<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?output=omeka-xml&amp;page=47&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-10-05T04:34:43+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>47</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6230" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6210">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fa5683cce58a6fe6f02a6a68249eb94.pdf</src>
        <authentication>f0e95a495743be4465caee3fc818e52d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74157">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3116</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74158">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74159">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2917</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74160">
                <text>Początki państwa polskiego - wersja dla dzieci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74161">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.203-204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74162">
                <text>Stomma, Ludwik; Korulska, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74163">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74164">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74165">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74166">
                <text>Ewa Korulska, Ludwik Stomma

POCZĄTKI P A Ń S T W A POLSKIEGO — W E R S J A D L A DZIECI

Historia Popiela i Piasta jest podstawową i jedyną właściwie
relacją dotyczącą początków polskiej państwowości i pierwszej
polskiej dynastii królewskiej. Legenda ta, opowiedziana po raz
pierwszy na początku X I I wieku przez kronikarza zwanego Gallem
Anonimem, została potem przyjęta i uzupełniona przez innych
kronikarzy, a także przez pisarzy i poetów. Niezliczone przekształce­
nia, jakich legenda ta padła ofiarą, nie mają oczywiście jako takie
żadnego waloru historycznego. Zdradzają one za to intencje ideowe
autorów. Sposób opowiadania mitu, dotyczącego naszego pocho­
dzenia, mitu, w którym w grę wchodzi nasza tożsamość narodowa
i prawowitość władzy — nigdy nie może być niewinny. Czasami
— jak w Królu Duchu Słowackiego — służyć może niezwykle
skomplikowanym i ukrytym konstrukcjom ideologicznym.
Zdarza się jednak niekiedy, że nie da się owego przesłania
ideowego ukryć pod płaszczykiem nazbyt skomplikowanych meta­
for; zdarza się to wtedy mianowicie, kiedy opowiadamy mit
dzieciom. I dla tej właśnie przyczyny podjęliśmy się analizy historii
Piasta i Popiela, w formie, w jakiej współcześnie przekazuje się ją
dzieciom w szkołach i przedszkolach.
Mit ten, przedstawiany dzieciom polskim lat osiemdziesiątych,
ma w zasadzie trzy wersje, dość zresztą podobne zewnętrznie.
Chodzi tu o Przedszkolaka elementarz dziejów Krzysztofa Torbusa,
Jak myszy zjadły Popiela Anny Swirszczyńskiej i Za króla Piasta
Polska wyrasta Kornela Makuszyńskiego. Przedmiotem naszych
rozważań stanie się głównie ta ostatnia wersja — Makuszyńskiego
— napisana już w 1939 roku, ale teraz na nowo odkryta i wydana
w trzech kolejnych wydaniach: 300 tysięcy, 300 tysięcy i 500 tysięcy
egzemplarzy (w sumie milion sto tysięcy!).
Historia opowiedziana przez Galla Anonima jest w istocie mało
skomplikowana: dwu pielgrzymów przybywa do Gniezna w dniu
postrzyżyn syna gnieźnieńskiego księcia Popiela. Wyrzuceni przez
księcia za drzwi, znaleźli gościnę na przedmieściach grodu u biedne­
go oracza Piasta. Przypadkowo i jego syn miał być tego dnia
inicjowany. Niestety Piast nie miał za co zaprosić na to święto tak
godnych gości. Dwu zaproszonych do chaty pielgrzymów czyni wiec
w ostatniej chwili cud: dania ze stołu księcia Popiela w nadziemski
sposób przemieszczają się na stół oracza Piasta. W końcu, nie mając
innego wyjścia, sam Popiel zmuszony jest do skorzystania z gościny
swego poddanego. Pielgrzymi dokonują inicjacji chłopca, syna
Piasta i przepowiadają mu świetną przyszłość. I w rzeczy samej.
Kilka lat później, z woli Boga, Ziemowit, syn Piasta staje się
Księciem. Zaś Popiel — wyrzucony z Gniezna — znika w pomroce
zapomnienia i tylko wiekowi starcy przebąkują, że podobno został
zjedzony przez myszy.
Analizę wątków w opowieści Makuszyńskiego podzieliliśmy na
trzy grupy: A — te, które są w zgodzie z dwunastowiecznym
oryginałem, В — te które są temu oryginałowi obce lub przeciwstaw­
ne, С — wątki o charakterze komplementarnym.
Ad A: W obu relacjach Piast przyjmuje nieziemskich emisariu­
szy, wyrzuconych przez Popiela, co ma być nie tyle dowodem jego
niezwykłej szlachetności, ile raczej jego wrodzonej gotowości do
rozpoznania i przyjęcia nowych idei, symbolizowanych przez przy­
byszy. Ta gotowość usprawiedliwi wkrótce zmianę władzy. Przyby­
sze zaś wyrażają wdzięczność bezpośrednio — pomnażając żywność.
I tyle zbieżności wątków u Galla Anonima i Makuszyńskiego.
Ad B: A oto różnice. U Galla Anonima nie chodzi wcale
o pomnożenie jedzenia w ścisłym sensie tego słowa, a o „przemiesz­
czenie" tegoż jedzenia z dworu Popiela do chałupy Piasta. Dla
Makuszyńskiego jest to pomnożenie w biblijnym bez mała sensie.
U Galla stół Piasta zastawiony został wieprzowiną i piwem.

U Makuszyńskiego — chlebem, masłem, serem i kołaczami. W Kro­
nice Galla — Piast jest biednym oraczem, mieszkającym na przed­
mieściach Gniezna; w wersji dla dzieci, u Makuszyńskiego, jest to
wolny chłop mieszkający w lesie („Miał obejście gospodarskie;
piękna chata słomą kryta; i wśród lasu zagon pola; kędy siał
srebrzyste żyto"). Dla Anonima Popiel jest księciem, który nie waha
się złożyć wizyty swemu poddanemu, ponieważ „księstwo Polskie
nie było wtedy wielkie, a i książęta nie byli jeszcze ni pyszni ni
zarozumiali". Dla Makuszyńskiego Popiel to suweren okrutny,
bezlitośnie uciskający lud („To król Popiel zły i krwawy; mroczny,
groźny i brodaty; w wieży zamknął się na wyspie; skąd na ciche
patrzy chaty"). W końcu — to Bóg — w Kronice Galla podnosi
Ziemowita, jedynego syna biednego Piasta, do rangi monarchy.
W Za króla Piasta Polska wyrasta — Piast zostaje wybrany królem
przez zgromadzenie ludowe, a co więcej — przez dęby, wodę
z jeziora, pszczoły i wiatr, które również głosują na jego korzyść.
Ad C: Jeżeli chodzi o wątki komplementarne, czy też dodatkowe
— to Makuszyński rozbudowuje opis otoczenia. Dowiadujemy się
zatem od niego, że chałupa Piasta była bielona i strzechą kryta; że
pod tą strzechą wiły gniazdka jaskółki. W okolicznym zaś lesie żyły
sobie wilki, dziki, niedźwiedzie (jeden z nich, oswojony przynosił
Piastowi wodę ze studni), bociany, skowronki i rybitwy. Rodzina
Piasta żyła prawdziwie demokratycznie: wszystkie decyzje podejmo­
wała kolektywnie, kolektywnie też pracowano. A w chwili swego
koronowania Piast wykonał gest dogłębnie symboliczny — położył
pług u stóp tronu...
U Galla Anonima — żywność znika ze stołu Popiela, aby
w cudowny sposób znaleźć się w posiadaniu. Pokazuje się nam
w prosty sposób za pomocą tego zabiegu — proces przekazywania
władzy. Piast zostaje powołany cudowną mocą i staje się Żywicielem
ludu w miejsce Popiela. Ten ostatni zaś akceptuje poniekąd nowy
stan rzeczy przybywając na ucztę do Piasta. Można tu zauważyć
swoistą kontynuację Piast zastępuje Popiela, ponieważ w przeciwie­
ństwie do Księcia zrozumiał przesłanie zaanonsowane przez obu
pielgrzymów. Odłożywszy na bok przenikliwość Piasta, w opowieści
Galla nie ma antagonizmu między dwoma mężami. Nawet różnica
statusów społecznych: książę/chłop pomniejszona zostaje komenta­
rzem kronikarza, że w tamtych czasach książęta nie byli jeszcze
wcale tak bardzo książęcy. To prawda, że Popiel znajdzie później
niegodną śmierć (pożarty przez myszy!), ale stanie się to przecież
dopiero wtedy, kiedy już jest od dawna pozbawiony książęcego
tytułu; historia jego zgonu — nie ma więc bezpośrednio związku
z historią Piasta. Dokładnie odwrotnie dzieje się u Makuszyńskiego.
Cała opowieść skonstruowana jest wokół opozycji: Piast/Popiel.
— W chałupie Piasta słyszało się śpiewy i pogawędki; w zamczy­
sku Popiela panowała śmiertelna cisza.
— W otoczeniu Piasta wszystko jest przejrzysto-jasne. Siedem
razy występuje w tej opowieści przymiotnik „biały", sześć razy
„jasny", dwa razy „promienisty", dwa razy „srebrzysty" etc.
U Popiela dominują kolory czerniawe: „mroczny" cztery razy,
„ponury" trzy razy, „szary" etc.
— Piastowi pomagają dobrowolnie niedźwiedzie; Popielowi
służą wytresowane psy łańcuchowe.
— Piast jest prostym oraczem, Popiel księciem, jeźdźcem i myśli­
wym.
— Piast żyje z pracy swych rąk, Popiel jest nielitościwym
krwiopijcą.
— Piast jest „dobry", „pilny", „uczciwy", „szanowany", ,,uprzejmy", „życzliwy...", Popiel „okrutny", „zły", „ponury", „groź­
ny", „wojowniczy..."
203

�— Piast reprezentuje życie w kolektywie i harmonii. Popiel
indywidualny egoizm.
W porządku mitycznym tego rodzaju opozycja jest wyrazem
opozycji między życiem a śmiercią, społeczeństwem a jednostką,
integracją a dezintegracją. Żadna kontynuacja nie jest tu możliwa.
Funkcją cudu pomnożenia żywności, mającą omal biblijny wymiar
u Makuszyńskiego, jest ukazanie nowego króla: OTO KRÓL!
Popiel to tylko uzurpator, król fałszywy. Piast w opowieści Maku­
szyńskiego nie jest następcą —jest PIERWSZY.
Obraz skonstruowany w ten sposób nasuwa oczywiście pytanie
0 tożsamości Popiela. K i m był? Czy Polak może być aż tak okrutny
1 zły? Odpowiedź — zasugerowana już poprzez ilustracje do Za króla
Piasta*., na których wszyscy w otoczeniu Popiela są blondynami,
zaś Popiel jest rudy — dana jest explicite w książce Anny Świrszczyńskiej: „miał żonę cudzoziemkę" i dalej „A żona jego, niemieckich
krajów córa" — co odsyła nas wprost do innej legendy polskiej:
0 Wandzie, która wolała się utopić, niż poślubić Niemca. Porówna­
nie tych dwu postaw (Makuszyński ewokuje Wandę w pierwszych
wersach swej książki) służy za wyjaśnienie: Popiel to zdrajca
1 szalbierz. On nie był NASZ.
Ale powróćmy do kuchni. Historycy uwielbiają tezę „wątków
wędrujących". We wszystkich egzegezach legendy o Piaście i Popielu
(od Aleksandra Brucknera po Jacka Banaszkiewicza) używa się, na
przykład, takiego argumentu: Gall Anonim był człowiekiem Zacho­
du, wykształconym, i z pewnością znał starodawną hagiografię
świętego Hermana; zaadaptował więc... etc, etc... Pozwólcie więc
i nam użyć tego samego argumentu: jeżeli Anonim był człowiekiem
przybyłym z Zachodu, nie mógł przecież nie znać najzagorzalszych
wrogów Świętego Kościoła Rzymskiego ( j pierwsza krucjata
obaliła w tym względzie wszelkie wątpliwości) — Żydów i Muzułma­
nów. Nie przypadkiem zatem jedzenie u Piasta to piwo i wieprzowi­
na, czyli to właśnie, czego nie wolno tknąć Żydom i Muzułmanom.
Przesłanie proste: tak, Piast, to poganin, ale dobry poganin. Poganin
zdolny do nawrócenia, nie związany z tymi, którzy walczą z prawdzi­
wą wiarą... Makuszyński to zmienia. Długa karta dań piastowych
daje nam inną wskazówkę równie jednoznaczną. Piast to wegetaria­
nin. Jako wegetarianin nie zabija zwierząt. Jest to informacja
podwójnie istotna:
u z

1. Piast nie zabija, bo zabijanie nie leży w jego naturze.
2. Piast nie zabija zwierząt, ponieważ żyje w symbiozie z naturą.
Pierwszy aspekt uwypuklony jest przez przeciwstawienie bez­

bronnego Piasta — Popielowi—myśliwemu. Piast nigdy nie nosi
broni. Nawet topora — jego oswojony niedźwiedź rąbie drwa za
niego. Drugi aspekt osiąga swoje apogeum, kiedy to wiatr, pszczoły,
jezioro i drzewa same chcą Piasta za króla. Tu już jest więcej niż
symbioza! Piast nie jest już nawet częścią natury. Jest naturą samą!
„Mit — pisze Rolana Barthes — usiłuje zmienić kulturę
w naturę. To co społeczne, kulturowe, ideologiczne — w naturalne"
(...) Makuszyński jest tego doskonałym przykładem. Piast-Natura
jest wieczny. Nie ma zatem kwestii pochodzenia Polaków, począt­
ków polskiej państwowości. Polacy są tutaj od zawsze, jedynie
i prawdziwie legalnie.
Ale powróćmy do kwestii wegetarianizmu Piasta. Nie jest on ani
rycerzem, ani zdobywcą. Wszechmoc boska sama zdruzgotała
Popiela i wyniosła na tron Piasta-Wiecznego. I oto cały, ukryty
w opowieści Makuszyńskiego program ideologiczny.
— Polacy są jedynymi, prawdziwymi autochtonami.
— Polacy: zawsze dobrzy i nienawidzący przemocy.
— Polacy zawsze pod szczególnym boskim patronatem.
Oto historia narodu prawie kompletna. Oto odpowiedzi-klucze
do osądu przyszłych zdarzeń!
Opis otoczenia Piasta w opowieści Makuszyńskiego uwypukla
ten ideologiczny program. Autor mógł przecież opisać to otoczenie
w zgodzie z wiedzą historyczną, ożywić las zwierzętami, które wtedy
przemykały kniejami, zamienić pług na sochę, czy radło, ale nie:
chata strzechą kryta, bociany, malwy — oto stereotyp wsi polskiej
po wieki. Bo przecież nie chodziło Makuszyńskiemu o opisanie
konkretnej, historycznej wi polskiej — lecz o opisanie Polski
Wiecznej.
Jest oczywiste, że Gall Anonim i Kornel Makuszyński mieli na
uwadze zupełnie inne cele opowiadające tę legendę. Gall — uwypuk­
lić legalność dynastii Piastów. Makuszyński (w czym nawiązuje do
wiekowej tradycji od Kadłubka i Kroniki Wielkopolskiej począwszy)
— prawomocność narodu. Obaj spisali się świetnie. Ale czyż
naprawdę opowiedzieli tę samą historię? Wyjąwszy kilka detali...
prawie, prawie... Kilka detali, które jednakże zrobiły z jednej historii
dwa odrębne mity... oto jak można zmienić ideologię, zmieniając
tylko kartę dań.
Referat wygłoszony na Konferencji Slawistycznej w Bad Hombourg
(RFN) w grudniu 1987.
Tłum. z franc. Zyta Oryszyn

Wzór sypany piaskiem Marii Żołnowskiej — il. do art. R. Hankowskiej. Fot. S. Rogalski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9838" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9816">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fdd7dd57340b1c335fcf9ec199209218.pdf</src>
        <authentication>d9a77c17b85d90433f04c9896daa01e2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117018">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3117</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117019">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117020">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2918</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117021">
                <text>Czy w etnografii występują białe plamy? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117022">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.205-210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117023">
                <text>Stomma, Ludwik; Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117024">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117025">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117026">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117027">
                <text>CZY W ETNOGRAFII W Y S T Ę P U J Ą BIAŁE PLAMY?

Ludwik Stomma
ETNOLOGIA
Pojęcie „białych plam" jest na tyle szerokie i nieprecyzyjne, by
nie rzec koniunkturalne, że i moja odpowiedź na postawione pytania
musi być poniekąd wielowarstwowa:
1. Nie, nie było w polskim środowisku etnograficznym — i wiel­
ka chwała mu za to — „białych plam" nakazowych, wynikających
z doktrynerstwa lub oportunizmu polityczno-ideologicznego. I tak
na przykład w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego
pod kierownictwem Witolda Dynowskiego, a następnie Zofii Sokolewicz podejmowano, wiele lat przed dzisiejszą koniunkturą, draż­
liwą podówczas tematykę żydowską (Cała, Bartoszewski) czy łem­
kowską (Regulska). Dyskutowano problem niszczenia niemieckiej
spuścizny kulturowej na Ziemiach Zachodnich (Wieczorkowski),
subkultury więziennej (Szczepkowski) czy realnych wyznaczników
prestiżu społecznego na wsi (Ciołek)... Oczywiście, wiele ważkich
tematów o politycznym wydźwięku, których skomponować by tu
można cały katalog, podjętych nie zostało. Jest tego jednak przy­
czyną brak wyobraźni, intuicji, chęci, czasem kadr do badań, nie
zaś jakakolwiek obawa przed polityczno-cenzorską represją środo­
wiska.
2. Oczywiście — eliminowano z tematyki badań i skazywano na
przemilczenie całe szerokie sfery życia. Decydowały o tym wszakże
zupełnie inne względy.
— Po pierwsze swoista pruderia skłaniająca do dyskwalifikowa­
nia tematów „nieeleganckich", czyli „niestosownych". To ona
spowodowała, że praca Świątka o ludzie nadrabskim z końcem X I X
wieku jest ostatnim rzetelnym obrazem dnia codziennego polskiego
chłopa. W badaniach kultury wsi kręci się nadal polska etnografia
w roztańczonym do skretynienia świecie Kolberga. W latach
1945—1975 (można sprawdzić w monografii Teresy Kuleszy-Zakrzewskiej) popełniono 58 prac magisterskich o obrzędach rodzin­
nych i dorocznych wieśniaków (sam zgrzeszyłem), 33 o wierzeniach
i magii, 27 o twórczości plastycznej, 22 o stroju ludowym... A n i
jednej o życiu seksualnym, a co za tym idzie o wstydzie, gwałcie,
honorze, prostytucji, ani jednej o przemocy w stosunkach międzylu­
dzkich, o pijaństwie i jego metafizyce, o korupcji, o stosunku do
ubogich czy upośledzonych... Podobnie w pracach o środowisku
robotniczym. Czy straszno spojrzeć w chamską mordę, by czasem
własnej w niej nie odnaleźć, czy — chociaż wieki mijają — świat ma
być nadal „spokojny i wesoły"? Tak czy owak, by zrozumieć nagły,
dławiący strach, który ogarnia nas w ciemnej parczewskiej uliczce,
nie warto sięgać do dorobku polskiej etnografii. Nie będzie tam ani
cienia poszlaki.
— Po drugie zacofanie metodologiczne dyscypliny (parę jaskó­
łek wiosny nie czyni), które nie uświadomiła sobie nadal, że jej
specyfika zasadza się w sposobie spojrzenia na obiekt, a nie w formie

owegoż obiektu lub jego nieistniejącej „jakotakości". Stąd tylko na
marginesach środowiska (IS PAN, grupa „Skawiczan", Jacek
Olędzki) prowadzi się badania nad cywilizacją współczesną, nad
własnym środowiskiem dnia powszedniego. Zresztą i wśród tych
pionierów nie brakuje metologicznej naiwności, kiedy to na przy­
kład rozumie się po frazerowsku mit jako dziwactwo (praca
0 herbach szlacheckich w reklamie) lub wyprowadza hipotezy
zpozycji wartościujących (prace o pieśni strajkowej, kulcie papieża),
zapominając o podstawowej, a mało widać znanej, zasadzie, iż
etnolog dziwi się, a nie ocenia.
— Po trzecie środowisko etnograficzne w Polsce żyje lub
cynicznie udaje, że żyje w poczuciu ciągłego zagrożenia. Stąd
przymus solidarności i kategoryczny zakaz kalania gniazda. Z bie­
giem lat wytrzebiły one — i to jest dla mnie największa i najgroźniej
sza biała plama polskiej etnografii — wszelką dyskusję wewnątrzśrodowiskową, nie mówiąc już o krytyce traktowanej niczym
wynoszenie brudnej bielizny na zewnątrz. Byle ciszej nad trumną.
Dam dwa przykłady:
a. W 1953 obroniona została na U M K praca magisterska:
„Narzędzia rolnicze od kija do traktora", w 1966 na UJ: „Rogatyw­
ka jako forma ludowego nakrycia głowy w Polsce na tle porównaw­
czym rogatywek Eurazji", w 1968 na UWBB: „Analiza kultu
niedźwiedzia w świetle wierzeń i obrzędów ludowych w Polsce
z uwzględnieniem genezy tego kultu u ludów totemicznych"...
Dzięki Bogu, że śmieszność nie zabija gdyż nie życzę nikomu
przedwczesnego zejścia. Faktem jest jednak również, że nie podniósł
się żaden głos protestu, czy choćby dobrotliwego zdumienia.
b. Trwa i pogłębia się proces negatywnego doboru kadr w klu­
czowych teoretycznych ośrodkach dyscypliny. Nie tak dawno jedną
z najbardziej w Polsce zasłużonych etnograficznych katedr uniwer­
syteckich objęła osoba pozbawiona minimum wiedzy i formacji
antropologicznej, zrzucona tam na spadochronie przyjacielsko-środowiskowych układów. I oczywiście układy owe okazały się
1 okazują nadal ważniejsze od dobra dyscypliny, kompetencji
naukowej, odpowiedzialności dydaktycznej. I cisza znów.
W tej sytuacji nie wierzę, aby, prócz indywidualnych przedsię­
wzięć, była polska etnografia w stanie podjąć tematy nowe, twórcze,
dotąd zapoznawane. Konieczne byłoby do tego głębokie przekształ­
cenie jej dyspozycyjnych placówek. Musieliby odejść jedni, trzeba
byłoby znaleźć drugich. Problem w tym jednak, że lata bez krytyki,
bez konfrontacji z czołówką, spędzone w ciepłej tolerancji przyczynkarstwa i miernoty wprawiły środowisko w dobroduszne samo­
uwielbienie. Niniejsza odpowiedź na pytanie redakcji oburzy więc co
najwyżej mandarynów dyscypliny. Do refleksji jednak nie skłoni.
Tak. Białą plamą polskiej etnografii jest LUSTRO.

Antoni Kroh
SZTUKA LUDOWA
„Białe plamy" — to drwiące określenie przeszło ciekawą ewolu­
cję w publicystyce lat osiemdziesiątych. Na początku sprawa była
jasna: „białe plamy" to fakty i zjawiska historyczne, zwłaszcza
z historii najnowszej, oficjalnie przemilczane z przyczyn politycz­
nych lub pseudopolitycznych, lecz przechowywane w świadomości

społecznej i przekazywane z pokolenia na pokolenie, często w formie
mitów. Podając cały szereg oczywistych argumentów, żądano
usuwania „białych plam" z podręczników historii, z planów wydaw­
niczych, z desek scenicznych. Rozpoczęła się szeroka dyskusja. Nikt,
broń Boże, nie podważał słuszności owych żądań, ale rzecz charakte-

205

�rystyczna: pojęcie „białych plam" zaczęło szybko tracić na precyzji
(nie samo z siebie, oczywiście). Rozmyć, rozwodnić, utopić w gada­
ninie. Pisze się już o białych plamach na usługowej mapie osiedla,
o białych plamach w gazyfikacji kraju itp. Jednocześnie — podczas
usuwania białych plam zaczęły się dziać rzeczy zabawne. Na
przykład trzy oficjalne przekłady pamiętnego zdania ministra
Mołotowa z września 1939 roku. Wszystkie trzy pokrętne. „Białe
plamy" obrosły już w dodatkową frazeologię, w dowcipy: pisze się
0 wywabianiu (?) białych plam, przestrzega się, aby nie dopuścić do
zamalowania białych plam na szaro, na czerwono, na czarno; biała
plama — to ironiczny epitet, jakim ostatnio obdarza się człowieka
z mroczną przeszłością polityczną. Odnoszę wrażenie, że dzieje
publicznej dyskusji nad białymi plamami to nasza najnowsza biała
plama. Temat do ciekawej i pouczającej rozprawki.
Zaproszony do dyskusji nad „białymi plamami" w sztuce
ludowej, musiałem porzucić wygodny punkt widzenia outsidera,
przedstawiony powyżej i zabrać się do roboty. Najpierw postanowi­
łem spisać na karteczce wszystkie tematy tabu, jakie mi tylko przyjdą
do głowy. Główna trudność polegała na tym, że musiałem owe
tematy wymyślać, same jakoś do głowy nie przychodziły. Współpra­
cuję z „Polską Sztuką Ludową", od dwudziestu lat; gdyby w ciągu
tego czasu chociaż raz nie „puszczono" mi jakiegoś tekstu z przy­
czyn politycznych, byłoby mi dzisiaj o wiele łatwiej wsadzić na głowę
rycerski szyszak z pióropuszem i ruszyć do walki o wolność-słowa,
skoro już wolno. Niestety, tak się nie stało. Więc teraz zwyczajne
poczucie przyzwoitości zmusza, abym rozpoczął wypełnianie etno­
graficznych białych plam od siebie.
Przekonać się, że jakiś temat jest aktualnie tabu, można w jeden
jedyny sposób: opracować go i złożyć do druku. Wszelkie inne
sposoby są zawodne. Autor nie jest od zgadywania, co w tym roku
pójdzie, a co nie. Autor ma zdobyć się na odrobinę godności i pisać,
jak potrafi najlepiej. To wszystko. Nie ma co się sugerować tzw.
polityką kulturalną, która tańczy raz do pieca, raz od pieca
1 niepodobna jej prognozować, zwłaszcza na przeciąg pięciu-sześciu
lat, bo tyle teraz wynosi cykl produkcyjny książki. Można natomiast
na nią wpływać, a to w jeden jedyny sposób — poprzez aktywność
twórczą humanistów, w tym wypadku etnografów. Mówię, bom
smutny i sam pełen winy. Weźmy dla przykładu temat: HUCULSZC Z Y Z N A W K U L T U R Z E POLSKIEJ. Dwadzieścia kilka lat
temu, gdy kończyłem studia, był to temat absolutnie tabu. Czy
absolutnie? Gdybym wówczas, nie oglądając się na nic, zabrał się do
pisania książki pod takim tytułem, z pewnością udałoby mi się tu
i tam opublikować fragmenty pracy, zwróciłbym na siebie uwagę,
z wielką radością pomogliby mi ludzie, którzy dzisiaj już nie żyją,
stałbym się w tej dziedzinie specem, a teraz niejedno wydawnictwo
przyjęłoby maszynopis z pocałowaniem ręki. Kogóż miałbym
obwiniać o to, że tak się nie stało? Kolejnych ministrów kultury,
cenzorów, funkcjonariuszy partyjnych? Nie, tylko samego siebie.
Nie ma co sprawy demonizować: zainteresowanie Huculszczyzną
nie zaprowadziłoby mnie do więzienia, nie wyrzucono by mnie za to
z pracy. Temat był tabu, ale nic nie stało na przeszkodzie, abym
zrobił z niego doktorat.
Podobnie ma się sprawa z wieloma innymi zakazanymi temata­
mi. Potrafię dzisiaj wymienić tylko jedną „białą plamę", uwarunko­
waną wyłącznie sytuacją polityczną, a nie impotencją środowiska.
Bardzo mi brakuje książki pt. K A T A L O G POLSKICH
ZABYTKÓW ETNOGRAFICZNYCH W M U Z E A C H ZSRR.
Na ten temat krążą u nas legendy. Opowiada się o tajemniczych
magazynach w Leningradzie; przechowywane są tam jakoby muzea­
lia z Polski, wywiezione po 1905 roku oraz przy innych okazjach.
Czy ktoś w tej sprawie prowadzi rozmowy ze stroną radziecką,
podobne do tych, jakie prowadzą bibliotekarze? Podobno jakiś
rosyjski kolekcjoner tuż przed wybuchem I wojny światowej wy­
wiózł z Podhala, Sądeckiego i Łemkowszczyzny kilkadziesiąt skrzyń
eksponatów etnograficznych. Może ocalały? Może uda się trafić na
ich ślad? To tylko przykłady. Mówiąc ogólniej: zwykłe, robocze
kontakty z etnografami ZSRR, zwłaszcza Ukrainy, Białorusi i repu­
blik nadbałtyckich, swobodny dostęp do tamtejszych zbiorów
i archiwów (rzecz jasna, na zasadzie wzajemności), przyczyniłyby się
niewątpliwie do wypełnienia niejednej „białej plamy", do niejednego
wartościowego odkrycia.

206

Sprawa ta, ogromnie dla nas ważna, ma ścisłe uwarunkowania
polityczne. Szkoda, że tyle lat się zmarnowało. Nie z naszej winy.
Wszelkie zmiany na lepsze, otwierające nowe możliwości przed
historykami kultury polskiej, wypada powitać z nadzieją.
Trzeba jednak, niezależnie od wielkiej polityki, odpowiedzieć
sobie na drażliwe pytanie: czy jesteśmy w dostatecznym stopniu
przygotowani do tych kontaktów? Mam tu na myśli nie tyle
przerażająco niski stan wiedzy na temat wschodnich sąsiadów, to
dałoby się jeszcze stosunkowo szybko odrobić — ile polskie poczucie
wyższości, dziwaczny anachronizm, nieznośny dla Ukraińców,
Białorusinów i Litwinów, przekreślający szansę normalnej współ­
pracy. Jesteśmy chorzy na brak poszanowania dla ich kultur,' na
niezdolność do prób zrozumienia (co nie oznacza: przyjęcia) ich racji
historycznych. Krótko mówiąc — POLONOCENTRYZM. Mniej­
sza w tej chwili, skąd się to zjawisko bierze i co je utrzymuje przy
życiu (interesujący temat dla wypełniaczy białych plam). Stosunko­
wo łatwo jest wyznaczyć granicę między polskim patriotyzmem
i naturalnym zainteresowaniem polskimi pamiątkami na wschodzie,
a polonocentryzmem. Jest to granica dobrego smaku. Tu nie
pomoże pierestrojka ani odgórnie dobra wola mężów stanu, która
jest zaledwie warunkiem wstępnym; tutaj czynnikiem decydującym
będzie postawa inteligencji polskiej. Wydawałoby się, że właśnie
etnografia, nauka o wzajemnym przenikaniu kultur, jest w stanie
spojrzeć na polskość godnie, w szerszym kontekście. Niestety, różnie
z tym bywa. W miarę rozszerzania się autentycznych, a nie
lakierniczo-delegacyjnych kontaktów kulturalnych z sąsiadami
sprawa ta zacznie nabierać znaczenia, a za każdy błąd przyjdzie
grubo zapłacić.
Polonocentryzm etnografii (czy szerzej — etnocentryzm nauk
społecznych w Polsce) to ogromnie interesujące, skomplikowane
zjawisko, warte rzetelnego opracowania. Do dzisiaj temat leży
odłogiem. Niewątpliwie z przyczyn politycznych, ale przede wszyst­
kim — zgoła innych... Gdyby środowisko było prężniejsze i bardziej
samodzielne intelektualnie oraz moralnie, naciski polityczne byłyby
relatywnie mniejsze i nie miałyby takiego znaczenia, jakie im się teraz
przypisuje w dyskusji o „białych plamach". To nie minister ani
sekretarz partii osobiście zestrugiwał z tragarza pewnej zabytkowej
chałupy napis niemiecki i zastępował go polskim. To nie była
wyłącznie kwestia politycznej aury i nie ma się co teraz zasłaniać
błędami poprzedniej ekipy. Nie pisano odważnie i mądrze, bo nie
było wolno. Teraz będzie odważnie i mądrze, bo już wolno. Były
tematy tabu, ale pewnego dnia przyszedł dobry szaman, zdjął
zaklęcie, więc możemy brać się do roboty: wypełnimy białe plamy
i wszystko będzie jak należy. Cóż to za żałosne stawianie sprawy...
Na temat narodowych i politycznych determinacji, określają­
cych postawę humanisty, ukazał się przed kilkunastu laty znakomity
artykuł. Autor zestawił polskie i niemieckie rozprawki archeologicz­
ne: jedne dowodziły, że pewna grupa zabytków związana jest
niewątpliwie z osadnictwem słowiańskim, inne, także bardzo solid­
nie podbudowane, że z germańskim. Chodziło o te same zabytki.
Cóż nam ukazuje owo zestawienie? Oprócz innych rzeczy to, że
humaniści-naukowcy swe uwarunkowania polityczne oraz swą
ksenofobię ubierają w formę naukowych konstatacji. W które sami
następnie niezłomnie wierzą. Tutaj trzeba wyjawić rzecz przykrą:
autorem artykułu był absolwent polskiej uczelni, ale Węgier, pracę
swą opublikował w Budapeszcie. Moja polska duma narodowa
cierpi — szkoda, że to nie któryś z naszych.
Niestety, nie bardzo wierzę, aby w najbliższym czasie znalazł się
odważny humanista o rzeczywistym, nie urzędowym autorytecie,
który podjąłby gigantyczny trud przygotowania Polaków do wiel­
kiego spotkania, po ponad półwieczu, z naszym kulturowym
dziedzictwem na wschodzie. Spośród zagadnień, które składają się
na problematykę „białych plam", sprawa ta ma znaczenie kluczowe.
Obawiam się, że uchylenie furtki w kontaktach kulturalnych może
dać niespodziewany wynik: zaognienie stosunków ze wschodnimi
sąsiadami. Do starych antypolskich urazów dojdą nowe. Dziejowa
szansa ułożenia sobie zdrowych stosunków z Ukraińcami, Białorusi
nami i Litwinami może zostać zaprzepaszczona albo odsunięta
w nieodgadniona przyszłość.

�Powrócę jednak do karteczki, na której wypisałem „białe plamy"
w etnografii, szczególnie w sztuce ludowej. Ich stopień „upolitycz­
nienia" jest różny — niekiedy dominujący, niekiedy raczej nikły. Jak
łatwo zauważyć, w każdym z wymienionych poniżej tematów
istnieją dwa elementy, warunkujące się nawzajem: śmieszność
politycznych decydentów różnych stopni i marazm środowiska,
niezdolnego do zdrowej reakcji.
DZIEJE M E C E N A T U N A D SZTUKĄ L U D O W Ą W PRL.
Nie jest to typowa „biała plama", gdyż na ten temat pisano sporo,
czasem aż za dużo. Lecz wiele stwierdzeń wymaga przewartościowa­
nia, a całość aż prosi się o syntetyczne ujęcie. Opisując mecenat nad
sztuką ludową w PRL trzeba będzie podjąć kilka istotnych proble­
mów, które dotychczas, o ile mi wiadomo, nie zostały dostrzeżone
przez badaczy. Na przykład: stosunek mecenasa państwowego do
tematyki sakralnej w sztuce ludowej. Etnografowie opowiadają
sobie na ten temat anegdoty, ale chyba nikt jeszcze nie spróbował
przyjrzeć się sprawie z bliska, metodycznie i z należytym obiektywiz­
mem. Na razie kilka okruchów. Zabytkowa kapliczka, kupiona
przez Muzeum Okręgowe w Częstochowie, została zapisana w księ­
dze wpływów jako „obiekt z wieżyczką", gdyż w innym wypadku
Urząd Wojewódzki, a może ktoś inny, nie zatwierdziłby rachunku.
Współczesne rzeźby ludowe, przedstawiające świętych, figurują
w katalogach, na wszelki wypadek, np. „Piotr", „Florian", nie
„święty Piotr", „święty Florian"; „Maria" nie „Matka Boska",
„Ukrzyżowany", „Frasobliwy" bez „Chrystus". (Kariera Chrystu­
sa Frasobliwego w PRL — cóż za wspaniały temat!) Należałoby
dokładnie opisać interesujący nurt we współczesnej sztuce ludowej:
mieszanie się tradycyjnej ikonografii sakralnej z pożądaną przez
mecenasa tematyką świecką i wynikające stąd wzruszające melanże,
np. Pieta jako sanitariuszka niosąca rannego partyzanta A L , słynne
przeistoczenie Marksa w świętego Józefa, mniej słynne przemiany
Mojżesza w Kopernika i z powrotem (gdy Rok Kopernikowski
minął, a rzeźby nie udało się sprzedać) itd. Warto przypomnieć
próby oderwania konkursów na palmy wielkanocne od tradycji.
Niedzieli Palmowej. Trzeba opisać powojenne dzieje „topienia
Marzanny"; jest to jedyny spośród tradycyjnych obrzędów dorocz­
nych w Polsce, całkowicie wyzbyty pierwiastka religijnego i z tego
powodu odgórnie lansowany z godną podziwu konsekwencją.
Topienie Marzanny jest po dziś dzień bowiązująco-spontaniczną
zabawą w szkołach podstawowych całego kraju; dzieci nazywają tę
uroczystość „Dniem Wagarowicza".
Pisząc o państwowym mecenacie nad sztuką ludową lat siedem­
dziesiątych, niepodobna pominąć jej „dworskiej" funkcji. Przedsta­
wiciele władz przybywali na festiwale jako „gospodarze". Gospoda­
rze kraju, województwa, miasta — tak się wówczas mówiło. Stojąc
na balkonie, „gospodarze" pozdrawiali korowody w strojach ludo­
wych, wiwatujące na ich cześć (np. w Płocku). Dziękowali chłopskim
artystom w takiej formie, jakby cała twórczość ludowa istniała
wyłącznie po to, by sprawić im przyjemność. Pod koniec lat
siedemdziesiątych na Podhalu i Spiszu odbywał się konkurs folklo­
rystyczny „O złoty zbyrcok Jaskierni". Nie wiem, co teraz porabiają
Jaskiernia i jego zbyrcok, ale miejsce w historii sztuki ludowej mają
zapewnione.
Pisząc o tamtym okresie, niepodobna również pominąć tematu
NICOŚĆ ARTYSTÓW PLASTYKÓW A SZTUKA L U D O W A .
Schemat myślowy przebiegał tu mniej więcej tak:
1. Dzieło twórcy ludowego może mieć wielką wartość artystycz­
ną, większą niż dzieło artysty plastyka.
2. Wartość artystyczna dzieła twórcy ludowego jest niewątpli­
wa, ponieważ jest to dzieło twórcy ludowego.
3. Z czego jasno wynika, że każde dzieło twórcy ludowego ma
wartość artystyczną. Tymczasem wiadomo, że nie każde dzieło
artysty plastyka ma wartość artystyczną. Przyznają to sami plastycy.
4. A więc artysta plastyk to zawód o wątpliwej przydatności
społecznej, a co za tym idzie, istnienie artystów plastyków jako takie
może budzić zastrzeżenie natury moralnej. Funkcję artystów plasty­
ków mogą przejąć twórcy ludowi, z lepszym skutkiem i znacznie
mniejszym kosztem. Dodatkowy, niebagatelny walor twórczości
ludowej polega na tym, że jest ona bezpieczna pod względem
ideowym i nie może budzić zastrzeżeń artystycznych (patrz p. 2).

W społeczeństwie o tak straszliwie niskiej kulturze plastycznej,
jakim jest społeczeństwo polskie, tezy powyższe trafiły do przekona­
nia wielu ludziom i dziś też znalazłyby swych obrońców.
W ogóle sztuka ludowa lat siedemdziesiątych to pasjonujący,
przebogaty i wciąż nie odkryty temat. Kolorowa, ale równocześnie
biała plama. Mogę to stwierdzić, ponieważ coś na ten temat wiem:
zaangażowałem się w nią przed laty z całym młodzieńczym zapałem,
dzięki niej przeżyłem wiele pięknych chwil, dzięki niej dostałem
mieszkanie. Wciąż stoi mi w pamięci dzień, w którym dowiedziałem
się, że znam się na sztuce ludowej, ponieważ ukończyłem studia
etnograficzne (nie mieliśmy ani jednego semestru zajęć o sztuce).
Zdziwienie trwało krótko, łyknąłem swój awans jak kieliszek dobrej
wódki i od razu poczułem się pewniej. Skoro już byłem ekspertem,
należało to spożytkować.
Kolejny nie ruszony temat: C Z Y M BYŁ SIERPIEŃ OSIEM­
DZIESIĄTEGO R O K U D L A SZTUKI LUDOWEJ? Niewątpli­
wie, zamknęła się wówczas pewna karta, również w historii kultury
ludowej. Ci, którzy dotychczas mieli w głowie świątki, gliniane
kogutki oraz rzeźbione łyżniki, zajęli się czymś a ^ ł a innym.
Wydarzenia ruszyły jak lawina, przetoczyły się lata o^randziesiąte
i mało kto zauważył, że tymczasem opuściło po angielsku ten padół
całe pokolenie wspaniałych chłopów i bab, którym zawdzięczamy
niejedno artystyczne wzruszenie — czasem najprawdziwsze, czasem
udawane, najczęściej jedno i drugie na raz. Co stało się z twórczością
ludową, gdy przestał ją chronić parasol ideologii, mocno podziura­
wiony? W którym kierunku poszły przemiany? Co dalej?
Tematów nie tkniętych przez badaczy, z takich lub innych
przyczyn, znalazłoby się o wiele więcej. Na przykład: SZTUKA
L U D O W A MNIEJSZOŚCI N A R O D O W Y C H W POLSCE 1 JEJ
T R A K T O W A N I E . Tyle jest rozmaitych festiwali i przeglądów
folklorystycznych; dlaczego nie widuje się na nich zespołów litew­
skich, białoruskich, ukraińskich, słowackich? Wydawałoby się, że
organizatorom owych przeglądów zależy na jak największej różno­
rodności programu. Może znajdzie się autor, który w sposób
wyważony i uczciwy opracuje to zagadnienie?
Kolejny pasjonujący, a pominięty problem badawczy, nazwijmy
go prowizorycznie U N A R O D O W I E N I E M S Z T U K I LUDOWEJ
N A TERENACH ETNICZNIE M I E S Z A N Y C H . Dla przykładu
„rozchodzenie się" repertuaru polskich i słowackich zespołów
folklorystycznych na Spiszu i Orawie. „Polski" strój górali z Cho­
chołowa i „słowacki" strój górali z Suchej Góry. Niemiecki i polski
folklor Górnego Śląska, ich wzajemne przenikanie (np. stroje śląskie
w polskich zespołach pieśni i tańca i te same stroje na zjazdach
ziomkostw w RFN). Skoro polską sztukę ludową uznajemy za nasze
podwórko, to warto wiedzieć, gdzie kończą się nasze tereny, w jaki
sposób „nasze" zmienia się w „nie nasze". Jak wygląda nasza
zagroda, oglądana zza płotu sąsiada?
Kolejny temat-ugór: SZTUKA L U D O W A A ZASIEDLENIE
Z I E M Z A C H O D N I C H I P Ó Ł N O C N Y C H . W krakowskim M u ­
zeum Etnograficznym właśnie trwa jubileuszowa wystawa, obrazu­
jąca dokonania Zespołu Dokumentacji Polskiej Sztuki Ludowej
Instytutu Sztuki PAN w Krakowie. Z mapy, prezentowanej na
wystawie, wynika, że naukowcy z Instytutu ani razu nie penetrowali
Dolnego Śląska, sporych połaci Pomorza Zachodniego, Ziemi
Lubuskiej. Niewątpliwie były po temu ważne powody, wiem,
w jakich warunkach pracuje Zespół, lecz fakt pozostaje faktem:
sztuka ludowa Ziem Zachodnich i Północnych, zwłaszcza sztuka
ludowa ludności napływowej, jest białą, a w najlepszym razie lekko
zabarwioną plamą.
SZTUKA L U D O W A A U T R W A L A N I E WŁADZY L U D O ­
WEJ. Na ten temat znam tylko jedną historię, znad Dunajca, ale
myślę, że znalazłoby się ich więcej. Opowiadano mi, że w czterdzies­
tym dziewiątym roku funkcjonariusze UB otoczyli nad ranem
chałupę i wyjęli z niej dwunastoletniego chłopaczka razem z jego
góralskim strojem. Oszalała z rozpaczy matka wystawała przed
komendą, usiłując się czegoś dowiedzieć; jednego dnia powiedziano
jej, że synek został rozstrzelany jako wróg ludu, drugiego dnia, że
UB o niczym nie wie, władza ludowa nie walczy z dziećmi i baba coś
sobie ubzdurała albo pomieszało jej się w rozumie. Sprawa wyjaśniła
się po tygodniu. Chłopaczek został wywieziony do Warszawy,
207

�wręczał na lotnisku kwiaty jakiejś dostojnej delegacji, po czym
odwieziono go z powrotem. Pełen wrażeń, przywiózł do chałupy
wielką torbę cukierków od Bardzo Ważnej Osoby.
Wielcy odkrywcy, na przykład w dziedzinie medycyny lub
lotnictwa, mieli dość odwagi, by wypróbowywać swe wynalazki na
samych sobie. Spróbujmy dokonać analogicznego eksperymentu
i stosując metody badawcze etnografii oraz dyscyplin pokrewnych
stwórzmy zbiorowym wysiłkiem pomnikowe dzieło pt. ETNOGRA­
FIA ŚRODOWISKA ETNOGRAFICZNEGO. Niewątpliwie wy­
pełnimy znaczącą białą plamę. Jeśli władza będzie robić obstrukcje,
trudno, zejdziemy do' podziemia. Zdarzało się wielokrotnie, że
etnograf przyjeżdżał na wieś na dwa, trzy tygodnie i powstawała
z tego dysertacja. Autor, prócz zrozumiałej dumy, odczuwał jednak
pewien niedosyt, wynikły ze ślizgania się po powierzchni tematu.
Ponieważ środowisko etnograficzne to jedna wioska, której każdy
mieszkaniec, od bogatego gbura aż do ostatniego komornika,
prowadzi obserwację uczestniczącą, nareszcie mamy szansę stwo­
rzyć dzieło naprawdę kompetentne, które, jestem tego pewien,
zdobędzie sobie powszechne uznanie, a być może zostanie przetłu­
maczone na obce języki.
Konspekt takiej pracy winien być sporządzony według obowią­
zującego schematu monografii etnograficznej. Nie czuję się na
siłach, by taki konspekt sporządzić. Pragnę jedynie zwrócić uwagę
na kilka zagadnień szczegółowych.
Ludzie, zajmujący się profesjonalnie sztuką ludową (nie mam tu
na myśli twórców ludowych i działaczy STL, lecz naukowców,
doradców, muzealników, komisarzy konkursów i wystaw, zawodo­
wych i półzawodowych jurorów) to grupa zawodowa o ciekawych
cechach wyróżniających. Co określa jej specyfikę? Na przykład to, że
wśród opiekunów współczesnej twórczości ludowej jest bardzo niski
procent osób pochodzenia wiejskiego. Sporo przecież chłopskich
dzieci studiowało etnografię, historię sztuki lub którąś z nauk
pokrewnych, ale tak się jakoś dzieje, że współczesną sztuką ludową
niemal wyłącznie zajmują się ludzie, wychowani w tradycji inteligen­
ckiej, najczęściej postszlacheckiej lub z kręgów oświeconego miesz­
czaństwa. Wydaje mi się, że w tym zawodzie pochodzenie chłopskie
jest raczej hamulcem niż podnietą. Spośród moich znajomych
humanistów z wyższym wykształceniem najbardziej lekceważąco
wyrażają się o współczesnej sztuce ludowej koledzy, pochodzący ze
wsi. Nie wiem, jak zestawić ten fakt z kategorycznym twierdzeniem
niektórych badaczy, że sztuka ludowa jest odzwierciedleniem klaso­
wej tożsamości i klasowych dążeń ludu.
Jak wiadomo, plastyczną wartość dzieł sztuki ludowej jako piersi
dostrzegli nie ludoznawcy, lecz artyści. Sztuka ludowa ze strony
„panów" stała się najpierw przedmiotem doznań estetycznych,
a dopiero w następnej kolejności — badań naukowych i ochrony
muzealnej. Ten fakt nie pozostał bez konsekwencji — zastanawiają­
ce, jak wielu niedoszłych malarzy lub rzeźbiarzy zajęło wybitną
pozycję w dziejach opieki nad sztuką ludową w Polsce. Janina
Orynżyna pisze wprost, że do pracy na niwie sztuki ludowej skłoniły
ją, pośród innych przyczyn, także marne wyniki na Akademii Sztuk
Pięknych. Inni są mniej szczerzy, więc tym mocniej uwiera ich
artystyczne niespełnienie. Skoro można sporządzać syntetyczny
strój ludowy jakiegoś regionu (a można, bo przecież robi się to
nagminnie), można również sporządzić syntetyczny portret zawodo­
wego opiekuna sztuki ludowej. Jest to osoba pochodzenia inteligenc­
kiego; ze wsią mniej lub bardziej zżyta, ale niewsiowa. Obdarzona
inklinacjami artystycznymi, najczęściej plastycznymi; są one na tyle
silne, by nie dawać spokoju, i na tyle słabe, by nie móc się
urzeczywistnić w twórczości własnej.
W miarę ilościowego rozwoju współczesnej sztuki ludowej
w latach sześćdziesiątych, a szczególnie siedemdziesiątych, zaczęli
odwracać się od niej wybitni artyści. Wówczas rolę ekspertów
w sprawach, związanych ze współczesną sztuką ludową, przejęli
stopniowo na własność etnografowie. Jest to oczywista uzurpacja,
chociaż zapewne nieuświadomiona: studia etnograficzne nie dają
przygotowania do zabierania głosu w sprawach sztuki. (Aby być
dokładnym: sprawa ta ma się różnie w zależności od uczelni
i rocznika, ale na ogół sprawa ta ma się źle). Etnograf może co
najwyżej wyrokować, czy dane dzieło jest zgodne z tradycją ludową
208

albo nie, może mówić o wędrowaniu motywów i wątków, o miejscu
sztuki w tradycyjnej społeczności wiejskiej itd., ale te kryteria oceny
w odniesieniu do zjawisk współczesnych bywają mocno problematy­
czne i często schodzą na plan dalszy. Mimo to pozycja etnografów
jako ekspertów w dziedzinie współczesnej sztuki ludowej jest
społecznie uznawana. Na ten temat można by napisać interesujące
studium z socjologii myślenia potocznego.
Podstawową cechą, która określa badacza sztuki ludowej jako
naukowca, jest jego stosunek do zbieranych informacji. Wiadomo,
że etnograf chodzi po wsi i indaguje ludzi, aby uzyskać dane, które
następnie spożytkuje w pracy naukowej. Jest to metoda badawcza,
wykształcona w X I X wieku, gdy przedmiotem badań ludoznaw­
czych była lokalna społeczność ludzi niepiśmiennych, którzy swą
kulturę duchową przechowywali i przekazywali następnym pokole­
niom w formie ustnej. Główną ideą, przyświecającą ówczesnym
ludoznawcom w ich pracy, była chęć utrwalenia owego kulturowego
bogactwa na piśmie, aby przynajmniej w ten sposób uchronić je od
zagłady. Praca ta na ogół przyniosła pożądane skutki: dawna
kultura ludowa przetrwała o wiele pełniej w publikacjach etnografi­
cznych, niż w pamięci prawnuków. Współczesny etnograf, jak każdy
inny naukowiec podejmujący jakiś problem badawczy, winien
zaznajomić się z dotychczasowym stanem wiedzy. Może więc się
zdarzyć, i częstokroć tak bywa, że współczesny etnograf lepiej zna
zagadnienie niż jego informator, którego cała rzecz nie interesuje.
(Dawny ludoznawca badał kulturę żywą, istniejącą niezależnie od
niego; współczesny bada jej relikty lub rzeczywistość, wykreowaną
przez samego siebie). Stąd już krok do przekonania, że dobry
etnograf powinien z góry wiedzieć, co informator mu odpowie. Jeśli
zeznania informatora są zgodne z oczekiwaniami badacza, spełniły
swoje zadanie i już nie muszą być prawdziwe. Gdy zaś informator nie
spełnia pokładanej w nim nadziei, można to wyjaśnić zerwaniem
tradycji ustnej w społeczności lokalnej i płynącą stąd niewiedzą
informatora. Z reguły wyjaśnienie to oparte jest na realnych
przesłankach. Czytelnikom mniej inteligentnym przypominam, że
nie prowadzę tu wykładu z metodyki badań terenowych, lecz
wypełniam białe plamy w etnografii.
Naiwność etnografów w przyjmowaniu informacji, niekiedy
równie wspaniała jak wiekopomna naiwność autora Nowych Aten,
o ile mi wiadomo nie stała się dotychczas przedmiotem dociekań
naukowych, chociaż jest przedmiotem licznych anegdot, tj. pardon,
przechowywana jest w tradycji ustnej środowiska. A to któryś
badacz zapisał pół zeszytu informacji, uzyskanych od chłopa, który
dopiero co wyczytał je w gazecie „Poznaj Świat", a to znowu chłop
oznajmił badaczowi o istnieniu kurnej chałupy, bo myślał, że chodzi
o chałupę, w której są kury (w tamtej okolicy kurna chałupa nazywa
się „dymna", o czym badacz nie wiedział), zebrała się grupa
znawców i ubolewała, że kurna chałupa ma komin, a więc została
zeszpecona. A to znowu pewien przewodnik tatrzański, znany
facecjonista i erotoman, zapłonął świętym oburzeniem na etnografkę zza oceanu, która podczas wywiadu dopuściła możliwość, że
góralki mają przedślubne doświadczenia seksualne, skutkiem czego
ukazał się w amerykańskim czasopiśmie etnologicznym artykuł
o niebywale purytańskim Zakopanem, i tak dalej, i tak dalej. Takie
rzeczy opowiada się wieczorami na konferencjach etnograficznych.
Może ktoś porównałby, stosując etnologiczny aparat naukowy,
uczestnictwo etnografów w konferencjach z uczestnictwem społecz­
ności wiejskiej w niedzielnej Mszy Świętej? Nasuwają się tu przecież
wyraźne analogie. Udział w niedzielnym nabożeństwie, prócz oczy­
wistych funkcji religijnych, zaspokaja także niezmiernie istotne
potrzeby społeczne. Mieszkaniec wsi, idąc do kościoła, manifestuje
swoje istnienie, swą zamożność; wymienia niezbędne informacje,
załatwia najrozmaitsze sprawy od towarzyskich po gospodarcze,
zaspokaja naturalną potrzebę przebywania w gromadzie. Podobnie
konferencje etnograficzne. Rolę sacrum mogą tu pełnić np. referaty
o pasożytach drewna, ale przecież nie jedzie się przez pół Polski po to
jedynie, by wysłuchać najnowszych rewelacji na temat tępienia
skąposzczetów. Przed laty plotkowano na jednej z takich konferen­
cji, że Jacek Olędzki przeprowadził, wedle kryteriów etnologicznych,
porównanie procesji Bożego Ciała z pochodem pierwszomajowym
na niekorzyść tego ostatniego. Rozprawka napisana została dla
„Argumentów", ale wylądowała całkiem gdzie indziej i w rezultacie

�zmodyfikowano scenariusz pochodu: od tamtego czasu przywódcy,
nim wejdą na trybunę honorową, również maszerują kilkaset
metrów Marszałkowską, jak wszyscy.
Etnografowie żyją w diasporze, dlatego konferencje spełniają
wybitną rolę w ich kulturze duchowej i choćby z tego tytułu warte są
opracowania.
Napisałem przed chwilą, że współczesny etnograf bada rzeczywi­
stość, wykreowaną przez samego siebie. Zdarza się to coraz częściej
i jest procesem, jak sądzę, naturalnym; w miarę zanikania ostatnich
reliktów dziewiętnastowiecznej kultury chłopskiej przedmiot badań
etnografii gwałtownie topnieje, kreowanie sztucznej rzeczywistości
etnograficznej jest więc zrozumiałym odruchem samoobrony. W na­
ukowym czasopiśmie, zajmującym się sztuką ludową, nie ma
potrzeby tłumaczyć różnicy między kobietą wiejską, która ubrała się
w tradycyjny strój i idzie do kościoła, a dziewczyną z miasta, która
włożyła tenże strój do fotografii. Tymczasem publikacje etnograficz­
ne pełne są zdjęć tego drugiego rodzaju. Nietrudno wyłowić je
spośród innych; wyróżnia je dziwaczność i sztuczność. Dziewczyna
jest osobno, strój osobno, a wrażenie tandety pogłębiają „ludowe"
gesty i dodatkowa aranżacja. Obrońcy takich praktyk powiadają, że
jest to swego rodzaju naukowa rekonstrukcja, a strój lepiej prezentu
je się na żywym człowieku, niż na manekinie. Od biedy można by to
przyjąć, gdyby nie fakt, że w podpisie pod takim zdjęciem rzadko
kiedy zaznacza się, iż jest to rekonstrukcja; częściej obserwujemy
próby wmówienia widzowi, że mamy tu do czynienia z autentykiem.
Zjawisko to nie było dotychczas badane. W Polsce może ono
zainteresować socjologa kultury, w Stanach Zjednoczonych właści­
wszy byłby psychoanalityk.
Podobnie ma się rzecz z wnętrzami skansenowskimi lub z innymi
ekspozycjami muzealnymi. Dla przykładu „czarna izba" i „biała
izba" w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem. Ta rekonstrukcja
wnętrza dawnej chaty góralskiej, zresztą krytykowana przez etno­
grafów, była wielokrotnie publikowana jako typowa, autentyczna
izba chłopska. Jak wiadomo, kultura ludowa Podhala od stu lat
z okładem uwieczniana jest na fotografiach, rysunkach, obrazach.
Wiem na pewno, że istnieje cały szereg rycin i zdjęć, wykonanych
przed I wojną światową, przedstawiających wnętrza góralskich
chałup. Czy są one mniej sugestywne, czy mają mniejszą wartość
poznawczą od wystawy na Krupówkach? Wydaje się jednak, że
publikowanie ekspozycji muzealnej jako autentyku jest nie tylko
przejawem wygodnictwa, a już z pewnością nie jest świadomym
wprowadzaniem czytelnika w błąd. Tutaj możemy zaobserwować
zjawisko znacznie ciekawsze — autosugestię, projekcję marzeń na
rzeczywistość czyli etnograficzne chciejstwo. Etnograf chce, by
wnętrze skansenowskie było maksymalnie zbliżone do autentyku,
więc osiąga ideał, mianując je autentykiem.
Wielu współczesnych twórców ludowych to również rzeczywis­
tość wykreowana dla potrzeb etnografów i ich klientów. Temat:
WSPÓŁCZESNA K U L T U R A L U D O W A JAKO RZECZYWIS­
TOŚĆ W Y K R E O W A N A czeka na swego badacza.

W dziele na temat etnografii środowiska etnograficznego trzeba
będzie poświęcić wiele miejsca sztuce ludowej etnografów. Badacz
tego problemu, posługujący się metodą etnograficzną, nie ma co
liczyć na obfity plon wywiadów z twórcami. Etnografowie rozumieją
świetnie celowość wywiadu, ale tylko wówczas, gdy pytają, a nie gdy
sami staną się przedmiotem badań. Lecz to przecież nic nie szkodzi:
każdy etnograf nieraz opierał swe konstatacje na wiadomościach
z trzeciej ręki, więc i teraz można uciec się do plotek, krążących
w środowisku. Trzeba je tylko zebrać i naukowo opracować.
Opowiada się, jak pewien wybitny etnograf wyrzeźbił dla zabawy
kapliczkę ludową, taką absolutnie ludową; odwiedził go drugi
etnograf, zachwycił się prymitywem, chciał kupić do muzeum, prosił
0 adres twórcy, spotkał się z odmową, wynikły z tego niesnaski
1 oskarżenia o zawodową zawiść, więc pierwszy etnograf przyznał
się, że to on sam jest autorem dzieła, drugi etnograf rzecz jasna nie
uwierzył, tylko jeszcze bardziej się rozjątrzył. Opowiada się o etno­
grafie, który przerżnął piłką rzeźbę w muzeum przez pół, aby mieć
temat do rozprawy o magicznym traktowaniu świętych figur
w kulturze ludowej, a potem chwalił się tym w gronie przyjaciół,
dowodząc, że skoro dawni chłopi wrzucali za karę figurę Św. Jana
Nepomucena do wody albo św. Floriana do ognia, to on również ma
prawo, a nawet obowiązek, postąpić podobnie, by wczuć się
w mentalność wieśniaka. Istnieje książka o ludowym rzeźbiarzu,
bardzo piękna; podobno autor ze swym bohaterem w ogóle nie
rozmawiał albo prawie w ogóle, a wszystkie wypowiedzi ludowego
artysty sam powołał do życia, wiedziony naukowo-artystyczną
intuicją; po czym, gdy się okazało, że nie wszystko nadaje się do
druku, bez najmniejszej żenady całą rzecz poprzerabiał, wkładając
w usta świątkarza zupełnie co innego niż za pierwszym razem.
Środowisko etnograficzne jest częstokroć o wiele ciekawsze i bar­
dziej egzotyczne niż świat kultury ludowej. Gdyby przemówiły
wszystkie rzeźby, o których autorstwo pomawiany jest świętej
pamięci Heródek z Orawy, dowiedzielibyśmy się ciekawych rzeczy...
Przedsięwzięciem potwornym, niczym biblijna rzeź niewiniątek,
byłoby drobiazgowe przebadanie autentyczności wszystkich zabyt­
kowych góralskich obrazków na szkle z muzealnych kolekcji,
wszystkich nikiforów... Może ktoś słyszał o wytwórni eksponatów
etnograficznych za Gubałówką, ługowanych, szorowanych ostrą
szczotką i wędzonych w bardzo funkcjonalnej wędzarni, która sama
w sobie byłaby chlubą skansenu... Ale trochę zboczyliśmy z tematu.
Sztuka ludowa etnografów to dzieła plastyki ludowej, wykonywane
przez samych etnografów, zniecierpliwionych, że twórcy ludowi,
mimo tylu porad i perswazji, tworzą dzieła wciąż niedostatecznie
ludowe, a mimo to intratne. Nie będę tego tematu rozwijać, bo nie
chcę.
To tylko garść przykładów. Dobrałem je tendencyjnie — tak, by
zilustrowały następującą tezę: wypełnianie białych plam to w nie­
wielkim tylko stopniu umiejętność wykorzystywania politycznej
koniunktury. Wypełnianie białych plam to sztuka o wiele trudniej­
sza. Sztuka patrzenia w lustro.
grudzień 1988

NAGRODY
Jury pod przewodnictwem prof, dr hab. Zofii Soklewicz postanowiło przyznać w 1989 r. nagrody kwartalnika „Polska Sztuka Ludowa"
za najlepsze prace magisterskie z dziedziny ludowej kultury artystycznej. Otrzymali je:
1. Danuta Benedyktowicz — za pracę Dom i bezdomność w kulturze ludowej i twórczości artystycznej, powstałą na Uniwersytecie
Jagiellońskim w Krakowie pod kierunkiem doc. dr hab. Anny Zambrzyckiej-Kunachowicz.
2. Joanna Dankowska — za pracę Ubiór i haft ludności ukraińskiej na terenie wsi i gminy Bance Mazurskie, powstałą na Uniwersytecie
Poznańskim im. Adama Mickiewicza pod kierunkiem prof, dr hab. Anny Szyfer.
Nagrody w wysokości po 70.000 zł każda ufundował Departament Polityki i Edukacji Kulturalnej Ministerstwa Kultury i Sztuki.

�Figurki ceramiczne z Bałcharu (środkowy Dagestan), 1964r. — repr. z pisma „Dekoratiwnoje Iskusstwo"
210

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6087" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6067">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c0bbf967cf590d55c041d9b00bd82aa.pdf</src>
        <authentication>bf4823f14b7210465d869419bdfc4da1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72650">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3580</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72651">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72652">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3357</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72653">
                <text>Wilno / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72654">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.34-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72655">
                <text>Stomma, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72656">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72657">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72658">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72659">
                <text>WILNO
Rozmowa z e Stanisławem Stommą

Proszę nam Panie Profesorze, opowiedzieć o Wilnie, o tym.
jakie było w latach
międzywojennych.
Przede wszystkim
było to miasto kresowe, niewielkie,
nawet jak na tamte lata. P o l a k ó w liczyło j a k i e ś 85.000, przy
czym należy zwrócić u w a g ę na to, iż w okresie m i ę d z y w o j e n ­
nym przyrost ludności był tu znacznie niższy niż w innych
miastach Rzeczpospolitej. W ciągu dziesięciolecia 1921
-1931 p r z y b y ł o jedynie 65.000 o s ó b , podczas gdy we Lwowie
przyrost wyniósł ponad 110.000. Z w r ó ć m y przy t y m u w a g ę
na to, że l u d n o ś ć miasta wyraźnie się zmniejszyła w latach
wojny, w 1914 r. wynosiła 185.000, a w 1921 r. t y l k o 129.000
osób.'
W i l n o b y ł o miastem spokojnym, p i ę k n y m , stosunkowo
tanim. A l e bez reprezentacyjnych hoteli, restauracji. W
d w ó c h . . d u ż y c h " hotelach pokoje były bez łazienek. Jedna
wanna dla wszystkich gości! Trzeba się było na m ą zapisy­
w a ć . W mieście wiele było wolnych p o k o i , m i e s z k a ń , kosz­
t o w a ł y mniej, niż w innych miastach.
Czemu to przypisać?
Przede wszystkim k r e s o w ą sytuacją miasta. P r o s z ę spoj­
rzeć na m a p ę . O d Warszawy - ponad 450 k i l o m e t r ó w , od
K r a k o w a - 750 k i l o m e t r ó w . Granica z L i t w ą szczelnie
z a m k n i ę t a , szyny kolejowe rozebrane. Ż a d n y c h s t o s u n k ó w
sąsiedzkich. A na p ó ł n o c y malutki korytarz łączący z Ł o t w ą .
Na Wschodzie ogromna granica ze Z w i ą z k i e m Radzieckim,
wroga, niespokojna. Przerzucano przez n i ą d y w e r s a n t ó w ,
przechodziły bandy, ale w praktyce była t o granica za-

* W g spisu z 1887 r. w Wilnie Żydzi stanowili 41,5% ludności.
Polacy - 30,9%. Litwini - 2%. Rosjanie - 20,2%. Przed 1914 r.
Żydzi stanowili 60% ludności.

34

m k n i ę t a . Linia kolejowa z W i l n a d o M i ń s k a właściwie nie
f u n k c j o n o w a ł a , p o c i ą g „ z d a w c z y " k u r s o w a ł raz na tydzień
z M o ł o d e c z n a d o Radoczkowic.
Jak wyglądał skład etniczny ludności
Wilna?
L u d n o ś c i polskiej, w dużej części inteligencji, było około
6 0 % , 2 8 - 3 0 % Ż y d ó w , mniej niż 4 % Rosjan, Białorusinów
3%. A więc w Wilnie dominowali Polacy i Ż y d z i . W końcu
X I X w. ci ostatni nawet zdecydowanie p r z e w a ż a l i * , po
wojnie sytuację zmienił n a p ł y w u r z ę d n i k ó w , a t a k ż e stac­
j o n u j ą c y garnizon wojska.
A
Litwini'
L i t w i n ó w było niewielu, liczono, że o k o ł o 1,5 tysiąca
m i m o to L i t w i n i uważali W i l n o za klejnot swojej historii, nie:
w y o b r a ż a l i sobie niepodległego p a ń s t w a bez niego.
L i t w i n i stanowili natomiast większość w powiecie świec i a ń s k i m , p o ł o ż o n y m kilkadziesiąt k i l o m e t r ó w na północ.
S t a m t ą d też p o c h o d z i ł a znaczna część młodzieży uczęsz­
czającej d o gimnazjum litewskiego w Wilnie. Młodzieży
litewskiej w samym mieście bvlo bowiem zbyt m a ł o , aby
zapełnić klasy gimnazjum.
Litwini nigdy nie wyrzekli się praw do Wilna jak w się więc?
stało, ze stanowili w rum przed wojną .,/,-, i,/,.„ona mniej­
szość?
S p r a w i ł a t o polonizacja miasta, trwająca właściwie od
pierwszej unii w Horodle, w 1385 r. aż do czasu unii lubelskiej
w 1569 r. W t y m właśnie czasie n a s t ą p i ł a polonizacja szlachty
litewskiej w Wilnie, b a j o r ó w . Była dobrowolna, bez żadnej
presji, i w jej rezultacie wiele r o d ó w litewskich związało się
w s p o s ó b trwały z Polską i o d e g r a ł o znaczącą rolę w historii ,
naszego kraju (Radziwiłłowie. Sapiehowie. Tyszkiewicz^
wie, Gieysztorowie i inni).

�Co zostało w Wilnie z tamtych czasów
przedunijnych?
Niewiele. Baszta, wieża Giedymina, ruiny. Palące były
przecież drewniane, nic z nich nie ocalało. Teraz t y l k o
archeologowie p r a c u j ą nad t y m , by o d t w o r z y ć kształt i dzieje
zamku Gedymina.
Pisze o tym w naszym numerze Vvtautas
Urhanavicius.
W i l n o , jakie znaliśmy, jakie p a m i ę t a m , nierozerwalnie
wiązało się z naszym romantyzmem. U d e r z a ł o to ludzi
przyjeżdżających z innych miast Polski. Ależ t u jest żywy
romantyzm! - zachwycali się. T u się nic od tamtego czasu nie
zmieniło! Było tak rzeczywiście przez to, że W i l n o nie m i a ł o
przemysłu, wszystko w y d a w a ł o się z w r ó c o n e k u przeszłości
- pięknej i wspaniałej. Mickiewicz żył ciągle w tym mieście.
Słowacki tak samo. T o b y ł o n a p r a w d ę miasto romantyzmu!
A gdzie się znajdowało jego centrum?
Centrum miasta, jego życie, to był Uniwersytet, i jeszcze
raz Uniwersytet! On ożywiał miasto. A d r u g i m z a u w a ż a l n y m
elementem, k t ó r y zaważył na charakterze Wilna, było wojs­
ko, legionowe dywizje, najwierniejsze P i ł s u d s k i e m u . Wojsko
oddziaływało na życie kulturalne, o r g a n i z u j ą c zabawy, wie­
czorki. T o były właśnie te g ł ó w n e centra polskości Uniwer­
sytet i wojsko.
A Ostra
Brama'
N a z w a ł b y m j ą raczej centrum życia religijnego, duchowe­
go, ale nie tylko P o l a k ó w . Profesor Jundziłł, k t ó r e g o bardzo
ceniłem, c h o ć nudnie w y k ł a d a ł , użył takiego o k r e ś l e n i a , że na
Wileńszczyźnie jest osobny n a r ó d , k t ó r y m ó w i po polsku, po
litewsku, po b i a ł o r u s k u , ale czci M a t k ę Boską O s t r o b r a m s k ą
i ta więź jest najsilniejsza. T o gruba przesada, ale przecież coś
w tym było. Sentyment do Ostrej Bramy w y s t ę p o w a ł w s p ó l ­
ny, ale nie on przecież s t a n o w i ł o życiu k u l t u r a l n y m miasta.
A inne ośrodki?
Były dwa polskie teatry dramatyczne i operetka. U s i ł o w a ­
no z o r g a n i z o w a ć o p e r ę , ale to się nie u d a ł o . Jeden z tych
teatrów, „ R e d u t a " Osterwy, miał znaczenie o g ó l n o p o l s k i e .
Biorąc pod u w a g ę życie intelektualne, p r a s ę (konser­
watywne „ S ł o w o " , endecki „ D z i e n n i k W i l e ń s k i " i sanacyjny
„Kurier W i l e ń s k i " ) , teatry, koncerty - W i l n o świeciło w Pol­

sce j a k gwiazda, ale pozbawione p r z e m y s ł u , było jednak
kresowym miastem, a to w ó w c z a s bardzo u t r u d n i a ł o k o n ­
takty ze ś w i a t e m . Inne miasta, zwłaszcza K r a k ó w , m o g ł y
z a p e w n i ć lepsze w a r u n k i , t r u d n o się więc dziwić, że W i l n o
raczej opuszczano, niż do niego p r z y j e ż d ż a n o z innych miast,
innych c e n t r ó w k u l t u r y . Było o d s u n i ę t e , na p ó ł n o c y , a przy
tym odcięte od L i t w y . Wystarczy powiedzieć, że nie m o ż n a
było p o j e c h a ć z W i l n a do K o w n a , m i m o że to tylko 100
k i l o m e t r ó w , półtorej godziny jazdy samochodem. Ale skoro
k t o ś chciał, m u s i a ł do K o w n a j e c h a ć przez R y g ę , albo
Królewiec... Z r e s z t ą nielegalnie lub z w i e l k i m trudem. Trze­
ba było bowiem d o s t a ć w Rydze wizę. L i t w i n i mieli wbitą
pieczątkę w paszporcie' pour tout le pays la Pologne excepte
W Wilnie, j a k wiadomo, z n a j d o w a ł o się d u ż e skupisko
Żydów.
Czy między tą społecznością a polską istniały punkty
Jak wyglądało współżycie obu
narodowości?

styku?

Żydzi ubodzy, k t ó r y c h nazywano „ c h a ł a t o w y m i " , zamie­
szkiwali o d r ę b n ą część miasta. T w o r z y l i niejako getto,
w k t ó r y m żyli. AJe jeśli k t ó r y ś się e m a n c y p o w a ł , z d o b y w a ł
z a w ó d , robił karierę f i n a n s o w ą , w y n o s i ł się z tej żydowskiej
dzielnicy, w y n a j m o w a ł mieszkanie w ś r ó d m i e ś c i u , o t w i e r a ł
k a n c e l a r i ę a d w o k a c k ą czy gabinet lekarski, w c h o d z i ł w wię­
kszy b ą d ź mniejszy kontakt ze społecznością p o l s k ą . Plutokracja, wolne zawody, kupcy. Jednak ortodoksyjne, hebrajs­
kie W i l n o było bardzo izolowane. Właściwie prawie nigdy
tam nie byłem, żałuję tego teraz.
Egzotyka,

kiedy jest pod bokiem, nie

interesuje.

M o ż n a tę dzielnicę ż y d o w s k ą , p r z y r ó w n a ć do takiego
C h i n a t o w n w N o w y m J o r k u . Ż y ł a swoim w ł a s n y m , or­
ganicznym życiem. A l e pewne kontakty istniały. Na przy­
k ł a d rabin ż y d o w s k i był senatorem w Senacie polskim, byli
też posłowie żydowscy, wybrani do Sejmu. Z w ł a s z c z a w ś r o ­
dowiskach lewicowych s p o t y k a ł o się wielu ludzi ż y d o w s ­
kiego pochodzenia. Oczywiście w ś r o d o w i s k a c h lewicowych
pochodzenie nie o d g r y w a ł o ż a d n e j r o l i , nie s t a w a ł o się
powodem dyskryminacji. PPS nie u z n a w a ł a p r z e s ą d ó w

35

�n i

rasowych, ale jej b a z ą byli przede wszystkim robotnicy
i rękodzielnicy. Proletariat.

Pomimo tego. ii „Odrodzenie"
miało wyraźnie
charakter, by nie rzec nacjonalistyczny?

A czy PPS miała znaczenie wśród wileńskiej
inteligencji,
w środowisku
uniwersyteckim?
Nie, Uniwersytet był d o m e n ą ludzi pochodzenia z i e m i a ń s ­
kiego, inteligencji.

Owszem, m i a ł o taki charakter w Warszawie, Poznaniu czy
K r a k o w i e , ale nie we Lwowie i Wilnie. Z w ł a s z c z a w nim
m i ę d z y n a r o d o w y charakter miasta i jego przeszłość wywoły­
wały t ę s k n o t ę do Wielkiego Księstwa Litewskiego i b y l i ś m y :
zwolennikami p a ń s t w a ponadnarodowego, Rzeczypospoli-^
tej N a r o d ó w . Z r e s z t ą , pod w p ł y w e m prof. Świeżawskiego
podobne d ą ż e n i a w y s t ę p o w a ł y t a k ż e w „ O d r o d z e n i u " lwow­
skim.

Czy Rosjanie
miasta?

stanowili

jakiś

zauważalny

element

tego

T a k , była to grupa w y r a ź n i e dostrzegalna, c h o c i a ż nie­
liczna. Sami inteligenci. W Wilnie nie było bowiem proleta­
riatu rosyjskiego, jedynie ci, k t ó r z y uciekli z Rosji w okresie
wybuchu rewolucji p a ź d z i e r n i k o w e j albo też dawni miejs­
cowi urzędnicy, administracja. M i e l i swoje miejsca s p o t k a ń ,
cerkwie, instytucje kulturalne. M i ę d z y s o b ą rozmawiali po
rosyjsku, a l e s i ę nie izolowali. Stosunki między inteligencją
p o l s k ą i rosyjską k s z t a ł t o w a ł y się dobrze. K o ł o Rosjan na
Uniwersytecie liczyło o k o ł o 200 s t u d e n t ó w , b y ł o więc liczne,
w ł ą c z o n e w nasze życie uniwersyteckie, c h o ć mieli też swoje
teatry, imprezy, obchody świąt, rocznic. Ja byłem prezesem
„ O d r o d z e n i a " i mieliśmy z Rosjanami stosunki więcej niż
dobre.

36

narodowy

Czy w tamtych latach zauważało się dążenie do polonizacp.
Litwinów czy
Rosjan?
Interesujące pytanie. P o w i e d z i a ł b y m , że politycznie było
ono ze strony w ł a d z i kościoła zamierzone, program polegał
na asymilacji, zwłaszcza B i a ł o r u s i n ó w . Dotyczy to z a r ó w n o ^
r z ą d ó w endecji przed 1926 r „ j a k i sanacji, p o m i m o tego, [
sam Piłsudski nie był nacjonalistą. U s i ł o w a ł a p o l o n i z o w a ć
administracja, ale niewiele w y c h o d z i ł o z tej głośnej, urzędo­
wej polonizacji, cicha bowiem d o k o n y w a ł a się w sposób
niejako naturalny. C h ł o p i , k t ó r z y wciągali się w życił
cywilizacyjne woleli posyłać dzieci do polskich gimnazjów, I

�dotyczy to jednak przede wszystkim B i a ł o r u s i n ó w , w znacz­
nie mniejszym stopniu L i t w i n ó w . Z r e s z t ą j u ż wtedy budził się
ruch narodowy b i a ł o r u s k i . Stworzono dwa gimnazja - w W i ­
lnie i N o w o g r ó d k u . Potem jednak sanacja z a m k n ę ł a nowo­
gródzkie, ku wielkiej rozpaczy B i a ł o r u s i n ó w , k t ó r z y odczuli
to jako k r z y w d ę i m u c z y n i o n ą . Dzisiaj, gdy o t y m myślę,
uważam, że to była bardzo n i e r o z s ą d n a polityka, p o n i e w a ż
Białorusinów nie m o ż n a b y ł o j u ż s p o l o n i z o w a ć , n a l e ż a ł o
natomiast uczynić to, co zrobili Austriacy z U k r a i ń c a m i ,
wychować kadry, mieć w nich dobrych obywateli. Ale
zamiast tego w o ł a n o z a m y k a ć o ś r o d k i , gimnazja, c h o ć to nie
tylko, że nie sprzyjało polonizacji, ale n a s t a w i a ł o l u d n o ś ć
*recz antypolsko. A l e my w „ O d r o d z e n i u " . Mackiewicz
..Słowie W i l e ń s k i m " walczyliśmy przeciw tej polityce.
w

Skoro weszliśmy na grunt polityki, zapytam jeszcze
sudskiego. Jaki byl stosunek do niego w Wilnie?

o Pił­

Endeków negatywny, w r o g i , ale istniały grupy inteligencji
Piłsudczykowskiej, silniejsze niż w Warszawie czy Poznaniu.
W y w i ą z a n i e Piłsudskiego do W i l n a b y ł o tak oczywiste
g°rące, że to u j m o w a ł o ludzi. A l e na Uniwersytecie
*'ekszość stanowiła m ł o d z i e ż endecka, niechętna M a r s z a ł ­
kowi,
1

Jak przyjmowano koncepcję federacyjną
Piłsudskiego?
Źle. Wszyscy byli przeciw temu, ogromna większość
P o l a k ó w w W i l n i e i na Wileńszczyźnie, a t a k ż e L i t w i n i . D l a
nich W i l n o b y ł o stolicą p a ń s t w a i nie dopuszczali na ten
temat ż a d n y c h dyskusji. W ł a ś n i e dlatego Piłsudski po nieu­
danych p r ó b a c h narzucenia koncepcji federacyjnej zdecydo­
wał się na wcielenie W i l n a do Polski.
Marszałek
Piłsudski miał do Wilna szczególny
Powiedział przecież kiedyś, iż wszystko „Wszystko
duszy przez Wilno
pieszczone".

sentyment.
piękno mej

Zarzucano m u to nawet w prowadzeniu d z i a ł a ń wojen­
nych. Wtedy, gdy toczyły się ciężkie w a l k i o L w ó w , a miasto
było o b l ę ż o n e , s k i e r o w a ł swe g ł ó w n e siły na W i l n o . Legioni­
ści chcieli z r o b i ć prezent K o m e n d a n t o w i i wyzwolić miasto
z r ą k b o l s z e w i k ó w na Wielkanoc. W drugi dzień świąt
Wielkiej N o c y m ó g ł więc Piłsudski wjechać do W i l n a przez
O s t r ą B r a m ę . N a mieście rozlepiono afisze, w k t ó r y c h było
powiedziane, że Polska wkracza do W i l n a , ale że miasto
samo określi swój los. O b u r z y ł o to e n d e k ó w , dla nich jasne
było, że W i l n o jest r ó w n i e polskie, j a k K r a k ó w czy War­
szawa. A Piłsudski pisał, że nie m o ż e być m o w y o ż a d n y m
nacisku polskim. Wierzył w m o ż l i w o ś ć federacji.
Ale były i inne dowody uczuć K o m e n d a n t a do W i l n a .

37

�Jeszcze w t o k u działań wojennych, wtedy, gdy z d a w a ć by się
m o g ł o , powinny były go z a j m o w a ć tylko sprawy operacyjne,
wznowił działanie Akademii Wileńskiej. Z a p r a s z a ł profeso­
r ó w ze L w o w a , K r a k o w a . M ó g ł to sam z r o b i ć , j a k o głów­
n o d o w o d z ą c y , nie o g l ą d a j ą c się na Sejm. Wiedział, że
w n o r m a l n y m trybie Sejm podjąłby t a k ą decyzję po dyskus­
jach, z o c i ą g a n i e m . Później, gdy j u ż M a r s z a ł e k o d s u n ą ł się do
Sulejówka, zrzekając się funkcji szefa sztabu, p o z o s t a w a ł
formalnie w czynnej służbie i o t r z y m y w a ł w o j s k o w ą pensję
m a r s z a ł k o w s k ą . O t ó ż mówił, że to pensja nie zarobiona
przez niego, i odsyłał j ą na rzecz W y d z i a ł u Sztuk P i ę k n y c h
w Wilnie. Chciano bowiem W y d z i a ł z a m k n ą ć , a r g m e n t u j ą c ,
iż d u ż o kosztuje. M i a ł też piękne p r z e m ó w i e n i e na otwarciu
Uniwersytetu.
Przeżył Pan wrzesień 1939 r. w Wilnie. Jaki byl wówczas
stosunek ludności do cofających się oddziałów?
W z r u s z a j ą c y . Żołnierze odchodzili na Litwę, na Ł o t w ę ,
żeby się p o d d a ć . Z płaczem ż e g n a n o ich. Ale j a j u ż tego nie
widziałem. Wiem t y l k o , że na Litwie przyjmowano ich
zupełnie poprawnie, rozbrajano i o d s y ł a n o do o b o z ó w ,
dobrze k a r m i o n o , dawano urlopy, przepustki. N i c z t r i u m falizmu. A l e tak było d o p ó t y , d o p ó k i istniało oficjalnie
p a ń s t w o polskie i Sowieci nie zażądali od L i t w y usunięcia
posła polskiego. Wtedy sytuacja się p o g o r s z y ł a .
Zaczęły się ciężkie czasy dla Polaków w Wilnie. Trudne
lata. Problem Wilna został rozwiązany radykalnie.
Wiatach
1944-45 nastąpił masowy exodus
ludności.
L u d n o ś ć ż y d o w s k a zginęła, wymordowana w obozach
zagłady. C a ł ą inteligencję p o l s k ą przesiedlono do Polski.
Szły transporty za transportami. Jeśli k t o ś nie chciał, opierał
się, N K W D p r z e d s t a w i a ł o a l t e r n a t y w ę - d e p o r t a c j ę do
Kazachstanu, w g ł ą b Z w i ą z k u Radzieckiego. Była to więc
deportacja przymusowa, zresztą j a k na to. co się działo
w Z w i ą z k u Radzieckim, prowadzona humanitarnie. K a ż d a
rodzina o t r z y m y w a ł a wagon na swój dobytek. Zabierano
meble, fortepiany, książki, a nawet k r o w y , konie. Pociągi
szły stosunkowo szybko, przejazd do Warszawy trwał d o b ę .

Dziś musimy u k ł a d a ć nasze stosunki p a ń s t w o w e , w y ­
c h o d z ą c od sytuacji realnej. Polska nie pretenduje do W i l n a .
Granice są nienaruszalne. Trzeba r o z u m i e ć d r a ż l i w o ś ć L i t ­
w i n ó w , ich ogromny wysiłek, by z d o b y ć pełną s u w e r e n n o ś ć ,
wyzwolić się z w p ł y w ó w lat sowietyzacji, z a c h o w a ć s w ą
n a r o d o w ą , k u l t u r o w ą t o ż s a m o ś ć . S t ą d właśnie to uczulenie
na p o l s k o ś ć , naturalna obawa m a ł e g o kraju przed zatrace­
niem swej o d r ę b n o ś c i .
Francuzi, Niemcy, Anglicy tych obaw nie mają...
Pochodzi Pan z Litwy i. jak wszystko na to wskazuje,
zachował Pan do Litwy niekłamany
sentyment.
N a L i t w i e m i e s z k a ł e m do 1920 r o k u . M o j a m a t k a prowa­
dziła gospodarstwo w pobliżu Kiejdan, j a z a ś jeździłem do
szkoły polskiej w Wilnie. Latem s p o t y k a ł e m się z L i t w i n a m i
u siebie. Przyjaźniłem się z L i t w i n a m i , s t a r a ł e m się ich
z r o z u m i e ć . Jedne racje nie wykluczają bowiem drugich.
I n t e r e s o w a ł mnie ruch odrodzenia narodowego na L i t w i e ,
wręcz s y m p a t y z o w a ł e m z n i m . Pod t y m w z g l ę d e m nie
z g a d z a ł e m się z m o j ą m a t k ą , k t ó r a była m u przeciwna.
Natomiast m ó j ojciec był, że tak powiem, litwomanem.
Bardzo go lubili chłopi litewscy, ale j a go nie p a m i ę t a m
- u m a r ł , gdy m i a ł e m 3 lata.
Na tle stosunku do L i t w i n ó w m i e w a ł e m w d o m u konflik­
ty, bo mnie L i t w i n i wydawali się sympatyczni. R o z u m i a ł e m
ich reakcje, nawet to, że ich ruch o d n o w y , o d samego
p o c z ą t k u był znacznie bardziej antypolski niż antyrosyjski.
A l e to b y ł o nieuchronne, p o n i e w a ż byli zmieszam z Polaka­
m i silniej, tworzyli w s p ó l n o t ę tak wielką, tak d ł u g o t r w a ł ą , że
nie mogli, c h c ą c z a c h o w a ć i pogłębić swą t o ż s a m o ś ć , po­
s t ę p o w a ć inaczej. Musieli p o t ę p i ć unię litewską, te trzysta lat
unii, musieli inaczej niż my spojrzeć na Jagiełłę, na w s p ó l n ą
naszą historię.
Z czasem te emocje się u s p o k o j ą . L i t w a ma przecież
p o w a ż n e osiągnięcia w kulturze i nasze stosunki powinny się
stać partnerskie. Dawna przeszłość, widziana przez nas, była
w s p ó l n a i p i ę k n a , ale dla L i t w i n ó w dwuznaczna, dlatego
m ó w m y więcej o przyszłości.

I
Wszystkie fotografie p o c h o d z ą z lat trzydziestych. II. 1 . 6 - lot. Jan Bułhak

38

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6453" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6433">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0bfb358c17763792f71d1402a3811d57.pdf</src>
        <authentication>2b5cca46bcd1b936123a9afd300aec08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76816">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2671</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76817">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76818">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2484</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76819">
                <text>„Tragarz śmierci" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76820">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.87-90</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76821">
                <text>Strączek, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76822">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76823">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76824">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76825">
                <text>„Tragarz śmierci"
T o m a s z Strączek

Wakacje od swego najwcześniejszego dzieciństwa spędzałem zawsze
na Kaszubach, gdzie za wąskim pasem lasu, widocznym ze wsi na hory­
zoncie, rozciągało się morze. Ludzie wsi w tamtym czasie przerażali
mnie swym stosunkiem do śmierci, zupełnie innym niż ten, z którym
miałem do czynienia w Warszawie. W Warszawie śmierć właściwie byta
nieobecna w moim życiu, natomiast na kaszubskiej wsi po prostu się
o niej mówiło. Chłopcy, z którymi godzinami bawiłem się na szerokiej,
piaszczystej drodze wiodącej do sklepu, wiedzieli, że czuwa się przy
zmarłym podczas „pustej nocy" i że schodzą się wtedy wszyscy ludzie ze
wsi, nawet ci, którzy są ze sobą skłóceni.
W miarę jak rosłem proporcje mojej oceny stosunku do śmierci obu
środowisk zaczęły się odwracać. W pewnym momencie stało się dla
mnie jasne, że kaszubska śmierć, śmierć wiejska, mimo przynależnego
zwykle śmierci przerażającego charakteru, jest ludzka, obudowana
szczerym współczuciem nie tylko krewnych, ale i dalekich znajomych.
Śmierć miejska zaś to niejednokrotnie tragiczna samotność, opuszczenie

Od razu zapowiedziano mi, jak tam przyszedłem, że to jest
nie fabryka Wedla, tylko... Ja powiedziałem, że wiem o tym, że
słyszałem. Pierwszy raz zetknąłem się z tą pracą, tak że kazali mi
iść do magazynu trumien. A w magazynie są różne rozmiary.
Człowiek jest taki strachliwy trochę, chociaż to jest puste. To ta­
kie jest jakby..., to było jakieś takie głupie uczucie. Widzi się te
trumny, różne tam, na kupie, nie na kupie. Na takie listwy kładą
jedną na drugą. Są już pomalowane. Tam jest baza i wytwórnia
tych trumien. Trzeba je wziąć i wsadzić do wozu. Do wozu
wchodziło czternaście sztuk. Dwa wozy takie chodziły. Jednego
dnia woziło się po mieszkaniach, a drugiego dnia po szpitalach.
I tak na zmianę. Jakieś dwa tygodnie tak przyzwyczajali mnie do
tego. Tylko trumny rozwoziłem po mieszkaniach, żeby tak zapo­
znać się z tą pracą. To było bez tam już tego obrządku, bez nicze­
go. Tak się je wstawiało do domu. Nie wszędzie widziałem
umarłych, jak wnosiłem trumnę. W niektórych tak, w niektórych
nie. Zwłoki leżały w różnych pozach. Na podłodze i na łóżku.
Różnie to było. Zależy jakie to mieszkanie, jacy ludzie, jakie śro­
dowisko.
Pierwszego dnia trochę tak drygałem. Dryganie to taki jakiś
strach, jakby coś... Takie jakieś uczucie głupie było, że to jest ja­
kieś..., no nie wiem - trudno mi powiedzieć. Tak odczuwałem
coś takiego - strach może nie, nie bałem się, tylko takie dziwne
uczucie miałem z tym. Koło dwóch tygodni tak jeździłem, może
dłużej. Dokładnie nie pamiętam. No i po dwóch tygodniach do­
stałem samochód i jeździło nas pięciu. Czterech pracowało przy
nieboszczykach, a ja nie. Potem kierownik wycofał jednego i tak
się zaczęło. Bardzo szybko przyzwyczaiłem się do tego, bo ja
w ogóle nie myślałem, co ja robię. Co trzeba było zrobić, to się
robiło, widziało się, że się ma pieniądze z tego. Człowieka może
prędzej pieniądze tam zachęcały niż sama chęć do tej pracy.

* Jan Sosiński (nazwisko i imię zostało zmienione) w latach siedem­
dziesiątych wchodził w skład brygady jednego z dużych przedsiębiorstw
pogrzebowych Polski południowej. Zadaniem brygady był transport
zwłok. Obecnie Jan Sosiński pracuje jako magazynier w zakładach prze­
twórczych niewielkiego miasteczka w województwie olsztyńskim.
Tekst zamieszczony niżej jest zapisem jego wspomnień i refleksji
związanych z poprzednią pracą.

przez bliskich nie mogących jej znieść i zaakceptować, wytrzymać jej
ciężaru. Miasto oduczyło się rozumieć śmierć, stawiać ją na końcu ludz­
kiej drogi zgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy. W miastach udaje
się, że śmierci nie ma. Zajmują się nią wyspecjalizowane służby, dla
których jest ona całkowicie anonimowa, stanowiąc jedynie towar.
Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, co czują ludzie „żyjący ze
śmierci", spędzający w jej cieniu swoje zawodowe życie? Zastanawiałem
się, czy można zobojętnieć na śmierć?
Stan wojenny z dnia na dzień bardzo zmienił nasze życie. Wprowa­
dzenie godziny milicyjnej zburzyło wiele istniejących dotąd barier. L u ­
dzie, którzy nie zdążyli do domów, przyjmowani byli przez obcych, mie­
szkających bliżej, często wprost z ulicy. Tak właśnie piętnaście lat temu
poznałem Jana Sosińskiego. W jedną z zimowych nocy stanu wojennego
przypadkiem wysłuchałem jego historii, historii, która pokazała mi, że
nie można zobojętnieć na śmierć, nawet jeżeli nieustannie żyje się w jej
cieniu.

Z dnia na dzień, z dnia na dzień i się człowiek wciągnął. Starali­
śmy się dużo i szybko zrobić i już. Czym więcej zgonów, tym
więcej człowiek pieniędzy miał - tak to można porównać.
Trumnę z magazynu bierze się na kwit. Taki kwit nazywa się
WZ-ka. Na WZ-kę człowiek pobiera i trumnę, i śrubokręt. Nie
ma różnicy - kwit zawsze jest taki sam. Trumny wwoziło się cza­
sem windą. Ludzie uciekają od takich rzeczy oczywiście. Windą
trumnę wwozi się na dwa razy. Raz wieko, raz denko. Przy win­
dzie od razu jest pusto. Nikt nie chce jechać. Każdy ucieka od te­
go. Wstawiało się do mieszkania i już. Trzeba było jeszcze ode­
brać pokwitowanie. Niektórzy dali parę groszy, a nie to nie - nie
musieli. W mieszkaniach leżeli nieboszczycy, ale wtedy, kiedy
jeździliśmy we dwóch, to myśmy tego nie robili, tego obrządku.
Za nami druga taka jeździła brygada, która ubierała, jak trzeba
było, czy tam coś. No i wozili do kościoła albo do przechowalni.
Gdy byłem już w tej czteroosobowej brygadzie, to właśnie brali­
śmy z mieszkań. Były różne układy - i mycie, i golenie, i tam
makijaże się robiło. Dzień mojej pracy wyglądał tak: wstawałem
rano i jechałem do roboty - jak każdy. Podpisuje się tam listę jak
wszędzie. Ale już mam podane, przypuśćmy dzisiaj wieczorem,
po skończeniu pracy, co ja będę robił jutro. I są podane godziny.
0 której godzinie ma się być w danym mieszkaniu. Jest też po­
dana trasa - skąd i dokąd przewieźć. Z domu wieźliśmy na przy­
kład do kościoła. Za dzień, czy tam jeszcze tego samego dnia po
południu - to zależy, jak ksiądz ustalił z rodziną, jest msza.
Trumnę kładzie się w kościele w specjalne miejsce, gdzie czeka
do tej swojej mszy. Gdy msza się skończy, wiezie sieją na cmen­
tarz i wszystko.
Jedni ludzie byli bardzo zdenerwowani, drudzy nie, to różnie
było. Gdy weszliśmy do mieszkania, gdzie leżał nieboszczyk,
trzeba było się rozejrzeć, czy to wyjdzie w ogóle z mieszkania
czy nie. Były takie przypadki, że nie przeszło po prostu. Trumnę
pustą wniosło się na sztorc w tę stronę, ale ze zmarłym trumny
na sztorc nie da rady wynieść. Nieraz dlatego trzeba było i na
klatce schodowej wszystko zrobić. Zapamiętałem taki jeden
przypadek. To było bardzo późno. Zadzwoniliśmy do drzwi
1 otworzył nam syn zmarłego. Mieszkanie było dosyć wysoko chyba na V I piętrze. Pamiętam - zaczynaliśmy robotę koło go­
dziny dwudziestej. To było w zimie - grudzień albo styczeń.

87

�Klatka w tym domu była bardzo wąska i kręta. Trumna prawie
nie mieściła się na zakrętach. Powiedzieliśmy temu człowiekowi,
że taka jest historia, a on: chłopaki, macie tu parę złotych i zrób­
cie tak, jak uważacie najlepiej. No to ja mówię: może jakiś fote­
lik byśmy wzięli? On: bardzo chętnie - proszę fotelik, prześcieradełko. Posadziliśmy nieboszczyka w fotelu, przykryliśmy
prześcieradłem i się wstawiło do windy. Jeden z nas piechotą
zszedł na dół, zamknął drzwi, żeby nikt nie wchodził ani nie wy­
chodził w tym czasie. Winda została zablokowana. Zwieźliśmy
tego dziadka na dół windą, tam było już wszystko przygotowa­
ne: futerał, cyk cyk - pięć minut i już nie ma. Już ubrany był na
górze. To było najlepsze rozwiązanie. Mebel na taką klatkę scho­
dową ciężko wnieść, a co dopiero mówić o nieboszczyku. Czło­
wiek po śmierci robi się taki ciężki - może dlatego, że taki bez­
władny jest? Mówili, że jak dzwony biją, to się dopiero robi cięż­
ki. Nie odczuwaliśmy tego.
Gdy znosiliśmy ciało, staraliśmy się, by ludzie nie przecho­
dzili w tym czasie. Ludzie się boją tego. Boją się dlatego, mnie
się wydaje, bo to każdego czeka. Tak się nie obroni przed tym
i tak. Niektórzy może mniej, niektórzy może bardziej, ale wszy­
scy się boją.
Na zleceniu mieliśmy zawsze, co trzeba zrobić. A trzeba by­
ło najpierw umyć, potem ubrać. Nie znają się niektórzy i kiedy
powiedzieliśmy, że będziemy myć zmarłego, to wodę do wanny
napuszczali, myśleli, że to kąpiel będzie. A to trzeba kawałek
gąbki, jakiś ręcznik i już. Gdzie to tam do wanny przecież! Po­
tem się ubierało, makijaż, golenie - mieliśmy takie przyrządy jak
maszynki i tam takie inne sprawy. Szybko to trwało - około
10-20 minut. Mieliśmy wprawę. We dwóch przeważnie przy ta­
kim czymś robiło. Trzech już jest za dużo. Trzeba umieć to po
prostu zrobić, bo to sztywny ten człowiek jest przecież. Założyć
koszulę, to tak robią, że razem z marynarką zakładają, a jeżeli nie
pasuje, to z tyłu marynarkę się rozcina. Staraliśmy się, aby nikt
nie patrzył, jak pracowaliśmy przy nieboszczyku. Czasami rodzi­
na mogła mieć pretensje o to, że marynarka jest z tyłu rozcięta.
Nie dałoby rady wytłumaczyć im, że inaczej tego nie można zro­
bić. Jak nie wchodzi, to przecież rąk się nie będzie łamać! Roz­
cinało się z tyłu nożem czy nożyczkami rękawy i zawijało się
pod spód, pod rękę. Potem jeszcze tylko krawat i wszystko wy­
glądało elegancko. Buty też... żeśmy tyły odcinali, jak nie chcia­
ły wejść. Kawałek buta trzeba było wyciąć też tak, aby nikt nie
widział, że to jest poobcinane. I ludzie bardzo zadowoleni byli.
Ale nieraz też nie, bo to tak źle, i tak źle. Mówiłem wtedy: pani
wie lepiej proszę bardzo, niech pani zrobi to sama. To jak wszę­
dzie -jeden zadowolony z takiej pracy, że ktoś mu usługę zrobił,
a drugi nie. No to jakby buty do szewca zaniósł. Jeden chodzi za­
dowolony, a szewc tak samo zrobi drugiemu i ten powie, że źle.
Tak samo i tu było. Makijaż to przeważnie robiło się kobietom,
ale to jak już ktoś chciał. Był tam taki jeden Poldek to tak: po­
malował trochę policzki, kolorów trochę się zrobiło, tam oko tro­
chę poprawił, parę razy pudrem przejechał i to wszystko. No
i wieko się zamykało. Jeszcze przed zamknięciem wieka rodzina
oglądała, jak wszystko jest zrobione.
Były różne historie. Jedni chcieli, żeby zakładać złoto na tych
zmarłych, inni kazali zdejmować. Ci, co zakładali, może mieli za
dużo. Pamiętam trzy takie pogrzeby - w tym, co za życia chodzi­
ła, to trzeba było ją pochować. Moim zdaniem to niepotrzebne.
I tak ktoś to kiedyś wykopie. Jak nie za dwadzieścia lat to za sto
lat. Czy do kasacji pójdzie cmentarz, czy bomba wpadnie - to
różnie bywa. Coś zawsze może się stać.
Nieraz jeździło się do medycyny sądowej. Tam w ogóle kupa
mięsa jest. Przywozi się tam zmarłych z każdego wypadku czy
tych, co na ulicy gdzieś. Na ulicy, w pracy, w każdym razie zmar­
łych poza miejscem zamieszkania. Tam leżą jeden na drugim,
miejsca mało. Jest taka specjalna brygada, która ich przygotowu­
je... do wywiezienia. Mieliśmy taki przypadek - nie wiem, czy
88

ten ktoś był wierzący czy nie, czy rodzina nie miała pieniędzy na
opłacenie mszy. Nie wiem, czy się powiesił, czy wpadł pod jakiś
samochód - nie było niczego po nim widać. Facet był dosyć wa­
żący - około 150 kg. To go we czterech żeśmy ledwo przynieśli.
Trzeba było pokonać dystans gdzieś 120 m. Razem to było po­
nad dwieście kilo. Mokre dechy dębowe to ciężar jest przecież.
Zawieźliśmy go od razu do przechowania. Pamiętam, że zamówili mu murowany grób i nie wszedł w ten grób! Nie mogli­
śmy go włożyć. Dwa centymetry zabrakło. I teraz co z tym ro­
bić? To było już w czasie pogrzebu. Ludzie zaczęli wrzeszczeć.
Żeby jeszcze na tych linach, na tych pasach wpuścić, a tu nie
wchodzi! Mur za wąski! No i żeśmy tak na pałę pojechali do
ogólnej przechowalni i przyjęli tam. To były ciężkie chwile. Po­
wstało zamieszanie, dużo ludzi na tym pogrzebie było, a tu nie
daje rady nic zrobić z tym. Złe wymiary podał ktoś. Zawsze się
przy robieniu grobu wymiary podaje. Każdy jest przecież różne­
go wzrostu i są różne futerały przecież. Są tam numery - ósem­
ki, dziesiątki, dwunastki. Dwunastka to największa jest. To już
jest taka na takiego chłopa potężnego. No i takie dziecinne.
Trumny nazywa się też fujarkami, czasem pudełkami.
Najmłodszego dzieciaka to żeśmy cztery miesiące chowali.
A najstarszy człowiek, który przeszedł przez nasze ręce, miał
o sto lat więcej, zdaje się. Tego dzieciaka to żeśmy ze szpitala
brali. Jeszcze przed pogrzebem trzeba było jechać go ochrzcić.
No i do grobu. To wszystko.
To jest nieprzyjemna praca. Tam ludzie są różnie ustawione.
Niektórzy przypuśćmy na samych wypadkach jeżdżą. Po dwóch.
Pociąg zabije, tramwaj, samochód - o, coś takiego. Jak się ktoś
powiesi - to też oni tam jadą. To jest taka specjalna brygada. Dy­
żury mają na okrągło. W niedziele i w święta też. Oni wiozą
zmarłych do przechowalni. Raz zastępowałem kolegę na wypad­
kach. Poprosił mnie, żebym go zastąpił na jeden dzień. Pojecha­
liśmy na dworzec. Facet wpadł pod pociąg. Trzeba było go ze­
brać do wora. Są nosze jeszcze do tego, ale tam na nosze nie by­
ło co kłaść. Wszystko było osobno. Rozniesiony był na osiem­
dziesięciu metrach. Tak go rozciągnęło. Trzeba było dotąd cho­
dzić, aż się wszystko zebrało. Regulaminy mówią: starać się
wszystko zebrać. To samo słyszeliśmy na odprawach. Tylko raz
byłem i już więcej nie chciałem jechać na takie coś! Zwykle przy
tym dużo jest gapiów. Patrzą się, a człowiek zbiera... zbiera to.
Jak się wynosi nieboszczyka na klatkę schodową to ludzie ucie­
kają, a jak jest wypadek, to się gapią. Nie mam pojęcia, dlacze­
go tam się gapią, a tu uciekają. Może dlatego, że na klatce scho­
dowej zamknięta przestrzeń jest? Budynek. Może wolna prze­
strzeń to jakoś inaczej? Gdy we własnym domu ktoś umarł, to się
może... nie wiem. Zawsze jak ktoś wpadnie pod samochód czy
coś, to zbiera się kupa ludzi. Nie rozumiem tego.
Takiego rozniesionego na osiemdziesięciu metrach człowieka
poznaje się tylko po częściach ciała. To jest kupa mięsa. Ciężko
odróżnić, co jest czym. Ubranie jest poszarpane i zamazane we
krwi. Ten, którego zbierałem, pocięty był niesamowicie. Nawet
nie wiedziałem, jak on się nazywał.
To jeszcze nie był dzień, w którym miałem najbardziej do­
syć. Zupełnie się nie spodziewałem, że taki dzień jakoś tak na­
gle nadejdzie. Wyjechaliśmy rano. To było przed świętami - pa­
miętam. Zrobiliśmy dwa pogrzeby z kościoła i to miało być
wszystko na ten dzień. Jak przyjechaliśmy, to dyspozytor po­
wiedział: weźcie dwa worki. To wzięliśmy te dwa wory z maga­
zynu, trumnę i idziemy. Są takie wory specjalne. Chłopaki wie­
dzieli, o co chodzi, a j a nie. Nie powiedzieli mi o tym. Jak przy­
jechaliśmy na miejsce, nie wszedłem w ogóle do tego mieszka­
nia, bo jak otworzyłem drzwi, to człowiek rzygał. Jak już nie
miał czym, to mało bebechy nie wyleciały. Na akcie zgonu po­
tem zobaczyliśmy, że ta kobieta trzydzieści dwa dni temu zmar­
ła. To już była kupa gnoju. Koledzy z brygady musieli wejść.
Oni byli przyzwyczajeni - długo pracowali. Tam ludzie po dwa-

s

�dzieścia lat pracują i więcej. Facet, który ją znalazł, źle zrobił,
bo otworzył okna i drzwi. To wszystko buchło na klatkę schodo­
wą. Okropny smród. To z rodziny był ktos'. Baba mieszkała sa­
ma w trzech pokojach. Tam strasznie śmierdziało, Chłopaki, jak
mi opowiadali, to ją wsadzili do tego wora, tak jak siedziała z tym kocem, z tym wszystkim. Opowiadali, źe ona przed tele­
wizorem siedziała, to widocznie telewizję musiała oglądać i na
serce czy tam cos'. Wtedy miałem dosyć tej roboty. Pomogłem
im tylko znosić oczywis'cie to. Miny moich kolegów były raczej
kiepskie. A ja czułem, że znowu będę rzygał. Na tej babie były
robaki aż. Takie glizdy chodziły po niej. To chyba z wnętrzno­
ści może, różne tam bakterie człowiek ma chyba. Facet chciał,
żebyśmy znieśli wersalkę z tego mieszkania - tą, na której ta ko­
bieta siedziała. Powiedziałem mu: panie, ja nie jestem firmą
Węgielek - on się meblami zajmuje. Mimo tych worków tę ba­
bę było czuć! Czułem ten smród przez tydzień. Chodził za mną.
Miałem dosyć. Mówię sobie - już kurczę koniec. Więcej, kur­
wa, nie pojadę już nigdzie. Kumple mówili mi - dobrze, żeś tam
nie wchodził człowieku! Sam widok tego to już... I bez tego w i ­
doku jak po tych schodach zacząłem dyla dawać, to obrzygałem
je od góry do dołu. Najgorzej było, jak nie miałem już czym
rzygać. Bolał wtedy żołądek. Kiedy wypiło się oranżadę to łup
za chwilę znowu. Szlag by to trafił wszystko już. A następnego
dnia znowu trzeba było normalnie iść do pracy. Wypiło się
ćwiartkę gorzałki i zapomniało się. Już jak zamykałem tego
wieczora oczy - to nie myślałem o tym. Dziwiło mnie, że kum­
ple jakoś nie rzygali. Może oni bez powonienia byli, czy co?
Chyba czuli ten smród, bo to było niemożliwe, żeby go tam nie
czuć. Worki z tą kobietą wkładaliśmy jeszcze w trumnę, a trum­
nę jeszcze pakowało się w następny wór. Wtedy się zakłada ta­
kie blomby i to już nie idzie na żadną mszę, na nic, bo tego na
żadną mszę nie ma sensu wnosić.
Było też tak, że jak inna baba zmarła, to nie mogliśmy tego
wyjąć, bo okropne pluskwy były. Zbierała makulaturę. Ze dwie
tony makulatury były w tym mieszkaniu. Gazety nie gazety - ta­
kie różne. To fajansiara ta kobita była. To myśmy nie mogli
wejść tam nawet! Tyle robaków było. Ale trzeba było to zrobić.
Kolega się rozebrał i sam ją wpakował, tak jak leżała i już. W du­
żo miejscach człowiek był. Parę tysięcy ludzi przecież się prze­
rzuciło. I to różnie było - wie pan.
Nazywano nas różnie: grabarzami, łapiduchami. Nie zwraca­
ło się na to uwagi w ogóle. To nas jakoś nie interesowało. Wra­
cając wieczorem na bazę czasem stawaliśmy na piwo. Jak nas
czterech usiadło przy stoliku, to te ściany jakby się od nas odsu­
wały. Chodzi mi o to, że reakcja ludzi siedzących w tej knajpie
była dziwna. Bardzo się nam przyglądali, a jednocześnie odczu­
wało się dystans. Gdy weszliśmy do środka, od razu robili nam
miejsce. Nie wiem dlaczego. Czy dlatego, że byliśmy jakby
w pracy, czy po prostu bali się nas. Wracaliśmy przecież pustym
wozem, nie wieźliśmy nikogo. Tam bardzo odczuwało się to, że
jesteśmy jakby jacyś inni, nawet w tym, co do nas mówili: pro­
szę, proszę - panowie se wezmą! To była uprzejmość jakaś, która
nie cieszyła nas zupełnie. A człowiek przecież nie śmierdział ani
nic. Nieraz jak wyciekło coś z tego, to trzeba było od razu łachy
zmieniać. Zgłaszało się i natychmiast dostawało się nowe. Cza­
sami wyciekało. Żaden nerw zmarłego nie pracuje przecież. Tyl­
ko się ruszy go, to się zaraz zesra czy zeszczy. W nim zawsze jest
coś jeszcze. Ja pamiętam, jak kolega opowiadał o takim przypad­
ku. Przyszło zgłoszenie, że jeden facet powiesił się. Wisiał trzy
dni. We dwóch poszli go zdjąć. Rodzina prosiła, aby uważać, że­
by nie spadł przy odcinaniu. Jakby nie było rodziny, to by się go
ucięło, on by spadł i już. Taki nie poczuje przecież. Jeden wszedł
na jakiś taboret i go odcinał, a drugi go trzymał. W pewnej chwi­
li zmarły pękł, i oblał tego, co go trzymał tym jakimś czymś.
Śmierdział niesamowicie! Jak przyszedł do samochodu, to taki
smród, że nie można było wytrzymać. Ja jeszcze się z takim

smrodem jak ludzki smród nie spotkałem. Wszystko kurczę znio­
sę - pies dwa tygodnie będzie leżał czy tam ileś - śmierdzi to
śmierdzi, ale kurczę blade z człowieka to jest jakiś taki inny ten
smród. Z minuty na minutę człowiek przecież się rozkłada, chy­
ba tak samo jak pies. A może mi się wydawało, że smród ludzki
jest najgorszy? Może dlatego był dla mnie taki nie do zniesienia,
że to rozkładał się człowiek?
Czasami śniła mi się po nocach ta robota. Przeważnie wtedy,
kiedy się wypiło trochę za dużo. Różne były dni. Czasami dosta­
liśmy tak w dupę, że mieliśmy tej pracy zupełnie dosyć. Wtedy,
kiedy szło się do domu, to pieprzyły się w głowie takie głupstwa.
Śniło mi się kiedyś, że ganiali mnie nieboszczycy. Nie mogłem
im zupełnie uciec. Miałem innym razem też podobny sen. Jakaś
postać, wiedziałem, że to był zmarły, zbliżała się do mnie, a ja
nie mogłem się ruszyć. Wtedy się ocknąłem.
Na medycynie widzieliśmy wiele zmarłych kobiet. Wśród
nich bywały młode i w porządku. Przyjechaliśmy raz tam od ty­
łu, ale nie przygotowali nam nic jeszcze. Rodzina jej już czeka­
ła. Opóźnienie było przez awarię windy. Myśmy przyjechali tak
na styk, żeby zabrać i zawieźć do kościoła. Za parę złotych, na
prośbę rodziny, polecieli tam na górę i znieśli ją po schodach na
dół w prześcieradle. Wyglądała, jakby spała po prostu. Ubrali ją
raz dwa. Potem zawołali mnie. Leżało tam ze dwadzieścia ciał.
Każde na specjalnym wózku z taką zapadką, którą ściekało to
wszystko, co wyleci z człowieka. Stoły do sekcji zwłok też ma­
ją takie zapadki. Takie stoły raz widziałem i to tylko przez okno.
Nie wchodziłem tam do środka. Facet, który pracuje przy tych
zwłokach, to jest przezywany zimnym chirurgiem. To nie jest le­
karz żaden. To jest po prostu taki robotnik! Lubi się w tym ba­
brać. Lekarz mu mówi, co ma wyciąć. A ten tnie normalnie. Po­
tem siada obok i je śniadanie. Ci ludzie wyglądają jak rzeźnicy.
Mają tych narzędzi tam przeróżnych poukładane. Wycięte czę­
ści ciała bierze się do laboratorium. Potem ten gość zszywa
i ubiera takiego nieboszczyka. W ogóle go szykuje. Niektórzy
cały czas przy tym są pijani, ale niektórzy robią to zupełnie na
trzeźwo.
W tej robocie szczęśliwy to się czułem po kielichu. Tylko tak.
Inaczej nigdy! Nawet jak jedzie się karawanem i stanie się pod
światłami, to ludzie z tramwaju patrzą się, gapią, jakbyśmy nie
wiem... na jakiejś wystawie byli. I w czasie pogrzebu ludzie się
bardzo nam przyglądają, a człowiek poważnie stał, nie do śmie­
chu nam było. Nic się nie odzywaliśmy. Trumnę do samochodu
braliśmy w milczeniu. Wstawialiśmy ją z tyłu - tam gdzie jest
specjalnie na to kabina oddzielona. Wieńce wieszaliśmy wokół
trumny, żeby ładnie wyglądało. Ale jak wracaliśmy z cmentarza,
to już byliśmy innymi ludźmi. Śpiewaliśmy, gwizdaliśmy w pu­
stym samochodzie. W kościele jest taka chwila - kiedy trzeba
być poważnym. Po pogrzebie było takie uczucie, że nareszcie
koniec. Dlaczego człowiek potem miał być poważny? Sami byli­
śmy, bez ludzi, bez nikogo. Wtedy jakieś odprężenie przychodzi­
ło na ten czas. Odprężenie po jakimś zatrzymaniu, które się od­
czuwało zwłaszcza w kościele, ale na cmentarzu też. Czasem
jednak i w czasie niesienia trumny opowiadaliśmy sobie kawały
i takie inne historie. Jeden pukał tam, w to pudełko, i mówił: gło­
wą puka! Wie pan, to były takie wygłupy. Z tyłu ludzie płakali,
a z przodu człowiek się wygłupiał. Później to wszystko traktowa­
ło się jak każdą normalną pracę. Mniej się człowiek przejmował,
że rodziny płaczą. Stawał się taki jakiś... Trzeba? To jedziemy,
nie ma co się pieprzyć. Dziennie robiło się pięć pogrzebów, co
zajmowało nam 12-13 godzin.
Teraz nie wracam myślami do tej pracy. Jak by mnie ją pro­
ponowali, tobym nie poszedł drugi raz. Może dlatego, że już to
znam? Przedtem pracowałem z ciekawości, ja wiem, jak to po­
wiedzieć? Człowiek nie wiedział, jak to wygląda. Opowiadali mi
kumple o tym, ale opowiadać to co innego, a co innego, jak się
to wszystko zobaczy.

89

�Reakcje ludzi na śmierć kogoś bliskiego są różne. Pamiętam,
to było w święta. Siedzieliśmy na bazie do trzynastej czy czter­
nastej. Nagle jest zgłoszenie. Jedziemy tam. Ulica zgadza się
i numer też się zgadza. Weszliśmy z trumną na górę, dzwonimy
do drzwi i pytamy, czy to tu. Tak panowie, tu - odpowiada facet,
który nam otworzył. Mówi do nas: najpierw proszę, i za butelkę
bierze. Koledzy oczywiście po babce. Mnie w ćwiartkę wlał go­
rzałki. - To dla pana za nieboszczyka - powiedział. No i teraz
tak: tu pijani są i pytają się, czy mają z nami jechać. Ja mówię:
panie, my to wieziemy do przechowalni. Od pana zależy, czy pan
pojedzie, czy nie. Ja bym pojechał w przypadku, gdyby to był
mój brat czy tam ojciec, czy matka, nie? Pojechał, zobaczył jak
tam. Nikt nie pojechał. Tośmy sami te zwłoki przewieźli i zosta­
wili w przechowalni. To było takie tych ludzi zachowanie. Nie
wiem, czy dlatego, że pijani? Czy zadowoleni, że zdech? Nie
wiem. Niektórzy bardzo chcieli tam z nami jechać i zostawali
tam potem. Nie ma takiej potrzeby, żeby zostawać, bo rodziny
i tak tam się nie wpuszcza. Są tam potężne, grube drzwi. Maszy­
ny pracują w tych pomieszczeniach jakimś dziwnym szmerem.
Gdy lodowa chodzi, to takie uczucie jest... Trumny stoją w chło­
dni na wózkach.
Przy śmierci tak jest zawsze. Niektórzy przeżywają mocno,
inni wcale.
Robotę zawsze jednakowo robiliśmy. To nie było tak, że te­
mu lepiej, temu gorzej. Tylko ludzie uważali, że źle, przypuść­
my, jest, a człowiek tak samo robił. Zawsze wykonuje się te sa­
me czynności. Różnica polega na tym, że inaczej są mieszkania
ułożone. Czasami trzeba nieboszczyka wkładać na korytarzu,
czy nawet, jak panu mówiłem, na klatce schodowej. Inaczej nie
wyszłoby się z trumną. Ludziom to się nie podoba. Trudno im
wytłumaczyć, że inaczej nie da rady. Czasem, gdy się przenosi,
pęknie materiał i nieboszczyk upadnie na podłogę. Nieraz ciężar
człowieka w trumnie jest tak duży, piętro wysokie, a trzeba iść
bez odpoczynku, bo gdzie odpoczywać tam? Trzeba szybko wy­
chodzić. Mimo to bywało, że nie dało rady wytrzymać. Musieli­
śmy to postawić. Potem nie mogliśmy już trumny podnieść. Pro­
siliśmy ludzi przechodzących, żeby nam pomogli. Z tyłu szła ro­
dzina i patrzyła na nas. Postawić trumnę zdarzyło nam się ze trzy
czy cztery razy. Raczej jednak nie mieliśmy specjalnych jakichś
skarg, żeby coś źle było.
Ludzie pracujący w tym fachu często chorują na korzonki
i wszyscy mają ręce pozrywane od noszenia ciężarów. Skrzynkę
gdy się niesie, to rzuca się, jak jest ciężka i odpoczywa się, ile się
zechce. Tu, z trumną nie można tego zrobić. Jak się stawia trum­
nę w czasie niesienia, to praca jest już niedobra. Nie wiem - czy
rodziny zmarłych, których nieśliśmy, nie zdawały sobie sprawy,
ile oni ważyli przed śmiercią? A po śmierci tam kilo odejdzie,
dwa. I dodać do tego trzeba futerał, który jest pioruńsko ciężki.
Byli w tej robocie u nas ludzie uważani za dobrych. Nie mia­
ło się dla nich zupełnie jakiegoś tam specjalnego szacunku czy
podziwu. Był taki jeden. Dżinks się nazywał, znaczy takie prze­
zwisko miał. Wszędzie wszedł. Kiedyś miejsca nie było w szo­
ferce, a on jechał pomóc tam gdzieś, to z tymi trupami z tyłu po­
jechał. Wsiadł normalnie i jechał siedząc obok nich. A to wszy­
stko gołe jest. I to jest takie pomieszane - mężczyzna, kobieta wszystko razem. Mają przy rękach numery pozakładane na ta­
kich sprężynkach. Dżinks wszystko zrobił - dlatego był dobry.
Przykładem kiepskiego w tej robocie to mogę być ja. Nie mo­
głem czasami zrobić tego, co on. I nie robiłem tego, co on. Cza­
sami zastanawiało mnie, że te zwłoki człowiek jak jakiś materiał
przekazywał do przechowalni.
Rodzina boi się ubierać zmarłego. Ludzie czują przed tym ja­
kiś strach. Może przez to, że sami będą w takiej sytuacji? Nieraz
człowiek pogłaszcze zdechłego kota. Ja, przypuśćmy, jak pies
wpadł mi pod samochód, nie bałem się wziąć go na ręce, chociaż
sztywniał błyskawicznie. Zaniosłem go na ogródek i zakopałem.
90

Jeszcze posłałem mu w dole wiórami, żeby mu wygodnie było
leżeć. A muszę panu powiedzieć, że nieboszczyka nie dotknąłem
w życiu! Znaczy ciała nie dotknąłem, ale gdy się pomagało go
wsadzić do trumny, to się brało za ubranie. Coś jest takiego
w człowieku, że odczuwa jakąś odrazę do tego! Człowiek potra­
fi hodować króle i potem tak normalnie zabijać je tłuczkiem. Bebeszyć je i babrać się w tym smrodzie, krwi. A przy człowieku
tego nie zrobi! Chyba dlatego, że to człowiek. Nie?
Niedawno zmarł mi wuj. W niedzielę był jego pogrzeb. Tam
jakoś w niedzielę chowają. U nas w niedzielę się nie chowa.
A gdzieś w takich małych miasteczkach, gdzie psy dupami
szczekają, chowa się właśnie w niedzielę. Musiałem jechać, bo
on nie miał nikogo. Przeżył synów, córki i żonę. Jak zobaczyłem
go w trumnie - wzruszyłem się. Bo to wie pan - rodzina to co in­
nego. Człowiek inaczej do tego podchodzi.
Moja żona nie wiedziała, że ja w tej robocie pracuję, chyba
ponad miesiąc. Przypadkowo zobaczyła mnie na ulicy, jak nio­
słem trumnę. Potem wypierałem się, że to nie j a byłem, że to
ktoś podobny musiał być do mnie. Dziwnie zachowywała się
przez pierwsze dni. Później przyzwyczaiła się do tego, ale zno­
wu człowiek zaczął pić za dużo i z tego była niezadowolona.
Kto tam wódki nie pije, to otoczenie nie chce go przyjąć. Jakiś
jest taki dla tych ludzi jakby inny człowiek. Może charakter tej
pracy jest taki, że pije się dla odwagi, żeby nie bać się myślenia
0 tym wszystkim? Nawet grabarz, taki na cmentarzu, jest na
okrągło pijany. Pijany jest i ten, co kopie dół, i ten, co ładuje.
1 ci, co tam spuszczają, to rzadko który jest trzeźwy. Nie mówi­
łem nikomu, że tam pracuję, bo byłem pewien, że będą się wy­
śmiewać - trupku, łapiduchu. Potem znajomi się dowiedzieli.
Pojechałem na swoją dzielnicę do kościoła. Nazwisko zmarłego
nic mi nie mówiło. Wszedłem do kościoła, patrzę, a ja wszyst­
kich znam! Trudno było mi się już wycofać. Podeszliśmy do te­
go katafalka i trumnę na plecy. Nikt nic nie mówił w tym cza­
sie. Dopiero na cmentarzu pytali się, ile czasu już w tej robocie
jestem i jak mi się w tym fachu wiedzie. Powiedziałem, że kiep­
sko, bo co się będę chwalił, że bardzo dobrze. Powiedziałem
chłopakom, żeby pieniędzy nie przyjmowali od nich. Ja nie
wiem, dlaczego ludzie dawali pieniądze. Po prostu dawali tak,
jakby nam się należało.
Z tymi samymi kumplami woziłem przez cały czas. Do koń­
ca. Jak w rodzinie było. Trzech ich było. Funkcje były podzielo­
ne. Ja przy samochodzie nie robiłem nic. Dosłownie nic. Jak
przychodziłem, to wszystko było gotowe. Wóz z garażu był wy­
prowadzony. I tak co dzień było. Wóz musiał być czysty, bo to
nie śmieciarka. To jest taka jakaś chwila, że nie mogło się zda­
rzyć tak, żeby było brudno! W tej naszej brygadzie było jak w ro­
dzinie. Wszystko polegało na koleżeństwie. Co trzeba było w do­
mu, czy coś ktoś tam miał - to się poszło i zrobiło. Pomagało.
Wszyscy okazywaliśmy sobie jakąś taką serdeczność. Wiedzieli­
śmy, że siedzimy na tym samym stołku. Nie było tego, że tam ta­
ki owaki... czy tam coś takiego...
Po robocie czasami łaziłem po lesie. Czasami, jak się jakie­
goś znajomego spotkało, to się szło na piwo. Jedno, drugie i po
małym. Wie pan... tak. Towarzystwo było różne. Mówili: ty masz
parę złotych, zarabiasz. Ludzie tak jak pijawki przychodzili do
mnie. Myśleli, że ja mam majątek. Odpowiadałem: idź do robo­
ty, tam gdzie ja, to będziesz miał też. Mam ochotę, mogę posta­
wić, ale nie muszę. I tak się odpoczywało.
Potem to już tak trochę żal było odejść, bo to się człowiek
przyzwyczaił i pieniędzy też było po boku.
Człowiek żyje, a potem koniec i już, no co! Nikt się przed
tym nie zabezpieczy. Przyjdzie dzień, godzina i koniec! Nic
z niego nie zostaje, nic - trochę czaszki i kości! Poza tym nic.
Czy jest jakieś życie pozagrobowe? Może tam i coś jest. Nawet
nie myślę, kiedy to się stanie. Może dziś, może za pięćdziesiąt
lat? Ja wiem, co mnie czeka?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7526" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7505">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a76c2192ee99a47189f03e58da7783c8.pdf</src>
        <authentication>ad1846c7ae0ce719c2ef326d0981860b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89829">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1209</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89831">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89833">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89835">
                <text>Badania polsko-macedońskie / ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89837">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1985 t.29 z.1, s.135-142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89839">
                <text>Strączek, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89841">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89843">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89846">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="89848">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="89852">
                <text>„Etnografia

P o l s k a " , t. X X I X :

1985, z. 1

P L I S S N 0071-1861

TOMASZ

STRĄCZEK

(Uniwersytet Warszawski)
B A D A N I A POLSKO-MACEDOŃSKIE
W 1972 r. podjęto w ówczesnej Katedrze Etnografii próbę przeglądu
stanu badań i teorii w zakresie etnogenezy, a przede wszystkim etnoge­
nezy Słowian . Badania te, po śmierci K. Moszyńskiego i J. Czekanowskiego, zeszły z pola widzenia etnografów. Powodem, jak ocenia to A. K u ­
trzeba-Pojnarowa , było zawężenie pola badań etnografów do okresu
ostatnich 100 lat (tzn. okresu, który obejmują bezpośrednio źródła etno­
graficzne). Nie wchodząc głębiej w przyczyny tego stanu rzeczy trzeba
stwierdzić, że był to jednak okres, w którym rozwijały się elementy
teorii innego rodzaju (strukturalizm, semiotyka) zapowiadające interesu­
jące wzbogacenie badań nad etnogenezą i zapewniające i m start w innym
punkcie niż ten, w którym zakończył badania K. Moszyński. Jak wynika
bowiem z dyskusji na konferencji poświęconej pamięci K. Moszyńskiego
i J. Obrębskiego , kontynuacja badań zgodnie ze szczegółowymi wskaza­
niami Moszyńskiego mogłaby grozić powtarzaniem wyników przez niego
już raz ustalonych. Wspomniane jednakże propozycje teoretyczne w po­
łączeniu z inspiracjami płynącymi z teorii Moszyńskiego mogłyby dać
interesujące wyniki.
1

2

3

4

Zgodnie z tymi inspiracjami zdecydowano się na podjęcie prac po­
równawczych uwzględniających materiał dotyczący obszaru Słowiańszczy­
zny południowej oraz północno-wschodniej, w tym zarówno leśnego ob­
szaru północnego jak i południowo-wschodniej, nizinnej części Polski,
która zachowała wiele śladów z okresu kontaktów Słowian z innymi

1

- P r a c e w s e k c j i etnogenezy K o m i t e t u S ł o w i a n o z n a w s t w a P A N ,
n i e w 1977 г., por. „ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 23: 1979, z. 2, s. 61-204.
A . K u t r z e b a - P o j n a r o w a , O c e n a dorobku
i perspektywy
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 18: 1974, z. 2, s. 23-37.
!

podsumowa­
etnografii,

s

K o n f e r e n c j a o r g a n i z o w a n a w d n i a c h 25-27 X 1977 r. p r z e z K o m i t e t S ł o w i a ­
noznawstwa P A N i K a t e d r ę Etnografii U W — materiały publikowane w: „Etno­
g r a f i a P o l s k a " , t. 23: 1979, z. 2, s. 61-204.
4

cia

Z . S o k o l e w i c z , Teoria
do badań
etnogenetycznych,

kultury
Kazimierza
Moszyńskiego
jako punkt
wyjś­
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 23: 1979, z. 2, s. 83-110.

�136

TOMASZ STRĄCZEK

ludami na obszarze stepu euroazjatyckiego. Badania obszaru północnegomiały stanowić w stosunku do materiału pozostałego formę kontrolną
w podwójnym sensie: 1) elementy najstarsze powinny reprezentować to,
co było charakterystyczne dla kultury słowiańskiej leśnej, a nie stepowej
(i prawdopodobnie młodszej), 2) można było się spodziewać, że te z naj­
starszych elementów, które występują na północnym wschodzie Polski
oraz na Bałkanach, będzie można zaliczyć — zgodnie zresztą z przypu­
szczeniem Moszyńskiego — do zrębu kultury słowiańskiej.
Podjęcie badań na terenie Macedonii było nawiązaniem do tradycji
badań J. Obrębskiero prowadzonych tam w latach 1932-1933 i wykorzy­
staniem realnych możliwości . Należało z natury rzeczy uwzględnić fakt,
że był to obszar, na którym nawarstwiło się szczególnie wiele fal k u l t u ­
rowych. Podjęte prace miały charakter stacjonarny. Prowadzono je w
konwencji strukturalno-semiotycznej i t y m samym miały obejmować
szeroki teren wykraczając poza jedną, badaną intensywnie wieś. Decyzja
o podjęciu badań w jednej wsi i przedstawieniu ich rezultatów na szero­
k i m tle porównawczym, jakie tworzyły źródła publikowane i archiwalne
zbierane przy innych okazjach, spowodowana była przekonaniem, że
w sytuacji, w której posługujemy się materiałem zbieranym przez róż­
nych badaczy dla różnych celów i przedstawiających duży rozrzut cza­
sowy, a także przestrzenny, konieczne jest ustalenie pewnej ilości punk­
tów stacjonarnych, w których można by ludowe taksonomie sprawdzić
w czasie badań pogłębionych, w sytuacjach, w których przedstawienie
szerszego kontekstu jest możliwe.
s

Nie można było kontynuować badań Obrębskiego na Poreczu we wsi
Wołcze, gdyż została ona wyludniona. Zdecydowano się na wykorzystanie
jego doświadczeń i zaproponowanego przez niego pojęcia wsi jako wspól­
noty obrzędowej w innym terenie. Opracowując plan monografii wsi
przyjęto, że wieś jest nie tyle wspólnotą w sensie społecznym, ale że j e j
mieszkańcy prezentują syntetyczny system klasyfikacji zjawisk rzeczy­
wistości (taksonomie) i w konsekwencji dzielą podobny obraz świata w i ­
dzianego jako system relacji między jego znakowymi składowymi. Dla­
tego też podjęto tematy dotyczące sposobu organizowania przestrzeni
symbolicznej i czasu, które mogły do całościowego ujęcia tego symbo­
licznego świata doprowadzić. Oto one:
1. Sposób zorganizowania przestrzeni wsi (topografia wsi i jej symbo­
lika, dom i zagroda, ich funkcje obrzędowe i ich symbolika, ornament).
2. Rytmika obrzędów przejścia w cyklu życiowym jednostek (uzględnia się tu strój, taniec, wierzenia, gesty etc).
3. Stare formy ustnej twórczości ludowej.
6

e

J e d y n e p u b l i k o w a n e m a t e r i a ł y z tego o k r e s u to p o ś m i e r t n i e
p r z e z T . O b r ę b s k ą i J . H a l p e r n a a r t y k u ł Obrzędowa
struktura
dońskiej,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 16: 1972, z. 1, s. 201-213.
• O b r ę b s k i , op. cit.

opracowany
wsi
mace­

�B A D A N I A POLSKO-MACEDOŃSKIE

W badaniach brali udział ze strony polskiej: doc. dr Krzysztof Wro­
cławski, doc. dr Anna Zadrożyńska, dr Anna Kuczyńska-Skrzypek i mgr
Tomasz Strączek. W Polsce przedmiotem badań były wsie okolic Cie­
chanowca, w Macedonii — wieś Jablanica leżąca na terenie Debarskiego
Drimkolu.
Debarski Drimkol swą zachodnią częścią opiera się o wschodnie zbo­
cza pasma grzbietów górskich noszącego również nazwę Jablanica. Gra­
nica regionu biegnie wysokimi szczytami, częściowo pokrywając się z gra­
nicą jugosłowiańsko-albańską. Licznie spływające z gór strumienie wpa­
dają do rzeki Czarny Drim, będącej naturalną granicą Debarskiego D r i m ­
kolu. Czarny Drim jest główną rzeką Drimkolu — płynie głębokim w ą ­
wozem werżniętym w składy wapienne. Grzbiety łańcucha górskiego Ja­
blanica zdecydowanie dominują nad całym regionem. Poszczególne szczy­
ty osiągają wysokość ponad 2000 m n.p.m.
Debarski Drimkol ma dobre warunki do hodowli. Hodowla też była
głównym zajęciem jego mieszkańców. Przeważały w niej owce. Postę­
pujące z czasem ograniczenie rozmiarów pastwisk, związane z przesu­
nięciami granicznymi oraz rosnące konflikty z ludnością albańską spowo­
dowały zmniejszenie rozmiarów hodowli. I tak w .końcu X V I I I w. zro­
dziła się dotkliwa potrzeba zastąpienia czymś głównego źródła utrzyma­
nia na t y m obszarze. Nie mogło to być rolnictwo. Ziemia orna w Debarskin? Drimkolu to niewiele ponad 12% ogólnej powierzchni, ponad
poiowa zaś to tereny jałowe. Kamieniste pola wymagały nieustannego
i żmudnego oczyszczania. Jedynym wyjściem z sytuacji było szukanie
zarobku poza granicami rodzinnej ziemi. Ten sposób utrzymania później
nazwano peczalbą, człowieka zaś na długo opuszczającego swą wieś —
peczalbarem. „Nie ma na świecie nic gorszego od peczalby i nikt nie chce
być włóczęgą po obczyźnie" — powiedział w latach trzydziestych ma­
cedońskiemu etnografowi Milenkovi Filipovičowi jeden z
peczalbarów*
W początkowym okresie miejscem peczalby był Egipt, Azja Mniejsza, A l ­
bania, a także Wenecja. Później Serbia, Rumunia, dalej zaś Rosja, Niem­
cy, Austro-Węgry, różne regiony dawnej Turcji, a w ostatnim czasie
USA. Dalekie i trwające wiele lat wyjazdy były udziałem zwykle Ma­
cedończyków prawosławnych. Uważano za niegodne, by prawosławny
peczalbar wrócił wcześniej niż po kilku latach. Macedończycy wyznania
muzułmańskiego jeździli na znacznie krótsze peczalby
do krajów s ą ­
siednich. Pod nieobecność mężczyzn ciężar pracy w polu spadał na ko­
biety. W drogę ze wsi udawano się wspólnie, w grupach. Zwykle każda
rodzina wysyłała peczalbara — w odprowadzaniu więc uczestniczyła cała
wieś.
Największe rozszerzenie opisywanej doliny to teren wsi Jablanica.
7

8

7

8

M . S . F i 1 i p o v i ć, Debarski
F i 1 i p o v i č, op. cit, s. 37.

Drimkol,

S k o p j e 1939.

�138

TOMASZ STRĄCZEK

Wieś leży na zboczu złożonym z k i l k u tarasów, które przechodzą jeden
w drugi. Najniższym punktem wsi jest płynący samym dnem lokalnej
doliny strumień. Jablanica składa się z ośmiu części oddzielonych od sie­
bie drogami. O wyborze tej, tak usytuowanej wsi zadecydowało, że była
to — podobnie jak w przypadku badanej przez Obrębskiego wsi Wołcze — wieś trudno dostępna, izolowana przez elementy krajobrazu od n i ­
zinnej części kraju. Taka izolacja wsi, jak sądzę, ułatwia badanie jej jako
wspólnoty światopoglądowej. Do tego dochodzi moment drugi: peczalba.
Stałe migracje mężczyzn za chlebem powodowały, że o całości i zwar­
tości wsi nie decydowała jej gospodarka (o czym będzie niżej), ale obrzę­
d y i wierzenia.
Domy poszczególnych rodów skupione są w jednym miejscu. Wieś roz­
rzucona jest na znacznej przestrzeni gęsto poprzecinanej biegnącymi w dół
głębokimi wąwozami, oddzielającymi od siebie poszczególne grupy do­
mów. Granica między Jablanica a sąsiednimi wsiami biegnie szczytami
okalających ją wzniesień. Na obszarze wsi znajduje się siedem cerkwi
oraz dwa cmentarze. Dwie cerkwie związane są z całorocznym obrząd­
kiem liturgicznym. W 1930 r. w Jablanicy było 181 domów, W których
mieszkało 187 rodzin. Z tego w 27 domach mieszkali muzułmanie,
w 1 Cyganie, w pozostałych zaś rodziny wyznania prawosławnego. We­
dług badań poczynionych w 1935 r. ludność autochtoniczna, której ciąg­
łość osadnicza wydaje się być potwierdzona od początków X V w. na t y m
terenie, stanowiła około 40% ogólnej liczby mieszkańców wsi. Pozostali
to przybysze z północno-zachodniej Hercegowiny, Czarnogóry i. Albanii.
Głównym źródłem utrzymania oprócz peczalby jest hodowla. Rolnictwo
oparte na prymitywnych systemach nawadniających, wybitnie eksten­
sywne, często nie zaspokaja podstawowych potrzeb mieszkańców wsi.
Najczęściej uprawia się kukurydzę i żyto.
t

W Jablanicy za zezwoleniem władz tureckich powstał rodzaj systemu
samorządowego, na czele którego stała rada wiejska zajmująca się orga­
nizowaniem obrony wioski, sądownictwem, a także opieką nad wdowami
i sierotami. Interesująca jest świadomość pochodzenia występująca wśród
mieszkańców wsi, Przedstawiciele poszczególnych rodów potrafią w y ­
mienić swych przodków do 7-9 pokolenia, zawieranie małżeństw zaś jest
niemożliwe między krewnymi do 7 pokolenia. Okres ostatnich dziesiątków
lat wiele zmienił w tradycyjnej strukturze wsi, wciąż jednak tradycja
odgrywa t u ważną rolę w życiu.
Z badań prowadzonych w Jablanicy przedstawię jedynie ich wycinek
dotyczący symboliki organizacji przestrzeni wsi oraz otaczającej okolicy.
Symbolikę tę odtwarzałem na podstawie opisów znanych jej mieszkań­
com wydarzeń demonologicznych i konsekwencji wynikających z tych
wydarzeń. W analizie i interpretacji posługiwałem się pojęciami wypra­
cowanymi przez orientację strukturalno-semiotyczną, przyjmując za punkt
wyjścia opozycję binarną „ten świat/„tamten świat", przekładalną w ra-

�B A D A N I A POLSKO-MACEDOŃSKIE

139

mach języka symbolicznego na inne — takie jak np. swój/obcy czy
góra/dół. Wcześniej tego typu badania prowadziłem wielokrotnie w Pol­
sce. Za każdym razem podstawą takich badań była realnie istniejąca
przestrzeń fizyczna, w której należało ustalić: po pierwsze, rejestr pa­
miętanych wydarzeń (za Eliadem) typu kratofanicznego i hierofanicznego, po drugie zaś, kierując się t y m i ustaleniami, doprowadzić do uzyska­
nia mapy wsi z wykreślonym terytorium swojskiej ekumeny. Nie wdając
się w szczegóły mogę stwierdzić, iż we wszystkich przypadkach wyniki
badań polskich mogliśmy opisać posługując się układem horyzontalnym,
w którym przestrzeń wsi była swoim, bezpiecznym terytorium. Dalej zaś
rozciągał się obszar złowrogi i obcy, pełen wydarzeń budzących strach
i niepewność. Tu jednak dwie uwagi. Po pierwsze — w obszarze swoj­
skiej ekumeny notowałem również, niemal każdorazowo, miejsca niebez­
pieczne — takie jak miedze, drogi, płoty, punkty związane z biegiem
lokalnych wydarzeń, np. okolice naznaczone piętnem nagłych śmierci
i inne. Nie wpływały one jednak na generalny kształt tego obszaru lub
może inaczej — były do opanowania przez człowieka dzięki znajomości
środków apotropaicznych. Po drugie przedstawiony na wspomnianej ma­
pie rozkład przestrzeni bezpiecznej to nie sytuacja ustalona raz na za­
wsze. Przeciwnie. Jest to stan, który może ulec zmianie w stosunkowo
krótkim czasie i który jest wypracowany drogą skomplikowanej często
działalności typu apotropaicznego, do czego wrócę niżej.
Generalnie w Jablanicy zetknąłem się z sytuacją odmienną niż w Pol­
sce — szczególnie jeżeli chodzi o usytuowanie przestrzeni swojej wzglę­
dem obcej. Nałożenie na mapę wsi przypadków kratofanii i hierofanii
dało niewiele. Trudno było dociec jakiejś logiki ich występowania. Po­
jawiały się w miejscach mało oczekiwanych, bez dającej się ustalić przy­
czyny. Dodatkowo ogromna przestrzeń samej Jablanicy bardzo utrudnia­
ła orientację w terenie. Dopiero nałożenie na precyzyjnie sporządzoną
mapę wydarzeń kratofanicznych i hierofanicznych układu poziomic do­
prowadziło do poczynienia w moim pojęciu interesującego spostrzeżenia.
Otóż w obrębie granic wsi zarysował się obszar swojskiej ekumeny poprzetykany sferami anekumeny. Tak więc, posługując się pojęciami i n ­
terpretacyjnymi, „zaświatowe" były również wąwozy, niezmiernie lianie
występujące we wsi, jak i obszary wyżej położone — zdecydowanie jed­
nak mieszczące się w jej granicach. Potwierdziły to nie tylko notowane
przypadki kratofamii i hierofanii, czy błądzenia, ale np. postępowanie
po śmierci członka rodziny, kiedy — jeszcze do niedawna — wrzucano
do najbliższego wąwozu lub zakopywano przy cerkwi łóżko, na którym
zmarły leżał. Tereny położone poza granicami wsi posiadają słabe za­
barwienie demonologiczne w relacjach informatorów. Wyjątkiem są tu
opowiadania o wychodzeniu na peczalbą czy jechaniu na targ. Pojawia
się w nich silny element profilaktyki apotropaicznej. Nie chcę jeszcze
tłumaczyć zaobserwowanych różnic występujących między badanymi

�140

TOMASZ STRĄCZEK

wsiami. Być może nie mają one znaczenia przy odtwarzaniu podstawo­
wych zasad konstruowania modelu przestrzeni symbolicznej. Zasługują
jednakże na uwagę.
Nie sposób mówić o organizacji przestrzeni symbolicznej bez poru­
szenia problemu działań apotropaicznych. Dowodnym tego przykładem
jest mimowolne jakby pojawienie się ich już w tekście. Wspomniałem,
iż każdorazowo opisywany kartograficznie lub w jakikolwiek inny spo­
sób stan nie jest czymś funkcjonującym raz na zawsze w niezmienio­
nym kształcie w świadomości informatorów badanych wsi. Swojska ekumena wymaga nieustannej działalności apotropaicznej przedsiębranej nie­
mal przez całą społeczność wsi, jak i praktykowanej indywidualnie, no­
szącej charakter profilaktyki, a w związku z t y m realizowanej w okre­
ślonych momentach roku w t y m samym czasie, jak i okazjonalnej o cha­
rakterze interwencyjnym, przedsiębranej nagle w wyniku niespodzie­
wanie zaistniałego zagrożenia.
W czasie badań w Jablanicy szczególną uwagę poświęciłem w y s t ę p u ­
jącym tam działaniom apotropaicznym. Są to:
a) działania mające na celu integrację z sacrum w ogóle, proponuję
nazwać je t u mimikrą, jako że polegają one na uniknięciu niebezpiecz­
nych konsekwencji zetknięcia się ze sferą zaświatów poprzez częściowe/
przyjęcie atrybutów tej sfery;
b) działania znakiem przeciwnym, tzn. sacrum-f7na
sacrum—;
c) działania elementami życia.
Podkreślmy, że w przypadku działań a i b mamy do czynienia z sub­
stancjami porządku sakralnego (zaświatowego) w ogóle. Zobaczmy jak
to wygląda na przykładach. Przyjrzyjmy się działaniom typu a ( m i m i ­
krą). Wybierając się na grzyby należy mieć skarpetę lub koszulę od­
wrócone na lewą stronę (lewa/prawa — ,,ten świat/,,tamten świat"). T y ­
pową mimikrą jest żałoba po zmarłym. Działania tego typu mają na celu
integrację z atakującym lub niebezpiecznym obiektem w celu uniknięcia
ujemnych konsekwencji tego ataku.
Działania typu b (oddziaływanie sacrum-\-) tworzą chyba najliczniej­
szą grupę. Będzie to żegnanie się i wymawianie imion boskich, kropie­
nie święconą wodą, wieszanie ikon etc. Działania te zaświatowe w swoim,
charakterze, muszą być wykonywane ostrożnie — głównie ze względu na
sakralne akcesoria, bez których byłyby nieskuteczne. I tak poświęcone
jajka można zobaczyć dopiero, gdy zje się coś rano — nie na czczo! Ł a ­
dunek święconego jajka (sacrum-^)
mógłby okazać się zgubny w przy­
padku zetknięcia się z nim człowieka, który jeszcze tego dnia nie jadł.
Pojawia się t u bowiem niebezpieczna kumulacja dwóch typowo zaświa­
towych, lewych członów opozycji binarnych: sacrum/projanum,
jedze­
nie/post, na czczo. Woda przynoszona raz w roku spod cerkwi nie powin­
na się znajdować w sypialni młodych. Zetknięcie się seksu (życie!) z przed­
miotem sakralnym grozi niebezpieczństwem mieszkańcom domu. Podob-

�B A D A N I A POLSKO-MACEDOŃSKIE

141

nie młodzi nigdy nie śpią w pomieszczeniu, w którym znajdują się
ikony.
Niewiele mniej liczne są działania typu с (posługiwanie się przed­
miotami symbolizującymi życie). Są to niemal wszystkie praktyki z uży­
ciem zielonych gałęzi, siekiery, pieniędzy oraz ognia. Bardzo- ciekawym
apotropaionem tego typu jest zsiadłe mleko — dotąd mało znane i mniej
badane — związane z życiem przez swą siłę fermentacyjną.
Badania w Jablanicy wykazały, iż działania apotropaiczne występują
w blokach, co znacznie słabiej widoczne jest w Polsce. Dalej, szczegól­
nie w zakresie profilaktyki apotropaicznej, niemal w każdym bloku poja­
wia się połączenie sacrum-)- i elementu życia w różnych zresztą posta­
ciach i różnej kolejności. Sacrum-)- w porę zastosowane skutecznie
znosi działanie sacrum — , samo w sobie jest jednak również niebez­
pieczne. Całkowite bezpieczeństwo dopiero przynosi działanie elementem
życia.
I jeszcze jedna sprawa. Człowiek, udając się na peczalbę, przechodzi
opuszczając dom staranne przygotowanie w zakresie profilaktyki apotropaicznej. Otrzymuje pieniądze, których mu nie wolno wydać, prze­
wraca lewą nową stągwie napełnione wodą zaraz po przekroczeniu progu
etc. Gdy udając się przez wieś zobaczy kobietę z pustymi stągwiami (żeń­
skie/męskie, puste/pełne) lub kobietę idącą „na stronę", wraca. Dlaczego?
Kobieta z pustymi stągwiami obniżyłaby, jak mi się wydaje, jego „po­
tencjał życia" — tak starannie dostosowany do panujących na peczalbie
warunków anekumeny. Zobaczenie natomiast kobiety idącej „na stronę"
jest sytuacją odwrotną. Podnosi ów potencjał poza dopuszczalną granicę
zakreśloną wymogami mimikry — wszak wszelkie wydzieliny ludzkiego
ciała noszą w sobie zintensyfikowany ładunek życia. Udaniu się więc
peczalbara jakby w „tamten świat" musi towarzyszyć starannie przy­
swojony potencjał ogólny, zapewniający bezpieczeństwo w jego obrębie.
W materiale polskim dotyczącym analogicznego problemu (np. wyprawa
na targ) znajdujemy jedynie zalecenie powrotu w przypadku zobaczenia
kobiety idącej z pustymi wiadrami czy innych znaków o podobnym cha­
rakterze. Natomiast cały kompleks apotropaiki indywidualnej typu pro­
filaktycznego jest u nas słabo widoczny.
Przedstawienie powyższych wyników badań, z konieczności potrak­
towane skrótowo i fragmentarycznie, miało na celu jedynie zasygnalizo­
wanie czytelnikom zasługujących na baczniejszą uwagę informacji doty­
czących sposobu organizacji przestrzeni symbolicznej. Badania były pro­
wadzone w latach 1980-1981. Wykorzystanie tych materiałów dla dal­
szych studiów porównawczych kultury tradycyjnej wsi macedońskiej
i wsi Polski północno-wschodniej oraz dla wynikających ze studiów roz­
ważań na tematy etnogenetyczne będzie miało miejsce po udostępnieniu
rezultatów innych równolegle prowadzonych na tych terenach poszuki­
wań badawczych.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9527" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9505">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/52a0af8ebb3438086eecb3d44471ddaf.pdf</src>
        <authentication>f86d17630aeb025c25c7ed5dc955dec4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5416</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113426">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113427">
                <text>Strzelecki, Jan (1919–1988)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5034</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113429">
                <text>Z zapisków, notesów, listów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113430">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.177-179</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113431">
                <text>Strzelecki,Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113432">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113433">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113434">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113435">
                <text>Moskwa 1
Rozmowy w Arctic ..Ugolline
Rezydencja ubogoszlachecka, przed nią, na ławecz­
kach rozsiadli i wypoczywający górnicy z Barentsburga, oczekujący tu na załatwienie różnych swoich spraw
przed powrotem na Daleką Północ. Pokój Gusiewa
przytulny, najzupełniej nie "Dyrektorski", stara głębo­
ka kanapa, mebelki odziedziczone po babuszce, fotografie osady górniczej nad fiordem, oprawne w domowe ramki.
Ale człowiek rozmawiający z nami to człowiek
miękki, rozprężony, życzliwy; sprawuje władzę nieograniczoną niemal- z naszego punktu widzenia - nad Republiką Barentsburską i jej murmańskim przyczół­
kiem. Od jego postawy zależy powodzenie naszej wyprawy.
Jej główny plan - trawers zachodniego Spitsbergenu- wspiera się na założeniu, że możliwe będzie zorganizowanie transportu ludzi i rzeczy z Barentsburga na
północno-zachodni kraniec wyspy. Gusiew przypatruje
się nam życzliwie. Tłumaczy, że chce nam pomóc, ale
dotychczas nie wiedział jak. Teraz zaczyna mu się
wszystko rysować jaśniej. Dokonuje głośnego przeglądu
swego kopalnianego dobytku. Statkiem mógłby nas zawieźć na cypel, jeśli nie zrobią tego Norwegowie; helikopter mógłby nas zabrać z powrotem przez fiord, gdy
znajdziemy się już na południowym cyplu. Mówi wolno, łagodnie, wyraźnie cieszy się bogactwem środków,
które mógłby uruchomić. Jego przyjazna potęga rozstrzyga o sprawie. Bylebyśmy dojechali do Murmańska
i weszli w jej krąg- wszystko będzie możliwe.

Burza i po burzy,
czyli Murmańsk zakryty i odkryty
Na Wnukowo przyjeżdżamy po jeździe na światłach
przez całą Moskwę. Przypominało to przejazd szerokim
kanionem z poprzecznymi prześwitami. Brzegi kanionu
wysokie i równe wystrzeliwują od czasu do czasu wieża­
mi wysokościowców typu Empire staliniene, wobec których potęgi i rogatej rozłożystości mijane od czasu do
czasu cerkiewki stają się niepomiernie małe i wylęknio­
ne. Mimo swej nieparzystości i znaczącego braku proporcji pamiątki na lotnisku częściej, o wiele częściej,
zdobione są motywem cerkiewki niż niebo szturmowca. Cerkiewki i sceny z ludowych baśni - wydaje się, że
te oba elementy zlały się z sobą w jakąś całość baśnio­
wej tradycji, będącej tutaj istotnym, żywym składni­
kiem poczucia historycznej tożsamości.

Lot do Murmańska
Opalone kobiety, marynarze, inżynierowie. Lot
nad krajem wypełnionym rozmokłymi lasami. Linia
słońca znaczona nieustannie przerywanym odbły-

JAN STRZELECKI

Z zapisków,
notesów, listów

skiem w lustrach leśnych wód. Bezbrzeżne Polesie jeziorka, rozlewiska, młaki, rzeki- aż prawie do Murmańska, przed którym schodzimy nisko nad tundrę,
pagórzastą, zieleniejącą brzozami i bielejącą śniegiem.
Powietrze urzekająco przejrzyste, zieleń i niebieskość
krajobrazu w mocnym słońcu polarnym. Czeka nas
przedstawiciel Arctic-Ugol z autobusikiem zabierają­
cym nas do Murmańska. Przyjeżdżali już raz na moskiewski wcześniejszy samolot - przyjechali teraz po
raz drugi.
Towarzysz Jugin z AU sprawia wrażenie wysłanni­
ka wielkiego majątku zapraszającego nas w gościnę.
Jest w nim coś z wiejskiej gościnności. Polarnikiem jest
już od dwudziestu jeden lat.
Kilkadziesiąt kilometrów dzieli nas jeszcze od Murmańska. Pasek lotniska wynaleziono z trudem wśród
falistej tundry. Wąską drogą, wijącą się wśród jeziorek
i wzgórz, jedziemy do miasta. Niedaleko od skrzyżowa­
nia szos, od zachodu, dobija droga do Szwecji i Norwegii - znak niemieckiej fali z lat wojny, która tutaj się­
gnęła najdalej.
Miasto rozciągnięte nad brzegiem długiej, wąskiej
zatoki, nad fiordem, pełne szeregów nowych domów
uparcie jednostajnych, zróżnicowanych nieco kolorem. Ponad trzysta tysięcy marynarzy, portowców,
wojskowych. Stajemy w hoteliku Inturista, w którym
większość recepcyjnych obowiązków pełnią miłe
"ciocie". Z dala od turystycznych tłumów z zachodniego świata nie ulega się tu modzie na młode dziewczyny. "Ciocia" jest dużo właściwszą postacią na radzieckiej północy - co ma swoisty wdzięk i urok niepodległości wobec światowych obłędów. Poza tym,
jak się może zdawać, warstwa ochronna dodatkowego ciała ma swój poważny walor w tym obszarze. Hotel dorównuje "ciociom" w obojętności wobec zachodnich mód natarczywej nowoczesności: kanapki,
fotele, kwiatki i malowanie ścian jest domowe w takim samym sensie, jak domowe są skojarzenia wywoływane przez pojęcie "cioci". Żadnych nowoczesno-plastikowo-kolorystycznych szaleństw, żadnych uległości wobec prestiżu Zachodu, żadnej czołobitności,
żadnego współzawodnictwa.

�Restauracyjka Siewier przy hotelu. Duży ład
w obsłudze, posłuszeństwo gości wobec kelnerek,
które nie posadzą nikogo, nie wysprzątawszy stołu po
poprzednikach. Przybywamy o północy, ale jeszcze,
jako goście dość specjalni, coś dostajemy, a Jurij
z Odessy, miły, samotny i lekko zawiany inżynier,
opowiada coś z sympatią o Polsce i stawia nam karafkę wódki. Jego flama, Wala, podaje ją z pewnym
ociąganiem, ale w końcu pijemy, wymieniamy adresy
i zapraszamy Jurija do odwiedzenia nas - jak tylko
będzie mógł. Niedługo ma być służbowo w Gdańsku.
Na statku Dnieprodzierżyńsk mamy być o szóstej.
Przedtem Arctic-Ugol podstawi nam autobus, który
zawiezie nas do samego portu, na nabrzeże węglowe.
Nabrzeże to jest obszarem operacji naszej wspaniałej
firmy. Czujemy się tu pod jej opieką. Jesteśmy jej partnerami. Arctic, uznając nasze racje, wyprawia nas
wszystkich razem, a nie w dwu rzutach, jak to było
w pierwszym projekcie. Nie jesteśmy żadnymi normalnymi turystami z zagranicy, którym trzeba zapewnić
komfort za odpowiednią opłatę. Arctic pomieści nas
w kajutach załogi i cenę skalkuluje bardzo nisko. Spod
opieki "cioć" wchodzimy w zakres opieki wujaszka.
Wujaszkawaty Jugin odwozi nas do burty i jego obecność czyni wszystko łatwym ...

Wejście

do Barentsburga

Patrząc

nie ku kopalni, lecz na przeciwną stronę
wąskiego fiordu, widzi się obraz podobny do widoku
znad Wielkiego Stawu ku Liptowskim Murom.

*

Wychodzimy w końcu Ewenkiem o 9 wieczorem.
Jest to mały holownik budowany w Finlandii, mocny
i wygodny. Buja solidnie. Za Greenfiordem wypływa­
my na Istfiord. Fala długa, pełno mew i alek. Krajobraz
wspaniały, góry z dwu stron, mocniejsze w granacie
i bieli niż wczoraj w łagodnym słońcu.
Trochę mży, nad oceanem ciemne chmury przydające powagi całemu obrazowi.
Musimy wyjść na pełne morze, aby opłynąć Prins
Karls Forland - długą wyspę ciągnącą się ku półno­
cy wzdłuż zachodnich brzegów Oscar II Land. Wyspa o szczytach wysokości do 1100 metrów spada
w ocean żlebami i filarami zmurszałej skały. Fenomen schodzących w morze lodowców zacznie się dla
nas dopiero wyżej - w Kong i Krossfiordzie. W ten
drugi wchodzimy z zamiarem założenia stacji żywno­
ściowej . Po prawej stronie spadają w morze- a raczej
spływają - szerokie stoki lodów, załamując się nad
morzem błękitną barierą. W głębi odnogi zwanej
MoHerfiordem błękit staje się farbkowy i cieniowany, odbijając zarówno od stalowej szarości morza, jak
i od skał i śniegu. Wchodzimy w Liliehohfiorden.
Coraz więcej w nim kry.

*
Skrót listu 16 XI 58
Berkeley
Piszę

zaraz po otrzymaniu Twojego listu, który zapo powrocie z wielkiej dwudniowej wyprawy
w góry, doliny i wzgórza północnej Kalifornii. Wyprawa była bardzo piękna. Odbyłem ją w aucie pewnego
miłego Szwajcara, wraz z drugim miłym Szwajcarem
i jednym z naszych matematyków, którzy mogliby tu
założyć polsko-kalifornijską odmianę warszawskiej
szkoły matematycznej i filię Klubu Wysokogórskiego.
Jest ich tu czterech z profesorem Mostowskim, którego, tak jak i mnie, zjada tęsknica. Więc, żeby się pocieszyć, pojechaliśmy w piątek wieczorem w ciemną
nockę ku dalekiemu, jak mniej więcej Kraków od
Warszawy, wygasłemu wulkanowi. Wulkan wysoki na
3 tysiące metrów, widny jak śnieżny trójkąt nad pasmem wysokich zalesionych wzgórz, nazywa się Mount
Lassen. Jest oswojony jak Babia Góra. Ostatni raz
dmuchnął troszeczkę w 1916 roku i od tego czasu dał
sobie założyć obrożę narodowego parku i przyjmuje turystów...
Nocą łatwo tu jeździć, bo mały ruch na wielkich,
sześcio- lub czteropasmowych szosach... Wszystkie
skrzyżowania i rozgałęzienia oznaczone świetlną sygnalizacją - skrzyżowania mrugają automatycznie zielonym lub czerwonym okiem, niekiedy mrugną żół­
tym, rozgałęzienia, mosty, zakręty jarzą się i rozbłysku­
ją w światłach jadącego wozu. Ta nocna jazda po
prawie pustej drodze, na której grają sygnały, jarzą się
zawsze gotowe stacje benzynowe, migają reklamy moteli i stoiska used cars - to robi wrażenie, rzadkie jak
dla członka narodu kawalerzystów.
Wybacz te prowincjonalne spostrzeżenia, ale tu
nawet w nocy nie sposób zapomnieć, że Ameryka zaludniona jest głównie przez auta. Człowiek bez auta
jest bezradny, opuszczony, zagubiony. Jeśli nieco poza
miastem ośmieli się iść piechotą, wszyscy się za nim
oglądają a przejeżdżające w rodzinnych, długich jak
krokodyle autach dzieci pokazują go sobie palcami,
cieszą się, że będą miały co opowiadać w szkole: widziały chodzącego człowieka, kiedy teraz nie ma już ludzi, są tylko auto-ludzie. Ludzie istnieli dawniej, przed
erą Wielkiej Czwórki, której powstanie zmieniło naturę człowieka - wyrosły mu cztery koła, a właściwie
pięć, wliczając kierownicę . Odtąd wszystko służy auto-ludziom, a człowiek robi wrażenie zbiega z indiańskie­
go rezerwatu, po którego niedługo nadjedzie, bucząc
głośno, auto-policjant i odwiezie go tam, gdzie przebywać powinien: w strzeżonych, ogrodzonych parkach,
razem z sarnami, sekwojami i Indianami, jako pewna
odmiana, wczesna i zanikająca.
Jechaliśmy w górę rozległej, nawodnionej kanałami
doliny rzeki Sakramento, głównej rzeki północnej Kalifornii. Nie większa od Pilicy tylko mniej senna i zebra-

178

stałem

�Jan Strzelecki • Z ZAPISKÓW, NOTESÓW, LISTÓW

na w sobie a nie zagubiona w meandrach. Ujęta w wysokie tamy, silna nawet teraz, po półrocznej suszy. Taki
mały, wygładzony Nil. Żyzny. Wszystko nam się odsło­
niło raniutko, gdyśmy się wygrzebywali z namiotu rozstawionego nad brzegiem przydrożnego ścierniska.
Piękna steinbeckowska dolina - pomyślałem, patrząc wokół przez oczyszczone przymrozkiem poranne
powietrze na dwa piękne pasma ciągnące się z północy
na południe, przyprószone śniegiem, pokryte w niższych
partiach nalotem ciemnozielonych drzewo-krzewów. Peak Lassen widać było nad powoli wzbierającymi wzgórzami, jak różowawy rąb nad dalekim horyzontem. Po
drugiej stronie doliny siwe, łagodne wierzchołki, a raczej
garby Cast Range, za którymi chowa się Pacyfik.
Ruszyliśmy, po kubku mleka z płatkami, ku Peak
Las sen.
Droga pochyłą wyżyną, przeciętą czasami skalistymi
jarami. Sucha, szaro-rudawa trawa, niskie, krzaczaste
drzewka. Pustka kilometrami. Czasami jakieś ranczo.
Czasami ślad porzuconej siedziby. Poza tym pustka, jaką trudno spotkać w Europie ... Tutaj pełno półstepo­
wej, półgórskiej dziewiczości. Człowiek jest tu istotą
przechodnią, a raczej przejeżdżającą. I my przyjechaliśmy przez zaśnieżone już lasy Peak Lassen. W górze dużo śniegu i nieprzetarta droga, więc zjechaliśmy ku dolinie i na ostatnich, łagodnych już piętrach wzgórz, podobnych nieco do regli, tylko nie tak pięknie porośnię­
tych, rozbiliśmy obóz, paląc wielkie indiańskie ognisko.
Taka noc przy ogniu i księżycu, w dalekim, nieznanym kraju, jest czymś tak pięknie pierwotnym, że rozumienie duszy dawnych, koczowniczych kultur zdaje
się tak proste, jak sięgnięcie ręką poza krąg światła.
Historia wydaje się czymś cienkim, współczesność
czymś pozornym, co zgasło razem z dniem. Jesteś sam
wobec ognia, w nocy - i określić cię może tylko to, co
kochasz i czemu jesteś wiemy.
Blisko jest z takiej nocy do starodawnych spraw mistyki i plemienności, blisko tak bardzo, że czujesz to
za plecami, jak cień odsuwany poza krąg ogniska, ale
czekający na swój czas i swoją godzinę.
Oglądam rano, na czym stanąłem wieczorem i boję się, że to brzmi nieco zbyt tajemniczo, zbyt literacko. Takeśmy się odzwyczaili, żyjąc w środku miast
i otoczeni znanymi rzeczami i ludźmi, od takich nocy
w nieznanym ... Mistyka - to słowo wywołuje skojarzenia niezbyt łaskawe zarówno wśród logików, jak
i wśród marksistów, a to są na ogół dwa intelektualne
środowiska, w których obracam się najczęściej. Ale Ty
to zrozumiesz- to nie oznacza bynajmniej czegoś leżą­
cego poza kręgiem umysłowej rzetelności, czegoś, czemu ulega człowiek zmęczony trudną jasnością, odrzucający trudną dyscyplinę lub pragnący zanurzyć się
w podejrzanego pochodzenia przeżycie - to oznacza po
prostu ciche i uparte odczucie, że jest w świecie jakaś
struna nieobojętna miłości, struna, która brzmi smutno, gdy jesteśmy puści, struna, która brzmi jasno, gdy
zapuszczamy korzenie.

Tego się nie da udowodnić, to jest poza dowodem,
ale nie jest poza poezją, mocną dobrą poezją, która
sprzyja życiu i która nie jest tylko poezją kontemplacji,
ale jest poezją działania, choćby działaniem tym było
mycie podłogi, gdy jesteś zmęczona.
Ogromnie trudno pisać o takich sprawach, bo cią­
gle napotyka się bardzo zużyte, bardzo mocne słowa,
a poza tym czuje się człowiek, jakby przystępował z tę­
pą siekierą do cięcia drogi w ogromnym, bujnym lesie.
Więc to zostawiam, ale taka noc jest to noc przyjazna
najlepszym sprawom świata i nie przeczy dniowi, ale
go uzupełnia.
Szwajcarzy pletli przy ognisku o Ameryce. To nie
znaczy, że mówili od rzeczy. Naśladowali głosy radiowych reklam wychwalających wszystko, co się da, opowiadali, jak matrony tutejsze reagowały na wypuszczenie sputnika, uważając to za narodowy szoking. Ot
i tak sobie gadali o różnych rzeczach.
A następnego dnia widzieliśmy wiele piękności
i dzielnie zdobywaliśmy Peak Lassen, ale o tym już
Wam później napiszę ...
Całuję Was bardzo
Janek

Przypisy
1 Zapis pochodzi z notatek zrobionych w drodze na wyprawę polarną na Spitsbergen. Wyruszyła ona z Polski w lipcu 1973 roku,
z okazji Międzynarodowego Roku Kopernikańskiego. Założeniem jej
było dokonanie trawersu wyspy z zachodu na wschód i wejście na
znajdujący się tam szczyt Kopernika. Droga wiodła przez Moskwę
i Murmańsk do Barentsburga, leżącego przy zachodnim brzegu
Spitsbergenu. Zaraz po powrocie ze Spitsbergenu Jan Strzelecki
opublikował w "Literaturze" obszerne cztery artykuły-wspomnienia
z przebiegu wyprawy. (Ukazały się już w sierpniu i na początku września). Radio zaś rozpoczęło w grudniu nadawanie 10-ciu audycji
o Kopernikańskiej wyprawie, które miały formę rozmów z uczestnikami wyprawy.
W wyprawie Spitsbergeńskiej brali również udział przedstawiciele Kościoła, których zadaniem głównym było odprawienie mszy
na szczycie Kopernika. Tymi przedstawicielami Kościoła byli: ks.
Andrzej Woźnicki profesor filozofii na Unniwersytecie w San Franciska i ks. Władysław Dobroć duszpasterz ze Szczecina. Na zakoń­
czenie wyprawy ks. Dobroć ofiarował Janowi Strzeleckiemu swój egzemplarz pisma Świętego Nowego Testamentu opatrzony następują­
cą dedykacją:
"Coście

uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych
uczynili"
Niech słowa te będą nagrodą za Twój miły uśmiech, serdeczne
słowo, bratnią dłoń zawsze gotową do pomocy w czasie tych pięk­
nych dni spędzonych wspólnie na Spitsbergrnie.
Murmańsk 73, Władek
mnieście

1'7()

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5929" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5909">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7b8a418442a1b57a19d06e85151cb5ec.pdf</src>
        <authentication>351ce1d6fbd4d0007634e989c4ed3484</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70685">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5452</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70686">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70687">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70688">
                <text>tradycja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70689">
                <text>Cieszyn - święta lokalne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70690">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5069</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70691">
                <text>Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Śląskim Cieszynie / Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70692">
                <text>Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego; pod red. Haliny Rusek,Agnieszki Pieńczak i Jacka Szczyrbowskiego s.66-77</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70693">
                <text>Studnicki, Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70694">
                <text>pol</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70695">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70696">
                <text>cz.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70697">
                <text>Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70698">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70699">
                <text>Grzegorz Studnicki
Uniwersytet Śląski w Katowicach
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Muzeum Śląska Cieszyńskiego

Obraz przeszłości i tradycji
a święta lokalne w Cieszynie
i Czeskim Cieszynie

Współcześnie lokalne święta są formą spędzania czasu, które łączą w sobie wymiar
ludyczny z wymiarem edukacyjnym, zabawę z praktykami, które kojarzyć się mogą
z manifestowaniem swojej tożsamości, promocją, kreowaniem wizerunku miejscowości, wyobrażeń na temat jej przeszłości z tym, co kojarzy się z pryncypiami społeczeństwa obywatelskiego. W tekście pragnę zwrócić uwagę na trzy imprezy organizowane
w obrębie przedzielonej polsko-czeską granicą państwową przestrzeni miejskiej Cieszyna i Czeskiego Cieszyna: „Święto Trzech Braci” („Svátek Tří Bratří”), „Skarby z Cieszyńskiej Trówły” [dalej – SzCT] oraz „Noc w Muzeum”, a dokładniej „Cieszyńska Noc Muzeów”. Oczywiście wymienione inicjatywy nie stanowią jedynych działań o charakterze
kulturalnym, ale wydają się być w przestrzeni społecznej miast jednymi z najbardziej
widocznych. Tym, co łączy wyżej wymienione imprezy, jest to, że w ich obrębie można
odnaleźć odwołania do lokalnej historii, tradycji, wyobrażeń o przeszłości – dotyczy
to zarówno samych nazw, ale także podejmowanych w trakcie ich trwania praktyk, są
związane ze sferą czasu wolnego, łączą w sobie elementy ludyczne, edukacyjne, integrujące, są otwarte dla wszystkich potencjalnych uczestników, mają charakter święta
lokalnego, odbywają się po obu stronach granicy itd. W ich obrębie, obok elementów
kojarzonych z kulturą popularną bądź masową, obserwator może dostrzec liczne odwołania do tradycji lub dziedzictwa kulturowego regionu czy miejscowości, które można
rozpatrywać w kategoriach zasobów kulturowych mieszkańców służących im zarówno
do symbolicznego zamanifestowania władzy sprawowanej nad określoną przestrzenią,
jak i zaktywizowania aktorów społecznych do przyjęcia odpowiedzialnej postawy za
własne otocznie (społeczne, kulturowe), ich integrację, ale także traktujących elementy
własnej przeszłości jako formę atrakcyjnego towaru.

