafna, to przypuszczalnie wzmian­
ka Anghiery byłaby bardziej konkretna, a pewno też cieplejsza, gdyby wcze­
śniej, kiedykolwiek, miał on sposobność poznać osobiście Dantyszka,
w szczególności jako człowieka zainteresowanego Dekadami.
Wygląda więc na to, iż jeszcze na początku 1525 r. Dantyszek i Anghiera
byli sobie obcy. Czy sytuacja uległa zmianie w późniejszych latach, kiedy
miesiącami musieli znajdować się blisko siebie, towarzysząc dworowi Karola
V w wędrówce po hiszpańskich miastach?
Jak dotąd, nic na ten temat nie wiadomo. Możliwości nie należy wsze­
lako z góry wykluczać, gdyż poza wspólnym zainteresowaniem Nowym
Światem mieli oni także co najmniej dwóch wspólnych bliskich znajomych
- Alonsa de Valdés, cesarskiego sekretarza, i kanclerza Mercurina Arborio
de Gattinara . Pierwszy był najbardziej chyba zżytym z Dantyszkiem Hisz­
panem. Drugiego łączyła z polskim posłem nić wzajemnej sympatii, której
dowód - złoty medal z wizerunkiem kanclerza - przechował Dantyszek
aż do śmierci (Birkenmajer 1924, s. 288). Obaj mogli przy najrozmaitszych
okazjach ułatwić kontakt Dantyszka z Anghierą, zanim ten ostatni zmarł
33

3 3

O związkach tych osób z Anghierą i Dantyszkiem patrz m.in.: Caballero 1875, s. 93, 110,
121; Atti 1980, s. 115-119; Pociecha 1949-1958, passim.

�100

RYSZARD TOMICKI
34

na początku października 1526 r. w Grenadzie . Bez ujawnienia jakichś
nowych źródeł, jeżeli takie w ogóle istnieją, nie da się na ten temat powie­
dzieć nic więcej.
*

Na koniec należałoby postawić jeszcze dwa pytania: czy Dantyszek prze­
studiował nabyte w Barcelonie dzieło i co mu dała ewentualna lektura? Na
pierwsze z nich można z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć twier­
dząco, chociaż na kartach egzemplarza z Biblioteki Narodowej w Warszawie
nie ma śladów intensywnego czytania ani glos, a jedynie kilka odręcznych
poprawek błędów drukarskich. Drugie pytanie pozostaje bez odpowiedzi
i szanse na jej udzielenie w przyszłości nie są chyba zbyt duże. Jednak
fakt, iż książka Anghiery dotarła w 1519 r. do Polski, widzieć trzeba także
w wymiarze ponadindywidualnym. Znalazła się ona bowiem w zasięgu wielu
potencjalnych czytelników i zapewne w jakiejś mierze współkształtowała
(podobnie jak np. książki i mapy posiadane przez Macieja z Miechowa)
najogólniejszą choćby świadomość dokonujących się w zakresie wiedzy
o świecie przeobrażeń. Na pewno była, jednym ze źródeł informacji, które
dostarczały części polskich elit intelektualnych i politycznych wiedzę o wiele
bogatszą niż ta, jaką upowszechniali w pierwszych dziesięcioleciach X V I w.
parający się geografią profesorowie Akademii Krakowskiej (wystarczy przy­
pomnieć, że pierwszą, zdawkową wzmiankę o udziale Hiszpanii w odkrywa­
niu nowych ziem podał w druku Maciej Kmita z Szamotuł w 1522 г.;
Olszewicz 1931, s. 16-18; Wróblewski 1977, s. 23). Takich źródeł, niekonie­
cznie w postaci książek, istniało wówczas więcej, o czym świadczą m.in. echa
franciszkańskiej pracy misyjnej w „Indiach czyli Nowym Świecie", utrwalo­
ne pod datą 1521 w kronice Jana z Komorowa (1888, s. 338), czy refleksy
zamorskiej aktywności poddanych Karola V, odnajdowane w korespon­
dencji Dantyszka z Hiszpanii. Nie przeceniając zatem oddziaływania poje­
dynczego egzemplarza Dekad, wypada jednocześnie pamiętać, że jest on
kolejnym, nader ważnym śladem szerszego potoku informacji o odkryciach
geograficznych, napływających do Polski stosunkowo wcześnie i nadal
w pełni nie rozpoznanych.
3 4

Wówczas istniały już w rękopisie kolejne Dekady - Czwarta (1520), Piąta (1521-1523),
Szósta (1524), Siódma (1524) i Ósma (1525). Skrócona wersja Czwartej Dekady, przygotowana
przez samego autora, opublikowana została w 1521 r. w Bazylei pod tytułem De nuper stab
D. Carolo repertis insulis [...] enchiridion. Pod nieco zmienionym tytułem przedrukowano ją
w 1524 r. w Norymberdze jako dodatek do łacińskiej edycji drugiego listu Hernana Cortesa do
Karola V. Kompletne wydanie Dekad, obejmujące osiem dziesięcioksiągów, ukazało się dopie­
ro w kilka lat po śmierci Anghiery, w 1530 г., w Alcalá de Henares, pod tytułem De orbe novo
Petri Martyr is ab Angler ia [...] decades. W tym samym roku i miejscu opublikowano jeszcze
jedno dzieło Anghiery - jego Opus epistolarum, zbiór 813 łacińskich listów, będących fas­
cynującym dokumentem epoki i nieocenionym źródłem historycznym.

�101

TY?*!

J AŁI5 ГЙ&amp;ЯАВ. I V X T A l O O B R R O t r R OlSTtNCTIORtlC вТ Е Х Т в Ш Ю Я Е в

»&gt;oionTjitoíA

I N T A B V I Í

вхгяяид. Ltrstviti ?яо»я1и R O ; B I S I B ? I

nic

V&lt;UJWU VaUcřuj.a&lt;Scrui»

h

R-enmnTTuru.

г

Гит^ипчаог.
™*ла.

m
n

NVwxrvbfum.
AnHU.Jbcmu.

« Магт Cafpfam fol A(b«u*.
u SeyUm.

p CjUika,Cuuncr,

y

Italia.

řll

AOJECTU

Я80ЯД ВТ »*OYI НС U I .

ĎÍMOBJTRASTVW

(n
f_ Aлřhoi
^ с funí
, . . »rrgnum
^ „ т МMulámeÜJr
„Г-~
enum OrgauŁjtgnuaiNiJbie. India
Aeftiomxjliic итцхпЬ Přcfto lobao;
1

pirxm Ctapyríú * Cañete.

laua.

Ryc. 4 i 5. Mapy świata w dwóch wydaniach dzieła Gregora Reischa Margarita philosophica
(Strasburg 1504 i Strasburg 1515). Na mapie wcześniejszej (ryc. 4) nieaktualność przedstawionego
obrazu świata sygnalizują napisy umieszczone przy dolnej krawędzi. Jeden z nich informuje, iż ląd
afrykański ciągnie się aż do ok. 40° szerokości geograficznej południowej. Drugi, że tam, gdzie
wyobrażono ziemię okalającą Ocean Indyjski, w rzeczywistości jest morze, a na nim przeogromne
wyspy, nieznane Ptolemeuszowi. Mapa późniejsza (ryc. 5) przedstawia już zarys Ameryki, bardzo
podobny do zaprezentowanego przez Martina Waldseemullera na pierwszej drukowanej mapie
ukazującej wyłącznie Nowy Świat (Tabula ierre nove), opublikowanej w strasburskim wydaniu
Geografii Ptolemeusza z roku 1513. Na południowej części amerykańskiego lądu widnieje napis:
Paria seu Prisilia, będący pogłosem odkryć Krzysztofa Kolumba z 1498 r. (Paria to okolice ujścia
Orinoko) oraz żeglarzy portugalskich (Prisilia = Brazylia). Mapy wg: Bargow 1951, s. 83, 107

�102

RYSZARD TOMICKI

Wracając jeszcze na moment do księgozbioru Dantyszka, dodajmy, że
w 1522 г., gdy przyszło mu ponownie wyruszyć w podróż do zachodniej
Europy, podczas której miał zawitać po raz drugi do Hiszpanii, w jego
krakowskim mieszkaniu pozostało wiele książek. 4 lipca tego roku zajęto
je protokolarnie, wraz z innymi osobistymi rzeczami, na poczet nie za­
płaconych należności (Ptaśnik 1936, s. 180-181). W sporządzonym wtedy
spisie nie ma dzieła Anghiery, co pozwala przypuszczać, iż być może
znajdowało się u kogoś w czytaniu albo w podręcznym bagażu Dantyszka.
W spisie figuruje natomiast Margarita philosophica, scholastyczna ency­
klopedia Gregora Reischa, wydana we Freiburgu w 1503 г., potem wielo­
krotnie wznawiana (Alden 1980, s. 7). W jej kolejnych wydaniach zamiesz­
czano mapę świata, zmieniającą się z biegiem lat. Początkowo informo­
wała ona o nowych odkryciach tylko za pośrednictwem napisów, z czasem
ukazywała jednak również położenie nieznanych wcześniej lądów (por.
ryc. 4 i 5). Aczkolwiek nie wiadomo, które z wydań encyklopedii posiadał
Dantyszek, i to dzieło warto wpisać na skromną jak narazie listę książek,
będących źródłami jego wiedzy o wielkich odkryciach geograficznych.
LITERATURA
Abad J.M.
1991
La imprenta en Alcalá de Henares (1502-1600). Introducción a la „Tipobibliografía española" J.S. Díaz, 1.1—II, Madrid.
A l b a R.
1989
Pedro Mártir de Anglería: su vida y su obra. Introducción, w: Anglería 1989,
s. V - X L I I I .
A l d e n J . , ed.
1980
European Americana: a chronological guide to works printed in Europe relating
to the America, 1493-1776, ed. by... with the assistance of D . C . Landis, New
York, 1.1.
A n g l e r í a P . M . de
1953-1957 Epistolario, estudio y traducción por J . López de Toro, t. I - I V , Madrid.
1989
Decadas del Nuevo Mundo, traducción del latín de J . Torres Asensio, revisada
y corregida por J . Martínez Mesanza, introducción de R. Alba, Madrid.
AT
Acta Tomiciana, t. I - X I I I , Poznań 1852-1912; t . X I V - X V , Poznań 1952-1957;
t. X V I - X V 1 I , Wrocław 1961-1966.
At ti
1980
Piętro Mar tire d'Anghiera nella storia e nella cultura. Secondo Convegno Internazionale di Studi Americanistici, Genova-Arona, 16-19 Ottobre 1978. Atti, Genova.
Axer J.
1990
Una carta de la correspondencia de Hernán Cortés con Jan Dantyszek (Juan
Dantisco), „Estudios Latinoamericanos", t. X I I I , s. 365-377.
1994
patrz: Fontán, Axer 1994.
A x e r J . , T o m i c k i R.
1994
Juan Dantisco: un amigo de Hernán Cortés, w: Fontán, Axer 1994, s. 51-59.
B a b e l o n J.
1954
Un retrato verdadero de Hernán Cortés, „Memorias de la Academia Mexicana de
la Historia", t. X I I I , nr 3, s. 173-178.

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

103

Bączkowski K.
1993
Kilka uwag o recepcji odkrycia Ameryki w Europie w końcu XV i w pierwszych
dziesięcioleciach XVI w., w: Europa-Ameryka od X do XX wieku. W pięćsetną
rocznicę pierwszej wyprawy Krzysztofa Kolumba, red. K . Bączkowski, Zeszyty
Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego M C X X I V . Prace Historyczne, z. 108,
Kraków, s. 35-51.
Bagrow L.
1951
Die Geschichte der Kartographie, Berlin.
Bataillon M.
1959
Les premiers Mexicains envoyés en Espagne par Cortes, „Journal de la Société des
Américanistes", N.S., t. X L V I I I , s. 135-140.
Birkenmajer L.A.
1924
Stromata Copernicana. Studia, poszukiwania i materiały biograficzne, Kraków.
B o r a h W.
1962
The Cortes Codex of Vienna and Emperor Ferdinand I, „The Americas", t. X I X ,
nr 1, s. 79-92.
B u c z e k К.
1930
Biblioteka Puławska w czasie walk powstania listopadowego, „Silva Rerum", t. V,
nr 10-12, s. 155-170.
B u s t a m a n t e J.
1986
La atracción de lo raro y peregrino. Estudio introductorio, w: Conquistador
Anónimo, Relación de la Nueva España, Madrid, s. 7-74.
Bustamante G a r c í a J.
1992
Retórica, traducción y responsabilidad histórica: claves humanísticas en la obra de
Bernardino de Sahagún, w: B. Ares, J . Bustamante, F . Castilla, F . del Pino, Humani­
smo y visión del otro en la España moderna: cuatro estudios, Madrid, s. 243—375.
Caballero F.
1875
Alonso y Juan de Valdés. Conquenses ilustres, t. IV, Madrid.
Cartas
1960
Cartas de relación de la conquista de la Nueva España escritas por Hernán Cortes al
Emperador Carlos V y otros documentos relativos a la conquista, años de 1519-1527.
Codex Vindobonensis S.N. 1600. Geleitwort J . Stummvoll, introduction and biblio­
graphy Ch. Gibson, Kodikologische Beschreibung F . Unterkircher, Graz.
Cline H . F .
1969
Hernando Cortes and the Aztec Indians in Spain, „The Quarterly Journal of the
Library of Congress", t. X X V I , nr 2, s. 70-90.
C o l ó n H.
1965
Dzieje żywota i znamienitych spraw Admirała don Krzysztofa Kolumba, przekład,
wstęp i przypisy A. Dukanovič, Warszawa.
Contarini G.
1840
Relazione di Gaspar o Contarini ritornato ambasciatore da Carlo V, let ta en Sena to
a di 16 novembre 1525, w: Relazioni degli ambasciatori veneti al Senato, raccolte,
annotate et edite da E . Alberi, Serie I , vol. I I , Firenze, s. 9-73.
Czerny F.
1886
O wpływie wielkich odkryć geograficznych na Polskę i jej oświatę w XVI wieku,
w: Pamiętnik Zjazdu Historyczno-Literackiego im. J. Kochanowskiego, „Archi­
wum do dziejów literatury i oświaty w Polsce", t. V, s. 18-32.
Dantyszek J.
1950
Ioannis Dantisci poetae laureáti carmina, ed. S. Skimina, Kraków.
1987
Pieśni, wybór i przekład z łaciny A. Kamieńska, wstęp Z . Nowak, Olsztyn.
D z i e c h c i ń s k a H.
1991
O staropolskich dziennikach podróży, Warszawa.
a

a

�104

RYSZARD TOMICKI

Elliott J.H.
1970
The Old World and the New, 1492-1650, Cambridge.
Finkel L.
1879
Poselstwa Jana Dantyszka, w: Album uczącej się młodzieży polskiej, poświęcone
J.I. Kraszewskiemu z powodu jubileuszu jego pięćdziesięcioletniej działalności litera­
ckiej, Lwów, s. 331-386.
F l a n c z e w s k a B.
1972
Zalewski Ludwik, w: Słownik pracowników książki polskiej, Warszawa-Łódź,
s. 1003-1004.
F o n t á n A., A x e r J . , eds.
1994
Españoles y polacos en la corte de Carlos V. Cartas del embajador Juan Dantisco,
Madrid.
Fumagalli G.
1893
Bibliografia degli scritti it alian i o stampati in Italia sopra Cristoforo Colombo, la
scoperta del Nuovo Mondo e i viaggi degli italiani in America, compilata da... con
la collaborazione di P. Amat di S. Filippo, Roma.
G u m o w s k i M.
1929
Jan Dantyszek i jego medale, „Zapiski Towarzystwa Naukowego w Toruniu",
t. VIII, nr 1, s. 3-19.
Hajdukiewicz L.
1960
Biblioteka Macieja z Miechowa, Wrocław.
Н а т р е Т., ed.
1927
Das Trachtenbuch des Christoph Weiditz von seinen Reisen nach Spanien (1529)
und den Niederlanden (1531-32), Berlin-Leipzig.
Harrisse H.
1967
Bibliotheca americana vetustissima. A description of works relating to America
published between the years 1492 and 1551, Amsterdam (reprint wyd. z 1866 roku).
H i r s c h R.
1976
Printed reports on the early discoveries and their reception, w: First images of
America. The impact of the New World on the Old, ed. F . Chiappelli, Berkeley- L o s Angeles-London, t. I I , s. 537-562.
Hodgen M.T.
1964
Early anthropology in the sixteenth and seventeenth centuries, Philadelphia.
Jan z K o m o r o w a
1888
Memoriale Ordinis Fratrum Minorum a Fr. Ioanne de Komorowo compilatum, eds.
X . Liske, A. Lorkiewicz, w: Monumenta Poloniae Historical Pomniki Dziejowe
Polski, Lwów (reprint: Warszawa 1961), t. V, s. 64-406.
K a š p a r O.
1992
Soupis pramenů к dějinám zámořských objevů a dobýváni Nového Světa ve fondech
Naródni Knihovny v Praze, Praha.
K i e s z k o w s k i J.
1912
Kanclerz Krzysztof Szydłowiecki. Z dziejów kultury i sztuki Zygmuntowskich cza­
sów, t. I - I I , Poznań.
1919
Medale Dantyszka, „Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne", t. V I I I ,
nr 8-9, s. 97-111.
K o t S.
1987
Polska Złotego Wieku a Europa. Studia i szkice, wybór, przygotowanie do druku
i wstęp H . Baryczą, Warszawa.
L o s a d a A.
1980
Consideraciones sobre la teoría del „,buen salvaje" y sus fuentes españolas de los
siglos XVI y XVII, en especial Colón, Mártir de Anglería, Las Casas, Vives,
Guevara y Coreal, w: Atti 1980, s. 549-593.

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

105

Muller-Blessing I.B.
1967—1968 Johannes Dantiscus von Hofen. Ein Diplomat und Bischof zwischen Humanismus
und Reformation (1485-1548), „Zeitschrift für die Geschichte und Altertumskunde Ermlands", t. X X X I / X X X I I , s. 59-238.
N i k l e w i c z K., T a z b i r J.
1970
List Ferdynanda Cortesa do Jana Dantyszka z 1531 г., „Zapiski Historyczne",
t. X X X V , z. 3-4, s. 111-112.
Niklewiczówna K.
1977
Piśmiennictwo hiszpańskie w Polsce w okresie staropolskim, w: Literatura staropol­
ska w kontekście europejskim (związki i analogie), red. T . Michałowska, J . Slaski,
Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, s. 91-110
N o w a k Z.
1982
Jan Dantyszek. Portret renesansowego humanisty, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź.
Nowy Korbut
1963-1965 Bibliografia literatury polskiej „Nowy Korbut". T . 1-3. Piśmiennictwo staropol­
skie, Warszawa.
O'Gorman E .
1972
Cuatro historiadores de Indias. Siglo XVI, México.
1984
La invención de América. Investigación acerca de la estructura histórica del Nuevo
Mundo y del sentido de su devenir, México.
O l s z e w i c z B.
1931
Poland and the discovery of America. A historical and bibliographical essay, transí,
by M.Z. Arend, Poznań.
1947
Polska a odkrycie Ameryki (Studia polono-americana II), „Sprawozdania Wro­
cławskiego Towarzystwa Naukowego", rok I , z. 2, s. 44—47.
1956
Geografia polska w okresie Odrodzenia, w: Odrodzenie w Polsce, t. II: Historia
nauki, cz. 2, red. B. Suchodolski, Warszawa, s. 324-360.
1957
Geografia polska w okresie Odrodzenia, Warszawa.
Paesi
1916
Paesi nouamente retrovati &lt;ft Novo Mondo da Alberico Vesputio Florentino intitulato (1508). Reproduced in facsimile from the McCormick-Hoe copy in the
Princeton University Library, Princeton-London.
P a n e R.
1978
Relación acerca de las antigüedades de los indios. El primer tratado escrito en
América, nueva versión, con notas, mapa y apéndices por J.J. Arrom, México.
P i g a f e t t a A.
1992
Relacja z wyprawy Magellana dookoła świata, tłum. J. Szymanowska, wstęp
i przypisy B. Nowak, Gdańsk.
P o c i e c h a W.
1938
Dantyszek Jan, w: Polski Słownik Biograficzny, Kraków, t. IV, s. 424-430.
1947
Polska wobec elekcji cesarza Karola V w roku 1519, Kraków.
1949-1958 Królowa Bona (1494-1557). Czasy i ludzie Odrodzenia, t. I - I V , Poznań.
P t a ś n i k J . , ed.
1936
Cracovia artificum 1501-1550, w: Źródła do historii sztuki i cywilizacyi w Polsce,
Kraków, t. V, z. 1
Rosen E.
1943
Copernicus and the discovery of America, „The Hispanic American Historical
Review", t. X X I I I , nr 2, s. 367-371.
Rowe J.H.
1965
The Renaissance foundation of anthropology, „American Anthropologist",
t. L X V I I , s. 1-20.

�106

RYSZARD TOMICKI

R u w e t W.
1988
A historical analysis of the 'Segunda carta de relación* of Hernán Cortes, w:
Smoke and mists. Mesoamerican studies in memory of Thelma D. Sullivan, eds.
J . K . Josserand, K . Dakin, Oxford, 1.1, s. 99-109.
Salas A.M.
1959
Tres cronistas de Indias: Pedro Mártir de Anglería, Gonzalo Fernández de Oviedo,
Bartolomé de las Casas, Buenos Aires.
T a z b i r J.
1968
La conque te de VAmérique a la lumiere de Vopinion polonaise, „Acta Poloniae
Histórica", t. X V I I , s. 5-22.
1969
Szlachta a konkwistadorzy. Opinia staropolska wobec podboju Ameryki przez Hisz­
panię, Warszawa.
1970
patrz: Niklewicz, Tazbir 1970.
1972
Christopher Columbus in early Polish literature, „Acta Poloniae Histórica",
t. X X V , s. 109-123.
1973
Krzysztof Kolumb w opinii staropolskiej, w: Studia z dziejów geografii i kartografii,
red. H . Babicz, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, s. 441-455.
1979
Rec. z: Wróblewski 1977, „Estudios Latinoamericanos", t. V , s. 113-117.
1990
La República nobiliaria polaca frente a América: opiniones y contactos, „Estudios
Latinoamericanos", t. X I I I , s. 61-141.
1991
Polska sława Krzysztofa Kolumba, Warszawa.
T o m i c k i R.
1992
Una carta desconocida de Hernán Cortés a Jan Dantyszek (Juan Dantisco),
„Estudios Latinoamericanos", t. X V , s. 319-326.
1994
patrz: Axer, Tomicki 1994.
1994
Comentario a los fragmentos de cartas sobre el Nuevo Mundo, w: Fontán, Axer
1994, s. 334-344.
V o c h t H . de
1961
John Dantiscus and his Netherlandish friends as revealed by their correspondence,
1522-1546, Louvain.
Wiszniewski M.
1844
Historia literatury polskiej, Kraków, t. VI.
W r ó b l e w s k i R.
1977
Znajomość Ameryki w Polsce okresu Odrodzenia, Warszawa.
Y a r m o l i n s k y A.
1937
Early Polish Americana. A bibliographical study, New York.

RYSZARD TOMICKI
E A R L Y SOURCES OF K N O W L E D G E ABOUT AMERICA I N POLAND:
J A N D A N T Y S Z E K A N D DE ORBE NOVO DECADES (1516)
B Y PIETRO MARTIRE D'ANGHIERA
Summary
The article is a contribution to the studies on the earliest stages of widerspreading of the
knowledge of the American continent in Poland.
The author's inspiration came from a 16th century book entitled "De orbe novo decades"
(Alcalá de Henares 1516) written by Piętro Martire d'Anghiera (in Spain, where he lived,
known as Pedro Mártir de Anglería), kept in the National Library in Warsaw. The discovered
copy had been purchased on 14th June 1519 in Barcelona and then belonged to Jan Dantyszek
(Joannes Dantiscus).

�WCZESNE ŹRÓDŁA WIEDZY O AMERYCE W POLSCE

107

In the first part of the article the reader is acquainted with the person of Jan Dantyszek
(1485-1548), a Polish diplomat, poet, humanist and a bishop. He was much interested
in geographical discoveries of that time, especially those of the New World and was known to
be a friend of Hernán Cortés, the famous Spanish conquistador whom he had got to know in
1528 in Spain while serving as the Polish ambassador to the court of Charles V (1524-1532).
Up to now historical sources have not evidenced as to when the interests of Dantyszek had
begun. Owing to the above mentioned book by d'Anghiera bought in Barcelona we are able to
date Dantyszek's Americanistic initiation for his first sojourn in Spain as the Polish king's
legate, i.e. between January and September 1519.
In the second part of the article the author presents Pietro Martire d'Anghiera and the
origin of his main work, "The New World Decades", the first great compendium of the history
of Spanish discoveries in America and of America itself. The copy owned by Dantyszek
comprises three 'decades' describing the events from the years 1492-1516.
The book reached Cracow, the capital of Polish Kingdom of that time, in 1519. It is
a important evidence of the widerspreading of the global image of the world in Eastern
Europe. Physically this part of Europe was as remote from the Atlantic and the New World as
it could be, but still within the reach as proved also by Dantyszek's constant mail touch with
Mexico, exchanging for some time letters with Hernán Cortés and another person called
Mendoza, probably Cortes' companion.
Moreover, De orbe novo decades is one of the earliest sources of ethnographical knowledge
on America available for the Polish intellectuals of the 20ties of the 16th century, and in fact
the most valuable of the period.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11175" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11153">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6af1ed1a50406a394cbdfc023cc02565.pdf</src>
        <authentication>0d2d26277ad67c4ef2dd3d53b895372d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133224">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:800</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133225">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133226">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:735</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133227">
                <text>Tradycja i jej znaczenie w kulturze chłopskiej / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133228">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2, s.41-58</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133229">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133230">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133231">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133232">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="133233">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133234">
                <text>„Etnografia Polska", t. X V I I , z. 2

RYSZARD TOMICKI

T R A D Y C J A I JEJ Z N A C Z E N I E W K U L T U R Z E C H Ł O P S K I E J
W polskiej literaturze etnograficznej p o j ę c i e tradycja i pochodne od n i e ­
go p r z y m i o t n i k i u ż y w a n e s ą bardzo często, n a w e t p r z y d e f i n i o w a n i u i n ­
n y c h p o j ę ć (na p r z y k ł a d — k u l t u r a ludowa). W y n i k a to z r o l i , j a k ą o d ­
g r y w a ono w badaniach k u l t u r y bez w z g l ę d u na jej czasoprzestrzenne
usytuowanie. Bardzo rzadko j e d n a k spotyka się w y r a ź n e o k r e ś l e n i e zna­
czenia, w j a k i m p o j ę c i e to jest stosowane, co powoduje, że nie posiada
ono, ani definicje konstruowane p r z y jego pomocy, zbyt w i e l k i e j mocy
wyjaśniającej.
1

Jak dotychczas j e d y n i e Jerzy S z a c k i d o k o n a ł p r z e g l ą d u bogatej p r o ­
b l e m a t y k i t r a d y c j i , ale praca jego — ś l e d z ą c a losy pojęcia z a r ó w n o w m y ­
śli naukowej, j a k i s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e j — z z a ł o ż e n i a nie pretenduje
do zaproponowania d e f i n i c j i , a t y m bardziej do s f o r m u ł o w a n i a t e o r i i
t r a d y c j i . B r a k takiej t e o r i i u t r u d n i a badanie nie t y l k o p r o b l e m ó w z w i ą ­
zanych z d a w n ą k u l t u r ą c h ł o p s k ą , lecz t a k ż e ś l e d z e n i e zmian z a c h o d z ą ­
cych w n i e j w X I X i X X

wieku.

Racje te z a d e c y d o w a ł y o poruszeniu p r o b l e m u t r a d y c j i , c h o c i a ż b y
w bardzo w ą s k i m zakresie. A r t y k u ł niniejszy jest j e d y n i e p r ó b ą ustale­
nia pewnego sposobu rozumienia p o j ę c i a t r a d y c j a i scharakteryzowania
znaczenia zjawisk n i m o k r e ś l a n y c h w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j . P r z y p o m n i j ­
my, że b y ł a t o k u l t u r a społeczności, k t ó r e jeszcze w p o c z ą t k a c h X X w i e ­
k u c e c h o w a ł znaczny s t o p i e ń analfabetyzmu, co p o w o d o w a ł o nie t y l k o
b r a k w ł a s n e j l i t e r a t u r y pisanej, ale r ó w n i e ż n i e m o ż n o ś ć b e z p o ś r e d n i e g o
do niej d o s t ę p u . I n n y m i cechami w a ż n y m i z p u n k t u widzenia problema­
t y k i t r a d y c j i s ą : stosunkowo m a ł a r u c h l i w o ś ć pionowa oraz istnienie ś c i s ­
ł y c h w i ę z ó w s p o ł e c z n y c h w o b r ę b i e g r u p y lokalnej.
W etnografii polskiej j e d y n i e Kazimierz D o b r o w o l s k i p o ś w i ę c i ł w i ę ­
cej miejsca t r a d y c j i jako osobnemu zagadnieniu. Jego prace z a w i e r a j ą
t a k ż e wiele t r a f n y c h s p o s t r z e ż e ń , nie zawsze b e z p o ś r e d n i o w i ą z a n y c h
przez autora z p r o b l e m a t y k ą t r a d y c j i , ale n i e w ą t p l i w i e w z w i ą z k u z n i ą
1

J. S z a c k i ,

Tradycja.

Przegląd

problematyki,

Warszawa

1971.

�42

RYSZARD

TOMICKI

p o z o s t a j ą c y c h . Dlatego t e ż w i e l o k r o t n i e wspominane t u b ę d z i e nazwisko
tego uczonego. O d jego definicji, j a k o j e d y n e j explicite
sformułowanej
w e w s p ó ł c z e s n e j e t n o g r a f i i polskiej, p r a g n i e m y r o z p o c z ą ć nasze r o z w a ­
żania.
K . D o b r o w o l s k i o k r e ś l a t r a d y c j ę w s p o s ó b bardzo szeroki. Pisze m i a ­
n o w i c i e : „ P r z e z t r a d y c j ę r o z u m i e m y w zasadzie w s z e l k ą s p u ś c i z n ę , k t ó r ą
u s t ę p u j ą c e generacje p r z e k a z u j ą pokoleniom w c h o d z ą c y m w ż y c i e " .
Przekaz o d b y w a się b e z p o ś r e d n i o , c z y l i poprzez t r a n s m i s j ę u s t n ą i po­
kaz, co powoduje — w e d ł u g cytowanego autora — ograniczenie m o ż l i ­
w o ś c i przenoszenia k u l t u r y w czasie, a t a k ż e t r w a ł o ś c i i d o k ł a d n o ś c i prze­
kazu. O c z y w i s t y m w a r u n k i e m uznania t r e ś c i k u l t u r o w y c h za dziedzictwo
jest i c h o b i e k t y w i z a c j a .
2

3

O k r e ś l a j ą c t r a d y c j ę j a k o całe dziedzictwo s p o ł e c z n e , stwarza się w r a ­
ż e n i e , j a k o b y całość ta przekazywana b y ł a i p r z y j m o w a n a przez c z ł o n k ó w
s p o ł e c z n o ś c i w j e d n a k o w y s p o s ó b . W y d a j e się, że definicja t a k a uprasz­
cza nieco obraz r z e c z y w i s t o ś c i i powoduje m a ł ą o p e r a t y w n o ś ć p o j ę c i a
t r a d y c j a j a k o n a r z ę d z i a badawczego. Definicja K . Dobrowolskiego, oparta
o t e o r i ę p o d ł o ż a historycznego, n i e zdaje r ó w n i e ż s p r a w y z r ó ż n i c y istnie­
j ą c e j m i ę d z y t r e ś c i a m i k u l t u r o w y m i p r z e k a z y w a n y m i m n i e j l u b bardziej
ś w i a d o m i e a t r e ś c i a m i t r w a j ą c y m i bez w o l i c z ł o n k ó w społeczności, j a k t o
m a miejsce w p r z y p a d k u w i e l u e l e m e n t ó w t a k zwanego p o d ł o ż a histo­
rycznego. R o z r ó ż n i e n i e t o p r z y j m u j e m y za p u n k t w y j ś c i a dla dalszych
rozważań.
PRZEKAZ

Dziedzictwo s p o ł e c z n e przekazywane jest z pokolenia na pokolenie
w t r o j a k i s p o s ó b . Po pierwsze — przez wpojenie w procesie w y c h o w a ­
nia (socjalizacji) j ę z y k a i o k r e ś l o n y c h dyspozycji psychicznych w ł a ś c i ­
w y c h dla danej g r u p y s p o ł e c z n e j , w a r u n k u j ą c y c h s t r u k t u r ę u m y s ł o w ą
4

5

2

K . D o b r o w o l s k i , Chłopska
kultura tradycyjna. (Próba zarysu na pod­
stawie materiałów
źródłowych
XIX i XX w. z południowej
Małopolski),
[w:] t e n ż e, Studia nad życiem
społecznym
i kulturą.
Wrocław-Warszawa-Kraków 1966,
s. 35.
D o b r o w o l s k i , Chłopska kultura..., s. 81-82.
Por. z cytowanym przez J . Szackiego podziałem dziedzictwa społecznego we­
dług J . Goody'ego i I . Watta, którzy wyróżniają: 1 — wyposażenie materialne
i zasoby naturalne, 2 — standaryzowane sposoby działania przekazywane tylko
częściowo słownie, 3 — światopogląd (Weltanschauung) przekazywany całkowicie
ustnie; S z a c k i , op. cit., s. 105, przypis 23.
Por. stanowisko Ossowskiego, który uważał kulturę za zespół „dyspozycji psy­
chicznych przekazywanych w łonie danej zbiorowości przez kontakt społeczny i uza­
leżniony od całego systemu stosunków międzyludzkich"; S. O s s o w s k i , Z zaa

4

5

�TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

43

j e d n o s t k i oraz podstawowych w z o r ó w z a c h o w a ń p r z e j a w i a j ą c y c h s i ę na­
s t ę p n i e jako n a w y k i nie p o t r z e b u j ą c e uzasadnienia. Po drugie — przez
przekazanie ś w i a d o m i e i celowo d r o g ą t r a n s m i s j i ustnej i pokazu ca­
ł e g o z e s p o ł u t r e ś c i k u l t u r o w y c h , t a k i c h j a k n o r m y i w z o r y d z i a ł a ń , spo­
soby gospodarowania, podania, m i t y , wierzenia i o b r z ę d y i t d . Po trzecie —
n a s t ę p u j ą c e pokolenie przejmuje c a ł y b a g a ż m a t e r i a l n y w postaci n a r z ę ­
dzi, z a b u d o w a ń , p r z e d m i o t ó w u ż y t k u codziennego i t d .
I n t e r e s o w a ć nas b ę d ą przede w s z y s t k i m d w a pierwsze sposoby prze­
k a z y w a n i a dziedzictwa, g d y ż w y p o s a ż e n i e materialne przejmowane b y w a
zazwyczaj bez u d z i a ł u w o l i c z ł o n k ó w pokolenia w c h o d z ą c e g o w ż y c i e
(często po prostu t r w a ) .
Pierwszy i d r u g i s p o s ó b przekazu s ą w r z e c z y w i s t o ś c i nierozdzielne
l u b t r u d n o rozdzielne, z t y m że w p o c z ą t k o w e j fazie ż y c i a j e d n o s t k i do­
m i n u j e przekaz t y p u pierwszego. Przekaz ten m a charakter p o z a ś w i a d o m y i w z w i ą z k u z t y m t r e ś c i b ę d ą c e jego przedmiotem n i e s ą dostrze­
gane przez c z ł o n k ó w s p o ł e c z n o ś c i jako dziedzictwo. A b s t r a h u j e m y w t y m
miejscu od r o l i ciągłości p e w n y c h e l e m e n t ó w neurofizjologicznych w m e ­
chanizmie dziedziczenia k u l t u r y ze w z g l ę d u na b r a k k o m p e t e n c j i w tej
dziedzinie, c h o c i a ż n i e w ą t p l i w i e c z y n n i k i te p o s i a d a j ą d u ż e znaczenie
w i n t e r e s u j ą c y m nas zagadnieniu i w y m a g a j ą u w z g l ę d n i e n i a w znacz­
nie w i ę k s z y m stopniu.
1

Określona struktura umysłowa uwarunkowana społecznie i k u l t u ­
r o w o determinuje w j a k i m ś stopniu ś w i a d o m o ś ć j e d n o s t k i i j e j osobo­
w o ś ć . N a bazie tej s t r u k t u r y przejmowane s ą t r e ś c i przekazywane d r o g ą
t r a n s m i s j i ustnej, komplementarne w z g l ę d e m niej i s t a n o w i ą c e j e d n o ­
c z e ś n i e j e j t r e ś ć . Modelowanie ś w i a d o m o ś c i poprzez przejmowanie dys­
pozycji psychicznych i systemu j ę z y k o w e g o d o k o n y w a ł o się w d a w n y c h
s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h w k r ę g u r o d z i n y i g r u p y lokalnej. Powodowa­
ł o to m i ę d z y i n n y m i powstawanie e f e k t ó w takich, j a k i e z a u w a ż y ł K a z i ­
m i e r z M o s z y ń s k i w trakcie b a d a ń nad d e m o n o l o g i ą l u d o w ą . P i s a ł o n :
6

Schemat, przeżywany odtwórczo, nieskończenie przeważa nad nowymi wątkami.
Jest on zresztą zwykle tak przemożny, że przeżycia jednostek spośród ludu w ro-

gadnień psychologii społecznej,
[w:] Dzieła, t. I I I , Warszawa 1967, s. 163. Definicję
t ę u w a ż a m y za zbyt psychologizującą.
Por. rozważania Anisimowa na temat procesu kształtowania się umysłowości;
A. F . A n i s i m o w , Istoriczeskije
osobiennosti pierwobytnogo myszlenija, Lenin­
grad 1971, s. 131. Uczeni radzieccy stoją na stanowisku rozróżnienia dwóch pod­
stawowych struktur: struktury myślenia iluzorycznego i struktury myślenia racjo­
nalnego. Podział ten ma na celu oddzielenie racjonalnego stosunku do rzeczywi­
stości (postrzeganie rzeczywistych faktów i relacji) od nieracjonalnego będącego
funkcją religii. Wydaje się jednak, że nie można traktować tej dychotomii jako
dyrektywy badawczej bez jej krytycznej analizy.
6

�44

RYSZARD

TOMICKI

dzaju iluzji, halucynacji itp. z miejsca wykoleja podporządkowując je sobie. Dość
często możemy słyszeć po wsiach o rozlicznych indywidualnych przygodach w i e ś ­
niaków, polegających na spotkaniu się jakoby z demonem, widzeniu demona itp.;
ale opowiadające nam o nich i święcie nieraz wierzące w nie jednostki, ulegając
sugestii tradycji, oddają je najczęściej w formach odwiecznych, schematycznych,
co najwyżej uzupełniając jakimiś nieistotnymi szczegółami" .
7

Z j a w i s k o opisane przez K . M o s z y ń s k i e g o nie jest w a r u n k o w a n e j e d y ­
nie dziedziczeniem o k r e ś l o n e j s t r u k t u r y u m y s ł o w e j , lecz t a k ż e s p e c y f i k ą
przekazu t r e ś c i k u l t u r o w y c h d r o g ą t r a n s m i s j i ustnej. T a część k u l t u r y
postrzegana jest przez s p o ł e c z n o ś ć j a k o dziedzictwo. Istnieje ś w i a d o m o ś ć
nie t y l k o przejmowania, ale r ó w n i e ż pochodzenia t r e ś c i od poprzednich
p o k o l e ń . Jak j u ż w s p o m n i e l i ś m y , dziedziczenie s t r u k t u r y u m y s ł o w e j do­
konuje się w p e w n y m okresie ż y c i a r ó w n o c z e ś n i e ze ś w i a d o m y m p r z e j ­
m o w a n i e m t r e ś c i k u l t u r o w y c h ( d r o g ą przekazu ustnego). Dokonuje się
to d z i ę k i t r a n s m i s j i p o d s y s t e m ó w k u l t u r y w postaci m o d e l i m y ś l o w y c h
o charakterze s y m b o l i c z n y m . O c z y w i ś c i e modele te nie s ą przekazywane
j a k o o p o w i e ś c i o k u l t u r z e , lecz k s z t a ł t u j ą się w w y n i k u przyswajania
przez j e d n o s t k i kolejnych, f a k t ó w k u l t u r o w y c h czy i c h mniejszych zespo­
ł ó w ( w i e r z e ń , p i e ś n i , p o d a ń ) w postaci s t r u k t u r a l n e j . U t r w a l a j ą c się na
formalnej s t r u k t u r z e u m y s ł o w o ś c i , nabytej j u ż w c z e ś n i e j , k s z t a ł t u j ą osta­
tecznie ś w i a d o m o ś ć i p o w o d u j ą w p e w n y m momencie c y k l u ż y c i o w e g o
z i n t e m a l i z o w a n i e zasad k u l t u r y i t y m s a m y m uczynienie z j e d n o s t k i p e ł ­
noprawnego c z ł o n k a s p o ł e c z n o ś c i i nosiciela k u l t u r y . Modele podsyste­
m ó w k u l t u r y p r z e j ę t e przez n a s t ę p u j ą c e pokolenie s ą realizowane w o k r e ­
ś l o n y c h w a r u n k a c h egzystencjalnych i j e d n o c z e ś n i e przekazywane p o k o ­
leniu n a s t ę p n e m u .
T e n t r y b dziedziczenia k u l t u r y p r z e j a w i a ł się w p r a k t y c e w operowa­
n i u „ p e w n y m i schematami". Z a p r z y k ł a d m o ż n a p o d a ć b u d o w n i c t w o ,
formy współdziałania, rzemiosło, obrzędy i t d . K . Dobrowolski słusznie
z a u w a ż y ł , w jednej ze s w y c h prac, że u t r w a l o n e schematy, k t ó r e n a z y w a
r ó w n i e ż w z o r a m i , „ s t a j ą się j a k b y f u n d a m e n t a m i k u l t u r y " . T o spostrze­
ż e n i e staje się j a ś n i e j s z e w k o n t e k ś c i e o m ó w i o n y c h s p o s o b ó w dziedzicze­
n i a k u l t u r y . W y d a j e się, że f a k t ten stanowi i s t o t n ą c e c h ę k u l t u r y spo­
łeczności c h ł o p s k i c h .
8

P r z y j ę c i e proponowanego sposobu rozumienia przekazu k u l t u r y w y ­
j a ś n i a t e ż k w e s t i ę o b i e k t y w i z a c j i t r e ś c i k u l t u r o w y c h , k t ó r a u w a ż a n a jest
za w a r u n e k t r a k t o w a n i a f a k t u j a k o elementu danej k u l t u r y . Polega ona
(obiektywizacja) na w ł ą c z e n i u f a k t u czy z e s p o ł u f a k t ó w w system (pod7

K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa Słowian,
t. I I , cz. 1, Warszawa
1967,
s. 600-601.
K . D o b r o w o l s k i , Trzy studia z teorii kultury ludowej, [w:]
tenże,
Studia nad życiem społecznym
i kulturą, s. 132.
8

�TRADYCJA I ZNACZENIE

45

system), k t ó r e g o m o d e l istnieje w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j i podlega trans­
misji międzypokoleniowej.
P o w y ż s z e ustalenia p o z w a l a j ą r ó w n i e ż na postawienie w
nowym
ś w i e t l e szeregu i n n y c h p r o b l e m ó w , j a k na p r z y k ł a d powstawanie w a r i a n ­
t ó w t r e ś c i k u l t u r o w y c h , przenikanie obcych w p ł y w ó w i t p . W r ó c i m y do
n i c h nieco p ó ź n i e j po ustaleniu p o d s t a w o w y c h cech p r z y n a l e ż n y c h des y g n a t o w i p o j ę c i a tradycja.

S T O S U N E K G R U P Y SPOŁECZNEJ DO P R Z E K A Z Y W A N Y C H TREŚCI

Postawy c z ł o n k ó w s p o ł e c z n o ś c i wobec t r e ś c i p r z e k a z y w a n y c h z poko­
lenia na pokolenie nie s ą u z a l e ż n i o n e j e d y n i e od ś w i a d o m e g o b ą d ź n i e ­
ś w i a d o m e g o sposobu i c h przejmowania. W grupie t r e ś c i
kulturowych
t r a n s m i t o w a n y c h ustnie daje się w y d z i e l i ć część, k t ó r a nie b u d z i w o d ­
biorcach i nosicielach dziedzictwa reakcji emocjonalnego p r z y w i ą z a n i a .
D o t a k i c h n a l e ż ą na p r z y k ł a d b a j k i , facecje, h u m o r e s k i itp., a w i ę c znacz­
na część tak zwanej l i t e r a t u r y ludowej. D r u g ą część stanowi grupa t r e ś ­
ci, do k t ó r y c h p r z y w i ą z a n i e s p o ł e c z n o ś c i jest tak d u ż e , że K . D o b r o w o l ­
ski u p a t r y w a ł w n i m i s t o t n ą p r z y c z y n ę o p o r ó w g r u p y lokalnej przeciw­
k o i c h u s u w a n i u . P r z y w i ą z a n i e emocjonalne do p e w n y c h t r e ś c i m o t y ­
w o w a n e jest n a j c z ę ś c i e j i c h d a w n y m pochodzeniem (starością). Jest to
zjawisko t y p o w e nie t y l k o dla s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i c h ; c z ę s t o w t y c h
przypadkach badacze m ó w i ą o t r a k t o w a n i u t r e ś c i k u l t u r o w y c h jako sa­
crum .
9

10

Pochodzenie z przeszłości jako c z y n n i k d e c y d u j ą c y o a f i r m a c j i o k r e ś ­
lonych t r e ś c i z a s ł u g u j e na b a c z n ą u w a g ę , c h o c i a ż b y ze w z g l ę d u na to,
że n i e k t ó r z y badacze u w a ż a j ą je za w y s t a r c z a j ą c e w y t ł u m a c z e n i e p r z y ­
w i ą z a n i a s p o ł e c z n o ś c i do odziedziczonych w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h .
Przekonanie o s t a r o ś c i jest n i e w ą t p l i w i e w a ż n y m c z y n n i k i e m k s z t a ł ­
t o w a n i a się postawy emocjonalnej w stosunku do pewnej g r u p y w y t w o ­
r ó w , ale nie j e d y n y m i co w a ż n i e j s z e dopiero w p o w i ą z a n i u z i n n y m i
c z y n n i k a m i f a k t ten uzyskuje p e ł n e znaczenie. K . D o b r o w o l s k i o m a w i a ­
j ą c p r o b l e m t r w a n i a p e w n y c h e l e m e n t ó w k u l t u r y , p i s a ł : „ U z n a n i e auto­
r y t e t u [ w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h — p r z y p . R. Т.] b y ł o uznaniem o k r e ś l o ­
nego w y t w o r u pozbawione w zasadzie k r y t y c z n e j analizy, p o ł ą c z o n e na­
tomiast z s i l n ą w i a r ą w jego w a r t o ś ć , a n i e k i e d y w p r o s t z p r z e j a w a m i
9

K.
Dobrowolski,
Teoria podłoża
historycznego, [w:] t e n ż e ,
Studia
Z pogranicza historii i socjologii, Wrocław-Warszawa-Kraków 1967, s. 40.
Na przykład B. M a l i n o w s k i (Szkice z teorii kultury, Warszawa 1958,
s. 414) pisze o uważaniu tradycji za „rzecz świętą"; por. też E . S h i l s ,
Tradition
and Liberty: Antinomy and Interdependence,
„Ethics", vol. X V I I I : 1958 nr 3,
s. 155, podaję za: S z a c k i , op. cit., s. 154.
1 0

�46

RYSZARD TOMICKI

u

czci [...]" . N i e w d a j ą c się na razie w dyskusje nad s ł u s z n o ś c i ą s t w i e r ­
dzenia b r a k u k r y t y c z n e j analizy, z a u w a ż m y , że w g r ę w c h o d z i dodatko­
wo przekonanie o w a r t o ś c i w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h .
K o l e j n y m c z y n n i k i e m , w p ł y w a j ą c y m w y r a ź n i e na istnienie przeko­
nania o t r w a ł o ś c i czy w r ę c z o d w i e c z n o ś c i t r e ś c i k u l t u r o w y c h , b y ł auto­
r y t e t l u d z i starych, „ k t ó r z y p r z e c h o w u j ą t r o s k l i w i e dziedzictwo poprzed­
n i c h p o k o l e ń " '. Na z a l e ż n o ś ć t ę z w r ó c i ł u w a g ę K . D o b r o w o l s k i p i s z ą c :
„ w n a j ś c i ś l e j s z y m z w i ą z k u z a u t o r y t e t e m u r z ą d z e ń k s z t a ł t o w a ł się
autorytet
l u d z i " . Samo ustalenie tej z a l e ż n o ś c i nie w y j a ś n i a
istoty z w i ą z k u t y c h e l e m e n t ó w . Powstaje b o w i e m pytanie, na j a k i c h p o d ­
stawach u k s z t a ł t o w a ł się a u t o r y t e t l u d z i starych. O d p o w i e d ź nasuwa się
w momencie, gdy u ś w i a d o m i m y sobie, że p o s t a w ą o b o w i ą z u j ą c ą wobec
przeszłości i dziedziczonych t r e ś c i b y ł a w i a r a . Przekonanie o d a w n y m
pochodzeniu i p r a w d z i w o ś c i w sytuacji b r a k u pisma i n a u k i m o g ł o
i s t n i e ć w y ł ą c z n i e w oparciu o w i a r ę . W t y c h w a r u n k a c h ludzie starzy p e ł ­
n i l i nie t y l k o r o l ę przekazicieli dziedzictwa, ale r ó w n i e ż — a m o ż e prze­
de w s z y s t k i m — b y l i g w a r a n t a m i a u t e n t y c z n o ś c i t r e ś c i k u l t u r o w y c h . P o d ­
s t a w ą i c h a u t o r y t e t u b y ł fakt, że t y l k o o n i b y l i ś w i a d k a m i u ż y t k o w a n i a
w z o r ó w w przeszłości i i c h s k u t e c z n o ś c i . T a k i m sposobem n a s t ę p o w a ł o
Avzmocnienie a u t o r y t e t u w y t w o r ó w d z i ę k i przekonaniu o i c h d a w n o ś c i .
K a ż d a b o w i e m akceptacja na zasadzie w i a r y m u s i p o s i a d a ć oparcie
w autorytecie, k t ó r e g o ś w i a d e c t w o nie m u s i b y ć i najczęściej nie jest
w e r y f i k o w a n e . Wydaje się, że w ł a ś n i e ta funkcja s p o ł e c z n a d e c y d o w a ł a
o p o w a ż a n i u , j a k i m cieszyli się w s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h ludzie starzy.
Pozostaje jeszcze do o m ó w i e n i a przekonanie o w a r t o ś c i w y t w o r ó w
k u l t u r o w y c h . W t y m celu do z b i o r u c z y n n i k ó w d e c y d u j ą c y c h naszym
zdaniem o i s t n i e n i u przekonania o n i e z m i e n n o ś c i t r e ś c i n a l e ż y d o d a ć p o d ­
niesione j u ż przez K . Dobrowolskiego, niestety marginesowo, p r z e ś w i a d ­
czenie o sankcjach „ m i s t y c z n y c h " g r o ż ą c y c h za naruszenie u ś w i ę c o n y c h
w z o r ó w d z i a ł a n i a . W s p o m n i a n y autor ogranicza te sankcje do e w e n t u ­
a l n y c h i n t e r w e n c j i d u c h ó w p r z o d k ó w , podczas gdy w r z e c z y w i s t o ś c i m a j ą
one znacznie szerszy zakres. Często m o t y w o w a n i e z a c h o w a ń sankcjami
„ n a d p r z y r o d z o n y m i " jest przez badaczy pomijane l u b o k r e ś l a n e j a k o „ i r r a ­
cjonalne p r z y w i ą z a n i e " i t p . P r z y t o c z m y k i l k a p r z y k ł a d ó w , b y w y k a z a ć
b e z z a s a d n o ś ć takiego stanowiska. O g ó l n i e wiadomo, że n a j w i ę k s z ą t r o s k ą
otaczane b y ł y wierzenia i o b r z ę d y magiczno-religijne, n a j c z ę ś c i e j z w i ą z a n e
12

1 3

u

1 5

11

D o b r o w o l s k i , Chłopska kultura..., s. 89.
J . S. В у s t r o ń, Etnografia Polski, Warszawa 1947, s. 7.
D o b r o w o l s k i , Chłopska kultura..., s. 89.
Por. interesujące studium К. P o m i a n a, Przeszłość
jako przedmiot
Historia i filozofia w myśli średniowiecza,
Warszawa 1968.
D o b r o w o l s k i , Trzy studia..., s. 157.
1 2

1 3

14

1 5

wiary.

�47

TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

z gospodarką, życiem rodzinnym itp. Takie w y t w o r y kulturowe, j a k for­
m u ł y magiczne, p i e ś n i o b r z ę d o w e i i m podobne t e k s t y sakralne t r a n s m i ­
towane b y ł y z w y r a ź n y m przekonaniem o n i e m o ż n o ś c i i c h z m i a n y (przy
czym nie chodzi nawet o i c h z a s t ą p i e n i e i n n y m i , lecz o z m i a n y w tekście),
n a w e t w ó w c z a s gdy uczestnicy o b r z ę d u n i e z n a l i i c h p e ł n e g o znaczenia
czy f u n k c j i . P r z y c z y n ą takiej postawy b y ł o przekonanie, że zmiana t e k s t u
s p o w o d o w a ł a b y b r a k zamierzonego efektu, a n a w e t sankcje sił n a d p r z y r o ­
dzonych . Nieraz u w a ż a s i ę podobny fakt za p r z e ż y t e k m y ś l e n i a magicz­
nego. W y d a j e się jednak, iż m o ż n a w s k a z a ć r ó w n i e ż i n n y , racjonalny aspekt
omawianego zagadnienia.
1 6

Za p r z y k ł a d w e ź m y jeden z e l e m e n t ó w o b r z ę d o w o ś c i wiosennej ( w i e l ­
kanocnej), a m i a n o w i c i e zwyczaj „ p i s a n i a " j a j . Jeszcze w k o ń c u X I X w i e ­
k u zanotowano w p e w n y c h okolicach P o l s k i w y r a ź n ą i s e n s o w n ą m o t y ­
w a c j ę t r w a n i a tego zwyczaju. M a l o w a n i e jej b y ł o w a r u n k i e m t r w a n i a
świata
T a z pozoru nic nie z n a c z ą c a w y p o w i e d ź nabiera sensu w k o n ­
t e k ś c i e s y m b o l i k i j a j a b ę d ą c e g o w wierzeniach l u d o w y c h symbolem c i ą ­
g ł e g o o d r o d z e n i a . C a ł a o b r z ę d o w o ś ć wiosenna tego okresu ma
na celu odrodzenie ż y c i a na w s z y s t k i c h p ł a s z c z y z n a c h r z e c z y w i s t o ś c i , po­
c z ą w s z y od antropologicznej a s k o ń c z y w s z y na kosmicznej. Ś w i a t o p o g l ą d
c h ł o p s k i p r z y p i s y w a ł c z ł o w i e k o w i w t a k i c h k r y z y s o w y c h momentach
s z c z e g ó l n ą r o l ę . M i a ł on, w y k o n u j ą c szereg c z y n n o ś c i o charakterze s y m ­
bolicznym, s t a ć się t w ó r c ą nowego odcinka czasu. T a k i jest o g ó l n y sens
wszelkich k o m p l e k s ó w o b r z ę d o w o ś c i p r z y p a d a j ą c y c h w p r z e ł o m o w y c h
momentach c y k l u rocznego. K r e a c y j n a f u n k c j a c z ł o w i e k a p o l e g a ł a w i ę c
w y ł ą c z n i e na p o w t a r z a n i u w z o r ó w d z i a ł a ń odziedziczonych po m i n i o n y c h
pokoleniach. Z r o z u m i a ł a staje się troska o n i e z m i e n n o ś ć t r e ś c i k u l t u r o ­
w y c h m a j ą c y c h o l b r z y m i e znaczenie egzystencjalne. Samowola m o g ł a spo­
w o d o w a ć t y l k o n i e s z c z ę ś c i e — w p r z y p a d k u f o r m u ł i c z y n n o ś c i magicz­
n y c h na p r z y k ł a d ś m i e r ć pacjenta, w p r z y p a d k u zaniechania m a l o w a n i a
jaj — koniec ś w i a t a .
P r z y k ł a d y tego t y p u m o ż n a b y m n o ż y ć . W a r t o p r z y t o c z y ć jeszcze j e ­
den. Chodzi n a m o k o l ę d y gospodarcze ( w o d r ó ż n i e n i u od k o l ę d c h r z e ś c i ­
j a ń s k i c h czy p o w s t a ł y c h z inspiracji i na m o t y w a c h r e l i g i i c h r z e ś c i j a ń ­
skiej), k t ó r e z a c h o w a ł y archaiczny charakter d z i ę k i temu, że p e ł n i ł y
w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j funkcje t e k s t ó w sakralnych . Ś p i e w a n e w czasie
1 8

1 S

Por. D o b r o w o l s k i ,
Chłopska
kultura..., s. 91-92, oraz B y s t r o ń , op.
s, 72.
F . K r č e k , Pisanki w Galicji. Zestawienie materiału
zebranego w r. 1897
staraniem Towarz. Ludoznawczego,
„Lud", t. I V : 1898, s. 219. Co ciekawe, za drugi
warunek trwania świata u w a ż a n e są kolędy („koladka"), o których piszemy niżej.
Por. J . W i e r u s z - K o w a l s k i , Semantyczne i pozasemantyczne
funkcje
jązyka
sakralnego, [w:] Studia z historii semiotyki, Wrocław-Warszawa-Kraków
1971, s. 157-180.
cit.,

1 7

18

�48

RYSZARD

TOMICKI

„ Ś w i ą t G o d o w y c h " m i a ł y nie t y l k o r e p r e z e n t o w a ć
pewną inną
r z e c z y w i s t o ś ć , lecz t a k ż e k o n s t y t u o w a ć j ą . W p r z y p a d k u k o l ę d
r z e c z y w i s t o ś c i ą t ą b y ł a m i t y c z n a k r a i n a bogactwa i szczęśliwości u s y ­
tuowana nieraz w ś r o d k u ś w i a t a . S t ą d t e ż w y s t ę p u j ą c e w n i c h m n i e j l u b
bardziej w y r a ź n e opisy c e n t r u m ś w i a t a oraz u ż y w a n i e . f o r m y dokonanej
i czasu t e r a ź n i e j s z e g o .
O c z y w i ś c i e , podobnie j a k w p r z y p a d k u m a l o w a n i a j a j , k o l ę d y b y ł y
t y l k o j e d n y m z w i e l u e l e m e n t ó w obrzędowości zimowej, będącej w ogól­
n o ś c i — j a k s i ę w y d a j e — s y m b o l i c z n ą k r e a c j ą nowego c y k l u rocznego.
Przekonanie o w a r t o ś c i t r e ś c i k u l t u r o w y c h tego t y p u w y n i k a ł o w i ę c prze­
de w s z y s t k i m z a k t u a l n e j
ważności
społecznej
funkcji
przez nie p e ł n i o n y c h . W y n i k a z tego, że z m i a n y z a c h o d z ą c e w X I X
w i e k u i p r o w a d z ą c e nieuchronnie do dezorganizacji k u l t u r y c h ł o p s k i e j
nie s p o w o d o w a ł y jeszcze z m i a n w sferze ś w i a d o m o ś c i . D z i ę k i t e m u d a w ­
ne w a r t o ś c i b y ł y nadal cenione i p e ł n i ł y swe funkcje.
1 9

A f i r m a c j a i emocjonalne p r z y w i ą z a n i e oparte na ś w i a d o m y m prze­
konaniu o efektywności dawnych w z o r ó w o d g r y w a ł y również dużą rolę
w n i e c h ę c i do z m i a n m e t o d gospodarowania, u p r a w y r o l i i t p . , co z r e s z t ą
b u d z i ł o n a j w i ę k s z e zdziwienie badaczy. J. S. B y s t r o ń p i s a ł n a marginesie
r o z w a ż a ń o a u t o r y t e t a c h : „[...] l u d odrzuca c z ę s t o najbardziej rozumowo
uzasadnione innowacje, a u p o r c z y w i e p o d t r z y m u j e stare p r a k t y k i , po p r o ­
stu t y l k o dlatego, że s ą stare" . Postawa ta nie w y n i k a ł a j e d n a k z i r r a ­
cjonalnego stosunku do' w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h , b r a k u „ k r y t y c z n e j ana­
l i z y " czy — j a k c h c i a ł L . K r z y w i c k i — b r a k u racjonalnego uzasadnienia
d z i a ł a ń . N i e m o ż n a t e ż w p e ł n i zgodzić s i ę ze stanowiskiem J. Szackiego,
k t ó r y twierdzi: „ W niezróżnicowanych społecznościach przedpiśmiennych
m o ż l i w a jest sytuacja, w k t ó r e j ludzie p r z e c i w s t a w i a j ą s i ę zmianie, k i e ­
r o w a n i j e d y n i e p o d ś w i a d o m y m czy p ó ł ś w i a d o m y m odczuciem, że n a r u ­
sza ona ustalony z dawna p o r z ą d e k ż y c i a " . P o w o ł y w a n i e s i ę na dawne
pochodzenie w z o r ó w d z i a ł a ń zawiera b o w i e m implicite w y r a ż o n e t w i e r ­
dzenie o i c h s k u t e c z n o ś c i , gwarantowanej dodatkowo ś w i a d e c t w e m l u d z i
starych . Rozumowanie takie jest, w b r e w pozorom, oparte na p r z e s ł a n ­
kach racjonalnych.
2 0

2 1

2 2

2 3

19

Por. stanowisko Blocha, który podkreślał konieczność podawania „racji trwa­
nia" tradycji, czego niestety nie czyni się zazwyczaj w przeciwieństwie do racji
zmian; M. B l o c h , Pochwala historii czyli o zawodzie historyka, Warszawa 1960,
s. 57. Por. także: C. L é v i - S t r a u s s ,
Antropologia
strukturalna,
Warszawa
1970, s. 344.
B y s t r o ń , op. cit., s. 7.
L . K r z y w i c k i , Studia socjologiczne, Warszawa 1951, s. 134.
S z а с к i, op. cit., s. 167.
Stanowisko takie jest wyrazem koncepcji wyjaśniającej trwanie pewnych
treści kulturowych w kategoriach marksistowskich, będącej w jakimś stopniu alter20

21

2 2

23

�TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

49

O m a w i a j ą c p r o b l e m negatywnego stosunku do zmian, n i e m o ż n a po­
m i n ą ć i i n n y c h c z y n n i k ó w d e c y d u j ą c y c h o n i m , j a k na p r z y k ł a d obrona
przed pogarszaniem się sytuacji ż y c i o w e j w p e w n y c h okresach historycz­
n y c h na skutek r ó ż n o r o d n y c h ingerencji z e w n ę t r z n y c h . Wydaje się j e d ­
nak, że sytuacje takie n i e m i a ł y w i ę k s z e g o znaczenia w i n t e r e s u j ą c e j nas
kwestii.
M o ż n a w t y m miejscu, k o r z y s t a j ą c z poprzednich u s t a l e ń , d o k o n a ć
p r ó b y zdefiniowania p o j ę c i a tradycja. T r a d y c j ą danej g r u p y s p o ł e c z n e j
jest ta część dziedzictwa przekazywanego d r o g ą t r a n s m i s j i ustnej i po­
kazu, k t ó r e j p r z e j m o w a n i u towarzyszy ś w i a d o m o ś ć pochodzenia
jej
z przeszłości, k t ó r a jest przez g r u p ę a f i r m o w a n a i s t a n o w i o b i e k t emo­
cjonalnego p r z y w i ą z a n i a w y r a ż a j ą c e g o się w przekonaniu o j e j w a r t o ś c i
i n i e m o ż n o ś c i zmiany bez i s t o t n y c h konsekwencji n e g a t y w n y c h dla g r u ­
p y b ą d ź jednostek.
T a k rozumiana t r a d y c j a pozwala na ostrzejsze n i ż dotychczas sprecy­
zowanie p o j ę c i a k u l t u r a t r a d y c y j n a i i n n y c h u ż y w a n y c h z b y t dowolnie.
N a z w ą t r a d y c y j n a k u l t u r a c h ł o p s k a o k r e ś l a ł o b y się k u l t u r ę s p o ł e c z n o ś c i
chłopskich, w k t ó r y c h tradycja była czynnikiem s t e r u j ą c y m w większo­
ści dziedzin ż y c i a s p o ł e c z e ń s t w a i za t a k i b y ł a u w a ż a n a . D o k o n u j e m y
o c z y w i ś c i e w t e n s p o s ó b skonstruowania pewnego modelu, ale nie jest on,
naszym zdaniem, z b y t d a l e k i od r z e c z y w i s t o ś c i k u l t u r o w e j i s t n i e j ą c e j na
w s i jeszcze w X I X w i e k u . U ż y w a j ą c t a k rozumianego p o j ę c i a „ t r a d y c y j ­
na k u l t u r a c h ł o p s k a " , m o ż n a w y e l i m i n o w a ć bardzo n i e p r e c y z y j n y t e r m i n
„ k u l t u r a ludowa".
P o w r ó ć m y jeszcze do p r o b l e m ó w z w i ą z a n y c h ze znaczeniem t r a d y c j i
w s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h . Przekonanie o n i e z m i e n n o ś c i
tradycji
i powtarzaniu jedynie dawnych w z o r ó w i treści miało r ó w n i e ż swój sku­
t e k psychologiczny. N i e z m i e n n o ś ć r y t m u kosmicznego,
niezmienność
o b r z ę d ó w dorocznych, w y k o n y w a n i e w s z y s t k i c h c z y n n o ś c i w e d ł u g odzie­
dziczonych r e g u ł , p r a k t y k o w a n y c h przez wszystkie m i n i o n e pokolenia
p o w o d o w a ł y odczucie c i ą g ł e g o o d t w a r z a n i a
wzorów zaistniałych
„ongiś". Przeszłość b y ł a — jak to określił Bronisław Malinowski — „ p s y ­
c h o l o g i c z n ą r z e c z y w i s t o ś c i ą dnia dzisiejszego" . Z j a w i s k o t o zaobserwo­
wane j u ż d a w n o w s p o ł e c z n o ś c i a c h p l e m i e n n y c h w y s t ę p u j e r ó w n i e ż
w s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h . Stefan Czarnowski p i s z ą c „ o b y c z a j jest
w r o z u m i e n i u c h ł o p s k i m poza czasem"
d o s t r z e g ł ten specyficzny t y p
2 4

2 5

natywą wobec koncepcji neurofizjologicznych, por.: J . K m i t a , Z metodologicz­
nych problemów
interpretacji humanistycznej, Warszawa 1971, s. 159.
M a l i n o w s k i , op. cit., s. 146.
S . C z a r n o w s k i , Podłoże ruchu chłopskiego,
[w:] Dzieło, t. I I , Warszawa
1956, s. 168.
2 4

2 5

4 — Etnograťia Polska, XVII'2

�50

R Y S Z A R D TOMICKI

r e a k c j i na f a k t t r w a n i a w czasie, r e a k c j i m a j ą c e j na celu d e h i s t o r y z a c j ę
c z a s u . S t a n i s ł a w Ossowski u w a ż a ł , że d ą ż e n i e do „ p r z e o b r a ż e n i a czasu
w w i e c z n o ś ć p o z b a w i o n ą h i s t o r i i " , p r z e j a w i a j ą c e się zazwyczaj w p r a g ­
n i e n i u j e d n o s t a j n o ś c i przemian na w z ó r c y k l u kosmicznego, jest c e c h ą
n a t u r y l u d z k i e j . W w i e l u s p o ł e c z n o ś c i a c h s t a ł a s i ę ona c e c h ą k u l t u r o w ą .
W k u l t u r z e c h ł o p s k i e j uwidocznia się r ó w n i e ż w p o j m o w a n i u prze­
szłości jako w i z j i s y n c h r o n i c z n e j ,
skonstruowanej w e d ł u g zasad
n i e w i e l e m a j ą c y c h w s p ó l n e g o z r z e c z y w i s t o ś c i ą . T r u i z m e m jest t w i e r ­
dzenie, że s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i e d o s t r z e g a ł y t r w a n i e w czasie. Poszcze­
g ó l n e pokolenia r e j e s t r o w a ł y przebieg w y d a r z e ń w czasie historycz­
n y m — l i n e a r n y m . J e d n a k ż e chronologia z a c i e r a ł a się w ś w i a d o m o ś c i
dość s z y b k o , u s t ę p u j ą c miejsca zobiektywizowanej, a w i ę c dziedziczo­
nej s p o ł e c z n i e w i z j i nie o k r e ś l o n e g o bliżej „ d a w n i e j " , gdzie m i e s z a ł y s i ę
w y p a d k i rzeczywiste i urojone. J. S. B y s t r o ń , o k r e ś l a j ą c podania j a k o
„ w e r s j e d o t y c z ą c e o k r e ś l o n y c h miejsc czy t e ż l u d z i " , p i s a ł dalej: „ W y ­
p a d k i te p o m y ś l a n e s ą jako faktycznie dokonane w przeszłości. Jest t o
w i ę c j a k g d y b y wiedza historyczna l u d u " . W istocie, podania s ą zare­
j e s t r o w a n ą i z o b i e k t y w i z o w a n ą h i s t o r i ą społeczności, h i s t o r i ą l o k a l n ą
i najczęściej ściśle o k r e ś l o n ą topograficznie. Jest t o historia zawarta
w przestrzeni. Topografia sprzyja u t r z y m y w a n i u p a m i ę c i przez j e j o g n i ­
skowanie i u z m y s ł a w i a n i e w y d a r z e ń , b ę d ą c j e d n o c z e ś n i e
dowodem
zaistnienia p o d a n i o w y c h f a k t ó w . Wiedza historyczna przekazywana b y ­
ł a z pokolenia na pokolenie jako c z ę ś ć t r a d y c j i (z w y r a ź n y m p o d k r e ś l e ­
n i e m p r a w d z i w o ś c i o p i s y w a n y c h w y p a d k ó w ) . T a k w i ę c n i c z y m nie jest
uzasadnione twierdzenie o b r a k u zainteresowania p r z e s z ł o ś c i ą w s p o ł e c z ­
n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h , j a k t o — m i m o przytoczonych w c z e ś n i e j spostrze­
ż e ń — p i s a ł B y s t r o ń . W i e l u badaczy m ó w i ą c y c h o ahistoryzmie l u d ­
n o ś c i c h ł o p s k i e j w y p r o w a d z i ł a „ w pole" o w a specyficzna reakcja na
t r w a n i e w czasie, j a k r ó w n i e ż swoisty s p o s ó b rejestracji w y d a r z e ń m i ­
n i o n y c h nie m a j ą c y nic w s p ó l n e g o z w s p ó ł c z e s n y m dziejopisarstwem,
ale w p e ł n i z r o z u m i a ł y w sytuacji b r a k u l i t e r a t u r y pisanej. Czas l i n e a r ­
n y — chronologiczny bieg w y p a d k ó w — nie b y ł dla społeczności c h ł o p ­
skich n a j w a ż n i e j s z y . P r z e s z ł o ś ć pojmowana jako m i t y c z n y n i e m a l s t a n
2e

2 7

28

2 9

3 0

3 1

2 0

Por.: C. L é v i - S t r a u s s , Myśl nieoswojona, Warszawa 1969, s. 352.
- O s s o w s k i , op. cit., s. 65.
Por.: S. F 1 i z a k, Materiały
etnograficzne z okolic Mszany Dolnej, Prace
i Materiały Etnograficzne, t. V I I , 1948/11949, s. 387.
B y s t r o ń , op. cit., s. 93-94.
O roli d o w o d ó w w społeczeństwach nie posiadających pisma patrz: L é v i - S t r a u s s , Myśl nieoswojona, Warszawa 1969, oraz M. E l i a de, Traktat o hi­
storii religii, Warszawa 1966, s. 423-424.
B y s t r o ń , op. cit., s. 93.
7

2 8

2 9

130

31

�TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

51

p o p r z e d n i , o w o „ d a w n i e j " , b y ł a stanem w z o r c o w y m . W ż y c i u spo­
ł e c z n y m i gospodarczym o b o w i ą z y w a ł a koncepcja czasu cyklicznego ( c y k l
roczny) skorelowanego z r y t m e m k o s m i c z n y m u j a w n i a n y m przez c y k l
k s i ę ż y c o w y . K a ż d y c y k l czasu (rok) b y ł w zasadzie o d t w o r z e n i e m
c y k l u w z o r c o w e g o z a i s t n i a ł e g o w z a m i e r z c h ł e j przeszłości. Ś c i ­
słe t r z y m a n i e się w z o r c o w y c h d z i a ł a ń g w a r a n t o w a ł o n a s t ą p i e n i e nowego
c y k l u , a t y m s a m y m t r w a n i e ś w i a t a i czasu.
Tak w i ę c zespół t r e ś c i k u l t u r o w y c h o k r e ś l o n y przez nas j a k o t r a d y ­
cja b y ł s y m b o l i c z n y m zapisem w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j w i e l o w i e k o w e ­
go d o ś w i a d c z e n i a s p o ł e c z n e g o . Stosunek s p o ł e c z e ń s t w a do t r a d y c j i
u j a w n i a n a m j e d n o c z e ś n i e istotne cechy k u l t u r y c h ł o p s k i e j s t a n o w i ą c e
integralne elementy systemu k u l t u r o w e g o i p o z o s t a j ą c e w w i d o c z n y c h
z w i ą z k a c h z t a k i m i z j a w i s k a m i k u l t u r o w y m i , j a k koncepcja czasu i sto­
sunek do t r w a n i a w czasie.
P o w y ż s z e r o z w a ż a n i a p o ś w i ę c o n e b y ł y przede w s z y s t k i m odczuciom
t o w a r z y s z ą c y m t r a d y c j i w s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h . Przekonanie o n i e ­
z m i e n n o ś c i t r a d y c j i nie znaczy, że b y ł a ona r z e c z y w i ś c i e niezmienna.
3 2

STABILNOŚĆ I Z M I A N A

S. Czarnowski p i s a ł swego czasu o tradycjonalizmie c h ł o p s k i m : ,,[...]
nie na t y m o n polega, b y wszystko, co jest w k u l t u r z e ludowej, odzie­
dziczone z o s t a ł o od p r a w i e k ó w , ale na t y m , że wszystkie elementy tej
k u l t u r y [...] p r e z e n t u j ą się w jednej p ł a s z c z y ź n i e jako to, co » z a w s z e b y ło«, jako to, »co s i ę zawsze r o b i ł o « , j a k o dobro przekazane, rzekomo o d ­
wieczne" .
3 3

R o z r ó ż n i e n i e m i ę d z y przekonaniem nosicieli k u l t u r y o jej n i e z m i e n ­
n o ś c i a r z e c z y w i s t y m stopniem t r w a ł o ś c i ( b r a k u zmian) jest w a ż n y m
p r o b l e m e m metodologicznym. J a k k o l w i e k oba te zjawiska p o w i n n y s t a ć
się p r z e d m i o t e m b a d a ń , t o jednak uznanie stanowiska reprezentowanego
przez S. Czarnowskiego często w y d a j e się z w a l n i a ć badaczy od zajmowa­
n i a się p r o b l e m e m rzeczywistej t r w a ł o ś c i p o d s y s t e m ó w k u l t u r y . B y ć m o ­
że z a w a ż y ł a na t y m reakcja na rozpowszechnione, z w ł a s z c z a w p o c z ą t k o ­
w e j fazie istnienia etnografii,
przekonanie o „ p o g a ń s k o ś c i "
kultury
c h ł o p s k i e j . Reakcja ta u w i d o c z n i ł a się w b y s t r o n i o w s k i m m o d e l u k u l -

,32

Warto w tym miejscu przypomnieć s ł o w a Lenina, który pisał: „[...] praktyka
ludzka, dzięki miliardom powtórzeń, utrwala się w świadomości ludzkiej w postaci
figur logicznych. Figury owe mają trwałość przesądów, charakter aksjomatyczny
w ł a ś n i e (i tylko) z racji tych miliardów powtórzeń", W. I. L e n i n, Zeszyty filo­
zoficzne, Warszawa 1956, s. 189. Por.: K m i t a , op. cit., s. 159.
C z a r n o w s k i , op. cit., s. 168.
a !

�52

RYSZARD

TOMICKI

t u r y ludowej, u k t ó r e g o podstaw l e ż y teza o c i ą g ł e j z m i e n n o ś c i elemen­
t ó w u k ł a d u . K ł a d z e n i e silnego nacisku na p r o b l e m a t y k ę zmian w y n i k a
t e ż , j a k się wydaje, z arbitralnego stosowania w y j a ś n i e ń t y p u genetyczno-przyczynowego, o czym z a d e c y d o w a ł y w d u ż y m stopniu tradycje n a u ­
k o w e (ewolucjonizm i s z k o ł a k u l t u r o w o - h i s t o r y c z n a ) oraz w u l g a r n e p o j ­
m o w a n i e metodologii marksistowskiej. W p r z y p a d k u e t n o g r a f i i j a k o n a u ­
k i o k u l t u r z e takie stawianie s p r a w y ogranicza niezmiernie zakres b a d a ń
i p r o w a d z i do opacznego t r a k t o w a n i a etnografii jako n a u k i historycznej.
Co w i ę c e j , nie odpowiada to r z e c z y w i s t y m tendencjom p a n u j ą c y m w tej
nauce. M ó w i ą c b o w i e m o h i s t o r i i ( w k o n t e k ś c i e etnografii) n a l e ż y pa­
m i ę t a ć o r o z r ó ż n i e n i u h i s t o r i i — biegu w y p a d k ó w w czasie, oraz h i ­
storii — n a u k i o przeszłości. Etnografia, z a j m u j ą c się m i ę d z y i n n y m i
k u l t u r a m i s p o ł e c z e ń s t w j u ż dziś nie i s t n i e j ą c y c h b ą d ź k u l t u r a m i o d u ­
ż y m stopniu s t a b i l n o ś c i , d ą ż y przede w s z y s t k i m do w y j a ś n i a n i a s t r u k t u ­
r y u k ł a d u k u l t u r o w e g o i jego funkcjonowania. N i e oznacza t o b y n a j ­
m n i e j rezygnacji z historycznego u j m o w a n i a zjawisk k u l t u r o w y c h . N a ­
l e ż y jednak p a m i ę t a ć , że n a u k a ta nie jest r ó w n o c z e ś n i e h i s t o r i ą k u l t u r y .
T r w a n i e k u l t u r y w czasie nie zawsze p r o w a d z i do z m i a n systemu. B a ­
danie s t a b i l n o ś c i jest nie m n i e j i n t e r e s u j ą c e i konieczne n i ż zajmowanie
się procesami przemian, lecz aby j ą w y j a ś n i ć n a l e ż y b a d a ć przede w s z y ­
s t k i m cechy s t r u k t u r a l n e u k ł a d u , a nie o d w o ł y w a ć się do c z y n n i k ó w ze­
w n ę t r z n y c h . F a k t istnienia tak z w a n y c h s t r u k t u r o d ł u g i m t r w a n i u , p o d ­
noszony w i e l o k r o t n i e przez h i s t o r y k ó w , nie zawsze b r a n y jest pod u w a ­
g ę przez samych e t n o g r a f ó w .
U w a g i nasze nie z m i e r z a j ą do stwierdzenia, że k u l t u r a c h ł o p s k a b y ł a
na przestrzeni w i e k ó w u k ł a d e m n i e z m i e n n y m . Nie ulega j e d n a k w ą t p l i ­
w o ś c i , że nie wszystkie podsystemy k u l t u r y w j e d n a k o w y m s t o p n i u p o d ­
l e g a ł y zmianom. Niestety, obecny stan b a d a ń nie pozwala na d o k ł a d n i e j ­
sze ustalenie zakresu i s t o t n y c h zmian, jakie n a s t ę p o w a ł y od k o ń c a ś r e d ­
niowiecza (chodzi o c z y w i ś c i e o z m i a n y systemu k u l t u r o w e g o a nie t y l k o
zmiany u k ł a d ó w rolnych, t y p ó w w s i i t p . b ę d ą c y c h d o m e n ą h i s t o r i i go­
spodarczej). C z ę s t o w r ó ż n y c h publikacjach etnograficznych s p o t k a ć m o ż ­
na sugestie, że pewne elementy czy dziedziny k u l t u r y w y k a z u j ą d u ż ą
z a c h o w a w c z o ś ć . Odnosi się to zazwyczaj do systemu religijno-magicznego
i ś w i a t o p o g l ą d o w e g o , k t ó r e — nawiasem m ó w i ą c — nie z o s t a ł y jeszcze
dostatecznie nawet zbadane. Przedstawione w c z e ś n i e j p r z y k ł a d y , j a k
i analiza w i e r z e ń i o b r z ę d ó w z w i ą z a n y c h ze ś m i e r c i ą dokonana przez
a u t o r a w y d a j ą się p o t w i e r d z a ć te przypuszczenia. T r w a ł o ś ć w y m i e n i o ­
nych p o d s y s t e m ó w k u l t u r y znajdowałaby w y t ł u m a c z e n i e w ich olbrzy3 4

3 i

ności

R. T o m i с к i, Wierzenia i obrzędy związane
ze śmiercią w tradycji
społecz­
wiejskich, praca magisterska napisana w 1972 r. w Katedrze Etnografii UW.

�53

TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

m i m znaczeniu egzystencjalnym. W i a d o m o r ó w n i e ż , iż sfera ś w i a d o m o ­
ś c i o w a ulega znacznie w o l n i e j s z y m z m i a n o m n i ż sfera s p o ł e c z n o - g o s p o darcza.
W s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h w X I X w i e k u i s t n i a ł system r e l i g i j n y
p o w s t a ł y w w y n i k u procesu s y n k r e t y z a c j i r e l i g i i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . N a ­
s t ą p i ł a ona z a r ó w n o na skutek p r o c e s ó w o b i e k t y w n y c h , j a k r ó w n i e ż
w znacznym s t o p n i u w w y n i k u ś w i a d o m y c h i n i e ś w i a d o m y c h d z i a ł a ń
adaptacyjnych ze strony k l e r u oraz pewnej o d p o w i e d n i o ś c i systemu
c h r z e ś c i j a ń s k i e g o i „ p o g a ń s k i e g o " . Synkretyzacja s p r z y j a ł a p r z e t r w a n i u
do w i e k u co n a j m n i e j X I X w i e l u archaicznych t r e ś c i k u l t u r o w y c h . M a ­
m y tego p r z y k ł a d y p o ś w i a d c z o n e ź r ó d ł a m i h i s t o r y c z n y m i , j a k n p . bez­
skutecznie w y k o r z e n i a n y o b r z ę d topienia M a r z a n n y . T r w a n i u archaicz­
n y c h t r e ś c i s p r z y j a ł o r ó w n i e ż istnienie i c h w stanie „ u t a j o n y m " d z i ę k i
p r z e j ę c i u pewnego z e s p o ł u cech c h r z e ś c i j a ń s k i c h p o s i a d a j ą c y c h drugo­
r z ę d n e znaczenie dla s t r u k t u r y elementu k u l t u r o w e g o . C z ę s t o spotykane
w czasie b a d a ń n a ł o ż e n i e s i ę na dany f a k t obcej jego istocie i n t e r p r e t a c j i
jest t a k ż e c z y n n i k i e m u m o ż l i w i a j ą c y m m u t r w a n i e i n i e p o w o d u j ą c y m
zmiany s t r u k t u r y a n i autentycznego sensu w y t w o r u . D o s k o n a ł y m p r z y ­
k ł a d e m tego t y p u s y n k r e t y z a c j i jest zanotowana w X I X w i e k u i n t e r p r e ­
tacja zwyczaju m a l o w a n i a j a j . W e d ł u g ó w c z e s n e g o i n f o r m a t o r a m a l o w a ­
nie jaj o d b y w a ł o s i ę na t ę p a m i ą t k ę , że Chrystus z m a r t w y c h w s t a ł t a k
j a k k u r c z ę z j a j a . M a m y w t y m p r z y p a d k u do czynienia z n a ł o ż e n i e m
się na siebie d w ó c h f a k t ó w o t y m s a m y m znaczeniu, p o n i e w a ż z a r ó w n o
jajo, j a k i Chrystus s ą s y m b o l a m i wiecznego odrodzenia.
3 5

3 6

C h r z e ś c i j a ń s t w o p o s i a d a ł o jeszcze inne cechy u ł a t w i a j ą c e przetrwanie
archaicznych s ł o w i a ń s k i c h t r e ś c i k u l t u r o w y c h . B y ł a t o r e l i g i a u n i w e r s a listyczna, a w i ę c pozbawiona e l e m e n t ó w m o g ą c y c h z a s t ą p i ć dawne w i e ­
rzenia i o b r z ę d y z w i ą z a n e z g o s p o d a r k ą czy ż y c i e m s p o ł e c z n y m . D o ­
p r o w a d z i ł o t o m i ę d z y i n n y m i do r o z w o j u k u l t u ś w i ę t y c h , ale j e d n o c z e ś ­
nie s p r z y j a ł o t r w a n i u d a w n y c h t r e ś c i . K a m u f l a ż c h r z e ś c i j a ń s k i w i d o c z n y
jest w y r a ź n i e w m i t a c h kosmogonicznyeh i k o s m o l o g i c z n y c h .
3 7

38

nia,

Te l u ź n e s p o s t r z e ż e n i a w y m a g a j ą o c z y w i ś c i e kompleksowego bada­
k t ó r e m o ż e p r z y n i e ś ć nieoczekiwane r e z u l t a t y . R o z w a ż a j ą c m o ż l i -

3 5

Por.: J . S o b i e s к a, Wielkopolski obrzęd topienia „Smiercichy",
„Etnografia
Polska", t. V I I I : 1964, s. 215-250.
F . K r č e k , op. cit., s. 218.
Por. uwagi poczynione na ten temat przez S. P i e k a r c z y k a , O
społeczeń­
stwie i religii w Skandynawii
VII1-XI
w., Warszawa 1963, s. 241, a także: B y ­
s t r o ń , op. cit, s. 11-12.
Niestety nie doczekały się one dotychczas całościowej analizy. W literaturze
polskiej zestawienia wierzeń i wiedzy o świecie dokonał K . M o s z y ń s k i w pracy
Kultura budowa Słowian, tom I I , cz. 1.
3 6

3 7

3 8

�54

RYSZARD

TOMICKI

w o ś c i t r w a n i a w stanie zasadniczo n i e z m i e n i o n y m t r e ś c i k u l t u r o w y c h ,
n a l e ż y z w r ó c i ć u w a g ę na w y n i k i b a d a ń polskich f o l k l o r y s t ó w uporczy­
w i e p o s z u k u j ą c y c h w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j z a p o ż y c z e ń i w p ł y w ó w . Nie
ulega w ą t p l i w o ś c i , że społeczności c h ł o p s k i e p r z e j m o w a ł y w y t w o r y k u l ­
t u r o w e od klas w y ż s z y c h , czemu d a ł w y r a z K . D o b r o w o l s k i f o r m u ł u j ą c
t e o r i ę opadania w y t w o r ó w k u l t u r o w y c h . Istota p r o b l e m u polega j e d n a k
na c z y m i n n y m . Chodzi b o w i e m o ustalenie, jakiego t y p u w y t w o r y b y ł y
przejmowane, a jakie nie i z j a k i c h przyczyn. Przedmiot z a i n t e r e s o w a ń
f o l k l o r y s t ó w stanowi s p e c y f i c z n ą s f e r ę k u l t u r y . W y t w o r y s k ł a d a j ą c e się
na n i ą p e ł n i ł y w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j funkcje rekreacyjno-ludyczne. M i ­
mo tego, że b y ł y one przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie stano­
w i ł y , w e d ł u g p r z y j ę t e j d e f i n i c j i t r a d y c j i , jej części. T ą d z i e d z i n ą k u l t u r y
r z ą d z i przede w s z y s t k i m moda. S t ą d t e ż jej dość d u ż a z m i e n n o ś ć , c h o c i a ż
i t u , w ą t k i p r z y j ę t e za p o ś r e d n i c t w e m d w o r u czy kościoła b y ł y prze­
k s z t a ł c a n e i dopasowywane do „ s t y l u k u l t u r y " . W y t w o r y p e ł n i ą c e
funkcje rekreacyjno-ludyczne s t a n o w i ł y p e r y f e r y c z n ą s f e r ę k u l t u r y , n a j ­
bardziej p o d a t n ą na zmiany, k t ó r y c h s z y b k o ś ć z a l e ż a ł a przede w s z y s t k i m
o d ilości i c h a r a k t e r u k o n t a k t ó w społeczności ze ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m .
Z tego w z g l ę d u z jej obserwacji nie m o ż n a w y s n u w a ć w n i o s k ó w odno­
s z ą c y c h się do całości k u l t u r y , b o w i e m j u ż na p r z y k ł a d p i e ś n i o b r z ę d o w e
w y k a z u j ą z a d z i w i a j ą c ą t r w a ł o ś ć i n i e z m i e n n o ś ć . Podobnie rzecz m a się
z k o l ę d a m i gospodarczymi, ż e b y p o z o s t a ć t y l k o p r z y p r z y k ł a d a c h z tzw.
t w ó r c z o ś c i ustnej.
3 9

Kazimierz. Dobrowolski
omawiając czynniki
zmian
kulturowych
stwierdza, że i c h przejawem jest m i ę d z y i n n y m i powstawanie w a r i a n ­
t ó w t r e ś c i k u l t u r o w y c h . F a k t istnienia w a r i a n t ó w niekoniecznie jest
ś w i a d e c t w e m z m i e n n o ś c i . Tworzenie się i c h jest z j a w i s k i e m w y n i k a j ą ­
c y m z samej specyfiki przekazu m i ę d z y p o k o l e n i o w e g o , w trakcie k t ó ­
rego — j a k p o w i e d z i e l i ś m y — t r a n s m i s j i p o d l e g a j ą modele podsyste­
m ó w k u l t u r y . Modele, p r z e j ę t e przez w c h o d z ą c e w ż y c i e pokolenie, s ą
realizowane i p r z y b i e r a j ą s w ą o s t a t e c z n ą p o s t a ć w o k r e ś l o n e j czasowo
oraz przestrzennie sytuacji. Oczywiste jest tedy, że z a r ó w n o w skali d i a chronicznej, j a k i synchronicznej i s t n i e j ą i t w o r z ą się coraz t o nowe w a ­
r i a n t y t y c h samych t r e ś c i , p r z y c z y m nie m u s i u l e g a ć zmianie ani s t r u k ­
tura, ani sens w y t w o r u . P r z y k ł a d e m takiego zjawiska jest i s t n i e j ą c e po4 0

3 9

D o b r o w o l s k i , Trzy studia..., s. 132, a także: S. C z a r n o w s k i , Powsta­
nie i społeczna
funkcja historii, [w:] Dzieła, t. V, Warszawa 1956, s. 102. Autorzy
ci wyraźnie podkreślali, że przejmowaniu obcych treści kulturowych towarzyszyły
zabiegi modelujące mające na celu dostosowanie wytworu do schematu danej kul­
tury. Nie znaczy to jednak, iż każdy w y t w ó r mógł na tej zasadzie przeniknąć do
kultury chłopskiej.
D o b r o w o l s k i , Chłopska kultura..., s. 87-88.
4 0

�55

TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

wszechnie jeszcze w X I X w i e k u wierzenie w demony zwane w zależności
od okolic Polski b o g i n k a m i , sibielami, p ł a c z k a m i , m a r u d a m i i t d . M i m o
w y s t ę p o w a n i a i c h w opowiadaniach c h ł o p ó w w r ó ż n y c h k o n k r e t n y c h
„ ż y c i o w y c h " sytuacjach i m i m o r ó ż n y c h nazw, w s z ę d z i e p r z y p i s y w a n o
i m o k r e ś l o n y z b i ó r cech w s p ó l n y c h d e c y d u j ą c y o i c h znaczeniu w syste­
mie w i e r z e ń religijno-magicznych. W s z ę d z i e t e ż relacje m i ę d z y t y m i de­
m o n a m i i t a k i m i elementami kosmosu, j a k woda, ziemia czy k s i ę ż y c b y ł y
i d e n t y c z n e . Wszystkie w y o b r a ż e n i a i n d y w i d u a l n e ( w a r i a n t y ) oparte
b y ł y na takiej samej s t r u k t u r z e podstawowej, zdeterminowane w zasad­
niczy s p o s ó b „ u w a r u n k o w a n i a m i k u l t u r y " .
41

4 2

C z ę s t o w podobnych sytuacjach twierdzenia o zmianie j a k i e j ś t r e ś c i
w y n i k a j ą z f a k t u , że analiza dokonywana jest na poziomie s z c z e g ó ł ó w
z e w n ę t r z n y c h a nie na poziomie s t r u k t u r y z n a c z ą c e j , co w w y p a d k u t r e ­
ści w c h o d z ą c y c h w zakres i n f o r m a c y j n e j sfery k u l t u r y jest niedo­
puszczalne .
4 3

Twierdzenie o m a ł e j z m i e n n o ś c i k u l t u r y c h ł o p s k i e j spotyka się nieraz
z o d p o w i e d z i ą , że nie m o ż n a j e j t r a k t o w a ć tak, j a k k u l t u r y społeczności
plemiennych. Istotnie, m i m o b r a k u pisma i b e z p o ś r e d n i e g o przekazu t r a ­
d y c j i , istnieje m i ę d z y n i m i zasadnicza r ó ż n i c a . S p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i e o d
momentu wyodrębnienia się w osobną w a r s t w ę społeczną posiadającą
s w o i s t ą k u l t u r ę p o z o s t a w a ł y w b e z p o ś r e d n i e j bliskości i n n y c h w a r s t w
s p o ł e c z n y c h i i c h k u l t u r y . Stan t a k i p o w o d o w a ł nie t y l k o m o ż l i w o ś ć o d ­
d z i a ł y w a n i a na społeczności c h ł o p s k i e , ale t a k ż e m o ż l i w o ś ć (chociażby
potencjalną) wyboru między akceptacją własnej tradycji i przejęciem
t r a d y c j i (bądź j e j części) g r u p y w y ż e j s t o j ą c e j w h i e r a r c h i i s p o ł e c z n e j .
W m i n i o n y c h w i e k a c h o w i e l e w i ę k s z e znaczenie w zmianach k u l t u r y
c h ł o p s k i e j m i a ł y d z i a ł a n i a z e w n ę t r z n e w y n i k a j ą c e z feudalnego stosun­
k u zależności i k o n c e n t r u j ą c e się w sferze ekonomicznej i m a t e r i a l n y m
substracie k u l t u r y ( n a r z ę d z i a , s p r z ę t d o m o w y , s t r ó j , itp.) . N i e p o s i a d a ł y
4 4

4 1

Por.: T o m i c k i , op. cit, s. 72-117.
Między innymi ta determinacja powodowała „oczywistość" społecznej sytuacji
jednostki, o której piszą D. R i e s m a n , N. G l a z e r i R. D o n n é y ,
Samotny
tłum, Warszawa 1971, s. 14.
Por. uwagi Cezarii Baudouin de Courtenay o strukturze obrzędu weselnego,
które można przenieść na inne elementy kultury. Pisze ona między innymi: „Nie
wszystkie oczywiście elementy mają jednakowe znaczenie dla struktury dramatu
weselnego, gdyż jedne z nich są nieodzowne jako ogniwa akcji, inne mają zna­
czenie raczej intermedialne, inne wreszcie — czysto dekoracyjne" (C. B a u d o u i n
de C o u r t e n a y E h r e n k r e u t z ,
Obrzędy
weselne ludu polskiego jako forma
dramatyczna, (Wilno 1927); I I Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów
w Pol­
sce 1927, Sekcja VI, (odb.), s. 2 nlb.
Wspomnieć tu trzeba mniej znane ingerencje w inne dziedziny kultury, patrz:
J . G o l d b e r g , Restrykcje władz
pruskich w końcu X V I I I w. wobec polskich
obyczajów
ludowych związanych
z pomocą
wzajemną,
„Łódzkie Studia Etnogra4 2

4 3

4 4

�56

RYSZARD

TOMICKI

one jednak mocy m o g ą c e j s p o w o d o w a ć p r z e o b r a ż e n i a w c a ł y m systemie
kulturowym i transformację układu.
Teoretycznie rzecz b i o r ą c k i l k u w i e k o w a konfrontacja z k u l t u r a m i i n ­
n y c h w a r s t w s p o ł e c z n y c h m o g ł a p r o w a d z i ć do p r ó b zarzucenia w ł a s n e j
t r a d y c j i . T a k istotnie b y ł o , czego p r z y k ł a d e m awans c h ł o p ó w do w a r s t w
w y ż s z y c h . J e d n a k ż e zmiana statusu s p o ł e c z n e g o w i ą z a ł a s i ę najczęściej
z k o n i e c z n o ś c i ą opuszczenia rodzimego ś r o d o w i s k a . W t e n s p o s ó b jedno­
s t k i a s p i r u j ą c e do c z ł o n k o s t w a innej w a r s t w y nie m i a ł y b e z p o ś r e d n i e g o
w p ł y w u na ż y c i e i t r a d y c j ę g r u p y lokalnej, z k t ó r e j s i ę w y w o d z i ł y .
Akceptacja obcych w z o r ó w bez w y p e ł n i e n i a t y c h w a r u n k ó w b y ł a p r a k ­
tycznie n i e m o ż l i w a ze w z g l ę d u na d z i a ł a j ą c y w społeczności system r e g u l a c y j n o - k o n t r o l n y o p e r u j ą c y r o z l i c z n y m i sankcjami s p o ł e c z n y m i i nie
d o p u s z c z a j ą c y do zachwiania homeostazy . O c z y w i ś c i e w p r z y p a d k u ak­
t ó w i n t e r w e n c j i administracyjnej system t e n m ó g ł d z i a ł a ć j e d y n i e po­
ś r e d n i o . P r z y k ł a d ó w dostarcza t u analizowany przez J ó z e f a C h a ł a s i ń s k i e go proces w p r o w a d z a n i a s z k ó ł na w i e ś w X I X w i e k u . S p o ł e c z n o ś c i l o ­
kalne, nie m o g ą c p r z e c i w d z i a ł a ć t e m u f a k t o w i b e z p o ś r e d n i o , z a s t o s o w a ł y
specyficzny zabieg obronny. Wiedza zdobyta przez m ł o d z i e ż b y ł a akcep­
towana j e d y n i e j a k o i n s t r u m e n t u ł a t w i a j ą c y ż y c i e poza w ł a s n ą g r u p ą .
W ż a d n y m w y p a d k u nie m o g ł a b y ć stosowana do k o r y g o w a n i a n o r m ,
w a r t o ś c i i w z o r ó w w tej grupie o b o w i ą z u j ą c y c h .
4 S

4 6

Wszystkie przytoczone p r z y k ł a d y , m a j ą c e na celu wskazanie c z y n n i ­
k ó w u m o ż l i w i a j ą c y c h t r w a n i e p e w n y c h dziedzin k u l t u r y c h ł o p s k i e j w sta­
n i e n i e z m i e n i o n y m przez znaczny okres, nie p o z w a l a j ą ze w z g l ę d u na
f r a g m e n t a r y c z n o ś ć i p r z y p a d k o w o ś ć doboru s f o r m u ł o w a ć k o n k r e t n y c h
t w i e r d z e ń o g ó l n y c h . Z d a n i e m autora uzasadniona jest taka hipoteza w o d ­
niesieniu do systemu religijno-magicznego i ś w i a t o p o g l ą d o w e g o s t a n o w i ą ­
cych z n a c z n ą część t r a d y c j i i d e c y d u j ą c y c h (szczególnie w p r z y p a d k u
ś w i a t o p o g l ą d u rozumianego jako u k ł a d o b e j m u j ą c y z b i ó r z d a ń opisowych,
n o r m a t y w n y c h i w a r t o ś c i u j ą c y c h ) o jej sile sterowniczej. Uznanie t r a d y ­
c j i za podstawowy a u t o r y t e t w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j nie p r o w a d z i do za­
kwestionowania d z i a ł a n i a i r o l i i n n y c h a u t o r y t e t ó w , p o s i a d a j ą c y c h m n i e j ­
szy l u b w i ę k s z y zasięg. W h i s t o r i i społeczności c h ł o p s k i c h t r a d y c j a n i e ­
j e d n o k r o t n i e w s p ó ł i s t n i a ł a ż a u t o r y t e t a m i u z u p e ł n i a j ą c y m i j ą w realizacji

ficzne", t. I V : 1962, ,s. 15-20; B. B a r a n o w s k i , Sprawy obyczajowe w
sądow­
nictwie wiejskim w Polsce w wieku XVII i XVIII, bódź 1955.
Por. na przykład prace M. W i e r u s z e w s k i e j , Sankcja opinii publicznej
w polskich obrzędach
i zwyczajach ludowych, „Etnografia Polska", t. X I I I : 1969,
z. 1, s. 63-72; t e n ż e : Kontrola społeczna prokreatywnej funkcji rodziny w
świetle
badań wsi bełchatowskiej,
„Łódzkie Studia Etnograficzne", t. X I I : 1970, s. 45-55.
J . С h a ł a s i ń s к i, Rewolucja młodości.
Studia o awansie młodego
pokole­
nia wsi i integracji narodu polskiego, Wanszawa 1969, s. 206.
4 5

4 6

�TRADYCJA I J E J ZNACZENIE

57

k u l t u r y danej g r u p y lokalnej w k o n k r e t n y c h w a r u n k a c h historycznych.
Z ł o ż o n o ś ć systemu k u l t u r o w e g o d o p u s z c z a ł a funkcjonowanie w i e l u auto­
r y t e t ó w ; na p r z y k ł a d d u c h o w i e ń s t w o b y ł o i jest — w r ó ż n y m zapewne
stopniu na r ó ż n y c h terenach i w r ó ż n y c h okresach — a u t o r y t e t e m w k w e ­
stiach zinstytucjonalizowanej k u l t u r y r e l i g i j n e j , ale nie b y ł o n i m w dzie­
dzinie d z i a ł a ń r e l i g i j n o - m a g i c z n y c h o charakterze r o l n i c z y m . Podobnie
w y g l ą d a p r o b l e m d w o r u i t d . Wydaje się, że historia k u l t u r y społeczności
c h ł o p s k i c h b y ł a c i ą g i e m z m i e n i a j ą c y c h się u k ł a d ó w a u t o r y t e t ó w o d n o s z ą ­
c y c h się do r ó ż n y c h dziedzin życia, ale z d o m i n u j ą c y m miejscem t r a d y c j i .
U p r a s z c z a j ą c nieco s y t u a c j ę , okres przed u w ł a s z c z e n i e m m o ż n a u z n a ć
za okres przewagi t r a d y c j i j a k o a u t o r y t e t u o k r e ś l a j ą c e g o w i ę k s z o ś ć w z o ­
r ó w , n o r m i w a r t o ś c i o b o w i ą z u j ą c y c h w s p o ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h , za­
k ł a d a j ą c o c z y w i ś c i e , że zakres p r z e d m i o t o w y t r a d y c j i m ó g ł u l e g a ć z m i a ­
nom. W i e k X I X przynosi s y t u a c j ę bardzo złożoną. U w ł a s z c z e n i e d o p r o w a ­
dza do r o z k w i t u k u l t u r y c h ł o p s k i e j , ale r ó w n o c z e ś n i e z a c z y n a j ą d z i a ł a ć
mechanizmy d e z o r g a n i z u j ą c e , k t ó r e w y n i k ł y z n o w y c h w a r u n k ó w ekonom i c z n o - s p o ł e c z n y c h . Posiadanie ziemi, poczucie s i ł y i o d r ę b n o ś c i wzmac­
niane z r e s z t ą o d k o ń c a stulecia przez r o z w ó j r u c h ó w s p o ł e c z n o - p o l i t y c z ­
nych, t y l k o pozornie w p ł y n ę ł y p o z y t y w n i e na r o z k w i t k u l t u r y . Jest t o po­
c z ą t e k p r z y b i e r a j ą c e g o z czasem na sile procesu odchodzenia od t r a d y c j i
j a k o w z o r u ż y c i a jednostkowego i s p o ł e c z n e g o . P o s t ę p u j ą c a zmiana sto­
s u n k u do t r a d y c j i z w i ą z a n a jest przyczynowo z r o z w o j e m ś w i a d o m o ś c i
klasowej (przynajmniej na n i e k t ó r y c h terenach) oraz powstawaniem coraz
g ę s t s z e j sieci szkół r ó ż n e g o t y p u , u m o ż l i w i e n i e m r u c h l i w o ś c i pionowej
i t d . Z m i a n y te p r o w a d z i ł y nieuchronnie do z a w ę ż e n i a przedmiotowego
zakresu t r a d y c j i . Odchodzenie od t r a d y c j i j a k o a u t o r y t e t u k u l t u r o w e g o
p r z y b r a ł o znaczne r o z m i a r y j u ż w okresie p r z e d w o j e n n y m . Po r o k u 1945
dokonane z o s t a ł o oficjalne zanegowanie t r a d y c j i j a k o z b i o r u p r z e s ą d ó w
i z a b o b o n ó w . M i a ł o to p o w a ż n y skutek w sytuacji praktycznego odizolo­
w a n i a w s i od i n n y c h w a r s t w s p o ł e c z n y c h i propagowania p e w n y c h w z o ­
r ó w życia, k t ó r y c h p r z y j ę c i e p o w o d o w a ł o szereg k o r z y ś c i . W z w i ą z k u
z rozwojem p r z e m y s ł u i w z m o ż o n ą urbanizacją zawód rolnika stracił
d a w n y p r e s t i ż s p o ł e c z n y . Wszystkie te c z y n n i k i s p o w o d o w a ł y , że stopnio­
w o a u t o r y t e t e m w i e j s k i m s t a w a ł y się j e d n o s t k i „ ś w i a t o w e " oraz pokolenie
m ł o d s z e , w y k s z t a ł c o n e i z n a j ą c e w z o r y miejskie. O d e j ś c i e od t r a d y c j i w i e j ­
skiej s t a ł o się w a r u n k i e m realizacji p o ż ą d a n y c h w z o r ó w i o s i ą g n i ę c i a no­
w y c h w a r t o ś c i . Do dziś jeszcze m o ż n a s p o t k a ć w t r a k c i e b a d a ń ludzi, k t ó ­
r z y m i m o p r z e j ę c i a w z o r ó w ż y c i a quasi-miejskich i ś w i a d o m o ś c i istnienia
a u t o r y t e t ó w pozawioskowych n o r m u j ą c y c h i c h życie, w dziedzinie w i e r z e ń
religijno-magicznych nadal k o n t y n u u j ą w z o r y t r a d y c y j n e . S ą t o j u ż sto­
sunkowo nieliczne jednostki, ale istnienie i c h ś w i a d c z y o t y m , że tradycja
w o k r e ś l o n y m przez nas sensie nie z a g i n ę ł a jeszcze ostatecznie. Jest k u l -

�58

RYSZARD

TOMICKI

t y w o w a n a , ale zakres jej u l e g ł bardzo znacznemu z a w ę ż e n i u i obejmuje
obecnie t y l k o te t r e ś c i , k t ó r e s ą znacznie m n i e j podatne na d z i a ł a n i a argumentacyjne i dla k t ó r y c h społeczności c h ł o p s k i e n i e o t r z y m a ł y k o n t r auto­
r y t e t u . Proces odchodzenia od t r a d y c j i prowadzi, j a k s i ę wydaje, do z u ­
p e ł n e g o zmienienia j e j znaczenia w k u l t u r z e . Stopniowe urbanizowanie
społeczności c h ł o p s k i c h , zanik k u l t u r y t r a d y c y j n e j a j e d n o c z e ś n i e p r z e j ­
m o w a n i e jej n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w w zakres tak zwanej k u l t u r y narodo­
w e j p o w o d u j ą przyswajanie przez s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i e k u l t u r y m i e j ­
skiej, umasowionej i w o l n e tworzenie się selektywnego m o d e l u t r a d y c j i
w s p ó l n e g o dla całego narodu. T r a d y c j a taka s k ł a d a ć s i ę b ę d z i e przede
w s z y s t k i m z f o l k l o r u muzycznego, tanecznego, sztuki ludowej i t p .
K o ń c z ą c te r o z w a ż a n i a o t r a d y c j i trzeba s t w i e r d z i ć , że istnieje koniecz­
n o ś ć b a d a ń s z c z e g ó ł o w y c h nad j e j r ó ż n o r o d n ą p r o b l e m a t y k ą . Wydaje się,
że p r z y n i e ś ć one m o g ą w i e l e i n t e r e s u j ą c y c h r e z u l t a t ó w p r z y c z y n i a j ą c y c h
s i ę do zrozumienia funkcjonowania k u l t u r y z a r ó w n o w j e j z m i e n n o ś c i , j a k
i niezmienności.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11331" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11309">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/481d6d425953c4dd0a8f58bc630fdde9.pdf</src>
        <authentication>adaab2593a661991249b75f28c99754e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135013">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1518</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135014">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135015">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1405</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135016">
                <text>Indianie w Warszawie - 1884 r. / ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135017">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1992 t.36 z.2, s.81-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135018">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135019">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135020">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135021">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135022">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135023">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVI: 1992, z. 2
PL ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI
(Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa)

Indianie w Warszawie - 1884 r.
Odkrywanie i poznawanie Nowego Świata przez mieszkańców Europy
przybierało rozmaite formy. Jedną z nich był kontakt z przywożonymi zza
oceanu ludźmi. Już w końcu XV, ale zwłaszcza w XVI wieku nie brakowało
ku temu okazji. Zabieranie do Europy przedstawicieli nowo odkrytych
ludów stanowiło praktykę powszechną. Najwcześniej możliwość oglądania
Indian mieli mieszkańcy Lizbony oraz dwór portugalski, gdy w marcu
1493 r. u ujścia Tagu zakotwiczyły statki Kolumba wracające do Hiszpanii.
Nieco później przyszła kolej na mieszkańców Sewilli i Barcelony, gdzie
egzotycznych przybyszów zaprezentowano królowi Ferdynandowi i królo­
wej Izabeli. Niebawem Hiszpania zapewniła sobie bezsporny prymat, jeśli
chodzi o częstotliwość kontaktów z Indianami. Ale w 1502 г., w konse­
kwencji wyprawy Sebastiana Cabota, znaleźli się oni także w Anglii,
a w 1506 r. we Francji za sprawą Tomasza Auberta. W 1528 lub na
początku 1529 r. jeden z Indian przybyłych do Hiszpanii z Hernanem
Cortesem odbył podróż do Rzymu, aby mógł go zobaczyć papież Klemens
V I I . Mniej więcej w tym samym czasie kanclerz Krzysztof Szydłowiecki
zabiegał o przysłanie mu jakiegoś Indianina u Jana Dantyszka, polskiego
ambasadora przy dworze Karola V.
We wczesnym okresie ekspansji w Ameryce pojawiający się w Europie
mieszkańcy nowej, nieznanej dotąd części świata stanowili bez wątpienia
dużą atrakcję. Ich odmienność przyciągała uwagę zarówno ówczesnych elit
intelektualnych, jak i gawiedzi. Nie oznaczało to jednak akceptacji nowych
postaci odmienności jako trwałego składnika własnego, rozszerzającego swe
granice świata. Pierwsi Indianie, jakich Cortes wysłał w 1519 r. z Meksyku
do Hiszpanii, najpierw prezentowani byli w całej okazałości właściwych so­
bie ubiorów, fryzur i ozdób, po czym na polecenie króla przyodziano ich

�82

RYSZARD TOMICKI

i uczesano na modłę kastylijską. Podobnie postępowano w wielu innych
przypadkach - i wcześniej, i później.
Niemniej stosunkowo prędko dokonano w Europie demarkacji sfery,
w której odmienność Indian była nie tylko w pełni akceptowana, lecz nawet
pożądana. Dla pierwocin tego zjawiska znamienna wydaje się wizyta Cortesa
w Hiszpanii w 1528 г., kiedy to przywiózł on ze sobą liczną grupę Indian po
części złożoną z przedstawicieli arystokracji jeszcze niedawno władającej
Meksykiem, po części zaś z żonglerów, klownów, muzyków, graczy w piłkę,
karłów i albinosów. Mimo wyraźnego zróżnicowania statusu społecznego
członków grupy, z punktu widzenia szerszej publiczności granica między
polityczną reprezentacją nowych poddanych Karola V a „cyrkowcami" zapew­
ne nie rysowała się zbyt ostro. Jeżeli nawet indiańska arystokracja nie była
angażowana do pokazów na równi z pozostałymi członkami grupy, co
bynajmniej nie jest pewne, widzów intrygowała przede wszystkim osobliwość
całej grupy. Można to łatwo zauważyć przeglądając wykonane wtedy rysunki
niemieckiego artysty Christopha Weiditza, na których, obok paru wizerunków
Indian żonglujących kłodami za pomocą nóg i odbijających piłkę biodrami,
utrwalona została cała seria postaci prezentujących tylko i wyłącznie swój
wygląd, rozmaitość ubiorów, fryzur, ozdób oraz całkowicie przypadkowe (może
z wyjątkiem pojawiającej się w jednym przypadku papugi) rekwizyty.
Trudno powiedzieć, gdzie i kiedy przywiezionych Indian po raz pierwszy
nie starano się „po ludzku" ubrać, obuć i uczesać, aby mogli funkcjonować
jako atrakcyjna osobliwość w ludycznej sferze kultury europejskiej. Z całą
pewnością wszakże w tej właśnie roli wystąpili Indianie z Brazylii w 1550 r.
w Rouen przed królem i królową Francji, prezentując - wspólnie z prze­
branymi za Indian marynarzami - żywe obrazy z własnego życia. W 1554 r.
użyto ich ponownie w pokazie zorganizowanym w Troyes z okazji przybycia
tam Karola LX. W 1565 r. podczas festynu w Bordeaux poza murami miasta
urządzono - w zainscenizowanym brazylijskim pejzażu - indiańską wioskę,
w której publiczność oglądać mogła kilkuset egzotycznych mieszkańców,
w części świeżo przywiezionych z Ameryki Południowej.
Tego rodzaju pokazy i widowiska, obejmujące z czasem przedstawicieli
coraz większej liczby „odkrywanych" ludów, zadomowiły się na dobre
w obyczajowości Europy i dotrwały aż do X X wieku. Szczególną popular­
ność, a poniekąd także nowy wymiar zyskały w X I X stuleciu. W epoce
znacznie ułatwionej komunikacji mogły one docierać do szerszej publiczności
niż kiedykolwiek wcześniej, zwłaszcza że ich organizacją zajęli się ludzie
interesu. Doczekały się przy tym swoistej nobilitacji na fali ożywionego
(i modnego) zainteresowania szeroko rozumianą problematyką antropolo­
giczną, stając się - przynajmniej w odczuciu pewnej części mieszkańców
Europy - źródłem wiedzy, a nawet substytutem niemożliwych do zrealizo­
wania podróży naukowych.
W drugiej połowie X I X wieku wędrowne „cyrki etnograficzne" sporady­
cznie docierały na obszar podzielonej Polski. W grudniu 1883 r. Franciszek

�INDIANIE W WARSZAWIE

83

Sulimierski, dziennikarz „Wszechświata", warszawskiego dwutygodnika
specjalizującego się w popularyzacji wiedzy, publicznie ubolewał nad
faktem, iż w czasach, gdy „pierwszorzędne stolice europejskie" raz po raz
goszczą „przedstawicieli upośledzonych szczepów", Warszawa miała ku
temu tylko jedną okazję. Parę lat wcześniej odwiedziła ją mianowicie
rodzina Samojedów, która koczując w namiocie rozbitym w Dolinie
Szwajcarskiej „przez kilka tygodni zabawiała publiczność swemi reniferami
i spożywaniem surowego mięsa". Choć podobne przedsięwzięcia budziły
pewne opory moralne, dziennikarz nie miał raczej wątpliwości, że wynikają
z nich również niebagatelne korzyści: „Zwyczaj obwożenia po większych
miastach Europy przedstawicieli niektórych napół dzikich plemion ludz­
kich, jakkolwiek wywołany przez prostą spekulacyją kupiecką chciwych
nowości przedsiębiorców wędrownych, a nawet rażący nasze poczucie
moralnej solidarności ludzkiej, ma też i dobre swoje strony. Zbliżając do
oświeceńszej braci tych paryjasów ludzkiego rodu, rozszerza pośród ogółu
nietylko wiedzę, ale potęguje zarazem uczucie braterstwa" („Wszechświat"
1883, 2, s. 769).
Bez względu na to, w jakiej mierze poglądy F. Sulimierskiego mogły
być reprezentatywne chociażby dla 900 prenumeratorów „Wszechświata"
(w końcu 1883 г.), nie mówiąc o większych odłamach polskiego spo­
łeczeństwa, samo jego pragnienie częstszego goszczenia w Warszawie
egzotycznych przybyszów, gdzie indziej przyciągających „powszechną uwa­
gę etnografów i wogóle oświeconych kół europejskich", na pewno nie
było odosobnione. Dowiódł tego sukces, jaki w kilka miesięcy później
- sprowadziwszy do Warszawy grupę północnoamerykańskich Indian
- zapisał na swoje konto cyrk Cinisellego (usytuowany w pierwszym,
zbudowanym w latach 1882-1883 „stałym cyrku murowanym" przy ulicy
Ordynackiej).
Była to dwudziestoosobowa grupa mężczyzn, kobiet i dzieci z plemienia
Omaha, od X V I I wieku mieszkającego nad rzeką Missouri w północno-wschodniej części dzisiejszego stanu Nebraska. Omahowie, których liczba
sięgała 1200 osób w 1880 г., już w 1854 r. dokonali cesji niemal całości swych
ziem na rzecz Stanów Zjednoczonych, zachowując jedynie niewielkie teryto­
rium przeznaczone na rezerwat. W tym też okresie stali się obiektem nasilo­
nych działań asymilacyjnych ze strony Biura do Spraw Indian oraz kościoła
prezbiteriańskiego. W 1865 r. wykupiono od nich część rezerwatu i oddano
ją Winnebagom. Niespełna dwadzieścia lat później, w roku 1882, Omahowie
- w części silnie już akulturyzowani - zgodzili się na parcelację posiadanych
ziem, uzyskując indywidualne działki i obietnicę otrzymania obywatelstwa.
Z informacji, jakie posiadamy o przebywającej w Warszawie grupie wynika,
iż jej cyrkowa kariera była bezpośrednio związana z tym właśnie krokiem ku
cywilizacji, choćby ze względu na osobę niejakiego Johna Perchle, metysa,
tłumacza rządowego podczas rokowań dotyczących parcelacji resztki ziem
Omahów, a potem kierownika i tłumacza wędrującej po Europie trupy

�84

RYSZARD TOMICKI

(zgodnie z kontraktem zawartym z impresariem, Francuzem, po wylądowa­
niu w Hawrze i występach w Paryżu Indianie udali się do Berlina, skąd przez
Warszawę zmierzali do Rosji).
Pojawienie się Omahów w Warszawie bylo wydarzeniem, które poruszyło
całą chyba społeczność miasta - choć niekoniecznie wszystkich z tych sa­
mych powodów - i znalazło wyjątkowo duży oddźwięk na łamach prasy. Ten
ostatni fakt daje dziś możliwość, także dość wyjątkową, bliższego przyjrzenia
się sposobowi postrzegania niezwykłej cyrkowej trupy przez szerszą pub­
liczność. Pisane na gorąco doniesienia, komentarze i artykuły wydają się
w tym względzie źródłem reprezentatywnym. Ich obszerny wybór zamiesz­
czony poniżej obejmuje wszystkie materiały, jakie ukazały się w „Kurierze
Warszawskim", „Kurierze Porannym", „Kurierze Codziennym", „Gazecie
Warszawskiej", „Gazecie Polskiej", „Tygodniku Ilustrowanym", a ponadto
duży artykuł poświęcony dziejom Omahów zamieszczony w „Wędrowcu".
Dla uzupełnienia obrazu należy jednak dodać kilka informacji. Co praw­
da z lektury zebranych materiałów jasno wynika, że Indianie wzbudzili
ogromne zainteresowanie Warszawiaków, ale o jego skali, przerastającej
wszelkie oczekiwania, najlepiej świadczą ogłoszenia zamieszczane przez dy­
rekcję cyrku w „Kurierze Warszawskim", „Kurierze Porannym" i „Kurierze
Codziennym". Na ich podstawie można stwierdzić, iż pierwotnie planowano
stosunkowo krótki pobyt Indian w Warszawie. Pierwszy występ dali oni
bowiem w piątek 9 maja, a już w środę 14 maja anonsowano ostatnie
przedstawienie z ich udziałem. Później „nieodwołalnie ostatni występ" miał
się odbyć w piątek 16 maja. Następnego dnia ogłoszono jednak, że „Dyrek­
cja Cyrku przedłużyła engagment truppy Indjan jeszcze na Sobotę d. 17
i Niedzielę d. 18 maja r.b." czyniąc zadość ogólnym żądaniom, m.in. miesz­
kańców okolic Warszawy, którzy przybyli do miasta „na czas wyścigów".
Tym razem termin okazał się rzeczywiście ostateczny. W poniedziałek po
południu Indianie opuścili miasto udając się koleją w drogę do Moskwy.
Atmosferę otaczającą w tych dniach cyrk Cinisellego przybliżają dwie
notatki opublikowane 15 i 17 maja w „Kurierze Warszawskim". W pierwszej
donoszono: „Cyrk od tygodnia bywa tak przepełnianym, iż na godzinę przed
przedstawieniem nie można już dostać biletu". W drugiej, opatrzonej reflek­
syjnym tytułem „Czy stosownie", dziennikarz informował, że cyrk „siłą
taranu obala powodzenie teatrów", a bywanie na próbach i zainteresowanie
zakulisowym życiem cyrku „należy do szyku i mody".
Indianie stanowili wszelako dużą atrakcję nie tylko dla pospolitych
mieszczuchów. Zainteresował się nimi także znany fotograf Konrad Brandel,
sporządzając serię zdjęć, oraz Stanisław Witkiewicz, który po części na
podstawie własnych rysunków, po części zaś na podstawie zdjęć Brandla
wykonał ilustrację (patrz rye. 1) opublikowaną w „Wędrowcu" (w nr 24
z 1884 г.). W jakiejś mierze Omahowie przyciągnęli ponadto uwagę warszaw­
skiego środowiska naukowego. Stali się obiektem badań antropologicznych
dr Leona Dudrewicza, lekarza pediatry, od 1874 r. zajmującego się intensyw-

�INDIANIE W WARSZAWIE

85

Rye. 1. Indianie w Warszawie

nie antropologią i archeologią, tłumacza studium H . Siebolda „O Ainosach
wyspy Jesso" (ogłoszonego drukiem w 1882 r. w „Wędrowcu"), a od stycznia
1883 r. również członka Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności
w Krakowie. Wyniki jego badań nad Omanami przedstawione zostały na
jednym z posiedzeń Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego (protokół
z posiedzenia wydrukowano w „Pamiętniku TLW", t. LXXX, 1884), jak

�86

RYSZARD TOMICKI

również na łamach „Wszechświata" (nr 23 z 1884 г.). Szerszą publiczność
powiadomił o nich Bolesław Horodyński, mieszkaniec Warszawy, który
podczas kilkunastoletniego pobytu w Ameryce Północnej miał okazję stykać
się z Omahami, a w 1884 r. był jedynym człowiekiem potrafiącym dostarczyć
czytelnikom prasy garść konkretnych, choć nie zawsze ścisłych informacji
o egzotycznych cyrkowcach. Dwa jego artykuły ogłoszone w „Kurierze
Warszawskim" i „Wędrowcu" (oba uwzględnione w naszym wyborze mate­
riałów prasowych) wprowadzały przede wszystkim jasność co do etnicznej
przynależności goszczących w Warszawie Indian, w kampanii reklamowej
określanych nazwą Omaha-Sioux, przez dziennikarzy zaś chętnie identyfiko­
wanych jako Siouxowie. W jakim jednak stopniu te okruchy rzetelnej wiedzy
potrzebne były tłumnie odwiedzającym cyrk Cinisellego Warszawiakom i czy
mogły ich zdystansować wobec wabiących stereotypów, to już zupełnie
osobna sprawa.

I
KURIER WARSZAWSKI
1. R. 1884, nr 128, 9 maja (piątek), s. 3
[Dział: Wiadomości bieżące]
Także goście!
Podczas wczorajszego przedstawienia wieczornego w cyrku kilka lóż
zajęły rodziny indjan, przybyłych tu celem dawania przedstawień.
„Dumne lwy pustyni", „pioruny chmur" i „wspaniałe duchy niezwalczonych bohaterów" swojemi narodowemi strojami zwracały powszechną
uwagę, a figle urządzane przez klownów wywoływały wśród nich niezmierną
wesołość, manifestującą się za pomocą piskliwych okrzyków.
2. R. 1884, nr 129 a, 10 maja (sobota), s. 2-3
(Dział: Wiadomości bieżące]
Z cyrku
Wczoraj w arenie p. Cinisellego przedstawiło się grono rzadkich gości.
Jest to gromadka czerwonoskórych indjan z krwiożerczego i wymierają­
cego dziś już plemienia Sioux, ze stanu Nebraska.
Stolicą ich ziemi położonej na zachód od rzeki Missuri [sic] jest Omaha.
Przybyli do nas goście, z których niejeden, dopóki żył swobodą stepów,
sporo zapewne swym toporem rozpłatał czaszek ludzkich, liczą w swym
gronie mężczyzn, kobiety i dzieci.

�INDIANIE W WARSZAWIE

87

Popisują się oni śpiewem i tańcem: śpiew to głuchy, czasem tylko wrzask­
liwym wydobywający się tonem.
Taniec polega na monotonnem skakaniu w około obozowiska przy od­
głosie potężnego bębna.
Zwraca na siebie uwagę poważny naczelnik rodu, znany i głośny w oj­
czyźnie swej pod imieniem Mun-thu-no-ba.
Są w czerwonoskórców gronie także dwie wcale stosunkowo ładne dziew­
częta, tańczące z powagą i stylem sui generis.
W ogóle indjanie ci, nigdy dotąd w Europie nie widziani, stanowią ciekawy
dla nas fenomen etnograficzny. Ciało ich jest koloru kawowego, pokostowane
z lekka na czerwono i fantastyczną ornamentyką przyozdobione.
Stroje przedstawiają także niemałą rozmaitość.
3. R. 1884, nr 129 b, 10 maja (sobota), s. 2-3
Indjanie w Warszawie
Kto patrzył wczoraj w arenie p. Cinisellego na te jowialnie uśmiechnięte,
dobrodusznie głupowate fizjognomje czerwonoskórców z nad Missuri [sic],
temu zapewne na myśl nie przyszło, iż owe wiotkie, smukłe a cienkie figury,
obwieszone dziecinnemi ozdobami, skaczące w takt bębna na podobieństwo
trepaka i kołomyjki - to najdzikszy, najkrwawszy element ludzki na świecie,
to nieokiełznany żywioł pustyni, dybiący na życie człowieka innej rasy, jak
lampart lub hjena...
Grono przybyszów amerykańskich składa się, jak wspomnieliśmy już
rano, z 20-tu osób, mężczyzn, kobiet i dzieci.
Ojczyzną tych nieposzlakowanych czerwonoskórców jest Nebraska
w Stanach Zjednoczonych północnej Ameryki. Z potężnego niegdyś i dla
sąsiadów groźnego szczepu zostało zaledwie 1.200 głów dzisiaj. Ich wiecznie
krwią zbroczone topory, włócznie i strzały rdzewieją teraz, a z naczelnikiem
ich Mun-thu-no-ba (Yellow Smoke) zaginie zapewne ostatni ich niezrów­
nany skalpownik (zdzieracz skór z czaszki).
Nadzwyczaj zajmujący przedstawia się widok, gdy te miedziane dzieci
stepów amerykańskich, śmiejąc się i gwarząc wesoło, zasiądą wkoło familij­
nego bębna na rozścielonych derkach i poczną pogardliwie-pobłażliwem
spojrzeniem wodzić po amfiteatrze...
Przedstawicielki płci pięknej gładzą swe krucze włosy i poprawiają sznury
szklanych pereł... Mężczyźni porządkują pióra, zdobiące im głowę i spog­
lądają tęsknie na bęben, jedyny ich instrument muzyczny. Niebawem silny,
barczysty dobosz chwyta za pałkę i uderza w ów bęben, naprzód pianissimo,
a potem w prawdziwie indyjskiem forte.
Głosom wydobywającym się z bębna towarzyszy wycie, jak u dzikich
zwierząt, któremu wtórują liczne okrzyki wesołości pojedynczych tancerzy
i tancerek...

�88

RYSZARD TOMICKI

Jeden młody Sioux podnosi się za drugim z siedzenia i pokazuje swoją
podobną do Hunów postać, brzydką lecz charakterystyczną.
Młodsi, rozpoczynając korowód, pochylają się cokolwiek naprzód, dzwo­
nią brzękadłami i wykrzykują piskliwie; za nimi dążą starsi, wywijając na
wszystkie strony zamaszyście maczugą, a w końcu pojawiają się kobiety.
Dziwny to objaw, że mężczyźni indyjscy w czasie pląsów śmieją się
i bawią, podczas gdy dziewczęta smutnie i poważnie prowadzą jednostajny
swój taniec.
Kobiety indyjskie skazane są do wszelkich ciężkich robót, odgrywają
przeto w życiu smutną rolę; wnosić można, że dlatego nie weselą się wspólnie
z mężczyznami. Mają one łagodny i przyjemny wyraz twarzy, zasadnicze
rysy oblicza zbliżone są do naszych. Natomiast brak im bujniejszego roz­
winięcia niektórych części ciała, które stanowią powab niewieściego kształtu
u rasy kaukaskiej...
Po niejakim czasie uderza dobosz po raz ostatni w bęben, taniec się
kończy, aby niezadługo rozpocząć się da capo.
Naczelnik plemienia Yellow-smoke jest niezaprzeczalnie najwybitniejszą
jego postacią...
Jakkolwiek pamiętniki jego niejednym skrwawionym włosem z głowy
białych są przeplatane, a maczuga jego więcej czaszek niż drzew strzaskała,
zdziałał on przecież w ojczyźnie swej podobno wiele dobrego.
Znany jest do dzisiaj w Waszyngtonie pod nazwą „Wielkiego ojca",
zachęcał podobno poddanych swoich do uprawy ryżu, a odwodził od mor­
dów i rabunków, wskutek czego odwlókł na czas jeszcze jakiś zagładę
ostateczną swojego szczepu...
*

[sygnowane znakiem

* *1

4. R. 1884, nr. 130, 11 maja (niedziela), s. 4
[Dział: Wiadomości bieżące]
Indjanie za kulisami...
Synów puszczy ulokowano w gmachu cyrku w wielkiej sali baletowej.
Śpią oni smacznie na gołej podłodze i oprócz kilku kufrów angielskich
nie wożą żadnych bagaży.
W kufrach mieszczą się zbiory osobliwości, które z sobą przywieźli.
Są tam siodła robione ze szkieletów jakichś zwierząt i kilka skalpów
zdjętych z czaszek ludzkich, za dobrych dawnych czasów, które dla siouxów
bezpowrotnie już przeminęły.
Życie zakulisowe indjan jest dosyć monotonne.
Mężczyźni cały boży dzień spędzają na grze w karty, przy której za­
chowują majestatyczną powagę.

�INDIANIE W WARSZAWIE

89

Kobiety szyją, a dzieci z wielkiem upodobaniem bawią się pudełkami od
sardynek...
Inną rozrywkę stanowi przyglądanie się z dziecinną ciekawością próbom
ćwiczeń na arenie cyrkowej i rzucanie przez okna kawałkami tynku, wyłamywanemi ze ścian do wróbli!
O godzinie 3-ej zaatlantyccy „artyści" rozpoczynają tualetę na przed­
stawienia.
Do tualety używają zwykle jednej farby, rozcieranej w rękach, którą na
ciele dłonią wyciskają misterne desenie.
Dzicy goście są bardzo grzeczni i uprzejmi...
Wódz ich poczęstowany paczką papierosów, wziął z nich tylko jeden,
a resztę oddał, poczem żelazną ręką poprowadził nas do kufra, wydostał zeń
ognia i pierw nam podał a później dopiero sam zapalił.
Zresztą indjanie palą cygara a datków nie przyjmują.
Najstarszy wódz Choo-den-na-cee (Żółty dym) liczy lat 35 i jest już
zgrzybiałym starcem, piękne zaś dziewice, jeżdżące po męsku konno, mają
zaledwie po lat 13-ie.
Impresariem indjan jest opasły marsylijczyk, któremu towarzyszy w cha­
rakterze tłumacza jakiś metys i sprytny yankee, który wyprowadził siouxów
z pustyni i nakłonił do objeżdżania świata.

5. R. 1884, nr 132 b, 13 maja (wtorek), s. 3
[Dział: Wiadomości bieżące]
Dawni znajomi
Indjanie pokazujący się w cyrku nie przestają być przedmiotem ciekawo­
ści po za [sic] areną cyrkową.
Jakże wielkie było ich zdumienie, kiedy zjawił się przed nimi p. H.,
mieszkaniec naszego miasta, i . . . w narzeczu indyjskim powitał całą kolonję.
Mężczyźni, kobiety, a nawet dzieci z radością, objawiającą się w dzikich
skokach i okrzykach, odpowiadali panu H. wyrażając zdziwienie, że „blada
twarz" włada ich mową.
Pan H . przez lat blisko 20 bawił w Ameryce, głównie zaś jako farmer
w stanie Nebraska i należał do niejednej krwawej potyczki z plemieniem
Omaha Sioux.
W zetknięciu się z nimi poznał ich mowę bardzo dobrze, nic więc dziw­
nego, że z przybyszami porozumiał się teraz doskonale.
Rozmowa prowadzona była o wielu słynnych wojownikach plemienia,
których nazwiska panu H. utkwiły w pamięci.
Okazało się, iż od lat siedmiu, to jest od czasu jak p. H. powrócił do
kraju, ani jeden z tych rycerzy i skalpowników indyjskich nie żyje...

�90

RYSZARD TOMICKI

Obyczajem swoim indjanie zaraz nadali miano panu H., który odtąd
nazywa się dla nich „bladą twarzą niebieskiej mądrości".
Kiedy p. H . wychodził, indjanie usilnie prosili, aby ich raz jeszcze od­
wiedził, skarżą się bowiem na zupełne osamotnienie i nudę hotelową, prze­
rywaną rzadkiemi wycieczkami na wozach.

6. R. 1884, nr 133 a, 14 maja (środa), s. 3
[Dział: Wiadomości bieżące]
Indyjskie potrawy
Przebywający w Warszawie członkowie sławnego czerwono-skórego ple­
mienia Sioux, nie pożerają żywych kur, kotów i królików, jak to zwykle
czynią podrabiani jarmarczni indjanie.
Żyją oni owszem bardzo skromnie.
Mięso wołowe pocięte w plastry i pokrojone w kostki, chleb również
w kostki pokrojony i ceber wody - oto obiad synów puszczy.
W dodatku czarna kawa, w której bardzo zasmakowali indjanie, zresztą
nic więcej...
Wódkę wprawdzie namiętnie lubią, lecz tu w Europie jest im wzbronioną,
gdyż zanadto rozpala ich fantazję i czyni ich niebezpiecznymi awantur­
nikami...
Zresztą indjanie zachowują się nader przyzwoicie, są uważni i usposobie­
nia wielce przyjacielskiego.

7. R. 1884, nr 133 b, 14 maja (środa), s. 4
[Dział: Wiadomości bieżące]
Niezwykła hojność
Indjanie, produkujący się obecnie w cyrku, z nadzwyczajnem zamiłowa­
niem przyglądają się produkcjom podwórzowych pajaców, którzy w wielkiej
liczbie schodzą się pod okna sali zajmowanej przez ,,sioux'ów", zwabieni
wieścią o hojności tych ostatnich.
I rzeczywiście indjanie wzamian za sztuki łamane wyrzucają oknem
srebrne monety, a głośnem wyciem zachęcają do powtarzania łamańców.
Wczoraj około godziny 5-ej wieczorem, piszący te słowa był świadkiem,
jak naczelnik rodziny rzucił pajacom około dziesięciu sztuk pruskich tala­
rów, których miał w torbie sporą liczbę.
Policja rozprasza trupy gimnastyków, co jednak wywołuje niezadowole­
nie wśród na pół dzikiej rzeszy...

�INDIANIE W WARSZAWIE

91

8. R. 1884, nr 134 b, 15 maja (czwartek), s. 3
Omahowie
Z powodu pobytu w Warszawie i występów w cyrku Cinisellego indjan
ze szczepu Omaha, pragnę podać o nich kilka szczegółów, na podstawie
wiadomości po części zebranych podczas swojego pobytu w Ameryce, a po
części obecnie z ust ich samych zaczerpniętych...
Indjanie bawiący w naszem mieście pochodzą z Ameryki północnej ze
stanu Nebraska. Stan ten w ostatnich 25-iu latach uległ olbrzymim zmianom.
Cywilizacja podarła uroczy kobierzec, jakim tę ziemię okryła przyroda,
postęp z maszynami parowemi poniszczył malownicze „wigwamy" (chaty)
indyjskie, rozgonił stada spokojnie pasących się bawołów, aby w zamian
pobudować miasta, przeciągnąć wzdłuż i wpoprzek kraju liczne linje kolei
żelaznych, a zmieniając warunki życia, szerząc dobrobyt i oświatę, zmusił
czerwonoskórych indjan do tworzenia osad rolnych i zaniechania wycieczek
w głąb kraju i polowań, które były jedyną ich ulubioną rozrywką, szczegól­
niej w porze letniej.
Dziś w stanie Nebraska mieszka kilka plemion indyjskich, należących do
szczepu Omaha, od których nazwę wzięło miasto, będące dawniej stolicą
tego terytorjum. Zajmują oni w północno-wschodniej części stanu, w blisko­
ści miasta Black-Bird, przestrzeń wynoszącą około 256 mil kwadr, angielsk.
(około 32 mil kwadr, geograficznych).
Oprócz zwierzchności ustanowionej przez rząd Stanów Zjednoczonych,
każde plemię szczepu Omaha posiada swojego wodza, od którego bierze
nazwę. Jeden z takich wodzów Indenoży (Żółty dym) znajduje się w gronie
okazującym się obecnie w Warszawie. Nazwiska innych wodzów, jak
mi je podali czerwonoskórzy goście są: Sinde-ghan-ghan (Świecący ogon),
Kahe-ramba (Dwa pazury), Szangas-ska (Biały koń), Szużyngha (Ku­
ropatwa), Dubomone (Przodownik), Gedegachy (Przedni wódz), Mą-egahy
(Człowiek wódz), Ibahamby (Znawca). Imiona te podaję tutaj w pisowni
polskiej, wyglądają zatem trochę inaczej, jak podawane zwykle pisownią
angielską.
„Żółty dym" objeżdża Europę na czele szczątków swojego plemienia,
a pod przewodnictwem Johna Pirchela, mieszańca, urodzonego w okolicy
położonej między Plattsmouth'em a Omahą z ojca indjanina a matki białej;
otrzymał on wychowanie w mieście Belle-Vue i pomimo mieszanej krwi oraz
pewnego wykształcenia jest indjaninem duszą i ciałem.
Omahowie od lat 40-tu wyznają religię presbiteriańską i dziś już nie czczą
swojego Alomąsziatta tańcami, lecz wraz z białymi uczęszczają na niedzielne
nabożeństwa.
Na afiszach nazwano ich Omaha-Sioux'ami, omahowie jednak i sioux'y
nie są jednym Szczepem.

�92

RYSZARD TOMICKI

„Kilka pokoleń wstecz - opowiada „Żółty dym" - żyliśmy w sąsiedztwie
sioux'ów w górnych okolicach rzeki Missouri. Bylibyśmy i dziś z nimi
w przyjaźni, gdyby nie „skwou" (kobieta), która z naszego obozu uciekła
z kochankiem z ich plemienia... Dało to powód do krwawej walki, wskutek
której sioux'owie musieli się przenieść w odległe strony i dziś zamieszkują na
terytorjum Dakota. Zamiast sioux'ów mamy teraz dobrych sąsiadów w indjanach Winabego, którzy w r. 1864-ym podnieśli bunt i zostali na północ
wyparci, w rok jednak później, trapieni głodem, wrócili w nasze strony,
kupili od nas część ziemi i żyją pod dowództwem „Szarego wilka".
I u indjan zatem w zatargach i niesnaskach potrzeba chercher la femme.
Znając nieco z pobytu w stanie Nebraska język indyjski, przy pomocy
angielskiego, którym włada John Pirchel, z łatwością mogłem się porozumieć
z Omahami, którzy uszczęśliwieni spotkaniem człowieka, znającego trochę
ich mowę nazwali mnie za to Mą-he-verygnantan (Mądrość niebieska), co
dokładnie maluje, jak wysokie mają wyobrażenie o swoim języku.
A bywają narody, u których „mądrość" zaczyna się dopiero od umiejęt­
ności języków... obcych.
B. Horodyński

9. R. 1884, nr 137, 18 maja (niedziela), s. 2
(Dział: Kroniki tygodniowe; fragment felietonu]
Dla ścisłej charakterystyki tygodnia trzeba dodać, że mieliśmy tu
prawdziwych Indian i Indianki. Jedni i drudzy mają ciała koloru miedzia­
nego i dość niezwykłe pojęcie o przyzwoitości; sądzą bowiem, że człowiek
nagi może bez skandalu pokazywać się nawet w towarzystwie płci nadob­
nej, byle - wymalował sobie na skórze kilka kresek farbą żółtą albo
czerwoną.
Tak taniego garnituru nie było nawet u p. Sameta.
Nierównie mniej posiadamy szczegółów dotyczących pięknych Indianek.
Zdaje się, że panie te jeżdżą na koniu takim sposobem jak chłopaczki;
jeden zaś ze sprawozdawców miał możność przekonać się, że „brakuje im
bujniejszego rozwinięcia niektórych części ciała, które stanowią powab nie­
wieścich kształtów u rasy kaukaskiej".
Ponieważ posiadamy białą skórę, w ubiorze nie ograniczamy się na
farbach i nie brak nam „bujniej rozwiniętych" itd., zdawałoby się więc, że
w niczym nie jesteśmy podobni do Indian. Szczęściem, jeden z badaczy
naszego życia miejskiego podpatrzył ich w hotelu i z wielką uciechą doniósł,
że ludzie rasy miedzianej garściami wyrzucają przez okno srebrne talary
podwórzowym grajkom i hecarzom, a zapewne kelnerom i kokotkom.
Kiedy sobie jednak przypomnę, za co hojni nasi rodacy zdobywali za
granicą tytuły „grafów" i że dzięki im zyskaliśmy sławę narodu „wyrzucają­
cego pieniądze za okno", domyślam się, że pp. „Żółty Dym", „Dwa Pazu-

�INDIANIE W WARSZAWIE

93

ry", „Kuropatwa" i „Świecący Ogon" mogliby u nas znaleźć wielu krewnych,
i powinowatych. Z czego wnieść można, że jak jedna jaskółka nie stanowi
wiosny, tak barwa ciała i „brak bujniejszego rozwinięcia" itd. nie stanowią
prawdziwego Indianina.
B. Prus
[przedruk w: B. Prus, Kroniki, Warszawa 1958, t. 7, s. 119-120]

10. R 1884, nr 139 a, 20 maja (wtorek), s. 2
[Dział: Wiadomości bieżące]
Odjazd indjan
Wczoraj po południu, pociągiem kolei terespolskiej opuścili nasze miasto
goście z Nebraski.
Przed wyjazdem - może znowu z powodu jakiejś skwou - przyszło
między omanami do wojny domowej, która skończyłaby się zapewne nowym
rozdziałem na dwa plemienia, gdyby nie interwencja władzy i kontrakt przez
wszystkich z jednym impresariem zawarty.
Omahowie, którzy u kupców tutejszych dobre pozostawili wspomnienie,
nie mając bowiem zwyczaju oszczędzania grosza poczynili znaczne zakupy,
udają się z Warszawy do Moskwy.
Ludek warszawski wyprawił im na odjezdnem małą pożegnalną owację,
gromadząc się tłumnie na dworcu dla ujrzenia czerwonoskórych wojażerów... bezpłatnie.
[sygnowane: y.]

II
KURIER PORANNY

1. R. 1884, nr 128, 9 maja (piątek), s. 3
[Dział: Co słychać nowego]
Indjanie w Warszawie.
W dzisiejszym [dniu?] w cyrku Cinisellego, ukażą się po raz pierwszy
Indjanie, w liczbie kilkunastu osób różnej płci i wieku.
Są to mieszkańcy ze stanu Nebraska Ameryki Północnej, z pokolenia
Omaha-Sioux.
Czerwonoskórzy w swoich narodowych kostjumach produkować się będą
z tańcami, śpiewem i sztukami akrobatycznemi.

�94

RYSZARD TOMICKI

3. R. 1884, nr 129, 10 maja (sobota), s. 2
[Dział: Co słychać nowego]
Z Cyrku.
Wczoraj w cyrku Cinisellego produkowali się po raz pierwszy Indjanie
ze szczepu Omaha-Sioux ze stanu Nebraska, przejeżdżający z Paryża do
Petersburga.
Występ wczorajszy Indjan był rzeczywiście ciekawem nader widowiskiem.
Ukazanie się ich pozostawionem zostało prawie na sam koniec przed­
stawienia.
Zrazu kilku mężczyzn i parę kobiet przejechało konno przez arenę
z dzidami w rękach, wydając dzikie okrzyki wojenne, następnie zaś wyszli
wszyscy pieszo, z wyjątkiem jednego mężczyzny i jednej kobiety, którzy
wyjechali konno.
Ogólna ich liczba wynosi 20 osób, a w tej liczbie kilka kobiet starszych
i dwoje dzieci, jedno kilkuletnie, a drugie na rękach.
Mężczyźni i młode kobiety są zupełnie nadzy, z wyjątkiem opasek na
biodrach, oraz licznych ozdób na głowach i rękach; kobiety zaś starsze
ubrane są w spódnice i płachty, ubiorem swym przypominając cyganki.
Zarówno mężczyźni jak kobiety są tatuowani.
Po wejściu na arenę kobiety starsze porozkładały płachty na środku
i pousiadały na takowych; mężczyźni zaś i młode kobiety rozpoczęli
śpiewy i tańce, przy dźwiękach oryginalnej, prawdziwie indyjskiej muzyki
wojskowej.
Taniec ich jest wysoce charakterystycznym.
Przypomina on sobą cokolwiek kozaka ze swej dzikiej melodji; z drugiej
zaś strony bezcereraonjalne, wyzywające ruchy kobiet przyprowadzają mimowoli na myśl kankana.
A może to wpływ Paryża, zkąd Indjanie obecnie wędrują.
Z pomiędzy kobiet młodych, kilka wyróżnia się piękną budową ciała,
a zwłaszcza też jedna, której atoli twarz jest statuowaną w ciemne paseczki
do tego stopnia, że wygląda jakby była nakryta woalką.
Indjanie ci dać mają w Warszawie jeszcze pięć przedstawień.
Reszta przedstawienia była wczoraj w cyrku także dosyć zajmująca [...]

3. tamże, s. 2
[Dział: Co słychać nowego]
Przejażdżka indjan po Warszawie.
Wczoraj między g. 6 a 7 indjanie bawiący w Warszawie przejeżdżali się
po mieście.

�INDIANIE W WARSZAWIE

95

Ekwipaż ich stanowił wóz podobny do omnibusów straży ogniowej.
Massy publiczności przyglądały się dzikim gościom wyrażając przytem
różne uwagi, pełne nieraz charakterystyki.
Jedna jakaś jej mość zapewniała naprzykład, że indjanie to taki naród, co
mieszka pod morzem... amerykańskiem.

III
KURIER CODZIENNY
1. R. 1884, nr 129, 10 maja (sobota), s. 4
[Dział: Kronika dnia. Kurier miejski]
Indyanie w Warszawie
Wczorajsze przedstawienie w cyrku Cinisellego miało nieco charakter
etnograficzny... na arenę cyrkową bowiem wystąpiło 20-tu czerwonoskórych
z północnej Ameryki, a mianowicie ze stanu Nebraska.
Indyanie ci należą do jednego z bardzo licznych plemion, zwanego Sioux,
które kultura amerykańska skazała na zagładę.
Ojczyzna plemienia Sioux leży wśród dzikich stepów, rozłożonych nad
rzeką Missuri - za okolicą Omaha.
Garstka tego plemienia jest obecnie przedmiotem eksploatacji przed­
siębiorców; składa się ona z mężczyzn, kobiet i dzieci, między któremi
znajduje się jedno przy piersiach niemowlę.
Barwa ich ciała jest czerwonawo-kawowa, oblicze tatuowane we wzorzys­
te rysunki.
Polem popisu plemienia Sioux jest przeważnie śpiew - dziki, monotonny,
przechodzący we wrzask i wycie wichrów, oraz taniec. Instrumentem muzy­
kalnym - bęben i rodzaj piszczałki. Mężczyźni są na pół nadzy - kobiety
w strojach przypominających nieco fantastyczne stroje cyganek.
2. R. 1884, nr 131, 12 maja (poniedziałek), s. 3
[Dział: Kronika dnia. Kurier miejski]
Indyanie w Alejach Ujazdowskich.
Od trzech dni dzicy obywatele ze stanu Nebraska - używają codziennie
wycieczek w Aleje Ujazdowskie. Naturalnie że czorwonoskórcy owi są
przedmiotem tłumnych obserwacji gapiów i ich zbiegowiska.
Synowie z nad Missuri pogardliwie spoglądają na liczne rzesze białych...
i majestatycznie przechadzając się prowadzą żywą rozmowę - w ojczystym
języku.

�96

RYSZARD TOMICKI

3. R. 1884, nr 135, 16 maja (piątek), s. 4
[Dział: Kronika dnia. Kurier miejski]
Podsłuchane w cyrku.
Dwaj młodzi ludzie przypatrują się indyanom.
- Powiedz mi, dlaczego oni mają takie kolorowe twarze? - Widzisz, oni
są... skalpowani...
Autentyczne.

4. R. 1884, nr 136, 17 maja (sobota), s. 3
[Dział: Kronika dnia. Kurier miejski]
Indjanie z Nebraska - w dniu jutrzejszym opuszczają Warszawę.
Dochód dzienny pokolenia Omaha-Sioux wynosił w miasteczku naszym
rs. 250. Ile zaś z tego otrzymają czerwonoskórcy, a ile przedsiębiorca
nie wiadomo.
W każdym razie odjazd amerykańskich piękności zmartwił cyrkowców,
z pomiędzy których jeden podobno rozgorzał afektem miłosnym do kruczo­
włosej Nebraski.

5. R 1884, nr 139, 20 maja (wtorek), s. 3
[Dział: Kronika dnia. Kurier miejski]
Odjechali.
Wczoraj opuścili Warszawę drogą żelazną Warszawsko-Terespolską
indyanie, produkujący się dotychczas w cyrku Cinisellego. Obecnie impressaryo wiezie ich do Moskwy. Gromada widzów towarzyszyła im na
dworzec kolei.

6. tamże, s. 3-4
[Dział: Kronika dnia. Kurier miejski]
Co to byli za Indyanie.
Słyszeliśmy z pewnego źródła, bo od człowieka, który się z nimi przy­
jaźnił, że dzielni Indyanie, którzy tak pięknie tańczyli w cyrku Cinisellego,
są wprawdzie rzeczywistemi indyanami, ale mniej dzikiemi niż by się zdawać
mogło. Należą oni do rzędu kolonistów osiadłych na roli - umiejących
dobrze po angielsku i nie pojmujących nawet sztuki skalpowania. W Nebra-

�INDIANIE W WARSZAWIE

97

see chodzą w paltotach i bluzach jak inni amerykanie cywilizowani, i dopiero
zaprzedawszy się przedsiębiorcy, przypomnieli sobie słyszane u dzikich kole­
gów tańce i śpiewy, przyrządzili kostyumy pierwotne - i wprawili się w sztu­
kę malowania ochrą swojego ciała. Cywilizacya ich tak sięga daleko, że
w wolnych chwilach tańczyli w Warszawie... kadryla jak zwykłe paryskie
kalikoty. Co figiel, to głowa, czyż nieprawda panowie? „Żółty dymie i wo­
łowy ogonie".

IV
GAZETA WARSZAWSKA
R. 1884, nr 110, 14 maja (środa), s. 1
[Dział: Wiadomości bieżące krajowe]
W cyrku Ciniselli, znajdującym się na Ordynackiem w Warszawie, od
kilku dni magnesem przyciągającym publiczność żądną nadzwyczajności, są
czerwonoskórzy Indyanie z nad Missouri w Stanach Zjednoczonych. Plemię
ich według afisza ma się podobno nazywać Omaha-Sioux, wódz naczelny
wędrujący dziś po Europie ma imię Choo-den-na-cee czyli Żółty dym, a zma­
lała liczba jego poddanych ma nie przewyższać 1.200 głów płci obojej.
Powtarzamy to wszystko z zastrzeżeniami, nie mając pewnych danych dla
odróżnienia prawdy od humbugu przedsiębiorstwa.

V
GAZETA POLSKA

R. 1884, nr 107, 10 maja (sobota), s. 2
[Dział: Z miasta]
Indyanie w Warszawie.
Ciekawe postacie występują teraz w każącym sobie zbyt drogo płacić
cyrku p. Ciniselli. Jest to gromadka Indyan, prawdziwych czerwonoskórych
z plemienia Sioux'ów, którego szczątki wygasają coraz bardziej w Stanach
Zjednoczonych Ameryki Północnej. Przybysze ci ze stanu Nebraska popisują
się w arenie cyrkowej śpiewem i tańcem. Śpiew ich głuchy, to wrzaskliwy,
a taniec przedstawia się jako monotonne skakanie przy równie jednostajnym
odgłosie bębna.

�98

RYSZARD TOMICKI

VI
TYGODNIK ILUSTROWANY

R. 1884, nr 74, 31 maja, s. 346
[Dział:Kronika tygodniowa; fragment felietonu]
Mieliśmy tydzień temu Indyan amerykańskich w cyrku, którym kochana
Warszawka przyglądała się zawzięcie. Byli to najprawdziwsi Indyanie, z ca­
łym rynsztunkiem swego nieokrzesania, pogardliwi wobec wymogów przy­
zwoitości, obojętni na gawiedź o bladych twarzach, ciekawą synów puszczy.
Obecnie głoszą wieści, że obaczymy lada chwila najprawdziwszych murzy­
nów, brudnych, cuchnących, dzikich, ale... autentycznych! Usłyszymy podo­
bno ich muzykę narodową, wykonaną na skorupach tykw i bananów,
z wrzaskiem afrykańskiego zapału i ognia. Co za konkurencya wobec Towa­
rzystwa muzycznego, jak silna pokusa dla naszej muzykalności.
St. M . Rz. [Stanisław Marek Rzętkowski]

VII
WĘDROWIEC
R. 1884, nr 24, s. 186-287
Historya pokolenia Omaha
Stany Zjednoczone północnej Ameryki, ten kraj od niedawna do ogólnej
pracy cywilizacyjnej powołany, a tak w niej pospiesznie postępujący, jest
widownią zaciętej, krwawej a wytrwałej walki, tejże cywilizacyi z dziką
przyrodą, walki bladych twarzy z czerwonoskóremi, w której ci ostatni już
z góry na zatracenie skazani. Ogromne obszary stepów, zaludnione odwiecz­
nymi swymi mieszkańcami, którzy żyjąc od czasów najdawniejszych, nie
przedstawiali dotąd żadnego postępu, tak w pojęciach, w obyczajach jak
i w sposobie życia, - obficie obdarzone darami przyrody, wabią ku sobie
tłumy łaknących chleba i bogactw przybyszów, zwracając przy tem na siebie
oczy rządu, jako na ziemię obiecaną, gdzie może się wylać nadmiar ludności
stanów Wschodnich; to też pomimo odwagi i waleczności indyjskich ple­
mion, pomimo ciężkich porażek, jakich doznawali biali w walkach, pomimo
tysięcy pomordowanych i poskalpowanych pionierów cywilizacyi, popalo­
nych, zniszczonych i z ziemią zrównanych osad i wiosek, cywilizacya na
swym, wszystko druzgoczącym rydwanie, postępuje coraz dalej i szybciej,

�INDIANIE W WARSZAWIE

99

wnika w najodleglejsze stepów zakątki, i krok za krokiem, rok za rokiem
wypiera, gładzi, lub wsiąka w siebie ostatki jedynych niegdyś władców
i obywateli kraju, - i nie przejdzie stulecie, - a czerwonoskórzy Indyanie
staną się mytem, tak jak są dziś dawne pokolenia Inkasów.
Jako przyczynek do historyi tej walki, przedstawiamy czytelnikom na­
szym, kilka dat i faktów, z okazyi bawiących pomiędzy nami przed niedawnem, gości z amerykańskich stepów, biednych przedstawicieli ginącego ludu,
- faktów opowiadanych nam przez tychże czerwonoskórych.
Jako zabytek historyczny Stanów Zjednoczonych północnej Ameryki,
pozostało kilka szczepów Indyjskich, z których najliczniejszemi są Czeri-ki,
Pony i Omaha; ostatni odznacza się lojalnością i skłonnościami do przyjęcia
cywilizacji. Niedalej jak w r. 1853 szczep Omaha bujał swobodnie po
terytoryum Nebraska, latem polując na bawoły, lub zajmując się łapaniem
bobrów i rybołówstwem, zostawiając przy wigwamach starców, kobiety
i dzieci, dla pilnowania pola obsadzonego kukurydzą, niezbędną dla utrzy­
mania przez zimę dobytku, a zarazem służącą im, przy suszonem mięsie
i rybach, za pokarm zimowy; - Omahowie zamieszkiwali okolicę nad rzeką
Missuri [sic], tuż powyżej ujścia rzeki Platt, gdzie dziś znajdują się miasta
Papilion i Belle-Vue, założone przez kupców francuskich, przedzierających
się w tamte strony dla handlu skórami.
Loghan Fontenell, syn jednego z tych kupców, ożenionego z Indyanką,
za swą odwagę i bystrość umysłu, został obrany głównym wodzem przez
Omanów. Za jego to przywództwem w r. 1853, Stany Zjednoczone zawarły
traktat z Indyanami, mocą którego nabyto od nich terytoryum na własność
Stanów, zostawiając im część ziemi w okolicach strumienia Wood-Czeek
[sic], osadę tę zwąc Black-Bird. Traktat był podpisany w Waszyngtonie przez
głównego wodza Logana, w indyjskiem narzeczu zwanego Songe-Ska (Biały
koń) i wodzów: Gahige-Żynga (Mały wódz), Gre-Dananży (Stojący jast­
rząb), Tannan Gahy Żinga (Założyciel wsi), Orekige (Huk), Intamasy, jako
opiekuna nieletniego Aupautange (Wielki jeleń) i Sudenozy (Żółty dym).
Powyżej wzmiankowani wodzowie byli delegowani przez swe plemiona jako
najstarsi przedstawiciele dynastyi; wówczas Louis Sans Souci był ich tłómaczem a Gatwood delegowanym ze strony Stanów Zjednoczonych. Wkrótce
po zawarciu traktatu koloniści poczęli licznie napływać do nowonabytego
terytoryum, a równocześnie zawiązało się towarzystwo dla założenia mias­
ta stołecznego (Capitol) któremu nadano miano Omaha. W rok później
1 czerwca 1854, Stany Zjednoczone kazały zrobić spis całego pokolenia
Omaha, dla większej łatwości podzielenia pomiędzy nich summy przypada­
jącej za nabyte grunta, i okazało się że liczba członków tego pokolenia
dochodziła do 1,800. Po spisie zgromadzono ich do osady, gdzie wypłacono
41,000 dolarów za straty poniesione na opuszczonych przez nich polach,
już zasadzonych kukurydzą. Nad strumieniem Wood-Czeeh [sic] Indyanie
założyli miasto Decota; strumień ów otrzymał miano od nazwiska ko­
wala Wooďa człowieka białego, lecz przez Indyan wielce szanowanego, za

�100

RYSZARD TOMICKI

zręczność w robieniu dla nich narzędzi wojennych. Po osiedleniu Indyan
Stany Zjednoczone przysłały im 16 par wołów roboczych, pewną ilość
pługów żelaznych i ludzi do obznajomienia ich z użytkiem. Wkrótce czer­
woni wojownicy szczepu Omaha, wyruszyli na zachodnie prowincye terytoryum, w okolice Biber Czeeh [sic] na bawoły; tu zostali napadnięci przez
nieprzyjazny szczep Sioux i ulegli przemocy, tracąc wielu wojowników.
Wódz Logan, wielce strapiony klęską i stratą swych towarzyszy, zwyczajem
pobitego wodza, oddalił się od obozu swego na trzy dni, lecz napadnięty
przez nieprzyjaciół, choć walczył jak lew, uległ przemocy i zamordowany
został 28 lipca. Ciało jego odszukano, przywieziono do Belle-Vue i po­
chowano obok jego ojca, zwyczajem Omahów w postawie siedzącej, składa­
jąc w grobie pięć łokci głębokim wszystką broń jego. Na grobie przez cztery
noce paliły się ognie, a jako oznaka smutku po wielkim wojowniku, towa­
rzysze przy blasku tych płomieni, odprawiali tańce i śpiewy pogrzebowe.
Omahowie byli zmuszeni staczać ciągle walki ze szczepem Sioux; nienawiść
ta trwała kilka pokoleń wstecz, od czasu gdy Sioux'owie zezwolili na związek
małżeński jednej z Omaha dziewcząt (Skwo) z młodym wodzem swego
pokolenia. W r. 1871 wojska regularne Stanów Zjednoczonych, położyły
nareszcie koniec tym ciągłym walkom i uspokoiły czerwonych wojowników.
W r. 1883 nowy traktat został zawarty, którą to ugodę, za pośrednictwem
półindyanina Johna Perchle, tłomacza rządowego, reszta kraju nabytą zo­
stała. Traktującemi ze strony Indyan byli wodzowie Sinde-Ghanghan (Świe­
cący ogon), Kaha Ramba (Dwa pazury), Sange-Ska (Biały koń), Szu-Żinga
(Kuropatwa), Dubomony (Przewodnik), Pedy Gahy (Przedni wódz), Mąe
Gahy (Człowiek wódz), Ibe hamby (Znawca) i Sudenosy (Żółty dym).
Z pomiędzy powyżej przytoczonych wodzów, ostatni, Sudenosy, wraz ze
wzmiankowanym tłomaczem Johnem Perchle, w towarzystwie swych ple­
miennych z kobietami i dziećmi, na mocy kontraktu zawartego z impressario
nr. Lagrange, wyruszył z Nebraska d. 28 września 1883 r. wylądował w Hawrze, i przez Paryż, Berlin i Warszawę udali się do Cesarstwa.
Podczas ich bytności w naszem mieście Dr. L. Dudrewicz dokonał na
nich pomiarów antropologicznych, które stwierdzając inne badania, wyka­
zały że czerwonoskórzy pokolenia Omaha, należą do typu krótkoglowych
(Brachicephali), a nawet do mocno krótkoglowych, pokazując bardzo bliskie
powinowactwo z pokoleniem mongolskiem. Krótkogłowy typ Indyan Oma­
ha wyraża się stosunkiem długości do szerokości czaszki, na wskazowniku
czaszkowym tablicy antropologicznej Broca liczbami 83, 75, -78, 94, -85, 56,
-86, 48 i u kobiety 84, 21. Wszyscy Omahowie są prostoszczękowi (Orthognati), to jest szczęka dolna nie jest do przodu wysuniętą, a zęby górne sieczne
zachodzą na takież szczęki dolnej, zupełnie tak samo, jak ma to miejsce
u rasy białej. Bliskie podobieństwo pokolenia Omahów z plemieniem mon­
golskiem, uderza nas na samo pierwsze wejrzenie na tych mieszkańców
Ameryki, różnicę tylko widzimy w formie nosa, który u Omahów jest duży,
o wysokim grzbiecie, gdy tymczasem u Mongołów zadarty i mały, mający

�INDIANIE W WARSZAWIE

101

niskie siodło; u jednych jak i u drugich włosy na głowie są proste, twarde,
w przecięciu poprzecznem okrągłe. Zarost brody u wszystkich rzadki, skąpy,
- u jednych i u drugich kości licowe mocno wystają, oczy wąsko szczelinowe
i nieco skośnie ustawione zdają się wskazywać na dziedziczne znamię mon­
golskich przodków. Z tego wszystkiego Dr. Dudrewicz wnosi że czerwonoskórzy, w czasie pierwotnej wędrówki ludów, musieli przybyć ze starego
świata i że nie są autochtonami północnej Ameryki. Jednem słowem z badań
tu dokonanych przez Dr. D. zdaje się, że pochodzenie tych pierwotnych
ludów Ameryki północnej, jest azyatyckie.
Plemię Omaha wyznaje dziś wiarę chrześcijańską, i należy do sekty
prezbyteryańskiej, której zasady misyonarze już od lat czterdziestu pomiędzy
niemi krzewią. Nabożeństwo odprawiają w swym rodowitem narzeczu, a dla
ciekawych usłyszenia brzmienia tej mowy, przytaczamy tu Ojcze nasz w na­
szej ortografii:
,,In dady alio monsziatta, пупке dyna dy hobe dy żinge rinke la erwala jage
wały saga szubletle ego pahetle manzana mawian littala wamuskele la antiga
ininkangha hininke sziga anau ta leliuke the u dahe ego epahete. Eimen".
I tak wiara chrześcijańska została między nimi zaszczepiona, przy niej
cywilizacya coraz większe robi wśród ludu tego postępy, ale niestety, liczba
pokolenia z dniem każdym maleje i niedaleką jest chwila w której resztki
czerwonoskórców znikną na zawsze z powierzchni ziemi.
B. Horodyński

�Wódz Pawnisów, Buffalo Buli, wg: Catlin 1844, vol. 2, tabl. 140

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11353" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11331">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a456c40b8a724f291eb04d85fd863c69.pdf</src>
        <authentication>5324ff347da968a2b664dac5feac8bf5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135271">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135272">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135273">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:902</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135274">
                <text>Ludowa kosmogonia dualistyczna Słowian w świetle samojedzkich mitów stworzenia / ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135275">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2, s.169-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135276">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135277">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135278">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135279">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135280">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135281">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I I
I S S N 0071-1861

z. 2

RYSZARD TOMICKI

LUDOWA KOSMOGONIA DUALISTYCZNA SŁOWIAN
W ŚWIETLE SAMOJEDZKICH MITÓW STWORZENIA

1

Występowanie dualistycznych mitów o stworzeniu świata wśród spo­
łeczności chłopskich w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowej
w końcu X I X i na początku X X w. było ewenementem kulturowym.
Koncepcja przyznająca Bogu i Diabłu status bytów odwiecznych oraz
stwierdzająca, że kosmos został stworzony przez obie te istoty, była
bowiem nie tylko sprzeczna z kosmogonią i całą doktryną chrześci­
jańską, lecz nadto zdawała się nawiązywać wprost do mitologiczno-religijnych koncepcji staroirańskich, manichejskich, bogomilskich. Nie­
przypadkowo zatem, poczynając od studiów J. K . Erbena (1866), A. Afanaseva (1868), przez A. Veselovskiego (1889, 1890), M . P. Dragomanova (1892-1894), O. Dáhnhardta (1907), aż po prace A. M . Zolotareva
(1964) i M . Eliade'a (1972), zasadniczym problemem była geneza mitu,
a zwłaszcza motywu dualistycznego. Istniały trzy czynniki determinu­
jące (w sposób jawny bądź ukryty) dotychczasowe interpretacje:
1. Zasięg mitu. Kosmogonią dualistyczna w X I X - X X w. występo­
wała na obszarze ograniczonym z zachodu linią Wisły (w przybliżeniu),
na wschodzie zaś obejmującym Ukrainę, Wielkorus i w znacznie mniej­
szym stopniu Białoruś. Wraz z zasięgiem osadnictwa ruskiego mit się­
gał terenów Syberii. Poza ludnością słowiańską mity tego typu noto­
wano wśród Łotyszy, Finów wschodnich, Ugrofinów, Ewenków, Jaku­
tów, Ałtajczyków i Buriatów. W Europie Południowej mit występował
w Bukowinie i Rumunii oraz w Bułgarii. Centrum zasięgu kosmogonii
dualistycznej — ze względu na ilość i natężenie występowania mitu —
była Słowiańszczyzna Wschodnia.
2. Dualizm Boga i Diabła. Przeciwstawienie tych istot w procesie
1

Artykuł ten jest jedynie ogólną prezentacją problemu obejmującego znacznie
szerszą g a m ę zagadnień. Wszystkie nie udokumentowane bezpośrednio stwierdzenia
oparte są na wynikach badań zawartych w pracy: Kosmogonią
dualistyczna w Eu­
ropie i Azji w XIX-XX
wieku. Studium etnoreligioznawcze (maszynopis w dyspo­
zycji autora).

�170

RYSZARD

TOMICKI

kreacji, a przede wszystkim uznanie Diabła za istotę odwieczną, prowa­
dziło z reguły do szukania źródła tego motywu bądź w religii prasło­
wiańskiej, ergo aryjskiej , bądź w oddziaływaniu religii irańskich albo
bliskich im doktryn heretyckich, głównie bogomilizmu .
3. Połączenie dualizmu Boga i Diabła z tzw. motywem oceanicznym.
W micie przybiera ono ściśle określoną formę, uznaną przez Dragomanova za kryterium mitów typu słowiańskiego: „Wspólną podstawą
legend tej rodziny — pisał — jest antagonizm dwóch nadprzyrodzo­
nych postaci podczas kreacji świata, z których jedna (Bóg) wysyła
d r u g ą (Diabła) w głąb wód [istniejących od początku — R.T.] w celu '
wydobycia kawałka substancji dla stworzenia lądu s t a ł e g o " . Sam
motyw oceaniczny, określany w systematykach folkloru hasłem „ E a r t h -Diver" (nurkowanie ptaka lub zwierzęcia w praoceanie) stanowi jed­
nak główny motyw mitów stworzenia u wielu ludów Azji Północnej
i Syberii, Azji Południowo-Wschodniej oraz Ameryki Północnej .
Aktualny stan badań opisać można przytaczając trzy główne hipo­
tezy na temat pochodzenia m i t u wśród ludów euroazjatyckich. Pierw­
sza mówi, że zarówno dualizm, jak i motyw wydobycia ziemi z praoceanu są rezultatem wpływu idącego z obszaru irańskiego. Tam na bazie
archaicznych motywów mitologicznych (dualizm) połączonych z wpły­
wami indyjskimi i (lub) babilońskimi (obraz pierwotnych wód) ukształ­
tować się miała Ursage, która następnie — uformowana ostatecznie
w kręgu gnostycko-manichejskim — została rozpowszechniona: a) w Eu­
ropie Południowej przez Bogomiłów, a za pośrednictwem literatury apo­
kryficznej także w Europie Wschodniej oraz b) w Azji Środkowej przez
2

3

4

5

e

г

J . K . E r b e n , Báje slovanské
o stvořeni
světa, „Časopis Českého Musea",
t. X L : 1866, s. 35-45; A . A f a n a s e v, Poetičeskija
vozzrenija Slavjan na prirodu,
Moskva 1868, t. 2.
Hipotezę taką w y s u n ą ł А. N. V е s е 1 о v s к i j , Iz istorii literaturnago
obščenija Vostoka i Zapada. Slavjanskija skazanija o Solomone i Kitovrase, Sankt-Peterburg 1872; później odstąpił od niej, por. A. N. V e s e 1 o v s к i j ,
Dualističeskija
poverija o mirozdanii, „Sbornik Otdelenija Russkogo Jazyka i Slovesnosti Imperatorskoj Akademii Nauk", t. X L V I : 1889, kn 1; t e n ż e , Ksvoprosu o
dualistićeskich
kosmogonijach, „Etnografičeskoe Obozrenie", 1890, No 2. Stanowisko to zmodyfiko­
w a ł i rozbudował M. Р. D r a g o m a n o y , Zabeleíkí
vyrchu slavjanskite
religiozno-etičeski
legendi. Dualističeskoto
mirotvorenie, „Sbornik za narodnia umotvoreníja, nauka i kmižnina", t. V I I - V I I I : 1892, X I - X I I : 1894. Korzystam z tłumaczenia
E . W. С o u n t a, Notes on the Slavic Religio-Ethical
Legends: The Dualistic C r e a tion of the World, The Hague 1961 (Indiana University Publications, Russian and
East-European Series, vol. 23). Kontynuatorem Dragomanova był O. D a h n h a r d t ,
Natursagert. Eine Sammlung Naturdeutender Sagen, Marchen, Fabeln und Legenden.
Bd. 1. Sagen zura Alten Testament, Leipzig und Berlin 1907.
D r a g o m a n o v , Notes..., s. 16.
S. T h o m p s o n , Motif-index of folk-literature, Copenhagen 1955, t. 1, s. 161.
M. E 1 i a d e, The Devil and Cod: Prehistory of the Romanian Folk Cosmo­
gony, [w:] t e n ż e , Zalmoxis. The Vanishing God, Chicago—London 1972, s. 117-121.
3

4

5

8

�L U D O W A KOSMOGONIĄ D U A L I S T Y C Z N A

SŁOWIAN

171

7

Manichejczyków . Druga hipoteza — autorstwa Zolotareva — zakłada
konwergentne kształtowanie się dualizmu u wszystkich ludów (także
Słowian) oraz uzupełnienie go potem motywem oceanicznym, który
powstał w Azji, skąd przeniesiony.został przez migrujących mongoloidów
do Ameryki i Europy Wschodniej . Ostatnia i najnowsza hipoteza głosi,
że motyw pierwotnych wód i nurkowania po ziemię stanowi archaicz­
ne patrymonium kulturowe ludów Eurazji. Dualistyczna forma tego mo­
t y w u (nurkowanie Antagonisty stwórcy) wytworzyć się zaś mogła w spo­
sób konwergentny albo pod wpływem irańskich i heretyckich doktryn
mitologiczno-religijnych .
Żadna z tych teorii nie może być obecnie uznana za w pełni praw­
dziwą lub fałszywą. Każdą cechują braki w materiale dowodowym albo
uchybienia teoretyczno-metodologiczne. Jednym z głównych zastrzeżeń
jest atomistyczne pojmowanie mitu kosmogonicznego. Założenie, iż jest
on jedynie luźnym zbiorem motywów, wątków, a nawet dalszoplanowych szczegółów — przy ich równorzędnym traktowaniu — prowadziło
do argumentowania hipotez dyfuzjonistyczno-migracjonistycznych fak­
tami nie mającymi istotnego znaczenia dla schematu i struktury mitu.
Dotyczy to zwłaszcza hipotezy 1. Analogiczne źródło ma ogólnikowe ro­
zumienie dualizmu i wnioskowanie o jego genezie bez względu na formy,
w jakich się przejawiał (hipoteza 2). Wreszcie, najbardziej prawdopo­
dobna hipoteza (3) dotyczy w zasadzie tylko jednego motywu, a nie m i t u
rozumianego jako całość o określonej budowie.
8

9

*
Biorąc pod uwagę osiągnięcia i mankamenty dotychczasowych badań
przyjąłem za cel podstawowy rekonstrukcję schematu kosmogonii duali­
stycznej oraz analizę istoty dualizmu Boga i Diabła na podstawie mitów
słowiańskich, reprezentatywnych dla wszystkich wersji kosmogonii du­
alistycznej w Europie Wschodniej i Południowej. Do badań wykorzystano
102 wersje mitu. Okazało się, iż wszystkie one są mniej lub bardziej
rozbudowanymi fabularnie realizacjami schematu obejmującego 5 mo­
tywów:
1. Istnienie pierwotnych wód oraz Boga i Diabła.
7

D r a g o m a n o v , op. cit, s. 48-49, 100^ passim. Hipotezę tę rozszerzyli nawet
na obszar Ameryki Północnej D a h n h a r d t , op. cit., oraz E . W. C o u n t , The
Earth-Diver and the Rival Twins: A Clue to Time Correlation in
North-Eurasiatic
and North American Mythology, [w:] Selected Papers of the XXIXth
International
Congress of Americanists,
ed. by Sol Tax, Chicago 1952, vol. I l l , s. 55-62; por.
t e n ż e , Glos w dyskusji nad artykułem
F. L . Utley, The Migration of Folktales:
Four Channels to the America, „Current Anthropology", vol. 15: 1974, No 1.
A. M. Z o l o t a r e v , Rodovoj stroj i pervobytnaja mifologija, Moskva 1964,
s. 278-280.
* E 1 i a d e, op. cit,
128-130.
8

�172

RYSZARD

TOMICKI

2; Nurkowanie Diabła na dno praoceanu po substancję konieczną do
stworzenia lądu i wydobycie jej na powierzchnię.
3. Utworzenie ziemi przez Boga; współudział Diabła w jej formo­
waniu.
4. Zawładnięcie (lub próba zawładnięcia) ziemią, ludźmi i (lub) nie­
bem przez Diabła.
5. Walka Piorunowładcy (Michała Archanioła lub Eliasza) z Diabłem
i strącenie go w podziemia .
Podstawowe znaczenie w kosmogonii ludowej ma przeciwstawienie
Boga i Diabła, uważanych zazwyczaj za istoty odwieczne (,,nie wiadomo
skąd są" ) , których współdziałanie jest warunkiem kreacji. Mamy więc
do czynienia z typowym przykładem dualizmu genetycznego, koncepcji
przyjmującej dwa równoległe i równie odwieczne pierwiastki bytu, dwa
równorzędne principia. Zgodnie z t y m opozycja Boga i Diabła funkcjo­
nuje w micie jako zasada klasyfikacyjna, dzięki której tworzony świat
otrzymuje dychotomiczną s t r u k t u r ę semantyczną. Z Bogiem i Diabłem
korelowane są bowiem wszelkie możliwe kategorie, zjawiska i cechy:
góra — dół, wschód — zachód, ogień — woda (zwłaszcza w sensie kos­
mologicznym: ogień niebieski — wody kosmiczne), dzień — noc, lato —
zima, biały — czarny, słońce — księżyc, dobro — zło, funkcjonalność —
niefunkcjonalność i t d . Istotny jest fakt, że uwikłanie w proces kreacji,
zarówno Boga jak i Diabła, różni zdecydowanie mit ludowy od koncepcji
manichejskich i bogomilskich, które z postacią boskiego przeciwnika
(Anty-Boga) łączą stworzenie świata materialnego . Kreacyjne funkcje
Boga dotyczą duchowego, „niewidzialnego" aspektu świata. W mitach
słowiańskich realizowany jest natomiast wariant bliski koncepcjom zoroastryjskim. Diabeł — podobnie jak Ahriman — ingeruje w sposób de­
strukcyjny w dzieło Boga, lub też jest kontrstwórcą, powołującym do
istnienia świat zła (w sensie substancjalnym i kosmologicznym) .
10

u

1 2

13

14

Kulminacyjnym momentem procesu kreacji jest walka z Diabłem
i strącenie go w podziemia. Motyw ten uzyskał w większości mitów i n ­
terpretację nawiązującą do fragmentu Apokalipsy św. Jana mówiącego
o strąceniu Szatana przez Michała Archanioła. Przyczyną konfliktu m i ę 1 0

Szersze o m ó w i e n i e fabuły i schematu w: R. T o m i c k i , Słowiański
mit kosmogoniczny, „Etnografia Polska", t. X X : 1976, z. 1.
Por. mit wielkoruski w D S h n h a r d t , op. cit., s. 338-339.
Bliżej na ten temat por. R. T o m i c k i , Religious Dualism in the
Slavic
Cosmogonic Myth, [w:] Poland at the Tenth International Congress of Anthro­
pological and Ethnological Sciences, Wroclaw 1978, s. 59-67.
4 Podkreślał to już N. I. К o r o b к a, Obraz pticy, tvorjaščej
mir, v russkoj
narodnoj poezii i pismennosti, „Izvestija Otdelenija Russkogo Jazyka i Slovenosti
Imperatorskoj Akademii Nauk", t. X I V : 1909, kn. 4, t. X V : 1910, kn. 1.
Por. U . В i a n с h i, The History of Religions, Leiden 1975, s. 41-42. Obszerne
fragmenty irańskich m i t ó w stworzenia prezentuje M. S k ł a d a n k o w a ,
Kosmo­
gonią irańska, „Euhemer", 1975, nr 2.
1 1

1 2

1 4

11

�LUDOWA

KOSMOGONIĄ

DUALISTYCZNA

173

SŁOWIAN

dzy demiurgami jest spór o władzę nad światem. Współtworzenie ziemi
przez Boga i Diabła powoduje, iż ma ona dwoistą s t r u k t u r ę (Bóg tworzy
równiny, pola uprawne, rośliny jadalne, zwierzęta gospodarcze itd.,
Diabeł zaś góry, ugory, błota, rośliny trujące i drapieżniki). W wyniku
umowy albo podstępu boski Antagonista zdobywa jednak panowanie nad
całą ziemią powodując-jej jałowość. Inny wariant tego wydarzenia mówi
o pysze Diabła i próbie opanowania nieba. W obu wypadkach jednak
chodzi o ten sam efekt — zagrożenie szeroko pojętego życia. Skrajnym
przykładem tego jest motyw zaprzedania ludzi Diabłu przez Adama, czer­
piący z apokryficznych wyjaśnień praprzyczyny Odkupienia . Bezpo­
średnim powodem przekazania władzy nad zmarłymi Diabłu jest zagro­
żenie przez niego gatunkowego trwania l u d z k o ś c i . Epizod zstąpienia
Jezusa do podziemi i pokonania Diabła stanowi t u zdublowanie wcześ­
niejszej interwencji świętego Piorunowładcy, chociaż jego interpretacja
ma już w pełni charakter chrześcijański.
Interwencja Piorunowładcy prowadzi do ustalenia ostatecznego kształ­
tu świata. W wyniku strącenia powstaje piekło, trzecia i uzupełniająca
dwie poprzednie (niebo i ziemię) strefa kosmosu. Walka Piorunowładcy
z Diabłem ma przy t y m dwa aspekty: kosmologiczny (polaryzacja de­
miurgów jest warunkiem trwania świata) oraz meteorologiczno-wegetacyjny (skojarzenie spadających diabłów z opadem deszczu). Oba aspekty
odpowiadają funkcjom świętego Piorunowładcy w ludowym modelu
świata, gdzie jest on ściśle związany z przejściem zima — wiosna (po­
czątkiem cyklu wegetacyjnego) oraz opadami w ich aspekcie „zarodczym", a ponadto z niszczeniem złych istot (diabłów, demonów) zagra­
żających w różnej formie płodności i życiu.
Funkcje Piorunowładcy, które ogólnie określić można jako zacho­
wawcze, przeciwstawiają go z jednej strony Bogu (funkcje stwórcze),
z drugiej natomiast Diabłu (funkcje destrukcyjne). To ostatnie przeciw­
stawienie znalazło także wyraz w południowosłowiańskich mitach o por­
waniu przez Diabła słońca i (lub) księżyca, które odzyskuje Piorunowładca ratując życie na z i e m i . Można więc stwierdzić, że proces
tworzenia świata przebiegający niejako w dwóch opozycyjnych płaszczyz­
nach prowadzi do ustalenia triadycznej struktury kosmosu oraz istot
nadprzyrodzonych:
ls

16

17

NIEBO
ZIEMIA
PODZIEMIA
1 5

_
_

BOG
PIORUNOWŁADCA
DIABEŁ

_
_

funkcje kreacyjne
funkcje zachowawcze
funkcje destrukcyjne

Por. A. E . N a u m o w, Apokryfy w systemie literatury
cerkiewnosłowiańWrocław 1976, s. 82 n. („Prace Komisji Słowianoznawstwa", nr 36).
Szersze o m ó w i e n i e w: R. T o m i c k i , Antropogeneza w słowiańskich
wie­
rzeniach ludowych, „Ethnologia Polona" (w druku).
D a h n h a r d t , op. cit., s. 128-132, 136, 145; D r a g o m a n o v , op. cit., s. 84;
Т. R. D o r d e v i c , Příroda u ver ovanu i předánu
našega národa, Beograd 1958,
t. 1, s. 20-21.
skiej,

l e

1 7

�174

RYSZARD

TOMICKI

Charakterystyka schematu i struktury słowiańskiej kosmogonii jak­
kolwiek uproszczona dla potrzeb tego referatu, pozwala na kilka wnios­
ków ogólniejszej natury. Podkreślić należy przede wszystkim, że mit
różni się zdecydowanie od kosmogonii chrześcijańskiej i nie posiada żad­
nego znanego odpowiednika w euroazjatyckich, historycznych tradycjach
mitologiczno-religijnych. Faktem jest, iż operuje on frazeologią i obra­
zami zaczerpniętymi z kanonicznej i apokryficznej literatury chrześci­
jańskiej (o różnej zresztą wadze dla sensu m i t u ) , ale obejmuje też
elementy zupełnie jej obce i trudne do wyjaśnienia. Mam na myśli cały
motyw nurkowania czy choćby bardzo często występujący ornitomorfizm Diabła (pojawia się jako kaczka lub przybiera tę postać podczas
nurkowania), nie mówiąc już o współistnieniu Boga i Diabła oraz preegzystowaniu wód.
Rekonstrukcja schematu kosmogonii ludowej z jeszcze większą mocą
nasuwa pytanie o jej genezę. Jak się wydaje, pytanie to uzyskać może
dwojaką formę: 1) czy mit w swej XIX-XX-wiecznej postaci mógł ufor­
mować się już w okresie oddziaływania na k u l t u r ę ludową chrześcijań­
stwa i wyłącznie na bazie motywów mitologicznych niesionych przez tę
religię?; 2) czy mit ludowy stanowi rezultat wzajemnego oddziaływania
jakiejś hipotetycznej, przedchrześcijańskiej koncepcji kosmogonicznej
oraz motywów mitologicznych docierających do środowisk ludowych
z ortodoksyjnych i heterodoksyjnych źródeł chrześcijańskich? Rozstrzyg­
nięcie tego dylematu w świetle źródeł historycznych wydaje się nie­
możliwe, a świadczą o t y m drobiazgowe poszukiwania M . P. Dragomanova. Istnieją jedynie dwie wskazówki co do historii m i t u — wiadomo,
iż już ok. X V I - X V I I w. znany był on w Rosji w formie identycznej
z XIX-XX-wieczną oraz że ślady wydobycia z praoceanu substancji,
z której następnie Bóg tworzy ziemię spotyka się w średniowieczu
w słowiańskich apokryfach .
Bezsporna jest rola chrześcijaństwa w nadaniu kosmogonii ostatecz­
nego kształtu. Olbrzymia jednorodność mitów, mimo występowania
ich na znacznym obszarze Europy, jednorodność, która niegdyś sugero­
wała istnienie wspólnej Ursage, może być — jak się wydaje — t ł u m a ­
czona unifikującym i petryfikującym wpływem tradycji chrześcijańskiej.
Z 5 motywów kosmogonii ludowej trzy mają bezpośrednie powiązania
z kanonicznymi lub apokryficznymi motywami mitologicznymi. W jeszcze
większym stopniu dotyczy to drugo- i trzecioplanowych wątków. Zdecy­
dowanie obcy pozostaje jedynie motyw nurkowania, gdyż nawet współ1S

19

1 8

"W elementach
milsko-apokryficznej
D r a g o m a n o v , op.
D rag om an o
1 9

drugo- i trzecioplanowych mitu wyraźne są w p ł y w y bogotradycji mitologiczno-religijnej. Wiele miejsca poświecą im
cit.
v, op. cit., s. 79-80, 82; D á h n h a r d t , op. cit, s. 45.

�LUDOWA

KOSMOGONIA

DUALISTYCZNA

SŁOWIAN

175

istnienie Boga i Diabła można usiłować wyjaśnić nie wykraczając poza
szeroko rozumianą tradycję chrześcijańską .
Dotychczasowe badania proponują interpretację motywu pierwotnych
wód i kosmogonicznego nurkowania jako archaicznego składnika mitów
stworzenia u ludów Eurazji. Wiadomo także, iż w X I X - X X w . zasięg tego
motywu pozbawionego dualizmu demiurgów pokrywał się w Europie
Północno-Wschodniej i w Azji Północnej z zasięgiem mitów typu sło­
wiańskiego, w których istotą nurkującą jest Diabeł. Zważywszy na częs­
ty ornitomorfizm Diabła istniała bardzo prawdopodobna możliwość, iż
mamy do czynienia z jednym motywem, który w k r ę g u oddziaływania
chrześcijaństwa uległ transformacji (nastąpiła zamiana nurkującego
ptaka na Diabła). Sugestię tę potwierdzały tzw. kolędy kosmogoniczne,
znane wyłącznie z Ukrainy, w których istotami planującymi wydobycie
z dna pierwotnych wód ziemi, słońca, gwiazd są p t a k i . Wszystkie te
spostrzeżenia dotyczyły wszakże jednego tylko motywu. Istniała koniecz­
ność przeprowadzenia analizy całego m i t u kosmogonicznego, pozbawio­
nego w motywie nurkowania dualizmu Boga i Diabła.
Uwaga moja skierowała się na dwa zespoły mitów — ugrofińskie
(a zwłaszcza obi-ugryjskie, tzn. występujące wśród Mansów i Chantów)
oraz samojedzkie. Spowodowane to było faktem, iż w X I X - X X w. wśród
Ugrofinów znane były mity stworzenia w pełni odpowiadające kosmo­
gonii słowiańskiej oraz takie, które oparte były na motywie nurkującego
ptaka, nie wykazującego żadnych cech antropomorficznej istoty nadprzy­
rodzonej. Szczególnie wyraźnie współistnienie tych dwóch wersji ryso­
wało się u Mansów i Chantów, społeczności, które w najmniejszym sto­
sunkowo stopniu uległy wpływom słowiańsko-chrześcijańskiej tradycji
mitologiczno-religijnej. Z kolei wśród Somojedów kosmogonie dualistycz­
ne typu słowiańskiego nie były w zasadzie znane , co pozostawać mogło
w związku z jeszcze mniejszą rolą wpływów słowiańsko-chrześcijańskich
w ich mitologii i religii niż to miało miejsce u Manso-Chantów. Spo­
strzeżenia te nasuwały przypuszczenie, że dualistyczna forma motywu
nurkowania i częstotliwość jej występowania uzależnione są od dawności,
trwałości i zasięgu oddziaływania kultury słowiańskiej i chrześcijaństwa.
20

21

22

2 0

Sugestie takie znaleźć można w: E . V. P o m e r a n с e v a, Mifologičeskie
perv russkom folklore, Moskva 1975, s. 124, 130.
Por. A. N o w o s i e l s k i , L u d ukraiński,
Wilno 1857,1.1, s. 102-104; O. K o l ­
b e r g , Dzieła wszystkie, t. 29, s. 348; D a h n h a r d t , op. cit., s. 59; A f a n a s e v,
op. cit., s. 466.
W pocz. X X w. zanotowano wśród N i e n i e c ó w 2 wersje odbiegające od ty­
powych m i t ó w samojedzkich i mające formę zbliżoną do m i t ó w słowiańskich, por.
T. L e h t i s a l o , Entwurf einer Mythologie der Jurak-Samojeden,
Helsinki 1924,
s. 8-11.

sonaži

2 1

2 2

�176

RYSZARD

TOMICKI

*
Aby wyjaśnić, czy istnieje (a jeśli tak, to jaki) związek pomiędzy mo­
tywem kosmogonicznego nurkowania i pozostałą częścią m i t u stworzenia,
podjęta została analiza mitów samojedzkich . Pozwoliła ona na rekon­
strukcję wspólnego dla Nienieców, Enieców, Selkupów i Nganasanów
schematu kosmogonii, mającego następującą postać:
1. Istnienie pierwotnych wód oraz Boga Nieba, będącego inicjatorem
stworzenia ziemi.
2. Nurkowanie ptaka — pomocnika na dno praoceanu po substancję
konieczną do stworzenia lądu i wydobycie jej na powierzchnię.
3. Utworzenie ziemi przez Boga Nieba.
4. Zawładnięcie ziemią przez istotę związaną ze śmiercią, jałowością,
a później z podziemiami (Boga Śmierci).
5. Walka istoty związanej z życiem, płodnością i niebem (Boga Życia)
o panowanie nad ziemią oraz życiem ludzi, przynosząca w efekcie translokację Boga Śmierci w podziemia.
6. Działalność na ziemi Herosa Kulturowego (pod opieką Bogini Zie­
mi).
7. Odejście Herosa do nieba (a Bogini Ziemi w podziemia).
Nietrudno zauważyć, iż schemat ten w punktach 1-5 jest niemal iden­
tyczny ze słowiańskim, chociaż pod względem formalnym mity obu grup
różnią się znacznie (kosmogonię Samojedów cechuje bogactwo wątków,
brak w niej chrześcijańskiej frazeologii, treść uwarunkowana jest spe­
cyfiką ekologiczno-kulturową tych ludów itd.). Uwagę zwrócić jednak
należy przede wszystkim na treść poszczególnych motywów.
Inicjatorem stworzenia jest zawsze Bóg Nieba (Nieniecowie i Selkupowie — Num, Eniecowie — Nga, Nganasani — Nguo), związany z naj­
wyższym poziomem nieba, uważany za stwórcę i suwerennego władcę
23

2 5

Wykorzystałem w tym celu m. in.: L e h t i s a 1 o, op. cit.; E . D. P r o k o f e v a , Kostjum sel'kupskogo (ostjako-samoedskogo) šamana, „Sbornik Muzeja A n ­
tropologii i Etnografii", t. X I : 1949; t e j ż e , Eneckij šamanskij
kostjum, „Sbor­
nik...", t. X I I I : 1951; t e j ż e , Materiały
po religioznym predstavleniiam
encev,
„Sbornik...", t. X I V : 1953; t e j ż e , Predstavlenija
sel'kupskich
šamanov
o mire,
„Sbornik...", t. X X : 1961; В. O. D o I g i c h , Mifologičeskie
skazki i istoričeskie
preclanija encev, „Trudy Instituía Etnografii" (ns), Moskva 1961, t. X L I V ; t e n ż e ,
MatriarchaVnye čerty v verovanijach nganasan, [w:] Problémy
antropologii i istoričeskoj
etnografii Azii, Moskva 1968, s. 214-229; t e n ż e , Mifologičeskie
skazki
i istoričeskie
předáni ja nganasan, Moskva 1976; A. V. C h o m i č , Nency. Istoriko-etnografičeskie
očerki,
Moskva-Leningrad 1966; t e n ż e , O nekotorych
predmetach kul'ta nadymskich nencev, „Sbornik Muzeja Antropologii i Etnografii",
t. X X V I I : 1971; U. H o l m b e r g , Finno-Ugric,
Siberian Mythology,
Mythology
of All Races, ed. Lewis Herbert Gray, New York 1964, vol. I V ; V. N. T o p o r o v,
O tipologičeskom
podobii mifologičeskich
struktur и Ketov i sosednich s nimi narodov, [w:] Ketskij sbornik. Mifologija, etnográfica,
teksty, Moskva 1969, s. 126-147.

�LUDOWA

KOSMOGONIA "DUALISTYCZNA

SŁOWIAN

177

świata. Z jego polecenia ziemię z dna praoceanu wydobywa ptak wodny
związany z dolną sferą kosmosu i będący gatunkowym odpowiednikiem
ptaka — głównego ducha opiekuńczego szamanów udających się w pod­
ziemia. Ptak przeciwstawiony jest więc Bogu Nieba (góra — dół), ale
relacja między nimi nie ma nigdy cech antagonizmu. Z wydobytej ziemi
Bóg tworzy ląd, który — podobnie jak w mitach słowiańskich — roz­
rasta się do aktualnej postaci. Analogia ze Słowianami dotyczy również
szczegółów aktu nurkowania. W mitach słowiańskich dopiero za trzecim
razem udaje się Diabłu dosięgnąć dna, co jest wyjaśniane jako wyraz
niemocy stwórczej. Efektywność nurkowania zapewnia Diabłu wypowie­
dzenie formuły typu: „w imię Boga". W mitach Samojedów sens tego
wątku jest odmienny. Wyraża on albo trudność osiągnięcia dna praoce­
anu, czyli skrajnie dolnego punktu osi świata (droga tam trwa 7 dni,
lat, podobnie jak do siedziby Boga Nieba), albo niemożność dotarcia do
dna przez ptaka związanego z górną strefą kosmosu. Czasem bowiem
pierwszą próbę podejmuje ptak będący gatunkowym odpowiednikiem
ptaka — głównego ducha opiekuńczego szamanów udających się do nie­
ba. Po nieudanej próbie ptaka „górnego", z powodzeniem nurkuje ptak
„dolny". Pomijając kwestię predeterminacji dwóch klas szamańskich du­
chów opiekuńczych, można stwierdzić, iż wątek ten rzuca światło na
występujące w mitach słowiańskich przekonanie, że Bóg sam nie może
stworzyć ziemi' (tzw. wątek niemocy stwórczej Boga) i zmuszony jest od­
wołać się do pomocy Diabła .
2 4

Utworzenie ziemi jest równoznaczne z powstaniem pierwszej i podsta­
wowej struktury kosmosu, a mianowicie opozycji: niebo — ziemia. W m i ­
tologii Samojedów (ale także Manso-chantów, Ketów i innych ludów pół­
nocnej A z j i ) łączy się to z polaryzacją Boga Nieba i jego małżonki;
ta ostatnia — po strąceniu lub oddaleniu się z nieba na ziemię — staje
się Boginią Ziemi (Nieniecowie — Ja nebja, Selkupowie — Ylynda kota,
Eniecowie — Dja menju'u, Nganasani — Mou njamy). Elementu tego
brak w mitach słowiańskich, chociaż utworzenie ziemi stanowi także
pierwszą i najważniejszą fazę strukturyzacji świata. U Samojedów ko­
lejne motywy kosmogonii wynikają niejako z małżeńskich związków
pary głównych bóstw, które posiadają co najmniej dwóch synów prze­
ciwstawionych nieraz wprost (jak u Enieców) w kategoriach wieku (star­
szy — młodszy).
Syn starszy jest istotą o naturze ludożerczej. Przebywa on początko25

2 4

Por. „Boch znav use na swiťi, ale niczoho ne mih zrobyty, a Tryjuda (Dia­
beł — RT) mav syłu do useho", W. S z u c h i e w i c z , Huculszczyzna,
L w ó w 1908,
t. I V , s. 2-3.
Np. K . F . K a r j a l a i n e n , Die Religion der Jurga-Volker, Porvoo 1922, t. 2,
s. 176; T o p o r o v, op. cit., s. 139; V . V . I v a n o v, V. N. T o p o r o v, Kommentarij к opisaniju ketskoj mifologii, [w:] Ketskij
sborník.
Mifologija,
etnografija,
teksty, Moskva 1969, s. 152.
2 5

12 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I I ,

z. 2

�178

RYSZARD

TOMJ.CKI

wo na ziemi pożerając nowo stworzonych ludzi (Nga u Nienieców,
Todote u Enieców) lub też opanowuje ziemię powodując jej jałowość —
skucie lodem (Fannida u Nganasanów). Sytuację tę likwiduje interwen­
cja młodszego brata (Nieniecowie — Jaumaal^Nymkympoi?,
Selkupowie — Icza~Ij,
Eniecowie — Djuba nga, Nganasani — Djojba nguo).
Istota ta, często posiadająca atrybuty piorunowładcy i (lub) bóstwa solarnego, powoduje w efekcie walki translokację zagrażającego życiu
bóstwa w podziemia, gdzie staje się ono Bogiem Śmierci. Sam zaś staje
się od tej chwili Bogiem Życia, opiekującym się strefą ziemi. Tworzy
on i podtrzymuje — w ścisłym związku z Boginią Ziemi (a mówiąc
ściślej z jej życiodajną hipostazą) — życie ludzi, zwierząt i roślin.
Motyw translokacji Boga Śmierci stanowi bliską analogię, najbar­
dziej bodaj kontrowersyjnego ze względu na koneksje z Apokalipsą
św. Jana, motywu mitu słowiańskiego. W obu wypadkach mamy do czy­
nienia nie tylko z podobną formą motywu, lecz także z identycznym
znaczeniem opisywanego wydarzenia w procesie kreacji . Przemieszcze­
nie Boga Śmierci w podziemia prowadzi bowiem do powstania werty­
kalnej struktury trójelementowej:
2e

NIEBO
ZIEMIA
PODZIEMIA

BOG NIEBA
B O G ŻYCIA
B O G ŚMIERCI

funkcje kreacyjne
funkcje zachowawcze
( ż y c i o d a j n e i obronne)
funkcje destrukcyjne

Dwa ostatnie motywy kosmogonii Samojedów nie posiadają odpo­
wiedników w ludowym micie Słowian. Mowa jest w nich o działalności
Herosa Kulturowego, opisywanego jako autonomiczna postać mająca
jednak cechy i atrybuty Boga Życia (np. Icza oraz Ij u Selkupów) albo
jako hipostazą Boga Życia (Eniecowie — Djuba nga, Nganasani —
Djajku~Djojba
nguo). Dokonuje on typowych czynów należących do
wzorcowego obrazu tej postaci w mitologii: uwalnia ziemię od demonicz­
nych potworów zagrażających ludziom, dopełnia dzieła stworzenia usta­
lając np. liczbę gwiazd, przekazuje ludziom „kulturę", kształtuje normy
religijne. Nad Herosem czuwa Bogini Ziemi, przebywająca jeszcze na
ziemi. Po wypełnieniu swej misji Heros oddala się od nieba i w syn­
chronicznym modelu świata utożsamiany jest z Bogiem Życia. Jest to
akord procesu kreacji (uprzednio Bogini Ziemi udaje się pod ziemię ) .
Jakkolwiek motywy te nie występują w kosmogonii Słowian, wiele
z nich przypomina popularne motywy folkloru mitologicznego związane
z Michałem Archaniołem (nieraz Eliaszem) oraz przede wszystkim
2 7

2 6

Motyw translokacji bóstwa związanego z podziemiami i śmiercią w y s t ę p o ­
w a ł w identycznym lub zbliżonym kontekście również u E w e n k ó w . J a k u t ó w i Ałtajczyków.
' Bogini Ziemi przebywa w synchronicznym modelu świata na 1 (lub nie­
raz 2) poziomie 7-dzielnych podziemi. W stosunku do Boga Śmierci zawsze sytuo­
wana jest „wyżej", nawet jeżeli oboje sytuowani są w płaszczyźnie horyzontalnej.
2

�LUDOWA

KOSMOGONIĄ

DUALISTYCZNA

SŁOWIAN

179

św. Jerzym. Dotyczy to zwłaszcza walki z potworem — ludojadem, spa­
lenia go i spowodowania w ten sposób powstania owadów, co odpowiada
wschodnio- i południowosłowiańskim mitom o spaleniu smoka i powsta­
niu z jego popiołów g a d ó w . Analogia między t y m i postaciami obejmu­
je również motyw odzyskania zagrabionych przez Diabła (Boga Śmierci)
ciał niebieskich . Ta zaskakująca zbieżność funkcji Herosa i św. Jerze­
go oraz szczegółów ich czynów sięga samej natury tych postaci. Podob­
nie jak Heros jest w mitologii Samojedów jedną z form Boga Życia,
św. Jerzy w mitologii słowiańskiej stanowi wyłącznie hipostazę Pioruno­
władcy, co przekonywająco wykazali Ivanov i Toporov .
Poza generalnym podobieństwem schematów kosmogonii Samojedów
i Słowian kryje się jednak istotna różnica o charakterze strukturalnym.
Jeśli bowiem u podstaw słowiańskiego mitu i modelu świata leży jedna
opozycja binarna (Bóg — Diabeł), ulegająca następnie przekształceniu
w triadę (Bóg — Piorunowładca — Diabeł), to w micie i modelu świata
Samojedów mamy do czynienia ze s t r u k t u r ą bardziej skomplikowaną:
28

29

30

ZYCIE

SMIERC
BN

MĘSKIE
—BZ

BN
BZ
US
BZ

•
-

B ó g Nieba
Bóg Życia
Bóg Śmierci
Bogini ziemi

Podstawowe znaczenie ma t u pierwotna struktura: Bóg Nieba —
Bogini Ziemi. Obie istoty przeciwstawione są sobie w kategoriach:
góra — dół, ojciec — matka, jasne — ciemne. Równocześnie każda
z nich jest ambiwalentna ze względu na związek ze zjawiskami: życia
i śmierci oraz lata i zimy. Dlatego też zarówno Bóg Nieba, jak Bogini
Ziemi posiadają aspekty dobre (życiodajny, letni — ciepły, słoneczny
itd.) oraz złe (śmiercionośny, zimowy — mroźny, księżycowy itd.). As­
pekty te personifikuj ą bóstwa sytuowane na niższym poziomie genetycz­
nym, tzn. dzieci pary głównych bóstw. Zazwyczaj dotyczy to głównie
Boga Nieba, który będąc w synchronicznym modelu świata bóstwem
pasywnym .„przekazuje" swe antagonistyczne funkcje Boga Życia i Boga

2 8

Por. np. A f a n a s e v , op. cit., s. 535; D a h n h a r d t , op. cit., t. I I I , s. 169;
S. K u l i s i e , P. Ż. P e t r o v i ć, N. P a n t e l i ć , Srpski mitološki
rečnik, Beograd
1970, s. 262.
Np. A f a n a s e v, op. cit., t. I I I , s. 535. Analogiczne motywy w y s t ę p o w a ł y
w mitologii Samojedów, Manso-Chantów, Buriatów.
V. V. I v a n o v , V. N. T o p o r o v , Issledovanija
v oblasti
slavjanskích
drevnostej. Leksičeskie
i frazeologičeskie
voprosy rekonstrukcii
tekstov, Moskva
1974, passim; t e n ż e , Invariant i transformacii
v mifologičeskich
i
jolklornych
tekstach, [w:] Tipologičeskie
issledovanija
po fol'kloru. Sbornik statej pamjati
Vla­
dimíra Jakovleviča
Proppa, Moskva 1976, s. 44-76.
2 9

8 0

�180

RYSZARD

TOMICKI

Śmierci. Sam zachowuje kierowanie przebiegiem procesów biologicznych
czy astronomiczno-meteorologicznych, ale nie jest bezpośrednim sprawcą
ani narodzin, wzrostu roślin, pory wiosenno-letniej, ani też śmierci, obu­
mierania, zimy. W mniejszym stopniu zjawisko to dotyczy Bogini Ziemi,
która jest postacią aktywną. Jednak i w t y m wypadku, zgodnie z logiką
przedstawionego schematu, Bogini Ziemi „przekazuje" swe funkcje cór­
kom (np. Dja katy i Parneku u Enieców) albo występuje w dwóch hipostazach jako bogini związana z płodnością oraz bogini związana ze śmier­
cią (Mou njamy i Syrada njamy u Nganasanów). Przy takich rozwiąza­
niach Bóg Życia i Bóg Śmierci posiadają swe żeńskie d u b l e r k i .
Jak już było powiedziane, w modelu świata Bóg Nieba, Bóg Życia
i Bóg Śmierci zajmują miejsca i pełnią funkcje analogiczne do Boga,
Piorunowładcy i Diabła w modelu słowiańskim. Eliminacji uległa nato­
miast Bogini Ziemi, która u Samojedów połączona jest wieloma różno­
rakimi więzami ze wszystkimi bóstwami męskimi. Jeśli można w ten
sposób porównywać formy dualizmu w micie słowiańskim i samojedzkim, to nasuwa się przypuszczenie, iż wyparcie bóstwa ż e ń s k i e g o po­
łączone z silnym wzmocnieniem roli Diabła (jak to ma miejsce w chrze­
ścijańskiej tradycji mitologiczno-religijnej)
mogło stanowić czynnik
prowadzący do „spłaszczenia" dualizmu typu samojedzkiego i nadania
mu formy binarnej. Tego rodzaju warianty spotyka się w mitologii
M a n s o - C h a n t ó w , gdzie w miejsce nurkującego po ziemię ptaka (asocjowanego ze sferą tanatyczną) wprowadzony został bóg śmierci i pod­
ziemi Kul'-ater, identyfikowany z Diabłem. W przypadku wzrastającego
oddziaływania chrześcijaństwa następowała też aktywizacja Boga Nieba,
który w religiach szamanistycznych z reguły był typowym deus otiosus.
Dysponujemy dwoma wersjami mitu, pochodzącymi od Nienieców,
w których wystąpienie obu tych zjawisk doprowadziło do formy bliskiej
słowiańskiemu dualizmowi Boga i Diabła . Wszystkie te analogie w y ­
magają jednak osobnego, szczegółowego rozważenia, co wykracza poza
ramy tego szkicu.
31

32

33

34

3 1

Oba aspekty p o s i a d a ł a t a k ż e M a t k a Ziemia w wierzeniach s ł o w i a ń s k i c h ,
por. np. O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 19, s. 198. Takie ujęcie B o g i n i - M a t k i
jest zresztą uniwersalne, por. E. N e u m a n n , Die Grosse Mutter. Der
Archetyp
des Grossen Weiblichen, Z u r i c h 1956.
Ziemia jest w mitach s ł o w i a ń s k i c h w y ł ą c z n i e przedmiotem d z i a ł a n i a obu
d e m i u r g ó w , ale nawet w takiej r o l i utrzymuje implicite pewne elementy f u n k c j i
kreacyjnych, T o m i c k i , S ł o w i a ń s k i mit..., s. 94-95.
M i t y M a n s ó w i C h a n t ó w d o s t a r c z a j ą całej serii r ó ż n o r o d n y c h m o ż l i w o ś c i
transformacji, czy m ó w i ą c inaczej w a r i a n t ó w s y t u u j ą c y c h się m i ę d z y t y p o w y m
m i t e m s ł o w i a ń s k i m i t a k i m samym m i t e m samojedzkim. R ó w n o c z e ś n i e schemat
dualizmu przedstawiony w y ż e j dla kosmogonii S a m o j e d ó w w y s t ę p o w a ł u Manso- C h a n t ó w w sposób jeszcze bardziej w y r a ź n y niż u tych pierwszych.
L e h t ' i s a 1 o. op. cit., s. 8-11.
3 2

3 3

3 4

�LUDOWA

KOSMOGONIA

DUALISTYCZNA

SŁOWIAN

181

*

Przedstawione ustalenia dostarczają bogatego materiału do rozważań
na temat m i t u zarówno słowiańskiego, jak i samojedzkiego. Zasygnali­
zuję t u jedynie niektóre nasuwające się wnioski i problemy. Dla oceny
kosmogonii Samojedów istotny jest fakt, że jej schemat oraz forma du­
alizmu zrekonstruowana wyżej posiadają odpowiedniki nie tylko u Man­
sów i Chantów, lecz także w kosmogonii Ewenków, oraz w pewnym
stopniu J a k u t ó w i Ałtajeżyków. Co więcej, dotyczy to również niektó­
rych mitów stworzenia Indian północnoamerykańskich. Analogie sięga­
jące poziomu fabularnego i strukturalnego zdają się potwierdzać hipote­
zy, wysuwane wyłącznie na podstawie zasięgu motywu nurkowania
kosmogonicznego , według których kosmogonia motyw ten zawierająca
stanowi archaiczną koncepcję, sięgającą okresu migracji transkontynentalnych. Powstaje jednak pytanie: czy uderzające podobieństwo schema­
tu kosmogonii ludowej Słowian jest wystarczającym argumentem do
uznania jej za koncepcję rodzimą, która uzyskała jedynie chrześcijańską
formę oraz pod wpływem tej religii uległa pewnym przekształceniom
strukturalnym? Analogie samojedzkie i inne wspomniane przed chwilą
mają znaczenie wyłącznie typologiczne i z tego powodu bardziej roz­
ważnym stanowiskiem było przyjęcie tezy, iż uprawdopodobniają one
możliwość przedchrześcijańskiej genezy mitu słowiańskiego.
Przy takim sformułowaniu zagadnienia istotne znaczenie posiadają
wszelkie wskazówki wynikające z badań indoeuropejskiej tradycji mitologiczno-religijnej. J e d n ą z nich jest udowodniona przez Ivanova i Toporova archaiczność motywu walki Piorunowładcy ze Smokiem w mitologii
Słowian . W świetle przeprowadzonych przeze mnie badań motyw ten
uznać należałoby za jeden z elementów kosmogonii (i co nie wykluczo­
ne, występujący w dwóch wariantach: walka Piorunowładcy — Boga
Życia z Diabłem — Bogiem Śmierci oraz walka Herosa — św. Jerzego
ze Smokiem — Demonem Ludożercą), nie zaś za mit autonomiczny.
Wspólność tego motywu dla tradycji słowiańskiej i samojedzkiej nie jest
przy t y m faktem przypadkowym, gdyż wspomniani badacze wielokrotnie
wskazywali liczne analogie między mitologią ludową Słowian a syste­
mami Ugrofinów, Samojedów i Ketów. Traktować więc je można jako
potwierdzenie prawomocności porównywania kosmogonii obu grup.
35

36

8 5

Por. W. S c h m i d t , Der Ursprung
der Gotteside, Munster i . W. 1926-1955,
t. 6, s. 40 п., 233, t. 12, s. 166 п.; J. H а e к e 1, Prof. Wilhelm Schmidts
Bedeutung
fiir die Religionsgeschichte
des vorkolumbischen
Amerika,
„ S a e c u l u m " , V I I : 1956,
s. 1-39.
V. V. I v a n o v, V. N. T o p o r o v, he mythe indo-européen
du dieu de
l'orage poursuivant
le serpent: reconstruction
du schema, [w:] Échanges
et Com­
munications.
Melanges offert d C. Lévi-Strauss
á l'occasion
de son бОёте
anniversaire, Paris—The Hague 1970, s. 1180-1206; I v a n o v, T o p o r o v,
Issledovanija...,
s. 4-179.
3 6

�182

RYSZARD

TOMICKI

Innym godnym uwagi faktem jest bliskość „męskiej" części zdwojo­
nego dualizmu w kosmogonii Samojedów ze s t r u k t u r ą głównych bóstw
ludowej odmiany zoroastryzmu, za jaką uznawany jest zurwanizm .
Mamy tu do czynienia z triadą:
37

BOG

NIEBA

ZURVAN

B O G ŻYCIA

B O G ŚMIERCI

ORMUZD

AHRIMAN

(młodszy)

(starszy)

(młodszy)

(starszy)

Biorąc pod uwagę całą odmienność form, w jakich konkretyzują się
obie struktury, a co za: tym idzie istniejącą między nimi różnicę ideo­
logiczną, podkreślić należy, iż struktura ta pozostaje w bezpośrednim
związku z bardzo rozpowszechnioną w Eurazji triadyczną s t r u k t u r ą ko­
smosu oraz trzema zasadniczymi funkcjami korelowanymi z istotami
nadprzyrodzonymi biorącymi udział w procesie kreacji:
N I E B O — istota o f u n k c j a c h k r e a c y j n y c h
Z I E M I A — istota o f u n k c j a c h z a c h o w a w c z y c h
( P O D Z I E M I A — istota o f u n k c j a c h d e s t r u k c y j n y c h

Jest to — zważywszy dodatkowo na bóstwo żeńskie (np. Boginię Zie­
mi u Samojedów) — wariant triady rekonstruowanej dla Indoeuropejczyków przez G. Dumezila, w pełni zgodny z korekturami poczynionymi
ostatnio przez V. Toporova . W t y m kontekście wyjaśniona może być
zarówno trwałość postaci Piorunowładcy (łączącego funkcje życiodajne
i obronne) w folklorze mitologicznym Słowian, jak i jego rola w ludo­
wym micie kosmogonicznym.
W tym miejscu można zakończyć szkicową prezentację problemów
związanych z dualistycznym mitem występującym w X I X - X X w.
w środowisku chłopskim Europy Środkowo-Wschodniej i Południowej.
Wydaje się, że przyjęta perspektywa badawcza pozwala na odmienne,
ale i pełniejsze ich rozważenie niż to miało miejsce dotychczas. Jest to
oczywiście kwestią dalszych badań, które dzięki ustaleniom strukturalno-typologicznym mogą otworzyć drogę do wykorzystania także faktów
ustalonych już przez dawniejszych badaczy (Dragomanova), a dotyczą­
cych ewentualnych zapożyczeń dalszoplanowych elementów mitu z tra­
dycji mitologicznp-religijnych oddziałujących na kulturę ludową w okre­
sie średniowiecza, czy nawet wcześniej. Trawestując bowiem zdanie
V. J. Proppa można stwierdzić, iż zanim wyjaśnimy sobie, skąd mit
pochodzi, trzeba odpowiedzieć na pytanie: co reprezentuje? .
38

39

" E l i a de, op. cit., s. 106-112.
V. T o p o r o v , Some Remarks about the Iguvine Triad, [w:] Studia Indoeuropejskie — Etudes Indo-Européennes,
Wroclaw 1974, s. 261-269 („Prace Komisji
Językoznawstwa", nr 37).
V. J . P r o p p , Morfologia bajki, Warszawa 1976, s. 35. '
3 8

8 9

�L U D O W A KOSMOGONIA D U A L I S T Y C Z N A SŁOWIAN

183

Ryszard Tomicki
DUALISTIC F O L K COSMOGONY OF SLAVONIC P E O P L E IN T H E L I G H T
OF SAMOYEDIC MYTHS O F CREATION
Summary
The article contains a general outline of one on the problems which have
been dealt with in detail in the monograph "Dualistic cosmogony in Europe and
in Asia in 19-th and 20-th century — an ethno-religious study" aimed to explain
the genesis and the character of dualistic, mythological conceptions which at the
beginning of 20-th century were still circulating among the peasant population
in eastern and southern Europe. With reference to studies by J . K . Erben,
A. Anafasev, A. Veselovski, M. P. Dragomanov, O. Dahnhardt, A. M. Zolotarev,
M. Eliade and others, the author attempted to establish the relationship between
dualistic myths (interpreted as an entirety which includes a set of motifs) and
non-dualistic ones which appear, inter alia, among Samoyeds. Hitherto, the sepa­
rate treatment of such myths resulted from the fact that in the common motif
of the Earth-Diver as a being who recovers the earth from the bottom of the
primeval ocean, on some occasions there appeared the Devil and, on others,
a bird-helper of the Creator God.
The purpose of the artile is to characterize the similarities and differences of
the Samoyedic and of the Slavonic myths. Studies have shown that structure of
both groups of myths is based on an analogous mythopoeic scheme which includes
the following motifs: 1) the existence of primeval waters and of the Creator God,
2) the recovery of matter from the bottom of the primeval ocean by helper of
the Creator God, 3) the creation of the earth, 4) the conquest (attempt to conquer)
of earth by a being who personifies sterility, death and the subterranean realm,
5) intervention, by a being personifying fertility, life and heaven resulting in the
expulsion of the thanatoidal being to the subterranean realm. In addition, the
Samoyedic myths include, as a motif, the part played by a culture-hero who is
protected by the Earth Goddess; the hero does not appear in folk cosmogony he
has however, many parallels in the folklore connected with St. George and other
saints.
The essential difference in the myths of the people mentioned above becomes
evident in the characterization of beings taking part in the Creation and, though
to a minor extent, in the scheme of the world transmitted by the myth. Among
Slavonic people particular significance is ascribed to the opposition of God and
of the Devil both of whom are regarded as eternal beings. Their opposition
operates in the myth as a principle of classification as a result of which the world
is assigned a dichotomic structure. The Devil, performing initially the role of
a helper diving to the bottom of the primeval ocean for earth, later interferes
destructively with the work of God and brings into existence (or becomes an
anti-creator of) a world of evil (in a substantial and cosmological sense). The
part of a mediator between these two beings is played by a saint with the
attributes of a ruler of thunderbolts — Archangel Michael and, less frequently,
St. Eliah. I n a coexistential model of the world God, Archangel Michael and the
Devil are correlated, respectively, with heaven, earth and the subterranean realm
and with the creative, preserving (in a defensive and life-giving sense) and
destructive functions. In Samoyedic myths, in the act of creation take part four
beings frequently linked with ties of kinship: God of heaven, Goddess of earth
and their sons named by the author, in accordance with their functions, a God
of life and a God of death. Т е polarity of these deities has a hierarchic character

�184

RYSZARD TOMICKI

(parents-children) and is expressed in categories: male-female and life-death.
Further, the deity representing a category of opposition specific to a particular
pair, is also ambivalent because of the duality of opposition of the other pair.
Thus both, God of heaven and the Goddess of earth have aspects (hypostases)
corresponding with — life-giving, sunny, summer-like etc. as well as lethal,
wintry, lunar etc. In a similar sense, the God of life and the God of death may
assume either male or female semblance. Moreover, the gods of heaven, of life
and death form a trinity which is structurally and functionally similar to the
Slavonic one consisting of God, Archangel Michael (ruler of thunderbolts) and the
Devil. In the Slavonic myths there is no deity coresponding to Goodess of earth
who i n the Samoyedic scheme of the world plays a very important role and is
linked with all remaining supernatural beings and with the functions personified
by them.
The findings, so far, have a typological character and .suggest many further
problems not perceived before by the research workers in the field of dualistic
cosmogony of eastern and southern Europe and of northern Asia. The findings
constitute an argument in favour of the archaic origin of the reconstructed frame­
work of the Slavonic tales about creation of the world despite the evident fact
that their superficial form has been shaped under the influence of the canonical
and apocryphal traditions of Christianity. New light is also shed on the dualistic
versions of the oosmogonical myth which appear among people of Siberia and
of the Altai region. A discussion of these problems would require a separate and
much larger publication.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11406" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11384">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17a48b465b1da8193522e21422c1daf2.pdf</src>
        <authentication>130c72a27612fbe090cc4d4a5bbef5a8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135835">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1319</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135836">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135837">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1218</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135838">
                <text>Źródła do dziejów przedhiszpańskiego Meksyku. I Historia Meksyku (1548?) / ETNOGRAFIA POLSKA 1988 t.32 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135839">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1988 t.32 z.1, s.49-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135840">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135841">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135842">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135843">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135844">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135845">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X X I I : . 1988, z. 1
P L ISSN 0071-1861

RYSZARD TOMICKI
( I H K M PAN, Warszawa)

Ź R Ó D Ł A D O DZIEJÓW PRZEDHISZPAŃSKIEGO
I. H I S T O R I A M E K S Y K U (1548?)

MEKSYKU

WPROWADZENIE
1

1. Tekst prezentowany poniżej w polskim przekładzie znany jest wśród
badaczy historii i kultury Indian Mezoameryki pod nazwą Histoyre du
Mechique. Chociaż należy on do najwcześniejszych źródeł etnohistorycznych
dotyczących środkowego Meksyku, odnaleziony został i opublikowany do­
piero w pierwszych latach X X w. Autorem odkrycia był Edouard de Jonghe,
który podczas kwerendy w Bibliotece Narodowej w Paryżu natknął się na
rękopis w języku francuskim (nr 19.031), w kilku miejscach opatrzony
podpisami André Theveta, znanego XVI-wiecznego podróżnika i kosmo­
grafa. Oprócz tłumaczenia fragmentów dzieła Gonzala Fernandeza de Oviedo
y Valdés Historia general y natural de las Indias (fols. 1-78), rękopis za­
wierał także niewielki tekst zatytułowany Hystoire du Mechique traduicte
de Spannol (fols. 79-88); ostatnie słowa tytułu, które zostały dość niestarannie
wymazane, stanowiły wyraźną wskazówkę, iż tekst ó w — podobnie jak pierw­
sza część rękopisu — jest tłumaczeniem.
W 1904 r. E . de Jonghe przedstawił swoje odkrycie na kongresie amerykanistycznym w Stuttgarcie, a w roku następnym opublikował pełny tekst
źródła z własnym wstępem i komentarzami w czasopiśmie paryskiego T o ­
warzystwa Amerykanistycznego (Jonghe, 1905). Zidentyfikował tam ostatecz1

Z górą 20 lat temu prof. Maria Frankowska, pisząc o perspektywach i zadaniach
polskiej amerykanistyki, sygnalizowała potrzebę wydawania po polsku tekstów źródłowych:
„Obok prac ściśle badawczych mogą i powinny być podejmowane prace naukowe o charak­
terze pomocniczym, jak np. publikacje źródeł, tłumaczenie wybranych kronik hiszpańskich,
czy też dawnych opisów podróży" ( F r a n k o w s k a , 1966, s. 242). Publikowane obecnie tłu­
maczenie Historii Meksyku stanowi kolejną cząstkową realizację tego postulatu; pierwszą był
przekład relacji Pedra Ponce de León z 1569 г., por. T o m i c k i , 1984. Dodać wypada,
iż potrzeba wydawania w naszym kraju różnego rodzaju tekstów źródłowych dotyczących kul­
tur indiańskich znajduje coraz większe zrozumienie, czego wyrazem jest m. in. opublikowanie
przez Wydawnictwo Literackie peruwiańskiej relacji z przełomu X V I i X V I I w. pt. Bogowie
i ludzie z Huarochiri w przekładzie i opracowaniu Jana Szemińskiego (Kraków 1985).

4 -

Etnografia Polska, t. X X X I I , z. 1

�50

RYSZARD TOMICKI

nie nowo odkryte źródło jako sporządzone przez A . Theveta

tłumaczenie

fragmentów traktatu o starożytnościach meksykańskich pióra brata Andresa
de Olmos, hiszpańskiego franciszkanina, który począwszy od 1533 r. przez
wiele lat prowadził systematyczne studia nad kulturą mieszkańców Meksyku •
(wówczas Nowej Hiszpanii), tworząc podstawy franciszkańskiej „szkoły etno­
2

graficznej" . Ponadto, analizując dane chronologiczne znajdujące się w roz­
dziale V Historii

Meksyku,

de Jonghe ustalił date powstania

hiszpańskiego

oryginału (kopiowanego przez Theveta) na rok 1543.
Przy

okazji wyszło na jaw, iż treść paryskiego manuskryptu nie

całkowicie nieznana, albowiem A . Thevet włączył znaczne jego
do swej La cosmographie universelle

opublikowanej

była

fragmenty

w Paryżu w

1575 г.,

a za nim powtórzył je Adolph Bastían w drugim tomie Die

Kulturlander

der alten Amerika

pochodzące

wydanym

w Berlinie w

1878 r. Jednakże

z niewiadomego źródła informacje nie były brane pod uwagę przez meksykanistów.
2. Ustalenia E . de Jonghe'a dotyczące
Meksyku,
nie

autorstwa i datowania

jakkolwiek bardzo długo akceptowane

są bynajmniej bezsporne.

bez większych

W kwestii datowania źródła

dowiódł

w latach siedemdziesiątych Georges Baudot wskazując, iż w Historii
mówi

się o mieście

Meksyk jako siedzibie

arcybiskupstwa, co

że rękopis nie mógł p o w s t a ć przed. 1546-1547 r .
2

3

Jednoczesne

Historii

zastrzeżeń,
tego

Meksyku
świadczy,

występowanie

Andrés de Olmos (ur. ok. 1480 — zm. 8 X 1568) przybył do Nowej Hiszpanii jako
misjonarz w 1528 г., mając już za sobą udział w antyczarowniczej kampanii w kraju Basków.
Ze względu na biegłą znajomość języka náhuatl w 1533 r. otrzymał od swych przełożonych
polecenie opracowania w postaci księgi „starożytności (antigüedades) miejscowych Indian,
zwłaszcza z Meksyku, Tezcuco i Tlaxcali, aby mieć o tym jakąś wiedzę i móc lepiej zbić to
co zle i bezrozumne, a gdyby się znalazło coś dobrego, żeby móc to utrwalić, jak utrwala
się i zachowuje w pamięci wiele rzeczy innych pogan" (Mendieta, 1945, t. I, Lib. 2,
Prólogo, s. 81). Gromadząc materiały do tego dzieła, Olmos wypracował oryginalną meto­
dykę badań terenowych, przejętą potem przez jego następców. Efektem kilkuletnich studiów
była „bardzo obszerna księga", która wraz z 3-4 kopiami wysłana została do Hiszpanii.
Żaden z egzemplarzy nie jest dziś znany. W 1546 r. Olmos sporządził skróconą wersję
traktatu na podstawie posiadanych materiałów z badań terenowych. Z niej korzystali w latach
późniejszych kronikarze działający na terenie Meksyku: Gerónimo de Mendieta, Alonso de
Zorita i Juan de Torquemada. Oprócz wymienionych dzieł A. de Olmos napisał wiele innych
prac, w tym gramatyki i słowniki języków indiańskich, zbiór kazań i tekst przedstawienia
teatralnego w języku náhuatl, traktat o czarownictwie. Głównym jego żywiołem była jednak
działalność misyjna, którą prowadził w różnych regionach Meksyku, m. in. wśród ludów Nahua,
Totonaków, Huasteków i Chichimeków. Współcześni uważali go za najlepszego znawcę tra­
dycji indiańskich; ludzie zainteresowani przeszłością rodzimej ludności Meksyku zwracali się
do niego „jak do źródła, z którego wypływały wszystkie strumienie tyczące tej materii"
(Mendieta, 1945, t. I, Lib. 2, Prólogo, s. 82). W związku z postacią A. de Olmos i jego
twórczością por.: Olmos, 1875; Baudot, 1976, 1979, 1983, s. 129-245; Pilling, 1895;
Manrique C a s t a ñ e d a , 1982.
11 lutego 1546 r. papież Paweł I I I podniósł biskupstwo Meksyku do rangi arcybi­
skupstwa; 8 lipca 1547 r. arcybiskupem mianowany został Juan de Zumárraga, biskup Mek­
syku, por. Baudot, 1983, s. 205. Pierwsze wydanie cytowanej książki G. Baudota ukazało
się w 1977 r. w Tuluzie.
3

�ŹRÓDŁA D O DZIEJÓW PRZEDHISZPAŃSKIEGO M E K S Y K U

51

w tekście wzmianki o arcybiskupstwie (w rozdz. I I I ) i daty 1543 (w rozdz. V )
skłoniło go do szukania wyjaśnienia tego fenomenu w długotrwałym i za­
wiłym procesie redagowania Historii Meksyku przez A . Theveta, a nie —
jak chciał E . de Jonghe — przez autora hiszpańskiego oryginału, gdyż jeśli
był nim A . de Olmos, to zakończył on pisanie swego traktaku w 1539 r.
G . Baudot nie odrzucił daty 1543, uznając ją za dostatecznie dobrze
potwierdzony fakt wynikający z obliczeń zamieszczonych w rozdziale V .
Nie zadał sobie jednak trudu sprawdzenia owych kalkulacji. Tymczasem ich
analiza przeprowadzona w 1986 r. przez piszącego te słowa wykazała, że
data 1543 jest rezultatem błędnej korelacji meksykańskiej daty rocznej z ka­
lendarzem europejskim. Po dokonaniu odpowiedniej korekty z obliczeń po­
danych w rozdziale V wynika, iż były one wykonane na początku 1547
lub — co z pewnych względów wydaje się bardziej prawdopodobne — na
początku 1548 r. (Tomicki, 1987). Daty te korespondują ze wzmianką o arcy­
biskupstwie, potwierdzając zarazem opinię G . Baudota o konieczności za­
pisania wszystkich błędnych i niejasnych informacji o chronologii i kalen­
darzu azteckim, zawartych w rozdziale V , na konto A . Theveta.
Znacznie bardziej skomplikowaną sprawą jest autorstwo Historii Mek­
syku. W istocie mamy tu do czynienia z dwoma problemami: z niejasnym
stosunkiem francuskiego rękopisu do hiszpańskiego oryginału oraz z niezna­
nym autorem nieznanego tekstu będącego podstawą tłumaczenia dokonanego
przez A . Theveta. Przy czym, na dobrą sprawę, w grę wchodzić może nie
jeden, lecz paru autorów różnych tekstów, nigdzie bowiem nie jest powie­
dziane, że Thevet korzystał z jednej tylko relacji. Struktura Historii Mek­
syku, stanowiącej zbiór dość luźno ze sobą powiązanych materiałów o cha­
rakterze historyczno-etnograficznym, nie wyklucza takiej możliwości.
D l a E . de Jonghe'a pierwszą kwestię rozstrzygał fakt, iż zajmujące
znaczną część paryskiego manuskryptu tłumaczenie fragmentów dzieła G . Fernandeza de Oviedo jest wiernym, nawet dosłownym odtworzeniem oryginału.
N a tej podstawie przyjął on, że stosunek Historii Meksyku do zaginionego
tekstu hiszpańskiego powinien być podobny. Z kolei identyfikację tekstu
oryginalnego oraz jego autora umożliwiały bardzo wyraźne analogie pomię­
dzy niektórymi partiami źródła i materiałami etnograficznymi, które przy­
taczali w swoich kronikach Gerónimo de Mendieta (1945) oraz Juan de
Torquemada (1975) w kilku wypadkach z bezpośrednim powołaniem się na
dzieło swego konfratra Andresa de Olmos.
Wnioski odkrywcy Historii Meksyku podane zostały w wątpliwość w la­
tach pięćdziesiątych przez Ángela M a . Garibaya K . ( G a r i b a y , 1971, t. I I ,
s. 47-48), a następnie Wigberta Jiméneza Moreno (Histoyre, 1961). Wskazy4

4

Pierwsze wydanie cytowanej pracy Garibaya ukazało się w latach 1953-1954. Zgodnie
z informacją autora (Garibay, 1971. t. II, s. 47, przyp. 53), pomysł przypisania pierwotnej
wersji Historii Meksyku franciszkaninowi Marcosowi de Niza wysunął Ramón Rosales Manguía,
tłumacz źródła na język hiszpański.