�Grzegorz Studnicki: Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Czeskim Cieszynie

67

Święto Trzech Braci [dalej ŚTB], to coroczna trzydniowa impreza, która odbywa
się od 1991 roku w trzeci weekend czerwca. Jej organizatorami są urzędy miejskie
po obu stronach granicy wraz z podległymi im instytucjami kulturalnymi takimi jak:
Cieszyński Ośrodek Kultury „Dom Narodowy” oraz Kulturní a společenské středisko
„Střelnice” z Czeskiego Cieszyna. Do organizacji włączają się także i takie instytucje
jak: Muzeum Śląska Cieszyńskiego, Muzeum Těšínska, Biblioteka Miejska w Cieszynie, Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości oraz inne lokalne – polskie i czeskie
– instytucje sportowe, edukacyjne, społeczne, stowarzyszenia, firmy itd. Sama nazwa
odwołuje się do legendy o założeniu miasta Cieszyna w 810 roku przez Leszka, Cieszka i Bolka – trzech synów polskiego króla Leszka III (w Cieszynie znajduje się także
tzw. Studnia Trzech Braci)1. Impreza ma charakter trzydniowego festynu, w ramach
którego, na płytach rynku po obu stronach Olzy lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie
odbywają się równolegle liczne imprezy w postaci występów zespołów regionalnych,
kabaretów, lokalnych zespołów muzycznych (np. orkiestr dętych), tanecznych czy
polskich i czeskich gwiazd popkultury. Wszystko to spowite dymem i zapachami unoszącymi się znad grillowanych kiełbas, kurczaków, kaszanek, karczków, smażonych
placków, frytek, podawanych bigosów itd. oraz w otoczeniu straganów oferujących
obok piwa, kebabów, kołaczy, słodyczy przedmioty kojarzące się z jarmarkiem lub
odpustem: kolorowe dmuchane balony, świecące lampki, t-shirty, ale także przedmioty, które przywołują wyobrażenia związane ze sklepami pamiątkowymi czy Cepelią.
„Świętu Trzech Braci” towarzyszą liczne imprezy, zarówno te o charakterze kulturalnym (wystawy w muzeach, bibliotekach), jak i edukacyjnym (konkursy dla dzieci,
warsztaty) czy sportowym. Mimo, że są one raczej tłem do tego, co ma miejsce na
płycie rynku w Czeskim Cieszynie i Cieszynie, to w tych cząstkowych imprezach poprzez prezentację twórczości, dorobku, artefaktów kultury najczęściej pojawiają się
nawiązania do przeszłości, historii, specyfiki, tradycji przestrzeni miejskiej oraz akcentuje się lokalny wymiar kultury. Niewątpliwie jest to impreza, której organizatorzy
stawiają sobie za cel stworzenie nowej jakości społecznej, na bazie której w bliskiej
lub dalszej perspektywie czasowej mieszkańcy miasta, ale także regionu, zdolni będą
współpracować bez względu na różnice narodowe i deklarowane tożsamości.
Oficjalne i uroczyste rozpoczęcie ŚTB ma miejsce w piątek, najczęściej o godz.
17.00. Sprowadza się ono do pochodu, który najczęściej przemieszcza się z cieszyńskiego rynku ulicą Głęboką (główną, reprezentacyjną ulicą starówki) do Mostu Przyjaźni, gdzie następuje spotkanie władz i mieszkańców Cieszyna i Czeskiego Cieszyna
przy liczącej 30 metrów roladzie lub „cieszyńskim” strudlu. Wśród uczestników pochodu wyróżniają się trzy postacie na koniach ubrane tak, że budzą skojarzenie ze
średniowiecznymi rycerzami – symbolizują oni legendarnych Leszka, Cieszka i Bolka
(czasem towarzyszą im i inne osoby nawiązujące swym ubiorem do epoki średnio1 O pochodzeniu Legendy o Trzech Braciach oraz związanej z tą opowieścią nazwie studni
pisze Janusz Spyra (on sam był jednym z pomysłodawców użycia określenia „Święto Trzech
Braci” na trzydniowy festyn miejski w Cieszynie i Czeskim Cieszynie – G.S.) por. Tegoż: Od
Tilischa do Kaufmana i Gajdzicy. Świadomość historyczna na Śląsku Cieszyńskim w epoce
przednowoczesnej. W: Kronikarz a historyk. Atuty i słabości regionalnej historiografii. Red.
J. Spyra. Cieszyn 2007, s. 134-137; Tegoż: Studnia Trzech Braci, „Kalendarz Cieszyński
2010”, Cieszyn 2009, s. 36-42; źródło: http://www.cieszyn.pl/?p=categoriesShow&amp;iCategory=138.

�68

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

wiecza), osoby ubrane w ludowe stroje cieszyńskie (wałaskie) niosące flagę miasta
Cieszyna oraz członkowie Bractwa Kurkowego ubrani w niebieskie mundury, które
krojem i kolorem nawiązują do założonego w Cieszynie w 1795 roku Towarzystwa
Strzeleckiego. Członkowie bractwa salwą armatnią, w symboliczny sposób rozpoczynają święto. Z perspektyw prowadzonych rozważań dotyczących prezentacji tradycji, dziedzictwa kulturowego lub projekcji pewnych „obszarów przeszłości” (zarówno
tych, które mają odniesienie do wydarzeń mających miejsce faktycznie lub wyimaginowanych) w przestrzeni publicznej podczas lokalnych świąt, pochód rozpoczynający Święto Trzech Braci akumuluje w sobie znaczną ilość znaków, symboli lokalności
i regionu, które można m.in. odebrać jako manifestację tożsamości jego mieszkańców.
Strój regionalny, mundury bractwa strzeleckiego, rekonstrukcja fikcyjnego wydarzenia usytuowanego w wiekach średnich, burmistrzowie, insygnia władzy odsyłają do
określonej przestrzeni fizycznej, która na skutek działań aktorów społecznych oraz
ich świadomości więzi między pokoleniami zyskuje wymiar kulturowy oraz odpowiednią, pozytywną waloryzację. Wszystko to ma symbolizować społeczność lokalną,
jej przeszłość, tradycję, a więc staje się znakiem tej społeczności. Podobną sytuację
można odnaleźć przyglądając się m.in. takim imprezom jak Cieszyński przekładaniec,
czyli co z tą tradycją (od 2008 roku była częścią ŚTB i SzCT) czy Dzień Tradycji i Stroju
Regionalnego. Pierwsza z imprez, przeznaczona dla dzieci, ma miejsce w Parku Pokoju
i na dziedzińcu cieszyńskiego Muzeum. Jej organizatorzy (Zespoł Pieśni i Tańca Ziemi Cieszyńskiej im. Janiny Marcinkowej, Muzeum Śląska Cieszyńskiego oraz COK
„Dom Narodowy”) dbają, aby podczas prezentacji informacji o stroju cieszyńskim,
samego stroju, pokazu „czepienia” oraz obróbki wełny (czesanie, przędzenie), dzieci
malowały lub rysowały prezentowany i omawiany ubiór. Wszystko to dzieje się przy
akompaniamencie muzyki ludowej (regionalnej) a one same starają się go namalować lub narysować. Druga z imprez – organizowana od 2007 roku przez jedno z kół
Macierzy Ziemi Cieszyńskiej oraz Zarządu Głównego Polskiego Związku KulturalnoOświatowego w Republice Czeskiej – wysuwa także na pierwszy plan strój ludowy
(głównie wałaski i góralski) oraz repertuar regionalnych zespołów jako znak tradycji,
dziedzictwa oraz jedności kulturowej Śląska Cieszyńskiego po obu stronach granicy
(względnie podobny repertuar zespołów folklorystycznych z polskiej i czeskiej strony granicy). Tutaj obok założenia edukacyjnego i ludycznego organizatorzy stawiają
sobie za cel zbliżenie oraz wzajemne zainteresowanie się sprawami Polaków mieszkających po obu stronach granicy, ale także budzenia otwartości i postawy pluralistycznej wśród mieszkańców regionu. Bez względu na różnice i stawiane cele wyżej
wymienionej imprezy charakteryzuje to, że sprowadzają one tradycję i dziedzictwo do
stroju, który jako kostium obok folkloru śpiewanego (folkloryzmu) staje się ważnym
wyznacznikiem odrębności kulturowej regionu i społeczności lokalnych oraz wydaje
się reprezentować (lub „zagarniać”) całe jego dziedzictwo i przeszłość.
Kolejną z inicjatyw noszącą cechy lokalnego święta jest impreza nosząca nazwę
Skarby z cieszyńskiej trówły. Jej organizatorzy - Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie oraz Kulturalní Středisko „Střelnica” w Czeskim Cieszynie – realizują
za jej pośrednictwem cele edukacji regionalnej, ludyczne oraz integracji społeczności mieszkającej po obu stronach granicy. Jest ona jednocześnie okazją do promocji
regionu, jak i zaprezentowania osób, które swoją profesją reprezentują tzw. „ginące
zawody” lub sztukę czy rzemiosło ludowe. Impreza, której nazwa odnosi się do funk-

�Grzegorz Studnicki: Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Czeskim Cieszynie

69

cjonującego na Śląsku Cieszyńskim gwarowego określenia na (wianną) malowaną
drewnianą skrzynię na ubrania, przypomina coś na wzór pikniku, podczas którego
zaprezentować mogą swój warsztat oraz asortyment rzemieślnicy czy „wytwórcy ludowi” (koronczarki, kowale, rzeźbiarze, druciarze, szopkarze, zdobiący pierniki itd.),
ale są także występy regionalnych zespołów folklorystycznych, pokazy wykonywania strudla wiedeńskiego (czytaj też cieszyńskiego), warsztaty dla dzieci i młodzieży,
prelekcje, oprowadzanie po budynkach cieszyńskiego browaru oraz zabytkach Góry
Zamkowej w towarzystwie archeologa lub przewodnika. Można podczas tej imprezy zobaczyć także osoby ubrane w strój cieszyński, usłyszeć gwarę lub skonsumować
potrawy, które swoją prostotą nawiązują do kuchni regionalnej (np. poleśniki, stryki
z wyrzozkami – tj. placki ziemniaczane z kawałkami podsmażonego mięsa lub skwarkami, bigos) itd. Nie brak tu także tematów, które odwołują się do stylistyki i ornamentyki ludowej. Główne atrakcje wydają się być zogniskowane w obszarze tzw. Góry
(lub Wzgórza) Zamkowej w Cieszynie. Niektóre z wymienionych atrakcji towarzyszących SzCT mają także miejsce w budynku oraz w bezpośrednim otoczeniu Ośrodka
Kultury „Střelnica” w Czeskim Cieszynie. Zgromadzenie w jednym miejscu tego typu
działań zmienia ich charakter i znaczenie. Są one nie tylko formą działań edukacyjnych, promujących i ludycznych stanowiących jedną z wielu alternatyw spędzania
czasu wolnego (indywidualnie, z krewnymi lub w grupie koleżeńskiej), ale ich animatorzy zdają się poprzez nie komunikować, że dawne formy aktywności przynależne do
odmiennego kontekstu, w którym prawdopodobnie uchodziły one za coś oczywistego
obecnie stają się czymś wyjątkowym – skarbem. Służą niewątpliwie budowaniu pozytywnego wizerunku miasta, jego promocji jako miejsca atrakcyjnego pod względem
rozrywki i oferty kulturalnej, ale są także częścią polityki tożsamości.
Cieszyńska Noc Muzeów wpisuje się w ogólniejszy, wykraczający daleko poza obszar
regionu Śląska Cieszyńskiego trend organizowania imprez Noc w muzeum, których
organizatorzy za cel stawiają sobie uczynić z przestrzeni muzealnej przestrzenie atrakcji i zabawy, które mają także czegoś uczyć. Poprzez dodanie przymiotnika „cieszyńska”, to co ogólne zyskuje wymiaru lokalnego – czegoś, co jest związane z konkretną,
namacalną i dającą się uchwycić jego mieszkańcom przestrzenią. Jest to swoisty flirt
powagi przestrzeni muzealnej z zabawą i edukacją. Pierwsza tego typu akcja miała
miejsce 19 października 2007 roku w Muzeum Śląska Cieszyńskiego i była skierowana do dzieci. Kolejne odbywały się przy współudziale z Muzeum Drukarstwa, Museum Tešínská, Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich, Muzeum Protestantyzmu,
Urzędem Miejskim, Teatrem im. Adama Mickiewicza, Domem Narodowym itd. Włączyli się do tej akcji także cieszyńscy przewodnicy, członkowie OSP Bobrek w Cieszynie, koło miłośników militariów oraz grupy rekonstrukcji historycznych. Niektóre
miejsca, takie jak muzea, Sala Posiedzeń w Ratuszu Miejskim, teatr zmieniają swój
względnie zamknięty i elitarny charakter stając się atrakcją turystyczną zarówno dla
dzieci, młodzieży, jak i dorosłych. Szczególnie zmiany w charakterze oraz wymiarze
społecznym i kulturowym przestrzeni widoczne są na przykładzie Muzeum Śląska
Cieszyńskiego. Sprowadzają się one nie tylko do samego faktu, że oto placówka muzealna jest udostępniona zwiedzającym w godzinach odbiegających od obowiązujących
przez resztę roku. Zmienia się sam sposób zwiedzania oraz przestrzeń ekspozycyjna
i przylegająca do muzeum, na skutek pojawienia się w ich obrębie osób ubranych
w mundury wojskowe (polskie, niemieckie, radzieckie, amerykańskie itd.) z okresu II

�70

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

wojny światowej, mundury Bractwa Kurkowego, stroje cieszyńskie lub wzorowane na
strojach ludowych, postać kojarząca się z Franciszkiem Józefem I itd. Nie bez znaczenia na charakter tego wydarzenia pozostaje to, że na dziedzińcu Muzeum dokonano
rekonstrukcji szpitala polowego z okresu wojny, zaprezentowano dawne pojazdy wojskowe czy wykonano salwy armatnie, a we wnętrzach Muzeum pokazano przykłady
rzemiosła artystycznego (koronka szydełkowa i frywolitka), pokaz makijażu, koncert
muzyki dawnej itd.
Podczas Cieszyńskiej Nocy Muzeów przestrzeń muzealna jeszcze bardzie unaocznia oraz zdradza swój heterotopijny charakter wynikający z zakumulowania w niej
czasu reprezentowanego za pośrednictwem przedmiotów, które usytuowane obok
siebie we względnie niezmiennej przestrzeni (miejscu), pochodzą (lub kojarzą się)
z odmiennymi czasami, epokami, porządkami, przestrzeniami czy kontekstami2. Już
nie tylko eksponaty stanowią pomost umożliwiający poznać lub odkryć na nowo to,
co minione i dawne, ale także osoby ubrane w stroje z minionych epok i „rekonstruujące” pewne wydarzenia unaoczniają i czynią namacalną obecność przeszłości, dają
także złudzenie natychmiastowej wiedzy na temat przeszłości, historii regionu czy
miasta. Heterotopiczny charakter związany zarówno z kumulacją czasu, jak i zawieszeniem jego reguł czy przypisanych im porządków (co budzi skojarzenia z karnawałem), uwypuklić może sytuacja, w której zwiedzający muzeum w tym samym czasie
może spotkać i sfotografować się wspólnie z postaciami symbolizującymi odmienne
porządki a kojarzonymi z Franciszkiem Józefem I, kobietą w stroju ludowym oraz
mężczyzną w mundurze żołnierza Wojska Polskiego, Wermachtu czy legionisty. Owe
zestawienie obok siebie porządków kojarzonych z odmiennymi kontekstami, epokami jest cechą prezentowanych wyżej imprez. Budzą one niewątpliwie skojarzenia ze
świętem, karnawałem, ale także uobecnianiem pewnego mitu, w ramach którego to,
co ma charakter kulturowy i historyczny – np. tradycja – jawi się jako coś naturalnego3. Takie praktyki mogą być odbierane zarówno jako przedłużenie takich dyscyplin
naukowych jak etnografia czy historia lub ich spopularyzowana wersja dla potrzeb
masowego odbiorcy, ale także są przejawem antropologizacji życia społeczności lokalnych, refleksyjnej tożsamości, czy też działań zmierzających do autoprezentacji
społeczności lokalnej. Ukazują one, że badanie kultury oraz refleksja nad nią są działaniem kulturotwórczym, zdolnym nie tylko identyfikować elementy lokalnej kultury,
ale także w oparciu o nie generować nowe jakości, zjawiska, potrzeby i praktyki kulturowe4, które mogą przybierać nieraz kostium popkultury, festynu i zabawy - łączą
ogląd naukowy i potoczny. Refleksja nad kulturą, przeszłością społeczności lokalnej
i regionu (naukowców, regionalistów itd.) staje się materiałem, w oparciu o który
można budować scenariusze działań z pogranicza zabawy, turystyki kulturowej oraz
polityki tożsamości. Jest to swoisty znak ponowoczesnej formy edukacji, która charakteryzuje się tym, że łączy w sobie porządki, które dawniej wydawały się wyraźnie
oddzielone – zabawę i edukację, która wymagała skupienia wysiłku, samozaparcia
i wyrzeczeń. Za pośrednictwem owych świąt i towarzyszących im rytuałów zawierających nieraz wyidealizowany i zmityzowany obraz dziedzictwa i tradycji regionu, skrojone na miarę masowego odbiorcy, mają szansę utrwalić w świadomości społecznej
2
3
4

M. Foucault: O innych przestrzeniach. Heterotopie, „Kultura Popularna”. Nr 2 (16), 2006, s. 12.
R. Barthes: Mitologie. Warszawa 2000, s. 262.
M. Golka: Socjologia kultury. Warszawa 2007, s. 10.

�Grzegorz Studnicki: Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Czeskim Cieszynie

71

pewne wyidealizowane klisze przeszłości wykorzystywane w procesie konstruowania
i odtwarzania tożsamości zbiorowych.
Są one nie tylko dobrym przykładem, który pokazuje sposoby mobilizowania zasobów społecznych, ponieważ tego typu inicjatywy wymagają współpracy z innymi
instytucjami kulturalnymi, miłośnikami regionu, stowarzyszeniami, co pociąga za
sobą umiejętne wykorzystanie oficjalnych i nieoficjalnych kanałów dystrybucji wiedzy, kontaktów itd. Za ich pośrednictwem materializuje się także to, co dana grupa
aktorów społecznych rozumie lub definiuje jako pochodzące z przeszłości i zarazem
wartościowe oraz zdolne ją reprezentować. Siła tych inscenizacji wydaje się właśnie
bazować na wyobrażeniach lub modelach tego, co tradycyjne.
Patrząc na Święto Trzech Braci, Skarby z cieszyńskiej trówły czy Cieszyńską noc muzeów łatwo dostrzec, że różnią się one między sobą proporcjami oraz stopniem realizacji funkcji edukacyjnych czy ludycznej. Są niewątpliwie rodzajem lokalnego święta,
które pozwala na autoprezentację społeczności lokalnej. Mimo, że analogiczne działania odnajdujemy w innych miejscach regionu czy daleko poza nim, to o ich niepowtarzalności decyduje z pewnością czynnik ludzki (animatorzy tych imprez oraz
biorący w nich udział twórcy, artyści i widzowie), ale także same miejsca, w których
rozgrywają się omawiane wydarzenia (tj. niepowtarzalny układ urbanistyczny, architektoniczny czy swoista ikonosfera przestrzeni miejskiej) oraz pojawiające się jako
kolejne punkty programu odwołania do wyjątkowości, specyfiki miasta czy regionu,
jego historii, tradycji, dziedzictwa kulturowego komunikowane pośrednio za pośrednictwem poszczególnych punktów programu mających miejsce w muzeach, domach
kultury, występów regionalnych zespołów folklorystycznych itp. bądź werbalizowanych bezpośrednio przez aktorów społecznych biorących w nich udział. Nie bez
znaczenia są także miejsca, w których owe działania są podejmowane i które nadają
względnie uniwersalnym działaniom lokalnego kolorytu. Są to najczęściej te obszary
przestrzeni miejskiej, które wyobraźni społecznej jawią się jako reprezentatywne, posiadające wyjątkowy status i charakter przez sam fakt bycia świadectwem minionych
czasów (np. rynek i jego okolice – starówka, wzgórze zamkowe) bądź bezpośrednio
w przestrzeni związanej z instytucjami będącymi depozytariuszami pamiątek, wiedzy
i dziedzictwa kulturowego (muzea, biblioteki, domy kultury itd.).
Odwołania do przeszłości w ramach omawianych imprez wydają się ciążyć w kierunku „kultury ludowej”, reprezentowanej najczęściej przez strój wałaski, repertuar
zespołów regionalnych, ale także poprzez towarzyszące tym rytuałom zapożyczenia
i stylizacje gwarowe, pokazy „ginących zawodów” czy potrawy, które mogą budzić
skojarzenia z regionalnymi kulinariami. Wydają się one odsyłać do tego, co „autentyczne” i „nasze” a jednocześnie stając się synonimem – lub oznacznikiem – tradycji zgarniają lub ukrywają – ograniczając do kilku wyselekcjonowanych obszarów
kultury lub elementów przeszłości – złożony i skomplikowany system więzi, relacji,
niezliczonych wariacji zachowań społeczno-kulturowych, treści, działań, sieci społecznych oraz zależności, które składają się na obiektywnie – nie dającą się całościowo
ogarnąć przez podmiot – istniejące dziedzictwo kulturowe czy przeszłość. Z pewnej puli wspomnień, wiedzy i obrazów (wyobrażeń) przeszłości odziedziczonych po
przodkach oraz refleksji naukowej tworzy się narrację o przeszłości, tradycji oraz
dziedzictwie kulturowym regionu, ale także poczucie ciągłości (tożsamości) miejsca
i wspólnoty lokalnej. Owe praktyki, choć mogą kojarzyć się z czasem zabawy, wyko-

�72

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

rzystując wybrane (wyselekcjonowane) elementy lokalnego dziedzictwa kulturowego
(strój, gwara, muzyka, profesje kojarzone z „kulturą ludową”), pozwalają lokalnym
elitom komunikować, że oto władzę nad przestrzenią miejską sprawuje społeczność
lokalna. Powstałe w innym, należącym do przeszłości kontekście praktyki dostosowują się do współczesnych potrzeb rynku, turystyki oraz polityki tożsamości i zyskują
wartość dodatnią dzięki mitom kryjącym się za takimi określeniami jak kultura ludowa czy tradycja. Stają się one symulacją przeszłości zdolną dostarczać jej uczestnikom namiastki uczestnictwa lub udziału w niej. Owe działania, jako część rytuałów
świąt lokalnych zyskują wartość dodatnią także dzięki temu, że odbywają się często
w miejscach, które społeczność lokalna może odbierać jako symboliczne kulturowo
oraz z perspektywy historycznej ważnych.
Spoglądając na Skarby z cieszyńskiej trówły, Dzień Tradycji czy ŚTB można za Grażyną Kubicą stwierdzić, że owe działania mieszczą się w ramach tego, co ona określa
mianem „nowej lokalności” 5. Z jednej strony służą one podkreśleniu kulturowej tożsamości społeczności lokalnej, pokazują, obiektywizują oraz wzmacniają lokalną kulturę i ludową tradycję bądź wyobrażenia na ich temat. To za ich pośrednictwem, lokalna
wspólnota symbolicznie dominuje nad terenem lub bierze w posiadanie poszczególne
jego obszary. Z drugiej strony czynione jest to nie tyle po to, żeby w pełni oddzielić
się od „innych”, lecz by potencjalnego „obcego” (np. turystę) zainteresować i wprowadzić w obręb specyfiki lokalnej. Wybrane i wyselekcjonowane elementy regionalnego
dziedzictwa, stają się w tym momencie emblematem lokalnej kultury wystawianej na
pokaz, jako atrakcja lub poddane zostają procesowi utowarowienia. Wydaje się, że
tylko w takim wymiarze – poprzez udział w lokalnym święcie, wraz z jego ludycznokomercyjną atmosferą, która zakłada unikanie nadmiernej sztywności i powagi, które
zagrozić mogą wspólnemu świętowaniu „swoich” i „obcych” – to, co określa lokalną
specyfikę może być dostępne „obcemu”. Taka forma kontaktu z lokalnością stwarza
konsumentowi, turyście i widzowi w jednej osobie złudzenie, że wszedł on w obręb
autentycznej, lokalnej kultury, którą może „dotknąć”, „skosztować”, „posmakować”
i przeżyć. Elementy lokalnej kultury, odwołania do przeszłości regionu czy używane
zwroty gwarowe obecne podczas poszczególnych punktów programu omawianych
imprez, są zarazem rodzajem ozdobników, ale także posiadają potencjalną moc odróżniania „swoich” od „obcych” – a więc służą jednocześnie podkreśleniu prestiżu
wspólnoty lokalnej, ale także dostarczaniu rozrywki6.
Niektóre z omawianych praktyk stanowiąc pomost miedzy tym co minione i obecne, miedzy tymi, którzy żyją i odeszli, łączą w sobie element spektaklu i karnawału. Realizuje się to nie tylko przez sam fakt, że odbywają się one cyklicznie oraz, że stanowią
one przerwę w codziennych obowiązkach, staraniach, czynnościach czy „normalnym”
funkcjonowaniu przestrzeni miejskiej, ale m.in. poprzez zacieranie granic pomiędzy
rozmaitymi poziomami kultury i jej porządkami, dążeniem do ich ujednolicenia i egalitaryzacji. Prezentowane w przestrzeni społecznej stroje regionalne i mundury, pokazy
„ginących zawodów”, dawne pieśni i tańce czy odgrywanie usytuowanego w odległych
5 G. Kubica: Tradycja, krajobraz i nowa lokalność. Kulturowa historia tworzenia publicznych rytuałów w śląskiej społeczności. W: Tworzenie i odtwarzanie kultury. Tradycja jako
wymiar zmian społecznych. Studia z dziedziny antropologii społecznej. Red. G. Kubica, M.
Lubaś. Kraków 2008, s. 165.
6 Tamże, s. 166.

�Grzegorz Studnicki: Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Czeskim Cieszynie

73

czasach fikcyjnego wydarzenia jakim miało być spotkanie Bolka, Leszka i Cieszka,
ukazują logikę święta wraz z towarzyszącym mu zawieszeniem funkcjonujących na co
dzień reguł i klasyfikacji oraz funkcji miasta. W takim ujęciu to, co z punktu widzenia
nowoczesnej (modernistycznej) racjonalności życia codziennego może jawić się jako
niefunkcjonalne lub zacofane, przestarzałe, niepostępowe, plebejskie, „wieśniackie”, zaściankowe, prowincjonalne czy „obciachowe” w tych momentach zyskuje pozytywny
wymiar atrakcji, niepowtarzalności i oryginalności służącej m.in. zabawie i manifestowaniu tożsamości. Współczesne pole ekonomii i turystyki włącza to, co dawne do swoich praktyk uwypuklając pozytywne strony tego, co przypisane przeszłości. W jednym
i drugim przypadku owa materializacja pamięci zbiorowej – kulturowej – społeczności
lokalnej regionu wydaje się uwzględniać wymogi estetyczne, ludyczne, komercyjne (ale
także poprawności politycznej), prezentując wygładzony obraz przeszłości i pomijając
treści mogące zaburzyć wymiar świętowania, zabawy czy konsumpcji. Ich potencjalna
siła tkwi w możliwości zaskoczenia odbiorcy faktem, że oto staje w sytuacji zetknięcia
się z czymś niecodziennym i dawnym. Pomija się tu szeroki kontekst, w którym owe
praktyki niegdyś funkcjonowały. Rzemieślnicy i przedstawiciele rękodzieła, prezentujący się podczas Skarbów z cieszyńskiej trówły, posiadają odpowiedni zakres wiedzy
praktycznej i znają folklor środowiskowy, który reprezentują, a zapytani o to wszystko
chętnie udzielą (używając nieraz słów gwarowych) informacji. Jednak charakter imprezy, czas trwania, piknikowa aura, akumulacja na małej przestrzeni przedstawicieli
innych „ginących zawodów” czynią z ich uczestników oraz prezentowanych produktów atrakcję i okazję do podziwiania umiejętności, które na co dzień są ukryte przed
okiem zwykłego „zjadacza chleba”.
Owe działania, pochodzące z odmiennej rzeczywistości ukrywającej się za określeniami „dawniej”, „drzewiej”, „kiedyś”, „downi” jawią się jako relikty lub eksponaty
w żywym muzeum. Od widza-uczestnika tego typu działań nie wymaga się żadnych
warunków wstępnych, szczegółowej wiedzy, lecz oczekuje się od niego samego uczestnictwa oraz doświadczania bezpośrednio za pomocą zmysłów, dotykania, sporządzania, a nieraz ich konsumowania. Jednocześnie idea powagi, ciągłości oraz zhierarchizowanej i uporządkowanej wiedzy charakterystycznej dla muzeum jest w pewnym
sensie podważana, gdyż każde kolejne przedstawienie rozgrywa się bez związku
z poprzednim i następnym7. Liczy się samo medium, które jako atrakcja dominuje
nad przekazem. Omawiane działania towarzyszące świętom lokalnym wydają się komunikować biorącym w nich udział, że dostęp do przeszłości jest „łatwy” , a każda
forma prezentacji przeszłości warta jest wystawienia, jeśli tylko potrafi przyciągnąć
i zadziwić widza. Pociąga to za sobą naginanie tradycji lub przedstawień przeszłości
na modłę masowego konsumenta8. Owe praktyki wydają się dostarczać uczestnikom
takich imprez przesłania, że każdy może się stać badaczem kultury, historykiem, archeologiem, ale także pomagają tworzyć lub podtrzymywać pewne mity o kulturze
regionu, kulturze ludowej.
Śledząc przebieg owych lokalnych wydarzeń nasuwa się skojarzenie podobieństwa
między przestrzenią zabawy i święta, w którym objawia swą obecność sacrum. Tym,
7 Ł. M. Dominiak: Zabawa w przeszłość. Festyn archeologiczny jako forma karnawału.
W: Karnawalizacja. Tendencje ludyczne w kulturze współczesnej. Red. J. Grad, H. Mamzer.
Poznań 2004, s. 84-85.
8 Tamże, s. 83.

�74

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

co łączy sakralne z tym, co ludyczne jest względnie zamknięta natura przestrzeni, oddzielonej od świata codziennych spraw, rutynowych codziennych działań itd. To, co
decyduje lub odróżnia przestrzeń święta lub zabawy sprowadza się z kolei nie tylko do
samych treści je wypełniających, ale wypływa także z towarzyszącej tej przestrzeni aury9. Aura jakiegoś miejsca związana jest ze sposobem postrzegania przestrzeni, a ściślej
z krajobrazem kulturowym, który pełni ważną rolę w procesie doświadczania miejsca
oraz tego, co się dzieje w jego pobliżu. Omawiane działania mają miejsce w otoczeniu
przedmiotów, budynków, punktów przestrzeni miejskiej, które sugerują lub jawią się
jako wiekowo niezmienne. Ich obecność potencjalnie może wzmacniać niecodzienne
przeżycia wynikające z wejścia w kontakt z tym, co dawne lub reprezentujące przeszłość. Ów kontakt z tym co reprezentuje minione epoki jest jednym z istotnych elementów zabawy, zaś wynikające z tego faktu doświadczanie ludyczne jest poniekąd
wypadkową (kombinacją) zarówno społecznych wyobrażeń lub wizji przeszłości, jak
i jej indywidualnego jednostkowego doświadczenia10. Aura miejsca, kontakt ze swoistym sacrum przeszłości zapośredniczonym przez inscenizacje historyczne, rekwizyty,
stroje, dawne pieśni kojarzyć się mogą z ekscytacją, uniesieniem czyli niecodziennymi
przeżyciami, które kojarzą się z grami typu ilinx. Ów zachwyt, niecodzienne wrażenie
lub oszołomienie są wspólnym elementem zarówno dla przeżycia turystycznego, konsumpcyjnego, popkulturowego, ale także religijnego czy wynikającego z faktu uczestnictwa w imprezie masowej. Jednocześnie przywoływanie przeszłości, fragmentów
dziedzictwa, tradycji, inscenizacje budzą skojarzenia z grami i zabawą typu mimicry,
gdzie źródło satysfakcji wypływa z możliwości udawania zupełnie kogoś innego lub
obserwowania czyjegoś udawania lub przybierania czyjejś tożsamości.
Zależnie od przyjętej perspektywy owe praktyki współtworzące omawiane święta
lokalne, które odwołują się do dziedzictwa kulturowego miasta lub regionu można interpretować zarówno jako przejaw nostalgii za minionymi czasami, uzewnętrznienie
postawy uznającej autorytet przeszłości, manifestację własnej tożsamości kulturowej,
podkreślanie ciągłości grupowej, ale także jako element ekonomii, gry rynkowej, przemysłu turystycznego bazującej na ludzkim „głodzie” kontaktu z sacrum przeszłości,
czymś niecodziennym, niepowtarzalnym, wyjątkowym, egzotycznym, autentycznym
(postawa charakterystyczna dla optyki turystyki kulturowej). Są to także działania, które jednocześnie mogą być ujmowane jako zjawisko ludyczne, forma promocji (autoaranżacji) regionu czy miasta, element zamierzonych działań przedstawicieli lokalnych
władz i elit skierowanych na osiągniecie zysków w sferze społecznej oraz polityki lokalnej, narzędzie służące realizacji założeń edukacji regionalnej, stworzenia społeczeństwa
obywatelskiego, ale także oporu wobec negatywnych procesów globalizacji, homogenizacji lub centralizacji. Przyjmując, że podczas trwania Święta Trzech Braci, Skarbów
z cieszyńskiej trówły czy Cieszyńskiej nocy muzeów następuje zmiana dotychczasowego
charakteru i funkcji niektórych wyodrębnionych miejsc Cieszyna, można owe inicjatywy interpretować nie tylko jako formę karnawalizacji, ale także postrzegać je przez
pryzmat teatralizacji przestrzeni miejskiej, czyli taką strategię kreowania współczesnego
miejskiego święta, która sięgając po specyficzne, teatralne środki jego realizacji – np.
scenariusze, reżyserowanie widowiska, teatralne gesty, kostiumy, stroje, ukształtowanie
9 K. Jasiewicz, Ł. Olędzki: Przeszłość w przestrzeni ludycznej. W: Karnawalizacja. Tendencje ludyczne…, s. 93.
10 Tamże, s. 93.

�Grzegorz Studnicki: Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Czeskim Cieszynie

75

sceniczne, dekoracje, interakcja widz-aktor itd. – pozwalają nadać mu estetyczny wymiar11. Taki sam charakter zyskuje manifestacja obecności zbiorowości lokalnej oraz
„materializująca się” za ich pośrednictwem tożsamość owej zbiorowości. Względnie
otwarty charakter ulic, rynku, wzgórza zamkowego czy muzeów oraz ludyczny wymiar
praktyk powoduje, że potencjalnie każdy może stać się widzem spektaklu lub włączyć
się w wydarzenia. Fakt ten powoduje, że organizatorzy imprez uwzględniają oczekiwania i upodobania masowego odbiorcy dopasowując do jego poziomu prezentowane treści, pomijając niejednokrotnie przy tym skomplikowane znaczenia kulturowe, zawiłości
świata nauki lub tematy drażliwe, związane z m.in. z kwestiami dotyczącymi złożonej
historii regionu – dawne, jak i obecne spory oraz kontrowersje zostają pominięte lub zepchnięte na dalszy plan12. Można powiedzieć, że jest to estetyzacja pamięci kulturowej,
która wykorzystuje, wspiera się i w specyficzny sposób przekształca pamięć mimetyczną
– tj. wzorce działań, których uczymy się przez naśladowanie; rzeczy – kulturę materialną, sprzęty codziennego użytku, które są w stanie przypominać człowiekowi o jego
przeszłości czy przodkach; oraz komunikatywną, czyli tą która obejmuje pamięć i doświadczenia żyjących pokoleń przekazywanych w sposób niesformalizowany w trakcie
aktów komunikacji (pamięć najbliższej przeszłości). Za jej pośrednictwem objawia się
świadomy stosunek grupy do przeszłości osadzonej w konkretnej przestrzeni kulturowej, ale także jej symboliczne formy włącza się w obręb działań pozwalający jednostkom
konstruować swą tożsamość grupową13.
Praktyki lokalne towarzyszące miejskim świętom mogą służyć przekazywaniu doświadczeń i wiedzy ponad granicami pokoleń. Inscenizacje, zabawa w przeszłość, odwołania do elementów lokalnej kultury i dziedzictwa podczas wyżej wymienionych
imprez są nośnikiem pamięci lub formą pamiętania społeczności lokalnej o własnej
przeszłości. Służą one polityce tożsamości, a więc są formą – używając terminologii
Aleidy Assman – pamięci funkcjonalnej, która wykorzystuje i oplata pamięć magazynującą (tj. zasoby archiwów, prace historyków, etnografów, folklorystów, pamiętniki,
fotografie, dokumenty, plany, wspomnienia oraz ślady przeszłości)14. Pamięć magazynująca stanowi rezerwuar treści i informacji, które poddane przez aktorów społecznych odpowiedniej organizacji lub zestawieniu części jej zasobów czynią pamięcią
zamieszkaną i przyswojoną przez podmiot zbiorowy (warto jednocześnie zwrócić
uwagę, że pamięć magazynująca jest także czynnikiem zdolnym korygować pamięć
11 A. Skórzyńska: Od karnawalizacji do teatralizacji miejskiego święta. Parada lokacyjna.
W: Ludyczny wymiar kultury. Red. J. Grad, H. Mamzer. Poznań 2004, s. 77.
12 Do podobnych spostrzeżeń doszedł Marek Łajtar, który zwrócił uwagę, że podczas Święta Trzech Braci brak odwołań do dość skomplikowanej historii regionu z 1 pol. XX w. –
m.in. do konfliktów dotyczących tzw. Zaolzia między Polską a Czechosłowacją; M. Łajtar:
Trzy święta, trzej bracia. Rzecz o Czechach, Polakach czyli Ślązakach. W: Transgraniczność
w perspektywie socjologicznej. Pogranicza Polski w integrującej się Europie. Red. M. Zielińska, B. Trzop, K. Lisowski, Zielona Góra 2007, s. 326-327. Z własnej obserwacji mogę dodać, że dominują odwołania do mitycznie pojmowanego okresu monarchii austrowęgierskiej
oraz „kultury ludowej” regionu.
13 J. Assman: Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytności. Warszawa 2008, s. 36-37.
14 A. Assman: Przestrzenie pamięci. Formy i przemiany pamięci kulturowej. W: Pamięć
zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka. Red. M. Syrusz-Wolska. Kraków
2009, s. 128-139.

�Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

76

funkcjonalną, a ta z kolei może stanowić dla niej kierunek orientacji i motywację)15.
Wydaje się, że pamięć funkcjonalna przechodząca przez filtr imprez towarzyszących
lokalnym świętom pozwala podmiotowi zbiorowemu wypowiadać się o sobie samym,
produkować znaczenia i profilować tożsamość zbiorową jego członków. Pamięć zamieszkana staje się niejednokrotnie inspiracją dla organizowanych w trakcie omawianych wydarzeń atrakcji, które z kolei stają się „ikoną” przeszłości. Ważne jest także to,
że takie miejsca jak cieszyńskie wzgórze zamkowe, stare miasto, muzea, rynek, ratusz
czy brzegi rzeki Olzy stanowią podporę dla pamięci kulturowej i funkcjonalnej. Pytaniem, które należy pozostawić na koniec prowadzonych rozważań powinno brzmieć,
jak bardzo analizowane wyżej praktyki wpływają na mieszkańców, młodzież regionu i miasta po obu stronach granicy polsko-czeskiej, ich rzeczywiste zainteresowania i wiedzę dotyczącą historii, dziedzictwa kulturowego przestrzeni, która w ramach
praktyk codziennego życia staje się ich udziałem.

Bibliografia:
Assman A.: Przestrzenie pamięci. Formy i przemiany pamięci kulturowej. W: Pamięć
zbiorowa i kulturowa. Współczesna perspektywa niemiecka. Red. M. Syrusz-Wolska.
Kraków 2009, s. 101-142
Assman J.: Pamięć kulturowa. Pismo, zapamiętanie i polityczna tożsamość w cywilizacjach starożytności. Warszawa 2008
Barthes R.: Mitologie. Warszawa 2000
Dominiak Ł. M.: Zabawa w przeszłość. Festyn archeologiczny jako forma karnawału. W: Karnawalizacja. Tendencje ludyczne w kulturze współczesnej. Red. J. Grad, H.
Mamzer. Poznań 2004, s. 81-86
Foucault M.: O innych przestrzeniach. Heterotopie, „Kultura Popularna”. Nr 2 (16),
2006, s. 7-13
Golka M.: Socjologia kultury. Warszawa 2007
Jasiewicz K., Olędzki Ł.: Przeszłość w przestrzeni ludycznej – szkic o krajobrazie neopoganizmu w Polsce. W: Karnawalizacja. Tendencje ludyczne w kulturze współczesnej.
Red. J. Grad, H. Mamzer. Poznań 2004, s. 87-102
Kubica G.: Tradycja, krajobraz i nowa lokalność. Kulturowa historia tworzenia publicznych rytuałów w śląskiej społeczności. W: Tworzenie i odtwarzanie kultury. Tradycja jako wymiar zmian społecznych. Studia z dziedziny antropologii społecznej. Red. G.
Kubica, M. Lubaś. Kraków 2008, s. 124-167
Łajtar M.: Trzy święta, trzej bracia. Rzecz o Czechach, Polakach czyli Ślązakach. W:
Transgraniczność w perspektywie socjologicznej. Pogranicza Polski w integrującej się
Europie. Red M. Zielińska, B. Trzop, K. Lisowski. Zielona Góra 2007, s. 313-327
Skórzyńska A.: Od karnawalizacji do teatralizacji miejskiego święta. Parada lokacyjna. W: Ludyczny wymiar kultury. Red. J. Grad, H. Mamzer. Poznań 2004, s. 71-84
Spyra J.: Od Tilischa do Kaufmana i Gajdzicy. Świadomość historyczna na Śląsku
Cieszyńskim w epoce przednowoczesnej. W: Kronikarz a historyk. Atuty i słabości regionalnej historiografii. Red. J. Spyra. Cieszyn 2007, s. 130-170
Spyra J.: Studnia Trzech Braci, „Kalendarz Cieszyński 2010”, Cieszyn 2009, s. 36-42
15 Tamże, s. 128-139.

�Grzegorz Studnicki: Obraz przeszłości i tradycji a święta lokalne w Cieszynie i Czeskim Cieszynie

77

Shrnutí
Obraz minulosti a tradic a místní svátky v prostoru Těšína a Českého Těšína
Text je pokusem o antropologické pojetí akcí pořádaných v Těšíně a Českém Těšíně – Svátků
tří bratří, Pokladů z těšínské truhly a Noci v muzeu.
Autor se snaží sledovat doprovodné zvyklosti, jejichž iniciátoři se vědomě hlásí ve větší či
menší míře k minulosti, kulturnímu dědictví a tradici města a Těšínského Slezska. Představuje
je ve formě rituálu, který slouží symbolické manifestaci přítomnosti lokálního společenství,
ale také jako projev zmaterializované kulturní (kolektivní) paměti, přizpůsobené charakteru
samotných akcí, ale také masovému odběrateli nebo turistovi. Přítomnost osob oblečených
v těchto chvílích do tzv. těšínského kroje nebo oděvů připomínajících doby minulé, prezentace lidového řemesla, hynoucích profesí, tematické výstavy nebo historické inscenace, jsou
začleňovány do sítí společensko-kulturních praktik, které slouží k integraci členů společnosti
bydlících ve městě po obou stranách hranice a zároveň slouží k popularizaci minulosti regionu. Tato činnost je potenciální podporou činnosti v oblasti regionálního vzdělávání, jejímž
konečným a žádaným výsledkem je postoj občanské zodpovědnosti za prostředí, ve kterém
sociální aktéři žijí a pracují.
Autor také upozorňuje na fakt, že v průběhu trvání výše uvedených akcí , se mění charakter
a funkce míst, ve kterých jsou tyto činnosti realizovány. Vyvolává to asociace s karnevalem
nebo teatralizací městského prostředí a odkazy do minulosti mohou být interpretovány jako
příležitost kontaktu s tím, co představuje minulé, ale rovněž jako projev ludického chování.

Summary
Image of the past and tradition versus local holidays
in Cieszyn and Czech Cieszyn
The author carries out an analysis of the context, functioning, and the role of socio-cultural
practice, in which social actors make use of references to the past. Two cyclic events, taking
place on both sides of the border – in Cieszyn and Czech Cieszyn, are focused on: “Święto
Trzech Braci” (“Three Brothers’ Holiday”) and “Skarby z Cieszyńskiej Trówły” (“Treasures
from the Cieszyn Chest”). These events are presented as activities with ludic features, as well
as an educational element and the manifestation of the local character. Although both events
seem to differ, they are connected by one common feature – the rank of holiday, during which
elements of local tradition become emblems of local culture and the manifestation of the local
character. They also become market goods.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10562" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10540">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/40bfc3b142f51672f44f0ad13f41a294.pdf</src>
        <authentication>4f1b03d1c0115734c4ead454856fa6b5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125738">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2230</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125739">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125740">
                <text>muzea etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125741">
                <text>kolekcje etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125742">
                <text>Liga Morska i Kolonialna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125743">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2072</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125744">
                <text>Zbiór pozaeuropejski Miejskiego Muzeum Etnograficznego w Łodzi a Liga Morska i Kolonialna / LUD 1999 t.83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125745">
                <text>LUD 1999 t.83, s.109-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125746">
                <text>Styczyńska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125747">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125748">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125749">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125750">
                <text>I.ud. l. 83. 1999

\i\N:\ STYC/YŃSKA
\lu/,,:uITI An:h..:ologiun..:
Lód;

i Flnograliun..:

ZBIÓR POlAEUROPEJSKI
ETNOGRAFICZNEGO
W ŁODZI

MIEJSKIEGO
MUZEUM
A LIGA MORSKA I KOLONIALNA

W trakcie badali prowadzonych
nad historią kolekcj i pozaeuropejskiej
Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego
w Łodzi moją uwagę zwróciły powtarzaj'.lce się \v zachowanych
archiwaliach
nazwiska osób związanych z Ligą
Morską i Kolonialną. Fakt ten stał się punktem wyjścia do szerszych studiów
nad tymi działaniami stowarzyszenia,
które mogły rozbudzać w społeczellstwie
polskim zainteresowania
kulturami pozaeuropejskimi'.
Liga Morska i Kolonialna to organizacja o charakterze masowym, działająca
w okresie międzywojennym,
której aktywność przerwał wybuch II wojny światowej. Jej źródeł można szukać już w roku 1918, kiedy powstała "Bandera Polska".
W miarę upływu lat stowarzyszenie rozrastało się, zmieniało profil i zakres zainteresowat"J, czego konsekwencją były kolejne zmiany nazwy: Liga Żeglugi Polskiej 1919, Liga Morska i Rzeczna1924, Liga Morska i Kolonialna-1930.
Miejskie Muzeum Etnograficzne
w Łodd
powstało w roku 1931 poprzez
\\yodrębnienie
zbiorów
etnograficzno-archeologicznych
dawnego
Muzeum
'vfiejskiego. Była to wówczas niewielka
instytucja,
zajmująca
lokal a powierzchni 220 m~ i posiadająca 343 zabytki (269 etnograficznych
i 74 archeologiczne).
której kierownictwo
powierzono
mgr. Janowi
Manugiewiczowi.
W ciągu następnych lat rozwinęła się w znaczny sposób. W roku 1934 zdołano
uzyskać nowy lokal o powierzchni
prawie '000 m2. Zbiory Muzeum w roku
1939 osiągnęły liczbę ponad 14000 pozycji katalogowych.
Wśród nich znalazła
miejsce liczna (prawie 1500 obiektów) etnograficzna kolekcja pozaeuropejska',
W dziale kroniki pierwszego numeru kwartalnika "Wiadomości
Ludoznawcze" wydawanego przez lódzkie Muzeum, czytamy: "Początek roku ubieg/ego

pr::yniósl utwor::enie nowego

11'

Polsce muzeum etnograficznego . .Jest nim Miej-

I Art)kul
j..:st oparty na jnlnYIll / rozdziałów
nl/prawy
na. a ro/.bud/ani..: /ainl..:r..:sowaJi etnograti,\
pozaeuropejską

II

roku 1998

II

Instytucic

t\rch..:ologii

i Etnologii

doktorskiej
"Liga Morska
społeezeJistwa
polskiego".

PAN. pod kierunkiem

naukowym

i Kolonialpowstałej

prof

dr. hab.

Anor/.eja AbramOllil'/a.
~ Nazwa Mu/..:um byla pol..:m widokrolnic
zmieniana.
Obecnie - Muzcum Archeologiczne
i Etnogratiun..:
II Lod/j.
Autorka niniejszego
artykulu kieruje Działem Kultur Ludowych
Krajów
Pozaeuropejskich
t..:go Muzeum.
; O historii MU/.cum pisała m.in. Tcn:sa

licIle

II'

Lod::i

Laszczewska.

d::ieje. ::hiOlY. d::ia/a/no!;ć·... Prace

Por.: Jfll::ellm Arche%gicne
i Mnterialy

Muzeum

i f;tnogra-

t\rcheologicznego

i EtnograliC/ncgo
II I.od/i
Scria EtnograliC/lla".
nr 21. 1980. s. 11-34. Na temat kołekcji pozaeuropejskiej pisał natomiast Witold NOllosz .- wieloletni kierownik Działu Kultur Ludowych
Krajów
Pozaeuropejskich

tego Mu/cum.

Wys/czcg(')lnienie

tytułów

/Ilajduje

się w wykazie

literatury.

�110

skie Muzeum EtnoKrąficzne w Lodzi, zmvierające nad/o oddział archeoloKiczny.
Pow.~'/alo ono przez usamodzielnienie szczupZvch zbiorów etnograficznych
i prehistorycznych, przechowywanych w dml'nem muzeulII miejskiem, a istnienie
swe zayvdzięcza inicjatywie A1iasta. r ..) Muzeum ma zaczątek kolekcyj egzotycznych. z któ,:vch znaczniejszymi są zbiór wschodnioa:::jatycki. stanowiący
depozyt p. Przeclawa Smolika i interesująca kolekcja z górnego dorzecza Amazonki. Osta,tnia kolekcja zos/a!c, zKromadzona przez p. Aleksandra Freyda, członka ek.~pedycji badmvczej. wydelegowanej przez Urząd EmiKracyjny na tereny
koncesyjne w Montm?ji Peruwimiskiej',4.
W archiwum Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego
w Łodzi zachowały się dokumenty z lat 1931 - 1939, dotyczące historii i charakterystyki
interesującej
nas kolekcji). Wynika z nich, że kierownik muzeum postanowił
wykorzystać
handlowo - przemysłowe
kontakty ·Lodzi z innymi kontynentami
do stworzenia zbioru ilustrującego
kultury pozaeuropejskie.
Nawiązał również
współpracę z uniwersytetami
oraz instytucjami typu emigracyjnego,
licząc na
efekty "kolekcjonerskich"
zainteresowań
polskich podróżników
i emigrantów.
Wśród wspomnianych
instytucji znalazła się także Liga Morska i Kolonialna.
Kontakty Muzeum z tym stowarzyszeniem
rozpoczyna
list z 17 października
1934 roku,' adresowany do wieloletniego
działacza Ligi - Mieczysława Lepeckiego, zawierąjący sugestię dotyczącą jego pośrednictwa
w nawiązaniu współpracy z powyższą organizacją.
Argumentując
swą prośbę dotychczasowym
niewielkim zrozumieniem
mieszkańców
Łodzi dla sprawy zbiorów pozaeuropejskich Manugiewicz
pisze: "Gdyby natomiast impuls llyszedł z Ligi Morskiej
i Kolonialnej lO już pewne udatne próby pobudziżvby przemysł łódzki do lviększej ku temu uwaKi" i dalej: "Wszelki (...) udział finansowy liKi Morskiej i Ko-

lonialnej szedlby prawie wyłącznie na powiększenie zbiorów. Radbym aby Pan
kopi/on zechcia/ byĆ'rzecznikiem tej sprawy na terenie liKi.
Bardzo by/bym
wdzięczny za adre.~y znanych Panu osób, które według przypuszczeń g%we
by/yby przekazać swe zbiory naszemu Muzeum,,6.

r ..)

Następne pismo zostało skierowane do Zarządu Głównego LMiK w Warszawie. Kierownik
Muzeum
wyraża w nim pragnienie
nawiązania
kontaktu

4 Kronika ... Wiadomości
Ludol.llawczc".
z. I. 1932. s.20 -21. Cytowanc w artykulc archiwalia
są ze wzgl~du na zachowaną
oryginalną
składnię i pisowni.; wyróżnione
w tckścic kursywą.
, Jest to korcspondencja
wykazy zabytków. rachunki. potwiadzenia
I\)'płal. a także ksi.;gi majątkowe Muzeum. Zbiór ten uzupclniąją (nieliczne niestcty) karty katalogu naukowego. C'cnnym dodat-

kiem. pochodzącym
z nieco późni~is/ego
okresu. są karty katalogu Muzeum II I.ipsku. do którego
część zbiorów tratila II ł 941 roku. WykorLystlUle w opracOl\ aniu materialy były już w części prezentowane przcz autorkę VI' wystąpieniach
na sesjach organilOwanych
przez Uni\\wsytet
Wrocłal\ski.
Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze.
Muzeum Etnograficzne
wc Wrocławiu ..Polskie opisanie świata"
w 1996 roku oraz Uniwersytet Wroclawski - sesja pl. .. Ludy Australii i Oceanii w polskich badaniach
etnogralicznych"

II 1997 roku. a takżc IV artykułach

omawiających

histori.; kolekcji pozaeuropejskiej

MAil::!" których tytuły zostały \\yszezególnione
IV spisie literatury.
6 List .I. Manugicwicza
do kpI. M. Lepeckicgo
z 18.10. ł 934 roku.
MAiEL

(Dokumenty

Nicktóre

cytowane

Micjskiego
w tckśeie

Muzcum

materialy

Etnograłicznego)

archiwalnc

zostały

nr

!\rchil\ium

Etnograficzne

AI~ MAiUj[)MME/ł934il.

zamieszClonc

IV aneksie.

�III
z Zarządem stowarzyszenia w celu wspólnego działania "dla potrzeb zaniedbanej
u nas dzied::.iny lIIu::.ealnictwaetnograficznego". Informuje w nim również Ligę
o podjęciu współpracy z polskimi podróżnikami w celu utworzenia kolekcji amerykanistycznej. Pisze także: " ... nadzieję przykladamy do gromadzenia poważnych
::.biorówafi~l'kanistycznych, hiorąc pod uwagę poczynania Ligi Morskiej i Kolo-

nialnej orct::.::.większające się ::.ainteresowania w kraju A.fiyką. (...) O ek.~pedycji
liherJjskiej dowiadujemy się zhyt późno, nie mogli!illlY tedy przygotować interesujących nas spraw H' .\jJo.wJhnależyty zawczasu. niemniej pewne ogólne wska::.ówkiMuzewll lIIoglohy jej uczestnikom przesIać, co by ulatwilo wykorzystanie
pobytu na lIIiejscu dla o/J/awianej sprawy,,7. W dalszej części listu Jan Manugiewicz prosi przedstawicieli Zarządu Głównego o ustalenie terminu spotkania, którego uczestnikiem miałby być także prof. Stanisław Poniatowski. Nie wiadomo
niestety, czy do takiego spotkania doszło. Dalsze efekty tej korespondencji
nie są
znane, ponieważ nie zachowały się odpowiedzi na wspomniane listy.
W materiałach brak także dowodów podjęcia stałej współpracy
instytucjonalnej pomiędzy Muzeum i Zarządem Głównym Ligi Morskiej i Kolonialnej.
Można więc domniemywać,
że być może kontakty powyższe nie spełniały
w pełni nadziei i oczekiwaó kierownictwa
Muzeum. Jednakże podjęte działania
zaowocowały nawiązaniem przez Jana Manugiewicza
indywidualnej
współpracy z ludźmi związanymi z Ligą, co w efekcie pozwoliło mu w znaczny sposób
poszerzyć kolekcję pozaeuropejską.
W zachowanych
dokumentach
odnajdujemy
m.in. nazwiska
Kazimierza
Armina. Ludwika Anigsteina i Marii Januszewiezowej
- osób zaangażowanych
w działania kolonizacyjne prowadzone przez Ligę na terenie Liberii. Od nich
rozpocznę przegląd i charakterystykę
pozyskanych przez Muzeum kolekcji.
Kazimierz Annin (jeden z liberyjskich plantatorów). przekazał Muzeum odpłatnie zbiór zawieraj&lt;lcy: rzeźbę w drewnie, 19 masek obrzędowych. miecz oraz sztylet. Transakcja ta znajduje potwierdzenie zarówno w księdze majątku Muzeum, jak
i \V zachowanym rachunku, opiewającym na kwotę 325 złR. Ze zbioru tego ocalały
zaledwie trzy maski i wspomniany miecz w skórzanej, zdobionej pochwie9.
Ludwik Anigstein - znany bakteriolog (rzeczoznawca
Rządu Liberyjskiego
do spraw higieny) przekazał Muzeum zbiór około 80 zabytków, zawierający
m.in. przykłady uzbrojenia, wyroby ze skóry, obiekty sztuki i instrumenty muzyczne (fot. 110). Był to zbiór realizowany "na zamówienie"
kierownika Muzeum.

, Mowa o pnlll adlOll&lt;:j IV lala&lt;:h 30. na terenie Liberii akcji kolonizacyjnej.
poprzedzonej
podroż,\ specjalnej dekgacji Ligi. I.ist l Manugiewicza
do Zarządu Głównego LMiK - AE MAiELlD 1ME!1934/2
8 Al-- MAiFł.lDMMLlI93XI2.
'i W zbiorach
D/ialu Kultur Ludowych Krajów Pozaeuropejskich
MAiEL znąjduje się pewna
liczba zabytk{m (w tym lakie liberyjskich) ocalałych z okresu międzywojennego.
których proweniellcji nic udalo się jak dotąd określić w sposób jednoznaczny.
Zdjęcia po&lt;:hodz'l z i\r&lt;:hiwurn Etnograficznego
Muzeum Archeologicznego
i Etnogratieznqw \\ Lud/i, Ich autorami S,t Władysław Pohorecki i Kazimierz Weee!.
II)

�112

Fot. I. Bransoleta z dl:\\"onkami. Lib,ria. nr in\\. M;\iU
(zakupiona
od dr Ludwika ;\nig.skina).

Mowa o tym w liście skierowanym

do Manugiewicza

.(UII/23

5 sierpnia

1936 roku:

"W związku z /is/em Pm/{{ przesIanym mi w 11I/ym r.h. do Uherii w sprawie
zbiorów e/noKraJicnych. l11al11
zaszczyt zawiadomif: Pana. że czę.l:ciowo udalo
mi się uwzKlędnić PWlskie życenie. przywożąc do Polski niekt()re obiekty. klóre
jak sądzę posiadają dla Muzeum warlo.l:ćnaukową"". Natomiast \V zachowanej
notatce z 13 grudnia tego roku mowa jest o przesłaniu Muzeum przez dr. Anigsteina 51 negatywów fotograficznych
z Liberii. Niestety brak informacji o ich
dalszych losachl2. W kolekcji zwraca uwagę spora ilość ozdób metalowych.
ciekawy zestaw instrumentów
muzycznych: bębnów, grzechotek, instrumentó\\
strunowych,
ksylofonów
oraz dobierane zespołami elementy uzbrojenia, np.:
łuki, strzały do łuków, kołczan; oszczepy i ostrza do nich itd. Niestety w wykazach brak szczegółowego
określenia
pochodzenia
poszczególnych
przedmiotów.
W obecnej chwili w zbiorach Muzeum znajduje się zaledwie kilkanaście
obiektów, które można bezspornie zaliczyć do powyż.sz~i kolekcji. Są to głównie
maski, ozdoby i kilka przedmiotów codziennego użytku ( w tym" łapka na szczury").
Niewątpliwie
naj bogatszą okazała się współpraca .lana Manugiewicza z Marią .lanuszewiczową
(żoną Edwarda .lanuszewicza. jednego z liberyjskich plantatorów).

II
12

Al,: M;\ iJ-:/./DM ME/I 936/13.
Al-: M;\it-:ł.lDMM
L! I 936/26.

�113
Korespondencja
dotycząca tej kolekcj i jest szczególnie bogata. Rozpoczyna
ją list zawierający propozycję przywiezienia
z Liberii zbiorów etnograficznych
oraz nadana już z terenu plantacji (24 lutego 1936 roku) oferta sprzedaży około
40 obiektów, zebranych wcześniej przez Edwarda Januszewiczal3.
Już w październiku tego roku Muzeum otrzymało informację a wysłaniu pierwszej partii
zbioru liberyjskiego, do której dołączono rachunek i opis 57 przedmiotów.
O
stosunku Marii Januszewiczowej
do przeprowadzanej
transakcji świadczy najlepiej fragment kolejnego listu: .. Robienie zbiorów dla Muzeum nie traktuję

jako interes wie/ce dochodowy. gdyż (...) obliczając same wydatki minima/ny
procent zostaje d/a mnie. Robię to raczej z zamilowania, oraz z chęci poznania
tutejszej sztuki jak również ce/em zaopatrzenia pCl/lskiego Muzeum udostępniającego po:::nanies:::erszymwarstwom sztuki aftykOllskiej"14.
Kołejny list, z 8 lutego 1937 roku, informuje a wysłaniu drugiej części zbioru. Zawiera także rachunek za sprzedaż 50 eksponatów
i komentarz do tych
obiektów. Charakterystykę
współpracy
obu wymienionych
stron dobrze ilustrują dwa listy Jana Manugiewicza
nadane w listopadzie 1936 roku. Kierownik
Muzeum pisze: ,.Je.&lt;1iwięc czas pozwoli proszę o możliwie pelny material mu-

:::ea/n)l.ażeby.&lt;my mie/i mniej więcej skończoną ko/ekcję liberyjską. (...) Przyda/aby się ]Je/na ko/ekcja różnych typów naczy'] choć będą trudności z transportem. Co do masek obr:::ędowych to pożądane jest także skompletowanie po::osla/ej od:::ie::yk/ubołl'iczrJw np. plm'zczy z sitowia itp."I) W następnym piśmie
czytamy: jd/i
wątle si~v naszej Ehploratorki pozwolą otrzyma Łódź warto.&lt;dow)' owoc polskiej penetracji w Liberji. Będzie to dla Pani ladną zaslugą
::rciową. (...) Warto. :::ew:::ględuna charakter Łodzi więks'zą uwagę przylożyć do
tkanin. przydalobv się ki/kana&lt;cie kilimów i innych wyrobów tkackich z fotografjami &gt;wars:::tat()I1'&lt;w ruchu"I(,. Korespondencja
ta świadczy o dużym zaangażowaniu obu stron w ideę utworzenia bogatej, wszechstronnej
i co ważne
dobrze określonej kolekcji zabytków ilustrujących
życie i kulturę ludów zamieszkujących
teren Liberii. Są zarazem dowodem na to, że stały wzajemny
kontakt dawał szansę pomyślnego zrealizowania
tych zamierzeó.
Ostatecznie zbiór pozyskany dzięki współpracy z Marią Januszewiczową
liczył okola 200 obiektów, przysłanych co najmniej w 4 ratach. Była więc to
kolekcja liczna, a dołączona do spisów charakterystyka
obiektów, zawierająca
określellie funkcji przedmiotu oraz jego nazwę (podaną nieraz w kilku narzeczach), czyni ją jeszcze cenniejszą. Zbiór obejmował
m.in. przykłady sztuki

11 Al': Mi\iEI./DMME/1935/43
i 1936/3. Maria Janus7.ewiczowa pośredniC7.y/a także w na\\ iązaniu konIaktów Manugiewicza z przchywąjącymi
wówczas v.. Liberii prot: Janem Hirshlcrcm
i dr. Ludwikiem i\nigsleinem.
Niestety. wracający już do kraju prof. Hirshler nie zdołał zebrać
l\okl\cji dla Muzeum.
l~ l-ist M. Jarllls/.ell'iclOlI'ej
do .I. Manugiewicza. z dnia 18 października 1936 roku. AE MAiLUDMME/1936iI9.
I' List J. Manugie\\ icza do M. Janus7.c\\iczonej
z dnia 13 listopada 1937 roku AE MAiELlDMMElI936/22.
II&gt; .I. IV .. list z 4 listopada
1936 roku. AL: MAiEUDMMEI1936/23
(aneks. nr I).

�114
(rzeźby i maski), przedmioty codziennego
użytku, strqje, broIl, pojemniki plecione z rafii, naczynia ceramiczne
i tykwowe, a także co najmniej 10 instrumentów muzycznych (fot. 2 i 3). Oto krótkie fragmenty jednego ze wspomnianyc ł 1 wy k azow:
f'ese
Bossa
Buze
Ciissi
29) piszczolka z rogu
gemo
kolO/Ima
Iell'zio
P U III
kllńll
30) bęben z hwnhuslI
hule
ke
k/lłl(~v
33) cYJIlhalki z drzewo i li.ści blm/y
kIl/Idu
hO!11hus(JHych
17
hihej
lali
huma
39) ha!11ak z rafji slu::qcy jako hIe
/;rodek lokoJllomocj i, drewniany drąg nctle::'v przeprowadzic:
przez oha uszy nad le::ącym
zastępuje nJwnież ló::ko
Powyższy zbiór wyróżniał się przede wszystkim tym, że był prawie w całości zbierany ,.na zamówienie",
a więc dostosowany
do potrzeb. możliwości
ekspozycyjnych
Muzeum i uzasadniony merytorycznie.
Jego wartość podnosi/a
obecność dużej liczby przedmiotów codziennego
użytku. zbieranych kompleksowo, zawierających
po kilka sztuk podobnych przedmiotów (np. tkanin, ozdób.
elementów strojów), różniących się między sobą wzorem, rodzajem materiału
czy kolorystyką,
co moglo pozwolić na uchwycenie różnic w stylach zdobniczych chal:akterystycznych
dla poszczególnych
grup etnicznych.
Warto także
zwrócić uwagę na obecność naczY/l glinianych - przedmiotów nieczęsto przywożonych do kraju ze względu na trudności transportowe.

Fol. 2. Ton:hka skór/.ana. Libćria. nr in\\. M/\iU .flo/II/50
(;: kolekcji ·1arii .Ianus/&lt;:\ViCl).

17

AL MAiEł./DMMI-:/I')37/2

(an&lt;:ks. nr 2).

�115

Fol. 3. Bęl1l:n~k szcz&lt;.:linllllY. I.ih~ria. nr irl\\. MAiI-:LlE/11/3-l (z kolekcji Marii .Ianllszcwicz).

Obecnie zachowało
się okolo pięćdziesięciu
obiektów,
które pochodzą
z kolekcji Marii Januszewicz. Są one różnorodne i zawierają zarówno przykłady
zdobnictwa i sztuki, jak i pozbawione
ornamentów
przedmioty codziennego
użytku, które choć mniej ..ekspozycyjne'·
są niezwykle
istotnym elementem
zbioru muzealnego.
ilustrującym
kultury poszczególnych
grup etnicznych zamieszkujących teren Liberii. Ocalała dokumentacja,
spisy i komentarze do poszczególnych ohiektów, są pomocne w ich określeniu i opracowaniu
merytorycznym.
Wskazane jest takie odnotowanie
w niniejszym artykule faktu nawiązania
przez Muzeum współpracy z lekarzem płk. Jerzym Babeckim, który także brał
udział w liberyjskich dzialaniach Ligi Morskiej i Kolonialnej.
Księga inwentarzowa Muzeum zawiera wpis informujący o zakupieniu od niego instrumentu
IX
chordofonicznego
.
Sądzę także, że uzasadnione
będzie umieszczenie
w tym opracowaniu
informacji o transakcji. jaką Muzeum przeprowadziło
z p. Romanem Szabłowskim. który odsprzedał Muzeum sześć obiektów z terenu Gwinei Francuskiej
(\\achlarz. torebkę, pantolle, nóż z paskiem i uprząż kOllską). Aktywnym działaczem Ligi Morskiej i Kolonialnej był co prawda Stanisław Szabłowski (także
uczestnik akcji liberyjskiej). jestem jednak zdania. że małe prawdopodobiell-

I'

AL Mi\il.l.. Księga inwentarzowa.
cz. l (przcpisana).
pOL IS2. Co prawda zachowany
biędzG II pis dOlyCly instrUIllGntll zakupionego od pik. Bahiekiego. lecz sądzę. l.t: drohna nie';cisloŚć w risowni mlz.\\iska mojc hyć zwykłym hłędem literowym. Zachowala się także odnośna
doklllllGl1lacja Mu/cum II I.ipsku (ancks. nr 3).
\I

�116
stwo przypadkowej
zbieżności nazwisk upowaznla nas do uznania, że także
w tym przypadku
zaowocowały
kontakty Jana Manugicwicza
z działaczami
• 19
tego stowarzyszenia
.
Warto wreszcie odnotować fakt istnienia bogatego zbioru afrykanistycznego,
powstałego
w wyniku współpracy
Jana Manugiewicza
z Jerzym Giżyckim,
podróżnikiem
i literatem, a z zamiłowania
etnografem.
Brakuje, niestety, bezspornych dowodów na to, że był on członkiem Ligi Morskiej i Kolonialnej.
Jednakże czynnym działaczem
tego stowarzyszenia
był Kamil Giżycki, jego
krewny (również podróżnik,
literat i dyplomata).
Tak więc prawdopodobieństwo dotarcia Jana Manugiewicza
do Jerzego Giżyckiego poprzez osoby działające w Lidze jest spore i daje podstawy do zasygnalizowania
istnienia powyższego zbioru także w tym artykule. Jerzy Giżycki, podróżujący przez lat kilka
po Afryce Zachodniej, zaproponował
Muzeum sprzedaż kolekcji w roku 1936.
Interesującym
dokumentem
dotyczącym tej współpracy jest wykaz 74 obiektów, uzupełniony odręcznym potwierdzeniem
odbioru należności w wysokości
1500 zł"o. Kolejny list zawiera natomiast objaśnienia
do 79 zabytków wraz
21
z obietnicą
nadesłania
brakujących
5 eksponatów •
Cennym uzupełnieniem
tych materiałów jest wykonany przez Manugiewicza
wykaz obiektów zakupionych od Giżyckiego (obejmujący
168 pozycji)22. Ciekawy jest także list o przekazaniu przez Jerzego Giżyckiego 42 fotografii, zawierający zarazem listę komentarzy do poszczególnych
zdjęć2:1. Dokumentacja
obejmuje również potwierdzenie zakupu 150 klisz fotograficznych,
ilustrujących
sceny z życia Afryki
Zachodniej, zawierające informację o przekazaniu Muzeum praw do ich reprodukowania24.
W chwili obecnej w zbiorach Działu Kultur Ludowych Krajów
Pozaeuropejskich
znajduje się 31 zabytków, które bezsprzecznie
można uznać
za pochodzące z omawianej kolekcj i oraz 21 kał1 katalogu naukowego z naklejonymi zdjęciami. Z klisz szklanych zachowały się zaledwie 3 egzemplarze,
z których jeden uległ niestety uszkodzeniu"5. Kolekcja Giżyckiego była różnorodna i za\vierała przedmioty codziennego
użytku (m.in. poduszki, sakwy, naczynia z tykwy, nakrywy do mis itd.), broó (m.in. zestaw uzbrojenia wojownika
Lobi), stroje, różnorodne
ozdoby oraz liczne, zróżnicowane
stylistycznie.
obiekty z zakresu sztuki. Zabytki pochodziły z terenu dawnego Sudanu Zachodniego, reprezentując
m.in. kulturę plemion Massi, Lobi, Fulbe, Bambara,
Tuareg (fot. 4 i 5). Wspomniany
komentarz do przekazanych
przedmiotów zawierał uwagi interesujące dla etnografa. Na przykład nr 44 listy dotyczył san-

AE Ml\iEŁlDMME/1936/15.
AE MAiEUDMME/l936/11.
(aneks. nr4)
21 AE MAiEŁlDMME/l936/9.
22 AE MAiEUDMME/
wykazy/I 936/1.
13 List J. Giż.yckiego do T. Gumowskiego.
R1iższych danych na temat tego ostatniego
nie udalo się autorce odszukać. AE MAiEŁlDMME/1936/12.
24 AE MAiELlDMME/1937/5.
eS Odbitki tych zdjyć znajdują si,,: archiwum Działu Kultur Ludowych Krajó\\ Pozaeuropejskich.
19

10

�117

dalów tuareskich. Opis tego obiektu
brzmi następująco:
"Noszone są
przewainie na hardzo .\ypkilll piasku, gdzie zapohiegają zhylllielllu
zapadaniu się, na hard:::ogorącym
piasku, /uh na gorqL}'ch kamieniach
&gt;hamady&lt; (puslyni kamienistej)
lub na terenach poro.~niętych ko/ącemi &gt;kram - kramami&lt; - ro.~Ii/wlIli o wysoko.ki ok% 30 centymetrów, z I1'w/I!mi przez plemię
Bambora ../v/usso .. koro - nji" zęhami starej kohiety. .. Sonda/y Ie
są zwane przez ple/lIię hambara
&gt;\1'010&lt;,co znaczy dos/ownie skóra. Luh &gt;sena - w%&lt; - skóra na
nogi. Nazwv IV języku Fulhe nie
znam .
latomiast nr 14 spisu to luk
Fot. 4. Rzcźha łiguralna. Hurkina Faso. nr inw.
plemienia Gurunga, opatrzony naMAiF.UE/II/64 (z kolekcji Jerzego Giżyckiego).
stępującym komentarzem:
"Cięciwa. jak zwykle w Afiyce zachodniej, z &gt;/yka&lt; hambusowego. Norma/ne uzbrojenie wojownika z plemienia Gurunga (liczha poj. Liczba mnoga Gurunsi)
z okolic' Leo luh też zamieszkując~vch tam również plemion Dagari i Zanga)
sklada się: ( od &gt;wielkiego dZłvonu&lt;) z dwóch luków, 2 ko!c'zanów (l płaski
nad le'wvm łokciu. J cylindryczny pod /e.vą pachą - przylrzymywany przez sznur
/la lewem ramielliu) i oszczepu o zatruZvm grocie. zahezpieczonym przez kapltl-

Fot. 5. I'odlls/ka skórzana. Afryka lachodnia. nr inw. MAil-:ljE/II/16
(z kolekcji Jerzego (ii~yckiego).

�118
rek skórzany. Jest lo jedyne mieJsce, gdzie widziałem za/rute Gs::czep}'. Pozalem: nóż, zawieszony ztylu u pasa i toporek. Na glowach IIOSZą Ilieraz my.~liw(y
GurU/lsi rodzaj hell7lóH' :: tykwy, slużących rÓlI'lloC=e\llie do c=crpalliu wodv
(mam/otogra/ię
tych "l&lt;l'ojoH'llików)"6".
Ze zdjęć zachowało się zaledwie 20 odbitek. Przedstawiają
tancerzy w strojach obrzędowych,
budownictwo,
sceny z życia wsi itp. Okazały się bardzo
przydatne przy identyfikacj i n iektórych obiektów. Ich wartość podnosi dobra
jakość techniczna, pozwalająca na wykonanie reprodukcj i i powiększell. Uwagę
zwracają także zdjęcia wykonane przez Giżyckiego w kraju [)ogonów (określanych przez niego jako Habe)27. Całość przedwojennej
kolekcji musiała mieć
znaczną wartość muzealną zarówno ze względu na różnorodność zbioru, staranny dobór obiektów stanowiących
pierwotnie prywatną kolekcję, jak i na kompleksowość dokumentacji (także opisowej), uzupełnianej zdjęciami.
W materiałach można też odnaleźć dowody kontaktów Jana Manugiewicza
z prof. Jerzym Lathem, w sprawie przejęcia kolekcji afiykanistyczne/8.
Natomiast Justynowi Wojsznisowi, znanemu taternikowi, kierownik Muzeum udzielał
wskazówek dotyczących metod i zakresu penetracji tercnowych, w celu ewentualnego pozyskiwania dla Muzeum eksponatów poludniowoamerykCIIlskich~&lt;).
Kolekcj'a pochodząca z tego kontynentu była naj starszą i jedną z ciekawszych części zbioru pozaeuropejskiego
Miejskiego Muzeum w Lodzi. Wśród
osób, które przyczynily się do jej powstania znaleźli się Kazimierz Warchałowski i Aleksander Freyd. Obaj podróżnicy byli aktywnymi działaczami emigracyjnymi, związanymi z Ligą Morską i Kolonialną. Wcześniejszc doświadczenia
Kazimierza Warchałowskiego
w zakresie działaJl kolonizacyjno-emigracyjnych
w Ameryce Południowej
nie pozostały bez wpływu na zorganizowanie
przez
Ligę akcji osadniczej w Brazylii. Natomiast dr Aleksander Freyd był od 1930
roku przewodniczącym
Sekcji Higieny Tropikalnej działającej w ramach Wydziału Kolonialnego tego stowarzyszenia.
Jan Manugiewicz
nawiązał z nimi współpracę jeszcze przed rozpoczęciem
kontaktów'z
Ligą i nie jest wykluczone, że właśnie K. Warcbałowskiemu
lub
A. Freydowi zawdzięczamy
podjęcie inicjatywy nawiązania współpracy ze stowarzyszeniem.
Dr Aleksander
Freyd odsprzedał
Muzeum niewielki zbiór 16
obiektów etnograficznych,
na który składały się stroje, ozdoby i przedmioty codziennego użytku plemion Campa i Yagua'O (fot. 6). Natomiast kolekcja odkupiona od Kazimierza Warchalowskiego
liczyła 87 zabytków i była pozyskana

26

AL: MAitl.l[)MME/1936/11

i 1936/9.

Karty znajduj,! si.; 1\ archiwum
[)zialu Kultur l.udowych
Kraill\\ Po/.acurllpcjskich.
W)daje się. żc .Jerzy Gii)'cki byl pierwszym
Polakiem. który [)ogonó\\
opisal i sl()togral()\\al.
Por.:
.I. Giżycki, Hah£' ... Kuricr Literacko NaukO\\y"
nr 16. 1l.J31. s. 10·11: {Jiali i ('::arni. Warsza\\'a
27

I 93-L s. 217 - 244 (aneks.

nr Sl.

29

Al: MAiEI.IDMME/193511S.
At MAiEł./DMME/1936/IX

.10

Obecnic

2g

pochodzą

IV

zbiorach

z tcgo zbioru.

naszego

.
Muzeulll

znajduj,]

sil; zalcdl\ic

lu:) zabytki.

którc na pcwno

�119

Fot. (,. B.,:hend; d\\umemhranowy.
Peru. nr in w, Ml\iEI./E111/220
(/akupione
od dr I\kbandra
I-'n:yda),

\\ :2 ratael1. Tell ciekawy zbiór zawierał m.ill. liczIle ozdoby z nasion, piór, roślin i z~bów zwierzęcych. naczynia z gliny i tykwy. narzędzia drewniane i kamienne oraz tkaniny - pochodzące z ohszarów Montanii Peruwiaóskiej, kilka
obiektów z tcrenu Chilcl1 (fot. 7). a takżc pewną liczhę zabytków wykonanych
z kam icn ia (przedm ioty rzeźbione. maczuga). zgromadzonych głów n ie na terenach Peru. Na podstawie posiadanych dokumentów nie sposób jednoznacznie
określić dokladncj liC/by ocalałych zabytków pochodzących z tej kolekcji. Zaledwie kilka przedmiotów z Chile (np. ozdoba srebrna, lassa. strzemiona) i z rejonu Ucaya Ii (Ill. ill. dwa naczyn ia. ozdoby, szydlo) Illożna uznać za zabytki
odkupiolle z pcwnością od tcgo podróż.nika.
Kazimierz Warchalowski skierowal do Muzeum także innych kontrahentów.
B) li to Wacław Chrostowski. od którego Muzeum pozyskalo zabytki z terenu
Ameryki Południowcj i Afryki Wschodniej'" oraz dr Zdzisław Szymoóski, który sprzedał Muzeum liczną kolckcję (około 200 ohiektów) ilustrującą kultury
Indian dorzccza Ucayali, a także pomnicjszoną głowę ludzką, wykonaną przez
Indian znad rzeki MaraJlon. Co prawda brak jest dokumentów potwierdzających
przynależność SzymOllskiego do Ligi. ale jestem zdania, że uwzględnienie jego
osoby w naszych rozwa:i.aniach jest zasadne właśnie ze względu na osohę Kazimierza Warchalowskiego
- inicjatora i pośrednika kontaktów lekarza z Muzeum'l ..Sądzy. że powsta Iy zbiór można traktować jako jeden z efektów współpracy Manugiewicza 7. osobami związanymi z Ligą Morską i Kolonialną. Zdzi'1,\1: M;\iFI!I)\HvlU)
': /\/', MAil,:!

').\5n (aneb.

ksi.,:ga maj'ltku

d~lIs/a ChroslO\\Skiego
:; /\1: M;\il:UDMMI:iI

/nanego

')'\5/-ł.

nr (».

MM/-:. p%~~ 171 i 156. Być może chodzi
baJaua

I\m~ryki

Po!udnio\\cj.

tu o krcwnego

- Ta-

�120
sław Szymollski był lekarzem, specjal izującym się w zagadnieniach
chorób
tropikalnych.
W roku 1928 wyjechał do
Peru,
podejmując
się sprawowania
opieki medycznej
nad grupą polskich
osadników w jednym z ośrodków kolonizacji polski~j nad Ucayali. Organizatorem i dyrektorem tej akcji był wielokrotnie wspominany
Kazimierz
Warchałowski.
Po upadku tego przedsięwzięcia, Szymollski wrócił na kilkanaście lat do kraju. Z tego okresu pochodzą
Iiczne
prace jego
autorstwa:;-l.
Współpracę
z łódzkim Muzeum SzymOllski nawiązał w roku 1935. Na złożoną przez Jana Manugiewicza
propozycję odstąpienia posiadanej kolekcji z
terenu Montanii
Peruwiallskie/5,
podróżnik wyraził skłonność
sprzedania
Fol. 7. Ozdoba kobieca. Chile. nr in\\'.
Muzeum zbioru za sumę 2200 zł. OpiMAiEŁ/E/ll/236
(z kolekcji Kazimierza
sując jego zawartość, zwrócił szczególWarcha/cl\\skiego). ną uwagę na posJa. d aną "s/ynnq g / owę
Indianina zmniejszoną do wie/koki pię.\:ci", określając ją jako "preparat" bezcenni('.
o.statecznie,
zbiór zdeponowany
w Muzeum do czasu uregulowania
należności,
wyceniono,
korzystając
z konsultacji
prof. Stanisława
Poniatowskiego, na sumę 1600 zł. Wart odnotowania jest takt, że towarzysząca transakcji
niezwykle bogata i pełna emocji korespondencja
dotycząca rozliczell i zaległości płatniczych Muzeum wykazuje zadziwiające
podobiellstwo
do dzisiejszych
realiów:;7. Zbiór zgromadzony
dzięki współpracy ze Zdzisławem
Szymońskim
obejmował liczne ozdoby, stroje, środki toaletowe, tkaniny, warsztaty tkackie,
plecionki, naczynia, przedmioty gospodarcze
i łowieckie, instrumenty muzyczne, a także urządzenie służące do deformacji główek niemowlętom i wspomnianą zmniejszoną
głowę ludzką (fot. 8). Obecnie w zbiorach naszego Muzeum
znajduje się 18 zabytków, które możemy bez wątpienia uznać za pochodzące z
powyższej .kolekcji oraz 12 obiektów, których pochodzenia nie sposób ostatecz-

34 Są to zaró\\'no
opracowania
medyczne. jak i zamicszClanc
II Clasopismach
wspomnienia
z podróży do Peru. Kilka z nich ukazalo się IV •• Morzu". Wi,,:ks/.&lt;l iloś\' informacji na temat działalności Zdzisława
Szymońskiego.
IV tym także
na te maI jcgo Ilsp()łprac)'
I. łódzkim
Muzeum

można uzyskać z opracowania
autorki Indianie ,\/onlanii 11' opisach dr Id::islm1'(/ S::vI1101iskiego.
złożonym do druku \\' redakcji ..Prac i Materiałów
Muzcum Archeologie/.nl'go
i Elnograliczn&lt;:go
IV Lodzi".
;, AE MAiLUDMMUI935/4(aneks,
nr 7).
36 Ar: MAiEI./DMMI:/I935!7.
17

AE MAiEI./DMMI:/1935/R:

1935/19

i 1936/7 (aneks.

nr 8).

�121

Fot. 8. lir/ądz&lt;:ni&lt;: do spłaszczania główki niemowlęciu, nr inw. MAiEL/E/1I/113
(z kolekcji dr. Zdzisława Szymoński&lt;:go).

nie ustalić, ze względu na podobiellstwo
przedmiotów
pozyskiwanych
od innych podróżników
(m.in. A, Freyda i K. Warchałowskiego).
Uzupełnieniem
tego zbioru są zachowane odręczne notatki Szymońskiego,
zawierające charakterysty~ę sprzedawanych
obiektów oraz uwagi dotyczące kultury Indian dorzecza Ucayali. Prawie każdy z przedmiotów umieszczonych
w wykazie opatrzony
jest odpowiednim komentarzem. Możemy tutaj odnaleźć m. in. następujące uwagi: .,ku.{:lI1a:; kory drzewnej. którą używają najdziksi. Nabyta w górnej części

Ucayali. Używająją /fl(ijanie, którzy nie mają kontaktu ze swymi w,~pólplemie'lcallli i którzyjeszc::e nie umieją tkać. Zdejmują korę z drzewa, mocząją i potem
biją kamienialIIi. a:: kora zrobi się miękka i elastyczna", czy też "tabliczka
do ucisku gl/J1l'kinoworodka Indjan = Czamasów. Zakladająją na czolo i silnie
związują i tak na kilka IIIiesięcy. Czolo w tyl się odchyla, oczy na wierzch wychodzą. PotellI oczy wracają do normy, ale czolo na zawsze jest w tyl odchylo,..1R
Ile
Ciekawe są także wspomniane
komentarze dotyczące gospodarki i obyczajów Indian Shipibo, określanych
przez lekarza jako Czama. Oto ich krótki
fragment: ,.Uprawa roli _. rolę drugorzędną odgrywa. Rolnictwo to zajęcie,

którem Indjanin pogardza. System: Las się .ścina i wypala lecz nie karczuje.
Banany. yuka. kukurydza, 'yż oto plody rolnicze. Fasola nieluhiana. Rolę upra'v
wioją glównie kohiety mężczyźni ~ylko wycinają las ,,-,.
Wartość tego rękopisu
podnoszą
rysunki, a także liczne wykrzykniki
o znacznym zaangażowaniu
ich autora.

Al-: Mi\iICL/DMMJ:lI&lt;H5/45.
Al-: MAiEI./DMMLlI935/
46. Materialy powyższe
11&lt;:IIspolnnianym artykule autorki. Ponadto ich fragmenty
ni&lt;: Świata" (przypis 5).

i podkreślenia

świadczące

3~
3')

zostały prawic w calości przytoczone
przedstawiono
na sesji ..Polskie opisa-

�122
Z korespondencji
wynika, ze kierownik Muzeum planował zorganizowanie
cyklu odczytów dla publiczności
muzealnej, prowadzonych
przez Szymońskiego, lecz nie udało mi się w zachowanych
materiałach odnaleźć potwierdzenia
40
realizacji tego zamierzenia .
Lektura zachowanych
archiwaliów
musi wywołać pewne refleksje. Świadczy bowiem niezbicie, że Muzeum już od początku działalności
borykało się
z poważnymi
kłopotami finansowymi,
które powodowały
przeciąganie
terminów płatności, dokonywanie oszczędności w rozliczeniach pocztowo-telekomunikacyjnych
z kontrahentami
itd. i niewątpliwie
musiały znacznie utrudniać
realizację działaó podejmowanych
przez kierownika
Muzeum. Interesującym
źródłem są także materiały dotyczące skomplikowanych
formalności celnych
i przeliczeJl dewizowych.
Z omawianych
zbiorów do dnia dzisiejszego zachowało się niewiele obiektów. W znacznym stopniu uległy one rozproszeniu, zniszczeniu czy zaginięciu w
okresie ostatniej wojny. W roku 1941 prawie cały zbiór pozaeuropejski Miejskiego Muzeum Etnograficznego,
liczący pod koniec lat trzydziestych około 1460
zabytków,
został przez niemieckie
władze Muzeum sprzedany do Muzeum
w Lipsku, a następnie odsprzedany
Instytutowi
Etnologii przy Uniwersytecie
w Getyndze (299 obiektów), Muzeum Etnologicznemu
w Hamburgu (276 z.abytków) oraz Miejskiemu Muzeum Etnologicznemu
w Kolonii (148 obiektów)~I.
Przedmioty, które udało się ocalić w Łodzi (niecałe 140 zabytków) lub odzyskać
w drodze działall rewindykacyjnych
z Museum fur V61kerkunde w Lipsku (około
300 obiektów) stanowią cenny trzon zbioru Działu Kultur Ludowych Krajów'
Pozaeuropejskich
Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Lodzi42.
Zachowana
dokumentacja
archiwalna
dotycząca
ich historii jest dzisiaj
wartościowym
źródłem umożl iwiającym identyfikację
i interpretację
merytoryczną obiektów.
Świadczy ona także o wszechstronności
działaó podjętych
przez Jana Manugiewicza
w celu stworzenia kolekcj i pozaeuropejskiej
w łódzkim Muzeum. Jest dowodem na to, że zbiór był nie tylko liczny, ale dość dobrze
określony i opisany. WaIte podkreślenia jest to, że kierownik Muzeum nie ograniczał się jedynie do odkupywania
interesujących
go fragmentów istniejących
już zbiorów, ale starał się współuczestniczyć
w ich tworzeniu, sugerując zakres,
charakter i sposób pozyskiwania obiektów, biorąc pod uwagę aktualne potrzeby
i możliwości Muzeum. Ważne jest także, że w doborze ewentualnych
kontrahentów brał pod uwagę ich kompetencje,
możliwości pozyskiwania
obiektów
i zainteresowania. Oczywiście miał świadomość współpracy z amatorami, o czym
świadczą, jak sądzę, dość szczegółowe
zalecenia dotyczące zakresu i sposobu
pozyskiwania
zbiorów zamieszczane
w korespondencji,
selekcja zabytków po-

~o AE tvIAiELlDtvltvlE/l936/4.
Dane powyższe zaczerpnęlam

~I

i Etnograjic::ne

11'

Lod::i. d::ieje

z opracowania:

T. LaszC/cwska.

,Ihce/lnl

,-/rcheologiC::/I1!

::biory - d::icilalno'\:c:. op. cil.. s. 16.

~2 Pozostałe obiekty uznano za zaginione \\ trakcie działań wojennych pro\\adzonyeh
nic Niemiec.

na tere-

�123
zyskiwanych z kolekcji prywatnych czy konsultowanie
zakupów z profesorem
Stanisławem Poniatowskim.
Jednakże warto zwrócić uwagę, że wśród kontrahentów Muzeulll znajdujemy także nazwiska osób wykazujących
znaczne zainteresowania etnografią (K. Warchałowski,
Z. Szymoński, J. Giżycki), czemu
dawali wyraz w publikacjach
zawierających
opisy kultury napotykanych
grup
etnicznych4.1.
Działania powyższe umożliwiły zapewne zrealizowanie
ciekawych, cieszących się uznaniem publiczności
wystaw (iI. II). Dzięki zachowanym
dokumentom niemieckim, głównie opisowi zabytków przygotowanemu
w roku 1940
przez władze niemieckie Muzeum w związku z planowaną sprzedażą zbiorów,
można było w przybliżeniu
odtworzyć
istniejący wówczas układ ekspozycji
pozaeuropejskiej.
Dokonała tego Teresa Laszczewska
w opracowaniu
dotyczą44
cym historii naszego Muzeum • Wynika z niego, że zbiory pozaeuropejskie
zajmowały trzy sale wystawowe.
Pierwsza - to zbiór z Ameryki Południowej,
eksponowany w siedemnastu gablotach. W drugiej sali prezentowane
były zbiory azjatyckie (cztery gabloty). Natomiast trzecia sala zawierała zabytki pochodzące z Afryki, grupowane w osiemnastu gablotach w układzie tematycznym,
z uwzględnieniem
zróżnicowań regionalnych.
Z szacunkowych
wyliczei1 wynika, że opisane w niniejszym artykule kolekcje, pozyskane dzięki nawiązaniu przez kierownika Muzeum kontaktów z osobami związanymi w rozmaity sposób z Ligą Morską i Kolonialną, stanowiły
mniej więcej połowę zbiorów pozaeuropejskich
Miejskiego Muzeum Etnograficzneg~ w Lodzi. Ich wartości muzealnej nie wolno nie doceniać choćby z tego
względu, że Janowi Manugiewiczowi
udało się zebrać co najmniej dwa zespoły
obiektów pochodzących
ze stosunkowo
niewielkich
obszarów,
pozyskanych
w krótkim czasie, ilustrujących w różnorodny sposób kultury zamieszkujących
je grup etnicznych (Liberia i dorzecze Ucayali). Ponadto pozyskane wówczas
zabytki były na tyle interesujące,
że nawet dzisiaj, mimo burzliwych
losów,
które drastycznie zmniejszyły
ich liczbę i wpłynęły na ich stan zachowania,
stanowią cenny trzon kolekcji pozaeuropejskich
naszego Muzeum, zawierając
obiekty unikatowe w skali kraju (m.in. deseczkę służącą do spłaszczania czoła
niemowlętom,
łuk muzyczny,
czy flet kościany z rejonu Ucayali, dzwonki
do łuków plemienia Lobi, czy przykłady tradycyjnej sztuki afrykai1skiej z terenu Liberii). Wartość zbiorów podnosi wspomniana jednorodność
terenu i czasu,
w jakim zostały pozyskane. W odniesieniu do zabytków z Montanii, zachowane
około 200 obiektów pozwala nadal na zilustrowanie
podstawowych
cech kultuPor. m.in.: K. Warehalowski. Na wodach Ama::onki. Warszawa 1938; J. Giżycki. Biali
1934 oraz Międ::y mor::em a pustynią, Warszawa 1936. Jerzy Giżycki
i Zdzislaw Szymoński hyli także autorami artykulów zamieszczanych w ..Kurierze LiterackoNaukowym" ... Morzu" i ..Kurierze Porannym". Relacje te nic są wolne od subiektywizmu. emocjonalnego podcjśeia do tematu. w niektórych przypadkach widoczny jest brak dostatecznej wiedzy ctnograficznej (1:0 szezególnic widoczne jest w opisach autorstwa Zdzisława Szymońskiego).
lecz można w nil:h odnalcż~ wiele interesujących opisów typu etnograficznego.
44 T. Laszczewska. :\IIceulI/ Archeologic:;ne .... op. cit .• s. 13.
43

i C::arni. Warszawa.

�124

ry mieszkallców tego rejonu Peru45. Natomiast kolekcja afrykańska pochodząca
z okresu przedwojennego pozwala (po uzupełnieniu) na zaprezentowanie podstawowych cech tradycyjnej sztuki i zdobnictwa Afryki Zachodniej.
Oceniając powyższy zbiór z perspektywy czasu, należy stwierdzić, że był on
efektem rzeczywistego zaangażowania Jana Manugiewicza w ideę utworzenia
kolekcji pozaeuropejskiej naszego Muzeum. Na bazie niewielkiego zbioru
(głównie azjatyckiego), przejętego z byłego Muzeum Miejskiego, udało mu się
zebrać kolekcję ciekawą, niemałą i co istotne, planowo i konsekwentnie uzupełnianą. Widoczne jest także, że znaczą rolę w osiągnięciu tego celu odegrało
nawiązanie współpracy z osobami związanymi z Ligą Morską i Kolonialną.

BIRLlOGRArI/\
l3iałas T,

1983
Giżycki

Liga :\lorska i Kolonialna 193()-1939. Gdallsk.

.I,

1934
Biali i carni. Warszawa,
1932
Ilahe ... Kuri.:r Literacko - Naukowy" nr 16. s, 10-11.
1936\1ięd:v
mor::em a pustynią. Warszawa.
Królikowska

L.

1980

Jan jolno-Mo/1l1giewic
~ ::olo::yciel Miejskiego A/lI::ellnl I:'tnograjic::nego IV Lod::i
(/931-193'h
"Prace
i Materiały
Muzeum
Archcologicznego
i Etnograficznego
IV 1.IH!?j

I..aszuewsk

r.

a

19lW

Seria '·.tnografiC/.na··

,\lu::elllli 1(I'dwu/ogiene

nr 21. s. 41-47,

i Etl1ografic::ne

IV

Lod::1

"Pr,lce I Materialy MuzeuITI Archeologicznegl'
nograiie/na"
nr 21. s. 11-39.
Nowosz W.
1969

1970

Styczyńska

Amt'n'konistyc::na

t1::ieje

i litnogralicznego

::hio/'v
II'

d::iall/l/1o.~ć,

ł.odzi.

koleA.cja w Afll::eum ;/rcht'ologic::nYIJl i !:'tnograjicnym

Seria Et-

w I.od::i.

,..Prace i Materiały Muzeum Archeologiu:nego
i Ftnograliczncgo
w ł.odzi. Seria Etnograficzna"
nr 13. s, 153-167,
AjiJ1k0l1skie maski i r::t'::'by obr::ędowe w ::hiorach ,HII::ellm .·lrclieologic::nf.'go
i E1nograjic::nego w Lod::i. "Prace i Materiały
Muzeum Archwlogicznego
i Etnogra licznego w Lodzi, Seria Etnograticzna"
nr 14. s, 169-175.
A.

1992

Rola Jer::ego Gi::yckiego 1V Ilvor::enill kolekcji ajiykani,l'tyc::nei ,'vli(~jskiegoA/II::ellm
Etnograjic::nego w Lvd::i. "Kronika Miasta Lodzi" t. 2 .. s, 131-137,
Liga Morska i Kolonialna, a ro::bud::.anie::aintereSO\I'1I/1etnografią po::aellropejs/.:ą
spolec::eństwa polskiego, rozprawa doktorska.
Maszynopis
w Bibliotece
Instytutu

1999

Archeologii
Warchalowski

i Etnologii

Polskiej

Akademii

Nauk

II'

Warszawie.

K,

1938

Na wodach Ama::onki. Warszawa.

SzynlOJ1ski Z.

1930
1934

'Lądem, mor::em, r::ekami. ,.Morze" z. 7 i dalsz.:.
Z ::ycia Indian ::nad Ama::onki, Tam gd::ie nie dotarl ::aden wiew kllltllry. "Kurier
Poranny"

45

Wybrane

zabytki

Anny Kowalskiej-Lewickiej

l 9 września.

z tej kolekcji

zostały

SllljJibo. Wrocław

wykorzystane
1969.

jako

material

ilustracyjny

w prac~

�125
I\NEKSY

. .,

fJ'2

::1/):.'

."
A J;;b['iJ

listopada

.4 J9. ..-ł'JL~,'" ~-

"i,.,{,
N

ISroano••
n •• Pani

6

,,~~,~,

"-

I

Niemal w~łldając do koperty list do Szanownej Pani otrzymałem
wiadomości wraz z rachunkiem i spisem wysłanych przedmiotów.
Jak widzę sprawy stoją doskonale.
zbiór gromadzony
jest bardzo
starannis. Nawiązując
do mego przewidywania
o nabraniu przez
Panią w przys~łości
doświadczenia
w zakupywaniu
sądziłem. te
są to ceny 'netto. Jeśli natomiast włącza Pani laszty to są
wcale umiarkowane,
bo istotnie koszty gromadzenia
zbiorów
etnograficznych
.~ bardzo często przewytszają
wartość przedmiol
W wypadkach jaskrawszych
motna podawać oeny oryginalne,
a na
osobnern zestawieniu
/również pokwitowanem/
koszty transp~u.
przejazdów,
wyszukania itp.
Chyba nie biezze mi Pani bardroo za złe owej niewczesnej
uwagi.Nie mniej proszę mieć w pa~ięci na6zą umow~. przewidującą
pewn"
honorarjum.
Nie chciałbym mieć na s.mieniu strat Pani zwłaszczh
wobec dutego wysiłku fizycznego
i zdrowotnego
związanego z tą
pracą·
Projektowane
otwarcie działu afrykanistycznego
odłotyliśmy
w oczekiwaniu
na dodatkowy lokal i Pani materjały. Obecnie
motemy zaryzykować
większy zbiór aniteli projektowało
się
pierwotnie
i.jeśli wątłe siły naszej Eksploratorki
pozwol,.
otrzyma Lódź wartościowy
owoc polskiej penetracji w Liberji.
Będzie to dla Pani ładną zasługą życiową.
Horopatrując się w .pieie wysłanych przedmiotów
widzę, te
wszystkie odpowiadają
potrzebie.
Warto, ze względu na charakter
Lodzi, więkeząuwagę
przyłotyć do tkanin, prZYdałoby
się
kilkanaście
kilimów i innych wyrobów tkackich z fotografjami
"warsztatów"
w ruchu. Z uwagi na silny wyraz czynnika społeczne
u ludów nadgwinejskich
warto znów zgromadzić sporą kolekcję
przedmiotów
związanych ze zwyczajami i produktów,
tak tam nawsk
społecznej sztuki. Zresztą ma Pani doskonałe wyczucie terenu
1 nie wątpię w dobre rezultaty.
O uZYSKanie dewiz nie jest nam,Jak się okazuje, trudno. Bietącą
należność prześlemy Dr. Szamocie, a pr~yszłe, Jeśli potrzeba,
motemy wyełać do Liberji.
Serdecznie dziękuję za pierwszą
tyczę obojgu p ••
ństwu powodzenia
i muzealnych
eprawach.

partję zbiorów i s~czerze
na przyszłość
w prywatnych

I jst .lana Manugicwicza
do Marii Januszewicz
z 4 listopada
(Al: Ml\iEL/E/DMME/1936/23),

1936 roku

�126
-==-7ó2r~

Pasy ~ pit.oiorKl5V~
l Ol1:().uu~ .~._._
--43)
Ochraniaoz łuczniozy. (Większy) ,..
/ .
44) Sandały Tuareg6w.
45) 7 amulet6w sudańskich.
46) Paciorki drewnlane.p6~n.8udaN.frana.
'47) Pugilares czerwony. Okolice B~oko.
48)
II
bronzowy. Okolice T,mbuktu.
-49)
Tabakierka bambusowa. G6rna Wolta.
. - 50) Derka wielka (Mostlllkera) Paster~e Pullo.
51) 3 derki bla~e. Okolica DOri. p6~n.górn~Wolta
._..52) Derka bawe~nlana. Z~ote Wybrzete.
_ 53) 2 Wachlar ze.
7' ;7&gt;
54) Wierzcho~ek Maski obrzędowej.
65) Nót .Mossl.Górna Wolta.
56) Nót z rękojeścl~ moslęt~.Nlgerja
ang.
57) Tabakierka z pęcherza. Mossl. Górna ~oltA.
58) Bransoleta męska marmurowa. Górna ~olts.
59) Kosz. Nigerja.
60) 2 pary grzechotek od ~uków plemienia Lobi.Górna
101ta
61)1Jrzebleń drewniany. Plemię Bambara. Sudan franc.
62) Tabakierka bambusowa. Plemię 1.IOssl.Górna ·I/olts.
63) K~ódka arabska. Okolice Tlmbuktu. Ruden frAnc.
64»2 futera~y na kosmetyk. Plemię Pullo. Górna 'ilolta.
65) Ochraniacz ~uczniczy. Ma~y. Plemię LObi. Górna "mlta.
66) Przepaska na czo2:o.z paciorków. Okolice Timbuktu.
67) 7, bransolet z paciorków. Okolice Timbuktu,/
68) 7 bransolet ze s~omy i trawy. Plemię Hossi.Górna '.'Iolta.
69) 5 bransolet mosiętnych notnych.
j"
, 70) 3
II
aluminiowych
II
p.
-- 71) 2 przetyczki kamienne do warg. Plemię Bobo.Górna "olta.
'-72) 3 pierścienie na palce do nóg.Okolice Ramako.Plemię Bambara •
• 73)LJ4 pierścienie mosiętne.
?'
- '·74)75 groty od strza2
1',

Jerzy aitycki
Zakopane
Willa"Nietwoja"
Parcele urzędnie~~

.. 1 I

~.;".f!'

...•.~.. 'p-4

Fragment wykazu z opisem zabytków. autorstwa Marii Januszewicz. dotyczący jednej z partii
nadesłanych eksponatów (AE Mt\iEŁlDMMElI(3712).

�127

l
~'I ~

~

8
ci

z;:

'o;
.:t:

~c

.I:

:~

,~
I-

'~

~

J

~\{
-.;

" ~

O

O

c

E
E

2

~
~

••

••
VI

i\~

E

"
~

C
Q

o

c

&gt;

r:::
::I

.c

••~
I-

l-

lU

••
I-

"ts

1:

&lt;

c

"

"0"0

r::: C
::I U

.x

.• "

&gt;

l-

"
~
&gt;

ci ,,:o

z:

E"

'Ol:

,,:o

VI

.I: I_"O

Q

4

~
~
"&lt;

""
""

'~

~

-ti

c

o

~
-;

I

•..

VI

c

.:t:

C. L-:

"••
:I:

{

~

'Ol:

~·'v

" ~

'Ol:
U

l-

Q

"

"ts
C

os

~

&lt;::&gt;

----.N-

T

".•.

·I,~"·I}"·
_:r~'· ..;~

Karla kala logu Muscum rur Viilkcrkundc IV Lipsku, dotycząca instrumentu zakupionego od pIk
Jerzego 13ahickicgo (ze zhiorów Dzialu Kultur Ludowych Krąjów Pozaeuropejskich MAiEŁ).

�128

Za zbiór aneryk~nistyczny
przedmiotów:
3
1
l
1
1
2
10
l
5
1
4
2
l
l
l
1
l

"klad~j~cy

si~ z następuj~cvch

baków
peruwjai,skieh
pas z nasion z nsd Ueaya1i
grzebyłc.
""
fi
fajka
makana
łuki
strzał
rzeźba kamienna
kuj z tykwy
róg do wody
siekierki kH.loienne
ozdoby srebrne Chilijskie
lasso
bat
bat (BJl-kador)
pas tkany. Chilijski
igła z koBei

otrzymałem

od rae,jskiego Muzeum

Etnograficznego
Zł.

jczterysta

w ; odz,i

480,--

oSiemdziRsi,tj

(-) Kazimierz Wnrchałowski
"';"J'szawa,
Rybnki 30 m .10.
':arszawa, dnia

5 marea

1935 roku.
ZAKSIĘGOW'NO

• ksł.d~e in'Nent3fl

..,.J.L..

9CUO&gt;

Udl •• n ••

podoi.,

; •.

:ti'

+:~-..,

;"ł

£1. ~:l '

.,' ~t

XfJ'

,t

(/.

j6JJ .' iJ ,f
~

/

• ';

P-

' .. ../

If OWI P1'Y;&gt;

'ti-

t.'.HI.

~ł;~ ....
'\. -.••. ,.'-I':.s:~!;.,....•.

Fragment

wykazu zabytków
potwierdzeniem

zakupionych
od Jerzego Giżyckiego.
z naniesionym
odręcznym
odbioru należności (Al: tvIAiEł./DtvItvIE/I
936/1I ).

�129

-;; :ł

-"

II
Z

.5

-1
"

·c

"
N

-O
O

..c.
u

a..O

\

.•'u . -"'c.•
.• ••.,..~ ~
/

A

C

A

~

..c

&gt;,

.~
O

o.

Vl

u

.

~l;\

~~

~
~.•
::E

.•

'u

~
~
C
O

-"c

Jl'"

Karta katalogu Miejskiego Muzeum Etnograficznego z naklejonym zdj.,:ciem autorstwa
Jerzego Giżyckiego.(ze zbiorów DKLKP MAiEL).

�130

1l "/'
--'-&lt;i',
1

__:,'

/C.,.

5 r.
81/35.

W.sznnowny Panie

Od Panlł Ka~1mierza
Pan ;)Okt6r podo~as
nadzil

zbiory

chwili

zbiór

spoc.lalny
korzystnej

bę.dŹ w r:~ie

nowym lokalu,

się

w tej

nRsze skupia

zbi6r

muzealnej,

bardzo

ozasie

gro-

ze szozeg61i ms

Ąrneryknnistycz~

(zbi,

Radzibyśmy przej~,

oriary.

zachowu.lt'c w6wczlls

pomieszozony

b~dź tat

nR drodze

odb~lIie

siq

prosimy

te

i innyoh).

dzi ••.;!: 1r.Jienin ofiarodnwOT

Poniewn~ w na.lblitszym
VI

w polsoe

p.~archRłowskiego

oprawie

siQ.

mater j a2 porudniowo -ameryku{,skl

najwiQkszy

Pana Doktora.

dO"iadujq

w !llontawj1 peruwini:skiej

etno"rRflol'me.'l.4uzeurn

ry dr.Freida.

l

"Iarohałowskiego

swego pobytu

nem ~Rintere8owaniem
w tej

Doktorze

o motHwle

w tlllrdzo
odst~pnej.

otwarcie

Muzeum

rTClhłe wypo"ledzel'

sprawie.
~czQ

wyrazy nsletnego

szaounku

kustosz
(Jan unnuglewioz)

A"

•...
'":;.. , -~

./#.~ ".

·~~J7;~~~/
.~~.~
~'f'~.,.~

List Jana Manugiewicza do Zdzisława Szymońskicgo I.S marca 1935 roku
(AE MAiELlDMMUI935/4),

�] 31
Wykaz skr&lt;itllw.
AE MAiUJDMMUnr
- Archiwum Etnograticzne Muzeum Archeologicznego
ncgo w Lodzil Dokumcnty Miejskiego Muzeum Etnograficznego
I nr
DKLI:(I' .. Dzial Kultur Ludowych Krajów Pozacuropejskich.
LMiK _. I.iga Morska i Kolonialna.
MAiE!.-- Muzeum Archeologiczne
i Ltnograticzne w Łodzi .

i Etnogralicz-

.\nna Styczyriska
NON-I:lJROI'EAN

COLI.ECTION
OF THE ETHNOGRAPHIC
MUSEUM
YS. TIlE MARINE AND COLONIAL LEAGUE

IN ŁÓDŻ

(Summary)
This article w n CI': m s thc history ol' the non-European collection of the Ethnographic Museum
(at prcsef1t calkd the Archeological and Ethnographic Museum) in Lódź, founded in 1942.
Thl' then head of the Museum, .Ian Manugicwiez, wished to take advantage of the industrial
and trade connections of the city so as to found an exotic collection in Łódź. He established cooperation with I'olish cxplorers. universities, and emigration institutions, among them the Marine
}nd Colc)flial League. Owing (o his consistent and arduous efTorts, in the late 1930s the Museum
~athered almost 1500 exhibits from Africa. Asia, and South America.
The Archeological and Ethnographic Museum in Łódź is in possession of some documents
t'rom the !irst period. including ktters, inventories. lists of exhibits, etc. On the basis of those
Tlateria!s it is possiok [o kam. at least pal1ially, aoout the methods and effect of the efforts un.lcrta"en oy .Ian !'vlanugiewicz lO set up the collection.
The article 1~H:uses OIJ a pan ol· the collcction from Africa and South America, which came
n\o tlH':pos:,e,:sion
till' ,\11Iseum thanK:; to its clloperation
with people associated (at ditTerent
kgrees) \\ lib the MarilJc &lt;mel I..·olonial I.eaguc. It is cmph:lsilCd in the article that" exhioits pur.·Ilas~d ,ja tksc &lt;':Olllleelillll' constituted almost half ol· the pre-war non-European
collection of
11&lt;:City 1':thnogr;q&gt;llie MUSl'llnl ill I.(\d;.

or

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9567" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9545">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9e7a38e6f8c8e16c3a8af0bd29d106bb.pdf</src>
        <authentication>d762f4929da3d5cc89d26269fe000d59</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113922">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5592</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113923">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113924">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113925">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5200</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113926">
                <text>Ojcobó(j)stwo/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113927">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.55-63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113928">
                <text>Stypuła, Aneta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113929">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113930">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113931">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113932">
                <text>An

na

I

psycholog z wykształcenia, antropolog z zamiłowania, etolog z konieczności.

1

Studentka socjologii na UJ i uczestniczka studiów p o d y p l o m o w y c h z zakresu mediacji

•

dyscyplin, w e wszelkich możliwych konfiguracjach. Obecnie większość cennego czasu

|

pochłania jej przygotowywanie półrocznego Gałgana d o pracy w kynoterapii.

St y p Ut a

i negocjacji. Interesuje się zagadnieniami z pogranicza wszystkich wyżej w y m i e n i o n y c h

Ojcobó(i)stwo
Psychoanaliza a tradycja i religia żydowska

podłoża przełomowej w dziejach psychologii
teorii, nie została do tej pory w jednoznaczny
tak na marginesie - dlaczego psycho­ sposób wyjaśniona. Część uczonych skłonna
analizy nie stworzył żaden spośród jest dostrzegać w y r a ź n e powiązania m i ę d z y
wszystkich tych pobożnych, dlacze­ metodą psychoanalityczną a kabałą, zwłaszcza
go' trzeba było czekać na zupełnie bezbożnego jeśli idzie o uwypuklanie pierwiastka męskiego
Zyda?" , zapytał raz Freud uczestników coty­ i żeńskiego, sięganie do symboli i numerologii
godniowego środowego spotkania. Pytanie to oraz zapożyczanie podstawowych terminów
domaga się próby udzielenia nań odpowiedzi, z Talmudu i ksieei Zohar Teza ta iest iednak
iest bowiem czymś istotnie intryeuiacym fakt
trudna do udowodnienia tym bardziej ze sam
ze me tylko sam twórca psychoanalizy ale tez Freud nie tylko nie odebrał ortodoksyjnie' ży¬
około 90% jego zwolenników oraz większość pa­ dowskiego wychowania ani nie umiał - jak jego
cjentów w pierwszych latach działalności Freuda oiciec - czytać no hebraisku ale też z cała sta¬
bvło Dochodzenia żydowskiego Nieunikniony nowczością określał się jako ateista i w takim tez
wydaie sie zatem wniosek że musi istnieć iakiś diichn wychował swoie dzieci 7darzvło mii sie
zwiazekmiedzy pochodzeniem żydowskim któ
stwierdzić z nrzekasem- Żydzi w oróle czcił,
re Freud stale oodkreślał a oowstaniem osycho- mnie iak bohatera narodowego chonaz moia
analizy niemniej rola tradycji żydowskiej, jako z ^ ^ d k s p r a w ^
KSIĘGA RODZAJU: początki psychoanalizy

A
1

3

2

4

1

G. Markus, Zygmunt Freud i tajemnice duszy, PIW,

Warszawa 1993, s. 165-166.
2

Ibid.

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

3

D . M . Wulff, Psychologia religii, WSiP, Warszawa 1999.

4

G. Markus, op.cit.

�Anna Styputa

56
tego jedynie, że nigdy nie ukrywałem swego ży­
dowskiego pochodzenia" .
Odczuwając przynależność do narodu ży­
dowskiego, Freud odcinał się bowiem od swoich
religijnych korzeni i starannie zacierał wszel­
kie ślady pokrewieństwa między psychoanalizą
a judaizmem. Być może takie zależności rze­
czywiście istniały, niemniej w interesie Freuda
leżało, aby je ukryć, częściowo z powodu obawy
przed oskarżeniem o nienaukowość, a częścio­
wo w obronnej reakcji przed antysemityzmem
Silne uprzedzenia antyżydowskie w środowisku
wiedeńskim sprawiły że Freud z wielka ulga
powitał w gronie żydowskich psychoanalityków
Szwaicara - C G lunga gdvz iak pisał twór­
ca psychoanalizy w liście do Karola Abrahama
w roku 1908 doniero ieao noiawienie sie uchro
niło psychoanalizę nrzed niebezpieczeństwem
5

6

l l l l W

J y

1 l v / Cl l1 Cli l '

1

u z n a n i a iei z a ż v d n w s k a

' ' 1 V_ Ł 7 V_ / ^ | 71 V_

/ ^ V_ 11 O 1 W ^ l l l

snrawe n a r n d n w a "

7

N a d z i e i e Freuda k t ó r v liczvł na to ze T,,n«r stanie

I t a n

.nadknbi^^

zarysowały się roznicezdan, które doprowadziły
do rozwiązania ich krótkotrwałej współpracy
Kroplą, która przepełniła czarę goryczy, stała się
odmowa Freuda udostępnienia Jungowi szczegó­
łów ze swego prywatnego życia, które posłużyć
miały za materiał do analizy marzeń sennych:
mistrz zareagował na prośbę swego ucznia po­
dejrzliwym spojrzeniem i oświadczył kategorycz­
nie, ze nie może ryzykować swego autorytetu,
czym ostatecznie zraził do siebie Junga".
Nieufność, z jaką Freud odniósł się do szwaj­
carskiego współpracownika, miała cechować
stosunek ojca psychoanalizy wobec wszystkich
nie-Żydów: wprawdzie zależało mu na rozsze­
rzeniu swoich idei poza wąski krąg żydowskich
lekarzy, ale nie mógł pozbyć się wobec swych
nieżydowskich zwolenników, takich jak Jung
czy Ernest Jones, owej dozy dystansu i sceptycy-

zmu. Postawa ta po kłótni z Jungiem jeszcze się
zaostrzyła i nie była całkowicie nieuzasadniona:
jest swego rodzaju paradoksem, że to właśnie
Junga posądza się o antysemityzm, a nawet co jest j u ż przesadą - o sympatie nazistowskie.
Prawdopodobnie Jung nie tyle był antysemitą, co
starał się za pomocą wątpliwych etycznie poglą­
dów uzyskać przewagę nad Freudem .
Antysemityzm, który stanowił podłoże za­
równo powstania, jak i zerwania relacji między
oboma uczonymi, wydaje się mieć kluczowe
znaczenie dla rozwój u psychoanalizy j ako takiej,
i to na wielu płaszczyznach. Najbardziej oczy­
wistą okolicznością, wywołaną silnymi, antyży­
dowskimi uprzedzeniami środowiska nauko¬
wego Wiednia, było wykluczenie Żydów z życia
towarzyskiego i zmuszenie ich tym samym do
skupienia sie wokół osoby Freuda Bardziej
dyskusyjnym źródłem powstania psychoanalizy
było postrzeganie Żydów iako odmiennych pod
względem seksualnym Fascynacja ta domnie­
mana odmiennością rozoowszechniła sie me
tylko w nieoświeconei części snołeczeństwa ale
tez w środowisku medycznym Potocznie uwa¬
żało się że na skutek obrzezania Żydzi wyka9

10

7iiia d7ika a 7ara7em 7abnr7nna s e k s u a l n o ś ć
s ^ n n ™ ^
nr7enhS^^^

w t ^ r ^ ^
wizerunek Zydow w ich własnych oczach, robując się odciąć od przypisanego im przez spo­
łeczeństwo stereotypu, Żydzi reagowali albo od­
rzuceniem tożsamości żydowskiej (czemu często
towarzyszyła konwersja na chrześcijaństwo),
albo - jak uczynili to zwolennicy psychoanali­
zy - rozszerzeniem antysemickiego stereotypu
na całosc społeczeństwa, dopatrując się w lęku
przed feminizacją na drodze kastracji cechy nie
tyle żydowskiej, co uniwersalnej, dotyczącej sek¬
sualnego rozwoju każdego mężczyzny .
11

5

G. Markus, op.cit., s. 167.

6

D . M . Wulff, op.cit.

Psychoanalitis Review", 91/2004, s. 309-330.

7

G. Markus, op.cit., s. 166.

10

D . M . Wulff, op.cit.

8

D . M . Wulff, op.cit.

11

S. Frosh, op.cit., s. 309-330.

9

S. Fmsh, Psychoanalysis and Anti-Semitism,

BARBARZYŃCA

[w]: „The

3 (13) 3DD8

�57

Ojcobó(j)stwc

Wreszcie antysemityzm wywarł znaczący
wpływ na samego ojca psychoanalizy. Wysunię­
cie tak śmiałych tez j ak te, które są zawarte w teo­
rii psychoanalitycznej, wymagało nie lada odwa­
gi i nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że sam
Freud określał się mianem outsidera, upatrując
źródeł takiej postawy życiowej w czterech czyn­
nikach: ogólnie ambiwalentnym nastawieniu
wobec nowości, negowaniu przez wiedeńskich
lekarzy znaczenia czynników psychicznych h i ­
pokryzji kulturowej" społeczeństwa przestrzecaiaceco tabu seksualności i antysemityzmie
właśnie Przeiawy antyżydowskich uprzedzeń
dotknęły Freuda podczas studiów na uniwer­
sytecie i doświadczenia te iak twierdził zmo
bilizowały *o do w i ę k s z e ^ nonkonformizmu
i niezależności w myśleniu staiac sie nodstawa
odniesionego później sukcesu'

i - nawiasem mówiąc - zyskał sobie serdeczną
niechęć wszystkich innych ludów". Dociekając
genezy owego oporu, „zacznijmy od jednej cechy
charakteru Żydów, która rządzi ich stosunkiem
do innych ludzi. Nie ma żadnej wątpliwości, że
mają oni bardzo dobrą opinię o sobie, uważają
się za szlachetniejszych, reprezentujących w y ż ­
szy poziom, górujących nad innymi, od których
dzieli ich także wiele z ich obyczajów. Przy tym
ożywia ich szczególne zaufanie do życia, takie
iakie daie taiemne posiadanie cenneeo daru- iest
to pewien rodzai optymizmu Ludzie wierzący
nazwaliby to zaufaniem do Boea" Freud zaś
utożsamia ów skarb ze specyficznym przekona­
niem Żydów o tvm ze sa narodem wybranym
Powstanie te^o orzeświadczema iest zdaniem
Freuda z a s h L Moizesza Frincianina który
no śmierci faraona Fchnatonf w dzac odwrót
™ y X r o d ^

KSIĘGA WYJŚCIA: judaizm w ujęciu

Z

2

Freuda

14

7 ^ 1

Było to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Do
końca życia nie udało się Freudowi wyelimino­
wać ciągłych napięć pojawiających się w związ­
ku z jego narodowością, zwłaszcza w okoliczno­
ściach rodzącego się nazizmu. Kontrowersyjny
w swej wymowie tekst Mojżesz, jego lud i religia
monoteistyczna jest w rzeczy samej próbą roz­
wiązania przez Freuda tego wewnętrznego kon­
fliktu W obliczu kryzysu tożsamości rozdarcia
miedzy byciem Żydem i nie-Żvdem Freud wraca
do swych korzeni i usiłuiac przeciwstawić sie
nazizmowi poszukuie źródeł antysemityzmu
w historii narodu żydowskiego".
Swoje studia rozpoczyna od charakterystyki
ludu żydowskiego, który „z bezprzykładną siłą
oporu stawiał (...) czoło nieszczęściu i prześla­
dowaniu, rozwinął szczególne cechy charakteru

16

G. Markus, op.cit.

15

S. Frosh, op.cit., s. 309-330.

1 6

kultura, religia, Książka i Wiedza,

Warszawa 1967, s. 203.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

wiarę

, C r ^

15

13

Z. Freud, Mojżesz jego lud i religia monoteistyczna, [w]:

, ^ ^ 7 ^ 3 ^

rzędów (w tym obrzezania),
tez wyprowadzi!
przy pomocy najbliższych współpracowników
z Lgiptu. Mojżeszowi udało się połączyć charak­
terystyczną dla każdego ludu pewność co do wła­
snej wyższości jako narodu, z religią: dzięki temu
unikatowemu sprzężeniu Żydzi zyskali częsc
boskiej wspaniałości, a zarazem dumę ufnosc
i poczucie bliskiego kontaktu z Bogiem. Wszyst­
kie te cechy składają się na żydowskie poczucie
wyższości jako narodu wybranego, co ma dwo­
jakiego rodzaju konsekwencje. Z jednej strony
pozwoliło Hebrajczykom przetrwać, bo trzymali
się z dala od innych ludów , z drugiej zas stało
się zarzewiem konfliktu z sąsiednimi narodami,
wywołując w nich zazdrość będącą prototypem
późniejszych uprzedzeń rasowych .
Jednak początków religii jako takiej - w tym
również i judaizmu - trzeba upatrywać nie tyle

12

Z. Freud Człowiek,,

,ZTr\nZ\ł

Ibid.
S. Frosh, op.cit., s. 309-330

�Anna Styputa

58
w przeszłości, co w ludzkiej psychice, w bez­
radności małego dziecka szukającego poczucia
bezpieczeństwa w osobie wywyższonego ojca .
Geneza religii wiąże się także ściśle z komplek­
sem Edypa, sprowadzającym się do żywionego
przez dziecko płci męskiej pragnienia elimina­
cji ojca i zajęcia jego miejsca przy boku matki.
Jest to motyw stale powtarzający się w pracach
Freuda dotyczących relieii Naiwyraźniei za­
znacza się on w książce Totem i tabu w której
Freud wywodzi początki totemizmu z zabój­
stwa oica popełnionego przez sprzymierzonych
synów chcących obiać kontrole nad zdominowa­
na przezeń horda p erwotna i należącymi do niei
kobietami. Po dokonaniu morderstwa i pożarciu
ciała zahitecro bracia nie mocrac noradzić sobie
z noczuciem winv i rozkładem snołecznei struk
tury ustanawiaia zakaz zabiianfa totemiczne™
zwferzecra h e l c e ^
protoplasty
y
sadzonego
17

18

s

m D o l e m

Zdaniem kontynuatora myśli Freuda, T. Reika , podobny, choć metaforycznie ujęty prze­
bieg zdarzeń zamieszczony został w Księdze
Rodzaju: Jahwe jest tu Bogiem zamieszkującym
drzewa, zaś Adam, przedstawiający symbolicznie
sprzymierzonych braci, w celu zdobycia władzy
zjada owoc z zakazanej jabłoni - totemicznego
bóstwa (nadmienić tu należy, że powyższa opo¬
wieść bibliina była analizowana i interpretowana
przez spadkobierców Freuda na wiele różnych
SDOSO D O W
łącznie z UDatrvwa.riierjn w Ewie
personifikacii matki Adama nadaniem wezowi
znaczenia erotycznego czy utożsamieniem iabłek z piersiami kobiecymi zaś ich spożywania
z aktem kooulaciP U samego oica Dsvchoanali
zv watek oicobó stwa noiawia sie również w hi"
storiitradycji judeochrześcijańskiej, gdzie Jezus
19

17

Z. Freud, Poza zasadą przyjemności,

PWN, Warszawa

1975.
18

Z. Freud, Totem i tabu, Wydawnictwo KR, Warszawa

1993.
19

20

21

D . M . Wulff, op.cit.
Ibid.

zarazem uosabia powrót uśmierconego ojca, jak
i wprawia w ruch koło zamachowe odwiecznego
cyklu - religia synowska (chrześcijaństwo) mor­
duje ojcowską (judaizm) .
21

KSIĘGA KAPŁAŃSKA: religie autorytarne

i humanistyczne Fromma
Także i Fromm widzi w przekazie biblij­
nym ślady wspomnień walki hordy pierwotnej
z ojcem: są to takie momenty jak ten, w którym
Adam zjada jabłko, by stać się jak Bóg, czy ten,
gdy ludzie wspólnymi siłami wznoszą wieżę
Babel.
Tym jednak, co rzeczywiście interesuje From­
ma jako psychoanalityka, jest ewolucja obrazu
Boga. Początek Starego Testamentu przedsta­
wia Jahwe jako karzącego naczelnika plemie­
nia , który domaga się od swoich wiernych
bezwzględnego posłuszeństwa. Zmiana tego
wizerunku następuje, gdy Bóg decyduje się na
zesłanie potopu i zawarcie z Noem przymierza.
Tym samym z chwila edy zobowiazuie sie do
przestrzegania daneeo człowiekowi słowa B ó
Przestaje być absolutnym władca Ograniczę
nie własnei poteei naiwyraźniei uwidacznia sie
w scenie targu Abrahama z Bogiem o z n i s z c z ę nie Sodomv i G o m o r y Abraham odwołnie sie do
zasad sorawiedliwości obowiazuiacych samLo
Bo^ra Dalszym etanem rozwoiu idei Bora iest
utożsamienie Co z L u ł a m i miłości i nrawdy
22

23

e

24

snosóh R L staTe 7e h e ^ i m I n Z f e d n l

nod

7ZTwZe\klZ

wo^olnle^
Fromm dostrzega tu podobieństwo mię­
dzy rozwojem społecznym a osobniczym: od
25

22

E. Fromm, Dogmat Chrystusa i inne pisma

religioznawcze, Wydawnictwo Tekst, Lublin 1992.
23

E. Fromm, Szkice z psychologii religii, Książka i Wiedza,

Warszawa 1966.
24

E. Fromm, Psychoanaliza a religia, Rebis, Poznań 2000.

25

E.Fromm, Szkice...

S. Frosh, op.cit., s. 309-330.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Ojcobó(j)stwc

59

stadium bezradnego przywiązania do bogini
Matki przez posłuszeństwo wobec Ojca - boga,
aż po dojrzałość, gdy dorosły człowiek utożsa­
miony zostaje ze swymi rodzicami. Ewolucja
religii monoteistycznej przebiega więc od obrazu
Boga, który tak jak ojciec kocha i karze dzieckoczłowieka, do idei Boga jako symbolu ludzkich
dążeń i wartości; nie jest to j u ż osoba, do której
człowiek zwraca się z błagalną prośbą, bowiem,
zdaiac sobie sprawę z własnej ograniczoności
i niemożności pojęcia Boga człowiek wierzy
me tyle w Boga co w zasady przez Niego repre­
zentowane Bóg przestaie bvć zewnętrzna moca
a staie sie zasada urzeczywistniana w życiu na­
biera poetyckiego i symbolicznego znaczenia .
26

Tym samym u źródeł judeochrześcijaństwa
leżą oba wyróżnione przez Fromma typy religii.
Pierwszym jest religia autorytarna, zakładająca
istnienie sił wyższych od człowieka, którym
ludzie, słabi i źli, muszą się bezwzględnie p o d ­
porządkować: nieposłuszeństwo wobec Boga
jest ujmowane w kategoriach grzechu i kara¬
ne z całą surowością. W ślad za Feuerbachem
Fromm widzi w owych siłach projekcie najwyżej
cenionych cech której rezultatem iest zubożenie
samych ludzi Przeciwieństwem powyższego
światopoglądu religijnego iest religia huma­
nistyczna która dokonut afirmacii człowieka
iako istoty zdolnei do rozwinięcia o własnych
siłach swego ootenciału rozumu i miłości W ta
27

kim uieciu orzechem staie sie n i e w y k o r z y s t a n i e
owych m o ż l i w o ś c i

k t ó r e w religii autorytarne,

sa kategorycznie t ł u m i o n e P o c z u c i e w i n y w ł a

S w e Z o ™

mchu c h ^

Prażan

lalmudu czy

Widać zatem, że Fromm, wychowany w ro­
dzinie rabinackiej o starych tradycjach , tak
29

jak sam założyciel psychoanalizy, oddalił się od
swoich religijnych korzeni. Religia jest dla niego
swoistą koniecznością dziejową niezbędną dla
przetrwania człowieka, w sytuacji gdy w filo­
genetycznym rozwoju gatunku do minimum
ograniczony został zwierzęcy instynkt na rzecz
rozwoju świadomości. Stanowi ona wszelki,
właściwy pewnej grupie ludzi, system myślo­
wy i etyczny, który dostarcza jednostkom ramy
orientacyjnej oraz przedmiotu w który moga
wierzyć Nic dziwnego zatem 'ze określając sie
mianem teisty Fromm neguje świętość Biblii
twierdząc że nie została Tonal napisana przez
iednego człowieka ani tez nie podyktował iei
Bóg- wyraża sie w mei raczei geniusz narodu
który orzez wiele nokoleń walczył o swe życie
i wolność" i który ofiarował ludzkości szerea
norm i zasad zachowujących swoją wartość
przez tysiąclecia
30

31

32

Fromm, podobnie jak Freud, uwypukla za­
tem etyczny wymiar religii, podważając jedno­
cześnie tezę, jakoby ojciec psychoanalizy był jej
zagorzałym przeciwnikiem: tym, co krytykował
Freud, miał być jedynie jej aspekt teistycznonadprzyrodzony . Twierdzenie to można po­
traktować jako swoisty eufemizm, gdy zważy się
na sceptyczny stosunek Freuda do obrzędowości
żydowskiej i wrogie nastawienie wobec reli­
gii rzymskokatolickiej która zwykł utożsamiać
z antysemityzmem z racji iei rozpowszechnie­
nia wśród mieszkańców Wiednia . Drugim
D o g l ą d e m kwestionowanym Drzez Fromma iest
mniemanie iakoby W w przeciwieństwie do
Freuda był zwolennikiem religii- g d y b y ś m y
mieli podsumować stanowiska Freuda i lun J
powiedzielibyśmy ze Freud przeciwstawia sie
reliaii w imie etyki - a wiec ostatecznie zaimnie
Z
I
T
S
można 1 3 ^ r H i ar mym
InaczeH^
33

34

26

E.Fromm, Szkice...

3 0

27

E. Fromm, Psychoanaliza a...

31

Z. Freud, Totem...

28

E. Fromm, Mieć czy być? Rebis, Poznań 1995.

32

Ibid., i. 150.

29

M . Chałubiński, Fromm, Wiedza Powszechna,

33

E. Fromm, Psychoanaliza a..

34

D . M . Wulff, Psychologia...

Warszawa 1993.

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

E. Fromm, Mieć...,

s. 2008.

�Anna Styputa

60
ter zjawiska czysto psychologicznego, a równo­
cześnie wynosi nieświadomość do rangi zjawiska
religijnego" .
35

Psychologia J u n g a , s k o n c e n t r o w a n a

wokół

a r c h e t y p ó w d e f i n i o w a n y c h jako „ f o r m y lub ob­
razy natury kolektywnej, które p o j a w i a j ą się
n a c a ł y m ś w i e c i e jako c z ę ś c i s k ł a d o w e m i t ó w ,

KSIĘGA LICZB: symboliczne interpretacje

Junga

a z a r a z e m jako autochtoniczne i indywidu­
alne w y t w o r y

pochodzenia n i e ś w i a d o m e g o ,
3 9

s k ł o n n a jest przez p r y z m a t owego centralnego

Istotnie, Jung nie przyznawał religii jako ta­ p o j ę c i a a n a l i z o w a ć t r e ś c i tradycji r e l i g i j n y c h ,
kiej racji bytu czy też prawomocności roszczeń w y ł a w i a i a c z e ś w i ę t y c h t e k s t ó w szeree archety­
do prawdy. Nie budziło jego najmniejszych wąt­ p o w y c h symboli (liczb k o l o r ó w z w i e r z ą t i m i o n
pliwości, że „Bóg jest (...) faktem psychicznym, boskich) i o d n o s z ą c przedstawione w n i c h wy¬
a nie fizycznym, tzn. że jego istnienie da się d a r z e n i a do p s y c h i c z n y c h w ł a ś c i w o ś c i l u d z k i e j
stwierdzić tylko psychicznie, nie zaś fizycznie" . naturv W ten s n o s ó b trzv n i e r w s z e r o z d z i a ł y
Jest to fakt niezwykle istotny dla ludzkiej egzy­ K s i e r i R o d z a i u staia sie d l a z w o l e n n i k ó w l u n
a m e t a f o r y c z n y m o d z w i e r c i e d l e n i e m procesu
stencji ale ogranicza sie on do indywidualne™
doświadczenia me mając mc wspólne™ z real­ i n d y w i d u a c h ti soecyficzme ooimowanei samo
reahzacii k t ó r e i n u n k t e m d o i ś c i a iest o s L n i e "
nością zjawisk nadprzyrodzonych.
cie
i a ź n i ' czyli c e n t r u m o s o b o w o ś c i b e d a c e ™
Interpretacje tekstów biblijnych autorstwa
mstanria
n X e X a
T o h e ^
Junga są niejasne i mają bardziej osobisty niż na­
W
s
n
i
e
c
e
X
na
nal
J
v
zszv
nTzinrTZwnt,'
ukowy wydźwięk. Jedną z najbardziej znanych,
a zarazem najbardziej kontrowersyjnych publi­ r n . i ^
kacji jest Odpowiedź
Hiobowi, w której Jung
odmiennycń,
przedstawia Boga jako pełnego sprzeczności: S e n t ^ r ^ y d i i M .
P o c z ą t k i e m tego procesu, tak j a k z o s t a ł o n
z jednej strony jawi się On jako tyran, który gwał­
cąc swoje prawa i dopuszczając się jawnej niespra­ przedstawiony w G e n e s i s , jest „ p o j a w i e n i e s i ę
wiedliwości, odbiera Hiobowi cały jego majątek, ego z niepodzielnej całości - c i e m n o ś c i i pust­
potomstwo i zdrowie Z drueiei strony lahwe ki p r z e d s t w o r z e n i e m z i e m i , oraz stopniowego
ukazany zostaje jako BÓ pragnący kochać rodzaj r ó ż n i c o w a n i a się i integracji. P i e r w s z y m p o w a ż ­
ludzki i być przezeń uwielbianym.' Owa dwoistość n y m z a g r o ż e n i e m dla coraz bardziej z ł o ż o n e j
Bora z którei On sam nie zdaie sobie snrawv zo¬ j a ź n i , symbolizowanej przez m a n d a l ę ogrodu,
staje przez Hioba dostrzeżona i ujawniona. W ten jest w y j ś c i e z A d a m a jego kobiecej strony, S o ­
snosób roznoczvna sie nroces ewolucii Bora krórv phii lub m ą d r o ś c i , co p o p r z e d z i ł akt ofiary (od­
stoomowo ooczał wyzbywać sie swoich mrocz
danie ż e b r a ) D o p i e r o po spotkaniu z w ę ż e m
nvch cech oraz desnotvcznvch oestów i w rezul" ( k t ó r y s y m b o l i z u j e w i e d z ę l u b p o j a w i a j ą c a s i ę
tacie wzdedne™ ograniczenia roli szatana Tahwe" ś w i a d o m o ś ć ) i poprzez u l e d o ś ć wobec pokusy
36

e

37

S

możslmiwst^

z i e d z e m a i a b ł k a (co s y m b o l i z u j e p e ł n i e i s a m o realizacie) A d a m u ś w i a d a m i a sobie swa l u d z k a

I i e n ™ n S

i n d y w i d u a l n o ś ć i namecie miedzy ś w i a d o m o ś c i ą

karaajTrobf^

i nieświadomością

» G r z e c h « Adama i E w y nie

3 5

E. Fromm Psychoanaliza a...,s. 52-53.

38

Ibid, s. 309.

3 6

C G . Jung Odpowiedź

3 9

C G . Jung, Psychologia a religia, [w]: C G . Jung,

Hioba [w]: C G . ]ung Psychologia

a religia, Książka i Wiedza, Warszawa 1970, s. 364.
3 7

C G . Jung Odpowiedź

Hiobowi, [w]: C G . Jung,

Psychologia a religia, Książka i Wiedza, Warszawa 1970,
s. 143.

Psychologia a religia, Książka i Wiedza, Warszawa 1970.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Ojcobó(j)stwc

61

jest więc czymś godnym potępienia, lecz repre­
zentuje wzrost świadomości, który w rezultacie
oddziela ego od jaźni. Począwszy od tego mo­
mentu Raj (jaźń) staje się (...) iluzorycznym ce­
lem symbolizującym nową pełnię" . Powyższa
interpretacja wydarzeń w Edenie, będąca dzie­
łem kontynuatorów Junga, odbiega wyraźnie od
tradycyjnych, psychoanalitycznych interpretacji
tekstów biblijnych W obu iednak wypadkach
opowieść o początkach rodzaju ludzkiego ujmo­
wana jest w kategoriach metafory procesów za­
chodzących we wnętrzu człowieczej psychiki.
40

KSIĘGA POWTÓRZONEGO PRAWA: analiza

rytuałów
Do wcześniejszego fragmentu Pisma Świę­
tego odnosi się dokonana przez Fromma ana­
liza tradycji szabatu. Fromm dostrzega tu dwie
sprzeczne tendencje: chociaż szabat jest czasem
odpoczynku i jako taki jest wartościowany po­
zytywnie, to temu odpoczynkowi towarzyszy
szereg uciążliwych zakazów których złamanie
grozi sankcjami charakterystycznymi dla naj­
cięższych przestępstw Przepisy obowiązujące
pobożnych Żydów w czasie szabatu są zdaniem
Fromma typowe dla rytuałów załobńo-pokutnych a ich centralnym nakazem jest wymóg
powstrzymania sie od wykonywań a iakieikol
wiek pracy Iest to iednak praca specyficznie
rozumiana orace wykonuie nie ten kto sie
trudzi lub 'tworzy wartości ekonomiczne, lecz
ten którv nrlrlziałilie w hiifliiiacvm Inh niszczą
cvm sensie na nrzirode To z n a c z y ze natura
zo^ta a uznana zaTahu i' każda zmiana choćhv
t T k n ^
n r , ^
41

K n s

a

' ^ h ^

się
samych początków świata, gdytiog nie­
zwyciężony ojciec zaślubiony z Matką Ziemią
— wypoczywa po stworzeniu człowieka, len

wypoczynek nie jest dla Fromma niczym innym
jak równoważnikiem „bycia martwym" i stanowi
nawiązanie do zabójstwa ojca. Tym samym dla
rolniczego ludu, jakim byli Żydzi, uprawa ziemi
utożsamianej z aspektem matczynym, staje się
symbolem kazirodztwa. Pierwotny charakter
szabatu nie jest więc pozytywny (w znaczeniu
dnia poświęconego na odpoczynek), lecz
tywny (ucieleśniając rezygnacje z kazirodczego
ujarzmiania natury) Nie znaczy to jednak ze
aspekt pozytywny zostaje całkowicie wyelimino­
wany przeciwnie odpoczynek po pracy stanowi
przywrócenie harmonii z okresu przebywania
w łonie matki- o ile nierwotnie szabat miał bvć
ookuta za grzech merworodny za oicobóistwo
i skłonności kazirodcze, zaś zakaz pracy miał
hvćz iednei strnnvkara za orzech a z drnoiei za
nobielać nowvm imnulsom do kazirodztwa to
facnrazha^
zostaje eonak spełnione, dzień pokutny, w któ­
rym człowiek musi zrezygnować z pracy, staje
się dniem przyjemności harmonii człowieka
z przyrodą, dniem, który daje akurat spełnienie
tego, co miało byc zabronione .
Drugą, obok wymogu obchodzenia szaba­
tu, cechą dystynktywną Żydów jest, w opinii
Fromma , obrzezanie. Także i ono doczekało
się psychoanalitycznej interpretacji, stając się,
z racji swego przesunięcia w czasie do okresu
dzieciństwa, nośnikiem lęku kastracyjnego: „kie­
dy dziecko jest j u ż większe i dowiaduje się, że
w niemowlęctwie zostało poddane obrzezaniu,
może to wywołać obawę przed nowymi karami
ze strony oic
ten sposób syn na
dostawa s e pod władze ojca zaś samo obrze­
zanie zamiast przynosić durne której doznaje
młody człowiek w wyniku przejścia tego inicja­
cyjnego rytuału w okresie dojrzewania prze
44

40

D . M . Wulff, op.cit., s. 388.

43

41

E. Fromm, Dogmat Chrystusa i inne pisma

44

religioznawcze, Wydawnictwo Tekst, Lublin 1992.
42

Ibid., s. 62.

3 (13) 3DD8

45

Ibid., s. 70.
Ibid.
B. Bettelheim, Rany symboliczne, rytuały

i zazdrość

BARBARZYŃCA

męska,

inicjacji

Czytelnik, Warszawa 1989, s. 297.

�62

Anna Styputa

kształciło się w narzędzie degradacji potencjału
id. W wymiarze społecznym wyznaczenie mo­
mentu obrzezania w tak młodym wieku i ograni­
czenie udziału w tym rycie jedynie do mężczyzn
mogło stanowić „krok na drodze prowadzącej do
ustanowienia paternalistycznego monoteizmu"
(idem), nadając płci męskiej magiczną moc pły­
nącą z przymierza z Bogiem. Próba zrozumienia
istoty obrzędu obrzezania odsyła Bettelheima do
Starego Testamentu, w którym widzi on szereg
dowodów na świeżo zdobyta (lub iedyne postu­
lowana) przez mężczyzn dominacie nad kobieta­
mi: przesłankami świadczącymi o prawdziwości
tei tezv ma bvć chełpliwy ton w v D o w i e d z i l a h w e
zaoewniaiacych omeskiei wyższości iakrówniez
modyfikacja mitu o stworzeniu świata fwbrew
wszelkiej L e e to z mezczvznv stworzona zo
sta,e kobieta, która służyła podkreśleniu wam
snnremacii mężczyzn rzntniar ia w przeszłość
T e d n o r . e ś n i e L h o w a ł y &lt;ie ślady w i e L ń ™ '

waniu zawarcia małżeństwa poddaniem się przez
mężczyznę obrzezaniu, „w języku hebrajskim
etymologiczne znaczenia słowa oznaczającego
obrzezanie i słowa oznaczającego ojca zony są tak
bardzo zbliżone, iz narzuca się mysi, ze niegdyś
jedno słowo oznaczało i jedno, i drugie .
Innym przykładem specyficznych dla juda­
izmu praktyk są przepisy żywieniowe, wywo­
dzące się, zdaniem F. Fromm-Reichmann ,
z totemizmu: totem, razem z innymi zwierzę­
t a m i wyposażonymi w członki symbolizujące
rodzicielski fallus (np. poroże), staje się skład­
nikiem pożywienia, ale jego konsumpcja, uświa­
damiająca zagrożenie związane z tym śmiałym
aktem, obwarowana jest licznymi zasadami. Za­
kaz łącznego przygotowywania oraz spożywania
47

mięsa i mleka sprowadza się do radykalnego
rozdzielenia jedzenia mięsa, uważanego za akt
identyfikacji z totemem, od picia mleka (matki)
symbolizującego z kolei kazirodztwo.
Do koncepcji hordy plemiennej Freuda na­
wiązuje także Reik , analizując przeznaczenie
i genezę noszonych przez Żydów filakterii. Owe
rytualne przedmioty mają być niczym innym jak
pozostałością po zwyczaju noszenia skóry zabi­
tego zwierzęcia celem przejęcia jego mocy: rogi
tefilah to rogi byka, tefilah umieszczany na ramie­
niu jest odpowiednikiem kopyt, a skórzane czę­
ści filakterii to zredukowana do minimum skóra
zwierzęcia. Używanie filakterii staje się więc
identyfikacja z ofiara zbrodni z przeszłości - prze­
kształconym w totem ojcem-bogiem. Nieco innej
interpretacji dokonuie Langer utrzvmuiac że
w kształcie noszonego na głowie tefilah u awnia
sie iego falliczny charakter zaś w połączeniu
z sześciennym schowkiem symbolizującym na¬
rządy kobiece wyobraża stosunek płciowy.
48

49

Tenże Langer upatrywał także seksualnej
symboliki w kształcie zawieszanej przy drzwiach
żydowskich mieszkań mezuzy, nie jest jednak
w swych interpretacjach konsekwentny: mezuza
może zarówno nawiązywać swą formą do fallu¬
sa ojca, jak i wyobrażać żeńskie genitalia (jako
że nie tylko przypomina o ograniczeniach, ale
i umieszczana jest przy otworze wejściowym bę­
dącym w wielu kulturach symbolem kobiecych
narządów płciowych).
50

MIDRASZ: komentarz d o

psychoanalitycznego

pięcioksięgu

Taki brak konsekwencji jest częstym, lecz niejedynym grzechem psychoanalityków. Analizy

46

Ibid., s. 308.

49

47

F. Fromm-Riechmann, Das judische Sspeiseritual, 1927,

Imago 16, s. 435-485, za D . M . Wulff, Psychologia religii,

[w]: Imago 13, s. 235-246, za D . M . Wulff Psychologia
religii, W S i Ę Warszawa 1999.
48

T. Reik, The Prayer Shawl and the Phylacteries of the

Jews, [w]: T. Reik, Dogma and Compulsion, 1951, za D . M .

G. Langer, Die judischen Gebetsriemen, 1930, [w]:

W S i Ę Warszawa 1999.
50

G. Langer, Zur Punktion der judischen Turpfosterolle,

1928, [w]: Imago 14, s. 457-468, za D . M . Wulff
Psychologia religii, W S i Ę Warszawa 1999.

Wulff, Psychologia religii, W S i Ę Warszawa 1999.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Ojcobó(j)stwc

63

podejmowane w ramach tej orientacji teoretycz­
nej charakteryzują się z jednej strony daleko po­
suniętą dowolnością skojarzeń, z drugiej zaś ich
zdolności interpretacyjne są znacząco zawężone
w wyniku koncentracji psychoanalizy na seksu­
alnym wymiarze ludzkiego życia czy też - jak
to było w przypadku Junga - na wyszukiwaniu
archetypicznych symboli.
Cechująca myśl psychoanalityczną swoboda
toku rozumowania i wysoki poziom abstrakcji
uniemożliwiają de facto naukową weryfikację
tworzonych w tym nurcie prac, co jest głównym
zarzutem wysuwanym z pozycji naukowych
przeciwko psychoanalizie jako takiej. Z kolei
rezultatem ześrodkowania uwagi na kilku wy­
branych motywach jest - w przypadku badań
nad judaizmem - nie tylko ograniczenie pola
zainteresowania do pierwszych ksiae Stare™
Testamentu z silnym zaakcentowaniem opo­
wieści o początkach świata i nieposłuszeństwie
pierwszych rodziców ale także stronniczość ana­
lizy nastawionei a Priori na wyłuskanie znaczeń
dowodzących prawdziwości wcześniei nrzyie
tych założeń W wyniku takie™ nostenowama
wywody psychoanalityków oceraia sie często
kroć o Loteske właściwa nracom von D ä n i k e
na i znnełnie lekceważąc nrawde
hixnrvcnä

_

ryhkowania konkluzji, te hipotezypsychoanali­
tyków, które odnoszą się do konkretnych zjawisk
czy wydarzeń z przeszłości, bywały często pod­
ważane przez specjalistów zajmujących się daną
dziedziną wiedzy, lak stało się np. z dokonaną
przez H-euda rekonstrukcją powstania judaizmu
teza, jakoby ta tradycja religijna wywodziła się
w prostej hriii od kultu boga Atona, spotkała się
z ostrą krytyką historyków Podobnie przypisanie
Mojżeszowi narodowości egipskiej jest czystą

51

D . M . Wulff, op.cit.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

spekulacją niemającą najmniejszych podstaw
w wiedzy historycznej . Jednak w pracach psy­
choanalityków więcej niż konkretnych odniesień
jest rozważań o charakterze abstrakcyjnym, któ­
re przyjmuje się na zasadzie wiary, a nie na mocy
dowodów naukowych.
Niewątpliwie wkład psychoanalizy w roz­
wój zarówno psychologii, jak i samej cywilizacji
europejskiej jest niebagatelny. Jeśli więc Freud
stawiał się w jednym rzędzie z Kopernikiem
i Darwinem, twierdząc, że jego tezy w takim sa­
mym stopniu wpłyną na dzieje świata co prace
tych dwóch uczonych, to nie sposób odmówić
mu odrobiny satysfakcji. Przez długi czas psy¬
choanaliza była w psychologii główną orientacją
teoretyczna Zdyskredytowana późniei przez na­
ukowców o pozytywistycznym nastawieniu dziś
wraca do nauki w nowej formie, znajdując uza¬
sadnienie niektórych ze swvch tez (zwłaszcza
dotyczących funkcionowania nieświadomości)
w badaniach neurologicznych.
51

Jest więc swoistym paradoksem, że psycho­
analiza, osiągając tak potężny wpływ na dzieje
zachodniej kultury i nauki, nie przysłużyła się
tradycji, z której wyrosła. Nie dość, że określono
ją mianem „żydowskiego wynalazku", kolejnego
chwytu tego podstępnego narodu dążącego do
przejęcia władzy nad światem, to jeszcze sama
odwróciła się od judaizmu i podążając tokiem
głoszonych przez siebie tez, dokonała rękoma
swych żydowskich twórców symboliczne™ zabóistwa własne™ oica me tylko ostro krytykuiac
oicowska relieie i tradycie ale tez przypisu ac
iei meiednokrotnie dyskredytuiace właściwo ci
W ten soosób osychoanaliza oowołana do życia
iako odnowiedź na antysemityzm sama stała sie
ednym z ie™ narzedz, tworząc koleiny z wielu
paradoksów obecnych'w dzieiach narodu z y
dowsk
Y

1

r

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6143" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6123">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/81083a5306b4ebacfc75acca6bd067ee.pdf</src>
        <authentication>c349987a2e8c379df99ad501be5b8761</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73255">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1038</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73256">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73257">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:954</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73258">
                <text>Obrzęd budowy domu w Indiach starożytnych w świetle nakazów religijnych (ksiąg rytuału domowego) / ETNOGRAFIA POLSKA 1981 t.25 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73259">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1981 t.25 z.1, s.121-142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73260">
                <text>Suliga, Jan W.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73261">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73262">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73263">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="73264">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73265">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V z. 1
P L I S S N 0071-1861

JAN WITOLD

SULIGA

OBRZĘD BUDOWY
w

DOMU

ŚWIETLE
(KSIĄG

W INDIACH

NAKAZÓW
RYTUAŁU

STAROŻYTNYCH

RELIGIJNYCH

DOMOWEGO)

W większości kultur tradycyjnych fakt osiedlania się poprzedzany
był szeregiem rytuałów. Rytuały te towarzyszyły następnie czynnościom
budowlanym, po których zakończeniu następowała zwykle uroczystość
pierwszego wkroczenia do nowego domu.
Czynności związane z budową nowego domu podzielić można na trzy
grupy: 1) techniczne czynności konstrukcyjne; 2) czynności konstruk­
cyjne oraz towarzyszące i m rytuały; 3) czynności rytualne nie związa­
ne bezpośrednio z budową, a stanowiące niejako jej wynik.
Pierwsza grupa czynności kształtowała przestrzeń ekonomicznie.
Pracom t y m nie towarzyszyły rytuały. Druga grupa czynności zabudo­
wywała przestrzeń zarówno ekonomicznie, jak i symbolicznie. Rytuał to­
warzyszył pracom konstrukcyjnym lub następował po ich zakończeniu.
Ostatnia grupa czynności kształtowała przestrzeń symbolicznie, a wszel­
kie związane z nią działania miały charakter sakralny.
Przedmiot niniejszego a r t y k u ł u stanowi obrzęd budowy domu (rozu­
miany jako dwie ostatnie grupy czynności), którego rekonstrukcja zosta­
ła oparta na przekazach źródłowych — księgach r y t u a ł u domowego. Ce­
lem artykułu jest wyjaśnienie ogólnych funkcji obrzędu, a poprzez zna­
czenia symboliczne poszczególnych jego elementów — wyjaśnienie funk­
cji i symboliki przestrzeni sakralnej, w której dom jest budowany.

1. ZAŁOŻENIA

METODOLOGICZNE

Jak już wspomniałem, analiza obrzędu budowy domu oparta będzie
na księgach rytuału domowego (gfhya sutra), przeznaczonych dla gryhasthy (gfhastha) — czyli gospodarza, wykonującego większość czynnoś­
ci rytualnych podczas aktu kreacyjnego. Księgi te powstały w przedzia­
le między V a I V wiekiem p.n.e., a V I wiekiem n.e.
Księgi rytuału domowego należy traktować jako sformalizowany na-

�122

J A N W. S U L I G A

kaz religijny, podręcznik dla wykonującego rytuały, strukturalny opis
obrzędu, który wyczerpuje wszelkie (dozwolone lub poprawne w myśl
autorów tekstu) możliwości. Każdy akt religijny opisany został w k i l k u
wersjach, z których każda przeznaczona jest dla innej warstwy społecz­
nej (varna), sekty itp. Można więc traktować księgi rytuału domowego
z jednej strony jako wzorzec modelujący rytuał; z drugiej zaś jako wzo­
rzec modelowy działający w sferze etyki okresu, w którym one po­
wstały.
Ogólnie rzecz biorąc, funkcje gryhja sutr zbliżone są do niektórych
funkcji mitów. M i t i poeta, a więc ten, który sformalizował to, co do­
tychczas egzystowało w pamięci grupy, są nosicielami tradycji — będąc
jednocześnie depozytem i depozytariuszem.
Kodyfikacja tradycji wymaga od poety użycia formuł, które zapew­
niają oszczędność w organizacji treści. Tekst jest jednak zrozumiały dla
członków grupy, gdyż każda lapidarna formuła pełni rolę bodźca wydo­
bywającego treści zawarte w pamięci słuchaczy lub uczestników
obrzędu.
Podobnie jak księgi rytuału domowego, mit uwzględnia wszelkie
(dozwolone) możliwości. O ile jednak mit może stać się poetyckim zapi­
sem (przy czym zapis ten rządzi się specyficznymi prawami fabularny­
mi), sutry są suchym, sformalizowanym opisem obrzędu, odwołującego
się do zdarzeń mitycznych w sposób pośredni, tzn. poprzez teksty reli­
gijne i symbolikę czynności.
W tej sytuacji można więc traktować mit i sutry jako nakazy reli­
gijne, różne pod względem formalnym, zbliżone, jeśli chodzi o treści,
których są nosicielami. Wzajemny związek mitu i ksiąg rytuału domo­
wego jest wyraźnie widoczny przy rozpatrywaniu mitologii i obrzędo­
wości indyjskiej, gdzie hymny Rygwedy (Rgveda), Samawedy (Samaveda), Jadżurwedy (Yájurveda)
i Atharwawedy (Atharvaveda) są wiedzą
S ł o w a (śruti) — gryhja sutry zaś są wiedzą c z y n n o ś c i r y t u a l ­
n y c h , opracowanych na podstawie śruti.
Z tych założeń wynikają następujące wnioski: Obrzęd jest konstruk­
cją samosterowną — to znaczy taką, w której wszystkie elementy współ­
działają ze sobą zarówno funkcjonalnie, jak i symbolicznie. Tworząc mit
i będąc jego wynikiem, obrzęd staje się s t r u k t u r ą zamkniętą. Definicja
taka jest zasadna jedynie w takim wypadku, gdy dany obrzęd nie może
się przekształcić. Stać się tak może wówczas, gdy mamy do czynienia
z uprzednią kodyfikacją obrzędu, strukturalnym opisem, który ma for­
mę nakazu religijnego. Obrzęd jest wówczas odwzorowaniem opisu
i przez pewien, historycznie określony ciąg czasu zachowuje stabilność,
nie dopuszczając nowych treści.
Z powyższych przesłanek wynika następujące założenie: Interesują­
cy nas obrzęd składa się z takich elementów, których znaczenia symbo­
liczne, a przede wszystkim funkcje, winny być wyjaśniane w ramach

�123

OBHZĘD BUDOWY DOMU W INDIACH

struktury. Istnieje również taka grupa czynności, które nazywam e l e ­
m e n t a m i n i e j a s n y m i . Oznacza to, że w strukturze opisu i ko­
mentarzach zapisanych w sutrach brak wystarczającej liczby danych,
które mogłyby wyjaśnić badaczowi znaczenie opisywanych rytuałów. Do
wyjaśniania tych elementów potrzebna jest znajomość kontekstu k u l t u ­
rowego, a co za t y m idzie, odrębna metoda badań.

2. M E T O D Y B A D A N

Dla wyjaśnienia funkcji i znaczeń symbolicznych obrzędu budowy
domu stosować będę metodę funkcjonalno-strukturalną, rozumiejąc przez
s t r u k t u r ę „takie współistnienie zjawisk, w którym każdy człon zdoby­
wa swoją całościowość tylko przez inne i wraz z innymi" . Tak więc
przez strukturę obrzędu będę rozumiał szereg rytuałów i ofiar, które są
powiązane wspólnym sensem i celem. Celowi temu są podporządkowane
cele cząstkowe poszczególnych elementów. Jednocześnie może istnieć
w obrzędzie taki zespół czynności rytualnych i ofiarnych, który ze
względu na swoją złożoność, jak również poprzez wyodrębnienie go z ca­
łości działań przez uczestników obrzędu, nabiera szczególnego znaczenia.
Należy go wówczas traktować jako pewien, autonomiczny w stesunku do
całości element. Dlatego też będę używał słowa obrzęd w dwóch zna­
czeniach —• węższym i szerszym.
W znaczeniu szerszym rozumiem obrzęd jako całość czynności sakral­
nych poświęconych danemu celowi. W znaczeniu węższym — wspom­
niany wyżej, autonomiczny do całości, zespół czynności rytualnych
i ofiarnych.
Dla wyjaśnienia elementów niejasnych obrzędu stosować będę meto­
d ę porównawczą, wychodząc poza ramy czasowe narzucone przez dato­
wanie gryhja sutr. Postępowanie takie jest zasadne wówczas, gdy przyj­
mie się, że zarówno funkcje, jak i znaczenia obrzędów o podobnym lub
zbliżonym przeznaczeniu są identyczne, niezależne od okresu, w którym
obrzędy są wykonywane. Podobieństwo to wynika przede wszystkim
z ciągłości kultury Indii. Mimo nakładania się licznych tradycji kultura
wsi indyjskiej zachowała do dziś pewną stabilność. Rytuał wedyjski,
chociaż w zmienionej formie, jest żywy dotąd wśród niektórych wyż­
szych kast , a proces sanskrytyzacji powoduje jego trwałość.
1

2

1

3

P. B o g a t y r i e w , Semiotyka'kultury
ludowej, Warszawa 1975, s. 15.
Por. K . S. M a t h u r , Caste and Ritual on an Malawa Village, Bombay 1964,
s. 184.
Zmiana statusu kasty (warny) w drabinie hierarchii społecznej może się od­
b y w a ć poprzez szczegółowe i dokładne przestrzeganie przepisów rytualnych (głów­
nie dotyczących pożywienia) charakterystycznych dla kasty wyższej. Oznacza to
zwykle, że dana kasta przejęła rytuał genetycznie nawiązujący do przepisów obrzę­
dowych z okresu starożytności, a nawet czasów wedyjskich. Proces taki nazywamy
2

s

�124

J A N W. S U L I G A

Dlatego też przy wyjaśnianiu elementów niejasnych ograniczę się je­
dynie do obszaru Indii, a głównie Indii północnych i środkowych, gdzie
powstała większość wykorzystanych w artykule źródeł.

3. ŹRÓDŁA W Y K O R Z Y S T A N E W A R T Y K U L E

Literatura religijna Indii dzieli się na dwie grupy — literaturę w e dyjską (ok. X V - X V I w. p.n.e.) oraz sanskryeką (VI w. p.n.e.-XV w . n.e.).
Obok tego podziału istnieje jeszcze inny, dostosowany do charakteru po­
szczególnych rodzajów wymienionej literatury, Wedy, aranjaki, brahmany
i upaniszady należą do pism objawionych (śruti). Pisma późniejsze
(z okresu sanskryckiego) należą do działu smryti (smrti) i obejmują to,
co zostało opracowane przez wieszczów na podstawie pism objawionych.
Literatura tego okresu to ithasy, purany, śastry i sutry.
Sutry, jako komentarz do pism śruti, zajmowały się kilkoma działa­
mi nauki — fonetyką, gramatyką, etymologią, metryką, astronomią i r y ­
tuałem. O jego prawidłach mówiły kalpa-sutry.
W skład
kalpa-sutr
wchodzą między innymi gryhja sutry, czyli księgi r y t u a ł u domowego.
Gryhja sutry powstały między V w. p.n.e. a I I w. n.e. Jedynie Waikhanasa Smarta Sutra jest znacznie późniejsza.
Obrzędem budowy domu zajmują się następujące gryhja sutry: Gobhila Gryhja Sutra (Gobhila Gfhya Sutra) i Khadira Gryhja Sutra (Kha~
dirá Gfhya Sütra) komentujące Samawedę, Apastamba Gryhja
Sutra
(Apastamba Grhya Sutra) i Hirańjakeśin
Gryhja Sutra
(Hiranyakeśin
Gfhya Sutra) należące do redakcji Taittiriji Czarnej J a d ż u r w e d y (Tctittiriya Sarhhita), Paraskara Gryhja Sutra (Páraskara Gfhya Sütra) należą­
ca do Białej J a d ż u r w e d y oraz Sankhjajana Gryhja Sutra
(Sánkhyayána
Grhya Sütra) i Aśwalajana Gryhja Sutra (Asvalayana Grhya Sütra) przy­
pisane Rygwedzie. Sutry te powstały w południowo-wschodnich Indiach,
na terenie Gudżeratu i w centralnych Indiach . Tak więc w okresie ich
redakcji zasadniczo całe Indie były już znane.
Tekst sutr podzielony jest na szereg akapitów, z których każdy zaj­
muje się innym elementem obrzędu. Teksty recytowanych podczas obrzę­
du formuł zaczerpnięte są zazwyczaj z Wed lub pism związanych z redak­
cją danej sutry.
4

sanskrytyzacją. Por. J . S z a t k o w s k a , Zmiany społeczeństwa
kastowego w In­
diach współczesnych,
Warszawa 1977.
* Aśwalajana
G. S. powstała w południowo-wschodnich Indiach, na terenie
między rzeką Kryszną a Godawari; Síankhjajana
G. S. — w Zachodnich Indiach
(Gudżerat); Apastamba G. S. — na terenie obecnego stanu Andhra Pradesz; Hi­
rańjakeśin
G. S. — w dolinie Gangesu; Paraskara G. S. — w Bengálu; a Khadira
G. S. i Gobhila G. S. zredagowane zostały w Indiach centralnych. Por. L . R e n o u,
Vedic India, Delhi 1971.

�125

OBRZĘD BUDOWY DOMU W INDIACH

Specyficznym źródłem jest Waikhanasa Smarta Sutra
(Vaikhánasa
Smárta Sütra). Powstała ona w V I w. n.e. na Wybrzeżu Koromandelskim. Początkowo był to rodzaj podręcznika dla ascetów i pustelników.
Później rozszerzona została o przepisy dla gospodarza. Sutra ta omawia
jeden z elementów obrzędu budowy domu — obrzęd wastuśamany (vdstuśamana) — czyli pierwszego wejścia do domu po jego wybudowaniu.
Zawiera jednak zastrzeżenie, że rytuały te należy wykonywać w ten
sposób wówczas, gdy w rodzinie gospodarza ktoś u m a r ł lub się narodził.
Zalecenia dotyczące obrzędu budowy domu znajdujemy również w Sa~
mawidhanie Brahmanie (Sámavidhana
Brahmand). Należy ona do tzw.
upabrahman
(tekstów brahmanicznych zredagowanych mniej więcej
w t y m samym czasie co sutry).

4. DOM I J E G O K O N S T R U K C J A

Analiza hymnów Atharwawedy,
jak również wzmianek w księgach
r y t u a ł u domowego wykazuje, że teksty te mówią o dwóch zasadniczych
typach domostw. Nie oznacza to rzecz prosta, że nieznane wówczas były
innego rodzaju konstrukcje mieszkalne. Na podstawie danych archeolo­
gicznych, jak również płaskorzeźb z okresu starożytności można wnio­
skować, że bogactwo architektury wiejskiej było znaczne. Typ konstruk­
cji budynku zależał przede wszystkim od zamożności gospodarza, położe­
nia geograficznego i warunków naturalnych.
Sutry mówią o dwóch rodzajach domostw. Pierwszy budowany był
na planie koła lub też owalu, z centralnym słupem po środku. Drugi —
na planie kwadratu lub prostokąta, którego dach wspierał się na ślemie­
niu leżącym na dwóch lub trzech sochach. Poszczególne części domu łą­
czone były za pomocą rzemieni. Do budowy ścian używano cienkich p r ę ­
tów bambusowych, trzciny, kamieni i gliny, a także cegły surówki. Dach
k r y t y był strzechą. Jego kształt zależał od konstrukcji domu. Chaty
budowane na planie koła miały dachy w kształcie stożka. Domy wznoszo­
ne na planie kwadratu miały dachy czterospadowe lub dwuspadowe. Po­
pularnym typem dachu był również tzw. „dach hangarowy" .
Drzwi osadzane były w ścianie szerokofrontowej. Framuga składała
się z dwóch słupów wbitych pionowo w ziemię. Jako próg kładziono płas­
k i kamień. Skrzydła drzwi przymocowywano za pomocą rzemieni, podob­
nie jak w domu homeryckim. Okno kratowano wąskimi deszczułkami .
Budowę chaty rozpoczynano od zwózki drewna. Wynajęci rzemieślnis

6

5

Dach „hangarowy" zwany jest inaczej „dachem bengalskim". Jest to dach
konstruowany z prętów bambusowych o kształcie półkolistym, łukowatej linii
szczytu i ł u k o w a t y c h krawędziach okapów.
* Widać to wyraźnie na płaskorzeźbach z Sańczi.

�126

J A N W. S U L I G A

су segregowali materiał budowlany, numerując bale zależnie od kolej­
ności ich użycia. Następnie wytyczano teren budowy i po wstępnych r y ­
tuałach rozpoczynano budowę poprzez wkopanie słupów w ziemię i usta­
wienie szkieletu przyszłego domostwa . Dalej konstruowano ściany,
dach, a na końcu wybijano dziury na drzwi i okna. Ostatnią czynnością
było położenie progu .
7

8

5. S Y S T E M A T Y K A

OBRZĘDU

Relacje na temat przebiegu i sposobów wykonywania rytuałów różnią
się między sobą. Różnice te polegają na odmienności chronologii poszcze­
gólnych składowych części obrzędu i na odmienności koncepcji wykony­
wania czynności rytualnych. Opierając się na analizie źródeł, można jed­
nak wyszczególnić następujące grupy zagadnieniowe:
1) Techniki poszukiwania odpowiedniego terenu i zalecenia związane
z budową domu:
a) Kryteria wyboru gruntu
— wybór ze względu na wygląd terenu i jakość gleby,
— wybór ze względu na kierunek spadku wody,
— wybór ze względu na szatę roślinną pokrywającą dany teren,
— status społeczny gospodarza jako kryterium wyboru gruntu,
— zakazy dotyczące otoczenia roślinnego,
— sposoby sprawdzania wartości gleby.
b) Zalecenia związane z budową domu:
— zalecenia związane z usytuowaniem pomieszczeń,
— status społeczny gospodarza jako kryterium umieszczania drzwi
w stosunku do stron świata,
— inne zakazy związane z kierunkiem sytuowania drzwi.
2) Wyznaczenie czasu rozpoczęcia budowy domu.
3) Obrzęd budowy domu:
a) Rytuały wstępne poprzedzające prace budowlane.
b) Rytuały towarzyszące pracom konstrukcyjnym
— stawianie słupów narożnych,
— wykopanie dołów pod słupy narożne,
— stawianie słupa środkowego ,
— nakładanie ślemienia na sochy i poświęcanie dachu.
c) Obrzęd poświęcenia domu — wastuśamana.
9

1

Alinadżataka,
I, 1-3.
Siankhjajana G. S., I I I , 3, 10.
* Czynność tę wykonywano jedynie przy budowie
owalu.
8

domu na planie koła

lub

�127

OBRZĘD BUDOWY DOMU W INDIACH

6. A N A L I Z A OBRZĘDU B U D O W Y D O M U

Przyjęte na początku założenie o samosterowności i swoistości obrzę­
du nie uwzględnia jego społecznego, a co za t y m idzie, ogólnoreligijnego
charakteru. Rekwizyty, czynności i formuły magiczne używane w trak­
cie trwania obrzędu są charakterystyczne dla wszystkich lub większości
zachowań rytualnych badanej społeczności, z drugiej zaś strony, przez
swą ideologię są swoiste dla danego obrzędu.
Rozpatrywany na płaszczyźnie psychologicznej obrzęd umożliwia od­
bycie przeżycia religijnego, rozumianego często jako bezpośredni kon­
takt z bóstwem. Odbywa się to na drodze emocjonalnej interpretacji
przeżywanego aktu, nawet wówczas, gdy akt ten jest formalnie prosty.
Podobnie jak teatr, obrzęd tworzy przestrzeń — scenę; jest więc ta­
kim rodzajem działania, które wytwarza różne postacie rzeczywistości
rozumiane jako antynomia sacrum—profanum. Będąc systemem semiotycznym, obrzęd może być również traktowany jako proces modelowania
świata, opis kolejnych momentów stwarzania, .zachowujący wewnętrzną
hierarchię ważności.
a) F u n k c j e
wiedniego

technik poszukiwania i wyboru
odpo­
terenu i zaleceń związanych z budową
domu

Budowa domu obwarowana była licznymi zakazami i nakazami, do
których budowniczy musiał się stosować. Nakazy te spełniały cztery
podstawowe funkcje — zabezpieczającą, ekonomiczną, magiczną i spo­
łeczną .
Nakazy zabezpieczające przed naturalnymi niebezpieczeństwami ogra­
niczają się do k i l k u zaleceń. Teren wybierany przez gospodarzy winien
być takiego kształtu, by powódź nie mogła zniszczyć budynku
Chatę
należy więc budować na terenie w kształcie „cegły" lub na wzgórzu.
Dotąd wiele domów w Indiach wznoszonych jest na sztucznie usypanych
wzgórzach. Ochronie przed powodzią służą również konstrukcje palowe.
10

1 2

Nakazy związane z ekonomią dotyczą głównie rolnictwa i hodowli.
Sutry są zgodne, że teren winien być odpowiednio nawodniony, równy
i nie otoczony przez pustynię lub bagna, o dobrej jakości gleby . Jakość
gleby sprawdzano dwoma sposobami — przez wykopanie dołu i zasypa­
1S

lo Przez, funkcję

zabezpieczenia

rozumiem kierowanie

się takimi kryteriami,

których stosowanie zabezpieczało dom np. przed powodzią. Przez funkcję

ekono­

miczną rozumiem zespół nakazów i zakazów, których celem było badanie w ł a ś c i ­
wości

użytkowych

gleby.

Zakazy

magiczne

chronią

dom

przez

złymi

mocami.