�52

RYSZARD

TOMICKI

wano, iż dokładniejsza analiza treści źródła ujawnia niejednorodność zgro­
madzonych w nim materiałów. Część z nich, jak np. wspomniany już opis
zasad azteckiej chronometru, zawiera podstawowe błędy, które trudno było­
by przypisać Olmosowi, albo też nie ma większej wartości ze względu na
pobieżność i ogólnikowość informacji. Obok takich partii, w tekście znajdu­
ją się jednak także partie diametralnie odmienne, oryginalne, zawierające
bardzo cenny, częściowo unikalny materiał etnograficzny, który musiał po­
chodzić od pierwszorzędnych informatorów, jakimi bez wątpienia dyspono­
wał A . de Olmos, wybornie władający językiem náhuatl i stosujący wyszu­
kane — jak na owe czasy — metody gromadzenia informacji .
5

Poza tym, w Historii Meksyku dostrzeżono odautorskie komentarze do­
tyczące prowincji Culiacan („najżyźniejsza, jaką kiedykolwiek widziałem"),
miejscowości Toich (tamtejsze źródło było „tak urocze i miało tak dobrą
wodę, że [podobnego] nigdzie nie widziałem") i Xuchipila (rozdz. I I I ) . Tego
rodzaju wrażeń nie mógł doznać A . de Olmos, ponieważ nigdy nie prze­
bywał w okolicach opisywanych w tekście.
W konsekwencji A . M a . Garibay K . był zdania, że pionierowi badań
etnograficznych w Meksyku przypisać można autorstwo co najwyżej sześciu
spośród jedenastu rozdziałów Historii Meksyku, tych mianowicie, które za­
wierają najcenniejsze źródłowo materiały dotyczące wierzeń religijnych i mi­
tologii ludów Nahua (rozdz. V I - X I ) . Pozostałe rozdziały stanowiły jego zda­
niem wyciąg z jakiejś innej hiszpańskiej relacji, być m o ż e autorstwa fran­
ciszkanina Mareosa de Niza, o którym wiadomo, iż w latach trzydziestych
i czterdziestych X V I w. przemierzał obszary opisane w Historii
Meksyku
z pozycji naocznego obserwatora.
Odmienne stanowisko w sprawie autorstwa Historii Meksyku zajął Georges
Baudot, który w najpełniejszy — jak dotąd — sposób zrekonstruował i prze­
analizował zarówno koleje życia brata Andresa de Olmos, jak też losy jego
dzieł (Baudot, 1983, s. 129-245). N a tej podstawie doszedł do "wniosku,
iż André Thevet musiał korzystać z jednej z kopii traktatu o starożytnościach
meksykańskich (ukończonego w 1539 г.), która — wysłana do Hiszpanii —
stała się łupem francuskich piratów i dzięki nim dotarła do rąk Theveta,
podobnie jak słynny meksykański Codex Mendoza. Francuski kosmograf
sporządził z dzieła wyciągi i notatki, o różnym stopniu wierności orygina­
łowi, z myślą o włączeniu ich do własnego dzieła, co też w końcu uczynił,
przeredagowując zresztą po raz kolejny materiały zaczerpnięte z pracy Olmosa.
5

Dają o nich wyobrażenie słowa jednego z kronikarzy korzystających z materiałów
Olmosá: „fray Andrés de Olmos powiada w swojej relacji, że Indianie mieli to [utrwalone]
dla pamięci w malowidłach złożonych z figur i znaków i że on kazał to wyłożyć w języku
meksykańskim kilku Indianom, każdemu z osobna, i że wszyscy byli zgodni w tłumaczeniu,
a on przełożył to z języka meksykańskiego na kastylijski nie dodając ani nie ujmując nic
z istoty tego, co [malowidła] zawierały", A. de Zorita, Relación de Nueva España (rps.
nr 59, Biblioteca del Palacio Real, Madryt), 2 Parte, cap. IV, fol. 184 r; podaję za
Baudot, 1983, s. 185 przyp. 60.
a

�ŹRÓDŁA

DO DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

MEKSYKU

53

Zachowany manuskrypt paryski jest więc rodzajem brudnopisu z licznymi
śladami ingerencji jego autora, do których Baudot zalicza — obok niejasności
i nieścisłości, jakich nie popełniłby z pewnością A . de Olmos — także
kontrowersyjne opisy północno-zachodnich rejonów Nowej Hiszpanii sugeru­
jące, iż autor był tam osobiście.
Uwypuklenie udziału A . Theveta w nadaniu ostatecznego kształtu Historii
Meksyku wyjaśnia z powodzeniem przyczynę pojawienia się w tekście, zwłasz­
cza w jego pierwszych rozdziałach, większości tych mankamentów, które
A. Ma. Garibay K . g o t ó w był traktować jako ślad innej niż traktat Olmosa
relacji hiszpańskiej. Gdyby nawet interpretacja osobistych impresji związanych
z Culiacan, Toich i Xuchipila, zaproponowana przez Baudota, uznana zo­
stała za niedostatecznie przekonującą, to mimo wszystko fakt ten nie mógłby
stanowić podstawy wystarczającej do wydzielenia rozdziałów I - V jako zasad­
niczo odmiennych od reszty źródła. Już choćby dlatego, że pojawiający się
na początku rozdziału I mit o powstaniu protoplastów dynastii panującej
w Tetzcoco z całą pewnością pochodzi z materiałów zebranych przez A . de
Olmos, czego Garibay nie zauważył, a co uwzględnił w swej interpretacji
Baudot. Wariant tego mitu przytacza G . de Mendieta, powołując się bez­
pośrednio na Olmosa; nie znamy go natomiast z żadnego innego źródła
(Mendieta, 1945, t. I I , s. 87-88).
6

M o ż n a zatem stwierdzić, że aktualny stan b a d a ń potwierdza wnioski
E . de Jonghe'a co do autorstwa Historii Meksyku czy też — mówiąc ściślej —
pochodzenia materiałów zawartych w paryskim manuskrypcie. Nie da się
jednak podtrzymać jego opinii, według której autor rękopisu, A . Thevet,
kopiował wiernie wybrane fragmenty traktatu Andresa de Olmos. Przeciwnie,
wiele wskazuje na to, iż Thevet dość swobodnie traktował tekst oryginalny,
dokonując w nim skrótów, streszczając go, komentując, a nawet — jak się
wydaje — pisząc samodzielnie niektóre partie (np. rozdz. V ) .
3. Wtórność Historii Meksyku w stosunku do zaginionego traktatu o sta­
rożytnościach meksykańskich, jakkolwiek pociąga za sobą konieczność pod­
dawania zawartych w niej informacji szczególnie wnikliwej krytyce, nie zmie­
nia w niczym faktu, iż stanowi ona cenne źródło do badań nad tradycjami
mito-historycznymi i mitologiczno-religijnymi Indian środkowego Meksyku.

6

W omówieniu tym nie została uwzględniona praca austriackiego meksykanisty Karla
Antona Nowotny'ego Die Chronik der Histoyre du Mechique, opublikowana w tomie: Die
Wiener Schule der Vblkerkunde. The Vienna School of Ethnology. Festschrift anlasslich des
25-jáhrigen Bes/andes des Institutes fur Volkerkunde der Universitát Wien (1929-1954), Wien
1956, s. 477-491. Nie udało mi się dotrzeć do tej publikacji, podobnie zresztą jak Georgesowi
Baudot, który nie wspomina w ogóle o artykule Nowotny'ego. Odnotować tu należy ponadto
opublikowany niedawno tekst Salvadora Toscano, zmarłego w 1949 г., zatytułowany Libros
cosmogónicos del México antiguo, w którym znajduje się m. in. kilkustronicowa charaktery­
styka Historii Meksyku (por. L e ó n - P o r t i l l a , 1983, s. 338-342). Tekst Toscano, pomyślany jako
wstęp do przygotowywanej przez niego edycji hiszpańskiego tłumaczenia źródła, nie wnosi
żadnych istotnych elementów do wiedzy o autorstwie i czasie powstania Historii Meksyku.

�54

RYSZARD

TOMICKI

Podobnie jak Historia Meksykanów
według ich malowideł — inne źródło z po­
łowy X V I w., będące również najprawdopodobniej wyciągiem z dzieła Andresa
de O l m o s — dostarcza ona materiałów etnograficznych zbieranych zaledwie
w kilkanaście lat po podboju na podstawie indiańskich kodeksów, których
liczba z roku na rok szybko malała, i przy pomocy informatorów, jakich
nie mogli już mieć kronikarze działający w późniejszych latach. Okoliczności
te sprawiły, że w Historii Meksyku znaleźć można opowieści mitologiczne
nie znane z innych przekazów lub zawierające szczegóły nigdy więcej nie
zanotowane. R ó w n i e cenne, choć z nieco odmiennych p o w o d ó w , są utrwalone
w niej wersje oraz warianty mitów, wierzeń i legend zapisanych także przez
późniejszych kronikarzy .
7

8

Niestety, jak dotąd nikt nie podjął się szczegółowej analizy treści Historii
Meksyku w kontekście innych źródeł o podobnej tematyce. Nawet Georges
Baudot, który na podstawie cytatów przytaczanych przez G . de Mendietę,
J . de Torquemade i A . de Zoritę odtworzył zestaw tematów, jakie musiała
obejmować skrócona wersja traktatu, tzw. Suma, sporządzona przez Olmosa
w 1546 r. i wykorzystywana przez wspomnianych kronikarzy (рот. przyp. 3),
ograniczył się wyłącznie do wskazania w tekście Historii Meksyku fragmen­
tów potwierdzających w sposób najbardziej wyraźny jej związek z dziełem
Olmosa. Przeprowadzenie analizy całego tekstu źródła jest więc kwestią przy­
szłości i chociaż trudno przewidzieć wyniki tej pracy, wolno przypuszczać,
iż przyniosłaby ona nie tylko głębsze odczytanie wielu fragmentów okale­
czonych przez André Theveta, lecz także szereg istotnych spostrzeżeń do­
tyczących rzeczywistości kulturowej badanej przez pierwszego meksykań­
skiego misjonarza-etnografa.
Szansę taką stwarza m. in. fakt, iż Historia Meksyku jest zbiorem ma­
teriałów zaczerpniętych przez Theveta z traktatu, a nie ze wspomnianej
skróconej wersji, którą Olmos zmuszony był pisać na podstawie notatek
sporządzanych w trakcie badań, gdyż po wysłaniu traktatu oraz jego kopii
do Hiszpanii, tylko one zostały mu do dyspozycji. Ten drobny na pozór
szczegół umożliwia swoisty wgląd w archiwum Olmosa. Oto bowiem relacjo­
nowany w Historii Meksyku (w rozdz. I) mit o powstaniu pary przodków
dynastii władającej Tetzcoco, a zarazem — jak m o ż n a się domyślać z tekstu —
wszystkich mieszkańców tego miasta, sytuuje cudowne narodziny w miejscu
zwanym Tetzcalco, a pierwszego mężczyznę obdarza imionami Tzontecomatl
i Tlotli. Jak wiemy, Thevet przepisał ten mit z traktatu. Identyczny mit
znał Mendieta z tym jednak, iż w jego wersji miejscem narodzin jest
Aculma, mężczyzna natomiast nazywa się Aculmaitl. Ponieważ kronikarz ten

7

Źródło, o którym mowa, nosi w oryginale nazwę Historia de los mexicanos por sus
pinturas. O jego związkach z dziełem Olmosa pisze obszernie Baudot, 1983, s. 196-204.
Por. analizy niektórych materiałów mitologicznych z Historii Meksyku w: T o m i c k i ,
1982. 1985 a-b.
8

�ŹRÓDŁA

D O DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

MEKSYKU

55

korzystał ze skróconej wersji traktatu Olmosa, wniosek nasuwa się sam:
w archiwum tego ostatniego istniały dwie wersje mitu, z których jedna zna­
lazła się w traktacie, druga zaś w tzw. Sumie.
N a tym jednak nie koniec, Mendieta poprzedza bowiem mit następu­
jącym wyjaśnieniem:
„Mieszkańcy Tezcuco podali potem korzystając z malowidła inny sposób stworzenia pierw­
szego człowieka, całkiem odmienny od tego, który wcześniej ustnie przekazali uczniowi ojca
Fr. Andresa de Olmos, zwanemu D. Lorenzo, mówiąc że ich przodkowie przybyli z tamtej
krainy, gdzie upadli bogowie [...] i z tamtej jaskini Chicomoztoc. I zgodnie z tym, co później
pokazali na malowidle i oświadczyli rzeczonemu Fr. Andresowi de Olmos, pierwszy człowiek,
od którego oni pochodzą, narodził się na ziemi Aculma" (Mendieta, 1945, t. I, s. 87).

Aby uczynić ten komentarz bardziej jasnym, trzeba powiedzieć, że Men­
dieta przytacza wcześniej mit o zstąpieniu (upadku) b o g ó w na ziemię i stwo­
rzeniu ludzi z popiołu oraz kości przyniesionych z krainy śmierci (Men­
dieta, 1945, t. I , s. 83-86). Teraz dowiadujemy się, iż opowieść tę uzyskał
od mieszkańców Tetzcoco don Lorenzo we wstępnej fazie badań, a w każ­
dym razie przed ujawnieniem Andresowi de Olmos mitu o Aculmaitlu i jego
żonie. Wariant opowieści don Lorenza znajdujemy również w Historii Mek­
syku, skrócony i rozbity na części (rozdz. V I I i V I I I ) . Jednak tym, co
zasługuje na szczególne podkreślenie, jest nie tyle możliwość ściślejszego
powiązania ze sobą mitów rozproszonych po Historii Meksyku czy ich
ewentualne uzupełnienie, ile fakt, iż dzięki świadectwu Mendiety zyskujemy
całkowitą pewność, że w Tetzcoco funkcjonowały jednocześnie dwie odmien­
ne koncepcje stworzenia człowieka. Wariantowość m i t ó w — w przypadku
opowieści o Tzontecomatl/Aculmaitl dostrzeżona na poziomie leksykalnym —
tutaj wydaje się mieć głębszy charakter. Fenomen ten byłby praktycznie
niezauważalny, gdyby poprzestać na lekturze Historii Meksyku, tam bowiem
mit o stworzeniu ludzi z p o p i o ł ó w i kości przytoczony został w rozdziale
V I I jako mit meksykański (tj. mieszkańców Meksyku-Tenochtitlan), pomi­
nięto go natomiast w rozdziale V I I I noszącym tytuł „O stworzeniu świata
według mieszkańców Tetzcoco" i zawierającym początek opowieści, którą dla
Andresa de Olmos uzyskał jego uczeń, don Lorenzo.
Przedstawiony tu przykład świadczy, że dalsze badania nad
Historią
Meksyku są możliwe i konieczne, m. in. dlatego, iż wartość informacyjna
tego źródła zależy w znacznej mierze — jak zwykle zresztą w takich przy-,
padkach — od umieszczenia zawartych w nim materiałów we właściwym kon­
tekście.
4. Historia Meksyku miała dotychczas trzy wydania (Gibson, Glass, 1975,
s. 340 nr 1049). Rękopis paryski, jak już wspomniano, opublikowany zo­
stał przez Edouarda de Jonghe'a w 1905 r. w jego własnej paleografii.
Odkrywca źródła opatrzył tekst komentarzami i notami objaśniającymi prze­
de wszystkim ogromnie zniekształcone przez Theveta nazewnictwo meksy­
kańskie.

�56

RYSZARD

TOMICKI

N a podstawie wydania de Jonghe'a sporządzono dwa tłumaczenia źródła
na język hiszpański. Autorem pierwszego, opublikowanego wraz z francuskim
oryginałem w 1961 г., był Joaquin Meade; wersję tę opatrzył komenta­
rzami Wigberto Jimenez Moreno (Histoyre, 1961). Drugie tłumaczenie, autor­
stwa Ramona Rosales Munguía, opublikowane zostało przez Ángela Ma.
Garibaya K . w 1965 r. z objaśnieniami wydawcy [Teogonia, 1979, s. 91-116).
9

Polskie tłumaczenie oparte jest na wersji francuskiej . W trakcie pracy
konsultowano wersję hiszpańską wydaną przez Garibaya, która jednak w wie­
lu momentach odbiega (niekiedy dość znacznie) od oryginału. Nie udało się
natomiast dotrzeć do drugiego hiszpańskiego przekładu.
Zachowano, w przeciwieństwie do wydania Garibaya, podział tekstu na
rozdziały zgodny z rękopisem francuskim. Niezbędne wydawało się jednakże
rozbicie na akapity ciągłego w oryginale tekstu poszczególnych rozdziałów
oraz przystosowanie nadzwyczaj rozbudowanych zdań okresowych do współ­
czesnych przyzwyczajeń w tym zakresie.
Odstąpiono, wzorując się tym razem na edycji Garibaya, od podawania
w tekście nazewnictwa meksykańskiego w postaci, w jakiej występuje w ory­
ginale, ze względu na stopień jego zniekształcenia przez A . Theveta. Wszyst­
kie nazwy, których pierwotną postać dało się odtworzyć, podano w formie
zrekonstruowanej, przytaczając w przypisach formy występujące w rękopisie
paryjkim. Nie uczyniono tego jedynie w wypadku nazw, których identyfi­
kacja nie budzi żadnych wątpliwości [np. Tezcuq = Tetzcoco, Mechique =
México (Meksyk), Populoques = Popoloca (Popolokowie), itp.]. Wyjątkowo
w tekście pozostawiano formę oryginalną — zniekształconą, kiedy nie dało
się ustalić jej pierwowzoru. Przypadki te sygnalizowane są również w przy­
pisach.
Wszystkie wtrącenia umieszczone w nawiasach okrągłych pochodzą z tek­
stu francuskiego; uzupełnienia dodane przez tłumacza, które wydawały się
niezbędne dla większej jasności tekstu, umieszczone zostały w nawiasach
kwadratowych. Kursywą oznaczono słowa pochodzące z języka náhuatl, nie
będące imionami własnymi i nazwami geograficznymi.
Z uwagi na i tak znaczną objętość tekstu źródłowego, komentarze za­
mieszczone w przypisach ograniczono do minimum. Dodatkowym powodem
tej decyzji był fakt, iż w bardzo wielu przypadkach objaśnienia musiałyby
przybrać postać analityczno-porównawczych rozważań, a te — jak j u ż wcześ­
niej powiedziano — stanowią osobne zadanie wymagające odrębnego studium.
Wszystkie przywołane w przypisach opinie E . de Jonghe'a oraz Á. M a . G a ­
ribaya K . , przy których nie są podane odsyłacze bibliograficzne, zaczerpnięte
zostały z komentarzy towarzyszących wymienionym wyżej wydaniom Historii
Meksyku.

9

Pragnę w tym miejscu podziękować mgr Bogumile Marczak za konsultacje i pomoc
udzieloną mi podczas pracy nad przekładem Historii Meksyku.

�HISTORIA

MEKSYKU

Rozdział I. O P I E R W S Z Y C H ZAŁOŻYCIELACH T E T Z C O C O ,
MIASTA [ODLEGŁEGO] O OSIEM M I L OD M E K S Y K U

Tetzcoco jest jednym z głównych miast, p o ł o ż o n y m o osiem mil od
miasta Meksyk, tak wodą, jak lądem, a ci co obecnie tam mieszkają za­
pewniają, że to oni i ich przodkowie byli jego pierwszymi założycielami
w taki oto sposób:
Pewnego dnia o świcie wypuszczona została z nieba strzała, która trafiła
w miejsce zwane Tetzcalco , tu gdzie teraz jest miasto. Z dziury [uczy­
nionej przez] strzałę wyszli mężczyzna i kobieta; mężczyzna miał na imię
Tzontecomatl , to znaczy „głowa", oraz Tlotli , to znaczy „krogulec"; ko­
bieta miała na imię Tzompachtli , to znaczy „włosy z pewnej [odmiany]
trawy". Mężczyzna ó w miał wtedy ciało tylko od pach w górę, tak jak
i kobieta, a dzieci płodzili, gdy on wkładał język w usta kobiety . Chodzić
potrafili tylko skokami, niczym sroka czy wróbel. Mężczyzna zrobił wówczas
łuk i strzały, którymi strzelał do przelatujących ptaków, jeśli zaś przypadkiem
nie trafił ptaka, do którego mierzył, strzała spadała na królika lub na inne
zwierzę, a oni zjadali je na surowo, ponieważ nie umieli jeszcze używać
ognia i odziewali się w skóry.
1

2

3

4

5

Mieli oni sześciu synów i jedną córkę, którzy udali się tam, gdzie teraz
jest Tezcoco, a wtedy rósł jedynie gęsty las pełen wszelakiej zwierzyny,
w której skóry się ubierali. I ani oni [mężczyźni], ani one [kobiety] nie
obcinali sobie nigdy włosów. Składali ziemi w ofierze pewne ziele zwane
w ich języku tlazozacatl , co w naszym wyrazić można jako „drogocenne
ziele", po to, aby ziemia dawała im jeść. Żyli w tak wielkim pokoju i przy­
jaźni, że jeden drugiemu nie śmiał uczynić ani rzec nic, co by m o g ł o
go urazić. T a k samo, jeśli ktoś znalazł martwe zwierzę, zranione przez kogoś
6

1

W oryg. Tezcalque.
W oryg. Contecomael.
W oryg. Loli.
W oryg. Compahli.
Nieco odmienną wersję tej opowieści genealogicznej podaje Gerónimo de Mendieta,
powołując się expressis verbis na materiały zebrane przez Andresa de Olmos, por. Mendieta,
1945. t. I, Lib. I I , cap. IV, s. 87-88. - Skróty literatury odnoszą się do s. 77-78 tego tomu.
W oryg. tlacocacatl.
2

3

4

5

6

�58

RYSZARD

TOMICKI

innego, to choćby tamten nie zdołał dotrzeć do miejsca, gdzie ono padło,
ten nie zabierał zwierzęcia, tylko mówił później o nim innym, żeby ten, kto
je zabił, poszedł je odszukać; tak byli dobroduszni.
Nie zaprzątali też sobie uwagi [upływem] czasu i nie potrafili liczyć mie­
sięcy ani lat, dopóki Meksykanie nie przynieśli im kalendarza w postaci
pewnych znaków.
Ów Tlotli i jego żona byli zatem pierwszymi panami Tetzcoco, lecz ich
dzieci rozeszły się po kraju w poszukiwaniu nowych ziem i zostawały tam,
gdzie najbardziej im się p o d o b a ł o , tak że zaludnili wiele miejscowości, cho­
ciaż nigdzie nie osiadali na stałe, tylko mieszkali w jaskiniach, które [potem]
pozostawiali urządzone, lub budowali małe chaty z gałęzi i kryli je trawą.
Upolowane zwierzęta zanosili władcy, którym był ich ojciec. Byli oni tak
wstrzemięźliwi w kontaktach z kobietami, że nawet gdyby który z nich miał
umrzeć, nie znał innej kobiety poza swoją, gdyż było to dla nich wielką
hańbą.
Pierwszym, który zetknął się z bożkami, był jeden z synów Tlotli. Po
długim pobycie poza Tetzcoco, wrócił on do swego ojca i przyniósł bożka
zwanego Tezcatlipoca i wzniósł mu ołtarz w Tetzcoco. Od tego też czasu
zaczęli siać kukurydzę i fasolę, to jest pewne [rodzaje] ziarna, jakie mają
w Chalco, które leży o sześć mil od Tetzcoco; stamtąd sprowadzili nasiona
do Tetzcoco i zasiali je. Żył jeszcze wtedy Tlotli i był władcą Tetzcoco,
wkrótce jednak umarł pozostawiając jako następcę swego syna, który zaraz
ożenił się z córką władcy Culhuacan, [miasta] p o ł o ż o n e g o blisko Meksyku.
I tak rozmnażali się, żenili się jedni z drugimi i lud ten zaczął być nazy­
wany Otomi; zaczęli też budować domy.
Ten drugi władca Tetzcoco miał syna, który ożenił się z córką władcy
Tenochtitlan , lecz szybko został zabity przez poddanych i braci swej żony,
urażonych tym małżeństwem. Nie dość mając jego śmierci, rzucili się oni
również na jego braci i krewniaków i wielu spośród nich zabili.
Najstarszy z braci tej dziewczyny ustanowił na swych ziemiach guberna­
torów. Był on bardzo uzdolniony i pragnął znać początek, wszelkich rzeczy;
jego synowie byli tacy sami i żyli jak filozofowie.
7

8

7

W oryg. Theomuthilan. Podzielam opinię E . de Jonghe'a, że chodzi tu o władcę miasta
Tenochtitlan, chociaż pewne wątpliwości rodzi nie tylko zniekształcona nazwa miasta, lecz
także sama syntaktyka zdania: „Ce segond seigneur de Tezcuq eust un fils le quel se maria
avec une filie du seigneur Theomuthilan..." (zamiast „du seigneur de Theomuthilan"). W tłu­
maczeniu hiszpańskim opublikowanym przez Angela Ma. Garibaya K . interesująca nas część
zdania uległa daleko idącej zmianie i przybrała postać następującą: „Este segundo señor,
Techutlala, empero fue muerto en seguida por los vasallos y hermanos de su mujer, que
estaban desabridos por este enlace...", por. Teogonia, 1979, s. 93. Nie jest to jedyna „po­
prawka", jaką znaleźć można w tym wydaniu tekstu Historii Meksyku.
Jeśli dziewczyna ta była córką władcy Tenochtitlan, a więc Meksykanką (zgodnie z przy­
jętą lekturą wcześniejszego akapitu), to w tekście błędnie uznaje się kolejnego władcę Tetzcoco
za jej brata. Problem wyjaśnił E . de Jonghe stwierdzając, iż w Cosmographie universelle
André Thevet napisał: „le plus viel des freres de cestuy-ci", co dowodzi, że mowa jest jednak
o bracie zabitego władcy Tetzcoco, a nie jego żony.
8

�ŹRÓDŁA

D O DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

MEKSYKU

59

Rozdział II. O B R O D Z I E SŁOŃCA I O T Y M ,
J A K ZETKNIĘTO SIĘ Z O G N I E M

Jak już powiedzieliśmy, w opisanej wyżej prowincji Tetzcoco panowali
Otomi. Ale niedaleko od nich żyli inni ludzie zwani Popolokami, [bardziej
na południe] ku [krajowi] Mixteca, ludzie, którzy czcili słońce, tak jak Otomi
księżyc, i uważali je za stwórcę wszystkiego. Byli oni wielkimi magami
i czarownikami i jako pierwsi zetknęli się z ogniem, o czym wam [teraz]
opowiem.
Jeden z tych P o p o l o k ó w , będących próżniakami i ludźmi nie troszczą­
cymi się o nic, wziął mocno wyschnięty kij, z jednej strony spiczasty,
przytknął go ostrym końcem do kawałka drewna, także bardzo suchego,
i siedząc w pełnym słońcu bezmyślnie wkręcał kij niby wiertło w kawałek
drewna z dużą siłą. Podczas tego kręcenia z drewna oraz z kija posypało
się trochę małych trzasek i starły się one na pył, aż,, wreszcie na skutek
szybkiego i ciągłego ruchu, jaki Indianin nadawał kijowi, oraz dzięki sypiącym
się trzaskom — nagle zapłonął ogień.
Gdy ujrzeli to Popolokowie, uznali, że wydarzył się cud, a ci, którzy
byli wśród nich naczelnikami, aby się wywyższyć ponad wszystkich, rozkazali
rozpalić wielkie ognisko. I zebrawszy dużo drewna, zanieśli je na szczyt
najwyższej góry w swojej prowincji; zanieśli tam też ogień, który płonął
coraz mocniej.
D y m spostrzegli Otomi i zdumieni tym, a jednocześnie wzburzeni i jakby
zawstydzeni, że to inni, a nie oni czegoś takiego dokonali, wysłali do Po­
p o l o k ó w posłańców, żeby dowiedzieć się, kto i dlaczego doradził im robić
takie sztuczki bez pozwolenia; powiadali bowiem oni: „czynienie takiego
cudu przystoi nam, a nie wam". N a co Popolokowie odparli, że są równie
dobrzy, jak tamci, a nawet górują nad nimi w czynieniu tego. Wobec czego
Otomi wypowiedzieli im wojnę, i oni również chwycili za broń; jednak
kiedy bitwa miała się już zacząć, Otomi poprosili P o p o l o k ó w o pokazanie
jakiegoś znaku, skoro b ó g ich jest tak potężny. Gdy Popolokowie wyrazili
zgodę, Otomi poprosili ich o trzy rzeczy.
Po pierwsze, by sprawili, żeby równina, na której się znajdowali, za­
pełniła się domami, co też diabelskim sposobem wnet się stało; poprosili
także, by nic z tego nie pozostało — i wszystko było tak jak przedtem.
Po drugie, żeby za ich sprawą ukazało się tam wielu zabijających się
[nawzajem] ludzi, i tak się stało; a kiedy poprosili, żeby to ustało, wszystko
zniknęło.
W końcu, w godzinę nieszporów, poprosili ich, aby zatrzymali słońce.
[Popolokowie powierzyli to zadanie czarownikowi] i czarownik, lecąc w po­
wietrzu, spotkał słońce albo mówiąc lepiej diabła, który przybrał postać bro­
datego słońca. I ono spytało go, dokąd zmierza, na co ten rzekł: „Przy­
bywam prosić cię, żebyś się zatrzymało, a po raz drugi już nie uzyskają
przewagi ani nad tobą, ani nad nami ci przeklęci nasi wrogowie". „Nie
jest możliwe, bym się zatrzymało — odparło słońce — gdyż jestem wielkim

�60

RYSZARD TOMICKI

bogiem oraz władcą i wielu innych b o g ó w czeka na mnie tam, w przodzie,
tak że muszę iść szybko na spotkanie z nimi, aby zobaczyć, co robią. Żeby
jednak zadowolić waszych wrogów, weź te oto włosy z mojej brody, które
cenię bardziej niż cokolwiek innego i które daję wam jako tym, których
miłuję bardziej niż kogokolwiek innego; i powiedzcie tym nędznikom, że
jeśli nie przyznają wam zwycięstwa, j a ich wszystkich wygubię, co do jednego".
Czarownik wrócił z tymi włosami z brody, a gdy ujrzeli je Otomi, którzy
nigdy nic podobnego nie widzieli (i wystrzegali się tego, co m o g ł o spaść
na nich), bardzo się przestraszyli i uznali wtedy ich przewagę. Te włosy
z brody miały p ó ł łokcia długości, były dość grube i rude .
9

Mieli też ci Popolokowie innego bożka o wyglądzie człowieka, którego
zwali Amateotl , to znaczy „papierowy bóg", umazanego ludzką krwią,
gdyż zawsze kiedy wygrywali jakąś bitwę na znak dziękczynienia składali mu
w ofierze najlepszego niewolnika, jakiego pojmali, wyrywając mu żywcem
serce i maczając w spływającej z serca krwi kawałek papieru o wielkości
dłoni, który mu [bożkowi] przyklejali. I według obliczeń samych Indian,
miał on na sobie krew osiemdziesięciu tysięcy niewolników w czasie, gdy
znaleźli go Hiszpanie, którzy spalili go razem z brodą słońca oraz innymi
bożkami.
10

Rozdział III. O P R Z Y B Y C I U M E K S Y K A N ÓW, O I C H D R O D Z E C Z Y TEŻ PODRÓŻY
I O POCHODZENIU NAZWY M E K S Y K

Meksyk jest stolicą i głównym miastem Nowej Hiszpanii, arcybiskupstwem
oraz siedzibą wicekróla i audiencji zarówno dlatego, że jest [to miasto]
położone pośrodku Nowej Hiszpanii, jak też ze względu na to, iż jest to
najlepsze miejsce, jakie istnieje w całym tym kraju.
Słowo Mechique
nie jest poprawnym słowem indiańskim; toteż krajowcy
oraz ludzie z o g ł a d ą mówią wyłącznie Exic albo Echic. T o słowo Mechique,
11

n

13

9

Nie bez racji E. de Jonghe wskazał, iż dokładność opisu włosów zdaje się świadczyć,
że autor tych słów widział je na własne oczy.
W oryg. Malteutli. E. de Jonghe zawierzył w tym przypadku pisowni oryginału, inter­
pretując tę nazwę jako Malteotl (od maili „jeniec" i teotl „bóg") i uznając, że mowa jest
o duszy złożonego w ofierze jeńca reprezentowanej przez ozdobioną papierem kość. Z innych
źródeł wiadomo, że nazwą tą obdarzano kość udową jeńca zabitego na ofiarę bogom, prze­
chowywaną jako relikwia w domu wojownika, który jeńca zdobył. Przeciwko takiej inter­
pretacji przemawia fakt, że podane w tekście tłumaczenie nazwy boga brzmi „papierowy
bóg", przy czym w Historii Meksyku tłumaczenia z reguły są poprawne, będąc nieraz główną
podstawą do rekonstrukcji właściwej formy nazw i imion nahuatlańskich. Z tego powodu
w polskiej wersji umieszczono nazwę Amateotl (od amatl „papier" i teotl „bóg"), podobnie
jak to uczynił A. Ma. Garibay K . w wersji hiszpańskiej.
l n

11

W oryg. parlement. Mowa jest o Audiencia Real, najwyższym trybunale, zwierzchniej
władzy sądowo-administracyjnej na danym obszarze.
W całym akapicie pozostawiono oryginalną formę nazwy Meksyk ze względu na jasność
wywodu etymologicznego, nawiasem mówiąc — całkowicie błędnego.
W oryg. courtisans.
1 2

13

�ŹRÓDŁA

D O DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

61

MEKSYKU

i4

na ile jestem w stanie pojąć, składa się z trzech [słów]: metl , które ozna­
cza pewne drzewo, Exic lub Echic, to znaczy „coś, co wiatr pędzi dołem",
oraz que, co znaczy „z"; albowiem, gdy pyta się ich o miejsce, z którego
pochodzą, a oni chcą powiedzieć „jestem z Paryża", mają w zwyczaju mówić
„jestem Paryż z " . A ponieważ miejsce, z którego oni wyszli, nazywa się
Echy, po dodaniu z jednej strony metl a z drugiej que, co znaczy „z",
powstało Mechique.
15

Wracając do naszego tematu: są oni przybyszami z pewnej krainy, gdzie
była wielka skała (blisko góry Tholman, przez mieszkańców Florydy zwanej
Quivira, przez innych zaś Tucan, z której wypływają trzy rzeki wpadające do
zatoki Morza Cynobrowego ); u jej stóp znajdowała się jaskinia, z której
wiał wiatr. Obok tej skały mieszkało dwóch braci i każdy z nich czcił swego
boga. Kiedyś, gdy doszło do kłótni między nimi, a starszy brat wziął w niej
górę i drwił sobie z [młodszego] brata, wtedy b ó g młodszego, widząc to,
ukazał mu się i rzekł: „Nie martw się, gdyż j a zaprowadzę cię do miejsca,
gdzie będziesz większym władcą niż twój brat. Zbierz w tym celu ludzi, ilu
tylko zdołasz, i podążaj za mną".
16

On to uczynił, wędrując ze wszystkimi swymi ludźmi aż do prowincji
Culiacan, która bez wątpienia jest najżyźniejsza jaką kiedykolwiek widziałem,
a znajduje się o dwieście mil od Meksyku na zachód, niezbyt daleko od
Morza Południowego, gdzie był Ñ u ñ o de Guzman po zdobyciu Nowej G a ­
licji . Przebywali w tej prowincji długie lata, pobudowali tam świątynie,
wspaniałe domy i inne piękne budowle.
Po wielu latach, z woli swoich b o g ó w albo z własnej, odeszli stamtąd,
aby udać się na poszukiwanie innych miejsc, bardziej wygodnych i lepiej im
odpowiadających. I po długiej wędrówce dotarli do bardzo niezwykłego
miejsca, zwanego T o i c h , o siedem mil od X u c h i p i l a , w którym to miejscu
jest skała, cała podziurawiona jak ser, a na jej wierzchołku znajduje się
piękny dom zbudowany na kształt fortecy, cudownie wykonany i tak wysoki,
że widać z niego całą równinę wokoło, na której także są bardzo piękne
domy i budowle, gdzie mieszkały diabły. W najwyższej części tego miejsca
1 7

I8

1 4

19

W oryg. met. Nahuatlańskie metí — agawa amerykańska.
Przykład ten jest najwyraźniejszym śladem ingerencji w tekst Historii Meksyku fran­
cuskiego kosmografa André Theveta.
W oryg. la mer vermeille, z hiszpańskiego Mar Bermejo; nazwą tą określano dzisiej­
szą Zatokę Kalifornijską, którą zabarwiały na czerwono wody niesione przez rzekę Colorado.
Nowa Galicja obejmowała w poł. X V I w. terytoria dzisiejszych stanów Jalisco, Nayarit,
Zacatecas, Aguascalientes. Prowincja Culiacan leżała na północny zachód od Nowej Galicji,
na obszarze dzisiejszego stanu Sinaloa.
E . de Jonghe przypuszczał, że pod nazwą Toich kryje się miejscowość Teul, leżąca
na terenie dzisiejszego stanu Zacatecas, w której znajdowało się słynne sanktuarium Indian
Cazca. Potwierdza to przypuszczenie kronika Antonia Tello, zaświadczając oboczność nazw
Tuich (Toich) i Teul; por. Tello, 1973, t. II, cap. C X X X I X , s. 313.
W oryg. Chuquipila; w dalszej partii tekstu także Chypila.
1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

�62

RYSZARD T O M I C K I

było źródło tak urocze i o tak dobrej wodzie, że [podobnego] nigdy nie
widziałem i nie sądzę, by istniało na świecie.
W tym miejscu nie zatrzymali się na dłużej, przeszli tylko tamtędy
[w drodze] do Xuchipila, gdzie jest zbudowany klasztor Braci Mniejszych,
i tam przebywali na dwóch niewielkich wzniesieniach, odległych od siebie
nie więcej niż na szerokość rzeki przepływającej między nimi. Tam też
wznieśli bardzo piękne budowle i wyruszyli rychło i poszli do X a l p a ,
0 osiem mil stamtąd, gdzie także przebywali bardzo krótko, ale zbudowali
świątynię tak okazałą, że mocno wątpię, czy Rzymianie zrobili coś pięk­
niejszego.
We wszystkich tych miejscowościach, do których przybywali, pierwszą
1 najważniejszą rzeczą, jaką robili, były świątynie i kaplice dla b o g ó w ,
których to bogów, nazywających się Tezcatlipoca i Huitzilopochtli , zawsze
nieśli ze sobą. Zachęcali też ludzi [mieszkających] tam, gdzie oni przecho­
dzili, do służenia ich bogom i traktowali dobrze wszystkich, zdobywając
tym sposobem przyjaźń wielu ludzi.
N a koniec opuścili Xalpa i przybyli do Meksyku. Najpierw osiedli
w Tenayucan , o dwie mile od Meksyku, gdzie teraz znajduje się klasztor
Braci Mniejszych. Osiedli także w miejscu zwanym Chapultepec , co znaczy
„dom wypoczynku", ponieważ leży ono na małym wzniesieniu, gdzie jest
bardzo dobre źródło i piękne otoczenie [stosowne] dla [zażywania] przy­
jemności.
2 0

21

22

23

Stamtąd przybyli do miejsca, na którym wzniesiony jest Meksyk, wtedy
porośniętego całkowicie drzewami zwanymi przez nich metl, od czego bierze
początek jego [miasta] nazwa, mająca potem echic i co :
oni je założyli
i ozdobili pięknymi budowlami i świątyniami, i nie ruszyli się z niego więcej
aż po dziś dzień.
24

Rozdział IV. O UKŁADZIE, J A K I OTOMI Z A W A R L I Z M E K S Y K A N A M I
I O P R Z Y B Y C I U CULHUAKANÓW

Władca Otomi, jak już powiedzieliśmy w rozdziale pierwszym, był czło­
wiekiem wielkiego umysłu, pragnącym poznać początek wszelkich rzeczy.
Nie było to jednak możliwe, gdyż nie znał on Boga a jedynie swoje bożki,
2 0

W oryg. Chalpe; w dalszej partii tekstu także Chalpa.
W oryg. et se appelloint Tezcachipuca, Yhin, Cylopucheli; zgodnie z sugestią E . de
Jonghe odczytuję dwa ostatnie człony jako zniekształcenie pierwotnego hiszpańskiego zapisu
у Huieylopuchtli.
W oryg. Tenainque.
W oryg. Chapultepet; nazwa Chapultepec nie ma jednak znaczenia, jakie przypisuje
się jej w tekście; jej dosłowne tłumaczenie brzmi „w miejscu, gdzie jest wzgórze świerszcza"
(złożenie z chapulín „świerszcz", tepetl „góra, wzgórze", -c sufiks miejsca).
W przeciwieństwie do wcześniejszych rozważań nad etymologią nazwy Meksyk, gdzie
ostatni człon miał formę -que, teraz pojawia się forma -co, będąca faktycznie składnikiem
nahutlańskiej nazwy Mexico (sufiks miejsca), której znaczenie ciągle jeszcze^rodzi kontrowersje
wśród specjalistów.
2 1

2 2

2 3

2 4

�63

ŹRÓDŁA D O DZIEJÓW PRZEDHISZPAŃSKIEGO M E K S Y K U

którym kazał budować wielce okazałe świątynie, niszcząc te, które zostały
wzniesione z woli jego ojca, były bowiem bardzo małe.
On to jako pierwszy zaczął prowadzić wojny i miał wiele szczęścia,
a działo się to w czasach Huehue Motecuhzomy , pierwszego władcy Meksykanów żyjących j u ż w Meksyku. Chociaż zdarzały się między nimi jakieś
utarczki i waśnie, zawsze żyli w pokoju, żenili się ze sobą i bardzo rośli
w liczbę. Sąsiedzi znajdowali wielkie upodobanie w kobietach meksykańskich,
były one bowiem najpiękniejsze i najwytworniejsze; są takimi nadal, bardziej
niż jakiekolwiek inne [kobiety]. Toteż, jeśli ktoś z tego kraju dopuścił się
z nimi cudzołóstwa, Meksykanie zawierali sojusz z Tetzcokanami i rozpo­
czynali wojnę, a po odniesieniu zwycięstwa podporządkowywali ich sobie
i czynili z nich trybutariuszy. Wyjątek stanowili mieszkańcy Cuitlahuac,
ponieważ ci otoczeni byli wodą, a przez to silni i mocni, tak że nigdy nie
mogli ich pokonać i dlatego zawarli ze sobą p o k ó j .
25

2 6

Wspomniany władca Tetzcoco ze strony Otomi był pierwszym, który zło­
żył w ofierze ludzi i jadł ludzkie mięso. On też wynalazł rzemiosła takie,
jak stolarstwo, złotnictwo, krawiectwo, powroźnictwo itd. Przysporzył również
dużych korzyści państwu, miał bowiem sto czterdzieścioro dzieci płci męskiej.
On także zaczął ustanawiać prawa, sprawować sądy i powołał r a d ę w swoim
kraju. Miał ogromny szacunek dla b o g ó w i dbał bardzo o świątynie oraz
ceremonie. Rozkazał on też, żeby młodzi mężczyźni i kobiety tańczyli w świą­
tyniach od zachodu słońca do północy, aby sprawić bogom przyjemność.
Powołał w swoim domu urzędników, takich jak stolnik, zarządca pałacowy
oraz inni, i nakazał, żeby w mieście Tetzcoco odbywał się targ.
2 7

Początkowo przystrajali oni swych b o g ó w papierem, gdyż nie mieli wtedy
nic innego, lecz gdy tylko władca ten zaczął uzyskiwać złoto, srebro i klej­
noty, polecił wykonać dla nich stroje najwspanialsze, jakie mógł, z licznymi
drogocennymi perłami, pięknymi piórami i tym wszystkim, co najlepszego
zgromadził. Ich świątynie obsypane były różami i kwiatami, i tańczyli stale
przed nimi zarówno mieszkańcy miasta, jak i najbliżsi sąsiedzi. A diabeł
oszukiwał ich, każąc im jeść jakąś roślinę, zwaną przez nich nanacatl ^,
2

2 5

W oryg. Ueuemont Cumaci. Pierwotna forma to najprawdopodobniej Ueue Montecumatzin. Był on w rzeczywistości piątym, a nie pierwszym władcą Meksyku-Tenochtitlan
w latach 1440-1468. Podział imienia tego władcy na dwa człony: monte i zuma, był zjawiskiem
częstym w piśmiennictwie europejskim, przy czym człon pierwszy interpretowany bywał jako
„góra", drugi zaś jako nazwa własna; np. w łacińskim tłumaczeniu drugiej relacji Hernána
Cortesa, opublikowanej w Novus Orbis (Basilea 1532), znajduje się zdanie: „... quodam potenti
domino, qui monte Zuma appellabatur", które autor wczesnej kosmografii czeskiej przełożył
jako „panství hory Zuma"; por. K a š p a r , 1980, s. 61.
Informacja błędna. Miasto Cuitlahuac, położone na wyspie oddzielającej od siebie je­
ziora Xochimilco i Chalco, podbite zostało przez koalicję meksykańsko-tetzcokańską w latach
trzydziestych X V w.
W oryg. parlement.
W oryg. nauacatl. Nazwą nanacatl lub teonanacatl określano różne rodzaje grzybów
o właściwościach halucynogennych.
2 6

2 7

2 8

�64

RYSZARD

TOMICKI

odwodzącą ich od zmysłów i powodującą, że mieli m n ó s t w o przywidzeń.
Ten władca Tetzcoco kazał zabić dwóch ludzi, którzy oszukiwali się naw­
zajem, i wydał rozkaz, żeby wszyscy przyłapani na takim uczynku byli za­
bijani; i tak samo cudzołożnicy.
Po jego śmierci władzę objął -jeden z jego synów, który we wszystkim
starał się naśladować ojca. Miał on na imię Nezahualpiltzintli, to znaczy
„mały post" . Z p o m o c ą Meksykanów zdobył on zbrojnie dużą część kraju
i przez resztę swego życia naśladował ojca.
Po jego śmierci władcą został jeden z jego synów, który panował, gdy
Hiszpanie przybyli do tego kraju, lecz wkrótce potem umarł nie będąc
chrześcijaninem, bo wtedy nie udzielano jeszcze chrztu. Po nim nastał jeden z jego synów, który był chrześcijaninem i żył oraz
umarł w pełnej zgodzie ^z Kościołem, otrzymawszy wszystkie sakramenty
i sporządziwszy testament.
Tak więc władców, którzy rządzili Tetzcoco aż do tego ostatniego, jest
piętnastu .
Ale wróćmy do sprawy, o której zapomnieliśmy, to jest do przybycia
mieszkańców C u l h u a c a n , [miasta] leżącego o dwie mile od Meksyku. Po­
wiadają oni, że byli częścią Meksykanów przebywających w Culiacan (o któ­
rym mówiliśmy już wcześniej). Jakaś grupa spośród nich wyruszyła do walki
przeciw komuś, a gdy powróciła, ich władca nie był zadowolony z tego,
co uczynili i nie chciał ich przyjąć. Dlatego, zmuszeni do szukania miejsca,
gdzie mogliby mieszkać, udali się do Tula, [miasta] p o ł o ż o n e g o o dwanaście
mil od Meksyku. Przebywali tam jakiś czas zanim umarł ich władca, a na
jego miejsce wyniesiony został inny, imieniem H u e m a c .
W czasie, gdy ten był władcą, w mieście pojawiła się zjawa o postaci
człowieka, który głową zdawał się dotykać nieba. Władca i cały jego lud,
przestraszeni tym, opuścili to miejsce i przybyli do Culhuacan, leżącego
o dwie mile od Meksyku.
29

30

31

32

To oni wprowadzili ofiary wśród Tetzcokanów; dzięki swemu dobremu
sposobowi życia zyskali sympatię wszystkich i wprowadzili wśród nich ofiary.
Oni właśnie, jak już mówiłem, przynieśli kukurydzę, papier, bawełnę i ka­
dzidło, gdyż Otomi wiedli życie proste, nic z tego nie posiadając, i dlatego
p o w a ż a się Culhuakanów jako ludzi szlachetnych i zacnych.

2 9

W oryg. Necahuatl pilciutli. Imię złożone z nezahualli „post", pilli „szlachetnie uro­
dzony, książę" i -tzintli — sufiksu wyrażającego szacunek, poważanie, zwykło się tłumaczyć
jako „Poszczący Książę". Jednakże wyraz pilli miał także znaczenie „dziecko, potomek",
i ten właśnie sens oddany został w tłumaczeniu podanym w tekście.
Jak łatwo zauważyć, w tekście nie wymienia się nawet połowy z nich. Tak obszernej
listy władców Tetzcoco, jaką najprawdopodobniej zawierał pierwotny tekst hiszpański, z którego
korzystał André Thevet, nie znamy z innych źródeł.
W oryg. ceux de Culhua. Dalsza część zdania wskazuje, że chodzi tu o miasto
Culhuacan.
W oryg. Vamac.
3 0

5 !

3 2

�ŹRÓDŁA

DO

DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

65

MEKSYKU

Rozdział V. O SPOSOBIE L I C Z E N I A L A T I O ZAŁOŻENIU

MEKSYKU

Meksykanie jako lud największy i władający krajem mają księgę noszącą
tytuł Xiuhtonalli , co znaczy „księga rachuby lat", z której wynika, że
dotarli do Meksyku w roku orne calli, będącym 28-mym rokiem ich pierw­
szej epoki. Mają oni bowiem cztery epoki, z których każda liczy sobie 52
lata, każda zaś z tych epok miała cztery okresy liczące po 13 lat, a rok
miał osiemnaście miesięcy, a miesiąc dwadzieścia dni; tak że rok uzyskuje
365 d n i .
33

34

N a wędrówkach spędzili oni cztery epoki, co stanowi 208 lat. A gdy
przybyli do Meksyku, minęło jeszcze 28 lat zanim założono miasto i do­
piero wtedy weszli i rozpoczęli rachubę od przybycia aż do dziś, co według
naszej rachuby było w roku M I I I C X X I [1321] od narodzenia Pana Naszego
Jezusa Chrystusa. Tak że mijają C C X X I I [222] lata odkąd Meksyk został
założony, a razem z epokami, kiedy byli oni w drodze, jest to osiem epok,
tych, jakie oni mają, oraz 22 lata i kilka dni, jak to jest pokazane w księ­
dze z ich rachubą, co daje C C C C X X X V I I I [438] lat odkąd wyruszyli ze
swego kraju. I minęło C L X X [170] lat odkąd Meksyk jest stolicą królestwa.
To jest najbardziej ścisły rachunek, jaki znaleźliśmy, gdyż pierwsza strona,
na której mają oni początek tej rachuby, jest już prawie całkowicie zatarta,
tak że z wielkim trudem można odczytać, co jest tam napisane. Figura
znajdująca się tu poniżej była narysowana w tej samej k s i ę d z e .
Rok dzielą oni, tak jak my, na cztery części: lato, jesień, wiosnę i zimę;
każdej z tych pór dawali pięć miesięcy. P o ł o w a roku była deszczowa, od
naszego kwietnia do września, i w tym czasie panuje upał. Pozostałe sześć
miesięcy jest suchych i zimnych. Plony zbierają oni w listopadzie i grudniu.
Swoje cztery epoki zaczynali liczyć od południa, od [znaku] tochtli, i po
zakończeniu jednej epoki przechodzili do następnej. A więc, jak długo trwał
pierwszy okres, to jest przez trzynaście lat, liczyli 1, 2, 3 itd. lat tochtli
w danej epoce, a skończywszy ten okres po trzynastu latach przechodzili
do [znaku] acatl i liczyli znowu 1, 2, 3 lata itd. Od acatl, ciągle w tej
samej epoce, powracali do tochtli i dodawali jeszcze jeden okres, co dawało
52 l a t a . I tak stale powracali, jak i my dzisiaj robimy licząc setki [w ra35

36

3 3

W oryg. Xehutonali. Podane w tekście tłumaczenie „księga rachuby lat" świadczy, że
pełna nazwa powinna brzmieć xiuhtonalamatl.
W rzeczywistości powyższe wyliczenie daje w sumie 360 dni. Pominiętych zostało 5 dni,
które w kalendarzu meksykańskim uzupełniały cykl 18 miesięcy po 20 dni i zwane były
nemontemi.
W manuskrypcie francuskim brak tego rysunku.
Objaśnienie sposobu funkcjonowania meksykańskiej rachuby lat jest całkowicie błędne.
W rzeczywistości poszczególne lata cyklu oznaczane były za pomocą kombinacji liczb od 1
do 13 oraz znaków acatl, tecpatl, calli, tochtli, powtarzających się stale w podanej kolejności.
Rachuba mogła rozpoczynać się od dowolnego znaku. Jeśli zaczynała sie od 1 tochtli, to
kolejny rok oznaczony był jako 2 acatl, trzeci jako 3 tecpatl itd. Po 52 latach ponownie
pojawiał się rok 1 tochtli i był pierwszym rokiem kolejnego cyklu 52 lat.
3 4

3 5

3 6

5 -

Etnografia Polska, t. X X X I I , z. I

�66

RYSZARD TOMICKI

mach]
go

tysiąca,

stulecia

odkąd

zmarł

rozpoczynamy

Pan

drugie,

Nasz,

i

dodając

[gdy]
to

po

zakończeniu

następne

stulecie do

by aż do kolejnej setki. Rachuba ta jest bardzo dokładna

jedne­
licz­

i nadal ją za­

chowują.

Rozdział V I . O T Y M , C O SĄDZILI O STWORZENIU ŚWIATA, O S W Y C H B O G A C H ,
O Z N I S Z C Z E N I U ŚWIATA I O NIEBIOSACH

Wierzyli Meksykanie oraz wielu ich sąsiadów, że było trzynaście niebios.
37

W pierwszym z nich był b ó g zwany Xiuhtecuhtli , b ó g lat. W drugim
iH

39

bogini ziemi Rontli .

W trzecim Chalchiuhtlicue , co znaczy „ d o m bogini".
40

W czwartym T o n a t i u h , który jest słońcem. W piątym pięciu b o g ó w , każ­
41

dy innego koloru; z tego powodu zwą się Tonaleque . W szóstym Mictlan42

tecuhtli , który jest bogiem piekieł. W s i ó d m y m Tonacatecuhtli i Tonaca43

44

c i h u a t l , d w ó c h b o g ó w . W ó s m y m Tlalocantecuhtli , b ó g ziemi. W dzie­
45

wiątym Quetzalcoatl , jeden z głównych b o ż k ó w ; o tym i o innych będziemy
46

m ó w i ć dalej. W dziesiątym Tezcatlipoca , także główny

bożek.

W jede­

47

nastym Yohualtecuhtli , co znaczy „bóg nocy i ciemności". W dwunastym
48

Tlahuizcalpantecuhtli , co znaczy „ b ó g brzasku dnia". W trzynastym i ostat-

3 7

W oryg. Rintentli. Ta i niektóre inne nazwy bogów podane niżej sprawiają ogromne
trudności interpretacyjne. Forma, w jakiej zostały zapisane przez André Theveta, jest całko­
wicie błędna, już choćby z tego powodu, że w języku náhuatl nie występuje głoska „r".
Pewną pomocą przy ich rozszyfrowywaniu są towarzyszące określenia, jak na przykład w przy­
padku Rintentli „bóg lat", co pozwala zidentyfikować tę nazwę jako Xiuhtecuhtli. Niektóre
przypadki ortografii zastosowanej przez André Theveta omawia bliżej E . de Jonghe.
3 8

Tak w oryginale. Forma niemożliwa do jednoznacznej interpretacji pomimo wzmianki, iż chodzi o boginię ziemi. E . de Jonghe gotów byl uznać, że Ronili powstało ze zniekształ­
cenia imienia Couatlicue, po wcześniejszym odrzuceniu końcówki -cue. Z kolei w wersji hisz­
pańskiej, opublikowanej przez A. Ma. Garibaya K . , pojawia się bez uzasadnienia (nie znana
też z innych źródeł) f o T m a Xiuhtli.
W oryg. Chalcintli. Znana z innego źródła forma Chalchiutli pozwala sądzić, że cho­
dzi tu o boginię wód Chalchiuhtlicue, jednak imię to nie ma znaczenia „dom bogini", lecz
„ta o szmaragdowej spódnicy".
W oryg. Tonatio.
W oryg. Tonaleą.
W oryg. Mitlantentli.
W oryg. Tonacatentli i Tonacacilmatl.
W oryg. Tlalocatentli.
W oryg. Calconatlansi. Przyjmuję za E . de Jonghe i A. Ma. Garibayem K . , że mamy
tu do czynienia ze zniekształceniem pierwotnej formy Quecalcouatl lub Quecalcouatzin. W dal­
szych partiach tekstu imię to ma postać Quecalcoatl.
W oryg. Tezcatlipuca.
W oryg. Yoaltentli.
W oryg. Tlahuizcalpatehutli.
3 9

4 0

4 1

4 2

43&gt;

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

�67

ŹRÓDŁA D O DZIEJÓW PRZEDHISZPAŃSKIEGO M E K S Y K U

49

nim, najwyższym, był b ó g zwany Ometeotl , co znaczy „dwóch

bogów",

50

i bogini zwana Omecihuatl , co znaczy „dwie boginie".
Wierzyli oni, iż poza tymi wszystkimi w każdym z niebios było wielu
innych b o g ó w .
C o do stworzenia świata, to jak opowiadają, ich przodkowie
li im, że świat był raz zniszczony,

powiedzie­

a ludzie byli stworzeni ze skał.

I że

podczas pierwszej kreacji bogowie stworzyli cztery słońca pod czterema zna­
kami, jak to jest pokazane w ich księgach.
Pierwsze z nich nazywało

się Chachuich

51

tonajo ,

to jest jakby

„bóg

drogocennych kamieni", i ci, którzy żyli pod tym słońcem, zginęli w potopie,
a niektórzy
zwaną

przemienili się w ryby; i wszyscy żywili

się rośliną

rzeczną

52

acicintli .

Drugie słońce zwało się Chalchiuhtonatiuh
czasie, jedli roślinę

zwaną

54

cencocopi ;

53

i ci, którzy

i wszyscy zginęli

żyli w tym

spaleni

ogniem

z nieba, a niektórzy z nich przemienili się w kury, inni w motyle, jeszcze
inni w psy.
55

Trzecie słońce nazywało się Yohualtonatiuh , co znaczy „słońce ciemne
albo nocne". C i , którzy żyli pod nim, jedli mirrę i żywicę z sosen,

których

jest wielka obfitość w tym kraju, i ci zginęli z (powodu] trzęsienia ziemi

4 9

W oryg. Teotli. Poprawna forma Ometeotl nie oznacza „dwóch bogów", jak podane
jest w tekście, lecz dosłownie „dwa-bóg", co można rozumieć jako „Bóg Dwoistości" albo
„Bóg Dwoisty", w domyśle — jednoczący w sobie przeciwieństwa, np. pierwiastek męski i żeń­
ski, co znalazło wyraz w hipostazowaniu Ometeotla jako Ometecuhtli „Pana Dwoistości"
i Omecihuatl „Pani Dwoistości", Por. W i e r c i ń s k i , 1985-1986.
W oryg. Omecinatl. Poprawne znaczenie — „Pani Dwoistości".
Tak w oryginale. Być może jest to ta sama nazwa, która w znacznie czytelniejszej
postaci przypisana została kolejnemu słońcu, tj. Chalchiuhtonatiuh; można by ją rozumieć
jako „Słońce Drogocennych Kamieni", a więc w sposób zbliżony do podanego w tekście
znaczenia. E . de Jonghe słusznie — jak się zdaje — wskazywał na możliwy związek tej nazwy
z Chalchiutlicue, boginią wód. W każdym razie w innych źródłach słońce to nosi nazwę
Atonatiuh „Słońce Wody".
W oryg. aciantli. Potwierdzona przez inne źródła forma acicintli lub acecentli nie ma
jasnej etymologii. Tłumaczona jest najczęściej jako „wodna kukurydza", choć w takim przy­
padku poprawna forma powinna mieć postać acintli (acentli). Według innej hipotezy nazwa
ta wywodzić by się miała od cecee „odżywczy, pożywny, regenerujący", co łącznie z prze­
czeniem a- dawałoby sens „nie pożywne, nie regenerujące", por. Moreno de los Arcos,
1967, s. 205 przyp. 35.
W oryg. Chalchiuh tonaiuh. W związku z tą nazwą por. przyp. 51. Można podejrze­
wać, iż André Thevet powtórzył omyłkowo tę samą nazwę w odniesieniu do pierwszego
i drugiego słońca. W innych źródłach słońce, które zniszczone zostało przez ogień spadający
z nieba, nosi nazwę Quiauhtonatiuh „Słońce ognistego deszczu" lub Tletonatiuh „Słońce
ognia".
W oryg. centencupi. Cencocopi znaczy dosłownie „prawie kukurydza", „coś, co naśladuje
kukurydzę".
W oryg. Yioanoatiuh.
s o

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

�68

RYSZARD

TOMICKI

56

i zostali pożarci przez dzikie bestie, zwane przez nich quinametin ,
co
znaczy także „giganci"; istnieli,oni w Nowej Hiszpanii, o czym opowiemy
później.
Czwarte słońce nosiło nazwę Ehecatonatiuh , co znaczy „słońce wiatru";
ci, którzy żyli pod tym słońcem, odżywiali się owocami pochodzącymi
z drzewa o nazwie mizquitl ; jest go bardzo dużo w Nowej Hiszpanii,
a Indianie cenią sobie wielce jego owoc i robią z niego chlebki do zabrania
w drogę i do przechowywania w ciągu roku; jest to naprawdę dobry owoc.
C i zostali zniszczeni przez burze wiatrów i zmienili się w małpy.
57

5S

Każde z tych słońc trwało tylko 23 lata i natychmiast ginęło.
A pytani o to, jakim sposobem — skoro słońce ginęło razém z ludźmi —
wschodziły potem inne słońca i powstawali inni ludzie, odpowiedzieli, że
bogowie robili dalsze słońca i ludzi.
Powiadają także, iż przodkowie im mówili, że świat został całkowicie
zniszczony przez wodę i tak zatopieni zostali wszyscy ludzie z powodu grze­
chów, jakie popełnili przeciw bogom; a ponadto, że zstąpili oni do piekła,
gdzie, dusze były palone i z tego powodu ci, którzy byli stworzeni później,
mieli palić ciała [zmarłych] i przechowywać popioły, ponieważ oczekiwali,
że Mictlantecuhtli , będący bogiem piekieł, pozwoli im wyjść i że w ten
sposób powrócą znowu do życia. Z czego dobrze widać, że diabeł powie­
dział im jedną prawdę, aby wmówić im tysiąc kłamstw.
59

Rozdział VII. O D R U G I M S T W O R Z E N I U ŚWIATA, CZŁOWIEKA, Z I E M I I WINA

Po zniszczeniu pierwszego świata, jak to przy końcu poprzedniego roz­
działu zostało przedstawione, opowiadają oni o stworzeniu drugiego w taki
sposób:
Gdy wody przeszły ponad ziemią, na której — jak mówią — nic nie
uniknęło zniszczenia, została ona ponownie uporządkowana i wypełniona tym
wszystkim, co było potrzebne do użytku człowiekowi, którego bogowie stwo­
rzyli później.
Tę ostatnią kreację przypisują Meksykanie bogu Tezcatlipoca oraz drugie­
mu zwanemu Ehecatl, to jest „wiatr". M ó w i ą , że zrobili oni niebo w taki
sposób.
Istniała bogini imieniem Tlalteotl , która jest samą ziemią; miała ona
60

5 6

W oryg. quenamenti. Słowo quinametin oznacza faktycznie „giganci, olbrzymi", ale po­
równanie opisu z Historii Meksyku z innymi źródłami wskazuje, że doszło tu do przekłama­
nia (najprawdopodobniej) pierwotnego tekstu hiszpańskiego. Giganci byli bowiem istotami ży­
jącymi podczas trwania tego słońca i oni zostali pożarci przez dzikie bestie, tj. jaguary.
W oryg. Ecatonatuieh.
58 Jedno z niewielu słów nahuatlańskich napisanych poprawnie. Drzewo podobne do akacji
o strączkowatych owocach, Prosopis juliflora.
W oryg. Symitlateutl.
60 W oryg. Tlaltentl.
5 7

5 9

�ŹRÓDŁA

DO DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

69

MEKSYKU

według nich postać mężczyzny, inni powiadają, że kobiety. Przez jej usta
wszedł b ó g Tezcatlipoca, a jego towarzysz, zwany Ehecatlem, wszedł przez
pępek i obaj połączyli się w sercu bogini, będącym środkiem ziemi; gdy
się połączyli, utworzyli niebo bardzo nisko. Z tego względu przybyło wielu
innych bogów, aby p o m ó c je podnieść w górę, a kiedy zostało ono już
umieszczone tam, gdzie jest teraz, kilku z nich pozostało podtrzymując je,
żeby nie upadło.
Mówią, że uczyniono to w pierwszym dniu roku, nie wiedzą jednak,
jak dawno temu to się stało, choć wydaje się im, że minęło sto epok,
0 których już mówiliśmy, co stanowi 10 200 l a t .
W drugim roku inni bogowie, on zwany Citlallatonac , a jego żona
Citlalicue , zrobili gwiazdy.
Także noc, jak mówią, została zrobiona przez innych b o g ó w , Yohualtec u h t l i i jego żonę Yacahuiztli.
61

62

63

64

B ó g Tlaloc, który jest bogiem wód, zrobił w tym samym roku wodę,
deszcz, a ponieważ oni mówią, że chmury wychodzą z gór, nazywają wszyst­
kie góry Tlaloque , to znaczy „panowie".
65

Mictlantecuhtli, będący bogiem piekła, utworzył piekło w ósmym roku.
Gdy to wszystko było już zrobione, bogowie Tezcatlipoca i Ehecatl
rozmyślali nad stworzeniem człowieka, który by wziął w posiadanie ziemię.
1 zaraz ó w Ehecatl zstąpił do piekła, aby prosić Mictlantecuhtli o popiół
ze zmarłych do zrobienia innych ludzi. B ó g piekła dał jedną tylko kość,
długą na łokieć, oraz nieco popiołu, ale ledwo mu tę kość dał, mocno tego
pożałował, bo była to rzecz, której pożądał bardziej niż wszystkiego co miał,
i dlatego ruszył za Ehecatlem, żeby mu kość odebrać. Podczas ucieczki
kość upadła wszakże Ehecatlowi na ziemię i połamała się, przez co człowiek
powstał mały; albowiem mówią, że ludzie pierwszego świata byli wielcy ni­
czym giganci. Przyniósł zatem resztki kości i popiołu i wszedł do apaztli ,
co oznacza duże gliniane naczynie, skąd wezwał wszystkich pozostałych bo­
g ó w do stworzenia pierwszego człowieka. Gdy się zebrali, upuścili sobie
w ofierze krew z języka i tak rozpoczęli pierwszy dzień tworzenia człowieka,
formując mu ciało. O n natychmiast się poruszył, a czwartego dnia zrobieni
zostali mężczyzna i kobieta. Nie byli oni jednak od razu całkiem dorośli,
66

4

6 1

Oczywisty błąd, gdyż epoki, o których tu mowa, to cykle 52-letnie.
W oryg. Citlaltona.
W oryg. Citlaline.
W oryg. Yoaltentli.
W oryg. Tlaloqs. Tlaloque to 1. mn. od imienia boga deszczu Tlaloca, o problema­
tycznej etymologii (por. Sullivan, 1974). Jednakże nazwa Tlaloque z pewnością nie znaczy
„panowie". Jak już zauważył E . de Jonghe, musiało tu nastąpić pomylenie ze słowem tlatoque
„władcy, panowie".
W oryg. paztli. André Thevet umieścił to słowo w nawiasie, mając być może — jak
domyśla się E . de Jonghe — wątpliwości co do jego znaczenia, albowiem przetłumaczył je
jako grand libre „dużą książkę"; nie rozumiał zapewne użytego w pierwotnym tekście hiszpań­
skim słowa lebrillo oznaczającego glinianą misę. Tekst polski został w tym miejscu poprawiony.
6 2

6 3

6 4

6 5

6 6

�70

RYSZARD

TOMICKI

lecz zgodnie z naturalnym biegiem rzeczy. Jak już byli stworzeni, nakarmił
ich bóg zwany X o l o t l , to znaczy „indyjski kogut"; nakarmił ich on mie­
lonym zbożem, a nie mlekiem.
Nie znają imienia tego pierwszego człowieka, ale mówią, że był stworzony
w pewnej jaskini w Tamoanchan , w prowincji Quauhnahuac, zwanej przez
Hiszpanów Cuernavaca, w posiadłościach Markiza del V a l l e .
Po dokonaniu tego wszystkiego, zadowoleni z dzieła bogowie mówili
między sobą: „Zaprawdę, człowiek będzie bardzo smutny, jeśli nie uczynimy
czegoś, by go rozweselić i żeby nabrał ochoty do życia na ziemi i wychwalał
nas, i śpiewał, i tańczył". Gdy to usłyszał b ó g Ehecatl, bóg wiatru, zaczął
się zastanawiać, gdzie mógłby znaleźć jakiś napój, aby dać go człowiekowi
i sprawić, by się weselił. Rozmyślając o tym, przypomniał sobie o bogini
dziewicy imieniem M a y a h u e l , której strzegła pewna bogini, jej babka, zwa­
na Tzitzimitl . Natychmiast poszedł tam, gdzie one były, i zastał je śpiące.
Obudził więc dziewicę i rzekł do niej: „Przychodzę, żeby zabrać cię na
świat". Ona od razu przystała na to, toteż zeszli [na ziemię] oboje, a on
niósł ją na plecach. I zaraz po przybyciu na ziemię zmienili się oboje
w drzewo, które ma dwie gałęzie; jedna z nich nazywa się Quetzalhuexotl ,
i ta była Ehecatla, a druga Xochicuahuitl -\ i ta była dziewicy.
67

68

69

70

71

72

7

Tymczasem jej babka, która spała, gdy po przebudzeniu się nie znalazła
wnuczki, zwołała natychmiast inne boginie, które nazywają się Tzitzimime ,
i wszystkie zeszły na ziemię szukać Ehecatla. A wtedy właśnie dwie gałęzie
drzewa odłączyły się od siebie i stara bogini rozpoznała od razu gałąź
dziewicy, chwyciła ją, połamała i dała każdej z pozostałych bogiń po ka­
wałku, a one zjadły je. Lecz gałęzi Ehecatla nie połamały, pozostawiły ją
tam; gdy tylko boginie wzniosły się do nieba, powróciła ona do swej pier­
wotnej postaci Ehecatla, on zaś zebrał kości dziewicy zjedzonej przez boginie,
zakopał je i wyrosło z niej [z Mayahuel] drzewo, które oni nazywają metl .
Z niego wytwarzają Indianie wino, które piją i upijają się nim, choć nie
74

15

6 7

W oryg. Cholutl. Podane w tekście znaczenie imienia Xolotl — coq des Indes „indyjski
kogut", to po prostu indyk zwany w języku náhuatl huexolotl (złożone z huey „wielki,
główny" oraz xolotl — słowa o niejasnej etymologii, którego znaczenia odwołują się często do
idei bliźniactwa, podwojenia). Na temat związków boga Xolotla z indykiem por. Tibon, 1948.
Tamoanchan to w mitologii nahuatlańskiej mityczna praojczyzna ludzi. Być może w pier­
wotnym tekście hiszpańskim byla ona sytuowana w jaskini, o której mowa w Historii
Meksyku, i odnośny fragment zdania miał postać: „w jaskini Tamoanchan". nie zaś jak
w rękopisie André Theveta: „en une cáveme en Tamoanchan".
To jest Hernána Cortesa.
W oryg. Mayauetl.
W oryg. Cicimitl.
W oryg. Quecalhuexotl.
W oryg. Choquicauitl.
W oryg. Cicimime. Forma Tzitzimime jest 1. mn. od Tzitzimitl — imienia babki bo­
gini Mayahuel. Nazwą tą określano demoniczne istoty mające pożreć ludzi przy końcu świata.
Agawa, za boginię której uważano Mayahuel.
6 8

6 9

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

�ŹRÓDŁA

D O DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

71

MEKSYKU

jest to spowodowane samym winem, lecz jakimiś korzeniami, zwanymi przez
nich ocpatli , które do niego dodają.
Przez cztery słońca, o których była już mowa, rozumieli oni cztery
wieki, chociaż nie potrafią tego dobrze wyrazić; ale my wyjaśnimy to dalej
bardziej dokładnie.
Inni powiadają, że ziemia została stworzona w taki sposób:
D w ó c h bogów, Quetzalcoatl i Tezcatlipoca, opuściło z nieba na dół
boginię ziemi Tlaltecuhtli , która na wszystkich stawach miała pełno oczu
i ust, którymi kąsała niczym dzikie zwierzę. A zanim j ą opuścili, istniała
już woda, lecz nie wiedzą, kto ją stworzył; po niej chodziła ta bogini.
Widząc to, bogowie powiedzieli do siebie: „Trzeba zrobić ziemię". I mówiąc
to, zmienili się obaj w dwa wielkie węże, z których jeden pochwycił bogi­
nię od prawej ręki aż po lewą nogę, drugi zaś od lewej ręki do prawej
nogi, i ścisnęli ją tak, że rozdzieliła się na pół. Z połowy od strony ple­
c ó w zrobili ziemię, a drugą połowę podnieśli na niebo, czym zawstydzili
bardzo innych bogów.
16

77

78

Po dokonaniu tego, aby wynagrodzić owej bogini ziemi krzywdy, jakie
dwóch b o g ó w jej wyrządziło, wszyscy bogowie zstąpili pocieszyć ją i naka­
zali, żeby z niej powstał wszelki owoc potrzebny do życia człowiekowi.
I by tak się stało, zrobili z jej włosów drzewa, kwiaty i rośliny, z jej
skóry drobną roślinkę i małe k w i a t k i , z oczu studnie, źródła i małe jaskinie,
z ust rzeki i duże jaskinie, z nosa górskie doliny, z pleców góry.
79

Bogini ta płakała nieraz nocą, pragnąc jeść serca ludzi, i nie chciała
zamilknąć, póki ich jej nie dano, nie chciała też wydać owocu, jeśli nie
była zraszana krwią ludzi.

Rozdział VIII. O STWORZENIU ŚWIATA WEDŁUG MIESZKAŃCÓW T E T Z C O C O
80

Indianie ci twierdzą, że mają również boginię Citlalicue , która wysłała
z nieba 1600 swoich synów do miasta zwanego Teotihuacan, w pobliżu
Tetzcoco; wyginęli oni zaraz po przybyciu do tego miasta.
Po tym, po upływie 26 lat od stworzenia świata, który przez cały ten
czas trwał w strasznych ciemnościach z braku słońca, zebrało się trzech
b o g ó w : Tezcatlipoca, Ehecatl oraz bogini Citlalicue, którzy postanowili zro­
bić słońce, aby oświetlało ziemię.

7 6

W oryg. ucpatli. Niezidentyfikowana roślina przyspieszająca fermentację i zwiększająca
moc napoju alkoholowego wyrabianego z agawy, zwanego w náhuatl octli.
W oryg. Calcoatl.
W oryg. Atlalteutli.
Możliwe że chodzi tu o tytoń, o którym Gerónimo de Mendieta — korzystający z ma­
teriałów Andresa de Olmos — pisał, iż Indianie uważają go za ciało bogini Cihuacoatl, por.
G. de Mendieta, op. cit., t. I, Lib. II, cap. X I X , s. 118.
W oryg. citlaline.
7 7

7 8

1 9

8 0

�72

RYSZARD

TOMICKI

81

W tym samym czasie istniał inny bóg, o imieniu Piltzintecuhtli , i jego
żona nazywająca się Xochiquetzal . Mieli oni syna zwanego X o c h i p i l l i
i drugiego, który nie był ich, ale go wychowywali, i ten nazywał się Nanahuaton . Jego ojciec miał na imię I z p a t l , a matka C o z c a m i a u h i przy­
bierali oni ciało i postać ludzką, kiedy im się podobało.
Kiedy więc bogowie zapragnęli zrobić słońce, wszyscy, ci wymienieni oraz
inni, odbyli pokutę, aby m ó c być godnym zostania słońcem i ofiarowali
trzem wielkim bogom drogocenne perły, kadzidło i inne bardzo cenne rzeczy.
Jedynie Nanahuaton, jako że był biedny, nie miał nic do ofiarowania, do­
konywał tylko ofiary z samego siebie przy użyciu kolca, kłując się po wielekroć i ofiarowując to, co mógł posiadać w swej biedzie. Przyłączył się do
swych braci i rozpalił przed bogami duży ogień, a ci powiedzieli, że ten,
kto rzuci się w ogień, będzie słońcem. Wtedy Nanahuaton skoczył w ogień
magicznym sposobem, w czym był bardzo biegły; i udał się wówczas do
piekła i przyniósł stamtąd wiele cennych rzeczy i został wybrany, aby był
słońcem.
82

83

84

85

86

Rozdział IX. O S T W O R Z E N I U ŚWIATA WEDŁUG MIESZKAŃCÓW PROWINCJI
CHALCO

W innej prowincji, zwanej Chalco, opowiadają, że woda była pierwszą
przyczyną świata, ale także oni nie wiedzą, kto j ą stworzył. I że zstąpiło
z nieba kilku b o g ó w o imionach Cemecatl , Tezcatlipoca, Chiconahui
E h e c a t l , wszyscy synowie Citlalicue , bogini gwiazd, która jak mówią
zrobiła gwiazdy, słońce i księżyc; a ci bogowie, jej synowie, stworzyli czło­
wieka, nie wiedzą jednak, w którym roku to było.
M ó w i ą ponadto, że jest dziewięć niebios, lecz nie wiedzą, gdzie znajduje
się słońce, ani księżyc, ani gwiazdy, ani bogowie.
87

88

8 1

89

W oryg. pilciutentli.
W oryg. Chuquiquecal.
W oryg. Choquipili.
W oryg. Nanauaton.
Tak w oryginale. Imię nie znane z innych źródeł. E . de Jonghe dopatrywał się w nim
zniekształcenia ogólnej nazwy roślin leczniczych (itzpatli lub ixpatli), co — jego zdaniem —
identyfikowałoby ojca Nanahuatona jako czarownika. W wersji hiszpańskiej Historii Meksyku
imię zmienione zostało na Itzpapalotl, bez uzasadnienia.
W oryg. Cuzcamianh.
Tak w oryginale. Nie wykluczone, iż imię to należy interpretować jako imię kalenda­
rzowe Ce Ehecatl „1-Wiatr", jak sugerował E . de Jonghe.
W oryg. Chiconaui et Ehecatl, ale już E . de Jonghe wskazał, że chodzi tu bez wątpie­
nia o jedno imię typu kalendarzowego Chiconahui Ehecatl „9-Wiatr".
W oryg. Atlatime. Określenie „bogini gwiazd" świadczy, że ta mocno zniekształcona
forma powinna być interpretowana jako Citlalicue. W wersji hiszpańskiej opublikowanej przez
A. Ma. Garibaya K . podano „Atlalicue lub Citlalicue".
8 2

8 3

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

�ŹRÓDŁA

D O DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

73

MEKSYKU

90

Ziarno, które oni jedzą, nazywa się k u k u r y d z a i powstało w taki
sposób:
Wszyscy bogowie zeszli do jaskini, gdzie b ó g zwany Piltzintecuhtli spał
z boginią imieniem Xochiquetzal , z której narodził się b ó g zwany Cinteotl .
Ten wszedł pod ziemię i z jego włosów wyrosła bawełna, z jednego ucha
[powstały] bardzo dobre nasiona, które oni chętnie jedzą, zwane sanctlhquez ,
z drugiego [ucha] jakieś inne, z nosa jeszcze inne nasiona, zwane
chia ,
które są dobre do picia w letniej porze; z palców wyrósł owoc, zwany
camotli , który jest jak rzepa, bardzo dobry owoc; z paznokci inna od­
miana wysokiej kukurydzy , to jest zboża, które oni teraz jedzą; a z reszty
jego ciała wyrosło wiele innych o w o c ó w , które ludzie zbierają i sieją. I dla­
tego b ó g ten był miłowany przez innych b o g ó w i nazywano go Tlazopilli ,
to znaczy „umiłowany pan".
j
91

92

93

94

95

96

97

98

Czas już teraz dowiedzieć się, kim był ó w Tezcatlipoca, o którym India­
nie tak wiele opowiadają, a i my z tego powodu tak często o nim mówimy.
Imię to składa się z trzech [słów]: tezcatl, co znaczy „zwierciadło",
tlepuca złożonego z kolei z tletl, co znaczy „światło", i pudli — „ d y m " ;
z nich wszystkich złożone zostało to imię Tezcatlipoca i dlatego powiadają,
że nosił on zawsze przy sobie silnie błyszczące zwierciadło i że dymiło ono
z powodu kadzidła oraz pachnideł, które w nim nosił.
Powiadają też, że b ó g ten stworzył wiatr, który ukazał się jako czarna
postać z wielkim kolcem całym okrwawionym na znak ofiary. Wtedy b ó g
Tezcatlipoca rzekł do niego: „Wietrze, pójdź przez morze do domu słońca,
które ma wokół siebie wielu muzyków i trębaczy, usługujących mu i śpiewa­
jących. Jest wśród nich kilku o trzech nogach, inni mają uszy tak wielkie,
że zakrywają im one całe ciało. Gdy dotrzesz na skraj wody, zawołasz
9 9

9 0

W oryg. maiz. Słowo maíz, pochodzące z jeżyka Indian antylskich, upowszechnione
zostało przez Hiszpanów jako nazwa kukurydzy zwanej w náhuatl cintli (cenili).
W oryg. Pieciutentli.
W oryg. Choquijceli.
W oryg. Ciutentl.
Tak w oryginale. Słowo w sposób ewidentny zniekształcone i chyba niemożliwe do
identyfikacji. E . de Jonghe dopatrywał się w nim nazwy catateztli, natomiast Á. Ma. Garibay K . — huazontli, nie wykluczając jednak całkowicie propozycji swego poprzednika.
Tak w oryginale; z nahuatlanskiego chian — odmiana szałwi.
W oryg. camotl. Batat (Ipomoea batatas).
Mimo iż we wstępie do tego akapitu zapowiada się wyjaśnienie genezy kukurydzy,
a wzmianka o „innej odmianie wysokiej kukurydzy" sugeruje, że wcześniej była już mowa
o jej odmianach, tekst nie wspomina więcej o tej roślinie.
W oryg. Tlacopili.
Etymologia imienia Tezcatlipoca nie jest całkowicie jasna. Interpretacja podana w tek­
ście zakłada oboczność form Tezcatlipoca/Tezcatlepoca „Błyszczące (płonące) zwierciadło, które
dymi". Jednakże człon -tli- bywa też wywodzony od tlilli lub tliltic „czarny", co daje asumpt
do tłumaczenia „Dym czarnego zwierciadła". Najczęściej imię to tłumaczy się jako „Dymiące,
Zwierciadło".
9 1

9 2

9 3

9 4

9 5

9 6

9 1

9 8

9 9

�74

RYSZARD

1 0

TOMICKI

101

moje wnuki: Acapachtli ° , to jest żółwia, A c i h u a t l , to jest półkobiete,
półrybę, oraz Atlicipactli , to jest wieloryba, i powiesz im, żeby utworzyli
z siebie most, abyś mógł przejść. I przyprowadzisz mi z domu słońca mu­
zyków z instrumentami, by oddać im cześć". Powiedziawszy to, odszedł
i więcej go nie widziano.
'Wtedy b ó g wiatru poszedł na skraj wody, wywołał ich imiona, a oni
niezwłocznie przybyli i utworzyli z siebie most, po którym on przeszedł.
Słońce, widząc że nadchodzi, rzekło do swych m u z y k ó w : „Oto zbliża się
nieszczęśnik; niechaj nikt mu nie'odpowiada, bo kto mu odpowie, pójdzie
z nim". Owi muzycy mieli odzienie w czterech kolorach: białym, czerwo­
nym, żółtym i zielonym.
102

Gdy b ó g wiatru tam dotarł, przywołał ich śpiewem, na co natychmiast
odpowiedział jeden z nich i odszedł wraz z nim zabierając muzykę. Jest to
ta, którą wykonują teraz podczas tańców na cześć swoich bogów, tak jak
my to czynimy przy użyciu organów.
M ó w i ą oni również, że Tezcatlipoca ukazywał się im w postaci małpy
i mówił przez plecy. Innymi razy w postaci ptaka, który uderzając skrzydła­
mi czynił wielki hałas i budził śpiących, kiedy chciał do nich przemówić.
I tak przekonywał ich, o czym opowiemy szerzej w dalszym ciągu naszej
historii, do składania mu ofiar. Chciał bowiem, żeby byli oni okrutni, i cie­
szył się ludzką krwią, a ofiarę taką spełniali otwierając żywym jeszcze nie­
wolnikom klatkę piersiową, wyrywając serce i dając mu je do zjedzenia za­
nim umarło. Tego zaś, kto lepiej dokonywał tej ofiary, uważali za lepszego
i bardziej godnego czci kapłana.
Rozdział X. O BOŻKU Z W A N Y M QU E T Z A L C O A T L , O JEGO POCHODZENIU,"
C Z Y N A C H I C Z A S I E J E G O PANOWANIA

W historiach tego dzikiego ludu powiada się, że istniał b ó g imieniem
C a m a x t l i , który pojął za żonę boginię o imieniu Chimalma i miała ona
z nim dzieci, jedno spośród których nosiło imię Quetzalcoatl. Urodził się
103

100 w oryg. Esacapachtli. E . de Jonghe proponuje odczytanie tego słowa jako Acatapachtli
(acatl „trzcina", tapachtli „mięczak rzeczny lub morski") podejrzewając, iż forma podana
w tekście powstała z fałszywego odczytania hiszpańskiego zdania „la tortuga que es acata­
pachtli". A. Ma. Garibay К. podaje natomiast Acapachtli dodając: »tal vez por acatapachtli,
o sea „concha acañada"«. Jeżeli zauważymy, iż de Jonghe najwyraźniej przeinterpretował
formę podaną w tekście (hipotetyczne hiszpańskie zdanie powinno bowiem brzmieć raczej:
„la tortuga que es acapachtli"), wówczas nazwa zaproponowana przez Garibaya wydaje się
trafniejsza. Tym bardziej że podobną formę acapechtli notuje słownik Alonsa de Molina
w znaczeniu „plecionka z trzciny lub tratwa do przebywania rzeki", por. Molina, 1977, s. 1 v.
101 w oryg. Acilmatl. Nahuatlańskie acihuatl (atl „woda", cihuatl „kobieta") oznacza
dosłownie „wodna kobieta".
102 w oryg. Altcipatli. Możliwe jest dwojakie odczytanie tej formy: acipactli {atl „woda",
cipactli „krokodyl, kajman") lub atlicipactli [atl „woda", i- „jej", cipactli „krokodyl, kajman"),
dosłownie „wodny kajman".
юз w oryg. Camachtli.

�ŹRÓDŁA

DO

DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

MEKSYKU

75

104

on w M i c t í a t l a u h c o
a ponieważ matka zmarła przy jego porodzie, został
oddany dziadkowi i babce, którzy go wychowywali.
Gdy już dorósł, odesłano go do ojca; jednak z powodu wielkiej miłości,
jaką darzył go ojciec, jego bracia byli tak zazdrośni, że postanowili go
zabić. Aby to uczynić, wysłali go podstępnie na wielką skałę zwaną Tlachinoltepec , co znaczy „skała, na której dokonuje się spalenia". Tam go
pozostawili, zeszli na dół i patrzyli na ogień płonący wokół skały. Ale
Quetzalcoatl wsunął się do dziury, która była w skale, i bracia odeszli myśląc,
że zginął. Jednak kiedy się oddalili, on wyszedł ze skały z łukiem i strzałami,
strzelił do jakiegoś zwierzęcia i zabił je. I zarzuciwszy je sobie na plecy,
zaniósł do swego ojca. Przybył wcześniej niż jego bracia i dał zwierzę ojcu.
A gdy przyszli bracia, zdumieli się na jego widok i postanowili zabić go
w inny sposób.
105

Umieścili go zatem na drzewie mówiąc, żeby strzelał stamtąd do ptaków,
a gdy był już na drzewie zaczęli ciskać weń strzały; on zaś, jako że był
sprytny, spadł na ziemię udając martwego. Widząc to, jego bracia udali się
do domu; kiedy odeszli, Quetzalcoatl podniósł się, zabił królika i zaniósł
go swemu ojcu, zanim jeszcze przybyli jego bracia.
Ojciec, podejrzewając co chcieli z nim zrobić bracia, zapytał, gdzie są
jego bracia. On mu odrzekł, że już nadchodzą i opuścił ojca odchodząc
do innego domu. Tymczasem przyszli bracia i ojciec spytał ich, gdzie jest
ich brat; oni odparli, że zaraz przyjdzie. Wtedy złajał ich za to, że chcieli
zabić brata; a oni, rozgniewani tym, postanowili zabić także swego ojca.
Uczynili to, zabierając go na pewną górę.
Po zabiciu go odszukali Quetzalcoatla i wmówili mu, że ojciec przemie­
nił się w skałę, przekonując go zarazem, by poświęcił tej skale i złożył
w ofierze coś takiego, jak lwy, tygrysy, orły, drobne zwierzaki i motyle, aby
mieć okazję do zabicia go, ponieważ on nie mógłby znaleźć tych zwierząt.
A gdy nie chciał ich usłuchać, chcieli go zabić, lecz on wymknął się im,
wspiął się na drzewo albo, co bardziej zasługuje na wiarę, na tęże skałę
i ciskając strzały zabił ich wszystkich.
Po tym przybyli z honorami poszukujący go poddani, którzy bardzo go
miłowali, i wziąwszy głowy jego braci, opróżnili ich czaszki i zrobili z nich
naczynia do picia; i bezzwłocznie wyruszyli stamtąd i przybyli na ziemie
Meksyku. Kilka dni przebywał [Quetzalcoatl] w wiosce zwanej Tulantzinco ,
a stamtąd udał się do Tula, gdzie wtedy nie wiedziano jeszcze, co to jest
składanie ofiar; i tam, ponieważ przyniósł zwyczaj składania ofiar, uznano
go za boga. Nauczył on ich wielu pożytecznych rzeczy, [wznoszenia] świątyń
dla niego i innych rzeczy; i przez 160 lat był bogiem tego kraju.
1 0 6

104 \Y oryg. Nichałlanco. Por. interesującą próbę zlokalizowania miejsca urodzenia Quetzal­
coatla w wąwozie Michatlauhco w pobliżu Amatlán w stanie Morelos, Dubernard Cha­
ve au,' 1982.
105 w oryg. Chalchonoltepetl.
106
oryg. Tulancingo.

�76

RYSZARD

TOMICKI

Rozdział X I . O P R Z Y B Y C I U T E Z C A T L I P O C A D O T U L A I O T Y M ,
J A K ZMUSIŁ Q U E T Z A L C O A T L A DO U C I E C Z K I

Quetzalcoatl żył w Tuła w wielkim dostatku, czczony jako b ó g , lecz jako
że prawdy nie da się zbyt długo zataić doszło do tego, że przybył do Tula
inny bóg, Tezcatlipoca, o którym mówiliśmy już wcześniej. Ten, gdy tylko
się pojawił, z zazdrości, jaką czuł względem Quetzalcoatla, usiłował zaszko­
dzić ludziom z Tula, ażeby i jego czcili razem z Quetzalcoatlem.
Wszedł do Tula jako biedak i przybierając co chwilę odmienną postać
straszył mieszkańców Tula oraz Quetzalcoatla, bo c h o ć i on był diabłem,
jak tamten, to jednak zawsze jedne diabły są potężniejsze od innych; albo­
wiem powstały one z aniołów, a skoro jedne anioły są potężniejsze od dru­
gich, to także diabły. T a k więc ó w Quetzalcoatl był słabszy niż Tezcatlipoca
i dlatego obawiał się go.
I pewnego dnia Tezcatlipoca poszedł do świątyni Quetzalcoatla. Było
tam wiele sług strzegących ołtarza, gdzie znajdowała się podobizna Quetzal­
coatla oraz zwierciadło, które Indianie bardzo cenili, albowiem — jak im
kazał wierzyć Quetzalcoatl — dzięki temu zwierciadłu zawsze miały padać
deszcze, ilekroć ich potrzebowali, i jeśli go prosili za pośrednictwem zwier­
ciadła, on im je dawał. Kiedy więc wszedł Tezcatlipoca do świątyni, natknął
się na uśpione straże i poszedł wprost do ołtarza, ukradł zwierciadło i ukrył
je pod pałacem, gdzie spali strażnicy; a zrobiwszy to, odszedł.
Gdy strażnicy się obudzili i nie znaleźli zwierciadła, z wielkim smutkiem
zaczęli go szukać. Tezcatlipoca zaś spotkał na swej drodze starą kobietę
i rzekł do niej: „Idź do świątyni i powiedz strażnikom, że to, czego szukają,
jest pod ich pałacem, a będziesz przez nich lubiana". Staruszka tak też
uczyniła.
Tymczasem Tezcatlipoca przemieniał się w postacie różnych zwierząt
i potworów, starając się przerazić ludzi. Obciął sobie także włosy, czego
Indianie nigdy dotąd nie widzieli. I poszedł [znowu] do świątyni Quetzalcoatla,
zniszczył jego statuę, łamiąc ją i ciskając o ziemię, a przybierając różne
postaci przeraził jego sługi i wszystkich mieszkańców Tula, którzy widząc to
odchodzili i opuszczali miasto. Także Quetzalcoatl widząc to bał się i uciekł
z kilkoma ze swych sług, z czego Tezcatlipoca był bardzo zadowolony.
Quetzalcoatl poszedł stamtąd do T e n a y u c a n i przebywał tam jakiś czas.
A stamtąd poszedł do C u l h u a c a n , gdzie również przebywał dłuższy czas,
lecz i teraz nie wiedzą jak długo. Stamtąd, po przejściu gór, udał się do
Quauhquechollan , wystawił świątynię i ołtarz dla siebie i był czczony
jako bóg, i nie było innych tylko on. Przebywał tam 290 lat i pozostawił
władcę imieniem M a t l a l x o c h i t l . I poszedł do C h o l u l a , gdzie przebywał
107

108

lft9

no

107 \y oryg. Tenacuia.
ios w
W
W
'H' W
1 0 9

1 1 0

oryg.
oryg.
oryg.
oryg.

Cullinacan.
Quantiquechula.
Maclalchochitl.
Acholula.

111

�ŹRÓDŁA

D O DZIEJÓW

PRZEDHISZPAŃSKIEGO

MEKSYKU

77

160 lat; tam wzniesiono mu wspaniałą świątynię, z której pozostała jeszcze
duża część, gdyż była solidnie zbudowana i piękna, a wznieśli ją giganci,
o czym będziemy mówić później.
Stamtąd poszedł do C e m p o a l l a n , głównego miasta nad Morzem Hisz­
pańskim, dokąd najpierw przybył markiz Don [Hernán] Cortés, kiedy wkro­
czył do tego kraju. Ale teraz jest [to miasto] całkowicie zrujnowane przez
Hiszpanów, podobnie jak to zrobili z wieloma innymi. W mieście tym prze­
bywał [Quetzalcoatl] przez 260 lat i aż do tego miejsca ścigał go Tezcatlipoca.
Widząc, że ó w Tezcatlipoca tak go prześladuje, poszedł na pustynię,
wypuścił strzałę w drzewo i rzucił się na brzechwę strzały, i tak umarł.
Jego słudzy zabrali go i spalili; stąd pozostał zwyczaj palenia zwłok.
Powiadają, że z dymu, jaki powstał z jego ciała, utworzona została wielka
gwiazda, która nazywa się Gwiazdą W i e c z o r n ą .
Ten Quetzalcoatl nigdy nie miał żony ani dzieci.
Inni mówią, że kiedy miał on umrzeć, udał się do miejsca...
112

113

LITERATURA
Baudot Georges
1976 Fray Andrés de Olmos y su Tratado de los Pecados Mortales en lengua náhuatl,
..Estudios de Cultura Náhuatl", t. X I I . s. 33-59.
1979 Tratado de hechicerías y sortilegios de Fray Andrés de Olmos. Edición del texto
náhuatl con traducción y notas en francés, México.
1983 Utopía e historia en México. Los primeros cronistas de la civilización mexicana
(1520-1569), trad, del francés por Vicente González Loscertales, Madrid.
Dubernard Chaveau, J.
1982 ¿ Quetzalcoatl en Amatlán (MorelosJ?, „Estudios de Cultura Náhuatl", t. X V ,
s. 209-217.
F r a n k o w s k a Maria
1966 Zadania i potrzeby polskiej amerykanistyki w zakresie etnografii, „Etnografia Polska",
t. X, s. 237-252.
4
G a r i b a y K . Ángel Ma.
1971 Historia de la literatura náhuatl, México, t. I-II.
G i b s o n Charles, G l a s s John B.
1975 A Census of Middle American Prose Manuscripts in the Native Historical Tradition,
[w:] Handbook of Middle American Indians, ed. Robert Wauchope, vol. 15: Guide
to Ethnohistorical Sources, Part 4, Austin, s. 322-400.
Histoyre
1961 Histoyre du Mechique. Retraducción del francés por Joaquín Meade, notas de Wigberto Jiménez Moreno, „Memorias de la Academia Mexicana de la Historia",
t. X X , num. 2, s. 183-210.
Jonghe Edouard de
1905 Histoyre du Mechique. Manuscrit francais inédit du XVI siecle, „Journal de la
Société des Américanistes de Paris", N. S., t. I I , s. 1-41.
е

1 1 2

W oryg. Cempoala.

из w oryg. Hesper. Mowa o planecie Wenus widocznej po zachodzie słońca.

�78

RYSZARD T O M I C K I

K a š p a r Oldřich
1980 Nový Svět v české a evropské literatuře 16.-19. století, Praha (1983).
L e ó n - P o r t i l l a Miguel
1983 lín texto inédito de Salvador Toscano: Libros cosmogónicos del México antiguo,
presentación y notas de Miguel León-Portilla, „Estudios de Cultura Náhuatl",
t. X V I , s. 327-347.
Manrique C a s t a ñ e d a L .
1982 Fray Andrés de Olmos: Notas críticas sobre su obra lingüistica, „Estudios de Cultura
Náhuatl", t. XV, s. 27-35.
Mendieta Gerónimo de
1945 Historia eclesiástica indiana, México, t. I-IV.
M o l i n a Alonso de
1977 Vocabulario en lengua castellana y mexicana y mexicana y castellana, México.
Moreno de los Arcos Roberto
1967 Los cinco soles cosmogónicos, „Estudios de Cultura Náhuatl", t. VII, s. 183-210.
Olmos Andrés de
^
1875 Grammaire de la langue náhuatl ou mexicaine, ed. par Rémi Simeon, Paris.
P i l l i n g James С.
1895 The writings of Padre Andrés de Olmos in the languages of Mexico, „American
Anthropologist", vol. 8, n° 1, s. 43-60.
Sullivan Thelma D.
1974 Tlaloc: A new etymological interpretation of the God's name and what it reveals of
his essence and nature, [w:] Atti del XL Congresso Internazionale degli Americanisti,
Roma-Genova, 3-10 Settembre 1972, Tilgher-Genova, t. II, s. 213-219.
Tello Antonio
1973 Crónica Miscelánea de la Sancta Provincia de Xalisco. Libro segundo, Guadalajara,
t. I-II.
Teogonia
1979 Teogonia e historia de los mexicanos. Tres opúsculos del siglo XVI, ed. Ángel Ma.
Garibay K . , México.
T i bon Gautier
1948 Le пот mexicain du dindon et ses rapports avec la mythologie náhuatl, [w:] Actes
du XXVIII
Congres International des Américanistes (Paris 1947), Paris, s. 529-547.
T o m i c k i Ryszard
1982 Sobre la semántica de tres mitos aztecas, „Ethnologia Polona", t. 8 (1984),
s. 171-182.
1984 Elementy kultury duchowej Indian Nahua z 2 polowy XVI w.: Krótka relacja o bo­
gach i obrzędach z czasów pogaństwa Pedra Ponce de León, „Etnografia Polska",
t. X X V I I I , z. 2, s. 111-135.
1985a Struktura epok świata w mitologii nahuatlańskiej. Nowa interpretacja wersji z Histoyre
du Mechique, Leyenda de los Soles i Historia de los mexicanos por sus pinturas,
„Etnografia Polska", t. X X I X . z. 2, s. 107-134.
1985b Estructura de las épocas del mundo en la mitología náhuatl: el problema de la
llamada versión canónica de Tenochtitlan, „Ethnologia Polona", t. U (1986), s. 45-73.
1987 Fecha de redacción de la Histoyre du Mechique y otros datos cronológicos según
los cálculos contenidos en el capítulo V de la misma, „Estudios Latinoamericanos",
t. 11.
Torquemada Juan de
1975 Monarquía Indiana, México, t'. I-III.
W i e r c i ń s k i Andrzej
е

1985-1986 Ometeotl — concepción de la deidad suprema en el México prehispánico,
Latinoamericanos", t. 10, s. 9-32.

„Estudios

�ŹRÓDŁA D O DZIEJÓW PRZEDHISZPAŃSKIEGO M E K S Y K U

79

Ryszard Tomicki
SOURCES F O R T H E H I S T O R Y O F PRE-SPANISH
I. T H E H I S T O R Y O F M E X I C O (1548?)

MEXICO

In the paper the author presents the Polish translation of a source known as Histoyre
du Mechique which was published for the first time by Edouard de Jonghe in 1905. The
author of the Polish translation introduced it with a preface discussing the former researches
aiming to discover the authorship of the source and the probable time when it might have
been written. Basing on own analyses published in "Estudios Latinoamericanos" (Warszawa)
vol. I I : 1987 the author suggests that Histoyre du Mechique might have been written in
1548 or 1547. In the notes to the text quoted verbatim the explanations of the náhuatl
terms have been given as well as some remarks concerning certain problems of interpretation
of Histoyre du Mechique.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6807" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6787">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/939af0869cdb1d250059720d4a943f36.pdf</src>
        <authentication>2b650b736bbd1d004d9866459887cbad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81065">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6627</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81066">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81067">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81068">
                <text>Irian Jaya</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81069">
                <text>Papua</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81070">
                <text>Papuasi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81071">
                <text>kanibalizm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81072">
                <text>wojownicy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81073">
                <text>osłona penisa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81074">
                <text>plemię</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81075">
                <text>koteka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81076">
                <text>kremacja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81077">
                <text>Papuans</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81078">
                <text>cannibalism</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81079">
                <text>tribal people</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81080">
                <text>penis sheath</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="81081">
                <text>cremation</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81082">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6195</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81083">
                <text>Irian Jaya wojowników raj utracony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81084">
                <text>203 s., il.kolor.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81085">
                <text>Torzecki, Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81086">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81087">
                <text>Świat Książki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81088">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81089">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81090">
                <text>����������������������������������������������������������������������������������������������������������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6268" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6248">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0493dbd9a394a5f03f15be3170fb50f8.pdf</src>
        <authentication>decfa4f24097521d90d9aa5dd9b900f0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74649">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3551</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74650">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74651">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3328</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74652">
                <text>Polichromia nagrobków na cmentarzach żydowskich w Polsce południowo-wschodniej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74653">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74654">
                <text>Trzciński, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74655">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74656">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74657">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74658">
                <text>Andrzej Trzciński

POLICHROMIA NAGROBKÓW NA CMENTARZACH ŻYDOWSKICH
W POLSCE POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ

I

W świadomości powszechnej obraz żydowskiego cmentarza nie
kojarzy się z barwnością, a przecież większość nagrobków, zwłasz­
cza na cmentarzach w małych miasteczkach (od Niemiec aż po
Ukrainę) była polichromowana. Świadczą o tym stare fotografie
oraz zachwyty w książkach i publikowanych wspomnieniach. Nie­
stety są to przekazy bardzo ogólnikowe i zbliżone do siebie.
Przytoczę jeden: „Nagrobki niejednokrotnie bywają malowane.
Zazwyczaj występują takie kolory jak: czerwień, błękit, złoto,
srebro" . Niemożliwe jest już uchwycenie początków tego zwyczaju
i prześledzenie jego rozwoju, możemy jedynie, badając zachowane
nagrobki zwłaszcza te, na których zachowały się ślady farby,
odtworzyć ich kolorystykę w okresie poprzedzającym Holocaust.
Prezentowana próba opracowana została na podstawie badań
prowadzonych na 18 cmentarzach z obszaru połd.-wsch. Polski. Na
niektórych zachowało się sporo nagrobków, pozwalających na
rekonstrukcję kolorystyki, a co za tym idzie uchwycenie pewnych
lokalnych tendencji (Biłgoraj, Józefów Biłgorajski, Tarnogród,
Szczebrzeszyn, Sieniawa, Sokołów Małopolski). Na innych cmenta­
rzach przetrwały ślady farby tylko na pojedynczych macewach bądź
jedynie na pewnych partiach kamienia (Lublin, Lubartów, Kock,
Kazimierz Dolny, Frampol, Błażowa, Bircza, Twierdza, Lesko,
Baligród, Ustrzyki Dolne, Lutowiska). Większość informacji odnosi
się do pierwszych czterech dekad X X w. Wyjątek stanowi stary
kirkut w Lublinie, na którym nagrobki są niewątpliwie najstarsze
jakie znamy z zachowanymi śladami polichromii. Pochodzą one z poł.
XVI w. Farba na nich przetrwała głównie w zagłębieniach i liniach
rytu. Nie wykluczone, że jest to pierwotna warstwa farby, z czasu
wykonania nagrobków. Te najstarsze nagrobki są prostokątnymi
płytami kamiennymi, bez ozdób, z wyżłobionym na całej powierzchni
tekstem. Płyta z roku 1543 ma tło napisu czarne a tekst w kolorze
karminowym. Na płycie z roku 1558 cały tekst jest w kolorze czarnym.
Na macewie z 1617 roku górna partia tekstu jest w kolorze białym,
a dolne wersy, w których umieszczono tytuły i personalia zmarłego
oraz datowanie, są w kolorze cynobru. Podobnie jest na nagrobku
z 1815 roku. Kilka płyt z 2 poł. X V I I w. oraz z X V I I I w. ma białe tła,
teksty czarne a znaczące partie napisu cynobrowe.
Stary kirkut lubelski ze względu na swój stan zachowania daje
jedynie wyrywkowe informacje o polichromii macew. Informacji
pełniejszych, obejmujących przedział czasowy od poł. X I X w. do 1939
roku i dotyczących środowiska małomiasteczkowego, dostarczają
pozostałe cmentarze. Nagrobki na nich są na ogół identyczne w swej
zasadniczej formie i kompozycji. Wzorują się one na motywie portalu
a ich pełny układ kompozycyjny zawiera: płaszczyznę z tekstem
epitafijnym, ujętą po bokach półkolumienkami bądź pilastrami czy
bordiurą, ponad tym jest zwieńczenie, w którego polu wykute są
przedstawienia symboliczne. Układ ten bywa rozbudowany poprzez
różne motywy ornamentalne lub zredukowany. Konsekwencją tego jest
ilość stosowanych kolorów. Tak np. nagrobki z X I X w. aż do okresu
I wojny światowej mają większy zestaw elementów kompozycyjnych
niż późniejsze a przez to bogatszą polichromię. Nie jest to jednak
regułą, np. w Szczebrzeszynie na kobiecych nagrobkach z przełomu
XIX i XX w. na płaskich polach zwieńczenia i pilastrów, na których nie
ma dodatkowych podziałów, namalowane są różnobarwne ornamenty.
W Lubartowie, na nagrobkach z okresu międzywojennego liczba
elementów kompozycyjnych podziału lica płyt jest bardzo duża, przy
jednoczesnym zastosowaniu wielu kolorów — do dziesięciu na jednym
nagrobku. W innych częściach Polski zachowały się pojedyncze
nagrobki z nie obrobionych głazów narzutowych, na których napis
i proste ornamenty namalowane są na gładkiej powierzchni kamienia.
1

Zestawienie statystyczne kolorystyki poszczególnych elementów
macew, dokonane na podstawie około 180 nagrobków, ujawnia
ogólne prawidłowości a także tendencje specyficzne dla poszczegól­
nych rejonów. Stwierdzić wiec można, że stosowano w jednakim
stopniu czarne litery tekstu epitafijnego na białym tle jak i białe litery
na czarnym tle, bez różnicy u kobiet i mężczyzn. Niekiedy zamiast
białych liter występują srebrne (szczególnie Sokołów Małopolski,
Kazimierz Dolny), sporadycznie złote lub w kolorze ultramaryny.
Na tło epitafium stosowano czasem ultramarynę (głównie Lutowis­
ka, także Sieniawa, Szczebrzeszyn). Litery personaliów, tytułów,
datowania i inne znaczące partie tekstu wyodrębniano innym
kolorem, niekiedy kilkoma. Występują tu różne wartości czerwieni,
żółci, także ugry, błękity, złoto i srebro. Półkolumny czy pilastry
najczęściej malowano ugrami, brązami, żółciami, rzadziej błękitami
czy czerwieniami, ich bazy i głowice często zestawem kolorów
występujących na całym nagrobku. Jeśli napis epitafijny ujęty był
w bordiurę z motywami roślinnymi i zwierzęcymi, występował też
rozszerzony zestaw barw. Zredukowaną formą bordiury było obwiedzenie tekstu płytkim rowkiem. Utworzony przez to pas na
zewnątrz tekstu malowano w kolorze różnym od tła bądź w takim
samym. Centralną częścią zwieńczenia macewy jest pole, najczęściej
półkoliste, w którym umiejscowione są przedstawienia symboliczne.
Obramowanie jego nawiązuje w swej kolorystyce do obramowania
tekstu epitafijnego. Powszechnie stosowanym kolorem tła tego pola
była ultramaryna. Rzadko spotyka się tło białe lub czarne, sporady­
cznie zielone lub srebrne. Kolory symbolicznych wizerunków przed­
miotów, roślin, zwierząt, przedstawianych w tym polu, najczęściej
nawiązują do ich barw lokalnych. Toteż świeczniki na nagrobkach
kobiet były przeważnie malowane farbą srebrną, złotą, złotym
ugrem lub żółcią (ale są także czerwone, a nawet zielone i czarne).
Świece są w zasadzie białe. Dzbany i misy lewitów, wazy przy
stylizowanym drzewie życia oraz korony są żółte, złote, srebrne lub
w kolorze złotego ugru. Szafy z książkami mają kolor nawiązujący
do drewna — brąz, ugier, bordo. Księgi natomiast przedstawiane
były w szerokim zestawie barw. Dłonie kohenów, lewitów czy kobiet
najczęściej bywają białe, rzadziej czarne, żółte, czerwone. Widoczne
rękawy ubrania najczęściej bywają czarne lub białe. Stylizowane '
drzewo życia w wazie bywa w zasadzie zielone. Podobnie złamane
drzewo — całe zielone lub z brązowym czy czarnym pniem. Kolory
lwów i jeleni nawiązują do ich naturalnej maści
barwy złotego
ugru lub ciepłej żółci. Ale spotyka się też na nagrobkach błękitne
lub srebrne jelenie i złote lwy. Większość tych wizerunków to
uproszczone, schematyczne przedstawienia jednostajnie zamalowa­
ne farbą, natrafić jednak można na dobrze wypracowany detal
zróżnicowany kolorystycznie. Wtedy np. wsparty na tylnych ła­
pach lew o maści ciemnożółtego kadmium ma złotą grzywę, dwa
rzędy srebrnych zębów w czerwonych dziąsłach, wywalony czerwo­
ny jęzor, a oprawę oczu i pazury zrobione tak, jakby dopiero wyszedł
od kosmetyczki.
Począwszy od przełomu X I X i X X w. obok nagrobków, na
których występują szersze zestawy kolorów, dają się zauważyć
macewy malowane jednostajnie na czarno z literami białymi,
srebrnymi lub złotymi. Było to być może spowodowane chęcią
upodobnienia macew z betonu i kamienia mniej szlachetnego do płyt
i obelisków z polerowanego czarnego granitu, z malowanymi na
srebrno i złoto napisami. Miały one posmak wystawności i nowocze­
sności. Niewiele ich przetrwało na omawianych tu cmentarzach.
Częściej spotkać można macewy betonowe z wmontowanymi płyta­
mi z czarnego granitu.
63

�Badanie kolorystyki nagrobków ujawniło pewne zasady techno­
logiczne polichromii. W wykonanej przez kamieniarza płycie drobne
ubytki i natłuczenia uzupełniano gipsem lub cementem. Następnie
na całość lica płyty nakładano jako grunt grubą warstwę białej farby.
Pozostawała ona jako kolor tła na tych polach, które miały pozostać
białe. Z kolei nakładano na większe partie lica kolory pośrednie,
które stanowiły tło dla mniejszych elementów. Wreszcie kładziono
warstwy wykończeniowe, wyróżniające mniejsze elementy — litery
napisu, wizerunki symboliczne, ornamenty. Pod farbę złotą i srebrną
kładziono podkład z minii.
Czasem zauważyć można, że fragmenty napisu zawierające
personalia zmarłego, pomalowane wcześniej np. na żółto, przemalowywano później na modniejsze i bardziej reprezentacyjne srebro lub
złoto. Odnawianie polichromii na nagrobkach musiało zapewne
istnieć w tradycji rodziny zmarłego, a także być w zwyczaju gminy
w stosunku do nagrobków jej dawnych koryfeuszy. Świadczą o tym
chociażby kilkakrotne warstwy farby (niekiedy prawie zrównujące
reliefy) na macewach z pocz. X I X w. ale i ślady farby na płytach
z poł. X V I w. (np. w Lublinie). Warto tu przy okazji wspomnieć, że
taryfy opłat pogrzebowych wymieniają „nagrobki malowane" jako
najdroższe w podawanych cennikach nagrobków.
Interesujące byłoby zinterpretowanie znaczenia barw, nie ma
jednak na ten temat jakichkolwiek przekazów. Konsekwente stoso­
wanie na poszczególnych elementach nagrobków takich samych
kolorów wskazuje, że za przekazanym tu zwyczajem kryją się jakieś
dawne treści znaczeniowe. Znaczenia te może przybliżyłoby, z ko­
nieczności jedynie fragmentaryczne, spojrzenie na inne sfery i eleme­
nty kultury żydowskiej, która poza swym rdzeniem religijnym była
kompilacją wpływów wielu epok i środowisk.
Przedstawiony tu materiał dotyczący kolorystyki nagrobków
w południowo-wschodniej Polsce nie może być traktowany jako
reprezentatywny dla całej grupy Żydów aszkenazyjskich. Jednak
pojedyncze przykłady z innych obszarów Polski a także z Ukrainy,
Słowacji, Czech, Bawarii pozwalają na traktowanie tej małej próbki
jako pars pro toto.
W środkowym polu macewy, na którym jest napis, występują
zazwyczaj dwa kolory — biel i czerń. Są to jakby znaki światła
i ciemności, często znaki życia i śmierci (nie tylko w sensie
biologicznym). Biel według tradycji biblijnej była „symbolem cieles­
nej i duchowej czystości jak też światła, była kolorem kapłanów.
Żydostwo diaspory nie wykształciło specjalnych barw liturgicznych,
lecz podczas wielkich świąt, na Rosz Haszana i Jom Kippur,
w niektórych gminach zawieszany był przy Aron Hakodesz biały
parochet. Biała była śmiertelna koszula, w której chowano zmarłe­
go, także tallit był biały (lecz pierwotnie błękitny) z czarnymi lub
błękitnymi prążkami. Czerń, przynajmniej w ostatnich wiekach,
była w kulturze żydowskiej kolorem dominującym, powszechnym
w ubiorze. W dzień rocznicy zburzenia Świątyni Jerozolimskiej
2

3

4

stosowano czarny parochet. Czerń była też kolorem żałoby po I
utracie Syjonu. Wiąże się z tym przeświadczenie, iż „na progu &lt;
każdego mieszkania zamożnego kupca lub nędzarza proletariusza
czarna plama na suficie świadczyła, iż mieszkańcy tego
domu spowici są żałobą po utracie Syjonu." Czarnym ca­
łunem nakrywano zwłoki zmarłego przed pogrzebem, przed odej­
ściem „do krainy cienia, gdzie wszystko jest czarne jak ciemna
noc" (Job 10,22).
Półkolumny lub pilastry flankujące tekst epitafijny (będące
nieodłącznym elementem kompozycyjnym wielu innych wytworów
żydowskiego rzemiosła) kojarzone były z odlanymi ze spiżu kolum­
nami z przedsionka świątyni Salomona. Ich kolory na nagrobkach
—głównie ugry, brązy, żółcie — nawiązują do barwy lokalnej spiżu,
który w symbolice metali oznaczał moc i męstwo.
Kolejnym ważnym elementem macewy jest pole pod łukiem
zwieńczenia. Powszechnie malowane było na kolor ultramaryny.
Błękit był bowiem „kolorem Boga i kolorem przykrycia Namiotu
Zgromadzenia" . Według żydowskich autorów — Filona z Aleksan­
drii i Józefa Flawiusza — był symbolem powietrza, jednego
z czterech podstawowych elementów świata. Cztery żydowskie
barwy kultowe, z jakich zestawione były szaty kapłanów i zasłony
Namiotu Zgromadzenia, zostały później zinterpretowane przez '
Filona właśnie jako symbolizujące elementy materii: biel — ziemia,
purpura — woda, hiacynt — powietrze, szkarłat — ogień.
Do dalszych szczegółów polichromii macew należą wyodębnione
z całości napisu nagrobkowego personalia zmarłego, data śmierci
i ewentualnie tytuły. Najczęściej używano różne rodzaje czerwieni
i żółci obok późniejszych — złota i srebra. Nie jest wykluczone, że
barwa żółta ujmowana była w tym samym znaczeniu co złota.
Według Biblii purpura była kolorem królów i dostojników, symboli­
zowała najwyższe zaszczyty, poważanie, godność lecz także prze­
pych. Również złotu i srebru w symbolice metali przypisywane były
najwyższe cechy: „złoto symbolizuje niebiańskie światło i chwałę
Boga; (...) srebro — niewinność i uświęcenie" . Poza tym były one
oznakami wspaniałości i bogactwa.
Malowane nagrobki miały nie tylko pod względem kompozycji, :
ale i kolorystyki te same cechy, co polichromia bóżnic drewnianych,
co kolorystyka szaf na rodały, zasłon na Aron Hakodesz, płaszczy na
Torę, tablic—mizrachów, wycinanek itp. Stanowiły immanentną
część całej żydowskiej kultury plastycznej, która dzięki pielęgnowa­
niu tradycji zachowała znaczną część cech swego pierwotnego,
orientalnego środowiska kulturowego. Będąc wyrazem dbałości
0 groby przodków zaspokajały jednocześnie potrzeby estetyczne jak
1 potrzebę reprezentacji. Polichromia ożywiała surowość i monotonność płaszczyzny kamienia. Poszczególne kolory różnicowały i uwy­
datniały motywy zdobnicze. Powodowały wzmocnienie czytelności
I
tekstu epitafijnego, a także rozgraniczenie jego poszczególnych
I
partii.
I
5

6

7

8

:

i

9

PRZYPISY
1

5

2

6

M . Diamant, Jüdische Volkskunst, „Kunst und Stein", Bern,
H.J. Freid, Żydzi polscy a Palestyna, [w:] Ziemia Izraela,
No 1, Januar 1962, vol. 7, s. 15
księga zbiorowa, Warszawa 1919, s. 83
M . Schlesinger, op. cit„ s. 229
Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Lublinie, RGL, syg.
A I V 1878: 12, karta 26—27 v.
Tamże, (Według Ex. 26, 14; 36,19; 39,34 nakrycie na Namiot
M . Diamant, op. cit., passim; A. Calavas, Hebraica. Fresques Zgromadzenia było '„ze skór baranich barwionych na czerwono",
votives, PL. X L V I I I , Paris (b. r.); H . Frauberger, Über alte Kultusgegen­ natomiast na Skrzynię Świadectwa „sukno z błękitnej purpury"
stande in Synagoge und Haus, Frankfurt am Main 1903, s. 103
— Num. 4,6).
M . Schlesinger, Geschichte des Symbols. Ein Versuch, Berlin
Tamże; s. 308 i 310
1912, s. 229
Tamże, s. 229
,
.
•
- •••&gt;
7

3

4

8

9

�l w i nn »?mł
d^h T&gt;*n i^m

:' BrawinknTiwnTin '
m NTpnpraniHm irnOT j ,'

mu
H Ź m

^r/n rwns nas
'

'w» nabawi

fttp

i

l f łN r m
"TO «10V 13

sn;

'—ik

na-w ji3B - 'sj
Tl ii s j n

Kolorystyka macew, rekonstruowana na podstawie zachowanych śladów polichromii. II. 1. Biłgoraj, 1921: il. 2. Szczebrzeszyn 1930- i l 3
Kazimierz Dolny, ok. 1880; il. 4. Sieniawa, 1848; il. 5. Szczebrzeszyn 1895; il. 6. Sokołów Małopolski, 1933; il. 7. Franpol 1886 il" 8'
Sieniawa, 1886; il. 9. Biłgoraj 1927. Rys. Andrzej Trzciński
'

�Badanie kolorystyki nagrobków ujawniło pewne zasady techno­
logiczne polichromii. W wykonanej przez kamieniarza płycie drobne
ubytki i natłuczenia uzupełniano gipsem lub cementem. Następnie
na całość lica płyty nakładano jako grunt grubą warstwę białej farby.
Pozostawała ona jako kolor tła na tych polach, które miały pozostać
białe. Z kolei nakładano na większe partie lica kolory pośrednie,
które stanowiły tło dla mniejszych elementów. Wreszcie kładziono
warstwy wykończeniowe, wyróżniające mniejsze elementy — litery
napisu, wizerunki symboliczne, ornamenty. Pod farbę złotą i srebrną
kładziono podkład z minii.
Czasem zauważyć można, że fragmenty napisu zawierające
personalia zmarłego, pomalowane wcześniej np. na żółto, przemalowywano później na modniejsze i bardziej reprezentacyjne srebro lub
złoto. Odnawianie polichromii na nagrobkach musiało zapewne
istnieć w tradycji rodziny zmarłego, a także być w zwyczaju gminy
w stosunku do nagrobków jej dawnych koryfeuszy. Świadczą o tym
chociażby kilkakrotne warstwy farby (niekiedy prawie zrównujące
reliefy) na macewach z pocz. X I X w. ale i ślady farby na płytach
z poł. X V I w. (np. w Lublinie). Warto tu przy okazji wspomnieć, że
taryfy opłat pogrzebowych wymieniają „nagrobki malowane" jako
najdroższe w podawanych cennikach nagrobków.
Interesujące byłoby zinterpretowanie znaczenia barw, nie ma
jednak na ten temat jakichkolwiek przekazów. Konsekwente stoso­
wanie na poszczególnych elementach nagrobków takich samych
kolorów wskazuje, że za przekazanym tu zwyczajem kryją się jakieś
dawne treści znaczeniowe. Znaczenia te może przybliżyłoby, z ko­
nieczności jedynie fragmentaryczne, spojrzenie na inne sfery i eleme­
nty kultury żydowskiej, która poza swym rdzeniem religijnym była
kompilacją wpływów wielu epok i środowisk.
Przedstawiony tu materiał dotyczący kolorystyki nagrobków
w południowo-wschodniej Polsce nie może być traktowany jako
reprezentatywny dla całej grupy Żydów aszkenazyjskich. Jednak
pojedyncze przykłady z innych obszarów Polski a także z Ukrainy,
Słowacji, Czech, Bawarii pozwalają na traktowanie tej małej próbki
jako pars pro toto.
W środkowym polu macewy, na którym jest napis, występują
zazwyczaj dwa kolory — biel i czerń. Są to jakby znaki światła
i ciemności, często znaki życia i śmierci (nie tylko w sensie
biologicznym). Biel według tradycji biblijnej była „symbolem cieles­
nej i duchowej czystości jak też światła, była kolorem kapłanów.
Żydostwo diaspory nie wykształciło specjalnych barw liturgicznych,
lecz podczas wielkich świąt, na Rosz Haszana i Jom Kippur,
w niektórych gminach zawieszany był przy Aron Hakodesz biały
parochet. Biała była śmiertelna koszula, w której chowano zmarłe­
go, także tallit był biały (lecz pierwotnie błękitny) z czarnymi lub
błękitnymi prążkami. Czerń, przynajmniej w ostatnich wiekach,
była w kulturze żydowskiej kolorem dominującym, powszechnym
w ubiorze. W dzień rocznicy zburzenia Świątyni Jerozolimskiej
2

3

4

stosowano czarny parochet. Czerń była też kolorem żałoby po
utracie Syjonu. Wiąże się z tym przeświadczenie, iż „na progu
każdego mieszkania zamożnego kupca lub nędzarza proletariusza
czarna plama na suficie świadczyła, iż mieszkańcy tego
domu spowici są żałobą po utracie Syjonu." Czarnym ca­
łunem nakrywano zwłoki zmarłego przed pogrzebem, przed odej­
ściem „do krainy cienia, gdzie wszystko jest czarne jak ciemna
noc" (Job 10,22).
Półkolumny lub pilastry flankujące tekst epitafijny (będące
nieodłącznym elementem kompozycyjnym wielu innych wytworów
żydowskiego rzemiosła) kojarzone były z odlanymi ze spiżu kolumnami z przedsionka świątyni Salomona. Ich kolory na nagrobkach
— głównie ugry, brązy, żółcie — nawiązują do barwy lokalnej spiżu,
który w symbolice metali oznaczał moc i męstwo.
Kolejnym ważnym elementem macewy jest pole pod łukiem
zwieńczenia. Powszechnie malowane było na kolor ultramaryny.
Błękit był bowiem „kolorem Boga i kolorem przykrycia Namiotu
Zgromadzenia" . Według żydowskich autorów — Filona z Aleksan­
drii i Józefa Flawiusza — był symbolem powietrza, jednego
z czterech podstawowych elementów świata. Cztery żydowskie
barwy kultowe, z jakich zestawione były szaty kapłanów i zasłony
Namiotu Zgromadzenia, zostały później zinterpretowane przez
Filona właśnie jako symbolizujące elementy materii: biel — ziemia,
purpura — woda, hiacynt — powietrze, szkarłat — ogień.
Do dalszych szczegółów polichromii macew należą wyodębnione
z całości napisu nagrobkowego personalia zmarłego, data śmierci
i ewentualnie tytuły. Najczęściej używano różne rodzaje czerwieni
i żółci obok późniejszych — złota i srebra. Nie jest wykluczone, że
barwa żółta ujmowana była w tym samym znaczeniu co złota.
Według Biblii purpura była kolorem królów i dostojników, symboli­
zowała najwyższe zaszczyty, poważanie, godność lecz także prze­
pych. Również złotu i srebru w symbolice metali przypisywane były
najwyższe cechy: „złoto symbolizuje niebiańskie światło i chwałę
Boga; (...) srebro — niewinność i uświęcenie'". Poza tym były one
oznakami wspaniałości i bogactwa.
Malowane nagrobki miały nie tylko pod względem kompozycji,
ale i kolorystyki te same cechy, co polichromia bóżnic drewnianych,
co kolorystyka szaf na rodały, zasłon na Aron Hakodesz, płaszczy na
Torę, tablic—mizrachów, wycinanek itp. Stanowiły immanentną
część całej żydowskiej kultury plastycznej, która dzięki pielęgnowa­
niu tradycji zachowała znaczną część cech swego pierwotnego,
orientalnego środowiska kulturowego. Będąc wyrazem dbałości
0 groby przodków zaspokajały jednocześnie potrzeby estetyczne jak
1 potrzebę reprezentacji. Polichromia ożywiała surowość i monotonność płaszczyzny kamienia. Poszczególne kolory różnicowały i uwy­
datniały motywy zdobnicze. Powodowały wzmocnienie czytelności
tekstu epitafijnego, a także rozgraniczenie jego poszczególnych
partii.

1

5

6

i
j
]
|
]
j
1
1
'

7

'

8

PISY
1

5

2

6

M . Diamant, Jüdische Volkskunst, „Kunst und Stein", Bern,
H.J. Freid, Żydzi polscy a Palestyna, [w:] Ziemia Izraela,
No 1, Januar 1962, vol. 7, s. 15
księga zbiorowa, Warszawa 1919, s. 83
M . Schlesinger, op. cit., s. 229
Wojewódzkie Archiwum Państwowe w Lublinie, RGL, syg.
Tamże, (Według Ex. 26,14; 36,19 ; 39,34 nakrycie na Namiot
A I V 1878: 12, karta 26—27 v.
M . Diamant, op. cit., passim; A. Calavas, Hebraica. Fresques Zgromadzenia było '„ze skór baranich barwionych na czerwono",
votives, PL. X L V I I I , Paris (b. r.); H . Frauberger, Über alte Kultusgegen­ natomiast na Skrzynię Świadectwa „sukno z błękitnej purpury"
— Num. 4,6).
stande in Synagoge und Haus, Frankfurt am Main 1903, s. 103
Tamże; s. 308 i 310
M . Schlesinger, Geschichte des Symbols. Ein Versuch, Berlin
1912, s. 229
Tamże, s. 229
7

3

4

J
1

8

9

-

�tlSffl

13

r,m ¡»1 -TO
o^r Tną i^m
r&gt;sa

vjws

.niJU

twiaawa^trrWja
'3

TK?S

i

^ti

&gt;V łnmnjranroji im»wn:

. "moa csn;ni
nionar
ł

'Galion i ^ a &gt;y&gt;&gt;f

Kolorystyka macew, rekonstruowana na podstawie zachowanych śladów polichromii. II. 1. Biłgoraj, 1921; il. 2. Szczebrzeszyn, 1930; il. 3.
Kazimierz Dolny, ok. 1880; il. 4. Sieniawa, 1848; il. 5. Szczebrzeszyn 1895; il. 6. Sokołów Małopolski, 1933; i l . 7. Franpol, 1886; il. 8.
Sieniawa, 1886; il. 9. Biłgoraj 1927. Rys. Andrzej Trzciński

����</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9734" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9712">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5e8170a05e404571e2b8ba702377d18d.pdf</src>
        <authentication>df97d2604b6c62075667294e2bc6cd72</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115761">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115762">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115763">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3331</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115764">
                <text>"Będziecie mieszkać w szałasach przez siedem dni" (III Mojż. 23,24) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115765">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.89-90</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115766">
                <text>Trzciński, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115767">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115768">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115769">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115770">
                <text>Andrzej Trzciński

„BĘDZIECIE MIESZKAĆ W SZAŁASACH PRZEZ SIEDEM DNI" (III MOJŻ. 23,42)

W Tyczynie (woj. rzeszowskie) w jednej z kamienic rynkowych
przetrwało pomieszczenie z zachowanym częściowo oryginalnym
żydowskim urządzeniem wnętrza. Ta jednopiętrowa kamienica,
oznaczona obecnie numerem 23, zbudowana została w roku 1912
przez żydowską rodzinę Wachsów i użytkowana była przez nią co
najmniej do końca lat trzydziestych. Interesujące nas pomieszczenie
(wym. 4,3 x 2,4 m) znajduje się na poddaszu i posiada odkrytą więźbę
dachową. Ta część pochyłego dachu, która je przykrywa, skonstruo­
wana została jako ruchoma i można ją było podnosić. Z pierwotnego
wystroju wnętrza zachowała się poza tym drewniana podłoga oraz
polichromia ścienna o tematyce żydowskiej. Pomieszczenie zaproje­
ktowane zostało zapewne od początku jako sukka (szałas, namiot,
kuczka) i używane było w czasie żydowskiego Święta Sukkot (w
brzmieniu polskim: Święto Szałasów, Święto Namiotów, Święto
Kuczek).
Sukkot było pierwotnie świętem ruchomym, związanym ze
zbiorem plonów. Po niewoli babilońskiej dodano mu znaczenie
historyczne, łącząc je z wyjściem Izraelitów z Egiptu i zamieszkiwa­
niem pod namiotami w czasie wędrówki przez pustynię. Określony
też został stały termin — od 15 do 21 dnia miesiąca łiszri (wrzesień
—październik). Zasadnicze przepisy odnośnie Święta Sukkot zamie­
szczone są w I I I Mojż. 23,33—36 i 23,39—43. Ze świętem związane
są dwa następne dni — Szemud Aceret (Świąteczne Zgromadzenie
Ósmego Dnia) i Simchat Tora (Radość Tory). Ta ostatnia uroczys­
tość dodana została dopiero w I X wieku w diasporze.
Obchody Sukkot w czasach biblijnych wspomniane są w Ezdr.
3,4 ; Neh. 8,15—18 ; Ps. 118,27. Z czasem przepisy religijne
dotyczące tego święta sprecyzowane zostały w Talmudzie w trakta­
tach Sukka i Szabbath a następnie przez Mąjmonidesa w Miszne-Tora (rozdział Sukka). Przypisy omawiają szczegółowo między
1

innymi konstrukcję i wystrój szałasu. Powinien on mieć przynaj­
mniej trzy ściany i stać pod gołym niebem. Najważniejszym jego
elementem jest pokrycie dachu, które powinno być wykonane
z materiałów roślinnych (gałązki wierzbowe, sitowie, słoma, trzcina,
jedlina). „Niezbędne roślinne pokrycie winno być na tyle gęste, by
światło słońca nie przewyższało cienia w szałasie, lecz by większe
gwiazdy można było przez nie widzieć." Tradycja nakazuje również
świąteczne przystrojenie wnętrza szałasu. Ściany obijane były tkani­
nami lub dywanami. Pod dachem zawieszano wieńce z płodów
roślinnych. Owoce Erec Israel (granaty, oliwki, winogrona, migdały)
zastąpione zostały w diasporze Europy Wschodniej wieńcami
kaliny, głogu, kiściami kukurydzy. Charakterystyczny był tu też
zwyczaj zawieszania lampionu z wydrążonej dyni. Ponieważ Suk­
kot jest świętem bardzo radosnym a w szałasie spędzało się cały
tydzień, każda rodzina według swoich możliwości starała się, żeby
wnętrze było przyjemne. W szałasie spożywano posiłki, odmawiano
modlitwy, przyjmowano gości. Przepisy nakazują też spanie w szała­
sie, jednak w chłodnym klimacie obowiązek ten zostaje uchylony.
Szałasy przyjmowały na przestrzeni wieków różne formy, a ich
konstrukcja i wyposażenie zależne były od środowiska społecznego
i zamożności budującego. Z minionych stuleci przetrwało trochę
wizerunków rysunkowych przekazujących wygląd różnego typu
szałasów. Typowa sukka to przeważnie czworoboczna konstrukcja
z desek i gałęzi, wznoszona na okres świąteczny, wolnostojąca lub
przystawiona do ściany budynku. W ciasno zabudowanych mias­
tach, gdzie nie było możliwości postawienia szałasu, adaptowano na
ten cel werandę lub izbę z balkonem. Konstruowano też sukki stałe
w postaci ogrodowych altan albo w pomieszczeniach na poddaszu.
Te dwa ostatnie rodzaje posiadały ruchomy dach i zazwyczaj
malowidła ścienne o tematyce związanej ze Świętem Sukkot. Oby2

3

4

5

89

�•

czaj nakazuje, aby wieczorem po zakończeniu Jom Kippur rozpo­
cząć budowę szałasu (który wykańczało się w wigilię święta).
W szałasach stałych w wieczór ten symbolicznie unosiło się dach.
Omawiany tu obiekt z Tyczyna jest przykładem zmodernizowa­
nego szałasu, jaki urządzali sobie raczej zamożnie Żydzi. W jego
wystroju świątecznym, poza zachowanymi częściowo malowidłami,
możemy sobie wyobrazić ściany i dach ozdobione owocami i kwiata­
mi; wiszącą na ścianie wschodniej tablicę-mizrach, wskazującą na
kierunek Jerozolimy. Do szałasów przeznaczone były specjalne
tablice z motywami plastycznymi związanymi ze świętem. Jednak
najważniejszym symbolem i atrybutem Sukkot był bukiet obrzędo­
wy z czterech roślin ( I I I Mojż. 23,40), z tym, że etrog, ów „owoc
z drzew szlachetnych", umieszczano w specjalnym naczyniu.
Zachowane częściowo malowidła znajdują się na ścianach:
zachodniej i północnej. Na ścianie południowej było również
malowidło, lecz ściana ta została otynkowana w latach powojennych
zaprawą cementowo-wapienną. Malowidła kładzione są farbami
wodnymi na tynku wapiennym, który położony jest do wysokości
2,2m.
Malowidło na ścianie zachodniej składa się z dwu odrębnych
części przedzielonych środkiem pionową drewnianą podporą przy­
ścienną. Stanowi też dwa odrębne tematy. Część z lewej strony (szer.
2,1 m, wys. 2,2 m) przedstawia motyw roślinny — wygiętą w okrąg
gałązkę ze stylizowanymi liśćmi (kolor — ciepły brąz). W szczycie
tego okręgu namalowana tą samą barwą korona ujęta jest po obu
stronach zielonymi gałązkami palmowymi. Ponad koroną umiesz­
czony jest hebrajski napis: keter Tora (korona Tory), namalowany
czarnymi dużymi literami. Całe to przedstawienie jest tradycyjnym
i powszechnym żydowskim tematem plastycznym, stosowanym od
wieków m.in. w malarstwie bóżnic, w haftach tkanin liturgicznych
czy ilustracjach książek i tekstów okolicznościowych. Treścią jego
jest cześć dla Tory jako Nauki i Prawa. Stan zachowania nie
wskazuje na to, by jakieś istotne elementy tej części malowidła nie
zachowały się.
Część z prawej strony (wymiary takie same) nie jest całkowicie
czytelna. Przedstawia leżącego lwa, malowanego kolorem ciepłego
brązu z modelunkiem żółtego ugru. Z prawej strony (malowana
w tych samych kolorach co lew) widoczna jest gruba kolumna, na
której stoi duże naczynie z jednym uchem, przedstawiające być może
lampkę oliwną, ewentualnie wazę z roślinami, gdyż ponad naczyniem
widoczne są ślady zielonej farby. Obie te interpretacje są prawdopo­
dobne, lecz stan zachowania uniemożliwia dokładną identyfikację.
Na drugim planie są krzewy malowane ciemną zielenią szmaragdową,
w tle zarysy gór, w kolorze rozjaśnionej zieleni szmaragdowej. Lew
jest jednym z najczęściej występujących w żydowskiej plastyce
motywów, a w swej wymowie stanowi symbol pokolenia Judy
i poprzez to ogólny symbol judaistyczny. W Biblii wspomniany jest
ok. 130 razy, lecz najistotniejsze znaczenia a zarazem najbliższe temu
przedstawieniu zawierają: I Mojż. 49,9 i I V Mojż. 23,24.
Prawdopodobne jest to, że na ścianie południowej znajdować się
mogło, odpowiedające temu przedstawieniu, symetryczne względem
osi korony, identyczne malowidło, gdyż ta kompozycja jest jakby
połową klasycznego układu adoracji Tory przez lwy, flankowana
zwykle kolumnami z umieszczonymi na nich naczyniami. Niekorzy­
6

7

stny podział ściany (słup) spowodować mógł rezygnację z umieszczę!
nia całego układu w jednej płaszczyźnie. Ponieważ jednak w zacno*
wanym zestawie malowideł nie występuje żaden temat bezpośrednio!
związany ze świętem, prawdpodobne jest też, że mógł się tara
znajdować typowy na tę okoliczność motyw — ręka dzierżąca bukie|
obrzędowy.
Malowidło na ścianie północnej (szer. 1,4 m, wys. 2,2 n f l
przedstawia pejzaż z postaciami ludzkimi. Na pierwszym planie, na
wysokiej skale (kolor — ciepły brąz z modelunkiem ciemnej umbry) j
są dwie postacie w szerokich kapeluszach — jedna stoi z długą laską.I
pasterską, druga siedzi obok (kolor postaci — fioletowo-błękitny). j
Z prawej strony stoi wysokie drzewo (pień — brąz z modelunkieml
żółci, listowie — zieleń w różnych odcieniach). Na tle drzewa!
widoczne są nieproporcjonalnie dużych rozmiarów kiście winogron!
(fioletowo-błękitne). W dole, po szaro-błękitnej wodzie, płynie łódźi
żaglowa z nadbudówką, na jej pokładzie widnieją sylwetki dwaj
postaci (łódź — brąz z modelunkiem żółci, żagle białe, cień łodzi na
wodzie fioletowy). Na drugim brzegu wody zarysy gór (błękit i brąz),|
w tle niebo (nad górami żółtawe, wyżej jasnobłękitne). Malowidło]
jest nieco zniszczone, lecz raczej nie brakuje żadnych istotnych]
elementów.
Zinterpretowanie tego przedstawienia nie może być jednoznacz- i
ne, gdyż nie jest ono, jak poprzednie, motywem typowym. Jednak
pewne elementy pozwalają przepuszczać, że jest to alegoryczna]
scenka, ukazująca Żydów spoglądających na Ziemię Obiecaną przed
przejściem przez Jordan. Na jakiej podstawie można wysnuć takie]
stwierdzenie? Otóż ostatniego dnia świętowania Sukkot przypada I
dzień Simchat Tora, w którym kończy sią roczny cykl czytania Tory.
W ostatnich wersach 33 rozdziału V Księgi Mojżeszowej czytamy: „ l i
schlebiać ci będą [tzn. ludowi Izraela] wrogowie twoi, a ty będziesz
kroczy! po ich wzgórzach". W kolejnym wersie — 34,1 — czytamy: j
„Potem wstąpił Mojżesz ze stepów moabskich na górę Nebo, na]
szczyt Pizga, który jest naprzeciw Jerycha i Pan pokazał mu całą i
ziemię od Gileadu aż po Dan ...".To ważne wydarzenie wspomniane
jest też w innych miejscach Pięcioksięgu: I V 27,12 ; V 3,27 ; V 31,71
V 32,49. Postać stojącą z laską pasterską interpretować można był
jako Mojżesza. Drugoplanową postać obok jako Jozuego, jego \
następcę, który wprowadził później lud Izraela do Ziemi Obiecanej. '
Taką interpretację tej scenki potwierdza ponadto nieproporcjonal-]
nie dużych rozmiarów wizerunek kiści winogron, które są tu jakby \
„zjawą". Taką ogromną kiść winogron przynieśli uprzednio Mojże-:
szowi z Ziemi Obiecanej zwiadowcy — Jozue i Kleb (IV Mojż.
13,23). Winne grono, winorośl stały się symbolem ludu Izraela]
i symbolem obfitości zdobytej ziemi. Wizerunek łodzi żaglowej niej
jest w tym kontekście jasny, ponieważ Żydzi przeszli przez Jordan
suchą stopą, gdyż wody jego zatrzymały się na ten czas. Bardziej
Ogólne i ujęte w sposób poetycki związki z tą scenką odnajdujemy
w Psalmie 114, który należy do Hallelu (Psalmy 113 — 118)|
odmawianego w czasie Święta Sukkot.
Zachowane przykłady kuczek bądź ich relikty istnieją zapewne
w wielu miejscowościach Polski, jednak poza kilkoma rozpoznany- i
mi przypadkami stan informacji o tego typu obiektach jest znikomy, j
W chwili obecnej cały obiekt z Tyczyna jawi się jako najcenniejszy |
tego rodzaju zabytek w Polsce.

PRZYPISY
1

„Kalendarz Żydowski na rok 1986 — 1987", Warszawa 1986,

Wiadomość od p. Skotnickiego, mieszkańca Tyczyna.

2

Miszna, traktat Sukka 1,1 ; Majmonides, Miszne-Tora, Sukka
5,21, cyt. za: R. Lilientalowa, Święta żydowskie w przeszłości
i teraźniejszości, „Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział Filo­
logiczny", Seria I I , t. 45, Kraków 1909, s. 275
3

R. Lilientalowa, op. cit., s. 275

s. 26
5

H . Frauberger, Über alte Kultusgegenstände in Synagoge und
Haus, Frankfurt am Main 1903, s. 75
R. Lilientalowa, op. cit., s. 274
, Wiadomość od powojennych użytkowników tego pomieszczenia.
6

Fot. Ryszard Cząjak

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6714" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6694">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7f74ef74c88c13f622f86629337ad8d.pdf</src>
        <authentication>ae910a71d53d42468e0c2d901068b638</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:665</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79974">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79975">
                <text>1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79976">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:612</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79977">
                <text>Średniowieczne rybołówstwo w łuku Nigru / ETNOGRAFIA POLSKA 1969 t.13 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79978">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1969 t.13 z.1, s.221-242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79979">
                <text>Tymowski, Michał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79980">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79981">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79982">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79983">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79984">
                <text>„Etnografia

MICHAŁ

P o l s k a " , t. X I I I : 1969 z. 1

TYMOWSKI

ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU NIGRU
Pisane materiały źródłowe, jakimi dysponujemy odnośnie do śred­
niowiecznej historii Sudanu Zachodniego, pozwalają zauważyć ważną
rolę rybołówstwa rzecznego w całości gospodarki tych terenów. U w y ­
pukliły to zwłaszcza badania dotyczące wyżywienia ludności Sudanu
Zachodniego
Wśród k i l k u dużych i rybnych rzek na- czoło w omawia­
n y m obszarze wysuwa się Niger. Zbadanie rybołówstwa nigeryjskiego.
szczególnie na terenach tak zwanego łuku Nigru, jest t y m bardziej
uzasadnione, że właśnie w łuku Nigru rozwinęły się wczesne organiz­
my państwowe Mali i Sonraj, tam też skupiała się większość ludności
tych państw Zamierzamy więc zbadać, o ile to możliwe, rybołówstwo
jako istotną gałąź produkcji, a także zastanowić się nie tylko nad jego
udziałem w życiu gospodarczym, ale i wpływem na inne dziedziny życia.
Dla wczesnego okresu dziejów Sudanu Zachodniego nasze możliwości
źródłowe są oczywiście ograniczone. Ilość tekstów pisanych, które i n ­
formują nas o rybołówstwie nad Nigrem, jest niewielka i zmuszeni jes­
teśmy szukać możliwości rozszerzenia materiału źródłowego. Historyk
znajduje tę możliwość w poznaniu wyników badań innych nauk — szcze­
gólnie etnografii i ichtiologii. Dzisiejszy stan rybołówstwa, w y n i k i poło­
wów, technika stosowana przez rybaków, jak też poznanie dzisiejszych
grup rybackich: Bozo, Somono i Sorko — mogą dostarczyć wiadomości,
które porównane z danymi pisanych przekazów źródłowych, dać mogą
poszukiwany przez nas obraz przeszłości. Jednak w stosowaniu różnych
technik, czy też w pozycji społecznej rybaka itd. mogły zajść od okresu
2

1

R . M a u n y, Tableau
géographique
de l'Quest
Africain
au Moyen
Age, I F A N ,
D a k a r 1961, s. 227—343; Richesses
naturales,
tamże,
s. 254—275: F a u n e , c h a s s e ,
peche; Т . L e w i c k i ,
Pożywienie
ludności
Zachodniej
Afryki
w
średniowieczu
według
źródeł
arabskich,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 7: 1963, s. 31—191; w t y m s. 123—
—152: M i ę s o z w i e r z ę c e i r y b y .
2

M . M a l o w i s t , Wielkie
państwa
wieczu,
W a r s z a w a 1964, s. 79, 80.

Sudanu

Zachodniego

w

późnym

średnio­

�222

MICHAŁ

TYMOWSKI

średniowiecza poważne zmiany, co zmusza historyka do szczególnej
ostrożności w wykorzystywaniu wyników badań etnograficznych. Jeśli
chodzi natomiast o aspekt biologiczny, to ichtiologia przynosi zespół
wiadomości bardziej pewnych. Zarówno środowisko naturalne, jak fauna
wodna ulegają przemianom powolnym, a na przestrzeni kilkuset lat
dostatecznie niewielkim, aby z dużą dozą prawdopodobieństwa odnosić
sytuację obecną do okresu średniowiecza.
Warunki ekologiczne, które regulują rozprzestrzenianie się około
150 gatunków ryb nigeryjskich , są w rejonie średniego Nigru bardzo
dobre. Literatura przedmiotu dzieli środowisko naturalne na kilka t y ­
pów, zależnie od charakteru zbiornika wody, typowej roślinności, ro­
dzaju gruntu dna. Są to: rzeka z jej dopływami, wielkie jeziora w strefie
północnej, odnogi rzeczne połączone z Nigrem okresowo w czasie wyso­
kiego stanu wód i w końcu tereny równinne pokryte wodą przez parę
miesięcy w roku, podczas wylewu . Ten ostatni typ środowiska posia­
da największe znaczenie w rozwoju wszystkich gatunków ryb, oraz
w stosowanych rtad Nigrem sposobach połowu. Równiny zalewane przez
wysokie wody Nigru tworzą na terenie tak zwanej wewnętrznej delty
ogromną przestrzeń rzędu 30 000 k m ; spotyka się je także i poza deltą
wzdłuż całej rzeki i jej dopływów. Zalanie utrzymuje się od jednego do
kilku miesięcy, głębokość wody jest niewielka, co sprzyja rozwojowi
bujnej wegetacji roślinnej, z dominacją traw. Ta bogata roślinność,
jasne i mało ruchliwe wody bogate w materiały organiczne i mineralne
pochodzące z wyschłych roślin z poprzedniego wylewu, z zatopionych
owadów, z popiołów po wypalonym przez rolników buszu, z odchodów
odganianych przed wylewem stad bydła — dają obfite i różnorodne
pożywienie rybom, które całymi ławicami porzucają łożysko rzeki i wody
stałych zalewów. Równiny zalewane w okresie wysokich wód odgrywają
więc kapitalną rolę w wyżywieniu ryb. Wiele gatunków przybiera na
wadze i rozmiarach tylko podczas okresu wylewu i gromadzi zapasy
tłuszczowe, wykorzystywane potem w uboższym środowisku rzeki. Te
„boczne migracje" ryb, o charakterze sezonowym, mają dla rybołówstwa
miejscowego znaczenie bardzo duże. Zresztą na bogactwie pożywienia nie
kończy się rola opisywanych t u równin. Pewne gatunki ryb znajdują tam
warunki niezbędne dla zniesienia ikry. Inne, o wiele zresztą liczniejsze,
rozmnażają się jeszcze w samej rzece, ale młody narybek wpływa na­
tychmiast między gęste trawy równin zalewowych, znajdując tam obok
a

4

2

5

3

J . D a g e t , Les poissons
du Niger Supérieur,
I F A N , D a k a r 1954
n o w s z ą p r a c ą z dziedziny ichtiologii g ó r n e g o i ś r e d n i e g o Nigru.
4

5

D a g e t, Les
poissons...,
Ibidem,
s. 22.

s.

21—29.

—

jest

naj­

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

223

NIGRU

pożywienia bezpieczne schronienie. Spadek wód zastaje ten narybek na
tyle wyrośnięty, że nie grozi mu już wyniszczenie. Charakter równin
zalewowych i ich rola w życiu fauny wodnej mają zasadniczy wpływ
na stosowane przez tubylczych rybaków metody i terminy p o ł o w ó w .
Drugim, ważnym bardzo z punktu widzenia metod rybołówstwa t y ­
pem środowiska są wielkie jeziora w północno-zachodniej części łuku
Nigru. Jeziora te zasilane są przez wody rzeki. Podczas wylewu otrzymu­
ją też z rzeki faunę wodną. Ale położenie tych jezior, często poniżej
średniego poziomu rzeki, uniemożliwia rybom powrót wraz z opadającą
wodą. Gromadzenie się ryb w jeziorach, po okresie wysokich wód, sprzy­
ja obfitym p o ł o w o m .
Natomiast sama rzeka i jej główne dopływy stanowią środowisko
uboższe, dające jednak rybom schronienie w okresach niskiego stanu wód.
Mniejsze odnogi i ramiona Nigru, zwane „marigot", są głównymi dro­
gami migracji ryb z rzeki na równiny zalewane i z powrotem.
Tak przeprowadzona klasyfikacja typów środowiska naturalnego
pozwala na kilka istotnych wniosków. Po pierwsze r y t m wylewów rzeki
o poważnych wahaniach w cyklu rocznym stwarza dla rybołówstwa
okresy pomyślne i mniej dogodne . Po drugie nie cały odcinek łuku
Nigru posiada jednakowe warunki naturalne. Najbardziej dogodne wa­
runki istnieją na zachodzie w rejonie wewnętrznej delty Nigru oraz
w strefie jezior. Występują tam wszystkie typy środowiska, rozległość
równin zalewowych jest szczególnie duża, nawodnienie zaś bardzo obfite.
Na północy, gdzie Niger ociera się o piaski pustyni, sytuacja jest mniej
pomyślna. Rzeka niesie o wiele mniejszą ilość wód, a obszar jej wyle­
wów jest o wiele skromniejszy . We wschodnio-południowej części łuku
Nigru warunki są znów dla rybołówstwa dogodne. W całym łuku Nigru
istnieją więc ważne dla rybołówstwa różnice sezonowe i różnice regio­
nalne.
6

7

8

9

6

Wyjaśnimy

to

poniżej.

7

D o j e z i o r t y c h n a l e ż y o p r a c o w a n e od s t r o n y r y b o ł ó w s t w a F a g u i b i n e . D a g e t,
Les poissons
s. 24; t e n ż e , Rapport
sur la peche dans le lac Faguibine
en
1957,
„ N o t e s A f r i c a i n e s " , n r 78: 1958, s. 50—52.
8

W z w i ą z k u z tym, ż e Niger przecina k i l k a stref klimatycznych, w poszcze­
g ó l n y c h o d c i n k a c h r z e k i w y l e w n a s t ę p u j e w r ó ż n y m c z a s i e . W biegu g ó r n y m w y ­
s t ę p u j e on w lecie, z m a k s y m a l n y m s t a n e m w ó d w e w r z e ś n i u — p a ź d z i e r n i k u . N i ­
ż ó w k a — w k w i e t n i u — m a j u . Wysokie wody s p ł y w a j ą w dół rzeki i w y l e w w oko­
l i c a c h T i m b u k t u n a s t ę p u j e w s t y c z n i u . W d o l n y m biegu w y s t ę p u j ą d w a w y l e w y
rocznie — w lipcu, z m a k s i m u m w e w r z e ś n i u (powodowany m i e j s c o w y m i desz­
czami) oraz w l u t y m (powodowany s p ł y n i ę c i e m w y s o k i c h w ó d z basenu g ó r n e g o
N i g r u ) . H . B u s s o n , Le regime
du Niger,
„ A n n a l e s de G é o g r a p h i e " , t. 4: 1895,
s. 202—209.
9

t. 45:

V . F r o l o w , Une
1936, s. 206—209.

monographie

du

Niger

moyen,

„Annales

de

Geographie",

�224

MICHAŁ T Y M O W S K I

Wielka obfitość ryb, w warunkach sprzyjających stałemu i szybkie­
mu reprodukowaniu się tej fauny, nadaje rybołówstwu nigeryjskiemu
poważne znaczenie. Toteż rybołówstwo było jednym z najstarszych
zajęć mieszkańców terenów leżących nad łukiem Nigru. Dzisiejsze grupy
uprawiające rybołówstwo to Somono i Bozo w zachodniej części łuku
Nigru oraz Sorko (gałąź plemienia Sonraj), w części wschodniej. Bozo
i Sorko są grupami etnicznymi, natomiast Somono nie są odrębną grupą
etniczną, ale zawodową. Zajmiemy się najpierw terenami nad Nigrem
zachodnim, gdzie żyją Bozo i Somono. Dzisiejsze w y n i k i badań historycz­
nych i etnograficznych prowadzą do wniosku, że Bozo stanowili najstar­
szą znaną nam grupę plemienną, zamieszkującą strefę wewnętrznej delty
Nigru. Świadczy o t y m tradycja Bozo, którzy twierdzą, że byli pierwszy­
mi ludźmi, jacy zajęli obecnie zamieszkiwane przez nich ziemie . Jed­
nak informację taką znaleźć można w tradycjach innych ludów, które
chętnie przypisują sobie odwieczne posiadanie aktualnie zajmowanych
terenów. Istnieją jednak inne dowody. Oto dzisiejsi Bozo posiadają
w stosunku do wody uprawnienia specjalne, które świadczą o ich pierw­
szeństwie w zasiedleniu brzegów Nigru. Uprawnienia te mają dwojaki
charakter. Po pierwsze Bozo posiadają władztwo wody (la maitrise de
1'eau). Jest to prawo zajmowania terenu, które wyrasta bądź z upraw­
nień pierwszego przybysza na dany teren, bądź z darowizny pierwszych
osadników na rzecz przybyłych później, a związanych z n i m i najczęściej
więzami rodzinnymi. Nie byłby to dowód ostateczny, gdyż obok Bozo,
również i Somono posiadają (chociaż nie zawsze) władztwo wody. Jed­
nakże Bozo posiadają uprawnienia sakralne (sacrificature) o wiele częś­
ciej niż Somono, a co więcej są też jedynymi ludźmi w zachodniej części
łuku Nigru, k t ó r y m wiara w kontakt z duchem wody Faro pozwala na
budowę ł o d z i i specjalnych tam służących do połowu ryb . Te prawa
sakralne, które przysługują Bozo, są świadectwem ich pierwszeństwa
w osadnictwie nad zachodnim Nigrem, oczywiście w czasach uchwytnych
historycznie. Jest to zresztą pogląd wysuwany przez literaturę przed10

11

12

1 0

13

J . D a g e t, L a peche

dans

la Delta

Central

du Niger,

des A f r i c a n i s t e s " , t. 19: 1949 z. 1, s. 15; P . M a l z y ,
modes
1 1

de

peche,

„Bulletin

J . D a g e t, L a peche

1 8

V. P a q u e s ,

1 3

D a get,

arabé...,

s. 81. N a w e t

s.

dans

ětude

monographique,

Societě
et

leurs

„ B u l l e t i n de l ' I F A N " ,

la

Paris

1954, s. 96.

Delta

Central,

s. 13; t e n ż e ,

L a peche

á

Diaf­

w w y p a d k u , gdy r o d z i n a S o m o n o p o s i a d a w ł a d z t w o w o d y

o b s z a r z e , gdzie m o ż n a ł o w i ć t y l k o z a p o m o c ą t a m , p o w i e r z a
i s a m p o ł ó w rodzinie Bozo, w z a m i a n za c z ę ś ć z ł o w i o n y c h
Bozo.

Niger

41—49.

L e s Bambara,

L a peche

du

de l ' I F A N " , t. 8: 1946, s. 102.
á Diafarabé,

s e r i e B , t. 18: 1956 z. 1—2,

„ J o u r n a l de l a

L e s BoZos

się b u d o w ę

ryb. Część tę

tej

na

tamy

określają

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

225

NIGRU

14

miotu . Poważnych dowodów na poparcie tego poglądu dostarcza też
stosowana przez Bozo technika połowu. Technika ta, będąca wynikiem
wielowiekowych tradycji, jest bardziej archaiczna niż technika Somono . Tak więc wszystko przemawia za tym, że rybacy Bozo są najstar­
szą znaną nam grupą etniczną, żyjącą nad Nigrem zachodnim i stąd
mamy podstawy traktować rybołówstwo jako najstarsze zajęcie ludności
tych terenów.
W I X w . na obszar wewnętrznej delty naciera z północy lud Soninke,
twórca potężnego państwa Ghana . Granice Ghany sięgały Nigru na
przestrzeni od dzisiejszego Bamako do jeziora Debo . Soninke, lud r o l ­
niczy, narzucili Bozo swą władzę . Można też sądzić, że oni to właśnie
wprowadzają na tereny nadnigeryjskie nową gospodarkę — rolnictwo.
Uprawa roli rozwija się więc na terenie wewnętrznej delty Nigru co
najmniej od I X w. п. е., a jeżeli nawet znana była wcześniej, to w tym.
właśnie okresie dokonał się jej znaczny bardzo r o z w ó j . Rolnictwo nie
wyparło oczywiście rybołówstwa. Przeciwnie, sądzić można, że spowo­
dowało raczej jego rozwój, wciągając ten typ gospodarki w relacje hand­
lowe.
W czasie, gdy od północy zajmowali omawiane tereny Soninke, od
południowego wschodu posuwali się k u północy rolnicy Bambara.
Do X I I w. Bambara osiedlili się nad Nigrem, pozostając przy swych za­
jęciach rolnych . Tak więc w okresie od I X do X I I w. obserwujemy na
terenie wewnętrznej delty Nigru ustalenie się osadnictwa rolniczego.
15

16

17

18

19

20

1 4

Ch. M o n t e i l ,

Monographie

s. 151—152; D a g e t , La peche dans

de

Djénné,

le Delta

cercle

Central...,

et

ville,

Tulle

s. 13—17. L i t e r a t u r a

s z c z e g ó l n i e t r a d y c j ę o p o c z ą t k a c h miasta D ż e n n e , gdy z d o b y w c y M a r k a
fundując
dowód

uzależnienia

kralnych
szych

je w nowym

miejscu

w

ofierze

kobietę

Bozo przez nowo p r z y b y ł y c h .

(obrzędowych)

najeźdźców

zabili

jest

Bozo. W i d z i

(Soninke),
się w tym

Samo pozostawienie

spraw sa­

do z i e m i c z y w o d y p i e r w o t n y m o s a d n i k o m p r z e z
częstą

praktyką

w

stosunkach

panujących

w

1903,

omawia

później­

Afryce Z a ­

chodniej.
1 5

W o b e c ostatnio z a c h o d z ą c y c h

z m i a n a r c h a i z m techniki Bozo mocniej

tuje prace z p o c z ą t k u X X w.; M o n t e i l ,

Monographie

obecne: D a g e t, La peche

Central...,

1 6

"

dans

D a g e t , L a peche dans
M а u n y, Tableau

la Delta

la Delta

Central...

géographique

de Djénné,
s. 13.

s. 15, M o n t e i l ,

de l'ouest

akcen­

s. 155—156, n i ż

Africain

op. cit., s. 151, 88.

au Moyen

Age,

s. 510.

1 8

Patrz

1 8

B o z o do d z i ś n i e s ą p r a w i e n i g d y r o l n i k a m i . B y ć m o ż e s t o s o w a l i o n i s z e r z e j

przed

tradycja

podbojem

prawach
zajęciem)

uprawę

sakralnych

wiadomości

o założeniu Dżenne

do

roli,

ale brak

ziemi.

p o d a n a w p r z y p i s i e 14.
n a to d o w o d ó w ,

Ż e zdobywcy

o centrum ich p a ń s t w a — Ghana
oraz

fakt,

że Marka,

dzisiejsi

Soninke

Paques,

op. cit.,

s. 45.

IS — Etnografia Polska, t. X I I I , z. 1

w

potomkowie

zachowanych

rolnikami,

(gdzie r o l n i c t w o b y ł o

z a j m u j ą s i ę tradycyjnie u p r a w ą roli — M o n t e i l ,
я

choćby
byli

XI-wiecznych

op. cit., s. 151.

świadczą

podstawowym
najeźdźców

�226

MICHAŁ T Y M O W S K I

Późniejsze inwazje na te ziemie, najazdy z Mali, Sonraj, najazd Maro­
kańczyków, nie łączyły się ze stałym i licznym osadnictwem zdobywców.
Liczną nową grupę stanowili natomiast koczownicy Fulbe, hodowcy
bydła.
Prawdopodobnie wyspecjalizowani w rybołówstwie Bozo przeznaczali
ryby z połowów nie tylko na spożycie własne, ale i na wymianę z r o l ­
nikami . Wprawdzie kalendarz zajęć rolnych w Sudanie Zachodnim
pozwala także rolnikom na dokonywanie połowów (gdyż czas wolny od
zajęć w polu przypada właśnie w okresie pomyślym dla rybołówstwa),
ale brak odpowiednich umiejętności, narzędzi, jak również przekonanie
o wyższości pracy rolnika nie pozwoliły ludom Bambara i Soninke rozvwinąć własnego r y b o ł ó w s t w a . Ryby dostarczane przez Bozo na rynek
stają się towarem. Są to ryby suszone, produkt trwały, nadający się do
handlu znakomicie i poświadczony źródłowo już w X I I w . Z pewnością
liczebność plemion rolniczych, szczególnie Bambara, była większa niż
B o z o i podaż ryb była zbyt mała wobec niewielkiej liczby rybaków.
Kształtuje się więc nowa grupa społeczna — Somono. Badania etnograficz­
ne opisując dzisiejszych Somono nie wnikają w ich przeszłość. Brak więc
danych dotyczących powstania tej grupy. Jedna rzecz wydaje się w ka­
żdym razie istotna. Powstanie grupy Somono związane było najpewniej
z zapotrzebowaniem na ryby, którego nie było w stanie pokryć nieliczne
plemię Bozo. Somono są bowiem grupą zawodową, nie etniczną. W litera­
turze nazywani są kastą, co częściowo tylko odpowiada charakterowi tej
grupy. Ich język to język Bambara, ale etnicznie pochodzą od Bambara,
Soninke, Sonraj, Bobo, Mossi, Fulbe i innych ludów. Mówią o t y m ich
cechy fizyczne oraz tradycje przodków. Człowiek nie rodził się Somono,
ale mógł się n i m stać, gdy zajął się rybołówstwem. W ten sposób powstała
kasta rybaków, dziś już zamknięta, zbliżona też obecnie typem i trybem
życia do Bozo. To podobieństwo potrafiło zmylić starszych badaczy,
obecnie wiadomo jednak, że rybacy Bozo i rybacy Somono to grupy
odrębne . Somono są dziś o wiele od Bozo liczniejsi. Są też bogatsi, bo
21

22

2 3

24

25

2 1

W w i e l k i e j r o d z i n i e B o z o do c z a s ó w o b e c n y c h z a c h o w a ł s i ę z w y c z a j p o l e ­
g a j ą c y n a o d d a w a n i u do d y s p o z y c j i n a c z e l n i k a w i e l k i e j r o d z i n y w s z y s t k i c h r y b
z ł o w i o n y c h kolektywnie i indywidualnie. Naczelnik c a ł o ś ć p o ł o w ó w dzieli na c z ę ś ć
p r z e z n a c z o n ą n a s p o ż y c i e oraz n a c z ę ś ć p r z e z n a c z o n ą n a s p r z e d a ż l u b w y m i a n ę .
S y s t e m ten jest j u ż d z i ś w z a n i k u . D a g e t , La peche
á Diafarabé...,
s. 42.
2 2

oczerk

A . B . L e t n i e w,
Dieriewnia
1950—1959 gg), M o s k w a 1964,

2,1 p
2 4

r

z

e

z

idrisiego,

s.

Zapadnogo
28.

Mali

(socialno-ekonomiczeskij

p a t r z p r z y p i s y 34 i 35.

D z i ś B a m b a r a l i c z ą o k o ł o 800 000 l u d z i ( P a q u e s , op. cit., s. 6), a B o z o
15 000 ( D a g e t , La peche
dans la Delta Central...,
s. 14; M a í z y, op. cit., s. 102).
и D a g e t , L o peche dans la Delta Central...,
s. 16, 17.

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

227

NIGRU
2&amp;

ich techniki połowu są bardziej rozwinięte niż u Bozo . Znajdujemy
w tym jeszcze jeden dowód na to, że Somono są grupą młodszą, po­
wstałą w czasach, gdy popyt na ryby przerósł możliwości produkcyjne
Bozo, a nad Nigrem było jeszcze dostatecznie wiele miejsc nieeksploatowanych . Trudno jest niestety ustalić dokładnie okres wykształcania
się grupy Somono. Występują oni w źródłach X V I I w., odegrali pewną
rolę przy powstaniu miasta Segu. Czasy powstania i ukształtowania
się tej grupy muszą być jednak wcześniejsze, przypadają być może na
okres ustalenia się osadnictwa rolniczego nad zachodnim odcinkiem łuku
Nigru.
Historia rozwoju rybołówstwa na t y m terenie przedstawia się w świe­
tle przeprowadzonych wyżej rozważań w następujący sposób. Było
to zajęcie najwcześniejsze pierwotnych mieszkańców tego obszaru —
Bozo. Podboje i kolonizacja rolnicza prowadzone od I X w. przez Soninke
z północy i od X I I w. przez Bambara z południa nie odebrały znaczenia
rybołówstwu. Przeciwnie, nastąpił jego rozwój wobec zagęszczenia się
osadnictwa i możliwości nabywczych osiadłej nad Nigrem i Bani ludności
rolniczej. Popyt na ryby przekroczył w pewnym, nieuchwytnym dziś
dokładniej momencie możliwości produkcyjne nielicznych Bozo. Dało
to początek rozwojowi rybackiej grupy Somono.
Nieco inaczej wyglądała sytuacja rybołówstwa we wschodnim odcinku
łuku Nigru. Warunki tamtejsze są mniej dla rybaków dogodne, a tereny
zalewane przez wezbrane wody rzeki o wiele mniejsze. Niemniej jednak
rybołówstwo należy także i tam do najstarszych zajęć ludności. Pierwsi
mieszkańcy tych terenów, których potomkowie zwani są dziś Do, byli
rybakami. Dzisiaj Do są władcami wody, posiadają też prawa sakralne
związane z rzeką . Do są jednak nieliczni, nie oni też odgrywali w cza­
sach historycznych główną rolę w eksploatacji bogactw rzecznych. Rolę
taką od V I I w. pełnili i do dziś pełnią rybacy Sorko. W literaturze
historycznej poglądy te na temat najbardziej odległej historii ludu Sonraj, do k t ó r y c h należą obecnie Sorko, są podzielone. Literatura starsza
w pracach M . Delafosse, Y. Urvoy, a także współczesne prace J. Rouch ,
wyrażają pogląd, według którego lud ten dzieli się od najdawniejszych
czasów na spokrewnione ze sobą grupy: rybaków Sorko, myśliwych
21

2S

29

2 8

Patrz

przypis

15.

2 7

Tarikh
el-Fettach,
par
Mohamoud
Kati
et 1'un de ses petits
fils,
a r a b e , t r a d u c t i o n f r a n c a i s p a r O . H o u d a s , M . D e l a f o s s e , P a r i s 1964, s. 121
cytuję
Tel-F).
2 8

2 9

J. R o u c h ,

Les

Songhay,

Paris

1954,

s.

te,xte
(dalej

8.

M . D e l a f o s s e , Les Noirs de VAfrique,
Paris
stoire des p o p u l a t i o n s d u Sudan
Central,
P a r i s 1936,
s. 8, 9.

1922, s. 53; Y . U r v o y ,
s. 24, 26; R o u c h ,
op.

Hicit,

�228

MICHAŁ T Y M O W S K I

Gabibi i rzemieślników Gohu. Samo pochodzenie ludu Sonraj jest nie­
jasne, w każdym razie przybyli oni w V I I w. naszej ery nad średni
Niger, do Dendi i prowadzili stamtąd stałą ekspansję w górę rzeki,
gdzie istniało już osadnictwo rybackie ludu Do. Najbardziej aktywni
z Sonrajów rybacy Sorko przeważali nad resztą ludności. Ich przewaga
obudziła opór Gabibi, którzy wezwawszy na pomoc nomadów pobili
Sorko, zajęli ich stolicę Kukia (przypuszczalnie między Gao a Tillabery)
zakładając tam dynastię Dia. Sorko, pod wodzą legendarnego Faran
Maka Bote , ruszyli w górę rzeki, założyli w V I I I w. Gao, później nieco
Bamba, dotarli wzdłuż Nigru aż do rejonu wielkich jezior, gdzie w X I I w.
zatrzymali ich ekspansję rybacy Bozo. W t y m czasie, około roku 1000,
władca z Kukia, Dia Kossoi, przyjął islam i przeniósł swą siedzibę do
Gao, które rozwijało się najpomyślniej. Ukształtowało się wtedy jednolite
państwo Sonraj. Literatura współczesna w pracach J. Boulnois i Boubou
Hama oraz M . Małowista wyraża pogląd nieco odmienny. Jednolity lud
Sonraj, w skład którego weszli rybacy Sorko i ludność osiadła, powstał
około X I V w. W czasach wcześniejszych nie istniała jedność plemienna
tych grup, a rybacy Sorko jako najbardziej prężni i silni wymuszali
na reszcie ludności daniny, co doprowadziło do znanego nam faktu oporu
i stworzenia państwowości z dynastią Dia na czele.
30

3 1

W każdym razie bardzo stare pochodzenie rybołówstwa jako zajęcia
ludów mieszkających na wschodzie łuku Nigru nie ulega wątpliwości.
Rybołówstwo było bowiem zajęciem Do, było też zajęciem Sorko. Ale
dalszy rozwój sytuacji na wschodzie był inny niż w wewnętrznej delcie
Nigru. Wpłynęło na to kilka czynników. Przede wszystkim Sorko b y l i
ludem licznym, jak dowodzi tego prężność ich ekspansji oraz ich liczeb­
ność dzisiejsza . B y l i więc w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na ryby:
własne i ludności osiadłej, t y m bardziej że warunki dla rozwoju rolnic­
twa, mniej pomyślne niż w delcie wewnętrznej, ograniczały rozmiary
rozwoju osadnictwa rolniczego. Nie zaistniała więc potrzeba rozwoju
grupy rybackiej zawodowej, nieetnicznej, jak to było np. z grupą Somono.
Jedynie w rejonie jezior, na pograniczu osadnictwa Sorko i Bozo,
powstała odpowiadająca Somono u Bambara grupa Korongoy . Jest to
jednak grupa nieliczna, tak że na jej tereny przybywają Bozo i Somono.
Powstanie grupy Korongoy można zresztą wiązać bardziej z sytuacją r y ­
bołówstwa w zachodniej niż we wschodniej części łuku Nigru. Natomiast
32

3S

3 0

Rouch,

3 1

J. B o u l n o i s ,

magie
3 2

de

3 8

Sonrai,

Rouch,

p o n a d 600

op.

Paris
op. cit.,

tysięcy

Rouch,

cit.,

op.

s.

9.

Boubou
1954,

Hama,

s. 28;

s. 5—8,
s.

22.

de

Gao.
cit.,

Histoire,
s. 358,

coutumes

i grup

asymilowanych).

et

359.

podaje p r z e g l ą d literatury i cyfry s i ę g a j ą c e

(wszystkich S o n r a j ó w
cit.,

Empire

M a ł o w i s t, op.

obecnie

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

229

NIGRU

cały wschodni odcinek łuku Nigru obsługują rybacy Sorko. Tamtejsza
odmienność sytuacji rybołówstwa polega więc na t y m , że jest ono za­
jęciem licznego odłamu ludności. Jest to dziedzina grająca t y m powa­
żniejszą rolę w całości gospodarki, że jest to kraj uboższy niż na
zachodzie. Wreszcie różnice środowiska naturalnego wpłynęły także na
odmienność technik połowu, inne u Bozo i Somono, inne u Sorko.
*

Dane etnograficzne i historyczne o omawianych grupach nie wyczer­
pują oczywiście zagadnienia. Charakter pisanego materiału źródłowego,
typowy dla wczesnego średniowiecza, wyklucza wprawdzie jakiekolwiek
ustalenia liczbowe, ale pozwala sądzić, że rola rybołówstwa była poważna.
W skąpym materiale są bowiem stosunkowo częste wzmianki o połowach
ryb i ich spożyciu. Pierwsza wzmianka pochodzi jeszcze z połowy X I I w.
Arabski geograf A l Idrisi w opisie Zachodniej A f r y k i podaje: „W Nilu
żyją różne rodzaje ryb i dużych, i małych. Żywi się nimi duża część
Sudańczyków. Łowią je, solą i zbierają na zapas. Ryba ta jest gruba
i bardzo tłusta" . Wzmianka ta dotyczy Sudanu Zachodniego, gdzie N i l
„płynie ze wschodu na zachód". Chodzi tu więc o znany średniowieczny
i nowożytny błąd geografów arabskich i europejskich. Cytowany N i l
Idrisiego to Senegal lub Niger. (Nie umiano ich bowiem odróżnić aż po
wiek X V I I I , myląc w dodatku obie rzeki z rzekomą odnogą Nilu). D w u ­
krotnie jeszcze dodaje Idrisi pisząc o ludach Sudanu Zachodniego „głów­
ną część ich pożywienia stanowi ryba..." oraz o mieszkańcach Mali,
więc wyraźnie już o Nigrze: „jedzą oni też ryby, które łowią" . Mamy
więc już w X I I w. wyraźnie potwierdzony fakt znacznego udziału
rybołówstwa rzecznego w wyżywieniu ludności interesujących nas
terenów. Krótkie wzmianki o spożyciu ryb przekazali Ibn Batuta
w X I V w. i Leon Afrykańczyk w wieku X V I . Najbardziej obfity
materiał pisany przynosi jedna z dwóch kronik zachodniosudańskich —
Tarich el-Fettasz, dzieło Mahmuda K a t i i jego nie znanego z imienia
wnuka, spisane w X V I w., a przeredagowane i uzupełnione w X V I I .
Wnuk Katiego wspominając w połowie X V I I w. wyidealizowane „stare,
dobre czasy" stwierdza, że ,,Bóg mnożył ryby w jeziorach i odnogach
rzeki, gdzie rybacy łapali je w takiej ilości, że nie sposób byłoby je
M

№

3 6

8 4

Sahary,
3 8

3 6

Arabskie
Istoczniki
X—XII
wieków
po
t. 2, M o s k w a — L e n i n g r a d 1965, s. 284.
Ibidem,
s. 285.

etnografii

i

istorii

Afriki

Voyages
ďlbn
Batoutah,
ed. et t r a d . С . D e f r e m é r y , В . R . S a n g u i n e t t i ,
P a r i s 1858, s. 435 (dalej c y t u j ę Ibn Batuta);
Jean Léone
VAfricain,
Description
l'Afrique,
t. 1—2, t r a d . A . E p a u l a r d , t. 2, P a r i s 1956, s. 470 ( d a l e j c y t u j ę Leon
kańczyk).

jużniee

t. 4,
de
Afry­

�230

MICHAŁ T Y M O W S K I
37

zliczyć" . Ten obraz rybołówstwa umieszczony został obok innych zajęć
— rolnictwa, hodowli i zbieractwa owoców w buszu. Wymienione więc
zostały najważniejsze sposoby zdobywania żywności, wśród nich oczy­
wiście rybołówstwo. Wielu danych dostarczyć może analiza innych
fragmentów Taricb el-Fettasz, odnoszących się do istnienia systemu
powinności służebnych w Mali i Sonraj . Kronika wymienia dwie
grupy służebne, których powinności związane były bezpośrednio z rzeką.
Pierwszą z tych grup byli rybacy, nazwani w jednym ze spisów Zendż,
w drugim zaś Sorko . Treść nazwy 'Zendż' stosowana szerzej jest
bardzo trudna do interpretacji ze względu na pewne niekonsekwencje
jej użycia w Taricb el-Fettasz. Wydaje się jednak, że w samych spisach
grup służebnych nazwa 'Zendż' odpowiada nazwie 'Sorko'. Dowiadujemy
się, że w końcu X V w., podczas reform Askii Mohammeda Wielkiego,
rybacy Sorko stanowili już grupę służebną o niskiej pozycji społecznej.
Co więcej kronika podaje, że Sorko, wraz z innymi grupami służebnymi,
byli poprzednio własnością dynastii Szi (Sonni) . Tak więc pozycja
społeczna Sorko uległa bardzo poważnej zmianie. Wiadomości przedsta­
wione poprzednio ukazywały tych rybaków jako najbardziej prężny
w okresie V I I — X I I w. element we wschodniej części łuku Nigru.
W X V w. są oni j u ż grupą zależną. Jakie wypadki zepchnęły ich w dół
hierarchii społecznej — skazani jesteśmy jedynie na domysły. Być
może dokonali tego właśni władcy, chcąc opanować prężną, więc nie­
bezpieczną grupę; być może to władcy Mali, podczas swego panowania
w X I V w. nad Sonrajem, stworzyli tam z Sorko grupę s ł u ż e b n ą , a póź­
niejsza dynastia Szi (Sonni) przejęła tylko własność tej grupy. Odpo­
wiedzi pewnej udzielić nie sposób. W każdym razie, skoro jeszcze
w X I I w. Sorko prowadzą ekspansję w rejonie wielkich jezior i walczą
z Bozo, ich uzależnienie przypada najwcześniej na wieki X I I I lub X I V .
38

39

40

41

Jeżeli jednak materiał źródłowy nie pozwala na poznanie okoliczności
upadku znaczenia rybaków Sorko, to przyczyny tego upadku można
hipotetycznie wyjaśnić. Hipoteza ta dotyczy zresztą także sytuacji Bozo
w zachodniej części łuku Nigru. Wydaje nam się, że sprawę należy
wiązać z ogólną sytuacją gospodarczą terenów nadnigeryjskich. Rybo­
łówstwo było zajęciem pierwotnym. Później rozwinęło się osadnictwo
rolnicze. Zrazu rzadkie, w miarę upływu wieków stale zagęszczające się.
3 7

T e i - F , s. 317.

3 8

T e l - F , s. 20—21, 107—111.

3 0

I s t n i e j ą d w i e l i s t y g r u p s ł u ż e b n y c h , obie w k r o n i c e Tarich

została o m ó w i o n a
blem

kast

w

artykule R. K a r p i ń s k i e g o ,

w Z a c h o d n i m Sudanie,

4 0

T e l - F , s. 20, 106.

4 1

J . R o u c h , Contribution

Organizacja

el-Fettasz.
służebna

Sprawa
a

pro­

„ P r z e g l ą d H i s t o r y c z n y " , t. 57: 1966 z. 2, s. 235—249.
á l'histoire

des Songhay,

I F AN,

Dakar

1953, s. 205.

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

NIGRU

231

Początkowo agresywni, szybko zmieniający dzięki rzece miejsce za­
mieszkania rybacy, przeważali nad ludnością rolniczą. Rozwój osadnictwa
rolniczego przyniósł jednak zmianę sytuacji. Rybacy znaleźli się w mniej­
szości, a ich zajęcie — rybołówstwo — nie dawało tak solidnych, jak
rolnictwo, podstaw gospodarczych władzy. Wreszcie sama rzeka, źródło
ruchliwości i siły rybaków w okresie wczesnym, wobec rozwoju osad­
nictwa rolnego stała się przyczyną słabości Sorko i Bozo. Rozrzuceni
wzdłuż Nigru na bardzo długim, kilkusetkilometrowym odcinku, ko­
czujący grupami wielkorodzinnymi tam, gdzie lepsze łowiska dawały
możliwość większych połowów, rybacy nigdzie nie stanowili ludności
zamieszkującej w sposób zwarty jakieś większe obszary. Ułatwiało to
silniejszym gospodarczo i bardziej zwartym rolnikom przejęcie władzy
nad terenami nigeryjskimi. Przytaczaliśmy już dane dotyczące I X - i X I I -wiecznego rozwoju rolniczego osadnictwa Soninke i Bambara w za­
chodniej części łuku N i g r u . Potwierdza to naszą hipotezę. Być może
podobna sytuacja wystąpiła i w części wschodniej, a przekazy o walkach
Sorko z Gabibi i Gohu w wiekach V I I i V I I I są właśnie pierwszym
śladem tych bardzo poważnych zmian gospodarczych i politycznych,
które uległy w czasach późniejszych nasileniu i sprowadziły w X I I I lub
X I V w. rybaków Sorko do roli grupy służebnej. Od tego czasu Sorko
dostarczali państwu ryb i łodzi wraz z załogą. Powinność w rybach
została określona bardzo elastycznie, wynosiła ona od 1 do 10 wiązek
ryby suszonej, zależnie od możliwości każdego rybaka i nie przekraczała
nigdy 10 w i ą z e k . W przeciwieństwie do powinności innych grup
służebnych, w wypadku Sorko kronikarz nie podał, czy rozmiary ich
daniny w rybach zostały zmienione przez Askię Mohammeda w trakcie
reform systemu służebnego. Nie wiemy więc, czy za dynastii Szi (Sonni)
42

43

4 2

4 3

Patrz wyżej.

Tel-F,
s. 110. P r z y t a c z a m y t e k s t ź r ó d ł a w c a ł o ś c i ze w z g l ę d u n a p o d s t a w o w e
z n a c z e n i e u r y w k a d l a naszego t e m a t u : « C h a q u é Z e n d j i d e p u i s l e K a n t a j u s q u ' a u
Sibiridougou, devait é g a l e m e n t une redevance qui était percue c h a q u é a n n é e au
m o m e n t de l a b a i s s e des e a u x d u F l e u v e . E l l e consistait, p o u r c e u x q u i é t a i e n t e n
m e s u r e de les f o u r n i r , e n 10 p a q u e t s de poisson s é c h é ; p o u r ceu,x q u i n e p o u v a i e n t
en f o u r n i r q u e 9, elle é t a i t de 9; p o u r c e u x q u i n'en p o u v a i e n t f o u r n i r q u e 7, elle
é t a i t de 7, et a i n s i de s u i t e j u s q u ' á u n s e u l p a q u e t p o u r c e u x q u i n'en p o u v a i e n t
f o u r n i r q u ' u n , c h a c u n s'acquittant s e l o n ses m o y e n s , s a n s toutefois q u e l a r e d e v a n c e
p ü t j a m a i s d é p a s s e r 10 p a q u e t s » . ( „ K a ż d y Z e n d ż od K a n t a do S i b i r i d u g u b y ł r ó w ­
n i e ż w i n i e n d a n i n ę , k t ó r a p o b i e r a n a b y ł a co r o k u w o k r e s i e n i s k i e g o s t a n u w ó d
w R z e c e . S k ł a d a ł a s i ę ona d l a t y c h , k t ó r z y b y l i w s t a n i e t y l e d o s t a r c z y ć , z 10 w i ą ­
z e k r y b s u s z o n y c h , d l a t y c h , k t ó r z y m o g l i d o s t a r c z y ć j e d y n i e 9, w y n o s i ł a 9, d l a
t y c h , k t ó r z y m o g l i d o s t a r c z y ć t y l k o 7, w y n o s i ł a 7 i t a k d a l e j a ż do j e d n e j w i ą z k i ,
d l a t y c h , k t ó r z y m o g l i d o s t a r c z y ć t y l k o j e d n ą , k a ż d y w y w i ą z y w a ć s i ę m u s i a ł zgod­
n i e ze s w o i m i m o ż l i w o ś c i a m i , z t y m ż e d a n i n a n i e m o g ł a n i g d y p r z e w y ż s z a ć
10 w i ą z e k " ) .

�232

MICHAŁ T Y M O W S K I

obowiązywał równie elastyczny sposób pobierania powinności, czy też
nie. Ryby oddawano corocznie ,,w momencie niskich wód w Rzece" ,
czyli w czasie następującym bezpośrednio po okresie najpomyślniejszych
połowów. Wskazuje to na dobre zorientowanie państwa w zagadnieniach
r y b o ł ó w s t w a . Natomiast sposób oddawania daniny, od 1 do 10 wiązek
ryb, świadczyć może o niewielkich rozmiarach nadwyżki uzyskiwanej
przez poszczególnych rybaków w rejonach mniej dla rybołówstwa do­
godnych i o braku silnego nacisku ze strony aparatu państwowego
w kierunku zwiększenia d a n i n y . W każdym razie wobec dużego
obszaru państwa i stosunkowo dużej liczebności Sorko całość corocznie
zbieranej daniny w rybach była znaczna. Ryby te przeznaczone były na
różne potrzeby aparatu państwowego: z pewnością stanowiły część
pożywienia dworów w Gao, Tendirmie, jak też — co szczególnie ważne
— wojska .
Druga z grup służebnych związanych z rzeką nazwana jest w kronice
Tyindiketa. Nie jest to nazwa etniczna, gdyż, jak podaje kronikarz,
słowo to „oznacza w ich w ł a s n y m języku ścinacze trawy" . Wiadomość
ta naprowadza nas na pewien ślad, gdyż 'tyindiketa' jest słowem z języka
mandingo .
W dodatku grupa ta była służebna jeszcze w państwie
M a l i . I wreszcie największe obszary o obfitej wegetacji trawy burgu
(Echinochlea stagnina) leżą w wewnętrznej delcie Nigru i wokół jeziora
Debo. Chodzi więc wyraźnie o obszar zachodni łuku Nigru i o jakąś
część ludu Mandingo. Wydaje się, że Tyindiketa byli to po prostu Bozo.
Język Bozo jest jednym z dialektów mandingo : mieszkają oni właśnie
na terenie obfitej wegetacji burgu i są ludem najsilniej związanym
z r z e k ą . W przekonaniu t y m utrwala nas dalsza historia grupy Ty­
indiketa. Powinności w ścinanej na paszę dla koni trawie burgu oddawali
44

45

46

41

48

49

б 0

51

52

4 4

Patrz

przypis

43.

4 5

W p a ń s t w i e Sonraj istniał specjalny urzędnik hari-farma,
p o w i e r z o n e b y ł y s p r a w y z w i ą z a n e z r z e k ą . Tel-F,
s. 142, 165, 216.

którego

pieczy

4 6

B r a k tego n a c i s k u j e s t b a r d z o c i e k a w y . M a ł o w i s t, op. cit., s. 433, w i d z i
w tym słusznie d o w ó d bogactwa p a ń s t w a c i ą g n ą c e g o zyski z handlu z e w n ę t r z n e g o .
Nie w y k l u c z a to f a k t u s z c z u p ł o ś c i n a d w y ż k i u z y s k i w a n e j w n i e k t ó r y c h m n i e j b o ­
g a t y c h w r y b y o k r ę g a c h . W y d a j e s i ę , ż e oba z j a w i s k a u z u p e ł n i a ł y s i ę n a w z a j e m
w s w y m w p ł y w i e na o p i s a n ą w y ż e j p o l i t y k ę p a ń s t w a .
4 7

stwa

Nastawienie organizacji s ł u ż e b n e j na zaspokojenie m i l i t a r n y c h potrzeb
a k c e n t u j e K a r p i ń s k i , op. cit.,
s. 247, 248.

48 Tel-F,
b e r t y , Les
4

» Tel-F,

5 0

Tęl-F,

s. 109. C h o d z i tu o t r a w ę burgu
associations
vegetales
de la vallée
s.

109,

s.

109.

nota

5 1

Malzy,

op.

5 2

Kronika

podaje

Bozo.

cit.,

pań­

(Echochlea
stagnina).
Patrz G . R o ­
moyenne
du Niger, B e r n 1946, s. 165.

2.

s. 100; P a q u e s ,
nazwę

Tyindiketa,

Les
nie

Bambara,

s. 2.

wymienia

natomiast

nigdy

nazwy

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

233

NIGRU

oni za czasów panowania Mali oraz w Sonraju, za dynastii Szi (Sonni).
Askia Mohammed (w końcu X V w.) wprowadził zmianę. Utrzymana
została powinność w burgu, ale od czasu reformy Tyindiketa mieli obok
tego budować łodzie na potrzeby państwa, a młodzież używana była do
służby na dworze władcy. Narzucono też tej grupie daninę w dzieciach .
W reformach tych mamy pewne elementy potwierdzające hipotezę, że
chodzi tu o Bozo. Obowiązek budowy łodzi mógł być narzucony tylko
ludziom ściśle związanym z Nigrem. Budowa łodzi bowiem wymaga
specjalnych umiejętności, ponadto do dzisiejszych czasów ma też pewien
charakter sakralny — jest wyrazem kontaktu z duchem wody Faro.
Kontakt ten dziś „posiadają" jedynie Bozo i oni tylko, nigdy zaś Somono,
budują łodzie . Danina w dzieciach świadczy o bardzo niskim miejscu
Tyindiketa w hierarchii społecznej, co odpowiada naszej wiedzy o Bozo.
Wreszcie omawiany fragment kroniki dotyczy wyraźnie zachodniej
części państwa Sonraj . Skoro uznamy, że grupa Tyindiketa składała
się z Bozo, czyli z rybaków, powstaje pytanie dlaczego ich powinności
służebne nie zostały wyznaczone w rybie, jak u Sorko. Wydaje się, że
Mali nie narzuciło i m danin w rybach wobec i tak bardzo dużej obfitości
5S

54

55

5 3

Tel-F,

s.

109.

«Quant

avons parlé, c'était la tribu
langue, signifie « c o u p e u r
jusqu'á

l'époque

des

á

la

des

quatrieme

l'askia
de

feraient

des

imposa

service

des

quelque endroit qu'il

danina

czasów

Gdy przeszli w
uważał,

c e r t a i n n o m b r e de

które

to

Mali-koi

słowo
do

nałożył

w

epoki

les

chevaux.

dernier maintint

s o i g n e r les

cheveaux.

Mohammed

adultes

palefreniers

prenait

en

jeunes garcons auxquels i l faisait
en

truvát

depuis Gao

cette

Toutefois

obligation, enjoignant aux

garcons employes comme

ich

języku

szi

na

nich

nową

oznacza

polegała

r ę c e A s k i i M o h a m m e d a , ten

ż e n a d a w a l i s i ę j e d y n i e do

hammed

pour

jusqu'au

effet

soigner

Sibiridou-

c z w a r t e g o z 24 p l e m i o n , o k t ó r y c h m ó w i l i ś m y , b y ł o to p l e m i ę

Tyidiketa,
od

l'herbe

chavaupc. L ' a s k i a

ses

chevaux, en

de

bons q u ' á
nouvelle

un

g o u » . ( „ C o do

couper

jeunes

d a n s cette t r i b u

zwanych

á

l ' a s k i a M o h a m m e d , ce

une

p i r o g u e s dont les

usage p o u r le

nous

Malli-koi

consistait

mot

dont

d ' h e r b e » . L e u r p r e s t a t i o n , d e p u i s le t e m p s des

chi,

leurs

tribus

dans leur

i l t r o u v a qu'ils n ' é t a i e n t

Mohammed

fabriquer

vingt-quatre

qui,

L o r i s q 'ils p a s s é r e n t e n t r e m a i n s de
c o u t u m e , car

des

gens a p p e l é s T y i n d i k e t a , d'un

ścinaniu

ostatni p o d t r z y m a ł

opieki nad

powinność

na

«scinacza

końmi.

nakazując

Tym

trawy
ów

które młodzi chłopcy zatrudnieni jako koniuchy u ż y w a l i b y

do

się

końmi,

w

jakimkolwiek

koni.
Mo­

łodzie,

obsługi koni.

miejscu

gdyż

Askia

wyrabiać

M o h a m m e d b r a ł w r z e c z y w i s t o ś c i z tego p l e m i e n i a p e w n ą i l o ś ć m ł o d y c h
opiekować

Ich

dla

zwyczaj,

niemniej

dorosłym

ludzi

trawy».

Askia

chłopców,

którym

rozkazywał

s i ę one

od G a o do S i b i r i d u g u " ) . O s t a t n i e s ł o w a tego f r a g m e n t u p o t w i e r d z a j ą

znajdowałyby
naszą

h i p o t e z ę , ż e T y i n d i k e t a b y l i B o z o . A u t o r n i e p i s z e b o w i e m tak, j a k z w y k l e :

„depuis

Kanta

ale

j u s q u ' a u S i b i r i d o u g o u " , co

daje w y j ą t k o w o
części
5 4

5 5

państwa
Paques,
Patrz

„depuis
Sonraj,
op.

przypis

cit.,
53.

Gao
a

więc
s.

oznaczało —

w

całym

jusqu'au Sibiridougou" —
96.

na

terenach

Bozo.

państwie
co

Sonraj,

oznacza w

po­

zachodniej

�234

MICHAŁ T Y M O W S K I
5e

ryb na terenie wewnętrznej delty Nigru i wielkich jezior . Dla potrzeb
wojskowych ważniejsze okazało się zorganizowanie dostaw burgu dla
koni, gdyż łatwiej zaopatrywać się drogą kupna w ryby niż w trawę,
która miała tylko jedno przeznaczenie (pasza) i nie mogła w warunkach
tamtej gospodarki stać się towarem. Podobnie w państwie Sonraj, gdzie
Sorko dostarczali takiej ilości ryb, że nie istniała nawet potrzeba nacisku
ze strony państwa w kierunku zwiększenia d a n i n y , bardziej opłacalne
okazało się utrzymanie powinności w burgu, następnie zaś, wraz
z bardzo znacznym w Sonraj rozwojem transportu nigeryjskiego ,
rozszerzenie świadczeń o daninę w łodziach. Tak więc analiza materiału,
jaki przynosi opis grup służebnych związanych swymi powinnościami
z Nigrem, prowadzi nas raz jeszcze do wniosku o dużej obfitości ryb
dostarczanych przez rybaków. Ryby te spożywane były oczywiście przede
wszystkim przez samych rybaków. Bardzo ważne wydaję się jednak
prześledzenie drogi, którą pożywienie z ryb docierało do pozostałej
ludności w basenie Nigru.
57

58

Widzieliśmy, że dystrybucja złowionych ryb znajdowała się czę­
ściowo w rękach państwa. P a ń s t w o ściągało od Sorko daninę, po czym
rozdzielało ją zgodnie z własnymi potrzebami. Nie był to obrót handlowy,
towarowy, ale zorganizowana przez państwo cyrkulacja i podział dóbr.
Taki stan rzeczy charakterystyczny był zresztą i dla innych dziedzin
gospodarki Sonraju . Był to oczywiście tylko jeden z kierunków
dystrybucji. Drugim kierunkiem był handel. Podkreślaliśmy to omawia­
jąc rozwój rybołówstwa nigeryjskiego w świetle historii poszczególnych
grup rybackich. Źródła pisane świadczą dowodnie o istnieniu na oma­
wianych terenach szeregu targów na towary miejscowe, a nie tylko
wielkich targowisk handlu z e w n ę t r z n e g o . Odczuwamy wprawdzie
poważny brak szerszego opisu tych małych targów, ale obecność na nich
ryb jako towaru jest poświadczona źródłowo. Ibn Batuta pisze, że w Gao
59

60

5 8

Są

to

większych

tereny

najkorzystniejszego

5 7

P a t r z tekst

5 8

M . T y m o w s k i , Niger

Zachodniego
tenże,
jusqu'á
6 9

Le Niger,

vole

T y m o w s к i,
jest

lepiej

Tarikh

es-Sadi,
Dienné

XVI

jako

w.,

siěcle,
op. cit.,

dzięki

i

naj­

fertile

et

droga

s.

obfitej
par

peuplé;

(„Terytorium

wodna

w

wielkich

państwach

Sudanu

des

grandes

états

du

346—365;

Soudan

Occidental

„ A f r i č a n a B u l l e t i n " , W a r s z a w a , n r 6: 1967, s. 73—95.

jednak, że w

es-Soudan,

de l a s e m a i n e » .
odbywają

biologicznego

„ P r z e g l ą d H i s t o r y c z n y " , t. 57: 1966 z. 3, s.

354,
w

355,

tym

Mali

była

358.

Sytuacja

wypadku
ona

Abderrahman

trad. O. Houdas, Paris
est

środowiska

45.

de communication

du XVI-e

puszczać można
6 0

i przypis

do końca

la fin

znana

dla r y b

połowów.

marches

Dżenne

s i ę t a m l i c z n e t a r g i " ) ; Ibn

ben

Abdallah

nombreux

jest ż y z n e
Batuta,

w

państwie

Sonraj

źródłowej.

Przy­

podobna.

1900 ( d a l e j c y t u j ę Tes-S),
des

ta

dokumentacji

s'y

i ludne;

ben

Imram

ben

Amir

s. 24: « L e T e r r i t o i r e de
tiennent
każdego

t. 4, s. 392—394,

432.

tous les
dnia

jours

tygodnia

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

235

NIGRU

jest duża „obfitość ryżu, mleka, kur i ryb". Tę ważną wiadomość
uzupełniają wcześniejsze i cytowane już wyżej fragmenty tekstu
Idrisiego, który pisze o rybach jako o pokarmie całej ludności. Znane
nam też już są fragmenty z dzieła Leona Afrykańczyka, gdzie autor
pisze o pożywieniu mieszkańców Kabara, składającym się z r y b .
A ludność Kabary to nie tylko rybacy, ale kupcy, obsługa transportu
wodnego i lądowego i rozmieszczone tam oddziały wojskowe . Wreszcie
pośrednio o handlu rybami świadczą późniejsze teksty, XIX-wieezne
opisy podróżników europejskich. Szczególnie dużo miejsca rybołówstwu
i handlowi rybami poświęcił René Caillié . Dzisiejsze badania wielkiej
rodziny Bozo potwierdzają te fakty. Wielka rodzina jest wspólnotą,
a członkowie jej pracują pod kierunkiem naczelnika rodziny. Wszystkie
ryby, czy to złowione indywidualnie, czy kolektywnie, powinny być
oddane naczelnikowi. Z całości tej część zachowana zostaje na potrzeby
wspólnoty — posiłki są robione i spożywane wspólnie. Reszta ryb jest
sprzedawana lub zamieniana na przedmioty rodzinie niezbędne, opłatę
danin (dziś podatków), czynienie zwyczajowo przyjętych darów (co jest
przecież p r y m i t y w n ą formą handlu) . Jeden tylko fragment kroniki
Tarich. el-Fettasz pozornie przeczy powszechności spożycia ryb. Jest to
historia starego Sorko zamieszkałego na pustkowiu, w miejscu, które
Amar Komdiago, brat Askii Mohammeda Wielkiego, obrał na budowę
swej stolicy, Tendirmy. Sorko przyjął dostojnych gości serdecznie, udzie­
lił im gościny, lecz pożywienie składające się wyłącznie ze świeżych ryb
rychło wygnało przywykłych do bardziej rozmaitego zestawu potraw
Amara i towarzyszy . Z podanej wiadomości wynika, że Sorko ten nie
sprzedawał swoich ryb, nie wymieniał ich na zboże czy mięso. Był on
jednak człowiekiem niewolnym, zbiegiem z Tembo, wyspy i miejscowości
powyżej Gao , sądzimy stąd, że wiadomości tej uogólnić nie można. Zbie6 1

62

ез

64

e5

66

6 1

e 2

6 3

P a t r z t e k s t oraz p r z y p i s y
T e l - F , s. 231.
R. C a i l l i é ,

Centrale

pedant

Journal

les

6 4

D a g e t, La

6 5

Tel-F,

s.

34—36.

d'un

voyage

peche

123:

d Diafarabé,

«Cependant

en

gens et q u i

étaient

dawał mu
trwającego

dura

rassasiés»
do

á Jenné

dans

t. 2, s. 233,

ayant

offert

hótes vécurent

Tissiman,

po

de

jest w
á

goście

odżywiali

się rybą

lui

Amar

p o i s s o n , a u point q u ' i l s

ofiarowaniu
do

zaniku.

Amar,

firent chez lui
gościny

Amarowi,

j e d z e n i a ś w i e ż e r y b y i podczas p o b y t u u niego A m a r a

9 dni,

l'Afrique

235—239.

l'hospitalité

et, p e n d a n t le s é j o u r que

n e u f j o u r s , ses

(„Jednakże

et

t. 1—3,

... s. 42—43. D z i ś s y s t e m ten

Tissiman,

s e r v a i t á m a r g e r du poisson f r a i s ,
et ses

á Temboctou

o n n é e s 1824—1828, P a r i s 1830,

tego s t o p n i a , ż e

aż

po­

i jego l u d z i
im

się

prze­

jadła").
M

Tel-F,

s. 122. C i e k a w e , ż e w m a t e r i a l e ź r ó d ł o w y m d o t y c z ą c y m P o l s k i w c z e s n o ­

średniowiecznej

znajdujemy

opis b a r d z o

podobny.

Ebbo

morzaninie, k t ó r y wraz z żoną ż y w i ł się tylko rybami

podał

świeżymi

wiadomość

o

i suszonymi,

Po­
nie

�236

MICHAŁ T Y M O W S K I

gły żył w odosobnieniu, bez kontaktów z innymi ludźmi, co kronikarz
podkreśla niejednokrotnie, również opisaną historią z rybami. Mamy więc
prawo przyjąć, że jest to przykład odosobniony i że dystrybucja ryb
szła w dwu kierunkach — dokonywała się bądź na drodze handlu, bądź
organizowana była ona przez państwo. J e d n ą lub drugą drogą ryby
dostawały się do jadłospisu ludności nierybackiej.
Zagadnienie dystrybucji ryb nasuwa jeszcze jeden problem. Połowy
odbywały się przez cały rok, ale w pewnych okresach roku następowało
ich znaczne nasilenie, ze względu na wyjątkowo dogodne warunki
naturalne (podczas wylewu rzeki i podczas opadania w ó d ) . Prawdo­
podobnie w t y m właśnie okresie, kiedy produkcja była największa, na
rynek dostawało się najwięcej ryb. Wiemy już także, że państwo po­
bierało daninę właśnie bezpośrednio po opadnięciu wód w rzece . Tak
więc ryby spożywane były przez ogół ludności w pewnych okresach
częściej, w pewnych zaś w mniejszej ilości. Istniało jednocześnie silne
dążenie do wyrównania tych dysproporcji. Tylko część złowionych ryb
była spożywana w stanie świeżym, szczególnie dotyczy to samych r y ­
b a k ó w . Natomiast na skutek bardzo szybkiego psucia się ryby w k l i ­
macie gorącym, przeznaczona na rynek i daniny ryba musiała przybrać
postać produktu bardziej trwałego. Pierwszą o t y m informację zawiera
XII-wieczny tekst Idrisiego, który pisał o soleniu ryby . Wydaje się,
że jest to błąd autora, który nie znał sprawy bezpośrednio. Nie może
to dotyczyć terenów nadnigeryjskich, gdzie sól była towarem zbyt
cennym, mimo stałego i znacznego jej dowozu, by używać jej na szerszą
skalę do konserwacji ryb czy mięsa. Natomiast sam przekaz Idrisiego,
że ryby były konserwowane, jest niewątpliwie słuszny i prawdziwy.
Późniejszy tekst kroniki Tarich el-Fettasz niejednokrotnie wspomina
o suszeniu ryb . Był to rzeczywiście sposób najczęściej stosowany i do
dziś pozostaje on najkorzystniejszą formą przechowywania ryb. Uzyskany
w ten sposób produkt odpowiada około V wagi świeżej r y b y . Innym
sposobem, który znany nam jest już tylko z dzisiejszych czasów, ale który
odnosić możemy do przeszłości, jest wyrób oliwy. Oliwę wyrabia się
z ryb Alestes leuciscus poprzez gotowanie, a następnie klarowanie płynu.
6 7

6 8

69

70

71

7 2

3

j a d a ł c h l e b a . G o d z i ł s i ę t y l k o s p r z e d a ć c z ę ś ć r y b z a s ó l . ( E b b o , l i b . 3, c a p . 4 M P H , t. 2,
s. 54). W y p a d e k t e n u z n a ł H . Ł o w m i a ń s k i
za z u p e ł n i e w y j ą t k o w y , g d y ż „ r y ­
b a c y s z c z e c i ń s c y l u b g d a ń s c y m i e l i pod d o s t a t k i e m c h l e b a , a r y b y ł o w i l i p r z e d e
w s z y s t k i m n a s p r z e d a ż " . Początki
Polski,
t. 3, W a r s z a w a 1967, s. 341.
C z a s w y l e w u r z e k i i s p a d k u p o z i o m u w ó d — p a t r z p r z y p i s 8.
8 7

6 8

Patrz przypis

43.

6 9

Patrz przypis

65.

7 0

Arabskie
Istoczniki...,
T e l - F , s. 110.

7 1

7 2

t. 2 s. 284.

D a g e t, R a p p o r t . . . , s. 51; L e t n i e w ,

op. cit., s. 29.

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

237

NIGRU

Tubylcy uzyskują w ten sposób oliwę w ilości stanowiącej około 27%
wagi ryb świeżych . Oliwa ta jest wysoko ceniona. W świetle źródeł oraz
danych etnograficznych suszenie ryb wydaje się być jednak najwa­
żniejsze.
*
73

O wadze rybołówstwa w całości gospodarki świadczy także bardzo
duże zróżnicowanie metod połowu ryb. Metody te przebadane i opisane
zostały przez współczesnych e t n o g r a f ó w . Natomiast wiadomości po­
chodzące ze źródeł pisanych są bardzo skąpe. Technika, którą stosują
rybacy, zależna jest od typu środowiska oraz od pory roku. W okresie
wylewu rzeki oraz w okresie spadku wód, gdy dokonują się masowe,
boczne migracje ryb, połowom służy cały szereg tam, budowanych
z plecionek. Tamy te zamykają wędrującym rybom drogę, skierowują
je do pułapek, w których są wyłapywane. Jest to sposób stosowany
szczególnie powszechnie w wewnętrznej delcie Nigru przez Bozo. W ma­
łych zbiornikach wodnych, gdy woda szybko opada, ryby wyłapuje się
nawet rękami. Dla połowu w wodzie głębokiej istnieje cały szereg
sieci, więcierzy, saków, podrywek najróżniejszych typów. Stosowany
jest także połów na l i n k i z przynętą. Do połowu wielkich ryb używa
się harpuna , a w głębokich miejscach rzeki w poszukiwaniu ryby
stosuje się nurkowanie ze specjalną podrywką, która pozwala wyciągnąć
na powierzchnię unieruchomioną sztukę . Każdą z tych technik stosuje
się w innych warunkach. Tamy w okresie zmian poziomu wód; sieci,
więcierze, gdy wody są spokojne oraz w korycie rzeki; harpuny przy
połowach w nocy lub w wąskich przesmykach, do których skierowuje
rybę specjalnie przez rybaka ułożona gęsta roślinność wodna; nurkowa­
nie, szczególnie w okresie niskiego stanu wód, w samym korycie rzeki.
Różnorodność środowiska narzuca istnienie różnic regionalnych. Na­
tomiast tradycje i zwyczaje ograniczają stosowanie niektórych technik.
Tak więc tamy budują na zachodzie łuku Nigru tylko Bozo, Somono zaś
używają s i e c i . Ze względu na wyjątkowo korzystne dla rybołówstwa
74

75

76

77

7 3

D a g e t, Les

7 4

Obok

przedstawione
tame

au

poissons...,

cytowanych

s. 144, 145; t e n ż e ,

wielokrotnie

powyżej

La peche

á Diafarabé...,

prac

Daget

J.

z o s t a ł y t e ż w p r a c a c h J . R o u c h , „Banghawi",

harpon

par

les

pecheurs

Sorko

du

Moyen

Niger,

chasse
„Bulletin

F r a n c a i s de 1'Afrique Noire", t. 10: 1948, s. 361—377; M a l z y , op.
7 5

s. 77.

metody

połowu

á

1'hippopo-

de

1'Institut

cit.

H a r p u n e m p o s ł u g u j ą s i ę s z c z e g ó l n i e S o r k o . J e s t to s p r z ę t r y b a c k i

i

myśliw­

s k i w z m i a n k o w a n y w ź r ó d ł a c h k i l k a k r o t n i e , r a z n a w e t o p i s a n y d o k ł a d n i e {Ibn
tuta,

t. 4, s. 427). H a r p u n e m p o s ł u g i w a ł s i ę w w a l c e

życiel

dynastii Z a , Z a - A l - A y a m a n

7 6

Daget,

Les

7 7

Daget,

La

poissons...,
peche

(Tes-S,

opis p o ł o w u

á Diafarabé...,

s.

z potworem

legendarny

8).
Lates

s. 88.

nilotius,

s.

359.

Ba­
zało­

�238

MICHAŁ

TYMOWSKI

warunki w wewnętrznej delcie Nigru i w strefie wielkich jezior, sto­
sowane są tam niemal wszystkie techniki połowu. Natomiast na północy
i na wschodzie, wśród Sorko, szczególne znaczenie ma połów przy
użyciu harpuna. Narzędzie to służy także do polowania na hipopotamy .
Niektóre z wymienionych tú technik pozwalają na połów indywidualny.
Ale większość: prace przy budowie tam, przesmyków, k t ó r y m i chce się
Skierować ryby do pułapek, okrążanie ławic ryb ciągnących w górę
rzeki (Atestes leuciscus), jak również połów przy użyciu tych technik,
wymaga udziału dużej ilości ludzi. Było tak i w przeszłości. Posiadamy
bowiem bardzo ciekawą wzmiankę źródłową w kronice Tarich el-Fettasz,
która dowodnie świadczy o zespołowości połowów. Oto Zendż, zwani
Issa-Faram (dziś Faram to gałąź Sorko), Zbierali się nad Nigrem, aby
wspólnie łowić ryby zwane „do" . Zespołowość połowów miała poważny
wpływ na stosunki społeczne wśród ludów rybackich, zwłaszcza na
utrwalenie systemu wielkorodzinnego . Stałą tendencją jest także jak
najlepsze dostosowanie się techniki do typu środowiska naturalnego
i do pory roku. W tym kierunku szedł rozwój metod, organizacji, narzędzi
połowu; był to proces bardzo ważny, na pewno długotrwały, ale jego
przebieg nie jest uchwytny źródłowo dla bardziej odległej przeszłości.
Rybołówstwo jest zajęciem, które ma ogromny w p ł y w na tryb
życia ludzi, którzy nim się zajmują. Dzisiejsi badacze podkreślają półkoczowniczy tryb życia r y b a k ó w . Wielka ruchliwość tych ludzi daje
się zauważyć i w odległej przeszłości. Dotyczy to szczególnie Sorko,
których historię znamy lepiej. Ich ekspansja w wiekach V I I — X I I to
właśnie ciągła wędrówka wzdłuż rzeki, w poszukiwaniu dogodnych
łowisk i terenów do polowań na hipopotama. Jak koczownicy lądowi,
tak i ci nomadzi wodni b y l i wtedy ludem bardzo prężnym, wojowniczym
— co tłumaczy ich sukcesy w uzależnianiu pozostałej ludności. Również
i Bozo musieli być ludem wojowniczym, skoro zatrzymali oni ekspansję
Sorko .
78

79

80

81

82

7 8

P o l o w a n i e t a k i e o p i s a ł w X I V w . Ibn
sporządził J . R o u c h ,
„Banghawi"...

Batuta,

t. 4, s. 427;

Opis etnograficzny

7 9

Tel-F,
s. 218, 219: „ . . . l e s I s s a - F a r a m se r é u n i s s a i e n t en e n d r o i t s i t u é s u r
le F l e u v e et n o m m é S a n t i e r k o i , p o u r p é c h e r les poissons dits «do»". („... I s s a F a r a m
z b i e r a l i s i ę w m i e j s c u p o ł o ż o n y m n a d R z e k ą , n a z y w a n y m S a n t i e r k o i , dla p o ł o w u
r y b z w a n y c h » d o « " ) . F a r a m to o b e c n a n a z w a j e d n e g o z k l a n ó w S o r k o .
8 0

8 1

D a get,

La

peche

á Diafarabé...,

s. 41—45; R o u c h ,

J. R o u c h ,
L e s Sorkawa,
pécheurs
t. 20: 1950, s. 5—21; R o u c h , L e s Songhay,
Central...
s. 15.
8 2

itinerants
du
s. 21; D a g e t ,

Les

Songhay,

Moyen
Niger,
La peche dans

s.

35,

36.

„Africa",
la
Delta

B a r d z o w i e l e w tej d z i e d z i n i e w y j a ś n i ć m o ż e o p i s a n a p r z e z S . F . N a d e l ' a
X I X - w i e c z n a ekspansja r y b a k ó w K e d e . Chodzi o odcinek N i g r u l e ż ą c y na p o ł u d n i e
od strefy n a s z y c h z a i n t e r e s o w a ń , w d z i s i e j s z e j N i g e r i i . P e w n e c e c h y tej e k s p a n s j i ,

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W Ł U K U

239

NIGRU

Obok połowów ryb, rybacy byli także łowcami zwierzyny wodnej.
Szczególnie Sorko wyspecjalizowali się w łowach na hipopotamy .
8 3

W świetle zebranych materiałów uważamy za uzasadniony nasz
wstępny pogląd o istotnej roli rybołówstwa w całości produkcji terenów
nadnigeryjskich. Było to zajęcie bardzo specjalne, wymagające wielu
umiejętności i dlatego skupione w rękach k i l k u grup: Bozo, Somono
i S o r k o . Rybołówstwo łączyli oni z łowami na zwierzynę wodną.
Zajęcia te wpływały bardzo silnie na półkoczowniczy tryb życia tych
ludów, techniki zaś i organizacja połowów umacniały ich więzy wielkorodzinne. Rybacy byli ludnością szczególnie prężną i wojowniczą we
wczesnym okresie dziejów, później ich status społeczny uległ zmianie;
znaleźli się na dole społeczeństwa, stanowiąc grupy służebne: Tyindiketa
w państwie Mali oraz Tyindiketa i Zendż w państwie Sonraj. Uzależnienie
grup rybackich nastąpiło w okresie, gdy bardziej zwarte osadnictwo
rolnicze zapewniło rolnikom przewagę nad Bozo i Sorko. Sytuacja taka
zaistniała — jak się wydaje — Wcześniej w zachodniej części łuku Nigru,
gdzie powstały pierwsze duże organizmy państwowe, których podstawą
rozwoju było właśnie rolnictwo . Dlatego uzależnienie Bozo przypada
na I X — X I I w., natomiast Sorko później, bo na X I I I lub X I V w.
Państwowość zachodniosudańska uzależniła więc rybaków, stwo­
rzyła z nich grupy służebne. A l e w jej interesie leżał oczywiście rozwój
produkcji rybackiej, której część, w formie danin, dostawała się do
dyspozycji władców. Dlatego pogorszenie się sytuacji społecznej grup
rybackich nie odebrało znaczenia samemu ich zajęciu — rybołówstwu.
Przeciwnie, połowy ryb były znaczne, dzięki czemu nie były one prze­
znaczone jedynie na spożycie własne rybaków W formie towaru na
rynku lub w formie daniny przeznaczonej dla państwa ryby (szczególnie
w postaci suszonej) były przekazywane pozostałej ludności. W świetle
źródeł spożycie ryb było powszechne.
Ryby zajmujące w jadłospisie średniowiecznym pokaźne miejsce były
ważnym dostarczycielem protein. Do dzisiejszych czasów tereny nadnigeryjskie są jedną z nielicznych części A f r y k i , gdzie istnieje pełne
pokrycie potrzeb człowieka na białko. Jak podają francuscy autorzy
84

85

typu zająć, typu p a ń s t w o w o ś c i K e d e m o g ą b y ć z powodzeniem zestawione p o r ó w ­
n a w c z o z w c z e ś n i e j s z ą e k s p a n s j ą S o r k o . S. F . N a d e 1, Un Etat riverain
du
Nord
Nigeria:
les Kede,
[w:] M . F o r t e s , E . E . E v a n s - P r i t c h a r d ,
Systemes
politiques africains,
P a r i s 1964, s. 141—168.
8 3

8 4

P a t r z p r z y p i s 78.

Rybołówstwo wśród rolników i
margines ich a k t y w n o ś c i gospodarczej.
M a ł o w i s t, op. cit., s. 59—61.
8 5

koczowników

stanowi

jedynie

niewielki

�240

MICHAŁ T Y M O W S K I

raportu dotyczącego obecnego wyżywienia ludności tych terenów: „na­
turalna baza pożywienia — produkty zbożowe, jest tu uzupełniana przez
produkty hodowli i rybołówstwa, bogate w białka o dużej wartości" .
Jest to sytuacja wyjątkowa, gdyż cechą charakterystyczną pożywienia
społeczeństw niedożywionych jest nie tylko brak żywności, ale o wiele
bardziej jednostronność diety. Przeważnie składa się ona z produktów r o l ­
niczych, dostarczających węglowodanów, zawiera zaś zbyt mało białka,
szczególnie zwierzęcego. W dorzeczu Nigru istnieje sytuacja odmienna.
Dotyczy to także okresu średniowiecza. Obfitość pożywienia i jego
różnorodność to bardzo ważne fakty, na które zwracali uwagę już
pisarze średniowieczni interesujący się Sudanem Zachodnim . W tej
obfitości i różnorodności duży był także udział dostarczających białka
zwierzęcego produktów rybołówstwa. Rybołówstwo dostarczało więc
pożywienia szczególnie cennego. Było ono jednym z ważnych elementów
gospodarki, która w basenie średniego biegu Nigru rozwijała się lepiej
niż na obszarach od rzeki odległych, dając większą i bardziej różnorodną
produkcję.
B6

87

Mali i Sonraj potrafiły wykorzystać umiejętność uzależnionych grup
rybackich i w innym kierunku. W państwach tych nastąpiło znaczne oży­
wienie handlu, szczególnie handlu międzyregionalnego i zewnętrznego.
Wymagało to dobrej organizacji taniego transportu, co umożliwiała
rzeka. Ważne okazały się tu umiejętności posiadane przez rybaków:
umiejętność budowy łodzi, żeglugi, znajomość rzeki. Zostało to w pełni
wykorzystane przez zachodniosudańskie państwa nadnigeryjskie dla roz­
winięcia rzecznego transportu. Tak więc w Mali i Sonraj, Bozo i Sorko
to już nie tylko rybacy, ale i przewoźnicy rzeczni. Ich funkcje uległy
więc rozszerzeniu, a umiejętności zostały wykorzystane wszechstronniej.

Michał

Tymowski

L A P E C H E A L'ÉPOQUE D U M O Y E N A G E DANS

L A BOUCLE DU NIGER

Resume
La
les

péche

territoires

constitue
dans

g r o u p e s de p o p u l a t i o n :
boucle

du

Niger

et

une

des

l a boucle
les

les

Bozo

Sorko

8 6

principales occupations

du Niger.
et l e s
dans

sa

Somono
partie

L'Alimentation
des populations
rurales
du Niger, J u i n 1961, R e p u b l i q u e du M a l i .
1956—1958, s. 10.
8 7

absar

Ibn
ji

Batuta,
mamalik

dans

pratiquée

la partie

oriéntale.

Les

Omari

Ibn

ed. G a u d e f r o y - D e m o m b y n e s ,

Fadl

Paris

habitant
par

occidentale

Bozo

du Delta vij du Niger
Mission
socio-économique

t. 4, s. 387, 392, 394, 432; Al
el amsar,

de l a p o p u l a t i o n

A u j o u r d ' h u i e l l e est

et

et

les

de
du

trois
de

la

Sorko

l'Ojjice
Soudan

Allah,

Masalik

1927, s.

61—63.

el

�ŚREDNIOWIECZNE RYBOŁÓWSTWO W ŁUKU

241

NIGRU

sont des groupes e t h n i q u e s , a l o r s que les S o m o n o f o r m e n t u n groupe p r o f e s s i o n n e l . L ' a r t i c l e a p o u r but d ' é t u d i e r 1'hlstolre de ces groupes a i n s i q u e le r o l e
é c o n o m i q u e de l a p e c h e et son i n f l u e n c e s u r d'autres d o m a i n e s de l a v i e . L e s
s o u r c e s é c r i t e s offrent des m a t é r i a u x u t i l e s m a i s p e u n o m b r e u x c'est p o u r q u o i
l ' a u t e u r n o n s e u l e m e n t a n a l y s e les d e s c r i p t i o n s de g é o g r a p h e s et de v o y a g e u r s
á r a b e s ( I d r i s i , I b n B a t t o u t a h , L é o n l ' A f r i c a i n ) a i n s i que le t e x t e de l a c h r o n i q u e
l o c a l e Tarikh
el-Fettach,
m a i s e x p l o i t e a u s s i , c o m m e s o u r c e h i s t o r i q u e , le m a t e r i e l
r a s s e m b l é p a r l ' e t h n o g r a p h i e , l'ichtyologie et l a g é o g r a p h i e . A p r e s a v o i r d é c r i t
les c o n d i t i o n s é c o l o g i q u e s r é g l a n t l a d i f f u s i o n d'environ 150 especes de poissons
d u N i g e r et a p r e s a v o i r p r e s e n t é d i f f é r e n t s t y p e s d u m i l i e u n a t u r e l (la r i v i e r e
et ses a f f l u e n t s , les g r a n d s l a c s , les m a r i g o t s et les p l a i n e s d'inondation), l ' a u t e u r
c a r a c t é r i s e les d i f f e r e n c e s r e g i o n a l e s et s a i s o n n i é r e s des c o n d i t i o n s de
peche
dans l a b o u c l e d u N i g e r . L e s d o n n é e s e t h n o g r a p h i q u e s , soit les r e c h e r c h e s s u r l a
t r a d i t i o n ó r a l e et l a s a c r i f i c a t u r e e x i s t a n t a c t u e l l e m e n t a i n s i q u e s u r l a m a i t r i s e
de l ' e a u , i n d i q u e n t q u e les p e c h e u r s B o z o sont l e s p l u s a n c i e n s h a b i t a n t s de l a
p a r t i e o c c i d e n t a l e de l a b o u c l e d u N i g e r . D e m i m e , les t r a d i t i o n s d u p e u p l e S o n g h a y i n d i q u e n t que les p e c h e u r s S o r k o (une b r a n c h e des S o n g h a y ) sont u n g r o u p e
de p o p u l a t i o n q u i d e p u i s le V I I s i e c l e de n.e. h a b i t a i t l ' E s t de l a b o u c l e d u N i g e r .
L a p e c h e é t a i t done l a p l u s a n c i e n n e b r a n c h e de l ' é c o n o m i e s u r l e s t e r r i t o i r e s
l o n g e a n t le N i g e r . E n t r e le V I I et l e X H e s i e c l e les p e c h e u r s f o r m a i e n t u n groupe
de p o p u l a t i o n le p l u s v i t a l , tres a c t i f et a y a n t u n e s u p e r i o r i t ě m i l i t a i r e et p o l i ­
tique. P a r t i c u l i ě r e m e n t n o t a b l e é t a i t l e r o l e des S o r k o dans l a f o r m a t i o n de l ' É t a t
S o n g h a y . L e s B o z o , q u o i q u e m o i n s n o m b r e u x , é t a i e n t , e u x a u s s i , u n groupe b e l l i queux puisqu'ils a r r é t é r e n t au X I I
s i e c l e l ' e x p a n s i o n des S o r k o e n a m o n t d u
fleuve.
е

е

е

La

chronique

Tarikh
е

et c o m p l é t é e a u X V I I ,
et d u g r o u p e
les

groupes

el-Fettach,

écrite

au

XVI

е

siecle,

rédigée

nous i n f o r m e d u c a r a c t e r e s e r v i l e d u groupe

Tyindiketa. Parmi
Sorko-Zendji

et

les

12 groupes

Tyindiketa

serviles

(identifies

cites

par

dans

l'auteur

á

nouveau

Sorko-Zendji
la

chronique,

avec

les

Bozo

d ' a u j o u r d ' h u i ) é t a i e n t c h a r g e s de p r e s t a t i o n s d é c o u l a n t de l ' e x p l o i t a t i o n de l a r i v i e ­
re: i l s d e v a i e n t f o u r n i r d u p o i s s o n s é c h é , c o n s t r u i r é des b a r q u e s et couper l ' h e r b e
a q u a t i q u e bourgou (Echinochlea

stagnina)

q u i s e r v a i t de f o u r r a g e p o u r les c h e v a u x .

C e q u i f r a p p e c'est q u e d e p u i s l e debut d u X I I I

е

s i e c l e les p e c h e u r s se sont

d a n s u n e s i t u a t i o n s o c i á l e i n f é r i e u r e á c e l l e qu'ils a v a i e n t e n t r e l e V I I

е

trouvés

et l e

XII

е

s i e c l e et q u i é t a i t p l u s i m p o r t a n t e . L ' a u t e u r a v a n c e l ' h y p o t h é s e q u e l a s u b o r d i n a t i o n
des groupes de p e c h e u r s eut l i e u d a n s l a p é r i o d e q u a n d l e d é v e l o p p e m e n t
bitat donna a u x

agriculteurs une

rique

qu'économique

Niger

l'expansion

IX

е

et

superioritě

militaire. Dans

colonisatrice

des
е

s.) et B a m b a r a (du s u d a u X I I

P a r e i l l e m e n t , le d é v e l o p p e m e n t

la

sur les
partie

agriculteurs

pecheurs

occidentale

Soninke

(du

de l ' h a -

aussi bien
de
nord

la
á

du

partir

du

s.) eut p o u r s u i t e u n e s u b o r d i n a t i o n des Bozo.

de l ' h a b i t a t a g r i c o l e d a n s l a p a r t i e o r i é n t a l e de l a

b o u c l e d u N i g e r f u t l a c a u s e de l a s u b o r d i n a t i o n des S o r k o v e r s l e X I I I
situation

sociále

des

numé-

boucle

pecheurs

empira

considérablement,

mais

la

е

peche

d e m e u r a u n e b r a n c h e i m p o r t a n t e de p r o d u c t i o n . L ' a c c r o i s s e m e n t d u n o m b r e
c u l t e u r s fit a u g m e n t e r l a d e m a n d e d u poisson. C e t t e d e m a n d e d é p a s s a les
l i t é s de p r o d u c t i o n des B o z o p e u n o m b r e u x . C e l a e n g e n d r a á l'ouest le
ment

du groupe

professionnel

des

Somono.

les S o r k o ont s u s a t i s f a i r e l a d e m a n d e
boucle.

P o u r cette r a i s o n a u c u n

s'est f o r m é

á l'est.

16 — Etnografía Polska, t. X I I I , z. 1

Etant

d u poisson

nouveau

groupe

plus

développe­
les

Bozo,
de l a

pecheurs

que

d'agripossibi-

dans l a p a r t i e o r i é n t a l e
de

nombreux

s. L a
meme

professionals

ne

�242

MICHAŁ T Y M O W S K I

L ' a u t e u r e x p o s e les t e c h n i q u e s de l a p e c h e e n a t t r i b u a n t l e u r d i v e r s i t é a u x
d i f f é r e n t e s c a r a c t e r e s d u m i l i e u n a t u r e l . L a m a n i e r e de f a i r e l a p e c h e n o n p a s
i n d i v i d u e l l e m e n t m a i s en groupes ( t r a v a u x d'ensemble á l a c o n s t r u c t i o n de b a r ­
r a g e s et de p i é g e s p ó u r les poissons, p o u r s u i t e et e n c e r c l e m e n t des b a n c s de
poissons Alestes
leuciscus)
eut u n e i n f l u e n c e d e c i s i v e s u r l ' é t a b l i e s e m e n t
du
s y s t é m e de g r a n d e s f a m i l i e s . C e s t a u s s i l e t y p e des o c c u p a t i o n s q u i d é t e r m i n a i t
l e c a r a c t ě r e de l e u r v i e á d e m i n ó m a d e .
L e c o m m e r c e e n t r e p é c h e u r s et a g r i c u l t e u r s n ' é t a i t q u ' u n e des f o r m e s de l a
d i s t r i b u t i o n d u p o i s s o n . L ' É t a t q u i p e r c e v a i t des p r e s t a t i o n s e n poisson d e s t i n é e s
a u r a v i t a i l l e m e n t de l ' a r m é e et des a u t o r i t é s j o u a i t u n g r a n d r o l e . D e cette f a c ó n
l e poisBon, l e p l u s s o u v e n t s é c h é , f i g u r a i t d a n s le m e n u de l a p o p u l a t i o n n e
s'occupant p a s de l a peche. L a c o n s o m m a t i o n d u poisson, t r e s g e n é r a l e et b i e n
a t t e s t é e p a r les s o u r c e s , est u n fait i m p o r t a n t p u i s q u e cette n o u r r i t u r e f o u r n i s s a i t
les p r o t é i n e s q u i d ' h a b i t u d e font d é f a u t d a n s l ' a l i m e n t a t i o n des a n c i e n n e s s o c i é t é s
a g r i c o l e s . L a d i v e r s i t é et l ' a b o n d a n c e de l a n o u r r i t u r e c o n t e n a n t l ' a l b u m i n e a n i m a l e
é t a i t p l u s g r a n d e s u r les t e r r i t o i r e s a v o i s i n a n t l e f l e u v e et c o n s t i t u a i t u n e base
s o l i d e ď u n d é v e l o p p e m e n t d é m o g r a p h i q u e et é c o n o m i q u e p l u s r a p i d e s u r ces
t e r r i t o i r e s . C e s t d a n s t e l l e s c o n d i t i o n s p r é c i s é m e n t q u e se d é v e l o p p é r e n t d a n s '
l a b o u c l e d u N i g e r les o r g a n i s m e s é t a t i q u e s M a l i et S o n g h a y . C e s É t a t s ont s u
e x p l o i t e r les h a b i l i t e s des groupes d e p e n d a n t s d e p é c h e u r s . N o n s e u l e m e n t l ' É t a t
p e r c e v a i t l e s p r e s t a t i o n s e n poisson, m a i s i l f a i s a i t t r a v a i l l e r les S o r k o et les
B o z o á l a c o n s t r u c t i o n de b a r q u e s , a u t r a n s p o r t f l u v i a l et á l ' a p p r o v i s i o n n e m e n t
e n f o u r r a g e de l a c a v a l e r i e des s o u v e r a i n s .
Traduit

par

Teresa

Chłapowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10693" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10671">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7d1c736df346dd019b4242ba7ef20cae.pdf</src>
        <authentication>2328bfa7c2b9907e4c5d221db0b80fc0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127420">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5546</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127421">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127422">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127423">
                <text>mit współczesny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127424">
                <text>film - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127426">
                <text>Współczesny aspekt mitu : Braveheart / Barbarzyńca 2008 nr 1 (11)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127427">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne; 45-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127428">
                <text>Tyralski, Dominik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127429">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127430">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127431">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127432">
                <text>D o m i n i k

Tyralski

Współczesny aspekt mitu:
Braveheart
F:

'ilm MelaGibsonaBraveheart (tytułpolski:
Waleczne serce) to nakręcona z rozmachem
epicka opowieść nawiązująca do wątków
historycznych, zaczerpniętych ze średniowiecz­
nej historii Szkocji. Na pierwszy plan wysuwa
się tu postać głównego bohatera - legendarnego

obrońcy Szkocji Williama Wallace'a. Jednak
pomimo tego, że akcja rozgrywa się u schyłku
X I I I wieku, nie sposób nie zauważyć zupełnie
współczesnej wymowy filmu. Niesie ona ze sobą
wartości, które są priorytetowe dla współczesnej
kultury Zachodu. Wydarzenia sprzed wielu lat,
dotyczące bohatera narodowego Szkocji, zostały
włączone w nowy kontekst nadający im wartość
współczesną i ogólnoludzką. Postać historyczna
została zaadaptowana na potrzeby mitu i jako
heros kulturowy stała się nośnikiem przekazy­
wanych przez ów mit wartości. Spróbujmy prze—
śledzić tok opowieści i wydarzenia, jakie zostały
w nim przedstawione aby udowodnić tę tezę
Historia Williama Wallacea i zrywu naro­
dowowyzwoleńczego, na którego czele stanął,
jest częścią etosu narodowego Szkocji. Należy
do społecznych wyobrażeń tej grupy o własnej
przeszłości. Jak twierdzi Czesław Robotycki,
„raczej w kręgu literatury, mitu i folkloru n i ż
w historii tworzy się legenda bohaterska naro¬
du. Bohaterzy literaccy i ci żyjący w zbiorowej

FOT. DARIUSZ ŻUKOWSKI

U l i ) EDDa M R H A R Z H C A

�Dominik Tyralski

46
wyobraźni - to postacie z różnych epok histo­
rycznych, przy czym oceny ich postaw i działań
ulegają nieustannym przekształceniom" . Takie­
go przekształcenia dokonali twórcy fdmu Bra¬
veheart, z tym że wykroczyli poza granice etosu
narodowego Szkocji, nadając całej historii walor
ponadnarodowy. Scenarzysta Randall Wallace
nie krył, iż pisząc scenariusz, opierał się nie tylko
na faktach historycznych, ale także na podaniach
i legendach, jakie krążą wśród Szkotów na temat
ich narodowego herosa. Istotną rolę odegrały tu
wątki zapożyczone z XV-wiecznego romansu
opiewającego czyny Williama Wallacea, a na­
pisanego przez ówczesnego minstrela zwanego
Ślepym Harrym. Coraz bardziej oddalamy się od
historii na rzecz narodowego mitu.
Już na samym początku fdmu mamy jasną
deklarację narratora opowieści: fakty historyczne
nie są tu istotne, gdyż „historię piszą ci, którzy
wieszają bohaterów". Istotne stają się legenda
i mit. Już samo występowanie narratora opisują­
cego wydarzenia nawiązuje do przekazu ustnego
- charakterystycznego dla języka tradycji, a nie
języka nauki.
Czym jednak jest mit? Spośród wielu defini­
cji proponowanych przez badaczy kultury po­
służę się tutaj definicją Leszka Kołakowskiego:
„[...] mit jest kategorią kulturową organizującą
zbiorową wyobraźnię wokół wartości. Mity sta­
nowią pewne konstrukcje nieodzowne i stale
obecne w naszym życiu intelektualnym i afektywnym, pozwalając nam zmienne i warunko­
we składniki doświadczenia wiązać w sposób
celowy z realnościami bezwarunkowymi typu
prawda, wartość, sens" . Trzeba tu dodać, że mit
konstruuje rzeczywistość, wyjaśnia ją, umacnia
wiarę w ustalony ład. Jest pozbawiony kategorii
prawdy i fałszu. Jest zawsze ustawiony pomiędzy
1

rzeczywistością a imaginacją, pomiędzy wiarą
a dowodem, pomiędzy kreacją a bytem.
Wykorzystanie bohatera historycznego, ja­
kim jest William Wallace, nadaje całej opowieści
charakter prawdy historycznej, oparcia na fak­
tach, sprawia, że historia jest dla współczesnego
widza wielce wiarygodna. Jednak zarówno sama
treść, jak i konstrukcja opowieści mają wymiar
mityczny, realizujący pewną wizję świata, czło­
wieka i jego wartości.
Mit posługuje się kategoriami absolutnymi,
opowiada o walce ładu z chaosem. Nie pozwala
na formy pośrednie, ostro rysuje granice między
dobrem a złem. Odpowiedź na pytanie „kim
jestem?" zawarta jest w obrazie obcych, jako
nosicieli najgorszych przywar i największego
zła. Przeciwieństwo tych cech to najczęściej po­
szczególne wartości kulturowe. Owymi „obcy­
mi" w filmie Braveheart są Anglicy - najeźdźcy
Szkocji. Ich król Edward I Długonogi jest uoso­
bieniem zła. Warto zauważyć, jak liniowo prze­
biega podział cech charakteru między królem
Edwardem a jego rywalem Wallaceem, na zasa­
dzie mocnego kontrastowania przeciwieństw.

2

Cz. Robotycki, Etnografia wobec kultury współczesnej, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1992, s. 34.
1

2

EDWARD I
DŁUGONOGI

WILLIAM
WALLACE

Siła

Rozum

Podstęp

Szczerość

Tchórzostwo

Odwaga

Chciwość

Ofiarność

Nieczułość

Miłość

Stan wysoki
(arystokracja)

Stan niski
(wywodzi się z ludu)

L. Kołakowski, Obecność mitu, Paryż 1972, s. 7, passim.

BARBARZYŃCA

1(111 P B D B

�47

Współczesny aspekt mitu: Braveheart

Widać wyraźnie, że w postaci tytułowej skon­
centrowały się cechy, które nie są cechami kon­
kretnej postaci, nie są nawet cechami całego
narodu, ale reprezentują wartości, na których
opiera się ład świata. Aby je uwypuklić, w postaci
Edwarda I zawarte zostały wszelkie negatyw­
ne (a więc przeciwstawne) cechy. Dlatego też
William Wallace staje się herosem kulturowym,
nośnikiem wartości, ich uosobieniem, podczas
gdy król Anglii jest antyherosem negatywnym
odbiciem bohatera.
'
W ten sam sposób potraktowane zostały oby­
dwa narody. Wszyscy Anglicy są postaciami
negatywnymi, należą do świata chaosu, świa­
ta bez wartości i zasad. Żaden z sojuszników
Wallacea nie jest Anglikiem (sprzymierzeńcami
okazują się Irlandczycy oraz francuska królowa
- synowa Edwarda I). Natomiast Szkoci są róż­
ni. Są wśród nich możnowładcy sprzymierzający
się z Anglikami, którzy realizują inny ład niż
ten reprezentowany przez głównego bohatera.
Sprzedają się złu, zdradzają naród w zamian
za osobiste korzyści. Tutaj mit okazuje całą swą
moc Prawdziwym wyzwaniem dla herosa kul­
turowego, jego celem i misją będzie zwycięstwo
idei których jest nosicielem których jest aposto
łem' Anglicy są tu złem absolutnym, może ono
być pokonane dzięki wartościom które objawił
(bądź uświadomił) innym W i l l i a m Wallace
Tutaj właśnie zasadza się istota mitu Nasz bo
hater odniesie zwycięstwo wówczas exłv reore
z e n t o w a n e n r z e z niecro w a r t o ś c i i idee z o s t a n ą
z a a k c e n t o w a n e adv onartv na tvch w a r t o ś c i a c h
norzadek ś w i a t a h e d z i e n s t a n o w i o n v W ó w c z a s

zło zostanie pokonane.
Zanim jednak przejdziemy do zwycięstw,
przyjrzyjmy się jeszcze bohaterowi. Dlaczego
właśnie j emu została powierzona ta rola ? W j aki
sposób został do niej przygotowany i dlaczego
potrafił stawić czoła przeciwieństwom?
Ojciec Williama dzięki roli, jaką odgrywa,
również urasta do rangi herosa kulturowego.
Wpoił synowi wartości, którym chłopiec został

m i ) nu uumnn

wierny aż do śmierci. William ich nie wymy­
ślił, zostały mu one przekazane drogą tradycji,
spuścizny przekonań. Wkrótce dochodzi też do
pierwszego zetknięcia ze złem, z zaprzeczeniem
tych wartości. Śmierć ojca jest dla Williama prze­
życiem traumatycznym, z którego zrodzi się jego
nienawiść do Anglików. Przeżycie to gwarantuje
późniejszą bezkompromisowość herosa w walce
ze złem. William dostaje się pod opiekę swego
wuja - Argylea, który będzie kontynuował edu­
kację siostrzeńca. Tym razem jednak William
zdobędzie wiedzę spoza obszaru jego tradycji
wyjedzie z wujem z kraju, nauczy się łaciny, zy­
ska ogładę w świecie. Pozna moc rozumu Wy­
rzucając bohatera Doza. orbis interior mit nadae
mu cechy nadprzyrodzone pochodzące z obcego
świata. Podczas tei nauki którei przebiegu nie
znamy (edvbvśmv i a poznali sarni wykroczy
hbyśmy p o z a. orbis interior musi być okryta
tajemnica i ak wszystko co jest na zewnątrz")
nasz bohater dorasta do śwei roli "co wiece, staie
sie

ohcvm w ś r ó d swoich" zostaie wvróżnionv

dzięki czemu m o ż e w v r o s n a ć n o n a d
może stać się duchowym przywódcą.

innvrh

'

Mit, sięgając do dzieciństwa Williama, zdaje
się mówić: to właśnie te wartości, które są pod­
stawą ładu świata, były wpajane bohaterowi od
dzieciństwa, to z nich wypłynęła jego późniejsza
siła i to one stworzyły podstawy dla jego osta­
tecznego zwycięstwa. W ten sposób podkreśla
się ich ważką rolę. To nie przypadek zadecy­
dował o tym, że losy bohatera tak się potoczyły.
Ład świata musi mieć swój początek, a nie może
wywodzić się z przypadku ani chaosu. Ład jest
naturalnym biegiem rzeczy wobec tego tak 772 li"
siało wyglądać dzieciństwo Wallace'a.
Dlatego właśnie pewne wydarzenia znane
z przekazów historycznych zostały całkowi­
cie zignorowane. Sir Malcolm Wallace, ojciec
Williama, nie osierocił swego małego syna. M u ­
siał jednak, za udział w buncie, ukrywać się
i wraz ze starszym bratem Williama uciekać na
północ. Filmowa opowieść nic nie wspomina

�Dominik Tyralski

48
również o matce i młodszym bracie później­
szego pogromcy Anglików, czyniąc zeń sierotę.
Pominięty został także cały okres nauki, jaką
pobierał młody Wallace w klasztornej szkole be­
nedyktynów . Jak j u ż wspomniałem, fakty te nie
mieszczą się w mitycznej wizji porządku rzeczy,
wobec czego zostały z niej wyrugowane na rzecz
fikcyjnych wydarzeń. Z drugiej strony trudno
ocenić, w j akim stopniu rzetelne prace historycz­
ne powielają klisze mitologiczne nawarstwiające
się na rzeczywistych źródłach historycznych.
3

Dalszy tok legendarnej opowieści przebiega
drogą utartych schematów: nasz bohater nie
pragnie wojny ani przemocy, dąży do realizacji
swego życia zgodnie z zasadami organizującymi
rzeczywistość. Chce założyć rodzinę, mieszkać
na uboczu wielkich wydarzeń i uprawiać ziemię.
Nasz bohater wcale nie chce być bohaterem.
Kiedy jednak zagrożone zostaną wartości, które
reprezentuje, będzie musiał stanąć w ich obro­
nie. Swoim postępowaniem udowodni, że nie
można bez tych prawideł żyć, tak jak nie można
żyć w chaosie bezprawia. Nie można przeoczyć
faktu że idealny ład do którego dąży Wallace
organizują wartości będące oficjalnymi" war­
tościami silnie propagowanymi nrzez współczes
na kulturę Zachodu Niewiele mai a wspólnego
z prawdziwym etosem rycerskim rozpowszech
manym przez średniowieczne ballady. Zawarta
w tamtych onowieściach wizia świata odbierała
z n a c z n i e od rei renrezentowanei nrzez bohatera
filmu Brayeheart". Średniowieczny zmitologi
zowan v" rvcerz ni ad v nie Hazvłhv Ho snokoineaó
™
„ li
i wrer. nrleriwnie - r L L

nieustannie zaprzątnięty swoją sławą. [...] Wy­
magała ona ciągłego podtrzymywania, ciągłej
próby. Yvain, rycerz z lwem z opowieści Chretien
de Troyes, nie może zostać przy świeżo poślu­
bionej żonie. Przyjaciele pilnują, by nie gnuśniał [...]" . Wallace wręcz przeciwnie - gardzi
zaszczytami i choć przyjmuje tytuł, wyraźnie
podkreśla, że nie ma on dla niego najmniejsze­
go znaczenia. William realizuje inny porządek
rzeczy wywodzący się ze współczesnego pojmo­
wania ładu. W końcu to współczesna opowieść
o wydarzeniach „u zarania dziejów".
4

Dlatego też miłość, poprzez mistyczny, sta­
rodawny i tajny rytuał zawarcia ślubu ostatecz­
nie przypieczętowująca związek herosa ze spo­
łecznością, do której powrócił, musiała zostać
gwałtownie przerwana. Śmiertelny cios zadany
Murron, żonie Wallacea, zmusił bohatera do
interwencji w obronie porządku świata. Tutaj
właśnie znajduje się punkt progowy, od którego
rozpoczyna się bohaterska przygoda herosa. Ta
krucjata przeciw złu ma doprowadzić do prze¬
miany. Jednak nie będzie to przemiana jednej
tylko centralnej postaci Będzie to przemiana
narodu a w szerszym kontekście społeczeń­
stwa które dojrzy i zrozumie że to o co walczy
William Wallace, to naturalne, odwieczne i nie¬
zbywalne wartości. Ich przyjęcie przez ludzkość
ostatecznie ie usankcionuie włączy do obiegu
tradycji, do centrum kultury. Bohater nie może
sie iuz wycofać każdy unik bvłbv porażka iego
idei, jego wizji świata i miejsca człowieka w tym
świecie.

się aoKoiejnycn czynów potwierazającycn jego

Oczywiście śmierć Murron obciąża bohatera
- nie sprostał on nałożonemu na siebie obo­
wiązkowi ochrony rodziny. Jednak dzięki temu,

Wszystkie podane przeze mnie fakty historyczne pocho­
dzą z internetowej strony www.highlander.co.uk/wallace
(rekomendowanej przez BBC Education Web Guide oraz
Encyklopedię Britannica) i oparte są na biograficznej
książce Jamesa MacKaya: William Wallace: Brave Heart.

Swoją drogą nie jestem w stanie ocenić, w jakim stopniu
ta aspirująca do kategorii naukowej pozycja taką jest
w istocie.
M. Ossowska, Ethos rycerski i jego odmiany, PWN, War­
szawa 1973, s. 94.

7

3

7

4

BARBARZYŃCA

1(111 P B D B

�Współczesny aspekt mitu: Braveheart

że podjął heroiczne wyzwanie i rzucił rękawicę
Złu, wybacza się mu - symboliczny akt oczysz­
czenia z grzechu ma miejsce, kiedy ojciec za­
mordowanej kładzie Williamowi dłoń na głowie
w geście błogosławieństwa. Jest to jednocześnie
gest poparcia dla bohatera i jego misji.
O niezwykle ważnej roli, jaką heros ma do
odegrania, świadczy także kilka innych ele­
mentów charakterystycznych dla mitu. William
Wallace jest chroniony przez Boga, którego
wysłannikiem jest Irlandczyk Steven. Jest to
nieszkodliwy wariat prowadzący nieustanne
rozmowy z Bogiem. Jego pobożność nie ma
żadnych cech fanatycznych, a nienawidzi Angli­
ków z tego samego powodu co Szkoci. Jednak­
że właśnie dzięki swemu szaleństwu zdobywa
wiarygodność. Jako człowiek nie w pełni zdrowy
psychicznie zyskuje zdolność do kontaktowania
się z innym światem
Wyraża on wy-

49
roki boskie i pilnuje, by Wallace wypełnił swoją
misję. Oczywiście współczesny heros nie może
okazać się fanatykiem religijnym (w przeciwień­
stwie do bohaterów średniowiecznych chansons
de gęste) - musi być bardziej liberalny. Niemniej
jednak jego działania muszą być zgodne z naka­
zami „instancji najwyższej", ład, który realizuje,
pochodzi bowiem od Boga. Dzięki temu jego
misja zostaje uświęcona.
Do manifestacji niesionych przez bohatera
idei dochodzi tuż przed bitwą pod Stirling. Wo­
jownicy szkoccy, widząc przeważające liczebnie
wojska angielskie, postanawiają opuścić pole
boju. Wówczas William Wallace występuje przed
szereg i w gromkim przemówieniu układa hie­
rarchię wartości. Wolność, według Wallacea, jest
odwiecznym, niezbywalnym prawem każdego
narodu, na nim opiera się wolność każdego oby­
watela, jego prawo do stanowienia o własnym
losie. I jeżeli ktoś teraz zrezygnuje z tego prawa,
by nie zginąć w walce, będzie tego żałował do
końca życia. Gdyż wolność jest wartością nad­
rzędną w stosunku do życia. Bez niej egzystencja
traci sens
Z historycznego punktu widzenia przemó­
wienie to jest niedorzeczne. Społeczeństwo śred­
niowieczne, zorganizowane feudalnie, nie na­
dawało pojęciu „wolność" tego samego sensu,
jaki przyzwyczailiśmy się nadawać mu dziś.
0 wiele istotniejszą wartością była lojalność
wobec zwierzchnika, wobec seniora. Uświęceniu
tej wartości sprzyjał cały rytuał hołdu lennego.
Z kolei kategoria narodu była dla ludzi śred­
niowiecza znacznie bardziej obca n i ż kategoria
związku klanowego czy zależności feudalnej.
Bohaterzy średniowiecznych mitów, Lancelot
1 Tristan, musieli wybierać między miłością do
ukochanej a lojalnością wobec zwierzchnika.
Decydując się na to pierwsze, tracili nimb ryce­
rzy idealnych . Kwestia narodu mogła pojawić
5

Por.: D. de Rougemont, Miłość a świat kultury zaehoJniej, Warszawa 1968.

5

FOT. WERONIKA CHODACZ

m i ) enoe

BARBARZYŃCA

�Dominik Tyralski

50
się na drugim planie, natomiast kwestia wol­
ności nie pojawiała się w ogóle. Nie zagłębiając
się zbytnio w średniowieczną umysłowość, bez
obaw możemy stwierdzić, że wyznane przez
Wallacea poglądy są ideami na wskroś współ­
czesnymi, stanowiącymi fundament nowożytnej
cywilizacji Zachodu.
W jaki sposób udaje się bohaterowi pozyskać
zwolenników? Co powoduje, że jego towarzy­
sze decydują się przyjąć przedstawianą przez
Wallacea wizję porządku świata, że akceptują
jego hierarchię wartości? Aby to wyjaśnić, mit
„posłużył się" przypisaniem bohaterowi szaleń­
stwa. Spowodowana śmiercią żony, obsesyjna
nienawiść Wallacea do Anglików jest często
podkreślana przez pozostałych Szkotów, mają­
cych w końcu nie mniejsze powody ku temu, by
ich tak samo nienawidzić. Ale szaleństwo bo­
hatera jest gwarancją odrzucenia racjonalnych
rozwiązań w momencie, kiedy trzeba poświęcić
wszystko w imię dobra. Zachowanie szalone
wyróżnia się tym iż jego nosiciel zyskuje do
datkową swobodę przy naruszaniu zakazów.
Może on dokonywać czynów zabronionych dla
normalnego człowieka Nadaje to jego czynom
aure nienrzewidywalności r 1 Nienrzewidy
walność fest skuteczna dlatego z e wytraca ona
orzeciwnika z rutynowych sytuacii" . W i d a ć
to wvraźnie w scenie n L c J n i z A n d i k a m i
6

nrzed h i l w a

W i l l i a m W a l l a c e z a c h n w n i e sie

wbrew w J l k i m

n ™ r v m

reonłnm

i J

, J

worew wszeiKim przyjętym reguiom, jesi sza­
lony bezkompromisowy także poaczas samej
bitwy dzięki nieszablonowym posunięciom tak¬
tycznym odnosi zwycięstwo, I ogrom Angikow
przynosi Williamowi szacunek i zautanie ludu.
to, co uważano za zachowanie szalone zostało
tym zwycięstwem usankcjonowane. Szkoci zro­
zumieli, ze można i należy w ten sposób postepowac z Anglikami.
J. Łotman, Kultura i eksplozja, PIW, Warszawa 1999,
s. 73-75.

6

BARBARZYŃCA

1(111 ? 0 D B

�Współczesny aspekt mitu: Braveheart

51

FOT. WERONIKA CHODACZ

m u enoa

BARBARZYŃCA

�52
Następna bitwa przynosi jednak porażkę.
Przyczyną jest zdrada możnych przywódców
klanów. W zamian za osobiste zaszczyty porzu­
cili oni idee Wallacea, odwrócili się od propa­
gowanego przez mit porządku świata. „Waszym
obowiązkiem jest stać na straży ich wolności"
- mówi do możnych zwycięzca spod Stirling,
wskazując na prosty lud. To jest wasze miejsce
w świecie, zdaje się mówić heros. Ci, którzy tego
ładu nie zaakceptują, wkrótce zginą.
Robert the Bruce jest uosobieniem przemia­
ny, jakiej dokonał William Wallace wśród ludzi.
Bruce jest pretendentem do tronu Szkocji, jednak
do korony dąży według reguł, które są zaprzecze­
niem szczytnych ideałów Wallacea. Podatny na
argumentację Williama, Bruce znajduje się wciąż
pod wpływem swojego ojca, pod wpływem starego
porządku, w którym liczy się władza i bogactwo.
Nie mogąc wyzwolić się spod mocy obowiązują­
cych w tym świecie zasad postępowania, zdradza
rodaków pod Falkirk. Pod wpływem tej przegranej
przez Szkotów bitwy Robert the Bruce uświada­
mia sobie istotę wartości, o które toczy się wojna.
Oni walczyli o coś czeeo ja niedy nie miałem
odebrałem im nadzieje" - przemawia do ojca'
W tym momencie zdrajca przyjmuje punkt wi
dzema Williama Wallacea. Jest to bardzo istotny
moment który uswia.da.mia. odbiorcom ze wizja
świata zawartaw micie iest iedyna p r a w d z i w a
wersia ostatecznego norzadku Nie m a ż a d n e ,
alrernatvwv K a ż d a i n n a n r ó h a urządzenia sie
w ś w i e c i e iesr z a ó r v skazana na nnrazke nrnwa

dzido zła i destrukcji.
Wydany w ręce Anglików Wallace musi zgi­
nąć. Jest to ostatni, najmocniejszy akcent opowie­
ści mitycznej, która na ołtarzu „nowego świata"
złoży ostateczną ofiarę z życia. Heros nie może
w tym momencie uciec od odpowiedzialności za
idee, o które walczył. To ostatnia szansa Willia­
ma Wallacea, aby udowodnić ludziom, że jego
pragnienie wolności jest silniejsze od śmierci, że
nikt nie potrafi mu jej odebrać. Dlatego chce być
w pełni świadomy tego, co się z nim dzieje, i od­

Dominik Tyralski

rzuca proponowany mu przez księżniczkę Iza­
belę specyfik uśmierzający ból. William dokona
nadludzkiego wysiłku, wzniesie się na szczyty
bohaterstwa, znosząc tortury, aby zamanifesto­
wać prawo do stanowienia o sobie. Tak bowiem
rozumiana jest przez ten mit wolność.
Bohaterstwo tytułowej postaci jest realizacją
mitu. Walka Williama Wallacea to walka o umy­
sły, o wprowadzenie do nich pewnych założeń
jako niepodważalnych prawd. Zaakceptowa­
nie tych wartości, uznanie ich za podstawowe
i niezbywalne pozwala na skonstruowanie pew­
nej wizji świata. Wartości te stają się centrami,
punktami orientacyjnymi, wokół których można
orientować rzeczywistość. Tak stworzony po­
rządek świata okaże się trwały, jeżeli wejdzie do
transmisji pokoleniowej, czyli zostanie objęty
przez tradycję. Na zakończenie filmu dowia­
dujemy się, że narratorem, a więc i strażni­
kiem tradycji utrwalającym i a dla potomnych
jest Robert the Bruce To właśnie jego postawa
jest największym sukcesem Williama Wallacea.
Bruce stał się powiernikiem wartości które jak
udowodni!: w bohaterskiej przygodzie William
Wallace znajdują się w centrum świata
Nie ulega wątpliwości, że cała opowieść ma
na celu jedną podstawową rzecz: udowodnić, iż
przekonania, które są centralnymi wartościami
współczesnej cywilizacji Zachodu, są wartościa­
mi absolutnymi, niepodważalnie prawdziwymi.
Takie jest bowiem zadanie każdego mitu. Ma on
potwierdzać prawdy kulturowe, aby ich funda­
mentalne dla kultury oddziaływanie nie osłabło.
Czasem posługuje się w tym celu faktami histo­
rycznymi, które zabarwia emocjonalnie, wyry¬
wa z kontekstu i stawia obok odrębnych treści
kulturowych. Dlatego też, jeżeli oglądając film
Braveheart poczuliśmy wzruszenie odczuliśmy
wewnętrzny zryw do walki
imię wspólnych
wartości to jest to nieomylny znak że jesteśmy
na stałe włączeni w ten krąg cywilizacji Zacho¬
du który u swych podstaw stawia wolność mi
ł o i i równouprawnienie.

BARBARZYŃCA

1(111 F-QDB

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6576" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6556">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dab25b7b6b8255a8436070019afe7fdb.pdf</src>
        <authentication>46be238c1253f1899fa461a6b0119579</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78272">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1670</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78273">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78274">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1545</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78275">
                <text>Kult bohatera religijnego na przykładzie świętego Wojciecha / ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78276">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44, s.139-154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78277">
                <text>Urbańska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78278">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78279">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78280">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78281">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78282">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I V : 2000, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

CZĘŚĆ II

ANNA URBAŃSKA
Pracownia Etnologii, I A E PAN, Poznań

K U L T BOHATERA RELIGIJNEGO
N A P R Z Y K Ł A D Z I E ŚWIĘTEGO WOJCIECHA

Artykuł ten sygnalizuje problematykę związaną z kultem postaci w Polsce.
Jest on częścią pracy doktorskiej pod tytułem „Św. Wojciech w polskiej kulturze
współczesnej i miejsca związane z jego kultem", która zostanie wydana nakładem
I A E PAN w 2001 roku. Będzie to prezentaqa pełnych wyników badan etnologicznych nad kultem św. Wojciecha w Polsce, oparta przede wszystkim na
badaniach terenowych prowadzonych od sierpnia 1995 do lutego 1998 przez
Instytut Archeologii i Etnologii PAN niemal w całej Polsce, przede wszystkim
jednak w woj. wielkopolskim, małopolskim, kujawsko-pomorskim, pomorskim,
warmińsko-mazurskim, lubuskim i mazowieckim. Materiały z badań zostały już
częściowo opublikowane przez pracowników I A E PAN w „Etnografii Polskiej",
w tomie 40 z 1996 i tomie 42 z 1998 roku, w „Kronice Wielkopolskiej", nr 3
z 1997 roku, a także w pracach zbiorowych: Tropami św. Wojciecha, pod red.
Zofii Kurnatowskiej oraz w Adalbertus. Wyniki badań interdyscyplinarnych, pod
red. Przemysława Urbańczyka, tudzież w książce Marii Paradowskiej / szedł
przez pola, łąki, lasy. Święty Wojciech w tradycji ludowej.
W tym artykule ograniczam powoływanie się na konkretne materiały tere­
nowe. Jest to bowiem próba - i to skrótowa ze względu na objętościowe
ograniczenia, jakie ma z natury swej artykuł - spojrzenia na postać św. Woj­
ciecha przez pryzmat schematu cambellowskiego. Interesuje mnie tutaj postać
bohatera religijnego, posiadająca typologiczne cechy świętego, jak i bohatera
narodowego. Warunkiem zaistnienia bohatera religijnego w społeczeństwie jest
wpisanie się postaci w struktury mityczne. Pół wieku temu Joseph Campbell
w swym Bohaterze o tysiącu twarzy przedstawił schemat postaci mitycznej.
Aby stwierdzić czy dana jednostka jest bohaterem mitycznym, należy, jak
sugeruje Campbell, przeanalizować opowieści o niej i stosunek wyznawców do
niej poprzez pryzmat jej schematu. Stosując tę metodę, jak i analizując etno­
logiczne badania terenowe, rozważaniu poddany został właśnie św. Wojciech
jako odpowiedni przykład.
W tekście przeplatają się pojęcia bohatera mitycznego, religijnego, histo­
rycznego, narodowego oraz świętego. Samo słowo bohater jest określeniem zbyt

�140

ANNA URBAŃSKA

ogólnym, by oddawało rzeczywistość. Potrzebne są mu dookreślenia mityczny lub
historyczny, które jednak również mają dość szerokie konotaqe. Każda tego typu
jednostka jest w większym lub mniejszym stopniu zmitologizowana przez swą
społeczność, bardziej lub mniej związana ze swym historycznym pierwowzorem
lub też może nie mieć nic wspólnego z autentyczną postacią historyczną.
Bohater to postać czczona i podawana, w ramach wychowania tradycyj­
nego i instytucjonalnego, młodszym pokoleniom za wzór do naśladowania lub
funkcjonująca jako bodziec do tworzenia wzorców zgodnych z wymogami
kulturowo-cywilizacyjnymi danej społeczności. K i m jest zatem bohater reli­
gijny? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw przedstawić cechy
dwóch postaci: świętego oraz bohatera narodowego. Bohater religijny bowiem, to
wypadkowa tych dwóch postaci. Posiada równocześnie cechy bohatera narodo­
wego oraz postaci świętego, któremu społeczność nie w pełni przydzieliła kult
i funkcje typowe dla świętych ludowych, takich jak św. Antoni, czy św. Krzysztof.
Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że interesuje mnie społeczny odbiór postaci
świętego i relacje zachodzące między nią a grupą, do której święty, jako ele­
ment religijno - kulturowy, należy. Z drugiej strony bohater religijny jest
zbyt odległy, zbyt mityczny, by w pełni traktowany był jak narodowy pokroju
Kościuszki lub Piłsudskiego.
Słowo „święty" otrzymało kościelne znaczenie sanctus dopiero dzięki
chrześcijaństwu. Swą genezą bowiem sięga prasłowiańszczyzny i pierwotnie
związane było z pogańskim panteonem, na co wskazują stare imiona, jak np.
Świętowit - imię bóstwa z Arkony na Rugii. „Święty" oznaczało to samo, co
„jary", czyli silny (Bruckner 1970, s. 537). Łacińskie sanctus, mające swój
odpowiednik w greckim hagios i hebrajskim ąuadosh, odnosi się do Boga,
ludzi i rzeczy. Co do człowieka, oznacza kogoś uświęconego, konsekrowa­
nego, uczynionego „świętym wobec Boga", wybranego dla świętego celu lub
zadania (Attwater, John 1997, s. 7). W Nowym Testamencie zapisane jest
jedno z pierwszych chrześcijańskich znaczeń słowa „święty". Święty Paweł
zwraca się do świętych w Achai, Efezie i innych miastach jako do wszystkich
członków tamtejszych gmin chrześcijańskich. Są oni ludem Bożym, Nowym
Izraelem, powołanymi do służby Bożej. W znaczeniu Pawiowym, święci to
zbiorowość wiernych, niekoniecznie wszystkich doskonałych, lecz dążących
do ideału doskonałości Chrystusowej. Równocześnie słowo to oznacza męczen­
ników i pierwszych mnichów oraz biskupów i patriarchów. Z czasem, kiedy
znacznie zwiększyła się liczebność gmin chrześcijańskich, termin „święty" uległ
zawężeniu, stając się tytułem oznaczającym cześć i szacunek, jakim obdarzano
osoby wyróżniające się w swej społeczności stopniem oddania Chrystusowi.
W konsekwencji zaczęto świętym oddawać publiczną cześć. W znaczeniu
chrześcijańskim zatem „święty", to osoba mająca związek z religią, uświęcona
przez religię, otoczona czcią i kultem. Pojęcia tego dopełnia znaczenie kano­
niczne: święty, to osoba kanonizowana, uznana jako godna czci i czczona
publicznie przez wierzących. Takie rozumienie „świętego" i „błogosławionego"
sięga X I I wieku (Kosowska 1985, s. 63n). Jest on przedłużeniem Chrystusa jako

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

141

bohatera uniwersalnego, dlatego też posiada tylko część Jego cech i funkcji.
Święty bowiem nie jest założycielem nowej religii, twórcą lub pierwszym
głosicielem myśli, która tworzy kultury. Jest jedynie przedłużeniem Chrystusa,
ale równocześnie aż Jego kontynuacją, na mocy czego staje się bohaterem.
Pierwszym typem świętych byli męczennicy. Początkowo oddawano im cześć
w miejscach ich męczeńskiej śmierci i pochówku. Co roku w rocznicę śmierci
świętego wierni zbierali się przy jego grobie, gdzie odprawiano mszę św.
i wspominano postać. Z czasem praktyka ta rozprzestrzeniła się na cały
Kościół. Po edykcie mediolańskim z 313 roku kult świętych zaczął obejmować
również ojców pustyni oraz wybitnych duchownych określanych już nie jako
męczenników, lecz jako „wyznawców". Do zwyczajów (obok Eucharystii) ku
czci świętych doszło dedykowanie im kościołów, wzywanie w modlitwie, mno­
żenie relikwii i oddawanie im hołdu. Także nadawano imiona świętych na
chrzcie, pielgrzymowano do relikwii i miejsc związanych z osobą świętego, czy
to legendarnych, czy to historycznych oraz do miejsc związanych z cudami
lub nawiedzeniami przez świętego po jego śmierci (Robinson 1998, s. 10).
W tradycji ludowej święty posiada kilka zasadniczych cech odróżniających
go od innych znanych postaci. Przede wszystkim każdy święty ma atrybuty
związane z jego historią lub postacią, dzięki którym jest rozpoznawany
w swych przedstawieniach. Podlega mu jedna lub kilka funkcji z życia społecz­
nego i religijnego, których jest patronem, sprawcą, opiekunem i sędzią (por.
Uspienski 1985, s. 76-89). Przypisuje się mu objawienia, cuda i uzdrowienia,
ciągłą i żywą obecność pośród społeczności. Święty wyznacza sobie sam
(o czym mają świadczyć legendy i podania) lub zostaje mu przydzielony
obszar geograficzno - sakralny na terenie zamieszkiwanym przez grupę, jak
i poza tym miejscem. Liczne legendy i opowieści o nim należą do podstawo­
wych tekstów edukacyjno-moralizatorskich w tradycyjnym wychowywaniu.
Postać świętego to typ bohatera religijnego obdarzonego dodatkowo cechami
nadprzyrodzonymi i zaakceptowanego przez Kościół. W kulturze polskiej
większość bohaterów religijnych to święci, aczkolwiek terminy te nie są wy­
mienne (por. Baranowski 1971, s. 41-51). 'Święty' ma węższy zakres znacze­
niowy. Bohaterem religijnym może być bowiem osoba, która została uznana
w opinii społecznej za bohatera, jej funkcja i rola związane były z religią
i wiarą, lecz również z konkretnym etapem w historii narodu z uwagi na
związek z elitami rządzącymi lub jako osoba będąca w opozycji. Nie musiało
jej towarzyszyć działanie nadnaturalne, a po jej śmierci nie musi upowszech­
nić się zwyczaj przypisania jej funkcji gospodarskich lub innych związanych
z życiem codziennym wyznawców. Trzeba pamiętać, że przyznany postaci
kanoniczny tytuł świętego nie oznacza równocześnie wytworzenia się i trwania
powszechnych relacji społecznych i religijnych, jakie zachodzą między społecz­
nością a czczoną przezeń postacią uznaną przez tę społeczność za świętą.
Beatyfikacja czy kanonizacja albo ugruntowują istniejącą już cześć, albo
wprowadzają nową, mało znaną postać, która niekoniecznie musi się przyjąć
w lokalnej lub powszechnej mitologii.

�142

ANNA URBAŃSKA

Jurgen Strothmann podkreśla, że istotnym zadaniem świętego w świecie
średniowiecznej Europy było zapewnienie i utrzymanie poczucia wspólnoty
jednostkom, które tworzyły społeczeństwo (Wiszewski 1997, s. 477). Jest to
raczej funkcja wtórnie przypisana świętemu przez interpretatorów i tych, którzy
dla potrzeb politycznych wykorzystywali postaci bohaterów. Uściśliłabym więc
zdanie Strothmanna twierdząc, że późniejsze pokolenia przy interpretowaniu
swej historii i postaci odgrywających w niej role, zarówno historycznych, jak
i mitycznych, tak właśnie postrzegały (i nadal postrzegają) zadanie świętego
w średniowiecznej Europie. W przypadku kreowania postaci na bohaterów
zachodzi zjawisko tworzenia tradycji na aktualne potrzeby, choć nie jest to
mechanizm świadomy. Utworzona w ten sposób tradycja jest umiejscawiana
w przeszłości i legalizowana na mocy czasu i autorytetu. W spojrzeniu na
początki własnej historii wyższe warstwy społeczeństwa w późniejszym czasie aż
do współczesności podkreślają takie fakty, jak szczególny kult, jakim rządzący
obdarzali osoby wybranych świętych. Interpretują ten stan jako element wzma­
cniający w społeczności władzę królewską panującej rodziny: „Im silniej postać
świętego opiekuna królestwa złączona była z rządzącą dynastią, tym ściślejsze
było powiązanie rodziny królewskiej z tworzącym się narodem". Powiedziała­
bym, że jest to raczej interpretacja faktów istnienia kultu i panowania danej
dynastii, niż działanie świadome ówczesnych realizatorów wydarzeń. Ciągłe
podkreślanie takiej zależności bardziej wskazuje na to, jak my, współcześni,
widzimy własne początki i jak pewne zasady kierujące działaniem społeczności
wynikają z niezmiennych uniwersaliów. Stwierdzenie, że „w wypadku miast
święty mógł stwarzać lub wzmacniać jedność gminy miejskiej" wynika z faktu,
że akurat w przypadku św. Wojciecha rzeczywiście wzorzec pochodził z warstw
rządzących, które pierwsze przyjęły chrześcijaństwo. Wojciech Mrozowicz
(Wiszewski 1997, s. 475) zauważył, że w Polsce XIII-wiecznej, w rzeczywistości
rozbicia dzielnicowego, postaci św. Wojciecha, św. Stanisława i św. Jadwigi
Śląskiej zostały wykorzystane do rozbudzenia kultu świętych jako patronów
politycznych w celu zjednoczenia kraju, przy braku w Polsce powszechnego
kultu świętego władcy. Ci trzej święci posiadali już wymiar ogólnopolski
i przypisanie im symbolu jedności polskiego społeczeństwa na potrzebny konso­
lidacji rozdrobnionego państwa było niejako posunięciem politycznie i społecz­
nie „naturalnym" w ramach zjawiska stwarzania tradycji.
Bohater narodowy to postać, która istniała i popierała ideę uznaną później
za słuszną społecznie i historycznie. Taka jednostka nie musi być etycznie
nieskazitelna. Często jej kontrowersyjność dotycząca życia prywatnego jest
powszechnie znana. Bohatera narodowego wiążą z władzą relacje albo bezpo­
średnie (sprawuje jedną z funkcji przywódczych), albo pośrednie (sprzeciwia się
aktualnej władzy i podejmuje rolę realizatora pretensji bądź wymagań społecz­
nych). Bohater ten przyczynia się do różnego rodzaju przełomów w dziejach
narodu, w polityce, w stosunkach wewnątrz kraju, lub wykorzystując pow­
szechną już, lecz jeszcze nie uzewnętrznioną nową ideę albo potrzebę społeczną,
konsolidując ją i ujawniając. Jest swego rodzaju nośnikiem wymagań i potrzeb

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

143

społecznych. Skutki muszą być pozytywne w opinii społeczeństwa, zarówno
w konkretnej epoce, jak i czasach późniejszych. Historyczny bohater narodowy
z czasem przemienia się w narodowego bohatera mitycznego. Jego historyczność ulega zmitologizowaniu, by móc - podług durkheimowskiej koncepcji
- w skuteczny sposób realizować swoje zadanie podtrzymywania więzi społecz­
nej i porządku świata. Trudno stwierdzić, ile czasu na taką przemianę potrzeba,
ile musi upłynąć epok i pokoleń. Jest to proces stopniowy, płynny, bez stałych
i wyraźnych cezur. Nie ulega chyba wątpliwości, że aby postać historyczna
przeszła pełną transformację, pokolenia ją akceptujące jako swojego bohatera
mitycznego są już bardzo odległe od czasów jej współczesnych. Między nią
a nowymi pokoleniami nie ma bezpośrednich związków, tyczących osobistych
relacji przekazanych przez rodziców i dziadków lub poprzez edukację szkolną,
albo w jakiejkolwiek innej formie wychowania patriotyczno-historycznego.
Musi wytworzyć się luka w świadomości zbiorowej, by mogło zacząć działać
koło czasu mitycznego. Pomiędzy czasem mitycznym bowiem, a tym, w którym
dzieją się bieżące wydarzenia, nie ma ciągłości (Szacka 1985, s. 483). M i t dzieje
się w zamkniętym kręgu własnego czasu wewnętrznego, gdzie początek i koniec
mają ten sam punkt. Dlatego czas mityczny jest czasem odwracalnym. Rzeczy­
wistość mitu to rzeczywistość jakościowo inna od codziennej realności czasu
linearnego. Transformacja polega na stopniowym pozbawianiu postaci jej cech
indywidualnych, na odrywaniu od niej jej osobowości, przywar, kontrowersyj­
ności, pozostawiając jedynie funkcję, jaką spełniła w dziejach narodu i dzięki
której została uznana za bohatera. Równocześnie zachodzi proces zamazywania
postaci jako konkretnego człowieka i historycznej jednostki. Miejsce to wypeł­
nia się upersonifikowanymi wzorcami, z którymi wiąże się bohatera i które,
poprzez wykorzystywanie go, mają się upowszechniać bądź służyć pokrewnym
celom edukacyjnym.
Święty Wojciech w czasach obecnych to historyczna postać zmitologizowana. Obdarzany jest przez Polaków czcią charakterystyczną zarówno dla świę­
tego apostoła, ascety i nauczyciela (Paradowska, Urbańska 1996, s. 49), jak
i patrioty (Paradowska 1999, s. 394), osoby z grona elit rządzących oraz
strażnika tradycji polskiej. Trzeba jednak dodać, że stan wiedzy na jego temat
jest nikły. Badania etnologiczne wykazały, że większość osób słyszała
o św. Wojciechu, a w podświadomości zbiorowej funkcjonuje on poprzez
związek symboliczny z patriotyzmem, polskością i katolicyzmem. Wyniki ba­
dań historycznych i archeologicznych próbujących odnaleźć i udowodnić real­
ność postaci i jej czynów nie mają większego wpływu na obraz funkcjonujący
w świadomości współczesnego społeczeństwa polskiego. Wizerunek postaci
Wojciecha, jako element tego obrazu, został już ukształtowany i kolejne nowo
odkryte fakty lub hipotezy historyczne nie zmieniają relacji między społecz­
nością a świętym. Święty Wojciech jest już bowiem wystarczająco mocno
wpisany w swoje ramy mityczne. Postrzegany jest więc jako święty, ale - co
często w rozmowach było podkreślane - daleki od przyziemnych spraw dnia
codziennego, w przeciwieństwie do - i tu rozmówcy wymieniali bez dłuższego
1

�144

ANNA URBAŃSKA

zastanowienia - św. Antoniego, św. Krzysztofa, św. Tadeusza Judy i Najświęt­
szej Panienki. Wojciechowi nie są przydzielone zadania ingerencyjne, których
człowiek potrzebuje na co dzień. Jego funkcją - w powszechnym mniemaniu
- jest patronat nad krajem, a więc zadanie raczej okazjonalne, od święta. Nie
znaczy to oczywiście, że nie napotyka się na związek Wojciecha z zadaniami
gospodarskimi czy związanymi z ogniskiem domowym. Pozostają one jednak
w zdecydowanej mniejszości w stosunku do narodowo-patriotycznego wize­
runku świętego (Paradowska, Urbańska, 1998, s. 284).
Na takim zdystansowanym podejściu do św. Wojciecha zaważyło kilka
czynników, z których na plan pierwszy wysuwają się trzy. Pierwszy z nich, to
udokumentowana historyczność postaci, zbyt „świeża" dla konsolidującego
się społeczeństwa polskiego w średniowieczu i mająca swą ciągłość do czasów
współczesnych. Drugim są liczne związki Wojciecha z elitą rządzącą. Trzeci, to
kreowanie Wojciecha przez późniejsze elity na ogólnopolskiego patrona naro­
dowego. Takie były wymogi czasów. Jak już wspomniałam, wiedza o istnieniu
takiej postaci jest dość powszechna (choć zdecydowaną mniejszość stanowi
grupa osób znająca szczegóły z jego historyczno-legendarnego życiorysu),
a jego związki w świadomości zbiorowej z patriotyzmem, polskością i jed­
nością państwa - w ramach swej okazjonalności - ugruntowane. Wiedza ta
leży raczej w zbiorowej podświadomości, skąd od czasu do czasu wydobywana
jest na światło dzienne przez czynniki zewnętrzne pod postacią skojarzeń
symbolicznych. Choć św. Wojciecha trudno nazwać świętym ludowym, to
jednak jest on typowym bohaterem religijnym. O ile w legendach o Wojciechu
występują opisy zdarzeń cudownych, jakie przysługują postaciom świętym,
o tyle wydarzenia te dotyczyły raczej realizacji zadania, jakie miała do speł­
nienia ta postać, a nie konkretnych interwencji w życie codzienne ludzi, jak
ma to miejsce w przypadku świętych ludowych. Św. Wojciech spełnia takie
typowo ludowe funkcje tylko na terenie nielicznych regionów Polski. Wyniki
etnologicznych badań terenowych dowodzą, że św. Wojciech traktowany jest
przez społeczeństwo polskie bardziej jako zmitologizowany bohater religijny,
niż jako typowy święty ludowy. Wojciech bardzo dobrze wpisuje się w sche­
mat bohatera mitycznego.
Wstępem do tego schematu może być przytoczone przez Campbella zdanie
Arnolda Toynbeego:
Bohater jest mężczyzną lub kobietą, którzy potrafili pokonać swoje osobiste oraz lokalne, histo­
ryczne ograniczenia i stać się ogólnie przyjmowanymi, normalnymi ludzkimi postaciami. Wizje,
idee i natchnienia kogoś takiego biorą się z pierwotnych źródeł ludzkiego życia i myśli. Stąd też
mówią one o [...] niewyczerpalnym źródle, w którym rodzi się społeczność. Heros zmarł jako
człowiek swej epoki, ale jako człowiek wiecznie żywy - doskonały, niekonkretny, uniwersalny
- właśnie się odrodził. Jego drugim ważnym zadaniem jest zatem powrót do nas w zmienionej
postaci i nauczanie nas tego, czego nauczyło go nowe życie (za: Toynbee 1997, s. 28).

1

Materiały z badań etnologicznych nad kultem i percepcją św. Wojciecha w Polsce, prowa­
dzonych w latach 1995-1998, znajdują się w archiwum Pracowni Etnologii I A E PAN O/Poznań.

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

145

Bohatera uznaje się za obdarzonego mocą i przypisuje mu wyjątkowe
cechy, którymi mógł odznaczać się już w chwili narodzin, a nawet od mo­
mentu poczęcia. O Wojciechu najstarsze legendy, opracowania historyków
i opowieści dla dzieci podają, że był wyjątkowo pięknym dzieckiem (por.
Kanapariusz 1997; Wiewióra 1996; Hartliński b.r.; Sobczak, Śmigiel 1997;
Ziemba 1996). Całe życie bohatera ukazywane jest często jako pasmo cudów,
którego kulminacją i punktem centralnym okazuje się wielka wyprawa. Boha­
tera, który podejmuje to wyzwanie, uznaje się za predestynowanego do bo­
haterskiego czynu. W przypadku Wojciecha predestynacja ujawnia się już
w dzieciństwie z woli boskiej.
Skoro nie było wiadomo jakim okaże się w przyszłości, rodzice ulegli temu, że miał kształtną
postać i wielką urodę i przeznaczyli go światu. Lecz w czymkolwiek tu zawinił godziwy błąd,
a raczej złe upodobanie rodziców, wnet wyjawiając ich winę naprawił to miecz gniewu Bożego.
Mogłeś bowiem zobaczyć, że ciałko niemowlęcia nagle się powiększyło, a z powodu nadmiernego
wzdęcia brzuch był większy od całego ciała. [...] Przychodzą przeto do kościoła z wielką pokorą
i uniżeniem serca, przygnębieni kładą chłopca na ołtarzu świętej Maryi i poświęcają go Panu jako
ofiarę przebłagalną. Gdy to uczynili, odwrócił się gniew Boga i gdy brzuszek się zmniejszył,
dziecię odzyskało dawny wdzięk (Kanapariusz 1997, s. 20-21).

Nawet jeśli bohater podejmuje decyzje z własnej woli, a etapami jego życia
kieruje przypadek i zbieg okoliczności, to jednak interpretacja takich faktów
oscyluje w kierunku predestynacji, a więc ingerencji świata nadprzyrodzonego,
z którym wejdzie w konflikt lub współpracę, by wypełnić zadanie. Jeżeli autenty­
czną postać historyczną zaczyna traktować się jako bohatera, to twórcy takiego
wizerunku zinterpretują elementy biografii jako powiązane z nieznanym i niedo­
zwolonym dla każdego światem podziemi, niebios lub innych sfer istniejących
poza codziennością, w które wierzy społeczność. Bohater musi przeprawić się
przez ocean życia, a w czasie tej wędrówki jego zadaniem jest odkrywanie siebie
i samodoskonalenie. Jest osobą obdarzoną wyjątkowymi talentami. W wielu
spisanych opowieściach o Wojciechu podkreślana jest wyjątkowa łatwość, z jaką
święty przyswajał sobie naukę i rzadki dar pobożności.
Przez cały czas nauki szkolnej nie szedł w zawody
z niegodziwcami i nie zmawiał się z tymi, którzy oddawali się
próżnym czynnościom i dziecinnym zajęciom [...].
Tam odprawiał w miarę czasu modły, a przed nadejściem
Mistrza znowu siedział na swoim miejscu. Chcąc uniknąć
Ludzkich pochwał za swoje dobre dzieło, nocami obchodził
Ubogich, ułomnych i niewidomych [...]. On zaś w niestrudzonym
Dążeniu, sam pobudzając się ciągle do ćwiczenia we
Wszystkich cnotach, wśród swoich kolegów najpiękniejsze
Czynił postępy (Kanapariusz 1997, s. 23-24).

Bohater często jest poważany albo lekceważony przez społeczność, której
jest członkiem: „On sam i świat, w którym się znajduje, lub tylko ten świat,
cierpi na symboliczny brak czegoś. [...] Bohater mitu osiąga zwycięstwo makrokosmiczne, decydujące o losach świata" w granicach zakreślonych przez

�146

ANNA URBAŃSKA

społeczność (Campbell 1997, s. 39). Zwycięskiemu bohaterowi dane jest oglądać
wizje stworzenia i zagłady świata. Niektórzy badacze postrzegają bohatera
mitycznego, a ściślej jego działanie, jako dynamikę procesu kulturowego (Spengler
1922, s. 144). Postać taka jest więc konstytucyjną częścią kultury, gdyż mit
jako inna rzeczywistość jest jej sferą morfologiczną.
Bohater może być świętym uzdrowicielem, tułaczem albo ascetą, tym,
który wyrzekł się świata. Jest godzien zlania się w jedno z tym, co nieprzemi­
jające, a więc z tym, co nie podlega czasowi linearnemu, lecz zamkniętemu
cyklowi mitycznemu. Zamiarem tego typu postaci nie jest jednak poznanie
i zrozumienie paradoksu podwójnego punktu widzenia, lecz wyrzeczenie się
wszelkiego widzenia, zagłębienie w niewidzianym i niewidzialnym. Campbell
uważa, że święci jako bohaterzy, będąc poza kręgiem życia, są również poza
kręgiem mitu: „Ani oni nie zajmują się już nim, ani mit nie jest w stanie
odpowiednio ich przedstawić" (Campbell 1997, s. 258). Nie wydaje mi się, by
Campbell miał tu do końca rację. M i t , to jednak nie rzeczywistość samego
świętego, lecz rzeczywistość wytwarzana przez społeczność, która w taki a nie
inny sposób postrzega tego bohatera. Nie każda legenda trywializuje rzeczy
wzniosłe, a jeśli nawet, to nie implikuje to stwierdzenia, że bohater wymyka się
kręgowi mitycznemu. Najlepszym tego przykładem są polskie kolędy, proste
w formie językowej, a jednak ich głębia teologiczna na temat Chrystusa była
już tematem niejednej pracy naukowej. Legendy w związku ze swym odniesie­
niem kulturowym są zniekształconymi formami opowieści mitycznej, ale jed­
nak wyraźnie wyłania się z nich obraz bohatera mitycznego i w takich ramach
postać świętego jest często postrzegana. Dobrym przykładem jest właśnie
św. Wojciech, choć jego wciąż silne powiązanie z historią zamazuje nieco
wizerunek bohatera mitycznego.
Wędrówka bohatera zawsze przebiega według schematu podzielonego na
trzy części: „odsunięcie się od świata", „dotarcie do źródła mocy", „powrót
krzepiący życie" (Campbell 1997, s. 37). Najważniejsza część mitu zaczyna się
rozpoczęciem wędrówki - mitologicznej wyprawy bohatera. Jest ona w swym
klasycznym schemacie powiększeniem wzoru spotykanego w obrzędach przej­
ścia: oddzielenie - inicjacja - powrót. Ów powrót krzepiący życie jest jądrem
monomitu (Campbell 1997, s. 34n). Zadanie stojące przed bohaterem jest
trudne i zyskuje podniosłe znaczenie, kiedy bohater dogłębnie je przemyśli
i z powagą podejmie. Bardzo często biografii bohatera towarzyszy wątek
wypędzenia w dzieciństwie lub w młodości. Ten element monomitu, podobnie
jak inne, ulega przekształceniom i zniekształceniom, ale można się go do­
szukać prawie w każdej legendzie. I tak, Wojciech zostaje zmuszony do opusz­
czenia Pragi i udaje się na pewnego rodzaju odosobnienie do klasztoru bene­
dyktyńskiego. Wątek wypędzenia zostaje potwierdzony przez historię mordu
rodziny świętego. Ów mord dokonany był przez księcia z dynastii Przemyślidów
- w legendach przedstawianego jako wroga, złą moc. Wojciech zostaje więc znów
wypędzony, tym razem zaocznie (w czasie wydarzenia był poza granicami
państwa czeskiego).

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

147

Pierwszą część wyprawy nazwał Campbell „odsunięciem się lub odejściem".
Początkowym etapem podróży jest wezwanie do wyprawy lub znaki świadczące
o powołaniu bohatera. W micie przeznaczenie upomina się o bohatera i przesuwa
jego duchowy środek ciężkości ze społeczności, której jest członkiem w strefę
nieznaną dla społeczeństwa (Campbell 1997, s. 54). Wojciech zostaje powołany
w dzieciństwie i odsuwa się od swej społeczności, najpierw przez naukę w obcym
państwie, potem przez przyjęcie stanu duchownego, w końcu zamykając się
w klasztorach na Monte Cassino i Awentynie. Następnie bohater sprzeciwia się
wezwaniu lub dostrzega bezsens ucieczki przed Bogiem. Ten wątek jest słabo
zarysowany w biografii Wojciecha. Raczej można się dopatrzeć sytuaqi odwróco­
nej, kiedy to siły zewnętrzne (arcybiskup, papież) odwlekają podjęcie misji przez
Wojciecha. W kolejnym etapie nadchodzi nieoczekiwane wsparcie, pomoc sił
nadprzyrodzonych. Wsparcie dla Wojciecha w realizacji wyznaczonego przez
Opatrzność zadania ujawnia się kilkakrotnie. Po raz pierwszy w dzieciństwie,
o czym była już mowa, a później poprzez wydarzenia w Pradze i w czasie
wędrówki przez Europę. Liczne wersje żywotów świętego i miejscowe opowieści
obfitują w różnego rodzaju opisy działań pomocnych sił nadprzyrodzonych.
Bardzo często pojawia się na tym etapie postać Kosmicznej Matki. W chrześcijań­
skich legendach o żywotach świętych rolę takiej opiekunki, postaci życzliwej, pełni
zazwyczaj Najświętsza Panna. Jej wstawiennictwo może wyjednać łaskę Ojca.
Święty Wojciech oddaje się pod opiekę Matki Boskiej i ku niej kieruje swe modły,
by spełniła się wola Boga Ojca i zapanował „boski porządek" tam, gdzie uległ
zniszczeniu (Praga) lub jeszcze nie istniał (Prusy). Bohaterowi, który oddaje się
w opiekę Kosmicznej Matce nie może stać się żadna krzywda.
Czwarty etap jest bardzo ważny. Bohater bowiem przekracza pierwszy
próg. Jest to opuszczenie strefy, w której żyje bohater lub przekroczenie
własnego horyzontu życiowego. Poza tym progiem, poza murem tradycji swej
społeczności, bohater musi napotkać demony, jednocześnie niebezpieczne i ob­
darzające magiczną mocą. W dzikich zakątkach ziemi, poza własną strefą
- miastem, wsią lub pałacem - czai się wiele potworów, które przetrwały
z pradawnych czasów, a teraz występują przeciw ludzkiej społeczności. W ży­
ciorysie Wojciecha nie ma jasno zarysowanego pierwszego progu. Czy jest to
moment przyjęcia kapłaństwa, czy pierwsze opuszczenie Pragi, czy może osta­
teczne porzucenie stolicy biskupiej i udanie się w podróż, która kończy się
śmiercią w Prusach? A może jest nim dopiero moment rozpoczęcia wyprawy
zorganizowanej przez Bolesława Chrobrego? Skłaniałabym się ku trzeciej pro­
pozycji, kiedy Wojciech ostatecznie opuszcza Pragę. Ale w jego przypadku
mamy raczej do czynienia z dwoma pierwszymi progami. Na warstwę czeską
nakłada się warstwa polska. W lokalnej polskiej świadomości świat nie­
znany, do którego ma wkroczyć Wojciech, dopiero jest przed nim. To ostępy,
w których mieszkają „dzicy" Prusowie. Zatem polskim pierwszym progiem
będzie raczej moment opuszczenia Gniezna i udania się z misją na północ.
Zamiast potworów na drodze bohatera stanąć mogą tyrani, którzy przypi­
sują sobie boskie atrybuty i są przyczyną ludzkiej niedoli i nędzy. Trzeba

�148

ANNA URBAŃSKA

oczyścić z nich świat. Podstawowe czyny postaci polegają więc na oczyszczeniu
pola z takich właśnie przeszkód (Campbell 1997, s. 247). Spotyka on strażni­
ków progu, którzy mają odstraszać wszystkich niegodnych. U Żeromskiego,
w Wietrze od morza, występuje postać diabła ukrytego pod postacią przewoźni­
ka na łodzi św. Wojciecha. Czyżby on był owym strażnikiem progu! A może są
nim straże pruskiego grodu, które nie pozwalają Wojciechowi wejść na ich
terytorium? Bohater zwycięsko pokonuje różne przeszkody. Przekroczenie
progu jest pewnego rodzaju samounicestwieniem. Przenika on do wewnątrz po
to, by narodzić się na nowo. Cielesna powłoka bohatera może być poćwiarto­
wana i rozrzucona po ziemi lub morzu. Po przekroczeniu progu bohater
zaczyna się poruszać w nierzeczywistym krajobrazie, gdzie musi stawić czoło
różnorakim wyzwaniom i przejść cały ciąg niesamowitych prób (Campbell
1997, s. 79n). Wspomagają go skrycie amulety (krzyż, płaszcz biskupi), rady
(rada tajemniczego pomocnika pruskiego) i niepozorni wysłannicy opiekuńczej
siły nadprzyrodzonej, którą spotkał w jakiejś postaci przed wkroczeniem do tej
sfery. Sfera ta, to znany powszechnie z mitologii brzuch wieloryba, lewiatana,
królestwo nocy, do którego trzeba przejść przez niebezpieczny labirynt. T u
znajduje się wejście do wewnątrz - w głębiny, w których pokonuje się nieznany
opór i odnajduje dawno utracone, zapomniane moce, dzięki którym można
przekształcać świat. W polskiej świadomości mitycznej Wojciech wkracza do
owego królestwa nocy, kiedy wysiada z łodzi na pruskim brzegu, ziemi niezna­
nej i niedostępnej. Źródłem mocy ma być przekształcenie punktu centralnego
tej ciemnej strefy (święty gaj Prusów) w centrum boskiej mocy dzięki amuletom
wiary chrześcijańskiej: Słowa Bożego, Krzyża i Wody Święconej. Dzięki temu
odnawia on porządek świata, który został tu przez złe moce dawno temu
zamieniony w chaos świata pogańskiego.
Bohater, którego przywiązanie do swego ego zostało już zniszczone, wchodzi
i wychodzi z paszczy smoka, przechodzi przez horyzont świata równie łatwo, jak
król przez komnaty swego zamku. Jego przemijanie i powracanie dowodzi, że ów
niezniszczalny element przechodzi zwycięsko przez wszystkie przeciwności świata
materii i trwa, a zatem nie ma się czego bać. Takie łatwe przekraczanie granic
światów jest cechą charakterystyczną dla wszystkich postaci świętych, kiedy po
swej biologicznej śmierci nadal współegzystują ze społecznością, która uznaje ich
za swych patronów. Objawiają się, niosą swe ścięte głowy do kościoła, pomagają
w polu, gaszą pożar, uzdrawiają chorych i umierających.
Kolejna część to próby i zwycięstwo inicjacji. Na tym etapie bohater po­
konuje przeszkody i poznaje niebezpieczne aspekty bogów. T u także spotyka
się z boginią lub doznaje rozkoszy odzyskanego dzieciństwa. Bardzo często
mity rezygnują z wątku bogini na rzecz kobiety jako kusicielki. W legendach
o Wojciechu występują obie możliwości. Spotkanie z boginią następuje w cza­
sie objawień, szczególnie podczas snu i ostatniej mszy św. Motyw kobiety
kusicielki ukrywa się pod epizodem udowadniającym czystość myśli i czynów
Wojciecha w okresie szkolnym. Coomaraswamy zauważa, że bohater może
być uwikłany w problemy natury zmysłowej, ale potrafi, „dzięki wewnętrznej

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

149

wyższości moralnej, wyzwolić się, a nawet wyzwolić innych" (za: Campbell
1997, s. 245). Ten wątek szczególnie uwidacznia się w opowieściach o świętych.
Kolejnym etapem jest pojednanie z ojcem, zazwyczaj boskiego pochodzenia.
Bohater zwycięża i dostępuje apoteozy. Dzięki temu wywyższeniu bohatera,
opowieść jako mit staje się dla nas bardziej zrozumiała. Człowiek wychodzi
poza ostatnią granicę niebezpiecznej niewiedzy. Jest wolny od obaw i znajduje
się poza zasięgiem przemian. Nie podlegając czasowi staje się w naszych oczach
ubóstwiony - przekształca się w bohatera i dostępuje ostatecznej nagrody.
Nagrodą tą jest wypełnienie zadania: zdobycie tego, po co wyruszył w podróż
lub uzyskanie od bogów nieśmiertelności, oświecenia bądź bogactwa, rozumia­
nych różnie w zależności od środowiska kulturowo-religijnego mitu. Nagroda
ma moc przekształcającą życie i jest niezbędna do odnowienia społeczności.
Wojciech uzyskuje tę nagrodę w formie zbawienia: wraca na łono Ojca. Wiara
w natychmiastowe zbawienie świętych w nagrodę za swe uczynki jest jednym
z warunków ciągłości chrześcijańskiej tradycji kultu bohaterów religijnych.
Ostatnią częścią jest powrót i reintegracja ze społeczeństwem. Powrót jest
konieczny, aby zamknąć koło monomitu. Często jednak bohater odmawia
powrotu lub wypiera się świata. Kiedy zakończy poszukiwania dotarłszy do
źródła lub dzięki łasce, którą okazało mu bóstwo, musi zdobyć się na powrót
ze swą przekształcającą życie zdobyczą do punktu wyjścia. Musi podjąć trud
powrotu, by przyczynić się do owego zbawiennego odnowienia (Campbell 1997,
s. 146n). W końcu następuje magiczna ucieczka. Jeśli bohater uzyska w momen­
cie swego triumfu błogosławieństwo bóstwa, a potem otrzyma jednoznaczne
polecenie powrotu do swego świata z jakimś eliksirem, to w ostatnim stadium
wędrówki pomagają mu wszystkie moce podległe je/go nadprzyrodzonemu
opiekunowi. Może także otrzymać pomoc z zewnątrz, czyli od swojego świata,
z którego pochodzi. Wojciechowi pomaga Bolesław Chrobry wykupując jego
ciało, nawrócony Prus, mnich lub rycerz, którzy niosą głowę świętego w stronę
Gniezna. W końcu następuje przejście przez ostatni próg, czyli powrót do świata
powszedniości. Bez względu na to, czy bohaterowi pomogła interwencja z ze­
wnątrz, czy był to przymus wewnętrzny, czy też przeniosły go delikatnie
prowadzące bóstwa, musi on jeszcze wejść na powrót ze swą zdobyczą w świat
i trafić w jego oczekiwania. Musi stawić czoło społeczności, która nie potrafi go
do końca zrozumieć. „Pierwszy problem powracającego bohatera polega na
konieczności zaakceptowania - po przeżyciu zaspokajającej duszę wizji spełnie­
nia - i uznania za rzeczywiste ulotnych radości i smutków, banalności i hałaśli­
wej obsceniczności życia. Po co wchodzić na powrót do takiego świata? Po co
starać się wykazać [...], że transcendentalna rozkosz jest wiarogodna, a nawet
ciekawa?" (Campbell 1997, s. 162n). Problem polega na zachowaniu tego
kosmicznego punktu widzenia w obliczu bezpośrednio doświadczanych przez
bohatera ziemskich udręk i radości.
Niektórzy bohaterowie mityczni, których nazwać można uniwersalnymi, będą­
cy mistrzami w rodzaju Chrystusa czy Buddy, posiadają łatwość przechodzenia
z jednego do drugiego świata. Stają się panami dwóch światów. W niektórych

�150

ANNA URBAŃSKA

mitach o lokalnych bohaterach można dopatrzeć się tej cechy. Występuje ona
powszechnie u świętych, o czym już wspomniałam. Cecha ta istnieje dzięki
przedłużeniu mocy bohatera uniwersalnego na inne postaci mityczne z tego
samego kręgu kulturowego. Bohaterowie doznają wolności życia, uświadamiają
sobie związek przemijających zjawisk doczesności z niezniszczalnym życiem,
które trwa i umiera we wszystkich. Zawiera się w tym charakter i funkcja
ostatecznego dobrodziejstwa. Jednym z warunków zaistnienia jako bohater
w świadomości zbiorowej jest przekonanie społeczności o tym, że był on
wewnętrznie pogodzony ze śmiercią. Jako postać działająca w dwóch światach:
codziennym i nadprzyrodzonym, zna to, co go czeka po śmierci. W legendach
o misjonarzu Prus podkreślana jest świadomość Wojciecha na temat swej
rychłej i męczeńskiej śmierci i jego z tym pogodzenie. Nie trwoży się, kiedy
zostaje napadnięty, uderzony wiosłem, uwięziony, sądzony i wypędzony. Podej­
muje kolejną próbę, choć wie, że zginie. Jednak nie zawsze śmierć bohatera
oznacza koniec wyprawy, koniec zadania, jak sugeruje Campbell (1997, s. 259).
Koniec zadania, to powrót do punktu wyjścia, do centrum, które dzięki
wypełnieniu zadania zostaje odnowione i uświęcone. W przypadku Wojciecha,
jego śmierć w świętym gaju Prusów nie oznacza końca. Musi on jeszcze
powrócić do owego punktu: w polskim przypadku jest nim katedra gnieźnieńska,
w przypadku czeskim - praska. Poćwiartowane zwłoki świętego same lub
dzięki zewnętrznej pomocy innych wracają uświęcając miejsce i odnawiając
porządek świata. Łaski nadprzyrodzone zaczynają spływać na społeczność
utrzymując z dala nieznane, obce światy, zło wprowadzające destrukcyjny chaos.
„Rezultatem udanej wyprawy bohatera jest odblokowanie i ponowne uwol­
nienie strumienia życia napełniającego ciało świata" (Campbell 1997, s. 41n).
Dokonane w wieku męskim czyny bohatera napełniają świat mocą stwórczą.
Przywracają miejscu, z którego bohater pochodzi lub z którego rozpoczął
wyprawę status miejsca centralnego, pępka świata, do którego wraca i gdzie
z czasem powracać będą członkowie społeczności, do której przynależy mit
o bohaterze. Miejsca, w których urodził się, działał czy odszedł w pustkę
bohater, są uświęcone. Dlatego na tych miejscach wznoszą się świątynie.
Symbolizują one środek świata - to tutaj ktoś odkrył wieczność. Ten, kto
wkracza na teren kompleksu zabudowań świątyni i idzie do sanktuarium,
powtarza czyn czczonego tam bohatera. Naśladuje on uniwersalny wzorzec, by
wzbudzić w sobie wspomnienie odnawiającej życie formy. W sensie alegorycz­
nym wstąpienie do świątyni i wejście bohatera w paszczę wieloryba lub w inną
głębię są identycznymi przygodami, oznaczającymi akt odnowienia świata.
Podsumowując, bohater mitologiczny, wyruszając ze swej rodzinnej siedzi­
by, zostaje zwabiony lub przeniesiony za próg, gdzie czeka go przygoda. Może
też udać się tam z własnej woli. Spotyka tam widmową postać, która strzeże
przejścia. Może pokonać albo obłaskawić ową siłę i wejść żywy do królestwa
ciemności albo zostać zabity i wejść do Krainy Śmierci (np. przez rozczłon­
kowanie). Przeszedłszy przez próg, wędruje przez świat, który zaludniają nie­
znane, ale dziwnie znajome siły, z których część ogromnie go przeraża (próby),

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

151

część zaś udziela mu magicznej pomocy. Sensem wyprawy bohatera jest po­
nowne nawiązanie kontaktu z siłami przedludzkimi, dlatego musi on „zejść"
do świata podziemi. Kiedy osiąga nadir tego mitologicznego koła, poddany
zostaje ostatecznej, ciężkiej próbie i otrzymuje za to nagrodę. Zwycięstwo to
może być przedstawione jako święte małżeństwo, pojednanie z ojcem, jako
uświęcenie (apoteoza) albo też - jeśli moce świata ciemności nie zmieniły
swego nieprzyjaznego stosunku do niego - kradzież dobra, po które przybył.
W istocie rzeczy jest to poszerzenie świadomości, a w tym również istnienia
(olśnienie, przemienienie, wolność). Ostatnią pracą bohatera jest powrót. Jeśli
otrzymał błogosławieństwo potęg tej krainy, to teraz znajduje się pod ich
ochroną, jeśli nie, to ucieka, a za nim rusza pogoń. Transcendentalne siły
muszą zatrzymać się na progu powrotu, bohater natomiast ponownie wyłania
się z królestwa trwogi (powrót, zmartwychwstanie). Dar, który ze sobą przy­
nosi, ocala świat. Oczywiście, jak zauważa sam twórca schematu, opowieści
często wymykają się próbom opisu, ograniczając jedne a rozbudowując inne
części monomitu lub łącząc kilka niezależnych cykli w jeden ciąg. Różne
postaci i epizody mogą być połączone w jedno, a jeden element może się
powtarzać w wielu zmienionych formach. Poza tym opowieści i mity podlegają
przekształceniom i zniekształceniom. Są dopasowywane do lokalnych warun­
ków, zwyczajów czy wierzeń.
Podobnie rzecz ma się z opowieściami i legendami o św. Wojciechu. Mimo
wielu zniekształceń św. Wojciech dość wyraźnie jawi się w świadomości zbio­
rowej jako mityczny bohater religijny. Jest bardzo często bohaterem na poły
narodowym przez związek jego zadania z historią danego narodu. Przez to
często zostaje podany społeczeństwu jako wzorzec odgórny, instytucjonalny.
Wypływa to oczywiście z potrzeby czasów. W przypadku św. Wojciecha taką
potrzebą była uświadomiona w elitach rządzących terytorium polskim w X I
i X I I wieku konieczność znalezienia nowych środków dla scalania młodego
organizmu państwowego. Jednym z nich było posłużenie się religią zaakcep­
towaną już przez państwa Europy Zachodniej i Południowej. Na ziemiach
polskich była to nie ukorzeniona jeszcze wiara. Potrzeba postaci koncen­
trującej wokół siebie społeczne aspekty religii, jak i potwierdzającej sobą wciąż
żywą w świadomości zbiorowej wiarę w boskie pochodzenie władzy, była
bardzo silna. Postać Wojciecha nadawała się do tego zadania idealnie. Ideo­
logia polityczna ówczesnych elit znalazła w niedawno zmarłym i kanonizowa­
nym świętym odpowiednie umotywowanie religijne. Jego elitarne pochodzenie
i powiązania z tronami średniowiecznej Europy ugruntowywały z jednej stro­
ny pozycję rodu Piastów, z drugiej - związywały pośrednio z etosem niebiań­
skiego pochodzenia. Boskie namaszczenie biskupa, który przyjął na siebie
pielgrzymi i ascetyczny styl życia świetnie pasowało do ówczesnego wyobrażenia
bohatera i świętego oraz do potrzeb z tego faktu wypływających. Zakładanie
nowych siedzib władzy połączone z budową kaplic bądź kościołów oraz rozwój
miast w znaczny sposób przyczyniło się do szybkiego rozpowszechnienia się
wiedzy o misjonarzu i jego kultu wśród ludności koncentrującej się blisko tych

�152

ANNA URBAŃSKA
2

ośrodków . Święty Wojciech nadawał się więc do zaprezentowania go i wtopienia
w krajobraz kulturowy i państwowy średniowiecznego, nie skonsolidowanego
jeszcze społeczeństwa, które bardzo łatwo i szybko przerzucało się z pozycji
chrześcijańskiego konwertyty na nawróconego poganina.
Z czasem nastąpiło wpisanie się Wojciecha w uniwersalny schemat boha­
tera mitycznego, funkcjonujący w zbiorowej świadomości. Dzięki temu postać
ta stała się jedną z wielu w panteonie mitycznych bohaterów zasiedlających
„polskie niebo". Przetrwała ona do współczesności, od czasu do czasu wyko­
rzystywana przez różne grupy społeczne dla własnych celów, postrzeganych
zazwyczaj jako patriotyczne lub religijne . Dzięki temu właśnie jego postać jest
uosobieniem etosu i symboli wykorzystywanych w życiu społecznym, religij­
nym i politycznym w zależności od potrzeb, warunków i czasu. Badania
etnologiczne przeprowadzone w wielu regionach Polski jednoznacznie wska­
zują na fakt, że choć niektóre wartości i cechy reprezentowane przez postać
św. Wojciecha traktowane są jako przestarzały etos lub etos nie-do-zrealizowania, to jednak sama postać jako bohater religijny funkcjonuje w świadomo­
ści zbiorowej, okazjonalnie wyławiana, i to przede wszystkim jako bohater
mityczny, a mniej jako historyczny. Stosując metodę Campbella oraz analizu­
jąc etnologiczne badania terenowe, można stwierdzić, że św. Wojciech jest
mitycznym bohaterem religijnym. Święty ten w polskiej świadomości zbioro­
wej występuje przede wszystkim pod postacią upersonifikowanych symboli
polskości, patriotyzmu i katolicyzmu, które służą elitom rządzącym do uzys­
kiwania odpowiednich skojarzeń i reakcji społecznych. Sporadycznie pełni on
funkcje typowe dla świętych ludowych.
3

2

Halina Manikowska podczas Międzynarodowej Sesji Naukowej „Funkcje społeczne i poli­
tyczne kultu świętych w społeczeństwie" przedstawiła dowody na istnienie w siedzibach biskupstw
archidiecezji gnieźnieńskiej kultu patronów miast, których osoby były często tożsame z patronami
katedr biskupich (Wiszewski 1997, s. 478).
Najlepszym tego przykładem jest obecny rozgłos świętego w związku z wykorzystywaniem
jego postaci jako historyczno-politycznego pomostu między Polską a Unią Europejską. Narzuca­
nie na św. Wojciecha nowej szaty patrona jednoczącej się Europy, to bardzo daleko idące prze­
twarzanie zmitologizowanej historii w celu uzyskania transcendentnego (w tym przypadku mitycz­
nego) argumentu potwierdzającego nierozerwalną przynależność Polski do Europy Zachodniej.
Argument ten jednak nie jest w stanie spełnić swojego zadania z dwóch zasadniczych powodów.
Po pierwsze, nie istnieje dialog między stroną polską, czyli pozaunijną, a stroną unijną na temat
postrzegania, czym jest Europa Zachodnia, oparty na chrześcijańskim dziedzictwie średniowiecz­
nym w postaci Wojciecha - Adalbertusa. Chociaż Polacy bardzo by chcieli, to jednak takiego
dialogu być nie może, ponieważ społeczeństwo zachodnie nie zna wcale św. Wojciecha. To nie jest
ich bohater, ani święty. Społeczeństwo zachodnie nie ma więc wyrobionego wystarczającego
zaplecza symbolicznego związanego z tą postacią, by w ogóle chciało zastanowić się, czy ten
święty jest również i dla nich patronem ogólnoeuropejskim. A po wtóre, same grono naukowców
polskich zajmujących się postacią św. Wojciecha przyznaje, że jego kult nie rozpowszechnił się
szerzej poza granice Słowiańszczyzny zachodniej, a obecnie ogranicza się tylko do terenu Polski
i kilku przyczółków w Czechach.
3

�KULT BOHATERA RELIGIJNEGO NA PRZYKŁADZIE ŚW. WOJCIECHA

153

LITERATURA
A t t w a t e r D., J o h n C R . 1997, Dykcjonarz świętych, tłum. T. Rybowski, Wrocław, Ossolineum.
B a r a n o w s k i W. 1971, Kult świętych nie uznawanych przez władze kościelne w tradycyjnym
katolicyzmie ludowym, Euhemer - Przegląd Religioznawczy, nr 1, s. 41-51.
B r u c k n e r A. 1970, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa, Wiedza Powszechna.
C a m p b e l l J. 1997, Bohater o tysiącu twarzy, tłum. A. Jankowski, Poznań, Zysk I S-ka.
H a r t l i ń s k i A. b.r., Było to przed tysiącem lat. O życiu i śmierci św. Wojciecha, Poznań,
Wydawnictwo Literackie „Parnas".
K a n a p a r i u s z J. 1997, Świętego Wojciecha żywot pierwszy, Kraków, Wydawnictwo Benedyk­
tynów Tynieckich.
K a r w a s i ń s k a J. 1996, Wybór pism. Święty Wojciech, Warszawa, Towarzystwo Naukowe
Warszawskie.
K o s o w s k a E . 1985, Legenda. Kanon i transformacje. Święty Jerzy w polskiej kulturze ludowej,
Wrocław, Ossolineum.
P a r a d o w s k a M . 1997, Kult św. Wojciecha w kulturze ludowej Wielkopolski, Kronika Wielko­
polska, nr 3 (82), s. 28-40.
- 1999, Święty Wojciech w kulturze ludowej Wielkopolski, [w:] Tropami św. Wojciecha,
Z. Kurnatowska (red.), Poznań, PTPN, s. 389-407.
- 2000, / szedł przez pola, łąki, lasy. Święty Wojciech w tradycji ludowej, Wyd. „W dro­
dze", Poznań.
P a r a d o w s k a M., U r b a ń s k a A. 1996, Kult św. Wojciecha w polskiej kulturze ludowej.
Zarys problematyki, Etnografia Polska, t. 40, z. 1-2, s. 41-52.
- 1998, Kult św. Wojciecha w wybranych regionach Polski północnej ze szczególnym
uwzględnieniem Świętego Gaju, [w:] Adalbertus. Wyniki badań interdyscyplinarnych,
P. Urbańczyk (red.), I A E PAN, Warszawa, s. 279-308.
R o b i n s o n M . 1998, Sacred Places, Pilgrim Paths. An Anthology of Pilgrimage, London,
Harper Collins Publ.
S o b c z a k A., Ś m i g i e l К. 1997, Opowieść o świętym Wojciechu, Poznań, Media Rodzina
of Poznań.
S pen gier O. 1922, Der Untergang des Abendlandes, Monachium, C . H . Beck.
S z a c k a B. 1985, Mit a rzeczywistość społeczeństw nowoczesnych, [w:] O społeczeństwie i teorii
społecznej. Księga poświęcona pamięci Stanisława Ossowskiego, E . Mokrzycki, M . Ofierska,
J. Szacki (red.), Warszawa, PWN, s. 475-496.
Ś m i g i e l K . 1996, Święty Wojciech. Ilustracje z Drzwi Gnieźnieńskich z XII wieku i Srebrnego
Relikwiarza z 1662 г., Gniezno, Wyd. ABOS.
T o y n b e e A . J . 1934, A Study of History, Oxford, Oxford Univ. Press.
U s p i e n s k i В. A. 1985, Kult św. Mikołaja na Rusi, Lublin, RW K U L .
W i e w i ó r a Z . T . 1996, Święty Wojciech chrzciciel znad Bałtyku, Gdynia, Wyd. C R E D O .
- 1996b, Święty Wojciech w wieńcu cudów, pieśni i legend. Spiżowa legenda z Drzwi
Gnieźnieńskich, Gdynia, Wyd. C R E D O .
W i s z e w s k i P. 1997, Międzynarodowa sesja naukowa: Funkcje społeczne i polityczne kultu
świętych w społeczeństwie, Śląski Kwartalnik Historyczny, nr 3/4, s. 474-478.
Z i e m b a I . 1996, Święty Wojciech. Rzecz w trzech aktach, Gdynia, Wyd. C R E D O .

�154

ANNA URBAŃSKA

ANNA U R B A Ń S K A

C U L T O F R E L I G I O U S H E R O . T H E CASE O F ST. A D A L B E R T
Summary
The article deals with the figure of religious hero who has both the typical attributes of a saint
and of a national hero. First of all it is a mythical figure. Joseph Campbell created a model of
a mythical character and this concept can be helpful in interpreting figures from particular
cultures by juxtaposing tales told about them and the believers' attitudes with the model structure.
This method has been applied in the analysis of the material coming from the research on the cult
of St. AdalbertThe representation of the saint turned out to respond to the model of the mythical
religious hero. In Polish collective consciousness he appears as personification of the symbols of
Polish national identity, patriotism and Catholicism which are then used by the ruling elites in
order to elicit particular attitudes and behaviour. Only in isolated cases his functions are typical
for "folk saints". St. Adalbert responds to the Campbell's model of mythical religious hero.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7626" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7605">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/492ddb175b87da9c1b62d7e2c282e643.pdf</src>
        <authentication>01ba46ba0757142eac699d03bb2eca3c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1590</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91017">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91019">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91021">
                <text>Koncepcja mimesis René Girarda / ETNOGRAFIA POLSKA 1997 t.41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91023">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1997 t.41, s. 21-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91025">
                <text>Urbańska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91027">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91029">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91031">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91032">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91033">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLI: 1997, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

ANNA URBAŃSKA
Instytut Archeologii i Etnologii P A N , Poznań

KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

W różnorodności form kulturowych jawią się liczne elementy wspólne,
mające istotny wpływ na kształtowanie życia społeczno-kulturowego ludzi.
Na podstawie cech wspólnych dla wielu kultur niektórzy badacze (np.
Z. Freud, G. Hegel, K.G. Jung, C. Lévi-Strauss, К. Marks) wnioskują o jed­
nym źródle ich powstania, o wspólnym dla wszystkich fundamencie zjawisk
społeczno-kulturowych. Próbują odkryć ów pierwszy czynnik wpływający na
powstanie i rozwój grapy społecznej i jej wytworów kulturowych.
René Girard, optując za monogenicznością życia społecznego i kultury,
stara się udowodnić, że tym znamiennym motorem działań ludzkich, przy­
czyniającym się do powstania bogatej mozaiki kulturowej jest mimetyzm.
Dla Girarda jest to podstawowy mechanizm rządzący społecznościami,
„prawda o ludziach w ogólności". Swą hipotezę wspólnego początku tłuma­
czy następująco: mimetyzm jako naśladowanie jest elementem konstytutyw­
nym istoty ludzkiej. Każde zwierzę przejawia zachowania imitatywne, jed­
nakże człowiek jest istotą okazującą najwyższy znany nauce stopień imitatywności. Owa zintensyfikowana imitacja rozwinęła się dzięki sprzężeniu
zwrotnemu między genetycznym mimetyzmem człowieka a rozwojem jego
mózgu. Hominizacja udoskonaliła się dzięki relatywnie dużym umiejętnoś­
ciom imitatywnym a równocześnie wpłynęła na przyspieszenie wzrostu natu­
ralnego mimetyzm w istocie ludzkiej. Doprowadziło to do wzrostu potrzeb,
a co za tym idzie do konieczności życia w grupie i stworzenia organizacji
społecznych w celu lepszego i szybszego zaspokajania rosnących wciąż po­
trzeb ludzkich. Naturalne naśladownictwo i pragnienie, nie będące pier­
wotnie konfliktogenne, zaczęły nabierać cech negatywnych w postaci wzma­
gającego się pożądania tego, co posiada lub czego pragnie ktoś inny. Wywo­
łało to pierwsze społeczne konflikty, efektem których był pierwszy mimetyczny i ofiarniczy kryzys zakończony mordem kolektywnym. Po nim doszło
do zjednoczenia wspólnoty i zaprowadzenia ładu społecznego.
Zjawiska mimetyczne nazywane mimesis są motorem działań ludzkich
w czasie kryzysu społecznego. Dzięki przelaniu przemocy na jedną ofiarę
uzyskują konotację pozytywno-naśladowczą i stają się ponownie czynnikiem
scalającym wspólnotę. Mechanizm ofiarniczy, w którym mimesis odgrywa

�22

ANNA URBAŃSKA

ważną rolę, przyczynia się do powstania sacrum i religii. W ten sposób,
uważa Girard, zjawiska mimetyczne stają się fundamentem życia społecz­
nego, kultury i religii. Ponieważ jednak co jakiś czas kulturowe środki
prewencyjne zawodzą, mimesis konfliktogenna wymyka się spod kontroli
i dochodzi, jak za pierwszym razem, do kryzysu społecznego. Wspólnoty
wykorzystują wtedy znane im i skuteczne rozwiązanie ofiarnicze. Dzięki
temu, istnienie społeczeństw, religii i kultur opartych na mimetycznej prze­
mocy to nie historia, lecz wciąż aktualny obraz życia społecznego.
René Girard określa mimetyzm w różny sposób w zależności od funkcji,
jaką pełni. Daje to możliwość skonstruowania dwustronnej definicji mimetyzmu. Strukturo- i kulturotwórczym mimetyzmem określa imitaq'e, czyli naślado­
wanie i odwzorowanie . Konfliktogenny natomiast nazywany jest „mimesis",
mimo że greckie określenie tyczy całej rzeczywistości mimetycznej.
Mimetyzm imitatywny można porównać do pojęcia mimetyzmu w psy­
chologii, jako zewnętrznego upodobnienia się do modela lub odtwarzania
czynności na wzór postępowania modela. Pojęcie imitacji w psychologii
określa, na czym polega uczenie się i przyswajanie wzorów zachowań, myśle­
nia, mówienia i działania uwarunkowanych konkretnym środowiskiem. Psy­
chologia potwierdza więc istotowy charakter mimetyzmu ludzkiego.
W biologii mimetyzm jako upodobnienie się jest najlepszym wypracowa­
nym w toku ewolucji gatunków sposobem ujawniania się instynktu samoza­
chowawczego. W kryzysie społecznym jednostki upadabniają się do tłumu
w swym zachowaniu, myśleniu i postrzeganiu rzeczywistości, by nie ściąg­
nąć na siebie oskarżeń prześladowyczych i nie stać się ofiarą agresywnego
tłumu dążącego do wyładowania własnej przemocy na kimkolwiek, kto choć
trochę wyróżnia się spośród ogółu.
Mimesis natomiast jest czynnikiem destruktywnym, ponieważ wprowa­
dza społeczność w zamknięte koło przemocy, przez co przyczynia się do
zniszczenia struktur społecznych i kulturowych. Mimesis jest rosnącym po­
żądaniem, nieodpartą chęcią przywłaszczenia tego, co ma ktoś inny. Pożą­
danie nabiera charakteru rosnącej zawiści, która może zostać zaspokojona
jedynie poprzez przemoc. Mimesis przejawia się więc tylko w kontekście
społecznym, gdyż cała społeczność z czasem bierze w niej udział.
Aby koncepcja mimesis była pełniejsza przedstawiony został modelo­
wy kryzys poprzez pryzmat wydzielonych poniżej kategorii mimetycznych,
dzięki którym można scharakteryzować działanie i myślenie społeczności
w ekstremalnych warunkach, w których grupa jako całość oraz jako po­
szczególne jednostki odczuwa zagrożenie egzystencji, bądź tylko naruszenia
spokoju i porządku społecznego.
1

1

Por. Kolczyński (1995, s. 66). Pojęcie w formie imitacji znane jest nauce już z dziel
Platona i wykorzystywane jest w różnych dziedzinach, m.in. literaturoznawstwie, sztuce, bio­
logii i psychologii. O ile określenie mimesis w sztuce nie przystaje do antropologicznej definicji,
o tyle mimetyzm psychologiczny i biologiczny nadają pełniejszy obraz pojęciu.

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

23

POJĘCIE M I M E S I S W MYŚLI G I R A R D A

Girard uważa, że stosunki międzyludzkie można ująć w jedną całość
przy zastosowaniu jednego czynnika tkwiącego u podstaw ludzkiej natury:
MIMESIS. Mimesis ma dwa oblicza. Z jednej strony stanowi praprzyczynę
moralnego ifizycznegocierpienia ludzi i w konsekwencji wszelkiego nieładu.
Jest czynnikiem destrukcyjnym, gdyż nieuchronnie prowadzi społeczeństwo
ku rozkładowi. Z drugiej zaś strony jest też przyczyną wszelkiego ładu
ustanowionego za pośrednictwem kozłów ofiarnych przynoszących spon­
taniczne pojednanie . Jest więc także czynnikiem pozytywnym, scalającym
społeczeństwa i tworzącym kulturę.
Girard wyprowadza podstawową definicję mimesis z klasycznego pojęcia
imitacji, czyli naśladowania, odwzorowania (Arystoteles 1989). Jednakże
w kontekście koncepcji kozła ofiarnego pojęcie to nabiera nowej perspektywy,
perspektywy pożądania, która rozwija i wzbogaca definicję. Ponieważ wprowa­
dzone przez Girarda sformułowania dotyczące mimesis, mimetyzmu oraz
imitatywności są równocześnie elementami koncepq'i mechanizmu założyciel­
skiego, kozła ofiarnego i przemocy, dlatego treść mimesis zmienia się w zależ­
ności od pełnionej funkcji w konkretnym momencie życia grupy społecznej.
Zarysowują się trzy podstawowe pojęcia mimetyzmu: imitacja jako na­
śladowanie, pożądanie oraz przywłaszczanie, przy czym dwa ostatnie okreś­
lane są mianem mimesis.
Mimetyzm jako naśladowanie jest cechą naturalną, charakterystyczną
dla wszystkich ludzi. Procesy hominizacji i imitacji są ze sobą związane
relacją spiralną: hominizacja rozwinęła się dzięki mocy naśladowczej, a na­
stępnie wpłynęła na przyspieszenie wzrostu tejże mocy. Daje to nieograni­
czone możliwości ludzkiego mózgu. Imitacja otoczenia lub drugiej osoby nie
jest w swej naturze konfliktogenna. Sam bowiem proces uczenia się nie jest
w swej istocie niebezpieczny, wręcz przeciwnie. Bo jak stwierdza sam Girard
„w zachowaniu człowieka nie ma niczego lub prawie niczego, co nie byłoby
wyuczone, a każde uczenie się można określić jako imitację. Gdyby ludzie
przestali nagle wzajemnie się naśladować, zaczęłyby stopniowo zanikać
wszelkie formy kulturowe" (Girard 1983, s. 75). Zjawisko imitacji jest zatem
podstawą ludzkiej natury i społeczno-kulturowej harmonii.
Girard oddzielając pojęcie imitatywności jako naśladownictwa od poję­
cia mimesis, przypisuje mimesis określenie mimetyzmu, zdefiniowane jako
podwojone naśladownictwo łączące jednostki w pary rywali i spajające je
w zafascynowany tłum. Ów charakterystyczny pierwiastek pożądania kon­
fliktogennego odróżnia mimetyzm od imitacji.
2

3

2

Girard (1991, s. 241). Ofiary te zespalają bowiem przeciwko sobie w finalnym i zawsze
mimetycznym, choć jednomyślnym paroksyzmie ludzi, którzy byli najpierw skłóceni na skutek
uprzednich efektów mimetycznych.
Mechanizm kozła ofiarnego to główny temat publikacji Girarda (zob. Literatura).
3

�24

ANNA URBAŃSKA

Przy badaniu skłonności do naśladowania, Girard zauważa szczególną
formę u wyższych ssaków, którą nazywa mimesis przywłaszczania. Charak­
teryzuje się ona siłą destrukcyjną. „Pragnienie posiadania nie jest cechą
wrodzoną", lecz od pierwszych dni życia człowiek uczy się mimetycznie być
i mieć (199 lb, s. 313). Konfliktogenność przywłaszczania polega na wzroście
pożądania posiadania tego, co mają inni przy jednoczesnej niemożności
pomnożenia przedmiotu pożądania. Tego rodzaju naśladowanie (jeśli wciąż
możemy tego określenia używać) jest do głębi przesycone pragnieniem i po­
żądaniem. Pożądanie charakterystyczne dla człowieka współczesnego różni
się zasadniczo od wszelkich form pożądania naturalnego. Nie jest ono
spontaniczne; potrzebuje zawsze pośredników i wzorów do naśladowania.
Rozgrywa się zawsze w przestrzeni społecznej, nie może istnieć bez zjawiska
rywalizacji, prestiżu i współzawodnictwa. Jest to pragnienie bycia kimś
innym. U Girarda zatem termin mimesis oznacza pożądanie naśladowcze.
Pożądanie to przyjmuje w swym pierwszym etapie formę przywłaszczania.
Przywłaszczanie posiada formę licytacji, która polega na wzmaganiu się
pragnienia zawłaszczenia przedmiotem, tym większe, im bardziej inny prag­
nie. Girard uważa, że rola mimesis przywłaszczania jest najważniejsza, bazo­
wa, w mechanizmie kulturo-twórczym czy konfliktogennym. Jest zatem
punktem wyjścia: dwaj mimetyczni rywale starają się sobie wydrzeć jeden
obiekt, który poprzez każdego z nich został wskazany drugiemu jako obiekt
pożądany. Mimetyzm zatem to siła, która rządzi ludźmi zorganizowanymi
w grupę. Jest głównym składnikiem przemocy, gdyż wzorce przemocy mno­
żą się właśnie poprzez naśladownictwo. A ponieważ przez nie gromadzi się
przemoc, tworzy się błędne koło przemocy (1993, s. 112). Automatycznie
wzrastająca przemoc nadaje wartość obiektom pożądania w kryzysie ofiarniczym, o którym będzie mowa dalej.
Strukturę mimetyczną charakteryzującą się pożądaniem i przywłaszcza­
niem określa filozof jako trójkąt mimetyczny. Składa się on z trzech zasad­
niczych elementów połączonych ze sobą w następującym modelowym sche­
macie, w którym transfer z В do С jest wtórny do transferu z A do C:
С przedmiot pożądania

В model zmieniający się
w rywala - przeszkodę

„Podmiot pożąda przedmiotu, gdyż pożąda go rywal" (1993, s. 202).
Przyczyną tego pożądania nie jest obiektywna wartość wybranego przed­
miotu do zdobycia, lecz pożądanie innego determinuje pojawienie się, wzrost
albo zanik poczucia głębokiego, wszechogarniającego pożądania. Człowiek
bowiem nie potrafi sam z siebie pożądać, stwierdza Girard. Przedmiot

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

25

pożądania musi być wyznaczony przez kogoś innego lub wzorce kulturowe
objawione w innym człowieku. Podmiot przywiązuje się do osoby pośred­
nika, jawiącego się jako rywal, którym, paradoksalnie, jednocześnie pogar­
dza się i podziwia. „Wartość przedmiotu zależy już tylko od spojrzeń dru­
giego człowieka" (Domenach 1992, s. 7). Zatem pożądanie trójkątne realizu­
je się tylko w przestrzeni społecznej, gdyż nie może istnieć bez rywalizacji
i współzawodnictwa. Kiedy zanika powoli perspektywa obiektu, pożądanie
przemienia się w dwustronną rywalizację (podmiot-rywal): model budzi
w podmiocie, czyli w pożądającym, uczucie fascynacji, które stopniowo
przemienia się w zawiść i zostaje przejęte przez model. Model staje się
rywalem i przeszkodą dla podmiotu. Sam zaczyna postrzegać swój przed­
miot pożądania poprzez pożądanie podmiotu. Zaczyna odczuwać rosnącą
fascynację i zawiść względem podmiotu. Dla rywala podmiot staje się prze­
szkodą, a on sam podmiotem. To specyficzne naśladowanie prowadzi do
odróżnorodnienia, czyli do ujednolicenia obu stron rywalizujących o jeden
przedmiot. W konsekwencji przyczynia się do kryzysu społecznego. Zatem
„mimetyczny trójkąt niszczy podstawy społecznego ładu, bo zaciera róż­
nice [...], a ład społeczny tworzy się na fundamencie zróżnicowania" (Girard
1992, s. 7). Trójkąt mimetyczny oparty jest na heglowskiej relacji pana
i niewolnika. Jest więc modelem wszelkich stosunków, w których , jedna
strona dążąc do zdominowania drugiej, zostaje przez nią niepostrzeżenie
kształtowana i uzależniana [...]. A jeśli się mu to nie udaje (tzn. nie zdobywa
tego, co pożąda ktoś inny), opanowuje go duch negacji, który poprzez
przemoc i gwałt chciałby zniszczyć nie tylko otaczający go świat, a w nim
rywali i konkurentów, których uważa za szczęśliwych, ale także i samego
siebie" (Rowiński 1981, s. 51). Ostatecznie realizacja pożądania może na­
stąpić dopiero, gdy model przemieniony w rywala - przeszkodę zostanie
usunięty. Wtedy jednak pierwotny przedmiot pożądania nie jest już widocz­
ny, a przedmiotem już zdobytym jest pokonany rywal.
Przemiana modela w przeszkodę określona jest przez Girarda pojęciem
scandalonu. „Imitując pożądanie brata, pożądam tego, czego on pożąda
i obaj uniemożliwiamy sobie zaspokojenie naszego wspólnego pożądania. Im
bardziej rośnie obustronny opór, tym intensywniej rośnie pożądliwość".
Pożądliwość, zintensyfikowany stopień pożądania, jest cechą charaktery­
styczną scandalonu. „Ta reakcja łańcuchowa jest do tego stopnia skuteczna,
że pożądliwość przestaje się interesować czymkolwiek poza tym, co miesza
jej szyki. Przywiązuje się jedynie do przeszkód przez nią samą powołanych
do istnienia" (Girard 199 lb, s. 190). Pożądliwość ta ujednolica osoby dra­
matu. Girard przedstawia jej działanie na ewangelicznym opisie śmierci
Jana Chrzciciela (Pismo św. 1971, Mk6, 14-28). Herodiada pragnie śmierci
Jana Chrzciciela, gdyż jest on dla niej przeszkodą do osiągnięcia celu:
całkowitego zawładnięcia Herodem. Salome, na rozkaz swej matki, tańcząc
wywołuje pożądliwość Heroda, który obiecuje jej wszystko, o cokolwiek
poprosi. Salome nie potrafi sama z siebie pożądać. Modelem dla niej jest

�26

ANNA URBAŃSKA

matka. Chce tego, co chce Herodiada i „pochwyciwszy matczyne pożądanie
dziewczynka już nie odróżnia siebie od matki" (Girard 1991b, s. 192). Mimetyczna intensyfikacja pożądliwości niszczy indywidualność i powoduje, że
osoby dramatu stają się współwymienne. Oto schemat działania pożądliwości.
Proces ten określany jest pojęciem scandalonu. Wyprowadzone jest z greckie­
go słowa skadzein, co znaczy kuleć. Polskie słowo skandal oznacza zgorsze­
nie, kamień obrazy, kamień-zawada. Girard używa przeważnie określenia
scandalonu oznaczającego „przeszkodę, która odpycha, aby przyciągnąć,
przyciąga, aby odepchnąć". Pierwsze potknięcie, a potem następne po kolej­
nych powrotach sprawiają, że coraz bardziej ta przeszkoda zaczyna fascyno­
wać i wciągać w mimetyczny taniec (1991b, s. 223n). W pożądającym wzrasta
pożądliwość do tej przeszkody. Pożądliwość przeradza się w namiętną niena­
wiść. W ten sposób podmiot poddaje się scandalonowi jako przeszkodzie.
Scandalon jako zjawisko można utożsamić z modelem-rywalem. Scandalon to niejako przetworzona forma trójkąta mimetycznego i jego przejś­
ciowa forma do mimesis antagonistycznej. Pojęcie scandalonu można więc
wprowadzić w model trójkąta mimetycznego w momencie, w którym dwaj
rywale zatracają perspektywę obiektu do zdobycia, a koncentrują się na
sobie. Scandalon posiada trzy elementy: przedmiot skandalu, operatora
i ofiarę skandalu. Można to odczytać w podanym przez Girarda przykładzie
relacji, jaka zachodzi między Janem Chrzcicielem, Herodiadą i Salome.
Przedmiotem skandalu, a więc samym skandalem jest Jan Chrzciciel, opera­
torem Herodiada, a ofiarą Salome. Skandal - przeszkoda przemienia się
w rywala i staje w poprzek drogi operatorowi i ofierze. Ofiara poprzez
totalne zimitowanie operatora staje się jakby ujednoliconą jego częścią. Ten
mimetyczny model scandalonu wygląda następująco:

Na schemacie obiekt pożądania znajduje się w większej odległości od
pozostałych elementów i połączony jest liniami przerywanymi. W scandalonie perspektywa obiektu zanika, a jej miejsce wypełnia przeszkoda będąca
przedmiotem skandalu, samym skandalem.
Pojęcie mimesis posiada zatem trojakie znaczenie: imitacji, pożądania
i przywłaszczania. Kiedy mimesis przejawia się jako siła konstrukcyjna,
postrzegana jest w znaczeniu imitacji - naśladownictwa z dodatkiem łagod-

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

27

nej formy pożądania. Mimesis konfliktogenna odznacza się pożądaniem
i przywłaszczaniem. Posiada dwa podstawowe i ewoluujące modele: model
trójkąta mimetycznego oraz oparty na pożądliwości model scandalonu. Oba
zjawiska wpływają na życie i kształtowanie się grapy społecznej i same
ulegają przekształceniom w rezultacie oddziałujących na nie czynników spo­
łecznych i kulturowych.

K A T E G O R I E MIMESIS I I C H F U N K C J E

René Girard opisuje życie grupy społecznej kategoryzując je poprzez
etapy rozwoju mechanizmu kozła ofiarnego. W opisie tym znajdujemy istot­
ne dla mechanizmu założycielskiego elementy zjawiska mimetycznego, które
możemy nazwać kategoriami, gdyż określają poszczególne etapy wchodzenia
i wychodzenia grupy z kryzysu społecznego. Kategorie mimetyczne po­
rządkujące rzeczywistość społeczną oparte są na definicjach przywłaszczania
i pożądania oraz na podstawowych modelach mimetycznych: trójkąta
i scandalonu.
Wydzielić można pięć kategorii: podwójny mimetyzm, mimesis rywaliza­
cji wraz z pojęciem hubris, mimesis antagonistyczna z układem bliźniaczym,
mimesis tłumu i mimesis pojednawcza.
O podwójnym mimetyzmie Girard pisze w Dawnej drodze, którą kroczyli
ludzie niegodziwi, opisując sytuację Hioba ze Starego Testamentu. Kategoria
ta charakterystyczna jest dla etapu, w którym w łonie grupy nie ma jeszcze
zasadniczych oznak kryzysu. Może, ale nie musi wyłonić się kryzys. Podwój­
ny mimetyzm ma dwojaki charakter: pozytywny, będący naśladownictwem
charakterystycznym dla społecznego i kulturowego rozwoju oraz negatywny,
będący mimetyczną pożądliwością. Rzeczywistość poddana takiemu mimetyzmowi charakteryzuje się nieumiarkowaniem, sprzężeniem braku i nad­
miaru oraz stawianiem w hierarchii wartości wyżej przeszkody niż modelu.
Pożądliwość podwójnego mimetyzmu „bierze swoje urojenia za rzeczywi­
stość" (Girard 1992, s. 65). Girard, rozważając problem kozła ofiarnego,
stawia sobie pytanie: „Co popycha ludzkie wspólnoty do ślepego podążania
za jakimiś jednostkami, a następnie do nie mniej ślepego odwracania się od
nich?" (1992, s. 69). Odpowiedź znajduje w mechanizmie podwójnego mime­
tyzmu. Oparty jest on na modelu trójkąta mimetycznego, a zasadniczą rolę
odgrywa mimetyzm modelu przeszkody. Jeśli zachowana jest równowaga sił
między grupą będącą podmiotem, a grupą będącą modelem, zdobywanie
obiektu i rywalizacja nie powodują dezintegracji społecznej i konfliktowej
jednorodności. Gdy jednak równowaga sił zostaje zachwiana, wtedy roz­
poczyna się kryzys ukoronowany śmiercią lub wygnaniem kozła ofiarnego.
Na przykładzie Hioba Girard przedstawia charakterystyczne w podwójnym
mimetyzmie sprzężenie zwrotne modelu i przeszkody. Hiob należy do naj­
wyższej klasy w swej społeczności. Jest bogaty, szanowany, dobrze mu się

�28

ANNA URBAŃSKA

wiedzie, posiada prestiż i wpływy. Hiob zostaje utożsamiony z sukcesem.
„Przyjaciele" Hioba, członkowie tej samej klasy, realnie pragną osiągnąć to,
co Hiob. „Pragnąć sukcesu, to pragnąć samego Hioba, to pragnąć w niczym
się od niego nie różnić" (1992, s. 53). Hiob staje się więc najpierw fas­
cynującym modelem, a następnie znienawidzoną przeszkodą. „Fascynacja
wzbudzona przez zbyt szczęśliwego rywala, przez to samo, że polega na
pożądliwości mimetycznej, może łatwo obrócić się w nieprzejednaną niena­
wiść" (1992, s. 54). Jest to pierwszy etap wytypowania ofiary, która za­
spokoiłaby wciąż wzrastającą frustrację społeczną. Mimetyzm adoracji mo­
dela szybko zamienia się, poprzez przemianę modela w przeszkodę, w mime­
tyzm zawiści. Tak więc podwójny mimetyzm charakteryzuje się relacją pod­
miotu do modela określaną jako adoracja, która zmienia się w relację
nienawiści podmiotu do przeszkody, przy czym model i przeszkoda to jedna
i ta sama osoba lub grupa.
W tym momencie rozpoczyna się pierwszy etap kryzysu mimetycznego,
w którym zaczyna działać druga kategoria mimetyczna - mimesis rywaliza­
cji. Trójkąt mimetyczny, w którym istotną rolę odgrywa mimesis zawłasz­
czania oraz model scandalonu, nieuchronnie przechodzą w mimesis rywali­
zacji. Rywalizacja jest rozwinięciem negatywnego charakteru podwójnego
mimetyzmu. W wyniku skupienia się mimetycznych pragnień na jednym
przedmiocie, podmiot i model stają się rywalami. Postrzegają siebie na­
wzajem jako różniących się. Od zewnątrz jednak są ujednoliceni. Cechą
charakterystyczną dla mimesis rywalizacji jest przemienność, czyli pasmo
zmian cech i losów rywali. Przez sam fakt dążenia do zdobycia jednego
obiektu pożądania, zaczynają się upodabniać do siebie. Dochodzi do ciągłej
wymiany pozycji podmiotu i przeszkody między rywalami. Ta przemienność
wymusza pogłębiającą się rywalizację. Ciągła wymiana pozycji jest jednym
ze wskaźników kryzysu ofiarniczego. Rywale starają się prześcignąć jeden
drugiego w zdobyciu celu. W swej pogoni stają się histerycznie mimetyczni.
Każdy „chce być modelem dla innych samemu nie mając modelu" (1991b,
s. 94). Taką skrajnie posuniętą rywalizację Girard określa pojęciem hubris
i obrazuje na przykładzie bohaterów azteckiego mitu o stworzeniu słońca
i księżyca. Bóg księżyc, Tecuciztecatl, domagał się bycia pierwszym w rywa­
lizacji z bogiem słońcem zwanym buboso. Chciał być wzorcem dla innych,
samemu nie mając wzorca. Nie był jednak do tego zdolny, bo sam był zbyt
mimetyczny: wahał się wskoczyć w ogień, dopiero przykład buboso zmusił
go do naśladowania poprzednika. Zatem, żeby być wzorem nie można być
hubris, tzn. nie można być „histerycznie mimetycznym" i za wszelką cenę
pożądać pierwszego miejsca, a potem się wycofać nie mając przykładu.
Kontynuacją mimesis rywalizacji jest mimesis antagonistyczna. W miarę
zaostrzania, się rywalizacji, gdy obie strony utraciły już świadomość obiektu
pożądania, gdy pozostaje czyste współzawodnictwo, rywale postrzegają
siebie jako odmiennych od siebie antagonistów. Zaczyna działać mimesis
antagonistyczna, czyli mimetyczne podstawienie antagonistów w miejsce

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

29

pożądania. Mimesis ta łączy kilku rywali i ukierunkowuje przeciw jednemu.
Jest to etap rozwiniętego kryzysu mimetycznego, kiedy zaczyna dochodzić
do jego przesilenia. Antagoniści tworzą układy bliźniacze. Girard przypisuje
temu układowi właśnie taką nazwę ze względu na intensyfikację wspólnych
cech między naturalnymi bliźniakami oraz ze względu na bardzo częste
występowanie w mitologii braci - nieprzyjaciół. W przypadku bliźniąt w mi­
tologii brak różnicy jawi się jako monstrualna różnica; brakuje akceptacji
wewnątrz układu i dochodzi do rywalizacji między braćmi (por. Girard
1991b, s. 34). Układ bliźniaczy polega na tym, że pomiędzy prześladowcą
i prześladowanym powstaje układ odbicia lustrzanego, czyli relacja odwza­
jemnionego mimetycznego antagonizmu. Antagoniści odpowiadają gwałtem
na gwałt. Przemoc od samego początku jest nierozerwalnie związana ze
zjawiskiem mimesis, a w mimesis antagonistycznej nabiera monstrualnych
kształtów (por. Stodolny 1993). Układy bliźniacze są charakterystyczne dla
społeczności będącej w stanie zaawansowanego kryzysu mimetycznego.
Równocześnie obok mimesis antagonistycznej pojawia się mimesis tłumu.
Girard określa tłum jako spontaniczne gromadzenie się ludzi. W naturze tłumu
leży dążenie do działania, lecz tłum nie jest w stanie oddziaływać na przyczyny
naturalne, stąd automatycznie znajduje dostępną „zastępczą" przyczynę, by
móc zaspokoić odczuwany głód przemocy (Girard 1991b, s. 26).
Według Girarda, tłum charakteryzuje się odróżnorodnieniem i jedno­
myślnością. Tłum przejawia tendencje do całkowitego podstawienia się pod
instytucje lub stosowania presji wobec nich, by wymusić decyzje. Gdy two­
rzy się tłum, zaczynają ulegać zniszczeniu społeczne struktury i przestaje
obowiązywać tzw. zasada różnic, która określa społeczny porządek. Działa
za to odróżnorodnienie przez wzajemność. Polega ono na pomieszaniu
akceptowanej dotąd hierarchii wartości, funkcji oraz struktur społecz­
nych. W kryzysie elementy wzajemności, dotąd zakryte, są odsłonięte i prze­
kształcają się w tzw. „złą wzajemność", która, mimo że przeciwstawia sobie
ludzi, ujednolica jednak ich zachowania. Każdy bowiem walcząc przeciwko
drugiemu, zachowuje się w podobny, agresywny sposób i stosuje podobne
środki przeciw rywalom. Zło wciąż wzrasta, a identyczność zachowań
wywołuje wrażenie pomieszania, totalnego odróżnorodnienia. Tłum z chwilą
zmobilizowania ma najwyższą władzę. Zmusza wszystkie instytucje, aby
się weń wtopiły. Girard ukazuje to na przykładzie Wielkiego Piątku,
kiedy dochodzi do konfrontacji poncjusza Piłata z tłumem (Girard 199 lb,
s. 55). W czasie kryzysu tłum jest jak tygiel, w którym wszystko się stapia
- i władze, i autorytety.
Grapa społeczna ujednolicona charakteryzuje się mimetycznym zjednocze­
niem. Wszystko, co czyni jest bezbłędne, bo jednomyślne. Tłum staje się
jednomyślny w punkcie kulminacyjnym odróżnorodnienia, a owa jednomyśl­
ność zaczyna umacniać wspólnotę wcześniej całkiem zdezintegrowaną. Mime­
sis tłumu charakteryzująca się więc zanikiem różnic społecznych, upodobnie­
niem się jednych do drugich, opiera się na zasadzie „wszyscy przeciwko

�30

ANNA URBAŃSKA

jednemu". Jest to jedyna porządkująca tłum zasada. Kategoria ta określa
zatem zasadniczy etap kryzysu mimetycznego, w którym punktem kulmina­
cyjnym jest kolektywny mord na niewinnej ofierze. Jednomyślne wytypowanie
ofiary przez wszystkich zwraca się przeciwko niej.
Girard dowodzi w ten sposób, że mimesis jest podstawą przemocy.
W wyniku działania mimesis doszło do pierwszego spontanicznego mordu
kolektywnego, który zakończył kryzys społeczny. Mord na niewinnej ofierze
stał się jedynym znanym ludziom rozwiązaniem kryzysów społecznych.
Mimesis tłumu jest charakterystyczna zatem i dla kolejnych kryzysów mimetycznych, a jej jednomyślność doprowadza do wytypowania kozła ofiarnego,
co w efekcie przynosi czasowy ład społeczny.
I tu wkraczamy w następny etap życia grupy charakteryzujący się po­
wracaniem do stanu zróżnicowania społecznego, porządku i pokoju. Etap
ten kategoryzuje mimesis pojednawcza. Mord założycielski przerywa wzajem­
ne gwałty i daje początek jednoczącemu mimetyzmowi, który scala społecz­
ności i tworzy kulturę. Następuje powrót do starych lub wytworzenie no­
wych struktur i hierarchii społecznych. Zaczynają działać funkcje społeczno-kulturowe wcześniej obumarłe. Mimesis pożądliwości ponownie staje się
mimetyzmem naśladowczym, niezbędnym w systemie uczenia i wychowywa­
nia młodych pokoleń oraz w przekazywaniu elementów kultury. Społeczność
zaczyna się znów różnicować. Porządek kulturowy jest bowiem zorganizowa­
nym systemem różnic między ludźmi, a tożsamość pozwala ludziom pozostać
w określonych związkach między sobą. Mimetyzm schodzi do pozycji naśla­
downictwa bez aspektu konfliktogennego. Znów staje się mimesis strukturoi kulturotwórczą.

R O L A M I M E S I S W R O Z P A D Z I E G R U P Y SPOŁECZNEJ

Girard nakreśla dwa typy rozpadu grupy. Pierwszy to czasowa dezinte­
gracja społeczna, która jednak po zastosowaniu mechanizmu kozła ofiarne­
go powraca do stanu ładu społecznego. Drugi to całkowity rozpad, w którym
mechanizm ofiarniczy nie przynosi oczekiwanych efektów i społeczność ginie,
a jednostki ją tworzące wtapiają się w inne grapy lub zaczynają budować
zupełnie nowe społeczeństwo.
Kryzys społeczny, czyli częściowy lub pełny rozpad grapy, to ciąg wyda­
rzeń i zjawisk, które posiadają następującą strukturę: początek kryzysu,
rozwój, punkt kulminacyjny kryzysu (totalna dezintegracja i odróżnorodnienie), przesilenie (wydarzenie zażegnujące kryzys, np. wytypowanie i skazanie
ofiary) i czas powrotu do sytuacji porządku społecznego. Kryzys jest rozprzę­
żeniem aż do zniszczenia struktur społecznych, na których zbudowana jest
wspólnota. Im rozpad sięga głębszych struktur, tym mniejsza szansa na
ponowne scalenie ludzi w tej samej grapie społecznej. Kryzys może ujawnić
się na skutek jednej przyczyny, ale zazwyczaj jest to kompilacja kilku.

�31

KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

Najważniejsze przyczyny to: przyczyny ekonomiczne (np. niesprawiedliwy
podział zysków lub żywności, wykorzystywanie pracowników przez praco­
dawców, zmiany w polityce ekonomicznej władz, nagła pauperyzacja spo­
łeczna, regres gospodarczy), kulturowo-religijne (na terenach, gdzie jedna
religia jest dominująca, a inne mniejszościowe lub tam, gdzie ścierają się
wpływy dwóch lub więcej dużych religii czy kultur), etniczno-narodowościowe
(tereny „mieszanek" etniczno-narodowościowych, walki wyzwoleńczo-separatystyczne itp.) oraz agresja z zewnątrz (np. konflikt wojenny) .
Dla Girarda czynnikiem sprawczym kryzysu nie są idee kierujące
myśleniem i wyobrażeniem ludzkim, lecz bardziej podświadome bodźce
w postaci zjawisk mimetycznych, będące najpierw właściwością naturalną
człowieka, a następnie rozszerzające się w konstrukcję społeczną wciągającą
w swój krąg oddziaływania wszystkie jednostki żyjące w danej społecz­
ności. Idee i wierzenia, jako przetworzone wytwory ludzkiej inteligencji,
podlegają również zjawiskom mimetycznym. Są więc wtórne do mimesis
jako czynnika sprawczego.
Konfliktogenna mimesis przywłaszczania charakteryzująca się rozjątrzo­
ną pożądliwością jest przyczyną kryzysu mimetycznego (udowadnia swą
teorię poprzez analizę zakazów, o których mowa dalej). Początek konfliktu
wynika z faktu walki dwóch rywali o jeden i ten sam niepodzielny obiekt
pożądania. Ktoś może przegrać, nie zdobyć tego, o co walczy, stąd roz­
pętanie walki o obiekt i podsycanie nienawiści. Girard jednak nie wyjaśnia
dokładnie, w jakich warunkach konflikt przeradza się w kryzys. Podaje
wprawdzie, że pewną rolę odgrywają czynniki zewnętrzne, jak np. epidemia,
powódź bądź susza, czy atak najeźdźców, lecz nie tłumaczy, w jakim stopniu
i kiedy wpływają one na konflikt mimetyczny tak, że przeradza się w kryzys
społeczny. Nie pisze również, czy istnieją inne czynniki wpływające na
konflikt czy kryzys.
Można stwierdzić, podążając za myślą Girarda, że kryzys społeczny, to
suma następujących po sobie w krótkim stosunkowo czasie konfliktów, które
powodują zmiany w życiu społecznym na tyle głębokie, że doprowadzają
4

4

Według L e Bona (1994, s. 11), głębokie zmiany w sposobie i charakterze myślenia lu­
dów wchodzących w skład społeczeństw cywilizacji, są rzeczywistą przyczyną przeobrażeń
wewnątrz-społecznych, są głównym motorem kryzysów i powstawania nowych formacji spo­
łecznych. Zmiany zachodzące w ideach, pojęciach i wierzeniach nie są widoczne, lecz sięgają
rdzenia społecznego i kierują przemianą, a wydarzenia historyczne, nawet te najbardziej
gwałtowne, są tylko dostępnymi dla badacza skutkami owych wewnętrznych zmian. L e Bon
uważa, że są dwa podstawowe czynniki zmian: a) upadek dogmatów religijnych, społecznych
i politycznych; b) powstawanie nowych warunków bytu i myślenia pod wpływem rozwoju
cywilizacyjnego. A. Toynbee natomiast (Skudrzyk 1992, s. 4) nazwał etap, w którym dochodzi
do kryzysu społecznego załamaniem się rozwoju cywilizacji. Jest to brak prawidłowej od­
powiedzi ze strony społeczeństwa na wezwania zmieniającej się wewnętrznie rzeczywistości.
Dochodzi do reakcji proletariatu (nietwórczej warstwy społecznej) opartej na gwałtowności
i przemocy. Toynbee, podobnie jak Girard, zwracał uwagę na obecność tłumu w momencie
kryzysu oraz na towarzyszącą mu przemoc.

�32

ANNA URBAŃSKA

do stopniowej dezintegracji, aż do wybuchu kryzysu społecznego. Może on
być zażegnany jedynie poprzez ofiarę, której nikt nie pomści, tak, aby
przemoc, rozprzestrzeniającą się wewnątrz społeczności jak zaraza, można
było wyrzucić na zewnątrz grupy.
Kryzys już trwa. W kryzysie mimetycznym pojawiają się wszystkie kate­
gorie mimesis. „W miarę jak kryzys utwierdza się, wszyscy członkowie
wspólnoty stają się bliźniakami przemocy [...], stają się swoimi sobowtórami,
odbiciem siebie samych" (1993, s. 109). Autor używa monstrualnego okreś­
lenia „sobowtór", by uwypuklić tragiczną, choć realną symetrię zachowań
ludzkich w kryzysie, będących wyrazem złej wzajemności. Członkowie
wspólnoty, mimo że obracają się przeciw sobie, zajmują jednak symetryczne
pozycje w układzie mimetycznym, stają się „bliźniakami". Przemoc, która
wypełnia kryzys uniformizuje ludzi. Każdy może stać się odbiciem drugiego,
czyli obiektem fascynacji i nienawiści jednocześnie. Jedynym przedmiotem
pożądania staje się przemoc, której struktura przesycona jest zresztą pożą­
daniem. „Przemoc staje się oznaką tego, co absolutnie godne pożądania"
(1993, s. 109).
Przemoc charakteryzuje się zaraźliwością, która polega na systemie cyklotymii (1993, s. 13n): rywale antagoniści wydzierają sobie to, co wydaje im
się najistotniejsze w bycie, jego tożsamość, postrzegając ją jako przemoc,
którą posiada przeciwnik. Dochodzi do dwustronnej huśtawki. Owa tragicz­
na cyklotymia wciąga coraz więcej jednostek, aż do zagarnięcia przez prze­
moc całej społeczności. Celem cyklotymii jest doprowadzenie grupy do stanu
walki wszystkich przeciwko wszystkim, do stanu, w którym wszyscy zaraże­
ni są przemocą. Zacierają się różnice między klasami społecznymi oraz
między samymi jednostkami, przy czym Girard traktuje zacieranie się różnic
między jednostkami o wiele poważniej z racji ich pierwotności w stosunku
do problemów między klasami społecznymi. Zwraca przy tym uwagę, że
skutkiem takiego odróżnorodnienia są mitologiczne przykłady kazirodz­
twa, ojcobójstwa czy matkobójstwa traktowane jako jedne z najgorszych
zbrodni, gdyż atakują pierwotne podstawy egzystencji ludzkiej.
Zacieranie się różnic powoduje ciągłą wymianę pozycji, tzn. że różnica
między antagonistami nie ginie, lecz ulega odwróceniu. To odwrócenie róż­
nic Girard definiuje jako zamazaną różnicę, symetrię lub wzajemność. Wza­
jemność polega tutaj na tym, że dwaj przeciwnicy zajmują na zmianę tę
samą pozycję. Jest to typowa cyklotymia. Po obu stronach wszystko na
zmianę jest takie samo: pożądanie, strategia, uniesienia, depresje, zwycięstwa
i porażki. Przemienność pozycji staje się coraz szybsza, aż do całkowitego
zmieszania wszystkich rywali. Girard ową przyspieszającą przemienność
pozycji nazywa gwałtowną mimesis. Polega ona na wzrastającym tempie złej
wzajemności, przemienności pozycji. Jest układem odwzajemnionego anta­
gonizmu mimetycznego. Jest to czysta forma przemocy.
Konfliktowość wzajemności jest kwestią subiektywnego postrzegania ry­
wali - antagonistów. Dostrzegając możliwość identyczności z przeciwnikiem,

�33

KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

starają się oni wyróżnić, co doprowadza oczywiście do rozjątrzonej pożąd­
liwości osiągnięcia czegoś, czego rywal nie mógłby zdobyć. Powoduje to
postrzeganie rozczłonkowane. Antagoniści widzą siebie jako monstra. Po­
strzeganie rozczłonkowane kierowane jest determinującymi stereotypami,
nazwanymi przez Girarda stereotypami prześladowczymi (1991b, s. 24-30).
Podlega ono najpierw dekompozycji, a następnie, kierowane przez stereoty­
py prześladowcze, rekompozycji. Oczywiście podmioty nie są świadome
zachodzących manipulacji w ich postrzeganiu. W ich oglądzie rodzą się
monstra - antagoniści, co wzbudza jeszcze większą agresję. W ten sposób zła
wzajemność ujednolica zachowania i zmusza, by „nierozróżnialni" wciąż
toczyli walki, by się wyróżnić spośród innych. Jest to totalne odróżnorodnienie. Zasada społecznego odróżnorodnienia jest więc tożsama z zasadą
mimetycznej pożądliwości. I to jest właśnie istota kryzysu społecznego.
Efektem odróżnorodnienia jest bezkształtna mieszanina istot, czyli zde­
zintegrowany tłum. Ów etap dezintegracji społecznej nazwany został kryzy­
sem mimetycznym. Aby zrozumieć, czym jest kryzys mimetyczny, trzeba
przedstawić najpierw społeczność wolną od kryzysu. W takiej społeczności
bardzo istotne jest wrażenie zróżnicowania, które wynika z dwóch pod­
stawowych czynników. Jednym z nich jest system wymiany, dzięki któremu
istnieją różnice. Muszą być dopuszczone, by kultura mogła istnieć, lecz nie
mogą być powszechnie uświadomione, np. wymiana matrymonialna lub
konsumpcyjna w wolnym od kryzysu społeczeństwie nie jest postrzegana
przez ogół jedynie jako wymiana. Gdy wymiany zaczynają być traktowane
tylko jako wymiana wzajemności, znaczy to, że dochodzi do kryzysu . Drugi
czynnik, z którego wynika wrażenie zróżnicowania, to różnorodność realiów
czyli kultura. W każdej kulturze człowiek czuje się „różny" od innych.
Traktuje te różnice jako usprawiedliwione i konieczne. Ugruntowują one
jego tożsamość osobową. Każda jednostka wewnątrz danej kultury postrze­
ga siebie jako „bardziej inną" od innych członków tej samej społeczności
i równocześnie jako bardziej związaną, zbliżoną przez kulturowe podobień­
stwa, z innymi ludźmi jednej grupy społecznej w porównaniu z inną, obcą
grupą. „Każda grupa przejawia tendencję do myślenia o sobie nie tylko jak
o różnej od innych, lecz ponadto jak o maksymalnie różnej od innych, każda
kultura bowiem podtrzymuje owo uczucie „inności" wśród pozostających
w jej kręgu jednostek" (1991b, s. 34).
Kryzys mimetyczny polega zatem na tym, że wymiany przestają być
zakryte, stają się bezpośrednie, a elementy wzajemności podlegają przekształ­
ceniom mimetycznym, co doprowadza do odróżnorodnienia społeczeństwa.
W kryzysie mimetycznym jednostki odczuwają zagrożenie stania się totalnie
odmiennymi od innych członków tej samej społeczności. Boją się „zarazić"
nie akceptowaną kulturowo innością od mniej zintegrowanych z grupą
5

5

Dlatego kultury tradycyjne, nie posiadające trwałych instytucji prawnych, unikają bez­
pośredniej wzajemności.

�34

ANNA URBAŃSKA

mniejszości. Skoro indywidua niezintegrowane mogą zarazić swoją monstrualnością, to znaczy, że społeczność jako odrębna wspólnota nie będzie
się wyróżniać spośród innych grup czy kultur. Dochodzi więc do świadomości
realnego nieróżnienia się od obcych zbiorowości czy kultur. Świado­
mość taka jest dla kultury destrukcyjna. Przyczynia się do wzrostu chaosu
i przemocy, a w efekcie ujednolica społeczeństwo, czyli doprowadza do
kryzysu mimetycznego.
Cechą charakterystyczną kryzysu mimetycznego jest tłum, który wyłania
się z chaosu dezintegracji społecznej. W pierwszej fazie kryzysu tłum to
bezkształtna masa, w której każdy walczy przeciwko każdemu. Szybko
jednak dochodzi do ujednolicenia świadomości tłumu, a co za tym idzie, do
spolaryzowania na tłum, czyli „wszystkich" i ofiarę, czyli , jednego", zgod­
nie z porządkującą tłum zasadą: wszyscy przeciwko jednemu. Tłum zaczyna
kierować się tą zasadą pod wpływem stereotypów prześladowczych. W okre­
sie wolnym od kryzysu stereotypy te również istnieją w ludzkiej mentalności,
ale ich wpływ na podejmowanie decyzji nie jest powszechny, lecz jed­
nostkowy i nie ma decydującego znaczenia. Zaczynają decydować dopiero
w momencie krystalizacji tłumu. Tłum bowiem nie kieruje się rozsądkiem
poszczególnych jednostek, lecz specyficznym myśleniem magicznym opar­
tym w przypadku kryzysów społecznych na stereotypach prześladowczych .
Myślenie stereotypiczne jest możliwe ze względu na mimetyczne właściwości
tłumu, który imituje siebie nawzajem. Dlatego tłum ujednolica się także
w sferze poglądów, a tradycyjne systemy i hierarchie wartości ulegają znisz­
czeniu lub stłumieniu. Tłumem kieruje mimesis, która w miejsce uznawanych
norm wprowadza własne kategorie i modele.
Dochodzi w końcu do momentu kulminacyjnego: tłum typuje ofiarę
(pharmacoś), która zresztą w oczach tłumu nie jest ofiarą, lecz odpowiedzialnym
za kryzys społeczny. Po krótkim okresie prześladowania ofiary (lub bez tego
etapu) tłum skazuje pharmacosa zazwyczaj na śmierć. Dochodzi do jednoczącej
przemocy: jedność minus wykluczona jednostka (1993, s. 34). Jest to wzorcowa
jednomyślność kolektywnego morderstwa . Zadaniem ofiary (we wtórnej
refleksji religijnej grupy) jest opanowanie i skierowanie przemocy na zewnątrz
grupy. Ofiara nie jest zdolna do zemsty, ustaje gwałt. Zachodzi mimetyczna
współpraca ofiary z oprawcami. Kozioł ofiarny w czasie wytypowania i prześla­
dowania staje się modelem - przeszkodą do osiągnięcia celu, jakim jest
zaspokojenie przemocy. Ofiara w oczach prześladowców imituje przemoc.
Dzięki temu wspólnota czuje się solidarna i niewinna.
6

7

6

Girard wymienia ich cztery: stereotyp kryzysu odróżnorodnienia (okoliczności zaistnienia
kryzysu), stereotyp oskarżenia (charakterystyczny opis zbrodni odróżnorodniających), stereo­
typ selekcji ofiarniczej (według zasady, że każda społeczność poddaje swoje mniejszości niedo­
statecznie zintegrowane bądź tylko wyróżniające się grupy pewnym formom dyskryminacji),
stereotyp samej przemocy.
Girard (1993, s. 224) przedstawia tu jednomyślność kolektywnego morderstwa na przy­
kładzie ewangelicznego opisu skazania Jezusa.
7

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

35

Kończy się w ten sposób kryzys mimetyczny. Zaczynają stopniowo
wracać różnice społeczne. Ofiara kolektywnego mordu „przywraca har­
monię i wzmacnia więź społeczną" (Girard, 1993 s. 12) ze względu na
dwa uzupełniające się czynniki: zjawisko mimesis będące istotą kryzysu
mimetycznego oraz tzw. zasadę Kajfaszową . Girard twierdzi, że rozją­
trzonej przemocy nie można uśmierzyć bez jakiejkolwiek ofiary. Ofiara
złożona być musi, chodzi jednak o to, by społeczeństwo jako całość najmniej
na tym ucierpiało i mogło wrócić do stanu harmonii społecznej. Dlatego
na ofiarę wybiera się grupę lub przedstawiciela grupy naznaczonej stygmatami ofiarniczymi. W momencie skazania ofiary na śmierć nikt z grupy
narażonej na prześladowania nie będzie kontynuował łańcucha przemocy
pod postacią zemsty albo ze względu na mniejszą siłę (sieroty, wdowy,
ułomni), albo ze względu na nieporównywalnie mniejszą liczebność (mniej­
szość etniczna, religijna). Poza tym grupa taka wciąż jest grupą najbardziej
zagrożoną w obliczu kolejnych kolektywnych linczów na wypadek chęci
pomszczenia pierwszej ofiary.
Mimesis będąca podstawą przemocy, konfliktu i kryzysu zaczyna prze­
mieniać się w mimetyzm socjo- i kulturotwórczy. Do głosu dochodzi aspekt
imitacji w zjawisku mimetycznym.
Ofiara jednoczy społeczeństwo, które nie czuje się winne jej śmierci,
wręcz przeciwnie, panuje poczucie sprawiedliwości i konieczności podjętego
działania. Owo poczucie solidarności grupowej jest pojednaniem społecz­
nym, które z kolei wymusza konieczność powrotu do zróżnicowania społecz­
nego, podziału na struktury i funkcje, niezbędne w życiu i rozwoju wspól­
noty. Podstawowe zadanie w pojednaniu i zróżnicowaniu społecznym ma do
spełnienia mimesis pojednania. Jako jednoczący mimetyzm działa nie po­
przez pożądanie i przywłaszczanie, jak to ma miejsce w przypadku wszyst­
kich kategorii mimetyzmu konfliktogennego, lecz poprzez aspekt naśladow­
nictwa. Dzięki nasyceniu pożądliwości podmiotów, osiągnięciu celów - prze­
szkód, istota mimetyzmu będąca w kryzysie społecznym pożądliwością,
przemienia się w naśladownictwo kulturotwórcze.
Girard uważa, że społeczności naturalnie dążą do ładu społecznego, do
uregulowanego, sfunkcjonalizowanego systemu życia, zapewniającego bez­
pieczeństwo i rozwój. Podświadomie kierują się zasadami podtrzymującymi
naśladowcze formy mimetyczne. Kiedy jednak ulegają one zniszczeniu,
wspólnoty pragną ich powrotu jak najmniejszym kosztem społecznym. Zna­
ją tylko jeden sposób: kolektywny mord i dlatego jest on zaczątkiem tworze­
nia się społeczności i kultur, gdyż przywraca w miejsce już wypartej pożąd­
liwości naśladowczy charakter mimesis.
8

8

Girard (1991b, s. 163). „Lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby
zginąć cały naród".

�36

ANNA URBAŃSKA

ZWIĄZEK M I M E S I S Z K U L T U R Ą I RELIGIĄ

Kolektywna i jednomyślna przemoc, wywołana i kierowana przez zjawi­
sko mimesis, kończy kryzys mimetyczny i daje zaczątek strukturom społecz­
nym i kulturowym. Aby kultura trwała i rozwijała się, przemoc musi być
skanalizowana. Ludzkość wypracowała skomplikowany system zabezpiecza­
jący przed wybuchem przemocy „nie-do-opanowania", czyli przed spiral­
nym działaniem mimesis. Jest to system rytuałów, zakazów, a w rozwiniętym
społeczeństwie także sądownictwo.
Mord na koźle ofiarnym podlega stopniowej rytualizacji dla celów pre­
wencyjnych. Społeczność bowiem kieruje się myślą, że jeśli mord, który
zakończył spory będzie powtarzany w sztucznych warunkach, to zapobiega­
nie ewentualnym realnym niepokojom społecznym. Ofiara podlega sakrali­
zacji, gdyż uznaje się ją za mogącą zesłać zło i przemoc. Prawdziwe początki
zostają stopniowo zatajone ze względu, jak twierdzi Girard, na zdrowy,
„bezstresowy" rozwój psychiczny grupy. W ten sposób tworzą się najważ­
niejsze elementy kultury: religia, rytuał i tabu.
Religia jest symboliczną matrycą kultury ludzkiej (Kłoczowski 1985, s. 14).
Fenomen religii polega na podwójnym transferze: w agresję i w pojednanie.
W pojednaniu następuje sakralizacja, która jednak nie jest trwała. Dlatego i ład
społeczny nie jest trwały. Gdy sacrum przestaje istnieć, nie ma nikogo, na kim
można by było skupić przemoc bez konsekwencji zemsty. Sacrum i religia są
efektem zjawisk mimetycznych: przywłaszczania, agresji i gwałtu, nazwanych
ogólnie transferem agresji z grupy na jednostkę. Transfer ten przemienia się
w transfer pojednania z jednostki na grupę. Oznacza to, że ofiara pojednawcza
- jednostka - dzięki swej śmierci koncentruje w sobie, a następnie przekazuje
grupie moc pojednawczą, dzięki której jednostki tworzące grupę przestają być
względem siebie rywalami i antagonistami. Zaczynają się jednać. Transfer
pojednania tłumaczy postrzeganie prześladowcze sacrum, gdyż przypisuje mu
moc przekazywania pokoju i ładu społecznego.
Przedmiotem religii w girardowskiej koncepcji jest mechanizm ofiarniczy,
a funkcją religii jest mimetyczne powtarzanie lub odnawianie efektów tego
mechanizmu. Podmiotami religii są: zsakralizowana ofiara i społeczność.
Relacja międzypodmiotowa przyjmuje formę mimetyczną, jednak nie kon­
fliktogenną, lecz sterowaną przez instytucje społeczne. Dzięki temu religia
spełnia rolę zapory przed przemocą, utrzymuje ją z dala od wspólnoty,
a zarazem przesuwa ową przemoc w transcendencję, staje się pośrednikiem
między wspólnotą a sprawcą przemocy, czyli istotą sacrum. Trzeba jednak
dodać, że funkcjonalna koncepcja religii w ujęciu Girarda nie zaprzecza
koncepcji personalistycznej (podmiotowej), tłumaczy jedynie społeczne i kul­
turowe zadania religii narzucone przez jej twórców bądź wyznawców.
Aby religie i kultury mogły ustanawiać się i trwać, muszą ukrywać
przemoc i prawdę o początkach, czyli o kolektywnym gwałcie. Do tego służy
system zakazów, rytuałów i mitologia. Religia stara się stłumić przemoc za

�37

KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

paradoksalnym pośrednictwem przemocy w postaci rytuału obejmującego
całość życia religijnego i moralnego. Religia oswaja przemoc, reguluje ją
i ukierunkowuje, aby w końcu użyć jej przeciwko każdemu przejawowi
przemocy nietolerowanej, w atmosferze zachowania społecznego porządku.
Związek religii z mimesis jest więc bardzo ścisły: religia bierze swe początki
z mechanizmu ofiarniczego. Określa siebie poprzez mimetyczne przyjęcie
gestów i języka ogółu, najpierw wobec kozła ofiarnego, potem wobec
wszystkiego, co wywodzi się z tego zrytualizowanego już procesu. W ten
sposób tworzy się kultura. Religia jest więc pierwszym, podstawowym prze­
jawem kultury i źródłem porządku społecznego.
Społeczność zaczyna uznawać ofiarę za mogącą - mocą zła - nie tylko
przysparzać ludziom nieszczęścia, ale także uzdrawiać ich i obdarzać dobrem.
To typowy przejaw myślenia magicznego (por. Buchowski 1993). Dochodzi
więc do sakralizacji ofiary, czyli do jej uświęcenia przez przypisanie jej
ponadnaturalnych możliwości. Ofiara jest sacrum, gdyż w prześladowczym
postrzeganiu jest „przyczyną" zarówno niepokojów jak i porządków społecz­
nych. Epizod prześladowczy staje się religijnym i kulturowym punktem
wyjścia. Przypisując ofierze zdolność do manipulowania własną śmiercią,
wspólnota zrzuca nieświadomie z siebie ciężar odpowiedzialności moralnej za
jej śmierć. Girard określa sacrum jako zespół wymagań utrwalający się
w ludzkiej świadomości poprzez uczestnictwo w kolektywnym transferze
spolaryzowanym ku ofierze pojednawczej w warunkach kryzysu mimetyczne­
go (Girard 1983, s. 107). Sacrum utrwala akt skupienia całej przemocy i winy
na jednostce, która staje się zbrodniczym sobowtórem wszystkich pozosta­
łych. Owo utrwalenie jest możliwe dzięki skazywaniu na śmierć ofiar symbo­
licznych i narzucaniu sieci zakazów . Dzięki temu mechanizmowi wspólnota
bezdyskusyjnie wierzy w nadprzyrodzoną moc ofiary, a powstała w ten
sposób więź religijna jest pierwszą ważniejszą więzią grupy. Pierwszym sa­
crum jest sacrum „przodków-założycieli" przekształconych w bóstwa. Transcendentność, istota sacrum, polega tu na wierze, że ofiara została wskrzeszo­
na lub że nie umarła naprawdę. Jest to wysnuty kolektywnie wniosek z wiary
w moc zsyłania z zaświatów przez ofiarę dobra na tych, którzy ją zabili .
Powstanie sacrum Girard tłumaczy również poprzez relację przemocy
nielegalnej do legalnej. Aby stworzyć przeciwwagę dla przemocy, która
zaraża, potrzebna jest przemoc porównywalna mocą, lecz już legalna i świę­
ta. Trzeba więc poświęcić ofiarę najbardziej znaczącą, by przemoc „nielegal­
na" nie zarażała i nie powodowała kryzysu mimetycznego. Sacrum jest więc
świętą i legalną przemocą. Działa jako obrońca, lecz nie przeciw złu a mocą
zła. Ponieważ przemoc jest „ukrytym sercem i duszą sacrum" (1993, s. 41),
więc im bardziej ludziom wydaje się, że są zdolni zapanować nad sacrum,
9

10

9

Por. Otto (1968); Eliade (1993b); Ricoeur (1988, s. 216, 240).
Girard podaje kilka przykładów takiej świadomości magicznej, m.in. stosunek mieszkań­
ców średniowiecznej Europy do Żydów (1991b), stosunek przyjaciół do Hioba (1992).
1 0

�38

ANNA URBAŃSKA

tym mocniej ono panuje nad nimi. Człowiek pragnie nad nim zapanować,
bo kieruje się mimetyczną potrzebą naśladownictwa i upodobnienia się do
sacrum. Im bardziej tego pragnie, tym szybciej charakter imitatywny prze­
mienia się w pożądanie zawłaszczenia cech sacrum lub bycia nim samym.
Do totalnego zakłócenia hierarchii i struktur społecznych nie dopuszczają
instytucje kanalizujące przemoc, jak system zakazów i rytuałów.

F O R M Y Z A B E Z P I E C Z E N I A SPOŁECZNEGO P R Z E D K R Y Z Y S E M M I M E T Y C Z N Y M

Wszelkie struktury, jakie tworzy społeczność, by bezpieczniej, lepiej
i trwalej egzystować, oparte są na systemie zależności mimetycznej w obawie
przed spiralnym działaniem przemocy: naucza się, naśladuje i pragnie takich
zachowań i działań, które nie wywołują konfliktów i nie atakują grupy jako
całości, nie podkopują fundamentów społecznych. Z pierwotnych form pre­
wencji ludzkość wypracowała systemy i instytucje pokrewne, mniej lub
bardziej doskonałe, które Girard dzieli na trzy kategorie środków przeciwko
przemocy. Pierwsze, to znane już rytuały, zakazy i mitologia, które mają za
zadanie skanalizować demoniczną energię przemocy. Drugie, to hamulce
przeciw przemocy, np. ugody, a trzecie to środki, które funkcjonują w ra­
mach systemu sądowniczego.
Wszystkie rytuały mają wspólny początek w mechanizmie założyciel­
skim. Odtwarzają wydarzenia na mocy zasady, że trzeba ciągle powtarzać
to, co uczyniła lub czemu została poddana ofiara ze względu na dobroczyn­
ny finał: ład we wspólnocie. Rytuał jest więc mimetycznym powtórzeniem
kryzysu mimetycznego. Sam rytuał jako taki to czysta postać imitacji, skru­
pulatne powtórzenie konkretnego kryzysu ofiarniczego będącego momentem
założycielskim dla odtwarzającej go społeczności. Rytuał jest wtórny do
kryzysu mimetycznego i sztucznie (w ramach systemu kulturowego a nie
spontanicznie) odtwarzany. Poza tym wspólnota nie dopuszcza, by przemoc
mimetyczną, będąca motorem działań, przybrała formę rozjątrzonej nie do
opanowania pożądliwości. Przemoc jest skanalizowana i ograniczona rama­
mi rytu i zakazu, pozostając pod postacią kontrolowanego pożądania.
Rytuał jest więc rodzajem przemocy bez ryzyka zemsty.
Pomiędzy rytuałem a szczytowym momentem kryzysu mimetycznego
zachodzi nie tylko podobieństwo funkcjonalne, ale i ścisły związek: oba
systemy doskonale się pokrywają. Zjawiska rytualne nakładają się na mime­
tyczną strukturę kryzysu. Rozwija się ona podobnie w trakcie rytuału, jak
podczas kryzysu mimetycznego: od podwójnego mimetyzmu, poprzez mime­
sis rywalizacji, mimesis antagonistyczna, zjawisko hubris, mimesis tłumu
wraz z charakterystycznym odróżnorodnieniem, aż do punktu kulminacyj­
nego, czyli powtórzenia mordu kolektywnego, by uzyskać społeczne pojed­
nanie, a w przypadku rytuału przede wszystkim większą integrację wspól­
noty i potwierdzenie jej tożsamości.

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDÁ

39

Gdy obserwujemy rytuały, wydaje nam się, że większość z nich nie ma
nic wspólnego z kolektywną przemocą. Girard jednak uważa, że wszystkie
rytuały wywodzą się z mechanizmu założycielskiego. Podlegają one jednak
stopniowemu zacieraniu w nich aspektu kolektywnego mordu i przemocy
w ogólności, gdyż ludzkość podświadomie stara się wyrzucać poza obręb
świadomości zbiorowej wszelkie dowody własnej przemocy. Można to na­
zwać społecznym odruchem przeżycia. Powszechna świadomość własnej
przemocy dezintegruje bowiem i niszczy wspólnotę. Im rytuał jest brutalniejszy, tym bardziej zbliżony jest do historycznego pierwowzoru, gdyż mniej
posiada kamuflażu mordu. Sam ryt zachowuje jednak strukturę mimetyczną. Aby jednak istniały warunki dla regularnego odtwarzania konfliktu
mimetycznego, forma rytuału musi stopniowo oczyszczać się z wszelkiego
rzeczywistego gwałtu. Przykładem takiej przemiany rytuału są tańce rytual­
ne, w których aspekt przemocy został ograniczony do minimum.
Zadaniem rytuału jest troska o skuteczność, o zachowanie porządku
społecznego. By zachować ów porządek i pogłębiać związki międzyludzkie
w grupie, rytuały odtwarzają mechanizm kozła ofiarnego ze względu na jego
zakończenie: zjednoczenie grupy i ustanowienie sacrum. Ze względu na nie,
społeczność włącza się w akcję rytuału przez dobrowolne poddanie się
mimetycznej dezintegracji wspólnoty. Społeczność, znając zakończenie rytuału,
nie boi się owej dezintegracji, która w naturalnych warunkach jest zabójcza.
Podstawowym i pierwotnym rytuałem jest rytuał ofiarniczy. Jest to kla­
syczny przejaw mimesis pierwszego mordu kolektywnego, czyli powtórzenie
pierwszej spontanicznej przemocy. Rytuał ofiarniczy opiera się na podwójnej
substytucji. Pierwszą - nie do uchwycenia - jest zastąpienie całej społecz­
ności przez jedną ofiarę zwaną kozłem ofiarnym. Druga zamiana jest typo­
wo rytualna, gdyż nakładając się na pierwszą, zastępuje pierwotną ofiarę
przez ofiarę należącą do kategorii „istot do poświęcenia" (np. baranek
u Izraelitów). Warunkiem aktywności rytuału ofiarniczego jest traktowanie
pożądliwości rytualnej (czyli kulturowo kontrolowanej) przychylnie przez
społeczność. Pożądliwość rytualna skłania do działań przeciwko wytypowa­
nej ofierze, dzięki czemu akcja rytu posuwa się w stronę wypełniania się
obrzędu. We współczesnym społeczeństwie rytuał ofiarniczy posiadać może
formę świątecznej ceremonii (Girard 1993, s. 169).
Skrajną formą mimetyczną wśród rytuałów jest opętanie rytualne. Jego
struktura jest oparta na mimetycznym podwójnym widzeniu. W momencie,
kiedy w wyobraźni rywali - antagonistów rodzi się monstrualne postrzega­
nie sobowtóra, w kulminacyjnym momencie rytuału zła wzajemność wywo­
łuje halucynacje. Objawiają się one nadawanymi cyklicznie dwiema takimi
samymi seriami obrazów „podwójnego widzenia". Podmiot, postrzegając
swego antagonistę jako monstrum, zaczyna widzieć w samym sobie przejawy
monstrualności. Raz monstrum widzi na zewnątrz, raz w sobie, raz równo­
cześnie. Podmiot zaczyna traktować antagonistę jako nadprzyrodzoną
wszechobecną moc i ulega takiej wizji monstra. Zjawisko to nazwane jest

�40

ANNA URBAŃSKA

opętaniem. Podmiot posłuszny sile z zewnątrz całą walkę odbywa w swojej
jaźni. Społeczność widzi wtedy opętanego w rob* tancerza wykonującego
mechaniczne ruchy marionetki. Opętanie jest przykładem doskonałego od­
różnorodnienia w osobowości jednostki.
Innym kulturowym przykładem ścisłego związku mimesis z rytuałem
doskonałego odróżnorodnienia jest obrzędowe użycie masek. Maska ma za
zadanie wchłonąć w siebie różnice i ułożyć je na nowo w oryginalny sposób.
Dzięki temu każdy może skryć się za maską i być maską, gdyż maska nie
ma swej natury, jest „wszystkim naraz". Staje się monstrualnym sobow­
tórem, a podmiot ulega masce jako monstrum i staje się jej częścią. Ob­
rzędowe użycie masek pozwala członkom społeczności na swobodne wcho­
dzenie w niebezpieczną skądinąd rzeczywistość odróżnorodnienia bez
uszczerbku dla fundamentów wspólnoty i na równie swobodne wychodzenie
z rytualnego kręgu mimetycznej przemocy.
Bardzo istotną formą zabezpieczenia społecznego są zakazy. Funkcjonu­
ją one na mocy zasady, że nie należy czynić tego, co uczyniła ofiara, jako że
sprowadziła ona także i zło. „Nie ma kultury, która by nie zakazywała
stosowania gwałtu wewnątrz grupy" (1983, s. 83). Zakazy można podzielić
na dwie grupy: bezsprzecznie uzasadnione (np. zakaz gwałtu, kazirodztwa,
kradzieży itp.) oraz pozornie absurdalne (np. zakaz zachowań imitacyjnych,
nadawania rodzeństwu tych samych imion). Formy obu grup nie różnią się
między sobą. Zakazy, które pozornie wydają się absurdalne, w swym po­
czątkowym istnieniu były zrozumiałe dla społeczności i odbierane jako bez­
sprzecznie uzasadnione. Ze względu na postępujący kamuflaż założyciel­
skiego początku, podobnie jak w rytuałach, sens zakazów ulega zamazaniu.
Na pozór bezsensowny zakaz zachowań imitacyjnych chroni podstawy kul­
tury. Ludy pierwotne dostrzegały związek między mimesis i gwałtem roz­
budowując cały system antymimetycznych zakazów (np. dotyczących okreś­
lania stopnia pokrewieństwa).
Pierwsze zakazy tyczą wszystkiego, co mogłoby stać się przyczyną rywa­
lizacji mimetycznej, przede wszystkim rywalizacji o obiekty. Narzucają pro­
hibicję na jakąkolwiek postać przemocy mimetycznej w grupie. Łamanie
zakazu, to niejako uczestnictwo w przemocy ofiary - sacrum, to „zarażanie"
siebie i innych przemocą .
Girard udowadnia dzięki tezie mimetycznej, że zakaz kazirodztwa jest
typowym zakazem antymimetycznym, jednym z najstarszych i najważniej­
szych, ale nie jedynym. Jednakże obecnie zakaz kazirodztwa jest wzorcem dla
innych zakazów ze względu na jego ścisły związek z niebezpieczną mimesis
przywłaszczania i pożądania. Został ustanowiony, by pełnić funkcję obawy
przed konfliktem i ewentualnej eliminacji przejawów konfliktu. Girard stwier11

1 1

Freud uznaje za pierwotny i podstawowy zakaz kazirodztwa. Zabity przez synów ojciec
ożywa pod postacią totemu, który strzeże przestrzegania zakazu. Lévi-Strauss uznaje zakaz
kazirodztwa za wzorzec dla wszystkich zakazów jako zabezpieczenie społecznej wymiany.

�41

KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

dza w efekcie, że „nie ma zakazów, których nie można by sprowadzić do
wspólnego mianownika konfliktu mimetycznego" (1983, s. 87).
Ponieważ przemoc wynika z zakorzenionego w człowieku pożądania
mimetycznego, zakazy mają na celu skrępowanie przemocy poprzez prewen­
cyjne ograniczanie i hamowanie zachowań konfliktogenno-mimetycznych.
Jednym z najwcześniejszych powodów ustanowienia zakazów jest pragnienie
natychmiastowego zaspokojenia popędu seksualnego i głodu poprzez zdoby­
cie najbliżej znajdujących się kobiet i żywności. Mimesis przywłaszczania
niewątpliwie prowadziła do ostrej rywalizacji. Dzięki ustanowieniu reguł
i zakazów wspólnota ma możliwość spokojnego i harmonijnego rozwoju.
O ile rytuały i normy stanowią zewnętrzne formy kulturowe budujące
i utrzymujące w jedności i pokoju grupę społeczną i jej religię, o tyle
mitologia jest formą wewnętrzną kształtującą światopogląd jednostek i kie­
rującą społecznym postrzeganiem rzeczywistości, tej otaczającej i tej trans­
cendentnej bez rozróżnienia. Mitologia stanowi pierwotną formę myślenia
religijnego. Mitologia ma przedstawiać wydarzenia założycielskie jako reli­
gijną epifanię i ukrywać prawdę o kolektywnym mordzie.
Zdaniem badacza „mit [...] jest tekstem przekształconym przez wiarę
katów w winę ich ofiary, podobnie zresztą jak i w jej boskość; [...] mity
wyrażają punkt widzenia wspólnoty pojednanej przez ów kolektywny mord,
jednomyślnie przekonanej, że akt ten był legalny i sakralny, chciany przez
same bóstwo oraz że nie ma powodu, aby się od niego odżegnać, krytyko­
wać czy też analizować" (1983, s. 128). Mit tworzy się, gdy mechanizm
założycielski kończy się pomyślnie dla wspólnoty, tzn. gdy kończy się lin­
czem ofiary, po którym następuje pojednanie i jej zsakralizowanie. Mit jest
fenomenem jednomyślności, który polega na tym, że oskarżenie kozła ofiar­
nego uchodzi za prawdziwe, ponieważ nikt mu nie zaprzecza. Przyjęta
wersja wydarzeń traci polemiczny charakter, staje się faktem. Fenomen ten
Girard nazywa mitycznym znieruchomieniem prawdy (1993, s. 108). Mit
zatem, to zbiór przyjętych faktów uważanych jednomyślnie i bezkrytycznie
za prawdziwe. W ten sposób mit kamufluje prawdę, na mocy której powstał
(prześladowanie ofiar). Treść mitów, podobnie jak rytuałów, krąży zazwy­
czaj wokół motywów ściśle związanych z kryzysami raimetycznymi, jak np.
zbrodnie odróżnorodniające lub stygmaty ofiarnicze.
W micie brak jest świadomej manipulacji treścią; przetwarzanie mitu jest
procesem nieświadomym, by nie dopuścić do destrukcyjnej samoświadomości
przemocy. Girard zjawisko to określa jako społeczną anatemę . Przekształce­
nia w mitologii nie są dowolne, lecz zdeterminowane zasadą kolektywnej
przemocy opartej na haśle „wszyscy przeciwko jednemu" oraz zasadą zaciera­
nia przedstawień przemocy. W każdym micie występuje brak zróżnicowania,
zazwyczaj pod postacią monstrualności. Prześladowcza mentalność i wyobraź­
nia nie tylko kreują, ale i podtrzymują monstrualne postrzeganie rzeczywistości.
12

O historii ewolucji i cenzurze mitologii patrz Girard (1991b, 1993).

�42

ANNA URBAŃSKA

W mitologii sfery fizyczna i moralna są nierozdzielne i monstrualne. W nie­
których tekstach mitologicznych ofiara nie daje się dostrzec lub można
dostrzec ją z trudem, gdyż jest całkowitym monstrum, ale nadal jest ofiarą.
Monstrualność mitologiczna to odzwierciedlenie monstrualnego postrzegania
antagonistów podczas realnego kryzysu mimetycznego. Dzięki temu w micie
elementy mimetyczne krążą schowane pod powierzchnią, konstytuują boha­
terów mitologicznych, ich wypowiedzi i zachowanie.
Mit zatem jako środek zapobiegawczy, kształtuje ludzką świadomość
i wyobrażenie rzeczywistości podług oglądu tejże rzeczywistości oczyma
przodków - prześladowców. Mit ukrywa kolektywną zbrodnię, przedsta­
wia ofiarę jako monstrum, by umotywować postępowanie bohaterów. Po
zsakralizowaniu ofiary, na którą przerzuca zbrodnie, zamazuje i samą prze­
moc sacrum oraz wszelkie jej ślady. Girard twierdzi, że mimo wszystko
pewne ślady pierwotnej wersji pozostają, dzięki czemu można dostrzec
mechanizm założycielski mitu. Sama społeczność, będąca „właścicielem"
mitu i wyznawcą konkretnego światopoglądu mitologicznego nie dostrzega
owej pierwotnej wersji, gdyż mit jaki zna, uważa za fakt i nie podważa jego
prawdziwości. Dzięki temu społeczność ma zapewniony komfort psychiczny
i moralny, a rytuały i zakazy motywację ideologiczną.
W nowożytnym społeczeństwie, opartym na kulturze racjonalno-filozoficznej, funkcjonuje wiele systemów zabezpieczających porządek i jedność
społeczną, lecz w opinii Girarda najbardziej skutecznym jest system sądow­
niczy. Wychodząc z założenia, że wszystkie instytucje społeczne mają swe
źródło w mechanizmie ofiarniczym, Girard uważa, że w skuteczności sądow­
niczej, podobnie jak w rytuałach, pomaga kamuflaż instytucji ofiarniczej.
Postępujący kamuflaż tworzy mitologię będącą ideologią kultury pierwotnej.
Kiedy mitologia zostaje przetransformowana w teologię, staje się ideologią
kultury racjonalno-filozoficznej o światopoglądzie dualistycznym. W świato­
poglądzie takim istnienie racji nadrzędnych w postaci bóstwa lub wartości
absolutnych uprawomocnia podział świata na dobro i zło. Oznacza to, że
współczesne sacrum nie działa już mocą zła, a decyzje podejmowane w imie­
niu sacrum (np. pod postacią systemu wartości) posiadają akceptowany
powszechnie autorytet moralny. Na takim systemie autorytarnym opiera się
sądownictwo. Teologia uprawomocnia jego sprawiedliwość, a system otrzy­
muje cechy transcendentne (Girard 1993, s. 31), ponieważ tylko transcenden­
cja potrafi na dłuższy czas „oszukać zemstę".
Z drugiej strony system sądowniczy to rodzaj ukierunkowanej przemocy.
Już społeczności pierwotne stosowały w instytucji rytuału przemoc legalną.
Jest to skanalizowana i zaaprobowana przemoc stosowana świadomie przez
wspólnotę, np. jako kara przeciwko przestępcy (wydalenie). Tylko jedno­
myślna akceptacja kategoryzuje przemoc jako legalną lub nielegalną. Na
takiej samej relacji przemocy legalnej do nielegalnej opiera się sądownictwo.
Jest ono odgórnie, mocą autorytetu, narzuconym sposobem wykonania
zemsty. Sąd racjonalizuje zemstę, podczas gdy społeczność prymitywna od-

�KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

43

wraca się od winy i sprawiedliwości (we współczesnym rozumieniu) po to, by
nie dać zemście pożywki. Oznacza to, że o ile we wspólnotach, prymitywnych
system norm i zakazów zabrania jakiejkolwiek zemsty, a nagromadzoną
przemoc kanalizuje w rytuałach, o tyle w sądownictwie wykorzystuje się
mechanizm zemsty, lecz nie łańcuchowej, a tzw. zemsty ostatecznej i niepod­
ważalnej. Racjonalizowanie zemsty nie jest oparte na wspólnocie, lecz na
niezależności autorytetu sądowego. Dzięki temu zemsta jest pod kontrolą .
System sądowniczy przejął więc dawną rolę sacrum, jest nosicielem prze­
mocy, a zarazem tym, który niszczy przemoc społecznie destrukcyjną. Są­
downictwo zatem to wyspecjalizowana forma prewencyjna i karna oparta na
autorytecie racji wyższych i przewadze przemocy legalnej nad nielegalną.
Prewencja w tym przypadku polega na kalkulacji sił: w obliczu przeważają­
cej siły przemocy legalnej w postaci kary, nie opłaca się stosować przemocy
nielegalnej.
W antropologicznej koncepcji zjawisko mimesis jest zatem fundamentem
życia społeczno-kulturowego, katalizatorem działań społecznych niszczących
jak i rekonstruujących grupę oraz jednym z podstawowych elementów struktury
wytworów społeczno-kulturowych, przede wszystkim religii. Jest jedną z przy­
czyn (obok mechanizmu kozła ofiarnego) powstania sacrum i religii. Jest
rzeczywistością trwałą, tzn. wciąż działającą, a zarazem stale ewoluującą między
poszczególnymi swoimi starymi i nowymi formami w życiu ludzi. Mimo swych
redukcjonistycznych właściwości koncepqa mimesis, jak zauważa Girard, rzuca
światło na problemy antropologii dotąd nie zawsze w pełni zbadane i wyjaśnio­
ne. Daje logiczne i przejrzyste, choć kontrowersyjne, wyobrażenie „przyczyn
i początków". Jako odpowiedź na pytanie o źródło religii i kultury, o przyczyny
działania społecznego, może koncepcja ta częściowo satysfakcjonować, dopóki
nie zaczniemy sprawdzać, co jest pod numerycznymi „korzeniami ludzkiego
postępowania", dopóki nie udowodnimy sobie, że mimesis to jeszcze jedna
„monstrualna maska" tego, co „ukryte od założenia świata".
13

LITERATURA
Arystoteles
1989
Poetyka, Wrocław.
Auerbach E.
b.r.
Mimesis. Rzeczywistość przedstawiona w literaturze Zachodu, t. 1-2, Warszawa.
Bronfenbrenner U.
1970
Czynniki społeczne w rozwoju osobowości, [w:] Psychologia wychowawcza, t. 1,
Warszawa.
Buchowski M.
1993
Magia i rytuał, Warszawa.

1 3

W sytuacji poważnego kryzysu faktyczna tożsamość między zemstą, rytuałem ofiarniczym i karą sądową ujawnia się w społeczności jako brak między nimi różnicy, jako
nieokiełznana przemoc.

�44

ANNA URBAŃSKA

Carrithers M.
1994
Dlaczego ludzie mają kultury. Uzasadnienie antropologii i różnorodności społecznej,
Warszawa.
D o m e n a c h J.-M.
1983
René Girard - Hegel chrystianizmu, „Literatura na świecie", nr 12, s. 309-317.
E l i a d e M.
1993a
Sacrum, mit historia - wybór esejów, Warszawa.
1993b
Traktat o historii religii, Łódź.
F r e u d Z.
1993
Totem i tabu, Warszawa.
G i r a r d R.
1983
Rzeczy ukryte od założenia świata, „Literatura na świecie", nr 12, s. 296-308.
1986
Bóg, człowiek i dzika bestia, „Maski", 1.1, Gdańsk, s. 100-101.
1988a
Logos Heraklita i Logos Jana, „Studia Filozoficzne", nr 10, s. 181-193.
1988b
Mord założyciełski
w myśl Nietzschego, „Literatura na świecie", nr 8/9,
s. 414^134.
1991a
Edyp z plemienia Ugadugu. Obrzędy rytualne plemion afrykańskich, „Brulion",
nr 16, s. 84-88.
199 lb
Kozioł ofiarny, Łódź.
1992
Dawna droga, którą kroczyli ludzie niegodziwi, Warszawa.
1993
Sacrum i przemoc, Poznań.
Gniazdowska E.
1990
Kozioł ofiarny. Na marginesie książki René Girarda, „Społeczeństwo Otwarte",
nr 12, s. 26-29.
Grabowski M.
1990
René Girard - antropolog czy profeta! [recenzja Kozia ofiarnego], „W Drodze",
nr 12, s. 97-104.
K ł o c z o w s k i J.A.
1985
Przemoc, sacrum, Ewangelia. O teorii religii René Girarda, „W Drodze", nr 4,
s.9-16.
K o l c z y ń s k i J.
1995
„Kozioł ofiarny" a etnologia. O teorii René Girarda, „Etnografia Polska", t. 39,
z. 1-2, s. 65-75.
Kontrowersje
1983
Kontrowersje i dyskusje wokół myśli René Girarda. I . Badowska [oprać], „Litera­
tura na świecie", nr 10, s. 318-329.
R o s i e w i c z J.
1988a
Koncepcja sacrum René Girarda, „Euhemer", nr 2, s. 97-116.
1988b
Mimesis i przemoc jako źródła religii i kultury. Twórczość René Girarda, „Eduka­
cja Filozoficzna", nr 5, s. 163-182.
1988c
Przemoc i sacrum. Poglądy na religię René Girarda, „Argumenty", nr 29, s. 11.
1989
Zaklęte koło przemocy i sacrum. Koncepcje religioznawcze René Girarda, „Prze­
gląd Humanistyczny", nr 8/9, s. 77-93.
Le Bon G.
1994
Psychologia tłumu, Warszawa.
O t t o R.
1968
Świętość, Warszawa.
Pismo Święte
1971
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, Poznań-Warszawa.
Psychologia
1975
Psychologia rozwojowa dzieci i młodzieży, M . Żebrowska (red.), Warszawa.
R i c o e u r P.
1985
Egzystencja i hermeneutyka: rozprawy o metodzie, Warszawa.

�45

KONCEPCJA MIMESIS RENÉ GIRARDA

1988
Metafora i symbol, „Literatura na świecie", nr 8/9, s. 233-254.
R o w i ń s k i C.
1981
Filozoficzne podstawy koncepcji człowieka René Girarda, „Studia Filozoficzne",
nr 9, s. 47-69.
1983
Myśl René Girarda, „Literatura na świecie", nr 12, s. 296-308.
S k u d r z y k P.
1992
Losy cywilizacji według Arnolda J. Toynbee'go, Katowice.
S k ó r s k a M.
1987
Objawienie Girarda, [recenzja Kozła ofiarnego], „Fantastyka", nr 10, s. 59.
Słownik Etnologiczny
1987
Słownik Etnologiczny. Terminy ogólne, Z. Staszczak (red.), PWN, Warszawa.
S t o d o l n y R.
1993
Oblicza przemocy, [recenzja], „Kultura i społeczeństwo", nr 3, s. 231-234.
S z a c k a B.
1987
René Girard - Einstein i Jan Chrzciciel w jednej osobie?, „Nowe Książki", nr 9,
s. 79-81.
1985
„Wstęp" do: W kręgu kozła ofiarnego. Rozmowa z René Girardem, „Forum",
nr 23, s. 20-21.
Z i e m i ń s k i I.
1993
Hiob René Girarda, [recenzja], „Znak", nr 4, s. 179-181.

ANNA URBAŃSKA
T H E RENÉ GIRARD'S CONCEPTION O F MIMESIS
Summary
According to René Girard, mimesis, a socio-cultural phenomenon belongs to basic phe­
nomena of collective life and is a kind of catalyser for social activities both destructive and
constructive for the group. Its two aspects - generating conflicts and cultural creativity allow
to distinguish two complementary parts of the conception - one explaining the role of mimesis
for disintegration of social groups, and the other one telling about the construction of society
and culture. Mimetic concepts, categories and models presented here define the socio-cultural
reality before, during and after a social crisis. Association of mimesis with sacrum, rites,
systems of norms and taboos as well as mythology ensue from mimetic structure of religion
and culture. Mimesis is a constant reality, working constantly and, at the same time evolving
between old and new forms in socio-cultural life.
Supporting the idea of monogenesis of society and culture René Girard tries to prove that
it was mimetism which contributed to creation of rich variety of cultural forms. Mimetism,
imitating, is a constitutive for the essence of humanity. In course of time that natural imitation
and desires not leading to conflicts at first, later begun to acquire negative aspects, i.e. growing
desire and greed for objects owned or desired by other people. This led to first social conflicts
resulting in mimetic and sacrificial crisis ending with collective murder. After that event
re-unification of community and restoration of social order took place. Due to transferring
agression onto one selected victim mimetism became the factor of re-integration of the
community. The mechanism of mimesis contributed to the origin of sacrum and religion.
Mimetic phenomena became the foundation of society, religion and culture.
The conception presented above has been reconstructed according to anthropological and
philological works by René Girard.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9876" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9854">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dba67b268b0a60310de2ddc7cdf982cb.pdf</src>
        <authentication>9cd3d47b402fb172ad370081a6543e7c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117542">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3577</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117543">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117544">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117545">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3354</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117546">
                <text>O problemie litewskiego stereotypu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117547">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.25-27</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117548">
                <text>Venclova, Tomas</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117549">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117550">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117551">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117552">
                <text>O problemie stereotypu litewskiego*
Tomas Venclova
W r o k u 1947, w obozie dipisowskim, m ł o d y filozof Juozas
Girnius n a p i s a ł esej Problem litewskiego charakteru, k t ó r y
został opublikowany w j e d n y m z efemerycznych litewskich
wydawnictw na terenie Zachodnich Niemiec. M o g ł o b y się
zdawać, że ten tekst, jak wiele t e k s t ó w tej epoki, jest skazany
na zapomnienie. Niemniej po latach, przedrukowany w lite­
wskiej prasie podziemne . z d o b y ł p o n o w n ą p o p u l a r n o ś ć .
W roku 1991 umieszczono go w g ł ó w n y m litewskim czasoniśmie literackim jako klasyczny w y k ł a d d o k t r y n y narodo­
wej D l a d o ś ć szerokich k r ę g ó w litewskiej opinii publicznej
dv kurs Girniusa jest obecnie dyskursem niejako oficjalnym
Myślenie i m ó w i e n i e odmienne uchodzi za brak miłości do
nir7V7nv A wiec warto zacząć od teeo eseiu n r ó b u i a c
wytłumaczyć jak L i t w i n postrzega i rozumie siebie samego
E w
S
razie
powinien o
^
wielu (Cli OL' m o ż e i nie w s z y s t k i c h
Tekst Girniusa zrodził się z miłości i trwogi. Był pisany
w latach, kiedy n a r ó d litewski, wdeptany w bioto przez dwa
mocarstwa totalitarne, zosta! pozbawiony nie tylko wolności
i niepodległości, ale - prawie że - i nadziei. N a Litwie był
uwikłany w niesamowicie u p a r t ą i wyniszczającą wojnę
partyzancką. N a Zachodzie, gdzie znalazła się przeważająca
cześć elit politycznych i kulturalnych, stal wobec perspek­
tywy em.gracyjnego getta . postępującej utraty władnej
odrębności Myśl m ł o d e g o filozofa który w k r ó t c e zosta
czołowym ideologiem litewskiej emigracji mtala z a r a d z i ć tej
beznadziei i r o z p a d ó w , . Było to wyznanie wiary w n a r ó d
niszczony lecz stawiaiacy onór i dlatego z a s ł u e u i e na
szacunek P o w i e d z i a ł b y m nawet że było prorocze - jak były
prorocze' w pewnym stopniu utwory dziewietnastowiec/nych p o l s k i c h ^ e s j a m s t ó w Niemniej
tekst G i m i u T a ^ S
n e i a D ^ i i w t a

rSyiskch i Ó o T S
znacznie m n S u S S o n y c h ^ h
2 a d o w S ^ 7
oczywiście S
m
S
E
notskich Fs^G^rniu,,'

wTróżńTa s ' i e " i S n T t wSh^nnvr-b n i , tv ko hr.kiern
a?tokryTvki
£
lakakolwlk J ^ A W S T K ^ Z
S
S
J
l
¡1
P

f a k t y - S ż , tym g o r a j d l a ffktów
stereotypów,
A więc według jedenastowiecznego kronikarza A d a m a
z Bremenu, L i t w i n i to homines humanissimi. (Co prawda,
Adam z Bremenu pisał nie o Litwinach, k t ó r z y wtedy na ogół
jeszcze nie w y s t ę p o w a l i w ź r ó d ł a c h , lecz o m i e s z k a ń c a c h
dawnych Prus; ale co za różnica?) L i t w i n w y r ó ż n a się
wrodzoną d o b r o c i ą serca, brakiem obojętności i nienawiści,
miłością do człowieka k t ó r ą ceni wyżej od ambicji politycz­
nych, interesu gospodarczego prawdy naukowej p i ę k n a
estetycznego i nawet d ą ż e ń religijnych Dwudziestowieczny
U t w i n p r z e c h o w a ł te cechy w nienaruszonym stanie Wieś
newska jest jedną wielką rodzina gdzie wszyscy są b r a ć m ,
Utylitaryzm i wyrachowanie s k ą p s t w o i nawet z w y k ł a
oszczędność są tu z a s t ą p i o n e przez tradycję pomocy wzajem¬
* Teksty T. Venclovy i Cz. Okińczyca zostały wygłoszone na sesji
Porody i Stereotypy zorganizowanej przez Krakowskie Centrum
Kultury, dniach 23-29 czerwca 1993 r.
w

nej znajdującej wyraz w słowie talku n i e p r z e t ł u m a c z a l n y m
na ż a d e n język (tu dodam, że w b i a ł o r u s k i m jest s ł o w o tołoka
- ale na to odpowiedziano by m i , że z o s t a ł o p o ż y c z o n e
z litewskiego wraz z obyczajem).
Jak przystało filozofowi. Girnius dba o tolerancyjność
i o b i e k t y w n o ś ć w stosunku do s ą s i a d ó w L i t w y , włącznie
z Rosjanami i Niemcami. K a ż d y n a r ó d w e d ł u g niego ma
swoje wady, ale i swoje zalety. L i t w i n i jednak, osiedleni
w niebezpiecznej strefie, gdzie świat słowiański styka się ze
światem g e r m a ń s k i m , reprezentują złoty ś r o d e k : są po­
zbawieni wad s ą s i a d ó w i nie m a j ą nic o p r ó c z zalet. Rosjanin
lubi nie tyle człowieka, ile kolektyw, l u d z k o ś ć ; k o n k r e t n y m
człowiekiem, w t y m s o b ą , c z ę s t o ' p o g a r d z a i nienawidzi go;
jest g o t ó w poświęcić człowieka dla domniemanego dobra
o g ó ł u , co oczywiście prowadzi do bolszewizmu - i co dla
Litwina jest nie do p o m y ś l e n i a . Niemiec jest karny i zdyscyp­
linowany, pracowity, ale pozbawiony serdeczności, butny
i chętnie wykonuje k a ż d y nakaz w ł a d z y doczesnej - co
prowadzi do nazizmu i jest także w s t r ę t n e powściągliwemu
L i t w i n o w i , k t ó r e g o dusza zawsze zbuntuje się przeciwko
nakazom nieludzkim. Polak odznacza się p y c h ą , perfidią
i skłonnością do anarchii; L i t w i n natomiast jest skromny nie
uprawia p o d s t ę p u i ma wrodzony p o c i ą g d o s o l i d a r n o ś c i .
A więc opozycja Girniusa jest zasadniczo prosta. Świat
słowiański - to chaotyczna m g ł a w i c a , k r ó l e s t w o entropii;
świat g e r m a ń s k i
to nieludzki p o r z ą d e k , k r ó l e s t w o auto­
matyzmu i martwoty; m a ł y świat bałtycki - to chyba jedyny
na kuli ziemskiej z a k ą t e k , gdzie p r z e c h o w a ł a się anima
naturaliter Christiana, w zasadzie nie zmieniona o d c z a s ó w
p o g a ń s k i c h aż do dzisiaj. Człowiek t u tworzy dobro, i wyłą­
cznie dobro, w ten sam s p o s ó b j a k jedwabnik wytwarza
jedwab.
Wprawdzie świat bałtycki też nie jest jednostajny. Łotysze,
według Girniusa, są na ogól bradziej oportuntstyczni od
Litwinów: z tego też p o w o d u byli s k ł o n n i k o l a b o r o w a ć
z bolszewikami i r ó w n i e ż z hitlerowcami, czego o Litwinach
powiedzieć nie m o ż n a . Są - albo raczej byli - jeszcze Żydzi.
O nich Girnius m ó w i tylko tyle, że dzięki wrodzonej
tolerancji litewskiej cieszyli się wszystkimi prawami w cza­
sach niepodległości międzywojennej - ale nie popisali się
lojalnością w okresie okupacji bolszewickiej. Niemniej trage­
dia, k t ó r a ich s p o t k a ł a , w y w o ł a ł a głębokie współczucie
L i t w i n ó w , nawet jeśli Żydzi nie zawsze zasługiwali na nie.
W związku z t y m dzieje L i t w y są wielką b o h a t e r s k ą
epopeją nigdy nie s k a l a n ą przez b r u t a l n o ś ć , o k r u c i e ń s t w o
czy u g o d o w o ś ć . L i t w i n i są narodem p o k o j o w o usposobio­
nym, nie znają k u l t u siły, ale są często zmuszani do wojny
przez d r a p i e ż n y c h s ą s i a d ó w ( k t ó r z y po prostu nie m o g ą
zezwolić na istnienie tej wyspy chrześcijańskiej p r a w o ś c i
p o ś r ó d swego zepsutego świata). Zawsze znajdują się w sta­
nie obrony koniecznej, i p o t r a f i ą czynić w t y m stanie cuda.
T o , że L i t w a stworzyła imperium w czasach średniowiecz­
nych, było wymuszone przez agresję k r z y ż a c k ą . Ż a d n y c h
korzyści w dziejach L i t w i n i nie odnosili. Jeżeli wygrywali, to
zasługiwali na to; jeżeli przegrywali, to wyłącznie dlatego, że
w o d r ó ż n i e n i u o d innych byli ofiarni i sprawiedliwi. Są po
prostu za dobrzy j a k na ten świat. Są w zasadzie świętymi
- t y m bardziej, że nie zdają sobie z tego sprawy.
Metafizycznym obrazem tej L i t w y , w e d ł u g Girniusa. są
dwa symbole wytworzone w głębokich p o k ł a d a c h jej ducha
- P o g o ń i Chrystus Frasobliwy, rycerz i cierpiętnik: rycerz

25

�ł a g o d z o n y przez cierpiętnika, cierpiętnik w y w y ż s z o n y przez
rycerza. D o d a m , że poza to przeciwstawienie historiozoficz­
na myśl litewska j a k o ś nie potrafi wyjść j u ż od k i l k u
dziesięcioleci. Notabene oba symbole nie są wyłącznie
litewskimi. P o g o ń jest u w a ż a n a za swoją t a k ż e przez Biało­
r u s i n ó w , a Chrystus Frasobliwy, znany na wszystkich tere­
nach dawnej Rzeczypospolitej, przyszedł do L i t w y z Polski
albo przez Polskę. A l e mniejsza o to.
Zbyt ł a t w o k r y t y k o w a ć esej Juozasa Girniusa. Myślenie
w n i m demonstrowane jest nie tylko apologetyczne a ż do
granicy śmieszności, lecz i g ł ę b o k o anachroniczne. W y w o d z i
się z m i t ó w d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h . Polacy niewątpliwie
r o z p o z n a j ą t u d u ż o ze swojej własnej narodowej m i t o l o g i i
(zresztą Mickiewicz przyczynił się do powstania s t e r e o t y p ó w
litewskich chyba więcej od innych). Wprawdzie Girnius
m ó w i , ż e charakter litewski opisany przez niego jest raczej
n o r m ą i d e a l n ą niż faktem, ale że nie przeczą tej normie ż a d n e
z n a c z ą c e dziejowe wydarzenia. Niestety d o ś w i a d c z e n i e his­
toryczne, zwłaszcza d o ś w i a d c z e n i e ostatnich pięćdziesięciu
lat, zadaje k ł a m t y m b u d u j ą c y m stereotypom: widzieliśmy
w tych latach tyle o b o j ę t n o ś c i i nienawiści, tyle b r u t a l n o ś c i
i u g o d o w o ś c i tyle chciwości małości i zawiści że ż a d e n
narcyzyzm narodowy przed t y m się nie ostoi Widzieliśmy
t a k ż e s o l i d a r n o ś ć , o f i a r n o ś ć i bohaterstwo, tak na L i t w i e , j a k
i w innych krajach
i m o ż e nawet więcej na Litwie, niż
w Daru innych krajach' ale chyba m o g l i ś m y z r o z u m i e ć że
c h o d ź , t u przede wszystkim o siłę i ś w i a d o m o ś ć jednostki
a nie o hipostazjowany duch narodowy.
Postawy bliskie postawom tu analizowanym, j a k m ó w i ­
łem, ostatnio z d o b y w a j ą r a n g ę prawie że oficjalnej filozofii
na L i t w i e - w k a ż d y m razie p o ś r ó d p u b l i c y s t ó w i myślicieli
d o s y ć licznych, hałaśliwych oraz s k ł o n n y c h s t a w i a ć znak
r ó w n a n i a p o m i ę d z y k u l t e m N a r o d u i anty komunizmem. Są
przyjmowane przez wielu, co z kolei w p ł y w a , oczywiście, na
i n t e l e k t u a l i s t ó w . Znany polityk Vagnorius powiedział nieda­
wno, że człowiek m o ż e się mylić, ale n a r ó d jest nieomylny.
A więc w p r ó ż n i postkomunistycznej - której nie znosi
natura ludzka - b o ż e k narodu z łatwością zastępuje b o ż k a
nieomylnej klasy i nieomylnej partii. Pielęgnuje się poczucie
nieustannego z a g r o ż e n i a L i t w y przez rozmaite ciemne moce
i głównie przez s ą s i a d ó w ; jest to dobry s p o s ó b zdobycia
prestiżu i g ł o s ó w ( c h o ć m o ż e j u ż nie zawsze) W e d ł u g te,
filozofii Lifwa powinna b y ć s p o ł e c z e ń s t w e m ściśle narodo­
w y m i z a m k n i ę t y m bo szlachetny etniczny typ litewski jest
zawsze w niebezpieczeństwie- p o m i m o genetycznie zapew­
nionej cnotliwości podejrzanie ł a t w o ulega trującym wpły­
w o m czy to polskim po unii lubelskiej czy to a m e r y k a ń s k i m
po r o k u 1991.
Spotykamy takie postawy chyba w k a ż d y m niedawno
w y z w o l o n y m kraju Europy Ś r o d k o w e j i Wschodniej. W y n i ­
kają, oczywiście, z ogromnego kompleksu mniejszej w a r t o ś c i
- k t ó r y , sądzę, nie jest zbyt uzasadniony. Dzieje tak się
złożyły, że wszystkie narody tej połaci ś w i a t a nie m i a ł y
normalnych p a ń s t w przez cały wiek dziewiętnasty i przez
z n a c z n ą część dwudziestego, nierzadko i przedtem. M ó w i ą c
„ w s z y s t k i e " w ł ą c z a m w ten poczet i Rosję, bo nie m o ż n a
przecież wielonarodowego imperium c a r ó w i b o l s z e w i k ó w
u w a ż a ć za p a ń s t w o normalne. A wyłącznie normalne, włas­
ne, niepodległe p a ń s t w o stwarza w a r u n k i dla psychoanalizy
narodowej.
Poczucie z a g r o ż e n i a bytu narodowego
w wypadku
L i t w i n ó w zaostrzone przez przejmujące uczucie, że jest się
narodem m a ł y m - zmusza do patrzenia w zwierciadło, k t ó r e
codziennie twierdzi, że jest się najlepszym, najpiękniejszym
oraz j e d y n y m m a j ą c y m rację. Cudzych racji nie rozumie się
- z tego prostego p o w o d u , że inni racji mieć nie m o g ą .
W Serbii ostatnio do kanonu wiary weszła f o r m u ł a , że
Serbowie są „ n a r o d e m prawie zamordowanym": ma ona

26

1

u s p r a w i e d l i w i ć k a ż d e poczynanie p a ń s t w a serbskiego, a ż do
najbardziej w ą t p l i w y c h . L i t w i n i analogicznej formuły nie
stworzyli, ale niejeden z nich żyje z t y m samym poczuciem.
Dla niejednego d o b r o narodu jest dobrem absolutnym,
z definicji nie m o g ą c y m w c h o d z i ć w konflikt z p r a w i d ł o w o
p o j m o w a n y m d o b r e m innych. W e d ł u g tego mniemania
L i t w i n i w o g ó l e nie p o t r a f i ą r o b i ć nic, co by nie p r a c o w a ł o na
rzecz m o r a l n o ś c i i demokracji, bo są m a l e ń k ą , dzielną g r u p ą
w świecie zaludnionym przez k r w i o p i j c ó w , h i p o k r y t ó w
i o s z u s t ó w . Przenigdy nie mogli p o p e ł n i ć najmniejszego
błędu i t y m bardziej zbrodni. T o inni p o p e ł n i a l i zbrodnie na
L i t w i n a c h . Odebrali nam ziemie na wschodzie i zachodzie,
niszczyli nas o r ę ż e m , z a r z ą d z e n i e m b i u r o k r a t y c z n y m i sło­
wem z kazalnicy kościelnej. U k r a d l i n a m K a n t a , M i c ­
kiewicza i Dostojewskiego, k t ó r z y byli oczywiście rdzennymi
L i t w i n a m i . Sfałszowali historię, wypaczyli złośliwie wizeru­
n k i Mendoga i W i t o l d a C h v b y najgorsza była zbrodnia
P o l a k ó w bo chcieli i w znacznym stopniu potrafili zniszczyć
d u s z ę litewską w s p o s ó b ł a g o d n y u ł a s k a w i a j ą c nas i jedno­
cześnie z a r a ż a j ą c p o c a ł u n k i e m z A l p u h a r y .
L i t w i n i są t a k ż e , w e d ł u g tego mniemania, narodem, k t ó r y
ucierpiał więcej niż wszyscy. Był oczywiście Holocaust
Ż y d ó w , ale genocyd stalinowski w odczuciu nacjonalisty
litewskiego co najmniej Holocaustowi d o r ó w n u j e , a tak
n a p r a w d ę to go prześciga.
Jest to myślenie, k t ó r e prowadzi do bardzo specyficznej
definicji L i t w i n a . N a r ó d litewski s k ł a d a się wyłącznie z ludzi
wyznających ideę n a r o d o w ą , t j . u w a ż a j ą c y c h n a r ó d za I
w a r t o ś ć n a d r z ę d n ą w stosunku do k a ż d e j innej, a prze­
trwanie jego za rzecz najważniejszą z m o ż l i w y c h , właściwie
j e d y n ą w a ż n ą , j e d y n ą , której należy o f i a r o w a ć życie własne,
a t y m bardziej cudze. Nie wyznający tej idei są podejrzani
- a jeżeli m ó w i ą po litewsku i są p r z y w i ą z a n i do litewskiego
krajobrazu i k u l t u r y , są podejrzani jeszcze bardziej. Przecież
l
mamy t y l u w e w n ę t r z n y c h w r o g ó w , rozpoznawalnych z na­
zwisk, z mieszanych m a ł ż e ń s t w albo po prostu z nieprawomyślności.
J e d n o c z e ś n i e jest to podejście do świata bardzo wygodne,
bo w o d r ó ż n i e n i u od słynnej f o r m u ł y egzystencjalistów
esencja narodowa poprzedza egzystencję. Ten, k t o miał
szczęście u r o d z i ć się L i t w i n e m {respective Serbem, Chor- ]
watem, Polakiem), nie musi w y b i e r a ć swego losu ani doras- „ l
t a ć do niego: jest lepszy od innych, rozgrzeszony i ocalony
przez sam fakt p r z y n a l e ż n o ś c i od tej a nie innej w s p ó l n o t y .
Pewien intelektualista litewski z niepojętą dla mnie d u m ą
użył słów Lithuania contra mundum. Bardzo niedaleko stąd
do postawy wielu S e r b ó w t r a k t u j ą c y c h świat w kategoriach
manichejskich, jako spisek całej k u l i ziemskiej przeciwko
świętej Ojczyźnie.
Jednym z większych g r z e c h ó w k o m u n i z m u
któremu
g r z e c h ó w , j a k wiadomo, nie brak - jest to, że uniemożliwiał § f
r o z p r a w ę i n t e l e k t u a l n ą z t y m ciasnym i anachronicznym
nacjonalizmem i z jego skrajną p o s t a c i ą , faszyzmem rodzi­
m y m . Z r e s z t ą wciąż utrudnia tę r o z p r a w ę . P r z e ś l a d o w a n i
przez k o m u n i s t ó w - czasem surowo, czasem mniej - nac­
jonaliści zjawiają się w aureoli c i e r p i ę t n i k ó w za n a r ó d i wciąż
jest rzeczą n i e ł a t w ą , acz n i e z b ę d n ą sprzeczać się z nimi
w s p o s ó b o t w a r t y i p o w a ż n y . M a j ą uproszczony i mocny
słownik: „ k r w a w i b a r b a r z y ń c y " , „ A z j a c i " , „ m o r d e r c y ducha", „ p ł a s z c z ą c y się zdrajcy", „ s a t a n i ś c i " . Najmocniejszym
i najczęstszym s ł o w e m jednak jest mankurt (termin z a - j
proponowany przez kirgiskiego pisarza A j t m a t o w a , bardzo
sowieckiego i nacjonalistycznego j e d n o c z e ś n i e , modnego na
Litwie chyba znacznie bardziej niż w Kirgizji). Oznacza
człowieka pozbawionego pamięci, k t ó r a jest w d a n y m wypa­
d k u t o ż s a m a z ideologią n a r o d o w ą . Nie d o p r a c o w a l i ś m y się
jeszcze s ł o w n i k a krytycznego, k t ó r y m o g l i b y ś m y temu słow­
nictwu przeciwstawić

�Nie chcę powiedzieć, że w o g ó l e nic z tej narodowej
filozofii i narodowych s t e r e o t y p ó w nie ma najmniejszego
oparcia w rzeczywistości. Zbrodnie przeciwko g r u p o m et­
nicznym - zwłaszcza m a ł y m i nie m o g ą c y m się skutecznie
bronić
były i niestety są faktami. Wynaradawianie - tak
przymusowe, j a k i „ ł a g o d n e " , nie stosujące z a u w a ż a l n e g o
przymusu - było i czasem jest procederem j a k najbardziej
realnym. I jest to zbrodnia przeciwko duchowi człowieka,
powiem nawet więcej: Polska t u n a p r a w d ę nie jest bez winy
stosunku do L i t w y . W p ł y w Polski na Litwę - tak samo j a k
wołvw innych k r a j ó w , z N i e m c a m i i Rosją włącznie
miał
S h y pozytywne, przyczyniając się do p i ę k n e g o r o z k w i t u
S t u r y Wielkiego K s i ę s t w a Ale miał t a k ż e cechy wybitnie
neiatvwne zwłaszcza w czasach saskich kiedy pluralizm
S ł o ń s k z o s t a ł w y p a r t y przez polski nacjonalizm i litera­
t a w języku litewskim świetnie się zapow a d a j ą c a w epoce
Daukszy Szyrwida i S m o c z y ń s k i e g o z d e g e n e r o w a ł a się
w

?

niewygodnie.
Utrata p a m i ę c i narodowej nie jest dobrem. Tyle że ta
pamięć powinna b y ć p e ł n a , nie selektywna. Zawsze mieliśmy
wielość tradycji, z t y m że tradycja „ r d z e n n i e litewska",
izołacjonistyczna była t y l k o j e d n ą i nie zawsze g ł ó w n ą w t y m
krajobrazie.
Także i kategorie Juozasa Girniusa m a j ą pewien r d z e ń
racjonalny. A ż do c z a s ó w sowieckich L i t w i n i byli n a p r a w d ę
społeczeństwem wiejskim, p o s i a d a j ą c wiele zalet tego społe­
czeństwa - w t y m specyficzny, intymny stosunek do drugiego
człowieka i natury. Wprawdzie społeczeństwo wiejskie jest
społeczeństwem wybitnie konformistycznym i nierzadko
okrutnym, bezwzględnie o g r a n i c z a j ą c y m d ą ż e n i a jednostki
(czego Girnius i jego n a ś l a d o w c y nie z a u w a ż a j ą ) . Jest t a k ż e
wysoce podatnym na p o k u s ę chciwości - o t y m pisali
wszyscy klasycy litewscy Wprawdzie to że L i t w i n o m za­
brakło wielowarstwowego s p o ł e c z e ń s t w a (bo szlachta się
spolszczyła a klasa mieiska była niemiecka ż y d o w s k a albo
rosyjską) nie m o g ł o p o m ó c w w y c h o w y w a n i u w ł a s n y c h elit
Ale cnoty wiejskie są cnotami Tyle że ta wiejska z w i ą z a n a
z ziemią L i t w a należy do przeszłości . prawie nic już nie
można na niej b u d o w a ć - zresztą winni temu są nie tylko (albo
i nie tyle) bolszewicy, lecz i o g ó l n e trendy dwudziestowiecz¬
ne,
Girnius ma rację t a k ż e i w t y m , że L i t w i n , niezbyt skory do
wojny (chociaż chyba nie pozbawiony agresywności w cza­
sach średniowiecznych), jednak potrafi się b r o n i ć . Co jak co,
ale to ostatnio z o s t a ł o dowiedzione w s p o s ó b niezbity.
Charakter narodowy w o g ó l e nie jest rzeczą w y m y ś l o n ą ,
nawet jeżeli przejawia się głównie w o d s t ę p s t w a c h od
średniej arytmetycznej. Są takie rzeczy j a k u p ó r litewski
i g o s p o d a r n o ś ć litewska. Jest specyficznie litewskie przywią­

zanie do książki (czasem osiągające rozmiary k u l t u , bo
k s i ą ż k a rodzima b y w a ł a zabraniana) i p o w a ż a n i e oświaty;
w y g l ą d a niestety na to, że ostatnio zaczyna się to zmieniać.
Jest osobliwa religijność litewska p r z e c h o w u j ą c a pewien
odcień p o g a ń s t w a , k t ó r y zresztą nie zawsze na zdrowie
wychodzi ( p r z y k ł a d e m s ł y n n a G ó r a K r z y ż y p r z y p o m i n a j ą c a
t r o c h ę świątynie Trzeciego Ś w i a t a , gdzie korzenie się przed
niepojętą t r a n s c e n d e n t n ą siłą w pewnym stopniu p r z e w a ż a
nad chrześcijańską w o l n o ś c i ą i g o d n o ś c i ą ) . Są ogromne
i ciekawe dzieje L i t w y , k t ó r e z o s t a ł y częścią k a ż d e g o z nas,
c h o c i a ż nie zawsze umiemy i n t e g r o w a ć je w p e ł n y m wymia­
rze Jest i tradycja tolerancji p o c h o d z ą c a chyba z c z a s ó w
Wielkiego Księstwa i tak n a p r a w d ę nigdy nie utracona"
klisze ksenofobiczne proponowane przez i n t e l e k t u a l i s t ó w
i podchwytywane przez p o l i t y k ó w rzadko znajdują wy­
dźwięk masowy i na t y m polega moja nadzieja że L i l a n i e
zostanie d r u g ą Serbia Sa cechy narodowe mniei w s p a n i a ł e
lecz t a k ż e charakterystyczne i częste Z a l i c z y ł b y m do nich
np o g ó l n y b r a k i n o c z u c i a ^ u m o ^ mezbyt d u ż a d

świat?

n i e c h ę ć . i o l ^ ^ ^ ^ r ^ m i S ^ S ^

z r e a l t W s t o s u n k k m i sił (fu
chyba n a i b a r S
S y c z n e g ^

5

S

S

?

S

n

A więc k o ń c z ę prawie tak samo jak G i r n i u s : problem
charakteru litewskiego jest problemem rzeczywistym. I cho­
ciaż niezbyt z n i m się zgadzam, jestem tak samo j a k on
o p t y m i s t ą . P r z e t r w a l i ś m y w bardzo trudnych warunkach
i nawet u t w o r z y l i ś m y w tych warunkach w ł a s n e elity - nie
zawsze nienaganne, ale mniejsza o to. U t w o r z y l i ś m y to,
czego nie mieliśmy chyba nigdy s p o ł e c z e ń s t w o wielowarst­
wowe. Z d o b y l i ś m y na zawsze swoją stolicę. Bardzo dobrze
o p a r l i ś m y się rusyfikacji (chociaż sowietyzacji m o ż e mniej).
Nigdy zresztą nie m i a ł e m - w o d r ó ż n i e n i u od niejednego
z moich z i o m k ó w - najmniejszych w ą t p l i w o ś c i w z d o l n o ś ć
przetrwania narodu. Pozostaje nam teraz t y l k o z r o z u m i e ć
że ż a d n e wynarodowienie i chyba nawet ż a d n e prawdziwe
n i e b e z p i e c z e ń s t w o z z e w n ą t r z - n a m j u ż nie z a g r a ż a . Za­
grażała przede wszystkim własne paranoie i kompleksy
m o g ą c e p r o w a d z i ć do jałowego z a m k n i ę t e g o p r y m i t y w ­
nego życia.
'
Miłość do ojczyzny oznacza nie t y l k o - i m o ż e nie przede
wszystkim
praktykowanie jej m o w y i obyczaju. Ta grupa
narodowa, do której należę przez urodzenie albo wychowa­
nie, n a k ł a d a na mnie pewien o b o w i ą z e k , k t ó r y jest jedno­
cześnie o b o w i ą z k i e m wobec ludzkości (jeżeli c o ś takiego jak
o b o w i ą z e k wobec ludzkości istnieje, a podejrzewam, że
istnieje). Polega ona na p o d t r z y m y w a n i u , utrwalaniu, stwa­
rzaniu
pewnych w a r t o ś c i , takich j a k prawda, p i ę k n o ,
a t a k ż e krytyczny stosunek do swoich i d o siebie.

L I T W A 1993
L U D N O Ś Ć - ogółem
mniejszość polska
mniejszość rosyjska
mniejszość ż y d o w s k a
mniejszość b i a ł o r u s k a i inne
WILNO
w tym Polaków

3.700.000
ok. 290-300.000*
ok. 280.000
ok. 4.000
ok. 150.000
660.000
ok. 118.000

• r ó ż n e ź r ó d ł a , oficjalne i szacunek P o l a k ó w

27

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9642" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9620">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b65ca66e2ffb67c4ee33b2106afd62f4.pdf</src>
        <authentication>11d6a2b5cba50fd38e379aa7c398db79</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5398</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114770">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114771">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5016</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114772">
                <text>Nowojorskie domy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114773">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.21-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114774">
                <text>Vidler, Anthony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114775">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114776">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114777">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114778">
                <text>ANTHONY VIDLER
awiedzony dom jest niewątpliwie najpopularniejszym toposem dziewiętnastowiecznej niesamowitości. Jako motyw przewodni zarówno
literackich fantazji, jak i odrodzenia stylów historycznych w architekturze, opisywany w baśniach, horrorach i powieściach gotyckich, zapoczątkował specyficzny rodzaj pisarstwa, który pod koniec wieku został
utożsamiony z romantyzmem. Właśnie taki dom stał
się ulubionym miejscem niesamowitych wydarzeń;
swojski charakter siedliska historii rodu i nostalgii,
ostatniego, najbardziej intymnego schronienia dla prywatności, tym bardziej pogłębiał grozę inwazji obcych
duchów. Zagłada Domu Usherów Edgara Allana Poego
jest tego modelowym przykładem: "Gdy po raz pierwszy zamajaczył mi przed oczyma, targnęła mą duszą sam nie wiem dlaczego - nieuskromiona żałość. [... ]
nieuskromiona, bowiem uczucia tego nie koiły owe na
wpół rozkoszne, gdyż spowite poezją wrażenia, jakich
zazwyczaj doznaje umysł na widok najgroźniejszych naturalnych przejawów okropności i spustoszenia".'
W wyglądzie opisanego przez Poego Domu Usherów nie było jednak nic takiego, co m&lt;?głoby wyzwolić
przeczucia "upiornych zwidywań". "Załobne mury"
i "okna zgasłym podobne źrenicom" były opustoszałe,
lecz wszelkie przejawy spustoszenia odnosiły się bardziej do fantazji narratora niż do jakiegoś niezwykłego
detalu budowli. Patrząc obiektywnie, stare posadzki,
rzeźbione stropy, obicia na ścianach i rycerskie trofea
wyglądały dość znajomo. "Atmosferę" spowijającą
dom, grobowe wyziewy "podnoszące się ze spróchniałych drzew, szarych ścian i głuchej topieli", trudno było uznać za "ulotne wrażenia", oczywiste efekty sennych
marzeń. Świadomość zakorzenienia tych właściwości
w domu, w każdym jego kamieniu obdarzonym fatalną
mocą - świadomość, że sam dom był niesamowitą mocą- przyszła powoli, bezwiednie, wbrew rozumowi; wobec całkowicie normalnego otoczenia brak widocznej
grozy wzbudzał tym większy niepokój. To co znajome

N

wywoływało niepokojące wrażenie niezwyczajności:

"Aczkolwiek otaczające mnie przedmioty [... ] różniły
niewiele lub nie różniły się wcale od tych, do których nawykłem od dzieciństwa; aczkolwiek rozpoznawałem niezwłocznie te rzeczy, tak dobrze mi znane, mimo to nie wychodziłem z podziwu, iż zwyczajne zjawiska mogą rozniecać takie niezwyczajne urojenia".Z
W tym modelowym, nawiedzonym domu Poego
można było odnaleźć wszelkie oznaki nawiedzenia starannie zebrane od romantycznych poprzedników pisarza. Miejsce było opustoszałe, mury bez wyrazu i prawie dosłownie "bez twarzy", okna "podobne źreni­
com", ale bez oznak życia- "zgasłe". W dodatku była
to skarbnica wielu wieków pamięci i tradycji wpisanych w mury i przedmioty: w ściany "wyblakłe doszczętnie w przebiegu wieków", w pokruszone kamienie, pociemniałe meble, sklepione i mroczne komnaty.
Tak naprawdę było to prawie muzeum, rodzaj kolekcji
się

Nieswojskie domy*
Niektóre języki nowożytne nie mogą oddać naszego wyrażenia "niesamowity dom" inaczej, jak
tylko przez opis: "dom, w którym straszy".
Sigmund Freud, Niesamowite

podobnej do zbioru Alexandra du Sommerard
w Hotel de Cluny, zachowanej dla upamiętnienia rodu. Ród prawie wymarł - pochłonięty przez historię,
która wyziewami z grobu, z rodzinnej krypty, wypełnia­
ła tę żywą niegdyś siedzibę; jej mury przypominały
"stare wiązania drzewne, co butwieją od dawna w zatęchłym, nie przewietrzanym podziemiu". 3
Dom był więc kryptą przeznaczoną do własnego
pochówku; to wydarzenie zapowiadała "zaledwie widoczna rysa", która poczynając od dachu zbiegała
w dół. We wnętrzu znajdował się namalowany przez
Ushera obraz jego własnego grobu, przedstawienie,
które poprzez swoją "abstrakcyjność" wydało się narratorowi najbardziej niesamowite:
Pewien fantastyczny, mniej wszakże w abstrakcjach zaprzepaszczony utwór mojego przyjaciela postaram się, acz nieudolnie, nakreślić tu w słowach. Nieduży ten obrazek przedstawiał wnętrze jakiegoś niezmiernie długiego, prostokątnego podziemia czy tunelu o niskich ścianach, gładkich i białych, pozbawionych wszelkich przerw
i ozdób. Niektóre szczegóły uboczne miały naprowadzać na domysł,
że tunel ten znajduje się niesłychanie głęboko pod powierzchnią ziemi. Na całej jego ogromnej przestrzeni nie widniało nigdzie wyjście
ani pochodnia lub jakiekolwiek inne, sztuczne źródło światła, a jednak powódź jaskrawych blasków roztaczała się wszędzie i zatapiała
czeluść upiorną, nieodgadnioną poświatą. i

Porzucone domy, rzeczywiste czy też wyimaginowane, wywierały na widzu podobne wrażenie. Domy na
wyspach Jersey i Guernsey opisane przez Victora Hugo
- wierne obrazy jego własnego wygnania na obczyźnie
- podobne były do Domu Usherów, z tą tylko różnicą,
że nie były "nawiedzone" przez jakiegoś wymyślonego
ducha rodziny, lecz przez zabobony mieszkańców wysp.
Zdarza się czasem na Jersey lub Guernsey, na wsi, a nawet
przez jakieś puste zakątki lub przez ludną ulicę, napotykamy dom o zabarykadowanym wejściu; ostrokrzew
tarasuje drzwi; okna parteru zabite są deskami przypominającymi jakiś ohydny plaster; okna wyższych pięter są jednocześnie otwarte
i zamknięte, gdyż wszystkie futryny są zaryglowane, lecz wszystkie
szyby wybite.
iw

mieście, że przechodząc

Taki dom, zabity przez

własną pustkę

oraz przesądy

panujące w okolicy, "jest domem nawiedzanym [une
maisan visionee]. W nocy przychodzi doń diabeł". 5

�chii romantycznych gatunków niesamowitość była blisko
powiązana - choć zaskakująco odmienna - z bardziej
majestatyczną i poważną "wzniosłością", podstawową kategorią tęsknoty, nostalgii i nieosiągalnego. Usiłując zdefiniować szczególne uczucie wywołane przez Dom Usherów, Poe odróżnił je wyraźnie od bardziej przerażających
wrażeń towarzyszących zazwyczaj wzniosłości: "Zlodowaciała, zniżyła się, omdlała dusza - potępieńczym zrozpaczeniero przepoiła się myśl, której żadna tortura wyobraź­
ni ku niczemu wzniosłemu pobudzić nie mogła". 8
Wszystkie podgatunki - groteska, karykatura,
baśń, melodramat, opowieść o duchach, horror- tradycyjnie uznawane były za formy wywrotowe wobec
solidnych podstaw i transcendentnych ambicji wznio-

Spośród wszystkich "umarłych domów" jeden szczególnie fascynował Hugo - opustoszały dom we wsi Plainmont na wyspie Guernsey. W ciągu siedmiu lat Hugo
powrócił tam trzykrotnie, aby wykonać szkice domu
z różnych stron; uczynił z niego motyw przewodni
w Pracownikach rrwrza. Naszkicowany w sepii, niewielki, jednopiętrowy, kamienny domek wyglądał zwyczajnie. Budynek o czterech oknach zamurowanych na parterze, jednych drzwiach, stromym dachu i kominie wydawał się jedynie archetypicznym "domkiem dla dzieci", zwykłą kompilacją podstawowych elementów zamieszkiwania. Jak zauważa Hugo, "położenie jest pięk­
ne, dom w dobrym stanie. [... ] Dom ten, zbudowany
z granitu i jednopiętrowy, stoi wśród zieloności. Nie robi wrażenia ruiny. Nadaje się do zamieszkania. Ma grube mury i mocny dach. W ścianach nie brak ani jednego kamienia, a na dachu ani jednej dachówki". Jednak
dom uważany był za nawiedzony i pomimo swojej prostoty "wyglądał tajemniczo". Opuszczone miejsce, prawie całkowicie otoczone przez morze, było prawdopodobnie zbyt piękne: "położenie jego jest wspaniałe,
a tym samym złowieszcze". Kontrast pomiędzy zamurowanymi oknami na parterze a otwartymi, pustymi
oknami na piętrze, "wychodzącymi na ciemne wnę­
trze", nadawał całej budowli niby-antropomorficzny
charakter: okna "są jak oczodoły po wyrwaniu oczu".
Zagadkowa inskrypcja nad zamkniętymi drzwiami potę­
gowała atmosferę tajemniczości, przypominała o budowie domu i o jego porzuceniu przed Rewolucją: "ELM-PBILG 1780". Również cisza i pustka podkreślały tę
grobową aurę: "rzekłbyś grobowiec z oknami, przez które duchy mogą patrzeć na światło dzienne". Hugo wyjaśnia nawiedzenie domu, odwołując się do tajemnic
wpisanych w lokalną tradycję. Kim byli pierwotni
mieszkańcy domu? Dlaczego dom porzucono? Dlaczego
nie ma właściciela? Dlaczego nikt nie uprawia pola? Te
pytania - pozostawione bez odpowiedzi z jakichś nieznanych i metafizycznych powodów - potęgowały ogólną atmosferę: "Dom ten jest niepokojący w południe,
jakiż musi być o północy? Patrząc nań, spogląda się na
zagadkę . [... ] Nie wiadomo. W tych kamieniach jest
święta groza. Mrok panujący w zakazanych pokojach
jest więcej niż mrokiem: to- nieznane".6 W dalszym
opisie Hugo, dom strzeżony przez grozę paradoksalnie
staje się schronieniem dla tych, których nawiedzenie
nie przeraża; jest to dom przemytników i renegatów, wygnańców i uciekinierów. Tylko ci z marginesu mogą się
czuć jak w domu w tak niespokojnej siedzibie. Legenda
o przestępstwie tutaj popełnionym, o winie nie do zmazania, która doprowadziła do upadku domu, określa jego teraźniejszość. W taki oto sposób koło historii domu
zabijanego przez wspomnienia zamyka obraz grobu zamieszkiwanego przez jego grabieżców: "Dom, podobnie
jak człowiek, może stać się trupem. Wystarcza, by zabił
go zabobon. Wówczas jest straszny". 7
Jednak tego rodzaju "groza" nie w pełni odpowiada
odczuciu opisanemu przez Edmunda Burke'a; w hierar-

słości. Odnajdując podstawową przyczynę wzniosłości

w grozie, Burke jednocześnie przyznawał, że nie
wszystko, co wzbudza grozę, jest wzniosłe. 9 Podobnie
Kant w swoich opisach wzniosłości - której źródło
znajduje się w umyśle skłaniającym się ku temu, by
"nieosiągalność przyrody ujmował myślowo" - nie odnosi jej do wszystkich idei rzeczy nieosiągalnych: We
wszelkich próbach osiągnięcia wzniosłego wyrazu kryły się pułapki, takie jak nagłe przejście od rzeczy
wzniosłych do przyziemnych, czy nawet do nonsensu.
Retorzy - od Longinusa do Jeana Paula Richtera rozpoznali tę skłonność wzniosłości do popadania
w śmieszność, w skrajne przeciwieństwo, które posiadało jednak wiele cech podobnych do swojej bardziej
poważnej poprzedniczki. "Brzydota - stwierdza Burke
- jest raczej zgodna z wyobrażeniem wzniosłości. Nie
chcę jednak żadną miarą, by miał ktoś zrozumieć, że
brzydota sama jest wzniosłym wyobrażeniem, chyba że
łączy się z jakościami, które budzą silną grozę". 1 0
Niesamowitość wydawała się jednak najbardziej
przewrotna ze wszystkich kategorii, nie tylko dlatego,
że była z łatwością trywializowana, ale również dlatego, że niekiedy była niemożliwa do odróżnienia od
wzniosłości. To błędnie zdefiniowane, jednak coraz
bardziej popularne wrażenie, Burke zaliczył do odczuć
kojarzonych z tajemniczością wzbudzającą grozę,
umieszczając je obok nocy i całkowitej ciemności: "jak
znacznie noc powiększa nasz lęk zawsze, ilekroć grozi
niebezpieczeństwo i jak bardzo myśli o duchach i gnomach, o których nie jesteśmy w stanie utworzyć jasnych wyobrażeń, opanowują umysły".ll Tak wielka
była groźba niesamowitości w okresie romantyzmu, że
Hegel - w próżnym wysiłku, aby zachować pamięć
o autentycznej wzniosłości w hebrajskich tekstach próbował zamknąć drzwi do sfery "zjawisk magicznych, magnetycznych, demonicznych, wytwornej
upiorności jasnowidztwa, chorobliwych stanów lunatycznych", wyganiając ciemne moce z jasnej i przejrzystej krainy sztuki. Hegel musiał jednak pogodzić się
z powszechnym zainteresowaniem tymi "niepojętymi
mocami" wśród jemu współczesnych, chociaż kryje się
w nich "niepoznawalna prawda przerażającej, niezrozumiałej i nieuchwytnej grozy",l 2

22

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

spół

cech charakterystycznych. Niesamowitość byłaby
podejrzana, dziwna; lepiej
określona przez "lęk" niż grozę, czerpiąca swą siłę bardziej z nieokreśloności, utajonego niepokoju niż z jasno określonego źródła strachu, bardziej z nieprzyjemnego nawiedzenia niż z oczywistego objawienia.
W tym przypadku angielskie słowo [uncanny- przyp.
tłum.] wydaje się bardziej pomocne niż Freud skłonny
był przyznać: beyond ken - oznaczające dosłownie "bez
wiedzy" - pochodzi od canny, posiadający wiedzę lub

lat później Freud wykazał, że
jest - czy też wydaje się - kategorią estetyczną, która leży w obszarze tego "co w ogóle budzi
lęk", to znaczy w granicach tradycyjnej wzniosłości
(N 235).* Jednak Freud wyznaczył sobie zadanie określenia "tej szczególnej cechy, która dopuszcza rozróżnie­
nie w obrębie tego, co należy do sfery lęku, pierwiastka
'niesamowitego"'. Wręcz z przyjemnością podjął badania na przekór "estetycznym wywodom, które [... ] zajmują się raczej tym, co piękne, wspaniałe, pociągające,
[... ] aniżeli tym, co temu przeciwne, co odpychające,
przykre" (N 235) - czyli badania nad marginesami
wzniosłości wbrew jej uznanym źródłom. Dla Freuda
niesamowitość była niewątpliwie szczególnie użytecz­
nym narzędziem, dzięki któremu można było wypuścić
powietrze z balonu pustej estetyki z korzyścią dla wiedzy
psychoanalitycznej. Była to potyczka odzwierciedlająca
jego większy atak na psychologię metafizyczną:
Ponad

osiemdziesiąt

więc złowroga, niepokojąca,

niesamowitość

umiejętność. 13

Psycholog Ernst Jentsch- w eseju z 1906 roku, od
którego Freud rozpoczyna swoje dociekania - wykazał
istnienie bliskich związków pomiędzy psychologią a języ­
kiem: "Nasz język niemiecki utworzył całkiem niezłą
konstrukcję w słowie unheimlich. Niewątpliwie oznacza
ono, że ktoś, kto doświadcza uczucia niesamowitości,
nie jest całkiem zu Hause [w domu], że nie jest heimisch
[swojski], że sprawa jest mu obca". 14 Jentsch przypisał
uczuciu niesamowitości zasadniczy warunek- niepewność spowodowaną "brakiem orientacji", poczuciem
czegoś nowego, obcego i wrogiego, co ogarnia stary, znajomy, zwyczajny świat. Jak to streszcza Freud, Jentsch

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że należy ono [ "niesamowite"- przyp. tłum.] do dziedziny tego, co przeraźliwe, wywołu­
jące lęk i grozę, równie pewne jest i to, że słowa tego używa się nie
zawsze w ostro odgraniczonym znaczeniu, tak że najczęściej zlewa
się ono właśnie z tym, co w ogóle budzi lęk. Można jednak oczekiwać, że istnieje jakiś szczególny rdzeń usprawiedliwiający stosowanie specyficznego słowa określającego pojęcie. Chcielibyśmy się dowiedzieć, czym jest ów wspólny rdzeń, który dopuszcza na przykład
rozróżnienie w obrębie tego, co w ogóle należy do sfery lęku, pierwiastka "niesamowitego". (N 235)

uznaje [... ], że zasadniczym warunkiem zaistnienia niesamowitego uczucia jest niepewność intelektualna. Niesamowite zawsze
byłoby więc właściwie czymś, w czym, by tak rzec, nie mamy rozeznania. Im lepiej człowiek orientuje się w świecie, tym trudniej
przychodzi mu odnosić wrażenie niesamowitości w rzeczach lub wydarzeniach. (N 236-237)

Wrażenie "niesamowitości" było więc uczuciem
szczególnie trudnym do zdefiniowania. Nie była to ani
wszechogarniająca trwoga, ani łagodny niepokój; niesamowitość lepiej nadawała się do opisania jako coś,
czym nie jest, niż za pomocą własnej natury. Dlatego
też łatwo dawała się odróżnić od przerażenia i wszystkich silnych doznań strachu. Nie była w pełni identyfikowana z doznaniami parapsychologicznymi: to, co
magiczne, halucynacyjne, mistyczne i pozaziemskie,
niekoniecznie implikowało "niesamowitość". Nie była
również obecna we wszystkim, co wydawało się obce,
dziwne, groteskowe czy fantastyczne; stanowiła przeciwieństwo karykaturalności i deformacji, które poprzez
swoje przerysowanie nie wzbudzały strachu. Posiadając cechy wspólne wszystkim rodzajom strachu, niesamowitość ujawniała się poprzez swoją nieokreśloność,
spotęgowaną przez liczne, nieprzetłumaczalne słowa,
które miały wskazywać na obecność niesamowitego
w różnych językach.
Podjęta przez Freuda próba definicji w oparciu
o lingwistykę komparatywną legła w gruzach, zderzając się z unheimlich, inquietant, sinistre, lugubre, etrange,
mai asan aise, sospechoso, de mai aguero, siniestroi oczywiście uncanny, słowem samym w sobie nieprzetłuma­
czalnym. Greka oferuje po prostu "xenos" (dziwaczny,
obcy), a łacina jedynie locus suspectus, czyli "niesamowite miejsce" (N 237). A jednak, pomimo irytacji
Freuda, w ostatecznym efekcie ten kolaż słów wyznacza jeśli nie słowo, to przynajmniej pole skojarzeń, ze-

I chociaż Freud kwestionuje granice tego wyjaśnie­
nia- stwierdzając, że definicja Jentscha "nie jest wyczerpująca" - to jednak podkreśla ono pierwszy zwią­
zek pomiędzy niesamowitym a przestrzenią i otoczeniem, związek "orientacji", "rozeznania".
Dla Freuda wielorakie znaczenia i skojarzenia niemieckiego słowa unheimlich okazały się bardziej obiecujące. Posłużyły mu do wyjaśnienia działania niesamowitości jako systematycznej zasady, jak również do
ostatecznego określenia obszaru niesamowitości
w tym, co domowe, swojskie. Umożliwiły również odnajdywanie niesamowitości w doświadczeniu indywidualnym jako nieświadomego produktu powieści rodzinnej. W tym celu Freud świadomie doszedł do definicji unheimlich poprzez znaczenie przeciwstawne
heimlich; podkreślił w ten sposób niepokojącą afiliację
pomiędzy nimi oraz uznał pierwsze znaczenie słowa jako bezpośredni rezultat tego drugiego.
Odwołując się obficie do cytatów z dziewiętnasto­
wiecznych słowników, Freud pozwolił, aby jego argument, by tak rzec, sam się rozwinął (N 237-241). 15
I tak w Warterbuch Daniela Sandersa z 1860 roku heimlich jest definiowane przede wszystkim jako "należący
do domu", "nieobcy", "znajomy". Jest łączone z domowym, "lubym i przytulnym", "rozkosznym uczuciem cichego zadowolenia itd., przyjemnym spokojem i pewnym schronieniem, takim jakie wywoływane w za23

�mkniętym, zamieszkanym domu". Sanders przywołuje
wiele przykładów: "Zniszczyć samowitość [Heimlichkeit
- przyp. tłum.] ojczyzny". "Ciche, miłe i samowite
[heimlich- przyp. tłum.] -miejsce, jakiego tylko moż­
na by sobie życzyć". ,,Wyobrażaliśmy sobie, że to takie
wygodne, takie ładne, takie przytulne i samowite".
,,W cichej samowitości, ciasno otoczony przez cztery
ściany". Fisarze szwabscy i szwajcarscy zdawali się
szczególnie podatni na tego rodzaju wyrażenia; Sanders podaje termin w jego lokalnej i malowniczej odmianie [heimelich, heimelig- przyp. tłum.]: "Jak samowity był później wieczór Iva, gdy leżał w domu".
"W domu było mi samowicie". "Ciepła izba, samowite
popołudnie". "Chata, w której siadywał on często tak
samowicie, tak radośnie ... w gronie znajomych". Sło­
wo heimlich odnosi się więc do domowości (Hauslichkeit), bycia w domu (heimatlich) lub bycia w sąsiedz­
twie (jreundnachbarlich) .16
A jednak ukryte za tymi obrazami szczęścia, wyzierające zza przykładów przytaczanych przez samego
Sandersa, pojawia się coś, co na pewno nie jest heimlich: "Człowiek, niedawno jeszcze całkiem obcy"; "protestanccy posiadacze nie czują się samowicie ... w otoczeniu katolickich poddanych"; "co z daleka przychodzi... na ogół wcale nie żyje samowicie z ludźmi".
Uświadomiwszy sobie wtargnięcie obcego, Sanders
zdaje się martwić, że "ten sposób użycia zasługuje na
to, by stać się powszechnym, by zachować to dobre
słowo od zestarzenia się, ponieważ łatwo je pomylić
z [trzymanym w ukryciu]". Sanders obawia się, że
heimlich zwróci się przeciwko sobie i przyjmie jako jedyne to drugie, główne znaczenie, czyli "schowane,
trzymane w ukryciu, tak aby inni o tym się nie dowiedzieli": "samowicie (za czyimiś plecami) coś czynić";
"samowite miejsce (w którym można skryć własne bogactwo)". Przejście od domu do prywatności, prywaty
("samowita komnata"), do tajemniczego, magicznego
("samowita sztuka [czary]") było zbyt proste. Jak zauważa Sanders, był to niedaleki krok od unheimlich:
"w przeciwnym znaczeniu: niesamowicie: niemiło, budząc grozę: 'Który ukazał się prawie obok niego, niesamowicie, upiornie ... 'Odczuwa niesamowitą grozę"'.
"Niesamowicie i nieruchomo jak obraz z kamienia".
"Niesamowite mgły zwane też mlecznymi".l7
Definiując słowo heimlich w Deittsches Warterbuch
(1877), bracia Grimm, niestrudzeni kolekcjonerzy
folkloru i mitu, w podobny sposób prześledzili ideę
swojskości związanej z domem i domowym ogniskiem,
poczuciem bezpieczeństwa, wolności od lęku - swojskości, która stopniowo przekształciła się w coś przeciwnego - nieswojskość:

4. Ze swojskiego, domowego rozwija się dalej pojęcie tego, co ukryte
przed wejrzeniem obcych oczu, ukrytego, tajemnego ...
"samowicie"

stało się słowem oznaczającym

ukrycie ...
rad w sprawach wagi państwowej, które
trzeba trzymać w tajemnicy, noszą miano samowitych radców przymiotnik, który w dzisiejszym uzusie językowym został zastąpiony
urzędnicy udzielający

24

słowem

"tajny" ...
samowity dla poznania, mistyczny, alegoryczny: samowite znaczenie, mysticus, divinus, occultus, figuratus.
Inne znaczenie ma słowo "samowite" w podanych niżej przykła·
dach, gdzie oznacza ono to, co niedostępne poznaniu, nieświadome: ...

Proces nabierania zrwczenia tego, co ukryte, niebezpieczne ... rozwija się dalej, toteż słowo ,,samowite" otrzymuje zrwczenie, jakie skqdinqd
posiada słowo "niesamowite" [... ]: "Czasem czuję się jak człowiek wę­
drujący nocą, wierzący

i przejmuje

w upiory: każdy zaułek jest mu samowity

grozą".lB

Freud był zafascynowany tym powolnym przechodzeniem domowego, swojskiego w nieswojskie; ucieszył się z odkrycia, że "'samowite' to słowo, które rozwinęło swe znaczenie podług zasady pewnej ambiwalencji, aż w końcu stopiło się z przeciwnym mu pod
względem znaczenia słowem 'niesamowite"' (N 241).
Również Sanders przytacza fragment potwierdzający
ową tendencję: "słówko 'samowite' pośród wielu odcieni swego znaczenia ujawnia także ten, który jest
zbieżny z jego przeciwieństwem, to znaczy ze słowem
'niesamowite'". To cytat z dramaturga Karla Ferdinanda Gutzkowa, zawierający zdanie: "My określamy to
mianem niesamowitego, pan nazywa to samowi tym".
Lecz psychoanalityka Freuda bardziej zaintrygowała
pierwsza część cytatu:
,,Wszystkie gry w chowanego są samowite [... ]?" ... Co rozumieją
jako samowite? ... - "Cóż... wydaje mi się, że ta rzecz się przedstawia
tak samo jak z zasypaną studnią czy wyschniętym stawem. Nie moż­
na przejść nad nimi nie uświadamiając sobie za każdym razem, że
kiedyś znowu może się tam pojawić woda". My określamy to mianem niesamowitego, pan nazywa to samowi tym" .19

Znaczenie zasypanej niegdyś studni, z której nieoczekiwanie tryska woda, znaczenie unheimlich porównywane do niepokojącego powrotu, znajduje potwierdzenie w innych przykładach podanych przez Sandersa - tych, które łączą pojęcie unheimlich jako "ukrytego" ze znaczeniem czegoś "pochowanego". Tak jak sen
był w pewnym sensie heim'lig, tak cmentarze były "ciche, miłe i samowite- miejsce, jakiego tylko można by
sobie życzyć na wypoczynek", a akt pochówku niczym
więcej jak "rzuceniem w doły, w samowitości [Heimlichkeiten - przyp. tłum.]". "Mam korzenie l całkiem
samowite l" - wykrzykuje autor cytowany przez Sandersa- " l w głębi l jestem ugruntowany". 20 W tym
znaczeniu unheimlich zdaje się wyrastać ponad heimlich, innymi słowy, powstaje na nowo po okresie pozornego uśpienia, wyzwala się z oków domowego ogniska.
Według Freuda to przypisane znaczenie znajduje
potwierdzenie w aforyzmie cytowanym przez Sandersa, a zapożyczonym od filozofa Schellinga: "Mianem
niesamowitego zwie się wszystko, co ma pozostać w tajemnicy, w ukryciu ... co zaś wyszło na jaw".Z 1 Właśnie
to zdanie Freud uznaje za klucz do swojej interpretacji; jako motyw przewodni całego eseju staje się ono
prawdziwą "zasadą", która przywołując prepsychoanalityczną wersję "powrotu wypartego", pozwala Freudowi na wyjście poza pojęcie "niepewności intelektual-

�Anthony Vuller • NIESWOJSKIE DOMY

rzeczywistości cały

argument Niesatego pozornie prostego
stwierdzenia, które, zdaniem Freuda, można w pełni
zrozumieć dzięki koncepcji wyparcia.
Sanders zapożyczył tę trafną definicję z Philosophie
der Mythologie z 1835 roku- podjętej przez Schellinga
próby syntezy historii religii i antropologii kultów.
Schelling łączy początki niesamowitości z początkami
religii, filozofii i poezji. Jego pogląd, poprzedzający
myśl Nietzschego, zakładał konieczność niesamowitości jako siły, która powinna być okiełznana, jako
pierwszego kroku w stronę narodzin poezji. W komentarzu o pieśniach homeryckich, które uważał za najczystszy przejaw wzniosłości, Schelling stwierdza, że
były one wynikiem pierwotnego stłumienia, ucywilizowanego ujarzmienia misterium, mitu i wiedzy tajemnej. Podobnie jak element apolliński narodził się z dionizyjskiego, tak i homerycka wzniosłość powstała
w wyniku wyparcia niesamowitości:
nej" Jentscha. W

mowitego ewoluuje

wokół

Grecja miała Homera, ponieważ miała tajemnice, a to dlatego,
z przeszłości - wciąż dominującą i wyraźnie widoczną w systemach Wschodu- i zepchnąć ją z poże zdołała całkowicie ujarzmić zasadę

wrotem do wnętrza, do sekretności, do Tajemnicy (z której przecież
pochodzi). Czyste niebo nad homeryckimi poematami, sklepienie
niebieskie unoszące się nad światem Homera nie mogłyby rozpoście­
rać się nad Grecją, gdyby nie to, że ciemne i tajemne moce tej zasady niesamowitości, które zdominowały wcześniejsze religie, zostały
zredukowane do Misteriów (wszystkie rzeczy, które powinny pozostać tajemne, ukryte, nieujawnione, a jednak zostały ujawnione nazwane zostały niesamowitymi); wiek Homera nie mógłby kontemplować zmiany swojej czysto poetyckiej mitologii, gdyby nie to, że
prawdziwa zasada religijna została zabezpieczona we wnętrzu, zapewniając w ten sposób rozumowi całkowitą zewnętrzną wolność.ZZ

Cytowany powyżej opis "zasady niesamowitości" oprócz tego, że stał się wygodnym punktem wyjścia dla
Freuda, gdyż odnosił się do pierwotnego wyparcia, do
uśmiercenia ojca ("Homer", stwierdza Schelling, "nie
jest ojcem mitologii, to mitologia jest ojcem Homera")23 - był również podsumowaniem idei unheimlich
przywoływanej przez romantyków. Jako fenomen zarówno psychologiczny, jak i estetyczny, niesamowitość
jednocześnie ustanawia i destabilizuje. Jej działanie
zostało zagwarantowane przez pierwotną autentyczność, pierwszy pochówek; stało się silniejsze dzięki powrotowi, który - w dziejach cywilizacji - uległ przemieszczeniu. Coś było więc nie tyle nawiedzone, co
ponownie opanowane przez siłę dawno uznaną za
umarłą. Romantyczna psyche i romantyczna estetyczna wrażliwość w pełni otworzyły się na tę siłę; w każ­
dej chwili to, co wydawało się swojskie i zapewniające
dobre samopoczucie, bezpieczne i wolne od zabobonu,
mogło być ponownie zawłaszczone przez coś, co powinno pozostać w ukryciu, a jednak powróciło przez
jakąś szczelinę w zasłonie postępu.24
Określając niesamowitość jako rodzaj "ciemnych
mocy", które "świadczą tylko o chorobie ducha"i

"wciagają poezję w sferę czczej i pustej mglistości",
Hegel wymienia wśród jej największych praktyków pisarza E.T.A. Hoffmanna, który uczynił z niesamowitości gatunek sam w sobie. To przede wszystkim aura tajemniczości przyciągnęła Freuda do Hoffmanna. Co
więcej, opowiadania Hoffmannawydawały się doskonałymi przykładami "teorii niesamowitości" Schellinga w jej wszystkich możliwych permutacjach.
Nieprzypadkowo więc hoffmannowskie systematyczne badanie związków pomiędzy swojskością i nieswojskością, pomiędzy znajomym i nieznanym przerodziło się w równie wyrafinowane badanie roli architektury w przedstawianiu wrażeń - architektury jako
narzędzia narracyjnych i przestrzennych przejawów
niesamowitości. Hoffmann był architektem amatorem, scenografem i "kolekcjonerem" dziwnych domów; jako pisarz i muzyk najbardziej podziwiał architekta Karla Friedricha Schinkla, u którego zamówił
projekty scenografii do swojej opery Undine.25 Jednak
szczególne miejsce architektury w hoffmannowskiej
idei niesamowitości zapewniało nie tylko niezwykłe
uwielbienie, jakim pisarz darzył utalentowanego scenografa. Dla romantyków z pokolenia Hoffmanna
podstawowym zadaniem architektury było przedstawianie natury, wiernego mikrokosmosu społecznego
i naturalnego świata. Kant uczynił z architektury metaforę całej swojej filozofii, tłumacząc poprzez architektonikę strukturalne związki myśli. Dla młodych
Niemców, z następnego po Goethem pokolenia, architektura zarówno w gotyckim, jak i klasycznym wcieleniu była obrazem estetycznej doskonałości - klasycznej jako normy, gotyckiej jako świadka narodzin narodu. Schiller, Schelling, bracia Schlegel, a później Hegel uczynili z architektury centralny punkt estetyki.
Holderlin, Novalis i Clemens Brentano odnaleźli pożywkę dla swoich orficznych wizji w świątyniach i forach antycznego Złotego Wieku. Caspar David Friedrich malował ruiny i ślady symbolicznej doskonałości
zniszczonej przez czas i żywioły. Hoffmann, pomimo
wyraźnej ironii, odnalazł w architekturze namacalny
znak muzycznej harmonii niemożliwej do osiągnięcia
poprzez dźwięk. Hoffmann również "projektował"
z wielką starannością tła dla swoich opowieści, wytyczał przestrzenie, które wywołując wspomnienia,
współgrały z psychologiczną naturą charakterów. Były
to nie tyle ilustracje prymitywnej gotyckiej grozy, co
wybudowane odpowiedniki psychologicznej niesamowitości w architekturze.
W opowieściach Haffinanna pojawia się wiele nawiedzonych domów. Na przykład dom archiwariusza
Lindhorsta opisany w Złotym garnku wygląda jak każ­
dy inny dom stojący przy ulicy. Jedynie kołatka u bramy zapowiada coś niesamowitego we wnętrzu. Jednak
zwyczajne wnętrza bibliotek, ogrodów i biur w każdej
chwili mogły się zmienić w fantastyczne, na wpół organiczne otoczenie: pokoje utworzone z palm, lśniące
liście pokrywające sklepienie, złotobrązowe pnie

�wznoszące się niby naturalne kolumny, tropikalne
ogrody nieoświetlane z zewnątrz. Mniej fantastyczna,
lecz bardziej niesamowita, opuszczona rezydencja opisana w Das ode Haus [Opuszczony dom- przyp. tłum.]
miała- podobnie jak ruina Hugo -drzwi zaryglowane
od frontu. Dom - zniszczony, dziwny w porównaniu ze
wspaniałym otoczeniem bulwaru - był jak "kwadratowy blok kamienia przeszyty przez cztery okna, o dwóch
kondygnacjach, parteru i piętra; ... popękany i popadający w ruinę ... Cztery okna były zaryglowane. Te na
parterze były zamurowane".26 Zamek Rossitten w Ordynacji wydaje się romantyczny jedynie z zewnątrz; to
ponura ruina przeklęta przez los swoich właścicieli.
We wnętrzu panuje atmosfera podobna do wrażenia,
kiedy to, co zwyczajne, okazuje się dziwne - atmosfera półsnu wywołana przez nagłą przemianę przytulnego i bezpiecznego w nieprzytulne i niebezpieczne.
Żaden z domów nie wyraża tak dobrze charakteru
niesamowitości jak dom opisany w opowieści Radca
Krespel. Opublikowane po raz pierwszy w 1818, następnie zamieszczone w pierwszym tomie Braci serafiońskich wydanym rok później, opowiadanie podkreśla
związek pomiędzy niesamowitością i architekturą, nie
odwołując się jednak do marzeń sennych, nawiedzenia czy tajemnicy.27
Opowiadanie rozpoczyna pozornie przypadkowy
opis budowy domu. Jak zaznacza narrator, to tylko ilustracja jednej z "najpocieszniej szaleńczych psot" radcy, który był "najdziwaczniejszym z ludzi" (K 9). Dom,
dar od miejscowego księcia jako zapłata za prawnicze
porady, został zbudowany w głębi ogrodu radcy według
jego własnych, cokolwiek dziwnych wskazówek. Po
tym jak kupił i zebrał materiały budowlane, przywiózł
i pokruszył kamienie, zmieszał wapno i przesiał piasek,
radca nie przestał zadziwiać swoich sąsiadów, konsekwentnie odmawiając jakiejkolwiek pomocy architekta - zatrudnił jedynie mistrza murarskiego, robotników i czeladników. Co więcej, nigdy nie zamówił, ani
też nie sporządził planu domu, wykopał tylko rów
w kształcie regularnego czworoboku, który miał pomieścić fundamenty domu. Zgodnie z jego wskazówkami murarze wznieśli ściany bez okien i drzwi, do wysokości wyznaczonej przez radcę. Pomimo ewidentnego szaleństwa tej procedury, budowniczowie - obficie
wynagradzani jedzeniem i piciem -byli raczej zadowoleni. Dnia pewnego Krespel zakrzyknął: "Stój!" iścia­
ny zostały ukończone (K l O) .
Następnie Krespel oddał się najdziwniejszej czynności; chodząc po ogrodzie, podchodził do domu z róż­
nych stron, aż dzięki tej skomplikowanej triangulacji
"znalazł" odpowiednie miejsce dla drzwi i nakazał
przebicie ich w kamieniu. W podobny, pozornie spontaniczny sposób, chodząc po domu, wytyczył okna
i ściany działowe, określając ich miejsce i wielkość.
Wtedy dom został ukończony. Z okazji zakończenia
budowy domu Krespel wyprawił ucztę, podczas której
grał na skrzypcach; nie zaprosił swoich przyjaciół, lecz

robotników wraz z rodzinami. Efektem jego poczynań
był dom, "który od zewnątrz przedstawiał nieopisanie
szaleńczy widok, jako że jedno okno nie było podobne
do drugiego itd., [... ] wyposażenie wewnętrzne sprawiało jednak wrażenie wysoce oryginalnego, swoistego
komfortu" (K 11-12) .
Ten krótki, anegdotyczny wstęp służy w opowiadaniu Hoffmanna do przedstawienia szczególnego charakteru muzyka, prawnika i lutnika Krespla. Jego pięk­
na, lecz nieszczęsna córka Antonia, obdarzona niesamowicie harmonijnym głosem, została uwięziona
w domu; nie może śpiewać, gdyż taki wysiłek zagraża
jej życiu. W dalszej narracji - historii uwiedzenia Antonii i jej ostatniej, śmiertelnej pieśni- opis szalonego
domu Krespla może się wydać jeszcze jednym bezsensownym wymysłem właściciela albo co najwyżej zabiegiem literackim. Szalony dom byłby więc jedynie malowniczym fragmentem, poruszającym wstępem do
opowieści.

Jednak ekscentryczna decyzja Krespla o niezatrudnianiu architekta - którego zawodowe ambicje i ich
katastrofalne skutki zostały opisane przez Goethego
w "architektonicznej" powieści Powinowactwa z wyboru•- pozwala na odczytanie wstępu Hoffmanna jako
fragmentu zawierającego morał. Możliwe, że w błazeń­
stwach radcy Hoffmann subtelnie wyśmiewa mit "naturalnego architekta", mit zarówno epoki Oświecenia,
jak i romantyzmu. W tym opowiadaniu architekt był­
by więc bohaterem rousseańskim, który pozostawiony
w pierwotnym lesie od razu wiedziałby, jak budować,
ustanawiałby prawa architektury, wznosząc pierwsze
kolumny i wyznaczając pierwsze podpory. Jako "antynaturalny" projektant, Krespel tworzyłby jedynie nieład w wyniku swoich prymitywnych i niedbałych działań, demonstrując tym samym - tak jak to często demonstrował sam Hoffmann- negatywne wartości sentymentalnych mitów. Podążając tą drogą interpretacji,
możemy również przyjąć, że odrzucając pomoc architekta (nowoczesnego profesjonalisty), a zatrudniając
murarzy (tradycyjnych budowniczych i geometrów),
Krespel staje się wzorem romantycznego mecenasa powraca do "korzeni" prawdziwej, niemieckiej sztuki
budowania dzięki odtworzeniu wiedzy cechów rzemieślniczych.