Funkcję społeczną spełniają te nakazy, które uzależniają wybór miejsca od statusu
społecznego gospodarza.
Gobhila G. S., I V , 7, 12; Khadira
Tamże.
Aśwalajana
G. S., I I , 7, 1-2.
11

1 2

13

G. S., I V , 2, 12-13. '

�128

J A N W. S U L I G A

nie go ziemią zeń wydobytą oraz przez pozostawienie wody w dole przez
całą noc. Metoda pierwsza służyła sprawdzaniu sposobności gleby, dru­
ga — jej nawodnienia .
Gatunki roślin rosnących na danym terenie określały jego użytecz­
ność pod wzglądem hodowli. Dlatego też sutry nakazują usunięcie nie­
których rodzajów traw, a waiśja (vaisya) — rolnik lub pasterz, winien
wybrać taki teren, który pokryty jest „delikatną t r a w ą " .
Nakazy dotyczące magii płodności związane są przede wszystkim
z wodą. W pobliżu przyszłego miejsca zamieszkania winno być źródło lub
sadzawka, przy czym pożądane jest, by woda spływała w kierunku pół­
nocnym, północno-zachodnim lub wschodnim. Północ jest bowiem stroną
świata, która przynosi dostatek, płodność i bogactwo.
Zakazy i nakazy związane z magiczną ochroną przed złymi mocami
dotyczą przede wszystkim roślin i rozmieszczania drzwi i pomieszczeń
przyszłego domostwa. Aby uchronić chatę przed złem, należy więc usu­
nąć niektóre gatunki roślin uchodzących za złowróżbne — głównie z po­
wodu ich magicznego zastosowania (praktyki czarnoksięskie, medycyna,
budowa stosu pogrzebowego). Jednocześnie sutry zalecają wybór takiego
terenu, na którym rosną trawy kusa i virana — rośliny używane w r y ­
tuałach i ofiarach, a więc dobrowróżbne.
Podobny charakter mają nakazy dotyczące rozmieszczenia pomiesz­
czeń. Według Gobhili G.S. strona południowa „spełnia wszystkie życze­
nia" . Dlatego nie należy budować głównej izby z tej strony. Jeżeli po­
łudnie przynosi wszystko to, czego człowiek zapragnie, to naturalne jest,
że mieszkający tam ludzie będą uprawiać hazard . Ponieważ miejsce,
gdzie woda spływa „ze wszystkich stron", uważane jest za dobro­
wróżbne — tam należy umieszczać główny pokój, co uchroni mieszkań­
ców przed zgubnymi skutkami gier hazardowych.
Niejasny natomiast jest zakaz budowania drzwi wejściowych i w y j ­
ściowych naprzeciw siebie. Podobny zakaz dotyczy również umieszczania
okien. Według M . Mullera zakaz ten związany jest z ochroną domu przed
urokiem. Gospodarz nie powinien być widziany w chwili, gdy spożywa
obiad lub wykonuje codzienne rytuały .
Sutry nie wyjaśniają również zakazu budowania drzwi w stronę za­
chodu. Wspominając o t y m zakazie J. Auboyer stwierdza jedynie, że
„strona ta należała do zmarłych" . Według mitologii zmarli udawali się
na księżyc (w stronę północy), gdzie oczekiwali na odrodzenie się. Droga
11

15

16

11

18

19

1 4

Tamże.
Gobhila G. S., I V , 7, 9-11.
Tamże.
Aśwalajana
G. S., I I , 7, 11.
M. M u l l e r , H. O 1 d e n b e r g, The Sacred Book of the East, Grihya —
Sutras, t. X X X , cz. I / I I , Patna 1967, s. 121.
J . A u b o y e r , Zycie codzienne w dawnych Indiach, Warszawa 1969, s. 120.
16

1 6

18

M

�OBRZĘD B U D O W Y DOMU W

INDIACH

129

ta nosiła nazwę „ścieżki cieni" — pitryjana (pitryana). Ci zaś, którzy
uwolnili się od więzów niewiedzy, wkraczali na „drogę bogów" —- dewajana (devayana), i udawali się na południe do królestwa boga Jamy
(Yama). Jama był również bogiem-strażnikiem strony południowej.
W kierunku południa składano także ofiary dla zmarłych.
Niewiele natomiast wiemy o wcześniejszych koncepcjach dotyczących
Świata Zmarłych (Pitrloka). W jednym z h y m n ó w Atharwawedy zmar­
łych porywają ze stosów pogrzebowych Maruty. Maruty były towarzy­
szami boga Waruny, będącego, również strażnikiem strony zachodniej.
"Według jednego z h y m n ó w Rygwedy zmarły spotykał na swej drodze
Warunę i J a m ę . O ile jednak Jama był jedynie królem Pitryloka, Waruna był najwyższym sędzią, władcą i strażnikiem kosmicznego prawa
ryta (rta). Był również tym, który dostrzega wszystkie uczynki ludzkie.
Zmarłym poświęcano również obrzędy, w których ruch okrężny odby­
w a ł się w kierunku niezgodnym z pozorną wędrówką słońca.
Zakaz umieszczania drzwi w kierunku jednej ze stron świata funkcjo­
nuje do dziś w wielu regionach Indii. W pracy na temat kast indyjskich
D. N . Majumdar pisze, że „drzwi nigdy nie są kierowane na południe,
gdyż w opinii mieszkańców tylko stopy zmarłego wskazują tę stronę
ś w i a t a " . Na mapie załączonej do pracy Majumdara na 111 domów ba­
danej wsi, jedynie 10 miało skierowane drzwi na południe.
Zakaz budowania drzwi w stronę zachodu spotykamy tylko w naj­
starszej — Gobhili G. S. Można wnioskować,, że sutra ta nawiązuje do
starszych koncepcji religijnych, które sytuowały Świat Zmarłych na za­
chodzie. Z czasem świat ten „przesunięty" został na południe i północ.
Być może, obie te koncepcje występowały równocześnie, co potwierdzał­
by fakt bliskiego związku Jamy i Waruny. W toku dalszej ewolucji za­
nikła wiara w północną siedzibę zmarłych. Przyczyna niebudowania drzwi
na zachód jest więc analogiczna do współcześnie funkcjonujących za­
kazów.
Zarówno wybór terenu, jak i sytuowanie drzwi wobec stron świata
uzależnione były od statusu społecznego (kasty) przyszłego właściciela
domu. Według Gobhili G. S. bramin (brahmana) winien mieszkać w cha­
cie wybudowanej na terenie, którego gleba jest biała. Ponieważ bramin,
jako ten, który wykonuje rytuały, jest tym, k t ó r y „pragnie świętego
b l a s k u " — powinien wybrać teren pokryty t r a w ą darbha i kusa.
Kszatrija — rycerz — (ksatriya) — wybiera teren o czerwonej glebie po­
rośnięty wieloma gatunkami traw, które zapewniają moc (ksatra). Waiśja — hodowca i rolnik — winien z kolei zamieszkać na terenie o żółtej
2 0

21

22

го Rygweda, X , 14, 7.
D. N. M a j u m d a r , Caste and Comunication
1958, s. 317.
22 Gobhila G. S., I V , 7, 9.
2 1

9 — Etnogiatia Polska X X V / 1

in an Indian Village, Bombay

�130

J A N W. S U L I G A

lub czarnej glebie, porośniętej delikatną trawą. Sens tego nakazu jest
jasny.
Podany przez Gobhilę G. S. podział form terenu, jak również zalece­
nia związane z sytuowaniem drzwi odnoszą się także do statusu społecz­
nego gospodarza. Bramin winien postawić dom na ,terenie w kształcie
„cegły" (a więc ołtarza ofiarnego vedi) i wybudować drzwi na wschód.
Zapewni mu to świętość. Rycerz buduje dom na wzgórzu (a więc miejscu
obronnym) i umieszcza drzwi w stronę południa. Waiśja powinen za­
mieszkać na terenie płaskim, naturalnym, najlepszym do uprawy zbóż
i hodowli. Kierunek północny zapewni mu dostatek i powodzenie w pra­
cach gospodarczych.
b) C z a s r o z p o c z ę c i a

budowy

domu

Każde ważniejsze przedsięwzięcie wymaga w Indiach porady zawodo­
wego astrologa. R. E. Enthoven w pracy na temat folkloru wiejskiego
w okolicach Bombaju opisuje dość dokładnie system wiary w szczęśliwe
i nieszczęśliwe dni i godziny. Zasadniczo wszystkie dni, prócz parzystych,
w okresie pełni księżyca są uważane za dobrowróżbne . Podobnie jest
w grupie Nimar Balahi w centralnych Indiach, gdzie saait, czyli szczęśli­
w y dzień, wyznaczany jest przez wioskowego kapłana . Sutry niewiele
miejsca poświęcają kwestii czasu rozpoczęcia obrzędu. Paraskara G. S.
nakazuje rozpoczynać w dzień uważany za pomyślny , sutra zaś Hirańjakeśin wyznacza ten termin na czas „północnego kursu słońca, w czasie
rosnącego księżyca, pod konstelacjami Ronini i trzema gwiazdami Uttarą" . Rysuje się więc wyraźny związek między momentem rozpoczęcia
obrzędu (momentem dobrowróżbnym) a księżycem. Związki te rozpatrzę
w dalszej części pracy.
23

24

2S

2 e

c) O b r z ę d

budowy

domu

1. Funkcje rytuałów
wstępnych
Pod względem formalnym czynności te można podzielić na trzy grupy:
— czynności przygotowujące teren do prac budowlanych. Jest to w y ­
mierzanie terenu za pomocą sznura, wykreślanie przyszłych kształtów
domu, umiejscowienie izb, wyrównanie i zamiecenie powierzchni gruntu;
— okrążanie terenu budowy zgodnie z pozorną wędrówką słońca (w trak­
cie okrążania gospodarz wylewa wodę z dzbana, skrapia teren budowy,
zarysowuje gałęzią lub łyżką ofiarną juhu granice obszaru recytując przy
t y m odpowiednie formuły;
! S

R. E . E n t h o v e n , The Folklore of Bombay, Oxford 1924, s. 253-258.
S. F u c h s , The Children of Hari. A Study of the Nimar Balahis in the
Central Provinces of India, Vienna 1950, s. 323.
Paraskara G . S., I l l , 4, 2.
Hirańjakeśin
С. S., I , 8, 27, 1. Chodzi o gwiazdy gwiazdozbioru Byka. Rohinl
jest w mitologii indyjskiej córką Dakszy, kochanki boga Czandry — Księżyca.
2 4

! 5

26

�OBRZĘD BUDOWY DOMU W INDIACH

131

— składanie ofiar w centrum dla ducha zamieszkującego teren, Bogini
Ziemi, przodków lub bogów. Formę ofiary ma również rozpalenie ognia,
któremu towarzyszą recytacje hymnów skierowanych do Waruny i boga
ognia — A g n i . Według sutry Apastamby, gospodarz winien jedynie do­
tknąć ziemi, co ma przygotować grunt (i duchy zamieszkujące teren) do
budowy domu.
Celem przygotowania terenu pod budowę było zapewnienie (poprzez
działania magiczne) dostatku i żyzności — zaoranie i skropienie ziemi.
W Wedach woda traktowana była jako czynnik powodujący oczyszcze­
nie . Podobną nieco funkcję spełniało zamiecenie obszaru w stronę po­
łudnia . Prawdopodobnie chodziło o usunięcie złych duchów zwanych
pręta 3°.
G e n e r a l n ą funkcją rytuałów okrążania i obry sowy wania było symbo­
liczne wytyczanie granicy. Granica ta mogła służyć ochronie przed zły­
m i mocami d r z e w , demonów lub bogów. Obrysowując teren łyżką
ofiarną juhü, utożsamiając ją z orężem, ofiarnik symbolicznie zabijał w ę ­
ża — demona zamieszkującego niższe regiony świata. Z kolei magii
płodności służy skrapianie wodą terenu, zaoranie go i wytyczenie grani­
cy. Mocą hymnu wygłaszanego podczas tej czynności gospodarz zmusza
bogów do pomocy i darzenia, sprowadzając ich na miejsce ofiary.
Czynności wykonywane w centrum terenu skierowane są głównie do
bogów chtonicznych, które zamieszkiwały dany obszar przed przybyciem
nań osadników. F o r m u ł y wygłaszane podczas ofiary podkreślają również
fakt wcześniejszego pobytu duchów przodków (pitar) gospodarza. Brami­
ni — utożsamiani w trakcie rytuału z duchami przodków — przyjmują
ofiarę, wyrażając t y m samym zgodę na kontynuowanie prac. Ofiary te
wyznaczają punkt czasowy i mogą być traktowane jako moment osiedle­
nia się — przejęcia terenu na własność. T y m samym służą również w y ­
tyczeniu środka w sensie geometrycznym i sakralnym.
2 1

2 S

29

31

32

2 7

Ogień (ogni) u w a ż a n y był za tego, który przenosi ofiarę do b o g ó w — w tym
wypadku do Waruny.
Rygweda, X , 9.
» Apastamba G. S., 7, 17, 1.
Pręta to upiory nie należące ani do świata żywych, ani do umarłych. Według
wierzeń pozostawały chętnie w pobliżu domostw, przynosząc nieszczęście i choroby.
Wierzono również, że demony te b y ł y duchami zmarłych, którzy nie dotarli do k r ó ­
lestwa Jamy. Zamiecenie terenu w kierunku p o ł u d n i o w y m wydaje się w tej kon­
wencji jasne.
Gobhila G. S., I V , 7, 22. Nad pewnymi gatunkami drzew przypisywano m a ­
giczną władzę określonym bogom. Gospodarz układał gałęzie w k o ł o terenu, a n a ­
stępnie przesuwał je w kierunku zgodnym z pozornym ruchem słońca. Przesunięcie
to odwracało urok — złą moc drzew.
Ofiarnik obrysowy w a ł teren mówiąc: „Obrysowane jest zło demona, obryso­
wane są moce wrogów, tak oto odcinam szyję demonów". Hirańiakeśin
G. S., I ,
8, 27, 1.
28

8 0

81

ra

�132
2. Funkcje

J A N W. S U L I G A

rytuałów

towarzyszących

pracom

konstrukcyjnym

Chronologia czynności rytualnych wyznaczana jest przez sposób kon­
struowania domu. Po wymierzeniu kształtów następowały prace przy ko­
paniu dołów pod słupy. Do dołów tych wkładano ofiary dla „demona zie­
m i " , po czym osadzano słupy (sthuna, skambha). Czynności tej towarzy­
szyły ofiary i recytacje hymnów do Wastoszpatiego (Vástospati) — opie­
kuna domostwa. Następnie konstruowano ściany i nakładano ślemię na
sochy. Siemię uczczone było dotknięciem i wygłoszeniem formuły zbliżo­
nej formą do hymnów recytowanych uprzednio. Rytuałom towarzyszyła
magia ochronna, której stosowanie miało chronić dom przed pożarem.
Ofiary składane w dołach, a przeznaczone dla bóstw chtonicznych zapew­
nić miały trwałość domu i przychylny stosunek bóstw do mieszkańców.
Jednocześnie — słup wkładany w dół, gałąź lub kamień składane w ofie­
rze bogom świata podziemnego — porównywane były w formułach do
drzewa lub do filaru kosmicznego, rozumianego jako synonim darzenia
i trwałości. Przedmioty te stawały się symbolem osi kosmicznej, przyj­
mując jej funkcje w ramach modelu kosmosu, jakim był wznoszony dom.
Mówiąc ściślej stawały się znakiem osi kosmicznej, działanie zaś na znak
powodowało reakcję desygnatu. Podobne zjawisko występowało podczas
r y t u a ł u zakładania ślemienia, gdzie ślemię utożsamiane było ze sklepie­
niem niebieskim (svarga).
3. Funkcje

obrzędu

poświęcenia

domu —

wastuśamana

Obrzęd wastuśamany kończy cykl rytuałów towarzyszących budowie
domu wiejskiego. Związane z nim opisy sutr różnią się między sobą za­
równo pod względem form poszczególnych rytów, jak i chronologii ich
wykonywania. Wynika to z charakteru opisów, które przeznaczone były
dla różnych grup społecznych, rodów (jati) i sekt religijnych. Ponadto
sutry powstały w różnych okresach i na rozległym obszarze — od Kasz­
miru po Indie południowe. Ogólnie rzecz biorąc, obrzęd wastuśamany
składał się z kilku, zróżnicowanych wewnętrznie elementów:
3.1. Rytuały wykonywane w centrum domu: a) cykl rytuałów prze­
znaczonych dla boga Wastoszpatiego — recytacja hymnów, rozpalenie
ognia, recytacja wjahryti (vyáhrti)
, gotowanie na ogniu żywności skła­
danej w ofierze Indrze utożsamianym z Wastoszpatim; b) składanie k r w a ­
wych ofiar dla węża Wasukiego i ofiar dla boga stwórcy — Pradżapatiego (Prajdpati); c) ofiary dla boga Waruny, których głównym rekwizy­
tem jest dzban z wodą osadzany na czterech kamieniach; d) uczczenie
33

3 4

M

Wjahryti (vyahfti) to formuła, pierwszy człon najsłynniejszego fragmentu
z Rygwedy — Gajatri, składający się z trzech trudno przetłumaczalnych słów —
bhüh bhuvah svah— (Rygweda, I I I , 61, 10). T u pełni funkcję formuły magicznej
służącej odpędzaniu zła.
Wasuki — król w ę ż y , bóstwo świata podziemnego.
8 4

�OBRZĘD B U D O W Y D O M U V/ I N D I A C H

133

głównego słupa przez dotknięcie go i wygłoszenie formuły magicznej;
e) wniesienie ognia do domu, czemu towarzyszą ofiary dla Wastoszpatiego, Agni i wszystkich bogów ( V i s u a d e u á ř i ) ; f) uroczyste ofiarowanie żyw­
ności braminom, utożsamianym z Wastoszpatim, którzy w trakcie obrzędu
przebywają w pobliżu ogniska.
3.2. Rytuały związane z okrążaniem domu, ogniska, dzbana z wodą:
a) okrążanie domu i dzbana z wodą^ w trakcie którego gospodarz wylewa
wodę; b) okrążanie domu lub ognia z żarem niesionym na patelni;
c) okrążanie domu lub ognia — występują oba rekwizyty; d) składanie
ofiar (bali) dla bogów-strażników stron świata. Ofiary te składa się w ro­
gach domu i jego centrum.
3.3. Pierwsze wejście do domu: a) gospodarz wkracza wraz z całą
rodziną i dobytkiem — rytuał ten kończy obrzęd budowy domu; b) go­
spodarz wkracza do domu z rodziną i dobytkiem, bramini kontynuują
wykonywanie rytuałów.
Powyższy zestaw nie oddaje chronologii wastuśamany. Obrzęd może
rozpoczynać się od rytuałów okrężnych (składanie bali dla strażników
stron świata) lub od ofiar dla Wastoszpatiego . Później następują dal­
sze ryty, głównie związane z symboliką centrum.
Podobnie jak w poprzednich rytuałach, najważniejszymi funkcjami
wastuśamany jest zapewnienie dobrobytu, płodności, gwarancja opieki ze
strony bóstw chtonicznych i niebiańskich. Towarzyszy temu magia słu­
żąca oddalaniu nieszczęść, zła, duchów śmierci, chorób. Wastuśamana
okazuje się spotęgowanym działaniem zbliżonym formalnie do rytuałów
wstępnych. Symbolika kosmiczna występująca w wastuśamanie budowa­
na jest jednak innymi środkami formalnymi. Poprzestanę tutaj na jed­
nym przykładzie. W trakcie umocowywania słupa gospodarz zwracał się
doń z następującą formułą:
33

Do tego miejsca woła się kozy i owce
i słodka esencja pożywienia jest przyzywana tutaj,
do naszego domu.
Stój (słupie) mocno w Rathantarze,
w y c i ą g n i ę t y na Wamadewja,
osiądź na Bryhat .
M

Rathantara, Wamadewja i Bryhat są nazwami h y m n ó w
Rygwedy,
lecz symbolika ich nazw jest znacznie szersza . W trakcie wastuśamany
gospodarz śpiewa wspomniane hymny, przy czym pierwszy o świcie, d r u 37

3 6

W przypadku pierwszym jest to chronologia w e d ł u g Śiankhjajany
G. S.,
w drugim — Aśwalajany
G. S. i pozostałych sutr, w e d ł u g których obrzęd winien
rozpocząć się od złożenia ofiary, a później dopiero następują rytuały okrążania.
Siankhjajana
G. S., I I I , 3, 1.
Hymny te przeznaczone są dla Indry. Ich nazwy oznaczają również typy to­
nów śpiewu rytualnego: Rathantara — ton niski, cichy; Vámadevya
— ton średni,
Brhat — ton jasny, wysoki. Są to inaczej stopy, biodra i ramiona Indry.
36

3 7

�134

J A N W. S U L I G A

gi w południe, trzeci o zachodzie słońca. Rytuał ten trwa cały dzień, sym­
bolizując jednocześnie czas (analogia do rytuałów okrążania zgodnych
z pozorną wędrówką słońca) i wznoszenie się. Ruch okrężny, w k t ó r y m
czynności skierowane są zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz, otwie­
ra uprzednio wytyczoną granicę, przesuwając ją na krańce świata strze­
żone przez bogów (w trakcie obrzędu słupy domu utożsamiane są z bó­
stwami — strażnikami stron świata). "Granica jest jednak otwierana po­
zornie — istnieje w dalszym stopniu (co potwierdzają r y t u a ł y wykony­
wane przed wyruszeniem w daleką podróż) — jednakże przestrzeń leżą­
ca poza nią ma już inny charakter niż poprzednio.

7. OBRZĘD B U D O W Y D O M U A K O S M O G O N I A
I K O S M O G R A F I A ŚWIATA

a)

Chaos

Pytając o stworzenie świata, wszystkie kosmogonie chociażby w spo­
sób pośredni musiały zająć się tym, co było, zanim świat się narodził. Coś
nie mogło narodzić się z niczego. Jeżeli nicość można rozumieć jako nie­
obecność (w danym miejscu i chwili), to ta nieobecność jest jedynie
kontrmożliwością obecności. Nieobecność świata implikowana jest przez
jego istnienie. Totalne zaprzeczenie nie wyjaśnia więc istnienia, co ozna­
cza, że wpierw było „coś", by mógł powstać uporządkowany świat. Ryg­
weda określa ten stan jako nieokreśloność . Manawadharmaśastra
na­
zywa chaos ciemnością wyzbytą cech — ani bytem, ani niebytem. Według
Siatapathabrahmany
na początku były wody. „Te (wody) rozmyślały:
Jak mogłybyśmy się r o z m n o ż y ć ? " . A n i byt, ani niebyt jest również
określany jako wody kosmiczne (apas) w Manawadharmaśastrze.
Wody
te są podstawą wszystkiego, która to podstawa umożliwia zrodzenie się
stwórcy świata. To jakby stopień pośredni między sat i asat (byt — nie­
byt), przy czym wzmianka w Siatapathabrahmanie wskazuje na pewnego
rodzaju samoświadomość — która może być określana jako prapotencja;
dynamis.
38

39

b) S t w o r z e n i e

świata

Zarodek świata pojawia się w mitologi indyjskiej jako wynik pramożliwości kosmicznych wód, lub też jako twór boga-twórcy. Wielokrotnie
obie te koncepcje łączone są razem. Przyczyną narodzin jest czas (lub żą­
dza = potencja). Ten zarodek, zwany też w Rygwedzie „złotym kieł­
kiem" , to kosmiczne jajo Brahmy, w k t ó r y m zamknięty przez rok bóg
40

M

Rygweda, X , 129.
*» Siatapathabrahmana, X I , 1, 6, 1. Cytat za: W. T o p o r ó w , Wokói rekon­
strukcji mitu o jaju kosmicznym, [w:] Semiotyka kultury, Warszawa 1977, s. 142.
Rygweda, X , 140; X , 72; X , 129; X , 190.
4 8

�135

OBRZĘD BUDOWY DOMU W I N D I A C H

przebywał aż do otworzenia się granic. W Atharwawedzie za ten naj­
starszy element uważa się kosmiczny słup Skambha. Podobnie stwierdza
Rygweda — „on, wieczny, nigdy przez nikogo nie narodzony" , „ten,
który obejmuje wszystkie rzeczy, podnosi i oddziela złe duchy od świat­
ła" . Pierwotnie więc Skambha, a później żar, jajo kosmiczne, jest
pierwszym elementem bytu pojawiającym się w wodach kosmicznych.
Jest osią, centrum, utożsamianym z bogiem Agni, Surią lub Puruszą.
Stwórcą słupa może być również Indra, Waruna i Mitra, Wisznu . Bo­
gowie ci jednak powodują rozwarstwienie się pierwszej jedności, rzadko
natomiast uważani są za stwórców zarodka. Bogowie — stwórcy świata,
budując go, „ukośnie rozpostarli sznur swój mierniczy" . W hymnie do
nieznanego boga recytator tak mówi o stwórcy: „On niebo wielkie i zie­
mię utrwalił. Światło na niebie i te horyzonty. On wśród przestworów
wymierza przestrzenie!" . Rozsunięcie ziemi i nieba przypisywano rów­
nież Indrze: „Rozpiąłeś niebo olbrzymie, wyniosłe. Ziemi wierzchołek
umocniłeś wschodni. Stańcie się żyzne i w krowy bogate, w trawy obfite
dla ludzi mą łaską — tak rozsunąłeś te obydwa światy, kołkami wokół
ziemię umocniłeś" .
W Manawadharmaśastrze,
podobnie jak w Czandogji
Upaniszad ,
stworzenie przestrzennego continuum przypisywano Brahmie, gdy po ro­
ku przebywania w jaju kosmicznym skorupy jego zostały rozerwane,
stworzone niebo i ziemia, a także przestwór między nimi. Schemat ten
powtarza się w ikonografii, gdzie Brahma — Narajana leży na lotosie
(reminiscencja jaja kosmicznego), łodyga kwiatu zaś wyrasta z oceanu
lub narządów rodnych potwora morskiego . Nad Brahmą unosi się bógstwórca (Wisznu), którego działania spowodowały ustanowienie nowej
wartości, przeciwstawianej pierwotnej prapotencji.
41

42

43

44

i S

46

47

48

c) U s y s t e m a t y z o w a n i e

świata

Ostatnim etapem tworzenia było więc rozsunięcie przestrzeni i budo­
wa przestrzennego continuum. Przeszkodą w t y m mógł być wąż — de­
mon, który zatrzymywał zawinięte w jaju kosmicznym czas i przyszłe
41

Rygweda, V I I I , 41, 10. Cytat za: F . D. B o s c h , The Golden Germ. An
Introduction to Indian Symbolism, Mentón 1960, s. 94.
Tamże.
Rygweda, I V , 13, 5; V I I , 99; I I I , 12; V, 85; I V , 62.
Rygweda, X , 129, 1-5, w tłum. S. F . Michalskiego.
Rygweda, X , 121, 4-5, w tłum. S. F . Michalskiego.
Rygweda, V I I , 99, 2-3. We fragmencie tym w y s t ę p u j e interesująca analogia
do obrzędu. Indra po rozsunięciu ziemi i niebios zwraca się do nich z formułą
magiczną.
Manawadharmaśastra,
I, 1, 2-3; Czandogja Upaniszad, I I I , 19, 1-2.
W jednym zaś z h y m n ó w Rygwedy czytamy: „Świat narodził się z nóg roz­
wartych, ze świata przestrzeń się zrodziła, z Adi Daksza się narodził, z Dakszy
Aditi zaś powstała". Rygweda, X , 72, w tłum. S. F . Michalskiego.
42

4 3

44

45

4 4

47

4 8

�136

J A N W. S U L I G A

elementy świata. Pochodną tego zdaje się być opowieść o walce Indry
z demonem W r y t r ą (Vrtra), zabitym przez boga za pomocą wadżry, czyli
pioruna (vajra). Z drugiej strony ostatni etap stwarzania pociągał za so­
bą konieczność złożenia w ofierze Puruszy , z którego ciała bogowie
budowali niebo, przestrzeń i ziemię.
Praca twórców nie była jednak zakończona. Świat wymagał dalszej
systematyzacji; stąd liczne interwencje bogów i ich ustawiczna walka
z demonami pragnącymi zawładnąć ziemią. Walka ta, mająca charakter
pracy nad utrzymaniem statyki świata, wciąga człowieka, który poprzez
powtarzanie boskich czynów utrzymuje ład kosmiczny. Realność świata
zależy od poziomu i miejsca obserwatora. Doskonała realność kosmosu bo­
gów nie jest nią dla człowieka, a raczej jest zbyt ogólna, odnosi się do i n ­
nego poziomu, by być doskonałą i skończoną dla ludzi. Realność nie
oznacza niezmienności. Jedynie uchwycony w atomie czasu
(kęana)
świat jest konstrukcją statyczną. Jego centrum to kosmiczna góra Meru,
której wierzchołkiem jest Gwiazda Polarna. Słońce i księżyc krążą nad
nią, wyznaczając porę dnia i nocy. Podłożem ziemi, wyobrażanej jako
dysk, jest żółw pływający na oceanie .
Opisom kosmograficznym towarzyszyły wyobrażenia ikonograficz­
ne -— mándale (mándala). Diagramy te powstały w Indiach już w okresie
starożytności, a ich idea, dzięki rozpowszechnieniu się buddyzmu, dotarła
przez Tybet do Chin i Mongolii.
Najstarsze mándale wyobrażały kosmiczne ciało Puruszy . Centrum
diagramu zajmowało pole poświęcone Brahmie. Obrzeża symbolizowały
krańce ziemi strzeżone przez bogów-opiekunów . W mandalach buddyj­
skich miejsce Brahmy zajął A d i Buddha symbolizowany często przez
wadżrę lub Garudę zabijającego węża .
49

50

51

S2

S3

54

d) C h r o n o l o g i a

obrzędu

Nawet pobieżna analiza mitów kosmogonicznych i struktury zapisu
ksiąg r y t u a ł u domowego dowodzi, że jest to opis kolejnych momentów
stwarzania. Przestrzeń (lub raczej nieokreślony obszar) przed przyby­
ciem nań ludzi przypomina chaos wód kosmicznych, przy czym obecność
na nim bóstw chtonicznych sugeruje, iż teren był już w jakimś stopniu
4 9

Purusza — kosmiczny praczłowiek.
so Według niektórych koncepcji atom czasu równa się 0,000014 sek.
A. N. К o č e t o v, Lamaísm, Moskva 1973, s. 132-134.
V . G e r a s i m o v, Kultura drevnej Indii, Moskwa 1975, s. 300.
Odpowiednio: wschód — Indra, południowy wschód — Agni, południe —
Jama, południowy zachód •— Zmarli, zachód — Waruna, północny zachód — Rudra
(Siwa), północ — Kubera (Soma), północny wschód •— Indra pod imieniem Iśa lub
Mahendra. Tamże, s. 302-304.
N. L . 2 u к o v s к a, Lamaism i rannie formy religii, Moskva 1976, s. 45-49;
H. Z i m m e r, Myths and Symbols in Indian Art and Civilisation, Princeton 1974,
s. 144-146; Kočetov, op. cit., s. 81-103.
5 1

5 8

5 3

5 4

�137

OBRZĘD BUDOWY DOMU W INDIACH

usystematyzowany, lecz ład ten nie był ładem ludzkim i boskim. Poten­
cja — dynamis bóstw chtonicznych — implikuje epifanię. Wszystkie
przedmioty znajdujące się na danym terenie są przedmiotami danymi,
naturalnymi, lecz ich naturalność wynika bezpośrednio z nienaturalności
przedmiotów tworzonych. Potencjalna symboliczna otwartość rzeczy da­
nych stwarza możliwość określenia środka, centrum, rozumianego jako
pierwsza ofiara, wymierzenie lub zarysowanie granic. Granica symboli­
zuje jajo kosmiczne; ogień — pierwszy zarodek, żar; zabicie węża — za­
bicie W r y t r y . Łyżka ofiana juhü staje się wadżrą. Sacrum nie jest jed­
nak do końca usystematyzowane — jest zalążkiem, a opozycja między
przestrzenią tworzoną a obszarem danym jest jeszcze niepełna. Można ją
wyrazić jako relację między znakiem pozytywnym (dodatnim) a znakiem
nieokreśloności. Antynomia pojawia się dopiero w dalszej części obrzędu.
Obrzędowe konstruowanie domu to budowa wszechświata — jego mode­
lu, znaku — zamkniętego w granicach jaja kosmicznego. W tej części
obrzędu najważniejszym rekwizytem jest słowo — rozumiane jako for­
muła magiczna. Wpierw przedmioty zostały nazwane, a później stworzo­
ne. Symbol poprzedza desygnat, powoduje jego powstanie. Dopiero teraz
przestrzeń poza granicami określić można znakiem minus. Realną dosko­
nałość świat osiąga dopiero w ostatnim etapie. Symbole stają się pełny­
m i desygnatami, co oznacza, że prawdziwa oś świata rzeczywiście znaj­
duje się w centrum domu, nie w ramach modelu (okres konstrukcji), lecz
w ramach rzeczywistości. Granica jest otworzona, przesunięta na krańce
ziemi, lecz przestrzeń leżąca poza domem nie jest jeszcze w pełni sakral­
na i wymaga (z okazji innych rytuałów) dalszej systematyzacji. Innymi
słowy — realność wymaga dalszej jej realizacji. Potwierdza to zresztą
nakaz powtarzania obrzędu za rok lub co trzy miesiące .
5S

e) S t r u k t u r a

przestrzeni

Czynności wykonywane w trakcie trwania obrzędu nadawały obszaro­
w i pewien określony charakter, a fakt wykonywania ich w kierunku
wszystkich stron świata świadczy o tym, iż przestrzeń budowana była
trójwymiarowo. Rytuały okrążania rozpoczynano zawsze od strony
wschodniej, kończono zaś na północnym wschodzie. Znakiem wschodu jest
więc sacrum, prawda i ochrona ze strony Indry. Funkcję, a zarazem sym­
bolem południa jest dar i opieka zmarłych (ich siedzibą była strona południowo-zachodnia). Znaczenie południa jest jednak dwoiste. Z jednej
strony zmarli powodują, że strona ta jest dobrowróżbną — przynoszącą
bogactwo — z drugiej zaś, przerost tych bogactw może spowodować nie­
szczęście. Podobną dialektykę symboli posiada zachód. Będąc siedzibą
Waruny — strażnika prawa kosmicznego rta — stabilizuje on świat, na­
tomiast jako uosobienie życiodajnego deszczu (Matuty) obdarza pożywie56

Gobhila G. S., I V , 7, 43; Samawidhana

Brahmana, I I I , 3, 5.

�138

J A N W. S U L I G A

niem i płodnością. Może jednak oznaczać zagubienie drogi zmarłych
i przemianę ich w demony. Również wszechobecność i wszechwiedza Wa­
runy wzbudzają strach i pokorę. Dwa aspekty zachodu — darzenie i wła­
dza — wyrażają się w symbolice dwóch strażników tej strony świata —
Waruny i M i t r y .
Podobnie jak zachód, północ również symbolizuje płodność (w znacze­
niu akwatycznym) i siłę (kszatra) utrzymującą świat w stabilności. Dialektyka północy zawarta jest w relacji między Somą (Kuberą) a Mahendrą lub Siwą .
Z powyższego zestawienia wynika również inny podział przestrzeni
sakralnej, widoczny przy analizie wzajemnych stosunków między stro­
nami świata. Podział ten przejawia się na dwóch poziomach — opozycji
między północą a południem i wschodem a zachodem.
Antynomia pierwsza przebiega między drogą odrodzenia — pitrajana — а drogą wyzwolenia (moksa) z koła wcieleń. Droga ta nosi nazwę
„ścieżki boskiej" —- dewajana. Co za t y m idzie, jest to antynomia księ­
życa (wody) i słońca (blasku), jak również relacja między stabilizującą
siłą kosmiczną góry Meru a opieką i ochroną duchów przodków.
Na poziomie drugim spotykamy relację między siłą sacrum i życiodajnością wadżry a mocą kosmicznego prawa rta (rozumianego również
jako ksatra — moc królewska) oraz złączeniem sił rozrodczych wody
(Waruna) i blasku ¡(Mitra). Należy również zauważyć, że wschód i północ
są kierunkami zawsze dobrowróżbnymi, podczas gdy południe i zachód
wymagają specjalnych starań, których zastosowanie dopiero może spo­
wodować przychylność bóstw-strażników.
Dom — czyli świat — utrzymywany jest w statyce dzięki nakłada­
niu się czterech sił: sakralnej, „genealogicznej", prawa kosmicznego (kró­
lewskiego) i kosmicznej osi. Te cztery czynniki kumulują się w centrum
obszaru. Centrum to, wsparte z jednej strony na dynamis świata pod­
ziemnego, z drugiej zaś na sile sprawczej demiurga-kreatora, symbolizo­
wane było wadżrą. Przy porównaniu z symboliką mandal znaczenie cen­
trum staje się jasne. Złączenie wszystkich sił powoduje, że uważane było
za jednię, pełną realność, całkowicie zobiektywizowaną rzeczywistość.
Etapy jej budowania są formami pośrednimi między niekształtnym dy­
namis a pełnią realizacji. Podobnie jak formy pośrednie, poszczególne
strony świata odnosić się mogą jedynie do jednego fragmentu kosmosu.
Dopiero dzięki ich integracji status świata może być utrzymany.
56

S7

5 8

Waruna i Mitra są również utożsamiani z niebem nocnym i dziennym.
Soma — pierwotnie napój rytualny — bóstwo dostatku, płodności i odrodze­
nia. Mahendra — tytuł boga Indry. Š i w a — jako bóg ascezy utrzymuje świat
w statyce siłą swej medytacji (tops). Jest również bogiem zagłady (jako Siwa Nataradża), który swym kosmicznym tańcem tanáava
powoduje zniszczenie wszech­
świata. Złączenie wszystkich tych znaczeń symbolizuje kosmiczną górę Meru.
5 7

�OBRZĘD BUDOWY DOMU W I N D I A C H

f)

139

Czas

Opisywany wyżej statyczny schemat sił konsolidujący świat jest opi­
sem idealnym, nie obrazującym rzeczywistości rozumianej jako ustawicz­
ny ciąg przemian, cykliczność życia i śmierci. Statyczny obraz świata
jest prawdziwy jedynie w bardzo krótkim momencie — atomie czasu
ksana — natomiast ciąg atomów czasu traktowany był w niektórych
szkołach filozofii indyjskiej jako motor ewolucji fenomenów objawia­
nych przez Kreatora. Przemiany te wyjaśnia koncepcja czasu wyłożona
w jednej z puran . Można, rzecz prosta, traktować ją jako wysublimo­
waną teorię bramińską, pesymistyczną wizję rodzącego się i zanikające­
go świata, w którym nie ma nic stałego ani wiecznego, albo jako mitolo­
gię czterech okresów l u d z k o ś c i . Niewątpliwe natomiast jest, iż koncep­
cja ta wywodzi się z obserwacji astronomicznych związanych z opraco­
waniem kalendarza. Jest również zaprzeczeniem linearnej teorii czasu
w ujęciu judajskim czy chrześcijańskim. Nawet jeśli teoria ta powstała
w kręgach bramińskich i niewiele miała wspólnego z potocznym rozu­
mieniem czasu, należy pamiętać, że sutry redagowane były przez ten sam
krąg ludzi, wierzenia zaś ludowe (plemienne?) dostosowane były przez
nich do religijnych koncepcji sutr.
Można więc założyć, że cykliczna teoria czasu znajdzie pewne odbicie
w symbolice interesującego nas obrzędu. Symbolika czasu wyrażana by­
ła kilkoma sposobami — poprzez wyznaczenie dobrowróżbnej koniunkcji
gwiazd, r y t u a ł y okrążenia zgodnego lub niezgodnego z pozornym ruchem
słońca, formuły magiczne itp. Jeżeli obrzęd jest odtworzeniem kosmogonii, oznacza to również, że wraz z jego poszczególnymi etapami odtwa­
rza się kreację continuum czasowego. Prawa tej kreacji są równocześ­
nie prawami stwarzania przestrzeni — od zalążka (trwania) przez funk­
cjonowanie czasu w obrębie modelu wrzechświata do pełni realizacji.
Pierwsze ofiary, które poprzedza wyznaczenie pomyślnej koniunkcji
gwiazd, symbolizują poruszenie „koła czasu" (kálacakra). Jest to moment
złączenia się dwóch ciągów czasowych — obrzędowego (subiektywnego)
i gwiezdnego (obiektywnego) — przy czym pierwszy jest czasem etapu,
na którym znajduje się świat jako całość, drugi zaś zalążkiem czasu,
trwaniem przeciwstawnym bezczasowi chaosu, odnoszącym się do dane­
go fragmentu świata. Z drugiej strony, ich symbolika jest zbliżona —
58

59

58

Brahmawaiwarta
Purana, 47, 50-161. W m y ś l tej koncepcji 1 dzień życia
Brahmy (kalpa) to 1000 Mahajug (Mahayuga). Każda Mahajuga składa się z 4 eo­
nów. Cztery eony trwają 12 000 lat życia bogów i 4 320 000 lat życia śmiertelnych
(czyli 1 rok ludzi trwa 1 dzień bogów). Noc Brahmy trwa tyle samo i w ó w c z a s
następuje chwilowa zagłada świata, po czym cykl rozpoczyna się od początku. Życie
Brahmy trwa 108 lat. Por. Z i m m e r, op. cit, s. 3-11.
M. E l i a de, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1969, s. 117.
M

�140

JAN

W. S U L I G A

stwarza ciąg znaczeń: rodzi sią nowy dom — rodzi się nowy dzień — r o ­
dzi się nowy księżyc. Ruch okrężny towarzyszący tej symbolice jest zgod­
ny z pozornym ruchem słońca. Ruch przeciwny występuje jedynie
w Waikhanasie Smarta Sutrze, a jego funkcją jest zniszczenie zła (rozu­
mianego jako śmierć któregoś z członków rodziny gospodarza). Symboli­
zuje on cofnięcie się czasu do momentu przed zaistniałym wypadkiem.
Stąd nakaz wyrzucania starych przedmiotów, oczyszczenie domu, składa­
nie ofiar na nie używanej odzieży .
Jak się wydaje, okres między budową domu a wastuśamaną trwał od
jednego do siedmiu miesięcy . Wraz z przesunięciem na krańce świata
i umiejscowieniem osi kosmicznej w centrum domu czas obrzędowy ł ą ­
czył się po raz wtóry z czasem gwiezdnym, a następnie z cyklicznym cza­
sem pór roku, bogów i czasem Brahmy. O ile w poprzednich etapach bu­
dowania domu czas był jedynie symbolizowany, w wastuśamanie okrąże­
nie trwa cały dzień i noc i jest zgodne z pozornym ruchem słońca, a t a k ż e
z rytmem tego ruchu. Słup — oś świata — nazywany jest przy t y m
„dniem i nocą dwóch drzwi" (dnia i nocy — nieba i ziemi), „rokiem da­
chu" lub „rokiem nieba" . Budynek nazywany jest domem Indry i w ten
sposób staje się t y m samym domem, który wzniósł bóg Wiśwakarman po
zwycięstwie Indry nad W r y t r ą . Prace nad nim trwały według legend ca­
ły rok. W rytuale t y m występuje symbolika pełni i jest on pokrewny
swą funkcją rytuałom wstępnym.
Od tego momentu czas obrzędowy splata się z czasem kosmicznym,
a jego ludzki wymiar wyraża się w cykliczności obrzędów dorocznych,
rite de passage, okazjonalnych i innych. Charakter statyki tak zbudowa­
nego continuum czasoprzestrzennego powoduje konieczność ponownego
realizowania obrzędu po upływie roku lub na początku każdej pory ro­
ku . Nowy cykl (roczny czy miesięczny) wymaga nowej ofiary, nowego
usakralnienia rzeczywistości.
Czas przemian rocznych, gwiezdnych, czas bogów i Kreatora jest real­
ny dla całości wrzechświata, lecz nie dla wszystkich jego fragmentów.
Dopiero obrzęd umożliwia mu stanie się czasem ludzkim, egzystencjal­
nym. Czas ten odnosi się jedynie do niewielkiego fragmentu, jest m a ł y m
kółkiem w większym kole czasu demiurgów i Brahmy. Względność czasu
wynika z względnego pojmowania przestrzeni, a co za t y m idzie — sta­
t y k i świata wymagającej ciągłej interwencji bóstw i ludzi, będącej bar­
dziej koniecznością niż potrzebą.
60

61

62

6S

, 0

Waikhanasa Smarta
Hirańjakeśin
G. S.,
Siankhjajana
G. S.,
Gobhila G. S., I V ,
I V , 2, 23; Hirańjakeśin
G.
e l

62

í s

Sutra, I I I , 9, 1.
I, 8, 27, 1.
I I I , 3, 8-9; Paraskara G. S., I I I , 4, 18.
7, 42; Samawidhana Brahmana, I I I , 3, 5; Khadira
S. I, 8, 28, 12-13.

G. S.

�141

OBRZĘD BUDOWY DOMU W INDIACH

J a n Witold Suliga
HOUSE CONSTRUCTION R I T U A L IN ANCIENT INDIA
IN T H E L I G H T O F R E L I G I O U S ORDERS
( B O O K S ON H O M E R I T U A L )
Summary
The ritual of construction a house in ancient India, described in the books on
house rites (Gryhja Sutry), is the subject of this article. A n analysis of the sources
revealed that certain parts of the books are analogous to myths. Gryhja Sutry can
be treated as a model, showing real progress in the ritual.
The house construction ritual was preceded by the choice of the area, its
shape and value, the social status of the host who desired to settle there, and the
magic properties of the region. The ritual began with initial rites. Then they preceeded to erect schafolding for building the house. The cycle of rituals ended with
the blessing of the house (wastusarnana).
It results from an analysis that the ritual appeared to be the reconstruction
of the cosmological act. The chronology of both activities is identical •— from
shapeless chaos throug the nuclei of life (cosmic egg) — the model of the world
(the period the house is under construction) after the creation of the world
(wastusarnana). The final act is to set the axis of the real cosmos in the centre
of the house. It was necessary to ensure the lastingness of so constructed world.
A n analysis of the structure of space revealed an interestic dialectics of symbolism
of four sides of the world. East was the symbol of sacrum, South — the protection
from ancestors, West-cosmic rights and growth, North — lastingness of the cosmic
mountain of Meru and fertility. Those four factors taken together created the axis
of the universe — understood as an absolute reality. So constructed and systematized
world needed further intervention from gods (their fight against demons) and
people (ritual reconstruction of the act of creation). These interventions alleviated
the destructive influence of time, which was believed to be the main motor of
evolution in the cosmos in the mythology and in the Indian religion. On the other
hand those interventionist sides were a further detailed sacrum of the world. The
ritual and te myth recreated by it is a theory of relativity in terms of time and
space — a continuum treated as a phenomenon created by god — Creator Brahma.
This is revealed in the theory of four "eons" (Mahajuga) a symbolic ritual and in
the many-level conception of space where the observer and the participants (man,
demon, god-creator) are the centre of reference.
Translated by Katarzyna

Albrecht

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6299" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6279">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b045a10723e7923d9f0d1af7d4b8e64c.pdf</src>
        <authentication>a49c0b7ee9632fbf97e0c01b78270696</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74992">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3632</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74993">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74994">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3409</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74995">
                <text>Przyczyneki do semiotyki śmieci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74996">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.33-37</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74997">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74998">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="74999">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75000">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75001">
                <text>r

I
Przyczynek
i do semiotyki śmieci
Roch Sulima

SYRENA - rodzimy samochód małolitrażowy ,,dla wszyst­
kich", produkowany seryjnie w FSO na Żeraniu od 1958 r.
- znaczył u nas istotne „przesunięcie" cywilizacyjne w stosun­
ku do „cywilizacji drewna" i w mniejszym stopniu otwierał
nową, w większym natomiast zamykał starą sekwencję kul­
turową. Syrena stała się swego rodzaju „próbnikiem", za
pomocą którego dokonywało się empiryczne badanie moż­
liwych „sąsiedztw" rzeczy i wytworów „cywilizacji drewna"
z produktem techniki kumulatywnej, zwielokrotnionej, wręcz
organicznej - czyli samochodem. Syrena diagnozuje kulturę
zastaną, jej właściwości diagnostyczne zwrócone są wstecz
, i nie ma ona nic wspólnego z charakterystycznym dla kultury
Zachodu „syndromem samochodowym" , nie daje o nim
żadnego wyobrażenia. Samochód z Żerania syntetyzował
• polskie sprawności i wizje nie tylko motoryzacyjne, kumulo­
wał znaczenia, tworzył legendę i stąd stawał się bardziej
obiektem kulturowym niż - w rzeczy samej - samochodem.
i Otwierał nowy kod kulturowy, uzewnętrzniał i „analizował"
. kod stary.
DWUSUW DWUKODOWY. Syrena wyczerpywała wszyi stkie możliwości „dopasowania" się do kodu zastanego, ale
zarazem angażowała wszystkie możliwe potencje „niedopasowania się", bycia „nowym", otwierającym nową serię zdarzeń
kulturowych. Nie mogła już wtopić się funkcjonalnie w cywili­
zację drewna, tak jak rower w latach trzydziestych czy
motocykl w latach 40-tych i 50-tych. Była więc przedmiotem-znakiem w jakimś sensie dwukodowym, obiektem „przej­
ścia", szczególnie w warunkach wiejskich.
Jako „pierwszy" samochód, syrena zrywała odwieczną
i prawie ciągłość „wewnątrzsterownej" komunikacji, wyrażają­
cej się w strategii piechura, jeźdźca (koń, pojazd konny),
rowerzysty, a nawet motocyklisty, kiedy to prawie wszystko
zależało od własnej inicjatywy przemieszczania się i prawie
wszystko można było zrealizować we własnym zakresie po­
wszechnie dostępnymi środkami.
Dwukodowość syreny, jej „przejściowość", zaważy na całej
cywilizacyjno-technicznej i kulturowej egzystencji produktu
żerańskiego, dawała o sobie znać w momencie „narodzin",
daje o sobie znać w momencie „umierania". Do syreny pasują
jeszcze zupełnie dobrze te naturalistyczne, a nawet eschatolo­
giczne metafory. Nie pasują one do warszawy (mało sym­
patycznej przybłędy ze Wschodu), nie pasują do obojętnego
semantycznie „dużego fiata", a nawet do sympatycznego
„malucha" - fiata 126p.
Rzeczy, jak to pokazywał T . Veblen, są znakami statusów
społecznych , nawet składnikami charakterystyk psychologi­
cznych. Syrena szczególnie dogłębnie diagnozuje środowisko
wiejskie. W pejzażu polskiej prowincji koń jako środek
transportowy nie był statusowo nacechowany, ale np. w latach
30-tych nacechowany był rower, był on stałym atrybutem
mobilności społecznej działaczy „Wici"; samochód w tych
samych latach był przedmiotem-znakiem elity finansowej,
towarzyskiej i artystycznej (słynne jazdy Iwaszkiewicza do
Sandomierza); motocykl w latach pięćdziesiątych „przesunął"
się w hierarchii wykładników prestiżu i stał się przedmiotem
raczej funkcyjnym, był atrybutem działaczy ZMP, a w latach
60-tych znakiem awansu „wewnątrz wsi", co doskonale
oddają pamiętniki młodzieży wiejskiej. Syrena znaczyła ten
1

1
1

2

awans w końcu lat 60-tych i latach 70-tych, była znakiem
spełnionego awansu społecznego (ze wsi do miasta), znaczyła
„zdobywcę". Syrena w latach 60-tych i 70-tych, a fiat 126p
w latach 80-tych to rydwan dla tryumfalnych (niedzielnych,
odświętnych, wakacyjnych) „powrotów" w bramy wiejskich
zagród, bramy już ażurowe, mogące spełniać rolę ekspozycji
zasobności. Proksemika wiejskiego podwórka, szczególnie
w obejściach z lat 60-tych i 70-tych, uwzględniała już miejsce
na samochód. Wóz konny przesuwał się do przestrzeni
peryferyjnej, samochód zaś znajdował lokalizację na podwór­
ku, „przy bramie", w sadzie, a w nowoczesnych obejściach
- w pobliżu kwietników, trawników, ogródków kwiatowych.
Samochód z Żerania był więc pojazdem dwukodowym, media­
lnym (miasto - wieś, przedmieście, robotnicze dzielnice wiel­
kich miast). Dziś jest znakiem kultury „przedmieścia" i zani­
kającym przyczółkiem wsi w mieście.
SAMOCHÓD STACJONARNY. Syrena, paradoksalnie,
jest samochodem, posiadanie którego charakteryzuje raczej
bycie „w czasie", a nie w przestrzeni. Charakterystyki syreny
nie odwołują się do takich swoistych dla motoryzacji paramet­
rów, jak szybkość maksymalna, przspieszenie, zużycie paliwa
itp., ale do parametrów „trwania", warunków bycia obiektem
(wieloletniość, miejsce i sposób parkowania), zasięgu użyt­
kowego, czyli statycznej, a nawet skonwencjonalizowanej
przestrzeni. Przestrzeń ta ma promień największy - 500-600
km (wyjazd na wczasy) i promień mniejszy (30-40 km),
charakteryzujący przestrzeń zrytualizowaną, w gruncie rzeczy
czasoprzestrzeń: świąteczną, obrzędową, rodzinno-lokalną
(cykl tygodniowy - uczestnictwo w nabożeństwach niedziel­
nych, cykl doroczny - święta, imieniny, odpusty, uroczystości
rodzinne). Syrena nie była samochodem dojazdy w interesach,
nawet na jarmark jechało się konno; później (lata 80-te)
traktorem, który na polskiej wsi, w przedziwnej kombinacji
z konnym wozem, staje się uniwersalnym pojazdem odświętno-użytkowym.
Stacjonarny charakter syreny potwierdza również fakt, że
wyjazdy zagraniczne syreną, podobnie zresztą i fiatem 126p,
w przekonaniu samych wyjeżdżających, uchodziły za wielce
ryzykowne, wręcz awanturnicze, a były to przecież łupieżcze
najczęściej wyprawy przemytniczo-handlowe. Syrena okazała
się nowym przedmiotem obrzędowym, adaptującym się do
zastanego kodu kultury symbolicznej.
„MOJE" i „NIEKONIECZNE". Syrena była obiektem
kulturowym, który raczej „był" niż funkcjonował. Sposób
bycia przedmiotów mówi o stylu życia ich użytkowników.
Pierwsze samochody z Żerania były znakami „niekoniecznej"
własności, znakami „posiadania" w dobie, kiedy dominowała
w PRL-u bezwzględna idea własności państwowej, nawet
odwieczne działy, czyli miedze nie były pewne. Posiadacz
syreny mógł powiedzieć: „moje" choć publicznie widoczne:
„moje" potocznie: „to je moje..." co bezwzględnie posiadam,
ale nie jest mi „bezwzględnie" konieczne. Syrena tworzyła więc
małe, prywatne mitologie: „bezpieczne, małe mity" stabiliza­
cji.
Idea „niekoniecznej własności" rozbudowywała mit „trwa­
łości" mityzowala przedmiotowy status syreny. „Moje" - zna­
czyło: „zasze teraz dostępne" („wieczne teraz"): znaczyło
także moje „teraz", które sięga tego, co „za mną" i tego, co
„przede mną". Przy braku pełnej dostępności dóbr ich dys­
trybucja sterowana była poprzez talony. Syrena symbolizowa­
ła tym bardziej ideę „mojego", gdy stała np. przed moją
kiedyś, a dziś społeczną kamienicą, młynem, tartakiem, pieka­
rnią. W tej zmienionej hierarchii tego co „moje", syrena, jak
chyba żaden inny przedmiot, nie diagnozowała tak dogłębnie
istoty nowych stosunków społeczno-rzeczowych. Moje „ja",
uprzedmiotowione na skalę prawie powszechną, w posiadaniu
samochodu nie miało alternatywnych obiektów takiej eks­
presji własności i mogło być przeniesione zaledwie na działkę
3

33

�pracowniczą, ale już nie na dom, gdyż prywatne domy
w mieście nie były budowane przez posiadaczy syrenek.
Hierarchia „moich" rzeczy sytuowała syrenę, w latach
50-tych i 60-tych, na samym szczycie dostępnych dóbr socjalis­
tycznych. Syrena należała już do innego szeregu dóbr niż np.
wieczne pióro, zegarek czy rower. Paradoksalnie wygląda to
uszeregowanie przedmiotów, ale stanowiły one w specyficzny
sposób jeden z najbliższych kontekstów semantycznych dla
żerańskiego automobilu. Pióro, zegarek, rower, to przedmioty
pożądania z lat 30-tych i 40-tych, a w latach 50-tych stały się
przedmiotami kulturowo nacechowanymi i w pewnym sensie
zarezerwowanymi jako prezenty od władzy. Dawanie prezen­
tów przybrało później bardziej abstrakcyjną formę - talonów,
na syreny także! Istotą talonów była stara funkcja daru, który
musi być odwzajemniony, już nie w formie przedmiotowej, ale
w postaci przywiązania, podległości. Prezent tego typu (talon)
cechuje władzę plemienną, imperialną i totalitarną, ustala
hierarchię lojalności. Syrena także uczestniczyła w takich
hierarchizacjach lojalności, ale ostatecznie tej kwalifikacji się
wyzbyła, kiedy na drogi wyjechał fiat 126p, przedmiot nowych
teksonomii lojalności z pierwszej połowy lat 70-tych.
SYRENA - METAFORA KULTUROWA. Syrena - jako
przedmiot kulturowy pokazuje, ile można było zbudować na
fenomenie „mojego" a wówczas „niekoniecznego". W potocz­
nej świadomości (por. serie żartów o małych samochodach)
„syrenka" wchodziła nie tyle w szereg rzeczy rodziny, ale
stawała się jakby „osobnikiem", podlegała personifikacjom
i animizacjom. Była pielęgnowana (mycie, pastosowanie,
otulanie), dekorowana (firanki, frędzle, puszyste pokrowce na
siedzenia, sztuczne kwiaty przy desce rozdzielczej, tylna półka
- przypominająca odświętnie ustrojony stolik z serwetami,
poduszeczkami i częściej lalkami niż figurkami zwierząt).
Treść i forma tych zwyczajów sytuowała się między zwyczaja­
mi związanymi z pielęgnacją dziecka, a dbałością o dom lub
ogródek. Opowieści (narracje) parkingowe (domena męż­
czyzn) można uznać za analogiczne, w formie i emocjonalnym
wyrazie, do opowieści przypiaskownicowych (domena ko­
biet).
Samochód z Żerania stał się przedmiotem rytuałów i gier
kulturowych, wyznaczył sferę „żarłocznej" mityzacji, wytwo­
rzył pola spektakularnych metaforyzacji, sprzyjał fetyszyzacjom. Syrena była przedmiotem potencjalnie „otwartym" na
procesy symbolizacji, gdyż koncentrowała na sobie znaczenia
nowości cywilizacyjnej; znaczyła bardziej w planie kultury
symbolicznej niż kultury technicznej. Świadczą o tym przed­
miotowe metaforyzacje, które były tworzone z jej udziałem.
Metaforyzacje i ekwiwalencje, którym podlegała syrena
miały lokalne wersje i osobliwości. Np. w okolicach Staracho­
wic, na przełomie lat 70-tych i 80-tych syrena była m.in.
„błękitną strzałą", gdyż w dobie ówczesnych niedoborów
4

5

34

rynkowych miejscowi lakiernicy samochodowi dysponował
lakierem tylko o błękitnym odcieniu. Była to również „szcz4
rżąca zęby" królowa pobocza. Aluzja do otwartej pokryw
silnika unieruchomionego na poboczu samochodu. Wreszcie
była to „Matylda". Aluzja do pseudonimu artystycznej
miejscowej prostytutki, która trzymała się najdłużej w facho
„Agatę oddam za syrenę" - można przeczytać na przystanki
tramwajowym na łódzkim Teofilowie. Dopisek: „Agata tt
k...".
t
Inne przedmiotowe metaforyzacje: syrena, która imituj
ceglany dom (karoseria pomalowana w czerwone „cegły"
syrena - pomalowana w biało-czarne łaty (samochód-krowałi
syrena - pokryta czarnym lakierem (limuzyna); syrena-ptj
rsche („samodziałowa", chałupnicza konstrukcja nadwozc
przypominającego porsche, na podwoziu syreny); a takj
w relacjach pamiętnikarskich można znaleźć taki znacząa
śródtytuł: „Syrenka ciągnie Mercedesa" (epizod z terenów I
NRD).
s
W planie językowym metaforyzacje sprowadzają się m.iig
do wyrażeń: „skarpeta" (wieloznaczna aluzja do kształty
zapachu spalin, ale także skarpety jako dorobkiewiczowskiejn
sposobu „składania" na samochód. Syrena pozostaje nie tylły
jednym z najtrwalszych w Europie samochodów, ale takżej(j
wartość równa się życiowym oszczędnościom (syrena - skai
rodzinny). Syrena - „skorupa", czyli powłoka oddzielona Oz
istoty; syrena - „królowa pobocza" aluzja do częstych defel
tów w podróży; syrena - „sraj-tygiel" - aluzja nadto czytelna
INSTALACJA ARTYSTYCZNA: „KAPSUŁA CZ/
SU". Najbardziej spektakularną metaforą jest dziś egzempkę
z gdańską rejestracją: GTK 4237, który zdobią najróżniejsi
graffiti, wśród których wyróżnia się zdecydowanie, umiesz
czony na bocznej części karoserii, napis: „kapsuła czasi(
1991-2016. Egzemplarz ten ; znany również w innych mia =
tach, komentowany przez warszawską wieść gminną, docjfi
kał się różnych interpretacji. „Kapsuła czasu" może znaczę
czas zakonserwowany, czas skumulowany, ale także „obielo
pomnikowy", jakby zachowany dla przyszłych archeologów
świadomie dziś ukryty, przechowany jako natrwalszy przan
miot polskiej motoryzacji.
b
Inna od powyższej wykładnia pochodzi z kręgów warszawn
kiej Akademii Sztuk Pięknych, na dziedzińcu której syi
na-„kapsuła czasu" parkowała wiosną 1992 r. Z relaiw
pracowników i studentów ASP wynika, że można tu móuji
nawet o swoistym projekcie poznawczo-estetycznym (instalp
cji artystycznej) pn. „kapsuła czasu". Uznano więc, że syret 1
jest zmaterializowaniem czegoś, co jest wśród rzeczy ta,,
„trwałe", że może służyć do skalowania czasu, w któryilj
trwają inne rzeczy. I tak, paradoksalnie, syrena miała bp
nośnikiem czegoś, co nie tyle symbolizuje tradycję i 'p*
wspornikiem społecznej pamięci, jak np. architektura, alejtp
z założenia, a więc w ramach pewnej konwencji, uznane.n
„stare" już w momencie pojawienia się. Syrena „kapsi
czasu" nie ma przy tym prawie nic wspólnego z semantyL
wyrażenia „stare samochody", wskazującą m.in. na pewid
ekskluzywny styl bycia.
st
W ramach projektu „kapsuła czasu" syrena miała przez 5bn
zmieniać swoje miejsce postoju w Polsce, innymi słowy miac;
być wyłączana w różne konteksty, w różne pola rzeczywistość
miała rosnąć w „starość", obrastać powłoką znaczeń w zakir
ności od kontekstu. Miała syrena wzbogacać się o znaczeuje
tym bardziej, im szybciej zmieniały się otaczające ją rzeczy.iw
bardziej dynamiczne były konteksty, w które była włączani
Syrenka stawała się skalą czasu stacjonarnego, zlokalizowanp&lt;
go; czasu rzeczy, a razem elementem strukturującym różw
kolekcje rzeczy, elementem o dużym potencjale semantyc
nym.
o:
Czas stacjonarny, kumulujący się i potencjalizujący w „kaw
sule czasu" mógł być tylko pośrednio, za sprawą kontekstóni

n

n

6

7

H

8

�:
!
;
i
i
)
i

rzeczy i ich lokalnych „historii", rzutowany i przekładany na
linearne uniwersum czasu historycznego (społecznego). Tylko
w ten sposób mógł nabywać wykładników semantycznej
ciągłości i przejrzystości, a zatem znaczyć w kulturze.
Projekt pod nazwą „kapsuła czasu" sprowadzał się ostate­
cznie do ulicznej demonstracji konwencjonalnych ram znacze­
nia w kulturze, do wtórnej semantyzacji rzeczy, innymi słowy
włączania ich w kulturowy dyskurs. Było to również strukturowanie naszej, porwanej i niekumulatywnej tradycji techniczno-motoryzacyjnej.
SYRENA - MATKA „SYRENEK". Stacjonarność, trwa­
łość i rytualność syreny dopuszczały zachowanie kulturowej
tożsamości obiektu, który zarazem był dwukodowy i „przejś­
ciowy". Istota bycia w czasie przypomina istotę matrylineażu.
Syreny jeżdżące dziś po drogach są z gruntu matrylinearne,
z tym że jest to matrylineaż odwrócony, zwężający się. Z setek,
tysięcy różnych „syrenek" składa się jedna Wielka Syrena,
Syrena Matka, która rodzi się z własnych dzieci. Syreny, które
swojej sprawności nie zawdzięczają już dziś fabryce i „składają
się" z innych, kodują w sobie pamięć poprzednich. Syrena to
nie tylko „skorupa", ale i „pałuba". Syreny trwają, umierając
wiele razy, tym bardziej, że pole manewru jest tu stosunkowo
duże, gdyż syrena skoligacona jest z warszawą (60% wspól­
nych części). Każda syrena to potencjalny dawca detali, części
zamiennych, obiekt ściśle zaprogramowanych dekonstrukcji.
DESTRUKCJA - KONSERWOWANIE ZNACZEŃ.
Spojrzenie na syrenę jest więc detalizujące, analityczno-destrukcyjne, a nie syntetyczno-funkcjonalne, przysługują­
ce cywilizacji nowoczesnych samochodów, o których pisał R.
Barthes, iż są „dzisiaj dokładnym odpowiednikiem wielkich
katedr gotyckich". Analizując w Mitologiach
codziennych
(1957) nowy model citroena DS 19 ( „ D " i „ S " - déesse
= „bogini") stwierdzał: „Jest w »Bogini« zaczątek nowej
fenomenologii dopasowania, jakbyśmy przechodzili od świata
elementów spawanych do świata zbudowanego z elementów
odpowiednio dostosowanych, tak iż trzymają się one razem
tylko dzięki zaletom swej cudownej formy (...)" . W stacjonar­
nej syrenie czas najszybciej dopada spawów (w przednich
błotnikach są spawy zamiast głębokich tłoczeń). Dzięki regularnościom pasm rdzy widać doskonale jak przedmiot jest
„zrobiony", zespawany, skręcony połączeniami gwintowymi;
widać, jaka potencja detali kryje się w tej prostej konstrukcji;
jak zachęca do destrukcji, do prac ręcznych, do ekspresji tych
prac. Pierwsze porzucone syreny (apogeum zjawiska - wiosna
1992) byty rozmontowywane na części, takich reanimacyjnych
„przekładek" dokonywano na stojących obok siebie egzemp­
larzach. Te dekonstrukcje, które zazwyczaj musiały być po­
przedzone namysłem: „jak to jest zrobione", utwierdzały
w nawykach, konserwowały zastane znaczenia, utrwalały
pewne modele (zasady i reguły) dawność utrwalała się w teraź­
niejszości.
NISZCZENIE „CUDOWNYCH RUPIECI"
REWO­
LUCJA ZNACZEŃ. Z konserwującą znaczenia transmisją
detali sąsiadują akty niszczenia syren. Obrzędowo-rytualny,
stacjonarny, dwukodowy i „przejściowy" a przede wszystkim
zmetaforyzowany charakter istnienia syren sprawia, że nisz­
czenie jest wejściem w sferę zgęszczonych znaczeń (nawet
w kategoriach teorii informacji samochód jest spotęgowaną
informacją, kumulatywną hybrydą informatyczną); niszczenie
jest docieraniem do sfery mitu i ostatecznie - działaniem
w micie. Syrena jest ponadto jedną z pierwszych, publicznie
dostępnych, rzeczy do spektakularnego zepsucia. Być może
podobne znaczenie ma np. rujnowanie, przeznaczonych do
wyburzenia domów.
Niszczenie syren (uderza niesamowitość tej formuły!) jest
ostatecznie naruszeniem młodego polskiego tabu samochodowego, tym bardziej silnego, że właśnie nowego. Pierwszą fazą
niszczenia nie jest „unieruchomienie", gdyż jest ono właśnie
9

kwintesencją stacjonarności - tzw. postawienie samochodu
„na kołki" (najczęściej cegły). „Moje" wtedy najbardziej jest,
np. zimuje, odnawia się itp. jest „rozbieraniem do snu"
(Grochowiak) albo „studium przedmiotu" (Herbert). Intere­
sująca byłaby „reistyczna" paralela między światem „syre­
nek", a światem poezji tego czasu (np. Białoszewski).
Fenomen niszczenia nie objawia się zatem w zdjęciu kół, ale
raczej w pozostawieniu otwartych drzwi lub ich braku; wybitej
szybie; otwartych klapach bagażnika lub silnika; bardziej
w wybiciu lub zdemontowaniu reflektorów niż wymontowa­
niu silnika. Sfera praktyczno-użytkowa jest w fenomenie
niszczenia mniej istotna niż mityczno-sakralna.
Prawdziwe niszczenie jest destrukcją fetysza, detronizacją
bóstwa, a nie np. zadawaniem „gwałtu", naruszaniem integ­
ralności. Dlatego więc niszczą syreny nie ich byli użytkownicy,
ale ich wnuki. Znane są jednak, i one są tutaj najważniejsze,
rytualne akty niszczenia, zbiorowe, gromadne, z użyciem
środków halucynogennych i wrzaskiem rytualnym. Dzieje się
to najczęściej w czasie waloryzowanym potocznie jako „pus­
ty": wakacyjnym, wczasowym, rekreacyjnym, ale też niedziel­
nym i świątecznym. Niszczenie może być wówczas ekwiwalen­
tne znaczeniowo turnusowemu czy daczowiskowemu „ognis­
ku", „zapoznaniu" lub „pożegnaniu". W polskich miastach
lat 70-tych analogiczną funkcję miało m.in. podpalanie osied­
lowych śmietników, wyrzuconych po Nowym Roku choinek (i
nie tylko choinek!). O „trzeciej wiośnie płonących syren"
mówią dziś mieszkańcy warszawskiego Ursynowa. Wiosna '91
zaznaczyła się serią pożarów syrenek m.in. przy ul. Warchałowskiego na Ursynowie. Niszczenie syren jest dziś w ja­
kimś sensie paralelne rozlicznym ekspresjom młodzieżowych
subkultur, jak też wrzawie wywoływanej dzięki użyciu - po­
wszechnie teraz dostępnych - środków pirotechnicznych.
10

Przeistoczenie polityczne z przełomu lat 80-tych i 90-tych
wyczerpało siłę swoich ulicznych ekspresji, słabnie wrzawa
politycznych rytuałów, odnawia się czas ceremoniałów. Przy­
szła zatem pora na wrzawę dalece bardziej prywatną, staje się
nią niszczenie automobilowych „bożków".
Umieranie syren to dziś najbardziej chyba spektakularny
akt rozstawania się z rzeczami, które personifikowaliśmy,
obdarzaliśmy „duszą", a które miały do niedawna w kulturze
status „cudownych rupieci". Syreny umierają w swych macie­
rzystych przestarzeniach, chciałoby się powiedzieć: - „na
rodzinnych polach", pod domami tych, którym służyły, a nie
na cmentarzyskach-wrakowiskach. Szczególnie dobrze to wi­
dać na wsi, gdzie między drzewami sadu, w których mieszkają
duchy przodków, stoją majestatyczne pojazdy-trumny. Etno­
grafia wrakowiska jest u nas prawie jeszcze niemożliwa. Znam
wrakowiska, które są tylko konstrukcjami wyobraźni, czymś
zgoła metafizycznym, literacką kreacją. Przypominają wów­
czas coś, co umożliwia raczej „rośniecie" wraków, przypomi­
nają bardziej ich „hodowlę" niż wyspecjalizowaną instytucję
11

35

�S E M I O Z A Ś M I E C I . W cywilizacji drewna nie było śmie'
c i , podlegały one - m ó w i ą c najogólniej - mineralizacji albcj
w t ó r n e m u użyciu. Dziś, kiedy na cywilizacji technologiczna
n a d b u d o w a ł a się cywilizacja informatyczna i ona stała si|
drugą n a t u r ą człowieka, musiały pojawić się „odpadki"
śmieci, także śmieci informatyczne) a te z kolei musiały stać sip
obiektami kulturowej semiozy. Nie wszystkie śmieci dadzą sii;
użyć „ w t ó r n i e " nawet w skali wiejskiego obejścia, a tjfl
bardziej w skali domowego gospodarstwa w mieście, gdzt)
spontaniczne, niespecjalistyczne wykorzystanie rzeczy zbęcf
nych zawęża się gwałtownie. Nie wszystkie tym bardziej dads,
się zmineralizować. Powstaje przeklęta n a d w y ż k a cudownych
rupieci, k t ó r ą tworzy nasz stary telewizor (zazwyczaj starycfi
telewizorów jest kilka), nasz stary sprawny jeszcze magnetofoi
(naszych m a g n e t o f o n ó w jest też kilka); nasze stare radia
pralki, l o d ó w k i , w k r ó t c e też komputery, ale stosunkowi,
jednak rzadko - samochody. Wszystko to zaczyna z nami
„ s ą s i a d o w a ć " , tworzyć skupiska rzeczy, które oswoiliśmj
które stały się cząstką naszych biografii, historii rodzinnyci
Za sprawą kulturowej semiozy rupieci (rupiecie to jeszcze ni
śmiecie!) powstały liczne działy m u z e ó w (do muzeum trafik
„ k a p s u ł a czasu") oraz wyspecjalizowane obszary wtórnt
wymiany „nieużytecznego" na tak abstrakcyjne wartoś,
wymienne, jak pieniądz.
1 7

k o m u n a l n ą . Wraki s a m o c h o d ó w istnieją jednak realnie, nieli­
czne ( „ z a l ą ż k o w e " ) wrakowiska t a k ż e . ' Syreny rzadko od­
prowadzane są na wrakowiska; porzucone „ c u d o w n e rupie| cie" tworzą nieprzewidziane kompozycje, stają się parkingowo-ulicznymi hybrydami, funkcjonalizują się wtórnie. „ O swojone" wraki syren są na tę skalę czymś zupełnie n o w y m .
Do tej pory wraki mogły być tylko skutkiem działań wojen­
nych czy k a t a k l i z m ó w .
Projekt pn. „ k a p s u ł a czasu" był o d m i a n ą wtórnej semantyzacji syreny, włączeniem jej ponownie do kulturowego
dyskursu, a tym samym był konserwowaniem znaczeń. Miał
ten sam sens. co destrukcja, rozumiana tu jako, nie zawsze
zgodne z technologicznym p o r z ą d k i e m fabrycznego m o n t a ż u ,
rozmontowywanie „ n a części"; w t ó r n e użycie elementów
- tzw. „ p r z e k ł a d k i " . Ostatecznie Syrena M a t k a Syrenek jest
także „ k a p s u ł ą czasu".
Inny sens ma rytualne niszczenie syren, a przede wszystkim
ich palenie. Płonące syrenki to w pewnym sensie podniosły akt
ocalenia idola przed zbeszczeszczeniem i wyrzuceniem go na
śmietnik. To dramatyczny gest obrony przed wyłaniającą się
u nas n o w o ż y t n ą cywilizacją śmieci, dla której „dzieje" syreny
są znakomitym p r ó b n i k i e m , stosunkowo nieźle diagnozują­
cym jej fazę inicjalną.
Pożary są też synonimem Wielkiego S p r z ą t a n i a . Ogień jako
rodzaj materii i n f o r m i s wyznacza sferę liminalną, p r o g o w ą ;
rozgranicza z a r ó w n o duże, jak i małe sekwencje kulturowe;
jest znakiem „ p r z e m i a n y " , przejścia od jednego typu rzeczywi­
stości do drugiego. M o ż n a mówić nawet o sztuce ognia j a k o
odmianie praktyki artystycznej, charakteryzującej się swoistą
estetyką. Dobry przykład znaleźć m o ż n a m.in. w opowiadaniu
Anatola Ulmana pt. Piękne pożary
. P o ż a r to fenomenalny
akt zaistnienia piękna, najbardziej bezinteresowna w a r t o ś ć
estetyczna. W tekście Ulmana mowa jest o wystawianiu przez
pisarza na sprzedaż, nie zwerbalizowanych wizji „pięknych
p o ż a r ó w " , k t ó r e pisarz oferuje na targowisku obok sprzedaw­
cy starych rupieci, sprzedawcy mającego na zbyciu „teorię
ontologiczną w y s n u t ą z ordynarnej fizjologii".
Bazar, targowisko, na k t ó r y m wystawiało się stare rupiecie
i w ten s p o s ó b jakby sprzątało własne domostwo czy obejście,
staje się dziś m e t a f o r ą „ w s p ó l n o t y " , jakby n o w ą zasadą
istnienia świata, pojawiającą się zamiast, nie tak dawnej
jeszcze - zasady ideologicznej. „Piękne p o ż a r y " wystawiane na
sprzedaż są najwymowniejszym znakiem alienacji i deprecjacji
sztuki. Odzyskują jednak swój sens w ramach idei Wielkiego
Sprzątania, k t ó r a rozciąga się dzisiaj także na społeczne
praktyki „ n a w r ó c e ń " , błuźnierstwa, herezji czy łustracji,
a więc na wszelkie zachowania transgresywne. Wielkie Sprzą­
tanie jest projektem „ n o w e j " przestrzeni, prefiguracją „ n o ­
w y c h " zdarzeń, a zatem i „ n o w e g o " czasu.
2

13

14

15

16

36

„Wieś s ł o m i a n a " - jak pisał Tadeusz Nowak nie znał
rzeczy zbędnych. Ilość słów była względnie r ó w n o w a ż n a iloś
rzeczy. Nie było więcej rzeczowników niż rzeczy, nie było wie^
nadwyżki rzeczy ani rzeczy, z którymi nie umiano by sobi,
radzić. Ta idealizująca, czy wręcz utopijna retrospektyw,;
pomaga wyznaczyć miejsce, w k t ó r y m jesteśmy. Jeszcze dat
dajemy sobie radę z cywilizacją szamb; jeszcze jest do opanc
wania, w naszej polskiej skali, rozrastająca się cywilizacji
starych opon, starych swetrów, starych rajstop; to wszystkL
jeszcze ulega spontanicznemu i niewyspecjalizowanemu prze
tworzeniu i wchłonięciu albo w t ó r n e m u użyciu. N p . z butelel!
m o ż n a postawić sobie domek na działce (przykład z n a ł
z Warszawy).
Jakkolwiek w Makowie Mazowieckim m o ż n a zobaczył
przykryty dachem syreny stos drewna na opał, to jednaj|
generałnie inaczej ma się rzecz z wrakami porzuconycl
a raczej pozostawionych sobie, s a m o c h o d ó w . Te właśni 1
w procesach semiozy kultury polskiej reprezentuje i syn!
bolizuje - syrena.
'
Syrena poprzez całkowicie spełnioną swoją „historię gutui ]
k o w ą " (jej „ p o c z ę c i e " i „ k r e s " mieszczą się w gruncie rzeer
w pamięci jednego pokolenia), przez tak wyraźne odgraniczt
nie od historii innych rzeczy, z trudem odsyła do jakict \
historii paralelnych, zamazujących czy też neutralizującyd ^
oryginalność kulturowej sekwencji pod nazwą: samochó j
„Syrena".
(
W ten s p o s ó b , stosunkowo wyraziście, historia syren) i
zapisana w tysiącach ekspozycji parkingowo-chodnikowyc j
oznacza p r a k t y c z n ą ideologię śmietnika. Opozycja piej,
ne-brzydkie nie posiada dziś prostej ekwiwalencji w opozyc'
piękne-śmietnikowe. Zakresy znaczeń brzydoty i śmietnik i
wości są rozsunięte. Kontekstem „praktycznej ideologii śmii c i " stanowić m o ż e stara ideologia estetyczna (np. estetyk
brzydoty o proweniencji jeszcze natu'ralistycznej, w tym n|
turpizm w poezji Grochowiaka, wiersze M i r o n a Białoszewk
kiego, Psalm śmietnikowy
Tadeusza Nowaka, malarstw,
Dudy-Gracza). Kontekst ten może stanowić również iniil
ideologia praktyczna, czyli ekologizm, aspirujący niekied 1
w skali globalnej do zastąpienia dawniejszych historiozofii.
Syreny, k t ó r e nie poddane zostały próbie rytuałów ognij
p r z e c h o d z ą oto z kręgu cudownych rupieci do sfery śmieć,
sfery abstrakcyjnej, śmietnikowej, ale jakby „niegnilnej' s
Rzeczy śmietnikowe przestały mieć „ d u s z ę " (miały ją jeszcz
rupiecie). Zastąpiły j ą znaki, emblematy, etykiety, metki cz I
też fotografie rzeczy. Znaki zastępują rzeczy, a tych jest jakb
(

1

1

�więcej niż trzeba! Cywilizacja i kultura oszukuje n a t u r ę ,
podmieniają. W kulturze współczesnej semiotyka śmietników
stanie się być może nie mniej ważna niż - w potocznym
odbiorze semiotyka dzieł sztuki.
Pozostawione sobie syreny tworzą kompozycje parkingowo-chodnikowe i zapewne nie szybko wymazane z o s t a n ą
z naszego otoczenia wizualnego. Wciąż jeszcze znaczą jakieś
porzucone historie, a niekiedy wyrzucony na śmietnik życio­
rys.
„Umierające" syreny symbolizują również istotne dekom! pozycje i przesunięcia społeczne. Zaczyna wyłaniać się na
szerszą skalę socjologiczny problem społeczności ludzi wy­
zbytych „własnych śmieci". Stają coraz wyraźniej zagadnienia
„społeczności wysypisk", „społeczności ś m i e t n i k ó w " , społe­
czności coraz bardziej autonomizujących się, subkulturowych , zyskujących określone właściwości strukturalne, wy­
kształcających nawet swoiste osobowości statusowe.
18

Wraz z nimi odchodzi określona formacja ludzi (formacja
PRZ

0 określonych parametrach socjologicznych; ludzi, którzy
albo spadają „w dół", gdy syrena okazała się ich pierwszym
1 ostatnim samochodem, a dziś nie stać ich już na inne biografie
zawodowe i społeczne, albo wspinają się „w górę", przesiada­
jąc się do innych samochodów. Narzuca się tu pewna analogia.
Tak jak syrena otworzyła nową sekwencję kulturową, kulturo­
wą bardziej niż motoryzacyjną, tak po latach sekwencję
paralelną, nową, ale już ściśle motoryzacyjną, otworzył nie
tzw. „duży fiat" (F125p), nie „maluch" (F126p), nie „Polo­
nez" (ten bez pseudonimu!), ale samochód toyota - flagowy
pojazd polskiego folk-biznesu lat osiemdziesiątych .
Odchodzenie syren zamyka heroiczny epizod polskiej soc­
jalistycznej motoryzacji. Pałuby czy „skorupy" porzuconych
syren sąsiadują na ulicach i chodnikach z porzuconymi
puszkami po coca-coli. Czas odchodzenia syren czas rozlicz­
nych spektakli śmietnikowych, zbiegł się z czasem nadejścia
króliczków „Playboya".
luty 1993
19

PISY

1

M. Roche, Samochód (w:) Psychologia życia codziennego. Pod
rejestracyjne czeka tam rok na beztroskiego właściciela. Jeżeli nie ma
red. M. Reuchlina, Warszawa 1983. Por. także: E.T. Hall, Ukryty
tablicy rejestracyjnej stoi dwa lata. Po tym terminie przechodzi na
wymiar (rozdz. Miasta i kultura), Warszawa 1976
własność skarbu państwa. Tak długie przechowanie wraków jest
T. Vehlen, Teoria klasy próżniaczej, Warszawa 1971
bardzo kosztowne. Jeśli samochodu nie odbierze właściciel, za
Życie bez fikcji. Dzienniki. Wybór, wstęp i oprać. S. Adamczyk, transport i „opiekę" nad wrakiem płaci urząd miasta. Rok postoju
na wrakowisku kosztuje 1,5 min zł." „Gazeta Stołeczna", s. 2
Warszawa 1976, s. 50, 113, 227
Upowszechnia się wtórne użycie wraków syrenek. Przykładem
Znamienna jest funkcja tych przedmiotów w stereotypowych
może być młodzieżowy klub Fugazi w Warszawie (1992). Wrak
wyobrażeniach żołnierzy Armii Radzieckiej w okresie wojny, a póź­
syreny odpowiednio przystosowany był swego rodzaju dekoracją
niej „nowej" władzy w Polsce, co doskonale oddają ulotki „pod­
frontonu tego klubu. Także w klubie Stodoła obok barku i w patio
ziemia" lat 40-tych i 50-tych, zawierające satyryczne rysunki i wier­
umieszczone były, pomalowane na żółto i czerwono, wraki syren.
sze na ten temat. Np. „Przyjaciele Kacapy! Zabraliście nam Radia,
Pełniły m.in. te funkcje, które przed eleganckimi sklepami spełniają
Zegarki i Rowery. I nie poszliście z Polski do jasnej cholery (...)"
donice z ozdobnymi drzewkami. Ten swego rodzaju paradoks
126 x I26p. Oprać. K. Strzelecki, Warszawa 1978
* W relacji „Nowego Dziennika" możemy przeczytać: „Kapsuła estetyczny służy kontestowaniu „nowych" wzorów dekoracji wnętrz
i frontonów domów, ale też może być natarczywym powtórzeniem
czasu" to nic innego jak stary polski samochód marki syrena,
pytania: „co zrobicie z moim trupem"? Co zrobicie z Waszą
osobliwie pomalowany i popisany, a następnie przewieziony do
Syrenką?
Stanów Zjednoczonych. Autorem całego pomysłu był Dwyno Szot,
Samochód syrena stał się nośnikiem wtórnych znaczeń, które
Amerykanin polskiego pochodzenia mieszkający w Kalamazoo
bądź ujawniały się przez włączenie syreny w kolekcje innych rzeczy
w Sianie Michigan. Podczas wizyty w Polsce zainteresował się
(projekt pn. „kapsuła czasu", kompozycje parkingowo-chodsamochodem syrena, który nabył i następnie pomalował na bia­
nikowe, elementy architektury klubowych frontonów i wnętrz),
ło-czerwony kolor. Potem poprosił burmistrza Gdańska, aby pod­
bądź też przez włączenie w dyskurs językowy: narracje folklorystycz­
pisał się na karoserii, a w ślad za nim poszło wielu innych ludzi,
ne, kawały i dowcipy, inkskrypcje na murach.
składając swe autografy na „Syrence". Szot wyruszył w trudną
O semantyce ognia w sztuce romantycznej pisze M . Porębski,
podróż po Polsce i podczas tej właśnie wycieczki ochrzcił psujący się
Semantyka sztuki romantycznej, (w:) Ikonografia romantyczna.
średnio dwa razy dzienne samochód mianem „Kapsuły Czasu".
Praca zbiorowa pod red. M . Poprzęckiej, Warszawa 1977
Pojazd został zabrany do Ameryki i umieszczony w muzeum
A. Ulman, Piękne pożary, „Regiony" 1992, nr 3^4
samochodów (Gilmore Car Museum). „Nowy Dziennik" Polish
Taką wykładnię ma przecież sprzątanie „przed zimą", sprątaAmerican Daily News, New York, 17 IX 1992, nr 5521, s. 4
nie wiosenne, ale także porządki sobotnie i wielkie porządki
Por. Syrena numher one, „Gazeta Wyborcza", 26 X 1992.
świąteczne. Do ukrytego sensu rytuałów Wielkiego Sprzątania
W notatce czytamy min.: „W Warszawie i okolicach zarejest­
nawiązywały zachowania ludzi, które mogłem obserwować w sobotę
rowanych jest 30 tys. 817 samochodów wyprodukowanych w latach
19 grudnia 1992 r. na ul. Międzynarodowej w Warszawie, kiedy to
1950 1970. (...) Dane mogą zawierać pewien margines błędu. Nie
Tygodnik Mieszkańców Pragi Południe „Olszynka" i Miejskie
wszystkie wprowadzone do ewidencji samochody muszą fizycznie
Zakłady Oczyszczania urządziły całodzienną akcję pn. „Swój dom
istnieć (...). Pierwsze miejsce na tej niecodziennej liście rankingowej
sprzątamy - innym pomagamy". W rozplakatowanych ogłosze­
(22 42-letnich) samochodów zajmuje poczciwy wytwór FSO - syre­
niach można było przeczytać m.in.: „Zaczynamy w sobotę 19
na. Na naszych ulicach jeździ aż 5 tys. 172 syrenek. Na drugim
grudnia, na ulicy Międzynarodowej. Od samego rana tego dnia
miejscu znajdują się volkswageny (to niewątpliwie zasługa gar­
możemy wystawiać na chodnikach (możliwie najbliżej narożnych
busów) - 4 tys. 38. Na trzecim zaś warszawy - 3 tys. 671" „Gazeta
wyjazdów) wzdłuż całej ulicy Międzynarodowej wszystko, czego
Stołeczna", s. 6
chcemy się z domu pozbyć: meble, pralki, lodówki, odkurzacze,
Informacje zawdzięczam prof. Marianowi Nowińskiemu, Tere­
lampy, telewizory, sprzęt kuchenny, ubrania, zabawki itp. To, co
sie Plata i Stanisławowi Bajowi z APS oraz Jackowi Krzysińskicmu
nam zawadza i jest już niepotrzebne. Zapraszamy jednocześnie
- studentowi Uniwersytetu Warszawskiego
wszystkich chętnych do wybrania sobie rzeczy, które mogą się
' R. Barthes, Mit i znak. Eseje. Wybór i słowo wstępne J.
przydać we własnym gospodarstwie domowym. (...) Rzeczy już
Błońskiego, Warszawa 1970, s. 79'
nikomu niepotrzebne będą uprzątane od godziny 18.00 przez
Rytualnej przemianie czasu (noc sylwestrowa: granica „nowe­
Miejskie Zakłady Oczyszczania E5"
go" i „starego" czasu) towarzyszą m.in. pożary (podpalenia)
Np. polskie przysłowia nie znają pojęcia śmieci jako odpad­
domków na działkach pracowniczych. Wg informacji Bronisława
ków, czegoś zbędnego. Śmiecie są synonimem własności, gos­
Snrowiaka tylko na działkach przy ul. Kinowej w noc sylwestrową
podarzenia, obfitości dóbr. „Stare, własne śmiecie" to synonim
1991 1992 spłonęło 5 domków.
tutejszości, domowości, znak zasiedzenia, wykładnik tożsamości.
" M. Pilot, Bitnik Corgelewski, Warszawa 1989, s. 46^17
Śmiecie to coś, co „miecone" i „miecione", a więc pierwotnie:
Pogotowie ze szczotką i dźwigiem, „Gazeta Wyborcza", 20 V I I mnogie, niepoliczalne, rozproszone, oznaczające bogactwo.
1992, fragment pod tytułem Cztery wraki dziennie, gdzie czytamy
Por. Bal kloszardów. „Rzeczpospolita" 1993. nr 29(4 I I 1993)
m.in.: „Obliczyliśmy, że w Warszawie jest około 6 tys. wraków
Pośrednio potwierdzają to nawet lokalne dowcipy, jak choćby
samochodów porzuconych na ulicach, chodnikach i parkingach (...)
ten o biznesmenie z Bielin pod Kie Icami, którego syrena wzbudzła
W ciągu jednego dnia na wrakowisko na ul. Grodziskiej trafiają
ogromne zainteresowanie Włochów. - „TO YO TOM przyjechoł"
przynajmniej cztery bezpańskie samochody. Jeśli pojazd ma numery
- wyznał nie bez satysfakcji, podziewiającym pojazd Włochom.
2
1

4

1 3

5

1 4

1 5

1 6

1

1

10

1 7

12

1 8
1 9

Fot. Michał Luboradzki

37

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6540">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ced620c2b6b4f96923ac4db4ecbfef31.pdf</src>
        <authentication>8433a9aef5c5f9beb70ed6434adac58a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78105">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78106">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78107">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78108">
                <text>Fotografia chłopów polskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78109">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.113-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78110">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78111">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78112">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78113">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78114">
                <text>И . 1. R o d z i n a Gołiszów z Ł a ź n i k , 1937 r. N a d e s ł a ł a J a d w i g a M a r k o w s k a , L a ź n i k i ,
w o j . skierniewickie

'.och Sulima

FOTOGRAFIA C H Ł O P Ó W POLSKICH

Fotografia c h ł o p ó w polskich j a k o zjawisko k u l t u r o w e p o j a w i a

bogatym kolekcjom,

co

je w y o d r ę b n i a

j a k o osobne zjawisko

ę na s z e r s z ą s k a l ę w k o ń c u X I X w i e k u a rozprzestrzenia się

k u l t u r o w e . S w o i s t o ś ć tego zjawiska m o ż e b y ć o k r o ś l o n a dopioro

• dwudziestoleciu m i ę d z y w o j e n n y m .

po

Rozproszone dotychczas,

zbadaniu f u n k c j i fotografii,

wydobyciu

aspoktu nie

tylko

r a j d u j ą e o się w muzoach etnograficznych, h i s t o r y c z n y c h i do­

ikonologicznego, ale w p i e r w s z y m r z ę d z i e semiotycznego. Poz­

ł o w y c h a r c h i w a c h kolokcje z d j ę ć nie p o z w o l i ł y na p e ł n o

za-

nanie wielości t y c h f u n k c j i , o k r e ś l e n i e ich p o d s t a w o w y c h t y p ó w ,

tnionie tego zjawiska

jak

m o ż e dopiero s t a n o w i ć p r z e s ł a n k ę m ó w i e n i a o fotografii c h ł o p ­

iwnioż samych m i e s z k a ń c ó w w s i , k t ó r y c h t e fotografie d o t y c z ą ,

skiej j a k o w z g l ę d n i e j e d n o r o d n y m zjawisku k u l t u r o w y m , k t ó r e g o

opioro p l o n k o n k u r s u Fotografia

wsi zorganizowanego

i s t o t ę m o ż n a u c h w y c i ć przez odniesieuio do zjawisk w k u l t u r z e

1983 r. przoz r e d a k c j ę „ N o w o j W s i " i „ F o t o g r a f i i " , na k t ó r y

c h ł o p s k i o j analogicznych, zjawisk tej samoj skali. M o ż n a do n i c h

w

świadomości
polskiej

badaczy k u l t u r y

i p ł y n ę ł o 6000 z d j ę ć oraz wiolka w y s t a w a Fotografia
ilskich

chłopów

o t w a r t a w l i p c u 1985 r o k u w warszawskiej Z a c h ę c i e ,

i w i a d o m i ł a w a g ę i zasięg zjawiska.
etnograficznej czy rogionalnej w a r t o z w r ó c i ć

opowiości

wspomnieniowe

(tzw.

„opowieści

z

życia"),

p a m i ę t n i k i c h ł o p s k i e , zapisy k r o n i k a r s k i e , samorzutnie s p o r z ą ­

Nie w c h o d z ą c w bogactwo szczogółów n a t u r y historycznej,
cjalnej,

zaliczyć m . i n . charakterystyczne dla p r z e ł o m u X I X i X X w i e k u
ustne

uwagę

i sam fenomen fotografii c h ł o p s k i e j , na to, co jest w s p ó l n e t y m

dzane przez c h ł o p ó w monografie ( „ h i s t o r i o " ) wsi i o k o l i c y . W sto­
s u n k u do w y m i e n i o n y c h w y ż e j f o r m ekspresji k u l t u r y
fotografia

była ekspresją wykorzystującą

materiał

ludowej
innorodny

113

�inne t w o r z y w o semiotyczne. O w ą i n n o r o d n o ś ć n a l e ż y s z c z e g ó l n i e

b y ł a na wierze w słowo mówione,

p o d k r e ś l i ć , g d y ż b y ł a ona r ó w n o z n a c z n a z wprowadzeniem no­

mówiących,

wego „ j ę z y k a " , o d k r y c i e m nowego w y m i a r u

pretowaniu, p o r ó w n y w a n i u

świata.

O rzeczywistych funkcjach f o t o g r a f i i nie m o ż n a

rozstrzygać

z a s a d z a ł a się na

wiarygodności

w y p o w i a d a j ą c y c h s ł o w a „ t e r a z i t u " , a nie n a inter­
n p . p r z e k a z ó w pisanych,

obrazów

i ocen r z e c z y w i s t o ś c i znanych z k s i ą ż e k l u b i n n y c h ź r ó d e ł po­

bez rzetelnych b a d a ń t e r e n o w y c h . Istnieje w s z a k ż e pokusa m ó ­

ś r e d n i c h . Pismo i k s i ą ż k a m i a ł y do pewnego m o m e n t u w a r t o ś ć

w i e n i a o f u n k c j o n o w a n i u c h ł o p s k i e j f o t o g r a f i i m . i n . na podstawie

mityczno-magiczną, znaczyły częstokroć jako piktogramy, jako

l e k t u r y bogatej
zdjęć

zgodno

kolekcji listów chłopskich stanowiących

z instrukcją

organizatorów

opisy

konkursu. Listy

te

ogłoszone z o s t a n ą w k r ó t c e w kwartalniku „ R e g i o n y " . Wstępnie
wymienić można następujące
•prezentacyjna

funkcje p o d s t a w o w e :

(utrwalanie p r z e d m i o t ó w , s t a n ó w ,

dokumontowanio

zjawisk);

obrzędowa

grzebu, wosela); identyfikująca

(pamiątki

ruchu

ludowego,

komunii,

po­

( a k t y t o ż s a m o ś c i , realizacja w y ­

m o g ó w a d m i n i s t r a c y j n o - p r a w n y c h ) ; ideologiczna
działań

poznawczo-

„wyglądów",

wiciowego: wizerunki

obrazy l u b p r z e d m i o t y sakralne, k t ó r y c h znaczenia dane b y ł y
niejako z g ó r y i o s ł o n i ę t e

tajemnicą.

W ł a ś n i e fotografia, a nie m a l a r s t w o , nie opis, p a m i ę t n i k , ga­
zeta, k s i ą ż k a , z ł a m a ł y ostatecznie m o n o p o l s ł o w a

mówionego

w kulturze ludowej. Prawda słowa mówionogo została zastąpiona
w najbardziej j a s k r a w y s p o s ó b „ p r a w d ą " fotografii. Fotografia
absolutyzuje

prawdę

naoczną,

zastępując

przy

tym

prawdę

(dokumentacja

a u t o p s j i , p r a w d ę d o ś w i a d c z e n i a b e z p o ś r e d n i e g o . S t ą d m . i n . nie

przywódców,

m a w fotografiach deformacji, t z n . nio m a postaci, p r z o d m i o t ó w

z d j ę c i a z manifestacji, k u r s ó w , d o ż y n o k j a k o z n a k i ideowej i po­

czy s y t u a c j i niezgodnych z n o r m ą e t y c z n ą czy s p o ł e c z n ą . W spo­

l i t y c z n e j t o ż s a m o ś c i ) ; magiczna,

s ó b w r ę c z m o d e l o w y fotografia w y d o b y w a te t r e ś c i i w a r t o ś c i ,

o z a s i ę g u w gruncie rzeczy j u ż

s z c z ą t k o w y m (zdjęcie j a k o wizerunok, „ c i e ń " , dusza, oraz z w i ą ­

k t ó r o m o ż n a n a z w a ć u n i w e r s a ł izmem c h ł o p s k i m . C h ł o p , stając

zane z t y m p r a k t y k i w r ó ż b i a r s k i o i t p . ) . O p r ó c z f u n k c j i podsta­

przed o b i e k t y w e m , rzadziej wiejskiego, najczęściej m a ł o m i a s t e c z

wowych

kowego fotografa, odtwarzał

m o ż n a w s k a z a ć funkcje w t ó r n e , k t ó r y c h zasięg i do­

niosłość b ę d z i e zapewno w z r a s t a ć . S ą t o m . i n . : funkcje
(tworzenie t e k s t ó w z k o l e k c j i z d j ę ć ) ; prestiżowe
prezentowanych

przedmiotów,

obiektów);

j a k o z n a k i eksprosji zabawowej).

estetyczne

(hiorarchizowanie
ludyczne

(zdjęcia

1

uniwer

sałną formę człowieczeństwa, człowieczeństwa uogólnionego, t a k ą
k t ó r ą a k c e n t o w a ł n i e g d y ś a n t y k a p ó ź n i e j ronosans. N a c h ł o p
skich fotografiach m a m y w i ę c do czynienia zo s k r ó t e m , syntezj

F o t o g r a f i a c h ł o p ó w polskich rzadko i n t e r e s o w a ł a e t n o l o g ó w ,
częściej doconiali joj istnienie h i s t o r y c y r u c h ó w s p o ł e c z n y c h oraz
h i s t o r y c y k u l t u r y , k t ó r z y t r a k t o w a l i j ą j a k o ź r ó d ł o historyczne.
Fotografię

sobą wszystkie najistotniejsze modelt

w ł a s n e g o w y o b r a ż e n i a siebie. Fotografie p r z e d s t a w i a j ą

c h ł o p s k ą w i d z i e ć n a l e ż y nie t y l k o j a k o n o w y t y p

a nade wszystko symbolizacją

kondycji

ludzkiej

w ogóle. W t y n

n a l e ż y w i d z i e ć w y j ą t k o w ą w a r t o ś ć k o l e k c j i c h ł o p s k i c h fotogra­
m ó w , i c h o g ó l n o k u l t u r o w e g o znaczenia.
F o t o g r a f i a noutralizuje k u l t u r o w y d u a l i z m czasu i przostrzoni

ź r ó d ł a do poznania k u l t u r y l u d o w e j , ile nową formę

ekspresji

tej

„ u p r z e s t r z e n i a " czas, ale j e d n o c z e ś n i e w p r o w a d z a aspekt tempo

kultury.

manifestacją

r a l n y w s t o s u n k i przestrzenne. F o t o g r a f i a jost sposobem opero

tej

cechy

Fotografia

okazała

światopoglądu

wszystko kryterium

prawdy

się najdoskonalszą

chłopskiego,
naocznej.

która

akcentuje

nade

I n n y m i słowy ludowe w y ­

w a n i a p r z e s z ł o ś c i ą , znaczy

przemianę i procesualność

K i e r u j e t y m s a m y m u w a g ę n a elementarno

świata

kwostio p o d m i o t o

p o w i e d z i o świecie p o n a w i a j ą nieustannie przeciwstawienia t y p u :

w o ś c i m . i n . n i e j a w n y m j u ż dzisiaj odniesieniom do

„ p o d o b n e " — „ n i e p o d o b n o " , „ p r a w d z i w e " —• „ n i e p r a w d z i w e " .

w y o b r a ż e ń „duszy widzialnej", i n n y m i słowy wierzoń związanycl

J e s t t o k r y t e r i u m opisu i poznania ś w i a t a przez, a u t o p s j ę , sta­

z s y m b o l i k ą cienia.

wanie

Kultura

n a d e s ł a n y m na wspomniany wyżej konkurs b r z m i a ł a : „ P r z e s y ł a ń

c h ł o p s k a w tej postaci, w j a k i e j z n a l i ś m y j ą do tej p o r y , o p a r t a

c i s w ó j c i e ń " ) . M o ż n a u z n a ć f o t o g r a f i ę c h ł o p s k ą za jeden z nie

114

za

każdym

razem

naprzeciw

całemu

światu.

(Jedna z d e d y k a c j i na z d j ę c i u

ludowycl
chłopskin

�I I . 3. A n t o n i Deszczka z Siennowa (z lewej), z k o l e g ą w w o j s k u a u s t r i a c k i m , 1916 r . N a d . M a r e k J a w o r n i c k i , B o s ó w n o , w o j . c h e ł m s k i e ;
i l . 4. L e g i o n i s t a z m a t k ą , 1918 r . N a d . H a l m a K a r w a t , L u b l i n ; i l . 5. J ó z e f U r b a n e k z synem Tomaszem p r z y koszeniu k o n i c z y n y ,
1921 r . Z k o l e k c j i J a n a Guzka, W ą g l i k o w i c e , w o j . g d a ń s k i e
5

115

�I I . 6. W o b e j ś c i u — r o d z i n a W i t o l d a Chroma ze w s i Opsa, 1926 r . N a d . E l ż b i e t a D r z y z g a , Bydgoszcz
I I . 7. P i o t r J a ś k o w i a k z ż o n ą , przed wyruszeniem na f r o n t I w o j n y ś w i a t o w e j . N a d . J o l a n t a
J a ś k o w i a k , Parzew, w o j . k a l i s k i e

w i e l u ś r o d k ó w samorefleksji m o ż l i w e j d z i ę k i operacjom na przedmiotach-znakach a nie (jeszcze nie!) n a p o j ę c i a c h - z n a k a c h c z y l i
kategoriach
charakter
przez

analitycznych. Fotografia

świata,

zasadę

z r y w a ze

cykliczności,

akcontuje

światoodczuciem
sugeruje

kierunek

W p r o w a d z a elementarne p r z e s ł a n k i hiatoryczności,
historyczność

natychmiast

procesualny

zdominowanym

sakralizuje poprzez

upływu

czasu.

ale t e ż o w ą
kolekcje

zdjęć

t y p u o b r z ę d o w e g o czy genealogicznego. J a k m o ż n a s ą d z i ć c h o ć b y
t y l k o z p o b i e ż n y c h obserwacji t e r e n o w y c h fotografia stosunkowo
szybko przechodzi do sfery sacrum, g d y d o t y c z y

przodków,

o b r z ę d ó w r o d z i n n y c h , l u d z i tragicznie z m a r ł y c h a w i ę c

tych,

k t ó r z y przeszli n a „ t a m t e n " ś w i a t , do „ t a m t e g o " czasu. Przede
w s z y s t k i m z d j ę c i a nagrobne s a k r a l i z u j ą się i k a n o n i z u j ą

bardzo

szybko co m a z w i ą z e k z c h a r a k t e r y s t y c z n ą d l a k u l t u r y
pejskiej

semiotyką

l u d z k i e j t w a r z y . N a te

sprawy

euro­

zwracała

u w a g ę c y t o w a n a w y ż e j A . Wieczorek, p i s z ą c m . i n . : „ N i e pasuje
n a nagrobek fotografia k o l o r o w a . C z a r n o b i a ł a jest w g i n f o r m a t o ­
r ó w „ p o w a ż n i e j s z a " . S p o s ó b fotografowania w y d a j e się t u k a ­
n o n i c z n y . Z n a m i e n n a jest p r a k t y k a fotografa z Opoczna, k t ó r y
twarze

kobiet

na

fotografiach

obdarzał

jednakową

fryzurą

i b i a ł y m k o ł n i e r z y k i e m przy czarnoj s u k n i , m ę ż c z y z n z a ś „ u b i e ­
r a ł " w jednakowe g a r n i t u r y " .
D z i ę k i g ł ę b o k i m , d z i ś jeszcze n i e k i e d y ż y w y m ,

związkom

z s y m b o l i k ą „ c i e n i a " (duszy, ż y c i a i ś m i e r c i ) fotografia c h ł o p s k a
ааторогпапга

poprzez

„ s a m o w i d z o n i e " . A n a l i z o w a n a m . i n . przez Frazera

uczestniczy

w

elementarnych

aktach

i Moszyń­

skiego l u d o w a s o m a n t y k a „ c i o n i a " w i ą ż e się zazwyczaj z k u l ­
t u r o w y m znaczeniem a k t u p r z e j ś c i a na „ t a m t o n " ś w i a t , co znaczy
„ p r z e s u n i ę c i e s i ę " w byeio, postawienie się „ n a z e w n ą t r z siobio"
Opisywana przez e t n o l o g ó w t r o s k a o w ł a s n y c i e ń , k t ó r e g o utrato
z a g r a ż a ż y c i u l u b p o w o d u j e c h o r o b ę , obawa k r a d z i e ż y cienie
m . i n . przoz „ z ł e oko s k r z y n k i " ,

r z u t u j e na funkcje i sposobj

posługiwania się fotografią w kulturzo chłopskiej. Należy sądzić
iż s t ą d w ł a ś n i e bierze się potrzeba p r z e c h o w y w a n i a z d j ę ć w zam

116

�k n i ę e i u , aby nie d o s t a ł y się w r ę c e o s ó b trzecich, k t ó r e m o g ł y b y
m i e ć w p ł y w n p . przez n a k ł u c i e , p r z o k r e ś l e n i e l u b

zniszczenie

f o t o g r a m u , n a losy postaci przedstawionych n a z d j ę c i a c h . D o t y ­
czy t o przede w s z y s t k i m zdjęć o s ó b ż y j ą c y c h .
F o t o g r a f i a , przede w s z y s t k i m ta, na k t ó r e j w y o b r a ż o n a jest
ludzka twarz, winna b y ć „ z a m k n i ę t a "

(w skrzyni,

szufladzie

s t o ł u , a l b u m i e ) b ą d ź w ł ą c z o n a do sfery sacrum ( z a t k n i ę t a

za

ś w i ę t y m obrazem). P o ś r e d n i ą f o r m ą jost przechowywanie z d j ę ć
w k s i ą ż e c z k a c h do n a b o ż e ń s t w a . Przekazywanie w ł a s n y c h
cudzych

podobizn

obwarowane

jost

określonymi

Zdjęcie m o ż n a p r z e k a z a ć („ofiarować")

rodzinio,

lub

sankcjami.
najbliższemu

oraz B o g u . Zdjęcio z a t k n i ę t e „ z a o b r a z " jest znakiom p r z y ł ą ­
czenia do w s p ó l n o t y w i a r y , k t ó r a gwarantuje k a ż d e m u człowie­
k o w i los i n d y w i d u a l n y c h o ć dla wszystkich ostatocznie w s p ó l n y .
F o t o g r a f i a z a s t ę p o w a ł a osoby same, s t a w a ł a się s u b s t y t u c j ą
przedstawianej postaci, b y ł a

równoważna

ludzkiemu

bytowi.

P r z e s y ł a n e za ocean l u b do f r o n t o w y c h o k o p ó w fotografie c h ł o p ­
skie nie t y l k o o d t w a r z a ł y więź r o d z i n n ą , ale z a s t ę p o w a ł y k o n ­
k r e t n e osoby. Charakterystyczno są p o d t y m w z g l ę d e m p r z y k ł a d y
wkomponowywania

w

zdjęcia

pogrzebowo w i z e r u n k ó w

nieo­

becnych na n i c h o s ó b ; o s ó b , k t ó r o n o r m a s p o ł e c z n a n a k a z y w a ł a
2

n i e o d w o ł a h i i o w i d z i e ć na t y c h z d j ę c i a c h . N i e s t e t y m a ł o znana
jest l u d o w a magia z w i ą z a n a z

fotografią.

C h ł o p s k a fotografia — j a k j u ż s t w i e r d z a ł e m w y ż e j — z a c z ę ł a
w y r ę c z a ć m ó w i ą c e osoby, a m o ż o raczej z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć t r e ś c i
mówione, prawdy bezpośrodnio. Właśnie o zastąpienie

treści,

której

a

prawdziwość

gwarantować

mogła

tylko

mowa,

nie

t r e ś c i p r z e ż y w a n e , p o d m i o t o w o czy psychologiczne idzie osta­
tecznie w c h ł o p s k i c h fotografiach. Postaci przedstawione na t y c h
z d j ę c i a c h s ą w e w n ę t r z n i e m i l c z ą c e , a raczoj t y m milczeniem do
I I . 8. A n n a i Sebastian D y b k o z B i e l i n , f o t . Franciszek K u l p a ,
1933 r. N a d . D a n u t a D r u m l e w s k a , Opole

I I . 9. Pieczenie chleba w izbie folwarcznej. N a d . A n d r z e j U f h i a r s k i , S m i ł ó w , w o j . tarnowskie

117

�I I . 10. Pranie w sadzawce. N a fotografii Helena T r o j a n , J a n i n a Marchalska, S a l o m e ą Bazan.
Franciszek K u l p a , 1927 r . N a d e s ł a ł a D a n u t a D r u m l e w s k a , Opole

Fot.

nas p r z e m a w i a j ą . N a z d j ę c i a c h c h ł o p i na ogół nie ś m i e j ą się, nie

ś w i a t a , modelem, a r c h e t y p e m .

Ś w i a t , dzięki w ł a d a j ą c y m

p ł a c z ą , nie w z r u s z a j ą się. A zatem j a c y s ą c h ł o p i n a t y c h foto­

odwiecznym

jakby

grafiach ? S ą w ł a ś n i e w zgodzie z l u d o w ą n o r m ą

t r a k t o w a n y i r o z u m i a n y najczęściej j a k o t ł o fotografii „ m ó w i za"

kształtowania

ludzkiego w i z e r u n k u . T y m b a r d z i o j , ż e n o r m a t a

wzmacniana

hierarchiom,

jest

unieruchomiony.

c z ł o w i e k a . F o t o g r a f i a m i a ł a nie t y l e d e k o m p o n o w a ć

nim
Świat

i „ciąć"

jest przez instytucjonalizowanie się fotografii, przez konwencjo-

obraz ś w i a t a , ale m i a ł a go raczej oznaczać,

n a d a w a ć nowe n a z w y .

n a l i z a c j ę c h ł o p s k i c h w i z o r u n k ó w . T o n k t o r o b i ł zdjęcie, a Ь.л 1 to

D o s ł o w n i e : brać

„ r a m y " posługuję

najczęściej m a ł o m i a s t e c z k o w y l u b w ę d r o w n y fotograf, potwier­

w znaczeniu

d z a ł t ę n o r m ę poprzez s p o s ó b ustawienia modela, w y b ó r t ł a i t p .

w k s i ą ż c e Struktura

W ł a ś n i e ó w punkt

widzenia f o t o g r a f u j ą c e g o

p r z y analizie c h ł o p s k i c h zdjęć odczytany,

musi b y ć wyraźnie
wyodrębniony

jako

go w ramy.

(Pojęciom

z b l i ż o n y m do tego, k t ó r e nadaje m u J .

się

Łotman

tekstu artystycznego).

Fotografia b y ł a w i ę c a k t o m „ o d d z i e l o n i a " ś w i a t a o d c z ł o w i e k a ,
zawieszonia

realnych w i ę z i , j a k r ó w n i e ż a k t e m

„oddzielonia"

konwencja na s w ó j s p o s ó b woboc k u l t u r y ludowej z e w n ę t r z n a ,

c z ł o w i e k a od siebie samogo (por. k o n c e p c j ę „ c i e n i a " ) .

alo nio b u r z ą c a , lecz na o d w r ó t , w y d o b y w a j ą c a

(odkrywająca)

z n a c z y ł o a k t poznania ś w i a t a , m o ż l i w o ś ć „ p r z e s u n i ę c i a " go na

istotne t r e ś c i toj k u l t u r y w momoncio wkraczania f o t o g r a f i i na

inne miejsce, w i n n y w y m i a r czasowy, boz naruszania h i e r a r c h i i

w i o ś . Konwoncjonalizacja,

polegająca

do t ł a „ s z t u c z n e j " n a t u r y

(sztuczny

m . i n . na

wprowadzaniu

p o t o k , sztuczna

brzoza,

Zdjęcie

i s t r u k t u r y w e w n ę t r z n e j tego ś w i a t a . F o t o g r a f i a j a k o r a m a ś w i a t a
b y ł a p r z e s ł a n k ą dostrzegania wielości jego p r z e j a w ó w ,

którym

p t a k , w i e j s k i p ł o t ) jest w a r t a z a u w a ż e n i a c h o c i a ż b y j a k o znak

człowiek s w o j ą p o d o b i z n ą d a w a ł p i e c z ę ć w ł a s n o ś c i . Antropoeen-

o d k r y w a n i a w a r t o ś c i estetycznej p r z y r o d y , co w k u l t u r z e ludowej

tryzm

nastąpiło dosyć późno.

socjalnej, jest jej c e c h ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą . B r a k fotografii pej­

A l o nie t y l k o o postrzeganie p r z y r o d y t u idzie. Odnotowania

chłopskiej

fotografii,

jak

zresztą

wszelkiej

fotografii

z a ż o w e j m ó g ł b y s ł u ż y ć za potwierdzenie p o w y ż s z e j tozy

choć

w y m a g a j ą rzeczy bardzioj genorahie. F o t o g r a f i a c h ł o p s k a j a k o

w ł a ś n i e sztuczne t ł o c h ł o p s k i e j fotografii m o ż e b y ć uznano za

możliwość

modelowe w y o b r a ż e n i e p e j z a ż u w k u l t u r z e europojskioj. Synkre-

ekspresji

z a s a d ę synkretyczności

w

innorodnym

c h o ć z a b r z m i to paradoksalnie,
obrazu

tworzywie

wykorzystuje

chłopskiego ś w i a t a . Technika
nie deformuje, nie

fotografii,

„detalizuje"

c h ł o p s k i o g o ś w i a t a , ale w r ę c z p o d k r e ś l a n a o c z n ą

jego

t y c z n y i t o t a l n y obraz ś w i a t a c h ł o p s k i e j fotografii

podtrzymy­

w a n y b y ł w r ó ż n y s p o s ó b . J e ś l i nio p l a n piorwszy s y m b o l i z o w a ł
o w ą j e d n i ę , k t ó r ą n a l e ż y r o z u m i e ć j a k o naturalne, zgodne z po­

j e d n i ę , jogo t o t a l n o ś ć . F o t o g r a m y , bez w z g l ę d u na r ó ż n o r o d n o ś ć

tocznym

ich l e m a t ó w i p r z e d s t a w i e ń , r e p r o d u k u j ą zawsze na nowo zasady

r e a l i z o w a ł t e n cel ( t ę z a s a d ę ) p l a n d r u g i , a nawot detal podnie­

i hierarchio c h ł o p s k i o g o ś w i a t a . N i o m a t u w i ę ć u j ę ć indywidued-

siony do r a n g i m o d e l u p o r z ą d k u s p o ł e c z n o g o czy kosmioznogo.

nycli,

obowiązuje

natomiast

typowośó

i powtarzalność.

Choć

odczuciem,

usytuowanie

przodmiotów

i postaci,

M o ż n a z a r y z y k o w a ć twiordzonio, że c h ł o p przedstawiony

to

na

o b i e k t y a p a r a t ó w „ w y b i e r a j ą " postaci i p r z e d m i o t y , to j e d n a k

o g l ą d a n y c h przez nas dzisiaj fotografiach nio jest „ p r z o d m i o t o i n "

umieszczano s ą one, niejako sanie przoz się, w zgodzie z p r a w a m i

psyohologicznym, nie jest p o d m i o t e m , w sensie j a k i p r z y p i s u j e m y

natury, w niezmiennym, synkroiyoznym, przoiukniętym
z a s a d ą t i n . Nawet sztuczne t ł o , p o j a w i a j ą c o

zazwyczaj t e m u p o j ę c i u . S ą to j a k b y i k o n y , k t ó r e m ó w i ą w grucio

zdjęciach

rzoczy co innego n i ż m y na n i c h w i d z i m y . D l a w y j a ś n i e n i a togo

niezmiennego

p a r a d o k s u w a r t o m o ż e n a j z w i ę ź i e j z y s y g n a l i z o w a ć sposoby przed-

się w

portretowych, bywa skrótom, pomniejszoną kopią

118

jedną

�stawiania

wizerunków

chłopskich

w

literaturze

i

malarstwie

r u n k ó w to n a p l a n pierwszy w y s u w a się wizerunek
u t r w a l o n y przede w s z y s t k i m w g a t u n k u

s t a w i a n y c h na p i e r w s z y m planie w y d a r z e ń . C h ł o p w b a r w n y m

k t ó r a t o w a r z y s z y ł a nie t y l k o c h ł o p s k i m pogrzebom, ale r ó w n i e ż

k o s t i u m i e b y ł c z ę s t o k r o ć elementem p e j z a ż u , a t r y b u t e m p a r k u

weselom, p o b o r o w i r e k r u t a , k a t a s t r o f o m , o d e j ś c i o m n a o b c z y z n ę ,

czy ogrodu, d e k o r a c j ą o ż y w i a j ą c ą m a g n a c k i p a r k , j a k w i d z i m y

wreszcie w o j n o m . N a j b a r d z i e j p o g ł ę b i o n y m , b o g a t y m psycholo­

to

chociażby

jeszcze na

obrazie

Smuglewicza,

pokazującym

w i e ś n i a k ó w przed p a ł a c e m w J a b ł o n n i e . B y ł to w i ę c chłop
wetowy,

ludowej

obrzędowy

p o l s k i m , gdzie zrazu c h ł o p b y ł m a s ą , t ł e m z b i o r o w y m dla przed­

lamentacji,

gicznie a u t o w i z e r u n k i e m , k t ó r y m o ż e s p r o s t a ć o d k r y c i o m prozy

syl­

psychologicznej, b y ł o w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j zawodzenie, p ł a c z . l a ­

gdzie k o n t u r , a nie wizerunek psychologiczny s t a n o w i ł

m e n t , poetyckie narzekanie. „ S y t u a c j e graniczne" w ż y c i u c h ł o p a

i s t o t ę . Zasadniczym w y ł o m e m w tej t r a d y c j i b y ł y p o r t r e t y l u ­

b y ł y opanowywane i neutralizowane przez bardzo b o g a t ą

dowe M i c h a ł o w s k i e g o a n a s t ę p n i e bogato eksponowany w polskim

malnie i emocjonalnie t r e ś ć l a m e n t u . L u d o w y wizerunek c z ł o ­

malarstwie

w i e k a , k t ó r y k s z t a ł t o w a ł się w k r ę g u t r a d y c j i ludowego l a m e n t u

cykl

obrazów

przedstawiających

chłopski

pogrzeb

for­

(Aleksandor G i e r y m s k i , K o t s i s , Szormentowski, Gerson). T o p i k a

b y ł pośrednio podejmowany w takich formach wypowiedzi, j a k :

pogrzebu p r z y b l i ż a ł a o d k r y c i e psychologicznej t r e ś c i c h ł o p s k i e g o

list c h ł o p s k i , tostament, p a m i ę t n i k oraz usankcjonowany

w i z e r u n k u . O c z y w i ś c i e fotografia c h ł o p s k a nie n a w i ą z y w a ł a do

estetycznie

w s p o m n i a n y c h o d k r y ć w m a l a r s t w i e , ale n a s w ó j s p o s ó b r ó w n i e ż

nade wszystko w Pałacu

w y a k c e n t o w a ł a obraz c h ł o p s k i e g o umierania. N a d a j ą c m u war­

M y ś l i w s k i e g o , w prozie Tadeusza N o w a k a .

t o ś ć e s c h a t o l o g i c z n ą p r z y b l i ż a ł a na z u p e ł n i e n o w y m p o l u

od­

i filozoficznio

został

odkryciami prozy n u r t u chłopskiego,
i Kamieniu

na

kamieniu

Fotografia chłopska, odsłonięta w c a ł y m swym

Wiesława
bogactwie

k r y c i e p s y c h i k i c h ł o p s k i e j . W a r t o j o d n a k z a u w a ż y ć , iż upowszech­

przoz k o l e k c j ę z g r o m a d z o n ą z i n i c j a t y w y „ N o w o j W s i " , o b e j m u ­

n i a j ą c y się poprzez l i t e r a t u r ę s t r a g a n o w ą , w i n i e t y p i s m dla l u d u ,

j ą c e j czasowo okres do r o k u 1944, p r z y n o s i n o w y , t r u d n y przed­

pocztówki, a później

t a k ż e plakaty, stereotypowy

wizerunek

t e m do u z m y s ł o w i e n i a , s k ł a d n i k procesu k s z t a ł t o w a n i a się p e ł n o ­

polskiego c h ł o p a z p r z e ł o m u X I X i X X w i e k u , p r z e n i k a ł m . i n .

p r a w n y c h humanistycznie a u t o w i z e r u n k ó w c h ł o p s k i c h . K o l e k c j a

w latach dwudziestych i t r z y d z i e s t y c h t a k ż e do f o t o g r a f i i c h ł o p ­

z d j ę ć , o k t ó r e j t u m o w a , jest nie t y l k o w y r a z e m czy ś w i a d e c t w e m

skiej, t w o r z ą c w y r a z i s t ą

k s z t a ł t o w a n i a się c h ł o p s k i e j samowiedzy, alo w ł a ś n i e staje s i ę

konwencję.

K i e d y analizuje się historyczne f o r m y l u d o w y c h autowize-

t r e ś c i ą w s p ó ł c z e s n e j samowiedzy k u l t u r o w e j P o l a k ó w .

I I . 1 1 . Uczniowie s z k o ł y rolniczej w Sobieszynie, 1911 r . N a d . A n t o n i C a ł k a , w ł . s z k o ł y ; i l . 12. Ś l u b w W o l i Zabierzowskiej, 1945 r .
N a d . J a n i n a P t a l , W o l a B a t o r s k a , w o j . k r a k o w s k i e ; i l . 13. Dzieci szkolne z O c i n k a , 1940 r . N a d . Tadeusz Szporakowski, P o z n a ń ;
i l . 14. Z b i ó r z i e m n i a k ó w na p o l u U r b a n k ó w z O d r z y k o n i a . N a d . J a n Guzek, W ą g l i k o w i c e , w o j . g d a ń s k i e

13

14

119

�I I . 15. R o d z i n a W a w r z y n i a k ó w ze w s i sieradzkiej, 1936 r. N a d . L e o k a d i a W a w r z y n i a k , Z ą b k o w i c e ; i l . 16. J a n Sadzik z n o w o p o ś l u b i c n ;
m a ł ż o n k ą i k u z y n k a m i przed d o m e m w B o g u s z y n k u . N a d . J a n i n a Szostek, Skierniewice
':

F o t o g r a f i e reprodukowane ze z d j ę ć n a d e s ł a n y c h na apel R e d a k c j i „ N o w e j W s i "
M a t e r i a ł y n a d e s ł a n e na k o n k u r s z n a j d u j ą się obecnie w I n s t y t u c i e H i s t o r i i K u l t u r y Materialnej

P R Z Y P I S Y
1

W y k o r z y s t u j ę t u n i e k t ó r e ustalenia zawarte w p r a c y A n n y
Wieczorek Przestrzeń
jako kategoria analizy tekstu. (Praca m a ­
gisterska w y k o n a n a w Z a k ł a d z i e T e o r i i L i t e r a t u r y i P o e t y k i
U n i w e r s y t e t u Warszawskiego p o d k i e r u n k i e m d r a Wincentego

Grajewskiego, 1986 r.)
F o t o g r a f i ę r e p r o d u k o w a l i ś m y w „ P o l s k i e j Sztuce L u d o w e j "
1986 n r 1/2 na s. 4 1 (przypis r e d a k c j i ) .
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7949" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7929">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/73ef77301ac204cf3ebd00269dd6c56c.pdf</src>
        <authentication>74103a6b61dae0f8f2bf93ab8df39997</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95041">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3653</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95042">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95043">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3430</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95044">
                <text>Józef Tkaczuk i inni, czyli o imionach widywanych na murach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95045">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.52-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95046">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95047">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95048">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95049">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95067">
                <text>Józef Tkaczuk i inni, czyli
o imionach widywanych na murach
Przyczynek do etnografii miasta
Roch Sulima
I . SASKERSI
Będzie to przyczynek do etnografii Saskiej Kępy, próba
terenowego raportu o narodzinach zjawiska, które nic tylko
wymiarze lokalnym skojarzyło się z imieniem własnym:
JOZEF T K A C Z U K , pojawiającym się w formie inskrypcji na
murach Saskiej Kępy na przełomie lat osiemdziesiątych i dzie­
więćdziesiątych. Spontaniczne inskrypcje na murach, choć
towarzyszą człowiekowi od zarania kultury pisma, kojarzą się
dziś przede wszystkim z młodzieżową subkulturą graffiti.'
Rzadko zdarta się okazja, aby prześledzić konkretny, pod­
miotowy wymiar takiego zjawiska, a więc żyć w osiedlu,
prowadzić rozmowy zarówno z samym panem Józefem Tkaczu­
kiem, woźnym w szkole moich dzieci, jak z tymi. którzy
wykreowali swoisty mit współczesny. Mit lokalny, nad którym
nadbudowują się dziś znaczenia przekazów reklamowych
0 ogólnopolskim zasięgu, wysokonakładowych komiksów, po­
wielanych masowo emblematów młodzieżowego stroju, czyli
identyfikatory wspólnoty.
Staram się także, niejako przy okazji, zwrócić uwagę na
lokalny wymiar subkultur młodzieżowych, a tym samym
przedstawić nowy typ argumentów w dyskusji nad tymi subkul­
turami, które traktuje się zazwyczaj jako przeszczep z Zachodu.
Fenomen „ J T " uznaję za z. pozoru tylko banalny czy niepoważ­
ny (powagę rzeczy niepoważnych uzmysłowił najlepiej Jan
Stanisław Bystroń podejmując „tematy, które mu odradzano")
pretekst do prześledzenia zjawiska kulturowego in statu nascendi.
„Witamy was Saskcrsi", „Saskcrland", „Bad Boys from
Saskerland" - to młodzieżowe graffiti, obco brzmiące wykład­
niki „swojskości", nakładające się na oficjalną., administracyjną
1 publiczną, szatę informacyjną Saskiej Kępy od przełomu lat
osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Nadbudowują się one
nad setkami i tysiącami inskrypcji, które na większą skalę
pojawiły się na Saskiej Kępie już od początku lat siedem­
dziesiątych.
Ze względu na funkcję można wyróżnić wśród graffiti:
1 - znaki d z i a ł a n i a (przezwiska, inwektywy, obelgi, na
przykład „Anica K o b y ł a " , „ S p a ś l a k " , „ Ł y s a " , „ W i e ś n i a k i " ,
„Maciek jest frajer"). Są to najczęściej operatory wewnątrz grupowych stosunków: włączania do grupy, wykluczenia, agre­
sji, czyli elementy pragmatyki życia grupowego (szkoła, po­
dwórko); 2 - znaki i d e n t y f i k a c j i
(nazwy zespołów
muzycznych, sportowych oraz imiona ich idoli: „ L e g i a " ,
„ L e n o n " , K U L T ) . Są lo instytucjonaliżujące się operatory
wspólnoty, które - ponawiane w zależności od sytuacji - „od­
gradzają" od innych wspólnot tego samego typu ( „ L e g i a " contra
„ W i d z e w " ) ; 3 - znaki, i s t n i e n i a , czyli spontaniczne
ekspresje typu: „Lubię małe zwierzątka". W ostatnim wypadku
walor egzystencjalny inskrypcji dominuje nad walorem infor­
macyjnym (funkcją referencjalną).
Trzy wyodrębnione tu wstępnie typy znaków można uznać za
uniwersalny język (inwarianl) młodzieżowych graffiti, które
w skali kraju, a nawet Europy czy świata są typowe, powtarzal­
ne, monotonne, z niewielkimi lokalnymi czy też indywidual­
nymi modyfikacjami.' Na tym tle zjawiskiem osobnym wydaje
:

się inskrypcja „Józef Tkaczuk", która swój rodowód bierze
z Saskiej Kępy w Warszawie. Sądzę, że to właśnie za sprawą
rozmnożonych w setkach egzemplarzy na Saskiej Kępie inskrypcji ,,JT" mogły pojawić się (i znaczyć) operatory wielkomiejskiej lokalności („Saskersi"). „ T k a c z u k l a n d " był zaląż­
kiem i prototypem „Saskcrlandu", a więc znakiem naras­
tającego poczucia lokalności, której idea, od lal wpisana
w program instytucjonalnych działań Towarzystwa Przyjaciół
Warszawy - Saska Kępa, szuka wciąż form realizacji, oczekuje
świadectw spełnienia.Przed „Józefem Tkaczukiem" byli na Saskiej Kępic inni.
Pierwsze spontaniczne inskrypcje, które miały związek z ,,JT",
pojawiły się lu na początku lat siedemdziesiątych, głównie
w okolicach Ronda Waszyngtona. Ponawiane na okolicznych
murach stały się wkrótce znakami „ m i e j s c a " , c h o ć w swej treści
w żaden sposób do tego „miejsca" nie musiały nawiązywać,
Były to imiona własne „ M o k o w i a k " (często z dopiskiem Łazy)
oraz „ M a t u s z c z y k " , imiona skoncentrowane wokół lego „miej­
sca", niepowtarzalne w innych. Pierwszy z napisów pojawiał
się w kilku wariantach, między innymi jako „MO-kowiak czy
„ M O k o w i a k " , co wskazywało na swoistą grę skrótem „MO",
a więc bawienie się inicjałami naocznie działającej instytucji
bezpośredniego przymusu, czyli M i l i c j i Obywatelskiej. Lokal­
ne wykładnie, czyli ludowe etymologie wiązały te inskrypcje
z imionami przedstawicieli oficjalnych służb mundurowych
(MO, O R M O ) , albo w samej rzeczy militarnych („Matusz­
czyk"). W odbiorze lokalnym inskrypcje te funkcjonowały jako
„ujawnienie" tego, czemu przysługuje instytucjonalnie tajem­
nica, choć rzeczywiste intencje piszących na murach mogły być
nieco inne. Napis znaczył „ r o z b i e r a n i e " z munduru, obnażanie
z powagi, tajemnicy i strachu.
Wyraźny próg spontaniczności zostaje ustanowiony przez
ciśnienie instytucji przymusu, zostaje ustanowiony na obrze­
żach „struktury". Wkrótce zresztą, w latach osiemdziesiątych,
struktura ta „wypiętrzy s i ę " , ulegnie „nadorganizacji" w po­
staci stanu wojennego, a Saską Kępę. jak inne dzielna
Warszawy i inne polskie miasta, pokryją jednoznacznie intenc­
jonalne napisy „solidarnościowe", z których jeden: „WRON
won za D o n " , wymalowany był ogromnymi literami na chod­
niku w pobliżu dzisiejszego napisu, „Witamy was Saskersi"N&gt;
początku lat osiemdziesiątych, jednoznacznie antysirukturałl*
sankcja napisów osiągnie swoje apogeum w skali ostatnie?
półwiecza. Będzie lo naturalne tło dla zawrotnej karier)
i m i e n i a woźnego zc szkoły podstawowej nr 15 przy ulic)
Angorskiej na Saskiej Kępie.
0

I I . CORPUS

1NSCRIPTIONUM

1

4

52

Pierwsze inskrypcje pojawiające się od roku IWO wypełniw
przede wszystkim obszar zamknięty ulicami: Was/.yngto *
Międzynarodową, Z w y c i ę z c ó w i Francuską. Szybko jedna*
przenikały do przestrzeni ogólnomicjskiej i ujawniały '
wzdłuż tras komunikacyjnych prowadzących na Saską Kff*
i Pragę Południc. Oto najczęściej pojawiające się inskrypc'j ^
sytuacjach charakterystycznych podaję bardziej szczegów
lokalizacje): „Józef Tkaczuk"; „Józef Tkaczuk. Turek.
C K . Pf r
i "z ^
1

3

c

�straż"' ..Strefa Tkaczuka"; „Tkaczuk walczy"; „Józef Tkaczuk
| rn." (napis z wzornika w postaci kierunkowskazu); „Uwaga
dzieci - Tkaczuk straszy" (na znaku ostrzegawczym przy
^jegu ulic Angorskiej i Saskiej, w najbliższym sąsiedztwie
szkoły nr 15); „Niech żyje Józef Tkaczuk"; „Tkaczuk Człowie­
kiem Roku"; „Józef Tkaczuk - O . K . " (śmietnik przy ul.
londyńskiej); „ U w a g a - c z u ć Tkaczukiem" (napis oraz wizeru­
nek na budce z kwiatami przy ulicy Międzynarodowej);
Tkaczuk, gdzie j e s t e ś " ; „Jestem fanem Józefa Tkaczuka";
Józef Tkaczuk - nasz i d o l " (odbiła z wzornika sylwetka
zmiotła, i szufelką w uniesionych rękach i lecące w jej kierunku
jajka); „Krawaty dla Tkaczuka"; „Oddać krawaty Tkaczukowi"
(na sklepie pasmanteryjnym); „Fryzjer - Józef Tkaczuk" (na
reklamie salonu fryzjerskiego „ K a l a m i s " ) ; „Uprasza się o za­
mykanie drzwi - Józef Tkaczuk" (ulica Waszyngtona); „Szkoła
i . Józefa Tkaczuka" (przy szkole nr 15); „Ulica Walecznych
Tkaczuków" (ulica Walecznych); „Witajcie w Tkaczuklandzie" (przy szkole nr 15); „Most Tkaczuja" (przystanki na
Moście Poniatowskiego); „Park Tkaczuka" (Park Skaryszew­
ski): „Józef Tkaczuk wita na Pradze Południe" (na moście im.
Berlinga); „Józef Tkaczuk - ż e g n a " (tamże); „Płoszczat'
Tkaczuka" (napis po rosyjsku w okolicach Stadionu X-lecia,
czyli „ruskiego bazaru"); „Józef Tkaczuk król M Z K " (przy­
stanek w Śródmieściu Warszawy), „Tramwaj Józefa Tkaczuka"
(na tramwaju reklamującym Radio Zet, w pierwszym dniu
kursowania); „Kierowca Józef Tkaczuk" (autobus nr 111,
kursujący na Saską Kępę). „Gdzie jest Józef Tkaczuk" (najnow­
szy, nieco nostalgiczny, napis z dnia 20 marca 1995 na plakacie
reklamującym „Gazetę P r a w n ą " , ulica Walecznych).
Są to napisy pasożytujące na administracyjno-publicznej
tkance miasta, na jej względnie stabilnej przedmiotowo-znakowej strukturze informacyjnej.'' Dochodzą do tego przestrzenie
o „zagęszczonej" seiniozis (bramy, przejścia podziemne, skrzy­
żowania ulic, miejsca „ u k r y t e " na przykład „za garażami",,.nad
kanałkiem"). Oficjalna „struktura" miasta, jej znakowe wy­
kładniki zostają jakby wywrócone na nic, zawłaszczone przez
tajemniczą dla większości formułę słowną oraz plastyczne
wyobrażenia i piktogramy ( &amp; ) .
Oprócz stałej ekspozycji w miejskiej strukturze przestrzennej
napisy „JT* dają o sobie znać w czasie sezonowych, cyklicznych
epifanii Wielkich Struktur, takich jak wybory do parlamentu czy
wybory prezydenckie. Oto inskrypcje z czasu wyborów prezy­
denckich w roku 1990: „Tkaczuk na prezydenta"; „Tkaczuk
naszym kandydatem*. Szczególnie rozmnożyły się, czytelne do
dnia dzisiejszego przy Międzynarodowej i Londyńskiej, malo­
wane za pomocą wzorników napisy: „Tkaczuk prezydentem
Rz-plitej"; „Józef Tkaczuk prezydentem będzie, jak go ludzie
poprą wszędzie"; czy mniej udane: „Najlepszą z najlepszych na
świecie jest kandydatura Tkaczuka, no wiecie!*, albo też:
..Tkaczuk jedyny w swym rodzaju, musi być prezydentem tego
kraju'; „Tkaczuk dobrym Prezydentem, Demokratą i Turkiem*.
w czasie wyborów do Sejmu i Senatu w roku 1993 mieszkań­
cy Saskiej Kępy byli świadkami swoistego happeningu „ K a m ­
pania wyborcza JT*, kampania, którą przy pomocy napisów
'Plakatów poprowadzono z całą determinacją i fachowością.
" lokalu wyborczym przy ulicy Zwycięzców, wśród obwiesz­
a ł z. listami kandydatów, znalazł się plakat z wizerunkiem
kandydata Józefa Tkaczuka, startującego z fikcyjnej listy nr 68,
z następującymi tekstami: „Głosujcie bez namysłu. Józef
Kaczuk posłem. Potęga energii". Obok plakatu, którego poja*|enie się było wykroczeniem przeciwko ustawie wyborczej,
*isiał „Program wyborczy* (niestety, nie udało mi się go
**%£'). Bezpardonowa walka wyborcza rozgorzała także na
jarach. Na przykład na plakatach wyborczych Porozumienia
. 'rum (plakat z niemowlakiem) można było przeczytać: „ W
" J ! płynie krew Józefa Tkaczuka*. Na portretach znanych
' "tyków, których nazwiska zostały zamazane, widniały napi'ielki brat Józef Tkaczuk patrzy*. Na charakterystycznych
l ' Czerwonych „szczękach" KPN-u - blaszanej budce handJ przy Nowym Świecie, obok siedziby partii - widniało
H

llt

en

tez

e

hasło: „Józef Tkaczuk - premier". Hasła tej treści pojawiły się
też licznie na Sakiej Kępie. (Corpus inscriptionttm nie wyczer­
puje całego zasobu inskrypcji, których blok pojawi się jeszcze
w dalszej części raportu.)
III. STRUKTURA I

COMMUNITAS

W sporządzanym tu raporcie muszę odrzucić pokusę monografizmu w badaniach terenowych, jak również monograficz­
nego ujęcia narastającej lawinowo refleksji nad subkulturą
graffiti, na rzecz ryzykownej próby dotarcia do swoistych cech
zjawiska symbolizowanego przez napisy „JT", dotarcia do jego
konkretności, jednostkowości, a nawet incydentalności. Jest to
zatem próba dotarcia do paradoksalnej, dającej się obserwować
„indywidualności* zjawisk kultury masowej. T o właśnie otwar­
ty dla badacza tekst t e r e n u (dziś niemodne, choć budzące
tęsknoty słowo), a tym bardziej terenu, w którym badacz żyje,
narzuca potrzebę spojrzenia na doświadczane w potocznej
praktyce życia, na przenikające się wzajemnie w lokalnym
świecie rozmaite „strukturalności* i „procesualności", a więc
realne ramy codziennej egzystencji. M o ż n a tu mówić o „rytua­
łach codziennych* , a więc regułach nieustannego „ustawiania'
wszystkiego na swoim miejscu, codziennego koordynowania
różnych poziomów bytu.
Interesujące spojrzenie na dynamikę ludzkich zachowań
znaleźć można w pracach Victora Turnera, w jego koncepcji
r y t u a ł u rozumianego jako naturalny model procesu społecz­
nego, jako bezinteresowny w sensie ekonomiczno-technicznym
s p o s ó b przezwyciężania napięć i konfliktów społecznych.
W nawiązaniu do formalno-procesualncj analizy rites de pas­
sage van Gennepa", Turner proponuje w gruncie rzeczy teorię
zmiany immanentnej, konstruuje slrukturalno-procesualny mo­
del życia społecznego, pozwalający nic tylko w rytuale, ale
także we wszelkim tekście zachowaniowym analizować to, co
jest „strukturalne", oraz to, co jest „procesualne*. W jednej
z podstawowych swoich prac The Ritual Process: Structure and
Ani-Structure'
Turner stwierdza, że wszelkie społeczności
ludzkie jawnie lub niejawnie ciążą ku dwom kontrastującym ze
sobą modelom społeczeństwa, czyli struktury i communitas. Tc
dwie biegunowe modalności stosunków społecznych można
- zdaniem Turnera - odnaleźć na wszystkich poziomach kultury
i stopniach rozwoju społecznego. W sensie typologicznym
opozycję struktury i communitas można interpretować jako
Tónniesowską opozycję Gemeinschaft i Gesellschaft, ale samo
pojęcie struktury Turner rozumie w duchu brytyjskiej an­
tropologii społecznej.
Struktura to układ prawnych, politycznych, ekonomicznych
pozycji, statusów i ról społecznych, w których jednostka
występuje jako swoisty „konstrukt*. Strukturę charakteryzuje
normalywność, instytucjonalizacja i hierarchiczność pozycji,
ról i statusów społecznych oraz pragmatyzm działań.
Dla opisu wybranego przeze mnie zjawiska (fenomen „JT")
najbardziej interesujące są zależności między strukturą a com­
munitas oraz samo pojęcie communitas, które Turner wydziela
ze sfery życia potocznego jako szczególną modalność stosun­
ków międzyludzkich. Communitas to wspólnota konkretnych,
pozostających w bezpośrednich stycznościach jednostek, które,
choć różnią się swoimi fizycznymi czy intelektualnymi charak­
terystykami, to czują się równymi przez poczucie przynależno­
ści do tej samej wspólnoty. Communitas to homogeniczna
całość, w ramach której jednostki pozostają w stosunkach
integralnych, więziach emocjonalnych, nie wyznaczonych
przez statusy i role. Communitas jest więc dogłębnie doświad­
czanym, a przy tym pożądanym poczuciem wspólnolowości. To
swoisty happening, gdzie każda jednostka doświadcza w całej
pełni potencjalnej obecności drugiej jednostki. Widać w tym
miejscu wyraźne nawiązania do „teorii dialogowych", między
innymi do Martina Bubcra, którego Turner obficie cytuje.
Widać też podobieństwo do koncepcji karnawału Michaiła
Bachtina, którego prac, jak można sądzić, Turner nie znal.
7

1

53

�Communitas jest zatem bezpośrednią i zarazem potencjalną
(hybrydalną) siecią spontanicznych zależności. Turner dokonu­
je swoistej projekcji uniwersalnych wartości humanistycznych
- takich, jak braterstwo, równość, bezinteresowność, harmonia
stosunków ludzkich, sprawiedliwość powszechna - na właś­
ciwości communitas, na zachowania konkretnych ludzi i grup
społecznych, które szukają idealnych światów. Na tym polega
moc communitas i jej transgresywne funkcje. Communitas to
sfera mitów, symboli, wizji, które uobecniają się w rytuale
i obrzędzie. Struktury socjalne, sztywne hierarchie ról, pozycji
i statusów, ulegają uproszczeniu lub zawieszeniu wówczas, gdy
wzrasta znaczenie mitu i rytuału.
W koncepcji Turnera najbardziej interesują mnie zależności
między strukturą a communitas. Dynamika procesów społecz­
nych, uchwytna na poziomie zachowań konkretnych grup
i jednostek, da się sprowadzić do tego, że struktura przez fazę
liminalną (progową), czyli postać swoistej alternatywności,
przechodzi w communitas, która jest „społeczną anty strukturą*.
Spontaniczna, konkretna i bezpośrednia communitas pojawia
się - i jest tylko wtedy dostępna badaniu - kiedy może być
odniesiona do struktury, widziana na tle struktury. Czytelna jest
zatem tylko poprzez strukturę, do której się odnosi i którą
przekracza.'" „Człowiek żyje w strukturze, ale tęskni do
communitas - stwierdza polski komentator myśli Turnera. - Jej
realizacją są rytuały, czy to prawdziwe laminalnc, czy też ich
zsckularyzowane pochodne - formy zwane przez Turnera
liminoidalnymi, a więc formalnie podobnymi do liminalnych.
Tc pierwsze to np. pielgrzymki, gdzie nawet strój - pozbawiona
o/dób, jednolita dla wszystkich opończa - jest operatorem
wspólnoty. Przykładem tych drugich są badane przez Turnera
i jego uczniów festiwale typu Woodstok, mecze piłkarskie i inne
współczesne formy okazjonalnych wspólnot.*
IV. L I M I N A L N I MŁODZI
Pora przyjrzeć się rozbudowanej w stosunku do ujęcia van
Gcnnepa koncepcji liminalności (liminoidalności), która w tych
rozważaniach o młodzieżowych subkulturach ulega swoistej
ontologizacji i - czego nie taję - wyraźnej kategoryzacji.
Liminalność, za van Gencpem. to stan dwurzeczywistości: coś
lub ktoś nie jest już. „tu* (izolacja, wykluczenie) i nic jest jeszcze
„tam* (brak włączenia). Społeczeństwa w swej historii wy­
kształciły określone t y p y osobowości liminalnych (ludzie
..progu*); s y t u a c j e liminalne oraz i d e o l o g i e liminal­
ności. Osobowościami liminalnymi mogą być prorocy, artyści.
filozofowie , dyletanci, „nawiedzeni", outsiderzy, odszczepieńcy, ludzie „luźni", dziś także ludzie tak zwanego awansu
społecznego. Interesują mnie tu przede wszystkim sytuacje
liminalne (liminoidalne) charakterystyczne dla bogatych rytua­
łów kultury młodzieżowej, wśród których można wymienić
rytuały podwyższania statusu (na przykład obrzędowość zwią­
zana z osiemnastymi urodzinami) studniówki, bale maturalne,
otrzęsiny i tak dalej). Mogą to być również rytuały przemiany
statusu, wśród których wymienić można, spontaniczny jeszcze
na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a dziś
wyraźnie j u ż zinstytucjonalizowany - Dzień Wagarowicza ',
nakładający się na cykle obrzędowości dorocznej. Dzień,
którego ideą jest spontaniczna communitas, czyli działanie
„anlystrukturalne* w stosunku do s z k o ł y . Sens Dnia Waga­
rowicza sprowadza się ostatecznie, choć paradoksalnie, do
potwierdzania przez młodych swojego aktualnego miejsca
w społeczeństwie, gdyż - jak sądzi Turner - grupa lub kategoria
ludzi, którym pozwolono zachowywać się tak, jakby to ona
zajmowała wyższe strukturalnie pozycje i stąd mogła besztać
lub atakować ludzi „ g ó r y ' , w rzeczywistości potwierdza swój
„niski' status, ale wzbogaca się emocjonalnie, a przez tworzenie
pscudohierarchii quasi stosunków społecznych odnawia się jako
wspólnota.
12

1

W rytuałach młodzieżowych zachowania liminalne (liminoi­
dalne) symbolizuje użycie maski, „przebrania się*, niegdyś za

zbójcę, pirata, kowboja (włożenie maski istoty zagrażającej
porządkowi społecznemu i ładowi moralnemu), dziś natomiast
przebranie się za strażnika tego ładu (księdza, zakonnic*
policjanta). Wystarczy przypomnieć „antystrukturalne*
brania w Dniu Wagarowicza 1995. Liminalność słabego („njj.
kiego*)lo jego siła, liminalność mocnego („wysokiego*)to jego
słabość.
Można wreszcie mówić o ideologiach liminalności, którym
Turner poświęca wiele uwagi: millcnaryzm. utopie, ruchy
sekciarskic, samookreślcnia małych narodów, kontrkultura
młodzieżowe subkultury. Turner wiele miejsca poświęcił ame­
rykańskim bitnikom i hipisom. Communitas jako swoista
społeczna antystruktura może wyłaniać się w doświadczeniu
liminalności („szczeliny* w strukturze), marginalności (obrze­
ża, peryferie struktury) bądź też przez doświadczenie niskiego
statusu, a więc poczucie podporządkowania lub outsiderstwa
w strukturze. W planie emocji - stwierdza Turner - nic nic
przynosi takiego zadowolenia czy satysfakcji, jak zachowania
ekstremalne (antystrukturalne) bądź leż. czasowo zdjęty zakaz.
Odnotowując tylko akademickie studia nad młodzieżą i sub­
kulturami , odwołam się do języków i światopoglądów potocz­
nych, artykułujących się między innymi w przysłowiach. Idj
analiza pokazuje, że kategoria „młodości" jesi odwiecznie
przedmiotem operacji przede wszystkim normatywnych, a więc
„włączających" do struktury. Przysłowia o młodzieży (o werbal­
ne operatory slruklury. Rzadko pojawiają się zwroty: „młodość
bez występków jak ryba bez w o d y ' , „młodość bujna do rządów
trudna*. Dominują natomiast zwroty typu: „Młodość -bujność,
a bujność to dumość* lub „każdy młody głupi". U Kochanows­
kiego natomiast mamy: „Jakoby też rok bez wiosny mieć
chcieli, którzy chcą, żeby młodzi nic szaleli", a Rey w Zwier­
ciadle dopowiada: „Młody człowiek nic tam idzie, gdzie rozum
chce, ale tam, gdzie go nałomne i swawolne przyrodzenie
ciągnie*. Odnotuję jeszcze: „Młodym ludziom żarty przystoja*.
I to prawic wszystko o „liminalnych m ł o d y c h ' w monumental­
nej Nowej Księdze Przysłów Polskich. Incydentalne jest zatem
przyzwolenie liminalności, dominują natomiast przyslowii
i zwroty jako wykładniki normatywnej struktury. Słowniki
gwary uczniowskiej i studenckiej nic znają kategorii: młodość
= liminalność.
Refleksja nad ruchami młodzieżowymi narastająca od lat
sześćdziesiątych pozwala mówić o kulturze młodzieżowej jako
permanentnym pożądaniu communitas. o potrzebie rytuałów
„przejść*, działań liminoiclalnych. doświadczania siły niskich
statusów i marginalnych pozycji w strukturze, akcentowani*
„teraz*. Potrzebie oblekania w czyn Wysokich Ideałów towa­
rzyszy niszczycielska zazwyczaj forma wypowiadania sif
o nich. Kultura młodzieżowa jako przestrzeń liminalności
ideologicznej to zarazem przyczółek Nowego, miejsce per­
manentnej zmiany. Stara to prawda, negacja jest potencj*
nowego.jest kreatywna. UtQtacommunitas przynależy Wielkiej
Teraźniejszości, choć pożądanej Przyszłości dotyczy. Tym­
czasem struktura zakorzeniona jesi w przeszłości. Inspirują"
studia Margarct M e a d ' z jednej strony oraz autorefleksji
młodzieżowej kultury " z. drugiej, pozwalają wyprowadź*
wniosek, że to młodzież, za nas, rozpoznaje Nowe. To, *
nadchodzące, bada w bezpośrednim doświadczeniu, a nic piW
teorie, modele czy symulacje. Siebie uważa /a najczulsi)
instrument poznania przyszłego świata, a nawet, chciałobyś*
powiedzieć, na własnej skórze i nie bez dramatów czy on*
wypróbowujc - wymyślone według naszych najlepszych inte*
cji - systemy edukacyjne, normy rod/inne c/y orgaiiizacy) *
14

1

1

1

V. T K A C Z U K L A N D
1

Zachowanie proksemiczne ludzi młodych Ina przyk "
uczniów podstawówek, przedszkolaków) i ludzi starych (fi***"
ryci), a nie zachowanie ludzi aktywnych zawodowo,
jeszcze wyznaczają istotne parametry lokalności. ustalają s'
jej dyskretnych znaczeń. Można mówić o swoistej rytuali**
31

�nfzestrzcni lokalnej związanej z lymi dwiema grupami wieko­
wymi- Nierzadko rytuały starości i rytuały młodości nakładają
2 na siebie (na przykład sposoby oznaczania przestrzeni
kołodomowej). W miejskiej przestrzeni lokalnej następuje
igęszczenic" znaczeń rytualnych wokół takich instytucji
j''porządków społecznych, czyli slrukturalności, jak dom,
szkoła- dzielnica. T y m strukturalnościom przynależą określone
odmiany zachowań i sytuacji liminalnych jak też antystrukluralych communitas. czyli wspólnot emocjonalnych zawiązują­
cych się na obrzeżach, marginesach i w „szczelinach" tych
rjotężnych slrukturalności. M o ż n a zatem mówić o określonych
tekstach zachowaniowych i językach communitas. Należy do
nich niewątpliwie fenomen młodzieżonych graffiti, których
lokalne znaczenie i „historie" rzadko poddaje się analizie.
Do m. Wprawdzie „ p o r z ą d k o w i " szkoły i miasta (dzielnicy)
poświęcę najwięcej uwagi, to jednak wypada zacząć od „po­
rządku" pierwotnego (elementarnego), czyli od przymusów
struktury domu (tabu domowe i rodzinne, układ ról. hierarchia
statusów, struktury pokrewieństwa) oraz od czytelnych na tym
ile odmian liminalności. Należą tu na przykład rytuały „izo­
lacji", z których najradykalniejszym byłby „odlot gigant"
(chwilowe lub długotrwałe porzucenie domu), a także słuchanie
głośnej muzyki, uciążliwe dla reszty d o m o w n i k ó w hobby,
zastrzeżone dla siebie przestrzenie i rzeczy, na przykład mata.
naklórcj umieszcza się pocztówki, emblematy zespołów muzy­
cznych i piłkarskich i tym podobne. Bywa, że jest to jedyna
domowa przestrzeń (azyl) do wyłącznego własnego zagos­
podarowania. Następnie: plakaty czy też własnoręcznie sporzą­
dzone albumy, zeszyty z tekstami piosenek, zdjęciami idoli, czy
sentencjami, które przynależą raczej do sfery domu. a nic
szkoły, gdzie mogą być tylko pokazywane lub okresowo
wypożyczane rówieśnikom. Dom, jeśli jest to na przykład blok,
ma jeszcze jeden operator slrukturalności, czyli dozorcę, gos­
podarza domu.
M i a s t o (dzielnica). T u wykładniki liminalności uobec­
niają się w charakterystycznych tekstach zachowaniowych
(malowanie graffiti jest jednym z nich), tekstach, których istotą
jcsl przemianowywanic znaków struktury, takich jak nazwy
ulic, oznaczenia przystanków M Z K , frontony poczt, urzędów,
komisariatów i sklepów. Są to najbardziej spektakularne „przy­
musy" struktury, generujące - przeniknięte żywiołem liminal­
ności - teksty zachowaniowe.
Al w ł a d a n i c przydomowym podwórkiem lub fragmentem
ulicy, zawłaszczenie przestrzeni, tak zwane akty wandalizmu,
nadawanie innych (opacznych) funkcji urządzeniom publicz­
nym i komunalnym ( „ b a r y k a d y " z ławek osiedlowych, kloaka
i piaskownicy, pożary śmietników), gry podwórkowe, pod­
noszenie wrzawy, głośna muzyka, przekleństwa i przezwiska;
osiedlowa subkultura deskorolek, rowerów i rowerków, a dziś
•akże samochodów, które we władaniu ludzi młodych są nowym
¿jawiskiem (osiedlowe wyścigi).
B) oh c h ó d dzielnicy, „ s p o t k a n i a " : w pubach, na skrzyżowa­
niach traktów pieszych (dawne „stanie na w i n k l u " ) , przy sklePtth z piwem, w „zakątkach" (za garażami), na skwerkach.
*hramach. w ogródkach jordanowskich. Są to przelotne zawład­
nięcia przestrzeniami i urządzeniami komunalnymi dzielnicy,
zwane: draką, zadymą, burdą. Towarzyszą im akty tak zwanego
Wandalizmu, wszczynanie wrzawy, przekleństwa oraz graffiti.
' b a l a n g a , nawiązująca do społecznie akceptowanych
finałów „biesiadowania" i „ l o w a r z y s k o ś c i " , to tekst zachowa­
m y u nas nie opisany, ale nieźle pokazany w filmie Łukasza
ylcżałka pod tym właśnie tytułem. Zakres spontaniczności
**Ma się tu na rzecz zorganizowania, które da o sobie znać
'nnych typach liminoidałności. między innymi koncercie
"kowym i meczu piłkarskim. * Należy więc, idąc za Turn , mówić nic tylko o communitas spontanicznej, ale także
(.JJ^ywnej (zakładającej obecność elementów podtrzymująych suitus quo) oraz communitas ideologicznej (świadomie
°P*yma|
2
z u j ą c c j doświadczenia wspólnoty). Dwa ostatnie typy

O

n

17

1

er

c

nul,

""""itas są j u ż we władaniu struktury, gdyż, jak powiada

Turner, spontaniczność nie może bronić się zbyt długo przed
wyhodowaniem „struktury", a to za sprawą przekształcenia
swobodnych stosunków międzyosobniczych w relacje nor­
matywne. Przykłady potwierdzające znaleźć można w ewolucji
Pomarańczowej Alternatywy we Wrocławiu oraz Dnia Wagaro­
wicza w Warszawie.
D) m e c z tworzy cykliczne, procesualne (dramaturgia wido­
wiska i kolejki spotkań) oraz „przemieszczające s i ę " w prze­
strzeni (wymarsze, przejazdy kibiców) typy communitas. Nic
podejmuję tu bliższej analizy fenomenu meczu piłkarskiego
i subkultury kibiców'*', interesuje mnie natomiast warstwa
ikoniczna i audytywna rytuałów sportowych: graffiti, plakaty,
transparenty, emblematy klubowe, „szaliki", wykrzykiwanie
haseł, obelgi, inwektywy, złorzeczenia czy wyrażanie aprobaty.
Rytuały sportowe, podobnie jak rytuały muzyki młodzieżowej,
tworzą stosunkowo najbardziej intensywne i emocjonalnie
nieobojętne pasma graffiti w przestrzeni miasta, graffiti te stają
się najbardziej znaczącymi operatorami lokalności i znacznie
głębiej od niej motywowanej l e r y t o r i a l n o ś c i .
E) k o n c e r t - „ z a m y k a j ą c e " , c z y l i utożsamiające działanie
muzyki (fani „ n a s z y c h " zespołów); stroju (nierzadko w funkcji
rytualnej maski); emblematów; plakatów: imion i wizerunków
idoli (graffiti). Także przekleństwa, przezwiska oraz udział
w koncertowej „ z a d y m i e " mogą być traktowane jako derywaty
maski. Spożywanie alkoholu, zażywanie narkotyków to dodat­
kowe wykładniki liminalności i antystruklury w stosunku do
szkoły, domu i administracji publicznej.
F) b ó j k i , czyli lak zwane „ ł o m o t y " , między grupami z róż­
nych dzielnic. Ten rodzaj wspólnot, charakterystyczny np. dla
międzywojennej Warszawy (por. Stanisław Grzesiuk i Stani­
sław Dobiasz). zamrożony w PRL-u, gdzie pojęcie lokalności
zostało wyeliminowane przez pojęcie „ n i e - m o j e g o " , czyli
pańsiwowego, zaczyna nabierać znów znaczenia (na przykład
bójki między młodzieżą Mokotowa i Ursynowa a młodzieżą
z. Pragi Południc, jesień 1994). Może tu również, wchodzi w grę
inne ukierunkowanie wcwnątrzpokolcniowej agresji (mecz,
koncert). Od dwu, trzech lat, poczucie lokalności eksponowane
jest także poprzez graffiti. Na terenie Warszawy: „Wola dla
W o l a k ó w " (ulica Górczcwska, 1993), „Praga moim miastem"
(Aleja Solidarności koło Dworca Wileńskiego, 1995). „Skindheades - S t a r ó w k a " (ul. Miodowa). Na Saskiej Kępic wspo­
mniani już „Saskersi" i inne teksty.
Mecz, koncert, bójki znamionują pogłos „bycia w drodze",
ale nawiązania do rytuałów drogi uobecniają się przede wszyst­
kim poprzez tak zwany o d l o t , na przykład spontaniczny
wyjazd (do Ż y w c a na piwo), ucieczkę z domu, podroż, wakacje,
turystykę. Ludzie „ d r o g i " to ludzie o spotęgowanej liminalno­
ści. Rytuały drogi (bycie w drodze) okażą się niezbędne dla
wyjaśnienia fenomenu „ J T " . W tych ośmiu wyliczonych przed
chwilą tekstach zachowaniowych oraz charakterystycznych dla
nich „językach" i tworzywach semiotycznych ustanawia się
kontekst realnych znaczeń inskrypcji „Józef Tkaczuk".ustana­
wia się mapa znaczeń „ T k a c z u k l a n d u " .
V I . SZKOŁA, C Z Y L I N A POCZĄTKU BYŁ „TUREK"
2 0

Fenomen „ J T " ma swoją genezę w szkole podstawowej nr 15
przy ulicy Angorskicj na Saskiej Kępic. Józef Tkaczuk był tam
ponad dwadzieścia lat w o ź n y m . Urodził się w Drohiczynie. „ W
1953 r. przyjechał do stolicy, by budować Pałac Kultury i Nauki
Po półtora roku odszedł z pracy, bo pensje były - jego zdaniem
za niskie. Dalszych losów nie chciał wyjawić [...] W 1992
odszedł na e m e r y t u r ę . "
Szkoła jest strukturą, która od wieków wytwarzała sobie tylko
właściwe typy liminalności, charakterystyczne trwałe prze­
strzenie liminalnc i określone teksty (szkolny korytarz, ubika­
cja, brama wejściowa, szatnia) oraz przestrzenie póltrwałc,
okazjonalne: pulpity ławek, okładki zeszytów; teksty napisów
na tornistrach, kurtkach, ale również tatuaże. Zanikły dziś
prawic dawne operatory szkolnej struktury, czyli mundurki
i tarcze, oraz charakterystyczne dla nich typy antystruktury."
21

55

�Jakkolwiek szkolną strukturę symbolizuje dziś gabinet dyrekcji
i pokój nauczycielski, to jednak „nosicielem" owej struktury,
przenikającej czynnie do przestrzeni i sytuacji liminalnych. jest
w o ź n y i jego najczęściej podziemne królestwo (stróżówka,
pakamera). Woźny uosabia czynnie system szkolny, a ponadto
związany jest ze sferą „nieczystą": piwnicą, kotłownią, śmiet­
nikiem.
Woźny szkolny symbolizuje strukturę, ale jest w stałym
kontakcie z antystrukturą, funkcjonuje w przestrzeniach i sytua­
cjach liminalnych, sam w jakimś sensie może stać się typem
liminalnym (medialnym). Doświadczenie szkolne uczy, że
woźny może opowiedzieć się za strukturą (regulaminem)
i otrzymuje wówczas przezwisko: Falco, Falconelti, Herta,
1 .apa, Rambo, Rom. Strupel czy Wasyl, albo też solidaryzuje się
z antystrukturą i nosi wówczas łagodne przezwanie: Klucznik.
Mięciu, Stefa i podobne. Może leż posiadać wskazujące na
„obcość" przezwisko - M a r s j a n i n . P o d w ó j n y agent (struktury
i anty struktury) nic budzi strachu i powagi, ale raczej pogardę.
Język uczniowski zbliża się do „tajnego" języka złodziejskiego,
a Henryk Ułaszyn wśród „nazw wrogów złodziei" (antystruk­
turą nominuje tu agentów struktury) wymienia: „dozorca domu
- archanioł, pokutnik (kahan, szymon); stróż, dozorca - cieć,
loch, pokutnik, (miotła); stróż nocny - kukon, sowa, papuga.
strupel" .
D y r e k t o r k a szkoły G r a ż y n a U . o w o ź n y m Józefie Tkaczu­
k u : „Jest bardzo sumienny. Jeśli zaczyna pracę o godz. 20 to
przychodzi zwykle dwie godziny wcześniej. Nie pije i chociaż
jest schorowany, nie korzysta ze zwolnień. Kiedy zleci mu się
przypilnowanie dzieci, aby nic biegały po szkole, rzeczywiście
pilnuje porządku na korytarzu. Może uczniów traktuje zbyt
poważnie, ale nigdy skarg od ich rodziców nie było. [...] Pracuje
u nas jeszcze od lat 70-tych. [...] Dostawał nagrody. [...] Na
pewno takiego drugiego pracownika mieć nic będziemy. [„.]
jest bardzo rygorystyczny i stanowczy. Jeśli się powie, żeby nie
wpuszczał na teren szkoły w określonych godzinach, to nikt nic
wejdzie. Pan Józef nie pozwala biegać dzieciom po korytarzach.
«Macic zajęcia - na zjęcia! Nie masz lekcji - wychodzisz!"
- mówi uczniom. No a właśnie ktoś laki nie może być przez nich
lubiany... W lej chwili wielu naszych uczniów robi te napisy, ale
przecież jeden drugiego nie wyda. Nie wiem, jak to po14

1

wstrzymać. W każdym razie nie sądzę, żeby można by|
interpretować to zjawisko w kategoriach buntu przeciw szlco.
le" .
W o ź n a p. Zofia o w o ź n y m Józefie: „Nie wiem dlaczego
dzieci robią mu te psikusy. Pracuję w tej szkole siódmy rok i nj
mogę złego słowa powiedzieć o panu Tkaczuku. Nigdy nie
siedział bezczynnie. Zbijał ławki, połamane biurka, gipsował
dziury w ścianach. To spokojny c z ł o w i e k " .
Uczniowie o Józefie Tkaczuku: „Strasznie denerwował
ludzi, więc nikt go nie lubił. Nie ma z nim dyskusji, ,
przemawiają do niego żadne argumenty... Ma dziwne zasady,
z którymi trudno walczyć. Były kłopoty z wejściem do szkoły]
On wykonywał rozkazy, więc wszystko skupiało się na nim.
Latające po szkole dzieci pewnie lak samo go denerwowały jak
wszystkich dorosłych. Starał się utrzymać porządek, a w dzie­
cięcej psychice stał się wrogiem, który wiecznie zabrania
c z e g o ś " (Radek S.). „Dygotałyśmy i bałyśmy się wejść do
szkoły, bo przy wejściu głównym stał Tkaczuk. Obowiązywało
nas wejście przy szatni. Pamiętam, Tkaczuk pobił się kiedyś
z uczniem O., największym szkolnym rozrabiaką. Ale był tg
człowiek honorowy, nigdy nie kablował do dyrekcji. W ty
czasie był leż drugi woźny Górecki. Kochany człowiek!"
(Dorota S„ zapis dotyczy przełomu lat siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych).
Uczniowie, kreatorzy fenomenu , J T " , o panu Józefie:
„Zainteresowanie jego osobą wzięło się z osobliwego zachowania. Był nieprzyjemny, irytował służbisiością. Wypraszał
z sali gimnastycznej, nic pozwalał chodzić w butach, przy.
prowadzać psa. Surowy, sumienny - wydawał się sobie bardzo
ważny, tak jak niektóre nauczycielki. W sumie właściwy
człowiek na właściwym miejscu" - tyle w relacji z roku 1992.
„Jak chodziliśmy do podstawówki, lo pan Józef wywarł na nas
piętno. Ale napisów nic robiliśmy na złość. To nie był jakiś
odwcl. Coś w tym wszystkim było. P o p r o s t u : «J ó z e f!»
N a p o c z ą t k u m i a ł k s y w ę «T u r e k» [podkr. RS].
Rysy miał ze Wschodu, Turek się skojarzył... bo te wąsy! A poza
tym był Kabaret Olgi Lipińskiej w telewizji i Turecki jako
woźny. I wszyscy go tak nazywali. «Turek» (o były pierwsze
napisy. Pamiętam, ktoś wydrapał na drzwiach jego pakamery
«Turek». Myśmy nie planowali wtedy niczego rozkręcać...
Byliśmy dziećmi, chcieliśmy trochę podokuczać. On nas gonił,
a myśmy się go bali... Tam wszyscy się go bali. Nie można byk)
bezkarnie się pozgrywać. Prowadził za ucho do dyrektorki. To
nas dopingowało, żeby się przeciwstawić «Nodzyk» [ksywa
drugiego z kreatorów fenomenu „ J T " - RS| zamknął kiedyś
Tkaczuka w pakamerze. Przyblokowal drzwi ławką. Tkaczuk
tak się zdenerwował, że drzwi wywalił. Tu pokazał wschodni
temperament. To był silny chłop. [...| On byt drugim władcą..
po dyrektorce. Też. była groźna. W drzwiach szkoły trzeba było
uważać. Przejście przez próg szkoły znaczyło natknięcie się n»
Tkaczuka. Na początku nie wiedzieliśmy, że on nazywa się
Józef Tkaczuk. A w ogóle to nie myśmy to rozpoczęli. Nas
kolega z klasy zadzwonił któregoś dnia do szkoły wieczorem
Odebrał... «Tkaczuk». To nazwisko go uderzyło. «
TkaczukTkaczuk - coś trzeba wymyślić!» Od tego się zaczęło" (Man*
K„ ksywa „ K o r e k " , nagranie rozmowy: luty 1995).
J ó z e f Tkaczuk o sobie: „Nic wiem. kim jest osoba, któo
wszędzie wypisuje moje nazwisko Gdybym wiedział, lopoo^
cinałbym mu paluchy. To jakiś głupek Wiem. że chód*
o mnie" (styczeń I992). * „Mądry tego nie robi. tylko gW
Mądry to by nie mazał po ścianach. Niech lepiej na sWSJJ
pustym łbie pisze. Z początku się denerwowałem, ale p *
stałem. Mnie lo nic przeszkadza. Ale /obym lakiego złłp*
to..." (luty 1992). " „W lutym o d c h o d / ę na emeryturę, możel*
Wałęsie to j a zostanę prezydentem? Bo o reklamę nie muszę*
j u ż m a r t w i ć " (styczeń 1992)."
Z psychologicznego punktu widzenia inskrypcje „JT
swego rodzaju indentyfikacją z nosicielem lego imienia czyj*'
- jak powiada psychologia stresu - idendyfikacją ze stresore
odbieraniem mu „ c z e g o ś " (tu: zawładnięcie jego imien'^
0

25

e

26

n

ra

27

2

1

2

II. I , 2. ..Tkaczuk" w Warszawie

56

e

�osłabieniem jego siły, ujawnieniem jego tajemniczej (medial­
nej) funkcji. To swego rodzaju „zastąpienie" jego osoby,
nrzeje ' ' k c j i i atrybutów, a ostatecznie: przemiana statusu
j j - f - i d o l e m , premierem, prezydentem, posłem). Napisy „ J T "
moga więc symbolizować wszelkie zagrożenia, obawy i niepo­
koje: szkolne, domowe, publiczne; mogą znaczyć chwilowe
przejęcie jego (dozorcy, woźnego) pozycji strukturalnej, innymi
słowy - kreację quasi rzeczywistości, zgrywę, zabawę. Jest lo
ostatecznie agresja symboliczna zamiast realnej"; agresja znana
chociażby z sytuacji karnawałowych, sprowadzająca się do
rzucania wyzwisk, obelg, inwektyw oraz aktów „przemianowywania" (maski, przezwiska)' . Jest lo więc dziecięca, sezonowa,
zabawa w „groźnego w o ź n e g o " , przemiana statusu, na którą
ivlekroc starsi udzielają przyzwolenia („niech sobie dzieci
trochę pobroją na nasz. koszt"). Status bawiących się pozostaje
ostatecznie ten sam, ale zdobywają oni w tym czasie niebagatel­
ne doświadczenie emocjonalne. Struktura, jak by powiedział
Turner, poddana zostaje próbie, ale wszyscy ostatecznie po­
twierdzą się na swoich miejscach.
c e

V I I . FENOMEN „ J T " A K U L T U R O W A
FUNKCJA I N W E K T Y W

u n

2

Na początku był... T u r e k ! Napis „ T u r e k " , wyryty na
drzwiach pakamery lo inskrypcja źródłowa, inskrypcja-matka.
Do niej nawiąże jeden z pierwszych ulicznych „tekstów"
wyniesionych na mury Saskiej Kępy, umieszczony prawie vis
a vis szkolnej bramy przy ulicy Angorskiej: „Józef Tkaczuk.
Turek. Przednia straż". Woźny (stersor) wychodzi olo na ulicę:
„Uwagadzieci. Tkaczuk straszy" (napis w pobliżu szkoły). Jest
w tym personifikacja „ o b c o ś c i " („człowiek ze Wschodu".
„Turek"), a przy tym spontaniczna konkretyzacja stereotypu
„obcego", konkretyzacja wyzwalająca zawsze ogromną ener­
gię emocjonalną, tak jak doświadczenie bezpośredniego kon­
taktu z symbolem groźnej, tajemniczej siły, otarcie się o „tajem­
nicę" szkoły, a może i coś szerszego, czyli uczestnictwo w magii
imion. Napis jesl werbalizacją i wizualizacją stresora, co - jak
sami uczniowie podkreślają - odbyło się nic bez udziału
wyobrażeń zbiorowych kształtowanych przez telewizję. „Ture­
cki" z kabaretu Olgi Lipińskiej to zwizualizowana metonimia
Tkaczuka (całkowita godność funkcji, atrybutów), potwier­
dzająca się w kabaretowym spektaklu funkcja „pomieszania"
i „odwrócenia" statusów (rządy woźnego). Zabawowe przemia­
ny („odwrócenia") statusów to istota fenomenu „ J T " , to
semantyczne centrum młodzieżowego rytuału.