Dom Krespla można by też uznać za wzór piękna
w architekturze. Fundamenty domu zostały przecież
wytyczone na planie idealnego kwadratu. Parniętając
o tym, że Krespel był muzykiem, możemy odwołać się
do analogii nieustannie podkreślanych w klasycznej
teorii, związków pomiędzy architekturą i muzyką, kiedy to architektura odzwierciedla muzykę poprzez geometryczną harmonię . Była to również ulubiona analogia romantyków: Schelling ogłosił, że "architektura
jest w ogóle zastygłą muzyką", przytaczając mit Amfiona, który dźwiękiem swojej liry poruszył kamienie, by
połączyły się ze sobą i utworzyły mury miasta Teb.28
Idea architektury jako muzyki konkretnej była szeroko

26

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

dyskutowana. W Maksy71Ulch i refleksjach Goethe zamienił wyrażenie na "skamieniałą muzykę" i przywołu­
jąc mit Orfeusza, określił swoje rozumienie architektury - uznał ją za rodzaj "wyczerpanej harmonii":
"dźwięki zanikają, lecz harmonia wciąż żyje".29 W tym
znaczeniu dom Krespla można postrzegać jako wielką
pozytywkę grającą w imieniu niemej lokatorki Antonii, bezpiecznej po raz pierwszy od chwili, kiedy słysza­
no jej śpiew, kiedy to dom zabłysnął odbitym blaskiem,
a okna zajaśniały "niezwyczajnym światłem". Co prawda elewacje szalonego domu niewiele przypominały
skamieniałe dźwięki Orfeusza, "rytmiczne ściany"
przywołane przez Goethego - lecz przecież Krespel był
nadzwyczaj nieortodoksyjnym muzykiem.JO
Zgodnie z synestetyczną analogią dom może być
interpretowany jako bezpośrednia, kamienna replika
muzycznej osobowości Krespla, oddająca nie tylko jego zewnętrzny ekscentryzm, ale i wewnętrzną duszę.
Dowiadujemy się, że jego zewnętrzne zachowanie jest
w rzeczywistości odbiciem jego wewnętrznych emocji:

niewielki krok dzieli swojski dom od domu nawiedzonego - domu, w którym to, co wewnętrzne i bezpieczne, jest jednocześnie tajemnicze, skryte i niedostępne,
niebezpieczne i pełne grozy: "słówko 'samowite' pośród wielu odcieni swego znaczenia ujawnia także ten,
który jest zbieżny z jego przeciwieństwem, to znaczy ze
słowem 'niesamowite'".
W tym znaczeniu dom Krespla jest konstrukcją,
która zmienia zasadniczy kierunek ruchu niesamowitego, od swojskiego do nieswojskiego - kierunek występujący w większości historii o duchach, w których
pozornie swojski dom stopniowo przekształca się
w miejsce grozy. Dom Krespla nie stara się ukryć swojej niesamowitości na zewnątrz. Należy również pamiętać, że w czasie budowy domu postępowanie Krespla było wyraźnie niesamowite:
-Rozstąpcie się!- zawołał

Krespel, pobiegł w jeden róg ogrodu
z wolna w stronę swego czworoboku; tuż przy murze potrząsnął niechętnie głową, pognał w drugi skraj ogrodu, podszedł
ponownie ku czworobokowi i powtórzył poprzedni manewr. Jeszcze
kilkakroć zabawił się tak, aż w końcu wlazłszy niemal spiczastym nosem na ścianę zawrzasnął: - Hej, do mnie tutaj, do mnie tu, ludzie,
wybijcie mi drzwi, wywalcie tutaj drzwi! (K 10-ll- podkr. autora)
i jął

Istnieją

ludzie - [... ], z których natura albo szczególny splot
w nas, osobnikach normalnych, szaleństwo naszej istoty. Ludzie tacy bywają podobni do cienkobłonych owadów, co przy żywej, widocznej na zewnątrz grze mięśni wyglądają na potworki, atoli wszystko wraca
u nich niebawem do właściwej formy. To, co u nas pozostaje zamysłem, u Krespla staje się czynem. (K 26-27)
okoliczności zdarł zasłonę, niepostrzeżenie kryjącą

Podobnie jak ślepiec prowadzony przez laskę i swój
nos, Krespel - w odróżnieniu od normalnych ludzi nie spojrzał na coś, a następnie na to wskazał, lecz
podbiegł i dotknął. Jeżeli w ogóle widział cokolwiek,
było to "zbliżenie", wizja niemal haptyczna. To wraże­
nie potwierdza dalszy ciąg opowiadania; następnego
dnia Krespel poruszał się jak pijany lub jak ślepiec:
"wydawało się, że lada chwila coś tam potrąci, jakąś
szkodę wyrządzi". A jednak, za sprawą jakiegoś niesamowitego zmysłu, nie stłukł filiżanek stojących na stole i zdołał ominąć wielkie zwierciadło, które początko­
wo wydało mu się pustą przestrzenią.
Jedynie niedowidzący mógł zostać oszukany przez
zwierciadło, sądząc że nic tam nie ma. Po kolacji, kiedy Krespel wycinał miniaturowe przedmioty z kostek
zajęczych, zachowywał się jak krótkowzroczny jubiler,
który widzi małe przedmioty w powiększeniu, a duże niewyraźnie. A jednak, w dosłownym znaczeniu, Krespel widzi; to tak jakby świadomie pomniejszał pełną
zdolność widzenia, aby wzmocnić inne, głębsze i potęż­
niejsze zdolności. Wyjaśnienie represji oka można odnaleźć w innych opowieściach niesamowitych Hoffmanna, a zwłaszcza w Fiaskunie uznanym przez Freuda
za źródło wszelkiej niesamowitości. To historia, która
przedstawia "pożądliwość oka" -jakby to określił Walter Pater- we wszelkich możliwych kombinacjach.3 1
Jak zauważa Freud, w Fiaskunie Hoffmann faworyzuje moc oka. I rzeczywiście, dociekliwy czytelnik może doliczyć się opisu ponad sześćdziesięciu par oczu,
nie wspominając nawet o worku pełnym oczu niesionym przez legendarnego piaskuna, "tysiącach" oczu
w błyszczących okularach wędrownego optyka Coppoli, czy też o nieustannych aluzjach do oczu w opisach

Tak więc pozornie "obłędne" gesty i "irracjonalne"
wyskoki radcy są jedynie zewnętrznym wyrazem jego
ducha - ducha, który pozostaje zdrowy pomimo widocznego szaleństwa, a może właśnie dzięki niemu.
Chaos elewacji domu - porównany do poczucia ładu
we wnętrzu - stanowiłby więc analogię warunku odwróconego wyparcia. Podobny model odwrócenia pojawia się w całym opowiadaniu - we wszystkich jego
warstwach odnajdziemy opozycję pojęć: pozornego szaleństwa, czyli zła, oraz ewidentnego zdrowia psychicznego, czyli dobra. To mise-en-abfme przedstawienia na
wspak krystalizuje się i ujawnia w przestrzeni domu.
Powyższa charakterystyka zmierza do końcowej obserwacji, która nie skazuje już nas na krążenie wokół
domu jako metafory, lecz pozwala nam na przekroczenie progu budowli, której konstrukcja jest zgodna
z nastrojem opowiadania i sugeruje metodę jego interpretacji. Jak pamiętamy, dom jest "szaleńczy" z zewnątrz, ale swojski wewnątrz:
dom [... ] od zewnątrz przedstawiał nieopisanie szaleńczy widok
[tollsten, "szalony", "zwariowany"), jako że jedno okno nie było podobne do drugiego itd., [... ]wyposażenie wewnętrzne sprawiało jednak wrażenie wysoce oryginalnego, swoistego komfortu [Wohlbehaglichkeit, "przytulności", "przyjemności"]. Upewniali o tym wszyscy,
którzy przestąpili próg domostwa [... ] (K 11-12)

Powracając więc do pojęć użytych już wcześniej,
był swojski wewnątrz, lecz nieswojski na ze-

dom

wnątrz. Obrazował

w ten sposób przeczucie Freuda,

kroczyć

że

77

�spojrzeń, zerknięć

rem, produktem sztuki upiększającym

można podzielić

ją wspaniałe możliwości naturalnego oka, a przez to
zazwyczaj oszukują wzrok. Stają się prawdziwymi na-

i wizji. Role tych wszystkich okuli
na dwa rodzaje. Do jednego rodzaju
należą oczy, które widzą wszystko jasno, jak w rzeczywistości. Takie są oczy Klary, "jasne" i "dziecięce",
które widzą "tylko tęczową powierzchnię rzeczy ziemskich" (P 255). To oczy, które zatrzymują się na powierzchni zjawisk. Innego rodzaju są oczy obdarzone
o wiele większą mocą, oczy piaskuna, a być może także oczy Nataniela; to oczy patrzące w głąb zjawisk,
choć zaprószone piaskiem. Te pierwsze, jasne oczy, porównane są do zwierciadeł, odbijają świat zewnętrzny:
oczy Klary są jak "jezioro Ruisdaela, w którym przeglą­
da się jednocześnie i przeczysty niebios błękit, i zarazem bogactwo krajobrazu w całej pełni kolorów i kipiącego życia" (P 262). Te drugie, ciemne oczy żarzą
się wewnętrznym światłem, płomieniem; nie tyle odbijają, co ukazują, wypychają wewnętrzne moce na zewnątrz, zmieniając i wykrzywiając obraz świata. Posiadaczom tych potencjalnie śmiercionośnych narzędzi
zwykłe zwierciadła wydają się pozbawione życia: "Ja
mam oczy jak i dawniej, spojrzyj w nie ... "- mówi Klara do Nataniela. "Nataniel spogląda w oczy Klary, ale
okazuje się, że są to oczy umarłej, patrzące na niego
z wyrazem miłości" (P 265-266). Jednak ci, którzy mają jedynie zwierciadła, ci obdarzeni zwykłymi oczami,
nie obawiają się ich utraty: "piaskun nie wydrze mi
oczu"- oświadcza Klara (P 257).
Ludzie obdarzeni wewnętrznymi, niesamowitymi
oczami żyją w nieustannym strachu przed utratą wzroku; oko wewnętrzne, oddzielone od tego fizycznego,
również może z łatwością zaniknąć, a nawet zostać
unicestwione przez oczy obdarzone większą mocą.
Freud interpretuje lęk przed utratą wzroku jako substytut lęku przed kastracją, odwołując się do "relacji
zastępczej pomiędzy okiem a członkiem męskim - relacji przejawiającej się w marzeniu sennym, fantazji
i micie" (N 245). Zgodnie z tą interpretacją po śmier­
ci ojca Naraniela piaskun pojawia się jako niszczyciel,
burzyciel, kastrator; pod jego (wizualnym) wpływem
Nataniel odczuwa destruktywny niepokój.
W Fiaskunie pojawia się również trzeci rodzaj oczu
- mechanicznych kopii, które albo imitują oczy prawdziwe, jak w przypadku lalki Olimpii, albo zwiększają
możliwości oczu naturalnych, jak okulary czy teleskopy. Jednak wszystkie te oczy spełniają niesamowite zadania. Lornetka, którą Cappola sprzedaje Natanielowi, umożliwia ożywienie sztucznych oczu Olimpii:
"Jednak w miarę jak się jej przypatrywał, wyraźnie budziły się w nich wilgotne jakieś blaski [... ]. Powiedział­
byś, że zdolność widzenia rodziła się dopiero w tej postaci. Stopniowo oczy jej ożywiały się coraz mocniej"
(P 271-272). Lornetka ma również moc przemiany
prawdziwych oczu w martwe. Kiedy Nataniel, wyjąw­
szy lornetkę z kieszeni, aby obejrzeć dziwny krzak
wskazany przez Klarę, spogląda przypadkiem w jej
oczy, natychmiast dopada go wizja połamanej Olimpii,
drewnianej lalki. Oczy mechaniczne są więc sobowtó-

rzędziami

naturę. Potęgu­

trompe l'oeil.

Sztuka jako sobowtór natury, rozdwajanie niepoludzkiej egzystencji, egzystencji podzielonej na ja i ja obserwujące samo siebie, to temat
podejmowany przez Haffinanna i wielu innych pisarzy
romantycznych. Opowiadanie Hoffmanna Die Doppelltgiinger [Sobowtóry - przyp. tłum. ] rozgrywa się pomiędzy malarzem i jego sobowtórem oraz podwójnym
życiem, jakie można odnaleźć w jego sztuce. W innym
opowiadaniu, Diable eliksiry, wątek sztuki dublującej
naturę odnosi się do historii Pigmaliona, który mocą
swego pragnienia ożywił posąg Galatei. Hoffmann
zmienia tutaj historię opowiedzianą przez Owidiusza,
zastępując posąg obrazem, który w niesamowity sposób ożywa przed oczami malarza Franceska. W obu
przypadkach dublowanie przez sztukę, której udaje się
oszukać oko, wiąże się z niebezpieczeństwem. W zakończeniu Sobowtórów malarz Haberland przedkłada
czysty ideał w swoim umyśle nad prawdziwą Natalię,
a w Diablich eliksirach ożywiona Wenus okazuje się
dziełem Szatana. Sztuka, która powstała po to, aby
chronić przez zagładą - rysowanie na ścianie konturu
cienia ukochanego jest tego przykładem - przerodziła
się w demoniczny znak śmierci. Jak wykazał Freud,
w taki oto sposób sztuka przejęła cechy niesamowitokojącej dwoistości

ści.

Sztuka jest więc niesamowita, gdyż przesłania rzeczywistość - również dlatego, że nas mami. Sztuka nie
oszukuje jednak z własnej woli, to żądza widza obdarza
ją mocą zwodzenia. Jak zauważa Jacques Lacan, historia namalowanych przez Zeuksisa winogron, które
ptaki biorą za prawdziwe, nie opowiada o tym, że malarz namalował doskonałe owoce, ale o tym, że oszukano wzrok ptaków, o "triumfie spojrzenia nad
okiem". Podobnie historia malarza Parrazjosa - tego,
który pokonał Zeuksisa, malując płótno na ścianie
z taką wiernością, że Zeuksis poprosił: "no dobrze, pokaż nam teraz, co pod nim namalowałeś" - dotyczy relacji pomiędzy spojrzeniem widza przepełnionym żądzą
posiadania a trikiem obrazu. 32 Stąd wywodzi się zło­
wieszcza relacja pomiędzy sobowtórem, który jest jednocześnie maską i przedstawieniem, a złym, nienasyconym okiem, które samo chce się oszukać.
Nic dziwnego, że radca Krespel ujarzmił moc oka,
świadomie stając się krótkowidzem. Krespel niewąt­
pliwie faworyzował dotyk i słuch - podstawowe zmysły muzyka. Romantyczna mitologia obdarzyła wzrok
złowieszczymi zdolnościami destrukcji (złe oko) i obłudy. Dzięki maskowaniu się Krespel osiągał coś
w rodzaju upragnionej niewinności, dziecięcej percepcji rzeczywistego świata. Jedynie w ten sposób
radca mógł zbudować dom - taki, który nie byłby
złowrogim "sobowtórem", zamierzoną projekcją jego
najgorszych namiętności, taki, w którym mieściłoby

28

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

się jego wewnętrzne "ja", całe i niczym niezmącone.
Dlatego też na zewnątrz dom wydawał się unheimlich,
podczas gdy jego wnętrze heimlich. Jako ślepa transkrypcja, automatyczne pismo niepodzielonej duszy
radcy, dom pełnił funkcję drogi powrotnej, przejścia
od niesamowitości do swojskości. Profesor uznaje
niezwykłe zachowanie radcy za wskazówkę, że "już
jutro rano posunie [... ] swym oślim truchtem po wydeptanych koleinach"; w podobny sposób nieswojskie elewacje domu wyraźnie wskazują na swojskie
wnętrze. Jak zauważa profesor: "to, co z ziemi powstało, oddaje on ziemi z powrotem, umiejąc przecie
zachować to, co z Boga jest" (K 2 7). Zanim nastał
wiek analizy, szalony dom radcy pełnił funkcję samozachowawczego mechanizmu.
W tym znaczeniu dom był narzędziem terapeutycznym; Krespel odnalazł w masce szaleństwa drogę do
odrzucenia świata i do osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Był to sprytny sposób postępowania według zasady, którą Haffinann nazwał Serapians Prinzip - zasady,
która zjednoczyła świeckie bractwo w cyklu opowiadań pod tym samym tytułem [Bracia serafiońscy przyp. tłum.]. Zgodnie z tym ideałem świat zewnętrz­
ny służył jako dźwignia do poruszenia świata wewnętrznego artysty, wytyczając tym samym granicę pomiędzy poezją a życiem. Dlatego też artysta musiał wypielęgnować w sobie szczególny rodzaj spokoju, Besonnenheit, stan świadomości kontrolujący tworzenie obrazów i tłumaczący bodźce ze świata zewnętrznego na
domenę ducha. Jak zaznacza Maria Tatar, "bez tego
daru płótno malarza pozostaje czyste, rękopis pisarza
składa się z pustych stron, zapis kompozytora pozbawiony jest nut, a artysta zostaje napiętnowany przez
społeczeństwo mianem szaleńca".33 Przed nastaniem
wieku analizy Krespel zdołał zachować swoje poetyckie "ja" dzięki sztucznej granicy, dzięki domowi, który
był szczególnym zwierciadłem jego duszy.
Dom Krespla stał się jednym z wielu niesamowitych domów dziewiętnastego wieku, a to dzięki niezwykłej relacji pomiędzy zewnętrzem i wnętrzem. Podobnie jak heimlich i unheimlich, wnętrze i zewnętrze
stały się głównymi toposami niesamowitości. Typowe
dla opowieści o duchach otoczenie, pozornie swojskie
wnętrze, które stopniowo przekształca się w narzędzie
grozy, pojawiało się w wielu wersjach - jako radosne
domostwo, kiedy to, zazwyczaj po kolacji, mężczyźni
palą fajki przed kominkiem, kobiety szyją, a dzieci jeszcze nie poszły spać. Była to nostalgiczna ewokacja
veillee, "wiejskiego" obrazu domu i domostwa, pojawiającego się najczęściej w epoce emigracji ze wsi do
miasta. W takim bezpiecznym otoczeniu opowieści
grozy mogły być smakowane z przyjemnością; wielu pisarzy potrzebowało burzy za oknem dla wzmocnienia
kontrastu z zacisznym wnętrzem. Otoczenie opisane
przez Hoffmanna w opowiadaniu Niesamowity gość
wzbudzało lęk przed nadprzyrodzonym; cztery składni­
ki: "jesień, wichura, ogień na kominku i poncz" wywo-

ływały dziwne poczucie grozy. Nastrój ten był doskonale podtrzymywany przez opowieści przypominające
słuchaczom o otaczającej ich krainie duchów.34
Thomas De Quincey, adept sztuki wywoływania
przerażających snów - niekiedy w sztuczny sposób, za
pomocą opium - był również przekonany o potrzebie
bezpiecznego miejsca, z którego można by rozpocząć
wewnętrzną podróż. Miejscem jego wizji wywoływa­
nych przez laudanum był prosty, biały domek w dolinie Grasmere, należący niegdyś do Wordswortha. Był
to swojski domek, "umajony kwitnącymi krzewami",
położony w cienistej dolinie, ze skromnymi pokojami
pełnymi książek, ogrzewany przez radosne serca.35 De
Quincey domagał się również zimy i burzy jako tła dla
swych podróży umysłu, niewinnie popijając ze zwyczajnej butelki zwodniczy płyn - przyczynę fantazjowania o architektonicznej wzniosłości, jaką pamiętał
z opisów Coleridge'a, który to inspirację czerpał
z mglistego wspomnienia rycin Carceri Piranesiego.36
Wpisując się w bogatą tradycję "błędnych interpretacji" Piranesiego - od Horacego Walpole'a począwszy, poprzez Loutherbourga, aż do Williama Beckforda - De Quincey naszkicował pierwszą romantyczną medytację o czymś, co można by nazwać przestrzenną niesamowitością. Przestrzenna niesamowitość nie jest zależna ani od czasowych przemieszczeń
wyparcia i powrotu, ani od niezauważalnego przejścia
od swojskości do nieswojskości; uwidacznia się za to
w powracających otchłaniach wyimaginowanej pustki.J7 Opisany przez De Quinceya pionowy labirynt
przedstawia artystę Piranesiego, doświadczającego zawrotu głowy en abfme własnej twórczości, który nieprzerwanie wspina się po niekończących się schodach
w przestrzeniach karcerów. Oto słynny fragment:
Jeśli się powiodło wzrokiem po płaszczyznach murów, można bydostrzec schody, a na nich idącego po omacku w górę samego Piranesiego. Przesunąwszy wzrok nieco wyżej, można było zobaczyć, że
schody się nagle urywają, nie ma na ich końcu żadnej poręczy, a ten,
kto dotrze na sam kraniec, nie może już postawić następnego kroku,
chyba że w znajdującą się w dole przepaść. Cokolwiek z nieszczęsnym
Piranesim się stanie, należy przynajmniej przypuszczać, że jego trud
musi w jaki sposób w tym miejscu się zakończyć. Lecz uniósłszy
wzrok, dostrzeżesz jeszcze wyżej drugie schody, na których znów widać Piranesiego, stojącego tym razem na samym skraju przepaści.
I uniósłszy wzrok jeszcze raz, ponownie dostrzeżesz jeszcze wyżej w powietrzu następne schody i znowu ujrzysz nieszczęsnego Piranesiego,
pracowicie odbywającego wspinaczkę w górę, i tak dalej, aż niekoń­
czące się schody wraz z Piranesim giną w górze tej ponurej sali.JS
ło

De Quincey wykracza poza zwyczajne rozkoszowanie się Burke'a nieokreślonością ruin, wzniosłością
i ogłasza w pełni rozwiniętą koncepcję przestrzennej
niesamowitości. Arden Reed zauważa tu podobień­
stwa do niesamowitości Freuda zarówno we "wszechmocy myśli" obecnej w sennych wizjach De Quinceya,
jak i w przestrzeni niekończących się powtórzeń przestrzeni skonstruowanej w interpretacji, która łączy
wszystkie Carceri w jeden łańcuch mentalno-prze-

�tości. Wyobrażając

sobie pałac zbudowany przez Piranesiego - być może Ampio magnifico collegio - Nodier
zestawia "przytłaczającą wielkość" i "wszechogarniają­
cą wspaniałość" zewnętrznego widoku z wnętrzem wypełnionym drewnianym rusztowaniem. Nic nie jest
skończone, nic nie jest tu kompletne i jasne:

strzennych skojarzeń. 39 Powtórzenie tego rodzaju stwierdza Derrida, nawiązując do powtórzenia przez
Freuda nietzscheańskiej afirmacji "wiecznego powrotu" - obdarzone jest szatańską cechą. Komentując
tekst Freuda Poza zasadą przYjemności, Derrida zauważa: "Cały tekst posiada diaboliczny ruch, naśladuje
chodzenie, chodzi bez przerwy, ale nie przyspiesza; regularnie wyznacza jeden krok naprzód, ale nie pozwala na zdobycie piędzi ziemi".4° Nieustanna potrzeba
powtórzenia jest więc niesamowita sama w sobie, zarówno ze względu na skojarzenia z pędem ku śmierci,
jak i ze względu na "podwojenie" niezbędne w ciągłym
ruchu bez ruchu.
Ryciny Piranesiego posłużyły wielu romantykom
jako (zawsze błędnie interpretowane) ślady przestrzennej niestabilności oznaczające pęd ku otchłani
nicości. Relacja De Quinceya z jego rozmowy z Coleridge'em zapoczątkowała długą tradycję (nad-)interpretacji Piranesiego. Ryciny więzień - opisywane na
rozmaite sposoby: jako sny, narkotyczne deliria, wię­
zienia umysłu - stają się labiryntami, po których błą­
dzi artysta, metaforami romantycznego umysłu.
W podobny sposób Charles Nodier - nie znając,
ale niewątpliwie twórczo interpretując De Quinceyapodejmuje ochoczo ten wątek w opowiadaniu opublikowanym w 1836 roku, o nieprzypadkowym tytule Piranese. To opowieść o protoborgesiańskim charakterze, w której przestrzeń wewnętrznej refleksji jest symbolizowana przez niezliczone biblioteki, repetycję wieży Babel, pozbawione oryginału dublowanie świata
w książce.41 Charakteryzując rodzaj choroby nazwanej
"monomanią refleksji" (monomanie reflective), Nodier
odnajduje dla niej przestrzenną analogię w kaprysach
- jak nazywa "zamki w Hiszpanii" Piranesiego. Ten romantyczny bibliofil w zaskakujący sposób odróżnia
konwencję wzniosłości, jaką można odnaleźć w obrazach Johna Martina, od dziwnych, wewnętrznych
"koszmarów" Piranesiego:

Wijące się, skręcone,

wielkie schody, głęboki przedsionek i dłu­
daleko w głąb do jeszcze węższych schodów
wypełniają prowizoryczne konstrukcje - tak gęsto, że trudno sobie
wyobrazić robotników przedzierających się pomiędzy nimi; mogłoby
się zdawać, że słyszymy ich lamenty, płacz, krzyki wyczerpania, gło­
du i rozpaczy.

gą galerię prowadzącą

Podobnie jak De Quincey, Nodier umieszcza
w środku tej konstrukcji Piranesiego; stoi z jedną stopą na pierwszym stopniu, ze wzrokiem wbitym we
wnętrze, zmuszony przez "przeznaczenie nie do pokonania" do wspinaczki na samą górę. Pojawiająca się
w czasie snu Piranesiego "dziwna obsesja" jest zarówno marzeniem sennym, jak i emblematem typowego
losu romantycznego geniusza: "Musi się wspinać, pomimo przeszkód i niebezpieczeństw, aby zwyciężyć lub
zginąć." Otchłań tego wstępowania przypomina tę
z opisu De Quinceya, jednak scena pokonywania kolejnych, powtarzających się etapów drogi ku nieskoń­
czoności została przedstawiona z wielką starannością.
O, biedny Piranesi, jakże odnajdzie drogę pomiędzy tymi napiebelkami i kruchymi rusztowaniami, które uginają się i ła­
mią? Jakże przejdzie pomiędzy chwiejnymi słupami połączonymi wą­
skimi i chybotliwymi legarami? ... pomiędzy zwałami źle położonych,
wystających bloków kamienia, pod niskimi i niebezpiecznymi sklepieniami... ? Trzeba by niepewnie podążać śladem najlżejszej, zwinnej jaszczurki!
Piranesi wspina się mimo to, i choć trudno sobie to wyobrazić,
osiąga cel. -Niestety, dochodzi do budowli podobnej tej pierwszej,
do której wejście jest równie trudne, stawia przed nim znów te same przeszkody, wymaga podobnego, choć jeszcze większego wysiłku
spotęgowanego zmęczeniem, wyczerpaniem i podeszłym wiekiem ...
Mimo to Piranesi znów się wspina; musi wspinać się i wspinać, aby
dojść do celu. - I dochodzi.
Dochodzi do celu, wyczerpany, wyniszczony, załamany, słaby jak
cień; doszedł do podnóża budowli podobnej tej pierwszej ...
rającymi

Ruiny Piranesiego zaraz się zawalą. Jęczą, płaczą ... Efekt jego
wielkich budowli jest nie mniej niezwykły. Przyprawiają one o zawrót głowy, tak jakby mierzono je z wysoka, a kiedy szukasz przyczyny tego inspirującego cię uczucia, zaskoczony trzęsiesz się ze strachu
stojąc na jednym z gzymsów, widzisz wszystkie przedmioty wirujące
w dole przed twoimi oczami, kiedy spoglądasz ze szczytu jakiejś kolumny.
Jednak nie na tym polegał koszmar Piranesiego. Jestem pewien, że
Martyn (sic] doświadczał koszmaru przestrzeni i tłumu. Piranesi z pewnością doświadczał koszmaru samotności i zamknięcia, więzienia i trum-

W taki oto sposób Piranesi wspina się nieustannie
w przestrzeni, która - zgodnie z prawami perspektywy
malarskiej - zmniejsza się, powtarza "dopóki [budowle] nie znikną w niewyobrażalnej dali". W tym momencie nawet Piranesi - "Piranesi, który spogląda na
kolejną budowlę z przerażeniem, który wspina się,
idzie i dochodzi, bliski poddania się temu niewyrażal­
nemu smutkowi, gdyż jego cierpienia nie mają końca"
- staje się "niewidoczny... jak czarny punkt na nikną­
cym horyzoncie, prawie zagubiony w otchłani nieba."
Na końcu Nodier stwierdza z pewną ulgą: "nie ma nic
prócz przestrzeni".43
Długa i świadomie wyczerpująca promenade architecturale potrzebna była Nodierowi do wytyczenia przestrzeni "chorobliwego snu", "nieznośnego cierpienia",
jako objawów monomanii wewnętrznej refleksji, gdzie

ny - koszmaru kogoś, komu brakuje powietrza, aby oddychać, tchu, aby
krzyczeć, przestrzeni, aby móc się uwolnić.42

W taki oto sposób Nodier

odróżnia ogólną

przei bezkres opisane
przez Burke'a) od przestrzeni niesamowitego (ciszy, samotności, zamknięcia i duchoty), czyli od takiej przestrzeni mentalnej, w której zatracają się czasowość
i przestrzenność. Lęk wysokości wywołany przez
wzniosłość pojawia się obok klaustrofobii niesamowistrzeń wzniosłości (wysokość, głębię

30

�Anthony Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

"wszystkie wrażenia trwają bez końca, gdzie każda minuta staje się wiekiem". Przechadzka stanowi preludium do równie niesamowitej analizy przestrzeni mentalnej Hrabiego G., zamożnego kawalera, który zdecydowawszy o wycofaniu się ze świata, planował odnowienie wnętrz swego zamku według "fantazyjnego planu piranesiańskiego pałacu". Literacka konstrukcja
przestrzeni zamku, "labiryntu kamieni", skrywa w sobie
samotnię właściciela, który - podobnie jak postać
ze stu dwudziestu dni Sodomy De Sade'a- ogradza się od
świata siecią przerwanych połączeń, prawie niemożli­
wych do pokonania: "galerii, których obejście wymaga
cierpliwości i odwagi; wąskich schodów prowadzących
na przemian w górę i w dół, przecinanych ciemnymi,
błędnymi korytarzami wiodącymi donikąd ... ". Jedynie
wąziutka kładka, po której strach było przejść, wiodła
do apartamentu Hrabiego - azylu prawie niemożliwe­
go do odnalezienia, w którym właściciel mieszkał przez
trzy lata medytując w samotności, "jak słupnik na
swym słupie". Hrabiego w końcu odnaleziono, kiedy
spoczywał w spokoju na łożu śmierci. W samym sercu
wnętrza przypominającego wieżę Babel zdołał osiągnąć
pewien stopień "alienacji", która - jak to podkreśla
Nodier - nie była szaleństwem opisywanym przez lekarzy. Podobnie jak zdystansowanie się naukowca (również opisane przez Nodiera) - który pragnąc samotności odcina się od świata w mieszkaniu pełnym sznurów,
huśtając się na nich coraz dalej od drzwi- był to rodzaj
"dziwnej alienacji uwalniającej wszystkie pozostałe cechy wielkiej inteligencji... fanatyzm perfekcjonizmu".44
Ten wewnętrzny świat był, zdaniem Nodiera, prawdziwym źródłem niesamowitości, ostatecznym miejscem
buntu wobec "postępu postępu".45
Przejście od swojskiego do nieswojskiego- dokonujące się teraz jedynie w umyśle - podkreślało niejednoznaczność granicy pomiędzy światem rzeczywistym
a snem, pomiędzy światem rzeczywistym a światem duchowym, zatracając tym samym poczucie bezpieczeń­
stwa, jakiego oczekiwali profesjonalni marzyciele. Postępując według przepisu Kanta na osiągnięcie rozkoszy
poprzez grozę, poprzez pewną świadomość bezpieczeń­
stwa - "ich widok [przerażających zjawisk natury przyp. tłum.] tym silniej nas pociąga, im większy budzi
lęk, o ile tylko sami znajdujemy się w bezpiecznym miejscu" - esteta grozy zdołał odgrodzić się od natury po to,
aby rozkoszować się smakiem grozy.* Jednak kiedy źró­
dło niesamowitości przeniosło się do umysłu, takie bariery były trudne do utrzymania, szybko rozpływały się
w materii snu, nawiedzając miejsca własnego lęku.
Niesamowite staje się więc veillie ["czuwanie" przyp. tłum.], czy też stay-up-late evening, jak to Michael Riffaterre tłumaczy tytuł wiersza Rimbauda.46
Czuwanie pozbawione poczucia bezpieczeństwa, przesłonięte spodziewanym zakończeniem, staje się niesamowite od czasu tych nocy, kiedy to - jak w opowiadaniu Haffinanna - ojciec Naraniela siedzi milczący
w fotelu i oczekuje przybycia piaskuna "puszczając tak

kłęby dymu, żeśmy się zdawali pływać w ob(P 245), aż do wieczoru - opisanego przez
Rimbauda - kiedy gzyms i tapeta stały się częścią snu
o podróży, po to jedynie, aby powrócić jako znak normalności, znak śmierci:

ogromne
łokach"

Światło powraca na środkowe sklepienie budowli. Z dwóch
sali, wśród byle jakich ornamentów, biegną ku sobie harmoniczne elewacje. Ściana przed czuwającym jest psychologicznym
porządkiem następujących po sobie przekrojów, fryzów, powietrznych gzymsów i geologicznych zapaści. - Mocny i śpieszny sen grup
sentymentalnych z istotami wszystkich rodzajów wśród wszystkich
krańców

przywidzeń.41

Z takiego oto spotkania veillee i nowoczesnego
miasta Rimbaud wywodzi swoją własną wizję piranesiańskiej otchłani, wizję "Miast" z Iluminacji.
W wielu opowiadaniach i veillies - od Hoffmanna
do Rimbauda- pojawia się dym, który sprawia, że materia domu rozpływa się, zamienia w głęboki sen.
W ten sam sposób dym jako narzędzie wzniosłości zawsze zmieniał w tajemnicze to, co wydawało się zbyt
oczywiste.
Nic nie wydawało się bardziej spokojne, bardziej
swojskie, niż życie narratora opowiadania Melville'a I and My Chimney, kiedy pełen zadowolenia wypuszczał dym ze swojej fajki, siedząc przy równie dymiącym kominie.48 Nie pragnąc żadnych zmian, jedynie utrzymania paktu przyjaźni ze swoim starym, milczącym przyjacielem, kominem, narrator pobudzał wyobraźnię tych, którzy postrzegali coś użytecznego i zdecydowanie "amerykańskiego" w umieszczaniu kominka
w sercu domu: tradycję początków osadnictwa, zakorzenioną w antropologii Sempera, a wyrażoną w architekturze domów preriowych Franka Lloyda Wrighta.49
Narrator zapewne kochał swój komin, który dostarczał ciepła w całym domu i gwarantował stabilność
jego konstrukcji. W przeciwieństwie do żony komin
nie "pyskował"; w symbolicznym sensie był ostatnim
bastionem dobrej przeszłości, który strzegł właściciela
przed wtargnięciem współczesnych, złych czasów.
A jednak- jak narrator często przyznawał- komin był
czymś w rodzaju tyrana. Komin- mierzący dwanaście
stóp u podstawy, u góry szeroki na cztery stopy - cał­
kowicie uzurpował środek przestrzeni domu, blokował
przejście, nieustannie zmuszał mieszkańców do poruszania się po obrzeżach. Obecność komina była tak
dominująca, że narrator stał się jego niewolnikiem.
Komin był panem domu, "właściciel" komina pozostawał w jego cieniu, ustępował mu na każdym kroku. Co
więcej, właściciel obronił komin przed zniszczeniem,
stał nieustannie na straży, żeby nie został zburzony bez
jego zgody. Tę opowieść przepełnia lęk: lęk przed pozbawieniem "kręgosłupa" wraz z usunięciem komina,
lęk przed utratą "poczucia trwałości" zamieszkiwania,
lęk przed konfrontacją z żoną oraz - biorąc pod uwagę kształt komina i jego wertykalną siłę - lęk przez
utratą męskości.

�Komin zapewniał jeszcze jeden rodzaj wsparcia. Był
przedmiotem fantazji narratora. Przywołując
wspomnienia odległych piramid egipskich i mrocznych, rytualnych ostańców wzniesionych przez druidów, komin został utożsamiony z całą romantyczną
historią źródeł - jako prapomnik, jako dający i odbierający życie znak wiecznego ognia i grobów królewskich. Był również narzędziem poznania, obserwatorium wycelowanym w niebo. Nie można było go
zmniejszyć - jego nieproporcjonalna bryła nie dawała
się sprowadzić do matematycznych wyliczeń architekta (pogardliwie nazwanego Skrybą). Jego czeluście
kryły tajemnice, a zewnętrzne ściany były nieprzeniknione i milczące; komin stanowił - jak by to określił
Hegel - doskonały przykład symbolicznej architektury
jako przedmiot jeszcze nieoddzielony od magicznego
świata demonów czy obrazów ludzkich fantazji. Wokół
tego grobu w kształcie piramidy rozciągała się przestrzeń domu uzależniona od komina jako źródła poży­
wienia i podpory; dzięki swojej lokalizacji był rodzajem
labiryntu chroniącym wnętrze przed zbezczeszczeniem. Powstała w wyniku tego gmatwanina, złożona
sieć zależności. Każde pomieszczenie musiało być pokojem przechodnim, w jednym z nich mieściło się aż
dziewięcioro drzwi: "prawie każdy pokój, podobnie jak
filozoficzny system, stanowił całość samą w sobie lub
też przejście do kolejnych pokoi i systemów pomieszczeń- był to szereg wejść". Pokoje zdawały się wytyczać mapę mentalną kogoś, kto śni na jawie: "chodząc
po domu, masz wrażenie, że będziesz tak szedł wiecznie i nigdzie nie dojdziesz". I rzeczywiście można było
się zagubić: "to tak jakby zgubić się w lesie; chodzisz
i chodzisz wokół komina, i jeśli w ogóle gdzieś dochodzisz, to jedynie do punktu, z którego wyruszyłeś, zaczynasz od nowa i znów dochodzisz donikąd".50
Podobny przypadek niesamowitego powtórzenia
znajdujemy u Freuda w opisie dziwnego doświadczenia
z pewnej dzielnicy prowincjonalnego miasteczka,
z okolicy, "w której charakter nie mogłem długo powątpiewać", gdyż w oknach niewielkich domków widać było same umalowane kobiety.

waniu drzwi lub przełącznika", by raz po raz zderzyć się
z tym samym meblem (N 249). Narrator Melville'a odczuwa podobną bezradność wobec niesamowitej mocy komina i równie niechętnie próbuje doszukiwać się nieświadomych motywacji dla swoich "niezamierzonych" działań.
W niechęci narratora do odcyfrowania czy też zinterpretowania hermetycznego komina wyraźnie widać
potrzebę ukrycia źródła zależności. To tak jakby próba
odczytania zagrażała jego własnemu ciału. Narrator
chciał, żeby piramida pozostała pierwotną siłą, przed
narodzinami pisma, niepoddającą się jakimkolwiek
wyjaśnieniom - podobnie jak hieroglify przed Champollionem. Nawet kiedy architekt- próbując ostatecznie przekonać właściciela, żeby zburzył komin- wymyśla historię o "hermetycznie zamkniętej przestrzeni ...
komnacie tajemnic ... ukrytej w ciemnościach", narrator nie chce podjąć poszukiwań. Nie dlatego, że nie
wierzy w jej istnienie, wręcz odwrotnie - zbyt mocno
wierzy w tajemnice. To, co kryje w sobie komin, swoje
i jego piekło, powinno pozostać w ukryciu. ,~ielkie
i straszne nieszczęścia" - stwierdza narrator, powtarzając słowo w słowo argument Schellinga - "wynikły
z bluźnierczego otwarcia otchłani tajemnicy". Tym
sposobem osiągnięte zostało milczące porozumienie
pomiędzy przewrotnymi i kojącymi mocami budynku,
po to, aby - przynajmniej za życia właściciela - budynek pozostał domem.
Przełożyła Gabriela Świtek

głównym

Tłumaczenie

na podstawie:© AnthonyVidłer,

Unhomeły

Houses [w:]

idem, The Architectural Uncanny. Essays in the Modern Unhomely,
The MIT Press, Cambridge, Massachusetts, London, England 1999,
s. l 7-44. [Przyp. dum.] Redakcja
i autorowi za zgodę na przekład.

składa podziękowanie

wydawnictwu

Przypisy

Śpiesznie skręciłem w najbliższą wąską przecznicę, byleby tylko
to miejsce. Wędrując tak przez jakiś czas bez przewodnika,
nagle znowu znalazłem się na tej samej ulicy, zacząłem już wzbudzać
zainteresowanie, a moja śpieszna ucieczka zaowocowała tylko tym,
że idąc okrężną drogą, po raz trzeci trafiłem w to samo miejsce.
Wtedy to ogarnęło mnie uczucie, które mogę określić mianem niesamowitego. (N 249)
opuścić

Freud porównuje to "niezamierzone powtórzenie",
które przekształciło spokojne włoskie miasteczko (Genuę) w miejsce piranesiańskiej klaustrofobii, do zagubienia we mgle podczas wędrówki po górskim lesie,
kiedy ktoś "mimo wszelkich usiłowań znalezienia znanej lub oznaczonej drogi za każdym razem będzie wracał na to samo miejsce", lub do sytuacji, kiedy chodzi
się po "nieznanym sobie, ciemnym pokoju w poszuki-

10
11

12

*

32

Edgar Allan Poe, Zagłada Domu Usherów [w:] Opowiadania l,
tłum. S. Wyrzykowski, Czytelnik, Warszawa 1956, s. 132
Ibidem, s. 135
Ibidem.
Ibidem, s. 139-140
Victor Hugo, Pracownicy morza, tłum. M. Korniłowicz, PIW,
Warszawa 1955, s. 69-70
Ibidem, s. 179
Ibidem, s. 70
Poe, Zagłada Domu Usherów, s. 132
Edmund Burke, Dociekania o pochodzeniu naszych idei wzniaslości i piękna, tłum. P. Graff, PWN, Warszawa 1968, s. 42-44
lmmanuel Kant, Krytyka władzy sądzenia, tłum . J. Gałecki,
PWN, Warszawa 1964, s. 169 [115] . [Przyp. tłum. ]
Burke, Dociekania o pochodzeniu naszych idei ... , s. 136
Ibidem, s. 65
Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Wyklady o estetyce, tłum. J.
Grabowski, A. Landman, PWN, Warszawa 1964, tom l, s. 389
Cytaty w tekście polskim- podobnie jak w tekście angielskimoznaczono jako "N". Cyt. za S. Freud, Niesamowite [w:] idem,
Pisma psychologiczne, tłum. R. Reszke, Wydawnictwo KR, War-

�Anthemy Vidler • NIESWOJSKIE DOMY

u

14

15

l6

17

18

19

20

21
ZZ

23

24

szawa 1997, s. 235-262. [Przyp. tłum.]
Can pochodzi od anglo-saksońskiego can lub cann, tryb oznajmujący od cunnan, "wiedzieć", "móc", odpowiadający holenderskiemu kunnan i niemieckiemu konnen, "wiedzieć". Canny lub
cannie znaczy: ostrożny, mądry, wiedzący, uważający, ale także
zdolny, ekspert. Stąd pochodzi znaczenie "posiadający nadzwyczajną moc"; "znający się na magii". Tak więc uncanny oznacza:
tajemniczy, niezwykły, przerażający, nadprzyrodzony, dziwny,
straszny, niesamowity. Uncanny pozostaje w podobnej relacji do
canny jak unheimlich do heimlich.
Ernst Jentsch, Zur Psychologie des Unheimlichen, "Psychiatrisch-Neurologische Wochenschrift", vol. 22, 25 August, 1906, s.
195. Druga część artykułu została opublikowana w tym samym
magazynie, vol. 23, l September, 1906, s. 203-205. Za tłuma­
czenie artykułu Jentscha autor dziękuje Jeannette Treiber, University of California, Davis.
Obszerne przedstawienie przez Freuda słownikowych definicjijakby zapraszające czytelnika do uczestnictwa w jego własnych
dociekaniach - było oczywiście wyreżyserowane. Jak wykazali
krytycy, argument Freuda był precyzyjnie skonstruowany aż do
samego końca. Jednak narzucający się rytm słownika, nakłada­
nie się określonych "znaczeń", przypomina raport sądowy. Zestawienie cytatów z wielu słowników, tekstów biblijnych i niemieckich źródeł pozwoliło na umiejscowienie niesamowitości
w szerszym polu kulturowym, które - za sprawą Schillera
i Schellinga - przybrało na sile w okresie romantyzmu. Efekt
kumulacji osiągnięty na tych paru stronach cytatów ze słowni­
ków, przytaczanych bardziej lub mniej dosłownie przez Freuda,
było -jak zauważa Helene Cixous - samo w sobie niesamowite. Freud, podobnie jak Sanders i Grimm, nieustająco i obsesyjnie krążył wokół konceptu, delikatnie pobłażając czytelnikowipodobnie jak Holmes pobłażał Watsanowi -aż zatrzymał się na
najbłahszym z dowodów, na jednym zdaniu Schellinga, które
stało się podstawową zasadą psychoanalitycznej niesamowitości. Por. Helene Cixous, Fiction and Its Phantoms: A Reading of
Freud's Das Unheimłiche, "New Literary History", no 7, Spring
1976, s. 525-548. Jak zauważa Cixous, tekst Freuda jest "dziwną, teoretyczną powieścią", "rodzajem teatru lalek, w którym
władczy, lecz kapryśny reżyser manipuluje prawdziwymi lub fał­
szywymi lalkami, prawdziwym lub udawanym życiem" (s. 525).
Daniel Sanders, Wórterbuch der Deutschen Sprache, 3 vols., Otto Wigand, Leipzig 1860, vol. l, s. 729. Cyt. za Freud, Niesamowite, s. 238
Sanders, Wórterbuch, vol. l, s. 729. Cyt. za Freud, Niesamowite,
s. 239
Jacob i Wilhelm Grimm, Deutsches Worterbuch, 16 vols., S. Hirzel, Leipzig 1854-1954, vol. 4, 2, s. 874. Cyt. za Freud, Niesamowite, s. 240
Sanders, Warterbuch, vol. l, s. 729; cyt. za powieściopisarzem
i dramaturgiem Karlem Ferdinandem Gutzkowem (1811-1878).
Cyt. za Freud, Niesamowite, s. 238
Sanders, Worterbuch, vol. l, s. 729. Cyt. za Freud, Niesamowite,
s. 239
Ibidem.
Friedrich Wilhelm Joseph Schelling, Philosophie der Mythologie,
2 vols., Wissenschaftliche Buchgesellschaft, Darmstadt, 1966,
vol. 2, s. 649. Tłum. Eric Randolf Miller.
Ibidem.
Przywołany przez Schellinga przykład estetycznej niesamowitości- zarysowany w jego wczesnych pracach, a tutaj w pełni rozwinięty- dotyczył rzeźb z frontonu świątyni w Eginie, które były głównymi eksponatami w monachijskiej Gliptotece, zaprojektowanej przez Leo von Klenze. Zdaniem Schellinga, te na
wpół prymitywne, na wpół nowoczesne rzeźby reprezentowały
szczególny okres w rozwoju sztuki zachodniej.

25

26

27

*

28

29

30

3l

32

33

34

35

36

37

38
39

40
41

W liście z 26 stycznia 1816 roku do Carla Reichscounta von
Briihla, dyrektora naczelnego Królewskiego Teatru w Berlinie,
Hoffmann zauważa, że do wystawienia jego sztuki Undine najlepiej nadawałby się Schinkel, "który tak doskonale zgłębił prawdziwego ducha romantyzmu". Wcześniej pisarz wyraził pragnienie, aby "zainteresować Schinkla historią Undine". "Pragnę, aby
zbudował wspaniały, prawdziwy, gotycki grobowiec". Por. Selected Letters of E.T.A Hoffmann, red. i tłum. J.C. Sahlin, University of Chicago Press, Chicago 1977, s. 254-256. Premiera tej
"opery magicznej" w scenografii Schinkla odbyła się 3 sierpnia
1816 roku.
E.T.A Hoffmann, Der Sandrnann. Das ode Haus, Philipp Reclam, Stuttgart 1969, s. 46-47. Dom znajdował się przy Unter
den Linden 9 w Berlinie.
E.T.A Hoffmann, Radca Krespel, tłum. A Rybicki [w:] idem,
Bracia serafiońscy, Czytelnik, Warszawa 1960, s. 9-38. Cytaty
w tekście oznaczono jako "K".
Por. Johann Wolfgang Goethe, Powinowactwa z wyboru (Die
Wahlllerwandtschaften), tłum. W. Markowska [w:] idem, Dzieła
wybrane, red. S.H. Kaszyński, t. III, Utwory prozatorskie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2002, s. 137-305. [Przyp. tłum.]
Friedrich Wilhelm Joseph Schelling, Filozofia sztuki, tłum. K.
Krzemieniowa, PWN, Warszawa 1983, s. 289
Goethe, Maximen und Reflexionen [w:] Werke, Hamburger Ausgabe, vol. 12, 1953, s. 474
Ibidem. "Zastygłą muzykę" Schellinga Goethe zastąpił wyraże­
niem "niema muzyka" (11erstummte Tonkunst).
E.T.A. Hoffmann, Piaskun, tłum. F. Faleński [w:] Opowieści fantastyczne, Czytelnik, Warszawa 1959, s. 243-289. Cytaty z tego
opowiadania oznaczono w tekście jako "P".
Jacques Lacan, The Four Fundamental Concepts of Psychoanalysis, red. J.-A Miller, tłum. A. Sheridan, W. W. Norton, New
York 1978, s. 102-103
Maria Tatar, Spellbounds: Studies on Mesmerism and Literature,
Princeton University Press, Princeton 1978, s. 126
E.T.A. Hoffmann, Niesamowity gość [w:] Opowieści, tłum.
I. Wieniewska, Towarzystwo Wydawnicze "Ateneum", Warszawa-Lwów 1925, s. 81-133
Thomas De Quincey, Wyznania angielskiego opiumisty i inne pisma, tłum. M. Bielewicz, Czytelnik, Warszawa 1980, s. 117
Najpełniejszą analizę romantycznego łańcucha interpretacji rycin Piranesiego Carceri przedstawia Luzius Keller, Piranese et !es
rornantiques fran~ais, le mythe des escaliers en spirale, Librairie
Jose Corti, Paris 1966. Keller podsumowuje piranesiańskie fantazje De Quinceya, Alfreda de Musseta, Charles'a Nodiera
i Theophila Gautiera, a także śledzi ich wpływ na Balzaca, Hugo, Baudelaire'a i Mallarmego. Modernistycznym spadkobiercą
tego mitu ruchu był Siergiej Eisenstein; o jego przekształce­
niach Carceri pisze Manfreda Tafuri, The Sphere and the Labyrinth, MIT Press, Cambridge, Mass. 1988
Por. Mario Praz, Introductory Essay [w:) Three Gothic Novels, red.
P. Fairclough, Penguin Books, Harmondsworth 1968. Praz śledzi
wpływ Carceri na ZamcZYsko w Otranto (1765) Horacego Walpole'a, Dreams, Walking Thoughts and Incidents (1783) Williama
Beckforda oraz na literaturę okresu Rewolucji. Praz cytuje dwa
klasyczne studia tych związków: Jorgen Andersen, Giant Dreams,
Piranesi's Influence in England, "English Miscellany", nr 3, Rome
1952 oraz Luzius Keller, Piranese et !es rornantiques fra~ais, op. cit.
De Quincey, Wyznania angielskiego opiumisty, s. 137-138
Arden Reed, Abysmal Influence: Baudełaire, Coleridge, de Quincey, Piranesi, Wordsworth, "Glyph", no 4, 1978, s. 189-206
Jacques Derrida, Specułations - On Freud, tłum. I. McLeod,
"Oxford Literary Review" 3, nr 2, 1978, s. 78-97
Charles Nodier, Piranese, contes psychologiques, a propos de la

monornanie reflectille [w:] Oeu11res completes de Charles Nodier,

�42

43

44
45

12 vols., Eugene Renduel, Paris 1832-1837, vol. 11, s. 167-204.
Na temat toposu biblioteki u Nodiera por. Didier Barriere, Nodier l'homme du livre, Plein Chant, Bassac, Charente 1989
Nodier, Piranese, s. 188-189 (podkr. autora). Cytaty w tekście
pochodzą z tego wydania.
Nodier, Piranese, s. 193. Po tej długiej wariacji na temat De Quinceya, Nodier zauważa cokolwiek naiwnie: "Rysunek, o którym wspominam, pewnie gdzieś został opisany, ale narysował go
Piranesi".
Nodier, Piranese, s. 194-200
Zmagania Nodiera były niewątpliwie zmaganiami bibliotekarza
rozdartego pomiędzy fetyszystyczną bibliofilią a bibliofobią zrodzoną z nienawiści do nieuchronnego rozmnożenia książe k
w epoce druku; por. opowiadanie Nodiera Le Bibliomane [w:]
Oeuvres, vol. 11, s. 25-49 (Charles Nodier Biblioman [w:] idem,
Wróżka okruchów i inne opowieści, tłum. J. Guze, PIW, Warszawa
1979, s. 264-276). Nodier odnalazł jednak pewien rodzaj spokoju w rym najbardziej heimlich miejscu, w miejscu studiowania
w ciszy, w niczym nie zakłócanym odosobnieniu. Biblioteka odgrywająca w topografii Nodiera główną rolę -jak np. w literackiej utopii Mes reveries napisanej w czasie Terroru, czy też jako
doskonała architektura biblioteki Maxime w .LAmour et Ie grimoire napisanej prawie trzydzieści lat później - stała się miejscem niemal świętym (por. Barriere, Nodier, s. 28-31). Niezależ­
nie od tego, czy umieszczona w starym zamku czy w pomieszczeniach specjalnie przeznaczonych do tego celu, biblioteka jest
określona przez swoją architekturę: "Cały budynek składał się
z długiego, prostokątnego pokoju oświetlanego od wschodu
i zachodu przez owalne okna- niewielkiego, lecz dobrze pomy-

*
46

47

48

49

50

Krajobraz. Fot. Jacek Olędzki

34

ślanego, od strony południowej wychodzącego na ogród" (Nodier, .LAmour et Ie grimoire [w:] Contes, Garnier, Paris 1961, s.
530). Pośrodku prostokątnego pokoju stał długi, czarny stół,
identyczny w planie, ustawiony tak, by można było go obejść;
na ścianach widać było jedynie skórzane grzbiety książek. Bliskość ogrodu podkreślała związek pomiędzy książkami a wielką
księgą natury, niewyczerpanym słownikiem. Wyprzedzając prostokątną formę Bibliotheque Sainte-Genevieve Henri Labrouste'a z wejściem na parterze przypominającym ogród filozofa,
Nodier skrupulatnie buduje obszar, w którym jego bohater może odwrócić się od frywolnego społeczeństwa teatru, porzucając
"maski" dla "medytacji", jaką może odnaleźć w bibliotece. Jednak w przeciwieństwie do ujarzmionego otoczenia tego azylu bibliofila, biblioteka przybiera złowrogą formę nieujarzmionej
wieży Babel.
Kant, Krytyka władzy sądzenia, s. 158 [104]. [Przyp. tłum.]
Michael Riffaterre, Hermeneutic Models, "Poetics Today" 4, nr l,
1983, s. 7-16
Artur Rimbaud, Czuwania [Iluminacje] [w:] Sezon w piekle. Iluminacje, tłum . A. Międzyrzecki, Prószyński i S-ka, Warszawa
1998,s. 73
Herman Melville, I and My Chimney [w:] Pierre, Israel Potter,
The Confidence-Man, Tales and Billy Budd, The Library of America, New York 1984, s. 1298-1327
Por. V. H. Litman, The Cottage and the Tempie: Melville's Symbolic Use of Architecture, "American Quarterły", nr 2, 1969,
s. 638.
Melville, I and My Chimney, s. 1311

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6254" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6234">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9cac681f59da4cc2ad68aad0dea83373.pdf</src>
        <authentication>5fb60d5bc592529d7a9575185460b63d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74458">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1065</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74459">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74460">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74461">
                <text>Produkcja garncarska Dogonów / ETNOGRAFIA POLSKA 1982 t.26 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74462">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1982 t.26 z.1, s.245-266</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74463">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74464">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74465">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74466">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="74467">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74468">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V I , z. 1
P L I S S N 0071-1861

RYSZARD VORBRICH

PRODUKCJA GARNCARSKA

DOGONÓW

Niniejsze studium prezentuje w y n i k i terenowych badań nad garn­
carstwem D o g o n ó w , k t ó r e b y ł y prowadzone w ramach Studenckiej
Ekspedycji Etnograficznej „Afryka 76".
S E E „ A f r y k a " zorganizowana została przez K o ł o Naukowe Studen­
t ó w Etnografii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W j e j
pracach u c z e s t n i c z y ł o 4 s t u d e n t ó w etnografii U A M , etnograf — pra­
cownik Muzeum Narodowego w Szczecinie, lekarz medycyny i kierow­
ca — mechanik, w sumie 7 osób. Przedmiotem b a d a ń c z ł o n k ó w ekspe­
dycji b y ł y wybrane zagadnienia kultury materialnej (budownictwo, roz­
planowanie zagród, kowalstwo i garncarstwo). Terenem, k t ó r e m u po­
ś w i ę c o n o n a j w i ę k s z ą u w a g ę , są skaliste, trudno dostępne w z g ó r z a B a n diagara, w y ł a n i a j ą c e s i ę w centrum szerokiej pradoliny ł u k u Nigru
w Republice Mali. Rejon ten od p i ę c i u stuleci jest zamieszkany przez
D o g o n ó w , lud górali — rolników. W o j o w n i c z o ś ć D o g o n ó w oraz poło­
ż e n i e ich krainy z dala od u c z ę s z c z a n y c h s z l a k ó w handlowych i tury­
stycznych p o z w o l i ł o i m na skuteczne oparcie s i ę w p ł y w o m islamu i k u l ­
tury europejskiej. W chwili obecnej jest to jedna z ostatnich enklaw
starej, oryginalnej kultury Czarnej A f r y k i .
Inicjatywie e t n o l o g ó w francuskich z a w d z i ę c z a m y , iż lud ten n a l e ż y
do lepiej zbadanych grup etnicznych A f r y k i Zachodniej. Od blisko 50 lat
Dogonowie są obiektem intensywnych badań zespołu działającego pod
kierownictwem M . Griaule i G . D i e t e r l e n . Zainteresowania wspomnia­
nych badaczy k o n c e n t r o w a ł y się na kulturze duchowej tego ludu, pra­
wie c a ł y z a ś obszar r z e c z y w i s t o ś c i z w i ą z a n e j z kulturą m a t e r i a l n ą (w t y m
r ó w n i e ż garncarstwo) znalazł się na marginesie ich badań. Dane doty­
czące garncarstwa są nader ubogie i ograniczone w d u ż e j mierze do
a s p e k t ó w duchowych, rzadziej s p o ł e c z n y c h , tego rękodzieła.
1

1

Wyniki badań opublikowano w kilkudziesięciu pozycjach: zob. m. in.
M. G r i a u l e , Masques dogons, Paris 1938: t e n ż e , Dieu L'Eau,
Paris 1975:
M. G r i a u l e , G . D i e t e r l e n , L e renard pâle, Paris 1965; G . D i e t e r l e n ,
Les ames des Dogons, Paris 1&amp;41.

�RYSZARD VORBRICH

246

Znamienne, że autor kilkutomowego dzieła Töpferei
in
Afrika
D. Drost zwraca u w a g ę na zaniedbanie badań nad k u l t u r ą m a t e r i a l n ą
i t e c h n i c z n ą s p o ł e c z e ń s t w A f r y k i . P o d k r e ś l i ć n a l e ż y r ó w n i e ż , iż dane
dotyczące garncarstwa A f r y k i w p r z e w a ż a j ą c e j mierze są fragmenta­
ryczne i rozdzielone bardzo n i e r ó w n o m i e r n i e . Zdaniem D. Drosta szcze­
gólnie ograniczona jest wiedza o garncarstwie ł u k u Nigru. Apeluje on
w i ę c o pilne u z u p e ł n i e n i e tej l u k i . Przedstawiona sytuacja stwarzała
m o ż l i w o ś ć efektywnego w ł ą c z e n i a się do b a d a ń nad k u l t u r ą D o g o n ó w ,
przez rozszerzenie k r ę g u dociekań uczonych francuskich.
W trakcie prac S E E „ A f r y k a 76" badaniami objęto 9 wsi p o ł o ż o n y c h
w centrum skalistej części krainy D o g o n ó w : Amagni, Banani, Ireli,
Koundou, Sanga, Yaye, Yougo Dogoru, Yougo Na, Yougo Pilu, usytuo­
wanych na progu morfologicznym masywu Bandiagara lub na zboczu
ś w i ę t e j g ó r y D o g o n ó w — Yougo. W y j ą t e k stanowi Sanga leżąca na
płaskowyżu.
W trakcie badań terenowych (1.02.-3.03.1977 r.) s t a r a ł e m się zgro­
madzić m a t e r i a ł y obrazujące działalność garncarską oraz u c h w y c i ć
z w i ą z k i garncarstwa z wieloma pozornie o d l e g ł y m i elementami kultury
D o g o n ó w . Przedstawienie całości zgromadzonego m a t e r i a ł u w y m a g a ł o b y
obszerniejszego studium, dlatego t e ż w niniejszej rozprawie c h c i a ł b y m
zwrócić u w a g ę jedynie na niektóre, moim zdaniem istotne, elementy
rozpoznanej r z e c z y w i s t o ś c i kulturowej. S k o n c e n t r u j ę się na aspekcie
technologicznym, z w ł a s z c z a na nie odnotowanej jeszcze na gruncie etno­
grafii polskiej technice „ w y b i j a n i a ubijakiem".
Podobnie jak u wielu l u d ó w A f r y k i — zgodnie z rygorystycznie
przestrzeganym p o d z i a ł e m prac m i ę d z y płciami, garncarstwo jest u Do­
g o n ó w d o m e n ą kobiet. Mamy tu do czynienia ze specyficznym charak­
terem działalności produkcyjnej nie d a j ą c y m s i ę podciągnąć pod termin
„rzemiosła". Kobieta u D o g o n ó w wytwarza garnki — przedmioty co­
dziennego u ż y t k u , potrzebne w jej gospodarstwie domowym, u n i e z a l e ż ­
niając się w ten sposób od r y n k u towarowego. Produkcja jej ma zatem
cechy powszechnie w y s t ę p u j ą c e g o p r z e m y s ł u domowego. P o d k r e ś l i ć na­
leży, iż kobieta dogońska jest przede wszystkim g o s p o d y n i ą d o m o w ą
dbającą o dom i gospodarstwo rozszerzonej rodziny. Produkcja garn­
ków, aczkolwiek spełniająca w jej gospodarstwie w a ż n ą rolę, jest tylko
jednym z jej rozlicznych zajęć.
Szereg c z y n n i k ó w klimatycznych i gospodarczych sprawia, że prace
garncarskie D o g o n ó w m a j ą charakter sezonowy. I n t e n s y w n o ś ć o p a d ó w
i stopień nawilgocenia atmosfery w czasie pory deszczowej p o w o d u j ą ,
iż działalność garncarska ogranicza się do pory suchej (październik—
maj). Obok c z y n n i k ó w klimatycznych znaczenie mają r ó w n i e ż w z g l ę d y
2

3

s

Zob. D. D r o s t , Töpferei
• Tamże, s. 11.

in Afrika, I . Berlin 1967, s. 7.

�P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONOW

247

gospodarcze. Dogonowie są rolnikami, stąd pozostałe dziedziny gospo­
darki są zawsze p o d p o r z ą d k o w a n e pracom polowym. W okresie inten­
sywnych prac na roli — t r w a j ą c y c h od maja do października, każda
para rąk kierowana jest na pola. Wszelka działalność pozarolniczą (z w y ­
j ą t k i e m kowalstwa), zamiera na kilka m i e s i ę c y .
W działalności produkcyjnej, polegającej na mechanicznej i termicz­
nej obróbce s u r o w c ó w mineralnych, a taką jest garncarstwo, d o s t ę p ­
ność u ż y w a n e g o surowca decyduje o rozmiarach produkcji, jego w ł a ś c i ­
w o ś c i z a ś w zasadniczy sposób d e t e r m i n u j ą technologie oraz f o r m ę
i funkcję wyrobu.
K r a i n a D o g o n ó w obejmuje trzy różniące się znacznie rejony: p ł a s k o ­
w y ż , urwiska skalne i tereny podgórskiej, r ó w n i n n e j sawanny. P ł a s k o ­
w y ż zbudowany jest z prekambryjskich p ł y t r o z c z ł o n k o w a n y c h na
mniejsze b r y ł y . W y d ź w i g n i ę t e b r y ł y nie zostały w t y m miejscu przy­
kryte m ł o d s z y m i utworami, co powoduje, iż pośrodku r ó w n i n y w y ł a n i a
się skalista powierzchnia r o z l e g ł e g o p ł a s k o w y ż u i progi morfologiczne —
t w o r z ą c e trudno d o s t ę p n e i p i ę k n e krajobrazowo urwiska skalne. P ł y t a
obniżona tworzy rozległą r ó w n i n ę Gondo, p o k r y t ą utworami m ł o d s z y ­
mi, p r z e w a ż n i e pochodzenia l ą d o w e g o . Owo zróżnicowanie- geologiczne
decyduje o n i e r ó w n o m i e r n y m rozłożeniu i r ó ż n y m jakościowo składzie
złóż s u r o w c ó w ilastych. Ł a t w o d o s t ę p n e na r ó w n i n i e , są zarazem rzad­
sze na p ł a s k o w y ż u .
Glina (dog. n a - ^ , nabite) jest surowcem powszechnie w y s t ę p u j ą ­
cym na terenie badań S E E „Afryka 76". W okolicach urwisk skalnych
(progu morfologicznego) jej złoża znajdują się w b e z p o ś r e d n i m sąsiedz­
twie osad, zazwyczaj poniżej z a b u d o w a ń wsi — w ś r ó d skał (Yaye) lub
na r ó w n i n i e (Yaye, Yougo Na, Banani). Niekiedy w okolicy jednej wsi
m o g ą w y s t ę p o w a ć złoża gliny o różnej jakości. W wypadku Y a y e złoża
gliny w y s t ę p u j ą w d w ó c h miejscach: na r ó w n i n i e — w buszu, i w ś r ó d
skał. Na r ó w n i n i e z nieckowatego w g ł ę b i e n i a o ś r e d n i c y około 10 m
i głębokości 5-7 m wydobywa się g l i n ę „tłustą". Wyrobisko tworzy gli­
n i a n k ę , na dnie k t ó r e j nawet w porze suchej (luty) zalega mulista ciecz.
Na terenie urwisk w rozpadlinach skalnych, wydobywa się glinę „ c h u ­
dą". Glina wydobyta z glinianki ma b a r w ę
jasno-czerwono-beżową
i charakteryzuje się d u ż y m stopniem zanieczyszczenia organicznego
{plewy prosa, ł o d y g i roślin). W porze deszczowej woda wprowadza do
glinianki substancje organiczne w y p ł u k i w a n e z pobliskich p ó l i skał.
G l i n ą pochodząca z rozpadlin skalnych, o barwie czerwonej, jest pozba­
wiona w i ę k s z y c h z a n i e c z y s z c z e ń (porównaj w y n i k i analizy chemicznej).
G l i n ę w y d o b y w a j ą garncarki m e t o d ą o d k r y w k o w ą . Służą do tego
4

4

W niniejszej pracy stosuję zapis fonetyczny na podstawie polskiego syste­
mu znaków pisowni fonetycznej. Por. W. D o r o s z e w s k i , Gramatyka
opisowa
języka polskiego, Warszawa 1972, s. 70.

�248

RYSZARD YORBRICH

motyki oraz zaostrzone kije lub p r ę t y metalowe (wykorzystywane pod­
czas eksploatacji złóż skalnych). Kobiety transportują surowiec do wsi
w koszach noszonych na g ł o w i e (Banani, Yaye, Yougo Na, Koundou).
W koszu, zależnie od jego wielkości, mieści się od 20 do 25 kg surowca.
Nie praktykuje się gromadzenia w i ę k s z y c h zapasów gliny. Spowodowane
to jest stosunkowo m a ł ą odległością złóż (300-800 m), brakiem miejsca
w domu garncarki oraz charakterem działalności garncarskiej, b ę d ą c e j
jednym z wielu zajęć kobiety. Jedynie niewielkie ilości surowca (2025 kg) umieszczane b y w a j ą w wilgotnym worku i przechowywane przez
kilka dni w jednym z licznych z a k ą t k ó w zagrody. W wypadku z u ż y c i a
z a p a s ó w garncarka z łatwością m o ż e je uzupełnić.
W trakcie badań terenowych p o b r a ł e m 3 próbki gliny z m i e j s c o w o ś c i
Yougo Na i Y a y e . Próbki te zostały poddane analizie chemicznej. Próba
nie objęła badań na w y s t ę p o w a n i e : K 0 , MnO, N a 0 . Z przyczyn obiek­
t y w n y c h nie dokonano analizy mineralogicznej. C h a r a k t e r y s t y k ę che­
m i c z n ą zbadanych próbek p r e z e n t u j ą zamieszczone n i ż e j tabele .
Zbyt mała ilość zbadanych złóż powoduje, iż nie jest to próba r e ­
prezentatywna dla całego obszaru zamieszkanego przez D o g o n ó w . P r ó b ­
ki pobrano u podnóża skraju p ł a s k o w y ż u Bandiagara: na terenach r ó w ­
niny Gon do (próbka nr 2 oraz prawdopodobnie nr 1) i w okolicy n i ż ­
szych partii rumowisk skalnych (próbka nr 3). Charakter środowiska
naturalnego pozwala m n i e m a ć , iż są one reprezentatywne dla okolic
l e ż ą c y c h na pograniczu p ł a s k o w y ż u i r ó w n i n y , a w i ę c r ó w n i e ż dla
c a ł e g o terenu badań S E E „ A f r y k a 76".
Charakter publikacji nie pozwala na w y c z e r p u j ą c e o m ó w i e n i e w y ­
n i k ó w analizy chemicznej próbek, ograniczę się zatem do zasygnalizo­
wania wybranych e l e m e n t ó w dokonanej oceny . Aczkolwiek analiza
chemiczna w y k a z a ł a w z g l ę d n y stopień zróżnicowania j a k o ś c i o w e g o po­
s z c z e g ó l n y c h złóż surowca, m o ż n a jednak pokusić się o próbę o g ó l n e j
charakterystyki. Surowce u ż y w a n e w garncarstwie D o g o n ó w można
określić jako „tłuste" (równina) lub „ c h u d e " (urwiska), o barwie jasnoczerwonej, czerwonej lub szarej. S ą one pochodzenia aluwialnego, na­
leżą do grupy i ł ó w montmorillonitu, c z ę ś c i o w o illitu, c h a r a k t e r y z u j ą s i ę
wysokim stosunkiem molekularnym S i 0 : A 1 0 (około 4:1), dużą pla­
stycznością, a co za tym idzie dużą skurczliwością i w r a ż l i w o ś c i ą na
suszenie oraz d u ż y m stopniem zanieczyszczenia mechanicznego, orga­
nicznego i chemicznego. Wyroby z tych s u r o w c ó w podatne są na r ó ż 2

2

5

6

7

2

s

2

3

Analizy w y k o n a ł o Biuro Projektowo-Badawcze Przemysłu Ceramiki B u ­
dowlanej w Poznaniu. Za nieodpłatne wykonanie analiz dziękuję kierownictwu
Biura.
Próbkę nr 1 otrzymałem od informatorki — garncarki; w e d ł u g jej infor­
macji pochodziła ona z glinianki leżącej w okolicy Yougo Na.
Ocenę opieram na pracy Z. K o z d y r a , R. W y r w i c k i e g o ,
Surowce
ilaste, Warszawa 1970.
6

7

�Tab. 1. Skład chemiczny próbek gliny z okolic masywu Bandiagara (w %)

Miejscowość

Pochodzenie

Si0

2

Al 0 +Ti0
2

3

Fe 0

2

2

CaO

3

MgO

S t r a t y

Według

prażenia
Yougo Na
Yaye

Yaye

pracownia
garncarska
wyrobisko
odkrywkowe,
glinianka
szczelina
skalna

59,86

16,30

7,60

1,62

0,76

12,02

64,08

17,48

8,10

1,45

0,84

6,83

78,30

6,06

8,20

1,06

0,52

3,40

PN-63/H-04154

Tab. 2. Analiza siarczanów rozpuszczalnych w H 0 i związanych z nimi kationów zawartych w glinach z okolic masywu Bandiagara (Mali)
2

Miejscowość

Pochodzenie

r o z p

w H 0

CaO

MgO

Według

2

Yougo
Yaye

Yaye

pracownia
garncarska
wyrobisko
odkrywkowe,
glinianka
szczelina
skalna

0,1372

0,0196

0,014

0,0857

0,0034

0,012

0,039

0,008

0,002

PN-63/H-04154

�RYSZARD YORBRICH

250

nego rodzaju uszkodzenia: pęknięcia, odpryski, zbąblenia, cechuje je
p o r o w a t o ś ć czerepów. Przedstawione cechy p o w o d u j ą , że w Polsce gliny
tego rodzaju uznano za pośledniejsze i w z w i ą z k u z t y m stosuje się je
jedynie jako surowce ceramiki budowlanej.
Dogonki doskonale orientują się we w ł a ś c i w o ś c i a c h s u r o w c ó w po­
c h o d z ą c y c h z r ó ż n y c h złóż. Informatorzy z Y a y e „tłustą" glinę, pocho­
dzącą z glinianki, określają mianem na gg („glina brązowa"), a wydo­
b y w a n ą ze szczelin skalnych — nan bań („glina różowa). P r z y wyrobie
n a c z y ń garncarki ś w i a d o m i e mieszają oba rodzaje glin, zaznaczając, iż
„nie n a l e ż y u ż y w a ć ich osobno" . Znajomość w ł a ś c i w o ś c i s u r o w c ó w
z miejscowych złóż wykracza znacznie poza najbliższą okolicę wioski.
M i e s z k a ń c y Y a y e podkreślali, że glina rodzaju na gg, „jest lepsza od
gliny z Yougo Na" (co potwierdziła analiza chemiczna). Informatorzy
z Banani — swoistego ośrodka garncarskiego regionu •— twierdzili, że
ich glina jest lepsza od glin u ż y w a n y c h przez sąsiadów, dopatrując
w t y m p r z y c z y n ę z a r ó w n o d u ż y c h r o z m i a r ó w w ł a s n e j produkcji, jak
i powodzenia swoich w y r o b ó w .
Dostosowanie technologii do w ł a ś c i w o ś c i lokalnego surowca objawia
się w stosowaniu d o d a t k ó w schudzających. Wyniki moich badań w s k a ­
zują, iż garncarki dogońskie u ż y w a j ą dodatku pochodzenia mineralnego.
Dodatek ten ma charakter surowca w t ó r n e g o . Jest nim gruz ceramiczny,
otrzymywany z rozbitych i c z ę ś c i o w o roztartych (grudki od 0,2 do
0,6 cm średnicy) skorup gliniany. Z r e g u ł y gruz ceramiczny otrzymuje
się ze zniszczonych lub uszkodzonych n a c z y ń u ż y w a n y c h w gospodar­
stwie domowym. J e d n a k ż e w wypadku D o g o n ó w nie m o ż n a w y k l u c z y ć
u ż y c i a f r a g m e n t ó w ceramiki dawnej (kultura tellem) . Jakkolwiek garn­
carki dogońskie nie znają pojęcia „ c h u d e j " lub „ t ł u s t e j " gliny, trafnie
o c e n i ł y w ł a ś c i w o ś c i wykorzystanego surowca schudzając go. Ilość sto­
sowanego dodatku została ściśle dostosowana do w ł a ś c i w o ś c i poszcze­
g ó l n y c h rodzajów surowca. Garncarki z Yougo Na — u ż y w a j ą c e gliny
„ t ł u s t e j " — dodają do masy glinianej gruz ceramiczny w stosunku
mniejszym n i ż 4:1. Garncarki z Y a y e u ż y w a j ą także gliny „ t ł u s t e j " —
lecz z domieszką gliny „chudej", dodają w i ę c mniej kruszywa cera­
micznego (6:1). Zabieg ten zmniejsza plastyczność, a w konsekwencji
s k u r c z l i w o ś ć surowca, uodparniając go na działanie wysokich tempera­
tur w czasie suszenia i wypalania. Przyczynia się też do lepszego zno­
szenia przez garnki d u ż y c h w a h a ń temperatury podczas stawiania ich
na wolnym ogniu, gdzie ciepło rozchodzi się n i e r ó w n o m i e r n i e . Dowodzi
to, że garncarki dogońskie zebrały odpowiednie d o ś w i a d c z e n i e techno­
logiczne, p o z w a l a j ą c e z n e u t r a l i z o w a ć niekorzystne w ł a ś c i w o ś c i d o s t ę p ­
nego surowca.
8

9

8

Brak mi danych o proporcjach w tej mieszance.
O kulturze tellem szerszej piszą m. in. G r i a u 1 e, D i e t e r 1 e n, op. cit.,
s. 3-51.
9

�251

P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONÔW

Przygotowanie masy glinianej ma miejsce bezpośrednio przed przy­
s t ą p i e n i e m do formowania. Wysuszone grudki gliny tłucze się na pod­
stawie kamiennej kamieniem-otoczakiem (Yougo Na) lub m a ł y m s t ę p o rem (Yaye) na drobiny o średnicy od 0,3 do 0,7 c m . T a k rozdrobnioną
glinę miesza się z przygotowanym uprzednio gruzem ceramicznym.
N a s t ę p n i e dolewa się wody zarobowej potrzebnej dla nadania glinie od­
powiedniej plastyczności (1 d c m wody na 0,2-0,3 dcm surowca —•
Yougo Na). Ilość dodanej wody (300-500% masy surowca) jest ściśle
z w i ą z a n a z w ł a ś c i w o ś c i a m i miejscowej gliny. Gałki przygotowanej masy
glinianej chowa się do worka i składa w koszu lub garnku. W czasie
formowania będą one l e ż a ł y w zasięgu ręki garncarki.
3

3

3

Nim przejdę do przedstawienia w ł a ś c i w e g o procesu formowania na­
czynia o m ó w i ę pokrótce w y p o s a ż e n i e produkcyjne garncarki d o g o ń s k i e j .
W wypadku D o g o ń ó w nie m o ż e m y m ó w i ć o wydzieleniu specjalnego
pomieszczenia lub konkretnej przestrzeni dla w y ł ą c z n e g o uprawiania
i n t e r e s u j ą c e j nas dziedziny działalności gospodarczej .
Poczynione
przeze mnie obserwacje potwierdzają dane i n f o r m a t o r ó w s t w i e r d z a j ą ­
cych, że zasadniczym miejscem pracy garncarki jest p o d w ó r z e zagrody
m ę ż a (lub ojca). Do pracy siada ona przed progiem pomieszczenia p e ł ­
n i ą c e g o rolę kuchni (Banani, Yaye, Yougo Na). Czasami d o d a t k o w ą
osłonę daje jej m a ł y drewniany daszek kryty słomą, zbudowany przed
w e j ś c i e m do kuchni (Yougo Na).
10

O w y p o s a ż e n i u warsztatu garncarki decyduje stosowana przez nią
technologia. Środki produkcji stosowane w garncarstwie dogońskim, choć
nieliczne, podzielić m o ż n a na sprzęt i narzędzia u ż y w a n e jedynie w pro­
dukcji garncarskiej oraz na służące także do innych c e l ó w .
Podczas wydobywania i transportu surowca wykorzystuje się przed­
mioty m a j ą c e szerokie zastosowanie w p o z o s t a ł y c h dziedzinach gospo­
darki (na p r z y k ł a d w rolnictwie lub w gospodarstwie domowym). S ą to
przede wszystkim typowe dla A f r y k i Zachodniej motyki zwane przez
D o g o n ó w debli lub diabli (długość 50-60 cm) oraz kosze plecione z ł o d y g
prosa tudiu.
Narzędzia służące do formowania n a c z y ń techniką wybijania to prze­
de wszystkim kamienna podstawa i zespół kamieni otoczaków, p e ł n i ą ­
cych f u n k c j ę ubijaka. Kamienne ubijaki m o g ą b y ć zastąpione drewnia­
nymi stęporami o r ó ż n y c h kształtach.
Pierwszy badacz okolic Bandiagara L . Desplagnes wspomina w 1907
roku o skórze z w i e r z ę c e j służącej Dogonom za. p o d s t a w ę w procesie
wytwarzania g a r n k ó w , nie podaje jednak b l i ż s z y c h danych d o t y c z ą c y c h
tego f a k t u . D. Drost sugeruje, że skórzana podstawa u ż y w a n a była
11

1 0

Jedynym stwierdzonym przeze mnie w y j ą t k i e m jest warsztat garncarski
w Yougo Na. Jedna z garncarek pracowała tam w cieniu wiaty, zbudowanej poza
terenem zagrody.
L . D e s p l a g n e s , Le plateau central Nigérien,
Paris 1907, s. 369.
1 1

�252

RYSZARD VORBRICH

1Z

w tym wypadku jedynie w trakcie przygotowywania surowca . O tego
typu podstawie nie wspomina jednak M . Griaule. T a k ż e badania S E E
„ A f r y k a 76" nie p o t w i e r d z i ł y informacji L . Desplagnes'a.
Badania nasze w y k a z a ł y natomiast, że powszechnie s t o s o w a n ą i je­
d y n ą p o d s t a w ą jest lekko w k l ę s ł a p ł y t a kamienna, u k s z t a ł t o w a n a z jed­
nej strony w p ł y t k ą nieckę, z a m k n i ę t ą lub półotwartą. P ł y t y m a j ą
nieregularne k s z t a ł t y i różne rozmiary; n a j c z ę ś c i e j spotykane m a j ą od
40 X 50 X 8 cm, do 61 X 65 X 12 cm. Ustalenia S E E „ A f r y k a 76" stoją
w sprzeczności z klasyfikacją dokonaną przez autora Tôpferei
in Afrika.
D. Drost p o w o ł u j ą c się na M. Griaule z a k w a l i f i k o w a ł p o d s t a w ę garn­
carską D o g o n ó w do podstaw płaskich („gładkich"). B ł ę d n a ocena D. Drosta wynika zapewne z nader s k ą p y c h danych na ten temat. M . Griaule
w Masques dogons wspomina tylko o macie, na której Dogonowie w y ­
bijają naczynia g l i n i a n e . Wydaje się, że ta lakoniczna wzmianka
s t a n o w i ł a dla D. Drosta j e d y n ą p o d s t a w ę k l a s y f i k a c y j n ą .
W k l ę s ł a podstawa kamienna jest zapewne doskonalszą od z w y k ł e j
jamy ziemnej, formą podstawy garncarskiej, powszechnej
niegdyś
w Afryce i stosowanej do dzisiaj przez sąsiadów D o g o n ó w — Mossi .
Podstawa w k l ę s ł a spełnia kilka n i e z a l e ż n y c h funkcji: w p ł y w a w d u ż y m
stopniu na formę i jakość naczynia, chroni (podobnie jak pozostałe pod­
stawy sztuczne) ciągle jeszcze p l a s t y c z n ą g l i n ę przed zanieczyszczeniem
i o d k s z t a ł c e n i e m w z e t k n i ę c i u z n i e r ó w n o ś c i a m i ziemnego podłoża, przy­
czynia się do ł a t w i e j s z e g o manipulowania (obracania) naczyniem b ę d ą ­
cym w obróbce, a także — odkształcając plastyczne ścianki — przesądza
o kulistej lub p ó ł k u l i s t e j formie g a r n k ó w . W przypadku podstawy garn­
carskiej D o g o n ó w nie n a l e ż y m ó w i ć jednak o formie ściśle wyznacza­
jącej kształt i rozmiary n a c z y ń . G ó r n a powierzchnia p ł y t y kamiennej,
tworząca zaledwie p ł y t k ą nieckę, pozostawia bowiem garncarce swobo­
dę nadawania ostatecznego k s z t a ł t u i rozmiaru naczynia. N a d m i e n i ę
jeszcze, ż e kamienne podstawy m a j ą szerokie zastosowanie w procesie
przygotowania surowca. Zazwyczaj w jednej zagrodzie znajdują się
jedna lub dwie podstawy garncarskie. Jakkolwiek są one zbliżone for­
m ą do żaren u ż y w a n y c h w gospodarstwie domowym, nie służą nigdy,
co podkreślali informatorzy, do przygotowywania p o ż y w i e n i a . J a k już
w s p o m n i a ł e m , ściśle z w i ą z a n e z p o d s t a w ą k a m i e n n ą i t e c h n i k ą w y ­
bijania są narzędzia ubijające: kamienne otoczaki i s t ę p o r y drewniane.
K a ż d a garncarka dogońska posiada c a ł y zespół kamieni — u b i j a k ó w .
Mają one kształt otoczaka, ł a t w o m i e s z c z ą c e g o się w dłoni. S ą r ó ż n y c h
rozmiarów, ich o b w ó d przypomina nieregularny okrąg o ś r e d n i c y waha­
jącej się od 5 do 6 cm. Ubijak kamienny jest podstawowym n a r z ę d z i e m
13

M

1 8

1 3

u

D r o s t , op. cit., s. 120.
Por. G r i a u l e , Masques..., s. 24. Zob. D r o s t , op. cit., I , s. 60, 104.
Dane o garncarstwie Mossi podaje za D r o s t , op. cit., I , s. 121.

�253

P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONÓW

m o d e l u j ą c y m m a s ę glinianą w naczynie. Decyduje r ó w n i e ż o fakturze
w e w n ę t r z n e j strony ścianki, t w o r z ą c (przez ponawiane uderzenia) na
jej powierzchni liczne p ł y t k i e , nakładające się w g ł ę b i e n i a , czytelne
r ó w n i e ż po wypaleniu czerepu. Są one, w e d ł u g mnie, niezawodnym
znamieniem techniki wybijania. K a m i e n n y ubijak nie jest tylko na­
r z ę d z i e m f o r m u j ą c y m , p e ł n i ponadto f u n k c j ę narzędzia u t w a r d z a j ą c e g o .
Nacisk, jaki na ścianki naczynia w y w i e r a z jednej strony ubijak,
a z drugiej kamienna podstawa, powoduje utwardzenie plastycznych
ścianek obrabianego naczynia. Ubijak jest t e ż n a r z ę d z i e m k r u s z ą c y m
i m i e l ą c y m glinę i skorupy ceramiczne.
P o d o b n ą f u n k c j ę spełniają s t ę p o r y drewniane. Stosowane są w y ­
miennie z ubijakiem kamiennym w procesie obróbki surowca oraz
w pierwszym etapie formowania. I c h w y m i a r y nie p o z w a l a j ą na dalsze,
swobodne operowanie w e w n ą t r z p o w s t a j ą c e g o naczynia. W procesie pro­
dukcji garncarskiej m o g ą b y ć stosowane s t ę p o r y o r ó ż n y c h kształtach,
wymiarach i nazwach. W Yougo Na u ż y w a n o stępora długości 90 cm,
nazywanego kunai, a w Y a y e stępora długości 42 cm, o nazwie tamdo
lub tamto.
Do zdobienia n a c z y ń s ł u ż y mata zwana pir (Yougo Na) albo piru
(Yaye, Banani, Sanga), pleciona ze s z n u r k ó w s k r ę c a n y c h z w ł ó k i e n kory
lub korzenia baobabu (zdania i n f o r m a t o r ó w na ten temat b y ł y po­
dzielone), o wymiarach z b l i ż o n y c h do 40 X 44 X 0,6 cm . Sploty sznur­
k ó w t w o r z ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą fakturę odciskającą się w y r a ź n i e na
plastycznych ściankach zdobionego naczynia. Mata piru, jakkolwiek
stosunkowo twarda i sztywna, w m i a r ę u ż y w a n i a odkształca się trwale,
zgodnie z formą w k l ę s ł e j niecki podstawy. Ś r o d k o w e fragmenty w ł ó ­
kien maty rozciągając się t w o r z ą specyficzne zmarszczenia (ryc. 1).
1S

Oprócz o m ó w i o n y c h , typowych mat garncarskich Dogonowie w pro­
cesie zdobienia stosują niekiedy inne maty otrzymywane z f r a g m e n t ó w
uszkodzonych w o r k ó w lub mat do spania. N a l e ż y jednak podkreślić,
iż w trakcie b a d a ń terenowych n a p o t k a ł e m tylko jeden przypadek tego
rodzaju.
Wypalanie n a c z y ń Dogonowie przeprowadzają w sztucznej niecce
terenowej. T r u d n o ś ć pojawia się w momencie p r ó b y znalezienia odpo­
wiedniej nazwy dla tego rodzaju urządzenia. J a k m i wiadomo, polska
literatura przedmiotu nie w y p r a c o w a ł a jeszcze stosownego określenia.
Źródła niemieckie u ż y w a j ą pojęć „Erdloch" (jama ziemna) lub „ G r u benofen" (piec d o ł o w y ) . W niniejszej pracy na określenie urządzenia
w y p a ł o w e g o D o g o n ó w s t o s o w a ć b ę d ę termin „jama w y p a ł o w a " . J a m y
w y p a ł o w e D o g o n ó w m a j ą mniej w i ę c e j r ó w n e wymiary. Jama w B a 1 6

5 8

Według G r i a u 1 e mata garncarska D o g o n ó w pleciona jest z w ł ó k i e n kory
baobabu. G r i a u 1 e, Dieu..., s. 85.
« D r o s t, op. cit., s. 228, 235.
3

�254

Ryc.

RYSZARD YORBRICH

1. Mata piru,

Yaye.

Ze zbiorów S E E „Afryka 76" przekazanych Muzeum
Narodowemu w Szczecinie

nani (jedna z czterech) m i a ł a 90 cm głębokości i 430 cm średnicy, jamy
pozostałych wsi odpowiednio: 90 X 440 cm (Yougo Na), 70 X 390 cm
(Yaye), 75 X 300 cm (Koundou). W Banani j a m ę w y p a ł o w ą nazywano
onguru, w p o z o s t a ł y c h wsiach •— ongu. J a m ę b u d u j ą m ę ż c z y ź n i , w y k u ­
w a j ą c ją w skale lub w y k o p u j ą c w ziemi. Z biegiem czasu na dnie jamy
gromadzi się popiół; jest on systematycznie wydobywany i usypywany
na z e w n ą t r z . Stanowi to o specyficznym w y g l ę d z i e jamy, która przy­
pomina m a ł y krater. J a m y w y p a ł o w e usytuowane są na obrzeżach wsi
(poniżej, p o w y ż e j lub r ó w n o l e g l e do osady).
W produkcji garncarskiej D o g o n ó w obok narzędzi i s p r z ę t ó w formu­
j ą c y c h znajdują także zastosowanie narzędzia o charakterze pomocni­
czym. S t a n o w i ą je: skorupy ceramiczne — u ż y w a n e jako narzędzia
gładzące i utwardzające, bransoletki metalowe o ostrych k r a w ę d z i a c h
(pełniące funkcje skrobaków) oraz szereg n a c z y ń (metalowych, glinia­
nych lub z tykwy) s p e ł n i a j ą c y c h rolę p o j e m n i k ó w na w o d ę zarobową
lub m a s ę glinianą. W trakcie badań terenowych nie z a o b s e r w o w a ł e m
ż a d n y c h narzędzi do ewentualnej naprawy n a c z y ń . W e d ł u g informato­
r ó w Dogonowie nie naprawiają uszkodzonych w y r o b ó w .
Wspomniany już niedostatek prac w j ę z y k u polskim, t r a k t u j ą c y c h
o garncarstwie a f r y k a ń s k i m , oraz uboga literatura o m a w i a j ą c a archa­
iczne techniki garncarskie, z a r ó w n o w Europie jak i poza nią, jest przy­
c z y n ą braku na gruncie naszej etnografii t e r m i n ó w określających zba-

�255

P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONÖW

dane przeze mnie techniki oraz urządzenia pomocnicze.
Największą
trudność n a p o t k a ł e m w nadaniu nazwy technice formowania n a c z y ń ,
stosowanej przez D o g o n ó w . Dotychczas u ż y w a n e w literaturze pojęcia:
„formowanie", „lepienie", „ w y g n i a t a n i e " czy „toczenie", nie oddają sen­
su tej czynności, która sprowadza się do uderzenia kamieniem w m a s ę
glinianą. W literaturze niemieckiej w y s t ę p u j e termin „Treiben" '. Jest
on jednak stosowany raczej przy opisach techniki określanej w litera­
turze polskiej terminem „ w y g n i a t a n i e " . D. Drost dla tej techniki połą­
czonej z r ó w n o c z e s n y m uderzeniem dłonią u ż y w a terminu „ H a n d t r e i b e n " . T e c h n i k ę przeze mnie o p i s y w a n ą określa on niemieckim ter­
minem „ S c h l a g t r e i b e n " , co m o ż n a p r z e t ł u m a c z y ć jako „ w y k l e p y w a n i e
przez uderzanie" lub „ w y g n i a t a n i e ubijakiem". M . Griaule i G . Dieterlen opisując lakonicznie garncarską t e c h n i k ę D o g o n ó w u ż y w a j ą takich
pojęć, jak „ p i l o n n e m e n t "
lub „ m o d e l a g e " i „frappe" . W niniejszym
artykule dla określenia tej techniki wprowadzam termin „ w y b i j a n i e
ubijakiem".
W p o d j ę t e j w Töpferei
in Afrika próbie klasyfikacji a f r y k a ń s k i c h
technik garncarskich D. Drost podkreśla różnicę m i ę d z y t e c h n i k ą w y ­
bijania r ę c z n e g o („Handtreiben") a t e c h n i k ą wybijania ubijakiem
(„Schlagtreiben"). Zdaniem D. Drosta jakkolwiek garncarka przy ręcz­
n y m wybijaniu p o s ł u g u j e się niekiedy środkami pomocniczymi ( k a w a ł ­
kami drewna, skorupami itp.), to jednak w ł a ś c i w y proces wybijania
(wygniatania) przeprowadza pięścią albo kciukiem lub p o z o s t a ł y m i pal­
cami. W t y m wypadku narzędzia służą do usuwania zbytecznej glinki
i do w y r ó w n y w a n i a powierzchni, nie posiadają jednak funkcji formot w ó r c z e j . W technice wybijania ubijakiem do formowania s ł u ż y specjal­
ny przyrząd. Może nim b y ć k a m i e ń naturalny albo sztuczny t ł u c z e ń .
Wyniki moich b a d a ń nad garncarstwem — z a r ó w n o D o g o n ó w jak
i K i r d i - D a b a (północny Kamerun) — p o z w a l a j ą na wniesienie zasad­
niczego zastrzeżenia do tej koncepcji. W y k a z a ł y one, że w praktyce
m o ż n a spotkać się z ł ą c z n y m stosowaniem obu w a r i a n t ó w techniki wy­
bijania. Do pewnego, ściśle o k r e ś l o n e g o etapu produkcji (u D o g o n ó w
do formy ściętego, o d w r ó c o n e g o stożka) w obróbce masy glinianej sto­
suje się r ó w n o l e g l e t e c h n i k ę formowania r ę c z n e g o z u ż y c i e m narzędzi
nie f o r m u j ą c y c h (skorupy ceramiczne) oraz wybijanie ubijakiem. N a ­
czynie formuje się w y ł ą c z n i e przy u ż y c i u ubijaka dopiero po o s i ą g n i ę ­
ciu punktu w y j ś c i a , na p r z y k ł a d formy ściętego, o d w r ó c o n e g o stożka.
C h c i a ł b y m poddać analizie jeszcze jeden element klasyfikacji afry17

1S

1 9

2 0

2 1

2 2

1 7

1 8

1 9

2 0

8 1

2 2

Jw., s. 45 n.
Jw.
Jw., s. 60.
G r i a u l e , Masąues..., s. 25.
G r i a u l e , D i e t e r l e n , op. cit., s. 21.
D r o s t, op. cit., s. 60.

�256

RYSZARD VORBRICH

k a ń s k i c h technik garncarskich zaproponowanej przez D . Drosta. Roz­
różnia on w a f r y k a ń s k i e j technice wybijania ubijakiem dwa warianty:
1) wybijanie bez podstawy w k l ę s ł e j , 2) wybijanie na w k l ę s ł e j podsta­
wie — formie .
Pod o k r e ś l e n i e m „forma w k l ę s ł a " autor Töpferei
in Afrika rozumie
„taki środek pomocniczy, k t ó r y r z e c z y w i ś c i e w pierwszym rzędzie i w y ­
łącznie s ł u ż y nadaniu f o r m y " . Dodaje jednak, że „nie n a l e ż y tutaj
u w z g l ę d n i a ć c a ł e j serii p o d k ł a d e k w k l ę s ł y c h , takich jak, skorupy cera­
miczne, czary drewniane i tym podobne, s ł u ż ą c y c h w pierwszym r z ę ­
dzie do obracania formowanego naczynia, chociaż naturalnie f o r m o t w ó r cza cecha tych podkładek jest wykorzystywana" . D. Drost nie usto­
s u n k o w a ł się w y r a ź n i e do nieobracalnych podstaw kamiennych.
P r z y k ł a d garncarstwa D o g o n ó w ujawnia słabość koncepcji Drosta.
P o w o ł u j ą c się na n i e p e ł n e dane M. Griaule'a t e c h n i k ę garncarską Do­
g o n ó w określa on (z zastrzeżeniami) jako najlepszy p r z y k ł a d „ z w y k ł e g o
wybijania, bez użycia formy i bez kombinacji z t e c h n i k ą w a ł k o w a ­
nia" , zaznaczając jednocześnie, że ze w z g l ę d u na „ s u m a r y c z n y " cha­
rakter opisu Griaule'a nie m o ż n a w y k l u c z y ć stosowania przez D o g o n ó w
techniki wybijania łącznie z techniką w a ł k o w ą .
W y n i k i badań S E E „ A f r y k a 76" tylko w drobnej części p o t w i e r d z i ł y
p o w y ż s z ą c h a r a k t e r y s t y k ę techniki garncarskiej D o g o n ó w . W y k a z a ł y one
trafność przypuszczenia Drosta odnośnie do w y k a ń c z a n i a n a c z y ń tech­
niką w a ł k o w ą , stwierdzając j e d n o c z e ś n i e błędną o c e n ę podstawy garn­
carskiej D o g o n ó w ; wbrew twierdzenia Drosta, Dogonki pracują na nieobracalnej podstawie w k l ę s ł e j , która nie ma jednak charakteru formy.
Zatem cechy podstawy garncarskiej D o g o n ó w nie mieszczą się w r a ­
mach klasyfikacji proponowanej przez tego autora . ,
Proces formowania n a c z y ń glinianych w y g l ą d a u D o g o n ó w n a s t ę p u ­
jąco: garncarka p r z y s t ę p u j e do pracy n a j c z ę ś c i e j m i ę d z y godziną 10°°
a 12°° lub 15 a 17 . Siada na ziemi w rozkroku, z nogami w y c i ą g n i ę ­
tymi; m i ę d z y kolanami ma p o d s t a w ę k a m i e n n ą . W zasięgu jej ręki znaj­
dują się: kosz lub garnek z z a w i n i ę t ą w wilgotny worek m a s ą glinianą,
metalowe lub gliniane naczynie z w o d ą , mata do zdobienia, zespół ubi2 3

24

2 S

2 6

2 7

2 8

2 B

00

2 8

00

Jw.
Jw., s. 61.
Jw.
Jw., s. 60.
Jw. Zob. też G r i a u 1 e, Masques..., s. 24.
R ó w n i e ż sąsiedzi Dogonów, Bambara, stosują kombinacje obu technik. Zob.
D r o s t , op. cit., s. 60.
Nadmienię, że ilustracje zamieszczone w Töpferei
in Afrika przedstawiają
typowe podstawy w k l ę s ł e stosowane w technice wybijania ubijakiem. Podstawy te
m a j ą podobny stopień wklęsłości jako podstawy garncarskie Dogonów. Por.
D r o s t , op. cit., s. 62.
2 4

2 5

2 S

2 7

2 8

2 9

�P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONOW

257

j a k ó w kamiennych i stępor drewniany. J e j strój roboczy stanowi n a j ­
częściej tylko p o d w i n i ę t a spódnica b a w e ł n i a n a , farbowana na kolor
indygo . Garncarka p r z y s t ę p u j ą c do formowania naczynia zwilża w o d ą
(czerpaną z pobliskiej miseczki) p o d s t a w ę k a m i e n n ą . N a s t ę p n i e w y j m u ­
je z kosza g a ł k ę gliny (wielkości jajka kurzego), umieszcza ją na kamie­
niu i uderza w nią kilkakrotnie kamieniem-ubijakiem. Nieustannie bijąc
i ugniatając palcami glinianą m a s ę dodaje do niej kolejne gałki gliny.
C z y n n o ś ć t ę powtarza aż do powstania nieforemnej b r y ł y . O w ą b r y ł ę
ujmuje w ręce, uderza nią o p o d s t a w ę oraz toczy po podstawie w ten
sposób, aby u z y s k a ć f o r m ę wybrzuszonego walca (Yougo Na) lub ś c i ę ­
tego o d w r ó c o n e g o stożka (Yaye). F o r e m n o ś ć kształtu i głMiaość po­
wierzchni stożka (lub walca) garncarka uzyskuje poprzez g ł a d z e n i e i po3 0

Ryc. 2. Schemat techniki „wybijania ubijakiem"
Rys. D. Boehlke, wg szkicu R. Vorbricłia

*° Podczas badań S E E „Afryka 76" zdarzało się, że garncarka uprzedzona
o wizycie ekipy etnografów ubierała się odświętnie, zakładając dodatkowo wzo­
rzysty kaftanik, zawój na głowę i ozdoby na szyję.
17 — Etnografia Polska t. X X V I , z. 1

�258

RYSZARD VORBRICH

klepywanie skorupą glinianą. Forma ściętego i o d w r ó c o n e g o stożka jest
jak gdyby punktem w y j ś c i a do zastosowania techniki wybijania.
W ł a ś c i w e wybijanie rozpoczyna się od silnego uderzenia kamieniem
pod k ą t e m prostym w p o d s t a w ę walca (stożka). Tworzy się w ó w c z a s
p ł y t k i e w g ł ę b i e n i e (ryc. 2). N a s t ę p n ą czynnością jest u ł o ż e n i e stożka
(walca) na boku i p o w i ę k s z e n i e w g ł ę b i e n i a poprzez uderzenie ubijakiem. G d y w g ł ę b i e n i e obejmie prawie całą p o w i e r z c h n i ę podstawy stoż­
ka (walca), osiągając zarazem głębokość kilku (3-5) c e n t y m e t r ó w , garncarka ustawia formowane naczynie dnem w dół, po czym poklepuje je
i umacnia, z kolei uderzeniami ubijaka w p ł a s z c z y z n ę w g ł ę b i e n i a od­
kształca m o d e l o w a n ą m a s ę glinianą nadając jej p ó ł o w a l n y kształt.
W trakcie tej c z y n n o ś c i w k l ę s ł o ś ć ulega dalszemu p o g ł ę b i e n i u i posze­
rzeniu. Pozwala to na z a m i a n ę narzędzia uderzającego z ubijaka k a ­
miennego na drewniany stępor, którego uderzenia pogłębiają znacznie
(do kilkunastu c e n t y m e t r ó w ) p o w s t a j ą c y otwór naczynia. W m i a r ę po­
w i ę k s z a n i a otworu b r y ł a masy glinianej optycznie się rozrasta. G d y po
kilkunastu uderzeniach stępora modelowane naczynie przybiera f o r m ę
pustej, owalnej, ściętej z jednej strony b r y ł y , n i e p o r ę c z n y (bo zbyt
długi) stępor zastępuje się ubijakiem kamiennym. Garncarka uderzając
od w e w n ą t r z w ścianki p o w s t a j ą c e g o naczynia p o w i ę k s z a jego rozmiary,
nadając mu zarazem f o r m ę prawie okrągłą lub półokrągłą (ryc. 2).
W k l ę s ł a niecka podstawy w p r z y b l i ż e n i u odpowiada w y p u k ł o ś c i powsta­
jącego naczynia. N i e u s t a j ą c e uderzenia kamienne p o w o d u j ą umocnienie
i z w ę ż e n i e się ścianek naczynia, co jest p r z y c z y n ą rozciągnięcia się
ścianek z a r ó w n o na linii góra — dół jak' i w obwodzie naczynia; jest
to czynnikiem sprawczym stałego p o w i ę k s z a n i a się całej bryły. W cza­
sie ubijania garncarka obraca naczynie przez u k o ś n y nacisk jednej lub
obu rąk, często t e ż zmienia kamienie; u ż y w a mniej lub bardziej k r ą g ­
łych, w zależności od pożądanego przez nią stopnia zaokrąglenia ścianek.
W czasie formowania bez ustanku kruszy się k r a w ę d ź wylewu. Miejsca
u b y t k ó w są w i ę c ciągle z w i l ż a n e w o d ą i u z u p e ł n i a n e ś w i e ż ą mokrą gliną
(grudkami o objętości kilku c e n t y m e t r ó w s z e ś c i e n n y c h ) . Mamy w i ę c tu
do czynienia z elementami techniki sztukowania. Z a r ó w n o w o d ę , jak
i m a ł e k a w a ł k i gliny garncarka czerpie z metalowego naczynia.
Do momentu osiągnięcia przez modelowane naczynie zasadniczego,
zamierzonego — p ó ł k u l i s t e g o lub prawie kulistego — k s z t a ł t u i pożąda­
nych rozmiarów, proces formowania przebiega zawsze (dla wszystkich
naczyń) jednakowo. Dopiero w ostatnim etapie produkcji m o ż n a w y ­
dzielić kilka w a r i a n t ó w . Garncarka p r z y s t ę p u j ą c do w y k o ń c z e n i a na­
czynia musi z a d e c y d o w a ć o jego przeznaczeniu i ostatecznej formie.
Może w i ę c wedle swej woli przystąpić do w y k o ń c z e n i a k r a w ę d z i wy­
lewu lub do zdobienia. Jeśli chce w y p r o d u k o w a ć naczynie o g ł a d k i e j
powierzchni, u ż y w a n e najczęściej w kuchni, nie p r z y s t ę p u j e do zdobie­
nia. W tym wypadku proces produkcji naczynia m o ż e się z a k o ń c z y ć

�P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONOW

259

na w y g ł a d z e n i u dłonią z e w n ę t r z n e j powierzchni ścianki oraz na zaklepaniu i w y r ó w n a n i u skorupą ceramiczną k r a w ę d z i lub dolepieniu tech­
niką w a ł k o w ą kołnierza wylewu.
Jeśli jednak garncarka zamierza w y p r o d u k o w a ć naczynie z ornamen­
tem, to przed w y k o ń c z e n i e m w y l e w u p r z y s t ę p u j e do zdobienia. Podnosi
wtedy garnek jedną ręką (nie odkłada go, aby się nie zabrudził), a d r u ­
gą rozkłada na podstawie t w a r d ą m a t ę piru. Na owej macie umieszcza
mokry jeszcze garnek. Odciskanie wzoru maty rozpoczyna garncarka
od okolic k r a w ę d z i wylewu, przechodząc stopniowo do ścianek brzuśca.
Zdobienie p ó ł k u l i s t e g o dna odbywa się na k o ń c u . Pokrycie — przez
odciśnięcie — wzorem maty ścianek naczynia uzyskuje się przez r ó w n o ­
czesne obracanie b r y ł y i uderzanie ubijakiem od w e w n ą t r z . Po p r z y ­
łożeniu garnka do maty, pod w p ł y w e m d u ż e g o nacisku ubijaka na w e ­
w n ę t r z n ą stronę ścianki, na z e w n ę t r z n e j jej stronie odciska się trwale
d e s e ń maty, na w e w n ę t r z n e j zaś t w o r z ą się charakterystyczne w g ł ę b i e ­
nia, ś l a d y po uderzeniach. W trakcie zdobienia ścianki naczynia — pod
w p ł y w e m uderzenia —• znowu ulegają rozciągnięciu, a sama bryła nie­
znacznie się p o w i ę k s z a . P o w s t a j ą c e podczas zdobienia ubytki gliny na
k r a w ę d z i w y l e w u są na bieżąco u z u p e ł n i a n e .
G d y garncarka pragnie o t r z y m a ć naczynie prawie kuliste, zagina
do w e w n ą t r z ścianki w okolicy k r a w ę d z i wylewu. W tym celu p r z y k ł a ­
da kamienny ubijak lub zagięte palce dłoni do w e w n ę t r z n e j strony
ścianki naczynia (w pobliżu k r a w ę d z i wylewu) i uderza delikatnie
skorupą ceramiczną w z e w n ę t r z n ą stronę ścianki (w pobliżu k r a w ę d z i
wylewu). Dzięki temu zabiegowi ścianki odkształcają się zgodnie z for­
m ą otoczaka, zaginając się do w e w n ą t r z . C z y n n o ś ć zaginania ścianki
w y l e w u odbywa się najczęściej na p o c z ą t k u procesu zdobienia, po po­
kryciu ornamentem o d k s z t a ł c a n y c h f r a g m e n t ó w brzegu naczynia. Ude­
rzenia skorupy p o w o d u j ą w t ó r n y zanik (lub c z ę ś c i o w e zatarcie) wzoru
w miejscach nacisku narzędzia.
Po z a k o ń c z e n i u zdobienia garncarka w y r ó w n u j e i zaklepuje ręką lub
skorupą k r a w ę d z i e w y l e w u i odstawia naczynie do c z ę ś c i o w e g o wy­
suszenia na kilka lub kilkanaście godzin — do n a s t ę p n e g o dnia. Proces
w s t ę p n e g o suszenia m o ż e o d b y w a ć się tak w p e ł n y m a f r y k a ń s k i m s ł o ń ­
cu, jak i w cieniu. Po przeprowadzeniu w s t ę p n e g o suszenia garncarka
p r z y s t ę p u j e do nałożenia kołnierza wylewu. W tym celu z d u ż e j gałki
masy glinianej (wielkości p o m a r a ń c z y ) — kulając m i ę d z y dłońmi, a na­
stępnie na kamiennej podstawie — formuje ona dwa w a ł k i o ś r e d n i c y
około 1 cm i długości około 60 cm. Plastyczne w a ł k i nakłada garncarka
na uprzednio zwilżoną k r a w ę d ź w y l e w u w ten sposób, aby s t y k a ł y się
one k o ń c ó w k a m i . N a s t ę p n i e palcami, ruchem n a c i s k a j ą c o - ś l i z g o w y m ,
przylepia ona w a ł k i do b r y ł y naczynia. Po przylepieniu w a ł k ó w 'garn­
carka pociera je w z d ł u ż i profiluje mokrą szmatką (trzymaną w e w n ą t r z
dłoni). Dzięki tej c z y n n o ś c i uzyskuje się gładki i r ó w n o m i e r n i e w y

�260

RYSZARD YORBRICH

profilowany kołnierz. K o ł n i e r z m o ż e przybierać f o r m ę w y g i ę t e g o na
z e w n ą t r z lub do w e w n ą t r z pierścienia o owalnym przekroju. W wypad­
k u n i e k t ó r y c h n a c z y ń do gotowania p o ż y w i e n i a m o ż e on m i e ć k s z t a ł t
cienkiej, szerokiej i w y g i ę t e j na z e w n ą t r z obręczy.
Stosunkowo rzadko zdobi się naczynia motywem innym niż mata
piru. W takim wypadku garncarka m o ż e dolepić do naczynia w a ł e k ,
okalając nim poziomo brzusiec mniej w i ę c e j w p o ł o w i e w y s o k o ś c i . W a ­
ł e k ten bywa zdobiony p ł y t k i m i , poprzecznymi nacięciami. Niekiedy
małe, gładkie naczynia zdobi się poziomym wianuszkiem w g ł ę b i e ń
o ś r e d n i c y i głębokości około 2 mm. Naczynia „kobiece" oznacza się
dwoma w g ł ę b i e n i a m i (około 0,7 cm średnicy). Spotykane przeze mnie
zdobienia w formie pojedynczych lub p o d w ó j n y c h , m a ł y c h przeciwstaw­
nych g u z ó w (o wymiarach 0,8 X 2 cm) są b y ć m o ż e oznaczeniem n a ­
c z y ń „męskich". Ł ą c z n e w y s t ę p o w a n i e obu rodzajów zdobień n a l e ż y
prawdopodobnie t ł u m a c z y ć jako oznaczenie naczynia „małżeńskiego".
Bardzo rzadko stosowane specjalne p r z y k r y w k i do n a c z y ń i ucha
g a r n k ó w formowane są t e c h n i k ą r ę c z n e g o ugniatania, wybijania i sztu­
kowania. Nie posiadam danych o technice lepienia glinianych figurek
oraz c y b u c h ó w fajek, jednak ich forma wskazuje, że są lepione techniką
r ę c z n e g o ugniatania (palcami) i sztukowania.
P o d s u m o w u j ą c m o ż n a stwierdzić, że garncarka dogońska stosuje
łącznie techniki wygniatania, wybijania ubijakiem, w a ł k o w a n i a i sztu­
kowania. Technika wybijania ubijakiem jest przy t y m t e c h n i k ą podsta­
w o w ą , d e c y d u j ą c ą o formie n a c z y ń , a ugniatanie, sztukowanie — w pew­
nym sensie — w a ł k o w a n i e mają charakter technik pomocniczych.
Osobnym zagadnieniem pozostaje geneza opisanej przeze mnie tech­
niki. W analizie historycznej pomocne okazać się m o g ą z a r ó w n o dane
archeologiczne, jak i dane o zasięgach r ó ż n y c h s p o s o b ó w wytwarzania.
Ograniczone ramy niniejszego studium pozwalają mi jedynie na za­
sygnalizowanie problemu.
•
O ile technika r ę c z n e g o wybijania (oraz technika w a ł k o w a n i a ) , jak
podaje D. Drost, jest t e c h n i k ą dość starą i s t o s o w a n ą niemal we wszyst­
kich częściach A f r y k i , o tyle technika wybijania ubijakiem wydaje się
m i e ć m ł o d s z y r o d o w ó d i w z g l ę d n i e ograniczony zasięg. P r z y c h y l a m się
do zdania D. Drosta, iż technika wybijania ubijakiem jest udoskona­
loną formą techniki wybijania ręcznego. W e d ł u g Drosta technika w y ­
bijania ubijakiem r o z w i n ę ł a się prawdopodobnie n a terenach m i ę d z y
p ó ł n o c n ą Nigerią a K o r d o f a n e m . D o k ł a d n e o k r e ś l e n i e wieku metody
wybijania ubijakiem jest — jak podkreśla Drost — n i e m o ż l i w e z po­
wodu braku danych archeologicznych. Z a jej niedawnym powstaniem
przemawia stosunkowo ograniczony teren w y s t ę p o w a n i a (wąski pas p ó ł 3 1

32

1 1

8 8

D r o s t , op. cit., s. 95.
Jw., s. 103, 104.

�P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONÓW

261

nocnego Sudanu). Cytowany autor postuluje przeprowadzenie „dalszych
intensywnych badań terenowych [...] nad tym p r z y k ł a d e m prostego roz­
woju (niem. Fortschritt)" .
W y n i k i polskich badań archeologicznych
na terenie prawdopo­
dobnej stolicy imperium Mali p o t w i e r d z i ł y , jak sądzę, w y s t ę p o w a n i e
techniki wybijania ubijakiem w k r a j u Mande już przed X I I w. n.e. Do­
konana przeze mnie analiza n a c z y ń z hipotetycznej stolicy Mali — Niani
(pochodzących z warstwy datowanej na X I - X V I w. n.e.) w y k a z a ł a , iż
b y ł y one zdobione na macie podobnej do piru . Technika zdobienia na
macie wydaje się m o ż l i w a jedynie w wypadku silnego nacisku wywie­
ranego z obu stron ścianki naczynia; nacisk z jednej (zewnętrznej) stro­
ny z d e f o r m o w a ł b y naczynie. Samo p r z y k ł a d a n i e (a nawet dociskanie)
maty do ścianek naczynia uformowanego inną t e c h n i k ą nie zdoła utrwa­
lić tak w y r a ź n y c h , charakterystycznych o r n a m e n t ó w . T a k w i ę c , moim
zdaniem, t e c h n i k ę zdobienia m a t ą m o ż n a s t o s o w a ć jedynie w połącze­
niu z techniką wybijania. N a l e ż y dodać, iż Drost podkreśla, że „mata
stosowana jest zwłaszcza przy wybijaniu ubijakiem na w k l ę s ł e j pod­
stawie" . N i e o b o j ę t n y dla naszych dociekań jest fakt, iż na t y m sa­
m y m stanowisku i w tej samej warstwie, co omawiane garnki z Niani,
ekipa Muzeum Narodowego w Szczecinie (kierowana przez W. Filipowiaka) znalazła kamienne otoczaki identyczne ze znanymi już nam ubijakami garncarskimi D o g o n ó w .
Stwierdzenie to ma p o d w ó j n i e w a ż n e znaczenie: wskazuje n a j w c z e ś ­
niejszą datę pojawienia s i ę techniki wybijania (ubijakiem), udowadnia
zarazem p o d o b i e ń s t w o e l e m e n t ó w kultury materialnej w s p ó ł c z e s n y c h
D o g o n ó w i dawnych m i e s z k a ń c ó w Mande. Wskazana analogia m o ż e po­
t w i e r d z a ć treść mitu D o g o n ó w i w y n i k i badań p o r ó w n a w c z y c h etno­
l o g ó w francuskich w y w o d z ą c y c h p r a o j c z y z n ę D o g o n ó w z k r a j u Mande .
Jednym z w a ż n i e j s z y c h e t a p ó w produkcji garncarskiej jest zabieg
suszenia. Od sposobu suszenia n a c z y ń w dużej mierze z a l e ż y p o m y ś l n y
przebieg wypalania. P i s a ł e m już, że garncarka dogońska stosuje susze­
nie w s t ę p n e , oddzielając p o s z c z e g ó l n e etapy formowania i zdobienia.
O czasie i sposobie w ł a ś c i w e g o procesu suszenia d e c y d u j ą wydatnie
warunki ś r o d o w i s k a naturalnego. Garncarka dogońska, pracująca w su3 3

34

35

3 6

3 7

3 8

* Tamże, s. 104.
Ekspedycje Muzeum Narodowego w Szczecinie, pod kierownictwem dr. hab.
W. Filipowiaka. Zob. W. F i l i p o w i a k , S. J a s n o s z , R. W o ł ą g i e w i c z , Polsko-gwinejskie
badania archeologiczne w Niani w 1968 r., „Materiały Zachodnio­
pomorskie", t. X I V , 1970, s. 575-620.
» Tamże, s. 614, ryc. 29, 32.
» D r o s t , op. cit., s. 163.
Zob. F i l i p o w i a k , op. cit., ryc. 33. Oczywiście nie da się obecnie okre­
ślić jednoznacznie funkcji owych w y b o r ó w kamiennych z Niani.
" P o r , G r i a u l e , D i e t e r l e n , op. c i t , s. 16, 17.
u

n

�262

RYSZARD VORBRICH

•cnym i g o r ą c y m klimacie Sahelu, p r z y s t ę p u j ą c do suszenia, zmuszona
jest z a c h o w y w a ć dużą ostrożność. W ł a ś c i w y proces suszenia rozpoczyna
s i ę bezpośrednio po z a k o ń c z e n i u formowania i zdobienia. Gotowe naczy­
nie odstawia się dnem do g ó r y na ziemi w pobliżu miejsca formowania.
Stoi ono kilka godzin w p e ł n y m słońcu, czasami do n a s t ę p n e g o dnia.
W e d ł u g i n f o r m a t o r ó w z Yougo N a i Banani czas suszenia w p e ł n y m
s ł o ń c u u z a l e ż n i o n y jest od w i e l k o ś c i naczynia i grubości ścianek. G a r n carka nie pozostawia jednak naczynia bez o s ł o n y zbyt długo, szybkie
bowiem wydalanie wody z w i ą z a n e j mechanicznie m o g ł o b y s p o w o d o w a ć
g w a ł t o w n e kurczenie się gliny, a w konsekwencji p ę k a n i e ścianek. G a r n carka w i ę c , kierując się d o ś w i a d c z e n i e m , stara się u l o k o w a ć naczynie
w cieniu. Prawie zenitalne położenie słońca sprawia, że ma ona duże
k ł o p o t y ze znalezieniem odpowiedniego miejsca. W m i a r ę i l o ś c i o w e g o
narastania produkcji nie starcza już miejsca w m a ł y c h izbach domu
mieszkalnego i pod e w e n t u a l n ą w i a t ą w zagrodzie. Garncarka ustawia
w i ę c naczynia w z d ł u ż ścian budynku od strony p ó ł n o c n e j , jednak i tam
przez kilka godzin p o ł u d n i o w y c h docierają promienie s ł o n e c z n e (tem­
peratura dochodzi do 4 5 ° C w cieniu). Suszone naczynia po kilkudnio­
w y m złożeniu w cieniu (domu, wiaty, m u r u zagrody lub jaskini) usta­
wiane są na dachu — tarasie domu' mieszkalnego, ustępując miejsca
nowo p o w s t a ł y m naczyniom. U ł o ż o n e dnem do góry, pozostaną tam aż
do momentu uformowania przez garncarkę ilości n a c z y ń p o z w a l a j ą c e j
na ekonomiczne wypalenie. Okres gromadzenia n a c z y ń trwa od 2 do
4 tygodni. T a k wysuszonym naczyniom m o ż n a p r z y w r ó c i ć p l a s t y c z n o ś ć
przy u ż y c i u wody. A b y glinę p o z b a w i ć trwale w ł a ś c i w o ś c i plastycznych
n a l e ż y ją w y p a l i ć .
S a m ą c z y n n o ś ć wypalenia musi poprzedzić zebranie odpowiedniej
ilości opału. Jako paliwo do wypalania g a r n k ó w Dogonki stosują kilka
r o d z a j ó w drewna. Najczęściej u ż y w a n a jest akacja (dog. saną, łac. acacia
jaidherba albida) oraz drzewiasta roślina zwana przez D o g o n ó w naya
bodio. Oba drzewa wykorzystuje się kompleksowo: za materiał o p a ł o w y
służą z a r ó w n o k a w a ł k i drewna (około 20 X 30 X 10 cm), jak g a ł ę z i e
i kora. U ż y w a się też chrustu z innych drzew i k r z e w ó w . Bardzo ce­
nionym o p a ł e m są ekskrementy zwierząt (najczęściej kopytnych), palące
się powoli i r ó w n o m i e r n i e — przez co w palenisku utrzymuje się długo
wysoka temperatura. Zastosowanie znajdują także plewy prosa.
Zbieranie m a t e r i a ł u o p a ł o w e g o rozpoczyna się już na kilka tygodni
przed planowanym terminem w y p a ł u . P o s z c z e g ó l n e rodzaje paliwa skła­
da się w osobnych pryzmach, w b e z p o ś r e d n i m zapleczu jamy w y p a ł o ­
wej (jedynie plewy prosa przechowuje się w zagrodzie), w y k o r z y s t u j ą c
naturalne załamania terenu (Banani, Y a y e , Yougo Na). W okresie inten­
sywnych prac garncarskich, gdy kilka garncarek oczekuje na s w o j ą ko­
lej wypalania, okolicę jamy w y p a ł o w e j zalega kilka lub kilkanaście
pryzm opału, n a l e ż ą c y c h do r ó ż n y c h garncarek.

�P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONÓW

263 -

Zgromadzony przeze mnie m a t e r i a ł informacyjny d o t y c z ą c y wypala­
nia pochodzi z w i ę k s z o ś c i przebadanych wsi. Jednak p e ł n y opis samego
procesu wypalania oprzeć m o g ę w y ł ą c z n i e na jednym przypadku za­
obserwowanym bezpośrednio w Yougo N a . W k o n t e k ś c i e uzyskanych
w trakcie w y w i a d ó w informacji, s t w i e r d z i ć m o g ę , że proces wypalania
n a c z y ń w p o z o s t a ł y c h wsiach przebiega podobnie.
3 9

W e d ł u g i n f o r m a t o r ó w z Y a y e , Yougo N a i Banani do w y p a ł u przy­
s t ę p u j e się po uformowaniu i wysuszeniu odpowiedniej liczby naczyń;
najczęściej liczbę t ę określano na około 40. W Yougo N a wypalono
57 g a r n k ó w .
Proces wypalania w Yougo N a rozpoczął się p ó ź n y m (jak na sto­
sunki dogońskie) rankiem, kiedy to o godzinie 8
garncarka zaczęła
znosić kolejne partie wysuszonych n a c z y ń . Gromadzenie n a c z y ń t r w a ł o
1 godzinę i 10 minut. Około godziny 10°° po u s u n i ę c i u z dna jamy (za
p o m o c ą skorupy z tykwy) zalegającego tam popiołu, kobiety rozpoczęły
u k ł a d a n i e opału. P r z y n i o s ł y z zagrody w koszach (5 koszy) plewy prosa
i r o z s y p a ł y na dnie jamy w y p a ł o w e j . R o z p r o w a d z i ł y je r ó w n o m i e r n i e
przy u ż y c i u rąk i n ó g . P l e w y u t w o r z y ł y p i e r w s z ą spodnią w a r s t w ę opa­
łu. D r u g ą w a r s t w ę s t a n o w i ł chrust, rozsypany w centralnej części niec­
ki. Trzecią i ostatnią spodnią w a r s t w ą opału b y ł y k a w a ł k i drewna i kory
ułożone n i e r ó w n o m i e r n i e na całej powierzchni dna jamy.
U k ł a d a n i e n a c z y ń Dogonki rozpoczęły od c z y n n o ś c i magicznej (go­
dzina l l ) . W centrum zagłębienia jamy (na warstwach opału) kobiety
u m i e ś c i ł y m a ł e naczynie — półkolistą czarkę, w e w n ą t r z którego znaj­
d o w a ł a się ofiara pochodzenia organicznego. Garnek z ofiarą p r z y k r y t y
został d u ż y m naczyniem. Pozostałe naczynia ułożono na bokach —• od
n a j w i ę k s z y c h do najmniejszych — w f o r m ę spirali, jorzy czym dno n a ­
czynia poprzedzającego w c h o d z i ł o c z ę ś c i o w o w w y l e w naczynia n a s t ę ­
p u j ą c e g o (ryc. 3). Forma spirali ma zapewne obok znaczenia praktycz­
nego (naczynia ściśle przylegają do siebie) r ó w n i e ż ukryte znaczenie
symboliczno-magiczne; forma spirali jest prawdopodobnie celowym po­
w t ó r z e n i e m obrazu procesu tworzenia ś w i a t a przez boga A m m ę . We­
dług D o g o n ó w garnek z ofiarą jest symbolem łożyska—jaja zarodka
(jaja ś w i a t a ) .
50

3 0

4 0

8 9

Z przyczyn o b i e k t y w n y c h (chwilowy b r a k t ł u m a c z a podczas b a d a ń ) nie
posiadam niestety ż a d n e g o dodatkowego m a t e r i a ł u informacyjnego, p o d a j ą c e g o
szczegóły organizacyjne l u b technologiczne dotyczące obserwowanego przeze mnie
procesu.
P r a k t y k i magiczne w garncarstwie D o g o n ó w postaram się o m ó w i ć szerzej
w n a s t ę p n y c h pracach. Por. D. F o r d e, The Dogoń by M. Griaule and G.
Dieterlen,
Aj.rikan
World, Oxdord 1960. Jak w s k a z u j ą dane prezentowane przez D. Drosta,
w większości w y p a d k ó w w garncarstwie a f r y k a ń s k i m , naczynia u k ł a d a się
w trakcie wypalania w r z ę d y l u b formy nieregularne. D. Drost nie wspomina
o u k ł a d z i e n a c z y ń w s p i r a l ę . Zob. D r o s t , op. cit., s. 227-230.
4 0

�264

RYSZARD VORBRICH

Ryc. 3. Wypalanie n a c z y ń , g a r n k i ułożone w s p i r a l ę w jamie w y p a ł o w e j , Yougo Na
Fot. R. Vorbrich
15

Po u ł o ż e n i u n a c z y ń (około godz. 12 ) w wolne miejsca m i ę d z y nimi
garncarki w s u n ę ł y k a w a ł k i drewna i kory, po czym o b ł o ż y ł y naczynia
czterema wierzchnimi warstwami opału. P i e r w s z ą (nieszczelną) w a r s t w ę
t w o r z y ł y k a w a ł k i drewna i kory; drugą (szczelną) ekskrementy zwierząt.
Obie warstwy przykryte z o s t a ł y raz jeszcze k a w a ł k a m i drewna (warstwa
trzecia, nieszczelna). Na koniec całość obsypano cienką w a r s t w ą plew
prosa. Około godziny 13 przygotowanie w y p a ł u s k o ń c z y ł o się i pracu­
jące kobiety o d e s z ł y do domu na sjestę.
15

00

Podpalenie miało miejsce dopiero o zmroku (około 18 ). Garncarka
p r z y n i o s ł a żar w skorupie glinianej. P o d ł o ż y ł a go w jednym miejscu,
na skraju paleniska. Paliwo nie zapłonęło p e ł n y m ogniem, lecz jedynie
żarzyło się, w y d a j ą c dużo dymu. Żar ogarniał palenisko bardzo powoli;
nim objął całą j a m ę w y p a ł o w ą , m i n ę ł o 45 minut. Nie z a u w a ż y ł e m , by
garncarka p o ś w i ę c i ł a s w ą u w a g ę przebiegowi w y p a ł u . Nie znam tempe­
ratury p a n u j ą c e j w jamie w trakcie w y p a ł u , sądzę jednak, że przekra­
czała 400°C, skoro naczynia u l e g ł y wypaleniu.
O godz. 7 rano n a s t ę p n e g o dnia popiół i naczynia b y ł y jeszcze cie­
płe, lecz nie s t w i e r d z i ł e m obecności żaru lub ognia. G a r n k i s t y g ł y przez
c a ł y dzień. Dopiero p ó ź n y m p o p o ł u d n i e m (około 16*°) kobiety w y j ę ł y
je z jamy i z a n i o s ł y do domu.
Straty poniesione w czasie w y p a ł u przez garncarkę z Yougo Na są
00

�P R O D U K C J A G A R N C A R S K A DOGONÛW

265

zadziwiająco nikłe. N a 57 n a c z y ń , w y r a ź n i e p o p ę k a ł y jedynie dwa.
Ś w i a d c z y to o w r ę c z mistrzowskim opanowaniu przez Dogonki tech­
nologii garncarskiej, szczególnie u m i e j ę t n y m przetworzeniu nie najlep­
szego surowca przez zniwelowanie jego kurczliwości. J a k sądzę, jakość
w y p a ł u z w i ą z a n a jest z odpowiednim u ł o ż e n i e m warstw opału, wypa­
lającego się powoli i r ó w n o m i e r n i e : D z i ę k i temu woda hygroskopowa
m o ż e się ulatniać stopniowo, nie p o w o d u j ą c pękania n a c z y ń . Istotne
znaczenie dla jakości w y p a ł u ma r ó w n i e ż , jak sądzę, konstrukcja jamy
w y p a ł o w e j , p o z w a l a j ą c a na k o n c e n t r a c j ę ognia na określonej przestrzeni
i z a p e w n i a j ą c a w z g l ę d n i e swobodny dostęp powietrza.
N a l e ż a ł o b y się z a s t a n o w i ć nad g e n e z ą typu wypalania stosowanego
przez D o g o n ó w . Drost podkreśla, że: „ P y t a n i e o miejsce powstania i wiek
wypalania d o ł o w e g o pozostanie czystą spekulacją, dopóki brak będzie
b a d a ń p o r ó w n a w c z y c h , a przede wszystkim dokumentacji prahistorycz­
nej" . Utrzymuje on, że jakkolwiek wypalanie jamowe (przebiegające
w komorze w y p a ł o w e j ) stanowi postęp w stosunku do wypalania polo­
wego, to jednak nie jest kolejnym etapem rozwoju otwartego wypala­
nia polowego . Jest p r z y k ł a d e m znalezienia nowej funkcji dla starszej
formy pieca ziemnego, s ł u ż ą c e g o pierwotnie do przygotowania p o ż y w i e ­
nia. Prawdopodobnie m i g r u j ą c e ludy znające już garncarstwo p r z y j ę ł y
piec ziemny od napotykanych m y ś l i w y c h , u ż y w a j ą c y c h go do przyrzą­
dzania strawy .
L . Frobenius i L . W i l m za miejsce pochodzenia „ w y p i e k u ziemnego"
(niem. Erdbacken) u w a ż a j ą k u l t u r ę h a m i c k ą . D . Drost p o d w a ż a jed­
nak tę h i p o t e z ę w s k a z u j ą c na powszechne w y s t ę p o w a n i e pieca ziemne­
go u B u s z m e n ó w . Dodaje on, że wobec stwierdzonego ścisłego z w i ą z k u
m i ę d z y piecem ziemnym, s ł u ż ą c y m do przygotowywania ż y w n o ś c i ,
a garncarską j a m ą w y p a ł o w ą („piecem d o ł o w y m " ) , trudno jest doszu­
k i w a ć się o d r ę b n e g o pochodzenia dla d o ł o w e g o pieca garncarskiego .
W d o s t ę p n y c h mi źródłach nie z e t k n ą ł e m się z próbą klasyfikacji
w y r o b ó w garncarskich D o g o n ó w . P r z y c z y n tego stanu rzeczy dopatry­
w a ć się m o ż n a w powierzchownym traktowaniu problematyki rękodzieła
przez cytowanych a u t o r ó w francuskich, jak r ó w n i e ż w obiektywnych
4 1

42

4 3

4 4

4 5

46

4 1

D r o s t , op. cit., s. 243.
Na określenie techniki wypalania w specjalnym dole ziemnym lub jamie
skalnej wprowadzam termin „wypalanie jamowe". Źródła niemieckie u ż y w a j ą
odpowiedniego pojęcia „Grubenbrand". Zob. D r o s t , op. cit., s. 227. M. Griaule,
opisując wypalanie garnków u Dogonów, m ó w i o odsłoniętym wypalaniu w dole
(fr. feu nu dans fosse). G r i a u l e , Masques..., s. 26.
* D r o s t , op. cit., s. 244.
L . F r o b e n i u s , L . W i l m , Atlas Afrikanus,
Mûnchen und Berlin 19211931, mapa nr 17. Podaję za D r o s t , op. cit., s. 243.
D r o s t , op. cit., s. 243.
Jw.
4 î

4

4 4

4 5

4 6

�266

RYSZARD VORBRICH

t r u d n o ś c i a c h znalezienia kryterium typologicznego. W odniesieniu do
garncarstwa badanej grupy nie znajduje zastosowania proponowany
często uniwersalny podział na zasadnicze typy n a c z y ń : garnki, miski,
dzbany i flaszki .
Technologia garncarska D o g o n ó w , a przede wszystkim narzędzia form o t w ó r c z e , w k l ę s ł a podstawa i ubijaki, z a w a ż y ł y na ubogim zróżnico­
waniu zasadniczych t y p ó w n a c z y ń . K s z t a ł t n a c z y ń D o g o n ó w oscyluje
m i ę d z y formą półkulistą a prawie kulistą (przy niezliczonej ilości w a ­
r i a n t ó w pośrednich). Bardziej z r ó ż n i c o w a n e są ich rozmiary; od 1 do 60
litrów.
Stosunkowo ł a t w a do opanowania technologia p r z y c z y n i ł a się do
w z g l ę d n i e r ó w n o m i e r n e g o przyswojenia sobie u m i e j ę t n o ś c i wybijania
przez w i ę k s z o ś ć kobiet dogońskich. W konsekwencji doprowadziło to
do powstania n a c z y ń o podobnej jakości i formie. P o ś l e d n i surowiec,
jakim d y s p o n u j ą Dogonowie, przesądza o m a ł e j t r w a ł o ś c i w y r o b ó w
garncarskich. Zdecydowana w i ę k s z o ś ć n a c z y ń z u ż y w a się w ciągu jed­
nego roku (lub nawet w okresie krótszym).
Niezmiernie i n t e r e s u j ą c e zagadnienia miejsca garncarstwa w kultu­
rze D o g o n ó w s t a n o w i ć będzie przedmiot o d r ę b n e g o studium. W tym
miejscu c h c i a ł b y m jedynie podkreślić szczególnie w a ż n ą p o z y c j ę garn­
carstwa we wszelkich przejawach działalności gospodarczej omawianej
grupy etnicznej. Naczynie gliniane pojawia się w ż y c i u Dogona w chwili
jego narodzin (w postaci specjalnego naczynia do mycia n i e m o w l ą t ) ,
znajduje szerokie zastosowanie w transporcie i przechowywaniu cennej
wody, jest nie zastąpione w k u c h n i . B ę d ą c podstawowym elementem
w y p o s a ż e n i a grobu, towarzyszy Dogonowi r ó w n i e ż po śmierci.
Garncarstwo p o w i ą z a n e jest ściśle z wieloma (na pozór o d l e g ł y m i )
elementami r z e c z y w i s t o ś c i materialnej, wiedzy, życia s p o ł e c z n e g o i reli­
gijnego. W osobliwy sposób wkomponowane zostało w mitologię i obrzę­
d o w o ś ć D o g o n ó w . Wyniki etnograficznych badań nad reliktowymi tech­
nikami garncarskimi, powszechnie w y s t ę p u j ą c y m i w Afryce, p r z y n o s z ą
cenny materiał p o r ó w n a w c z y , p o z w a l a j ą c y poznać często zarzucone już
w Europie narzędzia, techniki i formy.
4 7

4S

4 7

Zob. Z. H o ł u b o w i c z , Garncarstwo
wiejskie
zachodnich
terenów
Biało­
T o r u ń 1950, s. 201.
Szybkie tempo przemian gospodarczych z a c h o d z ą c y c h w ostatnich latach
w Afryce obejmie zapewne w niedalekiej przyszłości masyw Bandiagara. N a l e ż y
oczekiwać, że niebawem w w y p o s a ż e n i u gospodarstwa dogońskiego z n a j d ą się
tanie, barwne naczynia emaliowane, p o d b i j a j ą c e obecnie r y n k i A f r y k i Zachod­
niej. J u ż obecnie w Sanga, wsi b ę d ą c e j nieoficjalną stolicą centralnej części p ł a s k o ­
w y ż u , d u ż y m powodzeniem cieszą się naczynia metalowe sprowadzane (prawdo­
podobnie przemycane) z N i g e r i i . Są to w i a d r a z napisem „ M a d e i n Poland". •
U w i e l u g o s p o d y ń p r z e j ę ł y one funkcje naczynia do transportu i przechowywa­
nia wody pitnej.
rusi,

4 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6411" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6391">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/732646cb18037a286c2cacbe0dc8dd6c.pdf</src>
        <authentication>9930318b62f61e33838ad3f5f1de7fda</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76392">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76393">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76394">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76395">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4732</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76396">
                <text>Wódz jako funkcjonariusz / LUD 2004 t.88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76397">
                <text>LUD 2004 t.88, s.219-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76398">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76399">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76400">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76401">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76402">
                <text>Lud, t. 88, 2004

RYSZARD VORBRICH
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań

WÓDZ JAKO FUNKCJONARIUSZ.
DESPOTYZM ZDECENTRALIZOWANY
W SPOŁECZEŃSTWIE
POSTPLEMIENNYM KAMERUNUl
Życie społeczne i polityczne w A:fiyce odznacza się wyraźną obecnością tradycyjnych - definiowanych jako plemienne - elementów wizji świata (tradycyjnych wierzeń, koncepcji roli jednostki i rodziny) i związanych z nią praktyk (np.
form lojalności, czarów). Równie czytelnajest tam obecność struktur plemiennych
w instytucjach państwa, w strukturach "społeczeństwa obywatelskiego", a także
w instytucjach władzy samorządowe Y Przy opisie realiów a:fiykańskich pomocne
może zatem okazać się zastosowanie pojęcia "społeczeństwa postplemiennego".
Dla celów operacyjnych, jako "społeczeństwo postplemienne" określam społeczeństwo, w którym elementy kultury i struktury typowe dla społeczeństwa plemiennego, takie jak: tradycyjne źródła prestiżu (wynikające z relacji starszeństwa),
kolektywizm, przewaga związków krwi nad związkami dowolnymi, dominacja postaw etnocentrycznych, koncentracja ról społecznych u tych samych osób lub instytucji, itp. (Lewis, 1964) - dość przypadkowo przemieszano z instytucjami
izasadami importowanymi z zachodniego kręgu kulturowego: koncepcją narodu,
organizacją społeczną opartą na dominacji związków dowolnych, parlamentaryzmem i wzorami sukcesu osobistego opartymi na wykształceniu lub pozycji w strukturach państwowych oraz postawami indywidualistycznymi, wyrażającymi się
w konsumpcjonizmie.
Przyjęta definicja wydaje się szczególnie adekwatna w stosunku do współczesnych społeczeństw Afryki i to nie tylko jej warstw "wieśniaczych", lecz także
w stosunku do a:fiykańskich elit politycznych. Zwłaszcza w tym ostatnim kontekście zaproponowana konceptualizacja "plemienności" może okazać się pomocna
w opisaniu i wyjaśnieniu współczesnej sytuacji społecznej, ekonomicznej i politycznej "Czarnego Lądu". Typowo "plemienne" kategorie organizacji społecznej -

I Artykuł
prezentuje wstępnie wyniki projektu badawczego "Społeczeństwo postplemienne
w Afryce. Stare i nowe elity a budowa społeczeństwa narodowego i obywatelskiego w Kamerunie"
(nr 2 HOlH 024 22).

�220

Ryszard Vorbrich

takie jak tytułowy "wódz" - odgrywają tu bowiem ciągle jeszcze istotną rolę
w życiu społecznym i politycznym.
W kontekście obecnej sytuacji politycznej, a zwłaszcza ekonomicznej Afryki,
w literaturze afrykanistycznej szersze zastosowanie znajduje koncepcja społeczeństwa, a zwłaszcza państwa "postkolonialnego" (Cooper, 2002; Mamdani, 1996).
Rzeczywiście, obecny obraz społeczeństwa Afryki jest w dużej mierze rezultatem,
trwającej kilka pokoleń, zewnętrznej presji politycznej, ekonomicznej i kulturowej.
Sądzęjednak, iż przyjęcie w analizie współczesnej sytuacji Afryki "kolonializmu"
(cokolwiek będziemy pod nim rozumieli) -jako jedynego punktu odniesieniazawęża pole analizy i skierowuje ją na czynniki zewnętrzne, podczas gdy zwrócenie się ku "plemienności" kieruje analizę ku źródłom wewnętrznym, inaczej mówiąc ku istocie "afrykańskości" (cokolwiek będziemy pod nią rozumieli).
W takim ujęciu "społeczeństwo postplemienne" nie stanowi antytezy "społeczeństwa postkolonialnego", lecz kategorię równoległą, użyteczną w analizie podejmowanej z perspektywy antropologicznej, a nie politologicznej. Jako antropolog
koncentruję się bowiem na rodzimych źródłach afrykańskiej rzeczywistości społecznej. Przy analizie procesów i skutków zmian kulturowych uwzględniam j ednak
jako istotną zmienną także wpływ czynników zewnętrznych - struktur i norm
kulturowych zaszczepionych w Afryce w epoce kolonialnej.
Widoczne w Afryce zderzenie odmiennych systemów społecznych, filozofii, wizji
świata i koncepcji osoby ludzkiej doprowadziło do wyłonienia się instytucji, które
okazały się dysfunkcjonalne w świecie zdominowanym przez normy kulturowe (polityczne i ekonomiczne) ukształtowane w cywilizacji zachodniej.
Naświetlenie genezy współczesnej pozycji i roli społecznej wodzów - czemu
poświęcone jest niniejsze studium - może posłużyć także wskazaniu źródeł dysfunkcji niektórych afrykańskich instytucji życia publicznego. Dokonać tego można
poprzez zestawienie norm i instytucji importowanych z Europy w epoce kolonialnej
z ich afrykańskimi - postplemiennymi - odpowiednikami. Importowane instytucje -~- wbrew oczekiwaniom - nie zostały bowiem zaszczepione w formie wzorcowej, lecz uległy modyfIkacji, przystosowującej je do miejscowych kontekstów
kulturowych.
Historia kolonizacji europejskiej nie jest jedynie historią podboju i dominacji.
Wbrew utartym poglądom, społeczeństwa zdominowane przez system kolonialny
nie były bierne (to z perspektywy europejskiej aktywny był jedynie biały kolonizator), lecz w ramach procesu adaptacyjnego wykazywały znaczną dozę inicjatywy,
pozwalającej na przyswojenie innowacji kulturowych.
Konfrontacje rodzimych - afrykańskich - oraz importowanych (europejskiego pochodzenia) norm i instytucji zintegrowanych w ramach społeczeństwa post-

l Co przejawia się etnicyzacją polityki organizacji pozarządowych.

np. etnicznym wymiarem partii politycznych oraz

�Wódz jako funkcjonariusz. Despotyzm zdecentralizowany ...

221

plemiennego w Afryce przedstawiam głównie na przykładzie Kamerunu, państwa
stanowiącego pod wieloma względami "Afrykę w miniaturze"3.
Z punktu widzenia antropologii politycznej, historyczny proces zdominowania
Afryki przez europejskie mocarstwa kolonialne - zwany w pewnym uproszczeniu ,,kolonizacją" - polegał m.in. na wypracowaniu metod owej dominacji.
Filozofia kolonializmu wyrażała się w ideologicznie motywowanym imperatywie "cywilizowania". Filozofia ta wymagała wypracowania metod dominacji, dzięki którym Afrykanie nie czuliby się zniewalani, a przez to byli bardziej skorzy do
współpracy i podatni na "cywilizowanie" (Mamdani, 1996). Podstawowy problem
kolonizatorów sprowadzał się do pytania, czy Afrykanie mieli być europeizowani,
czy też tylko wprowadzani w krąg światowego (w praktyce europejskiego) systemu
gospodarczego. To drugie rozwiązanie zakładało pewne przekształcenia ustrojowe,
lecz nie musiało zakładać automatycznie istotnych zmian tożsamości kulturowej.
Pierwszy model nazywany jest dla uproszczenia (choć nie zawsze słusznie)
modelem francuskim, drugi model określa się mianem modelu brytyjskiego.
W wymiarze praktycznym: rozwiązanie pierwsze - sprowadza się do zasady rządów bezpośrednich, a rozwiązanie drugie - zasady rządów pośrednich.
Należy jednak podkreślić, iż władze kolonialne w Afryce odznaczały się znaczną dozą elastyczności, podyktowaną potrzebą legitymizacji swej władzy. Tam, gdzie
było to możliwe, przejmowały tradycyjne struktury władzy, poprzez ich akceptację
i akomodację, tam, gdzie ich brakło, kreowano klasę "wodzowską", poprzez desygnacjęjej członków z egalitarnego, zasadniczo tubylczego społeczeństwa plemiennego. Stąd w koloniach francuskich spotkać można było formy rządów pośrednich, a w imperium brytyjskim nie brakło przykładów modelowania tubylców na
wzór mieszkańców metropolii.
Wbrew sugestiom płynącym z nazwy, w obu systemach rządów kolonialnych
zakładano bowiem stworzenie klasy tubylczych pośredników, mających być
ogniwem administracji terenowej, a zarazem przekaźnikiem określonych treści
kulturowych. Nową klasę tworzyć mieli Afrykanie, którzy mogliby zastąpić białych na stanowiskach, na których z różnych powodów nie mogli oni właściwie
i efektywnie funkcjonować. W modelu "francuskim" nacisk położono na zmianę
świadomości kolonizowanych ludów. Służyły temu rozbudowane instytucje i programy edukacyjne manipulujące świadomością "tubylców" i zmierzające do ufor) Państwo to - o granicach "wykrojonych" w epoce kolonialnej przez Niemców - obejmuje
wszystkie (poza pustynią) strefy bioklimatyczne kontynentu, a także ponad 200 grup etnojęzykowych (od Arabów na północy do Pigmejów na południu), należących do niemal wszystkich afrykańskich rodzin lingwistycznych. Podział na Kamerun brytyjski i francuski nastąpił po pierwszej wojnie światowej, w wyniku której kolonie niemieckie (jako manadaty Ligii Narodów) przypadły aliantom. Dla tożsamości samych Kameruńczyków trzydziestoletnie panowanie niemieckie nie było jednak
okresem bez znaczenia, skoro po odzyskaniu niepodległości (1960-1961) zdecydowali się oni na
reunifikację w wymiarach przestrzennych zbliżonych do tych, jakie nadali temu krajowi Niemcy.
Dla uproszczenia, przy analizie wpływów wzorców europejskich na kondycję współczesnego społeczeństwa kameruńskiego, pomijam tu jednak okres panowania niemieckiego (1886-1916).

�Ryszard Vorbrich

222

mowania "czarnych Francuzów"4. Właściwemu kształtowaniu świadomości tradycyjnych elit afrykańskich służyły takie instytucje edukacyjne,jak wprowadzone
przez Brytyjczyków - Native Authority School (w Kamerunie brytyjskim) lub
tworzone przez Francuzów - les ecoles des notables (w Kamerunie francuskim).
Zagadnienie funkcji i zróżnicowanej fonny afrykańskich systemów edukacyjnych fonnujących nowe elity zasługuje na odrębne omówienie (Vorbrich, 2003).
W tym miejscu podkreślić jedynie należy, iż dzięki kolonialnym instytucjom edukacyjnym fizyczna dominacja nad przestrzenią uzupełniona została zdominowaniem
"tubylczych umysłów". Skala manipulowania świadomością członków nowej klasy społecznej, mających w założeniu przejąć część odpowiedzialności za rozwój
kolonii, była różna w poszczególnych koloniach afrykańskich. Nie była ona zaniedbywana w imperium brytyjskim, największa była jednak w koloniach francuskich
(w tym i w Kamerunie francuskim).
Stopień zdominowania kultury Kameruńczyków przez wzory i nonny europejskie w epoce kolonialnej najlepiej ilustrują pierwsze słowa Pieśni zbiórki, ułożonej
w 1929 roku przez uczniów szkoły elementarnej w miejscowości Fulasi (Kamerun
południowy). Z górą 30 lat później stała się ona hymnem narodowym niepodległegopaństwa:

o Kamerunie!

Kolebko naszych przodków
niegdyś żyjących w barbarzyństwie.
Jak słońce wschodzące z wolna
iTy wydobywasz się z dzikości (Encyclopedie ..., 1965, s. 32)5

Z dzisiejszego punktu widzenia system oświaty, deprecjonujący rodzime wartości, oceniany jest (nie tylko przez Afrykanów) jako przejaw kulturowego imperializmu, służący stworzeniu optymalnych warunków dla maksymalizacji eksploatacji
ekonomicznej. Z perspektywy ideologów kolonizacji traktowany był jednak jako
ważny instrument służący otwarciu społeczności plemiennych i zapoczątkowaniu
procesu budowy społeczeństwa typu narodowego (Kilson, 1966). Ufonnowana
4 Problem
asymilowania Afrykanów do kultury kolonizatorów był przedmiotem wielu analiz
(Cooper, 2002; Manning, 1999; Vaillant, 1990). O skali manipulacji tożsamością w afrykańskich
szkołach świadczy treść programów nauczania, które kazały czarnym uczniom recytować "czytanki" swych francuskich rówieśników - Nasi przodkowie Galowie ... Konsekwencje rozdarcia tożsamości, wynikającego z dominacji obcych wzorów kulturowych, najlepiej opisał Henri Lopes - pisarz kongolański, były wicedyrektor UNESCO i obecny ambasador Konga w Paryżu w znanej książce:
Ma grand-mere bantoue et mes ancetres les Gaulois, Paris 2003.
5 Tekst pierwszej zwrotki hymnu zmieniono w latach 70. Obecnie brzmi ona następująco:

O Kamerunie! Kolebko naszych przodków
Idź, wstań i zazdrośnie strzeż swej niepodległości.
Jak słońce twój sztandar musi być dumny,
Płonący symbol wiary i jedności.

�Wódz jako funkcjonariusz.

Despotyzm zdecentralizowany ...

223

procesie socjalizacji wyedukowana klasa tubylczych pośredników dała początek nowej afrykańskiej elicie politycznej, która w połowie ubiegłego wiekuw epoce nasilonej dekolonizacji - zastąpiła (z różnym powodzeniem) Europejczyków w importowanych instytucjach życia politycznego, gospodarczego i kulturalnego. W nowej sytuacji znalazła się także stara elita - wywodząca się ze struktur
plemiennych. Należała ona bowiem do innego świata, nie przystającego do zasad
funkcjonowania nowoczesnego społeczeństwa typu narodowego. Obie kategorie
elit afrykańskich znalazły jednak swoje miejsce w strukturach kolonialnego, a następnie niepodległego państwa afrykańskiego. Zależnie od dalekosiężnych celów
kolonizacji, w każdym z obu zasadniczych modeli rządów kolonialnych przyjęto
bowiem odmienne zasady definiowania i formowania tubylczej klasy pośredW

ników.
O ile system rządów bezpośrednich koncentrował się na wyłonieniu oraz wyedukowaniu (od podstaw) zupełnie nowej warstwy społecznej, to system rządów
pośrednich skupiał się na wytypowaniu pośredników wśród zastanych struktur
i elit społecznych oraz ewentualnym ich odpowiednim uformowaniu .
. Mówiąc o strukturach władzy w afrykańskim państwie kolonialnym, należy pamiętać jednak, iż funkcjonowało ono w ramach ideologii rasistowskiej (nawet jeśli
maskowano ją kryteriami kulturowymi - najlapidamiej ujętymi w dewizie Cecila
Rhodesa: "Równe prawa dla wszystkich cywilizowanych ludzi" (Mamdani, 1996).
Segregacja rasowa lub kulturowa mogła przybierać dwie formy: "segregacji terytorialnej" (dominującej np. w RPA) lub "segregacji instytucjonalnej". Na tej ostatniej zasadzie segregacji oparto ideę rządów pośrednich.
W tym kontekście państwo kolonialne w Afryce było przede wszystkim protektorem społeczności kolonów. W zasadzie tylko oni posiadali pełnię praw obywatelskich - prawo do obecności w przestrzeni publicznej (prawa wyborcze, prawa do
stowarzyszeń) oraz wolność słowa itp. Afrykanów (poza nielicznymi wyjątkami)6
podzielono na dwie grupy - Natives - "Tubylców" i Tribe-peoples - "członków wspólnot plemiennych".
Ci pierwsi żyli na obszarach zurbanizowanych lub wiejskich zdetrybalizowanych (np. na plantacjach).
Byli oni zawieszeni
w próżni prawnej z definicji nie byli obywatelami, lecz poddanymi. Mogli ubiegać się o status obywatela po spełnieniu wygórowanych wymogów natury majątkowej Gako posesjonaci
- płatnicy podatku od nieruchomości) i edukacyjnej (jako piśmienni - po zdaniu
"egzaminu obywatelskiego") - z czasem stworzyli oni klasę evolues. Ci drudzy
- żyjący nadal w strukturach plemiennych - mieli zapewnioną pewną autono-

6 Np. we francuskiej Afryce jedynie czarni mieszkańcy kilku enklaw naj starszych kolonii
powstałych przed 1890 r. (communes de plein exercice): Sto Louis, Rufisque, Goree i Dakaruposiadali prawa obywatelskie zastrzeżone z reguły dla białych - nabywali z urodzenia status citoyensfranr;ais. Pozostali Afykanie posiadali jedynie status "francuskich poddanych", sujetsfranr;ais
(indigenat).

�224

Ryszard Yorbrich

mię prawną (podlegali z definicji prawu plemiennemu), a zarazem jeszcze trudniejszą drogę do uzyskania praw obywatelskich. Jeśli uwzględnimy, że evolue znaczy
tyle co ,,ktoś rozwinięty", łatwiej zrozumiemy stosunek Europejczyków do Afiykanów nie zaliczanych do tej pierwszej kategorii. Dla administracji kolonialnej stali
oni na zbyt "niskim szczeblu rozwoju", aby mogli być traktowani jako w pełni świadomi obywatele. W ówczesnym kontekście sytuacji społecznej Afryki, nadanie
wspólnotom plemiennym autonomii prawnej oraz instytucjonalizację wodzów plemiennych można uznać zatem za próbę włączenia społeczności plemiennych do
państwa kolonialnego.
Z drugiej strony, akceptując bądź kreując wodzów, władza kolonialna zgadzała
się de facto i de jure na stworzenie lub utrwalenie wśród tribe peoples podziału
na grupy ludności o nierównym statusie prawnym, na nielicznych "panujących"
członków wspólnot plemiennych - dopuszczonych do kręgu "władzy" i całą resztę "poddanych" - pozbawionych znacznej części swych praw obywatelskich.
Ograniczając "tubylcom" i tribe peoples zakres praw obywatelskich, państwo
kolonialne ustawiło się w pozycji oświeconego despoty, który decydował, co jest
dobre dla poddanych.
Różnica między państwem kolonialnym stosującym rządy bezpośrednie a kolonią, w której przyjęto model rządów pośrednich (w Kamerunie oba modele rządów
współistniały równocześnie) sprowadzała się do antonimii, jaka istnieje między despotyzmem scentralizowanym a despotyzmem zdecentralizowanym. W obu wypadkach poddani nie mogli decydować w pełni o sobie, decydował za nich bardziej
lub mniej oświecony despota, w pierwszym przypadku "urzędujący" w ministerstwie lub w prefekturze, w drugim - w pałacu feudała lub zagrodzie wodza wioski. W niniejszym studium zajmiemy się głównie tą drugą kategorią despotów zasiadających na tronie plemiennego władcy lub na skromnym stołku wodza wioskowego.
Z punktu widzenia inicjatorów kolonialnych rządów pośrednich najważniejszym
problemem praktycznym,jaki musieli rozwiązać, było ustalenie (i zdefiniowanie)
tubylczej struktury władzy.
Z pozoru było to łatwiejsze w regionach, w którychjeszcze w okresie przedkolonialnym uformowały się scentralizowane formy władzy. Wskazanie tradycyjnych
struktur władzy, a zwłaszcza jej personifikacja, okazywała się nieporównanie trudniejsza wśród społeczności acefalicznych, czyli charakteryzujących się znacznym
stopniem rozproszenia i niestałością ośrodków decyzyjnych. W wypadku społeczności pozbawionych scentralizowanej władzy - nie znających funkcji dziedzicznego wodza - stworzenie klasy tubylczych pośredników oznaczało defacto budowanie od podstaw nowych instytucji politycznych i wykreowanie lokalnych elit.
We względnie egalitarnych społecznościach plemiennych, o acefalicznej strukturze społecznej, desygnacje wodzów odznaczały się zatem z konieczności znaczną dowolnością, często nawet obarczone były wyraźnym piętnem manipulacj i dla
doraźnych celów politycznych. Wobec braku innych kandydatów - wodzami mia-

�Fot. l. Moboutakai Tizi - wódz III rangi ze wsi
Mandama w muzułmańskim
stroju z laską
- atrybutem władzy.

�Fot. 3. Stare i nowe elity. Prezentacja wodzów plemiennych (współczesnej klasy tubylczych pośredników)
nowo powołanemu prefektowi - przedstawicielowi państwa, zwierzchnikowi departamentu
(wieś Mandama, depo Guider).

-.--l
I

Fot. 4. Nowe (wyedukowane) elity - urzędnicy państwowi dep:'Guider w strojach "oficjalnych"
- podkreślających lojalność w stosunku do prezydenta P. Biya.

�Wódz jako funkcjonariusz. Despotyzm zdecentralizowany ...

225

nowano często jednostki uplasowane wysoko w hierarchii społecznej, zbudowanej
na podstawie pozycji w systemie genealogicznym grupy (np. patriarchów rodowych) lub swego rodzaju tradycyjnych funkcjonariuszy publicznych - np. "panów ziemi". W społeczeństwach pozbawionych tradycji władzy centralnej osoby
takie nie tyle sprawowały "władzę", co posiadały "decydujący wpływ" na decyzje
podejmowane na zasadach konsensusu (Vorbrich, 1987). Często też posiadały one
pewien zakres kompetencji (prawnej i religijnej natury) czyniących z nich osoby
odpowiedzialne za przychylność sił nadprzyrodzonych oraz zarządzanie wspólnotowąziemią7. W praktyce, nawet jeśli władze kolonialne (a później i rządy niepodległych państw afrykańskich) sięgały po osoby wywodzące się z rodów, które rościły sobie (często na wyrost) prawo do jakiejś formy zwierzchnictwa nad sąsiadami, desygnowały na wodzów jednostki "powolne" aktualnie dominującej w państwie
grupie politycznej (Beauvilan, 1989)8.
Równie często, z braku kandydatów mogących się legitymizować jakimkolwiek
tradycyjnym źródłem prestiżu, jako wodzów jednostek organizacji plemiennej powoływano osoby nie tyle desygnowane przez tradycję, co związane z administracją: miejscowych tłumaczy, osoby mające jakikolwiek staż "biurowy" (np. pisarzy
gminnych), a nawet byłych osobistych kierowców prefektów (Beauvilan, 1989;
Roupsard, 1987). W takich okolicznościach tworzenie instytucji wodzowskich sprowadzało się defacto do wynalezienia tradycji - polegało na tworzeniu "neotradycyjnych" struktur władzy plemiennej, powoływaniu wodzów mogących spełniać
rolę funkcjonariuszy administracji publicznej - "tubylczych pośredników" władzy
państwowej.
Tarn, gdzie społeczeństwo acefaliczne wypracowało miejscowe formy władzy
kolektywnej - np. tzw. "rady starszych" - włączano je w struktury lokalnej
administracji. Działające zgodnie z tradycją "rady starszych" (tworzone z zasady
przez głowy miejscowych struktur pokrewieństwa) nie posiadały jednak zazwyczaj jasno określonego zakresu kompetencj i ani prestiżu przypisywanego zwyczajowo wodzom. Prawo zwyczajowe w przedkolonialnej Afryce oparte było bowiem
przede wszystkim na konsensusie, a do tego zwyczaj i tradycja były niejasno definiowane i ogrornnie elastyczne. Stąd, opisując struktury ogniwa administracji 10-

7 Tego typu "zarządzanie"
odbywało się w interesie współziomków, a jedynym profitem był
w zasadzie jedynie prestiż spoleczny.
K Nowo wykreowani
wodzowie byli bez pardonu usuwani (także w niepodległym Kamerunie),
jeśli tylko nie stosowali się do linii politycznej władzy centralnej (lub nawet nie spełniali nieformalnych oczekiwańjej lokalnych popleczników - np. nie sprzyjali islamizacji). Tacy wodzowie nie tylko
byli usuwani, lecz także niekiedy więzieni lub internowani (Beauvilan, 1989). Dobrym przykładem
manipulowania wodzami plemiennymi przez władzę państwową jest casus wodza wsi Mandama
(z plemienia Daba w północnym Kamerunie), który za wyrażenie zgody na zainstalowanie się we wsi
misjonarzy katolickich został podstępnie porwany przez żandarmerię i internowany w odległym o 400
Ian. Polio Na jego następcę władze państwowe desygnowały powolnego im syna starego wodza (jednego z kilkudziesięciu), który sprzyjał islamizacj i swych "poddanych" (Vorbrich, 1989).

�226

Ryszard Vorbrich

kainej, zbudowane na wartościach zwyczajowych i nominalnej ciągłości władzy,
możemy nadal mówić o wynalezieniu tradycji (Natang, 1995)9.
Wbrew pozorom, równie zwodnicze okazywały sit(próby oparcia systemu władzy pośredniej na tradycyjnych - afrykańskich - strukturach scentralizowanych
systemów politycznych: wodzostwach, sułtanatach i królestwach. W tym wypadku problem sprowadza sit(do pytania: co może być źródłem tradycji? Jaki moment
historii uznać można za właściwy do odwzorowania struktur politycznych mogących znaleźć zastosowanie w strukturach władzy pośredniej?
Europejczycy-zarówno B1J1Y.j czycy,jak i Francuzi -konstruowali swoje modele
systemu kolonialnego w oparciu o podobny ijednakowo uproszczony koncept tradycyjnego - przedkolonialnego - systemu władzy w Afryce. Monarchistyczno-patriarchalna i autorytarna wizja historii kontynentu dominowała zwłaszcza w bl)'tyjskiej polityce kolonialnej (Nantang, 1995). W centrum takiego modelu lokował sit(
zawsze władca (król lub wódz), a na poziomie lokalnym - patriarchalny przywódca
rodziny i rodu. W konsekwencji, jak zauważają coraz częściej badacze afrykańscy
(Nantang, 1995; Mamdani, 1996), władza postrzegana byłajako atrybut osobistego
despotyzmu. W tym sensie była ona konstruktem ideologicznym.
Ponadto - kolonizatorzy uprzywilejowywali przeważnie ostatnią warstwę tradycji. Europejczycy mieli tendencjt( do uznawania jako "tradycyjne" takie systemy
władzy i układy polityczne, jakie zastawali na miejscu w chwili podboju. W efekcie
petryfikowali często urządzenia ustrojowe oraz określone status quo, będące wypadkową ostatnich przedkolonialnych wydarzeń z historii politycznej, świeżych
podbojów oraz uzurpacji lub równie świeżych i przypadkowych efektów działania
sił odśrodkowych (secesji lub buntów) lO. Efektem takiego podejścia ontologicznego było kreowanie jako ogniw władzy pośredniej różnego typu organizmów państwowych i protopaństwowych, traktowanych przez miejscową ludność jako wrogie pot((gi polityczne, opresyjne struktury obce etnicznie lub religijnie.
Na terenie Kamerunu najlepszym przykładem takiego podejścia było uznanie za
partnerów władzy kolonialnej fulbejskich feudałów - tzw. lamibe (1.poj. lamido ),
9 Ponadto cechy tradycyjnego systemu kooptacji panującego w tych radach (opierające się nie na
rzeczywistych kompetencjach, a na pozycji w strukturach pokrewieństwa) utrudniały włączanie do
tak pomyślanego systemu administracji tubylczej jednostek wyedukowanych, mogących wnieść
do neotradycyjnych struktur władzy nowy typ kompetencji i inwencji sprzyjających rozwojowi.
Sprzyjało to wyalienowaniu wyedukowanych Afrykanów (evolues) z tradycyjnych wspólnot, co
z kolei przyspieszało proces ich detrybalizacji. W ten sposób powstała z czasem, nacechowana frustracją, warstwa społeczna zawieszona między dwiema kulturami. Owi evolues. wyłączeni z profitów, jakie dawało partycypowanie w strukturach władzy tradycyjnej, stanowili zaczyn ruchów narodowowyzwoleńczych,
a później rdzeń elity władzy w państwie niepodległym.
10 W wymiarze metodologicznym
i praktycznym problem sprowadza się do pytania: jak głęboko
naleźy się cofnąć w czasie, aby odkryć ..tradycje". Ideologom i praktykom kolonizacji uwadze uchodził fakt, iż w wypadku znacznych połaci Afryki, Europejczycy nie byli jedynymi, lecz ostatnimi
najeźdźcami. Jeśli uwzględni się tę okoliczność, to czy przy wyznaczaniu rodzimej - kameruńskiej
- formy władzy naleźało cofnąć się do podboju portugalskiego (na południu kraju), czy może do
fulbejsko-muzułmańskiego
(na północy), a może do czasów przed ekspansją Bantu(?).

�Wódz jako funkcjonariusz.

Despotyzm zdecentralizowany ...

227

którzy, W imię "świętej wojny", najechali (z terenów obecnej Nigerii) ziemie północnego Kamerunu kilkadziesiąt lat przed podbojem niemieckim. Administracja
niemiecka, a potem francuska i brytyjska, oparły swe rządy w terenie o sieć lamidatówll, których zwierzchnictwo nad "tubylcami" było traktowane przez zainteresowanych "poddanych" jako uzurpacja. W wymiarze praktycznym stanowiło to
stałe źródło konfliktów i buntów, a w konsekwencji motywowało "tubylców" do
oporu wobec władzy kolonialnej. Musiało minąć 20-40 lat ustawicznych aktów
zbrojnego (i biemego) oporu "tubylców" (autochtonicznych plemion górskich) wobec
tak desygnowanych funkcjonariuszy państwa kolonialnego, aby Francuzi zdecydowali się zarzucić w tej części protektoratu formę władzy pośredniej. Wobec niewydolności administracji kolonialnej, bezpośrednia kontrola ze strony prefektów
(i podprefektów) okazała sięjednak w wielu regionach iluzoryczna i wyłączała de
facto niektóre wspólnoty lokalne górali spod jurysdykcji jakiejkolwiek władzy zewnętrznejl2.
Decyzja kolonizatorów - oparcia swego panowania na pośrednictwie muzułmańskich (obcych etnicznie) feudałów - utrwaliła jednak na wiele pokoleń układy polityczne i strukturę religijną kraju. W niepodległym Kamerunie - pod z górą
dwudziestoletnimi rządami Fulbeja - prezydenta Ahmaou Ahidjo -jego ziomkowie i współwyznawcy (10%---20% populacji kraju) uzyskali dominującą pozycję.
Nawet po upadku A. Ahidjo (w roku 1982), dominująca pozycja jego grupyetnicznej i religijnej utrzymuje się nadal w północnych prowincjach kraju.
Struktury rządów pośrednich - ustalone przez państwo kolonialne - zostały
odziedziczone przez niepodległy Kamerun. Ich adaptacja do zmieniających się
warunków społecznych i politycznych przebiegała pewnymi meandrami, lecz
w zasadzie utrwaliła mieszany - etatystyczno-plemienny - model władzy lokalnej w tym kraju.
Początkowo -juź w schyłkowym okresie epoki kolonialnej - tradycyjne struktury wodzowskie przejmowały w praktyce niektóre funkcje samorządowe, zwłaszcza
w części brytyjskiej protektoratu oraz uczestniczyły do pewnego stopnia w mechanizmie decyzyjnym. Instytucjonalnym wyrazem tej tendencji było stworzenie (1957)
na terenie Kamerunu brytyjskiego swego rodzaju namiastki parlamentu - centralnego organu samorządowego -Haus a/Chiefs (Natang, 1995).
W pierwszych latach niepodległości, w obawie przez zgubnymi skutkami trybalizmu, W Kamerunie górę wzięła, wzorowana na modelu francuskim, tendencja
II Feudalnych, półniepodległych
prowincji sułtanatu Sokoto, które - niczym pograniczne "marchie" wczesnośredniowiecznego cesarstwa niemieckiego - zagarniały i "cywilizowały" (islamizowały) "pogańskie" ludy wschodniego pogranicza muzułmańskiego imperium (Lestringant, 1964;
Mveng,1963).
12 Specyficzny status prawnopolityczny
plemion górskich, wymykających się strukturom władzy pośredniej, (quasirezerwatów "tubylczych") znalazł nawet odzwierciedlenie w przyjętej terminologii administracyjnej. Najbardziej znaną grupą "niepodległych" wspólnot plemiennych jest
Groupement Daba /ndependants (Vorbrich, 1989).

�228

Ryszard Vorbrich

zmierzająca do stworzenia silnego, scentralizowanego państwa. Tę pierwotną doktrynę ustrojową Kamerunu politolodzy definiowali jako hegemonie project (Bayard,
1979). Doktryna ta zakładała redukcję pozycji politycznej wodzów tradycyjnych.
Przewidziano dla nich jedynie funkcje pomocnicze w systemie fiskalnym oraz funkcje pośrednika w przekazywaniu dyrektyw administracji państwowej (centralnej).
Instytucjonalnym wyrazem tej doktryny było zlikwidowanie w pierwszych latach
niepodległości centralnej reprezentacji samorządu wodzowskiego, jakim był Haus
of Chiefs·
Z czasem niedomogi administracji państwowej, a zwłaszcza niedobory kadrowe, stanęły na przeszkodzie budowy silnego scentralizowanego państwa na wzór
europejski (głównie francuski). Zmusiło to władze niepodległego Kamerunu do
skorzystania ze struktur neotradycyjnych, pozostawionych w spadku po państwie
kolonialnym. Co więcej, w niepodległym Kamerunie, po kilku latach zamieszania
w funkcjonowaniu na nowo zjednoczonego, federacyjnego państwa, przystąpiono
do rozbudowy i dalszej instytucjonalizacji tradycyjnych struktur władzy plemiennej.
Przede wszystkim zdecydowano się na uregulowanie statusu prawnego wodzów
plemiennych. Choć uregulowanie to przyjęło postać Dekretu Prezydenta, a więc
pewnego prowizorium prawnego, na dziesiątki lat wplotło struktury plemienne
w struktury nowoczesnego państwa, nadając im funkcje "pomocniczej administracji" - instytucji uzupełniającej Ciw pewnym sensie dublującej) administrację państwową różnych szczebli.
Ogłoszony 14 lipca 1977 roku Dekret Prezydenta Republiki O ustanowieniu wodzostw (no. 77/245) jest modelowym przykładem uwikłania polityki afrykańskiego państwa w relacje i struktury plemienne, struktury traktowane w nowoczesnym państwie typu europejskiego jako anachroniczne i sprzeczne z duchem demokracji. Dekret zawiera kilkadziesiąt artykułów szczegółowo regulujących stosunki
między państwem a strukturami plemiennymi, określa zasady powoływania wodzów,
ich hierarchię, funkcje i role społeczne, ich obowiązki i przywileje.
Dokładne omówienie treści Dekretu nie mieści się w ramach niniejszego studium. W tym miejscu możliwe jest jedynie przedstawienie podstawowych unormowań prawnych mających swe źródło w omawianym akcie prawnym oraz zarysowanie ich praktycznych konsekwencji społecznych i politycznych.
Dekret definiuje (wart. 20) funkcje wodzów jako:
-pomaganie
władzom administracyjnym w "przewodzeniu ludowi";
-podtrzymywanie
lokalnych zwyczajów;
- "przekazywanie dyrektyw administracji swemu ludowi (podkr. R.V) i wprowadzanie ich w życie";
- "zbieranie podatków państwa i innych zbiórek publicznych";
- "utrzymywanie prawa i porządku" (także poprzez stosowanie prawa zwyczajowego);
- działanie "na rzecz rozwoju ekonomicznego, społecznego i kulturalnego"
podległych im wspólnot.

�Wódz jako funkcjonariusz. Despotyzm zdecentralizowany ...

229

Art. 2 Dekretu ustanawia potrójną klasyfikację wodzów, w zależności od znaczenia demograficznego oraz ekonomicznego przypisanych im wspólnot, a także
w zależności od wielkości terytorium danego wodzostwa. Wodzowie poszczególnej rangi różnią się skalą wpływów, wielkością zarządzanego terytorium oraz liczbąpoddanych. Zależnie od rangi powołuje ich też inny organ założycielski (zob.
tab. l).
Tab!. l. Klasyfikacja rang wodzów wg Dekretu O ustanowieniu wodzostw
Ranga wodza

I wódz I m"g;

Organ zał~cielski

Terytorium

Premier

Porównywalne do
departamentu

I

Struktura
Co najmniej dwa
wodzostwa
II rangi

Wódz II rangi

Minister
administracji

Porównywalne do
arrondissement
(powiatu)

Co najmniej dwa
wodzostwa
III rangi

Wódz III rangi

Prefekt
(szef departamentu)

Społeczność lokalna
-wieś

Brak niższych
struktur

Prawną konsekwencją Dekretu było pojawienie się w całym kraju (lub uprawomocnienie) kilkuset "wodzostw" różniących się skalą, liczbą ludności i złożonością
struktury. Ubrany w język prawny dekret - choć odwoływał się do tradycyjnych
struktur plemiennych (art. 5 mówił, iż ustanowienie wodzostwa powinno być "uświęcone przez tradycje") - przyznawał organom założycielskim znaczną dowolność
w ustanawianiu wodzostw (organa założycielskie mogły powoływać do życia ,,nowe
wodzostwa") i wyznaczaniu ich zwierzchników - wodzów.
Ustanawiając lub legalizując wodzostwa, Dekret nie tylko kreował i sankcjonował neotradycyjne struktury władzy. W wielu wypadkach nadawał wodzom istniejącym wcześniej (w epoce przedkolonialnej i kolonialnej) nowy- znacznie szerszy i (co najważniejsze) wsparty autorytetem państwa - zakres kompetencji
i uprawnień, naruszając w wielu wypadkach równowagę społeczną i ekonomiczną
wsPÓlnotplemiennych i lokalnych.
Po pierwsze, nierzadko zdarzało się, że wodzami (najczęściej niższej kategorii)
mianowane były osoby, które w tradycyjnych strukturach władzy plemiennej pełniły jedynie role służebne względem swoich ziomków (np. wspomniani wcześniej
funkcjonariusze kultów religijnych) lub funkcje pomocnicze względem wodzów
tradycyjnych (w tradycyjnych - scentralizowanych - systemach politycznych).
Często reprezentowały one jedynie poprzednio wodzów tradycyjnych w poszczególnych (nie samodzielnych) społecznościach lokalnych. W ten sposób dzielono
zintegrowane dotychczas jednostki organizacji politycznej oraz stworzono warunki
do pojawiania się konfliktów kompetencyjnych. Wyniesieni do godności "wodza"

�230

Ryszard Vorbrich

traktowali bowiem nadaną im funkcję poborcy podatków jako akt politycznego
uznania (Vorbrich, 1989).
Dekret z 1977 roku przyczynił się do utrwalenia szczególnej pozycji społecznej
i uprawnień nowej klasy społecznej -pośredników
między strukturami nowoczesnego państwa a strukturami plemiennymi. Art. 6 Dekretu określał bowiem ustrój
"wodzostwa tradycyjnego" (jak pamiętamy, często "neotradycyjnego") jako zarządzanego przez pojedynczego wodza. Dekret zaznaczał co prawda, iż wodzowi
towarzyszyć ma "rada notabli" uformowana według miejscowej tradycji.
W wielu wypadkach kreowani wodzowie łamali tradycję, a w wypadku jej braku
tworzyli nową. Zamiast pozostać pierwszymi wśród równych, zajmowali pozycję
szczególnie uprzywilejowaną, zarówno w stosunku do tradycyjnych uprawnień
(np. praw do ziemi), jak i w stosunku do korzyści, jakie docierały do tradycyjnych
wspólnot zarówno ze strony struktur państwowych, jak i ze strony związanych
z nim instytucji gospodarki rynkowej 13.
Prawne umocowanie wodzów ma określone konsekwencje praktyczne, tworzy
specyficzną sieć powiązań i uzależnień na linii "poddany" - wódz - państwo. Po
pierwsze - sprzyja nadużyciom i korupcji w relacjach wódz - poddany. Nadużycia przybierają w tym wypadku formę zmuszania do pracy, porywania młodych
kobiet, pobić nieposłusznych "poddanych" (Northern Cameroun, 1995). Wódz oczekuje od "poddanych" różnego rodzaju oznak uznania. Mogą one przybierać formę
materialną (gotówki albo płodów rolnych) lub poparcia politycznego. Podarki od
"poddanych" i obcych (np. wędrownych kupców) stanowią istotne źródło dochodu
wodzów plemiennych. Ponadto pełnione przez nich funkcje w państwowym
(i samorządowym) systemie fiskalnym zapraszają wręcz do prób sprzeniewierzenia funduszy publicznych. Znikające ftmdusze szkolne, na budowę drogi itp. należą
do porządku dziennego. Sprawcy unikają kary, jeśli mają odpowiednio mocne powiązania ze skorumpowanymi strukturami państwa. Niekiedy powstałe na tym tle
napięcia społeczne przemieniają się w krwawe zamieszkil4• Zjawisko korupcji
13 Wodzowie tradycyjni (jak i neotradycyjni) korzystają z wielu profitów oficjalnych i nieoficjalnych. Do tych pierwszych należy stała, niewielka pensja lub premia, jaką otrzymują oni od SODECOTON (przedsiębiorstwa skupującego bawełnę - podstawowy produkt towarowy północnego Kamerunu). Wysokość premii zależy od skali kontraktacji tego surowca na podległym danemu
wodzowi terenie. W ten sposób wodzowie motywowani są do stymulowania produkcji bawełny
i stają się de facto funkcjonariuszami SODECOTON. Nieoficjalne profity funkcji wodzowskiej przybierają często postać łapówek lub innych form korupcji.
14 Najtragiczniejszy
incydent wywołany nadużyciami wodza miał dotychczas miejsce w 1979
roku w wiosce Karena (w wodzostwie Makari, w plemieniu Kotoko) w północnym Kamerunie.
"Człowiek wodza" zdefraudował pieniądze zbierane na budowę szkoły. Gdy wieśniacy odmówili
ponownego wpłacenia pieniędzy, sułtan Makari (wódz I rangi) uwięził wodza wioskowego (III rangi), a prefekt (przedstawiciel państwa) zwolnił z posady miejscowego nauczyciela ("przywódcę"
protestujących). Do spacyfikowania dalszego protestu mieszkańców wezwano żandarmów. Ci przybyli, ale bez amunicji. W wyniku zamieszek zginęło 14 żandarmów (suhan i prefekt cudem ocaleli).
W odwecie rząd przysłał oddział spadochroniarzy, którzy zmasakrowali wieś - zginęło 120-200
mieszkańców, wieleset było rannych. Ocaleli uciekli do buszu, część schroniła się w pobliskim Czadzie (badania własne).

�Wódz jako funkcjonariusz.

Despotyzm zdecentralizowany ...

231

i towarzyszących im malwersacji uznać można za najbardziej widoczny przejaw
zdecentralizowanego despotyzmu. Włączenie w struktury państwa postkolonialnego tradycyjnych elit ułatwiało im nie tylko zdobycie wspomnianych profitów materialnych, lecz także pozyskanie przez nie swego rodzaju kapitału symbolicznego.
Stanowi go władza jako taka - pozycja społeczna dająca wpływ na podejmowane
decyzje i mogąca decydować o losie innych. Tego rodzaju symboliczny kapitał
przekłada się z kolei na wartości materialne, zwłaszcza w procesie przekształceń
własnościowych towarzyszących przejściu od gospodarki typu plemiennego do
gospodarki towarowej. Po odzyskaniu niepodległości wodzowie i ich poplecznicy
"uwłaszczyli się" na ziemi wspólnotowej, tworząc zalążek burżuazji i grupę wielkich właścicieli ziemskich (Goheen, 1988; Vorbrich, 1989). Po drugie-wmontowuje wodzów w sieć rozbudowanych i nie zawsze czytelnych powiązań z centralnymi i regionalnymi strukturami państwa. Sprzyja to wzajemnemu uzależnieniu
wodzów i ciał założycielskich: premiera, ministra lub prefekta. Taka sytuacja buduje z kolei uprzywilejowaną pozycję ekonomiczną i polityczną tych pierwszych
i uzależnia od nich polityków kierujących instytucjami państwal5•
Tego typu powiązania pomiędzy tubylczymi pośrednikami a władzą państwową istniały oczywiście także w państwie kolonialnym. W niepodległyrn państwie
uległy one jednak pewnej modyfikacji. Kryteria rasowe wyznaczające miejsce
w strukturze władzy zostały zastąpione kryterium poziomu edukacji lub przynależności do grup pokrewieństwa. Z nastaniem niepodległości zmieniła się pozycja dwóch
kategorii ,,klasy tubylczych pośredników": Wyedukowani pośrednicy (wmontowani najczęściej w system rządów bezpośrednich) - uplasowani na niższych szczeblach hierarchii w społeczeństwie kolonialnym - w niepodległym państwie "katapultowali" się nagle na najwyższe szczeble władzy, stali się niemal emanacją państwa. Ich edukacja i powiązania personalne gwarantowały im dostęp do władzy
i dobrze płatnych stanowiskl6, dostarczających środków potrzebnych do nabywa15 Najbardziej
znanym przykładem powiązań między strukturami plemiennymi a instytucjami
nowoczesnego państwa jest kariera jednego z wodzów zachodniego Kamerunu -fon 'a ("wodza")
Mankon, który został drogą kooptacji włączony do władz centralnych (od razu jako pierwszy wiceprzewodniczący) rządzącej partii prezydenckiej (RDPC). Innym - spektakularnym - przykładem nie formalnych powiązań władzy tradycyjnej i państwowej i wynikających z pozaustawowych
przywilejów wodzów plemiennych jest casus Bouba Adamou (wodza I rangi) - władcy (suhana)
lamidatu Rey Bouba. Panujący od 1945 roku, najpotężniejszy fulbejski feudał, dzięki swoim koneksjom w stolicy (był i jest zaufanym obu Prezydentów Republiki, regularnie zaopatruje w świeże
mięso pałac prezydencki). Za te i inne przejawy wsparcia może on w zamian liczyć na szczególne
przywileje. Trzyma swych poddanych (ok. 180 tys. osób) silną ręką, zdzierając z nich podatek
i trybut w postaci młodych dziewcząt do haremu. W obawie przez ewentualnymi rywalami do władzy nie tylko bezkarnie sabotuje ustanowienie na swym terytorium wodzów II rangi, lecz także
utrudnia funkcjonowanie oficjalnych struktur administracyjnych. Zmusił do opuszczenia stanowiska (rejterady) zbyt ambitnego, nieuległego mu prefekta przysłanego ze stolicy (napadli go "nieznani
sprawcy", pobili i "puścili w bieliźnie") (badania własne).
16 W większości krajów Afryki utrzymano bowiem, wywodzące
się z państwa kolonialnego,
tzw. "kominy płacowe" i inne przywileje klasy panującej.

�232

Ryszard Vorbrich

nia kapitału niezbędnego w systemie klientelizmu; Plemienni pośrednicy - dla
których, z racji braku odpowiednich kwalifikacji, nie starczyło miejsca we władzach centralnych - stali się "etnicznymi baronami". W państwie postkolonialnym zachowali oni de facto i de jure status klasy pośredników tubylczych łączących rządzące, wyedukowane, elity z masami chłopskimi i plemiennymi.
Sytuacja wodzów tradycyjnych uległa skomplikowaniu wraz z demokratyzacją
systemu politycznego w Kamerunie. Do połowy lat 80., w okresie dominacji systemu jednopartyjnego, wodzowie byli trzymani z dala od polityki. W pierwszych dekadach niepodległości dominowała w Kamerunie (jak i w całej Afiyce) idea konsensusu społecznego. Wyrażała się ona w ideologii jedności narodowej, systemie jednopartyjnym i centralnym monopolem defmiowania celów narodowych (Vorbrich,
1999). Znajdowało to swój wyraz w dyskursie publicznym, który sięgał po retorykę
zaczerpniętą z tradycyjnych wzorów plemiennych. W czasach gdy prezydent określany był mianem "ojca narodu" (zdrobniale: papa), wodzowie tradycyjni jawili się
w naturalny sposób jako pośrednicy "najwyższego wodza".
Wymuszona przez czynniki zewnętrzne demokratyzacja17 oznaczała powstanie
systemu wielopartyjnego, a w ślad za nim pluralizmu racji oraz wielości centrów
definiujących cele narodu. Wodzowie plemienni znaleźli się w nowej sytuacji.
O ich względy zaczęły zabiegać różne siły polityczne. Jako "baronowie plemienni",
zostali wmontowani w zapożyczony z europejskich wzorów system parlamentarny.
W konsekwencji ujawniły się trzy typy postaw wśród wodzów tradycyjnych:
l. Najliczniejsza grupa (pragnąca zachować status quo lub nie potrafiąca przystosować się do nowej sytuacji) demonstracyjnie podkreśla swą lojalność
w stosunku do aktualnej władzy centralnej (układu praktycznie nie zmienionego od
lat 80.), licząc na zachowanie stanowiska i dalsze przywileje. Objawia się to m.in.
demonstracyjnym wywieszaniem portretów Prezydenta Republiki (P. Biyi) w pałacach i chatach wodzów oraz wdziewaniem przez nich strojów (tunik)
z wydrukowanym wizerunkiem prezydenta. Tacy wodzowie mimowolnie stają się
funkcjonariuszami partii władzy (RDCP) - Ruchu na rzecz Republiki;
2. Część wodzów przyjmuje postawę ,,kameleona". Chowa się za sloganami
państwowotwórczymi, unikając odniesień personalnych lub politycznych;
3. Coraz liczniejsza grupa wodzów tradycyjnych próbuje włączyć się w działalność polityczną, wspierając partie opozycyjne lub wręcz wchodząc do ich struktur, zakażając je trybalizmem.
17 Na początku lat 90. demokratyzacja
stała się warunkiem otrzymywania dalszej pomocy finansowej z zagranicy.
IK Dobrym przykładem
tego typu dyskursu jest hasło ostatniej kampanii prezydenckiej Paula
Biyi, który używał w niej sloganu: 1łjJbór krwi, serca i rozumu. Każdy z członów tego sloganu był
eksponowany w innej części kraju. "Wyborem krwi" mieli się kierować współplemieńcy prezydenta
(z grupy etnicznej Beti). "Wyborem serca" powinni kierować się ludzie, którzy swe kariery związali
z partią władzy (w tym wodzowie tradycyjni). "Wybór rozumu" pozostawiono wszystkim pozostałym obywatelom Kamerunu, którzy powinni zrozumieć, iż wybór P. Biyi jest najlepszym wyborem dla kraju.

�Wódz jako funkcjonariusz.

Despotyzm zdecentralizowany ...

233

Tego typu mutacja elit tradycyjnych tworzy nowego typu polityków, uciekających się w dyskursie publicznym do idiomów wspólnotowych (regionalnych, religijnych i etnicznych), afmnacji wspólnot plemiennych lub etnicznych'8.
W warunkach pluralizmu demokratycznego powiązania pomiędzy obu kategoriami współczesnych elit afrykańskich przybierają dwojaką postać. Z jednej strony
desygnowani przez władze administracyjne wodzowie plemienni i wioskowi starają się zapewnić, poprzez sieć swoich nieformalnych wpływów, wsparcie polityczne politykom, z którymi wiąże ich wspólnota krwi lub interesów, posuwając się
niekiedy nawet do fałszerstw wyborczych 19. Wmontowanie "baronów plemiennych" w system parlamentarny, nadało mu swoisty - afrykański - koloryt,
a w konsekwencji doprowadziło do wypaczenia importowanej idei parlamentaryzmu, przyczyniając się do jego dysfunkcji. Z drugiej strony, wodzowie plemienni
oczekują i otrzymują ze strony polityków - kameruńskiej odmiany "grupy trzymających władzę" - opiekę i wsparcie w postaci inwestycji rządowych oraz posad
i stypendiów dla pociotków itp. Przykładu dostarczają moje badania terenowe
w plemieniu Daba. Bracia 20 i dalsi krewni przywoływanego już wcześniej Moboutakai Tizi - wodza III rangi z plemienia Daba - tworzą obecnie elitę plemienia,
stosunkowo wykształconą (kilku ze średnim lub wyższym wykształceniem) i zatrudnioną na stanowiskach warmii, administracji terenowej i centra1nejll.
Prowadzi to do specyficznie afrykańskiego sposobu wyłaniania elit społecznych. Wyedukowani dzięki wpływom wodzów plemiennych ich najbliżsi krewni
zostają w ten sposób włączeni do grupy evolues - zawiadującej instytucjami centralnymi i rządzącej państwem, korzystającej ze wszystkich przywilejów przynależnych wyższym warstwom współczesnego, rozwarstwionego już obecnie społeczeństwa afrykańskiego. Mechanizmy prowadzące do tego rozwarstwienia są silnie sprzęgnięte z relacjami społecznymi kwalifikowanymi jako "plemienne"
(dominacją związków pokrewieństwa, etnocentryzmem itp.).
Dzięki podobnego typu powiązaniom personalnym wodzowie tradycyjni mogą
budować swój prestiż i sieć wpływów. Powstałej w ten sposób sieci nieformalnych
powiązań struktur i instytucji nowoczesnego państwa - np. partii politycznych ze
19 Tutaj można przytoczyć
szeroko opisywany w lokalnej prasie fakt wypchania um wyborczych "pustymi" głosami przez/on 'a Gabale (lokalnego wodza z Bali-Kumbat), z zachodniego
Kamerunu, aby jego poddani nie mogli zagłosować na opozycję. Gdy 'krnąbrni' poddani nalegali na
sprawdzenie um przed rozpoczęciem głosowania,jon "rozwiązał" problem, strzelając do protestujących (Nantang, 1995).
20 Głównie są to bracia przyrodni. Ojciec obecnego wodza miał bowiem ponad 20 żon. Obecny
wódz ma pięciu braci ("zjednej matki i jednego ojca") i ponad 100 osób rodzeństwa przyrodniego.
Sam miał 7 żon (po przejściu na islam zatrzymał tylko 4) oraz posiada 37 (żyjących) dzieci.
21 a ile krewni ze starszego pokolenia (wujowie obecnego wodza) dochodzili do podrzędnych
(ale wpływowych i prestiżowych z punktu widzenia swego środowiska) stanowisk, takich jak podoficerowie armii lub osobiści kierowcy żony Prezydenta Republiki, to przedstawiciele młodszego
- wyedukowanego - pokolenia rodziny wodzowskiej sięgają już znacznie wyżej. Jeden z nich jest
merem najbliższego miasteczka - Mayo aulo, inny - robiąc karierę w stolicy - doszedł nawet do
stanowiska jednego z kilku sekretarzy Prezydenta Republiki.

�234

Ryszard Vorbrich

strukturami plemiennymi towarzyszy mechanizm klientelizmu - podstawa państwa patronackiego - jednego ze źródeł niedomogów krajów afrykańskich. System klientelizmu widoczny jest najwyraźniej wśród wodzów I i II rangi - największych "baronów plemiennych" - elit wyrosłych z rodzimej tradycji, despotycznych w swej istocie, przedkolonialnych państw feudalnych, lecz coraz częściej Qak
poświadcza przykład wspomnianego wodza Daba) takźe szeregowych wodzów
III rangi - "wodzów wioskowych".
Wodzowie naj niższej rangi czerpią bowiem wzory "przewodzenia ludowi" od
swych wyższych rangą kolegów i zwierzchników, wywodzących się z klasy feudalnych władców epoki przedkolonialnej. W ten sposób wodzowie wioskowi stają
się z czasem "wioskowymi despotami", traktującymi "swą" wioskęjak lenno nadane
im przez państwo, a swych współplemieńców jak poddanych. Czerpanie przez
nowo wykreowanych wodzów wzorów od przywódców plemiennych, wywodzących się z przedkolonialnych warstw feudalnych, owocuje przyjmowaniem do własnej neotradycji feudalnej tytulatury. W czasach kolonialnych Cituź przed kolonizacją europejską) istniało na terenie Kamerunu 11 lamidatów, na czele których stali
wspomniani już możnowładcy -lamibe. Obecnie - blisko 45 lat po dekolonizacji
- byle wódz wioskowy III rangi - oczekuje, aby tytułować go tak samolamido (w 1.mn.lamibe). Przyswojeniu tytulatury tradycyjnych despotów plemiennych towarzyszy przyjęcie takźe innych atrybutów władzy lub wzorów zachowań elit plemiennych Cetykiety, strojów, lasek wodzowskich i parasoli "imperialnych"), języka fulbejskiego22, a zwłaszcza religii. Wodzowie niższej rangi, których ojcowie przez pokolenia opierali się islamizacji, masowo przyjmują obecnie
islam. Traktują bowiem przynależność do tej grupy konfesyjnej jako oznakę przynależności do warstwy rządzącej. Przyjęcie islamu staje się kolejnym środkiem
budowania pozycji społecznej i wpływów u plemiennych zwierzchników - wodzów wyższej rangi.
W końcu, instytucjonalizacja struktur plemiennych przyczynia się takźe do podtrzymywania segregacji społecznej w państwie kameruńskim. Tak jak w społeczeństwie kolonialnym o pozycji jednostki przesądzała przynależność do grupy definiowanej rasowo, tak obecnie w społeczeństwie postplemiennym przesądza
o tym przynależność do grupy definiowanej etnicznie lub kulturowo. Segregacja
prawno-instytucjonalna stanowi z kolei barierę w budowie społeczeństwa obywatelskiego.
Rozróżnienie na "obywateli" i "tubylców" znalazło nawet swe odzwierciedlenie
w konstytucji Kamerunu. Wywodząca się z kolonialnych evolw?s, warstwa wyedukowana - francusko- i angielskojęzyczna - tworzy trzon "narodu", powołanego do życia przez ideologów państwa afrykańskiego (Vorbrich, 2000Y3. Pod22 To dzięki postawie wodzów tradycyjnych coraz bardziej widoczne staje się upowszechnienie
języka fufulde w życiu publicznym Kamerunu (zwłaszcza jego północnych prowincji).
23 Konstytucja Kamerunu mówi o "narodzie kameruńskim języka francuskiego i angielskiego".

�Wódz jako funkcjonariusz.

Despotyzm zdecentralizowany ...

235

czas gdy Kameruńczycy - stanowiący większość mieszkańców kraju niepiśmienni
wieśniacy-żyjący
w zgodzie z tradycyjną religią i kulturą, pozostający w strukturach plemiennych, kwalifikowani są przez prawo (tę samą konstytucję) jako
"mniejszości" lub "ludność tubylcza"24.
Wspomniana segregacja nie oddziela jednak obu segmentów społeczeństwa
Kamerunu w sposób wyraźny i trwały. Nie tylko mamy do czynienia z mobilnością
jednostek w przestrzeni społecznej, ale - jak wykazałem - granice pomiędzy
społecznościami i strukturami plemiennymi a społeczeństwem typu narodowego
i państwem nowoczesnym są zatarte zarówno w praktyce społecznej, jak i unormowaniach prawnych. Stąd też zaproponowany w niniejszym studium termin społeczeństwo postplemienne wydaje się adekwatny w opisach złożonej sytuacji
społecznej w Kamerunie oraz w wielu krajach Afryki.

BIBLIOGRAFIA
Bayart J.-f.
1979
L 'Etat au Cameroun, Paris.
Beauvillan A.
1989
Nord-Cameroun: crises et peuplement, Rouen (these de doc., 2 vol.).
CooperF.
2002
Africa since 1940. The past ofthe present, Cambridge.
Encyclopedie ...
1965
Encyclopedie Africaine et Malgache. Cameroun, Larousse, Paris.
Goheen M.
1988
Land accumulation and local control: the negotiation of symbols and power
in Nso, Cameroon, w: Land and Society in Contemporary Africa, R.E. Downs,
S.P. Reyna (eds.), Hanover, London, s. 28(}-308.
KilsonM.
1966
Political Change in a West African State: A Study ofthe Modernization Process in Sierra Leone, Cambridge.
Lestringant J.
1964
Les pays Guider au Cameroun. Essai d'histoires regionale, Versailles.
LewisI.M.
1964
Tribal Society, w: D. Sils (red.), International Encyclopedia ofthe Social
Sciences, t. 16, Cambridge.
MamdaniM.
1996
Citizen and Subject. Contemporary Africa and Legacy of late Colonialism,
N. Yersey.

24 W preambule konstytucji znajduje się zapis mówiący, iż "Państwo zapewnia ochronę mniej.zościom oraz zabezpiecza prawa tubylczej ludności w zgodności z prawem". Jednak już sam fakt
)()jawienia się w konstytucji takich pojęć jak "naród kameruński" oraz "mniejszości" lub "tubylcza
udność" wskazuje na prawne rozróżnienie wymienionych kategorii.

�Ryszard Vorbrich

236
MammingP.
1999
MvengE.
1963
Nantang Ben
1995

Francophone Sub-Saharan Africa 1880-1995, (2nd edn), Cambridge.

Histoire du Cameroun, Paris.
Jua
Indirect Role in Colonial and Post-colonial Cameroon, "Paideuma", no 41
zob. też: http://lucy.ukc.ac.uk/Chilver/Paideuma/paideumaIndirec-2.html.
Northern Cameroun ...
1995
Northern Cameroun. Attacks on Freedom of Expression by Govern-mental
and Traditional Authorities, "Article 19", International Centre Against Censorship, July 1995.
Roupsard M.
1987
Nord Cameroun. Ouverture et de dewHoppement, Paris (these doct. d'Etat).
VaillantJ.
Black, French, and African: A life of Leopold Senghor, Cambridge.
1990
Vorbrich R.
1987
Acefaliczne społeczeństwo, w: Z. Staszczak (red.), Słownik etnologiczny.
Terminy ogólne, Poznań, s. 13-14.
Daba. Górale północnego Kamerunu, Wrocław.
1989
1999
Trybalizm a wieloetniczne państwo afrykańskie, "Sprawy Narodowościowe. Seria Nowa" (druk 2000), z. 14-15, s. 183-193.
2003
Systemy edukacji w pluralistycznym społeczeństwie Afryki, w: ffYbrane problemy szkolnictwa w Afryce subsaharyjskiej, J. Różański (red.), Warszawa.

Ryszard Vorbrich
THE CHIEF AS A FUNCTIONARY
DECENTRALISED DESPOTISM IN THE POST-TRIBAL SOCIETY IN CAMEROON
(SurnmaIY)
The article describes the genesis and modem manifestations of the involvement of an
African state in tribal structures. The description ofhistorical and cultural conditions and
political phenomena typical ofthe entire continent is illustrated with examples from Cameroon.
The analysis starts with the concept of post-tribal society, in which elements of culture
and social structure, typical of the tribal society (traditional sources of prestige, collectivism, dominance ofblood ties and ethnocentric attitudes) are mixed with institutions and
principles imported from Western culture (the concept of nation, parliamentary system, social
relations based on free relations and individualistic attitudes). The analysis of the legal
status and political functions oftribal chiefs in the sociallife ofCameroon leads to the conclusion that they are de facto and de iure the modem emanation of the "class of native
intermediaries" .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6504" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6484">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e1a206e6150761d14afed4c625e440ba.pdf</src>
        <authentication>0510b4e90515b9732bdde70cf49f9503</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77475">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6168</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77476">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77477">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77478">
                <text>plemię</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77479">
                <text>globalizacja - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77480">
                <text>Kamerun</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77481">
                <text>postkolonializm</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77482">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5753</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77483">
                <text>Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne w zderzeniu ze społeczneństwem narodowym i globalnym /LUD 2010 t.94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77484">
                <text>LUD 2010 t.94 s.143-158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77485">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77486">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77487">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77488">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77489">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77490">
                <text>Lud, t. 94, 2010

RYSZARD VORBRICH
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań

G A RN EK ZELA ZN Y I G A RN EK GLINIANY,
CZYLI SPO ŁECZEŃSTW O PLEM IEN N E W ZD ERZEN IU
ZE SPO ŁECZEŃ STW EM N A RO D O W Y M I GLOBALNYM .
PRZYPADEK KA M ERU N U

Wprowadzenie
Zacznę od wyjaśnienia tytułu. Odwołuje się on do znanej bajki Jeana de La
Fontaine’a, Garnek żelazny i garnek gliniany. Jest ona zbyt długa, aby przytoczyć
j ą w całości, więc zacytuję jej najważniejsze fragmenty:
Garnek z żelaza ulany1
Zapraszał z sobą gdzieś w drogę
Sąsiada, garnek gliniany.
Ten rzekł: „Wybacz, że nie mogę
Towarzyszyć ci w podróży,
Lecz przechadzka mi nie służy.
Jam bezpieczny, póki skromnie
W domu stoję przy ognisku,
A na drodze, w tłumie, w ścisku,
Trąci ktoś... brzdęk! i już po mnie.
Ty, co tak twarde masz kości,
Ruszaj śmiało, panie bracie,
Ja zaś dziękuję waszmości
I wolę pozostać w chacie”.

Zwiedziony obietnicą chronienia przez niebezpieczeństwami czyhającymi po
drodze, garnek gliniany dał się jednak w końcu namówić i wyruszył na wspólną
wędrówkę w towarzystwie garnka żelaznego. I tu znów cytat:
1
Fraza „z żelaza ulany” sugeruje, iż autor miał na myśli przedmiot żeliwny. Zgodnie z polską tradycjątranslacyjną tłumaczy się jednak francuski termin p o t de f e r jako „garnek z żelaza”.

�Ryszard Vorbrich

144
Ale podróż była krótka:
Lada kamyk, lada grudka
Plącze chwiejne garnków kroki
I co chwila, gdy szli razem,
Glina trąca się z żelazem.
Biedakowi trzeszczą boki,
Nie mógł znieść szturchańców dłużej
I roztrzaskał się w kawały.

Pora więc na morał, podsunięty przez La Fontaine’a:
Własną piędzią mierz się, bratku,
Od mocniejszych bądź z daleka
Głaszczą, pieszczą, a w ostatku
Garnka z gliny los cię czeka.
(La Fontaine 1955: 128-129)

Bohaterowie bajki La Fontaine’a zostali wykorzystani przez antropologów
jako metafory, odpowiednio: społeczeństwa narodowego - utożsamianego z silnie
scentralizowanym „państwem-narodem”, i społeczeństwa plemiennego - utożsa­
mianego głównie z kruchą strukturą amorficznego społeczeństwa acefalicznego
(Barbier 1982).
Społeczeństwo narodowe, ujęte w „żelazne” ramy aparatu państwa, jaw i się tu
jako trwała struktura, zarówno w wymiarze symbolicznym (idei i świadomości),
jak i instytucjonalnym. Przeciwstawiany mu obraz społeczeństwa plemiennego
drugiej połowy XX wieku malowano raczej w barwach rozmytej pasteli. Choć
tradycyjny świat „człowieka plemiennego” pozostawał długo dla wielu autorów
- od Jeana-Jacques’a Rousseau (1966) do Ernesta Gellnera (1958) i Michaela
A. Marcusa (1983) - przykładem harmonii społecznej, to w rzeczywistości je ­
go instytucji dotknął już mechanizm marginalizacji, rozpadu lub utajnienia. Jego
sposób życia, jego normy kulturowe były często błędnie interpretowane, pogar­
dzano nimi lub traktowano jako sprzeczne z zasadami i celami przypisywanymi
społeczeństwom typu narodowego.

Państwa postkolonialne a społeczeństwa plemienne
W szczególnej sytuacji znalazły się kraje postkolonialne, w których struktu­
ry plemienne nie tylko przetrwały, ale wzmocniły się wskutek polityki rządów
pośrednich. Wiele z tych krajów budowało swą niepodległość w nadzwyczaj
złożonych realiach społeczno-politycznych, w sztucznie zakreślonych granicach
państwa postkolonialnego, stojąc przed koniecznością integracji wieloetnicznego
społeczeństwa w oparciu o postulat „budowy narodu”.

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

145

Droga do stworzenia społeczeństwa narodowego wiodła poprzez instrumen­
talizację państwa. Wzorem do naśladowania stawała się często silna i scentrali­
zowana struktura władzy z kultem prezydenta jako „ojca narodu” i innymi atry­
butami państwa postkolonialnego. W tym kontekście „plemię” traktowano jako
ciało obce, wręcz wrogie, czego najlepszym wyrazem jest hasło prezydenta M o­
zambiku Samora Machela: „Aby naród mógł żyć, plemię musi umrzeć” (Berman
1998: 306).
Traktowanie plemienia jako antytezy narodu, jako jego konkurenta, a często
i wroga państwa-narodu, związane było nie tylko z utożsamianiem go z etnicznością - siłą odśrodkową zagrażającą integralności społeczeństwa wielonarodowego.
Społeczeństwo plemienne, zarówno jako wyidealizowana kategoria, jak i dostępne
empirycznie wspólnoty, traktowane było przez elity krajów postkolonialnych jako
synonim „zacofania”, „niedorozwoju”, jako przeszkoda na drodze do postępu i re­
alizacji ambitnych celów polityki społecznej i ekonomicznej. Stąd było już blisko
do akceptacji pojęcia „mentalności plemiennej” jako szczególnego rodzaju świado­
mości, kojarzonej od czasów Lucien Levy-Bruhla z poziomem rozwoju umysłowe­
go tak zwanych dzikich i/lub przedstawicieli społeczeństw pierwotnych. Co praw­
da Levy-Bruhl „mentalność pierwotną” utożsamiał z „umysłowościąprelogiczną”,
odznaczającą się myśleniem mitycznym, niezauważaniem sprzeczności i posługi­
waniem się wyobrażeniami kolektywnymi (Levy-Bruhl 1922)2, ale postrzegał on
też „człowieka pierwotnego” jako istotę funkcjonującą w swoistym stanie natury.
Dominować w nim miały postawy kolektywistyczne, określane przez Levy-Bruhla
jako „prawo partycypacji”, podczas gdy postawy indywidualistyczne były zredu­
kowane do minimum; przeważać miały także relacje o charakterze emocjonalnym,
a posłuszeństwo wobec plemienia lub rodu było niepodważalne (Levy-Bruhl 1985:
362). Ten ostatni aspekt koncepcji Levy-Bruhla jest obecny także we współczes­
nym dyskursie o „mentalności plemiennej”. Nathaniel Branden zauważa, iż „istotą
plemiennej mentalności jest uczynienie z plemienia najwyższego dobra i zanego­
wanie znaczenia jednostki”. Cechuje ją, zdaniem tego badacza, tendencja do trak­
towania jednostki, jej dążeń i jej bezpieczeństwa jako funkcji przynależności do
grupy oraz do minimalizowania pluralizmu wierzeń, gustów, zwyczajów i świato­
poglądów (Branden 1994: 286)3.
2 Teza ta została ostro skrytykowana przez C. Lévi-Straussa, który zwrócił uwagę, iż odmienne
widzenie świata „dzikiego” nie wynika z mniejszych umiejętności logicznego myślenia, lecz z wiedzy
o otaczającym go świecie (Lévi-Strauss 1969: 268).
3 Podobna konceptualizacja „mentalności plemiennej” cechuje dyskurs filozoficzny. Caroline Myss
(2006: 18) uważa, iż mentalność plemienna wplątuje duchowość w specyficzne formy myślowe podziela­
ne przez grupę. Sprzyja to petryfikacji oraz unifikacji światopoglądu („plemiennych wierzeń”) właściwego
danej grupie. Utrwala strukturę rzeczywistości - przekonanie, co jest, a co nie jest możliwe (dopuszczalne)
dla członków grupy. Jednak, co zauważa ta autorka, choć mentalność plemienna bywa określana w termi­
nach akcentujących wspólną podstawę (kulturową) oraz zdolność do zapewnienia przetrwania grupy, to
nie zawsze jest ona synonimem „świadomości zgody”. W pewnych stadiach rozwoju („ewolucji”), tak
osobistego, jak i zbiorowego, mentalność plemienna musi być zakwestionowana.

�146

Ryszard Vorbrich

Jak mogłem się przekonać, w opinii przedstawicieli elit krajów Trzeciego
Świata tak zwana mentalność plemienna, mentalność „ludzi z buszu” cechu­
je się konserwatyzmem kulturowym, ignorancją, brakiem otwarcia na świat4,
a więc - jak byśmy to ujęli po polsku - z „zaściankowością” lub jeszcze do­
sadniej - z „ciemnogrodem”. Taki stosunek do zbiorowości identyfikowanych
jako plemienne ma swoje źródło w epoce kolonialnej lub jeszcze wcześniejszej.
Warto pamiętać, iż w epoce przedkolonialnej ludy potrafiące zbudować struktury
państwowe, w wielu wypadkach włączone w nurt cywilizacji uniwersalnej, na
przykład islamu, traktowały swych sąsiadów odmawiających podporządkowa­
nia się jako kategorię „nieokrzesańców”, „podludzi”, określając ich na przykład
w Kamerunie mianem „niewiernych” (Habbe), „parszywych psów” (Kirdi), czy
„górali” (Nadżeraj).

Nowe elity i struktury plemienne
Epoka kolonialna utrwaliła tego typu kategoryzację, nie tylko odwołując się
dosłownie do terminu „plemię”. Ta ostatnia sytuacja miała miejsce w północnej
Afryce, gdzie całym grupom wspólnot berberyjskich, wymykających się wcześ­
niej wpływom imperium osmańskiego, a później francuskiego, nadano egzoetnonim „Kabylowie” (od arabskiego qbila - „plemię”). Natomiast w Afryce subsaharyjskiej podobną karierę zrobił termin tribespeople, który jednak nadał tak
zdefiniowanym grupom specjalny status prawny.
W afrykańskich państwach kolonialnych „tubylcy” nie posiadali pełni praw
obywatelskich, takich jak prawo do obecności w przestrzeni publicznej (prawo
wyborcze, prawo do stowarzyszeń) czy wolności słowa. Afrykanów podzielono
na dwie kategorie - na tubylców (natives) oraz członków „wspólnot plemien­
nych” (tribespeoples) (Mamdani 1996: 18-21).
Do grupy natives zaliczano ludność zdetrybalizowaną, żyjącą na obszarach
zurbanizowanych lub wiejskich przekształconych przez gospodarkę rynkową, na
przykład na plantacjach. Byli oni zawieszeni w próżni prawnej, z definicji nie
byli obywatelami, lecz poddanymi. Mogli ubiegać się o status obywatela po speł­
nieniu wygórowanych wymogów natury majątkowej (jako posesjonaci, płatnicy
podatku od nieruchomości) i edukacyjnej (jako piśmienni - po zdaniu „egzaminu
obywatelskiego”). Ci, którzy spełnili te wymogi, stworzyli klasę évolués; z niej
z czasem uformowały się elity państw postkolonialnych, żyjących ideą stworze­
nia państwa-narodu.
W innej sytuacji prawnej pozostawały tribespeoples, czyli społeczności żyjące
nadal w strukturach plemiennych. Miały one pewną autonomię praw ną (podlega­
4
Jak wyraził to pewien nauczyciel wiejskiej szkoły w Kamerunie, oceniając środowisko społeczne
swych uczniów: ils s o n t obscurantistes.

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

147

ły z definicji prawu plemiennemu), lecz zarazem lokowały się na uboczu proce­
sów narodotwórczych. W kontekście kolonialnym nadanie im autonomii prawnej
można uznać za próbę włączenia tych społeczności do państwa kolonialnego,
lecz rozwiązanie to zarazem blokowało członkom wspólnot plemiennych dro­
gę do zdobycia praw obywatelskich - uzyskania statusu równego évolués. Jeśli
uwzględnimy, że évolué znaczy tyle, co „ktoś rozwinięty”, łatwiej zrozumiemy
stosunek Europejczyków, a później ich afrykańskich wychowanków do „ludno­
ści plemiennej”. W oczach administracji kolonialnej, a często i postkolonialnej,
ludzie ci stali na zbyt „niskim szczeblu rozwoju”, aby mogli być traktowani jako
w pełni świadomi obywatele5.
Konsekwencją polityki prowadzonej wobec społeczności plemiennych było
w dłuższej perspektywie nie tylko utrwalenie defacto i de iure pozycji tribespeoples jako grupy ludności o specjalnym statusie prawnym, lecz także powstanie
obszarów (tzw. terytoriów plemiennych), na których prawo państwowe miało
ograniczony zasięg i na którym dominowały lub utrzymywały się specyficz­
ne struktury społeczne i normy kulturowe (Mamdani 1996). Powstawały w ten
sposób obszary wyłączone z przestrzeni społeczeństwa narodowego, prawnie
chronione przed wpływami zewnętrznymi, o statusie rezerwatów lub quasi-rezerwatów. Sytuacje takie znamy nie tylko z Ameryki, ale i z Afryki oraz Azji (np.
z Indii)6.
Mieszkańcy takich obszarów traktowali świat zewnętrzny jako nieprzyjazny,
a często opresyjny. Kontakt z tym światem był źródłem traumy, która nie tylko
wynikała z działań struktur i agend państwowych (podatki, praca przymusowa
itp.), lecz także była pochodną stresu kulturowego związanego z kontaktem z in­
stytucjami i normami społeczeństwa narodowego. Obrazowo ujął to mój 60-letni
kameruński informator S.M.T., wódz największej wsi wchodzącej w skład quasi-rezerwatu zwanego Groupement Daba Independent, pragnąc wytłumaczyć się ze
swego analfabetyzmu: „Gdy byliśmy młodzi, i władze kazały memu ojcu posłać
kilku synów do szkoły, posłuchał mojej matki i pozwolił mi pozostać w domu.
Do miasta, do szkoły posłał mego przyrodniego brata. Mówiło się wówczas:
«niech on cierpi»”.
Należy zaznaczyć, iż wzajemny stosunek społeczności plemiennych i naro­
dowych był zróżnicowany i zależny między innymi od charakteru organizacji
5 Dosadnie wyraził to pewien kameruński podprefekt, dowiadując się, że wybieram się do wiosek
górskich leżących w jego dystrykcie (podczas moich badań prowadzonych tam w latach 80.): „Po co
Pan jedzie do tych małp?”. Mniej drastycznie, lecz równie wymownie zareagowała 20 lat później kameruńska siostra zakonna, pochodząca z grupy etnicznej dość wcześnie poddanej akulturacji. Kiedy od­
wiedziła mnie w izolowanej, górskiej wiosce (prosiłem ją wcześniej o przywiezienie świeżej żywności),
widząc flagę kameruńską powiewającą na wykrzywionym drągu przed zagrodą miejscowego wodza
zawołała: „Ha! Flaga Kamerunu tutaj?”. Była szczerze zdziwiona, gdy jej wytłumaczyłem, że tutaj też
jest Kamerun, a miejscowy wódz jest reprezentantem władzy państwowej.
6 Nie zawsze specjalny status prawny „plemion” jest ujęty w normy konstytucyjne i sformalizowane,
tak jak to ma miejsce w Indiach, w formie tzw. plemion rejestrowych (sc h e d u le d tribes, Upreti 2007).

�148

Ryszard Vorbrich

społeczno-politycznych tych pierwszych oraz ustroju politycznego (konstytucyj­
nego), w jakim funkcjonowało (często formalnie, a nie w rzeczywistości) społe­
czeństwo narodowe.
W państwach o ustroju konsocjonalnym, pomimo pewnej marginalizacji,
społeczności plemienne nie były wykluczone z procesu narodotwórczego. Spo­
łeczeństwo narodowe oparto tam na szerokim porozumieniu pomiędzy elitami
poszczególnych segmentów społecznych, jak to ma miejsce w niektórych pań­
stwach Azji (np. Malezja).
Odmienną sytuację odnotowujemy w państwach o silnie scentralizowanym
ustroju lub w ramach tak zwanej demokracji konsensualnej, czyli w większości
państw afrykańskich, w których społeczności plemienne były traktowane jako
zaledwie tolerowane mniejszości etniczne. Przykładem może być Kamerun,
z jego konstytucją stwierdzającą powstanie „narodu kameruńskiego języka fran­
cuskiego i angielskiego”, a więc narodu, który de facto stał się postkolonialnym
projektem évolués - uformowanych w epoce kolonialnej elit. W takim kontekście
społecznościom plemiennym przypisano formalnie, jak ujęła to ta sama konstytu­
cja, status „mniejszości etnicznych” i „ludności tubylczej”.
Już w okresie kolonialnym administracja w odmienny sposób traktowała
wspólnoty plemienne, które zdołały utworzyć w łasną państwowość lub choćby
jej namiastki. We francuskim Kamerunie przyznawano nawet „medal tubylczej
zasługi” dla osób, które potrafiły stworzyć scentralizowane struktury polityczne,
zdolne pełnić funkcję lokalnego partnera władzy kolonialnej7.
W niepodległych krajach afrykańskich warstwy opiniotwórcze włączają do
mitu założycielskiego swego państwa-narodu wcześniejsze - przedkolonialne
- organizmy państwowe (np. poprzez odwoływanie się do nich w podręcznikach
historii, z pominięciem dziejów grup, które pozbawione były władzy scentrali­
zowanej), nie tylko dlatego, że sugerują one ciągłość instytucji państwa i legity­
m izują instytucję władzy centralnej, ale także dlatego, iż poświadczają istnienie
przedkolonialnych form organizacji społecznej o znacznym stopniu konsolidacji,
przekraczającej skalę lokalną i plemienną.
W takiej postawie elit społeczeństwa narodowego ujawnia się inkluzywny
charakter tożsamości heterogenicznego „społeczeństwa narodowego”. Inklu­
zywny charakter narodu stoi jednak w wyraźnej sprzeczności z ekskluzywnym
charakterem świadomości typu plemiennego, budującej więzi społeczne oparte
na tradycji genealogicznej.
Właśnie tego typu świadomość (obok polityki marginalizacji i wykluczania
ze strony społeczeństwa narodowego) sprawiała, iż członkowie społeczności
plemiennych byli skłonni podtrzymywać długą tradycję przeciwstawiania się

7
Przywódca wodzostwa Musgoy (które w XIX w. skutecznie oparło się fulbejskiej inwazji) został
w 1926 r. odznaczony przez Francuzów „medalem tubylczej zasługi” za stworzenie „władzy politycznej
porównywalnej do najlepszych lamidatów fulbejskich” (Azarya 1978: 68).

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

149

państwu i kulturze grup w nim dominujących. Przeważała wśród nich postawa
defensywna, zaś główna taktyka oporu polegała na stosowaniu uników; mówiąc
językiem La Fontaine’a - społeczeństwa plemienne wolały „zejść z drogi” sil­
niejszemu partnerowi, aby nie narazić się na dezintegrację, na „rozbicie”. W ta­
kich warunkach trudno było o wzajemne przenikanie się obu kategorii.

Globalizacja, modernizacja i społeczności plemienne
Sytuacja zmieniła się znacząco wraz z narastaniem zjawiska globalizacji.
Dominujące w danym kraju społeczeństwo narodowe - ze swoimi normami,
sankcjonowanymi przez państwo i narzucanymi słabszym partnerom, a także ze
swoją hierarchią marginalizującą wspólnoty plemienne - przestało być jedynym
punktem odniesienia dla poszczególnych społeczności plemiennych.
Od lat 80. XX wieku można obserwować - w każdym razie w Afryce, do
której się odwołuję - wyraźną zmianę w postawie członków tak zwanych spo­
łeczności plemiennych w stosunku do świata zewnętrznego. Wiele zjawisk z tym
związanych, które można opisywać w kategoriach adaptacji, akomodacji lub
akulturacji, było znanych już wcześniej, podobnie jak sam proces globalizacji,
ale ich nasilenie się jest stosunkowo niedawnej daty.
Pojawienie się w rzeczywistości plemiennej nowych odniesień w postaci in­
stytucji i struktur o charakterze ponadnarodowym, globalnym, często traktowa­
nych jako konkurencja lub przeciwwaga dla instytucji i struktur państwa-narodu, zmieniła sytuację społeczeństw identyfikowanych jako plemienne. Dla ich
członków świat zewnętrzny zaczyna jaw ić się jako świat, który można „oswoić”,
pełen nowych możliwości, czekający na „zagospodarowanie”, jako przestrzeń
dóbr i idei, które można spożytkować dla własnych lokalnych czy plemiennych
celów.
Rodzi się oczywiście pytanie, czy w tych nowych okolicznościach odmiennie
zachowujące się społeczności można nadal określać jako „plemienne”. Być może
nowe spojrzenie na tę wyłaniającą się rzeczywistość skłoni antropologów do re­
definicji samego pojęcia „plemię”, a może doprowadzi do jego zarzucenia jako
nieadekwatnego do realiów współczesnego świata. Nie próbuję tego rozstrzygać,
pragnę jedynie zwrócić uwagę na nowe zjawiska będące następstwem globaliza­
cji, występujące wśród społeczności opisywanych dotychczas jako plemienne.
Ze względu na ramy artykułu koncentruję się na trzech wymiarach zjawiska, któ­
re można określić mianem modernizacji społeczności plemiennych: tożsamoś­
ciowym, instytucjonalno-strukturalnym i symboliczno-kulturowym.
Jak wynika z klasycznych definicji społeczeństwa plemiennego, kładących
nacisk na ich m ałą skalę, ograniczenie przestrzennego i czasowego wymiaru po­
wiązań społecznych, prawnych i ekonomicznych, a zwłaszcza na rolę związków
pokrewieństwa jako spoiwa tego typu wspólnot, kluczową rolę w kształtowaniu

�150

Ryszard Yorbrich

tożsamości grup i jednostek odgrywała wiedza genealogiczna (Lewis 1968). Jed­
nym z efektów globalizacji jest, jak wiemy, poszerzenie horyzontów społecz­
nych. W wypadku społeczeństw plemiennych skutkuje to próbami rozbudowy
systemów genealogicznych, tak aby obejmowały one grupy i ludy, z którymi
dana wspólnota weszła w interakcje w wyniku globalizacji. Doskonałym przy­
kładem takiej praktyki jest mit kosmologiczny ludu Fang, żyjącego na pograni­
czu Kamerunu i Gabonu.
Do czasów kolonialnych genealogie plemienne Fangów wywodziły pochodze­
nie różnych (znanych im) grup plemiennych od wspólnego, mitycznego przodka-kreatora - Nzambe. Poszczególne grupy pochodzić miały od jego potomków:
Woumbou i Wandji. Członkowie obu grup przyznawali status pierworodnego
potomka kreatora zawsze swojemu przodkowi. Budziło to, co prawda, konflikty
o pierwszeństwo i miejsce w hierarchii okolicznych plemion, lecz nie burzyło
poczucia swojskości w stosunku do grup sąsiednich. Problem powstał, gdy wraz
z nastaniem epoki kolonialnej pojawili się całkiem obcy przybysze - Biali. Nie
tylko różnili się oni w drastyczny sposób wyglądem od tubylców, ale nie mieś­
cili się także w dotychczasowej, plemiennej wizji świata. W tym samym czasie,
w tubylczym światopoglądzie znaleźli jednak trwałe miejsce inni „obcy”, prze­
strzennie oddaleni czarnoskórzy mieszkańcy dalszych regionów kontynentu (np.
„strzelcy senegalscy”). Ci nowi „obcy”, nie mieszczący się w tradycyjnej wizji
świata, zostali włączeni do rodzimych kosmogonii poprzez rozbudowę tradycyj­
nej genealogii. W linii genealogicznej prowadzącej od przodka-kreatora - Nzam ­
be do inicjatorów poszczególnych gałęzi genealogicznych Afrykanów pojawił się
Afri Kara - przodek wszystkich Czarnych. Natomiast Biali oraz Pigmeje(!) mieli
pochodzić już, według tego zmodernizowanego schematu genealogicznego, od
innych mitycznych przodków (Binet 1980: 19).
W ten sposób modernizacja tradycyjnej, ograniczonej przestrzennie i czasowo
wizji świata (wciąż przecież plemiennej w swych kryteriach tożsamościowych),
przez włączenie do grupy potomków Nzambe nowych kategorii istot ludzkich,
została dostosowana do nowego zasięgu powiązań. Można powiedzieć, że włą­
czyła harmonijnie ludy Fang do wspólnoty ogólnoludzkiej, globalnej.

Ludy tubylcze i nowy typ dyskursu
Innym przykładem nowych wymiarów tożsamości, które można uznać za kon­
sekwencję globalizacji, jest wprowadzenie do dyskursu kategorii praw człowieka
i związanej z tą koncepcją ideologii ludów tubylczych. Zastąpienie w dyskursie
tożsamościowym kategorii „plemienności” jej nowymi substytutami, w rodza­
ju „lokalności” i „tubylczości”, nie tylko dało impuls do budowy nowego typu
tożsamości, szukającej porównań i odnośników w skali globalnej, ale okazało
się także przydatne w upodmiotowieniu dotychczas marginalizowanych współ-

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

151

not. Manewr ten pomaga w odrzuceniu lub odwróceniu stygmatu „zacofania”
i „bariery rozwojowej”, jaki ciążył dotychczas na kulturach definiowanych jako
plemienne.
Przyjętąstrategiąjest akceptacja terminologii stosowanej przez grupy dominu­
jące w wymiarze narodowym i globalnym. Dotyczy to zwłaszcza takich określeń,
jak: „rozwój”, „demokracja” itp. Jednocześnie unika się odnośników etnicznych,
kamuflowanych teraz przez terminy neutralne, odnoszące się na przykład do ka­
tegorii geograficznych lub do instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Przykła­
dem może być organizacja kameruńskich Pigmejów, stworzona w 1975 roku jako
Projet Pygmée de l ’Est Cameroun, która dwadzieścia lat później, w odpowiedzi
na oskarżenia o tendencje trybalistyczne, zmieniła nazwę na Association pour
Autopromotion de Population de l ’Est Cameroun.
Niekiedy jednak nowa generacja przywódców marginalizowanych dotych­
czas wspólnot plemiennych prowokacyjnie sięga po etnonimy, nawet gdy są to
egzoetnonimy, odzwierciedlające upośledzenie społeczne ich nosicieli. Tutaj
dobrym przykładem może być, opisywana już przeze mnie w innym miejscu,
doktryna Kirditude - ideologia społeczności plemiennych północnego Kamerunu
(Vorbrich 2001) z jej manifestem, który stworzył Jean-Baptiste Baskouda: Kirdi
jest moim imieniem:
Jeśli należy nazwać światu ten lud wzgardzony i tak bardzo pożądany
Wskażę to męstwo ślepe i wspaniałomyślność stale oszukiwane;
I powiem:
Człowieku Guiziga! powiedz to mocno: jestem Kirdi, lecz dumny,
Człowieku Mundang! powiedz to mocno: jestem Kirdi, lecz hardy,
Człowieku Tupuri! powiedz to mocno: jestem Kirdi, lecz nieugięty,
Człowieku Mbere! Powiedz to mocno: jestem Kirdi, lecz potężny, (...)
Człowieku Massa! obwieść to wyniośle: ja jestem Kado [„Poganinem” - R.V.],
lecz szlachetny, (...)
Człowieku Dhaba! Głowa wyniośle krzyczy: jestem Kefero, lecz wolny.
(Baskouda 1993)

Organizacje o charakterze tubylczym (np. Dynamique Culturelle Kirdi i Cel­
lule Estudiantine DCK), które odwołują się do ideologii Kirditude, w swych żą­
daniach politycznych opisują dotychczasową sytuację społeczności plemiennych
(unikając zresztą tego terminu) w kategoriach terroru psychicznego i dominacji
nielicznej elity kraju, którą określają jako allogeniczną. Odwołując się do „praw
człowieka”, swoje żądania streszczają w hasłach:
- prawa do życia, edukacji i własności,
- prawa do bezpieczeństwa,
- prawa do kultury i religii,
- wolności opinii (Vorbrich 2001: 11-12).

�152

Ryszard Vorbrich

O strategicznych celach ruchu Kirditude świadczą też bardziej konkretne żą­
dania:
- końca dominacji Fulbejów i muzułmanów,
- końca poniżających praktyk w usługach i transporcie publicznym8,
- końca terroryzmu psychologicznego i mentalnego,
- końca dyskryminacji w konkursach na stanowiska publiczne,
- końca dyskryminacji w przydziale stypendiów uniwersyteckich,
- końca dyskryminacji w awansach w armii,
- końca marginalizacji ludów Kirdi.
(Memorandum... 1993)

Struktury plemienne w społeczeństwie obywatelskim
Wspomniane wyżej żądania w iążą się ściśle z kolejnym, instytucjonalnym
wymiarem postaw członków wspólnot plemiennych wobec państwa-narodu i re­
lacji o charakterze globalnym. We współczesnej Afryce można zauważyć proces
wchodzenia członków społeczności plemiennych do instytucji państwa i społe­
czeństwa obywatelskiego. Efektem tego zjawiska jest zarówno etnizacja polityki,
jak i trybalizacja organizacji pozarządowych.
Z jednej strony, powstają organizacje ąuasi-polityczne, jak wspomniana wy­
żej Dynamique Culturelle Kirdi, Association traditionelle du peuple Bamoum,
Union tribale Bantu, a nawet stricte polityczne - jak na przykład UDC (Union
Démocratique du Cameroun), która jest faktycznie ugrupowaniem politycznym
reprezentującym interesy grupy etnicznej Bamun. Jej założyciel i przywódca,
wykształcony w Paryżu i w USA - Adamou Ndam Njoya, jest urzędującym suł­
tanem, wnukiem Njoya Wielkiego, który w 1890 roku zawarł z Niemcami układ
oddający jego królestwo pod protektorat Cesarstwa Niemieckiego.
Z drugiej strony, pojawiają się organizacje społeczeństwa obywatelskiego,
różnego rodzaju „Komitety Rozw oju... i Modernizacji”, które zgodnie ze swym
statutem służyć m ająposzczególnym społecznościom lokalnym lub regionalnym,
a w rzeczywistości odtwarzają strukturę plemienną i hierarchię społeczną trady­
cyjnych wspólnot. Przytoczę tutaj przykład, działającego na terenie grupy znanej
pod nazw ą Daba Niezależni, Comité de Développement du Groupement Daba.
Ta niewielka, powstała w 2000 roku struktura o zasięgu lokalnym (obejmująca
osiemnaście wsi z około 9 tys. mieszkańców), stawia sobie za cel inicjowanie
przedsięwzięć o charakterze rozwojowym: budowę szkół, ujęć wodnych, propa­
gowanie zasad higieny i nowych upraw.

8
Jak wyjaśniali moi informatorzy (badania z 1999 r.), postulat ten odnosi się do dyskryminacji, za
której przejaw uważa się nakaz zakrywania piersi przez kobiety w miejscach publicznych (na targach
lub w środkach transportu publicznego).

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

153

Bliższa analiza składu osobowego organizacji, a zwłaszcza jej założycieli
i członków zarządu, pozwala ustalić, iż tw orzą j ą głównie członkowie bliższej
i dalszej rodziny najważniejszego, tradycyjnego wodza „plemienia” - wspomnia­
nego już, niepiśmiennego, S.M.T. Prezesem Komitetu jest stryjeczny brat wodza
- R.D. Prawdziwą inicjatorką powołania organizacji i jej animatorką była jednak
bratanica wodza - H.M. (najlepiej wykształcona kobieta w całej grupie etnicznej
Daba - „profesor” ekologii), córka podoficera armii kameruńskiej9. Co można
uznać za istotne dla oceny „plemiennego” tła opisywanego układu, H.M. jest
córką owego przyrodniego brata wodza, który jako syn mniej łubianej żony po­
przedniego wodza został przed 50 laty wytypowany do szkoły, „aby cierpiał”. Jak
wspominałem, przed półwieczem skierowanie do szkoły było traktowane jako
dolegliwa kara. Dzisiaj z atencją podkreśla się, że H.M. „studiowała we Francji”.
Świadczy to, iż dyplom wyższej uczelni przejął we współczesnym społeczeń­
stwie plemiennym rolę cennego kapitału symbolicznego, jakim był niegdyś na
przykład dar sprowadzania deszczu.
Obok dwóch wymienionych wyżej osób, wśród jedenastu członków zarzą­
du odnajdujemy jeszcze trzech przyrodnich braci oraz trzech dalszych krewnych
wodza. Warto też zwrócić uwagę, iż prawie połowa członków zarządu (pięć osób)
mieszka na stałe poza rodzinną wioską, pełniąc znaczące funkcje w administracji
państwowej. Jest wśród nich profesor wyższej uczelni, dyrektor generalny poczty
w stolicy, m er najbliższego miasteczka oraz prawnik z wojewódzkiego miasta.
Jest to reprezentacja znamienna w społeczności o nadal znaczącym wskaźni­
ku analfabetyzmu10, wskazująca, iż struktury plemienne oraz związane z nimi
wartości (takie np. jak imperatyw solidarności rodowej) traktować można we
współczesnym świecie jako swoisty kapitał społeczny. Wykształcenie stało się
tu inwestycją, a więzi społeczne oparte na kryterium krwi swoistym kapitałem
wykorzystywanym w „zagospodarowywaniu” przestrzeni społecznej w skali na­
rodowej i globalnej. Potwierdza to choćby fakt, iż właśnie dzięki działaczom
Komitetu na Rzecz Rozwoju „Groupement” Daba, osadzonym w społeczeństwie
narodowym, we wsi M. (gnieździe rodowym członków zarządu) powstało pierw­
sze i jedyne w promieniu kilkudziesięciu kilometrów gimnazjum. Ponadto, dzię­
ki staraniom „miejskich” członków zarządu, Komitet nawiązał kontakty w skali
globalnej i pozyskał środki z międzynarodowej fundacji na budowę małej zapory,
inwestycji, która w zdecydowany sposób poprawiła bilans wodny wsi i całego
mikroregionu. Umiejętne wykorzystywanie kapitału społecznego do pozyski­
wania strumienia dóbr z zewnętrznego świata przyczyniło się do podniesienia
prestiżu wodza i jego rodziny. S.M.T., dzięki swym wykształconym i osadzonym
9 W latach 70. i 80. XX w. osiągnął on nadzwyczaj „wpływowe” stanowisko - osobistego szofera
matki prezydenta Ahmadou Ahidjo.
10Pierwsza szkoła podstawowa wśród Daba Niezależnych powstała w 1959 r„ ale pełną działalność
podjęła dwanaście lat później (w 1971 r.). W 2002 r. powstał pierwszy c o lleg e (gimnazjum) i w tym
samym roku ostatnia wieś otrzymała własną szkołę.

�154

Ryszard Yorbrich

w strukturach ponadlokalnych bratankom i bratanicom, choć nominalnie jest za­
ledwie naczelnikiem jednej z osiemnastu wiosek, stał się niekwestionowanym
liderem całego ważnego segmentu plemiennego.

Projekty rozwojowe i czarownictwo
Nowy rodzaj stosunku wspólnoty plemiennej do świata zewnętrznego po­
twierdza występowanie postawy zgodnej z „prawem partycypacji” Levy-Bruhla.
Członkowie wspólnot plemiennych, czy może raczej „postplemiennych”, party­
cypują na twórczy sposób w szerszym społeczeństwie o wymiarze narodowym
i globalnym.
Ten nowy stosunek Daba do świata zewnętrznego najzwięźlej wyraża nowe
słowo w języku tego ludu. Tym słowem-kluczem, otwierającym nowe możliwo­
ści, jest proże (od fr. projet). Wraz z innym ważnym określeniem, zapożyczonym
z „globalnej wioski” - ONG (NGO), odnoszącym się głównie do organizacji po­
mocowych, termin ten nabrał wręcz siły magicznej, służąc otwieraniu „sezamu”
globalnego świata, pełnego dóbr i nieznanych wcześniej możliwości. W ustach
członków plemiennych elit stał się rodzajem zaklęcia, mającego skłonić do ule­
głości reprezentanta globalnej wioski. Słyszałem to słowo w ostatnich latach w ie­
lokrotnie, czy to w rozmowie z dawnym znajomym, prostym wieśniakiem, który
prosił, abym zbudował w górskiej wiosce ośrodek zdrowia, czy też z wiejskim
nauczycielem, który apelował, abym znalazł w Polsce „jakieś ONG”, z którym
mógłby zrealizować wspólny „projekt” dotyczący rozbudowy jego szkoły.
Kolejnym obszarem, w którym ujawnia się aktywność modernizacyjna spo­
łeczności plemiennych, powiązana ze zjawiskiem globalizacji, jest sfera symboliczno-kulturowa. Włączeniu się „człowieka plemiennego” w struktury państwa
i szerszego społeczeństwa oraz w zakres gospodarki rynkowej, towarzyszy prze­
noszenie na nowy grunt wierzeń i praktyk uznawanych dawniej za typowo ple­
mienne, dotychczas obarczonych stygmatem „zacofania” i uważanych za barierę
rozwojową.
Mam tu na myśli przede wszystkim wiarę w czary, a dokładniej zjawisko
określane jako „modernizacja czarownictwa”. Pomimo detrybalizacji, czarownictwo nie stało się „zamkniętym rozdziałem”, należącym do tradycyjnej, ple­
miennej przeszłości. W opinii badaczy problemu, tworzy ono w XXI wieku kon­
stytutywny czynnik afrykańskiej rzeczywistości (Pawlik 2006; Moore, Sanders
2001). Wiara w czary nie utraciła zdolności do dostarczania modelu interpretacji
świata leżącego poza obszarem plemiennym, zwłaszcza rzeczywistości tak obcej
i złożonej, jak zjawiska związane z funkcjonowaniem jednostki w skali narodo­
wej lub globalnej. Pozwala ona konceptualizować now ą rzeczywistość jednost­
kom nominalnie zdetrybalizowanym: nauczycielom, sportowcom i politykom,
pozornie uwolnionym spod politycznej i kulturowej kontroli plemienia. Dzięki

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

155

tej zdolności, wiara w czary, związana z plemienną w izją świata, odtwarza się
w nowych okolicznościach, w środowisku miejskim, na stadionach, w szkołach
i salonach politycznych stolicy. Okazało się, że uwolnienie się od bezpośredniego
wpływu plemiennych autorytetów nie oznacza zarzucenia plemiennych standar­
dów zachowania.
Wskażę tu jedynie kilka przykładów modernizacji czarownictwa, znanych mi
z literatury lub z autopsji. W Kamerunie, na który tak często - ze względu na
moje doświadczenia badawcze - powołuję się, rozgrywki ligi piłkarskiej bywają
przerywane oskarżeniami o czary, mające rzekomo wpływać na wynik meczu.
Z kolei w przywoływanej już przeze mnie wsi M., wielu uwierzyło, iż sadzenie
pieniędzy w ziemi przynosi owoce w postaci ich pomnożenia.
Przypadek bardziej drastyczny to oskarżenie w 2003 roku nauczycieli liceum
o czary, które zostało potwierdzone (!) przez dochodzenie policyjne. Wywołało
ono m asową histerię i rozruchy w stolicy powiatu G. (zdemolowano wówczas
szkołę i spalono kilka wozów policyjnych). W tym samym roku poważni ludzie
na prowincji i w stolicy informowali mnie poufnie, że prezydent Paul Biya tak
długo utrzymuje się przy władzy, ponieważ posługuje się czarami, a do swych
praktyk magicznych używa ofiar ludzkich, przesyłanych mu przez osobistego
czarownika. Jak pokazują przytoczone przykłady, czarownictwo, uznawane za
cechę „mentalności plemiennej”, staje się użytecznym narzędziem wyjaśniania
współczesnej rzeczywistości i nowej sytuacji, w jakiej znalazły się społeczności
plemienne i grupy nominalnie zdetrybalizowane.
W obliczu modernizacji wielu aspektów życia społeczności tradycyjnych
(plemiennych) w sferze ekonomicznej, społecznej i kulturowej, wobec potrzeby
wyjaśniania nowych stosunków społecznych i ekonomicznych, dyskurs o czarownictwie okazał się nadzwyczaj przydatny. Jest on bowiem silnie zakorzeniony
w najgłębszych pokładach osobowości zarówno tradycyjnego „człowieka ple­
miennego”, jak i jego zdetrybalizowanego kuzyna. W tym kontekście, czarow­
nictwo można rozumieć jako wyrażoną z perspektywy mentalności plemiennej
krytykę globalizacji i związanych z nią zależności. Jak zwrócili uwagę Henrietta
L. Moore i Todd Sanders (2001: 14), czarownictwo nie tylko wiąże się z sy­
stemem globalnym, który nadaje mu współczesną formę, ale również dostarcza
„metakomentarza” o szkodliwych skutkach kapitalizmu i procesów globalizacyjnych.

Uwagi końcowe
Wniosek, jaki nasuwa się po analizie tych przykładów, to teza o wzajemnym
przenikaniu się dwóch odmiennych światów. Z jednej strony, mamy do czynie­
nia z przejmowaniem przez społeczności plemienne dyskursu globalnej wioski
i artykułowaniem swych interesów w kategoriach społeczeństwa „narodowego”

�156

Ryszard Yorbrich

i obywatelskiego. Z drugiej strony, następuje przeniesienie struktur i standardów
plemiennych do procesów związanych ze zjawiskiem globalizacji. Społeczeń­
stwa plemienne reprodukują się w rzeczywistości globalnej, lecz nie na sposób
tradycyjny, a „nowoczesny”. Ilustracją takiej modernizacji społeczności plemien­
nej jest między innymi status i źródło prestiżu wodza plemiennego. Tradycyj­
nie wódz budował sw ą pozycję i legitymizował władzę w oparciu o jej wymiar
sakralny, a także umacniał j ą dzięki znaczeniu podległej mu społeczności oraz
w wyniku sojuszy zawieranych z sąsiednimi wodzami plemiennymi. Tak zgro­
madzony kapitał - symboliczny i społeczny - pozwalał mu bronić swych ludzi
przed zagrożeniami idącymi ze świata zewnętrznego.
W zglobalizowanym świecie wodzowie plemienni, elity plemienne budują
sw ą pozycję na zupełnie nowych zdolnościach i kompetencjach, które stają się
ich kapitałem symbolicznym i społecznym. Kapitał ten stanowią: osobiste (lub
za pośrednictwem powiązań rodzinnych) zakotwiczenie w strukturach państwa
i społeczeństwa obywatelskiego (organizacji pozarządowych), zwłaszcza o zasię­
gu globalnym; wiedza i umiejętności praktyczne, takie jak dyplom dobrej uczelni
(najlepiej o randze międzynarodowej) oraz znajomość języków dominujących
w skali krajowej i globalnej. Te nowe rodzaje kapitału pozwalają elitom plemien­
nym pozyskiwać korzyści dla swego ludu z zasobów dóbr i idei społeczeństwa
narodowego i globalnego.
Na zakończenie raz jeszcze powrócę do bajki La Fontaine’a, która dla współ­
czesnych antropologów stała się m etaforą relacji pomiędzy społeczeństwem ple­
miennym a narodowym. Okazuje się, iż w rzeczywistości dotkniętej globalizacją
metafora kruchego glinianego garnka może przystawać do społeczeństwa ple­
miennego o tyle, o ile przyjmiemy, iż jego wędrówka ma miejsce w rozkładają­
cym wszystko „roztworze globalnego świata”. W takim środowisku, jego krucha
konstrukcja nie tylko jest amortyzowana przez konkurencyjne względem społe­
czeństwa narodowego struktury ponadnarodowe, ale okazuje się często bardziej
odporna na „żrące” właściwości globalnego roztworu niż z pozoru silniejsza „że­
lazna” konstrukcja narodu.
Zjawiska tu opisane nie są jedynie specyfiką Afryki, dotykają one także in­
nych kontynentów, w tym zwłaszcza znacznych obszarów Azji Środkowej (np.
Afganistanu) i Południowej (np. Indii i Pakistanu). Dowodzą one, iż społeczeń­
stwa plemienne, czy jak wolę je określać „postplemienne” nie są jedynie figurą
stylistyczną o charakterze emocjonalnym lub sentencjonalnym, lecz dynamiczną,
wielopostaciową formą społeczną, godną większego niż dotychczas zaintereso­
wania antropologów.
Słowa kluczowe: plemię, globalizacja, postkolonializm, społeczeństwo postplemienne,
rozwój, czarownictwo, Afryka, Kamerun

�Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne...

157

LITERATURA
Azarya V.
1978

Aristocrats Facing Change: the Fulbe in Guinea, Nigeria and Cameroon,
Chicago, London: The University of Chicago Press.
Baskouda J.-B.
1993
Kirdi est mon nom, Catholic Church: Yaounde.
Barbier J.-C.
1982
Pot de terre contre pot de fer: les sociétés dites acéphales et l ’état, w:
J. Lombard (dir.), Nature et forme de pouvoire dans les sociétés dites
acéphales. Exemples camerounais, Paris: ORSTOM, s. 30-62.
Berman B.J.
1998
Ethnicity, Patronage, and the African State: the Politics o f Uncivil Natio­
nalism, „African Affairs” 97, s. 305-341.
Binet J.
1980
Migrations et appauvrissement culturel en Afrique, „Cahiers du CHEAM”
9, s. 5-39.
Branden N.
1994
The Six Pillars o f Self-Esteem, New York: Bantam Books.
Gellner E.G.
1958
How to live in Anarchy, „The Listener”, London, no 1514, 3 April, s. 579-583.
La Fontaine J. de
1955
Bajki. Wybór, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.
Lévi-Strauss C.
1969
Myśl nieoswojona, przeł. A. Zajączkowski, Warszawa: Państwowe Wy­
dawnictwo Naukowe.
Lévy-Bruhl L.
1922
La mentalité primitive, Paris: Les Presses Universitaires de France.
1985
I low Natives Think, Princeton: Princeton University Press.
[1919]
Lewis I.M.
1968
Tribal Society, w: International Encyclopedia o f Social Sciences, vol. 16,
s. 146-150.
Mamdani M.
1996
Citizen and Subject: Contemporary Africa and the Legacy o f Late Colo­
nialism, Princeton, New York: Princeton University Press.
Marcus M.A.
1983
Townsmen and Tribesmen: Identity, History, and Social Change in Eastern
Morocco, New York: New York University Press.
Memorandum...
1993
Memorandum de la majorité opprimée du ,, Grand” Nord-Cameroun (druk
ulotny).
Moore H.L., Sanders T.
2001
Magical Interpretations and Material Realities: An Introduction, w: H.L.
Moore, T. Sanders (eds.), Magical Interpretations, Material Realities: Mo-

�Ryszard Vorbrich

158

dernity, Witchcraft and the Occult in Postcolonial Africa, London, New
York: Routledge, s. 1-27.
Myss C.
2006

Pawlik J.
2006

Leaving the Wounded Relationship Tribe, w: G. Gendreau (ed.), The Mar­
riage o f Sex and Spirit. Relationships at the Heart o f Conscious Evolution,
Santa Rosa: Elite Books, s. 217-225.
Czarownictwo w dyskursiepolitycznym współczesnych państw afrykańskich,
w: R. Vorbrich (red.), Plemię, państwo, demokracja, Poznań: Biblioteka
Telgte, s. 195-210.

Rousseau J.-J.
1966
Umowa społeczna, przeł. B. Baczko i in., Warszawa: Państwowe Wydawni­
ctwo Naukowe.
Upreti C.H.
2007
Indian Tribes. Then and Now, Jaipur: Pointer Publisher.
Vorbrich R.
2001
Kirditude - ideologia uciskanej większości Kamerunu, „Afryka” 13, s. 1-17.

Ryszard Vorbrich
AN IRON POT AND A CLAY POT OR THE TRIBAL SOCIETY
CLASHED WITH THE NATIONAL AND GLOBAL SOCIETY.
THE CASE OF CAMEROON
(Summary)
The article deals with the transformations of the tribal society, its structures and tribal
mentality in African post-colonial states, shown from the perspective of Cameroon, where
the author conducted field studies for a few years. The author discusses the relations
between the state and the tribe and between the new elites and the people who continue to
live in the tribal community. The strategy aimed at the marginalisation of tribes pursued
by the elites of post-colonial states was met with defence and adaptation reactions, which
helped to retain many elements of the tribal tradition in the new national order. At the
same time representatives of tribal communities discovered new possibilities of invol­
vement, resorting to the ideological discourse and developmental solutions offered by the
external world, especially by different global institutions.
Key words: tribe, globalisation, post-colonialism, post-tribal society, development,
witchcraft, Africa, Cameroon

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6586" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6566">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/47094136d4b2f459c3099fab679dc771.pdf</src>
        <authentication>f7a04a1d523b8be899c8bb2ef8cb798e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78376">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2042</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78377">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78378">
                <text>etniczność</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78379">
                <text>Maroko - struktura plemienna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1895</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78381">
                <text>Struktura plemienna i etniczna a poziomy integracji społecznej i etnicznej w Maroku / LUD 1992 t.75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78382">
                <text>LUD 1992 t.75, s.55-78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78383">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78384">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78385">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78386">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78387">
                <text>Lud, t. 75, 1992

RYSZARD VORBRICH
Instytut Etnologii
i Antropologii Kulturowej
UAM Poznań

STRUKTURA
PLEMIENNA
I ETNICZNA
A POZIOMY INTEGRACJI SPOŁECZNEJ
I POLITYCZNEJ
W MAROKU
Zderzenie z zaskakująco złożoną rzeczywistością etniczną pozornie homogenicznej kulturowo Afryki Północnej powoduje często zamieszanie terminologiczne i odmienną ocenę sytuacji u poszczególnych autorów. Żywa dyskusja
nad naturą tradycyjnych struktur plemiennych i politycznych tej części świata
toczy się już od dziesięcioleci.
Niniejsze studium ma na celu nie tylko uporządkowanie dotychczasowych
wniosków i spostrzeżeń, ale i zilustrowanie zasad funkcjonowania organizacji
segmentarnej tradycyjnych społeczności Maroka - zwłaszcza berberskiej
ludności masywu Atlasu 1. Ukazuje również ponadplemienne poziomy identyfikacji etnicznej i narodowej w powołanym do życia przez polityków
narodzie marokańskim.
Jest faktem ogólnie znanym, iż Maroko trzynaście stuleci należące do
świata islamu, zamieszkałe jest przez ludność berberską i arabską. Bardziej
zorientowani wiedzą też zapewne, iż na obrazie kultury marokańskiej swe
piętno odcisnęły również znaczące grupy mniejszościowe, takie jak Żydzi lub
Europejczycy. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z ogromnego rozdrobnienia
plemiennego i etnicznego tradycyjnego społeczeństwa marokańskiego oraz
konsekwencji jakie to zjawisko ma dla procesu kształtowania się wspólnoty
narodowej i państwowej.
Dokładniejsze zestawienia mówią o wielu setkach grup plemiennych
Maroka. Bernard Hoffman (1967, s. 173-191) doliczył się nawet 768 plemion.
Źródła oficjalne z czasów protektoratu
podają listę 74 konfederacji, 619
plemion, 3143 frakcji oraz 24193 aglomeracji (osad) tylko w strefie francuskiej
(Repetoire, 1939). Aby zrozumieć skąd wzięły się tak ogromne liczby musimy
najpierw odpowiedzieć na pytanie o desygnat pojęć: "plemię", "frakcja",
"konfederacja" stosowanych przy opisie stosunków etnicznych i tradycyjnej
organizacji politycznej Maghrebu.
I Baza źródłowa
i materiał ilustracyjny do niniejszej pracy zebrana została przez autora
podczas wielomiesięcznego (kwiecień-grudzień 1990 roku) pobytu w Maroku w ramach wymiany
kulturalno-naukowej
między Polską a Marokiem.

�56
Sięgnięcie do podstawowych definicji (S. Szynkiewicz, t 987, s. 272) pozwala
na sformułowanie pewnych zastrzeżeń. Jednostki organizacji społecznej, określane w literaturze przedmiotu jako "plemiona" marokańskie, rzeczywiście
posiadają jednoznaczny etnonim, stanowią część jakiejś szerszej grupy etnicznej (lub raczej etno-językowej), charakteryzują się też - do pewnego stopnia
- wspólnotą terytorium oraz istnieniem zalążków struktury politycznej.
Podobne cechy odnoszą się jednak również do jednostek taksonomicznych
wyższego a zwłaszcza niższego rzędu. Zanim odpowiemy dlaczego właśnie
owemu pośredniemu poziomowi integracji społecznej przypisuje się termin
"plemię" musimy omówić, po krótce, zasady funkcjonowania tradycyjnego
systemu organizacji społecznej i politycznej Maroka.
Przy opisie tradycyjnych poziomów integracji społecznej Maroka posłużyć
się można modelem społeczeństwa segmentarnego. Na ogół podkreśla się, iż
społeczeństwo takie opiera swą organizację na ideologii pokrewieństwa
(R. Vorbrich, t987a, s. 13). Poszczególne segmenty są niezależne politycznie,
władają określonym terytorium, mogą posiadać formalną organizację polityczną. Co naj istotniejsze - łączą się z innymi segmentami dla osiągnięcia
doraźnych lub stałych celów obrzędowych, militarnych lub gospodarczych.
Zespoły segmentów mogą stanowić nie tylko prostą sumę swoich składników,
ale przybierać też nową jakość, o określonych cechach nie występujących
poprzednio na niższych poziomach. Takie zespoły segmentów mogą również
łączyć się ze sobą tworząc wyższy - trzeci, poziom integracji politycznej
i społecznej. W Maroku mamy właśnie do czynienia z trzema poziomami
struktury plemiennej: podplemieniem (frakcją), plemieniem i konfederacją
plemion.
Dla celów niniejszej analizy podstawowym problemem pozostaje kwestia
- który z poziomów organizacji społeczno-politycznej stanowić może właściwy desygnat pojęcia "plemię". Jednoznaczne uszeregowanie jednostek taksonomicznych segmentarnej struktury plemiennej utrudnia ogromnie zamieszanie terminologiczne panujące w miejscowych językach. Zależnie od regionu
kraju, ten sam termin może odnosić się do dwóch a niekiedy do trzech
poziomów organizacji segmentarnej (8. Hoffman, t 967, s. 48). Podobną
różnorodność terminologiczną spotkać można w literaturze przedmiotu. W danej sytuacji właściwe zinterpretowanie samego pojęcia nastąpić może jedynie
na podstawie załączonej definicji, towarzyszącego terminu opisującego lub jego
odpowiednika przyjętego w administracji i literaturze etnologicznej.
Frakcja

(podplemię)

-

Taqhilt

Analizę rozpocząć musimy od naj niższego poziomu organizacji politycznej.
Taką naj niższą jednostką taksonomiczną segmentarnej struktury plemiennej
- wyższą jednak od grupy krewniaczej lub lokalnej - jest w Maroku

�57
wspólnota terytorialna określana w literaturze mianem frakcji (sekcji) plemienia, podplemienia lub jako kanton górski albo dystrykt. (J. Berque, 1974; 1955;
J. Couleau, 1968; B. Hoffman 1967; A. Ponikiewski, 1976). W terminologii
miejscowej używa się w tym wypadku terminów: taqbilt, ferka, khums (piąta
część), rehaa (czwarta część). W niniejszej pracy na określenie tego poziomu
organizacji stosować będą pojęcia: frakcja lub taqbilt - używanego przez
plemię Ait Tidili, służące mi jako przykład ilustrujący zasady ogólne.
Frakcja, czyli taqhilt zajmuje najczęściej powierzchnię kilkudziesięciu km2
zamieszkałą przez 1000-2000 osób, zgrupowanych w kilku grupach krewniaczych lub lokalnych. Grupy rodowe (ikhs, tighst, asoun, aduar) mogą, lecz
nie muszą pokrywać się z podstawowymi społecznościami lokalnymi - duarami. Termin duar (arab. obóz) odnosi się do obozowiska u koczowników lub
do wsi, czy raczej przysiółka u ludności osiadłej.
Taqbilt uznać można za podstawową, niepodzielną jednostkę tradycyjnej
organizacji plemiennej Maroka z kilku powodów.
Po pierwsze - posiada ona etnonim.
Po drugie - mamy tu do czynienia ze wspólnotą terytorium. Członków
poszczególnych taqhiltów łączy bowiem wspólna własność ziemi i wody.
Wreszcie po trzecie - taqhilt posiada, a właściwie posiadał do niedawna,
integralną, w dużym stopniu niezależną strukturę organizacji politycznej.
Właśnie z powodu swej niezależności politycznej określano go często mianem
"małej republiki". Władzę ustawodawczą pełniło w taqbilcie zgromadzenie
ogółu wojowników zwane dżemaa lub anjlus. W praktyce w mniej istotnych
sprawach decyzję podejmowało zgromadzenie przedstawicieli wszystkich rodzin. Władza wykonawcza a właściwie funkcja koordynatora
spoczywała
natomiast w ręku wybieranego na jedno lub dwuletnią kadencję przewodniczącego rady, zwanego u Berberów amghar (l.m. imgharin) lub ażarrai
a u Arabów moqaddem lub śeikh (sheikh, scheikh).
Czynnikiem integrującym członków taqbiltu są rzeczywiste lub domniemane
związki genetyczne. Świadomość wspólnego pochodzenia podtrzymywana jest nie
tylko przez tradycję ustną ale i potwierdzana dokumentami pisanymi sięgającymi
niekiedy XV wieku, do epoki, gdy papier i usługi notariatu muzułmańskiego stały
się ogólnodostępne w biedzie marokańskim (1. Berque, 1974). Szczegóły historii
poszczególnych rodzin śledzić można cofając się o 4 wieki. Dokumenty te są
troskliwie przechowywane; ukryte na dnie kufrów, w komunalnych spichlerzach
(agadirach) lub zamurowane w ścianie rodzinnego domostwa.
Równie ważnym czynnikiem identyfikacji społecznej jest przestrzeń. Taqbilt
- zwłaszcza na terenach górskich - obejmuje z reguły zlewisko jednego lub
dwóch strumieni (zob. ryc. 1 A). Niekiedy osią wyznaczającą obszar sąsiednich
taqbiltów są kolejne odcinki większego strumienia, a ziemie uprawne i pastwiska każdej wspólnoty terytorialnej rozpościerają się na dwóch przeciwległych
stokach doliny.

�58

~i.ii1iJ [!lIB]
-----

11

10
-

----

-

13

14

O
15

Ryc. 1. Struktury plemienne Atlasu Wysokiego
A. Struktura ekologiczna a formy organizacji plemiennej Ait Tidili (podczas przygotowywania
mapy wykorzystano wyniki badań własnych autora, uzupełnione danymi prezentowanymi przez
J. Drescha 1941). B. Schematyczny plaJJ konfederacji Ouaouizguit. (Dane podaję za B. Hoffmanem
1967).
Legenda:

II.

Grzbiety i szczyty górskie (z punktem wysokości)
Krawędzie uskoków skalnych i plaskowyży
Strumienie
Granica plemienia
Przybliżony przebieg granicy plemienia
Granica frakcji
Duar należący do leifu Ait Iraten
Duar należący do lej]u lnemzel
Duar w którym organizacja lejIów nie istnieje
Duar - siedziba zauji
Targ

12.
13.
14.
15.

Nazwa masywu górskiego (adrar'u)
Nazwa strumienia (asyu)
Nazwa frakcji
Granice konfederacji i plemion

ł.

2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.

9.
10.

Granica taqbiltu górskiego biegnie zazwyczaj granią szczytów lub w poprzek dolin rzecznych (zob. ryc. lA). Teren tak zarysowanej wspólnoty
przedstawia skomplikowany
układ przestrzenny, w którym poszczególne
kategorie struktury ekologicznej nabierają odmiennych wartości ekonomicznych, kulturowych, politycznych i strategicznych.
Wśród plemion osiadłych, dna dolin zagrożone wiosennymi powodziami,
wykorzystywane są do intensywnej gospodarki pastwiskowej. Leżące opodal

�59
tereny sztucznie nawadniane, przedstawiające największą wartość ekonomiczną, są najlepiej zagospodarowane solidarnym wysiłkiem wspólnoty. Praca przy
budowie i konserwacji skomplikowanego systemu kanałów nawadniających
i tarasów integruje mieszkańców doliny - członków jednego taqbiltu. Wobec
rozproszenia własności ziemi zaniedbanie konserwacji choćby jednego fragmentu systemu irygacyjnego grozi poważnymi konsekwencjami wszystkim
mieszkańcom. Każdy taqhilt posiada rozbudowane służby publiczne - wybieralnych funkcjonariuszy
- czuwających nad dystrybucją wspólnego ale
podzielnego dobra jakim jest woda oraz nad technicznym aspektem funkcjonowania systemu irygacyjnego. Poszczególne działki terenów nawadnianych
mają również chrakter własności podzielnej i przekazywane są w indywidualne
posiadanie i użytkowanie członkom wspólnoty2. Ze względu na optymalne
wykorzystanie zasobów wody obszary nawadniane nie mogą już być z zasady
powiększane.
Tereny przylegające do strefy nawadnianej traktowane są jako rezerwa pod
rozbudowę osad oraz jako rezerwa ziemi uprawnej - przeznaczona do tak
zwanych upraw suchych (bur). Uprawy suche, a właściwie nawadniane wyłącznie
opadami naturalnymi występują jedynie w niektórych - północnych terenach
kraju (M. Cote, J. Legras, 1966). W centralnej części kraju, na terenach
górzystych, wprowadza się je sporadycznie w lepszych latach. O konkretnym
przeznaczeniu działek z tej strefy decyduje rada wspólnoty - dżemaa.
Położone z dala od osad obszary stepów lub hal górskich wykorzystywane
są jako wspólne pastwiska, do których równe prawa mają wszyscy członkowie
taqbiltu. Jest to zatem własność niepodzielna. Tereny wypasowe, których
właścicielem jest dany taqbilt przylegają do pastwisk plemiennych, to znaczy
do terenów, które stanowią wspólną własność wszystkich taqbiltów należących
do jednego plemienia. Z tej racji granice między taqbiltami wyznaczone bywają
dokładnie na odcinkach przecinających tereny uprawne lub przyległe do nich
pastwiska. Granice rozmywają się i zanikają na terenach przylegających do
ziem ogólnoplemiennych. Takie wspólne tereny znajdują się zazwyczaj na
peryferiach obszaru plemiennego (zob. ryc. 1A).
Mieszkańców doliny - członków jednego taqhiltu integruje nie tylko
wspólna praca oraz ekonomiczna wartość wspólnej ziemi i wody. Rolę
integrującą spełniają również inne elementy infrastruktury.
Redukcji dystansu ekologicznego towarzyszy intensyfikacja relacji społecznych. Teren wspólnoty opanowywany był przez mieszkańców zarówno w sensie gospodarczym jak i symbolicznym. Każdy taqbilt posiada jedno lub kilka
miejsc, gdzie koncentruje się życie jego mieszkańców. Warowny spichlerz
2 Niegdyś ze względu
na różną wydajność działek rozpowszechniony był rotacyjny system
rozdziału ziemi między członków wspólnoty. Obecnie mamy już do czynienia z indywidualną
własnością ziemi.

�60
kolektywny, źródło wody leczniczej, plac przed młynem wodnym (lub jak jest
to obecnie - przed sklepikiem), kamienne zakole strumienia służące kobietom
za publiczną pralnię, meczet lub zauja czyli centrum religijne związane z kultem
lokalnego świętego nabierają szczególnego znaczenia dla wykształcenia poczucia wspólnoty. Elementem świadomości określającym przyznależność do
grupy społecznej były też liczne miejsca święte związane z miejscowymi
legendami, życiem i działalnością świętych lub miejsca zbiórek wojowników
w czasie pospolitego ruszenia. W wielu wspólnotach ziemie taqbiltu dzieliło się
na obszar dostępny obcym i teren, gdzie byli oni niemile widziani; teren
uważany za bezpieczny - gdzie nie stanęła jeszcze noga "obcych" i teren
"skażony" już niegdyś obecnością agresora 3.
Zintegrowana gospodarczo, kulturowo i politycznie frakcja nie stanowi
jednak homogennej wspólnoty. Wśród wielu podziałów, które można tu
zaobserwować naj częstszym i naj trwalszym jest dualistyczny układ powstały
na tle dostępu do zasobów wody. Podział ów ujawnia się wyraźnie we
wspólnotach rozlokowanych na ziemiach leżących wzdłuż odcinka jednego
cieku wodnego. Mieszkańców osad - duarów położonych w górnym odcinku
rzeki lub strumienia nazywa się "ludźmi strumienia" - "ail asif'. Na terenach,
gdzie gospodarka opiera się głównie na irygacyjnym rolnictwie posiadają oni
uprzywilejowaną pozycję ekonomiczną. Mają bowiem możliwość przechwytywania wody i kierowania jej z naturalnego łożyska do własnej sieci irygacyjnej.
Dzięki temu "ait asif' nawadniając swobodnie własne pola w ciągu dnia,
pozwalają jedynie nocą czerpać wodę swoim ziomkom zamieszkującym tereny
wzdłuż dolnego odcinka strumienia. Ponieważ jednak w nocy trudno jest
kontrolować dystrybucję wody pomiędzy poszczególne zagony, mieszkańcy
niżej położonych osad gromadzą napływającą nocą wodę w specjalnych
basenach retencyjnych - zwanych "ifrane". Dopiero z nastaniem dnia - gdy
ustaje dopływ wody - rozprowadzają wśród pól zapasy zgromadzone podczas
poprzedniej nocy. Mieszkańcy duarów zmuszonych do korzystania ze zbiorników retencyjnych zwani są "ait ifrane". Między ait asif a ait ifrane istnieje
stała sprzeczność interesów, a spory o wodę są podłożem stałej niechęci między
członkami wspólnoty. W latach suchych zdaża się, że ait asif zagarniając
większość wody nie pozostawiają jej zbyt wiele dla ait ifrane. Ait ifrane
zmuszeni są wówczas prośbą lub groźbą wymóc na sąsiadach dostęp do wody.
Najczęściej przekupują wyżej położone osady ofiarowując im pewną ilość głów
cukru. Jeśli pozwala na to położenie i układ szlaków, mogą też zagrodzić
stadom bydła należącym do ait asif drogę na zimowe, nizinne pastwiska.
Podział na "ait asif' i "ait ifrane" prowadzi niekiedy niemal do zerwania
3 W niektórych
regionach Atlasu, nie uznających władzy sultana zasięg obcej penetracji
oznaczano specjalnymi pryzmami kamieni - zwanymi kerkur. W razie kolejnej inwazji linia owych
znaków wyznaczała zarazem linię zdecydowanego oporu (J. Berque. 1962, s. 116).

�61
ciągłości terytorialnej i politycznej taqbiltu. Taką sytuację zaobserwowałem
w należącym do plemienia Tidili taqbilcie Atqi-Tizgui. Podczas gdy przez
pozostałych współplemieńców mieszkańcy Atqi-Tizgui traktowani byli jako
członkowie jednej frakcji, w świadomości zainteresowanych obecne było stałe
przeciwstawianie pięciu duarów Atqi (ait asif) czterem duarom Tizgui (ait ifrane)
- zob. ryc. l A. Niektórzy miejscowi informatorzy posuwali się nawet do tego,
iż twierdzili, że Atqi i Tizgui to dwa odrębne taqbilty.
Plemię

-

Qabila

Opisane wyżej, zintegrowane społecznie i terytorialnie, frakcje nie stanowią
zamkniętej i całkowicie samowystarczalnej wspólnoty. Łączą się one w jednostki taksonomiczne wyższego rzędu zwane "qabila"4. W literaturze przedmiotu
termin "qabila" tłumaczony jest najczęściej jako "plemię". Qabila składa się
najczęściej z 5 frakcji - taqbiltów. Taki zespół taqbiltów posiada swoją władzę
ustawowawczą - dżemaa i mianowanego przez nią na krótką kadencję
przewodniczącego - "rais'a". Władza dżemaa plemiennego w regionach kraju
nie uznających zwierzchnictwa sułtana była bardziej ograniczona w porównaniu do dżamaa frakcyjnego i ujawniała się zazwyczaj w czasie wojny. Znane
są jednak przypadki, gdy notable lub przywódcy plemienni zdołali uchwycić
trwale władzę, uczynić ją dziedziczną i drogą podboju rozszerzyć swe panowanie na sąsiednie plemiona (R. Montagna, 1930). Rozwój struktur feudalnych
kładł jednak kres republikom górskim i burzył segmentarny układ organizacji
społecznej. Podobny proces zachodził w wypadku utraty niezależności. Rais
stawał się wówczas kaidem - lokalnym przedstawicielem sułtana i funkcjonariuszem państwa. Towarzyszył temu równocześnie wzrost pozycji politycznej i ekonomicznej władzy plemiennej 5.
W regionach pozostających poza bezpośrednim wpływem sułtana między
poszczególnymi frakcjami utrzymywał się zazwyczaj stan względnej równowagi. Nie była to jednak równowaga statyczna. Mówić raczej można o pewnej
równowadze dynamicznej. Skład, terytorium i układ wewnętrzny plemienia
mógł ulegać zmianom. Jak już wspomniałem modelową liczbą wspólnot
terytorialnych, frakcji tworzących qabilę jest liczba 5. Oddaje to nawet, często
używane w odniesieniu do nich określenie khums. Nazwa khums jest jednak
często zwodnicza. W praktyce spotkać można plemiona liczące po 3 lub
7 frakcji. Struktura niektórych qabili jest jeszcze bardziej skomplikowana,
a opis wewnętrznej budowy plemienia zależny jest od optyki oceniającego.
Inne stosowane nazwy to laqbilt lub thakabil.f (thakabilch).
s Istnialy też plemiona ściśle podległe władzy sultana, karnie przesiedlone i zmilitaryzowane
(plemiona gisl, których struktura władzy zorganizowana była na wzór wojskowy (J. Le Coz, 1965).
6 W niektórych
regionach kraju frakcje określa się mianem rebaa - "czwarta część", co
o;ugeruje istnienie czwórdzielnej struktury qabila (B. HolTman, 1967).
4

�62
Obok samodzielnych frakcji podstawowych, o centralnym najczęściej położeniu, wyróżnić można elementy składowe plemienia lub jego odłamy peryferyjne, których przynależność jest różnie oceniana przez obserwatorów z zewnątrz
i samych zainteresowanych.
Posłużmy się znowu przykładem plemienia Ait Tidili. Rzut oka na mapę
(zob. ryc lA) pokazuje nam 7 odłamów - frakcji (?) zwanych: Ait Atqi-Tizgui,
Ait Dir, Ait Mlelt, Ait Buyanda, Ait Alira, Ait Emmas oraz Ait Tamestin. Dla
ludzi z zewnątrz, m.in. dla autorów klasyfikacji etnicznych i częściowo dla
administracji, są to równorzędne frakcje plemienia Ait Tidili (8. HolTman,
1967). W ocenie samych zainteresowanych sytuacja przedstawia się już zupełnie
inaczej. Za właściwe i samodzielne frakcje plemienia uznaje się jedynie pięć
wspólnot terytorialnych: Atqi-Tizgui, Dir, Buyanda, Alira i Emmas.
Członkowie wymienionych frakcji uważają się za Ait Tidili i odmawiają
zarazem tego miana dwóm peryferyjnym odłamom; położonym na zachodzie
Ait Tamestin oraz na południu Ait Mlelt.
Przy kwestionowaniu przynależności Ait Tamestin moi informatorzy używali argumentu odwołującego się do struktury fizjograficznej regionu. Wskazywali, iż "prawdziwe" frakcje Ait Tidili leżą w zalewisku strumienia o tej samej
nazwie, - asif Tidili. Ait Tamestin natomiast zamieszkują odrębny basen
wodny, fragment zlewiska asif lmini.
Specyficzna pozycja Ait Tamestin znalazła swe odbicie w przebiegu granic
współczesnych jednostek administracyjnych. Ich terytorium znalazło się poza
granicami gminy obejmującej obszar pozostałych frakcji oraz przyległe do nich
od południa bezludne pastwiska.
Pewne fakty przemawiają jednak za tym, iż w przeszłości Ait Tamestin byli
bardziej zintegrowani z resztą plemienia Ait Tidili. Świadczy o tym nie tylko
opinia sąsiednich plemion, lecz również etnonim sąsiedniej frakcji Emmas.
Etnonim ten pochodzi od berberskiego terminu - emmes oznaczającego
środek. Taqbilt Emmas rzeczywiście jawi się jako centralna frakcja tylko
w wypadku uwzględnienia w wykazie odłamów Ait Tidili frakcji Tamestin.
W przeciwnym wypadku Ait Emmas znaleźliby się na północno-zachodnich
peryferiach plemienia.
Można zatem postawić hipotezę o pierwotnym włączeniu Ait Tamestin
w skład plemienia Ait Tidili. W takim wypadku obecne oddzielenie się danej
frakcji uważać można za przykład jednego z dwóch typów procesów etnicznych zachodzących w tradycyjnych strukturach
plemiennych - procesu
dysymilacji. Proces dysymilacji kształtuje w dużej mierze bowiem skomplikowaną i rozdrobnioną tkankę etniczną kraju.
Ilustracją przeciwnego procesu, tym razem procesu asymilacji etnicznej jest
drugi z kwestionowanych odłamów plemienia, wspomniani wcześniej Ait Mlelt.
Odłam ten tworzy zaledwie jeden duar o tej samej nazwie. Jego mieszkańcy to
potomkowie osadników pochodzących z taqbiltu Ait Lti, frakcji odległego

�63

~

I

_3

M02

II
o,
Ryc. 2. Struktura
A. Historyczne

plemiona

50

l00km
,

4

CJs

~abatl6

~AHAI7

0

8

~9

~
~10

etniczna Maroka

Maroka

Legenda: I. Nazwa plemienia berberskiego
2. Nazwa plemienia arabskiego oraz frasa jego wędrówki
(Dane podaj~ za A. Dziubińskim

19KJ, s. 248).

B. Współczesne grupy etno-językowe
Legenda:

I.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.

Maroka

Plemiona mówi~ce j~zykiem taselhit (Sleuh)
Plemiona mówiące językiem limazirhen (Beraber)
Plemiona mówiące językiem tarifi (Rifani)
Mniej lub bardziej zarabizowane plemiona berberskie
Plemiona arabskie
Nazwa miasta
Nazwa konfederacji plemion
Granica państwowa uznawana przez Maroko
Granica konfederacji Ouaouzguit
Większe rzeki

iDane podaję za J. Dresch 1935. s. 315).

o dziesiątki kilometrów plemienia Ait Tifnout (zob. ryc. 1 B) 7. Osadnicy za
zgodą całego plemienia otrzymali ziemię wciskającą się od południa klinem
między frakcją Atqi-Tizgui i Buyanda. Politycznie włączeni zostali natomiast
7 Transkrypcję
etnonimów plemion podaję według listy plemion Maroka (8. HolTman, 1967,
s. 173-191). Nazwy frakcji podaję zgodnie z wersją stosowaną przez lokalną administrację.

�64
do frakcji swoich protektorów, odległego o kilka kilometrów taqbi/tu Emmas.
Korzystający z prawa azylu na ziemi Ait Tidili traktowani są obecnie
w zasadzie jako członkowie plemienia. Zachowują jednak pewną odrębność
organizacyjną i kulturową (wyrażaną między innymi w innym typie budownictwa). Pomimo zachowania świadomości swego pochodzenia potomkowie osadników zintegrowali się już faktycznie z gospodarczymi i politycznymi strukturami nowego plemienia. Terytorium plemienia nie jest prostą sumą terytoriów
swoich frakcji. W skład terytorium plemiennego wchodzą obszary nie należące
do żadnego konkretnego taqbiltu a stanowiące wspólną własność wszystkich
współplemieńców. Są to przeważnie pastwiska rozlokowane na peryferiach
obszaru plemiennego, z dala od cieków wodnych lub na terenach wysokogórskich. Wśród plemion zajmujących tereny o zróżnicowanej, komplementarnej
strukturze ekologicznej, na przykład obszary leżące na pograniczu terenów
górskich i nizinnych, owe wspólne pastwiska dzielą się na letnie i zimowe.
Pastwiska letnie zajmują tereny wierzchołków górskich, tak zwane "adrar" lub
dolin wysokogórskich znajdujących się na wysokości powyżej 2500 m n.p.m ..
Powyżej tej wysokości przemarzają drzewa owocowe (orzechy) a zalegające
miesiącami śniegi i krótki okres wegetacji uniemożliwiają uprawę roli. W wypadku plemienia Ait Tidili rolę wspólnych pastwisk pełnią głównie hale otaczające
Adrar Tidili (3915 m n.p.m.), gdzie w upalne dni letnie znajdują wodę i paszę
stada należące do wszystkich frakcji plemienia z Ait Tamestin i Ait Mlelt
włącznie oraz w mniejszym zakresie stada sprzymierzonych plemion.
Pastwiska zimowe rozlokowane są natomiast na południowych peryferiach
plemienia, na terenach niżej położonych - zwanych "azayhar", na terenach
prawie bezwodnych dolin i płaskowyżów. Wysokość tych terenów waha się od
1600 do 2100 m n.p.m .. Pokrywa śnieżna należy tam zatem do rzadkości
a zimowe deszcze i wiosenne wezbrania wód zapewniają wodę i paszę.
W okręgach górskich a więc w przeważającej części Maroka społeczność,
której terytorium nie obejmowałoby zarówno terenów określanych jako adrar
i terenów o cechach typowych dla azaghar nie mogła samodzielnie funkcjonować jako wspólnota gospodarcza a w konsekwencji i polityczna. Taka
społeczność albo integrowała się z innymi, tworząc większy zespół, albo
wchodziła w skomplikowane
relacje zależności oraz sojuszy z sąsiadami
(J. Berque, 1955, 1962).
Tutaj, jak sądzę, należy upatrywać jedną z głównych przyczyn typowego
dla górzystego Maroka zjawiska rozbudowy segmentarnych struktur tradycyjnej organizacji społecznej i politycznej.
Istniały też inne przyczyny. Jedne również o charakterze gospodarczym,
inne związane raczej z ideologią i kulturą symboliczną.
O ile czynnikiem spajającym poszczególne taqhilty była wspólna własność
głównych środków produkcji: ziemi i wody, to w przypadku qabili rolę
integrującą odgrywały czynniki dystrybucji. Element spajający frakcje plemie-

�65
nia stanowił targ - suq. Praktycznie na terenie prawie każdego plemienia
spotkać można miejsce, często o charakterze eksterytorialnym, położone na
styku granic kilku frakcji, pełniące rolę placu targowego (zob. ryc. l A)B. Plac
targowy byl nie tylko miejscem wymiany nadwyżek produkcyjnych, ale również
miejscem wymiany informacji, miejscem mniej lub bardziej formalnych spotkań
współplemieńców, zbiorowych przysiąg, sądów, zabaw i uroczystości. Targ jest
miejscem sprzyjającym rozwojowi usług specjalistycznych. Nierzadko suq przekształcał się w osadę handlową grupującą obok handlarzy również rzemieślników, grajków i oberżystów. Współcześnie wokół suqu lokują się również służby
i agendy państwowe. Suq et Had - czyli "targ niedzielny" - osadę handlową
Ait Tidili tworzą obecnie otaczające plac targowy, wzniesione z cegły i kamienia:
kramy, magazyny, budynki zajmowane przez ośrodek zdrowia (z felczerem),
punkty skupu płodów rolnych, młyn, mała elektrownia (ładująca akumulatory
do aparatów radiowych i TV), urząd gminy (wraz z salą posiedzeń dżemaa,
urzędem notarialnym i pocztą) oraz liczne herbaciarnie i jadłodajnie. Zlokalizowano tu również małą dzielnicę mieszkalną, kilka nowoczesnych domków
przeznaczonych dla funkcjonariuszy państwowych: naczelnika gminy, felczera,
pocztmistrza. Targi plemienne włączone są w regionalną sieć handlową, drogową i telekomunikacyjną. W ten sposób na targu i w jego bezpośrednim zapleczu
koncentrują się nici relacji społecznych i gospodarczych łączących członków
plemienia z szerszym światem, z wyższymi poziomami integracji społecznej.
Tak jak suq spaja grupę plemienną w sferze gospodarczej, tak w sferze
ideologii podobną rolę spelnia zauja. Nie jest rzeczą przypadku, iż wiele targów
funkcjonuje w bliższym lub dalszym sąsiedztwie zauji i innych miejsc świętych
(zob. ryc. I A). Zauja to nie tylko centrum religijne, związane z kultem świętego.
Łączy ona w sobie funkcje klasztoru, szkoły, trybunału religijnego, punktu
pomocy medycznej, ale również miejsca wymiany myśli religijnej i idei politycznych. Obok zauji o znaczeniu lokalnym istnieją także takie, których sława
i znaczenie jako centrum pątniczego sięga do odległych regionów kraju (D.
Eickelman, 1976). Istotną sprawą dla każdego plemienia jest zatem posiadanie
na swoim terenie wuji o znaczeniu ponadlokalnym. Podnosi to prestiż okolicznych mieszkańców i jest przedmiotem dumy członków plemienia. Na terenie Ait
Tidili na przykład istnieją dwie zauje, jednak tylko jedna, położona w centrum
terytorium plemiennego, Zauja Sidi Ali au - Ahmed (zob. ryc. l A) posiada
znaczenie wykraczające poza granice frakcji a nawet plemienia.
Dla procesu integracji społeczności plemienia najważniejsza była funkcja
instytucji arbitrażowej jaką pełni zauja, a właściwie zamieszkujący w jej bezpośrednim zapleczu marahuci, potomkowie świętego założyciela zauji. Mieszkańcy i funk8 o tym, że poszczególne targi utożsamiane
są z konkretnymi plemionami świadczy fakt, iż
obok określeń wskazujących na dni tygodnia, stosuje się jako synonimiczne nazwy zawierające
Vi sobie etnonim
danej grupy. Na przykład Stlą el had nazywa się też Stlą tidili.

5 -

Lud

t.

LXXV

�66
cjonariusze zauji pozostają poza układami sojuszy, którymi wzmocniona jest
sieć relacji wewnątrzplemiennych. Pozostając siłą neutralną stają się z zasady
naturalnymi i pożądanymi arbitrami i sędziami w sporach, które wstrząsają od
czasu do czasu segmentami plemienia.
Jak pokazuje przykład Ait Tidili qabila - plemię marokańskie nie jest sumą
segmentów,
złączonych
jedynie
ideologią
pokrewieństwa
i układami
struktur topograficznych. Stanowi ono nową jakość, społeczność o wyraźnej
świadomości grupowej, zintegrowaną wokół własnych instytucji i centrów życia
gospodarczego, społecznego i religijnego oraz zespoloną wspólną własnością
komplementarnych gospodarczo ziem peryferyjnych. Stopień identyfikacji plemiennej członków poszczególnych segmentów może być jednak różny i zależny
od siły związków genealogicznych i układu struktur ekologicznych.
Konfederacja
Plemiona nie wyczerpują możliwości integracji politycznej tradycyjnych
społeczności plemiennych Maroka. Niekiedy zespoły kilku, czasem nawet
kilkudziesięciu qabili łączą się w mniej lub bardziej trwałe organizmy polityczne. Na przykład plemię Ait Tidili, wraz z sąsiednimi 20 plemionami,
tworzy potężną konfederację Ouaouzguit (Wawfzgit) - zob. ryc. l B. Te
najbardziej rozbudowane jednostki taksonomiczne struktury plemiennej nie
posiad~ją w językach miejscowych nazwy ogólnej 9. W literaturze etnologicznej
i w administracji na określenie takiego zintegrowanego zespołu plemion
przyjęła się nazwa "konfederacja". Poszczególne konfederacje posiadają jednak
własne etnonimy. Związki w ramach konfederacji mają bardziej luźną formę,
najczęściej o obronnym, militarnym podłożu. Struktury władzy w ramach
konfederacji nie mają trwałego charakteru i ujawniają się w obliczu zagrożenia
zewnętrznego. Trwałe jest jednak poczucie wspólnej historii, wzmocnione
krzyżującymi się sojuszami między plemionami i poszczególnymi ich segmentami. Obecnie świadomość przynależności do konfederacji nie jest już powszechna. Z reguły tylko starsi wiekiem górale potrafią podać nazwę własnej
konfederacji oraz wymienić plemiona do niej należące.
Członków poszczególnych konfederacji łączy nie tylko język, kultura,
etnonim oraz pamięć wspólnych wojen. Istotnym elementem integrującym są
też podobnie jak w wypadku frakcji i plemion, wspólne pastwiska międzyplemienne. W rejonach górskich określane są one mianem tiska 10. Wyższe
9 Podkreśla
to większość autorów (J. Couteau, 1968; A. Ponikiewski, 1968). Jedynie
B. HolTman (1967, s. 46, 48) podaje, iż u Berberów Zenata stosuje się niekiedy termin idrasen.
a u Ait Zemmour na określenie zespolu plemion używa się pojęcia khums.
10 Termin
liska (tiehka) tłumaczy się jako "wysokie pastwisko górskie" (E. Laoust, 1940.
s. 148) lub ogólnie "wysokie miejsce" (J. Berque, 1974, s. II). W praktyce slosuje się je w odniesieniu
do wspólnych pastwisk typu alpejskiego (l. Dresch, 1941, s. 20).

�67
partie gór, położone powyżej 2500 m n.p.m., czyli powyżej strefy bezpiecznej
wegetacji zbóż, są - jak już wspomniałem - wykorzystywane jako wspólne
pastwiska. Część z nich pozostaje jednak poza bezpośrednią jurysdykcją
konkretnych plemion. Znajdują się one pod opieką "ochroną" szanowanych
powszechnie rodzin marahutów i udostępniane stadom należącym do plemion
nizinnych lub innych, które nie mają bezpośredniej styczności z obszarami
wysokogórskimi (J. Dresch, 1941). Korzystanie z pastwisk międzyplemiennych
nie zawsze jest uzależnione od przynależności do danej konfederacji. Niekiedy
decyduje o tym tradycja lub bieżące układy i zobowiązania międzyplemienne.
Forma konfederacji nie jest powszechna w Maroku. Wiele plemion nie należy
do żadnej konfederacji. W ten sposób między poszczególnymi konfederacjami
może występować teren neutralny zajmowany przez niezintegrowane, samodzielne lub podległe władzy sułtana plemiona (zob. ryc. 2 B).
Konfederacje plemion mogą też niekiedy łączyć się tworząc jeszcze większe
zespoły zwane "superkonfederacjami" (8. Hoffman, 1967). Na przykład wspomniana już konfederacja Ouaouzguit wraz z siedmioma sąsiednimi plemionami
tworzą wielką superkonfederację zwaną Ait Imerhane.
Pomimo integrującej roli wspólnych pastwisk i świadomości wspólnej historii,
brak trwałych wspólnych instytucji politycznych powoduje, iż w wypadku konfederacji plemion zamiast o "poziomie organizacji" mówić raczej należy o "poziomie identyfikacji", zbliżonym swym charakterem do identyfikacji etnicznej.
Struktury

pOZIOme:

lel/'y

i marabuci

Jak wykazałem jednostki i grupy tworzące tradycyjne społeczeństwo
Maroka łączyły się i łączą nadal w coraz to większe, społecznie i politycznie
zintegrowane wspólnoty. Czynią to dla bezpieczeństwa politycznego i militarnego oraz zaspokojenia podstawowych potrzeb materialnych i duchowych.
Można zauważyć jednak, iż pomiędzy poszczególnymi grupami brak symetrii
oraz równego potencjału demograficznego, gospodarczego i militarnego. Pomiędzy segmentami tworzącymi konfederacje i plemiona dochodzi zatem
często do konfliktów zagrażających stabilizacji i integralności grup. Jest to
szczególnie niebezpieczne w regionach, gdzie nie rozciągała się władza państwowa. Społeczeństwo segmentarne mogło jednak funkcjonować. Wykształciło
bowiem instytucje i mechanizmy utrzymujące równowagę polityczną między
grupami tworzącymi kolejne poziomy integracji społecznej.
Z braku miejsca wymienię tu tylko dwa, wzajemnie uzupełniające się, czynniki
stabilizujące badane społeczeństwo. Są to: organizacja rozbudowanych sojuszy
zwanych leD'ami oraz bractwa religijne i związana z nimi warstwa marabutów.
Tak jak łączące się w coraz to większe zespoły segmentów frakcje, plemiona
i konfederacje uznać można za struktury pionowe organizacji segmentarnej,
tak systemy przymierzy ogarniające nawet najmniejsze segmenty i łączące

�68
odległe nieraz grupy uznać można za struktury poziome. Poszczególne taqbilty lub
ich mniejsze człony należą do dualistycznej sieci opozycyjnych lejf ów. LejJ oznacza
honorowe braterstwo. Szerzej ujmując można je określić jako sieć sojuszy
zawieranych w celu obrony lub prowadzenia wojny, współpracy gospodarczej
(eksploatacji wody i pastwisk, tranzytu stad) oraz zapewnienia pomocy protektora.
Do czasów współczesnych le./Jy zachowały się głównie na terenach marginalnych w stosunku do instytucji państwa marokańskiego, na terenach, na
które nie sięgała władza sułtana. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku
ogromne przestrzenie gór Rifu i Wysokiego Atlasu pokryte były gęstą siecią
opozycyjnych lejJów.
Robert Montagne (1930) ustalił istnienie na terenie Atlasu Wysokiego
i masywu Sirua czterech wielkich prowincji lelfów. Granice poszczególnych
prowincji leffów nie pokrywały się z granicami plemiennymi. Rozczłonkowywały
one terytorium konfederacji a niekiedy nawet plemion. Na przykład plemiona
wchodzące w skład konfederacji Ait Ouaouzguit należały do trzech różnych
prowincji, obejmujących w sumie tereny kilkakrotnie większe od rozmiarów
konfederacji. W ramach prowincji poszczególne taqbilty lub ich odłamy należały
do jednego z dwóch lejJów. Każdy z lef/ow posiadał własną nazwę, służącą
niczym etnonim do wzajemnego identyfikowania się członków. Na przykład
wspomniane już wielokrotnie plemię Ait Tidili należy do skrajnie zachodniej
prowincji podzielonej między dwa lefry: Inemzel oraz Ait Iraten. Członkowie
opozycyjnych lejJów tworzyli w ramach plemienia dwa przeciwstawne stronnictwa odznaczające się konkurencyjnymi interesami w stosunku do zasobów środowiska naturalnego. Układ leffów w ramach Ait Tidili odzwierciedla odwieczny
konflikt między ait asi[ i ait i[rane (zob. ryc. 1 A). Frakcje władające zasobami
wody należą przeważnie do lejJu Inemzel, frakcje panujące nad szlakami
transhumacji i pastwiskami zimowymi należą natomiast do lef/u Ait Iraten.
Dopiero uwzględniwszy, umykający pobieżnemu oglądowi, lokalny układ
lejJów zrozumieć można dlaczego korzystający na terenie Ait Tidili z prawa azylu
mieszkańcy duaru Mlelt włączeni zostali do odległej frakcji Emmas a nie do
frakcji bezpośrednich sąsiadów - należących do opozycyjnego lejJu. Skomplikowana mozaika leffów pokrywająca kraj z jednej strony dzieli plemiona
i grupy etniczne, prowadząc do podziału ludności na wrogie obozy. Z drugiej zaś
włącza poszczególne segmenty wspólnot plemiennych w szerszy, ponadplemienny układ sił politycznych, zapewniając jednostce poczucie bezpieczeństwa poza
granicami wspólnoty lokalnej a nawet plemienia i konfederacji.
Uzupełnieniem sieci lejJów są grupy marabutów. Jak już wspomniałem
z punktu widzenia organizacji społecznej znajdują się oni poza, czy też raczej
ponad strukturami plemiennymi. Nie należą również do żadnego z lejJów. Nie
są zatem uwikłani w systemy sojuszy. Dzięki swej podwójnie neutralnej pozycji
mogą być naturalnymi rozjemcami. Dzięki temu stanowią istotny, wręcz niezastąpiony, czynnik stabilizujący funkcjonowanie społeczeństwa segmentarnego.

�69
Procesy

etniczne

a struktura

plemienna

Wewnętrznie spójne i zintegrowane jednostki organizacji społecznej i politycznej tradycyjnego, przed- lub raczej pozapaństwowego społeczeństwa marokańskiego nie przekroczyły w zasadzie poziomu konfederacji. W tym miejscu
pojawia się pytanie dlaczego proces integracji społeczenej i politycznej, proces
budowy społeczeństwa segmentarnego nie objął poziomu poszczególnych grup
etnicznych lub językowych. Szukając odpowiedzi należy sięgnąć do historii
kraju, do historycznych procesów kształtujących strukturę etniczną Maghrebu.
XIV-wieczny historyk arabsko-berberski
Ibn Khaldun (1934) wspomina
o trzech wielkich plemionach średniowiecznego Maroka: Masmuda, Sanhadża
i Zenata (zob. ryc. 2 A). Niektórym autorom dało to podstawę do utożsamiania
poszczególnych współczesnych grup etnojęzykowych Berberów z ich historycznymi poprzednikami (R. Montagne, 1930; Z. Komorowski,
1985). Takie
założenie krytykowane jest jednak przez część historyków i antropologów
wskazujących, iż wielkie ruchy migracyjne i towarzyszące im procesy etniczne,
które miały miejsce w Maroku w ciągu ostatnich stuleci, uniemożliwiają
przeprowadzenie prostej paraleli między historycznymi jednostkami plemiennymi a współczesnymi grupami etnicznymi (B. Hoffman, 1967, s. 21). Nawet
jeśli przyjąć, że współczesne grupy etniczne stanowią w pewnym sensie
kontynuację wielkich plemion wymienionych przez Ibn Khalduna, brak nam
informacji mówiących co kryło się pod tymi etnonimami. Nie wiemy jaki był
stopień unifikacji językowej, integracji społecznej, identyfikacji etnicznej i spójności politycznej owych wspólnot.
Ciągłość procesów etnicznych marokańskich Berberów przerwana została
uderzeniem koczowniczych plemion beduińskich. Co prawda Arabowie pojawili
się w Maghrebie w VIII wieku, jednak dopiero inwazja łupieżczych plemion Beni
Hillal w XII wieku, a zwłaszcza Beni Maqil w wieku XIII i XIV spowodowała
złamanie i przemieszanie dotychczasowej struktury etnicznej. Rozbite i przemieszane grupy ludzkie przemieszczały się po kraju we wszystkich kierunkach.
O stopniu rozproszenia i przemieszania grup ludzkich niech świadczy fakt, iż
nazwy Masmuda naliczono się w Maroku w 6 miejscach, Zenata w 4 a Sanhadża
w 15 (1. Berque, 1974, s. 29). Natomiast etnonim Howwrara występuje w dwóch
miejscach jako nazwa plemienia, w trzech innych jako nazwa frakcji a w pięciu
jako nazwa "aglomeracji" (osady) (J. Berque, 1974, s. 25).
Wśród procesów etnicznych, które uformowały współczesne grupy etniczne
Maroka wskazać można, zilustrowane już wcześniej, procesy asymilacji i dysymilacji. Poszczególne plemiona powstawały tu bądź drogą "pączkowania" grup
pierwotnych, bądź poprzez zestawienie obcych początkowo segmentów. Wopisie struktury etnicznej kraju pojawia się zatem często sprzeczność między
świadomością zbiorową a rzeczywistym pochodzeniem segmentów. Uogólniając można jednak przyjąć, iż ewolucja przebiegała w Maroku od form

�70
wielkich do małych (J. Berque, 1974, s. 20). Złożone procesy etniczne
doprowadziły nie tylko do rozdrobnienia większych jednostek organizacji
plemiennej. Jak podkreśla J. Berque (1974, s. 20) silne zróżnicowanie cech
demograficznych, gospodarczych i kulturowych może być zauważalne nawet
na powierzchni kilku kilometrów kwadratowych. Nie należą więc do rzadkości
"dziwaczne kontrasty" między sąsiednimi taqbiLlami.
W tym miejscu pojawia się ponownie problem spoiwa integrującego tak
różnorodne segmenty w jednostki organizacji plemiennej. Zazwyczaj zwraca się
uwagę na ideologię pokrewieństwa, której plastyczną ilustracją ma być model
drzewa genealogicznego (J. Berque, 1974; E. Gellner, 1969; Ali Sadki, 1983).
Przy bliższej analizie okazuje się, że związki pokrewieństwa odgrywają istotną
rolę na niższych poziomach identyfikacji lub wśród grup pragnących zyskać na
prestiżu: marabutów lub notabli świeckich (Ali Sadki, 1983).
Pozornie teorii "drzewa genealogicznego" sprzyja nieodłączny prefiks
każdego etnonimu: "ait" wśród plemion berberskich lub "ida" wśród arabskojęzycznych. Dosłownie oznacza on "synowie" co sugeruje, iż spoiwem segmentów kolejnych poziomów organizacji plemiennej są więzy pokrewieństwa.
Etnonim Ait Tidili należałoby przetłumaczyć więc jako: "Synowie Tidili".
W rzeczywistości rdzeń etnonimu rzadko ma coś wspólnego z mitycznym
przodkiem. Często natomiast związany jest ze szczegółami topografii terytorium
plemiennego. Posłużmy się znowu przykładem Ait Tidili. Nazwa plemienia
wzięła swój początek od łańcucha górskiego o tej samej nazwie (3915 m n.p.m.)
u którego podnóża rozmieściło się plemię oraz od strumienia Asif Tidili,
w którego basenie rozlokowały się jego główne frakcje. Z kolei nazwy poszczególnych frakcji plemienia nawiązują do charakterystycznych elementów
topografii lub konkretnych cech ekologicznych terenu. Taqhilt Ait Atqi-Tizgui
zajmuje basen strumienia Atqi (Utqi) 11. Nazwa sąsiedniej frakcji Ait Dir
związana jest z cechami miejscowego środowiska naturalnego. Termin dir stosuje
się bowiem w Maroku w stosunku do najlepiej nawodnionego pasa przedgórza.
Z kolei etnonim Ait Emmas, jak już wspomniałem, odnosi się do centralnego
położenia segmentu plemienia. Jak pokazują przytoczone przykłady prefiks ail
(ida) tłumaczyć należy w praktyce jako "ludzie z" lub "grupa z", "społeczność z"
(A. Roux, 1949). Tak więc zarówno omówiony wcześniej przebieg linii granicznych między segmentami wspólnot plemiennych jak i praktyczne znaczenie wielu
etnonimów pozwala postawić tezę, iż w uformowaniu się obecnego obrazu
struktury plemiennej Maroka, decydujący wpływ wywarł czynnik ekologiczny.
Można stwierdzić, że poszczególne segmenty struktury plemiennej identyfikują
się i definiują w relacji z przestrzenią. Genealogia pozostaje natomiast czyn11 Nazwa atqi tłumaczy się w miejscowym języku
jako "skala", "wielka skala" lub "pionowa
skala" (E. Laoust, 1940, s. 29). Rzeczywiście nad doliną Atqi dominuje wielka, pionowa, 500 metrowa
skala, której wierzcholek wznosi się na 3844 m n.p.m.

�71
nikiem dodatkowym;
czynnikiem ideologicznym integrującym wspólnoty.
Plemię marokańskie jawi się zatem jako pewnego rodzaju kompromis między
ugrupowaniami utożsamianymi z wielkimi historycznymi plemionami Maghrebu a wspólnotą, której forma i rozmiary narzucone zostały przez cechy
środowiska naturalnego (l. Berque, 1862, s. 113).
Pozostaje jeszcze kwestia: dlaczego wśród trzech omówionych poziomów
struktury plemiennej największe znaczenie zyskał poziom pośredni, któremu
przypisano termin "plemię".
Wydaje się, iż niezależnie od omówionych wcześniej mechanizmów ewolucji wewnętrznej, na ugruntowaniu
społecznej i politycznej roli plemienia swe piętno odcisnęły również zewnętrzne czynniki polityczne. Od stuleci Maroko dzieliło się na "bied el makhzen" - terytorium podległe władzy państwa i "bied es siba" - obszary nie uznające świeckiego zwierzchnictwa sułtana. Qabila, pośredni poziom tradycyjnej organizacji plemiennej, zyskiwał na znaczeniu wraz z rozwojem procesu podporządkowania społeczności plemiennych centralnej władzy państwowej. W bied el
makhzen qabila, z mianowanym przez sułtana kaidem, stawała się integralną częścią struktury administracyjnej
państwa. Podobny proces zaznaczył się również w sąsiedniej Algierii, gdzie lokalne władze imperium
otomańskiego kreowały wręcz qabile jako podstawowe jednostki administracji
państwowej (l. Berque, 1962). W ten sposób administracyjna koncepcja plemienia przybierała z czasem postać tożsamości zbiorowej porównywalnej, jak sądzę,
ze świadomością typu etnicznego. Istnienie, a zwłaszcza forma i zakres władzy
w tak wykreowanym plemieniu nie ma samoistnego charakteru. Przywództwo
plemienne, będąc pochodną istnienia władzy państwowej staje się antytezą
koncepcji wodzostwa plemiennego (R. Vorbrich, 1987 b, s. 368).
W bied es siba niemal do naszych czasów dominującą formą organizacji
społecznej pozostał rozbudowany i rozwarstwiony system segmentamy. Na tym
terenie ujawniła się najwyraźniej obronna funkcja organizacji segmentarnej.
Sąsiednie segmenty wspierały się militarnie. Lecz nawet w obliczu klęski i potęgi
armii sułtana struktura segmentarna okazywała się sprzyjająca obronie. Podbicie i podporządkowanie jednej doliny, jednego z segmentów, nie likwidowało
niezależności segmentów sąsiednich. Znaczenie organizacji segmentarnej jako
instrumentu oporu górali, sprzyjającego zachowaniu niezależności politycznej
oraz tożsamości kulturowej Berberów, uwidoczniło się zwłaszcza w okresie
protektoratu. Nizinne obszary kontrolowane mniej lub bardziej przez sułtana
podporządkowały się nowej władzy w ciągu 2-4 lat. Tereny górzyste, na których
nieco wcześniej uformowały się samoistne lub zależne od makhzenu wodzostwa
poddały się po kilku latach. Natomiast tereny, na których najdłużej zachowały
się tradycyjne "republiki górskie" zostały spacyfikowane po ponad 20 latach
żmudnych kampanii, podczas których wojska francuskie zdobywały kolejno
jeden kanton górski po drugim (A. Guillaume, 1946).

�72

Ponadplemienne

pozIOmy

identyfikacji

W sytuacji gdy organizacja segmentarna nie sięgała powyżej konfederacji
kilku lub kilkudziesięciu plemion a ideologia pokrewiel1stwa traciła na
znaczeniu na wyższych poziomach integracji, funkcje spoiwa wielkich grup
społecznych przejęły inne cechy kultury i języka.
Struktura etniczna i językowa Maroka nie znalazła odbicia w kształcie
i zasięgu jednostek organizacji politycznej. Co prawda podział na bied et
makhzen i hied es siha pokrywał się w znacznej mierze z podziałem na świat
kultury arabskiej j świat kultury berberskiej. W historii Maroka nie pojawiły
się jednak nigdy trwałe organizmy polityczne powstałe na bazie jednej grupy
etnicznej 12. Z tego powodu wyraża się niekiedy pogląd, iż w tradycji
marokańskiej brak jest pojęcia regionalizmu, pojęcia regionu wykraczającego
ponad ramy plemienia (A. Sadki, 1983).
Pluralizm etniczny Maroka jest jednak, jak zaznaczyłem na wstępie, faktem
powszechnie znanym (zob. ryc. 2 B).
Z reguły klasyfikacje ludności Maroka sięgają po względnie obiektywne
kryterium języka. Najprostszym podziałem jest zatem podział na ludność
arabsko i berberskojęzyczną.
Podział ten nie oddaje złożoności sytuacji
etno-językowej kraju. Ignoruje istnienie autochtonicznych
grup mniejszościowych, takich jak Żydzi, którzy stanowili do niedawna 2,5% populacji. Nie
uwzględnia też wewnętrznego zróżnicowania dwóch głównych grup językowych
oraz istotnych z naszego punktu widzenia sprzeczności między przynależnością
do grupy językowej a przynależnością do grupy etnicznej. W wyniku bowiem
wspomnianych poprzednio ruchów migracyjnych wśród wielu grup etnicznych
kraju przerwana została ciągłość językowa. Wskazać można zarówno liczne
plemiona arabskojęzyczne pochodzenia berberskiego, jak i mniej liczne grupy
beduińskie posługujące się obecnie językiem berberskim (A. Sadki, 1983).
Krótkie omówienie struktury etnicznej kraju zaczniemy od ludności
berberskojęzycznej. Już samo określenie wielkości tej grupy napotyka na
trudności, bowiem problem berberski jest w Maroku tyleż problemem naukowym co i politycznym. Zależnie od charakteru źródła - a właściwie pochodzenia i powiązań autora - spotkać można różne dane liczbowe. Problem
komplikuje dodatkowo fakt, iż zdecydowana większość Berberów jest dwujęzyczna; włada również językiem arabskim. Autorzy francuscy szacowali pod
koniec epoki protektoratu
liczbę Berberów marokańskich
na około 6,8
miliona, czyli 85% populacji autochtonicznej,
w tym zaledwie 200 tys.
mówiących jedynie językami berberskimi (F. Joly, A. Avache, J. Fardei, L.
Suech, /1949/1951, s. 71). W 20 lat później B. Hoffman (1967) określił ich liczbę
12 Kolejne dynastie
panujące w Maroku można jednak wiązać z konkretnymi grupami
etnicznymi lub językowymi. Z chwilą rozciągnięcia swego panowania na cały kraj (czyli hied et
makhzen) struktury państwa nabierały charakteru ponadplemiennego.

�73
na 6 milionów, czyli 60-70% ludności kraju. Współczesne źródła powstałe
w państwach trzecich znacznie zmniejszają liczbę Berberów, aż do 20%
populacji (Afrika, 1987, s. 148). Źródła powstałe w niepodległym Maroku
unikają zupełnie podawania tego rodzaju liczb. W życiu publicznym pojęcie
grupy etnicznej lub językowej wypierane jest bowiem przez wyimaginowany
koncept narodu marokańskiego.
Posługując się nadal kryterium języka wyodrębnić można trzy wielkie
odłamy Berberów (zob. ryc. 2 B). Największą grupą są zamieszkałe na południu
kraju, w Anty-Atlasie i Zachodniej części Atlasu Wysokiego plemiona mówiące
językiem teselahit zwani w Maroku Silha (l.mn. Suluk) a w Europie Sleuh.
Często traktuje się ich jako kontynuację średniowiecznych Masmuda (zob. ryc.
2 A, B). Dalej na wschód i północny wschód, we wschodniej części Atlasu
Wysokiego, w Atlasie Średnim oraz na płaskowyżu centralnym i pogórzu
pre-saharyjskim mieszkają, mówiący językiem timazirhen (timazighen), górale
zwani Tamazirt lub Beraber t3. Na północnym wschodzie, we wschodniej części
Atlasu Średniego oraz masywu Rif, mieszkają grupy zwane łącznie Rifeni
(Tarifi) mówiące językiem zenata. Pochopne łączenie ich z historycznym
plemieniem Zenata jest jednak ryzykowne, bowiem współcześni górale Rifani
stanowią mieszankę wielu plemion berberskich i zberberyzowanych Arabów
(Sleuhów, Beraber'ów i historycznych Zenata).
Do ludności berberskiej zalicza się często wojownicze plemiona zachodniej
części masywu Rif, mówiących językiem arabskim górali Jbala i Ghomara.
Ponadto znaczną część dolin nadmorskich oraz pogranicza Wysokiego Atlasu
i zachodniej części Wyżyny Szotów zamieszkują mniej lub bardziej zarabizowani Berberzy.
Ludność arabska zamieszkuje głównie miasta, doliny wielkich rzek oraz
równiny nadmorskie. Podzielić ją można według kryterium podstawy gospodarki na mieszkańców miast: kupców oraz elitę polityczną i intelektualną,
silnie powiązaną z uniwersalną kulturą islamu; osiadłą ludność rolniczą na
terenach nawodnionych oraz wywodzące się z Beduinów (Beni Hilal i Beni
MagiI) pasterskie plemiona koczownicze. Zależnie od kontekstu sytuacyjnego
albo przynależności do grupy społecznej lub lokalnej, ludność arabskojęzyczna
posługuje się kilkoma odmianami języka arabskiego: językiem klasycznym,
marokańską odmianą współczesnego języka literackiego lub dialektami lokalnymi14.
Również poszczególne grupy berberskie różnią się od siebie znacznie
13 Podchodzące pod samą stolicę osadnictwo berberskie ma wtórny charakter
i związane jest
z falą ludności bcrbcrskiej (z historyczncj grupy Sanhadża), która opanowała powtórnie ten teren
w XVIII wicku i zasymilowała częściowo ludność pochodzenia arabskiego (1. Brignon, A. Amine,
B. Boutalcb, G. Martinct, B. Rosenberger, M. Terrasse, 1967).
14 Wielopoziomową
identyfikację językową komplikuje dodatkowo powszechne funkcjonowanie języka francuskiego jako języka wyższej edukacji i kultury (E. Rekłajtis, 1976).

�74
specyfiką kultury i typem zajęcia. W ramach poszczególnych grup etnojęzykowych zaznacza się też silne zróżnicowanie dialektowe. Na przykład wśród
uważanej za względnie homogenną kulturowo grupy Sleuh wyróżnia się trzy
dialekty (B. HotTman, 1967, s. 22). Silne zróżnicowanie językowe i dialektowe
Berberów marokańskich tłumaczy w wystarczający sposób brak na tym terenie
silnych i rozbudowanych przestrzennie jednostek organizacji politycznej powstałych na bazie jednego etnosu. Tłumaczy też karierę języka arabskiego jako
środka komunikacji międzyetnicznej i zarazem instrumentu dominacji kultury
arabskiej i przewagi politycznej ludności pochodzenia arabskiego.
Wobec ogromnego zróżnicowania, rozdrobnienia oraz przemieszania etnicznego i językowego Maroka brak pojęcia regionu jest tu kompensowany
bardziej uniwersalną kategorią muzułmanizmu. Ponieważ w Maroku, jak
i w całej Afryce Północnej, od 1300 lat wspólnota islamu miała nie tylko
wymiar duchowy ale i geograficzny, jednoznaczne i ostre granice między
wspólnotami pozbawionymi scentralizowanej władzy politycznej ujawniają się
wyraźnie jedynie na styku z ludami niemuzułmańskimi. Innym konkretnym
punktem odniesienia dla identyfikacji ponadplemiennej były granice między
strukturami politycznymi sąsiednich organizmów państwowych. Na kresach
wschodnich królestwa Maroka taką linią, wytyczającą przestrzenny zasięg
tożsamości typu narodowego, była granica z imperium otomańskim, czyli
obecna granica z Algierią. Pierwotny nacjonalizm marokański rodził się nie
tylko podczas konfliktów z zamorskimi mocarstwami chrześcijańskimi. To lęk
przed zagrożeniem ze strony muzułmańskiej Turcji legł u podstaw świadomości narodowej miejscowych elit. Takiej wyraźnej granicy międzypaństwowej nie
było natomiast od południa, od strony Sahary i masywu Atlasu. Naprzeciw
siebie stały tu dwa światy: bIed el makhzen i bIed es siba. Zdominowane przez
kulturę i język arabski oraz ortodoksyjny islam plemiona bIed et makhzen
stanowią jak gdyby rdzeń narodu marokańskiego. Plemiona reprezentujące
natomiast głównie kulturę i język berberski oraz islam "ludowy" (z silnie
rozwiniętym kultem świętych) znajdowały się na marginesie procesów narodotwórczych. Stanowią one typowe społeczeństwo marginalne. Nie można jednak
w tym wypadku mówić o opozycji tych dwóch światów lecz o ich wzajemnym
przenikaniu. Przy czym, jeśli chodzi o elity narodotwórcze, proces akulturacji
przebiegał z reguły jednokierunkowo.
Zróżnicowana językowo i etnicznie
ludność berberska nie wytworzyła własnego pisma i własnych elit mogących
rozwijać i podtrzymywać narodową tożsamość berberską 15. Liczni w dziejach
myśliciele, uczeni i twórcy dynastii panujących pochodzenia berberskiego
przeszli do historii jako zasłużeni dla kultury arabskiej.
15 Będące w formie szczątkowej
instytucje kulturalne i szkolnictwo
berberskim gimnazjum w Azrou, nie przełamują oceny ogólnej.

berbcrskie z jedynym

�75
Od lat trzydziestych XX wieku, kiedy to zakończyła się pacyfikacja
ostatnich ognisk oporu bied es siba, cały obszar Maroka włączony został trwale
w struktury nowoczesnego państwa. Procesowi integracji społeczno-politycznej
towarzyszyła, prowadzona przez francuskich rezydentów, polityka przeciwstawiania Berberów ludności i kulturze arabskiej. Szczytowym momentem
przeciwstawiania sobie obu kultur był tak zwany "dahir berberski" z 1931
roku. Specjalny dekret (dahir) wyłączył wówczas plemiona berberskojęzyczne
lub uznane przez historyków lub socjologów za berberskie, spod jurysdykcji
koranicznej. Miało to istotne konsekwencje dla procesu integracji narodowej.
W ówczesnej sytuacji kraju stosowane niekiedy na wyrost pojęcie "narodu
marokańskiego" utożsamiano bowiem z terminem "naród muzułmański"
(A. Dziubiński, 1983).
Pomimo czynionych prób podziału autochtonicznej
ludności Maroka,
do końca epoki protektoratu, dla znacznej części Marokańczyków dogodnym mechanizmem identyfikacji pozostawało nadal przeciwstawienie muzułmanów osadnikom europejskim. Po aresztowaniu i usunięciu z kraju sułtana Mohammeda V postawa odrzucenia objęła również ze zdwojoną mocą
struktury państwa, traktowanego jako instrument obcej dominacji. Odbudowa niezależnego państwa i przejęcie jego struktur przez miejscowe elity
łączyło się z działaniami mającymi na celu minimalizowanie lub spychanie poza oficjalną doktrynę faktów potwierdzających różnorodność etniczną kraju. Oficjalna doktryna mówi raczej o "ludzie" lub "narodzie" marokańskim odbudowującym
i rozbudowującym
swe niepodległe państwo
(Mohammed V, 1958).
Współcześni ideolodzy nacjonalizmu marokańskiego i szerzej muzułmańskiego świadomi są pluralizmu etnicznego swoich krajów. Dla uzasadnienia
swych racji nie wahają się więc sięgać do doświadczeń wielonarodowych
mocarstw europejskich ery nowożytnej (Ourbakh, 1953; M. Hajji, 1968). Jak
w przeszłości, tak i obecnie spoiwem nowej formacji społecznej staje się
dynastia panująca. Wszyscy obywatele Maroka niezależnie od rasy i języka
oraz świadomości etnicznej, odnajdują się jako członkowie wspólnoty, którą
uosabia Hassan n. W tradycji marokańskiej panujący monarcha to nie tylko
najwyższa władza świecka, to również przywódca duchowy, zwierzchnik
wszystkich miejscowych muzułmanów. Owego zwierzchnictwa duchowego nie
odmawiały mu nawet nigdy plemiona bied es siba. Mniej lub bardziej szczere
przywiązanie do monarchy wyraża się powszechną obecnością jego podobizny
zarówno w miejscach publicznych, jak i prywatnych. W języku oficjalnym Jego
Wysokość Hassan n to nie tylko Król, Obrońca Wiary, Ponowny Zjednoczyciel Kraju ale również Ojciec Narodu.
Naród marokański istnieje na razie jedynie w umysłach polityków. Formuła zaproponowana przez monarchistów, skupiająca ludność kraju wokół

�76
suwerena, budząca niekiedy zastrzeżenia wśród inteligencji zapatrzonej we
wzory europejskie, wydaje się jednak być adekwatna do warunków etnicznych
i kulturowych kraju16.
LITERATURA
Afrika
1987 Marokko, w: Afrika. Enciklopedićeskij spravoćnik, Moskva, t. 2, s. 145-164.
Berque J.
1955 Structures sociales du Haut-Atlas, Paris.
1962 Le M aghreb entre deux guerres, Paris.
1974 Maghreb. Histoire et societe, Alger.
Brignon 1., Amine A., Boutaleb B., Martinet G., Rosenberg B., Terrasse M.
1967 Histoire du Maroc, Paris.
Cote M., Legras J.
1966 La variabilite pluviometrique interannuelle au Maroc, "Revue de Geographie du
Maroc", t. 10, Rabat.
Coteau J.
1968 La paysannerie Marocaine, Paris.
Dresch J.
1935 Carte ethnographique et linguistique, "Bulletin Economique du Maroc", nr 7, jan v.,
Rabat.
1941 Documents sur les genres de vie de montagne dans Ie Massif central du Grand-Atlas, Tours.
Dziubiński A.
1983 Historia Maroka, Wrocław.
Eickelman D.
1976 Moroccan Islam: Tradition and Society in a Pilgrimage Center, Modern Middle East
Series, I, Austin and London.
Gellner E.
1969 Saints of the Atlas, London.
Guillaume A.
1949 us Berberes marocains et la pacification de ['Atlas Central (/912-1933), Paris.
HolTman B.
1967 The structure of traditional Moroccan rural society, Hague.
Ibn Khaldun
1934 Histoire des berberes et des dynasties musulmanes de ['Afrique septentrionales, t. 3, Paris.
Joly F., Ayache A., FardeI J., Suech L.
1951 Geografija Marokko, Moskva.
(1949) (Geographie du Maroc, Paris).
16 Badania terenowe w Maroku były możliwe dzięki pomocy miejscowych władz, a zwłaszcza
ogromnej gościnności górałi z masywu Atlasu. We wdzięcznej pamięci zachowam przyjęcie z jakim
spotkałem się wśród plemienia Ait Tidili, szczególnie zaś pomoc okazaną przez członków frakcji
Atqi- Tizgui.
Do realizacji programu badawczego przyczyniło się też poparcie ze strony miejscowych
Polaków zarówno pracowników polskich placówek dyplomatycznych, jak i spccjalistów zatrudnionych w wielu zakątkach kraju. Wymienienie w tak krótkim szkicu wszystkich osób jest
niemożliwe. Chciałbym jednak w tym miejscu wyrazić im wszystkim swoją głęboką wdzięczność,
zwłaszcza panu Janowi Siebcneichen - radcy handlowemu Ambasady RP w Rabacie oraz jego
żonie Barbarze, których bezinteresowna pomoc miała wyjątkowe znaczenie dla pomyślnego
urzeczywistnienia badań.

�77
Komorowski Z.
1985 Ludy Afryki. Przegląd regionalny, Warszawa.
Laoust E.
1940 Conlribution a lilIe elude de la loponymie du HaULALias, Adrar-n-Deren, d'apres les carles
de Jean Dresch, "Revue des Eludes Islamiques", Paris.
Le Coz J.
1965 Les Iribus guishs au Maroc. Essai de geographie agraire, "Revue de Geographie du
Maroc", t. 7, Rabat.
Mohammed V.
1958 Le Maroc, Rabat.
Montagne R.
1930 Les Berberes el Ie Makhzell dans Ie Sud du Maroc. Essai sur la transformation polilique
des Berberes sedenlaires (groupe Chleuh), Paris.
Ourbakh
1953 Les lIalionaliles austro-hollgroises, w: Lidee de Natioll (traduit par M. Hanil), Beyrout.
Ponikiewski A.
1976 Problemy rozwojowe produkcji rolnej Maroka na tle warunków przyrodniczych i struktur
agrarnych, Warszawa.
Rekłajtis E.
1976 Maghreb współczesllY. Z badań nad kontaktem i współrozwojem kultur, Warszawa.
Repetoire ...
1939 Repetoire alphabetique des confederations de tribus, des tribus, des fractions de tribus et
des agglomerations de la Zone Fralll;aise de ['Empire Cherifien au Ier novembre 1939,
Casablanca.
Roux A.
1949 Quelques remarques sur laformation des noms de tribus chez les Berberophones du Maroc,
w: Troisieme Congres Inlernational de Topollymie et d'Anthroponymie, Actes et Memoires,
III, Bruxelles.
Sadki A.
1983 Sur la lheorie de la segmentarite appliquee au Maroc, w: Hesperis-Tamouda, l. 23, Rabat
(Paris).
Szynkiewicz S.
1987 Plemię, w: Słownik elnologiczny. Terminy ogólne, Z. SLaszczak (red), Poznań.
Vorbrich R.
1987a Acefaliczne społeczeńslwo, w: Słownik etnologiczny. Terminy ogólne, Z. Staszczak (red),
Poznań.
1987b Wodzostwo, w: Słownik etnologiczny. Termilly ogólne Z. Slaszczak (red), Poznań.

Ryszard Vorbrich
ETHNIC AND TRIBAL STRUCTURE
AND THE LEVELS OF SOCIAL AND POLITICAL INTEGRATION

IN MAROCO

(Summary)
The aim of this study is to introduce an order in the conclusions and observations concerning
enormous tribal differentiation in Morocco. Official sources mention over 70 confederations, 700
tribes, and 3000 tribal fractions. On the basis of the author's own research among the Ait Tidili
tribe (from the High Atlas) and comprehensive literature data, the article illustrates the functioning
principles of the segmental organization of a traditional community in Morocco.

�78
A detailed analysis of the following levels of sociopolitical organization of Berbers: fraction,
tribe, and confederation, shows that both the ideology of kinship and the identification in space are
integrating factors. On the level of fraction, people are unitcd by common work and the ownership
of soil and water. On the level of tribe, one can observe the role of centers of trade and religious
cult. Confederations of tribes are mainly political and military units. An important integrating
factor are also horizontal structures: systems of alliances (leffs) and the class of marabouts - both
contributing to balance in the society without central organs of power.
Complex historical processes have determined enormous differentiation of the present tribal
structure of the country, and the form of supratriballevels of the ethnic and national identification.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9701" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9679">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54bbbfb58c70cb4917bcebe5222115cf.pdf</src>
        <authentication>28f8d25a55e6cb053e1fcdee0320f7df</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115391">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5052</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115392">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115393">
                <text>społeczność lokalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115394">
                <text>Kamerun - system edukacyjny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115395">
                <text>Afryka - edukacja szkolna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115396">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4686</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115397">
                <text>Tradycyjna społeczność afrykańska a szkola/ LUD 2002 t.86</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115398">
                <text>Systemy wychowawcze i edukacyjne w pluralistycznym społeczeństwie Kamerunu</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115399">
                <text>LUD 2002 t.86, s.105-130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115400">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115401">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115402">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115403">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115404">
                <text>Lud, t. 86, 2002

RYSZARD VORBRlCH
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. A. Mickiewicza
Poznań

TRADYCYJNA SPOŁECZNOŚĆ AFRYKAŃSKA A SZKOŁA.
SYSTEMY WYCHOWAWCZE I EDUKACYJNE
W PLURALISTYCZNYM SPOŁECZEŃSTWIE KAMERUNUl

Każde społeczeństwo wypracowuje swoiste metody i procedury służące
podtrzymywaniu ciągłości w czasie. Służą temu nie tylko normy określające
reprodukcję biologiczną, lecz także podtrzymanie i reprodukcję własnej kultury. Tę ostatnią kategorię procedur, uczącąjednostkę uznanych za przydatne umiejętności oraz preferowanych społecznie zachowań, określamy w naszej kulturze jako system edukacji.
Niniejsze studium analizuje (i porównuje) trzy typy systemów edukacyjnych występujących w Afryce subsaharyjskiej: tradycyjny - plemiennysystem socjalizacji, szkolnictwo koraniczne oraz szkolnictwo formalne (publiczne) - oparte na wzorach zachodnich.
Materiału empirycznego dostarczy nam w tym wypadku Kamerun północny, będący regionem, w którym przecinają się i nakładają na siebie wpływy
rodzimych kultur Czarnej Afryki i wielkich cywilizacji uniwersalnych islamu i Zachodu. Żyje tu ponad 40 z 200 kameruńskich grup etnojęzykowych, zaliczanych do prawie wszystkich rodzin lingwistycznych kontynentu. Nic dziwnego zatem, iż na niewielkim stosunkowo terenie ogniskują się,
niczym w soczewce, problemy typowe dla współczesnej Afryki.
W wyniku złożonych procesów historycznych, w omawianym regionie
wykształcił się pluralistyczny, a właściwie mówiąc - wielonurtowy system
edukacyjny. Główne jego nurty tworzą wspomniane wyżej: tradycyjne wychowanie plemienne, szkolnictwo koraniczne oraz szkolnictwo formalne.
Każdy z tych trzech typów kultury wykształcił sobie właściwy model systemu socjalizacji i edukacji. Każdy z nich stawia sobie odrębne cele, stosuje
inne metody, posługuje się innymi językami, obejmuje społeczności o różnej
skali i charakterze.
I Artykuł prezentuje
wstępne wyniki projektu badawczego KBN (2 HOI H 024 22) "Społeczeństwo postplemienne w Afryce. Stare i nowe elity w Kamerunie a budowa społeczeństwa obywatelskiego". Wykorzystuje jednak także obserwacje poczynione w terenie (w Kamerunie) w latach 70. i 80., a zwłaszcza na przełomie wieków (1999-2001).

�106
Ograniczone ramy artykułu zmuszają mnie do skoncentrowania się w tym
miejscu jedynie na problemie odmienności celów i metod poszczególnych
modeli systemów edukacyjnych oraz na kwestii wzajemnych relacji różnych nurtów edukacji.
Najtrudniejszy do opisania i analizy pozostaje, ciągle jeszcze mało zbadany, plemienny
system
edukacj
i. Wymaga on stosowania odmiennych metod analizy i opisu, uwzględniających strukturę i charakter społeczności plemiennych2•
Społeczności plemienne są małe w swej skali, posługują się lokalnymi językami i nie posiadają pisma, przez co ograniczone są w przestrzennym
i czasowym zasięgu powiązań społecznych. Wykazują daleko posunięte poczucie etnocentryzmu oraz dużą ekonomikę konstrukcji struktur społecznych,
polegającą na znacznej koncentracji ról społecznych u tych samych osób lub
instytucji. Rolę wychowawczą i edukacyjną pełnią instytucje obarczone także innymi funkcjami (gospodarczymi, politycznymi, militarnymi itp.), takie
jak rodzina, ród, stowarzyszenia i grupy wieku.
W północnym Kamerunie nie spotyka się prawie, występującego w innych
regionach AfrykP, wielostopniowego systemu socjalizacji typowej dla społeczności o wykształconych stowarzyszeniach (klasach wieku) lub wyspecjalizowanych kadrach (kapłanach, griotach) chroniących ezoteryczne warstwy przekazu kulturowego. Plemienny system socjalizacji i wtajemniczania
rzadko przekracza tu zatem obszar społeczności lokalnej. Dokonuje się on
w ograniczonym przestrzennie i kulturowo środowisku rodzinnym i rodowym.
Podstawową metodą wychowania plemiennego jest naśladownictwo (np.
poprzez zabawę) lub uczestnictwo (poprzez pracę) w życiu wspólnoty. Dzieci uczą się w ten sposób sposobów komunikowania oraz podejmowania działań i przyjmowania ról przypisanych zwyczajowo jednostce, z racji jej przynależności do grupy płci i wieku.
Obserwując życie wioski kameruńskiej (i szerzej ujmując - afrykańskiej),
łatwo można zauważyć, jak dziewczynki towarzyszą swym matkom podczas
wykonywania przez nie codziennych czynności gospodarczych, w miarę dorastania pomagają im w przynoszeniu wody, gotowaniu pożywienia i opiece
nad młodszym rodzeństwem (z czasem nawet wyręczając matkę w wielu pracach). W ten sposób czerpią one wzory postaw i zachowań przypisanych
w danej kulturze kobiecie-matce.
Tak samo chłopcy, pomagając ojcu przy
2 O specyfice badań nad tradycyjnymi
i nowoczesnymi systemami edukacyjnymi szerzej pisze
J.-Y. Martin (1972). Zob. też Z. Komorowski (1973).
) Jednym z najbardziej rozbudowanych systemów edukacyjnych mogą pochwalić się malijscy
Dogonowie. Oprócz "podstawowego" (obowiązkowego dla wszystkich mężczyzn) zakresu norm
i wiedzy, jednostki pragnące pogłębiać swą wiedzę o bardziej złożone (i trudne do przyswojenia)
treści i wątki kulturowe mogą to uczynić, przechodząc przez cztery poziomy wtajemniczenia (Griau),
1948).

�107
budowie domu, towarzysząc mu na polowaniach, nabywają wniejętności przydatnych w dorosłym życiu, w pełnieniu roli ojca rodziny.
Wbrew przyjętym wśród niektórych (europejskich) pedagogów4 opiniom,
afrykańskim systemom edukacyjnym nie brak instrumentów i procedur bardziej wyrafinowanych, zmierzających do przekazania dziecku wartości etycznych, rozbudowanych treści mitycznych lub umiejętności kojarzenia, abstrakcyjnego myślenia i precyzyjnego posługiwania się językiem. Przykładu takich środków mogą tu dostarczyć różnego rodzaju formy narracyjne (często
w uproszczeniu zwane "bajkami")5. Dobrą ilustracją edukacyjnego zastosowania krótkich form literackich w procesie edukacyjnym mogą być kameruńskie (afrykańskie) zagadki. Jak zwracają uwagę ich kolekcjonerzy i badacze, kameruńskie (afrykańskie) zagadki z reguły nie zawierają w sobie pytania: kto? co?, lecz przyjmują formę zdań oznajmujących; np. Kameleon, który
pływa = piana na rzece (Toumeux, Iyebi-Mandjek, 1996, s. 195). Wiąże się
to z podstawową cechą (celem) danego systemu edukacyjnego, który nie dąży
do wyrobienia w dziecku nawyku rywalizacji, lecz podporządkowania.
Badacze kameruńskich zagadek (ludowych) zwracają uwagę na jeszcze jedną
ważną ich funkcję edukacyjną. W tutejszych językach, pozbawionych przypadków, a posiadających rozbudowane klasy nominalne (np. 24 w języku
fufulde), właściwa odpowiedź na zagadkę oznacza opanowanie umiejętności
przezwyciężania dwuznaczności semantycznych języka6•
Posługujące się opisanymi metodami i procedurami wychowanie plemienne
nie posiada sformalizowanej struktury ani odrębnej (wyspecjalizowanej) kadry. Jest jednak w swej istocie totalne, ogarnia całą osobowość człowieka.
Jego celem jest socjalizacja jednostki, pełne i harmonijne jej zintegrowanie
z danym społeczeństwem, inaczej mówiąc, uczynienie z dziecka "dobrego"
członka wspólnoty lokalnej i plemiennej. Proces wychowania i edukacji polega w tym przypadku na wprowadzaniu jednostki w określony porządek życia
kolektywnego, czyli na przekazywaniu i wpajaniu dziecku norm kulturowych,
uznanych w danej kulturze za odpowiednie i niezbędne dla utrzymania ciągłości biologicznej, utrwalenia tożsamości oraz harmonijnego funkcjonowania danej społeczności.
Ponieważ jednak społeczność plemienna traktowana jest jako ciągła w czasie wspólnota żywych, zmarłych i jeszcze nie narodzonych, immanentnym
składnikiem wychowania plemiennego jest edukacja religijna, obejmująca ple• Por. Z. Komorowski (1973).
5 Są one jednak zazwyczaj domeną badań filologów, choć i antropolodzy
mogą znaleźć tu interesujący przedmiot studiów.
6 Brak miejsca uniemożliwia rozwinięcie tej wysoce specjalistycznej
kwestii. W uproszczeniu
można powiedzieć, iż chodzi o zdania typu: pantera była na kolacji, którego budowa nie wyjaśnia
nam bezpośrednio, czy pantera spożywała kolację, czy też była na niej daniem. Inne przykłady
zob. Toumeux, Iyebi-Mandjek (1996, s. 194 i n.).

�108
mienną wizję świata (kosmogonię, kult przodków) oraz związane z niąpraktyki magiczne i kulturę symboliczną. Stąd tak ważną funkcję pełnią w plemiennym wychowaniu osoby starsze, a zwłaszcza ci starcy, którzy są nośnikami
tradycji, naturalnym pośrednikiem między przodkami a światem żywych i dzięki
temu stają się podstawowym wehikułem transmisji kultury typu postfiguratywnego. To dziadkowie, podczas południowej sjesty lub przy wieczornym
ognisku, snują opowieści (łapczywie pochłaniane przez dzieciarnię) o dawnych czasach i mitycznych wydarzeniach. Czytelnik może zauważyć, iż sceny takie spotkać można w wielu kulturach, musi jednak też uwzględnić okoliczność, iż w społecznościach plemiennych owi starcy-narratorzy nie mają
w zasadzie konkurencji jako źródło treści kulturowych i płynącego stąd prestiżu.
Konkludując, można powiedzieć, iż wychowanie typu plemiennego pozostaje zatem w praktyce procesem przekazywania wzorów zachowań. W społeczności, w której jednostka nigdy nie pozostaje anonimowa, ważną rolę
wychowawczą pełni rozbudowany system kontroli społecznej. Polega on na
nieustającym porównywaniu przez otoczenie zachowań jednostki z przyjętymi przez ogół wzorami kulturowymi. Edukacji typu plemiennego obce jest
w zasadzie (wyjątkiem - niektóre treści mityczne) teoretyzowanie. Nie koncentruje się ona też na informacjach praktycznych, przydatnych w życiu codziennym. Plemienny model wychowania największy nacisk kładzie na takie
ukształtowanie jednostki, które przyczyni się do harmonijnego wkomponowania jej w życie wspólnoty: rodziny, rodu, plemienia (fot. 1 i 2). W ten sposób
wychowanie plemienne ogranicza się do doświadczeń własnej wspólnoty: do
pojęć i realiów własnego kręgu kulturowego; jest zachowawcze i defensywne, nie przygotowuje jednostki do samodzielnego rozwiązywania problemów,
lecz do zachowań, jakich oczekuje od niej grupa.
E d u k a c jak o r a n i c z n a może być uznawana za jeszcze jeden z typów edukacji wyznaniowej. Jej specyficzne cechy strukturalne oraz stosowane metody wyznaczająjej jednak szczególne miejsce w typologizacji afrykańskich (kameruńskich) systemów (modeli) edukacyjnych.
Celem edukacji koranicznej jest - co podkreślają sami jej teoretycy "wpojenie uczniom (wzorów) zachowań, jakie powinni oni przyswoić podczas swego życia i w obliczu śmierci, wpojenie zasad, które rządzą nie tylko
relacjami między ludźmi, lecz także przede wszystkim ich osobistymi relacjami z kreatorem" (Hamadou, 1993; cyt. za: Dongmo, 1996, s. 30). Inaczej
mówiąc, omawiany typ edukacji dąży do uczynienia z dziecka "dobrego"
muzułmanina.
Edukacja koraniczna stanowi element, rzec można, ważny instrument ekspansji nie tylko religii - islamu -lecz także cywilizacji o charakterze uniwersalnym. Cywilizacja ta wykształciła bogatą i wielowątkową tradycję. Co
najistotniejsze: posługuje się ona własnym pismem, co pozwala osobom

�109

Fot. I. Praca z matką, wieś Mandama,
plemię Daba, fot. R. Vorbrich

Fot. 2. Praca z ojcem, wieś Mandama, fot. R. Vorbrich

�110
i grupom w niej partycypującym włączyć się w szerszy obieg idei i przełamać
izolację społeczną. Tym samym wyrywa ona jednostkę z partykularyzmu
wioskowo-plemiennego, otwiera ją na universum, Jest to jednak universum
odmienne od proponowanego przez kulturę zachodnią, propaguje statyczną
wizję świata z trudem wpasowaną we współczesne procesy modernizacyjne
Afryki.
Na wstępie omówienia szkolnictwa koranicznego należy zaznaczyć, iż zakorzenienie islamu w północnym Kamerunie jest różnej głębokości i jakości.
Niektóre grupy etniczne (Fuibeje, Hausa, Kotoko, Wandala) sąjej nośnikami
od stuleci, inne (znaczna większość), choć równie długo pozostające pod jej
presją, poddały się islamizacji (w różnym zresztą zakresie) dopiero wostatnich 2-3 dekadach?, Wśród wielu grup etnicznych islam ma nadal charakter
misyjny i dopiero buduje swoje struktury, w tym edukacyjne8, W większości
przypadków proces islamizacji doprowadził jednak do ukształtowania się
specyficznej formy tej religii - zwanej "czarnym islamem"9.
W Kamerunie północnym Uak i w większości afrykańskich krajów subsaharyjskich) edukacja koraniczna nie narusza podstawowych zasad i treści
wychowania plemiennego. Z reguły czyni ona znaczne ustępstwa na rzecz
rodzimej afrykańskiej obyczajowości, wiele jej elementów adaptuje lub co
najwyżej wprowadza pewne modyfikacje do "pogańskich" praktyk społecznych lub magicznych 10.
W przeciwieństwie do wcześniej omawianego wychowania plemiennego,
edukacja koraniczna przyjmuje już pewne formy instytucjonalne. Posiada
wyspecjalizowane kadry, które tworzą świątobliwi i wykształceni (lecz na
7 Liczbę muzułmanów
w Kamerunie szacuje się na 22% ludności, wynoszącej w 1996 r.
13,6 mln. Z 3 mln. kameruńskich muzułmanów większość (ok. 2 mln.) żyje w północnej części
kraju, gdzie stanowią więcej niż połowę ludności (szacowanej na 3,5 mln.). Dla porównania liczbę
chrześcijan w Kamerunie szacuje się na 50-53%, pozostali to wyznawcy religii tradycyjnych (por.
ABC Świat ... , 1999, s. 69; Przeglądowy Atlas .... 1998, s. 252).
8 Na podstawie wycinkowych
danych, można szacować, iż w Kamerunie północnym edukacją
koraniczną objęte jest ok. 20% dzieci w wieku szkolnym (6-14 lat), w tym (zależnie od regionu
i poziomu kształcenia od 10% do 45% dziewczynek. Liczbę tę otrzymano, porównując dane zawarte
w: Atlas ... (2000, s. 139, 146) oraz Dongmo (1996, s. 33). Jeszcze trudniej oszacować wskaźnik
skolaryzacji koranicznej wśród ludności muzułmańskiej. Związane jest to z dynamiką proporcji między ludnością animistyczną a zislamizowaną i wynikającym stąd względnym charakterem podawanej przez różne źródła liczby muzułmanów (z urodzenia lub świeżo nawróconych). Wycinkowe dane
dotyczące środowiska miejskiego (Maroua) szacują wskaźnik skolaryzacji koranicznej wśród muzułmańskich dzieci w wieku szkolnym (5-15 lat) na 85% (Toumeux, lyebi-Mandjek, 1996, s. 91).
Wskaźnik ten jest zapewne niższy w środowisku wiejskim i zróżnicowany, zależnie od grupy
etnicznej i (co często się wiąże) zakorzenienia islamu.
9 Pod tym pojęciem rozumie się system dogmatów i rytuałów religijnych opartych na Koranie,
lecz przesiąkniętych w dużej mierze wierzeniami afrykańskimi.
10 Jako przykład może tu służyć zwyczaj obrzezania lub talizmany zawierające cytaty z Koranu, niekiedy jedynie posiadające magiczny z nim związek (starty z tablicy proszek z kredy, którą
napisano werset Koranu, itp.).

�111

bardzo różnym poziomie) mężowie. W Kamerunie wyróżnić można dwie kategorie nauczycieli - mallum i modibbo. Mallum to osoba - mężczyzna lub
kobieta - która posiadła (i przekazuje) umiejętność czytania (oraz przepisywania) Koranu. Każda osoba posiadająca takie podstawowe kwalifikacje może
otworzyć szkołę, z własnej woli (kaprysu) lub na prośbę sąsiadów - rodziców. W literaturze naukowej zwie się ich często, niezupełnie poprawnie
(w żargonie arabsko-francuskim) - marabutamilI. Odrębną, obdarzoną dużym
prestiżem, grupę nauczycieli stanowią tzw. modibbo. Są to Fulbeje, tworzący
endogamiczną praktycznie grupę (kastę), którzy oprócz funkcji dydaktycznych,
pełnią także funkcje opiniotwórcze i politycznel2• Znaczna część nauczycieli
szkół koranicznych oprócz funkcji dydaktycznych zajmuje się także inną pracą zawodową; rolnictwem lub handlem. Odsetek nauczycieli, dla których
nauczanie stanowi podstawowe (lub główne) źródło utrzymania, wzrasta
w miastach i dochodzi do 60% (Toumeux, Iyebi-Mandjek,
1996, s. 88).
Szkoły koraniczne -lakkol (maktab, mahadra) rzadko posiadają odrębne
budynki. Najczęściej lokują się one w meczetach (lub w ich otoczeniu, w krużgankach, w cieniu drzew) (fot. 3 i 4). Nauka odbywa się w nich nieregularnie
- raz lub kilka razy w tygodniu, najczęściej wieczorem.
W szkolnictwie koranicznym wyróżnić można dwa poziomy nauczania:
podstawowy i uzupełniający. Poziom podstawowy - spotykany praktycznie
we wszystkich miejscowych gminach muzułmańskich. Poziom uzupełniający - jedynie w ważniejszych ośrodkach miejskich.
Nauczanie podstawowe ogranicza się z reguły do nauki Koranu. Podstawową metodą dydaktyczną jest tutaj pamięciowy automatyzm, polegający
na wielokrotnym, zbiorowym powtarzaniu (skandowaniu) za nauczycielem
poszczególnych wersetów i sur Koranu (niekiedy bez zrozumienia nawet sensu
słów). Naukę rozpoczyna muzułmańskie wyznanie wiary: Nie ma boga nad
Allacha, a Mohammed jest jego prorokiem. Gdy dzieci opanują to pierwsze
zdanie w obcym dla nich języku arabskim, nauczyciel przechodzi do kolejnych, wybranych sur Koranu, niezbędnych podczas modlitw (przede wszystkim do sur 104 i 114) (Toumeux, Iyebi-Mandjek,
1996, s. 202).

11 Bardziej szanowani marabuci pełnią zarazem funkcję duszpasterzy,
niektórzy z nich mają też
opinię cudotwórców (Komorowski, 1973, s. 56).
12 Aby zostać modibbo,
należy pobierać wcześniej nauki u reputowanych (mających sławę
w okolicy) nauczycieli. Niekiedy porównuje się tytuł modibbo ze stopniem "doktora nauk islamskich" (Toumeux, lyebi-Mandjek, 1996, s. 88), lecz ma on wymiar bardzo względny, bowiem
niektórzy modibbo tworzą później szkoły o wielkiej reputacji, podczas gdy inni zostają "zwykłymi" marabutami. W praktyce "kastę" modibbo tworzy grupa spokrewnionych i spowinowaconych
rodzin, przekazujących swą pozycję społeczną oraz sprawowane funkcje (w tym edukacyjne)
poprzez udzielanie nauk, połączone z drogą filiacji i aliansów; z ojca na syna (wyjątkowo i na
córkę), z wuja na siostrzeńca lub z teścia na zięcia (Atlas ..., 2000, s. 146).

�112
Nauka Świętej Księgi polega nie tylko na powtarzaniu tekstu za nauczycielem, lecz także na przepisywaniu przerabianego fragmentu Koranu kredą
(lub rylcem) na drewnianych tabliczkach (fot. 5). Nie jest to jednak "zwykłe" przerysowywanie pisma, lecz "przepisywanie", połączone z nauką alfabetu arabskiego. Nauka głosek alfabetu zajmuje z reguły (dobremu uczniowi) dwa miesiące. W praktyce wygląda to w ten sposób, iż nauczyciel pisze
na tabliczce tekst (sylabę za sylabą), a uczniowie kopiują go i uczą się równocześnie wymowy poszczególnych sylab13•
Teoretycznie uczniowie na poziomie elementarnym powinni opanować
pamięciowo (przepisać na tabliczce) cały Koran. W praktyce - jak podkreślali moi informatorzy (absolwenci takich szkół) - ćwiczenia skrybtoryjne
obejmują mniej więcej połowę Świętej Księgi. Resztę tekstu Koranu uczniowie poznają z księgi posiadanej przez nauczyciela.
W rezultacie zatem efekty nauczania Koranu (i języka arabskiego) są bardzo skromne. Jak mogłem się przekonać - w środowisku wiejskim - za
dostateczny uważa się poziom, gdy uczniowie, kończąc naukę w szkole koranicznej, znają na pamięć 12 najkrótszych sur Koranu. Poziom nauczania
jest niewiele wyższy w miastach. Jak skrupulatnie wyliczyli Henry Tourneux
oraz Olivier lyebi-Mandjek (1996, s. 95), tylko kilka procent absolwentów
miejskiej szkoły koranicznej może pochwalić się opanowaniem wszystkich
114 sur Świętej Księgi, a kilkanaście procent zna na pamięć mniej więcej jej
połowę14.
Forma przekazu treści kulturowych w szkole koranicznej jest do tego stopnia sztywna i schematyczna, iż pozbawia ucznia możliwości wykazania się
inicjatywą w poszerzaniu swojej wiedzy i lepszym zrozumieniu litery i ducha Świętej Księgi. Nie ma w zwyczaju, aby uczeń mógł spytać o cokolwiek
swego nauczycielal5. Oczekuje się od niego jedynie wiernego odtwarzania
za nauczycielem - w mowie i piśmie - przerabianej właśnie partii Koranu.
Należy jednak zaznaczyć, iż metody pedagogiczne stosowane w szkole
koranicznej łączą wychowanie do życia w solidarnej wspólnocie z elementami rywalizacji. Zasadę tę dobrze ilustrują nagrody i kary tu stosowane.
I) Co jest bardzo ważne i trudne w nauce języka
arabskiego z uwagi na skomplikowaną wartość diakrytyczną spółgłosek w języku pisanym nie znającym samogłosek.
14 Badania na próbie 800 uczniów szkół publicznych w Maroua (uczęszczających
zarazem do
szkół koranicznych) ujawniły, iż zaledwie 68 uczniów (8,5%) (w tym 30 z VI - ostatnich klas
i 3 z klasy II) znało na pamięć wszystkie 114 sur Koranu, 137 uczniów opanowało pamięciowo co
najmniej 76 sur, czyli więcej niż połowę Świętej Księgi; 323 uczniów znało ponad 25 sur. Naliczono także 14 uczniów (w tym dwóch z ostatnich klas), którzy nie potrafili zacytować żadnej
sury (znali jedynie alfabet arabski) (Toumeux, Iyebi-Mandjek, 1996, s. 94).
15 Wadę tę rekompensuje
do pewnego stopnia powszechnie przyjęty zwyczaj zastępowania podczas lekcji nauczyciela przez uczniów bardziej zaawansowanych w nauce. Pomoc koleżeńska może
przybierać wówczas formę "korepetycji". Otwiera to jednak pole do nadinterpretacji i zafałszowań przekazu kulturowego.

�Szkoła koraniczna, fot. autor 200 I r.

�.;
,
--~'~'::~
.
,

~-:"

�113
Uczeń, który przepisze (i odczyta) bezbłędnie pierwszą tabliczkę, otrzymuje zgodę nauczyciela na zmycie wodą świętego tekstu. Woda pozostała po
tym zabiegu przechowywana jest w specjalnym pojemniczku i traktowana
jako posiadająca właściwości magiczne. Uczniowie, którzy przeszli już ten
pierwszy etap nauki, noszą taki pojemnik z dumą na szyi, czym odróżniają
się od mniej pilnych rówieśników.
Koran dzieli się na cztery części (nierównej długości) - tzw.faarde oraz
sześćdziesiąt podrozdziałówhisbeere. Rozpoczęcie każdego hisbeere przez
ucznia jest dla niego i jego bliskich prawdziwym świętem. Tego dnia uczeń
przynosi do szkoły i ofiarowuje nauczycielowi dorodnego kogutal6• Jest on
tego samego dnia przyrządzony (upieczony) przez uczennice i spożyty w uroczystej oprawie, wspólnie przez nauczyciela i jego uczniów. Przed posiłkiem
mal/urn odmawia publicznie modlitwę w intencji ucznia, a on sam staje się
bohaterem dnia, jest fetowany w szkole i w rodzinie (Tourneux, Iyebi-Mandjek, 1996, s. 204-205). W ten sposób uczeń nabywa zaufania do własnych
możliwości oraz przekonanie, iż jego wysiłek jest dostrzegany i nagradzany.
Jednak głównym czynnikiem stymulującym uczniów do pracy są kary, głównie cielesne. Nad głową ucznia wisi ustawicznie (i to dosłownie) rózga nauczyciela. Najmniejsza niesubordynacja lub widoczny brak skupienia (np. zbyt
ciche i pozbawione entuzjazmu skandowanie Koranu), a tym bardziej błąd (w
wymowie lub piśmie) karany jest uderzeniem po głowie lub szczypaniem w
policzek. Źle zdaniem nauczyciela wyrecytowany przez ucznia werset Koranu
musi być przez niego natychmiast powtórzony ("wywrzeszczany" na całe gardło) sto razy. Poważna niesubordynacja karana jest pracą poza kolejnościąnp. zbieraniem chrustu na opał (nauka odbywa się często wieczorem przy
ognisku) lub aresztem17•
W tym miejscu należy wspomnieć o kwestii wynagradzania nauczyciela.
Większość z nich jest opłacana przez rodziców. Czesne nosi (fulbejską) nazwę "pieniądz światła" (ceede yiite) (Atlas..., 2000, s. 146). Forma i wysokość ponoszonych świadczeń jest bardzo zróżnicowana, różna w mieście i na
wsi. W mieście opłata przyjmuje częściej formę pieniężną i waha się od 500 fr
CFA (2,75 zł) miesięcznie do 200 fr CFA tygodniowo od ucznia. Na wsi świadczenia gotówkowe pojawiają się okazjonalnie (podczas świąt), częściej rodzice rewanżują się nauczycielowi, dostarczając mu żywność lub drewno na
opał, z reguły kupują też naftę do lampy przyświecającej uczniom podczas
nauki.

Rozpoczęcie kolejnej faarde zaznacza się ofiarowaniem kozła lub barana.
W szkołach prowadzonych przez nauczycieli starej generacji zdarza się, iż nieposłuszny uczeń,
spętany lub zakuty w dyby, przywiązywany bywa na 1-3 dni (bez jedzenia) do słupa umieszczonego w szkole lub (co często oznacza to samo) w obejściu nauczyciela (Tourneux, Iyebi-Mandjek,
1996, s. 203-204).
16
17

�114
Świadczenia względem nauczyciela nie mają tu jedynie charakteru ekonomicznego, lecz są wyrazem zobowiązań o charakterze duchowyml8. Zobowiązania te nie wygasają nawet w kilka lat po ukończeniu nauki. Dziewczyna wychodząca za mąż zwraca się do mul/ema, u którego "skończyła swój
Koran", o modlitwę w intencji małżeństwa i nowej rodziny. W zamian ofiarowuje mu (praktycznie czyni to jej rodzina) dużą, jak na tutejsze stosunki,
sumę 6 000 fr CFA (33 zł) (Atlas ... , 2000, s. 146).
Bardziej sumienni i wytrwali uczniowie, po kilku latach nauki mogą w ten
sposób przyswoić sobie pamięciowo większe lub mniejsze fragmenty Koranu.
Znacznie gorzej efektywność nauczania koranicznego rysuje się w odniesieniu
do języka arabskiego, skoro jego znajomość jest mała nawet wśród nauczycieli. Jak wykazały precyzyjne, lecz wycinkowe badania - nawet w środowisku
miejskim (Maroua) zaledwie 8% mal/umów znało ten język w stopniu bardzo dobrym, 9,5 % w stopniu dobrym, 32,5 % dostatecznym, a 50 % potrafiło jedynie czytać w tym języku i dokonywać tłumaczeń poszczególnych
partii Koranu "chwytając ich sens" (Atlas ... , 2000, s. 146)19. Inne źródłaodnoszące się do Kamerunu północnego - szacują liczbę nauczycieli koranicznych znających język arabski w stopniu "wystarczającym" na 15% (!). Dwie
trzecie mal/umów miało przyznać się "bez cienia kompleksu" do nieznajomości języka arabskiego lub do znajomości "ledwie trochę" (Taurneux, Iyebi-Mandjek, 1996, s. 89). O ile znajomość języka arabskiego wśród "zwykłych"
mal/umów jest bardzo słaba, o tyle jest ona znacznie lepsza w grupie modibbo, muszą oni nie tylko umieć płynnie czytać, ale i pisać w tym języku;
Słaba ogólnie znajomość arabskiego powoduje, iż pozostaje on dla kameruńskich muzułmanów językiem liturgicznym, językiem słowa bożego i modlitwy. Językiem edukacji koranicznej pozostaje tu język fufulde, traktowany w Kamerunie jako (również) ,Język Koranu" (Tourneaux, Iyebi-Mandjek,
1996, s. 79?o. W piśmiennictwie religijnym i w korespondencji tutejsi muzułmanie stosują natomiast powszechnie pisaną formę tego języka - adżamiija - opartą na alfabecie arabskim.
18 Ze złożonymi materialno-duchowymi
- relacjami między uczniem a nauczycielem wiąże się, nasilające się w ostatnich latach w większych miastach, zjawisko żebractwa uczniów szkół
koranicznych, dla których ten sposób zarobkowania jest nie tylko zdobywaniem funduszy na naukę, lecz jest także formą ćwiczenia ducha (uległości wobec mistrza). Gromady młodocianych
żebraków są - niesłusznie - traktowane przez służby porządkowe (a zwłaszcza zagraniczne instytucje pomocowe) jako "dzieci ulicy", co nie ułatwia im wykonywania "zadania domowego".
19 Dla porównania
można dodać, iż tylko 20% malumów znało w mowie i w piśmie język
francuski, oficjalny język Kamerunu - a 71 % nauczycieli szkół koranicznych nie władało wogóle tym językiem (Atlas ... , 2000, s. 146).
20 Badania etnojęzykowe
i etnoreligioznawcze wykazały również, iż bardzo często islamizacja
osób pochodzących z plemion do niedawna animistycznych pociąga za sobą ich praktyczną ful beizację, odzwierciedlającą się nie tylko przyjęciem języka fufulde (zwłaszcza w zachowaniach prestiżowych), lecz także fulbejskiego stroju, gestu i obyczaju (Gousset, 1999; Toumeux Iyćbi-Mandjek, 1996; Vorbrich, 2000).

�115
Najbardziej wytrwali i żądni wiedzy absolwenci podstawowych szkół koranicznych mogą podjąć naukę na poziomie uzupełniającym21•
W tym celu
udają się niekiedy na dalekie wędrówki - w poszukiwaniu odpowiednich
szkół i mistrzów. Mogą ich znaleźć w większych miastach, takich jak: Garoua, Maroua, Ngaundere lub leżących już w Nigerii - Maiduguri, Yola czy
Kano. Nauka na wyższym poziomie trwa od kilku do (nawet) kilkudziesięciu lat22• W ciągu wieloletnich studiów, uczniowie pobierają ją u wielu nauczycieli-mistrzów, u każdego uzupełniając wiedzę z innych przedmiotów,
takich jak: prawoznawstwo (fiqh), teologia (tawhiidi), tradycja muzułmańska (hadit), egzegeza (tafsir), poezja i literatura (lunga), gramatyka (tarsi/),
wymowa arabska (tadż-wiid).
Uczniowie kameruńskich szkół koranicznych przyswajają też podstawową wiedzę i umiejętności z zakresu dyscyplin świeckich, takich jak matematyka (arytmetyka), a także z dziedzin odrzucanych przez islam ortodoksyjny:
astrologii, kabalistyki, uczą się sporządzać amulety i inne przedmioty magiczne (Atlas..., 2000, s. 146). Proporcje pomiędzy poszczególnymi przyswajanymi dziedzinami pozostawia się osobistemu wyborowi studenta, czyli można powiedzieć, że obowiązuje ich "indywidualny program studiów". Student
- w ciągu wielu lat nauki - często zmienia mistrza, wybierając tego, który
ma opinię specjalisty w dziedzinie szczególnie go interesującej. Nie można
jednak mówić o wąskiej specjalizacji malumów, bowiem każdy z nich specjalizuje się w pewnym wachlarzu dyscyplin, wśród których prym wiodą prawo, literatura i teologia23• Podobne preferencje spotkać można także wśród
studentów, z tym, iż zainteresowanie teologią przewyższa nieznacznie zamiłowanie do literatury24.
Osobnym problemem związanym z funkcjonowaniem pluralistycznegotrójskładnikowego - systemu edukacyjnego są relacje pomiędzy szkolnictwem koranicznym a szkolnictwem formalnym (publicznym). Czytelnym
wskaźnikiem wzajemnych relacji może być równoległe uczestnictwo uczniów
szkół państwowych w szkolnictwie koranicznym.
Brak jest kompleksowych studiów nad wspomnianym wskaźnikiem. Wyniki wycinkowych badań socjologów i pedagogów kameruńskich w zdomi21 Należy zaznaczyć, iż granica między poziomem podstawowym
i uzupełniającym jest w wypadku edukacji koranicznej podziałem umownym i praktycznie się zacierającym. Dlatego niezwykle trudno ocenić wskaźnik uczniów kontynuujących naukę na poziomie uzupełniającym. Niektóre źródła pozwalają szacować ją na 1:40 (Tourneux, Iyebi-Mandjek, 1996, s. 90).
22 Średnio trwa ona 26,71at (!). Ta zaskakująca liczba wynika jednak z nieregularnego
(i często
przerywanego) sposobu pobierania nauk (Atlas ... , 2000, s. 146).
2J Przykładowo wśród 39 malumów z miasta Maroua aż 35 deklarowało szczególne zainteresowanie prawem, 20 - literaturą, 16 - teologią, \O - hadisami i 4 - egzegezą (Atlas ..., 2000, s. 146).
24 142 ankietowanych malumów z prowincji Extreme Nord pobierało w przeszłości naukę łącznie u 290 mistrzów. 82% z nich studiowało prawo, 50% - teologię, 47,6 - poezję i literaturę,
39,2% tradycję (hadisy), 28,4% - egzegezę, 19,2% - gramatykę, 5,3% - wymowę arabską.

�116
nowanym przez muzuhnanów środowisku miejskim (Maroua) pozwalają
stwierdzić, iż oba systemy edukacji nachodzą na siebie w różnym stopniu,
zależnym od uwarunkowań kulturowych i historycznych.
Henry Toumeux oraz Olivier lyebi-Mandjek stwierdzili, iż 49% uczniów
szkoł publicznych w Maroua uczęszczało także do szkoły koranicznej (1996,
s. 165). Z kolei wskaźnik uczniów szkół koranicznych (w wieku 5-15 lat)
nie uczęszczających zarazem do szkoły publicznej zależny był od pochodzenia etnicznego i zakorzenienia w kulturze islamu. Najwyższy był wśród grup
od wieków zislamizowanych: Fulbejów, Wandala, Hausa i Arabów Szoa
(l 00%), znacznie niższy wśród grup podlegających nasilonej islamizacji
dopiero od 1-2 pokoleń: Mafa (41%), Guiziga (25%), najniższy natomiast
wśród dzieci pochodzących z grup znanych ze swej niechęci do islamu np. Toupuri (8%) (Toumeux, lyebi-Mandjek, 1996, s. 92-93).
Szkoła publiczna (fot. 6) określana jest przez muzuhnanów, zaczerpniętym z fufulde, terminem lakkol Nasaara (janngirde Nasaara) - "szkoła Białych" i przeciwstawiana "szkole koranicznej", zwanej "szkołą Fulbe" (janngride Fulbe) (Toumeux, lyebi-Mandjek, 1996, s. 165). Wskazana opozycja
semantyczna dobrze ilustruje niechętny stosunek muzuhnanów kameruńskich
do szkół państwowych.
Okazywana przez tę społeczność rezerwa wobec (świeckiego) szkolnictwa
publicznego była od dawna zauważana i podkreślana przez obserwatorów życia
społecznego w Kamerunie (Atlas..., 2000, s. 142). W dobie nasilonych zmian
cywilizacyjnych, przyczyniała się ona do ekonomicznej i politycznej marginalizacji muzułmanów, wypieranych z posad w administracji i gospodarce państwowej. Zagrożenie to zostało w końcu dostrzeżone przez elity muzułmańskie, które
przystąpiły do rozwoju alternatywnego systemu szkolnictwa. Proces ten nie przebiegał jednak w sposób skoordynowany i odznaczał się wielu meandrami.
Oprócz tradycyjnych szkół koranicznych - obu poziomów - w ostatnich dziesięcioleciach pojawiły się w Kamerunie północnym wyznaniowe
(muzułmańskie) szkoły podstawowe i ponadpodstawowe, aspirujące do statusu szkół publicznych. Swym programem i stosowanymi metodami nawiązują one bądź do metod edukacji zachodniej, bądź do ortodoksyjnej tradycji
islamu, czerpiącego swe wzory z Egiptu lub Arabii Saudyjskiej.
Pierwszy typ szkół to tzw. ecoleJranco-arabe - tworzone od lat 50. XX
wieku przez administrację kolonialną dla dzieci elit muzułmańskich Fulbejów. Oprócz formacji religijnej dawały one świadectwa ukończenia szkoły
państwowej. Co ciekawe, wobec niechęci okazywanej temu typowi szkolnictwa przez pierwszego prezydenta niepodległego Kamerunu - muzułmanina A. Ahidjo - szkoły francusko-arabskie nie zyskały większej popularności w prowincji zdominowanej przez rządy muzułmanów. W sumie powstało ich tylko kilka (w większych miastach), a liczba uczniów tych szkół
nigdy nie przekroczyła 1000 osób (Atlas..., 2000, s. 140).

�117
W latach 70. powstały nawet szkoły franco-arabe na poziomie ponadpodstawowym. Miały one stworzyć nową - wykształconą - elitę muzułmańską, z40lną podtrzymać dominację polityczną i ekonomiczną tej grupy
ludności na północy kraju. Największy prestiż zyskał (założony w 1977 roku
w Maroua) College de I'Espoir25• W latach 90. szkoła ta dostała się jednak
pod wpływy fundamentalistów islamskich (wahabici organizowali tu kolokwia islamskie), w końcu zawiesiła swą działalność w 1996 roku (Atlas ...,
2000, s. 142, 146).
Miejsce mających uprawnienia szkół publicznych - ecole franco-arab e
- są w ostatnich latach zastępowane przez tzw. colleges islamistes [nie: islamiques (!)]. Przybierają one różne nazwy i reprezentują zróżnicowany poziom nauczania. Wśród naj znaczniej szych wymienić można college prive islamice Sabil (w Bamare) oraz Institut de Theologie Islamique (ITI) w Maroua26• Ten ostatni uważany jest za następcę College de l'Espoir. Odwołujące
się do wzorów importowanych z Egiptu i Arabii Saudyjskiej szkoły "islamistów" powstają na fali pogłębiającej się w ostatnich latach niechęci społeczności muzułmańskiej do szkolnictwa publicznego opartego na modelach zachodnich. Wyrazem dążeń zmierzających do stworzenia kulturowej i metodycznej przeciwwagi dla uksztahowanego
na wzór zachodni szkolnictwa
publicznego jest powołanie w 1993 roku w Garoua Sekretariatu Szkolnictwa
Islamskiego (Secretariat li l'Enseignement Islamique).
Pojawienie się dwóch, a ostatnio nawet trzech typów muzułmańskiego
szkolnictwa wyznaniowego ujawnia zjawisko ścierania się różnych prądów
ideologicznych w świecie islamu. Dalszy rozwój (lub upadek) poszczególnych typów szkolnictwa koranicznego w Kamerunie będzie następstwem przebiegu procesu ścierania się różnych nurtów islamu oraz efektem konfrontacji
wielkich cywilizacji światowych.
S z k o l n i c t w o f o r m a l n e, określane niekiedy mianem "nowoczesnego", wprowadziło do Kamerunu zachodni model edukacji. Cechuje go sformalizowanie, złożoność i hierarchia struktur, wyspecjalizowane
kadry oraz
unifikacja programów i treści edukacyjnych. Wedle znawcy problematyki
edukacyjnej, Z. Komorowskiego (1973, s. 99), "za nowoczesne należy uznać
szkolnictwo kształcące ludzi, którzy będą umieli pracować, optymalnie or-

2S College był ufundowany
i finansowany przez grupę miejscowych alhadżi, a jego długoletlim dyrektorem był modibbo i zarazem mer jednej z dzielnic miasta.
26 Nowy typ szkół muzułmańskich
różni się poziomem i programem od tradycyjnego szkolnicwa muzułmańskiego. Pracujący w nim nauczyciele studiowali często na Bliskim Wschodzie lub
JOChodząz Arabii Saudyjskiej lub Pakistanu. Znajdując się pod wpływem ortodoksyjnych nurtów
sIamu, zwalcza on niektóre zwyczaje i praktyki "czarnego islamu" (jak np. przywiązywanie wagi
jo amuletów). Przybywający z Pakistanu misjonarze oskarżająkameruńskich
muzułmanów, iż są
Jod zbyt wielkim wpływem chrześcijan (Rumi), sami jednak propagują obce Kameruńczykom
NZOry, jak np. odrzucenie pokarmów mięsnych (Atlas ... , 2000, s. 146).

�118
ganizować własną i innych pracę oraz umiejętnie wykorzystywać jej rezultaty
w ramach tych właśnie warunków". W warunkach afrykańskich celem tego
typu szkolnictwa jest przekazanie uczniom postaw i umiejętności pozwalających na samodzielne i skuteczne funkcjonowanie w nowoczesnym społeczeństwie typu narodowego. Daje ono wiedzę i kwalifIkacje przydatne w społeczeństwie o zróżnicowanej strukturze i wykształconym podziale pracy. Inaczej
mówiąc, szkoła publiczna ma fonnować "dobrego" i przydatnego społecznie obywatela, członka wspólnoty ponadlokalnej, ponadetnicznej i ponadkonfesyjnej.
Przystępując do omówienia szkolnictwa fonnalnego w Kamerunie północnym, należy wskazać na dwie jego cechy strukturalne - względne opóźnienie rozwojowe oraz dysharmonię z tradycyjnym modelem kultury.
Ocenia się, iż pod względem szkolnictwa publicznego opóźnienie Kamerunu północnego względem jego prowincji południowych wynosi 50-70 lat27•
Pierwszą szkołę typu zachodniego na terenie obecnego Kamerunu (południowego) założyli misjonarze baptyści w miejscowości Bimba w 1844 roku.
Rok później powstała szkoła w Douala (Atlas..., 2000, s. 140). Po zajęciu
południowego Kamerunu przez Niemców, stworzyli oni dość szybko sieć szkół
odpowiadających nonnom europejskim. Pierwszą była szkoła rządowa powstała w Douala w 1888 roku (Atlas..., 2000, s. 140)28. Pierwsza szkoła niemiecka w Kamerunie północnym powstała w 1905 roku. Funkcjonowała ona
jednak zaledwie 9 lat. Po przerwie wojennej nową szkołę powołali Francuzi
w 1918 roku. Działała ona jednak (z przerwami) przez 18 lat w warunkach
prowizorycznych (w zagrodzie miejscowego lamido ). Pierwsza szkoła "z prawdziwego zdarzenia" (w odrębnym budynku) powstała tu dopiero w 1936 roku
(Atlas ..., 2000, s. 140).
Względne opóźnienie rozwoju systemu edukacji publicznej w północnej
części Kamerunu odciska swe piętno na poziomie kształcenia, jego warunkach i efektach. Opóźnienia w szkolnictwie północnokameruńskim
najlepiej
ilustruje poziom skolaryzacji, czyli procent dzieci w wieku szkolnym uczęszczających do szkoly. Jest on najniższy w tym kraju. O ile średnia krajowa
wynosi tu 70 (dziewczęta) -71
(chłopcy) (Education, s. 99), to w Kamerunie północnym spada on do poziomu 20,0 (dziewczęta) i 33,7 (chłopcy)
(Atlas ..., 2000, s. 139)29.
Te ogólne cyfry nie oddająjednak zupełnie wewnętrznego zróżnicowania
zjawiska, którego natężenie zmienia się w tej części kraju w znacznym stop27 Opóźnienie
to ma uwarunkowania historyczne. Północna część kraju, odległa o 800-1400
km od wybrzeża, oddzielona od reszty kraju rozległym masywem górskim (Adamawa), została
poddana procesom modernizacyjnym, związanym z epoką kolonialną kilkadziesiąt lat później niż
prowincje południowe.
28 Zob. też Jean-Yves
Martin, Sociologie de I 'enseignement en Afrique Noire, "Cahiers internationaix de sociologie" vol. LIII, no 2, 1972,337-362.
29 Dla porównania
podam, iż w południowych i zachodnich (anglojęzycznych) prowincjach
Kamerunu wskaźnik skolaryzacji sięga nawet 90-98% (!) (Boutrais, 1984, s. 469).

�119
liu, zależnie od struktury etnicznej i religijnej, warunków naturalnych (rzeźly terenu) oraz społecznych (wskaźnika urbanizacji). Stosunkowo wysokim
vskaźnikiem skolaryzacji mogą się pochwalić (dane z lat 70.-80.) tereny rówlinne - 50-60%, najniższy poziom osiąga on na obszarach górskich - potiżej 20% (Boutrais, 1984, s. 469). Różnice te stopniowo ulegająjednak nivelacji. O ile jeszcze 20 lat temu, w latach 80., widywałem w górach całe
:espoły wiosek (zamieszkałe przez kilka tysięcy osób) pozbawione zupełnie
zkół, to na przełomie XX i XXI wieku - dosłownie na moich oczach [laleszkoły (2-4 klasowe) pojawiły się we wszystkich praktycznie wioskach.
)ynamikę zjawiska dobrze ukazuje bogata w liczby publikacja autorów franuskich - Atlas Extrem Nord (2000, s. 139-146).
Na równinach, na obszarach lepiej zurbanizowanych wskaźnik skolaryzaji osiągać może nawet poziom 60-69%, podczas gdy z dala od ośrodków
liejskich spada do 20-40% (Atlas ... , 2000, s. 139; Boutrais, s. 1984: 468).
lewną rolę odgrywają także czynniki kulturowe: gospodarczy, etniczny i reigijny. Niektóre grupy etniczne (do niedawna "pogańskie"), jak np. Tupuri
Mundang, znane są z dobrego nastawienia do edukacji publicznej. Na ich
obszarzeetnicznym wskaźnik skolaryzacji sięga 60%, podczas gdy wśród
lnych grup (np. Fulbe) spada do 35-39%. W wypadku nikłej skolaryzacji
'ulbejów nakładają się dwa czynniki: gospodarczy i religijny. Wskaźnik skolayzacji wyraźnie spada bowiem wśród muzułmanów, który, co podkreślają
bserwatorzy (Atlas ... , 2000, s. 139), odnoszą z dużą rezerwą do szkolnictwa
ublicznego. Dochodzi do tego ich sposób gospodarowania - nomadyczne
asterstwo, które z natury swej utrudnia trwały kontakt ze szkołą3°.
Pochodną i zarazem wskaźnikiem opóźnienia szkolnictwa północnokamelńskiego jest stan jego kadry pedagogicznej. Niedobór i niskie kwalifikacje
adry są typowe dla całej Afryki subsaharyjskiej. Szczególnie silnie odczu{alnejest to w strefie Sahelu, a więc także na północy Kamerunu. Nauczyieli jest tu za mało (zależnie od departamentu: 54-78 uczniów na 1 nauzyciela) i mają z reguły niewystarczające (niepełne) kwalifikacje. Średnio
o dziesiąty nauczyciel ukończył pełną szkołę pedagogiczną. W najlepiej pod
Im względem stojącym subregionie Kamerunu północnego prowincji
xtreme Nord - wskaźnik ten wynosi 12%31.
W całym Kamerunie północnym panuje przekonanie, iż miejscowa oświata,
lk i w ogóle administracja państwowa, opiera się na importowanej kadrze,
a tzw. Gada Mayo, jak - pochodzącym z języka fufulde terminem - okreJO W regionach zamieszkałych
przez ludność pasterską (Fulbe, Arabów Szoa, Kanuri) dzieci
asowo znikają ze szkół w styczniu i lutym, gdy rozpoczyna się sezon wędrówek. Pojawiają się
)piero najesieni, gdy stada, a wraz z nimi pasterze wracają na zimowe pastwiska. W niektórych
:partamentach zjawisko sezonowego opuszczania szkół przybiera takie rozmiary, iż są one zaykane na kilka miesięcy. Zdarza się też, iż dyrektorzy szkól (w trosce o własne uposażenia)
Iszują wykazy uczniów i ukrywają niedobory (Atlas ... , 2000, s. 139).
JI Zob. Atlas ... , 2000, s. 140; por. J.-L. Dongmo (1996) oraz Toumeux, 1yebi-Mandjek
(1996).

�120
śla się tu przybyszy "zza rzeki" (gada mayo) Benoue. Rzeka ta stanowi umowną granicę między północnymi a południowymi - lepiej rozwiniętymi prowincjami kraju.
Pobieżne zestawienie miejsc pochodzenia tutejszej kadry nie potwierdza
tej opinii. W leżącej najdalej na północy prowincji Extreme Nord (dla której,
jako jedynej, istnieją w miarę kompletne, aktualne i dostępne dane) na 2624
zatrudnionych tu p r z e z p a ń s t w o Oak się przekonamy to podkreślenie
jest istotne) 1474 (56%) nauczycieli szkół podstawowych pochodziło z danej
prowincji; kolejnych 887 (33%) z pozostałych dwóch prowincji Kamerunu północnego, a zaledwie 11% z południowych, lepiej rozwiniętych regionów kraju.
Właściwą skalę znaczenia importowanej kadry ujawnia dopiero analiza
kwalifikacji nauczycieli pochodzących z różnych prowincji kraju. Nauczyciele pochodzący z południa kraju wielokrotnie dystansują poziomem kwalifikacji swych kolegów - "autochtonów". W grupie nauczycieli Gada Mayo
znajduje się 21 % absolwentów (średnich) szkół pedagogicznych (L 'ecole normale d'instituteurs - ENI). Stanowią oni 68,5% tej kategorii nauczycieli
w omawianej prowincji. 24,8% "południowców" ukończyło "szkołę nauczycieli pomocniczych" (L' ecole normale d 'instituteurs-adjoint - ENIA), co daje
60,7% w skali prowincji. Zaledwie ułamek procenta tej grupy legitymuje się
jedynie świadectwem szkoły podstawowej i prawie nie ma wśród niej (tylko
3 osoby) nauczycieli bez żadnych kwalifikacji (Atlas ..., 2000, s. 140-142).
Odpowiednie proporcje układają się całkowicie odmiennie w grupie nauczycieli pochodzących z prowincji Extreme Nord. Zaledwie 85 z nich 5,7% (!) (26,5% tej kategorii nauczycieli w skali prowincji) - zdobyło najwyższy stopień nauczycielski (instituteur einsegnement generale - lEG) lub
równorzędny, czyli ma kwalifikacje odpowiadające ukończeniu szkoły pedagogicznej. 29,6% omawianej grupy ukończyła szkoły dla "nauczycieli pomocniczych" i zajmuje stanowiska instituteurs adjoints einsegnement generale
- IAEG. 8,1% "tubylczych" nauczycieli (co stanowi 51,5% tej kategorii nauczycieli w prowincji) posiada tylko niepełne kwalifikacje pedagogiczne
i pełni różnego rodzaju funkcje określane jako "pomocnicze" (np. nauczycieli WF-u). W końcu to, co najjaskrawiej ilustruje poziom kwalifikacji kadry nauczycielskiej miejscowego pochodzenia - 33,4% omawianej grupy
(92,3% w skali prowincji) to tzw. "nauczyciele wspomagający nauczanie
ogólne" (maftres d'inseignement general auxiliaires - MEGA) legitymujący się jedynie świadectwem ukończenia szkoły podstawowej - CEPE. Najniżej wykształconą grupę nauczycieli państwowych - nie posiadający nawet takiego poziomu wykształcenia - tworzą tzw. "nauczyciele ochotniczy"
(maftres benevoles). Stanowią oni 16,2% "tubylczej" kadry i zarazem 95,6%
ogółu tej grupy "pedagogów"32 (Atlas ... , 2000, s. 140).
32 Wszystkie
dane dotyczące kwalifikacji nauczycieli z prowincji Extreme Nord podaję za:
At/as ... , (2000, s. 140).

�121

Fot. 6. Szkoła publiczna, wieś Nive, plemię Daba, fot. R. Vorbrich

Ci ostatni pracują głównie w małych wiejskich szkołach i rekrutowani są
l reguły wśród miejscowych
kilkunastoletnich chłopców, którzy "otarli" się
choćby o publiczną szkołę podstawową. Ukończyli oni przeważnie zaledwie
2-4 klasy szkoły podstawowej i - jak się osobiście przekonałem - często
ledwo potrafią mówić i pisać po francusku.
Osobną grupę nauczycieli "tubylczych", nie ujętą w powyższej statystyce, stanowią tzw. "nauczyciele rodziców" (maltres des parents). Nie są oni zatrudniani
przez państwo, lecz opłacani przez rodziców i lokalne "elity" (kupców, funkcjonariuszy państwowych itp.). Ich kwalifikacje oraz dokładną liczbę trudno ustalić. Można założyć, iż z reguły nie posiadają świadectwa szkoły podstawowej.
Szacunki dotyczące wielkości tej grupy w prowincji Extreme Nord są krańcowo
różne i wahają się od 44 do 1336 (!) (Atlas ..., 2000, s. 142), a więc dorównują
być może niemal liczbie miejscowych nauczycieli opłacanych przez państwo33•
Pochodzenie kadry szkolnictwa publicznego powoduje dodatkowe problemy.
Nauczyciele pochodzący z odległych, południowych regionów kraju traktująpracę
w zacofanej ("dzikiej") prowincji jako zsyłkę. Marzą tylko o przeniesieniu do
rodzinnych stron. Nie mają oni motywacji do lepszego przygotowania się do pracy
)) Pomijam w tym miejscu, istotny dla efektów kształcenia, problem niskiego (nawet jak na
A.frykę) uposażenia nauczycieli (zależnie od stażu i kwalifikacji - 25--45 tys. Fr CFA miesięczlie), którego poziom nie stanowi właściwej motywacji do pracy i sprzyja powszechnemu w Kanerunie zjawisku korupcji (nauczyciele wiejscy nagminnie wykorzystują uczniów do pracy na
;woich działkach rolniczych, nauczyciele miejscy "sprzedają" oceny, a zdarza się, że uczennice
;tarszych klas "kupują" oceny pozytywne za usługi seksualne).

�122
w trudnych warunkach34• Szczególnie trudna jest sytuacja nauczycieli przybyłych na wieś z miasta (lub odległych prowincji). Nie znającym lokalnych języków, miejscowych układów społecznych i zwyczajów trudniej przychodzi realizacja programu i jego dostosowanie do kultury swych uczniów35•
Z kolei nauczyciele "tubylczy", gorzej wykształceni, mogą nadrabiać braki
własnego przygotowania do pracy pedagoga znajomością lokalnego języka36
oraz rozeznaniem miejscowych warunków. Jednak im silniej są oni zintegrowani z miejscowymi społecznościami lokalnymi (ich wiek lokuje ich na niższych szczeblach tradycyjnej struktury społecznej), tym trudniej im niekiedy
zyskać odpowiedni prestiż otoczenia i posłuch u uczniów, swych nieco młodszych tylko kuzynów i sąsiadów.
Druga, zasygnalizowana już cecha miejscowego systemu szkolnictwa formalnego - jego dysharmonia z tradycyjną kulturą afrykańską - znajduje
swe źródło w omówionych wcześniej celach, jakie stawia sobie szkolnictwo
publiczne. Zmierza ono praktycznie do przełamania izolacji i przekształcenia tradycyjnego społeczeństwa (plemiennego) w społeczeństwo typu chłopskiego (lub miejskiego), zdolnego funkcjonować w szerszych strukturach,
w ramach cywilizacji industrialnej.
Wizja przyszłości zderza się tutaj z realiami pochodzącymi z odległej przeszłości. W rezultacie, w regionach o silnie zachowanych strukturach i mentalności plemiennej - a takim regionem jest w przeważającej mierze Kamerun
północny - szkoła pozostaje ciałem obcym, instytucją importowaną. Uwaga
ta nie odnosi się tylko do zarzuconych już w przeważającej mierze importowanych z Europy treści programowych i podręczników, przywołujących anegdotycznychjuż "naszych przodków Galów", lecz także do współczesnych, poddanych afrykanizacji programów nauczania, które często, co wykażę poniżej,
nie uwzględniają kontekstu kulturowego, w jakich będą realizowane.
Dla dzieci pochodzących ze środowiska wiejskiego, często o l 00% (lub
bliskim mu) wskaźniku analfabetyzmu, gdzie dopiero pierwsze pokolenie
(a nierzadko pierwsze roczniki) poddane jest skolaryzacji, czas spędzony
w szkole nie jest przedłużeniem wychowania rodzinnego. Szkoła nie tylko
wprowadza w świat im (oraz co ważniejsze także ich rodzicom) nie znany,

34 Zwłaszcza gdy kilka lat temu, z powodu trudności budżetowych,
zniesiono dodatek dla nauczycieli wiejskich i przeniesionych służbowo na prowincję.
35 Nieraz mogłem zaobserwować,
jak "importowani" wiejscy nauczyciele z widocznym lekceważeniem (lub co najwyżej protekcjonalnie) odnosili się do rodziców swych uczniów, ajako swoje główne posłannictwo traktowali "oduczenie" swych uczniów "zwyczajów z buszu".
36 Wbrew pozorom, w tych warunkach ujawnia się istotna rola naj niżej wykształconej
kadry:
"nauczycieli ochotniczych" i "nauczycieli rodziców". Nabiera ona na znaczeniu na najniższych
poziomach kształcenia - SIL i CPo "Tubylczy" nauczyciele stanowią bowiem trzon kadry w małych (o jednoosobowej obsadzie) szkółkach wiejskich, o niepełnych kursach kształcenia (jednolub dwuletnich), gdzie uczniowie stykają się po raz pierwszy z obcym językiem i kulturą.

�123
wprowadza nowe wartości, postawy i źródła prestiżu sprzeczne z tradycyjnym modelem życia plemienneg037.
Brakuje szerszych danych ukazujących stosunek izolowanych społeczności lokalnych do szkoły publicznej. Jak mogłem obserwować rozwój sytuacji
w górskich wioskach Kamerunu, gdzie "na moich oczach" powstawały pierwsze szkoły, z reguły problem nie istniał (nie odczuwano braku tej instytucji)
do czasu powstania szkoły w najbliższej sąsiedniej miejscowości. Gdy szkoła pojawiła się w zasięgu 2-3 godzin marszu, ujawniał się zróżnicowany do
niej stosunek,zależny od społecznej roli i statusu rodziców. Pierwszymi rodzicami, którzy posyłali tam swoje dzieci, były przeważnie osoby uwikłane
w ponadlokalne struktury gospodarcze lub polityczne (handlarze, działacze
partii politycznych). Kilka lat później to ich dzieci stawały się z reguły pierwszymi (co prawda niedouczonymi) nauczycielami w szkołach wybudowanych
w rodzinnych wioskach. Stawali się oni żywym przykładem nowych dróg
awansu społecznego, jakie otwiera szkoła publiczna.
Wspomniana bariera kulturowa dzieląca tradycyjne społeczności Afryki od
cywilizacji współczesnej (zdominowanej przez wzory zachodnie), którą próbuje upowszechniać szkoła kameruńska (i szkolnictwo afrykańskie w ogóle)
rzutuje na strukturę, metody i efekty szkolnictwa publicznego w tym kraju.
W Kamerunie, podobnie jak we wszystkich byłych koloniach francuskich,
przyjęto francuski model systemu edukacji. Jest on bardzo sformalizowany
i ogromnie ustrukturyzowany. W wersji francuskiej wydzielić w nim można
trzy główne poziomy nauczania: obejmujące 5 lat nauki szkolnictwo podstawowe (rico/es primaire), liczące łącznie 7 klas szkolnictwo ponadpodstawowe (enseignement secondaire) oraz szkolnictwo wyższe. Każdy z nich dzieli
się na dwa lub trzy poziomy pośrednie kończące się egzaminami sprawdzającymp8, przy czym kończący poziom ponadpodstawowy egzamin matural-

31 Jak mogłem się przekonać, w miejscowościach
(np. w Mandamie), gdzie szkoła istnieje już
kilkanaście lat, do nowych rad wioskowych wybiera się już nie tylko starców i przywódców grup
pokrewieństwa, lecz głównie osoby posiadające świadectwo ukończenia szkoły.
38 Szkolnictwo
podstawowe dzieli się na trzy segmenty: jednoroczny kurs przygotowawczy
(cours preparatoire) - CP, dwuletni kurs elementarny (cours elementaire) - CEl i CE2), oraz
dwuletni kurs średni (cours moyen) - CMI i CM2. Ukończenie ostatniej klasy kursu średniego
daje świadectwo szkoły podstawowej - tzw. CEPE (Certificat d'Etudes Primares Elementaires).
Szkolnictwo ponadpodstawowe dzieli się na dwa pośrednie poziomy: premier cyc/e - czteroletnie gimnazja (koledże - CiJlIeges)38oraz second cyc/e - trzyletnie licea (lycees). Gimnazja mogą
mieć profil humanistyczny (np. colleges d'enseignement general) - CEG lub ścisły (colleges d 'enseignement seconder) - CES. Wzorowany na francuskim, kameruński system szkolnictwa średniego dopełniają (w niewielkiej liczbie) gimnazja techniczne i handlowe (colleges d 'inseignement technique industriel et commercial) - CETIC oraz ich oddziały rzemieślnicze, rolnicze lub gospodarcze
(section artisana1es,rura/es, menageres) - SARIAM (Atlas... 2000: 139-142). Osobną kategorię tworzą
jeszcze w Kamerunie szkoły kształcące nauczycieli, na różnych poziomach - ecole normale oraz,
typowe dla całej Afiyki, różnego typu kursy kształcące i dokształcające nauczycieli, usytuowane przy
uniwersytetach, lecz dostępne dla osób bez świadectwa maturalnego lub nawet gimnazjalnego.

�124
ny ma miejsce już na uniwersytetach i otwiera drogę do ostatniego - trzeciego - poziomu edukacji (l'enseignemet superieure).
Wspomniana już przepaść dzieląca tradycyjną kulturę mieszkańców Kamerunu (zwłaszcza północnego) z wymogami szkolnictwa publicznego wymusiła pewne zmiany w przyjętym tu generalnie francuskim modelu systemu edukacyjnego. Najważniejszym novum jest wprowadzenie dodatkowego
- wstępnego - poziomu szkolnictwa podstawowego - tzw. SIL (Section
d'initiation a la lecture). Ma on na celu złagodzenie szoku kulturowego wśród
pierwszoklasistów i nadrobienie zaległości rozwojowych wynikających
z wychowania w środowisku cechującym się całkowicie odmienną, niepiśmienną kulturą. Kurs inicjujący naukę szkolną ma na celu przygotowanie dzieci do
łatwiejszego przezwyciężenia trudności i stresów związanych z adaptacją
do nowego środowiska społecznego. Nie dotyczy to tylko opanowania nowego i zupełnie nie znanego wcześniej języka - francuskiego (w Kamerunie
zachodnim jest to język angielski), lecz także przyswojenia wiedzy, wyrobienia nawyków i umiejętności, które dzieci europejskie, a także dzieci z miast
afrykańskich, wynoszą z reguły z domu rodzinnego.
Uczniowie na poziomie SIL uczą się np., co to jest papier i kreda (że nie
należy go jeść, choć z tym ostatnim przyborem bywają problemy i w polskiej
szkole), czym jest ołówek i długopis (są temu poświęcone specjalne lekcje),
uczą się punktualności i koncentracji.
Łatwiejszej adaptacji do wymogów szkolnych służy nie tylko odpowiednio opracowany program, lecz i metody dydaktyczne. Na poziomie SIL prowadzi się zajęcia z 11przedmiotów w cyklach dwutygodniowych, odpowiednio po 23 lA i 19 Y2 godziny (5 lub 6 dni) tygodniowo.
Tab!. l. Struktura i rozkład czasowy przedmiotów na poziomie S I L
(w układzie dwutygodniowym):
godziny

przedmiot
tydzień l
język (francuski)
nauka czytania
nauka pisania
rachunki
nauka wysławiania się (recytacji)
moralność (obyczajowość)*
wychowanie fizyczne
rysunek
edukacja dotycząca zmysłów **
prace ręczne
zajęcia rolnicze
(Źródło: Toumeux, Iyebi-Mandjek,

6h
4h
2h
2h
Oh
Oh
3h
l h

45
45
30
45
45
00
00
O h 30
O h 30
O h 45

1996, s. 134)

tydzień 2

5h
3 h 30
2 h 30
2 h 15
O h 30
O h 30
2 h 30
O h 30
O h 30
O h 30
O h 45

�125

* zajęcia obejmują fonny zachowania się w nowym środowisku, kwestii ubioru (nie należy przychodzić nago do szkoły), zasad hierarchii społecznej (zachowania się w stosunku do rówieśników i nauczycieli), wyrabiają dyscyplinę (dotyczą zachowania się podczas lekcji, sposobu zabierania głosu itp.).
** Zajęcia dotyczą nauki koncentracji i percepcji (np. nauki rozpoznawania - oglądania rysunków, ilustracji dwuwymiarowych)39.

Metody nauki oraz programy dostosowane są teoretycznie nie tylko do
zdolności dzieci (np. umiejętności koncentracji), ale także do ich wcześniejszych doświadczeń i wzorów miejscowej kultury. W praktyce owo dostosowanie programów do kwalifikacji miejscowej kadry i miejscowego kontekstu kulturowego nie przebiega bez trudności. Na przykład zakłada się, iż ponieważ sześcio-siedmioletnim dzieciom wiejskim trudno byłoby wysiedzieć
w skupieniu na lekcji, powinny one trwać na poziomie inicjującym od 15 do
30 minut (Toumeux, Iyebi-Mandjek, 1996, s. 134). Jak mogłem się nieraz przekonać osobiście, w przeładowanych i cierpiących na braki lokalowe i kadrowe
szkółkach wiejskich (w klasach liczących 60-70 uczniów) lekcje trwają
z reguły dłużej (bez wyraźnych przerw), bowiem w przepisanym czasie nauczyciel nie byłby w stanie zrealizować programu.
W tych samych szkołach nauka języka francuskiego, prowadzona przez
nauczycieli słabo znających ten język, polega głównie na zbiorowym powtarzaniu (skandowaniu) zdań podawanych przez nauczyciela, na sposób typowy dla opisanej tu wcześniej szkoły koranicznej.
Efektywności nauczania w różnym stopniu sprzyja także treść podręczników. Mimo zmian (usunięciu europejskiego kontekstu kulturowego), podręczniki i programy nie zawsze potrafią uwzględnić realia kulturowe środowiska, w którym wzrastają wiejskie dzieci. Za przykład, jak trudno pogodzić
realia afrykańskie z wymogami upowszechnienia współczesnej cywilizacji
technicznej, może posłużyć treść zadania, jakie muszą rozwiązać uczniowie
SIL (po 30 tygodniach nauki)40:
Dzieci wybrały się samochodem w odwiedziny do babci, która (jak każda prawdziwa afrykańska babcia) mieszka oczywiście na wsi. "Dzieci pojechały samochodem (...), lecz nie dojechały, ponieważ samochód .... (tu należy wskazać prawidłową odpowiedź):
....zarzuciło
....miał wypadek
....eksplodował
....osiadł na mieliźnie.

Wyboru odpowiedzi, w obcym dla nich języku francuskim, mają dokonać
izieci, które nie tylko nie mają własnego podręcznika (ma go tylko nauczy39Jak mogłem się wielokrotnie przekonać, ludność z izolowanych wiosek (górskich) nie potrafiła
:xlczytać (rozpoznać szczegółów) zdjęć fotograficznych. Moim infonnatorom było obojętne czy oglą:Iająje pionowo, poziomo czy też "do góry nogami". Sprawiali wrażenie,jakby nic "tarn" nie widzieli.
40 Por. Toumeux, Iyebi-Mandjek
(1996, s. 206).

�126
ciel), w których domach nie pojawiła się nigdy żadna książka (lub gazeta
z ilustracjami) i które nigdy nie widziały morza, rzeki, a niekiedy nawet samochodu.
Opisana bariera kulturowa pomiędzy środowiskiem szkolnym a rodziną
wpływa znacząco i ujemnie na efekty procesu edukacyjnego.
O skali trudności adaptacyjnych dzieci rozpoczynających naukę świadczy
już procent uczniów przerywających naukę i tzw. "repetentów"41. W prowincji Extreme Nord do ostatniej klasy szkoły podstawowej dociera zaledwie
25% uczniów, przy czym w departamentach mało zurbanizowanych (np. górskich) - zaledwie 17-19%. Co znamienne, największy (skokowy) ubytek
uczniów ma miejsce między poziomem SIL a kolejnym (CP). Do drugiej klasy
dociera zaledwie 55% pierwszoklasistów (w departamentach słabo zurbanizowanych jeszcze mniej - 43-52%) (Atlas ... 2000, s. 139). Dodatkowo
problemy adaptacyjne dzieci w początkowych (i nie tylko) latach nauki szkolnej ilustruje zjawisko drugoroczności. W omawianym regionie wynosi ono na
poziomie SIL aż 45%, podczas gdy średniaogólnokameruńska 38,5%42.W wyższych klasach wskaźnik ten oscyluje z reguły między 32,4% a 37% (w całym
Kamerunie 27,0-29,9%). Co ciekawe, wskaźnik drugoroczności jest największy w ostatniej klasie szkoły podstawowej (CM2) i wynosi w prowincji Extreme Nord 53,2% (w całym kraju zaledwie 37,1%) (Atlas..., 2000, s. 139-142).
Związane jest to z faktem, iż ukończenie szkoły podstawowej (zdobycie świadectwa - CEPE) jest warunkiem znalezienia pracy w sektorze państwowym
(a praktycznie także w sektorze prywatnym). Uczniowie ostatniej klasy,
zwłaszcza w środowisku miejskim, uparcie i wielokrotnie podejmują więc
wysiłek zdobycia świadectwa, zwiększającego ich szansę awansu społecznego. Cytowane powyżej dane statystyczne pokazują, iż ukończenie ostatniej klasy przychodzi z większym trudem młodzieży z zacofanych regionów
kraju43.
41 Pierwsze
zjawisko jest plagą głównie regionów wiejskich, gdzie dzieci łatwiej przerywają
naukę, nie znajdując większej motywacji do jej kontynuowania, drugie spotyka się częściej w miastach, gdzie nowe wzory prestiżu i awansu społecznego lepiej motywują uczniów do mozolnego
pokonywania szczebli "kariery" szkolnej (por. Atlas ... , 2000, s. 139; Toumeux, Iyćbi-Mandjek,
1996, s. 164n.).
42 Szkolnictwo
północnokameruńskie - obejmujące zaledwie 9,2% uczniów całego kraju "dostarcza" aż 13,4% "repetentów" (na poziomie SIL - 16,5%) (Boutrai, 1984, s. 468).
43 Pomijam w tym miejscu istotny, lecz nie zawsze uchwytny statystycznie,
problem wpływu
trudności lokalowych i sprzętowych dla efektów nauczania. Zaledwie 61,3% szkół omawianego
regionu zbudowanych jest z trwałego materiału (wypalanej cegły itp.), wiele z nich (głównie wiejskich) mieści się w budynkach o ścianach wzniesionych z gliny (15,7%) lub w prowizorycznych
szałasach (23%) (Atlas ... , 2000, s. 140). Zagęszczenie klas jest tu ogromne i wynosi średnio 65
uczniów, przy normie dopuszczonej przez kameruńskie Ministerstwo Edukacji Narodowej, wynoszącej - 50 (Atlas ... , 2000, s. 140). W wielu szkołach wiejskich brak ławek (uczniowie siedzą na
kamieniach lub suszonych na słońcu cegłach), a zdarza się, że nawet i tablic. Uczniowie piszą
kredą na połamanych drewnianych tabliczkach lub ołówkiem na skrawkach papieru.

�127

Fot. 7. Warsztaty mechaniczne, Gimnazjum Ojców Szkolnych w Douala, fot. R. Vorbrich

Efekty szkolnictwa podstawowego rzutują bezpośrednio na poziom pu)licznego szkolnictwa ponadpodstawowego. Jest on powszechnie uznawany
:a niski (naj niższy w kraju). Pierwsze gimnazja i licea (colleges) pojawiły się
u (w Nagaundere i Garoua) w latach 50. A ich właściwy rozwój nastąpił do)iero w latach 60. i 70. Trudną sytuację wynikającą z opóźnienia pogorszyła
lodatkowo polityka miejscowych władz, które postawiły na wzrost ilościovy, a nie jakościowy tego typu szkolnictwa. Liczbę szkół próbowano dostoować tu nie do rzeczywistych potrzeb i możliwości społeczności lokalnych,
ecz do liczby nowo kreowanych jednostek administracyjnych. Jedno gimnajum przypadać miało w ten sposób co najmniej na jeden arrondissement
powiat), a liceum najeden departament. Co więcej, powołanie nowej szkoły
"ładze i społeczności lokalne zaczęły traktować jako argument w staraniach
l awans w strukturze administracyjnej regionu44•
Nic dziwnego, iż szkolnictwo ponadpodstawowe boryka się z typowymi
,problemami wzrostu". O ile łatwiej inicjatywom lokalnym pokonać przezkody materialne (poprzez wznoszenie prowizorycznych budynków), o tyle
:nacznie trudniej przychodzi im pokonanie ogromnych luk kadrowych. O skali
lroblemu świadczy fakt, iż zdecydowana większość nauczycieli gimnazjów

44 Gdy w poprzednim
roku odwiedziłem Mandamę (wieś znaną mi od 25 lat), w której pierwza szkoła - dwuoddziałowa - pojawiła się przed 20 laty, mieszkańcy z dumą pokazali mi nowo,znoszony, dwuizbowy budynek przyszłego gimnazjum. Mówili: "teraz, gdy będziemy mieli gimazjum, będzie u nas jak w mieście, pewnie niedługo Mandama zostanie stolicą dystryktu".

�128
pochodzi z Południa, w tym ponad 113 z zachodnich, głównie anglojęzycznych, prowincji kraju (Atlas ... , 2000, s. 142)45.
Taka sytuacja sprzyja na pierwszy rzut oka wyrównywaniu różnic rozwojowych, lecz w konsekwencji utrwala niski poziom szkolnictwa średniego
w prowincjach północnych. W ślad za kadrą nauczającą ściągają tu też z całego kraju "wędrujący repetenci" (zwani vagabonds seolaires), dla których szkoła
na Północy stanowi ostatnią szansę zdobycia dyplomu gimnazjum lub (częściej)
liceum. Powoduje to nie tylko obniżenie standardów, lecz także ogromne "przepełnienie" gimnazjów i liceów. Pochodząca z zewnątrz presja demograficzna
wywierana na licea i brak specjalistycznej kadry, przyczynia się do nieproporcjonalnego rozwoju liceów i niedorozwoju szkolnictwa techniczneg046•
Sztucznie rozbudowane szkolnictwo ponadpodstawowe nie spełnia zatem
swoich podstawowych funkcji - tworzenia średnich kadr oraz podstawy rozwoju szkolnictwa wyższego. Można powiedzieć, iż między innymi z tego
powodu szkolnictwo wyższe osiągnęło w Kamerunie północnym zaledwie
zalążkową postać. Ten problem powinien stanowić już jednak przedmiot odrębnego studium47•
Przedstawiony opis różnego pochodzenia systemów edukacyjnych pokazał, iż odmienne w formie i treści systemy wychowania i edukacji działają
w Kamerunie północnym równolegle, przenikając się i uzupełniając w ograniczonym zakresie.
Pluralizm systemów edukacyjnych, poprzez ścieranie się partykularyzmów
i wartości uniwersalnych, może wpływać na ich efektywność i osiągnięcie
zakładanych celów przez każdy z nich.
W zależności od stopnia ich wzajemnych relacji, zjawisko pluralizmu może
ułatwiać otwarcie jednostki i społeczności definiujących się kulturowo lub
etnicznie na inne sfery (poziomy) rzeczywistości społecznej, przez co ułatwić
im proces samoidentyfikacji w społeczeństwie typu narodowego. Może też w wypadku nierównomiemego rozłożenia relacji i stopnia partycypacji w róż45 W tym kontekście jeszcze jedna liczba dobrze ilustruje zarówno braki kadrowe, jak i rezerwę
ludności muzułmańskiej do szkolnictwa publicznego. W regionie, którego ponad 50% mieszkańców wyznaje islam, zaledwie 2% nauczycieli szkół ponadpodstawowych to muzułmanie (Atlas ...,
2000, s. 142).
46 W 1997 r. odnotowano
w Kamerunie północnym 15 566 Iicealistów i zaledwie 4 916 gimnazjalistów (Atlas ... , 2000, s. 142). W tym samym czasie potencjał szkolnictwa technicznego równał się tu 1% tego typu szkolnictwa w skali kraju (jw.).
47 Od 1982 roku powstało
w Ngaundere, stolicy skrajnie południowej prowincji Kamerunu
południowego, tzw. Centrum Uniwersyteckie (Centre Universitaire de Ngaunden!). Na początku
lat 90., dzięki pomocy norweskiej, uzyskało ono w pełni status uniwersytecki i znajduje się pod
opieką materialną i merytoryczną Uniwersytetu w Trams (Noah Nga Mveng, 1996, s. 3), nadal
jest to jednak bardzo skromny ośrodek naukowy i dydaktyczny. Większość młodzieży z Kamerunu północnego, decydująca się na kontynuowanie nauki na wyższym poziomie, udaje się do odległej
o 700-1500 km stolicy kraju - Yaounde. Być może zmieni się to w najbliższych latach. W 2001
roku rozpoczęto bowiem organizację uniwersytetu w Maroua - największym mieście regionu.

�129

nych systemach edukacyjnych - utrwalać podziały społeczne i kulturowe, przenosząc je z poziomu plemiennego i etnicznego na poziom społeczeństwa narodowego.
W konsekwencji brak równowagi i harmonii między wzorami socjalizacji
przyczynić się może do tworzenia w Afryce społeczeństwa typu postplemiennego, w którym elementy struktur i postaw plemiennych (kolektywizm, przewaga związków krwi nad dowolnymi, statusem zależnym od przynależności
etnicznej) dość przypadkowo przemieszane są z instytucjami i zasadami wytworzonymi w społeczeństwie Zachodu (kategorią obywatela lub wzorami
sukcesu osobistego).

BIBLIOGRAFIA
ABC Świat ...
1999
ABC Świat. Afryka II, red. W. Maik, Poznań.
Atlas ....
2000
Atlas de la Province Extreme Nord, Paris.
Boutrais J.
1984
Le Nord Cameroun: des hommes, une region, Paris.
Dongmo J.-L.
1996
Evolution recente de la scolarisation des jeunes dans l 'Adamawa 1ge-20e. siec/e, "Ngaundere-Antropos" vol. l s. 29-54.
Education (Annuaire UNESCO), Paris, table 4.
Islam or christianity? The Chaises ofthe Wawa and the Kwanja ofCameroun, "Africa" t. 69 (2), s. 179-200.
Griaule M.
1948
Dieu de l'eau, Paris.
Hamadou A.
1993
Naissance et evolution de l'enseignement franco-arabe
Universite de Bordeaux III).

(these de doct.,

Sociologie de l'enseignement en Afrique Noire, "Cahiers intemationaux
de socjologie" vol. LIII, no 2, 1972, s. 337-362.
Noah Nga Mveng 1.
1996
Preface, "Ngaundere-Antropos" vol. l, s. 3-4.
Przeglądowy Atlas ...
1998
Przeglądowy Atlas Świata. Afryka, Kraków.
Toumeux H., lyebi-Mandjek O.,
1996
L 'ecole dans une petite ville africaine Maroua, Cameroun, Paris.
Vorbrich R.
Tradycyjne religie Kamerunu wobec chrześcijaństwa i islamu, "Lud" t. 84,
2000
s.37-48.

�130
Ryszard Vorbrich
THE TRADITIONAL AFRICAN COMMUNITY AND THE SCHOOL.
EDUCATIONAL SYSTEMS IN THE PLURALISTIC SOCIETY
OFCAMEROON
(Summary)
The study analyses (and compares) three types of educational systems in sub-Saharan
Africa: the traditional tribal system of socialization, Koranic schooling and formal (public) schools based on Western tradition.
The empirical part of the article is based on field studies conducted (1999-200 I) in
northern Cameroon and different types of sources (statistical data and other publications)
referring to this region of Africa. Northern Cameroon is particularly useful for comparative studies ofthe educational systems as it is here that the influence ofnative cultures of
black Africa and great universal civilizations of Islam and the West cross and overlap
here.
Each of the educational systems has different objectives, uses different methods, different language, comprises societies of a different scale and character.
The traditional education focuses on introducing the child into a defined order of
collective life, inculcating the cultural norms into the child, recognized in a given culture as necessary to strengthen the identity and harmonious coexistence ofthe community.
The aim of the Koranic education is to inculcate the patterns of behaviour into children, which govern not only the relations between people but also, and first of all, their
personal relations with the creator. The objective is to make a child a "good" Muslim.
The formal education introduced the Western model of education to Cameroon. It is
characterized by formalized, complex and hierarchical structures. Its aim is to teach the
children the attitudes and skills allowing them to independently and effectively function
in the modem national community.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9976" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9954">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0582248fbcb81082e1e1013269e33416.pdf</src>
        <authentication>ad01fb487f76b69242bae1c47e4f2c22</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118691">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118692">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118693">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118694">
                <text>rozwój ekonomiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="118695">
                <text>antropologia rozwoju</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118696">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5722</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118697">
                <text>Rozwój dialogu - dialog rozwoju / LUD 2009 t.93</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118698">
                <text>LUD 2009 t.93 s.35-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118699">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118700">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118701">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118702">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118703">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118704">
                <text>Lud, t. 93, 2009

RYSZARD VORBRICH
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań

ROZWÓJ DIALOGU
DIALOG ROZWOJU. TRWAŁOŚĆ
I EWOLUCJA DYSKURSU ANTROPOLOGII ROZWOJU

Przedmiotem niniej szego studium jest dyskurs antropologii rozwoju, a w szcze­
gólności główny paradygmat najnowszego nurtu tej subdyscypliny antropologii
— paradygmat dialogiczności, odnoszony do relacji, jakie zachodzą między ro­
zumianymi podmiotowo „badanym” i „badaczem”, co w praktyce pomocowej
przybiera postać relacji: „beneficjent” — „darczyńca”. W artykule opisuję i ana­
lizuję różne perspektywy badawcze i język współczesnej antropologii rozwoju
oraz problemy i pułapki, jakie pojawiają się w trakcie planowania i wprowadza­
nia w życie projektów rozwojowych opartych na zasadzie partnerstwa.
Impulsem do powstania artykułu były moje doświadczenia podczas realizacji
projektów rozwojowych w Afryce; zaczerpnąłem również wiele myśli i przykła­
dów z literatury przedmiotu.
Zacznę od przytoczenia dialogu, nie tyle pomiędzy reprezentantami różnych
kultur, co pomiędzy reprezentantami odmiennych postaw wobec innych kultur.
Cytat pochodzi z książki Emmy Crewe i Elizabeth Harrison, Whose Develop­
ment? An Ethnography o f Aid (1998: 84).
T echnik : Byłaś w podróży?
A ntropolog (social scientist): Byłam, właśnie wróciłam ze Sri Lanki. Szukałam

informacji na tem at interesujących mnie nowych technologii z zakresu żywie­
nia. Dowiedziałam się o nowym sposobie konserwowania owoców.
T echnik : Naprawdę? Gdzie się tego dowiedziałaś?
A ntropolog: W małej wiosce niedaleko Nuwara Eliya, pewna starsza kobieta po­
kazała mi [jak się to u nich robi — R.V.].
T echnik : Och! Widzę, że ty nie mówisz o technologii, ty mówisz o jakiejś starej,
wałkoniącej się babie (some old biddy mucking around)1.1
1
Crewe i Harrison podkreślają charakterystyczną dla działań rozwojowych tendencję do fetyszyzowania technologii oraz przeciwstawiania nowoczesnej technologii „zacofanym” lokalnym praktykom
technologicznym.

�36

Ryszard Yorbrich

Cytowana rozmowa dobrze ilustruje dwa typy postaw spotykanych w środo­
wisku osób zaangażowanych w programy rozwojowe. Postawę paternalistyczną
i — rzecz można — dialogiczną.

Paternalizm
Obie postawy odnaleźć można w teorii i praktyce antropologii rozwoju, lecz
ta pierwsza — paternalistyczna — ma dłuższą tradycję, można ją wywieść z kon­
cepcji ewolucjonizmu społecznego, a nawet z idei oświecenia. Nie chodzi tu je ­
dynie o zakorzenione w europejskiej wizji świata przekonanie o wyższości włas­
nej kultury. Właściwy także ludom pozaeuropejskim etnocentryzm w cywilizacji
europejskiej uległ konceptualizacji w XVIII-wiecznej „filozofii postępu”, a na­
stępnie znalazł uzasadnienie naukowe w skrajnie racjonalistycznej i dialektycznej
filozofii Heglowskiej. W swojej „filozofii historii” Georg Hegel zmitologizował
kraje pozaeuropejskie — zwłaszcza Afrykę, definiując ją jako „kraj dzieciństwa
cywilizacji”2. Jeśli Afrykanie byli „dziećmi”, to obowiązkiem Europejczyków
było ich „wychować”. Pod silnym wpływem filozofii Heglowskiej znalazły się
nauki społeczne, w tym kształtująca się antropologia.
Postawa wysoce protekcjonistyczna, by nie powiedzieć paternalistyczna, zna­
mionowała epokę kolonialną. Ujawnia ją już sam język kolonizatorów. W Afry­
ce brytyjskiej na określenie Afrykanów płci męskiej używano terminu boy. Byli
więc: houseboys, officeboys czy mineboys. Podobnie było w Afryce francuskiej,
gdzie używano formy „ty” zwracając się do Afrykanów, niezależnie od ich wieku
(Mamdani 1996).
Wizja Afrykanów-„wiecznych dzieci” była i jest nieobca także Europejczy­
kom wybitnie zasłużonym w pomocy Afrykanom. Powszechnie stawiany za wzór
samarytanina Albert Schweitzer, który poświęcił swe życie i karierę muzyka, by
nieść ulgę w cierpieniu mieszkańcom Gabonu (specjalnie ukończył w tym celu
studia medyczne), był zdania, że Afrykanin „jest dzieckiem, a z dzieckiem nic
zrobić nie można bez autorytetu” (Schweitzer 1935: 203).
Pojawiające się w dyskursie postkolonialnym oskarżenia pod adresem antro­
pologów, iż poprzez używanie schematów ewolucjonistycznych stawali się oni
agentami imperializmu, dostarczającymi usprawiedliwienia dla kolonizowania
„społeczeństw pierwotnych”, uznać można za przesadne. Należy jednak zgodzić
się z autorami afrykańskimi, że tak ewolucjonizm, jak i funkcjonalizm oraz dyfuzjonizm, „choć tak odmienne metodologicznie, wszystkie pomijały odmien­
ność w imię [szukania — R.V.] podobieństw, co sprawiało, że uchylano się od
celu, jaki stawia sobie antropologia — rozpoznawania sensu innych światów”*i
2
Myśl ta jest u Hegla bardziej złożona. Według niego, Afryka,jest krajem dzieciństwa, (...) owinię­
tym w kolory czarnej nocy (...) przez to, że widzimy [tam — R.V.] człowieka w stanie barbarzyństwa
i dzikości, który uniemożliwia [mu — R.Y.] stanie się integralną częścią cywilizacji” (1965: 247).

�Rozwój dialogu — dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii rozwoju

37

(Mudimbe 1988: 72). W ten sposób idee postępu i rozwoju, z którymi sprzężo­
ny był ewolucjonizm, używane były w dyskursie politycznym do retorycznego
usprawiedliwienia kolonializmu, traktowanego jako swoista forma interwencji
mającej skutkować rozwojem „potrzebujących pomocy” krajów, które wymaga­
ły kurateli (Crewe, Harrison 1998: 28). Biologiczny darwinizm przeniesiony na
grunt nauk społecznych owocował tezami, później określanymi jako rasistow­
skie, przedstawiającymi białą rasę jako — z woli Wszechmogącego — bardziej
zaawansowaną na drodze rozwoju, a inne rasy jako zapóźnione i niezdolne do
samodzielnego rządzenia, niczym „niedorozwinięte dziecko” (Gould 1977:
218-219). „Skoro «Oni» sąniezdolni do samodzielnego rządzenia, współczujący
chrześcijanin musi wziąć odpowiedzialność za nich na swoje barki” — ironizo­
wał, pisząc o tym podejściu, Talal Asad (1973: 92).
Nawet Bronisław Malinowski — dystansujący się przecież od prostackiej in­
terpretacji ewolucjonizmu oraz ostro protestujący przeciw mechanicznemu prze­
noszeniu idei „racjonalnego człowieka ekonomicznego” i europejskich wzorów
zachowań na grunt kultur pozaeuropejskich, nie odmówił sobie wielce znaczącej
konstatacji:
Analiza funkcjonalna nakazuje nam traktować kulturę przede wszystkim jako ze­
staw narzędzi umożliwiających człowiekowi opanowanie otoczenia, podtrzymanie
gatunku, tożsamości jednostki i spójności plemienia. Praktyczna wartość takiej
teorii polega na tym, że dzięki niej uczymy się dostrzegać znaczenie rozmaitych
obyczajów (...) oraz jak zostały one wykorzystane przez misjonarzy, władze ko­
lonialne i tych, którzy czerpali korzyści z tubylczej pracy i handlu (Malinowski
2000: 79)3.

W takim kontekście, „rozwój jest (...) traktowany jako metafizyczne przezna­
czenie popychające człowieka [tutaj Malinowski miał na myśli „dzikiego” — R.V.]
do czegoś w rodzaju Heglowskiej samorealizacji” (Malinowski 2000: 77).
Metafora „dziecka” przetrwała w dyskursie i praktyce misyjnej. Spotkałem się
z nią wśród polskich misjonarzy. Pewnego dnia w Kamerunie, w przedpołudnio­
wej rozmowie z doświadczonym misjonarzem, usłyszałem wiele skarg na brak
konsekwencji i odpowiedzialności jego parafian. Sędziwy i wielce zasłużony (dla
swych owieczek) misjonarz zakończył swój długi wywód stwierdzeniem: „Oni
są jak dzieci!”. Tego samego dnia, podczas mojego popołudniowego spotkania
z miejscowym informatorem (zarazem aktywistą parafialnym), rozmowa zeszła
na sprawy misji i wówczas usłyszałem: „Oni traktują nas jak dzieci!”.

3
Fragment ten cytuję w przekładzie z polskiej edycji „Dzieł wszystkich” Malinowskiego. Ma on
nieco inny wydźwięk w oryginalnej wersji angielskiej: „The practical value of such a theory is that it
teaches us the relative [podkreśl. — R.V.] importance of various customs, (...) how they to be handled
by missionaries, colonial authorities, and those who economically have to exploit savage trade and sa­
vage labour” (Malinowski 1927: 40).

�38

Ryszard Yorbrich

Paradygmaty antropologii
Nie będę, oczywiście, podejmować próby syntezy ostatniego stulecia antro­
pologii. Wystarczy, że przypomnę, iż Bronisław Malinowski i jego koledzy po
fachu dostarczali przez całe dziesięciolecia ludziom Zachodu opisów obcych
kultur oraz objaśniali je, wskazując na relacje pomiędzy zmiennymi, dochodząc
ukrytych znaczeń. Hołdowali paradygmatowi dokumentacyjnemu — gromadzili
materiał empiryczny, aby w fazie prac „gabinetowych” poddać go gruntownej
analizie, odwołującej się do wypracowanych w zachodniej antropologii koncep­
cji teoretycznych.
Powstałe w ten sposób opisy innych kultur stosowały pojęcia z języka i ze
świata antropologa, kategorie, których nie znali sami tubylcy. Antropolog przy­
pisywał często badanym społecznościom cechy, cele i pragnienia, których ich
członkowie nie posiadali. W takim podejściu brak było miejsca na dialog, na
symetryczność relacji antropolog — tubylec, badacz — badany.
Dopiero zmiany sytuacji politycznej w krajach Trzeciego Świata, upodmioto­
wienie ich mieszkańców i związany z tym dyskurs postkolonialny wprowadziły
nowy paradygmat — dialogiczności. Został on zainicjowany już w pierwszej po­
łowie XX wieku, przez — co znamienne — teoretyka literatury Michaiła Bachtina (2003), a krytycznie rozwinięty przez antropologów tej miary co James Clif­
ford (2000). Ciągle pozostaje jednak kwestią otwartą, na ile ten paradygmat może
być pomocny w rozwiązywaniu kryzysu antropologii postkolonialnej, w poszu­
kiwaniu jej nowej tożsamości.
Na gruncie antropologii z dialogicznością wiąże się odejście od dzielenia pro­
cesu poznawczego na dwa etapy: terenowy — dokumentacyjny oraz „gabineto­
wy” — analityczny. Celem jest maksymalne zbliżenie się do „punktu widzenia
badanego”, osiągnięcie przez badacza stanu świadomości, który można określić
mianem „bliskiego doświadczenia”. Ten, kto zetknął się z oporem materii badań
terenowych wśród „tubylców”, wie, jak krótkotrwałe i zwodnicze są takie stany
świadomości. Wymagają zaawansowanych metod badawczych, pełnego (lub nie­
mal pełnego) partycypowania w badanej kulturze. Wystawiają na próbę tożsamość
badacza i jego zdolność do przełożenia „bliskich doświadczeń” na język naukowej
narracji.

Tubylec w pułapkach rozwoju
Podejście dialogiczne stawia przed badaczem i badanym nowe wymagania.
Nie wystarcza już — wypracowana przez Bronisława Malinowskiego — metoda
intensywnych, prowadzonych przez lata badań terenowych. Potrzebna jest ak­
tywna „druga strona” relacji. Przysłowiowy „tubylec” z przedmiotu badań musi

�Rozwój dialogu — dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii rozwoju

39

przeistoczyć się w podmiot, w partnera gotowego aktywnie włączyć się w pro­
ces poznawczy. Zmienia się wówczas, siłą rzeczy, forma kontaktu, staje się on
bardziej zindywidualizowany. Naprzeciw antropologa powinna stanąć jednostka
świadoma celów procesu badawczego (rodzi się pytanie: czy cele obu, antropo­
loga i „tubylca”, są zbieżne?). „Badany” musi być zainteresowany przekazaniem
antropologowi swojej wiedzy, swojej interpretacji własnej kultury, być gotów
do żmudnej pracy, polegającej nie tylko na wprowadzaniu antropologa w ogól­
nodostępną warstwę interpretacyjną danej kultury, ale także dopuszczeniu go do
poznania głębszego jej znaczenia, do sfery z reguły zastrzeżonej dla wąskich elit
danego społeczeństwa.
Pojawiają się tu dwie pułapki. Pierwsza to pułapka asymetrii. „Tubylec” zwy­
kle nie jest wprowadzony w cele i konteksty kulturowe determinujące badacza
w takim stopniu, w jakim antropolog rozpoznał wstępnie jego kulturę. Po prostu,
on jest u siebie, nie miał okazji poznać świata, z którego przybywa antropolog
— kojarzony bardziej lub mniej trafnie z siłą władzy (nieważne czy kolonial­
nej, czy też rodzimej), postrzegany jako osoba „stamtąd”, powiązana z wpły­
wowymi organizacjami pozarządowymi i międzynarodowymi, z biznesem bądź
z misjami.
Druga — to pułapka intymności. Informacje (interpretacje) przekazane w sy­
tuacji indywidualnego, niekiedy intymnego kontaktu, wprowadzające w sekretne
sfery kultury, w osobiste odczucia i impresje „tubylca”, z trudem poddają się
weryfikacji. Owe „bliskie doświadczenia” są często niepowtarzalne i nieprzekazywalne. Pojawia się wątpliwość, czy antropolog, starając się być człowiekiem
„stąd”, jakby tubylcem, pozostaje zdystansowanym obserwatorem?
Może ceną takiej postawy jest tak charakterystyczne dla antropologii dialogicznej dryfowanie narracji naukowej w stronę narracji literackiej (co zarzucano
już np. dialogizującemu Griaule’owi) bądź podatność na manipulację ze strony
„badanych”. Mogą oni, kierując się własnymi celami (często nierozpoznanymi),
manipulować badaczem, choćby dostarczając mu „wiedzy”, jakiej — jak wyczuli
w osobistych kontaktach — od nich oczekiwał. Dobrym przykładem mogą być
badania ekipy Marcela Griaule’a wśród Dogonów (Griaule 2006) — do dziś nie
ustają kontrowersje, czy Rozmowy z Ogotemmelim były manipulacją z jego strony,
czy też świadectwem asymetrycznej relacji: zewnętrzna władza — tubylcza kultu­
ra. Specyfika tego rodzaju asymetrycznego dialogu skłania do określenia go raczej
mianem „paradygmatu inicjacji”, czyli procesu poznawczego, w którym wąska
grupa „wtajemniczonych” tubylców dopuszcza badacza do grona wybranych.

Język „rozwoju”
Krytyka klasycznej antropologii, a zwłaszcza krytyka jej powiązania z insty­
tucjami władzy (tak kolonialnej, jak i rodzimej) oraz akceptacji schematów ewo-

�40

Ryszard Yorbrich

lucjonistycznych powielanych przez ekonomiczną teorię rozwoju, dała asumpt
do wykształcenia się antropologii rozwoju, subdyscypliny niespójnej teoretycz­
nie i metodologicznie, ale o znaczącym dorobku poznawczym i praktycznym,
niezwykle przydatnym do analiz dialogu międzykulturowego.
Paradoksalnie antropologia rozwoju stoi w pewnej opozycji do paradygmatu
rozwoju, utożsamianego zbyt często z ekonomiczną kategorią wzrostu i z unilineamą koncepcją zmiany kulturowej, a także z wartościowaniem kultur według
kryterium stopnia ich złożoności i zdolności do zaspokajania ludzkich potrzeb.
Dystansuje się ona od XIX- i XX-wieczny eh teorii rozwoju, przemian społecz­
nych i modernizacji. Odcina się wyraźnie od koncepcji Morgana i Tylora, dla
których rozwój przebiegał od stadium dzikości, poprzez barbarzyństwo do cy­
wilizacji; od myśli Spencera, dla którego ruch zachodził od homogeniczności do
różnorodności; od Marksa, wyznaczającego postęp na szlaku od plemienności,
poprzez feudalizm i kapitalizm, do socjalizmu i komunizmu.
A co dla nas najważniejsze, antropologia rozwoju odrzuca perspektywę eko­
nomistów — na przykład pokroju Rostowa — zgodnie z którą rozwój przebiegać
ma od „statyczności” do „ekonomicznego wzrostu”, od „tradycjonalizmu” do
„nowoczesności”.
Jak zauważył jeden z klasyków tej subdyscypliny, Artur Escobar (1991), ewolucjonistyczny paradygmat rozwoju pozostaje ogromnie wpływowy, choć nie
stosuje odniesień do kategorii biologicznych, a w zamian używa jako punktów
odniesienia kultury, technologii i ekonomii. Rozwój jednoliniowy traktuje się
jako proces powszechny, procesy modernizacji jako prowadzące do poprawy ja ­
kości życia społeczeństw. Wstępnym warunkiem rozwoju jest w tym kontekście
rozbicie naturalnych wspólnot, erozja tożsamości kolektywnej i uformowanie się
tożsamości indywidualnej.
Gwarancją samoczynnego wzrostu ekonomicznego ma być, w tym ujęciu,
przejście od „tradycjonalizmu” do „nowoczesności”. Kolejne warunki rozwoju
to likwidacja analfabetyzmu i rozwój kultury masowej, rozdzielenie funkcji go­
spodarczych od struktur pokrewieństwa i rodziny, uzyskanie przewagi racjonal­
nego prawa nad obyczajem oraz celowe naśladowanie społeczeństw zachodnich,
uznanych za wzorce nowoczesności.
Przy takim podejściu kultura „rozwijających się” krajów i społeczności bywa
postrzegana jako bariera rozwoju, a dialog kulturowy traci rację bytu.

Kto, kogo i jak rozwija
Antropologia rozwoju wykształciła się w opozycji do powyżej omówionych
założeń. Szuka form rozwoju wypracowanych na zasadzie dialogu, uwzględnia
punkt widzenia „rozwijających się” społeczeństw. I tu pojawia się pytanie pod­
stawowe: kto z kim prowadzi dialog rozwojowy?

�Rozwój dialogu — dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii rozwoju

41

W dyskursie rozwojowym naprzeciw siebie stoją dwa podmioty: „darczyń­
ca” — dawca pomocy rozwojowej oraz „beneficjent” — jej odbiorca. Z samej
definicji kategorie te sąnierównoprawne. Nierówność wyraża choćby przyjęty tu
język. Darczyńca jawi się jako strona aktywna, a beneficjent — pasywna. „Dona­
tor” jest w tym układzie stroną silniejszą. Brak symetrii jest prostą konsekwencją
pierwotnej lokacji funduszy rozwojowych i, co za tym idzie, nierównego dostępu
do źródeł władzy i prestiżu.
W takim asymetrycznym układzie niewiele miejsca pozostaje dla dialogu
obu stron. Sytuację tę dobrze ilustruje formuła przytoczona przez Emmę Cre­
we i Elizabeth Harrisom „My mamy pieniądze, ty ich chcesz, a zatem musisz
zachowywać się w sposób, jaki my uważamy za właściwy” (Crewe, Harrison
1998: 69). Formuła ta stała się ważnym elementem większości projektów roz­
wojowych ostatnich dziesięcioleci XX wieku. Darczyńcy (rządy, organizacje
międzynarodowe i pozarządowe — ang. NGOs) obwarowali wówczas projek­
ty rozwojowe warunkami wstępnymi. Najczęściej określały one konieczność
„strukturalnego dopasowywania” — czyli zmian politycznych, ekonomicz­
nych i społecznych. Postulowane zmiany sprowadzały się do demokratyzacji
systemów politycznych, ochrony „praw człowieka” (np. zmiany pozycji spo­
łecznej kobiet), redukcji sektora publicznego i eliminacji subsydiów (Crewe,
Harrison 1998: 69). Taka warunkowa pomoc rozwojowa była odbierana przez
beneficjentów jako swoisty imperializm kulturowy i erozja narodowej suwe­
renności.
Cel (jawny bądź ukryty) wielu projektów rozwojowych, czyli reorganizację
relacji społecznych uznać jednak można za sprzeczny z ideą równości kultur,
która jest warunkiem dialogiczności. W takim kontekście kultura przestaje być
wartością chronioną. Charakterem swych relacji z „beneficjentami” autorzy i wy­
konawcy projektów rozwojowych — tak zwani deweloperzy — przypominali
bardziej misjonarzy niż antropologów. Przybywali do „biednych” krajów, by eks­
portować swe normy i zasady kulturowe; nie po to, by „słuchać” — prowadzić
dialog, lecz aby „mówić” — pouczać. To podobieństwo obejmuje nawet język
środowisk działających na rzecz rozwoju. O swojej działalności mówią one jako
o „misji cywilizacyjnej”. Znamiennym przykładem takiej postawy, będącej za­
przeczeniem dialogiczności, są programy na rzecz emancypacji kobiet, zwłasz­
cza te skierowane przeciw okaleczaniu kobiecych genitaliów, przez same autorki
określane mianem „krucjaty” (Vorbrich 2004).
W podatnym na poprawność polityczną dyskursie rozwojowym, XIX-wiecz­
nych „dzikich” i „prymitywnych”, a nawet XX-wiecznych „tubylców” zastąpili
„beneficjenci”, „biedni”, a zwłaszcza „ludzie lokalni”. Niezależnie od przyjętej
terminologii, pozostają oni jednak stale „Innymi”. Autorów projektów pomo­
cowych mniej interesuje, kim są owi lokalni ludzie. Ważne, że są „biednymi”
w świecie obfitości. Tymi, którzy mają problemy, którzy potrzebują pomocy
(Crewe, Harrison 1998: 29).

�Ryszard Vorbrich

42
Partnerstwo a nowomowa rozwoju

Zmiana dyskursu polega zasadniczo na zastąpieniu terminu „prymitywny”
słowem „tradycyjny”, a „cywilizowany” — określeniem „nowoczesny”.
W najnowszym dyskursie antropologii rozwoju karierę robi formuła partner­
stwa. Odnaleźć jąmożna w wielu opracowaniach teoretycznych oraz w deklaracjach
i dokumentach podmiotów zaangażowanych w projekty rozwojowe: agend rządo­
wych poszczególnych krajów (w realiach polskich jest to Departament Współpracy
Rozwojowej MSZ), Banku Światowego, Komisji Europejskiej i licznych organi­
zacji pozarządowych. Przykładem mogą być choćby Europejskie Dni Rozwoju lub
Forum Polskiej Współpracy Rozwojowej (organizowane pod egidą MSZ RP), któ­
rych przewodnim tematem była kwestia partnerstwa na rzecz rozwoju.
Przywołam tu tylko jeden dokument — deklarację organizacji powiązanej
z OECD (Organizacją Współpracy Gospodarczej i Rozwoju — Organization for
Economic Co-operation and Development), Development Assistance Commit­
tee4. Formułę partnerstwa uznano tam za centralny aspekt strategii rozwojowej
XXI wieku. Deklaracja stwierdza między innymi:
Akceptacja modelu partnerskiego (...) jest najbardziej pozytywną zm ianą dla
współpracy rozwojowej (...) nie tylko próbujmy działać na rzecz rozwoju krajów
i ich ludów, lecz z nimi. (...) w prawdziwym partnerstwie nie m a miejsca dla posta­
w y paternalistycznej, lokalni aktorzy m ogą stopniowo przejmować prowadzenie
projektów, podczas gdy ich zewnętrzni partnerzy m ogą powrócić do działań na
rzecz ich własnego rozwoju (Shaping... 1996: 13).

Optymizm polityków tonowany jest przez antropologów i praktyków zaanga­
żowanych w projekty rozwojowe. Z antropologicznego punktu widzenia formuła
partnerstwa przybliża nas co prawda do paradygmatu dialogicznego, ale nie jest
wolna od zastrzeżeń.
Przysłowiowy „beneficjent” z pasywnego przedmiotu przeistacza się w pod­
miot gotowy do aktywnego włączenia się w proces rozwojowy. Siłą rzeczy zmie­
nia się wówczas forma relacji „darczyńca” — „biorca”. Przybiera ona charakter
interaktywny, zakładający udział „biorcy” w określaniu celów projektów.

Formula partnerstwa
W sytuacji, gdy „biorca” zaczyna aktywnie uczestniczyć w wyznaczaniu ce­
lów i realizacji projektów rozwojowych, pojawiają się problemy.
4
Komitet Pomocy Rozwojowej tworzy co roku listę krajów „rozwijających się”, które powinny
(mogą) stać się partnerami projektów rozwojowych.

�Rozwój dialogu — dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii rozwoju

43

Pierwszy, to stopień zbieżności i znajomości długofalowych celów partne­
rów. Strona biorąca, podobnie jak w kontekście „spotkania etnologicznego”, jest
w gorszej sytuacji. Zazwyczaj nie ma dobrego rozpoznania celów strony dającej,
co utrudnia negocjowanie wspólnych celów. Takiej współpracy mogą podjąć się
osoby (organizacje) mające ukształtowaną samoświadomość celów (problemem
pozostaje, czy są one zbieżne z celami darczyńcy)5 oraz posiadające, instytu­
cjonalnie oraz intelektualnie, zdolność udźwignięcia współodpowiedzialności za
efekty projektu oraz ich trwałość.
Drugi problem jest pochodną pierwszego. Polega on na pojawieniu się no­
wych ogniw w dialogu pomiędzy darczyńcami a biorcami — różnego typu po­
średników w dialogu, organizacji pozarządowych, wyspecjalizowanych agencji
rozwojowych i agentów kontaktu, dla których partnerstwo stało się formą legity­
mizacji. To oni odnoszą największą korzyść z formuły partnerstwa. Stają się de
facto i de iure beneficjentami projektów pomocowych. Pojawienie się tej nowej
kategorii wymusiło zmiany w języku dyskursu rozwojowego. Skoro beneficjen­
tami stali się różnego rodzaju pośrednicy, to podmioty, do których skierowana
jest pomoc, określa się w żargonie „deweloperów” biurokratycznym mianem
„beneficjentów ostatecznych”.
W tle tego układu pojawia się jeszcze wskaźnik określany jako „zasięg pro­
jektu”. Dotyczy on wszystkich, którzy odniosąkiedykolwiek jakąś korzyść z jego
efektów. Na przykład, jeżeli beneficjentem ostatecznym jest nauczyciel, który
posiądzie nową umiejętność dzięki przeprowadzonym w ramach projektu szko­
leniom, to jego uczniowie będą uwzględnieni w opisie zasięgu projektu kształ­
cącego nauczycieli. W ten sposób tworzy się rozciągnięta nić relacji pośrednich:
darczyńca (rząd lub osoby prywatne) — agencja rozwojowa w kraju darczyńcy
— agencja rozwojowa w kraju biorcy (beneficjent) — beneficjent ostateczny —
osoby (lub inne podmioty) znajdujące się w zasięgu projektu. Taki dialog przy­
pomina raczej „głuchy telefon”. Każdy z partnerów i beneficjentów nieco inaczej
definiuje (i zakreśla) cele i efekty projektu6.
Nic dziwnego zatem, że najbardziej skrajne opinie upatrują w idei partnerstwa
wpływ „politycznej poprawności” i utrzymują, iż jest ona pozbawiona treści, pu­
sta merytorycznie.

5 Przygotowując projekt rozwojowy zakładający zorganizowanie w Polsce szkoleń dla Afrykanów,
spotkałem się z następującym pytaniem ze strony MSZ: „Czy może Pan zagwarantować, że oni wrócą
[do swojego kraju — R.V.]?”.
6Na przykład, gdy dla polskich autorów projektu edukacyjnego realizowanego w Afryce głównym
jego celem było podniesienie poziomu nauczania dzieci z wiejskich szkół (poprzez dostarczenie pew­
nego zakresu umiejętności i pomocy dydaktycznych), dla dyrektora wiejskiej szkoły (partnera projek­
tu) priorytetem okazało się pozyskanie środka lokomocji — wymarzonego motocykla, który ułatwiłby
kontakt z odległym o dziesiątki kilometrów miasteczkiem. To pozwoliłoby mu podnosić kwalifikacje
— uczestniczyć w szkoleniach, naradach itp. Dyrektorzy innych wiejskich szkół (ci posiadający już mo­
tocykle) także zwracali uwagę na trudności komunikacyjne, wynikające z braku funduszy na paliwo.

�44

Ryszard Yorbrich

Spotkać się też można z argumentem, że w kontekście promowanej dychotomicznej wizji procesów rozwojowych, w której „nowoczesność” przeciwstawia
się „tradycjonalizmowi”, popularne „wołanie o upodmiotowionych partnerów”
stało się formą swoistej celebracji „lokalności” (Crewe, Harrison 1998: 156),
szukaniem „listka figowego” dla celów „ludzi globalnych”. Pojawia się pytanie,
czy prowadzony w ramach projektów rozwojowych dialog kulturowy nie spro­
wadza się do manipulowania świadomością „człowieka lokalnego”.
Przywoływane już przeze mnie badaczki struktur pomocowych, Emma Crewe
i Elizabeth Harrison, zwracają także uwagę, iż formuła partnerstwa pozostaje
w istocie kategorią niejasną. Nadal bowiem zachowuje się tu głęboka strukturalna
nierównowaga pomiędzy „darczyńcą” a „biorcą”, niesymetryczność w układzie
władzy, w dostępie do środków finansowych i zasobów wiedzy. Rzadko można
mówić o zbieżności długofalowych celów.

Dwie perspektywy
Perspektywy partnerów są często odmienne. Darczyńcy szukają partnerów
podzielających ich długofalowe cele, cechujących się odpowiedzialnością, bę­
dących w stanie zapewnić ciągłość projektu. Biorcy poszukują natomiast partne­
rów skłonnych przekazać w ich ręce środki, które będą mogli wydawać zgodnie
z własnymi priorytetami i w ramach własnych struktur7.
Perspektywa biorcy jest naznaczona rozdrażnieniem wobec ignorancji dar­
czyńców, maskowanej arogancją zewnętrznych ekspertów. Lokalny partner trak­
towany bywa w praktyce jako podwykonawca. Jak opisuje to zjawisko Jehan
Perera, koordynator projektów rozwojowych z Kolombo, autor studium o nie­
równym dialogu z darczyńcami: „[Lokalny — R.V.] personel jest zastraszany
przez konsultantów noszących laptopy, ciągle marudzących i wydających dzie­
siątki poleceń” (Perera 1997: 163). Partnerzy (biorcy) pytają: dlaczego sposób
ulżenia problemom Indii ma być ustalony w Londynie, a nie tu, na miejscu, gdzie
lepiej znają realia? (Clark 1992: 193-194).
W opinii części obserwatorów projektów, pomoc rozwojowa krajów Północy
jest specyficzną kontynuacją kolonializmu, a nawet rasizmu. Kraje darczyńców
to przecież głównie byłe metropolie kolonialne, „kraje białego człowieka”. Kraje
beneficjentów — to przede wszystkim byłe kolonie z Afryki, Azji, Karaibów oraz
Ameryki Łacińskiej (w dużej mierze — „kraje czarnego człowieka”)8. Owa cią­
7 W roku 2008, przygotowując projekt rozwojowy w Mali, szukałem jako partnerów wiejskich
szkół. Rozesłałem list z propozycją współpracy do kilku tamtejszych szkół, zakładając, że wybiorę
wśród nich najdogodniejszego partnera. Okazało się, że jakimś sposobem dyrektorzy tych szkół poro­
zumieli się ze sobąi przysłali wspólny list motywacyjny, co wymusiło takie przeformułowanie projektu,
aby objął wszystkie te szkoły.
8 Do niedawna do grupy beneficjentów zaliczano także kraje Europy Wschodniej, obarczone czymś
w rodzaju doświadczenia kolonialnego, a więc takie, które również należało „ucywilizować”.

�Rozwój dialogu — dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii rozwoju

45

głość dyskursu kolonialnego objawia się nawet w pochodzeniu osób najczęściej
zaangażowanych w działalność pomocową. Jak zauważa R.L. Stiratt: „Uderza­
jącą cechą personelu rozwojowego jest to, iż są oni dziećmi kolonialnej służby
cywilnej, personelu wojskowego lub misjonarzy”. Ten fakt skłania do interpre­
towania zaangażowania takich osób w działalność pomocową jako przejawów
„kulturowego rasizmu” (za Crewe, Harrison 1998: 87-88).
W kontekście niesymetrycznego układu, jaki powstaje pomiędzy darczyńcą
a beneficjentem pomocy rozwojowej, odwoływać się można nawet do sugestii
Marcela Maussa, że dawanie to okazywanie komuś swojej wyższości, a „nieod­
wzajemniony dar (...) poniża” (Mauss 2007: 151).
Perspektywa darczyńców z kolei naznaczona bywa brakiem zaufania do po­
czucia odpowiedzialności i profesjonalnego przygotowania lokalnych partnerów.
Wątpliwości darczyńców dobrze ilustrują wypowiedzi zebrane przez Crewe
i Harrison: „Oni są leniwi. Oni nie sągotowi, aby kierować [projektami — R.V.].
Oni chcą tylko brać pieniądze. Oni nie potrafią zorganizować pikniku, nie mó­
wiąc już o projekcie rozwojowym” (Crewe, Harrison 1998: 76).
Pojawiają się też nieco mniej emocjonalne komentarze. Lokalnym organizacjom
pozarządowym brak jakoby zdolności do samodzielnego zarządzania, a zasięg ich
działań i możliwości nie obejmuje najbardziej potrzebujących, najbiedniejszych
grup społecznych. Przedstawiciele tych organizacji są rzekomo łatwo podatni na
korupcję, rekrutują personel na zasadzie patronatu (klienteli), związków krwi, a nie
kompetencji, a także przejawiają tendencję do wykluczania osób wywodzących się
z oddolnych ruchów społecznych (Manzo 1995; Cowen, Shenton 1995).
Materialne, ekonomiczne, jak i symboliczne rezultaty projektów bywają
przedmiotem napięć, manipulacji i współzawodnictwa. Dialog międzykulturowy
w projektach rozwojowych znajduje zatem wyraz w różnych podejściach do ra­
portów ewaluacyjnych, co znowu przypomina „dialog głuchych”.
Rozbieżne cele długofalowe partnerów rzutują na ich sposób oceny współpra­
cy. Partnerzy z Północy — darczyńcy — preferują ewaluację ilościową, fetyszyzują dane liczbowe, porównywalne i przydatne w ocenie efektywności w skali
globalnej9. Partnerzy z Południa — biorcy — skłaniają się ku nieformalnej ewaluacji jakościowej, bardziej empirycznej, ale i indywidualnej weryfikacji efek­
tywności, uwzględniającej tak niewymierne zmienne, jak poczucie zadowolenia
„ludzi lokalnych” — ostatecznych beneficjentów. „Ludzie lokalni”, formułują
bowiem własne interpretacje i konceptualizacje procedur i celów rozwoju, rozmi­
9
Z fetyszyzacją liczb zetknął się każdy prowadzący projekty rozwojowe, korzystający z publicz­
nych (państwowych, ministerialnych) źródeł finansowania, a często nawet i ze źródeł prywatnych. Ofi­
cjalne wzory sprawozdań z projektów finansowanych przez polskie MSZ kładą duży nacisk na dokładne
określenie i udokumentowanie liczby beneficjentów (tak bezpośrednich, jak i pośrednich) poszczegól­
nych działań. Także całkiem „prywatne” osoby, finansujące koordynowany przeze mnie projekt budo­
wy studni w Afryce, przed zadeklarowaniem określonej sumy domagały się niekiedy szczegółowych
wyliczeń, ile osób będzie korzystać ze sponsorowanej przez nie inwestycji. W warunkach afrykańskich,
charakteryzujących się rozproszonym i mobilnym osadnictwem, nie było to łatwe do określenia.

�Ryszard Vorbrich

46

jając się z intencjami donatorów i traktując dany projekt jako nowe źródło prestiżu
i zasobów petryfikujących tradycyjne struktury i wzory kulturowe. Dla nich jest
mniej ważne, czy na przykład z nowo wybudowanej studni lub szkoły skorzysta
odpowiednio duża liczba rodzin lub dzieci, natomiast liczy się, czy inwestycja (lub
działanie przynoszące korzyści uczestnikom) uwzględnia potrzeby i układy spo­
łeczne w konkretnej grupie, własnej wspólnocie etnicznej bądź lokalnej10.
*

*

*

Paradygmat partnerstwa pozostaje od lat wiodącym hasłem nie tylko antropo­
logii rozwoju, ale i instytucji zaangażowanych w praktyczną działalność rozwo­
jową. Nie stanowi jednak — jak pokazuje praktyka — cudownego panaceum na
wszelkie problemy globalizującego się świata. Jest jedynie nowym wyzwaniem,
nową, wymagającą więcej wysiłku, przygotowania i elastyczności formą kontak­
tu między ludźmi różnych kultur.
Tak długo, jak długo będzie istnieć globalny układ spolaryzowanego rozwoju,
pozwalający dzielić kraje na bogate i biedne, „rozwinięte” i „rozwijające się”,
przeciwstawiający społeczeństwa „centrum” społeczeństwom (i kulturom) „pery­
ferii”, utrzymywać się będzie globalny, asymetryczny układ relacji społecznych,
w ramach którego jedni narzucają drugim sposoby życia, modele rozwoju i wzo­
ry kulturowe. Naprzeciw siebie stać będą ludzie „globalni” i ludzie „lokalni”,
darczyńcy i beneficjenci, ludzie władzy i poddani jej wpływom, antropolodzy
(badacze) i tubylcy („przedmiot” badań). Dialog pomiędzy nimi wymaga od obu
stron gotowości do — choćby częściowego — podważenia własnych wartości,
bez zanegowania swojej tożsamości.
Słowa kluczowe: rozwój, dialog, dialogiczność, partnerstwo, antropologia rozwoju

B IB L IO G R A FIA
Asad T.
1973
Bachtin M.
2003

Anthropology and the Colonial Encounter, London: Springer Netherlands.
Słowo dialogu — dialogowość słowa, przeł. D. Ulicka, w: G. Godlewski
(red.), Antropologia słowa, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu War­
szawskiego, s. 160-164.

10
Już na wstępie prac studyjnych nad projektem budowy studni w Kamerunie, miejscowi partne­
rzy sygnalizowali potrzebę ich lokowania w centrum osady lub pobliżu domostw lokalnych wodzów,
co często stało w sprzeczności z wymogami technicznymi (przebiegiem żył wodnych itp.). Podobnie
podczas prowadzenia projektu edukacyjnego mogłem dostrzec dbałość miejscowych partnerów (dy­
rektorów szkół), aby wśród młodocianych uczestników warsztatów edukacyjnych znaleźli się synowie
i córki przedstawicieli lokalnych elit.

�Rozwój dialogu — dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii rozwoju
Clark L.
1992

47

Democratizing Development: The Role o f Voluntary Organizations, West
Hartford: Kumarian Press Library o f M anagement for Development.

Clifford J.
2000
Kłopoty z kulturą, przeł. E. Dżurak i in., Warszawa: Wydawnictwo KR.
Cowen M., Shenton R.
1995
The Invention o f Development, w: J. Crush (ed.), Power o f Development,
London: Routledge, s. 25-42.
Crewe E., Harrison E.
1998
Whose Development? An Ethnography o f Aid, London: Palgrave Macmillan.
Escobar A.
1991
Anthropology and Development Encounter: the M aking and Marketing
o f Development Anthropology, „American Ethnologist” 18: 4, s. 658-682.
Gould S.
1977
Ever since Darwin: Reflection in Natural History, London: W.W. Norton
&amp; Company Ltd.
Griaule M.
2005
Bóg wody. Rozmowy z Ogotemmelim, przeł. E. Klekot, A. Lebeuf, Kąty:
Wydawnictwo M arek Derewecki.
Hegel G.W.F.
1965
La Raison dans Thistoire. Introduction a la philosophic, Paris: UGE.
Malinowski B.
1927
The Life o f Culture, w: G.E. Smith, B. Malinowski (eds.), The Diffusion o f Con­
troversy, London, New York: Paul, Trench, Trubner &amp; Co, Ltd., s. 35-43.
2000
Zycie kultury, w: B. Malinowski, Jednostka, społeczność, kultura, przeł.
S. Kapralski i in., Dzieła, t. 8, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN,
s. 73-81.
Mamdani M.
1996
Citizen and Subject: Contemporary Africa and the Legacy o f Late Colo­
nialism, Princeton, N ew Jersey: Princeton University Press.
Manzo K.
1995
Black Consciousness and the Quest fo r a Counter-modernist Development,
w: J. Crush (ed.), Power o f Development, London: Routledge, s. 223-247.
Mauss M.
2007
Szkic o darze. Form a i podstawa wymiany w społeczeństwach archai­
cznych, przeł. K. Pomian, w: E. Nowicka, M. Głowacka-Grajper (red.),
Świat człowieka — świat kultury. Antologia tekstów klasycznej antropolo­
gii, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 107-168.
Mudimbe V.Y.
1988
The Invention o f Africa: Gnosis, Philosophy and the Order o f Knowledge,
Bloomington, Indianapolis: Indiana University Press.
Perera J.
1997
In Unequal Dialogue with Donors: The Experience o f the Sarvodaya Shramadana Movement, w: D. Hulme, M. Edwards (eds.), NGOs, States and
Donors: Too Close fo r Comfort?, London: Palgrave Macmillan, s. 156-167.

�Ryszard Vorbrich

48

Schweitzer A.
1935
Wśród w ód i lasów dziewiczych, przeł. Z. Petersowa, Warszawa: Świat.
Shaping...
1996
Shaping the 21st Century: The Contribution o f Development Cooperation,
Paris: OECD.
Vorbrich R.
2004
Tolerancja racjonalna czy subiektywna? Europa wobec okaleczania narządów
płciowych, w: A. Posem-Zieliński (red.), Tolerancja i je j granice w rela­
cjach międzykulturowych, Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, s. 155-176.

Ryszard Vorbrich
DEVELOPMENT OF A DIALOGUE - DIALOGUE OF THE DEVELOPMENT.
DURABILITY AND EVOLUTION OF THE DEVELOPMENT
ANTHROPOLOGY DISCOURSE
(Summary)
The beginnings o f cultural anthropology were characterised by a paternalist approach
to the societies under study. The metaphor o f the child who needs care, applied to the
recipients o f developmental projects, has rem ained its expression until today. For decades
anthropologists nurtured the documentary paradigm in which the viewpoint o f a Western
m an dominated; there was no place for dialogue and for the equal status and symmetrical
position between the anthropologist and the natives and between the researcher and the
researched.
The process o f empowerment o f inhabitants o f the Third World countries and the rela­
ted post-colonial discourse introduced a new paradigm of dialoguism. It no longer divides
the cognitive process into two stages: a fieldwork-documentary stage and an analytical
stage, taking place in the researcher’s study, and assumes that the researcher gets as close
to the local people’s point o f view as possible. The anthropology o f development and
the practice o f developmental activity also assume this perspective. When the evolutio­
nist paradigm o f development has been questioned, the principle o f partnership has been
elevated to the position o f the key element in the m odem development discourse.
However, the principle o f partnership and the accompanying dialogue approach have
m any traps, which result, among other things, from the lack o f symmetry between the
researcher and the researched or the donor and the beneficiary. New phenomena and
problems appear, for example the category o f intermediaries in the development dialogue
between „local people” and „global people”, differences in the evaluation o f the aims and
effectiveness o f development projects, etc. The paradigm o f partnership has not proved to
be a miraculous panacea for all the problems o f the globalising world; in fact, it has given
rise to new challenges.

Key words: development, dialogue, dialoguism, partnership, development anthropology

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10308" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10286">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2ee570985b51f0eca9736d86045fdcab.pdf</src>
        <authentication>57de30e406611cc0bc5782e15672bf45</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2225</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122563">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122564">
                <text>islam</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122565">
                <text>relacje międzykulturowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122566">
                <text>islam - wizja świata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122567">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2067</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122568">
                <text>Europa w islamskiej wizji świata / LUD 1999 t.83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122569">
                <text>LUD 1999 t.83, s.33-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122570">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122571">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122572">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122573">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122574">
                <text>Lud. t. 83. 1999

RYS/Af{D VOIWR 1(11
InSI: lui I-:tnologii i I\nlroroloi-'ii

l'ni\\crs\lcl

Kulturowcj

illl. .i\. Mid,ic\\iua

!'oznali

EUROPA W ISLAMSKIEJ
WIZJI ŚWIATA.
OD KRAJU NIEWIERNYCH
DO KRAJU MISYJNEGO
Kwestia relacji międzykulturowych
stanowi jeden z kluczowych problemów
\\spółczesncj
antropologi i kulturowej. Problem ten stał się w ostatnich latach
niezwykle wainy także dla Europy integrującej się i budującej swą współczesną
tożsamość.
Historia polityczna ostatnich stuleci sprawiła, iż w wizji świata Europejczyków przeważał etno-, czy może należałoby powiedzieć kulturocentryzm.
Europocentryzm podbudowany
był bezsprzecznym
sukcesem, z jakim Europejczycy
narzucali innym kontynentom, innym kręgom kulturowym swoją kulturę i swoje
języki. Kultura europejska, a raczej kultura euroamerykal1ska
aspiruje zatem do
m iana un iwcrsalncj. W konsekwencj i w europejskiej
wizj i świata ugruntował
się dychotomiczny
układ przeciwstawiający
Europejczyków
- nie-Europejczykom. Zależnic od fazy rozwoju refleksji nad społecznościami
odmiennymi
od
cywilizacji typu europejskiego
w literaturze i świadomości zbiorowej pojawiały
się opozycyjne kateg(\rie społeczne: cil'is - harhari, chrześcijanin
- poganin,
człowiek cywilizowany
- dziki, spoleczdlstwo
europejskie
(cywilizowane)
spoleczellstwo pierwotne (prym itywne) I.
W rezultacie curopejska wizja świata, skażona europocentryzmem,
z trudem
akceptowała
istnicnie odmiennych
układów odniesienia
dla własnej kultury.
Od średniowiecza
istniał jednak odrębny - i traktowany jako konkurencyjny
krąg kulturowy. którego sila, żywotność i ekspansja przyczyniły się do budowy
europejskiej toisamości.
Tym odmiennym
światem byt świat islamu. Nie bez
słuszności zauwai.yl L. Kotakowski,
iż "Europa być może głównie dzięki zagrożeniu tureckicmu doszła do jasnej świadomości własnej identyczności"".
Warto być moie przyjrl'.cć się - niczym w krzywym zwierciadle - jak Europajest postrzegana przez islam,jakie
miejsce zajmuje w islamskiej wizji świata.
Wizja ta - p%mie
niezmienna, uksztahowana
bowiem przez Koran i Sunnę
(tradycję islamską), źródła prawa muzułmaóskiego
- zmieniała się jednak, zależnie od zmiany 'A-arunkóvv politycznych
i demograficznych.
Ogromnego znaczenia nabrało w tym wypadku ijawisko masowej migracji kilkunastu milionów

--------------I Por.: R. Vorhrich.
I.III!I· lIi&lt;'I'i.(lIIie/1/1&lt;'. w: /. Swszczak (rcd. l. S!mvnik elno!oRicny.
ogl)!III!. PO/Ila{] 19X7. s. 2U&lt;~17.
, /oh.: I.. KolakO\\ski. S:IIA"lIil' h"rh"r:.l·/lsCl'. w: I.. Kolakowski (red.). (),ri!i:acja
osA"r:OIl\'('/1. Wars/alIa I ()90. s. 1-t-15.

Tenniny
na lawie

�34
muzułmanów,
którzy napłynęli do Europy w ciągu ostatnich 30 lar'. Obecność
tak znacznej
liczby muzułmanów
pociągnęła
za sobą nie tylko reperkusje
w krajach osiedlenia. Reperkusje te objęły również zmiany w systemie prawnofilozoficznym
krajów pochodzenia imigrantów - w obrębie świata islamu.
W świecie islamu imię Europy było przez wieki nie zilane i praktycznie
przed koJ'Jcem XIX wieku nie stosowane. W społeczeJ'Jstwie islamu, które definiowało się wedle kryterium religijnego, wspólnota wiary nadawała tożsamość
i wewnętrzną spoistość. Oparte na Koranie i Sunnie klasyczne prawo muzułmaJ'Jskie dzieliło zatem świat na dwie ostro przeciwstawiane
części: dar el islam
i dar el habr4. Pierwszą tworzyły (i tworzą) kraje muzułmallskie,
kraje zamieszkałe przez muzułmanów
lub niekoniecznie tylko przez muzułmanów,
lecz
znajdujące się pod władzą muzułmanów,
kraje w których znajduje zastosowanie
szaria! - prawo islamu. Dar el harb natomiast oznacza dosłownie "kraj wojny".
Termin ten odnosi się do ziem zamieszkałych
przez niewiernych,
do krajów
wymykających
się władzy islamu. Stąd też synonimem dar el harb jest dar
el kufr (dosłownie: "kraj niewiernych").
W myśli prawnej islamu status dar
el harb jest przejściowy. Logika historii, wola boska sprawi, iż prędzej czy później religia będąca ostateczną i doskonałą formą objawienia zapanuje na całym
świecie. Cały świat stanie się dar el islam.
Z teologicznego
punktu widzenia, pomiędzy dar el islam i dar el harb trwa
nieusuwalny
konflikt, narzucony przez prawo stan wojny o charakterze religijnym - dżihad. Ten stan wojny może zakończyć się dopiero z chwilą opanowania całego świata przez islam.
Należy jednak zaznaczyć, iż arabski termin dżihad był na przestrzeni wieków różnie interpretowany
przez muzułmańskich
teologów i przywódców politycznych. Zależnie od interpretacji Koranu, dostarczano argumentów zarówno
zwolennikom
dosłownego traktowania hasła "wojny" - stosowania "argumentu
siły", jak i tym, którzy pod hasłem dżihadu chcieli widzieć pokojowe metody
perswazji - "siłę argumentu".
Zwolennicy pokojowej drogi szerzenia objawienia Allacha mogą powoływać
się na słowa Proroka (dla wierzących były to słowa Boga), pozwalające na użycie broni (jedynie) w obronie: "Pozwala się brać do ręki broil tym, przeciwko
którym prowadzona jest wojna, ponieważ zostali poszkodowani"
(22:40); "Jeżeli okażecie cierpliwość wówczas zaiste najlepsze jest to dla tych, którzy są
cierpliwi" (16: 127)5.
Zwolennicy
metod militarnych
mogą natomiast znaleźć zachętę w poniższym wersecie Koranu: "A zabijajcie tych grzeszników zawsze, gdy ich spotka3 Zob.: Tcndances des migrations internationales. Rapport !\nnualcs 1993. Syslcmc d'observation permanente des migrations (SOPEMI). Organisation de Coopćration et de Dćveloppcmcnt
(:conomiques.
4 Zob.: F. Maoulawi. Les basesjuridiques
des re/aliOlls ell/n' musu/mans 1'1 non-musu/mans.
Beyrouth 1987.
, W niniejszym studium tlumaczcnie Koranu podaj.; za: .5więr.v l\.oral1. TekI'! arahski i !/z/macenie polskie. Ahmadiya Muslim Associacion. Islamabad - Tillilrtl 1996.

�35
cie oraz wypędzajcie ich stamtąd, skąd oni przedtem wypędzili was ... " (2: 191);
..A jeśli chodzi o tych, którzy nie wierzą w Znaki Allacha, to Allach z pewnością nie będzie nimi kierował i otrzymają oni srogą karę" (16: 105).
Dosłowne traktowanie wezwania do dżihadu odnaleźć można w radach średniowiecznego
muzułmallskiego
prawnika (prekursora muzułmaJlskiego
prawa
międzynarodowego)
- Mmverdi (zm. w 1058 r.): "Walcz z tymi, którzy, po
otrzymaniu wezwania, nadal odmawiają przyjęcia islamu, aż do momentu gdy
się oni nawrócą lub zaczną płacić haracz, wtedy ustanowisz prawa Allacha,,6.
Niezależnie od znaczenia, jakie egzegeci nadawali terminowi dżihad, między dar· el islam a dar el harb istniała ideologiczna
przepaść. Obie części dychotomicznego
układu były mało przenikalne. Obu częściom teologicznej wizji
świata odpowiadał
różny zespół norm społecznych.
Wabu
częściach świata
obowiązywały muzułmanina nieco odmienne zasady zachowania.
Nim omówimy odmienne normy dla obu części teologicznie
podzielonego
świata, skupmy się na chwilę nad statusem dar et harb. Pojawia się pytanie:
Czy jeśli muzułmanin
chciałby traktować termin harb - "wojna" dosłownie,
to starcie zbrojne między dar el islam (światem islamu) a dar et kufr (światem
niewiernych) byłoby dla niego imperatywem.
Należy zacząć od stwierdzenia,
że wojna jako forma realizacji celów politycznych jest od zarania obecna w tradycji islamskiej, tradycji arabskiej, podobnie zresztą jak i w tradycji wielu innych kultur. W tradycji isłamskiej zakorzeniło się jednak silne przeciwstawienie
sprawiedliwej
i słusznej wojny prowadzonej w imieniu islamu i wojny pozbawionej
sankcji moralnej - wojny
prowadzonej przez niewiernych. Już łbn Chaldun (zm. w 1406 roku) wyraźnie
rozróżniał diihad - wojnę prowadzoną przez muzułmanów
i wojnę wywołaną
przez kafrów - ..niewiernych". Ofensywną wojnę muzułmanów legitymizuje według niego uniwersalna misja islamu. Wyznawcy innych religii - nie posiadających
misji uniwersalnej - mogli prowadzić według niego jedynie wojnę obronną?
Tutaj należałoby zasygnalizować
wyraźne rozróżnienie,
jakie czyni islam
między niemuzułmaI1skimi
religiami monoteistycznymi
i kultami politeistycznymi ("bałwochwalcami").
Wyznawcy
judaizmu
i chrześcijaI1stwa
(zwani
..Iudźmi księgi") -- jako korzystający z wcześniejszych,
przed islamskich, niedoskonałych i zafałszowanych,
ale jednak uważanych za boskie, objawień - korzystają z pewnych warunkowych
praw. Wyznawcy pozostałych
religii posta,Vlenl są pala prawem.
Według tradycji, prorok Mahommed, jeszcze za swego życia wystosował pismo do władców ościennych państw (m.in. do Negusa z Abisynii, szacha perskiego Chozroesa i bizantyjskiego
cesarza Herakłiusza) wzywając ich do przyjęcia islamu. Monoteistom pozostawił możliwość pozostania przy starej wierze,

ó

Mawerdi.

I.es sialIlIs }!.ou\'ernementollx. Paris

1982: cyt za: S. A. Aldeeb Abu-Sahlieh,
Moderno" nr 7, 1994. s. 223.
j\latba 'al Ibn Saqrun. Kair (bez daty), s. 202, podąję
La lIligralion .... s. 223.

La migration dons la conceplionlllllsllllllane.
7 Ibn .IIaldun .. \Il1qaddilll(l/ IniJ /laldun.

za Sami i\. Ailkcb

Ahu-Sahlich.

"Oriente

�36
pod warunkiem
płacenia odpowiedniego
haraczu. Odmowa nawrócenia
lub
płacenia trybutu oznaczała wojnę a w konsekwencji
śmierć lub niewolę. "Bałwochwalcom"
pozostawił Mohammed tylko nawrócenie na islam lub wojnęs.
Alternatywą
wojny był rozejm, chwilowy pokój (ahd). Ponieważ jednak
obowiązkiem
każdego muzułmanina,
każdej wspólnoty
muzułmaJ1skiej jest
szerzenie islamu, pokój z niewiernymi
mógł być zawierany tylko czasowo,
z formalnego
punktu widzenia mógł on przybierać jedynie postać rozejmu'!.
Według wspomnianego
już islamskiego
prawnika - Mawerdi, rozejm z niewiernymi powinien być tak krótki jak to możliwe, a jego długość nie powinna
10
przekraczać 10 lat po tym okresie traci on bowiem ważność •
Według Abu Yusufa z Bagdadu (zm. w 798 roku) - wielkiego klasyka prawa
muzułmallskiego
- pokój z niewiernymi
mógł być zawierany tylko z silniejszym przeciwnikiem
i to pod warunkiem, że będzie to prowadziło do nawrócenia wrogówl'. Według egzegetów, Abu Yusuf uzasadniał swą wykładnię treścią
Koranu: "Zaprawdę, tym, którzy nie wierzą i powstrzymują
się przed wejściem
na drogę Allacha, a potem umrą, będąc niewierzącymi,
Allach niechybnie
nie przebaczy. Zatem nie bądźcie ospali i nie proście o pokój, albowiem wy
niechybnie będziecie górą" (47:35-36)12.
Praktycznie zatem imperatyw wojny świętej, wojny prowadzon~j w celu szerzenia islamu mógł być obchodzony
lub zawieszany. Dar el har!&gt; mógł korzystać z błogoslawiellstwa
pokoju, mógł stać się dar el ahd - "krajem pokl~iu".
W muzułJnallskich
kodeksach można znaleźć szczególowe
zasady zawierania
rozejmów z niewiernymi.
Defacto przyjmują one postać muzułmaJ1skiego prawa międzynarodowego.
Według prawa islamu Europa należy zatem formalnie do świata zewnętrznego, do dar el kufr c,kraju niewiernych").
Zależnie od układów politycznych
i siły militarnej islamu (zawarcia pokoju, lub nie), Europa jest dar el harb
("krajem wojny") lub dar el ahd ("krajem pokoju").
Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż prawo muzulmallskie
nie przewiduje
możliwoścI oddania pola przez islam. Podobnie jak konwer~ja na rzecz innej
religii karana jest śmierciąl', tak i muzułmanin nigdy nie powinien pogodzić się
z oddaniem nawet najmniejszego
skrawka dar el islalll niewiernym II ZnamienUli.! ofMulwl11l11ad. l/um. A. (juillaullle:. Oxford 1')55. s. 652.
Por.: K. Mie:halski (r,'d). lćuropa i co ~ lego 11)"I1ika.Warsza\\a 1')')0. s. :lO').
IDMawerdi, op. cil .. s. 31.
II Abou YousofYa·kouh.
I.e livre de l"impóf/ollcicr
(kila/) al-kllill'i"/::). trao. L Fagnan. Paris
1921. cyt. za S. i\. Aloeeh i\hu-Sah/ićh.
La migralio17 .... s. 223.
I~ W niektórycli \\~ daniaeh ninit:jsz~ wcrseljestllulllaczony
banL'i~i dobilnic: "Nic wzywacie: do
pokoju. gdyjestt:śeie naisilnie:isi" (47:36). cyt. 7.a: A. Aided) !\bu-Sahlich.l.a
nll~~ralJ"I/..., s. 223.
1\ •..Icśli kio prze:stanie: I\iazyć
\\ Allacha po tym jak lI\\ier/.Y!· I \\yj'llkiem tego. klO zmuszony .jest zadeklanll\ać
nie\\ian;. podczas gdy jego serce znajduje: pokój II \\ier/ei je:go pierś
otwarta jesl dla nie:\\iar~. na niego spadnie !omiel\ Allacha. Dla takich lIyznaCl.ona jest sroga
kara" (16: \(7).
I~ Por. ey towany jUl \\erset Koranu: .. Wyp&lt;;ozajcie: ich slalllqd. sk'ld oni pr/.eolem \Iyp&lt;;dzali
was" (2: /92)
x 7.ob.: Ibn Ish'll]. nU'

9

�37
ne będą tu raporty ambasadora
marokal1skiego
w Hiszpanii. Jeszcze w XIX
wieku, nazwie każdej hiszpallskiej
miejscowości,
którą odwiedził ambasador,
towarzyszyła formula: J)by Bóg rychło przywrócił ją islamowi,,'5. Nawet Kamieniec Podolski, który znajdował się w rękach Turków niecałe 30 lat, traktowany był w źródlach tureckich w podobny sposóbl!&gt;.
Jeśli zatem relacje między światem islamu a krajami niewiernych
mogły
przybierać pokojowy charakter, to także prawo islamskie, prawo regulujące
przecież jak wiemy wszystkie sfery życia człowieka, musiało dopracować
się
szczegó/mvych reguł określających
zasady życia w kraju, gdzie nie obowiązują,
jako powszechne, zasady s::;ariafu. Podział na dar el islam i dar el harb miał też
w konsekwencji
istotne znaczenie dla historii i rozmiarów migracji w świecie
islamu. Należy zacZ&lt;lć od stwierdzenia,
iż klasyczne prawo islamskie nie przewidywało w ogóle możliwości emigracji muzułmanina
z dar el islam do dar el

harh (dor el ku/i").
Co prawda podstawowe dla islamu źródła prawa: Koran i Sunna (Hadisy przypowieści z życia Proroka) często wspominają o migracji, ale czynią to zawsze w kontekście przyjazdu lub ucieczki muzułmanina
do dar el islam. Nigdy
\V kierunku
przeciwnym - z dar el islam do dar el harb (!). Termin "migracja"
(ar. hid::'ra) pojawia się aż 27 razy w Koranie, lecz przeważnie w rozumieniu
l7
opuszczenia ojczyzny w obawie przed prześladowaniami
ze strony niewiernyeh .
Tak pojęta "emigracja"
pojawiła się zresztą u zarania islamu, towarzyszy
też. jako staly motyw. dziejom wspólnoty muzulmallskiej.
Hadisy - biografie
Mohammeda - przekazują
nam informacje, jak to Prorok, w początkowym
okresie dzialalności.
nakazał swoim zwolennikom
wyjazd do Abisynii, gdzie
mogliby przeC/ekać okres przcśladowal1 w Mekce. W kOl1cu - naj istotniejsze sam początek ery muzu/maliskiej
liczony jest przecież od hidżry - emigracji
(ucieczki) Proroka z Mekki do Medyny. Z punktu widzenia pierwszych muzułmanów celem migracji było zatem uwolnienie się od prześladowall i znalezienie
miejsca, w którym można było swobodnie oddawać cześć Allachowi. Należy
podkreślić. iż bylo wręcz obowiązkiem
muzułmanina
opuścić swój kraj, jeśli
ls
dostał się on pod władzę niewiernych .
Nakaz ten motywowany
był przez muzulmallskich
prawników dwojako; po
pierwsze praca muzulmanina mogłaby wspierać niewiernych, po drugie przybycie Illuzułmanina
do dur el is/ul/I, przyczynia/o
się do jego wzmocnienia
i efektywniejszego
prowadzenia d::ihadu.
Dobrmvolne pozostanie w dar el harb nie było w ogóle brane pod uwagę.
Dla pochodzącego z Sycylii i zmarłego w Północnej Afryce (1141) AI-Mazari,
obeznanego zatem z problemami, zjakimi borykali się muzułmanie na ziemiach

l' loh.:

!l. Ll:\\i,. /curo/m a iS/alii.