Funkcjonująca przede wszystkim w uczniowskim środowis­
ku Warszawy (znana też. w innych miejscach Polski) k a s e t a
z nagranym głosem Tkaczuka jest w gruncie rzeczy zbiorem
utrwalonych na taśmie inwektyw, swoistym automodelem
agresji symbolicznej w środowisku młodzieżowym. Jest to
swego rodzaju modelowanie możliwości współczesnej inwek­
tywy, ożywianie jej potencjalnego zasobu, sytuacji i formuł
słownych. Inwektywy, obelgi, przekleństwa, wyzwiska, a także
przezwiska to naturalne operatory kultury, obsługujące rytuały
„ p r o g u " (liminalności), to impulsy o dużej sile performatywnej,
konstruujące dyskretne, oparte na więziach bezpośrednich
i emocjonalnych, określone typy wspólnot.
Na wgląd w uczniowskie rytuały uspołecznienia i indywidua­
lizacji pozwala współczesna „polszczyzna szkolna", czyli
swego rodzaju „język nieoficjalny", zaświadczony u nas przez
Słownik gwary uczniowskiej. Autorki Słownika, nic bez odrobi­
ny belferskiej goryczy, stwierdzają, że w języku tym widać, „jak
poprzez słowa ujawnia się pełen niechęci, może nawet nienawi­
ści lub agresji stosunek uczniów do szkoły, do nauczycieli
i wszystkich spraw szkoły. Na podstawie słownika można by
opracować swoisty raport o stanie nic tyle oświaty, co raczej
umysłów uczniowskich, wartości pozytywnych i negatywnych
.
Inskrypcje „ J ó z e f , „ T u r e k " , „Józef Tkaczuk" to zdania
z polszczyzny szkolnej, wyrażenia funkcjonujące na tej samej
zasadzie jak przezwiska, obelgi, inwektywy. W nieoficjalnym
języku uczniowskim można wyodrębnić osobną grupę formuł
słownych, które stanowią werbalne sygnały „wyłączania" ze
wspólnoty, wyrażają dynamikę krótkotrwałych, przelotnych
wspólnot, charakterystycznych dla młodzieżowego środowiska.
Inaczej ma się natomiast sprawa z j ę z y k o w y m i wykładnikami
„włączania" do wspólnoty. Przeanalizuję w związku z tym.
w dalszej części tego raportu, tak zwany symptom echolalii jako
sposób „włączania" do wspólnoty. Formuły „wyłączania"
stanowią, pod względem funkcjonalnym, rozbudowaną synoni­
mie nakazu „ o d e j d ź " („zostałeś wykluczony"), na przykład
" i d ź n a drzewo szyszki p o m p o w a ć " , „idź się zakop i przynieś
łopatę". Są to również sygnały zawieszenia kontaktów, prze-

Po prostu... Józef! Taka personifikacja stresora pojawiła się,
zanim uczniowie poznali i m i ę własne (tu: imię i nazwisko)
woźnego. W jakimś sensie „Józef" zrodził „ T u r k a " . Imiona
własne służą w kulturach „ z a m k n i ę t y c h " (uczniowskich, wię­
ziennych, żołnierskich) jako najprostsze, będące „pod ręką"
pseudonimy osób i rzeczy, pseudonimy charakteryzujące się
niezwykłą konwencjonalnością. I lak w gwarze przestępczej
.Michaś" to łom lub policjant; „ T a d e k " - taboret; „ S z y m o n "
-dozorca domu; „ K a r o l " - kubeł ustępowy; „Józek" - policJ*ni- W gwarze uczniowskiej: „ J ó z e f to nauczyciel, ale
•Józefa" to nauczycielka i uczennica." „Józef" jesl więc
konwencjonalnym wskazaniem na „ o b c o ś ć " . Odsłania się
lym momencie kulturowa funkcja przezwisk jako operatorów
•wspólnoty".
w

"Uderzyło go nazwisko Tkaczuk...". Coś się zatem wydało.
urokach tajności, o pokusie zdrady, czyli więziotwórczym
: e t e r z e tajemnicy pisze wyczerpująco Georg Simmcl. C o ś ,
^ się wydało, musi być leraz w pełni upowszechnione,
Jyiesione na mury. A przy tym: „Tkaczuk... w tym było coś
Ręcznego. (...) To się nadaje do skandowania: Jó-zcf-Tka(Marek K.. luty 1995). Fomiuła: „Józef Tkaczuk"
Pełnym brzmieniu, ma nieobojętną fonemikę i prozodię,
» e semantykę. Jest doskonale wkomponowana w językowy
j , ' ° d z i c z o w y c h rytuałów i analizowanych tu tekstów
leln ^ " " ' ^ y - '
a obszarze „ T k a c z u k l a n d u " , jest także czy^
~
bardzo istotne - na tle s e m i o l y k i i m i o n
J się na slogan, hasło do skandowania, refren, zawołanie
^powc a także na logo czy piktogram.
u

7

m

4

c

a

1 1

n

o

e

57

�rwania rozmowy i wyrażają niechęć lub pogardę wobec roz­
mówcy, na przykład ,,jak ci przypieprzę, to ci się szyja wokół
ryja powywija"; „ m ó w i s z do mnie czy koło mnie"; „mówiłeś
coś? czy mucha pierdla". Nieliczne są natomiast w Słowniku
gwary uczniowskiej formuły obronne przed - nazwę to ogólnie
- inwektywą: „I tak mi nie dosrałeś, bo ci gówno na zębach
zostało" *.
Pogróżki, przekleństwa, inwektywy, przezwiska" prowadzą
do intensyfikowania stosunków w grupie. Demonstracyjne
„wyłączanie" kogoś lub zawieszanie kontaktu jest swego
rodzaju skazaniem na „ o b c o ś ć " i zarazem wskazaniem „ofia­
r y " . Działa więc stabilizująco na grupę, przemodelowuje ją,
odnawia i potwierdza potrzebę communitas. Jest aktem płyn­
nego, ale stale ponawianego (na przerwie, na podwórku, na
korytarzu) ustanawiania tożsamości. Sytuacje „zagęszczenia",
anonimowości, tłoku, szkolnego rozgwaru (zatłoczenie działa
podobnie jak stresor hałasu) aktywizują potrzebę poczucia
„siebie", zwiększają znaczenie operatorów tożsamości. Obelgi,
przezwiska, inwektywy to akty indywidualizujące, przełamują­
ce anonimowość, eksponujące , j a " inwektanta i adresata
inwektywy, a zarazem wskazujące na coś „ i n n e g o " w obrębie
..znanego" (autokomunikacja). Na tym tle staje się bardziej
czytelny sens wyrażeń i inskrypcji: „ J ó z e f , „ T u r e k " , „Tka­
czuk".
Inwektywy, przezwiska, obelgi to dziś pozostałości magii
słowa oraz głębokich rytuałów „ p r o g u " . Są to sygnały „ot­
wierające" lub „zamykające" sekwencję zachowań, związane
wprost z doświadczaną sytuacją stresową lub katarktyczną. To
także sygnały słowne na „wejście" lub „odejście" (ekwiwalent­
ne w stosunku do pozdrowień, powitań i pożegnań). Prze­
klinający (inwektant) to człowiek „na progu", b u r z ą c y - c h o ć b y
na chwilę - zastany porządek, wprowadzający ambiwalencje,
kreator lokalnego chaosu, który przemija wraz z przekształ­
ceniem się sytuacji (transgresje).* Przeklinanie, rzucanie in­
wektyw działa na inwektanta stabilizująco. Przeklinam, to
znaczy coś osiągam, jestem tożsamy ze swoim „ j a " , które
uzewnętrzniam, wyzwalam, czyli „przeobrażam s i ę " .
Inwektywa, jak stwierdza badacz tych z a g a d n i e ń , jest
sprowadzeniem na jedną płaszczyznę dwu stron. Okrzyk czy
napis „ J T " stawia więc na jednej płaszczyźnie woźnego
i ucznia, strukturę i antystrukturę. Inwektywa jest klasycznym
językiem liminalności, powoduje krótkotrwałe, ale dojmująco
głębokie akty „przewagi" i „poniżenia". Jak twierdzi W.J.
Zclwis, a twierdzenia te uznaję za istotne dla wyjaśnienia
fenomenu „ J T " , p r z e k l e ń s t w a oraz inwektywy zmieniają płasz­
czyznę oglądu świata, dokonują swoistego „cięcia" tkanki
społecznej, pojawiają się w funkcji regulacyjnej i oczysz­
czającej (kataraktycznej), potrzebują eufemizmów, wprowa­
dzają językową wielowartościowość społecznego świata. Naj­
ważniejsze wydaje się spostrzeżenie Żelwisa, że inwektywy,
przekleństwa, wyzwiska to wykładniki progów kultury, innymi
słowy, werbalna agresja zamiast fizycznej („albo zaklnie, albo
uderzy"). Autor studium o inwektywie zwraca uwagę na fakt,
że tak zwany bezsensowny wandalizm u młodych oraz akty
czynnej agresji i brutalności należałoby łączyć z zacieraniem się
dziś funkcji i form indywidualnej agresji symbolicznej, czyli
nieznajomości starej funkcji inwektywy jako formy ataku,
agresji, znieważenia, formy decydującej o zasadach (scena­
riuszach) zwykłych bójek, wielkich bitek i starć ideologicz­
nych. Rytualno-magiczne znaczenia przekleństw czy inwektyw
osłabły na rzecz znaczeń katarktycznych. Katharsis leży u pod­
staw inwektywy jako zjawisko socjologicznego - twierdzi
Żelwis.
3

19

VIII. FENOMEN „JT" A SEMIOTYKA IMION
Mówić o kimś to tyle, co mówić przeciw komuś, to działać na
niego. Często pochwała, uprzejmość bywa odmianą agresji
symbolicznej. „Pochwała jest brzemienną obelgą" - stwierdza
Bachtin. Agresja odczuwana jest szczególnie dotkliwie, gdy jej

58

przedmiotem stają się imiona własne (nomina propria). Ro^
mnożone inskrypcje „ J T " to operacje na imionach własnych
Ktoś, kto posiadaimię albo imię to otrzymuje, wyodrębnia sięjj
świata jako indywiduum. Jawi się w swej ograniczoności
wyłączności, przysługuje mu fenomen całościowości, stałości
i jednostkowości. Ponadto jest posiadaczem imienia, ma prawo
do w ł a d a n i a imieniem. Dysponuje więc pewnym dobrem
osobistym, łatwo rozpoznawalnym w systemie kultury.
Znaczenia inskrypcji „ J T " czytelne są w ramach semiotyki
imion ", wchodzi więc w grę również „przezwiskowa" wykład,
nia tej inskrypcji. Badacz, który przeanalizował regionalny
zasób współczesnych przezwisk w środowisku szkolnym
stwierdza: „Największy wpływ na powstawanie przezwisk
wywiera najbliższe środowisko dziecka: dom, szkoła, środowis.
ko r ó w i e ś n i c z e " ' . Stanowi to blisko 90 procent analizowanego
zasobu. Przezwisko jest szczególnym, dodatkowym identyfika.
torem w małej społeczności (szkole, podwórku). Wskazuje na
„ d o d a t k o w e " z o r g a n i z o w a n i e wspólnoty. Inskrypcje „JT",czy.
li imię własne przeniesione na mury, przestaje tylko oznaczać
(oznaczenie to klasyfikacyjna cecha przezwisk oraz imion
własnych w ogóle), a zaczyna znaczyć, semiotyzować się
w przestrzeni miejskiej, wchodzi w relacje z innymi napisami,
także oficjalnymi. Z perspektywy przechodnia, a nie doskonale
wtajemniczonego członka subkultury, staje się zagadką, jest
imieniem własnym „nie na swoim miejscu". Ostatecznie i
czyni odbiorcę (przechodnia-czytelnika) kimś obcym,
wykluczająco, czyni go niepewnym siebie w „swojej"
slrzeni. ' Mamy tu więc wykorzystanie imienia własn
w funkcji przezwiska, co - jak twierdzą językoznawcy - je
w praktyce bardzo rzadkie. „Używa się imion w fon
oficjalnej, gdy są to imiona rzadko używane, niepopula
w danym środowisku i dlatego śmieszą swoją niczwykłoi
a raczej obcością." Wskazywałem wyżej na deklarowane |
uczniów poczucie obcości i niezwykłości imienia własneg
„Józef Tkaczuk".
Warto zwrócić uwagę na szczególne właściwości •
własnych (nomina propria). stanowiących jeden z podsy
temów językowych kultury. Jest to najczulszy, najdelikau
szy, a przy tym wcielony w codzienną praktykę społecz
aksjologiczny podsystem kultury. Kultura przyznaje
imion „przejściowych" (statusowych) każdemu osobników
Ten rozwinięty podsystem imion - masek, imion - znakó
statusów stanowią dziś między innymi spieszczenia i zd
nicnia w języku rodziny; „ k s y w y " , przezwiska w przedszko
szkole, zespole artystycznym i sportowym czy grupie ró\»
niczej; „ p s e u d o n i m y " w organizacji, kręgu towarzyskim, śn
wisku pracy.
Wstępne przybliżenie, za semiotykami kultury. możliv
typów „operacji" na imionach pozwala przyjrzeć się dyna
znaczeń inskrypcji „ J T " . Kultury typu mityczno-magicz
(kultury synkretyczne) są na ogół zorientowane na system it)
własnych (Jurij Łotman, Borys Uspienski). Nie ma tu wota
wyboru imion, są one konieczne, dane, wyznaczone. Podob
w kulturach typu zamkniętego, także we współczesnych
notach „zamykających s i ę " . Tak bywa między innymi w i
kulturach młodzieżowych, środowiskowych, subkulturze sż
nej, sportowej, ale również we wspólnotach typu kommuS
nego (zakony, bohemy artystyczne, sekty, tajne sprzysięż
Tu wszelkie „ m i e n n i c t w o " (termin Aleksandra Briick
obciążone jest dodatkowymi znaczeniami. Imiona ustana*
dodatkowe pasmo skomunikowania, są więc reglamentov
i chronione (tabu imion, magia imion). Imiona własne pol
inaczej znaczą. Idąc tropem rozważań Łotmana i Uspiensk
można powiedzieć, że tego typu wspólnoty są szczególnie*
na akty m i a n o w a n i a (nominacji) i p r z e m i a n o * !
w a n i a. Akty te stanowią ingerencje w głębokie stu
znaczeń kulturowych, mogą powoływać bądź unicesW
wspólnoty. Wtopione w praktykę kulturową imiona wła_
jeden z najbardziej uświadamianych, poddających się sztu**
nym regulacjom podsystemów języka naturalnego i nie chw
4

4

42

4

1

1

�0

u

u r o w e

tu iylk° k l t
zdeterminowany dobór imion, ale o świa­
dome akty mianowania i przemianowywania, dokonujące się
nierzadko na drodze administracyjnej (o czym dalej). Sfera
imion własnych to przestrzeń najbardziej radykalnych, skutecz­
nie zorganizowanych, interwencji w kulturę, obszar jej głębo­
kiego modelowania.
Jak zatem istnieją imiona w kulturze, jak na tym tle ujawnia
ię dynamika inskrypcji ,,JT"?
1. U j a w n i a n i e imienia (tu: tajnego imienia woźnego
_ Jurek", „Józef Tkaczuk"). Mamy tu do czynienia z narusze­
niem tabu imion i magią imion. W kulturach typu mitycznomagicznego, czy też kulturach „zamykających s i ę " , imię jest
projekcją losu. Warto dodać, że zasada partycypacji (opisana
przez Leyy-Bruhla) i zasada nominacji to podstawowe typy
operacji znakowych w świecie mitu i świecie dziecka. ( „ W
mowie dzieci słowo jest bardziej właściwością rzeczy niż jej
symbolem" - stwierdza L . Vygotski.)
Semiotyka kultury
podkreśla te analogie.
Levy-Bruhl przywołuje opinie, według których w społeczno­
ściach typu magiczno-mitycznego imię własne traktowane jest
„nie jak zwykła etykietka, ale jako odrębna część swojej osoby,
tak jak oczy czy z ę b y " . Stąd też. znana i dziś wiara w możliwość
zadania cierpień „na skutek nieżyczliwego użycia [...] imienia,
jak na skutek rany zadanej jakiejś części [...] c i a ł a " . Ujawnienie
imienia ( „ T u r e k " , „ T k a c z u k " ) j e s t przeniesieniem i upersonifikowanicm szkolnego stresu a zarazem odebraniem „ m o c y "
stresorowi. Inskrypcja „ J T " na murach jest zastępczą „egzeku­
cją" publiczną, swego rodzaju „spaleniem k u k ł y " , unicest­
wieniem „w zastępstwie".
Człowieka można zranić za pośrednictwem jego imienia („Ci
umrą, których imiona nakłuto" - pisze Szekspir w Juliuszu
Cezarze). Imię nadane przy urodzeniu „jest w stanie przenieść
gdzie indziej część o s o b o w o ś c i " (Lćvy-Bruhl). Stąd też po­
wszechnie znane i dziś przekonanie, że operacje na wizerunkach
(zdjęciach, portretach, podobiznach, a niegdyś także cieniu,
mają te same właściwości, jak operacje na imionach. Imię-napis
lo cień człowieka. Inskrypcje „ J T " wzmacniane były bardzo
często plastycznymi wizerunkami stylizowanymi na Piłsuds­
kiego („Tkaczuk podobny był do Piłsudskiego" - Marek K.),
albo akcentującymi wykładniki statusu społeczno-zawodowego
(miotła, szufelka, beret, gumofilce). „Józef Tkaczuk nasz idol
z miotłą i szufelką, lecą rzucane na niego jajka" - objaśnia
rysunki na murach Marek K. „Człowiek pierwotny troszczy się
[...] w nic mniejszym stopniu o swój cień, jak o swą nazwę czy
obraz" (Lćvy-Bruhl). W naszej kulturze mają wciąż istotną
funkcję regulacyjną łacińskie formuły nomina sum
odiosa
'wymienianie nazwisk jest niewskazane, może spowodować
przykrości) i nomina sunt ominą (imiona są wróżbami, mają
treść wróżebną). Imię własne „Józef Tkaczuk" wyniesione na
roury podlega tym regułom. Kreatorzy fenomenu ,,JT" nie tylko
ujawnili imię, ale również nim zawładnęli. Jest to zawładnięcie
fikcyjne, zabawowe, gdyż pod czyimś zabranym imieniem
(jakby ze skradzionym dowodem osobistym w ręku) nie działa
^ttu ze społecznie doniosłymi konsekwencjami.
2. I m i ę w r y t u a ł a c h i c e r e m o n i a c h p r z e n y s t a t u s ó w („wyniesienie" i degradacja imion),
"iskrypcje „ J T " , k t ó r e pojawiły się w „zastępstwie" oficjalnych
Peronów ulic, placów, mostów czy nazw własnych urządzeń
ywiunalnych („Tramwaj im. Józefa Tkaczuka"), nawiązywały
^hierarchizującej funkcji imion własnych w kulturze, funkcji
Wwierdzanej w rytuałach i ceremoniach przemiany statusów,
tym również sezonowego podwyższania statusów, opisanego
Miedzy innymi w analizach karnawału przez Bachtina. Wynie^enie cło rzędu „ p a t r o n ó w " wspólnoty etnicznej ( , J T " wypisysnc p r z p o l s k a turystów w Europie i na innych kontynen^ ) lo usytuowanie wśród najwyższych do osiągnięcia statut * w y n i e s i e n i e jednak jest fikcyjne, zabawowe, parodysi stale występuje w funkcji inwektywy, a t a - j a k powiada
bar
~~ sakralizujc i degraduje; jest ambiwalentna, kreuje
Wzmacnia sytuacje Iiminalne. Idąc tropem Bachtina można
s

44

45

m

1a

ez

n

v

l n

powiedzieć, że wypisywanie imion znaczy tyle, co „wyczytywanie", ogłaszanie, wywoływanie imion w rytuałach i ceremo­
niach przemiany statusu, zarówno mających na celu „wywyż­
szenie" (tytułowanie, honorowanie, wysławianie, dedykowa­
nie, wywody przodków, apele poległych, galerie patronów,
nekrologi, listy kandydatów w wyborach), jak i „degradację".
Degradujące jest odmienianie imion, czyli wygłaszanie, od­
czytywanie ich na różne sposoby, po prostu pastwienie się nad
imionami, a także przeklinanie, szydzenie, natrząsanie się
i wulgaryzowanie imion.
„ J T " na murach podlega tym samym ambiwalencjom, prze­
staje oznaczać, zaczyna znaczyć. Najbardziej charakterystycz­
nym przejawem pobudzenia znaczeń są wybory prezydenckie
w 1990 i parlamentarne w 1993 roku. W obydwu tych
kampaniach „ J T " wziął na Saskiej Kępie niezwykle czynny
udział. Napi sow, które można sprowadzić do formuły: „Tka­
czuk prezydentem", „Tkaczuk p o s ł e m " , było tak wiele, że
dominują one w całym, uchwytnym dziś, Corpus
Inscriptionum.
Rejon ulic Saskiej i Międzynarodowej pokryty był gęsto
inskrypcjami. Napisy, plakat i program wyborczy Józefa Tka­
czuka znalazły się w lokalu Komisji Wyborczej w szkole przy
ulicy Zwycięzców. „Przed tamtymi wyborami prezydenckimi
(w roku 1990) to nic było tak, jak teraz, bo dziś w tym bałaganie
jest nawet bardziej pożądane zgłoszenie Tkaczuka. Były wtedy
autorytety, Wałęsa i Mazowiecki. Wtedy to było zrobione...
[chodzi o „kampanię JT" - RS] tak trochę w bok... Teraz zrobił
się taki bałagan w państwie. Nie ma kogoś takiego, kto byłby
autorytetem. Chcielibyśmy zrobić demonstrację pod hasłem:
«Chcemy Tkaczuka do Belwederu». M o ż e trochę na wzór
Pomarańczowej Alternatywy. Być może coś takiego zorganizu­
jemy. Może być w e s o ł o " (Marek K., luty 1995).
Tkaczuk, imię puste dla zwykłego przechodnia, wynoszony
na „jedyny", nie dający się dublować Urząd Prezydenta, to
wyraz poczucia degradacji nie tylko samego urzędu. Odnaj­
dujemy tu pogłos odwiecznego mechanizmu kultury, polegają­
cego na „ujawnianiu" (degradowaniu) imion związanych z. wy­
konywaniem szczególnych funkcji: mistrza, strażnika, przed­
stawiciela tajnych służb. Napisy: „Tkaczuk prezydentem, po­
s ł e m " miały coś z liminalnego gestu o d n a w i a j ą c e g o
„ N o w e " , były więc odniesieniem do Nowej Struktury (nowej
administracji) po roku 1989 i 1990. Ostatecznie celem był
wyłaniający się Nowy Ład, a raczej jego chaotyczna faza, jego
natarczywa ideologizacja i schematyzacja,widoczna w praktyce
administracyjnej i symbolicznej (mass media).
3. N o m i n o w a n i e i p r z e m i a n o w y w a n i e . Ko­
lejny, ważny typ operacji na imionach to przemianowywanie.
czyli niszczenie zastanego świata. Inskrypcje „ J T " trafiają
właśnie
na
czas
takiego
wielkiego
przemianowania
(1980-1990). Zanim przejdę do szczegółów, chciałbym zwrócić
uwagę na jeszcze j e d n ą właściwość podsystemu imion włas­
nych. W społeczeństwach wieloetnicznych (na przykład w Dru­
giej Rzeczpospolitej) a także demokratycznych (pluralistycz­
nych) istnieje pobudzona, intensywna świadomość imion włas­
nych, na przykład wykładników etniczności. Pobudzony system
imienności pozostaje wówczas jakby w naturalnej równowadze.
W społeczeństwach wiclokulturowych mamy do czynienia
z „dialogami" imion, ich potencjalną ekwiwalencją. Stąd też
„imienność" jest przestrzenią elementarnych, dogłębnych, dia­
logów międzykulturowych (widać to najlepiej w „przekładach"
narodowych mitologii, panteonów bohaterów kulturowych,
patronów i „ofiarników"). Natomiast niewola, okupacja i wią­
żąca się z tym agresja symboliczna, polityczna, ideologiczna,
wzmacnia jednostronnie podsystem „ i m i e n n o ś c i " , spłaszcza
go, wyzwala konflikt imion. Mamy w ó w c z a s nierównowagę
sytemu, albo jego równowagę negatywną, czyli kontrstruklurę
w stosunku do struktury (Turner). Powstaje tu ogólniejsze
zagadnienie: dynamiki struktur i teorii zmiany immanentnej.
Odwołując się do pomysłów Tumera można powiedzieć
w największym skrócie, że struktura (na przykład instytucja czy
szerzej „społeczeństwo" w rozumieniu Tóniessa) przechodzi

59

�przez fazę liminalną (antystrukturę) w strukturę zmodernizowa­
ną. Jeśli taka transformacja nie zachodzi, pojawia się kontrstruktura. Rok 1956 w Polsce można uznać za przejaw transformacji
(antystruktura), a rok 1980 będzie j u ż krystalizowaniem się
kontrstruktury.
Przełom lat osiemdziesiątych w Polsce to epoka intensyw­
nych przemianowań, gdy na przykład lata 1980-1981 (rok
„Solidarności") to okres chwiejnej ale dogłębnej ambiwalencji
imion, czas idealnej communitas, okres wzmożonych potrzeb
aksjologicznych, oddziaływania Wysokich Ideałów. Przełom
lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to także czas ad­
ministracyjnej ingerencji w zastany system „imienności", i n ­
gerencji w urzędowe spisy nazw ulic i placów, nazw w książ­
kach telefonicznych, informatorach o centralnych urzędach RP,
encyklopediach powszechnych, wydawnictwach typu Who is
Who. Znamy interpretację wielkich przemianowań, choćby
z wciąż ponawianych opisów rewolucji francuskiej. Łotman
i Uspienski dali semiotyczną analizę takiego wielkiego prze­
mianowania w Rosji za czasów Piotra I , kiedy to dokonała się
głęboka zmiana w systemie imion: przemianowanie języka
administracji, przeniesienie stolicy i tak dalej. Imiona własne
nadawane były drogą ukazu, zarządzenia, a nie za sprawą
zwyczaju toponimicznego. Ta zmiana imion nie była konwen­
cjonalna, gdyż miała w sobie coś z mitologicznego unicest­
wienia desygnatów, niszczenia zastanego świata. Brak nato­
miast opisu procesów przemianowania w Polsce z przełomu lat
czterdziestych i pięćdziesiątych, który zaowocował nowymi
galeriami bohaterów, pocztami przodowników pracy, swoistym
kultem portretów, cytatów i inskrypcji. Kult przodków za­
stąpiony został wówczas przez kult przodowników.
Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to okres
anarchii symbolicznej pobudzanej również przez czynniki
administracyjne, państwowe i samorządowe. Prasa obwiesz­
czała przemianowania ulic, placów, g m a c h ó w , dywizji, przepu­
stów wodnych, fabryk i uczelni. M i m o to w Dęblinie pozostaje
chyba wciąż szkoła i m . Pułku Nocnych B o m b o w c ó w . Najbar­
dziej spektakularne przemianowanie, a raczej dogłębne przeis­
toczenie, zauważyłem w Parku Skaryszewskim, gdzie parkową
latrynę przemianowano na parkową kawiarnię. Świadomość
„ n o w e g o " to szokujące doświadczenie nowego imienia (nazwy
własnej). Był to czas anarchii wobec imion własnych, czas
obalania pomników, w najlepszym przypadku odsyłania ich do
skansenów (Kozłówka koło Lublina), czas spadania imion
patronów ulic, strącania bóstw komunistycznego panteonu. Do
tego dochodzi metodyczne oraz spontaniczne niszczenie (samo­
zniszczenie) autorytetów w tak zwanych „wojnach na g ó r z e " ,
a więc niszczenie imion, które miałyby działać zamiast realnych
osób. Żywioł publiczny, j u ż nie podziemny, bez cenzury,
dokonał karnawalizacji imion oraz ich ikonicznych odpowied­
ników. Pojawił się nowy typ wizualizacji imion własnych,
raczej nie znany przed rokiem 1989. Portrety osób biorących
udział w kolejnych kampaniach wyborczych i towarzyszące
portretom inskrypcje programowe, pojawiające się w prze­
strzeniach o szczególnej „gęstości" semiotycznej, n a ł o ż y ł y się na teksty młodzieżowych graffiti, na zagospodarowane
(zdegradowane) znaczeniowo przestrzenie publiczne - i siłą
rzeczy musiały poddać się oddziaływaniu tego semantycznego
kontekstu. Stawały się więc familiarne, polemiczne, parodystyczne, wchodziły w - dopuszczalne i niedopuszczalne - scena­
riusze walki wyborczej. Stąd też wybory jako swoisty rytuał
demokracji stały się jednym z najbardziej dynamicznych noś­
ników znaczeń inskrypcji „ J T " . Rozprzestrzenione lokalnie
inskrypcje, plakaty, portrety i programy wyborcze „Józefa
Tkaczuka" oznaczały liminalny (parodystyczny) udział w rytu­
ale wyborów, odtwarzały całość (model) procedur wyborczych.
Było w nich coś z żywiołowych nomimacji przeciw administ­
racyjnemu przemianowywaniu. Tak, jak niegdyś wybierało się
króla karnawału, tak „ T k a c z u k " został kandydatem nad kan­
dydatami.
Inskrypcje „ J T " , jak również wyraźna fala młodzieżowych
graffiti i subkulturowej symboliki, antycypowały ziszczenie się

60

M i t u Zachodu. M o ż n a sądzić, że to właśnie graffiti, eks­
ponujące w setkach tysięcy realizacji obcojęzyczne nazwy
zespołów muzycznych, m ó d ideologicznych, politycznych,
przygotowały dzisiejszą polską ikonosferę potoczną i użytkową
polszczyzny „wolnego r y n k u " , w którą wtopiły się, nie bez
dysonansów, zachodnie reklamy, etykiety towarów, znaki urzą­
dzeń publicznych i modułów cywilizacyjnych.
Demokratyzacji kultury towarzyszy inflacja imion. Zwęża się
szansa nowych przemianowań. W społeczeństwach zachodnich
nie ma potrzeby przemianowań ulic lub placów Karola Marksa,
choć i tam obwieszczono upadek komunizmu. To, że przemia­
nowania takie zachodzą dziś w Polsce, świadczy o inercji
pewnych podsystemów kultury, o jej oporze, a więc czymś.co
raczej neutralizuje niż wspomaga kryzysy świadomości, co
konserwuje system aksjologiczny kultury polskiej. Wielka,
doświadczona naocznie zmiana działa destabilizująco i stabili­
zująco zarazem. Kiedyś „nieliczni" byli policzeni (panteony
bóstw, poczty królów, herbarze, regestry wodzów). Towarzy­
szyła i m nieogarnięta liczba „niepoliczonych". W społeczeń­
stwach demokratycznych nie tylko z nazwy następuje roz­
rzedzenie semantycznej gęstości systemu imion na rzecz systemowości administracyjno-prawnej. Imię mityczne czy zodia­
kalne zastąpione zostaje przez imię prawne (na przykład rejestr
typu PESEL). Dopóki istnieje możliwość przemianowywania,
dopóki potencjał kulturowy jest tak różnorodny, że można
nawet mówić o nierównościach w kulturze, dopóty destabiliza­
cja nie zagraża podstawowym systemom aksjologicznym.
4. P o w t a r z a n i e
imion,
czyli
symptom
e c h o 1 a 1 i i . Sposób funkcjonowania inskrypcji „ J T " przywo­
łuje na myśl opisane przez psychologów, zjawisko echolalii,
czyli powtarzania, charakterystyczne dla zachowań werbalnych
dzieci. Psychologia społeczna wyodrębnia pewien typ wspól­
not opartych na pogłosie echolalii, czyli powtarzaniu słowa,
okrzyku, hasła, gestu, symbolu. Zapewne w podobnej funkcji
występowały ongiś zawołania rycerskie potwierdzające przyna­
leżność do jednego znaku ( " D o L i w a " , „ D o Ł ę g a " ) . Znamy dziś
podobne zawołania, chóralne okrzyki graczy przed meczem
piłkarskim, grą w rugby czy hokeja. Znają ten sposób manifes­
towania krótkotrwałych wspólnot koszary, więzienia, znały go
także obozy koncentracyjne. A l e nawet w przedszkolu, kiedy
paru przedszkolaków znajdzie jakieś odosobnione miejsce, to
krótkotrwałe wyłączenie spod władzy pani przedszkolanki (jej
słownych zakazów i nakazów) kwituje powtarzaniem brzydkich
słów, na przykład d..„ d..., d... Przeklinanie lub powtarzanie za
kimś wulgarnego słowa czyni bluźniącego kimś „ s w o i m "
w grupie, nie poprzez ustalanie w niej hierachii, ale przez
poczucie bliskości fizycznej i emocjonalnej.
Pamiętam z lat studenckich (lata sześćdziesiąte) dziwne
wybuchy emocji, które zdarzały się w społeczności D o m ó w
Studenckich przy ulicy Kickiego na warszawskim Grochowie.
Najczęściej było to w godzinach nocnych, przed sesją eg­
zaminacyjną lub w czasie jej trwania (choć nie było tu reguły);
za sprawą jakiegoś jednego, przypadkowego impulsu, otwierały
się okna w obydwu akademikach i kilkaset osób powtarzało,
wrzeszczało, przez dziesięć, dwadzieścia minut - jedno słowo:
L E O N . Przyjeżdżała zazwyczaj bezradna milicja, pojawiali się
mieszkańcy sąsiednich bloków, co jeszcze bardziej pobudzało
krzyczących. Było w tym okrzyku coś z rytualnej wrzawy,
manifestowania nieformalnej wspólnoty, rozładowania agresji.
Słowo L E O N personifikowało coś niewiadomego, obcego.
Doświadczało się jakiejś spajającej siły w infantylnym, chóral­
nym wykrzykiwaniu bezsensownego słowa, którego znaczenia
nikt wówczas nie rozumiał, ani nie chciał tego znaczenia
d o c h o d z i ć . W rozmowach z uczniami ze szkoły nr 15, a przede
wszystkim z kreatorami fenomenu „ J T " , można odnieść wraże­
nie, że ich T K A C Z U K to nasz L E O N . Inskrypcja zamiast
okrzyku, ale w tej samej funkcji powtarzanego hasła, sygnału,
zawołania.
46

47

48

Powtarzanie słowa, napisu, dźwięku, które może uchodzić za
świadectwo zaburzenia sensownego kontaktu, znaczy tu współ­
brzmienie czy wtórowanie, a więc sposób radykalnej iden-

�ufikacji z „ M Y " . N a p i s y „ J T " są więc pogłosem echolalii, czyli
takicg psychospołecznego mechanizmu, który wspomaga
^¡.polnoty typu emocjonalnego, oparte na doznaniu, przeżyciu
y doświadczeniu. Tak przecież działają mechanizmy mody,
siły zespalające uliczne demonstracje, pochody, ale również
-hóralnc śpiewanie Sto lat oraz Góralu, czy ci nie żal...
powtórzenie, współbrzmienie działa „ z a m y k a j ą c o " , odgradza
od innych słów, innych d ź w i ę k ó w czy napisów, a więc uwalnia
od innych wspólnot, najczęściej formalnych. Przynosi bezre­
fleksyjne wprawdzie, oparte na doświadczeniu styczności bez­
pośredniej, ale dogłębne poczucie tożsamości, której potrzeba
Sośnie gwałtownie w momentach społecznych przesileń, nad­
miernej ingerencji struktury, sytuacjach kryzysu i stresu.
J T " jest impulsem i źródłem takich wspólnotowych za­
chowań, zrazu wyraźnie przcdrefleksyjnych: „Coś takiego jest,
jakieś instynkty się odzywają, że ktoś, kto nigdy nie pisał na
murach - musi teraz «Tkaczuka» tam umieścić. Coś musi być
lakicgo w psychice. M y to dalej traktujemy jako zabawę. Napisy
„JT* robione były jeszcze czyjąś ręką. Wiele osób się do tego
przyczyniało [...]. Ktoś, kto nic był z tym związany, nigdy tego
nie robił, teraz robi. Mówili mi znajomi, że jak wyjadą gdzieś
w jakieś n o w e m i e j s c e , to mimo woli piszą «Tkaczuk»,
jak mają czym. Jak nic ma «Tkaczuka», to trzeba napisać,
szczególnie poza terenem kraju. Bo w Polsce to już nie. Poza
granicą kraju to jest s y m b o l P o l s k i [podkr. RSj. C o ś
takiego" (Matek K„ luty 1995). Mamy tu przykład znakowania
przestrzeni, jej zawłaszczania, bardzo bliskiego - jak sądzę
-rytuałom terytorialności.
Symptom echolalii
to również organizator świata typu
mitycznego, rdzeń tradycji z unieruchomioną historią. Daje on
osobie znać w sztuce kanonu („estetyka tożsamości" Łotmana).
w symbolice Księgi, kulcie patronów, zarówno świętych, jak
i politycznych, w systemie dziedzicznych imion rodowych i lak
dalej. Pogłos echolalii leży u podstaw zabiegów propagan­
dowych (orientacja na „ M y " ) .
Wspólnoty, czy zjawiska kultury oparte na symptomie
echolalii osiągają ostatecznie pewne ukierunkowanie, na źród­
łowe słowo, semantyczne centrum, na bohatera mitycznego czy
patrona. Sam fenomen powtarzania zasadza się na istnieniu
ogniwa, czyli słowa lub imienia „ p i e r w s z e g o " s p r z e d
powtarzania, tego samego słowa albo imienia wielokrotnie już
powtórzonego, na przykład okrzyku do naśladowania, hasła do
wtórowania. Symptom echolalii można więc sprowadzić do
językowej formuły: vade rnecum, idź. za mną, postępuj po moich
śladach, trafi aj na to samo. bądź ze mną, bądź mną.
Echoluliii organizuje zatem wspólnoty momentalne, sezono­
we, wspólnoty czasu kryzysu, ale leż - określę to w wielkim
Przybliżeniu - wspólnoty „ o b c e j " (pustej) przestrzeni (horror
•"fu). Jest w tym sensie związana z rytuałami drogi, wyprawy
tznane": wędrówka, włóczęga, błądzenie (por. w staropol"czyźnie ekwiwalencję „ p u s t y n i " i „ p u s z c z y " ) . Można dziś
"Hiwić w związku z tym o alpinizmie, zejściach do grot,
wyprawach antarklycznych, ale też o bardzo niejasnych j u ż
"^ywacjach współczesnej turystyki, która jest konsumpcyjną
^ J ° z ą wśród znaczeń znanych, jest powtarzaniem indywi""ijnym tych znaczeń.
0

49

' *Pis-zawołanic „ J T " jest hasłem przewodnim w realnych
jest ?
'
realnych irasach w Polsce, Europie i świecie,
'kze swoistym zawołaniem w przestrzeniach i drogach
ulicznych czyli na drodze do dorosłości.
e n i a c r t

l 1 a

HORROR

VACUII

RYTUAŁY DROGI

b g ^ ^ f " * ^ ' młodzieżowe graffiti, podobnie jak dziecięca
"ifafika"
° w y w a n i e i mazanie na murach , także:
riiki"'^ zeszytów szkolnych czy konferencyjne „bezmyśl*°bcc ! ° ^ y o b e c n o ś c i , znakowe sposoby odniesienia
Jsca. Posiadają one odpowiedniki w takich znakach
3

z a r n a l

a ( 1

le

511

audytywnych jak wszczynanie wrzawy, nawoływania, pohuki­
wania w górach, w lesie; słuchanie echa i tak dalej, a więc
w znakach, które czytelne są w ramach semantyki „błądzenia",
włóczęgi, podróży, wędrówki; odejścia i powrotu, czyli - w ry­
tuałach drogi, regulujących w sposób elementarny odniesienia
człowieka do „ o b c e g o " , „ p u s t e g o " miejsca (horror
vacui).
Pojęcie horror vacui (obawa próżni, strach przed pustką)
znane jest historykom sztuki, którzy kategorię tę wyprowadzają
z filozofii i sztuki Dalekiego Wschodu, dostrzegając w nim
pogłos światopoglądów synkrelycznych. Horror \acui to rów­
nież stylotwórczy pierwiastek w zdobnictwie europejskim
dziewiętnastego wieku, ważny komponent dzieł secesji, gdzie
istotną rolę pełni ornament, geometryzacja i symetria przed­
s t a w i e ń . " Na znaczenie horroru vacui wskazują psychiatrzy ,
można by go również odnieść do reguł postrzegania u dzieci,
przebiegającego od hipotezy całości do szczegółu. Dziecko
- j a k twierdzi Piaget - rysuje rzeczy z otoczenia nie tak, jak je
widzi, ale jak je zna. T o , czego brakuje w rzeczywistości
postrzeganej, dopowiada sobie, g d y ż rozumie tak, jak rysuje,
czyli według pewnego wewnętrznego wzoru, podobnego do
przyrody.
51

54

Obawa pustki nakazuje zapełnić każdą wolną przestrzeń
figurami, przedmiotami lub ornamentem. Rytualne operacje
na modelach przestrzeni są sposobem modelowania osobowo­
ści. Doświadczenie pustki intensyfikuje świadectwa istnienia.*'
Można przyjąć, że spontaniczne napisy, rysunki, piktogramy,
czy bazgranie na murach mają odniesienie do takich kulturo­
wych modeli zachowań w przestrzeni, jakie wyraża symbolika
l a b i r y n t u , m a n d a l i * czy p e j z a ż u ' ' w sztuce
Wschodu; symbolika, która przekłada się na znaczenia pielgrzy­
mki, wędrówki, podróży.
55

5 7

5

5

Konkretny, matcrialno-cielesny czy wręcz energetyczny
aspekt śladów obecności (świadectw istnienia) dominuje nad
aspektem refercncjalnym, są one zresztą bliższe oznakom niż
znakom. Najpierwotniejszą postacią świadectw istnienia jest
ślad s t o p y lub r ę k i , a więc to odniesienie do miejsca,
które wymaga bezpośredniej, cielesnej w nim obecności,
wniknięcia sobą w materialną powlokę świata: rycie w kamie­
niu, odciskanie stopy czy dłoni, mazanie, bazgranie, pisanie,
a także - śmiecenie. Stajemy oto wobec istoty wszelkiego
napisu, który, jeśli nic jest napisem naszym, świadczy, że
miejscem tym zawładnęła już. cudza intencja; „Naszą ręką
pokryliśmy Saską Kępę napisami. Najpierw służyły do tego
grube flamastry" (Marek K „ luty 1995). Warto dodać, że
w przestrzeniach obcych, poza Saską Kępą nic dublowano na
ogół inskrypcji „ J T " .
m

6 1

„ J T " n a s z l a k a c h i s z l a k ó w s k a z a c h . „ J T " to
odpowiednik zawołania przewodnika: „idź. za m n ą " , „postępuj
jak j a " . T y m formułującym nakaz przewodnikiem jest ostatecz­
nie lokalny mit wykreowany na murach Saskiej Kępy. M i t , który
nakazuje „ z a w ł a s z c z a ć " przestrzeń, samookreślać się poprzez
odniesienie do wciąż nowego miejsca, czyli: b y ć „ t a m "
i zostawić „ ś l a d " . W tym momencie kreacja fenomenu „ J T "
przerosła kreatorów, pchnęła ich na trasę w ł ó c z ę g i . LiminaInym młodym bliższy jest współczesny model „ w ł ó c z ę g i " niż.
„turysty", a więc człowieka-włóczęgi, dla którego ważny jest
ruch, a nie cel, ważna jest nieprzerwana pogoń za odmianą;
przekształcanie uciążliwego ładu (struktury) w podniecający
- choć ostatecznie kontrolowany - chaos (liminalność, antystruktura). Droga nie jest dla niego linearnością, ale „zyg­
zakiem", a całość czy też rama wędrówki ustanawia się sama,
jako konfiguracja doznawanych chwil, miejsc i p o s t o j ó w . "
Odnawiane przez liminalnych młodych znaczenia rytuałów
drogi (horror vacui) przekładają się dziś na ideę t r a s y (szlaku,
marszruty) oraz ideę p a m i ą t k i , czyli kolekcji śladów „odklcjonych" od materialnej powłoki świata. Mapa, szlakowskaz

61

�i obiektyw aparatu to podstawowe dziś instrumenty odniesienia
się wobec miejsca, zdobywania „przelotnej" t o ż s a m o ś c i . '
B y ć „t a m " znaczy ideę d r o g i , ze wszystkimi jej kulturo­
wymi kontekstami, pobudzana i motywowaną przez swoistą
misję niesienia inskrypcji „ J T " w świat: „Jestem zamiłowanym
podróżnikiem. [...] Dla mnie, w tym wieku, samochód to nie jest
pełnia wolności. Trzeba go cały czas pilnować. M y ś m y dużo po
świecie jeździli. Mamy taką grupkę, paczkę swoją, ja z moją
dziewczyną i «Nodzyk» też, w sumie sześć osób, jeździliśmy
«stopem» po całej Europie. Tam, gdzie było jakieś fajne miejsce
i można było umieścić «Tkaczuka», to umieszczaliśmy" - mówi
Marek K., który swego kolegę „ N o d z y k a " (współkreatora
fenomenu ,,JT") charakteryzuje następująco: „«Nodzyk» jest
bardzo ciekawą postacią, interesuje się mapami, jest podróż­
nikiem, bardzo dużo jeździ. On się interesuje różnymi szlakami.
Fotografuje i spisuje sobie różne szlakowskazy, ma tego
mnóstwo".
6

Z o s t a w i a ć „ ś l a d " znaczy tu: działać czynnie wobec
miejsca, cieleśnie i psychicznie zawłaszczać to miejsce, przemianowywać je. Często przybiera to postać happeningu. Zo­
stawiać „ ś l a d " znaczy w przypadku fenomenu „ J T " działać
estetycznie
( „ N o d z y k " i Marek K. planują skonstruo­
wanie monumentalnego „ T k a c z u k a " w Warszawie) oraz kolek­
cjonować w r a ż e n i a , przekształcać „ ś l a d " „w pamiątkę.
«Nodzyk» postanowił kiedyś zdjąć wymiary i namalować
szlakowskaz jak w górach. Pojechał na przykład do Kampinosu
zrobić «szlak Tkaczuka». Poprowadził sobie własny szlak.
Pamiętam, jak byliśmy w Bieszczadach pod Tarnicą, na
przełęczy, «Nodzyk» zrobił specjalnie na tę okazję szlakowskaz
w Warszawie. Zamiast Ustrzyki Górne było ,«Tkaczuki Górne»,
Szeroki Wierch to «Szeroki Tkaczuk» (...]. Na szlakowskazie na
Turnicy umieściliśmy biało-czerwoną Hagę z napisem: «Jozef
Tkaczuk tańczący z wilkami». Podobne Hagi i transparenty
umieściliśmy i w innych miejscach w Bieszczadach. Zrobiłem
zdjęcia, jak «Nodzyk» umieszcza te szlakowskazy. Pomnik
w Cisnej przemianowaliśmy na «pomnik Tkaczuka». Umieś­
ciliśmy lam transparent z napisem: «JT». Mam to utrwalone na
zdjęciu. «Nodzyk» stał jak żołnierz na warcie, a moja dziew­
czyna składała kwiaty. [...] Jest «Most Tkaczuka» w Srebrnej
Górze w Górach Sowich, są napisy «JT» na Błędnych Skalach
w Górach Stołowych, w Barwinku i Dukli w Beskidzie Niskim.
[...] Na szczycie Krywania «Nodzyk» umieścił ładny napis.
Podobno jest też «Tkaczuk» na Giewoncie i Orlej Perci. Poza
tym była Słowacja. Tam jest nasza baza wypadowa. Co roku
jeździmy na narty do Liptovskiego Mikulaśa. Tam wszędzie jest
«Josif Tkacuk». W Talfanskiej Slrbie koło Popradu jest «Josif
Tkaćuk na hard». Pisała o tym tamtejsza prasa. [...] Część
napisów sporządziliśmy sami, ale to, czego się dowiadujemy
- szokuje. W «Teleexpressic» podawano, że «JT» jest na
piramidzie Cheopsa. Ktoś widział na gmachu opery w Sydney.
Ja osobiście umieściłem kilka napisów na wieży Eiffla w Pary­
żu, ostatni raz w zeszłym (1994) roku w czasie wakacji. Pod
«Varsovie» napisałem: «Jozef Tkaczuk 1374 km». W radiu
«Eska» był nawet konkurs: co jest napisane na wieży Eiffla.
Chodziło o Tkaczuka. W londyńskim metrze to nie my.
W paryskim ja napisałem w 1992 w Sylwestra. Nie było to
łatwe, bo się dużo ludzi kręciło. Moja była dziewczyna
umieściła « J T » w Lyonie, także na Lazurowym Wybrzeżu
6 4

i w Marsylii. Tam jest go sporo. Jest «JT» w Helsinkach
w Norymberdze, no i w Berlinie. Tam z kolei znajomi
«Nodzyka» sporo «Tkaczuków» zostawili. Najdalej umieściljj.
my «Tkaczuka» w Barcelonie, na New Camp. Nie zrobiłem
wtedy zdjęcia. Ale na filmach czarno-białych mamy mnóstwo
zdjęć z całej Europy. M o i m marzeniem jest pojechać teraz ta
Wschód. W tym roku wybieram się do Turcji i Grecji [.. y&gt;
- Marek K. (luty 1995).
X. M I T Y Z A C J E W S P Ó Ł C Z E S N E ,
C Z Y L I O I M I O N A C H W I D Y W A N Y C H NA MURACH
„ J T " lo dziś imię „ s k r a d z i o n e " przez mit, przez nieodpartą
potrzebę zadawania pytań: kto to jest..., kim jest Józef Tkaczuk,
którego imię wyniesiono na mury? Środki masowego przekazu
dołączyły jeszcze jedno pytanie: gdzie jest Józef Tkaczuk?
Zbliżamy się do progu mityzacji opisywanego tu zjawiska:
mityzacji w sensie, jaki nadaje temu pojęciu Roland Barthes.
Polska i Europa pokryła się „szlakami Tkaczuka". Imię to
widnieje na dawnych i współczesnych „cudach świata", o i
naleźć je można na różnych kontynentach.'' ' O „ J T " często
pisała i pisze prasa. Jest przedmiotem relacji radiowych i telewi­
zyjnych, tytułuje się nim utwory muzyczne.'' DwutygodnJ
„sprośno-satyryczny" „ D o w c i p n i ś " zapowiada komiks Sa
Tkaczuk i zarazem informuje: „Józef Tkaczuk już wkrótce
w wydaniu k s i ą ż k o w y m ' " ' . Pisemko satyryczne „Towarzysz"
zamieszcza cykl rysunków Towarzysz Tkaczuk''*. Zbiorek dow­
cipów Humor wędkarski przynosi Myśli Tkaczuka"'. Na poczajku października 1994 agencja reklamowa FCB Publicis umiesz,
cza w całej Polsce, na wielkich planszach Europlakatu i Re­
klamy Polskiej pytanie: „Gdzie jest Józef Tkaczuk?" . Poi
koniec października miesięcznik „ A u t o - S u k c c s " p r z y n o s i - j i
się okazało, wcześniej niż to planowała agencja reklamom
- odpowiedź: „Wyszedł po papierosy Winns". Odpowiedi
pojawia się też na planszach. Pełny tekst reklamy drukuje
między innymi „Życie Warszawy".Tygodnik ..Wprost" wdwi
listopadowych numerach, przynosi kolorową reklamę z pełnjl
tekstem i wyobrażeniem ściany więziennego muru oraz oku
z wyłamanymi kratami i zwisającym „ s z n u r e m " sporządzony!
z powiązanych prześcieradeł. Plakat reklamowy zawiera ponad­
to tekst: „Wszelkie podobieństwo osób i zdarzeń jest przypad­
kowe" '.
Wszystkie te teksty pasożytują na znaczeniach rozmnożo
nych przez inskrypcję „ J T " ; znaczeniach wykreowanych zna
lokalnie przez dwu uczniów szkoły podstuw-owej na Saskiej
Kępic - Marka Koraszewskiego i Piotra NodzykowskiegOlj»
raz pierwszy ujawniamy te nazwiska'). ..JT" lo wyjawio*
groźne imię stresora, które włączone w rzeczywistość {?
i zabawy, kolportowane w zgodzie / kanonami estetyki
wpisane w strefę polityki, wtopione w praktykę lokalów
powtarzane w „ o b c y c h " przestrzeniach, stało sic ..zawołanie*
organizującym tajną rówieśniczą m i k r o w s p ó l n o i ę " . w ktwj
dokonało się rytualne „przejście" do dorosłości Imię .Jw*
Tkaczuk" lo swego rod/aju imię-hasło. magiczna torra*
„ w y k r a d z i o n a " Strukturze (oficjalności i i przemiano*"
w tajny szyfr świata alternatywnego, w swoisty „mil współcS*
ny", czyli w to, co jest widywane dziś na murach.
,

6

7

70

1

7

1

luty - kwiecień l #

PRZ
' W tekście posługuje się przede wszystkim terminem „inskrypcja"
odwołując się do ugruntowanych tradycji: Corpus Insi ripiionum l^itinarum czy naszego: Corpus Insciptionum Poloniae, natomia-sl lemun
..graffiti" odnoszę do wyodrębnionego zjawiska kultury młodzieżowej,
określonego stylu ekspresji slowno-plastycznej, który narodził się w latach
60-lych w USA (M. Pęczak. Maty słownik subkultur
młodzieżowych.
Warszawa 1992. s. 31). Dz.iś obwieszcza się, także w Polsce, zmierzch
graffiti (A. Osęka. Graffiti po latach, „Gazeta Wyborcza" 1995, nr 60.
W czasie przeszłym o sztuce graffiti wypowiadali się ostatnio wrocławscy
grafficiarze w filmie J. Sawickiego Kn.yk murów (I TVP. 24 IV 1995). Na
wrocławskim murze można było przy okazji przeczytać: „Józef Tkaczuk
zawsze żywy". Jak podał w lutym br. „Der Spiegel", w Berlinie.

62

europejskiej stolicy graffiti, powołano specjalna grupę ur/ędnikówirj
s
jantów do walki z grafficiarzami, których jest ok I s t w Grupa
posiada uprawnienia do przeszukiwania domów, szkół, a także * ' , ^
rzeczy młodych „niszczycieli" murów, W styczniu 1 9M5 pizcpro***^
specjalną obławę na grafficiarzy (Kutturell lwi Nuli, „Der Sp'*6 .
nr 6). Warto w tym miejscu odnotować proces ..Nodzyka . J**J
z współtwórców fenomenu IT" i konieczność uiszczenia I ' ! jf
złotych kary (i dwu lal w zawieszeniu! za umieszczenie iwP" '
w warszawskim tramwaju.
,ł
Szerszą argumentację przedstawiłem w tekstach: Esirtw® •

P**J*J

o s

m

8

n

2

i estetyka folkloru oraz 0 mbdzie:owy&lt;-h subkulturach. Glosa (i'™

obydwa w: „Literatura Ludowa" 1993, nr 3

�'Pojęcie „znaków istnienia", w zbliżonym do naszego konleście
hadawczym, ugruntował J . Olędzki (Znaki istnienia. „Polska Sztuka
lejowa" 1985. nr 1-2), a rozwija go w badaniu współczesnych graffiti P.
Kowalski Samotność i wspólnota. Inskrypcje w przestrzeniach wspćiłczes-\iia. Opole 1993 oraz Prośba do Pana Boga. Rzecz, o gęsiach
J, n»h.
Wrocław 1994
'Por. ni.in. Polskie mury, Toruń 1991; P. Kowalski, op. cit. (lam
najpełniejsza bibliografia przedmiotu). Wskażę także specjalny numer
polskiej Szluki Ludowej" (1992. nr 2) poświęcony folklorowi politycz­
nemu. » ¡
prace: A. Jackowskiego, A. Engelmayera, P. Kowalskiego, R.
Ciarki. K. Sabaka. Z najnowszych: G . Sawicka Językowy obraz rzeczywis­
tości społecznej i politycznej w graffiti, [w:] Jeżyk a kultura, t. II. Jeżyk
.„,/i/yti a współczesna kultura polityczna. Pod red. J. Anusiewicza i B.
Siciriskiego. Wrocław 1994
&gt; Obszernie na lemat działalności Towarzystwa Przyjaciół Warszawy
-Saska Kępa pisze M.M. Drozdowski Z dziejów Saskiej Kepy. ..Kronika
Warszawy" 1981, nr 4
* Czym jest i jak znaczy szala informacyjna miasta, widać najlepiej
wówczas, kiedy zostaną, zniszczone jej przedmiotowe nośniki: „Centrum
wydawało się na tle ruin oazą życia. Wszędzie widniały szyldy, reklamy,
wywieszki. [...] Wszyslko działo się na poziomie oczu. Wyższe piętra już
nie istniały. (...) Szybko oswajamy się z nową sytuacją i dopiero czyjeś
spojrzenie z zewnątrz uświadamia nam charakterystyczne, a już nie
dostrzegane elementy rzeczywistości. Dopiero kiedy pewien korespon­
dent amerykański pokazał mi fotograficzny reportaż z. Warszawy, uświa­
domiłem sobie, że jedną z. uderzających cech ówczesnego pejzażu miasta
(wły setki, a może tysiące napisów z informacjami W pobliżu «Polonii»
i na Marszałkowskiej, między Hożą a Świętokrzyską widniały niczym
dziwaczne róże wiatrów - slupy najeżone tabliczkami informacyjnymi
owszyslkim. sklepach, instytucjach, usługach, jednostkach wojskowych".
A.Jackowski. Wspomnienia, s. 266 (w druku).
Pur. J. Maisonneuvc Rytuały dawne i współczesne. Gdańsk 1995,
78-79
Najpełniejszy u nas. krytyczny przegląd problematyki „rytuału" dali
M Buchowski i W.J. Burszta. O założeniach interpretacji antropologicz­
nej. Warszawa 1992. s. 47-68
' V . Turner. The Rimai Process: Structure and Anti-Structure, Harmondswrth 1974
" G . Simmel Socjologia. Warszawa 1975 (por. CL. IV. Tajność i tajny
związek). Wzajemne uwarunkowania struktury i anlystruktury da się
prześledzić na przykładzie Pomarańczowej Alternatywy. O tym, jak
struktura generuje anlysirukturę można przeczytać w „Dialogu" ( 1989. nr
8): ..Dopiero zgęszczona atmosfera nienormalności i zastraszenia, czoł­
gów i skotów, aresztowań, działalności podziemnej, manifestacji ulicz­
nych (łych ściśle politycznych, tych serio) pałowania, gazów łzawiących,
milicyjnych demonstracji siły - mogła w momencie może słabnącej już
presji doprowadzić do tak niezwykłej eksplozji: masowego wybuchu
śmiechu".O tym, jak antystruktura nie może istnieć bez struktury, można
przeczytać w ..Odrze" (1989, nr 6), gdzie w artykule Rewolucja krasnali
M Urbanek cytuje odezwę W. Fydrycha wydaną po 1 czerwca 1989, kiedy
to milicja po raz pierwszy nie interweniowała na Świdnickiej: „Zwracam
się do Was, mężni pomarańczowi rycerze, zwycięskie hufce, wielcy
hepenerzy ul. Świdnickiej Apeluję do Pomarańczowych Małolatów
&gt;ciotek rewolucji. Od kilku miesięcy w naszym mieście szerzy się zdrada.
Happeningi i ich sukces został poważnie zagrożony przez zorganizowany
na wielką skalę spisek. Kim są sabolażyści? Kto chce zniszczyć ruch
tapeningowy'' Milicja podstępnie przestała nas zamykać, wycofała się
ulicy, aby skompromitować nas brakiem pomysłów. Sami widzimy
Podczas akcji, jak trudno zastąpić milicję, klóra nie tylko dokładała
wszysikich starań, aby happening był urozmaicony, to funkcjonariusze
taktownie kończyli też każdą akcję. A teraz, bez obecności niebieskich
i'MmcImenów, jest naprawdę ciężko [...] - Komendant Twierdzy Wroc* ~ Mjr W. Fydrych. prof. zwyczajny sztuki wojennej."
. kże inskrypcja ..Józef Tkaczuk", jako leksl dominujący, doczekała
*twkrótce licznych „anlytekstów",czyli własnej anlystruktury w postaci
JP'»w: „Anna Sikorzyńska". „Katarzyna Kozyra". „Anna Zięba".
•Milczarek". „Pajonk" (lakże „Pajonk Front") i „Jacek Mayonees".
_ typcje te, pojawiające się w przestrzeniach „zajętych" przez „JT",
3 g yeliminować „Tkaczuka" z murów lakze poza Warszawą. Nie
5 jednak odebrać mu dominującej pozycji. Nie udało się zatem
^ ^ . Jawiska analogicznego, swego rodzaju „Anly-Tkaczuka".
¡I&gt;ví"
* zagrożeniem okazała się „Anna Sikorzyńska", którą „Non_ zwalczał lakże w Słowacji.
j¿
' ' ? k i . Tabu a paradygmaty etnologii. Warszawa 1989, s.
on^,. Wasilewski pierwszy zwrócił u nas uwagę na analitycz.noyK

a m

7

1

1

fa

w

l

1

M

n

z

m

a s

w s

ń^p** *alory kategorii communitas.
ICJ5J. t a r c z y sięgnąć do J.J. Rouseau Marzeń samotnego wędrowca
j , , , ^ , ! * " " * 1983), a nade wszystko do końcowych fragmentów Prze(oitj.
• Bdzie odnajdziemy jawną deklarację lak rozumianej liminal*i| j' ''&gt; 'y ' byłem naprawdę zdolny do życia w zorganizowanym
zenstwie, (...) moja niezależna natura nigdy nie pozwalała mi
„Koniecznego we współżyciu z ludźmi podporządkowania się
1

1

n

&lt;

n

c

ec

I ^ ^ z e w s k i . Karnawał

wagarowicza. „Gazeta Wyborcza" 1995,

" Spontaniczna kultura młodzieżowa. Wybrane zjawiska. Pod red. J.
Wertensteina-Żuławskiego i M. Pęczaka, Wrocław 1991
M. Mead, Kultura i tożsamość. Studium dystansu miedzypokoleniowego. Warszawa 1978
Por. np. Muniek Staszczyk, T. Love. Dzieci rewolucji. Warszawa
1992
" Nawiąże do tego wyraźnie S. Bareja w serialu Alternatywy,
eksponując postać gospodarza domu Anioła, granego przez R. Wilhelmiego.
'" J . Maisonneuve (op. cit.) wymienia wśród rytuałów masowych, obok
politycznych, rytuały sportowe oraz koncerty rockowe i muzyki pop.
" Zjawiska (e analizuje wyczerpująco J. Kaczmarek Przestrzeń widowi­
ska piłkarskiego (praca magisl. wykonana w Katedrze Kultury Polskiej
pod kier. R. Sulimy), Warszawa 1994. Futbolową communitas analizował
Ludwik Stomma. 1:0. czyli ludzie jako bogowie. „Konteksty", 1991,
nr 3-4
Warto w tym miejscu przypomnieć race K. Lorenza na temat
powstania rytuałów związanych z tery tori alnością (K. Lorenz. Tak zwane
zło. Warszawa 1963. rozdz. Nawyki, ceremoniały i czary) oraz ustalenia E
Halla i W Wicklera Do analizy rytuałów związanych z terylorialnością
doskonale nadają się rozbudowane pasma graffiti przy trasie kolejowej
Lowicz-Warszawa. mówiąc o poczuciu „terytorium" kibiców WKŚ
Legia i R T S Widzew. W zależności od punktu na tej trasie zmienia się
waloryzacja znaków klubowych (graffiti). Można wskazać kilka standar­
dowych technik operowania tymi znakami ze względu na to, czy
umieszczone były bliżej Warszawy czy też bliżej Łowicza i Łodzi.
W. Górska, J. Szpala. Tkaczuk na prezydenta, „Gazeta Wyborcza"
1992, nr 12
" J. Maisonneuve (op. cii., s. 35) stwierdza: „Dziś daje się zaobser­
wować wielość postaw młodzieży: z jednej strony opór przeciw biuro­
kratycznym ustaleniom szkolnym oraz rutynowym posunięciom po­
zbawionym głębszego sensu, a z drugiej nieokreślone poszukiwanie
zachowań i symboli wyrażających grupową tożsamość na poziomie
języka, ubioru oraz zabawy (np. karnawał)".
' Przykłady za: K. Czarnecka, H. Zgółkowa, Słownik gwary uczniows­
kiej, Poznań 1991. potwierdzone przez studentów Polonistyki UW.
H. Ułaszyn, Język złodziejski. Łódź 1951. s. 39. Odpowiednie hasła
w Słowniku gwary warszawskiej XIX wieku (opr. B Wieczorkiewicz.
Warszawa 1966) sugerują niedwuznacznie, iż instytucja woźnego, dozor­
cy, stróża, wyżej nad „opiekuńczość" stawiała „represyjność". Agenci
owej represyjności charakteryzowali się wyraźna „obcością" (np. cieć
- „kołek, prosto widać ze wsi"). Obcość była przecież islolą cudzoziems­
kich gwardii przybocznych. Byli to wprost - czytamy w Słowniku gwary
warszawskiej (s. 384) - „sołdaci celowo zwolnieni na tę chwilę od
pełnienia obowiązków służbowych, policjanci, żandarmi" (chodzi tu
o stróżów skwerowych, parkowych, nocnych, kamienicznych). „Zwol­
nieni na tę chwilę" albo „zwolnieni na stale" zajmowali licznie posady
dozorców i „gospodarzy domów" w peerelowskiej Warszawie (przypomi­
nam także Anioła z Alternatyw). O woźnych uniwersyteckich dziś pisze
studentka polonistyki UW M. Borkowska, Maniery
„nienaukowych".
..Auditorium. Tygodnik Akademicki", Warszawa 1995, nr 8.
C . Kubaszewski, Witajcie w Tkaczuklandzie. „Nowa Wieś" 1992 nr
4 (luty).
" C . Kubaszewski, op. cit.
Zapis rozmów w zbiorach autora niniejszego raportu.
" W. Górska, J. Szpala, op. cit.
" C . Kubaszewski. op. cit.
• W. Górska, J. Szpala, op. cii.
" W wypowiedziach „obydwu stron" jednoznacznie można wyczytać
świadectwa takiej agresji, napięcia i stresu a zarazem zaprzeczenia: „W
tych napisach nic było z naszej strony żadnej zemsty" (Marek K i
Najbardziej wyrazistym przejawem agresji symbolicznej okazały się
tzw. zabawy telefoniczne oraz ich produkt, czyli kaseta, zawierająca
nagrane rozmowy z. Józefem Tkaczukiem. Zabawy i żarty lelefoniczne.
swoiste gry „w przypadek", gry z potencjalną Instancją Podsłuchującą
upowszechniły się w Warszawie w końcu lat osiemdziesiątych. Do­
prowadziło to do prawdziwej eksplozji „wygłupów" telefonicznych,
wzorowanych często na modzie przywiezionej z Zachodu, polegających
m.in. na ingerowaniu w prywatność domu, na zadawaniu absurdalnych
pytań przypadkowo wybranym rozmówcom w stylu: „Czy ma pan
zapchany sedes?". Jak relacjonuje Marek K , telefony miały anonimowo
nękać bezimienną dotąd instancję (szkolnego woźnego). „Były to roz­
mowy w rodzaju: «Czy sprzeda pan swój tclefon?». Nie przyniosły one
zrazu efektów W końcu, jak za dwudziestym razem zadzwonił (mowa lu
o uczniu, który prowadził te gry), to Tkaczuk się zdenerwował i posłał mu
bluzgi przez telefon. I on to nagrał. Od tego się zaczęło Stwierdził, że
trzeba teraz więcej od Józefa wyciągnąć. Wzięli więc kolesia, który miał
pewny głos, i on teraz dzwonił. Oczywiście wszystko ponagrywaliśmy.
Dziś nie mam tych kaset, większość poszła w świat. Straszyliśmy go, że
prowadzi melinę, że to skasujemy, że towarzysz taki lo a taki się nim
zainteresuje. Z jednej strony to wszystko olewał, a z drugiej odczuwał, że
coś jest nie tak. Zaczęło się od tych telefonów. Jedna z kaset, na której
cenzuralne są tylko zaimki, znajduje się w posiadaniu autora raportu
Zanotowane są na niej owe „bluzgi" oraz reakcje przypadkowo wy­
branych abonentów, którym głos pana Józefa puszczano z taśmy. Jest tam
B

H

1,1

:i

:

u

3

r

n

63

�również reakcja ,.JT" na jego własne nie zidentyfikowane przez niego jego
własne „bluzgi".
" K. Stępniak. Słownik tajemnych gwar przestępczych.
Londyn 1993
K. Czarnecka. H. Zgółkowa. op. cit.. s. 324
• J.w.. s. 8
" Istnieje leż lyp gestów (zachowań niewerbalnych) w funkcji inwek­
tywy oraz typ gestów „obronnych". Por. na len temat m.in. K. Darwin,
O wyrażaniu uczuć u człowieka i zwierząt. Warszawa 1988 ( teoria
..rumieńca" jako swoistego operatora kultury). Por. także: J. EibllEibesfcldt. Miłość i nienawiść. Warszawa 1987
Przykłady współczesne omawia A. Dąbrowska w książce Eufemizmy
współczesnego jeżyka /ndskiego. Wrocław 1994, s. 177-190 (rozdz.
Połajanki. przekleństwa
i wyzwiska) a także w artykule: Język magii
- magia języka. Zarys problematyki, „Literatura Ludowa" 1995, nr 1
" Kwestie te dogłębnie analizował M. Bactuin. formułując znana
koncepcję karnawału i karnawalizacji kultury.
" W.J. Żelwis, Inwektiwa: Opyt teoriticzeskoj i funkcjonalno) klassifikacii. [w:| Etniczeskije stiereotip\ powiedienija. Pod red. A K . Bajhunna, Leningrad 1985, s. 296-322'
* M.J. Lotman, B.A. Uspienski, Mif - Innu - Kultura, [w:] „Trudy po
znakowym sislemam" VI, Tartu 1985 s. 296-322
" K. Długosz. Prz.ezwiska uczniów z Kielecczyzny. Analiza semantyczno-słowotwórcza.
Szczecin 1986, s. 222
'• Warto tu odnotować apel do młodzieży, który swego czasu zamieściła
na łamach dziennika „Nowy Świat" D. Wawiłow, zwracając się z prośbą
0 wyjaśnienie: „kim jest (kto to jest) Józef Tkaczuk", a nie - co znaczy to
całe zjawisko. Jedna z odpowiedzi brzmiała: , J T to kanar z M Z K "
(„Nowy Świat" 1992, nr 38)
" W związku z. uruchomieniem warszawskiego metra „Gazeta Wybor­
cza" przyniosła charakterystyczną wypowiedź nadkomisarz Możajskiej,
związaną z ochroną meira przed grafficiarzami: „W «ozdobionych»
wagonikach i na stacjach pasażerowie czują się mniej bezpiecznie"
(„Gazeta Stołeczna" 1995, nr 16)
** L . Lćvy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych.
Warszawa 1992 (cytaty w tekście wg tego wydania).
• L . S . Vygotski, Myślenie i mowa. | w:] tegoż. Wybrane prace psycho­
logiczne. Warszawa 1971, s. 207
• Por. m.in. M. Pilot, Lapekspołish. „Regiony" 1994. nr 4 oraz G.
Majkowska, Iż Polacy nie gęsi
Sycyna" 1995, nr 3
J. Piaget. Mowa i myślenie u dziecka. Warszawa 1992, s. 42-44
"Próbę takiej „etymologizacji" zawołania „Leon", próbę zresztą
późniejszą, dokonaną w lubelskim środowisku studenckim, przynosi: L .
Kaczmarek, T. Skubalanka, S. Grabis, Słownik gwary studenckiej, Lublin
1994. s. 21
• Pogłosy echolalii można obserwować m.in. w eksperymentalnych
badaniach wpływu informacji emocjonalnej na zachowania werbalne.
(L.A. Kitajew-Smyk, Psychologia stresu, Ossolineum 1989, s. 293 - 294).
Interesujące opinie na ten temat zestawił P. Kowalski, op. cit..
s. 84-86
" Można uznać, że tzw. „grafika konferencyjna" (zbiór takich grafik
w posiadaniu autora) jest sposobem uobecnianiu się „mowy wewnętrz­
nej", struklurowania „pamięci operacyjnej", jest aktem energetycznego
pobudzania i ma w sobie coś „muzycznego"; łączy emocje i malhesis.
innymi słowy: emocje i strukturę (por. C. Dalhaus. H.H. Eggebrechl, Co to
jest muzyka. Warszawa 1992, s. 36-43). Konferencyjne „bez.myślniki"
- to termin, który zawdzięczam M. Michalskiemu, studentowi etnologii
UJ, uczestnikowi mojego warsztatu Antropologiu codzienności. Pragnę
podziękować uczestnikom lego warsztatu, przede wszystkim: M. Michals­
kiemu i K. Lipce oraz studentom Wyższej Szkoły Komunikowania
1 Mediów Społecznych za pomoc w gromadzeniu dokumentacji do
niniejszego raportu.
M. Wallis, Secesja, Warszawa 1967. s. 218
• A. Kępiński, Schizjifrenia. Warszawa 1979, s. 70
J. Piaget, op. cit., s. 221-223
" Lexikon der Kunst. Architektur, bitdende Kunst, angewandte Kunst
Industrie formgestaltung, Kunstlheorie. Leipzig 1971, t. II, s. 338
* Nie wchodząc bliżej w semantykę „pustki" przywołam te kwestie
dwoma przykładami. Pierwszy z nich to najbardziej banalna na pierwszy
rzut oka inskrypcja współczesna, którą zanotowałem na przystanku linii
autobusowej 158 w Warszawie, przy Ostrobramskiej (styczeń 1995): „Czy
wsłuchaliście się może kiedyś w odgłos kopanej po pustej ulicy
0 północy, pustej puszki po piwie. Ona krzyczy" (podkr. - RS)
- podpisano: „Kamyk", 27 XII '94, godz. 0"'. Jest to spontaniczny „znak
istnienia", który pojawia się jako odniesienie do czterech „pustek".
Czwarta z nich to oznaczony czas ferii szkolnych. Drugi, biegunowo
dobrany przykład przytaczam za R. Otto, a dotyczy on relacji z Połu­
dniowej Afryki: „Autorka powtarza jakieś znaczące słowa, wypowiadane
przez, jednego z tych wysokich, mocnych, o silnej woli, milczących
Boerów, który - jak słyszała - nic mówił nigdy głębiej o czymś innym niż
o owcach i bydle i zachowaniu się tygrysa-lamparta, wobec którego był
autorytetem. Po przeszło dwugodzinnej jeździe samochodem przez wielką
równinę afrykańską podczas wielkiego upału powiedział wolno w języku
taal: J e s t coś. o co od dawna chciałem cię zapytać. Jesteś uczona. Kiedy
jesteś sama w takim stepie jak ten, a słońce świeci tak silnie na busz. czy
nigdy nie wydaje ci się, że coś mówi? Nie słyszysz tego uchem, ale jest tak.
u

17

Vl

, ;

M

64

jakbyś stawała się coraz mniejsza i mniejsza, a ktoś inny coraz więks^J*
(R. Otto Świętość, Warszawa 1968, s. 51-52). W obydwu przypadkach
doznanie „pustki" jest zarazem całościujące i wspólnotowe W pierwszym
znaczy krystalizację „Ja", w drugim jego doznanie poprzez „roztopienie"
" J . Hani. Symbolika świątyni chrześcijańskiej,
Kraków 1991. Przg.
strzeń labiryntu odczytywana jest tu jako „podróż do środka", ¿ 2
„duchowe ukierunkowanie bytu", czego „zewnętrznym aspektem j « j
pielgrzymka". W slaropolszczyźnie „ogrodowe labirynty" nazywały j .
..błędnik" lub „błądyniec".
" Jak nas poucza doświadczenie, te ostatnie [mandate) występuj,
najczęściej w sytuacjach charakteryzujących się zamętem i bezradnością.
Skonstelowany przez nie archetyp stanowi schemat porządkujący, który
niby psychologiczny „krzyż podziałowy" względnie krag podzielony u
cztery części zostaje jakby nałożony na psychiczny chaos, przez co każda
treść otrzymuje swe właściwe miejsce, a chroniący opiekuńczo krj«
stabilizuje rozpływającą się w nieokreśloność całość'' tC.G Jung, Wspu.
mnienia. sny. myśli. Warszawa 1993, s. 492).
" Na temat semantyki „pustki" („drogi pustki") pisze J. Slósarska,
Mistyczne i archetypiczne obrazy kosmosu. Warszawa 1994. s. 6-7
Ślad stopy, znak stopy także obutej, posiada niezwykle żywotną
symbolikę. Znaczy min. „ujarzmienie albo wzięcie czegoś w posiadanie"
(D. Forstner O S B , Świat symboliki chrześcijańskiej.
Warszawa 1990, i.
447). Ślad stopy jest odwiecznym chwytem reklamowym Namalowane
„stopy" prowadzą od Al. Jerozolimskich, w pobliżu rondu de Gaulle'a,m
ulicę Smolną do sklepu „Sony". Znakiem reklamowym był zresztą juj
w antyczności, na co wskazuje zachowana waza grecka z rysunkiem obutej
stopy i napisem: „idź za mną" ((u: „idź do wina".do winiarni), znaleziona
w dzielnicy Aten zwanej Keramejkos (szerzej o Keramcjkos. gdzie istniała
ściana pokrywana wciąż nowymi napisami reklamowymi, por Lexika*
der Antike, Leipzig 1987).
"' W funkcji samopotwierdzania się (poprzez ..działanie sobą" ni
miejsce) pojawia się symbol „ręki",obecny od czasów paleolitu choćby
w grotach Allamiry i Castillo w Hiszpanii (por. M Hrez.illun, Łncył.
lope&lt;li&lt;i kultur pradziejowych. Warszawa 1981 &gt;. Odcisk ..ręki" przynależy
do kulturowych uniwersaliów i można go odczytać jako autoimitaejt
człowieka, potwierdzenie siebie wobec miejsca, które się oswaja i za­
właszcza. To ..działanie sobą", znane z zabiegów apotropeicznych,
żywotne jest wciąż w rytuałach inicjacyjnych, odnajdujemy je równie!
w kulcie gwiazd filmowych („ślady" w Hollywood i Cannes),
" Z. Bauman Dwa szkice o moralności pono*m zf\nej, Warszawa
1994, s. 27-30
" Z . Bauman, (op. cit., s. 16.) stwierdza, ze ..Osobowość iście
ponowoczesna wyróżnia się brakiem tożsamości ' i dodaje ,,im mniej
dokładnie tożsamość jest zdefiniowana, tym lepiej dla |c| posiadacza"
„Nodzyk" ma plan zrobienia „wielkiego Tkaczuka przy Wyścigach
Konnych w Warszawie, gdzie są takie ogromne graffiti. „Tam podobni
łatwo uzyskać zgodę na pomalowanie, ale to s,; duze koszty By łby lo napu
15 m. długi. Mam już koncepcję. Chciałem lo zrobić normalnie, farbą
i pędzlem, ładnie wymierzyć i zrobić bryłowym pismem widzianyn
z. perspektywy. To już nie jest takie głupie pisanie jak na murach, ak
chciałem to zrobić na pamiątkę. Bo to być może przetrwa bardzo długo.
Tam s ą takie różne napisy, to i «Tkacz.uk» mogiln tam zostać,
wcześniej planowaliśmy zrobić na murach taki duzv napis, ładnie, żebyB
zdobiło" (Marek K„ luty 1995).
" „Polscy turyści zanieśli nazwisko Tkaczuka u Alpy na wysokofć
4 lys. metrów (podobno także na Mont Everest, ale tego nie moł»
sprawdzić, bo napis przykrył śnieg), do francuskich grot | . . . ) , No»e|«
Jorku, australijskiego miasteczka | |. Ostatnio natrafiono na graffiti *
dworcu autobusowym w Kapsztadzie [...] Obok nazwiska Tkaczuka**
domalował literkę ,,R" w kółku - «znak towaruws zastrzeżony*" ( Ł ł
Talko, Tkaczuk kingsaiz, „Gazeta Wyborcza' l ' W . nr 257). W *
zauważyć, że w cytowanym tekście pobrzmiewają echa narracji mity*
nej.
" Por. audycja „Brum" w III Pr. PR (koniec grudnia 1994 r.j.
" Informacja w numerach 3 i 4 z 1994 r. z zaznaczeniem:
Tkaczuk - Copyright by «Zamek» - KM.S.O."
" „Towarzysz" 1994, grudzień.
Humor wędkarski.
„Gazeta Wyborcza" (1994, nr 233) w notatce Tkaczuk posz*
przypomina pokrótce historię woźnego ze szkoły przy ul AnguO*
w Warszawie i publikuje zdjęcia plakatu z napisem
(idzie jest J"**
Tkaczuk?"
" „Gazeta Wyborcza" (nr 257, 4 X I I 9 9 4 ) publikuje cyto»
artykuł Leszka K. Talki, gdzie przedstawione są psychospołeczne if
aspekty używania „imion własnych" w reklamie. Warto zacy.
następujący fragment: „Z badań prowadzonych przez F C B r w i ^ H
reprezentatywnej próbie Polaków wynika, że Józef Tkaczuk nie • (
się ankietowanym z woźnym w szkole, raczej ze sportom ""
kryminalistą. (...) - Tkaczuk lo po trosze «nikt» a częściowo «e*
każdy z nas. Józefów Tkaczuków mogą być w Polsce tysiące - J*
Jakub Kamiński z F C B . - To nazwisko jest już własnością pub*
„Wprost", nr 45 (6X11994) i nr 47 (20X11994)
„Nie ukrywamy, że przez długie lata byliśmy związani sub
z ruchem punk. Był to młodzieńczy bunt. W tej chwili człowiek
wyrasta" (Marek K . ) .
S

M

w

7U

-

a

7 1

c

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9545" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9523">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e18b3c2b9feaf4c41c40b9c2a8d97368.pdf</src>
        <authentication>b87f5ea7a94b03d2ee34771a68f7fe0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113708">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3702</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113709">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113710">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3479</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113711">
                <text>50-lecie "Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113712">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113713">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113714">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113715">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113716">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113717">
                <text>50-lecie „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej"
„Konteksty" były zawsze azylem dla INNOŚCI. Były
miejscem wspólnym dla tych, którzy przychodzili tu z różnych
stron, różnych środowisk, dyscyplin naukowych i kręgów
towarzyskich. Spotykały się tu, i spotykają, najświetniejsze
nazwiska naszej humanistyki.
Przychodzenie tutaj nie wymagało zachowania jakichkol­
wiek pozorów. Ceremoniały, naukową grzeczność i rutynę
zostawiało się przed progiem redakcji. Wypadało tu raczej
przynosić odrobinę własnego szaleństwa, niepokorności wo­
bec autorytetów.
Atmosfera „Kontekstów" czyniła nas po trosze „odmieńcami". Ci, którzy tu przychodzili, stawali się „innymi" także
wobec siebie, nawet jeśli wywodzili się z tej samej formacji
umysłowej, czy nawet z tej samej pracowni czy szkoły
artystycznej.
Fantazje akademików miały tu szanse spotkać się z fantaz­
jami genialnych analfabetów, czy twórców zwanych naiw­
nymi. Oddano tu również głos tym INNYM, którym kiedyś
administracyjnie ten głos zabrano. Chciałbym tylko przypo­
mnieć rezonans, jaki wywołały monograficzne numery „Kon­
tekstów" poświęcone kulturze Żydów polskich, kulturze
Łemków, Litwinów, a dziś także Ukraińców.
Dominowało tu spojrzenie z peryferii. Zrazu, redakcja
„Polskiej Sztuki Ludowej" była na te peryferie skazana, ale
rychło też owo skazanie stało się wyborem. Można stąd b^yło
widzieć więcej i inaczej. Dokonywało się swego rodzaju
przesunięcie punktów obserwacyjnych, odsłanianie innych
światów, tu - nad Wisłą.
Intuicje te dało się odczytać m.in. w artykule Andrzeja
Wajdy, który pisał na łamach PSL, w roku 1956, o ekranach
odpustowych fotografów. A najradykalniej sformułował je
Ludwik Stomma w roku 1989. Pisząc o niedostatkach badań
nad polską kulturą stwierdzał, iż dominuje w tych badaniach
„swoista pruderia skłaniająca do dyskwalifikowania tematów
'nieeleganckich', czyli 'niestosownych'. (...) W badaniach
kultury wsi kręci się nadal polska etnografia w roztańczonym

do skretynienia świecie Kolberga" i pytał dalej: „czy - cho­
ciaż wieki mijają - świat ma być nadal 'spokojny i wesoły'?
Tak czy owak, by zrozumieć nagły, dławiących strach, który
ogarnia nas w ciemnej parczewskiej uliczce, nie warto sięgać
do dorobku polskiej etnografii. Nie będzie tam ani cienia
poszlaki".
Na łamach „Kontekstów", oficjalna, szeleszcząca wykrochmalonym strojem ludowość musiała zderzyć się z owym
„dławiącym strachem w ciemnej parczewskiej uliczce".
Ludność odświętna musiała przegrać z tym, co dzieje się na
gościńcu codziennej egzystencji. Szczęśliwie się stało, że
redaktorzy „Kontekstów" wierzyli w kreatywną moc parado­
ksów, poznawczą wartość metafory. Bywali ironistami.
Wówczas fantazje, z którymi przychodziło się do „Konteks­
tów", nie groziły naukowym samobójstwem, a poczucie
humoru Aleksandra Jackowskiego spełniło tu nie jeden raz
funkcje regulacyjne. Ośmielało, ale i przywracało realne
miary przedsięwzięciom.
W „Kontekstach" uderzała charakterystyczna bezintereso­
wność w uprawianiu humanistyki, bezinteresowność w po­
szukiwaniu „nowego". A przecież, strzeż nas Panie Boże od
tych, którzy systematycznie, zawodowo, i przeważnie za
cudze pieniądze, czynią „dobro", bądź czynią „nowe".
Przyjmowano w „Kontekstach" gorąco albo zimno. Nigdy
letnio. Zawsze trzeba się tu było mieć na baczności, nie można
było stanąć pewnie, czyli stanąć, w miejscu, gdyż pojawiały
się jakieś ambiwalencje, jakieś „nowe słowniki"; wchodziło
się w jakąś dwurzeczywistość.
Przy lekturze „Kontekstów" można było też stwierdzić, że
jeśli jakieś pomysły redakcyjne trafiały niezupełnie w cel, to
zawsze mierzyły ponad cel, nigdy obok.
Mamy oto półstulecie „Kontekstów". Nie słyszę jednak,
aby ich redaktorzy kuli w spiżu swoją stopkę redakcyjną.
17 I 1997 r.
Roch Sulima

Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski; w pozie Stańczyka - Sławomir Sikora

197

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10732" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10710">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7774438e9a0d4698a5e78e50f8aad36c.pdf</src>
        <authentication>fc72ebf353ab324405705089690c78a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127929">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2298</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127930">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127931">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127932">
                <text>Między Rejem a śmietnikiem (Ikonosfera warzywnych ogródków) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127933">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4, s.47-56</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127934">
                <text>Sulima, Roch</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127935">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127936">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127937">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127938">
                <text>Roch Sulima

MIĘDZY R A J E M A Ś M I E T N I K I E M
IKONOSFERA WARZYWNYCH OGRÓDKÓW

Miejskie warzywne ogrody, czyli tzw. „działki", stanowią
wyrazistą subkulturę, która nie może dziś umknąć

uwadze

wówczas jej „promieniowanie", choć rozszczepione na różne
ogniska znaczeń (kwietniki, grządki, altanka, ozdoby, drzewa,

antropologa, podejmującego zagadnienia „codzienności", „ o -

przedmioty użytkowe itp.) będzie wypełniało cały „kubik" wycię­

czywistości"; chciałoby się powiedzieć: — uprawiającego „ a n ­

ty z trójwymiarowej działkowej przestrzeni. „Zielony d o m " pod

tropologię banału". Skierowanie uwagi na organizację dział­

dachem nieba będzie przeniknięty „promieniowaniem". Wszyst­

k o w y c h przestrzeni mogłoby być wstępem do opisu świata

ko tam może być odbierane jako „otwarty" tekst zachowań

w a r z y w n y c h ogrodów, a zarazem próbą uwolnienia się od

i doświadczeń człowieka, przede wszystkim doświadczeń jedno­

p o w s z e c h n y c h dziś przekonań o „miejskich w c z a s a c h " , o kul­

stki, gdyż nawet odświętny, rodzinny pobyt na działce, nie

turze „czasu w o l n e g o " , micie „rajskiej szczęśliwości", a nawet

mówiąc już o samej pracy, redukuje się zazwyczaj do doświad­

traktrowaniu P r a c o w n i c z y c h Ogródków Działkowych jako s w o i ­

czenia jednostkowego, indywidualnego. J e s t to jeden z paradok­

stej figury ideologicznej.
Punktem wyjścia niech będą zatem uwagi o przestrzennym
komponencie „działkowych ekspresji". Nie nawiązuję tu do
jakiejś konkretnej ekspresyjnej koncepcji sztuki, gdyż słowo
„ekspresja" pojawia się jakby w cydzysłowie. W tej kwestii
odwołam się do Georga Simmla, który pisał: „Każdą jednostkę
w pewnym sensie otacza mniejsza lub większa sfera promieniują­
cego z niej znaczenia, w której zanurza się każdy, kto z nią
obcuje". Ekspresją jest tu całość emitowanej przez jednostkę
informacji, czytelnej jako treść ludzkiego doświadczenia: jako
tekst egzystencjalny, czyli jedna z „ekspresji życia" (Dilthey).
Jeśli w centrum działkowego mikroświata umieścimy „osobę".

sów działkowego świata. Całościowa czy s y s t e m o w a hipoteza
działkowej rzeczywistości pozwoli — jak sądzę — inaczej spoj­
rzeć na i k o n o s f e r ę

warzywnych

ogrodów;

pozwoli

widzieć ją integralnie, a nie jako skupienie zjawisk izolowanych,
oazę kiczu, przejaw amatorskiej twórczości plastycznej, czy
charakterystyczną działkową architekturę.
Świat działkowy, także dla postronnego obserwatora, przecho­
dnia-spacerowicza, zaleca się intensywnością i różnorodnością
doznań, jakich skąpią mu dzisiaj n o w e ( „ b l o k o w e " ) przestrzenie
miejskie. Właśnie płaszczyzna doznania, a więc poznawalność
i przetłumaczalność c u d z e g o d o ś w i a d c z e n i a , innymi sło­
w y możliwość odtworzenia ludzkiej skali zjawisk, byłaby najambitniejszą dyrektywą badawczą.

47

��propagandy wizualnej, a później również reklamy. Były to kawałki
sklejki, blachy, na których widnieją do dziś plastyczne znaki
Kilka wstępnych uwag o ikonosferze w a r z y w n y c h ogrodów,

pamiętnych akcji politycznych, „dekad", „ d n i " i festiwali. Często

u w a g , które stały się przedmiotem niniejszego szkicu, sporządzi­

wykorzystywano drewno z różnych tuż powojennych prowizo­

łem z autopsji, z dystansu przechodnia-spacerowicza. Próby

rek. S a m budulec był swoistym „zapisem" (tekstem)

budowania ogólnego modelu działkowego świata przenikały się

wym.

kulturo­

zazwyczaj z „weryfikującymi" spacerami na działki, a konkretnie:

Powstawały budowle składające się jakby z serii kilku „przybu­

działki znajdujące się na pograniczu Saskiej Kępy i G r o c h o w a ,

d ó w e k " , wzajem do siebie d o p a s o w y w a n y c h oraz przybudówek

obramowane ul. Waszyngtona, ul. Kinową, Al. Stanów Zjed­

zespolonych często z altankami. „ D o b u d ó w k i " uznał Tadeusz

noczonych i ul. Międzynarodową. Zlokalizowane są tam P r a c o w ­

Chrzanowski za trwałą cechę polskiej sztuki architektonicznej.

nicze Ogródki Działkowe noszące m.in. nazwy: „Kolejarz", „Ene­

Oznaczały one „specyficznie polską rozłożystość, która nigdy nie

rgetyk", „Górnik", „Nauczyciel". Są tam działki pracowników

pięła się nadmiernie w górę, za to bez skrupółów rozszerzała" .

„Cory", „ W e d l a " i in. w a r s z a w s k i c h zakładów pracy. W sposób

Przybudówki oraz pseudoaltanki to konstrukcje jakby „przybu­

zorganizowany działki te zaczęto zasiedlać, czy jak mówią ich

d o w a n e " do i d e i domu. Nie oznaczały one podniosłego aktu

użytkownicy — „ b u d o w a ć " , w

„budowania", ale raczej akt rezygnacji, w postaci jedynie „przy­

latach 1 9 5 2 — 1 9 5 3 .

W

roz­

z

m o w a c h z gospodarzami działek można usłyszeć, iż z tych działek

b u d o w a n i a " tego, co winno być w rzeczywistości „ z b u d o w a n e " ,

korzysta już drugie i trzecie pokolenie, natomiast siedemdziesiąt

wykreowane. Idea „przybudówki" ma nie tylko historycznokul-

procent pionierów zagospodarowujących ten teren już nie żyje.

turową motywację, ale ma też zapewne motywację socjalną.

Warto jeszcze dodać, iż w centrum działek zbudowano, stylizo­

Szopa, komórka, piwnica, skład, to np. dla mieszkańca w s i czy

w a n y na „biały dworek", budynek administracyjny, a zarazem

małego miasteczka możliwość własnej inicjatywy architektonicz­

dom świetlicowy.

nej, bez konieczności odwoływania się do z a w o d o w y c h umiejęt­

Najbardziej uchwytne są przemiany stylu architektury dział­

ności majstrów, czy przedstawicieli firm b u d o w l a n y c h . Polskie

kowej, stanowiące czytelne znaki działkowej „historii". A l t a n -

miasta, miasteczka i wsie były (są nadal!) oblepione wszelkiego

k a i „p r z у b u d ó w к a " (il. 2 , 1 1 , 1 2 ) stanowią d w a podstawowe

rodzaju przybudówkami, na co, jako na istotny rys współczes­

moduły architektury działkowej. Styl altankowy, altankowy raczej

nego polskiego pejzażu wskazywał także Marcin Czerwiński.

3

tylko z nazwy, dominował w latach pięćdziesiątych (częściowo

Styl d а с z o w y, czy raczej pseudodaczowy, dominuje w lataćh

sześćdziesiątych) i był s t o s u n k o w o nieźle dopasowany do para­

siedemdziesiątych. Ma on dwie mutacje: „ z a m k o w ą " (zamecz-

metrów przestrzennych i funkcji ogrodu warzywnego. Konstruo­

k o w ą ) (il. 1) oraz w i l l o w ą (il. 1 0 ) , która utrzymuje się do dziś,

w a n o najprostrze budowle w funkcji składziku na narzędzia lub

a jej charakterystyczne oznaki to m.in. elewacje z materiałów

wprost „szałasu" chroniącego przed deszczem. Materiał na te

ceramicznych (tzw. „stłuczek") oraz takie elementy otoczenia

budowle pochodził nierzadko z „resztek" zdezaktualizowanej

domku, jak mini basen kąpielowy, wolnostojący stolik z s z a c h o -

49

�wnicą, symetrycznie usytuowane alejki, bielone krawężniki, ze­

strzeń pragmatyczna, mityczna i socjalna. Ośrodkiem tych o d ­

wnętrzne betonowe podesty itp.

niesień jest ostatecznie ciało ludzkie. Promieniującą ekspresję

Styl s t a n d a r d o w y c h d o m k ó w działkowych, wytwarza­

podmiotu aktywizuje i scala „ i n n o ś ć " działkowej czasoprzest­

nych fabrycznie, upowszechnił się w latach osiemdziesiątych,

rzeni, jej „separacja"

wraz z zanikaniem „przybudówek" oraz altanek. Domki fabrycz­

„odświętność", „ozdobność", a więc swoista nadwartość s e ­

ne, licowane impregnowanym drewnem, zaczynają stanowić na

mantyczna.

działce wartość prymarną.

Przestrzeń

Historia „małego domku
ewolucję

na działce" pozwala

koncepcji samej działki. W

latach

prześledzić

(izolacja)

od domu

mieszkalnego, jej

s ł u c h o w a ma wartość względnie obojętną,

ale funkcjonalną w kategoriach więzi społecznej, ustanawiającą

pięćdziesiątych

i podtrzymującą działkowe „sąsiedztwo" (wymiana pytań, grze­

i sześćdziesiątych wartością prymarną była — jak się wydaje

czności, etykieta i pragmatyka ogrodnicza). W przestrzeni słu­

— sama działka, czyli użytkowanie kawałka gruntu

c h o w e j dochodzą „do głosu", przekazy ustne, a więc „opowieści

(grządki

i drzewa o w o c o w e ) . Mogłaby o tym świadczyć, jeszcze do dziś

w a r z y w n y c h ogrodów". J e s t to również, intensyfikująca się

czytelna, „cywilizacja" starych drzew o w o c o w y c h , ich centralny

w ostatnich dziesięcioleciach — przestrzeń m u z y c z n a (radia

układ na działce, wyznaczający dla altanki czy przybudówki

tranzystorowe, magnetofony). Istotną wydaje się powtarzalność,

często bardzo skromne miejsce, jakby deprecjonujące sam d o ­

a nawet nakładanie się, sekwencji muzycznych (niedzielne kon­

mek. Pojawiające się w drugiej połowie lat osiemdziesiątych

certy życzeń), nakładanie się audycji (wiadomości, transmisje

standardowe domki do montażu, zmieniają wyraźnie strukturę

sportowe, „Jeziorany" itp.). Dodajmy do tego, modne (standar­

działki i waloryzację jej przestrzeni. Wśród w a r z y w n y c h zago­

d o w e ) nagrania kasetowe. Przestrzeń muzyczna charakteryzuje

nów, a niekiedy zamiast nich, pojwiają się trawniki, krzewy

się tym, że „nasza" muzyka jest zarazem „ i c h " muzyką. Konflikt

ozdobne, rozszerza się i różnicuje przestrzeń typu rekreacyjnego;

stylów czy oczekiwań muzycznych nie był do tej pory istotny.

pojawiają się (również standardowe!) lampy ogrodowe, pergole,

P r z e s t r z e ń z a p a c h o w a . „ K o m p o z y c j e z a p a c h o w e " (bzy,

trejaże, ale także coraz wyraźniejsze kompozycje kolorystyczne

maciejka, jaśminy itp.) usytuowane są zazwyczaj w zakątkach

w płaszczyźnie poziomej, podlegające ściśle zasadom geomet-

działki a więc „kompozycje" te są mniej istotne dla struk-

ryzacji przestrzeni ogrodowej. Zanikanie, czy tylko „cofanie się"

turowania (ustanawiania) przestrzeni wizualnej.

przestrzeni warzywnej, wzmaga strukturalizację działkowej prze­
strzeni, w z b o g a c a intensywność znaków ekspresji, dostarcza

Przestrzeń

ruchowo-czynnościowa

wyznaczona

jest m. in. jako obszar rozpoznawalny krokami, „złożona" przez

świadectw konsumpcyjnego bardziej niż użytkowego sposobu

powtarzalne typy ruchów i czynności. J e s t to przestrzeń funkc­

korzystania z działki.

jonalna, a przy tym chyba najbardziej własna.
P r z e s t r z e ń w i z u a l n a jest konstrukcją podmiotu, ale jest
III

zarazem przestrzenią w największym zakresie „cudzą", tzn. pod­
daną penetracji ze strony osób postronnych (przechodniów,

Przestrzeń architektoniczna w ścisłym sensie, którą modeluje

spacerowiczów, dalszych sąsiadów), ale zarazem najbardziej dla

się poprzez plany, rysunki, wykresy, jest czymś raczej wtórnym,

nich czytelną, uniwersalną, integrującą społecznie. Promieniują­

czymś co się ma dopiero z doświadczenia wyłonić, co może być

ca ekspresja jest odmianą samorealizacji podmiotu, lecz właśnie

stanem finalnym, a nie przyczyną. „Finalność" objawiają dopiero

w ramach przestrzeni wizualnej, ekspresja ta jest zaadresowana,

przechowywane w rodzinnych archiwach, fotografie „z działek",

czyli intencjonalna. W przestrzeni wzrokowej n a d a w c a spotyka

czy po prostu sam akt fotografowania się na ich tle. Przestrzeń

się z adresatem. To nie tylko podstawowy wymiar (komponent),

działkowa nie jest więc konceptem, nie ma charakteru abstrakcyj-

ale również

no-teoretycznego, ale jest przestrzenią d o ś w i a d c z o n ą w m a ­

adresata wydaje się niezwykle istotna bez względu na to, czy jest

łej skali. J e s t to przede wszystkim przestrzeń

on niedzielnym spacerowiczem, czy też przechodniem, który zna

zmysłowa,

kod ikonosfery w a r z y w n y c h ogrodów.

Pozycja

a przedmioty w tym świecie mają strukturę jakby „egocentrycz­

np. K a n d i n s k y e g o (Punkt i linia a płaszczyzna),

czytał Strzemiń­

ną".

skiego (Teoria

„urbanistyczne"

Każdy typ środowiska ma swoją dominantę

przestrzenną.

widzenia),

pamięta w c z e s n e

wiersze J u l i a n a Przybosia.

W środowisku naturalnym, czy quasi naturalnym (ogródki dział­
kowe) aktywizuje się przede wszystkim przestrzeń słuchowa

IV

i z a p a c h o w a . Jakkolwiek „organizacja ludzkiej przestrzeni zależy
prawie wyłącznie od wzroku", a „inne zmysły rozszerzają i w z b o ­
4

gacają przestrzeń wizualną" , to jednak w działkowym mikro-

Postrzeganie działki z zewnątrz, a więc pewien dystans i t o w a ­
rzyszący mu namysł, czyni z niej instrument „teraźniejszości".

świecie szczególnego znaczenia nabiera przestrzeń: s ł u c h o ­

Natomiast dla działkowicza staje się ona miejscem posiadającym

wa,

„przeszłość zmysłową" i łączy się z doświadczeniem zakorzenie­

zapachowa,

dotykowa,

ruchowo-czynnoś-

c i o w a . Są to podstawowe komponenty doświadczenia, nad

nia. Obserwator potrafi „czytać" działkę w ramach przestrzeni

którym nadbudowuje się, lub poprzez które uobecnia się prze-

wizualnej, natomiast mało czytelne są dla niego inne rodzaje

8

19
50

�doświadczenia, przebiegające w ramach pozostałych przestrzeni.
Świat działki czytać można najpewniej ze struktury materialnych
nośników znaczeń „przedmiotów" czy „świadectw" czynności
agrarnych, a więc ze zobiektywizowanych tekstów zachowań.

utożsamiana z chaosem czy profanum. Tu „porządek" sąsiaduje
z analogicznym „porządkiem", a to rozmnożone „zorganizowa­
nie" staje się szansą ekspresji działkowej, narzuca jej formy, jest
formą.

Nie można jednak zapomnieć o konieczności rekonstruowania

Inne reguły rządzą ekspresją zaadresowaną do przechodnia-

(odtwarzania), choćby tylko hipotetycznego, swoistych s c e n a ­

spacerowicza, ogólnie: widza. Aspekt „sztuczności", miniatury­

riuszy działkowego „szczęścia", ale i działkowych „zgryzot", czyli

zacji, zabawy „ w uprawy", „ w mieszkanie" (dom, pole, zagony)

małych dramatów ludzi z ogródkowych wspólnot. Nie bądźmy

nabiera tu istotnego znaczenia. Wyłączywszy działki narożne,

naiwni! Działka nie jest enklawą bezkonfliktu, oazą spokoju,

otwarte z d w u kierunków, struktura przestrzenna większości

miejscem zapomnienia, czy azylem, w którym rodzimy się na

ogródków usytuowana jest na rzucie centralnym (rzucie perspek­

nowo. J e s t działka żmudną

tywicznym), którego oś w y z n a c z a najczęściej relacja: bramka

niekiedy kreacją takiego

azylu,

instytucją samoobroną. Nie można więc wykluczyć działania

wejściowa — drzwi domku (jego fronton). Rozwiązanie jest na

ukrytego, ale dostatecznie mocno paraliżującego jednostkę przy­

tyle przemożne, iż neutralizuje nawet strukturotwórczą orientację

musu: — muszę na działce porzucić d o m o w e kłopoty, muszę

„na słońce".

wypocząć, muszę „zapomnieć się" w pracy na świeżym powiet­

Wizualną przestrzeń działki, traktując rzecz w

największym

rzu. C z a s e m zaczyna doskwierać sama świadomość, że to właśnie

uproszczeniu, wyznaczają d w a . zwrócone ku sobie, rzuty central­

działka stała się miejscem „zrzucania" trosk i kłopotów.

ne, a modelem graficznym tej sytuacji mógłby być wydłużony

Na

przekór temu, c o m ó w i m y o działce jako azylu, można określić ją

romb, odwzorowujący d w a spotykające się spojrzenia: właś­

jako miejsce, gdzie doświadcza się kłopotów z egzystencją, gdyż

ciciela działki na progu domku i widza-przechodnia w bramce

jest ona sferą „poza domem", „poza pracą", jest więc miejscem,

wejściowej do ogródka. T e d w a spojrzenia organizują i hierar-

gdzie ulegają zmiękczeniu „twarde", ale p e w n e wymiary bytu.

chizują przestrzeń wizualną działki, stanowią ramę przejawiania

Doświadcza się tu zarówno sakralności zakorzenienia, jak i nie­

się ekspresji plastycznej, motywują układy znaków ikonosfery.

pokoju „wygnania", przejściowości.

Przekonanie o rozstrzygającej roli d w u spotykających się spoj­

Promieniująca ekspresja zaadresowana jest wielorako: a) do

rzeń potwierdza fakt, iż widzenie (postrzeganie), którym p o ­

przechodnia-spacerowicza; b) do sąsiada-działkowicza; c ) do

sługuje się przechodzień-spacerowicz-widz, jest w gruncie rze­

samego siebie (autoekspresja). Wszystkich adresatów

czy widzeniem ruchomym, z przemieszczającą się osią rzutu

może

łączyć jedna wspólna właściwość, mogą oni przyjąć rolę nosiciela

centralnego. U p o w s z e c h n i o n e konwencje organizacji i hierar­

jakiegoś uniwersalnego sensu ludzkiego działania, potwierdzają­

chizacji przestrzeni zdają się jednak widzenie to unieruchamiać,

cego archetypiczną treść budowania (kreowania), odnawiania

przywiązywać do osi centralnej: próg — bramka.

życia: orka — siew — plon, ziarno — nasienie, itp. Ekspresję

Przestrzeń wizualna zostaje podzielona na przestrzeń centralną

działkową różnicują w sposób, jak sądzę uchwytny i czytelny,

(wyróżnioną), intymną (fronton domku, ganek, weranda), zde­

dwie

gradowaną (nieczystą) oraz obojętną (neutralną).

pierwsze kategorie

adresata. Kim innym jest

bowiem

przechodzień-spacerowicz, po prostu widz, a kim innym sąsiad,

Przestrzeń centralna ma kształt przypominający romb, którego

czy też członek działkowej wspólnoty. Sąsiedztwo bezpośrednie

dłuższą przekątną jest oś: próg — bramka. W tej przestrzeni

angażuje przede wszystkim struktury rodzinne. Sąsiadami, nawet

mieszczą się wszelkie znaki prestiżu: szpalery krzewów, kwietniki,

na działce, są przeważnie rodziny i wciąż żywa wydaje się cała

„ozdoby", symetrycznie posadzone świerki, podnoszące per­

tradycja sąsiadowania

oraz

spektywiczne walory osi centralnej. Tu usytuowane są ozdoby

związana z nim rywalizacja w prestiżu, współpraca, ale także

wolnostojące (krasnale, m u c h o m o r y - i l . 1 2 ) , mini basen, fontan­

czy graniczenia ze sobą rodzin

przysłowiowe spory o miedzę. Struktura

sąsiedzko-rodzinna

na, stół itp. W wymiarze pionowym płaszczyzną centralną jest

nadaje rzeczywistości ogródków działkowych znamiona realno­

frontowa ściana domku. Domki z gankami włączają w przestrzeń

ści.

centralną także wystrój ganku (jaskrawe formy symetrii) oraz

O w e zminiaturyzowane, wymodelowane

i w jakiś sposób

fronton domku, ale tu już pojawia się inny typ przestrzeni,

ramach sąsiedztwa

ustanawiający enklawę prywatności. Na drugim biegunie tej osi

włączone w struktury realnego, potocznego życia; zostają więc

znajdują się bramki z całym systemem wystrojów. Bramki, podo­

„sztuczne" światy działkowe, zostają w

uspołecznione. Wszalkie ekspresje działkowe wiążą się z namias­

bnie jak werandy, są osobnym zagadnieniem.

tką posiadania, bycia właścicielem, ordynowania, bycia poses-

często ideogramy działki. Powrócę do wspomnianej enklawy

Przypominają

jonatem, co przejawia się nie tylko w całych seriach d o w c i p ó w

prywatności. Przestrzeń centralna (publiczna) wydziela z siebie,

o działkowiczach, ale również stylizacjach architektonicznych na

jakby na zasadzie kontrastu, biegun, który iest ośrodkiem znacze­

zamki, fortece,blankowane mury, palisady, triumfalne

niowym przestrzeni intymnej.

W skali typowej dla P r a c o w n i c z y c h Ogródków

bramy.

Działkowych

sąsiednia działka nie jest na tyle sferą „obcości", aby miała być

20

ШЛ \A

Przestrzeń intymną wyodrębnia zazwyczaj —

usytuowany

wzdłuż frontu — szpaler krzewów lub drzew iglastych, które na

�działkach pełnią bardzo określone funkcje, zaznaczające się

świata (domu, okolicy, sąsiadów) na nowo, w akcie swoistej gry

szczególnie

możliwości i konieczności.

w

latach siedemdziesiątych

i osiemdziesiątych.

Wcześniej, układy krzewów i drzew iglastych służyły prawie

Działka jest nie tylko przestrzenią „odtwarzaną" (rozmnożoną

wyłącznie do podkreślania osi centralnej działki. Ponadto realizo­

w setkach i tysiącach egzemplarzy), ale także nade wszystko

wały pewien stereotyp krajobrazowy, pewien schemat prze­

— przestrzenią „odtworzenia", w której są naśladowane, paraf­

strzeni typu odświętnego, przestrzeni niepospolitej (m.in. re­

razowane, lub wprost „ c y t o w a n e " różne przestrzenie kulturowe.

kreacyjnej), znanej chyba nie tyle z przysłowiowych landszaftów,

Będzie to m.in.: przestrzeń wiejskiego ogródka

ale raczej dwudziestowiecznych pocztówek, eksponujących pej­

malw, słoneczników, formowanie grządek); przestrzeń ogrodo­

zaże podhalańskie, alpejskie, a niegdyś także huculskie. Czytel­

w a i parkowa (komponowana przez gazony, szpalery krzewów

nym uschematyzowaniem tej przestrzeni jest uproszczona s y l ­

ozdobnych, drobną architekturę, rzeźby, fontanny); przestrzeń

weta domu i sylweta świerka.
Przestrzeń

(kompozycja

górska i leśna (drzewa iglaste, murki kamienne, sztuczne wznie­

zdegradowana

(nieczysta) to

przestrzeń

sienia oraz inne stereotypy krajobrazowe rodem z w i d o k ó w e k ) ;

przybudówek, podręcznych składów, kompost, w c , a więc w s z y ­

pezestrzeń

stko to, co nie jest do pokazania, c o stanowi sferę bezładu

(kompozycje kwiatowe, ozdoby ceramiczne i techniczne); prze­

architektonicznego (niezborność kształtów, nieużyteczne k o n ­

strzeń malarstwa naiwnego i jarmarcznego. Rzeczywistość dział­

strukcje itp.). Usytuowany w tej przestrzeni kompost zamienia

kowa charakteryzuje się s w e g o rodzaju przestrzenią „składaną"

„nieczyste" w naturalnie „czyste". J e s t to sfera gnicia, sfera

na zasadzie

przemiany materii. Przestrzeń zdegradowana znajduje się zwykle

„zdobiona"

typu

werandowego

i

balkonowego

bricolage'u*

Wyliczyłem tu zaledwie niektóre typy przestrzeni cytowanej czy

za domkiem, bądź przylega do jego ślepych ścian, jest sferą

parafrazowanej w świecie działkowym, przestrzeni uschematyzo-

zaciemnioną.

wanej kulturowo, od której nie ma większych odstępstw. Znam

P r z e s t r z e ń o b o j ę t n a . D w a spotykające się rzuty centralne

tylko jedno działkowe odstępstwo, którego autorem był znany

wyłączają z pola widzenia przede wszystkim narożniki, jako

pisarz warszawski średniego pokolenia. Na przyznanej mu działce

miejsca peryferyjne. Narożniki, szczególnie przy uliczce, mają

zasiał żyto, a kiedy ono wyrosło, wystrzygał w nim nożyczkami

wartość obojętną, są jakby sferą naturalnie zamazaną, pozbawio­

wielkie zielone „kubistyczne" kompozycje, z których najbardziej

ną wszelkiej charakterystyczności. Nie ma tu zazwyczaj „charak­

udaną była sylwetka nowojorskiego Manhattanu. Po tym epizo­

terystycznych" krzewów, kwiatów, „ozdób", ale drobne drzewa

dzie działkę mu zabrano.

o w o c o w e , w a r z y w a , rzadziej bzy (symbol przestrzeni zapacho­
VI

wej).

Jeśli jednak przyszłoby znaleźć najbliższe i zarazem najprost­
V

sze, w sensie kulturowym i funkcjonalnym, paralele „przestrzeni
działkowej", to warto wskazać starą warszawską tradycję majó­

Rozmnożone w setki i tysiące, regularne czworokąty działek

wek na Bielanach, kiedy to — w końcu ubiegłego wieku — ż y w i o ł

(nie do pomyślenia są tu struktury koliste, typowe dla budowli

plebejski zaczął nadawać ton bielańskim zabawom. M a j ó w k a nie

sakralnych i publicznych, czytelne na planach miast-utopii) są

tylko stwarzała okazję przeniesienia się do „innej" (odświętno-

jakby powtórzeniem struktury „ d o m u " , a może lepiej powiedzieć

- rekreacyjnej) przestrzeni, ale także wyznaczała kulturowe prafo-

— struktur „przydomowych" (ogródka, ogrodu, najrzadziej par­

rmy dzisiejszych działek pracowniczych. Praformą taką mogłyby

ku). Ogródek działkowy można uznać za strukturę „przydomo­

być np. tzw. „dołki", czyli obozowiska uboższych rzemieślników.

w ą " przeniesioną w inne miejsce, które już wtórnie w y z n a c z a

Istotą takiego „dołka" — obozowiska była atrakcyjna lokalizacja

położenie i strukturę działkowego „ d o m k u " , zawiera w sobie

w plenerze, a przede wszystkim rozpalone ognisko, na którym

potencjalnie strukturainość altanki czy przybudówki. Ogródek

warzono strawę. W latach międzywojennych były to „zielone

materializuje wyobrażenie przestrzeni, czyni z niej

przedmiot

stoliki" i „zielona sala" dla środowisk plebejskich i robotniczych.

„kubistyczny". Szczególnej waloryzacji podlega front domku,

„Od maja, kiedy to ruszała żegluga na Wiśle, ferajna wybierała się

7

wnętrze — jak już wspomniałem — jest zazwyczaj ubogie. Tak

na 'zieloną salę' na Bielany i do Młocin. (...) 'Zielonych stolików',

niską waloryzację wnętrza (charakterystyczną dla lat pięćdziesią­

czyli косу z wódką, były tysiące" — czytamy w

tych i sześćdziesiątych) można uzasadniać w ten sposób, że

robotnika z warszawskiego Powiśla.

i d e ę d o m u reprezentuje to, c o jest „poza" domkiem, a raczej to,
c o „przed" domkiem.

pamiętniku

8

Można więc zaproponować, funkcjonalnie i kulturowo s k o n ­
kretyzowany ciąg swoistych p r a f o r m dzisiejszych Pracowni­

Świadectwa „rozrzutności" na zewnątrz kontrastują wyraźnie

czych Ogródków

Działkowych: „zielony stolik" (koc z wik­

ze zgrzebnością, czy wręcz surową funkcjonalnością wnętrza

tuałami) — domek — działka („zielona s a l a " ) . Praformy te stają

domku, które nie miało do tej pory charakteru przestrzeni intym­

się bardziej czytelne, kiedy odtworzymy — najbliższe im — para­

nej, ale było nawet przestrzenią wstydliwą, gdyż nie było tam

lele kulturowe. Wskażą d w a paralelne szeregi: p i e r w s z y (uni­

wstępu dla gości. Odwrotne zasady, przepych wnętrza i suro­

wersalny) : stół — dom — miasto; d r u g i (charakterystyczny dziś

wość na zewnątrz, wyznaczały styl polskich d w o r k ó w szlachec­

dla plebejskich tradycji): „zielony stolik" (koc) — d o m e k — d z i a ł ­

kich. Tadeusz Chrzanowski stwierdził: „szlachecka wspaniałość

ka pracownicza. Warto paralelizmy te przedstawić w postaci

zwracała się do wnętrza, dokąd gościnnie gościa zapraszał dom

bardziej rozwiniętej: 1) stół (potrawy rytualne) — d o m (ognisko)

nieozdobny na zewnątrz", a rzadka ozdobność i wielorakość

•-- miasto (sąsiedzi, ład architektoniczny, hierarchie wartości,

zewnętrzna była raczej sprawą przypadku, dominowała nato­

system społeczny); 2) „zielony stolik" (koce z wódką, potrawy

miast funkcjonalność." Domek jest więc elementem

w funkcji rytualnej) — domek („dołek" z ogniskiem) — działka

szerszego,

mówiąc

metaforycznie,

domu

czegoś

zbudowanego

ze

(gry kulturowe, zabawa w architekturę, zabawa w „sąsiedztwo").

„ścian" powietrza i światła. J e s t to zatem dom otwarty, o d ­

Relacja: stół -» koc, dom -» domek, miasto -» działka oznacza

słonięty, dom dla innych oczu. W tym domu „napowietrznym"

nie tyle powrót do Natury, ale także swoistą degradację porządku

gubi się tak fundamentalna zasada, jak stałe napięcie między

kulturowego, otwarcie go na „chaos" środowiska naturalnego,

„zewnętrznością" i „wewnętrznością", intymnym i publicznym.

a nawet degradację standardów i norm architektonicznych. Mała

J e s t to więc dom otwarty, w którym dopiero rodzą się niewielkie

skala, miniaturyzacja, odejście od normatywności, czy też swoista

enklawy prywatności. Działka jest ideą domu i zarazem jego

degradacja „miejskości", ma tu walor oczyszczający (surowość),

modelem naocznym. Takie modele służą do symulacji rzeczywis­

sakralizujący, ale i konsumpcyjny.

tości, a w swej postaci i funkcji niewiele różnią się od zabawek

Relacja: koc — stół, domek — dom, działka — miasto oznacza

w ręku dziecka, narzucają rzeczywistości konwencję gry, zabawy

potrzeby normatywne, systemowe, a zarazem daje świadectwa

w dom, stwarzają na wpół z a b a w o w ą szansę „zbudowania"

pobudzania samowiedzy kulturowej. Powrót do „dużej skali"

52

�(„normalnej") do twardych w y m i a r ó w bytu, jego form zor­

tetyczne. A jednak czasami jest w nich esencja wszelkiego piękna

ganizowanych, łączy się jakby z nabywaniem stanu „przetworze­

i zdolne są nieść pocieszenie. Kontemplacja i trzymanie w ręku

nia", oddalenia się do źródeł.

dzbanka albo ciepłego, twardego pomidora może W jakiś sposób

Pierwszy z wymienionych wyżej paralelnych szeregów (stół
— dom — miasto) jednocześnie wskazuje na porządek Kultury.

przekonać nas — mimo depresyjnego nastroju — o zdrowiu
natury."*

Drugi, („zielony stolik" — domek — działka, czyli „zielona sala")

Wszechobowiązująca zasada „małej skali" wzmaga miniatury­

oznaczający rzeczywistość działkową, jest wyraźnie a m b i w a ­

zację przestrzeni, rozpisuje ją na elementy nieskończenie podziel-

lentny,

„przejściowy", „graniczny", „dwurzeczywisty"; jest

ne, gdyż podzielność ta wynika z ludzkiej skali, zależy od

Kulturą i Naturą zarazem. Szereg drugi oznacza rzeczywistość,

człowieka, którego wyraża i stanowi środek jego ekspresji.

która nie jest wyłącznie ani „ t u " , ani „tam". M ó w i ą c w wielkim

Działkowa rzeczywistość pozwala w y d o b y ć na światło dzienne

uproszczeniu wyraża on formy „ p o w r o t u " do Natury, ale również

marzenia, sny, stłumienia, treści, które moglibyśmy

formy „wyłaniania" się z Natury: w y z n a c z a więc sferę „progo­

najprościej jako „infantylizmy", pozwala wydobyć przypomnie­

w ą " , dostępną przede wszystkim d o ś w i a d c z e n i u

określić

zmys­

nia „innych" miejsc i czasów. Konieczność stałego kształtowania

ł o w e m u człowieka, choć my najczęściej łączymy ją z koncep­

działkowego otoczenia dopuszcza możliwość kumulacji eks­

tami i teoriami filozoficznymi, ze starymi wątkami

myślenia

presji, na co nie pozwala zazwyczaj „twarda"

rzeczywistość

blokowej egzystencji. Niebagatelne znaczenie ma również fakt,

0 powrocie do Natury.
Ambiwalentny charakter działkowego świata sankcjonuje pa-

że użytkownikami działek są przeważnie rodziny robotnicze, któ­

raobrzędowy, czy pararytualny sens czynności, przedmiotów,

re w ten sposób, i w tym miejscu, kanalizują potencjał swojej

zachowań związanych z tym miejscem. Działka jest więc czaso­

ekspresji, dalekiej od wyspecjalizowania.

przestrzenią liminalną, nie utwierdza, ale raczej rozmywa granice

Celem tej ekspresji jest zbudowanie („skonstruowanie") natu­

między Naturą i Kulturą, czasem pracy i czasem wolnym, p o w s z e ­

ralnego otoczenia, co niekiedy przeradza się w proste w p i s y w a n i e

dnim i świątecznym, między czynnościami sprawczymi i auto­

struktur miejskich w środowisko naturalne. Dopiero budowanie,

telicznymi, światem na serio i światem zabawy.

kształtowanie, ale także „ozdabianie" w y z w a l a pełne poczucie
natury i przestrzeni; jest sposobem analizy przestrzeni naturalnej,
odkrywania jej ludzkiego sensu. „ N i e wiadomo czy istoty ludzkie

VII

mogłyby pojąć te właściwości natury bez uprzedniego doświad­
Istotą działkowego świata jest założona i pielęgnowana „i n n o ś ć " , znacząca „wyłączenie", „przeniesienie", fazę przejścio­

czenia z odczuciem form i skali rzeczy tworzonych przez człowie­
k a " — pisze Y i - F u T u a n .

10

wej „separacji". Trafniejsze jest z a p e w n e podkreślenie aspektu
niedokonaności a więc „wyłączania", „przeniesienia" itp. Proce­

VIII

sy te są po prostu dwukierunkowe. Działka pracownicza stanowi
dzisiaj tylko namiastkę „drugiego adresu" będącego w p e w n y c h

Świat Pracowniczych Ogródków Działkowych można opisy­

grupach i środowiskach oznaką prestiżu społecznego. Inność

wać z różnych punktów widzenia, a więc jako zjawisko pobudza­

działkowego świata podyktowana jest odmiennością doświad­

ne i programowane

czenia, jego „dwuwartościowością", rozległością ambiwalencji.

półgłos starej idei powrotu do natury, wzmacnianej dziś przez

Każda próba przełamania tej „dwuwartościowości" np. sama

społeczne ruchy ekologiczne; jako przejaw alternatywnych sty­

niegdyś przez politykę społeczną; jako

produkcja (uprawa w a r z y w i o w o c ó w ) , bądź sama rekreacja

lów życia, w których liczy się m.in. idea „zrób to s a m " , ale też

1 zabawa, podważa i niweczy sens działki. Nadmierna „naturaliza-

wzorce podsuwane przez kulturę populistyczną i masową („nie­

c j a " , jak również nadmierna „urbanizacja" („sztuczność") w y ­

dzielna wiejskość", „sztuka nieprofesjonalna" organizowana

wołuje komentarze, narusza kanon.

przez instytucje). Niebagatelne byłoby też, zwłaszcza w ostatnich

Działka „składa się" z paradoksów i sama jest paradoksem.

latach, spojrzenie na działkę, jak na sposób uzupełniania budże­

Paradoksalną cechą rzeczywistości działkowej jest s t a b i I i z u -

t ó w d o m o w y c h . Nie można jednak przeoczyć

j a c y Charakter „napięcia", „dwubiegunowości", „przejściowo-

jawnej, ale udzielającej m o c n y c h sankcji znaczeniom działkowe­

idei

najmniej

ści", stabilizujący psychologicznie i kulturowo. Mimo „ p r o g o w e ­

go świata, czyli idei „progowości", posiadającej głębokie kul­

g o " charakteru działka nie jest ani przestrzenią „niczyją", ani

turowo i egzystencjalnie uwikłania.

czasem „niczyim". J e s t miejscem cyklicznych czynności o d ­

Wspomniane wyżej idee, w większym czy mniejszym stopniu,

twarzających życie (siewy — zbiory), poświadczających o d -

decydują o znaczeniach miejskich w a r z y w n y c h ogrodów, mate-

wieczność zmian. W planie społecznym jest obszarem p o d ­

rializują się w czynnościach i w y t w o r a c h , które stają się dla

trzymywania tradycyjnie agrarnych celów i czynności prac i w a r ­

obserwatora znakami do odczytania. Działkę określa bardziej idea

tości związanych z etosem małych wspólnot agrarnych, etosem

„ d o m u " niż idea Natury, oczywiście w jej romantycznym, czy

chłopskim i ziemiańskim.

modernistycznym pojmowaniu. J e s t więc działka budowaniem

Działki nie są w swej istocie „miejscem zastanym", choćby były

„małej skal i" prz&gt; pomocy środków i materiałów w y p r a c o w a n y c h

już nawet w pełni urządzone. Działka jest zawsze do „ z b u d o w a ­

w ramach „skali dużej". J a n Strzelecki w e wstępie do znanej

corocznie. Działkowy świat jest

książki Erwina F. Schumachera Mate jest piękne stwierdził: „(...)

nieustannie zwrócony w przyszłość, a nie w przeszłość. Przy­

jednym z donioślejszych problemów współczesnej cywilizacji

nia", do „skonstruowania"

szłość ma tu w i e l i znaków, związanych najczęściej z czynnoś­

przemysłowej jest nie tyle zniesienie wielkich struktur, ile o d ­

ciami agrarnymi, które nie mogą ustać. Wszystko tu trzeba robić

tworzenie w ich obrębie małych. Wielkie byłyby instrumentami

na nowo, wszystkiego doświadczać ponownie, ale bez auto­

niezbędnego ładu, małe narzędziami niezbędnej wolności. W s z y ­

matyzmu i jego jednoznaczności. Na planie działki można by

stkie działałyby na obszarze kultury.

zapewne wyznaczyć dosyć dokładnie diagramy czy grafiki ru­

fundamentu, węgielnego kamienia, na którym wypisane byłyby

Miałaby ona charakter

c h ó w i czynności, a więc nakładające się na siebie „mapy"

podstawowe kanony wartości, zgodne z naturą człowieka i steru­

działań. Intensywne doświadczenie obecności punktów stałych,

jące działaniami różnorodnych struktur przyszłej, post przemy s -

jak również elementów funkcjonalnie zmiennych, ale mających

łowej c y w i l i z a c j i " . Człowiek, budując z „dużego" „małe", z n ó w

11

strukturę

potwierdza się jako kreator, buduje dla siebie również z tego, c o

działki, „napromieniowuje" przestrzeń osobowością, czyli jej

wymknęło się spod jego kontroli, co działało przeciwko niemu.

wyrazistą fakturę zmysłową, tworzy z n a c z ą c ą

wieloraką ekspresją. Dotyczy to wszystkich „przedmiotów" na

Działkową

działce, należących zarówno do porządku Kultury, jak i Natury.

industrialnej. Industrie „buduje" Naturę!

Naturę można zbudować już tylko z cywilizacji

Sugestywnie pisał o tym Y i - F u Tuan: „Kury, jajka i pomidory to

Pracownicze Ogródki Działkowe są ostatecznie światem czło­

codzienne przedmioty w wiejskim gospodarstwie. Są tu, żeby je

wieka zdegradowanego, w tym sensie, w jakim można mówić

spożywać albo dostarczać na rynek; to nie są przedmioty e s ­

o zepchnięciu człowieka nie tylko na peryferie cywilizacji indust-

53

�Halnej, ale również na peryferie świata Natury. Nie może on dziś

„nieprzystawalnych tworzyw", b) estetyka „dziecięcego poko­

określić swojej tożsamości wyłącznie w środowisku naturalnym

j u " , c ) estetyka „piękna użytecznego".

(„wiejskość"), czy w środowisku wyłącznie zurbanizowanym
(„miejskość").

„ W S Z Y S T K O S I Ę P R Z Y D A " . Działka jest światem „prze­
44

niesionym", gdzie „struktury zmagają się ze zdarzeniami" ,

Rzeczywistość działkowego świata, jak już wielokrotnie p o d ­

a rzeczy oraz idee ulegają miniaturyzacji i symbolizacji. Dział-

kreślałem, konstytuowana jest przez najróżniejsze ambiwalencje,

kowicz doświadcza zatem istnienia rzeczy „nie umiejscowio­

jest „ d w u w a r t o ś c i o w a " i „progowa". Czynności działkowe i bieg

n y c h " , ale zarazem swoistego nadmiaru rzeczy, które mogą się

spraw uwikłane są jakby w dwie logiki: logikę „rośnięcia" (orka

przydać przy zagospodarowaniu działki, czyli zakorzenianiu się

— ziarno — siew —

plon — żniwo — o w o c ) oraz logikę

na n o w y m miejscu (il. 1 8 ) . Działka przeradza się w zbiornicę

„ b u d o w a n i a " . Ale samo „rośniecie" ma wyraźne ślady estetyki

rzeczy koniecznych,

„ b u d o w a n i a " , natomiast „ b u d o w a n i e " korzysta z praw i estetyki

w domu; rzeczy nie odtrąconych, lecz „przyjaznych" i o s w o j o ­

ale funkcjonalnie jakby

zdublowanych

wielkiej

nych. Są to m.in. meble, narzędzia, naczynia, d o m o w e sprzęty,

„sztuki ogrodów", potwierdzają najlepiej — jak to określił J a n

ozdoby, figurki, zabawki, rzadziej dewocjonalia. „ N o w e " ( „ i n ­

Stanisław Bystroń — t z w . „figle o g r o d o w e " " , znane w przeszło­

ne") zdaje się wchłonąć wszystko.

ści, ale dziś szczególnie wyraziście rzucające się w oczy, m.in.

„składowanie" (architektura „przybudówki", szopy). Na działkę,

krzewy formowane w postacie zwierząt i ptaków.

wraz z rzeczami, przenosi się pamięć ich poprzednich kontekstów

„rośnięcia". Ambiwalencje te, charakterystyczne dla

Za sprawą tylekroć podkreślanych ambiwalencji można potrak­
tować działkę jako odległy pogłos przestrzeni „ p r o g o w e j " znanej

r

r w a ł ą zasadą działki jest

oraz ich rodzinno-domowe „historie". Rzeczy nieustannie „opo­
wiadają", a szczególnie w nowym miejscu.

z obrzędów i „rytuałów przejścia"." Kiedy myślimy o rytuałach, to

Ciśnienie rzeczy „nie u m i e j s c o w i o n y c h " objawia ich potencję

mamy zazwyczaj na myśli naturalne sposoby rozwiązywania

oraz potencję domku jako miejsca. Rzeczy domagają się o d ­

istotnych dla wspólnoty sprzeczności i konfliktów egzystencjal­

tworzenia, zbudowania dla nich środowiska. Następują więc

nych. Tak, jak można, w perspektywie historii społeczeństw

swoiste przenosiny domu, iluzoryczna próba powtórzenia go

i tradycji ludzkiej kultury, mówić o rytuałach „przekraczania", czy

w innym miejscu, a więc — „wycofanie". Idea rzeczy koniecz­

„zdobywania" (procesy ukierunkowane na podwyższanie statu­

nych lecz zdublowanych pod względem funkcjonalnym zdaje się

sów, zmiany paradygmatów, przekształcanie systemów), tak

niekiedy górować nad samą ideą działki. Pewne jej przestrzenie są

— być może — przychodzi nam dziś mówić o rytuałach „wycofa­

kształtowane i formowane ze względu na „ciążącą" obecność

nia", rytuałach obronnych, ukierunkowanych m.in. na odtworze­

rzeczy.

nie się w „małej skali"; rytuałach „rezygnacji", towarzyszącej
każdemu autentycznemu doświadczeniu ludzkiemu. Wszak c h o ­
dzi tu o rytuał, o pewien dogłębny typ doświadczenia egzysten­
cjalnego a nie o teorie czy ideologie zmian społecznych. Ważna
jest tu przede wszystkim osobowość wtopiona egzystencjalnie
w świat, a nie tylko osobowość rozumująca.

„RZECZY

SZUKAJĄ

MIEJSCA".

Użytkownik działki

intensywnie o d c z u w a istnienie miejsca „nie zapełnionego", które
trzeba zapełnić, czyli przyłączyć do świata, do sfery ładu. W pus­
tym ( n o w y m ) miejscu rzeczy chciałyby ułożyć się w uprzednie
konfiguracje, w realne całości. Ale tu rzeczy już nie „tworzą"
miejsca, lecz miejsce staje się pojemnikiem, czy ramą dla z a ­

W rytuałach „wycofania" człowiek przejściowo lub s e z o n o w o ,

stanych rzeczy (il. 18, 1 9 ) . Działka taka jako miejsce służy do

osiąga symboliczno-zmysłową iluzję pełni. Kontakt z przyrodą nie

neutralizowania ich kulturowej energii, czyli poprzedniej funkc­

narusza cywilizacyjnej tożsamości, a cywilizacyjna tożsamość nie

jonalności i standardowości. Działka, czyli miejsce, unieruchamia

wyklucza „roztopienia się" w naturze. Na działce iluzoryczna jest

poprzednią specjalizację rzeczy, czyni je rzeczami „na wolności".

zarówno Natura, jak i Kultura, choć należy podkreślić reliktową

Stąd działka przypomina swoistą „układankę", model „do skła­

wprawdzie, ale wciąż istotną moc rytuałów agrarnych, w jakimś

dania". Buduje się działkę nie tylko z prefabrykatów, ale również

sensie wciąż niezniszczalnych. Rytuał jest s w e g o rodzaju m e c h a ­

w środowisku prefabrykowanym (system Pracowniczych Ogród­

nizmem adaptacyjnym, sposobem radzenia sobie z „ n o w ą "

k ó w Działkowych). Prefabrykowanej kulturze odpowiada prefa­

sytuacją. „Progowość" oznacza zawsze przyczółki „ n o w e g o " ,

brykowana psychika. O „zapełnienie" dopominają się wręcz

potencje zmiany, bez względu na to czy są to rytuały „ z d o b y w a ­

ściany d o m k ó w oraz przestrzenie intymne. Tworzą się swoiste

nia", czy rytuały „wycofania", gdyż „wycofanie" też jest „prze­

kolekcje rzeczy (znaków) na zasadzie podobieństwa, symetrii,

kraczaniem" i spotykaniem się z „ n o w y m " , choć często w ułudnej

przystawalności kształtów lub tożsamości funkcji. O d b y w a się

masce „starego".

intensywny proces dysfunkcjonalizacji i metaforyzacji. Być może,

Traktując rzecz najogólniej można powiedzieć, że działka jest

to właśnie idea miejsca „nie zapełnionego" w y z w a l a inicjatywę

przestrzenią „wycofania" się z drogi, a raczej — drogą, którą

plastyczną na działce, ekspresję, którą określamy jako dekorowa­

podyktowały człowiekowi idee cywilizacji przemysłowej. Nie

nie czy „zdobienie" działki. Np. motywy zoomorficzne, florys-

broni przed alienacją, gdyż sama jest świadectwem alienacji.

tyczne, czy bajkowe najlepiej realizują ideę miejsca „do zapeł­

Natura w rzeczywistości działkowej ma postać prefabrykowaną,

nienia". Same nie mogłyby wykreować ( „ z b u d o w a ć " ) takiego

można ją zbudować metodami na wpół przemysłowymi. Można

miejsca.

w ten sposób osiągnąć pewien stan ułudy, któremu tak łatwo się

„ Z R Ó B T O S A M " . Działka to świadectwo kunsztów własnych

poddajemy. Działka stabilizuje jednak emocje i potrzeby egzys­

jej użytkownika, działań ożywiających dziś, choć w odmiennym

tencjalne człowieka zepchniętego, czy też „strąconego"

na

kontekście filozoficznym, stary wątek „prac ręcznych", czy nawet

peryferie wielkich struktur. Rytualizacja ubezpiecza więc i stymu­

s w o i s t y k u l t p r a c r ę c z n y c h (il. 1 2 , 1 5 ) . Całokształt ekspresji

luje wycofanie się człowieka „na peryferie", do enklaw, które

działkowej jest przedłużeniem tego wątku, który trwa w kulturze

— nawet w sensie ściśle proksemicznym — utworzyły się na

europejskiej m.in. za sprawą sporu między rzecznikami „sztuk

skutek nieprzystawalności dużych struktur (m.in. kwestia pod-

kontemplacyjnych" a rzecznikami „sztuk mechanicznych", by

miejskości, przedmieścia). Warto zauważyć, że miejskie w y s y p i s ­

posłużyć się formułami F. B a c o n a . Zanim idea „zrób to s a m "

ka śmieci często sąsiadują z Pracowniczymi Ogródkami Dział­

zyskała znów, na szeroką skalę, motywację ekonomiczną, znane

kowymi, a duże podmiejskie nieużytki rodzą małe przestrzenie

były opinii publicznej różne aberacje artystów i mężów stanu,

użytkowe, czyli ogrody warzywne.

18

imających się orki, kośby czy stolarstwa, a więc prac ręcznych,

O w o „wycofanie się" można sprowadzić do kilku zasad,

waloryzowanych dziś pozytywnie w środowiskach inteligenc­

którym towarzyszą określone teksty zachowań, posiadające swój

kich i robotniczych, ale deprecjonowanych wciąż w polskich

plan wyrażenia i plan treści. Będą to m.in. teksty zachowań,

środowiskach neomieszczańskich. Pamiętam spotkanie na Uni­

którymi rządzi: a) zasada, iż „rzeczy szukają miejsca", b) zasada, iż

wersytecie Warszawskim z jedną ze znanych aktorek, która swoje

„wszystko się przyda", c ) zasada „zrób to s a m " . W

planie

walory starała się pomnożyć opowieścią o tym, jak to sama

estetycznym są skorelowane z tymi zasadami m.in.: a) estetyka

zamontowała klamkę w drzwiach. Opowieść nieco zbladła, kiedy

54

�uniwersytecki docent przelicytował aktorkę opowieścią o „wsta­

procesy wspólne wszystkim ż y w y m istotom. Wskazuje na to

w i e n i u " całych drzwi, wraz z futryną.

wielkie podobieństwo r y s u n k ó w

Warto w tym miejscu przytoczyć sąd Alvina Tofflera: „ N i e ­
którzy ludzie (przynajmniej wśród warstw średnich) z pogardą

n a m u r a c h , dokonywa­

nych w e wszystkich miejscach i czasach. Rysunki te są z a w s z e
21

bardzo p i ę k n e " .

odnosili się do wszelkiej pracy własnych rąk, teraz natomiast staje

W działkowym świecie, w sposób naturalny, prawie wszystko

się ona p o w o d e m do dumy. Ludzie chlubią się pracą własnych

może kojarzyć się ze wszystkim. Stąd też własna, naturalna — j a k

rąk". Za sprawą idei „zrób to s a m " powracają stare, ożywcze

chciał Chwistek — inicjatywa plastyczna, zderza się z w s z e c h ­

w epoce pracy automatycznej, wątki kulturowe, ale kształtuje się

obecnym s z a b l o n e m p l a s t y c z n y m , szablonem, którym od

1

działkowa koncepcja „użytecznego piękna'" '.
ESTETYKA

kilkunastu lat zarzucane są sklepy z zabawkami (il. 2, 4, 1 8 ) ,

,, N I E P R Z Y S T A W A L N Y C H

TWO­

butiki, sklepy papiernicze (Myszka Miki, Pies Pluto,

Kaczor

R Z Y W " . Chodzi tu przede wszystkim o tworzywa, a nie o formy,

Donald, Mikołaj, myśliwy, krasnal). Szablon jest wzorem do

których autonomia wydaje się ograniczona, gdyż w y z n a c z o n a

odtworzenia samemu, a ponadto szablony mają to do siebie, że

jest właśnie przez rodzaj tworzywa, które i tak już najpierw było

efekty ich oddziaływania są wzajem przekładalne, ekwiwalentne,

jakąś rzeczą, przedmiotem użytkowym lub z a b a w o w y m , elemen­

„podstawialne". G ł ó w n y m dostarczycielem tych szablonów jest

tem jakiejś konstrukcji ( i l . 8 ) . Posiada więc jakieś ślady uprzedniej

wideosfera środków m a s o w e g o przekazu, a nade wszystko ekran

formy, która nie może już odzyskać

telewizora.

pierwotnej

tożsamości

i autonomii. J e s t to w gruncie rzeczy ekspresja tworzyw, które są
„pod ręką" (bricolage),

rodząca zjawiska z w a n e

kiczem, który najpewniej będzie określić jako

Przedmioty i motywy plastyczne ze sfery „dziecięcego pokoju"

najczęściej

mogą być dalekim pogłosem dziecięcego totemizmu czy animiz-

„dysproporcja

mu, ale ich psychospołeczne funkcje są bardziej j a w n e i czytelne.

1

między środkami a c e l a m i " ' , czy „skłócenie między strukturą
ie

Przedmioty działkowej ikonosfery ustanawiają dodatkowe pasma

a t w o r z y w e m " . Sprawy działkowego kiczu, dosyć tutaj o c z y w i ­

wspólnoty poprzez „ozdobę". Przedmioty te pełnią więc funkcję

stej, nie podejmuję.

identyfikującą, ale także odróżniającą, dają szansę bycia „kimś"

To, c o może wydać się stylizacją, udziwnieniem, parafrazą,

(znaki niepowtarzalności własnych c e c h , przymiotów, decyzji,

kiczem, b y w a — jako wartość estetyczna — funkcją materiału,

działań) i bycia „z kimś" (stabilizująca psychologicznie pewność

który znalazł się „pod ręką"; b y w a funkcją „miejsca nie zapeł­

małych wspólnot, podobieństwo do „innych". Taki jest, w wiel­

nionego", jak również skutkiem działania zasady „wszystko się

kim uproszczeniu, fenomen „ozdoby" opisany przez Simmla.

przyda", posiadającej głębsze psychologiczne uzasadnienie, niż

„Ozdoba"

(zdobienie) jest znakiem podwójnego

związku,

tylko skrzętność czy gospodarską oszczędność. Działka jest

posiada więc nieograniczone wprost możliwości metaforyzacji

w połowie drogi między „izbą pamiątek" a śmietnikiem. S w e g o

codziennej rzeczywistości. Pozwala ł ą c z y ć , czyli zestawiać

czasu Toffler obwieścił erę społeczeństwa wyrzucającego rzeczy

i porównywać, nawet najbardziej odległe aspekty rzeczywistości;

na śmietnik.

19

Ale śmietnik objawia, przynajmniej jeszcze dziś,

podważa zarazem jednoznaczność zastanych kwalifikacji, takso­

potencję „oczyszczenia", „przetworzenia". „Nieczyste" zamienia

nomii i hierarchizacji, wzmaga ambiwalencję obrazu świata,

się w „życiodajne".

potwierdza jego „przejściowość", „epizodyczność" i „progo­

Działka, jako „ d o m " nie jest agregatem do mieszkania, jak blok

wość". Działka to jakby odkrywanie znaczeń i rodzaj „gry"

miejski, ale „urządzeniem" egzystencjalnym w pełni. J e s t zara­

w znaczenia, czyli odmiana zabawy semantycznej. Należy n a ­

zem tekstem wielotworzywowym i wielokrotnie zakodowanym.

zwać przedmioty w n o w y c h kontekstach oraz nazwać stare

J e d n y m z tych działkowych kodów jest E S T E T Y K A „ D Z I E C I Ę C E ­

konteksty z rzeczami „nie stąd". Przypomina to trochę odwieczny

G O P O K O J U " . Ze względu na pomieszanie działkowych „logik"

rytuał z a d a w a n i a z a g a d e k , odgadnięcie których, czy tylko

praca staje się tu zabawą; zabawa — czynieniem użytecznego;

samo zadanie, nie ma już wyraźnych sankcji egzystencjalnych, ale

powtarzalne i typowe odbierane jest jako „jedyne", istniejące

wciąż jeszcze istotne sankcje magiczne. Działka jest więc pełna

wyłącznie „tu i teraz". „ O z d o b a " staje się czymś użytecznie

znaczeń „przemieszczających się", znaczeń „otwartych", aż do

funkcjonalnym, stare narzędzie staje się „ozdobą". Działka przy­

jawnej ambiwalencji („dwurzeczywistość"), która stanowi o kul­

pomina w tym momencie zasadę „dziecięcego pokoju" (il. 7 , 1 2 ) ,

turowym fenomenie działki, ale nie ma większego w p ł y w u na jej

objawia intensywnie swoją „progowość" oraz — ideę „wycofa­

wartość utylitarną. Działka nie bywa jednak ekspresją „ w y w y ż ­

nia", co łączy się ze społecznie doniosłymi mitologiami dziecińst­

szenia", jak to przeważnie dzieje się z „ozdobą", ale raczej

w a jako kulturowego powrotu, jako fazy odwiecznego cyklu

ekspresją „dorównania". Nie jest przedmiotem licytacji próżnoś­

życia. Estetyka „dziecięcego pokoju", czyli potrzeba ładu fantas­

cią, ale raczej świadectwem działań własnych rąk, materializuje

tycznego, ma swój aspekt horyzontalny i wertykalny, innymi

ideę, „zrób to s a m " , powiela estetykę „użytecznego piękna".

słowy „dziecięcy pokój" ma „ścianę" i „podłogę". Przede w s z y s ­

ESTETYKA,,UŻYTECZNEGO

P I Ę K N A " . Realizuje się

tkim „ścianę" wypełniają rozwiązania typowe, ikoniczne s c h e ­

ona za sprawą „niepodobnego" w „ p o d o b n y m " , „niepowtarzal­

maty z dziecięcych obrazków, aktywizuje się dziecięca ikono-

nego" w „powtarzalnym", „nadwartościowego" w

stera. Dominuje tu, wzorotwórcza dla działkowych rozwiązań

nym". J a k już wspomniałem, dążenie do

„koniecz­

niepowtarzalności

plastycznych, sylwetka domu, znana z dziecięcych obrazków,

narusza podstawowe funkcje działki, aż do zanegowania istoty jej

a więc domu z kominem (il. 8 ) , kwiatami w oknach, okolonego

funkcji. Piękno „użytkowe" nie może być wyłącznie indywidual­

płotem, szpalerem kwiatów, z ideogramem promieniście rozbłys­

ne, musi posiadać s w o j e , powszechnie czytelne, piętno stylis­

kującego słońca. Dom z kominem, płot, okno, drzwi, kwiaty,

tyczne; musi być po prostu „uwięzione" w jakimś stylu. Ekspresja

20

słońce — to składniki archetypiczne wiejskiego siedliska , czyli

działkowa polega na uwalnianiu się z tego „uwięzienia", ale

pramodelu wszelkiego domu. Warto by prześledzić plastyczne

nigdy nie jest to wolność pełna. Ta zagwarantowana jest dla dzieł

wyobrażenia w kolejnych edycjach Elementarza

dla pierwszo­

sztuki, którym działka, nawet najbardziej „ozdobiona" (ale właś­

klasistów. Ściana domku, a także przestrzeń jako ściana, jest ramą

nie — „ozdobiona"!) nigdy być nie może, gdyż zatraciłaby się jej

i zarazem płaszczyzną, sytuującą i funkcjonalizującą działkowe

istota. „Wszystko to, co jest częścią życia człowieka — w przeci­

malowidła, m.in. postaci z bajek, ale też, n i e n a c e c h o w a n e jako

wieństwie do dzieła sztuki, które w ogóle nie jest częścią cudzego

„cytaty" z kultury masowej, kwiaty, ptaki, zwierzęta. Działkowe

życia, ale samo w sobie stanowi samowystarczalny świat — musi

22

malowidła i plastyczną ekspresję dziecka łączy pewna elementar-

raczej oznaczać jednostkę coraz szerszymi koncentrycznymi sfe­

ność i typowość, na którą wielokrotnie zwracano uwagę. Leon

rami."

23

Chwistek w dialogu z Władysławem Strzemińskim stwierdzał

Trudno byłoby dziś wskazać — poza miejskimi warzywnymi

m.in.; „Kiedy małe dziecko zabiera się do kształtowania rzeczywi­

ogrodami — sferę tak wyraziście „ o z n a c z a j ą c ą jednostkę";

stości po swojemu, to wtedy to nie ma nic wspólnego z in­

sferę, gdzie coraz intensywniej pielęgnuje się nasze życiodajne

dywidualizmem. Wprost przeciwnie, im bardziej się jest n a ­

złudzenia i nasze marzenia, że istnieje jeszcze gdzieś świat

p r a w d ę sobą, tym bardziej występują na wierzch biologiczne

„niegotowy".

55

�PRZYPISY
1

G . Simmel, Socjologia.

Wstęp S . Nowak, W a r s z a w a 1 9 7 5 , s .

425
2

T. Chrzanowski, Wędrówki po Sarmacji europejskiej.
Eseje
o sztuce i kulturze staropolskiej. W y d a w n i c t w o „Znak", Kraków
1 9 8 8 , s . 14
M. Czerwiński, Okiem przechodnia.
Warszawa 1 9 7 7 , s .
104—105
Y i - F u T u a n , Przestrzeń i miejsce. Wstęp K. W o j c i e c h o w s k i ,
Warszawa 1 9 8 7 , s. 2 8
T. Chrzanowski, op. cit., s. 1 0 7 — 1 0 9
1

4

8

• C . Levi-Strauss, Myśl nieoswojona.
Warszawa 1 9 6 9 , s.
30—39
W. L. Karwacki, Zabawy na Bielanach, Warszawa 1978, s.85
• S . Dobiasz, Chłopcy z ferajny Godlaka, Warszawa 1 9 8 1 , s . 12
• Y i - F u T u a n , op. c i t , s . 182
Y i - F u Tuan, op. c i t , s . 1 4 4 — 1 4 5
Por. J . Strzelecki, (w:) E. F. Schumacher, Male jest piękne.
Warszawa 1 9 8 1 , s . 1 6 — 1 7
J . S . Bystroń, Tematy, które mi odradzano. Pisma etno7

1 0

1 1

1 2

graficzne rozproszone. Wybrał i opracował L. Stomma, Warszawa
1980, s . 2 2 4
Odwołuję się tu do koncepcji V. Turnera i E. Leacha
U. E c o , Pejzaż semiotyczny.
Przedmowa M. Czerwiński,
Warszawa 1 9 7 2 , s . 2 9 9
P. Rossi, Filozofowie i maszyny. W a r s z a w a 1979
A. Toffler, Trzecia fala. Przedmowa W. Osiatyński, Warszawa
1 9 8 6 , s. 3 1 8
A. Moles, Kicz, czyli sztuka szczęścia. Studium o psychologii
kiczu. Wstęp A. Osęka, Warszawa 1 9 7 8 , s . 2 0 3
1 3

1 4

1 8

1 8

1 7

1 8

M! Czerwiński, op. c i t , s. 100
A . Toffler, Szok przyszłości. Przedmowa J . Danecki, War­
szawa 1974, s . 7 1 — 7 2
M. Czerwiński, Życie po miejsku. Warszawa 1 9 7 5 , s. 91
Por. W. Strzemiński, Pisma, Ossolineum 1 9 7 5 , s. 2 2 6 — 2 2 7
Odnosi się również do takiego „cacka" jakim jest domek na
działce Bronisława Surowiaka, przedstawiony w niniejszym n u ­
merze „ P S L " .
G . Simmel, op. c i t , s. 4 2 7 — 4 2 8
1 8

2 0

2 1

2 2

2 3

Ilustracje pochodzą z pracy magisterskiej p. E w y Wojtkowiak, Ogródki działkowe jako
współczesnych

przejaw

stylów życia, napisanej w Katedrze Kultury Polskiej U W pod kierownictwem
doc. dra R o c h a Sulimy. Fotografie wyk. Autorka.

Przedstawione obiekty:
M o k o t ó w , P.O.D. „Siekierki", ul. A u g u s t o w s k a - il. 12, 19, 21

Wola, P.O.D. „ A g a w a " , ul. Narcyzowa - il. 4

Ochota, P.O.D. „ O w o c " , ul. Żwirki i Wigury - il. 7, 8

Praga Poł. P.O.D. im Washingtona, ul. Kinowa - il. 1 3

Ochota, działki przy lotnisku krajowym - il. 2 0

Praga Poł. P.O.D. „Kolejarz", ul. Kinowa - il. 2

Wola, P.O.D. „Kasprzak", ul. Kocjana - il. 4, 9, 15

Białołęka Dworska, P.O.D. „Las" - il. 1, 10, 17

Wola, ul. Dywizjonu 3 0 3 - il. 18

Głubczyce k. Opola - il. 3, 14, 22

56

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9500" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9478">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1db3c02e2eacd0f55fef7b12a94c3faa.pdf</src>
        <authentication>ade721e56bad1c9500378633e11ca890</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113124">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5185</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113125">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113126">
                <text>Indianie Ameryki Pd.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113127">
                <text>rośliny uprawne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113128">
                <text>Peru - rolnictwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113129">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4810</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113130">
                <text>Kopieniactwo i rośliny uprawne IndianMatsigenka Paquirianos ( wschodnie Peru) / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113131">
                <text>LUD 2007 t.91, s.181-206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113132">
                <text>Świerk, Kacper</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113133">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113134">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113135">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113136">
                <text>Lud, t. 91, 2007

KACPER ŚWIERK
Rzeszów

KOPIENIACTWO I ROŚLINY UPRAWNE I N D I A N MATSIGENKA
PAQUIRIANOS (WSCHODNIE PERU)

Niniejszy tekst, o charakterze przede wszystkim opisowo-przeglądowym, ma
za zadanie przedstawić kopieniactwo i asortyment roślin uprawnych Indian Matsigenka Paquirianos z peruwiańskiej Amazonii. Zawiera on także pewne moje
refleksje na temat różnic, jakie zachodzą pomiędzy kopieniactwem i wzorcami
subsystencji żyjących w relatywnej izolacji Matsigenka Paquirianos a tymi reali­
zowanymi przez Matsigenka znad Dolnej Urubamby, mających stosunkowo czę­
sty i intensywny kontakt z peruwiańskim społeczeństwem narodowym i uczest¬
niczących w regionalnej gospodarce rynkowej. Poruszam również zagadnienie
istotności kopieniactwa i roślin uprawnych w kosmologii Matsigenka. Tekst
opiera się na moich badaniach terenowych, które prowadziłem wśród Matsigenków nad Paquirią i Urubambą w 2001, 2002 i 2003 roku . Badania wśród Paquirianos objęły mieszkańców czterech małych przysiółków rodzinnych w dorzeczu
Paquirii, populacja których liczy łącznie 33 osoby. Do przysiółków tych można
by doliczyć jeszcze piąty, zamieszkiwany okresowo.
1

O Matsigenka w ogóle i o Paquirianos w szczególności
Indianie Matsigenka (Machiguenga) to tubylcza grupa etnolingwistyczna
z południowo-wschodniego Peru. Ich liczbę szacuje się na 13000 osób. Pod
względem języka należą do południowego sektora arawackiej rodziny języko¬
wej, podgrupy campa.
Większość Matsigenka zamieszkuje w dorzeczach Urubamby i Górnej Madre
de Dios, z czego około 85% — w dorzeczu Urubamby (Shepard, 1999, s. 25).
1

Mój pobyt w terenie w 2001 r. był sfinansowany z moich własnych środków. Badania w 2002
roku były finansowane z grantu KBN w ramach projektu: Kierunki etnorozwoju w krajach andyjskich.
Antropologiczne studium porównawcze: Ekwador—Peru — Boliwia, pod kierownictwem prof. dr. hab.
A. Posern-Zielińskiego. Badania w 2003 r. odbyły się w ramach projektu: Proyecto para la Reevalu­
ación y Fortalecimiento de la Reserva Kugapakori Nahua, kierowanego przez brytyjsko-peruwiańską
organizację Shinai Seijali, we współpracy z kilkoma innymi organizacjami. Projekt został sfinansowany
przez: Garfield Foundation, The Netherlands Committee for the World Conservation Union, Nouvelle
Planéte, Oxfam America i Rainforest Foundation US.

�Kacper Świerk

182

Pod względem administracyjnym tereny te znajdują się w granicach departamen­
tów Cusco i Madre de Dios.
Pod względem środowiskowym Matsigenka zamieszkują wyżynny tropikalny
las amazoński selva alta oraz nizinny — selva baja. Będący przedmiotem tego
tekstu Matsigenka Paquirianos, a także Matsigenka znad Dolnej Urubamby, za­
mieszkują selva baja. Nie zawsze są to jednak tereny płaskie. Las na znacznej
części obszarów tego dorzecza rośnie na wzniesieniach dochodzących do kilku¬
set metrów wysokości. Pora deszczowa w dorzeczu Paquirii i Urubamby trwa od
listopada do marca, a pora sucha od kwietnia do października.
Etos i sposób życia Indian Matsigenka można pokrótce ująć w kilku hasłach:
indywidualizm, osobista wolność, samowystarczalność, autonomia, unikanie
konfliktów, kontrolowanie negatywnych emocji. Indywidualizm ten wyraża się
w zamieszkiwaniu w rozproszonych w lesie przysiółkach rodzinnych . Każdy
taki przysiółek, złożony z 1-10 domów, jest zamieszkiwany przez rodzinę podsta­
wową lub rozszerzoną (od kilku do kilkunastu osób). Każda grupa rodzinna/do­
mowa jest sama w sobie jakby autonomicznym, małym społeczeństwem.
Obecnie wielu Matsigenka żyje według wzorca promowanego przez państwo
peruwiańskie, w osadach comunidades nativas , w których przeważa zwarte,
skupione osadnictwo, ale w znacznej mierze autonomicznym centrum podejmo¬
wania decyzji jest nadal rodzina.
Typowy dla Matsigenków indywidualizm pozornie kontrastuje z właściwą
im tendencją do unikania konfliktów czy w ogóle sytuacji nacechowanych złoś¬
cią lub gniewem, które uważane są za coś aspołecznego, burzącego pożądaną
społeczną harmonię. Jak ujmuje to Shepard (1997a, s. 8), Matsigenka są skłon­
ni wielokrotnie nadstawić drugi policzek. W otwarte konflikty wdają się niemal
wyłącznie w stanie nietrzeźwym; głównie podczas fiest, kiedy pije się masato
(trunek z manioku — mats. ovuroki). Kiedy ktoś nie zgadza się z kimś w jakichś
istotnych kwestiach, zamiast wszczynać konflikt po prostu przenosi się w inne
miejsce. Podobnie Matsigenka reagują na presje z zewnątrz.
Poza grupą rodzinną/domową, u Matsigenka nie istnieje formalna hierarchia
władzy. Tak zwani wodzowie (tinkamintsi) to osoby, których przywództwo opie¬
ra się w głównej mierze na osobistym prestiżu. Nie mają oni władzy w ścisłym
sensie, takim, że mogliby komuś coś nakazać, a za niepodporządkowanie się
temu groziłyby jakieś sankcje.
2

3

2

Słowo „przysiółek", ze względu na swą etymologię może sugerować, że chodzi o aneks do czegoś.
Słowo to, użyte przeze mnie w kontekście realiów Matsigenka nie ma (a w każdym razie nie musi mieć)
takich konotacji.
Comunidades nativas (wspólnoty tubylcze), ustanowione przez rząd generała Velasco Álvarado
w 1974 roku, są oficjalnie uznaną formą samorządności i posiadania ziemi Indian amazońskich w Peru.
Posiadają osobowość prawną i przydzielone terytorium, którego społeczne centrum stanowi zwykle
zwarta osada zwana centro poblado. Każda comunidad rządzona jest przez junta directiva z wybieral­
nym presidente na czele.
3

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

183

To, co określiłbym tu jako postawę prospołeczną Matsigenka, wyraża się nie
tylko w unikaniu konfliktów, ale też w etosie gościnności i wzajemnej pomo­
cy. Krewni, powinowaci czy przyjaciele często wzajemnie pomagają sobie przy
przygotowaniu poletka, połowie ryb przy użyciu trujących korzeni barbasco itp.
System pokrewieństwa Matsigenka jest typu drawidyjskiego. Preferowanymi
partnerami małżeńskimi są bilateralni kuzyni przeciwlegli/kuzynki przeciwległe.
Potencjalnymi małżonkami są w praktyce wszystkie osoby z tego samego i są¬
siednich pokoleń, które nie podpadają pod kategorię krewnych. Kuzyni równole­
gli/kuzynki równoległe są uważani za krewnych (w terminologii pokrewieństwa
są braćmi/siostrami) i małżeństwo czy stosunki płciowe z nimi są uznawane za
kazirodztwo.
Rezydencja małżeńska u Matsigenka jest uxorilokalna, to znaczy mąż zamiesz¬
kuje tam, gdzie żona (tj. tam, gdzie teściowie). Przez dwa do kilku lat mieszka
w przysiółku rodzinnym (czy wręcz w domu) swojego teścia, pracując z nim i bę¬
dąc mu do pewnego stopnia podporządkowanym. Potem zwykle przenosi się z żoną
„na swoje", choć nierzadko w stosunkowo bliskim sąsiedztwie teściów.
Do cech, których brak Matsigenkom, należy terytorializm. Jak pisze Dan Rosengren:
Grupy osadnicze Machiguenga (...) nie mają pojęcia terytorialności, to jest idei
jakiejś konkretnej grupy mającej wyłączne „prawa" dostępu do pewnego obszaru
i kontroli nad nim. Przed narzuceniem systemu comunidades nativas grupy te nie
korzystały z żadnego przywileju do ziemi, na której żyły i nikomu nie było można
odmówić prawa przeniesienia się dokądkolwiek (Rosengren, 1987b, s. 44).

Matsigenka posiadają ziemię jedynie wtedy, gdy na niej żyją i j ą uprawiają.
Rosengren sugeruje, że nawet w tym wypadku nie chodzi o posiadanie w ścisłym
(bądź zachodnim) znaczeniu tego słowa. Chodzi bardziej o to, że osoba ma raczej
prawo własności w stosunku do efektów swej pracy na jakimś kawałku ziemi (na
podobnej zasadzie, jak ma prawo do tego, co upolowała czy zebrała w lesie) niż
do samego terenu, na którym zrobiła poletko (Rosengren 1987b, s. 51-52). Teren,
który przestał być zamieszkiwany czy/i uprawiany, przestaje być „własnością"
danego człowieka gdyż „właścicielem" tej ziemi czyniła go praca, którą na niej
wykonywał, a nie abstrakcyjne prawo do parceli „samej w sobie". Każdy może
osiedlić się i wykarczować poletko na terenie, który w danej chwili nie jest przez
nikogo zajmowany i nikt nie może mu tego zabronić.
Bazująca na kopieniactwie subsystencja Matsigenka jest w istotnym stopniu
uzupełniana łowiectwem, rybołówstwem i zbieractwem. Łowiectwo jest aktyw¬
nością wysoce cenioną i związaną z etosem męskości. Mięso jest wysoko cenio¬
nym pożywieniem.
Na obszarach gęsto zaludnionych przez Matsigenka i osadników, albo przez
samych Matsigenka, w sąsiedztwie dużych comunidades, zwierzyna i ryby są

�Kacper Świerk

1B4

znacznie przerzedzone przez intensywną eksploatację, i w związku z tym łowie¬
ctwo i rybołówstwo (jak i zbieractwo) odgrywa mniejszą (niekiedy znacznie) rolę
w subsystencji Matsigenka z takich okolic. Nowe dziedziny gospodarki rozwija¬
ne w wielu comunidades to uprawa kawy (kaju, Coffea arabica) i innych roślin
na sprzedaż, hodowla zwierząt (również często na sprzedaż) czy wynajmowanie
się do różnych prac za pieniądze.
Matsigenka Paquirianos, o których w szczególności traktuje niniejszy tekst,
żyją w dorzeczu rzeki Paquiría (stąd nazwa, nadana im przeze mnie) i częściowo
w dorzeczach dwóch sąsiednich dopływów Dolnej Urubamby. Obszary te pod
względem administracyjnym znajdują się w dystrykcie Echarate, prowincji La
Convención, departamencie Cusco. Matsigenka Paquirianos, którzy przez dłuż¬
szy czas pozostawali w izolacji od peruwiańskiego społeczeństwa narodowego
i od Indian znad głównej rzeki, wciąż żyją w rozproszonych w lesie przysiółkach,
poza systemem comunidades nativas, powszechnie noszą bawełniane tuniki
i polują z łukiem i strzałami. Tylko jedna osoba spośród nich (Fernando — nie¬
formalny lider) mówi po hiszpańsku. Staranne unikanie kontaktów ze „światem
zewnętrznym", które Paquirianos z sukcesem praktykowali do 1969 roku, zwią¬
zane było z ich traumatycznymi przeżyciami z czasów boomu kauczukowego
(ok. 1B70-1916) i późniejszych (do 1960 r.), kiedy to byli oni chwytani i zabijani
w ramach tak zwanych correrías — wypraw łowców niewolników (Indian Piro
i Matsigenka urubambińskich), chwytających ludzi dla metyskich kupców i bia¬
łych posiadaczy ziemskich.
Okres correrías, rozciągnięty w czasie, przyczynił się do powstania u Matsigenka Paquirianos poczucia niepewności i strachu przed ludźmi przybywający¬
mi z zewnątrz. Nauczyli się zachowywać ostrożność. Wędrowali przesmykami
zwierząt, pozostawione ślady maskowali przykrywając je roślinami. Wędrując
wzdłuż strumieni, zawsze brodzili po wodzie, unikając odkrytych łach, by nie
pozostawić śladów. Spotkanie śladów bytności kogoś obcego nierzadko powo¬
dowało zmianę miejsca zamieszkania, w obawie przed atakiem. Zakładali swe
domostwa w górnych biegach małych strumieni, gdzie nie docierali przypadkowi
podróżni i gdzie dostęp był utrudniony. Poletka zaś zakładali na wysokich wznie¬
sieniach, na szczytach wzgórz, gdzie trudno było je odkryć. Postawy te prze¬
trwały o wiele lat rzeczywisty okres trwania correrías, o których zakończeniu
Paquirianos długo nie wiedzieli; nie całkiem też wygasły do dziś.
Matsigenka Paquirianos, pomimo pewnych zauważalnych różnic w dialekcie
i w różnych kulturowych detalach, są w zasadzie typowymi Matsigenka i wiele
z podanych w tym tekście informacji można odnieść do Matsigenka w ogóle.
4

5

4

Przed nazwami łacińskimi roślin podaję, w tym samym nawiasie, ich nazwy w matsigenka, które
zapisuję z małej litery. Kiedy brak nazwy polskiej jakiejś rośliny, nazwa matsigenka umieszczona jest
przed nawiasem.
Niektórzy używają też odzieży zachodniej (podkoszulków, szortów itp.), uzyskanej od ludzi z dołu
rzeki.
5

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

185

Tym, co różni Paquirianos od większości ich pobratymców, zamieszkujących
obecnie osady comunidades nativas, jest ich sytuacja — żyją w rozproszonych
przysiółkach, bez broni palnej i silników do łodzi, a ich otoczenie wciąż obfituje
w zwierzynę, ryby i inne ważne zasoby, które w okolicach skupionych i liczących
po kilkaset osób centrospoblados (osad) wspólnot tubylczych sąjuż w znacznym
stopniu przerzedzone.

Poletka, ich przygotowanie i uprawa
Ekonomiczną podstawę politycznej autonomii grup rodzinnych/domowych
Matsigenka stanowią ich poletka — tsamairintsi (hiszp.-per.: chacra). Żaden
Matsigenka, mając swe poletko z maniokiem i innymi roślinami, w normalnych
okolicznościach nie musi prosić innych o utrzymanie. Matsigenka z dorzecza
Paquirii są klasycznym tego przykładem. Ponadto, żeby zabezpieczyć sobie byt
na okoliczność niespodziewanych wypadków, Matsigenka Paquirianos (jak i inni
Matsigenka, zwłaszcza nie-comuneros), oprócz poletek przydomowych mają
jeszcze jedno lub więcej poletek w innych okolicach. W przypadku Paquirianos
i grup o podobnej do nich historii, takie zabezpieczenie ma szczególne znaczenie,
gdyż zagrożenie mogące spowodować konieczność zmiany miejsca zamieszka¬
nia było dla nich do niedawna nadzwyczaj realne. Zabezpieczanie się przez po­
siadanie dodatkowych poletek spełnia swe funkcje i teraz. Wśród Paquirianos
jest ono powszechne. Tak na przykład, mieszkańcy przysiółka Manokiari nad
Paquirią, oprócz tsamairintsi wokół swej osady, mają jedno małe poletko dość
daleko w dół rzeki od ich przysiółka, a także duże nowe poletko przy ujściu stru¬
mienia Koshantiari, nieco w górę rzeki od ich przysiółka.
Mieszkańcy przysiółków w górnym i dolnym biegu strumienia Kipatsiari,
oprócz poletek w pobliżu swych domostw, mają też tsamairintsi w miejscu zwa¬
nym Pongo, położonym nad środkowym biegiem tego strumienia. Znajdują się
tam solidne domy tworzące przysiółek okresowo zamieszkiwany przez ludzi,
którzy przybywają pracować na swe poletka i zostają tam nierzadko na szereg
dni. Zwykle przenoszą się do Pongo ze znaczną częścią swego ruchomego dobyt¬
ku, który zabierają ze sobą, ciągnąc go w dłubance po strumieniu.
Podstawową uprawą jadalną Matsigenka Paquirianos i wszystkich innych
Matsigenka jest maniok jadalny (sekatsi, Manihot esculenta) w swej słodkiej odmianie . Słowo sekatsi oznacza też jedzenie w ogóle (czasownik sekatagantsi =
6

6

Dawniej nazwę Manihot esculenta rezerwowano dla gorzkiej odmiany manioku jadalnego, zaś
słodką, zawierającą znacznie mniej trującego glikozydu manihotoksyny, traktowano jako odrębny ga­
tunek: Manihot dulcis (patrz: Podbielkowski, 1985, s. 215-216; Rosengren, 1987a, s. 58). Uprawa słod­
kiego manioku jest charakterystyczna dla areału kulturowego Montanii, do którego należą Matsigenka.
Ponieważ zawartość wspomnianych toksyn w jego bulwie jest niska, nie musi on być poddawany spe­
cjalnym procesom usuwania glikozydu.

�186

Kacper Świerk

jeść). To na manioku w pierwszym rzędzie opiera się ich samowystarczalność,
będąca podstawą autonomii politycznej każdego przysiółka. Matsigenka często
sadzą bardzo dużo manioku (który rozmnaża się bardzo prosto, wegetatywnie,
wystarczy wetknąć złomek gałązki w ziemię), tak, że mają go na zapas niekiedy
więcej, niż są w stanie zjeść. Takiemu zabezpieczaniu zapasu pożywienia sprzyja
fakt, że korzeń manioku niełatwo gnije w glebie.
Gleba nad Paąuirią jak właściwie wszędzie w Amazonii, pozbawiona natu­
ralnej roślinności szybko jałowieje. Stąd poletka, od ich założenia przechodzą
różne stadia, w których uprawia się na nich różne gatunki roślin, a w końcu są
pozostawiane, by zarosnąć lasem wtórnym. Wówczas nazywa się je magashipogo (hiszp.-per.: purma). Poletko zwykle nie jest uprawiane dłużej niż 10 lat,
a zwykle już po 6-7 latach raczej się na nim nic nie sadzi, choć jeszcze się z niego
zbiera. Z tego powodu mężczyźni Matsigenka Paąuirianos każdego roku bądź
to poszerzają obszar poletek wokół swych domów, bądź zakładają nowe poletka
w innych miejscach. Bywa, że robią i jedno, i drugie. Wybór miejsca pod polet¬
ko dokonywany jest według różnych kryteriów, takich jak dostępność terenu,
rodzaj gleby, rodzaj roślinności. Większość poletek, które podczas moich poby¬
tów otwarto w dorzeczu Paąuirii (i, jak sądzę, znaczna część otwartych wcześ¬
niej) została wycięta w lesie wtórnym, a więc w miejscach, gdzie wcześniej były
już poletka. Część z tych połaci była porośnięta około 8-15-letnim lasem, część
stanowiły gęste zarośla bambusowe. Jak pokazuje praktyka, w miejscach, gdzie
roślinność wtórna osiągnęła ten stopień wzrostu, warstwa humusu na tyle się
odtworzyła, że można tam od nowa zakładać poletko.
Wycinanie roślinności pod tsamairintsi ma miejsce głównie w porze suchej.
W dorzeczu Paąuirii obserwowałem je w lipcu, sierpniu i wrześniu. Zwykle męż¬
czyźni z jednego przysiółka, a niekiedy też z innych, pomagają sobie nawzajem
w tej pracochłonnej czynności. Praca przy wycinaniu poletka jest męcząca, choć
w skali roku zabiera ona stosunkowo niewiele czasu. Wycinanie nowych poletek
w magashipogo (lesie wtórnym) jest jednak pracą zdecydowanie lżejszą i trwają¬
cą krócej niż robienie tego w lesie pierwotnym, wymagające rąbania siekierami
ogromnych niekiedy drzew. Niekiedy podcięte mniejsze drzewa obala się, prze­
wracając na nie większe drzewo. Efektywność wycinania poletek zwiększyła się,
a czas pracy nad nimi skrócił, kiedy Matsigenka Paąuirianos zyskali w miarę
stały dostęp do narzędzi metalowych (maczet i siekier). Jeśli wśród wycinanych
zarośli znajduje się pojedyncze wielkie drzewo, często nie wycina się go do cza¬
su wypalenia tsamairintsi. Dopiero kiedy jego pień jest nadwęglony, tnie się je
i obala. Nierzadko pozostawia się na miejscu dzikie lub zdziczałe drzewa, które
mogą być użyteczne ze względu na swe owoce lub inne pożytki. Postępuje się tak
zwłaszcza z palmą wilhelmką wytworną (kuri, Bactris gasipaes), a także niektó¬
rymi innymi palmami, niekiedy też z drzewami intsipa (Inga spp.).
Po wycięciu drzew, krzewów i krzewinek na przyszłym poletku, zostawia
się je do wyschnięcia, a później pali. Okres, jaki musi upłynąć od wycięcia ro-

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

187

ślinności do wypalenia tsamirintsi, może być zróżnicowany zależnie od pogody.
W porze suchej również niekiedy pada deszcz i zdarzają się chłodne, wilgotne,
chmurne dni. W takich okolicznościach ścięta roślinność może czekać na spale­
nie kilka miesięcy. Kiedy jednak dni są suche, a słońce operuje intensywnie, wy­
starczyć może miesiąc, by ścięta roślinność wysuszyła się dobrze. Jeśli wyciętą
roślinność stanowią niskie zarośla, może być ona przy sprzyjających warunkach
pogodowych dobrze wysuszona już po tygodniu. Wówczas rozpoczyna się wypa¬
lanie, które w przeciwieństwie do wycinki nie jest pracą żmudną, a ma charakter
ekscytującego wydarzenia. Mężczyźni, niekiedy z pomocą kobiet, a często z po­
mocą dzieci (także płci żeńskiej) podpalają ścięte drzewa i krzaki na przyszłym
poletku z różnych stron (także w jego centrum), tak aby ogień odpowiednio się
rozprzestrzenił i wypalił cały jego obszar. Obszar poletka musi być podpalony
z co najmniej kilku różnych miejsc, zwłaszcza wtedy, kiedy jest ono położone na
zróżnicowanym terenie, obejmującym fragmenty płaskie, wzniesienia i strome
skarpy. Ponieważ czasem w trakcie podpalania dym zaczyna się wznosić i prze­
słaniać widok, ludzie niekiedy nawołują się. Dzieci Fernanda, pomagające wypa¬
lać mu poletko w Kamatikya Kipatsiari, dawały sobie nawzajem znać, gdzie się
znajdują, dmuchając w puste tykwy lub w świstawki z pestkowca matsinkoina.
Kiedy poletko położone jest na płaskim terenie albo, tym bardziej, na łagodnie
opadającym zboczu, podpalanie nie wymaga wiele czasu. Na przełomie września
i października 2001 roku byłem świadkiem, jak mieszkańcy Manokiari podpa­
lili wycięte poletko na łagodnym skłonie na prawym brzegu Paquirii, po czym
szybko przeprawili się na drugą stronę, by móc wygodnie obserwować płonącą
chacra z wysokiego cypla w swej osadzie. Płonące poletko jest dla Matsigenka czymś w rodzaju ekscytującego widowiska. Płomienie sięgają nieraz wysoko
— wyżej niż wzrost dwóch ludzi, powietrze faluje, żar bije na odległość wielu
metrów. Jeśli wśród palonej roślinności są bambusy kapiro (Guadua spp.), ich
rurkowate łodygi pod wpływem temperatury pękają wydając głośny i słyszalny
z daleka dźwięk, bardzo podobny do odgłosu wystrzału z broni palnej. Wszystko
to wprowadza obserwujących pożar Matsigenków w stan wesołego podniecenia,
co, jak sądzę, związane jest także z faktem, że wypalenie wieńczy pewien okres
pracy nad poletkiem i zaczyna nowy — związany z sadzeniem i uprawą.
Po wypaleniu poletko jest czystym obszarem, usianym tu i ówdzie nadwę¬
glonymi, dymiącymi kawałkami grubszych pni czy konarów (które są potem
sukcesywnie zbierane na opał). Jeśli nie pozostały na nim większe, spalone, sto¬
jące drzewa do wycięcia, pozostaje tylko poczekać, aż popioły ostygną i można
zacząć sadzenie. Ogień i wysoka temperatura podczas wypalania zabiły rośliny,
które mogłyby zagrozić uprawom jako chwasty. Zaczną one wyrastać na poletku
dopiero po pewnym czasie. Pierwszą rośliną wysiewaną na nowym poletku jest
zwykle kukurydza (shinki, Zea mays), w następnych miesiącach i latach istnienia
poletka sadzi się maniok (sekatsi, Manihot esculenta), pochrzyn (jam) trójdziel¬
ny (magona, Dioscorea trifida) i inne rośliny. Niekiedy maniok sadzi się wraz

�188

Kacper Świerk

z kukurydzą, zaraz po wypaleniu poletka. Charakterystyczny jest widok tsamairintsi ze wschodzącą, całkiem już wysoką kukurydzą, rosnącą wśród połaci zie­
mi wciąż czarnej od popiołu i wśród zwęglonych kawałków drewna.
Sadzenie roślin jest zajęciem bardziej męskim, zaś ich zbiór bardziej kobie­
cym. Niewiele jest tu jednak ścisłych reguł i osoby obu płci mogą pomagać sobie
wzajemnie w tych czynnościach. Uprawa niektórych roślin czy też piecza nad
nimi jest bardziej przypisana jednej z płci, innych zaś drugiej. Tak na przykład
tytoń (seri, Nicotiana tabacum), roślina związana z szamanizmem, jest uprawą
przede wszystkim męską, zaś bawełna (ampei, Gossypium barbadense) przede
wszystkim żeńską. Już jednak uprawą manioku zajmują się zarówno mężczyzn,
jak i kobiety. Ci pierwsi zdecydowanie częściej go sadzą. Kobiety częściej zbie¬
rają i przynoszą bulwy.
Dość uciążliwą, a wymagającą w miarę regularnego wykonywania pracą na
poletku jest plewienie. Jest ono zajęciem przede wszystkim męskim, a dokonuje
się go za pomocą maczet. Tsamairintsi wymagają plewienia w ciągu całego roku.
W miarę „starzenia się" poletka jest ono coraz bardziej podatne na zarastanie
chwastami i oczyszczanie go staje się coraz trudniejsze.
Ze względu na to oraz na stopniowe jałowienie gleby, poletko jest w końcu
porzucane. Odbywa się to nie od razu, a sukcesywnie. Coraz mniej się na nim sa¬
dzi, choć wciąż się zbiera. Na zarastającym poletku mogą rosnąć bananowce (parianti, Musa sp.), arnota (potsoti, Bixa orellana) i różne rośliny lecznicze. Stare
poletka, znajdujące się blisko domostw zamieniają się niekiedy w przydomowe
ogródki. Wciąż są używane, rosną na nich różne użyteczne, niewymagające ro¬
śliny, jak np. leczniczy złocień (sisoshi, Chrysanthemum sp.). Bardziej oddalone
poletka zwykle stopniowo zarastają lasem wtórnym, zamieniają się w magashipogo. Wciąż jednak sadzi się na nich kogi (Tephrosia toxicaria, Lonchocarpus
sp.) i banisterię (kamarampi, Banisteriopsis caapi), a kiedy już się ich nie sadzi,
wciąż jeszcze się je zbiera. Informowano mnie także, że rośliny te niekiedy same
dziko wyrastają na zarastających poletkach. Na końcu poletko zamienia się w las
wtórny lub zarośla bambusowe.
Opuszczone poletka są też użyteczne z innych względów. Wciąż gdzienie¬
gdzie na nich pozostające rośliny bulwiaste i inne przywabiają liczne zwierzęta,
dla których magashipogo jest atrakcyjnym żerowiskiem. Przychodzą na nie gry­
zonie, jak: paka (samani, Agouti paca) i aguti (sharoni, Dasyprocta spp.), poza
tym tapiry (kemari, Tapirus terrestris) i ryjące w poszukiwaniu bulw i kłączy
pekari (shintori, Tayassu spp.). Do pozostawionych drzew owocowych ściągają
różne ptaki i małpy. Stąd łowcy budują na zarośniętych poletkach swe zasiadki
w postaci kopulastych szałasów z pierzastych liści palm, w których z łukiem
i strzałami czają się na zwierzęta.
Zresztą również czynne, uprawiane poletka przyciągają zwierzynę, która po¬
jawia się nawet na tsamairintsi rozciągających się wokół domostw. W lipcu 2003
roku Fernando zastrzelił z łuku dwa pekari białobrode (shintori imarapageni, pi-

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

189

ratsi, santaviri, Tayassu pécari) ze stada, które wtargnęło na jego poletko. Zwie­

rzęta znajdowały się o kilka metrów od jego domostw. W 2002 roku widziałem
w Manokiari czarniawe aguti (sharoni, Dasyprocta fuliginosa) ukazujące się na
poletku, bardzo blisko domu. Zwierzę przychodziło do wyłożonego na przynętę
kawałka manioku, a gospodarz, znajdujący się na platformie swego domu, pró­
bował je ustrzelić z łuku.
Jak widać, kopieniactwo pośrednio służy też łowiectwu. Atrakcyjność pole­
tek dla mieszkańców lasu może być niekiedy niekorzystna dla gospodarza Matsi­
genka. Liczne wędrujące stado pekari białobrodych jest w stanie wyrządzić duże
szkody w uprawach. Jednak szkody wyrządzone na poletkach przez zwierzęta
podczas moich pobytów w dorzeczu Paquirii nie były znaczne.
Jak wynika już z moich wcześniejszych wzmianek, praca na poletku i wza¬
jemna pomoc w niej mają też znaczenie społeczne. Zakończenie istotnych etapów
pracy często zostaje uczczone wspólnym piciem ovuroki (które robi się z manio¬
ku uprawianego na poletkach).