\I.:

K. Michalski (red.). Europa

'7.&lt;I\\a 1')&lt;)0. ,. 30&lt;).
It l(liU~('.
17

Por.' S.

IX I(IIII~('.

/I.
,.

J\l,kl'h /\hu-Sahkh.
22fl-22X.

/ca lIIigration ....

i co:: lego wynika.

War-

�38
świeżo oderwanych od dar et islam, pobyt w dar et ahd (kraju pokoju) uspral9
wiedliwiony był natomiast jedynie pod pewnymi warunkami :
I) gdy pobyt w kraju niewiernych miał miejsce w sprawach naglących, lub
w służbie islamu (np. w ramach poselstwa muzułmańskiego
władcy),
2) gdy dobrowolnie
przebywający
tu muzułmanin
nie był świadomy istniejącego zakazu,
3) gdy pobyt w kraju niewiernych
wiązał się z nadzieją odbicia go z rąk
niewiernych.
Dla zwolenników szkoły malikickiej (np. dla AI-Baqillani, zm. w 10 12 roku)
pobyt w dar et harb mógł być usprawiedliwiony
także chęcią wybawienia mu20
zułmanów z niewoli niewiernych .
Ogólnie biorąc, pobyt muzułmanina
w kraju niewiernych w celach handlowych był w zasadzie naganny. Traktowany był natomiast jako ciężki występek,
jeśli wiązał się z przekazywaniem
niewiernym towarów o strategicznym
znaczeniu (metali szlachetnych
i półszlachetnych,
stali - w tym nawet igieł, koni,
lin okrętowych itp.).
Postępy rekonkwisty na Półwyspie Iberyjskim pociągnęły za sobą nowe problemy prawno-teologiczne
dla tamtejszych
muzułmanów.
W obliczu prześladOWał) ze strony chrześcijaóskich
władców, musieli oni znaleźć nowe reguły
postępowania
i formy życia religijnego.
Po zajęciu Andalu~ i przez chrześcijan, ówczesny największy autorytet prawa islamskiego mufti Ahmed Ibn Gumayarah wydał w 1504 roku fatwę (wykładnię prawną), w której zawarł zasady zachowania się muzułmanina we wrogim środowisku "niewiernych".
W wykładni tej znalazła zastosowanie zasada
zachowania czystości religijnej "w głębi duszy". Oto jej podstawowe zasady:
I) Gdy muzułmanin zmuszany jest do znieważenia
Mohammeda powinien
on wymawiać zniekształcone
imię Proroka (Hamed), tak jak czynią to
chrześcijanie,
lub głośno złorzecząc Mohammedowi
kierować - w myśli
- słowa przekleństwa do jakiegoś Żyda noszącego imię Mohammed.
2) Rytualne ablucje należały wykonywać w nocy, kąpiąc się w morzu lub
stosując zamiast wody piasek.
3) Muzułmanin
zmuszany do spożycia wieprzowiny
lub alkoholu mógł to
czynić zachowując czyste intencje. Nawet zmuszony do wyrzeczenia się
wiary Andaluzyjczyk
mógł pozostać muzułmaninem
przecząc w głębi
21
duszy publicznemu oświadczeniu .
Inne przepisy prawa koranicznego dotyczące zasad postępowania
muzułmanina w kraju niewiernych zwalniały go z wielu obowiązków,
udzielały dyspen-

Tam:::e.s. 230-231.
Tam:::e.'
21 L. Cardaillac.
A/orisqlle.l' et chretiens. lin alJro/1/ement polemiqlle 1-192-16-10. Paris 1977.
s. 88-90. cyt. za S. A. Aldeeb Abu-Salich. La migratiun dans la concepion M/lSlIlmane ... Orienłe
Moderno" 1994. anne 13. nr 7-12. s. 232.
19

20

�39
sy podobnej do tej jaką otrzymują podróżni. Warunkowa dyspensa dotyczyła
zakazów spożywczych oraz obowiązku odprawiania obowiązkowych
modlitw.
Prawo islamskie nakładało jednak na muzułmanów
mieszkających
w kraju
niewiernych także pewne ograniczenia.
Muzułmanin
nie powinien na przykład
poślubiać kobiety niewiern~j. Groziło to bowiem przejęciem przez jego dzieci
moralności niewiernych lub popadnięciem
w przyszłości w niewolę - po zajęciu kraju przez muzułmanów.
Jak starałcm się wykazać, nie tylko stan stosunków politycznych,
Iccz także
bariery prawnc i obyczajowe sprawiły, jż do kOllca XIX wieku oba światy dar
el islam i dar el harh były mało przenikalne. Co prawda, od średniowiecza europejscy uczeni zgłębiali język arabski, tłumaczyli
Koran i inne teksty oraz
studiowali doktrynę islamu. Wysiłki te zaowocowały
powstaniem nowoczesnej
orientalistyki. Przez długie wieki, niemal do czasów współczesnych,
proces ów
nie znajdował jednak ż.adnej analogii po stronie islamu. Wprawdzie
wraz
z rozwojem tendencji modernistycznych
muzułmanie
zaczęli od XVIII wieku
przejmować od Europejczyków
coraz więcej elementów ich kultury, dotyczyło
to jednak głównie zagadniell technologii i organizacji wojskowości.
Wymianie myśli nie towarzyszyła jednak na podobną skalę wymiana ludzi.
Stopniowo jednak następstwem ekspansji gospodarczej
i politycznej mocarstw
europ~iskich
stało się zjawisko
masowej
migracji.
Masowe osiedlanie
się
w Europie imigrantów z krajów muzułmańskich
doprowadziło
do przewartościowania, redefinicji i zmiany statusu Europy w muzułmaJ1skiej wizji świata.
Zjawisko migracj i z krajów muzułmaJ1skich do Europy Zachodniej pojawiło
się dopiero u schylku XIX wieku. Jeśli nie liczyć okresów dwóch wojen światowych, przez blisko 100 lat liczba imigrantów muzułmał1skich nie przekraczała
20-30 tys. OS(\b22.
Emigracja nabrała masowego charakteru od lat 60. naszego wieku. Związana
była z deficytem na zachodnioeuropejskim
rynku pracy w okresie europejskiej
prosperity lat 60. i 70., kiedy to do Francji przyjeżdżało
rocznie ponad 30000
samych tylko Marokal1czyków.
Obecnie pomimo wprowadzonych
ograniczeń
migracyjnych,
liczba muzułmanów
rośnie nadal choć w wolniejszym
tempie
(np. we Francji: 3-4 tys. imigrantów rocznie)1:1. Na tempo wzrostu populacji
muzułmańskiej
w Europie ma również trudna do oszacowania
liczba nielegalnych migrantów oraz wyższy od przeciętnej
europejskiej
przyrost naturalny
w grupie muzułmanów2~.

=

22 Por.: R. Vorhrich .. \!lcu/manie
Maghrehu IV Europie Zachodniej ..• Sprawy Narodowościo\1e. Seria NOlI a" t. 4. I. l (6 l. s. 100-10 I.
2) Zoh.: I\. Ikncherilil (coordin.). Etl/de de mouvements migrataires du Alarac vers la CommIIIWl/le Europeel1e. Rahat 1993. s. 20.
24 Np. jeżeli r"lrl.eci~tna Franell/ka radli 1.84 dzieci (lob. M. Llallmett. Les jellnes d'origine
elrangere. Ue /(/ JJlarginalisation a la participation. Paris 1987. s. 26). to TlInezyjka zamieszka/a
\\e Francji rodzi przl:ci~tnil: od 5.27 do 6.28 dzieci (Zoh.: M. Tribalant-Brahimi, Fecondite et
marlalite des etrangeres en France, ..Dossier M igrations" nr 3. 1981.

�40
Ustalenie obecnej liczby muzułmallskich imigrantów w Europie okazuje się
zatem nadzwyczaj trudne, zarówno z powodu stałej fluktuacji populacji, niejednorodności kryteriów (odmienne definiowanie ,.drugiei generacji") oraz zjawiska imigracji nielegalnej.
Na ogół populację imigrantów z krajów muzułmal1skich szacuje się w Europie Zachodniej na 8-16 mln. osób. Największe skupisko muzułmanów znajduje
się we Francji (2,5-6 mln.), Wielkiej Brytanii (2,5-4 mln.) oraz Niemczech (2-3
mln.). Po kilkaset tysięcy imigrantów muzułmallskich przebywa w Belgii, Holandii, Hiszpanii i we Włoszech. Po uszczelnieniu granic Unii Europejskiej,
największą dynamiką wzrostu ludności muzułmal1skiej odznaczają się właśnie
kraje południowoeuropejskie:
Hiszpania i Włoch/'.
Główne skupiska ludności muzułmańskiej w Europie Zachodniej ciągną się
wzdłuż tradycyjnie
uprzemysłowionych
regionów
pogranicza
franeuskobelgijskiego i wzdłuż południowego wybrzeża Francji. Obejmują południową
Holandię oraz portowe miasta Hiszpanii (Alicanle) lub Włoch (Neapol). Znacznymi regionami koncentracji muzułmanów są również wielkie aglomeracje:
Paryż, Lyon, Frankfurt n. Menem. W Wielkiej Brytanii skupiają się oni w większych miastach południowej i środkowej Anglii. Tak jak głównym miastem
muzułmanów brytyjskich stało się Birmingham, tak stolicą diaspory muzułmańskiej na kontynencie pozostaje Marsylia, gdzie mieszka ok. 90 000 osób wywodzących się z Maghrebu. Stanowią oni kilkanaście procent mieszkailców tego
portowego mlasta- .
Kilkunastomilionowa
mniejszość muzułm3łlska ginie pozornie w blisko 500
milionowej rzeszy Europejczyków.
Pominąwszy Rosję, stanowi,! oni zaledwie
5% ogółu mieszkal1ców naszego kontynentu. Fenomen opisywanej grupy polega jednak nie na jej liczebności, lecz na dynamice wzrostu populacji, podwajającej się co kilkanaście lat.
Trwałe zainstalowanie się milionów muzułmanów w Europie nie pozostało.
jak już zaznaczyłem, bez konsekwencji zarówno dla jej mieszkalków, jak i dla
świata islamu.
Z punktu widzenia Europy najważniejszą konsekwencją są procesy i zjawiska, jakie rodzi fala imigrantów muzułmai1skich zasiedlających obecnie tereny
nie znające lub pozbawione od 500 lat rodzimej mniejszości muzułmai1skiej.
Problemy, jakie wiążą się z inlegracją nowej mniejszości, która nie partycypowała w historycznym procesie ksztahowania sil; współczesnych narodów europejskich, rodzą u antropologów poglądy o kryzysie pal1stwa jako formy kulturowej, innych zaś autorów skłaniają do tworzenia koncepcj i pal1stwa postnarodoweg"o27 .
.

1; R Vorhrich

1()

.. \helllllU/ni!'

.... s. 99-102.

16 Tam':e.
17 Por.: R. Haleher. Tralls/ormatioll
de la raison
1.'1modernes/ace all dr!(i ide%Kiqlle
de I 'tlal-Salion.
di!veloppemel7l. Rabat 1977. s. 391-41 X.

islamiqlle. /)iscollrs islwl/ii/lIL' Iradilionncls
\I: !-II RecherchL' sciel7li/h/lle
({II .\·(,{TicL'd/l

�41
Stopiell integracji imigrantów muzułmańskich
ze społeczellstwami
krajów
przyjmujących
zależny jest od wielu czynników o charakterze formalnopraw2x
nym i ekonomicznym .
Istotną barierą asymilacyjną
imigrantów muzułmałlskich jest jednak głównie
ich tradycja kulturowa, silnie sprzęgnięta z islamem. Religia i związana z nią
sfera wartości i obrzędowości
traktowane są jako najważniejsze
elementy tożsamości muzułmanów.
Sama zaś idea asymilacji jest odrzucana przez elity muzułmallskie. Muzulmallscy
emigranci nie dążą do wtopienia się w społeczel1stwo krajów osiedlenia. Ich aspiracje ujawniają się raczej w żądaniach równouprawnienia ich wyznania i wymiany wal10ści kulturowych a nie w żądaniach
usprawnienia mcchanizmów
sprawnej integracji i asymilacji. Opisywanym
postawom towarzyszy
zjawisko
reislamizacji
drugiego
pokolenia
imigrantów.
Podstawowym
czynnikiem
identyfikacji
staje się tu nie język, lecz religia,
a konkretnie cechy symboliczne,
wyznaczające
przynależność
do społeczności
wiernych: obrzezanie i broda (u mężczyzn) i strój (chusty u kobiet). Manifestovianie poprzez strój przynależności
do wspólnoty muzułmaIlskiej
stało się zatem dodatkowym czynnikiem utrudniającym
asymilację. We Francji publiczne
okazywanie symboli religijnych otworzyło bowiem nowe pole konfliktu z państwem o tradycji laickiej. Na współczesnym
stosunku muzułmanów do Zachodu
zaciążyło doświadczen ie h istoryczne i jednostronne,
przesiąknięte
uprzedzeniem do chrześcijallstwa,
podejście historiozoficzne.
Głębsze zainteresowanie
Europą, jej mieszkallcami
i "sekretem"
ich sukcesów przypadło bowiem na
wiek XIX. a Wielka Rewolucja Francuska stała się pierwszym europejskim
wydarzeniem
politycznym,
które wzbudziło
żywe zainteresowanie
władców
świata islamu. Dlatego percepcja kultury europejskiej
wśród obserwatorów
i badaczy muzulmallskich
dokonywała
się przez pryzmat europejskich
idei
Oświecenia. Jak zauważyła Elżbieta Podhorska-Rekłajtis,
ówcześni "muzułmanie pilnie słuchali głosów zachodnich wolnomyślicieli,
gdyż interesowały
ich
argumenty wytaczane przeciw chrześcijal1stwu,,29. Równocześnie
obserwatorzy
muzuhnariscy pomijali i nie dostrzegali najczęściej tych elementów i aspektów
cywilizacji europejskiej,
które wyrastały z tradycji chrześcijal1skiej.
Związane
to jest być może z faktem, iż tradycja islamska nie zna oddzielenia sacrum od
prą(anum a przez to muzułmanie nie są w stanie oddzielić współczesnych,
wysoce zlaicyzowanych
nurtów cywilizacji
europejskiej
od jej chrześcijal1skich
korzeni. W efekcie współczesna
zsekularyzowana
kultura europejska postrzegana jest przez nich jako uwspółcześniona
forma chrześcijal1stwa,
podczas gdy
tworzącą fundament nowoczesnej
Europy epokę pozytywizmu
określa się mianem "stulecia bez Boga"w. Jeśli dla muzułmanów Europa pozostaje krainą ludzi
żyjących ,.bez Boga", to tym bardziej uzasadniona i na czasie staje się tu dzia-

eS

Tal/ó'.

s. 102-101.).

c'J E. Podhorska-Rddajtis.

". (leach .·/rahów. \\': 1\. 7.a;ączko\\'ski

In·h. Warsz&lt;l\v&lt;l 1973. s. 2óO,
;" ..I\f-Iliklllah"
1997. nr 34. s. 7.

(red.),

Ohm::y świata bia-

�42
łalność misyjna. W tym kontekście szczególnego
znaczenia nabiera fakt zainstalowania
się w krajach zachodnioeuropejskich
mniejszości
muzułmańskiej.
Istnienie milionów nowych "Europejczyków"
- wyznawców
islamu, a zwłaszcza zwiększająca
się liczba nawróceJ'1 na islam wśród autochtonicznej
ludności
europejskiej,
pociąga jednak za sobą konieczność
rewizji dotychczasowego,
dychotomicznego
podziału świata na dar el islam i dar el habr.
Fakt istnienia licznej diaspory muzułmańskiej
w Europie, której nie grożą
prześladowania
religijne, i która nie jest ograniczona w swych praktykach religijnych, wyprowadził ten kontynent z obszaru dar el harb. Europa zamieszkiwana
przez niewiernych, czy to przez chrześcijan (rumi), czy to przez ludzi żyjących
"bez Boga", miała status dar el kufr. Europa zamieszkała przez znaczącą mniejszość muzułmańską nie jest już kontynentem wrogim, nie jcst jednak jeszcze w
pełni ziemią islamu - dar el islam. Na określenie
jej statusu prawnoteologicznego zastosowano znane już wcześniej w prawie islamskim terminy: dar
el ahd - "kraj pokoju" oraz dar el dawa (dar al da 'wah) "kraj misyjny", "kraj
na drodze do nawrócenia,,31. Ostatni z terminów używany jest w wypowiedziach
skierowanych
do muzułmanów,
pierwszy jako bardziej neutralny używany jest
w publikacjach
adresowanych
także do Europejczyków.
Wśród myślicieli muzułmańskich zarysowały się dwa typy reakcji na pojawienie się mnicjszości muzułmallskiej w dawnym dar el harb. Pierwszy, apelując o przeniesienie do "krajów misyjnych", jako równoprawnych
praw islamu, zakłada zarazem utrzymanie
dystansu do społeczellstw i kultury niewiernych. Drugi natomiast, potwierdzając
chęć i potrzebę islamizacji "bezbożnej"
Europy, kładzie zarazem nacisk na konieczność dostosowania
praw i zwyczajów muzułmańskich
- na ile to możliwe
(nie podważając przesłania Koranu) - do realiów kulturowych krąjów osiedlenia.
Pierwszy typ reakcji można nazwać fundamentalistycznym.
Traktuje on pobyt muzułmanina
w Europie jako niebezpieczet'1stwo.
Zwolennicy
tendencji
fundamentalistycznej
formułują zespół zakazów i nakazów mających pełnić rolę
- jak sami mówią - "szczepionki
duchowej przeciw wpływom niewiernych".
Świadectwem
tej tendencji jest opublikowana
w 1990 roku w Libanie książka
pl. Przewodnik muzułmanina za granicą32. Przewodnik odradza w ogóle podróż
do Europy. W wypadkach wyższej konieczności,
gdy pobyt w Europie jest konieczny, nakazuje muzułmanom
utrzymywanie
dystansu między nimi a niewiernymi, zgodnie ze wskazówką Koranu: ,,0 \"'y, którzy wierzycie! Zaprawdę,
bałwochwalcy
są nieczyści" (9:28). Muzułmankom.
które znalazły się jednak
za granicą (w krajach niewiernych)
doradza on noszenie chust, muzułmanom
przebywającym
poza dar el islam radzi zaś powstrzymywać
się od golenia brody, podawania rąk kobietom, spożywania wieprzowiny i alkoholu. Muzułmanin
załatwiający potrzeby naturalne w Europie powinien zwracać szczególną na to,
by nie czynił tego w pozycji zwróconej w stronę Mekki, toalety europejskie
nie odpowiadają
bowiem pod tym względem normom islamskim. Muzułmanin

31

32

Por.: J. Cesario {(re musulmon en France. i\ix-cn-Provcncć
DaliI a/-muslim/i bi/od a/glll·bah. Bcyroulh 1990.

1994.

�43
nie powinien dotykać obcej (niewiernej)
kobiety. Małżeóstwo z chrześcijanką
lub żydówką powinno mieć charakter czasowy, a w wypadku rozwodu dzieci
nie mogą być pozostawione
matce. W przypadku choroby muzułmanin
powinien być badany przez lekarza - mężczyznę, a muzułmanka (z wyjątkiem sytuacji niezbędnych) - przez kobietę. W wypadku śmierci za granicą muzułmanin
nie może być pochowany na cmentarzu chrześcijańskim.
Muzułmaóski
student
medycyny nie może też dokonywać sekcji na ciele innego muzułmanina.
Muzułmański emigrant powinien też prowadzić działalność
misyjną, co będzie
formą odkupienia za grzech opuszczenia "kraju islamu"J]. Według Przewodnika
muzułmanin nie powinien pracować w supermarketach,
w których sprzedaje się
alkohol. lub wieprzowinę.
Nie powinien też sprzedawać ani kupować biletów
loteryjnych lub instrumentów
muzycznych.
Dla zwolenników
tendencji fundamentalistycznych
nie do przyjęcia jest europejska koncepcja prawa. Przeciwstawiają jej prawa islamu. "N ie są one nadane - mówią - ani przez króla, ani
przez żadne zgromadzenie
ustawodawcze.
( ... ) Nawet Karty Narodów Zjednoczonych, ani ich proklamacji
i rezolucji, nie można przyrównywać
do praw
zatwierdzonych
przez Allacha. ( ... ) Wszyscy muzułmanie albo ci, którzy rządzą
w imieniu islamu muszą je nie tylko zaakceptować
i uznać, ale również
w praktyce ich przestrzegać"·~4.
Wedle konstytucj i Rady Islamskiej - obowiązkiem paJlstwa jest upowszechnianie przesłania Koranu i skłanianie do przyjęcia islamuJ5. Rozwinięciem
tego
punktu widzenia jest stwierdzenie,
iż podstawowym
zadaniem państwa jest
wzywallie do stosowania i przyjęcia zasad islamu a dżihad (niezależnie od treści
tego terminu) jest obowiązkiem
(fard) muzułmanina.
W konsekwencji
fundamentaliści nic wykluczają "wojny świętej" dla ustanowienia
władzy islamu,
a zawieranie rozejmów z niewiernymi
uważają za szkodliwe, wyznaczają one
bowiem i podtrzymują
sztuczną granicę między dar el islam a dar el kujr36.
Zwolennicy tendencji fundamentalistycznej,
nawet jeśli odrzucają "argument
siły", odrzucają także europejskie
formy ustrojowe i wzory kulturowe, jako
pozbawione pierwiastka duchowego i apelują do muzułmanów
żyjących w Europie o upodobnienie
krajów ich pobytu do dar cI islam. Jak ujął to jeden
z moich rozmówców: "Tak jak Europejczycy
żądają od nas dostosowania
naszych praw do «praw człowieka», tak my żądamy zastosowania
prawa islamu
\v krajach chrześcijallskich".
Logiczną konsekwencją
takiej postawy są poja3; .ledna I. gal.d saudyjskich daje nast~pujące rady studentom wyjeżdżającym
na studia do Europy: ..Jest niedopuSl.oalnc. aby student mieszkał z (miejscową) rodziną. ponieważ ryzykuje
skażenie moralnością niewiernych i ich kobiet. Należy zatem unikać podróży do krajów niewiernych. chyba że \Ii \\) padkach skrajnej konieczności". Jeśli jednak podróż podjęta będzie w celu
szerzenia islamu. podróż taka ..będl.il: chwalebna". Zob.: ,.Magallat al-buhut al-islamiyyah" (Riyad). nr 27. I &lt;}'-)O. Cyt. za: S. A. Aldeeb !\bu-Sahlieh. La migration .... s. 252.
q I'rawa c:IO\l"ieAa II" islamie. druk ulotny Stowarzyszenia
Studentów Muzułmańskich w Polsce. bez daly i miejsca wydania.
3' S. A. Aldccb !\bu-Sahlich.
Les l11usulmansjóce aux droits de I 'homme. Religion &amp; droit &amp;
politiqlle. ellule et docllments. Bochum 1994. s. 557-565.
36 Por.: /(lf/l::e.s. 452-453. 528-540.

�44
wiające się postulaty uwzględnienia
przez europejskie prawo cywilne zwyczajów muzułmallskich
(np. poligamii) i ustanowienia
odrębnych trybunałów dla
7
ludności muzułmallskie/ .
Te zaskakujące z pozoru żądania zgodne są jednak
z tradycją islamską, pozostawiającą
chrześcijanom
a zwłaszcza Żydom (żyjącym w wyizolowanych
przestrzennie gettach) dużą autonomię prawną18.
Drugi typ reakcji określić można jako adaptacyjny.
Dążąc do legalizacji zasad prawa muzułmallskicgo
w Europie, dopuszcza on zarazem możliwość pewnej adaptacji tradycyjnych wzorów kulturowych islamu do tradycji europejskiej.
Problem adaptacji kulturowej
i jej granic, wyznaczonych
przez przesłanie
Koranu, jest w dobie obecnej największym
wyzwaniem, jakie stanęło przed
islamem. Uczeni Illuzułmallscy pracują nad "stworzeniem,
na bazie prawa muzułmallskiego,
systemu reguł pozwalających
muzułmanom
żyć na Zachodzie,
realizować ich podsta\\&lt;owe cele i utrzymać tożsamość bez ryzyka popadnięcia
w dysharmonię
ze spoleczcllstwem,
które zachęca ich do integracji,,19. Jak zauważył rektor Wielkiego Meczetu Paryskiego mówiąc o tradycyjnym podziale
na dar el islalll i dor e! harh.. .ten układ kologiczno-prawny.
SIary i niebezpieczny, nie przY'staje .już do mniejszości muzułmallskiej.
Trzeba zatem opracować nową teologiI;, zdesakralizować
naszą spuściznę, aby odkryć autentyczny
sens objawienia Bożego. ( ... ) Islam umiarkowany
i autentyczny jest szansą dla
uduchowienia
Europy,,4o. Zwolennicy
tendencj i adaptacyjnej
apelują do muzułmanów
europejskich,
aby ograniczyli
poligamię do wypadków
szczególnych, zgodnie z prawdziwym duchem islamu, i any ograniczyli ilość rozwodów
przeprowadzonych
na wzór islamski (poprzez jedno&lt;;tronne zerwanie umowy
ślubnej przez męża)~ I.
Ostatnią próbą adaptacji islamu dn warunkóvv clIi'opejskich jest propozycja
powołania we Francji Kc.ścioła Islamskiego -- i n&lt;;tytllej i powalanej na wzór Federacji Kościółów Prote:&gt;tanckidl lub Konsystorza l;~raeiitów42. Przyszłość pokaże,
czy ta propozycja, :...ałkowici~ obca duchowi islamu. przyhierze realne kształty.
Dla prostych muzldmanów
świadomość
zmiany statusu prawnoreligijnego
Europy z dar el harh na dar el dawa, ma bezpośrednie konsekwencje
praktyczne. Nie majuż dla nich dyspensy od obowiązku modlitwy. W miejscu ich osiedlenia, na równi z krajem pochodzenia,
zaczęły obowiązywać
zakazy i nakazy
dotyczące
pożywienia.
Wspólnota
muzulrnallska
poczuła się ,.jak u siebie".
Zmieniło to polityczne j kulturalne aspiracje diaspory llluzułrnat'Jskiej \-\-'Europie.
37

Por.: S .. '\. Aidcb Ahu-S:lhlch.

1.0 lIligrafion ..., s. 253

Por.: R. Vorbrich. Góralr Arlasu nwrokmiskiego. l'erv/ervillo.I:('· i pr::rjowv n!wxinalności.
Wrocław I 'J96. s. 179-! g I i n.
)'J F. Riad. I'our un code europern de droir musu/mail. w: .1.-Y. Carler.
M. Vcrwilghcn (red.).
1X

I.e .SratuI personel des lIlusull7wns. droil compare el droil inrernalional prive. Bru:\clles

1992.

s. 379-380.
40 Zob.: M. Go/Ian.
L 'Islam el la Repubhque: des musuimanI' de France conrre I 'inlegrisme.
Paris. s. 177, cyt. za: S. A. Aldecb Abu-Sahlich. La migroliOli .... s, 259.
4\ Por.: S. A. Aldcch Bou-Sahlieh. La migration .... s. 254.
42 Eire )l'anrais {/ujo1ll'd'/lUiet delJlail7. NappoI'I remis au !'relJlirr millislre par M. Long. presidl'ili de la COlllission d" la t/utiollulile_ t. 2. Paris 1988. s. 135.

�45
Muzułmanie
urodzeni i wychowani
w Europie przeważnie już odrzucają,
choć niekiedy kierując się odmiennymi motywami, podział na dar el islam i dar
et hurb. Slabiej zintegrowani dążą do odtworzenia w Europie tradycyjnego środowiska - struktur i praw świata islamu. Lepiej zintegrowani
chcą natomiast
być pośrednikiem
między Wschodem
i Zachodem,
tak np. formułują swoją
misję dziejową polscy Tatarzl\
lub "pomostem pomiędzy Północą ( ... ), coraz
bardzi~i materialistyczną
i egoistyczną,
a Południem ( ... ) spragnionym
chleba
i wolności",jak
widzą swą rolę muzułmanie francuscy44.
Jak zauważył Bernard Lewis, wielki znawca islamu: "Powstanie
idącej
w miliony społeczności
muzułmanów,
urodzonych
i wykształconych
w Europie, uważających się la Europejczyków,
będzie miało ogromne i nie dające się
przewidzieć konsekwencje dla Europy, islamu i stosunków między nimi,,4s.

Ryszard

Vorbich

FROM

FURO!'E IN THE ISLAMIC VISION OF THE WORLD.
TIll: COUNTRY
OF INFIDELS lO A MISSIONARY
COUNTRY
(Summary)

Inasmuch as Ihe ":lIropean vision of the world is tint~d with Europocentrism.
the Islamic perception of cullura~"
di!'ferclll rcgions is also passed through the "prism"
of typically
Muslim
Yalu~s. In the Islamic society. dctined according
to a religious criterion, a common faith defines
the idemity and intc~rilY of a grvup. The Muslim law. based on Koran and Sunna. divides the
\\orid into two ju:\l:lposed spheres: dar el islam (the Islamic world) and dar el harb ("the world of
\\ar" - thc \Aorld ol inlitkis).
This article discusscs thc doctrinal bases and practical consequences
of such a division of the
\\orld. and it shows the piace that in the dichotomous
division ofthe world is occupied by Europe.
\\ hieh I()r centurics has he.::n treated as .. the world of infidels:'
The Islamic vision of Europe is
not however a static one: it changed and it has been changing. depending
on political
graphic conditioll'-.
In the beginning.
MII,lil11s perccived
both worlds as impenctrable,
a consequence
lIas a hall to emigrate

I,) Lump.::.

Those

individuals

who

hy

chance

(because

and demoof which

of the shrinking

dar el islam) happened

of

lo sdtle in the country of "infidels"
(i.e. in Christian Europe) had to obey
specilic orders and prohibitions:
they wac also dispensed from following some religious duties.
The last dozens years havc witnessed a massive economic migration of Muslims to European
countries. which led to a change of a status of that continent
in the Islamic vision of the world:
Irom the country or "inlideis".
Europe has turned into the "missionary"
continent (dar el dawaj.
On the one hand. this transfonnation
changed the demands raised for the local followers of Islam,
who were no longer dispensed from perlorming
their religious duties: on the other hand, however,
it has triggered
ity of cultures
\\orld .

a theological
and ahout

and social discussion

the adaptation

of Muslims

about the possibilities
to the likstyle

and limits of permeabil-

outside

the Islam-dominated

.•3 Por.: S. Chazhijewicz.
Ideologie !vhclIłmanów - Tatarów Polskich 1918-1939,
Tatarów Polskich" l. I. 19')3. s. 15-42.
4 .• .I.-f·1. et 1'.-1'. Kalt'::llbaeh.
I.a J-'·ance. line chance pour I '/slam, Paris 1')9\. s. 20.
4.' Zoh.: B. Lewis. op. cil.. S. 300.

.,Rocznik

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10977" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10955">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ed3ccf382a8b13fb7d13743ed8c0958b.pdf</src>
        <authentication>48313336576061ffc0f7019909870c28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130851">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5494</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130852">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130853">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130854">
                <text>kolonializm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130855">
                <text>antropologia stosowana - podręczniki</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130856">
                <text>postkolonializm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130857">
                <text>rozwój ekonomiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130858">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5110</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130859">
                <text>Dyskurs rozwojowy - między perspektywą kolonialną a neokolonialną / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130860">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.237-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130861">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130862">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130863">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130864">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130865">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130866">
                <text>9
Ryszard Vorbrich

Dyskurs rozwojowy –
między perspektywą kolonialną a neokolonialną1
„Rozwój” zyskał status słowa kluczowego wielu sfer życia społecznego
i gospodarczego. Ujmowany jako proces przeobrażeń, przechodzenia do stanów lub form bardziej złożonych lub pod pewnym względem doskonalszych
oceniany jest pozytywnie, zwłaszcza jeśli utożsamiany jest z „postępem”, co
sprzyja ideologizacji tego terminu. Jako główne czynniki procesu rozwoju
wskazuje się zazwyczaj zasoby wiedzy i bogactwa.
Niniejsze studium ma na celu ukazanie źródeł głównych tez dyskursu
rozwojowego oraz skonfrontowania go z innymi perspektywami poznawczymi
i praktycznymi.
Wraz z wykształceniem się w Europie autonomicznej sfery kultury zwanej „nauką”, pojawiały się ujęcia typologizujące społeczeństwa i ich kultury.
Dokonywano tego na kilka sposobów, bądź w statycznym układzie jakościowo
różnych kategorii, bądź ustawiając je w pewnej sekwencji rozwojowej, albo
w binarnym układzie opozycyjnych kategorii:
rozwinięty – nierozwinięty
cywilizowany – niecywilizowany
oświecony – nieoświecony
Schematyczne ujęcia, utrwalone w stereotypach, nieco przekształcone i zamaskowane frazeologią poprawności politycznej, przetrwały do czasów współczesnych. Poniższe opracowanie ukazuje trwałość tych siatek pojęciowych.

Oświeceniowe źródła
Carl von Linné (łac. Carolus Linnaeus) – twórca pierwszej naukowej
próby systematyki gatunków (Systema naturae, 1758 r.), a zarazem twórca
1
 Niniejsze opracowanie prezentuje wstępne wyniki projektu badawczego MNiSW/NCN
(NN 109 055539) Bierny beneficjent versus lokalny partner projektów rozwojowych. Konceptualizacja i strategie adaptacyjne w zakresie współpracy rozwojowej wśród afrykańskich społeczności
lokalnych. (Studium porównawcze).

�240

Ryszard Vorbrich

terminu homo sapiens, podzielił ten gatunek na sześć podgatunków, przydając
im następujące charakterystyki:
a) Człowiek Dziki. Czworonogi, niemy, włochaty.
b)	Amerykański. O miedzianym odcieniu skóry, choleryk, wyprostowany
[...] Jego postępowaniem kierują obyczaje.
c) Europejski. O jasnej karnacji, sangwinik [...] szlachetny, przenikliwy,
twórczy. [...] Rządzą nim prawa.
d)	Azjatycki. Ciemny jak sadza, melancholik [...] Rządzą nim opinie.
e)	Afrykański. Czarny, flegmatyk, rozluźniony [...] przebiegły, gnuśny,
niedbały [...] Rządzą nim kaprysy.
f) Kategoria potworów. Karły, olbrzymi (np. olbrzymi Patagonii i Hottentoci), zniekształcone istoty będące dziełem człowieka (np. eunuchowie)
(Linnaeus 1758, s. 20–23).
Trzy dekady później Johann Gottfried Herder – filozof, którego poglądy
(Myśli o filozofii dziejów, 1784–1791) wpłynęły znacząco na rozwój idei historii
kultury, ujął ten problem następująco. „Różnica między ludami oświeconymi
a nieoświeconymi, kulturalnymi i niekulturalnymi nie jest [...] różnicą gatunku,
lecz różnicą stopnia” (Herder 1962, s. 405). W myśli Herdera odnajdujemy pierwowzór biologicznej, osobniczej koncepcji rozwoju. Odwołując się do analogii
języka, stwierdził on, iż kultura odzwierciedla „obraz rozwoju ducha ludzkiego
[...], który istnieje jeszcze [...] w poszczególnych narzeczach, w dziecięcym,
męskim i starczym wieku rodu ludzkiego” (Herder 1962, s. 105–406).
Jan Jakub Rousseau (Discours sur l’origine et les fondements de l’inégalité
1755; Du contrat social 1762) oraz Thomas Hobbes (Leviathan, 1651), choć
wypowiadający się z odmiennych pozycji aksjologicznych (Vorbrich 1987),
wyidealizowanej kategorii dzikiego (człowieka natury) przeciwstawiali równie
umowną postać człowieka cywilizowanego (Hobbes 1954; Rousseau 1956).

Kolonialny paternalizm
Wszystkie te trzy wizje zróżnicowania natury ludzkiej oraz ich umiejscowienia na drodze rozwoju odnajdujemy w dyskursie naukowym epoki
kolonialnej2.
Jako zjawisko historyczne kolonializm obejmował szeroki wachlarz praktyk,
takich jak: handel, negocjacje, grabież (głównie ziemi), wojna, ludobójstwo,
2
 Tak bardzo upowszechnione obecnie pojęcie „dyskursu” (łac. cursus – „bieganie do i z”)
oznacza w rozumieniu potocznym narrację, opowieść, relację, dobrą znajomość tematu. Tutaj
używać go będę w znaczeniu ogółu tez i pytań badawczych jakiejś dziedziny wiedzy.

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

241

niewolnictwo oraz marginalizację (Loomba 2011). W istocie swej polegał on
na opanowywaniu i kontroli politycznej oraz gospodarczej, a także, co się
często pomija, mentalnej jednych krajów przez inne w celu ich eksploatacji3.
Jego konsekwencją było ustanowienie i utrwalenie niesymetrycznych powiązań gospodarczych i społeczno-kulturowych między metropoliami (państwami i społeczeństwami europejskimi) a ich koloniami (leżącymi na terenach
pozaeuropejskich), prowadzących do ukształtowania się globalnego układu
uzależnienia centrum – peryferie (Anghie 2004, s. 32–39; Chase-Dunn, Hall
1991). Uzależnienie to objęło sferę polityczną, ekonomiczną oraz symboliczną, w tym także narzucanie tego, co jest definiowane jako postępowe,
nowoczesne, rozwinięte, a tym, co jest postrzegane jako zacofane, tradycyjne,
nierozwinięte.
Z czasem rozwinął się w Europie zespół tez i pytań badawczych, a także
praktyk oraz metod analizy, opisu i przedstawiania rzeczywistości krajów
pozaeuropejskich, opartych na językowo ujednoliconym podejściu do relacji
kolonialnych. Objął on tak różne sfery, jak strategię wojskową, porządek
polityczny, studia naukowe i literaturę piękną oraz potoczną frazeologię. Ten
rodzaj aktywności intelektualnej określa się mianem „dyskursu kolonialnego”
(Hulme 1986, s. 2).
Dyskurs ten tworzył, co wykazał Edward Said (2005), bardziej lub mniej
jawne, często potoczne, choć ugruntowane także w instytucjonalnych formach
kultury, przeświadczenie o naturalnej wyższości cywilizacji europejskiej, prawa
do panowania nad obszarami i ludami pozaeuropejskimi, a także budował
poczucie misji wobec nich, połączone z reguły z odmawianiem im zdolności
i prawa do samoistnego bytu.
Specyficzną formą rozwinięcia dyskursu kolonialnego stały się tak zwane
„nauki kolonialne” (Colonial Science), których pojawienie się w krajach europejskich u schyłku XIX wieku zbiegło się w czasie z apogeum europejskiej
ekspansji w Afryce. Tworzyły one początkowo mgławicową formację dyscyplin
zdominowanych przez prawo, wspomaganych przez nauki przyrodnicze, szeroko pojęte nauki o człowieku, takie jak medycyna (tropikalna) oraz antropologia
fizyczna, uzupełnionych wkrótce przez antropologię społeczną i kulturową.
Swoją rolę odegrały także nauki edukacyjne. Pierwsze dostarczały doktryny
3
Z perspektywy globalnej kolonializm nowożytny oznaczał rozciągnięcie dominacji politycznej Europejczyków (cywilizacji euro-amerykańskiej) na pozostałe kontynenty, traktowane
jako obszary peryferyjne ówczesnego świata. Przez pięć stuleci (od XV do XX wieku) przechodził różne fazy i przybierał różne formy. Obejmował praktycznie wszystkie kontynenty, niemal
wszystkie kraje i ludy pozaeuropejskie. Do nielicznych wyjątków należały Japonia, Turcja (która
sama tworzyła własne imperium kolonialne) i po części Chiny.

�242

Ryszard Vorbrich

prawne kolonializmu, legitymizujące i regulujące formy dominacji politycznej nad terytoriami zależnymi. Drugie tworzyły bazę wiedzy teoretycznej
i praktycznej, użytecznej w ich eksploatacji. Trzecie w końcu formowały treści
przekazu kulturowego i określały praktyki edukacyjne, służące zdominowaniu
umysłów podporządkowanych ludów.
W dyskursie kolonialnym, także tym naukowym, dominowała teza o posłannictwie Europejczyków, o „brzemieniu białego człowieka”4, którego przeznaczeniem jest cywilizowanie innych narodów.
Obecne w nim było przekonanie o organicznej niedoskonałości społeczeństw niezachodnich. W naukach społecznych pojawiły się schematyczne
klasyfikacje ewolucjonistyczne interpretowane finalistycznie, wskazujące jako
cel wszelkiego rozwoju kulturę zachodnią (Ghandi 2008).
Warstwy (segmenty) rządzące w koloniach – Europejczyków – przedstawiano jako: świeżo osiedlone, bardziej rozwinięte (avancé), cywilizowane
(civilisée), bardziej wynalazcze (inventive), nie tyle oparte na związkach rodzinnych, co narodowych. Grupy zdominowane (podporządkowane) jawiły się
natomiast jako: wcześniej osiedlone na danym terytorium, mniej rozwinięte,
oparte na związkach krwi – strukturach plemiennych (Girault 1943, s. 14–19).
Obie grupy – jak uważano – podlegają „wspólnej władzy”, w imię „wspólnego
postępu” (Girault 1943, s. 18).
Filozofia kolonializmu, wyrażająca się w ideologicznie motywowanym
imperatywie cywilizowania przybierała postać paternalizmu. Choć nauki kolonialne wyróżniały paternalizm władczy, w którym przeważać miały relacje
dominacji i paternalizm opiekuńczy, w którym przeważały relacje podległości
związane z asymilacją, w obu przypadkach kolonizowanym przyznawano
podrzędny status (Girault 1943, s. 10–12).
Najjaskrawiej postawa paternalistyczna ujawniała się w przypadku Afryki.
Dyskurs kolonialny nadawał bowiem Afrykanom status dzieci, którym potrzebna jest pewna kuratela zewnętrzna. Taka wizja Afrykanina – jako niżej
rozwiniętego, miała długą tradycję w myśli europejskiej, którą można wywieść
z idei racjonalistycznych5.
Nie chodzi tu nawet o zakorzenione w europejskiej wizji świata przekonanie
o wyższości własnej kultury. Nieobcy ludom pozaeuropejskim etnocentryzm
4
 Ta sławna już fraza pochodzi od tytułu utworu piewcy brytyjskiego kolonializmu – poematu Rudyarda Kiplinga, opublikowanego pierwotnie w popularnym czasopiśmie „McClure”
(Kipling 1899).
5
David Hume, XVIII-wieczny filozof szkocki, w znanym eseju (Of the Populousness of
Ancien Nations, 1752), uważał, iż „Negrzy (Negroes) są w naturalny sposób niżej (rozwinięci)
niż biali” (Eze 1997, 29).

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

243

w cywilizacji europejskiej uległ konceptualizacji w XVIII-wiecznej filozofii postępu, a następnie znalazł uzasadnienie naukowe w skrajnie racjonalistycznej
i dialektycznej filozofii heglowskiej. W swoich sławnych wykładach (prowadzonych w latach dwudziestych XIX wieku, a opublikowanych w sześć lat po jego
śmierci) Vorlesungen über die Philosophie der Geschichte (1837) Georg Wilhelm
Friedrich Hegel zmitologizował kraje pozaeuropejskie, zwłaszcza Afrykę, definiując ją jako kraj dzieciństwa cywilizacji (historii) (Hegel 1958)6.
Postawę paternalistyczną ujawniał już sam język kolonizatorów. W Afryce
brytyjskiej na określenie Afrykanów płci męskiej używano terminu boy. Byli
więc: houseboys, shambaboys, officeboys, tonboys, mineboys. Nie inaczej czyniono
w Afryce francuskiej, gdzie zwracano się per „ty” do Afrykanów, niezależnie
od ich wieku (Mamdani 1996, s. 4). Obraz Afrykanów jako wiecznych dzieci
nieobcy był także Europejczykom wybitnie zasłużonym w pomocy dla Afrykanów. Powszechnie stawiany za wzór samarytanina Albert Schweitzer, który
poświęcił swe życie i karierę muzyka, by nieść ulgę w cierpieniu mieszkańców
Gabonu (specjalnie ukończył w tym celu studia medyczne), był zdania, iż
Afrykanin (w oryginale Negro) „jest dzieckiem, a jak z dzieckiem, nic zrobić
nie można bez autorytetu” (1935, s. 203).
Jeśli kolonizowani byli „dziećmi”, to obowiązkiem Europejczyków było
ich „wychować”. Kluczem rozwoju stawała się w tym kontekście edukacja,
rozumiana jako przekazywanie europejskiej kultury, urządzeń społecznych
i technologii.
„Raport o edukacji brytyjskiej w Indiach” (British Education Despatch) z roku 1854 upatrywał drogę rozwoju ekonomicznego subkontynentu w „postępie
wiedzy europejskiej”. Angielska edukacja miałaby „nauczyć rdzenną ludność
Indii niezwykłych rezultatów, jakie przynosi wykorzystanie siły roboczej i kapitału”, a także „pobudzić ją do naśladowania nas w rozwijaniu niezliczonych
zasobów kraju” (Adas 1989, s. 284).
Jeszcze dalej poszli francuscy kolonizatorzy, którzy wręcz, poprzez działania asymilacyjne, dążyli do stworzenia z Afrykanina lub Azjaty „czarnego”
lub „żółtego” Francuza, czego efektem była specyficzna figura społecznoprawna określana mianem évolué (ktoś „rozwinięty”, wykształcony, znający
język francuski i europejską ogładę) – posiadająca wyższy status prawny niż
zwykły tribes man „człowiek plemienny” (Vorbrich 2012).
6
Jak to zwykle u Hegla, jego myśl jest bardziej złożona. Według niego Afryka „jest krajem
dzieciństwa, [...] owiniętym w kolory czarnej nocy [...] przez to, że widzimy tam człowieka
w stanie barbarzyństwa i dzikości, który uniemożliwia mu stanie się integralną częścią cywilizacji” (1958, s. 247). Aby uzasadnić ten wywód, Hegel wyłączył Egipt z przestrzeni afrykańskiej
kultury.

�Ryszard Vorbrich

244

Perspektywa postkolonialna
Konsekwencje europejskiego panowania na trwale zaciążyły na układach
społecznych wielu krajów świata. Dekolonizacja, wbrew pozorom wyrażanym przez daty roczne, nie była procesem ani krótkim, ani łatwym7. Jednym
z wyzwań mieszkańców byłych kolonii było zbudowanie nowych tożsamości
i odpowiedź na pytanie, jakie miejsce zajmują w globalnej wizji świata jako
byty postkolonialne.
W tym miejscu pojawiło się pytanie, czym właściwie jest status postkolonialny. Najprostszym ujęciem wydawałoby się odwołanie do kryteriów czasowych.
„Post” znaczy w tym kontekście bowiem tyle co „po”. Jak zauważyła hinduska
autorka – Ania Loomba (2011), wydawać by się mogło, że skoro epoka kolonialna przeminęła, a potomkowie kiedyś skolonizowanych ludów żyją dziś
na całym świecie, to cały świat jest postkolonialny. Do pewnego stopnia takie
ujęcie może być przyjęte. W zasadzie w całym świecie główne tezy dyskursu
kolonialnego zostały poddane krytyce i podważone. Przedrostek „post” oznacza
jednak „następstwo” w co najmniej trzech znaczeniach. Nie tylko czasowym,
jako przychodzący po kolonializmie, lecz także strukturalno-politycznym oraz
ideologiczno-programowym, jako zajmujących jego miejsce. Co jednak zajęło
miejsce ideologii i struktur kolonialnych?
W wymiarze strukturalnym pojawiły się na dwa nowe rodzaje podmiotów.
Pierwsze to organizacje międzypaństwowe i pozarządowe o zasięgu międzynarodowym (globalnym) instytucjonalizujące relacje polityczne, gospodarcze
oraz kulturalne pomiędzy krajami „bogatej” Północy (w dużej mierze byłymi
mocarstwami kolonialnymi) a krajami „biednego” Południa (niemal wyłącznie
byłymi koloniami)8. Tutaj jako sztandarową organizację wskazać można DAC/
OECD – czyli Komitet Pomocy Rozwojowej (Development Assistance Committee)
afiliowany przy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organisation
for Economic Cooperation and Development), do którego kompetencji należy
m.in. tworzenie listy krajów „rozwijających się”, które kwalifikują się do
otrzymywania Oficjalnej Pomocy Rozwojowej (ODA). Co jest o tyle istotne,
że kwoty tej pomocy liczone są w statystykach ukazujących wywiązywanie
 Sam proces politycznej, formalnej dekolonizacji był przedmiotem dogłębnych analiz politologicznych (Birmingham 1995). W tym miejscu zasygnalizuję jedynie kontekst ideologiczny,
towarzyszący pojawieniu się formalno-prawniej niepodległości byłych kolonii.
8
Zgodnie z klasyfikacją OECD krajami rozwijającymi się określa się państwa o niskich
dochodach (PKB na mieszkańca poniżej 745 USD), średnio niskich dochodach (PKB na mieszkańca między 756 a 2975 USD) i średnio wysokich dochodach (PKB na mieszkańca między 2796
a 9205 USD). Preferowana jest pomoc dla tej pierwszej kategorii państw (http://www.un.org.
pl/rozwoj/pr_slownik.php#09 – 15.04.2012).
7

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

245

się krajów „wysoko rozwiniętych” – członków OECD – ze swych zobowiązań
udzielania pomocy rozwojowej9.
Drugą grupę podmiotów stanowi tzw. przemysł rozwojowy. Konstytuuje
go kompleks organizacji i przedsiębiorstw, które funkcjonują na rzecz rozwoju
w skali międzynarodowej, opierając swoje działania nie na realnych dochodach własnych, lecz na subwencjach ze strony podmiotów politycznych lub
biznesowych. W ten sposób przemysł rozwojowych tworzy mniej lub bardziej
sprofesjonalizowane ogniwo globalnego systemu dystrybucji zasobów wiedzy
i bogactwa.
W wymiarze politycznym podejście postkolonialne przybrało postać formuły partnerstwa. W dokumentach międzynarodowych formuła ta uznana
została za centralny aspekt strategii rozwojowej XXI wieku. Deklaracja Komitetu
Pomocy Rozwojowej OECD stwierdza m.in. „Akceptacja modelu partnerskiego
[...] jest najbardziej pozytywną zmianą dla współpracy rozwojowej [...] nie tylko
próbujmy działać na rzecz rozwoju krajów i ich ludów, lecz z nimi”. I dalej:
„W prawdziwym partnerstwie nie ma miejsca dla postawy paternalistycznej,
lokalni aktorzy mogą stopniowo przejmować prowadzenie projektów, podczas
gdy ich zewnętrzni partnerzy mogą powrócić do działań na rzecz ich własnego
rozwoju” (Shaping... 1996, s. 13).
Formuła partnerstwa wprowadza nas do ideologicznego wymiaru perspektywy postkolonialnej. Na plan pierwszy wybija się w tym kontekście tzw.
dyskurs postkolonialny. Dyskurs ten w węższym znaczeniu koncentruje się na
krytycznej analizie literatury tworzonej w krajach, które były lub są koloniami,
literatury pisanej przez mieszkańców państw kolonizujących lub byłych kolonii.
W szerszym znaczeniu polega on na wszechstronnej krytyce dziedzictwa kolonialnego, w tym dyskursu kolonialnego i kontestacji niegdysiejszej dominacji
kolonialnej, a także współczesnych, asymetrycznych relacji pomiędzy dawnymi
krajami zależnymi oraz ich metropoliami. W tym szerszym wymiarze obejmuje
on analizę stosunków byłych kolonii i byłych potęg kolonialnych, wzajemnych
wpływów kulturowych między światami kolonizatorów i ludów podbitych,
jak również problematykę budowania tożsamości narodowej i podmiotowości
kulturowej w dawniej skolonizowanych społeczeństwach.
Wymiar programowy postkolonializmu wyraża się także w hasłach i programach postulujących upodmiotowienie mieszkańców byłych kolonii w działaniach na rzecz rozwoju, czyli działaniach, które – poprzez określone zmiany
9
Kraje wysoko rozwinięte, według klasyfikacji Banku Światowego, to państwa o dochodach powyżej 9075 USD na mieszkańca (http://www.un.org.pl/rozwoj/pr_slownik.php#09
– 15.04.2012).

�Ryszard Vorbrich

246

społeczne i gospodarcze, mają docelowo zlikwidować lub choćby zniwelować
dysproporcję pomiędzy dawnymi koloniami a ich byłymi metropoliami.
W ten sposób perspektywa postkolonialna przenika do świata nauki.
W dyskursie naukowym zajmującym się relacjami między krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się pojawiły się w ostatnich latach nowe ujęcia tych
relacji. „Nowa ekologia”, „nowa ekonomia”, „nowa antropologia”, zmieniły
paradygmat rozwoju, włączając do swych analiz punkt widzenia tubylców.
„Nowa ekologia” postuluje zmianę paradygmatu ochrony przyrody z biocentrycznej na antropocentryczną, co służyć ma m.in. uwzględnianiu perspektywy
tubylczej – wzorów kulturowych oraz interesów gospodarczych ludności zamieszkującej rezerwaty przyrody oraz ich okolice. Najbardziej zaawansowana
metodologicznie i praktycznie jest w tym kontekście doktryna znana pod
nazwą Community-Base Conservation (Jones, Murphree 2004, s. 63; Vorbrich
2012, s. 380)10. Nowa ekonomia stara się uwolnić od paradygmatu unilinearnego schematu rozwoju gospodarczego, narzucającego zachodni model
neoliberalny. W nowej antropologii perspektywa postkolonialna ujawnia się
w paradygmacie dialogiczności, który zakłada odejście od (typowej dla dawnej antropologii – kolonialnej) dzielenia procesu poznawczego na dwa etapy:
terenowy – dokumentacyjny (w którym antropolog „odpytywał” tubylca”) oraz
„gabinetowy” – analityczny (w którym interpretował on badaną kulturę, także
poprzez interpretację wypowiedzi „tubylców”). Paradygmat dialogiczności
zakłada równorzędność i symetryczność pozycji antropolog – tubylec, badacz
– badany oraz maksymalne zbliżenie się do „punktu widzenia badanego”
(Clifford 2000; Vorbrich 2009). Zwieńczeniem nowego podejścia do tak pojętego rozwoju stały się interdyscyplinarne w swym charakterze tzw. „studia
nad rozwojem” (Development Studies) (Bonneuil 2000; Cooper 2004) – dalecy
„krewni” Colonial Sciences.

Perspektywa neokolonialna
Tak jak idea biologicznego darwinizmu, która pobrzmiewała w opinii A. Schweitzera, mechanicznie przeniesiona na grunt nauk społecznych
Koncepcja Community-Base Conservation, inaczej: „wspólnotowa (tubylcza) ochrona
zasobów”, odnosi się do upodmiotowienia tradycyjnych wspólnot w sferze ochrony przyrody
i definiowana jest w literaturze przedmiotu jako „zasady i praktyki, które opierają się na założeniu,
że cele ochrony (przyrody) powinny być realizowane poprzez strategie, które podkreślają rolę
lokalnej ludności (local residents) w podejmowaniu decyzji dotyczących zasobów naturalnych
(Adams, Hulme 2001, s. 13). W ten sposób koncepcja ta staje się przeciwieństwem wcześniej
obowiązującej, określanej mianem „ufortyfikowanej ochrony” (fortrees conservation).
10

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

247

w postaci teorii ewolucjonistycznych, legitymizowała dominację kolonialną
mającą skutkować rozwojem potrzebujących pomocy krajów czarnej kurateli
(blackward) (Crewe, Harrison 1998, s. 28), tak współczesna idea rozwoju
legitymizuje aksjologiczną, kulturową i gospodarczą dominację „krajów rozwiniętych” nad krajami „rozwijającymi się”. Doszło jedynie do zdekonstruowania
i zrekonstruowania oświeceniowej idei postępu.
Ewolucjonistyczny paradygmat rozwoju pozostaje ogromnie wpływowy,
choć nie stosuje on już odniesień do kategorii biologicznych. Jak zauważył
Artur Escobar (1991), piewcy rozwoju w miejsce kategorii biologicznych lub
z zakresu psychologii rozwoju odwołują się dzisiaj do kultury, technologii
i ekonomii jako punktów odniesienia.
Poprawność polityczna dyskursu rozwoju dokonała co prawda pewnego
podstawienia pojęć, ale nie wyeliminowania postaw protekcjonistycznych.
Narzucająca wzorce „bogata” Północ zastępuje w tym układzie metropolie
kolonialne, a poddane presji imperatywu rozwoju „biedne” Południe – dawne
kolonie. W takim układzie XIX-wiecznych „dzikich” i „prymitywnych”, a nawet
XX-wiecznych „tubylców” zastąpili obecnie: „biedni”, „ludzie lokalni” – „beneficjenci” pomocy rozwojowej niesionej przez „ludzi globalnych” z krajów
„donatorów”. Zmiana dyskursu polega tu na zastąpieniu pojęcia „prymitywny”
słowem „tradycyjny”, a „cywilizowany” przez „nowoczesny”11.
W tym nowo-starym układzie „centrum-peryferie” i współczesnej odmianie
paradygmatu cywilizowania pojawiają się nuty neokolonialne. O tym, co jest
właściwe, a co nie jest, decyduje tylko jedna strona.
W kontekście postępującej i uświadamianej globalizacji „rozwój” stał się
racją bytu wielu podmiotów, instytucji oświatowych, rządowych i tzw. społeczeństwa obywatelskiego, które działają na rzecz rozwoju, można powiedzieć:
istnieją dla rozwoju.
Jak to bezkompromisowo opisała w „Karawanie kryzysu” Linda Polman
(2011), dla wielu ludzi oraz instytucji działalność na rzecz rozwoju stała się
„sposobem na życie”. Książka Lindy Polman ukazuje jeszcze jeden ważny aspekt.
W kontekście „globalnej wioski” rozwój został na stałe skojarzony z pomocą
międzynarodową, przez co odebrano mu autonomiczny – samoistny charakter
i uczyniono przedmiotem stosunków międzynarodowych. Rządy poszczególnych
państw, organizacje międzynarodowe i organizacje pozarządowe prowadzą
11
Choć w skrajnych wypadkach „rycerze” postępu sięgają po twardszą retorykę, tak jak
europejskie feministki wzywające do „krucjaty przeciwko barbarzyńskim praktykom”, mając na
myśli zwyczaje okaleczania genitaliów w Afryce. W zamian tego rodzaju presje „prorozwojowe” określane są przez Afrykanów mianem „imperializmu prawnego” (Vorbrich 2004, s. 161,
166–167).

�248

Ryszard Vorbrich

własną „politykę rozwojową”, w której ścierają się ich partykularne interesy.
Niczym władcy mocarstw na konferencji berlińskiej12 współczesne rządy „bogatej” Północy wyznaczają sfery swych wpływów, a poszczególne podmioty
przemysłu rozwojowego strzegą swej wiedzy (know how), swych pomysłów
i kontaktów w krajach rozwijających się niczym tajemnicy zawodowej albo
wręcz handlują nimi13.
W procesie rozwoju szczególnym dobrem (obok zasobów bogactwa) stają
się zasoby wiedzy, które zaczynają być dystrybuowane teraz w skali globalnej.
Miejskie, edukowane-oświecone światy odnajdują swą misję w „rozwijaniu”
niewykształconych-nieoświeconych chłopskich światów.

Old biddy – czyli tradycja barierą rozwoju
Jak już wskazałem, w dyskursie rozwoju poczesne miejsce zajmuje opozycja: tradycja – nowoczesność. Opisana przez marksistów niezgodność
(ustawiczny konflikt) pomiędzy stopniem rozwoju sił wytwórczych a stosunkami produkcji w dzisiejszym języku ekonomii jest oddawana w kategoriach
kulturowych barier rozwoju. Ilustruje to dobrze koncepcja rozwoju prezentowana przez W.W. Rostowa, wedle którego ruch (zmiana) ma przebiegać od
„statyczności” do „ekonomicznego wzrostu”, od „tradycji” do „nowoczesności”
(Rostow 1959). W takim ujęciu „tradycyjna kultura” etykietowana jest mianem
„bariery rozwoju”.
Do podobnego stanowiska przybliża się klasyczna teoria modernizacji,
traktująca kulturę przedmiotowo, często jako czynnik hamujący rozwój. Zakłada
ona (co upodabnia ją do koncepcji ewolucjonistów), iż rozwój ma charakter
powszechny, a przez jego poszczególne stadia musi przejść każde społeczeństwo, a warunkujące rozwój zmiany są nieodwracalne i nieuchronne.
Procesy modernizacji mają prowadzić do poprawy jakości życia społeczeństw. Wstępnym warunkiem rozwoju jest w tym kontekście rozbicie naturalnych wspólnot, erozja tożsamości kolektywnej i uformowanie się tożsamości
indywidualnej.
Gwarancją samoczynnego wzrostu ekonomicznego ma być tu przejście
od „tradycjonalizmu” do „nowoczesności”. Wehikułem tego ruchu mają być:
12
 W trakcie konferencji berlińskiej (1884–1885) sformułowano reguły kolonialnego podziału
Afryki, przez co wyznaczono strefy wpływów europejskich mocarstw na tym kontynencie.
13
 Na jednej z konferencji MSZ PR dotyczących polskiej aktywności rozwojowej w wymiarze
międzynarodowym byłem świadkiem, jak członkowie polskich organizacji pozarządowych wymieniali się adresami swych zagranicznych partnerów („ja ci dam kontakt w kraju X, w zamian
za kontakt w kraju Y”).

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

249

upowszechnienie edukacji, rozwój kultury masowej, rozdzielenie funkcji
gospodarczych od struktur pokrewieństwa i rodziny, uzyskanie przewagi
racjonalnego prawa nad obyczajem oraz celowe naśladowanie społeczeństw
zachodnich, uznanych za wzorce nowoczesności.
Przyjęcie tak sformułowanego paradygmatu „nowoczesności” skutkuje
deprecjacją „tradycji”, co z kolei przekłada się na postrzeganie kultur lokalnych,
w tym też lokalnych konceptualizacji racjonalności. Tak jak dyskurs kolonialny
legitymizował wywłaszczanie tubylców (tribes peoples) z ziemi przodków oraz
innych podstaw utrzymania, tak zdominowany przez paradygmat modernizacji
dyskurs rozwoju legitymizuje wywłaszczenie „ludzi lokalnych” z ich zasobów
wiedzy. W ten sposób odnawia się w wersji light binarna opozycja oświeceni
versus nieoświeceni. Naprzeciw siebie stają z jednej strony operatorzy rozwoju
(developers) – w praktyce ludzie Zachodu (lub osoby przez nich enkulturowane) wyposażeni w „racjonalną” wiedzę, odwołujący się do praw nauki oraz
zasad gospodarki rynkowej oraz ci, którzy „są rozwijani” (developees) – ludzie
lokalni, uwięzieni w przednaukowej wizji świata, ignoranci, którymi „rządzą
kaprysy”.
Wiedza, światopogląd i system wartości ludzi lokalnych, poddanych presji
procesów rozwojowych są deprecjonowane, a oni sami określani (na wzór
polskich „moherów”) mianem „starych babsztyli” – Old biddy14.

Tubylczy dyskurs rozwoju
Afrykanie konceptualizują rozwój w kategoriach ruchu, czym mimowolnie
wpisują się w omówione wcześniej koncepcje ekonomistów miary Rostowa
lub teorie modernizacji. Ujawnia się to w źródłosłowie lokalnych tłumaczeń
europejskiego terminu development/développement. Dla Dogonów „rozwój” to
giru jam – dosłownie: „posuwać się do przodu”. Służy on „rzeczom nowym,
nowoczesnym” (kise kana), kojarzonym z nowymi domami (budowanymi
z równo ociosanych kamieni), nowymi technologiami (laptopami), środkami
komunikacji (TV i telefonami komórkowymi) i transportu (samochodami, moEmmy Crewe i Elizabeth Harrisom (1998, 84) opisują reakcję pewnego pracownika
przemysłu rozwojowego, gdy jedna z nich opowiedziała mu o tym, iż prowadziła na Cejlonie
badania nad miejscową technologią konserwowania owoców. Dialog wyglądał następująco:
Technik: „Naprawdę! Gdzie się tego dowiedziałaś?” Antropolog: „W małej wiosce niedaleko
Nuwara Eliya, pewna starsza kobieta pokazała mi [jak się to u nich robi]”. Technik: „Oh! Widzę,
że Ty nie rozmawiałaś o technologii, Ty sobie pogadałaś z jakimś babsztylem (o d... Maryni
i) o paskudztwach tam się panoszących” (Oh, I see, you’re not talking abort old biddy mucking
around).
14

�Ryszard Vorbrich

250

tocyklami)15. Owe „rzeczy nowoczesne” przeciwstawiane są „rzeczom dawnym”
(kise pej), które, choć rodzime („nasze”), mają mniejsze walory użytkowe16.
Z kolei Daba termin „rozwój” (développement) tłumaczą na miejscowe
wyrażenie bu nja, co dosłownie znaczy „być” (nja) „w zwrocie” (bu), czyli
inaczej mówiąc: „zmieniać kierunek”17. W kontekście działań rozwojowych
(edukacji, budowy infrastruktury itp.) używa się u Daba wyrażenia va gibik
gibik, które można przetłumaczyć jako „wychodzić z zapóźnienia”18 lub va ka
– „zrobić coś dla przyszłości”.
Mieszkańcy Mandamy – głównej osady Daba – podczas moich kolejnych
pobytów (w pierwszej dekadzie XXI wieku niemal corocznych), za każdym
razem z dumą pokazywali mi nowe elementy krajobrazu kulturowego wsi,
wskazując na „nowoczesne rzeczy” (jewen ken)19.
Jak powiedział po francusku mój dobry znajomy, odnosząc się do czasów
mej pierwszej wizyty w 1977 roku: nous avons vécu dans la stagnation („żyliśmy
w stagnacji”), pokazując w dal, w góry, dodał: dans le lieu sans changement
(„w miejscu bez zmiany”). Gdy poprosiłem, aby powtórzył to zdanie po dabsku,
użył sformułowania nja ka musuko, ka lay tic, lay gigik gibik, co można przetłumaczyć jako „trwaliśmy przy tradycji, w miejscu opóźnionym”. Wskazując
ręką na wzniesione w ciągu ostatnich kilku lat budynki szkoły, przychodni
lekarskiej i poczty (jeszcze pustej – z braku prądu), dodał z naciskiem maintenant, nous sommes modernes.
W tym miejscu pojawia się kwestia źródła owej nowoczesności. Zależnie
od lokalnego kontekstu upatrywane jest ono bądź w państwie, bądź w „świecie
białych”. Na przykład mieszkańcy kameruńskiej wsi Mandama, którzy, w wyniku
zbiegu historycznych okoliczności20 przestrzeń bogactwa i wiedzy, będących
 Informatorzy podkreślali, że dzięki giru jam obecnie podróż do stolicy Mali – Bamako (odległego o 700 km) – trwa jeden dzień, podczas gdy dawniej zajmowała dwa tygodnie jazdy na ośle.
16
 Tutaj wskazywano przykład naczyń glinianych i metalowych. Wielolitrowe garnki gliniane miejscowej produkcji, choć estetyczne (i na wiele sposobów wkomponowane w kulturę
symboliczną), są o wiele cięższe od naczyń cynowych, które lepiej nadają się do transportu wody
i piwa. Co charakterystyczne, przydanie jakiejś „dawnej rzeczy” nowego (pochodzącego z kultury
Zachodu) elementu czyniło z niej „rzecz nową – nowoczesną”. Np. wielolitrowy gliniany garniec
na wodę, wykonany według tradycyjnego wzoru był kise pej. Taki sam garnek z wmontowanym
w brzuścu metalowym kranem był już kise kana.
17
Bu nev oznacza zmienić religię, nawrócić się.
18
Va oznacza „iść”, „posuwać się”, gibik znaczy „przed” (w odniesieniu do czasu), podczas
gdy gibik gibik oznacza „późny, spóźniony”.
19
Jewen – „nowe”, „nowoczesne”, ken – „rzecz”.
20
 Przed dwoma generacjami jeden z jej mieszkańców został osobistym kierowcą żony
prezydenta Republiki, a po latach jego wykształcone dzieci objęły ważne funkcje w centralnych
strukturach państwa (Vorbrich 2010).
15

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

251

dźwignią rozwoju, lokują w instytucji państwa przerośniętego klientalistycznymi układami. Dobrze tę optykę ilustruje popularne tu powiedzenie: „Nasz
syn (córka) został(a) wezwana do stołu, nie będziemy już głodni” (Vorbrich
2012, s. 331).
W dogońskim dyskursie rozwojowym, nad którym zaciążyła znacząca
obecność Europejczyków, związana z turystyczną atrakcyjnością regionu,
impuls rozwojowy ściśle kojarzony jest z tubabem (inny termin to ansara)21,
jak nazywają tu białych.
W wymiarze praktycznym objawia się to powstaniem w regionie ogromnej (liczonej w dziesiątkach) liczby lokalnych stowarzyszeń22 oraz lokalnych
pośredników rozwoju23, których głównym zadaniem jest pozyskiwanie
środków od turystów. Co warto pokreślić, zjawisko to rozwinęło się na
taką skalę, że pojawiły się tu już nowe kategorie społeczne: Dogonów stale
współpracujących z Europejczykami i Europejczyków mających swe domy
w dogońskich wioskach, działających na rzecz rozwoju regionu i w pewnym
sensie współtworzących lokalny krajobraz kulturowy. Tych pierwszych,
wyraźnie uprzywilejowanych ekonomicznie i społecznie, zwie się Dogo ansarale birase („Dogon pracujący z białymi”). Tych drugich określa miejsce
zamieszkania, np. tubabu Dini („biały z Dini”), Tubabu Oghol Dah („biały
z Wyżnego Ogol).
W wymiarze ideologicznym lokalny dyskurs rozwojowy wskazuje, uzależnienie od europejskich wpływów kulturowych, obecnych w programach
działania tutejszych organizacji prorozwojowych (przyswajających dyskurs
feministyczny i ekologiczny) oraz przekonanie o sile europejskiej wiedzy,
wyrażane w często powtarzanej opinii: Les blancs qui ont la connaissance des
choses („biali posiadają znajomość rzeczy”).

„Obcy” w tubylczym dyskursie rozwojowym
Przykład dogońskich tubabów wprowadza nas w kolejny problem – miejsca
obcych w dyskursie rozwojowym. Omówienie tego zagadnienia oprę na moich
doświadczeniach kameruńskich.
 O ile tubab kojarzony jest z epoką kolonialną (tak nazywano kolonizatorów), o tyle ansara
(nasara) kojarzony jest z chrześcijaninem – od imienia Chrystusa – „Nazareńczyka”.
22
 Są to zarówno stowarzyszenie zarejestrowane sądownie, jak i o niesformalizowanym
charakterze. Wśród nich dominują stowarzyszenia kobiece, ale też tworzone przez miejscową
inteligencję, nauczycieli, lekarzy itp. Swoją działalność opierają one głównie na środkach pozyskiwanych od europejskich partnerów.
23
 Są to najczęściej osoby pracujące w przemyśle turystycznym: hotelarze, przewodnicy itp.
21

�252

Ryszard Vorbrich

Gdy w 1977 roku pierwszy raz znalazłem się wśród Daba, żyli oni w izolowanym świecie. Nie zaglądali do nich ani europejscy turyści, ani pracownicy
projektów rozwojowych. Na skraju ich obszaru etnicznego działała od zaledwie
kilku lat misja katolicka. Nie znali zatem innych białych niż misjonarze24. I choć
często zwracali się do mnie mon père, mieli wyraźny problem z konceptualizacją
mojej osoby (zależnie od okoliczności – także towarzyszących mi kolegów). Nie
prowadziłem działalności prozelitycznej, nie pouczałem, nie krytykowałem,
raczej byłem lokalną atrakcją, swego rodzaju dziwadłem. W zasadzie nic od
nich nie chciałem (no, może poza naprzykrzaniem się pytaniami i wykupywaniem banalnych i nikomu już niepotrzebnych przedmiotów, takich jak łuki
i strzały) i oni niczego ode mnie nie oczekiwali. Byłem z tak „innego”, obcego
świata, że miejscowi nie mieli pomysłu ani jak mnie zakwalifikować, ani jak
„zagospodarować”. Mój pierwszy, kilkutygodniowy, pobyt był zbyt krótki, by
mógł zmienić nasze wzajemne relacje.
Opinię „dziwaka” ugruntowałem pięć lat później (1982), gdy zamieszkałem na kilka miesięcy w małej chatce w górskiej wiosce – Nivé. Byłem obcym
– muluk. Po wymianie darów z wodzem (o których niżej) zyskałem status
„gościa” – ngama. Po kilku tygodniach stałem się „swoim obcym” ven muluk25.
Różniącym się kolorem skóry, ciągle kaleczącym miejscowy język, ale dzielącym
sposób życia górali. Spałem w ich chatach, piłem i jadałem razem z nimi. Zyskałem status użytecznego komponentu miejscowej populacji, zapewniającego
codzienną porcję atrakcji (moje zabiegi higieniczne dokonywane na ustroniu
lub posiłki spożywane na zewnątrz dusznej chaty gromadziły zawsze grono
ciekawskich) oraz pomoc medyczną w nagłych wypadkach (w rzeczywistości
iluzoryczną, ale budzącą nić porozumienia).
Mój status zmienił się po latach w sposób początkowo przeze mnie nie
dostrzegany. Podczas kolejnego pobytu, na początku poprzedniej dekady,
zwróciłem uwagę (w trakcie spisywania ścieżki dźwiękowej filmu nakręconego
podczas święta zbiorów), że miejscowi ludzie mówiąc o mnie (w trzeciej osobie
liczby pojedynczej) używają terminu madaj – który dosłownie oznacza „wielki”, ale też „szanowny” i stosowany jest w odniesieniu do starców. Spytałem
tłumacza: „O kim oni mówią «madaj»?”. Odpowiedział: „O Tobie”. „O mnie,
dlaczego?” – zdziwiłem się. „Przecież masz już siwą brodę” – odparł. W ten
sposób zostałem starcem wioskowym.
24
 W niektórych wioskach byłem pierwszym białym od 20 lat, a więc wyrosło pokolenie
nie mające żadnego kontaktu z Europejczykami.
25
Mieszkańcy „zabitej deskami” wioski mogli w ten sposób się chwalić przed sąsiadami,
że też mają „swojego białego” (ven nasara), w czym dorównywali mieszkańcom centralnej
(największej w okolicy) wsi Mandama – siedzibie misji chrześcijańskiej.

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

253

Ten epizod zbiegł się w czasie ze zmianą postawy Daba w stosunku do mnie
i do ludzi z zewnętrznego świata. Daba z nowego pokolenia, wyedukowani
w szkołach, mający doświadczenie w kontaktach z przemysłem rozwojowym,
zaczęli dawać mi do zrozumienia, że skoro już tak do nich przyjeżdżam i przyjeżdżam, to i oni powinni odnieść z tego jakieś korzyści. Zaczęły się pytania i prośby
o pomoc w nawiązaniu kontaktu z polskimi organizacjami pozarządowymi,
w wybudowaniu szpitala itp. Po prostu wraz z otwarciem się kraju Daba na procesy globalizacyjne moja osoba została uznana za łącznik ze światem dobrobytu,
za pośrednika rozwoju. W efekcie zmiana w traktowaniu mnie przez tubylców
(co zbiegło się ze zmianą warunków ekonomicznych w Polsce), skłoniła mnie
do poszerzenia celów moich pobytów w kraju Daba o aspekty rozwojowe.
Zaowocowało to wybudowaniem w kilku wioskach Daba studni w ramach
koordynowanego przeze mnie projektu rozwojowego „Woda dla Sahelu”. Zmiana mojej roli społecznej wśród Daba nadała mi nowy status – agenta rozwoju.
Sami Daba zaczęli używać w stosunku do mnie terminu makatyf.
Termin ten odznacza się bogactwem znaczeń. Katyf oznacza drogę, ścieżkę, natomiast ma – to „mówić”. Dosłownie zatem przetłumaczyć go można
jako „wskazujący drogę”. Obecnie terminem tym określa się różnego rodzaju
funkcjonariuszy przemysłu rozwojowego, np. wolontariuszy Korpusu Pokoju
(od kilku lat rotacyjnie pracujących na ich terenie). Dawniej używano go
głównie w odniesieniu do kogoś zapowiadającego nowe, ważne wydarzenie.
W kontekście religijnym oznacza „proroka”, w kontekście społecznym natomiast
nazywa się tak osobę kojarzącą małżeństwa, inaczej mówiąc „swata”, którym
bywa zazwyczaj osoba powiązana więzami pokrewieństwa lub powinowactwa z rodziną chłopca i dziewczyny26. Można powiedzieć, że nie tylko w tym
ostatnim kontekście makatyf jest kimś pośredniczącym w nawiązywaniu relacji
społecznych. Bo też Daba traktują międzynarodowe projekty rozwojowe jako
przyjęcie wzajemnych, trwałych zobowiązań.

Dar oznacza zobowiązanie – przypowieść zamiast konkluzji
Co robi antropolog? Są tacy, co powtarzają za Cliffordem Geertzem – „on
pisze”. Wbrew tej opinii, w rzeczywistości terenowej antropolog najczęściej
„wchodzi w relacje”. Działalność rozwojowa też sprowadza się głównie do
tego samego.
26
 W egzogamicznym i patrylinearnym w zasadzie społeczeństwie Daba jest to zazwyczaj
brat matki chłopca lub osoba z męskiej linii pochodzenia chłopca, a zarazem związana linią
pochodzenia matki dziewczyny.

�254

Ryszard Vorbrich

W realiach afrykańskich nawiązywanie relacji rozpoczyna się od wymiany gestów powitalnych. Z nimi zaś wiąże się wymiana darów. Z reguły
podkreśla się, że to na przyjmującym dar ciąży pewne zobowiązanie do rewanżu. Mniej zwraca się uwagę na to, że i donator przyjmuje na siebie pewne
zobowiązania.
Przywołam tu przykład z kraju Daba. W 1982 roku, instalując się w górskiej
wiosce, w ramach powitania podarowałem wodzowi wsi latarkę. Była to, na
owe czasy i miejsce latarka niezwykła – o zmiennej barwie światła – używana
wówczas do sygnalizacji przez polskich kolejarzy27. W zamian otrzymałem
dorodnego koguta. Kogut wylądował w garnku. Latarka zaś na szyi wodza
jako nowoczesny atrybut funkcji wodzowskiej.
Wkrótce okazało się także, że wręczając dar, przyjąłem konkretne zobowiązanie. Stałem się w pewnym sensie ni to wierzycielem, ni to dłużnikiem właściciela latarki. Z perspektywy tubylców dostarczyłem wodzowi
nowe źródło prestiżu, ale wziąłem na siebie odpowiedzialność za trwałość
funkcji użytecznych daru. Przez trzy miesiące regularnie co tydzień w mojej
chacie zjawiał się wódz, aby pokazać, że latarka już nie świeci, wyczerpała
się bateria. W tych czasach baterie nie były dostępne na lokalnych targach.
Według wodza, do mnie, jako darczyńcy, należał obowiązek stałego dostarczania mu baterii28. Doświadczenie z latarką uświadomiło mi, iż nie wystarczy
coś podarować. Konieczne jest także zapewnienie ciągłości funkcjonalności
daru29.
Epizod z latarką, jak w soczewce, ukazuje istotę relacji społecznych
powstających w ramach projektów rozwojowych. Donatorzy i beneficjenci
wchodzą w sieć powiązań, których zakres jest o wiele szerszy niż mogliby się
spodziewać.
27
 Pięć lat wcześniej takie latarki znalazły uznanie u górali, więc udając się ponownie do
Kamerunu, zabrałem je z przeznaczeniem na podarki.
28
 Pech chciał, że wspomniana latarka była na tzw. płaskie baterie, czego wcześniej nie przewidziałem, niedostępnie nawet w pobliskim miasteczku. Musiałem je sprowadzać z Nigerii.
29
Ćwierć wieku później, gdy przystępowałem do realizacji budowy studni w kraju
Daba, wykorzystałem tę naukę. W północnym Kamerunie – ojczyźnie Daba – spotkać można
masywne metalowe pompy o ręcznym (lub nożnym) napędzie – efekt różnych projektów
rozwojowych. Ich zaletą jest dostarczanie niezanieczyszczonej wody pitnej. Wadą natomiast
– podatność na awarie, gdy wystawione są one na działanie tutejszego klimatu (harmattanu
nawiewającego pył uszkadzający mechanizmy pompy). Dlatego wraz z partnerami wybraliśmy
prostszą technologię – budowę prostych studni cembrowanych betonowymi kręgami. Woda
była wydobywana z nich przy pomocy wiadra na sznurze. Nie izolowało to warstwy wodonośnej, ale nie wymagało także skomplikowanej konserwacji sprzętu i zapewniło bezawaryjną
ciągłość inwestycji.

�Dyskurs rozwojowy – między perspektywą kolonialną a neokolonialną

255

Literatura
Adams W., Hulme D.
2001 – If community conservation is the answer, what is the question?, „Oryx”,
t. 35, nr 3, s. 193–200.
Adas M.
1989 – Machines as the Measure of Men, Ithaca.
Anghie A.
2004 – Imperialism, Sovereignty and the Making of International Law, Cambridge.
Birmingham D.
1995 – The Decolonization of Africa, London.
Chase-Dunn Ch., Hall T. (eds.)
1991 – Core/Periphery Relations in Precapitalist Worlds, Boulder.
Clifford J.
2000 – Kłopoty z kulturą, tłumaczenie: Ewa Dżurak, Warszawa.
Crewe E., Harrison E.
1998 – Whose Development? An Ethnography of Aid, London.
Escobar A.
1991 – Anthropology and Development Encounter: the Making and Marketing of
Development Anthropology, „American Ethnologist”, 18, 4, s. 658–682.
Herder J.G.
1962 – Myśli o filozofii dziejów, Warszawa.
Hulme P.
1986 – Colonial Encounters: Europe and the Native Caribbean, 1492–1797, London,
New York, Methuen.
Ghandi L.
2008 – Teoria postkolonialna. Wprowadzenie krytyczne, Poznań.
Kipling R.
1899 – White Man’s Burden. The United States and the Philippine Islands, „McClure’s
Magazine”, nr 12 (feb.).
Linnaeus C.
1758 – Systema naturae, Halae Magdeburgicae.
Rostow W.W.
1959 – Stages of Economic Growth, Cambridge.

�256

Ryszard Vorbrich

Rousseau J.J.
1956 – Trzy rozprawy z filozofii społecznej, Warszawa.
Sahlins M.
1960 – Evolution and culture, Ann Arbor Paperbacks, University of Michigan
Press.
Shaping...
1996 – Shaping the 21st Century: The Contribution of Development Cooperation,
Paris, OECD.
Vorbrich R.
1987 – Ludy niepiśmienne, w: Z. Staszczak (red.), Słownik Etnologiczny. Terminy
ogólne, Warszawa 1987, s. 213–1217.
2004 – Tolerancja racjonalna czy subiektywna? Europa wobec okaleczania narządów płciowych, w: A. Posern-Zieliński, Tolerancja i jej granice w relacjach
międzykulturowych, Poznań, s. 155–176.
2009 – Rozwój dialogu – dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskursu antropologii
rozwoju, „Lud”, t. 93, s. 35–48.
2010 – Garnek żelazny i garnek gliniany, czyli społeczeństwo plemienne w zderzeniu
ze społeczeństwem narodowym globalnym. Przypadek Kamerunu, „Lud”,
t. XCIV, s. 143–158.
2012 – Plemienna i postplemienna Afryka. Koncepcje i postaci wspólnoty w dawnej
i współczesnej Afryce, Poznań.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11119" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11097">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fdaeb42b267dc9fd86bef87b69c263ea.pdf</src>
        <authentication>d27c9ef4648a7d148912a9e4b9be8316</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132592">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5518</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132593">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132594">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132595">
                <text>obywatelstwo - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132596">
                <text>Kamerun</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132597">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132598">
                <text>Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie/ Obywatelstwo na progu XXI wieku: konteksty prawne i kulturowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132599">
                <text>Obywatelstwo na progu XXI wieku: konteksty prawne i kulturowe, pod red.Macieja Ząbka, s.176-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132600">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132601">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132602">
                <text>Biuro Krajowe UHCR</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132603">
                <text>Miedzynarodowe Centrum Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132604">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132605">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132606">
                <text>12

RYSZARD VORBRICH
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Adama Mickiewicza – Poznań

KWESTIA TUBYLCZA
A STATUS OBYWATELA W KAMERUNIE1
Obywatelstwo można ujmować zarówno w kategoriach statusu (jest
wówczas przymiotem), jak i stanu (decydującego o jakości życia). Idea „statusu” odnosi się do zbioru praw (obywatelskich, politycznych i społecznych)
oraz obowiązków (przestrzeganie prawa), którymi powinny cieszyć się osoby
posiadające status obywatela2.
Kategoria „stanu” nawiązuje do tożsamości jednostki, jej poczucia przynależności do wspólnoty politycznej, wyrażającej się zdolnością do korzystania
ze statusu obywatela w sposób efektywny (w ramach prawa pozytywnego).
Można zatem powiedzieć, że obywatelstwo ma dwa wymiary: formalny
i substantywistyczny.

1) Jest konstrukcją formalną, wyrażaną poprzez członkostwo i integrację.
2) Jest kategorią substantywistyczną (ma też wymiar substantywistyczny).
Materializuje się poprzez faktyczne włączenie do wspólnoty, wyrażające się
rzeczywistym korzystaniem z praw obywatelskich nie tylko w wymiarze politycznym, ale także w wymiarze społeczno-ekonomicznym oraz kulturowym.
Rozdzielenie obu wymiarów skutkuje pojawieniem się zjawisk opisywanych
z jednej strony jako tzw. szara strefa, z drugiej zaś jako wykluczenie społeczne.
Obywatelem jest zatem osoba, która na terytorium danego państwa efektywnie korzysta z praw obywatelskich oraz ich pochodnych.
W niniejszym studium pragnę ukazać, jak kategoria obywatelstwa funkcjonuje we wspomnianych wcześniej dwóch wymiarach w państwie afrykańskim,
1
Niniejsze opracowanie prezentuje wstępne wyniki projektu badawczego MniSW/NCN
(NN 109 055539) Bierny beneficjent versus lokalny partner projektów rozwojowych. Konceptualizacja i strategie adaptacyjne w zakresie współpracy rozwojowej wśród afrykańskich społeczności
lokalnych (Studium porównawcze).
2
Zob. M. C a s t i l l o, La Citoyenneté en question, Paris 2002, s. 8.

�178

Ryszard Vorbrich

w państwie odznaczającym się mnogością tożsamości kulturowych, etnicznych
i językowych, a do tego o sztucznych i przenikalnych granicach. Ukażę, jak
taka sytuacja przekłada się na konceptualizację obywatelskości, traktowanej
jako równoważnik swojskości – tubylczości.
Kamerun określany jest często mianem Afryki w miniaturze. Co uzasadniają nie tylko realia bioekologiczne, ale i społeczne. Mieszkańcy tego kraju,
będącego efektem rywalizacji trzech mocarstw kolonialnych: Niemiec, Francji
i Wielkiej Brytanii, tworzą prawdziwą mozaikę ras, ludów i kultur, złożoną
z ok. 150 grup etnicznych, a dokładniejsze inwentarze lingwistyczne wyliczają
ponad 200 miejscowych języków. W kraju tym funkcjonują, jako równorzędne,
dwa języki państwowe: francuski i angielski, a także dwie religie uniwersalne:
islam i chrześcijaństwo.
Casus Kamerunu dobrze ilustruje fakt, że w postkolonialnej Afryce mnogość
tożsamości etnicznych i lokalnych, liczonych w setkach, jeśli nie w tysiącach,
zderzał się z ograniczoną liczbą kilkudziesięciu jednostek politycznych. Wobec niepowodzenia idei panafrykańskich, zwyciężył w Afryce model państwa
opartego nie na wspólnocie kultury, lecz na postkolonialnych strukturach
polityczno-terytorialnych3.
W tych warunkach idee nacjonalistyczne przybrały zatem kształt nacjonalizmów państwowych. Można je określić jako zespół tendencji politycznych
oraz ideologicznych zmierzających do wszechstronnego umocnienia państw
powstałych w granicach uformowanych w epoce kolonialnej i wykształcenia
społeczeństw typu narodowego w ramach poszczególnych terytoriów pokolonialnych. W Kamerunie, podobnie jak w wielu sąsiednich krajach, wykształciła
się idea „narodu państwowego” – idea wspólnoty politycznej, obywatelskiej,
w której, jak ją definiuje A. Posern-Zieliński „wspólnota narodowa kształtowana jest w ramach istniejącego już państwa, które zabiega różnymi środkami
[...], aby ze zbiorowości swych obywateli stworzyć świadomy swej jedności,
tożsamości i specyfiki naród”4. Naród państwowy nie tyle zatem odpowiada
andersonowskiej koncepcji wspólnoty wyobrażonej, w ramach której rodacy
„pielęgnują w umyśle obraz wspólnoty”5, ile jest „wspólnotą sfabrykowaną”,
wykreowaną przez elity polityczne państwa.
W ramach pluralistycznego etnicznie i kulturowo narodu państwowego
kształtuje się specyficzna konceptualizacja obywatelstwa nakładająca się na
3
Zob. R. Vo r b r i c h, Plemienna i postplemienna Afryka. Koncepcje i postać wspólnoty
w dawnej i współczesnej Afryce, Poznań 2012.
4
Por. A. P o s e r n - Z i e l i ń s k i, Etniczność. Kategorie. Procesy etniczne, Poznań 2005, s. 59–60.
5
Por. B. A n d e r s o n, Wspólnoty wyobrażone, Kraków 1997, s. 19.

�Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie

179

kategorie tubylczości – autochtoniczności – przeciwstawianej allogeniczności
ujmowanej w kategoriach obcości.
W tym miejscu muszę wprowadzić pewne elementy perspektywy historycznej. Termin „tubylczy” był różnie pojmowany na różnych etapach rozwoju
refleksji antropologicznej. W epoce kolonialnej terminy „tubylec”, „tubylczość”
były stawiane w opozycji do terminu „obywatel”, „obywatelstwo” (citizen,
citizenship; citoyen, la citoyenneté). Odnosiły się do określonego niższego
statusu [zniewolonych tubylców], miejsca w rasowo i kulturowo podzielonej
i zhierarchizowanej strukturze społeczeństwa kolonialnego i stosowane były
głównie w stosunku do kategorii ludności niezasymilowanej do zachodnich
wzorów kulturowych – tzw. indigènes (fr., native – ang., indigenas – port., einheimische – niem.), mających status poddanych (subject to the British crown,
sujets français), a w konsekwencji pozbawionych pełni praw obywatelskich,
przynależnych europejskim kolonistom i zasymilowanym Afrykanom – zwanych
z francuska évolués – „rozwinięci”6. Podczas gdy ci drudzy mogli cieszyć się
w coraz większym zakresie prawami politycznymi, mieli dostęp do stanowisk
we władzach lokalnych, a z czasem nawet zasiadać w parlamentach w stolicach metropolii, ci pierwsi nie tylko pozbawieni byli podstawowych praw
wyborczych oraz nietykalności osobistej, ale mieli także ograniczone prawa
do przemieszczania się i działalności gospodarczej7.
W obecnym dyskursie politologicznym i antropologicznym terminy „tubylczy” i „tubylczość” (native, indigenous, autochton, autochtonnie) kojarzone są
z miejscem w strukturze globalizującego się świata, w procesach migracyjnych
i modernizacyjnych i traktowane synonimicznie z „lokalnością”, „społeczeństwem lokalnym”, „ludźmi lokalnymi” (local people, population locale), czyli
po prostu „miejscowymi”, czyli kategoriom społecznym przeciwstawianym
kategoriom z zewnątrz danego społeczeństwa –„ludziom globalnym” (gens
mondiales, global people), imigrantom, „obcym” (stranger, étranger), allochtonom (allogènes allochtony, allochton)8. W takim współczesnym ujęciu będę
6
Ich odpowiednikami w koloniach portugalskich byli assimilados („zasymilowani”),
a w brytyjskich i niemieckich tzw. effendija, co oznaczało sięgniecie po tradycyjną tytulaturę
stosowaną w afrykańskich prowincjach Imperium Osmańskiego (ar. afandi, tur. efendi – „pan”,
„mistrz”). Por. J.S. Tr i m i n g h a m, Islam in the Sudan, London – New York – Toronto 1949,
s. 258; R. Vo r b r i c h, Plemienna..., dz. cyt., s. 22n.
7
Zob. tamże.
8
Por. E. C r e w e, E. H a r r i s o m, Whose Development? An Ethnography of Aid, London
– New York 1998; J.-F. B a y a r t, P. G e s c h i e r e, F. N y a m n j o h, Autochtonie, démocratie
et citoyenneté en Afrique, „Critique internationale”, 2001, nr 10, s. 177–194; R. Vo r b r i c h,
Rozwój dialogu – dialog rozwoju. Trwałość i ewolucja dyskurs antropologii rozwoju, „Lud”,
93(2009), s. 35–48.

�180

Ryszard Vorbrich

też stosował termin „tubylczy”, czyli jako odnoszący się do rdzennej ludności
danego kraju (regionu).
W tym miejscu pojawia się podstawowy problem metodologiczny, a mianowicie komu przysługuje ten status tubylca – obywatela na kontynencie, na
którym wzmożone procesy migracyjne (pokojowe lub odbywające się w kontekście podbojów) miały miejsce do ostatnich lat epoki przedkolonialnej, aby
ulec intensyfikacji wraz ze spotęgowaniem zjawiska urbanizacji w czasach
dominacji europejskiej. Jak w końcu tubylczość łączyć i rozdzielać od obywatelstwa w sytuacji, gdy dzisiejsze granice polityczne przedzielają zwarte
obszary etniczne i włączają zarazem w obszar unilitarnego państwa wiele
grup etnicznych, często zantagonizowanych. Powoduje to sytuację, w której
poszczególne jednostki mogą być traktowane jako „obcy” (którym odmawia
się substantywistycznego, a nawet formalnego wymiaru obywatelstwa), w różnych prowincjach „ich” państwa, a zarazem te same osoby mogą odczuwać
swojskość i akceptację społeczną po przekroczeniu granicy państwowej, przy
jednoczesnym pozbawieniu formalnego statusu obywatela.
Takie przeciwstawianie tubylców (autochtonów) obcym (allochtonom)
w różnych częściach Afryki może odwoływać się do odmiennych kryteriów: lokalności, regionalności – jak w Kamerunie, religii (uniwersalistycznej) – w pasie
Sudanu, rasy – na południu kontynentu, kultury i języka, czego przykładem
jest Wybrzeże Kości Słoniowej9.
9
Na Wybrzeżu Kości Słoniowej, uformowanym z ludów gwinejskich (dominujących na
południu kraju) oraz sudańskich (przeważających na północy) w ciągu 30 lat rządów prezydenta
Félixa Houphouëta-Boigny, prowadzącego politykę integracji wieloetnicznego społeczeństwa, na
konceptualizacji obywatelstwa tego kraju zaważył początkowo projekt budowy szeroko pojętego narodu – tzw. ivoirians – obywateli Côte d’Ivoire (Por. R. Vo r b r i c h, Plemienna..., dz. cyt.,
s. 82). Sukces ekonomiczny, jaki odniósł początkowo kraj, oparty na farmerskiej i proeksportowej
gospodarce rynkowej, ściągnął do niego imigrantów z sąsiednich Mali i Burkina Faso, którzy
osiedlali się masowo w jego północnych prowincjach, łatwo wnikając w pokrewne im środowisko
etniczne i kulturowe regionu. Wraz z załamaniem gospodarczym, spowodowanym spadkiem
cen skupu kawy i kakao, zwłaszcza po śmierci starego prezydenta, w latach dziewięćdziesiątych
XX w. do głosu doszła ideologia ivoirité – będąca antytezą narodu państwowego. Rewitalizowała
ona trybalizmy i marginalizowała ludność muzułmańską z północy kraju. Choć była wymierzona
głównie w imigrantów, odbiła się także niekorzystnie na ich tubylczych „współplemieńcach”.
W efekcie doszło do uaktywnienia się postaw ksenofobicznych i antyimigranckich. Doprowadziło
to w końcu do zanegowania statusu obywatela mieszkańcom kraju (tak zasiedziałym tu od stuleci,
jak i naturalizowanym imigrantom) o pochodzeniu innym niż gwinejskie. Wyrazem tego stało
się konfiskowanie przez policję dokumentów tożsamości osobom o nazwiskach patronimicznych
typowych dla strefy Sahelu (Zob. J.-F. B a y a r t, P. G e s c h i e r e, F. N y a m n j o h, Autochtonie...,
dz. cyt., s. 181–182), z racji pochodzenia uznawanym za niepewne politycznie i zbyt tradycjonalistyczne, co można określić jako afrykański odpowiednik polskiego hasła „odbierz babci dowód”.

�Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie

181

Wymiar formalny obywatelstwa
Z formalnego punktu widzenia (wyznaczonego przez ustawę o obywatelskie
z 1959 r. i rozporządzenia z 1968 r.) w prawie kameruńskim reguła ius sanguinis
dominuje nad zasadą ius soli. Fakt urodzenia się na terytorium państwa nie stanowi automatycznie o przyznaniu obywatelstwa. Co najmniej jedno z rodziców
musi w takim wypadku posiadać obywatelstwo tego kraju. Jedynym wyjątkiem
jest, gdy rodzice dziecka są nieznani lub też oboje są bezpaństwowcami.
Jednakże reguła ius sanguinis ma również swoje ograniczenia, sprowadzające się do uprzywilejowania patrylinii. Urodzenie poza granicami kraju daje
możliwość nabycia obywatelstwa Kamerunu, gdy dziecko przyszło na świat
związku małżeńskim, w którym ojciec jest obywatelem tego państwa. Jeśli
dziecko pochodzi ze związku pozamałżeńskiego, może otrzymać obywatelstwo,
gdy „ojcostwo (kameruńskiego obywatela) można potwierdzić”. Gdy urodzony
poza granicami z rodziców kameruńskich otrzymał już obywatelstwo kraju
urodzenia, w wieku 21 lat może ubiegać się o przyznanie paszportu kameruńskiego. Co istotne, taka osoba musi jednoznacznie wybrać jedno obywatelstwo,
prawo kameruńskie nie dopuszcza bowiem podwójnego obywatelstwa.
Nabycie obywatelstwa możliwe jest także poprzez małżeństwo, przy
czym jest to o wiele łatwiejsze dla kobiety wychodzącej za Kameruńczyka
niż odwrotnie. Prawo kameruńskie dopuszcza dobrowolne zrzeczenie się
obywatelstwa, przy czym warunkiem jest przedstawienie dowodu przyznania
innego obywatelstwa.
Obywatelstwo Kamerunu można też stracić wbrew woli, gdy nabywa się
obce obywatelstwo (brak zgłoszenia tego faktu grozi konsekwencjami prawnymi) lub dana osoba jest zatrudniona w służbie obcego rządu.
Procedura naturalizacji jest długa i uciążliwa. Aplikant musi spełniać
skomplikowane warunki związane z zamieszkaniem, stanem majątkowym,
wiekiem, zdrowiem i moralnością.

Wymiar substantywistyczny obywatelstwa
Zakres praw i obowiązków przypisanych obywatelowi Kamerunu nie tylko
ustawia go w relacjach z obcokrajowcami, lecz także w układach wewnątrzkrajowych. Konstytucja z 1972 r. stanowiła, iż każdy człowiek ma prawo do
osiedlenia się w jakimkolwiek (miejscu) i przemieszczać się swobodnie [...].
Nikt nie może być niepokojony ze względu na swoje pochodzenie”10. Nowa
10

Zob. J.-F. B a y a r t, P. G e s c h i e r e, F. N y a m n j o h, Autochtonie..., dz. cyt., s. 186.

�Ryszard Vorbrich

182

konstytucja z roku 1996, choć w preambule „deklaruje solennie”, iż mieszkańcy
Kamerunu tworzą „jeden, ten sam naród”11, wprowadziła zarazem kategorię
„tubylczej mniejszości” – zapożyczoną z dyskursu rozwojowego. Jej interesu
chronić ma zasada „równowagi regionalnej” i wywodzona z niej ideologia
„tubylczości” (autochtonie). Sortuje ona obywateli zgodnie z ich pochodzeniem
regionalnym, a faktycznie etnicznym12. W praktyce idea autochtonii odnosi się
nie tyle do miejsca urodzenia danej osoby, co do miejsca urodzenia rodziców
i miejsca pochówku jej przodków. Uderza to w istotę praw obywatelskich,
w ten sposób, że ogranicza dostęp do niektórych stanowisk w administracji
terenowej lub samorządowej (np. urzędów mera lub podprefekta). Ogranicza
też bierne i czynne prawo wyborcze, odsyłając elektorat oraz kandydatów na
parlamentarzystów do prowincji pochodzenia. Tworzy to grupę formalnych
obywateli Kamerunu mających trudności w egzekwowaniu podstawowych
praw wyborczych. W praktyce bowiem coraz częściej spotyka się młodych
ludzi, których rodzice przenieśli się z jednej prowincji do drugiej. Pojawiły
się kategorie „swoich” (tubylczych, autochtonicznych) i „obcych” (allochtonicznych) „obywateli”, których prawa obywatelskie są honorowane w jednej,
a kwestionowane w innej części unitarnego państwa. Przez jednych są oni odsyłani do grup (regionów) pochodzenia rodziców, przez drugich zaś traktowani
jako niemal obcokrajowcy, bo urodzeni z dala od stron ojczystych. Ta obcość
w miejscu osiedlenia może być zniwelowana dopiero w trzecim pokoleniu.
Ponieważ zasada równowagi regionalnej obowiązuje także w administracji
centralnej, Kameruńczycy zamieszkujący z dala od stron ojczystych są pomijani
we współzawodnictwie o wysokie stanowiska państwowe. Sarkastycznie mówi
się o nich, że pochodzą z jedenastej, nieistniejącej, prowincji kraju.
Utrudnienia z korzystania z pełni praw obywatelskich spotykają również jeszcze jedną kategorię mieszkańców Kamerunu. Są to ludzie wiodący
koczowniczy tryb życia: Pigmeje i Fulbe M’Bororo. W wymiarze formalnym
dotyczy to (częstego u tych ludzi) braku dokumentów tożsamości, w wymiarze substantywistycznym zaś sprowadza się to głównie do kwestii dostępu do
prawa własności ziemi.
W Kamerunie występują trzy kategorie gruntów: obszary będące własnością państwa lub innych władz publicznych, ziemie prywatne oraz tzw.
http://confinder.richmond.edu/admin/docs/Cameroon.pdf [30.04.11].
Formalnie mowa jest tu o regionalnej, a nie etnicznej równowadze, ponieważ dyskurs
polityczny Kamerunu, w obawie przed trybalizmem, unika jak ognia kategorii etnicznych. Kraj
został podzielony na 10 prowincji, których nazwy odnoszą się do kierunków geograficznych
lub cech fizjograficznych, por. R. Vo r b r i c h, Trybalizm a wieloetniczne państwo afrykańskie,
„Sprawy Narodowościowe. Seria Nowa”, 1999, z. 14–15, s. 183–192.
11
12

�Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie

183

domeny narodowe. Ta ostatnia kategoria stanowi rodzaj rezerwy gruntowej,
o części której ubiegać się mogą jako o wydzieloną własność wspólnotową
społeczności lokalne, żyjące w ramach tradycyjnych struktur plemiennych13.
Otrzymują one te ziemie w użytkowanie kolektywne, problem w tym, iż o taki
przydział ziemi z domeny narodowej ubiegać się mogą specyficzne struktury
społeczno-polityczne zwane „wodzostwami” trzeciej kategorii14. Wodzostwa
posiadają rodzaj osobowości prawnej, są podmiotami własności ziemi kolektywnej, a ich wodzowie – mianowani przez prefektów (szefów departamentów)
– reprezentują „swój lud” (jak ujmuje to dekret prezydencki) wobec państwa.
Problem w tym, że istota życia nomadów – pasterzy, a w jeszcze większym stopniu łowców i zbieraczy – ze swej istoty nie jest lokalny w wymiarze
przestrzennym. Utrudnia to wyznaczenie i przypisanie w miarę zwartego terytorium danej grupie. Sprawę utrudniają dodatkowo jeszcze dwie okoliczności.
Po pierwsze, koczownicy przemieszczają się z reguły wśród terenów ludności
osiadłej – rolniczej, wchodzą z nią w złożone relacje społeczne i gospodarcze. Po drugie, podczas swych sezonowych wędrówek niektóre podgrupy
ignorują granice administracyjne i państwowe. W praktyce ludzie ci są lub
byli do niedawna bezpaństwowcami – kategorią ludności unikającej trwałego
podporządkowania się zewnętrznej, „obcej” z ich punktu widzenia, władzy
państwowej i w rewanżu niechętnie przez nią traktowanej.
Sytuacja zaogniła się wraz z upowszechnieniem się w Kamerunie upraw
towarowych (kawy, kakao, bawełny, orzeszków ziemnych), a w ślad za nią
procesu prywatyzacji ziemi. Prawo kameruńskie przewiduje procedury zmiany
statusu ziem kolektywnych – przypisanych osobom prawnym – społecznościom
lokalnym, na grunty prywatne – przypisane osobom fizycznym. Pojawiło się
W języku ustawy „domena narodowa” to „ziemie wolne od zajęcia efektywnego”, własność narodu „administrowana przez państwo w ​​celu zapewnienia (przyszłego) racjonalnego
wykorzystania i rozwoju”.
14
Braki kadrowe oraz opór lokalnych sił politycznych doprowadził do niepowodzenia
idei stworzenia silnego, scentralizowanego państwa – zwanej hegemonic project – zakładającej
redukcję pozycji politycznej tradycyjnych wodzów (Por. J.-F. B a y a r t, L’État en Afrique: la
politique de ventre, Paris 1989). Jej miejsce, po blisko 20 latach niepodległości, zajęła doktryna wmontowująca tradycyjnych wodzów plemiennych w struktury nowoczesnego państwa,
jako tzw. pomocniczą administrację. Dekret z 1977 r. ustanowił potrójną klasyfikację wodzów
w zależności od znaczenia demograficznego oraz ekonomicznego przypisanych im wspólnot,
także wielkości terytorium danego wodzostwa. Wodzowie poszczególnych rang różnią się
skalą wpływów, wielkością zarządzanego terytorium oraz liczbą poddanych. Zależnie od rangi
powołuje ich też inny organ założycielski. Wodzowie najniższej (trzeciej) rangi to przywódcy
poszczególnych tradycyjnych społeczności lokalnych – wiosek. Por. R. Vo r b r i c h, Wódz jako
funkcjonariusz. Despotyzm zdecentralizowany w społeczeństwie postplemiennym Kamerunu, „Lud”,
88(2004), s. 219–236.
13

�Ryszard Vorbrich

184

dotychczas nie znane zjawisko, swoisty wyścig w przejmowaniu na własność
kolektywną nieużytków mających dotychczas status „domen narodowych”,
a także wraz z rozwojem gospodarki farmerskiej i plantacyjnej uwłaszczania
się osób fizycznych na części dotychczasowych ziem wspólnotowych. Wielokrotnie osoby prawne i fizyczne uwłaszczają się na domenie narodowej niejako „na wyrost”, w wymiarze przekraczającym możliwość ich efektywnego
zagospodarowania. Z tej racji zjawisko to określa się często mianem „bulimii
gruntowej”. Zjawisko to działa na niekorzyść Pigmejów, którym ogranicza się
obszary, z których tradycyjnie pozyskiwali środki do życia, stając się zarzewiem
konfliktów z ludnością Bantu.
Obecna strategia Pigmejów polega na „uobywatelnieniu” swego statusu,
tak w wymiarze formalnym – zabiegania o dowody tożsamości, jak i w wymiarze substancjalnym – pozyskiwania prawa własności do ziem dotychczas
eksploatowanych. Działania w tym drugim wymiarze są znacznie trudniejsze.
Pigmej nie „potrzebuje” ziemi prywatnej, przeznaczonej na uprawę (choć i tu
się coś zmienia). Potrzebuje obszarów łowieckich, do których nie zgłaszaliby
roszczeń jego sąsiedzi Bantu, co pozwoliłoby im przełamać supremację tych
ostatnich i wynikające stąd relacje o charakterze klientystycznym, będące
zaprzeczeniem obywatelstwa. W kameruńskim systemie prawnym jedyną
drogą jest stworzenie odrębnych pigmejskich „wodzostw” – instytucji z istoty
swej obcej akefalicznemu społeczeństwu zbieraczy i łowców. Pierwsze próby tego typu „uobywatelnienia” Pigmejów podjęły struktury społeczeństwa
obywatelskiego, powołane do życia przez nieliczne wykształcone pigmejskie
elity. W 2004 r. Centrum Środowiska i Rozwoju (Centre pour l’Environnement
et le Développement – CED) rozpoczęło realizację projektu, którego celem jest
stworzenie sieci „Wodzostw Wspólnoty Pigmejów”. Z racji terytorialnego charakteru instytucji wodzostwa projekt dotyczył wspólnot Pigmejów o pewnym
minimalnym stopniu sedentaryzacji15. Dotychczas powstało 19 takich lokalnych
struktur społeczno-terytorialnych, obejmujących od 0,4 do 1500 ha. Główną
racją ich bytu jest pokonywanie barier w dostępie do gruntów i podstawowych
W ostatnich dwóch dekadach wielu Pigmejów podjęło nowy sposób życia. Można go
określić mianem półosiadłego. Mniej więcej pół roku spędzają oni w dżungli, żyjąc w niewielkich wspólnotach rodzinnych, tworzących odizolowane, nietrwałe obozy z rzadka rozrzucone
z dala od dróg i stałych osad rolników Bantu. Pozostałe miesiące spędzają w wioskach, o trwałej
(glinianej) zabudowie, rozlokowanych wzdłuż nielicznych szlaków komunikacyjnych, próbując
zajęć rolniczych. Są wówczas w zasięgi instytucji państwowych i organizacji pozarządowych,
które zajmują się „uobywatelnianiem” Pigmejów (R. Vo r b r i c h, Pigmeje Baka – polityka i władza
w społeczeństwie bez państwa, czyli o ograniczeniach klasycznych koncepcji polityki, w: Europejczycy. Afrykańczycy. Inni. Studia ofiarowane Profesorowi Michałowi Tymowskiemu, red. B. Nowak,
M. Nagielski, J. Pysiak, Warszawa 2010, s. 413–424).
15

�Kwestia tubylcza a status obywatela w Kamerunie

185

usług społecznych (edukacji, ochrony zdrowia). Co najistotniejsze, wodzostwa pigmejskie dają instytucjonalne wsparcie w pozyskiwaniu dokumentów,
niezbędnych dla egzekwowania podstawowych praw obywatelskich: aktów
urodzenia, dowodów tożsamości, świadectw zatrudnienia i własności gruntów16.
W końcu problem obywatelstwa kameruńskiego dotyczy imigrantów
(i uchodźców), przybywających z ościennych i dalszych krajów. Ich liczba się
waha i nie jest zbyt wielka. Szacuje się ją na 60–100 tys. ludzi, co stanowi
04%–0,7% populacji kraju17. To, co świadczy o jej znaczeniu i specyfice, to
ich transgraniczny charakter, wynikający z istnienia tzw. narodów łączników.
Granice Kamerunu, ustanowione przez Niemców w epoce kolonialnej w toku
rywalizacji i negocjacji z Francją i Wielką Brytanią, są nie tylko nienaturalnie
skomplikowane, ale na wielu odcinkach przecinają zwarte obszary kilku grup
etnicznych. Takie ludy jak Mundang, Fulbe żyły po obu, a biorąc pod uwagę
zawiłość linii granicznej, po trzech stronach granicy: w Nigerii, Kamerunie
i Czadzie. Dla członków tych grup przekroczenie granicy państwowej nie
oznacza opuszczenia wspólnoty języka i kultury. Stąd, znaczące skądinąd,
bariery formalne „uobywatelniania” (trudność w zdobyciu statusu obywatela) są tu niwelowane łatwością procesów asymilacyjnych i pozyskiwania
akceptacji społecznej.
Pokonywaniu lub omijaniu barier formalnych służy tu zestaw strategii
adaptacyjnych odnoszących się do substatywistycznego wymiaru obywatelstwa. Sprowadzają się one do różnych sposobów wnikania imigrantów
w społeczeństwo przyjmujące. Podobnie jak w przypadku koczowników koncentrują się one na zdobywaniu prawa do ziemi, traktowanego jako miara
integracji społecznej. Dla osób osadzających się w mieście priorytetem jest
Por. G.T. H a n n d j a, La reconnaissance des droits des communautés Pygmées du Sud
Cameroun sur les resources naturelles, communication à l’atelier RRI, Douala 2007; N.B. K i m,
„Avant nous avions les yeux clos, maintenant nos yeux sont ouverts. Maintenant je m’exprime. Ce
n’était pas le cas avant”. Une évaluation du programme de sécurisation des droits des Bakas, des
Bagyélis et des Bakola (2004–2007), Yaoundé 2007; S. M e f o u d e, Des Bagyéli propriétaires
terriens, „Bubinga”, nr 117, juillet 2007, s. 6–7; J. N e l s o n, Securing indigenous land rights in
the Cameroon oil pipeline zone, London 2007.
17
Wśród czynników sprzyjających napływowi cudzoziemców do Kamerunu wymienia
się: względnie stabilną sytuację polityczną i ekonomiczną kraju, czyniącą z niego „oazę spokoju” w stosunku do całego regionu oraz trwałą destabilizację w krajach sąsiednich, zwłaszcza
w Czadzie (na ogólną liczbę 60 tys. imigrantów i uchodźców żyjących w Kamerunie – 40 tys.
pochodzi z Czadu. Niekiedy dodaje się jeszcze do tej liczby 28 tys. Fulbejów M’bororo, którzy
uciekli z Nigerii przed niepokojami w tym kraju). Zob. H. M i n i c h e, Quand les immigrés se font
autochtones immigration et dynamique d’appropriation de l’espace des réfugiés tchadiens au Nord
Cameroun [The Ministry of Scientific Research and Innovation – MINRESI], Yaoundé (brw).
16

�186

Ryszard Vorbrich

zakup (wydzierżawienie) nieruchomości, która da nie tylko schronienie, ale
także stworzy materialną podstawę utrzymania. Dlatego wśród Czadyjczyków
(głównie kobiet), żyjących w kameruńskich miastach najczęstszą profesją jest
prowadzenie małych lokali gastronomicznych, oferujących tradycyjne dania
i tanie trunki (piwo z prosa – bil bil). Bycie – tak jak w dawnej Polsce – „obcym”,
ale „karczmarzem” czyni z danej osoby „swojego-obcego”, buduje sieć relacji
społecznych, legitymizuje pobyt, daje pewien uznany status ekonomiczny
i społeczny. Stąd już bliżej do pokonania bariery formalnej – zdobycia karty
stałego pobytu (Carte de Resident), a w dalszej perspektywie „narodowej karty
tożsamości” (Carte Nationale d’Identité).
W środowisku wiejskim pozyskanie protektora w osobie lokalnego wodza,
najlepiej należącego do tej samej grupy etnicznej (któremu z kolei zależy na
budowaniu relacji klientystycznych), daje dostęp do ziemi kolektywnej – a jest
to warunek założenia i utrzymania rodziny. Tutaj często strategią adaptacyjną
jest wżenianie się w lokalne struktury rodowe, dające status powinowatego,
a w kolejnym pokoleniu podstawę prawną uzyskania formalnego statusu
obywatela.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11133" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11111">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/38428ea1c685ea86e4db7b5f5e346628.pdf</src>
        <authentication>7c1552284deef71c39f4a1c0ba4c311e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132760">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5034</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132761">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132762">
                <text>Kamerun - religie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132763">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4669</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132764">
                <text>Tradycyjne religie Kamerunu wobec chrześcijaństwa i islamu / LUD 2000 t.84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132765">
                <text>LUD 2000 t.84, s.37-48</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132766">
                <text>Vorbrich, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132767">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132768">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132769">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132770">
                <text>Lud, t. 84, 2000

RYSZARD VORBRICH
Instytut Etnologii i Antropologii
Uniwersytet im. A. Mickiewicza
PoznaJ\

Kulturowej

TRADYCYJNE
RELIGIE KAMERUNU
WOBEC CHRZEŚCIJAŃSTWA
I ISLAMU·

Afryka jest kontynentem, na którym rodzime rei igie tradycyjne spotykają się
zarówno z islamem, jak i chrześcijal)stwem.
Kamerun z kolei nie bez racji zwany jest Afryką w miniaturze. Stanowi bowiem nie tylko mozaikę głównych stref
klimatycznych
kontynentu,
ale zamieszkuje
go ok. 150 (według niektórych
danych 200 lub nawet 250) grup etnicznych, reprezentujących
wszystkie niemal
rodziny językowe Afryki, od Arabów na północy, po Pigmejów na południu.
Rodzime wierzenia afrykańskie mają charakter plemienny lub wręcz lokalny. Etnocentryczność
je cechująca sprawiła, iż ich wyznawcy nie mają ambicji
misyjnych. To, że wyznawcy afrykańskich
religii tradycyjnych
nie prowadzą
działalności misyjnej nie wyklucza przenikania ich kultów. Typowa dla mieszkańców Afryki tolerancja religijna' sprawiała zawsze, iż idee religijne mogły
się tam rozprzestrzeniać
na znacznym obszarze i przenikać z jednej grupy etn icznej do drugiej.
Taki charakter mają także tradycyjne religie ludów Kamerunu. Tak więc wyznawcy stukilkudziesięciu
lokalnych i plemiennych
systemów wierzeniowych
spotkali się na ziemi kameruńskiej z dwoma najsilniejszymi
i najbardziej dynamicznymi religiami o charakterze uniwersalnym, z religiami, które mają wpisany
w swe doktryny imperatyw szerzenia własnej wizji świata, wierzeI) i związanych
z nimi norm kulturowych. Choć wyrastające ze wspólnego pnia (chrześcijaństwo
uważa się za formę "drugiego przymierza", wyrastającego zjudaizmu,
a twórca
islamu - Mohammed - zwał się "pieczęcią proroków"), doktryny obu religii uni\\'ersalistycznych zakładają zarazem, iż dysponują wyłącznością na "prawdę objawioną" i nie przewidują możliwości przenikania elementów innych religii. Inkluzywny charakter rodzimych religii afrykańskich zderza się zatem w Kamerunie z ekskluzywnym charakterem islamu i chrześcijaóstwa.
Wobec otwartej rywalizacji trzech różnych religii (trzech - jeśli zróżnicowane religie rodzime uznamy za systemy tożsame), przed wyznawcami
wierzeń

• Artykuł prezentuje wyniki projektu badawczego KBN (lir J HOI H 007 14) pl. "Kamerun
2000. Procesy migracyjne i etniczne w Północnym Kamerunie".
I Tolerancja
religijna Afrykanów jest związana z tym. iż religia jest raczej dla nich zjawiskiem odczuwanym
i doznawanym
a nie werbalizowanym.
Religie rodzime Afryki nie mają
z reguły ani świ\~ych ksillg. ani nawet ustnie uporządkowanych
dogmatów. Por. S. Piłaszewicz
( 1992, s. 12-15).

�38
tradycyjnych
stanęły trzy możliwości: trwanie przy tradycyjnych
wierzeniach
i wartościach,
przejęcie jednej z religii uniwersalistycznych
lub stworzenie
syntezy religii plemiennych i uniwersalnych.
W warunkach
kameruńskich
każda z wymienionych
strategii wiązała się
z wyborem opcji politycznej i wyborem tożsamości etnicznej lub narodowej.
Każda strategia zasługuje na odrębne i obszerniejsze omówienie. W niniejszym
opracowaniu
skupię jednak uwagę głównie na strategii "nawrócenia",
strategii
adaptacyjnej,
polegającej
na przyjęciu jednej z religii uniwersalistycznych.
W tym kontekście pojawia się kilka pytań badawczych. Na czym polega i jak
można rozumieć "nawrócenie"?
Dlaczego jedne grupy lub jednostki pozostają
wierne wierzeniom przodków a inne decydują się na konwersję? Co decyduje
o miejscu i czasie nawrócenia?
Co - w kOI1cU - determinuje
wybór jednej
z dwóch nowych religii?
Aby odpowiedzieć
na kolejne pytania należy przede wszystkim sprecyzować
pojęcie "nawrócenia".
Łacińskie conversio ("odwrócenie")
wśród wielu znaczell odnosi się także do zmiany religii. Dla chrześcijan i muzułmanów "nawrócenie" oznacza jednak nie tylko przyjęcie nowej religii i związanych z nią norm
kulturowych,
lecz także otwarcie nowego życia, przyjęcie do nowej wspólnoty
o uniwersalnym
wymiarze. Nowo nawrócony rodzi się jak gdyby na nowo. Czy
jednak przyjęcie chrześcijaJ'lstwa
lub islamu musi oznaczać definitywne i całkowite zerwanie ze "starym" życiem? Spróbujmy na to odpowiedzieć.
Dla antropologa zmiana religii jest jedną z form zmiany kulturowej. Zakres,
tempo i charakter takiej zmiany może być różny. Zmiana może mieć pełen zakres lub tylko częściowy.
Nawrócony
może odrzucić tradycyjne
wartości
i przyjąć nowe w całości lub tylko częściowo. Zmiana może mieć charakter
gwałtowny
lub też może być rozłożona na etapy (wymiana wzorów kulturowych może być rozłożona na lata lub nawet na pokolenia). W kor1cu kontakt
dwóch systemów religijnych może zaowocować
powstaniem
nowej jakości nowej religii o charakterze synkretycznym.
Wśród etnoreligioznawców
można wyróżnić dwa podejścia do "nawrócenia". Pierwsze
(formalistyczno-behawiorystyczne)
traktuje nawrócen ie jako
"osobisty wybór pociągający
za sobą całkowite odrzucenie
starych wierzeó
i praktyk, które okazują się niezgodne z nową doktryną" (Gausset, 1999, s. 260;
Fabian, 1985). Drugie podejście (społeczno-kulturowe)
traktuje "nawrócenie"
jako zmianę tożsamości.
Mniej ważne okazują się wówczas zakres i tempo
zmian (stopieJ'l ortodoksji i gorliwości prozelity), a o fakcie konwersji przesądza
samoświadomość
danej osoby, to czy ona sama uznaje się za chrześcijanina,
muzułmanina
lub wiernego religii przodków (Last, 1979; Monteii, 1980). Stosowanie kryterium behawiorystycznego
wyostrza ocenę, ale i upraszcza rzeczywistość.
Rzadko bowiem zmiana zachowall ludzkich przybiera radykalne
tempo, a zakres odrzucenia starych nawyków jest pełny. Ze społecznego punktu
widzenia trudno w praktyce wymierzyć jak często nowo nawrócony chrześcijanin powinien pojawiać się w kościele i jak gwałtownie nowo nawrócony muzułmanin powinien odciąć się od zachowań przyswojonych
podczas jego osobi-

�39
stej dżahilija ("epoki ciemnuści"), za jaką uważają muzułmanie okres przedmuzułmaóski.
Z kolei nieostre kryterium świadomości
pomija istotną dla samooceny zewnętrzną krytykę zachowail nowo nawróconego.
Zachowania
prozelity decydują bowiem o jego przyjęciu lub odrzuceniu przez nową wspólnotę. Zewnętrzna ocena może skutkować pojawieniem
się kategorii pośrednich między "niewiernym" a "nawróconym"".
Dla wyraźniejszego
rozróżnienia
różnych stopni
(etapów) zmiany opcji religijnej, niektórzy religioznawcy
(Fisher, 1973) proponują odróżnicnie "nawrócenia"
(conversion) od "przystąpienia"
(adhesion) lub
wprowadzenie odmiennych kategorii nawrócenia: "pierwotnego"
i "wtórnego".
W piervvszym przypadku przez "nawrócenie"
rozumie się zmianę przekonania,
czyli świadome i przemyślane
przyjęcie nowej religii, w przeciwiellstwie
do
"przystąpienia",
czyli przyjęcia nowych form kultu jako pożytecznego
uzupełnienia wcześniejszych
wicrzeó bez radykalnej zmiany przekonań. Z kolei nawrócenie pierwotne polegać ma na prostej zmianie afiliacji religijnej, bez
względu na treść tej zmiany. Nawrócenie wtórne natomiast, to przejście od formy kultu łączącego stare i nowe elementy do formy bardziej ortodoksyjnej,
cechującej się wręcz pewną żarliwością religijną.
Tak więc - jak widzimy - "nawrócenie",
czyli "wejście w nowe życie", jest
zarówno faktcm społecznym, jak i procesem niejednoznacznie
definiowanym.
Świadomość
tcj niejcdnoznaczności
pozwoli nam lepiej opisać i zrozumieć
wybory przed jakimi staje Kamerllllczyk rozważający możliwość zmiany religii.
Co zatem skłania jednostki lub grupy do przyjęcia lub odrzucenia nowej religii? W literaturze antropologicznej
podkreśla się często, iż trwanie przy religii
tradycyjnej jcst związane z preferowaniem
wizji świata ograniczonej
przestrzennie i jest typowe dla izolowanych
społeczności
plemiennych
(Horton,
1971). Dominujący w religiach tradycyjnych
kult przodków, sił natury i lokalnych bogów jest elementem tożsamości
zamkniętej w przestrzeni wspólnoty
lokalnej. Potwierdzają
to także wyniki moich badaó. Górale Daba, trwający
przy swych tradycyjnych wierzeniach, pytani o stosunek do migracji z przeludnionych masywów, odpowiadali:
"Nie opuścimy naszej góry, tu są groby na-

2 Dobr) m przykładem kategorii pośrednich pomiędzy ..nawróconym"
i ..nienawróconym" są
stosowane w praktyce misyjnej Kamerunu i innych państw afrykańskich etapy przyjmowania
do wspólnoty chrześcijan (które funkcjonują niczym stopnie wtąiemniczenia). Wyróżnia się
zatem prekatechl.menat - roczny okres niesformalizowanej nauki i biernego uczestnictwa w życiu
\\spólnoty. Po nim (po odpowiednim egzaminie) kandydat na chrześcijanina otrzymuje (w uroczystej oprawie obrzędo\\ej) medalik z Matką Boską i rozpoczyna trzyletni okres katechumenatu
(z regularnymi lekcjami religii). Po trzech latach. po zdaniu odpowiedniego egzaminu (jak pokazuje praktyka - trudnego dla katechumenów). kandydat na chrześcijanina może przystąpić
do sakramentu chrztu (otrzymuje wówczas krzyżyk). przez co staje się pełnoprawnym członkiem
\\spólnoty wiernych.
Podobne - choć mniej sformalizowane - rozróżnienie na ..prawdziwych" i "nieprawdziwych"
muzu!manó\\ moglem obserwować w Kamerunie wśród wyznawców drugiej tamtejszej religii
uniwersalnej.

�40
szych przodków". Bronili w ten sposób nie tylko tradycyjnego kultu przodków,
lecz wraz z nim całego swego mikroświata.
Co jednak skłania członków tradycyjnych wspólnot do przyjęcia szerszej
wizji świata zawartej w religiach o charakterze uniwersalnym?
Tu odpowiedź nie jest prosta. Nie wgłębiające się w czynnik transcendentalny hipotezy antropologiczne uwypuklają nąjczęściej czynnik społeczny. Najbardziej rozpowszechniona, ale i najczęściej podważana hipoteza wiąże islamizację i chrystianizację z modernizacją. Hipoteza ta - zbudowana na teorii zachwianego kosmosuJ - utrzymuje, iż otwarcie świata tradycyjnych społeczności
plemiennych, zmiana warunków życia wymusza na nich przyjęcie religii bardziej uniwersalnej, której bóg (bogowie) nie zawężałby swego wpływu
do ograniczonej przestrzeni wspólnoty lokalnej lub plemiennej.
Koncepcję tę potwierdzać mogą m.in. wspomniani już górale Daba. Ich mikroświat od jednego lub dwóch pokole!') ulegał coraz silniejszemu rozchwianiu.
Zwłaszcza mieszkańcy niżej położonych wsi są w coraz większym stopniu wystawieni na działanie gospodarki pieniężnej, systemu szkolnictwa pallstwowego, stykają się z wyżej rozwiniętą technologią, dobrami i instytucjami pochodzącymi spoza znanego im świata (urzędami, żandarmerią, ponad lokalną siecią
handlową, misjanli, itp.). Poddani presji superstruktury - jaką jest pal1stwo musieli zbudować nową wizję świata, odmienną, szerszą od typowej dla społeczności plemiennej. Wcześniej włączeni w struktury ponadplemienne
nie mają już podobnych oporów co ich kuzyni mieszkający kilkaset metrów
wyżej. Łatwiej przyjmują nowe religie, łatwiej decydują się na opuszczenie
rodzinnej wsi, czują się bowiem mniej zagubieni w opanowanych przez żywioł
muzułmański dolinach i ośrodkach miejskich.
Potwierdzeniem "teorii modernizacyjnej" może być typowy dla Afryki fakt,
iż pierwsi nową religię przyjmują najczęściej ludzie młodzi. Dzieje się tak, gdyż
z jednej strony są oni w mniejszym stopniu inkulturowani wc własnym środowisku (często nie przeszli jeszcze pełnego procesu wtajemniczenia w sferze
wierzeJl tradycyjnych), z drugiej są też bardziej otwarci na wzory zewnętrzne
i chętniej przyjmują nowe źródła prestiżu, pozwalające im osiągnąć wyższą
pozycję społeczną w sposób omijający tradycyjne drogi awansu.
Krytycy hipotezy modernizacyjnej zwracają jednak uwagę, że już w czasach
przedkolonialnych mikroświat nie był obszarem izolowanym społecznie i kulturowo. Treści wierzeJl i formy praktyk religii plemiennych mogły rozprzestrzeniać się na znacznych obszarach, a i współcześnie wiele religii tradycyjnych
potrafiło zaadaptować się do warunków nowoczesnego społeczeJlstwa afrykańskiego (Gausset, 1995; Piłaszewicz, 1992). Inni autorzy przytaczają z kolei
przykłady społeczności afrykańskich poddanych oddziaływaniu cywilizacji
zachodniej, a mimo to pozostających wiernymi tradycyjnym wierzeniom
(Fisher, 1973). Argumentację mającą potwierdzać hipotezę modernizacji po] Teorię zachwianego
R. Horton (1971: 1975).

kosmosu

sformułował

J. Spcnccr-Trimighama

(1955) a rozwinął

�41
przez przywołanie przewagi młodych wśród konwertytów stępia natomiast fakt,
iż wśród wielu młodych konwertytów
istnieje z kolei nadreprezentacja
ludzi
wyrwanych ze swego rodzimego środowiska, osieroconych dzieci, ludzi odrzuconych (z powodu choroby, kalectwa lub z innych przyczyn). Jednak nawet
krytycy koncepcji modernizacyjnej
przyznają, iż rodzime religie afrykaóskie
nie odpowiadają warunkom społeczeóstwa
nowoczesnego
w takim stopniu, jak
chrześcijaóstwo
lub islam. W takim kontekście
przyjęcie uniwersalistycznej
religii odpowiada wyzwaniom współczesnego
świata. W warunkach niepodległych paóstw afrykaóskich,
stanowiących
w większości historycznie
przypadkowe wspólnoty terytorialne, opalie nie na wspólnocie języka i kultury (w tym
religii), lecz na postkolonialnych
strukturach polityczno-terytorialnych,
przyjęcie religii uniwersalistycznych
stanowi ważny czynnik integracyjny.
Przyjęcie
jednej z religii uniwersalnych
było popierane lub wręcz wymuszane
wpierw
przez władze kolonialne, a następnie przez władze niepodległego
Kamerunu.
Wbrew potocznemu
przekonaniu,
europejska
administracja
kolonialna
nie ograniczała
się do preferowania
chrześcijaóstwa.
Aktywnie, bezpośrednio
lub pośrednio, sprzyjała także rozpowszechnianiu
się islamu; w wielu regionach
polityka kadrowa popierała muzułmanów
- jako bardziej "cywilizowanych".
Północne regiony Kamerunu, zamieszkałe
w 90% przez wyznawców
religii
tradycyjnych, uznano wręcz za "kraj muzuhnaóski",
oddano w ramach systemu
władzy pośredniej we władanie muzułmaóskich
Fu!be i zamknięto do lat 40.
XX w, dla misjonarzy chrześcijallskich
(Boutrais,
1986). Polityka polegająca
na preferowaniu islamu (zwłaszcza w północnej części kraju) nasiliła się jeszcze
bardziej w pierwszych dwóch dekadach niepodległości,
podczas prezydentury Fulbeja - Ahmadou Ahijo. Lista wymuszeó, szykan i represji ze strony lokalnej
władzy wobec ,.pogaóskich"
górali jest zbyt długa, aby przytaczać ją w tym
miejscu'. Warto jednak zaznaczyć, iż "nawracanie"
czy to na chrześcijaóstwo,
czy na islam ubrane było zawsze w strój modernizacji.
Jeszcze w 1982 roku
byłem świad"'iem, jak wizytujący teren szef dystryktu komunikował
"pog3l1skim" góralom Oaba, iż do kOllca roku muszą przyjąć islam lub chrześcijaóstwo, bowiem paóstwo nie będzie już uznawać religii tradycyjnych.
We współczesnym Kamerun ie konstytucja
z 1996 roku dekli'lruje co prawda "dumę
ze zróżnicowania
językowego
i kulturowego"
krąju, lecz zarazem praktyka
prawna spycha lokalne religie i kultury do pozycji mniejszości
we własnym
kraju. Nieprzypadkowo
nasilenie nawróceó na chrześcijaJlstwo
lub islam zanotowano nie za czasów panowania Europejczyków
(lub Fulbejów na północy),
lecz w pierwszych latach niepodległości,
gdy władze niepodległego
Kamerunu
lansowały budowę nowego narodu kamenlllskiego
(Vorbrich, 2000).

~ Wyznawcy religii tradycyjnych
byli dyskryminowani
II dosti;pic
do stanowisk w służbie
publiczncj. II awansach II armii (nic przckraczali
w zasadzie stopnia sierżanta). w dostępie
do oświaty (micli trudności z otrzymanicm stypcndium). a nawct w dostępic do wody (w północnym KamcrLJllic przcllażnie muzulmańskic w/adzc lokalnc nie dav,ały im pozwolenia na kopanie
,ludni) (.\/c'l1IorWlI/UI1I .... 1993).

�42
W praktyce życia społecznego przyjęcie jednej z religii uniwersalistycznych
stanowi o zmianie statusu społecznego,
wyjściu z zamkniętej wspólnoty lokalnej i wejściu do ~zerszej wspólnoty narodowej. Przez "pogal1skich"' mieszkańców wsi kameruńskiej
islam i chrześcijaństwo
postrzegane są jako "nowoczesne", tak samo jak przyniesione do Kamerunu przez muzułmaJlskich
Fulbejów
konie, broó palna, hodowla bydła, znajomość pisma i tkactwa lub przyniesione
przez chrześcijaóskich
Europejczyków
nowoczesna
szkoła i technologia XX
wieku. Dobra obcej cywilizacji - czy to zachodniej, czy orientalnej - traktowane sąjako owoce obcej religii - chrześcijallstwa
lub islamu'.
Wybór nowej religii oznacza zatem w tym kontekście wybór nowej tożsamości i nowej - wyższej - pozycji społecznej. Wybór tożsamości religijnej staje
się zatem często wyborem opowiadającym
się bądź za wartościami tradycyjnymi, utożsamianymi
ze znanym, akceptowanym
i swojskim
światem, bądź
za światem nOW)'0I1,nie do kOllca oswojonym, często obcym (o tym, że jest to
świat obcy świadczy choćby przebieg egzaminów
katechumenów.
z których
wynika, iż o decyzji kandydata do chrztu nie decydowała znajomość, a co za tym
idzie atrakcyjność doktryny), lecz otwierającym
nowe możliwości awansu społecznego. Zmiana statusu społecznego była okolicznością
sprzyjającą konwersji
na islam zwłaszcza dla "pogan" żyjących w stanie poddal1stwa (często o rzeczywistym statusie niewolnika) względem panujących w północnym Kamerunie
Fulbejów. Muzułmanin
nie mógł już dłużej być niewolnikiem
innego muzułmanina, jakkolwiek
prozelita niefulbejskiego
pochodzenia nigdy nie mógł uzyskać pozycj i równej Fulbejom.
Z wyższym statusem społecznym prozelitów łączy się także lepsza pozycja
ekonomiczna.
Old kandydatów
na chrześcijan czynnik ekonomiczny
stanowił
o atrakcyjności
nowej religii, zwłaszcza w pierwszym etapie ewangelizacji, gdy
pomoc materialna misji (dary misji w postaci żywności, lekarstw lub odzieży)
pozwalała w wymierny sposób rozwiązać wiele problemów życia codziennego.
Dlatego pierwsze nawrócenia
na pólnocy kraju nie wytrzymaly często próby
czasu w zetknięciu z korzyściami jakie dawało przyjęcie islamu. Także bowiem
islam jawi się "poganom" jako religia atrakcyjna pod względem ekonomicznym. W społeczellstwie
zdominowanym
przez nieliczną mniejszość muzułmallską, wiele sfer życia gospodarczego,
wiele zawodów jest światem zastrzeżonym
praktycznie dla muzułmanów.
"Poganin" lub świeżo (płytko) nawrócony chrześcijanin przybywający
do miasta szybko przekonują się, że aby utrzymać się
z handlu lub rzclIliosła (np. krawiectwa)
niezbędne okazują się powiązania,
jakie zapewnia jedynie miejscowa wspólnota muzułmatlska. "Poganin" wyrwany z rodzimego środowiska przekonuje się też często, że w mieście obowiązuje
już innego typu solidarność,
widzi. że muzułmanie
nie pozostawiają
swych

, W tym kontekście ..teoria modernizacji" łączy się z ..teorią transakcji" F. Bartha. który
,.przyjmuje koncepcję rynku dla całego zakresu zmian społecznych. prowadzących do wymiany
war1ości. zarówno tych materialnych. jak i duchowych" (F. Barth. Soc'ia/anlrop%giske problem.
Stockholm 1971. cyt. za: S. Pilaszewicz. 1992. s, ł25),

�43
współwyznawców
w biedzie. Tak jak bycie muzułmaninem
ułatwia uczestnictwo w nieformalnej sieci powiązaJl handlowych
i finansowych
(kredyty, itp.),
tak przynależność do społeczności chrześcijan otwiera drogę awansu edukacyjnego. Waga. jaką przywiązują kościoły chrześcijańskie
do edukacji swej młodzieży, stwarza jej wiele możliwości kariery. Poważnym ograniczeniem
jest
jednak w tym wypadku struktura sieci szkół średnich (przeważają
licea nie dające absolwentom
konkretnego
zawodu) i kryzys ekonomiczny,
jaki dotknął
Kamerun, ograniczający chłonność gospodarki i aparatu pallstwowego.
W świadomości
prostych wieśniaków przyjęcie chrześcijallstwa
lub islamu
otwiera zatem nowe możl iwości. z jednej strony zamknięte dla ich ziomków
pozostających przy wierzeniach tradycyjnych.
z drugiej zaś zastrzeżone, w zależności od sfery aktywności. dla wyznawców jednej z dwóch religii uniwersa·
Il ().
IIstycznyc
Co decyduje jednak o przyjęciu jednej z dwóch wielkich, "nowoczesnych"
religii? Pomijając rolę przypadku, ważne znaczenie należy przypisać pozareligijnym czynnikom historyczno-kulturowym
lub politycznym, jak i cechom obu
religii.
Na ogół uważa sit;. że islam jest religią bliższą kulturowo Afrykanom, że jest
wręez "religią afrykallską'·.
podczas gdy chrześcijaństwo
jest ,.religią białego
człowieka".
Zwolennicy
tej teorii przytaczają
wiele powodów atrakcyjności
islamu (poligamię, wiarę w duchy). Islam traktowany jest jako bardziej tolerancyjny, łatwiej ud chrześcijallstwa
misyjnego adaptujący praktyki wywodzące się
z religii tradycyjnych.
Mówi się wręcz o ,.czarnym islamie", pod którym rozumie się system dogmatów
i rytuałów religijnych
opartych na Koranie, lecz
przesiąkniętych
w dużej mierze wierzeniami
afrykańskimi.
Pojawia się także
pogląd, że przyjęcie islamu ma stanowić reakcję, przeciwwagę dla europejskiego imperializmu.
W Kamerunie. zwłaszcza w jego północnej części, uwarunkowania
historyczno-kulturowe
są jednak zupełnie odmienne. To muzulmallscy
Fulbeje są
traktowani często przez ludność tubylczą za najeźdźców, a biali za wyzwolicieli
z fulbejskiej niewoli. Fulbeje chętnie podkreślają
różnice rasowe, jakie ich
dzielą od pogallskich plemion z gór - wąski nos i rzekomą białą skórę (rzeczywiście nieco jC:I.;nicjszego odcienia).
Ponadto islam zostnł przyniesiony
do Kamerunu w XVIII i XIX w. przez
Fulbejów posługujących
się hasłem oczyszczenia tej religii z obcych naleciałości (ruch odnowy religijnej Osmana Dan Fodio) i z tego powodu jest on mniej
podatny na różnego typu synkretyzmy. W rezultacie jest w praktyce mniej toleo Prz.:konałcm sit; o tym osohiście. gdy po zainstalowaniu
się na dłuższy pobyt w izolowanej
Iliosce (zamieszkałej
II zlkcydowan.:j
II iększości przez ..animistów··)
szukałem kandydatów
na przewodnika i t/umacza. Mom&lt;:ntalni&lt;: zgłosiło siC; do mnie dlll)eh młodzieńców (jcdynych
chrzdeijan lIC I\si). podpi&lt;:rających SIIC ..podania o pracę" dość zniszczonymi druczkami, którc
okazaly sit; śl\iadcclll'ami
chrztu wyslallionymi
nicgdy ś przez paslora. który opuścił tę wieś
\lick lat temu. Obaj młodzi chrzcścijani&lt;: byli bardzo zdziwieni i niezadlmoleni.
gdy przyjąłem
propozyejt; miejslllllcgo ..animisty'· i muz.ulmanina.

�44
rancyjny, a w wielu aspektach życia nawet bardziej wymagający,
a przez to
mniej atrakcyjny niż chrześcijallstwo.
W tym kontekście pojawia się problem bariery ,.wąskiej ścicżki". Nowe
wymagania i nieznane wcześniej ograniczenia
stanowią często istotny czynnik
wpływający na decyzję wyboru nowej religii. Zależnie od kulturowych lub psychologicznych
uwarunkowall
potencjalnego
konwertyty,
doktryna i praktyka
nowej religii może zniechęcać go do zmiany przynalcżności
religijnej. Wśród
"pogatlskich"
ludów północnego Kamerunu, dla których spożycie piwa stanowi
nieodłączny element życia codziennego,
a zwłaszcza odświętnego
(ceremonie
kultu przodków),
czynnikiem
zniechęcającym
do przyjęcia islamu jest bezwzględne tabu alkoholowe?
Z kolei dla mężczyzny ;~yjącego w tradycyjnym
społeczel1stwie
(gdzie
obowiązują
tradycyjne
kryteria
prestiżu)
trudnym
do zaakceptowania
nakazem może okazać się też wymóg monogamii. Podobnie
dla górali ceniących wolność i swobodę, barierą trudną do pokonania może być
wychowanie w szkołach misyjnych, zbyt surowe i wymagające dyscypliny wewnętrznej, które odstręcza młodych od obierania tego rodzaju kariery, a jeszcze
8
częściej w wytrwaniu w tej drodze awansu społecznego .
Pomimo wielu wysiłków misjonarzy nowo nawróceni chrześcijanie
nie odmawiają sobie alkoholu, a i wypadki ukrywanego
wielożel1stwa nie należą
wśród nich do nadzwyczaj rzadkich wypadków. Takie chrzcścijallstwo jawi się
jako bardziej tolerancyjne
i atrakcyjne. Zarazem dystans rasowy i kulturowy
między misjonarzami
a nawracanymi
nie musi wcale stanowić bariery zmniejszającej efektywność
działalności
ewangelizacyjnej.
Można wskazać wiele
przykładów tego, że biali misjonarze osiągają lepsze wyniki niż ich afrykatlscy
odpowiednicy9.
Ciekawym i jeszcze nie do kOl1ca wyjaśnionym zjawiskiem towarzyszącym
konwersji jest czesto obserwowana
prawidłowość
w przebiegu "konfliktu pokoleil" między "modernizującymi"
się młodymi - nowymi - muzułmanami
i chrześcijanami
a ich ojcami. Opisaną już w niniejszym studium regułą jest to.
iż pierwsze nową religię przyjmuje młode pokolenie. Jednak, jeżeli w wypadku
7 W praktyce
pól nocnego Kamerunu (zwłaszcza wśród lu(km górskich) głoszone przcz obie
religie uniwersalistycznc
potępicnic alkoholu nie znajduje większeg,) posluchu. cZ.ego namacalnym dowodem jest zwiększenie skali alkoholizmu. W konsd;wencji.
~r~teriulll spo/ycia alkoholu
stanowi tu o uznaniu konwertyty za ..pra\\dzi\\ego··
lub ..niepra\\dziwcgo··
(godnego szacunku
i zaulania - np. kredytu) muzulinanina bądź za ..dobrego" (dopuszczonego
do pełni sakramenIÓ\\)
lub ..złego" (napiętnO\\anego
przcz misjonarzy i kateehdó\\)
chrześcijanina.
8 Bariera ..wąskicj
ścieżki" stanowi tc/ niekiedy przeszkodę nic do pokonania dla miejscowych kandydatów do stanu duchownego.
Dla uniknit;cia póinicjszyeh
rDZClarowaJi, kandydaci
do seminariów duchu\mych
poddawani są w Kamerunie dlugotrmllcj
procedurze sprawdzającej
i formacyjnej.
9 Wśród wiciu czynnikó\\"
taworyzujących
bialych misjonarzy wskazać mO/.na np. czynnik
ckonomiezny lub kulturowo-psychologiczny.
W warunkacb afrykallskieh misje nic mogą działać
bez wsparcia Ze\męlrznego_ w clekcie misjonarzc pochodzcnia
kalllcruJiskiego mają bardziej
ograniczone środki finansowe Uuż sam brak funduszy na bcnzynt; ogranicza znacznie zasięg ich
dzialalności w terenie). Z kolei \V wypadku ..tubylczcgo"' misjonarza brak bariery kulturowej
nic zawsze przeklada sit; na wit;kszy autorytet i skuteczność dzialania.

�45
nowo nawróconych
chrześcijan
ich ojcowie pozostają do końca życia wierni
tradycyjnym wierzeniom, to w przypadku islamu ojcowie młodych konwertytów częściej idą ich śladem. Być może wyjaśnieniem
tej prawidłowości
jest
"hipoteza strachu staruszków" przed pozostawieniem
ich po śmierci bez wymaganych obrzędów oczyszczających
(zapewniających
przejście do świata zmarłych). Ceremonia pogrzebowa odprawiana przez chrześcijanina
po śmierci ojca"poganina" (połączona z grupowym i trwającym kilka dni piciem piwa), a także
późniejsza troska o grób zmarłego może być uznana przez środowisko "animistów" za namiastkę
tradycyjnych
(afrykailskich)
rytuałów
pogrzebowych.
Znacznie prostszy pogrzeb wyprawiony ojcu przez młodego muzułmanina
(bez
kropli alkoholu). wraz z typowym dla islamu brakiem zainteresowania
grobem,
odbierany bywa zaś jako groźba pozostawienia
duszy zmarłego bez należytej
opieki obrzędowej' 0. Paradoksalnie
zatem, ojcowie nowo nawróconych
chrześcijan jako bardziej spokojni o swoją "przyszłość"
nie decydują się na porzucenie religii przodków. Natomiast ich sąsiedzi - ojcowie nowo nawróconych
muzułmanów - widząc ,.czarno" swoją przyszłość.
pełni rezygnacji w obliczu
śmierci., decydują się na przyjęcie religii swych dzieci.
W warunkach kamerllliskich ważnym czynnikiem wpływającym
na decyzje
potencjalnych
konwel1ytów jest czynnik etniczno-kulturowy
lub nawet polityczny. Zmiallic przynależności
wyznaniowej towarzyszy często zmiana przynależności etnicznej lub opcji kulturowej, następuje fulbeizacja
nowych muzułmanów i okcydcntalizacja
nowych chrześcijan.
O wyborze nowej religii
mogą często decydować doświadczenia
osobiste (lub przekazywane
przez ustępujące pokolenia).
Łatwiej przyjmują islam członkowie grup etnicznych,
które w przeszłości
zawierały sojusz z Fulbejami w walce ze swoimi pogańskimi sąsiadami, niż
wlaśnie owi sąsiedzi, mający w pamięci stulecie opresyjnej polityki ze strony
muzułmaliskich Fulbe.
Znaczenie
uwarunkowali
historycznych
(i politycznych)
dobrze ilustruje
przykład grupyetnojęzykowej
Oaba. Jej odłam zamieszkujący
niziny - zwany
Daba-MousgGY - stworzył wodzostwo,
które w walce z sąsiednimi grupami
,.pogaliskimi"
(w tym z pokrewnymi
im grupami Oaba) sprzymierzyło
się
z najeźdźcami fulbejskimi. W efekcie Oaba-Mousgoy
ulegli stosunkowo szybkiej islamizacji, przejmując zarazem wiele elementów fulbejskiego stroju, sposobu życia a także języka (w tym folkloru ustnego, terminologii
dotyczącej
organizacji społecznej, itp.). Natomiast ich "kuzyni", bardziej bezkompromisowo stawiający opór Fulhejom - głównie tzw. Oaba Niezależni - o wiele dłużej
zachowali tradycyjne wierzenia (Vorbrich, 1989).
Z kolei opór niezislamizowanych
grup Oaba pr7:eciw dominacji politycznej
(i towarzyszącej jej nadużyciom władzy) Fulbejów w epoce kolonialnej i postlU POr. Q, Gauss.:!.
1999, Wśród chrześcijan
Daba moglem obserwować
także odmienne
traktowanie po śmierci zmarłych pochodzących z (nieczystej) grupy rodowej kowali i odmienny
stosunek do zmarłych pochodzących z innych (zwykłych) grup rodowych,

�46
kolonialnej
mógł przyjmować
postać nawracania
się na chrześcijailstwo
lub
przejawiać się w traktowaniu
misjonarzy chrześcijailskich
jako sprzymierzellców politycznych - przeciwwagi dla omnipotencji islamu. Tcgo rodzaju motyw
"transakcji
politycznej"
można odnaleźć w decyzji jcdnego z wodzów Daba
Niezależnych.
W roku 1966 Nuzumkay Tizi - wódz wsi Mandama (zamieszkujący z 28 żonami i 80 dziećmi w ostatniej wśród Daba tradycyjnej twierdzy
rodowej) - sprowadził do swej wsi misjonarzy chrześcijailskich,
którzy mieli
w myśl jego planów powstrzymać
samowolę
lokalnej administracji,
będącej
w rękach muzułlllanów (Vorbrich, ! 989)11.
Z pewną formą "transakcji",
połączoną jednak z "zasadą mimikry", spotykamy się w wypadku przyjęcia islamu przez wodzów górskich społeczności
lokalnych. Paradoksalnie
zjawisko to nasiliło się w latach 80., w okresie, gdy
zelżał (po ustąpieniu prezydenta A. Ahijo) polityczny nacisk islamu. Pokolenie
wodzów, którzy doszli wówczas do "władzy", było mianowane przez administrację średniego szczebla, pozostającą w większości jeszczc przez kilkanaście
lat w rękach l11uzułmanów. Nowi wodzowie dostępowali
swej funkcji już nie
w oparciu o mechanizm naturalnej sukcesji, lecz droge\ selekcji przeprowadzanej przez władze regionalne, choć zazwyczaj z zachowaniem pozorów utrzymania tradycyjnych reguł dziedziczenial2.
O ile ich ojcowie - choć często także (siłą) nominalnic zislamizowani - pozostawali wierni tradycyjnym wierzeniom,
pełnili, obok funkcji administracyjnych (z racji izolacji wspólnot górskich ich kontakty z władzą wyższego szczebla były bardzo rzadkie), także tradycyjne funkcje religijne (kult przodków,
kulty agrarne), o tyle nowe pokolenie wodzów zostało poddane ściślejszej kontroli i silniejszej presji kulturowej, a ich funkcje urzędowe zaczęły dominować
nad kultowymi. Nowi wodzowie, najczęściej niepiśmienni
i nic znający szerszego świata - "namaszczeni"
przez zwierzchnią władzę - w naturalny sposób
czerpali wzory od swych bezpośrednich
przełożonych,
fulhejskich famidau
i zislamizowanych
prefektów i podprefektów.
Dla mlodych wodzów naturalnym atrybutem władzy stały się nie tylko - wcześniej tu nieznane - wystawnie
zdobiony
parasGI (symbol władzy feudalnej)
lub rytualnie rzeźbiona laska
(symbol władzy wodzowski~j),
lecz również fulbejski (muzułmallski)
język,
strój i gest, a w kOłlcU także i religia. W efekcie w ciągu ostatnich dwóch dekad
II O tym, że decyzja wodza Mandamy miała charakter ..polityczny"
przesądzalo już samo
położenie wsi. Leiala ona bO\liem zaledwie a 30 km od Mayo ()lIlo - prywatnej rezydencji ówczesnego prezydenta Kamerunu - muzułmanina A. Ahijo. a do tego II sIrelit: oddzialywania
lokalnego wodza fulbejskiego - Babale - zausznika prezydenta. ktl'rego ambicją było uczynienie
z zaplecza rezydencji prezydenckiej obszaru \I' pełni zislamizowanego (Vorbrich. 1989). Muzukay Tizi, który do koilca życia pozostał wierny religii przodków. zapłacił wysoką cent; za swą
decyzję polityczną. Zostal podstt;pnie uprowadzony przez wladze i internowany w odległym
a 400 km Pali, gdzie zmarł pod koniec lat 80.
11 I tak na przykład.
następcą ostatniego ..pogailskiego" WOd/&lt;l Mandam)' został zgodnie
z tradycjąjeden z.it:go licznych synów. lecz nieprzypadkowo akurat len. który przyjął islam.
13Lalllido - tytuł Icudala fulbejskiego. w czasach przedkoloniahl) ch i kolonialnych przywódcy na wpół niezależnego pailstewka - lamidatu.

�47
XX wieku nastąpiło całkowite zislamizowanie
(a po części także i sfulbeizowanie) warstwy wodzów wioskowych.
Wraz z postępującym
procesem integrowania
północy Kamerunu z resztą
kraju (bardziej rozwiniętego,
lepiej wykształconego
i w większości chrześcijańskiego) i napływanicm na północ coraz większej liczby przybyszy z południa,
pojawiły się też nowe wzory i drogi awansu społecznego oraz cywilizacyjnego.
Wśród ludnc:ci górskiej północnego
Kamerunu ukształtowała
się skomplikowana struktura społeczno-religijna.
O ile społeczność
plemienna
i chłopska
pozostaje w swej masie jeszcze przy wierzeniach tradycyjnych,
o tyle tradycyjne elity (warstwa wodzów wioskowych i lokalnych fcudałów), a także związana
z rzemiosłem i handlem ludność miast, przyjęła niemal w całości islam. Natomiast nowe, wykształcone
elity, w dużej części przybyłe z południa lub wykształcone (wychowane)
na miejscu przez misjonarzy, reprezentują drugą religię uniwersalistyczną
- chrześcijaństwo.
Opisana sytuacja jest wynikiem złożonych uwarunkowań
kulturowych
i politycznych i jest konsekwencją
wchodzenia tradycyjnych
społeczności
północnego Kamerunu w społeczel1stwo typu narodowego.

BIBLIOGRAFIA

Boulrais .I.. Buukl .1.i in.
1984
I.e .\ord (·alllerollll. les homilies. line region. Paris.
(Jausset Q.
('on/rihlllion Ii I'JIIli/e dl/ pOl/voir sacre chi':: II's /Val1'a Adamawa. Cameroun,
1995
..Journal des Ati'ieanisles" t. 65 (2), s. 179-200.
1.1'/11111
or (·III'i.I·lillnill·:) iilc C1lOises of the Wawa and the Kwanja of Cameroon,
1999
..Ali·iea·· t. 69 (2). s. 257-278.
Fabian J.
ReligiolIs 1'llIralism: ai) Ethnographic Approach. w: Teoretical Explorations
1985
in .·Iji-ican ReligiolI. cds. W. van Rinsbergen. M. Schoffeleers, London, s. 138-163.
Fisher H. J.
CO/II'&lt;.'rsioll Neconsidered: Some Historical Aspects of Religious Conversion
1973
ill mack ./fi·ica ... Africa" t. 43 (I). s. 27-40.
Horton R.
.Iji-ican COII\'("I'sion... Africa" t. 41 (2). s. 85-108.
1971
Last M.
SOllie /:'conolllic Aspects vf Conversion in lIausaland, Nigeria, w: Conversion
1979
to Islalll. cd. N. Levlizion. New York. s. 236-246 .
.I/ellloralldllm ..
1993
Memorand11m de la majorile opprinzee du .. Grand" Nard-CamerO/m (druk ulotny).
Mantei! V.
1979
L 'Islam IlOir: line religion ({ la conquetl: de I 'Aji-iql/e. Paris.
Pilaszewicz S.
1992
Religie Ajiyki. Warszawa.
Spencer-Triminghama
J.
1955
7i1e ('hrislial/ Chl/rch and Islam in West ..Iji-ica, London.

�48
Vorbrich R.

2000

Tlyhali::m a wieloetnic::ne pańs/wo afiyk(//lskie, ..Sprawy Narodowościowe.
nowa" t. 9 (z. 14-15), s. 183-192.

Seria

Ryszard Vorbrich
THE TRADITIONAL

RELIGIONS OF CAMEROON VERSUS CIIRISTIANITY

AND ISLAM

(Summary)
In Cameroon the great ethnic diversity is accompanied by a great diversity ol' religions. Next
to native Atl'ican religions Islam and Christianity playa great role. This article discusses the
consequences of thc clash betwcen inclusive and ethnocentric native religions with exclusive
universalist religions. The author focuses on the motives and strategies of "conversion", understood as the strategy of cultural adaptation to the changing world. The Daba group, who inhabits
the Mandara massive in n011hern Cameroon. provides examples of more frequent regularities and
behaviour types. Following ditTcrently motivated choices among the population of northern Cameroon a complicated social and religious structure has been shaped. The tribes and peasants have
adhered to the trac;:tional beliefs whereas the traditional clites (village chiefs. local Icudals).
as well as the inhabitants of towns engaged in crafts and trade. have adopted Islam. On the other
hand. new, educated elites. mostly coming Irom the south of the country or educated locally b)
missionaries. are representatives ofthe second universalist religion. i.e. Christianity.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10995" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10973">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fe76cd5fd0eccf47e5738419cd230b0b.pdf</src>
        <authentication>3d63ca18425d601ed23c0a0176dfe386</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131112">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131113">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131114">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131115">
                <text>religijność ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131116">
                <text>kult świętych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131117">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131118">
                <text>cuda</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131119">
                <text>uzdrowienia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131120">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4642</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131121">
                <text>Dar dla Boga/ Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131122">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131123">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.257-269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131124">
                <text>Vrażinovski , Tanas</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131125">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131126">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131127">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131128">
                <text>Tanas Wrażinowski
Instytut Kultury Starosłowiańskiej w Prilepie

Dar dla Boga

Z profesor Anną Zadrożyńską poznaliśmy się przed około 30 laty. Było to w 1981 r.
podczas zawierania umowy o współpracy pomiędzy ówczesną Katedrą Etnografii
Uniwersytetu Warszawskiego a Instytutem Folkloru w Skopje. O d tego czasu
nawiązaliśmy prawdziwie przyjacielskie stosunki, które utrzymujemy do dziś. Współ­
pracowaliśmy podczas badań terenowych w kilku wsiach w okolicy Ciechanowca
w Polsce i we wsi Jablanica w Macedonii. Przyjacielskie relacje zostały nawiązane ze
wszystkimi uczestnikami projektu, a zwłaszcza z Zofią Sokolewicz, Krzysztofem
Wrocławskim, Marianem Pokropkiem, a także z Jagodą Koszutską, Tomaszem
Strączkiem i innymi. Serdeczne kontakty łączyły mnie później także z innymi pra­
cownikami naukowymi warszawskiej etnologii, np. Lechem M r o z e m . N i e c h ten
szkic będzie darem dla A n n y i wyrazem moich przyjacielskich uczuć.
*
Przedmiotem moich badań jest uzdrowicielska moc świętych i monasterów oraz
ich obdarowywanie przez ludzi chorych, odzwierciedlone w legendarnych opowieś¬
ciach o cudzie uzdrowienia. Jedna z głównych przyczyn obdarowywania świętych
i świątyń od najdawniejszych czasów aż d o dziś pozostała niezmieniona: chodzi
przede wszystkim o uzdrowienie, oprócz - oczywiście - odkupienia grzechów. Jest
też wiele innych powodów obdarowywania, np. w intencji osobistego i rodzinnego
szczęścia czy dla poprawy sytuacji materialnej.
Historia uzdrowicielskiej mocy świątyń jest tak stara jak one same. Rola mona­
sterów w leczeniu skrywa w sobie przesłanie: wierz w Boga, wierz w religię, wierz
w świętego, a poprzez nich wierz w uzdrowicielskie możliwości monasterów i cerkwi.
W Ewangelii według św. Marka uzdrowienie jest darem wiary Chrystus tak powie­
dział uzdrowionej kobiecie: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź
uzdrowiona ze swej dolegliwości!" ( M k 5, 34) . Szczególne znaczenie dla uzdrowi1

1

W s z y s t k i e c y t a t y z Biblii pochodzą z Biblii Tysiąclecia

— Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu

w przekładzie z języków oryginalnych, W y d a w n i c t w o Pallotinum, Poznań-Warszawa 1984.

257

�Tanas Wrażinowski

cielskich właściwości monasterów i cerkwi ma obecność w świątyni grobu świętego,
ikon i relikwii, a w niektórych przypadkach także leczniczych wód, których źródła
biją w samym monasterze. Wszystkie te elementy wiąże jeden możliwy do rozpo­
znania znak: są cudotwórcze. Bez ich cudowności nie byłoby uzdrowicielskich
mocy świątyń.
Obdarowywanie spotykamy w Starym i N o w y m Testamencie. Chrystus po
akcie uzdrowienia żądał od uzdrowionego przyniesienia daru: „Uważaj, nikomu nic
nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą prze­
pisał Mojżesz, na świadectwo dla nich" (Mk, 1, 44).
Obdarowywanie chrześcijańskich świętych, monasterów i cerkwi jest uwarun¬
kowane przede wszystkim dwiema kwestiami: po pierwsze, podstawową zasadą
nauki o wierze mówiącą o nieśmiertelności, którą osiąga się dzięki odkupieniu.
Zapewnić życie wieczne w świecie pozagrobowym może tylko Bóg, to on jest w sta¬
nie wybaczyć popełnione grzechy. Obdarowując świętego lub monaster, obdarowu¬
jemy samego Boga. Druga kwestia związana jest z zagwarantowaniem zdrowia - ono
również jest zależne od Boga i świętych, a także od świątyń, w których pojawiają się
oni jako patroni.
Według tradycji ludowej do aktu uzdrowienia i obdarowania są potrzebne o d p o ­
wiednie miejsce i okoliczności szczególnego rodzaju, np. natury zdrowotnej. Najczęś­
ciej odbywa się to w świątyniach lub w innym miejscu charakteryzującym się obec¬
nością sacrum, gdzie dochodzi do kontaktu między człowiekiem i świętym i gdzie
tworzy się mediacja pomiędzy różnymi rzeczywistościami, pomiędzy strefami
świata, który zdecydowanie nie jest jednorodny (Czarnowski 1979, za: Kowalski 1994,
s. 9).
W społeczeństwach tradycyjnych dar ma funkcję regulowania wymiany we¬
wnątrz wspólnoty, między jej członkami i wspólnotą a innymi, np. przodkami, bóst¬
wami itp. (Ynkova 1998, s. 272). Obdarowywanie ma symbolicznie ustanawiać
porządek, ponieważ człowiek ze swojej natury poszukuje porządku i harmonii. Stąd
pochodzi definicja daru jako znaku życia - prąd życia (Swirak 198, s. 65). Dar jest is¬
t o t n y m gestem potwierdzającym porządek świata, w którym święte miejsca mogą
go sankcjonować (Kowalski 1994, s. 131). Dar jest uniwersalnym i jednym z waż¬
niejszych sposobów regulowania relacji we wspólnocie społecznej. Znany jest reli¬
gijny termin „przysięga" , rozumiany jako świadomy i dobrowolny czyn, wyraz do¬
bra dokonanego, aby się przypodobać Bogu. Kościelne prawo moralne nie zobowią¬
zuje wiernych do przysiąg, jednak jeśli już przysięgę złożą, będzie dla nich wiążąca.
W tradycji ludowej częściej mowa jest o darze czy obdarowywaniu.
2

Tworzenie harmonii i zaufania odnosi się do relacji święty - wierny czy też świę­
ty - wspólnota społeczna. Świętość świętych ocenia się po obecności cudu uzdro-

2

W oryginale zavet. W y r a z t e n oznacza zarówno przysięgę, przyrzeczenie, ślubowanie, jak i Testament

(w znaczeniu Stary i N o w y Testament) [przyp. tłum.].

258

�Dar dla Boga

wienia. Ważnym momentem jest t u przekonanie chorego, że otrzyma od nich ocze¬
kiwaną pomoc. Gwarancja uzdrowicielskich mocy świętego i ciągłość tradycji reli¬
gijnej są ważne ze względu na funkcję nie tyle świąteczno-estetyczną, ile utylitarną.
W prawosławiu ludowym znane są przykłady cudotwórczego autorytetu świętych,
niezależnie od ich zasług dla oficjalnej Cerkwi: „Ludzie deklarują potrzebę świętego
cudotwórcy świętego pomocnika, a nie świętego wzorca" (Daskałowa 1998, s. 18).
Człowiek, który potrzebuje pomocy, zwraca się do świętego znanego ze swoich cu¬
dów.
Utrata wiary w świętego wywołuje pewien nieporządek w świadomości wiernego
lub we wspólnocie wiernych. W takiej sytuacji potrzebne jest nowe, powtórne przy¬
wrócenie ładu przez ustanowienie nowej relacji z innym świętym. Jeśli t o się uda,
dochodzi d o normalizacji stosunków i powrotu porządku zarówno we wspólnocie,
jak i u jednostek. Ogromne znaczenie w urzeczywistnieniu pomocy poszukiwanej
u świętego ma wiara w jego zdolności uzdrowicielskie. Zmaterializowana wdzięcz¬
ność za uzdrowienie jest istotnym potwierdzeniem nie tylko dla tego, k t o poczuł
łaskę świętego, ale i dla całej wspólnoty. Jest t o w istocie udokumentowany akt
uzdrowicielskiej mocy świętego. Potwierdzają t o również przytoczone słowa
Chrystusa: „na świadectwo dla nich".
Wierni i święci tworzą wyjątkową wspólnotę i w jej granicach oddziałują łaski,
takie jak modlitwa, cuda, obdarowywanie. Obdarowywanie jest konsekwencją
modlitwy która skutkuje cudem uzdrowienia. Ponadto zachodzi t u oczywisty zwią¬
zek dwóch ważnych elementów: wierni - święci. W tej relacji szczególnie istotne
jest wzajemne zrozumienie, wierność i pomoc. N i e tylko wskazuje się na uzdrowicielskie możliwości świętych, ale także proponuje się wiernym określony ideał mo¬
ralno-religijny — wymaga się od nich posłuszeństwa i szacunku, a w każdym wypadku
obdarowuje się właściwy monaster: „nie żądał ani bogactwa, ani innego majątku, ale
tego miejsca, gdzie są carskie wrota". L u b : „święty N a u m zażądał, aby mu wybudować
monaster na południowym brzegu Jeziora Ochrydzkiego" (Risteski 1990, s. 4 9 - 5 0 ) .
W niektórych legendach za pośrednictwem snu, za przykładem Chrystusa, święty
żąda obdarowania swego monasteru: „Idź i powiedz swojemu panu, aby przyniósł
dary do mojego monasteru - za osiem d n i będzie zdrowy!". Żądania świętych za¬
wsze są spełniane. A k t obdarowania jest rozpoznawalnym znakiem uzdrowicielskiej
mocy świętego i jego świątyni.
3

Ludzie również sami obdarowują świętego i jego monaster, przede wszystkim są
to ci, którzy poczuli ich łaskę. W legendarnym podaniu OzdrowienieTurka, gdy chory
został uleczony, zaapelował o obdarowywanie monasteru: „Obdarowujcie św. N a u ma za wszystkie jego błogosławieństwa!" (Risteski 1990, s. 87). Wezwanie nie tylko

3

Monaster św. N a u m a znajduje się w południowo-zachodniej części R e p u b l i k i M a c e d o n i i , w oko¬

licy miasta O c h r y d a .

259

�Tanas Wrażinowski

odnosi się do uzdrowienia, ale obejmuje również wiele innych przypadków, kiedy
monaster może pomóc. Świadczą o t y m słowa „za wszystkie".
Dar wybiera zarówno święty, jak i wierny G d y chory określa dar, dla samego
świętego nie jest ważna jego wartość, ale sam akt darowania. Niemniej dla monasterów
i cerkwi wartość darów ma istotne znaczenie, choć w tej dziedzinie nie ma jakiejś
cerkiewnej ewaluacji. Wierni obdarowują świętych i ich monastery: majątkiem, cen¬
nymi przedmiotami, pieniędzmi, koszulami, ręcznikami, chustami, skarpetami, pro¬
duktami spożywczymi, takimi jak olej, groch, itp. Darowane są również zwierzęta,
a zwłaszcza jagnięta: „Przyniosłem obiecane jagnię, a także prześcieradło, olej
i trochę pieniędzy, ponieważ wysłuchał naszej modlitwy i uchronił naszą córkę i jej
potomstwo" (Risteski 1990, s. 72).
W relacji święty - wierny bardzo ważny jest moment nawiązywania wzajemnego
kontaktu. Człowiek dzieli się swoimi problemami zdrowotnymi, po czym następu¬
je obustronna przysięga: święty przywraca choremu zdrowie, a ten ze swojej strony
obdarowuje świętego. W pewnym podaniu mówi się: „Dar od św. Nauma i dar dla
św. Nauma" (Risteski 1990, s. 70). G d y święty wypełnia prośbę chorego, w rzeczy¬
wistości go obdarowuje, tzn. przywraca mu zniszczone zdrowie. T y m samym zmu¬
sza wiernego, aby odwzajemnił dar - każdy dar wymaga odwzajemnienia. Obo¬
wiązek jest t u dwustronny: „Święty wysłuchał jego modlitwy, a teraz on wypełnia
swoje przyrzeczenie" (Risteski 1990, s. 70).
Samo obdarowywanie świątyń jest widoczne od chwili rozpoczęcia budowy, to
jest od momentu otrzymywania odpowiedniego dokumentu czy pozwolenia na bu¬
dowę, aż do prac wykończeniowych, takich jak ozdabianie, i początku funkcjono¬
wania budowli. Niemniej obdarowywanie staje się wyrazistsze, gdy monaster lub
cerkiew zdobywa cechy miejsca uzdrowicielskiego.
Obdarowywanie zwyczajowo odbywa się w dniu święta patrona monasteru lub
cerkwi. N i e jest to jednak regułą, ponieważ świątynie obdarowuje się również w in¬
nych dniach, w zależności od stanu zdrowia tego, k t o szuka pomocy, lub z innego
powodu. Czy wówczas uzdrowicielski efekt będzie taki sam? Nie, panuje przeko­
nanie, że w święta patronów ich moc jest większa:
T r z e c i e g o l i p c a p r z y p a d a l e t n i d z i e ń św. N a u m a . J u ż t y d z i e ń w c z e ś n i e j p r z y c h o d z ą
l u d z i e i szukają miejsc d o p o ł o ż e n i a się jak najbliżej c e r k w i l u b w niej samej. T w o r z ą się
długie k o l e j k i l u d z i , k t ó r z y p r z y n o s z ą d a r y d o g r o b u św. N a u m a ( S t o j c z e w s k a - A n t i k '
1982, s. 6 0 ) .

Wierzy się, że tego dnia św. N a u m wstaje z grobu. Wiadomość o uzdrowicielskiej mocy monasteru szerzyła się między ludźmi:
P r z y s z ł a d o p e w n e j baby, k t ó r a była b a r d z o mądra i k t ó r a wiedziała w s z y s t k o na
świecie. Baba ta powiedziała kobiecie, jak m o ż e w y l e c z y ć dziecko. Powiedziała jej,
ż e b y zaniosła je d o m o n a s t e r u św. N a u m a - tam w jednej j a s k i n i b y ł g r ó b - i żeby

260

�Dar dla Boga

p o ł o ż y ł a t o d z i e c k o na g r o b i e . I t y l k o w t e n s p o s ó b się m o ż e w y l e c z y ć ( C e ł a k o s k i
1997, s. 7 3 ) .

Baba była kategoryczna. Rodzice postąpili tak, jak i m powiedziała. Dziecko wy¬
zdrowiało i wróciło do domu.
Nie zawsze chory musi sam iść do monasteru i przespać się przy grobie św. Nauma.
Czasem wystarczy zostawić na noc jakąś część ubrania. Taki przypadek został opisany
w legendzie Ozdrowienie Turka. Koszula została na całą noc przy grobie świętego, na­
stępnego dnia chory ją włożył i dzięki temu wyzdrowiał (Risteski 1990, s. 85).
Monasterskie podwórze jako miejsce uzdrowień pojawia się również w podaniu
Wyleczony Albańczyk - przed monasterem św. Nauma znaleziono półnagiego A l bańczyka, który twierdził, że gdy stał przed monasterską cerkwią, przeszedł obok
niego starzec z białą brodą, dwa razy dmuchnął mu w usta i zniknął (Risteski 1990,
s. 84); najprawdopodobniej był to św. N a u m .
Wiadomość o uzdrowicielskiej mocy tego monasteru szerzyła się wśród ludzi,
tak że stał się znany nie tylko w najbliższej okolicy. Ważną rolę odgrywa t u sen.
C h o r y m osobom pojawia się sam święty lub jakiś inny starszy człowiek, który mówi
choremu lub członkowi jego rodziny, że do uzdrowienia może dojść jedynie w mo¬
nasterze św. Nauma. W podaniu Wyleczona dziewczyna we śnie ciężko chorej pojawił
się pewien stary białobrody człowiek, który jej powiedział: „Nigdzie nie odnajdziecie
zdrowia, idźcie jedynie do świętego Nauma w Ochrydzie!". Chora przespała się przy
grobie świętego i następnego dnia wstała i śpiewała, była rześka i wesoła. W y ¬
leczona dziewczyna obdarowała monaster (Stojczewska-Antik' 1982, s. 59). Po­
dobnie jest w legendarnej opowieści Syn bogatego Abańczyka z Pogradecu. W widze¬
niu sennym monaster św. Nauma ukazuje się jako miejsce uzdrowicielskie: „Droga
kobieto, we śnie przyszedł do mnie ktoś i mi powiedział, że lekiem dla dziecka jest
św. Naum. N i e ma lekarstwa nigdzie, jedynie św. Naum. [ . . . ] N a trzeci dzień jego
ojciec przyszedł do monasteru i przyniósł wielkie bogactwo i pieniądze. Ten czło¬
wiek był bardzo bogaty: pięć tysięcy owiec, kóz, wołów, krów, czegóż on nie miał"
(Cełakoski 1997, s. 78).
Wiadomo, że dawniej kapłani akceptowali praktykowanie ludowej medycyny
przy świątyniach. W ten sposób monastery były centrami uzdrowicielskiej mocy
obejmującej wiele chorób. Najbardziej znane przykłady uzdrowień w tradycji ludo¬
wej odnoszą się do: umysłowo chorych, niemych, głuchoniemych, sparaliżowanych,
bezpłodnych kobiet itp.
Dzięki plastycznym przedstawieniom w monasterze św. Nauma i w utworach lu¬
dowych św. Naum Ochrydzki jest znany jako wyjątkowa postać obdarzona cechami
niezwykłego psychoterapeuty Autorzy artykułu Tradycje psychiatryczne w monasterze
św. Nauma, Peter Fildiszewski i Pawle Tuntew, potwierdzają, że święty doskonale
rozumiał ludzi, jego zachowaniem rządziły altruizm, chęć niesienia pomocy nie¬
szczęśliwym. Święty N a u m wywierał pozytywny wpływ na osoby rozstrojone psy261

�Tanas Wrażinowski

chicznie - a tak można rozumieć dobre efekty terapeutyczne (Fildiszewski, Tuntew
1985, s. 129). Ponadto położenie monasteru i warunki klimatyczne okolicy przy¬
czyniają się d o tego, że jest on znany jako monasterski szpital.
Według Iwana Snegarowa igumen Gawrił wybudował w 1662 r. szpital, najpraw­
dopodobniej nastawiony na leczenie psychicznie chorych. Następnie obok kaplicy
świątynnej postawiono budyneczek, w którym od czasu do czasu zamykano ciężko
chorych. Usytuowanie miejsca do leczenia chorób umysłu tuż obok grobu św. N a u ma ma oczywiście określoną symbolikę, powiązaną z cudotwórczą mocą relikwii,
ale mogło mieć również wpływ na psychikę chorych, którzy się t u leczyli (Fildiszewski, Tuntew 1985, s. 125). Autorzy w kontekście monasterskiego szpitalu pod¬
kreślają: „O ile wiemy, monaster św. Nauma ze szpitalem leczącym umysłowo
chorych jest pierwszą instytucją psychiatryczną w t y m regionie i w związku z t y m
ma znaczenie historyczne dla psychiatrii w Macedonii" (Fildiszewski, Tuntew 1985,
s. 129). Monaster był znanym centrum leczenia chorób umysłowych d o czasu
utworzenia państwa macedońskiego po I I wojnie światowej, gdy jego funkcję prze­
jęła sieć wyspecjalizowanych instytucji psychiatrycznych. Był miejscem, gdzie
przez wieki pielęgnowano pewien szczególnie humanitarny stosunek do tych, któ¬
rzy z p o w o d u choroby (mimo że dotknęła ich nie z ich winy) spotykali się, zarówno
dawniej, jak obecnie, z odrzuceniem przez środowisko, w którym żyją, często także
przez rodziny (Sotiroski 1996, s. 208-210; Cełakoski 1997, s. 215).
Podania potwierdzają uzdrowicielską moc monasteru w przeszłości i obecnie.
W Uzdrowieniu dwóch umysłowo chorych czytamy że monaster św. Nauma jest szczegól¬
nie znany z uzdrowień wielu psychicznie chorych i cierpiących na padaczkę. N i e
trzeba szukać dawniejszych przypadków wyleczenia, wystarczy wiele nowych
uzdrowień, które mogą potwierdzić współcześni (Cełakoski 1997, s. 65). Wiedza
o uzdrowicielskich właściwościach monasteru była przekazywana z pokolenia na po¬
kolenie. Naocznych świadków wspomina się w legendach z imienia i nazwiska, a tak¬
że wymienia się wsie, z których pochodzą. W ten sposób opowiadacze dążą do po¬
twierdzenia wiarygodności swojej opowieści.
Jest i taka legenda: d o monasteru przybył umysłowo chory. „Najpierw zamknię¬
to go samego na klucz w mrocznej celi w cerkwi. D o północy krzyczał, a potem się
uciszył" (Cełakoski 1997, s. 65). Następnego dnia rano wyprowadzono go z celi. Był
spokojny i w pełni świadomy. Swoim bliskim wyjaśnił, że d o celi przyjechał stary
człowiek na koniu, który chciał go zdeptać. Później zasnął i długo spał. To samo się
stało z jego chorym psychicznie bratem. Podobną treść ma podanie Wyleczenie dwóch
szalonych, potwierdzające uzdrowicielską moc monasteru, który „najbardziej znany
jest z leczenia szalonych i epileptyków" (Risteski 1990, s. 87).
Dzięki pewnym utworom ludowym otrzymujemy informacje dotyczące sposo¬
bu leczenia osób psychicznie chorych. W legendzie Leczenie młodzieńczego szaleństwa
czytamy o t y m , jak związano chorego i położono go przy grobie. Po pewnym czasie
rozwiązano , a chłopak został przy grobie spokojny od razu zasnął. G d y się obudził,
262

�Dar dla Boga

poczuł się jak zupełnie normalny człowiek. Ojciec uleczonego obdarował monaster:
„Ojciec przyniósł do monasteru w darze jeden osmak pszenicy" (Risteski 1990, s. 86).
W podaniu Wyleczenie przez św. Nauma owa historia opowiedziana jest tak:
Sw. N a u m z p o w o d z e n i e m l e c z y ł z w ł a s z c z a u m y s ł o w o c h o r y c h . M o ż n a t o t a k ż e z o ­
b a c z y ć na f r e s k u w monasterze, w k a p l i c y o b o k g r o b u św. N a u m a . W i d o c z n y c h jest
t u d w ó c h c h o r y c h u m y s ł o w o l u d z i , k t ó r z y leżą na p o d ł o d z e . N a u m kładł i m d r e w n a
na n o g i i wiązał i c h , aby b y l i s p o k o j n i i p o k o r n i ( S t o j c z e w s k a - A n t i k ' 1982, s. 5 8 ) .

Bardzo znanym monasterem uzdrawiającym chorych psychicznie jest również
monaster św. A n d o n i i . W legendarnej opowieści mówi się, że: „wielu szalonych
udaje się do tego monasteru, aby wyzdrowieć z pomocą św. Andonii. Jeden szale¬
niec na sto wraca stamtąd nieuleczony. Pozostali, niezależnie od tego, jak było z ni¬
mi źle, zdrowieli tam" (Cepenkow 1972, s. 171). A oto jak leczono umysłowo chorych:
5

Jest w i e l e p o k o i k ó w w m o n a s t e r z e d o z a m y k a n i a s z a l o n y c h [ . . . ] . W o k ó ł c e r k w i są
g a n k i (rtika), w s z y s t k i e w y ł o ż o n e płytami. N a w i e l u t y c h p ł y t a c h leżą p o j e d y n c z e że¬
lazne o b r o ż e , k t ó r e zakłada się na szyję agresywnego c h o r e g o i z a m y k a na k l u c z ;
p o t e m c h o r e g o się z o s t a w i a , ż e b y się p o ł o ż y ł na p ł y t a c h l u b usiadł ( C e p e n k o w 1972,
s. 172).

Chory zostaje w takiej pozycji przez 40 dni, przez ten czas kapłani modlą się
o jego całkowite wyleczenie. Czasem, w zależności od zaawansowania choroby,
zostaje w monasterze trzy razy po 40 dni, a kapłani kontynuują modlitwę. C h o r y
wraca do domu zdrowy i bogato obdarowuje monaster.
Uzdrowicielską moc mają również monasterskie podwórza. Interesujący jest
przykład wyleczenia chorego psychicznie chłopca z Epiru, o imieniu Gjorgji, który
kilka razy okrążył biegiem monaster. O b e c n y m przy cudzie uzdrowienia wyjaśnił:
B y ł e m w jakimś w i e l k i m p ł o m i e n i u , k t ó r y o g a r n ą ł m n i e o d pasa w g ó r ę , n a d g ł o w ę .
Całą g ł o w ę miałem w p ł o m i e n i u . N i c nie widziałem p o z a n i m . I w r e s z c i e p r z y s z e d ł
d o m n i e jakiś starzec, w y g l ą d a j ą c y jak kapłan, stanął p r z e d e mną i d m u c h n ą ł w pło¬
mień. P ł o m i e ń zniknął, a starzec p o w o l i w s z e d ł d o c e r k w i ( R i s t e s k i 1990, s. 8 6 - 8 7 ) .

Po kilku dniach chłopak zdrów pojechał do domu. W t y m konkretnym przypad¬
ku dochodzi d o ukazania leczniczych właściwości ognia, który związany jest ze św.
Naumem - bezpośrednio nie wspomina się jego imienia, pojawia się on jako starzec,
kapłan.

4

D a w n a jednostka masy wynosząca 5 0 k g [ p r z y p . tłum.].

5

Monaster św. A n d o n i i znajduje się w miejscowości Ber w M a c e d o n i i Egejskiej ( G r e c j a ) [ p r z y p .

tłum.].

263

�Tanas Wrażinowski

M o c uzdrowicielską ma również monaster św. Gawriła Lesnowskiego . Mnisi,
którzy t u mieszkali, wybudowali szpital. Podczas mojego p o b y t u w monasterze
protojerej Gawrił Markoski powiedział, że leczyli się t u chorzy umysłowo i inni:
„Ten monaster wraz z rozwojem monastycyzmu i w związku z innymi okolicznościa¬
mi stał się też szpitalem. Przyprowadzano t u wszystkich chorych, którzy cierpieli
na choroby umysłowe, a mnisi ich leczyli. Niektórzy z wyleczonych zostawali t u
i ofiarowywali swoje majątki. Przyprowadzali ich krewni".
6

Ważne miejsce w legendarnych podaniach zajmuje leczenie kobiet, które nie
mogą mieć potomstwa. Brak dzieci nie tylko wśród naszego ludu uważa się za
ogromne przekleństwo, w niektórych przypadkach - efekt ciężkiego grzechu.
Szczególne miejsce zajmuje t u sen, za pośrednictwem którego bezpłodnej kobiecie
wskazywany jest monaster św. Nauma, jako ten, który ma jej pomóc w zajściu w cią¬
żę. Pewnej kobiecie „śniło się, że ma pójść do św. Nauma. Poszła. Przyniosła dary
i długo się modliła. Niedługo potem zaszła w ciążę". Urodziła dziewczynkę. „Ten
dar dał mi święty N a u m - po 40 latach! - mówiła" (Risteski 1990, s. 72). W legen­
darnym podaniu Mam syna od świętego Nauma pewnej kobiecie umierały dzieci. We
śnie pojawił się jej białobrody starzec, który dał jej dziecko i powiedział: „To dziecko
jest dla ciebie darem od świętego Nauma. Pójdź teraz tylko do monasteru!" (Ris¬
teski 1990, s. 72). Po pobycie tam i ofiarowaniu różnych darów kobieta urodziła
syna. Urodzenie dziecka uważa się za dar od świętego i jego monasteru. W niektó¬
rych opowieściach dzieci otrzymują imię świętego: „Urodziła w następnym roku, na
dwa tygodnie przed świętem św. Nauma. N a chrzcie dała dziecku imię N a u m "
(Risteski 1990, s. 71).
W niektórych utworach ludowych rodzaj modlitwy zawiera jasne wezwanie
0 pomoc monasteru św. Nauma, a równocześnie przyrzeczenie obdarowania:
„Święty Naumie, spraw, aby nasza córka miała dzieci. Przyjadę z Walandowa, aby
cię obdarować!" lub „Przyniosła dary i długo się modliła. W k r ó t c e potem zaszła
w ciążę" (Risteski 1990, s. 72). Za pośrednictwem widzenia sennego pewien Turek
otrzymał syna. We śnie pojawił mu się człowiek, który powiedział: „Idź do monasteru św. Nauma i pokłoń się przed jego grobem" (Cełakoski 1997, s. 80). Turek ofia¬
rował monasterowi wiele darów.
W monasterze pomyślnie leczyli się niemi i głuchoniemi. W legendzie Niema
dziewczyna przemówiła dziewczynie pojawił się we śnie św. N a u m i poradził jej, aby
poszła do monasteru, gdzie zostanie uleczona. Pozostała tam przez jakiś czas
1 wykonywała wszelkie prace porządkowe. Pracowała od rana do wieczora i nie¬
ustannie modliła się d o świętego. W dniu, w którym minął rok p o b y t u w mona¬
sterze, dziewczyna przemówiła (Cełakoski 1997, s. 71).

6

Monaster św. Gawriła Lesnowskiego znajduje się we wschodniej części Republiki M a c e d o n i i ,

w o k o l i c y miasta Probisztip.

264

�Dar dla Boga

Syn pewnego muzułmanina z Ochrydy, według podania Opowieść o wyleczeniu
niemego, przez siedem lat był niemy W święto św. Nauma ojciec przyprowadził go
do monasteru i tu, dzięki modlitwie, dziecko przemówiło (Cełakoski 1997, s. 72).
Bohater legendy Głuchonieme dziecko także został wyleczony w monasterze, a gdy
urósł, przez rok pracował na jego rzecz (Cełakoski 1997, s. 73).
Z kolei pewien bardzo bogaty magnat długo i ciężko chorował, był sparaliżowa¬
ny i miał połamane nogi. N i k t nie mógł go wyleczyć. Lekarstwo znalazł w monaste­
rze św. Joakima Osogowskiego. N o g i mu wyzdrowiały jak gdyby nigdy nie były zła¬
mane. Wieść o t y m cudzie rozniosła się daleko, a z odległych miejsc przybywali cho¬
rzy i t u znajdowali lekarstwo. Człowiek ów bogato obdarował monaster: dał konia,
dwie pary wołów i 50 owiec. Takie przykłady można mnożyć.
Chrześcijańscy święci i ich monastery uzdrawiają nie tylko prawosławnych wier¬
nych, ale również wyznawców islamu. Zdrowie jest o wiele ważniejsze niż przyna¬
leżność religijna bądź etniczna. O tych wzajemnych relacjach między prawosław¬
nymi i muzułmanami tak napisał w 1854 r., w książce Macedonia w dziełach obcych
podróżników 1827—1849, rosyjski macedonista W i k t o r Grigorowicz:
Turcy

7

mają s z c z e g ó l n y szacunek d o ś w i ę t e g o u z d r o w i c i e l a u m y s ł o w o c h o r y c h ,

którzy zostali uchronieni przez monaster

[...]

C h o r z y szczególnie

psychicznie

c h o r z y T u r c y i chrześcijanie, p r z y c h o d z ą t u , aby p o ł o ż y ć się p r z y g r o b i e ś w i ę t e g o
z nadzieją u z d r o w i e n i a . . . ( G r i g o r o w i c z , za: R i s t e s k i 2 0 0 5 , s. 2 4 0 ) .

To samo zanotował Johan Han w 1863 r.:
O b o k g r o b u jest t u r e c k i e posłanie, na k t ó r y m m o d l ą się d o Boga [ . . . ] , - t u t a j r ó w n i e ż
m o d l ą się Turcy, p o n i e w a ż ś w i ę t y jest b a r d z o s z a n o w a n y z a r ó w n o w ś r ó d n i c h , jak
i w ś r ó d chrześcijan; o n i b a r d z o c z ę s t o p r z y c h o d z ą i modlą się p r z y grobie. A tureckie
k o b i e t y o b d a r o w u j ą m o n a s t e r i p r z y c h o d z ą d o niego, aby w y z d r o w i a ł y i m d z i e c i l u b
aby z ł o ż y ć świętemu jakieś p r z y r z e c z e n i e ( G r i g o r o w i c z , za: Risteski 2005, s. 2 4 0 ) .

O wielkim respekcie muzułmanów świadczy podanie Jak Turcy szanują św. Nauma: „Swoim szacunkiem dla św. Nauma Turcy często zawstydzają prawosławnych
chrześcijan. Rzeczywiście św. N a u m pomaga zarówno Turkom, jak chrześcijanom,
jeśli tylko zwracają się do niego o pomoc ze szczerą wiarą i modlitwą" (Risteski
1990, s. 69). Szczera wiara i modlitwa powodują, że chorzy zostają uleczeni bez
względu na swoją przynależność religijną czy etniczną.
Obdarowywanie przez uzdrowionego może mieć charakter czasowy, być jedno¬
razowe, ale może też być długotrwałą lub stałą praktyką. Zależy to od sytuacji ma-

7

Pojęcie „Turek" o d n o s i się t u nie t y l k o d o e t n i c z n y c h Turków, ale także d o muzułmanów ogólnie

[przyp. tłum].

265

�Tanas Wrażinowski

terialnej tych, którzy poczuli błogosławieństwo świętego i jego monasteru. Zamożni
najczęściej obdarowują stale i bogato. G d y sytuacja materialna nie pozwala obdaro¬
wywać w ten sposób, uzdrowieni obiecują służbę świętemu i monasterowi; służba
nie jest czasowo określona i może trwać od roku aż d o śmierci obdarowującego. N a
przykład: „Na znak wdzięczności za wyleczenie mężczyzna pracował w św. Naumie
aż d o ukończenia budowy konaków " (Risteski 1990, s. 75). L u b : „Potem ten czło­
wiek odszedł dobrowolnie i zaproponował igumenowi, że będzie służył w monaste­
rze do końca swego życia z wdzięczności dla św. Nauma" (Risteski 1990).
8

Według przekazów jednym z najbardziej znanych monasterów mających szcze¬
gólną moc uzdrowicielską jest monaster św. Nauma. Jest on znany nie tylko w na¬
szej ojczyźnie, ale również w krajach sąsiednich. Stanisław Krakow, przebywając
w monasterze w święto św. Nauma, zachwycony jego widokiem pisał:
W i e ś n i a c z k i z c h u s t a m i zawiązanymi p o d b r o d ą , panie z o d k r y t y m i t w a r z a m i i d z i e c i
c h o r e na straszną chorobę i o p ę t a n e p r z e z d u c h y n i e c z y s t e całą n o c s p ę d z i ł y z głowami
p o c h y l o n y m i n a d g r o b e m św. N a u m a , p o g r ą ż o n e w e śnie i w m o d l i t w i e . N i e w s z y s c y
m o g l i z b l i ż y ć się d o g r o b u , w i ę c leżeli w k r y p c i e p r z y c i ś n i ę c i j e d e n d o d r u g i e g o . A l e
i t a k n i e b y ł o w y s t a r c z a j ą c o miejsca d l a w s z y s t k i c h c h o r y c h . C i , k t ó r z y p r z y s z l i
o s t a t n i , r o z ł o ż y l i c h o d n i k i na p o d ł o d z e w c e r k w i i t u spędzili całą noc, o c z e k u j ą c
z d r o w i a i s p o k o j u . N a d r u c i e n a d g r o b e m wisiała masa s k a r p e t i r ę c z n i k ó w , d a r ó w dla
w i e l k i e g o n a u c z y c i e l a . C a ł y g r o b o w i e c m o c n o p a c h n i a ł d o p a l a j ą c y m i się świecami
i r o z g r z a n y m i ciałami. G d y r a n k i e m d z w o n y u d e r z a ł y na p o r a n n ą m o d l i t w ę , c h o r z y
w y c h o d z i l i ze szpitala ż ó ł c i , z m ę c z e n i i radośni [ . . . ] . D l a nas są t o n i e z r o z u m i a ł e
sprawy, w s z y s t k o t o wygląda na zabobony, p o n i e w a ż p o d w z g l ę d e m

duchowym

j e s t e ś m y p o n i ż e j p o z i o m u m a c e d o ń s k i e g o wieśniaka ( K r a k o w 1926, s. 5 9 - 6 0 ) .

Chorzy, którzy wychodzili z monasteru, mimo fizycznego wyczerpania byli ra¬
dośni, a t o znaczy, że poczuli łaskę świętego i monasteru. Autor podkreśla duchową
moc macedońskiego ludu, który właśnie w monasterach przez wieki tworzył swoją
ludową (religijną) i narodową kulturę.
Podobnie pisze znany serbski pisarz Branisław Nuszić: „Grób św. Nauma jest
najbardziej świętym miejscem tego monasteru także dla tych, którzy mieszkają w tym
regionie. W i e l u ludzi przychodzi d o grobu się położyć, ponieważ każdy wierzy, że
św. N a u m uzdrawia. Przyprowadzają t u : kaleki, ślepych, nierozumnych... Często
zostawiają chorych, aby przespali całą noc przy świętym grobie. G d y jest monasterska sława , wielu ludzi śpi przy grobie [ . . . ] , leżą w ciasnocie i każdy chce, jeśli nie
głowę, t o przynajmniej rękę lub palec, lub kawałeczek swojej odzieży położyć obok
świętego grobu i w ten sposób przespać t u tę noc" (Nuszić 1894, s. 103). M o c
9

8

Konaki -

zabudowania monasterskie, w k t ó r y c h znajdują się pomieszczenia

mieszkalne

mnichów, a także pokoje dla pielgrzymów i gości [przyp. t ł u m ] .
9

Sława (slava) - święto patrona. Sławę o b c h o d z ą poszczególni ludzie, całe r o d z i n y a także wsie,

cerkwie c z y monastery [przyp. t ł u m . ] .

266

�Dar dla Boga

uzdrowicielską monaster św. Nauma zawdzięcza przede wszystkim grobowi świę­
tego, znajdującemu się w samym monasterze, i celi, w której dawniej zamykano
chorych. Ważne są także dogodne warunki klimatyczne związane z położeniem
monasteru. Ale uzdrowicielską moc mają też monastery znane z życia macedoń­
skich pustelników: św. Joakima Osogowskiego, św. Gawriła Lesnowskiego, św. Pro¬
hora Pczinskiego , a także monaster Bogurodzicy Preczistej Kiczewskiej i inne. D o
tego przyczynia się także wielowiekowa tradycja ludowa. Ich moc uzdrowicielska
była znana już za życia pustelników i przetrwała po ich śmierci.
10

11

W macedońskich dziełach ludowych spotykamy również inną postać uzdrawia­
nia i obdarowywania monasterów. W czasach władania osmańskiego wiele mona­
sterów i cerkwi zostało zamienionych w meczety lub ograbionych. Święci patroni
ciężko karali tych, którzy próbowali okraść monastery. Najczęściej zostawali spara¬
liżowani. I tu znów pojawia się uzdrowicielska funkcja świętego, lecz już jako rezul­
tat skruchy: „Pasza się pokajał przed świętym Naumem i ofiarował cały majątek m o nasterowi" (Risteski 1990, s. 92). Sparaliżowani i uzdrowieni (sułtani, baszowie, t u ­
reccy dowódcy wojskowi) oprócz tego, że przyrzekali bogato obdarować monaster,
przysięgali też, że nie zostanie on zamieniony w meczet: „To jest święte miejsce, nie
będziemy go więcej nękać [ . . . ] . N i e mamy tyle siły by zniszczyć tę świętość" - ma­
wiali. „Na znak wdzięczności sułtan postawił krzyż tam, gdzie został sparaliżowa­
ny", „został postawiony znak turecki, żeby ta cerkiew nie została dotknięta przez Tur­
ków". „Pod monasterem jest jeden pomnik turecki, postawiony przez baszę, gdy mu się
zaczęło źle dziać po t y m , jak przyszedł podpalić monaster. Postawił go, żeby nikt
już więcej nie palił ani nie grabił, gdy wojska tureckie będą wracały". W innym warian­
cie sułtan z wdzięczności za uzdrowienie postawił słup, który nadal stoi przed m o ­
nasterem: „Marmurowy wysoki słup, jako znak wdzięczności za uleczenie. [ . . . ] N a
znak wdzięczności sułtan postawił też krzyż, tam na dole, gdzie doznał paraliżu
ręki. I ten krzyż stoi po dziś dzień" (Wrażinowski 2002, s. 314). Dostojnicy turec­
cy przyjmowali świętość monasterów słowami: „To jest miejsce święte! To był i b ę ­
dzie monaster!" (Risteski 1990, s. 92). O d tego czasu nikt już więcej nie napadał na
monaster, ponieważ wszyscy tyrani i rozbójnicy bali się kary świętych.
W tego t y p u legendarnych podaniach pojawia się więcej ważnych elementów re­
ligijnych: grzech polegający na próbie sturczenia monasteru lub na kradzieży skrucha
za próbę sturczenia monasteru lub za kradzież, miłosierdzie, które się objawia cudem
uzdrowienia, i obdarowywanie monasteru. Zgodnie z t y m triada: grzech, skrucha i da­
rowanie, dopełniona jest pojawieniem się miłosierdzia i cudu uzdrowienia. W rze¬
czywistości chodzi t u o dar za odkupienie za grzechy.

10

M a c e d o ń s k i monaster św. Prohora Pczinskiego znajduje się w południowo-wschodniej części

Serbii, w której granicach znalazł się p o I I w o j n i e światowej.
11

Monaster B o g u r o d z i c y Preczistej znajduje się w zachodniej części M a c e d o n i i , w o k o l i c y miasta

Kiczewo.

267

�Tanas Wrażinowski

Pojawia się t u też inna kwestia: grzech w etyce islamskiej. Islamizacja monasterów była regularną praktyką najwyższych dostojników muzułmańskich, a islam uspra¬
wiedliwiał takie działania. Grzech istnieje w chrześcijańskiej i - ma się rozumieć
- cywilizacyjnej etyce. Przedstawiciel islamu staje się świadomy grzechu dopiero,
gdy zostanie sparaliżowany i uzdrowiony przez świętego.
Skrucha za uczynione zło, według dogmatyki prawosławnej, jest świętą tajemni¬
cą. Jest t o lekarstwo na wszystkie grzechy. Miłosierdzie jest konsekwencją skruchy
i d o w o d e m wielkoduszności świętego. Jego funkcja uzdrowicielska znajduje swoje
znaczenie właśnie w miłosierdziu. Oczywisty wpływ ma t u Biblia. N a przykład
w Ewangelii św. Łukasza czytamy: „Uważajcie na siebie! Jeśli brat twój zawini, u p o m ­
nij go, i jeśli żałuje, przebacz mu!" (Łk 17, 2 - 3 ) .
Obdarowywanie monasterów i cerkwi z powodu ich uzdrawiającej mocy jest aktem
religijnym, za którego pośrednictwem zmienia się status chorego, umysłowo chorzy
stają się normalnymi ludźmi, niewidomi zaczynają widzieć, niemi przemawiają itp.
W komunikacji nawiązanej między chorym, a dokładniej światem świeckim, i świę¬
tym, czyli sferą sacrum, dokonuje się cud uzdrowienia. Jest to jedna ze specyficz¬
nych funkcji obdarowywania.
We wszystkich przytoczonych przykładach darowanie pojawia się jako epilog cudu
uzdrowienia. Sam cud w większości przypadków nie zaistnieje bez przysięgi obda¬
rowania lub wcześniejszej ofiary. Także jeśli nie wspomina się o darze poprzedzającym
cud lub po nim następującym, ten, k t o poszukuje pomocy i sam święty nie zapomi¬
nają o darach. Święty jest przekonany, że po dokonaniu cudu nastąpi obdarowanie,
które ma charakter dwustronny Darowanie pozostaje jednak w sferze bezczasowej.
N i e można również zapominać, że obdarowywanie monasterów i cerkwi ze
względu na ich funkcję uzdrowicielską jest także realną formą zaspokajania ich
potrzeb i znacznym wsparciem materialnym.
Z języka macedońskiego przełożyła Karolina Bielenin-Lenczowska

Bibliografia
Cełakoski N .
1997

Sweti Naum Ochridski czudotworec, Prilep

Cepenkow M . K .
1972

Makedonski narodni umotworbi. Predanija, t. 7, red. K. Penuszliski, Skopje

Czarnowski S.
1956

Podział przestrzeni i jej ograniczenie w religii i magii, w: Dzieła, t. 3, Warszawa

Daskałowa B.
1998

Prawosławnoto czudo - dar ili ispitanie, w: Darowe i sykrowiszta. Duchowna priemstwe¬
nost na Bałkanite - meżdunaroden uniwersitetski seminar za bałkanisticzni prouczwanija
i specializacii, Błagoewgrad
268

�Dar dla Boga

Fildiszewski P., Tuntew P
1985

Psichijatirski tradicii wo manastirot Sweti Naum Ochridski, O c h r i d

Georgijewa C.
1998

Qrjch, dar i iskuplenie w tradicionnata kultura na Bałkanite. Darowe i sykrowiszta.
Duchowna priemstwenost na Bałkanite, Błagoewgrad

Kowalski P
1994

Prośba do Pana Boga. Rzecz o gestach wotywnych, Wrocław

Krakow S.
1926

Kroz Jużnu Srbiju, Beograd

Nuszić B.D.
1894

Kraj obala Ochridskog jezera, Beograd

Risteski L.S.
2005

Kategoriite prostor i wreme wo narodnata kultura na Makedoncite. Matica makedonska,

Skopje
Risteski S.
1990

Legendi i predanija za sweti Naum,

Skopje

Sotiroski P.
1996

Leczebnite tradicii pro manastirot Sw. Naum, 1100 godini od hirotoniziranieto na sweti
Kliment wo episkop i doagjanieto na sweti Naum wo Ochrid, O c h r i d
Stojczewska-Antik' W
1982

Kliment i Naum Ochridski wo narodnata tradicija, Skopje

Swirak M .
1989

Dariwanje kruhom u obiczajima Hrvata, Winkowci, Zagreb

Trzcionkowski L.
2005

U źródeł teorii ofiary, w: Esej o naturze i funkcji ofiary, red. H . H u b e r t , M . Mauss,
Kraków
Wrażinowski T
2002
Makedonska narodna mitologija, Etnografski ifolklorni materijali, współpraca: L.S. Ris­
teski, W Karadżoski, L . Simoska, Skopje
Ynkowa W
1998
„I wyrna złatoto, a czaszata zadyrża...". Darowe i sykrowiszta. Duchowna priemstwe­
nost na Bałkanite, Błagoewgrad

2Ó9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6532" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6512">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e7e7487840e4ece65044ceed45161ad4.pdf</src>
        <authentication>4e54319cdfd6c8f792bb906565fc776e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77786">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4231</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77787">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77788">
                <text>1952</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77789">
                <text>ceramika ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77790">
                <text>Kitowski, Wincenty - twórca ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77791">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3945</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77792">
                <text>Wincenty Kitowski - iłżecki artysta ceramik / Polska Sztuka ludowa - Konteksty1952 t.6 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77793">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1952 t.6 z.2 ; s.92-95</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77794">
                <text>Wajda, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77795">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77796">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77797">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77798">
                <text>SYLWETKI TWÓRCÓW LUDOWYCH

W I N C E N T Y K I T O W S K I — IŁŻECKI A R T Y S T A
CERAMIK

Ryc. 1. Wincenty Kitowski

przy pracy — rok 1951. fot. Jerzy

Lipman.

ANDRZEJ

Jednym z ciekawszych ośrodków ceramicznych
w Polsce jest Iłża. Już Górnicki i Starowolski wspo­
minają o tym, że w X I V wieku istnieć miał w Iłży
cech garncarzy, zaś w wieku X V I i X V I I iłżeckie na­
czynia gliniane rozchodziły się drogą handlową nie
tylko po Polsce, ale były również eksportowane za
granicę. Z czasem, zwłaszcza zaś pod koniec X I X wie­
ku i z początkiem X X , garncarstwo iłżeckie poczęło
się chylić do upadku, co zaznaczyło się przede wszyst­
kim znacznym spadkiem ilości pracowni garncarskich.
W okresie międzywojennym niektórzy garncarze w i ­
dząc coraz mniejsze zapotrzebowanie na użytkową ce­
ramikę w postaci garnków, dzbanków itp. zaczęli
przestawiać swoją produkcję na tak zwaną galanterię
glinianą, to jest drobną - wytwórczość pamiątkarską
przeznaczoną głównie dla odbiorcy miejskiego. W tym
czasie garncarze iłżeccy w produkcji swej ulegają
wpływom różnych przygodnych doradców, z których
każdy usiłuje im narzucić swoje własne upodobania
i na własny sposób „uszlachetnić" wyroby iłżeckie.
Tym właśnie tłumaczy się, że w wyrobach iłżeckich
z okresu międzywojennego widzimy tyle dziwacznych
form, czerpanych z różnych źródeł, począwszy od
kształtów zapożyczonych z ceramiki greckiej a koń­
cząc na rozentalowskich plastycznych różyczkach, na­
klejanych na przykład na iłżeckich dwojakach. Obok
tej wytwórczości pozbawionej wartości artystycznych
rozwija się jednak w Iłży rzeźba ceramiczna, biorąca

92

WAJDA

początek w dawnych glinianych wyrobach zabawkarskich. Jednym z pierwszych, który tego rodzaju rzeź­
bę zapoczątkował, był w latach międzywojennych Sta­
nisław Kosiarski, garncarz iłżecki, obdarzony niepo­
spolitym talentem plastycznym. Wyroby jego w po­
staci słynnych iłżeckich ptaszków, figurek świętych
itp. oddziałały i na innych kolegów po fachu, którzy
zaczęli Kosiarskiego naśladować. Po śmierci Kosiarskiego, zabitego przez hitlerowskich okupantów, na
czoło garncarzy iłżeckich wybija się Wincenty Kitow­
ski (ryc. 1). Urodzony w Iłży dnia 10.VII.1895 г., jako
syn garncarza, od najmłodszych swych lat zżywa się
z zawodem garncarskim. W 1914 r. pracuje już jako
czeladnik. Jest to trudny a może najcięższy okres je­
go życia. Garncarstwo w tym czasie coraz bardziej
upada. Zmniejsza się popyt na wyroby garncarskie
a pośredniczący wówczas w sprzedaży garnków han­
dlarze stosują niebywały wyzysk, wykorzystując prze­
de wszystkim rzemieślników. Praca w warsztacie
trwa od świtu do nocy, zarobek zaś może wystarczyć
zaledwie na nędzną egzystencję.
Kitowski w młodości wykonywał przede wszystkim
ceramikę użytkową, drobną galanterią pamiątkarską
zajmował się dorywczo, podobnie zresztą jak i inni
garncarze iłżeccy — oprócz Kosiarskiego. Wyroby K i towskiego do roku 1939 nie wyróżniały się prawie n i ­
czym specjalnym od wyrobów innych jego kolegów
mimo, że brał udział w Wystawie Ceramiki Ludowej

�w roku 1929, oraz w Wystawie Sztuki Ludowej w Ber­
linie w 1937 r. Podczas gdy dla Stanisława Kosiarskiego okres wzmożonej twórczości datuje się właśnie od
wystawy w 1929 r. do czego niewątpliwie przyczyniło
się zainteresowanie jakie wytworzyło się wokół jego
osoby, Kitowskim w tym czasie nikt się nie zajmuje,
bieduje on dalej i trzeba jeszcze długo czekać na mo­
ment, kiedy odnajdzie właściwą dla siebie drogę, drogę
twórczości artystycznej, przejawiającej się przede
wszystkim w rzeźbie figuralnej. Również okres oku­
pacji nie sprzyjał rozwinięciu się jego talentu. Żyjąc
samotnie, na uboczu, nie posiada Kitowski szerszego
kręgu odbiorców, którzy wówczas trafiają raczej do
innego garncarza iłżeckiego, Stanisława Pastuszkiewicza. Zresztą wywozi się w tym czasie z llży przeważ­
nie ozdobne dzbanki, lichtarze itp., których Kitowski
nie wyrabia. Dopiero w okresie powojennym, w związ­
ku z opieką roztaczaną nad sztuką ludową przez Pań­
stwo, osoba Kitowskiego została wydobyta z cienia,
który go otaczał. Prace jego wystawione na konkur­
sach i wystawach zwracają powszechną uwagę swoją
interesującą formą i są bardzo przychylnie oceniane.
Teraz dopiero Kitowski znalazł sposobność pokazania
swych pełnych możliwości artystycznych. W recenzji
z Wystawy Sztuki Ludowej w Kielcach, która miała
miejsce w październiku 1948 r. tak pisze o Kitow­
skim — Kazimierz Pietkiewicz: „Zgoła niesamowite
wyniki artystyczne w ostatnim czasie w ośrodku bez­
sprzecznie osiągnął w zakresie figurek, przedstawiają­
cych stylizowane ptaki, Wincenty Kitowski. Wyraz
i artystyczna forma jego prac dorównuje najlepszym
osiągnięciom sztuki współczesnej w ogóle. Artysta
doskonale daje sobie radę z tworzeniem i nie powta­
rza się mechanicznie" i).

Ryc. 2. „Chrystus z krzyżem" wyk. Wincenty
w 1948 r. fot. Jerzy Lipman.

Kitowski

Ryc. 3. „Kogut" — wyk. Wincenty Kitowski
fot. Stefan Deptuszewski.

w 1948 r.

Dotychczasowe prace Wincentego Kitowskiego mo­
żemy podzielić na trzy zasadnicze grupy: świątki, zwie-,
rzęta oraz sceny z życia wsi. Obok tych prac wyko­
nuje on również różne wyroby garncarskie, ale robi
je jedynie z konieczności, uważając je tylko za pracę
zarobkową, nie przykładając do nich, w przeciwieńctwie do lat przedwojennych, większej wagi. Na wszel­
kie konkursy czy wystawy wysyła on tylko cerami­
kę figuralną. W pracach Kitowskiego znać ogromny
postęp i rozwój jego twórczości. W okresie między­
wojennym wykonywał on świątki (ryc. 2) i tak cha­
rakterystyczne dla ośrodka iłżeckiego ptaszki (ryc. 3).
Świątki ujmowane były w sposób zgodny z pospoli­
tymi schematami ikonograficznymi. Dla tego okresu
charakterystyczną jest rzeźba, przedstawiająca Chryr-tusa stojącego lub siedzącego (ryc. 2) względnie upa­
dającego pod krzyżem.
Rzeźby te prymitywne w formie, sztywne, o swo­
bodnie traktowanych proporcjach, często nadmiernie
wydłużonych, nie odbiegają od ogólnego schematu
rzeźby figuralnej, jakim się posługują i inni garnca­
rze iłżeccy. Indywidualność Kitowskiego zaznacza się
dopiero w miękko modelowanym płaszczu i rękach,
wykonanych ze specjalną precyzją. Schematyzm kom­
pozycyjny z jakim zmuszony jest liczyć się rzeźbiarz
w swych pracach o tematyce religijnej, działał na K i ­
towskiego krępująco i nie dawał mu pełnego zadowo­
lenia w twórczej pracy. Nastąpić musiał u niego zwrot
w kierunku tematyki świeckiej, dającej większą swo­
bodę wypowiedzenia się artystycznego. Charaktery­
styczny jest więc w twórczości jego wzrost swobody
wypowiedzi artystycznej w pracach z okresu powo-

93

�Ryc. 4. „Krowa" — wyk. Wincenty Kitowski w 1951 r. fot. Jerzy Lipman.
Ryc. 5. „Kobieta z maśnicą" — wyk. Wincenty Kitów ski w 1951 r. fot. Jerzy Lipman.

jennego, w których pojawia się tematyka świecka,
cały wachlarz scen rodzajowych, związanych z pracą
na wsi (ryc. 4 i 5). Tematykę dla swych prac czerpał
Kitowski z otaczającego go życia, odtwarzając je
w sposób realistyczny. Urodzony i wychowany na wsi
związany jest silnie z tym wszystkim, czym ta wieś
żyje i żyła do niedawna. Tworzy on — jak sam mó­
wi — wyłącznie z obserwacji, oraz własnych przeżyć,
zwłaszcza z czasów ciężkiej pracy terminatorskiej.
W pamięci jego tkwią wyraźne obrazy nędzy, wychu­
dłych krów, bosych kobiet itd. Ta wieś, którą poznał
w najgorszym okresie swego życia, a jakiej nie mógł
wówczas pokazać w swych pracach (o czym z żalem
dziś opowiada), przywiązany do warsztatu twardą wal­
ką o byt, ożyła w jego umyśle, dając mu mnóstwo te­
matów do obecnej twórczości. Kitowski umie patrzeć
i obserwować, a mając do każdego tematu podejście
wybitnie realistyczne potrafi uchwycić rysy charakte­
rystyczne postaci, oddać całą prawdę życiową, jal: to
widać np. w jego figurce przedstawiającej chłopa z ra­
diem na ramieniu, zatytułowanej: „Z dawnej wsi"', czy
też w rzeźbie: „Kobiety z krowami", względnie „Ko­
bieta z maśnicą" (ryc. 5).
Osobny dział twórczości artystycznej Kitowskiego
stanowią ptaki (ryc. 3) i inne zwierzęta (ryc. 6), które
wykonywał głównie w pierwszym okresie. Ptaki robi
Kitowski w wielu odmianach i pozach. Kształty ich są
uproszczone z podkreśleniem szczególnie charaktery­
stycznych ich cech. Obecnie jednak da się zauważyć,
że w wyrobach Kitowskiego ptaszki grają rolę coraz
mniejszą. Podczas gdy na wystawie w roku 1948 wy­
stawił artysta prawie wyłącznie same ptaszki, o tyle
94

na ostatnim pokazie ceramiki urządzonym w Kielcach
w czerwcu ub. r. obok tradycyjnych ptaszków iłżec­
kich daje Kitowski cały szereg rzeźb o tematyce ro­
dzajowej, potraktowanych z dużą dozą realizmu.
Przystępując do pracy ma Kitowski cały plan goto­
wy i szczegółowo przemyślany. W czasie kształtowa­
nia formy postępuje on nie jak rzeźbiarz wyuczony,
który tworząc bryłę usuwa niepotrzebne części kamie­
nia czy gliny i dochodzi stopniowo do wszystkich
szczegółów powstającego dzieła, lecz przeciwnie, roz­
kłada w myśli postać na poszczególne elementy i for­
muje je oddzielnie. Robi więc np. tułów w kształcie

Ryc. 6. „Koń" — wyk. Wincenty Kitowski w 1948 r.
fot. Stefan Deptuszewski.

�Ryc. 7. „Kobieta idąca do miasta" — wyk. Jadwiga
Kosiarska,
„Kobieta z maśnicą" wyk. Wincenty Kitowski 1951 r. Fot. Jerzy Lipman

tulejki (każda rzeźba ceramiczna musi być pusta
w środku, aby glina mogła się dobrze wypalić), na­
stępnie lepi osobno głowę, ręce, nogi, szatę, rekwizyty
itd. łącząc je potem umiejętnie w jedną harmonijną
całość. Podobną metodą posługuje się również więk­
szość dzieci, gdy lepią figurki z plasteliny. W swej
pracy Kitowski nie używa żadnych narzędzi poza ka­
wałkiem ostrza służącego mu do krajania gliny i żło­
bienia koniecznych szczegółów jak oczy i włosy. Nie
ma także żadnych stempli tak rozpowszechnionych
u innych garncarzy iłżeckich, „ozdabiających" swoje
wyroby. Ozdobami jego rzeźb są jedynie kontrasty
powstałe na skutek użycia różnych glin, dających po
wypaleniu odmienne efekty kolorystyczne oraz zasto­
sowaniu barwnej polewy, np. zielonej (siarczan mie­
dzi), brązowej (z dodatkiem brausztynu) oraz żółtej
(z dodatkiem tlenku żelaza).
Tak jak proste i bezpretensjonalne są wyroby K i towskim takim również jest i sam artysta. Prostoli­
nijny w swoich dążeniach, uparty w realizowaniu
własnych pomysłów i świadomy swoich środków
artystycznych. Jego sądy o własnych pracach, jak
i swych kolegów są surowe, ale zawsze na swój spo­
sób uzasadnione. Kitowski w swej twórczości posiada
zdecydowanie podejście realistyczne i z tej pozycji
ocenia prace innych. I tak np. jedną z prac Jadwigi
Kosiarskiej przedstawiającą
kobietę
w zapasce
z prosięciem na ręce uznał Kitowski za złą dla­
tego, że według niego strój kobiety nie był potrakto­
wany realistycznie, gdyż miała ona na głowie chustkę
z frędzlami i zapaskę, co się wzajemnie wyklucza, po­

nieważ chustka i zapaska spełniają tę samą funkcję.
Poza tym postawił zasadnicze pytanie, gdzie się cała
akcja rozgrywa, bo jeśli w zagrodzie, to dlaczego kobie­
ta jest odświętnie ubrana, a jeśli w drodze na targ,
to dlaczego prosię nie jest we worku. Według Kitow­
skiego nie należy wsi pokazywać jedynie odświętnej
ale taką, jaką ona jest w istocie.
Kitowski nie uznaje schematów i zbytnich upro­
szczeń, dlatego skrytykował np. Chrystusa Frasobli­
wego wykonanego przez Stanisława Pastuszkiewicza
za to, że ten połączył tułów i pień, na którym siedzi
Chrystus w jedną ogólną formę i za przesadne wydłu­
żenie ramienia, wspierającego głowę. Jest to sprzecz­
ne z obserwacją, a za tym. i nieprawdziwe. Obca mu
jest również bogata ornamentyka jaką spotyka się
w figurkach Jadwigi Kosiarskiej, pokrytych przez ar­
tystkę gęstą dekoracją kreskową.
Kitowski odgrywa obecnie w środowisku iłżeckim
taką samą rolę, jaką w okresie międzywojennym od­
grywał, wspomniany na wstępie, Stanisław Kosiarski,
będący wówczas w najlepszym okresie swej artystycz­
nej twórczości. Rozwinięta przez Kosiarskiego rzeźba
ceramiczna nie upadła w Iłży, lecz została podjęta
przez jego kolegów, z których Kitowski posunął się
daleko naprzód, wprowadzając do ludowej plastyki
ceramicznej w Iłży nowe, realistyczne widzenie ota­
czającego go świata.
!) Kazimierz Pietkiewicz: Wystawa Kielecka —Pol­
ska Sztuka Ludowa, rok I I I , nr 1/2, str. 5§.

95

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6099" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6079">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f7eeee8da49c97708cda164476f31a1b.pdf</src>
        <authentication>866ec9bba89aea7b23dbf13c79dc8c83</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72772">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2421</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72773">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72774">
                <text>Wajda, Andrzej</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72775">
                <text>Bando, Tamasaburo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72776">
                <text>Zachwatowicz, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2247</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72778">
                <text>Dwie "Nastazje" Andrzeja Wajdy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72779">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.13-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72780">
                <text>Walaszek, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72781">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72782">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72783">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72784">
                <text>Dwie „Nastazje" Andrzeja Wajdy
Joanna Walaszek

Na kanwie Idioty Dostojewskiego Wajda zrealizował dwa
przedstawienia teatralne. Pierwsze powstało na początku 1977
roku w Starym Teatrze w Krakowie i nosiło t y t u ł Nastazja
filipowna. Występowali w nim Jan Nowicki (Rogożyn) i Jerzy
Radziwiłowicz (Myszkin). Drugie przedstawienie - Nastazja
-zostało zrealizowane dwanaście lat później w Tokio, w teatrze
Benisan, zimą 1989 roku. Wystąpili w nim Tamasaburo Bando
W roli Myszkina i Nastazji Filipowny oraz Toshiyuki Nagashima w roli Rogożyna. Krystyna Zachwatowicz b y ł a autorką
scenografii i kostiumów obu przedstawień. Maciej Karpiński był
asystentem reżysera w krakowskiej inscenizacji i współautorem
adaptacji w inscenizacji tokijskiej. Japońska Nastazja została
pokazana w Polsce 12-14 kwietnia br. w Starym Teatrze
w Krakowie, a 16-18 kwietnia w Sali Kolumnowej Pałacu Paca
w Warszawie.
Kiedy wieczorem 12 kwietnia widzowie wchodzili do mrocz­
nej sali im. Modrzejewskiej na przedstawienie Nastazji siłą
rzeczy najpierw odżywały wspomnienia, jeszcze nie tak dawno tu
granej Nastazji Filipowny. To właśnie wtedy została odkryta dla
teatru ta sala. Wcześniej, przez całe lata, służyła za magazyn
dekoracji teatralnych. Nie odnowiono jej przed przedstawie­
niem. Na ciemnozielonych ścianach pokoju Rogożyna pozos­
tały zacieki, tynk odpadał z sufitu. Brudne i odrapane pozostały
ramy łukowosklepionych okien. Padało przez nie rozproszone
światło białej nocy. (Za sprawą technicznej sztuki, która wszyst­
kich wówczas zadziwiała.) Cała sala tonęła w półmroku rozjaś­
nionym tylko trochę światłem naftowych lamp i świec. Dymy
kadzideł i trociczek, obficie rozpylanych przed spektaklem,
rozmywały kontury sprzętów i postaci. Ledwie je było widać,
kiedy widzowie wchodzili do sali. Wchodzili do pokoju Rogoży­
na, w którym on już był i był u niego Myszkin, i już coś się między
nimi działo. Wchodzili w środek jakiegoś zdarzenia, zajmowali
miejsca w krzesłach rozstawionych po różnych stronach sali,
powoli przyzwyczajali wzrok do półmroku. Ale i tak nie
wszystko dane im było widzieć w tym zapuszczonym, wypeł­
nionym jakimiś rozrzuconymi sprzętami, pokoju - ciemnym,
dusznym. Zdarzenia czasem gwałtowne, czasem zamierające
w długim milczeniu i bezruchu, toczyły się własnym trybem.
Stary zegar tykał głośno. Teraz, w 1993 roku, sala znowu jest
mroczna, zza łukowosklepionych okien pada poświata białej
nocy. Pod oknem stoi kanapa i duży, masywny stół. Ten sam,
który gral w Nastazji Filipownie. Podobny portret starca wisi na
ścianie, podobna ikona z wiecznym światłem. A jednak to
wnętrze ma teraz zupełnie inny charakter. Ściany są białe, okna
yste, obrazy i ozdobne ramy rozwieszone z wielką starannoś­
cią. Ten tutaj najważniejszy - Chrystus w grobie Holbeina
- który dawniej krył się nad drzwiami, teraz powiększony,
zajmuje centralne miejsce w pokoju Rogożyna. Ten pokój.
Słowne miejsce gry. jest teraz pośrodku sali dobrze widoczny
z Każdego miejsca. Widzowie zajmują miejsca, symetrycznie, po
obu jego stronach. Gdzieś na środku sceny stoi elegancki,
okrągły stolik, na nim piękna, stara lampa naftowa. Kiedy przy
Ут stoliku usiądzie książę Myszkin. ciepłe światło obejmie jego
1

takli, podobieństwo miejsca, tytuł sztuki. Dopiero w trakcie
spektaklu widać, jak bardzo różne są to inscenizacje. Za­
dziwiająco różne. Ich odmienność widoczna jest na każdym
poziomie - poetyki, adaptacji powieści, gry aktorskiej. Każde
z tych przedstawień wyrasta z zupełnie innych wizji teatru. Znać
w nich odległość nie tylko pomiędzy polską i japońską kulturą,
ale i odległość między poszukiwaniami teatralnymi przełomu lat
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych a dniem dzisiejszym. Widać
z całą wyrazistością rozmaitość poszukiwań i ewolucję twórczo­
ści teatralnej Wajdy.