Rośliny uprawiane przez Matsigenka Paquirianos
Oprócz omówionego już manioku jadalnego (sekatsi, Manihot esculenta),
który nad Paquirią uprawiany jest co najmniej w kilku kultywarach (odmianach
uprawnych), najważniejszymi w ekonomii Matsigenka roślinami uprawnymi są
kukurydza (shinki, Zea mays) i bananowiec (parianti, Musa sp.). Kaczany kuku¬
rydzy je się na ogół prażone lub gotowane. Młode kiełki z ziaren wsadzonych do
wody dodaje się do fermentującej masy maniokowej (shitea), by uzyskać świeży,
słodkawy smak ovuroki.
W przeciwieństwie do manioku i kukurydzy, banan nie jest rośliną rdzennie
amerykańską. Pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej , a do Nowego Świata
został wprowadzony w X V I wieku. Matsigenka Paquirianos uprawiają co naj¬
mniej trzy odmiany (typy kultywarów) bananów. Parianti, nazwa generyczna
ich wszystkich, jest jednocześnie używana specyficznie na określenie tzw. ba­
nanów mączystych czy warzywnych (ang. plantains) , które je się gotowane lub
7

8

7

Musa acuminata i Musa balbisiana — dzicy przodkowie uprawnych form bananów pochodzą
z Azji Południowo-Wschodniej. Uważa się, że około IV wieku naszej ery uprawne banany zostały
przywiezione przez żeglarzy z Nusantary na Madagaskar. Stamtąd zawędrowały na kontynent afrykań­
ski. W X V I w. banany z zachodniej Afryki zostały przewiezione przez Hiszpanów i Portugalczyków
na kontynent amerykański. W Ameryce Południowej i Środkowej szybko się rozpowszechniły i są tu
powszechnie uprawiane. Niektóre formy istnieją również w postaci zdziczałej lub półdzikiej (Rieger,
2005; Mudge, Hammer, 2000). Niektórzy autorzy (np. Sauer, 1950, s. 527) rozważają również możli­
wość występowania bananów (mączystych) w Nowym Świecie przed kolonizacją europejską.
Używam terminu: banany słodkie (soczyste) w odniesieniu do form udomowionego banana które
są słodkie i spożywane głównie jako świeże owoce (ang. bananas). Termin: banany mączyste stoso¬
wany jest natomiast do tych form, które nie są tak soczyste, zawierają dużo skrobi i je się je zwykle
gotowane i/lub pieczone, traktując raczej jako warzywo niż owoc. (ang.plantains). Ponieważ w Polsce
8

�Kacper Świerk

190

pieczone. Z gotowanych robi się też purée, ugniatając je w stępie, oraz zupę
chopiri. Ich owoce są smuklejsze, o ostrzej zakończonych końcach niż u słodkich
bananów. Banany słodkie (soczyste), takie jakie znamy z polskich sklepów, są
określane słowem sera. Są jedzone na surowo, niekiedy podpiekane w ognisku.
Robi się z nich kompot zwany chapo . Do kategorii sera należy też duży, słodki
banan o czerwonej skórce zwany w regionalnej hiszpańszczyźnie bellaco. Małe
bananki zwane posuro , kiedy dojrzałe, są jedzone tak jak banany słodkie, ale
kiedy są zielone, można je ugotować i zrobić z nich purée jak z parianti. Przy
niektórych przysiółkach nad Paquirią uprawiane są także brązowo-czerwonawe
bananki zwane noroni. Podobnie jakposuro, występują one też w stanie zdzicza­
łym, głównie na brzegach rzek i strumieni.
Pojedyncze bananowce lub ich gaje rosną zwykle w bezpośrednim pobliżu
domów i na poletkach, na których nie sadzi się już innych roślin. Bananowce
rozmnaża się tylko wegetatywnie (z kłącza). Oprócz owoców, Matsigenka Paquirianos używają też włókna bananowca, które może służyć jako prowizoryczny,
słabej jakości sznurek, oraz jego liści, które spełniają jednorazowo funkcje stołu
przy jedzeniu, podkładki pod różne przedmioty, prowizorycznej przykrywki do
naczyń z cieczami.
Inną, dość ważną uprawą jadalną Matsigenka Paquirianos jest trzcina cukro¬
wa (Saccharum officinarum), również pochodząca ze Starego Świata (z Azji),
ale w Ameryce rozpowszechniona od czasów kolonizacji. Jest ona uprawiana dla
swego słodkiego soku. Matsigenka, wybierając się w podróż, często zabierają
za sobą kawałki jej łodygi, które podczas odpoczynków są sprawnie obierane za
pomocą noża lub maczety, a następnie wysysa się z nich sok. Podobnie postępuje
się podczas odpoczynków w pracy na poletku. Sok z trzciny można też wyciskać
za pomocą umocowanych w ziemi drewnianych pras zwanych piamentontsi. Sok
ten jest używany zamiast cukru do słodzenia różnych napojów.
Prócz manioku, Matsigenka Paquirianos uprawiają też inne rośliny bulwiaste.
Należy do nich pochrzyn trójdzielny (magona, Dioscorea trifida) o smacznych,
okrągłych bulwach (spożywanych po ugotowaniu lub upieczeniu), i batat, czyli
wilec ziemniaczany (koriti, Ipomoea batatas). Ten ostatni, oprócz tego, że bywa
dodawany do ovuroki, jest też jedzony po ugotowaniu. Jego bulwy są wyraź­
nie słodkie. Nad Paquirią i Urubambą uprawia się głównie kultywar o różowym
9

10

znane są niemal jedynie banany słodkie, w naszym języku brak zakorzenionych terminów wprowadza¬
jących rozróżnienie pomiędzy tymi dwoma typami owoców (niekiedy stosuje się terminy: pizang — dla
słodkich, i plantan — dla mączystych). Po angielsku, oprócz nazw wzmiankowanych powyżej, stosuje
się czasem określenia: dessert banana i cooking banana, spotykane także w niektórych innych językach
europejskich. W Polsce odpowiedniki tych nazw nie są jednak powszechnie stosowane. Terminy: bana­
ny soczyste i mączyste stosuję za Podbielkowskim (1985, s. 29).
Matsigenka Paquirianos określają słowem chapo kompot ze słodkich bananów. Metysi i niektórzy
Matsigenka znad Dolnej Urubamby nazywają tym słowem zupę chopiri.
Bananki te pojawiają się w krótkiej „śpiewce" chętnie powtarzanej przez Matsigenka Paquirianos.
Brzmi ona: Ararara arara. Nokovaira posuro. Znaczy to: „Ararara arara (coś jak: la la la). Szukam
bananków".
9

10

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

191

kolorze bulw. Małe, smaczne bulwki ostrzeszynu jadalnego {shonaki, Calathea
allouia) są jedzone jako przekąska w ciągu dnia lub jako urozmaicenie posiłków
głównych. Dla bulw uprawiany jest także szereg, niezbyt dobrze przeze mnie
rozpoznanych, roślin z rodziny obrazkowatych {Araceae). Mogą tu wchodzić
w grę dwa rodzaje, co najmniej dwa gatunki, a ponadto różne ich kultywary.
Wszystkie mają duże liście o podobnym kształcie. Nazwy matsigenka dla tych
roślin to makato, tsanaro, shotoegi i onko. Chodzi tu najprawdopodobniej o na­
stępujące gatunki: pochodzące z Azji taro, czyli kolokazja jadalna {Colocasia
esculenta) i tubylcza ksantosoma, czyli żółtosocza {Xanthosoma sp.). Bulwy tych
roślin jedzone są na ogół po ugotowaniu. Inna roślina bulwiasta, uprawiana przez
Paquirianos, to kłębian bulwiasty {poi, Pachyrhizus tuberosus), którego dużą, so­
czystą bulwę je się na surowo, na podobnej zasadzie jak korzeń rzepy, którą nieco
przypomina smakiem.
Inne rośliny jadalne uprawiane przez Matsigenka nad Paquirią to fasola {po¬
roto, Phaseolus vulgaris), dynia {pama, Cucurbita sp.), kaimito {Pouteria cai¬
mito) — niewielkie drzewko czy krzew o okrągłych, słodkich owocach, papaja
{tinti, Carica papaya) o słodkich, pożywnych owocach i ananas {tsirianti, Ana¬
nas comosus). W Kamatikya Kipatsiari widziałem też roślinę podobną do ogórka
i przez tamtejszych Matsigenków określaną hiszpańskim słowem pepino. Był to
z pewnością jakiś kultywar ogórka {Cucumis sativus) lub tak zwanego ogórka
antylskiego {Cucumis anguria) .
Drzewa intsipa {Inga edulis) są uprawiane ze względu na słodką, wilgotną,
podobną do waty wyściółkę ich długich strąków. Niektóre palmy rosnące na po¬
letkach lub na ich skraju są uprawiane lub pozostawiane przy wyrębie ze względu
na ich jadalne owoce.
Papryka {tsitikana, Capsicum sp.) jest uprawiana przede wszystkim jako ro¬
ślina przyprawowa. Matsigenka z dorzecza Paquirii mają na swych poletkach co
najmniej trzy jej kultywary. Są to: papryki czerwone, podłużne i umiarkowanie
ostre, o podobnym wyglądzie — bardzo ostre, oraz małe jak jagódki, okrągłe
żółte papryczki, również bardzo ostre. Papryki te służą jako przyprawy do mięsa
i ryb. Pan lub pani domu do posiłku często zrywa kilka czy kilkanaście drob¬
nych, ostrych papryczek, najczęściej żółtych, okrągłych, ale czasem też więk¬
szych, czerwonych, podłużnych. Nadgryzioną lub nadmiażdżoną papryczką je¬
dzący maszczą {dotykają) jedzone ryby czy mięso i tak przyprawione biorą do
ust. Papryczki te często sadzone są tuż przy domach, aby znajdowały się pod ręką
podczas posiłków.
11

11

Hiszpańskie słowo pepino, oznaczające ogórek, może być w kontekście peruwiańskim mylące.
Określa się nim tu bowiem również Solanum muricatum — tutejszą roślinę z rodziny psiankowatych
{Solanaceae) blisko spokrewnioną z ziemniakiem {Solanum tuberosum), a niekiedy też Cyphomandra
splendens z tej samej rodziny {patrz np.: Heiser, 1984, s. 48; Towle, 1961, s. 82-84). Rośliny te mają
owoce przypominające ogórki, lecz w przeciwieństwie do prawdziwego ogórka są krzewami lub drzew­
kami. W opisywanym wypadku chodziło o właściwego ogórka {Cucumis sp.), należącego do rodziny
dyniowatych {Cucurbitaceae) i pochodzącego ze Starego Świata.

�Kacper Świerk

192

Przede wszystkim do celów przyprawowych używany jest też owoc cytryny
(irimoki, Citrus limon), sok z którego wyciska się na jedzone ryby, rzadziej na
mięso lub do wywaru. Cytryna jest rośliną pochodzącą z Azji.
Palczatka cytrynowa (kasankari, Cymbopogon citratus) służy do przyrządza¬
nia wywarów o cytrynowym smaku, słodzonych sokiem z trzciny cukrowej. Wy¬
wary te pite są w celu ugaszenia pragnienia, ale także w charakterze lekarstwa,
w wypadku przeziębienia czy osłabienia. Palczatka jest często sadzona blisko
domostw. Trawa ta również pochodzi z południowej Azji. Pomarańczowo kwit¬
nący, niewielki złocień (sisoshi, Chrysanthemum sp.) jest uprawiany jako roślina
lecznicza.
Spośród roślin uprawnych Matsigenka Paquirianos — tytoń (seri, Nicotiana
tabacum), a także liana banisteria (kamarampi, Banisteriopsis caapi) są roślinami
0 znaczeniu szamańskim. Tytoń uprawiany jest zarówno na poletkach, jak i przy
ścianach domów. Jego liście są zbierane, suszone i proszkowane na mocną tabakę.
Pali się je też w fajkach. Z tytoniu przyrządza się również halucynogenny wywar.
Służący podobnym celom wywar przygotowywany jest z banisterii. Dodać
należy, że istnieje banisteria uprawiana i banisteria dzika. Ta uprawna, którą upra¬
wia się na poletkach w dość zaawansowanym stadium zarastania, jest uważana
za mocniejszą i przez to lepszą. Wydaje mi się jednak, że w praktyce granica
pomiędzy dziką a uprawną kamarampi bywa płynna. Często trudno było ustalić,
czy chodzi o zbieranie dzikich lian w lesie wtórnym, czy też roślin uprawnych,
które rosną tam jako na starym poletku .
Rośliną uprawianą na zarastających poletkach, a także rosnącą dziko jest barbasco (kogi, Tephrosia toxicaria, Lonchocarpus spp.) , używane jako trucizna
na ryby .
Z roślin uprawianych na cele inne niż spożywcze, Paquirianos mają na swych
tsamairintsi tykwę zwyczajną (pachaka, chonkorina, Lagenaria siceraria) i nie12

13

14

12

Do przypadków takich jak ten odnoszą się słowa Lévi-Straussa (1950, s. 465), którymi otwiera on
swój klasyczny tekst o użyciu dzikich roślin w tropikalnej Ameryce Południowej: „W Ameryce Połu¬
dniowej rozróżnienie pomiędzy dzikimi i uprawnymi roślinami nie zawsze jest łatwe, i istnieje tu wiele
stadiów pośrednich pomiędzy użyciem roślin w ich stanie dzikim, a prawdziwą ich uprawą". Prócz
banisterii, z roślin występujących w niniejszym artykule, słowa te można adekwatnie odnieść też np. do
barbasco, różnych palm, intsipa, balsa, helikonii i shakapa, a zapewne także do arnoty.
Należy ona do rodziny motylkowatych (Leguminosae = Fabaceae). Czasami hiszpańska nazwa
barbasco jest stosowana też na określenie innych roślin, należących do innych rodzin botanicznych, ale
posiadających podobne właściwości i również używanych do trucia ryb (niekoniecznie przez Matsigen­
ka) (patrz np. Rutter, 1990, s. 25; Lévi-Strauss, 1950, s. 484).
Korzenie tych roślin zawierają w znacznych ilościach i stężeniu substancję o nazwie rotenon, bar¬
dzo skutecznąjako trucizna na ryby. Połowy ryb z kogi odbywają się w porze suchej. W przeciwieństwie
do Matsigenka z dorzecza Górnej Urubamby (Johnson, 2003, s. 63-67, Rosengren, 1987a, s. 66-71;
1987b, s. 47-49), Paquirianos w celu połowu z barbasco zwykle nie konstruują żadnych tam czy zapór,
ani nie budują grobli odcinających rzeczne odnogi. Wiąże się to zapewne z faktem, że tutejsze rzeki
1 strumienie są stosunkowo powolne i spokojne w porównaniu z tymi płynącymi przez selva alta, przez
co woda nie oczyszcza się szybko, a śnięte ryby są łatwe do wybrania, gdyż nie porywa ich wartki nurt.
Korzenie barbasco są ubijane, zawijane w liście palmowe, a następnie wkładane do wody i ugniatane,
by wypuściły sok, który powoduje śnięcie ryb.
13

14

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

193

spokrewnione z nią, choć posiadające podobne owoce dzbaniwo (pamoko, Crescentia cujete), zwane też drzewem kalebasowym . Z wyschniętych owoców
pierwszej robi się butelki na wodę ze zwężającymi się szyjkami (taki jest naturalny
kształt owocu). Kobiety, przynoszące wodę w mniejszych tykwach, wkładają je
sobie pod pachy i w ten sposób transportują. Owoce tykwy mogą mieć różne roz­
miary, od niewielkich do dużych dzbanów. Ich wyschnięta łupina ma zwykle kolor
ciemnobrązowy. Dzbaniwo zaś jest przeważnie cięte na pół i służy jako miski do
podawania ovuroki, oraz krótkotrwałego przetrzymywania wody i innych płynów.
Na poletkach i przy domach uprawiana jest cibora (ivenkiki, Cyperus sp.) z ro¬
dziny turzycowatych (Cyperaceae), używana w magii miłosnej, w lecznictwie,
jak i do wielu innych celów, z których na plan pierwszy wysuwa się polepszanie
sprawności łowieckiej, osiągane poprzez żucie bulwek. Wszystkie uprawne rośli¬
ny cibory są opanowane przez pasożytniczego grzyba buławinkę (Claviceps sp.),
zawierającego alkaloid podobny do LSD. Grzyb niszczy kwiaty i owoce turzycy
i przepaja całą roślinę, w tym jej korzeń. Przez to wszystkie uprawiane przez Indian
cibory rozmnażają się tylko wegetatywnie i każda roślina zachowuje właściwości
linii, z której się wywodzi. Alkaloid zawarty w grzybie zwiększa, na krótką metę,
zdolność precyzyjnego skupienia i koordynacji zmysłów, potrzebną aby wypuścić
strzałę w takim kierunku i w takiej chwili, by trafiła ona ledwie widoczną małpę,
poruszającą się w baldachimie mrocznego lasu deszczowego, kilkanaście lub wię¬
cej metrów nad głową łowcy (Shepard, 1997b, 2002, s. 117-119). Matsigenka czę­
sto przypisują swe sukcesy łowieckie turzycom i potrafią powiedzieć, które z roślin
lub ich kępek, zewnętrznie niczym się między sobą nie różniących, są dobre do
polowań na poszczególne zwierzęta (a także do jakich innych celów).
15

Bawełna (ampei, Gossypium barbadense) służy do wyrobu nici, cienkich
sznurków, odzieży i chlebaczków (tsagi). Arnotę właściwą (potsoti, Bixa orellana), występującą też dziko, uprawia się dla czerwonego barwnika (używanego do
malowania ciała i przedmiotów). Drzewo balsa (paroto, Ochroma sp.), rosnące
także dziko, dostarcza miękkiego i lekkiego drewna, z którego robi się nawijki
do żyłki, tratwy itp.
Trzcina okolcz (chakopi, Gynerium sagittatum), rosnąca dziko nad brzegami
rzek, jest też sadzona na poletkach Matsigenka Paquirianos. Jej łodygi służą prze­
de wszystkim do wyrobu strzał i mat shitatsi, a także fletni (sonkarintsi) i pudełek
(tsivogo). W przeciwieństwie do Urubamby, nad mniejszymi rzekami takimi jak
Paquiria, a zwłaszcza jej dopływy, las przeważnie dochodzi do samych brzegów
i jest niewiele miejsc na trzcinowiska. Jeśli są, to na ogół tworzą wąskie pasy,
pomiędzy granicą wody a ścianą lasu, i nie mieści się na nich wiele roślin. Stąd
Matsigenka Paquirianos, by mieć pod dostatkiem tej ważnej dla nich rośliny, po¬
sadzili w pobliżu swych osad własne trzcinowiska, często większe i gęstsze od

15

Tykwa należy do rodziny dyniowatych (Cucurbitaceae), zaś dzbaniwo do rodziny bignoniowatych (Bignoniaceae).

�Kacper Świerk

194

tych naturalnie występujących nad Paąuirią. Z nich biorą materiał na swe wyro¬
by. Ściana trzcin, które są wyższe od człowieka, dostarcza też cienia w południe.
Trzcinowiska przywabiają pekari, które żywią się dolnymi częściami okolcza.
Spokrewniona z bananowcem helikonia (tsipana, Heliconia sp.) jest upra¬
wiana (a może po prostu pozostawiana przy obejściu) głównie dla swych liści.
Zawija się w nie drobne i średnie ryby, a także ptaki, kraby, żaby, ikrę, które
opakowane w ten sposób stawia się przy ogniu, aby się upiekły, czy udusiły. Liści
helikonii używa się też czasem w podobnych celach jak liście bananowca, któ¬
rych zastosowanie opisałem wyżej. Rośnie ona również dziko w lesie wtórnym
i na zarastających poletkach.
Łzawica Hioba (sarioki, Coix lacrymajobi), shakapa (Mendoncia hoffmanseggiana), tyompianiroki (niezidentyfikowane), pagiroroki (niezidentyfikowane)
i prawdopodobnie też paciorecznik (Canna sp.) , są uprawiane, ponieważ ich
fragmenty (nasiona, skorupy, osłonki kłosów) służą do wyrobu ozdób. Z wymie¬
nionych roślin wyróżnia się łzawica Hioba, z osłonek żeńskich kłosów której
Matsigenka Paąuirianos robią efektowne, wielosznurowe (20 i więcej) naszyjni­
k i . Jest to roślina z rodziny traw (Poaceae), rosnąca do metra wysokości i wię­
cej, pochodząca z tropikalnej Azji, ale sprowadzona już w X V I wieku do Nowe¬
go Świata, gdzie szybko się rozpowszechniła ze względu na atrakcyjne białawe
i szare otoczki, lśniące, o fakturze zbliżonej do perły lub do muszli porcelanek.
Jak już wzmiankowałem, na poletkach są też sadzone (a czasem po prostu
zostawiane z brzegu przy wycince) różne palmy. Z tych najczęstsza jest wilhelmka wytworna (kuri, Bactris gasipaes), zdaniem wielu badaczy będąca rośliną ra¬
czej uprawną niż dziką, choć rośnie też w lesie, z dala od osad ludzkich (Balick,
1984, s. 15) . Ma ona jadalne owoce. Palma rosnąca na poletku może być ścięta
w razie pilnego zapotrzebowania na jej twarde, ciemne drewno lub smaczne pal¬
mito („kapustę palmową") . Inne palmy, które widziałem na poletkach lub przy
domach Matsigenka Paąuirianos, to: konta, zwana też para (Attalea tessmanii),
kompiro (Phytelephas macrocarpa) i chorina (Oenocarpus mapora). Są one ce¬
nione z różnych względów (np. liście kompiro, owoce chorina).
16

17

18

19

20

16

Widziałem u Paąuirianos naszyjniki z nasion paciorecznika, natomiast nie zaobserwowałem na
ich poletkach samej rośliny. Podobnie nie dostrzegłem rośliny tivana (Bromelia sp.), za to widziałem
w użyciu liczne przedmioty wykonane z jej włókien (cienkie sznurki, siatki na ryby).
Osłonka ta, czy otoczka, jest zmodyfikowaną częścią pochwy podsadki (Podbielkowski, 1985,
s. 209).
Naszyjniki (nenketsiki) z sarioki zwykle wykonywane są parami (dwa wielosznurowe naszyjni­
ki). Jeden z nich zakładany jest na lewe ramię i na szyję, po czym przekłada się przez niego prawą rękę
w ten sposób, że przechodzi on w poprzek górnej części tułowia jak bandolier. Drugi zakładany jest na
prawe ramię i szyję, i pod lewą rękę. W efekcie obydwa naszyjniki krzyżują się na piersi. Podczas fiesty,
postukujące i ocierające się o siebie „perełki" naszyjników znaczą rytm tańca.
Jak na temat tej palmy pisze Balick (1984, s. 15), „zawsze spotyka się j ą jako roślinę uprawną.
Napotkana w lesie lub na brzegu rzeki, w miejscu wyglądającym na niezamieszkałe, jest wskaźnikiem,
że uprzednio było ono zajęte przez ludzi".
Biały, jadalny pęd znajdujący się wewnątrz pnia palmy, będący zaczątkiem jeszcze nie rozwinię¬
tych liści. Pozyskanie palmito wymaga uśmiercenia palmy.
17

18

19

2 0

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

195

Jest pewne, iż Paquirianos, poza wymienionymi, mają na swych poletkach też
inne rośliny, na które nie zwróciłem uwagi. Z pewnością jednak w przeglądzie
mym uwzględniłem wszystkie najważniejsze uprawy.

Różnice w kopieniactwie i uprawach Matsigenka Paquirianos
i Matsigenka comuneros znad Urubamby
Charakterystyce kopieniactwa Matsigenka Paquirianos dobrze posłuży krótkie
zestawienie go z kopieniactwem Matsigenka comuneros znad Urubamby (i znad dol¬
nych biegów jej większych dopływów). Życie Matsigenka comuneros na pierwszy
rzut oka bardzo różni się od życia Paquirianos i podobnych im grup. Comuneros żyją
w zwartych, dużych osadach, a nie w małych rozproszonych przysiółkach. Osady te
mają swe władze, mogące stawiać wymagania członkom wspólnoty i stosować sank­
cje za niepodporządkowanie się im — coś, co nie ma odpowiednika u Paquirianos.
Niemniej, przy bliższym oglądzie różnice te okazują się nie aż tak znaczne. Rodzina/
grupa domowa nadal w znacznej mierze jest autonomicznym centrum podejmowania
decyzji, możliwości stosowania sankcji są w praktyce znacznie ograniczone, a prze¬
strzenna bliskość wielu rodzin wcale nie musi oznaczać, że zbliżyły się one społecz¬
nie. Oczywiście różnice pomiędzy takimi grupami jak Paquirianos (których możemy
tu roboczo nazwać Matsigenkami tradycyjnymi) i comuneros istnieją. Środowisko
obszarów położonych nad dużą rzeką różni się nieco od tego, które spotykamy nad
małymi dopływami. Comuneros mają też znacznie intensywniejszy kontakt z pe¬
ruwiańskim społeczeństwem narodowym i uczestniczą, w pewnym stopniu, w re¬
gionalnej gospodarce rynkowej. Te różnice odzwierciedlają się również w praktyce
uprawy roślin i w przeznaczeniu plonów z tej uprawy.
Różnice środowiskowe pomiędzy Paquirią a Urubambą, mogące mieć wpływ
na uprawy to przede wszystkim występowanie nad drugą z tych rzek w miarę ob¬
szernych, okresowo zalewanych plaż, na których Matsigenka comuneros w porze
suchej sadzą w równych rzędach fasolę i niektóre inne rośliny. Nad Paquirią i jej
dopływami większe plaże są rzadkością. Inna cecha specyficzna obszarów nadurubambiańskich, występująca gdzieniegdzie, a związana nie ze środowiskiem sa¬
mym w sobie, a z działalnością człowieka (dużym lokalnym zagęszczeniem lud¬
ności), to wyjałowienie gleb. W niektórych okolicach większość gleb w pobliżu
osady jest wyjałowiona i poletka są zakładane coraz dalej od niej. By przynieść
maniok z tsamairintsi, trzeba coraz bardziej nadkładać drogi. Stąd też w takich
comunidades wiele rodzin buduje sobie domy przy oddalonych poletkach i spę¬
dza w nich sporo czasu w skali roku .
21

21

Sytuacja taka dotyczy nie tylko comunidades położonych nad samą Urubambą czy też w dolnych
biegach jej dopływów. Np. Baksh (1995, s. 197, 200) opisuje podobne sytuacje we wspólnocie Kamana,
położonej nad rzeką Parotori — dopływem Picha, która z kolei jest lewym dopływem Urubamby. Spe-

�Kacper Świerk

196

Comuneros znad Urubamby mają intensywny kontakt z przedstawicielami
społeczeństwa narodowego. Przejęli od nich różne rośliny uprawne obcego po­
chodzenia, których nad Paquirią brak. Z roślin tych wymienić tu można pomarań­
czę (naranka, Citrus sp.), mango (manko,Mangifera indica) czy cebulę (tsepoya,
Pallium cepa). Paquirianos nie tylko nie uprawiają cebuli, ale też odmawiają jej
spożycia, twierdząc, że w przeciwieństwie do ludzi z dołu rzeki „nie potrafią tego
jeść", i że mogłoby to im zaszkodzić.
Z kontaktami ze społeczeństwem narodowym związany jest też fakt, że Matsigenka nadurubambiańscy uczestniczą w regionalnej ekonomii rynkowej, chcąc zdo­
być środki pieniężne na różne praktyczne lub prestiżowe przedmioty (np. narzędzia
metalowe, broń palną, amunicję, silniki do łodzi). Jednym ze sposobów zdobycia
pieniędzy jest uprawa na handel. W tym celu część Matsigenka znad Urubamby
uprawia różne rośliny obcego pochodzenia — kawę (kaju, Coffea arabica), ryż
(aroshi, Oryza sativa), jak i tubylcze — kakao (sarigemineki, Theobroma cacao),
orzachę (inki, Arachis hypogaea), fasolę (poroto, Phaseolus vulgaris), arnotę właś¬
ciwą (potsoti, Bixa orellana) . Paquirianos nie uczestniczą w regionalnym rynku,
tak więc nie praktykują upraw na sprzedaż. Wiele spośród roślin, które comuneros
uprawiają na sprzedaż, jest w ogóle nieobecnych na poletkach Paquirianos.
Poza uprawą w celach handlowych, Matsigenka comuneros zarabiają pie¬
niądze także na inne sposoby. Przede wszystkim zajmują się wyrębem cennych
rynkowo gatunków drzew i sprzedażą drewna, a w ostatnich dekadach również
wynajmują się do pracy w firmach nafciarskich (jako kierowcy łodzi z silnikiem,
przewodnicy i pracownicy niewykwalifikowani). Zarówno uprawa na handel, jak
i inne sposoby zarobkowania mają niemały wpływ na uprawy, które Matsigenka
utrzymują na własny użytek (tj. plony z nich są przeznaczane do konsumpcji
we własnej grupie rodzinnej/domowej i częstowania gości). Praca przy kawie
i innych uprawach na handel jest stosunkowo czasochłonna, zaś wyrąb drzew
czy praca dla kompanii nafciarskiej przeważnie wymaga wielomiesięcznego po¬
zostawania poza domem. Skutkuje to znaczącym zaniedbaniem poletek uprawia­
nych na własny użytek. Kiedy mężczyźni Matsigenka są poza domem, znaczna
część pracy na poletku spada na kobiety. Dotyczy to na przykład uciążliwego ple­
wienia, które normalnie jest zajęciem przede wszystkim męskim. Kobiety mogą
wykonać wiele prac zwykle będących w gestii mężczyzn (co z kolei odbywa się
22

23

cyfika, o której mowa, jest związana z zagęszczeniem ludności, a nie z typem środowiska, jakkolwiek
jest zwykle właściwa obszarom nad rzeką główną, gdzie zagęszczenie to jest z reguły większe.
Głównymi nabywcami plonów są kupcy z miasta Quillabamba, położonego w górnym biegu
Urubamby.
Wyrąb ten odbywa się zwykle w systemie tzw. habilitación, tzn. w celu umożliwienia przedsię­
wzięcia Indianie są wyposażani w sprzęt (np. piły łańcuchowe) przez któregoś z kreolskich patrones
de madera z miejscowości Sepahua. Po zakończeniu zafry i spławieniu drewna, patron ma prawo do
znacznej jego części. Tylko nielicznych comuneros stać na sprzęt potrzebny do wyrębu drzew. Zafra
(jednorazowe przedsięwzięcie drwalskie kończące się spławieniem i sprzedażą drewna) jest długotrwa¬
ła i może wymagać półrocznego pobytu w lesie.
22

23

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

197

kosztem wielu kobiecych aktywności subsystencjalnych), ale są czynności, jak wy­
cinanie terenu pod poletko, którym kobiety samodzielnie mogą nie podołać. O wy­
konanie cięższych prac można poprosić inne osoby, ale to z kolei pociąga za sobą
zobowiązania. W efekcie, Matsigenka comuneros, zarabiając pieniądze, obniżają
jakość swoich upraw i zubożają swą dietę. Podczas moich pobytów w comunida­
des nad Dolną Urubambą zauważyłem, że codzienne posiłki są tam znacznie mniej
urozmaicone niż nad Paquiría a różnorodność gatunków uprawianych na poletkach
jest znacznie mniejsza. O ile nad Paquirią do ryb czy mięsa, prócz manioku, niemal
zawsze podawane są jakieś inne smakołyki (np. bulwy pochrzynu, ostrzeszynu,
kłębianu i inne), o tyle w comunidades zdarza się to rzadko. Również owoce (może
z wyjątkiem bananów) są znacznie słabiej reprezentowane w diecie mieszkańców
brzegów Urubamby. Wraz z trudniejszą dostępnością zwierzyny i ryb (które w po¬
bliżu dużych wspólnot są przetrzebione) daje mi to podstawę do ogólnego scharak¬
teryzowania diety Matsigenka comuneros jako uboższej i mniej wartościowej niż
dieta Paquirianos. Ubóstwa tego nie rekompensują słodycze, oranżady, makaron
i inne produkty spożywcze, dostępne za zarobione pieniądze. Paquirianos narzeka¬
ją niekiedy, że są „biedni" i wyrażają dyskomfort z powodu nieosiągalności wielu
praktycznych i/lub prestiżowych przedmiotów, które posiadają comuneros. Nie¬
mniej comuneros, zdobywając środki na zakup tych przedmiotów, prowadzą do
pogorszenia jakości swego odżywiania, co w skrajnych przypadkach prowadzi do
objawów niedożywienia u ich dzieci . Tak więc, przynajmniej w kwestii odżywia¬
nia, Paquirianos wychodzą lepiej na tym, że nie uczestniczą w rynku.
Dodać jednak należy, że subsystencja wszystkich Matsigenka (z wyjątkiem
niektórych pojedynczych osób) wciąż opiera się na tradycyjnych podstawach,
w tym głównie na kopieniactwie. Niemal żaden Matsigenka nie utrzymuje siebie
i rodziny za pieniądze. Są one ważne i pomocne w nabyciu różnych pożądanych
przedmiotów, okazjonalnie też jedzenia, ale to tsamairintsi pozostaje trwałym,
solidnym i niezastąpionym źródłem utrzymania, podstawą samowystarczalności
i politycznej autonomii grupy domowej. Praca za pieniądze, która raz jest, raz jej
nie ma, nie może konkurować z poletkiem o tę pozycję.
24

Rośliny uprawne w kosmologii i szamanizmie
Matsigenka wysoko wartościują łowiectwo oraz pochodzące z polowań mię¬
so, a świat zwierząt zajmuje poczesne miejsce w ich kosmologii. Niemniej, rośli¬
ny uprawne też są dla nich ważne, co nie dziwi, wziąwszy pod uwagę, że wśród
składników diety tych Indian są one dostarczycielami największej ilości kalorii
(Johnson, 2003, s. 44).

24

Podobne spostrzeżenia, w odniesieniu do Matsigenka i Harakmbut z dorzecza Górnej Mądre de
Dios, ma Bennett (1991, s. 140, s. 128, s. 333-334, s. 338-339, s. 378-379, s. 384-385).

�198

Kacper Świerk

W najogólniejszej klasyfikacji świata roślin stosowanej przez Matsigenka
(w tym Paquirianos) wyróżniane są trzy główne kategorie. Rośliny uprawne to
pankirintsi („to, co się sadzi" lub „to, co się wysiewa"). Kolejna kategoria to tovaseri. Słowo to można przetłumaczyć jako „chwasty". Jest ono najczęściej sto­
sowane właśnie wobec roślin wyrastających na poletku i konkurujących z upra¬
wami, choć bywa też używane na określenie innych dzikich roślin, rosnących
w lesie. Trzecia kategoria to inchashi lub inchatoshi, co w dosłownym tłuma­
czeniu brzmiałoby „liście drzew". Obejmuje ona różne gatunki roślin (zwykle
użytecznych — leczniczych itp.) rosnących w lesie, a także liście drzew. Inchatoshi można więc tłumaczyć jako „liście" lub „zioła". Wreszcie, jako ewentual¬
ną czwartą kategorię można potraktować inchato — słowo oznaczające drzewa
(zwłaszcza dziko rosnące), jak się zdaje rozszerzane niekiedy na inne dzikie ro¬
śliny, i wówczas używane w znaczeniu zbliżonym do inchatoshi.
Granice pomiędzy wymienionymi kategoriami bywają czasem płynne. Np.
Johnson (2003, s. 193-194) zauważa, że badani przez niego Matsigenka z Shima
(dorzecze Górnej Urubamby) używali słów inchato i tovaseri na rośliny uprawne
rosnące w stanie zdziczałym na opuszczonym poletku.
Matsigenka, podobnie jak inni Indianie Amazonii, są przekonani, że świat za­
ludniają rozmaite byty będące podmiotami o mocy sprawczej. Do bytów tych,
obok ludzi, zaliczane są zwierzęta oraz istoty, które z zachodniego punktu widze¬
nia określilibyśmy jako nadprzyrodzone, choć dla Matsigenka ich status ontologiczny nie jest zasadniczo różny od statusu ludzi czy zwierząt. Wszystkie kate¬
gorie bytów widzą siebie, ze swej perspektywy, jako ludzi i jako istoty kulturowe
(tj. posiadające domy, osady, różne artefakty itd.). W myśl powyższych zasad np.
ścierwnik urubu widzi jedzoną przez siebie padlinę jako maniok, a jaguar pitą
przez siebie krew jako trunek z manioku masato. Ciało, pozostające we wza¬
jemnej zależności z tożsamością i perspektywą danego bytu, nie jest dla Indian
czymś danym raz na zawsze, lecz kształtowanym zależnie od spożywanego po¬
karmu, sposobu życia i tego, w czyim towarzystwie się przebywa (Viveiros de
Castro, 1998). Dlatego też spożywanie określonych pokarmów ściśle związane
jest z tożsamością. W związku z tym, dla Matsigenka i ludów sąsiednich jadalne
rośliny uprawne, zwłaszcza maniok i jego pochodne, jak masato mają ważne
znaczenie tożsamościowe. Ten, kto je maniok, jest człowiekiem, jest matsigenka
— osobą jak my, „osobą moralną". Matsigenka definiują siebie jako „jedzących
maniok" nie tylko w opozycji do zwierząt i demonów, ale też w opozycji do
białych i pońarona (górskich Metysów i Keczua), którzy przybywając do ich
kraju, nie zawsze chętnie jedzą maniok (patrz: Baer, 1994, s. 72). W wielu in­
diańskich opowieściach, osoba, która „wpadła w pułapkę pozorów" — zobaczyła
pokarm Innych (zwierząt, duchów, zmarłych) pod postacią manioku i skoszto¬
wała go, sama staje się Innym, przejmuje perspektywę (punkt widzenia) klasy
bytów, której pokarm zjadła, a ostatecznie transformuje się cieleśnie w jednego
z nich.

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

199

W korpusie mitycznym Indian Matsigenka poczesne miejsce zajmuje mit
0 Kashiri (Księżycu), który przyniósł ludzkości maniok i inne rośliny uprawne .
Jest on znany na całym obszarze zamieszkiwanym przez Matsigenków, również
wśród Paquirianos. Akcja tej historii zaczyna się w czasach, kiedy obecna kon¬
dycja świata nie była jeszcze ostatecznie ukonstytuowana. Ludzie jedli wówczas
różne odmiany ziemi i gliny, postrzegając je jako bulwy manioku, pochrzynu
1 inne jadalne części roślin uprawnych. W owym czasie pewna młoda dziewczyna
przechodziła okres odosobnienia w związku z pierwszą menstruacją. Spędzała
czas ukryta w niewielkim szałasie, a jej rodzice, wychodząc z domu, pozosta¬
wiali jej do jedzenia maniok, pochrzyn, bataty itp., w rzeczywistości będące ka¬
wałkami gliny. Pewnego dnia, pod nieobecność rodziców dziewczyny, Kashiri
— Księżyc pod postacią młodego mężczyzny zstąpił na ziemię w pobliżu miejsca
jej odosobnienia i nawiązał z nią rozmowę. Widząc, że dziewczyna je ziemię, za¬
pytał: „Co jesz?". Odpowiedziała mu: „Maniok, pochrzyn etc.". Wówczas on za¬
czął tłumaczyć, że nie jest to maniok, tylko ziemia. Podczas kolejnych odwiedzin
dostarczał dziewczynie maniok i inne rośliny jadalne, które spożywała, aż w koń¬
cu jej rodzice zaczęli dziwić się, dlaczego nie je pozostawianego jej pożywienia.
Z początku twierdziła, że dlatego, iż nie jest głodna, ale w końcu powiedziała, że
to, co dają jej do jedzenia, nie jest prawdziwym maniokiem, tylko ziemią. Poka¬
zała im prawdziwy maniok, jaki przyniósł jej Kashiri. Bardzo zasmakował on jej
rodzicom. Przyznała się też, że odwiedza j ą mężczyzna, od którego otrzymuje to
pożywienie. Kashiri został wreszcie przedstawiony rodzicom dziewczyny i za¬
deklarował chęć wzięcia jej za żonę. Żyjąc wraz z ludźmi, pokazał im, jak przy¬
gotowywać poletka i uprawiać poszczególne rośliny, a także jak robić masato.
Od tej pory ludzie mają rośliny uprawne (zwane niekiedy „córkami Księżyca")
i odróżniają prawdziwy maniok od gliny. Patrząc na to w świetle kosmologii i ontologii Matsigenka, można powiedzieć, że wraz z wprowadzeniem manioku lu¬
dzie zyskali bardziej ludzką kondycję, taką jak obecna. Zyskali też perspektywę
obecnie utożsamianą z ludzką (tj. matsigenka — prawdziwie ludzką), wyrażającą
się w identyfikowaniu ludzi jako tych, którzy jedzą prawdziwy maniok (a nie
ziemię postrzeganą jako maniok) i piją masato.
25

Rośliną bardzo istotną w wizji świata Matsigenka jest arnota właściwa (potsoti, Bixa orellana), z której nasion (dokładniej z okrywy nasiennej) otrzymuje się
czerwony barwnik. Barwnik ten — biksyna — jest przez Matsigenków trakto25

W literaturze poświęconej Indianom Matsigenka możemy spotkać mit o Kashiri w wielu, różnią­
cych się pewnymi detalami, wariantach. Jest on przytaczany m.in. przez Barrialesa (1979, s. 167-169),
Baera (1994, s. 249-252), Renard-Casevitz, Dolfusa (1988, s. 22-24), Rosengrena (1987a, s. 85-87,
1998, s. 262-263, 2004, s. 39-40), Johnsona (2003, s. 208-209) i Sheparda (2003, s. 249-251). Po polsku
dwa znacznie skrócone i obrobione literacko warianty mitu Kashiri znajdują się w tłumaczeniu powie¬
ści Vargasa Llosy (1997, s. 97-100) pt. Gawędziarz. Mity o Księżycu przynoszącym ludziom maniok
i umiejętność uprawy roślin występują także u ludów pokrewnych. Np. Shaver, Dodds (1990, s. 91-92)
przytaczają taki mit Nomatsiguenga z dorzecza Perene i Ene. W ich języku heros-Księżyc nosi imię
Manchakori.

�Kacper Świerk

200

wany nie tylko jako farba, ale też jako perfumy. Posiada przyjemną woń, która,
jak twierdzą Indianie, jest ulubionym zapachem saankarite („niewidzialnych")
— pozytywnie waloryzowanych i na ogół przychylnie usposobionych wzglę¬
dem ludzi istot „nadprzyrodzonych", żyjących na leśnych polanach (będących
według Indian ich poletkami i obejściami) i w krainach niebiańskich. Według
Matsigenków saankarite chętnie malują się biksyną i są skłonni okazywać swą
przychylność zwłaszcza tym ludziom, którzy również to czynią. W wymiarze
życia codziennego przychylność saankarite jest dla Matsigenka przede wszyst¬
kim istotna dlatego, że bronią oni ludzi przed demonami kamagarini — obec­
nymi w lesie i uśmiercającymi istoty ludzkie poprzez gwałt analny . Człowiek,
który chodzi po lesie pomalowany biksyną (lub choćby ma przy sobie barwnik
z arnoty czy jej nasiona) może z większym prawdopodobieństwem liczyć na to,
że w razie potrzeby saankarite przybędą mu z odsieczą. Malowanie się biksyną
przed wyjściem do lasu ma jeszcze jedno uzasadnienie. Mianowicie uważa się,
że kamagarini mogą przybierać ludzką postać, by zwieść swą ofiarę. W związku
z tym obca osoba napotkana w lesie może być podejrzewana o bycie demonem
udającym człowieka. Demony jednak brzydzą się barwnikiem z arnoty i nigdy
go nie używają. Stąd też, gdy napotkana osoba nosi na ciele czerwony malunek
biksyną, można być pewnym, że nie jest ona kamagarinim.
Dwie spośród roślin uprawnych Matsigenka odgrywają ważną rolę w ich sza¬
manizmie. Pierwsza to tytoń (seri, Nicotiana tabacum); druga — banisteria (kamarampi, Banisteriopsis caapi), szeroko znana pod keczuańską nazwą ayahuasca.
Z obydwu tych roślin sporządza się wywary (niekiedy nawet mieszane ze sobą),
po których zażyciu seripigari odbywają szamańską podróż, podczas której spo¬
tykają się ze swym inetsaane, to jest osobistym przyjacielem szamana wśród saankarite. Przyjaciel ten wprowadza szamana do społeczności „niewidzialnych",
udziela mu rad, mówi, jak leczyć chorych itp. Podczas podróży szamańskiej,
seripigari może też transformować się w jaguary i inne istoty, zmieniając ciała
widzieć Innych pod ludzką postacią (czyli przejmować ich perspektywę), staczać
walki z demonami i złymi czarownikami, „lobbować" na rzecz ludzi u różnych
bytów mających władzę nad ważnymi dla Matsigenka zasobami .
Kamarampi pomaga bardzo jasno, śmiało i konstruktywnie myśleć. W celu
przemyślenia jakiegoś problemu, poradzenia sobie z nim, Matsigenka biorą
niekiedy kamarampi indywidualnie. Jak mówią — „żeby widzieć" lub „żeby
26

27

2

29

26

Chodzi o polanki będące wynikiem działalności mrówek matyaniro (Allomerus spp., Myrmalachista spp.), żyjących w symbiozie z krzewinką matyagiroki (Cordia nodosa) (Shepard, 1999, s. 83-84).
Isure/osure (dusza, istota tożsamości) tak uśmierconej osoby sama następnie zamienia się w de­
mona i dybie na ludzi.
Słowo seripigari, oznaczające szamana w matsigenka, można tłumaczyć jako: „ten, który odurza
się tytoniem" lub „ten, który zwraca tytoń".
Temat szamanizmu Matsigenka poruszam tu nad wyraz pobieżnie. Szerzej zajmują się nim: Baer
(1994, s. 120-137), Baer, Snell (1974), Bennett (1991, s. 201-215), Shepard (1999, s. 82-86; 2003)
i Rosengren (2002, 2004, s. 45-54).
27

28

29

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

201

wiedzieć" (neagantsi). Jak widać, ich pojmowanie efektów wywołanych przez
wywar z banisterii jest bardzo różne od znaczenia zachodniego terminu: „halucy­
nacja", które konotuje złudzenie, a więc coś, co nie ma nic wspólnego z wiedzą
o rzeczywistości. Kamarampi często powoduje też wymioty, co według Matsi­
genka jest bardzo pozytywnym zjawiskiem — oczyszczaniem organizmu.
Banisteria jest pnączem z rodziny malpigiowatych (Malphigiaceae). Do
wywaru z niej, aby wywoływał on odpowiednie stany, muszą być dodane liście
rośliny ompikirivanashi (Psychotria sp.), należącej do rodziny marzanowatych
(Rubiaceae). To właśnie ompikirivanashi ma właściwości halucynogenne. Bani­
steria jedynie niejako je udrażnia .
330

31

Zakończenie
Jak widać, kopieniacza uprawa odgrywa znaczącą rolę w życiu Indian Matsigenka, w tym ich podgrupy żyjącej nad Paquirią. Będąc ważnym źródłem kalorii
(a także wielu substancji potrzebnych do rozwoju i zdrowia organizmu), rośliny
uprawne mają duże znaczenie w diecie Matsigenka, a fakt, iż wiele z upraw ma
charakter długotrwały i można łatwo je rozmnażać, sprawia, że są one najbar¬
dziej pewnym i „godnym zaufania" źródłem pożywienia i zabezpieczeniem na
przyszłość, w przeciwieństwie do wysoko cenionych, lecz mniej systematycznie
dostępnych dzikich zasobów pożywieniowych. Kopieniacza uprawa pozwoliła
Matsigenkom Paquirianos przetrwać trudny okres polowań na ludzi w czasie boo¬
mu kauczukowego i po nim, pomimo że poletka musiały być wówczas zakładane
na trudno dostępnych wzgórzach (i przez to zapewne niekiedy na gorszych gle¬
bach), by nie zwrócić uwagi łowców niewolników. W przeciwieństwie do garstki
innych ludów amazońskich (jak np. Guajâ, Yuqui, Mashco-Piro), niesprzyjające
okoliczności historyczne związane z kolonizacją nigdy nie skłoniły Matsigenków
do porzucenia kopieniactwa i oparcia swej subsystencji na łowiectwie i zbiera¬
ctwie. Kopieniacza uprawa pozostaje również podstawą subsystencji Matsigenka
comuneros, mających ciągły kontakt ze społeczeństwem narodowym i uczestni¬
czących do pewnego stopnia w jego gospodarce opartej na pieniądzu. Oparcie
utrzymania na zarabianiu pieniędzy byłoby dla Matsigenków nawet bardziej ry¬
zykowne niż przerzucenie jego ciężaru wyłącznie na łowiectwo i zbieractwo. Stąd
też kopieniactwo jest wśród comuneros wciąż powszechne, nawet jeśli poświę¬
canie większej ilości czasu aktywnościom zarobkowym (włączając w to uprawy
z przeznaczeniem na rynek) często powoduje zaniedbanie poletek i zmniejszenie
różnorodności upraw. Warto też zauważyć, nie rozwijając tu tego tematu, że ko30

Słowo kamarampi można przetłumaczyć jako „lekarstwo powodujące wymioty", choć jeden
z Matsigenków znad Urubamby zaproponował tłumaczenie: „śmiertelne lekarstwo". Z etymologiczne¬
go punktu widzenia obydwie te interpretacje są uprawnione.
Szczegóły chemiczne tego procesu przedstawia Shepard (1999, s. 80).
31

�Kacper Świerk

202

pieniacza uprawa, połączona z przenoszeniem się w inne miejsce co 5-20 lat, nie
powoduje wyniszczenia lasu tropikalnego. Oczywiście, by system ten mógł nadal
funkcjonować, potrzebne jest duże terytorium, o niewielkiej gęstości zaludnienia.
Poddorzecze Paquiríi, podobnie jak wiele innych okolic w dorzeczach Urubamby
i Madre de Dios, jak najbardziej spełnia te warunki.
Jak już wspominałem, uprawa kopieniacza, będąc podstawą gospodarczej sa¬
mowystarczalności grup domowych Matsigenka, jest również podstawą ich po¬
litycznej autonomii.
Waga kopieniactwa i roślin uprawnych polega w końcu również na tym, że
są one uwikłane w relacje społeczne. Chodzi tu nie tylko o to, że wspólna praca
na poletku buduje (i zarazem wyraża) więzi społeczne, czy o to, że wzajemne
częstowanie się pożywieniem i wspólne picie ovuroki (pochodnego manioku)
jest istotną częścią społecznego etosu Matsigenka. Dla Matsigenków bowiem
cały wszechświat jest uspołeczniony. Używając słów Hvalkofa i Veber (Hvalkof,
Veber 2005, s. 247) — dla nich „nic nie istnieje poza sferą społeczną lub, innymi
słowy, poza sferą społeczną jest nicość". Zgodnie z tą zasadą, arnota, tytoń i bani­
steria są uwikłane w relacje społeczne z „niewidzialnymi" — saankarite (a także
w antagonistyczne relacje społeczne z demonami), a maniok, pochrzyn i reszta
roślin uprawnych zostały przyniesione przez Księżyc, który wszedł w związki
społeczne (rodzinne) z ludźmi Matsigenka.
Wyrażam wdzięczność Glennowi Shepardowi za pomoc w oznaczeniu kilku
spośród gatunków roślin wymienionych w tekście.
Słowa kluczowe: kopieniactwo, Amazonia, Peru, Matsigenka, etnobotanika
BIBLIOGRAFIA
Baer G.
1994

Cosmología y shamanismo de los matsiguenga (Perú Oriental), Ediciones
Abya Yala, Quito.
Baer G., Snell W.W.
1974
AnAyahuasca Ceremony among the Matsigenka (Eastern Peru), „Zeitschrift
für Ethnologie" vol. 99, s. 63-80.
Baksh M .
1995
Changes in Machiguenga Quality of Life, w: Indigenous Peoples and
the Future of Amazonia: An Ecological Anthropology of an Endangered
World, ed. L.E. Sponsel, The University of Arizona Press, Tucson, London,
s. 187-205.
Balick M.J.
1984
Ethnobotany of Palms in the Neotropics, w: Ethnobotany in the Neotropics,
eds. G.T. Prance, J.A. Kallunki, The New York Botanical Garden, New
York, s. 9-23.

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

203

Barriales J.
1979

Mitos de la cultura matsiguenka: Parte I , „Revista Antisuyo" no. 3, s. 163¬
-181.

Bennett B.Y.
1991
Illness and Order: Cultural Transformation among the Machiguenga and
Huachipairi, rozprawa doktorska, Cornell University.
Heiser Ch.B.
1984
The Ethnobotany of the Neotropical Solanaceae, w: Ethnobotany in the
Neotropics, eds. G.T. Prance, J.A. Kallunki, The New York Botanical Gar­
den, New York, s. 48-52.
Hvalkof S., Veber H.
2005
Los ashéninka del Gran Pajonal, w: Guía Etnográfica de la Alta Amazonia,
t. V., eds. F. Santos Granero, F. Barclay, Smithsonian Tropical Research In­
stitute &amp; Instituto Francés de Estudios Andinos, Lima, s. 75-279.
Johnson A.
2003
Families of the Forest: The Matsigenka Indians of the Peruvian Amazon,
University of California Press, Berkeley, Los Angeles, London.
Lévi-Strauss C.
1950
The Use of Wild Plants in Tropical South America, w: Handbook of South
American Indians, t. 6., ed. J.H. Steward, Smithsonian Institution — Bu­
reau of American Ethnology, Washington, s. 465-486.
Mudge K., Hammer A.
2000
Musa X paradisiaca Linnaeus, andMusa acuminata Colla, http://instruct1.
cit.cornell.edu/courses/hort400/mpts/musa.html.
Podbielkowski Z.
1985
Słownik roślin użytkowych, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne,
Warszawa.
Renard-Casevitz F.M., Dolfus O.
1988
Geografía de algunos mitos y creencias: Espacios simbólicos y realidades
geográficas de los Machiguenga del Alto Urubamba, „Amazonia Peruana"
vol. 8 (16), s. 7-40.
Rieger M .
2005
Banana and Plantain — Musa spp., http://www.uga.edu/fruit/banana.htm
Rosengren D.
1987a
In the Eyes of the Beholder: Leadership and the Social Construction of
Power and Dominance among the Matsigenka of the Peruvian Amazon,
Göteborgs Etnografiska Museum, Gotebörg.
1987b
Concepciones de trabajo y relaciones sociales en el uso de la tierra entre
los Machiguenga del Alto Urubamba, „Amazonia Peruana" vol. 8 (11),
s. 39-59.
1998
Matsigenka Myth and Morality: Notions of the Social and the Asocial,
„Ethnos" vol. 63 (2), s. 248-272.
2002
Cultivating Spirits: On Matsigenka Notions of Shamanism and Medicine
(and the Resilience of an Indigenous System of Knowledge), „Anales Nue¬
va Época" no. 5, s. 85-108.

�204
2004

Rutter R.A.
1990
Sauer C.O.
1950

Kacper Świerk
Los matsigenka, w: Guía Etnográfica de la Alta Amazonía, t. 4., eds.
F. Santos Granero, F. Barclay, Smithsonian Tropical Research Institute, In­
stituto Francés de Estudios Andinos, Lima, s. 1-157.
Catálogo de plantas útiles de la Amazonía Peruana, Ministerio de Edu­
cación &amp; Instituto Lingüístico de Verano, Pucallpa.

Cultivated Plants of South and Central America, w: Handbook of South
American Indians, t. 6., ed. J.H. Steward, Smithsonian Institution — Bu­
reau of American Ethnology, Washington, s. 487-543.
Shaver H., Dodds L.
1990
Los Nomatsiguenga de la Selva Central, Ministerio de Educación, Instituto
Lingüístico de Verano, Pucallpa.
Shepard G.H.
1997a
Native People of the Manu: Culture, History and Ethnobotany, http://www.
pbs.org/edens/manu/native.htm.
1997b
A Kill in the Rainforest of Manu: Machiguenga Hunting Medicines, http://
www.pbs.org/edens/manu/hunt.htm.
1999
Pharmacognosy and the Senses in Two Amazonian Societies, rozprawa
doktorska, University of California, Berkeley.
2002
Primates in Matsigenka subsistence and world view, w: Primates Face to
Face: Conservation implications of human — nonhuman primate intercon­
nections, ed. A. Fuente, L.D. Wolfe, Cambridge University Press, Cam¬
bridge, s. 101-136.
2003
Chamanes y la ambigüedad del bien y el mal en la mitología matsiguenka, w: Los pueblos indígenas de Madre de Dios: Historia, etnografía
y coyuntura, B. Huertas Castillo, A. García Altamirano, IWGIA, Lima,
s. 243-257.
Towle M.A.
1961
The Ethnobotany ofPre-Columbian Peru: A reconstruction of the relation­
ship between man and the plant world in the prehistoric cultures of the cen¬
tral Andes, Wenner-Gren Foundation for Anthropological Research, Inc.,
Aldine Publishing Company, Chicago.
Vargas Llosa M .
1997
Gawędziarz, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań.
Viveiros de Castro E.
1998
Cosmological Deixis and Amerindian Perspectivism, „Journal of the Royal
Anthropological Institute" vol. 4, no. 3, s. 469-488.

�Kopieniactwo i rośliny uprawne Indian Matsigenka Paquirianos (Wschodnie Peru)

205

Kacper Świerk

SLASH-AND-BURN CULTIVATION A N D CULTIVATED PLANTS OF THE
MATSIGENKA PAQUIRIANOS I N D I A N S (EASTERN PERU)
(Summary)
The Matsigenka Indians live in the basins of the Urubamba and Madre de Dios rivers
in Peru. Individualism, which finds expression in their living in small family hamlets
scattered all over the forest, is the characteristic feature of their ethos. In the course of
the 20 c. the majority of Matsigenka Indians began to live in larger settlements, which
in 1974 were officially recognised as comunidades natives (native communities) with
elected authorities, title to land, etc.
The Paquirianos Indians are the Matsigenka Indians, who continue to live in the forest
hamlets, outside the system of native communities. They subsist on slash-and-burn culti­
vation, supplemented with hunting, fishing and gathering. The political independence of
each hamlet derives from the possession of fields, which provide for food.
I f one wants to have a plot, a patch of forest must be cleared. The plants, which have
been cut, are then dried and burnt. Then seeds are sown and plants are planted. In the
following years the system of shifting cultivation is applied. Eventually, the plot is aban­
doned and it gradually changes into a secondary forest. The basic crops of the Matsigenka
include cassava (manioc), maize and bananas but the Matsigenka also grow other edible
plants.
The Matsigenka from the comunidades also base their existence on slash-and-burn
cultivation. However, unlike the Paquirianos, they grow some plants for sale. Consequen¬
tly, and in relation to the fact that men are often hired for many months to do paid work,
their plots are neglected and the range of plants grown is much poorer than that of the
Paquirianos, despite the fact that they adopted many different new cultivated plants from
the Peruvians.
Many plants grown by the Matsigenka are important in their cosmology and shama¬
nism.
th

Key words: slash-and-burn cultivation, Amazonia, Peru, Matsigenka, ethnobotanics

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10981" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10959">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d4dcd440f07532b4425f8c14f5e3cdb1.pdf</src>
        <authentication>c330e3592d65af5e10b69998c32c9710</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5498</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130910">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130911">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130912">
                <text>antropologia stosowana - podręczniki</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130913">
                <text>bioprospekcja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130914">
                <text>Ameryka Łacińska - bioprospekcja</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130915">
                <text>etnobotanika - piractwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130916">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130917">
                <text>Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130918">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.323-336</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130919">
                <text>Świerk, Kacper</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130920">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130921">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130922">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130923">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130924">
                <text>13
Kacper Świerk

Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza
Przykłady z Ameryki Łacińskiej
Kiedy w 2001 roku po raz pierwszy znalazłem się wśród Indian Matsigenka
w peruwiańskiej Amazonii, jednym z pytań, które zadali mi przedstawiciele
lokalnej organizacji indiańskiej CECONAMA (Central de Comunidades Nativas Machiguengas) oraz władze wspólnoty tubylczej, w której przebywałem,
było czy aby na pewno nie przybyłem tu kraść wiedzy tubylczej (hiszp. robar
conocimiento indígena). Wówczas niewiele wiedziałem na temat „kradzieży
wiedzy tubylczej” i pytanie to nieco mnie zaskoczyło. Jeden z liderów wyjaśnił
mi, że przedstawiciele kompanii farmaceutycznych przybywają do Amazonii,
by kraść indiańską wiedzę na temat roślin leczniczych. Wspomniał też, że
słyszał coś o tym, iż gringos opatentowali banisterię – pnącze wchodzące
w skład halucynogennego wywaru używanego w celach szamańskich przez
Indian zachodniej Amazonii.
Kolejne moje bezpośrednie zetknięcie się z tą problematyką (znaną mi
już wówczas także z lektury paru tekstów) miało miejsce w 2004 roku. Będąc
wówczas w Peru, przebywałem w towarzystwie pewnego amerykańskiego
etnobotanika, który właśnie wertował swój terenowy album ze szkicami, nazwami i charakterystykami roślin. Poprosiłem, aby udostępnił mi dane na temat
pewnej, znanej mi z terenu rośliny z rodziny pokrzywowatych (Urticaceae).
Chodziło mi przede wszystkim o jej łacińską nazwę, której nie znałem. Pomimo tego, że nie pytałem go o tubylcze zastosowania tej rośliny, Amerykanin
udostępnił mi informację o niej z dużymi oporami. W końcu podał mi arkusz
z jej charakterystyką, zaznaczając jednak, że zawiera on informacje będące
własnością intelektualną Ashéninków znad rzeki Yuruá, wśród których prowadził on badania, i że nie powinienem tych informacji upowszechniać.
Jak więc widać, w Ameryce Łacińskiej „coś jest na rzeczy” w kwestii praw
własności intelektualnej do wiedzy tubylczej i jej użytkowania czy zawłaszczania
przez instytucje (głównie firmy farmaceutyczne) z państw Zachodu. Niektórzy
badacze piszą nawet o histerii panującej wśród tubylców obawiających się,
że każdy badacz może być agentem firmy farmaceutycznej chcącym ukraść

�Kacper Świerk

324

ich wiedzę (Posey 2002). Przekonanie tubylców, że istnieje coś takiego jak
właściwa im wiedza mogąca być przedmiotem piractwa, raczej nie narodziło
się wśród nich samych, lecz zostało zaszczepione przez członków organizacji
pozarządowych pracujących z ludnością rdzenną, czasem też przez agencje
państwa czy antropologów.
Wybitny antropolog brazylijski Oscar Calavia Saéz opisuje jak w maju 1998
roku pewien przedstawiciel FUNAI (Fundação Nacional do Indio) – brazylijskiej
agencji rządowej do spraw Indian, wygłosił mowę do mieszkańców indiańskiej osady położonej w dorzeczu górnej Amazonki, ostrzegając tubylców, że
badacze, nie tylko zagraniczni, ale także krajowi mogą nosić się z zamiarem
kradzieży ich wiedzy1. Doradził też Indianom, by na wszelki wypadek nie
udzielali badaczom żadnych informacji. Zrobił to zresztą podczas obecności
w tej samej wiosce grupy antropologów z jednego z uniwersytetów brazylijskich,
którzy zaczynali tam właśnie badania nad rytuałami, etnohistorią i tradycyjną
medycyną (Calavia Saéz 1998).
Nie ma się więc co dziwić, że tak „informowani” tubylcy stają się nieufni.
Ten sam antropolog wymienia też nieadekwatne reakcje władz i opinii publicznej w Brazylii na różne przedsięwzięcia związane z badaniami tubylczej wiedzy
etnobotanicznej lub obrotem roślinami. Na przykład w 1997 roku antropolożka
Margareth Teles została oskarżona o biopiractwo, gdyż sprzedawała w São Paulo nasiona w imieniu organizacji Indian Ashéninka (Associação Campa do Rio
Amônia). Powodem do podejrzewania jej o nieczyste zamiary był fakt, że przy
sprzedaży posługiwała się własnym dowodem osobistym (a nie np. dokumentem
wystawionym przez organizację indiańską). Z zarzutami o biopiractwo i kradzież
wiedzy tubylczej spotkali się też realizatorzy projektu badawczo-rozwojowego
„Farmácias Vivas” („Żywe Apteki”), powołanego przez Komisję na Rzecz Indian
Stanu Acre (Comissão Próíndio do Acre) i promującego stosowanie tradycyjnych leków roślinnych. Oskarżenia opierały się głównie o to, że stowarzyszenie
to otrzymuje finansowanie z zagranicy. Zarzuty w obydwu przypadkach były
absurdalne. Calavia Sáez stwierdza, że na podobnych podstawach można by
pozamykać stoiska ervateiros (handlarzy ziołami i innymi użytecznymi roślinami)
 Najbardziej zadziwiające jest, że urzędnik przemawiający do Indian jako przykładu biopiractwa użył przypadku sir Henry’ego Wickhama – Brytyjczyka, który w 1876 roku wywiózł nasiona
kauczukowca (Hevea brasiliensis) z Brazylii. Dzięki niemu rozpoczęto uprawę tych drzew w Malezji,
wskutek czego, kilkadziesiąt lat później, załamała się oparta na eksploatacji kauczuku gospodarka
amazońska. Człowiek z FUNAI twierdził w swej przemowie, że brazylijska Amazonia do momentu
tej „kradzieży” była bogata i zbiedniała dopiero wskutek wyczynu Wickhama. Nie dodał jednak,
że bogactwem tym cieszyła się nieliczna biała elita, która opierała swą działalność na niewolniczej
pracy Indian, których zabijano, gdy tylko stawiali opór (patrz: Calavia Sáez 1998).
1

�Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza...

325

w amazońskim mieście Belém, gdyż na targowiskach tych „każdy pirat może znaleźć niemal nieskończony arsenał lekarstw etnicznych” (Calavia Sáez 1998).

Wprowadzenie do problematyki
Problematyka związana z wiedzą tubylczą2, bioprospekcją i biopiractwem
jest złożona i związana tyleż z domeną antropologiczną, co prawną i polityczną. Koncepcja wiedzy tubylczej jest definiowana zarówno przez antropologów,
aby mogła być użyta i analizowana w naszej dziedzinie wiedzy, jak i przez
prawników, jest bowiem prawnie chroniona przez różne państwa (w których
żyją jej posiadacze czy „depozytariusze”), jak i na mocy różnych konwencji
i innych dokumentów o charakterze międzynarodowym, jak na przykład
Konwencja o Różnorodności Biologicznej (Convention on Biological Diversity,
w skrócie CBD) z 1992 roku. Definicje antropologiczne i prawne są często ze
sobą sprzężone i oddziałują na siebie nawzajem.
Nie aspirując tu do przedstawienia wszystkich definicji trzech omawianych pojęć, zarysuję ich najpowszechniej przedstawiane znaczenia, potem zaś
zaprezentuję niektóre przykłady i zasygnalizuję problemy związane z aplikowaniem tych pojęć i ochroną prawną wiedzy tubylczej (głównie w kontekście
etno-medyczno-botanicznym).
Jako wiedza tubylcza (ang.: indigenous knowledge, hiszp.: conocimiento
indígena) definiowana jest wiedza społeczności tubylczych i lokalnych (na
ogół nie-zachodnich). Najczęściej użycie tego terminu dotyczy zakresu wiedzy
obejmującego organizmy żywe i ich właściwości (np. lecznicze), miejscowe
technologie (np. upraw, rybołówstwa) oraz środowisko i zachodzące w nim
zależności. Do tego dodaje się niekiedy przekonania z zachodniego punktu
widzenia dotyczące świata „ponadnaturalnego”, związane jednak z tym, co
definiujemy jako zastosowanie organizmów, technologie czy środowisko (przykładem mogą być tutaj wierzenia amazońskich Indian, w których występują
„ponadnaturalni” władcy poszczególnych gatunków lub domen środowiskowych, zarządzający swymi podopiecznymi). I tak, pojęcie wiedzy tubylczej
bywa, nie bez racji, krytykowane jako coś sztucznie wyabstrahowanego
 Tekst ten skupia się na problematyce tubylczej wiedzy botanicznej i medycznej, jakkolwiek
różne grupy tubylcze, państwa czy organizacje postulują, a niekiedy wprowadzają też w życie
ochronę zbiorowych praw intelektualnych do folkloru i elementów wytwórczości tubylczej, takiej
jak na przykład plecionkarstwo, desenie na koszach, ceramice i tkaninach itp. Na ten temat patrz
np. Wüger (2004) i inni autorzy w tomie pod redakcją Fingera &amp; Schulera (2004). W kontekście
latynoamerykańskim, patentowanie przez tubylców ich wiedzy, wzorów, muzyki etc. postuluje
Peruwiańczyk Brack Egg (1999, s. 19).
2

�Kacper Świerk

326

z tubylczej kosmologii czy światopoglądu, który zawiera także sfery na ogół
nie definiowane jako wiedza tubylcza.
Brytyjski antropolog Roy Ellen w taki sposób charakteryzuje wiedzę tubylczą: „[jest] lokalna, przekazywana ustnie, [jest] konsekwencją praktycznego
zaangażowania wspartego doświadczeniem, [jest] empiryczna raczej niż teoretyczna, powtarzalna, płynna i negocjowalna, podzielana lecz asymetrycznie
rozmieszczona, w głównej mierze funkcjonalna i osadzona w szerszej matrycy
kulturowej” (Ellen 1998, s. 238).
Termin „wiedza tubylcza” zaczął być stosowany na większą skalę w drugiej
połowie lat siedemdziesiątych XX wieku (Warren 1998, s. 244). Wcześniej tego,
co dziś określa się jako wiedzę tubylczą, nie definiowano w ten sposób. Dla
elit państw, w których żyją tej wiedzy nosiciele (a więc i dla rządów reprezentujących te elity), była ona raczej uważana za zespół przesądów i objawów
zacofania i zaczęła być przez nie ceniona jako wartościowy zasób dopiero
relatywnie niedawno (Posey 2002).
Warto też zaznaczyć, że czasami stosuje się również terminy: wiedza
lokalna (ang. local knowledge) i/lub wiedza ludowa (ang. folk knowledge),
zwłaszcza kiedy jej nosiciele nie są explicite definiowani jako ludność tubylcza
(na przykład jeśli są nimi portugalsko- lub hiszpańskojęzyczni chłopi amazońscy, określani jako caboclos i ribereńos, a nie Indianie).
„Obszar” wiedzy tubylczej, cieszący się zainteresowaniem firm farmaceutycznych, to przede wszystkim tak zwana wiedza etnobotaniczna, czyli wiedza na
temat roślin, ich właściwości (np. leczniczych, stymulujących) i zastosowań.
Bioprospekcja (ang. bioprospecting, hiszp. bioprospección) oznacza poszukiwanie użytecznych organizmów, czy, bardziej precyzyjnie, użytecznych substancji
czy składników w tych organizmach. Zwykle bioprospekcja dotyczy roślin, których
składniki mogą być użyteczne w medycynie, w przemyśle farmakologicznym.
Może być (i często bywa), lecz nie musi być prowadzona z wykorzystaniem wiedzy
tubylczej na temat zastosowania i własności tych roślin czy innych organizmów.
Jeśli informacje i/lub materiał zdobyte dzięki wykorzystaniu wiedzy tubylczej
są potem użyte w celach komercyjnych i tubylcy (ani państwa, w których żyją)
nie otrzymują z tego tytułu żadnego wynagrodzenia czy rekompensaty, to mamy
do czynienia z biopiractwem (ang. biopiracy, hiszp. biopiratería).
Oczywiście termin „biopiractwo” ma sens dopiero od czasu, kiedy wiedza
tubylcza została skonceptualizowana, uznana za coś cennego i zaczęła być,
przynajmniej w teorii, chroniona prawnie3.
Choć niektórzy autorzy latynoscy, jak Bravo V. (1997, s. 132), utrzymują, że biopiractwo
miało miejsce już od czasów konkwisty.
3

�Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza...

327

Jak widzimy, kwestie związane z biopiractwem i z wiedzą tubylczą jako
cennym zasobem są stosunkowo nowe, a w związku z tym nieuporządkowane.
Nie brak też w tej materii wątpliwości i sprzeczności.
Zarzut pod adresem „biopiratów” polega na tym, że korzystając z wiedzy
tubylców identyfikują oni rośliny mogące być użyte komercyjnie (np. w przemyśle farmaceutycznym), a potem patentują je i czerpią z tego zyski, a tubylcy
i kraje, w których żyją, nie mają z tego żadnych korzyści. Argument „biopiratów” przeciw temu zarzutowi jest taki, że mówienie o „patentowaniu roślin”
jest przeważnie skrótem myślowym (używanym m.in. przez Poseya, 2002).
Istotnie, tym co się patentuje nie są na ogół rośliny (opatentowanie dziko występującego w naturze organizmu nie jest możliwe), ale wyizolowane z nich
substancje chemiczne. Substancje te, jak twierdzą „biopiraci”, nie są jako takie
znane tubylcom, więc o piractwie nie może być tu mowy. Oczywiście kontrargument w tej sytuacji może być taki, że tubylcy rzeczywiście nie konceptualizują
zawartej w roślinie substancji jako takiej, ale znają właściwości lecznicze (czy
inne) rośliny, które posiada ona właśnie dzięki zawartej w niej substancji.
Jedyne przypadki patentowania samych roślin to patentowanie kultywarów
(odmian uprawnych), stworzonych drogą selekcji i/lub krzyżowania przez
jakąś firmę lub osobę. Patentowanie kultywarów jest dozwolone (z pewnymi
zastrzeżeniami) przez prawo Stanów Zjednoczonych (Wüger, 2004, s. 202,
p. 70). Istnieją ruchy społeczne przeciwstawiające się patentowaniu kultywarów, postulujące zakaz obejmowania patentem istot żywych (włączając
rośliny). Więcej na temat możliwości patentowania organizmów żywych pisze
Espinoza Fuentes (1997).
Obecnie przyjęte jest, że państwa posiadają pewną kontrolę nad swoimi
zasobami naturalnymi (w sensie: bioróżnorodnością, zasobami genetycznymi)
i ludzie czy instytucje chcący prowadzić w nich bioprospekcję muszą uzyskać odpowiednie zezwolenia. Niektóre kraje rozwijają specyficzne prawodawstwo
dotyczące tych kwestii (np. Kostaryka, Brazylia i kraje Wspólnoty Andyjskiej
– Boliwia, Kolumbia, Ekwador, Peru i Wenezuela – patrz: Posey, 2002). Część
z nich uwzględnia także prawa tubylców do ich wiedzy przyrodniczej (tj. ich
prawa własności intelektualnej). W wielu przypadkach istnieją ogólnikowe
przepisy dotyczące tych spraw, a praca nad szczegółami wciąż jest w toku.
Niejako w odpowiedzi na nowe prawa międzynarodowe i państwowe
oraz wezwania organizacji tubylczych (takich jak COICA – Coordinadora de
las Organizaciones Indígenas de la Cuenca Amazónica) do poszanowania
tubylczych praw własności intelektualnej, różne organizacje badawcze oraz
kompanie farmaceutyczne stworzyły kodeksy etyczne i/lub wprowadziły do
swych statutów treści zawierające wytyczne dotyczące etycznego i zgodnego

�Kacper Świerk

328

z prawem stosunku do tubylców jako posiadaczy wiedzy, którą te organizacje/
instytucje mogą być zainteresowane (Kate &amp; Laird 2004, s. 141–142).

Przykłady biopiractwa i zarządzania wiedzą tubylczą
Warto przedstawić parę przykładów tego jak w praktyce prawa te funkcjonują, jak tubylcy i inni „aktorzy” reagują na sytuacje, w których ich wiedza
tubylcza zostaje „ukradziona”, wreszcie, na koniec, jak wyglądają przykłady
współpracy Indian z firmami farmaceutycznymi, w przypadkach gdy otrzymują oni rekompensatę za udostępnienie swej wiedzy do potencjalnego
wykorzystania.
W latach dziewięćdziesiątych stosunkowo głośna była sprawa, która wywołała coś w rodzaju skandalu dyplomatycznego pomiędzy Wielką Brytanią
a jej byłą kolonią – Gujaną. Brytyjski (urodzony w Gujanie) chemik Conrad
Gorinsky był sądzony przez brytyjski sąd za to, że opatentował rupununinę,
aktywny składnik chemiczny z orzecha drzewa Ocotea rodiei4, odkrytą na bazie informacji dostarczonej mu przez Indian Wapishana, od dawna znających
lecznicze właściwości drzewa. Gorinsky opatentował tę substancję bez zgody
zarówno Wapishana, jak i państwa gujańskiego. Ponieważ Wapishana są grupą
transgraniczną, sprawa stała się głośna także w sąsiadującej z Gujaną Brazylii,
gdzie wspomniane drzewo również występuje.
Jako argument przeciw Gorinsky’emu przedstawiono to, że opisując swe
odkrycia, przyznawał, iż drzewo było wykorzystywane przez Indian w celach
leczniczych. Chemik miał bronić się słowami: „Poświęciłem życie tej pracy.
Zarejestrowałem specyficzne komponenty, które dotąd nie były rozszyfrowane.
Zrobiłem cały ten wysiłek intelektualny i wydałem tysiące dolarów z własnej
kieszeni. Czy Indianie kiedykolwiek zainwestowaliby w to?”. Dodał również:
„Nie możemy mówić o tym, jak podzielić ciastko, kiedy nie ma ciastka” (Posey
2002).
Można z tego wnioskować, że Gorinsky nie akceptował praw tubylców
do ich wiedzy i rozumował w dawnych kategoriach (przez obrońców praw
tubylczych, takich jak D.A. Posey, określanych mianem kolonialnych).
Sam Gorinsky (będący nota bene synem polskiego imigranta) w wywiadzie
dla „New Scientist” przedstawia nieco inną wersję tej historii. Twierdzi, że
opatentował rupununinę, aby pomóc Indianom, umożliwiając im zarabianie
na ich tradycyjnej wiedzy. Przedstawia się jako obrońca Indian i lasu tropikalnego (Gorinsky 2006, s. 50–51).
4

Drzewo to jest znane także pod nazwą Chlorocardium rodiei.

�Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza...

329

Wspomniany na wstępie lider Matsigenków, twierdzący, że gringos opatentowali banisterię, nie mylił się. Wywar z banisterii (Banisteriopsis caapi)5
– pnącza szeroko znanego pod keczuańską nazwą ayahuasca6, jest ceniony
i używany przez Indian i Metysów zachodniej Amazonii (obszarów Kolumbii,
Ekwadoru, Peru, Boliwii i Brazylii) ze względu na wizje, które wywołuje po
wypiciu. Wizje te nie są przez tubylców postrzegane jako halucynacje, lecz jako
realne kontakty ze światem duchów czy zwierząt. Banisteria istnieje zarówno
w formie dzikiej, jak i jest uprawiana przez Indian.
Amerykanin Loren Miller przywiózł rośliny banisterii z ekwadorskiej
Amazonii w latach siedemdziesiątych XX wieku, gdy był jeszcze studentem
farmakologii. Później stał się dyrektorem założonej przez siebie firmy International Plant Medicine Corporation, mającej na celu produkowanie lekarstw
na bazie roślin tropikalnych. W 1986 roku Miller otrzymał patent na coś, co,
jak twierdził, jest nowym, wyhodowanym przez niego kultywarem banisterii,
odmiennym od oryginału. Dowodząc tej odmienności powoływał się on na
szczegóły zewnętrzne takie jak kolor kwiatu, kształt liści etc. Upłynęło nieco
czasu, zanim wieści o opatentowaniu banisterii dotarły do Amazonii. Indianie
dowiedzieli się o tym fakcie około 1994 roku. Wieść ta wywołała niezadowolenie i oburzenie. W marcu 1999 roku prawnicy z Center for International
Environmental Law (CIEL) wystąpili w imieniu organizacji indiańskich (w tym
COICA) o ponowne, krytyczne rozpatrzenie patentu. Argumentowano, że patent niesłusznie daje prawo amerykańskiemu obywatelowi do rośliny, która dla
Indian jest święta i używana w leczniczych ceremoniach. Amerykańskie Biuro
Patentowe (U.S. Patent and Trademark Office) unieważniło patent w listopadzie
1999 roku i potwierdziło tą decyzję w kwietniu 2000 roku, argumentując, że
informacje o banisterii były „znane i dostępne” na długo, zanim Miller wystąpił
o patent oraz że rzekomy nowy kultywar nie różnił się zasadniczo od okazów
zgromadzonych w herbarium chicagowskiego Field Museum. Nie odniosło się
natomiast bezpośrednio do faktu wcześniejszej znajomości i ceremonialnego
użycia tej rośliny przez Indian. Miller złożył apelację, do której Biuro Patentowe
nieoczekiwanie się przychyliło i w styczniu 2001 patent został ponownie uznany za ważny. Zwraca tu uwagę fakt, że Biuro Patentowe w ogóle nie odniosło
się do argumentu Indian, że patentowanie świętej rośliny jest nie na miejscu
(niektórzy liderzy indiańscy porównywali przyznanie patentu na banisterię
z opatentowaniem Eucharystii). Tubylcy niewątpliwie odczuli opatentowanie
5
By wywar ten po wypiciu wywoływał wizje, niezbędne jest wymieszanie banisterii z liśćmi
rośliny z rodzaju Psychotria.
6
 Inna rozpowszechniona nazwa tego pnącza (jak i wywaru z niego) to yagé (yahé).

�330

Kacper Świerk

ich świętego pnącza jako obrazę i zawłaszczenie elementu ich tradycji. Miller,
choć jest posiadaczem patentu, nigdy nie próbował skomercjalizować „swojej”
banisterii, wprowadzić na rynek wyprowadzonych z niej produktów czy zapobiec stosowaniu tej rośliny przez innych ludzi (Schuler 2004, s. 169–171;
Wüger 2004, s. 193–195). Miała więc tu miejsce, jak określa to Schuler (2004,
s. 176–177), „obraza, ale nie szkoda” (there is insult, but not injury).
Jak pisał Posey (2002), państwa latynoamerykańskie, zwykle definiujące
się (i definiowane z zewnątrz) jako biedne, nagle zorientowały się, że są bogate
w zasoby przyrodnicze i kulturowe i próbują obecnie stworzyć i ustanowić prawa, które pozwolą im poradzić sobie z tą nową sytuacją. Przy tym wszystkim
zachodzi tu pewna, przynajmniej potencjalna rozbieżność interesów pomiędzy
państwami a ludnością tubylczą. Państwa bowiem twierdzą, że zasoby naturalne
i wiedza na ich temat (jedno i drugie występujące na ich terytorium) są ich
własnością i mają one prawo do płynących z nich korzyści. Jednak w rzeczywistości depozytariuszami wiedzy, o której mowa, nie są zwykle kreolskie czy
kreolsko-metyskie elity, które rządzą państwem, lecz żyjące w oddalonych od
centrum władzy okolicach ludy tubylcze. Tubylcy (popierani przez zachodnie
organizacje wspierające) twierdzą, że to oni, a nie elity rządzące powinni
czerpać korzyści z posiadanej przez nich wiedzy biologiczno-medycznej.
Niektóre państwa latynoskie przynajmniej w teorii uwzględniają roszczenia
Indian w tym względzie i dążą do stworzenia takich praw, które umożliwiałyby
czerpanie korzyści zarówno tubylcom, jak i państwu.
Jest to sytuacja stosunkowo nowa, gdyż jeszcze całkiem niedawno (kilka
dekad temu) to, co definiujemy dziś jako zasoby naturalne było bądź rabunkowo
eksploatowane, bądź uważane za przeszkodę w rozwoju, którą trzeba usunąć,
a Indian traktowano jako tanią siłę roboczą lub jako zacofanych dzikusów,
również stojących na drodze postępu. Można zatem powiedzieć, że sytuacja
w tej materii uległa poprawie.
Przykład kooperacji Indian, państwa i sektora prywatnego (udrożniony przy
pomocy organizacji pozarządowej) znamy z Ekwadoru. Jest to projekt wspierany
przez InterAmerican Development Bank. W jago ramach usiłuje się regulować
dostęp do wiedzy tubylczej poprzez utajnienie. NGO Ecociencia dokumentuje
wiedzę botaniczną grup tubylczych uczestniczących w projekcie i rejestruje ją
w utajnionej bazie danych. Sprawdza się czy konkretne zastosowania roślin
nie są już opisane w publicznie dostępnych książkach lub artykułach i czy inne
społeczności też znają te zastosowania. Jeśli jakieś zastosowanie nie znajduje
się w domenie publicznej, wówczas zostaje ono objęte tajemnicą handlową
w imieniu danej społeczności (lub danych społeczności, jeśli jest ich więcej).
Tajemnice te mogą być ujawnione zainteresowanym firmom, jeśli wcześniej

�Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza...

331

podpiszą one kontrakt, w którym zobowiązują się do podziału zysków. Zyski
te mają być rozdystrybuowane pomiędzy Indian (właścicieli wiedzy objętej
tajemnicą) i rząd ekwadorski. W tym momencie (dane z początku XXI wieku)
baza danych zawiera około 8000 tradycyjnych zastosowań roślin pochodzących
od sześciu grup tubylczych uczestniczących w projekcie. Już trzy kompanie
wyraziły zainteresowanie dostępem do bazy danych (Posey 2002)7.
Wygląda więc na to, że są sposoby użytkowania tubylczej wiedzy nie mające charakteru piractwa, z których tubylcy mogą czerpać należne im zyski.
W tym kontekście na uwagę zasługuje opisana przez Arvelo Jiménez (2004,
s. 50) postawa wenezuelskich Indian Yekuana (Makiritare), którzy jak na razie
w znacznym stopniu odrzucają zachodni system prawny, który mógłby chronić
ich interes (poprzez figurę praw do własności intelektualnej), ale jednocześnie
sprowadziłby ich wiedzę do statusu towaru handlowego. Yekuana wciąż nie
chcą się zgodzić na to, by ich wiedza etnomedyczna została utowarowiona
i sztucznie wyabstrahowana z jej naturalnego kontekstu. Jak pisze wspomniana
antropolożka: „Żądają prawa, aby powoli i z wielką ostrożnością prowadzić
wewnątrz swego społeczeństwa dyskusję na temat wartości rynkowej, którą
Zachód przypisuje ich tradycyjnej wiedzy. Póki co wolą oni mieć czas do
namysłu, zanim będą zdolni określić formułę mającą chronić ich tradycyjną
wiedzę” (Arvelo Jiménez 2004, s. 50).

Problemy, opinie, podejścia, wątpliwości
Sposób płacenia tantiemów, ich dystrybucji oraz to, kto dokładnie ma być
podmiotem otrzymującym zapłatę, budzi liczne wątpliwości, pytania i kontrowersje. Nie podejmuję się tu szczegółowego rozważania tych problemów. Poniższy zestaw kwestii (w formie pytań) jest inspirowany listą przytoczoną przez
Kate &amp; Laird (2004, s. 149–150) oraz moimi własnymi przemyśleniami:

7
 Przypadki, w których ludność tubylcza otrzymuje tantiemy za farmakologiczne zastosowanie jej tradycyjnej wiedzy, są znane również spoza Ameryki Łacińskiej. Tak na przykład San
(Buszmeni) z RPA i Namibii otrzymują część zysków ze sprzedaży uśmierzających głód i pragnienie
specyfików produkowanych z substancji pozyskanych z sukulentu Hoodia, zaś Kani z indyjskiego
stanu Kerala partycypują w zyskach ze sprzedaży antyfatygantu produkowanego z rośliny Trichopus zeylanicus. W obydwu przypadkach wiedza o pożądanych właściwościach roślin została
uzyskana od tubylców. Buszmeni jednak musieli podjąć walkę o swój udział w zyskach. Mimo
że badania nad właściwościami sukulentu Hoodia zaczęły się już w latach siedemdziesiątych
XX wieku, a wyabstrahowany z niej składnik (P57) został opatentowany w 1998 roku, stosowną
umowę gwarantującą tantiemy tubylcom podpisano dopiero w 2003 roku (Kate &amp; Laird 2004,
s. 146–147, 153–154; Wüger 2004, s. 195–197).

�332

Kacper Świerk

Czy wszystkie społeczności posiadające jakąś wiedzę mogą zostać zidentyfikowane, a jeśli tak, to czy jest możliwe, by od ich wszystkich uzyskać
zezwolenie na jej użycie? Co jeśli społeczności te żyją w dwóch lub więcej
sąsiadujących krajach? Kto powinien być podmiotem otrzymującym tantiemy,
jeśli dana wiedza na temat użycia jakichś roślin jest rozpowszechniona wśród
wielu grup etnicznych, często żyjących w różnych krajach? Jeśli zapłatę miałyby otrzymywać wszystkie te grupy, to jak ją wśród nich dystrybuować? Czy
w takim przypadku firmy farmaceutyczne byłoby stać na płacenie tantiemów
(posiadacze wykorzystywanej wiedzy tubylczej mogliby być liczeni wówczas
w dziesiątkach lub setkach tysięcy ludzi)?
Czy jest możliwe zapobieżenie użyciu danych znajdujących się w domenie
publicznej (opublikowanych, powszechnie dostępnych)? Czy w ogóle należy
to robić? Może uznać, że dane te są już własnością publiczną i nikt nie może
rościć sobie praw do tantiemów za ich użycie?
Z kim zainteresowane kompanie powinny negocjować? Z całymi wspólnotami lub grupami etnicznymi czy jedynie szamanami lub liderami?
Czy kompanie/firmy powinny płacić tubylcom tantiemy po wygaśnięciu
ważności patentu?
Jak widać – istotnych pytań, wątpliwości i niejasności jest wiele.
Co do samej opłacalności i użyteczności tradycyjnej tubylczej wiedzy
etnobotanicznej/etnomedycznej, opinie specjalistów zajmujących się tym
zagadnieniem nieco różnią się od siebie. Kate &amp; Laird (2004, s. 133–134)
podkreślają, że znaczenie bioprospekcji z wykorzystaniem wiedzy tubylczej
znacząco maleje wraz z rozwojem badań i technologii w dziedzinach biochemii, biologii molekularnej i komórkowej oraz immunologii, który sprawia, że
polem poszukiwań i tworzenia nowych leków i innych użytecznych specyfików
stają się laboratoria, a nie południowoamerykańskie dżungle. W związku
z tym trudno mówić o jakimś wielkim zagrożeniu ludów tubylczych „kradzieżą ich wiedzy”. Schuler (2004, s. 160) z kolei argumentuje, iż mniemanie,
że wykorzystanie wiedzy tubylców się nie opłaca, nie jest zgodne z prawdą.
Podaje on, że 74% leków dla ludzi wyprodukowanych z roślin jest używanych
w tych samych celach (do leczenia tych samych schorzeń), do jakich roślin
tych używała ludność tubylcza.
Jak więc widać, choć w badaniach nad lekarstwami bioprospekcja połączona z poznaniem użycia roślin przez ludność tubylczą w ostatnich dekadach
straciła na znaczeniu, to wiedza ta wciąż jest używana i wciąż jest warta pieniędzy. Jak w takim przypadku powinni zachowywać się antropolodzy, aby
chronić etnomedyczną wiedzę tubylców czy niechcący nie przyczynić się do
jej „pirackiego” wykorzystania?

�Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza...

333

Wielu antropologów prowadzących wśród tubylców badania z zakresu
etnobotaniki i etnomedycyny stosuje w swych pracach specjalne środki ostrożności, tak aby prezentowane przez nich informacje na temat zastosowania roślin
czy innych organizmów nie mogły być użyte przez firmy farmaceutyczne. Tak
na przykład Glenn H. Shepard Jr, amerykański antropolog, który prowadził
badania etnobotaniczne i etnomedyczne wśród Indian Matsigenka i Yora
w peruwiańskiej Amazonii, wymieniając w tekście swego doktoratu rośliny
lecznicze, podaje tylko nazwę rodziny, do której należą i nazwę rodzajową.
Robi tak, aby chronić tubylczą własność intelektualną (a także, jak twierdzi,
prawo Peru do jego zasobów genetycznych). Jedynie w przypadku roślin
powszechnie używanych i udokumentowanych w literaturze podaje on pełne
nazwy gatunkowe (Shepard 1999, s. 65).
Są jednak i inne wizje ochrony tego, co określa się mianem praw intelektualnych ludności tubylczej. Schuler (2004, s. 177–178) – nie będący antropologiem, a specjalistą od rozwoju pracującym dla Banku Światowego – proponuje
rozwiązanie stojące w jaskrawym kontraście do polityki dyskrecji proponowanej
przez Sheparda. Uważa on, że wiedza tubylcza (często przekazywana ustnie
lub przez uczestnictwo, a nie na piśmie) powinna zostać udokumentowana
i opublikowana. Wówczas Amerykańskie Biuro Patentowe (U.S. Patent and
Trademark Office) będzie miało do niej dostęp i nie będzie dawało patentów
na specyfiki na niej oparte. Miałoby to, zdaniem Schulera, zapobiec komercjalizacji wiedzy etnobotanicznej przez osoby z zewnątrz. Schuler zachęca też,
by sami tubylcy organizowali się i komercjalizowali swoją wiedzę.
Wspominany już w tym tekście Oscar Calavia Sáez uważa, że antropolodzy
powinni opowiedzieć się przeciw temu, co określa on mianem prywatyzacji
kultury – czemuś, co z punktu widzenia naszej dyscypliny jawi się „jako
etnocentryczne, ideologiczne i sterylizujące”. Pisze on, że opatentowanie
wszystkiego jest absurdem i że Indianie, nawet jeśli chcą, by przyznawano im
prawa własności intelektualnej do ich wiedzy, robią to w defensywie, chcąc
ją chronić przed zawłaszczeniem, a nie aktywnie dążąc do jej „prywatyzacji”
(Calavia Sáez 1998). Wizja tego antropologa bliska jest moim intuicjom
i odczuciom.
Jak widać, idee antropologów i specjalistów od rozwoju mogą być bardzo różne., Pozostaje nam postawić pytanie: czy istnieją antropolodzy, którzy
pracują dla kompanii farmaceutycznych, dokumentując tubylcze użycie roślin
i tym samym przyczyniając się w nieetyczny sposób do tego, co mój indiański
respondent określił mianem kradzieży wiedzy tubylczej? Niewątpliwie antropolodzy, zwłaszcza ci mający formację etnobotaniczną, świetnie nadawaliby się do
takiej pracy. Przypadki tego typu nie są mi jednak znane z terenu, a literatura

�Kacper Świerk

334

też na ogół milczy na ten temat8. Nie można jednak wykluczyć takiej możliwości. Wiadomo, że istnieją antropolodzy pracujący dla kompanii nafciarskich,
uczestniczący w ich imieniu w negocjacjach z tubylcami, na ziemi których wydobywa się ropę lub gaz, legitymizujący swoją działalnością, obecnością i tym,
co piszą, obecność kompanii w kraju Indian, nierzadko przy okazji prowadzący
badania na potrzeby swych dysertacji czy publikacji. Niektórzy Indianie, ich
zachodni sprzymierzeńcy i etyczni antropolodzy nazywają takie osoby „antropologami-prostytutkami”. Skoro są antropolodzy pracujący dla nafciarzy, więc
czemu mieliby nie istnieć tacy, którzy pracują dla firm farmaceutycznych. To,
że niewiele o takich przypadkach wiadomo, może wynikać z tego, że zbieranie
wiedzy etnobotanicznej można prowadzić w sposób znacznie bardziej dyskretny
i nie rzucający się w oczy niż pracę dla nafciarzy (która wymaga od antropologa firmowania tekstów i umów własnym nazwiskiem, a niekiedy publicznego
wypowiadania się). Niewątpliwie sprawa prawdopodobnego dokumentowania
przez antropologów wiedzy etnobotanicznej dla firm farmaceutycznych wymaga
zbadania. Mimo że uważam istnienie antropologów-piratów za prawdopodobne,
to jestem przekonany, że podobnie jak wspomniani antropolodzy pracujący dla
nafciarzy, stanowią oni mało znaczący odsetek wszystkich antropologów i że
pojawiający się gdzieniegdzie w Ameryce Łacińskiej strach przed badaczamizłodziejami wiedzy nie jest uzasadniony.

Konkluzje
Co do przyszłości ochrony praw ludów tubylczych do ich wiedzy (definiowanej jako własność intelektualna), wiele wskazuje na to, że będzie istnieć
tendencja do formalizowania procedur dostępu do niej i jej wykorzystania.
Wraz z formalizacją przepisów będzie też postępować komercjalizacja niektórych elementów wiedzy tubylczej, choć, jak pokazuje wspominany przykład
Yekuana, istnieją też w tym względzie opory. Sądzę jednak, że krytykowane
przez Calavię Sáeza „sprywatyzowanie kultury” nie nastąpi rychło, jeśli
w ogóle (m.in. ze względu na wspomniane towarzyszące mu trudności konceptualno-praktyczne). Co do biopiractwa i kradzieży wiedzy tubylczej, jak
przypuszczam, wciąż będą one istnieć, bo przepisy przepisami, a rzeczywistość
na dalekiej prowincji może się do nich mieć nijak. Należy mieć nadzieję, że
państwa latynoskie nie wprowadzą zbiurokratyzowanego aparatu kontroli,
który w toku długotrwałych procedur sprawdzałby na wstępie wszystkich
Choć Bravo V. (1997, s. 32) wspomina o udziale antropologów w pirackich badaniach,
to nie podaje żadnych konkretnych przykładów, ani odniesień do źródeł.
8

�Bioprospekcja, biopiractwo i wiedza tubylcza...

335

antropologów i etnobotaników chcących prowadzić badania w tych krajach
czy nie są czasem „piratami”.
Badacze, którzy wybierają się w teren, by badać kultury tubylcze, metyskie czy afroamerykańskie w Ameryce Łacińskiej, powinni mieć na uwadze,
że w grupach tych temat biopiractwa i „kradzieży wiedzy” jest obecny i że
w związku mogą być przyjęci z pewną nieufnością, a nawet niechęcią. Szczególnie narażeni na takie podejrzenia mogą być antropolodzy prowadzący
badania o profilu etnobotanicznym i/lub etnomedycznym. Należy nastawić
się na to, że będziemy musieli wyjaśniać, iż nie jesteśmy złodziejami wiedzy
i nie interesuje nas patentowanie tubylczych zastosowań roślin.
Nie można też wykluczyć wystąpienia sytuacji, w której będziemy musieli
tłumaczyć nasz brak złych zamiarów podejrzliwym przedstawicielom agencji
rządowych, których zdarzy nam się spotkać w terenie.
Jeśli tubylcy zażyczą sobie, byśmy nie publikowali niektórych danych
uważanych przez nich za podatne na nieuczciwe wykorzystanie (np. przez
kompanie farmaceutyczne), powinniśmy to uszanować.
Nie należy jednak sytuacji demonizować czy nadmiernie się obawiać. Tubylcy nie wszędzie są skrajnie nieufni i często dają się przekonać zapewnieniom
badacza. Niekoniecznie też musimy trafić na nieufnych urzędników.
Badaczom etnobotanikom zaleciłbym, aby nie zabierali ze sobą i nie
transportowali większych ilości zebranych próbek roślin, jeśli oczywiście nie
posiadają stosownych zezwoleń od odpowiednich instytucji.
Dziękuję doktorowi Mariuszowi Kairskiemu
za cenne uwagi do wstępnej wersji tego tekstu.

Literatura
Arvelo-Jiménez N.
2004 – Kuyujani Originario: The Yekuana Road to the Overall Protection of Their
Rights as a People, w: Poor People’s Knowledge: Promoting Intellectual Property in Developing Countries, red. J.M. Finger &amp; P. Schuler, Washington,
s. 37–51.
Brack Egg A.
1999 – Comunidades indígenas y respeto a la naturaleza, Universidad Marcelino
Champagnat, Lima.
Bravo V.E.
1997 – La bioprospección en el Ecuador, w: Biodiversidad, bioprospección y bioseguridad, red. A. Varea, Abya Yala, Quito, s. 131–141.

�336

Kacper Świerk

Calavia Sáez O.
1998 – Biopirataria: Mitos, leis e políticas, TSEMIM. Transsmision et Transformation
des Savoirs sur l’Environnement en Milieu Indigène et Métis, http://www.
ulb.ac.be/socio/tsemim/ctrosc.html.
Ellen R.
1998 – Comments to Paul Sillitoe’s ‘The Development of Indigenous Knowledge:
A New Applied Anthropology’, Current Anthropology, 39(2), s. 238–239.
Espinoza Fuentes F.
1997 – Patentes a la vida, w: Biodiversidad, bioprospección y bioseguridad, red.
A. Varea, Abya Yala, Quito, s. 77–86.
Finger J.M. &amp; Schuler P. (ed.)
2004 – Poor People’s Knowledge: Promoting Intellectual Property in Developing
Countries, Washington.
Gorinsky C.
2006 – Hero or Zero?, „New Scientist”, 22.06, s. 50–51.
Kate K. &amp; Laird S.A.
2004 – Bioprospecting Agreements and Benefit Sharing with Local Communities,
w: Poor People’s Knowledge: Promoting Intellectual Property in Developing
Countries, red. J. M. Finger &amp; P. Schuler, Washington, s. 133–158.
Posey D.A.
2002 – (Re)Discovering the Wealth of Biodiversity, Genetic Resources, and the Native
Peoples of Latin America, „Anales Nueva Época”, 5, s. 37–60.
Schuler P.
2004 – Biopiracy and Commercialization of Ethnobotanical Knowledge, w: Poor
People’s Knowledge: Promoting Intellectual Property in Developing Countries,
Red. J. M. Finger &amp; P. Schuler, Washington, s. 159–181.
Shepard G.H.
1999 – Pharmacognosy and the Senses in Two Amazonian Societies, Rozprawa
doktorska, University of California, Berkeley.
Warren D.M.
1998 – Comments to Paul Sillitoe’s ‘The Development of Indigenous Knowledge: A New
Applied Anthropology’, „Current Anthropology”, 39(2), s., 244–245.
Wüger D.
2002 – Prevention of Misappropriation of Intangible Cultural Heritage Through
Intellectual Property Laws, w: Poor People’s Knowledge: Promoting Intellectual Property in Developing Countries, red. J. M. Finger &amp; P. Schuler,
Washington, s. 183–206.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9578">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/32c85c370e18b2fe771821caa7a39c36.pdf</src>
        <authentication>fcf2615a9b0cea22a1ebc20f7b2dcf4c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6638</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114300">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114301">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114302">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114303">
                <text>Podlasie - strój ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114304">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114305">
                <text>Strój podlaski (nadbużański)/ Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114306">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, część 4, Mazowsze i Sieradzkie; z.3; 48 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114307">
                <text>Świeży, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114308">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114309">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114310">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114311">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114312">
                <text>��������������������������������������������������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9601" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9579">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9ae962c4461a623e695a885568be8a3.pdf</src>
        <authentication>b2a8ae799dffcc6ea89b5faffbfc1602</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114313">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6637</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114314">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114315">
                <text>1952</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114316">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114317">
                <text>Małopolska- stroje ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6205</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114319">
                <text>Strój krzczonowski /Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114320">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, Cz.5, Małopolska z.7; 47 s</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114321">
                <text>Świeży, Janusz (1884-1962)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114322">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114323">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114324">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114325">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114326">
                <text>���������������������������������������������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5930" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5910">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f26a6436f261c0efacd920173a427f0b.pdf</src>
        <authentication>a5d8b10a8a6c39fc28c0b9d98b9e43fe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5450</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70701">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70702">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70703">
                <text>Śląsk Cieszyński - dziedzictwo kluturowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70704">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5067</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70705">
                <text>Przygraniczna dwudzielność Cieszyna i Czeskiego Cieszyna a życie codzienne mieszkańców Śląska Cieszyńskiego / Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70706">
                <text>Dziedzictwo kulturowe jako klucz do tożsamości pogranicza polsko-czeskiego; pod red. Haliny Rusek,Agnieszki Pieńczak i Jacka Szczyrbowskiego, s.41-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70707">
                <text>Szalbot, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70708">
                <text>pol</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70709">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70710">
                <text>cz.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70711">
                <text>Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70712">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70713">
                <text>Magdalena Szalbot
Uniwersytet Śląski w Katowicach
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej

Przygraniczna dwudzielność Cieszyna
i Czeskiego Cieszyna a życie codzienne
mieszkańców Śląska Cieszyńskiego

Hastings Donnan i Thomas M. Wilson twierdzą, że granice państwowe „są miejscami
specyficznych kulturowych relacji (…)” oraz „mają swoiste cechy, które odróżniają je
od innych obszarów (…)”1. Przybliżając poglądy cytowanych autorów Joanna Kurczewska zauważa, że granica nie jest po prostu linią graniczną na mapie; należy ją pojmować „jako złożony, wielowymiarowy czynnik kreujący życie społeczne”2. Granica
„i wszystko, co się na niej dzieje, stwarza, rozwija i utrwala pewną specyficzną formę
kultury”. Kulturotwórcze w swym charakterze granice „stanowią bardzo złożone, wielowymiarowe zjawisko społeczne, kulturowe, polityczne i ekonomiczne”3.
Nie inaczej jest na Śląsku Cieszyńskim. Od 1920 roku, w którym to zapadła decyzja
o podziale tego obszaru na część polską i czechosłowacką (później czeską), ustanowiona na rzece Olzie granica państwowa wyodrębniła z historycznego Cieszyna nowy
ośrodek miejski – Czeski Cieszyn (Český Těšín). Od tego momentu tożsamość kulturowa obu miast została „naznaczona” przygranicznością i dwudzielnością. Utrzymujący się już od 90 lat podział powoduje, że przygraniczna dwudzielność stała się
elementem lokalnego dziedzictwa kulturowego obu miejscowości i do pewnego stopnia całego Śląska Cieszyńskiego. Sposób doświadczania, postrzegania i oceniania tego
faktu przez mieszkańców może być uznany za jeden z kluczy do poznania tożsamości
tego szczególnego fragmentu polsko-czeskiego pogranicza.
Cieszyn i Czeski Cieszyn to ośrodki wyróżniające się na tle innych miejscowości
regionu. Przez stulecia niepodzielony Cieszyn stanowił główne miasto Księstwa Cie1
2
3

H. Donnan, T. M. Wilson: Granice tożsamości, narodu i państwa. Kraków 2007, s. 19, 34.
Tamże, s. 37 (z przypisu redakcji naukowej – J. Kurczewska).
Tamże, s. 35, 38.

�42

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

szyńskiego. Obecnie oba miasta wspólnie pełnią funkcję nieformalnej stolicy Śląska
Cieszyńskiego. Jako centrum założonego w 1998 roku euroregionu, Cieszyn i Czeski
Cieszyn są przestrzenią realizacji wielu projektów, którym przyświeca idea polsko-czeskiego zbliżenia. W związku z bezpośrednim sąsiedztwem oraz z otwarciem granicy
oba miasta od lat są również miejscem, w którym dochodzi do nieformalnych, oddolnych kontaktów między mieszkańcami polskiej i czeskiej strony Śląska Cieszyńskiego.
Przygraniczne procesy zachodzące na terenie Cieszyna i Czeskiego Cieszyna mają
wpływ nie tylko na mieszkańców obu tych miast. Oczywiście z racji stałego, bezpośredniego kontaktu z tym miejscem grupa ta najsilniej odczuwa przygraniczny charakter obu miejscowości. Jednak doświadczanie różnych aspektów przygranicznej
dwudzielności miasta nad Olzą jest również udziałem szerszego kręgu osób zamieszkujących różne rejony Śląska Cieszyńskiego. Mieszkańcy regionu regularnie odwiedzający Cieszyn lub Czeski Cieszyn, który jest dla nich np.: miejscem kształcenia,
pracy zawodowej, dokonywania zakupów, załatwiania spraw urzędowych, zaspokajania potrzeb kulturalno-rozrywkowych itd., przekraczają granicę na Olzie i udają się
również – w różnych celach – do zagranicznego miasta.
Aby rozpatrzyć zagadnienie dziedzictwa kulturowego jako klucza do poznania tożsamości pogranicza polsko-czeskiego na Śląsku Cieszyńskim, której elementem jest również
przygraniczna dwudzielność Cieszyna i Czeskiego Cieszyna, przeprowadzono badania,
których celem było ukazanie, jak ów przygraniczny dwudzielny układ funkcjonuje na poziomie realizowanych zachowań transgranicznych oraz w świadomości szerszego kręgu
osób zamieszkujących Śląsk Cieszyński. Wyniki badań ukazują zaledwie pewien wycinek
wiedzy na temat tego, jaki charakter ma obecnie życie codzienne przy granicy.
Do badań wybrano szczególną grupę osób. Młodzi ludzie wkraczający w dorosłość
zamieszkujący różne miejscowości Śląska Cieszyńskiego, w przeciwieństwie do swoich rodziców i dziadków, nie są obciążeni brzemieniem niełatwych polsko-czeskich
stosunków przygranicznych sprzed lat. Z tej racji stanowią potencjał ziemi cieszyńskiej – od ich postaw zależy dalszy kierunek zmian przygranicznych polsko-czeskich
stosunków. Prosząc badanych o wypełnienie ankiet z pytaniami dotyczącymi m.in.:
realizowanych form zachowań transgranicznych, znajomości kluczowych momentów
w historii tego regionu, oceny podejmowanych wspólnie inicjatyw „dwumiejskich”
itd., starałam się ustalić, w jaki sposób oraz w jakim zakresie te różne aspekty przygranicznej dwudzielności miasta, w którym obecnie pobierają naukę, mają wpływ na
ich codzienne życie, a nawet na plany na przyszłość.
Badania ankietowe zostały przeprowadzone na przełomie 2009 i 2010 roku na grupie
139 uczniów zamieszkujących różne miejscowości polskiej i czeskiej części Śląska Cieszyńskiego. Tylko dla ok. 20% badanych Cieszyn lub Czeski Cieszyn jest zarówno miejscem
zamieszkania, jak i edukacji. Objęta badaniami młodzież w wieku od 16 do 19 lat uczy
się w jednym z gimnazjów oraz w kilku szkołach średnich Cieszyna i Czeskiego Cieszyna
i praktycznie każdego dnia bywa w którymś z interesujących nas miast. W grupie badawczej liczebnie przeważały dziewczęta (93 osoby) nad chłopcami (44 osoby). Badania zaprojektowano w taki sposób, aby wśród respondentów zamieszkujących Śląsk Cieszyński,
możliwe było wyodrębnienie trzech podgrup składających się z: młodych Polaków uczących się w Cieszynie oraz Polaków i Czechów pobierających naukę w Czeskim Cieszynie4.
4 Z 49 osób 45 uczestniczących w badaniach cieszyńskich licealistów zadeklarowało narodowość polską (4 osoby - śląską). Bardziej zróżnicowane odpowiedzi przyniosło pytanie

�Magdalena Szalbot: Przygraniczna dwudzielność Cieszyna...

43

Składający się z 36 punktów kwestionariusz ankiety obejmował pytania zamknięte
oraz otwarte. Posłużenie się ankietą zawierającą ten sam zestaw pytań sformułowanych w języku polskim oraz czeskim, z jednej strony pozwoliło na ustalenie, jakie
opinie na dany temat przeważają wśród młodych mieszkańców Śląska Cieszyńskiego
(niezależnie, czy chodzi o stronę polską, czy czeską), a z drugiej – na porównanie zdania na temat tych samych kwestii nastoletnich Polaków związanych z Cieszynem oraz
Polaków i Czechów uczących się w Czeskim Cieszynie. W niniejszym sprawozdaniu
omówię odpowiedzi uzyskane tylko na wybrane pytania ankiety.
Regularny kontakt z przygranicznym miastem podwójnym umożliwia realizację
różnych zachowań transgranicznych. Wpływa to na sposób postrzegania tego ośrodka oraz pozwala osobiście doświadczyć przygranicznego charakteru Śląska Cieszyńskiego. Za najważniejszą praktykę transgraniczną należy uznać przekraczanie granicy
państwowej. Odpowiadając na pytanie dotyczące częstotliwości wizyt w zagranicznym
Cieszynie, większość badanych przyznała, że przekracza granicę na Olzie. Niektórzy
mają w zwyczaju bywać w sąsiednim mieście „prawie codziennie”, a inni – „sporadycznie” lub „bardzo rzadko”. Większość respondentów uściślała, że bywa – odpowiednio w Cieszynie lub w Czeskim Cieszynie – kilka razy w tygodniu, w miesiącu
lub tylko kilka razy w roku. Ogółem kilkanaście osób z badanej grupy stwierdziło,
że w zagranicznym Cieszynie nie bywa w ogóle lub też nie udzieliło odpowiedzi na
powyższe pytanie. Czy porównując deklaracje młodych Polaków uczących się w Cieszynie lub w Czeskim Cieszynie oraz nastoletnich Czechów, prawie codziennie bywających w lewobrzeżnym5 mieście, można mówić o pewnych podobieństwach lub
prawidłowościach dotyczących częstotliwości przekraczania granicy dzielącej oba
miasta? Wspólnym rysem w deklaracjach każdej z wyodrębnionych na potrzeby badań podgrup respondentów jest stwierdzenie, że w ich przypadku rzeczywiście mamy
do czynienia z realizacją tego rodzaju praktyki transgranicznej. Inna prawidłowość,
dostrzeżona w trakcie porównywania odpowiedzi tych trzech grup, dotyczy młodych
Zaolzian, którzy już w tym miejscu, częściej niż pozostali, podawali powody skłaniające ich do przekraczania granicy. Podczas gdy Polacy uczący się w gimnazjum
z polskim językiem wykładowym w Czeskim Cieszynie wspominali tu o wizytach
w sąsiednim mieście, m.in. w celu zakupienia polskiej prasy, czy zobaczenia czegoś
w teatrze, uczący się również w Czeskim Cieszynie kilkunastoletni Czesi, częściej mówili o odwiedzaniu sklepów (głównie odzieżowych) po polskiej stronie granicy. Osoby z ostatniej wymienionej podgrupy częściej niż pozostałe określały częstotliwość
swoich wizyt w sąsiednim mieście w skali roku lub półrocza, a nie np. tygodnia lub
o identyfikację narodową w grupie 47 uczestniczących w badaniach uczniów czeskocieszyńskiego gimnazjum z polskim językiem nauczania. 20% z nich określiło się mianem Polaków,
ale tak samo liczne okazały się osoby deklarujące narodowość czeską lub śląską oraz inną (np.:
zaolziańską, czeską/śląską, polską/śląską). 15% badanych w obrębie tej grupy nie określiło swej
identyfikacji narodowej. Natomiast wśród 43 przebadanych uczniów czeskiej szkoły średniej
z Czeskiego Cieszyna dominowały wskazania na narodowość czeską (54%), śląską (16%) oraz
morawską (niecałe 10%). Mimo stwierdzonego niejednolitego charakteru narodowościowego
wyodrębnionych podgrup, dla zachowania przejrzystości wywodów, w tekście – upraszczając
sprawę – na ich oznaczenie będę posługiwać się określeniami: Polacy, Zaolzianie i Czesi.
5 Określenia „lewobrzeżne” lub „prawobrzeżne” miasto odnosi się odpowiednio do Czeskiego Cieszyna i Cieszyna.

�44

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

miesiąca. Jako grupa również realizują interesującą nas tu formę zachowania transgranicznego, lecz jej częstotliwość zdaje się być mniejsza.
Odpowiedzi na kolejne pytanie dostarczyły informacji na temat najczęstszych powodów przekraczania przez młodzież granicy na Olzie i wkraczania w przestrzeń zagranicznego Cieszyna. Dla zamieszkujących różne miejscowości Śląska Cieszyńskiego uczniów, najczęstszym celem wizyt w sąsiednim mieście są zakupy. Prawidłowość
ta odnosi się w takim samym stopniu do Polaków bywających w czasie roku szkolnego pięć razy w tygodniu w Cieszynie, jak również młodych Zaolzian oraz Czechów,
choć ich deklaracje zdradzały zainteresowanie nabywaniem odmiennych towarów.
Dla badanych grup młodzieży otwarta granica i przestrzenna bliskość obu miast,
oprócz wizyt o podłożu handlowym, wiąże się z realizacją różnych form zachowań.
Wizyty nastoletnich Polaków z Cieszyna w Czeskim Cieszynie oprócz zakupów są
też ukierunkowane na zaspokajanie codziennych potrzeb rozrywkowo-rekreacyjnych i towarzyskich. Przekraczają oni granicę, aby udać się: „na basen”, „na spacer”,
„na kręgielnię”, „na lody”, „na piwko” lub „na imprezę”. Z kolei częstotliwość zakupów dokonywanych w Cieszynie przez młodych Zaolzian równoważy: udział w życiu kulturalnym polskiej strony miasta (bywanie w kinie, w teatrze, w księgarniach
itp.), zwiedzanie zabytkowych zakątków Cieszyna oraz podtrzymywanie kontaktów
z mieszkającą w Polsce rodziną. Uczący się w Czeskim Cieszynie Czesi najrzadziej
wspominali w tym miejscu o innych, niż handlowe celach swych „wycieczek” na polską stronę miasta. Tylko pojedyncze osoby z tej grupy chodzą do Cieszyna, aby pospacerować, zwiedzić zabytkowe miejsca, „posiedzieć w herbaciarni” lub spotkać się
ze znajomymi. Wspominając równie często, co pozostali o dokonywaniu zakupów
w sąsiednim mieście, częściej niż Zaolzianie wskazywali w tym miejscu na cieszyńskie targowiska.
Wskazanie przez badaną młodzież konkretnych, najczęściej odwiedzanych – odpowiednio po czeskiej lub po polskiej stronie – miejsc w sąsiednim mieście, potwierdziło odpowiedzi uzyskane na poprzednie pytanie, dotyczące celu przekraczania granicy. Oprócz wyszczególnienia po raz kolejny sklepów, które czasami były wymieniane
z nazwy, udający się do lewobrzeżnego miasta Polacy najczęściej wymieniali czeskocieszyński rynek. Młodzi Zaolzianie, w przypadku których dopiero to pytanie ujawniło również pewną regularność bywania na cieszyńskich targowiskach, wykazali się
znacznie lepszą, niż ich czescy rówieśnicy, znajomością nazw ulic i innych – przede
wszystkim zabytkowych – zakątków Cieszyna. Deklarowali, że bywają na cieszyńskim
rynku, na Wzgórzu Zamkowym, na ulicy Głębokiej lub też spacerują po „cieszyńskiej
Wenecji”.
Przekraczanie granic państwowych regulują – ostatnio ulegające zmianom w tej części Europy – przepisy. Dlatego celem badań było również ustalenie, czy zamieszkująca
Śląsk Cieszyński młodzież zauważyła w ostatnich latach jakieś zmiany w przepisach
granicznych. Zdania okazały się podzielone – prawie połowa respondentów potwierdziła wejście w życie pewnych zmian, ale zbliżona była również ilość negatywnych
odpowiedzi na to pytanie. O zauważeniu zmian częściej informowali Polacy uczący
się w prawobrzeżnym mieście. Najmniej wskazali ich młodzi Zaolzianie. Rozkład odpowiedzi potwierdzających lub zaprzeczających dostrzeżenie zmian w obrębie każdej
z badanych podgrup respondentów okazał się odmienny. Jednak ci młodzi mieszkańcy polskiej i czeskiej części Śląska Cieszyńskiego, według których przepisy gra-

�Magdalena Szalbot: Przygraniczna dwudzielność Cieszyna...

45

niczne zmieniły się, okazali się zgodni podając na potwierdzenie te same, konkretne
przykłady. Młodzież zamieszkująca po obu stronach granicy najczęściej wspominała
w tym miejscu o „otwarciu” granicy, o zaprzestaniu kontroli granicznych, o możliwości przekraczania granicy bez konieczności okazywania dokumentów oraz o wejściu
do strefy Schengen. Kilka osób posłużyło się sformułowaniem, że obecnie „zniesiono”
lub wręcz, że „nie ma granicy”. Jednostkowy charakter miały wypowiedzi o możliwości swobodnego przenoszenia różnych towarów przez granicę, czy też o przywróceniu
dwustronnego ruch pieszych na mostach granicznych.
Mimo obiegowego przekonania o podobieństwie języka czeskiego i polskiego oraz
powszechnego posługiwania się przez ludność Śląska Cieszyńskiego gwarą, młodszą
generację tego zróżnicowanego pod względem językowym terenu, postanowiłam zapytać również o to, czy porozumiewanie się w sąsiednim Cieszynie sprawia im trudności. Dla 80% polsko-czesko-zaolziańskiej próby badawczej komunikacja w zagranicznym Cieszynie nie stanowi problemu. W każdej z wyodrębnionych grup liczebnie
przeważały deklaracje, że porozumiewanie się nie stanowi kłopotliwego aspektu przygranicznego współżycia. Na tutejszym pograniczu najbardziej swobodnie pod tym
względem zdają się czuć młodzi Polacy zamieszkujący czeską stronę, znający zarówno
język polski, jak i czeski oraz gwarę.
Kolejne zagadnienie, do którego mieli ustosunkować się nastoletni mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego, dotyczyło zainteresowania tym, co dzieje się w mieście po drugiej
stronie granicy. Wybrana przez 85% badanych opcja odpowiedzi na to pytanie ujawniła generalnie obojętny stosunek do wydarzeń i spraw, którymi żyje leżące tuż za
granicą miasto.
Badania pokazały również, że uczniowie wchodzący w skład grupy badawczej
w większości nie uczestniczą w imprezach kulturalnych organizowanych w sąsiednim
mieście. Tylko 18% badanych potwierdziło, iż przekracza granicę na Olzie w tym właśnie celu. Polacy uczący się w Cieszynie i Czesi regularnie bywający w Czeskim Cieszynie, którzy odpowiedzieli, że zdarza się im brać udział w imprezach kulturalnych
w sąsiednim mieście, najczęściej wskazywali na „Święto Trzech Braci”, które w czerwcu każdego roku równolegle odbywa się w obu nadolziańskich miastach. Podczas
gdy młodzież z polskiej strony Śląska Cieszyńskiego najliczniej deklarowała udział
we wspomnianej „dwumiejskiej” imprezie, wybory młodych Zaolzian dotyczyły również innych wydarzeń kulturalno-rozrywkowych tuż za granicą (np. koncertów na
cieszyńskim rynku i przedstawień teatralnych).
Możliwość korzystania z dodatkowej miejskiej oferty kulturalno-rozrywkowej na
terenie sąsiedniego Cieszyna stwarza młodym ludziom okazję zawierania nowych
znajomości. Odpowiedzi uzyskane na kolejne pytanie, potwierdziły powyższą zależność. Jedynie 11% ogółu badanych nastolatków przyznało, że udział w którejś z imprez organizowanych na terenie Cieszyna lub Czeskiego Cieszyna zaowocował w ich
przypadku zawarciem znajomości z mieszkańcem sąsiedniego miasta. Najbardziej
otwarci na zawieranie transgranicznych znajomości okazali się nastoletni Czesi.
Aby pogłębić wiedzę na temat nawiązywania i trwałości tych przygranicznych kontaktów, zapytałam również wprost osoby z badanej grupy, czy mają znajomych wśród
rówieśników, którzy mieszkają lub uczą się w zagranicznym Cieszynie i czy utrzymują
z nimi regularne kontakty. Zaledwie 21% badanych udzieliło twierdzącej odpowiedzi
na tak postawione pytanie, ale tylko w przypadku 7% respondentów są to znajomości

�46

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

podtrzymywane. 14% osób swoje kontakty z rówieśnikami zamieszkującymi zagraniczną część Śląska Cieszyńskiego określiło mianem sporadycznych.
Aby dowiedzieć się, czy realizowane na terenie Cieszyna i Czeskiego Cieszyna praktyki transgraniczne znajdują odzwierciedlenie w sposobie postrzegania tych miast,
w kolejnym pytaniu poprosiłam badanych młodych ludzi o wypisanie automatycznie
nasuwających im się skojarzeń, związanych z miastem po polskiej i po czeskiej stronie
Olzy. Prawie połowa, bo aż 47% nie udzieliło odpowiedzi na to pytanie lub też stwierdziło, że żadne skojarzenia im się nie nasuwają. Pozostałe uzyskane odpowiedzi – ze
względu na otwarty charakter pytania – okazały się zróżnicowane. Oprócz stwierdzeń,
że oba Cieszyny budzą u badanych pozytywne odczucia oraz, że są to miasta nasuwające im myśl o: szkole, zakupach i zabytkach, w przypadku 10% badanych pierwsze
skojarzenia nawiązują wprost do przygranicznej dwudzielności interesujących nas
ośrodków. Tej grupie młodych ludzi Cieszyn i Czeski Cieszyn przywodzi na myśl:
dzielącą je rzekę Olzę, tłumnie odwiedzane w ramach przygranicznej turystyki handlowej targowiska, tę samą nazwę określającą oba miasta, różnice językowe, wspólne
dzieje historyczne, możliwość zakupu tuż za granicą tańszych produktów, samą granicę, miasto graniczne lub region przygraniczny oraz miejsce styku Polski i Czech.
Badanej młodzieży trudno było jednak ocenić, czym wyróżnia się miasto, w którym się uczą, na tle innych miejscowości w Polsce lub w Republice Czeskiej. Wielu
badanych wskazało w tym miejscu na: „urok” nadolziańskiego miasta, jego „wygląd”,
„atmosferę”, „niepowtarzalny klimat”, „malownicze położenie”, zabytkowy charakter,
„bogatą historię i kulturę” oraz „mentalność” mieszkających tu ludzi. Łącznie 30%
badanych nie udzieliło odpowiedzi na to pytanie. Uznali, że nie potrafią wskazać jakichś szczególnych cech interesujących nas miast lub też stwierdzili, że nie wyróżniają
się one niczym specjalnym. Niektórzy przyznali, że brak im wiedzy na temat innych
miast, z którymi mogliby porównać oba Cieszyny. Nieliczne odpowiedzi wykazały, że
Cieszyn i Czeski Cieszyn funkcjonują w świadomości badanych mieszkańców Śląska
Cieszyńskiego jako przygraniczny, dwudzielny ośrodek miejski. Młodzi Polacy wskazywali np. na „bliski kontakt z Czechami” i obecność granicy. Odnotowałam również
wypowiedź, że: „Cieszyn ma największe przejście graniczne w południowej Polsce”.
Niektórzy Zaolzianie twierdzili, że jest to „zarówno polskie, jak i czeskie miasto” lub
też „jakby jedno miasto, które jest ewenementem, bo to właściwie jedno miasto (…)
podzielone na dwa”. Młody Zaolzianin wypowiadając się o Czeskim Cieszynie stwierdził, że „Jest to miasto graniczne, [leżące] na specyficznym terenie z liczną [polską]
mniejszością narodową”. Z kolei nastoletni Czesi zwracali uwagę na wyróżniającą lewobrzeżny Cieszyn obecność polskich napisów, określając go również mianem miejsca, w którym stykają się różne kultury.
Celem badań było również ustalenie, czy na sposób postrzegania przygranicznej
dwudzielności Cieszyna i Czeskiego Cieszyna wpływa znajomość historii tego terenu
oraz zainteresowanie bieżącym życiem obu miast. Zgromadzone informacje ujawniły
generalnie słabą znajomość historii Cieszyna i Czeskiego Cieszyna, i co za tym idzie
– całego regionu. Młodzi mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego poproszeni o wskazanie
roku i opisanie okoliczności wytyczenia w przestrzeni Cieszyna granicy, w większości (prawie 70%) pozostawili pytanie bez odpowiedzi lub przyznali, że nie posiadają
wiedzy na ten temat. Przybliżoną datę ustanowienia granicy na Olzie, np. rok: 1918,
1919, 1921 lub określenie „lata międzywojenne” podało ogółem 10% badanych. Tylko

�Magdalena Szalbot: Przygraniczna dwudzielność Cieszyna...

47

8% respondentów bezbłędnie powiązało podział Cieszyna z rokiem 1920. Niecałe 6%
badanych wykazało się wiedzą, że decyzja o wytyczeniu w tym miejscu granicy zapadła podczas „konferencji ambasadorów” w belgijskim mieście Spa. Najwięcej trafnych
odpowiedzi na to pytanie udzielili Polacy uczący się w Czeskim Cieszynie. Ponadto
łącznie niecałe 9% badanych podało, że granica została wytyczona w 1945 lub w 1944
roku lub „po drugiej wojnie światowej”. Wskazania na ten okres pojawiały się najczęściej w odpowiedziach uczniów z cieszyńskich szkół średnich. Najsłabszą znajomość
poruszonych zagadnień stwierdzono u badanych Czechów.
Udzielając odpowiedzi na kolejne pytanie uczniowie z cieszyńskich i czeskocieszyńskich szkół mieli, według własnego uznania, wytypować dwa lub trzy najważniejsze wydarzenia w historii Cieszyna rozciągającego się na obu brzegach Olzy. Ponad
połowa badanych (60%) nie ustosunkowała się do tego pytania. Jednak zestawienie
odpowiedzi pozostałych pozwala mówić o pewnych prawidłowościach w sposobie
postrzegania przez badanych dziejów obu Cieszynów. Niecałe 20% badanych za jedno
z najważniejszych wydarzeń w historii Cieszyna i Czeskiego Cieszyna uznało moment
założenia miasta. Drugą co do wielkości grupę (12%) stanowią osoby, które za ważny
moment uznały otwarcie granic oraz wejście Cieszyna i Czeskiego Cieszyna do strefy
Schengen. Prawie tak samo liczna grupa (11,5%) za znaczącą w historii tych miejscowości datę uznała rok rozdzielenia ich granicą. Nieliczni za istotne okresy w historii
obu miast uznali również pierwszą i drugą wojnę światową, „polsko-czechosłowacki
spór o Śląsk Cieszyński z 1919 roku”, „zajęcie Zaolzia przez Polaków” oraz „powstanie
polskiej sceny w Těšískim divadle”6.
Badania dowiodły również, że dzieje Cieszyna lub Czeskiego Cieszyna w przypadku przeważającej liczby osób z badanej grupy (89%) nie stanowią przedmiotu rozmów z rodzicami lub kolegami szkolnymi. Nieco więcej respondentów przyznało, że
w rodzinnym lub przyjacielskim kręgu zdarza się im rozmawiać o bieżących problemach miasta, w którym zlokalizowana jest ich szkoła. Jednak we wszystkich wyodrębnionych podgrupach zbliżony był odsetek osób (ok. 70%), które nie przejawiają
zainteresowania aktualnymi sprawami Cieszyna i Czeskiego Cieszyna.
Dla badanych nastolatków Cieszyn lub Czeski Cieszyn jest nie tylko miejscem edukacji, ale – co potwierdziły odpowiedzi na wcześniej omówione pytania – przestrzenią
realizacji typowych dla współczesnej młodzieży wzorów zachowań w czasie wolnym
(konsumpcja, rozrywka, udział w życiu kulturalnym). Kolejne pytanie dotyczyło znajomości przynajmniej trzech wspólnych działań i inicjatyw podejmowanych obecnie
przez oba Cieszyny. Kryło się w nim założenie, że zamieszkujący Śląsk Cieszyński
młodzi ludzie nie tylko ze słyszenia wiedzą o pewnych działaniach, z których część
odwołuje się do idei polsko-czeskiej integracji, ma kulturalno-rozrywkowy charakter
i jest adresowana również do osób z tego przedziału wiekowego. Prawie 60% badanych nie odpowiedziało na to pytanie, lub stwierdziło, że nic nie wie na ten temat.
Tylko jednostki uznały, że żadne wspólne cieszyńsko-czeskocieszyńskie działania
i inicjatywy nie są realizowane. Najczęściej powtarzające się odpowiedzi udzielone
przez pozostałe, niecałe 40% badanych można pogrupować, przyporządkowując je
do trzech głównych aspektów „dwumiejskiej” współpracy. Zdaniem badanych najczęściej realizowane wspólnie przedsięwzięcia, obejmują przede wszystkim współorganizowanie „Święta Trzech Braci”. W dalszej kolejności wskazywane były takie
6

Teatr Cieszyński w Czeskim Cieszynie.

�48

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

inicjatywy jak: festiwale filmowe, teatralne, organizacja obchodów 1200-lecia założenia miasta oraz różne projekty i imprezy kulturalne skromniejszego formatu. Część
młodzieży wykazała się również rozeznaniem w zakresie współpracy związanej z zarządzaniem miejską infrastrukturą. W tym miejscu respondenci wymieniali wspólne
projekty dotyczące np.: planów budowy nowego mostu i utworzenia wspólnego dla
obu miast parku na nabrzeżach Olzy, działań na rzecz ochrony środowiska, wprowadzenia polskich i czeskich napisów w obu miastach, pomysłu odtworzenia łączącej
oba miasta linii tramwajowej, wprowadzenia dwukierunkowego ruchu pieszych na
mostach granicznych, podejmowania współpracy między polską i czeską strażą pożarną, policją oraz urzędami miejskimi. Badani wskazywali też na współpracę w dziedzinie edukacji, obejmującą międzyszkolne wymiany i projekty, w których zdarzało
się im brać udział.
Sposób postrzegania przez badaną młodzież Cieszyna i Czeskiego Cieszyna ujawniły również odpowiedzi na kolejne pytanie, w którym młodzi ludzie mieli wskazać, co
uznają za symbol miasta, w którym się uczą. Prawie połowa badanych nie odniosła się
do tego pytania lub uznała, że w ich przekonaniu nic nie pełni funkcji takiego symbolu. Ci, którzy udzielili odpowiedzi najczęściej wskazywali w tym miejscu na zabytkowe
obiekty prawobrzeżnego miasta. Mimo iż kilka osób za symbol Cieszyna lub Czeskiego
Cieszyna uznało rzekę Olzę, kwestia granicy nie pojawiła się w ani jednej odpowiedzi.
Bywając regularnie w jednym z nadolziańskich miast i wkraczając – często przy
okazji – do sąsiedniego, zagranicznego Cieszyna, mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego
mają możliwość porównywania ze sobą obu ośrodków, np. pod kątem panujących
w nich warunków życia codziennego. Głosy badanych w kwestii – w którym Cieszynie mieszkańcom żyje się łatwiej – były podzielone. Prawie połowa badanych wskazała na Czeski Cieszyn, choć trzeba pamiętać, że dwukrotnie większa liczba respondentów ma na co dzień kontakt przede wszystkim właśnie z tym miastem. Dokonane
przez badanych, w odpowiedzi na kolejne pytanie, porównanie Cieszyna i Czeskiego
Cieszyna kolejno pod względem: komfortu życia, estetyki przestrzeni miejskiej oraz
atrakcyjności handlowej, pozwoliło zweryfikować wyniki uzyskane na wcześniej analizowane pytanie. Podobnie jak w przypadku wyżej omawianego pytania, zdaniem
większej liczby respondentów lepszy komfort życia zapewnia mieszkańcom Czeski
Cieszyn. Jednak pod względem walorów estetycznych oraz atrakcyjności handlowej
wyżej oceniony przez tę samą grupę badanych został prawobrzeżny Cieszyn.
Jakiś czas temu lokalne media informowały o koncepcji, aby Cieszyn i Czeski Cieszyn znów połączyć linią tramwajową, która – tak jak przed laty7 – miałaby prowadzić
przez centra obu miast. Skierowanie do młodzieży pytania, dotyczącego pomysłu połączenia obu miast tym środkiem transportu, miało na celu nie tyle sprawdzenie znajomości nagłaśnianego przez media wycinka historii obu miejscowości, co ustalenie,
jak sami badani oceniają ten projekt. Nieco ponad połowa badanych (53%) uznała,
że pomysł jest trafiony. Pozostali badani Polacy, Zaolzianie i Czesi, którzy mieli trudności ze sprecyzowaniem swojego stanowiska w tej sprawie, przeważali liczebnie nad
tymi, którzy uznali go za „nietrafiony”.
7 Tramwaje kursowały w Cieszynie od 1911 do 1921 roku. Biegnąca przez most na Olzie trasa prowadziła od ulicy Bielskiej na prawym brzegu Olzy do dworca kolejowego w lewobrzeżnej
części miasta. Po podziale Cieszyna, w związku ze spowalniającymi komunikację kontrolami
na moście granicznym, linię tramwajową zlikwidowano.

�Magdalena Szalbot: Przygraniczna dwudzielność Cieszyna...

49

Interesujące wnioski wynikają z odpowiedzi na kolejne pytanie zadane młodym
mieszkańcom Śląska Cieszyńskiego, dotyczące kluczowej dla realizowanych badań
kwestii, czyli postrzegania przygranicznej dwudzielności obu miast. W odczuciu
przeważającej części badanej młodzieży (70%), w większości tylko uczącej się w Cieszynie lub w Czeskim Cieszynie, miejscowości te – mimo przestrzennej bliskości,
podejmowanej współpracy i stwarzania mieszkańcom oraz przyjezdnym okazji do
realizacji różnych form zachowań transgranicznych – nie stanowią jednego organizmu miejskiego. W każdej z grup w przybliżeniu trzy razy więcej osób postrzegało
Cieszyn i Czeski Cieszyn jako odrębne miasta, od tych, które skłaniały się, aby uznać
je za jeden organizm. Badani, którzy uznają miasto po obu stronach Olzy za pewną
całość uzasadniali, że przemawiają za tym zarówno względy historyczne (np. „wcześniej były połączone”) oraz obecne przemiany (wejście do strefy Schengen, zniesienie
kontroli granicznych). Argumentacja osób, które odwrotnie postrzegają tę sprawę,
również odwołuje się do stanu z przeszłości („były za długo rozdzielone (…) żeby się
teraz połączyły”), wskazuje na oczywiste różnice (np.: „Ponieważ są to dwa inne miasta w dwóch innych państwach”) oraz odnosi się do zauważonych odmienności kulturowych (np. „w Czechach jest inne, łagodniejsze społeczeństwo”; „różnice są zbyt
duże”).
Sposób postrzegania Cieszyna lub Czeskiego Cieszyna jest uzależniony również
od emocjonalnego związku badanych z tą miejscowością. Do odczuwania więzi
z miastem, które we wspomnieniach badanych uczniów zawsze będzie kojarzyło się
z okresem kilkuletniej edukacji, przyznało się 46% badanych. Liczniejsza okazała się
grupa, która żadnego specjalnego związku odpowiednio z Cieszynem lub z Czeskim
Cieszynem nie czuje. Najliczniejszą grupę osób przywiązanych do Cieszyna stanowią
nastoletni Polacy. Z kolei w grupie Zaolzian najwyższa okazała się liczba osób, które
nie odczuwają emocjonalnego związku z Czeskim Cieszynem.
Wkraczając w dorosłość młodzi ludzie zastanawiają się nad swoją przyszłością. Zamieszkując różne miejscowości Śląska Cieszyńskiego, kształcąc się w mieście pełniącym funkcję nieformalnej stolicy regionu oraz obserwując zmiany w lokalnym życiu
przygranicznym, nastoletnie osoby już teraz gromadzą różne doświadczenia i informacje, które w przyszłości będą miały pewien wpływ na decyzję, czy swą przyszłość
łączyć z obecnie zamieszkiwanym regionem. Na dzień dzisiejszy 33% badanych chce
w przyszłości żyć i pracować na Śląsku Cieszyńskim. Osoby deklarujące chęć pozostania mówiły, że w ich przypadku wynika to ze swego rodzaju „przyzwyczajenia”,
„przywiązania” lub „upodobania”, jakie zrodziło się w nich dla tego terenu. Jeden
z badanych stwierdził, że swoje plany na przyszłość łączy ze Śląskiem Cieszyńskim,
„ponieważ tutaj się urodziłem i mam sentyment do tej ziemi, a ponadto widzę tutaj ogromny potencjał, który można wykorzystać”. Ponad połowa badanych to osoby
niezdecydowane, którym trudno jest na dzień dzisiejszy wskazać miejsce, w którym
chciałyby osiąść w przyszłości. Natomiast 10% respondentów już teraz pragnie odciąć
się od Śląska Cieszyńskiego, uzasadniając że nie widzi tu dla siebie żadnych perspektyw, obawia się trudności ze znalezieniem pracy, nie pociąga ich wizja życia na prowincji i już teraz myśli o wyjeździe za granicę.
Regularne bywanie w Cieszynie i w Czeskim Cieszynie oraz realizacja różnych
form zachowań transgranicznych wpisujących się w życie codzienne, pozwala badanej młodzieży ustosunkować się do kwestii, czy przygraniczne sąsiedztwo tych miast

�50

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví

jest ich atutem, czy też raczej źródłem problemów. Blisko połowa, 46% badanych odpowiadając na powyższe pytanie skorzystała z możliwości wyboru opcji zawierającej
deklarację, iż przygraniczna dwudzielność Cieszyna i Czeskiego Cieszyna nie ma dla
nich osobiście znaczenia. Jednak 41% respondentów układ, w jakim od 90 lat tkwią
obie miejscowości uznało za ich zaletę, a tylko 10% za wadę i przyczynę różnych problemów. Przygraniczne sąsiedztwo w kategoriach szansy postrzegają częściej Polacy
uczący się w Cieszynie, natomiast jako utrudnienie – nastoletni Czesi.
W ocenie 36% badanych, którzy udzielili odpowiedzi na kolejne pytanie dotyczące
relacji mieszkańców obu Cieszynów po wejściu Polski i Czech do Unii Europejskiej,
stosunki te nie zmieniły się. Równie liczna grupa badanych uznała, że trudno im wypowiadać się w powyższej kwestii. 20% respondentów stwierdziło, że cieszyńsko-czeskocieszyńskie stosunki zmieniły się na korzyść. Natomiast tylko jednostki (spośród
Zaolzian i Czechów) oceniły, że stosunki te uległy pogorszeniu. Na niezmienny charakter przygranicznych relacji najczęściej wskazywali uczący się w Czeskim Cieszynie
Zaolzianie. Natomiast Polacy związani z Cieszynem dwa razy częściej od pozostałych
deklarowali dostrzeżenie poprawy w przygranicznych stosunkach.
Jakie wnioski wypływają z przeprowadzonych badań? Odpowiedzi młodych Polaków, Zaolzian i Czechów na poszczególne pytania różnią się w detalach, jednak potraktowane łącznie pokazują, w jakich dziedzinach codziennego życia doświadczają
oni i uświadamiają sobie przygraniczną dwudzielność Cieszyna i Czeskiego Cieszyna.
Dla zamieszkujących Śląsk Cieszyński nastolatków Cieszyn i Czeski Cieszyn jest miejscem ułatwiającym przekraczanie polsko-czeskiej granicy. Celem wizyt w sąsiednim
mieście są przede wszystkim zakupy oraz realizacja innych typowych dla osób w tym
wieku wzorów zachowań w czasie wolnym. Porozumiewanie się w zagranicznym mieście nie stanowi dla nich problemu. Jako uczestnicy i obserwatorzy realiów przygranicznego życia, zauważają różnice i podobieństwa między prawo- i lewobrzeżnym
Cieszynem. Wykazują pewne rozeznanie w zakresie podejmowanych „dwumiejskich”
inicjatyw, w większości oceniają je pozytywnie, choć osobiście nie uczestniczą w nich
w pełni. Przeważnie nie mają znajomych wśród rówieśników w Cieszynie za rzeką.
Do zmian w przygranicznych przepisach i polsko-czeskich relacjach podchodzą bez
większych emocji. Sąsiedztwo Cieszyna i Czeskiego Cieszyna nie ma dla nich osobiście znaczenia. Nie przejawiają większego zainteresowania tym, co dzieje się w mieście po drugiej stronie granicy. Również bieżące problemy miasta, w którym się uczą,
nie stanową przedmiotu ich codziennych rozmów. Badanych cechuje słaba znajomość
kluczowych dat i wydarzeń w historii obu miast i tym samym – całego Śląska Cieszyńskiego. W ich odczuciu Cieszyn i Czeski Cieszyn nie stanowią jednego organizmu.
Skojarzenia, jakie budzą w nich oba miasta, wyróżniające je zdaniem badanych cechy
oraz oddające ich charakter symbole, również w niewielkim stopniu nawiązują do
przygranicznej dwudzielności. Badani w większości nie odczuwają emocjonalnego
związku z miastem pełniącym funkcję centrum regionu i nie wiedzą, czy w dorosłym
życiu chcieliby pozostać na Śląsku Cieszyńskim.
Będące elementem życia codziennego badanej młodzieży transgraniczne wizyty
w Cieszynie lub w Czeskim Cieszynie, stwarzają sprzyjające warunki dla osobistego
doświadczania przygranicznego charakteru zamieszkiwanego regionu. Jest to jednak
pokolenie, dla którego otwarta granica i ulegające poprawie przygraniczne stosunki stanowią naturalny stan rzeczy, do którego przyzwyczaili się. Fakt przygranicznej

�Magdalena Szalbot: Przygraniczna dwudzielność Cieszyna...

51

dwudzielności Cieszyna i Czeskiego Cieszyna ma dla nich znaczenie przede wszystkim na poziomie podejmowanych zachowań transgranicznych. Jednak wkraczanie
w przestrzeń sąsiedniego miasta wiąże się w ich przypadku tylko z zaspokajaniem
wybranych potrzeb.

Bibliografia:
Donnan H., Wilson T. M.: Granice tożsamości, narodu i państwa. Kraków 2007
Źródła:
Kwestionariusz ankiety pt. Cieszyn i Czeski Cieszyn w życiu codziennym mieszkańców Śląska (oprac. M. Szalbot, G. Studnicki), Cieszyn 2009/2010. Archiwum prywatne autorki.

Shrnuti
Příhraniční dvojdílnost Těšína a Českého Těšína a všední život obyvatel
Těšínského Slezska
Již od roku 1920, ve kterém bylo rozhodnuto o rozdělení Těšínského Slezska na polskou a československou (později českou) část, státníhranice, která bylastanovena na řece Olši, vyčlenila
z historického Těšína nové městské středisko – Český Těšín. Již 90 let přetrvávající rozdělení,
je příčinou toho, že příhraniční dvojdílnost se stala složkou místního kulturního dědictví obou
měst a do určité míry i celého Těšínského Slezska. Způsob prožívání, sledování a hodnocení
příhraniční dvoudílnosti těchto měst jejich obyvateli, může být považován za jeden z klíčů
k určení identity tohoto zvláštního úseku polsko-českého pohraničí.
V současné době jsou obě města nad Olší místem realizace mnoha projektů,vedenýchmyšlenkou polsko-českého sblížení, taktéž prostorem, ve kterém dochází k mnoha neformálním
kontaktům mezi obyvateli polské a české strany Těšínského Slezska. Cílem provedených výzkumů bylo zjištění, zda příhraniční dvoudílné uspořádání Těšína a Českého Těšína má význam na úrovni realizovaných přeshraničníchčinností a také zda funguje ve vědomí mládeže
bydlící na území Těšínského Slezska a studující v některém z popsaných měst.
V otázkách, kladených mladým lidem, týkajících se mezi jinými důvodů a četnosti překračování hranice na Olši, znalostí klíčových momentů dějin tohoto regionu, hodnocení společných „dvouměstských“ projektů atd., jsem se snažila vystihnout, jakým způsobem a v jakém
rozsahu, jsou tyto různorodé aspekty příhraniční dvojdílnosti města, ve kterém získávají vzdělání, součástí jejich všedního života.

�52

Dziedzictwo kulturowe • Kulturní dědictví
Summary
Borderland duality of Cieszyn and Czech Cieszyn and the daily life
of people inhabiting Cieszyn Silesia

In 1920 the decision was made to divide Cieszyn Silesia into the Polish and Czechoslovakian
(later Czech) part, which caused that the border, mapped out along the Olza River, isolated
from the historical town of Cieszyn a new urban centre – Czech Cieszyn. This division, which
maintained for 90 years, made the borderland duality an element of local cultural heritage of
both towns and, to a certain degree, of the whole Cieszyn Silesia. The way in which the borderland duality of these towns is experienced, perceived and evaluated by the residents of the
region might be considered a key to familiarizing with the identity of this exceptional section
of the Polish-Czech borderland.
Currently, both towns situated on the Olza River are a place where many projects, aiming at
bringing Poland and the Czech Republic closer, are implemented. This is also a space in which
informal contacts take place between the inhabitants of both sides of Cieszyn Silesia. The conducted studies were to decide whether the borderland duality of Cieszyn and Czech Cieszyn
is significant for transfrontier behaviour patterns and whether it exists in the consciousness of
the youth inhabiting Cieszyn Silesia and learning in one of the towns. Questions were directed
to the young people concerning, among other things, the reasons and frequency of crossing
the border on the Olza River, the knowledge of key moments in local history, the evaluation
of common initiatives of both cities. This aimed at answering how and to what extent these
different aspects of borderland duality of the town where they are educated constitute the elements of everyday life.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6040" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6020">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7fbfce6e4be5b248971a5feb9e49fe53.pdf</src>
        <authentication>56cc846ed79fddc2d4001ab56b6d5043</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72063">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72064">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72065">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4807</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72066">
                <text>Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt naukowy / LUD 2007 t.91</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72067">
                <text>LUD 2007 t.91, s.137-154</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72068">
                <text>Szarota, Piotr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72069">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72070">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72071">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72072">
                <text>Lud, t. 91, 2007

PIOTR SZAROTA
Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej
Warszawa

JAPOŃSKI UŚMIECH: ORIENTALISTYCZNA INWENCJA CZY
SKRYPT KULTUROWY?

Pomiędzy orientalizmem a nihonjinron
Autorem pierwszej analizy japońskiego uśmiechu jest Lafcadio Hearn. Hearn
to postać niezwykła — ten pół-Grek, pół-Irlandczyk przyjechał do Japonii
w roku 1889 jako dziennikarz i autor dwóch powieści. Japonia oczarowała go
i zafascynowała. Zaczął spisywać swoje obserwacje i analizy kulturowe, aby po
paru latach wydać dwutomowe dzieło, które przyniosło mu rozgłos: Glimpses
of Unfamiliar Japan. Kiedy książka ukazała się na Zachodzie, Hearn był już
obywatelem japońskim, żonatym z córką samuraja, podpisywał się Yakumo Koi¬
zumi. „Japończycy mówią o «złych twarzach» cudzoziemców" — pisał w swojej
pierwszej wydanej w 1894 roku książce o Japonii. „Cudzoziemcy opowiadają
z wielką pogardą o japońskim uśmiechu; podejrzewają, że kryje się za nim nieszczerość (...) tylko nieliczni, bardziej spostrzegawczy, widzą w nim tajemnicę
wartą zbadania" (Hearn, 1976, s. 657).
Książka Hearna nie jest z pewnością książką naukową, widać w niej skłonność
do sentymentalizowania rzeczywistości i zbyt pospiesznych uogólnień, słabość
do forsowania niepewnych hipotez. Z dzisiejszej perspektywy widać jasno, że
pomimo ogromu erudycji i obfitego materiału faktograficznego pisarstwo Hearna
odbija dwie tendencje charakterystyczne dla większości analiz dotyczących Ja¬
ponii. Z jednej strony jest to celebrujący egzotykę mitycznego „Wschodu" orientalizm, z drugiej — przekonanie o wyższości i wyjątkowości japońskiej kultury.
Termin „orientalizm" wprowadzony został przez Edwarda W. Saida dla opisu
popularnego na Zachodzie prądu myślowego, który usprawiedliwia oraz propa¬
guje postawy uprzedzeń i wyższości w stosunku do mieszkańców części świa¬
ta zwanej w zachodnim piśmiennictwie Orientem. W wydanej po raz pierwszy
w 1978 roku książce Orientalism, Said (1991) koncentruje się na świecie arab¬
skim; interesuje go zwłaszcza zasadnicze przewartościowanie, jakie dokonało się
w zachodnim postrzeganiu „Orientu" na przełomie X V I I I i X I X wieku. Wtedy
właśnie Orient, który w wyobraźni Europejczyków stanowił ucieleśnienie boga­
ctwa, przepychu, kulturalnego wyrafinowania, potęgi militarnej i nieokreślonej

�138

Piotr Szarota

tajemniczości, stał się nagle przeciwieństwem tych cech. Mieszkańcom Orientu
zaczęto przypisywać lenistwo i intelektualny marazm, a jednocześnie poryw­
czość i uleganie namiętnościom. Orient stał się swoistym zaprzeczeniem Zacho­
du, miejscem symbolizującym to wszystko, czym na Zachodzie pogardzano.
Zachodnie myślenie i pisanie o Japonii wpisuje się w bogatą tradycję orientalistyczną. Jako pierwszy pisał o tym Richard Minear (1980). Zwraca on uwagę
na trzy podstawowe elementy obecne w myśleniu orientalistycznym: 1) posłu­
giwanie się abstrakcjami, takimi jak „kultura europejska" i „kultura orientalna",
2) przekonanie o wyższości tej pierwszej, 3) przeciwstawianie dawnej wielkości
kultury Orientu i jej obecnej degradacji. Wszystkie te trzy elementy odnajduje
Minear w zachodnim piśmiennictwie poświęconym kulturze japońskiej.
Jednak wbrew temu, co pisze Minear (1980), wydaje się, że dyskurs orientalistyczny wcale nie jest jednolity, a Japonia znajduje w nim miejsce szczególne.
Zwraca na to uwagę Pham (1999). Japonia, w przeciwieństwie do większości
krajów azjatyckich, nie została nigdy skolonizowana, a na początku X X wieku
stała się jedną z potęg militarnych i gospodarczych ówczesnego świata. Co wię­
cej, w okresie I I wojny światowej zagroziła bezpośrednio aliantom. Podziw mie¬
sza się więc w opisach Japonii i Japończyków ze strachem i pogardą, mamy tu do
czynienia ze znacznie większą ambiwalencją i zniuansowaniem niż w wypadku
opisów świata arabskiego. Z jednej strony widzimy zachwyt nad wyrafinowaniem
kultury japońskiej, estetyką jedzenia, utrzymywaniem harmonii z naturą, mistyką
buddyzmu zen, z drugiej — pogardę dla „konformizmu" Japończyków, strach
przed ich „fanatyzmem", „okrucieństwem" i „hipokryzją" (por. Rosen, 2000).
Znajdujemy tu jednak także elementy charakterystyczne dla szerszego dys¬
kursu orientalistycznego: Japonia postrzegana jest jako przeciwieństwo Zachodu,
a Japończycy jako dziwni i nieodgadnieni; zachwytowi nad przeszłością i tra­
dycją towarzyszy nieodmiennie wielkie rozczarowanie modernizacją. Te wątki
widoczne są również w mniejszym lub większym stopniu w dziełach Hearna.
Orientalizm nie jest jednak jedynym problemem, z którym spotykamy się,
pisząc o Japonii. Mało jest kultur, które opisywane były z równą konsekwencją
jako specyficzne i zupełnie odrębne od reszty świata, co nader często owocuje
swoistą mitologizacją rzeczywistości. Powstało nawet pojęcie nihonjinron, odno­
szące się do ideologii kulturowego nacjonalizmu, którego misją jest podkreślanie
i ugruntowywanie założeń o kulturowej wyższości kultury japońskiej (Burman,
2007). Można powiedzieć, że ideologia nihonjinron stanowi swego rodzaju od¬
wrócenie założeń orientalistycznych i jest odpowiedzią na etnocentryzm, obecny
(często nawet współcześnie) w zachodnich rozważaniach na temat Japonii.
Problem nie jest nowy, ale zaczęto go analizować stosunkowo niedawno (Gjerde, Onishi, 2000; Sugimoto, 1997). Co ciekawe, jest to przypadłość dotykająca
nie tylko samych Japończyków, ale również wielu piszących o Japonii zachodnich
autorów. Poszukując wyróżników „japońskości" pisze się na przykład o tym, że
wszyscy Japończycy posiadają pewne specyficzne cechy czy właściwości, nie bio-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

139

rąc pod uwagę, że występują tu znaczne różnice między jednostkami. Zakłada się
ponadto, że cechy te występują wyłącznie lub niemal wyłącznie wśród Japończy¬
ków i że występowały zawsze, niezależnie od kontekstu społeczno-historycznego.
Traktowanie kultury jako homogenicznej całości i programowy ahistoryzm
przypomina do złudzenia praktykę antropologii kulturowej rozpowszechnioną
w pierwszej połowie X X wieku, obecnie jednak traktowaną jako anachronicz¬
ną. Kiedyś przedmiotem zainteresowania antropologów były przede wszystkim
małe, z reguły izolowane społeczności, które wydawały się jednorodne w swoim
„spętaniu" wzorami kulturowymi i „zawieszone w czasie". Wojciech J. Burszta
(2004, s. 33) określa obowiązującą wtedy koncepcję kultury mianem „rafy kora¬
lowej", ponieważ „to, co raz w niej zostało zakumulowane, przechowywało się
w stanie nienaruszonym". „Margaret Mead, wracając w swoje ukochane strony
po dwudziestu latach, spotkała już innych ludzi, następne pokolenia, ale nie mia¬
ła wątpliwości, że obcowała nadal z «kulturą Samoa» jako społeczną ciągłością
wzorów uczestniczenia w życiu społecznym (...). Niewiele było tutaj miejsca
na transformację, przypadkowość, innowacyjność, niepewność i sprzeczności.
W bycie totalnym zniewolenie matrycą wzorców myślenia i działania zdawało
się pełne". Japonia — kontynuuje wywód Burszta (2004, s. 34), jest jednak no¬
woczesnym, złożonym i klasowo zróżnicowanym społeczeństwem, które wbrew
temu, co się często pochopnie zakłada, nie jest również jednorodne etnicznie.
Podsumowując te rozważania, trudno nie dojść do niewesołej refleksji, że pi¬
sanie o kulturze Japonii jest dzisiaj nieporównanie trudniejsze niż sto, a nawet 50
lat temu, a kto wie, czy w ogóle możliwe. Czy nie lepiej więc odłożyć pióro, niż
narazić się na miażdżącą krytykę? Niewątpliwie byłoby to znacznie prostsze, moż¬
na jednak spróbować przynajmniej częściowo obejść piętrzące się tutaj problemy.
W swojej krytyce poświęconych Japonii studiów psychologicznych Per Gjerde
(2001) zwraca uwagę, że podstawowym błędem popełnianym przez autorów jest
brak rozróżnienia pomiędzy poziomem wartości kulturowych a faktycznym zacho¬
waniem współczesnych Japończyków. Tymczasem wartości kulturowe, często nie
pozbawione konotacji ideologicznych (np. nacjonalistycznych), mogą tylko w nie¬
wielkim stopniu odzwierciedlać to, co Japończycy odczuwają i robią na co dzień.
Nawet jeśli związek pomiędzy wartościami a zachowaniem wydaje się wyraźny,
nie należy przyjmować tego a priori, lecz dokładnie zbadać.
W artykule tym będę się więc starał o ostrożność przy formułowaniu uogól¬
nień na temat zachowania; moim celem jest przywołanie japońskich wartości
i norm, które mogą wyjaśniać tradycyjne funkcje uśmiechu w tej kulturze.

Twarz i komunikacja niewerbalna
Uśmiech jest charakterystycznym i łatwo rozpoznawalnym wyrazem mi¬
micznym spełniającym ważną funkcję komunikacyjną. Anna Wierzbicka (1995)

�Piotr Szarota

140

zakłada, że uniwersalnym przekazem, jaki niesie ze sobą uśmiech, jest zdanie:
„W tej chwili czuję coś dobrego". Nie interesuje jej, czy to „czucie" będzie szcze­
re, czy udawane, bo nie zmienia to w niczym treści komunikatu, rdzeń również
pozostaje ten sam, niezależnie od tego, jakie intencje mu przyświecają. Czy bę­
dzie to appeasing smile (nieobecny w języku polskim związek frazeologiczny
— uśmiech uspokajający, łagodzący sytuację) czy revengeful smile (uśmiech bę­
dący zapowiedzią zemsty — przybliżonym polskim odpowiednikiem może być
uśmiech złowrogi), rdzeniem komunikatu jest dobre samopoczucie nadawcy.
W pierwszym wypadku (appeasing smile) Wierzbicka (1999, s. 175-176) pro¬
ponuje następujący komunikat:
(a) nie chcę, abyś myślał(a), że w tej chwili czuję coś złego;
(b) w tej chwili czuję coś dobrego;
(c) nie chcę zrobić nic złego.

W wypadku revengeful smile sekwencja będzie następująca:
(a) chcę ci zrobić coś złego (ponieważ ty zrobiłeś mi coś złego);
(b) mogę to zrobić teraz;
(c) z tego powodu czuję teraz coś dobrego.

Poszczególne kultury różnić się mogą od siebie pod względem sugerowanych
sposobów wykorzystania uśmiechu w życiu społecznym. Wierzbicka bardzo
wiele miejsca poświęca na przykład omówieniu znaczenia i funkcji uśmiechu
w kulturze amerykańskiej. Zrozumienie kulturowych norm związanych z wy­
korzystywaniem uśmiechu w Japonii nie jest możliwe bez wcześniejszej analizy
zasad związanych z komunikacją niewerbalną. Jeszcze w latach 60. Edward Hall
(1984) zaproponował podział na kultury wysokiego i niskiego kontekstu. W ko¬
munikacji o wysokim kontekście niewiele trzeba wyrażać za pomocą słów, po¬
nieważ większość informacji jest zawarta już w kontekście wypowiedzi. Ważne
jest, kto z kim rozmawia, w jaki sposób to czyni i gdzie odbywa się rozmowa.
Najprawdopodobniej więc uśmiech rzadko będzie tu traktowany jako sygnał spo¬
łeczny, którego znaczenie może być niezależne od tła. Odwrotnie, w kulturach
o niskim kontekście uśmiech interpretowany będzie raczej jako samoistny (pozy¬
tywny) komunikat, względnie niezależny od kontekstu, w jakim się pojawia.
Specyfikę komunikacji wysokiego kontekstu świetnie uchwycił Didier Cazal
w eseju poświęconym kulturze koreańskiej. „Koreańczycy posiadają szczególnie
rozwiniętą kulturową umiejętność pojmowania uczuć, emocji swych rozmówców.
Koreańczyk (... ) stara się uchwycić jedność, spójność w całym zachowaniu, mimo
zewnętrznych pozorów, widocznej swobody na twarzy i w mowie. Wszelkie pęknię¬
cie wizerunku będzie interpretowane ujemnie: źle ukryte oznaki nerwowości, skur­
cze twarzy, uśmiech z lekka usztywniony" — pisze Cazal (1996, s. 215-216).
Ta kulturowo rozwinięta umiejętność pojmowania emocji rozmówców, intui¬
cyjnego uchwycenia wewnętrznego nastawienia partnera w danym momencie,

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

141

nazywa się w Korei nunchi. Przybliżonym odpowiednikiem koreańskiego nunchi jest japońskie omoiyari. Omoiyari oznacza przede wszystkim empatyczną
umiejętność wyczuwania nastrojów oraz gotowość do zaspokojania niewypowie¬
dzianych na głos życzeń i pragnień. Takie Sugiyama Lebra (1976) przywołu¬
je anegdotę o mężu, który wracając do domu, zwraca uwagę na brak harmonii
w stojącej przy wejściu kwietnej aranżacji. Na tej podstawie mężczyzna domyśla
się, że coś musiało zmartwić jego żonę i próbuje zrozumieć, co zaszło. Domyśla
się, że doszło do konfliktu z teściową, żonie nie wolno bowiem otwarcie kryty¬
kować zachowania matki męża, próbuje więc przekazać mu informacje drogą
pośrednią.
Podstawą omoiyari jest wielka koncentracja na nieistotnych pozornie infor¬
macjach kontekstowych. Interpretacja czyjegoś zachowania opiera się właśnie
na łączeniu ze sobą takich drobnych szczegółów. Dzięki omoiyari możliwe jest
przeniknięcie poza fasadę konwencjonalnego uśmiechu. Jest to umiejętność, któ¬
rej brakuje ludziom Zachodu, dla których japońskie uśmiechy z reguły pozostają
„zagadkowe".
Różnica ta wynika w dużej mierze z innego podejścia do komunikacyjnej
funkcji twarzy. W zachodniej psychologii, opartej głównie na amerykańskiej tra¬
dycji badawczej, przyjmuje się, że twarz ludzka jest najważniejszym obszarem
komunikowania stanów emocjonalnych, może odzwierciedlać postawy, być waż¬
nym źródłem informacji zwrotnych. Niektórzy badacze (por. Knapp, Hall, 2000)
uznają, że stanowi najważniejsze po mowie źródło informacji w kontaktach
międzyludzkich. „Prymat twarzy", czyli tendencja do przypisywania jej więk¬
szej uwagi niż innym kanałom komunikacyjnym, jest dobrze udokumentowany.
Może to wynikać z naszych przekonań, że twarz mówi bardzo wiele o osobowo¬
ści człowieka. Jest „zwierciadłem duszy" czy, jak pisał Szekspir: „istną tablicą,
na której skryte rzeczy można czytać".
Rzecznicy psychologii międzykulturowej (np. Markus, Kitayama, 1991) za¬
kładają, że kolektywistyczne kultury Dalekiego Wschodu nastawione są na da¬
leko idącą powściągliwość w wyrażaniu emocji i własnych pragnień, co wynika
z żywotności tradycji konfucjańskiej. Powściągliwość ta nie polega jedynie na
ograniczeniu bezpośredniości komunikacji słownej, ale również na ograniczeniu
komunikacyjnego znaczenia twarzy.

Komunikacyjne znaczenie oczu i ust
Najtrudniej kontrolować ekspresję oczu, stąd właśnie one uważane są na Dalekim
Wschodzie — w Chinach, Korei i Japonii — za nieporównanie ważniejsze źródło
informacji niż mimika całej twarzy. Tylko oczy zdradzić mogą to, co człowiek myśli
naprawdę. „To spojrzenie oczu uważane jest w Korei za zwierciadło duszy — pisze
Didier Cazal (1996, s. 216). — Zgłębiać je, to to samo, co zagrażać prywatności,

�Piotr Szarota

142

wręcz uchybić czci. Twarz można badać tylko ukradkiem, nigdy w sposób ciągły (...).
Patrzenie w oczy Koreańczykowi w sposób natarczywy wprawia go w zakłopotanie:
jest to pogwałcenie jego duszy, wdarcie się w jego prywatność".
Ta „wschodnia" koncentracja na oczach ma głęboki sens psychologiczny.
Skurcz mięśni okołoocznych mówi nam na przykład, czy uśmiech, który obser¬
wujemy, jest konwencjonalnym uśmiechem społecznym, za którym kryje się tyl¬
ko zdawkowa uprzejmość, czy uśmiechem faktycznie angażującym pozytywne
emocje. Autentyczna radość maluje się nie tylko wokół oczu, ale i w samych
źrenicach. Gdy przeżywamy radość, źrenice rozszerzają się. W wypadku złości
stają się mniejsze (Doliński, 2000).
Charakterystyczne, że Amerykanie i Japończycy w korespondencji za pośred¬
nictwem Internetu używają innych emotikonów dla oznaczenia emocji. Konwen¬
cja amerykańska zaadaptowana została na całym Zachodzie, :-) oznacza tam za­
dowolenie (schematyczna uśmiechnięta twarz), zaś :-( to smutek. Japończycy na
oznaczenie zadowolenia używają jednak zupełnie innego symbolu ( _ ) , inaczej
też symbolizują smutek (;_;). Widać tutaj, że o ile amerykańskie emotikony kon­
centrują się na okolicy ust, japońskie różnią się jedynie sposobem przedstawiania
oczu: wesołe albo zapłakane.
Podobne różnice, o czym autorzy już nie wspominają, występują w tradycyj¬
nej ikonografii japońskiej, zgodnie z którą usta były wyobrażane w znacznym
pomniejszeniu w stosunku do reszty twarzy. Konwencja ta wydaje się w Japonii
ciągle żywa, o czym świadczy specyficzny sposób rysowania przez dzieci posta¬
ci ludzkich (por. LaVoy i in., 2001; Szarota, 2006) oraz stylistyka mangi, czyli
bardzo swoistej, japońskiej odmiany komiksu, której początki sięgają X I I I wieku
(Perper, Cornog, 2002).
W mandze, jak również w jej animowanym odpowiedniku — anime, to właś¬
nie oczy przekazują najwięcej informacji o przeżyciach i intencjach bohaterów.
Jak pisze znawca mangi, Frederik Schodt (1996, s. 49):
A

A

Gdy obcokrajowcy po raz pierwszy oglądają mangę, ich uwagę przykuwają pro­
porcje twarzy, oczy wydają się nienaturalnie wielkie, kończyny tyczkowate, a dłu­
gie blond włosy sugerują, że bohaterowie nie są Japończykami. Rzeczywiście
przed okresem Meiji japońscy rysownicy ukazywali bohaterów z małymi oczami
i wąskimi ustami; wraz z otwarciem na kulturę Zachodu i pojawieniem się nowych
kanonów estetycznych, w rysunku zaczęły obowiązywać nowe proporcje.

Współczesna stylistyka mangi narodziła się pod koniec lat 50. zeszłego stule­
cia. Schodt twierdzi, że duże „europejskie" oczy jej bohaterów to wynik zachwia¬
nia kulturowej tożsamości Japończyków po przegranej wojnie i latach upokarza¬
jącej amerykańskiej okupacji. Choć wpływy zachodniej estetyki na kształtowanie
się mangi są bezsporne (uważany za ojca współczesnej mangi Osamu Tezuka
pracował przecież dla koncernu Disneya), powiększone oczy to jednak przede
wszystkim konwencja, która pozwala najpełniej komunikować stany emocjonal-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

143

ne postaci (Brophy, 1997; Perper, Cornog, 2002). Możliwości śledzenia (klatka
po klatce) subtelnych zmian mimicznych daje przede wszystkim anime, manga
posługuje się z reguły skrótem.
Różnice w symbolice emotikonów czy w obrębie zachodniej i japońskiej este¬
tyki komiksowej wzbudziły zaciekawienie psychologów. Wychodząc z założe¬
nia, że interpretując nastawienie czy stan emocjonalny drugiego człowieka ludzie
posługują się specyficznymi dla danej kultury informacjami, Masaki Yuki, Wil­
liam Maddux i Takahiko Masuda (2007) postanowili sprawdzić, czy Japończycy
i Amerykanie rzeczywiście różnią się pod względem częstości korzystania z oczu
i ust jako sygnałów niewerbalnych. W swoim eksperymencie pytali o interpre¬
tację fotografii osób wyrażających zadowolenie i smutek, zdjęcia spreparowane
zostały jednak w taki sposób, że górna część twarzy (oczy) i dolna (usta) wy¬
rażały co innego. Wykorzystano następujące kombinacje: wesołe oczy-neutralne usta, wesołe oczy-usta w „podkówkę", smutne oczy-neutralne usta, smutne
oczy-uśmiechnięte usta, neutralne oczy-uśmiechnięte usta, neutralne oczy-usta
w „podkówkę". Okazało się, że uczestniczący w badaniu studenci amerykańscy
częściej oceniali osoby z uśmiechniętymi ustami jako bardziej szczęśliwe niż stu¬
denci japońscy, niezależnie od tego, co wyrażały oczy. Z kolei studenci japońscy
większą wagę przywiązywali do oczu; jeśli były „wesołe", oceniali osobę jako
bardziej zadowoloną niż Amerykanie, niezależnie od kształtu jej ust.
Wyniki te uznać można za zbieżne z rezultatami uzyskanymi we wcześniej¬
szym badaniu Davida Matsumoto (1989), w którym Japończycy byli zdecydo¬
wanie mniej skorzy niż Amerykanie do tego, by uznać, że przedstawione im na
fotografiach uśmiechnięte osoby są szczęśliwe czy radosne (w tym wypadku pre¬
zentowane były zdjęcia nie poddane obróbce komputerowej). W jednym i dru¬
gim badaniu uśmiechnięte usta — które Amerykanom kojarzą się jednoznacznie
z wyrażaniem pozytywnych emocji — traktowane są przez Japończyków jako
znacznie mniej istotny komunikat.
Jeden, a nawet dwa eksperymenty nie przesądzają oczywiście sprawy, sądzę jed¬
nak, że to ważny głos w dyskusji o japońskich normach i wartościach kulturowych.
Yuki i jego współpracownicy twierdzą, że ich badanie do pewnego stopnia wyjaś¬
nia, dlaczego Japończycy postrzegani są przez Amerykanów jako nieemocjonalni
czy nieodgadnieni w tym, co myślą i czują (inscrutable) — to bardzo częsty motyw
„orientalistyczny", wyraźny choćby w Chryzantemie i mieczu Ruth Benedict (2003).
Wszystko wskazuje na to, że ludzie Zachodu mają skłonność do niedoceniania naj¬
ważniejszego kanału informacji, jakim są w wypadku Japończyków oczy.
Warto zauważyć, że wyniki badania kłócą się jednak z potoczną wiedzą od¬
nośnie do tego, jak wygląda codzienna interakcja ludzi w krajach takich jak Ko¬
rea, Japonia czy Chiny. Ludzie bardzo rzadko zaglądają sobie tam w oczy, pod­
czas rozmowy skłonni są raczej spuszczać wzrok. Pisze o tym Rie Hasada (1996)
w swojej analizie zasad komunikacji niewerbalnej obowiązujących w Japonii. Za¬
miast w oczy, rozmawiające ze sobą kobiety zdają się spoglądać na swoje szyje,

�144

Piotr Szarota

mężczyźni zaś podziwiają sposób wiązania krawata. Autorzy omawianego badania
zdają sobie sprawę z tego problemu; piszą że Japończycy, choć są w stanie dobrze
rozpoznawać ukryte w twarzy „sygnały diagnostyczne", niekoniecznie robią z tego
użytek. Być może jest to motywowane chęcią zachowania społecznej harmonii.