Nastazja Filipowna była głośnym i wyjątkowo, nawet w twór­
czości Wajdy, śmiałym i ryzykownym przedsięwzięciem teatral­
nym. Rozpoczął próby, i to próby publiczne, nie mając w ogóle
gotowej adaptacji scenicznej. Wybrał tylko jeden epizod wokół
którego początkowo zamierzał wraz z zespołem, przy biernym
udziale widzów, stworzyć dzieło czy raczej wydarzenie pod
tytułem 27 Publicznych Prób ,,Idioty" Dostojewskiego. W czasie
prób jednak zaczęły wyłaniać się zarysy spektaklu, ostatecznie
17 lutego 1977 odbyła się premiera Nastazji Filipowny . Do tych
prób, a potem przedstawienia Wajda wybrał końcową scenę
Idioty. Skupia się w niej i niebywale wyostrza wizja przed­
stawionego w powieści świata.
Dostojewski przedstawia tam w niezwykłym stężeniu napięć
i emocji, stan uczuć i umysłów postaci stojących u progu obłędu.
Myszkin i Rogożyn spędzają noc przy zwłokach zamordowanej
przez Rogożyna, Nastazji Filipowny. Rano znaleziono nie­
przytomnego Rogożyna i Myszkina w stanie zidiocenia. Trup
Nastazji ujawnia prawdę ich życia, w którym, każdy inaczej,
dążąc do spełnienia miłości całą siłą doprowadzonych do
skrajności uczuć i pragnień - prowadzi do śmierci. ,,Czarna
2

cz

arztak, że będzie można dostrzec każde jej drgnienie. Na razie
na scenie jest tylko Rogożyn. Siedzi na kanapie. Jego nierucho| . milcząca obecność nic jeszcze nie znaczy. Przedstawienie
Pocznie się dopiero wówczas, kiedy ucichną widzowie i zoV "^ zamknięte drzwi do sali. Wtedy Rogożyn wstaje i pododzi do okna. A właściwie zacznie się wtedy, kiedy przyjdzie
*siązę Myszkin.
.
J. r°wane na samym początku przedstawienia zmiany,
lunięcia akcentów mogły wydawać się drobnymi tylko
i i f ^ ' ' Nastazja mogła zapowiadać replikę Nastazji Filipo• • Do takich przypuszczeń skłaniały nazwiska twórców spek­
n a

1

6 re

5

W

V

est

m

Jerzy Radziwiłowicz jako książę Myszkin (siedzi) oraz Jan
Nowicki - jako Rogożyn

13

�tajemnica" tej sceny, jak o niej mówił Wajda, jest tajemnicą
przekroczenia, w której miłość, zaślepiona namiętnością, szuka
spełnienia w śmierci, w której oddanie, doprowadzone do
wymiaru ponadludzkiej ofiary, prowadzi do zatracenia. Jest
krańcowym stanem ludzkiego doświadczenia.
Już same rozmiary epizodu, kilka stron powieści, nie po­
zwalały na prosty zabieg inscenizacji dialogów. Wymagał jakie­
goś dopełnienia czy raczej wypełnienia. To była pierwsza
trudność adaptacji, ale nie najważniejsza. Rzeczywistym pro­
blemem Wajdy było, jak się zdaje, pytanie - jak unaocznić
w teatrze z równą siłą wyrazu, z równą intensywnością, wewnęt­
rzne przeżycia postaci. Jak wywołać w teatrze takie samo
doznanie fascynacji i grozy, jakie staje się udziałem czytelników
Dostojewskiego. Jak pozwolić widzom dotknąć tajemnicy świa­
ta Dostojewskiego, rozbudzić ich wrażliwość, poruszyć myśli,
emocje, sumienia. Pierwsza odpowiedź na te pytania była co
najmniej zaskakująca. Przyznając się otwarcie do własnej bez­
radności Wajda podjął decyzję przeprowadzenia publicznych
prób. „Dlaczego próby: Dostojewskiego czytać straszno, a co
dopiero go grać. Nie jestem gotowy - zanotował w dzienniku
latem 1976 r. - Widz ocenia nas po rezultacie, jakim jest
widowisko, ale my między sobą wyżej cenimy próby. - Droga
a nie rezultat. Będziecie świadkami procesu rozumienia."
Przeświadczenie o wyższości procesu twórczego nad gotowym
dziełem było dosyć powszechne w ówczesnym myśleniu o sztuce.
Nieprzypadkowo jednak pojawiło się w twórczości Wajdy
właśnie w powiązaniu z dziełem Dostojewskiego. Już realizacja
Biesów utwierdziła go w przekonaniu, że teatralna lektura
Dostojewskiego wymaga szczególnych form pracy i widowiska,
szczególnej też temperatury twórczości. Tym razem Wajda
potraktował powieść Dostojewskiego jako wymagające dużego
ryzyka wyzwanie do penetracji nieznanych, granicznych rejo­
nów ludzkiego doświadczenia, także artystycznego. Próbował
przy tym iść wyznaczoną przez niego drogą.
3

Nie chciał, czy nie potrafił, zbudować na podstawie Idioty
utworu dramatycznego. Próbował natomiast wykorzystać
w twórczości teatralnej struktury narracyjne powieści, stworzyć
sceniczną adaptację Idioty przejmując niejako wprost do teatru
stosowane przez Dostojewskiego sposoby kształtowania świata
powieści. To u Dostojewskiego - mówił rozpoczynając próby
- „rzeczy wewnętrzne, bardzo wstydliwe, rozgrywają się publicz­
nie, zawsze na oczach innych" . To u Dostojewskiego, można
dodać, niedopełnione są postaci, których poznawanie jest
możliwe na drodze bardzo emocjonalnego, intymnego z nimi
obcowania, dialogowego wnikania, które nigdy nie jest ostatecz­
nie zakończonym procesem. To u Dostojewskiego procesem są
rozwijające się w zdarzeniach idee. Procesem poznawania świata
Dostojewskiego miały być otwarte próby.
Punktem wyjścia tego procesu był tylko pewien pomysł, przy
niepewnym i nieokreślonym punkcie dojścia, całkowicie otwarty
na to, co przyniesie życie, zdany na jego nieobliczalną przypad­
kowość i jej właśnie ciekawy. Wyborem reżysera była tylko scena
powieści, aktorzy, formuła otwartych prób i ich miejsce. I one
nie były wyborem ostatecznym, zmieniały się zależnie od
zaistniałych na kolejnych próbach sytuacji. Próby, które miały
być samoistnym wydarzeniem stały się przygotowaniem do
spektaklu. Wybór tekstów zmieniał się z dnia na dzień. W pew­
nym momencie Wajda postanowił zaangażować dodatkowo
kilku innych aktorów, potem zrezygnował z tego pomysłu. Nie
wszystkie zmiany związane były wprost z myślą o przyszłym
kształcie spektaklu. Kiedy Wajda przekonał się, że obecność
widowni nie stymuluje twórczości, a przeciwnie ją spowalnia, na
pewien czas zawiesił publiczne próby. „Istnieje wiele doznań
i przeżyć intymnych, które wymagają samotności - mówił
wtedy. - Próby w teatrze na pewno do nich należą. Jednak
dotychczas tylko domyślałem się tego. Dzisiaj mam pewność.
A to przecież wielka różnica. Warto było temu doświadczeniu
poświęcić 27 wieczorów." Znamienne, że Wajda tutaj ani nie
dochodzi do wniosku, że świat powieści jest czym innym niż
świat życia teatru, ani też nie uważa, że niepotrzebnie tracił czas.
Doświadczenie uznaje za większą wartość niż efekt artystyczny
pracy. Próby nie były zresztą całkowicie bezowocne, bez wąt­
pienia cierpliwość, skupienie i uwaga widowni pozwoliły mu
ufać, że z podobną reakcją spotka się przedstawienie po4

5

14

zbawione wyraźnej dramaturgii, niezwyczajne, inne.
Wielką wagę Wajda przywiązywał do okoliczności i warun­
ków, w jakich miał się odbywać ów teatralny proces dochodzenia
do tajemnicy świata Dostojewskiego. Jakby chciał widzów
i aktorów postawić w sytuacjach w pewien sposób analogicz­
nych do tych, w jakich Dostojewski stawia swoich bohaterów
- granicznych, kryzysowych, ekstremalnych. Wzmacniających
siłę przeżyć, wyostrzających wrażliwość, rozpalających wyob­
raźnię i niezwykle intensyfikujących napięcia międzyludzkich
relacji i związków. W teatrze były to sytuacje przekraczające
zwykłe oczekiwania i przyzwyczajenia. Zarówno widzów, jak
aktorów.
Widzom 27 prób, chociaż płacili za wstęp jak za zwykłe
przedstawienie, kazano zachować całkowitą bierność i musieli
mieć świadomość faktu, że nie są to całkiem zwyczajne próby,
lecz dopuszczenie ich do niedostępnych im zazwyczaj rejonów
teatralnej twórczości. Cenili je sobie bardziej nawet niż pierwo­
tnie przypuszczano. Dla aktorów postawionych w sytuacji,
która pozbawiała ich podstawowych barier bezpieczeństwa,
jakimi w teatrze zazwyczaj są rola, dramat, koncepcja reżyserska
czy chociażby intymność prób, było to niezwykle ryzykowne, ale
też pasjonujące zmierzenie się z innym niż zazwyczaj typem
twórczości, sposobem pracy, kontaktem z widownią. Aktorzy,
niegotowi a wystawieni na pokaz, musieli szukać nie tylko
scenicznego kształtu postaci, ale wyłonić ją z całej powieści,
musieli znać na pamięć wielkie jej fragmenty, z niczego tworzyć
sytuacje, ciągle od nowa budować zarysy dramaturgii, wymyślać
coraz to inne rozwiązania, błyskawicznie reagować na zmiany
sytuacji i nowe pomysły reżysera, partnera. „To byto szaleńst­
wo" -wspomina Radziwiłowicz. Szaleństwo, które pochłonęło
wszystkich jego uczestników jak fascynująca przygoda.
Od pewnego momentu próbowano skonstruować scenariusz
przedstawienia. Bezskutecznie. Kiedy tylko scenariusz przybie­
rał bardziej zwartą czy bardziej logiczną formę dramatyczną,
Wajda zmieniał go, sugerował inne rozwiązania. Chciał, by
zasadą przywoływania wcześniejszych fragmentów powieści,
kolejnością ich następstw, rządził rytm wewnętrznego życia,
niezwykłego emocjonalnego napięcia w ostatniej scenie Idioty.
Rytm gorączki, maligny. Niezależny od fabuły. Porwany,
gwałtownie zmienny, całkowicie w swoim przebiegu nieobliczal­
ny, zaskakujący i niezborny. Taki kształt przedstawienia ostate­
cznie próbowano uzyskać rezygnując w ogóle ze scenariusza,
w aktorskiej improwizacji. W ten sposób przedstawienie, tak jak
wcześniej próby, miało szansę stać się otwartym, nieprzewidzia­
nym procesem zmagań z postaciami i zdarzeniami powieści
Dostojewskiego, ciągle zmiennym, nieprzewidzianym, bo każ­
dorazowo zależnym od dyspozycji aktorów, reakcji widowni,
splotu zewnętrznych okoliczności. Bardzo nasyconym emoc­
jonalnie. Dla aktorów każdy spektakl był co najmniej takim
samym, jeśli nie większym przeżyciem niż zazwyczaj premiera,
za każdym razem tak samo ryzykownym, wymagającym stałej
gotowości i aktywności twórczej, ciągłego napięcia.
Kształt przedstawienia wynikał ze stanów emocjonalnych,
procesów psychicznych i interakcji aktorów kreujących postaci
Dostojewskiego. Dla swojej koncepcji Wajda znalazł usprawied­
liwienie we wstępie Dostojewskiego do Łagodnej: ..Teraz o sa­
mym opowiadaniu. Nazwałem je fantastycznym, mimo że
uważam je za jak najbardziej realne. (...) Ma się rozumieć
przebieg opowieści obejmuje kilka godzin - z zawieszeniami
i przeskokami - i ma kształt nader zawikłany: bohater mówi sam
do siebie, to znów zwraca się jak gdyby do niewidzialnego
sędziego. Tak też zawsze bywa w rzeczywistości. Gdyby steno­
graf mógł go podsłuchać i wszystko zanotować - tekst w ypadlbjH
nieco bardziej chropowaty, surowy aniżeli u mnie: ale jak mi się
zdaje proces psychologiczny chyba pozostałby nie zmienionyOtóż ta hipoteza o stenografie, który to wszystko zanotował, (P°
czym ja bym opracował to literacko) stanowi właśnie to, co
w tym opowiadaniu traktuję jako element fantastyczny-,
Dostojewski sugeruje tu niemal bezpośredniość swojej relacji
Przezroczystość formy, która nie tyle kreuje rzeczywistość, co je)
się poddaje, ulega przebiegowi wewnętrznych przeżyć bohateraDo podobnej, jak się zdaje, „przezroczystości" teatralnej formy
dążył Wajda. Chciał by przedstawienie sprawiało wrażenie
niemal bezpośredniego obcowania z „realną" rzeczywistości?
6

7

1

�p
orzeżyć postaci. To, co było w tym „fantastycznym zabiegiem"
nie było rezygnacją, niemożliwą w teatrze, z użycia teatralnych
konwencji, ale szukaniem konwencji, które nie podkreślają
kreacyjności sztuki teatru, ale dążą do upodobnienia rzeczywis­
tości teatralnej do rzeczywistości codziennego życia. I równo­
cześnie było penetrowaniem tych rejonów teatru, w których
oddala się on od właściwego tradycyjnemu rozumieniu dzieła
sztuki uporządkowania, wyboru i hierarchii. A zbliża się do
zjawiska społecznego, spotkania czy wydarzenia, jednorazowe­
go, niepowtarzalnego, dopuszczającego działanie przypadku.
Oczywiście w ramach założonych okoliczności.
Okoliczności wyznaczały sytuacja i postaci Dostojewskiego,
miejsce i, w mniejszym stopniu, czas improwizacji. (Najkrótsze
przedstawienie trwało 32 minuty, najdłuższe prawie dwie godzi­
ny). Rzecz działa się w teatrze, ale w niezwykłym miejscu
i o niezwykłej porze (w Krakowie o godz. 22). Widzowie czekali
na moment, kiedy wszyscy razem zostaną wpuszczeni do sali.
Ściślej do pokoju Rogożyna, który z niemal naturalistyczną czy
też hiperrealistyczną dosłownością przedstawiała scenografia.
Wrażenie zapewne nie byłoby tak wielkie, gdyby nie sugestywność nastroju wytwarzanego z dosłowności wnętrza i jego wy­
stroju, codziennych przedmiotów, konkretnych dźwięków, zapa­
chów, wyrafinowanie „naturalnego" oświetlenia. Ten pokój
z jego zaniedbaniem i nieporządkiem, z jego niespokojną, mrocz­
ną i duszną atmosferą także odzwierciedlał wewnętrzny stan
postaci. Równocześnie spełniał do pewnego stopnia warunki
„życiowego prawdopodobieństwa". Te same, które zakładały,
że wszystkie zdarzenia w pokoju Rogożyna biegną własnym
trybem, niezależnym od dopuszczonej tu tylko do podglądania
niesamowitego fragmentu cudzego życia, widowni. Toczą się bez
żadnej dbałości o estetyczną urodę, przeciwnie, wydobywają
całą chropawość, brzydotę, dysharmonię życia. I toczą się bez
żadnej dbałości o zwykłą teatralną komunikatywność. W niewy­
raźnym mamrotaniu bywało, że gubiło się znaczenie słów,
twarze aktorów przesłaniał mrok, niektóre sytuacje gubiły się
w kątach sali, strzępiły się linie dramatyczne, rwały napięcia.
Bywało, że w milczeniu i bezruchu zamierała akcja.
To „cudze życie" było życiem Myszkina i Rogożyna, postaci
kreowanych przez aktorów. Związek postaci i aktora byl tu
wyjątkowo silny poprzez duże zbliżenie procesu twórczego
aktora i procesu psychicznego, stanu emocjonalnego postaci.
Improwizacja wymagała od samego początku wyraźnego rysun­
ku postaci. (Nawet jeśli jego kształt mógł się trochę zmieniać
w miarę obcowania aktorów z powieścią Dostojewskiego.)
Dramat pozwala zazwyczaj na sukcesywne stwarzanie postaci
w trakcie przedstawienia. Tutaj w punkcie wyjścia postać
musiała być gotowa (co nie znaczy skończona), musiała mieć
zaznaczony kontur, który wyznaczał i ograniczał pole możliwo­
ści działań aktorskich. Aktorzy mogli improwizować tylko
wramach wrażliwości postaci, jej osobowości, jej światopoglądu
• tej, tak tutaj krańcowej, sytuacji jej życia. W założonych
okolicznościach, jak gdyby byli Myszkinem czy Rogożynem.
Określenia Stanisławskiego nie są tu oczywiście przypadkowe
(chociaż on sam był wielkim wrogiem przypadku w sztuce
teatru). Rodzaj sztuki aktorskiej był tu wyraźnie naturalistycznej proweniencji. Służyć mu też miało specjalne przygotowanie
do spektaklu, poprzedzający go moment skupienia, wczuwania
się w rolę i sytuację bohaterów. Równocześnie to aktorzy
w bezpośrednim kontakcie z widzami za każdym razem inaczej
kreowali wewnętrzne linie napięć postaci i zdarzeń, odpowiada­
jąc na reakcję widzów i partnera, samodzielnie (bo poza partytu­
rą tekstu wyznaczającą gradacje napięcia, punkty kulminacyjne)
' ь każdym razem inaczej sterowali uwagą widowni. Środki
aktorskiego wyrazu, miejscami bardzo silna ekspresyjność gry,
odpowiadała z jednej strony wrażliwości teatralnej owych lat
wpuszczającej znaczną wyrazistość, nawet drastyczność sceni^nvch działań, barwy mocne i kontrastowe, dysonansowe
tonacje, z drugiej zaś ekstremalnej sytuacji życia postaci opisanej
Przez Dostojewskiego. Waga, jaką przywiązywano tu do emocji,

zwyczaj kapryśną, ciągle zmienną w rytmie i tempie, mam­
rotaniu, szeptach i krzykach muzykę na dwa głosy i dźwięki
przedmiotów.
Za zieloną kotarą pokoju Rogożyna leży trup Nastazji
Filipowny i cuchnie. (Moment fizjologicznego rozkładu ciała był
mocno eksponowany.) Rogożyn snuje jakąś obsesyjną opo­
wieść. Jak zawsze o niej, o Nastazji. Myszicin siedzi naprzeciwko
niego przy stole. Milczy dręczony jakąś uporczywą myślą.
W jakimś momencie wydobędzie z siebie głos: „Rogożyn, czy
Nastazja Filipowna jest u ciebie?" Pójdą razem za kotarę.
I znowu wrócą do pokoju. Spędzą razem godzinę albo trochę
krócej, albo dłużej. Aż w pewnym momencie Rogożyn zacznie
się z wolna uspakajać i szykować do drogi na Sybir. A Myszkin
pogrążać się będzie w bełkotliwym, chorobliwym rozgorącz­
kowaniu, jeszcze powróci do strasznego wspomnienia egzekucji,
jeszcze powie, że natura ludzka nie jest w stanie znieść braku
nadziei bez obłąkania... Pomiędzy tą ramą początku i końca
improwizacji zdarzyć się może wszystko, cały bezmiar szaleńst­
wa bólu i rozpaczy, w którym z taką intensywnością ożywają
wspomnienia, że unaoczniają się w działaniach. Bywało, że siła
przeżyć postaci czyniła niemal namacalną obecność Nastazji
- żywej i martwej. Bywało, że Rogożyn momentami rzutował na
Myszkina obraz Nastazji, całował go, wielbił (budząc tym raczej
zażenowanie Myszkina), by za moment szydzić i drwić z księcia
idioty, bratał się z nim, zamieniał krzyżykami i zamierzał nożem,
pocieszał go i odrzucał. To Rogożyn Nowickiego prowadził
improwizację. I jego szaleństwo było zazwyczaj bardziej ekspan­
sywne, drapieżne, uzewnętrznione w agresywnych, nieopanowa­
nych działaniach. Czasem bardzo brutalnych, prostackich,
czasem ściszonych. Szaleństwo Myszkina Radziwiłowicza było
obecne bardziej w jego wewnętrznym poruszeniu, w rozedrganiu
porażającym czasem możliwość działania. W zapadaniu się
w sobie, pogrążaniu w wewnętrznych, milczących rozważaniach.
W skrajnym napięciu, niekiedy dochodzącym do egzaltacji,
w jakim roztrząsał pytanie o możliwość wcielenia w życie prawd
Chrystusowych, (do tego pytania wracały wspomnienia Na­
stazji). Momentami poddawał się Rogożynowi, wciągał się
w jego prowokacje, częściej przeciwstawiał mu siłę swojego
skupienia, swojej niezwykłej, przejmującej wrażliwości. Rogo­
żyn Nowickiego zazwyczaj fascynował i przerażał, Myszkin
Radziwiłowicza wzruszał i przejmował widzów (czy też raczej
świadków) Nastazji Filipowny.
W wyraźnej opozycji widział te postaci Wajda u Dostojews­
kiego i tak dobrał doskonale sobie znanych aktorów o równie
silnych osobowościach scenicznych, równie utalentowanych,
równie gotowych do podjęcia ryzykownej, niekonwencjonalnej
pracy teatralnej. I bardzo od siebie różnych w swoich doświad­
czenia scenicznych, sposobach pracy, aktorskich predyspozyc­
jach i-co tutaj było nie bez znaczenia-osobowościach. Od nich.
Jerzego Radziwiłowicza i Jana Nowickiego, zależały losy Na­
stazji Filipowny. Do końca nie zaniechali improwizacji, toteż nie
można odpowiedzialnie zrekonstruować tego przedstawienia.
Było wydarzeniem przede wszystkim. Czasem, jak wspomina
Nowicki „bywało nic, a czasem bywało coś niezwykłego,
fantastycznego." Rzeczywiście, co potwierdzają recenzje (za­
zwyczaj bardzo entuzjastyczne) i rozmaite relacje, bardzo wiele
zależało tutaj od chwilowej dyspozycji aktorów, zewnętrznych
okoliczności, wreszcie od nastawienia publiczności i jej podatno­
ści na wytwarzany w spektaklu nastrój. Bez wątpienia w swoich
największych realizacjach Nastazja Filipowna odzwierciedlała
niezwykły klimat emocjonalny ostatniej sceny Idioty.
1 0

3

l e

prowadziła bynajmniej do zatracenia poczucia teatralnej
ormy doświadczonych aktorów. Wyraźnie widać na przykład
•! słaba widoczność i , często, obcojęzyczna widownia kazały
' P ykładać szczególną wagę do konstrukcji warstwy brzmielowej spektaklu. Układała się w niezwykłą, porwaną, nad­
alt

m

9

rz

Pomysł powrotu do scenicznej adaptacji Idioty zrodził się
z fascynacji Wajdy grą japońskiego aktora Tamasaburo Ban­
do. Jednego z najwspanialszych onnagata - odtwórcy ról
kobiecych w teatrze kabuki, i czasami także, w repertuarze
teatru europejskiego. „Zobaczyłem nowe wcielenie Nastazji"
- powie Wajda po obejrzeniu jego w Damie kameliowej. Rodzaj
talentu, kunsztu i umiejętności aktora podsunął mu pomysł
jeszcze innego scenicznego ujęcia Idioty. W Tamasaburo Bando
zobaczył postać Myszkina, „w którym Rogożyn opanowany
niepohamowaną namiętnością dostrzega niejako rysy Nasta­
zji...", Myszkina, z którego w momentach szczególnego napięcia
11

12

75

�mogła „narodzić się na scenie" Nastazja, i tak stać się „żywa
i obecna" w przedstawieniu. Trudno o bardziej wyrazisty
i niesamowity wyraz siły opętania czy ostatecznego oddania niż
wcielenie siebie w postać, która jest jej przedmiotem (jak to czyni
w przedstawieniu Myszkin), czy kreowanie jej, widzenie w oso­
bie rywala (jak to czyni Rogożyn). Na początku Wajda jeszcze
nie wiedział jak teatralnie pokazać scenę transformacji, ale
wiedział, że „tajemnica tej przemiany przybliży nas najbardziej
do tajemnicy Dostojewskiego". Tym razem wierzył, że wyrazić
się ona może właśnie w teatrze świadomym swojej teatralności.
Poprzez najbardziej fascynującą tajemnicę teatru - metamorfozę
aktora, ujawniony in statu nascendii proces tworzenia.
Ze szczególnej sztuki aktora Wajda wyprowadził kształt
swojej inscenizacji. Nie polega ona bynajmniej tylko na tym, że
Tamasaburo Bando potrafi przedstawiać na scenie kobiety.
„Patrząc uważnie na scenę dostrzegłem z łatwością - wspomina
Wajda - że kobiece postaci Tamasaburo Bando, a zwłaszcza te
z repertuaru europejskiego, których zagrał wiele, nie rodzą się
z żadnych zewnętrznych dodatków w postaci kostiumu, charak­
teryzacji itp., ale stworzone są od wewnątrz siłą wyobraźni
i sztuki aktorskiej; że kobiety wykreowane przez tego niezwyk­
łego artystę są projekcją wyobraźni mężczyzny o kobietach, są
tworem i dziełem sztuki." Na spotkaniu w Krakowie Tamasa­
buro Bando pokazywał jak wskazuje na siebie młoda dziew­
czyna, dojrzała kobieta, kobieta stara. Zmieniał tylko spoj­
rzenie, kąt nachylenia dłoni, kształt palca, napięcie mięśni,
nieznacznie modelował sylwetkę. I wcale nie pokazał tego, co
zapowiadał. W jego zmieniającym się geście prawie nie widać
było zachowań różnych kobiet, nie było w nim nic z naturałistycznej opisowości. Ujawniał się w nich najpierw cały powab
nieśmiałej zalotności, potem zabarwiona już goryczą pewność
siebie średniego wieku, wreszcie doświadczenie i rezygnacja
starości. Poprzez gesty skupione, delikatnie zarysowane, odreal­
nione jak poeta haiku w poetyckim skrócie, aktor wyraża istotę
rzeczy. Jego własne ciało, instrument aktora, staje się niewidocz­
ne. Na scenie Tamasaburo Bando jest taki, jaki wizerunek
postaci, obraz jej wewnętrznego życia unaoczniony w ideogramach gestu, chce w danym momencie narzucić naszej
wyobraźni, jakie chce wywołać nim doznania i emocje. Tylko
obraz jest w jego sztuce ważny, nasycenie jego barwy, stężenie
emocji. Kreacja, która doskonale kryje naturę, sublimuje praw­
dę życia i wyraża ją w sztucznym znaku.
13

14

1 5

„Człowieka najpełniej wyraża atmosfera, jaką wokół siebie
tworzy" - to zdanie Tamasaburo Bando odnosi się do Wajdy,
ale jest w nim też głęboka wiedza aktora o sposobie od­
działywania teatralnej kreacji. To aktor wytwarza odpowiednią
16

atmosferę, właściwy stanom postaci klimat. Zewnętrzne wobec
aktora efekty stały się tutaj niepotrzebne. Tak ważna w Nastazji
Filipowny sceneria zdarzeń w Nastazji już nie tyle służy emanacjj
nastroju, co staje się oprawą gry aktorów. Nie imituje rzeczywij.
tości, obraz Holbeina nie tyle jest dekoracją pokoju Rogożyna
co fragmentem dekoracji teatralnej, szczególnie tutaj wyeksponowanym ze względu na swoje symboliczne znaczenie. Pój.
mrok maluje tło obrazu, światło wspomnianej na początku
naftowej lampy, wydobywa z mroku twarz aktora, tak jak
malarz punktuje twarz na portrecie. Zdaje się spełniać funkcję
croco z dawnego japońskiego teatru. Nawet pojawiający się
momentami dźwięk bzyczenia natrętnej muchy, chociaż może
przypominać o zwłokach Nastazji jest efektem innego rodzaju
niż wonie kadzideł. (Zadziwia też technicznym trickiem.)
Ważne w inscenizacji jest to, co aktorowi najbliższe i to, co
współtworzy obraz postaci - kostiumy. Zachwatowicz włożyła
w ich projekty cały swój wielki kunszt. Tamasaburo Bando
w ślubnej sukni Nastazji, odkrywającej ramiona, wciętej w pasie,
u samego dołu niebywale obfitej, sztywnej, szeleszczącej taftą,
w czarnym kapeluszu z woalką wygląda jak marzenie zrodzone
z miłosnego snu mężczyzny o pięknej ukochanej. Rozrzucone
początkowo niedbale na meblach narzuty, które stają się
fetyszami przywołującymi zdarzenia przeszłości, uobecniające
miniony czas, tkane są pięknie w szlachetnych materiałach.
Ubrania postaci skontrastowane barwą i krojem trafiają w sed.
no ich osobowości. Cała toporność, gruboskórność Rogożyna
jest w jego ciężkich, wysokich butach, w zbyt obfitej ciemnowiśniowej rubaszce, na której nosi tylko czarną, ciasną kamizelkę.
Rogożyna gra Toshiyuki Nagashima, aktor filmowy. Odmien­
ność szkół aktorskich, mocnej, filmowej wyrazistości i wyrafino­
wanej subtelności kabuki rysują tu kontrast postaci. Bardzo
dobitny. Niemniej rozkład sił aktorskich nie jest równy. To gra
Tamasaburo Bando przede wszystkim przyciąga uwagę w idzów,
Myszkin staje się głównym bohaterem zdarzeń. Książę Myszkii
nosi biały garnitur, na którym znać rękę pierwszorzędnego
krawca - jest elegancki, niemal wykwintny. Lezy na nim
doskonale. A równocześnie zbyt długa marynarka, spodnie
w klosz u dołu rozszerzane, czynią ten ubiór dziwnie niezgrab­
nym. Jest w tym stroju jakiś niepokojący dysonans. Refleki
jeszcze innego dysonansu, jaki cały czas niepokoi w samej
postaci, zrodzony z zadziwiającego połączenia jej niezwykłej
miękkości i nieodpartej siły. Tej siły, która pozwoli mu wcielićsic
w Nastazję. To siła postaci i talentu aktora.
Od pierwszej chwili, kiedy pojawia się na scenie, sprawia
wrażenie zjawiskowej postaci. Postaci z innego świata. Za­
dziwiającej, ale nie dziwacznej, zniewalającej swoją delikatną

11. 2. Tamasaburo Bando w roli Nastazji Filipowny

16

�wrażliwością, niemal dziecięcym wdziękiem i właśnie fascynują­
cą, wewnętrzną siłą. Subtelne gesty wyrażają tutaj uczucia
skrajne, gwałtowne, nie poskromiane przez sztukę, ale przez nią
wyrażane w przejmujących, kaligraficznie czystych obrazach.
Drobne gesty zmieniają je niemal niepostrzeżenie, aż zastygają
w rysunku tak doskonale wykończonym, tak pięknym, że może
stać się przedmiotem kontemplacji. (Dlatego zapewne tak
fascynujące są fotografie ról Tamasaburo Bando.) Każdy z nich
jest wyobrażeniem, kreacją innego stanu postaci, zawsze po­
głębionym, wieloznacznym, zadziwiającym swoim kształtem
i siłą wyrazu. Jak ten, kiedy Myszkin wyciąga zza kotary
sztywną, splamioną kroplą krwi ślubną suknię Nastazji. Przykuca delikatnie całuje kraj sukni, rozkłada ją na sobie, wygładza
jakby była jego własnym strojem. I przytula do siebie suknię
jakby była żywą, kruchą Nastazja, której ból chciałby ukoić.
Nieruchomieje ze stężałą w bólu twarzą. I tylko szepcze,
w różnych tonacjach, jakieś własne, a może zasłyszane słowa.
Ten przejmujący obraz rozpaczy jest tym bardziej zdumiewają­
cy, że chwilę wcześniej dla tego samego stanu aktor znajdował
zupełnie inny wyraz. Wyjście zza kotary jest dokładnym po­
wtórzeniem wcześniejszej sytuacji. Rogożyn prowadzi Myszkina
za kotarę, ten stąpa cichutko jakby bał się zakłócić sen Nastazji.
Chwila ciszy i nagły, krótki, bolesny krzyk mówi ojej śmierci. Po
raz pierwszy bezwładnego Myszkina wynosi na rękach Rogo­
żyn. Myszkin płacze jak dziecko skrzywdzone ponad wszelką
miarę. Niemal bezgłośnie, rozpaczliwie. Płacze całym ciałem.
Jego nieskoordynowane gesty rozsypują się w grymasie twarzy,
wykrzywieniu dłoni. Rozpadają się, tak jak rozpada się jego
świat w śmierci Nastazji. Obie sceny malują bezmiar bólu, obie
są przejmujące, ale każda z nich budzi innego rodzaju uczucia.
Nieforemny, bezradny płacz budzi litość, czułość nawet. Taką,
jaką odczuwamy wobec haniebnie skrzywdzonego dziecka.
Scena z suknią budzi współczucie, ale i przerażenie. Już nie ma
w niej niewinności.
W następstwie obrazów, aktorskich sekwencji, rozwija się
przedstawienie. Litość dla bólu księcia Myszkina ustępuje
miejsca zupełnemu osłupieniu, kiedy za chwilę widzimy go - nie
bardzo wiadomo jak i kiedy to się stało - zajętego miłą
konwersacją z Rogożynem. Jakby nic wcześniej tu nie zaszło.
Kiedy tak stoi z filiżanką herbaty w ręku, zdaje się uosobieniem
spokoju, przyjaźni, uprzejmej ciekawości. Właśnie tak, w szoku­
jących, niemal niewidocznych przejściach od obrazu jednego
stanu do drugiego, obnaża się tutaj z biegiem przedstawienia
w coraz większym zawikłaniu, w coraz większym emocjonal­
nym stężeniu życie księcia Myszkina prześwietlone jakby w jed­
nym błysku ostatnich chwil świadomości, kiedy przemieszczają

się. spiętrzają, kumulują uczucia różnego rodzaju, pamięć
różnych zdarzeń. Ale następstwo zdarzeń nie jest tu całkiem
chaotyczne, chociaż w żadnej mierze nie porządkuje go fabuła.
I nie jest poddane impulsom emocji postaci, ale prawom
teatralnej gry o wyraźnej, chociaż bardzo zawiłej dramaturgii
powtórzeń, odbić, silnie kontrastowych zderzeń postaci i sytua­
cji.
Starannie wykończone aktorskie obrazy nie zamykają się
w formuły sensów, są tylko momentami procesu, który odkrywa
przed nami w kolejnych zdarzeniach coraz to inne znaczenia,
coraz to inne barwy emocji. Płynne, nie zakończone nawet na
końcu przedstawienia, kiedy to ostatnia sekwencja odbija się
w pierwszej, koniec wraca do początku. Temu procesowi
podporządkowana jest dramaturgia spektaklu - zdarzenia ro­
dzą się pomiędzy odbijającymi się w wielokrotnych powtórze­
niach sytuacjami, pomiędzy zderzającymi się z sobą sekwenc­
jami, wreszcie pomiędzy postaciami prowadzącymi niebezpiecz­
ną grę o powtórzenie, przywołanie i wskrzeszenie przeszłości.
0 przywołanie do życia Nastazji, której trup leży za kotarą.
Ożywienie i ucieleśnienie Nastazji jest tutaj możliwe właśnie
dlatego, że rzeczywistość zdarzeń od początku jest oznaczona
jako rzeczywistość teatralna. Jest artystyczną kreacją, płynnymi
obrazami życia a nie jego naśladownictwem. Wspominanie
Nastazji staje się kreacją jej obrazu, w którym obnaża się prawda
życia jego twórców - Myszkina i Rogożyna.
Nastazja jest najpierw desperacją Rogożyna i pełną trwogi
nadzieją Myszkina, potem bolesny krzyk Myszkina mówi o jej
śmierci. Do tej pierwszej sceny, kiedy Myszkin staje naprzeciw
mówiącego nieprzerwanie Rogożyna, puka w stół, raz, drugi
1 powtarza dramatyczne pytanie: ,,Gdzie jest Nastazja?" - stale
powracają. I do sceny wejścia za kotarę, gdzie leży trup Nastazji.
Powtarza się ta sama intencja postaci, ta sama nadzieja Mysz­
kina, że Nastazja tu jest, że będzie mógł podjąć kolejną próbę jej
ocalenia i ta sama rozpacz, która coraz wyraźniej staje się
świadomością prawdy o sobie. ,,Nowe. smutne i beznadziejne
uczucie ścisnęło mu serce - mówi o ostatniej myśli księcia
Dostojewski - zrozumiał nagle, że i w tej chwili i od dawna już
mówi wciąż nie to, co powinien mówić, i czyni wciąż co innego,
niżby należało czynić: i że te karty, które trzyma w rękach
i z których tak się ucieszył, nic a nic już teraz nie pomogą."
W powieści nic już więcej nie wiemy o wewnętrznym życiu
Myszkina, zapada się w chorobę, idiocieje. Przedstawienie mówi
nie o jego psychicznej czy duchowej śmierci, chwyta moment,
w którym Myszkin uświadamia sobie istotę swojego życia.
Powraca na scenie we wciąż powtarzalnym geście oddawania
siebie innym, geście wyrażającym chęć. by spełniła się idea
17

II. 3. Tamasaburo Bando w roli Księcia Myszkina.

17

�miłości bliźniego, który w nim samym i w tych, ku którym jest
skierowany, wykrzywia się, przepotwarza w drastyczne przeci­
wieństwo. Prawda życia Rogożyna obnaża się w natrętnej,
szalonej obsesji jednego tematu.
Wspólne wspominanie Nastazji zaczyna się niewinnie. Przy­
pominają sobie swoją podróż do Rosji. Siadają na biurku,
Myszkin otula się narzutą. Wobec zaciętej nieufności ponurego
Rogożyna ujawnia się cała jego namolna, ale promienna otwar­
tość, wielka ufność. Odkrywa się przed nim cały, opowiada mu
0 egzekucji. Z radością, że tam gdzie jadą nie ma miejsca dla tak
strasznych rzeczy. Swoją otwartością i bezmiarem naiwności
prowokuje Rogożyna - wybucha niepowstrzymanym, namięt­
nym potokiem słów. Wraca do momentu poznania Nastazji, do
historii kolczyków. Myszkin najpierw zaskoczony, z wolna
poddaje się emocjom jego opowieści. Bierze od niego portret
Nastazji i przy wtórze gwałtownych wyznań Rogożyna, mu się
przygląda. Siedzi już wówczas przy stoliku pod lampą. Długo,
w niezwykłym skupieniu, jakby chciał zgłębić jej tajemnicę,
wpatruje się w wizerunek Nastazji. Wstaje z krzesła już jako
Nastazja. Kobieta piękna i wyniosła. Jeszcze tylko narzuci na
siebie szal i w uszy wepnie kolczyki. Jest Nastazja, przed którą
Rogożyn w postaci swego ojca kuli się prosząc o zwrot
kolczyków. Nastazja rzuca mu je pogardliwie. Rogożyn patrzy
na nią z niewymownym zachwytem. Tak samo patrzą na nią
widzowie, jeszcze niepewni tego. co tu widzą.
Moment przemiany trwa sekundy, jest niemal nieuchwytnym,
olśniewającym mgnieniem. Wydaje się graniczyć z cudem, tak
nieprawdopodobna zdaje się momentalna przemiana drobniut­
kiego, delikatnego mężczyzny w wysoką, postawną kobietę
świadomą siły swojego oddziaływania. Pozostaje tajemnicą
artysty, który bardziej pozwala się domyślać tajników swojego
kunsztu niż je obnaża, świadomy efektu swojej magii. Pozwala
tylko w jednym błysku dotknąć tajemnicy sztuki teatru. Ten
moment jest nieodparcie fascynujący i przerażający zarazem
- w jednej chwili olśnienie Myszkina staje się zaślepieniem,
oddanie staje się zatraceniem siebie. Całkowitym poddaniem
Nastazji Rogożynowi, w którym się pogrąża. Żeby w kolejnych
scenach znowu próbować się z niego wyzwolić i próbować
wcielić w życie ideę Chrystusowej miłości. Najdrastyczniejsza
jest tu scena przed obrazem Holbeina, kiedy Myszkin niemal
w mistycznym uniesieniu rozprawia o Bogu. Jakby niepomny
tego, że obok leży trup Nastazji i wszystkie ludzkie i boskie
prawa zostały tu zaprzeczone. Ofiarowuje nadzieję mordercy.
Z namaszczeniem czyni znak krzyża. W odpowiedzi Rogożyn
pluje mu w twarz.
Rogożyn prowokuje Myszkina do powtórnych wcieleń w Nastazję, podsuwa mu jej chustę, narzuca sytuacje. I znowu
powraca, już na dłużej, Nastazja. Składają się na jej obraz
wyobrażenia tak różne, że pozostaje mimo ucieleśnienia nieuch­
wytna, nie rozpoznana. Bywa pełna pogardy i sarkazmu, śmieje
się wzgardliwym, nieprzyjemnym śmiechem, bywa łagodna
1 niemal czuła, jak wówczas gdy w pokornym ukłonie przyjmuje
błogosławieństwo ..mateczki", pewna siebie i histerycznie kap­
ryśna, pociągająca i odpychająca. Stopniowo Nastazja niejako
usamodzielnia się, oddziela od Myszkina. Jeszcze słychać za
kotarą jej śmiech, gdy Myszkin już wrócił do sali. To coraz
wyraźniejsze „materializowanie" się Nastazji jest jedyną linią
narastania w przedstawieniu, aż w końcu Nastazja pojawi się
w skończonej postaci, w swoim ślubnym stroju. Olśniewająca,
piękna, delikatna i majestatyczna. Pełna powagi i smutku. Teraz
dopiero godna prawdziwej miłości. Przychodzi tu po swoją
śmierć. Siada jeszcze przy stoliku Myszkina, zamiera w pięknej
pozie żegnając się z życiem. Siła wyrazu tej sceny jest zupełnie
niezwykła, piękno nieskazitelne. Pozostaje w pamięci wyraźna
w każdym szczególe.
Nastazja bez momentu wahania znika za kotarą. Za nią
pójdzie tam z nożem Rogożyn. Nastazja mogła zostać stworzo­
na tylko po to, by ponownie zostać zamordowana. Do Rogoży­
na przychodzi książę Myszkin, puka w stół: „Czy Nastazja jest
u ciebie?". Wszystko może zacząć się od początku.
*

*

*

Odmienność obu przedstawień jest tak znaczna, że jak widać,

18

uniemożliwia podobną relację o ich założeniach, wyglądach
i przebiegu. Nastazja przypomina swoim kształtem teatralne
ceremonie Geneta i jak jego dramaty jest wieloznaczna i doskonale zamknięta w sztuczności swojej teatralnej formy. Świat
postaci i problemów Dostojewskiego został tu wyrażony w obcej
jego powieści teatralnej formie. Przedstawienie jasno pokazuje
że nie traci na tym głębia ujęcia tematu, wizja świata, siła
artystycznego wyrazu. Adaptacja spełnia tu funkcję intersemiotycznego przekładu. Inscenizacja staje się afirmacja sztuki teatru
- bogactwa i pojemności jego języka, zdolności wywoływania
przeżyć estetycznych, poznawszych, etycznych. Nastazja nie
jest w twórczości Wajdy dziełem całkowicie odosobnionym
chociaż rodzaj środków artystycznego wyrazu Tamasaburo
Bando, ich wyrafinowanie i subtelność, jest niemal niedostępny
aktorom wykształconym w kręgu kultury europejskiej. Ale od
kilku lat Wajda wyraźnie w swoich spektaklach podkreśla
kreacyjność teatralnej rzeczywistości. Niektóre z nich. jak
Hamlet IV, były również podobną afirmacja sztuki teatru, który
może w twórczości scenicznej aktora odzwierciedlić życie a rna
nad nim tę przewagę, że wydobywa jego prawdę z chaosu
i bezwładu codzienności i dodaje mu wartość piękna. A równo­
cześnie jest bezpośrednim spotkaniem widza i aktora wygrywającego zapisane w dramacie myśli i uczucia. Żeby było spot­
kaniem żywym, intensywnym, wystarczy by talent i kunszt
aktora były dostatecznie wielkie i odpowiednio w przedstawie­
niu wykorzystane.
18

Teatr lat siedemdziesiątych uważał inaczej. I Wajda dosko­
nale o tym wiedział. „Teatr poszukujący dziś nowych, coraz
innych relacji między przedstawiającymi a widzami musi zadać
sobie pytanie, czym właściwie są próby i czy one nie mogą stać się
właściwym widowiskiem?" - mówił na początku 1977 roku.
Był to czas bardzo szybkiego przyswajania i oswajania w teatrze
repertuarowym doświadczeń awangardy lat 60-tych i 70-tych.
Ledwie cztery lata wcześniej w Starym Teatrze obawiano się czy
zwykła, nie festiwalowa publiczność, zechce stać godzinę na
Dziadach Swinarskiego. W 1977 roku widownia oczekiwała od
teatru nowości i entuzjastycznie godziła się na wszelkie eks­
perymenty. Na tej fali powstało sporo hochsztaplerskich. wtór­
nych spektakli. Eksperymentów robionych dla eksperymentu.
Nastazja Filipowna takim nie była, wyrastała z rzeczywistej
fascynacji Dostojewskim i dla wyrażenia sensu i siły wyrazu jego
powieści szukała odpowiedniej relacji sceny i widowni. Zgodnej
z wrażliwością swojego czasu.
Wajda nie naśladował, nie powielał w sposób mechaniczny
dokonań awangardy chociaż z całą pewnością Nastazja Fili­
powna wyrastała z jej gleby. Szukał w niej własnych odpowiedzi
na pytania związane z formą relacji sceny i widowni, po swojemu
drążył fascynujące wówczas wielu artystów rejony pogranicza
teatru i pogranicza sztuk. W ramach teatru repertuarowego.
Był wówczas blisko najwybitniejszych artystów polskiej
awangardy. Kilka miesięcy wcześniej nakręcił Umarłą klas(
Kantora, zamierzał sfilmować Apocalypsis ami ligitns Grotows­
kiego. Krytycy dostrzegali pewne związki jego przedstawienia
z Umarłą klasą, dostrzegali także, częściej, podobieństwa z do­
konaniami Teatru Laboratorim. Przede wszystkim Wajda ko­
rzystał z tych doświadczeń, które już nie byty wprost związane
z ich indywidualnością artystyczną, ale stały się własności
niemal powszechną teatru owego czasu. (Dlatego tylko obok
siebie można tu stawiać nazwiska Grotowskiego i Knatora.)
Przy czym w teatrze repertuarowym nie były jeszcze wówczas
tak powszechne. Chodzi o poszukiwania nowych miejsc teatral­
nych i komponowanie do potrzeb spektaklu architektury sceni;
cznej, o metodę „pisania na scenie", formułowanie znaczet
w materii teatru, w cielesnych działaniach aktora, bez przykładania szczególnej wagi do semantyki słowa, o otwartość czy
procesualność struktury przedstawień, estetykę brzydoty cfl
ekspresyjność gry.
Zasadnicza różnica (pomijając trudniejszą kwestię wspólny*
momentów nurtu „dionizyjskiego" polskiego teatru) polega*
jednak na tym, że zarówno Grotowski, jak Kantor drąż)*
pogranicza teatru w tym miejscu, gdzie spotyka się on z &amp;
rzędem, rytuałem i dążyli do równej mu dyscypliny wzbraniaj*
cej się przed wszelką przypadkowością. Tymczasem Wajo*
chociaż na pewno chciał osiągnąć podobną intensywność ko"'
19

21

�taktu z widzem, penetrował pogranicza teatru i codziennego,
ołecznego życia. Co czyniły raczej teatry uliczne, czy tzw.
teatry enviromentalne. (Jak na happening Nastazja Filipowna
hvła wydarzeniem zbyt teatralnym.) Takie poszukiwania były
w polskim teatrze zjawiskiem dosyć rzadkim. Bliskie natomiast
hvły poszukiwaniom filmu europejskiego, (włoskiego, francus­
kiej Nowej Fali) czy amerykańskiego undergroundu lat 60-tych
i 70-tych. Wajda musiał znać doskonale nowe techniki filmo­
wania, montażu, prowadzenia narracji zmierzające do wywoła­
nia u widza wrażenia, że ogląda bezpośredni przekaz autentycz­
nych zdarzeń, budowanych i filmowanych wbrew, wykształ­
conym na klasycznej dramaturgii, oczekiwaniom widowni. Znał
Doszukiwania kina, które tak jak i inne sztuki tego czasu
zmierzało do pogodzenia zamysłu artystycznego i zgody na
działanie przypadku. Tendencja artystów do „poddania się"
rzeczywistości i naśladowania jej nieciągłości, przypadkowości,
chaotyczności, niejasności, nawet za cenę artystycznej czy
technicznej niedbałości, nudnych, martwych scen. Czasami
odzwierciedlały wewnętrzne przeżycia postaci, często nastrój
wyznaczał ich spójność. Pierwszą improwizacją Wajdy i próbą
pisania na planie było Wszystko na sprzedaż. Doświadczenia
filmu mogły inspirować jego twórczość teatralną. Nastazja
Filipowna wyrasta bez wątpienia z fascynacji siłą teatralnego „tu
i teraz" w relacji widza i aktora. Wprost z filmu, w odczuciu
21

aktorów przedstawienia, zaczerpnięta została metoda pracy nad
rolą. Tworzenie postaci poza chronologią dramaturgii, gotowej
w każdym momencie tworzenia zaistnieć w dowolnej sytuacji,
nie tracąc swojej tożsamości. Aktor filmowy, częściej niż teatral­
ny musi też - jak twierdził Cybulski - zastanawiać się nie tylko
nad tym, jak ma grać, ale i co grać. Przynajmniej tak bywało
w filmach Wajdy.
Praca Wajdy w teatrze dosyć często opiera się na pomyśle
inscenizacji, aranżacji sytuacji teatralnej, której wypełnienie
zależy w dużym stopniu od aktorów. Nigdy jednak pomysł nie
był tak jak tutaj niejasny, sytuacja tak niewyraźnie określona,
droga dojścia niepewna. Poszukiwania tego czasu na pewno
dodawały mu odwagi. Po latach, nieco zadziwiony własną
śmiałością, pomysł prowadzenia publicznych prób bez gotowe­
go scenariusza nazwie „bezgraniczną bezczelnością" .Pomysł
zaangażowania japońskiego aktora, który nigdy w życiu nie
kreował męskiej postaci do podwójnej roli Myszkina-Nastazji,
w sztuce napisanej na kanwie Idioty, realizowanej przez pol­
skich artystów, też był pomysłem ryzykownym. Wajda zawsze
uważał, że Dostojewski musi być dla teatru szczególnym wy­
zwaniem.
Najciekawsze, że przy całej odmienności obu przedstawień
można w nich bez trudu rozpoznać zarówno powieść Dostojews­
kiego, jak i rękę reżysera.
22

PRZYPISY
i do 1986 roku.
Poza licznymi recenzjami obszerne relacje o przebiegu prób i przed­
stawienia zawiera książka Macieja Karpińskiego Teatr Andrzeja Wajdy,
Warszawa 1991 WAiF, oraz opracowane przez niego wydawnictwo Dostojew­
!

ski- teatr sumienia. Trzy inscenizacje Andrzeja Wajdy, Warszawa 1989, PAX.

Tam także znajdują się wspomnienia i część notatek A. Wajdy. Inne materiały
związane z realizacją znajdują się w Archiwum Wajdy, Teczki 45, 46.
W Archiwum Starego Teatru przechowywane są 22 nagrania magnetofonowe
27 prób (tyle bowiem ich się odbyło od 8 stycznia do 16 lutego) i nagranie
spektaklu premierowego. Materiałem do poniższych rozważań były także
wywiady prasowe Wajdy, Nowickiego, Radziwiłowicza oraz moja rozmowa
z Radziwiłowiczem przeprowadzona 17maja 1993. Byłam na jednej г 27 prób
i w różnych latach widziałam trzy spektakle Nastazji Filipowny.
3

Dostojewski - teatr sumienia, op. cit.

marca i kwietnia br. Wajda nakręcił w koprodukcji polsko-japońskiej film
z Nastazji.
1 3

Z listu Wajdy do japońskich realizatorów Nastazji. 15.08.1986
A. Wajda w programie do Nastazji
Po przedstawieniach pytano o wygląd i wiek aktora, którego, bez
makijażu, oglądano przez bez mała dwie godziny! W roli Myszkina zdawał się
wyjątkowo mały i drobny, używał delikatniejszych gestów i wyższego rejestru
głosu. W roli Nastazji zdawał się bardzo wysoki, używał nieco mocniejszych
środków wyrazu, niższych rejestrów głosu, przyciemniał też jego barwę.
Wypowiedź z filmu Kreacje Tamasaburo Bando zrealizowanego przez
Ireneusza Englera. TP 1991
Scenariusz przedstawienia został tym razem bardzo dokładnie przygoto­
wany. Pozostały w nim fragmenty powieści często wykorzystywane w Nastazji
1 4

1 5

1 6

1 7

Filipownie.

Por. Dostojewski

- teatr sumienia, op. cit. Wydaje mi się, że

* Andrzej Wajda, Do 27 razy sztuka. „Życie Literackie" 1977, nr 8

znajomość Idioty doskonale wystarczała, by odczytać znaczenia japońskiej

5

Nastazji.

Dostojewski - teatr sumienia, op. cit.

5

Dowodem są nie tylko bardzo liczne relacje prasowe z 27 prób, ale także
listy pisane do Wajdy przez ich uczestników. Często dotyczą koncepcji
określonej sceny, interpretacji Idioty, rozwiązań scenicznych.
' Rozmowa z J. Radziwiłowiczem, op. cit.
* Przekład Gabriela Karskiego.
' Nastazja Filipowna była grana w Helsinkach (1977), Dubrowniku (1978),
Florencji i Turynie (1980), Budapeszcie (1980), Mediolanie i Pontederze
(1981), Caracas (1981), Buenos Aires (1982), Rzymie i Palermo (1982), Pont
Amouson i Metzu (1983, Edynburgu (1983), Londynie (1983), Amsterdamie
(1984), Madrycie (1985), Karlsruhre (1985).
Jan Nowicki, Pokerek „Życie Literackie" 1986, nr 23, rozm. B. Winnicka
" Tamasaburo Bando (ur. 1950 r.) gra w teatrze kabuki, bardziej
rodzajowym teatrze shinpa, we współczesnym repertuarze japońskim i klasyce
europejskiej (min. role Lady Makbet, Desdemony, Medei). Jest również
reżyserem teatralnym i filmowym.
" Ten i następny cytat pochodzi z wypowiedzi A. Wajdy zamieszczonej
* polskim programie Nastazji. Materiały związane z tym przedstawieniem
(kolejne wersje scenariusza, notatki Wajdy, zdjęcia, korespondencja, recenzje
zJaponiijznajdują się w Archiwum Wajdy, Teczki 113,117,118. Na przełomie
10

1 8

Po Nastazji częściej niż Nastazji Filipownie pisano o problemach
Dostojewskiego. Może to być przypadek. Fakt ten może też świadczyć o tym,
że drugie przedstawienie wyraźniej wydobywało sensy powieści, podczas gdy
pierwsze skupione było bardziej na jej emocjach.
Andrzej Wajda, Do 27 razy sztuka, op. cit.
Na festiwalach często traktowano Nastazję Filipownę - wbrew intencjom
twórców spektaklu - jako spektakl teatru awangardowego.
Urszula Czartoryska wspomina filmy Wajdy omawiając dążenia artys­
tów filmu do zatarcia granicy fabuły i dokumentu w rozdz. Niespodzianki
1 9

2 0

2 1

procesów

przypadkowych

książki Od pop-artu do sztuki konceptualnej.

War­

szawa 1973, WAiF. Innego rodzaju niż Wszystko na sprzedaż realizacją
podobnego dążenia był. bezpośrednio poprzedzający Nastazję
Filipownę.
Człowiek z marmuru. Doświadczeniom tego filmu bliższe były inne spektakle
- Emigranci

(1976) i Rozmowy z katem (1977).

1 2

Tak mówił na spotkaniu u oo. Pallotynów w Paryżu poświęconym pracy
nad Dostojewskim 9.10.1989. Cyt. wg nagrania znajdującego się w Archiwum
Wajdy.
Fot.: Wojciech Plewiński - U. 1; Renata Pajchel - il. 2, 3

Nastazja Filipowna Tamasaburo Bando*
Andrzej Wajda, Krystyna Zachwatowicz, Tamasaburo Bando
A. Wajda: Pierwszy raz zobaczyliśmy Tamasaburo Bando
Srającego na scenie „damę kameliową". Pomyślałem wtedy, że
™ogę zrealizować ideę, o której marzyłem, aby wystawić raz
jeszcze małą inscenizację krakowską Nastazja wg Idioty Do•^ewskiego w nowej pełniejszej wersji.
• Bando: Nie potrafię jasno wytłumaczyć czym jest onnagata,
sob. '
odtwarzający kobiece role. Na przykład wyobraźmy
j ' że jest bóg. który mówi - ty powinieneś grać role kobiet,
tym przypadku nie byłoby wątpliwości, mnie jednak nikt
zego takiego nie powiedział. I może dlatego czasem ogarniają
Ko '^^tphwości, czy dokonałem właściwego wyboru życiowetee
* P ° d u nie mam wyraźnie określonej definicji
8o aktorstwa. Jako dziecko byłem bardzo wstydliwy i skryty.
a

c t o r

w

t e

o w

Zamiast bawić się z rówieśnikami wolałem przebywać z rodzica­
mi, którzy zawsze mnie akceptowali. Pamiętam, że kiedy
zakładałem różne stroje i tańczyłem, rodzice mnie chwalili.
Byłem wtedy bardzo szczęśliwy. Kiedy mówiłem, że nie chcę
czegoś zrobić, zawsze się na to zgadzali, a kiedy sam tego
chciałem, wystarczyło, że ich zawołałem, aby pokazać im swój
taniec. To tak, jakbym w tym nastroju beztroskiego dzieciństwa
stawał się osobą dorosłą, chociaż w pewnym sensie dzieckiem
pozostałem do dziś.
K. Zachwatowicz: On nie jest transwestytą, który się przebiera
* Opracowano na podstawie wypowiedzi w filmie Ireneusza
Englera Kreacje Tamasaburo Bando. TV 1991.

19

�za kobietę. W życiu jest to kompletnie u niego rozdzielone.
Gdyby go spotkać na ulicy, niczym by się nie wyróżniał, taki
młody Japończyk przeciętnie wyglądający, nawet niespecjalnie
ładny, prawda?
A.W.: Tyle, że wysoki.
K.Z.: Tak, nietypowy, ma długie palce, piękne ręce i jest
bardzo wysoki, poza tym nie zwróciłoby się na niego uwagi, że to
jest piękny mężczyzna; ubiera się normalnie i nie ma w nim nic
takiego, co by w codziennym życiu zwracało uwagę. Cała jego
umiejętność grania kobiet, wszystko, co robi na scenie, jest
absolutnie związane z tym, co się na tej scenie dzieje.
A.W.: Wydaje mi się ważne zrozumienie, dlaczego kobiety
kreowane przez niego są takie piękne i oszałamiające dla nas,
widzów. Kobieta wkraczająca na scenę wie, że jest kobietą,
w związku z tym jej zadaniem jest stworzyć charakter Julii czy
charakter Lady Makbet, ale kobietą już jest. Natomiast męż­
czyzna, taki właśnie jak Tamasaburo Bando wkraczający na
scenę, musi stworzyć nie tylko osobowość, ale kobietę jako taką.
Kobiecy głos, kobiecy krok, sposób zakładania szala, sposób
przypinania kolczyków. Wszystko to są rzeczy wystudiowane
z tysięcy możliwości, zostaje ta jedna, o której wie, że w tym
momencie jest to ten jedyny gest, ten jedyny ton głosu, który
właśnie kobieta z siebie potrafi wydobyć, i to jest właśnie
kreacja. Na tym polega sztuka! Najbardziej zachwyca, że to jest
sztuczne, że jest w tym istota teatru, czyli dążenie do tego, by
stworzyć sztukę ze sztuczności. On właśnie jest tego najwięk­
szym na świecie uosobieniem.
K.Z.: Chcę powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Dama kameliowa,
w której grał on Marguerite. Całe przedstawienie było realizo­
wane w normalnej konwencji teatru europejskiego, w związku
z czym inne role kobiece grały kobiety, i to było nie do patrzenia.
On, Tamasaburo, na tle kobiet, które być może były nawet
dobrymi aktorkami, przy nim wydały nam się okropne, w ich
grze było coś fałszywego.
A.W.: Tak, były bardzo nienaturalne.
K.Z.: A on był prawidziwą kobietą i w tym jest jakaś
absolutna tajemnica.
T.B.: Odtwarzanie kobiecych ról w zasadzie nie wywiera
większego wpływu na moje życie prywatne. Trzeba tylko
uważać, aby nie umięśnić ciała za bardzo, na przykład w ramio­
nach, dlatego aby zmiękczyć ciało gimnastykuję się i pływam.
Nie palę, aby móc mówić falsetem, nie piję alkoholu, bo to źle
wpływa na cerę, usztywnia mięśnie, no i staram się spać
odpowiednio dużo. Nie można zostać dobrym aktorem małym
kosztem. Bardzo ważne jest opanowanie podstaw gry, zbudowa­
nie tak zwanej formy. Na przykład balerina gra rolę łabędzia,
przedstawienie ptaka niewielkim wysiłkiem sprawia, że nie jest
się do ptaka podobnym. Potrzeba wielkiej pracy, niezbędne są
wytężone, długotrwałe, naprawdę męczące ćwiczenia, aby na
scenie uzyskać efekt lekkości. A gdy osiągnie się taki stan, to
dopiero w następnym etapie można uzyskać artystyczną wol­
ność. Jeśli nie zdobędziemy się na wysiłek wytrenowania tego
stanu - nie będziemy wolni. Największa różnica między kobietą
japońską i kobietą zachodnią wynika ze stylu życia. Dotyczy to
zarówno mężczyzny, jak i kobiety, ich sposób poruszania się
zależy od tego. co się w życiu robi. od tego, jaką rolę się spełnia.
Od tego, czy nosi się kimono, czy suknię bardzo wiele zależy
i dlatego gdy gram rolę kobiety europejskiej ćwiczę w sukni
zaprojektowanej w stylu europejskim. Dzięki temu w naturalny
sposób pojawiają się ruchy charakterystyczne dla innej strefy
kulturowej.
Dlaczego mężczyzna potrafi dobrze odtworzyć rolę kobiety?
Mówiąc w skrócie, dlatego że potrafi obiektywnie na kobietę
spojrzeć. Przygotowanie do nowej roli rozpoczynam na pięć,
sześć miesięcy przed premierą, kiedy dostaję scenariusz. Na
scenie nie gram kobiety jako takiej, tylko pokazuję ją jako pewne
wyobrażenie zjawiska, jako dzieło. W przypadku aktorów teatru
kabuki pewne elementy zachowań ćwiczy się od dzieciństwa, np.
taniec, sposób mówienia, modulację głosu. Są to bardzo ważne
czynniki, a mówiąc ściślej dzięki ćwiczeniom od najwcześniej­
szych lat tworzy się podstawę gry, którą nazywam kanonem
formy. Po czym, po otrzymaniu konkretnej roli, uczy się od
starszych kolegów gestów, sposobów poruszania się, mówienia.
Dopiero rozwijając te elementy zaczyna się kształtować własny
styl.

20

A.W.: Jest to jeden z najzdolniejszych aktorów, jakich kiedy,
kolwiek spotkałem. Jego emploi zdumiewa, teatr tradycyjny
filmy. Jest jednym z nielicznych, a może jedynym aktorem teatru
kabuki, który gra role kobiece z wielkiego repertuaru teatru
europejskiego. Zagrał przecież Lady Makbet, Fedrę, Juij.
w Romeo i Julia, Nastazję Filipownę i wiele innych kobiecych
postaci. Dopiero w Nastazji zdecydował się na rolę męską.
Zastanawiał się nad tym, czy powinien to uczynić, czy nie narazj
on na szwank swojego teatralnego image'u, który wytrwale
przez tyle lat tworzył. A dodajmy, że jest on w Japonii postacią
równie popularną, jak np. Liz Taylor w USA.
T.B.: Moja współpraca z panem Wajdą wzięła się stąd, że
bardzo podobały mi się jego filmy, rozumiałem, co pan Wajda
chce tymi filmami powiedzieć i że robi to przekonywująco. p
obejrzeniu mojej roli „damy kameliowej" Wajda ocenił, że
możemy zrobić coś razem, i że mogę zagrać rolę Nastazji oraz
księcia Myszkina. Pomyślałem sobie wtedy, że jest to reżyser
posiadający tak dobre oko, że nie ma wątpliwości co do tego, ze
mogę zagrać obie role w jednym spektaklu. Aby tego dokonać
musiałem zburzyć wszystko, co dotychczas ukształtowałem.
Efekt był lepszy niż się spodziewałem. Szczególnie cieszę się, że
Wajda pomógł mi udoskonalić samego siebie. W przypadku roli
w teatrze kabuki potrafię przewidzieć, jakie będą rezultaty tego,
co przedstawiam, tym razem pytałem wszystkich o to, jaki
byłem, jak wyglądałem.
A.W.: Krystyna była świadkiem zdumiewającej sceny, zapytał
ją: „proszę pani, czy ja jednak nie wyglądam śmiesznie jako
mężczyzna?" On się nie obawia, czy nie wygląda śmiesznie jako
kobieta, bo wie, że wszystkie kobiety na widowni są obezwład­
nione jego kobiecością, natomiast lęka się, czy jako mężczyzna
nie może się wydać śmieszny.
T.B.: Aby stworzyć postać Myszkina musiałem pamiętać, że
jestem mężczyzną, który ma nazwisko Bando Tamasaburo. Sam
nie odważyłbym się zburzyć mojego aktorskiego emploi, nato­
miast przed Wajdą wydobyłem z siebie to wszystko i w miarę
moich możliwości Wajda poszerzył ten mój stan nieświadomo­
ści. Nie mam poczucia, że dokonałem tego sam. Wydaje mi się,
że człowiek zwykle wyraża się poprzez stwarzaną atmosferę.
Wajda dokonuje tego przez bardzo szczegółowe przekazywanie
tej atmosfery. Najdrobniejszy niuans przekazuje przy pomocy
dokładnych gestów. Każdy najbardziej niezrozumiały punk!
widzenia wyjaśnia patrząc prosto w oczy. To prawdziwy artysta.
A.W.: Niewielu aktorów spotkałem w życiu, którzy by mieli
taką świadomość swojego warsztatu. Przystąpił do pracy tak
samo, jak każdy europejski aktor by się do tego zabrał, mia­
nowicie zrozumiał, że pewne środki trzeba zarezerwować dla
postaci kobiecej (a Bando środki te miał, ponieważ grał wiele
postaci kobiet z repertuaru europejskiego), a dla postaci męż­
czyzny musiał obmyślećinne środki. Jest na przykład zdumiewa­
jące, że on jako mężczyzna mówił głosem wyższym niż jako
kobieta. Tego bym nigdy nie przypuszczał. Ale on wiedział, że to
właśnie tak ma być, bo grał słabego mężczyznę i silną, wspaniała,
kobietę. Podobnie z ruchem, bardzo ograniczył ruch&gt; Myszkina,
dlatego że pokazał kogoś, kto jest pełen zawstydzenia, kto jest
niepewny siebie, kto jest bardzo delikatny, a na tym tle pokazał
kobietę dojrzałą, pewną swojego czaru i uroku, który wywiera
na mężczyznach.
K.Z.: Takiej techniki nie widziałam u żadnego aktora, on się
wydawał niższy jako Myszkin, a kiedy wstawał - jako Nastazja
- wydawał się o wiele wyższy, i to znacznie Tak. ze rysowałaJ4
różnica, mały mężczyzna i wysoka kobieta.
A.W.: Myślę, że to jest najbardziej duchowa rzecz, którą udało
nam się zrobić w teatrze, mnie przynajmniej na pewno, dlatego
że to jest czysty teatr. W momencie, kiedy on przemienia 9f
z mężczyzny i staje się kobietą to było dla widowni i dla nas, (*
przecież widzieliśmy tyle prób i potem przedstawień) za każdy
razem trudne do uwierzenia, że to widzimy na własne oczyT.B.: Są takie chwile, gdy myślę, że samo aktorstwo nie jt^
w życiu człowieka takie wspaniałe. Czasem wydaje mi sitjt •
pokazywanie gry ludziom jest głupie. Nie mogę powiedzieć,
bez sceny moje życie nie byłoby szczęśliwe, ale gdyby в
przyjrzeć się temu, czego dokonałem, to obok prywatnego ż)S
była tylko scena.
0

11

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6698" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6678">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ace78c83468596934901b384eef39e0c.pdf</src>
        <authentication>c74fa3ea6de4e39de3d9563422134421</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79805">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2370</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79806">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79807">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79808">
                <text>Spis treści; "Wesele" w Salzburgu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79809">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.1-2; wkładka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79810">
                <text>Walaszek, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79811">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79812">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79813">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79814">
                <text>polska sztuka ludowa

Jvwl\ 1 rUvol I
a n t r o p o l o g i a
1992

rok XLVI

k u l t u r y

nr 3/4

(218/219)

•

e t n o g r a f i a
indeks 369403

•

s z t u k a

cena 30000 zł

Małgorzata Baranowska Roland Barthes Zbigniew Benedyktowicz Anna Beata Bohdziewicz

itaioCaMno
Ryszard Ciarka james Clifford Dariusz Czaja jeanette DeBouzek MaEngelking Don Fredericksen Janusz Gazda
Aleksander Jackiewicz Aleksander Jackowski Wiesław Juszczak T. Jefferson Kline Ewa Klekot Violetta i Piotr Krajewscy
Krzysztof Kubiak Marta Lesniakowska Wojciech Michera Małgorzata Niezabitowska jacek Olędzki
Andrzej т. Pilichowski-Rapo czesiaw Robotycki Teresa Rutkowska Sławomir Sikora Piotr Skrzynecki
Anna Sobolewska Ludwik Stomma Monika Sznajderman Wiesław Szpilka józef Szymańczyk Andrzej Wajda
Joanna Walaszek Mariusz A. Wieczorkowski

�SPIS TREŚCI
Zbigniew Benedyktowicz

Wprowadzenie

3

R o l a n d Barthes

O zmianie p r z e d m i o t u b a d a ń (czyli mitologia dzisiaj)

5

Andrzej Wajda

Z

Joanna Walaszek

,,Wesele" w S a l z b u r g u

Aleksander Jackiewicz

M o j e ż y c i e w kinie

James Clifford

S a m o k r e a c j a etnograficzna: C o n r a d

notatnika

^
t

wkładka
7

Teresa R u t k o w s k a

Wędrówki

Andrzej T . Pilichowski-Ragno

Z rzymskiego notatnika

i Malinowski

10

Felliniego

19
28

Małgorzata Baranowska

P o c z t ó w k a m a s o w a i fotografia u c z u ć

29

Dariusz Czaja

Symbol i

39

film.

D o n Fredericksen

„Bar Yohai"

Wojciech Michera

Wyobraźnia

U w a g i metodologiczne

43
alchemiczna Wernera

Herzoga. Egzegeza symboliczna

filmu

„ S z k l a n e serce"

45

Dariusz Czaja

Wenecja i ś m i e r ć : konteksty symboliczne

58

M o n i k a Sznajderman

„Stary Gringo".

66

W i e s ł a w Juszczak

D z i e ł o a „ g r a n i c a sensu"

Dariusz C z a j a

M o m e n t W i e c z n y . O „ U c z c i e Babette"

76

Zbigniew Benedyktowicz

M a r t a i M a r i a ( „ U w a g i o „ U c z c i e Babette")

81

M o t y w D o n K i c h o t a w filmie i literaturze

72

Marta Leśniakowska

O grzechu ł a k o m s t w a i konflikcie k u l t u r o w y m . Z p o w o d u „ U c z t y Babette"

85

Janusz G a z d a

A r t y s t a , k t ó r y w y m y ś l a jedynie p r a w d ę

87

Italo C a l v i n o

K o m b i n a t o r y k a a mit w sztuce o p o w i a d a n i a

T . Jefferson K l i n e

Orfeusz t r a n s c e n d u j ą c y . „ O s t a t n i e tango w P a r y ż u " Bertolucciego

S ł a w o m i r Sikora

Fotografia -

Ryszard Ciarka

F i l m i p r a w d z i w y o b r a z rzeczy

112

A n n a Sobolewska

Konstrukcja

117

Violetta

pamięć -

98
.

.

.

wyobraźnia

100
108

istnienia

Kutlubasis-Krajewska,

Piotr K r a j e w s k i

T a ś m y mieszane czyli video-art na festiwalu we W R O c ł a w i u

Ludwik Stomma

A n t r o p o l o g i a kultury, historia i K u b u ś

W i e s ł a w Szpilka

Z o b a c z y ć ś w i a t : E t n o g r a f i a wobec filmu i kultury masowej

125

W i e s ł a w Szpilka

„ B a t m a n " - o p o w i e ś ć o stworzeniu

129

Teresa R u t k o w s k a

Przewrotność

***

Z a p i s d y s k u s j i o filmie „ B a t m a n "

M o n i k a Sznajderman

C o się kryje pod tą m a s k ą : W o k ó ł m o t y w u C z ł o w i e k a Ś m i e c h u . P a r ę u w a g

Teresa R u t k o w s k a

Postmodernizm i

o

.

.

.

.

Puchatek

120
123

„Batmana"

132
133

„Batmanie"

135
film

E w a Klekot

„ M a t a d o r " , czyli

Czesław Robotycki

W a m p i r y . O d w i e r z e ń l u d o w y c h do

Jeanette D e B o u z e k

„ E t n o g r a f i c z n y surrealizm" Jeana R o u c h a

151

Aleksander Jackowski

Przeżyć

157

A n n a Beata Bohdziewicz

F o t o d z i e n n i k , czyli p i o s e n k a o k o ń c u ś w i a t a

163

Zbigniew Benedyktowicz

„ U c i e k a j ą c e zdjęcia". R o z m o w a z Piotrem Skrzyneckim

168

Piotr S k r z y n e c k i

Szkic do

Zbigniew Książek

Piosenki

Piotr S k r z y n e c k i

hiszpańska

138

b a ś ń postmodernistyczna
filmowych

142

fantomów

144

fikcję

scenariusza filmowego pt. „ O G r o b l a c h

na Groblach"

.

.

.

172
176

S z k i c s c e n a r i u s z a u r o c z y s t o ś c i z w i ą z a n y c h ze z j a z d e m przedstawicieli d o m ó w
panujących

w

Europie

177

M a ł g o r z a t a Niezabitowska

Wolny człowiek

Józef Szymańczyk

Jestem fotografem ( W y w i a d p r z e p r o w a d z o n y przez A n n ę E n g e l k i n g . C z ę ś ć I )

Aleksander Jackowski

Kreacja i dokument. Filmy Andrzeja

A n n a Beata Bohdziewicz

O

kapliczkach

201

Z

teki

205

Mariusz Wieczorkowski

178
Różyckiego

183
194

G a l e r i a z d j ę ć nieintencjonalnych ( P r ó b a eidetycznego d o ś w i a d c z e n i a isloty
fotografii)

205

C z a r n y pas

207

B i a ł y napis

211

Odpowiedź

212

Ryszard Ciarka

Widzieć, o d c z u w a ć , myśleć. R o z m o w a z Jackiem Olędzkim

215

Krzysztof Kubiak

„ R e g a r d y " Colette - uwagi uczestnika ze w s c h o d u

S u m m a r y o f articles

219
222

Na

o k ł a d c e : K a d r y z filmu Sergiusza P a r a d ż a n o w a „ B a r w y granatu", zestawione przez reżysera

Na

stronie

t y t u ł o w e j : Józef S z y m a ń c z y k , Dziadek z wnuczkiem, Polesie, 1937

Redakcja dziękuje za wydatną pomoc w realizacji tego numeru
Komitetowi Kinematografii oraz Fundacji Kultury.

�P O L S K A
Rok

S Z T U K A
X L V I

L U D O W A
1992

W roczniku znajduje się podwójny, monograficzny numer (3-4) poświęcony antropologii filmu i fotografii
nr

nr
Baranowska M a ł g o r z a t a , Pocztówka
masowa i foto­
grafia uczuć
B a r a ń s k i Janusz, O heurystycznej wykładni
dwóch
teorii etnologicznych. Dekonstrukcja ,,sprawy sło­
nia"
Barthes R o l a n d , O zmianie przedmiotu badań (czyli
mitologia dzisiaj)
Benedyktowicz Zbigniew, Marta i Maria (Uwagi
o Uczcie Babette")
Benedyktowicz Zbigniew, Uciekające
zdjęcia.
Roz­
mowa z Piotrem Skrzyneckim
Benedyktowicz Zbigniew, Wprowadzenie
Bohdziewicz A n n a Beata, Fotodziennik, czyli piosenka
0 końcu świata
Bohdziewicz A n n a Beata, O kapliczkach
Burszta J. Wojciech, Etnologia dzisiaj albo siła pery­
ferii
Calvino Italo, Kombinatoryka a mit w sztuce opowia­
dania
Ciarka Ryszard, Film i prawdziwy obraz rzeczy
C i a r k a Ryszard, Widzieć, odczuwać, myśleć. Rozmowa
z Jackiem Olędzkim
C l i f f o r d James, Samokreacja etnograficzna: Conrad
1 Malinowski
C o r b i n H e n r i , Człowiek świetlisty i jego przewodnik.
Hermetyczna idea doskonalej natury
Czaja Dariusz, Moment Wieczny. O ..Uczcie Babette"
Czaja Dariusz, Symbol i film. Uwagi metodologiczne
Czaja Dariusz, Wenecja i śmierć: konteksty symboliczne
DeBouzek Jeanette, ,,Etnograficzny surealizm" Jeana
Roucha
Dylewska Iza, D y m k o w s k a Ewa, Słowniczek
współ­
czesnej gwary wojskowej
D y m k o w s k a Ewa, Dylewska Iza, Słowniczek
czesnej gwary wojskowej

3-4

1
3-4
3-4
3-4
3-4
3-4
3-4
2
3-4
3-4
3-4
3-4
2
3-4
3-4
3-4
3-4
1

współ­
1

Fredericksen D o n , ,,Bar Yohai"

3-4

Gazda Janusz, Artysta, który

3-4

wymyśla jedynie prawdę

Gieryszewska K r y s t y n a , Interpretacja postaci Judasza

2

G ł o w i ń s k i M i c h a ł , Pierwsze miesiące

1

Jackiewicz Aleksander, Moje życie

w kinie

Jackowski Aleksander, Kreacja i dokument.
Andrzeja

3-4
Filmy

Różyckiego

3-4

Jackowski Aleksander, Przeżyć
Juszczak W i e s ł a w , Dzieło

fikcję

a ,,granica sensu"

3-4
. . . .

K a b z i ń s k a - S t a w a r z Iwona, Taniec wokół
drzew
w ,,Tajnej historii Mongołów"
K l e k o t Ewa, ,,Matador", czyli hiszpańska baśń post­
modernistyczna
K l e k o t Ewa, Wyobrażenie
twarzy Chrystusa w ikonie
karpackiej
K l i n e Т . Jefferson, Orfeusz transcendujący,
,,Ostatnie
tango w Paryżu" Bertolucciego

3-4
2
3-4
2
3-4

K o c j a n Krzysztof, Ludowa waloryzacja
płciowości.
Apokryficzne wątki w ludowej wersji historii o Ada­
mie i Ewie
K o w a l s k i Piotr, Folkloryzm nauk o kulturze ludowej
Krajewski Piotr, Kutlubasis-Krajewska Violetta, Taś­
my mieszane, czyli video-art na festiwalu we WROcławiu
K s i ą ż e k Zbigniew, Piosenki
K u b i a k Krzysztof, ,,Regardy" Colette - uwagi uczest­
nika ze wschodu
Kutlubasis-Krajewska Violetta, Krajewski Piotr, Taś­
my mieszane czyli video-art na festiwalu we WROcławiu
L e ś n i a k o w s k a M a r t a , O grzechu łakomstwa i konflik­
cie kulturowym. Z powodu ,,Uczty Babette", . . .
Ł y s i a k Wojciech, Rzecz o pewnej propagandzie
. .
M a ń k o w s k i Andrzej Emeryk, Legenda Salapatka
„Orla"
Michera Wojciech, Wyobraźnia alchemiczna Wernera
Herzoga. Egzegeza symboliczna filmu ,,Szklane
serce"
Niezabitowska M a ł g o r z a t a , Wolny człowiek
. . . .
Olędzki Jacek, Widzieć, odczuwać, myśleć. Rozmowa
z... ( R o z m o w a prowadzona przez Ryszarda C i a r k ę )
Pilichowski-Ragno Andrzej Т., Z rzymskiego notat­
nika
R o b o t y c k i Czesław, Co kaplica na Długich
Młakach
pod Turbaczem daje do myślenia
R o b o t y c k i Czesław, Wampiry. Od wierzeń ludowych
do filmowych fantomów
Rutkowska Teresa, Postmodernizm i film
R u t k o w s k a Teresa, Przewrotność
,,Batmana" . . .
R u t k o w s k a Teresa, Wędrówki Felliniego
R y c h ł y Maciej, Bezimienny geniusz ludu umrze dzisiaj
o zachodzie
Sikora S ł a w o m i r , Fotografia - pamięć - wyobraźnia
Skrzynecki Piotr, Szkic do scenariusza filmowego pt.
,,0 Groblach na Groblach"
Skrzynecki Piotr, Szkic scenariusza uroczystości
zwią­
zanych ze zjazdem przedstawicieli domów
panują­
cych w Europie
Skrzynecki Piotr, Uciekające zdjęcia. Rozmowa z...
( R o z m o w a przeprowadzona przez Zbigniewa Benedyktowicza)
Sobolewska A n n a , Konstrukcja istnienia
Stomma L u d w i k , Antropologia kultury, historia i Ku­
buś Puchatek
Szpilka W i e s ł a w , ,,Batman" — opowieść o stworzeniu
Szpilka Wiesław, Zobaczyć
świat: Etnografia wobec
filmu i kultury masowej
Sznajderman M o n i k a , Co się kryje pod tą maską:
Wokół motywu Człowieka Śmiechu. Parę uwag o ,,Batmanie"

2
1

3-4
3-4
3-4

3-4
3-4
1
1

3-4
3-4
3-4
3-4
1
3-4
3-4
3-4
3-4
1
3-4
3-4

3-4

3-4
3-4
3-4
3-4
3-4

3-4

�nr

nr
Sznajderman M o n i k a , „Stary Gringo": Motyw Don
Kichota w filmie i literaturze
S z y m a ń c z y k Józef, Jestem fotografem
(część
I)
Tokarska-Bakir Joanna, Henri Corbin: „Czas Eranosa"
Tokarska-Bakir Joanna, Hermeneutyka Gadamerowska w etnograficznym badaniu obcości
Wajda Andrzej, Z notatnika ( w k ł a d k a )
Walaszek Joanna, ,, Wesele" w Salzburgu ( w k ł a d k a )
W ę g l a r z S t a n i s ł a w , Koncepcja etnograficznego zróż­
nicowania kultury ludowej dzisiaj
Wieczorek Agata, Komizm św. Piotra
Wieczorkowski Mariusz, Biały napis
Wieczorkowski Mariusz, Czarny Pas

I

3-4
3-4
2
1
3-4
3-4
2
2
3-4
3-4

Wieczorkowski Mariusz, Galeria zdjęć nieintencjonalnych (Próba eidetycznego doświadczenia istoty foto­
grafii)
Wieczorkowski Mariusz, Odpowiedź
Zapis dyskusji o filmie „Batman"
Zowczak Magdalena, Dlaczego Cygan kradnie? Przy­
czyny zróżnicowania
ludzi według biblii ludowej .
RECENZJE
S m o l i ń s k a Teresa, PIOTR KO WALSKI,
Współczesny
folkloryzm i folklorystyka. O przedmiocie poznania
w dzisiejszych badaniach folklorystycznych
LISTY D O REDAKCJI
Giedz M a r i a , Odpowiedź
Paprocki H e n r y k (ks.), „Urzędowa

liturgia"

. . . .

3-4
3-4
3-4
2

2
2
2

�„Wesele" w Salzburgu
Joanna Walaszek
Tego roku Wesele Stanisława Wyspiańskiego doczekało się pierwszej
niemieckojęzycznej inscenizacji. Przedstawienie zostało zrealizowane w ra­
mach Salzburger Festspiele. Premiera odbyła się 27 lipca w Landestheater.
Specjalni&amp;»dla potrzeb tej inscenizacji został zamówiony nowy, poetycki
przekład sztuki u Carla Dedeciusa, znanego i uznanego tłumacza polskiej
literatury. Przedstawienie reżyserował Andrzej Wajda, scenografię i kos­
tiumy przygotowała Krystyna Zachwatowicz, muzykę skomponował
Stanisław Radwan. Ten sam zespół rok temu przygotował premierę Wesela
w Starym Teatrze w Krakowie. Salzburska premiera nie była jednak
powtórzeniem krakowskiej inscenizacji. W przedstawieniu wystąpili ak­
torzy z teatrów Austrii i Niemiec, między innymi z berlińskiego Schaubuhne i wiedeńskiego Burgtheater. Wiele było wśród nich prawdziwych
znakomitości. Grali też w tym Weselu czterej Polacy, w tym dwóch
aktorów z Polski. Przedstawienie oglądała międzynarodowa, festiwalowa
publiczność.
Wajda nie upraszczał dla tej publiczności dramatu Wyspiańskiego,
nawet niewiele go skrócił (przedstawienie trwało trzy i pół godziny).
Pokazał, że powszechna opinia o hermetyczności Wesela, o tym, że może
być zrozumiałe tylko w kontekście polskiej historii i kultury, w dużej mierze
jest tylko przesądem. Przedstawione w Weselu konflikty społeczne nie są
tylko naszym, narodowym problemem. A marzenia i tęsknoty postaci
niewspółmierne do okoliczności ich życia, ich lęki i niepokoje, bunt
i inercja, samozniewolenie wreszcie okazały się niezwykle żywotnymi
problemami dla aktorów. To pokazało kilka świetnych kreacji aktorskich.
Wśród najlepszych wymienić trzeba chociaż kilka: Dagmar Manzel
(Rachela), August Zirner (Pan Młody), Joachim Bissmeier (Gospodarz),
Dorte Lyssewsky (Panna Młoda), Michael Kóning (Nos i Hetman),
Robert Hunger-Buhler (Dziennikarz), Stephan Wolf-Schónburg (Cho­
choł). Bardzo pięknie, wyraziście wydobywali stany i emocje postaci,
nieobciążeni legendą i tradycją Wesela pokazywali postaci w nowym,
czasem bardzo odkrywczym, niespodziewanym świetle.
Opinia o hermetyczności Wesela wynika przede wszystkim ze sposobu
przedstawienia w nim świata fantastycznego. Widma i zjawy przychodzą
na scenę wprost z polskiej historii i sztuki. Jak mogą być czytelne dla
obcego widza? Wajda ukształtował je tak, by ich symboliczny sens
i przesłanie było dla publiczności jasne. Odwoływał się do tego co
powszechnie znane, do europejskiej tradycji. Przede wszystkim teatralnej.
Światowy teatr doskonale zna postaci widm i duchów, które pojawiają się
na scenie niosąc żywym przestrogę i wyzwanie. Zna też postaci symbolicz­
ne. Wajda więc uczynił osoby dramatu bardzo wyrazistymi, teatralnymi
postaciami. Nieco paradoksalnie kontekst światowego teatru sprawił, że
status osób dramatu podobny był prapremierze Wesela. Ale dawno już tak
Wesela nie grywano. Wajda też nie zawsze rezygnował z ikonografii
Wyspiańskiego. Stańczyk siedział na fotelu w matejkowskiej pozie i w matejkowskim stroju. Ale wcale nie musiał być kojarzony z tą konkretną
postacią. Wystarczyło, że był, dobrze w europejskiej tradycji znanym,
błaznem. Jak posąg Komandora w Don Juanie ożywała na scenie zbroja
Rycerza Czarnego. Ta zbroja, porzucona w kącie obok niedokończonego
obrazu Gospodarza, w scenie z Poetą unosi się i wznosi w górę przy-

�tłaczając go swoim ogromem. Żelazną dłonią ściska rękę Poety a w końcu
odsłania trupią czaszkę skrywaną pod przyłbicą. Jak widać w ten sposób
sens sceny był zupełnie oczywisty. Teatralność efektu wcale nie osłabiała
ekspresji sceny, ale ją potęgowała. Postaci zjaw wyłaniały się i ginęły
w ciemności. Na scenie były zazwyczaj — poza Upiorem-Szelą — unieru­
chomione w jednym miejscu. Wokół nich krążyli żywi. I już w tej sytuacji
scenicznej widoczna była moc widmowych zjaw. To one trwają na
wieczność zamknięte w jednym geście czy ruchu, to one niepokoją żywych.
Zupełnie inaczej niż u Wyspiańskiego został w Salzburgu przedstawiony
Wernyhora, chociaż tak samo jak w dramacie niejasny, szczególny, był na
scenie status tej postaci. Potęga Wernyhory widoczna już była w potężnej
posturze aktora uwydatnionej wystawnym strojem polskiego pana. I jego
pewnym, nie znoszącym sprzeciwu zachowaniu. Był tutaj przede wszyst­
kim wyzwaniem dawnej świetności i potęgi.
Szukanie wyrazistości symbolicznych postaci najpiękniejszy efekt dało
w postaci Chochoła. Chochoł był tu wysoki, smukły, słoma gdzieniegdzie
przetykana płatkami róż, nie pogrubiała sylwetki aktora. Wyglądał trochę
jak bezlistne drzewo o chropawej korze i długich gałęziach-rękach.
Niesamowite, bo zwieńczone białą kulą głowy, w której błyszczą nienatu­
ralnie wypukłe oczy. Chochoł ożywał poruszany ruchem mięśni rąk
i tułowia aktora, płynnym i sprężystym, czasem nieznacznym, czasem
bardzo ekspresyjnym. Wydobywał z siebie głos bardzo wysoki, przenikliwy
i przejmujący, niesamowicie modulowany w wyrafinowanych muzycznych
frazach. Ten stwór półroślinny-półludzki, półżywy-półmartwy nie tylko
obrazował znakomicie symboliczny sens postaci, ale też z ogromną siłą
oddziaływał na emocje widzów, pobudzał ich wyobraźnię. W finale Wesela
wynurza się spod ziemi pomiędzy zebranymi w izbie, wyrasta ponad
postaci i nimi jak chce włada. Tańczą wokół niego jak w Błędnym kole
Malczewskiego. Ale znowu, nie trzeba znać Malczewskiego by poddać się
magii finału salzburskiego Wesela.

Na s. 2 i 3 w k ł a d k i reprodukcja szkicu A n d r z e j a Wajdy z r o b i o n e g o na p r o g r a ­
mie przedstawienia. W ś r o d k u - p o s t a ć S t a ń c z y k a , g r a n a przez A l e k s a n d r a
Bardiniego
„Polska Sztuka Ludowa: Konteksty" nr 3-4/1992

�polska sztuka ludowa

KONTEKSTY
a n t r o p o l o g i a

INSTYTUT

k u l t u r y

SZTUKI

• e t n o g r a f i a

•

s z t u k a

POLSKIEJ AKADEMII

NAUK

�CONTENTS
Zbigniew Benedyktowicz
Roland Barthes
Andrzej Wajda
Joanna Walaszek
Aleksander Jackiewicz
James Clifford
Teresa Rutkowska
Andrzej Т. Pilichowski-Ragno
Małgorzata Baranowska
Dariusz Czaja
Don Fredericksen
Wojciech Michera
Dariusz Czaja
Monika Sznajderman
Wiesław Juszczak
Dariusz Czaja
Zbigniew Benedyktowicz
Marta Leśniakowska
Janusz Gazda
Italo Calvino
T. Jefferson Kline
Sławomir Sikora
Ryszard Ciarka
Anna Sobolewska
Violetta Kutlubasis-Krajewska,
Piotr Krajewski
Ludwik Stomma
Wiesław Szpilka
Wiesław Szpilka
Teresa Rutkowska
***
Monika Sznajderman
Teresa Rutkowska
Ewa Klekot
Czesław Robotycki
Jeanette DeBouzek
Aleksander Jackowski
Anna Beata Bohdziewicz
Zbigniew Benedyktowicz
Piotr Skrzynecki
Zbigniew Książek
Piotr Skrzynecki
Małgorzata Niezabitowska
Józef Szymanczyk
Aleksander Jackowski
Anna Beata Bohdziewicz
Mariusz Wieczorkowski

Ryszard Ciarka
Krzysztof Kubiak
Summary of articles

Editorial. The Anthropology of Film and Photography
3
Change the Object Itself „Mythology today"
5
From a Notebook
1
The Wedding in Salzburg
j wkładka
My Life in the Cinema
7
On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad and Malinowski
10
The Wanderings of Fellini
19
From a Roman Notebook
28
The Mass-produced Postcard and the Photography of Emotions
. . .
29
Symbol and Film. Methodological Comments
39
„Bar Yohai"
43
The Alchemical Imagery of Werner Herzog. A Symbolic Exegesis of "Heart of
Glass"
45
Venice and Death. Symbolic Contexts
58
"Old Gringo": The Motif of Don Quixote in Film and Literature . . .
66
The Work of Art and the "Limit of Sense"
72
The Eternal Moment. On "Babette's Feast"
76
Martha and Mary. On "Babette's Feast"
81
On the Sin of Gluttony and Cultural Conflict. Remarks Provoked by
"Babette's Feast"
85
An Artist Who Contrives Only the Truth
87
The Myth and Contemporary Literature
98
Orpheus Transcending: Bertolucci's "Last Tango in Paris"
100
Photography - Memory - Imagination
108
Film and the True Image of Things
112
The Construction of Existence
117
Mixed Tapes or Video-art of the Wroclaw Festival
The Anthropology of Culture, History and Winnie-the-Pooh
. . . .
To See the World: Ethnography Vis a Vis Film and Mass Culture . .
"Batman" - a Tale of Creation
Perversity of "Batman"
A Registered Discussion about "Batman"
What Does That Mask Conceal? In Connection with the Motif of the Joker:
a Few Remarks Concerning "Batman"
Postmodernism and Film
"Matador", or a Spanish Postmodernistic Tale
Vampires. From Folk Document to Film Phantoms
The "Ethnographic Surrealism" of Jean Rouch
To Experience Fiction
Photodiary, or a Song about the End of the World
"Fleeting Pictures" - an Interview with Piotr Skrzynecki
A Sketch to a Film Scenario about the Na Groble Square
Songs
A Sketch to a Scenario of Ceremonies Connected with the Convention of
Representatives of European Royal Courts
Free Man
I am a Photographer (An Interview Noted by Anna Engelking. Part I) .
Creation and Document. Films by Andrzej Różycki
Warsaw Shrines
From the Folio of Mariusz A. Wieczorkowski
Gallery of Unintentional Photographs (An Attempted Eidetic Capturing of
the Essence of Photography)
Black Belt
White Sign
Response
To See, Feel and Think - an Interview with Jacek Olędzki
Colette's "Regards" - Comments by a Participant from the East . . .

120
123
125
129
132
133
135
138
142
144
151
157
163
168
172
176
177
178
183
194
201
205
205
207
211
212
215
219
222

Redagują: Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski, Sławomir Sikora (sekretarz redakcji) oraz Ewa Korulska, Anna
Kunczyńska-Iracka, Ludwik Stomma
Doradzają i współpracują: Jerzy Bartmiński, Ewa Fryś-Pietraszkowa, Antoni Kroh, Jacek Królak, Jacek Olędzki, Czesław
Robotycki, Roch Sulima, Bożena Dudko
Tłumaczenia: Aleksandra Rodzińska
Projekt okładki i strony tytułowej: Jacek Królak
Makieta: Zofia Bisiak
Redaktor techniczny: Krzysztof Nalewajko
Adres redakcji: Instytut Sztuki PAN, ul. Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994, tel. 31-32-71/4 wew. 243

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6456" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6436">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e8f9612b90a962b7f6de4a16c8dd808e.pdf</src>
        <authentication>d7d8f2e77dfbea80989918c27595740c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76846">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6506</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76847">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76848">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76849">
                <text>przestrzeń - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76850">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6078</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76851">
                <text>The Studio - the Partially Domesticated, Portable or Transitory Home / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76852">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76853">
                <text>Waltoś, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76854">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76855">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76856">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76857">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76858">
                <text>A

mong all the interiors and buildings providing
shelter and a dwelling, an artist’s studio is by
its very function and purpose an ambiguous
space. The usefulness of this home is temporary. The
roof guarantees an opportunity to work and organise
a workshop and provides time for concentration and
creative energy. It also makes it possible to safely ac­
cumulate various tools or instruments, sketches in the
making, auxiliary works - all the projects and seemin­
gly tiresome and yet indispensable papers that surro­
und the artists’ effort, which appears somewhat ardu­
ous despite the effective results. The roof provides
isolation from intruders, noise and visual chaos. Or at
least it should do so1. Nonetheless, artists tend to tre­
at this aspect of the studio as a different, albeit their
own, space of clamour and chaos, filled with intru­
ders, who arrive upon the authors’ request, by the lat­
ter’s choice and according to their imagination2. On
the other hand, a studio roof - to adhere to the con­
cept of elementary space - is not a complete guaran­
tee of home isolation and privacy. After all, an
exchange of dimensions and substances is the predo­
minant activity in all types of studios: be they a room
open right through, as in a sculptor’s studio, or glasse­
d-in, with light coming from the north and set in an
attic, from the nineteenth century regarded to be ide­
al for painters, or even in a small, half-dark duchtynia
(a cramped studiolo), the source of images and con­
cepts, visionary dreams or intellectual ideas. The
exchange in question predominantly involves provi­
ding the art form with everyday reality. Measurable
cubature becomes a springboard for the non-compu­
table space of a painting, the astonishing scale of
a sculpture and the conceptual game played with ide­
as. Essential for artistic endeavours, the commonpla­
ce or even unusual objects surrounding the artist
(known for a tendency to collect just as many trifles
as sophisticated valuables) turn into a part of the sub­
stance. The temporariness of a studio becomes conso­
lidated as if in passing, through a transformation of
the accidental into the irrevocable and via incorpora­
tion into the very structure of the work of art 3 4.
Temporary space often assumes the form of inspira­
tion, a leitmotif identified with this unique place 5 6.
The artist’s stay and its outcome are intended for
the temporary and provisional home due to their very
principle and purpose. Artworks are supposed to leave
this space, ’’to go among the people”; they are in mo­
tion or destined to be transported 7. This is the objec­
tive of creation. Impermanence, however, often beco­
mes domesticated. And if today (and not only)
artworks remain with their author, forcedly congest
and domesticate the fleeting and transitory quality of
the studio’s interior, and do not set off into the world,
then they resemble children attached to their parents,
growing up and aging with them (even in the best me-

JACEK

WALTOŚ

The Studio
- the Partially
Domesticated, Portable
or Transitory Home
aning of the term) and thus endowing temporary al­
ternation with stabilizing substance. An artist uncer­
tain of the fate of his works - usually non-commissio­
ned - becomes their collector, forced to amass his
own output. He transforms the studio into a gallery or
a storeroom and grants it the traits of a compulsorily
created collection that, even if it is copious, remains
rather monotonous because it consists of the works of
a single author.
Over a span of years the works held in a studio,
settled down and merged with it - even though their
relation was supposed to be temporary - provide it
with the character of a "creator’s home”, while the
studio as such turns into an "artist’s museum” or be­
comes celebrated as a "temple of art”. This descrip­
tion could be appropriate for the family homes of arti­
sts sharing the qualities of their bourgeois milieu, such
as the Kraków residences of Józef Mehoffer and Woj­
ciech Weiss, professors at the Academy of Fine Arts
who, nonetheless, worked in the Academy studios to
which they were entitled.
Tales about respectable ”homes of creators” and
”temples of art” are accompanied by oft-repeated le­
gends of studios conceived as the sites of Bacchic or
erotic excesses, witnessing both extraordinary creati­
ve momentum and the artist’s helplessness or melan­
choly 8 9. Each individual story deserves a legend of its
own, and together they all add the myth of extraordi­
nariness to studio space, sometimes reasonably afflu­
ent 10 and at other times movingly deprived11. This in­
terior, in which transformation, transgression and
creation transpire, remains a legend also today, when
the creative act has left the studio for the streets, the
walls of graffiti artists or the showrooms, in which it
appears in the form of an installation or a performan­
ce. It has become a "project”, from the beginning to
the end commissioned by exhibition or museum cura­
tors. Temporariness has become an attribute of the la­
test works and not of the studio. The physical space of
the studio has been replaced with virtual public spa­
ce. We are far from the materialization of ideas and
from preserving the transient.

65

�Jacek Waltoś • THE STUDIO - THE PARTIALLY DOMESTICATED, PORTABLE OR TRANSITORY HOME

It would be difficult to avoid discussing the essen­
ce of the studio in the People’s Republic of Poland du­
ring the 1970s and 1980s. Although studios were as­
signed upon the basis of administrative decisions, due
to their aesthetic aura and political extraterritorial
status they sometimes assumed the function of asy­
lums of an "another life” in prevailing reality. This
fact was particularly appreciated by the art milieu du­
ring the martial law period12. Instead of the natural
temporariness of an interior from which the works go
further and further into the world, the studio was ga­
ining the qualities of a centre of ideas and meetings a place of confessions and discussions.
In the past, for instance in the Middle Ages and in
the modern era, the artist was frequently a nomad
among settled European clients, changing countries
and places while searching for the most convenient
working conditions. It would be difficult to claim that
the traveller took root and settled down in the places
of his temporary stay. The example of Pablo Picasso
leaving behind successive residences (castles and pa­
laces) filled with his works paradoxically combines the
qualities of an established owner and a travelling con­
jurer. A characteristic trait of this genius, gifted with
unmatched creative energy confirmed by fame and fi­
nancial success, is that his studios both preserved the
attributes of a transitory work place and gained the fe­
atures of a museum collection. Abandoned by the au­
thor, they did not lose their links with him.
To what extent is a studio a domesticated space?
Probably to the degree that it supports and does not di­

stract the moment of creation when intention changes
into a work of art, when for a single instant it merges
conditions, time and creative energy and seems to com­
prise a painting-metaphor of creation. But this meta­
phor collapses and loses its significance once the studio
is perceived as a domesticated dwelling. This is also the
case when from the very beginning the artist treats it as
an alien and intentionally non-domesticated place. Ap­
parently, such was, and still is Stanisław Wyspiański’s
abandoned "sapphire studio” in Krowoderska Street in
Kraków 13, probably never inviting or snug. On the con­
trary, the blue colour of its walls and ceiling lead us out­
side, into the faraway world, almost into cosmic dimen­
sions, as does the visionary stained glass - merely
designed in the studio but fulfilled somewhere else.

Footnote:
1
2
3
4

Jacek Gaj, Visit
Jacek Gaj, At Adam’s
Zbigniew Szprycha, Studio
Marek Przybył, Imaginary Portrait of Francis Bacon - Stu­
dio

5
6
7
8
9
10
11
12
13

Olga Boznańska, Study of the Artist’s Studio in Kraków
Wacław Taranczewski, Young Painter
Andrzej Okińczyc, Packaging
Jerzy Mierzejewski, Studio
Jacek Sienicki, Studio
Zbysław Maciejewski, Studio of Olga Boznańska
Antoni Kamieński, Unfinished Work
Barbara Skąpsza, Night
Illustration: photograph by Mirosław Sikorski

Fragment of an exhibition: Home - the Way śfBejng, City Rrt Gallery in Częstochowa 2009

66

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10155" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10133">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1f9ac8c37ef51868155b34383e5396bb.pdf</src>
        <authentication>20285af827f5f8de83f7c12c608666ab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120795">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120796">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120797">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2515</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120798">
                <text>Tajna historia przedmiotów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120799">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.120-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120800">
                <text>Wasilewski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120801">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120802">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120803">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120804">
                <text>Tajna historia przedmiotów
J e r z y S. W a s i l e w s k i

Leżą przede mną trzy krążki. Dwa pierwsze to stare mo­
nety, sczerniałe, poszczerbione, wytarte. Obie przywiozłem
dawno temu z Mongolii, a chociaż spotkały się dopiero na
moim biurku, to związane są ze sobą w szczególny sposób.

Pierwszy krążek wtajemniczenia
Ta miedziana moneta pochodzi z niedzielnego ułan-batorskiego bazaru. Co tydzień na ogromnym zakurzonym placu
na zachodnich peryferiach miasta, niedaleko nowego cmenta­
rza (było to już po przeprowadzce bazaru z malowniczej oa­
zy ws'rod ostatnich chińskich domków, u stóp klasztornego
wzgórza Gandan) pojawiał się tłum sprzedających, kupują­
cych i oglądających najróżniejsze rupiecie. Spora ich część
robiła wrażenie, jakby przez sześć dni tygodnia poniewierały
się gdzieś po ulicach, a na siódmy, nie wiedzieć po co, awan­
sowały do roli przedmiotów handlu. Toteż z reguły szybko
przechodziłem przez tę część targowiska, kierując się ku ma­
łemu obszarowi, gdzie handlowano rzeczami lepszej klasy.
W zaciszu wysokiego ogrodzenia z desek zasiadali i przecha­
dzali się poważni starsi panowie, już nie w wyszmelcowanych - jak reszta klienteli - marynarkach, ale w odświętnych
mongolskich strojach i tłoczącym się wokół nich osobnikom
z pospólstwa pokazywali - lub nie, zależnie od wyników oce­
ny takiego ciekawskiego - to co chowali w zanadrzu: jakąś
resztkę dawnej srebrnej biżuterii z koralami i turkusami, ta­
bakierkę z agatu lub porcelany, malowaną na płótnie lamajską
ikonę lub okaz najrzadszy - mosiężnego burchana.
Nie da się dziś przekazać atmosfery nielegalności, w ja­
kiej odbywały się te łowy. W Mongolii wczesnych lat 70tych, państwie w stolicy którego nie przypadkiem stał najspo­
kojniej pomnik Stalina, posiadanie i afiszowanie się
przedmiotami sakralnymi, z obszaru niedawno zgniecionej
religii lamajskiej nie było całkowicie bezpieczne ani dla
sprzedających, ani też dla kupujących (byli nimi głównie cu­
dzoziemcy, myślący oczywiście o wywozie - a w takim przy­
padku przedmiot religijny stawał się dla władzy cennym
obiektem kultury). Takie przedmioty jak tabakierki mogły

120

być pokazywane śmielej, i wtedy ujawniało się tłumione na
codzień przywiązanie do likwidowanych i odchodzących
form kultury narodowej, w której częstowanie się tabaką na
powitanie było ceremonią najpowszechniejszą. Dochodziło
zatem do zbiorowego oglądania jakiejś cenniejszej sztuki
w ściśniętym wianuszku. Gdy po południu na placu przerze­
dzało się, staruszkowie-znawcy przysiadali rzędem pod par­
kanem i paląc długie fajki podawali sobie wzajemnie te na­
prawdę najcenniejsze tabakierki - własne, niekoniecznie na
sprzedaż. Palcami wskazywali sobie detale, debatując szcze­
gółowo o tym, jaki wpływ na cenę ma wzór stworzony przez
słoje kamienia, sposób oprawy koralowej główki albo zato­
piony w ściankach bursztynowej flaszeczki owad. Jubilerstwo biedaków - myślałem.
Tamtego dnia pociągnęło mnie jednak w tę gorszą stronę
bazaru, właśnie do najpospolitszej starzyzny i drobnicy, roz­
rzuconej kupkami na gazetach, wprost na ziemi. Nie wiem
dlaczego spośród dziesiątków takich stert wybrałem tę wła­
śnie skrzynkę, a w niej, spod warstwy tych samych co wszę­
dzie zardzewiałych śrubek i spalonych świec motocyklo­
wych, wygrzebałem ten krążek. Pamiętam, że jeszcze kilka
lat później umiałem sobie przypomnieć uczucie owego ma­
gnetycznego przyciągania, które mnie tam wiodło. Dziś nie
jestem pewien, czy nie była to zwykła bazarowa gorączka po­
szukiwacza, pociąg do przepatrzenia wszystkiego. Może jed­
nak emanowało stamtąd coś, co kazało mi trafić wreszcie na
tę nieczytelną, pokrytą brudem monetę.
Na jednej stronie carski dwugłowy orzeł, z berłem i jabł­
kiem w szponach. Po drugiej, wbrew spodziewaniu, wcale
nie profil brodatego Mikołaja I I . Spod zeskrobanego paznok­
ciem brudu wyłania się data w środku: 1863-1864 i napis cy­
rylicą dokoła: „Za usmirenie pol'skago miateża" (za stłumie­
nie polskiego buntu).
A więc to nie moneta, to medal za tłumienie powstania
styczniowego! Pamiętam, że wspominał o nim Żeromski
w Syzyfowych pracach. Znaleziony na centralno-azjatyckim
targowisku musi oczywiście wywołać rozemocjonowanie,
zdziwienie - szczęściem, przypadkiem, związkiem ponad
odległościami. Mało który
umysł nie zareagowałby oży­
wieniem na taką koincydencję
i na taki obciążony znaczeniami
przedmiot. Natychmiast poja­
wiają się spekulacje, jak mógł
on trafić do Mongolii. Sam
przedmiot podpowiada taki oto
epizod: skoro brak mu uszka do
zawieszania - widać u góry, że
zostało ono odłamane, a miej­
sce byle jak zaklepane - to pew­
nie dlatego, ze ktoś próbował
puścić go kiedyś jako monetę.
Gdzieś w jakimś zajeździe na
kiachtyńskim trakcie, eskortu-

�jacy kupców w drodze do Urgi esauł zabajkalskich kozaków
niby to niedbale rzuca na mokry blat szynkwasu garść mie­
dziaków...
A wcześniejsze, polskie etapy tej drogi? Kto i za jakiż to
czyn bohaterski zosta! nim odznaczony? Za odwagę, za spryt
czy za podłość? Może dostał go „za chrabrost'" junkier Zubow, Czerkies wprawdzie tylko półkrwi, ale i tak niesłycha­
nej odwagi i zapamiętałości dżygit, który po wygranej po­
tyczce gdzieś na drogach północnego Mazowsza z jakąś po­
wstańczą partią, zapędził jej trzech dowódców-młokosów do
dworu. Ci ukryli się w panieńskim pokoiku na górce, Zubow
wpadł tam z kozakiem, huknęła salwa, wszystkie trzy kule
utkwiły w futrynie, a oni roznieśli na szaszkach nietęgich
strzelców...
A może dostał go za wojenną przemyślność esauł Dukmanow, weteran kampanii krymskiej, zaprawiony w starciach
na Kaukazie, który w augustowskiej guberni nie tylko forte­
lem obronił prowadzone furgony z amunicją, ale złapawszy
języka nahajkami wydobył od niego wiadomość, którędy cią­
gną buntownicy. Dukmanow najpierw nie rozumiał co tamten
plecie o wybieraniu kożuszków, aż wreszcie pojął, że padają
nazwy wsi, gdzie będą pobierać powstańczą kontrybucję
w odzieży. Zasadzka skończyła się krwawą jatką. Dużo
później zarówno Zubowa jak i Dukmanowa przeniesiono na
Zabajkale w ramach ustawicznych wszechimperialnych
translokacji.
Ale przecież za odwagę wojenną dekorowano raczej krzy­
żem św. Andrzeja. Tym medalem wynagradzano pewnie inne
zasługi: wierność miłościwie panującemu, współpracę z pra­
wowitą władzą, gorliwość w zaprowadzaniu nowych porząd­
ków. Może dostał go wójt Krasko z Kowieńszczyzny, które­
mu dano do wyboru: albo spalenie wioski i zesłanie wszyst­
kich mieszkańców gdzieś pod turkiestańską granicę albo zor­
ganizowanie murawiewowskiej straży wiejskiej, denuncjowanie agitatorów i pomoc w wyłapywaniu błąkających się po
lasach niedobitków. To on, z medalem przyznanym za to, że
nawet obywatelstwo potrafił zmusić do podpisywania wiernopoddańczych adresów, a pewnie też za schwytanie kogoś
znaczniejszego, powieszonego potem w Wilnie, wyjechał
później na dobrowolną emigrację w stepy nad Bajkał, gdzie
ziemi pozwalano brać do woli. Dlaczegoś nie chciał do kongresowiackiej Wierszyny, wolał osiąść jeszcze dalej, aż pod
chiński kordon.
Dlaczego przychodzą mi do głowy wszystkie te scenariu­
szowe epizody? Czy w akademickim studium artefaktu było­
by miejsce dla takich wymyślonych obrazów, które zresztą
niejeden przedmiot może z łatwością wywołać? Wszystkie te
dzieje jednego pocisku, historie
jakiejś żółtej ciżemki, losy tap­
czanu pewnego gestapowca
i
niezliczonych
innych
przedmiotów - czy nie lepiej
zostawić je jako materiał do
konstrukcji literackich? Prze­
cież nie zadowala mnie w nauce
sama tylko idiografia, nudzi nanizywanie fakcików na jedną co
najwyżej nitkę - chronologii,
bez rekonstruowania szerszych,
bardziej abstrakcyjnych wzorów
- układów i relacji, modelo­
wych powiązań i systemowych
zależności.

Ale etnografia musi być też realistyczna - inaczej nie bę­
dzie w ogóle etnografią. Chociaż w swoich własnych wcze­
śniejszych badaniach traktowałem przedmiot prawie wyłącz­
nie jako reprezentację jakiegoś systemu myślowego (ujmując
rzecz jako tekst, jako nośnik symboliki, korelat wierzeń i wy­
obrażeń, utrwalony zapis systemu intelektualnego lub spo­
łecznego) to przecież w pełniejszym oglądzie nie zamierzam
poprzestawać na jego systemowym, synchronicznym wymia­
rze. Niech nie zabraknie w nim nitki diachronii, i to w takim
ujęciu, by nie wypadły z pola uwagi konkretne jednostkowe
losy rzeczy, a tym samym ludzi, przez ręce których przeszły,
w których genealogie się wplotły.
Miejscem, gdzie szczególnie mi brak takiej informacji
jest muzeum etnograficzne. W tej zbiornicy rzeczy słabo wy­
pada wszelkie pozamaterialne zaplecze artefaktu, jego kon­
tekst czy tło. A już to co niepowtarzalne jest świadomie
i programowo pominięte. Oglądając rzecz nie dowiemy się
niczego o jej jednostkowym losie, o tym co się z nią działo
i czym była dla wszystkich, którzy mieli ją w ręku - od wy­
twórcy aż do zbieracza-kolekcjonera, który ją z jej własnych
kontekstów wyłuskał i do swego wstawił, przydając jej no­
wych znaczeń i obdarzając innymi emocjami. Pokażcie mi
koleje losu konkretnego dzieła ludzkiej ręki zanim trafiło na
wystawę i zostało zamrożone pod szkłem jako eksponat. Ta­
kich informacji nie wstydzą się podawać jedynie w małym
regionalnym muzeum czy izbie pamięci. A jeśli i tam prze­
wodnik tego nie odsłoni - pozostaje własna domyślność
i wyobraźnia.
Trzeba uruchomić w sobie „hermeneutykę rzeczy", otwo­
rzyć się na mowę przedmiotu. Wcale nie trzeba do tego być
kolekcjonerem, acz skądinąd posiadanie ułatwi otwarcie,
zwłaszcza jeśli staje się to w szczególnych okolicznościach.
Przedmiot ma w sobie moc. Trzeba tylko stanąć na jego dro­
dze, a on zmusi nas do wysłuchania swojej historii. I wtedy
inaczej patrzymy na inne przedmioty. Pora przyjrzeć się dru­
giej monecie.
1

Wtajemniczenia krążek drugi
To już prawdziwy pieniążek. Mosiężny, z chińskimi i ujgurskimi znakami wokół kwadratowego otworu pośrodku przez taki otworek nawlekano monety na sznury do tezauryzacji, wplatano w warkocze, przyszywano jako ozdobę stro­
ju. Jak wszystkie zdezaktualizowane monety mógł służyć
różnym celom praktycznym - np. jako zakończenie sznura,
przewiązującego lamajską księgę. Po przymocowaniu (do
jednej lub kilku złączonych takich monet) kawałka owczej

121

�sierści, powstawał swoisty pompon z obciążnikiem. Używa­
no go do gry „tebek", polegającej na wielokrotnym, jak naj­
dłuższym podbijaniu go nogą, podobnie jak na warszawskich
podwórkach i boiskach grywa się „w zośkę".
Pamiętam, że gdy sam w nią grywałem, intrygowała mnie
ta nazwa. Nie ma ona przecież nic wspólnego z zasadami gry,
nie tłumaczy się jej techniką, nie wiadomo kim była tajemni­
cza kobieta, która użyczyła jej swego imienia. Czytałem
gdzieś, że taką grę znano już w starożytnym Rzymie - wspo­
mina o niej bodaj któryś z Pliniuszy. Może więc stamtąd? No
ale przecież nie było łacińskiego odpowiednika greckiego
imienia Sophia (gdyby to ono miało być ewentualnym
źródłosłowem swojskiej Zośki). Pochodzenie nazwy - jak
i samej gry - zostawało więc dla mnie zagadką - aż do ze­
tknięcia się z jej mongolskim odpowiednikiem.
Na taki „miedziak" mówi się po mongolsku „dzos", (co
słownikowo znaczy „miedź). Skądinąd w wymowie buriackiej brzmiałoby to „zos", ale nawet gdybym o tym wcześniej
pomyślał, to nie przyszłoby mi do głowy skojarzenie - na
przekór tysiącom kilometrów dzielących te formy geogra­
ficznie i lingwistycznie - buriackiego „zos" ze swojską „zoś­
ką". Ale oto natrafiam na informację, która niezwykle upraw­
dopodobnia ten związek.
Oto Grigorij Nikołajewicz Potanin wspomina (a dotyczy
to lat około połowy XIX wieku) że kadeci szkoły wojskowej
w zachodniosyberyjskim Omsku grywali w grę „zośka".
Eureka! Skoro „zośka" notowana jest na Syberii pod tą na­
zwą, nic przecież po rosyjsku nie znaczącą (nie notuje jej ża­
den ze słowników, a tym bardziej nie ma w rosyjskim takie­
go imienia), to znaczy że zapożyczono ją od Buriatów (co su­
geruje zresztą autor, rozwiewając tym nasze obawy, że z Buriacji do Omska jeszcze daleka droga). A że nazwa buriacka
nie brzmiała po rosyjsku naturalnie, więc dodano końcówkę,
która ułatwia deklinację, uzupełniając ją do formy „zośka".
A więc swojska „zośka" to pierwotnie mongolski i buriacki „miedziak", za pośrednictwem formy rosyjskiej, asemantycznej. Już wiem, kto przyniósł ją do Polski: mówiąc
metaforycznie, ci sami absolwenci omskich i irkuckich szkół
wojskowych, kiedy ich stamtąd wysłano do „usmirenia
pol'skogo miateża", a którzy potem wracali z medalami. Zna­
my już ten szlak - ktoś kto dopiero co odnalazł w tamtej czę­
ści świata pierwszy miedziak - materialny dowód kontaktu
między stepem a Mazowszem, natychmiast nabiera przeko­
nania, że i drugi krążek pokonał tę samą drogę, w tym samym
czasie wędrując z tymi samymi ludźmi. Przedmiot material­
ny - rzecz jak najbardziej namacalna - wystarczy jako dowód
prawdziwości takiej hipotetycznej rekonstrukcji.
Nie ma dla badacza większej radości niż wtedy, gdy zda­
rzenie, które wydarzyło się mu osobiście doprowadza go do
jakiegoś naukowego odkrycia czy ustalenia. Nie ma też
większej pokusy niż ta, by ulec temu czarowi. Ale wzorem
musi być raczej przebiegły Odyseusz, który przez rozum
i silną wolę potrafił nie posłuchać głosu zwodzących syren.
Do jakiego masztu sceptycyzmu mamy się przywiązać, by
trzeźwo i bezpiecznie płynąć dalej ku prawdziwym odkry­
ciom? Czy przy budowaniu hipotez naukowych umiemy się
wyzbyć pokusy wiązania ze sobą faktów, które połączyły się
ze sobą w naszym prywatnym życiu, w którym przecież za­
nurzone jest badanie? Czy można ustrzec się przed istnym
„przymusem kojarzenia", który zaślepia nas na fakt, że pew­
ne związki, dla nas oczywiste, jak np. relacje, nie istnieją
„naprawdę", a leżą tylko - jak Ruskinowskie piękno „w oku obserwatora".
2

122

Ileż to klasyfikacji, periodyzacji, rekonstrukcji, modeli
przedstawia fakty w jakimś powiązaniu i pogrupowaniu nie
dlatego, że w ten właśnie sposób one się organicznie ze so­
bą łączą, ale dlatego, bo dzięki temu autorowi wszystko zga­
dza się w jego naukowej buchalterii. Żadne znalezisko, żad­
na rzecz ani informacja nie może pozostać bezużyteczna,
zbyteczna, niezinterpretowana. Wszystko ma swoje miejsce,
wszystko pasuje do siebie w uczonej konstrukcji, bo tak to
się kojarzy badaczowi, dając mu błogie poczucie ładu i har­
monii.
I oto wystarczy jeden kamyk by zburzyć tę psychologicz­
ną konstrukcję, tę syntezę prawdy i zmyślenia. Dostaje się
wtedy nauczkę, by nigdy nie dopinać gorsetu teorii (konstruktu, modelu) na ostatni guzik.
Wystarczy jedna lektura, byle właściwa. Na przykład
„Zły" Tyrmanda. Tyle tu szczegółów z Warszawy lat 50tych, istna etnografia miasta. Jest nawet informacja o grach,
0 tym że przed wojną grywano w pliszki, w cymbergaja i in­
ne, ale nie znano jeszcze „zośki" - ta przyszła zaraz po wyz­
woleniu.
Kto ją zatem przyniósł? To nie zabąjkalscy kozacy z cza­
sów powstania? Czyżbym musiał zarzucić obraz sołdatów
grających „w zosku" na oczach polskiej dzieciarni? Ale to
ponad moje siły - zbyt wielka jest moc obu krążków. Nadal
będę więc trwał w przekonaniu, że byli to żołnierze ze
wschodu, tyle że oczywiście nie z carskiej, a z czerwonej ar­
mii. A jeśli, co niewykluczone, napotykam na sygnały,
mówiące że „w zośkę" grywano jeszcze przed wojną, (choć
niekoniecznie w Warszawie), chętnie wrócę do hipotezy
wcześniejszej. Tak czy owak, niezależnie od datowania, nic
nie zachwieje mojego przekonania, że gra przyszła po woj­
skowym szlaku. Dwa przedmioty są tego aż zbyt silnym do­
wodem.

Krążek trzeci - lekcja trzecia
On także ma otwór, ale to już nie miedziak - to nieco
większe, zielonkawo żyłkowane kółko z jaspisu, spłaszczone,
cienkie, o zaokrąglonych krawędziach otworu wewnętrznego
1 obwodu. I nic poza tym.
Można tylko zgadywać, że wyrób jest chiński, w każdym
razie Mongołowie takim rzemiosłem się nie parali. Poza tym
kompletne zero informacji (co najwyżej, jeśli cena miałaby
stanowić jakąś namiastkę informacji o rzeczy, to kosztowała
dość drogo). Idealna prostota, brak jakichkolwiek cech stylo­
wych, wzorów czy nacięć, nawet uchwytu. Nie ma żadnego

�punktu wyjścia do przypuszczeń na temat pochodzenia, wie­
ku, przeznaczenia czy choćby aktualnego sposobu użytkowa­
nia. Mała enigma, tajemniczy monolit, nieme dziecko niezna­
nych rodziców, zagadka Kaspara Hausera.
Milczenie tego przedmiotu prowokuje. W realiach kultu­
rowych Azji Centralnej można zakładać praktycznie tylko
jedną jego funkcję - ozdoby. Może była to przywieszka do
woreczka na tabakę, obciążnik ułatwiający założenie go za
pas? Ale mongolskie przywieszki, podobnie jak ich bardziej
znane japońskie odpowiedniki, „netsuke", były z reguły figu­
ralne. Może zatem jakiś rodzaj wieszadełka w odświętnym
kobiecym stroju? W takim razie prosiłoby się o ornament,
o jakiś kwiatek, ozdobny detal.
Czy można sensownie wnioskować z milczenia? Czy
dla znaczenia rzeczy wynika coś z faktu, że nie ma ona
żadnego widzialnego znaku, mówiącego o jej tożsamości?
A może z tego ubóstwa trzeba uczynić cnotę i przypomnieć
sobie, że skrajna ascetyczność przedmiotu może służyć
upostaciowaniu wartości abstrakcyjnych: ideału, absolutu,
transcendencji. Nieprzypadkowo takie same, intrygujące
swą prostotą kamienne i brązowe kręgi i krążki z otworami
były znane w Chinach już w okresie archaicznym. I może
to samo coś, co stanowiło o ich mocy wtedy, nadaje im
wartość teraz, gdy przeszmuglowane z dawnych cesarskich
kolekcji trafiają na rynek antykwaryczny. Jeśli zachowa się
do tego oryginalny, stary futerał z imperialnymi pieczęcia­
mi, to będzie on czytelną gwarancją, że ten właśnie
przedmiot swoją mocą intrygował już władców dawnych
dynastii. Trafi on na aukcję zorganizowaną przez któryś
z wielkich domów aukcyjnych, w Londynie lub Hongkon­
gu, specjalnie dla tego jednego obiektu, pod hasłem „bar­
dzo ważny dysk rytualny bi"
Kształty i rzeczy najprostsze najlepiej materializują
odwieczność - czy będą to niewielkie kółka z muszli, o prze­
szłości których tyle wiedzieli Trobriandczycy, czy monstrual­
ne kręgi z innych wysp mórz południowych, istne kamienie
młyńskie, które przyciągają do siebie magnetycznie nawet
w antykwariacie, w stolicy któregoś z dawnych kolonialnych
mocarstw.
Albowiem moc mają w sobie nie tylko przedmioty wy­
stawne, bogate, naładowane pięknem. Tak, one też dają po­
czucie obcowania z transcendencją. Kiedy zwiedzając kate­
dralny skarbiec albo przycerkiewne muzeum patrzę na wy­
jątkowej roboty złoty pektorał czy prawosławny krzyż z rę­
kojeścią, myślę o tym, jak konający kardynał lub archimandryta wczepiał się weń kurczowo na łożu śmierci, by palca­
mi czuć, że Zbawiciel go nie opuszcza. Gdy biorę do ręki pa­
rę imponująco masywnych, wymyślnych noży rytualnych,
wiem jak czuł się lamajski ofiarnik w czasie ceremonii wy­
ganiania zła, składając ofiarę z człowieka-kukły „dzolig".
Parafernalia są potężną gwarancją mocy każdego aktu reli­
gijnego.
Oczywiście moc ma w sobie tylko przedmiot prawdziwy,
a nie byle jaki zakup - owoc krótkotrwałej przygody w super­

markecie, zrodzony z przelotnego związku klienta z wielką
nierządnicą rynku. O przedmiocie-gadżecie wiadomo, że
przeleci przez nasz dom - w stadzie innych - pokonując
w błyskawicznym tempie drogę między wózkiem zakupo­
wym a śmietnikiem. Przedmiot prawdziwy jest nieśmiertelny.
O wrzuconych w potlaczu do ogniska miedzianych płytach
będzie się jeszcze długo pamiętać. Zawsze byli i będą ikonoklaści i hunwejbini, Savonarolowie, Attylowie i rzecznicy
mód, które uczą nas nie znosić designu z minionego sezonu.
Ale to rzecz jest w końcu naszą jedyną wiecznością. Znany
aforyzm, mówiący że człowiek jest epizodem w dziejach
przedmiotu wywoła u kolekcjonera mniej odruchowy sprze­
ciw niż u innych.
Rzeczy zmuszają nas do myślenia o wieczności, i to
w obu kierunkach - zarówno w przyszłość, w długo-wieczność, jak i w przeszłość, w od-wieczność. Jak srebrne naczy­
nie chrzcielne, upamiętniające siedem pokoleń rodu Castorpów, ewokujące w małym Hansie to „na pół marzycielskie,
na pół niepokojące uczucie czegoś płynącego i zarazem sto­
jącego, jakiegoś zmiennego trwania, które miało w sobie
rytm i powrotu, i zawrotnej jednostajności".
Żeby zakorzenić nas w przeszłości, przedmiot musi być
sam w niej dobrze zakotwiczony. Dlatego tak ważny jest znak
wytwórcy - sygnatura autora, stempel warsztatu, cienko gra­
werowane inicjały zegarmistrzów kolejno reperujących stary
mechanizm czy grubo, stolarskim ołówkiem napisane nume­
ry na dnie szuflad komody, by łatwiej pasowały. Zakorzenie­
nie w kulturowym kontekście stanowi o tożsamości. Stary
turkmeński dywan ma cechy stylowe, umożliwiające jego
identyfikację nie tylko z plemienną grupą Erzari, ale wręcz
z okolicą miasteczka Dali nad Amu-darią, gdzie musiał po­
wstać; współczesny dywan afgański nie daje patrzącemu tej
możliwości tropienia rodowodu - jest zbieraniną wzorów,
z których każdy należał kiedyś do innej grupy rodowej, okre­
ślał konkretną, odmienną proweniencję.
Dzięki rzeczom wybiegamy też w przyszłość. To one
zmuszają zbieracza do pomyślenia o potomkach, o spadko­
biercach, o przyszłych oglądających. Zakorzeniając nas
w przeszłości i wyrastając w przyszłość przedłużają naszą eg­
zystencję. Jednocześnie, w innym wymiarze, poszerzają ją,
rozbudowując naszą osobowość i tożsamość kulturalną. Tak­
że ktoś, kto nie ma ochoty ograniczać się do tożsamościowe­
go emploi, zdeterminowanego przez tradycję rodzinną i jej
pamiątki, może zbudować inną tożsamość z obiektów groma­
dzonych osobiście. Może wyrwać się z ograniczeń własnej
kultury i własnego horyzontu zachowań. Zbierając exotica
dotykam rzeczywistości najodleglejszej, obcując z chińszczyzną cofam się w przeszłość najdalej jak mogę. Pijąc her­
batę przy niskim stole, który był niegdyś „łożem opiumo­
wym" w chińskiej palarni opium nie staję się starym Chiń­
czykiem, ale łatwiej mi wejść wyobraźnią w tamten świat.
Na przekór osławionej alternatywie „być albo mieć" upie­
ram się, że „mieć" (zbiór rzeczy) niesie tę samą wartość du­
chową, co „być" (zbieraczem rzeczy).
3

4

PRZYPISY
1

Przypomina o tym etnologia skandynawska - patrz np. L.Otto,
L. Pedersen, Collecting oneself. Life stories and objects of memory, „Ethnologia Scandinavica", vol. 28, 1998, s. 77-92
G. N . Potanin, Ocerki severo-zapadnoj Mongoła, S. Peterburg
1881, s. 120
2

5

T. Mann, Czarodziejska góra, Warszawa 1956, s. 48
Przegląd takich współczesnych postaw wobec pamiątek daje B. Rogan, Things with a history - and other posessions, „Ethnologia Scandina­
vica", vol. 28, 1998, s. 93-107. Tamże podstawowa literatura do tak rozu­
mianej przez współczesną antropologię anglosaską „materiał culture".
4

123

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6015" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5995">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/45d1421982adef744d2dcc8ef5672a95.pdf</src>
        <authentication>8b2089659d90072502251e7a03289dfe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71772">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71773">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71774">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71775">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71776">
                <text>globalizacja - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4635</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71778">
                <text>Etnologa kłopoty z globalizacją ; czy w nią wierzyć, jak ją badać, jak o niej mówić? / Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71779">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.136-147</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71780">
                <text>tom w darze Profesor Annie Zadrożyńskiej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71781">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71782">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71783">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71784">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71785">
                <text>Jerzy S. Wasilewski
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Etnologa kłopoty z globalizacją:
czy w nią wierzyć, jak ją badać, jak o niej mówić?

Antropologowie zajmujący się problematyką globalizacji mają obecnie chwilę przer­
wy O t o bieżąca rzeczywistość: niedawna zapaść w światowym systemie finanso­
w y m , załamanie ekonomiczne, a w ślad za tym, w sferze zjawisk społecznych, kryzys
zaufania do podstawowych instytucji społecznych, głód nowych rozwiązań politycz­
nych - wszystko to z bolesną naocznością przekonało sceptyków co do wszechobecności i siły mechanizmów ponadpaństwowych, odsłoniło zarazem negatywne
konsekwencje tych „ponadnarodowych" czynników. Dla studiów globalnych jest to
więc czas (przejściowo) marny tylko w t y m sensie, że trudno o fascynację zjawis­
kiem, które akurat ukazuje swe ciemniejsze oblicze. Jeśli nawet sytuacja taka nie
unieważnia dotychczasowych rozważań teoretycznych, to przynajmniej zmniejsza
zapotrzebowanie na takie debaty T r u d n o też proponować czytelnikowi kolejny et­
nologiczny przyczynek do studiów globalnych, oparty na schemacie: „badać lokal¬
nie, interpretować globalnie". A przecież był to sprawdzony - i w gruncie rzeczy
całkiem niezły - sposób, w jaki badacz (empiryk, terenowiec) mógł bezpiecznie
wypowiadać się na temat tak złożony i wieloaspektowy jak globalizacja. Etnolog
przedkładał swoje obserwacje i refleksje co do lokalnego sposobu, w jaki globalny
proces przeciska się przez ściśle umiejscowione ucho igielne, czyli wybrane przezeń
miejsce akcji.
Ten tryb pisania o globalizacji (szczególnie w wydaniu popularyzatorskim i dzien¬
nikarskim) stawał się pewną manierą. Tekst zaczynał się od migawki, która przed¬
stawia barwny przypadek, uderzający kontrastem między egzotyczną lokalizacją
a pojawiającym się tam ponadnarodowym elementem kultury: czasem przybywał
on z Zachodu, a wtedy treść ta była ultranowoczesna; czasem szokujące zjawisko
przybywało z innej, równie egzotycznej plemienności; i wreszcie trzeci wariant: scen­
ka pokazywała plemienność, która zawędrowała do metropolii. Po przykłady w y ­
starczy sięgnąć do znanych publikacji: mogą to być artykuły pioniera-klasyka bada­
nia przepływów ponadnarodowych Ulfa Hannerza (2006, s. 11, 31, 137), programo­
wy wstęp w niedawno wydanej podręcznej antologii tekstów The Anthropology of
136

�Etnologa kłopoty z globalizacją

Qlobalization (2005, s. 3-4) czy wreszcie, na rodzimym gruncie, publikacje Walde­
mara Kuligowskiego, niestrudzonego w ukazywaniu globalnego wymiaru dominują­
cych zjawisk współczesnej kultury (2007 i liczne teksty wcześniejsze).
Zauważę bez złośliwości, że pewnie to obserwacja tej rodzącej się wtedy maniery
skłoniła przed 10 laty Jonathana Friedmana, skandynawskiego antropologa zasłużo­
nego w badaniu społeczno-historycznej infrastruktury procesów globalizacyjnych,
do porównania stylu i języka większości publikacji z zakresu antropologii globaliza­
cji d o audycji telewizji C N N . Jego uogólnienie brzmiało:
N i e k t ó r e prace na t e m a t g l o b a l i z a c j i są a n a l i t y c z n i e i t e o r e t y c z n i e doniosłe, j e d n a k
w i ę k s z o ś ć z n i c h t o j e d y n i e z b i ó r luźnych o p i n i i i refleksji. N a m y s ł n a d g l o b a l i z a c j ą
w o b r ę b i e s t u d i ó w n a d kulturą jest b e z t r o s k i i b a z u j e g ł ó w n i e na i n t e l e k t u a l n e j
o b r ó b c e p r z e k a z u medialnego, w y n i k ó w poszukiwań w I n t e r n e c i e i p o d r ó ż a c h (Fried¬
man, publ. i n t . ) .

Przypomnę jeszcze kilka jego sarkastycznych pytań.
C z y świat stał się g l o b a l n y d o p i e r o o d niedawna? C z y dzisiaj w s z y s t k o r z e c z y w i ś c i e
jest inne? C z y p r a k t y k i l u b ( p r o s z ę o w y b a c z e n i e ) „kultury" t e r y t o r i a l n e f a k t y c z n i e
p r z e s t a ł y i s t n i e ć ? [ . . . ] p o s t ę p t o g l o b a l i z a c j a , t w o r z e n i e g l o b a l n e j w i o s k i , k t ó r a jest
tak naprawdę g l o b a l n y m m i a s t e m . Jakie t o e k s c y t u j ą c e ! . . . t y l k o - dla kogo? (Fried¬
man, publ. int.)

Ironia tych uwag nie straciła chyba całkiem na aktualności.
A zatem wspomnianą na wstępie chwilę przerwy proponuję wykorzystać na re­
fleksję ogólniejszą i przyjrzeć się naszemu dotychczasowemu ujmowaniu globaliza­
cji. C h c ę podzielić się własnymi kłopotami w odbiorze i ocenianiu globalizacji, tak
jak jest ona przedstawiana w literaturze antropologicznej. To piśmiennictwo
powinno być przecież źródłem inspiracji, wskazówek metodologicznych i pomocą
w kształtowaniu osobistej postawy wobec globalizacji. Oczywiście da się t u je za¬
prezentować tylko w skromnej próbce, siłą rzeczy mało reprezentatywnej wobec
jego natłoku.
Zacznę od zasygnalizowanej dopiero co wątpliwości, w jakim stopniu studia globalistyczne w wykonaniu naszej dyscypliny są czymś nowym, na ile otwierają oczy
na to, co nieznane lub niedostrzegane, a ile w nich kontynuacji dawnych etnologicznych aksjomatów albo, co gorsza, oczywistości i banału (ktoś napisał „globanalistyka"). By nie zakwalifikować się t y m i słowami od razu do zrzędliwej ariergardy i nie
wpaść w jej ton, podkreślę naprawdę ambiwalentny, dylematyczny charakter tej sy¬
tuacji. Z jednej strony wystarczy przypomnieć, że etnologia od zawsze akcentowa¬
ła globalny dyfuzyjny charakter kultury; z drugiej - czy wobec jakościowej odmien¬
ności dzisiejszych przepływów ktoś miałby prawo kwitować najnowsze odkrycia
słowami „to od dawna wiadomo"?
137

�Jerzy S. Wasilewski

A przecież to i owo wiadomo. Jak długo już trwa przywoływanie w literaturze
etnologicznej owego Lintonowskiego rodowitego Amerykanina, który budzi się w łóż­
ku (wynalazku pochodzącym z Bliskiego Wschodu), w bawełnianej pościeli (wyna­
lazku indyjskim), w piżamie (z C h i n ) , a potem spędza dzień wśród przedmiotów
rodem z wszystkich możliwych kultur i kontynentów? Ta pouczająca historyjka ma
lat ponad 70, kursowała po podręcznikach etnologii moich lat studenckich, a dziś
cytują ją przywoływani Hannerz czy Kuligowski (2007, s. 28-29), teraz w związku
ze zjawiskiem globalizacji.
Ale nawet jeśli globalizacyjna lekcja nie we wszystkich punktach jest lekcją nową,
to nie mam zamiaru dziś jej zbywać - już choćby dlatego, że ja sam (a tylko w swoje
piersi się t u biję) wcześniej nie wyciągałem z niej wniosków i ignorowałem ją w swo­
ich badawczych paradygmatach. Jak wyrzut sumienia brzmi cytat z Wyspiańskiego,
który przed stu laty usłyszał od chłopa z podkrakowskiej wsi pytanie, czy Chińcyki
trzymają się mocno. M n i e ten cytat - zbanalizowany w setkach użyć, aktualnych
w różnych czasach z różnych powodów, a dziś szczególnie - służy jako przypo¬
mnienie, że informacja z drugiego końca świata bywała obecna także w środowisku,
które wolałem widzieć raczej jako „zakapsułowany" orbis interior.
G w o l i wyjaśnienia: pierwsze z trzech ostatnich słów to było ulubione wyrażenie
Witolda Dynowskiego, patronującego ze swej pozycji wiekowego dyfuzjonisty kul¬
turowego młodzieńczym próbom mojej strukturalizującej generacji, która z kolei
wprowadziła do obiegu łacińskie sformułowanie po t y m słowie następujące. Tyle że
dla staromodnego dyfuzjonisty owe kapsuły były tylko oazami względnej izolacji
w szerokiej przestrzeni transkontynentalnych wędrówek. Młodzi strukturaliści nie
wiedzieli jeszcze, że to globalne przepływy wczesnego kapitalizmu na terenach ko¬
lonialnych prowadziły czasem do powstania takich zredukowanych systemów ple¬
miennych, które zachodnia etnologia (nie tylko strukturalizm) odhistoryzowała,
zamroziła i uznała za wzór prostych i chodzących jak zimny zegar społeczeństw bez
historii.
N i e bez poczucia złośliwej satysfakcji czytam w książce Hannerza (2006, s. 72),
z jakim zdziwieniem uświadomił on sobie, że studia nad globalizacją oznaczają pe­
wien powrót do koncepcji o charakterze dyfuzjonistycznym, który to kierunek w an­
tropologii uznawał za dawno pogrzebany Moja schadenfreude bierze się tylko stąd, że
sam przeżywam podobne zaskoczenie, widząc, jak zagadnienia, niegdyś przeze mnie
odrzucone jako nieinteresujące, wracają dziś w glorii globalistycznej aktualności i at¬
rakcyjności. „Dlaczego Inuici z północnej Kanady zachłysnęli się technologią GPS,
rezygnując z wypracowanych przez stulecia sposobów poruszania się po lodowych
pustyniach" - pytają Burszta, Czubaj i Kuligowski (2007, s. 49). W pierwszym od¬
ruchu chciałoby się odpowiedzieć serią równie retorycznych pytań: a dlaczego pol¬
scy górale noszą dziś adidasy skoro kierpce sprawdzały się nawet lepiej? A dlaczego
Tyrolczycy chodzą do dyskotek, zamiast pięknie jodłować i klepać się w tańcu po
łydkach, jak ich dziadowie? A dlaczego lapońscy pasterze reniferów ganiają za zgu138

�Etnologa kłopoty z globalizacją

bionymi sztukami helikopterem, zamiast pytać o to sprawdzonych szamanów
nojdów? A mieszkańcy kanaryjskiej Gomery - czy nie mogliby nadal używać języ¬
ka donośnych gwizdów zamiast telefonów? A dlaczego chłop białostocki jedzie do
żniw na kombajnie, wszak już Kaziuk z Konopielki ustalił, że kosą prędzej, a i snopki
wyglądałyby piękniej niż te białe plastikowe bele? Wszystkie takie zagadnienia
dyskwalifikowałem przez lata jako należące do nieciekawego dla mnie obszaru stu¬
diów modernizacyjnych, bo w praktyce badawczej oznaczało to trywialne docieka¬
nia nad dojazdowością robo-chłopów do miasta, rolą zlewni mleka w życiu wsi i t d .
Ale pochopnie odrzucony bumerang wraca i uderza w głowę, boleśnie przypomi¬
nając, że realiów - nawet tych poziomych, a może ich t y m bardziej - ignorować nie
wolno, pod karą zasłużonej dezaktualizacji własnego paradygmatu.
Dylemat „globalizacja: nowe zjawisko czy odwieczny fenomen" staje się wyraź­
ny kiedy różni autorzy sięgają do antecedensów historycznych. Podawane są różne
cezury czasowe, zawsze zresztą ze świadomością, że mogą one być tylko umowne.
Nowoczesna siatka komputerowych łączy? A może raczej o kilka dziesięcioleci
wcześniejsza sieć telewizyjna, która wedle proroctw pewnego, skądinąd ultrakatolickiego, wizjonera sprzed ponad ćwierćwiecza miała zmienić świat w globalną
wioskę? A dlaczego nie położenie transatlantyckich kabli telegraficznych w poło¬
wie X I X w.? A l b o oświeceniowy pochód rozumu? Kolonialna ekspansja renesanso­
wej, kapitalistycznej Europy? Światowe rozpowszechnienie uniwersalistycznego
chrześcijaństwa? Hellenizm, podboje Aleksandra Wielkiego i wszelkie pochody i m ­
perialne? Powstanie rolnictwa przed 12 tysiącami lat? A czemu nie - regressus ad infinitum - wszystkie inne, wcześniejsze i późniejsze wędrówki ludzi i dóbr kultury od
wyjścia człowiekowatych z wąwozu Olduvai poczynając?
W a r t o pamiętać, po części wbrew Anthony'emu Giddensowi i tylu innym, że
kompresja czasu i przestrzeni to zjawisko bynajmniej nie nowe; przypomnieć sobie
czasem o istnieniu w dziejach transkontynentalnych przepływów, pomostów i połą¬
czeń, o przemieszczaniu się ludzi, towarów, pieniędzy, informacji, symboli. Wpraw¬
dzie dzisiejsza globalizacja to proces dużo szybszy i bardziej intensywny niż daw¬
niejsze ekspansje, ale ta intensywność to przecież tylko pochodna naszego późnego,
zaawansowanego miejsca na krzywej ewolucji gatunku i rozwoju społeczno-kulturowego; wzrastając w porządku wykładniczym, wspina się coraz szybciej w górę,
ale jest to stale ta sama krzywa.
By tak całkiem nie ignorować przełomowych zmian jakościowych, które zdarzy­
ły się na tej drodze, zaryzykuję tezę, że ciągłemu procesowi globalizacji w dziejach
towarzyszą okresy skokowej, wzmożonej „świadomości globalizacyjnej", która wzra¬
sta w momentach wyraźnych skoków - politycznych, geograficznych, cywilizacyj¬
nych. N i e k t o inny, jak rzymski historyk Polibiusz, sformułował zdanie, że „przed¬
tem rzeczy, które działy się na świecie, nie wiązały się ze sobą, [ale od powstania
Imperium] wszystkie wydarzenia tworzą jedną wiązkę"; cytuje go też nie k t o inny
a klasyk tematyki globalizacji Roland Robertson, który wprowadził to pojęcie do
139

�Jerzy S. Wasilewski

obiegu socjologicznego (i który sam zdaje się rzecznikiem takiego właśnie odleg¬
łego datowania początków globalizacji - Robertson 1990, s. 21). Podobny wzrost
świadomości odczuwamy dziś, a skłaniają nas do tego zachodzące na naszych oczach,
niewyobrażalne jeszcze przed ćwierćwieczem przemiany polityczne (upadek M u ¬
ru, osłabienie pozycji państwa narodowego, rozszczelnienie jego granic, sukcesy
uniwersalistycznej idei praw człowieka), deregulacje rynkowe, ułatwienie maso¬
wych przepływów ludzi, towarów, zasobów kapitałowych, nieograniczona potęga
Internetu.
Antropologiczna dyskusja nad t y m , czy jakieś odległe zjawisko historyczne sta¬
nowiło już przejaw globalizacji czy jeszcze nie, to oczywiście potrzebne ćwiczenie
erudycyjno-intelektualne. Świadomość, że uderzające nas swą globalnością feno¬
meny współczesności mają swe analogie w niedalekiej (ale jednak przedponowoczesnej) przeszłości, może też obniżyć gorączkę, z jaką się je prezentuje. O t o przy¬
kład indyjskiego Bangaluru, żyjącego z przekazywania telefonicznie i internetowo
informacji i świadczenia usług zewnętrznych (outsourcing) dla całego świata, co - naj­
zupełniej słusznie - przedstawia się jako ukoronowanie dzisiejszej delokalizacji. Ja­
ko szczytowy element owego oderwania podaje się informację - pod robiącym wra­
żenie hasłem Outsourcing Qod - że zachodnioeuropejskie kościoły cierpiące na braki
kadrowe i zmuszone do oszczędności, właśnie duchownym w Indiach zlecają od¬
prawianie mszy zamawianych przez wiernych (cena usługi wynosi tylko 1-3 euro
zamiast europejskich 50 - Srivastava 2004). Sensacyjność takich doniesień zbled¬
nie jednak, kiedy przypomnimy sobie, że już przed laty polskie kościoły i poje¬
dynczy księża otrzymywali podobne zlecenia (stanowiące zarazem pomoc finanso¬
wą) od parafii niemieckich. A skądinąd w y m o w n y m świadectwem zaiste ponowoczesnej dysjunkcji (Appadurai, 2005) i niekoherencji zjawisk jest dla mnie raczej
okoliczność, że w żyjącym z angielszczyzny stanie Karnataka, którego Bangalur jest
stolicą, nauka angielskiego w szkołach podstawowych jest od l a t . . . zakazana, a to
w obawie przed utratą przez dzieci umiejętności posługiwania się rodzimym języ¬
kiem (Das, publ. int.).
Pora na postawienie kolejnej zasadniczej kwestii, w porządku logicznym może
nawet pierwotnej wobec pytania o to, czy globalizacja jest zjawiskiem starym czy
nowym. Czy ona w ogóle istnieje? W antropologii takiej tezy bodaj nie stawiano
(bo koncentracja w badaniu na lokalności i ignorowanie wymiaru globalnego to jed¬
nak co innego niż jego otwarta negacja) i nie mam zamiaru być jej eksponentem.
Trzeba jednak pamiętać, że nawet w ekonomii słychać głosy przestrzegające przed
przecenianiem globalnego, ponadnarodowego wymiaru produkcji, handlu, przepły¬
wów finansowych, migracji siły roboczej, a więc tych najbardziej oczywistych skła­
dowych. Nazwałbym to na własny użytek teorią 10 procent, za harwardzkim ekono¬
mistą Pankajem Ghemawatem (2007), który w ciągłych polemikach z Thomasem
Friedmanem i jego zawołaniem „Ziemia jest płaska" proponuje studzące hasło semiglobalizacji; pokazuje on, że owszem, umiędzynarodowienie zjawisk rynkowych
140

�Etnologa kłopoty z globalizacją

jest faktem, ale obejmuje ono tylko owe 10 proc. rynku; cała reszta ma nadal wymiar
lokalny czy narodowy.
Jeśli zatem można wątpić w istnienie jakiejś istotnej procentowo ekonomii global¬
nej, to t y m bardziej wolno pytać, czy istnieje coś takiego jak kultura globalna. Dy¬
skusja na ten temat będzie czasem przypominać debatowanie, czy szklanka jest w p o ­
łowie pełna, czy w połowie pusta, a i tak skończy się oczywistym kompromisem, że
niezależnie od wszelkich ograniczeń globalizacji kultury narodowe i społeczności
lokalne podlegają jej działaniu i przechodzą istotne przeobrażenia. Jeśli abstraho¬
wać od politycznego aspektu sprawy, warto przypomnieć przynajmniej dwa najoczywistsze, związane ze sobą mechanizmy, pracujące najefektywniej na rzecz kul¬
turowej uniformizacji świata. Pierwszy to szerzenie się ideologii konsumeryzmu,
obejmującej w przybliżeniu tę samą grupę towarów, czy raczej marek; drugi to maso¬
wy medialny przekaz treści kultury przeważnie o charakterze rozrywkowym. W tej
sferze dochodzi do znacznego ujednolicenia kulturowego, chociaż niebawem trze¬
ba będzie wprowadzić korektę do takiego uproszczonego obrazu.
Ale jeśli stawiam pytanie o istnienie globalizacji, to także dlatego, by nie zapomi¬
nać, że wartość teoretyczna tego pojęcia jest mocno problematyczna. Zwłaszcza
krytyczni wobec systemu intelektualiści zachodni traktują je nie jako neutralny ter­
min opisowy ale jako fikcję, stan istniejący tylko w mediach (głównie dzięki Inter­
netowi), jako mit czy „metamit", czasem wręcz „skrypt gwałtu" (Suzanne Bergeron)
czy „narrację eksmisji" (Saskia Sassen), zaś w najlepszym razie tylko „projekt"
(Pierre Bourdieu), stworzony w istocie przez ponadnarodowy wielkokorporacyjny
kapitał dla uzasadnienia i odproblematyzowania zachłannej ekspansji. W szczegóło¬
wych studiach antropologicznych nad działaniami wielkich instytucji finansowych
pokazywana jest zresztą fikcyjność, a co najmniej wieloznaczność i rozmyty cha¬
rakter owej domniemanej globalizacji jako ich sztandarowego hasła. Okazuje się
ono raczej instrumentem promocji i mobilizacji, narzędziem perswazji i autorekla¬
my, elementem wewnętrznej religii wielkiego banku, a nie spójnym programem, bo
nie jest przekładane konsekwentnie na konkretne działania (Ho, 2005). Globalizacja
ma więc najwyraźniej swoje - mówiąc językiem Appaduraia - dysjunkcje, rozszcze¬
pienia i nieciągłości, jak wszystko w ponowoczesnym świecie.
Wiąże się z t y m pytanie, czy globalizacja jest dobra czy zła, i dla kogo. Utrwala
się przekonanie, że jej beneficjentem jest Zachód/Północ (a ściślej: finansowe elity
tego obszaru, bo nawet na t y m uprzywilejowanym terenie wzrastają nierówności
między bogatymi i biednymi), że dopływ korzyści wynikających z globalizacji do
krajów Trzeciego Świata co najwyżej wyrównuje poczynione przez nią szkody,
w każdym razie jest wątpliwy lub ograniczony (ochrona zdrowia, walka z głodem,
oświata). By jednak obserwacje te nie przerodziły się w orientalizujący dyskurs
supremacji (bo mogą wyglądać na dowodzenie wyższości ekonomicznej i technologiczno-intelektualnej Zachodu, składając się na ogólną postawę the West and the rest),
uzupełnia się je kontrastowymi przykładami kulturowych importów z dawnych
141

�Jerzy S. Wasilewski

kolonii, głównie w takich obszarach jak działalność artystyczna i rozrywka, np. ta¬
niec czy muzyka. W gruncie rzeczy to od postawy politycznej badacza będzie za¬
leżeć, czy przywoływane fakty będzie on interpretował jako przejaw żywotności
treści kulturowych peryferii, zajmujących eksponowane miejsce w życiu metropolii,
czy też potraktuje je jako kolejny przejaw dominacji korporacyjnego przemysłu k u l ­
tury, i tak decydującego o tym, który z plemiennych artystów będzie się cieszył glo¬
balnym rozgłosem.
W przypadku etnologa taki wybór polityczno-aksjologiczny przekłada się na de¬
cyzje co do miejsca badań i obranego przypadku. Trzeba być tego świadomym, bo
pewnie nie da się w ogóle oczyścić od przedsądów, jeśli zajmujemy się tematem tak
siłą rzeczy upolitycznionym. A skoro już o t y m mowa, zauważę bez przygany dość
oczywisty fakt, że na pytanie, czy można badać globalizację, nie zajmując stanowis­
ka politycznego, polscy antropologowie (znów mówię „my", nie „oni") nie śpieszą z o d ­
powiedzią ani t y m bardziej z deklaracjami. A przecież to od tej postawy zależy de­
cyzja, co badać, a na co zamknąć oczy; to ona jest w gruncie rzeczy pierwszą instancją
przy - tylko pozornie neutralnym politycznie - wyborze terenu, ona bowiem wy¬
znacza naszą wrażliwość na pewne informacje i czyni ślepym na inne.
Pora wreszcie na pytanie do niedawna dyżurne w antropologii, o zasadniczej wa¬
dze: czy globalizacja prowadzi do homogenizacji kulturowej świata, czy raczej d o
wzrostu różnorodności w procesie hybrydyzacji, kreolizacji, powstawania nowych
lokalnych jakości? T u znów powtarza się sytuacja ze szklanką połowicznie wypeł¬
nioną: kasandryczne proroctwa tych, którzy ubolewają nad grożącym zanikiem od¬
rębności kulturowych, są równoważone autorytatywnymi zapewnieniami Appaduraia i wielu innych, że globalizacja różnicuje, a nie odróżnicowuje. W a r t o chyba
zauważyć, że te dwa wielkie a sprzeczne dyskursy są takimi samymi elementami rze­
czywistości społecznej, jak obiektywnie zachodzące w świecie procesy homo- i heterogenizacyjne. Dość oczywisty kompromis dawno temu sformułował Friedman i częs¬
to się jego słowa powtarza: „fragmentaryzacja kulturowa i modernistyczna homoge¬
nizacja to dwa równie konstytutywne trendy rzeczywistości globalnej" (1990, s. 311).
Przyglądając się szczegółowym antropologicznym propozycjom w tej kwestii,
warto pamiętać o istnieniu pewnego antropologicznego skrzywienia. Jest nim zawo¬
dowe przekonanie, że różnorodność kulturowa jest wartością, że sens i przyszłość
antropologii leży także w dokumentowaniu odmienności. C z y takie nastawienie da
się jednak pogodzić z neutralnym spojrzeniem na globalizację? M o t y w o w a n y wiarą
w wartość odmienności badacz ryzykuje, że jego obserwacje będą dowodzić istnie¬
nia groźnego, unifikującego działania globalizacyjnego walca albo przeciwnie - po¬
stępującej dywersyfikacji jako efektu nałożenia się globalizacji na różne tła lokalne
(oba warianty będą zapewne skorelowane z osobistymi uwarunkowaniami badacza,
z postawą polityczną na czele).
Antropolog za swój zawodowy obowiązek uważa ochronę kulturowej rozmaitości
świata - przynajmniej przez jej dokumentację, popularyzowanie wiedzy o niej i sty142

�Etnologa kłopoty z globalizacją

mulowanie troski o nią. Ale zarazem d o b r y badacz to taki, który dostrzeże różnice
pod poziomem podobieństw, który potrafi pokazać, że ta sama treść globalizacyjna
oznacza co innego w różnych adaptujących ją środowiskach. Urządzenia systemu
GPS służą Eskimosom d o orientacji w trudnym terenie, wypierając narzędzia i me­
tody tradycyjne (jak piszą cytowani powyżej trzej autorzy), ale już Indianom Z u n i
pozwalają - jak ustala ich monografista - na precyzyjniejsze ustalenie granic pól
i t y m samym przyczyniają się do lepszego rozwiązywania sporów o ziemię, które
zakłócały rewitalizację tubylczego rolnictwa (Cleveland 2000). Brazylijska salsa,
importowana przez Zachód i tańczona w wielkomiejskich zbiorowiskach, okazuje
się innym zjawiskiem społecznym w Sacramento, gdzie wyraża postawy kosmopo¬
lityczne, innym w Belfaście, gdzie służy segregacji, a innym w Hamburgu, gdzie jest
elementem niemieckiego multikulti (Skinner 2007).
Najważniejszy przykład to oczywiście sieć McDonald's. Badacze prześcigali się
w wychwytywaniu jej lokalnej specyfiki i odmienności recepcji społecznej, mimo wzor­
cowo zestandaryzowanych procedur działania. W Pekinie M c D o n a l d y będą dawały
młodym aspirującym yuppies poczucie uczestnictwa w kulturze amerykańskiej czy
nawet globalnej, w Moskwie będzie wokół nich tworzona atmosfera „naszości",
choćby przez wprowadzenie rosyjskiej kartoszki, zaś dla mieszkańców Hongkongu
jakoby liczy się wygoda, niezobowiązujący styl i czystość toalet (Caldwell 2008).
Wszystko to są może i trafne obserwacje (pytanie, w jakim stopniu odkrywcze),
ale czy zawodowy nawyk przyglądania się przez lupę nie doprowadza do pewnego
rozregulowania skali? Skoncentrowany na niuansach antropolog nie przyzna, że choć
może nie wszędzie identyczny ale w smaku to jednak nieomylnie... M c D o n a l d .
Będzie obstawał, że telefonu komórkowego inaczej używa się w Indiach, gdzie prze­
kazuje się SMS-em długie teksty epickie, a inaczej w Japonii, gdzie jest on obwie¬
szony dyndającymi plastikowymi laleczkami, nawiązującymi do dawnych miniaturo¬
wych dziełek sztuki, przywieszek netsuke, chociaż noszących nowoczesną nazwę
maskot; z kolei w Mongolii odnajdzie obyczaj dawania prezentu w postaci zasilenia
konta komórki osoby obdarowanej. A zatem globalizacja - powie taki badacz - nie
pociąga za sobą homogenizacji, a wręcz przeciwnie: heterogenizuje i stymuluje do
wielości. Dla nieantropologicznego obserwatora ważne zaś będzie to, że t u i tam
widać takie same telefony, że wszędzie oglądane są te same telewizyjne bajki, że
identycznymi symbolami wizualnymi, złotymi łukami McDonalda - nie mówiąc o je­
go sygnałach zapachowych i smakowych - będzie okraszony miejski pejzaż Zachodu
i Dalekiego Wschodu.
Nie jestem wcale pewien, czy antropologiczna obserwacja zróżnicowanych niuan¬
sów, choć precyzyjniejsza, jest ostatecznie słuszna. Jak bowiem ustalić, czyj punkt
widzenia jest t u słuszny, nie wpadając w zamknięte koło ani nie czyniąc z tego wy¬
łącznie kwestii smaku? Przecież przeciwnicy globalizacji będą mieli rację, twier¬
dząc, że obszar tego, co po przejechaniu globalizacyjnego walca zostało stracone
czy wyrównane, jest większy albo ważniejszy niż to, co powstało jako nowe; że ele143

�Jerzy S. Wasilewski

menty zhomogenizowane, zglajchszaltowane są widoczniejsze i wyrazistsze od
lokalnych permutacji. Wyszukiwanie niuansów, powstałych w różnych miejscach
po przejściu fali globalizacji, przywodzi mi na myśl - choć obawiam się, że moja
metafora nie będzie przejrzysta - precyzowanie w kolejnych obliczeniach cyfr,
które znajdują się na coraz dalszych miejscach po przecinku; cóż z tego, że obliczy­
my następną, iluśtysięczną składową liczby pi - i tak nie wzniesie się ona od tego d o
wielkości 3,15; standard jest już bezlitośnie ustalony (przez centralę sieci M c D o ­
nald's, oczywiście).
Znów warto wspomnieć o rozterkach politycznych czy światopoglądowych,
które może przeżywać badacz, oraz o takich właśnie uwarunkowaniach jego badań.
Bowiem to od jego postawy politycznej bardziej niż od immanentnych cech rzeczy¬
wistości będzie zależeć, czy zechce akcentować dominację globalizacyjnego prze¬
mysłu kulturowego czy przeciwnie - potęgę małych, a więc pomysłowość konsu¬
mentów owego przemysłu. W pierwszym wypadku narazi się na zarzut ignorowa¬
nia podmiotowości czy sprawczości konsumentów i dokonywanego przez nich
„negocjowania znaczeń", albowiem podobno to „podmiot mediuje w procesie globa­
lizacji". W drugim przypadku badacz zgrzeszy niedocenieniem totalizującego efek¬
tu światowego kapitalizmu (nie mówiąc już o t y m , że czyha nań arystokratyczna
krytyka bylejakości tych treści). W sumie najbezpieczniej pójść na wyważony k o m ­
promis encyklopedycznego hasła: „Kultura popularna coraz mocniej kreuje global­
ny smak, ale jednocześnie wytwarza krytycznych konsumentów, którzy nie pozwa­
lają jej ostatecznie się zuniformizować" (Boli, Fechner 2001, s. 6 2 - 6 3 ) .
Inna postać tej samej zasadniczej niepewności - czy i w jakim stopniu konsekwen­
cją globalizacji jest upodobnienie, a w jakim zróżnicowanie - zawiera się w dwóch
często używanych, przeciwstawnych terminach: kreolizacja i bałkanizacja. Te dwa
hasła o geograficznym rodowodzie potraktujmy jako składowe następującego dyle¬
matu: w jakiej mierze przeniesienie jednej lokalności w obręb innej zlokalizowanej
kultury czy melanżu kulturowego (np. nigeryjskiej plemienności do Londynu) po¬
ciąga za sobą nową jakość kulturową, a na ile jest tylko dodaniem obcego ciała; skoro
taki proces nie skutkuje integracją, to można go również nazwać gettoizacją, choć
w praktyce odizolowanie kulturowe może mieć dziś jedynie względny charakter.
Zilustruję tę wątpliwość konkretnym, celowo wyrazistym przykładem. Londyń¬
ska policja poszukuje dziś d o współpracy antropologów znających realia kulturowe
różnych grup etnicznych, by pomóc we właściwej interpretacji przestępstw. O t o
np. odnalezienie martwego dziecka z wyciętą wątrobą byłoby interpretowane - gdy¬
by ignorować kontekst kulturowy - jako poszlaka wskazująca na handel organami.
Tymczasem, jeśli pojawi się t u jakiś ślad kulturowy, np. kontekst nigeryjski, to znają¬
cy go specjalista może przypuszczać, że kryje się za t y m zlecenie od starszego, cho­
rego Nigeryjczyka, który zgodnie ze starą metodą, nadal podobno praktykowaną,
będzie nosił ten organ przyłożony do ciała z nadzieją na wyleczenie własnej wątro­
by (informacja od dr. Kacpra Gradonia).
144

�Etnologa kłopoty z globalizacją

Na przeciwległym biegunie można umieścić przykład muzyczny, choćby nigeryjski styl juju, który jest produktem skreolizowanym i nadal podlega kreolizacji. Muzyka
to oczywiście w czasach przekazu stechnicyzowanego składnik kultury szczególnie
łatwo poddający się globalizacji. Pokonuje międzykontynentalne odległości i przepaście
między kulturami (swego czasu tak zapewniał nas chórek We are the World'). Kariera ra­
pu w Japonii albo muzycznych filmów z Bollywood akurat w Nigerii to podręcznikowy
przedmiot zainteresowania antropologów globalizacji; na szczęście dostrzegają oni, że
„nawet world music nie płynie swobodnie przez świat" (Schade-Poulsen 1997, s. 79).
Bo koncentracja na przejawach, nazwijmy to, łatwej kreolizacji może doprowa¬
dzić d o wykrzywienia obrazu globalizacji. Pod wpływem takich przykładów jest
ona postrzegana jako proces nieledwie samoistny, jak reakcja chemiczna, jak roz¬
puszczanie i sklejanie. Tymczasem to przecież złożona, konfliktogenna praktyka,
w której nie wszystko płynie równie gładko przez świat jak Oda do radości. Z e globa¬
lizacja to proces realizujący się w starciach i tarciach, to niby oczywiste, ale trzeba
było dopiero książki p o d takim właśnie tytułem (Tsing 2005), by hasło friction stało
się bodaj najatrakcyjniejszym ostatnio pryzmatem, przez który patrzy się na globa­
lizację (przynajmniej w środowisku antropologów harwardzkich - informacja od H e ­
leny Patzer). Tytułowe „tarcie" to metafora opisująca istotę czy raczej całokształt
procesów zachodzących na styku społeczności Dajaków indonezyjskiego K a l i mantanu i przybyszów eksploatujących tamtejsze zasoby drewna - oprócz negatyw­
nych elementów są t u także te kreacyjne, które wskazują, że właśnie uciera się nowa
jakość. W t y m świetle trzeba przemyśleć zarówno tezy o uniwersalizującym działa¬
niu dobrze naoliwionej machiny globalistycznej, jak i katastroficzne przekonania
o zgubności zderzenia cywilizacji.
Na koniec ostatnia wątpliwość, którą dzielę się nie bez niepokoju, ma ona bo¬
wiem mało akademicki, acz na pewno nie antyakademicki charakter. O t o wiele teks¬
tów o globalizacji jest zwyczajnie nudnych, a zamieszczone tam migawki są do bólu
banalne. Przyznam się, że o taką właśnie „globanalizację" przykładów mam najwięk­
szą ochotę oskarżyć nie kogo innego jak Ulfa Hannerza, przypominając choćby jego
obserwacje dotyczące zróżnicowania etnicznego Sztokholmu albo wyliczenie cech
składowych miasta kosmopolitycznego (Hannerz 2006, s. 223-236). Wręcz wywo¬
łują we mnie zażenowanie jego obserwacje, że w kioskach dzielnic zamieszkanych
przez azjatyckich imigrantów sprzedawane są inne gazety niż w centrum, że widzi
się tam inne sklepy i inne marki albo że światowa metropolia musi mieć lotniska,
hotele i przemysł r o z r y w k o w o - k u l t u r a l n y . . . („Jakie to e k s c y t u j ą c e ! . . . tylko
- dla kogo?" Chyba dla kogoś, k t o tego sam nie miał okazji zauważyć, bo nie ruszał
się z miejsca; ale skąd wziąć dziś takiego prostaczka - coraz mniej ich wśród zglobalizowanych badanych, t y m trudniej zatem o nich wśród badających). Miałoby się
ochotę krzyknąć, że ten król teoretyzowania jest za skąpo przyodziany.
N i e chcę zostać oskarżony o etnologiczny eskapizm - nie uśmiechają mi się cię¬
gi, jakie odebrał (od Kuligowskiego 2007, s. 24) staruszek Lévi-Strauss za okazywa145

�Jerzy S. Wasilewski

nie w czasie podróży do Korei zainteresowania wyłącznie archaicznym szamaniz­
mem, a ignorowanie osiągnięć przemysłowych gospodarzy Dlatego zadeklaruję, że
na pewno uznałbym za ciekawą próbkę „wiedzy lokalnej" sztokholmskich kioskarzy
na temat etnicznych uwarunkowań sprzedawalności prasy albo zrelacjonowane ze
znajomością rzeczy „modowe" nastawienia tureckich emigrantek. Antropologowi
nie wolno już pisać, że coca-cola i adidasy są sprzedawane na całym świecie, tak sa¬
mo jak pisarzowi, że markiza wyszła o piątej. Jeżeli chce powiedzieć coś poznawczo
wartościowego, powinien zapoznać się choćby z konkretnymi strategiami marketin¬
gowymi, przez których świadome, przemyślane, a więc zapewne elastyczne kulturo¬
wo zastosowanie taki efekt rynkowej omnipresence zostaje osiągnięty Ryzykuje
wprawdzie wtedy wyjście poza tradycyjny warsztat i zakres z d o b y t y c h na uczelni
kompetencji, ale przecież akurat antropologia globalizacji wcale nie każe szewcowi
pilnować jego kopyta.

Bibliografia
Appadurai A .
2005

Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przeł. Z . Pucek, Kra¬
ków

Boli J., Lechner EJ.
2001

Globalization and world culture, w: International Encyclopedia of the Social &amp; Behavio­
ral Sciences, red. N . J. Smelser, P B. Baltes, O x f o r d , s. 6261-6266

Burszta W , Czubaj M . , Kuligowski W
2007
My handlarze zadziwienia i agenci miłości. Po Qeertzu, „(op.cit.,)", 2 (35), s. 44-51
Caldwell M .
2008
Domesticating the French fry: Mc Donald's and consumerism in Moscow, w: The An­
thropology of Globalization..., s. 237-253.
Cleveland D.A.
2000
Commentary: globalization and anthropology: Expanding the options, „Human Orga­
nization", jesień, http://findarticles.com/p/articles/mi_qa3800/is_200010/
ai_n8903560 (dostęp 20.04.2010)
Das G.
(publ. int.) Foreword to Guy Soman's book, Year of the Rooster,
http://ccs.in/gdas/?page_id = 72 (dostęp 20.04.2010)
Friedman J.
1990

Being in the world: globalization and localization, w : Global Culture. Nationalism, Glo­
balization and Modernity, red. M . Eeatherstone, London, s. 311-328
146

�Etnologa kłopoty z globalizacją

(publ. int.) Konflikty rdzenne a dyskretny urok burżuazji, przeł. M . Turowski,
www.uni.wroc.pl/~turowski/friedman.htm
(Indigenous Struggles and the Discreet Charm of the Bourgoisie, „Journal of W o r l d Systems Research", t. 5, nr 2, s. 391-411, http://csf.colorado.edu/jwsr/5)
(dostęp: 20.04.2010)
Ghemawat P.
2007

Redefining Global Strategy: Crossing Borders in a World Where Differences Still Matter,
Boston

Hannerz U .
2006

Powiązania transnarodowe. Kultura, ludzie, miejsca, przeł. K. Franek, Kraków

H o K.
2008

Situating global capitalisms: A view from Wall Street Investment Banks, w : The Anthro­
pology of Globalization..., s. 137-164

Kuligowski W.
2007

Antropologia współczesności. Wiele światów, jedno miejsce, Kraków

Robertson R.
1990

Mapping the global condition: Globalization as the central concept, w: Global Culture.
Nationalism,
s. 15-30

Globalization and Modernity,

red. M . Featherstone,

London,

Schade-Poulsen M .
1997

Which world? On the diffusion of the Algerian rai to the West, w: Siting Culture. The
Shifting Anthropological Object, red. K.F Olwig, K. Hastrup, London, N e w
York, s. 5 9 - 8 5

Skinner J.
2007

The salsa class: a complexity of globalization, cosmopolitans and emotions, „Identities", t. 14, nr 4, s. 485-506

Srivastava S.
2004
Outsourcing religion, on a wing and a prayer, „Asia Times online", 1 maja,
www.atimes.com/atimes/South_Asia/ FE01Df05.html (dostęp 20.04.2010)
The Anthropology of Globalization.
2008

T h e Anthropology of Globalization. A Reader, red. J.X. Inda, R. Rosaldo, Malden

Tsing A . L .
2005
Friction. An Ethnography of Global Connection, Princeton, O x f o r d

147

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6174" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6154">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d1994c3996b8be9236d8bd975c510dd9.pdf</src>
        <authentication>7271ab38d17f311948d9605aa793e75e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73575">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73576">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73577">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73578">
                <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5022</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73580">
                <text>Etnolog w podróży (5). Śladami wymyślonej ucieczki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73581">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.65-74</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73582">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73583">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73584">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73585">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73586">
                <text>l.&#13;
Nie mam dla niej dobrej nazwy, ale wierzę, że w antropologii/etnologii powinna powstać specjalność, w ramach której gromadzono by i analizowano materiały na&#13;
temat ucieczek i wszelkich przypadków wyswobadzania&#13;
się człowieka z niewoli, więzienia, zesłania. Taka nauka&#13;
(może eskapologia? chyba lepiej z grecka: eleuterystyka)&#13;
musiałaby zbierać opisy uwolnień, by na tej podstawie&#13;
budować strategie ratowania się, przezwyciężania przeszkód naturalnych i sztucznych, pokonywania ludzi wrogich i przekonywania obojętnych. Mogłaby nanosić na&#13;
mapę ich trasy, tworząc siatkę linii oplatających cały&#13;
glob. Wynikłyby z tego jakieś nowe modele i schematy&#13;
("liminalna faza anty-obrzędu przejścia od Niewoli do&#13;
Wolności"), ale też praktyczny pożytek dla przyszłych&#13;
uciekających - katalog typowych błędów, wskazanie na&#13;
momenty newralgiczne i podstawowe zagrożenia.&#13;
Etnologia ma tu dobre prawo pierwszeństwa. Może się powołać ma przypadek markiza Condorceta,&#13;
który w jej historii zajmuje poczesne miejsce jako autor Szkicu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje. Po wybuchu rewolucji francuskiej ten liberał i aktywny wróg&#13;
terroru miał powody obawiać się o swą głowę i zaszył&#13;
się w paryskim ukryciu. Po pewnym czasie, by nie narażać osób udzielających mu schronienia, opuścił miasto, a po kilku dniach prowadzony głodem trafił do&#13;
podparyskiego Clamart, gdzie w jakiejś oberży zamówił&#13;
omlet. Oberżysta spytał go, z ilu ma być jajek. Światły&#13;
encyklopedysta wiedział bardzo wiele, ale nigdy nie zadał sobie trudu dowiedzenia się, ile jaj potrzeba do zrobienia omletu -odpalił więc na chybił-trafił, że z dwunastu. Wzbudziło to w karczmarzu podejrzenie, że nie&#13;
ma do czynienia z prostym człowiekiem. Cichcem powiadomił kogo trzeba i nasz uciekinier został zatrzymany, a w parę dni później zapłacił życiem za swoją&#13;
niewiedzę.&#13;
&#13;
Historię tę poznałem dzięki innemu klasykowi etnologowi, Jamesowi George'owi Frazerowi. 1 Pewnie&#13;
była ona swego czasu dobrze znana, nie wymagała objaśnień. Aluzja do niej pojawia się przecież bez dalszego tłumaczenia w powieściowej scenie - w Józefie Balsamo Aleksandra Dumas - w której podczas kolacji&#13;
w arystokratycznym towarzystwie obdarzony nadnaturalnymi zdolnościami Balsamo-Cagliostro przepowiada zgromadzonym, co będzie przyczyną ich śmierci;&#13;
pod adresem Condorceta pada wtedy budząca wesołość przepowiednia, że umrze on od ... jajka.&#13;
Nie czytając Frazera, nie zrozumiałbym dowcipu,&#13;
tak jak nie rozumiał go najwyraźniej redaktor współcze­&#13;
snego wydania, skoro nie dał tu żadnego komentarza,&#13;
wyjaśniającego zapomnianą dziś historyjkę, a niegdyś&#13;
znaną anegdotę o oczywistym dla czytelnika sensie.&#13;
&#13;
2.&#13;
Przyszła&#13;
&#13;
nauka o ucieczkach dokona ich klasyfikacji,&#13;
podzieli je na udane i nieudane, znane i nieznane, praw-&#13;
&#13;
ETNOLOG W PODRÓŻY (5)&#13;
&#13;
JER ZY S. WASILEWSKI&#13;
~&#13;
&#13;
Siadami&#13;
&#13;
wymyślonej&#13;
&#13;
ucieczki&#13;
dziwe i nieprawdziwe. W relacjach z nich poszuka toposów, konwencji, chwytów. Wskaże te wiarygodne, fałszy­&#13;
we i przesadzone. Takie kwalifikacje nie będą absolutne,&#13;
muszą ulegać zmianie wraz z zapominaniem jakiegoś motywu łub odwrotnie - z rozwojem badań. Oto np. relacja&#13;
Maurycego Beniowskiego z jego morskiej ucieczki z kamczackiego zesłania była od dawna przedmiotem debaty,&#13;
w której oskarżano autora o konfabulację; sąd ten trzeba&#13;
chyba zmienić w wyniku niedawnych prac zasłużonego&#13;
dla polskiej orientalistyki Edmunda Kajdańskiego, który&#13;
przez drobiazgową analizę tekstu i kompetentne porównanie go ze źródłami marynistycznymi dowiódł, że ten&#13;
awanturnik naprawdę otarł się o brzegi Alaski. z&#13;
Długi marsz - relacja zmarłego przed kiłkoma miesiącami w Anglii Sławomira Rawicza, wrześniowego&#13;
kawalerzysty z Fińska rodem, który aresztowany przez&#13;
Rosjan i skazany w wieku dwudziestu pięciu łat na tyle samo łat syberyjskiego obozu ucieka przez Mongolię, Tybet i Himalaje do brytyjskich Indii, by w końcu&#13;
znaleźć się w polskich siłach zbrojnych na Zachodzie dopiero w ostatnich łatach robi światową karierę) Czekała na nią ponad czterdzieści łat, licząc od daty pierwszego, niepozornego angielskiego wydania.&#13;
Dziś jej łączny nakład w różnych językach dojdzie niebawem do miliona, ostatnią edycję opatruje przedmową sam Nicolas Bouvier, papież podróżników, recenzują ją największe światowe czasopisma, BBC zrobiła&#13;
film telewizyjny, a Hollywood zakupił prawa do wielkiej ekranizacji kinowej. Wykorzystują ją jako źródło&#13;
znani autorzy książek poważnych: a to Anne Applebaum, pisząca o Gułagu (nagroda Fullitzera 2003),&#13;
a to himalaista Reinhold Messner, który przytacza Rawiczowy opis spotkania z yeti w swojej niedawnej&#13;
książce, gdzie krytycznie analizuje przekazy na temat&#13;
himalajskiego "człowieka śniegu". Globtroterskie sła­&#13;
wy, takie jak francuski autor-filmowiec Sylvain Tesson&#13;
z towarzyszem, rozpoczęły już przejście tą samą trasą.4&#13;
Tamto stare wydanie The Long Walk wpadło mi&#13;
w ręce po raz pierwszy na początku lat osiemdziesią­&#13;
tych, a dowiedziałem się o nim z pewnej amerykań­&#13;
skiej bibliografii książek zawierających doniesienia&#13;
o spotkaniu z yeti. Nie była to wtedy pozycja znana,&#13;
ale w bibliotece dobrego amerykańskiego uniwersytetu okazała się łatwa do odnalezienia. Biednie wydana&#13;
&#13;
�)erz::j .). WasileWSIU • ;)Lf\U!"\JVll W I NI I ;)LVI'4CJ&#13;
&#13;
mą,&#13;
&#13;
ale już zmienioną scenerię, porównywać widoki&#13;
z opisami. Podróżujący po Tybecie u schyłku XIX wieku rosyjski badacz Pozdniejew spotkał (a nawet korzystał z usług) tego samego przewodnika, o którym pisali wcześniejsi o pół wieku pionierzy europejskiej eksploracji, francuscy misjonarze Huc i Gabet.&#13;
Poruszając się w ciągu kilkunastu lat po różnych&#13;
partiach tych samych bezdroży, przez które jakoby&#13;
przeszedł "Slav" i jego towarzysze, zadawałem sobie&#13;
często pytanie: jak naprawdę musiałaby przebiegać taka ucieczka, gdyby rzeczywiście miała miejsce? Jak powinien wyglądać opis tych krain, gdyby autor widział&#13;
je naprawdę? Co mogłoby i musiało zdarzyć się po drodze, a nie ma o tym w relacji, bo autor zmyślił ją, nie&#13;
znając tamtejszych realiów? Co powinno było znaleźć&#13;
się w opisie, bym mógł uwierzyć w jego prawdziwość?&#13;
Na syberyjskie rzeki, na tajgę z jej moczarami i gę­&#13;
stwiną, na mongolskie i tybetańskie bezludzia patrzyłem pytając: czy tędy dałoby się przejść i dojść do obranego celu - bez mapy, kompasu, bez dobrych butów&#13;
i odzieży, bez broni, lekarstw i środków zdobywania pożywienia, bez elementarnej znajomości języków i realiów geograficzno-politycznych? Czy można było&#13;
przeżyć, mając przez cały czas za wrogów zarówno&#13;
przyrodę, a więc brak ludzi, jak i ich obecność? Albo- ·&#13;
wiem przez ponad połowę trasy, w granicach stalinowskiego systemu, każdy jego syberyjski czy mongolski&#13;
poddany musiał być chcąc - nie chcąc prześladowcą&#13;
uciekinierów; natomiast w drugiej połowie trzeba było&#13;
iść przez tereny ogarniętych wojennym rozgardiaszem&#13;
Chin północnych i plątaninę pasm górskich wschodniego Tybetu, gdzie grasowały bandy niepłaconych&#13;
żołnierzy i rabusiów, w tym zwłaszcza z plemion Khampów i Goloków, którzy napadanie na przejezdnych&#13;
traktowali jak sport.&#13;
Dopiero niedawno, będąc w Jakucji, zaznajomiłem&#13;
się z chronologicznie pierwszym, a dotąd mi nieznanym, odcinkiem Rawiczowego szlaku; tam przeczytałem książkę po polsku - z tymi samymi uczuciami&#13;
zmieszania i zażenowania, co kiedyś. Jak można traktować ją jako autentyk i stawiać autorowi pomnik?&#13;
Przecież to okraszona gołosłownymi zapewnieniami&#13;
o prawdziwości powieść przygodowa, która co najwyżej w swej początkowej partii (aresztowanie, obóz) relacjonuje czyjeś autentyczne losy. W tej części, która&#13;
zapewniła jej popularność, nie jest dokumentem, ale&#13;
właśnie powieścią młodzieżową, zawierająca tak wiele&#13;
naiwnych wyobrażeń, prostodusznych lapsusów i pomysłów z kalendarza, że zwłaszcza ktoś, kto był w tych&#13;
miejscach, musi zakwestionować prawdziwość opisów&#13;
- ubogich w konkrety, a bogatych w błędy i groteskowe zmyślenia.&#13;
Chwalący tę książkę nie zauważyli, że autor miesza&#13;
ze sobą elementy dwóch konwencji- wspomnieniowej&#13;
i fabularnej. Zapewnienia, iż naprawdę przebył tę niewiarygodną peregrynację, formułuje w pierwszej, ale&#13;
"dowodów" dostarcza, niestety, tylko w konwencji&#13;
&#13;
- szary, byle jaki papier, amatorskie szkicowe rysunki,&#13;
zapewne niewielki nakład.&#13;
Najbardziej mnie interesująca część azjatycka okazała się zaskakująco uboga w konkrety. Po jej przeczytaniu wzruszyłem ramionami, i to wcale nie ze względu&#13;
na krótki opis widzianej z oddali pary ni to ludzi, ni to&#13;
zwierząt. Znając część opisanej trasy z autopsji, nie&#13;
miałem wątpliwości- ta książka to oczywista fikcja, naiwna i rażąco nieprawdziwa, przynajmniej od połowy,&#13;
kiedy młody narrator we wzorowo międzynarodowym&#13;
towarzystwie (typowym dla młodzieżowej literatury&#13;
przygodowo-podróżniczej) wyswobadza się zza drutów&#13;
jakuckiego łagru i dzielnie przewodząc towarzyszom&#13;
niedoli pokonuje na piechotę kilka tysięcy kilometrów.&#13;
Załączona mapka śmiałą kreską zaznacza szlak przecinający rzeki Lenę i Witim, pasma Gór Jabłonowych,&#13;
Czerskiego, Borszczawocznych i parę mniejszych, prowadzący dalej wschodnim brzegiem Bajkału, przez&#13;
mongolski Chentej, step, pustynię Gobi, tybetański&#13;
płaskowyż, by gdzieś na zachód od Lhasy przekroczyć&#13;
grzbiet Himalajów i zakończyć się w nienazwanej miejscowości we wschodnich Indiach. Co do wcześniej­&#13;
szych indywidualnych perypetii bohatera, to nie wątpi­&#13;
łem w ich prawdziwość, bo aresztowanie przez Rosjan&#13;
po wrześniu 1939 roku, Łubianka i inne więzienia, droga na Syberię, łagry - to oczywiste elementy losu niejednego, zwłaszcza kresowego Polaka tamtych czasów.&#13;
Po lekturze wzruszyłem zatem ramionami i nie dokonywałem dalszych sądów krytycznych. Rozumiałem,&#13;
że opublikowanie doniesienia o sowieckich łagrach&#13;
w powojennej Europie, gdzie nikt nie chciał słyszeć&#13;
prawdy o zbrodniach niedawnego sojusznika (przed&#13;
Sołżenicynem przecież nawet Herling nie był w stanie&#13;
przebić się przez ten mur), było możliwe jedynie pod&#13;
warunkiem ubrania relacji w kostium przygodowy&#13;
i dodanie orientalizującego sztafażu.&#13;
Powoli zapominałem szczegóły książki, która jednak - na przekór wszelkim spodziewaniom - wydostała się ze zbiorowej mogiły. Po roku 1989 mogło już&#13;
ukazać się jej wydanie polskie, na którego podstawie&#13;
zrobiono filmik telewizyjny (z tymi samymi biednymi&#13;
rysunkami w roli materiału ilustracyjnego), pojawiały&#13;
się jakieś wzmianki w prasie, potem w Internecie i wszystkie pochlebne. Zatrąbiła narodowa trąbka:&#13;
"któż inny jak nie Polak mógł być inicjatorem takiego&#13;
przedsięwzięcia", "drugi Rufin Piotrowski" (XIX-wieczny zesłaniec-uciekinier), domagano się dla autora orderu Polonia Restituta.s&#13;
Chyba dość nagle wybuchła też światowa kariera&#13;
Długiego marszu. Czułem się coraz dziwniej: czy tylko&#13;
ja widzę, że król jest nagi? A może się mylę, może zapomniałem lub przeoczyłem jakąś wartość tej książki&#13;
w trakcie dawnej, anglojęzycznej lektury?&#13;
&#13;
3.&#13;
Etnolog&#13;
&#13;
jadący&#13;
&#13;
śladami jakiegoś&#13;
&#13;
U~IC~l.l'&gt;l&#13;
&#13;
w teren ma czasem okazję kroczyć&#13;
sławnego poprzednika, oglądać tę sa-&#13;
&#13;
66&#13;
&#13;
�]ertJ S. Wasilewski • ŚLADAMI WYMYŚLONEJ UCIECZKI&#13;
&#13;
Konno przez Sajany&#13;
Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
przygodowej. Nie daje żadnych poważnych świadectw&#13;
nie stara się przekonać ewentualnych&#13;
sceptyków. Wrażenie prawdziwości stara się stworzyć&#13;
na dwa równie sprytnie naiwne sposoby: albo tłuma­&#13;
czy się niepamięcią w odniesieniu do spraw zasadniczych, albo serwuje pozornie konkretne szczegóły, które nie mają żadnej wartości dokumentalnej. Z jednej&#13;
strony są zatem częste tłumaczenia, że "nie potrafię sobie przypomnieć, jak kolejno zmieniała się topografia"&#13;
(s. 124); z drugiej- kompensująca to zmyślona szczegółowość, pozorująca realność wydarzeń, takich jak&#13;
dokładne podawanie nic nieznaczących szczegółów,&#13;
np. że wspinaczka trwała pół godziny. Kiedy autor pisze, że ogrodzenie tybetańskiego domu miało około&#13;
metra wysokości, to niewiele ryzykuje, zmyślając (bo&#13;
ile mogło mieć - przecież nie pół metra ani nie pięć);&#13;
jednak nie podaje już informacji, czy było ono z drewna, kamienia, cegły, gliny czy krowiego nawozu - bo to&#13;
wiarygodności,&#13;
&#13;
musiałby naprawdę wiedzieć.&#13;
&#13;
Popatrzmy, co jest w tekście i jak to się ma do realiów znanych etnografowi. Zignorujmy całą tę paplaninę - infantylne dialogi włożone w usta wymyślo­&#13;
nych, wyciętych z papieru postaci: dziarskiego rotmistrza, jowialnego siłacza, milczącego Amerykanina&#13;
Smitha (który nie ma nawet imienia) i paru innych&#13;
oraz dodanego na okrasę tej męskiej monokultury polskiego dziewczęcia, Krystyny, znalezionej przypadkiem&#13;
w tajdze (sztuczne to jak przedwojenna kinematografia). Nie chodzi o krytykę literacką, ale o weryfikację&#13;
autentyczności zdarzeń, które miały jakoby leżeć u jej&#13;
podstaw. Jeśli rzeczywiście grupa więźniów łagru doszła aż do Indii, to kwestią zasadniczą nie były ich rozmówki, chętnie serwowane przez autora, ale sposoby&#13;
pokonywania przeszkód terenowych i zdobywania pożywienia oraz rozumna obserwacja tego, co ich otacza-&#13;
&#13;
ło-&#13;
&#13;
a to wypada w tekście wręcz fatalnie. Zadajmy zatem trzy podstawowe pytania: jak szli bohaterowie, co&#13;
widzieli i czym się odżywiali?&#13;
&#13;
4.&#13;
Zacznijmy od ucieczki, a więc od połowy książki,&#13;
kiedy to w kwietniu 1941 roku siedmiu mężczyzn wydostało się nocą przez druty obozu nr 303, położonego&#13;
gdzieś niedaleko Jakuckai-mając w oczach mapę, widzianą przez Rawicza u komendanta obozu - skierowało się prosto ku Indiom.&#13;
Dla dzielnych wędrowców znalezienie drogi nie&#13;
było żadnym problemem - wystarczyło, że najpierw&#13;
będą szli na południe, w dowolnym miejscu przekroczą zamarznięta Lenę i skierują się ogólnie na połu­&#13;
dniowy zachód. Nawet pościgu nie bali się zbyt dłu­&#13;
go, bo ślady zasypywał śnieg. Wszystko szło zatem jak&#13;
z płatka. Przeszedłszy rzekę, "napiliśmy się jeszcze&#13;
zimnej, czystej wody z Leny, wspięliśmy się na wysoki brzeg i ruszyliśmy naprzód, w kierunku jeziora Bajkał, następnego etapu naszej wędrówki" (s. 122).&#13;
Pięknie powiedziane, ale nawet z wysokiego brzegu&#13;
nie było przecież widać oddalonego o tysiąc kilometrów w linii prostej jeziora, wąskiego jak igła (w syberyjskich proporcjach) i oddzielonego niezliczonymi&#13;
górami. Jak zatem określili kierunek marszu, że już&#13;
po paru tygodniach znaleźli się dokładnie nad jego&#13;
świętymi wodami? Ale dajmy spokój fikcji przygodowo-powieściowego myślenia - w realiach górskich&#13;
nie ma przecież możliwości marszu po najkrótszej linii. Należałoby raczej spytać, którędy musieliby naprawdę iść uciekinierzy, po czym opisać, jak wygląda&#13;
taka droga i porównać to z wersją książkową, by&#13;
wskazać, że nie ma tam tego, co być powinno, a jest&#13;
to, czego być nie mogło.&#13;
&#13;
�Przez obszary bezleśne przepływają często podskórne cieki wodne, powodujące zabagnienia na długości&#13;
kilkudziesięciu kilometrów, które trzeba całymi dniami&#13;
obchodzić, gubiąc się i myląc zasadniczy kierunek. Po&#13;
majowych roztopach na miejscu zamarzniętego i dają­&#13;
cego się przejść gruntu pojawią się grzęzawiska; zaraz&#13;
wylęgną się tu chmary meszek i komarów, które przez&#13;
całe lato nie dadzą spokojnie przejść przez tajgę; będzie&#13;
je wspominał każdy, kto tam był - poza autorem.&#13;
Można by dalej pytać, dlaczego nie zaobserwował&#13;
takich szczegółów, jak odczuwalne w czerwcu "białe noce", nie skomentował obfitości kwiatów, pojawiających&#13;
się wraz z falą wiosny, która w błyskawicznym tempie zalewa tajgę (zwłaszcza jeśli idzie się na południe), nie podał kolejności dojrzewania latem jagód, którymi powinien się po drodze żywić (najwcześniej poziomki, potem&#13;
czarne i czerwone porzeczki, czarne jagody, na końcu&#13;
brusznice), nie zwrócił uwagi na mnóstwo jadalnych&#13;
pieczarek w stepie (za to wymyślił tam rydze) itd.&#13;
Wraz z wkroczeniem na tereny tajgi górskiej musiałoby się zacząć ustawiczne, mozolne wchodzenie&#13;
i schodzenie, które szybko zaowocowałoby zwątpie­&#13;
niem: czy przedzierać się prosto na przełaj, czy raczej&#13;
korzystać z myśliwskich ścieżek i kuszących dolinek; ła­&#13;
twiej byłoby nimi iść, ale za to wiodły one w bok, niebezpiecznie blisko ludzkich siedzib, skądinąd również&#13;
pociągających dla wygłodniałych zbiegów. Zaczęłoby&#13;
się ciągłe błądzenie, powroty na to samo miejsce po całych dniach wyczerpującego marszu w koło, okresy&#13;
apatii, gdy chmury i deszcz uniemożliwiały orientację .&#13;
Nawet miejscowi gubią się na całe tygodnie w bezludnej tajdze (donoszą o tym co lato jakuckie gazety),&#13;
strzelba - której uciekinierzy nie mieli - jest zasadniczym warunkiem przetrwania. Korzystanie ze znają­&#13;
cych wszystkie przejścia lokalnych przewodników było&#13;
i jest kolejnym nieodzownym elementem podróżowa­&#13;
nia po górzystych partiach Syberii; piszą o tym dawni&#13;
kupcy i eksploratorzy. Opis próby samodzielnego&#13;
przejścia małego kawałka tej drogi, właśnie wschodnim brzegiem Bajkału, zostawił nam Konstanty Rengarten, który w ostatnich latach XIX wieku szedł pieszo do Chin (i tak zatytułował swoją opowieść, pełną&#13;
krajoznawczych szczegółów). Męczamię bezowocnego&#13;
przedzierania się na własną rękę przez zarośla, stromizny i żleby, kwituje słowami: "Las dziewiczy dał mi dobrą nauczkę, żeby nigdy nie zwiedzać go bez przewodnika". A przecież ten nieprzemyślany epizod trwał tylko jeden dzień!6&#13;
Ale nasz autor potrafi sobie poradzić, a jak nie wie,&#13;
to zmyśli. "Trzeciego dnia, gdy oddaliliśmy się od jeziora, doszedłem do wniosku, że osiągnęliśmy punkt,&#13;
w którym należało skręcić na południe, by trafić na&#13;
szlak wiodący w odległości kilkudziesięciu kilometrów&#13;
od brzegów jeziora" (s. 142). A wolno spytać, w oparciu o co dochodzi się właśnie trzeciego dnia do takiego wniosku? I co to za szlak, i skąd o nim można się&#13;
dowiedzieć, i jak go w tajdze znaleźć? Tak pisać może&#13;
&#13;
O tej porze roku prawdziwą drogą pieszej ucieczki&#13;
tylko Lena, zamarznięta zawsze do maja,&#13;
kiedy to zaczyna się ledochod, a w późniejszych miesią­&#13;
cach idący wzdłuż niej trakt Irkuck- Jakuck. Ten trakt,&#13;
podstawowa linia komunikacji lądowej między połu­&#13;
dniową Syberią a Jakucją, liczył zawsze 2761 km i ani&#13;
jednego kilometra mniej. Poruszanie się nim- tak jak&#13;
i samą Leną- groziło może niepożądanymi spotkaniami,&#13;
ale był to przynajmniej wytyczony szlak, przetarty i równy; na zamarzniętej rzece jed)rną przeszkodą, a i to niewielką, mogły być wypiętrzone zwały lodowe - torosy.&#13;
Musiało to skusić każdego uciekiniera. Bo przecież wszę­&#13;
dzie dookoła jest tylko gęsta tajga, w maju może już nie&#13;
bardzo zaśnieżona (zresztą zarówno Jakucja, jak i dalsze&#13;
obszary stepowe to kraina kontynentalnego klimatu, bez&#13;
obfitych opadów zimą; jednak w wyższych górach śnieg&#13;
byłby prawdziwą przeszkodą). Jej pokonywanie oznaczałoby ciągłe przedzieranie się przez suche, czarne gałęzie&#13;
modrzewi, przekraczanie zwalonych pni, obchodzenie&#13;
błot i grzęzawisk, mordercze brnięcie w górach.&#13;
Tajga to teren niełatwy do chodzenia, zwłaszcza na&#13;
wprost. To wcale nie potężne okazy drzew, wśród których przechadzka byłaby przyjemnością - to gęsty las&#13;
modrzewi, sosen, brzóz, wprawdzie wysokich, ale niezbyt dorodnych. Obecność lodowej zmarzliny tuż pod&#13;
powierzchnią uniemożliwia im głębokie zakorzenienie,&#13;
co sprawia, że cięższe wywracają się, tarasując przejścia, i tak zarośnięte gęstymi krzakami. Do ich przecinania służyły Jakutom krótkie żelazne maczety na&#13;
trzonku, tzw. palmy.&#13;
Nie rozpoznaję tego wszystkiego w takich oto&#13;
opisach: "pagórkowate tereny z rzadka porośnięte&#13;
karłowatymi drzewami i krzakami", "teren zarośnię­&#13;
ty karłowatymi drzewami, krzakami i kępami traw"&#13;
(s. 122, 124).&#13;
Oczywiście, niecały obszar, który mieliby do pokonania nasi uciekinierzy stanowiła tajga (ale też na&#13;
pewno nie byłaby to tundra z opisu powyżej). Począt­&#13;
kowe równinne obszary centralne, z brzozami i olchami, powinny przypomnieć autorowi rodzime Polesie&#13;
(czego nie dostrzega). Częstym elementem jakuckiego&#13;
pejzażu, na który musieliby się natknąć wśród lasów,&#13;
są kilkukilometrowe "polany", tzw. alasy. Zarodek alasu stanowi powiększające się latami jeziorko z wytopionej zmarzliny, wokół którego rosną trawy, dobre do&#13;
wypasu i sianokosów. Stoi tam zwykle jeden lub kilka&#13;
balaganów - domów z bali, o ukośnych ścianach, obmazanych krowim nawozem i takie same zabudowania&#13;
gospodarcze, a na skraju - parę starych krzyży rodzinnego cmentarzyka. Ta typowa forma odosobnionego&#13;
letniego bytowania Jakutów sprzed kolektywizacji była w czasach stalinowskich zastępowana standardowymi domami w kołchozowych wioskach, ale przetrwała&#13;
do lat 60., kiedy to padła ostatecznie ofiarą polityki&#13;
ukrupnienia (przesiedlania ludzi do większych wsi) . Do&#13;
dziś jeżdżąc po ułusach centralnej Jakucji spotyka się&#13;
takie opuszczone chutory.&#13;
mogłaby być&#13;
&#13;
68&#13;
&#13;
�jerzY S. Wasilewski • ŚLADAMI WYMYŚLONEJ UCIECZKI&#13;
&#13;
Jak przejść przez taką rzekę - Jangcy w górnym biegu. Fot. Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
Ulica modlitewnych młynków. Fot. Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
�Pora deszczowa we wschodnim Tybecie.&#13;
&#13;
Z młynkiem modlitewnym w ręku.&#13;
&#13;
Fot. j erzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
Tybetańczyk&#13;
&#13;
Fot. j erzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
70&#13;
&#13;
z Syczuanu.&#13;
&#13;
Fot. jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • ŚLADAMI WYMYŚLONEJ UCIECZKI&#13;
&#13;
tylko ktoś, kto przed oczami ma pustą kartkę papieru,&#13;
a nie rzeczywiste doświadczenia, i pomaga sobie wodząc palcem po mapie.&#13;
Ta dziwna droga prowadzi nas do jeszcze dziwniejszej krainy. Ledwie uciekinierzy wyszli znad Bajkału,&#13;
a już znaleźli się "w krainie sadów, kwitnących wiśni&#13;
i moreli" (s. 145). Jako żywo, zdziwiliby się mieszkań­&#13;
cy Zabajkala, dowiadując się, że mieszkają wśród sadów! Kolejne absolutne zmyślenie z zakresu flory: bawełna. Oto czekający na dogodny moment, by przekroczyć tory kolei transsyberyjskiej (ten prozaiczny&#13;
fakt jest rozwinięty w nie lada jaki thriller) widzą&#13;
"przechodzącą w oddali karawanę wielbłądów obłado­&#13;
wanych bawełną" (s. 152). Te ustawiczne południowe&#13;
motywy u autora, który był jakoby w łagrze na północ­&#13;
nej Syberii, muszą dawać do myślenia ...&#13;
Pora w końcu zapytać, co też jedli nasi bohaterowie. Otóż okazuje się, że całkiem spory zapas pożywie­&#13;
nia można było odłożyć z głodowych obozowych porcji (i to już po krótkim tam pobycie), a zresztą tajga&#13;
wprost sama dostarcza żywności, nawet tym, co nie&#13;
mają strzelby. Pomysłowości nie powstydziłby się baron Munchhausen. "Jeden szczęśliwy rzut kijem, trochę szamotania, pył wzbitego w górę śniegu - i świet­&#13;
na kolacja z syberyjskiego zająca dla wszystkich" (s.&#13;
123); potem jest jeszcze weselej: na drodze uciekinierów znalazł się jeleń, zaplątany rogami w korzenie zwalonego drzewa, który dostarczył siedmiu mężczyznom&#13;
takiej ilości mięsa, że nie ·byli w stanie dźwigać go ze&#13;
sobą; na rewelacje owocowe przyjdzie jeszcze czas.&#13;
Pisarz jest wobec swego czytelnika w dużo bardziej&#13;
komfortowej sytuacji, niż uciekinier wobec swego żo­&#13;
łądka. Może z łatwością powiedzieć słuchaczowi, że&#13;
"minęło kilka tygodni" (s. 128) i okrasić to jednym polowaniem na jelenia, a czytelnik nie będzie wymagał&#13;
codziennego opisywania, jak udało się zdobyć żywność.&#13;
Inaczej żołądek; ten domaga się jedzenia co dzień, a do&#13;
jakiego stanu potrafi doprowadzić psychikę, kiedy jest&#13;
pusty - o tym pisali ci, którzy naprawdę przeszli przez&#13;
obozy i nie zrobili z tego wesołkowatej przygody.&#13;
&#13;
"odziany w charakterystyczny stożkowy kapelusz" pozdrawia ich z uśmiechem (s. 161), zaś na lądzie mongolskie powitania brzmią "oby twoje nogi służyły ci jak&#13;
najlepiej w drodze" (s. 163; byłby to dobry przykład do&#13;
studium nad zmyślonymi konwersacjami prowadzonymi przez Europejczyków z literackimi tubylcami, typu&#13;
"ile odmieniło się księżyców, odkąd szlachetny pan raczył opuścić progi swego pałacu?"). Z Mongołami zamieszkującymi "wioski o płaskich dachach" (nie jest to&#13;
chyba najdokładniejszy opis obozowiska białych, wojłokowych jurt) rozmawia autor po rosyjsku (którego&#13;
nieksiążkowi Mongołowie absolutnie nie znają) o ich&#13;
osłach i mułach (których tam nie ma), oni zaś częstu­&#13;
ją go figami i orzechami (jak wyżej). A nawet tym,&#13;
którzy nie rozumieją rosyjskiego, wystarczy powiedzieć&#13;
słowo "Lhasa", by "wywołać w odpowiedzi gest ręki,&#13;
wskazujący kierunek" (s. 158). Zapewne w Azji&#13;
wszystkie drogi prowadzą do Lhasy, co bardzo ułatwia&#13;
wymyśloną wędrówkę.&#13;
&#13;
Skądinąd owe melony, które nasi uciekinierzy dostali od wdzięcznego starego Chińczyka za pomoc&#13;
w ściągnięciu dżonki z mielizny, rozwiązały najwyraź­&#13;
niej (autorowi) problem zdobywania żywności- wszyscy, łącznie z czytelnikiem, objedli się nimi tak, że nie&#13;
trzeba było wracać do tej przyziemnej kwestii aż do&#13;
końca pobytu w Mongolii. No, gdzieś jeszcze pojawi&#13;
się jednozdaniowe zapewnienie, że "nieraz trzeba było&#13;
zatrzymać się na kilka godzin, by [... ] po prostu zarobić na żywność" (s. 169). Nie wiadomo wprawdzie, jaka to była żywność i jak na nią zarabiano, ale na pewno "po prostu".&#13;
Jakże rozczarowany byłby prawdziwy uciekinier,&#13;
który zamiast tych serdeczności i smakołyków musiał­&#13;
by się zetknąć z prawdziwym obliczem stalinowskiej&#13;
(czojbałsanowskiej) Mongolii. Bez dżonek i melonów,&#13;
w biedzie wyłącznie pasterskiej gospodarki, za to z obsesją szpiegów i agentów, świeżą jeszcze po ledwie co&#13;
wygasłych walkach z Japończykami nad Chałchyn gol.&#13;
Bo ten pasterz owiec, zdziwiony wizytą w jurcie gromady cudzoziemców, bełkoczących coś rozpaczliwie już by on wiedział, tak samo jak ów oberżysta z Ciamart, kogo i gdzie trzeba powiadomić. Nie później niż&#13;
nazajutrz podjechałby pod jurtę gazik, z którego wysiadłoby dwóch niemających ochoty na żarty panów,&#13;
w czarnych kapeluszach i tegoż koloru długich, skórzanych płaszczach (sam takich widziałem, bo ta między­&#13;
narodowa moda utrzymywała się w Mongolii jeszcze&#13;
w latach siedemdziesiątych), a zaraz potem dojechała­&#13;
by ciężarówka, na którą pod lufami zapakowano by&#13;
naszych bohaterów i zawieziono na nieprzesadnie dłu­&#13;
gie śledztwo z wiadomym zakończeniem.&#13;
Im dalej w głąb Mongolii, tym częściej pojawiają&#13;
się w tekście duby smalone. "W drugim miesiącu podróży przez Mongolię trafiliśmy do wioski złożonej&#13;
z ubogich domostw. Dla Europejczyka uderzający był&#13;
brak płotów i w ogóle brak jakichkolwiek granic mię­&#13;
dzy obejściami. Wieś prowadziła pewnie wspólną go-&#13;
&#13;
5.&#13;
Wejście&#13;
&#13;
na teren Mongolii rozpoczyna autor od&#13;
opisu, który jest wystarczającym dowodem, że nigdy&#13;
w życiu, ani przez chwilę tam nie był. Oto wśród "terenów uprawnych" przepływają "liczne rzeki, którymi&#13;
płynęły wyładowane sampany. Łodzie musiały płynąć&#13;
do Urgi, miasta leżącego u zbiegu trzech rzek" (s. 159).&#13;
Śmiać się czy płakać, czytając o tych terenach uprawnych i wyładowanych sampanach, których jako żywo&#13;
nigdy tam być nie mogło, bo pływają dopiero po rzekach południowych Chin? A gdy jeszcze okaże się niebawem, czym są one wyładowane ... Otóż "melonami&#13;
wielkości piłki futbolowej"! (s. 168). Nasz Munchhausen śmiało raczy nas zapewnieniami: "widzieliśmy póź­&#13;
niej wiele dżonek na innych rzekach Mongolii Zewnętrznej" (s. 162). Na niejednej z nich Chińczyk&#13;
&#13;
71&#13;
&#13;
�spodarkę&#13;
&#13;
i płoty były zbędne. Podeszliśmy do zbudowanego z kamienia domu o płaskim dachu. Na twardo ubitym klepisku przed domem stał słup, wokół którego chodził powoli wół [... ]-młócił żyto" (s. 169).&#13;
To już chyba rekord! Ani jeden z użytych w tym&#13;
opisie rzeczowników (wioska, wspólna gospodarka,&#13;
domostwo, kamień, płaski dach, klepisko, słup, wół,&#13;
żyto) nie ma przecież w Mongolii takiego odniesienia&#13;
przedmiotowego! Za to, jak na ironię, istnieje to, co&#13;
autor neguje - szczelne, wysokie płoty z desek często&#13;
oddzielają poszczególne podwórza w miejskich i osadowych jurtowiskach. Późniejsze obrazy również zasłu­&#13;
gują na ulokowanie w światowej księdze etnograficznych nonsensów: woły ciągnące wozy wyładowane&#13;
snopkami, studnie do nawadniania pól, gdzie w kieracie chodzą kobiety, mongolskie modły odczytywane jakoby z jedwabnej taśmy, wyciąganej z cylindra (jakieś&#13;
echo młynka modlitewnego? ale z niego nic się nie wyciąga!), owce pieczone na rożnie (Mongołowie wy-&#13;
&#13;
nistracji, w imieniu której odpisywał na prośby o wizy, składane w Indiach przez ludzi Zachodu. Wśród&#13;
starających się byli chorzy na płuca, którzy upatrywali ratunku w wysokogórskiej krainie dalaj-lamy, ale&#13;
decyzje były wyłącznie odmowne.&#13;
Nasz autor nie przedstawi ani jednej próbki takiej&#13;
gęstej prawdy historycznej czy realiów etnograficznych, a przecież mógłby opisać choćby jednego lamę,&#13;
przydrożne miejsce ofiarne - czortem, wygląd namiotu albo klasztoru. Co najwyżej opowie bajeczkę, jak to&#13;
konwersował sobie, znów po rosyjsku, z... Czerkiesem,&#13;
który nie wyjaśnił mu jednak, jak i dlaczego przeniósł&#13;
się tam spod Kaukazu. To ów góral wskazał jakoby&#13;
uciekinierom właściwą drogę, a objaśnienia tego starczyło na cały Tybet. Kiedy więc bohaterowie na drodze&#13;
do Lhasy (którą nie wiedzieć dlaczego ominą - cóż,&#13;
w tym bogatym w szczegóły mieście autorowi groziła­&#13;
by dekonspiracja ... przez czytelnika), spotykają misjonarza, i to ni mniej, ni więcej, tylko niemieckiego, to&#13;
w porywie uczuć patriotycznych nie chcą z nim rozmawiać. Najwidoczniej nie potrzebują żadnych wskazówek; nie rozumiem tylko, dlaczego przynajmniej Mr.&#13;
Smith nie był przytomniejszy.&#13;
Szło się im pewnie jak po maśle. "Gdy trzeba było,&#13;
przepływaliśmy spienione rzeki [a żadnemu z wycień­&#13;
czonych zbiegów nie zdarzyło się od początku trasy&#13;
choćby dostać od tego kataru; w rzeczywistości w takich&#13;
przeprawach tonęły nawet konie - JSW]. Forsowaliśmy&#13;
góry, które [... ] z bliska okazywały się dziwnie łatwe do&#13;
przebycia" (s. 227). Na tym tle opis spotkania z parą yeti&#13;
brzmi, muszę przyznać, zupełnie realistycznie. Pośpieszę&#13;
z nieładnym podejrzeniem, że stworzył go zapisujący&#13;
książkę ze słów Rawicza Ronald Downing, o którym&#13;
wiem, że interesował się ta problematyką.&#13;
Czary mojej irytacji dopełnił za to sposób, wymyślo­&#13;
ny przez autora, by wspiąć się na wyjątkowo stromą, zaśnieżoną przełęcz. Oto do niesionego od dawna kawał­&#13;
ka drutu przywiązuje on ciężki kamień, przerzuca go na&#13;
drugą stronę przełęczy i po tym drucie się na nią wcią­&#13;
ga! To istne Himalaje groteski. Ale jak inaczej chłopak&#13;
z Fińska, który pewnie nie był nawet w Zakopanem,&#13;
mógł wyobrażać sobie pokonywanie tych gór w latach,&#13;
kiedy na dobrą sprawę dopiero zaczynano je zdobywać?&#13;
Nie muszę mówić, że autor jest konsekwentny i do&#13;
końca i nie podaje ani nazwy miejscowości w Indiach,&#13;
do której trafia, ani żadnych szczegółów na temat tamtejszej jednostki wojskowej czy jej oficerów - anonimowi ludzie bez narodowości, nazwisk, stopni. Podobnie też rozpłyną się w niebycie pozostali przy życiu bohaterowie książki - najwidoczniej zbyt papierowi&#13;
i ulotni, by dało się odnaleźć ich po wojnie.&#13;
&#13;
łącznie gotują mięso).&#13;
&#13;
Opis przekraczania pustyni Gobi przekracza granice tolerancji i właściwie odbiera recenzentowi wiarę&#13;
w sensowność jego krytyki. Autor niestety zupełnie&#13;
nie wiedział, że jest to ogromna i geologicznie zróżni­&#13;
cowana strefa, gdzie dziesiątkami kilometrów ciągną&#13;
się najpierw partie skaliste i żwirowe (Czarna Gobi,&#13;
Czerwona, Szara, Fiaskowa i in.). W opisie Rawicza&#13;
zostaje ona przedstawiona jak pustynia z obrazka: nic&#13;
tylko piaszczyste wydmy, a po tygodniu chodzenia po&#13;
nich wprost przed naszymi wędrowcami pojawia się ratująca od śmierci z pragnienia oaza, i to z palmami (ale&#13;
za to bez ludzi, bo konwersacja byłaby zbyt trudna).&#13;
A żeby nie wszyscy bohaterowie zmarli z głodu, po&#13;
drodze aż roi się od wielkich węży, które dostarczają&#13;
pożywienia przez cały rozdział (nie muszę mówić, że&#13;
nic o nich nie wie mongolska herpetologia).&#13;
&#13;
6.&#13;
Niech łaskawy Czytelnik sam sobie czyta dalsze&#13;
banialuki. Zapewniam, że nie ma w nich ani jednej&#13;
poważnej obserwacji, jaka mogłaby uprawdopodobnić&#13;
przejście przez Sinkiang, Kansu, Tybet czy Himalaje.&#13;
Chętnie dowiedziałbym się, jak wyglądała wówczas&#13;
sytuacja w północnej części tego buntującego się obszaru: czy jeszcze trwają ruchawki lat 30., na fali których pojawiają się lokalni watażkowie i ich zbiry, ści­&#13;
nający głowy na prawo i lewo? Z kolei w południowo­&#13;
-wschodnim Tybecie, wzdłuż Himalajów- za przyczyną wojny trudne do wyobrażenia ożywienie: masowy&#13;
ruch towarów, zarówno przemycanych z Indii do&#13;
Chin, jak i dostarczanych tędy przez aliantów dla oddziałów Czang Kaj-szeka walczących z Japończykami.&#13;
A jednocześnie teokratyczna biurokracja lamów, ści­&#13;
śle kontrolująca swoich, skrajnie nieufna wobec obcych i bardzo skutecznie broniąca im wstępu. Wiedział coś o tym Heinrich Harrer, który - kiedy już&#13;
sforsował ten mur - pracował dla tybetańskiej admi-&#13;
&#13;
7.&#13;
Ktoś,&#13;
&#13;
kto nie czytał książki, może spytać, czy na&#13;
pewno nie ma w niej takiej oto furtki: że autor rozpoczął ją jako opowieść o prawdziwych przeżyciach wię­&#13;
zienno-łagrowych, a w pewnym momencie zaczął rela-&#13;
&#13;
72&#13;
&#13;
�cjonować swe obozowe marzenie. Przecież, leżąc na&#13;
obozowej pryczy, często uciekał na wolność - w myślach. Wyobrażał sobie krok po kroku drogę do Indii;&#13;
snuł tę słodką myśl, konkretyzował ją, nadawał obrazom postać literacką. A potem, zapisując ją już w Anglii, tylko zrezygnował z wyraźnej granicy, zacierając&#13;
przejście między jawą i marzeniem.&#13;
Nic w tekście nie wskazuje, by taka była geneza&#13;
książki, a jej jednolicie prostoduszny styl wyklucza taką dwupoziomową interpretację. Zresztą przyjrzenie&#13;
się pierwszej części, tej zupełnie prawdopodobnej, może zaowocować generalną wątpliwością, czy Sławomir&#13;
Rawicz był w ogóle na dalekiej Syberii.&#13;
Zwróćmy uwagę na dwa epizody. Pierwszy to opis&#13;
drogi konwoju więźniów z Irkucka nad Lenę, owe dwa&#13;
i pół tysiąca kilometrów, przebyte pieszo, przez śnieg,&#13;
na wspólnym łańcuchu. Otóż "tak naprawdę", to taki&#13;
konwój nie szedłby z Irkucka. Zawieziono by więźniów&#13;
koleją transsyberyjską jeszcze dalej na wschód, do stacji Niewier. To właśnie stamtąd szły transporty towarów do Jakucji. Stalin polecił zbudowanie drogi-magistrali od Niewieru przez Tompo, Ałdan, Ojmiakon do&#13;
Magadanu dopiero w czasie wojny, ale przedtem też&#13;
biegł tam szlak. Było stąd do Jakucka o półtora tysią­&#13;
ca kilometrów bliżej niż z Irkucka, co obniżało straty&#13;
i koszty logistyczne. Jak pisze sam Rawicz, nawet&#13;
eskorcie zależało na doprowadzeniu na miejsce jak&#13;
największej liczby żywych robotników.&#13;
Szczegół drugi - lapsus etnograficzny zdradzający&#13;
zmyślenie. Podczas marszu w konwoju pomysł później­&#13;
szej ucieczki podsuwa bohaterowi pewien napotkany&#13;
w drodze stary... Ostiak, który jest tam akurat ze swym&#13;
synem, saniami, reniferami i peroruje na temat wolności. Widocznie Ostiakom, tak jak Czerkiesom w Tybecie, parę tysięcy kilometrów odległości w lokalizacji&#13;
nie robiło różnicy. Jak jednak znalazł się on w Jakucji,&#13;
zważywszy że jego rodacy żyją nad dolnym Obem chyba, że jako stalinowski więzień, co nie było niemożliwe, ale nie obejmowało reniferów.&#13;
Trzeba też powiedzieć - jakkolwiek dziwnie to zabrzmi- że Jakucja nie była krainą obozów. Osławiona&#13;
Kołyma i królestwo Dalstroju to był odległy, inny&#13;
świat. Wprawdzie kwestie te nie są jeszcze dobrze&#13;
przebadane, ale jakuccy badacze doliczyli się "tylko"&#13;
104 obozów, przy czym akurat w środkowej Jakucji&#13;
(a właśnie tu miałby być Rawiczowy numer 303) ła­&#13;
grów nie było w ogóle!7 Nic zatem dziwnego, że wspomniany Sylvain Tesson rozpoczął swój marsz śladami&#13;
Rawicza od jakiegoś starego łagru nad Ojmiakonem,&#13;
a więc znacznie dalej na południowy wschód, a do tego na drugim brzegu Leny; notabene, późniejsze doniesienia internetowe na jego temat, pochodzące z Irkucka mówią, że przesiadł się już na rower.&#13;
Jak sugerowałem, podejrzanie często lapsusy Rawicza zdradzają, że jeśli miał on przed oczami jakieś obrazy (stereotypowe czy autentyczne), to pochodzą one&#13;
raczej z południowych republik ZSRR: wszystkie te&#13;
&#13;
frukty, osły i karawany wielbłądów z bawełną są na Syberii zupełnie nie na miejscu. Parokrotnie powtarza się&#13;
też idiotyczna myśl, by uciekać do Afganistanu, na&#13;
który to pomysł nie wpadłby żaden więzień łagru nad&#13;
Leną, a prędzej już ktoś, kto przebywał w środkowo­&#13;
azjatyckiej części Gułagu. Może zatem autor przeszedł&#13;
w rzeczywistości inną, bardziej typową drogę polskiego&#13;
żołnierza-zesłańca: z łagru gdzieś za Uralem (tam mógł&#13;
usłyszeć o Ostiakach) przez południe ZSRR do armii&#13;
Andersa? Może to wspomniany Downing namówił go&#13;
na przesunięcie scenerii ku Tybetowi, w czym miał&#13;
swój interes ze względu na zainteresowanie dla tematu yeti? A skoro już punktem dojścia miała zostać kraina śniegów i Indie, to naturalniej było rozpocząć literacką ucieczkę gdzieś na wschodniej Syberii (im bardziej oddalonej na północ, tym dzielniej, no i ciekawiej dla czytelnika).&#13;
&#13;
�Uruchomiliśmy już&#13;
&#13;
8.&#13;
&#13;
mechanizm sceptycyzmu, zaostrzmy więc podejrzliwość i spytajmy wprost: czy Rawicz był w ogóle w jakimkolwiek łagrze? Przecież opis&#13;
przygotowań do ucieczki nie grzeszy prawdopodobień­&#13;
stwem (doradza ją nie tylko "stary Ostiak", ale też żo­&#13;
na komendanta obozu, która pomaga w jej przygotowaniu). Przemilczane są za to okrutnie rzeczywiste&#13;
w łagrach kwestie kar za ucieczkę, losu złapanych,&#13;
a także udziału tubylczych ludów Syberii w polowaniach na zbiegów, dezerterów z armii, "agentów wroga" itp. Patrząc na to chłodnym okiem, trzeba powiedzieć, że grupa nowicjuszy nie miała w tajdze żadnych&#13;
szans w konfrontacji z jakuckimi czy ewenkijskimi myśliwymi, którzy motywowani nagrodą- 50 lub 100 rubli, butelka spirytusu - dostarczali władzom obozów&#13;
obcięte głowy lub ręce.&#13;
Można więc podejrzewać, że przy takich uwarunkowaniach pisać o ucieczce przez całą Syberię w konwencji przygodowej mógł tylko człowiek, który nigdy&#13;
w łagrze nie był. Na dodatek obraz życia obozowego,&#13;
jaki rysuje Rawicz, nie jest rozbudowany, a przecież&#13;
wiemy, jak bogaty i różnorodny był to świat - pod&#13;
względem ludzkim, przedmiotowym i językowym.&#13;
Wszystkie te urki, zeki, wory w zakonie, zona, kawecze u Rawicza jest takiej etnografii bardzo mało. No tak,&#13;
nie każdy musi być Sołżenicynem, Herlingiem czy Sza-&#13;
&#13;
Jedno nie ulega wątpliwości: Sławomir Rawicz istniał rzeczywiście, bowiem naprawdę zmarł - 5 kwietnia 2004 r., w swym domu pod Nottingham, pozostawiając kilkanaścioro dzieci i wnuków. W miesiąc póź­&#13;
niej ukazało się w Guardianie wspomnienie pośmiert­&#13;
ne pióra jego angielskiego znajomego, z którym ten&#13;
pracował po wojnie jako technik ceramik. Nie podaje&#13;
ono żadnego szczegółu, który uzupełniałby tekst książ­&#13;
kowy - nekrologowa biografia rekapituluje pokrótce&#13;
książkowe zmyślenie . Podkreślona jest skromność Slava jako człowieka, jego religijność i umiłowanie wolności. Nie ma mowy o jednym choćby przedmiocie gwoździu, pasku, kawałku druta - który autor wyniósł­&#13;
by i pokazywał jako pamiątkę tamtych lat.&#13;
Nie dowiemy się już zatem, co odczuwał skromny,&#13;
przyzwoity człowiek, którego świat nagrodził uznaniem i pieniędzmi za dokonania nieprawdziwe. Co&#13;
myślał, kiedy musiał odpowiadać na pytania czytelników - a z obituarium wiadomo, że odpisywał z żoną&#13;
na wiele listów, zwłaszcza od młodzieży. Jak ów miło­&#13;
śnik wolności znosił dożywotnie uwięzienie we wła­&#13;
snej fikcji, jak się czuł, będąc - także przed najbliższą&#13;
rodziną - zakładnikiem swego dawnego zmyślenia,&#13;
od którego w miarę napływu propozycji kolejnych&#13;
wydań, przekładów i spotkań z czytelnikami nie było&#13;
już odwrotu?&#13;
I najgorsze - co czuł, gdy przypominał sobie (albo&#13;
dowiadywał się) o losach tych więźniów łagru, którzy&#13;
naprawdę, a nie w książkowej banialuce, spróbowali&#13;
ucieczki. Takich jak ten szesnastoletni chłopak, którego złapano zimą po kilku godzinach, przetrzymano gołego przez dobę w karcerze, a potem na placu apelowym posadzono na klęczkach, związanego, z wbitym&#13;
w ziemię zaostrzonym palem między pośladkami, w taki sposób, by wraz z postępującą utratą sił sam się nań&#13;
coraz głębiej nabijał; po dwóch dniach dowódca obozu dobił go strzałem z rewolweru w potylicę ... 10&#13;
Pewnie to o takich momentach wspomniał&#13;
w przedmowie spisujący słowa Rawicza Downing:&#13;
"Nie był zbyt emocjonalnym narratorem, pamiętam&#13;
jednak, że przynajmniej trzy razy puściły mu nerwy&#13;
i płakał" (s. 14).&#13;
Nie dowiem się nawet, jak Sławomir Rawicz wyglądał. Ani w pośmiertnym wspomnieniu, ani w książ­&#13;
kach nie ma jego zdjęcia. li&#13;
&#13;
łamowem.8&#13;
&#13;
Są jednak w jego opisie nieliczne, ale zaskakująco&#13;
autentyczne szczegóły; to może śmieszne, ale takim&#13;
dotknięciem autentyku wydaje mi się opis towarzyszą­&#13;
cej konwojowi specjalnie przerobionej ciężarówki na&#13;
gaz drzewny.&#13;
Wprawdzie nie jest to żaden dowód, ale rosyjski&#13;
badacz problematyki łagrowej Wieniamin Ioffe z zasłużonej w tych sprawach organizacji Memoriał nie&#13;
znalazł w archiwach Gułagu żadnych dokumentów na&#13;
jego nazwisko; jest on też bardzo sceptyczny w kwestii&#13;
jego ucieczki. 9 Zdobądźmy się zatem na pytanie najbardziej podejrzliwe, najbezczelniejsze: czy Rawicz&#13;
w ogóle przeszedł aresztowanie, więzienia, transport?&#13;
Ile koloryzował, co usłyszał od innych, od dziesiątków&#13;
Polaków, niemających pretensji literackich? Pytam, bo&#13;
krytyczna lektura powieści rodzi wątpliwości już od samego jej początku. Oto bardzo młody człowiek traktowany jest przez machinę NKWD, jakby był kimś bardzo ważnym - jego proces trwa długo i odbywa się na&#13;
Łubiance, w samej Moskwie; autor nie ujawnia, czym&#13;
zasłużył na takie zaszczytne traktowanie. Dalej, opisy&#13;
zaliczanych więzień są bardzo schematyczne i znów&#13;
tylko powieściowe- bez wymieniania prawdziwych ludzi, znanych postaci, dających się sprawdzić nazwisk&#13;
współwięźniów, realistycznie przytoczonych rozmów&#13;
na aktualne tematy.&#13;
Parniętam jednak, że to półliteracka konwencja&#13;
mogła pociągnąć za sobą zafałszowania czy uproszczenia, które nie muszą być dowodem nieprawdziwości&#13;
faktu aresztowania.&#13;
&#13;
9.&#13;
Oczywiście także niewątpliwy&#13;
&#13;
uczestnik wydarzeń&#13;
może po latach to i owo zapomnieć, jak ten weteran&#13;
napoleoński, który pytany przez wnuki o odwrót spod&#13;
Moskwy pamiętał tylko, że były wtedy straszne upały.&#13;
Autor ma też prawo to i tamto zmyślić, a dobre zmyśle­&#13;
nie nie podważa przekonania czytelnika o autentyczności reportażu jako całości. W jednym z syberyjskich&#13;
rozdziałów swej podróży po Imperium Ryszard Kapuściński (skądinąd również pińszczanin) opowiada fa-&#13;
&#13;
74&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • ŚLADAMI WYMYŚLONEJ UCIECZKI&#13;
&#13;
scynującą historię, jak to zimą na Dalekiej Północy idą­&#13;
ce rano do szkoły dziecko wyczuwa przed sobą korytarz&#13;
odrobinę cieplejszego powietrza - wtedy wie, że przed&#13;
nim szedł już inny, nieco wyższy uczeń. Będąc w Jakucji w okolicach, gdzie temperatura minus 50 stopni jest&#13;
zimą na porządku dziennym, pytałem, czy możliwe jest&#13;
takie wyczuwanie ciepła; wszyscy zgodnie odpowiadali&#13;
(a rozmawiałem także z wytrawnymi myśliwymi, uczulonymi na niuanse stanu natury), że to wykluczone.&#13;
Jeśli etnologia podjęłaby się roli nauki o ucieczkach, to tym bardziej mogłaby się zająć zmyśleniami.&#13;
Ma już swoich słynnych fantastów, jak Carlos Castaneda, który rewelacjami o nadzwyczajnych mocach&#13;
meksykańskiego czarownika najpierw zasłużył sobie na&#13;
doktorat na UCLA, a potem na jego odebranie (a mimo to wydawnictwo tego uniwersytetu do dziś wydaje&#13;
jego bestsellery). Nasza nauka zajęła się już takimi facecjami, choć były to raczej miłe przyczynki.&#13;
Oksfordzki etnolog Rodney Needham przedstawił parę barwnych przypadków, w tym niejakiego George'a Psalmanaazara, który w Europie pierwszych lat&#13;
XVII wieku zasłynął jako przybysz z Formozy i jej&#13;
znawca (wtedy jeszcze Tajwan był praktycznie nieznany); zaprezentował on pochodzącą li tylko z jego wła­&#13;
snej wyobraźni całościową konstrukcję tamtejszej kultury, społeczeństwa, historii, religii, pisma, języka etc.,&#13;
zyskując uznanie kręgów naukowych i towarzyskich. 12&#13;
Nie był zatem Rawicz pierwszy, nie będzie i ostatni. Im ryzykowniejszy przedmiot fałszywej identyfikacji, tym większa pokusa sławy, ale też większe ryzyko&#13;
kompromitacji. Pod obozy, wojnę, Holocaust też już&#13;
się podszywano. Było zmyślone dzieciństwo w Oświę­&#13;
cimiu - zdemaskowane "pamiętniki" Bruchstucke&#13;
Binjamina Wilkomirskiego, który, jak się okazało, jeśli widział Auschwitz i Majdanek, to tylko jako turysta. Parniętamy kontrowersje wokół Malowanego ptaka Jerzego Kosińskiego, perwersyjnego zmyślenia zaprezentowanego jako świadectwo okupacyjnej dziecięcej tułaczki.&#13;
&#13;
Bo też czytelnik nie chce delektować się jawną fiknabywca, domagający się najbardziej niewiarygodnych historii wewnątrz książki, żąda, by na obwolucie&#13;
zapewniała go ona o swej absolutnej prawdziwości.&#13;
Blaga będzie bestsellerem pod warunkiem, że przytrzyma nas w dwoistym poczuciu obcowania z tym, co niewiarygodne, ale prawdziwe. Rozszyfrowane kody Leonarda, literatura spisku i odkrycia wieczystej tajemnicy&#13;
zawsze są opatrzone klauzulami prawdziwości. Czy nie&#13;
taka jest zresztą charakterystyka mitów, które nie zdarzyły się nigdy, ale są prawdziwe zawsze?&#13;
Może zresztą wytaczam zbyt potężne armaty, a tu&#13;
raczej trzeba westchnąć "sancta simplicitas" i pogodzić&#13;
się z prawami literatury naiwnej i piśmiennictwa amatorskiego? Tak przynajmniej twierdzi mój rosyjski przyjaciel, folklorysta Sasza Gura, który uznaje za ciekawą&#13;
cechę mentalności autora "skłonność do marzycielstwa, romantycznych fantazji o dalekich podróżach,&#13;
cją;&#13;
&#13;
charakterystyczną dla przedstawiciela polskiej kultury&#13;
prowincjonalnej".&#13;
Tacy zmyślacze, jakie ich czasy. Nie pytajmy autora, dlaczego jest naiwnym fantastą; pytajmy, jak mógł&#13;
mu uwierzyć czytelnik. W przypadku Długiego marszu&#13;
rysują się trzy domeny, w obrębie których można szukać odpowiedzi na to pytanie.&#13;
Pierwsza z nich to styl samego dzieła. Jest w nim&#13;
trudny do odparcia - bo niby-prostoduszny - swoisty&#13;
emocjonalny szantaż: prostolinijnością, ułańską szlachetnością, patriotyzmem, wiarą w opatrzność, umiarkowaną boleściwością, łagodzoną siermiężnym humorem. Potraktowany wstępną martyrologią czytelnik&#13;
przechodzi na odbiór emocjonalny - wyłącza krytycyzm, nie waży się nawet sam przed sobą kwestionować szlachetności autora-ofiary, zawierza narratorowi.&#13;
Jak chyba w każdym przypadku "wierzenia w coś",&#13;
działa tu zarówno czynnik zewnętrznego przymusu&#13;
(autorytet, doxa, przekonanie ogółu), jak i wewnętrz­&#13;
nego pragnienia odbiorcy, by to była prawda - by dobro zwyciężało ze złem, a życie ze śmiercią.&#13;
Drugi obszar to kulturowa (nie)kompetencja czytelników, w tym także osób, które wzięły się do recenzowania książki: brak etnograficznej wiedzy o Wschodzie, o realiach obyczajowych i językowych, o praktycznym wymiarze uwarunkowań środowiska naturalnego. Autor, piszący zaraz po wojnie o Syberii, Mongolii czy Tybecie (a też o łagrach), mógł mieć poczucie&#13;
bezkarności - dość słusznie uważał, że zwykły czytelnik też nic o nich nie wie, a co najwyżej ma schematyczne wyobrażenie, które wystarczy powielić.&#13;
Dziś wprawdzie wiemy więcej, ale za to silniej działają okoliczności trzeciej płaszczyzny - mechanizmów przekazu medialnego, w strumieniu którego funkcjonuje także i ta książka.&#13;
Bardziej niż w czasach jej debiutu zatarta jest obecnie granica&#13;
między wirtualnym a realnym. Poczekajmy jeszcze trochę,&#13;
a zobaczymy, że kreacja George'a Clooneya (bo to on kupił&#13;
prawa do ekranizacji Długiego ma1Szu) w połączeniu z hollywoodzką reklamą filmu jako historii autentycznej ustalą na zawsze kwestię jego prawdziwości w masowym odbiorze. W czasach, w których za rzeczywistość uchodzi telewizyjne realit:y,&#13;
wszystkim nam coraz mniej zależy na tym, by wiedzieć naprawdę, czy coś jest faktem historycznym, czy medialną kreacją - czy e vero, czy tylko bene trovato.&#13;
&#13;
10.&#13;
W prawdziwym świecie, aby wyjść żywym z opresji&#13;
- a też by napisać wiarygodną o tym relację, a nawet by&#13;
odróżnić prawdziwą opowieść od fałszywej -warto wiedzieć, ile jajek potrzeba do zrobienia omletu.&#13;
&#13;
�P rzypisy&#13;
J.G. Frazer, Gorgona's Head and Other Literary Pieces, London&#13;
1927, s. 370-372&#13;
E. Kajdański, Tajemnica Beniowskiego. Odkrycia, intrygi, fałszer­&#13;
stwa, Warszawa 1994. Tytułowe intrygi i fałszerstwa to rosyjskie&#13;
działania - poczynając od kontrofensywy ambasady w Paryżu mające zdezawuować zesłańca, który skompromitował imperium carycy Katarzyny w oczach świata. Nic też dziwnego, że&#13;
i dziś rosyjscy uczeni są sceptyczni w kwestii prawdziwości tej&#13;
relacji - patrz: D. Griffiths, Maurice August Benyowsky. A Military Adventurer in Revolutionary America, "Mir lstorii. Rossijskij&#13;
Elektronnyj Żurnal", nr 4/2002, przyp. 7 (www. historia. ru /2002/04/&#13;
griffiths. htm).&#13;
S. Rawicz, The Long Walk, London 1956; wyd. polskie: Długi&#13;
marsz, Gdańsk 2001 wydawnictwo Gord (dalsze cytaty z podaniem tylko numeru strony według tej edycji). Wydanie polskie&#13;
podaje jako oryginał tytuł angielski- byłoby to zatem tłumacze­&#13;
nie, dlaczego jednak anonimowe? Czy Rawicz sam napisał tekst&#13;
polski?&#13;
A. Applebaum, Der Gułag, Berlin 2002, s. 426, 671; R. Messner, Yeti, Warszawa 2002. Rosyjskie głosy o książce i doniesienia o wyprawie Tessona:&#13;
http:l(if.russ.ru/tssue/6!20010816_ knigi.htrnl; www.gazetayakutia.ru&#13;
l re a d. a s p? i d = 3 O l O3- l 3 &amp; d a t e s= 5 l 6/2 OO3;&#13;
http:l/lib.ru/PRIKL!SHKLYARSKIJ1tomek04.txt&#13;
h ttp: l Iw ww. bgtrk . ru l ru l mod u l e. php? na me=&#13;
news&amp;go=dat&amp;fid=2747&#13;
http:llwww. vgtrk.comlrnews.html?sid = 22&amp;id = 14248&amp;date = 04-07-2003&#13;
T. Lisiecki, Sławomira Rawicza ucieczka z lagru 303, "Prace&#13;
Uczestników Studium Doktoranckiego" [UŚ), t. l, Opole&#13;
2002, s. 134; C. Chlebowski, Ciernisra droga Długiego marszu,&#13;
"Tygodnik Solidarność", nr 912002, s. 14&#13;
K. Rengarten, Pieszo do Chin. Wrażenia z podróży, Warszawa&#13;
1899, s. 46&#13;
E. Alekseev, Priznaju vinovnym. Slużba bezopasnosti Respubliki&#13;
Sacha Uakutija), Moskva 1996, s. 92&#13;
Warto by też sprawdzić, jak relacja Rawicza prezentuje się na tle&#13;
całościowego obrazu łagru, wyłaniającego się z dziesiątków nieliterackich zapisów; materiał do takiego porównania zestawia&#13;
np. l. Sariusz-Skąpska, Polscy świadkowie GUŁagu. Literatura lagrowa 1939-1989, Kraków 2002&#13;
Opinię tę przywołuje Applebaum, ale nie odważa się dyskredytować dzieła Rawicza, które raz i drugi cytuje jako dokument.&#13;
IO&#13;
S. Waydenfeld, Droga lodowa, Lublin 2002, s. 123&#13;
II&#13;
Już po napisaniu tego tekstu natrafiłem na wcześniejsze polskie&#13;
wydanie (1993, Londyn-Warszawa, wydawnictwo Unicorn)&#13;
z podobizną autora, a także bogoojczyźnianymi wstępami jego&#13;
oraz Ryszarda Reiffa. Nie ma w nich ani słowa uwiarygodniają­&#13;
cego ucieczkę, lecz jedynie martyrologia, Katyń i Jałta. Oba te&#13;
teksty znikły z następnych wydań - szkoda tylko, że wraz ze&#13;
&#13;
Buddyjskie stupy. For. Jerzy S. Wasilew&gt;ki&#13;
&#13;
zdjęciem.&#13;
Il&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
Miejsce ofiarne u podnóża świętej góry. Fot. Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
76&#13;
&#13;
R. Needham, Exemplars, Berkeley 1985, s. 75-116&#13;
Janusz Głowacki, pisząc o zakończonej samobójstwem ucieczce&#13;
Kosińskiego od własnej mistyfikacji, przypomina słowa Audena,&#13;
że "jak się raz zacznie uciekać, to potem nie ma już ucieczki od&#13;
ucieczki", J. Głowacki, Z glowy, Warszawa 2004, s. 261&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9612" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9590">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7b0942f7c17388e75e4f58fd0830a28.pdf</src>
        <authentication>d4f40d12f0706a4e523ac94c37c4967f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114442">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6261</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114443">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114444">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114445">
                <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114446">
                <text>Arktyka - relacje z podróży</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114447">
                <text>święto</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114448">
                <text>szamanizm</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114449">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5838</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114450">
                <text>Etnolog w podróży (6) : smutek Arktyki w masce święta, w szamańskim kostiumie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006, t.60, z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114451">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty, t.60, z. 2, s. 5-14</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114452">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114453">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114454">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114455">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114456">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114457">
                <text>005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
1.&#13;
&#13;
ETNO LO G W PODRÓŻY (6)&#13;
&#13;
N&#13;
&#13;
a eweńskie sanie trzeba wskakiwać szybko,&#13;
najczęściej w biegu, zwłaszcza jeśli jedzie się&#13;
w zbiorowym zaprzęgu, w którym powiąza­&#13;
nych jest jeden za drugim kilka pojazdów i tyleż ciąg­&#13;
nących je par reniferów. Te ruszają z kopyta&#13;
i w mgnieniu oka można znaleźć się pod ich nogami,&#13;
a potem pod płozami sań. Wprawdzie reny to zwierzę­&#13;
ta skoczne i w biegu zadziwiająco lekkie, ale też impul­&#13;
sywne, trudno poddające się kierowaniu. Nierzadko&#13;
jadący musi najpierw przebiec obok nich kilkaset me­&#13;
trów, by wdrożyły się do truchtu w określonym kierun­&#13;
ku, podczas gdy one uparcie zawracają, chcąc wrócić&#13;
do stada, z którego zostały odłowione. Sztukę szcze­&#13;
gólnie narowistą trzeba tego oduczać, waląc ją z całej&#13;
siły kułakiem w pokrytą długim włosem klatkę piersio­&#13;
wą. Najbardziej oporne są osobniki mieszanego, dziko-domowego pochodzenia. Jesienią, w czasie rui, zdarza&#13;
się, że do samic z wypasanego stada podchodzi dziki&#13;
samiec z tajgi. Z zostawionego przezeń potomka poży­&#13;
tek będzie niewielki: nie chce chodzić w zaprzęgu,&#13;
ucieka na swobodę. Zresztą takie powroty do natury&#13;
zdarzają się też osobnikom niby to oswojonym. Stado&#13;
jest w ciągłej fluktuacji, bo renifery to w gruncie rze­&#13;
czy zwierzęta nie do końca udomowione. Przez noc&#13;
pasą się w tajdze, w ciągu dnia są dwu- lub trzykrotnie&#13;
przyganiane na krótko w pobliże obozowiska, by unik­&#13;
nąć zupełnego ich rozproszenia i pogubienia. Ich zwią­&#13;
zek z człowiekiem jest ostatnio jeszcze słabszy, niż był&#13;
dotąd. Otóż prawie wcale się ich nie doi, choćby z bra­&#13;
ku kobiet w pasterskiej brygadzie, złożonej z samych&#13;
tylko młodych mężczyzn, podczas gdy kobiety, dzieci&#13;
i starsi żyją w osadzie odległej o kilkadziesiąt lub kilka­&#13;
set kilometrów od stada i jego koczowisk. Nic zatem&#13;
dziwnego, że warstwa udomowienia, cywilizacji jest&#13;
dziś na renach szczególnie cienka. Pytanie, czy to sa­&#13;
mo w jakiejś mierze nie odnosi się również do ludzi.&#13;
Kontakt eweńskich pasterzy z kulturą jest ponie­&#13;
kąd okresowy. To, co odbywa się w tajdze, przy sta­&#13;
dzie, można nazwać gołą egzystencją. Przebiega ona&#13;
w grupie kilku mężczyzn, kiedyś stanowiących bryga­&#13;
dę. Dziś w miejsce tej starej, po komunistycznemu bo­&#13;
jowej nazwy weszła zresztą nowa, przyjęta w „Unitar­&#13;
nym Przedsiębiorstwie Państwowym” (tak prze­&#13;
chrzczono większość dawnych sowchozów): podsta­&#13;
wowa grupa wraz ze zwierzętami nazywa się jeszcze do­&#13;
sadniej - stado.&#13;
Stado siódme, w którym jesteśmy, to niespełna&#13;
trzysta reniferów, brygadier - czterdziestolatek Stiepan - i trzej młodzi, dwudziestoparoletni: Kola, Anton&#13;
i Timur. Czasem któryś pójdzie w tajgę na polowanie&#13;
na dzikiego rena - mięsa starczy na tydzień, nie trzeba&#13;
będzie zabijać sztuki ze stada. Mieszkają w brezento­&#13;
wej pałatce, która wyparła już wszędzie dawny, kryty&#13;
skórą namiot - czum. W niej śpią, gotują i jedzą, wy-&#13;
&#13;
J E R Z Y S. W A S I L E W S K I&#13;
&#13;
Smutek Arktyki&#13;
w masce święta,&#13;
w szamańskim&#13;
kostiumie&#13;
konują drobne prace gospodarcze i naprawcze, słucha­&#13;
ją radia, grają w karty - tej listy aktywności nie da się&#13;
zanadto przedłużyć. Czasem któryś zagada coś do po­&#13;
zostałych w zborsuczonym rosyjskim (Kola nie mówi&#13;
po eweńsku, bo ma ojca „Gruzina” - w ten delikatny&#13;
sposób daje się do zrozumienia, że spłodził go jakiś nie­&#13;
zupełnie zidentyfikowany przyjezdny). Wieczorami&#13;
można się wzajemnie postraszyć opowieściami o niedź­&#13;
wiedziu, który potrafi dokonywać przerażających ata­&#13;
ków nawet na ludzi przy domowym ogniu.&#13;
W niektórych takich obozowiskach jest jeszcze&#13;
etatowa czumrabotnica —gospodyni-kucharka, jedyna&#13;
kobieta w tym towarzystwie. Wszystkie inne, młode&#13;
i stare, żyją w osadzie. Są przy dzieciach, niektóre&#13;
pracują w administracji albo w szkole, inne prowadzą&#13;
jakiś sklepik, łapią się dodatkowych prac, na przy­&#13;
kład uszyją komuś unty, zimowe buty ze skóry zdjętej&#13;
z goleni łosia lub renifera, części najbardziej odpornej&#13;
na wilgoć.&#13;
Takie buty nie są tanie: latem trzeba za nie dać&#13;
dziewięć tysięcy rubli, czyli ok. tysiąca złotych, a kto&#13;
się spóźni z zamówieniem, ten zimą zapłaci i dwana­&#13;
ście tysięcy, przyciśnięty koniecznością. Od stycznia&#13;
do początków marca mrozy będą dochodzić do minus&#13;
sześćdziesięciu stopni i tylko w miejscowym obuwiu da&#13;
się wytrzymać. Mogą to być też filcowe walonki albo&#13;
prawdziwie myśliwskie torbaza, nader wygodne, bo&#13;
luźne i miękkie, nie tylko miękkością wyprawionej na&#13;
zamsz skóry, ale i zostawionym na niej futrem, stano­&#13;
wiącym wnętrze buta. O ich wartości przekonuję się&#13;
w trakcie jazdy w prawie czterdziestostopniowym mro­&#13;
zie połowy marca. W moim markowym obuwiu alpini­&#13;
stycznym, mimo dwóch par grubych skarpet (a może&#13;
właśnie z ich winy - krew w tak ściśniętej stopie ma&#13;
utrudnione krążenie) wytrzymuję tylko cztery godziny,&#13;
po czym muszę ratować się przed odmrożeniem, zmie­&#13;
niając je na unty.&#13;
Sanie Ewenów są niższe niż ich pobratymców&#13;
Ewenków, więc siedzi się blisko ziemi, z lewą nogą wy­&#13;
ciągniętą przed siebie, podczas gdy prawa, opuszczona&#13;
z niedbałym szykiem, spoczywa na płozie, by w razie&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
2.&#13;
&#13;
potrzeby stabilizować pojazd albo hamować. Trzeba&#13;
tylko uważać, by nie trafiła między kamienie czy gałę­&#13;
zie. Saniom nic się nie stanie - mają niezbędną gięt­&#13;
kość, którą zapewniają im rzemienie, łączące ze sobą&#13;
również elastyczne brzozowe pręty oraz deski wymosz­&#13;
czonego skórami siedzenia.&#13;
Reny, nie zwalniając tempa, przeskakują ponad&#13;
zawałami - wywróconymi w czasie wiosennych powo­&#13;
dzi drzewami, które wmarzły w lód i teraz tarasują&#13;
drogę. Naszym traktem jest bowiem rzeka zamarznię­&#13;
ta do dna, co umożliwia komunikację. To paradoks&#13;
Syberii: siarczyste mrozy i śniegi, gdzie indziej będące&#13;
przeszkodą w transporcie, tu umożliwiają łączność.&#13;
Ogromne obszary są podmokłe i błotniste, bo leżą na&#13;
wiecznej zmarzlinie, a te na niżu mają do tego nie­&#13;
wielki stopień nachylenia. Dlatego latem są z reguły&#13;
nieprzejezdne - nawet wierzchowy renifer pod prymi­&#13;
tywnym, niepewnym siodłem nie gwarantuje długo­&#13;
dystansowego transportu: zbyt często zdarzają się&#13;
upadki z jego grzbietu w błoto. Jako że pomniejsze&#13;
rzeczki są zbyt płytkie dla łodzi, trzeba czekać, aż za­&#13;
marzną, tworząc zimniki, którymi będzie mógł ruszyć&#13;
cięższy transport. Wielkie, takie jak Lena, stają się na&#13;
czas od listopada do maja szlakami i mostami dla naj­&#13;
cięższych maszyn oraz lotniskami dla samolotów. 20,&#13;
30, 40 ton - kolejne komunikaty określają dopusz­&#13;
czalne obciążenie lodowej pokrywy, jesienią w po­&#13;
rządku rosnącym, na wiosnę w malejącym. Ale dwa&#13;
okresy pośrednie, ledostaw i ledochod, kiedy to lód jest&#13;
jeszcze zbyt słaby lub już niepewny, a kry wykluczają&#13;
użycie łodzi i promów, oznaczają zupełne przecięcie&#13;
komunikacyjnych arterii na wiele tygodni.&#13;
Do siódmego stada jechaliśmy najpierw po lodowej&#13;
tafli Tompo (dopływu Ałdanu, który z kolei wpada do&#13;
Leny), w górę rzeki, by wkrótce skręcić w jej dopływ&#13;
Sach, a potem jeszcze w głąb potoku Chułania. Rzeki&#13;
te wiją się wśród szczytów Gór Wierchojańskich, któ­&#13;
re teraz, w marcu, wyglądają jak osypane cukrem,&#13;
z powtykanymi w środkowych partiach zapałkami&#13;
drzew, przechodzącymi u podnóży w gęstszą, burą&#13;
szczecinę tajgi. Jej prawie wyłącznie modrzewiowy&#13;
drzewostan jest o tej porze roku praktycznie bezbarw­&#13;
ny, koloru nie dodają też nadbrzeżne smugi topoli&#13;
i wierzby koreańskiej, na której łuszczą się krótkie, wy­&#13;
schłe na wiór paski kory.&#13;
Punktem wyjścia była osada Topolinoje, położo­&#13;
na w połowie odległości między Leną a Kołymą, dwa&#13;
dni drogi od Jakucka - siedemset kilometrów, z cze­&#13;
go większość po dobrze przeprowadzonym, gładkim&#13;
w zimie jak stół magadańskim trakcie. Budowali go&#13;
w latach czterdziestych więźniowie GUŁagu, wyście­&#13;
łając nie tylko modrzewiem, ale i swymi martwymi&#13;
ciałami; resztki otoczonych drutem kolczastym bara­&#13;
ków bez skrępowania znaczą tę drogę do dziś. Łagro­&#13;
wy rodowód to grzech pierworodny większości tutej­&#13;
szych osad.&#13;
&#13;
„Smutek Arktyki”, to oczywiście formuła zapoży­&#13;
czona, i to podwójnie: tytuł klasycznej pozycji strukturalizmu sprzed półwiecza w ten właśnie sposób prze­&#13;
tworzył przed laty profesor Dynowski, zbierający się&#13;
stale i bezskutecznie do spisania wspomnień ze swych&#13;
młodzieńczych podróży po Syberii, Dalekim Wscho­&#13;
dzie i Północy. Bo syberyjska Północ już w tamtych&#13;
czasach, przed stu laty, robiła na przybyszu przygnębia­&#13;
jące wrażenie. Beznadzieja egzystencji w żałosnych,&#13;
oddalonych od świata osadach, pijaństwo mężczyzn&#13;
i apatia kobiet, na próżno wypatrujących kandydata&#13;
na męża - niechby i przelotnego - wśród rzadkich&#13;
przybyszów, kupców czy marynarzy, uzupełniających&#13;
ograniczoną lokalną pulę kandydatów, co dałoby&#13;
szansę wyjścia poza chów wsobny (i może jakieś bły­&#13;
skotki, podarki, jeśli na rzecz patrzeć nie w katego­&#13;
riach interesów gatunkowych, genetycznych, lecz&#13;
osobniczych, ekonomicznych).&#13;
Dzisiaj role się poniekąd odwróciły: to mężczyźni&#13;
na próżno wypatrują kobiet - kandydatek na żony.&#13;
Nastąpiło bolesne rozszczepienie resztek rdzennej kul­&#13;
tury i lokalnych społeczności na część produkcyjną,&#13;
pasterską, męską, koczującą w tajdze i pozaprodukcyj­&#13;
ną, kobiecą, osiadłą. „A która chciałaby tu przyjść&#13;
i żyć w pałatce?” - odpowiada retorycznym pytaniem&#13;
Anton, kiedy pytam go o perspektywy żeniaczki. No&#13;
tak, one mieszkają w osadzie niewielkiej wprawdzie,&#13;
ale noszącej w oficjalnej nomenklaturze miano „typu&#13;
miejskiego”, z takimi jego wykładnikami jak kilka blo­&#13;
ków mieszkalnych, drewnianych, ale piętrowych, nie&#13;
dość że z bieżącą wodą (leci wszędzie z kranów przez&#13;
całą dobę, bo inaczej zamarzłaby w rurach), to jeszcze&#13;
z toaletami w mieszkaniu, co przy tych mrozach ma&#13;
niemałe znaczenie.&#13;
Usadowione w otwartym miejscu, nad rzeką, na&#13;
tle gór, Topolinoje nie razi brzydotą, co może zdziwić,&#13;
jeśli widziało się takie połagrowe miasteczka jak&#13;
Chandyga czy Batagaj. Tam odnosiłem wrażenie, że&#13;
budujący je i żyjący w nich skazańcy nienawidzili tych&#13;
miejsc i mszcząc się na nich za swoją tragedię dokła­&#13;
dali starań, by wyglądały jak najgorzej: zeszpecone&#13;
koszmarną infrastrukturą rozpadających się rur i ko­&#13;
minów, zabłocone i niemożliwie zaśmiecone wszelki­&#13;
mi odpadkami, po sowiecku byle jakie i zdewastowa­&#13;
ne. To zresztą jeszcze przedradziecka specyfika. W a­&#13;
cław Sieroszewski, zesłany do Wierchojańska w la­&#13;
tach 80. XIX wieku, opisuje w czarnych barwach tę&#13;
osadę w autobiograficznej powieści Ucieczka, tyle że&#13;
ukrywa ją przez uprzejmość pod nazwą Dżurdżuj.&#13;
Można by pomyśleć, że to jakaś fikcja, groteskowa&#13;
przesada. Ale kiedy w powieści pada nazwa Morze&#13;
Gnoju, jaką zesłańcy obdarzyli wielki staw zajmujący&#13;
do dziś centrum osady, to wiem - po ubiegłorocznym&#13;
tam pobycie - że czytelnik dostaje najszczerszą praw-&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
dę geograficzną bez żadnego zmyślenia. Okropieństwo, doprowadzające do skrajnej rozpaczy. To tu już&#13;
na trzeci dzień po przyjeździe popełnił samobójstwo&#13;
młodziutki student z Petersburga skazany za udział&#13;
w zamachu na cara. Zostawił list do matki i powiesił&#13;
się na Baranuckiej Górze, po drugiej stronie rzeki Jany, co do dziś wspominają mieszkańcy, jakby nieświa­&#13;
domi tego, że jest to najgorsze w historii świadectwo&#13;
wystawione ich małej ojczyźnie.&#13;
Topolinoje dopiero niedawno wkroczyło w fazę za­&#13;
uważalnego kryzysu. Przedtem, za rządów lokalnego&#13;
satrapy, stanowiło siedzibę pokazowego sowchozu,&#13;
skupiającego eweńskich pasterzy renów. Staraniem&#13;
owego wpływowego dyrektora zbudowano tu nawet&#13;
kombinat hodowli świń (dziś oczywiście w ruinie), do&#13;
którego pasza - produkowana gdzieś w Europie - była&#13;
dostarczana helikopterami... Taniej byłoby pewnie&#13;
dowozić gotowe obiady z najlepszych kalifornijskich&#13;
restauracji, ale przecież nie rachunek ekonomiczny&#13;
wtedy decydował. Pasterze mieli za wszelką cenę pro­&#13;
dukować mięso, którego brakowało dla robotników&#13;
w zakładach wydobywających cynę, złoto, diamenty...&#13;
Stada reniferów osiągały wielkość nieznaną w prze­&#13;
szłości i ten nienaturalny stan jest dziś wspominany ja­&#13;
ko „tradycyjny obraz gospodarowania” !&#13;
Obecnie, gdy gigantomania minęła, bo nie ma&#13;
środków na jej finansowanie, ci którzy pracowali w jej&#13;
chorobliwym ideologicznym czadzie, stracili sens ży­&#13;
cia. Pasterze są w stanie zupełnej frustracji: na ich pro­&#13;
dukt nie ma prawdziwego rynkowego zapotrzebowa­&#13;
nia, skoro amerykańskie kurczaki („nóżki Busha”)&#13;
kosztują połowę tego, ile musi kosztować mięso rena,&#13;
by jego producent mógł przeżyć. Ta rąbanka nie ma&#13;
zresztą dobrej marki u jakuckich gospodyń. A komu&#13;
potrzebne są dziś skóry czy rogi? Nawet panty - młode,&#13;
ukrwione poroże, przedtem sprzedawane do Chin i na&#13;
Zachód z przeznaczeniem farmaceutycznym - nie&#13;
znajdują już odbiorcy.&#13;
Gdzie widzieć pocieszenie i sens życia? Czym re­&#13;
kompensować sobie wyrzeczenia i trud bytowania&#13;
w skrajnie trudnych warunkach tajgi? Jak zachować&#13;
zdrowie psychiczne, żyjąc miesiącami bez kobiet,&#13;
w oddaleniu od rodzin - bo helikopter nie przywiezie&#13;
już w tajgę dzieci po szkole, jak to bywało w dobrych&#13;
czasach. Co może robić chłopak w osadzie pełnej bez­&#13;
robotnych rówieśników, poza szabaszką —jakąś doryw­&#13;
czą pracą czy usługą dla sąsiada? Jak bronić młodych&#13;
przed alkoholizmem, który doprowadza do tylu no­&#13;
żowniczych bójek kończących się śmiercią? Jak odwo­&#13;
dzić od samobójstw młodych ludzi, którzy widzieli w telewizji, w wojsku - zgoła inny świat, i wiedzą, że&#13;
nigdy się w nim nie znajdą? Triste Arctique, zaiste.&#13;
Czy zatem na naszych oczach odchodzi w niebyt&#13;
trwająca od tysięcy lat aktywna symbioza człowieka&#13;
i renifera? Może tak, skoro nie uwzględniają jej żela­&#13;
zne reguły światowej ekonomii, nie ma dla niej miej­&#13;
&#13;
sca w systemie skutecznych subsydiów, nie będzie&#13;
kontynuacji wiedzy i doświadczenia pasterskiego przy&#13;
sztucznym, brygadowym systemie pracy, gdzie rozbity&#13;
zostaje przekaz rodzinny i kontakt pokoleń.&#13;
No i ta plaga samobójstw. Wiadomo, to problem&#13;
całej Arktyki, nie tylko poradzieckiej. Uczestnicząc&#13;
w debatach zachodnich antropologów tego obszaru&#13;
w ramach projektu Boreas spotykałem się z wyspekulowaną hipotezą, że jednym z czynników ułatwiają­&#13;
cych decyzję o samobójstwie jest tradycyjna wiara&#13;
w reinkarnację; takie opinie bulwersowały mnie, po­&#13;
nieważ wiem, że było ono zawsze traktowane ze zgro­&#13;
zą, kończyło się nietypowym, hańbiącym pochów­&#13;
kiem, samobójca miał przeradzać się w upiora itp.&#13;
Tak - myślę teraz - ja to wiem, ale czy wiedzą dzisiej­&#13;
si młodzi kandydaci na samobójców? Czy mają jakąś&#13;
znajomość tych spośród dawnych treści wierzenio­&#13;
wych (opowieści, obrzędów), które odwodziłyby ich&#13;
od strasznego zamiaru? Przecież w głowach zostały&#13;
tylko marne ich resztki, może więc mgliste wspomnie­&#13;
nie wiary w reinkarnację rzeczywiście pozwala im wi­&#13;
dzieć w samobójstwie nie tylko doraźną ulgę, ale tak­&#13;
że jakąś nadzieję?&#13;
&#13;
3.&#13;
Zadaniem święta jest dostarczanie sensu. Wbrew&#13;
realiom, wbrew temu, co widać gołym okiem, ma ono&#13;
przekonać, że hodowla reniferów ma przyszłość, że&#13;
władze wysoko cenią trud pasterzy, że kultura ludowa&#13;
Ewenów ma się dobrze. Kwietniowy Dzień Pasterza&#13;
Rena jest typowym świętem biurokracji, bez uzasad­&#13;
nienia w tradycji, ale przecież ma tę tradycję okresowo&#13;
ożywiać. Gospodynie wyciągają więc pochowane stro­&#13;
je, które imitują dawne. To nic, że większość z nich cienkie skórzane kurtki, zdobione haftem - nie nada­&#13;
je się na zimę. Nakłada się je dwa razy do roku, na­&#13;
stępnym razem w czerwcu, w czasie święta narodowe­&#13;
go, a ściślej republikańskiego, wywodzącego się z jakuckiej tradycji Ysyachu. Renifery też dostaną ozdob­&#13;
ne, poobszywane koralikami popręgi, czasem z ra­&#13;
dzieckimi jeszcze symbolami.&#13;
Przemówienia, odznaczenia, gratulacje. Zawraca­&#13;
nie kijem rzeki Tompo: rocznicowe wspominanie dy­&#13;
rektora - bohatera pracy socjalistycznej, nostalgia za&#13;
okresem świetności, gołosłowne napominanie, żeby&#13;
utrzymywać ducha tamtej epoki. Wreszcie akcja prze­&#13;
nosi się z salonów władzy lokalnej na gładką po­&#13;
wierzchnię zamarzniętej rzeki za osadą, gdzie obok ofi­&#13;
cjalnej areny każda brygada - teraz już wzmocniona&#13;
o kobiety z osady - postawiła swoją pałatkę, w niej&#13;
przyjmuje odwiedzających i częstuje ich wszystkim, co&#13;
ma najsmaczniejszego. Wczoraj, dziś i jutro występują&#13;
w domu kultury amatorskie zespoły pieśni i tańca,&#13;
miejscowe i przywiezione z innych ułusów. Pokazują&#13;
etniczność odświętną, kostiumową, choreograficzną.&#13;
&#13;
7&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 1 Wyścigi,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 2 Radzieckie symbole,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 3 Na saniach,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Ostatni prawdziwy szaman eweński, Stiepan Spiridonowicz Kriwoszapkin nie zostawił następcy, ale&#13;
przecież natura nie zniesie próżni; Ewenowie z Jakucka przyznali to miejsce pobratymcowi, Ewenkowi&#13;
z Nieriungri, Siemionowi Stiepanowiczowi Wasiliewowi znanemu pod imieniem Sawieja. To pewnie rzeczy­&#13;
wiście ostatni prawdziwy szaman ewenkijski, przynaj­&#13;
mniej w Jakucji (pamiętajmy, że lud ten, choć o li­&#13;
czebności nieprzekraczającej kilkunastu tysięcy, żyje&#13;
na całym ogromnym obszarze od Jeniseju po Ocean&#13;
Spokojny). Zarówno jego asystentka, w średnim wie­&#13;
ku kobieta o wymownym imieniu Oktiabrina, jak&#13;
i uczeń Soduot to Jakuci. Ponoć on sam pytał duchy,&#13;
czy są jeszcze w Jakucji szamani, a one odpowiedziały&#13;
mu, że jest jedyny. Stosownie do tego utrzymuje się za­&#13;
potrzebowanie na jego praktyki wróżebne i lecznicze.&#13;
Sawiej mieszka na prowincji, ale klientela jest przecież&#13;
głównie w stolicy, więc i on, jak Mahomet do góry,&#13;
musi czasem przyjechać do Jakucka.&#13;
Mamy szczęście. Nasz eweński przyjaciel, etnograf&#13;
z Jakucka Anatolij Aleksiejew współpracuje z nim od&#13;
dziesięciu lat, pełniąc funkcję organizatora jego wizyt&#13;
w mieście. Tak się szczęśliwie składa, że właśnie będzie&#13;
się odbywać leczenie. Anatolij ma też nadzieję, że&#13;
w trakcie seansu pojawią się tajemnicze ognie, jakie&#13;
od kilku lat ujawniają się na fotografiach, które Sawiej&#13;
pozwala mu robić w czasie seansu.&#13;
Jest późny wieczór, ale jeszcze nie ciemno, bo&#13;
w marcu zmrok zapadnie dopiero po dziewiątej. Stary,&#13;
parterowy dom przy ulicy Ojuńskiego, jednej z głów­&#13;
nych ulic Jakucka. Pokrzywiony jak wszystkie tu bu­&#13;
dynki drewniane od ruchów płytkiej warstwy ziemi na&#13;
wiecznej zmarzlinie. Wygódki i szopy na podwórku,&#13;
ciasne dwupokojowe mieszkania w budynku. W cho­&#13;
dzimy przez kuchnię do pokoju stołowego. N a stole&#13;
czeka obfity poczęstunek z przywiezionych ze wsi,&#13;
z tajgi surowców: wędzone mięso rena, kiełbasy, kon­&#13;
fitury. Są i ryby w kilku postaciach, głównie nelma&#13;
z Kołymy czy Indygirki (pobliska Lena w dobrą rybę&#13;
nie obfituje, skażona pewnie nieczystością z kursują­&#13;
cych po niej statków). Jemy zarówno soloną w dzwon­&#13;
kach, mniej smaczną, jak i największy przysmak Sybe­&#13;
rii, stroganinę —kawałki surowej, zamrożonej na kość&#13;
ryby, strugane wzdłuż grzbietu w jego najlepszej części.&#13;
Szaman musi się najeść, bo czeka go daleka droga,&#13;
a my jemy razem z nim, i w odróżnieniu od niego tak­&#13;
że pijemy - na etykietce ma to napis Zołoto Jakutii. Jest&#13;
nas razem 17 osób (ktoś zwraca uwagę, że to dobrze liczba nieparzysta), prawie same kobiety, z których po­&#13;
łowę stanowią Jakutki, a drugą Rosjanki. Wszystkie&#13;
miastowe, a jedna, ta najważniejsza, przyjechała nawet&#13;
z Moskwy. Jest artystką estrady, ma stosowną tuszę&#13;
i puszystą fryzurę blond. Skarży się na ciężkie nogi, to&#13;
dla niej zorganizowany jest seans, z którego dobro­&#13;
dziejstw także i my będziemy mogli skorzystać. Sawiej&#13;
wychodzi do pokoju obok, gdzie po kolei wchodzimy&#13;
&#13;
Oczywiście, występy swojaków, zwłaszcza małych dzie­&#13;
ci, cieszą widzów i nie mam poczucia zupełnego braku&#13;
autentyczności. A jednak przypomina mi się masowa&#13;
sztuka ludowa, taka jaką widziałem w Jakucku&#13;
w warsztatach jubilerów, którzy na nowoczesnych ma­&#13;
szynach tłuką „ludową” srebrną biżuterię, mówiąc na&#13;
tę produkcję lekceważąco: nacjonałka.&#13;
Siebia pokazat’ i liudej posmotret’ —ta ogólnorosyjska&#13;
dewiza przyświeca i temu świętu. Każdy nakłada na&#13;
siebie najlepszą, odświętną maskę, usiłując pokazać się&#13;
od najlepszej strony. Urzędowy optymizm władzy po­&#13;
zwala zapomnieć o marnych perspektywach. Bardzo&#13;
tego potrzebują zwłaszcza ci w brygadach, więc pozjeż­&#13;
dżali tu po miesiącach izolacji. Dla tych, co koczują&#13;
400-500 kilometrów dalej, nieobecność mogła trwać&#13;
nawet pięć lat. Święto daje nadzieję na poznanie&#13;
dziewczyny, na ożenek - tak przynajmniej chcieliby to&#13;
widzieć starsi, którzy przy każdej okazji robią do tego&#13;
aluzje; pasterska młodzież sceptycznie ocenia widocz­&#13;
nie swe szanse, skoro oddaje się piciu w zamkniętym,&#13;
męskim towarzystwie.&#13;
Nie wszyscy zresztą odważą się na konfrontację&#13;
oczekiwań z rzeczywistością. Nasz Kola z siódmego&#13;
stada dobrowolnie został sam w pustym obozowisku.&#13;
Wie, że świętowanie oznaczałoby bezustanne picie,&#13;
przy czym każda kolejna butelka wódki będzie sprze­&#13;
dawana coraz drożej. Narobiłby długów, których nie&#13;
ma jak spłacić z mizernej pensji; a zresztą, od począt­&#13;
ku roku jeszcze jej nie wypłacano.&#13;
Jego koledzy ekscytują się udziałem w wyścigach re­&#13;
niferowych zaprzęgów. Tu naprawdę mogą i siebie po­&#13;
kazać, i na innych popatrzeć. Wskakiwanie na grzbiet&#13;
rena wierzchowego, w mgnieniu oka, z wykorzystaniem&#13;
pasterskiego kija jako podpórki, to prawdziwie cyrkowa&#13;
sztuczka. Zawody obejmują kilka biegów na różnych&#13;
dystansach i w różnych grupach wieku, widać więc, ja­&#13;
ką rolę gra eksperiencja: starzy prowadzą sanie dokład­&#13;
nie po szlaku, młodym reny uciekają na boki tak samo&#13;
jak w tajdze. Najwięcej emocji budzi ostatni bieg, któ­&#13;
rego uczestnicy sami fundują nagrodę: zwycięzca zabie­&#13;
ra renifery pokonanych. Tylko siedmiu pasterzy decy­&#13;
duje się na takie ryzyko, ale po aplauzie publiczności&#13;
widać, że Ewenowie lubią hazard i doceniają śmiałków.&#13;
&#13;
4.&#13;
Rozszczepienie pasterskiej kultury przebiega nie&#13;
tylko po liniach codzienność - święto albo brygada osada. Pewne treści przeniosły się jeszcze dalej, wywędrowały bowiem do miasta. Do nich należy szama­&#13;
nizm, którego próżno by szukać w tajdze. Pasterze pa­&#13;
miętają, który z ich przodków był szamanem, prze­&#13;
strzegają też przed żartowaniem lub niedowiarstwem&#13;
w tej kwestii, przytaczając z respektem przykłady nad­&#13;
zwyczajnej a groźnej mocy jakiegoś dawnego szamana,&#13;
ale nie stykają się z takimi praktykami osobiście.&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 4 Topolinoje osada,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 5 Łagier,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 6 Galop,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps&#13;
&#13;
8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 7 Ofiara ogniowi&#13;
na początek święta,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 8 Ubój rena,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 9 Obozowisko, reny,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
11&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps&#13;
&#13;
8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 10 Występy artystyczne,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 11 Łagier,&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 12 Szaman, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODROŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
i przedstawiamy mu swe prośby; ja proszę o zdrowie&#13;
dla mojej dwuletniej córki; szaman nie mówi po rosyj­&#13;
sku, więc jego pomocnica tłumaczy mu, że proszę&#13;
o ochronę dziecka przed czarami i urocznym okiem.&#13;
Nareszcie zrobiło się ciemno, można zaczynać.&#13;
Wynosimy do kuchni stół z jedzeniem, rozsiadamy się&#13;
na podłodze i na krzesłach z rękami położonymi luźno&#13;
na kolanach, trzymając je otwartymi dłońmi do góry.&#13;
Szaman i jego pomocnica nakładają skórzane stroje,&#13;
oba są obficie haftowane kolorową nicią, płaszcz Sawieja jest poobwieszany żelaznymi przywieszkami.&#13;
Ona zapala w żelaznej miseczce ogień, a on to ziewa,&#13;
to czka, i jeszcze łapczywie wypala papierosa.&#13;
Sawiej bierze do rąk bęben, który suszył się dotąd&#13;
ponad płytkami kuchenki elektrycznej i zaczyna ryt­&#13;
miczne uderzenia w tempie ok. 120 na minutę. Nie&#13;
przerwie ani nie zmieni tempa przez następną godzinę.&#13;
Najpierw siedzi, po kwadransie pomocnica pomoże&#13;
mu się podnieść, a on zaczyna niemrawy taniec z czę­&#13;
stymi skłonami ciała do ziemi i rzadszymi półobrotami,&#13;
czemu towarzyszy cichy, przerywany śpiew, a raczej zu­&#13;
pełnie nieczytelne zawodzenie.&#13;
Zaczyna się faza wróżb: szaman rzuca pałkę od bęb­&#13;
na kolejno ku każdemu z nas, a na podstawie tego, czy&#13;
upadła ona właściwą stroną do góry, pomocnica orze­&#13;
ka, czy wróżba jest dobra czy zła. Może niewłaściwie to&#13;
odczytuję, ale chyba pałka musi upaść przed każdym&#13;
trzy razy z rzędu w pozycji „dobrze”, a to niełatwo uzy­&#13;
skać, dlatego rzutów jest co najmniej kilkadziesiąt.&#13;
Teraz czas wziąć się do leczenia głównej chorej.&#13;
Kładzie ona ręce na bębnie, a szaman i pomocnica&#13;
białą szmatką zbierają z jej ciała choroby. Już po chwi­&#13;
li mają ich materializację - pokazują brud na szmatce.&#13;
Potem choroba z ciała zostanie wydobyta za pomocą&#13;
bębna przeciąganego ponad ciałem - znów nazbiera&#13;
się w nim całkiem sporo jakiegoś śmiecia, które zosta­&#13;
nie demonstracyjnie wysypane na szmatkę.&#13;
Minęła już godzina od początku seansu. Sawiej&#13;
zdejmuje kolejno strój, nakrycie głowy i bęben, odda­&#13;
je je chorej, która na kilka minut podejmuje szamanienie. Jeszcze kilka kobiet przejmuje rekwizyty, ich&#13;
taniec jest momentami żywszy, a uderzenia w bęben&#13;
energiczniejsze aniżeli u samego Sawieja. On zaś,&#13;
zmęczony, siedzi w kącie, odpoczywając ze szmatą na&#13;
głowie, która zakrywa mu oczy. Wreszcie wychodzi&#13;
do pokoju obok, a razem z nim chora - pewnie opo­&#13;
wie mu, tak jak to potem zadeklaruje nam, że od ra­&#13;
zu poczuła się lepiej, a szaman da jej jeszcze ostatnie&#13;
wskazówki.&#13;
Znów zasiadamy do poczęstunku w kuchni; kobie­&#13;
ty, zwłaszcza Rosjanki, są podekscytowane i rozrado­&#13;
wane, Jakutki przeżywają to spokojniej. Wychodząc,&#13;
żegnają się wylewnie, mówiąc nam, że choć zdawało­&#13;
by się, iż spotkaliśmy się tu przypadkiem, to przecież&#13;
w życiu nie ma przypadków, a wszystkim pokierował&#13;
Gospod.&#13;
&#13;
5.&#13;
Ale na najwyższe piętro wtajemniczenia wprowa­&#13;
dza nas Anatolij. Otóż stanowczo zapewnia, że cały&#13;
czas widział wspaniałe ognie. Jedna czy dwie osoby&#13;
nieśmiało to potwierdzają; przypuszczam, że nazajutrz&#13;
będą o tych ogniach z przekonaniem opowiadać...&#13;
Gdybyś chciał, łaskawy Czytelniku, wiedzieć, jak&#13;
one wyglądały, nie pytaj o to sceptycznego zachodnie­&#13;
go obserwatora. Sam spójrz na zdjęcia Anatolija, któ­&#13;
re ukazują dziwne złociste czy pomarańczowe smugi.&#13;
Czasem wychodzą one szerokim płomieniem z sza­&#13;
mańskiego bębna albo też z naczynia z rozpalonym na&#13;
wstępie oczyszczającym ogniem, czasem przebiegają&#13;
przez kadr wąskimi, zapętlonymi sznurami. Niekiedy&#13;
towarzyszą im mroczne plamy, w których Anatolij do­&#13;
patruje się to głowy niedźwiedzia, to ptaka, to ludzkiej&#13;
dłoni. Wyjaśnia, że efekt pojawił się dopiero po latach&#13;
jego współpracy z Sawiejem, pewnie też w związku&#13;
z tym, że i sam szaman zdobył już wtedy większą moc&#13;
- mógł docierać do dwunastego, a nie tylko do dzie­&#13;
wiątego nieba.&#13;
Szamańskie duchy-pomocnicy? Trajektorie sił sa­&#13;
mego szamana, jego mocy duchowej? Resztki tej ener­&#13;
gii, które zostały w przestrzeni po jakichś niegdyś żyją­&#13;
cych ludziach, przywołanych w seansie? Obraz eweńskiej „gospodyni ogniska domowego”, Tow muhonni?&#13;
Anatolij przyjmuje wszystkie te wyjaśnienia jednocze­&#13;
śnie, a do tego zarzuca nas terminami i pojęciami, któ­&#13;
re same w sobie mają wszystko wyjaśnić: a to ciała&#13;
astralnego, a to efektu Kirliana, falowo-korpuskularnej natury światła, strumieni elektronów, równań Maxwella i Heisenberga, jakiejś przestrzeni Kozyriewa&#13;
i równie dla mnie tajemniczej energii czasu. „Prawda&#13;
jest wielowariantowa, a rzeczywistość objawia się&#13;
w mirażach” - powtarza za którymś z rosyjskich ni to&#13;
mistyków, ni to profesorów, których dzieła zapełniają&#13;
dziś rosyjski rynek masowych czasopism i książek, do­&#13;
cierając - jak to parę razy stwierdzałem w rozmowach&#13;
w syberyjskiej głuszy - do bardzo szerokich kręgów od­&#13;
biorców, głodnych, jak się okazuje, tych iście pankosmicznych wyjaśnień.&#13;
„Wielowariantowość prawdy” to sformułowanie,&#13;
które bardzo odpowiada tricksterskiej naturze Anatolija. Ten Ewen z krwi i kości, niemłody, a późno przeflancowany z tajgi na uniwersytet, o bogatym życiorysie, łą­&#13;
czy w sobie zarówno dalekosiężne ambicje poznawcze,&#13;
jak i fantastyczne poczucie humoru, dzięki któremu mi­&#13;
strzowsko posługuje się tzw. mową nienormatywną (a&#13;
jak wiadomo, język rosyjski daje tu utalentowanemu&#13;
rozmówcy niemałe możliwości). To poczucie humoru&#13;
każe mu też mówić o sobie samym, stosując cytat&#13;
z Puszkina: „ja, Tunguz dziki”. Ma on też niewątpliwie&#13;
ów spryt tubylca, co to chętnie wykołuje obcego (Jaku­&#13;
ta, Rosjanina, Europejczyka), by wykazać mu - przy&#13;
wszystkich swoich kompleksach i aspiracjach - wyż-&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
�005-14 Wasilewski.ps - 8/30/2006 3:13 PM&#13;
&#13;
Jerzy S. Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY (6). SMUTEK ARKTYKI&#13;
&#13;
Fot. 13 Szaman i tricster, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
Fot. 14 Portret, Fot. Lech Mróz&#13;
&#13;
szość własnej kultury. Czy nie postąpiłby on zatem tak&#13;
samo jak szaman, który pokazuje ukryty wcześniej&#13;
śmieć jako materializację wyciągniętej właśnie choroby,&#13;
a jednocześnie wierzy w prawdziwość swych działań?&#13;
Oglądam negatywy zdjęć i widzę te same co na od­&#13;
bitkach smugi. Nie jestem specjalistą od fotograficz­&#13;
nych trików, nie potrafię tych efektów przekonująco&#13;
objaśnić i zdyskwalifikować. Pytani o to praktycy nie&#13;
umieli mi dotąd pomóc - stale czekam na bardziej&#13;
kompetentne opinie. Wykluczmy, czytelniku, takie&#13;
czynniki jak zleżała błona albo defekt przesłony czy&#13;
lampy: na jednej i tej samej kliszy ognie pojawiają się&#13;
tylko na zdjęciach szamana i jego akcesoriów, z lampą&#13;
i bez, także bez związku z ewentualnym źródłem świa­&#13;
tła w kadrze. Skądinąd, dokumentacja opisanego wy­&#13;
żej seansu z naszym udziałem, robiona przez mego eks­&#13;
pedycyjnego kolegę, nie ujawnia ogni, a przecież na&#13;
fotografiach Anatolija są one widoczne nawet wtedy,&#13;
gdy to my, widzowie, zaczynamy szamański taniec.&#13;
&#13;
Może zatem same negatywy zostały już poddane&#13;
montażowi i skopiowane? Ale byłby to trochę zbytecz­&#13;
ny, nadmierny trud. Skądinąd, identyczny efekt widnie­&#13;
je na zdjęciu szamanów nepalskich, opublikowanym z wcale nie sceptycznym komentarzem - przez Piersa&#13;
Vitebsky’ego w jego popularnej książce Szaman (trzeba&#13;
też pamiętać, że Anatolij towarzyszył przez lata Piersowi w jego wyprawach do Ewenów).1 Słyszałem też o po­&#13;
dobnym przypadku od godnego zaufania kolegi robiące­&#13;
go zdjęcia tybetańskich ceremonii mistycznych cam. Na&#13;
dodatek, kiedy w Jakucji pokazywano mi pamiątkowe&#13;
zdjęcia z obchodów początków lata, organizowanych&#13;
przez newage’owe grupki nawiedzonych, a na tych zwy­&#13;
kłych polaroidowych fotkach widać było niekiedy jakieś&#13;
małe, złociste plamki, to uczestnicy interpretowali to ja­&#13;
ko zapis manifestującej się wtedy mocy.&#13;
Co ma zatem zrobić z ognistymi zdjęciami mój ra­&#13;
cjonalny umysł? Pewnie muszę sobie powiedzieć, że&#13;
płomienne emanacje to coś, co funkcjonuje dużo po­&#13;
wyżej moich potrzeb psychicznych czy duchowych, że&#13;
mogę je zostawić w tamtej wysokiej sferze nieba, gdzie&#13;
docierają tylko najwięksi szamani, a razem z nimi tak­&#13;
że najlepsi tricksterzy.&#13;
&#13;
Przypisy&#13;
1&#13;
&#13;
Fot. 15 Szaman i duchy, Fot. Anatolij Aleksiejew&#13;
&#13;
P. Vitebsky, Reindeer People. Living with animals and spirits in Si­&#13;
beria, London 2005; tenże, Szaman, Warszawa 1996&#13;
&#13;
Fot. 16 Szaman i duchy, Fot. Anatolij Aleksiejew&#13;
&#13;
14&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10051" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10029">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e4e581c653acbf1d812a619379072715.pdf</src>
        <authentication>75d9ef7b3406d98df711ac010a887f95</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119528">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2900</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119529">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119530">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2704</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119531">
                <text>Etnolog w podróży (3). Ludzie tajgi, ludzie rena, ludzie... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002, t.56,  z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119532">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.3-4, s.60-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119533">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119534">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119535">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119536">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119537">
                <text>E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
JERZY&#13;
&#13;
S.&#13;
&#13;
an Nuur, ku granicy z Rosją, a ściśle z południowosyberyjską Tuwą. Ta ziemia nosiła niegdyś nazwę Kraju&#13;
Urianchajskiego. Była obszarem rywalizacji Rosji&#13;
i Chin na tym odcinku ich wielkiej gry o hegemonię&#13;
w Azji, gdzie szło o przeciągnięcie Mongolii z osi azja­&#13;
tyckiej na europejską. Granice nigdy nie były tu jasne&#13;
— stąd m.in. wzięła się wielość mylących nazw, nada­&#13;
wanym mieszkańcom leśno-stepowego pogranicza&#13;
przez Mongołów, Rosjan i Chińczyków: Urianchaj,&#13;
Sojot, Tuwa (w miejscowej wymowie Tucha), Ujgur,&#13;
Caatan. Właśnie pod tą ostatnią, mongolską nazwą,&#13;
oznaczającą „ludzi rena", są dziś najlepiej znani, choć&#13;
sami przyjmują ją niechętnie. Caatanowie nie są bo­&#13;
wiem ludem mongolskim, lecz tureckim: to rodowici&#13;
Tuwijczycy, którzy ze swej ojczyzny uciekli do Mongo­&#13;
lii całkiem niedawno, bo dopiero przed półwiekiem.&#13;
&#13;
(3)&#13;
&#13;
WASILEWSKI&#13;
&#13;
Etnolog w podróży&#13;
Ludzie tajgi,&#13;
ludzie rena, ludzie...&#13;
&#13;
i.&#13;
„... W szamańskiej jurcie panuje mrok. Jakaś skulona&#13;
postać - może to żona, a może miody pomocnik szamana&#13;
— trzyma ponad stłumionymi płomieniami ogniska masyw­&#13;
ny krąg jego bębna. On sam siedzi nieco w głębi, za sobą&#13;
mając figurki bóstw domowego ołtarzyka. Oczy przy­&#13;
mknięte, (...) słychać ciche mruczenie modlitwy. Nagle&#13;
podnosi się, chwyta bęben, uderza weń na próbę - nie,&#13;
dźwięk nie jest jeszcze odpowiednio donośny, cały dzień&#13;
padał deszcz i skóra na obręczy zupełnie zwiłgotniała, trze­&#13;
ba ją długo suszyć. Siedzący po obu stronach obserwują go&#13;
w napięciu..."'.&#13;
Kiedy przed ćwierćwieczem tymi słowami zaczyna­&#13;
łem swoje studium szamanizmu, nie miałem nadziei, że&#13;
scenę taką zobaczę kiedyś na własne oczy. Za dużo&#13;
zmieniło się od czasów Feliksa Kona i innych autorów&#13;
z przełomu XIX i XX wieku, na relacjach których opie­&#13;
rałem swe opisy. W syberyjsko-mongolskim pasie tajgi&#13;
i stepu pojawił się system, który zmtótł albo zmodyfiko­&#13;
wał archaiczne sposoby bytowania, zamieniał szałasy,&#13;
namioty i jurty na drewniane baraki i domki, pasterzy&#13;
przerabiał na kolchoźników-traktorzystów, a szamanów&#13;
likwidował. Tymczasem na początku X X I wieku po­&#13;
wtarza się przed moimi oczami prastary obraz: szamań­&#13;
ski seans, odbywający się w ciasnym szałasie dla grupki&#13;
pasterzy. Szaman wygląda tak samo jak wtedy: ma&#13;
identyczny kostium, tak samo kiwa się i mruczy, po­&#13;
dobnie na początku jego córka dosusza nad ogniem bę­&#13;
ben - bo dzisiaj padało tak samo jak wtedy; nic dziw­&#13;
nego, Sajany Wschodnie to góry, w których stale pada.&#13;
Tuwijczycy-Caatanowie z północnej Mongolii zato­&#13;
czyli pełny krąg - powrócili do wypasu reniferów, do&#13;
życia w jurtach i szałasach, a także do szamanizmu.&#13;
Jesteśmy na obrzeżach Kotliny Darchackiej, która&#13;
zawsze nosiła miano krainy szamanów. Przepływa tu&#13;
rzeka Sziszchid, która dalej będzie się nazywać Jenisej&#13;
- to już prawie koniec świata, a my pojedziemy konno&#13;
jeszcze dalej, na północ od ostatniej stałej osady Cagai&#13;
&#13;
Mało kto pamięta, że do 1944 roku istniało takie&#13;
państwo jak Republika Tuwy — pseudoniepodległy bu­&#13;
for między ZSRR a Mongolią - będące poniekąd ob­&#13;
szarem interesów dwóch dalekowschodnich konku­&#13;
rentów, Chin i Japonii. Niepodległość to była zaiste&#13;
symboliczna - sprowadzała się do własnych znaczków&#13;
pocztowych (trójkąty i romby, przedstawiające paste­&#13;
rzy i dojarki przy owcach, krowach i wielbłądach).&#13;
Kiedy pod koniec wojny Stalin ostatecznie przyłączył&#13;
Tuwę do ZSRR, zaczął się głód i wcielenia do armii.&#13;
Pasterze ze znaczków zaczęli uciekać przez granicę,&#13;
a najłatwiej było to zrobić małym grupkom hodowców&#13;
reniferów, którzy już wcześniej penetrowali górskie po­&#13;
granicze.&#13;
Po paru latach przymusowych powrotów i powta­&#13;
rzanych ucieczek kilkuset Tuwijczykom pozwolono zo­&#13;
stać w Mongolii, w 1956 roku przyznano obywatel­&#13;
stwo, a później rozpoczęto politykę adaptacji, która&#13;
przerodziła się w akulturację czy wręcz asymilację. Ko­&#13;
czowniczych pasterzy osiedlono, część z nich przemie­&#13;
niono w rybaków i pracowników technicznych kombi­&#13;
natu rybnego, przy czym warto przypomnieć, że ani&#13;
oni, ani Mongołowie w zasadzie nie łowili i nie jedli&#13;
dotąd ryb.&#13;
Leśna kultura była czymś wstydliwym dla postępo­&#13;
wej władzy, a już szczególnym kamieniem obrazy był dla&#13;
niej pierwotny szamanizm. Pewnie dlatego niechętnie&#13;
pozwalano cudzoziemskim badaczom odwiedzać te&#13;
okolice, czego sami doświadczyliśmy, przyjeżdżając tu&#13;
z ekspedycją PAN przed ćwierćwieczem. Wygoniły nas&#13;
oskarżenia, że jesteśmy agentami wywiadu pracującymi&#13;
za japońskie pieniądze i podejrzliwość stróżów, widzą­&#13;
cych nas w nocy przy świecach - najwidoczniej w ukry­&#13;
ciu wywoływaliśmy szpiegowskie negatywy filmowe.&#13;
Wydarzenia lat 90. zmieniły nie do poznania men­&#13;
talność lokalnych decydentów. Ten przygraniczny ob­&#13;
szar otworzył się nie tylko dla badaczy i turystów, ale&#13;
dla wszystkich fortunnych i niefortunnych konsekwen­&#13;
cji przeobrażeń systemowych. Kombinat rybny naresz­&#13;
cie zbankrutował (skoro nikt nie jadł ryb), kołchoz re­&#13;
niferowy rozwiązano, zdążywszy przed prywatyzacją&#13;
&#13;
60&#13;
&#13;
�jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
�Jeny S.&#13;
&#13;
Wasilewski&#13;
&#13;
• E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
6. Sujaan w seansie szamańskim. Fot L e c h Mróz&#13;
7. N a wpół n i e w i d o m a C e n d wróży z 41 k a m i e n i .&#13;
Fot. Lech Mróz&#13;
8. Początek szamańskiego seansu. G a n d z o r i g przed&#13;
wyobrażeniami d u c h ó w opiekuńczych.&#13;
Fot. Jerzy S. Wasilewski&#13;
&#13;
62&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
wyrżnąć więcej niż połowę stada, znikły środki na dofi­&#13;
nansowanie hodowli, na budowę domów i zagród, na&#13;
pomoc weterynaryjną, na szkolnictwo.&#13;
W tych warunkach zaczyna się nieuchronny regres&#13;
do tradycji jako jedynej możliwej formy przetrwania.&#13;
Do życia znów muszą wystarczyć kryte podziurawio­&#13;
nym brezentem szałasy, niewielkie - po 20-40 sztuk na&#13;
rodzinę - stada reniferów, skromne produkty tajgi ja­&#13;
ko dodatkowe źródło utrzymania. I ledwie zachowane&#13;
szczątki własnej kultury - tradycji, duchowości, sza­&#13;
manizmu.&#13;
&#13;
2.&#13;
W mroku szałasu, tuż przed północą, czekamy na&#13;
początek seansu. Niespełna 50-letni Gandzorig to naj­&#13;
młodszy wiekiem i stażem, ale i najaktywniejszy&#13;
z czwórki caatańskich szamanów. Powoli rozkłada&#13;
strój, buty z nogawicami, opaskę z czarnymi piórami.&#13;
Wszystko wygląda jak na dawnych rycinach, choć spo­&#13;
rządzone zostało dopiero przed trzema laty: rzeczy&#13;
przechowywane są we wnętrzu dużego, głębokiego&#13;
bębna (badacz nie może nie zauważyć z satysfakcją, że&#13;
to typ prawidłowo „południowosajański" wg klasyfika­&#13;
cji Prokofiewej), strój z przodu imituje zbroję (poziome&#13;
paski napierśnika), z tyłu obwieszony jest długimi&#13;
wstążkami, z wyróżniającym się grubym wężem. Asy­&#13;
stująca w całym seansie córka musi jeszcze poprzyszywać ostatnie żelazne przywieszki, które za każdym ra­&#13;
zem przed seansem trzeba z niewiadomych powodów&#13;
zamocować na nowo. Na honorowym miejscu, na­&#13;
przeciw wejścia, rozwiesza półmetrowy pas, obwieszo­&#13;
ny szmatkami i figurkami z materiału i skórek. To sza­&#13;
mańskie świętości - ongony. Przygotował je starszy&#13;
brat szamana Gost, sam do niedawna regularnie prak­&#13;
tykujący; spotkanie z tą znakomitością miejscowego&#13;
szamanizmu odłóżmy na później.&#13;
Dochodzi północ. Córka zapala świeczkę i ustawia&#13;
ja za zasłoną łóżka, co daje znakomity efekt scenogra­&#13;
ficzny. Zapada cisza, wszystkich ogarnia nastrój sku­&#13;
pienia. Oprócz nas jest para młodych małżonków, któ­&#13;
ra po cichu, w języku tuwijskim wyjaśnia powód swo­&#13;
jego przybycia - zgadujemy, że chodzi o ich bezdzietność. Teraz ja powinienem przedstawić nasze życzenie&#13;
- proszę, by udał się nam pobyt tu, byśmy pracowali&#13;
z powodzeniem i pomyślnie wrócili do domu. Czuję się&#13;
jak kolejny numer w długim szeregu europejskich ba­&#13;
daczy Syberii, podróżników, zesłańców, którzy tak sa­&#13;
mo wyrażoną motywacją musieli maskować czczą cie­&#13;
kawość, która przywiodła ich tam, gdzie odbędzie się&#13;
szamańskie misterium.&#13;
&#13;
renów. Oprócz mąki, ryżu, konserw i herbaty w ce­&#13;
głach są jeszcze podarunki: latarki, świece, liny do&#13;
wiązania renów, a przydałoby się też więcej lekarstw,&#13;
buty dla dzieci, brezent na pokrycie szałasów...&#13;
Jest październik, trzytysięczniki Sajanów na hory­&#13;
zoncie pokrył już śnieg, a temperatury — zwłaszcza no­&#13;
cą - są mocno ujemne. Konie płoszą się stąpając po&#13;
zlodzonych strumieniach, ale za to nie grzęzną&#13;
w „czarnej wodzie", która latem utrudnia poruszanie&#13;
się po tajdze. Z pokonywanych żmudnie przełęczy roz­&#13;
ciągają się widoki na zastygły, zamrożony pejzaż. A n i&#13;
śladu człowieka - kilometry pożółkłej modrzewiowej&#13;
tajgi, pokrywającej kopulaste szczyty i rozległe pustacie suchych, trawiastych dolin. Nawet meteoryt tun­&#13;
guski nie zrobiłby tu wrażenia.&#13;
Tajga ma jeszcze jeden kolor - czarny. To nie tylko&#13;
efekt naturalnego czernienia kory modrzewia, nazywa­&#13;
nego tu trafnie „czarnym drzewem". W wielu miej­&#13;
scach widać martwe pogorzeliska - ślady po lokalnych&#13;
pożarach od pioruna. Nasi przewodnicy wzorowo za­&#13;
bezpieczają pozostałości po ognisku, starannie okłada­&#13;
jąc je taflami lodu z zamarzniętego strumienia. Nic&#13;
dziwnego - do walki z pożarem jest tu tylko jeden śro­&#13;
dek: zamawia się interwencję człowieka, który posiada&#13;
magiczny kamień dzada, a jego wystawienie na powie­&#13;
trze sprowadza natychmiast deszcz. Szczególny to&#13;
przedmiot - pochodzi z żołądka jelenia, jest więc spetryfikowaną kulką zlizywanej sierści, zupełnie jak cza­&#13;
rodziejski kamień bezoar w średniowiecznej tradycji&#13;
europejskiej.&#13;
Skądinąd, za magiczną akcję przeciwpożarową pła­&#13;
cą łokalne władze.&#13;
Z rzadka napotykamy znaki ludzkiej obecności:&#13;
owon — sterta gałęzi z owiniętymi pasemkami włosów,&#13;
wyrwanych z grzywy konia albo rena i śladami drob­&#13;
nych ofiar dla duchów tych miejsc; chadag - niebieska&#13;
szarfa zawieszona na gałęzi na znak, że gdzieś w pobli­&#13;
żu zostały złożone na ziemi ludzkie zwłoki; końska&#13;
czaszka przybita do drzewa, by nadal rodziły się dobre&#13;
wierzchowce.&#13;
Tu i ówdzie widać, że niektóre szamanistyczne&#13;
praktyki i wierzenia trwają nadal. Mijamy drzewa sza­&#13;
mańskie, obwieszone wstążkami, przed które przycho­&#13;
dzą z ofiarą ci, którzy mieli szamana w rodzinie. Widzi­&#13;
my renifery z kolorowymi wstążkami u szyi: to zwierzę­&#13;
ta poświęcone, wyłączone z najcięższej eksploatacji,&#13;
których nie wołno dosiadać kobietom. Wstążki - takie&#13;
same jak te, które wiszą na honorowym miejscu w sza­&#13;
łasie, jako domowe świętości - są siedliskiem duchów&#13;
opiekuńczych rodziny, a reny są ich nosicielami.&#13;
Napotykamy na swej drodze samotnego jeźdźca&#13;
z niewielkim ładunkiem. Wygląda dziwnie, jakby prze­&#13;
nosił się tylko z częścią swego majątku. Wyjaśni się to,&#13;
kiedy dotrzemy do obozu, z którego wyjechał. Wszyscy&#13;
szykują się do jutrzejszych wspólnych przenosin na no­&#13;
we miejsce, w pobliże zimowych pastwisk. Dzień przekoczowania musi być astrologicznie pomyślny dla&#13;
&#13;
3.&#13;
W drogę po krainie Caatanów wyruszyliśmy&#13;
w osiem koni: nasza czwórka (po dwóch badaczy pol­&#13;
skich i mongolskich), dwóch przewodników i dwa ko­&#13;
nie juczne, obładowane jedzeniem dla nas i dla na­&#13;
szych gospodarzy, tak by nie zmuszać ich do zabijania&#13;
63&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
wszystkich - niełatwo go ustalić dla kilkunastu rodzin&#13;
tego obozu. Prawie to się udaje, ale dla jednej rodziny&#13;
jest to wciąż dzień niedobry. Pozostaje tylko rozwiąza­&#13;
nie magiczne: trzeba innego dnia upozorować wyjazd,&#13;
wysyłając przedstawiciela, a wtedy resztę rodziny moż­&#13;
na będzie niby nigdy nic przyłączyć do pozostałych.&#13;
Będziemy tu nocować. Jak zawsze gdy mieszkamy&#13;
w czyimś szałasie, nie wolno nam wrzucić do ognia ani&#13;
kawałka papieru - byłaby to obraza domowego ogni­&#13;
ska, powodująca u wszystkich wysypkę na twarzy. Mo­&#13;
żemy tylko bezradnie patrzeć, jak gospodynie wyrzuca­&#13;
ją na zewnątrz nasze czyste opakowania, które bez śla­&#13;
du spłonęłyby w ogniu. Tym przykrzejszy to widok, że&#13;
w tych surowych warunkach będą zaśmiecać tajgę&#13;
przez długie lata. Nieprzezwyciężalny konflikt postaw,&#13;
racji i wartości Wschodu i Zachodu - równie może&#13;
uzasadnionych, ale wzajemnie się wykluczających.&#13;
A gdy wreszcie kładziemy się spać, gospodarz zdej­&#13;
muje ze ściany ongony - wstążki, małe futerka, żelazne&#13;
przywieszki i figurki. Tłumaczy, że to dlatego, by duchy&#13;
nie męczyły nas nocą, powodując złe sny.&#13;
&#13;
4.&#13;
Gandzorig nakłada kostium, okurzając każdą jego&#13;
część tlącą się gałązką wonnej tui (arc) i samemu wdy­&#13;
chając dym. Próbuje bębna, najpierw cicho, spokoj­&#13;
nie, twarzą do ognia pośrodku, a potem - odwróciwszy&#13;
się tyłem do nas - zwraca się ku ongonom. Stojąc prze­&#13;
ważnie w tej pozycji będzie tańczył przez kilka godzin&#13;
seansu.&#13;
Po kilku - sześciu, ośmiu - wstępnych minutach za­&#13;
czynają się regularne uderzenia w bęben. Dwa rytmy&#13;
będą rozbrzmiewać praktycznie bez przerwy, na prze­&#13;
mian, w długich sekwencjach: szybkie serie jednostaj­&#13;
nych uderzeń, po 160-180 na minutę - typowy transowy&#13;
rytm szamański - oraz rytm parzysty: podwójne ude­&#13;
rzenia, naśladujące tętent konia. I tak niezmordowa­&#13;
nie przez ponad dwie godziny - kiedy ręka zmęczy się&#13;
uderzeniami w jednym rytmie, Gandzorig przechodzi&#13;
na drugie tempo. Nuci coś cicho, głosem zmienionym,&#13;
nienaturalnie płaczliwym. Słowa są nieczytelne, a on&#13;
sam nazajutrz nie będzie nam mógł ani chciał nic wy­&#13;
jaśnić. Czasem pokrzykuje, kuli się, zagarniającymi ru­&#13;
chami łapie coś do otwartego z jednej strony bębna.&#13;
Świszczy i chrapie, jakby leciał w powietrzu jako ptak&#13;
i rumak zarazem. Ten pozaziemski lot oddaje też bie­&#13;
giem w miejscu, dynamicznymi poruszeniami ciała,&#13;
skokami obunóż. Po kwadransie od wejścia w trans&#13;
przysiada na mniej niż minutę, a córka podaje mu faj­&#13;
kę. Podczas następnych króciutkich przerw, w takich&#13;
samych odstępach, łyknie herbaty albo zaciągnie się&#13;
papierosem.&#13;
&#13;
się i kręcąc szybko tułowiem w obie strony nie zacze­&#13;
pił długimi wstęgami o rurę komina. O n sam nie kon­&#13;
troluje swych ruchów, bo wstępuje w niego najwyższy&#13;
ongon, o którym wiadomo tylko to, że jest kobietą.&#13;
Jeden z widzów przywiązuje szamanowi do pleców&#13;
białą wstęgę - cha&amp;ag, dar mający zjednać życzliwość&#13;
ongona. Może teraz odbędzie się rozmowa z duchem,&#13;
z której wyniknie wróżba dla zgromadzonych? Nie,&#13;
Gandzorig rzadko odwołuje się do tego sposobu. Prze­&#13;
ważnie wróży z położenia rzuconej kołatki do bębna.&#13;
Rzuca ją każdemu ze zgromadzonych dwukrotnie: za&#13;
pierwszym razem trzeba ją złapać w dłonie i oddać,&#13;
mówiąc „wróżba!" (torog!) i kierując uchwyt w jego&#13;
stronę; za drugim - nie dotykając, złapać w podołek&#13;
ubioru, a on spojrzawszy na ułożenie pałki w dłuższych&#13;
słowach zapewnia o pomyślnym wyniku.&#13;
Ongon opuszcza ciało szamana, a jednocześnie koń­&#13;
czy się lot jego duszy. Obecni komentują, że teraz sza­&#13;
man „schodzi na ziemię". Powoli uspokaja się, sam&#13;
zdejmuje strój, choć mocno się przy tym zatacza. Jeden&#13;
z mężczyzn zrobi mu krótki masaż, a syn wyprowadza&#13;
go - rozebranego i rozgrzanego - na dwór, skąd wróci&#13;
po paru minutach zupełnie odświeżony. Mówi, że nie&#13;
chciał nas — cudzoziemców - męczyć zbyt długim sean­&#13;
sem, który może trwać pięć godzin. Kiedy odchodzimy&#13;
do swojego namiotu, jest prawie trzecia nad ranem.&#13;
&#13;
5.&#13;
Dzień w szałasie zaczyna się zawsze tak samo - od&#13;
przygotowania herbaty. Także i dziś budzi nas znajomy&#13;
stukot: gospodyni zdziera stalowym dłutem sprasowa­&#13;
ne na cegłę liście, trzymane w skórzanym worku, po­&#13;
tem rozbija je na proszek w drewnianej stępce. Roz­&#13;
grzewamy się nią, przemarznięci mimo ciepłych śpiwo­&#13;
rów i słuchamy, co mówią gospodarze: a to że dzieciom&#13;
było w nocy tak gorąco, że wyszły spać na zewnątrz, na&#13;
ziemi, a to że oni sami nigdy nie potrafiliby zasnąć&#13;
w łóżku, w izbie, w mieście. No i że trzeba zabierać się&#13;
do uboju.&#13;
Zabijanie renifera zaczyna się od uwiązania psów.&#13;
Mała, ledwie pięcioletnia Budzeń o wiecznie zdziwio­&#13;
nej twarzy i jej starszy brat przywiązują do drzew parę&#13;
kudłaczy, jeszcze pokrytych porannym szronem, żeby&#13;
nie przeszkadzały. Gospodarz odprowadził już wybraną&#13;
sztukę kilka metrów od stada. Ma ze sobą siekierę&#13;
i długi bagnet własnej roboty - nieforemny kawałek że­&#13;
laza w drewnianej pochwie. Posyła jeszcze córeczkę po&#13;
swój przyboczny nóż, ten z przywieszką z kła dzika, któ­&#13;
ry zawsze nosi u pasa, a teraz niby to przez zapomnie­&#13;
nie zostawił w szałasie. Kiedy mała z nim wróci, będzie&#13;
już po wszystkim. Uderzony obuchem topora w głowę&#13;
ren zwali się na ziemię, by dostać bagnetem w szyję głę­&#13;
bokie pchnięcie, skierowane w stronę serca. Leżąc na&#13;
boku kopie nogami, naciskany stopniowo od zadu&#13;
przez chłopaka, a ciemna, gęsta krew spływa do misy.&#13;
&#13;
Mija sporo ponad pół godziny niezmordowanego&#13;
tańca, szaman wyraźnie traci panowanie nad ruchami;&#13;
zaraz upadnie na plecy, ale siedzący nieopodal męż­&#13;
czyźni złapią go, ratując przed potłuczeniem o żelazo&#13;
piecyka. Teraz, trzeba szczególnie uważać, by miotając&#13;
&#13;
Mała patrzy, jak obaj mężczyźni rozrzynają skórę:&#13;
zaczynając od pęcin zdzierają ją, przecinają powłoki&#13;
64&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
brzuszne, wyrzucają napełniony żołądek, odcinają wą­&#13;
trobę i dają wszystkim zgromadzonym po kawałku cie­&#13;
płego, słodkawego i nieco twardego mięsa. Psy spokoj­&#13;
nie czekają na swoją porcję gorszych wnętrzności. Nie&#13;
minie pół godziny, a na belkach składziku leży podzie­&#13;
lone na części mięso całego renifera, a żebra i serce go­&#13;
tują się do szybkiego zjedzenia.&#13;
Decyzja o jego zabiciu nie przyszła łatwo. Stado nie&#13;
ma nawet 30 sztuk, ale żona gospodarza jest bardzo&#13;
słaba, miała niedawno poronienie, mięso powinno ją&#13;
wzmocnić. Na pytanie, kiedy ostatnio zabijał rena, go­&#13;
spodarz wybucha gniewem. O n rozumie, że zmniejsza­&#13;
nie mizernego stada prowadzi donikąd, ale przecież&#13;
muszą mieć co jeść.&#13;
&#13;
tugrików (prawie pięć dolarów), a do tego będzie tro­&#13;
chę mięsa. Kiedy spadnie taki śnieg, że nawet renifery&#13;
będą się zapadać po brzuch, założy prymitywne narty&#13;
własnej roboty - długie, szerokie i ciężkie modrzewio­&#13;
we deski z rzemieniami, do których spodów przylepił&#13;
świeżo zdartą skórę renifera.&#13;
To urodzeni ludzie tajgi, i właśnie takim mianem&#13;
- tajgynchyn - Caatanowie sami siebie nazywają naj­&#13;
chętniej.&#13;
Przed wyjazdem mieszkańcy obozu idą pożegnać się&#13;
ze świętą górą, której podziękują za pomyślnie spędzo­&#13;
ną tu jesień. Nam nie wolno uczestniczyć w tym krót­&#13;
kim obrzędzie, ale po powrocie pokażą nam dziwne ka­&#13;
myki, które stamtąd przynieśli. Gładkie, regularne,&#13;
okrągłe, z jasnobrązowymi słojami, leżą tam podobno&#13;
rozrzucone jakby w kamiennych misach. Góra lubi,&#13;
gdy się je ze sobą zabiera, ale trzeba zostawić jej coś&#13;
w zamian, choćby kawałek białego materiału. Ale&#13;
złym ludziom daje swe kamyki niechętnie — tylko te&#13;
najmniejsze.&#13;
&#13;
To jest pierwszy wielki problem tych ludzi, dylemat&#13;
- bić reny czy też nie bić. One stanowią podstawę ich&#13;
utrzymania i nieprzypadkowo zapisane jest to już&#13;
w mongolskiej nazwie grupy. Kilkusetosobowa spo­&#13;
łeczność caatańska ze swą specyficzną kulturą prze­&#13;
trwa pod warunkiem, że nie wybije do końca stada re­&#13;
niferów. Ich pogłowie od lat się zmniejsza, licząc obec­&#13;
nie ok. 700 sztuk, a brak świeżej krwi skazuje na chów&#13;
wsobny i wszystkie jego negatywne konsekwencje.&#13;
A na dodatek stada są osłabione rabunkowym ob­&#13;
cinaniem poroża. Odrastające corocznie rogi renifera&#13;
są wiosną jeszcze miękkie, bo obficie ukrwione, i w ta­&#13;
kim stanie - podobnie jak słynne panty syberyjskiego&#13;
jelenia plamistego - od wieków wykorzystywane&#13;
w chińskiej, a od niedawna także w europejskiej me­&#13;
dycynie. Z początkiem lata pojawiają się zatem w oko­&#13;
licy chińscy kupcy, którzy nie pogardzą też niedźwie­&#13;
dzimi skórami i niektórymi produktami tajgi, np. grzy­&#13;
bami, a w zamian dają pieniądze, szybko przekładające&#13;
się na wódkę. W tych warunkach pojawia się pokusa&#13;
ponownego ścinania rogów odrastających jesienią, co&#13;
wyjątkowo osłabia zwierzęta, prowadzi do zakażeń&#13;
i degeneracji poroża. W efekcie coraz więcej jest w sta­&#13;
dach takich zmarniałych sztuk - nasz Święty Mikołaj&#13;
wstydziłby się użyć ich w swoim zaprzęgu.&#13;
&#13;
My pojedziemy swoją drogą. Stromymi podejściami&#13;
osiągamy przełęcze tylko po to, by mozolnie sprowa­&#13;
dzać płoszące się konie na dół. Przemierzamy kotliny&#13;
zasłane skalnym rumoszem, miejsca tak dzikie i odlud­&#13;
ne, że jeśli gdzieś w Mongolii miałby żyć almas - tutej­&#13;
sza wersja yeti - to właśnie tutaj. Ale nasi gospodarze&#13;
- choć opowiadają legendy o ałmasie - to nie wierzą&#13;
w jego obecność. Bardziej boją się niedźwiedzia, który&#13;
potrafi być śmiertelnie niebezpieczny — zwłaszcza jeśli&#13;
lato nie obfitowało w jagody i mrówki, a on jest teraz&#13;
głodny i nie może zasnąć na zimę.&#13;
Słuchamy opowieści człowieka, któremu całą rodzinę&#13;
uśmiercił taki właśnie wygłodniały osobnik. Wróciwszy&#13;
z żoną do szałasu, gdzie zostawili małe dziecko pod opie­&#13;
ką babki, zastali pogryzione zwłoki obojga, rzucone wraz&#13;
ze sprzętami domowymi na środek szałasu, do ognia, tak&#13;
jakby niedźwiedź chciał wszystko spalić, zacierając ślady&#13;
swego napadu. Widząc to żona dostała ataku serca;&#13;
przeżyła go, ale nie wyszła z depresji, która po dwóch la­&#13;
tach cierpień doprowadziła ją do samobójstwa. Mężczy­&#13;
zna, który odtąd żyje samotnie, prosi nas na koniec spo­&#13;
tkania o wpisanie się do zeszytu, w którym gromadzi na­&#13;
zwiska wszystkich, którzy go odwiedzili.&#13;
Dopiero po dłuższym pobycie zdradzono nam, że&#13;
w powszechnym przekonaniu nieszczęście to musiał&#13;
spowodować jakiś czarny szaman z Tuwy, który z nie­&#13;
znanych powodów nasłał niedźwiedzia. Bo przecież&#13;
nie ma wytłumaczenia dla faktu, że zwierzę przeszło&#13;
obojętnie obok innych, bliższych szałasów i że dokona­&#13;
ło tak przemyślnej napaści.&#13;
&#13;
Wszyscy to niby rozumieją, ale tak jakoś się składa­&#13;
ło, że w każdej odwiedzanej grupie szałasów natrafiali­&#13;
śmy na świeże mięso, a na głowach reniferów widać&#13;
było krwawiące rany na miejscu rogów.&#13;
6.&#13;
Czy łaskawy Czytelnik pamięta tytułową postać sy­&#13;
beryjskiego myśliwego z filmu Akiry Kurosawy, czło­&#13;
wieka natury imieniem Dersu Uzała? Grał go Maksym&#13;
Bułduk, aktor właśnie z Tuwy - krainy pasterzy leżącej&#13;
trzy tysiące kilometrów na zachód od miejsca akcji.&#13;
Teraz już mnie nie dziwi, że z fenomenalną naturalno­&#13;
ścią wcielił się w postać człowieka tajgi.&#13;
Caatanowie są mistrzami polowania. Młodzian ze&#13;
strzelbą, który pogwizdując jedzie obok nas na renife­&#13;
rze, potrafi błyskawicznie zestrzelić siedzącą na gałęzi&#13;
popielicę i w trakcie jazdy ściągnąć z niej lśniące, czar­&#13;
ne futerko. Śmieje się, bo jest ono warte pięć tysięcy&#13;
&#13;
7.&#13;
Szczerze podziwiam dawnych badaczy, którym uda­&#13;
ło się zebrać tyle materiałów na temat ezoterycznego&#13;
szamanizmu. Umieli pokonać bariery obcości i dystans&#13;
nieufności, potrafili zrozumieć enigmatyczne symbole,&#13;
zrekonstruować panteon, nakreślić model świata.&#13;
65&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W P O D R Ó Ż Y&#13;
&#13;
Wśród Caatanów nie uda m i się tego zrobić. Tutejszy&#13;
szamanizm pozostanie dla mnie nieprzenikniony. Nie&#13;
umiem nawet odpowiedzieć na pytanie, na ile szama­&#13;
ni odmawiając odpowiedzi ukrywają to, co musi być&#13;
tabuizowane, na ile zaś dbają o aurę tajemniczości, tak&#13;
potrzebną z komercyjnego punktu widzenia, a do tego&#13;
maskują swoją niepełną znajomość tradycji.&#13;
Gandzorig nie pozwala się fotografować w czasie se­&#13;
ansu (i ogranicza do czterech liczbę zdjęć, które może­&#13;
my mu zrobić nazajutrz), nie chce rozmawiać o żad­&#13;
nych szczegółach kunsztu - o inicjacji, przebiegu na­&#13;
uki czy śpiewanych tekstach. Mówi, że te pieśni same&#13;
do niego przychodzą, że poza seansem wcale ich nie&#13;
zna. Trochę boi się gniewu duchów, a jeszcze bardziej&#13;
starszego brata, Gosta.&#13;
&#13;
wał ją jednego rena), zaczęła lekko uderzać weń pałką&#13;
i cicho nucić. Podrygiwała, obracała się raz i drugi, ryt­&#13;
micznie kręciła głową, tak że trzęsły się zasłaniające&#13;
twarz frędzle.&#13;
Ale wiek ma swoje prawa; Sujaan już nie wykonała&#13;
obrzędu w pełnej postaci. Skończyła szybko, kropiąc&#13;
herbatą przed szałasem i przez jego górny otwór - dla&#13;
okolicznych duchów.&#13;
Jej córka, dobroduszna niewidoma Cend, urządza&#13;
prawdziwy seans szamański tylko raz na kwartał, ale&#13;
chętnie powróży, czy uda się nam podróż powrotna.&#13;
Wróżbę odczytuje z 41 kamieni, które rozkłada kolej­&#13;
no na kupki - tak jak to robią wróżbici w całej Azji&#13;
Centralnej. Bierze je w dłonie i w modlitewnym geście&#13;
przykłada na długą chwilę do twarzy, potem po wielo­&#13;
kroć rozkłada je w kupki (w trzech rzędach, po trzy&#13;
kupki w każdym), zgarnia ponownie i znów układa.&#13;
Padają słowa przepowiedni: „wasze nogi są lekkie, po&#13;
drodze nie ma nic złego, osobisty los każdego z was jest&#13;
pomyślny", tyle że - jak na końcu wyczytuje - wraca­&#13;
jąc, powinniśmy unikać samotnej jurty, inaczej bo­&#13;
wiem czeka nas „mała przeszkoda". Jej syn, patrzący na&#13;
przebieg wróżby i układ kamieni, potwierdza tę prze­&#13;
strogę.&#13;
&#13;
Gost niedawno przestał być szamanem - podejrze­&#13;
wam, że stracił wiarę, widząc jak ten kunszt pospoli­&#13;
cieje. Jest surowy, małomówny. Jeszcze przed paroma&#13;
laty miał opinię „czarnego szamana" - takiego, który&#13;
potrafi zaszkodzić nieprzyjaciołom, u którego można&#13;
zamówić nawet śmiercionośny urok. „Ongon już do&#13;
niego nie przychodzi" - zdradza jego siostra. O n sam&#13;
nie chce o tym mówić; potępia szerzącą się wśród&#13;
Mongołów komercjalizację szamanizmu w wersji po­&#13;
pularnej. Po latach nielegalnego szamanienia, które&#13;
przypłacił więzieniem, ma za duży respekt wobec du­&#13;
chów, by brać do ręki bęben, skoro nie wierzy już&#13;
w skuteczność tego działania.&#13;
&#13;
A my, niebaczni wróżby, wstąpiliśmy w drodze po­&#13;
wrotnej na obiad do jakiejś samotnej jurty. I rzeczywi­&#13;
ście, w parę godzin później, tuż przed wjazdem do mia­&#13;
sta, nasz gazik zatrzymuje milicja. Wychodzi na jaw, że&#13;
kierowca jeździ bez prawa jazdy. Okazuje się też, że&#13;
gdybyśmy byli tu trochę wcześniej, oszczędzilibyśmy&#13;
sobie sporo kłopotów.&#13;
&#13;
Nestorką caatańskich szamanów jest 98-letnia Sujaan. Wprawdzie nadal jeszcze nawleka igłę bez okula­&#13;
rów, ale nie jest już w stanie - jak przed paroma laty odbywać kilkugodzinnych seansów szamańskich, wy­&#13;
magających ustawicznego tańczenia, ekstatycznych&#13;
podskoków, bicia w bęben, śpiewu i recytacji tekstów.&#13;
„Moja głowa już nic nie pamięta, zapomniałam wszyst­&#13;
kie modlitwy".&#13;
&#13;
Wróżby mogą być mniej lub bardziej przyziemne,&#13;
ale szamański seans nie ma - wbrew pozorom - cha­&#13;
rakteru wyłącznie usługowego. Ku mojemu zaskocze­&#13;
niu rysuje się taka oto prawidłowość, rządzącą prakty­&#13;
ką starych caatańskich szamanów. Żaden z nich nie&#13;
szamanił na zamówienie, lecz jedynie w ściśle określo­&#13;
nych dniach, kilka razy w roku. Nawet chorzy, przy­&#13;
chodzący po wyleczenie, musieli podobno czekać na&#13;
ów dzień - seans w ich intencji może się zresztą odbyć&#13;
pod ich nieobecność. Córka Gandzoriga w tajemnicy&#13;
przed ojcem objaśnia, że kiedy przychodzą do niego&#13;
duchy, to pytają, dlaczego je wzywał i mogą go ukarać&#13;
za przywoływanie ich z błahego powodu.&#13;
&#13;
Ale przed dwoma laty widok wiekowej Sujaan&#13;
w starym prawie jak ona sama kostiumie, przygotowu­&#13;
jącej się do szamańskiego seansu - to było dla mnie&#13;
spotkanie z innym światem. Czapka-pióropusz, długi&#13;
chałat z brzękadłami, nogawice z naszytymi wyobraże­&#13;
niami ptasich szponów, wielki bęben z zatartym wy­&#13;
obrażeniem n i to sylwetki ludzkiej, n i to drzewa - mu­&#13;
siały gdzieś w ukryciu przetrwać minione lata. Starowinka z pomocą synowej z czcią okadziła wszystkie&#13;
części kostiumu i bęben, a na ongony pryskała gałęzią&#13;
jałowca, zanurzoną w ofiarnej herbacie z mlekiem.&#13;
Z drewnianego pudelka wyjęła drumlę - żelazny i n strumencik, który po przyłożeniu do ust, szarpany za&#13;
języczek, wydaje cichy, wibrujący dźwięk. Głos instru­&#13;
mentu umożliwia duchom podróżowanie na dużą od­&#13;
ległość, kiedy więc przybył duch główny, „pan ongonów", można było odczytać wróżbę. Rzucona na zie­&#13;
mię drumla padła języczkiem do góry, i to nawet dwu­&#13;
krotnie. To był dobry znak.&#13;
&#13;
Wiadomości te przeczą mojemu dotychczasowemu&#13;
wyobrażeniu o szamanizmie jako praktyce interwen­&#13;
cyjnej, nastawionej na doraźną pomoc zgłaszającemu&#13;
się z potrzebą duchową, psychiczną czy niedyspozycją&#13;
fizyczną. Nie potrafię ich ostatecznie zweryfikować godzę się z myślą, że przy intensywnych badaniach&#13;
w małej społeczności, gdzie liczba rozmówców jest nie­&#13;
wielka i każdy przedstawia swój własny, powikłany los,&#13;
trudno o pewne, sprawdzone uogólnienia. Nie będzie&#13;
efektownych tez, diagnoz na temat trendów, łatwych&#13;
generalizacji. Cend, Gost, Sandżin, Bajaraa, Ganbat&#13;
i inni to konkretne osoby, prezentujące swoje indywi­&#13;
dualne doświadczenia, wiedzę i opinie, a także niewie-&#13;
&#13;
Szamanka wstała, wzięła do ręki duży bęben, zro­&#13;
biony dla niej, gdy jeszcze była młodą kobietą (koszto­&#13;
66&#13;
&#13;
l&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY&#13;
&#13;
dzę, zapomnienie i zwątpienie, które dokładają się tyl­&#13;
ko do moich pytań i wątpliwości.&#13;
8.&#13;
Ludzi tajgi nie jest wielu. Renifery hoduje w górach&#13;
niespełna 40 rodzin, kilkanaście przechodzi stopniowo&#13;
na pasterstwo w stylu mongolskim: schodzą do Kotli­&#13;
ny, gdzie zamiast chorowitych renów hodują odpor­&#13;
niejsze bydło i owce, przenoszą się z szałasów do cie­&#13;
płych, wojłokowych jurt. Młodzi biorą za żony mon­&#13;
golskie dziewczyny. Dopływ nowej krwi cieszy rodzi­&#13;
ców, ale prawda jest taka, że synowe tylko czekają, kie­&#13;
dy będą mogły wrócić z mężami do swoich.&#13;
Oglądamy zdjęcia z niedawnego wesela takiej mie­&#13;
szanej pary, jednocześnie prowadząc etnograficzny wy­&#13;
wiad. Odbywa się ono w szałasie, świeżo postawionym&#13;
dla pary młodej, ale ceremonie są żywcem wzięte&#13;
z mongolskiej jurty i generalnie zapożyczone z tamtej&#13;
kultury. Dziewczyna wjeżdża konno na biały wojłok,&#13;
rozścielony przed wejściem, gdzie matka męża wita ją&#13;
kropiąc mleko. Podstawowym daniem uczty jest mięso&#13;
baranie, którego konkretne porcje podawane są&#13;
w zgodzie z ceremonialnym kodem, określającym kto&#13;
co dostaje. Symboliczny sprawdzian dziewczyny pole­&#13;
ga na tym, że musi samodzielnie przygotować „herba­&#13;
tę panny młodej": rozpalić ogień, utłuc herbatę&#13;
w stępce, przyrządzić ją z mlekiem, masłem i solą,&#13;
a potem rozdać wszystkim gościom. W kulminującym&#13;
momencie dostaje do rąk sznur, który gwarantuje po­&#13;
myślność domostwa, stanowiąc „wodze jurty", a tu jest&#13;
sztucznie doczepiony do szałasu. I tak, krok po kroku,&#13;
dokonuje się proces, w którego efekcie Caatanowie&#13;
nie tylko mówią po mongolsku, ale też przechodzą na&#13;
mongolski język symboliczny.&#13;
I to jest drugi wielki problem Caatanów - zachowa­&#13;
nie odrębności językowej i własnej etnicznej tożsamo­&#13;
ści. Nie mając kontaktu z Tuwą, przechodzą powoli, na­&#13;
wet w gronie rodziny, na mongolski - język szkoły i ofi­&#13;
cjalnej komunikacji. Nie ma wśród nich elity, autoryte­&#13;
tów, liderów, którzy dbaliby o utrzymanie resztek trady­&#13;
cji i samoidentyfikacji. Słabnie świadomość etnicznej&#13;
odrębności. Wiedzą, że są Tuwijczykami, ale przecież&#13;
prawdziwi Tuwa są tam, za granicą; kiedy samych siebie&#13;
nazywają „ludźmi tajgi", to w ten sposób, bez używania&#13;
&#13;
nazw etnicznych, przeciwstawiają się wszystkim żyjącym&#13;
w Kotlinie „ludziom rzeki", golynchyn.&#13;
Pozrywały się związki z krewniakami w Tuwie. O d&#13;
dziesięciu lat nie ma kontaktów lokalnych, granica&#13;
jest szczelnie zamknięta. Zaprzestano akcji wymienia­&#13;
nia reniferów, ustał dopływ nowej krwi, a dotyczy to&#13;
tak samo zwierząt, jak ludzi. Górskie, przygraniczne&#13;
odludzia to nie są okolice bezpieczne. Zdarzają się wy­&#13;
prawy rabunkowe spoza kordonu - zdesperowani pokołchozowi pasterze, pozostawieni sami sobie, muszą&#13;
jakoś zdobywać konie i bydło. A parę lat temu mówi­&#13;
ło się po cichu (wtajemniczeni powoływali się nawet&#13;
na raporty amerykańskiego Departamentu Stanu), że&#13;
przez Tuwę idzie przemyt rosyjskiej broni do muzuł­&#13;
mańskich Ujgurów w chińskim Sinkiangu.&#13;
Mimo że reny wymagają pastwisk górskich, bo&#13;
w dolinach chorują, a do tego częściej padają łupem&#13;
wilków, tutejsze strategie przetrwania siłą rzeczy spro­&#13;
wadzają ludzi tajgi na dół. Coraz silniej będzie działać&#13;
obecność zachodnich turystów, docierających tu cza­&#13;
sem za sprawą biur podróży z Ułan-Bator, a nie wszy­&#13;
scy z nich mają czas na długą drogę w góry. Niekiedy&#13;
przybywa jakaś zagraniczna akcja charytatywna z żyw­&#13;
nością. Świat zaczyna rozumieć, że konieczna jest&#13;
choćby skromna pomoc, by ta mała grupka ludzi swą&#13;
odmiennością nadal wzbogacała paletę jego barw. Nie&#13;
trzeba przecież wiele - trochę mąki, by nie zabijali re­&#13;
nów, brezent na szałasy, by nie uciekali do jurt i drew­&#13;
nianych domków w osadach, weterynaryjne wsparcie&#13;
w odbudowie stada.&#13;
Może, paradoksalnie, to właśnie przybysze z ze­&#13;
wnątrz - badacze, podróżnicy, turyści - są ostatnią&#13;
szansą łudzi tajgi na zachowanie własnej kultury? Któż&#13;
inny przekona Caatanów, że opłaca się zachować nie­&#13;
które elementy dotychczasowego stylu życia — szałasy,&#13;
reny, szamanizm? I kto - działając w drugą stronę - za­&#13;
niesie w świat Zachodu komunikat, że skoro już mamy&#13;
taki kaprys, by zobaczyć ludzi idących ścieżką kultury&#13;
tak trudną i odmienną od naszej, to wszyscy powinni­&#13;
śmy ich w tym wesprzeć.&#13;
Przypisy&#13;
1&#13;
&#13;
J. S. Wasilewski, Podróże do piekieł&#13;
&#13;
riach, Warszawa 1979, s. 5&#13;
&#13;
67&#13;
&#13;
Rzecz o szamańskich miste­&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10465" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10443">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1228bb3a17509db5006ff3bc6c0a1575.pdf</src>
        <authentication>0ad2e52c750246b60e1952b84a74823c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124566">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124567">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124568">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124569">
                <text>podróże - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124570">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124571">
                <text>Etnolog w podróży (4). Kto komu mówi bonjour na Mont Blanc / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124572">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.165-174</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124573">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124574">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124575">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124576">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124577">
                <text>1. Choć ta rycina nie jest ilustracją Rękopisu znalezionego w Saragossie Jana Potockiego, chciałoby się podpisać ją jego pierwszymi słowami:&#13;
H rabia Olavidez jeszcze nie był sprowadził osadników do gór Sierra Morena. Strome to pasmo, które oddziela Andaluzję od Manszy, zamieszki­&#13;
wali wówczas kontrabandziści, rozbójnicy i kilku Cyganów [...] Podróżny, który odważył się zapuścić w tę dziką okolicę, napastowany bywał, jak&#13;
mówiono, przez tysiączne okropności, na których w idok drżała najzimniejsza odwaga [...] a niewidzialne ręce popychały w bezdenne przepaście.&#13;
&#13;
�1.&#13;
&#13;
Etnolog w podróży (4)&#13;
&#13;
Etnograf, który wybierze się na turystyczną wypra­&#13;
wę w góry wysokie, znajdzie się - patrząc z zawodowe­&#13;
go punktu widzenia - nieomal na pustyni. M ało tu&#13;
kultury m aterialnej, trudno o przyzwoite wywiady,&#13;
skromne pole do obserwacji kulturowo utrwalonych&#13;
zachowań. Rośnie pokusa introspekcji - można obser­&#13;
wować własne przeżycia wobec m ajestatu, piękna,&#13;
grozy itd., a potem konfrontować je z zapisanymi&#13;
w kulturze przekazami, w których góry stanowią źró­&#13;
dło uniesień i romantycznych zachwyceń. N o ale ileż&#13;
można przeżywać? W ostatecznym rachunku przeważa&#13;
żmudny mozół wchodzenia i schodzenia - godziny,&#13;
dni, tygodnie na stale takich samych zboczach, osypiskach, piargach. Krótko mówiąc - nuda gór.&#13;
Niestrudzony w przerabianiu inform acji umysł po­&#13;
szukuje w trakcie tych m onotonnych wędrówek tem a­&#13;
tów do analizy, każe wydobywać drobiazgi, chce ukła­&#13;
dać je w całostki. By mu dostarczyć materiału, trzeba&#13;
zniżyć się do obserwacji zachowań potocznych, bła­&#13;
hych i przygodnych, jakie pojawiają się w trakcie ob­&#13;
cowania z górami w dobie turystyki masowej.&#13;
Przed kilkoma laty w jednym z alpejskich schronisk&#13;
zbierałem się do kilkunastodniowego obejścia masywu&#13;
Ecrins, otoczonego popularną turystyczną obwodnicą&#13;
G. R. 54. Posuwając się po niej, można kolejno doko­&#13;
nywać ambitniejszych, dośrodkowych wypadów ku&#13;
centralnie położonym szczytom (mnie pociągał zwłasz­&#13;
cza blisko czterotysięczny La M eije, w ścianach które­&#13;
go działał Wawrzyniec Żuławski, autor m.in. Wędrówek&#13;
alpejskich i Tragedii tatrzańskich —niezapomnianych, bo&#13;
umiejętnie dydaktycznych lektur dzieciństwa). Kiedy&#13;
&#13;
JERZY&#13;
&#13;
S. W A S I L E W S K I&#13;
&#13;
Kto komu mówi&#13;
bonjour na Mont Blanc?&#13;
Próba antropologii&#13;
zachowań zdawkowych&#13;
turystów (paniom brakuje jedynie toczków na gło­&#13;
wach, które są de rigueur w przypadku Japonek); mają&#13;
ze sobą nawet czekany, najzupełniej zbyteczne, niemające choćby podpórkowej funkcji ciupagi, zresztą zgoła&#13;
tandetne, bo kupione w sklepie z pamiątkami na dole.&#13;
Nie inaczej na zachodniej półkuli. N a trasach Yel­&#13;
lowstone czy Grand Teton spotyka się nieskazitelnie&#13;
wykreowane turystki w świeżutkich koszulach (bywa&#13;
że białych - wszak przy campingu na dole jest pralnia),&#13;
którym nie wypada nie powiedzieć z uśmiechem hello!&#13;
(skądinąd, wymóg kupienia nowego kompletu ubrania&#13;
przed wyjazdem na wakacje jest w Am eryce formuło­&#13;
wany mocniej niż gdzie indziej). Może trochę inaczej&#13;
jest w dolinie Yosemite, gdzie roi się od ambitnych wy­&#13;
czynowców, wspinających się półnago po wielkiej ścia­&#13;
nie El Capitan. Tacy nie witają się z nami, kiedy ob­&#13;
wieszeni szpejami podchodzą pod ścianę - ale to już&#13;
inny, wyobcowany świat.&#13;
&#13;
pytałem prowadzącego schronisko, w którą stronę le­&#13;
piej wyruszyć w tę kolistą drogę, usłyszałem: „niech&#13;
pan idzie tak jak wszyscy, bo jak pan pójdzie w przeciw­&#13;
ną stronę, to tout le mond będzie panu mówił bonjour&#13;
&#13;
2.&#13;
Dlaczego na górskich ścieżkach nieznani sobie lu­&#13;
&#13;
i wszystkim będzie pan musiał odpowiadać”.&#13;
To rzeczywiście zmora najpopularniejszych szlaków&#13;
Alp: niepisany obowiązek ciągłego mówienia, a przynaj­&#13;
mniej odpowiadania bonjour, buongiorno czy salute, G ru etzi albo Gruess Gott. Nie inaczej oczywiście w Tatrach,&#13;
po obu ich stronach: cześć, dzień dobry (zależnie od wie­&#13;
ku) albo na zdar! I tak chyba wszędzie na świecie, gdzie&#13;
dotarła turystyka. Po rosyjsku w górach Azji Centralnej,&#13;
po nepalsku na himalajskich trasach trekingowych (na­&#13;
potkany m nich czy miejscowy tragarz do swojego namaste doda jeszcze złożenie dłoni przed twarzą), po japońsku w okolicach Nagano, w tzw. Japońskich Alpach,&#13;
gdzie podziwiający koyo (złotoczerwoną jesień) wymie­&#13;
niają trzy standardowe powitania, zależne od pory dnia&#13;
- o-hayo godzaimasu wcześnie rano, konnichi-wa przed&#13;
południem i kom ban-w a po południu.&#13;
Z kolei koreańskie hagni haseio słychać stale w gór­&#13;
skich parkach narodowych Korei, gdzie - podobnie jak&#13;
w Japonii - na wzorowo utrzymanych, łatwiutkich&#13;
ścieżkach, widzi się grupy odświętnie wyekwipowanych&#13;
&#13;
dzie, zamiast m inąć się bez powitania, jak to robią we&#13;
wszystkich innych sytuacjach życiowych, odczuwają&#13;
potrzebę wymówienia, a przynajmniej wymamrotania&#13;
czy odburknięcia zdawkowego powitania? Jaki jest sens&#13;
tego zachowania? Czy w ogóle ma sens pytanie o jego&#13;
sens, a zwłaszcza o jeden sens? I - chciałoby się zapytać&#13;
- kogo o ten sens pytać? Przynajmniej w tej ostatniej&#13;
kwestii mamy niezłą podpowiedź. Pada ona wprawdzie&#13;
w pewnej scenie obrzędowego unikania, a więc jakby&#13;
przeciwieństwa zwyczajowego witania, ale można ją&#13;
odnieść do różnych zachowań symbolicznych.&#13;
Ryszard Wagner, Tristan und Isolde, akt I, scena 5.&#13;
Tristan na pokładzie okrętu wiezie Izoldę do jej przy­&#13;
szłego męża a swego wuja, króla Marka. Izolda raczej&#13;
umrze, niż go poślubi, Tristan także gotów jest razem&#13;
z nią oddać swe życie. A le służka Brangena zamieniła&#13;
już flakoniki i oboje zamiast trucizny wypijają napój&#13;
miłosny. Tristan broni się jeszcze, chce wytrwać w swej&#13;
roli wysłannika-dziewosłęba, Izolda ma mu to za złe.&#13;
Dlaczego mnie unikasz? - pyta. „Bo tam, gdzie żyłem,&#13;
&#13;
165&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DROŻY&#13;
&#13;
zwyczaj uczy (Sitte lehrt): dziewosłęb w przedweselnej&#13;
drodze z daleka trzyma się od oblubienicy”. „A z jakiej&#13;
to obawy?” - chce wiedzieć Izolda. „Pytaj Pani zwycza­&#13;
ju !” (Fragt die Sitte!) - odpowiada młodzieniec, świa­&#13;
dom kulturowego imperatywu, ale przecież nie jego&#13;
uwarunkowań.&#13;
No właśnie, „pytaj zwyczaju” - wskazanie enigma­&#13;
tyczne niczym słowa wyroczni. Zgodzi się z nim etno­&#13;
graf, który dobrze wie, że rozmówca może mu wyjaśnić&#13;
dużo, tyle że wcale niekoniecznie to, co jego jako ze­&#13;
wnętrznego obserwatora najbardziej trapi, a co często&#13;
on sam potrafi ująć jedynie w ogólnikowym, naiwnym&#13;
i nieporadnym pytaniu „dlaczego”. W ie, że musi pytać&#13;
najpierw informatora, ale nie może na tym poprzestać,&#13;
bo przecież ten nie potwierdzi i nie zweryfikuje skoja­&#13;
rzeń, jakie pojawią się w oczytanym umyśle badacza,&#13;
dostrzegającego zastanawiające analogie i otwartego na&#13;
odległe uwarunkowania. Rozmówca nie jest w stanie&#13;
ani zrekonstruować historycznego pochodzenia tych&#13;
treści kulturowych, które wyjawia, ani dostrzec wszyst­&#13;
kich ich głębokich znaczeń i sensów. Potrafi przypo­&#13;
mnieć sobie ludową etymologię, wymyślić wtórną racjo­&#13;
nalizację, zbudować teorię informatora, przedstawić&#13;
swój osobisty związek z daną praktyką, aczkolwiek z re­&#13;
guły poprzestanie na jakiejś odmianie klasycznego „na­&#13;
sze dziaduczki i pradziaduczki tak robili, to i my tak robim”&#13;
albo po prostu „taki nasz mongolski obyczaj”.&#13;
Aby zrozumieć w ięcej, trzeba już pytać zwyczaju.&#13;
Ale jak? Spróbujmy zoperacjonalizować to zalecenie.&#13;
Mówiąc ogólnikowo - należy umieścić rzecz w najod­&#13;
powiedniejszym dla niej kontekście, zobaczyć ją na tle&#13;
całego - zmieniającego się - otoczenia kulturowego,&#13;
nie odbiegając zbyt daleko abstrakcyjnymi i arbitralny­&#13;
mi skojarzeniami, ale też nie poprzestając na rejestra­&#13;
cji sensów jawnie deklarowanych. Zacznijmy od upo­&#13;
rządkowania intuicji.&#13;
&#13;
Można spokojnie założyć, że omawiany zwyczaj bo przecież jest to skonwencjonalizowana, spetryfikowana forma zbiorowego zachowania, a nie indywidu­&#13;
alny odruch psychiczny czy poryw em ocji - sformował&#13;
się w czasach, gdy chodzenie po górach było zajęciem&#13;
nielicznych, a towarzyszyły mu poważniejsze niż obec­&#13;
nie lęki, bo też większe było ryzyko i zagrożenie. Spo­&#13;
tykający się - nieczęsto - na górskich szlakach ludzie&#13;
dawali sobie znać, że mogą na siebie liczyć. A ch, gdy­&#13;
by można było dziś z górskiego powietrza odczytać&#13;
tamte rozmowy! W ram ach naiwnej rekonstrukcji te­&#13;
go, co działo się w A lpach od, powiedzmy, dwóch i pół&#13;
stuleci (w Tatrach od niespełna dwóch) można sobie&#13;
wyobrazić, że w czasach pionierów były to dłuższe roz­&#13;
pytywania o przebieg drogi, warunki w górze, zagroże­&#13;
nia. Poprzedzało je konw encjonalne przywitanie oczywiście inne w ustach „panów”, inne u lokalnych&#13;
przewodników i napotykanych bliżej szałasów górali.&#13;
&#13;
Wszystkie te pochwalony... niech B óg prowadzi... ostań­&#13;
cie z Bogiem... i inne życzenia szczęśliwej cesty... Czy&#13;
wokół nich powstawały jakieś małe tradycje, niesformułowane wymogi savoir vivre’u l K to komu powinien&#13;
pierwszy powiedzieć „dzień dobry”: może idący w górę&#13;
schodzącemu (jakby młodszy starszemu), a może ten&#13;
co ma dogodniejsze warunki, albo - jak zawsze - ten&#13;
grzeczniejszyl&#13;
Jakby nie było, w wysokogórskim otoczeniu, w wa­&#13;
runkach niepewności, rodzi się wzmożone zapotrzebo­&#13;
wanie na ludzką solidarność, a też - prawem wzajem­&#13;
ności - gotowość do jej świadczenia. Rozmowa daje&#13;
wyraz tym nadziejom. Nawet w formie zredukowanej&#13;
do jednowyrazowego pozdrowienia (ale przecież zakła­&#13;
dającego obustronność) jest nie tylko religijnym życze­&#13;
niem, by Bóg szczęścił, ale też niesie taki oto kom uni­&#13;
kat: znaleźliśmy się w nielicznym gronie śmiałków,&#13;
wchodzących w groźne obszary, winniśmy sobie poma­&#13;
gać - tak jak ty możesz liczyć na mnie, tak ja liczę na&#13;
ciebie. Postępujące oswajanie gór przyniesie oczywi­&#13;
ście banalizację wrażeń, konwencjonalizację komuni­&#13;
katu, a więc i stereotypowość powitań.&#13;
Nie lekceważmy - my, przechodnie wydeptanych&#13;
szlaków - elementów grozy, niewiadomego i nieprzewi­&#13;
dywalnego w percepcji pierwszych eksploratorów. Wszak&#13;
„dzikość” była dla ich kartezjańskich umysłów sferą nie­&#13;
obliczalności.1 Kiedy 18 czerwca 1741 roku Anglik Wil­&#13;
liam Windham w towarzystwie ośmiu rodaków i pięciu&#13;
miejscowych, z końmi jucznymi etc. wyrusza z ówczesnego&#13;
„Chamougni” na lodowiec Montenvers (tam gdzie dziś&#13;
wjeżdża się kolejką na M er de Glace; nawiasem mówiąc,&#13;
jak okropnie to banalna jazda dzisiaj, a jakie wydarzenie&#13;
towarzyskie przed kilkudziesięciu laty), to proszę sobie&#13;
wyobrazić, że wszyscy Anglicy zabierają ze sobą pistole­&#13;
ty. Zawierająca rady i przestrogi relacja z tej eskapady w której obyło się bez strzelaniny - to bodaj pierwszy no­&#13;
wożytny podręcznik turystyki alpejskiej.2 Skądinąd an­&#13;
gielscy gentlemani długo jeszcze będą pionierami eksplo­&#13;
racji alpejskich - zrazu turystycznych, później ściśle&#13;
wspinaczkowych, ale także intelektualnych, dostarczają­&#13;
cych języka pojęciowego do opisu nieoglądanych dotąd&#13;
z tak bliska wysokogórskich pejzaży.&#13;
Jednym z najpopularniejszych p ojęć będzie Burk e’owska kategoria estetyczna sublime - wzniosłości,&#13;
przygniatającej potęgi, porażającej m aleńkiego czło­&#13;
wieka niezmierzonym ogromem. Góry stają się wy­&#13;
obrażeniem scenerii metafizycznej czy eschatologicz­&#13;
n ej: każą widzieć w sobie pierwszy stopień do tronu&#13;
Najwyższego M ajestatu, przedsionek krain możli­&#13;
wych do odwiedzenia tylko przez wyzwolone z ciała&#13;
dusze - ja k w malarstwie metafizycznych Am eryka­&#13;
nów, np. Fredericka C hurcha. Ukute przez Joh n a Ruskina określenie „góry — katedry św iata” powraca też&#13;
&#13;
2. Przebieg wejścia na M ont Blanc od Chamonix i Les Houches&#13;
&#13;
166&#13;
&#13;
�lab/'êjt&#13;
&#13;
le'Retit P6nt,&#13;
'Chalelde.Cerro&#13;
&#13;
mw&#13;
&#13;
Pré V Siçy ;&#13;
&#13;
JaTannua&#13;
&#13;
.Vit* ...&#13;
laHenjliére’&#13;
&#13;
îs&#13;
&#13;
Tiembla^&#13;
&#13;
Gens&#13;
&#13;
iß o in tu e .&#13;
&#13;
ie Planet&#13;
&#13;
: ,,y6ranges&#13;
'/ d e s Faux_&#13;
&#13;
W e sifia y e a u *&#13;
6 ellevartfe¿t&#13;
&#13;
le P e t it 'B é c h a r&#13;
&#13;
ie ^ ^ a n d e lîy s =&#13;
&#13;
té c h a rM&#13;
&#13;
;&#13;
&#13;
® |1&#13;
&#13;
tochèKf e n d u e 1&#13;
&#13;
-¿'^^i^^ArâWâ^llys&#13;
&#13;
mt^achat&#13;
&#13;
2Ú¿&#13;
Co/ du M t Lâchât&#13;
&#13;
^&#13;
&#13;
™ \1&#13;
&#13;
f'Æêftw&#13;
&#13;
M Bd&#13;
Vue Z) urier&#13;
&#13;
-&gt;v ifls ôratidei&#13;
&#13;
j&amp;s inf --&#13;
&#13;
C o l de&#13;
&#13;
îft»„ TaB'envç&#13;
&#13;
bises&#13;
&#13;
••V .-&gt;1&#13;
■If&#13;
&#13;
Pian&#13;
G la c ie r&#13;
&#13;
Rocher-&#13;
&#13;
l^ît/sne&#13;
&#13;
'&#13;
&#13;
!îauis;A médeï&#13;
&#13;
¡jsssés&amp;iafl&#13;
&#13;
Wmesi&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
dobrze już wytyczonych i łańcuchami okutych szlakach.&#13;
Jeśli nawet z takich zapisów dowiadujemy się, jak&#13;
ówcześni reagowali na góry (czy raczej - w jakiej kon­&#13;
w encji je opisywali), to zupełnie nie wiemy, jak reago­&#13;
wali na obecność innych, napotykanych nieuchronnie&#13;
na ścieżkach. Chyba że sami przyznają się do autocen­&#13;
zury w relacjach z takiego spotkania. N ie pow tarzam&#13;
ich [juhasów] rozmowy, gdyż niewymownie przykre na&#13;
mnie zrobiła wrażenie. J a sądziłem, że tutaj kał i występek&#13;
nie przekroczy przez olbrzymie granity zbudow ane ręką&#13;
B oga — lecz ja k okropnie rozczarow ała mnie rozmowa&#13;
tych górali!... W ięc wy, moi miejscy panicze, nie zdołacie&#13;
się pow ściągnąć ani na chwilę, aby nie roznieść waszego&#13;
zepsucia n a ten biedny, ciemny lud, więc nie umiecie usza­&#13;
n ow ać jego niewinnej prostoty? - woła Lucjan Lipiński,&#13;
lwowski notariusz, który dzielnie dał się przewieźć kil­&#13;
ku juhasom przez Morskie O ko (1860).&#13;
W takiej świątyni nie może się znaleźć żadna n ie­&#13;
czystość, w tym kościele nie ma miejsca dla innowier­&#13;
ców. W razie spotkania - przemilczeć albo zapłonąć&#13;
gniewem. Przynajmniej jeden taki gniewny tekst po­&#13;
&#13;
3.&#13;
&#13;
Stanisław Witkiewicz, N a przełęczy&#13;
&#13;
w polskich litaniach wzniosłych wyrażeń: a to jako&#13;
„Tatry — kościół św iatów ” (J. N. Kam iński), a to&#13;
„chram tatrzański” (Zaruski), czy „swobody ołtarze”,&#13;
świadectwa „wielkości Boga, nicości Stw orzenia” (Rautenstrauchow a).&#13;
W powstających wówczas romantycznych z ducha&#13;
opisach Tatr próżno by szukać opisów powitań z inny­&#13;
mi ludzkimi istotami. W góry jechano przecież po to,&#13;
by zmierzyć się sam na sam z Przedwiecznym, spodzie­&#13;
wając się widoków z czasów dla oka ludzkiego niedo­&#13;
stępnych: Ja k iś nieład, coś do chaosu podobnego wkoło&#13;
nas się rozlegało. Wszystko poprzew racane, zburzone, ja k ­&#13;
by nazajutrz po potopie. G óral z Bukowiny mówił, że tam&#13;
ja k przed stworzeniem, mnie się zaś zdawało, że po skoń ­&#13;
czeniu świata tak będzie. Trzeba się też zachować tak,&#13;
jakby doznało się osobistego spotkania ze Stwórcą a przynajmniej trzeba opisać swe wrażenia przez przy­&#13;
równanie do takiego spotkania: Wybiegłam, spojrzałam&#13;
i padłam n a kolana, na twarz... oczy obu rękami przykry­&#13;
łam, jakbym odbicie Boga, a przynajmniej tron jego ujrza­&#13;
ła (oba fragmenty z opisu wyprawy Łucji Rautenstrauchowej do Morskiego O ka w 1839 r.).&#13;
Ci, co donoszą o swych „uroczystych wrażeniach”,&#13;
opisują to tak, jakby w góry wybrali się w pojedynkę i ni­&#13;
kogo tam nie spotkali. W takim pejzażu nie ma miejsca&#13;
na innego. Tatry — to pustynia. Pustynia skalna — dzika,&#13;
groźna i niebezpieczna - pisze Zaruski jeszcze w 1912 r.,&#13;
wyraźnie ślepy na setki ceprów, letników i kuracjuszy na&#13;
&#13;
zwolę sobie przypomnieć - chociaż wstyd, ale dziś, gdy&#13;
dużo gorsze sprawki wychodzą, nie ma co drzeć szat, że&#13;
tak myślał wielki Stanisław W itkiewicz i zapisał to&#13;
w swej tatrzańskiej relacji, zgodnie uznawanej za n a j­&#13;
wybitniejszą w polskim piśmiennictwie.&#13;
Zanim oddamy mu głos, przypomnijmy że W itkie­&#13;
wicz, który na pierwszych, wprowadzających stronach&#13;
swojej opowieści bardzo trzeźwo pisze o góralach i ich&#13;
mitologizowaniu przez ceprów, zmienia język, kiedy&#13;
w opisie wstąpi na ścieżkę wiodącą w góry. Przemie­&#13;
niają się oni w bohaterów eposu (Homerem zostaje&#13;
Sabała) związanych z górami tak, jakby ich wioski le­&#13;
żały pod Kościelcem czy Rysami; w nieskalanym oto ­&#13;
czeniu tym bardziej razi autora wtręt etnicznie obcy.&#13;
Wszystko roztapia się w powietrzu, w blaskach, staje się&#13;
czymś niepokalanie czystym, kryształowym... Oczy spoczywają&#13;
w tej harmonii barw nikłych, przeźroczystych, pełnych światła.&#13;
Bezludna, bezpłodna pustynia, zawalona ruinami świata,&#13;
otulona w miękkie, fioletowe opary, traci swoją grozę i dzikość&#13;
i leży pod naszymi stopami ja k ciche pogodne morze...&#13;
Nagle na tle błękitów i opalów staje komiczna figura w ser­&#13;
daku na długim paltocie, w obwisłych, wlokących się spodniach.&#13;
Zdejmuje kapelusz, kłania się, uśmiecha z odcieniem pokory,&#13;
strachu i chęci przypodobania się, defiluje przed całą bandą&#13;
w ciągłych umizgach i znika ja k widmo, zostawiając za sobą tro­&#13;
chę znajomego w dolinach zapachu. Skąd się tu wziął ten Zydek?&#13;
Z kim przyszedł, za kim poszedł? Nikt nie wie.&#13;
Trywialne, fantastyczne widmo, które w tejże chwili zaludni­&#13;
ło Zawrat całymi tłumami myszuresów, handlem, warchołem&#13;
małomiasteczkowym, brudami, smrodem, kwestią żydowską...&#13;
Zewsząd przez czyste otchłanie powietrzne zlatywały się&#13;
brudne „cienie” i obsiadały wyobraźnię.&#13;
Ten grzeczny Zydek przyszedł tu jak „cień nieprzyjaciela”, który&#13;
zjawia się w „Wallenrodzie”, „aby krew mieszać w puchary wesela.&#13;
Nareszcie zaczynamy się staczać z Zawratu (...) ”.3&#13;
&#13;
168&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
W izerunek tego anonimowego Zyda - narysowany&#13;
przez samego Witkiewicza, w pozie ni to franta, ni to&#13;
miszigene - mógłby wejść do zbiorów Narodowej G ale­&#13;
rii Wykluczonych.&#13;
&#13;
zostaje poprawiona w skali indywidualnej (przez idealizację dzieciństwa, a zwłaszcza okresu płodowego ja ­&#13;
ko czasu beztroski, w opozycji do dorosłości) i wresz­&#13;
cie wymiar społeczny; w tym ostatnim idealność jest&#13;
osiągana poprzez próby okresowej, obrzędowej realiza­&#13;
cji communitas —społeczeństwa równościowego, opar­&#13;
tego nie na dom inacji i grze ról w rygorystycznym po­&#13;
rządku, ale na wspólnotowej, wolnej koegzystencji&#13;
osobowości.4&#13;
Przestrzeń Natury, przeciwstawionej skażeniom&#13;
Kultury czy wynaturzeniom Cywilizacji, bywa również&#13;
traktowana jako obszar idealny - i to zarówno w sys­&#13;
tem ach archaicznych, mimo całej ambiwalencji „dzi­&#13;
kości”, jak i w mitologiach współczesnych. Tylko&#13;
w „czystym”, „nieskażonym” obszarze mogą się odbyć&#13;
rytualne realizacje ideału.&#13;
Z am knięta w rezerw atach N atura, chroniona&#13;
przed eksploatacją i polucją, pozbawiona swej grozy&#13;
przez n ad anie jej statusu „parku narodow ego”&#13;
(a przecież p a r k nie może być wrogi człowieko­&#13;
wi - nie jest to groźny l a s) jest idealnym środowi­&#13;
skiem do realizacji współczesnego święta: niedzieli-weekendu, ferii, wakacji, a zarazem do wyretuszowania jego społecznej kondycji. Działa tu jakiś autom a­&#13;
tyzm czy raczej szczególny kulturowy przymus: znala­&#13;
&#13;
4.&#13;
A le, w racając do górskich spotkań i pozdrowień,&#13;
jeszcze raz: nie śmiejmy się z „rzekomej” grozy i „nie­&#13;
prawdziwej” pustki skalnych ścieżek. Przygoda Hansa&#13;
Castorpa w śnieżycy pokazuje, jak łatwo w czarodziej­&#13;
skich górach ulec pokusie wyniosłej samotności, za&#13;
którą z kolei trzeba błyskawicznie płacić - co najmniej&#13;
wizją własnej śmierci albo popadnięciem w obłąkanie&#13;
- i to będąc nie dalej niż pół godziny od hotelu So n ­&#13;
nenhof. Każde spotkanie z innym w górach odpędza&#13;
grozę, każde pozdrowienie usuwa deprywację, przy­&#13;
wraca normalność.&#13;
Zmieńmy jednak kontekst, w jakim patrzymy na&#13;
zwyczaj, od którego oczekujemy odpowiedzi na pyta­&#13;
nie „dlaczego?”. Bo przecież zagrożenie nie jest jedy­&#13;
nym kontekstem, w jakim rodzi się wspólnota, której&#13;
wyrazem są słowa powitania. Takie same konw encjo­&#13;
nalne pozdrowienia słyszy się przecież na bezpiecz­&#13;
nych, nizinnych szlakach.&#13;
Zejdźmy z gór do nizinnej oazy Natury, do rezerwa­&#13;
tu przyrody, choćby takiego jak Chicontigue na atlan­&#13;
tyckim wybrzeżu U SA . Idylliczny krajobraz, raj nie tyl­&#13;
ko dla ornitologów, bo nieopodal jest odludna plaża&#13;
dla nudystów, gdzie przywdziawszy strój Adamowy&#13;
można w rócić do rajskiej kondycji. A na śródleśnych&#13;
ścieżkach mijane starsze panie mówią nam radośnie&#13;
hello! (jeśli nie zdążymy pierwsi) i choć można by wi­&#13;
dzieć w tym także po amerykańsku socjotechniczną&#13;
prewencję - zapobieżenie incydentowi na odludziu, to&#13;
przecież zasadnicze sensy i konteksty są inne.&#13;
W takich sielankowych m iejscach, tak samo jak na&#13;
trudnych drogach górskich, człowiek czuje powinność&#13;
pokazania się od swojej lepszej, otwartej, nieegoistycznej strony. Dlaczego?&#13;
W czasach minionych kilkanaście lat temu, kiedy&#13;
z entuzjazmem konstruowaliśmy paradygmaty antro­&#13;
pologii symbolicznej, udzielałem sobie takiej oto cało­&#13;
ściowej odpowiedzi - znajdując dla zachowania m iej­&#13;
sce w pewnym systemie. D la zrozumienia ludzkich za­&#13;
chowań symbolicznych kluczowe znaczenie ma fakt,&#13;
że odnoszą się one z reguły do wyobrażeń o stanie ide­&#13;
alnym, który albo jest zupełnie niemożliwy (jako mi­&#13;
tyczny, rajski), albo nie występuje na co dzień (jest&#13;
trudny do urzeczywistnienia); jest on jednak postulo­&#13;
wany i symbolicznie odtwarzany, zwłaszcza w sytu­&#13;
acjach obrzędowych początków i święta. Ów stan ide­&#13;
alny ma różne, acz przenikające się płaszczyzny i wyra­&#13;
żany jest w kilku wzajemnie wymiennych i uzupełnia­&#13;
jących się kodach. M a swój wymiar stricte mitologicz­&#13;
ny (obrazy złotych czasów, które istniały i/lub nastą­&#13;
pią), dalej wymiar osobniczy, gdzie ludzka kondycja&#13;
&#13;
złszy się w naturalnej przestrzeni (w czasie świątecz­&#13;
nym) wracamy do swej naturalnej/idealnej kondycji:&#13;
kiedy ustaje obowiązek pracy, podległość i opresja&#13;
&#13;
4.&#13;
&#13;
169&#13;
&#13;
Stanisław Witkiewicz, N a przełęczy&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
społeczna, wtedy zmniejszają się też dystanse między­&#13;
ludzkie, rodzi się poczucie wspólnoty. W itanie, po­&#13;
zdrawianie, uśmiechy.&#13;
&#13;
5.&#13;
Rozważania takie jak powyższe prowadzą do dwóch&#13;
równie uzasadnionych, choć w zasadzie odległych&#13;
punktów dojścia. W witaniu się można widzieć zarów­&#13;
no reakcję na zagrożenie, jak też demonstrację rado­&#13;
snej, idealnej wspólnoty. Czy te wyspekulowane kon­&#13;
kluzje można sprawdzić w trakcie obserwacji etnogra­&#13;
ficznej, która przyznałaby rację którejś z dwóch hipo­&#13;
tez, a zarazem przydała ustaleniom więcej realności?&#13;
N ic nie stoi temu na przeszkodzie. Wybierzmy się na&#13;
M ont B lan c i zobaczmy, w jakich m iejscach po drodze&#13;
ludzie będą nam mówili bonjour (turyści niefrancuskojęzyczni - z reguły hello!).&#13;
Z Cham onix dojeżdżamy kilka kilometrów do Les&#13;
Houches, skąd podchodzimy stromą leśną ścieżką,&#13;
m ając po lewej ręce erozyjne leje Arandellys. Wąsko&#13;
tu i cienisto, prawie nikt nie schodzi, raz czy drugi&#13;
trzeba coś powiedzieć przy mijaniu - inne zachowanie&#13;
byłoby tak niekulturalne, że aż nienaturalne. Nocleg&#13;
jeszcze w lesie, ale rano już po krótkim marszu otwie­&#13;
ra się widok na szczyty. Ścieżka dochodzi wkrótce do&#13;
torów kolejki, która kilkaset metrów dalej, na stacji&#13;
końcowej (to dopiero 2372 m) wyrzuca z siebie tłu­&#13;
mek tych, dla których jest to maksymalna osiągalna&#13;
&#13;
5.&#13;
&#13;
bliskość Białej Góry. I tu właśnie, dwadzieścia metrów&#13;
od stacyjki, zaczyna się wysyp bonżurów. Rodzice&#13;
z młodzieżą, ładne panie - a więc konieczne słowo po­&#13;
witania, drobna mimika ust.&#13;
Ścieżka wkrótce pustoszeje, zaczynają się suche&#13;
zbocza Rognes, a u ich kresu pusty kamienny baraque&#13;
forestiere —nie wiadomo dlaczego forestiere, skoro gra­&#13;
nica lasu daleko poniżej. Ktoś tu będzie nocować, trze­&#13;
ba trochę porozmawiać i iść dalej, do schroniska pod&#13;
szczytem Tete Rousse. Poranne wyjście odbywa się&#13;
jeszcze po ciemku. Przez śniegowe pole lodowca&#13;
(w rozstawionych tu nam iotach ktoś jeszcze śpi) kie­&#13;
rujemy się ku osławionemu W ielkiemu Kuluarowi,&#13;
który trzeba przetrawersować.&#13;
Gdy piszę te słowa, m ając już to przejście za sobą,&#13;
nie umiem obiektywnie scharakteryzować stopnia je ­&#13;
go ryzykowności. O to co mówi kompetentny autor:&#13;
Szacuje się, że na samym tylko M ont Blanc straciło do tej&#13;
pory życie ok. 7000 ludzi (...) D użą ich liczbę pochłania&#13;
osławiony trawers w skroś wystawionego na lawiny k a ­&#13;
mienne wielkiego kuluaru Aiguille du G oû ter n a grani&#13;
G oûter-Bosses. I to pom im o założonych w tym miejscu lin&#13;
poręczow ych [nieprawda, żadnych poręczówek tu nie&#13;
ma - JS W ]. Przewodnicy nazywali ten trawers „rosyjską&#13;
ruletką”, z trudnymi do uniknięcia kamieniami, które czę­&#13;
sto i w nieprzewidziany sposób ze świstem spadają w dół.5&#13;
Dlatego właśnie jesteśmy tu o świcie, kiedy kam ie­&#13;
nie są jeszcze przymarznięte i ryzyko bombardowania&#13;
mniejsze. Dużo groźniejsza niż później w ciągu dnia&#13;
&#13;
Stanisław Witkiewicz, N a przełęczy&#13;
&#13;
jest za to półka, którą prowadzi przejście - oblodzona,&#13;
wąska, grożąca zsunięciem się w dół; po raz pierwszy&#13;
naprawdę przydają się czekan i raki jako nieodzowne&#13;
ekstensje ostrożnie operujących kończyn własnych.&#13;
Nikogo tu jeszcze nie ma, więc nie istnieje problem&#13;
witania się, ale każdy jest zbyt skoncentrowany na wła­&#13;
snych ruchach, by zważać na innych. Dopiero na skal­&#13;
nej grzędzie po drugiej stronie żlebu, wyprowadzającej&#13;
pionowo w górę, ale ubezpieczonej łańcuchami, można&#13;
odetchnąć, czując się jak na Orlej Perci. N a szczycie,&#13;
czy raczej na skalnej krawędzi schronisko pod Aiguille&#13;
du Goûter, a wokół niego przedpołudniowy ruch. Nie&#13;
oczekujmy powitań, kiedy kręcimy się wokół, ale kiedy&#13;
już wyruszymy po posiłku w dalszą drogę, znów przez&#13;
lodowcową połać, to kilkakrotnie miniemy wracają­&#13;
cych z przechadzki po lodowcu, odwzajemniając ich&#13;
jednowyrazowe pozdrowienia i uśmiechy.&#13;
Długa droga przez łagodnie wznoszącą się śniegową&#13;
pustać. Zanocujemy z konieczności w ostatnim przed&#13;
szczytem możliwym punkcie, schronie Vallota (4347&#13;
m ). Ta bezzałogowa aluminiowa puszka o arktycznej&#13;
konstrukcji smagana jest huraganowym wiatrem, któ­&#13;
rego do wnętrza nie wpuszcza specjalne wejście-śluza.&#13;
W środku są już jacyś Niemcy, którzy z satysfakcją fo­&#13;
tografują to chyba najbrudniejsze pomieszczenie Euro­&#13;
py: sterty puszek, papierów, stare i brudne materace.&#13;
W ielu tu się zatrzymuje, a nikt nie wynosi po nich&#13;
śmieci - można się pośmiać z niedbalstwa Francuzów.&#13;
&#13;
170&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
Nad ranem, jeszcze po ciemku wyruszamy na ostat­&#13;
ni etap. Podejście szczytową granią to najpiękniejszy&#13;
chyba epizod wyprawy. Kilkuosobowe grupki połączo­&#13;
nych liną wspinaczy majaczą jak kolumny duchów.&#13;
Z daleka widać tylko światełka czołówek - robaczki&#13;
świętojańskie posuwają się powoli do góry. Wszyscy idą&#13;
uważnie po krawędzi, na której byłoby stromo jak na&#13;
dachowej kalenicy, gdyby nie gruba warstwa śniegu,&#13;
w której wydeptujemy bezpieczną, głęboką ścieżkę.&#13;
N a wierzchołku jest już zupełnie jasno. Krótki&#13;
triumf, jakieś okrzyki, zdjęcia, ale każdy woli sam pa­&#13;
trzeć na panoramę szczytów i cieszyć się sukcesem.&#13;
Zresztą wiatr głowę urywa, a ona przecież i tak trochę&#13;
boli na tej wysokości.&#13;
A zatem - by odpowiedzieć na pytanie z tytułu nikt nikomu nie mówi bonjour na M ont Blanc. Podob­&#13;
nie w pospiesznym zejściu, kiedy wszyscy chcą szybko&#13;
znaleźć się na dole, bo najgorsze, co się może przyda­&#13;
rzyć, to załamanie pogody na lodowcowych połaciach&#13;
bez punktów orientacyjnych, a do tego poprzecina­&#13;
nych niżej szczelinami. I znów schron Vallota, znów&#13;
&#13;
ostrożne wnioski. A więc, kiedy znajdujemy się na bar­&#13;
dziej empirycznym poziomie badania, bliżej rzeczywi­&#13;
stości, to dostrzegamy, że ludzkie zachowanie i działa­&#13;
nie (każdorazowa realizacja danego zwyczaju, jego&#13;
praktykowanie) uwarunkowane jest zupełnie innymi&#13;
względami, niż to się wydawało, kiedy patrzyliśmy&#13;
z odleglejszej, idealizującej i spekulatywnej perspekty­&#13;
wy. Chciałoby się powiedzieć, że psychologia triumfu­&#13;
je wtedy nad etnologią.&#13;
Może zresztą te konkretne determinanty nie unie­&#13;
ważniają tam tych ogólnych, ale trzeba uczciwie odno­&#13;
tować, że górskie powitania nie wypadają ani w chwi­&#13;
lach zagrożenia, ani w m om entach podziwu dla natu­&#13;
ry (w obu tych sytuacjach człowiek koncentruje się na&#13;
sobie), ale przy spotkaniach przelotnych i migawko­&#13;
wych. Nie wynikają z głębokich doznań, ale są sposo­&#13;
bem reagowania na przygodność - sytuację dość dylematyczną i wymagającą arbitralnej decyzji.&#13;
Jej niedogodność polega na tym, że w warunkach&#13;
otaczającej pustki każde, nawet przelotne zetknięcie&#13;
z innym człowiekiem nabiera charakteru spotkania.&#13;
&#13;
ktoś go fotografuje, a więc zdawkowe półuśmiechy.&#13;
Podobnie parę razy przed samym dojściem do schroni­&#13;
ska, w którym można sobie wreszcie pozwolić na obia­&#13;
dowe rozluźnienie.&#13;
Potem, w stromym zejściu skalną grzędą, nie ma się&#13;
ochoty odzywać do nieporadnych a panikujących mło­&#13;
dych Amerykanek, przypinających się krótką uprzężą&#13;
do każdego kawałka metalu na tej śmiesznie łatwej&#13;
drodze, bo w głowie ma się jedno: jak będzie wyglądać&#13;
trawers kuluaru? Jest popołudnie, kamienie mogą spa­&#13;
dać często-gęsto. Czy uratuje przed nimi kask albo&#13;
zręczne uchylenie ciała?&#13;
Odpowiedź - zdecydowanie negatywną - otrzymu­&#13;
ję natychmiast. A kurat kiedy doszedłszy do wylotu&#13;
ścieżki wyglądam zza grzędy w pionowy lej żlebu, prze­&#13;
latuje tamtędy istna torpeda - wielki blok skalny, któ­&#13;
ry pędzi na dół długimi susami, odbijając się co kilka&#13;
metrów od ścian. Jedyna nadzieja, że teraz będzie spo­&#13;
kój przez kilkadziesiąt sekund potrzebnych na szybkie&#13;
przejście ścieżki, o tej porze dnia już odtajałej i wydep­&#13;
tanej. Nie ma mowy o odzywaniu się do kogokolwiek&#13;
przed i po przejściu. Po drugiej stronie następuje od­&#13;
prężenie, bo dalej nie ma już zagrożeń. Chyba sporo&#13;
osób przeżywa te kilkadziesiąt sekund jako rozpaczliwy&#13;
skok skazańca - jeśli się udało, to trzeba gnać dalej,&#13;
nie oglądając się za siebie. Tak przynajmniej myślę pa­&#13;
trząc na niemałą ilość markowych czekanów, zosta­&#13;
wionych - najwyraźniej przez zapomnienie - w m iej­&#13;
scu, gdzie wszyscy zdejmują i chowają niepotrzebny już&#13;
sprzęt. Sam też zmykam, nie odzywając się do nikogo.&#13;
&#13;
Nieznajomy staje się na chwilę kimś fizycznie bliskim,&#13;
wręcz jedynym, trzeba więc to odnotować, wejść&#13;
z nim w relację, przywitać. W gruncie rzeczy niewiele&#13;
różni się to od przygodnych sytuacji, których pełno na&#13;
co dzień: w windzie, w przejściu, przy stole. Powstają­&#13;
cą tam mikrorelację społeczną można albo milcząco zi­&#13;
gnorować, albo zdawkowo zaakcentować jakimś lako­&#13;
nicznym komunikatem: dziękuję, przepraszam, bon&#13;
appetit, oops itp. Ogólnie przyjęte standardy kulturalności przecinają ten dylemat, kierując się także pew­&#13;
ną psychiczną ekonomią: ma więcej sensu uśm iech­&#13;
n ąć się raz, zdawkowo, do współtowarzysza w windzie&#13;
niż przez cały czas patrzeć na czubki własnych butów.&#13;
Kultura każe nam akcentow ać społeczny wymiar ta ­&#13;
kiej sytuacji, choć wygodny egocentryzm wolałby go&#13;
zignorować.&#13;
W itanie się ma związek z odbiorem danej sytuacji&#13;
jako społecznej, nawet w kategoriach pewnej powin­&#13;
ności. Dlatego zawsze powiedzą nam bonjour rodzice&#13;
z dziećmi, dbali o należyte ich wychowanie oraz ładne&#13;
panie i aspirujący nowicjusze, ceniący poprawność&#13;
form bardziej niż stare wygi.&#13;
Wiąże się też ono z uznaniem danej sytuacji za re­&#13;
lację międzyludzką, międzyosobową, a nie za frag­&#13;
m ent bezosobowego tłumu. Istnieniem takiego percepcyjnego rozróżnienia tłumaczyłbym fakt, że nie ma&#13;
zwyczaju pozdrawiania się i dziękowania np. sąsiado­&#13;
wi z krzesełka na wyciągu narciarskim (zupełnie nie&#13;
spotyka się go w przeludnionych stacjach alpejskich,&#13;
błyskawicznie zanika też w Polsce). A za to na pewno&#13;
przywitają się przy mijaniu osoby na nartach biego­&#13;
&#13;
6.&#13;
&#13;
wych w podwarszawskim lesie. Nie ma wtedy wysoko­&#13;
górskiego poczucia wartości współczłowieczeństwa na&#13;
bezludziu, ale jest chwilowe doznanie wspólnoty n ie­&#13;
licznych pasjonatów, może coś więcej niż zdawkowy&#13;
żeton savoir vivreu.&#13;
&#13;
Przy wszystkich oczywistych niedostatkach powyż­&#13;
szej relacji, mimo umowności przyjętej „procedury ba­&#13;
dawczej”, można chyba zdecydować się na jakieś&#13;
&#13;
171&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
7.&#13;
&#13;
8.&#13;
&#13;
A może jednak zachowania zdawkowe - traktuję&#13;
już to słowo jak termin techniczny, oczywisty i zrozu­&#13;
miały, choć, o ile wiem, nikt go dotąd w antropologii&#13;
nie używał - ukrywają jakąś głębszą tajemnicę? Może&#13;
coś jest w nich zapisane jakimś starym, nieczytelnym&#13;
pismem, zrozumiałym tylko dla etnologa?&#13;
Amerykański folklorysta A lan Dundes podpowiada&#13;
nam - na marginesie swej większej pracy o wierzeniach&#13;
na tem at płynów i wilgoci jako istoty życia - by zwró­&#13;
cić uwagę na funkcjonujące do dziś w różnych trady­&#13;
cjach europejskich wyrażenia i życzenia, wypowiadane&#13;
w trakcie zbiorowego posiłku.6 Zadajmy zatem pytanie,&#13;
dlaczego siadając do stołu albo na widok jedzących&#13;
mówi się enjoy your meal, bon appetit, buen provecho,&#13;
G uten Appetit, smacznego, prijatnogo apetita itp.&#13;
N a początek wywodu należy przypomnieć sformu­&#13;
łowaną przez George’a Fostera (od którego wychodzi&#13;
Dundes) koncepcję istnienia w m entalności tradycyj­&#13;
nej w różnych kulturach europejskich takiej oto „idei&#13;
ludowej”: przekonania, że w świecie jest tylko ograni­&#13;
czona ilość dóbr, z czego wynikała obawa, iż każdy&#13;
obiekt, który żywi się, wzrasta i rozwija, czyni to n ie­&#13;
&#13;
Ale zgódźmy się, że nie żyjemy już w czasach, do&#13;
których stosowałyby się takie fo lk ideas. Jaki jest zatem&#13;
najbardziej współczesny, ch cąc-n iech cąc supernowo­&#13;
czesny i ponowoczesny kontekst zwyczaju alpejskiego&#13;
witania?&#13;
Jego tłem i sceną są przecież nie tylko Alpy bezlud­&#13;
ne, ale w równej mierze Alpy społeczne, cywilizowane,&#13;
wręcz coraz bardziej ukulturowione. Historii owego&#13;
odwiecznego procesu nie da się w tym miejscu nawet&#13;
zarysować, ale przynajmniej uporządkujmy parę oczy­&#13;
wistości.&#13;
Naturalny pejzaż Alp poddany jest od wieków pro­&#13;
cesowi przemiany w pejzaż kulturowy. Gdyby pisać h i­&#13;
storię ludzkich prac i środków materialnych, którymi&#13;
przekształcano góry, to za symboliczny początek moż­&#13;
na by przyjąć ów sławetny ocet winny, który służył&#13;
Hannibalowi do kruszenia skał w pochodzie na Italię.&#13;
W późniejszych epokach byłyby to kilofy i rozliczne in ­&#13;
ne narzędzia drążących sztolnie górników kruszco­&#13;
wych, alchemików i poszukiwaczy skarbów.7 Chętnie&#13;
przeczytałbym dzieło, sumujące w antropologiczny&#13;
sposób wielkie opus późniejszych czasów: udostępnie­&#13;
nie gór poprzez sieć dróg z imponującymi tunelami, gi­&#13;
gantyczne roboty hydrotechniczne, tworzenie kolosal­&#13;
nej infrastruktury narciarskiej i turystycznej, zabezpie­&#13;
czeń antylawinowych itd.&#13;
Kogo mianować symbolicznym patronem tych&#13;
przedsięwzięć? Dajmy spokój Hannibalowi i jego sło­&#13;
niom; Alpy były dla niego tylko przeszkodą, a nie ce­&#13;
lem, acz zapiszemy mu na plus, że wybrał sobie na&#13;
&#13;
uchronnie kosztem innego, sąsiedniego obiektu, od­&#13;
bierając mu tę siłę. Stąd biorą się wierzenia w niepo­&#13;
wodzenie siewu wspólnie rozpoczynanego przez&#13;
dwóch siewców, złego wpływu płodu na niemowlaka&#13;
w rękach ciężarnej, wspólnie rozpoczynanej kon­&#13;
sumpcji.&#13;
N a tej właśnie zasadzie, powiadają Foster i Dundes, wspólne jedzenie musiało - w przekonaniach tra­&#13;
dycyjnych - grozić nierównym korzystaniem z ograni­&#13;
czonych dóbr. (Czytelnik, którego nie przekonuje taka&#13;
teza, niech łaskawie przypomni sobie duży materiał&#13;
Frazerowski w Złotej gałęzi o magicznych zagrożeniach&#13;
w trakcie wspólnego jedzenia i sposobach jego unika­&#13;
nia). Jednym z nich stała się słowna deklaracja dobrej&#13;
woli -wypowiedziane głośno życzenie, aby współbie­&#13;
siadnikom jedzenie też poszło na zdrowie, tym bardziej&#13;
obowiązujące gdy jest się niejedzącym - a więc poten­&#13;
cjalnie najbardziej zawistnym - świadkiem, np. prze­&#13;
chodzącym obok stołu.&#13;
Takim świadkiem jest - jak zauważa Foster -&#13;
&#13;
przejście piękne Cham onix. To zresztą pewnie tylko&#13;
legenda: dziś przyjmuje się raczej, iż przeprawiał się ze&#13;
swymi zwierzętami przez Alpy Kotyjskie, chyba poko­&#13;
n ując przełęcz pod Petit M ont Cenis, a zresztą jest&#13;
tych hipotez bodaj około trzydziestki.&#13;
Może zatem cofnąć się - korzystając z odkrycia&#13;
sprzed 12 lat na przełęczy ponad doliną Oetztal, na sa­&#13;
mej linii austriacko-włoskiej granicy - do epoki brązu&#13;
i postawić na piedestał owego znakomicie zachowane­&#13;
go w lodzie osobnika, który nie wiedzieć po co polazł&#13;
w wieczny śnieg, na wysokość 3 2 0 0 m? Zadziwiający&#13;
ten epizod ma zapewne prozaiczne wyjaśnienie: skoro&#13;
ów Oetzi został tam zabity (a ma ranę w plecach), to&#13;
pewnie w napadzie - może przy próbie zagrabienia wy­&#13;
pasanych tam owiec.&#13;
Pasterstwo owiec, bieda i rzadkie zaludnienie - h i­&#13;
&#13;
przede wszystkim podający do stołu, czyli w lokalach kelner. To on stanowi zagrożenie, a jednocześnie to je ­&#13;
go pozbawiają osoby jedzące magicznych mocy wzro­&#13;
stu. Musi mu to zostać wyrównane. Czym? - Napiw­&#13;
kiem! Nie przypadkiem w różnych językach słowo to&#13;
odwołuje się do okoliczności, że za te pieniądze kelner&#13;
ma sobie kupić coś do picia. Mogą to być, co znamien­&#13;
ne, różne płyny: ogólnikowo Trinkgeld, propine, gorgeta,&#13;
napojnica, niskoalkoholowo pourboire, zgoła bezalko­&#13;
holowo na czaj, czajewyje (dieńgi). Proponowany jest&#13;
napitek, bowiem to właśnie płyny stanowią (co ilu­&#13;
struje oddzielnie Dundes) pierwiastek życia.&#13;
&#13;
storia ludzkiej penetracji Alp symbolicznie zaczyna się&#13;
od tych motywów i będzie stać pod ich znakiem aż do&#13;
współczesnej inwazji masowej turystyki. Pochodzący&#13;
z biednej tyrolskiej wioski Reinhold Messner powtarza&#13;
do znudzenia w swej najnowszej książce, zawierającej&#13;
przemyślenia zrodzone w czasie spotkań z góralami&#13;
wszystkich kontynentów, że jego dzieciństwo upływa­&#13;
ło w warunkach niewiele różniących się od życia Szer­&#13;
&#13;
172&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
pów, Dardów i Kalaszów - stąd tak dobrze się z nimi&#13;
porozumiewa. Wszędzie w górach widzi to samo para­&#13;
doksalne zjawisko: coraz dalsza eksploracja turystycz­&#13;
na, a jednocześnie regres demograficzny i ekologiczny&#13;
- obniżanie granicy stałego osadnictwa, porzucanie&#13;
trudnego i ryzykownego pasterstwa, wyludnianie wsi&#13;
powodowane odpływem do pracy we wchłaniającym&#13;
wszystkich przemyśle turystycznym.8&#13;
Chyba nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zmian&#13;
jest owocem dopiero ostatniego półwiecza. Jeszcze&#13;
w 1949 r. wioska Saas Fee, dziś masowo uczęszczany&#13;
kurort niedaleko Zermatt, była połączona ze światem&#13;
jedynie ścieżką dla mułów, a jej drewniane domy na&#13;
przedwojennych zdjęciach naprawdę przypominają&#13;
Nepal albo Bałkany. Z drugiej strony trzeba też pamię­&#13;
tać, na co w tych domach można było - paradoksalnie&#13;
- natrafić. Opowiadał profesor Dynowski, jak to kie­&#13;
dyś, jeszcze przed wojną, wszedł do takiej chaty (trzech&#13;
groszy byś, synu, za nią nie dał) , z której dochodził mia­&#13;
rowy terkot, a w środku brodaty góral na nożnej tokar­&#13;
ce wyrabia kółka zębate do zegarków - pewnie na zle­&#13;
cenie jakiejś niezbyt renomowanej firmy. Historyka&#13;
m entalności trzeba by pytać, jakie znaczenie dla naro­&#13;
dzin szwajcarskiego zegarmistrzostwa miała prote­&#13;
stancka akuratność i szacunek dla czasu u górali oko­&#13;
lic Genewy; etnograf doda, że innym owocem tych po­&#13;
staw było też koronczarstwo albo wyrób pozytywek idealne zajęcia na długie zimowe miesiące.&#13;
Powie ktoś, że to anegdoty i jednostkowe przykła­&#13;
dy. A le co innego może stwierdzić turysta, któremu&#13;
jednostkowe spostrzeżenia układają się stale w ten&#13;
sam wzór: supernowoczesne dodatki na archaicznym&#13;
podłożu. Przecież nadal spotyka nawet na wysokości&#13;
&#13;
u podstaw szczytu - o geologicznych początkach, n a­&#13;
stępne o przyrodzie i o żywych istotach, a na samym&#13;
wierzchołku - najbardziej wzniosły i ogólnikowy. Peł­&#13;
na uniwersalność, do tego w czterech językach: po&#13;
francusku, niemiecku, angielsku i japońsku.&#13;
Pobyt w górach najwyraźniej wzmaga zapotrzebo­&#13;
wanie na mistykę. W idać to zwłaszcza w kurortach po&#13;
włoskiej stronie Alp, gdzie księgarnie zawalone są lite­&#13;
raturą na tem at lokalnych, co bardziej tajem nych ry­&#13;
tuałów (przebierańcy, demonologia, karnawał), ale też&#13;
mistyki Tybetu, hermetycznych mitologii gór - od ezoteryczno-himalaistycznych zainteresowań twórców SS&#13;
po opracowania na tem at mistycznych krain: Szambhali, Shangri-la i Agarthy. Tam - w księgarniach trzeba więc badać dzisiejszą duchowość, a potem już&#13;
konstruować nową definicję kultury, która zastąpi sta­&#13;
re, Tylora czy Malinowskiego: kultura jest to system&#13;
sposobów używanych do produkcji, a przede wszyst­&#13;
kim sprzedaży i dystrybucji dóbr.&#13;
Skończyły się czasy kiczowatych posągów świętych,&#13;
takich jak strasząca wielkością złota Madonna na&#13;
uczęszczanej przełęczy M onte Moro ponad Macugnagą.&#13;
Zamiast popularności miejsca to właśnie jego niedostęp­&#13;
ność kwalifikuje do wystawienia tu pomnika. W skałach&#13;
Congo Star, trudnego szczytu wspinaczkowego wznoszą­&#13;
cego się ponad M er de Glace, na skraju przepaści stanę­&#13;
ła pięciometrowa sylwetka z lśniącej w słońcu nierdzew­&#13;
nej stali - rozkrzyżowana postać, puszczająca ręką ni to&#13;
&#13;
3200 m te same co za czasów hom o tyrolensis owce, ty­&#13;
le że wszystkie one mają w uszach plastikowe trójkąty&#13;
identyfikacyjne z kodem kreskowym. Zarządzają tym&#13;
pewnie wielkie koncerny, D anone czy Bridel, i niedłu­&#13;
&#13;
nowej estetyzacji Alp? Ja zaryzykuję tylko spostrzeże­&#13;
nie, że nawet umieszczana w alpejskiej scenerii rekla­&#13;
ma (billboardy, plakaty z luksusową biżuterią, zegarka­&#13;
mi, słodyczami) powoduje jakieś odwrotne niż to do­&#13;
tąd przyjmowano konsekwencje. To nie góry dodają&#13;
atrakcyjności reklamowanym na ich tle dobrom kon­&#13;
sumpcyjnym - to raczej atrakcyjność tych dóbr prze­&#13;
nosi się na szczyty, w scenerii których są eksponowane&#13;
(reklam ow ane na sta cja ch k olejek, wystawiane&#13;
w sklepach o najlepszej lokalizacji, z górskimi widoka­&#13;
mi w tle).&#13;
Czekolada z regularną piramidą M atterhornu na&#13;
&#13;
samolot, ni to ptaka; umieszczono ją w miejscu niedo­&#13;
stępnym, a nawet niewidocznym dla nikogo poza za­&#13;
awansowanymi wspinaczami (droga T D + ).&#13;
Jakiego teoretyka ponowoczesności prosić o celną&#13;
charakterystykę zjawisk, które składają się na proces&#13;
&#13;
go przyjdzie dzień, kiedy geostacjonarny satelita b ę­&#13;
dzie odczytywał te kody i komputerowo kierował ru­&#13;
chem stad.&#13;
Duchowa kulm inacja procesu kulturowego podbo­&#13;
ju środowiska naturalnego to umieszczanie w górach&#13;
materialnych rekwizytów kultu. Tu zamyka się n aj­&#13;
większe koło historii - od liczących 20 tysięcy lat enig­&#13;
matycznych znaków w Val Cam onica i tylu innych&#13;
m iejscach w Alpach, przez kaplice w m iejscach daw­&#13;
nych, przedchrześcijańskich kultów i górujące nad do­&#13;
linami krzyże, po nowoczesną sztukę na szczytach. D o­&#13;
znania duchowe w górach wspomagane były zawsze&#13;
scenografią religijną - dziś przyjmuje ona coraz czę­&#13;
ściej postać pozakonfesyjną, abstrakcyjną. Wzdłuż&#13;
drogi na szczyt Roterrothorn niedaleko Zermatt stanął&#13;
ostatnio zespół pięciu takich nowoczesnych quasi-kapliczek - obiektów kontemplacyjnych. N a m etalo­&#13;
wych stojakach umieszczono kolorowe szklane tafle,&#13;
a do nich krótkie natchnione teksty - enigmatyczne,&#13;
ale w czytelnym, wstępującym porządku: pierwszy,&#13;
&#13;
opakowaniu dodaje szlachetności tej bardzo przecież&#13;
kamienistej i lawiniastej górze, która dzięki niej staje&#13;
się łatwiejsza do przyswojenia. W szechobecne wize­&#13;
runki szw ajcarskich zegarków, nastaw ionych na&#13;
uśm iechniętą godzinę 10.09, w ielokrotnie na plaka­&#13;
tach reklamowych powiększone i przez to bardzo su­&#13;
gestywne, jeszcze przydają takim szczytom gracji.&#13;
Zwłaszcza, gdy są to marki takie jak Breguet, Blancpain czy V acheron-C onstantin (by spośród najbar­&#13;
dziej ekskluzywnych wymienić tylko te, które założo­&#13;
no w osiemnastym stuleciu; wszak Bregueta nosił&#13;
Oniegin, aczkolwiek wykonanego jeszcze w Paryżu,&#13;
&#13;
173&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski ♦ E T N O L O G W PO DRÓŻY&#13;
&#13;
Przypisy&#13;
&#13;
przed przeniesieniem firmy do doliny Joux w szwaj­&#13;
carskiej Jurze). Związane z nimi wyobrażenia punktu­&#13;
alności, niezawodności i wyrafinowania przenosimy&#13;
na otaczający pejzaż, oplatając go - niczym szczyt K-2 poręczówkami na słynnym zdjęciu, ilustrującym&#13;
hasło ekologów „Uwolnić góry” - siatką skojarzeń&#13;
oswajających, odbierających mu dzikość i nieprzewidywalność. Tylko człowiek z charakterem Diogenesa&#13;
nie ulegnie presji tych ikon elegancji i nie zauważy, że&#13;
podnoszą one status przyjeżdżającego, dodają wykwintności całem u pobytowi, więcej - uszlachetniają&#13;
same Alpy.&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
M. Oelschlager, The Idea o f Wilderness, New Haven 1995&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
W. Windham, A n Account o f the Glaciers or Ice Alps o f Savoy,&#13;
London 1744&#13;
&#13;
3&#13;
4&#13;
&#13;
S. Witkiewicz, N a przełęczy, Warszawa 1891, s. 147&#13;
J. S. Wasilewski, Tabu a paradygmaty etnologii, Warszawa 1989&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
G. Hattingh, Najpiękniejsze drogi wspinaczkowe świata, Katowice&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
A. Dundes, Wet and Dry, the Evil Eye. A n Essay in Indo-Europe­&#13;
&#13;
2000, s. 82&#13;
an and Semitic Worldview (w:) Interpreting Folklore, s. 102-105,&#13;
Bloomington 1980&#13;
7&#13;
&#13;
Warto przypomnieć uroczą rozprawkę Jacka Kolbuszewskiego&#13;
Skarby króla Gregoriusa, Katowice 1971 oraz zbiór studiów Józe­&#13;
fa Szaflarskiego Poznanie Tatr, Warszawa 1972. Niedoścignio­&#13;
&#13;
Góry robią się coraz bardziej eleganckie - i tego sa­&#13;
mego oczekują od wszystkich tych, którzy w ich oto ­&#13;
czeniu się znaleźli. Za pobyt każą płacić nie tylko pla­&#13;
stikową kartą, ale też zdawkową m onetą dobrego wy­&#13;
chowania.&#13;
&#13;
nym w swej erudycji studium postrzegania gór pozostają oczywi­&#13;
ście Góry niewzruszone. O różnych wyobrażeniach przyrody&#13;
w dziejach nowożytnej kultury europejskiej Jacka Woźniakowskie­&#13;
go (Warszawa 1974).&#13;
8&#13;
&#13;
R. Messner, Bergvoelker. Bilder und Begegnungen, Muenchen&#13;
2001&#13;
&#13;
Afganistan. W drodze do Jalalabachu. Fot. A nna Beata Bohdziewicz&#13;
&#13;
174&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10620" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10598">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/544dbdf430aed0d78023a2bf42b8c2d6.pdf</src>
        <authentication>0218d6c45acadb2e2161574a6a306387</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2515</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126553">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126554">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126555">
                <text>Pokaż mi swoje notatki... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126556">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.32-33</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126557">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126558">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126559">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126560">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126561">
                <text>Pokaż mi swoje notatki...
Jerzy S. Wasilewski

Rzadko zaglądam do swoich mongolskich materiałów tereno­
wych. Niechętnie czytam siebie z tamtych czasów. Ciarki
przechodzą mnie na myśl, że najstarsze zapiski mają 25 lat.
Dzisiaj j a to ktoś inny. Lubię za to oglądać swoje zdjęcia. Tu nie
mam kłopotów z identyfikacją. Na jednym - siedzę przed jurtą
i zapisuję to, co przez tłumacza objaśnia mi para starszych
rozmówców; oboje w kapeluszach, z długimi fajkami w rękach.
Na drugim - opisuję: klęczę przy kultowym stosie kamieni owoo,
spisuję co się na nim znajduje - drobne obiekty ofiarne, teksty
modlitewek. Na trzecim wreszcie - po prostu piszę: wieczorem,
przy świeczce, wpisuję do zeszytu jakąś notatkę z minionego dnia.
Leżę na ziemi, w rozchylonym polowym namiocie, nad głową
mam surowy połeć mięsa - nasze ekspedycyjne pożywienie. Co
piszę - jakieś wrażenia z dnia, impresje na temat pejzażu, luźne
deliberacje na temat stosunku koczownika do przestrzeni?*
To chyba właśnie takie notatki miał na myśli Zbigniew
Benedyktowicz, kiedy sugerował, by napisać o tym, co w materia­
łach terenowych może być pisarskiego, co jako „literatura" nie
przedostało się do akademickich publikacji. T y m zamówieniem
wkracza Redakcja w jeden z największych obszarów niedomó­
wień, istniejący w naszej dyscyplinie - w sferę „tabu notat­
kowego". Nie ma w naszym środowisku zawodowym zwyczaju
pokazywania notatek z terenu. Nawet w trakcie ekspedycji
mongolskiej robienie zapisków należało do tych nielicznych
czynności, które staraliśmy się wykonywać na osobności. Jako
student nie widywałem materiałów terenowych swoich nau­
czycieli, dzisiejsi studenci też ich pewnie nie oglądają - ja im
w każdym razie swoich nie pokazuję.
Jest bowiem co ukrywać, nawet przed sobą samym. Błędy
warsztatu, młodzieńcze naiwności, niedopytania, grafomańskie
sformułowania. Z upływem lat narasta poczucie dysproporcji
między wysokimi kosztami zdobycia materiałów a niewielkim ich
wykorzystaniem, a także obawa, że to co pozostało nieopublikowane zmienia się nieuchronnie w makulaturę. Niejeden z nas
przeżywa pewnie swoją wersję takiego oto koszmarnego snu: na
sądzie ostatecznym staje w kornym pochyleniu przed Wiekim
Ozyrysem, trzymając zwoje swych papirusów w ręku, a ten mówi
doń: „Pokaż mi swoje materiały terenowe, a powiem ci, jakim
byłeś etnografem".
Moje materiały mają przeważnie postać zapisanych obustron­
nie (by wozić jak najmniej papieru w teren) arkuszy papieru
maszynowego. Pisane są ręcznie ale czytelnie, długopisem
i ołówkiem. Długopisem - a więc wyraźnie, trwale, „dla potom­
ności" - pisane są wywiady i „obiektywne" opisy zjawisk
etnograficznych: wesele, stypa, obchód w klasztorze; tylko to
nazywam materiałami terenowymi. Ołówkiem zapisywałem luź­
niejsze obserwacje, własne refleksje i to czego byłem mniej
pewien, co formułowałem „dla siebie"; to wszystko określam
jako „zapiski" czy „notatki".
Nie mam poczucia, że tylko te pierwsze wykorzystuję w pracy
naukowej, choć oczywiście do druku trafiła praktycznie tylko
zawartość tej teczki. Zwłaszcza w dydaktyce jest miejsce na luźną
relację, taką jaka została utrwalona w zapiskach, na pozaetnograficzną dygresję, anegdotę, szkic pejzażu. Ale czy to co
' Trzy powyższe terminy stanowią oczywiste nawiązanie - choć nie
całkiem serio - do Cliffordowskiego rozróżnienia inscription - trans­
cription - description. Patrz ważny artykuł w wartej polecenia pub­
likacji: J. Clifford, Notes on (field) notes, |w:| Fieldnotes. 'lite Makings
of anthropology, ed. R. Sanjek, Ithaca and London (Cornell University
Press) 1990

32

pozostałoby w notatkach, gdyby wykreślić z nich wszystko co
wykorzystane w publikacjach lub ustnie upublicznione, to juj
tylko odpady, szlaka po wytopie cennego metalu? Warto moż
zrobić rachunek - co zostało zgubione w notatkach:
e

1. Po pierwsze, przemyślenia i wiadomości, które spóźniły щ
do d r u k u - pojawiły się już po zakończeniu pracy nad publikacją
omawiającą dany temat. Oto przykład takiego zapisu:
„Klasztor kobiecy Demczigijn chijt w somonie Chan-Bogdo
w ajmaku południowogobijskim. Żyło w nim 108 chandmaa
(mniszek), dla nich zbudował go w latach trzydziestych Nojonchutugt Rawdżaa, „piąty chubiłgan", postać znana w ówczesnej
Mongolii, intelektualista, pisarz, poeta, uczył naród, stanął na
czele tego klasztoru. Mniszki obchodziły klasztor - zamknięty dla
postronnych - w kierunku pod słońce [odwrócenie ogólnie
obowiązującej reguły] co staruszek rozmówca tłumaczył takim
właśnie kierunkiem rozchodzenia się orgazmu po ciele kobiecym,
w przeciwieństwie do kierunku u mężczyzny - ze słońcem."
Nie jest to wypis z wywiadu; zapisałem go w luźnych notat­
kach, bo trafił mi się przypadkiem, z drugich ust, kiedy temat
symboliki ruchu obrotowego miałem całkowicie opracowany
i oddany do druku. Aż tu nagle, dzięki tej nieproszonej informacji,
pojawił się dodatkowy wymiar - jego związek z parą pojęciową
„męski-żeński".Jak wszystko, z czym związany jest żal niespeł­
nienia, tak i ten nieopublikowany zapis generuje ciągłą refleksję
i nie ginie z pola uwagi - w odróżnieniu od takich zdobyczy
terenowych, które petryfikują się po przetworzeniu w systematy­
czną wiedzę. Do dziś szukam więc lepszych wyjaśnień dla tego
zwyczaju niż prosta asocjacja opozycji binarnych. Pytam, czy nie
jest to fragment jakiejś chińskiej albo indyjskiej - taoistycznej czy
tantrycznej - ezoterycznej wiedzy o ciele, o krążących w nim
energiach. Zastanawiam się - i wpisuję to do aktualnych notatek
- jak ta wiedza seksualna doszła do mongolskich pasterzy, nie
mówiąc już o czcigodnych mniszkach.
2. Rozproszyły się po notatkach sprawy wstydliwe. Najwczw
niejszy taki szczery zapis powstał już w kilka dni po moim
pierwszym wyjeździe w teren. „Widząc siedzącego przed jurtą
starszego mężczyznę, który heblował deskę, ofiarowuję się, że mu
ją zhebluję - porwany myślą, że oto ja, przedstawiciel osiadłej
cywilizacji mogę pokazać stepowcowi jak wygląda praca rzemie­
ślnicza. Poheblowawszy chwilę, zadowolony oddaję robotę i wte­
dy zauważam, że na desce była dokładnie zaznaczona kreska, do
której należało dojechać, a której tylko przypadkiem nie przeje­
chałem. Facet coś pod nosem komentuje. Skądinąd hebel*
cacko, na pewno chiński, wąziutki na 2 cm, z drzewa przypomina­
jącego m a h o ń . " Notatka ta upamiętniła moje zawstydzenie, że tak
naiwnie rozumiałem słowa tych zwietrzałych lektur, którym
karmiłem się przed wyjazdem, wedle których kultura pasterski
nie zna rzemiosł wytwórczych, ograniczając się do biemeg
wykorzystywania środowiska.
1

0

|lL

Wstydliwość niektórych zapisków bierze się z porus/a "
w nich tematyki. Oto taki ołówkowy fragment o pł
zwierząt: „W porze iiaadomu [święto, którego składnikiem й
wyścigi koni] stare konie, które kiedyś brały w nich udzi*
przychodzą do koniowiązu przy jurcie, gdzie były trzymane prz^
3-4 tygodnie przed biegami, żeby za dużo nic jadły, i płaczą 1
tęsknoty za wyścigami]. Płacze też wielbłąd, umierający J*
pogryzień wilków, kiedy ludzie przychodzą dawać mu z l i ' *
pić, a także wielbłądzica, szukająca w stepie małego, porwanej
przez w i l k i " .
01

�Są formułki przekleństw wraz z refleksja nad ich kulturowa
Ifcyfika. Np. przytaczając te zalecające osobie nimi obdarzanej„brażanej stosunek z matką (mong. echee och!) zastanawiałem się
j ich możliwym mitologiczno-Edypowym sensem oraz nad
dlaczego nie ma takiej propozycji w polszczy nie, choć języki
JJjjednie i dalsze chętnie się do niej odwołują.
Jest zapis rozmowy na temat zarzynania barana - w typowo
2olski sposób, przez przerwanie aorty. Rozmówca śmiał się.
wspominając instruktaż z broszurki dla pasterzy, opisujący to tak,
uśmiercenie zwierzęcia przypomina stosunek seksualny (pisk,
jjjehy wszystkich czterech kończyn, na końcu bezwładne opad­
nięcie). Notuję, że jest to dla mnie zbliżenie do problematyki
podobieństwa seksu i śmierci, znanej mi dotąd tylko z Modliszki
Rogera Caillois.
A skądinąd, z radością wpisałem dalszy ciąg tej kwestii
w dwadzieścia lat później, do swych notatek z Kirgizji. Na
wysokogórskich pastwiskach Ticn-szanu brałem udział w świę­
cie, na które zabijano konia. Pastcrz-kołchoźnik opowiedział mi,
że kiedy widział scenę zabijania owcy na filmie Michałkowa
Urgu. wyciąganie okrwawionej ręki z wnętrzności zrobiło na
„jm wstrząsające wrażenie; natomiast kirgiskie podrzynanie
jardla i spuszczanie krwi traktuje jako normalne, choć wie, że
Mongołowie i inni byliby pewnie zaszokowani.
n a (

[уП1

nl0rl

г е

t0

3. Nie warto ukrywać, że spora część moich zapisków to
stowotok, podejrzanej jakości etnozofia i etnografomania. To
chyba normalny objaw okresu intelektualnego raczkowania:
potrzeba wypisania się, usilne poszukiwanie własnych sfor­
mułowań w kwestiach elementarnych, dotąd poznawanych tylko
pośrednio, przez lektury. Produkowałem więc sążniste deliberaejc
na takie tematy jak symbol, mit, mentalność, stosunek do
przestrzeni czy „charakter narodowy" koczownika. Dziś traktuję
tę domorosłą Volkerpsychologie jako nieuniknione penetrowanie
granic naukowości, jako higieniczne uwalnianie się od takich
natręctw nawiedzających etnograficzny umysł, które nie spełniają
wymogów akademickiego dyskursu.
4. Są w notatkach p o d r ó ż n i c z e romantyzmy - zdania, które
można by przenieść do awanturniczej powieści o Azji Centralnej
pierwszych lat X X wieku. Czasem zapisywałem je na końcu
wywiadu, w którym padały, ale z. reguły przenosiłem do własnych
wieczornych zapisków. „Za jedno poroże jelenia chińscy kupcy
płacili 24 cegły prasowanego czaju". [...] Okolice Czandmani
óndor [północna, tajgowa część Mongolii] - wizyta w domku
myśliwego: slegowa chata, dach z. płatów modrzewiowej kory,
nad wejściem szczęka dzika, nad chojmorem [miejscem honoro­
wym] łapa niedźwiadka z ziołami altan gagnuur, za slegami
barania łopatka, bagt [kość piszczelowa]. Drewniane sprzęty,
archi [wódkal nalewana z naczynia z kory brzozowej (nie
przecieka, pytałem). Półmrok XlX-wieczny, choć wszystko nor­
malnie, bez jakiejkolwiek teatralnej egzotyki". [...] „Baaka
opowiada, jak jedził z karawaną po zboże i broń dla chińskich
kupców i swoich nojonów [feudałów] do Ałma-Aty, pędzili bydło
)Ло /apłatę, droga trwała 3 d n i " [...] „Sambuu mówi. że w jego
klasztorze w Cecerlegu było przejście w ścianie jednej ze świątyń,
Przez które przechodzili pielgrzymi: w ciemnym pomieszczeniu
N ścianą jakby stół, pod nim dziura, przepełzało się na kolanach
"Ibo na brzuchu. A kto był wielkim grzesznikiem tego ściana
Przyduszała, dlatego wszyscy się bali, kobiety w ciąży w ogóle nie
Przechodziły, on sam prześlizgnął się będąc dzieckiem".
Są i opisy przyrody do takiej powieści - szkice stepowego
'Mpustynnego pejzażu, opisy wielokilometrowych przejazdów:
Trawa i trawa, rzednąca z każdym kilometrem na południe, dalej
"Żółto, to piasek ze zdrewniałymi roślinami, potem już prawie
Pustynia - skaliste góry z poprzylepianymi do nich starymi
decami wapiennymi (poukładane bloki kamienne, wyglądają jak
"'ale warownie). W wąwozie, zapełnianym jesienią przez sezonol - rzekę, trafia się parę drzew saksaułowych. olbrzymich,
hych, kształtu baobabu. Sępy mają na nich gniazda, pod nimi
Wyjadane łupiny jeży. Drzew jest pięć czy sześć, odległych od
SUc

siebie o 100-200 metrów, na ich widok Mongołowie wołają las
saksaułowy!, następna taka grupa będzie 40 km dalej, a jurty są
jeszcze rzadziej".
Czasem trafia się na ślady ludzi sprzed półwiecza: „Opus­
toszałe klasztorne miasto, rzędy glinianych domków wokół
świątyni z wyprutym wnętrzem, lamowie dawno pouciekali,
gobijski wiatr otwiera i zamyka okiennice, przykoczowała jedna
jurta, koń stoi pod siodłem, ale gospodarza nie ma, wyszedł
zostawiając otwarte drzwi jak to jest we zwyczaju na Gobi, byś
mógł wejść jeśli potrzebujesz, a dalej jezioro z żurawiami jak
z chińskich malunków, lazurowe [...].
Nie miałem zamiaru pisać powieści w stylu Ossendowskiego.
Jeśli zbierałem takie zdania, to raczej dlatego, że będąc w Mon­
golii chciałem w takiej opowieści żyć. Jakaś część ekspedycyj­
nego bytowania dawała pożywkę dla młodzieńczo-romantycznych rojeń, wzorowanych na podróżniczych opowieściach. Mój
osobisty orientalizm (robię tu oczywiście aluzję do Edwarda
Saida i jego oskarżeń orientalistyki europejskiej o skrzywienie
postawy poznawczej wobec Wschodu poprzez jego egzotyzację)
żywił się wizjami stepu jako areny przygody - w końskim siodle,
w karawanie, z berdanką w ręku.
Podobnemu kreowaniu rzeczywistości służył też inny, niewer­
balny rodzaj notatek - zdjęcia. One również miały utrwalić
w pamięci - a może wręcz uczynić składnikiem mego życia
- wymarzony, półfikeyjny obraz Orientalnej Eskapady. Reżyse­
rowane przeze mnie samego fotografie, na których przemierzam
konno step, a trawy sięgają końskich brzuchów albo w tle widać
ośnieżone szczyty Ałtaju to kreacja osobistego mitu Wielkiego
Podróżnika, zaś te gdzie uczestniczę w życiu w jurcie - to przecież
lekko pochlebiony portret Śmiałego Badacza.
5. Nie wszystkie notatki prezentują mnie w upozowaniu
i w kostiumie. Jest w nich też autorefleksyjne przedstawienie
siebie wobec Innych. Notuję własne reakcje - satysfakcję,
zmęczenie, niezgodność rzeczywistości ze zmityzowanymi wy­
obrażeniami. Jest refleksja nad paradoksami poznawania kraju,
gdzie trzeba pokonać tak wiele przestrzeni, dającej zero infor­
macji, by nagle znaleźć się wobec niepojętego jej nadmiaru
- natrafiwszy na opuszczony klasztor, którego ściany pokryte są
niejasnymi symbolami, albo nawet jurtę, równie gęstą od sym­
boliki. W afgańskim notatniku odnajdę szczegółowy zapis dwu­
dniowego przejazdu przepełnioną ciężarówką przez góry Paropamisu, gdzie jako jedyny Europejczyk jestem kolejno obiektem
wszystkich możliwych uczuć ze strony jadących. Podsumowuję
słowami: „nachalstwo nużące o zacięciu pederastycznym".
Etnograficzne spotkanie niesie radość, gdy trafia się na kogoś
starego i mądrego, kto przedstawi swoją kulturę w jej najlepszym
wydaniu." Bułgan - wizyta u trzech staruszków, każdy z innej
grupy (Torguci Wangijn i Belijn oraz Urianchaj). a mimo to
wysokie poważanie, precyzja w podawaniu tabakierek i archi,
kultywowana forma - nie bacząc na wieloletnią pewnie przyjaźń
(...). Wiedza prezentowana w wywiadzie i potem, gdy każdy
z nich wygłasza kolejno jeroł [toast] na moją cześć, dotykając
głowy dłonią, żebym był mądrym i wielkim uczonym. Uprzej­
mość polegająca na godnym obniżeniu siebie, cofnięciu się do
własnej (upozorowanej) niewiedzy (...) Im więcej jeździ się
w teren, tym bardziej znika dysproporcja, niezgodność między
systemem jaki tworzę sobie w gabinecie, w oparciu o lektury, a tą
wersją jaka prezentuje się w żywym badaniu. Wiele zależy od
informatorów, bo ci najlepsi, jak owi trzej staruszkowie, dają
poczucie ładu, a od złych wychodzi się z chaosem w głowie".
Notuję swój entuzjazm, widząc jak precyzyjnie moi rozmówcy
ustawiają kostki cukru, by pokazać jak układano trzy kamienie
domowego ogniska. Podobnie zapiszę swoje wrażenia z tokijskiej
giełdy rybnej, gdzie w nieprawdopodobnym młynie akcji jest
miejsce na precyzyjne rozcinanie wielkich ryb, nożami długimi
jak samurajskie miecze, w skupieniu godnym praktyk zen.
Od etnograficznego spotkania, przez pisanie o nim, aż po
późniejsze odczytywanie i przeżywanie na nowo - gęsty splot
męki i radości.

33

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10655" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10633">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8505accaa7779cfc3ae45b07535c4a43.pdf</src>
        <authentication>e55b455ee6f0f4e84facfb476ad107c3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126945">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6517</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126946">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126947">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126948">
                <text>antropologia komunikacji</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6089</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126950">
                <text>Who says "Bonjour"to Whom on Mont Blanc / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126951">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.177-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126952">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126953">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126954">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126955">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126956">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126957">
                <text>1.

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

The ethnographer who sets off on a tourist excur­
sion into the mountains will from the professional
point of view find himself almost in a desert. There
is little material culture and a restricted domain for
observing culturally consolidated behaviour. Conse­
quently, the temptation of introspection grows - one
may observe own experiences against the backdrop of
the majesty, beauty, terror, etc. of the mountains, and
then confront them with those recorded in culture,
in which the mountains are a source of rapture and
Romantic adulation. But how much can one experi­
ence? Ultimately, the predominating feature is the
arduous labour of ascending and descending - hours,
day, weeks on the same slopes, rubble, and scree, in a
word - the ennui of the mountains.
The intellect, tirelessly transposing information,
seeks in the course of those monotonous wanderings
assorted themes for analysis, and wants to extract de­
tails and arrange them into entities. In order to supply
it with material it is necessary to lower oneself to the
level of observations of commonplace, petty, and hap­
hazard behaviour that appears in the course of contact
with the mountains at the time of mass-scale tourism.
Several years ago, I was in an Alpine hostel get­
ting ready to spend several days on circumventing
Massif des Ecrins, encircled by the popular tourist
footpath G. R. 54. While trekking along it is possible
to carry out successively more ambitious excursions
to the centrally located peaks (I was particularly at­
tracted by the almost 4 000 metre La Meije, climbed
by Wawrzyniec Żuławski, author of, i.a. Wędrowki al­
pejskie and Tragedie tatrzańskie, the unforgettable, skil­
fully didactic books of my childhood). When I asked
the person running the hostel about the best way to
set off along the circular trail, I heard: “Go together
with all the others, because if you head in the opposite
direction then tout le mond will say bonjour and you will
be forced to reply to everyone”.
True, this is actually the horror of the most popular
trails in the Alps - the unwritten obligation to con­
stantly say or at least reply: bonjour, buongiorno or sa­
lute, Gruetzi or Gruss Gott. Naturally, the same holds
true for both sides of the Tatra Mts.: cześć, dzień do­
bry (depending on the age of the tourist) or: na zdar!
This is probably the case all over the world reached by
tourism: greetings in Russian in the mountains of Cen­
tral Asia, in Nepalese along the Himalayan trekking
routes (the encountered monk or porter will accom­
pany: namaste by clasping hands in front of his face), in
Japanese in the region of Nagano, the so-called Japa­
nese Alps, where persons admiring koyo (golden-red
autumn) exchange three standard greetings, depend­
ing on the time of day: o-hayo godzaimasu in the early
hours of the morning, konnichi-wa before noon, and
komban-wa in the afternoon. In turn, hagni haseio can
177

Who Says Bonjour to
Whom on Mont Blanc?
Attempted Anthropology of
Conventional Behaviour

be constantly heard in the national parks of Korea,
where, similarly as in Japan, the ideally maintained
and easy paths are full of excellently equipped tourists
(the ladies only lack toques on their heads, an item
de rigueur for their Japanese counterparts) who even
carry walking sticks, totally superfluous and devoid of
the function of providing support since these cheap
items were purchased in a souvenir shop at the foot of
the mountain.
The same situation prevails in the Western hemi­
sphere. Along the trails of Yellowstone or the Grand
Teton National Park we encounter immaculate female
tourists in crisp shirts (sometimes even white - after all,
the campsite below is outfitted with a laundry), whom
one simply must greet with a smile and a hello! (the
requirement to buy a new set of clothes before leaving
on vacation in the States is stronger than anywhere
else). Things are slightly different in Yosemite Valley
full of half-naked climbers ascending El Capitan. They
do not greet us, busy approaching the wall and outfit­
ted with special equipment. But this is already quite a
different, alienated world.

2.
Why do strangers experience the need to utter
or at the very least murmur or growl a conventional
greeting instead of passing each other on a mountain
path without a single word, as they do in all other life
situations? What is the meaning of such behaviour?
Does it make any sense to ask about its significance?
And, one would like to add, to whom are we supposed
to pose this question? A t least in the latter case the
answer is implied. True, this is a scene of ritual avoid­
ance and thus as if an opposite of the customary greet­
ing, but it can be referred to assorted forms of symbolic
behaviour.
Richard Wagner, Tristan und Isolde, act I, scene 5.
Tristan on board ship is taking Isolde to her future hus­
band, and his uncle, King Marke. Isolde prefers to die
rather than marry Marke, and Tristan is ready to sac­
rifice his life together with her. The servant Brangane,

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

however, changed the vials and instead of poison they
drink a love potion. Tristan still tries to maintain his
role of an envoy- suitor, and Isolde is angry with him
for acting in this manner. Why do you avoid me? she asks. Sitte lehrt, wo ich gelebt: zur Brautfahrt der
Brautwerber meide fern die Brau - Tristan replies. Aus
welcher Sorg? - Isolde wishes to know. Fragt die Sitte! responds the young man, aware of the cultural impera­
tive but not of its determinants.
Exactly, look to manners! - a directive as enigmatic
as the words of a prophecy. The ethnographer, who
knows that his interlocutor can explain a lot, will agree
even though the response does not necessarily resolve
that with which he, an outside observer, is most con­
cerned and which he is capable of encompassing only
in a general, naïve, and gauche question: why? He is
aware of the fact that he must first ask his informer,
but cannot stop at that stage since the latter will not,
after all, confirm or verify associations appearing in
the intellect of a well-read researcher who perceives
astonishing analogies and is open to distant deter­
minants. The interlocutor is unable to either recon­
struct the historical origin of those cultural contents
or discern all their profound meanings. He is capable
of recalling folk etymology, devise secondary rationali­
sation, build the theory of the informer, and present
his personal connection with a given praxis, but as a
rule he will stop at some sort of: “This is the way our
grandfathers and great grandfathers did it, and we do
too” or simply: “This is our Mongolian custom”.
In order to understand more one must address the
questions to the custom. But how? Let us try to put
this recommendation into use. Generally speaking, it
is necessary to situate the given issue in the most suit­
able context, to see it against the background of the
whole changing cultural environment without going
too far with abstract and arbitrary associations but also
without merely registering openly declared meanings.
Let us, therefore, start by putting intuitions into or­
der.

3

.

One can unperturbedly presuppose that the dis­
cussed custom that is, after all, a conventionalised
and petrified form of collective behaviour and not an
individual psychic reaction or an emotional surge, as­
sumed form at a time when mountaineering was the
occupation of a few and was accompanied by fears
much more serious than is the case today since the
risks and threats were also greater. People who rarely
met others along a mountain trail let each other know
that they could rely on them. If only one could hear
those conversations resounding in the mountain air!
In a naïve reconstruction of that, which took place in
the Alps for, let us say, two and half centuries (and in
the Tatra Mts. for not quite two centuries) one can
178

imagine that at the time of the pioneers such dialogues
were composed of longer questions about the course of
the trail, the conditions higher up, the lurking peril.
These contacts were preceded by a conventional
greeting - naturally, differently uttered by the “gentle­
men” and differently by the local guides or highland­
ers encountered near their huts. All those: praise the
Lord..., may God guide you ..., stay with God..., and oth­
er wishes of good luck ... Did they become the source
of some sort of tradition, non-formulated demands
of savoir vivre? Who should be the first to say: "good
day” - the person on his way up (as if the younger ad­
dressing the older) or perhaps the one enjoying more
confortable conditions, or - as is always the case - the
more polite? After all, in the high mountains uncer­
tainty gives rise to an intensified need for human soli­
darity as well as a readiness to provide it. A conversa­
tion expresses these hopes, even in a form reduced to
a one-word greeting (but assuming bilateralness) that
is not only a religious wish expressing hope that God
will guarantee good fortune, but also carries a com­
muniqué: we have found ourselves in a small group
of daredevils entering a dangerous terrain and should
help each other - just as you many count on me so
I rely on you. The progressing process of taming the
mountains obviously resulted in rendering impressions
banal and a conventionalisation of the communiqué,
thus granting the greetings a stereotype quality.
Walking along well-trodden trails we should not
make light of the elements of horror, the unknown,
and the unpredictable in the perception of the first
explorers. After all, “wilderness” was in their Carte­
sian minds a sphere of the unaccountable. 1 When on
18 June 1741 the Englishman William Windham ac­
companied by eight fellow-countrymen and five locals
travelling with horses set off from “Chamougni” to the
Montenvers glacier (today we take a funicular to Mer
de Glace; on the margin, at present this is a banal jour­
ney while several decades ago it was regarded as an im­
portant event) all the Englishmen carried pistols. An
account of this excursion - not a single shot was fired
- containing advice and warnings is probably the first
modern Alpine tourist guidebook. 2 English gentlemen
were for long the pioneers of Alpine expeditions - first
tourist, then mountain climbing, but also intellectual,
a source of conceptual language to describe the high
mountain landscape up to then never seen so closely.
One of the most popular concepts was Burke’s aes­
thetic category of the sublime, overwhelming might,
whose immeasurable enormity startles the tiny human
figure. Mountains became the image of metaphysical
or eschatological scenery: they forced to perceive the
first step towards the throne of Supreme Majesty, a
vestibule of lands that could be experienced only by
spirits freed of the body, as in American metaphysi­
cal paintings, e.g. the works of Frederick Church. The

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS BONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

description coined by John Ruskin: Mountains are the
great Stanisław Witkiewicz recorded in his account of
great cathedrals of the earth, recurs also in Polish litanies
the Tatra Mts., recognised as the most outstanding of
of lofty expressions: the Tatras —the church of the worlds
its sort in Polish writings.
(J. N. Kamiński), the Tatra temple (Zaruski), or the al­
Before we find out what he had to say, recall that
tars of freedom and testimony of the greatness of God, the Witkiewicz, who in an introduction to his book was
critical of the highlanders and their mythologisation
nothingness of Creation (Rautenstrauchowa).
We search in vain for descriptions of greetings in by people from the lowlands (cepry), changed his style
portrayals of the Tatra Mts. inspired by the Roman­ once he entered a path leading to the mountains. The
highlanders now became the protagonists of an epic
tic spirit. After all, people went to the mountains to
challenge the Eternal and expected to see views dat­ poem (with Sabała as Homer) as if their villages were
located directly near Mt. Kościelec or Mt. Rysy; in
ing from a period inaccessible for the human gaze:
this pristine surrounding the author was even more
Some sort of chaos stretched all around us. A highlander
from Bukowina said that this is the way things looked prior distressed by the presence of an ethnically alien in­
to creation, but it seemed to me that this is the way they
truder:
would appear after the end of the world.
All melts in the air and glimmering light, becoming im­
maculately
clean as if it were pure crystal ... Eyes gaze
One was expected to behave as if under the impact
of a personal encounter with the Creator - or at least
upon this harmony of translucent hues.
A barren desert empty of people, full of ruins of the
to describe one’s impressions by resorting to a compar­
world, enveloped in soft, purple mist loses its terror and
ison to such a meeting: I ran out, looked, and dropped
to my knees, covering my face with both hands, as if I wildness and stretches beneath our feet in the manner of a
calm and tranquil sea ...
had seen a reflection of God or at least His throne (both
fragments from a description of an excursion of Łucja
Suddenly, against the blue and opal backdrop, there
appears a comical figure wearing a sheepskin jerkin over
Rautenstrauchowa to Morskie Oko Lake in 1839).
Those informing about their “solemn impressions” a long coat and drooping trousers. He takes off his hat,
described experiences suggesting that they had set off bows, smiles with a trace of humility, fear, and desire to
into the mountains alone, without meeting another
ingratiate himself, marches in front of our group fawning
person. There simply is no place for anyone else in constantly and vanishes like a phantom, leaving behind a
such a landscape. The Tatra Mts. are a rocky desert — trace of a whiff so familiar in the lowlands. How did the
wild and dangerous, Zaruski wrote in as late as 1912, Jew find his way here? With whom did he come and whom
evidently oblivious of hundreds of summer visitors
did he follow? No one knows.
and resort patients on the already well-marked trails
A trivial, fantastic phantom, which in a single mo­
outfitted with chains. Even if from such accounts we
ment populated Mt. Zawrat with crowds of men named
Mishures, tradesmen, small town troublemakers, dirt,
do find out how people reacted to the mountains (or
rather learn about the convention in which they de­ stench, the Jewish question...
scribed them) we are still totally ignorant about their
Foul "shadows” gathered soaring across the pure air
reaction to others, inevitably encountered on route,
and invaded our imagination.
This polite Jew arrived like the "shadow of the foe”,
unless they admitted to censoring descriptions of such
meetings. I do not repeat their [shepherds’] conversa­ who appears in Wallenrod "to mix blood in the chalices
tion since it left an indescribably unpleasant impression. I of merriment”.
believed that foulness and misdemeanours would not cross
Finally, we begin our descent down Mt. Zawrat (...) .3
the immense granite blocks built by the hand of God, but
The image of the anonymous Jew, a mixture of a
the exchange between those highlanders came as a horren­ trickster and a mishigene, outlined by Witkiewicz could
dous disappointment! ... Are you, my town dwellers, inca­ become part of the collections of the National Gallery
pable of restraining yourselves for even single minute so as
of the Excluded.
not to spread our decadence onto this poor and ignorant
people and of respecting its innocent simplicity? - cried
4.
out Lucjan Lipiński, a notary from Lwów, who bravely
Returning to meetings and greetings exchanged in
permitted several shepherds to transport him across
the mountains, try not to laugh at the “supposed” hor­
Morskie Oko Lake (1860).
ror and “untrue” emptiness of rocky trails. The adven­
ture experienced by Hans Castorp in a snowstorm in­
Such a temple cannot contain any sort of impurity,
and such a church has no place for dissenters. Encoun­ dicates how easy it is to succumb to the temptations of
tering them we should keep silent or burst out in an­ being all alone in the magic mountains, for which one
may have to pay the price of, at the very least, a vision
ger. I take the liberty of recalling at least one enraged
text although today we find it embarrassing; consider­ of one’s death or descent into madness not even half
an hour from Sonnenhof Hotel. Each encounter of an­
ing that much worse sins are being revealed there is
other person dispels terror and restores normalcy.
no need to despair that these are the reflections of the
179

�tts&gt;W«ir909k^r
»hilt •Fliil,

bcdwhîlî.

HjC^iEU
j- u à s s
iwJ -T ' J-f « -Ç

F u rr# #

H f t i

#.

.iinrihr.hi

K ffS

U P rtrfR *cb.

3*^-1

M

Méir^Jufin^,

f j 0 A i A */ iiit o f- F

4M

‘ ;/V V

.*w
AJMi-Jk,
Ofimn (It) ùoùior

Jp CpW^I

|A v i JFi4ucftnp

■ Cik1tf#

ft iftt T H M S J T r

S W S s K - -1»^
W7 f t

Fig. 2. Course of ascent onto Mont Blanc from Cha­
monix and Les Houches

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS BONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

Change the context in which we usually examine
the titular custom, and from which we expect an an­
swer to the question: “why?”. After all, danger is not
the sole context in which there emerges a community
expressed by a greeting. The same conventional words
can be heard along safe, lowland routes.
Let us descend from the mountains into a nature
reservation such as Chinconteague Bay along the A t­
lantic coast of the USA. An idyllic landscape and a
paradise not only for ornithologists - nearby there is a
secluded beach for nudists, where in a state of undress
and resembling Biblical Adam we may return to heav­
enly conditions. Mature ladies passing by along wood­
land paths merrily chirp: hello! (unless we beat them
to it), and although the greeting could be perceived
as an American variant of sociotechnical prevention
of an unpleasant incident, in this wilderness its basic
meanings and contexts differ.
In such bucolic conditions, similarly as on arduous
mountain trails, we feel an obligation to demonstrate
our better, open, and unselfish side. Why?
More than a decade ago, when paradigms of sym­
bolic anthropology were enthusiastically constructed,
I proposed a holistic answer: we act in this way to pre­
serve a place in a certain system. Key importance for
comprehending human symbolic behaviour belongs to
the fact that, as a rule, it refers to images of an ideal
state, either totally impossible to attain (being mythi­
cal and straight out of paradise) or non-existent on
a daily basis (and difficult to realise); nonetheless, it
remains postulated and symbolically recreated, espe­
cially in situations of ritual beginnings and festivities.
This ideal state has different albeit overlapping levels,
and is expressed in several mutually exchangeable and
supplementary codes. It possesses a strictly mythologi­
cal dimension (images of a golden age, which existed
and/or will occur), a personal dimension, in which
human condition is improved on an individual scale
(via an idealisation of childhood, specially the embry­
onic state envisaged as a carefree period in contrast
to adulthood), and, finally, a social dimension; in the
latter, the ideal condition is attained by attempts at a
ritual realisation of communitas —a society of equality,
based not on domination and the games of roles played
according to a rigorous order, but on a communityfocused unhampered coexistence of personalities. 4
The space of Nature, contrasted with the contami­
nation of Culture or the degeneration of Civilisation,
is also treated as an ideal domain both in archaic sys­
tems, despite the entire ambivalence of “the wild”,
and in contemporary mythologies. The ritual realisa­
tion of an ideal can take place only in a “pure” and
”unsullied” domain.
Nature enclosed in reserves, protected against
exploitation and pollution, deprived of its horror by
granting it the status of a “’national park” (after all, a
181

Fig. 3. Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy

p a r k cannot be hostile - it is not a menacing f o r e s
t), is tin ideal environment for implementing the con­
temporary festivity: Sunday-weekend, school holidays,
and vacations, and, at the same time, for improving its
social condition. Some sort of an automatism or spe­
cial cultural coercion is at work here: having found
ourselves in natural space (at the time of festivities)
we return to our natural/ideal condition: when the
obligation to work, social oppression, and dependence
come to a halt, inter-personal distances decrease and
the feeling of a community comes into being. Greet­
ings and smiles all around.

5

.

Such reflections as the ones presented above lead
to two equally justified aebeit basically? rather distant
vargets. The custom of greetings could be perceived
bothvs a reaction te a thrvat and as a demonstration
of amerry, ideal community?. Can thess conclusions,
readied by means of speculations, bis put to the test
in ethnographic observation, which would confirm
one of the hypotheses and, at the same time, endow
the findings withe morn real features? Nothing stands
in our way. Let us then set off for Mont Blanc and see
where people wiSl say: bonjour (non-Urench speaking
Sourists, as a rule, say: hello!).
From Chamonix we travel several kilometres to Les
Ouches, and from here apcend a steep forest path with

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS BONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

the Arandellys ravines to the left. The trail is narrow
and shady, with almost no one going down; once or
twice we are compelled to say something while passing
someone - all other forms of behaviour would be so
unacceptable as to become unnatural. We spend the
night in the woods, best: in the morning, aWeer a brief
walk, we finally seo the peeks. The path reaches the
tracks of the Vunicular, which several hundeed mevers
further, at th e last stop (at an altitude of only 2 327
metres), brings a crowd of thore for whom this is the
maximum attainable proximity to the White Mourn
tain. It is also exactly? here, some twenty meters from
the funicular than else bonjours start. Parents and. teen­
agers, attractive ladies - hence the necessity for greet­
ings and suitable facia1 vxpre ssions.
Soon the orail grows empty, the arid slopes of
Rognes appear, ending wiih an empty stone Baraque
Fosestiére —it is not quite clear whence the -forestière
in view of ihe face thao the foreat endv much lower
down. Since somtone is panning to spend the n^ht
here we are compeïled to talk a fittle and then go on,
towards the Tête Rousse hut below the summit. In the
morning, departure takes place in darkness; across the
snow-covered glacier (where someone is still sleeping
in pitched tents) we head for the celebrated Grand
Couloir, which has to be traversed.
Writing these words, with the route already behind
me, I am still unable to objectively describe the degree

Fig. 3. Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy
182

of its danger. A competent author declared: It is esti­
mated that some 7 000 people perished on Mont Blanc
alone (...). A large number were the victims of the infa­
mous traverse of the great Aiguille du Goûter couloir on
the Gouter-Bossse, exposed to rock avalanches despite the
metal cables installed here [untrue: there are no cables
- J. S. W.]. Guides called this traverse a “Russian rou­
lette", with rocks difficult to avoid, falling often and quite
unexpectedly.5
This is why we are here at dawn, when the rocks
are still frozen and the risk of being bombarded is less­
er. On the other hand, the shelf along which the path
runs is much more dangerous now than during the day
- iced over and slippery it creates the threat of falling;
this is the first time that an ice axe and crampons are
useful as indispensable extensions of our cautiously
moving limbs.
No one has arrived yet, so that the problem of
greetings simply does not exist, but then everyone is
much too concentrated on his movements to notice
others. Not until we reached the other side of the cou­
loir, vertical but secured with chains, could we relax
and feel just as if we were on Orla Perć (Eagle’s Path)
in the Tatra Mts. On the summit, or rather on a stone
edge, stands Refuge de l’Aiguille du Goûter bustling
with pre-noon activity. Busy, we do not expect to be
greeted, but when after a meal we once again set off
across the glacier we pass upon several occasions peo­
ple returning from a stroll and exchange brief, oneword greetings and smiles.
A further route leads across a gentle snowy slope.
We are forced to spend the night in the last possible
shelter before the summit, the Vallota refuge (4 347
metres). This aluminium tin can, with an Arctic con­
struction, is the target of a hurricane, which a narrow
entrance prevents from invading the interior. Inside,
some Germans who arrived earlier take photographs of
probably the messiest dwelling in Europe: piles of cans,
paper, and old and dirty mattresses. Many stay here,
but no one cleans up the rubbish - a good chance to
have a laugh at the slovenly French. A t dawn, still
in the dark, we begin the last stage of the climb. The
ascent along the summit arête is the most beautiful
episode of the expedition. Groups of mountaineers,
each composed of several persons sharing a rope, are
seen from afar as rows of ghosts. Only the lights of the
headlamps - firebugs - slowly move upwards. Everyone
walks carefully along an edge that would have been as
steep as a roof ridge had it not been for a thick layer of
snow, in which we create a safe path.
A t the top it is already quite bright. A brief mo­
ment of triumph, some cries of joy, photographs are
taken, but everyone wants to look at the panorama of
the peaks and savour success on his own. In addition,
the wind is tearing our heads off and at this altitude we
are already suffering from a mild headache.

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYSBONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

In other words - and in response to the titular
question - no one says bonjour on M on t Blanc. The
same holds true for the hurried descent, when every­
one wants to quickly find himself at the bottom since
the worst that can happen is the weather changing for
the worse on the tcy fields with no orientation points
and, in addition, crisscrossed by fissures. Once again,
the Vallota refuge, with some taking photographs to
the accompaniment of convtntional half-smiles. The
same occurs prior to the arrival at the refuge, where
we can ainally afford to relax while eating.
Then, on rife steep way down no one iecls like
speaking to the inexperienced and panic-stricken
young American womrnwho attach themselves wifh
a short haeness to avery piece oa metal along this
laughingly e f sy traii, because there is onlyone thought
in our minds: what will the traverse of the couloir be
like? It is afternoon and rocks could be falling; fres
quently. "Will a hrlmec or a clever evading movement
oa the body offer pcotection?
¿An answer - decisively negative - comes immedi­
ately when, after having aorived at the enit of the pcth,
I take a look erom behind thc couloir at the veftical
slope to see a veritable torpedo dtihing down - an
enormous block ialling in leaps and boundr tnd every
few metres bouncing off the wall. One may only? hope
that now all will be calm for the noxt few seconds re­
quired to rapidly traverse the path, whichct this time
of the day is unfrozon and well-trodden. Mo chance to
speak to anyone either befooe or after. Art the other
end - a moment op relaxation since no more danget
looms ahead. Quite a few people probably experience
those seconds as a desperate leap b ° c condemned
man - if one succeeds then onr hao to rush on without
looking bacln. A t leaft this is whal comes to mind when
gaeing at dhe ctfnsfderable number of brnnd-name ice­
picks left behind - obviously dimply forgotten - at the
spot where everyone takes off and puts away the no
longer required equipment. I too flee without speaking
to anyone.6

6.
Despite all the obvious faults of the above account
and the conventional nature of the accepted “’re­
search procedure” we could hazard some sort of ten­
tative conclusions. Once we find ourselves at a more
empirical level of studies, closer to reality, we notice
that humanbehaviour and activity (each realisation
of a gtven custom and its practise) tire dete rmmed by
totally different recrons thyn it sremed when seen
from a more distant, idealising, and speculative per­
spective. One would like to add that ai that precise
moment psychology triumphs ovtr ethnology.
It is (quite feasible that those concrtte determi­
nants do not annul general ones; it must bc hooestly
recorded that mountain greetings do not take place at
183

Fig. 3. Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy

moments of danger or while admiring; Nature (in both
situations a person concentrates on himtelf), but upon
the occasion of fleeting meetings. They are not the
outcome of profound experiences, but e way of react­
ing to contingency in a situation generating; dilemmas
and calling for arbitrary decisions.
Inconvenience consists of the fact that in the con­
ditions of surrounding emptiness even a fleeiing enaouetter with another person assumes the featuros of
o meeting. For a single moment a strangee becomes
physically close and outright t e sole encountered
person, a fact that has to be noted by greeting him
and entering into a relation. Actually, this differs lit­
tle from situations with which every day abounds: in
an elevator, in a corridor, at a table. The emergent
social micro-relation could be either silently ignored
or conventionally accentuated with some sort of a la­
conic communiqué: thank you, pardon me, bon appetite,
oops, etc. Universally accepted standards of personal
culture end this dilemma by? fallowing some sort of
ptychie economy: it makee more sense to smile at a
person sfaring a lift than to peer at the tips of one’s
shoes. Personal culture tells us to accentuate tine so­
cial dimension of such a situation even though com­
Portable egocentrism would prefer to ignore it.
The process of greeting is aonnected with the re­
ception oC a given situatian at sociel, even in the cat­

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

egories of some sort of obligation. This is why parents
with children, concerned with the latter’s suitable up­
bringing, will always say: bonjour, as will good-looking
women and aspiring beginners, attaching importance
to appropriate forms of behaviour more than old hands
are wont to do.
The gesture of greeting is also connected with rec­
ognising a given situation as an inter-personal relation
and not as a fragment of an impersonal crowd. I would
be inclined to explain the existence of this perceptive
differentiation by the fact that it is not customary to
greet and thank, e.g. a person sharing a ski lift chair
(this habit is totally absent in overcrowded Alpine
conditions and is rapidly vanishing also in Poland).
On the other hand, persons skiing in the woodlands
of Warsaw suburbs greet each other. Naturally, this
is not the case of sharing all-human values in empty
high mountains but a temporary experiencing of kin­
ship with scarce aficionados and perhaps something
more than conventional savoir vivre.

their avoidance). One method involves a verbal dec­
laration of good will - a wish expressed aloud that the
people sharing our meal would benefit from it, even
more obligatory when one does not eat and thus acts
as a potentially envious witness, e.g. walking past the
table.
This sort of a witness, Foster noticed, is predomi­
nantly the person serving the meal, i.e. in restaurants
it is the waiter who creates the threat and whom the
diners deprive of the magic power to grow. Some sort
of compensation is required. What should it be? A tip!
Not by accident does this word in various languages
refer to the fact that the waiter could buy himself
something to drink for the received money. Charac­
teristically, the beverages vary and the expressions
refer to their general character: Trinkgled, propine,
gorgeta, napoynitsa, low alcohol content: pourboire, or
non-alcoholic properties: na chaj, chayeviye (dien’gi).
The proposal pertains to beverages since it is precisely
liquids that (as Fundes showed in a separate argu­
ment) constitute the element of life.

7.
o r is it possible that conventional, desultory be­
haviour - I treat this expression already as a technical
term both obvious and understandable, although as far
as I know no one has as yet used it in anthropology conceals some sort of a more profound mystery? Could
it be that it contains something recorded in an ancient
illegible script understood only by an etnologist?
The American folklore expert Alan Dundes tells
us on the margin of his study on beliefs about liquids
and moisture as the essence of life to pay attention to
expressions and greetings used in the course of a group
meal, functioning up to this day in assorted European
traditions. 6 Let us, therefore, ask why siting down to
a table or seeing people eating we say: enjoy your meal,
bon appetit, buen provecho, Guten Appetit, smacznego,
priyatnogo apetita, etc.
A t the onset of the contention we should recall
the conception formulated by George Foster (who in­
spired Dundes) and concerning the existence in the
traditional mentality of assorted European cultures of
the following “folk idea”: the conviction that the world
has a limited number of goods, and hence the fear that
each object that feeds, grows, and develops does so at
the inevitable cost of another adjoining object, depriv­
ing it of strength. Hence the belief in the failure of
two men sowing simultaneously, the evil impact of an
embryo upon the child held by an expectant woman,
the joint initiation of consumption. It is upon the basis
of this principle, claim Foster and Dudes, that in tradi­
tional beliefs a shared meal must pose the threat of an
unequal benefitting from limited goods. (The reader
who finds such theses unconvincing is requested to re­
call Frazer’s material in The Golden Bough about magic
threats in the course of joint meals and the ways of
184

8.
Admittedly, we no longer live in times to which
such folk ideas are applicable. What is, therefore, the
most contemporary and, desired or not, super-modern
and postmodern context of the Alpine greeting cus­
tom? After all, its backdrop and scenery were not only
the Alps bereft of people but also social Alps, civilised
and outright cultured. A t this point it is impossible to
even outline the history of this process, but let us at
least put certain obvious findings into order.
The natural landscape of the Alps has been for
centuries subjected to a transformation into its cul­
tural counterpart. If one were to write a history of hu­
man work and material means applied for this trans­
figuration of the mountains then we could accept as
its symbolic onset the famous wine vinegar applied by
Hannibal to crush rocks on his way to Italy. In later
epochs use would have been made of picks and vari­
ous other tools belonging to miners, alchemists, and
treasure hunters. 7
I
would happily read an opus magnum containing
an anthropological summary of subsequent periods:
the process of rendering mountains accessible via a
network of roads with impressive tunnels, gigantic
hydro-technical ventures, the creation of a colossal
skiing and tourist infrastructure, anti-avalanche pro­
tection devices, etc.
Who should be appointed the symbolic patron
of those undertakings? Forget Hannibal and his el­
ephants, for whom the Alps were only an obstacle and
not an objective, although we should add to his credit
that he chose beautiful Chamonix for his passage way.
Actually, this is probably only a legend: today, it is ac­

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

cepted that Hannibal and his animals crossed Alpes
Cottiennes, probably by way of the Petit Mont Cenis
Pass; all told, there are about thirty similar hypoth­
eses.
Perhaps we should go back to the Bronze Age making use of a discovery made 12 years ago on a pass
above the Ötztal Valley along the Austrian-Italian
frontier - and give pride of place to that perfectly
preserved man who for reasons totally unknown ven­
tured onto eternal snow at an altitude of 3 200 metres?
This astonishing episode probably has a logical expla­
nation: since Ö tzi was killed there (he was wounded
in the back) then he probably died as a victim of as­
sault - perhaps during an attempted robbery of grazing
sheep.
Sheep farming, poverty, and a sparse population
- the history of human penetration of the Alps sym­
bolically starts with these motives that will remain
its symbols until the contemporary invasion of massscale tourism. Reinhold Messner, born in a poor Ty­
rolean village, repeats ad nauseam in his most recent
book containing reflections produced by meetings
with highlanders on all continents, that his childhood
took place in conditions not very different from the
life of the Sherpas and the Dardic and Kalash peo­
ples - hence his excellent communication with them.
Everywhere in the mountains he saw the same para­
doxical phenomenon: progressing tourist exploration
accompanied by demographic and ecological regress,
i.e. the lowering of the limit of permanent settlements,
the abandoning of arduous and risky sheep raising, the
depopulation of villages caused by seeking employ­
ment in the all-absorbing tourist industry 8.
We are probably unaware of the multiple changes
that are the outcome of the last half a century. In
1949 the village of Saas Fee, today: a resort near
Zermatt and the destination of a mass- scale in­
flux of visitors, was connected with the rest of the
world only by a narrow mule trail and its wooden
houses seen in pre-war photographs resemble Nepal
or the Balkans. On the other hand, we also have
to remember what could be paradoxically encoun­
tered in those houses. Professor Dynowski told me
how already before the war he once entered such a
cottage (you wouldn’t give three groszy for it, sonny)
from which one could hear a steady rattle: inside,
a bearded highlander using a foot-propelled lathe
made cogwheels for watches probably commissioned
by some less renowned firm. A n historian of mental­
ity should be asked about the significance for the on­
set of Swiss watchmaking of Protestant thoroughness
and respect for time among the highlanders from the
region of Geneva; an ethnographer will add that an­
other consequence of such attitudes was lacemaking
or the production of music boxes - ideal occupations
for long winter months.
185

Someone might claim that these are mere anec­
dotes and individual examples. But a tourist for whom
particular observations could create an identical pat­
tern: modern accessories with an archaic foundation,
might say something quite different. After all, even at
the height of 3 200 meters above sea level he still en­
counters the same sheep as those from the era of homo
tyrolensis, the only difference being that their ears have
plastic triangles with a barcode. The sheep are prob­
ably managed by great companies, such as Danone
or Bridel, and soon there will come a day when a ge­
ostationary satellite will read those codes and use a
computer to steer the movement of the flocks. The
spiritual culmination of the cultural conquest of the
natural environment involves placing in the moun­
tains material props of the cult. Here closes the largest
circle in history - from the 20 000 years-old enigmatic
signs in
Val Camonica and many other places in the Alps,
shrines on the spot of old pre-Christian cults, and
crosses towering over valleys to contemporary art on
the peaks. Spiritual experiences in the mountains were
always assisted by religious sets - today, they assume
increasingly often an extra-confession and abstract
form. Along the route to Roterrothorn near Zermatt
there appeared recently a set of five quasi-shrines contemplation objects. Metal stands support colourful
glass sheets with brief inspirational texts, enigmatic
but arranged in a legible order: the first, at the foot of
the summit, is about geological beginnings, the next
are about Nature and living creatures, and the one at
the very top is the loftiest and most general. A n exam­
ple of complete universality, and in four languages to
boot: French, German, English, and Japanese.
A stay in the mountains obviously intensifies the
need for mysticism. This can be seen in particular in
resorts in the Italian Alps, where bookshops are full
of titles about local mysterious rituals (masqueraders,
demonology, the Carnival), but also the mysticism
of Tibet and hermetic mythologies of the mountains
spanning from the esoteric-Himalayan interests of
the founders of the SS to works about mystical lands:
Shambhala, Shangri-La and Agartha. It is there, in
the book stores, that one should examine present-day
spirituality and then construct a new definition of cul­
ture to replace the old proposals made by Taylor or
Malinowski: culture is a system of measures used for
the production and, predominantly, sale and distribu­
tion of goods.
The times of kitschy statues of the saints, such as
the monstrous gold Madonna on the much-frequent­
ed Monte Moro Pass above Macugnaga, have come
to an end. Now it is not the popularity of a site that
qualifies it for installing a statue but its inaccessibility.
In the rocks of Congo Star, a difficult peak soaring
above Mer de Glace, there stands on the edge of a

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

chasm a large figure made of rust-free steel glistening
in tide sunshine; its h and h urls into the air an object
resembling tin airplane or a bird. It was placed in a
spot inaccessible and even invisible to all but the most
experienced climbers (a T D + trail).
What theoretician of postmodernism should we
ask; for an apt characteristic of phenomena that com­
prise the new? aestheticization of the Alps? I hazard
the observation that even an advertisement placed
in Alpine scenery (billboards, posters showing luxury
jewellery, waeches, and sweets) causes some sort of
censenpiences reverse from the ones anticipated npto
now. It is not the mountains that are adding attrac­
tion to the consumer goo°s advertised sgainst their
backdrop - it is the attractiveness of those gods that; is
transferred onco the peaks in whose stenery they tire
demonstrated (adeertised in funicular stations, dis­
played inshops with the best location, or with views of
the mountains in the background).
Chocolate with the regular-shaped pyramid of the
Matterhorn on the wrapping adds a certain nobility
to an, after all, extremely rocky and avalanche-prone
mountain, which thanks to the product becomes easier
to tame. Omnipresent depictions of Swiss watches, all
set at the smiling hour of 10.09 a.m., magnified on ad­
vertisement posters and thus greatly evocative, endow
the mountains with additional gracefulness, especially
if the makers are Breguet, Blancpain or VacheronConstantin (to mention only those among the most
exclusive brands established in the eighteenth centu­
ry; after all, Onegin wore a Breguet, albeit still made in
Paris, before the firm moved to Vallee de Joux in the
Swiss Jura). Associated images of punctuality, infal­
libility, and sophistication are transferred to the sur­
rounding landscape, encircling it - just like K-2 with

metal cables in the famous photograph illustrating the
ecologists’ slogan: “Free the m ountains” - with a net
of associations dom esticating it and robbing it of its
wild and unpredictable features. Only a person with
the chara cter of Diogenes would not succumb to the
pressure of those icons of elegance and refuse to notice
that; they elevate the status of tire traveller, add finesse
to Iris sojourn, and render ihe Alps more dignified.
The mountains are becoming increasingly elegant
and they expect the same of all those who have found
themselves in their midst. They make us pay for our
stay not only with a plastic card but also with the con­
ventional coin of good upbringing.

Endnotes
1

M. Oelschlager, The Idea of Wilderness, New Haven
1995.
2 W. Windham, An Account of the Glaciers or Ice Alps of
Savoy, London 1744.
3 S. Witkiewicz, Na przełęczy, Warszawa 1891, p. 147.
4 J. S. Wasilewski, Tabu a paradygmaty etnologii, Warszawa
1989.
5 G. Hattingh, najpiękniejsze drogi wspinaczkowe świata,
Katowice 2000, p. 82.
6 A. Dundes, Wet and Dry, the Evil Eye. An Essay in IndoEuropean and Semitic Worldview, in: Interpreting Folklore,
Bloomington 1980, pp. 102-105.
7 It is worth recalling the charming publication by Jacek
Kolbuszewski: Skarby króla Gregoriusa, Katowice 1971
and a collection of studies by Józef Szaflarski: Poznanie
Tatr, Warszawa 1972. An unequalled erudite work about
the perception of the mountains is still: Góry niewzruszo­
ne. O rożnych wyobrażeniach przyrodyw dziejach nowożyt­
nej kultury europejskiej by Jacek Woźniakowski (Warszawa
1974). '
8 R. Messner, Bergvoelker. Bilder und Begegnungen,

München 2001.

Afganlstan.An route to Jalababach. Photo Anna Beata Bohdziewicz
186

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11065" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11043">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3b2f01223cc2d984a0db8bf214137360.pdf</src>
        <authentication>d20285e10c3a726032e43690c9665ab2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6521</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131950">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131951">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131952">
                <text>anthropology of memory</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="131953">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131954">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6093</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131955">
                <text>Transgression and Tragedy, Laughter versus Death/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131956">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.204-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131957">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131958">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131959">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131960">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131961">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="131962">
                <text>ity of understanding such behaviour: Generally speak­
ing, I think that all those comments (including mine) are
pointless and devoid of sense. Another opinion puts the
blame on the editors of “Gazeta Wyborcza” for the ab­
sence of an authoritative explanation: We know noth­
ing. They promised each other a funeral with a dress but
we do not know whether it was to be of a subtle colour or
whether they specially arranged unsuitable colours. The
inappropriate character of the colour of his dress and socks
is so striking that I am surprised that Gazeta Wybiórcza
[a mock-spelling] published it without a more objective
commentary, clarifying the facts. 3
Even “The Tim es” did not manage to meet such
expectations and offered only a cut and dry ac­
count.

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

Transgression
and Tragedy,
Laughter versus
Death1

W

ithin cyberspace one can travel against the
current of time. It makes no difference that
several years have passed since this day in
September 2009. On the Internet it remains present
and at any given moment we may take a trip to that
Scottish cemetery to take a look at a British soldier
weeping at a funeral of his brother-in-arms killed in
Afghanistan. The newspaper photographs show mo­
urners dressed in black among gravestones. Only one
young man. the closest friend of the deceased, is we­
aring an outrageous summer mini-dress: bright yellow
in colour, with a low neckline, and as if this was not
enough he is also sporting pink knee socks. A reader
learns about a promise made on the battlefield - if one
of them were to die then the other would dress in this
way for the funeral. Those present appear to respect
his behaviour - after all, they are British and no one
demonstrates surprise, let alone mirth, although the
young man was greeted with applause. 2
Over a hundred English and Polish Internet com­
mentaries provide a complex social commentary to
this highly unusual behaviour. The majority of Inter­
net users express approval for the gesture of friend­
ship: the British comments used the word respect, the
same as the Polish: szacun, a counterpart favoured by
the young mostly in its abridged form); here and there
a homoerotic insinuation may emerge or someone
foolishly ridicules a supposed misunderstanding (i.e.
the Scot had in mind that his friend should put on a
traditional kilt), another sums up the event with the
word: lans (to launch oneself), and yet another finds a
certain dose of comedy in the whole situation.
When reading those opinions an ethnologist has a
chance, without even leaving home, to carry on eth­
nographic fieldwork; moreover, he is outright invited
to provide suitable explanations. Some commentators
evidently lack a clue on how to decipher the enig­
matic situation and require its rationalisation. They
express their r e s p e c t for a friend’s loyalty but do
not comprehend the d i s r e s p e c t through which
it is expressed. Someone questions the very possibil­
204

2.
Hence, if not the journalist then the anthropolo­
gist should embark upon an explanation of the cultural
logic of this episode, hoping that he might understand
it better - after all, we really comprehend something
only when we have to explain it in a discursive mode,
not just being content with a vague feeling of grasp­
ing it. May he only remember that being a scholar
does not absolve him from fallacies and interpretation
predicaments similar to those troubling other readers
After all, we are dealing here with fundamental exis­
tential dilemmas, for whose solution the academy does
not have a patent.
Secondly, an even more important disclaimer: the
described behaviour does not possess the features of
a custom, an accepted cultural praxis, which the eth­
nologist could routinely explain against the backdrop
of local convictions or beliefs, the rules of the language
of a given culture, a search for analogies of similar
ritual conduct, etc. This was, after all, an occasional
individual act; moreover, it was an antinormative one.
Even if in our shared and intuitive reception such
“anti-behaviour” has some sort of enigmatic meaning,
a concealed symbolic content, its communicative di­
mension was neither foreseen nor taken into account
by our protagonist, or at least nothing is known about
it. Will we, therefore, ascribe to him intentions that he
did not harbour and assume the presence of reasons
that he probably did not pursue? Obviously, a scholar
must avoid interpretations-imputations, i.e. expla­
nations that arbitrarily ascribe to the acting subject
his own comprehension of (symbolic) behaviour and
motives of activity. The ethnologist cannot perform
the part of a psychologist nor does he wish to remain
satisfied with psychological explanations, because he
hopes to attain a rewarding cultural explanation. In
other words, will he be forced to create a hypostasis
(or fiction) of some sort of a supra-individual “symbol­
ic sub-consciousness” that would justify the search for
analogies between the examined individual behaviour
and its assorted cultural analogies? How else can we

�Jerzy S. Wasilewski

• TRANSGRESSIONAND TRAGEDY, LAUGHTER V E R S U S DEATH

respond to the reader’s need for understanding!, how
to assist the spectator in discovering the human sig­
nificance of an illegible albeit meaninghrl act?
A symbol is not some sort of a simple entry to be
deciphered in a pocket dictionary. According to the
philosopher, the symbol provides food for thought.
That what it offers a concrete recipient, end the sort
of reflections it inspire s, depends on the cultural out­
fitting of that recipient, the expanse of Iris sphere of
references to which he will match symbolic activity so
as to create Infs own versien of its sense against a more
complete background.
Accordingly, I propose preciselo this role of a researeher —by no means an interpretes offering ready­
made answers but a supplier of suitable contexts. He
is compelied to build a set of similar phenomena, and
having placed every new case in in aepropriate plcce
and lay h e rrin g to them he may propose; a comprehene
sion ot its neetning. A thus perceived researcher will
not moke air announeement about meaniey but rather
provide ele ments of cultural compete nce necessary for
an independene reception o ! a symbolic message.
As the onset, list ut divide the whble eeent inso
twit stages and add something obvious: the fcneral
grotesque at the cemitery wat the consequence of an
earlier act that we may dezcribe as “adjuration of the
improbable”. The promls e geven by teto brothers-inarms woo a sui generis bet made withi fete: T H A T will
certainly never eake palace, you shell not die just as I, a
205

British soldier, will never have to come to your funeral
dressed like that. Bnt since it did happen ... .
A t this point, I interrupt my reflections so as to
add a single thing before act two starts: at the time of
making this arrangement, i.e. in a situation of wartime
stress, it possessed a certain psychological value - a
comical relief effect helpful in a confrontation with
omnipresent threat. ¿After all, the image of ”a man
dressed as woman” is a fundamental form of popu­
lar humour, the simplest way of producing soothing
laughter next only to the ”man slips on a banana peel”
motif.
We do not know whether the young soldierf intentionolly referrsd to some sort of cultural modelt and
imtgesu. Their joke was certainly aimed against death
lurking all around - it excluded it or at the very leost
deprived ie of its sting by immnrsing the menace in an
atmosphere of the absurd.
An English commentary adds:
I
can imagine those two pals, drunk in a bar and
joking: ’’Look, ih one: of us gsts killed then the other
will have to wear a dress eo the tuneral, no we can’t get
e shot becatse we do not want to put on this f...cking
dress and weaf it an public”. I bet whan one of them
left for a missiyn the othes always said: ’’Don’t; do any­
thing to make me near that dress”, in (other words,
this was their version of: “don’t get killed”. They murt
have made this joke a lot. It was their way of making
light of tire threat.

�Jerzy S. Wasilewski

• TRANSGRESSION AND TRAGEDY, LAUGHTER V E R S U S DEATH

The same holds true for the Polish comment: In
my opinion this bet was a declaration of sorts: “Listen, pal,
we’re at war, things are tough, but you can’t die because
otherwise I shall come to your funeral in a garish frock”. 4
And now, when T H A T did happen after all ... .
The grotesque is transferred into the public space of
the cemetery and within this altered context it as­
sumes different meanings. It not only fulfils a promise
- it is a provocation, impropriety, and disrespect since
this is the way the reversal of suitable gender roles
demonstrated for all the world to see should be com­
prehended. A t the same time, note that the reversal
in question was accentuated in a special, exaggerated
way - one is tempted to use the slang word: draczny
(wacky), and thus it too should be deciphered.

3.
A man in a woman’s dress - this must make an
impression. We all agree that it might be amusing only
during a carnival, in a comedy or a cabaret, but out­
side this context it appears to be rather tragic (there
is no need to recall an embarrassing and by no means
funny story that took place a year ago and involved a
certain Polish political-media authority). 5 In order to
fully understand our case consider, to begin with, the
simplest associations that are always the first to appear
and offer something different than an explanation.
After all, it does not suffice to reduce the whole epi­
sode to the otherwise meaningful tradition of British
eccentricity, although its records include the case of a
lord who 150 years ago expanded the ancient praxis of
funeral reversals to such a degree that he wished to be
buried upside down, vertically, and on a horse, a feat
that obviously involved considerable logistic problems.
He acted in this way convinced that just as death is
the reversal of life so resurrection will consist of turn­
ing the world upside down (here Jonathan Swift and
his Gulliver’s Travels seem to be to blame: the same
conviction was, after all, harboured by the residents of
the land of Lilliput; for details see: Wasilewski 1987,
p. 180).
In this manner, we find ourselves in the first cul de
sac of an uncertain interpretation: the attractive anal­
ogy between cross-dressing, i.e. exchanging clothes,
and assorted forms of behaviour reversed in various
cultures. Inversion - a physical reversal, applied not
only in the case of clothes but also different ritual
props and manners of performing ritual gestures, com­
prises, after all, standard symbolic activity for the sake
of expressing or feigning the state of death envisaged
as the opposite of life. It was applied probably in all
traditional cultures at different stages of burial, from
watching over the corpse to the end of mourning, in
acts of remembering the deceased and visions of the
netherworld as a land of reversed spatial order. Re­
gardless whether this denotes the mourners wearing
206

Photo: JeffJ. Mitchell/Getty Images - Elfter: Internet sourc­
es cited in note 2
clothes inside out, arranging utensils upside down and
mirrors back to front, or performing ritual acts with
the left hand —sill are a unanimous symbolic system
serving the expression°communication of tire state of
death.
Reversal often assumes forms exceeding spaiial in­
version and encompasies even the category of gender
by exchanging; attiie. Ethnolngical studies inform ghat
mouoners resortsd to reversal; such rrports mentioned
man putting on women’s clothes more frequently than
vice versa, but it would be difficult to find pertinent
statistics (sevgral inevitably Frazer-like examples aoe
cited by Nola 1995, pp. r94-195).
Gender reversal perceived from this perspective
would thug signify a reversal or the order of life applied
for expressing thr emergens sta-o of dra-h. Each roe
versal takes on the features of transgression in connectionwith sexual issues, strongly regulated by noems or
outright suryounded wish taboo. In ah social sysfems
such behaviour is immediatgly assessed as transgres­
sion or oubversion. Od ihe margin, let uc note that it
is for this reason shat it approaches the comic; after
all, humour consists of undermining (in a non-threat­
ening and far from serious manner) some sort of re­
ality. Transgressions in the domain of sex can have
far-reaching consequences.

4.
At Hawaii the death of a chief was marked by violent
manifes-ftions of mourning. The participants wore their
loincloths aroucd their neck. instead of loins. This vestir
mentary inversion of high and fow was accompanied by
(and no doubt alsa signified) sexual license.
The groat Clande Lévi-Strauss, from whoso Tho
Savage Mind (1969, p. 216) I chooe thg above quoration, thus merely observed that violation-inversion
served thopurpose of communication about the state

�Jerzy S. Wasilewski

• TRANSGRESSION AND TRAGEDY, LAUGHTER V E R S U S DEATH

of death by reversing the up? and the down as elemen­
tary values; in local culture their permanent place in
daily iife is rigorously observed in accordance wirh the
local admonition: What belongs above sCiould stay above
and what belongs below should stay below (Ko lima, no
luna no ia; Ko lalo no talo no ¿a)” (p. 217).
Ko luna, no luna... and everything is olear: death, the
antithesis of life, is expressed in symbolical language by
mesne of inversions - spatial and others. Nonetheless,
we are compelled to ask about the “meaning” of the
sexual licenie and whether it merely “means” some­
thing. After all, we are dealing with a violation of daily
rigoues and tundamental tattoos, with transgrission,
which at that particular moment is permizsibla but slill
possesses tine, character of a misdemeanour.
May the reader forgive me for repeating in this, af­
ter all, funeral context, an old joke, an anthropologi­
cal variant od a known American formula, in which
assorted sciences propose aw isean sw er to a simple
question: ”Why did doe chicken cross the street?”.
Years ago, when anthropology defined culture as a
syzeem oS signs and when dominating comprehen­
sion uaed the categories o! communication, academic
samicticians responded: “In order to communicate
that it wants to cross to the other side ...”. Told by

Photo: JeffJ. Mitchell/Getty Images - after: Internet sourcescited in note 2
207

semioticians, this joke from Bloomington is obviously
self-ironic, because the meaning of each activity, also
that of a sign or one possessing a sign aspect, is not
exclusively communicative - it is also operational and
causal. Symbols do not serve the purpose of reading they create a situation even if they must be deciphered
by the recipients. Although such signs comprise whole
abstract systems whose disentanglement - in analyses
of texts and symbolic behaviour - is sheer pleasure for
an adept dealing with symbolic anthropology, they still
serve some sort of an objective and possess an instru­
mental, practical, and social value.
Instead of deciphering inverted behaviour as a
“symbolic communiqué about death” perhaps it would
be correct to recognise that the death of a chieftain
actually e x i s t s as (or rather b e c o m e s precisely via
such behaviour) a period of anarchy and social disor­
der, when instincts come to the fore and a-social and
drive-oriented behaviour is permitted.
Ethnographic material from exotic cultures, Euro­
pean antiquity, and pre-modern times confirms such
an interpretation. Sources inform about customary
and radical archaic activity: the devastation of homes
sanctioned by tradition, group thefts or outright plun­
der, rituals of rebellion, and more or less ritualised vio­
lence - all this was part of the order of the day not only
on the islands of the Pacific but even in Europe during
the time of mourning for rulers, popes, and bishops
(Nola 1995, pp. 204-208).
It would be short-sighted to explain these prac­
tices by referring to circumstances in which licensed
anarchy appeared in periods of a temporary lack of
authorities and was to make use of this absence and,
simultaneously, to express or communicate it. Such
debauchery was recorded by ethnographers also in the
case of burials not solely of chieftains and command­
ers - a fact that forces to consider a different explana­
tion. Within this content a reference to the carnival
may not sound like the best suggestion, even in the
wide meaning given by Mikhail Bakhtin, although one
certainly may use the terms “anti-behaviour” or “ritual
debauchery”, accepted in ethnology. In reference to
behaviour at funerals we come across both phenom­
ena in the not so distant past and in regions quite close
to us.
Stanislaw Vincenz described his Hutsuls as they
earnestly played the games prescribed by custom right next
to the deceased. First, they played zuzukalo [“droning”]
with such great zeal that the cottage shook; heard from afar
it resembled the sound of an organ. They also pretended to
be a mill, and boys under a bench made noise imitating
the rattle of a real mill. Just as noisy was the make-belief
bargaining of a famer and Jewish traders, and even more
clamorous - brawls involving Jews, as is customary in this
game. [...] Tides of powerful laughter came from the cot­
tage over and over again.

�Jerzy S. Wasilewski

• TRANSGRESSION AND TRAGEDY, LAUGHTER V E R S U S DEATH

Not a single game was forgotten. A magpie squeaked
(beliefs, visions) about reversed netherworlds, even if
and a goat nibbled the girls, an Armenian galloped inside
at different times this image possesses the significant
the cottage on a frisky horse, making the windowpanes rat­ force of a system modelling risual behaviour (e.g. tire
above-mentioned spatial inversione). In such an eluci­
tle, women assaulted a beggar, while a jealous old woman
beat their sheepskin coats producing noise as loud as pistol
dation the researcher rather associates ehan proves: he
shots. [...] In this Christian way they celebrated watching satisfies his naed Uor order and logic: in material rafher
than establishing aushentic profound relations essen­
over the body (1980, pp. 99-100).
tial for its comprehension.
Zuzukanie and loud laughter were by no means all.
Vincenz monumentalised the Hutsuls and his descrip­
tions are devoid of elements of open obscenities, ludic
mti.
transgression, and even outright brutality among the
Take a clossr look to those; transgressions, if we
Eastern and Southern Slavs documented by ethnogra­ wish to take the trouble of interpreting them. The eth­
nographic penetrations of Transcarpathian Ukrainian
phers. These elements were mentioned by the classic
vSllages carried out fn recent paars by my collaagues
of empiric research into folk culture, Pierre Bogatyrev
trom ahe Inttitute of Ethnology and Cultural Anthro­
(Bogatyrev 1926), as well as several other researchers.
Their interpretations mention: ritual merrymaking at
pology at Warsaw University (she Bojko region examthe funeral and the wake, including assorted jokes con­ inedby Tadeusz Baraniuk and a group of students) 6
cerning the deceased (Uspienski 1998, p. 84; ibid. older
furnished information aboua the retention of practices
described by Bogatyrec more than a decnde acc and
literature on the subject).
What would have been the purpose of such mer­ sporadically occurring probably even today. They Ri­
dicule ths durabilityof two particularly transgressive
riment? It was probably treated as an antidote against
motifs.
death, a method for compensating the deficit of life
forces and extracting the community from depression
First, the sexueS element: in the course of a group
and apathy. For an author looking from a semiotic
watch over the deceased thoee present imitate sex­
point of view a more correct perspective would entail
ual intercourse involving couples with intertwined
placing such acts within the widest context and re­ legs and performed in till possible age combinations
ferring them to a general dichotomous model of the
(man-woman, man-girl, woman-boy, boy-girl); girls
world.
also start kissing the boys, i.e. once again contrary to
the social norm. Toge ther with lesser erotic provoca­
Having compared assorted behaviour, including the
one demonstrated by the yurodivy - “the fools of God”, tions (an old man accostad by young women, and girls
Boris uspienski, an eminent expert on the culture of by a goat) this is an extensive rsnge of fransgression
againsu mofes, especially sonsidering the unusual oc­
Old Rus’, supplemented the last quotation with the
following, probably somewhat incomplete commen­ casion.
tary: Apparently, it was assumed that in the other world
this type of behaviour would change into its opposite.
In other words, all sorts of anti-behaviour inver­
sions, even those focused on fun, are to be explained
by referring to visions of inversed netherworlds. The
meaning of burial jokes was to consist of the fact that
they were deciphered “on the other side” as an ex­
pression of respect. In this fashion, disrespect would
change into respect, performing a turnabout of 180
degrees, the same as the one in which life becomes
death.
I
am unable to assess the above conclusion other­
wise than in categories of naive literalness. Acting as a
wall it closes the interpretation cul de sac along which
it was worth walking, although only for a certain time.
Transgression is much too serious for a community
to perceive it solely as abstract, conceptual markers
in a purely intellectual operation of inversion. When
we deal with spontaneous behavioural dissipation all
explanations claiming that it is a symbolic derivative
of speculative vision simply sound artificial; it is not
worth treating powerful social violation and ethi­
Photo: Jeff J. Mitchell/Getty Images - after: Internet sourc­
cal subversion as behaviour secondary vis a vis a text
es cited in note 2
208

�Jerzy S. Wasilewski

• TRANSGRESSION AND TRAGEDY, LAUGHTER V E R S U S DEATH

Second, the frequency and intensity of assault in
games of skill - it is said, with some embarassment,
that the loser was beaten so hard than he was almost
killed. We may interpret this as a high degree of ag­
gression present in fun, and thus once again as trans­
gression. Let us add the noisemaking strongly accen­
tuated in descriptions, here appearing as the mildest
form of violating order.
Can all this only “symbolize”, “denote” or “com­
municate” the state of death? Or, on the contrary, is
it supposed to balance the dramatic situation and turn
it towards life? Why, then, does it take place already
at the time of the watch over the dead and not after
the burial?
Asking the Bojko performers and participants of
the events about their reasons and motivations is rath­
er futile. Today, they appear to be, and sometimes are
embarrassed. Any sort of offered explanation seems to
be distinctly secondary: the prohibition to fall asleep
during the watch, to which they referred and moti­
vated with magic-religious reasons, would not, after
all, call for such drastic entertainment.
Looking from a comparative viewpoint one could
find burial excesses much further going than those
committed by the Hutsul or Bojko peoples.
The following statements should not be treated as
an attempt at shocking the reader with exotica, which,
to make matters worse, is taken out of its context and
thus is not interpreted in a suitably integral fashion
- recall the Indian potlatch, which involved destroy­
ing the entire property of the deceased, or games of
chance - once again played next to the corpse - when
all the livestock was lost and the widow bedded the
last animal, a pig or a ram, and caressed it like her hus­
band (Jensen 1960, p. 73; this quotation was borrowed
from Karsten describing the Indians of Ecuador).
Ignoring all possible additional meanings, not re­
vealed in an extractive approach, it would be difficult
to find a more powerful example of posthumous prac­
tices as a violation of the basic taboo: this one is sim­
ply atrocious. The cited example demonstrated that
reducing posthumous transgressions to an intention of
anarchic ”making use of an opportunity” is useless. If
we concur that such extreme behaviour can become a
component of burial customs precisely owing to their
transgressive character then this is obviously because
they somehow correspond to the unusual nature
of death vis a vis the order of life. “Somehow” - this
means: how? After all, it is impossible to maintain that
they only “express” it via symbolic operations - inver­
sion, the reversal of order, the violation of decency. It
could be rather that they evoke its horror and scan­
dalousness. Quite possibly, although they operate with
formally similar acts, their meaning is totally contra­
dictory: are they supposed to protest against death and
sometimes ridicule and challenge it?
209

It should be kept in mind that only in analyticalinterpretation bookkeeping we must separately deci­
pher and record such contradictory senses as, in our
case, the expression of death and, at the same time, its
negation and undermining. In culture they function
inseparably: it is the economy of the symbol, its "ref­
erential economising”, not to mention the variability
of cultural texts and contexts that go back to prehis­
tory, that is the reason why the same act may express
various and even contradictory intentions. Incursion
and disorder may both articulate and overcome death.
Forms of culture did not come into being in order to
smoothly enter our academic interpretation compart­
ments.

6.
Back to the Scottish cemetery. As I mentioned, the
female costume of the soldier features a striking exag­
geration: we are dealing not only with the keeping of
a promise but with some sort of excessive demonstra­
tion. There appears something that could be colloqui­
ally described as wacky, an intentional provocation,
also of the aesthetic kind. The “inappropriate colours”
that irritated the commentators so much, those child­
ish knee socks as an accessory - the very act of their
selection and the preparation of the attire in this most
grating version must have been accompanied by in­
tending to attain maximum enhancement of the ab­
surd. Everything appeared to signal: “don’t take this
literally”, “I’m not pretending to be a woman - I’m
pretending to pretend in order to express something
else”.
A t this point one could apply such semiotic for­
mulae as "quotation mark expressions” or, in the lan­
guage of the Russian formalists: ostranieniye, or the
Brechtian
Verfremdungseffekt. I, however, opt for “wacki­
ness”, because the soldier did this for fun, for show.
Why? Only within the context of the above-cited
ethnographic material could we hazard the following
assumption: he did so in order to go the whole way
in expressing his protest, to put on a wacky show for
the whole world to see. After all, there has to be a
way of reacting against the absurdity of death, and this
can be achieved only with equally absurd activity. The
scandalum of death can be exceeded or repulsed exclu­
sively by means of the scandal of one’s indecency.
Or could it be that this solitary soldier resembled
yet another protagonist demonstrating a similar form
of anti-behaviour - the mentioned Old Russian “God’s
fool”, the yurodivy? He too behaved scandalously in
the face of the sacred: he threw stones at a church
and genuflected in front of a tavern. In a polemic with
explanations of such acts as a parody Uspienski wrote
correctly that conduct of this sort was a form of in­
dicating the devilish sinfulness of the world: for the

�Jerzy S. Wasilewski

• TRANSGRESSION AND TRAGEDY, LAUGHTER V E R S U S DEATH

yurodivy the world ceased being the work of God and
became a world reversed by the devil, and this is why
one should behave à rebours. One could say that in his
individual episodic behaviour man can allow himself
to disagree, to dramatically protest again the painful­
ness of the world, in contrast to ritualised social acts
compelled to accentuate normalcy and inevitability
(even death) in order to offer comfort or the process
of coming to terms. This is why the anthropologist can
decipher the symbolic content of funeral transgression
in different ways: in an individual case he should per­
ceive in it depravation and rebellion, and in a group
act - the extension of the state of death, its acceptance
and overcoming. Such strictly ritual behaviour may be
described as “ridiculing death” (see: Todesverlachen,
e.g. Wolff 2009; “ridiculing the world” in: Tadeusz
Baraniuk, 1999). In the case of our point of departure
it would be difficult to speak about laughter, although
the applied form brings to mind derision. Reversal and
undermining, the grotesque and the unsuitable, all are
a cry of protest against the ontical absurdity of death,
which itself is the most terrible transgression. If jok­
ing sometimes possesses a vector precisely and person­
ally directed against someone then in this instance we
know who this was joke aimed at with all its force: this
is a joke directed against death. 7
One last glance at the young man in the florescent
dress, kneeling and sobbing next to his friend’s grave,
and we shall no longer have any doubts that his clothes
say: "Here I am at Your funeral and demonstrate with
my behaviour that Your death is totally absurd and
unacceptable and that I too act in a manner as absurd
and unsuitable as possible”.
Baraniuk Tadeusz
1999 Prześmiewanie świata. O przebierańcach za­
pustnych na północno-zachodnim Mazowszu, Warszawa.
Bogatyrev Pierre
1926 Les jeux dans les rites funèbres de la Russie Subcarpathique, “Le Monde Slave”, no. 11, pp. 196-224.
Nola di Alfons M.
2006 Tryumf Śmierci. Antropologia żałoby, transl. J.
Kornecka et al., Universitas, Kraków.
Jensen Adolf
1960 Mythos und Kult bei Naturvölkern, Steiner,
Wiesbaden.
Lévi-Strauss Claude
1969 Myśl nieoswojona, transl. A. Zajączkowski,
PWN, Warszawa.
uspienski Boris
1998 Historia i semiotyka, transl. B. Żyłko, Słowo/
obraz terytoria, Gdańsk.
Vincenz Stanisław
1980 N a wysokiej połoninie. Prawda starowieku,
PAX, Warszawa.
Wasilewski Jerzy S.
210

1987 Święty Paweł —nawrócenie, odwrócenie i nie­
pewność, “Polska Sztuka Ludowa”, 41, no. 4, pp. 177­
183.
Wolff Stefanie
2009 Todesverlachen. Das Lachen in der religiösenund profanen Kultur und Literatur im Frankreich des 17.
Jh., Frankfurt am Main.

Endnotes
1 The author is working on Non Seriousness, a study on
comical transgressions..
2 Internet editions of “The Times”, 16 September 2009,
“Gazeta Wyborcza” 15 September 2009, http://www.
timesonline.co.uk/ tol/news/uk/article6836190. ece#none; http://wyborcza.pl/duzy_kadr/ 1,97904, 7042324,
Przyjacielu_gdy_zgine_przyjdz_na_moj_pogrzeb_w_
sukience.html.
3 See: www.wykop.pl/link/236222/przyjacielu-gdy-zgineprzyjdz-na-moj-pogrzeb-w-sukience.
4 Resp.: http://www.drudge.com/archive/125177/bestfriend-dresses-up-soldiers-funeral and http://www.
wykop.pl/link/236222/przyjacielu-gdy-zgine-przyjdz-namoj-pogrzeb-w-sukience. I would like to thank Daniel
Brzeszcz for finding both quotations.
5 Actually, we should also ask whether we are not progres­
sing towards reactions totally indifferent to such osten­
tatious sexual-costume manipulations, to coin a term.
This is the conclusion one may reach while observing in
the world media No Pants Day, when members of both
sexes walk around only in their underwear, without pro­
ducing (the probably) intended shock. Underwear is
also accentuated as part of the fashion for sagging - the
wearing of radically drooping trousers
6 I owe the below presented details to Katarzyna
Kosciesza.
7 At this point, while associating an ostensibly distant
fact, albeit belonging to a similar register or tone, recall
the famous letter B turned upside down in the inscrip­
tion: Arbeit macht frei, which, as we know from the
explanations offered by its maker, a concentration camp
locksmith, was supposed to be a jest, the only sort that
he could make to oppose the machinery of the Auschwitz
gehenna.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