Kulturowe skrypty japońskiego uśmiechu
Anna Wierzbicka zakłada, że każda kultura dysponuje zestawem „central¬
nych znaczeń", które komunikowane są nieustannie zarówno poprzez język, jak
i niewerbalnie, a więc również za pomocą uśmiechu. Znaczenia tego rodzaju
mogą być uznane za swoiste „skrypty kulturowe", które kierują zachowaniem
ludzi w danej społeczności. Pojęcie skryptów zaczerpnięte zostało z psychologii
(Schank, Abelson, 1977), lecz tutaj uzyskało nowe znaczenie; w tym ujęciu są
to zindywidualizowane scenariusze zachowania, odzwierciedlające specyficzne
wartości kulturowe. Różne skrypty kulturowe mogą na przykład zachęcać do
uśmiechu i swoiście uzasadniać jego wykorzystywanie w tak odmiennych trady¬
cjach jak polska, japońska czy amerykańska.
Zdaniem Wierzbickiej (1997) — kulturę japońską opisać można najlepiej przy
pomocy siedmiu słów-kluczy, które nie poddają się przekładowi na inne języki:
amae, enryo, wa, on, giri, seishin i omoiyari. Sądzę, że w wypadku uśmiechu
kluczowe znaczenie będzie miała analiza wartości związanych z wa, które stoją
u podstaw japońskiej organizacji społecznej. W zachodnich analizach poświęco¬
nych Japonii wa tłumaczone jest z reguły jako harmonia. Wierzbicka podkreśla,
że chodzi tutaj przede wszystkim o harmonię w obrębie własnej grupy, poczu¬
cie jedności i całkowitej solidarności z innymi. Wa musi mieć oczywiście swoją
cenę, implikuje przedkładanie dobra grupy nad własne interesy, jest więc kwin¬
tesencją kulturowego kolektywizmu. Ktoś, kto będzie łamał grupowe normy, ob¬
stawał przy własnym zdaniu, musi liczyć się z wykluczeniem, jak głosi japońskie
powiedzenie: „Gwóźdź, który wystaje, zostanie przybity".
Tego rodzaju antyindywidualistyczne nastawienie budzi na Zachodzie z reguły
skojarzenia z totalitarnym podporządowaniem i bezrefleksyjnym konformizmem.
Stąd właśnie orientalistyczne wyobrażenia o Japończykach jako niezdolnych do
refleksji „bezdusznych robotach", a w najlepszym wypadku „pracowitych mrów¬
kach", podporządkowanych całkowicie celom swojej organizacji (por. Rosen,
2000). Wa nie implikuje jednak niczego takiego. Wierzbicka zwraca uwagę, że
harmonia jest tutaj wartością idealną, do której się dąży, a nie czymś, czego się
za wszelką cenę broni. Proponuje też, aby zamiast o naładowanym negatywnymi
konotacjami konformizmie, mówić o konsensusie, który jest wynikiem nie naci¬
sku czy siłowej konfrontacji, lecz kompromisu.
Edwin Reischauer twierdzi, że Japończycy próbują osiągnąć wa poprzez „sub¬
telny proces wzajemnego zrozumienia, niemal intuicyjnie, a nie poprzez precyzyj-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

145

ną analizę przeciwstawnych racji albo rozstrzygające decyzje, niezależnie czy
byłyby podejmowane przez jednego człowieka, czy głosy większości". „Ostatecz¬
nym celem jest konsensus, ogólne porozumienie, które ma być udziałem wszyst¬
kich — kontynuuje Reischauer. — Dekrety wydawane przez jednego człowieka,
niezależnie od tego, jak wielkim autorytetem rozporządza, przyjmowane są z nie¬
chęcią; za niesatysfakcjonujące uznawane są nawet decyzje przegłosowane przez
zdecydowaną większość" (Reischauer, 1988, s. 136).
Dla wyjaśnienia różnic pomiędzy funkcjonowaniem społecznym Ameryka¬
nów i Japończyków, Shinobu Kitayama i Hazel Markus odwołują się do konstruktu „Ja". Ich zdaniem, różne kultury kształtują różne koncepcje własnej
osoby. W kulturach kolektywistycznych, takich jak Japonia, przeważa „Ja współ¬
zależne". W tym ujęciu Ja spostrzegane jest jako pozostające w stałej wzajemnej
zależności od otaczającego je kontekstu społecznego, a relacje z innymi są cen¬
tralnym doświadczeniem człowieka. W kulturach indywidualistycznych częściej
spotyka się „Ja niezależne". Ja rozumiane jest tutaj jako niezależna od kontekstu
społecznego, autonomiczna całość, zawierająca pewne niepowtarzalne atrybuty.
Taka, a nie inna koncepcja własnego Ja ma doniosłe znaczenie dla zachowania
człowieka, wpływa na jego myślenie, procesy motywacyjne i życie emocjonalne.
Markus i Kitayama (1991) zakładają, że potrzeby i motywy są częścią niepowta¬
rzalnego, wewnętrznego rdzenia systemu Ja każdej osoby. Jeśli to prawda, to praw¬
dopodobnie inna nieco będzie natura motywacji osób charakteryzujących się Ja
współzależnym i tych, którzy mają Ja niezależne. Motywacje ludzi z Ja współza¬
leżnym koncentrują się bardziej wokół innych osób, są to więc przede wszystkim
motywy społeczne, związane najczęściej z utrzymywaniem społecznej harmonii.
Z kolei motywacje ludzi z Ja niezależnym wiążą się z samopotwierdzaniem, pod¬
wyższaniem samooceny i samorealizacją. Większość z tych założeń zyskała z cza¬
sem mocne potwierdzenie empiryczne (Kitayama, Mesquita, Karasawa, 2006).
Powróćmy jednak do kwestii zasadniczej: w jaki sposób ideały związane z wa
mogą mieć wpływ na kulturowe skrypty związane z uśmiechaniem się? Wydaje
mi się, że wpływ ten może być trojakiego rodzaju. Dwa pierwsze przypadki doty¬
czą sytuacji, w których uśmiech jest pożądany: 1) „uśmiecham się, mimo że dzie¬
je się coś złego, ponieważ mam na względzie dobro innych" (np. chcę oszczędzić
im swoich zmartwień) oraz 2) „uśmiecham się, mimo że dzieje się coś złego,
ponieważ chcę, aby inni dobrze o mnie myśleli" (np. chowam pod uśmiechem
swoją urazę). Trzecia sytuacja, to sytuacja, w której uśmiech powinien być po¬
wściągany: „nie uśmiecham się, mimo że dzieje się coś dobrego, gdyż może to
zostać źle odebrane" (np. nie obnoszę się ze swoim sukcesem).
Zacznę od pierwszego skryptu, gdyż to on najczęściej przywoływany jest
w celu wyjaśnienia istoty japońskiego uśmiechu. „Mieć poważne albo smutne
oblicze to wyraz złych manier, ponieważ może to wywołać lęk albo ból u tych,
którzy nas kochają, a u tych, którzy nas nie kochają, niezdrową ciekawość" — pi¬
sał Hearn (1976, s. 668). „Niekontrolowany wybuch płaczu w obecności przeło-

�146

Piotr Szarota

żonych bądź gości jest niegrzecznością i pierwsze słowa, jakie usłyszymy w tych
okolicznościach nawet od najprostszej wieśniaczki, to: «Proszę wybaczyć, że
byłam tak samolubna»". Podobnie jest w wypadku przekazywania złych nowin,
które muszą być zakomunikowane, takich jak informacje o śmierci najbliższych
i konieczności wzięcia udziału w pogrzebie. „Niezależnie od tego, jak bolesna
czy szokująca jest informacja, która ma być zakomunikowana, powinno to być
zrobione z uśmiechem" — dodaje autor (Hearn, 1976, s. 668). Uśmiech ten in¬
terpretuje on jako podwójny komunikat: 1) „przepraszam, że muszę być na tyle
nieuprzejmy, żeby w ogóle poruszyć tak przykry temat"; 2) „proszę nie czuć się
zobowiązanym odczuwać to, co ja teraz czuję".
Podobne spostrzeżenia znaleźć można w, późniejszych niemal o sto lat, teks¬
tach Donalda Richie (1987; 1992), amerykańskiego filmoznawcy, który osiadł
w Japonii w 1947 roku i , podobnie jak Hearn, uczynił z niej swoją drugą ojczy¬
znę. „Japończycy uczą się od dziecka, aby nie wyrażać emocji, które mogłyby
zagrozić, czasem bardzo chwiejnej i nietrwałej, harmonii społecznej — pisze Ri¬
chie (1992, s. 76). — Uśmiechy w obliczu śmierci ukochanej osoby są ciągle na
porządku dziennym".
Oczywiście, nie tylko ludzie Zachodu dostrzegają wyraźne powiązanie po¬
między wartością wa a imperatywem uśmiechu. Jak pisze Ranko Iwamoto,
w Japonii każdy uczy się, że jego obowiązkiem jest robić wszystko, aby utrzymać
się w stanie harmonii z resztą świata. Nie przypadkiem więc za najważniejszą cnotę
uchodzi w Japonii samokontrola. Każdy Japończyk uczy się od dziecka, aby przed¬
stawiać się światu z jak najlepszej strony. Japończyk nie chce wyglądać na zbyt po¬
ważnego czy nieszczęśliwego, jest to uważane za nieuprzejme, bo może sprawić
innym ból albo zmartwienie. Czy wszyscy nie mamy dość własnych problemów?
(Iwamoto, 1961, s. 10).

To empatyczne nastawienie na samopoczucie drugiego człowieka jest istotą
omoiyari, o którym pisałem już wcześniej w kontekście komunikacji niewerbal­
nej. Omoiyari nie tylko ułatwia komunikację, pozwalając na odczytywanie moc¬
no zakodowanych komunikatów, ale oprócz pragmatycznego ma także wymiar
moralny. Pisze o tym Lebra:
Dla Japończyków, empatia (omoiyari) jest jedną z najważniejszych wartości, dzię¬
ki niej człowiek osiąga dojrzałość moralną i staje się godny szacunku. Mam nawet
pokusę, aby nazwać kulturę japońską kulturą omoiyari. Omoiyari odnosi się do
zdolności oraz potrzeby odczuwania tego, co czują inni ludzie (...) i pomagania im
w osiąganiu tego, czego pragną (Lebra, 1976, s. 38).

Troska o samopoczucie innych zakłada także oszczędzanie innym zmartwień
i problemów, stąd kontrola niebezpiecznych emocji, które są bardzo zaraźliwe.
Markus i Kitayama (1991) oraz Kitayama, Mesquita, Karasawa (2006) rozróżnia¬
j ą emocje skoncentrowane na Ja i emocje skierowane na innych. To właśnie emo-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

147

cje pierwszego rodzaju, takie jak złość, gniew, smutek, lęk czy strach, stanowią
potencjalne zagrożenie dla harmonii społecznej. Autorzy sugerują, że tego typu
emocje, jeżeli w ogóle są przez Japończyków wyrażane, to wobec przedstawicieli
grupy obcej, wśród swoich podlegają kontroli i maskowane są uśmiechem.
Obraz doskonale empatycznych Japończyków nastawionych jedynie na czy¬
nienie dobra swoim bliźnim wydaje się jednak nieco skażony sentymentalnym
orientalizmem. W rzeczywistości omoiyari jest ideałem, do którego nie każdemu
dane jest się zbliżyć. Motywem, który spełniać może podobną rolę w kontrolo¬
waniu emocji, jest potrzeba utrzymywania pozytywnej autoprezentacji w rela¬
cjach z innymi ludźmi.
Rozróżnieniem, które ułatwia zrozumienie kultury japońskiej, jest podział na
tatemae i honne. Tatemae to fasada, którą pokazuje się najczęściej światu, ozna¬
cza ona postępowanie według kulturowych standardów uprzejmości. Honne to
prywatne, wewnętrzne przekonania, którymi dzielić się można tylko z wybra¬
nymi bliskimi osobami i to zazwyczaj tylko w pewnych okolicznościach. Nie
ma sytuacji, w której tatemae nie byłoby stosowane dla „zachowania twarzy",
uniknięcia konfliktów, sytuacji niewygodnych czy zawstydzających.
Ta fasadowa autoprezentacja jest więc jednym ze sposobów utrzymania po¬
zytywnego obrazu własnej osoby. Ilustruje to wypowiedź japońskiego terapeuty
Yuuho Asaki, cytowana w artykule Hasady. „Jeśli przydarzy nam się coś niemiłego
albo bardzo złego, chcielibyśmy zapłakać albo wpaść w złość, ale nie możemy
tego zrobić. Myślimy: «okażę się słaby, gdy zacznę płakać», albo «złość to ob­
jaw niedojrzałości» i powstrzymujemy łzy albo wybuch złości" (Hasada, 2003,
s. 50). Japończycy przywiązują ogromną wagę do tego, co myślą o nich inni ludzie.
Brak umiejętności kontrolowania emocji traktowana jest zwykle jako oznaka naiw¬
ności lub braku ogłady, powściągliwość z kolei zapewnia szacunek otoczenia.
Tatemae zakłada codzienne maskowanie swoich prawdziwych intencji i my¬
śli, wymaga więc ścisłej kontroli mimiki i innych zachowań niewerbalnych. To,
co pozostaje, to uprzejmy uśmiech, niezależnie od tego, czy ktoś jest zawstydzo¬
ny, został przez kogoś obrażony, czy po prostu fatalnie się czuje. Uśmiech ten
pojawia się nawet w kontaktach z cudzoziemcami, którzy nie znają zazwyczaj
reguł tatemae. „Rozmawiałem kiedyś z pewnym Amerykaninem i nie rozumiejąc
tego, co mówi, uśmiechnąłem się nieświadomie" — pisze Chie Iryo (1996). „Jak
myślicie, kiedy człowiek się uśmiecha? Myślę, że wtedy, gdy jest szczęśliwy (...).
Ale Japończycy mają kilka wyjątków od tej reguły. Jeżeli popełnisz błąd, co wte¬
dy robisz? My, Japończycy, zwykle się uśmiechamy. Nie jesteśmy zadowoleni,
tylko bardzo zawstydzeni, więc nasz uśmiech jest gorzki".
Pisząc o tatemae nie można nie wspomnieć o enryo. Enryo jest kluczową war¬
tością kultury japońskiej. Enryo to powściągliwość w kontaktach społecznych,
powstrzymywanie się przed otwartym wyrażaniem swoich opinii, pragnień, pre¬
ferencji. Zachodnia bezpośredniość w tym względzie traktowana jest jako prze¬
jaw „niedojrzałości" przypomina bowiem zachowanie japońskich dzieci.

�Piotr Szarota

148

Jednym z aspektów enryo jest manifestowanie skromności. W kulturze japoń¬
skiej, w przeciwieństwie do amerykańskiej, promowanie własnej osoby poprzez
demonstrowanie swoich sukcesów postrzegane jest jako zjawisko negatywne. Lu¬
dzie skromni, którzy po osiągnięciu sukcesu wycofują się w cień, zamiast chwalić
się i przypisywać sobie wszystkie zasługi, są w Japonii nie tylko bardziej lubiani,
ale również oceniani jako zdolniejsi i bardziej kompetentni. Mało tego. Japończycy
nie tylko nie wykazują tendencji do faworyzowania własnej osoby, ale zachowują
się często wręcz przeciwnie, próbując umniejszać własne dokonania. Jeśli badani
Amerykanie wypadną w testach gorzej od innych, będą mieli mniejsze zaufanie do
takich wyników niż w sytuacji, gdy wypadną lepiej. Japończycy przeciwnie. Będą
bardziej wierzyć w rzetelność wyniku, kiedy poniosą porażkę, niż gdy osiągną suk¬
ces (por. Markus, Kitayama, 1991). Zniekształcenie to przypisywane jest działaniu
normy skromności lub potrzebie wzmacniania pozycji innych.
Tego rodzaju nastawienie przejawia się również w kontrolowaniu mimiki.
Hasada (2003) pisze, że reagując na komplementy, Japończycy sprawiają wra¬
żenie zakłopotanych bądź zawstydzonych, co bardzo dziwi Amerykanów, którzy
spodziewają się po nich szerokich uśmiechów. Często odczytywane jest to jako
„typowa japońska hipokryzja". W kontekście zawodów sportowych rezygnacja
z otwartego manifestowania radości i tryumfalnych uśmiechów wynika często
z omoiyari. Hasada (2003, s. 53) cytuje wypowiedź zawodnika sumo: „Kiedy
udzielam wywiadu po wygranej walce, myślę o uczuciach swojego przeciwnika,
dlatego czuję się winny, kiedy pokazuję swoją radość. Aby nie zrobić mu przy¬
krości, mówię więc, że miałem szczęście, albo że to był tylko przypadek".

Uśmiech i socjalizacja
Kulturowe wartości, aby spełniać funkcję regulatorów zachowania, muszą zo¬
stać zinternalizowane za pomocą różnego rodzaju oddziaływań socjalizacyjnych.
Socjalizacja taka rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Na rolę wycho¬
wania w uczeniu się kulturowych skryptów uśmiechu zwrócił już uwagę Hearn.
„[Dzieci] uczą się uśmiechać, tak jak uczą się ukłonu" — pisał.
Śmiech nie jest mile widziany, z oczywistych powodów. Lecz uśmiechu używa się
przy wszystkich przyjemnych okazjach, zarówno gdy rozmawia się z kimś wyższym
rangą, jak i równym sobie, ale także w sytuacjach, które nie są miłe; jest to pewien
sposób bycia, obejścia. Najmilsza twarz to ta, na której gości uśmiech, a ukazywa¬
nie takiego właśnie oblicza rodzicom, krewnym, nauczycielom, przyjaciołom i tym
wszystkim, którzy dobrze nam życzą, stanowi właściwy cel życia. Nawet jeśli serce
się kraje, twym obowiązkiem jest uśmiechać się mężnie (Hearn, 1976, s. 667).

Podobne spostrzeżenia znaleźć można w tekstach Donalda Richie (1987;
1992): „Lafcadio Hearn już dawno temu zwrócił uwagę, że japoński uśmiech

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

149

jest nie tylko spontaniczną ekspresją; to także forma etykiety, której ciągle uczą
się japońskie dzieci" — pisze autor (1992, s. 76). „Próbowałem wyobrazić so¬
bie system wychowawczy, który był odpowiedzialny za ten fenomen: całe stule¬
cia, podczas których ludzie (... ) byli uczeni, że wyrażanie irytacji czy oburzenia
nie jest społecznie produktywne. Należąc do pewnej społeczności, trzeba sza¬
nować jej standardy. Własna reakcja powinna zostać stłumiona, tak aby można
było zachować atmosferę harmonii" (Richie, 1987, s. 117). „Dziecko uczy się
więc wcześnie, że powinno uśmiechać się, gdy cierpi — dodaje Iwamoto (1961,
s. 10). — Może się uśmiechnąć, gdy się poważnie skaleczy, a jego uśmiech ozna¬
cza wtedy: «Nie przejmujcie się. To nic poważnego»".
W literaturze przedmiotu mówi się niekiedy o „treningu omoiyari", dzięki
któremu dzieci uczą się przyjmować perspektywę drugiej osoby. Jak pisze Pa¬
tricia Clancy, powołując się na badania, które prowadziła w Japonii: „Wydając
polecenia, japońskie matki podkreślają wyraźnie, jak ważna jest wrażliwość na
potrzeby, życzenia i uczucia innych ludzi. Takie odwoływanie się do empatii, po¬
średnie bądź bezpośrednie, stanowiło 45% wszystkich uzasadnień, które wymie¬
niały matki jako podstawę własnych działań wychowawczych" (Clancy, 1986,
s. 232). Uczenie empatii może polegać początkowo na informowaniu dziecka
o potrzebach innych („Twoja siostra jest głodna"); bardziej zaawansowaną tech¬
niką jest przypisywanie obserwowanym ludziom słów, których w rzeczywisto¬
ści nie wypowiedziały, ale najprawdopodobniej myślą w podobny sposób. Na
początku dziecko słucha matki, później z większym lub mniejszym sukcesem
próbuje samemu „czytać w cudzych myślach".
Zabiegi wychowawcze zmierzają też do nauczenia dziecka, że jego zachowanie
powinno być zgodne z oczekiwaniami innych ludzi i że podlega ono ciągłej ocenie.
W tym wypadku Clancy (1986) pisze o „treningu konformizmu", choć lepszym
określeniem byłby tu chyba „trening wa". Matki często odwołują się do hipotetycz¬
nych reakcji innych ludzi, którzy obserwują bądź mogliby zauważyć zachowanie
dziecka, ucząc je strachu przed społeczną dezaprobatą i wykluczeniem. Dziecko
uczy się, że pewne zachowania są złe, nie z powodu implikacji moralnych, ale
z uwagi na ocenę społeczną: „będą się z ciebie śmiali", „będziesz wyrzutkiem".
Socjalizacja nie kończy się we wczesnym dzieciństwie, rozmaite reguły wdra¬
żane są podczas edukacji szkolnej, jak również w miejscu pracy. Szczegółowe
wskazania dotyczące godnego bądź eleganckiego zachowania są też kodyfiko¬
wane w formie rozmaitych podręczników dobrych manier, najczęściej mamy tu
jednak do czynienia z przepisami regulującymi zachowanie określonej klasy czy
warstwy społecznej. Niestety, nie udało mi się znaleźć odniesień do tego rodzaju
zapisów regulujących zasady „eleganckiego uśmiechu" w Japonii, wiadomo jed¬
nak, że zapisy takie istniały na przykład w Chinach. Wspomina o nich psycholog
Otto Klineberg (1938), w artykule poświęconym ekspresji emocjonalnej w litera¬
turze chińskiej. Oprócz literatury pięknej, Klineberg analizuje właśnie podręcz¬
niki etykiety, a w jednym z nich natrafia na takie rady: „Nie pokazuj zbyt łatwo

�Piotr Szarota

150

swojego niezadowolenia i nie uśmiechaj się za często" oraz „Kiedy się uśmie¬
chasz, nie pozwól, aby widoczne były twe zęby, innymi słowy, twój uśmiech
musi być tak powściągliwy, aby nie widać było zębów" (Klineberg, 1938, s. 519).
Z analiz Klineberga wynika też, że znacznie częściej niż w tradycji europejskiej
uśmiech stosowany bywał w Chinach jako wyraz pogardy i złości.

Podsumowanie
Dotychczasowe rozważania dotyczyły kulturowych norm i wartości, które
najprawdopodobniej regulują sposób wykorzystania uśmiechu w kulturze japoń¬
skiej. Nie twierdzę, że „etykieta uśmiechu" jest przyswajana w tym samym stop¬
niu i kształcie przez wszystkich Japończyków. Zapewne ulega ona historycznym
przemianom, a więc można się tu spodziewać różnic nie tylko środowiskowych,
ale i pokoleniowych. Nie jest też jasne, do jakiego stopnia opisane wyżej kulturo­
we zależności są specyficzne dla Japonii, a do jakiego stopnia charakterystyczne
są dla większości kultur kolektywistycznych Dalekiego Wschodu.
Wspominałem już o podobieństwach w podejściu do komunikacji niewerbal¬
nej, które łączą wyraźnie Japończyków z Koreańczykami i Chińczykami — cho¬
dzi przede wszystkim o kontrolę mimiki i kontekstową interpretację zachowania.
Na tej podstawie można przypuszczać o pewnych podobieństwach w zakresie sto¬
sowanej etykiety uśmiechu. Podobieństwa takie wynikać mogą przede wszystkim
ze znaczenia, jakie zarówno w Japonii, jak i w Chinach przypisuje się społecznej
harmonii. Analizując funkcję uśmiechu w kulturze chińskiej, Bifang Chen pisze,
że w wypadku Chińczyków o pojawieniu się uśmiechu decydują raczej czynniki
zewnętrzne niż wewnętrzne, jak zadowolenie czy sympatia dla kogoś.
Chińczyk, zanim się uśmiechnie, musi zbadać sytuację. Próbuje się zorientować
czy jego uśmiech nikogo nie obrazi i w jakim nastroju jest reszta grupy, i od tego
właśnie uzależni własną reakcję. Podczas przyjęcia zdarza się, że ktoś opowiada
z uśmiechem o swoich przykrych doświadczeniach. Uśmiech pojawia się na jego
twarzy w celu ukrycia prawdziwych uczuć, które nie pasowałyby do panującego
wokół radosnego nastroju (Chen, 2006, s. 17).

Chen pisze także, że uśmiech wykorzystywany jest również do łagodzenia
napięć interpersonalnych, towarzyszy on na przykład przywołanej przez autorkę
sytuacji, w której podwładny przeprasza za popełnioną pomyłkę. W obu wypad¬
kach widać wyraźne podobieństwa do scenariuszy japońskich.
Pisząc o chińskim uśmiechu, Chen zwraca również uwagę na doniosłość roz¬
różnienia na grupę własną i obcą. Chińczycy z reguły nie uśmiechają się do ob¬
cych; uśmiech ze strony nieznajomego oznaczać może, że ktoś zamierza prosić
drugą osobę o przysługę albo coś jej sprzedać (Chen, 2006). Rozróżnienie na
grupę własną i obcą jest bardzo istotne także w Japonii, jednak wydaje się, że
japońska etykieta uprzejmości często nie ogranicza się tylko do kręgu współpra-

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

151

cowników, przyjaciół i krewnych. Wiedzą coś na ten temat turyści, którzy mieli
możliwość odwiedzenia zarówno Chin, jak i Japonii.
Podobieństwa pewnych zasad regulujących użycie uśmiechu odnaleźć można
nawet poza kręgiem bezpośredniego oddziaływania tradycji konfucjańskiej. Ze
zgromadzonych przeze mnie danych wynika na przykład, że sposób wykorzysta¬
nia uśmiechu w Tajlandii czy w Indonezji wydaje się dość zbliżony do obyczajów
japońskich (por. Szarota, 2006). „Jak to możliwe, że Tajowie mogą się uśmiechać,
jeśli ich uśmiech nie odzwierciedla ich prawdziwych uczuć" — pyta retorycznie
Marsi Paribatra z Uniwersytetu Chulalongkorn w Bangkoku.
Turysta, któremu uda się opanować kilka tajskich słów, na pewno zauważy, że pe­
wien zwrot powraca w rozmowach z zaskakującą częstością: Mai pen arai!, czyli
„Nie przejmuj się!" albo „Mniejsza o to!". To zaklęcie wypowiadane jest w obliczu
wszelkich codziennych problemów. Nie ma sensu złościć się czy trapić małymi nie¬
dogodnościami losu, po co zamieniać życie w dramat? Mai pen arai. Nawet jeśli
ktoś uśmiecha się, oznajmiając śmierć kogoś bliskiego, nie czyni tego z braku uczuć,
przekazuje tylko niemy komunikat, że to, co się stało, jest nieodwracalne. Uśmiecha­
jąc się, próbuje oszczędzić innym żałoby i nie odbierać im radości życia (...). Taka
postawa jest charakterystyczna dla Tajlandii, ale także dla innych krajów Dalekiego
Wschodu, od Sri Lanki po Laos, od Bali po Japonię (Paribatra, 1991, s. 26).

Czy zatem japoński uśmiech jest kulturowym skryptem, czy orientalistyczną
inwencją? Wydaje mi się, że przedstawione rozważania świadczą, że raczej tym
pierwszym. Wiele wskazuje również na to, że biorąc pod uwagę wszystkie kulturowe
uwarunkowania, którym podlega, jest też japoński uśmiech jakościowo wyróżnialny
spośród „uśmiechów Dalekiego Wschodu". Z drugiej strony, jego wyjątkowość za¬
pewne nie powinna być przeceniana.
Słowa kluczowe: uśmiech, etykieta, komunikacja niewerbalna, kultura japońska,
orientalizm, nihonjinron

BIBLIOGRAFIA
Benedict R.
2003
Brophy P.
1997
Burman E.
2007

Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej
Warszawa.

(przeł. E. Klekot), PIW,

Ocular Excess: A Semiotic Morphology of Cartoon Eyes, „Art &amp; Design"
vol. 53, p.7, s. 26-33.
Between Orientalism and Normalization: Cross-Cultural Lessons from Ja¬
pan for a Critical History of Psychology, „History of Psychology" vol. 10,
p. 19, s. 179-198.

�152

Piotr Szarota

Burszta W.J.
2004
Różnorodność i tożsamość. Antropologia jako kulturowa refleksyjność,
Wydawnictwo Poznańskie, Poznań.
Cazal D.
1996
Twarz, komunikacja międzykulturowa i etyka: przykład Korei, w: Komuni­
kacja międzykulturowa: zderzenia i spotkania, red. A. Kapciak, L . Korporowicz, A. Tyszka, Instytut Kultury, Warszawa, s. 205-218.
Chen B.
2006
Cultural Differences in Smiling, „US-China Foreign Language" vol. 4,
p. 4, s.15-18.
Clancy P.M.
1986
The Acquisition of Communication Style in Japanese, w: Language Socia­
lization Across Cultures, eds. B.B. Schieffelin, E. Ochs, Cambridge Uni­
versity Press, Cambridge, s. 213-250.
Doliński D.
2000
Ekspresja emocji. Emocje podstawowe i pochodne, w: Psychologia.
Podręcznik akademicki, tom 2, red. J. Strelau, Gdańskie Wydawnictwo
Psychologiczne, Gdańsk, s. 351-367.
Gjerde P.
2001
Attachment, Culture, and Amae, „American Psychologist" vol. 56, p. 2,
s. 826-827.
Gjerde P., Onishi M .
2000
Selves, Cultures, and Nations: The Psychological Representation of „the
Japanese" in the Era of Globalization, „Human Development" vol. 43,
p. 10, s. 23-33.
Hall E.T.
Poza kulturą, przeł. E. Goździak, PWN, Warszawa.
1984
Hasada R.
1996
Some Aspects of Japanese Cultural Ethos Embedded in Nonverbal Com­
municative Behaviour, w: Nonverbal Communication in Translation, ed.
F. Poyatos, John Benjamins, Amsterdam, s. 83-103.
2003
„Cultural Script": On Japanese Attitude towards Emotion. „Bulletin
of Japanese Language Center for International Students" vol. 29, p. 40,
s. 27-67.
Hearn L.
1976
Glimpses of Unfamiliar Japan, C.E. Tuttle, Tokyo (I wyd. 1894).
Iryo C.
Japanese Smile. „The Gaijin Gleamer Online", vol. 43, http://kyushu.com/
1996
gleamer.
Iwamoto R.
1961
What is Behind the Japanese Smile, „Thunderbird International Business
Review" vol. 3, p.1, s.10.
Kitayama S., Mesquita B., Karasawa M .
2006
Cultural Affordances and Emotional Experience: Socially Engaging and
Disengaging Emotions in Japan and the United States, „Journal of Persona­
lity and Social Psychology" vol. 91, p.13, s. 890-903.

�Japoński uśmiech: orientalistyczna inwencja czy skrypt kulturowy?

153

Klineberg O.
1938
Emotional Expression in Chinese Literature, „Journal of Abnormal and So­
cial Psychology" vol. 33, p. 3, s. 517-520.
Knapp M.L., Hall J.A.
2000
Komunikacja niewerbalna w interakcjach międzyludzkich, przeł. A. i L. Śliwa,
Astrum, Wrocław.
LaVoy K.S., Pedersen W.C., Reitz J.M., Brauch A.A., Luxenberg T., Nofsinger C.
2001
Children 's Drawings: A Cross-Cultural Analysis from Japan and the Uni­
ted States, „School Psychology International" vol. 22, p.11, s. 53-64.
Lebra S.T.
1976
Japanese Patterns of Behaviour, University of Hawaii Press, Honolulu.
Markus H., Kitayama S.
1991
Culture and the Self: Implications for Cognition, Emotion, and Motivation,
„Psychological Review" vol. 98, p. 29, s. 224-253.
Matsumoto D.
1989
Cultural Influences on the Perception of Emotion, „Journal of Cross-Cul¬
tural Psychology" vol. 20, p. 13, s. 92-105.
Minear R.H.
1980
Orientalism and the Study of Japan, „Journal of Asian Studies" vol. 39,
p. 27, s. 507-534.
Paribatra M .
1991
Smile, Smile, Smile, „UNESCO Courier" vol. 5, p. 3, s. 26-29.
Perper T., Cornog M .
2002
Eroticism for the Masses: Japanese Manga Comics and Their Assimilation
into the U.S., „Sexuality &amp; Culture" vol. 6, p. 98, s. 3-101.
Pham P.L.
1999
On the Edge of the Orient: English Representations of Japan, circa 1895¬
-1910, „Japanese Studies" vol. 19, p. 20, s. 161-181.
Reischauer E.O.
1988
The Japanese Today: Change and Continuity, The Belknap Press, Cam¬
bridge, M A .
Richie D.
1987
A Lateral View. Essays on Contemporary Japan, Japan Times, Tokyo.
1992
Different People: Pictures of Some Japanese, Kodansha, Tokyo.
Rosen S.L.
2000
Japan as Other: Orientalism and Cultural Conflict, „Journal of Intercul¬
tural Communication" vol. 4, p. 12, s. 123-135.
Said E.W.
1991
Orientalizm, przeł. M . Wyrwas-Wiśniewska, PIW, Warszawa.
Schank R.C., Abelson R.P.
1977
Scripts, Plans, Goals and Understanding, Erlbaum, Hillsdale, NJ.
Schodt F.L.
1996
Dreamland Japan. Writings on Modern Manga, Stone Bridge Press, Berkeley.
Sugimoto Y
1997
An Introduction to Japanese Society, Cambridge University Press, Cam¬
bridge.

�Zbigniew Szmyt

154
Szarota P.
2006

Psychologia uśmiechu. Analiza kulturowa, Gdańskie Wydawnictwo Psy­
chologiczne, Gdańsk.
Wierzbicka A.
1995
Kisses, Handshakes, Bows: The Semantics of Nonverbal Communication,
„Semiotica" vol. 103, p. 45, s. 207-252.
1997
Understanding Cultures Through Their Key Words: English, Russian, Po­
lish, German, and Japanese, Oxford University Press, New York.
1999
Emotions Across Languages and Cultures: Diversity and Universals, Cam­
bridge University Press, Cambridge.
Yuki M . , Maddux W.W., Masuda T.
2007
Are the Windows to the Soul the Same in the East and West? Cultural Dif­
ferences in Using the Eyes and Mouth as Cues to Recognize Emotions in
Japan and the United States, „Journal of Experimental Social Psychology"
vol. 43, p. 8, s. 303-311.

Piotr Szarota

THE JAPANESE SMILE: A N ORIENTAL I N V E N T I O N OR A CULTURAL
SCRIPT?
(Summary)
The author tries to answer the question to what extent the „Japanese smile", which is
so often described by Western authors, is an Oriental invention and to what degree it
is actually rooted in the traditional Japanese cultural values. A definition was adopted
according to which smile is a characteristic and easily recognisable mimic expression,
which performs an important communicative function. Individual cultures can be diffe­
rent with respect to how smile is used in social life. The specific „high context" commu­
nication, characteristic of the Far East, where not much has to be expressed by means of
words because most information is contained in the context of the utterance, has been
described. A hypothesis has been advanced that in such a situation smile will rarely be
treated as a social signal, the meaning of which can be independent of the background.
The most important part of the text is devoted to the description of hypothetical cultural
scripts, which encourage or prevent from the use of smile in specific social situations.
A relation between these scripts and the traditional values of Japanese culture, particu­
larly those connected with the ideal of wa, i.e. social harmony, has been discussed. The
author also tries to answer the question to what extent the etiquette of the Japanese smile
is unique. The author concludes that the Japanese smile fits well into the cultural context
of Japanese culture and stands out from other „smiles of the Far East".
Key words: smile, etiquette, non-verbal communication, Japanese culture, orientalism,
nihonjinron

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9823" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9801">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8368f6544ba93cc52439885ae5c04401.pdf</src>
        <authentication>7750d2494a6e55e39bbffb8f9392df4b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116864">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1719</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116865">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116866">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1591</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116867">
                <text>Bamberska rodzina Bajerleinów - jej wkład w historię i kulturę Poznania / ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116868">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2002 t.46, s.163-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116869">
                <text>Szczepaniak-Kroll, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116870">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116871">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116872">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116873">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116874">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLVI: 2002, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

A G N I E S Z K A SZCZEPANIAK-KROLL
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Pracownia Etnologiczna w Poznaniu

BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
- JEJ WKŁAD W HISTORIĘ I KULTURĘ POZNANIA

Ród Bajerleinów pochodzi z Bambergu, skąd niektórzy jego członkowie przy­
byli w XVIII w. do Polski wraz z falą osadników z Górnej Frankonii. Już
w trzecim pokoleniu rodzina uległa asymilacji, głównie na skutek mieszanych
małżeństw, codziennych kontaktów z sąsiadami - Polakami, podobnego charak­
teru wykonywanych zajęć oraz zbliżonego systemu wartości, wywodzącego się
z wyznawanej przez obydwie grupy religii katolickiej. Bambrzy okazali się ludź­
mi reprezentującymi cechy bardzo bliskie Wielkopolanom, a więc gospodarność,
pracowitość, rzetelność, a co najważniejsze - byli katolikami. Jest prawdopo­
dobne, że proces wymiany kulturowej miał wpływ na powstanie etosu poznaniaka.
Bajerleinowie w sposób szczególny zamanifestowali swą polskość już w poło­
wie XIX w., stawiając opór wobec polityki germanizacyjnej Bismarcka. Także
później, podczas powstania wielkopolskiego w 1918 roku, kilku z nich brało
czynny udział w walkach, opowiadając się po polskiej stronie i wpisując się swoim
patriotyzmem w historię Poznania. II wojna światowa ciężko doświadczyła ro­
dzinę, niektórzy jej członkowie zostali deportowani, inni byli aresztowani za
działalność w organizacjach podziemnych, musieli się ukrywać lub pracować dla
niemieckiego okupanta. Bajerleinowie angażowali się w życie społeczności,
wśród której mieszkali. Ta aktywność była doceniana, ponieważ powierzano
im stanowiska w administracji państwowej i organizacjach rolniczych. Pomimo
szeregu obowiązków, znajdowali czas na działalność społeczną oraz religijną.
Pracowitość, patriotyzm, głęboka wiara są cechami, które Bajerleinowie cenią
od pokoleń. Równie ważne miejsce odgrywała zawsze w ich systemie wartości
rodzina. Silne poczucie więzi między krewnymi powodowało, że w czasie wojny,
nawet w chwilach największego kryzysu, wzajemnie udzielano sobie pomocy.
Do dziś starannie pielęgnuje się pamięć o bamberskich korzeniach i choć żaden
ze spotkanych przeze mnie Bajerleinów nie czuje się obecnie Niemcem, po­
chodzenie jest, zdaniem większości członków rodziny, ciekawym elementem
wyróżniającym ich spośród pozostałych poznaniaków.
Szczególnie dużo wiedzy o dziejach rodu dostarczają prywatne zapiski
Antoniego Bajerleina, ostatniego sołtysa wsi Winiary, włączonej w 1925 r. do
Poznania, i zarazem pierwszego komisarza nowej dzielnicy miasta. Pamiętnik
jest również ciekawym dokumentem historycznym. Przedstawia bowiem zmiany

�164

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

społeczne i polityczne zachodzące na przełomie dwóch wieków w Poznaniu
i okolicach, ilustruje przeobrażenie Winiar z osady wiejskiej w część miasta,
wraz z całym jej kolorytem. Jest też zapisem naocznego świadka wielkich wyda­
rzeń, jakimi były powstanie wielkopolskie i obydwie wojny światowe.
Osadnictwo bamberskie wiązało się ściśle z sytuacją, w jakiej znalazła się
na początku X V I I I w. Wielkopolska. Poznań i okolice zostały wówczas w dużym
stopniu zniszczone przez wojnę północną. Nędza i głód spowodowane zawieru­
chą wojenną, spotęgowane przez nawarstwiające się klęski żywiołowe oraz zarazę,
doprowadziły do wyludnienia miasta i przylegających do niego wsi. Władze,
chcąc odbudować Poznań i jego wsie, wystosowały odezwę zachęcającą do osied­
lenia się na tych terenach. Wobec słabego odzewu ze strony Polaków, zwrócono
się z taką samą propozycją do mieszkańców Bambergu, przeżywającego z kolei
kryzys, spowodowany przeludnieniem. Pismo musiało trafić na podatny grunt
skoro już w 1719 r. rozpoczęły się migracje do Polski z terenów Górnej Frankonii
(Paradowska 1998, s. 42-45).
Jak wynika z kontraktów zawartych z osadnikami z Bambergu, protoplaści
rodziny Bajerlein osiedlili się w należących do Poznania wsiach, noszących naz­
wy Dębieć i Rataje. Jeśli chodzi o Dębieć, w 1730 r. pisarz miejski Jan Rzepecki
pisał, iż „ta wioska Dąbczen ma teraz gospodarzy Niemców z Bamberga, katoli­
ków 12, którym jest wydzielone pole z łunami", wśród nich pojawiło się nazwi­
sko Johanna Bajerleina (Wicherkiewicz 1924, s. 54). Natomiast w kontrakcie
dotyczącym Rataj, zawartym z przybyszami w 1745 r. przez urząd miejski,
wymienione jest nazwisko Nicolausa Bajerleina (Bár 1882, s. 12). Nie znamy
powodów, dla których rodzina rozdzieliła się (a może było to kilka rodzin lub
samotnych mężczyzn niespokrewnionych ze sobą?) i osiadła także w Górczynie,
Winiarach i Jeżycach. Z przekazów Antoniego Bajerleina, sołtysa na Winiarach,
wiemy, że tę samą funkcję pełnili także dwaj bracia jego ojca w dwóch innych
wymienionych wioskach, nim w 1900 r. zostały one przyłączone do miasta.
W artykule omawiam dzieje winiarskiej gałęzi Bajerleinów, ponieważ wy­
daje się, że najbardziej zasłużyła się ona dla historii miasta. Przed rokiem 1730
w wymienionej wsi nie mieszkał jeszcze żaden Bajerlein, nazwisko to nie figu­
ruje wśród mieszkańców wymienianych przez badacza wielkopolskiej wsi,
Jana Rutkowskiego (1956, s. 266). Przeprowadzka nastąpiła prawdopodobnie
pod koniec X V I I I w. Wprawdzie zachował się dokument mówiący o powsta­
niu domu na Winiarach w 1878 roku, którego fundatorem był Józef Bajerlein,
zmarły w 1892 roku, rodzina musiała jednak mieszkać tam już wcześniej. Antoni
Bajerlein, wnuk Józefa, odnotował w swoim pamiętniku: „Mój ojciec [czyli syn
Józefa - A. S.-K.] był czwartym tego nazwiska na gospodarstwie, przy ul. Włoś­
ciańskiej nr 2 po przeprowadzeniu się z Cytadeli" (Bajerlein, rękopis).
Wieś Winiary znajdowała się początkowo blisko Poznania. W 1828 r. spra­
wujący rządy Prusacy zadecydowali o zamianie miasta w twierdzę, mającą sta­
nowić główny punkt obrony w razie agresji ze strony Rosji. Przypadła mu rola
„postrachu dla wroga zewnętrznego" a także zabezpieczenia przed „knowaniami
Polaków". Otoczenie centrum murami wywołało wiele negatywnych skutków,

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

165

m.in. brak nowych miejsc pod zabudowę, zbyt duże zagęszczenie ludności,
wzrost czynszów, odcięcie od okolicznych wsi itd. Przede wszystkim jednak
budowa doprowadziła do znacznych zmian w środowisku geograficznym. Ich
ofiarą padły m.in. Winiary. Wieś, położona po obu stronach drogi prowadzącej
do Obornik, licząca wówczas 40 gospodarstw, kościół filialny z cmentarzem,
dwa wiatraki, w wyniku intensywnych prac przy budowie cytadeli uległa
w 1830 roku likwidacji. Mieszkańców przesiedlono na nowe tereny położone na
północny wschód od twierdzy. To właśnie na tych terenach, jak wspominał
Antoni, mieszkały już cztery pokolenia Bajerleinów.
Najstarszym członkiem rodziny, o którym zachowała się pamięć, był Józef
Bajerlein (zm. w 1892 roku). Jego żona, Marianna, pochodziła również z rodziny
bamberskiej - Remleinów. Tradycja wychodzenia za mąż za innych Bambrów
przetrwała przez następne 2-3 pokolenia. Wśród osób spowinowaconych spoty­
kamy nazwiska Dajerling, Kaiser, Paetz. Z pewnością początkowo małżeństwa
były ściśle zaplanowane, starano się bowiem w ten sposób utrzymać spójność
grupy i jej odrębność od miejscowej ludności. W miarę upływu czasu podobne
związki były raczej rezultatem bliskości zamieszkania i zwykłych, sąsiedzkich
kontaktów pomiędzy rodzinami znającymi się od pokoleń, niż celowego działa­
nia. Asymilacja postępowała i coraz częściej wybierano partnerów - Polaków.
Józef Bajerlein posiadał, według relacji potomków, duże gospodarstwo. Nie­
stety, dziś ustalenie dokładnej wielkości majątku nie jest możliwe. Faktem jest,
że Bambrzy przybywający w okolice Poznania w X V I I I w. otrzymywali od
miasta oprócz ziemi, ziarna na chleb i zasiew, niewielkich sum pieniędzy także
pewne przywileje, np. byli zwolnieni na pewien czas ze świadczeń oraz jako
pierwsi mogli płacić czynsz zamiast, jak to się działo w wypadku gospodarzy
polskich, odrabiać pańszczyznę (polscy rolnicy także zostali oczynszowani, lecz
nieco później). Przywileje ułatwiały bogacenie się i powodowały rozwój gospo­
darstw. Ziemię można było sprzedać, co zapewne wykorzystali Bajerleinowie
wyprowadzając się do innej wsi. Prawdopodobnie warunki na nowym miejscu
były jeszcze bardziej korzystne.
Rodzina Józefa Bajerleina miała typowy dla X I X w. patriarchalny charakter.
Zofia Jabłonowska, w książce, pt. Przemiany rodziny polskiej (1975, s. 52-53)
tak określiła specyfikę rodziny XIX-wiecznej: „Rodzina patriarchalna jest cha­
rakterystyczna dla społeczeństw typu rolniczego w naszej kulturze. Cechuje j ą
stałość i zwartość, nierozerwalność małżeństw, wielki autorytet głowy rodziny
- ojca, który reprezentował siłę i przymus, a dawał członkom rodziny obronę.
Rodzice czerpali autorytet z faktu zaspokajania potrzeb fizycznych i duchowych
swoich dzieci, duże znaczenie miał dawany przez nich przykład". Opisany model
reprezentowała rodzina Józefa Bajerleina. We wspomnieniach wnuków on sam
jawi się jako osoba surowa, niezbyt wylewna, bardzo pobożna i pracowita, oto­
czona szacunkiem przez sąsiadów i bliskich. Stosunki pomiędzy pokoleniami
panujące w domu dziadka najlepiej ujął Antoni: „Gdy miałem cztery lata byłem
na służbie u dziadka - Józefa Bajerleina. Gdy czegoś potrzebował musiałem
mu pomóc lub przywołać domowników" (Bajerlein, rękopis; podkr. A. S.-K.)

�166

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

Józef i Marianna Bajerlein doczekali się licznego potomstwa, a mianowicie
6 synów: Józefa, Jana, Andrzeja, Wojciecha, Wawrzyńca i Antoniego, oraz jed­
nej córki, Katarzyny Na przełomie X I X i X X w. rodziny tak liczne nie stanowiły
rzadkości. Rodzenie dzieci nie było tylko sprawą osobistą, lecz racją istnienia
rodziny ustanowionej przez Boga. Dziecko liczyło się jako siła robocza i gwa­
rant kontynuacji gospodarki. W Wielkopolsce najczęściej pozostawiano ziemię
jednemu synowi, pozostałym zapewniano wykształcenie. Córki należało wypo­
sażyć w odpowiedni posag. Obowiązkiem rodzica było także znalezienie właści­
wego kandydata na męża.
Gospodarstwo po Józefie Bajerleinie przejął Wojciech, który kontynuował
tradycje rolnicze. Był to trafny wybór, ponieważ syn okazał się doskonałym
gospodarzem. Spośród pozostałych dzieci Józefa nie udało się odtworzyć losów
jedynej jego córki, Katarzyny. Najstarszym synem był Józef, urodzony 12 marca
1840 roku. Jego żoną została Maria z domu Palacz, pochodząca z Jeżyc. Mał­
żonkowie po ślubie przenieśli się do rodzinnej wsi Marii, gdzie urodziła im się
czwórka dzieci: trzech synów i córka. Józef był ostatnim sołtysem wsi Jeżyce,
nim w 1900 roku została ona przyłączona do miasta. Jak podaje Wojciech
Karolczak (2000, s. 63-64), na zebraniu gminnym w dniu 17 października
1888 roku, 62 uprawnionych do głosowania członków gminy ponownie wybrało
na sołtysa Józefa Bajerleina (na okres 6 lat). Pełnił on tę funkcję już od paździer­
nika 1882 roku, gdy zastąpił dotychczasowego sołtysa, Nepomucena Stalińskiego.
Ławnikami gminnymi byli w tym czasie gospodarze Ignacy Palacz i Wojciech
Jeske. Kolejnego wyboru Bajerleina nie zatwierdziła jednak Królewska Rejencja
w Poznaniu, która na ten urząd mianowała Niemca, Josepha Frydrychowicza,
dotychczasowego komisarza obwodowego w Stęszewie. Gminnym poborcą
podatków mianowano za to syna dotychczasowego sołtysa, Adama Bajerleina.
Drugi syn Józefa i Marianny - Jan Bajerlein, urodził się w 1846 roku. Jego
żoną została Irena z domu Palacz, pochodząca z Górczyna. Młodzi zamieszkali
w rodzinnej wsi Ireny i z biegiem czasu dorobili się ogromnego majątku. Ich
włości obejmowały tereny, na których obecnie wybudowano kilka osiedli miesz­
kaniowych. Jan, podobnie jak jego starszy brat, sprawował funkcję sołtysa
Górczyna do roku 1900. Gospodarstwo po nim przejął Ignacy Bajerlein, jeden
z czwórki dzieci. Po Janie przyszedł na świat kolejny syn Józefa i Marianny,
wspomniany już Wojciech, który odziedziczył gospodarstwo po rodzicach w Winiarach. Urodzony w 1852 roku, Wawrzyniec ożenił się z Józefą Andrzejczak
pochodzącą z Górczyna. Po ślubie młodzi zamieszkali w Górczynie i jako szczęś­
liwe małżeństwo doczekali się ośmiorga dzieci. Najmłodszy z potomków Józefa,
Antoni, ukończył Szkołę Budowniczych Młynów i Browarów w Wirtembergii,
a następnie osiedlił się w Opalenicy, gdzie poślubił Brygidę z Trockich. W książce
mówiącej o historii straży pożarnej w Opalenicy, której był pierwszym naczel­
nikiem, określa się go mianem społecznika i wymienia pośród aktywnych człon­
ków polskich organizacji w czasie zaboru (Wojcieszak 1996, s. 9).
Jak wynika z pamiętnika Antoniego Bajerleina, w czasach kiedy jego ojciec
(Wojciech) przejmował gospodarstwo, w Winiarach zamieszkiwało około 34 go-

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

167

spodarzy, w tym jeden kowal, stelmach, czterech ogrodników narodowości nie­
mieckiej. Do wsi prowadziły dwa gościńce. Na potrzeby jej mieszkańców oraz
okolicznej ludności pracowały trzy wiatraki i dwa młyny. W 1904 roku powstał
pierwszy sklep kolonialny Polaka - Ignaszaka. Była to wielka wygoda dla
gospodarzy, którzy od tej chwili nie musieli kupować rozmaitych towarów,
a przede wszystkim tak potrzebnej im nafty - petrolu w mieście. W tym czasie
Niemiec Szraga zaczął budowę studzien z pompą, których mieszkańcy bardzo
potrzebowali. Dotąd były wprawdzie studnie w dwóch wiatrakach, ale praca przy
nabieraniu wody była ciężka i niebezpieczna. W Winiarach powstała też fabryka
sieczki, pędzona maszyną parową - własność pana Ignasika. Antoni wspomina
także, że „w tych czasach ukazały się pierwsze rowery o dwóch kółkach.
Sprawiały one radość ludziom młodym a kupienie takiego roweru można było
porównać z zakupem dzisiaj samochodu" (Bajerlein, rękopis).
Pamiętnik daje także wyobrażenie o tym, jak za czasów Wojciecha Bajerleina
zmieniał się wygląd wsi Winiary. „Ulica Obornicka była do 1850 roku polną
drogą. Potem państwo wybudowało szosę i obsadziło j ą drzewami owocowymi
(czereśniami). W 1929 roku, w lutym, podczas ciężkiej zimy, kiedy to mróz
dochodził do minus 34 stopni, wszystkie drzewka pomarzły. Drewno dostali
potem bezrobotni. W 1898 roku gmina obsadziła drzewami polną drogę nazwaną
Wyłom, która ciągnęła się od rzeki Warty do ul. Obornickiej. W owych czasach
dojazd do miasta był bardzo utrudniony z powodu fortecy zwanej Kernwerk.
Droga prowadziła przy cmentarzach, dalej przez tory kolejowe dworca Tamy
Garbarskiej, gdzie musiano czekać na przejazd pociągów, następnie była mała
śluza wodna i forteca pod nazwą Haake. Wreszcie, skręciwszy w lewo, dojeżdżało
się do ul. św. Wojciecha, która szła pod górkę. Całe życie Winiar koncentrowało
się właśnie wokół ul. św. Wojciecha. Nasze gospodynie sprzedawały mleko
początkowo prosto z wozów, na ul. św. Wojciecha" (Bajerlein, rękopis).
Powstanie twierdzy wokół miasta nie zmieniło faktu, że okoliczne wsie przez
około trzydzieści lat były jego zapleczem zaopatrzeniowym. Dzięki temu rozra­
stały się i bogaciły gospodarstwa. Przekupki z Winiar sprzedawały swe produkty
bezpośrednio sklepom lub udawały się na dwa najbliższe targowiska: na Rynek
Jeżycki i na Plac Sapieżyński (obecnie Plac Wielkopolski). Żona Wojciecha
Bajerleina, Ewa, handlowała mlekiem i jajami, które sprzedawała znanemu po­
znańskiemu cukiernikowi Pfitznerowi, posiadającemu kawiarnię za tylną ścianą
ratusza. Jej wnuki wspominają, że jeździła do miasta ubrana w charakterystyczny
strój określany powszechnie bamberskim. Pod pierwszą warstwą suto marszczo­
nej spódnicy miała wszytą dużą kieszeń na pieniądze. Po udanej transakcji, wraz
z innymi gospodyniami, zasiadała u Pfitznera przy kawie i ciastku.
Na początku X X w. w Winiarach istniało kilka prężnie działających organi­
zacji. Około 1900 roku założono Towarzystwo Przemysłowców, pod nazwą
„Gewerbeverein", a także Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół" i Towarzystwo
Śpiewacze „Gędźba" (Bajerlein 1992, s. 13). Bajerleinowie z całą pewnością
nie należeli do „Gewerbeverien", ponieważ nikt z rodziny nie miał do czynienia
z przemysłem. Udzielali się za to w pozostałych dwóch organizacjach. „Celem

�168

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

«Sokola» było umoralnianie ducha, wykształcenie i wzmocnienie ciał przez
ćwiczenia gimnastyczne, pomnąc na to, że jeśli ciało zdrowe to i dusza w nim
zdrowa" (Trzeciakowscy 1987, s. 452). Do popularnych sposobów spędzania
wolnego czasu w początkach X X w. należało organizowanie spotkań w prywat­
nych domach, w czasie których recytowano wiersze, czytano prozę, śpiewano
pieśni patriotyczne oraz ludowe. Umiłowanie śpiewu prowadziło często do po­
wstania formalnych organizacji, takich jak „Gędźba".
W 1903 roku powstało kółko rolnicze przy parafii św. Wojciecha, którego
członkami byli gospodarze z okolicznych wsi: Winiar, Jeżyc, Naramowic i Piąt­
kowa. Należał do niego także Wojciech Bajerlein wraz ze swoim synem
Antonim. Ich postacie zostały uwiecznione na pamiątkowej fotografii jednego
z większych zjazdów członków koła. Głównym zadaniem organizacji była edu­
kacja rolników, zapoznawanie ich z nowinkami dotyczącymi uprawy i hodowli.
Gospodarze w niej zrzeszeni mogli brać udział w odczytach i prelekcjach,
demonstrowano im także nowe wynalazki, jak: mikroskop, telefon, elektrycz­
ność. Po roku 1886 podjęta została akcja „obrony ziemi", uświadamiająca nie­
bezpieczeństwa towarzyszące jej sprzedaży Pruskiej Komisji Kolonizacyjnej.
Z biegiem lat coraz więcej miejsca zaczęto poświęcać problematyce wycho­
wawczej w szerokim rozumieniu, wygłaszano odczyty m.in.: „O obowiązku
gospodarza jako głowy rodziny", czy „Obraz uczciwego człowieka". Zwalczano
także alkoholizm i karciarstwo (Jakóbczyk 1982, s. 9). Koła rolnicze pełniły więc
wielorakie funkcje: szkół rolniczych, organizacji wychowawczych i patrio­
tycznych. Ich działaczami byli często późniejsi społecznicy, powstańcy, a także
członkowie administracji państwowej.
Wojciech Bajerlein był nowoczesnym gospodarzem, otwartym na wiedzę,
wszelkie nowinki techniczne i rolnicze. Surowymi zasadami, którymi kierował
się w życiu wzbudzał respekt i szacunek u dzieci oraz wnuków. Był człowiekiem
światłym, prenumerował liczne czasopisma: Wielkopolanin, Tygodnik Powieścio­
wy, Przewodnik Katolicki i Kurier Poznański, posiadał biblioteczkę z książkami
w języku polskim i niemieckim.
Będąc już w podeszłym wieku nakazał wybudować sobie naprzeciwko wiel­
kiego domu rodzinnego mały domek, w którym spędził ostatnie lata swego życia.
Mieszkał tam razem z niezamężną córką, Weroniką. Domek był niewielki, ale urzą­
dzony wygodnie. Mieściły się w nim dwa pokoje, sień, kuchnia, strych i poddasze.
Wnuczki Wojciecha wspominały: Były tam dwa pokoiki, ten duży w którym miesz­
kał dziadek i jeden mały, w którym mieszkała ciotka [Weronika]. Wszystko lśniło.
Przy drzwiach były duże, czerwone, aksamitne kotary. Dziadek spał w takim
ładnym, żelaznym łóżku. Był też taki wielki fotel, stał przy oknie i dziadek z niego
na te swoje włości patrzył. Podwórze było bardzo duże a zabudowania porządne .
Żona Wojciecha, Ewa, „była Polką z rdzennie polskiej rodziny Palaczów".
Zachowało się o niej niewiele wspomnień. Gracjan Bajerlein, wnuk Ewy Palacz,
1

1

Wywiad z Reginą, Sabiną, Bożeną Bajerlein, przeprowadzony przez autorkę 12.03.2001 r.
Zapisy wywiadów przechowywane są w Pracowni Etnologicznej IAE PAN, w Poznaniu.

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW
2

169

opowiadał, że babka była osobą skromną i pobożną . Zajmowała się wycho­
waniem dzieci, prowadzeniem gospodarstwa domowego oraz, jak już pisałam,
handlem. Babcia Bajerleinowa, według wnuków, bardzo lubiła teatr. Niestety, jej
zainteresowań nie podzielał mąż, na przedstawienia udawała się więc często
w towarzystwie syna - Antoniego.
Wojciech Bajerlein pozostawił ośmioro potomków: czterech synów i cztery
córki. Niewątpliwie najważniejszymi postaciami dla historii Poznania byli dwaj
jego synowie: Maksymilian, który przejął gospodarstwo po ojcu i należał do
najbogatszych i najbardziej postępowych gospodarzy Winiar, oraz Antoni, spra­
wujący funkcję ostatniego sołtysa wsi, a następnie, przez 25 lat - komisarza
miasta Poznania.
Syn Maksymiliana, Gracjan, szacuje, że ojciec odziedziczył około 25 hekta­
rów ziemi, czyli dość znaczny majątek, a następnie, dzięki zaradności i praco­
witości, jeszcze go powiększył. W prowadzeniu gospodarstwa oprócz rodziny
pomagała mu służba, czyli dwie służące, starszy parobek, o imieniu Michał,
odpowiedzialny za porządek w całym obejściu oraz kilku młodszych, wynaj­
mowanych co roku pomocników. Do domu wiodły dwa wejścia, jedno od
podwórza, dla mieszkańców, i drugie - od frontu, dla gości. Wewnątrz znaj­
dowały się trzy pokoje, jadalnia codzienna i „paradna", spiżarnia, kuchnia
i pomieszczenie dla służby. Jak twierdzą córki Maksymiliana, wszystkie pomiesz­
czenia urządzone były zamożnie i „po miejsku", wyposażone w solidne, ciężkie
meble, w salonie stał gramofon i pianino, na którym dzieci grywały podczas
większych uroczystości rodzinnych, na ścianach w korytarzu wisiały ryciny
z książek. Nawet strych był niezwykle zadbany. Często szorowano tam podłogi,
a w zimie rozkładano białe płótna, na których leżały zboża i owoce, na ścianach
suszyły się kiełbasy i szynki, wisiały też całe gałęzie ze śliwkami, z których
zrywano owoce, dopiero kiedy się ususzyły. W gospodarstwie znajdowały się:
chlew, obora, stajnia, stodoła, drewutnia i magiel .
Maksymilian lubił nowinki techniczne. Jako jeden z pierwszych wyposażył
stodołę w rynny, z których woda wpływała do basenu mieszczącego się w ogro­
dzie. Uzyskaną deszczówką podlewano następnie ogród warzywny. W kuchni,
w podłodze, Max, jak go nazywała rodzina, umieścił pompę (Winiary nie były
wówczas jeszcze skanalizowane) i małą studzienkę, z której uzyskiwano wodę
bez konieczności wychodzenia na podwórze. Jako pierwszy we wsi zakupił
rower. Jeżdżąc na nim, wzbudzał ogromną sensację. W czasach, kiedy jego
ojciec był już w podeszłym wieku i mieszkał w chatce naprzeciw dużego domu,
Maksymilian założył dla wygody telefon pomiędzy obydwoma budynkami.
Postacią równie barwną był jego brat Antoni, autor cytowanego już wie­
lokrotnie pamiętnika. Przejawiał on szczególną aktywność na polu społecznym
i religijnym. Swoje dzieciństwo Antoni tak wspominał: „Urodziłem się 31 maja
1886 r. na Winiarach. W domu było nas ośmioro dzieci. Ja byłem czwarty
3

2

3

Wywiad z Gracjanem Bajerleinem, przeprowadzony przez autorkę 25.08. 2001 r.
Wywiad z Reginą... (por. przyp. 1).

�170

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

z kolei. Naukę pobierałem w czteroklasowej szkole niemieckiej na Winiarach,
ale w domu uczyliśmy się czytać i pisać po polsku z gazet polskich, które ojciec
abonował. Po ukończeniu szkoły pracowałem na gospodarstwie ojca. Potem
jeden rok chodziłem do szkoły rolniczej" (Bajerlein, rękopis). Młodość Antoniego
upłynęła w czasach, kiedy potęgowała się świadomość narodowa w Polakach,
wobec prześladowania przez zaborcę języka polskiego i katolicyzmu. Bambrzy
byli już spolszczeni, więc ataki na język, a przede wszystkim na religię, odczu­
wali niezwykle boleśnie. Tak mowa, jak i wiara, otrzymane w domu rodzinnym
i jednakowe dla całej społeczności, które dawały poczucie swojskości a zarazem
odrębności od pruskiej władzy, narzucającej swe wymogi w szkole i kościele
- zagrożone tym bardziej stawały się wartością, której należało bronić.
Antoni ożenił się z Polką, Jadwigą Nowak, i wybudował dom w pobliżu
Maksymiliana. W tym czasie, idąc w ślady ojca, zaangażował się w działalność
kółka rolniczego, któremu poświęcił kilka zdań w swoim pamiętniku: „Za po­
średnictwem kółka gospodarze kupowali maszyny rolnicze, sprowadzano nawozy
sztuczne, uczono się ich stosowania, dzielono się doświadczeniami. Organizo­
wano też wycieczki, np. do Bydgoszczy, gdzie mieścił się oddział ochrony
roślin, czy do Liskowa pod Kaliszem, gdzie ks. proboszcz Bilisiński urządził
wzorową wieś. Kółko zwiedzało też pierwsze w Poznaniu kino. Jeden z człon­
ków, pan Otmianowski, opowiadał nam o telefonie, objaśniał jak się z nim
obchodzić. W 1913 roku kółko zorganizowało wycieczkę do Wrocławia, gdzie
odbywała się wystawa. Byliśmy także w krakowskim, w majątku Potockiego.
Zwiedzaliśmy tam zarodowe stajnie koni i bydła. Administracja majątku wydała
nam obiad. Nie ominęliśmy również Krakowa z Wawelem" (Bajerlein, rękopis).
Od 1912 roku kółko organizowało 2-3-dniowe kursy, o szerokim programie:
począwszy od techniki rolnej, rachunków, przez prawo majątkowe i spadkowe,
po zagadnienia dotyczące ustroju państwowego i administracyjnego.
Po roku przynależności do organizacji Antoni został jej sekretarzem. W pa­
miętniku odnotował ważne wydarzenie, jakim był pogrzeb patrona kółek rol­
niczych, Maksymiliana Jackowskiego, który stał się manifestacją rolnictwa
wielkopolskiego: „Niesiono setki wieńców a gdy wynoszono trumnę z Kościoła
Farnego, gdzie odbywało się nabożeństwo, początek pochodu był już na moście
Chwaliszewskim. Kondukt zatrzymał się przy pałacu biskupim, gdzie ksiądz
arcybiskup Stablewski żegnał zmarłego. Pamiętam, że jako delegat naszego kół­
ka niosłem wspaniały wieniec z biało-czerwonymi wstęgami, policja zatrzymała
mnie i żądała usunięcia wstążek, podając fałszywe nazwisko, uniknąłem kary"
(Bajerlein, rękopis).
Dzięki zaangażowaniu w działalność kółek rolniczych Antoni stał się jedną
z najbardziej światłych i wykształconych osób we wsi. Jego postawa sprawiła,
że został obdarzony zaufaniem współmieszkańców i w 1919 roku wybrany
sołtysem wsi. Zanim jednak do tego doszło, 5 sierpnia 1914 roku powołano
go, jak wielu innych Polaków, do armii pruskiej, w której szeregach walczył na
kilku frontach. W 1915 roku brał udział m.in. w oblężeniu Verdun we Francji.
Następnie jego oddział przerzucono do Austro-Węgier, gdzie walczył z Rosja-

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

171

nami. Kolejna bitwa, w której brał udział, toczyła się pod Gorlicami w maju
1915 roku. W jednej z potyczek Antoni został ranny w płuco i spędził 8 miesięcy
w szpitalu w Erfurcie. Po okresie rekonwalescencji wrócił do Francji, jednak
spędził tam tylko miesiąc, ponieważ ponownie trafiła go kula, tym razem w nogę.
Po 6 miesiącach leczenia uznano go za niezdolnego do dalszej służby wojskowej
i w 1918 roku wysłano do miasteczka Łask pod Łodzią. Antoni cieszył się, że
już wkrótce znajdzie się wśród bliskich, choć wiedział, że dalsza podróż do
rodzinnego Poznania nie będzie łatwa: „Gdy przyszedł listopad 1918 w Niem­
czech wybuchła rewolucja. Pyszny cesarz Wilhelm uciekł do Holandii. Nasz
oddział wojska szykował się do opuszczenia miasteczka Łask. Żołnierze nie­
mieccy, którzy pełnili w nim służbę i dawniej gnębili Polaków, teraz uciekali
boso i bez spodni do naszych oddziałów i prosili nas, polskich żołnierzy, abyśmy
doprowadzili ich do granicy, tj. do Kalisza. I tak też się stało [...]. Do Kalisza
szliśmy trzy noce, w dzień odżywialiśmy się i wypoczywaliśmy. W Szczypiornie czekali na nas legioniści. Złożyliśmy tam broń i zjedliśmy obiad. Legioniści
radzili nam, byśmy poszli na kolej i pojechali do Ostrowa, gdzie już stał pociąg
do Poznania. W Poznaniu byliśmy około szóstej. Ludzie na dworcu radzili nam
iść torami kolejowymi do Kaponiery, by nie wpaść w ręce niemieckich żołda­
ków. Ojciec mój bardzo ucieszył się na mój widok. W tym czasie przebywał
w domu sam z trzema córkami, nas trzech synów było na wojnie. Z naszej rodziny
i krewnych wszyscy wrócili z wojny, jedynie nasza matka umarła w 1916 roku"
(Bajerlein, rękopis).
Rok 1918 nie oznaczał dla mieszkańców Wielkopolski końca działań wojen­
nych, w Poznaniu odczuwało się atmosferę powstańczą. Antoni zaangażował się
w organizację Straży Ludowej na Winiarach. Do jej szeregów powoływano żoł­
nierzy powracających z wojny oraz innych obywateli polskich do 50 roku życia.
Naczelna Rada Ludowa chciała, aby oddziały Straży Ludowej miały charakter
elitarny, dlatego przyjmowała do nich tylko osoby o nieposzlakowanej opinii,
gorliwych Polaków. Zadaniem organizacji było zapewnienie ładu i porządku oraz
strzeżenie mienia wszystkich obywateli. Straż Ludowa miała stanowić zalążek
wojska polskiego. Antoni wspominał: „Wszyscy byli dobrze uzbrojeni. Broń
można było kupić od żołnierzy niemieckich. Siedzibą straży był budynek gminny
przy ul. Winiarskiej, gdzie pełniono dyżury, a w nocy uzbrojone patrole obcho­
dziły gminę. W dniu wybuchu powstania nasz oddział z rozkazu pułk. Langego
miał za zadanie pozwolić Niemcom wyjść z koszar na Golęcinie, gdzie wzięliś­
my do niewoli 150 żołnierzy i 2 oficerów. Powierzone zadanie nasz oddział
wykonał w całej pełni" (Bajerlein, rękopis).
Powstanie wielkopolskie miało charakter wielkiego, patriotycznego zrywu.
Położyło kres długotrwałemu panowaniu pruskich zaborców na ziemiach pol­
skich, rozstrzygnęło problem powrotu Polski do ziem nad Wartą i Notecią
i zadecydowało o połączeniu Wielkopolski z Macierzą. Istotną rolę w zwycię­
stwie odegrały: strategia, taktyka, karność i poświęcenie. „Powstanie było wyra­
zem żywotności polskiego żywiołu, dowodem na jego świadomość naro­
dową i stanowczej woli oderwania się od Niemiec. [...] Szczególnym echem

�172

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

odbiło się na Pomorzu i Górnym Śląsku, przygotowując grunt do rozwinię­
cia i spotęgowania na tych ziemiach dążeń narodowowyzwoleńczych" (Grot,
Pawłowski, Pirko 1968, s. 282).
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, w 1919 roku, Antoni został wy­
brany sołtysem w Winiarach. Pierwsze lata swej działalności wspominał: „Kiedy
rada przyjęła mnie jako sołtysa musiałem się poduczyć prowadzenia tego urzędu.
Na sołectwie pracowała jako sekretarka starsza pani i ona dała mi pierwszy
szlif, a potem sami ludzie. W drugim roku miałem dużo pracy z powodu
wydawania kwitków na chleb, cukier, masło a dla małych dzieci i różne kaszki.
[...] W 1921 r. był pierwszy spis ludowy w całym kraju. Było dużo pracy. Za
ten spis dostaliśmy medale z napisem: za ofiarną pracę. W 1922 r. przyjechał
minister spraw wewnętrznych, by wizytować jedno województwo, jedno staro­
stwo i jedno sołectwo. Starosta zapytał się telefonicznie czy mogą wizytować
sołectwo. Powiedziałem, że tak. Woźny musiał zbierać krzesła by wszystkich
tych panów pousadzać. Wizytacja udała się. W następnym roku przyszła dewa­
luacja. U nas w poznańskim było żyto po 24 złote za centnar [= 50 kg; przyp.
A. S.-K.] - tak zarządziła Naczelna Rada Ludowa, a w Królestwie za ten centnar
płacono po 400 złotych" (Bajerlein, rękopis). Do obowiązków sołtysa Winiar
należało także utrzymanie ładu i bezpieczeństwa we wsi, nadzór nad pracami
prowadzonymi na terenie gminy, egzekwowanie należności na rzecz gminy, pro­
wadzenie Urzędu Stanu Cywilnego oraz dbałość o najbiedniejszych mieszkańców.
Pomimo tak licznych zajęć służbowych Antoni Bajerlein znalazł jeszcze czas
na działalność społeczną i religijną. Wspólnie z żoną udzielali się w Akcji Kato­
lickiej i w Radzie Parafialnej kościoła św. Wojciecha, do którego parafii należeli.
Żona Antoniego - Jadwiga była współorganizatorką dorocznych kiermaszów
na Sołaczu. Na Wielkanoc i Boże Narodzenie obydwoje małżonkowie roz­
syłali paczki ubogim mieszkańcom wsi. W ich pakowaniu pomagały trzy córki:
Bożena, Sabina i Regina.
W 1925 roku Winiary, wraz z kilkoma innymi wsiami, zostały włączone do
Poznania. Antoniego zwolniono z funkcji sołtysa i mianowano urzędnikiem miej­
skim - komisarzem. W zarządzie pracował do 1950 roku, z pięcioletnią przerwą
spowodowaną działaniami I I wojny światowej.
Życie młodszego brata Maksymiliana i Antoniego, którym był Władysław
również nie upłynęło bez zasług dla ojczyzny. Władysław Bajerlein brał udział
w powstaniu wielkopolskim a następnie w powstaniach śląskich, za co został
nagrodzony wieloma odznaczeniami. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę
wrócił do Poznania i podjął naukę w szkole średniej, przygotowującej do pracy
w telekomunikacji. Następnie zatrudnił się w prywatnej spółce wykonującej
projekty techniczne nagłośnień w zakładach przemysłowych. Tuż przed wojną
rozpoczął pracę na poczcie, także w dziale telekomunikacji. Swoje stanowisko
piastował przez całą I I wojnę światową, aż do śmierci. Małżeństwo zawarł
jako prawie czterdziestoletni mężczyzna z młodszą o osiemnaście lat Marią
Czechoską, wywodzącą się ze znanej poznańskiej rodziny rzeźników. Razem
doczekali się czwórki dzieci, które, niestety, Władysław wcześnie osierocił.

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

173

Najstarszym z rodzeństwa Maksymiliana i Antoniego był Stanisław, urodzony
w 1881 roku. Zachowało się o nim niewiele informacji, ponieważ zmarł w mło­
dym wieku, mając lat 33, na panującą wówczas w Poznaniu epidemię czarnej ospy
Po ślubie z Magdalena Pokrywką zamieszkali również w Winiarach i tam pro­
wadzili gospodarstwo przy ul. Lodowej. Z tego związku pozostała czwórka dzieci.
Maksymilian i Antoni mieli, oprócz dwóch braci, trzy siostry. Zgodnie
z obyczajem, ich ojciec, Wojciech Bajerlein, starał się znaleźć każdej córce jak
najlepszego kandydata na męża. Niestety, zamiar ten powiódł się tylko w wy­
padku najstarszej z nich - Magdaleny, która wyszła za mąż za Stanisława
Stęszewskiego. Stanisław był kierownikiem naprawczych warsztatów kole­
jowych. Jego stanowisko zapewniało rodzinie godziwy poziom życia. Wraz
z żoną wybudowali na Górczynie, przy ul. Jasnogórskiej, przestronną willę,
w której zamieszkiwali aż do I I wojny światowej, wraz z gosposią Wikcią. Nie
doczekali się potomstwa. Stanisław Stęszewski był powstańcem wielkopol­
skim, w czasie I I wojny światowej działał w podziemiu, lecz został złapany
przez Gestapo przy rozklejaniu plakatów antynazistowskich i za to osadzony
w więzieniu w Forcie V I I . Zmarł krótko po wojnie, w 1949 roku. Kolejna córka,
Weronika Bajerlein, do końca życia pozostała samotna, poświęcając się opiece
nad dziadkiem Józefem. Najmłodsza z sióstr, Zofia, wyszła za mąż za Stanisława
Antczaka, lecz niezbyt długo cieszyła się szczęściem. Najpierw zmarło im
dziecko, 5-letni syn, później urodziła się upośledzona umysłowo córka, Bronka.
Stanisław zmarł przed przyjściem na świat córki, pozostawiając żonę w bardzo
ciężkiej sytuacji materialnej.
Wybuch I I wojny światowej nie był dla poznaniaków zaskoczeniem. Już
latem 1939 roku rozpoczęto przygotowanie miasta do działań zbrojnych. Na
przedpolach kopano rowy przeciwczołgowe i stawiano zasieki, a w centrum
powstawały okopy dla ochrony ludności. Poznań już 1 września stał się obiek­
tem ataku nieprzyjaciela. Około godziny 8.30 ogłoszono dla miasta pierwszy
alarm przeciwlotniczy, który jednak okazał się fałszywy. Pierwsze bombardowa­
nie nastąpiło tego samego dnia, nieco później, w samo południe. Naloty powta­
rzały się jeszcze kilkakrotnie. Pierwszego dnia zginęło 200 osób. Mieszkańcy
w popłochu zaczęli opuszczać miasto, ewakuowano urzędy i instytucje. Pojawili
się niemieccy dywersanci. Antoni Bajerlein pisał o pierwszych dniach wojny:
„Gdy wojna się zaczęła, już w niedzielę trzeciego września wszystkie urzędy
z terenu miasta były w drodze do Warszawy. Ja swój komisariat prowadziłem
dalej. Roiło się od szpiegów, którzy namawiali ludność, by szła pod Kutno,
bo tam będzie uzbrojona przeciw Niemcom. Ja ostrzegałem tych ludzi by nie
dawali im wiary, bo to są szpiedzy, którzy ich tam zniszczą. Lecz nie wszyscy
mi wierzyli i dopiero pod Kutnem oczy im się otwierały. Zaczęli więc wracać,
lecz wojska niemieckie dostały rozkaz, by ich internować. Część ludności
prosiła, by j ą zwolnić, mówiąc, że mają gospodarstwa i ogrodnictwa. Niemcy
żądali zaświadczeń a tu w Poznaniu nie było żadnego biura. Więc ja wypisy­
wałem zaświadczenia po niemiecku i kładłem polską pieczątkę komisariatu i to
im pomagało" (Bajerlein, rękopis).

�174

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

W Poznaniu z niepokojem, ale bez większych obaw oczekiwano wkroczenia
Niemców, których znano i pamiętano z 1918 roku. Tymczasem zetknięto się
z zupełnie innymi ludźmi, pozbawionymi skrupułów, zaciekłymi fanatykami
polityki Hitlera, gotowymi natychmiast zniszczyć wszystko, co polskie. Pierw­
sze grupa żołnierzy wrogich wojsk pojawiła się w mieście już 9 września
(Warkoczewska 1995, s. 4-5). Wojsko przyjechało także do Antoniego. Dom
został otoczony, a komisarzowi polecono znaleźć mieszkanie na biuro dla nie­
mieckich władz w tej części miasta. Antoni wskazał budynek opuszczony przez
polską policję. Kilka dni później na wizytację na Winiary przyjechał nowy
burmistrz Poznania, Niemiec, dr Gerhard Scheffler. Pozwolił on Antoniemu pra­
cować dalej, ale tylko społecznie, ponieważ został mu odebrany etat urzędnika.
Pod koniec września 1939 roku szef zarządu cywilnego przy dowódcy okręgu
wojskowego, Arthur Greiser, zaostrzył politykę niemiecką wobec narodu pol­
skiego. Rozpoczął się okres terroru, aresztowań i konfiskat oraz zakazów. Z miasta
wywieziono nieliczną grupę Żydów, wysiedlano Polaków z mieszkań, stosowano
przymus pracy, konfiskowano biblioteki, ograniczano polskie życie kulturalne
oraz szkolnictwo dzieci. Niemczono nazwy ulic i placów, usuwano polskie napisy,
zastępując je niemieckimi, aby miasto szybko przybrało „niemiecki wygląd".
28 października 1939 roku powstała Niemiecka Lista Narodowa, czyli Deutsche
Volksliste, na którą usiłowano wciągnąć m. in. tych Polaków, o których sądzono,
że mają niemieckie pochodzenie, w zamian za przywileje wynikające z przyna­
leżności do Rzeszy Niemieckiej. Nazwisko Bajerlein w sposób oczywisty wskazy­
wało na korzenie rodziny, propozycję wpisania na listę otrzymali więc wszyscy jej
członkowie. Córka Władysława Bajerleina, Urszula, pamięta moment, kiedy do
domu w tym celu przyszło Gestapo. Niemcy rozmawiali z ojcem za zamkniętymi
drzwiami. Po ich wyjściu Władysław oznajmił, że właśnie zachęcano go do
„wyrzeczenia się polskości". Jeszcze długo nie potrafił opanować wzburzenia .
Spośród bliskich Antoniego nikt nie uległ niemieckim naciskom.
Polaków, którzy nie przystali na propozycję Gestapo czekał najczęściej ciężki
los. Maksymilian Bajerlein, brat Antoniego, odmówił przyjęcia Volkslisty i zo­
stał skazany na wysiedlenie. Zresztą także z kilku innych powodów był uważany
za „podejrzany element". Jeszcze przed wybuchem wojny niemieckie służby
specjalne przygotowały spis osób, które powinny być aresztowane jako wrogowie
Trzeciej Rzeszy i ruchu narodowosocjalistycznego. Spośród Polaków na liście
znaleźli się działacze niepodległościowi z okresu zaborów, uczestnicy powstania
wielkopolskiego oraz powstań śląskich, a także antyniemiecko nastawieni urzęd­
nicy państwowi, ziemianie, naukowcy i działacze kultury (Matelski 1999, s. 193).
Znalazł się na niej także Maksymilian, który zaraz po rozpoczęciu wojny wraz
z całą rodziną został aresztowany i osadzony w Poznaniu, w obozie przesiedleń­
czym przy ul. Głównej, a następnie wywieziony do Generalnej Guberni.
Wysiedlenia odbywały się z reguły w nocy. Oddziały SS i policji nachodziły
znienacka poznańskie domy i kazały się pakować mieszkańcom, dając im na
4

4

Wywiad z Urszulą Teadling, przeprowadzony 20.09.2001 r.

�175

BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

to zaledwie kilka minut. Wolno było zabrać tylko rzeczy osobiste oraz trochę
żywności, zakazano zatrzymywać pieniądze i kosztowności, papiery wartościowe.
Dla pewności rewidowano bagaże. Traktowanie wywłaszczonych było bardzo
brutalne, ponaglano do pośpiechu, kazano zabierać osoby nie nadające się do
transportu, zniedołężniałych staruszków a nawet obłożnie chorych.
W obozie przejściowym dla wysiedleńców przy ul. Głównej, gdzie przeby­
wał Maksymilian z rodziną, panowały nieludzkie warunki. Baraki, w których
przetrzymywano ludzi - będące pozostałością po magazynach wojskowych
- pozbawione były ogrzewania i sanitariatów. Więźniowie leżeli na betonie zasła­
nym słomą lub na pryczach. Przez nieszczelne ściany do pomieszczeń dostawał
się deszcz i śnieg. Wśród niedożywionych ludzi (na śniadanie i kolację dawano
słabą kawę zbożową i Vi chleba a na obiad wyłącznie wodniste zupy) rozprze­
strzeniały się choroby. Wszyscy oczekiwali z dnia na dzień wywiezienia w nie­
znane. Wiedzieli, że czeka ich droga do Generalnej Guberni, ciężki transport
w bydlęcych wagonach, najczęściej połączony z jeszcze jedną grabieżą bagaży,
a nawet osobistymi rewizjami. Większość jednak potrafiła cierpieć z godnością.
Co więcej, ludzie wykazywali dużo hartu i dzielności. Wyraziło się to w wielora­
kich inicjatywach: pielęgnowano życie religijne, odmawiano zbiorowo modlitwy,
organizowano rozmaite formy życia kulturalnego, np. koncerty lub wykłady.
Maksymilian Bajerlein wraz z żoną i dziećmi został wywieziony z obozu przy
ul. Głównej do Opatowa, w województwie kieleckim, i tam przebywał do końca
wojny. Jego syn pamięta, że po niezwykle uciążliwej drodze pociąg przyjechał
do Ostrowca Świętokrzyskiego. Niemcy otworzyli wagony i nakazali ludziom,
pozbawionym pieniędzy i żywności, iść gdzie chcą. Rodzice ruszyli przed siebie
i dotarli do Opatowa. Tam zamieszkali w opuszczonym mieszkaniu, należącym
przed wojną do rodziny żydowskiej. Maksymilian podjął pracę w kamienioło­
mach w Jaworznie koło Kielc. W lecie jego brygada zatrudniona była także przy
regulacji Wisły w miejscowości Zawichost pod Sandomierzem. Wyczerpująca
praca, zarówno w kamieniołomach, jak i nad rzeką (robotnicy stali w wodzie
po kilka godzin) doprowadziła do tego, że Maksymilian znacznie podupadł na
zdrowiu. Na wygnaniu zmarł na cholerę jego syn Włodzimierz. Do Poznania
rodzina powróciła w marcu 1945 roku. Tuż przed powrotem, na świat przyszła
mała Basia, która była dla rodziny wielką pociechą w trudnych czasach .
Los brata podzieliłby zapewne Antoni Bajerlein, gdyby w odpowiednim czasie
nie udało mu się uciec z domu. W swoim pamiętniku wspominał: „Gdy 4 marca
1940 r. Niemcy wywozili do baraków ja byłem także na tej liście, ale policja dała
mi wieczorem znać, że po mnie przyjedzie. Ale ja razem z rodziną ukryłem
się u sąsiadów. Kiedy Niemcy przyjechali zaplombowali drzwi mojego miesz­
kania. Gdybym odważył się do niego wejść groziła mi kara śmierci. Mimo to
weszliśmy o północy do mieszkania i wynieśliśmy z niego wszystko oprócz mebli.
Rychło rano postarałem się o konia i wywiozłem rodzinę do Górczyna do mojej
siostry, która miała wolny pokój" (Bajerlein, rękopis). Córki Antoniego dobrze
5

5

Wywiad z Gracjanem Bajerleinem (patrz przyp. 2).

�176

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

pamiętają tamtą noc przed wyprowadzką i kolejne dni u ciotki: Niemcy przyszli
po ojca, chcieli go wywieźć do Dachau, wcześniej wywieźli naszego proboszcza.
Ojciec wziął nas do biura, które miał u sąsiadów po drugiej stronie drogi. Razem
z matką rozłożyli w tym biurze flagi narodowe i kazali nam na nich spać. A oni
(Niemcy) przyjechali po nas. Nikogo nie było, więc rąbali w drzwi a później
zapieczętowali całe mieszkanie. Ojciec był na tyle mądry, że w jednym pokoju
zostawił otwarte okno na strych. I w nocy... tam gdzie były te biura, gospodarz
miał takich dwóch młodych parobków i oni razem z ojcem narażając życie wleźli
tam i co lepsze nam wynieśli .
Na Górczynie Antoni zamieszkał w domu należącym do jego siostry Marii
i jej męża Ignacego. Przed 1939 rokiem szwagier wybudował kamienicę, którą
wynajmował lokatorom. W czasie okupacji znaleźli w niej schronienie niemal
wszyscy winiarscy Bajerleinowie. Ignacy Bajerlein, wesoły i gościnny, był ulubieńcem całej rodziny. Jeszcze przed wojną zasłynął urządzanymi przez siebie
przyjęciami na świeżym powietrzu, na które dowoził gości jednym z pierwszych
w dzielnicy samochodów. W czasie okupacji dał wyraz swemu przywiązaniu
do rodziny, udzielając jej schronienia. Do domu na ul. Kosynierskiej oprócz
Antoniego wprowadziły się jego siostry: Weronika, Magdalena, której męża
Niemcy aresztowali za działalność w ruchu oporu i osadzili w Forcie V I I , owdo­
wiała Zofia z córką Bronią oraz brat Władysław z rodziną. Po pewnym czasie
okazało się, że pewna niemiecka rodzina, która przed wojną mieszkała w ka­
mienicy Ignacego i weszła z nim w konflikt, złożyła na niego doniesienie do
Gestapo. Z tego powodu Ignacy musiał się ukrywać. Przez kilka miesięcy miesz­
kał na strychu własnej kamienicy, utrzymywany przez kuzynostwo. Antoni, po
przeniesieniu się na Górczyn, również wolał się nie ujawniać w obawie przed
prześladowaniami. Mieszkańcy Winiar okazywali mu sympatię, przynosząc
na Górczyn jedzenie. Po pewnym czasie, kiedy sprawa ucichła, podjął pracę
w fabryce produkującej przetwory owocowe.
Niemcy potrzebowali Polaków w czasie wojny jako siły roboczej. Od począt­
ku okupacji wprowadzono przymus pracy. Powołano specjalne urzędy (Arbeitsamt), których zadaniem było organizowanie i przydzielanie robót. Z powodu
braku chętnych do pracy często urządzano łapanki na ulicach miasta a w nie­
dzielę i święta przed tymi kościołami, w których dozwolone było odprawianie
nabożeństw dla Polaków. U Niemców pracowały dwie córki Antoniego, jedna
w zakładach H. Cegielskiego (Deutsche Waffen- und Munitionswerke - DWM),
będących wówczas niemiecką fabryką amunicji, a druga w szpitalu. Weronika
została zatrudniona na poczcie, Zofia natomiast zajmowała się dziećmi w nie­
mieckiej rodzinie. Władysław Bajerlein objął stanowisko urzędnika w zakładach
mechanicznych przy poczcie. Na ul. Kosynierską trafił, kiedy zniszczeniu uległ
dom, w którym zamieszkał z rodziną tuż przed wojną. Jego starsza córka, Łucja,
w wieku dwunastu lat została skierowana przez Niemców do pracy w fabryce
amunicji, przy ul. Raszyńskiej.
6

6

Wywiad z Reginą... (patrz przyp. 1).

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

177

Wszystkim żyło się bardzo ciężko. Brakowało pieniędzy, żywności, lekarstw.
Urszula Taedling, córka Władysława, z nostalgią opowiada o tym, jaką radość
wywołały konfitury i kompoty wyszabrowane przez Antoniego Niemcom .
Regina Bajerlein, córka Antoniego, przypomina sobie z kolei moment, kiedy
w chwili największego głodu zabito i zjedzono konia, którym Bajerleinowie
uciekali z Winiar na Górczyn .
Okres wojny pozostawił u niektórych członków rodziny szczególnie straszne
wspomnienia. Urszula Taedling, zanim przeniosła się wraz z rodzicami na
ul. Kosynierską, była świadkiem, jak w niedaleko położonym niemieckim forcie
żołnierz zabił łopatą wygłodzonego Żyda, kradnącego z sąsiednich ogrodów
marchew. Później z koleżankami widziały ciężarówki przywożące na cmentarz
na Górczynie wychudzone, ludzkie zwłoki.
Koniec wojny przywitano z wielką ulgą i radością. Wyzwolenie Poznania
spod władzy okupanta niemieckiego rozpoczęło się od południa, czyli od
Górczyna. Na Urszuli Taedling pierwsi żołnierze radzieccy zrobili bardzo dobre
wrażenie: Wszystko było lepsze od Niemców. Ruscy żołnierze byli dla nas
- dzieci bardzo dobrzy. Niczego wówczas nie było a oni przynosili nam cukierki.
Kiedy udało im się zdobyć coś do jedzenia dawali to mojej mamie i ona z tego
nam gotowała. Spali w naszej kuchni na podłodze. Byli strasznie, nieludzko
zmęczeni i brudni. Kiedy wychodzili długo trzeba było wietrzyć pomieszczenia.
A dowódców to pamiętam do dziś. Jeden z nich tak pięknie
deklamował
Mickiewicza! Czasem śpiewali u nas .
Inaczej wspominają zakończenie wojny córki Antoniego, które zaraz po przej­
ściu frontu wróciły na Winiary, żeby zobaczyć, co pozostało z ich rodzinnego
domu i niemal nie przypłaciły tego życiem. Regina Bajerlein: Zaraz po działa­
niach poszłyśmy z siostrą i z ojcem do domu. W środku leżało pełno porozrzu­
canych książek. Łóżka i szafy posiekane były szablami. Zaczęliśmy robić porzą­
dek i nagle wchodzi trójka czy czwórka ruskich. Jeden z nich podniósł z podłogi
niemiecką książkę i mówi do ojca: „ Ty Niemiec jesteś bo masz niemieckie
książki". Ojciec na to, że nie jest Niemiec, ale oni się uparli i że ojciec ma być
rozstrzelany. Na szczęście jeden z nich zauważył, że mam na ręce zegarek i zdjął
go. Pozostali to zauważyli i zaczęli się bić o ten zegarek. Ojciec wypchnął nas
za drzwi i zaczęliśmy
uciekać^.
Po kilku dniach, pomimo toczących się jeszcze walk na cytadeli, rodzina
Antoniego powróciła na Winiary już na stałe. Z tego okresu pozostały niezbyt
pozytywne wspomnienia o radzieckim wojsku. Sabina Bajerlein: Żołnierze ciągle
byli pijani. Do czołgu nie wsiedli, dopóki się nie napili. Ale tam na cytadeli to
była rzeź i gdyby tego nie zrobili, to by nie chcieli walczyć. Oni wyciągali trumny
i chowali się do dołów, które po nich pozostały. To były ich okopy. [...] Kiedyś
7

8

9

7

8

9

0

Wywiad
Wywiad
Wywiad
Wywiad

z
z
z
z

Urszulą Taedling (patrz przyp. 4).
Reginą... (patrz przyp. 1).
Urszulą Teadling (patrz przyp. 4).
Reginą... (patrz przyp. 1).

�178

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

siedzieli w naszej piwnicy i pili. Mi też kazali pić. Ja chociaż się bałam, cały
czas wylewałam ten bimber pod stół. Tam, w piwnicy było gliniane klepisko.
Kiedy skończyli, wokół mnie była prawdziwa kałuża. [...] Pierwsze co robili to
kradli. Pierwszy raz w Polsce widzieli rowery. Nie umieli na nich jeździć, tylko
je prowadzili. Kiedyś jeden chciał mi wyrwać mój rower, i pewnie by to zrobił,
ale zauważył go jakiś starszy i kazał oddać. Ale przede wszystkim kradli buty
i zegarki. Niektórzy zegarków to mieli po łokcie. A jeśli chodzi o buty [...]
W mieście leżało pełno trupów niemieckich żołnierzy bez butów. Bo Niemcy
wyglądali porządnie do końca wojny. Nawet pod koniec, kiedy służyli już bardzo
młodzi chłopcy, byli porządnie umundurowani .
Antoni po powrocie zorganizował na Winiarach komisariat i pracował w nim
aż do emerytury wl950 r. Był to czas niezwykle trudny, trzeba było praktycznie
od początku budować dzielnicę miasta, poza tym zadbać o wykształcenie córek.
Antoniemu udało się zrealizować obydwa cele. Dzielnica została odbudowana,
a dziewczęta zdobyły dobre zawody: Bożena została nauczycielką, Regina kie­
rownikiem kilku barów a Sabina magistrem farmacji.
Po wojnie na Winiary powrócił także Maksymilian z rodziną. Zastał jednak
tylko zgliszcza. Ze wszystkich zabudowań ocalała jedynie stajnia, w której
po wyremontowaniu zamieszkano. Majątek ojca przejął syn Gracjan, lecz na
krótko. Władze komunistyczne walczyły z kułakami, za którego uznano także
Gracjana. Po wojnie, po ukończeniu szkoły średniej, został on zaciągnięty do
wojska i skierowany do pracy w kopalni. Tam uległ ciężkiemu wypadkowi,
w którego wyniku został kaleką. W latach 70. miasto rozbudowywało się i wy­
kupiło ziemię od Gracjana, który za uzyskane pieniądze kupił pole w Smochowicach koło Poznania (10 ha). Jego żoną została Sabina Dajerling, wywodząca
się również z rodziny bamberskiej z Winiar. W rodzinie Dajerlingów do dziś
zachowały się, według przekonania jej członków, niektóre bamberskie tradycje
(głównie dotyczące świątecznych potraw) pielęgnowane od kilku pokoleń.
Siostra i brat Gracjana otrzymali wykształcenie nie mające nic wspólnego z rol­
nictwem i rozpoczęli życie na własny rachunek.
Na Górczynie pozostał Zofia, która zmarła w 1953 r. Pięć lat później zmarła
jej córka Bronia. Weronika trafiła do domu starców jako 82-letnia staruszka,
kiedy w latach 70. rozbierano dom na ul. Kosynierskiej. Dożyła 85 lat. Władysław
Bajerlein zmarł, podobnie jak Zofia, w 1953 roku. W roku 1951 zdążył jeszcze
wydać za mąż córkę Urszulę. Jego żona, aby utrzymać trójkę pozostałych dzieci,
podjęła pracę w szpitalu, a następnie w aptece. Z Górczyna wyprowadziła się
w latach 70., kiedy otrzymała mieszkanie na poznańskim osiedlu Winogrady.
Dzieci Władysława wychowały się w niezwykle skromnych warunkach. Łucja
i Urszula zdobyły średnie wykształcenie, a Andrzej i Wojciech zawodowe.
Historia rodziny Bajerleinów od kilku pokoleń wiąże się z Winiarami - wsią
a następnie dzielnicą miasta. Ze swojego pochodzenia członkowie rodziny byli
i są nadal dumni. Z wywiadów przeprowadzonych z współcześnie żyjącymi
11

Tamże.

�BAMBERSKA RODZINA BAJERLEINÓW

179

Bajerleinami wynika, że doskonale orientują się, w jakich okolicznościach ich
przodkowie przybyli do Polski oraz są świadomi ich wkładu w kulturę miasta.
Osadnicy bamberscy stosunkowo szybko zaadaptowali się w nowej ojczyźnie,
zaszczepiając w niej pozytywne cechy, które wynieśli z poprzedniego miejsca
zamieszkania. Bajerleinowie reprezentowali walory, z którymi utożsamiani są
dziś poznaniacy, czyli pracowitość, rzetelność, zaangażowanie w sprawy swojego
regionu. Udzielali się w kółku rolniczym, aby później w nowoczesny sposób
prowadzić gospodarkę, nie stronili od wprowadzania najnowocześniejszych
wynalazków techniki. Byli także gorliwymi katolikami oraz patriotami. Ataki na
wiarę za czasów Bismarcka uznawali za napaść na własną odrębność. W czasie
I wojny służyli w pruskim wojsku z przymusu, ale i w nadziei, że tą drogą uda
się odzyskać wolną Polskę. Ponad dwadzieścia lat później potwierdzili swoją
tożsamość opierając się niewątpliwej pokusie, jaką było podpisanie Volkslisty
i płynące z tego korzyści. Przede wszystkim jednak byli zżytą rodziną, która
dzielnie się wspierała w chwilach największych kryzysów. Na rodzinie budowali
patriotyzm lokalny i narodowy. Jak wiele innych, spolonizowanych rodów
bamberskich stanowią wzorzec postępowania w tworzeniu cennych wartości, tak
niezbędnych całemu społeczeństwu.

LITERATURA
B a j e r l e i n A. 1992, Ostatni sołtys na Winiarach, [w:] O Poznaniu wspomnienia sercem pisane,
M . Warkoczewska (red)., Poznań, s. 13-15.
B á r M . 1882, Die „ Bamberger" bei Posen, Posen.
G r o t L., P a w ł o w s k i I . , P i r k o M . 1968, Wielkopolska w walce o niepodległość 1918-1919,
Warszawa.
J a b ł o n o w s k a Z. 1975, Rodzina w X I X i na początku X X w., [w:] Przemiany rodziny pol­
skiej, J. Komorowska (red.), Warszawa, s. 52-69.
J a k ó b c z y k W. 1982, Wielkopolskie Kółka Rolnicze, Poznań.
K a r o l c z a k W. 2000, Z dziejów gminy Jeżyckiej pod koniec X I X w , [w:] Kronika Miasta
Poznania: Jeżyce, nr 2, s. 62-67'.
M a t e 1 s к i D. 1999, Niemcy w Polsce w XX wieku, Warszawa-Poznań.
P a r a d o w s k a M . 1998, Bambrzy - mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania, Poznań.
R u t k o w s k i J. 1956, Studia z dziejów wsi polskiej XVI-XVIII
w., Poznań.
T r z e c i a k o w s c y M . i L. 1987, W dziewiętnastowiecznym
Poznaniu, Poznań.
W a r k o c z e w s k a M . 1998, Dzień powszedni mieszkańców Poznania w latach wojny i okupa­
cji, wrzesień 1939 - maj 1945, Poznań.
W i c h e r k i e w i c z M . 1924, Poznańskie wspominki, Poznań.
W o j c i e s z a k B. 1996, Rycerze Św. Floriana, Opalenica.

RĘKOPIS
Rękopis pamiętnika Antoniego Bajerleina. Kopia przechowywana w Pracowni Etnologii w Insty­
tucie Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu

�180

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

BAMBERGER FAMILIE BAJERLEIN
- IHR EINSATZ I N DIE KULTUR UND GESCHICHTE V O N POSEN
Zuzammenfassung
Die Familie Bajerlein stammt aus Bamberg, woher ihre Mitglieder im 18. Jahrhundert, zusammen mit der Welle der Ansiedler aus Oberfranken, nach Posen gekommen sind. Schon dritte
Genaration Bajerlein wurde infolge der gemischten Ehen, der taglichen Kontakten mit den polnischen Nachbarn, anlichen Berufen, dergleichen Religion und demselben Wertsystem, assimiliert.
Die Familie hatte einen groBen Beitrag zur Kultur von Posen. Ihre Mitglieder reprasentierten
solche Lichtseiten wie: Arbeitsamkeit, Zuverlássigkeit, Wirtschaftlichkeit, mit denen heute die
Posener identifiziert sind. Sie arbeiteten zuerst zum Besten Winiary - des Dorfs, auf dem sie
lebten und dann, im Jahre 1925, ais Winiary an die Stadt angeschloBen wurden, für Posen. Um
die Arbeit in der Landwirtschaft zu verbessern, führten Bajerlein die Neuigkeiten ein. Sie waren
auch in den landwirtschaftlichen, kulturellen und religiosen Organisationen tátig. Im 20. Jahrhun­
dert, in den beiden Weltkriegen, kampften viele von ihnen für Polen. Bajerlein waren sehr
zusammengelebte Familie, deren Mitglieder sich, besonders wahrend der 2. Weltkrieg, sehr stark
unterstiitzten. Heutige Beierlein erinnern sich an ihren frankischen Wiirzeln, obwohl sie seit
langem polonisiert sind. Sie meinen, dass die Abstammung ein interesantes Element ist, der sie
gegentiber anderen Posener auszeichnet.
A. S.-K.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10543" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10521">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fb39db5d949b691294b51f7b3d496101.pdf</src>
        <authentication>784797d3818408d1703cae0c7098524f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125516">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6423</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125517">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125518">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125519">
                <text>transnacjonalizm</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125521">
                <text>Transnacjonalizm w kontekście polskim na przykładzie środowiska niemieckich biznesmenów w Poznaniu/ ETNOGRAFIA POLSKA 2009 t.53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125522">
                <text>Etnografia Polska 2009 t. 53 s.91-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125523">
                <text>Szczepaniak-Kroll, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125524">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125525">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125526">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125527">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125528">
                <text>„Etnografia Polska”, t. LIII: 2009, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
Instytut Archeologii i Etnologii PAN,
Poznań

TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM
NA PRZYKŁADZIE ŚRODOWISKA NIEMIECKICH BIZNESMENÓW
W POZNANIU

Transnacjonalizm to zjawisko ściśle związane ze współczesnymi migracjami.
Atjun Appadurai (2005, s. XIII) pisał o nich, że „uwalniają od przestrzennych związ­
ków i przypisań ludzi, którzy uczestnicząc w tej formie mobilności włączeni zostają
w strumień populacyjnych cyrkulacji, stykających ich z coraz to innymi i nowymi
kulturowymi doświadczeniami [...]. W ten sposób świat zapełnia się dryfującymi
kulturami bez swoistych przestrzeni i ludźmi oderwanymi od miejsc - cudzoziem­
cami”. Według Ludgera Priesa (1999) i Thomasa Faista (2000), transnacjonalizm
to specyficzny rodzaj migracji, w których przestrzenie życiowe - przestrzenie
społeczne transmigrantów - obejmują szereg różnych przestrzeni geograficznych.
Grzegorz Babiński (2007, s. 116) definiuje owych transmigrantów / transnationals
jako osoby zamieszkujące czasowo w kraju innym, niż kraj ich pochodzenia i utrzy­
mujące z tym krajem szerokie i intensywne kontakty, łącznie (a może przede wszyst­
kim) z niezmienioną tożsamością. Dla antropologów najistotniejszy jest fakt, że
zjawiska transnacjonalizmu objawiają się poprzez migracje ludzi i ich pobyty
w innych kontekstach kulturowych, które wywołują określone zmiany kulturowe.
Transnacjonalizm ściśle wiąże się z procesami globalizacyjnymi, postępem
technologicznym i cywilizacyjnym. Anthony Appiah (2007, s. IX) podkreślał, że
w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek wcześniej widoczna jest obec­
ność idei, przedmiotów i ludzi „z zewnątrz”. Nasilają się migracje w poszukiwaniu
pracy, nauki, lepszych warunków egzystencji, odpoczynku. Dzięki coraz większej
otwartości granic, nowoczesnym technologiom, bardziej dostępnym środkom
transportu i komunikacji, zmniejsza się dystans dzielący kraj ojczysty od miejsca
obecnego przebywania migrantów. Można mieszkać w innym państwie, będąc
jednocześnie w stałym, codziennym kontakcie z krajem pochodzenia. Nie trzeba
przy tym zbyt często podróżować do ojczyzny, aby w pełni uczestniczyć w róż­
nych wymiarach toczącego się w niej życia (Posem-Zieliński 2005, s. 80). Jest to
zasadnicza różnica pomiędzy współczesnymi a, jeszcze do niedawna najpopular­
niejszymi, stylami życia migrantów, dla których wyjazd za granicę był na ogół
następstwem dramatycznej decyzji, oznaczał czasową (najczęściej długotrwałą)
lub stałą izolację od rodziny, języka, kultury i w rezultacie prowadził często do
asymilacji w społeczeństwie osiedlenia.

�92

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

Obecnie, na skutek stałego balansowania pomiędzy krajem pochodzenia a kra­
jem nowego zamieszkania, kształtuje się transnarodowa przestrzeń społeczna,
w której stale cyrkulują transmigranci. Jak trafnie zauważała Ewa Budakowska,
„zjawisko transnarodowości można uznać za nowy fenomen naszych czasów
w sensie wysokiej intensywności wymiany, ponadnarodowych modeli powiązań,
wielorakości form aktywności, i ponadgranicznych kontaktów. W warunkach
transnarodowych następuje transgresja granic modernistycznego państwa narodo­
wego wraz z przypisanym mu modelem tożsamości zbiorowej i celebracja przy­
jemności czerpanej z różnorodności. Paradygmat transnarodowości pozwala na
prowadzenie wielomodelowego stylu życia, opartego na rozbudowanej sieci ponad­
granicznych powiązań” (2005, s. 51).
Jednym z wyznaczników transnacjonalizmu są nowe strategie adaptacyjne
migrantów. W przypadku transmigrantów często nieużyteczne stają się dotych­
czasowe formy opisu zjawisk migracyjnych (lub konieczne byłoby ponowne zde­
finiowanie niektórych z nich) i ich skutków, np. imigracja, emigracja, akulturacja,
asymilacja. Dawne procesy stopniowej asymilacji i akulturacji ustępują wyraźnie
funkcjonalnej adaptacji i częściowej tylko integracji z krajem aktualnego zamieszki­
wania. Według Budakowskiej transnacjonalizm sytuuje migrantów w płaszczyźnie
bardziej hybrydalnych, nakładających się na siebie tożsamości niż wcześniejszych
dualnych układów pomiędzy środowiskiem wychodźczym i państwem przyjmu­
jącym. Jednostka może mieć teraz kilka kulturowych afiliacji, charakteryzujących
ją jak członka takiej czy innej zbiorowości (2005, s. 51).
Transmigranci są elastyczni, po przybyciu do nowego kraju tworzą grupy (kręgi
krewniacze, przyjacielskie, zawodowe, organizacyjne, etnoreligijne) poszukujące
dla siebie bezpiecznych nisz. Równocześnie w różnorodny sposób utrzymują wie­
lostronne kontakty zawodowe, rodzinne, informacyjne, polityczne, towarzyskie
z ludnością i krajem swego pochodzenia. W ten sposób uczestniczą w życiu kilku
państw jednocześnie, nie czują się wyobcowani i wykorzenieni, często nadal za­
chowują podwójne obywatelstwo, przemieszczają się pomiędzy dwoma światami.
Ich dzieci - zwykle wychowane w dwóch kulturach, z łatwością mogą poruszać
się w obu kontekstach i planować swą karierę zawodową np. w ojczyźnie ojców
(Posern-Zieliński 2005, s. 80).
Dodać jeszcze należy, że współczesna dwukulturowość różni się od dotychcza­
sowej, charakteryzującej się niepełnym, połowicznym funkcjonowaniem w dwóch
kulturach, prowadzącym często do podwójnej marginalizacji kulturowej, a w konse­
kwencji i społecznej. Stanowiła ona najczęściej etap przejściowy w procesie pełnej
asymilacji. Transnacjonalizm natomiast wiąże się z dwukulturowością, rozumianą
jako pełne uczestnictwo w dwóch kulturach, będące na ogół stanem trwałym. We­
dług Babińskiego, taki stan rzeczy wynika ze wzrostu wykształcenia migrantów,
posiadania przez nich w pełni wykrystalizowanej tożsamości narodowej, coraz
lepszego przygotowania językowego i kulturowego do zamieszkania w nowym
kraju, zwiększającego się partnerstwa i kompatybilności różnych kultur, w obrębie
powtarzającego sięuniwersum kultury globalnej (2007, s. 117-118).
Stephen Castles i Mark J. Miller (1993) określili ubiegłe stulecie mianem „wieku
migracji”. Tymczasem transnacjonalizm, jak ocenia Babiński j est doświadczeniem

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

93

najnowszej, trwającej mniej więcej przez ostatnie ćwierćwiecze wielkiej fali migra­
cji międzynarodowych (2007, s. 116). Jego korzenie sięgają więc końca wieku XX,
ale, szczególnie w Polsce, dynamiczny rozwój tego zjawiska możemy obserwo­
wać od początku XXI wieku. Pojawianie się zjawiska transnacjonalizmu wiązało
się z przemianami systemowymi (lokalnymi i europejskimi) w latach 1980. i 1990.
oraz m.in. napływem coraz większej grupy biznesmenów, zakładających filie
zagranicznych przedsiębiorstw. Jego rozwój nasilił sie po przyjęciu do Unii Euro­
pejskiej nowych państw członkowskich w 2004 roku. Wówczas wzmogły się wy­
jazdy za granicę Polaków, wśród których wielu można uznać za transmigrantów,
jak i nastąpił większy napływ migrantów do Polski. Największy wpływ na po­
większenie środowiska transnationałs w Polsce miało jednak wejście do strefy
Szengen (2007 r.) i otwarcie granic.
Zagadnienie transnacjonalizmu nie było dotąd w Polsce przedmiotem pogłę­
bionych studiów etnologicznych, choć jest to zjawisko coraz bardziej powszechne.
Z tego powodu podmiotem moich badań, prowadzonych od roku 2007 byli nie­
mieccy transnationałs przebywający w Poznaniu1. Wybrałam Niemców ze względu
na długą tradycję ich obecności w Wielkopolsce oraz dlatego, że właściwie od
zawsze stanowili oni (i stanowią nadal) największą grupę cudzoziemców w Wielko­
polsce12. Najistotniejszy był jednak fakt, iż wśród migrantów zdecydowanie do­
minują właśnie transmigranci. Szczególnie interesującą grupą respondentów
okazali się biznesmeni, nazywani słusznie przez Roberta Kinga (1996) „nową
odmianą przywódczych nomadów”. Wśród respondentów byli także studenci,
artyści, pisarze, osoby poszukujące w Polsce swoich korzeni (zarówno mające
przodków Polaków, jak i Niemców).
Przedstawiony materiał skłania do stawiania pytań o strategie adaptacyjne nie­
mieckich transnationałs z kręgu biznesowego, o ich konfrontacje z wyobrażenia­
mi i stereotypami o Polsce oraz o style życia jakie przyjęli, balansując pomiędzy
Polską a Niemcami.
Podstawę badań terenowych stanowił paradygmat zwany interpretatywnym, alter­
natywnym, czy symboliczno-interpretującym3. Kolejnym założeniem było uznanie
1 W artykule wykorzystano materiały zabrane w ramach grantu MNiSW (nr NN109217436),
pt. „Transnarodowość w kontekście polsko-niemieckim. Niemcy w Poznaniu i Polacy w Berlinie”.
2 Określenie liczby niemieckich transmigrantów, zwłaszcza biznesmenów, podróżujących często
pomiędzy Polską a Niemcami nie jest możliwe, ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem osoby
te mogą bez ograniczeń poruszać się pomiędzy własnym krajem i Polską oraz podejmować pracę bez
jakiegokolwiek zezwolenia (http://mswia.gov.pl/portal.php?serwis=pl&amp;dzial=56&amp;id=1676&amp;search=
32623; http:/Avww.mpips.gov.pl/index.php?gid=557&amp;news_id=1426). Jednak już na podstawie
ilości oddziałów niemieckich firm w Wielkopolsce, w których z reguły w kadrze menedżerskiej
znajdują się przedstawiciele rdzennej firmy z Niemiec, można wnioskować, że jest to niemała
grupa. Wielu z nich skupionych jest wokół prężnie działającego w Poznaniu DWK - Deutsch-Polnisches Wirtschftskreis, organizacji mającej na celu nawiązywanie współpracy pomiędzy polskimi
i niemieckimi przedsiębiorstwami. Jednak ponieważ organizacja ta nie prowadzi rejestru imiennego
członków, lecz rejestr firm, także od niej nie można uzyskać choćby szacunkowych danych.
3 Zgodnie z nim obiektywna rzeczywistość istnieje, jednak nie jest możliwe jej poznanie i pełny,
obiektywny opis. Każdy sposób myślenia jest bowiem uwikłany w konkretny czas i przestrzeń, za
każdym razem sposób widzenia rzeczywistości wydaje się człowiekowi jak najbardziej naturalny.

�94

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

procesualnego charakteru rzeczywistości społecznej, tzn. przyjęcie stanowiska, że
zjawiska nie dzieją się same z siebie, lecz są kształtowane stopniowo przez ich
uczestników we wzajemnych interakcjach. Także pojęcia służące do ich opisu nie
posiadają waloru obiektywności, lecz należą do społecznie skonstruowanej rzeczy­
wistości. Zadaniem badacza jest stwierdzenie w jaki sposób są one konstruowane.
W badaniach za podstawowe narzędzie badawcze posłużyła mi metodologia
teorii ugruntowanej4, będącą konsekwencją założeń teoretycznych paradygmatu interpretatywnego. Zastosowałam metodę wywiadu ustrukturyzowanego (o walorach
wykorzystania tej metody w badaniach nad migrantami pisali szerzej autorzy pracy
Z zastosowań technikjakościowych w badaniach nad migracjami (Antoniewski i in.
2000), który mówiąc w skrócie przypomina tak, jak zwykły wywiad pogłębiony,
swobodną rozmowę, choć jednocześnie każdy z wywiadów powinien stanowić od­
powiedź na te same, pytania, kluczowe dla zdobycia interesującej badacza wiedzy.
Transanacjonalizm jest między innymi rezultatem migracji motywowanych
ekonomicznie5. Co charakterystyczne, znaczącą grupę wśród transnationals sta­
nowią ludzie, którzy nie migrują w celu spełnienia podstawowych potrzeb egzys­
tencjalnych, jak to było w przypadku mających miejsce w poprzednich stuleciach,
tradycyjnych wyjazdów „za chlebem” Przeciwnie, są to często osoby wykształ­
cone, dobrze sytuowane, mające ugruntowaną pozycję zawodową w swoim kraju.
W wielu przypadkach migracja jest m.in. rezultatem trwającego już od dziesięcio­
leci tzw. „drenażu mózgów”, polegającego na przyciąganiu wysokiej klasy specja­
listów z państw mniej rozwiniętych przez wyżej rozwinięte kraje, poprzez ofero­
wanie im korzystniejszych niż w kraju macierzystym warunków życia.
W Polsce (tak jak w wielu innych krajach) największą grupą transmigrantów
motywowanych ekonomicznie, są wykwalifikowani pracownicy dużych, często
globalnych korporacji, delegowani za granicę. Osoby te przyjechały tu w ściśle
Obrazowo ujmują to przekonanie Peter L. Berger i Thomas Luckmann; „co jest «rzeczywiste» dla
tybetańskiego mnicha, może nie być rzeczywiste dla amerykańskiego biznesmena” (1983, s. 173).
To w jaki sposób widzimy swój świat jest uwarunkowane wprawdzie czasem i miejscem, w którym
żyjemy, ale przede wszystkim konstytuuje się w codziennym dialogu z innymi ludźmi. Pogląd ten
nazywany jest społecznym tworzeniem rzeczywistości, co, jak mówi Barbara Czamiawska, oznacza
uznanie ludzkiej percepcji za jeden z elementów tworzenia rzeczywistości i jedyne dostępne na­
rzędzie do jej poznania (1983, s. 33).
4 Metodologia ta (opracowana i opisana przez Bameya Glasera, Anselma Straussa) polega na
budowaniu teorii w oparciu o systematycznie zbierane dane empiryczne. Teoria jest tutaj zatem
pochodną analiz danych empirycznych. Propozycje teoretyczne nie są więc budowane metodą logicz­
nie dedukcyjną w oparciu o wcześniej przyjęte aksjomaty bądź założenia. Teoria wyłania się tutaj
w trakcie systematycznie prowadzonych badań terenowych, z danych empirycznych, które bez­
pośrednio odnoszą sie do obserwowanej części rzeczywistości społecznej. Hipotezy, pojęcia i włas­
ności pojęć są budowane w trakcie badań empirycznych oraz w trakcie badań są one modyfikowane
i weryfikowane. Tak więc budowanie teorii jest ściśle związane z samym długotrwałym procesem
badawczym (Konecki 2000).
5 Wśród poznańskich transnationals obok reprezentantów środowiska biznesowego znajdują
się także migranci należący do innych kategorii społecznych: studenci, pracownicy naukowi, artyści,
osoby posiadające korzenie polskie lub niemieckie (potomkowie Niemców mieszkających niegdyś
na terenie dzisiejszej Polski). Każda z tych grup ma swoją specyfikę, przybiera inną strategię adap­
tacyjną, w określony sposób konfrontuje stereotypowe myślenie o Polakach z doświadczaną osobiś­
cie rzeczywistością.

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

95

określonym celu, do ich zadań należy np.: dokonanie restrukturyzacji, moderniza­
cji firmy, rozwinięcie nowej gałęzi produkcji, promowanie określonych produk­
tów, przeszkolenie pracowników, kontrola wyników działania, niekiedy założenie
od podstaw filii firmy, itd. Są to przeważnie dobrze wyedukowani i doświadczeni
eksperci: menedżerowie, specjaliści do spraw marketingu, reklamy, prawa między­
narodowego, itd. Grupę tworzą głównie mężczyźni, mieszczący się w przedziale
wiekowym: 30-50 lat. Niektórzy żyją w związkach mieszanych z Polkami. Część
jest stanu wolnego lub ma żony/partnerki w Niemczech. Większość biznesmenów
przebywa na kontraktach trwających od kilku do kilkunastu lat.
Artykuł prezentuje wstępne wyniki badan, którymi objęto 12 respondentów ze
środowiska biznesu. Wybrana metoda wywiadu ustrukturyzowanego okazała się
skuteczna w pozyskaniu informacji, choć wielu informatorów oczekiwało ankiety,
którą można szybko wypełnić, a nie dłuższego dialogu wymagającej większego
zastanowienia i głębszej refleksji. Rozmowy z biznesmenami odbywały się w ich
biurach, przy czym miejsce to w każdym przypadku proponowali rozmówcy, nie
biorąc pod uwagę innej możliwości. Jak już wspomniałam respondenci są osobami
piastującymi wysokie stanowiska i nie dysponującymi dużą ilością wolnego czasu.
Terminy spotkań trzeba było niejednokrotnie przekładać, dostosowując się do ich
terminarzy i planów zawodowych. Propozycja spotkania w biurze miała także, jak
przypuszczam, inny cel. Chodziło o pokazanie prestiżu - gabinety stanowią swoiste
wizytówki firm, widomy znak władzy - często znajdują się w drogich lokalach, są
luksusowo lub awangardowo wyposażone. W niektórych przypadkach miejsce
nadawało ton rozmowie. Dosyć często rozmówcy wypowiadając się o problemach
wynikających z różnic w podejściu do pracy w Poznaniu i Niemczech, przybierali
postawę autorytetów, ekspertów, którzy znaleźli sposób na ich przezwyciężenie.
W tych sytuacjach dawano mi do zrozumienia, że Polacy muszą się jeszcze wiele
nauczyć od swoich przełożonych, pochodzących z kraju w którym biznesem
rządzą bardziej „cywilizowane” reguły.
Główną motywacją podjęcia pracy w Polsce przez niemieckich biznesmenów
są bardzo atrakcyjne warunki finansowe proponowane przez firmę macierzystą.
Kolejnym elementem zachęty jest awans zawodowy. Z reguły Niemcy osiągają
w Polsce stanowiska wyższe od zajmowanych w kraju. Wyjazd za granicę daje więc
szansę na szybsze osiągnięcie kolejnych szczebli kariery. Często delegowanym pra­
cownikom pozostawia się wiele swobody w opracowaniu strategii funkcjonowania
firmy, co jest przez nich cenione na równi z wysokimi zarobkami i awansem, stwa­
rza bowiem możliwość błyskotliwego pokazania kolejnych predyspozycji, umiejęt­
ności i kompetencji. Za typową można uznać wypowiedź dyrektora niemieckiego
banku w Poznaniu: Szukałem nowych wyzwań, ponieważ w Niemczech w moim
miejscu pracy, na moim stanowisku nie widziałem żadnych perspektyw. Miałem
natomiast możliwość podjęcia nowych zadań za granicą. I bank [...] miał ofertę
pracy za granicą, w Polsce, więc się postarałem i dostałem tę pracę. [.. .]6
6
Wszystkie wywiady wykorzystane w artykule przeprowadzone zostały w języku niemieckim,
tłumaczenie - autorka. Na prośbę respondentów pominięto ich imiona i nazwiska, które są znane
autorce.

�96

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

Dla większości biznesmenów z Niemiec Poznań jest pierwszym zagranicznym
miejscem pracy. Zdarzają się jednak osoby takie jak, np. dyrektor dużego kon­
cernu, który wcześniej przez kilka lat pracował w USA a następnie był odpo­
wiedzialny za rozwój w Europie Wschodniej. Przed 12 laty jego biznesplan doty­
czący strategii firmy w Polsce okazał się najlepszy i tym sposobem respondent
znalazł się w Poznaniu. Istnieje również grupa niemieckich biznesmenów, którzy
początkowo przyjechali tu w zupełnie innym celu i dopiero po pewnym czasie,
już na miejscu, zajęli się działalnością ekonomiczną. Na przykład jedna z niewielu
w środowisku biznesowym kobieta przyjechała do Poznania jako nauczycielka
języka niemieckiego. Pomysł na własną firmę zrodził się po kilku miesiącach
pobytu w Polsce. Kolejną grupę migrantów tworzą dzieci Niemców, którzy po
wojnie wyemigrowali z Polski lub potomkowie polskich emigrantów urodzeni
w Niemczech. Osoby te rozpoczęły pracę w Polsce najczęściej dzięki kontaktom
rodzinnym i przyjacielskim.
Świadomość wysokiej pozycji zarówno w hierarchii biznesu, jak i w ogóle
w społeczeństwie i wiążące się z nim duże poczucie własnej wartości sprawiają,
że dla badaczy stosunkowo dużym problemem jest dotarcie do respondentów. Na­
wiązanie kontaktu dodatkowo utrudnia fakt, iż Niemcy z reguły bardzo chronią
swoją prywatność. Cechą kulturową tej grupy, różniącąjąw sposób zasadniczy od
Polaków, jest bezwzględne rozdzielenie pracy od życia prywatnego (Hampden,
Trompenaars 2006, s. 236-239). Badani obawiają się więc pytań niewygodnych
dla nich z racji piastowanego stanowiska, nazbyt wkraczających w sferę prywatną.
Nie chcą zaszkodzić wizerunkowi firmy poprzez niefortunną wypowiedź, a praca,
oddanie firmie jest dla nich priorytetem, dla którego przeoiganizowali swoje życie.
Ostrożnie dzielą się głębszymi spostrzeżeniami i refleksjami, również dlatego że,
jak sądzą, nie zawsze są one przyjemne dla badaczki-Polki. Z tego względu, aby
nawiązać kontakt z respondentami, konieczne jest długotrwałe wypracowywanie
zaufania, wejście w system personalnych powiązań, rekomendacji i znajomości.
Jednocześnie należy podkreślić, że osoby te są niezwykle cennymi rozmówcami.
Niemieckich biznesmenów łączą nie tylko wysokie ambicje zawodowe i finansowe,
ale i chęć przeżycia „przygody życia”, którą ma im zapewnić pobyt za wschodnią
granicą. Stąd wynika ich autentyczne zaciekawienie Polską i Polakami. Prowadząc
wywiady często spotykałam takie wypowiedzi na temat okoliczności przyjazdu:
To była prawdziwa przygoda, obok zawodowych wyzwań nie miałem, pojęcia
o tym, co mnie w Połsce czeka; zawsze z ciekawością czekałem na nowe możliwości.
Na to, żeby móc poznać coś nowego. Wnikliwe obserwacje menedżerów są szcze­
gólnie interesujące dla badacza.
Jak się okazuje również pracodawcy wysyłający pracownika za granicę coraz
bardziej dostrzegają, że obok predyspozycji natury zawodowej (z którymi wiążą
się m.in. typ i poziom wykształcenia, posiadana wiedza, doświadczenie i umiejęt­
ności, jakimi się dysponuje), wskazane okazuje się nabycie stosownej wiedzy,
umiejętności, i kompetencji pomocnych w dostosowaniu się do panujących w da­
nym kraju norm kulturowych. Przydatne jest także rozbudowanie predyspozycji
natury osobowościowej m.in. takich jak: świadomość różnic, wrażliwość kulturowa,

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

97

empatia, odporność na stres, zdolność do przyjęcia postawy zadaniowej, elastycz­
ność adaptacyjna (Miś 2002, s. 147).
Jak już wspomniałam, w czasie pobytu w Polsce cudzoziemcy - transnationałs
koncentrują się nie tylko na kwestiach ekonomicznych, ale bacznie obserwują Pola­
ków w ich codziennych zachowaniach. Te obserwacje specyfiki życia są następ­
nie uwzględniane m.in. w organizowaniu działania przedsiębiorstwa, delegowaniu
zadań, prowadzeniu akcji promocyjnych, itd. Coraz większą grupę menedżerów
do wykorzystania różnic kulturowych w pracy przygotowuje odbyty jeszcze
w Niemczech, tzw. trening międzykulturowy7.
Na ogół jednak zdobywanie szerszej wiedzy o kraju migracji zaczyna się w tej
grupie dopiero po przyjeździe, w przeciwieństwie np. do studentów niemieckich,
którzy dowiadując się o możliwości wyjazdu, często już w Niemczech zaczynają
uczyć się języka, szukać kontaktu z Polakami, przeglądać Internet, czytać prasę
na temat Polski8. Większość respondentów-biznesmenów nigdy wcześniej nie była
w Polsce. Tym samym osoby te nie miały zbyt dużego pojęcia o kraju, do którego
się udawały i posiadały wiedzę opartą na stereotypowym postrzeganiu. Decyzję
o migracji respondenci musieli na ogół podjąć w krótkim czasie i tym tłumaczyli
swoje „nieprzygotowanie” kulturowe.
Jeden z menedżerów mówił: wcześniej nie miałem w ogóle żadnych związków
z Polską. Nie byłem nawet turystycznie w Europie Wschodniej. W 1990 roku poje­
chałem po raz pierwszy do Niemiec Wschodnich. [...] Amerykę całą zjechałem od
Kanady na północy po Chile na południu. Podróżowałem po Azji, byłem w Afryce.
Wszędzie na świecie, ale nie w Europie Wschodniej. W 1994 roku udałem się
w pierwszą podróż do Europy Wschodniej, do Pragi. A później w tym samym roku
do Warszawy i Poznania. Także inny biznesmen stwierdzał: Nie miałem żadnego
wyobrażenia o tym, czym jest Polska. Z kolei jedna z niemieckich menedżerek
wspominała: zanim tu przyjechałam Polska wydawała mi się bardzo niebezpieczna.
Kiedy szłam w Poznaniu na pierwsze spotkanie z klientem, a było to wieczorem,
zabrałam ze sobą nóż sprężynowy, tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał mnie
napaść po drodze. Może dzisiaj brzmi to śmiesznie i ja się tego teraz strasznie
wstydzę, ale faktem jest, że tak było.
Oparte na stereotypach informacje o Polsce były powodem niepokoju zarówno
Niemców udających się do Polski, jak i ich rodzin i znajomych. Jeden z biznesme­
nów mówił: Ja się nie bałem ale znam kolegów, którzy obawiali się przed swoim
pierwszym przyjazdem do Polski [...]. Inny z respondentów wspominał: Wśród
moich znajomych, rodziny było zaskoczenie, dlaczego akurat Polska. W Niemczech
Polska postrzegana jest jako Entwicklungsland, leżący we Wschodniej Europie,
o niskim poziomie życia. Niektórzy nie mogli zrozumieć dlaczego nie chciałem
wyjechać do Ameryki, Australii, Azji tylko akurat do Polski.
1 Nierzadko jednak ugruntowuje on jedynie stereotypy i uprzedzenia (nie tłumacząc ich źródeł
czy mechanizmów działania), nakierowany jest bowiem jedynie na osiągnięcie zysku, przy wyko­
rzystaniu różnic kulturowych.
8
Na podstawie wywiadów autorki z Niemcami studiującymi na UAM, przeprowadzonych
w latach 2007-2009.

�98

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

Jeden z badanych miał przed przyjazdem do Polski obawy, jak twierdził głębszej
natury, a w rzeczywistości odwołujące się do stereotypu o odwiecznej wrogości
pomiędzy obydwoma narodami: Nie bałem się tych rzeczy, które są stereotypami.
Bałem się głębszych rzeczy. Jestem świadomy tych rzeczy które stoją pomiędzy
narodami. W historii było wiele momentów, kiedy Polacy i Niemcy stawali prze­
ciwko sobie. Od Średniowiecza po najnowszą historię, X IX wiek, czasy pruskie,
czasy nazistowskie. To są rzeczy, których ludzie są w sposób oczywisty świadomi.
[...] To są emocje, z którymi my [Niemcy w Polsce] jesteśmy konfrontowani.
Jak pisał Robert Cyrus, stereotypy narodowe to wyobrażenie, że pewna naro­
dowość lub społeczność etniczna jest wyraźnie wyposażona w określone cechy
osobowe. Stereotypy są odporne na zmianę, zakorzenione we wspólnocie i działają
automatycznie. Takie trwałe wyobrażenia są „uruchamiane” w określonych sytua­
cjach przez stymulatory nabierające znaczenia w obliczu innych możliwych inter­
pretacji (2004, s. 208).
Ten mechanizm zadziałał także w przypadku badanych respondentów, dla
których bodźcem do rozliczenia się ze stereotypami, stał się komunikat o wyjeździe do Polski. Większość z nich starała się nie ulegać obiegowym opiniom, co
jednak, jak wynikało z dalszych relacji respondentów na temat np. specyfiki życia
w Polsce czy pracy (o czym w dalszej części artykułu), nie zawsze było możliwe.
Inni otwarcie przyznawali się do obaw, że prawdziwe okażą się niektóre z obie­
gowych opinii. Dowodem może być ostatnia przytoczona powyżej wypowiedź.
Już po przyj eździe respondenci zaczęli odkrywać „oczywistości” i „nieoczywistości” kulturowe. Według Luizy Słodownik kultura „oczywista” to ta, której
uczymy się od najwcześniejszego dzieciństwa, która staje się dobrze znana, nie
wymaga analizy i zastanowienia, oglądania od zewnątrz (2006, s. 24). Jak pisał
Geert Hofstede, rodzima kultura wyposaża jednostkę w jej podstawową „materię”
rzeczywistości myślowej. Dostarcza pojęć, schematów pojęciowych wraz z okreś­
loną koncepcją świata, jak również normami, zasadami, regułami, wyobrażenia­
mi, przekonaniami, wierzeniami, stereotypami, uprzedzeniami oraz wszelkimi
czynnikami kognitywnymi, na podstawie których człowiek formuje swoje sposo­
by zachowania. Ta „oczywistość” sprawia, że zasady kultury własnej, uznawane
są za naturalne i w znacznym stopniu nie podlegają zakwestionowaniu. Daje
to poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie (Hofstede 2000, s. 40). Renata
Winkler podkreśla, że człowiek poprzez własne działania może modyfikować
kulturę, choć zintemalizowane przez niego elementy (właściwe dla środowiska,
w którym został wychowany) warunkują jego zachowanie na poziomie podświa­
domości (2008, s. 103).
„Oczywistość” podlega zawieszeniu w momencie kontaktu z obcością, niosącą
w sobie alternatywy wobec tego, co zostało przyswojone w ramach kultury włas­
nej. Kultura obca wprowadza pluralizm wartości i zmusza do refleksji, do dokony­
wania wyborów lub do konfrontacji ze świadomością, że inni ludzie opowiadają
się za innymi wartościami. W ten sposób wartości kultury własnej przestają być
jedynymi słusznymi i niekwestionowanymi, przestają być „oczywiste”, gdyż ich
wybór będzie wymagał uzasadnienia (Słodownik 2006).

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

99

Już pierwsze dni pobytu moich rozmówców w Polsce zweryfikowały wiele obie­
gowych opinii znanych z Niemiec. Za nieprawdziwy uznano stereotyp mówiący
0 polskim niezorganizowaniu. Na ogół firmy załatwiały za biznesmenów drobne
formalności związane z przyjazdem. Na gości czekały wynajęte mieszkania, hotele.
W wielu przypadkach wyznaczona osoba towarzyszyła im w pierwszych dniach,
pokazując w jaki sposób poruszać się po mieście, załatwiać codzienne sprawy, np.
zakupy, rachunki. Uznano to za potwierdzenie innego, tym razem pozytywnego
stereotypu na temat gościnności Polaków.
Pierwszym poważnym problemem, na jaki natrafili migranci, okazała się ko­
nieczność porozumiewania po polsku. Co ciekawe, żaden z respondentów, poza
tymi którzy mają polskie korzenie, nie tylko nie znał przed przyjazdem języka
polskiego, ale i nie uświadamiał sobie, że będzie to poważną przeszkodą w kon­
taktach z Polakami i to nie koniecznie z powodu ich słabej znajomości języków
obcych. Janusz Anusiewicz pisał, że język wobec kultury posiada charakter za­
równo warunkujący, jak i zależny (1991, s. 20). Jest uznawany zarazem za funda­
ment, przejaw, implikator i wytwór danej kultury. Według Benjamina L. Whorfa
„każdy język stanowi odmienny, rozległy system wzorów sankcjonujących kul­
turowe kategorie i formy, za których pośrednictwem nie tylko porozumiewamy
się ale co więcej, analizujemy rzeczywistość” (1982, s. 339). Autor zauważał, że
język zawiera w sobie i narzuca w ramach danej kultury sposób konceptualizacji
1 strukturalizacji rzeczywistości. Określa on sposób jej kategoryzacji, taksonomizacji, oglądu i co najważniejsze, wartościowania. Co więcej stanowi nie tylko
narzędzie interpretacji wzorów kulturowych, ale też wykładnię niejęzykowych sys­
temów semiotycznych (takich jak obrzędy, znaki grzecznościowe itp.) (tamże,
s. 18-19). Innymi słowy struktura wyuczonego języka ojczystego kształtuje w danej
społeczności językowej pewne zwyczaje myślowe, modeluje jednostkowy i zbio­
rowy sposób widzenia świata (jego rozumienie i interpretację).
Z tego powodu, j ak zauważają badacze, na poziomie werbalnym barierą w kon­
takcie osób wywodzących się z różnych kultur mogą okazać się nie tylko brak
umiejętności lub błędy popełniane w czasie tworzenia i w rozumieniu dowolnych
wypowiedzi. Istotny jest też sposób w jaki za pomocą języka próbuje się wywrzeć
określony wpływ na partnerów interakcji, niewłaściwe dostosowanie zachowania
werbalnego do pełnionej roli i rodzaju czy kontekstu sytuacji społecznej. Przeszko­
dą może być nawet nieznajomość przysłów i aforyzmów, stereotypów społecznych,
kategorii tabu komunikacyjnego, rodzajów eufemizmów, slangu występującego
w określonej grupie społecznej, czy zawodowej, specyfiki poczucia humoru danej
społeczności, znamiennych dla danej zbiorowości typów rytuałów słownych (Goddar,
Wierzbicka 2001, s. 177-181; Marcjanik 1994, s. 77; Ferraro 2002, s. 65—69)9.
Po krótkim czasie także te „głębsze konieczności” poznania języka stały się jasne
dla niemieckich biznesmenów. Firmy goszczące menedżerów już w pierwszych
9
O relacjach pomiędzy kulturą i komunikowaniem się pisali szeroko m.in. Edward Twitchell
Hall (1987; 2001), Richard R. Gesterland (2000), Geert Hofstede (2000), Fons Trompenaars i Charles
Hampden-Tumer (2005).

�100

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

tygodniach pobytu na ich życzenie organizowały naukę języka polskiego. Najczęś­
ciej spotykaną formą były indywidualne lekcje u lektora, które odbywały się
w firmie, niekiedy nawet w wymiarze kilku-kilkunastu godzin tygodniowo.
Ewa Nowicka wyróżniła dwie zasadnicze strategie życiowe, jakie może przy­
jąć cudzoziemiec, przybywający do obcego kraju: jedna z nich ma charakter za­
daniowy, druga asymilacyjny. W pierwszym przypadku kontakty społeczne trak­
towane są głównie jako środek do uzyskania określonego rezultatu. Cel wyznacza
ich zakres. Relacje ograniczane są do takich, które mogą okazać się przydatne.
Osoby przyjmujące drugą strategię zabiegają o nawiązanie kontaktu ze środo­
wiskiem miejscowym nie licząc na to, że coś przez to zyskają, dążą do bezin­
teresownego utrzymywania bliskich stosunków (Halik, Nowicka 2002, s. 13-17).
Pierwszy model można zaobserwować np. u niektórych studentów niemieckich
(i nie tylko niemieckich) przebywających w Poznaniu na stypendiach. Często nie
podejmują oni z Polakami jakiegokolwiek kontaktu, za to otaczają się innymi
Niemcami przybywającymi w Poznaniu lub stypendystami z innych krajów, two­
rząc stosunkowo zamknięte kręgi.
Badanym przeze mnie biznesmenom, nie zdarzało się natomiast minimalizować
kontaktu z Polakami. Wprost przeciwnie, większość włożyła wiele energii, aby ich
możliwie jak najlepiej poznać. Na przykład jeden z menedżerów, mając do dyspozy­
cji luksusowe auto służbowe, jeździł do pracy tramwajem, chcąc poobserwować, jak
zachowują się ludzie w codziennych sytuacjach. Inny biznesmen w tym samym
celu odbywał co wieczór długie spacery i codziennie wychodził ze współpracow­
nikami na wspólny obiad w barze mlecznym. Wszyscy migranci od początku sta­
rali się sami robić zakupy, załatwiać sprawy w urzędach. Była to, jak przyznawali,
dodatkowa okazja, aby poznać Polaków. Jak wynika z wywiadów, Niemcy przyjęli
tym sposobem na ogół najrzadziej stosowaną, choć ocenianą przez specjalistów
jako wysoko skuteczną, metodę przezwyciężania interkulturowych problemów
- uczenia się kultury. Jurgen Bolten rozumie przez to permanentną gotowość do
interkulturowej nauki, otwartość w stosunku do tego, co obce (2006, s. 136).
Niemcy najczęściej wyrażali chęć mieszkania w bezpośrednim sąsiedztwie
Polaków nawet jeśli wiązało się to z niższym standardem mieszkania. Obecnie zale­
dwie jeden z moich rozmówców mieszka w Polsce i równocześnie w Niemczech,
gdzie spędza każdy weekend z rodziną. Z obserwacji trenerów międzykulturo­
wych wynika, że właściwie przestał istnieć obowiązujący jeszcze około dziesięć
lat temu model życia, polegający na pracy w systemie Mo-Mi, czyli Montag
(poniedziałek) - Mittwoch (środa), po 20 godzin na dobę przez 3 dni i wyjeździe
do Niemiec na pozostałe dni tygodnia10. Większość respondentów pozostaje w tej
chwili w Polsce przez cały okres trwania kontraktu. Zamiast wyjazdów migranci
wybierają częsty kontakt mailowy lub telefoniczny z rodziną i przyjaciółmi.
Jak wspominałam, już pierwsze spotkania z Polakami oznaczały dla wielu
Niemców utratę „oczywistości kulturowej”. Bardzo szybko dostrzegali różnice
w realiach życia w Polsce i w Niemczech, w zachowaniach, sposobach reagowania
10 Wywiad z Ellą Griinefeld, trenerką z Internationales Menagement Trainings.

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

101

w codziennych sytuacjach. Jeden respondentów mówił: na początku Polacy wyda­
wali mi się egoistyczni, skoncentrowani na sobie. Widziałem to w tramwaju, me­
trze, to było takie wrażenie, kiedy nie znałem języka polskiego. [...] Było wiele
rzeczy, do których nie byłem przyzwyczajony. [...] Zaskakujące były dla mnie duże
różnice widoczne na ulicach. Starsze kobiety, które na ulicach sprzedawały kwiaty
po złotówce, aby kupić sobie kostkę masła. A z drugiej strony widziałem prze­
jeżdżające koło nich mercedesy. To było bardzo przygnębiające.
Uchwycenie różnic i podobieństw w pierwszych tygodniach pobytu w obcym
miejscu jest na ogół bardzo powierzchowne i dotyczy tych zjawisk kultury, które
są najbardziej wyraźne i łatwo dostrzegane. Stosunkowo bezproblemowo można
zatem zaobserwować elementy, takie jak: język, codzienne zachowanie, strój. Od­
krywanie głębszych wymiarów kultury sprawia dużo większą trudność. Przykła­
dem może być wspomniana już kwestia porozumienia językowego. Jak twierdzą
biznesmeni, nawet poznanie podstaw języka polskiego tylko pozornie ułatwiło
kontakt z Polakami, którzy np. wydawali się z niechęcią reagować na wydawane im
polecenia. Menedżerowie nie wiedzieli, że w były one w odczuciu pracowników
zbyt kategoryczne, bezpośrednie i mało uprzejme. Kultura polska należy bowiem,
jak pisze Anna Murdoch (w świetle koncepcji E. Halla), do kultur wysoko kontek­
stowych, co wskazuje na nasycenie procesów komunikacyjnych środkami pozawerbalnymi i pośrednimi oraz wysoki stopień nasycenia komunikacji werbalnej
przysłowiami, odnośnikami do wiedzy kolektywnej (1999, s. 79-80). Ten sposób
porozumiewania się różni się zasadniczo od kultur niskiego kontekstu, reprezen­
towanych m.in. przez Niemców, w przypadku których przekaz jest bezpośredni,
jasny a znaczenie dosłowne. Biznesmeni już w początkowej fazie pobytu w Polsce
uświadamiali sobie tę różnicę.
Jak pisała Luiza Słodownik łatwo jest określić zjawiska nieznane, trudniej ziden­
tyfikować nieznane pośród tego, co wydaje się podobne i „oczywiste”. Choć utrata
oczywistości odczuwalna jest najsilniej na pierwszym etapie kontaktu z kulturą
obcą, nie znaczy to jednak, że jest to doświadczenie jednorazowe. Utrata oczywi­
stości nie ogranicza się wyłącznie do tych uczuć i przeżyć, z których człowiek
stykający się z obcością, odmiennością zdaje sobie sprawę, ale i z poczucia włas­
nej niewiedzy i nieznajomości reguł rządzących otoczeniem, w którym się znalazł,
poczucia zagubienia i niepewności (Słodownik 2006).
Wszyscy respondenci zgodnie twierdzili, że pierwsze tygodnie pobytu w Polsce
nie należały do najłatwiejszych, zarówno z powodu nadmiaru nowych bodźców,
informacji, plątaniny sprzecznych kulturowo znaków i znaczeń, jak i z przyczyn
prozaicznych. Trzeba było nauczyć się poruszać po mieście, wspominano proble­
my z parkowaniem samochodu, rozpoznaniem funkcjonowania komunikacji miej­
skiej. Pod tym względem kłopoty nie ominęły nawet tych respondentów, którzy
wcześniej znali Polskę z krótkich pobytów u rodziny, czy osób posiadających pol­
skie lub częściowo polskie korzenie.
Respondenci wykazywali się dużą inwencją w radzeniu sobie w nowych sytua­
cjach. Jeden z nich mówił: Problemy językowe rozwiązywałem za pomocą karte­
czek. Najłatwiejsze rzeczy sprawiały mi trudność. Niech pani pójdzie do fryzjera

�102

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

nie znając polskiego! Poprosiłem więc moją koleżankę pracy, żeby mi napisała,
ja k mają mnie obciąć. Jedną taką kartkę miałem też dla taksówkarza ijeszcze inne
na inne sytuacje życiowe. Tak to zorganizowałem, że zakupy robiłem ciągle w jed ­
nym sklepie, po pewnym czasie byłem ju ż tam znany: [recytuje szybko po polsku]
„masło, mleko, banany ”, to było stosunkowo łatwe.
Po 3^1 tygodniach od przyjazdu cudzoziemcy potrafili już sobie poradzić w co­
dziennych sytuacjach. Kolejny etap adaptacji trwał około pół roku. Większość
migrantów doznawała w tym czasie odczuć wyróżnionych i ujętych przez Kalervo
Oberga (za: Mikułowski-Pomorski 2006, s. 358-359) w etapy: miesiąca miodo­
wego czyli fascynacji nową kulturą, irytacji i wrogości - kiedy oczekiwania podo­
bieństwa do kraju pochodzenia nie spełniały się, okazywało się, że więcej jest tu
kulturowych różnic niż podobieństw, stopniowego dostosowania się, bikulturalizmu - gdy lokalne uwarunkowania stawały się na tyle zrozumiałe, by można było
efektywnie funkcjonować11.
Wspomniane etapy nie następowały jednak zawsze w kolejności proponowanej
przez Oberga u-kształtnej krzywej1112. W niektórych przypadkach adaptacja miała
postać liniową: rosła wraz z długością kontaktu kulturowego i pobytu jednostki
w obcym środowisku. Innym razem pokrywała się z koncepcją przedstawiającą
proces wchodzenia w obcą kulturę w postaci krzywej, która może mieć kształt
zbliżony do paraboli. Zgodnie z nią, po pierwszym, stosunkowo trudnym okresie
powolnego przystosowania się do nowych warunków, przenikania w otoczenie,
następuje bardzo szybka, jeśli nie gwałtowna poprawa samopoczucia i praktycz­
nego funkcjonowania (więcej: Chutnik 2007, s. 68).
Podkreślić jednak należy, że duża grupa migrantów właściwie od początku czuła
się w Polsce swojsko, nie doświadczając szczególnie dotkliwie różnic kulturowych.
Biznesmeni doceniali przede wszystkim wymierne korzyści z pobytu, odczuwali
satysfakcję z wyższego niż w Niemczech statusu społecznego, co niwelowało
wszelkie niedogodności. Poza tym szybko zauważali efekty swojej pracy. Jeden
z respondentów stwierdził: ju ż po trzech miesiącach postanowiłem, że zostanę
w Polsce na zawsze. To były powody zawodowe. Miałem tu duże szanse i perspekty­
wy. Praca sprawiała mi o wiele więcej satysfakcji, niż w Niemczech. Tu chodziło
o zbudowanie całkowicie nowych struktur. W Niemczech ju ż wszystko istniało i dzia­
łało. Kiedy ma się w perspektywie, że potrafi się samemu coś zbudować, wykazać się
kreatywnością, to jest to bardzo pociągające. W Niemczech wtedy w tej branży
11 Jak zauważyła Monika Chutnik, Oberg nie określił granic czasowych kolejnych faz, wypo­
wiedział się natomiast na ten temat Hofstede. Relacjonował on, że osoby wyjeżdżające na krótkie
pobyty służbowe, nie przekraczające trzech miesięcy mówią o przejściu w tym niedługim czasie
wszystkich trzech początkowych faz: euforii, szoku kulturowego i adaptacji (2007, s. 52). Z kolei
według relacji osób przebywających na długich, kilkuletnich kontraktach faza szoku kulturowego
trwa rok albo dłużej i dopiero po takim okresie następuje etap adaptacji.
12 U-kształtna krzywa była początkowo omawiana zarówno w odniesieniu do psychicznego
samopoczucia i satysfakcji osób zmieniających kraj pobytu, jak również w odniesieniu do postaw,
przystosowania się społeczno-kulturowego czy wiedzy na temat kultury goszczącej. Tymczasem
emocjonalne, poznawcze i behawioralne składniki adaptacji międzykulturowej czasowo nie pokry­
wają się ze sobą (Chutnik 2007, s. 53).

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

103

[bankowej] zapanowało zwątpienie, kryzys, pesymizm. Na tym tle Polska jawiła się
kusząco. Z drugiej strony musiałem zastanowić się, ja k ułożę sobie moje życie pry­
watne. Zdecydowałem, że zostaję. Nie chciałem oglądać Polski tylko z autostrady.
Utrata „oczywistości kulturowej” ma charakter procesualny. Na dalszym etapie
poznawania obcej kultury jest ona wynikiem odkrycia własnych, błędnych wyobra­
żeń i przekonań, co do tych elementów, które wydawały się jasne, zrozumiałe,
a zatem „oczywiste”. Odkrywanie odmienności można więc określić jako ciągle na
nowo podejmowane definiowanie (i redefiniowanie) obszarów znanego i nieznane­
go. Tak było także w przypadku poznańskich migrantów. Dopiero z czasem zaczęli
oni dostrzegać głębsze różnice w postawach, stylach życia, w pracy, nauce, itd.
Co istotne, nie były one jednak w żadnym wypadku na tyle duże, by uniemoż­
liwić porozumiewanie. Jak zauważa bowiem Renata Winkler, stopień zrośnięcia
człowieka z kulturą i zróżnicowanie w zakresie zinternalizowanych przez jed­
nostki zbiorów norm, zasad, reguł, wyobrażeń, przekonań, wierzeń, stereotypów,
uprzedzeń oraz wszelkich czynników kognitywnych może, w sytuacji kontaktu
międzykulturowego, dać o sobie znać w najwyższym stopniu, stwarzając bariery
i powodując zakłócenia w procesie komunikowania się a przez to w wymiernym
stopniu rzutować na sprawność i skuteczność kooperacji w obrębie danej zbio­
rowości ludzi (2008, s. 104).
W miarę upływu czasu dostrzegalnych odmienności było coraz więcej. Podjęto
różne działania, służące ich zniwelowaniu albo wykorzystaniu. Obok uczenia się
języka, Niemcy poznawali specyfikę komunikowania pozawerbalnego. Różnice
dotyczyły kilku kategorii zachowań niewerbalnych: proksemiki, związanej z od­
ległością i przestrzennym usytuowaniem względem siebie partnerów interakcji,
haptyki odnoszącej się do wykorzystywania kontaktu fizycznego i dotyku w pro­
cesie konwersacji, kinezytyki związanej z ruchami ciała: gestykulacja, mimika
i kategorii wzrokowej, dotyczącej częstości wymiany spojrzeń, ich długości oraz
charakteru (więcej: Gesterland 2000, s. 74-85). Wielu respondentów zauważyło,
że w kontaktach personalnych Polacy zachowują mniejszy dystans fizyczny, żywiej
gestykulują, choć jednocześnie ciszej niż Niemcy mówią, częściej wymieniają
uściski dłoni, całują kobiety w dłoń - czego w Niemczech się nie spotyka. Jak
mówiono, Polacy niechętnie nawiązują kontakt wzrokowy (choć lubią obserwować
innych), a w stosunku do osób im nieznanych, wymianie spojrzeń zazwyczaj nie
towarzyszy uśmiech, lecz niechętny, a nawet wrogi wyraz twarzy. Inaczej dzieje
się, kiedy osoby wchodzące w kontakt znają się. Niemieccy pracodawcy zgodnie
twierdzą, że polscy pracownicy w relacjach z przełożonym potrafią patrząc mu
w oczy zgodzić się na wszystko, po to by następnie i tak realizować określony pro­
jekt w sposób przez siebie zaplanowany, nie zważając na wcześniejsze ustalenia.
Biznesmeni zauważyli różnice w relacjach międzyludzkich. Wielu miało pro­
blem z łączeniem funkcji dobrego przełożonego z byciem „dobrym kolegą”, co
jest w Polsce konieczne dla efektywnego zarządzania zespołem13. Dostrzeżono fakt
oceniania przez Polaków ludzi na podstawie ubioru, wyglądu, w skali nie spotykanej
13

Wywiad z Ellą Griinnefeld.

�104

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

w Niemczech. Nieznana okazywała się cała gama rytuałów, np. w stosunku do
kobiet: całowanie w rękę, ustępowanie miejsca, przepuszczanie w drzwiach, pra­
wienie komplementów. Obcych było szereg gestów i zachowań, np. ostrzegawcze
miganie światłami samochodu, jako ostrzeżenie przed policją, uderzenie dłonią
w kark, oznaczające zaproszenie do wspólnego wypicia alkoholu, a nawet specy­
ficzna mimika - wielu respondentów mówiło o tym, że ponurzy, wrogo wyglą­
dający Polacy w zdecydowanej większości przypadków przy bliższym poznaniu
okazywali się sympatyczni, mili, gościnni i serdeczni.
Biznesmeni podkreślali, że z trudem przychodziło im zapoznanie i oswojenie
się ze specyfiką zarządzania w Polsce. Jeden z nich mówił: Bardzo szybko przy­
zwyczaiłem się do ludzi tutaj. Ale to było nic. Co innego firma. 1500 współpra­
cowników. Trzeba było się dogadać na różne sposoby z kolegami z zarządu. Trud­
ności sprawiały problemy językowe. Jest różnica w nastawieniu do życia, do pracy.
[...] A wszystko zależy od prywatnej motywacji. Nastawienie do pracy zależy od
nastawienia do życia. Niemiec pracuje także dlatego, że praca jest ważna, Polak
pracuje dlatego, że praca jest ważna a przede wszystkim je j rezultat - pieniądze.
[...] W Polsce kształci się dla kształcenia a nie dla zapotrzebowań rynku. [...]
muszę to brać pod uwagę i inwestować w dalszy rozwój pracowników. [...] System
kształcenia nie wydobywa u Polaków kreatywności, umiejętności abstrakcyjnego
myślenia [...] Polacy za to są graczami. Ryzykują i dlatego niekiedy powstają za­
skakujące rozwiązania. Inny biznesmen podkreślał: Polakom mogę dawać różne
wskazówki. Oni tego wysłuchają a później i tak zrobią swoje. W Polsce to jest tak:
droga prowadzi do celu od „a ” do „b” w linii prostej, Polacy idą do celu wężykiem,
celu który osiągnęliby prościej gdyby mnie posłuchali. Takjest nie tylko w pracy ale
wśród przyjaciół i rodziny. Nie będzie jakiś tam Niemiec mówił mi ja k mam żyć.
O specyfice pracy m.in. w Niemczech pisali Charles Hampden-Tumer i Alfons
Trompenaars (specjaliści w dziedzinie międzykulturowego zarządzania), wyróż­
niając w zależności od stylu prowadzenia interesów „7 kultur kapitalizmu”: USA,
Japonię, Niemcy Francję, Wielką Brytanię, Szkocję i Holandię. Główne wymie­
nione przez nich cechy niemieckiej „kultury kapitalizmu” znalazły potwierdzenie
w wypowiedziach moich respondentów, akcentujących je jako podstawowe różnice
w sposobie pracy z Polakami (2006, s. 210-246).
Hampden-Tumer i Trompenaars wspomnieli m.in., że dla „niemieckich mene­
dżerów pieniądze nie są celem lecz, środkiem, smarem który zapewnia sprawne
działanie machiny przemysłu, a nie magicznym napojem” (Jednocześnie autorzy
zaznaczyli, że ich zarobki w połączeniu z dodatkowymi świadczeniami są naj­
większe na świecie, stąd, jak można sądzić, mniejsza troska o walory finansowe)
(2006, s. 230). Także badani przeze mnie biznesmeni podkreślali, że w ich odczu­
ciu dla Polaków pieniądze są podstawowym elementem motywującym, podczas
gdy dla Niemców równie ważne są także inne bodźce, np. możliwość realizowania
opracowanej przez siebie strategii rozwoju firmy, perspektywa osiągnięcia prestiżu
w środowisku zawodowym, itd. Jak się wyraził jeden z respondentów: Polacy pra­
cują aby zarobić. Można ich zmotywować jedynie obietnicą lepszych zarobków.
Niemcy pracują nie tylko po to żeby zarobić, pracują bo trzeba pracować, bo jest
to w ich naturze. Dla nas równie ważne jest osiągnięcie lepszego, bardziej znaczą­

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

105

cego stanowiska, choć niekoniecznie lepiej płatnego, prawa do pracy w indywi­
dualnie ustalonych godzinach, możliwości dalszego rozwoju zawodowego, itd.
Hampden-Tumer i Trompenaars wskazywali także na inną charakterystyczną
cechę Niemców pracujących w biznesie, a mianowicie dążenie do porozumienia
i zgody. Niemcy w ich opinii mają skłonność do współdziałania, współzależności
i wzajemności, „taka postawa stwarza możliwość pogodzenia praw uniwersal­
nych i jednostkowych przypadków, części i całości społeczeństwa, praw jednostki
i jej zobowiązań wobec społeczności” (2006, s. 231). To stwierdzenie wyjaśnia,
dlaczego jest ona źródłem nieporozumień z Polakami, którzy, w opinii poznań­
skich respondentów, są indywidualistami, częściej podejmują ryzyko i niekonwen­
cjonalne działania.
Wspomniani autorzy twierdzą, że w naturze Niemców leży postrzeganie nie tylko
pracy ale całego świata jako systemu. Dlatego np. kultura „nie jest wymysłem egzal­
towanych elit, ani strawą mniejszości obdarzonych dobrym smakiem, ale elemen­
tem wspólnego niemieckiego systemu wartości i nieodzownym darem ofiarowanym
cywilizacji” (tamże, s. 223). Do „systemu” należy także troska o środowisko, będąca
jakoby rezultatem odczuwanej przez Niemców jedności człowieka i natury. Ignoro­
wanie rozwoju kulturalnego, niedocenianie przez polski rząd grupy zawodowej
nauczycieli - odgrywających istotną rolę w przekazywaniu kultury, lekceważenie
kwestii ekologicznych w gospodarce to bardzo często pojawiające się elementy
krytyki ze strony badanych przeze mnie niemieckich transmigrantów, w tym także
biznesmenów, które potwierdzają twierdzenia Hampden-Tumera i Trompenaarsa.
Autorzy „siedmiu kultur kapitalizmu” wypowiedzieli się również na temat istoty
systemu kształcenia w Niemczech: „niemieckie kształcenia zawodowe jest zdecy­
dowanie praktyczne. Kształci się nie charakter lecz umysł i ręce. Nauka jest ściśle
związana z określoną technologią lub przemysłem. Niemcy nie wierzą w zarządza­
nie rozumiane jako ogólna umiejętność o uniwersalnych właściwościach” (tamże,
s. 239). Biorąc pod uwagę to stwierdzenie nietrudno zrozumieć, skąd wzięła się
przytaczana uwaga jednego z menedżerów o mało praktycznym polskim sposobie
kształcenia i konieczności szkolenia pracowników.
Hampden-Tumer i Trompenaars wspomnieli także o niemieckim umiłowaniu
życia wobec prawa i zasad oraz wynikającej z tego lojalności wobec firmy (2006,
s. 210-246). I w tych kwestiach widać różnice pomiędzy Niemcami i Polakami,
dla których wartością wyżej cenioną od firmy jest, np. rodzina. Elementy te nie
pojawiły się jednak w wypowiedziach poznańskich biznesmenów. Stało się tak
zapewne dlatego, że niemiecka pracowitość, solidność, praworządność są podstawą
stereotypowego postrzegania Niemców na całym świecie (i będącego źródłem
dumy Niemców), zbudowanego na zasadzie kontrastu z szeregiem innych narodów,
nie tylko Polakami. Cechy te są więc uważane za oczywiste.
Kilku biznesmenów pracujących od dłuższego czasu w Polsce wspomniało
jeszcze o kilku innych istotnych odmiennościach polskiej i niemieckiej kultury
organizacyjnej, z którymi musiało borykać się szczególnie na początku swojej
działalności w polskim oddziale firmy. Częściowo pokrywały się one z elementami
opisywanymi przez Ryszarda Rapackiego, mówiącego o spuściźnie socjalistycz­
nej, generującej pewne patologie zachowań (np. nieracjonalne gospodarowanie),

�106

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

dającej społeczne przyzwolenie na niektóre formy działania nieakceptowane
w społeczeństwach zachodnich (np. łapówkarstwo), zaszczepiającej syndrom wy­
uczonej bezradności, brak zaufania do instytucji państwa {Problemy... 1995).
Co ciekawe, Niemcy natrafiający na takie postawy Polaków w pracy, także
tłumaczyli je przyzwyczajeniami pochodzącymi z dawnego systemu, którego rea­
liów osobiście nie znali. Komunizm stał się więc pewnego rodzaju wytrychem dla
zrozumienia obcej rzeczywistości. W takich sytuacjach u respondentów uwidacz­
niało się poczucie pełnienia misji, bycia wysłannikiem z lepszego, zachodniego
świata, który musi zreformować, to co zastał w Polsce. Badani przyjmowali posta­
wę dobrotliwego, wyrozumiałego nauczyciela, zdającego sobie sprawę z tego, że
przyswojenie cech takich jak: odpowiedzialność, inicjatywa i umiejętność współ­
pracy, jest kolejnym etapem cywilizacyjnym, wymaga czasu i pozytywnego wspar­
cia w systemie edukacyjnym (z wywiadów z jednym z respondentów).
Po kilku tygodniach pobytu niemieccy transmigranci mieli już własne zdanie
na temat wszystkich stereotypów dotyczących Polaków. Jak już wspomniałam po­
jęcie stereotypu należy do struktur poznawczych, obejmujących wiedzę, przeko­
nania i oczekiwania w stosunku do pewnych znaczących dla danej społeczności
klas obiektów, grup (kategorii) społecznych lub rzadziej - pojedynczych osób.
Przypisuje on ogólnej, danej klasie obiektów określone właściwości lub sposoby
zachowań (względnie odmawia ich przypisania), opierając się na schematycznym
postrzeganiu rzeczywistości (Mackie i inni 1999, s. 40). Za jego sprawą świat
postrzegany jest w sposób wadliwy: upraszczający, wartościujący, nieadekwatny
do rzeczywistości. Choć stereotypy mogą być istotnym elementem utrudniającym
(a nawet uniemożliwiającym) komunikację międzykulturową, nie można tego
stwierdzić w środowisku poznańskich biznesmenów z Niemiec.
Jak podkreślają Galen V. Bodenhausen i C. Neil Macrae, stereotypy często są
niezależne od woli i mogą pojawiać się w umyśle osoby spostrzegającej za każ­
dym razem, gdy znajdzie się ona w obecności przedstawiciela grupy obcej (1999,
s. 22). Potwierdzają to wypowiedzi poznańskich menedżerów. Im dłużej jednak
przebywają oni w Poznaniu, tym bardziej zdają sobie sprawę z tego, jak funkcjo­
nuje mechanizm postrzegania stereotypowego i dlatego starają się dystansować od
takiego sposobu patrzenia na Polaków. W większości przypadków zamiar ten nie
do końca się udaje. Według niektórych teorii pojawienie się informacji sprzecz­
nych ze stereotypem często uruchamia, zapobiegające występowaniu dysonansu
poznawczego, mechanizm stronniczej percepcji i uwagi. Polega to na tym, że pro­
ces przetwarzania informacji na temat określonego podmiotu, trwa aż do momentu,
w którym stereotyp zostanie potwierdzony. Ten mechanizm można także zaobser­
wować u niemieckich biznesmenów. Ilustruje go wypowiedź jednego z responden­
tów, znającego Polskę od 10 lat i deklarującego nie uleganie obiegowym opiniom:
ze wszystkich stereotypów, które funkcjonują o Polsce, zgadzają się według mnie
dwa: że kobiety są tu piękne i że kradnie się samochody.
Oprócz weryfikacji stereotypów, po kilku miesiącach pobytu migranci poczynili
szereg nowych spostrzeżeń o „cechach narodowych” Polaków, zarówno podważają­
cych, jak i potwierdzających stereotypy. Część z nich miała charakter negatywny.

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

107

Pojawiło się kilka głosów mówiących o niepunktualności, niesłowności, niefraso­
bliwości, braku odpowiedzialności, np. jeden z nich mówił Zauważyłem, że dużo
się tutaj mówi, umawia, a później, kiedy wszystko jest gotowe, nagle w sobotę
przychodzi sms, że nie możemy się spotkać. A często w ogóle nie ma żadnej infor­
macji. Po prostu ta osoba nie przychodzi, mimo że była umówiona. To mnie strasznie
wkurza. Inny respondent stwierdzał: My Niemcy mamy szczególny sposób traktowa­
nia innych, nazywamy to „planungssicherheit”, tzn. że kiedy dokładniej planujemy
wyjście z kimś to nie wypada następnie tego odwołać. Nie musimy w międzyczasie
zbyt wiele mówić, robić „schóne Werter”, co zdarza się Polakom.
Jeśli chodzi o pozytywne cechy, na ogół migranci zaskoczeni byli wysoką kul­
turą osobistą Polaków. Świadczy o tym jedna z wypowiedzi: w Polsce ludzie są
w stosunku do siebie bardziej uprzejmi. Jest wiele sytuacji w których mogą na
sobie polegać. Mogę tu przytoczyć dwie rzeczy jako przykład. [...] Kiedy wsiada­
łem do tramwaju, zdarzało mi się, że uczeń ustępował mi miejsca. Tojest w Niem­
czech niespotykane, zaskakujące. Innym razem zdarzyło mi się, kiedy byłem z żoną
w McDonald ś, że wypadła mi z kieszeni koperta. Nim się spostrzegłem młody chło­
pak pochylił się i ją podniósł. Podał mi ją mówiąc przy tym „proszę bardzo ”. To
było coś, czego się nie spodziewałem. Zacząłem dostrzegać więcej takich sytuacji
i zauważyłem, że Polacy są bardzo uprzejmi w stosunku do siebie.
Doceniano gotowość do podejmowania ryzyka, upór w realizacji planów, ma­
rzeń. Jednocześnie krytykowano różne przejawy „ryzykanctwa”, np. brawurową
jazdę samochodem, nie zważanie na pieszych na pasach. Jeden z respondentów
podkreślał, że Polacy często jeżdżą z maksymalną prędkością, tylko po to, aby
wyprzedzić. Ma to odbicie w innych sytuacjach życiowych. [...] Stają na krawędzi
tylko po to aby pokazać, co potrafią.
Wielu badanych stwierdziło, że Polacy żywią niechęć do Niemców, mającą
swoje źródło w historii. Tym samym po raz kolejny uznano za prawdziwy stereotyp
o odwiecznej wrogości, mówiono np.: te uprzedzenia o Niemcach Polacy mają
ciągle w głowach, one są tam gdzieś ciągle zaszyte. Ja odczuwam to na swojej
skórze. Inny biznesmen stwierdzał: są takie społeczne sytuacje, gdzie polscy biz­
nesmeni i prominenci na poznańskim gruncie są w swoim gronie i tak się dobrze
czują. Niby jest się zapraszanym, ale wszyscy liczą, że zaproszeni Niemcy nie przyj­
dą i po cichu zadają sobie pytanie, dlaczego ten właśnie przyszedł. Ja szybko się
nauczyłem gdzie bywać a gdzie nie. Zawsze w takich sytuacjach przychodzi mi na
myśl: Ich bin hier nur Gastarbeiter.
W innym miejscu respondent dodał: Polacy lubią obcokrajowców do czasu,
kiedy można od nich coś dostać, czegoś się nauczyć, do czasu, kiedy ich pobyt
tutaj ma jakiś wymierny sens. [...] Niemcy są pożądanym pracodawcą, inwesto­
rem, ale nie są partnerami. Pomiędzy tym nie ma nic, nie ma neutralności. Są tylko
stereotypy. Inaczej jest kiedy obcokrajowcy stanowią obciążenie.
Mimo szeregu uwag, wszyscy poznańscy cudzoziemcy zdecydowanie pozytyw­
nie ocenili swój pobyt w Polsce. Choć byli świadkami lub osobiście doświadczali
różnic kulturowych, w żadnym z przypadków nie można mówić, że był to „szok
kulturowy” w zbyt radykalnym ujęciu Elisabeth Mara, która określa go jako

�108

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

wstrząs, jakiego jednostka doświadcza na skutek stykania się z nieznanymi i nie­
zrozumiałymi sytuacjami. Nie wystąpiły, wskazywane przez autorkę definicji,
zjawiska związane z tego rodzaju permanentnym Szokiem kulturowym, takie jak:
zaburzenia tożsamościowe, obniżenie spójności pełnionych ról społecznych, uczu­
cie utraty własnej pozycji zawodowej, przyjaciół, posiadanych rzeczy, poczucie
bycia odrzuconym przez przedstawicieli innej kultury lub emocjonalnego odrzu­
cenia przedstawicieli tej kultury, odczucie stałego napięcia związanego z koniecz­
nością podejmowania wysiłku adaptacyjnego, pojawienie się niepokoju, złości,
czy wręcz odrazy do kulturowo obcych wzorów, wrażenie bezradności, wynikające
z faktu niemożności funkcjonowania z właściwą sobie efektywnością (2000, s. 25).
Tego rodzaju odczucia ujawniają się w przypadku kultur znacznie od siebie
„odległych” (także fizycznie) (Murdoch 1999, s. 183), o czym nie możemy mówić
w odniesieniu do Polaków i Niemców, należących do tego samego, europejskiego
kręgu kulturowego, do narodów od wieków sąsiadujących ze sobą. Istotna jest także
specyfika stylu życia transnationals, pozwalająca w każdej chwili, także w kryzyso­
wej sytuacji, nawiązać kontakt z rodziną, zyskać jej wsparcie drogą mailową, telefo­
niczną, czy też osobiście dzięki stosunkowo niewielkiemu fizycznemu oddaleniu
i możliwości szybkiego przemieszczania się różnymi środkami komunikacji.
W przypadku respondentów możemy mówić o „szoku kulturowym” rozumia­
nym jako reakcja na sytuację stresu wywołanego przez wyjazd i przeprowadzkę
do obecnego kraju (środowiska). Zjawisko to zachodzi bowiem bez względu na
specyfikę kraju, czy danej kultury14 (Murdoch 1999, s. 183). Monika Chutnik
proponuje nawet, by termin „szok kulturowy” zastąpić określeniem „akulturacja”,
lub „kulturowe przystosowanie się”, ponieważ współczesne podejścia przedsta­
wiają osoby w kontakcie międzykulturowym, jako reagujące aktywnie i radzące
sobie ze swoimi problemami w konstruktywny sposób - poprzez kulturowe ucze­
nie się, zmaganie ze stresem spowodowanym tą sytuacją, w odróżnieniu od wcześ­
niejszych modeli szoku kulturowego, gdzie obcy kulturowo przybysz uważany
był za bierną ofiarę, potrzebującą pomocy z zewnątrz (2007, s. 60-61). Ten rodzaj
definicji wydaje się najbardziej adekwatny w stosunku do badanych Niemców.
Jak pisali Hampden-Tumer i Trompenaars niebezpieczeństwo szoku kulturowe­
go nie przemija wraz z zaaklimatyzowaniem się. „Problemy często pojawiają się po
powrocie do kraju. Ponieważ menedżer znikł z zasięgu wzroku centrali, znika też
z umysłów [...]” (2006, s. 258). Badani Niemcy zdają sobie z tego sprawę i na ogół
obawiają się powrotu, który dla wielu wydaje się najgorszą alternatywą po zakoń­
czeniu zadania za granicą. Mają świadomość, że w swojej ojczyźnie raczej nie osiąg­
ną tak wysokiej pozycji zawodowej i społecznej jak za granicą. Obawiają się także,
iż z bagażem swoich doświadczeń, z odmiennym, wypracowanym w relacjach mię­
dzykulturowych, stylem pracy, nie będą mogli odnaleźć się w dawnym środowisku.
Poznańscy Niemcy nie mają raczej sprecyzowanych dalszych planów życiowych.
Niektórzy wracają do kraju mimo świadomości o czekających ich trudnościach,
14
Eksperci przyznają, ze stras może występować z większą intensywnością, jeśli nowa kultura
jest bardzo oddalona od macierzystej (np. geograficznie, kulturowo).

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

109

o których wspomniałam. Jak mówią, prędzej czy później daje o sobie znać zmęcze­
nie pracą na kluczowych stanowiskach, wymagającą całkowitego poświęcenia,
w środowisku nie do końca oswojonym kulturowo. Relacje z rodziną, przyjaciółmi,
bez osobistego kontaktu spłycają się, zanika więź, poczucie bliskości. Wtedy we­
dług respondentów najlepszym wyjściem jest powrót, przynajmniej na jakiś czas.
Wielu Niemców czuje się jednak w Polsce na tyle dobrze, że nie wyklucza
możliwości pozostania na stałe, lub przynajmniej na dłuższy okres. Kilka osób, jak
już wspomniałam na początku znalazło tu swoich życiowych partnerów, mężów,
żony. Niektórzy chcieliby pojechać w jeszcze inne miejsce na świecie, podjąć nowe
wyzwanie, zdobyć kolejne umiejętności. Stan cywilny nie odgrywa przy tym więk­
szej roli. Małżonkowie menedżerów najczęściej mają świadomość, że decydując
się na związek z transmigrantem czeka je „wędrowny styl życia”15.
Jeśli chodzi o kwestię tożsamości narodowej biznesmenów niemieckich, najle­
piej ujął ją jeden z respondentów, mówiąc: jestem Niemcem, który akurat teraz
mieszka w Polsce. Jak już wspomniałam, większość moich rozmówców, po po­
konaniu trudności adaptacyjnych znajduje się w fazie bikulturalizmu - lokalne
uwarunkowania stały się dla nich na tyle zrozumiałe, że mogą efektywnie funkcjo­
nować. Są to osoby zaadaptowane i z powodu ich dobrze wykształconej tożsamości
narodowej, stylu życia, zakładającego mobilność, mało prawdopodobne jest, że
adaptacja przekształci się w asymilację.
Jak słusznie uważają badacze (np. Halik, Nowicka, 2002), współcześnie dobrze
zaadaptowany cudzoziemiec nie musi identyfikować się z kulturowymi wzorami
społeczeństwa przyjmującego, nie musi tej kultury akceptować, a tym bardziej nie
musi przyjmować i uznawać za swoje jej wartości i norm postępowania. Musi
natomiast tak postępować, aby nie powodować zbyt dotkliwych dla siebie konflik­
tów, aby budzić raczej sympatię niż antypatię, aby uzyskiwać pożądane cele, sło­
wem, być efektywnym i operatywnym w kraju pobytu bez względu na to, czy ten
pobyt ma być z założenia krótki, czy długi16. Przykład poznańskich biznesmenów
15 Nie znaczy to, że zawsze są z tym pogodzone. Jak mówi jedna z trenerek międzykulturowych,
małżonkowie/partnerzy życiowi, którzy przyjeżdżają z menedżerem do nowego kraju są o wiele
bardziej narażeni na prawdziwy szok kulturowy. Najczęściej osoby te nie pracują, a tym samym
kontakt z miejscową ludnością jest bardzo ograniczony. Zdecydowana większość z nich to kobiety,
najczęściej wchodzą one w relacje z innymi kobietami znajdującymi się w podobnej sytuacji. Tym
samym pogłębia się ich izolacja i rośnie frustracja, której wiele z nich nie wytrzymuje i decyduje się
na powrót (wywiad z E. Griinnefeld). O problemach rodzin menedżerów wspominała także Dominika
Latusek (2006, s. 146-147). O dzieciach pochodzących z małżeństw transmigrantów pisał Jerzy
Mikułowski-Pomorski (2006, s. 369-381).
16 Dla przypomnienia, pomiędzy procesami adaptacji i asymilacji istnieją istotne różnice. O ile
w procesie asymilacji w nowych warunkach społeczno-kulturowych wchodzi w grę zmiana systemu
wartości, uznawanych norm oraz zachowań, o tyle w procesie adaptacji, dochodzi jedynie do uzgod­
nienia, z wymaganiami społeczeństwa przyjmującego, pewnych zachowań, zwłaszcza zaś unikania
tych, które przeszkadzają w kontaktach z tym społeczeństwem lub też przyjmowanie tych, które
w tych kontaktach pomagają. Adaptacja nie oznacza istotnych zmian na poziomie wyobrażeń o świe­
cie i wyznawanych wartości oraz reguł postępowania. Zmiana dotyczy raczej poziomu instrumental­
nego, natomiast na poziomie podstawowego systemu wartości do żadnych zmian w ogóle nie musi
dochodzić (Chutnik 2007, s. 67).

�110

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

dowodzi słuszności tego stwierdzenia. Przede wszystkim starają się oni osiągnąć
swój cel zawodowy, czyniąc to w możliwie najmniej konfliktowy sposób. Fakt że
cudzoziemiec, a zwłaszcza transmigrant nie ma obowiązku być dzisiaj członkiem
danej kultury aby w niej skutecznie działać, nie znaczy, że nie dąży do zrozumie­
nia mechanizmów jej funkcjonowania i nie stara się zaakceptować odmienności
osób z którymi przez kilka lat dzieli swoje życie. Choć rezultaty niekiedy odbiegają
od zamierzonych celów, należy docenić te zabiegi, świadczące o świadomości róż­
nic kulturowych i chęci równoprawnego traktowania innych.
Jak już pisałam, transnacjonalizm wywołuje określone zmiany kulturowe.
Wszyscy migranci zgodnie twierdzą, że po kilku miesiącach, latach za granicą
wracają do domu jako całkowicie inni ludzie. Przede wszystkim są zdystansowani
do stereotypów narodowych, nieobcych im przed wyjazdem do pracy do Polski.
Poza tym odkrywają potencjał osób, z którymi dane im było pracować za granicą,
a o którym wcześniej nie mieli pojęcia. Biznesmeni uczą się niekonwencjonal­
nych działań, tolerancji i otwartości na innych, akceptowania różnic kulturowych,
uwzględniania ich w pracy. Doceniają wartości kultury, w której przez jakiś czas
z większym lub mniejszym zaangażowaniem uczestniczyli. Pobyt za granicą wpły­
wa także na ich cechy osobowości. Migranci z tej grupy zawodowej nabierają
odwagi i pewności siebie, pogłębiają poczucie odpowiedzialności za duże zespoły
pracowników. Często po powrocie płacą za to problemami z ponownym przystoso­
waniem się do życia w dawnym środowisku. Jednak nie spotkałam jeszcze osoby,
która żałowałaby decyzji o wyjeździe do Polski. Niewątpliwie pobyt zagraniczne­
go szefa wywołuje także podobne zmiany u Polaków. Zagadnienie to powinno być
jednak przedmiotem osobnych badan.

LITERATURA
A n u s i e w i c z J a n u s z 1991, Kulturowa teoria języka. Zarys problematyki, [~w:] Język a kultura.
Podstawowe pojęcia i problemy, Wiedza o Kulturze, t. 1, red. J. Anusiewicz, J. Bartmiński,
Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Wrocław, s. 17-30.
A n t o n i e w s k i R u s ł a n , G ó r n y A g a t a , K o r y ś I z a b e l a , K o s m a l a A d a m 2000,
Z zastosowań technik jakościowych w badaniach nad migracjami: doświadczenia OEM, ISS
UW Working Papers, nr 38, Instytut Studiów Społecznych UW, Warszawa.
A p p a d u r a i A r j u n 2005, Nowoczesność bez granic: Kulturowe wymiary globalizacji, Uniyersitas, Kraków.
A p p i a h A n t h o n y 2007, Przedmowa, [w:] S. Sassen, Globalizacja. Eseje o nowej mobilności
ludzi i pieniędzy, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, s. IX-XIII.
B a b i ń s k i G r z e g o r z 2007, Transnacjonalizm... i co dalej z tego wynika dla badań najnowszej
polskiej emigracji, Przegląd Polonijny, z. 2, s. 115-131.
B e r g e r P e t e r L., L u c k m a n n T h o m a s 1983, Społeczne tworzenie rzeczywistości, Pań­
stwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa.
B o d e n h a u s e n G a l e n V., M a c r a e C. N e i l 1999, Samoregulacja w postrzeganiu międzygrupowym: mechanizmy i skutki tłumienia stereotypów, [w:] Stereotypy i uprzedzenia.
Najnowsze ujęcie, red. C.N. Marcrae, Ch. Stangor, N. Newstosne, Gdańskie Wydawnictwo
Psychologiczne, Gdańsk, s. 189-207.
B o l t e n J u r g e n 2006, Interkulturowa kompetencja, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań.

�TRANSNACJONALIZM W KONTEKŚCIE POLSKIM

111

B u d a k o w s k a E w a 2005, Współczesne migracje a nowe wyzwania wobec identyfikacji narodowo-kulturowej, [w:] Tożsamość bez granic. Współczesne wyzwania, red. tejże, Wydawnictwo
Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa, s. 49-72.
C a s t l e s S t e p h e n , M i l l e r M a r k J. 1993, The age o f migration. Internationalpopulation
movements in the modern world, Houndmills: Macmillan, New York.
C h u t n i k M o n i k a 2007, Szok kulturowy. Przyczyny, konsekwencje, działanie, Uniyersitas,
Kraków.
C y r u s R o b e r t 2004, Stereotypy w działaniu. Praktyczne znaczenie narodowych schematów
u polskiego transmigranta, [w:] Polska-Niemcy. Pogranicze kulturowe i etniczne, red.
J. Kamocki, Wydawnictwo Poznańskie, Wrocław-Poznań, s. 207-219.
C z a r n i a w s k a B a r b a r a 1983, Proces zarządzania. Studium percepcji kierowników przedsię­
biorstw, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
F a i s t T h o m a s 2000, The volume and dynamics o f international migration and transnational
social spaces, Clarendon Press, Oxford.
F e r r a r o G a r y P . 2002, The cultural dimension o f international business, Prentice Hall, Upper
Saddle River-New Jersey.
G e s t e r l a n d R i c h a r d 2000, Różnice kulturowe a zachowania w biznesie, Państwowe Wydaw­
nictwo Naukowe, Warszawa.
G o d d a r C l i f f , W i e r z b i c k a A n n a 2001, Język, kultura i znaczenie: semantyka między­
kulturowa, [w:] Kognitywne podstawy języka i językoznawstwa, red. A. Tabakowska, Uni­
yersitas, Kraków, s. 177-181.
H a l i k T e r e s a , N o w i c k a E w a 2002, Wietnamczycy w Polsce. Integracja, czy izolacja?,
Instytut Orientalistyczny UW, Warszawa.
H a l l E d w a r d T. 1987, Bezgłośny język, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa.
- 2001, Poza kulturą, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
H a m p d e n - T u r n e r C h a r l e s , T r o m p e n a a r s A l f o n s 2006, Siedem kultur kapitalizmu,
Oficyna Ekonomiczna, Kraków.
H o f s t e d e G e e r t 2000, Kultury i organizacje: zaprogramowanie umysłu, Polskie Wydawnic­
two Ekonomiczne, Warszawa.
K i n g R o b e r t 1996, Migration in world historical perspectiye, [w:] The economics o f labour
migration, red. J. van den Broeck, Edward Elgar Publishing, Cheltenham, s. 7-75.
K o n e c k i K r z y s z t o f T o m a s z 2000, Studia z metodologii badań jakościowych. Teoria
ugruntowana, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.
L a t u s e k D o m i n i k a 2006, Zarządzanie międzykulturowe w Polsce, [w:] Pomiędzy kulturami.
Szkice z komunikacji międzykulturowej, red. M. Ratajczak, Wydawnictwo Uniwersytetu Wro­
cławskiego, Wrocław, s. 123-159.
M a c k i e D. M., H a m i l t o n D.L., S u s s k i n d J., R o s e l l i F. 1999, Społeczno-psychologiczne podstawy powstawania stereotypów, [w:] Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie,
red. C.N. Marcrae, Ch. Stangor, N. Newstosne, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne,
Gdańsk, s. 39-66.
M a r c j a n i k M a ł g o r z a t a 1994, Grzeczność językowa a sprawność komunikacyjna, [w:]
Kształcenie porozumiewania się, red. S. Gajda, J. Nocoń, Uniwersytet Opolski, Opole,
s. 65-79.
M a r x E l i s a b e t h 2000, Przełamywanie szoku kulturowego. Czego potrzebujesz aby odnieść suk­
ces w międzynarodowym biznesie, Placet, Warszawa.
M i k u ł o w s k i - P o m o r s k i J e r z y 2006, Jak narody porozumiewają się ze sobą w komunika­
cji międzykulturowej i komunikowaniu medialnym, Uniyersitas, Kraków.
M iś A l i c j a 2002, Rozwój personelu i kariera międzynarodowa, [w:] Międzynarodowe zarzą­
dzanie zasobami ludzkimi, red. A. Pocztowski, Oficyna Ekonomiczna, Kraków, s. 233-266.
M u r d o c h A n n a 1999, Współpraca z cudzoziemcami w firmie, Poltext, Warszawa.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i A l e k s a n d e r 2005, Etniczność. Kategorie. Procesy etniczne, Mała
Biblioteka PTPN, Poznań.

�112

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

P r i e s L u d g e r 1999, New migration in transnational spaces, [w:] Migration and transnational
socialspaces, red. L. Pries, Ashgate Publishing, Brookfield-Singapore-Sydney, s. 1-35.
P r o b l e m y ... 1995, Problemy kształtowania się kultury przedsiębiorstwa w okresie transformacji,
red. R. Rapacki, Wydawnictwo SGH, Warszawa.
S ł o d o w n i k L u i z a 2006, „Oczywistość” i „nieoczywistość” kulturowa. Adaptacja do kultury
polskiej oraz przemiany jej obrazu w doświadczeniach studentów zagranicznych, [w:] Kul­
turowe wymiary migracji do Polski. Studia Socjologiczne, red. S. Rodziński, E. Nowicka,
Prolog, Warszawa, s. 24-61.
H a m p d e n - T u r n e r C h a r l e s , T r o m p e n a a r s F o n s 2005, Zarządzanie personelem
w organizacjach zróżnicowanych kulturowo, Oficyna Ekonomiczna, Kraków.
W h o r f B e n j a m i n L e e 1982, Język, myśl i rzeczywistość, Państwowy Instytut Wydawniczy,
Warszawa.
W i n k l e r R e n a t a 2008, Zarządzanie komunikacją w organizacjach zróżnicowanych kulturowo,
Oficyna Ekonomiczna, Kraków.
Źródła internetowe:
http://mswia.gov.pl/portal.php?serwis=pl&amp;dzial=56&amp;id=1676&amp;search=32623 (strona MSWiA)
http://www.mpips.gov.pl/index.php?gid=557&amp;news_id=1426 (strona MPiPS)

AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL

TRANSNATIONALISM IN POLISH CONTEXT. CASE STUDY
OF GERMAN BUSINESSMEN COMMUNITY IN POZNAN
Key words: transnationalism, transmigrants, Germany, Poland, businessmen, life styles, identity
Transnationalism is a phenomenon closely related to globalization, contemporary migrations,
civilization and technological progress. Grzegorz Babiński defines transmigrants and transnationals
as people living temporarily in country different than the country of origin. Such persons maintain
wide and intensive contacts with their home country as well as unchanged ethnic/national identity.
Specific changes in the life styles, perception of others and self, approaches to the issues such as
work, fiiendship and family life are caused by the suspension of migrants between fatherland and the
place of migration. This factor leads them to the confiontation of their behayior, habits and values
with new experiences. However these issues don’t cause the assimilation (traditional result of migra­
tion) and changes to essential values. These problems are being discussed by the author, who conducted an ethnographic research among German businessmen community in Poznan.
J.D.
Adres Autorki:
Dr Agnieszka Szczepaniak-Kroll
Pracownia Etnologii,
Instytutu Archeologii i Etnologii PAN
ul. Rubież 46, 61-612 Poznań
e-mail: agnieszka.kroll@neostrada.pl

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10969" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10947">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/78dd00e97a156b283a045a6511dc5e92.pdf</src>
        <authentication>0f5e51ece29bcd20f09364daca87f4f7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130753">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1731</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130754">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130755">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1602</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130756">
                <text>"Kiedy Poznań był niemiecki". Życie codzienne w Poznaniu na przełomie XIX i XX w. z perspektywy niemieckiej rodziny Dittrichów / ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130757">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2003 t.47, s.149-170</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130758">
                <text>Szczepaniak-Kroll, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130759">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130760">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130761">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130762">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130763">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L V I I : 2003, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

Instytut A r c h e o l o g i i i E t n o l o g i i P A N , P o z n a ń

„KIEDY POZNAŃ BYŁ NIEMIECKI".
ŻYCIE CODZIENNE W POZNANIU NA PRZEŁOMIE X I X I X X W.
Z PERSPEKTYWY NIEMIECKIEJ RODZINY DITTRICHÓW
I
Problematyka tzw. życia codziennego podejmowana jest od wielu lat. Naukow­
cy zajmujący się codziennością wskazują na liczne walory tego typu badań.
Maria Bogucka (1996, s. 248-253) i Tomasz Szarota (1996, s. 243-244) podkreś­
lają możliwość dokonywania generalizacji poprzez analizę pojedynczych zda­
rzeń i indywidualnych doświadczeń jednostki. Wielkie wydarzenia wpływają
bowiem bezpośrednio na „życie codzienne", które z kolei odgrywa pośrednio
rolę w powstawaniu doniosłych faktów. Badania nad codziennością zmuszają do
inwencji w wynajdowaniu przekazów źródłowych, pozwalają realizować hasła
integracji nauk humanistycznych, dzięki nim można połączyć opis materialnych
warunków egzystencji człowieka ze strefą życia duchowego (mentalność, na­
stroje, postawy) oraz obyczajowością. Odtworzenie i analiza „życia codzienne­
go" stwarza okazję do ujęć komparatystycznych, a więc pokazywania podo­
bieństw i różnic sytuacji, w jakiej znaleźli się mieszkańcy porównywanych
państw, rejonów, grup religijnych lub społeczności.
Zalety badań nad codziennością zostały docenione przez badaczy dawnego
Poznania, o czym świadczy fakt, że tematyka ta podejmowana jest w dość szero­
kim zakresie od kilkudziesięciu lat. Powstały liczne prace poświęcone sposobom
ubierania się, mieszkania, szkolnictwa, życia społecznego, sposobów spędzania
wolnego czasu itd. Niektóre publikacje opisują dzieje znanych poznańskich ro­
dów, wraz z elementami ich życia codziennego, inne są rodzajem pamiętników
lub dzienników autorstwa mieszkańców miasta. Wśród wielu wydawnictw sto­
sunkowo mało jest osobistych wspomnień czy refleksji Niemców, zamieszkują­
cych przecież Poznań przez stulecia. Większość wydarzeń możemy oglądać
głównie z perspektywy Polaków-Poznaniaków. Tę lukę w pewnym zakresie po­
winien wypełnić artykuł poświęcony niemiecko-poznańskiej rodzinie Dittrichów,
wykorzystujący cenne źródło informacji, jakim jest pamiętnik jednego z człon­
ków rodu. Jego autor, Wilhelm August, urodził się w Poznaniu pod koniec
X I X w. i spędził w mieście lata swej młodości (w 1919 r. wyjechał do Wrocła­
wia). Należał do trzeciego pokolenia Dittrichów, zamieszkujących Wielkopolskę
od pierwszej połowy X I X w. Wilhelm August, obok zapisków dotyczących lo­
sów swojej rodziny, wiele refleksji poświęcił Poznaniowi, znajdującemu się pod

�150

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

zaborem pruskim. To miasto uważał za swoją pierwszą „małą ojczyznę", a po
odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. długo nie mógł przyzwyczaić
się do myśli, że już nigdy nie będzie ono niemieckie.
Niemcy, a także Żydzi, tworzyli zawsze najliczniejsze - obok Polaków - gru­
py mieszkańców Poznania. Osadnictwo niemieckie w Wielkopolsce sięgało śre­
dniowiecza. Na przełomie X I I I - X I V w. na zaproszenie rady miasta Poznania
przybywać zaczęła zarówno ludność wiejska, jak i miejska. Władze stwarzały
dla niej dogodne warunki egzystencji oraz obdarzały licznymi przywilejami. Ko­
lonizacja ta była niezwykle korzystna dla rozwoju ekonomicznego ziem polskich.
Kolejne fale osadników napływały aż do upadku Pierwszej Rzeczypospolitej.
Ludność przybywała głównie z krajów niemieckich (po wojnie północnej osia­
dła w Poznaniu i jego okolicach duża fala emigrantów z Biskupstwa Bamberskiego) a także z Niderlandów. Niemcy należeli do tego samego kręgu kultu­
rowego, co Polacy, wyznaczonego głównie przez religię i wynikające z niej
wartości i postawy. Ten fakt miał wpływ na stosunkowo szybki proces ich asy­
milacji. Problemy ze scalaniem z miejscową ludnością pojawiły się w drugiej
połowie X V I I I w. i spowodowane były przez wydarzenia historyczne. W wyniku
pierwszego (1772 r.) i drugiego (1793 r.) rozbioru Polski cała Wielkopolska zna­
lazła się pod panowaniem Hohenzollernów. Władze zaborcze, zaraz po przejęciu
tych terenów, rozpoczęły akcję ich unifikacji z pozostałymi prowincjami Prus.
Wprowadzono administrację i prawodawstwo pruskie. Przybyli nowi urzędnicy
oraz kolejne fale osadników, złożone z ludności miejskiej i wiejskiej a także
szlachta zachęcona przez króla licznymi nadaniami ziemi pochodzącej z kon­
fiskaty dóbr kościelnych i królewszczyzn (Matelski 1997, s. 23-24).
Wśród Niemców przybyłych do Wielkopolski znaleźli się także Dittrichowie,
zachęceni korzystnymi warunkami osadniczymi. Poznań był dla nich drugim po
Legnicy miejscem osiedlenia na terenie Polski od czasu emigracji z południa
Niemiec, która - według pamiętnika Wilhelma Augusta - miała miejsce prawdo­
podobnie na przełomie X V I I - X V I I I w. Okoliczności przybycia Dittrichów na
tereny Śląska są jednak niejasne. W archiwaliach z okresu wskazywanego przez
Wilhelma nie pojawia się nazwisko Dittrich. Pierwsze informacje dotyczą chrztu
poszczególnych członków rodziny w kościele luterańskim Zu Unseren Lieben
Frauen (obecnie kościół katolicki pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny)
w Legnicy i pochodzą dopiero z połowy X V I I I w. Także fakty historyczne wska­
zują na to, że początków polskich dziejów rodziny należałoby szukać najwcześ­
niej w pierwszej połowie X V I I I w.
Schyłek X V I I w. nie był dla wyznawców luteranizmu najlepszym czasem na
emigrację w te strony. Okres silnego wpływu protestantyzmu na terenach Dol­
nego Śląska minął. Pod koniec X V I I w. miasto przeszło pod panowanie pruskie.
Katolicki cesarz Leopold I , sprawujący władzę absolutną w Księstwie Legnic­
kim, starał się osłabić swobody polityczne mieszkańców, z dużym niepokojem
patrzył również na istniejące w granicach państwa społeczności niekatolickie.
Wprawdzie sytuacja międzynarodowa ukształtowana po pokoju westfalskim
(1648 r.) uniemożliwiała mu nawracanie innowierców siłą, ale tam gdzie to było

�„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

151

możliwe, starał się utrudnić im życie i ograniczyć ich wpływy. Starosta królew­
ski dbał o to, by wszystkie urzędy w księstwie zajmowali wyłącznie katolicy.
Odrzucano kandydatury protestantów do rady miejskiej, odbierano im świątynie.
Wielu innowierców w tym czasie opuściło Legnicę udając się do Saksonii i Bran­
denburgii, a także do nadgranicznych polskich miejscowości, gdzie mieli za­
pewnioną swobodę praktyk religijnych. Osadnictwu Dittrichów nie sprzyjała
również sytuacja gospodarcza miasta, które nie mogło przez lata powrócić do
równowagi po wojnie północnej (Chutkowski 1996, s.102-103).
Rodzina przybyła do Legnicy prawdopodobnie dopiero w pierwszej połowie
X V I I I w., kiedy - po śmierci Leopolda I , za panowania jego syna Józefa - osła­
bły nastroje kontrreformatorskie. W 1707 r. Józef podpisał konwencję w Altrandstadt, na mocy której wyraził zgodę na swobodę wyznawania wiary przez inno­
wierców. Protestantom zwrócono kościoły, zapewniono dostęp do urzędów
i stanowisk, ułatwiono zakup ziemi (Galas, Galas 2001, s. 38-139). Chętnie
przyjmowano nowych osadników, także niekatolików. Mogło być to zachętą rów­
nież dla Dittrichów. W.1758 r. rozpoczęto likwidowanie murów twierdzy legnic­
kiej, co spowodowało rozbudowę miasta. Powstały nowe gmachy użyteczności
publicznej potrzebne rozrastającym się urzędom pruskim. Zaczęto brukowanie
ulic, wprowadzono oświetlenie gazowe. Pod koniec X V I I I w. Legnica była śred­
niej wielkości miastem, porządnie utrzymanym, choć pozbawionym perspektyw
awansu do rangi znaczącego ośrodka, z racji swego położenia z dala od ważnych
szlaków handlowych.
Na Śląsku przyszedł na świat pierwszy, znany z imienia, członek rodziny
- Chrystian. Jego syn, o tym samym imieniu, urodził się również w tym mieście
około 1809 г., lecz zmarł już w Poznaniu. To prawdopodobnie z jego inicjatywy
Dittrichowie zdecydowali się na emigrację do Wielkopolski. Przyczyny wyjazdu
mogły być złożone. Od początku X I X w. pogarszała się sytuacja gospodarcza
Legnicy. Nie do końca rozebrane mury dawnej twierdzy przeszkadzały w rozbu­
dowie miasta. Tylko pojedyncze ulice zostały wybrukowane, brakowało kanali­
zacji, wiele domów krytych było jeszcze gontem. Jak pisze Janusz Chutkowski
(1996, s. 115) „właściwie wszystko, co było potrzebne do życia mieszkańców:
oświetlenie ulic, zabezpieczenie przed zaprószeniem ogniem i powodziami,
a nawet szpital i szkoły znajdowało się w stanie dalekim od należytego. Pod­
upadło rzemiosło, nie mogące skutecznie konkurować z manufakturami, których
też nie powstało wiele. Jedynie handel rozwijał się stosunkowo dobrze, chociaż
był to głównie handel detaliczny". Miasto dotkliwie odczuło skutki wojen napo­
leońskich. Kontrybucje, przymus żywienia stacjonujących wojsk, dostarczania
drewna i materiałów budowlanych, zwiększały na długie lata zubożenie ludności.
W wyniku niezadowolenia społecznego pozbawionych pracy i zarobków miesz­
kańców, a także pod wpływem nastrojów rewolucyjnych (Wiosna Ludów) do­
szło w Legnicy w 1848 r. do rozruchów. W ich rezultacie zniszczonych i splądro­
wanych zostało kilka budynków.
Chrystian Dittrich, pracujący jako robotnik dniówkowy, zarabiał niewiele.
Ponieważ pracowników fizycznych nie zatrudniano wówczas na stałe, mógł mieć

�152

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

okresowe problemy ze znalezieniem pracy. Pogarszająca się sytuacja materialna
rodziny oraz niesprzyjająca atmosfera w mieście były z pewnością bodźcem
do rozpoczęcia poszukiwań innego miejsca osiedlenia. Zamysły emigracyjne
Chrystiana jako pierwszy zrealizował jego syn Johann Wilhelm August, urodzo­
ny w 1829 r. Młody Dittrich pracował jako szewc, następnie powołano go do
wojska. Być może jeszcze jako żołnierz znalazł się w Poznaniu, gdzie poślubił
swoją rówieśniczkę, Niemkę - Juliannę Bahn. Dopiero po pewnym czasie przy­
byli tu także jego rodzice, zachęceni korzystnymi warunkami osadniczymi, gwa­
rantowanymi przez Niemców.
Na mocy decyzji podjętych w Wiedniu w 1815 r. potwierdzono przynależ­
ność ziem polskich I i I I zaboru pruskiego do Prus. Weszły one w skład monar­
chii Hohenzollernów jako Wielkie Księstwo Poznańskie. Polityka osadnicza oraz
narodowościowa władz pruskich zmierzała do zgermanizowania Księstwa. Czy­
niono wszelkie starania, aby ludność narodowości niemieckiej stanowiła co naj­
mniej połowę mieszkańców, włączając do niej nawet ludność żydowską. Od roku
1815 do 1910, w wyniku wysiłków czynionych przez władze centralne i pro­
wincjonalne, liczebność sprowadzanych przez Prusaków osadników wzrosła
w Poznańskiem z 27,6% do 38,4%. Jednak już w latach 70-tych X I X w. zaczęło
występować zjawisko powolnego odpływu osiedlanych na Wschodzie emigran­
tów do zachodnich prowincji państwa (Ostflucht). Związane to było z bardziej
dynamicznym rozwojem i wyższą stopą życiową ludności tamtych prowincji
Rzeszy oraz przekształceniem Wielkopolski w zaplecze surowcowe (głównie
płodów rolnych) i rynek zbytu. Aby temu przeciwdziałać w 1886 r. powołano do
życia Komisję Kolonizacyjną, która podjęła działania zmierzające do zahamowa­
nia tych procesów. Stosowano zachęty finansowe, przystąpiono także do osiedla­
nia w Poznańskiem ludności z centralnych i zachodnich regionów państwa oraz
tzw. Niemców zagranicznych (Matelski 1997, s. 24-25).
Wilhelm August - pamiętnikarz, również uważał, że czynnikiem przyciągają­
cym rodzinę do Wielkopolski były doskonałe warunki do osiedlenia: „Warunki
pracy w całej prowincji i w mieście Poznaniu były wówczas idealne. Potrzebo­
wano rolników, pracowników fizycznych, rzemieślników, państwowych i du­
chownych urzędników. Polityka niemieckiego cesarstwa gwarantowała przyby­
szom wysokie dochody. Taka zachęta była niezbędna, ponieważ Niemcy nigdy
nie osiedlali się na wschodzie z entuzjazmem. A wtedy przybywali całymi zastę­
pami" (Dittrich, Pamiętnik, s. 5) .
Wspólne życie nowoprzybyłych i miejscowej ludności układało się począt­
kowo dość dobrze. Działo się tak prawdopodobnie dlatego, że osiedlani przez
Komisję Osadniczą Niemcy nie tworzyli jednolitej grupy: byli wśród nich kolo­
niści z Westfalii, Saksonii, Turyngii, Pomorza Zachodniego, Brandenburgii, Ślą­
ska i Wirtembergii, a także reemigranci z Rosji, Węgier i Galicji (Jakóbczyk
1976, s. 103-112). Wśród emigrantów przeważali chłopi, choć pod koniec X I X w.
1

1

P a m i ę t n i k z o s t a ł napisany w j ę z . n i e m i e c k i m ; polskie t ł u m a c z e n i e : Agnieszka Szczepaniak-

-Kroll.

�„KIEDY POZNAŃ BYŁ NIEMIECKI"

153

powstał pomysł powiązania osadnictwa wiejskiego z procesem wzmacniania
niemczyzny w miastach (Jakóbczyk 1989, s. 30). Każda grupa reprezentowała
inny styl życia, religię, system wartości, mówiła innym dialektem, a co za tym
idzie - nie wytworzyła się potrzeba „trzymania się razem". Poza tym prawie
wszyscy Niemcy przybyli do Wielkopolski, aby szybko się wzbogacić, a tylko
niewielka część przyjechała z przyczyn ideologicznych. Nie wykształcili więc
postawy wrogiej Polakom, którzy - według ich przekonania - mogli stanowić
jedynie konkurencję ekonomiczną. W pierwszych latach emigranci nie unikali
dokonywania zakupów u miejscowej ludności, korzystania z ich usług. W 1899 r.
nie poparli niemieckich kandydatów w wyborczych okręgach Wielkopolski,
prawdopodobnie na skutek małego zainteresowania polityką.
Z biegiem czasu jednak sytuacja zmieniała się. Organizacja nacjonalistyczna
Związek Rolników, nazywana przez Polaków potocznie od pierwszych liter na­
zwisk założycieli (Hansemanna, Kennemanna, Tiedemanna,) Hakatą, nasilała
swe działania propagandowe, podejmowane wkrótce również przez szkoły i spro­
wadzanych z Niemiec duchownych. Hasła antypolskie propagowały czasopisma,
np. Aus dem Posener Lande. Głosiły one Niemcom obowiązek związania się
z poznańską „Heimat". Dla osadników organizowano wykłady o słuszności roz­
biorów Polski, zasługach pruskich w cywilizowaniu tych ziem, itd. Urządzano
również imprezy rozrywkowe i artystyczne o zabarwieniu „narodowym". Wyda­
wano szereg ulotek i broszur o charakterze wrogim Polakom. W samym Poznaniu,
aby zwabić nowych przybyszów, a dotychczasowym ułatwić życie, wzniesiono
szereg nowych gmachów, będących jednocześnie symbolem niemieckiej władzy.
Powstały reprezentacyjne budowle urzędowe oraz Muzeum Fryderykowskie (obec­
nie Muzeum Narodowe) i biblioteka (obecnie Biblioteka Uniwersytecka). Obszar
miasta powiększył się o wsie: Jeżyce, Wildę, Łazarz i Górczyn. Założono także
Kónigliche Akademie (Królewską Niemiecką Akademię) pełniącą rolę uniwersy­
tetu, zlikwidowano stary teatr i wybudowano nowy (Teatr Wielki). Co najważniej­
sze - w mieście wzniesiono zamek cesarski (Jakóbczyk 1989, s. 85-97).
Johann Wilhelm August po zakończeniu służby wojskowej objął posadę
w sądzie. Wraz z żoną, Juliannę Bahn - Niemką pochodząca z podpoznańskiego
miasteczka Śrem, doczekali się dziewięciorga dzieci. Po objęciu przez Johanna
stanowiska w urzędzie polepszyła się nieco sytuacja materialna rodziny. Dzięki
dogodnym warunkom zagwarantowanym osadnikom niemieckim, mogła ona żyć
na o wiele wyższym poziomie niż w Legnicy.
Dittrichowie surowo wychowywali swoje dzieci. Starali się, by wyrosły na
porządnych, niemieckich obywateli. Wszyscy potomkowie Johanna i Juliannę
ukończyli Volksschule, w której poznali podstawy rachunków, historii, języka
francuskiego. Choć skromne możliwości finansowe rodziców nie pozwalały na
dalsze kształcenie, zaszczepione w domu ambicje spowodowały, że dzieci same
zadbały o edukację na wyższym poziomie. W rezultacie najstarszy syn August
Dittrich, doktor prawa, został współwłaścicielem największej w Poznaniu firmy
spedycyjnej Hartwig &amp; Kantorowicz. Jego młodszy brat Richard, objął funk­
cję naczelnika stacji (Obrebahnhofsvorsteher) w Krotoszynie. Tę samą funkcję

�154

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

w Jeleniej Górze sprawował kolejny syn Johanna Wilhelma Augusta - Paul. Karl
Dittrich był oficerem w koszarach w Poznaniu, a następnie urzędnikiem na
poczcie w Poznaniu. Najmłodszy z rodzeństwa, Oskar, został zatrudniony jako
główny inspektor na poczcie we Wrocławiu. Cztery córki Johanna Wilhelma
Augusta: Hilda, Clara, Ottilie i Martha, zgodnie z ówczesną obyczajowością, nie
pracowały. Dzięki korzystnym małżeństwom wiodły jednak dostatnie życie.
Z Poznaniem związali się więc tylko dwaj potomkowie Dittrichów - August i Karl.
Ponieważ pamiętnik Wilhelma Augusta, będący głównym źródłem wiedzy
0 rodzinie, dotyczył przede wszystkim losów Karla i jego potomków, tej gałęzi
rodu poświęcę najwięcej miejsca. Dzięki jej historii można będzie poznać rolę
Niemców w kształtowaniu obrazu Poznania oraz ich ogląd miasta.
Karl August, po ukończeniu szkoły zawodowej w 1887 г., został powołany do
wojska. Odtąd na długie lata związał się z armią pruską, stacjonującą w Pozna­
niu. W 1891 r. poznał swoją przyszłą żonę i jeszcze tego samego roku odbyły się
ich zaręczyny. Związek Karla wywołał oburzenie w całej rodzinie, ponieważ jego
wybranka była Polką i katoliczką. Burzyło to dotychczasowe, niepisane reguły
Dittrichów, zgodnie z którymi należało unikać kontaktów z Polakami nawet
w codziennym życiu, nie mówiąc o bliższych relacjach. Taka postawa przez wie­
ki konsolidowała rodzinę oraz umożliwiała zachowanie niemieckiej tożsamości.
Podobną rolę odgrywało wyznanie luterańskie. Obawy krewnych okazały się
jednak nieuzasadnione. Przyszła żona Karla - Marianna Szostkiewicz, nie była
wychowana w rodzinie o tradycjach patriotycznych i katolickich, właściwie pra­
wie w ogóle nie znała swoich rodziców. Jej matka zmarła krótko po porodzie,
kilka lat później śmiertelnie, na tuberkulóze, zachorował ojciec. Jedyną krewną
Marianny była siostra - Paula. Należy przypuszczać, że gdyby Szostkiewiczówny
nie zostały tak wcześnie osierocone, ich losy potoczyłyby się zupełnie inaczej.
Być może z przyczyn ideologicznych i patriotycznych rodzice nie pozwoliliby
na ślub córki z Niemcem. „Faktem jest, że w warunkach panowania obcej wła­
dzy, polskie rodziny tworzyły pod wieloma względami własną, hermetycznie
zamkniętą sferę polskości, dzięki czemu były w stanie przeciwstawić się inge­
rencji pruskich władz zaborczych. W związku z tym rodzina polska, jako naj­
mniejsza komórka społeczna - była już wówczas uznawana za podstawowy
1 niezwyciężony bastion polskości. [...] Bezpośredni wpływ na Wielkopolanki
miał wówczas kler katolicki. Odbiło się to wyraźnie w wychowaniu dzieci [...].
Próby bezpośredniego oddziaływania kościoła przejawiały się także w nieustają­
cych przestrogach przed zawieraniem związków małżeńskich z Niemcami-protestantami. Stale zmniejszająca się aż do przełomu wieków X I X / X X liczba za­
wieranych polsko-niemieckich małżeństw mieszanych, pokazywała dowodnie,
że przestrogi nie pozostały bez echa" (Jaworski 1990, s. 27-28).
Brak rodziny, a także charakter wykonywanego zajęcia sprawiły, że Marian­
na nie odczuwała szczególnego związku z polskimi, patriotycznymi ideami. Już
we wczesnej młodości musiała zadbać o własne utrzymanie. Znalazła zatrudnie­
nie jako służąca kolejno u kilku rodzin niemieckich. Ponieważ nie miała żadnych
krewnych wychowała się w kulturze swoich pracodawców, zachowując jednak

�.KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

155

świadomość swych polskich korzeni. Dwa lata po zaręczynach, 13.10.1893 г.,
wyszła za mąż za Karla Dittricha. Rok później przyszedł na świat ich pierwszy
syn, który żył zaledwie kilka dni. W 1896 r. urodził się kolejny potomek,
Wilhelm August, autor cytowanego pamiętnika.
Rodzina żyła wówczas skromnie. Małżonkowie posiadali niewielki dom tuż
za murami Fortu IX, w którym Karl pełnił służbę wojskową w randze sierżanta.
W chałupie zbudowanej w konstrukcji szachulcowej, nieocieplonej, ogrzewanej
małym piecykiem, panowało przenikliwe zimno. W izbach zamiast podłogi było
klepisko. W tym czasie, w wyniku nieszczęśliwego wypadku Karl został po­
strzelony w lewą rękę, co wykluczało dalszą czynną służbę. Jego zaangażowanie
i dotychczasowa dobra praca zostały jednak docenione i mianowano go dowódcą
straży w więzieniu dla żołnierzy. Wraz z nim do mieszkania w budynku aresztu
przeniesiona została cała rodzina. Panowały tam o wiele lepsze warunki niż
w poprzednim miejscu. Ustabilizowana sytuacja finansowa umożliwiła nawet za­
trudnienie Pelasi, polskiej opiekunki do dzieci. W wieku 5 lat Wilhelm August
poszedł do niemieckiego przedszkola. Był to okres bardzo szczęśliwy dla rodziny.
Karl zyskał szacunek i sympatię swoich współpracowników. Marianna, nazywa­
na przez niego „Micze", pomagała mu w pracy z więźniami, choć, jak wspomi­
nał Wilhelm August: „Nie lubiła uniformów i wojskowego drylu. I miała rację,
ponieważ wówczas przeceniano wojskowe wychowanie, a oficerowie, szczegól­
nie ci młodsi uważali się za półbogów. Śpiewano: «der Soldáte, der Soldáte - ist
der beste Mann im ganzen Staate». Słowa piosenki znajdowały faktycznie od­
zwierciedlenie w życiu codziennym [...]. Według przepisów żołnierz znajdujący
się np. na spacerze ze swoją żoną, na widok wyższego rangą musiał stanąć na
brzegu chodnika i salutować. Było to dość uciążliwe, zwłaszcza, że na ulicy,
z racji istnienia w mieście koszar wojskowych, nieustannie spotykało się ofice­
rów" (Dittrich, Pamiętnik, s. 68).
W 1902 r. Karl Dittrich postanowił (za namową żony) zrezygnować za służby
i zdobyć nowe zajęcie. Szczególne szanse na znalezienie dobrej posady rysowa­
ły się wówczas dla Niemców w sądownictwie i administracji. Wpłynęły na to nie
tylko nieustannie rozbudowywana struktura pruskiej machiny biurokratycznej,
ale również stopniowe wypieranie z posad Polaków. Wobec dynamicznego roz­
woju poczty poznańskiej i pojawienia się szans na pracę, Karl zdał egzamin
na urzędnika pocztowego. Początkowo przyjęto go na stanowisko asystenta.
Według Wilhelma Augusta, „Ojciec pilnie wdrażał się do swojej nowej pracy.
Aby dobrze się przygotować zatrudnił nawet prywatnego nauczyciela, który
szkolił go z matematyki" (Dittrich, Pamiętnik, s. 69).
Jako nowy pracownik Karl Dittrich musiał zdobywać doświadczenie w ma­
łym urzędzie pocztowym i został skierowany na placówkę do miejsowości Buk
pod Poznaniem. Przydzielono mu tam mały domek z ogrodem, w którym za­
mieszkał wraz z rodziną. Na poczcie pracowały oprócz niego dwie osoby: kie­
rownik urzędu i listonosz.
W czasie pobytu rodziny Dittrichów w Buku doszło do wydarzenia, które po
raz kolejny potwierdziło niechęć rodziców Karla, a zwłaszcza matki, do jego

�156

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

polskiej żony. Któregoś dnia kilku krewnych postanowiło odwiedzić Dittrichów.
Przy pięknej, letniej pogodzie siedziano w ogrodzie, smakując domowych spe­
cjałów Marianny i wyrabianego przez Karla piwa. Kiedy piwnica była niemal
opróżniona z zapasów trunku, sześcioletni Wilhelm August stwierdził: „całe piwo
nam wytrąbili", co strasznie zdenerwowało jego babkę. Teściowa Marianny uzna­
ła to za szczyt niegościnności i złego wychowania, czemu winna była synowa
i jej „polskie wychowanie". Stwierdziła, że w ten sposób młodzi chcą pozbyć
się gości i obrażona natychmiast udała się na dworzec, gdzie dwie godziny
w skwarze czekała na przyjazd pociągu do Poznania. Marianna natomiast pła­
kała przez całe popołudnie, ponieważ przygotowując ucztę dla gości próbowała
zjednać sobie rodziców męża.
Dittrichowie nie tolerowali Marianny z kilku powodów. Niewątpliwie głów­
nym zarzutem wobec niej było polskie pochodzenie i wyznawana początkowo
religia katolicka. Stopniowo dołączał do nich kolejny czynnik: wykształcenie.
Historycy wśród przeszkód, które w okresie zaborów uniemożliwiały lub znacz­
nie utrudniały zawarcie małżeństwa wymieniają - obok terytorium, narodowości
i wyznania - również barierę społeczną (Makowski 1992, s. 114-131). Niemcom
stosunkowo łatwo było ją pokonać, choćby dzięki wykształceniu. Polakom,
a zwłaszcza Polkom, przychodziło to o wiele trudniej. Tak więc, Karl uczył się
i awansował, zdobywając coraz wyższą pozycję, podczas gdy Marianna, prosta
dziewczyna z biednego, polskiego domu, nie miała żadnych szans na awans spo­
łeczny. Rudolf Jaworski (1990, s. 31) pisał: "Wprawdzie Wielkopolanki otrzy­
mywały solidne wykształcenie podstawowe, to jednak możliwości polskich
dziewcząt w Poznańskiem uzyskania wykształcenia wyższego, ewentualnie za­
wodowego były niezmiernie ograniczone". Nieliczne szkoły żeńskie, nie dość,
że niezwykle kosztowne, reprezentowały o wiele niższy poziom, niż szkoły
męskie. Kobiety przygotowywano w nich do roli żony i matki, „ozdoby towa­
rzystwa" a nie do pracy. Teściowie Marianny wydawali się nie dostrzegać
tej sytuacji. Awans syna jedynie utwierdzał ich w przekonaniu, że zasługiwał
on na „lepszą partię".
Marianna i Karl starali się nie zaprzątać myśli poglądami Johanna i Julianny
na małżeństwo. Bardziej martwił ich bardzo niski poziom szkoły w Buku, do
której posłali Wilhelma Augusta. Uczył się on w jedynej istniejącej tam klasie,
wraz z polskimi i niemieckimi uczniami w wieku 6-14 lat. Wraz z rozpoczęciem
prac polowych, jesienią i wiosną, w małym miasteczku, w którym spora grupa
mieszkańców trudniła się rolnictwem, szkoła praktycznie przestawała funkcjo­
nować. Rodzice potrzebowali swoich dzieci do pomocy, przez co niemożliwy
był ich udział w lekcjach. Ewaryst Estkowski, twórca Polskiego Towarzystwa
Pedagogicznego, autor podręczników szkolnych i czasopism dla dzieci, sam
podlegający swego czasu takiej edukacji, wspominał: „szkółki wyrosły z tradycji
katolickiej szkółki parafialnej, ale poddane państwowej, pruskiej kontroli miały
teraz nauczać w oficjalnym, niemieckim języku. Przy katastrofalnym braku
odpowiednio przygotowanych nauczycieli, nauczał w nich kto chciał, byle umiał
czytać i pisać. Z największą odrazą uczyłem się poznawania głosek, zgłosko-

�„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

157

wania i czytania. Rok prawie cały uczyłem się głosek, drugi rok zgłoskowania
a w trzecim zacząłem czytać. Również mechaniczna była nauka pisania, bo przez
całe trzy lata tylko ćwiczyłem się w niem z wzorów [...]. Kazano tylko liczyć
kółka na tablicy ściennej, pisać liczby, potem na tabliczkach dodawać, odejmo­
wać" (Estkowski 2001, s. 55).
Marianna i Karl, coraz bardziej zaniepokojeni dalszą edukacją syna, podjęli
decyzję o umieszczeniu go na pensji u mieszkającej w Poznaniu, zaprzyjaźnio­
nej, bezdzietnej rodziny Neck i posłaniu do niemieckiej szkoły przy ul. Fridricha
Naumanna (obecnie ul. Działyńskich). Była to tzw. „Mytelka", czyli rodzaj
formy przejściowej pomiędzy szkołą podstawową - Volksschule a gimnazjum.
Uczęszczali do niej synowie mieszczan, którzy w wieku 14-15 lat mieli poświę­
cić się pracy w zawodzie rzemieślnika, kupca, czy niższego urzędnika. Nauka
dla chłopców trwała siedem lat. Podstawą finansową szkoły było czesne oraz
częściowo pieniądze z funduszy miasta. Nauczano religii, języków niemieckiego
i francuskiego, matematyki, geografii, przyrody, historii, fizyki, kaligrafii,
rysunku, śpiewu i gimnastyki. Wysoki poziom edukacji, jak i ukierunkowanie
programu na praktyczne umiejętności, powodowały, że szkoła ta cieszyła się nie­
słychaną popularnością wśród mieszczan (Trzeciakowscy 1987, s. 301). Wilhelm
August wspominał z humorem swoje codzienne przygotowania do zajęć: „Przed
wyjściem do szkoły byłem starannie myty i czesany. Pani Neck robiła mi modną
wówczas fryzurę «na ksiecia», smarując włosy obficie tłuszczem, którego strasz­
ny zapach czuję do dziś. Podobny, okropny zapach miały moje polerowane
na błysk buty. Wstydziłem się być odprowadzany przez moją opiekunkę, więc
codziennie szła za mną około stu kroków, aby nikt się nie zorientował, że mnie
pilnuje" (Dittrich, Pamiętnik, s. 70).
Po pół roku zamieszkiwania Wilhelma Augusta u państwa Neck, do Poznania
powrócili Karl i Marianna. Skończył się okres rocznej praktyki Karla w Buku.
Marianna zadecydowała wówczas, że wobec bardzo dobrych wyników w na­
uczaniu Wilhelm August nie może poprzestać na „Mytelce", lecz powinien uczyć
się w lepszej szkole. Swoją edukację przy ul. Naumannna skończył więc najed­
nej klasie, kiedy rodzice zadecydowali o posłaniu go do jednego z najlepszych
poznańskich niemieckich gimnazjów im. Friedricha Wilhelma.
Gimnazjum było najwyższym szczeblem nauczania na etapie szkoły średniej.
Ten typ placówki oświatowej cieszył się w Prusach wysokim uznaniem. Ukoń­
czenie gimnazjum dawało abiturientom określone uprawnienia, przede wszyst­
kim do podjęcia studiów uniwersyteckich oraz jednorocznej służby wojskowej.
Nauka trwała 9 lat. Ponieważ w momencie przejścia Wilhelma Augusta z „Mytelki" wszystkie miejsca w drugiej klasie były już zajęte, musiał ponownie
uczęszczać do pierwszej klasy. Przez trzy lata Wilhelm otrzymywał najlepsze
oceny, co było dużym osiągnięciem. Jak pisali Maria i Lech Trzeciakowscy
(1987, s. 318-319): „Wymagania stawiane uczniom były bardzo wysokie.Ko­
nieczność opanowania kilku języków: łaciny, greki, francuskiego, niekiedy an­
gielskiego [...] wymagała wielkiego wysiłku. System nauczania oparty na werbalizmie nie zmieniał się przez dziesiątki lat. Od uczniów wymagano pamięciowego

�158

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

opanowania materiału, niewiele uwagi przywiązywano do samodzielności in­
telektualnej".
Również Marianna i Karl nie byli pobłażliwi dla syna. Wilhelm August wspomi­
nał, że kiedy po raz pierwszy przyniósł ocenę dostateczną otrzymał solidne lanie.
Kary cielesne należały wówczas do kanonu metod wychowawczych. August nie
dostarczał rodzicom zbyt wielu okazji do ich zastosowania, lecz niekiedy, jak
sam przyznawał, były one całkowicie uzasadnione (np. za podrabianie podpisów
rodziców w dzienniczku). Wspominał, że mama z reguły „nacierała mu uszu"
lub lekko ściskała policzek. Ojciec natomiast przekładał przez kolano i bił cienką
gałązką. Wprawdzie nie było to zbyt bolesne, jednak, jak twierdził autor pamiętni­
ka, należało krzyczeć i płakać, w przeciwnym razie metody mogły być zaostrzo­
ne. Zaznaczył przy tym: „[...] lanie wówczas było czymś normalnym i to zarów­
no w szkole jak i w domu. Jako dzieci byliśmy z tym całkowicie pogodzeni
i muszę przy tym dodać - nikomu to nie zaszkodziło. Dziś jednak jestem jednak
przeciwnikiem takiego sposobu wychowywania" (Dittrich, Pamiętnik, s. 72-73).
Wilhelm August rozpoczął naukę w gimnazjum w 1906 г., a więc mając 10 lat.
Dwa lata wcześniej na świat przyszedł jego brat, Herbert, zwany przez rodzinę
„Bobbi". Dziecko, od małego bardzo chorowite, stało się „oczkiem w głowie"
całej rodziny. Marianna i Karl dbali o to, by synowie byli kochającym się ro­
dzeństwem. Ich zamiar całkowicie się powiódł, choć, jak wspominał August,
„Herbert od początku miał więcej swobody niż ja. Aby pokazać kto rządzi, na
początek, kiedy pierwszy raz zostaliśmy sami, spuściłem mu lanie i zakazałem
mówić o tym rodzicom. Po ich powrocie byliśmy już całkowicie zaprzyjaźnieni
i grzecznie się bawiliśmy. Jednak następnego dnia Bobby się wygadał, więc
ojciec spuścił mi manto. Po pewnym czasie odegrałem się na bracie, tłukąc go
niemiłosiernie" (Dittrich, Pamiętnik, s. 78).
W tym czasie rodzinie powodziło się finansowo zdecydowanie lepiej. Karl
został mianowany głównym asystentem pocztowym (Oberpostassistent). Ro­
dzina wreszcie mogła pozwolić sobie na zamieszkanie w przestronnym i wy­
godnym mieszkaniu w kamienicy, w nowej dzielnicy miasta na Wildzie, przy
Kronprinzenstrasse 104 (obecnie ul. Górna Wilda 85). Do roku 1900 Wilda była
obok kilku innych wsi „spichlerzem miasta". W momencie wprowadzenia się
Dittrichów przechodziła przeobrażenia po inkorporacji, przybierając stopniowo
miejski charakter. Dzielnicę podporządkowano Radzie Miejskiej i Magistratowi.
Jej mieszkańcy zostali zrównani w prawach i obowiązkach z pozostałymi oby­
watelami Poznania, co oznacza, że m.in. otrzymali prawo głosu w wyborach do
samorządu miejskiego, choć ograniczone przez cezurę majątkową. Organem
administracji samorządowej, z którym współpracowali mieszkańcy dzielnicy był
Urząd Rozjemczy, czyli sąd administracyjny I instancji, zajmujący się sprawami
sporno-administracyjnymi. Do jego kompetencji należało rozstrzyganie sporów
między właścicielami domów i lokatorami. W działalność urzędu zaangażo­
wał się Karl Dittrich. Magdalena Mrugalska-Banaszak (1999, s. 47-50) przy­
tacza jego nazwisko z listy rozjemców wildeckich okręgów z 1914 r. Figuruje
na niej jako Rozjemca Okręgu X I X , zamieszkały przy ul. Górna Wilda 85.

�„KIEDY POZNAŃ B Y Ł N I E M I E C K I "

159

Członków Urzędu wyznaczał prezydent miasta, a jego wybór musiał uzyskać
akceptację prezesa sądu. Było to więc stanowisko, które powierzano osobom
cieszącym się ogólnym szacunkiem.
Tymczasem w gimnazjum Wilhelm przeżywał swoją pierwszą miłość. Jej
obiektem była Lottchen Braetz, której rodzice przyjaźnili się z rodzicami
Wilhelma Augusta. Aby się z nią widywać, codziennie maszerował z Wildy na
Jeżyce, czyli na drugi koniec miasta. Zdarzało się także, że spotykali się w miejs­
cach, gdzie lubili spędzać czas ich ojcowie, a więc w Bismarck Tümel lub
w Schillinggarten. W ogrodach takich jak Schillinggarten Poznaniacy, zwłaszcza
w lecie, chętnie odpoczywali, popołudniami przygrywały orkiestry, odbywały
się liczne zabawy taneczne, grano w kręgle i w bilard, występowały także trupy
teatralne. Obydwie rodziny wspólnie wyjeżdżały na wypoczynek do podpoznań­
skiego Puszczykowa. Było to popularne miejsce wypoczynku klasy średniej
oraz poznańskich elit intelektualnych i finansowych. Na początku X X w. wybu­
dowano tam wiele prywatnych willi, przypominających stylem architekto­
nicznym budynki sanatoryjne w licznych europejskich kurortach. Powstały także
luksusowe domy wypoczynkowe. Ceniono zdrowe powietrze, piękne krajo­
brazy (obecnie jest to teren Wielkopolskiego Parku Narodowego), bliskość
kilku jezior i Warty. Do oddalonego od Poznania o 20 km Puszczykowa kurso­
wały specjalne pociągi, przewożące letników. Jak pisał Waldemar Karolczak:
„Gdy dopisała pogoda władze kolejowe miały problem, jak przewieźć wszyst­
kich «lubowników» puszczykowskich lasów i nadwarciańskiej kąpieli. Pociągi
były przepełnione, mimo iż do lokomotywy dołączano nawet kilkadziesiąt
wagonów" (Karolczak 1995, s. 66).
Dittrichowie, z wyjątkiem Marianny, która wolała wygodną podróż koleją,
wybierali bardziej atrakcyjną, choć okrężną drogę-wiejską furmanką. Co sezon
zaprzyjaźniony gospodarz, wracając z targu, zabierał Karla z synami i całym
bagażem na wóz. Dzieci zasiadały koło woźnicy pilnie obserwując, co dzieje się
po obu stronach drogi. Podróż trwała 5-6 godzin. Co pewien czas robiono przer­
wy, by zjeść przygotowane przez Mariannę kanapki i napić się kawy. Dittrichowie
wynajmowali pokoje u rodziny niemieckich rolników - Kaldenbachów. Dzieci
jeździły konno, kąpały się w rzece lub którymś z jezior, przyglądały się żniwom.
Rodzice chodzili wieczorami na koncerty lub tańce do „Restaurant Oberberg"
(Dittrich, Pamiętnik, s. 82-83). W Puszczykowie należało bowiem bywać także
po to, by się pokazać i czynnie uczestniczyć w życiu towarzyskim. Panie pod­
patrywały u innych pomysły na najnowsze toalety, a panowie nawiązywali ko­
rzystne znajomości. Było to miejsce „neutralne", gdzie narodowość kuracjuszy
nie grała żadnej roli. Liczył się wypoczynek i dobra zabawa. Konflikty między
Polakami i Niemcami zdarzały się rzadko i natychmiast starano sieje łagodzić.
Przykładem może być historia przytoczona przez Waldemara Karolczaka (1995,
s. 68). Przydarzyła się ona wprawdzie w sąsiadującym z Puszczykowem Ludwi­
kowie, lecz wydaje się oddawać atmosferę panującą wówczas w tego typu miejs­
cach. Pewnego letniego dnia w znanej, prowadzonej przez niemieckich właści­
cieli restauracji kelner zwrócił uwagę paniom zamawiającym posiłek, że powinny

�160

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

to uczynić w języku niemieckim. Wzbudziło to ogólne oburzenie zarówno wśród
niemieckich, jak i polskich gości. Historię opisano w prasie. Kilka dni później
w tej samej gazecie pojawiły się przeprosiny właściciela, który obiecywał, iż
w jego restauracji nigdy już taki incydent się nie powtórzy.
Wśród przyjaciół Marianny i Karla nie było żadnej polskiej rodziny. Zaprzy­
jaźnioną osobą była natomiast dużo starsza od Dittrichów pani Wendland, często
służąca, zwłaszcza Mariannie, cennymi radami. Jeszcze w czasach, kiedy Karl
uczęszczał do szkoły zawodowej, rozpoczęła się przyjaźń z rodziną Weichsmannów. Dom na Wildzie odwiedzali również Schulzowie. Dittrichowie spotykali
się z nimi co najmniej dwa razy w miesiącu. Często wspólnie spędzano wakacje.
Marianna dbała, by jej dzieci rozwijały swój intelekt także poza szkołą.
Wilhelm August bardzo lubił czytać. Jak wspominał, przy Berlinerstrafie (obec­
nie ul. 27 Grudnia) znajdowała się jego ulubiona księgarnia, będąca własnością
Niemca - Spiro. „Matka nie miała pojęcia o niemieckiej literaturze pięknej. [...]
Jednak kiedy tylko zbliżały się moje urodziny, czy nadchodziły święta, radziła
się pana Spiro, co do pozycji, którą warto kupić. Jemu z pewnością spra­
wiało wielką przyjemność wychowania czyjegoś dziecka niejako «za kulisami». Zaczął od polecenia przeczytania Karola Maya, później przez Roseggera,
Hauffa, poprowadził mnie do Goethego, Schillera, Friligratha, wreszcie Szekspira,
Romera, Kleista i Hebbla" (Dittrich, Pamiętnik, s. 85).
Marianna dbała również, by dzieci chodziły do teatru oraz do kina, w którym
wyświetlano wówczas nieme filmy. Stałym punktem spacerów były również
wizyty w którejś z wielu modnych kawiarni, służące nabraniu ogłady towarzy­
skiej. Wilhelm August szczególnie zapamiętał „Cafe Esplanade" przy Wilhelmsplatz (obecnie Plac Wolności), będącej stałym miejscem spotkań, szczególnie
niemieckich mieszkańców miasta.
Marianna i Karl poświęcali każdą chwilę wolnego czasu swoim dzieciom. Po
odrobieniu lekcji chłopcy grywali z rodzicami w karty, np. w „66", czy „Schaffskopf'. Często przychodzili goście - znajomi lub przyjaciele rodziców. Organizo­
wano wtedy tzw. „Loterię", zwaną także „Gottes Segen bei Kohn". Chłopcy mieli
do dyspozycji wiele rozmaitych zabawek, m.in. drewniane klocki, kolejkę, oło­
wiane żołnierzyki. W salonie na stole urządzali manewry dla swojego wojska
lub stacje kolejowe dla pociągu. Na zabawę Marianna i Karl pozwalali synom
dopiero po odrobieniu zadań domowych. Nauka w domu trwała 4-5 godzin
dziennie i odbywała się najpierw przy lampach napełnianych olejem, a następnie
przy oświetleniu gazowym.
Rodzice Herberta i Wilhelma Augusta dbali o zdrowie i kondycję fizyczną
synów. Jak wspomina autor pamiętnika: „Niemal codziennie na kilkanaście mi­
nut musieliśmy kłaść sobie na plecach drewnianą laskę, w ten sposób obejmując
j ą rękami, że byliśmy całkowicie wyprostowani. Zapobiegało to garbieniu się.
W kuchni, w futrynie drzwi mama kazała zamontować drążek, na który mogli­
śmy się podciągać i robić różne figury. [...] Jeździliśmy również na wrotkach
i łyżwach" (Dittrich, Pamiętnik, s. 88). W czasie nauki w gimnazjum Wilhelm
August należał do szkolnej organizacji „Wandervogel" („Ptaki wędrowne").

�„KIEDY P O Z N A Ń BYŁ N I E M I E C K I "

161

W jej ramach chłopcy pod opieką nauczycieli wyjeżdżali na wycieczki krajo­
znawcze za miasto. Niekiedy były to nawet wypady dwudniowe. Główną atrak­
cją stanowił wówczas nocleg na sianie. W dzień odbywały się rozmaite zawody,
a wieczorem pieczono kiełbaski przy ognisku.
Jako nieco starsze dzieci Herbert i Wilhelm, zapaleni czytelnicy, odwiedzali
Kaiser-Wilhelm-Bibliothek. Chłopcy lubili spędzać czas także w fotoplastykonie
„Panorama", gdzie za kilka groszy, za pomocą specjalnego urządzenia, można
było obejrzeć ponad 50 zdjęć pokazujących m.in. egzotyczne kraje, ich miesz­
kańców i zwyczaje. Wielkie wydarzenie stanowiła również wyprawa do wesołe­
go miasteczka. Miejsce, na którym rozbijano wówczas główny namiot nazywane
było „Vogelwiese", czyli „ptasia łąka", prawdopodobnie z powodu niezwykle
barwnych kramików, wznoszonych w sąsiedztwie wozów cyrkowych, Polacy
nazwali je Fogielką W mniejszych budkach można było zobaczyć np. tresowane
pchły, przejrzeć się w zniekształcających postać lustrach w „gabinecie śmiechu",
pojeździć na karuzeli, czy kupić tanio różne używane przedmioty. Dorośli w tym
czasie jedli kiełbaski i pili piwo lub wino podawane w niektórych kramach.
Bobby i August lubili również przedstawienia teatrzyku kukiełkowego. W jego
repertuarze znajdowały się także sztuki przeznaczone dla widzów dorosłych,
np. „Doktor Faust" Goethego. Wilhelm August najbardziej zapamiętał przed­
stawienie rosyjsko-japońskiej bitwy morskiej: „Armaty błyskały i huczały, ogień
wybuchał na trafionych statkach, jeden okręt, po drugim ginął w toni wodnej.
To było wspaniale zrobione" (Dittrich, Pamiętnik, s. 91).
Ani Bobby, ani Wilhelm August nie zapraszali swoich szkolnych kolegów do
domu. Nie było wówczas dobrze widziane zapraszanie dzieci, których rodzice
nie utrzymywali wzajemnych kontaktów towarzyskich. W przypadku Dittrichów
było to niemożliwe, ponieważ większość uczniów Friedrich-Wilhelm-Gymnasium, wywodziła się z o wiele zamożniejszych kręgów.
Po ukończeniu 16 lat Wilhelm zaczął udzielać korepetycji z łaciny, francu­
skiego i angielskiego. Lekcje zajmowały 3-4 popołudnia w tygodniu, odbywały
się u uczniów i były niezwykle wyczerpujące: „Kiedy po długim marszu przy­
chodziłem do domu, byłem zmęczony, znużony i nie miałem apetytu. Przy lam­
pie gazowej do późna w nocy odrabiałem zadania domowe. Do łóżka szedłem
często z wielkim bólem głowy, lecz zadowolony, że udało mi się załatwić wszyst­
ko, co sobie zaplanowałem" (Dittrich, Pamiętnik, s. 92). Korepetycje przynosiły
dość wysokie dochody. Za godzinę Wilhelm August otrzymywał 50 feningów,
a - jak sam twierdził - za tyle można było kupić całą kurę lub 6 kiełbasek wie­
deńskich. Pieniądze jednak w całości przeznaczał na książki. Historycy podkreś­
lają wielorakie korzyści, wynikające z udzielania prywatnych lekcji: „Uczeń
udzielający korepetycji, mimo że z reguły należał do uboższych, w gronie kole­
gów cieszył się autorytetem, należał bowiem zawsze do najzdolniejszych gimna­
zjalistów. Same korepetycje przynosiły nie tylko zarobek, ale również pozwa­
lały niekiedy nawiązać cenne w przyszłości znajomości w domach rodziców
podopiecznych. Często bowiem traktowano korepetytora jako miłego gościa, po
odbytych zajęciach częstowano kawą i ciastkami" (Trzeciakowscy 1987, s. 323).

�162

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

W życiu Dittrichów dużą rolę odgrywała religia. Co niedzielę cała rodzina
udawała się na mszę do kościoła luterańskiego pod wezwaniem św. Piotra.
August był wówczas ministrantem i pomocnikiem młodego, ogólnie lubianego
pastora Gürtla. Z sentymentem wspominał również czasy przygotowań do
komunii, kiedy to wraz z innymi chłopakami płatali różne figle starszemu pa­
storowi Albertowi.
W niedzielę często rodzina odwiedzała matkę Karla. Te wizyty, jak się wyda­
je, były jedynie spełnieniem pewnego obowiązku. Ojciec Karla zmarł wcześnie,
matka natomiast była osobą antypatyczną. Nie znosiła Marianny i nie przepadała
za swoimi wnukami. Rytuałem było świętowanie zakończenia roku szkolnego
u babki. Przy tej okazji spotykali się wszyscy członkowie rodu. W czasie wizyty
dzieci odczytywały swoje oceny. Ponieważ babcia była analfabetką niemal
wszystkie wnuki podawały, za cichym przyzwoleniem rodziców, noty lepsze, niż
były w rzeczywistości. Jak wspominał Wilhelm, na pogrzebie surowej i wynio­
słej matrony nikt nie uronił ani jednej łzy.
Pod koniec gimnazjum Wilhelm August za dobre wyniki nauczania został
zwolniony z połowy opłat za szkołę. Postępy w nauce zawdzięczał zarówno
swojej inteligencji, jak i sprytowi. W jego wspomnieniach z okresu szkolnego
zaledwie jeden raz pojawił się polski kolega. To właśnie on pomagał mu w mate­
matyce, za co August odwdzięczał się korepetycjami z języka niemieckiego.
Gimnazjum im. Friedricha Wilhelma uważane było za szkołę niemiecko-ewangelicką. Wprawdzie uczęszczali do niego również polscy uczniowie, lecz stano­
wili mniejszość. „Przez szereg lat stosunki pomiędzy uczniami Polakami, Niem­
cami i Żydami układały się normalnie, jak to bywa wśród kolegów zjednej ławy
szkolnej.[...] Mijały jednak lata a nasilająca się polityka wynaradawiająca zabor­
cy nie pozostała bez wpływu na stosunki między uczniami. Stopniowo wzrastał
między nimi mur nieufności, ustały kontakty koleżeńskie. Mimo, że uczniowie
siedzieli w klasie w ławkach wymieszani narodowo (władze bowiem skrzętnie
zapobiegały tworzeniu się odrębnych grupek uczniów polskich, czy niemieckich)
nie łączyły ich przyjacielskie uczucia. Podczas przerw Polacy i Niemcy trzymali
się oddzielnie. Nie odwiedzano się wzajemnie w domu. Uczniowie niższych
klas dawali wyraz swym uczuciom w formalnych bitwach, jakie toczono na
przerwach, lub po wyjściu ze szkoły" ( Trzeciakowscy 1987, s. 334)
W 1910 r. klasa Dittricha udała się z nauczycielem botaniki na wycieczkę za
miasto, by przez lunetę oglądać Kometę Halleya. Wtedy po raz pierwszy pojawiły
się pogłoski, że jest to zjawisko, które przyniesie nieszczęście. I rzeczywiście, jak
zauważył Wilhelm, cztery lata później doszło do wybuchu I wojny światowej.
II
Wiadomość o wypowiedzeniu wojny zastała rodzinę na wakacjach w Pusz­
czykowie. Natychmiast podjęto decyzję o powrocie do miasta. Na miejscu oka­
zało się, że przygotowania do wojny były w toku. „Poznań w planach strategicz­
nych przewidziany był jako jeden z głównych punktów oporu na wypadek

�„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

163

ofensywy rosyjskiej. Wśród ludności niemieckiej panował podniosły nastrój. Nikt
nie wątpił w rychłe zwycięstwo. Ulicami Poznania, przy dźwiękach orkiestry,
przemaszerowały oddziały miejscowego garnizonu, udające się na front i liczni
rezerwiści powołani pod broń. Witano ich z entuzjazmem. Do armii zgłaszało się
wielu ochotników, niekiedy 17-letnich chłopców" (Dzieje Poznania 1994, s. 759).
Również Wilhelm August chciał stawić się do wojska: „Chcieliśmy natychmiast
pospieszyć pod sztandary, umrzeć na polu walki, jeśliby tak chciał los. Dulce et
decorum est, pro patria mori!" (Dittrich, Pamiętnik, s. 102). Jednak, według
zarządzenia władz pruskich każdy, kto chciał być powołany do wojska a był
w szkole średniej, musiał najpierw zdać maturę. Wilhelm pisał: „Każdy z nas
chciał to zrobić, za wyjątkiem Polaków. Czy dla nich Niemcy coś znaczyły?
Przeciwnie! Oni mieli nadzieję dzięki tej wojnie zyskać szansę na powstanie
swojej ojczyzny" (Dittrich, Pamiętnik, s. 102).
Po maturze Wilhelm August natychmiast zgłosił się do armii pruskiej. Spot­
kało go jednak wielkie rozczarowanie. Z powodu słabego stanu zdrowia i mło­
dego wieku uzyskał odpowiedź odmowną. Dopiero po usilnych prośbach, popar­
tych nawet łzami, otrzymał przydział do mieszczącej się na poznańskiej cytadeli
kompanii telegraficznej. Taka decyzja nie ucieszyła ani Wilhelma Augusta,
ani jego ojca. Z ulgą przyjęła j ą natomiast Marianna, która wiedziała, że w ten
sposób syn nie będzie narażony na bezpośredni kontakt z wrogiem.
Augusta umieszczono wraz z innymi żołnierzami w poznańskiej twierdzy.
Już po kilku dniach stwierdził, że służba wojskowa „nie jest najłatwiejszym
kawałkiem chleba". Wraz z czternastoma kolegami ulokowany został w małym
pomieszczeniu, w którym nie mieściły się nawet łóżka. Żołnierze spali na podło­
dze, na materacach. Pobudka następowała o 5.30, pół godziny musiało wystar­
czyć na ubranie się, umycie i zjedzenie śniadania. Po posiłku odbywała się musz­
tra i ćwiczenia w terenie. Wilhelm podsumował ten okres życia: „Długie marsze,
strumienie potu, boląca od hełmu głowa, odciski na stopach, co to wszystko mia­
ło wspólnego ze świętą wojną na froncie, z miłością do ojczyzny? Tak myśleliś­
my za każdym razem przy tych mękach" (Dittrich, Pamiętnik, s. 127). Dopiero
po trzech tygodniach ćwiczeń zaczęto uczyć rekrutów obsługi telegrafu. Dalsze
szkolenie odbywało się w koszarach w Poznaniu, skąd żołnierzy rozsyłano do
konkretnych placówek. Wilhelm przebywał najpierw w Forcie Vila we wsi Mar­
celin, następnie w Zentrale der Grenadierkaserne, a także w szpitalu św. Łazarza.
W listopadzie 1914 r. skierowano go wraz z grupą dziesięciu żołnierzy na
front wschodni, w pobliże Mitau (obecnie Jelgawa), z rozkazem zbudowania cen­
trali telegraficznej. Wilhelm August pisał: „Było strasznie zimno, kiedy w górze,
na słupach, które wcześniej musieliśmy wkopać w zmarzniętą ziemię, rozciąga­
liśmy kable. W bezpośrednim sąsiedztwie zbliżającego się frontu, posuwaliśmy
się w bruzdach, które wcześniej wykopywaliśmy czekanami [...]. Często musie­
liśmy zrywać się w nocy, ponieważ połączenie telefoniczne zrywało się i trzeba
było je naprawiać" (Dittrich, Pamiętnik, s. 132).
Przed Gwiazdką 1914 r. August został zraniony odłamkiem granatu i skiero­
wany do lazaretu. Następnie posłano go na rekonwalescencję do Poznania, gdzie

�164

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

trafił tuż przed nowym rokiem. Na początku 1915 r. zgłosił się do koszar i otrzy­
mał przydział do znanej mu już centrali telefonicznej Grenadierkaserne. Służył
tam przez dwa lata, do czasu ponownego skierowania na front. Służba w Pozna­
niu przebiegała bardzo spokojnie. Obsługą telegrafu oprócz Wilhelma zajmowa­
ło się jeszcze dwóch żołnierzy: Żyd i Polak, noszący nazwisko Górski. August
posiadał także polskiego ordynansa, Pietschmanna, nieustannie pijanego i w tym
stanie przeklinającego Niemców i cesarza. Dyskusje z kompanami, jak twierdzi
autor wspomnień, wstrząsnęły jego obrazem świata: „Zrozumiałem, że w naszej
cesarskiej Rzeszy nie wszystko było wolne od złego. Wprawdzie strasznie się
niekiedy kłóciliśmy, lecz nigdy nie przyszło by mi do głowy kogokolwiek z po­
wodu jego pustej mowy zadenuncjować" (Dittrich, Pamiętnik, s. 137).
W czasie pobytu w Poznaniu Wilhelm August zaczął myśleć o swojej przy­
szłości zawodowej. Ponieważ w szkole średniej wykazywał zdolności do języ­
ków obcych, postanowił kontynuować naukę. Uzyskał zgodę swoich przełożo­
nych i po pracy uczęszczał na zajęcia do Kónigliche Akademie (Królewskiej
Niemieckiej Akademii) w Poznaniu. Akademia miała pełnić czołową rolę w krze­
wieniu niemieckiej kultury umysłowej we wschodnich prowincjach I I Rzeszy.
Cel ten starano się osiągnąć przez prowadzenie fachowych kursów naukowych
dla urzędników administracyjnych, prawników, nauczycieli, lekarzy itd. oraz
przez organizowanie prelekcji na wzór wykładów uniwersyteckich. Była to uczel­
nia wyższego typu, jednak pozbawiona prawa nadawania stopni naukowych.
Szkoła gwarantowała, że ukończone dwa semestry zostaną zaliczone po wojnie
na uniwersytecie. August ukończył cztery semestry, kiedy w styczniu 1917 r.
ponownie skierowano go na front.
Należał wówczas do 555 Divisions-Fernsprech-Abteilung, biorącej udział
w oblężeniu Dyneburga (obecnie Daugavpil). Za swój udział w walkach otrzy­
mał Żelazny Krzyż I I klasy i został mianowany podoficerem. Po krótkim urlopie
spędzonym w Poznaniu powrócił na front i wraz ze swoim oddziałem posuwał
się na wschód, do Pskowa. W tym czasie zachorował na figówkę gronkowcową
(ropne zapalenie skóry na brodzie i policzkach), w wyniku czego skierowano go
do szpitala w Wilnie, gdzie przebywał trzy tygodnie.
Kiedy ponownie wrócił pod Psków, front uspokoił się do tego stopnia, że
oficerowie, aby utrzymać dotychczasowe morale, musieli zapewnić żołnierzom
zajęcia. Raz na tydzień odbywały się prelekcje o kulturze i historii państwa
niemieckiego, w których żywo uczestniczył Wilhelm August, wzbudzając swy­
mi wystąpieniami szerokie zainteresowanie. Również, już w węższym gronie,
coraz częściej dyskutowano o losach przyszłych Niemiec, w tym o Poznaniu.
Wilhelm wspominał fragment takiej rozmowy z polskim lekarzem Leszczyńskim,
służącym w pruskiej armii: „Siedziałem i rozmyślałem nad losem Poznania,
kiedy poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu. To był lekarz, Polak o nazwisku
Leszczyński. Pocieszył mnie, jakby odgadł moje myśli: «Nie zwieszaj głowy,
wszystko będzie dobrze. Niemcom w Poznaniu nic się nie stanie» - Ha, nic się
nie stanie! W to wierzyłem ale nie mogłem pogodzić się z myślą, że Poznań
już nie będzie niemiecki. «Z pewnością nie bedzie» odpowiedział Leszczyński

�„ K I E D Y P O Z N A Ń BYŁ N I E M I E C K I "

165

beztrosko i cofnął swoją rękę. Cóż - on mógł się tylko cieszyć z takiego obrotu
rzeczy" (Dittrich, Pamiętnik, s. 166).
Po części z braku innych zajęć, a po części powodowany ciekawością świata
Wilhelm starał się nawiązać kontakt z miejscową ludnością. Zaprzyjaźnił się na­
wet z rosyjską rodziną Zarembów. Córka państwa Zarembów stała się dzięki
niemu żoną niemieckiego oficera. W czasie swego pobytu pod Pskowem August
odbył krótką wycieczkę krajoznawczą do Dorpatu w Estonii, gdzie zwiedził
najstarszy rosyjski uniwersytet.
10 listopada 1918 r. porucznik Claasen obwieścił żołnierzom, że cesarz Nie­
miec i król Prus Wilhelm I I abdykował, co powitano z wielkim entuzjazmem,
mimo świadomości, że wojna została przegrana. 25 listopada oddziały niemiec­
kie rozpoczęły wymarsz z Pskowa. Pociągi nie dochodziły już wówczas do mia­
sta, więc do najbliższej stacji trzeba było maszerować 15 km. W drodze powrot­
nej żołnierze często oglądali się za siebie, gdzie w oddali płonął Psków przejęty
przez bolszewików. Wszystkim było niezmiernie przykro, ponieważ przez czas
stacjonowania w mieście wielu żołnierzy zaprzyjaźniło się z miejscową lud­
nością. Pociągiem, który udało się w końcu złapać, można było dostać się tylko
do Dyneburga. Na miejscu żołnierze dowiedzieli się, że ustąpienie cesarza wcale
nie znaczy dla nich zwolnienie z wojska, lecz wcielenie do innych jednostek.
2 grudnia oddział został skierowany do Kónigsberg (Królewca), skąd żołnierze
wyruszyli do domów. Po powrocie, na dworcu w Poznaniu, Wilhelm został
zaczepiony przez dwóch polskich żołnierzy, którzy kazali mu oddać pas. Udało
mu się jednak wykręcić obietnicą, że natychmiast, kiedy tylko dotrze do domu,
pozbędzie się wojskowego ubrania.
Rodzice Wilhelma Augusta, w poczuciu zagrożenia ze strony Polaków,
w przededniu Powstania Wielkopolskiego opuścili mieszkanie przy Kronprinzenstr. 104 (obecnie ul. Górna Wilda) i przenieśli się do kamienicy należącej do
brata Karla, Augusta Dittrticha przy Tiergartenstr. 5 (obecnie ul. Zwierzyniec­
ka). Przyczyną przeprowadzki była również pogarszająca się sytuacja materialna
Marianny i Karla: „Na początku szał prawdziwej, ogromnej radości całego ludu,
marsz od zwycięstwa do zwycięstwa [...] nadzieja na szybkie zakończenie walk.
Lecz przecież front wzmacniał się, dochodziło do okropnych walk w okopach,
przy dźwiękach werbli. Coraz mniej było środków żywnościowych, niemiecki
naród zaczynał głodować. Z niemal codziennego, jednogarnkowego dania z su­
szonych warzyw, z bezziarnistego chleba bez masła, długo nie można było prze­
żyć" (Dittrich, Pamiętnik, s. 124).
Obok wspomnianych Dittrichów, przy Tiergartenstr. zamieszkiwał wówczas
syn Augusta - dr Arthur Dittrich wraz z rodziną. Wilhelm wspominał z rozrzew­
nieniem, że jeszcze dwa miesiące przed zakończeniem wojny w nowym miesz­
kaniu świętowano w gronie całej rodziny srebrne wesele jego ojca. Już wtedy
wujek Oskar Dittrich przewidywał przegraną Niemiec. W domu jednak panowała
atmosfera patriotyczna. Inny wujek, Hans Dittrich, przygotował dla rodziców
specjalną pieśń z życzeniami dla jubilatów, do melodii „Deutschland, Deutschland
über alies". Odzwierciedlało to nastroje panujące wówczas wśród niemieckich

�166

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

mieszkańców miasta. Nawet pod koniec wojny, kiedy przegrana była nieunik­
niona, Niemcy odrzucali myśl o zmianach terytorialnych. Poznań miał pozostać
w ich rękach. Oficjalnie nie pojawiały się ostre wypowiedzi antypolskie, admini­
stracja zabraniała oświadczeń, mających zaognić stosunki między państwem
a ludnością polską. Jednak w rozmaitych wykładach i wystąpieniach podkreślano,
że Poznańskie na zawsze zostanie połączone z koroną pruską. Hakata nawoływała
do pełnej mobilizacji wszelkich organizacji niemieckich i rozwinięcia propa­
gandy wśród ludności polskiej, polegającej m.in. na straszeniu niskimi płacami
w Polsce, słabo rozwiniętymi świadczeniami socjalnymi itd.
Wraz z zakończeniem wojny rodzinę spotkało całe pasmo nieszczęść. W wyni­
ku panującej w Poznaniu grypy zmarła 19-letnia Imgard - córka Oskara Dittricha.
Ciężko przeszła chorobę również Marianna, której życie ledwie udało się ura­
tować. Rodzina była przerażona zmianami zachodzącymi w mieście. Jak już
wcześniej przewidywał Wilhelm August, Poznań z dnia na dzień przestawał być
niemiecki: „Często wędrowałem ulicami, które zupełnie się zmieniały. Słyszało
się coraz więcej ludzi mówiących po polsku. Niemcy byli zaczepiani, potrącani.
Towary w oknach wystawowych sklepów reklamowano wyłącznie po polsku.
Wielu niemieckich żołnierzy cofało się do koszar. Nawoływano do wstępowania
do straży obywatelskiej" (Dittrich, Pamiętnik, s. 157). W innym miejscu pisał:
„Już pod koniec 1918 r. Polacy przejęli władzę w Wielkopolsce. Moja ukochana
ojczyzna Poznań została utracona!" (Dittrich, Pamiętnik, s. 124).
W 1919 r. Wilhelm August otrzymał oficjalne zwolnienie z armii niemieckiej
i postanowił podjąć studia na uniwersytecie we Wrocławiu, na dwóch fakulte­
tach: filozoficznym i filologicznym. We Wrocławiu zamieszkiwali jego krewni,
córka Richarda Dittricha - Wally wraz z mężem Karlem Dumkę i dwójką dzieci,
na których zawsze mógł liczyć. Dzięki pomocy kuzynki wynajął pokój i zaczął
skromne, studenckie życie.
W tym czasie jego rodzicom, którzy pozostali w Poznaniu powodziło się co­
raz gorzej. Kształcenie obydwu synów (Herbert uczęszczał do Elisabeth-Gym­
nasium) było bardzo kosztowne, a Karlowi groziło zwolnienie z pracy na po­
czcie, gdzie coraz częściej zatrudniano Polaków. W końcu udało mu się w lipcu
1919 r. uzyskać przeniesienie do Wrocławia. Los wydawał się wówczas bardziej
sprzyjać Dittrichom. Okazało się, że nawet nie trzeba było sprzedawać mieszka­
nia, znalazła się bowiem polska rodzina, która przenosiła się w tym czasie do
Poznania, dokonano więc zamiany.
Jak podają źródła, najwięcej Niemców opuściło Poznań w latach 1919-1921.
Pierwsi wyjechali ci, którzy przed wybuchem Powstania stanowili aparat pań­
stwa pruskiego, czyli urzędnicy, policjanci, wojskowi z rodzinami. Nieco póź­
niej taką decyzję podjęła przytłaczająca większość zamieszkałych tu Niemców,
reprezentujących wszystkie grupy zawodowe i społeczne. Wyjeżdżano z przy­
czyn ekonomicznych i politycznych. Niemcy obawiali się pogorszenia lub utraty
dotychczasowych warunków egzystencji, zdegradowania do rangi mniejszości
narodowej, odwetu Polaków za prześladowania doznane przed 1919 r. itd. Duże
znaczenie miały także czynniki psychiczne.

�„KIEDY P O Z N A Ń BYŁ N I E M I E C K I "

167

Kiedy Marianna i Karl przybyli do Wrocławia okazało się, że zostali oszu­
kani. Zostawili przestronne, dobrze urządzone mieszkanie, a zyskali kompletnie
zrujnowane pokoje. Po długich poszukiwaniach udało im się w końcu znaleźć
dach nad głową w przyzwoitej kamienicy przy Gottschalkstr. 6. Czteroma poko­
jami musieli jednak wkrótce podzielić się z innymi członkami rodziny. Do Wro­
cławia bowiem w ich ślady sprowadzili się: brat Karla, Oskar, z żoną Grete
i dwójką dzieci oraz siostra Marianny, Paula, z mężem Waldemarem Prietzem.
W rezultacie Karlowi, Mariannie, Herbertowi i Augustowi pozostały dwa pokoje
i komórka, którą przerobiono na sypialnię i pracownię Wilhelma. W pamiętniku
odnajdujemy krótką refleksję dotyczącą tamtych czasów: „Było nas dziesięć
osób, spotykaliśmy się codziennie w dużym pokoju rodziców. Od czasu do czasu
dochodzili do nas dodatkowi goście, tak, że nieustannie panował u nas duży ruch
i wrzawa. Ale zawsze wszyscy się świetnie dogadywaliśmy, wiedzieliśmy prze­
cież, że jest to sytuacja przejściowa"(Dittrich, Pamiętnik, s. 170). Rzeczywiście,
po pewnym czasie wujowie, pracujący podobnie jak Karl na poczcie, zaoszczę­
dzili nieco pieniędzy i wyprowadzili się do własnych mieszkań.
Na zakończenie studiów Wilhelm August przygotował dwie rozprawy, jedną
po francusku i jedną filozoficzną, lecz w sumie ukończył studia ze znajomością
trzech języków: francuskiego, angielskiego i rosyjskiego. W 1921 r. rozpoczął
praktyki w Breslauer-Johannes-Gymnasium. Po ukończeniu studiów każdy
nauczyciel otrzymywał przydział do pracy w konkretnej szkole. Wilhelmowi
zaproponowano objęcie stanowiska w gimnazjum dla dziewcząt we Wrocławiu,
lecz on miał inne plany. W Zgorzelcu czekała na niego przyszła żona, Wally
Fischer. Jeszcze przed ślubem ukończył trzeci fakultet - język rosyjski i napisał
pracę doktorską z pedagogiki. Wilhelm August powrócił na Śląsk, gdzie zaczął
się przed trzystu laty polski wątek historii rodziny Dittrichów.
Mimo tak długiego pobytu w Polsce Dittrichowie pozostali Niemcami. Ro­
dzina przez pokolenia podlegała konfrontacji z innymi narodowościami, najpierw
mieszkając na Śląsku, później w Poznaniu. Trwanie w niemieckości było formą
utrzymania jedności i niezależności od innych. Adaptacja do życia w Wielko­
polsce przebiegła bezproblemowo, głównie dzięki obecności innych Niemców,
powszechnemu zastosowaniu języka niemieckiego, silnie ugruntowanej niemiec­
kiej tożsamości i przekonaniu, że ten teren na zawsze już pozostanie w rękach
pruskich. Dittrichowie uznali Poznań za swą ojczyznę, będącą nieodłączną częś­
cią Rzeszy. Czytając pamiętnik można odnieść wrażenie, że Polaków w Wielko­
polsce prawie nie było. Wspomnienia Wilhelma Augusta nie zawierają żadnych
zapisków o oporze miejscowej ludności wobec władzy niemieckiej, o jej dąże­
niach niepodległościowych, których przecież wszyscy członkowie rodziny byli
świadkami. Nie pojawiają się też jakiekolwiek refleksje dotyczące prawa do za­
mieszkiwania Niemców w regionie przemocą zajętym i przez wiele dziesięcioleci
zarządzanym przez Prusaków. Świadczy to prawdopodobnie o celowej igno­
rancji autora wobec faktu kilkusetletniej przynależności miasta do Polski. Jego
uznanie spowodowałoby, że Wilhelm August - zagorzały niemiecki patriota,
musiałby wyciągnąć niezbyt dla Rzeszy korzystne wnioski. Być może jednak

�168

AGNIESZKA

SZCZEPANIAK-KROLL

był to zabiegi świadomy, autor starał się bowiem opisywać codzienne życie swoje
i bliskich, pomijając doniosłe fakty, nie będące bezpośrednim udziałem rodziny,
znane wszystkim z historii. Wilhelm August interesująco pokazał specyfikę
życia w mieście na przełomie dwóch wieków. Wspomnienia są świadectwem
tego, jak wyglądała codzienna egzystencja niemieckich mieszkańców stolicy
Wielkopolski, wypełniona przede wszystkim pracą i nauką, ale i pełna rozmai­
tych rozrywek. Okazuje się, że życie w mieście znajdującym się pod zaborem
pruskim było niezwykle barwne. Ówcześni niemieccy Poznaniacy korzystali
w pełni ze stworzonych specjalnie dla nich lub odpowiednio zmodyfikowanych
instytucji, takich jak: kino, teatr, restauracje. Kwitło życie rodzinne i towarzy­
skie. Z polskimi i żydowskimi sąsiadami Niemcy starali się żyć zgodnie, zachowu­
jąc jednak odpowiedni dystans. Zamieszkiwanie obok siebie powodowało jednak,
że mimowolnie w podobny sposób wychowywano dzieci, spędzano wolny czas,
czy wakacje. Z czasem okazało się, że zarówno Polacy, jak i Niemcy podzielają
wspólne wartości: pracowitość i gospodarność, co z kolei przyczyniło się do
ugruntowania funkcjonującego do dziś etosu Poznaniaka. Prusacy przyczynili
się do zmodyfikowania takich instytucji, jak poczta, czy kolej, wznieśli szereg
budowli charakterystycznych dla Poznania. Przywiązanie do miasta, w równym
stopniu reprezentowane przez ówczesnych Polaków i Niemców, doprowadziło
do powstania specyficznego patriotyzmu lokalnego. Uwidocznił się on szcze­
gólnie w czasie I wojny światowej, kiedy Polacy i Niemcy, w tej samej armii,
z jednakowym oddaniem walczyli o tę samą poznańską ojczyznę, choć pierwsi
pragnęli by była ona częścią Polski a drudzy - Niemiec.

ARCHIWALIA
Dittrich

W . A . Pamiętnik

Wilhelma Augusta

Dittricha,

1.1, kopia p r z e c h o w y w a n a w P r a c o w n i

E t n o l o g i i I A i E P A N w Poznaniu.

LITERATURA
Bogucka

M.

Historii

1996, Ż y c i e codzienne - spory w o k ó ł p r o f i l u b a d a ń i d e f i n i c j i ,

Kultury

Materialnej',

Kwartalnik

nr 3, s. 2 4 7 - 2 5 3 .

Chutkowski

J. 1996, Opowieści

Dzieje

1994, J. Topolski, L . T r z e c i a k o w s k i (red.), t. I I , c z . l , W a r s z a w a - P o z n a ń , P a ń ­

Poznania

o dawnej Legnicy,

Legnica, W y d a w n i c t w o „ A t u t " .

stwowe W y d a w n i c t w o N a u k o w e .
Estkowski

E. 2 0 0 1 , Czego u c z y ć w polskich s z k o ł a c h elementarnych w o g ó l e a w w i e j s k i c h

s z c z e g ó l n i e (wypracowanie odczytane na X I I I . posiedzeniu pedagogicznem w Poznaniu),
Kronika
Galas

Miasta

A., G a l a s

Jakóbczyk

Poznania:

Pensje,

A . 2 0 0 1 , Dzieje

W. 1976, Pruska

gimnazja,

Śląska

Komisja

licea, nr 4, s.55-70.

w datach,

Osadnicza

Wrocław, Wydawnictwo „Rzeka".

1886-1919,

Poznań, Wydawnictwo Poznań­

skie.
Jakóbczyk
Jaworski

W. 1989, Kolonizatorzy

i hakatyści,

Poznań, Wydawnictwo Poznańskie.

R. 1990, K i l k a refleksji nad dziejami W i e l k o p o l a n e k w X I X i na p o c z ą t k u X X w.,

[ w : ] Kobieta

i społeczeństwo

na ziemiach

polskich

w XIX w., A . Ż a r n o w s k a , A . Schwarz

(red.), Warszawa, Instytut H i s t o r y c z n y U n i w e r s y t e t u Warszawskiego, s.25-35.

�169

„KIEDY P O Z N A Ń B Y Ł N I E M I E C K I "

Karolczak

W. 1995, L u d w i k o w o - kurort dawnego Poznania, Przegląd

Wielkopolski,

nr 3 - 4 ,

s. 6 6 - 6 9 .
Makowski

K . 1992, Rodzina poznańska

w I polowie

XIX w., P o z n a ń , W y d a w n i c t w o N a u k o ­

we U A M .
M a t e 1 s к i D . 1997, Mniejszość

niemiecka

w Wielkopolsce

w latach 1919-1939,

Poznań, Wy­

dawnictwo Naukowe U A M .
Mrugalska-Banaszak

M . 1999, Wilda - dzielnica

Poznania

1253-1939,

Poznań, Wy­

dawnictwo Miejskie.
Szarota

T. 1996, Ż y c i e codzienne - temat badawczy, czy t y l k o popularyzacja?,

Historii

Kultury

Trzeciakowscy

Materialnej,

Kwartalnik

nr 3, s. 2 3 9 - 2 4 5 .

M . i L . 1987, W dziewiętnastowiecznym

Poznaniu,

Poznań, Wydawnictwo

Poznańskie.
AGNIESZKA SZCZEPANIAK-KROLL
A L L T A G S L E B E N i N P O S E N U M D I E W E N D E D E S 19. J A H R H U N D E R T S
AUS DER PERSPEKTIVĚ DEUTSCHER FAMILIE DITTRICH
Die

Z u s a m m e n fas s u n g

D i e Alltagsgeschichte Posens wurde fast auschlieBlich aus polnischer Sicht dargestellt. D e r
A r t i k e l iiber die deutsch-posener F a m i l i e D i t t r i c h versucht diese L ü c k e auszufiillen u n d stiitzt
sich h a u p t s á c h l i c h a u f das Tagebuch W i l h e l m A u g u s t D i t t r i c h s , einem M i t g l i e d einer deutschen
F a m i l i e . Diese lebte seit dem 18. Jahrhundert ais deutsche I m m i g r a n t e n z u n á c h s t i n L i e g n i t z u n d
iibersiedelte i n der ersten H á l f t e des 19. Jahrhunderts nach Posen. Der Verfasser des Tagebuchs,
er w a r zu Ende des 19. Jahrhunderts i n Posen geboren und hat dort seine Jugendzeit verbracht,
beschreibt i n seinen Erinnerungen sowohl seine F a m i l i e ais auch das Leben seiner Heimatstadt.
T r o t z des langen Aufenthalts i n Polen und der s t á n d i g e n K o n f r o n t a t i o n m i t einer anderen N a t i o n
hat sie sich, u m ihre U n a b h á n g i g k e i t und den Zusammenhalt der F a m i l i e zu bewahren, i m m e r als
Deutsche angesehen. Das Tagebuch vermittelt den E i n d r u c k , daB zwar die F a m i l i e D i t t r i c h Posen
als ihre H e i m a t angesehen haben, i n der keine Polen wohnten u n d die zweifelsohne fur i m m e r i n
deutschen H á n d e n bleiben s o l í t e . Es ist heute n i c h t mehr zu ermitteln, ob der Verfasser w o h l b e kannte Tatsachen, z . B . den Widerstand der Polen gegen die preuBische Regierung, absichtlich,
oder w e i l sie die Belange der F a m i l i e nicht unmittelbar betrafen, unerwahnt lieB. Dennoch d o k u mentiert das Tagebuch, trotz der aufgezeigten M a n g e l , einen E i n d r u c k v o m A l l t a g s l e b e n Posens
u m die Wende z u m 20. Jahrhundert.

A. Sz.-K

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6108" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6088">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5b1fa42dd44dd300624dd06b3a40c0cc.pdf</src>
        <authentication>c2a77a8d80bfd945f17876186bf6429e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72870">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6519</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72871">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72872">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72873">
                <text>anthropology of memory</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72874">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72875">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72876">
                <text>Caillois, Roger (1931-1978)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72877">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6091</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72878">
                <text>Anthropology as the a Mask, a Costume, a Metaphor:the case of Michel Leiris and Roger Caillois/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72879">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72880">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72881">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72882">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72883">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72884">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72885">
                <text>During the epoch of my artistic beginnings in about
1930 it was demanded that a person should be predomi­
nantly authentic. (...) I, however, remember that already
as a boy I knew - and this was instinctive knowledge —that
it is impossible to be “authentic" or “defined”...
I admire science, (...) but I fear that it is impossible to
eliminate that word “I”, it is a much too strong part of us.
(Witold Gombrowicz,
Byłem pierwszym strukturalistą)

I

n Byłem pierwszym strukturalistą Witold Gombro­
wicz conducted an interview with himself, and
responding to successive questions he "justified”
his philosophical inspirations and assumed the langu­
age of scientific discourse. This is a “game played with
the scientific”: the author simultaneously scoffed and
spoke quite seriously. In his witty, brief text, science
- philosophy, anthropology - is used as a manner of
keeping a distance towards oneself. The characteristic
feature of this instrument is a split of the language,
which creates the distance. A fissure.
That, which Gombrowicz regarded as a merely epi­
sodic game with the convention of “the scientific” one of the many cases in his "laboratory of the form”
- became a fundamental creative strategy (but also
a life strategy) for several protagonists connected in
their youth with Surrealism. Michel Leiris and Roger
Caillois are the authors of two strange autobiogra­
phies: L ’Âge d’homme and an autobiographical essay
unpublished during the author’s lifetime: La Nécessité
d’esprit. Leiris began working on L ’Âge d’homme before
he was thirty years old, while Caillois wrote La Néces­
sité d’esprit, his first book, while aged less than twenty.
Two books, treating autobiography in a truly Surreal­
istic manner, tell the story of a non-experienced life,
which had actually just started.
L ’Âge d’homme and La Nécessité d’esprit also pertain
to another theme, albeit in a manner far from obvious:
the attitude of the authors to "the scientific”. Regard­
less how one perceives this, Leiris and Caillois were,
after all, scholars (an ethnographer and a sociologist).
Their learned analyses could yield the impression that
science - in this case, anthropology - is not a purpose
in itself, that things are not as they should be. This is
the case of some sort of insincerity, of ’’something else”
being at stake: here, anthropology can be a metaphor,
a mask or a theatrical costume. A t times, the texts are
closer to the mocking quasi-scientific nature of Gombrowicz’s Byłem pierwszym strukturalistą than to genu­
ine “Science”. How is one to trust Leiris if in the wake
of his extremely subjective L ’Afrique fantôme, whose
premise was a negation of all scientific methods, he
wrote two academic and meticulous books about the
language of the Dogon people and Ethiopian posses­
sion cults?
193

TOMASZ SZERSZEŃ

Anthropology as a
Mask, a Costume, a
Metaphor: the Case of
Michel Leiris and
Roger Caillois
In the case of Leiris, interest in ethnography co­
incided in time with the commencement of work on
L ’Âge d’homme. This was also the moment when he
became involved in editing the avant-garde periodical
"Documents”, in which anthropology and ethnogra­
phy were for the first time applied as a sui generis quasi­
scientific quality, a scientific discourse shifted, opened,
sometimes mocked and simultaneously illusively proposed
precisely as a scientific discourse. 1 It was for the needs
of "Documents” that Leiris "assumed the guise of an
ethnographer” and adapted himself - in the manner
of one of the insects described by Caillois - to “writing
science”.
Interpreters ignore the fact that the publication
of L ’Âge d’homme more or less coincided with Leiris
winning the title of a professional ethnographer. The
time in which he wrote his curious autobiography thus
ideally overlaps with becoming an ethnographer - first
studied publications, first written texts, an expedition
to Africa, and successive passed exams. The Leiris
Bildungsroman is, therefore, also a metaphor of initia­
tion into ethnography, a literary equivalent of rite de
passage. After the publication of L ’Âge d’homme Leiris
began work at the Parisian Musée de l’Homme where
he held a high post. “Being an ethnographer” thus be­
came a fact, a social role, a permanent mask, which
the author of L ’Afrique fantôme treated very seriously,
as evidenced by the fact that his studies at the Musée
were used only for scientific pursuits; he wrote poetry
at home.
Leiris was deeply concerned with becoming an eth­
nographer and the ensuing consequences. Paradoxi­
cally, probably the most interesting commentary are
his theses in a book about zâr cults: La Possession et
ses aspects théâtraux chez les Ethiopiens de Gondar, with
Leiris developing some of the conceptions from Sar­
tre’s L ’Etre et le néant: in the fashion of Sartre’s waiter
the possessed plays with his status in order to realise it.
2 While describing the cult and its participants Leiris
metaphorically depicted his personal situation: he
constantly played with the status of man of science, of

�Tomasz Szerszeń • ANTHROPOLOGY AS A MASK, A COSTUME, A METAPHOR: THE CASE OF MICHEL LEIRIS AND ROGER CAILLOIS

“being an ethnographer”, in order to realise this situa­
tion. Similarly as in the zâr cult where, as he wrote, it
is sometimes difficult to distinguish cases of authentic
possession (“the experienced theatre”) and possession
feigned for the sake of gaining some sort of benefit
("the performed theatre”), reading texts by the author
of L ’Afrique we never know for certain whether he was
not merely performing the role of an ethnographer.
The case of Roger Caillois is much more complicat­
ed since the costume of the scholar which he donned
fits him perfectly. This personality trait was excel­
lently captured by Emil Cioran in his sketch: Caillois
commenced fittingly, by studying and even behaving
like a student, as testified by the reservations he made
in L ’Âge d’homme (1939), in which he put his teach­
ers’ minds at rest by requesting that they ignore the
last pages of the book in which he took the liberty of
transgressing the limits of “positive thought” and de­
veloped several metaphysical reflections. A t the time,
he produced the impression that he believed the his­
tory of religion, sociology and ethnology... .3 Cioran,
therefore, refused to be seduced and did not really
have faith in in the scientific guise of Caillois: there,
where others saw an academician he observed an ac­
tor wearing a costume. Accounts by some students at
the College of Sociology reflect this feeling of malad­
justment: at the time of the lectures Caillois was only
slightly over twenty years of age - “too little” for a seri­
ous scholar and desperately clinging onto theoretical
language and academic distance. True, the attitude of
the author of L ’homme et le sacré to “the scientific” is
something of an obsession. In his works from that early
period Caillois incessantly posed and opted for the de­
fensive. He not only ”calmed the teachers”, as Cioran
noticed, but also performed a series of reservations:
in a preface to La Nécessité d’esprit he wrote that his
work was a document, whose interpretation was also a
document. 4 We find ourselves in a domain of science
to the umpteenth degree, science with a capital S. The
same motif was broached by Denis Hollier in his essay:
Crainte et tremblement à l’âge du surréalisme: Caillois’
work is hard to categorize. But not for the same reason as
Bastille’s, Blanchot’s or even Sartre’s; Caillois does not mix
registers of discourse, nor does oscillate between theory and
fiction. Instead, his work is hard to categorize because of
the perverse way he chooses to play, almost excessively, in
the less literary of those two registers: the theoretical. (...)
These defensive origins may explain why it is so difficult to
situate his work within the typology of theoretical writings.
There is something heterodoxical, oblique, disquieting, and
even occasionally hypocritical in the relation to knowledge
that Caillois’ writing puts into play. In his essays erudition
tilts toward destabilising adventures that function quite dif­
ferently from a search for truth. Caillois was one of Jorge
Luis Borges’ first French translators. I order to exorcize
the temptations of fiction he adapted the mask of science in

a way that recalls Borges’ imaginary encyclopaedias. But
the science in question is unrecognizable; it seems to have
become its own double. 5
The author’s self-portrait as a thorough academi­
cian ceases, however, to be uniform and obvious when
we reach for his posthumously published La Nécessité
d’esprit, in which Caillois tried to capture the essence
of poetic imagination in statu nascendi as exemplified
by his own person. This poetic imagination is to be
X-rayed and described with the assistance of the most
scientific instruments possible - scientific rigour is to
be a response to écriture automatique while an exami­
nation of inner “necessities” and “rigours” is to replace
an unfettered game of the imagination, that prime slo­
gan of the Surrealists.
La Nécessité d’esprit, a strange, marginal attempt at
redefining Breton’s vision of Surrealism, is mysterious­
ly connected with another text by Caillois. In his bril­
liant analysis contained in the essay: Crainte et tremble­
ment à l’âge du surréalisme Denis Hollier drew attention
that La Mante Religieuse, one of the earliest and, at the
same time, best known texts by the author of L ’homme
et le sacré, was originally planned as part of the auto­
biographical La Nécessité d’esprit. The first version of
La Mante Religieuse was issued in “Minotaure” in 1933,
and at the end of the text Caillois announced that the
next part would deal with his ”personal experiences”.
There was no subsequent part, however, since Caillois
resigned from the publication of La Nécessité d’esprit
and La Mante Religieuse appeared in the collection: Le
Mythe et l’homme, but already without any personal or
autobiographical allusions.
From the very first moment the praying mantis
draws man’s attention to its silhouette 6 - Caillois
wrote. True, Hollier recalled that during the vaca­
tions of 1928 Caillois actually saw a praying mantis
for the first time. The same day, we must believe the
systematic researcher, marked Caillois’ sexual initia­
tion. The connection between the praying mantis and
autobiography thus becomes obvious. We are dealing
with another, after Leiris’ Judith, astonishing autobio­
graphical component involving a woman killing a man
and the motif of decapitation since, the author argued,
a praying mantis can live without its head. Here is a
comment by Denis Hollier: Indeed, it is difficult to avoid
an impression of defeatism when one sees a man choose
to expose his first person, choose to expose himself in the
first person, in front of a maneater. And what the material
history of the text relates, what happened to the text itself
between the time Caillois wrote it and the time he pub­
lished it, is, literally, the defeat of the first person, since the
versions published by the author in his lifetime eliminate all
personal references. It is as if the first person of the autobi­
ography (The Necessity of the Mind) had been gnawed
away, dissolved from within, before being absorbed and
assimilated by the third person of the study on the pray­

194

�Tomasz Szerszeń • ANTHROPOLOGY AS A MASK, A COSTUME, A METAPHOR: THE CASE OF MICHEL LEIRIS AND ROGER CAILLOIS

ing mantis (Le myth et homme). It is difficult, here, not
to speculate on this double disappearance, the coincidence
that inflicts on the author’s first person the fate that befalls
the masculine partner of the tragic love he relates. (...) The
female’s devouring (outside the text) of her sexual partner
is echoed by the text’s devouring of its foretext. It is as if
the meeting with the mantis had the effect of depersonal­
izing Caillois’ voice: his first person, at least his literary
first person, did not survive The Necessity of the Mind.7
Ending his analysis, Holier returned to La Nécessité
d’esprit, which he described as: the autobiography of a
subject literally possessed by his own absence. 8 The pray­
ing mantis, in the fashion of Judith, is thus associated
with an autobiographical project of describing empti­
ness, a life not yet experienced, whose place was taken
by science.
Science - sociology, anthropology - was for Caillois a mask concealing the temptation of writing an
autobiography, a metaphor of his existential situation.
Underneath the costume of a thoroughgoing scientific
stance something else is hidden. A t the time of his ear­
liest works Caillois admired St. Ignatius of Loyola. The
author of La Mante Religieuse recalled that Loyola’s ex­
ample first inspired him to start the periodical “Inqui­
sitions”, and then, in 1937, to establish the College
of Sociology. Caillois described the science pursued at
the College as “holy sociology”. Could it be that Caillois, that exemplary researcher, authentically, albeit
in a cleverly concealed manner, experienced the force
of vocation? In 1947 the critic Roland (sic!) Caillois
published in “Critique” an article about Caillois and
the College: Roger Caillois ou l’inquisiteur sans église.9
It describes Caillois’ severe intellectual rigour by com­
paring him to Loyola but the kind of Loyola who be­
came familiar with Durkheim and attended courses
held by Marcel Mauss. It is highly likely that inspired
by the Jesuit spirit Caillois treated writing/studies as
“spiritual exercise” of sort, which, after all, as Roland
Barthes proved in his sketch about St. Ignatius, is a
“search for the language” (The invention of a language this is then the object of the Exercises 10). Jesuit discipline
and severity implemented by Caillois at the College
had a second, darker, and certainly less well-known
side: it involved political motifs carefully camouflaged
by a scientific costume. Years later, Caillois described
that strange commitment on the very eve of the war
(recall, the College was active in 1937-1939): It was
particularly true among those of us who had founded the
College de Sociologie, dedicated exclusively to the study of
closed groups: societies of men in primitive populations,
initiatory communities, sacerdotal brotherhoods, hereti­
cal or orgiastic sects, monastic or military orders, terrorist
organisations, and secret political associations of the Far
East or from the murky periods in European history. We
were enthralled by the resolve of those men who, from time
to time throughout history, apparently wished to give firm
195

laws to the undisciplined society that could not satisfy their
desire for rigor. With sympathy we observed the progress
of those people who withdrew from such a society in dis­
gust and went to live elsewhere, under harsher institutions.
However, some among us, who were full of fervour, could
not readily resign themselves to merely interpreting; they
were impatient to act for themselves.11
While discussing stands of the French intellectuals
during the 1930s, Zee Sternhell, an historian of French
political thought, drew attention to the fact that resist­
ance against fascism was never frontal, but assumed
assorted forms of mimetic subversion, which adapts
and reverses the direction of the words uttered by the
enemy in an attempt to precede him in his own ter­
rain and vanquish him while deploying his weapons.12
This chameleon strategy was applied at the time by
Bataille and, predominantly, by Caillois. During those
years, their political ideas, disturbing and genuinely
schizophrenic, oscillated between two extremes: com­
munism and fascism. The ambivalence was expanded
to such a degree that J acques Bénet, a reviewer writing
for Cahiers du Sud and discussing the views expounded
by Caillois, accused him of fascist sympathies; then, in
an erratum he significantly corrected his opinion by
admitting that Caillois did harbour communist sym­
pathies, adding that this in no way changed his thesis.
13 This authentic story says much about Caillois: we
shall not commit abuse if we say that he suffered from
psychasthenia - a psychological disorder characteristic
for an inability to make a decision. Caillois rendered
psychasthenia the topic of one of his first texts (also
published in “Minotaure”): Mimétisme et psychastenie
légendaire, linking it with mimicry - the assumption of
camouflage. Could it be that the costume of a scholar
and the mask of methodical knowledge were to serve
Caillois for a masterful description of his own psychic
and existential situation? Was the theory of the am­
bivalence of the sacrum and its bipolar features - re­
call: right and left, two elements of the sacrum: in the
heart of one we always find a particle of the other initiated during lectures at the College and expanded
in L’homme et le sacré, actually a description of political
ambivalence in which two extremities (right and left)
were close and radically opposed the profanum, i.e.
the (democratic) centre? Did the timid young scholar
dream not only about secret societies but also about
solutions far exceeding the rules of democracy?
The texts by Leiris and Caillois are the reason
why we remain helpless. We shall never know for
certain the nature of that, which had been proposed
for a scientific discourse. Perhaps it is a metaphor, a
mask? A game played with textual mirrors, in which
the authors supplied the best keys for the interpreta­
tion of their texts that, in turn, function as perverse
self-comments? This is a science, which, as in the case
of the headless Acephale, is always missing something,

�Tomasz Szerszeń • ANTHROPOLOGY AS A MASK, A COSTUME, A METAPHOR: THE CASE OF MICHEL LEIRIS AND ROGER CAILLOIS

7

in which something is not in its right place: shifted,
multiplied, treated lightly. This is a science created to
destroy the naïve researcher just as the cruel praying
mantis would do.

8

Endnotes
1 K. Rutkowski, Paluch, "Konteksty” 3-4/2007, p. 257.
This text is a commentary to Bataille's essay: The Big Toe
in the last issue of "Documents” (no. 8/1930).
2 J. Jamin, Introduction, in: M. Leiris, Miroir de l’Afrique,
Gallimard 1996, pp. 40-44.
3 E. Cioran, Ćwiczenia z zachwytu, Warszawa 1998, p. 94.
4 R. Caillois, La Nécessité d’esprit (avant-propos), Gallimard
1981, p. 18.
5 D. Hollier, Crainte et tremblement à l’âge du surrealism, in:
Les Dépossèdes (Bataille, Caillois, Leiris, Malraux, Sartre),
Paris 1993, pp. 131-132.
6 R. Caillois, Modliszka, in: Odpowiedzialność i styl,
Warszawa 1967, p. 151.

9
10
11
12

13

196

D. Hollier, Crainte et tremblement à l’âge du surrealism, in:
op. cit., p. 134.
D. Hollier, Crainte et tremblement à l’âge du surrealism, in:
op. cit., p. 136. It is worth mentioning that the leitmotif
of Hollier's book is composed of forms of this paradoxi­
cal presence-absence of the subject of an autobiography.
The French title: Les Dépossèdes and its English language
version: Absent without Leave, excellently reflect this
experience of emptiness: there is no need to lose one's
life in order to die.
In: “Critique, no. 8-9/1947, p. 29.
R. Barthes, Sade, Fourier, Loyola, p. 54.
R. Caillois, Approches de l’imaginaire, Paris 1974, pp.
92-93.
Z. Sternhell, Ni droite ni gauche, p. 267. Cf. also D.
Hollier, De l’équivoque entre literature et politique, in: Les
Dépossèdes (Bataille, Caillois, Leiris, Malraux, Sartre),
Paris 1993, pp. 109-130.
P Missac, Avec des cartes truquées, “Cahiers du Sud”, no.
216/1939.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7548" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7528">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9fa33bad58f59b7a5f7acb293ae127a5.pdf</src>
        <authentication>f6e3a44490977a0c49e9006e7f34901e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90077">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6388</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90079">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90080">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90081">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90083">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90084">
                <text>Michel Leiris instrukcja obsługi/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90086">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.7-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90088">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90090">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90092">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90094">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90096">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90100">
                <text>„Okazało się, że nie ma o czym pisać - nie potrafił zna­
leźć powiązania pomiędzy absurdem i banałem, który wypeł­
niał dzień a poważnym zadaniem stawiania słów na papierze.
(...) Dopóki brał udział w swoim życiu, nie mógł o nim pisać.

TOMASZ SZERSZEŃ

Jedno zaczynało się tam, gdzie kończyło drugie.”
(Paul Bowles Pod osłoną nieba)

Michel Leiris instrukcja
obsługi

„Wypełnię wolny czas, jaki mi pozostaje pisaniem. Opi­
szę szczerze historię mojej kuracji.”
(Italo Svevo Zeno Cosini)
„Doktor darzy też zbyt wielkim zaufaniem te moje prze­
klęte wyznania (...) nie wie, co to znaczy pisać po włosku dla
nas, którzy mówimy dialektem triestańskim, a nie umiemy
nim pisać. Spowiedź na piśmie jest z naszej strony zawsze
kłamstwem.”

proustowskiego Marcela, który ostatecznie odnajduje
swe powołanie i może wreszcie rozpocząć (lub raczej
zwieńczyć) pracę nad „dziełem życia”, Michelowi nie
objawia się nigdy „rozwiązanie” - tajemnica pozostaje
tajemnicą.
Rien n’est jamais fini. Skoro życie jest nieustającą
walką ze śmiercią - jej odwleczeniem - pisanie może
być walką z pustką, czy, jak pisał o autorze L ’Afrique
fantôme Edmond Jabès, łataniem dziury za pomocą
słów (czy jednak - jak pyta Jabès - kaligrafia wystarczy,
by ową dziurę zapełnić?). U Leirisa nic więcej nowego
się nie wydarza, bo wydarzyć się nie może. Wszystko
powraca nieustannie i nic się nigdy nie kończy.

(Italo Svevo Zeno Cosini)

Rien n’est jamais fini - tytuł pierwszego opublikowa­
nego przez Michela Leirisa wiersza mówi wszystko: nic
nie jest nigdy zakończone; wszystko (życie, pisanie)
jest nieskończonym procesem, który bezskutecznie
domaga się domknięcia. Banalne? Nie trzeba długo
szukać, by odnaleźć analogie odnoszące się zarówno
do pisania (Georges Perec: „Trudno mi skądinąd po­
wiedzieć, na czym polega problem. Chcę pisać, lecz
napotykam wciąż nieprzezwyciężalne przeszkody i nie
jestem w stanie przez sześć miesięcy skończyć żadnego
z tekstów, który zacząłem.”1), jak i do sfery „życia”
(Italo Svevo: „O nieporównana oryginalności życia!
Było czymś cudownym, że wątpliwość, którą nasunęło
ono dziecku w tak naiwnej formie, nie została rozstrzy­
gnięta przez dorosłego, mającego już za sobą połowę
życia.”2). Jednak Leiris idzie jeszcze dalej. Czyni z owej
„niemożności pisania” i drobnej „wątpliwości” coś
więcej niż tylko strategię pisarską - temat zasadniczy.
W świecie jest „coś do zrozumienia”, co jednak wy­
myka się, co na zawsze pozostanie niedostępne. Ten
powracający u Leirisa leitmotiv, pojawia się po raz
pierwszy w dzieciństwie, w kontekście wystawienia
Parsifala Wagnera: „Właśnie Parsifal nasuwał mi wie­
le pytań. Wiedziałem, że jest tam coś „do zrozumie­
nia”, gdyż mówiono przy mnie o ludziach, którzy W a­
gnera „rozumieją” i o tych, co go w ogóle „nie
rozumieją”, a nawet, że trzeba być nie tylko dorosłym,
ale szczególnie uzdolnionym, ażeby uchwycić ukryte
znaczenie jego dzieł. Stawało się to więc dla mnie
czymś w rodzaju tajemnicy (...) czymś, co na razie wol­
no mi było tylko przeczuwać niejasno...”3 Czym jed­
nak jest owa tajemnica? Czy dotyczy ona „życia”, czy
może chodzi raczej o tajemnicę sztuki?
Podobnie jak W Poszukiwaniu Straconego Czasu,
autobiograficzne dzieła Leirisa (cykl La Règle de jeu
i Wiek męski) podejmują temat znaków, które niejako
zapowiadają powołanie pisarskie, tworząc pomost
między życiem i sztuką. Jednak w przeciwieństwie do

***

Zadziwiające, że niemal każdy interpretator mie­
rzący się z dziełem Michela Leirisa, przywołuje do­
świadczenie swoistej bezradności, nieadekwatności.
Już w pierwszym zdaniu swego eseju, będącym posłowiem do Wieku męskiego, Jan Błoński napisze „Bardzo
niezręcznie mówić o pisarzu, który sam postanowił po­
wiedzieć o sobie wszystko.”4 Owa niezręczność po­
większa się jeszcze bardziej, gdy wspomnimy, że proces
opowiadania o samym sobie nigdy się nie kończy, że
owo wszystko jest niedostępne, bowiem - jak to ujął
Maurice Blanchot właśnie w odniesieniu do autora
L Afrique - „jest coś do powiedzenia, czego nie może­
my wypowiedzieć...”5
Interpretacja napotyka jeszcze jedną, zasadniczą,
przeszkodę: „Leiris nauczył się śnić terminami psycho­
analitycznymi, to znaczy, symbolizować interpretację.
Jak w szeregu luster, wyrażone odbija się w wyobrażo­
nym, i tak bez końca.”6 Tyle Błoński. N a podobny
problem zwraca uwagę Maurice Nadeau, autor pierw­
szego obszernego studium o Michelu Leirisie: „Przez
literaturę, taką jak ją pisał Leiris, człowiek i świat,
w miejscu pogrążenia się w dziele przeładowanym od
odsłaniania się, odkrywają siebie nawzajem, takimi, ja­
cy są... Przekraczają znaki swej własnej obecności,
przenikają ekran, jakim literatura oddziela się od życia
(...) Oglądamy Michela Leirisa poprzez jego własne

7

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

terminy (poprzez jego własne słowa), które towarzyszą
mu niczym sobowtór.”7
I rzeczywiście, pułapka, w której znalazł się inter­
pretator, jest odbiciem zamknięcia, które stało się
udziałem autora. Bowiem „Świat jest lustrzaną szafą,
do której nie mamy klucza: widzimy samych siebie
w lustrze, nie wiedząc, co jest po drugiej stro­
nie.”8 Również literatura nosi cechy labiryntu bez wyj­
ścia: w notatkach do Fourbis czytamy: „Ta książka,
która stała się swoim własnym końcem...”.
Tematem, który pochłania autora Wieku męskiego,
jest więc zagadnienie błędnego koła, tautologicznego
uwikłania, które dotyczy każdej twórczości autobio­
graficznej i szerzej - każdej refleksji dotyczącej „życia”,
czy wreszcie każdego aktu poznawczego:9 „Od kilku
dni jedynym usprawiedliwieniem mojego „życia” jest
redagowanie dziennika mojego życia. (...) Błędne ko­
ło: wplątujemy się weń, gdy pod pretekstem opisania
swego życia, zapominamy żyć, ponieważ piszemy.”10
Relacja życia i literatury zostaje odwrócona, gdy Leiris
pisze o miłości do opery: „Żartując, powiedziałem raz
C., że jeśli się naprawdę kocha operę włoską, jest się
zbyt zajętym jej przeżywaniem, aby jej jeszcze słu­
chać.”11 Kluczowa tu kategoria „życia”, zostaje w in­
nym miejscu zakwestionowana, poddana swoistej metarefleksji: „Wprowadzenie sztuki w życie to pusta
formuła - trzeba by było sprecyzować, czym ma być
owo wprowadzenie, czym ma być sztuka i czym ma być
życie”.12 Narracja (szczególna, bo u Leirisa zawsze
w jakimś stopniu autobiograficzna) jest więc paraliżo­
wana13 - niczym spojrzeniem Meduzy - przez nieusta­
jący powrót tego samego, przez obsesyjnie powracające
wątpliwości, które kwestionują nie tylko jej porządek,
ale również terminologię (po zapisaniu setek stron au­
tobiografii, autor L ’Afrique zastanawia się, czym ma
być owo „życie”), samego autora i, wreszcie, „życie”.
Leiris jest miłośnikiem życia. Jego zaskakujące
przejawy odnajduje choćby w etiopskim kulcie zâr,
gdzie rytuał staje się swoistą „szatnią osobowości” (ve­
stiaire des personalites), a uczestnicy „wychodzą z sie­
bie”, by przybrać inną rolę; podobnie w operze - rozu­
mianej przez Leirisa analogicznie, jako „zbiór masek”.
Opera jest również istotna z innego powodu: śmierć
Pucciniego, śmierć która frapuje Leirisa, staje się sym­
bolem podobnego splotu „dzieła” i „życia”. Splotu,
który stoi w centrum rozważań autora L ’Afrique i któ­
ry staje się również jego udziałem.
Również w malarstwie Leiris poszukuje wyraźnego
śladu „życia”: „To, co mnie fascynuje u Bacona - podob­
nie zresztą jak u Giacomettiego - to fakt, że jego obrazy,
dosłownie, krzyczą obecnością”;14 „Mało istotne, czy od­
najdziemy tam piękno, czy brzydotę: płótno Bacona jest
tak samo żywe, jak samo życie...”15 - czytamy. To, co
najbardziej fascynuje autora Wieku męskiego, leży poza
estetyką, w miejscu, gdzie na przestrzeni płótna uobec­
nia16 się życie. Paradoksalne to uobecnienie, bowiem

w malarstwo Bacona - podobnie jak podczas spektaklu
corridy - wślizguje się ono poprzez śmierć...
„Malarstwo jest silniejsze ode mnie” mawiał Picas­
so. Przypadek Leirisa zachęca, by słowa te odnieść
również do literatury. L ’Afrique fantôme —650-stronicowe wyznanie - jest wyzwaniem, jakie francuski pi­
sarz i etnograf rzuca zdrowemu rozsądkowi. Jednak po
powrocie do Paryża Leiris nie przestaje pisać. Pisze co­
raz więcej: pisanie, niczym malarstwo według Picassa,
staje się nieuleczalną chorobą, opętaniem. Jest jednak
czymś jeszcze: cielesną ekspresją. Papier istnieje jako
przedłużenie ciała i, na odwrót, ciało jest funkcją pa­
pieru: „pragnął wytatuować to wszystko, co miał
w głowie, na powierzchni swej skóry - ostatecznie de­
cyduje się powierzyć to papierowi...”17 Ciało jest więc
nierozerwalnie związane z papierem, zaś... „życie” po­
wstaje, uobecnia się w pisaniu.
W jednym z glosariuszy Leirisa „życie” zostaje roz­
bite na dźwięki (vie —un Dé la sépare du viDe).18 W je­
go literaturze, w jego etnografii jest ono zawsze tożsa­
me z rozbiciem. Wniosek ten kryje w sobie coś
zasadniczego. Bowiem jak zauważa, piszący o Nietzschem Krzysztof Michalski, „Termin życie (...) odsyła
właśnie do tej niemożności scalenia, do próżności te­
go nieodzownego wysiłku”19...
***

Cóż zrobić z autorem, który wyznawszy: „Pisanie
nigdy nie przychodziło mi łatwo”, zapisuje następnie
setki, tysiące stron? Cóż zrobić z autorem, który jest
„miłośnikiem bezpośredniości”, poszukującym moc­
nych przeżyć w Afryce, na arenach walk byków, czy
w szemranych barach, deklarującego się tymczasem
jako zatwardziały nominalista, dla którego nie ma in­
nej rzeczywistości niż słowa? Jak pogodzić te i wszyst­
kie inne sprzeczności w jednym tekście? W tym wy­
padku „instrukcja obsługi” (mode d’emploi) przemienia
się „instrukcję nieużycia” (mode d’inemploi). Instruk­
cję, w której hasła można mnożyć w nieskończoność.

POEZJA I GRÓB
Autobiografie Michela Leirisa - te zapiski „zbunto­
wanego mieszczucha, anarchicznego intelektualisty”20
- są w istocie przepełnioną żałobą medytacją na temat
śmierci, braku, pustki. To w eseju właśnie o La Règle du
jeu Maurice Blanchot zawarł słowa, które znakomicie
oddają jego pogląd na literaturę: „Jest coś do powiedze­
nia, czego nie możemy wypowiedzieć; (...) dziura, pust­
ka, która nie cierpi światła, ponieważ w jej naturze jest,
by nie być oświetloną: sekret bez sekretu...”21
Jak każde wyznanie, dzieło Leirisa ma za swego pa­
trona Rousseau. Autor Wyznań pojawia się na stro­
nach Fibrilles —trzeciego tomu cyklu autobiograficzne­
go La Règle du jeu —w niezwykły sposób: centralne
miejsce książki zajmuje analiza snu, w którym opisany

8

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

damentem każdej kolejnej książki - nie tylko tych au­
tobiograficznych, z cyklu La Règle du jeu. L ’Afrique
fantôme jest przecież zaprzeczeniem książki podróżni­
czej i klasycznej rozprawy etnograficznej, Glossaire
j'y serre mes gloses narodziło się z pragnienia zniszcze­
nia słownika poetyckiego, Abacanico para los toros to
odpowiedź na tradycyjną poezję, zaś Wiek męski jest
oczywiście negacją powieści... Ten negatywny funda­
ment, który leży u źródeł wszelkiej działalności literac­
kiej - pisania w ogóle -, wywodzi się, jak zawsze u Le­
irisa, jeszcze z dzieciństwa: z krainy, która nie jest
niewinna. Pierwsze doświadczenie niepełności ma czy­
sto językowy charakter: to wspomnienie błędu wymo­
wy, gdy mały Michel, próbując złapać upadającego na
ziemię żołnierzyka, wykrzykuje (gdy zauważa, że żoł­
nierzyk jest cały) częcie! (reusement), zamiast na szczę­
ście! (heuresement).27 Incydent ten, zostaje przywołany
na samym początku pierwszego tomu La Règle du jeu,
jako rodzaj wprowadzenia do cyklu. Jest zapowiedzią:
autobiografia będzie opowieścią o pustce i o nieustają­
cej pracy języka, dążącej do tego, by ją zapełnić.
Tak więc Wiek męski nigdy nie zostanie osiągnięty,
Reguła gry nigdy nie zostanie definitywnie ustalona.
Pisarstwo Leirisa jest naznaczone melancholią - to,
przywołując określenie Nathalie Barberger,28 „pisanie
żałoby”. Melancholia żywi się tym, co utracone (co
wspaniale pokazał Baudelaire w Łabędziu) , ale również
tym, co nigdy nie zostanie zrealizowane. Walcząc
z czasem, Leiris sięga po zasadę wyliczenia. Podobnie
jak Georges Perec, nieustannie notuje tytuły książek
planowanych, książek, których nigdy nie napisze...
Niczym rasowy etnograf dostrzega, że zasadą kon­
stytuującą jego życie codzienne (bowiem to pole inte­
resuje go najbardziej) jest właśnie brak. W Wieku mę­
skim wylicza kobiety, których nie udało mu się
ostatecznie zdobyć: „szczególnie niedostępne aktor­
ki...”, „mała dziewczynka z przedziałkiem pośrodku...”,
„poznana w barze dziwka...”, „inna dziewczyna, prze­
siadująca zwykle w barze...”, „inna jeszcze, spotkana
w domu publicznym...”, „wyniosła i zimna Amerykan­
ka...”, „poddana, bezwolna dziewczyna...”, „ta, z którą
zapijałem się dni cztery...”, „ta, co miała zwiędłą twarz,
ale ciało delikatne...”, „te wreszcie, które nie robią nic,
do których nie śmiem się nawet odezwać, kiedy je spo­
tkam, ale które chwytają za gardło samym swym wzro­
kiem Meduzy.”29 W Dzienniku zauważa, że miłość za­
wsze związana jest z niezaspokojonym pragnieniem,
czyli - w efekcie - z nieobecnością: „Bardzo regularnie
mam pokusy fetyszyzmu i długo szukam w moim poko­
ju przedmiotu, z którym mógłbym uprawiać miłość; aż
po dziś dzień, żadnego jeszcze nie znalazłem.”30 W Wie­
ku męskim ta sama sytuacja zostaje przeniesiona na
płaszczyznę literatury: „Zwracam się do tej kobiety je­
dynie dlatego, że jest nieobecna - do kogóż by pisać, je­
żeli nie do osoby nieobecnej? (...) Zapewne, nie ma
mowy, aby została ukochanym przedmiotem; raczej -

zostaje park w Ermenonville. Ten sam, w którym
ostatnie chwile swego życia spędził Rousseau. Ten
sam, w którym znajduje się symboliczny pusty grobo­
wiec wielkiego filozofa - pusty, bowiem prochy Rous­
seau zostały przeniesione do Panteonu. Niepozorny
wątek, staje się centralnym punktem błyskotliwej ana­
lizy, którą przeprowadza Denis Hollier.22 Zwraca on
uwagę na fakt, że moment ślubu z Louise Godon (czy­
li z Z.) wyznacza początek właściwej twórczości auto­
biograficznej Leirisa. Realistyczny zwrot, który ozna­
cza zarazem zerwanie z pisarstwem automatycznym,
z tradycyjnie rozumianym surrealizmem i z... poezją.
Trzeba wybrać między życiem a poezją, między mał­
żeństwem a byciem poetą, między seksem a życiem
w czystości: taki dylemat jest, według Holliera, cen­
tralny dla młodego Michela. Wybierając małżeństwo,
autor Wieku męskiego żegna się więc z poezją, z częścią
swego życia, która została mu amputowana, niczym
głowa Holofernesowi. „Cała twórczość autobiograficz­
na Leirisa jest żałobą nad poezją, oznaczaniem wyco­
fania się, ściganiem nieobecności, opłakiwaniem tego,
co we Frêle Bruit nazywa „milczeniem schronienia
wieszczki: opustoszałą siedzibą wyroczni, której odjęto
głos.” Orfeusz wyśpiewujący zniknięcie Eurydyki, Leiris który śpiewa o utracie swego głosu (...) żegna się
z poetą, którym nie zostanie. La Règle du jeu: cenotaf
Michela Leirisa, poety.”23
Niezwykły splot dzieła i życia zostaje wprowadzony
do Fibrilles, właśnie za sprawą Rousseau. Jego pusty
grobowiec - niezwykła atrakcja dla wielu turystów od­
wiedzających Ermenonville (jednym z pierwszych był
Nerval - „książę poetów”) - zajmuje centralne miejsce
w Fibrilles. Tymczasem „podczas pisania Fibrilles —wie­
my to - Leiris podejmuje próbę samobójczą. Pośrodku
własnej książki autor składa się do grobu; schodzi do
grobu, który, jak tego wymaga ceremoniał cenotaficzny, pozostaje pusty: zstąpienie (...) musi być nieudane.
Pozostała część Fibrilles to pusty grobowiec, prywatny
cenotaf, w którym autor chce zrobić miejsce spoczyn­
ku dla swoich szczątków, dla żywych (...) popiołów.
N ad grobem Rousseau, Fibrilles, zanim jeszcze zaist­
nieją, (...) pogrążają się same w grobowcu, w którym
ich właśnie brakuje, pogrążają się w pustce, w nieskończoności.”24 Tragiczny splot dzieła i życia, kunsz­
towna konstrukcja - zabieg zwany mise en abyme i dramatyczne pytanie: „Dokąd zmierza tekst? Do te­
go, by nie powiedzieć, skąd przybywa. Ani dokąd
zmierza.”25 Brakuje reguły gry. Zostaje ona zaanonso­
wana w piątej części cyklu - w notatkach do Fibules
(Klamry) - która jednak nigdy nie została napisana.
Brak spinającej klamry, brak reguły gry, brak ostatecz­
nej reguły „ja”... Czas nie zostaje odnaleziony.
Jedno z dzieł Leirisa - zbiór zawierający opisy snów,
które śnił na przestrzeni lat - nosi tytuł Noce bez no­
cy26 (Nuits sans nuit): brakuje jednej nocy (do tysiąca
i jednej nocy?). Nieciągłość, niekompletność jest fun­

9

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

substan cją m elancholii, obrazem (...) wszystkiego, cze­
go m i brak ...”31 Leiris podąża tropem Prousta, który

ręce lewej podlega to wszystko, co zwyczajowo postrze­
gane jest jako „gorsze” : związane ze śm iercią, nazna­
czone, skażone.34 Ludzka antropologia opiera się więc

wykorzystuje m etaforę rozmowy telefonicznej, by opi­
sać dośw iadczenie równoczesnej ob ecn ości i n ieobec­
n o ści - m elancholijnej niepełności, która jest rów no­
znaczna ze śm iercią. „T o on a mówi do nas, to jej głos
stam tąd dochodzi. Z jakże daleka! Ileż to razy nie m o­

n a symbolicznym rozdwojeniu: „człow iek jest bytem
podw ójnym - homo duplex - u którego to, co prawe

głem słuch ać bez lęku, jakbym w obliczu tej niem ożli­
w ości widzenia (...) czuł wyraźniej, ja k oszukańczy jest
pozór tej najsłodszej bliskości i jak daleko m ożem y się
znajdow ać od ukochanych rzeczy w chwili, w której

merów „D ocum ents” , Leiris natrafia na reprodukcję
dyptyku C ran ach a Lukrecja i Judyta. Lukrecja i Judyta -

zdają się one być na wyciągnięcie ręki. Rzeczywista

pięciu, części. Odkrycie C ran ach a naprow adza Leirisa
na pom ysł napisania autobiografii - Wiek męski jest już

i to, co lewe, różni się fundam entalnie.”35
W 1930 roku, szukając m ateriałów do jednego z nu­

dwie kobiece postaci, które symbolizują od tąd funda­
m entalne pęknięcie świata na dwie, pozostające w n a­

ob ecn ość - głos ten tak bliski - w równie rzeczywistym
oddaleniu. Lecz także zapowiedź wiekuistego oddalen ia.”32 O biekt m iłosny wymyka się - dlatego k och ać
napraw dę m ożna jedynie kam ienny p osąg lub uwięzio­
n ą A lbertynę.

w drodze. H ertzow ska podw ójność, dwubiegunowość
zostaje więc wprowadzona w sam o serce tem atyki auto­
biograficznej - „Ja” Wieku męskiego to homo duplex.
Książka Leirisa jest jednak, jak pisze w przedmowie au­
tor, „dziełem-czynem”, które przekracza granice litera­

T a k rozum iana m elan ch olia dotyczy nie tylko „ży­
c ia” (m iłości), ale - ja k zawsze u Leirisa - również d ru ­

tury i w ciela się w życie. D latego zarysowana w autobio­
grafii dychotom ia, pojaw ia się również w samym życiu:

giego członu opozycji, czyli „sztuki” (literatury). P isa­
nie, będ ące dla niego w alką ze śm iercią, z rozkładem ,
je st działaniem tragicznym : teraźniejszość wymyka się

rozdwojenie tekstu - na część praw ą (Lukrecja?) i lewą
(Judyta?) - odpow iada podziałow i Paryża (m iasta,
w którym francuski pisarz mieszkał przez całe życie) na

opisowi, podobn ie ja k obiekt m iłości wymyka się k o ­
ch ającem u, nie d ając się złapać in statu nascendi. D la ­
tego literatura, naw et ta najbliższa życiu, będzie za­

rive droite i rive gauche. Przestrzeń m iasta pokrywa się
symbolicznie z przestrzenią „życia” : Prawy Brzeg to M u ­
zeum Człowieka n a T rocadero (gdzie autor L ’Afrique

wsze przynależeć do tego, co m inione: „W ycofuję się
w ciąż w przeszłość, jestem urzeczony m oim i w spo­

fantôme pracow ał przez kilkadziesiąt lat) i etnografia.

m nieniam i z dzieciństw a i m łod ości - jeszcze ogólniej,

Także to, co zawodowe, oficjalne. Lewy Brzeg, lewa stro­
na m iasta (gdzie mieszkał przez ostatnie pięćdziesiąt lat)

przez wszystko, co stanow i w spom nienie. C h odzi m i
n ieustann ie o odtw orzenie, uchw ycenie m inionych
dośw iadczeń, które staram się ożywić z m aksym alną

odsyła do tego, co prywatne, intymne - do literatury.
R eguła gry jest, w tym wypadku, ściśle przestrzegana: et­
nografią Leiris zajmuje się w swoim gabinecie w M u ­
zeum, mieszkanie pozostaje dom eną literatury.
S ek w an a rozdziela w ięc autobiografię. Wiek męski
je st również płaszczyzną innego podziału, innego cię­

ostrością. N igdy nie m a doświadczenia teraźniejszości.
Lub raczej m oje jedyne dośw iadczenie teraźniejszości
istnieje w akcie pamiętania. O to stałem się kron ika­
rzem, zam iast być p o etą [podkreślenie m oje - T . S .].
H erezja p od ob n a do tej, jak ą zanotow ałem dziesięć

cia: „Skończyłem w łaśnie trzydzieści cztery lata, p o ło ­
wę życia” .36 „Ja ” staje się m iejscem rozdarcia.

d n i tem u: pisanie po fakcie; (...) W ięc, pisanie ok ale­
czone, które szuka oparcia w starych rzeczach, nie m a­

***

jące już siły, aby w zlecieć.”33
T eraz w idać to już wyraźnie: pusty grobow iec R o u ­
sseau jest, zarazem, grobem , w którym spoczęły szcząt­
ki M ich ela Leirisa.

W n o tatk ach do w ykładu w C ollège de Sociologie
Sacrum w życiu codziennym, szukając etnologicznej za­
sady organizującej codzienność, Leiris notuje:

PRAWE I LEWE
„Sztuka i życie, głos i ciało...”

„sen i nocne czuwanie
sztuka i życie
doświadczenia kluczowe i codzienna egzystencja

(Michel Leiris Fibrilles)

język mityczny i język potoczny”37

W 1909 roku Robert Hertz, socjolog ze szkoły Durkheima, pisze studium L a prééminence de la main droite.
Etude sur la polarité religieuse (O pierwszeństwie prawej
ręki. Studium na temat religijnej dwubiegunowości) .

O p isać życie, op isać siebie m ożna jedynie d ok on u ­
ją c niezliczonej ilości cięć - dzieląc bez koń ca. Za

W znow iona w 1928 roku książka zrobiła w ielką furorę
w śród francuskich antropologów związanych z M u ­
zeum Etnograficznym na T rocad ero i z „D o cu m en ts” .
W edług H ertza praw a ręka wiąże się w ludzkich w spól­

spraw ą C ran ac h a Leiris w prow adza do swej tw órczości
oparty w łaśnie n a d ych otom iach sposób organizacji
autobiografii. A więc: L u krecja i Judyta, antyczne i bi­
blijne, D o n Ju a n 38 i H am let, barok 39 i klasycyzm, p ra­

n o tach z tym, co „w łaściw e” , ojcow skie, podczas gdy

we i lew e,40 teatr przeżywany i teatr odgrywany... Ow o

10

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

„Ja” w poszukiwaniu swej „reguły gry/reguły ja”, jest
zawsze rozdarte między dwoma sprzecznościami. Dla­
tego proces opowiadania nie może zostać domknięty,
życie nie może zostać zakończone, zagadka rozwiąza­
na. Podwójność nie jest tu jednak figurą spotkania:41
u Leirisa parokrotnie pojawia się przypowieść o zakończeniu-spotkaniu, które kończy się fiaskiem. W tek­
ście z „Documents” pt. Caput mortuum ou la femme de
alchemiste francuski pisarz przywołuje starą arabską hi­
storię o spotkaniu derwisza z Bogiem. Spotkanie koń­
czy się zaskakująco: zamiast Boga, derwisz spotyka...
samego siebie (lub może Bóg posiada jego twarz). Ten
niepokojący „kafkowski” motyw pojawia się również
w patafizycznym tekście Sur le voyage de Magellan. Leiris przywołuje w nim starą prawdę starożytnych: spo­
tkanie z sobowtórem stanowi zapowiedź końca...

daje swemu porte-parole wymiar bohatera klasycznej
tragedii - to pierwszy krok do mityzacji „Ja” , która sta­
nie się główną zasadą Wieku męskiego. Strategia fran­
cuskiego etnologa opiera się na napięciu pomiędzy
„ja” i „nie-ja”: Siriel (czy Siriel Lechim) to jednocze­
śnie Leiris i nie-Leiris. Podobnie napięcie - między typowością a niepowtarzalnością - wyznacza charakter
gry w kości: każdy rzut jest typowy (istnieje ograniczo­
na liczba możliwości) i, zarazem, niepowtarzalny (nie­
powtarzalnie przypadkowy).
Warto przywołać w tym kontekście Leirisowskie
rozważania o Marcelu Duchampie. Jego twórczość tak pokrewna eksperymentom Raymonda Roussela
z „mechaniką” tekstu - służy jako pretekst do rozwa­
żań na temat „sztuki jako gry z zasadą tożsamości
[identyczności].”45 U Duchampa gra jest wszechobec­
na i przybiera rozmaite formy. Nie ogranicza się jedy­
nie do mylącej odbiorcę „gry iluzji”: jest (jak u Roussela) zasadą przewodnią, ponieważ - jak podkreślał
Leiris - „świat [Duchampa - T. S.] jest nierozwiązalnym splotem znaków i znaczonego lub symboli i symbolizowanego”.46 Owa gra destabilizuje sensy i spra­
wia, że „każda forma jest perspektywą innej według
pewnego znikającego punktu”.47 Względność form
i sensów przekłada się również na płaszczyznę tożsa­
mości seksualnej: w tytule słynnej pracy La mariée mi­
se à nu par ces celibataires, même Duchamp rozbija ją
na dwie części - kobiecą (MAR) i męską (CEL).
Leiris posuwa grę z własną autobiografią jeszcze da­
lej, czyniąc z gry słów, z przestawienia liter naczelną za­
sadę. Metamorfoza, wykroczenie poza siebie, rozgrywa
się więc na płaszczyźnie języka: dochodzi tu do głosu
Leiris-poeta, Leiris-miłośnik Roussela. Leiris-etnolog
wie jednak (nauczony doświadczeniem afrykańskich
badań terenowych nad kultami opętania i sekretnymi
stowarzyszeniami), że słowa mogą mieć moc przemie­
niania rzeczywistości. Wiara ta sprawia, że z czasem po­
rzuca on w końcu grę masek i pseudonimów, próbując,
za pomocą pisania, dogonić „życie”. Takie też jest dzie­
ło autora L ’Afrique: rozpięte między poezją i etnografią,
między totalnym rygorem języka (na wzór Roussela
i Duchampa) i wiarą w jego transgresyjną moc. Między
literackim „uprzestrzennieniem autobiografii” (na wzór
Mallarmé), a całkowitym wyjściem poza nią, ku „życiu”.
Między autobiografią, którą rządzi rousseańska zasada
szczerego wyznania, a autobiografią, którą rządzi sekret.

AUTOBIOGRAFIA I SEKRET
„Twoje działanie zawsze odnosi się do papieru.”
(Stéphane Mallarmé Quant au livre)

Vie —un Dé la sépare du viDe:42 rzut kości rozdziela
życie od pustki, czytamy w jednym z glosariuszy. Rysu­
nek André Massona z 1923 roku, przedstawia gracza
w kości. To portret Michela Leirisa, wówczas począt­
kującego poety, pozostającego pod wpływem ekspery­
mentów Stefana Mallarmé. Rysunek stanie się, jak na­
pisze później Leiris, jego symbolem: autor La Règle du
jeu pozostaje przez całe życie zafascynowany właśnie
kostką do gry, widząc w niej siłę zdolną przekształcać
nie tylko rzeczywistość poetycką, lecz również życie.
Leiris przenosi zasady gry w kości na płaszczyznę ję­
zyka i, równocześnie, na płaszczyznę autobiografii. N a
wzór Mallarmé, który w swym poemacie Rzut kośćmi
nigdy nie zniesie przypadku „uprzestrzennia lekturę”,
Leiris dokonuje „uprzestrzennienia autobiografii” otwiera ją na nowe, alternatywne możliwości. Pozo­
staje ona jednak ograniczona liczbą liter - to one wy­
znaczają przestrzeń gry (gdy rzucamy jedną kością,
mamy do dyspozycji sześć możliwości; podobnie słowo
„Leiris” składa się z sześciu liter, zaś „Michel” to kolej­
ne sześć). We wrześniu 1926 roku zanotuje w dzienni­
ku: „Michel Leiris - to mi wystarczy, by odwracając
moje nazwisko (Siriel Lechim), przemienić się nagle
w starego rabina.”43 Najprostsze odwrócenie liter
zmienia „Leirisa” w „Siriela” (tak też będzie nazywał
się bohater Aurory, jego pierwszej i jedynej powieści),
doprowadzając zarazem do karnawałowego odwróce­
nia znaczeń i „wyjścia z siebie”. Nowe imię produkuje
nowe sensy, odsyła do nowych kontekstów.44 Kolej­
nym wcieleniem staje się Damocles Siriel (który jest
bohaterem dwóch niezrealizowanych „autobiograficz­
nych” projektów: Starożytności Damoklesa Siriela
i Młodość Damoklesa Siriela, czyli Moja autobiografia od
rozpoczęcia wojny aż do utraty dziewictwa). Wprowa­
dzając „antyczne” imię (Damocles), autor Afrique na­

***

W swoich tekstach etnologicznych autor L ’Afrique
fantôme nie zajmuje się nigdy tematem struktur pokre­
wieństwa. Interesują go natomiast badania nad tym, co
sekretne: sekretny język, inicjacje, sekretne maski. T e­
matyka ta, jak pisze, ma fundamentalne znaczenie dla
zrozumienia ludzkich wspólnot: „Społeczeństwo prze­
jawia naturalną skłonność do sekretu. (...) posiada spe­

11

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

sem prowadzi go w zupełnie odmiennym kierunku.
W połowie lat 20. publikuje w „Révolution Surréali­
ste” swoje pierwsze glosariusze, w których próbuje nie
tylko podważyć przyjęte etymologie, lecz również do­
prowadzić do całkowitej destrukcji słownika.52
Podczas misji Dakar-Dżibuti Leiris zajmuje się ba­
daniem sekretnego języka inicjowanych w sudańskim
plemieniu Dogonów. Praca ta, wymagająca olbrzymie­
go wysiłku i samozaparcia (autor L ’Afrique fantôme nie
zna wówczas żadnego z języków afrykańskich), polega­
ła na procesie wielokrotnej deszyfracji: podczas badań
Leiris najpierw robi notatki fonetycznie, następnie
próbuje odczytać je wraz z tłumaczem (orientującym
się dobrze w zasadach sekretnego języka), który prze­
kłada je z kolei na codzienny język Dogonów. O stat­
nim ogniwem tego skomplikowanego procesu jest tłu­
maczenie na francuski. Sekretna mowa inicjowanych
ma hybrydyczny53 charakter: sens używanych słów
uległ w niej częściowemu zapomnieniu. Leiris przeno­
si obserwacje dotyczące specyfiki sigi so na płaszczyznę
literacką: w swoich glosariuszach i grach językowych
„wyciska słowa jak cytrynę”,54 poddaje je deszyfracji
(niczym elementy zapomnianej mowy), sprawia, że
każde słowo staje się „perspektywą innego”.55
Jednak jego największym pragnieniem jest przywró­
cenie słowom życia. Słowa ożywają więc, stają się obec­
ne - o wiele silniej niż „żywy głos”.56 Zyskują ciało. To
powiązanie słów i ciała ma swoją muzyczną analogię.
I to niekoniecznie w tak ukochanej przez Leirisa operze
(choć, jak pisał, „poetyckie pisanie jest, bez wątpienia,
(...) trochę czymś takim jak aria w operze...”57), lecz
w jazzie. Początek fascynacji tą muzyką pokrywa się
mniej więcej z pierwszymi eksperymentami językowymi,
z pierwszymi glosariuszami. Autor Wieku męskiego wie­
lokrotnie podkreślał transowość jazzu: podobnie jak
w kultach opętania (gdzie nawiedzający duch wstępuje
w ciało nawiedzanego i stapia się z nim w jedność),
w jazzie następuje niezwykłe, cielesne utożsamienie
„grającego” i „granego”. Muzyk „staje się” instrumen­
tem, zaś instrument tworzy - na czas szalonej improwi­
zacji - nierozdzielną jedność z muzykiem. Dla Leirisa
koncert jazzowy jest spektaklem opętania, w którym
ciało, słowo, instrument i muzyka, poprzez swój rytm,
„sklejają się”. Podobnie rzecz się ma z językiem. W Mu­
sique en texte et musique antitexte —komentarzu do Lan­
gage tangage - spuszczone z łańcucha słowa rozpoczyna­
ją szaleńczy taniec. Leiris, niczym opętany przez
jednego z demonów zâr, daje się prowadzić, dokąd
chcą. Czytelnik również. Jak w życiu, gdy nie jesteśmy
w stanie w pełni przewidzieć, co się wydarzy.
Tak powstaje mit. W Essai sur le merveilleux Leiris
powraca do Jarry’ego: cudowność rodzi się „pomię­
dzy”, na skutek nieporozumienia między myślą i mo­
wą. Mit jest więc skutkiem błędu w funkcjonowaniu
języka. Zinterpretowany przez Leirisa Jarry, ma wszak­
że swój antropologiczny kontekst. Autor L ’Afrique

cjalny język, różniący się od języka codziennego i nie­
zrozumiały dla nie-wtajemniczonych”.48 Dogonowie
i ich sekretny język pozostają prefiguracją społeczeń­
stwa: wspólnoty, w której to, co sekretne, strzeżone
jest przez język. Problem zrozumienia tajemnicy inicjo­
wanych jest więc w gruncie rzeczy problemem języko­
wym - zadaniem dla tłumacza, lub dla znawcy szyfrów.
W swych pismach autobiograficznych Leiris po­
wraca w zaskakujący sposób do tematyki Dogonów.
Pracując nad pośmiertną edycją dziennika intymne­
go, Jean Jamin zauważa,49 że Leiris zataił ważny szcze­
gół biograficzny dotyczący swojej żony50 i - w efekcie
- całego swojego życia. To „zniknięcie” - strategia
analogiczna do tej, jaką zastosował Georges Perec
w Zniknięciu, podniesiona tutaj do potęgi i obejmują­
ca całą autobiografię - jest zaskakujące, zwłaszcza
w przypadku autora, który wyznaje, że chciałby roz­
chorować się z powodu szczerości. Pragnienie, by wy­
znać wszystko, przekraczając zarazem granice litera­
tury, zostaje skonfrontowane z rodzinnym sekretem,
który okazuje się nie do wypowiedzenia. Coś pozosta­
je „między słowami”, zagubione przez mechanizmy ję­
zyka. Zniknięcie jest, zarówno u Pereca, jak i u Leirisa, faktem językowym: sekretu po prostu nie można
wypowiedzieć, zapisać... Cóż jednak począć z deklaro­
waną szczerością człowieka, który chce „powiedzieć
wszystko”? Leiris zdaje się być schwytany w pułapkę
języka: jest zarazem „sobą” (Leiris) i „innym” (Siriel);
jednocześnie mówi prawdę i kłamie... W całej jego
twórczości odnaleźć można ślady tej paradoksalnej
podwójności. Przybiera ona zaskakujące formy: jego
pierwsze prawdziwie etnograficzne badania dotyczyły
sigi so, sekretnego języka sudańskich Dogonów. Tym­
czasem proste przestawienie dwóch liter przemienia
„Dogon” w „Godon” - nazwa afrykańskiego plemie­
nia przekształca się w panieńskie nazwisko żony Michela. Leirisa interesują więc wewnętrzne analogie:
badaniom nad sekretnym językiem sigi so, odpowiada
sekretne autobiograficzne „zniknięcie”, Dogonom
odpowiada inne, tym razem paryskie, „plemię” - ro­
dzina Godon.51 Przestrzenie etnografii i autobiografii
zamykają się w jednym słowie.

SŁOWO I ODDECH
„Śniło mi się czasem, że - skoro słowo i oddech są związa­
ne - moje badania nad językiem sprawiły, iż utraciłem mowę...”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Dopóki moje słowa będą żywe, będą miały kości, ciało
i skórę!”
(Michel Leiris Langage tangage)

Podobnie jak większość dzieci, mały Michel na­
miętnie studiował encyklopedie i słowniki. Do jego
ulubionych lektur należała w dzieciństwie Encyklope­
dia Larousse’a. To zamiłowanie do klasyfikacji z cza­

12

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

strzeni (...) czyż nie jest tutaj środkiem, by uprawiać
miłość z rzeczami, by wnikać w nie - aż do serca?”.62
Malarstwo Bacona, podobnie jak corrida, jest więc
próbą wniknięcia w rzeczywistość. W obu przypad­
kach autor L ’Afrique przywołuje metaforykę seksualną
(„realité enfin mise à nu”, czyli „rzeczywistość ostatecz­
nie obnażona” jak pisze63), bowiem miłość fizyczna
jest tu równoznaczna z użyciem siły. Podobnie, w obu
przypadkach, mamy do czynienia z wyzwaniem rzuco­
nym całej tradycyjnie rozumianej sferze estetyki: sztu­
ka Bacona nie ma nic wspólnego z porządkiem symbo­
licznym, który zwykle konstytuuje „sztukę”.
Dotykamy tu tematyki Realnego, tak jak ją przed­
stawiał Lacan. Jego poglądy rekonstruuje Markowski
w swej książce o Gombrowiczu: „W tym znaczeniu
sztukę można traktować jako obszar, na którym Real­
ne jest starannie wypierane (sztuka konwencjonalna)
bądź też na którym powrót Realnego staje się nie do
zniesienia (i także podlega wyparciu i cenzurze). (...)
sztuka (świadomie lub nieświadomie) lekceważy Real­
ne, gdyż jest ono dla niej nie do wytrzymania, a to ze
względu na jego radykalnie asymboliczny charakter.”64
I dalej: „jeśli się zgodzić, że Realne skrywa rozkosz, to
skrywa także ból i piękno (bolesne piękno), co prowa­
dzić może do wniosku, że (...) nie ma różnicy między
czystą rozkoszą i czystym bólem, albowiem i tu, i tam,
podobnie jak w przypadku piękna, zawodzi możliwość
symbolizacji.”65 Leiris zdaje się sugerować,66 że malar­
stwo Bacona pozostaje po stronie Realnego, po stronie
bólu i ekstazy, po stronie tego, co „nie do wytrzyma­
nia”. W tym sensie, Bacon jest prawdziwym briser
d’images - ikonoklastą, którego każdy obraz, każde po­
ciągnięcie pędzla wymierzone jest przeciwko innym
obrazom, przeciwko całej historii malarstwa. Jest tak­
że wyzwaniem mającym zbadać granice ludzkiej wy­
trzymałości.
„Obraz ma swoje partie rozpalone lub być może,
używając języka jazzu, swoje partie hot w opozycji do ca­
łości cool, te gdzie rzuca się kości w porównaniu do resz­
ty, która jest tylko neutralnością jednoznaczną z przepa­
ścią (....). Opozycja części powiedzmy „sakralnych”,
gdzie panuje wzburzenie, i części „świeckich” - najob­
szerniejszych - gdzie nic się nie dzieje.”67 Leiris opisuje
płótna Bacona tak, jak arenę walki byków: podobne dy­
chotomie organizują przestrzeń obrazu i areny („części
hot" i „części cool”, sacrum i profanum). W obu przypad­
kach czynnikiem wyznaczającym charakter, odpowied­
nio spektaklu i płótna, jest skaza. Baudelairowskie
„zgwałcone piękno” (lub, podążając śladem leirisowskich poszukiwań językowych, piękno „wypaczone”) piękno „lewe” - pojawia się nie tylko w szkicach o Fran­
cisie Baconie. W Lustrze tauromachii Leiris mówi
wprost: to, co naprawdę istotne („piękne”?), przekracza
granice estetyki (dlatego puste ornamenty stylu, pod­
czas walki raczej skrywają niż odsłaniają). Bacon, pod­
nosząc przerażający ochłap mięsa do poziomu Ukrzyżo­

przywołuje, po raz pierwszy w kontekście Rimbauda
i Roussela, zapomnianą dziś teorię Maxa Müllera, we­
dług której mity rodzą się na skutek swego rodzaju
„choroby języka”. Pozostaje pytanie: czy choroba języ­
ka byłaby również chorobą ciała?

SZTUKA I NUDA
„Zawsze ceniłem słodkawą gorycz koktajlów, śnieżny
smak szampana i przenikliwie ostre tchnienie whisky.”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Fakty - wtrącił Heyst zwykłym swoim uprzejmym to­
nem - nie ma nic ciekawszego nad fakty. Nagie fakty.”
(Joseph Conrad Zwycięstwo)

Dlaczego pewne dzieła sztuki dotykają nas dogłęb­
nie, podczas gdy inne pozostawiają totalnie obojętny­
mi lub są po prostu nudne? Pytanie o nudę sztuki po­
jawia się w pismach Leirisa dwukrotnie i dzieli je
blisko pięćdziesiąt lat: po raz pierwszy w eseju o fetyszyzmie rzeźb Giacomettiego (1929), drugi raz w tek­
ście o obrazach Francisa Bacona. Dla francuskiego pi­
sarza i etnografa nuda ma jednak głębsze podłoże,
wykraczające poza granice estetyki. Jej korzenie tkwią
w charakterystycznym dla naszej epoki poczuciu życia
„wykastrowanego”, pozbawionego głębszych sensów życia bez sacrum.58
Według Leirisa, sztuka nie ma wystarczającej mocy,
by zastąpić to, co święte lub by zniwelować wszech­
obecne odczucie nudy. Istnieją jednak - jak twierdzi dzieła, które przekraczając granice tego, co estetyczne,
działają na nas niczym dobrze wymierzony cios bokse­
ra. Leirisa interesują właśnie te miejsca, momenty, gdy
sztuka wchodzi głęboko w materię życia, dotykając w prawdziwie cielesny sposób (podobnie jak miażdżąca
nos pięść, czy kończące walkę pchnięcie toreadora) tego, co „naprawdę istotne”. Dzieje się tak jedynie wte­
dy, gdy to, co widzimy, nakłuwa niczym barthesowskie
punctum.59 To ukłucie, otwarta rana - „przenikliwie
ostre tchnienie whisky” - związane jest z brutalnym re­
alizmem. „Brutalność faktu” Leiris odnajduje w obra­
zach Francisa Bacona.
Czym jest owa „brutalność faktu”? W eseju Co mi
powiedziały obrazy Francisa Bacona Leiris zauważa, że
obrazy te noszą bardzo materialny ślad działania mala­
rza, który w brutalny sposób odcisnął na nich swą
obecność.60 Ślad ten, prawdziwa rana, przywołuje ra­
czej rzeczywistość opisywaną w Lustrze tauromachii, niż
świat sztuki. W innym eseju (Francis Bacon dzisiaj) Leiris posuwa się jeszcze dalej, porównując brutalny gest
malarza do gwałtu, do aktu seksualnego, którego ce­
lem jest wniknięcie w materię świata: „Widzialne śla­
dy aktywności ręki - jej znaki na płótnie - pozostawia­
ją przypuszczenie (...) że jej ruch zmierza w istocie do
schwytania (analogicznego do porwania lub gwałtu)
rzeczywistości. (...) Zgwałcenie,61 roztrzaskanie prze­

13

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

wania, osiągnął bez wątpienia, tak poszukiwaną w lite­
raturze przez Leirisa, „szczerość” („obnażenie”) .
W jednej ze swych ostatnich książek Michel przy­
wołuje postać Olympii z obrazu Eduarda Maneta: na­
ga, przypominająca posąg - podobna do innych kobiet
pojawiających się w pisarstwie Leirisa. Tym, co nie­
przyzwoite u manetowskiej Olympii, nie jest jednak jej
nagość, lecz... wstążka. Ten pozornie nieistotny detal
jest tu kluczowy. Bez wstążki Olympia byłaby po pro­
stu nudna, pozostawiałaby nas obojętnymi. Tymcza­
sem piękno - tak jak je rozumie Leiris, tak jak je rozu­
mie Bacon i zapewne tak, jak je rozumieją pozostający
w „intymnym kontakcie ze śmiercią” toreadorzy - nie
może być konwencjonalne, zapoznane. Nie może być
nudne. Musi przenikać niczym punctum. Niczym obra­
zy Francisa Bacona. Niczym corrida.

ną dla Leirisa. Temat ten, obecny jest w Dzienniku
niemal od samego początku, pojawia się w kontekście
poszukiwania własnej techniki poetyckiej (np. w maju
1929 roku notuje: „... technika obiektywna i subiek­
tywna - czy naprawdę można je rozdzielić?”72), jed­
nakże nabiera prawdziwej aktualności podczas wypra­
wy do Afryki, gdy Michel spotyka się nie tylko z nową,
skomplikowaną rzeczywistością kolonialną, ale rów­
nież ze swoją nową profesją (i charakterystycznym dla
niej sposobem widzenia świata), czyli z etnografią. Et­
nograf jako podmiot, Afryka jako model, przedmiot:
taka, oczywista jak by się zdawało, relacja zostaje pod­
kopana w L ’Afrique fantôme. Podwójne doświadczenie
Leirisa - jako podmiotu (pisarz, etnograf) i przedmio­
tu (pacjent psychoanalityka, model malarzy) - nie po­
zwala mu spojrzeć całościowo na badanych, na Afry­
kę, na etnografię. Następuje moment demaskacji:
prawdziwym tematem etnografii jest etnograf. O sa­
motniony, skazany na subiektywność, piszący.
W jednym ze swoich listów do Leirisa Bacon pisze:
„Być może realizm jest, w swym najgłębszym wyrazie, za­
wsze subiektywny”.73 Paradoks, na którym zbudowane
jest L ’Afrique fantôme („to przez maksimum subiektyw­
ności możemy dotknąć prawdy...”), jest więc w gruncie
rzeczy problemem malarskim. Dzieło Leirisa jest jednak
niczym sprawnie działający organizm, w którym wszyst­
kie naczynia są ze sobą trwale złączone: malarskie zagad­
nienie jest jednocześnie problemem autobiograficznym.
Tekst, płaszczyzna kartki papieru, to miejsce spotkania
(i „identyfikacji”) podmiotu i przedmiotu.

PODMIOT I PRZEDMIOT
„Schellingiańska koncepcja dzieła sztuki, jako
miejsca utożsamienia [spotkania - T. S.] podmiotu
i przedmiotu”68 - notuje Leiris w swym dzienniku in­
tymnym. Artysta tworząc, oscyluje na cienkiej grani­
cy, która rozdziela świadome i nieświadome, to co su­
biektywne i obiektywne: Schelling zauważa tę
paradoksalną sytuację aktu twórczego. „«Ja» zaczyna
(akt twórczy - T. S.) świadomie (subiektywnie) i koń­
czy w sposób nieświadomy lub obiektywny...” ; „Jest ab­
solutnie niemożliwe, żeby coś obiektywnego zostało
stworzone ze świadomością (...) to, co jest prawdziwie
obiektywne (...) nie może więc być wprowadzone (do
dzieła sztuki - T. S.) ze świadomością" .69 Artysta jest
świadomy podczas tworzenia, natomiast to, co po­
wstało wymyka mu się - w tym sensie dzieło sztuki jest
autonomiczne, żyje własnym życiem. Z kolei sam akt
twórczy jest paradoksalnym momentem wykroczenia
poza siebie - ku temu, co „obiektywne”. W twórczości
Leirisa pojawiają się wątki, które doskonale pasują, by
je rozważyć w kontekście myśli Schellinga: problem
pisania jako opętania (nieświadome, więc „czy obiek­
tywne”?), projekt autobiografii możliwie jak najbar­
dziej „szczerej”, realistycznej aż do bólu.
Giacometti, Picasso, Bacon - bohaterowie esejów
Leirisa. Dzieło każdego z nich obraca się wokół tema­
tu „artysta i jego model”.70 Ten balzakowski motyw
wyznacza, zdaniem autora L ’Afrique, odmienność
sztuki współczesnej. W notatkach do wykładu
w Collège de Sociologie zapisuje on uwagę o znamien­
nym przesunięciu akcentów pomiędzy romantyzmem
a współczesnością: nie spoczywa on już na osobie two­
rzącej, na artyście, lecz na mechanizmie tworzenia, na
procesie twórczym. Wątek ten rozwija, koncentrując
się na Picassie (który jest przecież twórcą obrazu M a­
larz i jego model): „W obrazach Picassa (...) tematem
obrazu, jest sam akt jego stwarzania.”71
Malarski temat artysta-model nie jest niczym in­
nym jak relacją podmiot-przedmiot, tak przecież waż­

PATOS I TEATR
„Co dzień wdziewałem maski...”
(Michel Leiris Wiek męski)

W Wieku męskim Leiris przywołuje obraz burdelu
jako miejsca, które - gratka dla historyka czy antro­
pologa - pozwala przenieść się w przeszłość, ku staro­
żytności. „Jeżeli dość długo lubiłem burdel, to dlate­
go, że i on współuczestniczy w starożytności;
przypomina targ niewolników i rytualną prostytucję
antyku”;74 „Zaznałem w portowych burdelach wraże­
nia głębokiej ludzkości i wielkości, które odczuć moż­
na we wszystkich domach rozpusty...”75 - pisze. Te
konotacje (antyk, „wrażenie wielkości”...) odsyłają
w oczywistym kierunku: dla Leirisa burdel, podobnie
jak kobiece posągi, jest czymś par excellence klasycz­
nym. Dziwny to, rzecz jasna, klasycyzm, jednak jego
ślady są silnie obecne w całym dziele. Jego zasadniczą
cechą jest patos. I tak bohater Wieku męskiego
uwzniośla swoje życie seksualne, które, począwszy od
pierwszych dziecięcych snów i fantazji, przeniesione
zostaje na poziom mitu: „byłem wzruszony”76 pisze
Leiris o swej pierwszej erekcji. Podobną rolę odgrywa
alkohol: „Szklanka alkoholu podnosi mnie do pozio­
mu wielkich pijaków Dostojewskiego”.77 Wspomnie-

14

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

LUDZKIE I NIELUDZKIE

nia, drobne, z pozoru nieistotne fakty nabierają tragi­
zmu, są wyolbrzymione niczym gest teatralny. Rów­
nież literatura, sam fakt pisania jest z natury patetycz­
ny: „Moje wspomnienia podniesione do kwadratu
przez fakt, że je zapisuję”.78 W taki sposób - poprzez
analogię ze światem teatru i opery, przywołanie kla­
sycznych figur i poprzez sam proceder pisania - doko­
nane zostaje obejmujące historię życia uwznioślenie i,
w efekcie, mityzacja.
Patos jest zawsze przypisany scenie: Leiris podkreśla
swą, pochodzącą jeszcze z dzieciństwa, fascynację te­
atrem i operą. Scena staje się wzorcem porządkującym
przeżycia, magazynem metafor i figur pojawiających się
w literaturze i w etnografii. „Zachowywać się tak,
jakbym był w teatrze”79 to zasada organizująca leirisowską etnografię „ja”. Autor Wieku męskiego jest zara­
zem podmiotem i przedmiotem własnej obserwacji, ak­
torem i widzem: to rozdwojenie wyraża symbolicznie
Hamlet - figura wewnętrznego rozbicia, odsyłająca
również do obrazu „teatru w teatrze”.
«Teatr „ja”», «„ja” w teatrze świata». Teatralnie
skonstruowane „ja”80 jest głównym (i jedynym) akto­
rem i widzem na autobiograficznej scenie.81 Tożsa­
mość bohatera nie jest trwała, ponieważ jest każdora­
zowo tworzona przez padające z widowni spojrzenie
widza, który zmieniając nieustannie miejsca, zmienia
również perspektywę (z kolei aktor nieustannie prze­
mieszcza się). Teatr, podobnie jak kult zâr, jest więc
„szatnią osobowości”: „Chciałem najpierw zagrać rolę
Rolli, potem Hamleta, dzisiaj - Gérarda de Nerval. Ja­
ką - jutro?”82
Autor La Règle du jeu przejmuje terminologię po­
chodzącą ze świata teatru i przenosi ją na płaszczyznę
literatury, autobiografii i etnografii. O ile afrykańskie
i antylskie kulty opętania (zâr, wudu) określone zosta­
ją przez Leirisa (za Alfredem Métraux) jako „komedia
rytualna”, to tauromachii przypisane zostaje pojęcie
„tragedii”. Napięcie między tymi dwoma pojęciami
(odnoszącymi do dwóch przeciwstawnych rodzajów
widowisk), występuje na przestrzeni całego dzieła:
w Wieku męskim nadanie „tragicznego” wymiaru zda­
rzeniom, które zazwyczaj nie są za takie uznawane, jest
przyczyną zamierzonego komizmu. Ta ambiwalencja
tłumaczy zamiłowanie Leirisa do słodko-gorzkich, tragiczno-komicznych postaci z commedii dell’arte.83 Dla­
tego też tak często pojawiają się odwołania do Pajaców
Leoncavalla, które dotykają prawdziwego sensu te­
atralności: pozorności („śmiech poprzez łzy i prawda
poprzez teatr”).
Obrazy „teatru w teatrze” są więc kluczowe dla je­
go autobiografii, ujawniają bowiem właśnie pozorność
nie tylko widowisk, ale również całego procesu spisy­
wania autobiografii i, finalnie, świata w ogóle. Świat
jest teatrem. Pozostaje sprecyzować: dla Leirisa świat
bywa commedią deWarte, bywa inscenizacją Hamleta.
Bywa też Gombrowiczowską Operetką.

„Automat, który się rozbija, kurtyzana, która zdradza,
śpiewaczka, która ginie na suchoty - takie były wcielenia
gardzicielki, jawiącej się w marzeniu Hoffmanna; kształty
zmienne jak Meduza, w której każdy zdaje się rozpoznawać
kobietę, którą kocha.”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Widziałem w nich tylko piękny posąg...”
(Michel Leiris Wiek męski)

W Aurelii Nervala statua zostaje rozbita. Leiris
przywołuje ten epizod w Essai sur le merveilleux,84 zesta­
wiając go z figurami, które pojawiają się w malarstwie
Giorgio de Chirico: przypomina o „cudowności”, „nad­
zwyczajności” posągów, o ich walorze symbolicznym.
Pragnienie tego, co nieludzkie, pragnienie zamiany
w „kamienną statuę” pojawia się wielokrotnie w jego
tekstach. Kamień, jednoznacznie kojarzony w Wieku
męskim z antykiem i z tym, co klasyczne, jest odpowie­
dzą na rozpad świata, który koroduje, który nieustan­
nie wymyka się, tak jak Afryka wymyka się pióru, któ­
re chce ją opisać i pozostaje czymś nieludzkim - zjawą,
fantôme: „(...) Nabrałem wcześnie zwyczaju pudrowa­
nia twarzy, jakbym ukryć ją chciał pod maską (...). Wy­
rażało to symboliczne pragnienie mineralizacji, stano­
wiąc reakcję obronną na wewnętrzną słabość i rozpad,
którymi czułem się zagrożony; chciałem zbudować so­
bie rodzaj pancerza, urzeczywistniając moim wyglądem
- ten sam ideał sztywności, który ścigałem w poezji.”85
Pewne wyobrażenia łączą Leirisa ze światem malar­
stwa De Chirico: „Świat moich snów jest światem nie­
realnym, brukowanym kamieniami, obramowanym
budowlami. N a ich frontonach czytam czasem tajem­
nicze sentencje. Jest to długi ciąg esplanad, galerii
i perspektyw, które przemierzam niczym całkowicie
abstrakcyjną przestrzeń ogołoconą ze wszelkiej ziem­
skiej realności. Królują tutaj: ołowiana nić, cyrkiel,
waga...”.86 Prawdziwie alchemiczna87 fascynacja ka­
mienieniem i stalą, potwierdza wyrażone w Wieku mę­
skim pragnienie:88 Leirisa interesuje moment, w któ­
rym doskonałość formy staje się alegorią śmierci,
negacją życia. Kamień i stal, od zawsze towarzyszące
tematyce melancholii, służą mu do stworzenia (auto)
portretu człowieka owładniętego obsesją pustki, para­
liżującym lękiem przed śmiercią.89
Dla Leirisa opera jest miejscem, w którym ciele­
sność zostaje w największym stopniu zanegowana.
Śpiewak, śpiewaczka operowa stają się alegorycznym
obrazem tego wszystkiego, co nieludzkie i niematerial­
ne i, równocześnie, rodzajem archetypicznego wyobra­
żenia kobiecości: dla Leirisa kobieta jest obrazem tego
właśnie, co nieludzkie; jest zawsze obiektem melan­
cholii. Podobnie niedostępna pozostaje Emawayish,
córka kapłana zâr: „Po całych miesiącach wstrzemięź­
liwości i uczuciowej pustki zakochałem się w Gonda-

15

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

AUTOBIOGRAFIA I BRAK GŁOWY

rze w Abisynce, która i fizycznie, i moralnie odpowia­
dała dwoistemu ideałowi Lukrecji i Judyty. (...) wyda­
wała się woskowym posągiem.”90
„Jedyne, co kocham w kobietach, to ich kryszta­
łowa biżuteria. Gdy oglądam je nagie, jedynym wa­
runkiem, bym mógł być podekscytowany, jest wy­
obrażenie sobie, że są statuami... N a własne ciało
spoglądam z niechęcią. Używam wszelkich środków
zdolnych nadać mu twardość granitu i całymi godzi­
nami utrzymuję je bez ruchu, wyobrażając sobie, że
w ten sposób przekształcę je w rodzaj statuy...”91 - pi­
sze w innym miejscu. Sceniczny zabieg przekształca­
nia własnego ciała w statuę przypomina o teatralnym
odniesieniu, które patronuje Wiekowi męskiemu. To
fragment rozmowy Fausta i Mefistofelesa, dotyczący
Meduzy:
Mefistofeles: „Daj temu pokój!/ Strzeż się, już ja
znam to./ To czarodziejski, martwy obraz, fantom:/ Le­
piej nie zważać na jej zdradny zew./ Kamienny wzrok
jej w człeku ścina krew/ I człowiek cały w kamień się
zamienia./ Czyżbyś Meduzy nie znał choć z imienia?”92
Scena jest miejscem wtajemniczenia (kobieta jako
Meduza), jest również miejscem przemiany (w ka­
mienny posąg). Leiris opisuje sam siebie jako już pora­
żonego wzrokiem Meduzy, skamieniałego. W tym sen­
sie, niezwykle trafione wydają się słowa Denisa
Holliera: narrator Wieku męskiego zastyga w grama­
tycznym „Ja”. To „Ja-które-umiera”.93
Meduza zabija spojrzeniem, Syreny kuszą śpiewem.
„Tym, co mnie często najbardziej dotyka w kobiecie,
jest jej głos”94 - pisze Leiris. Głos istnieje całkowicie
poza dotykiem, jest więc doskonałym „ucieleśnie­
niem” nieludzkiego stalowo-kamiennego ideału. Ale
głos jest również - jak w epizodzie Odysei, gdy Odyseusz kuszony jest śpiewem Syren - śmiercionośną bro­
nią, równie groźną jak wzrok Meduzy czy miecz Judy­
ty. Opera - ulubione miejsce Leirisa - staje się w tym
przypadku niebezpieczną przestrzenią, miejscem ku­
szenia. Staje się również metaforą sytuacji, w której
znalazł się autor i narrator Wieku męskiego: nieustają­
cego zagrożenia kobiecością. Śmiercią, którą kobieta95 niesie leirisowskiemu „Ja”...
Kobiety Leirisa są więc nieludzkimi statuami o an­
tycznym rodowodzie: Aurora,96 Lukrecja, Judyta,
Olympia, Nereida... W rzeczywistości są one bliskimi
siostrami bohaterek Gerarda de Nervala: Aurelii, Syl­
wii, Pandory... i Chwały Raymonda Roussela.97
Czymże bowiem innym jest rousselowska gloire, jeśli
nie (gramatyczną98) kobietą? Czymże innym, jak nie
ukoronowaniem świetlanym kręgiem, uwiecznie­
niem, zamianą w majestatyczny posąg, zamarciem
w chwale?
Jednak statua zawsze ulega rozbiciu. Proces mine­
ralizacji nigdy nie może dobiec końca, schwytany
w obłędną logikę błędnego koła: posąg formuje się, by
następnie skruszyć się na nowo.

„Wyobrażam sobie samego siebie (...) niczym Holofernes
z odciętą głową!”
(Michel Leiris Wiek męski)

Pisząc o operze Pucciniego Turandot, Leiris przy­
wołuje raz jeszcze biblijną historię Judyty i Holofernesa. W tym kontekście pojawia się projekt eseju Turan­
dot lub triumf Holofernesa, który byłby rodzajem
powrotu do kluczowego dlań, zaczerpniętego z obrazu
Cranacha, wątku.
W Wieku męskim utrata głowy99 staje się zaskaku­
jącą figurą autobiograficzną. „Autobiografia wywołuje
ten sam skutek, co działanie Judyty: oddziela głowę od
ciała, oddala tego, kto podejmuje zadanie autoprezen­
tacji, od niego samego” - pisze Denis Hollier. I dalej:
„Według stwierdzenia Bataille’a człowiek jest tym,
czego mu brakuje: z braku głowy rodzi się także auto­
biografia. Podmiot autobiografii jest (...) tym, kto tra­
ci twarz, kto w głębi samego siebie spotyka innego bez
twarzy, rozpoznaje siebie w wyzutej z „ja” trzeciej oso­
bie. Takie właśnie jest autobiograficzne caput mortuum: jej alchemia dąży do połączenia w jedną potwor­
ność własną twarz i brak twarzy innego.”100 Można
dodać coś jeszcze: brak głowy jest oczywistą figurą nie­
obecności. Piszący autobiografię musi się określić,
„amputuje” więc niektóre części „Ja” - fragmenty wła­
snego „ciała”, fragmenty własnej historii.101 Nie da się
opowiedzieć wszystkiego: pisząc tracimy fragmenty
naszego życia. Tracimy siebie.
Czego brakuje w autobiografii Leirisa, co zostaje
„ucięte”? „Wraz z La Règle du jeu autobiografia traci
swe centrum i swój sens: życie”102 - pisze Nathalie Bar­
berger. Autobiografia, która zostaje „pozbawiona gło­
wy”, nie ma końca, brakuje jej rozwiązania, osi: Leiris
opowiada kolejne anegdoty, kolejne historie, wzbogaca
fabułę, dokonuje kolejnych interpretacji tych samych
wspomnień z dzieciństwa. Przywołuje te same motywy
(co widoczne jest zwłaszcza w cyklu La Règle du jeu),
które powracając, paraliżują narrację. Opowieść nie
postępuje, nadmiar słów sprawia, że właściwy cel auto­
biografii - „życie” - gubi się gdzieś po drodze. „Nigdy
nie dochodzimy do ostatniej litery ostatniego słowa”:103 autobiografia nie może zostać dokończona.104
Figura ta posiada jeszcze jeden, trochę inny, sens.
Literatura bywa bowiem niebezpieczną grą, w której
można, dosłownie, stracić głowę - otrzeć się o obłęd.
Tymczasem dla Leirisa pisanie - rytuał nie mniej
prawdziwy niż kult zâr - jest zawsze równoznaczne
z opętaniem. Ta symboliczna dekapitacja oznacza
więc depersonalizację: coś czego nie kontroluję, „mó­
wi za mnie”.105 Głos, który wydobywa się z samych
trzewi. Czy to jeszcze „Ja”?
Niebezpieczeństwo grozi również z innej strony.
Radykalny gest Leirisa - destrukcja słownika i, przede
wszystkim, próba wcielenia literatury w życie, zaś życia

16

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

w literaturę - oznacza osiągnięcie miejsca, skąd nie
ma już powrotu. Dalej czyha prawdziwa gilotyna
i prawdziwy miecz.

mat samobójstwa pojawia się jako pomysł na rozwiąza­
nie problemu błędnego koła, w które wpadł Heyst bohater projektowanej w Afryce powieści.
W następstwie nieudanej próby samobójczej Leiris
zastępuje je, jako projekt rozwiązania splotu „dzieła”
i „życia”, ideą spalenia własnych książek112 - chce „na­
prawić błąd, jakim było ich napisanie”. „Spalić to, z po­
wodu czego istnieję, by nie zostać spalonym samemu...”113 W swym projekcie Leiris bliski jest postawie
wzywającego do pisania krwią Friedricha Nietzschego:
w rozprawie Literatura a tauromachia przywołuje metafo­
rę ognistego pióra („pod zdaniami autora papier marsz­
czyłby się i zapalał za każdym dotknięciem pióra
z ognia”114). Pisząc, palimy własne książki. Jednak, jak
sugeruje Leiris, tylko takie, równoznaczne z „utratą gło­
wy” pisanie - pisanie, w którym górę bierze wyciskająca
łzy i krew, ognista namiętność115 - sprawia, że literatura
przekracza swe granice: ku „życiu”.
Pragnienie pisania „ognistym piórem” jest jednak
naznaczone bluźnierstwem. Pisarz, który marzy o wyjściu
„poza literaturę”, jest z natury podejrzany. To niebez­
pieczny alchemik lub ktoś, kto zaprzedał duszę diabłu.
Leiris doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa,
jakim jest uczynienie z literatury „życia” (przypomnijmy:
Wiek męski pojawia się w 1939 roku) czy dosłowne po­
traktowanie metafory spalenia książek. Wie, co w tam­
tej sytuacji politycznej może oznaczać „utrata głowy”...

PAPIER I ŚMIERĆ
„Powinienem był popełnić samobójstwo, jest to jednak
ostatnia rzecz, jaką zrobię.”
(Michel Leiris Wiek męski)

W nocy, tuż przed podjęciem próby samobójczej,
zapisze: „Pisząc, szukam schronienia w przestrzeni bia­
łej kartki, jak struś chowający głowę, tak jak gdyby ta
kartka była światem bez gęstości, gdzie śmierć nie mo­
że wniknąć”.106 Zarówno Dziennik, jak i całą autobio­
graficzną prozę Leirisa (ale również niektóre teksty et­
nograficzne) można czytać jako rozważanie na temat
śmierci. Motyw ten powraca u autora L ’Afrique
fantôme regularnie, prawie zawsze właśnie w kontek­
ście literatury. Przestrzeń białej kartki jest rodzajem
azylu, który chroni przed naznaczonym rozpadem
światem zewnętrznym. Pisanie jest jednak, z natury,
pełne ambiwalencji: jest równoczesnym odwleczeniem
śmierci i jej zapowiedzią. Heroiczną walką, która nie
może zostać wygrana: „Poezja [pisanie poezji] nie jest
niczym innym jak długą walką ze śmiercią”; „każde
działanie artystyczne, jakiejkolwiek natury, korzenia­
mi sięga do tej wojny przeciwko śmierci...”107
Pojawia się tu ponownie paradoksalne błędne koło
- zasada organizująca kolejne dzieła Leirisa. „Pisanie,
które jest końcem”: pierwsze zapisane słowo wyłącza
piszącego z porządku „życia” i - podobnie jak fanfary
oznajmiające początek corridy - jest sygnałem nie­
uchronnej śmierci. Stąd metafora literatury jako are­
ny, autora zaś jako toreadora („jestem naprzeciwko li­
teratury niczym torero”). W takim ujęciu staje się ona
rodzajem morderczej rozgrywki, w której autor, będąc
równocześnie toreadorem i bykiem, znajduje się za­
wsze w sytuacji bez wyjścia.
„Wcielić śmierć w życie, sprawić, by stała się w ja­
kiś sposób rozkoszna (jak gest torera, który łagodnie
wciąga byka w fałdy kapy czy mulety): na tym powin­
na polegać działalność budowniczych luster...”.108
Podjęcie wyzwania, wkroczenie na arenę jest rodzajem
pięknego samobójstwa. Warto pamiętać, że tytuł naj­
ważniejszej leirisowskiej rozprawy o literaturze (De la
litterature considéré comme une tauromachie),109 jest
bezpośrednim nawiązaniem do tytułu słynnego dzieła
Thomasa de Quincey De l'assasinat considéré comme un
des beaux-arts...110
Właśnie temat zabójstwa-samobójstwa111 pojawia
się u Leirisa wielokrotnie. Jawi się jako sposób na prze­
rwanie błędnego koła, nierozerwalnego splotu „życia”
i „sztuki”, które jest głównym zagadnieniem cyklu au­
tobiograficznego. Szukając reguły gry, reguły „ja”, za­
pisze w dzienniku: „La Règle du jeu (reguła gry¡reguła
„ja”) - samobójstwo?”. Z kolei w L ’Afrique fantôme te­

ŚMIERĆ I STYL
„Powiedz mi, Gitanillo, czy twoje serce przestaje bić, gdy
walczysz na arenie?”
(Corochano)

Ceremoniał pogrzebowy Dogonów to, według Leirisa, „opera pogrzebowa” (opera funebré). Ta sama me­
tafora116 pojawi się w serii wierszy poświęconych corri­
dzie: tauromachia, opera i śmierć są ze sobą w intymny
sposób powiązane. N a arenie, tak jak w operze, serce
przestaje bić. Śpiewak operowy zmienia się w nieru­
chomą statuę - podobnie jak toreador przed decydują­
cym pchnięciem. W martwy posąg. W głos. Muzyka muzyka operowa, ale także, jak pisał José Bergamin,
„milcząca muzyka” corridy - jest uwolnieniem od
obecności, czymś „na kształt śmierci”. „Umrzeć trochę,
by zapomnieć, że później umrę całkowicie”117 - pisze
Leiris, miłośnik opery i tauromachii...
Leiris pierwszy raz ogląda corridę wspólnie z Picassem,118 22 sierpnia 1926 we Fréjus. Jednak swoje ob­
jawienie przeżywa dopiero po powrocie z Afryki, na
którejś z kolei walce,119 gdy ogląda na arenie Rafaelillo - toreadora z Walencji. W liście do wybitnego
znawcy corridy André Castela (sierpień 1938), Leiris
przypisał temu momentowi wagę epifanii: „W żadnym
dziele artystycznym i literackim nigdy nie odnalazłem
odpowiednika tego, co poczułem w Walencji, ogląda­
jąc walczącego Rafaelillo (...) Wiem, że w całym mo­

17

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

im życiu nie doświadczyłem czegoś podobnego.” Epifa­
nia? Lecz jakiego rodzaju? Co w tym wypadku kryje się
pod tym zapoznanym i niejasnym pojęciem?
Leiris był przeciwny estetyzacji walki, która skrywa
właściwy sens widowiska. Tauromachia, której symbo­
lem jest walczący na arenie Rafaelillo, sytuuje się więc dla
niego poza „sztuką”, poza kategoriami estetycznymi. Czy­
li gdzie? W sferze religii? Według Annie Maillis,120 rze­
czywiście możemy mówić o momencie religijnym u Leirisa właśnie wtedy, gdy pisze on o corridzie (jednak, wbrew
pozorom, autor Lustra tauromachii niewiele miał wspól­
nego z okultystyczną religijnością Georgesa Bataille’a121).
Jednak epifania ta ma specyficzny sens: Lustro tauroma­
chii - podobnie jak inne cenione teksty o corridzie (Ber­
gamin, Montherlant, Hemingway...) - jest przede wszyst­
kim doskonale napisane (dlaczego teksty o corridzie są
tak dobrze napisane?). Leiris osiąga momentami szczyty
stylistycznej maestrii: jego styl pozwala, przez krótką
chwilę, uwierzyć, że to, co napisane jest tak dobre, a na­
wet lepsze niż corrida. Lepsze niż... „życie”.
Jeśli więc mamy do czynienia z epifanią, jest to bez
wątpienia epifania stylu. Leiris wykracza, na krótki mo­
ment (być może jedynie w paru akapitach, kilku zda­
niach...), poza „sztukę” i poza „życie”. Literatura, któ­
ra przekracza „literaturę”? Sprawa dość kłopotliwa
i raczej problematyczna. Jednak podobny, dziwny splot
odnaleźć można w... Szkicach piórkiem Andrzeja Bob­
kowskiego. We wspaniałym, napisanym niby od nie­
chcenia (jakby na marginesie niezwykle intensywnych
momentów życia), fragmencie poświęconym rowero­
wej podróży po południu Francji. Upadek Francji,
triumfująca Trzecia Rzesza. Bobkowski „urywa się
z łańcuszka” i odbywa wakacje życia: słońce, rower, La­
zurowe Wybrzeże, Alpy, wolność. Przy okazji (późnym
wieczorem, po zakończonej szaleńczej rowerowej jeździe) notuje swe wrażenia. Wychodzi wspaniale. Pozo­
staje pytanie: lepiej czy gorzej niż w rzeczywistości?
Lepsze jest Camargue ze Szkiców piórkiem, czy lepiej by­
ło „być tam” - na rowerze w Camargue? Triumf „życia”
nad literaturą? Czy może raczej stylu nad „życiem”?
Tauromachia, tak jak ją widzi Leiris, stawia więc
podobny problem. To, być może, jedyny - „epifaniczny” - moment, który wymykałby się błędnemu kołu,
tej „regule gry”. Czy jednak na pewno?

wywracając słowo na „drugą stronę”, odwraca również
porządek świata: „Jeśli jest tak, że mówię językiem
śmierci, śmierć przestaje być śmiercią (nie jest już wię­
cej końcem wszystkiego, ale odległą krainą, z którą
może mnie trochę oswoić słowny egzotyzm).”122 Leiris
mówi więc językiem „wywróconym na drugą stronę”,
„prześlizguje się po odwrotnej stronie śmierci”.123 De­
strukcja słownika, zniszczenie sensów są równoznacz­
ne z chwilowym zawieszeniem, z jej oswojeniem. To
odwleczenie może nastąpić jedynie przez przemianę
znaczeń słów.
Śmierć i mort. Oba słowa, polskie i francuskie, są
krótkie, jednosylabowe, wymawia się je jednym
tchem. W Langage tangage Leiris przekształca mort
w „me met hors” - cztery litery zostają przekształcone
w dziewięć liter. W innym glosariuszu mort zostaje
jeszcze bardziej rozciągnięte, stając się „minotaure
amateur d’hommes. Saumatre traumatisme”. Zamiast
jednego słowa mamy więc kilka o innym niż pierwot­
ne znaczeniu. Zamiast dziewięciu - czterdzieści dwie
litery. Leiris dosłownie rozciąga śmierć, tym samym ją
neutralizując. Wyrok zostaje chwilowo zawieszony.

MUZYKA I ŚMIERĆ
„Ojciec mój zmarł był przed przeszło rokiem, w śnieżysty
dzień, po chirurgicznym zabiegu. Zawsze rozmiłowany w mu­
zyce, zażądał od mojego brata - wiedząc, że wkrótce umrze
- aby ten zagrał mu na skrzypcach ulubioną melodię.”
(Michel Leiris Wiek męski)
„Zycie jak opera, z miłością by załamać linię melodyczną
i ze śmiercią, by nadać mu całą swą doniosłość w finale.”
(Michel Leiris Fibrilles)

Dziennik rozpoczyna się przywołaniem Święta wio­
sny Strawińskiego. Tematyka muzyczna, powracająca
regularnie. Muzyka i śmierć. Leiris życzył sobie, by na
jego pogrzebie odtworzono Bal maskowy (!) Verdiego.
Tymczasem zgromadzeni nad grobem usłyszeli owszem
Verdiego, ale... Simona Boccanegra.
A więc pomyłka. Reguła nie zadziałała, gra nie zo­
stała rozegrana zgodnie z planem: zwieńczeniem życia,
jego podsumowaniem nie staje się Bal maskowy. Po­
wtórzmy raz jeszcze za Denisem Hollierem: „nigdy nie
dochodzimy do ostatniej litery ostatniego słowa” - au­
tobiografia wymyka się, pozostaje niedopowiedziana,
kończy się na V(erdim), a nie na Z...

JĘZYK I ŚMIERĆ
„Umrzeć trochę, by zapomnieć, że później umrę całko­
wicie.”
(Michel Leiris Langage tangage)

Przypisy

Pod koniec życia Leiris pisze Langage tangage ostatni tom gier słownych, który dopełnia rozpoczętą
w 1924 roku pracę nad destrukcją słownika. Zaryso­
wuje w nim nową perspektywę na język: przekształca­
nie sensów jawi się tam jako rodzaj gry ze śmiercią.
Gry, którą cechuje karnawałowe odwrócenie, bowiem

1
2
3
4
5

18

Perec G./Markowski M. P. Gabinet kolekcjonera/Perekreacja, Warszawa 2003, s. 83
Svevo I. Zeno Cosini, Warszawa 1966, s. 346
Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972, s. 37
Błoński J. w: Leiris M. Wiek męski, s. 180
Blanchot M. w: „L’Ire des vents” 3-4/1981.

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

6
7
8
9

10

11
12
13

14
15
16

17
18
19

20
21
22
23
24
25
26
27

28
29
30
31

Błoński J. w: Leiris M. Wiek męski s. 184
Nadeau M. Michel Leiris et la Quadrature du Cercle, ed.
MAURICE N A D EA U 2002, s. 110
Leiris M. Journal 1922-1989, Gallimard 1992, s. 32
Maurice Blanchot pisze: „Za każdym razem, gdy myśl za­
tacza błędne koło, oznacza to, że właśnie dotyka czegoś
oryginalnego, od czego wychodzi i co może przekroczyć
tylko po to, aby do tego powrócić.” (Wokół Kafki, War­
szawa 1996, s. 119).
Leiris M. Journal 1922-1989, Gallimard 1992, s. 169.
Warto w tym kontekście wspomnieć kafkowską formu­
łę: „Pisać, aby móc umrzeć - Umrzeć, aby móc pisać.”
Leiris M. Journal 1922-1989, s. 512
Leiris M. Journal 1922-1989, s. 541
Problem błędnego koła pojawia się na wszystkich pozio­
mach, również na poziomie odbioru. Leiris wyprzedza in­
terpretację, rozbraja badacza: „Niechaj sobie współcze­
śni badacze podświadomości mówią o Edypie, kastracji,
poczuciu winy, narcyzmie; nie wierzę, aby posunęli na­
przód zrozumienie istoty problemu...” pisze Błoński, re­
konstruując niejako poglądy autora Wieku męskiego.
Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, L'Ecole des
lettres 1996, s. 60
Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, s. 60
W malarstwie, podobnie jak podczas tauromachii, życie
powstaje (uobecnia się) w miejscu spotkania płótna (by­
ka) i artysty (toreadora): „Im bardziej artysta będzie
obecny (...), tym bardziej żywotny będzie obraz - miejsce,
w którym dokonuje się spotkanie tych dwóch rzeczywi­
stości...” (Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait,
s. 16-17)
Leiris M. Ruban au cou d’Olympia, Gallimard 1981, s. 13
Leiris M. Glossaire J ’y Serre mes Gloses w: Mots sans
mémoire, Gallimard 1969, s. 113
Michalski K. Płomień wieczności. Nietzsche o czasie, śmier­
ci i miłości „Europa. Tygodnik idei” nr 16 (159), s. 13
Ważnym punktem odniesienia jest tu tekst Dariusza
Czai Zycie czyli nieprzejrzystość („Konteksty” 3-4/2002,
s. 6-22) i tocząca się wokół niego, na łamach „Kontek­
stów” właśnie, dyskusja. Nie sposób omówić w przypisie
wszystkich tez Czai - przywołajmy jedynie puentę tek­
stu: „Zycie jest opowieścią o nieczytelnym wzorze, mówi
Ricoeur. Zycie jest puzzlem, powiada Perec. Puzzlem,
czyli zagadką. Nie ma rozwiązania zagadki życia, dopo­
wiada Dilthey. Ale wysiłki, by odnaleźć przynajmniej za­
rysy wyjściowego obrazka, nie ustają. C ’est la vie. Bo
Francuzi zawsze wszystko wiedzą najlepiej.”
Jak nazywa Leirisa Jan Błoński (Posłowie do Wieku mę­
skiego s. 184).
Blanchot M. w: „L’Ire des vents” 3-4/1981.
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, w: Dépossédés, Editions
des Minuit 1993.
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 26
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 25
Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 24
Angielski przekład (Nights as Day, Days as Night) idzie
w innym kierunku, ignorując wątek braku.
Podążam tu za „fonetycznym” tłumaczeniem Jana Gondowicza. Nie mniej zasadne jest tłumaczenie reusement
jako śliwie, zaś heuresement jako szczęśliwie.
Barberger N. L ’Ecriture de deuil, Presses Universitaires
Du Septentrion, 1998.
Wszystkie cytaty pochodzą z Wieku męskiego.
Leiris M. Journal 1922-1989 s. 167
Leiris M. Wiek męski s. 130

32 Proust M. Pamięć i styl, Kraków 2000, s. 112
33 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 370
34 Przeklęta leworęczność staje się ważnym punktem od­
niesienia dla antropologii francuskiej lat 30. (którą Ja­
mes Clifford nazwał właśnie „antropologią spod znaku
lewej ręki”), dla Georgesa Bataille'a i kręgu „Docu­
ments” (gdzie tak istotną rolę odgrywało zagadnienie fetyszyzmu), bowiem tylko to, co „lewe”, może stać się fe­
tyszem, i na odwrót - fetysz „rodzi się” zawsze po lewej
stronie.
35 Hertz R. La prééminence de la main droite. Etude sur la po­
larité religieuse, Paris 1928, s. 128
36 Leiris M. Wiek męski, s. 21
37 Leiris M. L ’homme sans honneur, Editions Jean-Michel
Place, 1994, s. 89-90
38 Warto pamiętać o zarysowanej przez Leirisa metaforze:
toreador jest Don Juanem, Don Juan jest toreadorem...
39 We wstępie do nowego wydania La Règle du jeu (Pleiade, 2003) Denis Hollier przeciwstawia „klasycyzm” Wie­
ku męskiego, „barokowi” La Règle du jeu: dychotomia ta
przekracza jednak kwestię stylu, stając się czymś funda­
mentalnym nie tylko dla literatury, lecz również dla au­
tobiografii. Klasycyzm wiąże się z zamiłowaniem do an­
tycznych figur, lecz również z pragnieniem „symbolicznej
mineralizacji” i dążeniem do „prostoty”, „bezpośrednio­
ści” (chęci „rozjaśnienia” własnego życia), podczas gdy
barok jest tu odpowiednikiem bataillowskiej transgresji,
przekroczeniem reguły i, przede wszystkim, zasadą waria­
cji i powtórzenia, która sprawia, że motywy nieustannie
powracają. Klasycyzm jest dla Leirisa również rodzajem
ucieczki przez światem, mineralizacją właśnie, zamknię­
ciem - przemianą w kamień (śmiercią), by ocalić życie
(co na poziomie literatury oznacza rygor). Barok, od­
wrotnie: żywotna wybujałość stylu (widoczna zwłaszcza
w powtórzeniu, w wariacji) skrywa pustkę, śmierć. Te
dwie sprzeczności ustanawiają relację między życiem,
sztuką i śmiercią (która, jak obsesyjnie powtarzał Leiris,
zawsze jest u końca). To zawikłanie znajduje swe odbi­
cie na arenie. Dla francuskiego etnologa walka z bykiem,
będąc widowiskiem prawdziwie barokowym i operowym,
jest zarazem poszukiwaniem klasycznej czystości.
40 Leiris zbliża się tu do Gombrowicza, który w podobny
sposób organizuje świat przedstawiony, w podobny spo­
sób wprowadza wątki autobiograficzne (quasi-naukowość
w Byłem pierwszym strukturalistą) zajmują go podobne dy­
chotomie (sztuka i życie, świat zewnętrzny i ja...). Rów­
nież Gombrowiczowi patronuje lewa ręka...
41 Dlatego trop heglowski byłby tu chybiony.
42 Brzmieniowe podobieństwo „życia” i „pustki” - vie i vide
- bywa wykorzystywane we francuskim: np. znawca
twórczości Raymonda Roussela François Caradec, ukuł
grę słowną „vie de Roussel Roussel”...
43 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 125
44 Siriel brzmi orientalnie (co sprawia, że dodanie doń na­
zwiska Lechim, doprowadza do metamorfozy w żydow­
skiego rabina), ale brzmi również „antycznie”... Leiris
wykracza następnie poza możliwości, jakie daje mu wła­
sne nazwisko: do Siriela (który tu występuje jako nazwi­
sko) dołącza antyczne imię Damocles. Z czasem pojawi
się jeszcze jeden, podobnie brzmiący wariant: Ximenes.
45 Leiris M. On Duchamp „October” 112 (1/2005), s. 47
46 Leiris M. On Duchamp, s. 49
47 Leiris M. On Duchamp, s. 47
48 Leiris M. La langue secrete des Dogon de Sanga, Jean-Mi­
chel Place 1988, s. 12

19

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

49 Jamin J. Présentation w: Leiris M. Journal 1922-1989, s. 14
50 Wbrew temu, co podawał w swoich książkach autobio­
graficznych i w swoim dzienniku intymnym (!), żona Leirisa Louise Godon była w rzeczywistości córką, a nie sio­
strą żony Daniela Henry Kahnweilera - znanego
marszanda sztuki awangardowej.
51 W swoim komentarzu do Glossaire, Leiris pisze: „Nie tylko
mowa, lecz cała sfera myśli opiera się na grze transpozycji,
na symbolach, które możemy zakwalifikować jako metafo­
ryczne.” Dogon i Godon: właśnie metaforyczność języka,
umożliwia równoczesną etnografię i autobiografię...
52 W Glossaire (1925), będącym ówczesnym manifestem
jego poglądów na temat języka, pisze: „Gigantyczna po­
myłka sprawiła, że ludzie uwierzyli, iż mowa powstała
by ułatwić ich codzienne relacje. Ludzie tworzą słowni­
ki z lenistwa. W słownikach słowa są katalogowane,
obdarzone dokładnie określonym sensem, opartym na
zwyczaju i etymologii. Tymczasem etymologia jest na­
uką pustą, która w żadnym stopniu nie wyjaśnia praw­
dziwego sensu słowa (...) Rozczłonkowując słowo (...)
na małe części, nie troszcząc się ani o etymologię, ani
o przyjęte znaczenie, odkrywamy jej najbardziej skryte
cechy i tajemne rozgałęzienia.(...) Tak więc język prze­
kształca się w wyrocznię...”. Kilkanaście lat później,
w notatkach do wykładu w Collège de Sociologie, Leiris pozostawia na marginesie rodzaj przypomnienia:
„traktować mowę jak rzecz świętą [z porządku sa­
crum]...”. W ątek ten, powraca niczym refren: język jest
domeną augurów.
53 Leiris M. La langue secrète des Dogon de Sanga, Jean-Mi­
chel Place 1988, s. 31
54 Leiris M. Entre augures, Terrain vague 1990, s. 14
55 Jak w przypadku Roussela i Duchampa (patrz: Leiris M.
On Duchamp „October” 112).
56 Leiris M. Langage tangage ou Ce que les mots me disent,
Gallimard 1985, s. 124
57 Leiris M. Langage tangage, s. 112
58 Leiris M. Lustro Tauromachii, Gdańsk 1999, s. 23
59 Według Rolanda Barthesa fotograficzne punctum, które
nas „nakłuwa” i pozwala zobaczyć rzeczy „nagie”, jest
właśnie zawsze drobnym szczegółem, niepozornym deta­
lem. Ma zawsze realistyczne odniesienie. W przypadku
Leirisa, fascynacja drobnymi faktami nabiera wymiaru
perwersji: ich perwersyjna moc pozwala wniknąć głębo­
ko w materię życia. Ciosy szpady, które zawsze przyszy­
wają „na wylot” i zawsze są do bólu „szczere”, sprawiają,
że - jak pisze w Lustrze Tauromachii - „czujemy, że przy­
legamy do świata i do samych siebie”. Leiris sam poszu­
kuje „nacięć”, wystawia się na nie. Tak rozumiany re­
alizm ma - jak u Barthesa - posmak fetyszu, bowiem
podobnie jak fetysz (i jak ostra brzytwa) „dotyka nas do­
głębnie”, wchodząc w samą materię życia.
60 Leiris M. Ce que m’ont dit les peintures de Francis Bacon,
Albin Michel 2004, s. 13
61 Violenter - słowa to ma również swój drugie, bardziej lite­
rackie znaczenie, które doskonale pasuje do niektórych
malarskich zabiegów Bacona: „wypaczyć, zniekształcić
sens” (T. S.).
62 Leiris M. Francis Bacon aujourd’hui, Albin Michel 2004,
s. 34-35
63 Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, s. 119
64 Markowski M. P. Czarny nurt. Gombrowicz, świat, litera­
tura, Kraków 2005, s. 127
65 Markowski M. P. Czarny nurt. Gombrowicz, świat, litera­
tura, s. 131-132

66 W swoich pismach o Baconie Leiris rozwija koncepcję
„obecności”: „Dla widza to obecność artysty, jego intym­
ny ślad (...) sprawia, że rzecz staje się obecna - jej przeci­
wieństwem jest śmierć, która zjawia się w dziele, w wy­
padku, gdy temat zostaje przeniesiony na płótno bez
prawdziwego wkroczenia subiektywności. Im bardziej ar­
tysta będzie obecny (...), tym bardziej żywotny będzie ob­
raz - miejsce, w którym dokonuje się spotkanie tych
dwóch rzeczywistości...” (Francis Bacon ou la brutalité du
fait, s. 16-17). „To, co mnie fascynuje u Bacona - po­
dobnie zresztą jak u Giacomettiego - to fakt, że jego ob­
razy, dosłownie, krzyczą obecnością.” (Francis Bacon ou la
brutalité du fait, s. 60). T a żywa obecność sprawia, że ob­
razy Bacona są jak „samo życie”, że „żyją własnym ży­
ciem”. Koncepcja Leirisa jest więc, w pewnych aspek­
tach, bliska schellingiańskiej koncepcji dzieła sztuki według Schellinga, dzieło sztuki żyje „życiem autono­
micznym”.
67 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 744
68 Leiris M. Journal 1922-1989 s. 342; wątek odniesień do
Schellinga w leirisowskich tekstach o sztuce analizuje
też Sachiko Natsume-Dubé „L'Infini” nr 87, 2004.
69 Schelling F. W. J. Le système de l'idéalisme transcendental
(1800), Louvain 1978, s. 246-247; za: Sachiko Natsume-Dubé Bacon Schelling Leiris.
70 Leiris poświęcił również wiele stron twórczości swego
przyjaciela André Massona. W Dzienniku przeciwsta­
wia ją jednak stanowczo malarstwu Bacona, Picassa
i Giacomettiego (która jest rodzajem fenomenologii
poruszającej temat samotności przedstawionego przed­
miotu). Malarstwo Massona jest, dla odmiany, „monistyczne”: przedstawia bowiem świat „przed-ludzki”,
w którym różnica między podmiotem i przedmiotem zo­
stała zniwelowana. Tęsknota za momentem złączenia
jest z kolei jednym z tematów bataillowskiej pornogra­
fii. Jej doskonałą „ilustracją” są obrazy Massona: ich
rzeczywistym tematem jest właśnie stan ekstazy, orga­
zmu - „mała śmierć”.
71 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 595
72 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 145
73 Leiris M. Francis Bacon ou la brutalité du fait, s. 106
74 Leiris M. Wiek męski, s. 51
75 Leiris M. Wiek męski, s. 105
76 Leiris M. Wiek męski, s. 32
77 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 48
78 Za: Lejeune P. Lire Leiris: autobiographie et langage, édi­
tion Klincksieck 1975, s. 30
79 Za: Lejeune P. Lire Leiris: autobiographie et langage, s. 40
80 Leiris wiele uwagi poświęcił badaniom nad teatralnością
zachowań i „teatralną koncepcją osobowości” opęta­
nych (kulty zâr i wudu).
81 Pojawia się tu dość oczywisty trop psychoanalityczny,
który jednak nie modyfikuje w zasadniczy sposób głów­
nego założenia autobiografii Leirisa.
82 Leiris M. Wiek męski s. 129
83 Temu tematowi Leiris poświęcił esej pt. Picasso et la
comédie humaine.
84 Leirisowska koncepcja „cudowności” i mitów współcze­
snych, różni się od pochodzących z podobnego okresu
i poruszających podobny temat tekstów Rogera Caillois
Paryż, mit współczesny (1937) i Roberta Desnosa Imagerie
moderne (1929), gdyż Leiris, podkreślając językowy cha­
rakter tego, co niesamowite, pozostaje bliski Jarry'emu
i językowej koncepcji mitu Maxa Müllera.
85 Leiris M. Wiek Męski, s. 155

20

�Tomasz Szerszeń • MICHEL LEIRIS INSTRUKCJA OBSŁUGI

86 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 93
87 Właściwie przez całe lata 20. Leiris jest bardzo zaintere­
sowany alchemią i okultyzmem.
88 Wątek ten rozwija Maurice Nadeau (Michel Leiris et Qu­
adrature du Cercle).
89 Podobnie jak u Giacomettiego, gdzie w niezwykłej rzeź­
bie Cube twarz zostaje wpisana w kamień i, tym samym,
skryta w jego doskonale gładkiej powierzchni i nieludz­
ko geometrycznym kształcie.
90 Leiris M. Wiek męski, s. 168
91 Nadeau M. Michel Leiris et Quadrature du Cercle, s. 56;
Nadeau poświęca cały rozdział zagadnieniu mineralizacji
i metaforyki „kamiennej i żelaznej” u Leirisa.
92 J. W. Goethe Faust, część I, Noc Walpurgi, przekład F.
Konopki; za Wiek męski, s. 35
93 Patrz: Hollier D. Nagłówek Holofernesa. Notatki o Judy­
cie, „Konteksty” 3-4/2007.
94 Leiris M. Fibrilles, Gallimard 1966, s. 149
95 Owa „gramatyczna Judyta”, jak to ujął D. Hollier.
96 Która jednak, zgodnie z regułą gry wyłożoną w glosariuszach, może przekształcić się w każdej chwili
w „Horrorę”...
97 Po opublikowaniu La Doublure, swego pierwszego utwo­
ru, Roussel poczuł się, przez moment, obdarzony nie­
śmiertelną chwałą. To wspomnienie będzie mu towarzy­
szyć przez całe życie.
98 Gloire jest w języku francuskim rodzaju żeńskiego. Wy­
razowi temu przypisane są następujące znaczenia: sława,
chwała, cześć, blask, świetność, majestat, świetlany krąg,
chluba, zasługa, zaszczyt, gloria.
99 Temat ściętej głowy, „bezgłowego” pojawia się w „Documents”. U Michela Leirisa wątek ciała bez głowy pojawia
się w dwóch hermetycznych, intrygujących tekstach
z „Documents”: w Une peinture d’Antoine Caron dokonu­
je egzegezy dziwnego manierystycznego obrazu Antoine'a Carona, którego tematem jest antyczna masakra
(ciała bez głów), w Caput mortuum ou la femme de alchemiste dotyka zagadnienia deformacji ludzkiego ciała, któ­
re pozbawione głowy przeradza się w coś nieforemnego,
nieludzkiego (informe).
100 Patrz: Hollier D. Nagłówek Holofernesa. Notatki o Judycie.
101 Dotykamy tu zagadnienia zasadniczego dla problematy­
ki reprezentacji. Denis Hollier przywołuje, w tym kon­
tekście, błyskotliwe spostrzeżenie Louisa Marina odno­
szące się do malarstwa: „problem prawdy rozdziela głowę
i ciało...”. Postać Meduzy - jedna z kluczowych antycz­
nych figur występujących w Wieku męskim - wskazuje na
tę ścieżkę interpretacyjną.
102 Barberger N. L ’Ecriture de deuil, Presses Universitaires
Du Septentrion, 1998, s. 17
103 Hollier D. La Poésie jusqu’à Z, s. 34
104 To poszukiwanie końca jest tu równoznaczne z poszuki­
waniem symbolicznego „kamienia filozoficznego”: Leiris
planował nawet napisanie powieści pt. Pierre philosopha­
le —Kamień filozoficzny.
105 Jean Jamin dokonał interpretacji Leirisowskiej koncep­
cji opętania, w kategoriach gry aktorskiej i Sartre'owskiej koncepcji aktora.
106 Leiris M. Frêle Bruit w: La Règle du jeu, Gallimard «Bi­
bliothèque de la Pléiade» 2003, s. 923
107 Leiris M. Journal 1922-1989, s. 164
108 Leiris M. Lustro tauromachii, s. 52
109 To subtelne odwołanie niknie w przekładzie Jana Błoń­
skiego, który przełożył tytuł eseju jako Literatura a tauromachia.

110 Tyle że dla Leirisa zabójstwo jest zawsze samobójstwem.
111 W 1957 roku Leiris rzeczywiście podejmuje próbę samo­
bójczą, pozostając wiernym naczelnej zasadzie swej auto­
biografii, by słowa traktowane były niczym fakty.
112 Motyw kafkowski u Leirisa: List do ojca pojawia się
w kontekście La Règle du jeu. W obu przypadkach przy­
czyną pisania jest „wyjaśnienie wzajemnych stosunków”.
Leiris bierze również udział w ankiecie Czy należy spalić
Kafkę?
113 Leiris M. Langage tangage, s. 74
114 Leiris M. Wiek męski (Literatura i tauromachia), s. 13
115 Patrz: Czaja D. Krew i Izy. Interpretacja jako namiętność,
„Teksty drugie” 3/2006.
116 Pewne metafory pojawiają się u Leirisa wielokrotnie,
w odmiennych kontekstach, wskazując na wewnętrzne
pokrewieństwa pewnych zjawisk. Antropologiczny pro­
jekt Leirisa ma więc całościowy charakter: to, co afry­
kańskie i europejskie, etnograficzne i literackie, współ­
istnieje na jednej płaszczyźnie.
117 Leiris M. Langage Tangage, s. 75
118 Cztery lata wcześniej (7 maja 1922) Picasso jest świad­
kiem śmierci na arenie toreadora Granero. To wydarze­
nie popycha malarza ku tematyce tauromachicznej, któ­
ra jest najbardziej obecna w jego pracach z lat 30. Wątek
śmierci Granera pojawia się również w Bataillowskich
Historiach oka, gdzie zostaje skojarzona z brutalnie ikonoklastycznym atakiem skierowanym przeciwko platonizmowi i tzw. „okocentryzmowi” zachodniej kultury.
119 Które - jeśli wierzyć relacjom pisarza - zazwyczaj koń­
czyły się albo krwawą masakrą, albo były przedstawienia­
mi żałosnymi: raczej parodią niż tragedią. Jednak w tam­
tym początkowym okresie fascynacji walką byków,
kluczowy dla Leirisa był sam akt ofiary, nie zaś widowi­
sko. W tym sensie Leiris pozostawał wówczas pod wpły­
wem koncepcji Georgesa Bataille'a.
120 Maïllis A. Michel Leiris l’écrivain matador, édition L'Har­
mattan 1998.
121 Kult krwawej ofiary, bezgłowego byka i tego, co „nie­
ludzkie”, był kluczowy dla sekretnego okultystycznego
stowarzyszenia Acephale, założonego w 1936 roku przez
Bataille'a i Massona. Stowarzyszenia, które - jak wyka­
zuje Jean Clair w Du surréalisme - wiele miało wspólne­
go z neopogańską sektą i z krypto-faszyzmem.
122 Leiris M. Langage tangage, s. 109
123 Leiris M. Langage tangage, s. 75 i 109

21

�Michel Leiris piszący dziennik wyprawy Dakar-Dżibuti. Granica z Sudanem, 13 maja 1932
Za: M. Leiris Miroir de l'Afrique, Gallimard 1996, ed. Jean Jamin.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7921" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7901">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3f501704b558a09e584edb958b70796a.pdf</src>
        <authentication>22d7b1fe3ef8fec9448e70f8f7520d38</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94757">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94758">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94759">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94760">
                <text>miasto - obrazy zniszczenia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94761">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5806</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94762">
                <text>Warszawa zniszczona, Paris n'existe plus: obrazy miasta w ruinie/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94763">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.5-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94765">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94768">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94771">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94774">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94777">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="94786">
                <text>T O M A S Z SZERSZEŃ

„Upłynie lat wiele, bardzo wiele, gdyż biegu ich nic nie
zatrzyma;
za lat 200 Warszawa odmieni się do niepoznania,
na Wiśle może jeszcze dziesięć mostów przybędzie,
a może z dwóch istniejących,
tylko gołe na wpół zrujnowane filary z wody sterczeć będą.
Któż to dziś zgadnie?
Budynki się pozmieniają, znikną te na które patrzymy,
na ich miejsce powstaną nowe gmachy, ulice, place,
a ten widok Warszawy, ten wątły papier,
wszystkie te zmiany przetrwa,
przechowany jako wierne wyobrażenie
dzisiejszego stanu Warszawy.”

„Warszawa zniszczona,
Paris n ’existe plus1":
obrazy miasta w ruinie

w statyczne ramy „obrazu” - do tego służyły im wieże,
dachy, pagórki.
Nowoczesne widzenie nie przystaje jednak do tak
statycznego przedstawienia, jakim jest panorama:
„spojrzenie rezygnuje z marzycielskiego zagubienia
w dali” - pisał poetycko W alter Benjamin.4 N a po­
czątku XX wieku panoramy fotograficzne znikają więc
niemal zupełnie, stają się archaiczne niczym weneckie
weduty i ich świat.
Los okazał się jednak przewrotny. Wielkie trzęsienie
zmiotło w 1906 roku San Francisco z powierzchni ziemi
(gruntowną dokumentację zniszczeń przeprowadził
amerykański fotograf Arnold Genthe), Paryż na począt­
ku dwudziestego wieku różnić się będzie znacznie od te­
go z połowy poprzedniego stulecia, zaś Warszawa...

(Panorama Warszawy ze szczytu wieży zamkowej)2

rudno uwierzyć, że gdy Marcin Olszyński - fo­
tograf i kierownik artystyczny pisma „Kłosy” pisał te słowa, był rok 1875, Warszawa rozbu­
dowywała się, zaś ponure wizje katastrofy snuć mieli
jedynie paryscy utopiści w rodzaju Rattiera (który
w 1857 roku, w swym antyurbanistycznym dziele Paris
n ’existe plus, roztaczał obraz ruin zniszczonego miasta).
Panorama Warszawy powstała jako komentarz do pu­
blikowanych w „Kłosach”, zdjęć Konrada Brandla,
ówczesnego mistrza obiektywu. Brandel był autorem
najbardziej spektakularnej - bo wykonanej właśnie ze
szczytu wieży zegarowej Zamku Królewskiego - spo­
śród licznych panoram fotograficznych, jakie powsta­
wały wówczas w Warszawie. Co obejmowała? Brandel
na dziesięciu zdjęciach ujął właściwie całe miejskie
uniwersum - nie zabrakło Pragi, Grochowa, Bielan.
Próba ta miała swoje europejskie, a nawet światowe
konteksty: w 1878 roku Eadweard Muybridge wspiął
się na wzgórze dominujące nad San Francisco, by ob­
rócić się dookoła własnej osi i w trzynastu ujęciach
przedstawić rozrastające się miasto. Paryż został opisa­
ny w jeszcze bardziej spektakularny sposób: w 1858
i 1868 roku N adar wznosił się parokrotnie w powietrze
swoim balonem, by wykonać serię zdjęć przedstawiają­
cych stolicę XIX wieku z lotu ptaka - niczym płaską
mapę wykonaną przez malarza iluzjonistę. Ten przeło­
mowy w dziejach przedstawień miejskich akt został
dopełniony fajerwerkiem godnym barona M ünchhausena: podczas jednej z prób balon został porwany przez
wiatr, czego N adar o mały włos nie przypłacił życiem.
Panoramy wyznaczają kulminację i zarazem kres
pewnego rodzaju wizerunków. Wraz z pojawieniem się
fotografii malarstwo wedutowe traci swe znaczenie,
patrzenie na miasto charakteryzuje teraz dążenie do
poszukiwania najwspanialszego punktu widokowego.
Zjawisko to opisuje Timothy M itchell:3 europejscy po­
dróżnicy odwiedzający miasta (zwłaszcza orientalne,
które nie posiadały przejrzystego układu przestrzenne­
go) starali się zawłaszczyć je spojrzeniem, wpisać

T

*
Zawarte w Panoramie Warszawy ze szczytu wieży
zamkowej Olszyńskiego wyobrażenie o ocalającej roli
fotografii, jest uzupełnione inną, złowrogą i m elancho­
lijną myślą. „Budynki się pozmieniają, znikną te, na
które patrzymy...” - w XIX wieku narodziło się wy­
obrażenie miasta jako miejsca zagrożonego śmiercią,
o niestałej, podlegającej zmianom materii. W obrazie
nowoczesnej metropolii zawarty jest pierwiastek roz­
padu: to miejsce, którego błyszcząca, wspaniała fasada
przeżarta jest przez rdzę nostalgii. Dlatego, jak celnie
zauważył W ojciech Burszta, „nostalgia i refleksja nad
nią rodzą się wyłącznie w warunkach wielkomiej­
skich”.5 Elegijny ton, smutek z powodu odchodzenia
miejsca stał się więc elementem, który w myśleniu
o mieście, opisywaniu go, występuje nadzwyczaj czę­
sto. Można wręcz stworzyć antologię literackich poże­
gnań, w których dominującym odczuciem byłby roz­
pad form przestrzennych, nieistnienie i wreszcie, zapo­
mnienie. W ten kontekst wpisują się choćby Ulice
Siegfrieda Kracauera: „Pasaż Pod Lipami przestał ist­
nieć. To znaczy, jeśli chodzi o formę, jest to nadal pa­
saż między Friedrichstrasse i U nter der Linden, jednak
w istocie - przestał być pasażem. (...) dzieło zniszcze­
nia już się prawie dokonało. (...) To wszystko zapada
teraz w chłodny, masowy grób z m arm uru”.6

5

�Tomasz Szerszeń • „WARSZAWA ZNISZCZONA, PARIS N ’E X ISTE PLUS”: OBRAZY MIASTA W RUINIE

Charles Marville, wytyczanie Avenue d'Opera w Paryżu, 1877; reprodukcja za albumem Charles Marville, Centre National
de la Photographie, Paris 1996

Charles Marville, wytyczanie Avenue d'Opera w Paryżu, 1877; reprodukcja za albumem Charles Marville, Centre National
de la Photographie, Paris 1996

6

�Tomasz Szerszeń • „WARSZAWA ZNISZCZONA, PARIS N ’E X ISTE PLUS”: OBRAZY MIASTA W RUINIE

W utrwaleniu obrazu miasta jako pejzażu śmierci,
miejsca skazanego na rozpad, decydujący wpływ, obok
literatury, miała fotografia. Już w 1841 roku, a więc w za­
ledwie dwa lata po wynalazku Daguerre’a, Ralph Waldo
Emerson, amerykański poeta, miłośnik Platona, zwrócił
uwagę na „genetyczny” związek fotografii ze śmier­
cią.7 Każde wykonane zdjęcie, uśmiercając chwilę, zapo­
wiada przyszły nieuchronny rozpad każdej rzeczy, każde­
go miejsca, każdego ciała... Ten tanatyczny aspekt foto­
grafii (współczesne memento mori / vanitas?) nigdzie nie
znalazł lepszej reprezentacji, niż właśnie w procesie „ob­
razowania” miejskich przestrzeni. Przewrotnie dotknęli
tego problemu autorzy książki Bystander: the History of
Street Photography, umieszczając nowe medium w per­
spektywie „estetyki znikania” Paula Virilio: „fotografia
uliczna ma w sobie zawsze coś z samospełniającego się
proroctwa. Gatunkowa zdolność do uprzedzania znik­
nięcia przedmiotu bywa czasem sposobem, by tę stratę
przyspieszyć”.8 „Fotografowie byli zatrudniani przez tych,
którzy przemijanie świata przyspieszali”9 - zauważyła
z kolei Sontag. I rzeczywiście: w 1842 roku Viollet-le-Duc, inicjator restauracji paryskiej katedry Notre Da­
me, zamówił serię dagerotypów, które miały zachować
stary wygląd monumentu. Podobna sytuacja towarzyszy­
ła właściwie każdej większej przebudowie - zwłaszcza
dziewiętnastowieczni „przyspieszacze przemijania świa­
ta” zlecali fotograficzne dokumentacje miejsc czy bu­
dynków, które już właściwie nie istniały, skazane na wy­
burzenie. Czasem to, wręcz nabożne, pragnienie zacho­
wania na kliszy odchodzącego miasta nabierało grote­
skowych rozmiarów: slumsy Glasgow zostały zrównane
z ziemią dopiero wtedy, gdy zatrudniony przez miejskie
władze Thomas A nnan dokończył swą „ocalającą” pra­
cę. Dokumentacja ta zajęła mu dziewięć lat (1868-77).

wyburzenia. Zatrudniony jako główny fotograf przebu­
dowy, swoimi pracami miał opisywać przemianę świata
(bo tak, w planie symbolicznym, czytana była wielo­
krotnie przebudowa Paryża) - stał po stronie „nowego”.
Jego zdjęcia stały się jednak znane z zupełnie innego po­
wodu: jego współpraca z Service de Travaux Historiqu­
es sprawiła, że w 1865 roku ukazał się Album du Vieux-Paris (Album Starego Paryża). Wraz z innym dziełem
Marville’a zatytułowanym Stare dobre czasy, stanowił on
zalążek nowego nostalgicznego stosunku do miasta, roz­
patrywania go przez pryzmat tego, co „stare”.
W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych XIX wie­
ku powstała w stolicy Francji Miejska Komisja Starego
Paryża.11 Była ona oficjalną (zadekretowaną przez wła­
dze) reakcją na nostalgiczne nastroje rozniecone wsku­
tek działalności miejskich towarzystw fotograficznych
i wyrażające się zainteresowaniem starymi dzielnicami
(a właściwie jej pozostałościami) i tym, jak wyglądało
miasto przed przebudową dokonaną przez barona
Haussmanna. W tedy też rozpoczyna swą działalność
Eugène Atget. Archiwum Marville’a stało się dla nie­
go punktem odniesienia (w 1907 roku Biblioteka H i­
storyczna Miasta Paryża zleciła mu inwentaryzację ne­
gatywów z lat 1853-70) - w zdjęciach, które robione
były na zlecenie „przyspieszaczy przemijania świata”,
jedynie jako historyczna dokumentacja poprzedzająca
wyburzenie, dojrzał pamiątkę po nieistniejącym.
W przeciwieństwie do fotografii Marville’a, spoj­
rzenie A tgeta na miasto charakteryzuje się już widze­
niem przesyconym nostalgią. Nostalgiczny ogląd za­
mienia świat w alegorię, w pamiątkę. „To, co naznacza
intencja alegoryczna, zostaje wyłączone z kontekstu
życia: zostaje ono rozbite i zarazem zachowane. Alego­
ria to obraz zastygłego niepokoju”12 - pisał Benjamin.
Miasto bez śladów człowieka, opustoszałe, jakby mar­
twe... „Obraz zastygłego niepokoju” to obraz świata
opuszczonego przez Boga, alegoria straty, rozpadu, za­
nikania („Kiedyś któremu hołduje fotografia, to czas
gdy ludzie jeszcze nie patrzyli na świat oczami opusz­
czonych przez Boga”:13 dla Benjamina, fotografia zwłaszcza „dawna” - ma moc reaktywowania świata
mitu. Łączy - niczym symbol dwie rozpęknięte połów­
ki - teraźniejszość z mitycznym kiedyś).

*
Według Benjamina „przeszłość można uchwycić tyl­
ko w postaci obrazu”.10 Ta uwaga dotyka problemu ro­
li fotografii w tworzeniu przeszłości, w zapisie zmienia­
jącego się świata. „Fotograf to ktoś par excellence współ­
czesny. To jego oczami teraz przechodzi w kiedyś” - pi­
sała w latach trzydziestych XX w. Amerykanka Bereni­
ce Abbott, autorka Changing New York —monumental­
nej dokumentacji modernizowanego i przebudowywa­
nego Nowego Jorku. Pożytki z fotografii dla Historii są
jednak znikome. Jest ona bowiem materią doskonale
mitotwórczą, zaś fotograf to prawdziwy twórca mitów...
Podczas kierowanej przez barona Haussmanna prze­
budowy Paryża (1853-70), pracę dokumentacyjną wy­
konywał cały zespół fotografów (Nègre, Baldus, Le
Gray, Collard...) zatrudnionych przez miasto i współ­
tworzących równocześnie obraz nowego, wspaniałego
świata - stolicy II Cesarstwa. Najważniejszą postacią był
jednak Charles Marville - autor olbrzymiej fotograficz­
nej inwentaryzacji starych dzielnic przeznaczonych do

*

„Jeszcze pięć lat temu, gdy Warszawa z pierwszą furią
biła się o swój wielkomiejski kształt, parterowe, dziwacz­
ne, ciasne i pomysłowe lepianki Marszałkowskiej drażni­
ły, wywoływały gorycz tymczasowości (...) Dziś, wobec
bielejącego w środku miasta masywu o kolumnach por­
talu wysokości czynszowej kamienicy, wschodnie naroż­
niki Alei Jerozolimskich - parterowe, tymczasowe, zatło­
czone brzydkimi, prymitywnymi sklepami - już nie draż­
nią. Budzą ciepły sentyment, jak dla każdego zarania,
które minęło i już nie wróci, które musi odejść, ustąpić

7

�Tomasz Szerszeń • „WARSZAWA ZNISZCZONA, PARIS N ’E X ISTE PLUS”: OBRAZY MIASTA W RUINIE

Baudelaire’a czy Victora Foumela,22 ale również u Tyr­
manda. Obrazy odbudowy Warszawy zawierają w sobie
właśnie to napięcie, tak charakterystyczne dla benjaminowskiego „obrazu dialektycznego”. Przeszłość prześwi­
tuje tu (czasem dosłownie) przez to, co „nowe”; czasem
trwa niczym etnograficzny przeżytek. Pozostaje jednak
nieustannym odniesieniem dla „największego placu
w Europie”, dla świeżo zbudowanego „ogromnego wie­
żowca”: „Ulica nazywała się Wielka - kiedyś, kiedy ist­
niała. Obecnie stała tu poszarpana przez wojnę i połata­
na remontami duża kamienica. Ostatnia i przeznaczona
do rozbiórki. Jej tłem był kremowy masyw ogromnego
wieżowca. Wokół rozciągała się zryta wykopami i sfałdowana wzgórzami materiałów budowlanych przestrzeń
największego placu w Europie. Placu, który rodził się
w duszącym pyle, tumanach kurzu, w warkocie koparek,
betoniarek, spychaczy”;23 „... świeży, prawdziwie ceglasty
odcień świeżo wznoszonych budów, oznaczający nowe
domy, gmachy, mieszkania. Ten ostatni odcień był
w ofensywie, parł ze wszystkich stron, przenikał wszę­
dzie. Broniły się przed nim gdzieniegdzie ulice, gdzienie­
gdzie już tylko skrawki dzielnicy, wyimki miasta”.24
Opisywana dychotomia odnosi się przede wszystkim
do sfery wzroku. Wyobrażone obrazy miasta są konstru­
owane przez „podwójne widzenie”. Tak patrzy na powo­
jenną Warszawę Jerzy Zawieyski: „Gdy się wieczorem
stanie u wylotu Alei Jerozolimskich (obecnie alei Sikor­
skiego) i spojrzy w głąb Marszałkowskiej - ruch, tram­
waje, auta i światła dają złudzenie nie tylko przedwojen­
nej Warszawy, ale złudzenie czegoś większego, jakiejś
części paryskich bulwarów. Tylko nie wolno podnosić
wzroku wyżej, ponad poziom parteru, bo wówczas w gó­
rze dojrzy się krajobraz niepojęty w tym zalewie świateł
i ruchu od dołu. Nad parterami, ruchem i życiem, zwisa
inny wyraz Warszawy”.25 Wzrok łudzi (lub raczej chce
łudzić), pozwala dojrzeć paryskie bulwary w miejscu,
gdzie oko powinno odnaleźć wypalone ruiny. Tym ra­
zem to przyszłość, to co „nowe”, prześwituje spod tego
co „stare”, co należy już do innego porządku.
W obrazach powojennej Warszawy, u Tyrmanda
i Zawieyskiego, podobnie jak w paryskich fotografiach
Charlesa Marville’a, odnaleźć można więc tę podwój­
ność w spojrzeniu na miasto. Cechę tę wychwyciła
również, kom entująca myśl W altera Benjamina, Su­
san Buck-Morss.26 Dla niej wielkie miasto to równo­
cześnie „świat marzeń” (przypomnijmy choćby Sieg­
frieda Kracauera, który w Ulicach zwracał uwagę na
cudowność i magię obrazów nowoczesnego miasta:
„Ten krajobraz to Berlin, nieludzką ręką stworzony.
Powstał sam z siebie”,27 „Przed moim oknem miasto
zagęszcza się w obraz wspaniały niczym spektakl natury”28 - pisał) i „katastrofa”. Dreamland and catastrophe.

rozwojowi i wzrostowi.”14 -p isa ł Leopold Tyrmand
w Złym. Obraz odbudowującej się Warszawy15 zachowu­
je w sobie napięcie między „nowym” i „starym”. Ta spe­
cyficzna dychotomia, charakterystyczna dla postrzegania
i doświadczania wielkich miast, wpisuje się doskonale
w definicję tego, co W alter Benjamin nazywał „obrazem
dialektycznym”.16 Przeszłość współistnieje w nim z przy­
szłością, to, co widzimy lub chcemy zobaczyć, współist­
nieje z tym, co zobaczone lub zapamiętane...
Takie wyobrażenie wydaje się aktualne również
w odniesieniu do dziewiętnastowiecznej wizji historii
(pozostawiającej za sobą, wedle określenia Benjamina,
pejzaż ruin). To właśnie przedstawienie ruin17 było ob­
razem nadzwyczaj nośnym w XIX wieku, ale również
w następnym stuleciu. Przyczynek do tej swoistej fe­
nomenologii miejskich ruin znaleźć można w eseju
Pawła Hertza Umarłe i żywe:
„Nikt z nas nie próbował w umyśle nawet konstru­
ować całości świątyni w Segeście, nikt z nas nie pragnął
ani na chwilę nawet podnieść znad morskiego brzegu
wysokich kolumn agrygenckich (...) Ruiny były martwe
doskonale i dlatego pewnie błądziliśmy między nimi tak
chętnie, wytrwali turyści, podróżnicy marzenia (...)
Kto z nas w sierpniu 1939 roku przypuściłby na
chwilę chociaż, że ruiny czynszowych domów war­
szawskich będą bardziej patetyczne od rozwalin Kolo­
seum (...) Idziesz Warszawą inaczej. (...) Tu każdy
dom zrujnowany wyrasta jak żywy”.18
Obraz ten był nierozerwalnie związany z nowoczesnością,19 odpowiadał wyznaczającej ją, benjaminowskiej kategorii szoku. Podobną interpretację znaleźć
można u Georga Simmla20 (esej Ruina): ruiny były dla
niego rodzajem rewanżu natury za procesy moderniza­
cyjne, porażką ludzkiej woli.
Pejzaż miasta w ruinie, metropolii obracającej się
ku nieistnieniu, może być również rozpatrywany w per­
spektywie melancholii. Istnieje zaskakujące podobień­
stwo między literackimi katastroficznymi wizjami Rattiera (Paris n ’existe plus), Łabędziem Baudelaire’a (dzie­
dziniec Luwru jako „pole baraków, skład rupieci”), fo­
tografiami Marville’a przedstawiającymi np. zrujnowa­
ne domy wokół nowo wytyczanej Avenue d’Opera
a wyobraźnią melancholiczną. Jules Cotard, dziewięt­
nastowieczny psychiatra, który na nowo zdiagnozował
chorobę, łączył melancholię właśnie z doświadczeniem
rozpadu, znikania, nieistnienia. „Kiedy delirium obej­
mie świat zewnętrzny, chorzy wyobrażają sobie, że nie
mają już rodziny, nie mają kraju, że Paryż jest zniszczony...”21 - pisał. Zniszczenie Paryża (ale także miasta
w ogóle) rozgrywa się więc na wielu poziomach: od naj­
bardziej dosłownego po czysto symboliczny.
*

*

„Przyszłość”, modernizacja, przebudowa, z drugiej
strony „przeszłość”, nostalgia, to co pozostaje: tak zary­
sowana dychotomia pojawia się nie tylko u Benjamina,

Ruiny nie są wieczne. W ich miejscu, prędzej czy
później, pojawiają się zupełnie nowe budynki. To już

8

�Tomasz Szerszeń • „WARSZAWA ZNISZCZONA, PARIS N ’E X ISTE PLUS”: OBRAZY MIASTA W RUINIE

jednak nie to samo - to zaledwie sztafaż, iluzja. „Praw­
dziwe miasto jest gdzie indziej” - zdają się mówić bo­
haterowie Konwickiego, podobną melancholię może­
my znaleźć u Baudelaire’a („Starego nie ma już Pary­
ża”29). Wrażenie niejasności, tymczasowości („gdzie
się podziała stara Warszawa?”) i fasadowości tego, co
widzimy, pojawia się zarówno w prozie opisującej Pa­
ryż po przebudowie dokonanej przez Haussmanna
(o wyobrażeniu miasta jako efektownego, kuszącego
sztafażu, jako obrotowej iluzyjnej scenografii pisał Caillois...), jak i u autorów warszawskich. „W naszym
mieście chodzi się blisko tej tajemniczej zasłony, kry­
jącej niewiadome...”30 - pisała o Warszawie M arta
Zielińska, zwracając uwagę właśnie na nieprzejrzystość
miejskiej materii, na jej podwójne odniesienie. Cóż to
bowiem za miasto, w którym „na wszystko trzeba pa­
trzeć tak, by nie zapomnieć”?31
Wrażenie iluzji jest więc elementem nieodłącznie
towarzyszącym odbudowie. W iara Olszyńskiego
w ocalającą moc „wątłego papieru”, który „wszystkie
te zmiany przetrwa, / przechowany jako wierne wy­
obrażenie / dzisiejszego stanu Warszawy”, zaskakująco
kontrastuje z, zawartym w Panoramie, obrazem rozpa­
du i chwilowości miejskich przestrzeni.32
Tę iluzyjność miejskiej przestrzeni doskonale
uchwycił Siegfried Kracauer, który dostrzegł podo­
bieństwo między światem metropolii i światem cyrku,
jarmarkiem. N a tej paraboli opiera się następujący
fragment Ulic, wspaniały opis lunaparku w Halensee:
„W lunaparku w Halensee między torem wodnym
a ujeżdżalnią wyrasta malowany Nowy Jork. Ku noc­
nem u niebu wznoszą się drapacze chmur, kolorowe
i zawrotnie wysokie. (...) Służą jako sztafaż opasującej
je i przenikającej ze wszystkich stron plątaninie szyn.
W sobotni wieczór, który jest porankiem robotników,
szarych ludzi, urzędników, tłum, uciekłszy od miasta,
kłębi się przed tą bramą do iluzji miasta”.33
Obrazy cyrku i miasta w ruinie to, być może, naj­
bardziej wstrząsające przejawy współczesnej wyobraźni
melancholicznej. Cyrk, lunapark - wielka metafora ży­
cia - zawiera w sobie bowiem podobną ambiwalencję,
podobną złożoność, co omawiane obrazy Paryża i W ar­
szawy. A więc: życie („nowe”) i śmierć („stare”), „świat
marzeń” i „katastrofa”, zwycięstwo i porażka, iluzja
i deziluzja...

6
7

Przypisy

26
27
28
29

1
2
3
4
5

8
9
10
11

12
13
14
15

16

17

18
19

20
21
22

23
24
25

Paris n’existe plus: tytuł katastroficznego dzieła Rattiera z 1857
roku.
podaję za: Kobielski D. Warszawa na fotografiach z XIX wieku,
Warszawa 1982
Mitchell T. Egipt na wystawie świata, Warszawa 2001
Benjamin W. Twórca jako wytwórca, Poznań 1975, s. 107
Burszta W. J. w: Pisanie miasta, czytanie miasta red. Zeidler-Janiszewska A., Poznań 1997, s. 103; Burszta opiera się w swych
rozważaniach na książce M. Chase’a i C. Shawa The Imagined
Past. The History and Nostalgia.

30
31
32

33

9

Kracauer S. Ulice w: „Literatura na świecie” 8-9/2001, s. 305-306
Journal of Ralph Waldo Emerson 1841-1844; za: Jay M., Down­
cast Eyes, Berkeley 1993, s. 134
Westerbeck C. Bystander: A History of Street Photography, New
York 2001, s. 99
Sontag S. O fotografii, Warszawa 1986, s. 75-76
Benjamin W. Anioł historii, Poznań 1996, s. 415
W latach 1874-86 działało Society for Photographing the Relics
of Old London (Towarzystwo Fotografowania Reliktów Starego
Londynu). Również w latach 80. powstało Manchester Amateur
Photographic Society. Jego członkowie poświęcili się systema­
tycznemu zapisowi znikających budynków. Rozwinięciem tej
ocalającej działalności, było sformułowanie w 1889 specjalnej
sekcji „Record&amp;Survey” („Zapis i Ocalenie”).
Benjamin W. Twórca jako wytwórca, Poznań 1975, s. 242
za: Rożanowski R. Pasaże Waltera Benjamina, Wrocław 1997,
s. 190
Tyrmand L. Zły, Warszawa 1955, s. 109
Oczywiście zniszczenie Warszawy - sytuacja, gdy znika prawie
całe miasto - jest nieporównywalne z niczym. Moją intencją
jest więc zaledwie pokazanie pewnej wspólnej płaszczyzny, po­
dobnej struktury wyznaczającej przestrzeń obrazu.
„Obraz dialektyczny” w ujęciu Benjamina wykracza poza to, co
widzialne - może istnieć np. w literaturze. Najważniejsze jed­
nak, że ma on charakter (w pierwszej kolejności) „mentalny”:
jest rodzajem wyobrażenia. Więcej na ten temat znaleźć można
w: Rożanowski R. Pasaże Waltera Benjamina, Wrocław 1997
Aleksander Gardner i Mathew Brady dokumentowali ruiny
miast spalonych podczas wojny secesyjnej, wspomniany już
Thomas Annan zapisywał wyburzane slumsy Glasgow, Arnold
Genthe utrwalał ruiny San Francisco... Z kolei w 1865 roku Ka­
rol Beyer zrobił fotografie, które były zapisem wyburzania do­
mów stojących na terenie dzisiejszego skweru przy Krakowskim
Przedmieściu, na miejscu pomnika Mickiewicza. Z obrazów bar­
dziej współczesnych: choćby zdjęcia Leonarda Sempolińskiego,
przedstawiające zniszczoną Warszawę...
Hertz P. Umarłe i żywe, w: Pamięć warszawskiej odbudowy.
Antologia; Warszawa 1972, s. 177
Choć akurat w przypadku powojennej Warszawy nie sposób nie
wziąć pod uwagę również kontekstu politycznego - odbudowa
została wciągnięta w nowy porządek symboliczny, związany
z budową nowej rzeczywistości politycznej.
Simmel G. Most i drzwi, Warszawa 2006, s. 172
Etudes sur les maladies cerebrales et mentales, Paris 1891, cyt. za:
M. Bieńczyk Oczy Dürera, Warszawa 2002, s. 274
Paris nouveau et Paris futur, Paris 1865. W roku 1865, czyli
w okresie najbardziej nasilonej przebudowy Paryża, dokonuje
on w swym dziele nałożenia dwóch obrazów miasta: aktualnego
i wyobrażonego, przyszłego.
Tyrmand L. Zły, Warszawa 1955, s. 164
Tyrmand L. Zły, Warszawa 1955, s. 165-166
Zawieyski J. Patos i codzienność Warszawy; w Pamięć
warszawskiej odbudowy. Antologia; Warszawa 1972 s. 164
Buck-Morss S. Dialectics of seeing, Cambride-London 1991
Kracauer S. Ulice w: „Literatura na świecie” 8-9/2001, s. 325
Kracauer S. Ulice w: „Literatura na świecie” 8-9/2001, s. 324
„Starego nie ma już Paryża (tak się zmienia / Kształt miasta,
prędzej niż serce człowieka)”; tłumaczył M. Jastrun.
Zielińska M. Warszawa dziwne miasto, Warszawa 1995, s. 184
Zielińska M. Warszawa dziwne miasto, Warszawa 1995, s. 49
Problemu nierzeczywistości miasta, niepewności co do jego ontologicznego statusu, dotyka również Benjamin w Berlińskim dzie­
ciństwie, gdzie porównuje miejski pejzaż do zapomnianego snu.
Kracauer S. Ulice w: „Literatura na świecie” 8-9/2001, s. 317

�Fot. 1

•m
•Pr

ft-

* f±

^ «Ç

¿star.*

*wr

•w

- .-

*

■•• '-i. '!*■

ŁA
Fot. 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10650" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10628">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2a0c6219ad6ff2989b68e5599f6da8e4.pdf</src>
        <authentication>5d8fca48501b6ee45ac2fae3e7915edd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126887">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6513</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126888">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126889">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126890">
                <text>antropologia współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126891">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6085</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126892">
                <text>Phanom Houses and Voyages to Nowhere / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126893">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.151-155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126894">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126895">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126896">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126897">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126898">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126899">
                <text>Genex
6 November 2010. Entering Belgrade from the west
along a highway linking the capital of Serbia with the
airport, Budapest, and the whole of Europe, we come
across the so- called West Gate or, more precisely, two
huge concrete towers topped with a revolving connector.
This is Genex —the highest pinnacle of the Banat Plain. I,
however, entered Belgrade in another way: by leaving the
highway I took a bus crawling and weaving its way amidst
the rural houses of the suburbs, which unnoticeably - and
in a totally natural manner - blended with the housing es­
tates of New Belgrade. Between the houses and the blocks
flickered the gloomy towers - terrifying and fascinating at
the same time. This is Genex, I thought. I already knew
that I would do anything to get inside, climb to the top,
reach the abandoned, closed café on the 31st storey of the
rotating roof... *
This could be a fragment from a blog or a book
by a globetrotter searching for extreme impressions,
traversing former communist countries while seeking
unusual adventures, the sort that come from contact
with architecture - the often breath-taking ruins of
truly futuristic and, literally, unique buildings from the
1960s-1980s, to be encountered from Vladivostok to
Trieste. Brutalist constructions made a strong imprint
upon the surrounding, and today their former purpose
has become unclear. Often uncompleted due to a lack
of funds, unfavourable political decisions or, finally,
the fall of the Eastern bloc, in the last two decades
they turned into ruins and, at times, succumbed to to­
tal degradation.
Why am I writing about this? The reason lies in the
growing although still niche interest in the topic and
in the emergence of a new, specific form of travelling,
whose target is “collecting” images of strange architec­
ture, just as landscapes were collected in the past. A c­
tually, the heart of the matter involves experiencing
architecture as a form of repression and the uncanny
(Unheimlichkeit). This situation is sufficiently interest­
ing to draw the attention of an anthropologist. N atu­
rally, specific “love for ruins” is not new; it is rather a
successive embodiment of a phenomenon known at
least from the French Revolution, when abandoned
architecture became an allegory of the irreversible
processes of History and in time a symbolic reverse of
progress and modernity. This time, however, the ac­
cents have been arranged differently. Another inter­
esting phenomenon is the permeation of the theme
into the world of contemporary art. Although recently
published albums: by the Slovenian photographer Ro­
man Bezjak: Socialist Modernism — Archeology of an
Era and the photographer Frederick Charbin: Cos­
mic Communist Constructions Photographed (the latter
presents almost a hundred curious ultra-modernist al­
though actually totally postmodernist buildings in the
former USSR), causing the reader to smile and even
151

TOMASZ SZERSZEŃ

Phantom Houses and
Voyages to Nowhere

more often to experience goose bumps of horror, can
be considered more as treats for lovers of architecture
it is difficult to ignore the fact that the topic in ques­
tion was considered by Cyprien Gaillard, winner of
last year’s prestigious Marcel Duchamp Prize. In his
neo-Romantic videos and photograph series strange
communist-era buildings appear rather as allegories of
the decline of the very idea of modernism, images of
living ruins, and, finally, a perverse praise of vandal­
ism, treated like archaeological remnants of some sort
of ancient civilisation.
In the Polish context, this theme - perhaps not
brutalism as such but socialist modernist architecture
in general as well as its fall - has been broached by
the photographer Nicolas Grospierre and in a slightly
different manner by the reporter Filip Springer. There
exists a whole tangle of issues on which light should
be cast in order to explain the reasons for this interest.
Put aside curiosity about the widely comprehended
heritage of Le Corbusier, the architectural legacy of
the communist era and the failure of the modernisa­
tion project. Relegate to the margin the otherwise im­
portant connections between architecture and utopia.
Instead, concentrate on a concrete example: it is time
to take a look at Genex.

*
The skyscraper, built in 1977-1980 by the architect
Mihajlo Mitrovic next to a highway leading towards
an airport and the border with Hungary, is located in
a district known as Novi Beograd (New Belgrade), i.e.
a sprawling housing estate for 250 000 residents on
former farmland surrounding the city on the opposite
bank of the Sava. It is worth mentioning that New
Belgrade is closely connected with Josip Broz Tito:
construction work began in 1947 (i.e. immediately af­
ter the marshal seized power) and was envisaged as
a symbol of new socialist architecture and an equally
new and better socialist future. Today, it is an unusual
site and, at the same time, typical for the peripher­
ies of cities across Eastern Europe and the Balkans

�Tomasz S z erszen • PHANTO M H O U S E S A N D VOYAGES TO N OWHERE

- m o de r n a a d often inreresting a rcUitecture bouders
wisp ur^cor^srciie;nrK^fus^ c^unrpsE^nm e^mcor^m bpiid'
ing s .lt U eko wnrth rv t ^llicgei^i^t thesk yecroper o rs
comg leted m eCSdn-p^^ yeat o i: T ieo^^ doe^t^lp .k ^ eepu
tio n fu r shc C^o p ex cepc^i^t:ce^ns(^U:ium waSe rh^r^fterc,
a srmbolic paoguro ,e emnptom oCall tXe fundamendal
cnntO£^g^io k )o^ - r ^^isk:£^S-ctt^nkspinn eoor^on^i^Cr iO £it
cxm ^o^smxl cho sued fid ta oeY sgosravitc
The skytcraper wri U rütin t^ o iN li: o fb m tsiiistert
cb^^^i^iutec^utc ^f ^^w « mcrcts , i.r . otasoeUil^ e i^t^gfi^e^sS
strcoyly with e^i^s^uir^sron d serabxlio nuCgncs b u t riso
with rab^it^r^inuspgion xnO ter mert Sdufiur the r went
ti^oth ceutury concrète was used for monuments, ind u d in g fhosc orrh e H olboghrt1) •T h o xrohi^sroti^i^u oS
Geaeo consitrs ge dwo rail c(^r^aceieoc^Apers - (^r^e cntis
dontiels^ndeC^^e^Utess^s^ct for e ffices,r(^mismeeleod ^s;
verySo pu itb a r e t^olbsng rcstautant, we ic e wai ncver
aate ally ooened . The office tewec h r s b ue n cloteg and
totgUy empry eot o long r ime, whüe th asaco nd towec
w a su ued only puraly (wdich mekes a ldud glly ghill'
m g imoressic lc ,iinr g a bgkdkued flar ta djoin m h gbitaU
onc t i .Reunntlheth e a nohorieiet of Bulgrade mede i nis
ttal ded sione abe a t ]cgllina tha buiedmo hown, and ie
ie dfobably ento a ouustiok o f timt wben i t will ven'
ieR T h is u hdntomdikr trn ititp ai adoxiekl con sidecink
thc r sh e g uilclmgi n questiok is t imultgnaopsloaslod '
152

eted wi^obir c e mbit e e mnre 0^ 6^ cealistic visk&gt;nt oC
i t s eevitelirreeon and trgnseormbticx Ys-C. o fc re cting
et k s o^giOre most a d d ntive 11 ^ 1 x 1111 ie Belgcacxsur
reOaligmnk toiew hxlt egtfieg forbn insematienul cors
ferea ce cec trei .
From rh e v ery o n ir t G e n e x s ticr e d execema emt '
eiOT^s: crme r c rcaivep ie as a spm b o lpf mobernics
mlsüe cOcer sg ongemnrU st at bruSat mteenentig u meo
di e t andscupe andurdau oito ir - k alio ^ te^s^uœc^C^c^i^i
roo de e to tts clgussrkphobic coecnod mreginc:nbergw
stairwas n ahn tm y rpatrmentd Up des thie gay d c n ex
dividet th eo p im oni n k S oni u oh tUa S er b r b u t a lso
tourdra and gbcorts on a r gbiteururefrk m a ^ rnec the
x ouiP.This approeun is i^otcraredwgll by ied eralo gid '
ioni eapreiten d n Pitcp ilioh Carr gbou t a rghita coures
One oUthu motricuej/hlog ghUíCjngs se tOe ldoUà &gt;idupl fer
œmmittme sdieire^mxirut acgiexgiic; brucgScst CxUnrn
inthr svocld; o c o noïd^b^c arcOitpntuoa lm ostsrpier e j ^t^c
mute kisguellnd skcrceehen m ipe ic trlb, idst l ooOing a t is
hures; tOitruildinr is a ioke■: ondoubtedly Oic mesi ieeereeis
mg œmmunif s buMmg idehr -coeld ;she unliest thingintho
Bxlidrti;ietly tps /cadncOhd; sohbpdess lhai ititfeel; ttlis
building ic genuin eaadn uiquele Surbian l ., „
A c h a cautertstia faaturegeopmions ae r a i G enex d
theif eutraordintoypolarisation and mtxt ur e of imeget,
TTgetb e e tticu c^r s pi^i^ti oe the Oomain ef t h a meadings

�Toma szSzerszen « PHANTOM HOUSES AN DVOYAGES T O N O W H ERE

of die symbol, know nfromphenomenologic a lstuSies
on i^elz^i^or ia nd cn^iitir^g iension entween Uomo re nd
^ 01013X0n , tremendum rt/a sd iWnr . A t thu i a m e iimo,
eer can consider th e tnimiralrn d i^fien architecture of
the Eardy gm^fy 0^uA fd^f;k ^, ( ^.I^. the cei^tcgjrf of thr
^^lei^i^s^aed i^cnok Oy A o^rb^c^na Vf y ^f i T d r Arohieertural
Vnconnbr'Errdyr in thr ii^odei^re k niwmelg, 1 a enlicg
wltA h^^nfed, uf^ueyE^f^ilEihltr iig o ih , orw itkin a paed
ndohke^lkticale o i^t^kx t:arhkr^f cpp^o sive arpUitecOuds
k .t^lieintt^i^ior isn^soses th e FrMie^i^^noxperirb c e r f tide
ihnaroo^lkO^ g . ^a con b ring homind in abkieclearknd
Oiiturbin gm an per tAa0tkhieb it famida r anO, gt dfe
tarae tiAWltedo^ y fepretiad,u n d w Uich contraty to
eur wishes tetutns i n the ntannrt of a p bontom io gpotOetagntegtt thc W oridW af IIeyperibncr, to s nrong
in t ki s her t oCEub ro r,n d dla igte r im agesoeaV rnth'
p i g matsaa■ es g e oh e et^O^r^t. T Oe h o ru o fo fth e lattes
COTr^rktec^ rrf thr cact, or .van olouii steeded, n heas
thekXdngi we r r committeb b y d eighboues oaten living
c exi Co raa y othb fm ciahstbophgbiaaXo cmall cthnlg
hhrttors..w A yo tn elmcrroretaoiyn ,rnile imehaXoiak ,
nowcd he dnsed o n the ai^seihatii^nc k irtke swretacuias
llAd b m ek s k oscraprf. t^e^mbh^ii^t!d :^i;t^rr^t^motn^ with
dt r utopis n e a oision o f a manderdui dow work l wirb
a n imace o f t e onaentration camo t i n i eertdin se nss
prrionifird th e comdXcatek dltitodc odlhg inb adslanes
of t his parl o f E nropg kewo^t i the commwdis t ei■a.

becomma “itiP w n chost” t an b e niscui l ek oufsielrdag
contbxi of crahitecture . fod axamnie, a s a rrmna v l of
101 no longer cwik inn clviXiatio5 0s a ati^MMs^^ obtenf, a n ^t^i^t^t^i ^lba^^l^Gm oi le as e oc a lar^Cri^i l ^eolp'
mi^n W
ir^n ly^, a sa ^ ^ a^c^^^ Ai^ii^t^alr^rtl^ni (^£^^daG b^. be this
eodfbxt ^lc is hoesc le t^o c^f^erxruAabk why one n e tdo
etseiebA s . , 0^^^ i^fll^e^o^td nt:^(^ter^^ ard^ki k riia^i^mg
w^iniim ^ e ^ li^i^i^ r^f art. a ^n in^feo^l^eidkOTl oa a blIn^c^'
ie if ^ubjedt^i^e l t o t^nl^r^eos^i^^d^i^n remains in the honXs
a i d ri;l^l^tist, h la ^lsa i ^ntho^^obdre redp ie ^tt . it i ^s
tAele0^br wiv) imdginl^ ite fi^e^c^tiOTi. l^ iOln^t bec o n d ip ^wn e ^e A is lnmcbtk( t0^af t h;^^a^i^0rk^i^i i i^oi^i^(^ei'k an d l^íl ^^rirtr^^n tkig^ilafO]^kI0le Sa el^i^t^fe^b fl^£^np a
ebCa-sx^a ic dle e bgndnned Sgfh-g0knl^vrklarr d b di^L^m,
eoa^n lo be toon down . 6
Cyprien G a illerdg n de&lt;f s o medlmg moeeto i^f^i^iOrd^ie^L^in g M'iwlid dgimld^í^i i : ^ r^;^rddov c^l n l 0^lda(^l: tl:^e
n^t^(^i^k:a^llA ih esp ectacglar. C^r^e e^f r^i^i 'a^c^rks sl^c^ii^s
td r r emarka0 le end nl a Siouo^b^d O^Ori^iin ^t:dr (i^rrb l^^:^'
cm o^a Or^otdirl bao'Pll^hekeoeb^olb^fn tr^ifeb ia i l i ^f:lb n df ^(:^ia^Abd. bi m^ceK^i^il^lrid^cn , ^ t p :^rc^i mapr^lne
eolt l^e^ir^g, teaminetes iti liCe with a itoiOiog fireworX —is
t^e^^^g^(et n pasaCoxi T hc moment wt^en n ^ gil gi^^i^c^y
c^^^^si1^er ext r ath he c ^i^h^(^^^(ss( l^|^s^croa ic^t^aem g k l
. ^0^x 1 d^^\iic^if^dde^í^ins foc the ^ldiet One d^^^isn^b^niif
m elln ^ory: iltis g i^nn^e^l^mo^l mnt^tm^l^nS, (^i• eaeh^f ,

tr
Gt nex chmr s y livo in aet anytime, toeaggdiffrrene
enntrpe( conlemopfarr ort. it ahpe a rtiy a panorawd
ic lak e gwrplng t h e “’videOiOpecc” Dirrnansa y Raiad
120071 h n sd r ayoo rimannoneX kten c h Aaeist Ce tir ts
Gaillben. e Ie^n^ition led Gaillard to consider modern
architecture, in particular the one originating from the
"periphery of modernism”, i.e. countries of the former
Sovie f bloc, thr Middie East, Woc th A merica wroCe
bfgradek iubdi•k t or l arne W esf European mewnooUsrs, wirbiri dte eocteg eoS th e inaoisg01e Oisinfegracien
inscrihed ints its nature. T bii odooess ii d i e reaikn
wd g t heybeaome io rns an thr moA rn t oedomplesign.
A rnex ir a modeirXke 6X3013101 o k r boXdikg itarleX
to age onk ouccumd to degfabatio n oaiy sev oba l oeari
cCeeeil: walA niihnd, and thr tevolving, modem caifaS
W
ic hop o f d ie lkysnrap e r n eAcr antually o p erateX. Ito
enoption ,simXgriy t^ofi^nic^i: tlrn ¡e^ nde^i^i^di‘gi:^]^^^]^i^s
aaglb”i Xats, anas graduolly 0 1 X^ 11 ^ an k forgwtten.
This pPenpmr ngo cwolkbe described S f a ^^e^A'a tenon
naadtrd ai d ie tu m o f d i e l gaOs bo thr A mcsicay a rli
tit R obera Omitheon, r aonOt, “deigrchitecturisaeion”,
ie . ds.e^(^ecr^ct:e^eiei^iin b :'^^ nrigiyaXnbirumcd ernindob^^. t e r o ienara ^ae d ,c ibn^i^rok cno certcm rense
eocluded from tko]^i^i^eo^t: nn d c nerceloed n s a aelig
oft h c past o r , on l^d e d oe^tmrr^, d^i^i^f^ i^b^ to an^a^^riah^g
tation of t eiria rii odahe guturo. Thilnaeedox bUsorbs
0 0 X13^’; nttentign( a bwilclinc l^r^^gog itr (^ 1 X01 and
153

Genex.Photo: TomaszSzerszen

�Tomasz Szerszeń • PHANTOM HOUSES AND VOYAGES TO NOWHERE

evoking a neologism created by yet another Ameri­
can artist, Gordon Matta-Clark, a ”non-ument” of the
building, existing only in a work of art as a spectacle
of disintegration.

*
Time to return to Genex. Is this skyscraper-phan­
tom a ”non-ument”? Or perhaps it is rather a monu­
ment that does not commemorate anything apart from
the process of its disintegration?
It is thanks to art that such sites as Genex begin
to exist anew even if this is a highly paradoxical ex­
istence. Apparently, on this case artists are interested
much more in the aspect of non-existence: the nega­
tive factor inscribed into the essence of these places,
their phantom quality. This process was noticed by
the anthropologist Roch Sulima, who analysing the
demise of the 10th-Anniversary Stadium /Market­
place Europa, drew attention: Artistic undertakings
rendering aesthetic the space and time of the agony of the
Stadium-bazaar define something that I shall describe as
"in-between" aesthetics. They build meanings out of ab­
sence and non-continuum (the aesthetics of the void). Just
as absent is Warsaw, a city of rubble, the finish lines of the
Peace Race bicycle race, communist regime harvest fes­
tivities together with the pathos of their collectivism and
apotheosis of social engineering. The vivid outlines of the
site of meetings with the Pope during his second pilgrim­
age are becoming hazy, the spatial structure and emotional
contents of Marketplace Europa are turning into a part of
nonentity. These multiplied absences and emptiness mutu­
ally define and reinforce each other and add significance
to meanings. 7
Can it be said that the concepts of emptiness, ab­
sence, and phantom qualities, in this part of the world
closely connected with a comprehension of architec­
ture and space, in some astonishing way bring these
reflections close to the historiosophic diagnoses pro­
posed by Jan Sowa in his recently published book: Fan­
tomowe ciało króla: peryferyjne zmagania z nowoczesną
formą 8 (in this context the subtitle: “peripheral strife
with modern form” is particularly significant)? This is
a question for further reflection.

II. Hotel Palenque
Thinking about Genex, the socialist modernist her­
itage and, more extensively, architecture in our part of
Europe, including the already non-existent 10th Anni­
versary Stadium, in Warsaw, I cannot resist a certain
especially evocative phantom. I have in mind a vision
of Hotel Palenque in the Yucatan, a place that became
famous (only virtually: has anyone ever actually seen
Hotel Palenque?) thanks to Robert Smithson.
This American artist, the creator of land-art whose premature tragic death in 1973 rendered him
truly immortal - studied connections between archi­
154

tecture and entropy. The topic appeared in his work
for the first time several years before his death, in a
photo-essay: A Tour of the Monuments of Passaic, 9 a
pseudo-tourist guide to his hometown, i.e. crumbling
industrial Passaic, full of collapsing, once very modern
industrial buildings (a landscape much too familiar in
our part of the world...). Smithson assumed the pose
of a tourist seeing the ruins of Rome and interpreting
decrepit industrial buildings as aesthetic objects as well
as, and this is particularly interesting, the remnants of
some old, long gone culture. A Tour of the Monuments
of Passaic contains an outline of an approach typical
for Smithson: the examination of architecture in the
perspective of time as a relic of the past or a material­
ised vision of the future, and not from the viewpoint
of the present.
The same motifs were developed two years later
in Hotel Palenque. Smithson came to Palenque in the
Yucatan, a locality up to then celebrated for its famous
Maya temple, and ... he discovered Hotel Palenque:
a curious uncompleted building/non-building, a ruin
that, however, still functioned as a hotel. In this man­
ner, the expedition to Yucatan appears to have been
a late modernistic caricature of an exotic voyage,
which, as Witkacy and Michel Leiris demonstrated so
vividly, always ends in disappointment and emptiness.
Another aspect of this caricature is an ironic probable
reference to Georges Bataille’s Extinct America (1928),
depicting the world of the Mayas and the Aztecs, non­
existent for centuries, as an incessant bloody festival.
Here, instead of such a festivity we are dealing with
entropic reality on the peripheries of an increasingly
global world. Smithson also stressed the motif of a
linguistic misunderstanding: when in 1517 the Span­
ish conquistadores landed in Yucatan they misheard
the words: macubah than (“we do not understand”)
spoken by the encountered Mayas and took it for the
name of the peninsula. In the eyes of the artist, Yu­
catan built on a misunderstanding is, due to a basic
premise, a non-place.
Smithson considered Hotel Palenque from the
viewpoint of inevitable entropy: an unstoppable proc­
ess of deformation that is the reason why thinking
about construction as something durable that which
will last for ages becomes archaic. For Smithson the
only constant is decline. The context of decomposi­
tion and disintegration produces a vision of architec­
ture that can be comprehended only as the absence of
any sort of human order. 10 Interestingly, in this con­
text he referred to a certain pessimistic motif deline­
ated by Claude Lévi-Strauss on the margin of Tristes
Tropiques: a vision of the anthropologist as an entropologist, i.e. a researcher dealing with disintegration
and cultural corrosion. In one of his interviews Smith­
son drew attention to its affiliation to his conceits of
"entropy” and “de-architecture”: Lévi-Strauss had a

�Tomasz Szerszeń • PHANTOM HOUSES AND VOYAGES TO NOWHERE

good insight, he suggested we change the study of anthro­
pology into “entropology”. It would be a study that devotes
itself to the process of disintegration in highly developed
structures. After all, wreckage is often more interesting
than structure. 11
Hotel Palenque is actually the opposite of a Ro­
mantic ruin - the building is not collapsing into a
ruin but "grows to become a ruin” and was a ruin
before it was even raised. As in dialectic visions by
Water Benjamin, the processes of construction and
disintegration mutually permeate each other, creat­
ing a state of an endless exchange between the new
and the old, construction and ruin, the past and the
future. In an auto-commentary (which assumed the
form of an ironic, para-scientific lecture given to a
full lecture hall at the University of Utah) Smithson
drew attention that the hotel was built in the same
spirit in which the Mayas erected their temples. Many
constantly changed the facades, with successive fa­
cades added on top of each other and overlapping.
The structure has all the convolution and terror, in a
sense that you would find in a typical Mayan temple.... 12
This witty observation can be, however, interpreted
quite seriously: in that case, the structure of Hotel
Palenque would be a relic of earlier forms, their ”life
after life”. 13 Smithson discussed in detail the succes­
sive elements of this extremely strange hybrid, such as
uncompleted stairs leading to nowhere: a motif as if
straight out of Piranesi’s Le Carceri d’Invenzione series.
He also accentuated the fact that the building is los­
ing its purpose - since the function becomes blurred
Smithson invented it: we are dealing with an example
of late Mayan architecture, an actuation of Piranesi’s
vision in the Mexican jungle, or else with “absolute
functionalistic” architecture... The American artist
found particularly tempting the possibility of consid­
ering the Hotel in an anti-anthropocentric perspec­
tive, i.e. as a special sort of escalation - natural sculp­
ture - caused by the impact of the forces of Nature.
This moment in reflections about architecture led
him subsequently to such realisations as Spiral Jetty
(1970).
In reference to a photograph showing the Hotel
door Smithson ended his commentary as follows:
There’s not really much you can say about it, I mean
it’s just a green door. We’ve all seen green doors at one
time in our lives. It gives out a sense of universality that
way, a sense of kind of global cohesion. The door prob­
ably opens up to nowhere and closes on nowhere so that
we leave the Hotel Palenque with this closed door and
return to the University of Utah. 14 Could it be that
Hotel Palenque - this genuine model-like Non-site
- was a passageway of sorts leading from nowhere
to nowhere, a global mirror in which it is possible
to see everything with the exception of the longed
for "monument”? This means that Yucatan, that
155

outcome of a linguistic misunderstanding, lies else­
where!

III. Hotel Playte
12
September 2009. Crete. A road leading from the
mountains to the sea: from the ancient ruins of Polyrinia to
the resort of Castello. On the side, concealed by trees, ol­
ive groves, and Mediterranean shrubs, stands Hotel Playif
(the absence of one of the letters of the neon, long out of
order, creates an opportunity for speculation: perhaps the
name was Playie or Playte...?). Merged with the land­
scape, partly overgrown by wild plants, and with cracked
windowpanes, it resembles more a relic of some long lost
civilisation than a site until recently inhabited by crowds of
tourists. Actually, the latter is uncertain —I do not know
whether the hotel went bankrupt or was never completed.
That is irrelevant. At any rate, I cannot cease thinking
about it as a sui generis land-art sculpture, sprouting out
of the mountain slope in the manner of a strangely shaped
rock ...

Endnotes
1 Cf. e.g. Adrien Forty, Beton i pamięć, transl. Katarzyna
Bojarska, “Konteksty” 2009, no.1-2.
2 Anthony Vidler, The Architectural Uncanny: Essays in the
Modern Unhomely, Cambridge, Mass. 1992.
3 Cf. Ivan Colović, Bałkany - terror kultury, transl.
Magdalena Petryńska, Wołowiec 2007.
4 I wrote more extensively about Gaillard in: Gaillard:
romantyczny wandal, ’’dwutygodnik.com” 2011, no. 67. I
also wrote twice on connections between architecture and
entropy: Cóż nam po ruinach modernizmu? Z Woli do Hotelu
Palenque - i z powrotem, ’ Konteksty” 2011, no. 2-3, and:
Miejsca, których nie było, ’ Kultura miasta” 2011, no. 2.
5 Kai Vöckler, The Disappearance of Architecture as an Artistic
Theme, exhibition catalogue: Die Moderne als Ruine. Eine
Archaologie der Gegenwart, Vienna 2009, pp. 151-152.
6 Cf. Joanna Warsza, Stadion X. Miejsce, którego nie było. O
projektach performatywnych w przestrzeni Stadionu
Dziesięciolecia, ”Konteksty” 2009, no. 1-2.
7 Roch Sulima, Stadion-bazar, ’ Konteksty” 2009, no. 1-2,
p. 145.
8 Jan Sowa, Fantomowe ciało króla: peryferyjne zmagania
z nowoczesną formą, Kraków 2012.
9 Robert Smithson, A Tour of the Monuments of Passaic,
New Jersey, “Artforum”, no. 4/1967, pp. 48-51.
10 Kai Vöckler, The Disappearance of Architecture as an
Artistic Theme, exhibition catalogue: Die Moderne als
Ruine. Eine Archaologie der Gegenwart, Vienna 2009, pp.
151-152.
11 Robert Smithson, ...The Earth, subject to cataclysms, is a
cruel master. Interview with Gregoire Müller, in: Robert
Smithson: The Collected Writings, University of California
Press, pp. 256-257.
12 Robert Smithson, Hotel Palenque, exhibition catalogue:
Die Moderne als Ruine. Eine Archaologie der Gegenwart,
Vienna 2009, p. 165.
13 In the meaning ascribed to this concept [Nachleben] by
the German historian of art Aby Warburg.
14 Smithson, Hotel Palenque... , p. 165.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10928" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10906">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/11c80566d26187f2c0be57f73e4d64bd.pdf</src>
        <authentication>eae068d4b06d6803bcb28f9c8ed13a55</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130314">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6399</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130315">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130316">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130317">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130319">
                <text>Od Dakaru do Dżibuti, od "Afrique" do "fantôme"/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130320">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130321">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130322">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130323">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130324">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130325">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130326">
                <text>TOMASZ SZERSZEŃ

A

fryka jest więc słowem, pretekstem zaled­
wie...” - pisał o L'Afrique fantôme Philippe
Soupault [„Europe”, 1934]. Trudno zgo­
dzić się z autorem Ostatnich nocy paryskich, bo­
wiem dla Leirisa „Afryka” nie jest „słowem zaledwie” ,
lecz „aż słowem”. Przekleństwo tego tytułu polega na
tym, że, podobnie jak dziennik przemierzającego Czar­
ny Ląd etnografa i poety w jednej osobie, mówi on
wszystko i nic. Leirisowi udała się rzecz niebywała:
dwa tytułowe słowa zawierają w sobie całą książkę.
Upraszczając: nie można wymyślić lepszego tytułu dla
tego dziennika. W związku z tym zdecydowałem się
pozostawić tytuł oryginalny - francuski.
Soupault wskazywał na problem z wyrazem Afrique
(Afryka). To jednak nic przy kłopotach, jakie stwarza
człon drugi: fantôme bowiem, to w języku autora
„cień”, „duch”, „widmo”, „mara”, „upiór”, „zjawa” , ale
także „pozór” i „urojenie”... Nie tylko o wieloznacz­
ność słowa tu jednak chodzi. Dopiero złączone razem
(L’Afrique fantôme), zaczynają produkować sensy,
zwodząc interpretatorów i gubiąc tłumaczy.
Po kolei, więc. L ’Afrique fantôme może być czytana
jako opowieść o opętaniu. Badający kulty zâr Leiris
nawiedzany jest przez duchy, demony i obsesje
(fantômes). Podczas pobytu w Etiopii nawiedza go
„najstraszliwszy demon”: zakochuje się w córce ka­
płanki - noszącej tajemnicze imię Emawayish. Zakaza­
na platoniczna miłość etnografa do „przedmiotu”
swych badań nie ma rozwiązania ani dalszego ciągu:
Emawayish jest tak nierzeczywista i niedostępna, że
staje się alegorią. Niczym inne kobiety pojawiające się
u Leirisa, zostaje zredukowana do roli pięknego, ale­
gorycznego posągu. „Zawsze pociągały mnie alegorie,
obrazy pouczające i zagadki do rozwiązania, będące
często kobiecymi postaciami, silnymi własną piękno­
ścią i tym, co ciemne zawsze i niepokojące w symbolu”
- pisał w Wieku męskim.1 Alegorie pojawiające się
w L ’Afrique fantôme wzajemnie się uzupełniają: Emawayish uosabia Afrykę, zaś Afryka (czyli tytułowa
L ’Afrique) jawi się jako kobieta - niedostępna i nierze­
czywista. Również Z. (czyli Zette, czyli Louise Godon
- żona Michela Leirisa), pojawiająca się wielokrotnie
na stronach dziennika jako adresatka listów lub obiekt
marzeń erotycznych, traci cechy żywej osoby, stając
się hasłem, literą po prostu. Nie byle jaką jednak:
„w alfabecie francuskim Z jest egzotyczną literą: przy­
czynia się do efektu starożytności (Zefir) lub też orientalizmu, feeri, erotyki: Zaira, Zelida, Tanzaj...”.2
Leirisowa Afryka jest urojeniem - znika każdego
wieczora, by rano znów się pojawić („sen jest drugim
życiem” pisał Gerard de Nerval; Leiris, miłośnik Syl­
wii, podąża tym tropem: kolejne dni rozpoczynają się
niejednokrotnie opisami snu. Takich zapisów jest
w L ’Afrique fantôme aż 25 - to prawdziwy sennik). Po­
dobnie jak pisanie, które jest procesem rozpoczyna­
nym każdego dnia na nowo. Tytuł jest więc metaforą

Od Dakaru do Dżibuti,
od Afrique do fantôme...

literatury w ogóle - przestrzeń białej kartki papieru
wydaje się równie trudna do wypełnienia jak misja
Dakar-Dżibuti, sam zapis zaś - równie efemeryczny
jak Afryka.
Podróż na Czarny Ląd jest wyprawą w „zaświaty” do krainy naznaczonej śmiercią, podlegającej nie­
ustannemu rozpadowi, znikającej. Odyseja Leirisa
okryta jest żałobą: to nie tylko pożegnanie z „prawdzi­
wą” Afryką („Afryka Livingstone’ów i Stanleyów nie
istnieje...”), czy pozbycie się złudzeń, które wiązały się
z zamorską podróżą w tropiki (poszukiwanie naiwnej
epifanii, męska przygoda, która byłaby zwieńczeniem
kuracji psychoanalitycznej). Michel ociera się
0 „śmierć”, którą jest depresja tak silna, że niemal ni­
welująca „ja”. Śmierć pojawia się również jako atrybut
etnografii. Autor L ’Afrique bada ryty pogrzebowe Dogonów, które stają się równocześnie literacką figurą
pożegnania ze złudzeniami związanymi z badaniami
1 z Czarnym Lądem w ogóle. Figurą pożegnania z Afry­
ką taką, jaką sobie wyobrażał - Afryką z klisz, z kartek
powieści, z lekcji geografii, która wtedy już nie istnia­
ła lub raczej przestawała istnieć (czy istniała kiedykol­
wiek?), grzebiąc zarazem dziecięce marzenia i fantazje
Michela.
„Upiorem” (fantôme) jest również kolonializm
sprawiający, że Afryka nie jest „sobą”. Leiris, pozosta­
jąc szczególnie wyczulonym na detal, tropi absurdy
rzeczywistości kolonialnej. Odnajduje je np. w takich
widmowych instytucjach jak „bufet-dancing-kino-hotel” - dziwaczne efemerydy, zdegradowane karykatury
europejskiego świata. Biali odgrywający swoje role, tu­
bylcy odgrywający swe rytuały specjalnie na użytek
białych... To świat, w którym nikt nie jest u siebie. Po­
czucie wyobcowania staje się doświadczeniem autora
L'Afrique - w tekście z 1935 roku pt. L ’Abyssinie inti­
me, Leiris napisze: „Etiopia jest jednym z ostatnich re­
gionów Afryki, gdzie da się jeszcze podróżować” (te za­
skakująco „aktualne” słowa - przypomnijmy: jest
pierwsza połowa lat 30.! - kontrastują z konstatacją
Claude’a Lévi-Straussa ze Smutku tropików: „Jakieś
dwadzieścia lat temu nie podróżowano wcale...”). Po­
dróż jako próba opuszczenia „własnej skóry” [de-

105

�Tomasz Szerszeń • OD DAKARU DO DŻIBUTI, OD AFRIQUE DO FANTÔME...

pays(peau)ment jak można by powiedzieć, przybierając
strategię wyciskającego słowa niczym cytrynę Leirisa]
- antropologiczna idea zarysowana wyraźnie w artyku­
le Metamorphose - okazuje się niemożliwa do zrealizo­
wania w fantomatycznej, kolonialnej Afryce.
Złudzeniem okazuje się nie tylko Afryka, ale rów­
nież etnografia. Leiris jako pierwszy podkreśla jej uwi­
kłanie właśnie w kolonializm (Marcel Griaule, szef mi­
sji Dakar - Dżibuti, był członkiem rządowej komisji do
spraw kolonii), nudę badań terenowych i, przede
wszystkim, niemożność odsłonięcia najbardziej skry­
tych tajemnic. Ucieczka w etnografię okazuje się roz­
wiązaniem zaledwie pozornym, nie zaś - jak pisał Levi-Strauss w Smutku tropików - „najbardziej krańcową
formą schronienia”...
L ’Afrique fantôme pomyślana została jako wyzwa­
nie rzucone nie tylko klasycznej etnografii, czy kla­
sycznym strategiom narracji z podróży. Parodystyczne
ostrze wymierzone jest również w Georges’a Bataille’a (którego łączyły przecież z Leirisem więzy przyjaź­
ni) i w patronującego dziennikowi „ojca wyznania” Je­
ana Jacques’a Rousseau... Ten polemiczny ton
sprawia, że książka Leirisa jest dziełem absolutnie
„ikonoklastycznym” i dzięki temu do niczego niepo­
dobnym - bezforemnym.
Losy L ’Afrique były równie nieoczywiste jak jej
treść i forma. Dziennik zostaje wydany przez Gallimarda w 1934 roku w serii „Les Documents bleus” - na­
zwa ta skrywa dzieła najbardziej efemeryczne, sytuują­

ce się poza granicami gatunków, dzieła pozostające
problemem (Jak bowiem zaklasyfikować książkę Leirisa? Jako „etnografię” ? „Opis podróży” ? „Literaturę”?
„Dziennik intymny” ? „Powieść przygodową” ?).3 Publi­
kacja L ’Afrique fantôme zostaje uznana za prowokację
przez trzech najważniejszych francuskich etnologów
tamtych czasów: Marcela Maussa, Marcela Griaule’a i Paula Riveta. Oburzony był zwłaszcza Griaule:
konflikt z wpływowym badaczem sprawia, że Leiris po­
zostaje przez wiele lat na marginesie środowiska, zaś
jego dzieło uznane zostaje za sztubacki wybryk. Nie za­
wsze śmieszny, trochę zbyt długi żart.
Pisząc o L ’Afrique fantôme nie sposób pominąć
pewnej nasuwającej się wątpliwości. Cóż bowiem jesz­
cze pozostaje z wyprawy Dakar - Dżibuti, poza prze­
dziwnym dziennikiem Michela Leirisa? Odpowiedź
jest prosta: setki4 zebranych (lub raczej zabranych de­
cyzją władz kolonialnych) obiektów, których przezna­
czeniem stało się muzeum etnograficzne. Prawdziwa
widmowa Afryka.
Przypisy
1
2
3
4

Leiris M. Wiek męski, Warszawa 1972, s. 44
Jean Starobinski Wynalezienie wolności, Gdańsk 2006,
przeł. M. Ochab, s. 29
Dopiero po latach L ’Afrique fantôme wydane zostaje
w tej samej serii co Smutek tropików Lévi-Straussa.
Dokładniej - 3600

Widmowa Afryka. Pocztówka Union Postale Universelle.

106

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10929" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10907">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d739c3138cca66651612f58bca450280.pdf</src>
        <authentication>370a13139ad07135dd1e28c106032f08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130327">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130328">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130329">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130330">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130331">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130332">
                <text>Misja Dakar-Dżibuti /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130333">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.92-104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130334">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130335">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130336">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130337">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130338">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130339">
                <text>rasa zasygnalizowała ostateczną datę odjazdu na początku 1931 - Misji Dakar-Dżibuti. Jej
celem jest pokonanie w blisko dwa lata całej
szerokości Afryki: od Oceanu Atlantyckiego aż do
Oceanu Indyjskiego, poprzez Senegal, Sudan francu­
ski, Wybrzeże Kości Słoniowej, Górną Woltę, Dahomej, Togo, Niger, Czad, Kamerun, Francuską Afrykę
Równikową, Kongo belgijskie, Sudan angielsko-egipski, Abisynię, francuskie wybrzeże Somalii. Naczel­
nym celem tej wyprawy - zorganizowanej przez Insty­
tut Etnologii i Muzeum Historii Naturalnej,
patronowanej i subwencjonowanej przez kilka mini­
sterstw i zarządów kolonii i, jednocześnie, przez ważne
organizmy naukowe (między innymi przez Instytut
Francuski i Uniwersytet Paryski) - jest: zgromadzenie
kolekcji dla Muzeum Historii Naturalnej i dla Mu­
zeum na Trocadero, badania licznych ludów, których
zwyczaje są w przededniu znikania (w szczególności
Nuerowie i Szyllukowie, podobnie jak Wohitowie
z okolic jeziora Tana), uchwycenie, w postaci filmów
dokumentalnych i zapisów na taśmach, języków i pie­
śni tych ludów, stworzenie między urzędnikami kolo­
nialnymi i paryskimi jednostkami naukowymi relacji
niezbędnych do rozwoju nauk przyrodniczych i socjo­
logicznych.
N a czele tej misji stoi nasz przyjaciel Marcel Griaule, który wcześniej prowadził misję w Abisynii i który,
poza licznymi notami, opublikował w „Documents”
dwa ważne artykuły (Totemizm abisyński (6/1929) i Ilu­
strowane Legendy królowej Saby (1/1930)); jego nie­
zwykłe studia nad abisyńską magią zostaną wydane
przez Instytut Etnologii (w serii „Travaux et Memoires”) jako Le Livre de recettes d’un dabtara abyssin.

P

Misja Dakar-Dżibuti
(nota)

Członkami personelu wyprawy są również dwaj na­
si współpracownicy: André Schaeffner, pełnomocnik
sekcji Organologii Muzeum Etnograficznego na Tro­
cadero, i Michel Leiris, który towarzyszyć będzie wy­
prawie jako sekretarz-archiwista.
Redakcja „Documents” uznała za słuszne, by po­
prosić tego ostatniego o spisanie wrażeń na temat
przedsięwzięcia, w którym będzie brał udział: pierwszej
o tej skali misji etnograficznej i lingwistycznej.

Georges Henri Rivière, zastępca dyrektora Muzeum
Etnograficznego na Trocadero
*N o ta ta została opublikowana w „Docum ents”
nr 7/1930 (grudzień 1930) i poprzedzała artykuł Michela
Leirisa Oko Etnografa (à propos Misji Dakar-Dżibuti) .

Przełożył Tomasz Szerszeń

M A I 1931
ÉGYPTE

LIBYE
ALGÉRIE

[fíouge'A F R IQ U E
MAURITANIE

*=V

f

SO U DA N

F R A N Ç A IS E

FRANÇAIS

/ T o m b o u c t o u / **« * *
&gt; f N i 9ef ' V

- D a k a r Z SËNËGAL

.K ay e s
-GAR/IBIEGU IN ÉE'
(PORTUGAISE)

O C C ID E N T A L E " l ,

B am ako

E RY TH RÉ E —

TCH AD
Lac
Tchad

M o p tiîC /■/,..
.A
N iajm
e y.T ^ ^
f /~\ ^

HAUTE-

Ó/OLTA'

A sm ara^ s s a o u a
CÔTE
FRANÇAISE
.DES SOMALIS.

K h arto u m '
AN G L O -ÉG Y P T IEN I

.G o n d ar

G a lla b a t ^

F o rt-L a m y ^ ,

Kano^

■ D jibouti

GUINÉE FRANÇ.

M o ra ’
V

SIE R R A LEO N E'

SO UDAN

NIG ER

/ ^ a n g g ^ } \ ___/

l{

CÔ TE

CÔTE-

N IG E R IA

OGOii

^
S O M A L IE
V ^ A N G L A IS E

G a ro u a p
A d d is -A b a b a

.

ÉTHIOPIE

OÙBANGUI-CHARI

c ^ p L'

D'IVOIRE / DE L-Or Î A

Porto;

Jubaj

.5T B a n g u i,

7(O ^

(Y a o u n d é 1

uganda

1“^

GU INÉE'
(e s p a g n o l e ;

Rodolphe
KENYA

Équateur-

■OCÉAN-

-A T L A N T !Q U E-

GABON

MOYEN
CO N G O /

Victoria

CONGO BELG E'

Tanganyika

J
\

■ O C É A N ---- IN D /EN -

TERRITOIRE
DU TANGANYIKA

FE V R IE R 1933

Mission Dakar-Djibouti

Misja Dakar-Dżibuti 1931-1933. Mapa podróży.

107

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7545" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7525">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7236cd570a38e692d6ab28f058767b1d.pdf</src>
        <authentication>9e9c39f4944a3ff3156557e3521873b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90038">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6389</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90041">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90043">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90045">
                <text>Leiris, Michel (1901-1990) - biogram</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90047">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90049">
                <text>Michel Leiris - nota biograficzna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90051">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2007 t.61 z.3-4 ; s.23-25</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90053">
                <text>Szerszeń, Tomasz (oprac.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90054">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90055">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90056">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90057">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90059">
                <text>1901
Michel Leiris przychodzi na świat 20 kwietnia,
w XVI dzielnicy Paryża.

Michel Leiris
- nota biograficzna

1912
W teatrze Antoine ogląda wystawienie Impressions
d’Afrique (na widowni był m.in. Apollinaire, Duchamp
i Picabia) Raymonda Roussela, który był przyjacielem
ojca Leirisa.

1918
Leiris odkrywa jazz. Robi maturę z filozofii. Zaczy­
na interesować się okultyzmem i alchemią.

1919
Odkrywa dzieło Fernanda Legera - pierwsze zain­
teresowanie sztuką współczesną. Początek dwuletnie­
go związku z Daisy S. („Kay” z Wieku męskiego).

1921
Śmierć ojca. Poznaje Erika Satie, Maurice’a Ravela i poetę M axa Jacoba, który staje się jego pierwszym
„mistrzem”. Blaise Cendrars wydaje Anthologie negre —
„to więcej niż książka, to akt” - powie później Leiris.

1922
Rozpoczyna pisać swój dziennik. Poznaje Antoni­
na Artauda. Poznaje i zaprzyjaźnia się z André Massonem, którego odwiedza często w jego pracowni na rue
Blomet 45. Zaczyna interesować się dziełem Raymon­
da Roussela. W tym okresie Leiris czyta m.in. dzieła
okultystów, Blake’a, Sade’a, Nervala, Dostojewskiego,
Lautremounta, Rimbauda, Mallarmégo, Marcela
Schwoba... Opublikowana zostaje Umysłowość prymi­
tywna Lévy-Bruhla. Śmierć Marcela Prousta. Leiris
przyzna po latach, że W poszukiwaniu straconego czasu
wywarło olbrzymi wpływ na La Règle du jeu.

rêves, zaś w nr. 3 pojawia się pierwszy glosariusz zawie­
rający „gry językowe” (Glossaire j ’y serre mes glosses).
Galeria Simon wydaje pierwszy tomik jego wierszy (Si­
mulacre), ilustrowany litografiami André Massona. N a
bankiecie zorganizowanym przez surrealistów wykrzy­
kuje (przez okno) antyfrancuskie hasła i zostaje prawie
zlinczowany przez wściekły tłum.

1926
Ogląda (wraz Picassem) po raz pierwszy w życiu
corridę. Ślub z Louise Godon („Zette”...). Leiris dołą­
cza do rodziny Kahnweilerów. Francuski etnolog i mu­
zykolog André Schaeffner pisze Jazz —pierwsze etnolo­
giczne studium poświęcone czarnej muzyce jazzowej.

1927
Wraz z innymi surrealistami zapisuje się do francu­
skiej partii komunistycznej. Rezygnuje po sześciu mie­
siącach, uzasadniając, że interesuje go literatura, a nie
polityka. Jest to powodem konfliktu z Bretonem, Ara­
gonem i Eluardem i rozluźnienia stosunków z surreali­
stami. Publikuje tomik wierszy Point cardinal. Podróżu­
je do Grecji i do Egiptu, gdzie po raz pierwszy zaczyna
rozważać poświęcenie się nowej profesji: reportażysty.
Pisze powieść Aurora.

1923
Poznaje i zaprzyjaźnia się z Picassem. Bywa na nie­
dzielnych obiadach u Daniela-Henry Kahnweilera marszanda sztuki nowoczesnej. N a obiadach bywa
m.in. Artaud, Le Corbusier, Tristan Tzara, Erik Satie,
Max Jacob, André Malraux.

1928
Przechodzi kryzys twórczy. Coraz więcej uwagi za­
czyna poświęcać zapiskom autobiograficznym.

1929

1924

Leiris, Bataille, Desnos, Boiffard, Queneau, M as­
son i Prévert zostają wykluczeni z ruchu surreali­
stycznego za niezgodę na podporządkowanie swej
twórczości tezom głoszonym przez Bretona i partię
komunistyczną.
Georges Henri Rivière, Carl Einstein i Georges Ba­
taille zakładają pismo „Documents” („doktryny, arche­
ologia, sztuka, etnografia”), które przetrwa niecałe 2 la­
ta. Bataille zostaje redaktorem naczelnym, zaś Leiris
sekretarzem redakcji. Sponsorem pisma jest marszand
Georges Wildenstein.

Pierwsza publikacja wiersza Leirisa w piśmie „Intentions”. Poznaje Georges Bataille’a i André Breto­
na. Przyłącza się do ruchu surrealistycznego.

1925
Planuje stworzenie orficko-nietzscheańskiego se­
kretnego stowarzyszenia Judas. Jest wyznaczony do
stworzenia surrealistycznego „glosariusza niezwykłości”
(do czego jednak nigdy nie dochodzi). W „La Révolu­
tion surréaliste” (nr 2) publikuje wiersz Le Pays des mes

23

�MICHEL LEIRIS - NOTA BIOGRAFICZNA

1938

Leiris poddaje się psychoanalizie u doktora Adriena Borela.

Otrzymuje dyplom etnologiczno-religioznawczy
w École Pratique Des Hautes Études za pracę Sekret­
ny język Dogonów z Sanga. Wygłasza wykład pt. Sa­
crum w życiu codziennym. Ukazuje się Lustro tauromachii, z ilustracjami Massona. Pisze wiersze o corridzie
(Abacanico para los toros). Poznaje wybitnego znawcę
walk byków André Castela, z którym prowadzić będzie
przez przeszło 20 lat ożywioną korespondencję. Mu­
zeum Człowieka (Musée de l’Homme) w Paryżu inau­
guruje swą działalność.

1930
Pisuje o jazzie. Odkrywa dyptyk Cranacha Starsze­
go Lukrecja i Judyta. Uczestniczy w zajęciach Marcela
Maussa.

1931
Marcel Griaule i Georges Henri Rivière z Muzeum
Etnograficznego na Trocadéro wybierają Leirisa na sekretarza-archiwistę misji Dakar - Dżibuti. Szefem mi­
sji został Griaule, inni uczestnicy to m.in. Schaeffner,
Deborah Lifchitz, Marcel Larget, Eric Lutten i malarz
Gaston-Louis Roux. Misja trwa od 19 maja 1931 do
16 lutego 1933 roku. Sponsoruje ją m.in. Muzeum Et­
nograficzne na Trocadéro, ale także wiele osób pry­
watnych - Raymond Roussel, Al Brown (bokser,
mistrz świata wagi koguciej), Georges Wildenstein
(marszand i wydawca „Documents”), hrabia Charles
de Noailles (sponsor awangardowej sztuki, finansował
m.in. realizację filmów Buüuela i Dalego). W Paryżu
otwarcie antykolonialnej wystawy surrealistów Praw­
da o koloniach.

1939
Wydany zostaje Wiek męski i Glossaire: j ’y serre mes
gloses. Poznaje poetę René Chara i kompozytora René
Leibowitza. Zostaje zmobilizowany i wysłany na służbę
do Afryki.

1940-1941
Antyfaszystowska działalność etnologów z Muzeum
Człowieka. Powstaje Galerie Louise Leiris prowadzona
przez żonę Leirisa. Jej trzon stanowiła kolekcja Kahnweilerów.

1942

1932

Zaprzyjaźnia się z Sartre’em.

Hemingway pisze Śmierć po południu.

1943

1933

Publikuje zbiór wiersze Haut Mal.

Pojawia się drugi numer pisma Minotaure, zredago­
wany przez Leirisa i poświęcony w całości misji Dakar Dżibuti. Śmierć Raymonda Roussela w Palermo. Leiris
odwiedza go 3 miesiące przed śmiercią.

1944
Śmierć Maxa Jacoba. Leiris gra główną rolę w kon­
spiracyjnej (domowej) sztuce reżyserowanej przez A l­
berta Camusa.

1934

1945

L ’Afrique Fantôme zostaje opublikowane przez Gallimarda w serii Les Documents bleus. Griaule, Mauss
i Paul Rivet uznają książkę za prowokację. Leiris po­
znaje etnologa Alfreda Métraux, z którym łączyć będą
zainteresowanie kultami opętania (afrykańskie zâr
i haitańskie wudu).

Badania etnograficzne na Wybrzeżu Kości Słonio­
wej i na terenie dzisiejszej Ghany.

1946
Publikacja eseju Literatura jako tauromachia (De
la literature considérée comme une tauromachie) w pi­
śmie „Les Temps modernes”. Publikacja powieści
Aurora.

1935
Zajmuje się spuścizną Roussela. Bierze udział w se­
minarium etnologa Maurice’a Leenhardta. Poznaje
Colette Peignot i Francisa Ponge’a.

1947
Publikacja zbioru esejów o André Massonie André
Masson et son univers. Leiris współtworzy pismo afrykanistyczne „Présence africaine”.

1936
Koniec psychoanalizy. Otrzymuje dyplom z zakresu
historii religii („religie prymitywne”) i socjologii. Mu­
zeum Etnograficzne na Trocadero kończy swą działal­
ność. Bataille zakłada sekretne stowarzyszenie Acéphale.

1948
Publikuje Biffures, pierwszy tom cyklu autobiogra­
ficznego La Règle du jeu. Publikuje etnograficzne stu­
dium La Langue secrète des Dogons des Sanga. Poznaje
Claude’a Lévi-Straussa. Zaprzyjaźnia się z antylskim
pisarzem Aimé Cesaire’em.

1937
Leiris, Bataille i Roger Caillois tworzą Kolegium
Socjologiczne (Collège de Sociologie).

24

�MICHEL LEIRIS - NOTA BIOGRAFICZNA

1950

1967

Wykład pt. L ’Ethnographe devant le colonialisme,
będący pierwszą próbą ukazania dwuznacznej sytuacji
etnografa w rzeczywistości kolonialnej. Śmierć Marce­
la Maussa.

Publikuje książkę o sztuce Czarnej Afryki (Afrique
Noire: la création plastique). Jest kuratorem wystawy
Arts primitifs dans les ateliers d’artists w Musée de
l’Homme.

1951

1968

Realizacja filmu o corridzie (La Course de taureaux,
reż. Pierre Braunberger), z komentarzami Leirisa. N a
zlecenie Unesco pisze rozprawę Race et civilisation. Bie­
rze udział w konferencji organizowanej przez José Bergamina.

Bierze udział w wydarzeniach Maja ’68. Jest kurato­
rem wystawy Passages à l’âge d’homme w Musée de
l’Homme.

1971
Zostaje kierownikiem działu Czarnej Afryki
w Musée de l’Homme.

1952
Badania na Antylach.

1973

1955

Śmierć Picassa.

Publikacja drugiego tomu La Règle du jeu, pt. Four­
bis. Publikacja wyników badań etnograficznych z Mar­
tyniki i Gwadelupy. Podróż do Chin.

1977
Wielka paryska wystawa Francisa Bacona; katalog
ze wstępem Leirisa.

1956

1980

Publikacja zbioru wierszy Bagatelles Végétales z ilu­
stracjami Joana Miró. Śmierć Marcela Griaule’a.

Otrzymuje prestiżową nagrodę literacką „Grand
Prix national des Lettres”. Pisze wstęp do Musique et la
transe Gilberta Rougeta. Śmierć Sartre’a, Sonii Or­
well, Schaeffnera i Daniela-Henry Kahnweilera.

1957
Próba samobójcza. Alberto Giacometti portretuje
leżącego w szpitalu Leirisa.

1981

1958

Publikuje Ruban au cou d’Olympia.

Publikacja La Possession et ses aspects théâtraux chez
les Éthiopiens de Gondar

1983
Publikuje Francis Bacon, face et profil.

1959

1984

Zaczyna redagować fiszki nt. opery (Operratiques).

Przekazuje swoją olbrzymią kolekcję sztuki do
Centre Georges-Pompidou.

1960
Bierze udział w tworzeniu pisma afrykanistycznego
„Cahiers d’études africaines”.

1985
Publikuje Langage tangage.

1961

1986

Zostaje profesorem w CNRS. Publikuje Nuits sans
nuit et quelques jours sans jour - opisy swoich snów.

Wraz z Jean Jaminem zakłada pismo „Gradhiva,
revue d’histoire et d’archives de l’anthropologie”.

1962

1987

Śmierć Georges’a Bataille’a.

Publikuje zbiór tekstów o R. Rousselu (Roussel
l’ingénu). Śmierć André Massona.

1964
Publikuje Grand fuite de neige. Podróżuje po Ja ­
ponii.

1988
Umiera Louise, żona Leirisa.

1966

1990

Publikuje 3. tom La Règle du jeu pt. Fibrilles i zbiór
esejów Brisées. Zaprzyjaźnia się z Francisem Baconem
i z Sonią Orwell, wdową po George’u Orwellu. Śmierć
Alberto Giacomettiego i André Bretona.

30 września umiera.
Opracował Tom asz Szerszeń

25

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5876" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5856">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/954ebaf31088aff35f03403dd551824c.pdf</src>
        <authentication>649529f2e6ecb1153c1101a7e7f6a380</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70090">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2469</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70092">
                <text>Błazen. Narodziny i struktura mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70093">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.46-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70094">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70096">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70097">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70098">
                <text>Błazen. Narodziny i struktura mitu
Monika Sznajderman

Historycy kultury dawno już zauważyli, że w społeczeń­
stwach europejskich, nawet tych wysoko rozwiniętych, funkcjo­
nują takie same mechanizmy, dotyczące zjawisk uważanych za
sakralne, jak w społeczeństwach, które były domeną badań etnologicznych i religioznawczych: społeczeństwach prymitywnych,
plemiennych, „bez historii i pisma", w cywilizacjach, jak je na­
zywa Claude Leuvi-Strauss, „zimnych". Dotyczy to między in­
nymi zjawisk postrzeganych powszechnie jako nieczyste, zbrukane, hańbiące, a więc, w istocie, sakralne, w odniesieniu do
których nabierają mocy rytualne zakazy.
Do tych fenomenów w społecznym mikrokosmosie należy
także pewna kategoria profesji i rzemiosł uważanych za niegod­
ne, nikczemne, nieszlachetne. W społeczeństwie średniowiecz­
nym, pisze Bronisław Geremek „W kategorii tej znajdowały się
zajęcia związane z krwią (rzeźnicy, kaci, balwierze, chirurdzy),
ze s'miercia i martwym ciałem (grabarze, hycle, garbarze skór),
z brudem i ekskrementami (łaziebnicy, śmieciarze, zajmujący się
także oczyszczaniem kloak), z zaspokajaniem namiętności ciele­
snych (prostytutki i sutenerzy). Oczywista jest tu zbieżność z sy­
tuacjami badanymi przez etnologów, stąd też w ostatnich bada­
niach nad niegodnymi rzemiosłami w s'redniowieczu wskazywa­
no na zakorzenienie motywacji tej ekskluzji w tradycyjnej świadomos'ci odwiecznych tabu."
Do podobnych wniosków doszedł w trakcie swoich badań
Jacques Le Goff. Hierarchia społeczna danego społeczeństwa,
uważa francuski historyk ze szkoły Nouvelle Histoire odzwier­
ciedla jego mentalność i religijny światopogląd. Grupa rzemiosł
niegodnych, omawianych na przykładzie średniowiecznych spo­
łeczeństw zachodnioeuropejskich, jest przy tym, według le Goffa, znacznie szersza niż według Bronisława Geremka. Wyróżnia
bowiem autor Pour un autre Moyen Age obok rzemiosł dla pew­
nych grup społecznych bezwzględnie zakazanych - negotia illicita - także rzemiosła i profesje zwyczajnie niegodne, nikczem­
ne, podłe: inhonesta mercimonia, artes indecorae, vilia officio.
Łącznie, w różnych regionach i w odniesieniu do poszczegól­
nych warstw społecznych tworzą one bardzo szeroką kategorię.
W samej tylko pierwszej linii mieszczą się w niej, obok oberży­
stów, lekarzy, chirurgów, alchemików, magów, żołnierzy, sutenerów, prostytutek, notariuszy i handlarzy - także akrobaci i ku­
glarze, komedianci i w ogóle wszelkiego rodzaju aktorzy. Do
niezwykle żywych w mentalności człowieka średniowiecznego
reliktów starych zakazów, obowiązujących we wszystkich ar­
chaicznych społeczeństwach przedchrześcijańskich i plemien­
nych, dorzuciło swoją własną ideologię chrześcijaństwo; ono
także rozszerzyło listę rzemiosł zakazanych, związanych z po­
pełnieniem jednego z grzechów głównych. I tak na przykład
oskarżenie o lubieżność doprowadziło do potępienia oberży­
stów i właścicieli otoczonych zazwyczaj złą sławą łaźni, kugla­
rzy i żonglerów, oddających się wyuzdanym i obscenicznym
1

2

46

tańcom, właścicieli tawern, w których bawiono się przecież,
tańczono i pito wino, a nawet tkaczy, oskarżanych o to, że z ich
zaopatrzenia korzystały także prostytutki; oskarżenie o chci­
wość doprowadziło do potępienia tak kupców, jak ludzi prawa adwokatów, notariuszy i sędziów, a podejrzenie grzechu leni­
stwa - do potępienia profesji żebraczej. Jeszcze ostrzej ocenia­
ne były zawody, stojące w opozycji do podstawowych tendencji
bądź dogmatów chrześcijańskiej wiary. I tak na przykład gorą­
co potępiano lichwiarzy, gdyż profesja ta zaprzeczała idei bra­
terstwa pomiędzy ludźmi, profesje zbytkowne, gdyż zaprzecza­
ły one zasadzie 'contemptus mundi' czy wreszcie kupców, gdyż
człowiek, zgodnie z chrześcijańskim światopoglądem, winien
pracować i tworzyć na podobieństwo Boga - tak, jak czyni to na
przykład rolnik, czy przynajmniej wytwarzający dobra rzemie­
ślnik. „Jeśli nie można tworzyć, należy przekształcać - 'mutare', modyfikować - 'emendare', ulepszać - 'meliorare'. Stąd
więc potępiony jest kupiec, który nie wytwarza niczego" - pi­
sze Le Goff. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ówczesna kul­
tura była w przeważającej mierze rolnicza i że jeżeli niektórym
rzemiosłom (jak na przykład kowalstwu, złotnictwu czy snycer­
stwu) przypisywano cechy pozytywne, to wynikało to zarówno
z faktu, iż przedstawiciele tych zawdów właśnie przekształcali
materię, jak też z faktu, iż nadal, podobnie jak w społeczeń­
stwach archaicznych, postrzegani byli oni raczej jako czarno­
księżnicy niż jako zwykli rzemieślnicy.
3

Pomiędzy X I i X I I I wiekiem ten wyraźny dotąd podział na
nieliczne profesje szlachetne i nader liczne pogardzane czy zaka­
zane ulega zmianie. Jej przyczyną jest między innymi dokonują­
ca się na chrześcijańskim Zachodzie ekonomiczna i społeczna
rewolucja. Powstają nowe profesje i nowe grupy społeczno-za­
wodowe, a liczba negotia illicita czy choćby tylko inhonesta sta­
le maleje. Zawdzięczamy to w dużej mierze scholastyce, która
przedscholastyczną, manichejską mentalność zastąpiła mental­
nością o wiele subtelniejszą; mentalnością, tworzącą całkiem no­
we podziały. Obok profesji z natury swej (ex natura) godnych
pogardy i potępienia wyróżnia się coraz liczniejszą grupę zawo­
dów potępianych w zależności od okoliczności - ex occasione.
I zjawiskiem pierwszoplanowym jest to, że liczba tych pierw­
szych zmniejsza się nieubłaganie.
Co ciekawe, nie dotyczy to jednak prostytutek i kuglarzy,
którzy należeli do grupy wyłączonej z familia Christi najdłużej.
W X I I I wieku, według Bertholda von Regensburga, to oni wła­
śnie - wagabundzi, błędni wędrowcy, wędrowne ptaki, po łacinie
zwani vagi - byli jedyną grupą, którą chrześcijańska wyobraźnia
zaliczała jeszcze do familia diaboli; grupą podlegającą niemal
całkowitej i bezwzględnej ekskluzji. Grupą szczególnie niebez­
pieczną. Wyjątkiem była tutaj „podgrupa" zawodowa muzyków
-jedyna, która, w przeciwieństwie do wyczyniających nieprzy­
stojne akrobacje linoskoczków i „pasożytujących" na dworach

�błaznów, otaczana była społecznym szacunkiem i uwzględniana
w planach zbawienia.

* **
Zastanówmy się, o czym świadczy fakt tak kategorycznej
i długotrwałej ekskluzji? Otóż świadczy wyraźnie o tym, iż była
profesja błazeńska, bardziej jeszcze niż wszystkie inne, postrze­
gana jako profesja sakralna, fascynująca, ale i budząca lęk. Pro­
fesja ambiwalentna, gdyż - gorąco potępiana - posiadała równie
silną waloryzację pozytywną. Nie przypadkiem przecież pojawia
się w średniowieczu temat kuglarza Najświętszej Panienki;
podobnie jak nie przypadkiem zarówno Św. Franciszek z Asyżu,
jak i w ogóle franciszkanie zyskują przydomek kuglarzy Chry­
stusa i kuglarzy Boga. Jacques le Goff tłumaczy ów paradoksal­
ny fakt chęcią rehabilitacji kuglarza zgodnie ze zmieniającym się
światopoglądem chrześcijańskim, czyż nie trzeba tu jednak ra­
czej dostrzec potwierdzenia tej dawno przez religioznawców od­
krytej prawdy, iż każde zjawisko należące do porządku sakralne­
go, z natury swojej jest zjawiskiem ambiwalentnym: zarówno
niebezpiecznym, jak i dobroczynnym, zarówno skalanym, jak
i poświęconym, zarówno diabelskim, jak i boskim. „(...) 'zbrukane', 'uświęcone' i 'święte' są ze sobą powiązane siecią podziem­
nych odpowiedniości, które być może są nie do zatarcia" - pisał
Paul Ricoeur. Ta, charakterystyczna dla świata kultur archaicz­
nych, ambiwalencja zjawisk sakralnych przetrwała, jak zauwa­
żyli religioznawcy i antropologowie kultury współczesnej, do
czasów dzisiejszych.
4

Ekskluzja błazeńskiej profesji, trwająca w formach bardziej
subtelnych w istocie aż do naszych dni, stawia ją zatem w rzę­
dzie profesji zdecydowanie sakralnych: tyleż hańbiących, co wy­
branych, tyleż kalających, co uświęconych. W rzędzie, innymi
słowy, profesji i w ogóle zjawisk marginalnych, wykraczających
poza świat ludzi z ich ładem i kulturą poza kosmos. Nie przypad­
kiem przecież występuje błazen koło przedstawicieli tylu innych
zawodów, których sakralny charakter znany był od dawna.
Szczególnie istotny jest tu bliski związek z prostytutką, którą, jak
zobaczymy, myśl symboliczna wielokrotnie, w różnych konte­
kstach łączy właśnie z postacią kuglarza (na razie zaznaczmy tyl­
ko, iż obie te profesje łączą „czasoprzestrzenne" uwarunkowania
ich wykonywania: potępiana przez światopogląd chrześcijański
praca w nocy oraz w miejscach „złych" - ex loci vilitate).
Symbolizujące wszystkie te „wyłączone" profesje - święte
i niebezpieczne zarazem, fastus et nefastus - otoczone tabu mo­
tywy: krew, ekskrementy, brud i w ogóle wszystko, co ma zwią­
zek z ciałem i jego wydzielinami, jak na przykład cielesne na­
miętności, kojarzące się z postacią prostytutki i sutenera, czy
bezwstydne akrobacje linoskoczków stają się, zgodnie z katego­
riami myślenia religijnego, znakami świata pozostającego poza
granicami ludzkiego kosmosu: świata chaosu, natury i śmierci,
świata ciemności, poprzedzających pierwsze stworzenie.

* **
Błazen był zatem przy dziele stworzenia i całkowicie się
z tamtych czasów - czasów pierwotnego chaosu - wywodzi.
Można powiedzieć, że jest istotą nieustannie wyciosywaną od
nowa z surowego, nie obrobionego pnia natury. Widać to choćby
w etymologii słowa clown, które pierwotnie, jak podaje słownik
etymologiczny języka angielskiego Erica Partridge'a oznaczało
chłopa, rolnika, śmieszącego mieszkańca miasta, gbura i prosta­
ka, a które w różnych pokrewnych językach wywodzi się z pojęć
określających takie idee, jak gruda ziemi, kloc, bryła, pień
i pniak.
Trafną analizę związku błazna z obrazem chaosu proponuje
w swojej książce The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns
5

and their Audience William Willeford. Oto Charlie Chaplin i Bu­
ster Keaton w roli cyrkowych klownów w filmie Światła rampy ^
Pianista Keaton akompaniuje skrzypkowi Chaplinowi. Martwe
przedmioty buntują się jednak, w dźwiękach brzmi coraz więcej
zgrzytliwych dysonansów, instrumenty przekształcają się w opa­
nowujące człowieka kłębowisko drutów... Dla Willeforda stano­
wi to symboliczny wyraz walki człowieka z wciąż na nowo za­
grażającym mu chaosem. A jednocześnie - utrwalonego już
w kulturze związku pomiędzy błaznem czy klownem a moty­
wem chaosu.
W swoim artykule, poświęconym fenomenologii sakralnej
głupoty, sakralnego szaleństwa amerykański filozof religii Tom
W. Boyd cytuje pisarza Toma Robbinsa, który pisze tak: „Klown
został stworzony z chaosu. Jego pojawienie się jest obrazą dla
naszego poczucia godności, jego czyny kpiną z naszego poczu­
cia ładu. Klown (wolność) jest zawsze ścigany przez policjanta
(władzę). Klowni są zabawni właśnie dlatego, że ich działania
prowadzą do krótkich przebłysków wesołego bałaganu, po
którym następuje druzgocący odwet ze strony 'status quo'. Bawi
nas, gdy obserwujemy, jak beztroski klown łamie tabu; przeraża,
gdy widzimy, jaki jest dziki i wolny; odzyskujemy pewność sie­
bie, gdy widzimy go pokonanego i gdy z powrotem przywróco­
ny jest ład. Pomimo wszysto jesteśmy w stanie tolerować wol­
ność tylko do pewnych granic."
7

Błazen, cyrkowy klown bywa zatem zarówno twórcą, jak
i ofiarą chaosu - swej własnej kreacji. Jego kontakty z chaosem,
przyjmujące często formę zabawy (nawet, gdy pada on tego cha­
osu ofiarą), odbierają jednak temu wrogiemu żywiołowi jego
zwykły złowieszczy ciężar i stają się grą niewykorzystanymi
możliwościami - pomimo groźby, iż przyjmą one formę niespo­
dziewanie wrogą; pomimo groźby, iż chaos może przerwać tamę.
„Ludzkość - pisze Tom W. Boyd - nie toleruje chaosu, a jednak
klowni sprawiają, że jawi się on jako konieczne dopełnienie ła­
du, nie zaś jego wróg (...). W uderzającej pracy Order out oj
Chaos Ilya Prigogine [Prigożyn] i Isabelle Stengers ukazują, że
w świecie fizyki i chemii ład i chaos są swymi wzajemnie nie­
zbędnymi korelatami. Klowni ukazują to samo w odniesieniu do
ludzkiego życia."
Niejednoznaczność stosunku błazna do chaosu - fakt, iż by­
wa on zarazem jego ofiarą i instynktownym wrogiem oraz twór­
cą - wytłumaczyć można, sądzi Willeford, tym, że błazen jest
istotą pozbawioną tożsamości; wyraża to nawet etymologia tego
pojęcia. Łacińskie follis, od którego pochodzą francuskie okre­
ślenie fou i angielskie the fool oznacza wszak zarówno gadułę
i frazesoficza, jak też - miechy. Liczba mnoga zaś -folles - zna­
czy ni mniej, ni więcej, tylko nadęte policzki. Słowo bufon z ko­
lei wiąże się blisko z włoskim buff are, co oznacza „dmuchać".
Błazen ulepiony jest z wiatru - prastarego symbolu ducha.
Odznacza się zatem właściwą duchowi wolnością i nieprzewidywalnością, ale jednocześnie - podobnie jak on - nie ma celu
i kierunku, nie ma ciężaru ani znaczenia. „Podobna wiatrowi na­
tura błazna - pisze Wielleford - rozprasza rzeczy i sensy, ale
w tym zamieszaniu odsłania prześwity tego, co znajduje się na
przeciwległym w stosunku do ducha biegunie: naturę z jej wła­
snymi celami i instynktowną inteligencją, która, tak jak duch, nie
ma związku z racjonalnym rozumowaniem." Do związku posta­
ci błazna z naturą powrócę za chwilę.
8

9

* **
Elementy symbolicznego chaosu zachowały się po dziś dzień
w stroju błazna, klowna (zwłaszcza cyrkowego klowna Augusta),
arlekina, a także w niektórych tendencjach w zakresie mody,
charakterystycznej dla pewnych środowisk twórczych - do sym­
bolicznego chaosu nawiązują na przykład niesymetryczne, pstro­
kate wzory kostiumów i ubrań. Najwcześniejszy model błazeń-

47

�skiego kostiumu charakteryzował się włas'nie mnogos'cia niere­
gularnie rozmieszczonych różnobarwnych łat. Ten charakter
stroju odpowiadał dokładnie pierwotnej naturze błazna i arleki­
na: naturze tricksterskiej, amorficznej, chaotycznej. „Można do­
strzec - pisze Willeford - iż typowe błazeńskie kostiumy oscylo­
wały pomiędzy pokracznos'cia (pozostającą w harmonii z pocho­
dzeniem słowa clown) i bezsensowną dysharmonią a formami
zrównoważonymi. Niezgrabnym charakterem zasłynęły stroje
wielu cyrkowych klownów (...). Luźne workowate spodnie Char­
lie Chaplina i jego bezkształtne buty mają swych przodków
w strojach klownów elżbietańskich (...). Pstrokacizna średnio­
wiecznych błaznów, figur z karnawałowej procesji i wielu klow­
nów cyrkowych oznacza podstawowe zróżnicowanie pierwotnej
bryły, zewnętrzną formę, w jakiej przejawia się chaos, gdy
zwrócimy na niego uwagę."
10

Obok pstrokacizny różnobarwnych łat, plam, skrawków i re­
sztek materiału, zauważa Willeford, innym przejawem groteski,
która jest symbolicznym odzwierciedleniem s'wiata chaosu, bra­
mą, przez którą wkracza on w s'wiat kosmicznego ładu, są wszel­
kie rażące dysproporcje - nie tylko w kostiumie, także w budo­
wie ciała i ogólnym wyglądzie błaznów. Wszystkie, tak częste
deformacje i niedoskonałości, jak chromosć, garb, szczególnie
wyeksponowany fallus czy wreszcie niedorozwój umysłowy,
wiążą się z miejscem groteski w symbolicznym obrazie tamtego
s'wiata i z sakralną aurą, jaka zawsze, we wszystkich kulturach
od archaicznych aż po współczesne otaczała „innych".
Co ciekawe, w każdej epoce mamy też do czynienia z podob­
nym procesem, w którym upatrywać należy chyba uporczywej
chęci powrotu do prapoczątków. Otóż z chwilą, gdy przedstawi­
ciele kolejnego pokolenia kuglarzy stopniowo nabierali ogłady,
a ich strój elegancji i harmonii, natychmiast pojawiały się obok
nich postaci od nowa nawiązujące do owego mitycznego, pierw­
szego okresu: strojem, niezdarnos'cia i nieokrzesanym, gburowatym zachowaniem. Taką postacią był klown z angielskiej arlekinady, który narodził się w reakcji na stopniowe wygładzanie się
postaci arlekina; taką postacią był też august, który dal początek
bohaterom pierwszych filmowych burlesek. Można powiedzieć,
innymi słowy, że kiedy w kostiumie przeważać zaczynają wzory
geometryczne, a zachowanie błazna nabiera subtelności i ele­
ganckiego wyrafinowania, jestes'my już s'wiadkami symboliczne­
go procesu wyłaniania się kosmosu z chaosu; z procesem krysta­
lizowania się kosmicznego ładu; z przypieczętowaniem dokonu­
jącego się aktu stworzenia s'wiata w miniaturze.
Aż po dziś" dzień przetrwały także, zarówno w stroju, jak też
w związanej z błaznem obrzędowości elementy „zwierzęce". Za­
chowane w kostiumie skrawki futra, pióra i pierze to pozostało­
ści po częstych w kostiumach błaznów średniowiecznych kogu­
cich grzebieniach czy lisich ogonach, a - idąc dalej - po dualnej,
zoo-antropomorficznej naturze błazna. W XI-wiecznych karna­
wałowych przedstawieniach synonimami określenia „błazen"
były: cielę, małpa, osioł, s'winia. Błazen, twierdzi Barbara Swa­
in, symbolizuje tę najbardziej podstawową biologiczną mądrość,
którą ludzie dzielili niegdyś' razem ze zwierzętami."
Wszyscy pamiętamy wieńczące film Josefa von Steinberga
Błękitny Anioł żałosne „kukuryku" przemienionego w klowna,
do cna os'mieszonego i upokorzonego profesora Unrata. Dzieło
Sternberga, dla którego literackim pierwowzorem był Profesor
Unrat Henryka Manna (choć w rzeczywistości o wiele bliższe
wydaje mi się ono, o dziwo, Luizce - opowiadaniu jego słynne­
go brata) wpisuje się w długą tradycję, ukazującą błazna wlas'nie
jako taką dualną, z pogranicza natury i kultury, istotę.
Na potwierdzenie przypomnijmy choćby niemiecką metafo­
rę, używaną dla określenia kogoś' szalonego: Er hat einen Vogel,
co dosłownie tłumaczy się jako 'mający ptaka'. Przypomnijmy
niezliczone, zdobne kogucim grzebieniem błazeńskie postaci od
dramatu antycznego poprzez średniowiecze, teatr elżbietański
48

(błazen króla Leara!) aż do tych, którzy, długo po oficjalnym za­
niknięciu funkcji błazna dworskiego, kogucim pianiem obwie­
szczali w pałacach i zamkach kolejne godziny dnia i nocy. Przy­
pomnijmy głęboko w języku i folklorze zakorzenione skojarze­
nie koguta, błazna i elementu fallicznego (por. choćby popularne
określenie fallusa jako ptaka), co wiąże w się z wiarą w głęboko
erotyczną naturę tak jednego, jak drugiego. Przypomnijmy
wreszcie związek błazna także z innymi ptakami: sową (vide po­
stać Tilla Eulenspiegla i w ogóle cała literatura sowizdrzalska),
gęsią (starym symbolem chaosu, ale i wtajemniczenia; w Polsce
okresu odrodzenia przydomek lub nazwisko nadawane zwycza­
jowo dworskim trefnisiom), czy wreszcie z ptakiem o niezwykle
bogatej otoczce mitologicznej - lelkiem. Temu też ostatniemu
pos'więćmy chwilę uwagi, bowiem w strukturze jego mitu wyra­
źnie odzwierciedla się także struktura mitu błazeńskiego.
Jako bohater analizowanej przez Claude Levi-Straussa mi­
tycznej opowieści indiańskiej (zarówno Indian Ameryki Połu­
dniowej, jak i Północnej), charakteryzuje się lelek wieloma ce­
chami, które pozwalają porównać go wlas'nie z błaznem, zakre­
ślić właściwe dla tego ostatniego pole skojarzeń i pokrewieństw
mityczno-symbolicznych oraz uchwycić wiele cech dla niego
znamiennych. Pozwalają, mówiąc krótko, ukazać jego sakralny,
marginalny i mediacyjny charakter.
Spójrzmy przede wszystkim na etymologię słowa „lelek".
W językach romańskich i germańskich nazwy wyraźnie związa­
ne z łacińskim terminem naukowym Caprimulgus nawiązują do
wyglądu ptaka (franc. Crapaud Volant, akcentujące wielki
dziób), do jego obyczajów (niem. Tagschlafer, oznaczające tego,
który sypia w dzień; franc. Coche-Branche, podkreślające oby­
czaj spania w dzień na gałęzi w pozycji pokrywającego kurę ko­
guta czy też franc. Hirondelle de nuit - jaskółka nocy), do wyda­
wanych przez niego odgłosów (ang. Poor-will,
Whippoorwill,
niem. Wehklage - bolesny krzyk), ale także do związanych z nim
wierzeń demonologicznych: niem. Totenvogel oznacza ptaka
s'mierci, sens pojęć Hexe i Hexenfuxhrer zawiera się w obrazie
czarownika i przywódcy czarowników, a pojęcia takie, jak Kindermelker, Ziegenmelker czy Kuhsauger zdradzają wiarę w to, iż
lelek, na podobieństwo czarownic w folklorze europejskim, idzie
nocą siadami kóz czy krów, doi je i wysusza. Wystarczy przywo­
łać tu również polską nazwę „kozodój", ale także, dostrzeżone
zarówno przez Aleksandra Brucknera, jak i innych badaczy sło­
wiańskiej demonologii , skojarzenie ptaka wróżebnego lelka
(leleka, łełeka) z wampirami, upiorami, strzygami, czartami
i s'miercia.
W językach słowiańskich, pisze Levi-Strauss, są prócz tego
w użyciu terminy leletik, lelejek czy wreszcie lelek, wywodzące
się od starożytnego czasownika leleti, lelejati (potknąć się, ba­
lansować), a oznaczające figurę niezwykle bliską figurze błazna:
figurę niezgrabiasza, głupca, „nic dobrego", ladaco.
Pole semantyczne lelka odsłania zatem obraz, w centrum
którego odnajdujemy takie motywy, jak „odwrotne" obyczaje
ptaka, który sypia w dzień, działa nocą i nigdy nie buduje gniazd,
jego wróżebny charakter i związek z demonologią ludową. Jest
lelek ptakiem fantomatycznym, tajemniczym i żałobnym, o sa­
motniczym usposobieniu. Jest ptakiem, którego - co znamionu­
je szczególnie wielki dziób - cechuje żarłoczność, zazdrość
i chciwość - także na tle seksualnym. Z dawien dawna przypisy­
wano mu, podobnie jak wszelkim postaciom błazeńskim, roz­
wiązłe i rozpustne usposobienie i porównywano jego dziób do
fallusa i pochwy. Warto tu przy okazji nadmienić, że zapewne nie
bez symbolicznego znaczenia jest fakt, iż po japońsku słowo yotaka oznacza zarówno lelka, jak i prostytutkę niskiej kategorii
(taką, która oddaje się swoim klientom wprost na ziemi i błyska­
wicznie zagarnia pieniądze). O związkach błazna z prostytutką
mówiłam już wyżej, dodajmy zatem jeszcze tylko, iż - jak wy­
kazała na przykładzie Moll Flanders Daniela Defoe Edith K e m
12

13

14

15

�- jest prostytutka, podobnie jak lelek i błazen, postacią klasycz­
nie tricksterską, marginalną, „wyłączoną". Jest wreszcie lelek last but not least - symbolicznym odzwierciedleniem figury niezgrabiasza - głupca - nicponia - błazna.
Levi-Strauss trafnie zauważa, że mitologia lelka wiąże się
z wielkimi mitami kosmogonicznymi ludzkości, w których wy­
stępuje on w roli boskiego szelmy, trickstera, herosa kulturowe­
go wreszcie; dwuznacznego przyjaciela ludzi, który - niczym
Prometeusz czy Hermes - wykrada bogom ogień i przynosi go
w darze na ziemię; który nieustannie oszukuje tak bogów, jak
i ludzi i sam jest przez nich oszukiwany.
Jest istotą pełną ambiwalencji i wewnętrznych antynomii:
wspaniałomyślności w uczynkach towarzyszy skrajny egoizm,
a ogień, który przynosi w darze, może być zarówno dobry, „ku­
chenny" - wówczas, gdy pochodzi z dzioba ptaka, jak i niszczy­
cielski, zły - gdy pochodzi z odbytu. Jest ptakiem mediacyjnym,
utrzymującym kontakt zarówno z niebiosami, jak i z podzie­
miem; bywa posłańcem bogów, choć równie często porównuje
się go ze starymi bóstwami chtonicznymi (chętnie zamieszkuje
pieczary). Wciela w siebie dusze zmarłych przodków, by nieść
ludziom wieści od nich, potrafi leczyć wrzody, niczym europej­
scy władcy w niegdysiejszej „królewskiej" mitologii, a z drugiej
strony - wierzy się, że przybywa z podziemi, by wysysać z żyją­
cych krew.

***
Co wiemy zatem do tej pory o błaźnie? Otóż to, że jest on
istotą marginalną, „wyłączoną", sakralną; że należy do czasu
prapoczątków ludzkiego kosmosu; że fascynuje, ale jednocze­
śnie budzi głęboki lęk. Że jest człowiekiem albo zwierzęciem,
choć bywa, że ma mieszaną, boską, zoo- i antropomorficzną na­
turę. Dodajmy teraz, że jest też, jak lelek, istotą wewnętrznie
sprzeczną, dobrą albo złą, albo i taką, i taką, boską lub diabelską,
albo i jedną, i drugą. Jest zawsze kimś' obcym, outsiderem w kul­
turach dawnych i w kulturze dzisiejszej, mediatorem, dokonują­
cym nieustannych przejść pomiędzy rozmaitymi stanami i s'wiatami: pomiędzy tym i tamtym światem, pomiędzy kosmosem
i chaosem, pomiędzy życiem i śmiercią, mądrością i głupotą,
kulturą i naturą, duchem i ciałem, pomiędzy s'wiatem niebiań­
skim, chtonicznym i ludzkim. Jest postacią komiczną, choć mo­
że też być s'miertelnie poważny, a nawet złowrogi. Niesie lu­
dziom pomoc, choć bywa także, że i zgubę. Jego żarty mogą
mieć lekkos'c psoty dziecka lub ciężar złowieszczego uczynku.
Stosunek fou du roi do swego władcy może być stosunkiem mą­
drego nauczyciela do ucznia, ale może również zawierać w sobie
nasienie i grozę buntu, którego celem jest jak najpoważniejsza
w skutkach rewolta i , zgoła nie karnawałowe, odwrócenie po­
rządków; w istocie więc nowa demiurgia, naśladująca pierwotny
akt stworzenia. Wiek X X tej właśnie demiurgicznej/łżedemiurgicznej cesze błazna nadał szczególne znaczenie.
Pochodzenie wszystkich tych błazeńskich cech sięga opowies'ci o pierwszych mitologicznych łotrzykach, którzy obecni byli
przy dziele stworzenia - o boskich, ludzko-zwierzęcych tricksterskich herosach mitologii greckiej, rzymskiej, semickiej, ja­
pońskiej, australijskiej, skandynawskiej, mitologii indiańskiej,
syberyjskiej i wielu innych; o wszystkich tych panach sztuki
i kultury, dwuznacznych przyjaciołach i dobroczyńcach ludzkos'ci, złodziejach boskich tajemnic, nauczycielach rozmaitych
kunsztów i rzemiosł. W każdej mitologii istniał przecież jakiś'
sprzeciwiający się najwyższemu bogu i wiecznie krzyżujący je­
go plany młodszy brat lub syn - Hermes czy Prometeusz z mito­
logii greckiej, rzymski bóg Merkury, skandynawski Loki, poline­
zyjski Maui czy wreszcie zwierzęcy bohaterowie mitologicznych
cykli indiańskich i syberyjskich: Kruk, Kojot, Jaguar czy wre­
szcie omówiony już, szczególnie blisko z błaznem spokrewnio­

ny ptak nocy - lelek. Związek postaci trickstera z postacią bła­
zna został już wielostronnie i wyczerpująco omówiony przez
wielu badaczy ; dla potrzeb niniejszej pracy pozostaje zatem
wyeksponowanie tych cech i funkcji tricksterskich bohaterów,
które mogą okazać się istotne dla dalszych rozważań nad współ­
czesnym mitem błazna.
16

Trickster z mitologii indiańskiej, boski szelma i heros kultu­
rowy religii greckiej czy rzymskiej, wszyscy ci dalecy przodko­
wie i krewni błazna dali bowiem początek treściom obecnym
i w jego dzisiejszej mitologii, w formach przejawiania się błazeńskiego fenomenu w myśli popularnej i „wysokiej", w wyo­
braźni literackiej, filmowej i ludycznej. Wszystkie treści - do­
słowne bądź metaforyczne - jakie wiążemy dzisiaj z postacią
błazna, wywodzą się z pierwotnego mitu - mitu o narodzinach
świata i kultury, o czasach, gdy chaos przemieniał się powoli
w nowy, kosmiczny ład. Błazen jako bóg, demiurg, bądź też łżedemiurg, czy wręcz diabeł w kręgu kultury chrześcijańskiej, bła­
zen jako mędrzec, podający ludziom „duchowe wino prawdy"
czy jako sowizdrzalski bohater literatury pikarejskiej - te wszy­
stkie jego wcielenia miały swoje prefiguracje już w mitologii kosmogonicznej. Mitologia artysty jako błazna wiąże się z zawar­
tym implicite w starych mitach ciągiem symbolicznych skoja­
rzeń: trickster - wiedza tajemna - dar ognia - garncarstwo - ko­
walstwo - narodziny człowieka jako twórcy - początki cywiliza­
cji i kultury. Mitologiczni herosi uczyli ludzi sztuk i kultury,
uczyli medycyny i umiejętności patrzenia w przód, uczyli two­
rzenia, uczyli wreszcie tego, co Hans-Georg Gadamer nazwał
„zdolnością r a d z e n i a sobie" , który to przywilej ofiarowali
ludziom wbrew woli bogów. Mit artysty i twórczości bez granic,
którego realizacją stała się współczesna mitologia tego dalekie­
go potomka mitycznych herosów - błazna, klowna, linoskoczka,
kuglarza - podejmie w pełni epoka romantyczna, a jeszcze wcze­
śniej Goethe, który ideał twórcy dostrzeże w postaci tytana Pro­
meteusza. Błazeńskie tworzenie - podobnie jak czyny wszyst­
kich tricksterskich herosów kulturowych - jest przy tym zawsze
twórczością dwuznaczną: może bowiem oznaczać twórczość
wznoszącą się na szczyty geniuszu, wyrażoną w tak ulubionym
przez romantyków wizerunkiem wzbijającego się w przestworza
linkoskoczka, lub - twórczość oznaczającą ciemne paktowanie
z mocami podziemi i sprzeciwianie się zamysłom boga.
17

Na początek przypomnijmy jednak krótko, co właściwie
oznacza pojęcie „trickster". Za Paulem Radinem i jego klasycz­
nym dziełem The Trickster. A Study in the American Indian My­
thology with Commentaries by Karl Kerenyi and C.G. Jung *
scharakteryzujemy tę zagadkową figurę jako klownowską postać
o merkurycznej zmienności i nieprzewidywalności, na poły zoo,
na poły antropomorficzną; postać, która jest ucieleśnieniem
wszelkich sprzeczności: zarazem daje i odbiera, tworzy i niszczy,
oszukuje i pada ofiarą oszustw. Postać wreszcie, która nie wie, co
to dobro i zło, choć i za to, i za to jest odpowiedzialna, która za­
tem, z racji swego archaicznego rodowodu, wyprzedza wszelką
etykę. Trickster bywa negatywnym, demonicznym bohaterem,
ale też zbawcą ludzkości, a nawet świętym. Zauważył to Carl
Gustaw Jung, a także Norman O. Brown, który na marginesie
swych rozważań o boskim złodzieju Hermesie trafnie oceniał tę
niezwykłą rozpiętość tricksterskiej mitologii. Pisał on między in­
nymi, że „w zależności od uwarunkowań historycznych postać
trickstera ewoluować może w stronę tak różnorodnych figur, jak
figura Najwyższego Boga, demiurga, pozostającego w zdecydo­
wanej opozycji do mocy niebiańskich, demona na wszelkie moż[

49

�liwe sposoby sprzeciwiającego się stwórcy, posłańca i mediatora
pomiędzy bogami i ludźmi, lub w stronę postaci czysto pukowskich bohaterów komicznych opowiadań" . Tak wlas'nie jest
i w mitologii Hermesa. Jego, wywodząca się z Odysei standardo­
wa rola była rolą posłańca i mediatora; w opowieści o Pandorze
pióra Hezjoda pełnił funkcję węża w ogrodzie Edenu; w Homeryckim Hymnie buntował się przeciwko niebiańskim porządkom,
a od czasudo czasu występował i w czysto komicznej, pukowskiej roli (jak na przykład wówczas, kiedy kradł kąpiącej się
matce ubrania).
Uniwersalność tricksterskiej mitologii od dawna fascynowa­
ła i zastanawiała religioznawców i etnologów. Bo prócz tego, że
istniał mit trickstera w s'wiecie plemiennych cywilizacji obu
Ameryk, prócz tego, że odkrywano tę postać i w kręgu kultur ar­
chaicznych, w Australii i Azji, spotykano ją także całe wieki
później, aż do dnia dzisiejszego : w dramatach Moliera, powie­
ściach Defoe, historiach o Dylu Sowizdrzale i w ogóle całej pikarejskiej literaturze, w chaplinowskiej burlesce, postaci cyrko­
wego klowna i bardzo wielu dawnych i współczesnych dziełach
sztuki literackiej i filmowej aż po klasycznie tricksterską postać
McMurphy'ego z Lotu nad kukułczym gniazdem Kena Keseya
i Milośa Formana, mądrego lisa Franky Furbo z jednej z ostat­
nich powies'ci Williama Whartona czy wreszcie - o paradoksie!
19

20

- Oskara Schindlera w świetle jego legendy, wykreowanej przez
książkę Thomasa Keneally i film Stevena Spielberga. Przykłady
można by zresztą mnożyć w nieskończoność.
Radin uważa, iż niewiele mitów ma zasięg równie szeroki;
w niewielu przypadkach możemy także z równą pewnością po­
wiedzieć, iż mamy do czynienia z jedną z najstarszych form
ludzkiej ekspresji. Carl Gustaw Jung widzi w figurze trickstera
psychologem, archetypiczną strukturę psychiczną, sięgającą naj­
wcześniejszych stadiów psychiki, która dopiero wyszła z etapu
zwierzęcego. Tym, co w niej najistotniejsze, jest jej niezróżnicowana, wewnętrznie sprzeczna natura. Rysy trickstera rozpo­
znać można, według niego, zarówno w średniowiecznym wyo­
brażeniu diabła jako simia dei („Bożej małpy"), jak też - w jego
folklorystycznych przedstawieniach jako wiecznie oszukiwane­
go prostaczka i głupca. Odszukać je można zarówno w mitologii
greckiej, jak i , przede wszystkim, rzymskiej: Merkury był we­
dług szwajcarskiego psychoanalityka jeszcze starszym odpowie­
dnikiem typowo tricksterskiego bóstwa Hermesa. Merkurego
(także tego z tradycji alchemicznej) z Hermesem i innymi kla­
sycznie tricksterskimi postaciami znanymi z mitologii różnych
kultur i z folkloru europejskiego (w tym z bohaterami wielu ba­
śni, jak np. z Tomciem Paluszkiem czy Głupim Jasiem) łączy
m.in. upodobanie znajdowane w szelmowskich żartach i złośli­
wych psotach, umiejętność transformacji w najprzeróżniejsze
postacie, dualna-bosko-zwierzęca natura, dwuznaczna pomoc
udzielana ludzkości poprzez kradzież należących do boga (smo­
ka, czarownicy etc.) tajemnic (a wśród nich przede wszystkim ta­
jemnicy ognia) i bliskość z figurą cierpiącego Zbawiciela.
21

Trickster, pisze Jung, jest „prymitywną, 'kosmiczną' istotą
o bosko-zwierzęcej naturze, z jednej strony przewyższającą czło­
wieka swymi nadludzkimi właściwościami, z drugiej - niższą od
niego, gdyż pozbawioną rozumu i świadomości. Z powodu nie­
zwykłej niezdarności i braku instynktu nie może także równać
się ze zwierzętami." Ta prymitywna, „kosmiczna" istota wpisu­
je się, z powodu swej niezwykłej atrakcyjności, jaką miała i ma
nadal dla świadomości i podświadomości współczesnego czło­
wieka, w strukturę długiego trwania, czytelną w mitach, legen­
dach, baśniach i obrzędach, a także literaturze i filmie. „W opo­
wieściach pikarejskich, w obrazie karnawałowych hulanek, w re­
ligijnych i magicznych rytuałach, w religijnych lękach i uniesie­
niach człowieka, w mitologii wszystkich czasów straszy cień
trickstera czasami w formie wyraźnie rozpoznawalnej, a czasami
- pozornie zmienionej." Na pierwszy rzut oka, twierdzi Jung,
22

23

50

tzw. cywilizowany człowiek zapomniał o tricksterze. Kulturowa
pamięć o nim jest jednak wciąż żywa, powracając w formie obra­
zów metaforycznych i symbolicznych, jak na przykład wówczas,
gdy mówi się - jakże przecież często - o płatającym złośliwe f i ­
gle losie.
I może właśnie dlatego we współczesnej metaforze, wypo­
wiadającej doświadczenie błazeństwa, Pan Bóg - lub właśnie los
- tak często przyjmują postać trickstera.

***
Przyjrzyjmy się teraz dokładniej analogiom pomiędzy tymi
dwiema kluczowymi figurami: figurą błazna i figurą trickstera.
Marginalnej, sakralnej figurze błazna odpowiada takaż natura je­
go mitycznego przodka, choć przecież co do boskości tego dru­
giego istniały wśród badaczy liczne wątpliwości. Gwoli ścisłości
wypada zatem choćby marginalnie o nich wspomnieć.
Najprecyzyjniejszy wyraz dał i m Paul Radin, drobiazgowo,
na przykładzie wielu indiańskich mitów, porównując i analizując
rozmaite wersje opowieści o zwodzicielu. Rzecz bowiem w tym,
iż daleko nie wszystkie chciały widzieć w nim istotę boską, cha­
rakteryzującą się boskością tak oczywistą, jak na przykład boskość Hermesa. Większość zgadzała się co do tego, że jest tric­
kster zarazem herosem kulturowym i bufonem, ale - czy jest
przy tym bóstwem? Czy, mówiąc inaczej, boskość trickstera na­
leżała do rdzenia pierwotnej, oryginalnej wersji jego mitu, czy
był on pierwotnie bogiem o dualnej: twórczo-niszczycielskiej,
duchowo-materialnej naturze, czy też jego boskość jest sprawą
wtórną: późniejszą interpretacją plemiennych teologów?
W jednym z mitów Indian Winnebago Stwórca mówi do trick­
stera Wakdjunkagi (co oznacza, notabene, wariata i błazna) tak:
„Pierworodny, jesteś najstarszym spośród wszystkich mych
stworzeń. Obdarzyłem cię dobrą naturą: uczyniłem cię istotą sa­
kralną. Posłałem cię na ziemię, byś tam pozostał, a ludzie słucha­
li się, szanowali i byli ci posłuszni, tak, byś mógł uczyć ich, jak
zapewnić sobie szczęśliwe życie. W tym celu cię stworzyłem.
To, co zdarzyło ci się, gdy osiągnąłeś już ziemię, zawdzięczasz
samemu sobie. To z powodu swoich własnych uczynków i dzia­
łań stałeś się celem powszechnych kpin, sprawiłeś, iż wykorzy­
stują cię wszyscy, nawet najmniejszy spośród owadów. (...) Wy­
łącznie z twojej winy ludzie zwą cię Głupcem. Stworzyłem cię,
byś czynił to, co w istocie czyni twój przyjaciel Zając. Nie stwo­
rzyłem cię, byś niszczył to, co stworzyłem." W błazeńskiej na­
turze Wakdjunkagi przechowały się ledwo ślady jego natury
pierwotnej. Jaka ona jednak była?
Przeważająca większość tzw. tricksterskich mitów Ameryki
Północnej opowiada o stworzeniu Ziemi lub przynajmniej prze­
mianie świata i ma za swego bohatera istotę wiecznie i bez celu
wędrującą, istotę wiecznie głodną i nienasyconą seksualnie,
istotę bez wieku, nie znającą dobra ni zła, oszukującą i padają­
cą nieustannie ofiarą oszustw. W wielu wypadkach ma ów bo­
hater także jakieś cechy boskie, które różnią się w zależności od
plemienia (postrzegany jest jako aktualne bóstwo lub, wręcz
przeciwnie, jako boski antagonista, bóg lub półbóg, zawsze jed­
nak pozostający z bogami w ścisłych związkach), w wielu jed­
nak -jest on w najlepszym razie śmiertelną istotą ludzką lub na­
wet zwierzęcą.
W tym ostatnim przypadku łączność pomiędzy boskim i błazeńskim sposobem istnienia została w sposób oczywisty zerwa­
na (być może z powodu przewin analogicznych do przewin Wak­
djunkagi z mitu Winnebago), w sytuacji pierwszej jednak jest
nadal zachowana. Radin, skłaniając się w efekcie wielu analiz ra­
czej ku hipotezie wtórnej natury boskości w wyobrażeniach tric­
kstera, musi teraz odpowiedzieć na nie mniej istotne pytanie:
czym w takim razie wyjaśnić należy uporczywość zabiegów sta­
rających się ową boskość tricksterom przypisać? Skąd tyle usiło24

�wań, by go - w wielu mitycznych kontekstach skutecznie bóstwem uczynić?
Otóż jest trickster, twierdzi amerykański etnolog, niewątpli­
wie najstarszą spos'rod wszystkich mitycznych postaci indiań­
skich, we wszystkich mitologiach Ameryki Północnej. Nie jest
przypadkiem, że tak często wiąże się go z tym, co uważane jest
w owych systemach za najbardziej archaiczne spos'rod wszyst­
kich zjawisk naturalnych: ze skałą i ze słońcem. To wlas'nie s'wia­
domos'c wagi figury trickstera dla kosmologicznych systemów
indiańskich wyrażona została jego „boskimi" przedstawieniami,
które ukazują go bądź to jako aktualnego boga - stwórcę, bądź
też jako bóstwo lub złego półboga przez potężniejsze bóstwo po­
konanych.
Podsumujmy zatem, za Radinem, podstawowe etapy krysta­
lizowania się tricksterskiego mitu: W s'wiecie, który nie miał ani
początku, ani końca, pojawia się na scenie pozbawiony wieku,
podobny do Priapa protagonista. Wędruje on niestrudzenie
z miejsca w miejsce, próbując - z dobrym lub złym skutkiem zaspokoić swój nienasycony głód i niepowstrzymane namiętno­
ści seksualne. Nie tylko nam, ale i członkom społeczeństw pier­
wotnych wydawał się on żyć bez celu, a mimo to w efekcie jego
poczynań pojawia się zupełnie nowa figura, o nowej psycholo­
gicznej konstrukcji, działająca w nowym s'rodowisku. Ta nowa
figura nie jest już tak amorficzna i chaotyczna jak figura pierwot­
na. W efekcie procesów sakralizujących tę postać pojawił się
trickster, jakiego znamy: trickster, którego czyny nie są już tylko
efektem przypadkowych, nies'wiadomych działań, ale skutkiem
w pełni us'wiadomionych decyzji; trickster o naturze nie tylko
amorficznej, ale także w sposób zdeklarowany boskiej lub demo­
nicznej. Trickster s'wiety błazen.
„Wszystkie zdarzenia, związane z transformacją amorficznej
natury trickstera, jak również te, które w sposób nies'wiadomy
prowadzą do stworzenia nowej psychologicznej orientacji i oko­
liczności [jego działania - MS] - pisze Radin - w sposób natural­
ny należą do pierwotnego cyklu mitycznego." Cykl ten ulegał na
przestrzeni wieków wielu przemianom i modyfikacjom. „Sym­
bol, który ucieles'nia figura trickstera nie jest statyczny. (...) każ­
de pokolenie interpretuje go od nowa. Żadne nie pojmuje go
w pełni, ale też żadne nie może się bez niego obejs'c. Każde po­
kolenie musiało włączać go do swojej teologii i kosmologii pomi­
mo tego, iż do żadnej nie pasował, gdyż reprezentuje on [trickster
- MS] nie tylko niezróżnicowaną, odległą przeszłość, ale też niezróżnicowaną teraźniejszość w każdym z nas. To włas'nie stanowi
o jego uniwersalnej sile przyciągania. I tak stał się on - i pozostał
- wszystkim dla każdego człowieka - bogiem, zwierzęciem, czło­
wiekiem, herosem, bufonem - on, który był przed dobrem i złem,
który był żywą negacją i afirmacją, niszczycielem i twórcą." On,
który pozostał symbolem czasów, gdy nie istniały jeszcze katego­
rie boskosći i nie-boskosći; gdy nie istniał podział na ludzi i byty
boskie; który w całości, wraz ze swym głodem, niezaspokojony­
mi żądzami cielesnymi i w ogóle swą amorficzną, nie znającą ce­
lu naturą, należy do całkiem innej rzeczywistości. „Owa dwoista
postać - dopowiada Eleazar Mieletinski - bohater kulturowy (de­
miurg) - trickster, łączy w sobie w jednej osobie zarazem ideę
uporządkowania społeczności i kosmosu oraz ich dezorganizację,
stan nieporządku. To tak sprzeczne połączenie możliwe jest dzię­
ki temu, że akcja w odpowiednich cyklach bajkowo-mitologicznych odnosi się do czasów poprzedzających ustanowienie ścisłe­
go porządku świata, czyli do epoki mitycznej."
Możemy zatem mówić o boskiej naturze trickstera, możemy
- podobnie jak w figurze błazna - wyznaczyć w nim, oczywiście
schematycznie, aspekt jasny, boski i demoniczny, ciemny. Ten
dzisiejszy nacisk na czysto negatywną stronę natury błazna nie
powinien zatem dziwić, zważywszy na fakt, że z tym samym zja­
wiskiem spotykamy się np. już w mitologiach indiańskich, które
wielekroć postrzegały figurę zwodziciela jako istotę jednoznacz­
25

26

nie złą; a tam, gdzie sięgały wpływy chrześcijańskie, wręcz jako
wcielenie Szatana. Jak zauważył Eleazar Mieletinski, tricksterskie postaci wszystkich mitologii są zazwyczaj syntezą cech ko­
micznych i demonicznych: „Synkretyzm demonizmu i komizmu
jest cechą niemal uniwersalną folkloru archaicznego" - a, jak
zobaczymy, nie tylko archaicznego. Napotykamy bowiem jed­
ność tych dwóch cech także współcześnie, przy czym szala prze­
chyla się raz bardziej w stronę czystego komizmu, a innym ra­
zem, i to wcale nierzadko, w stronę czystego demonizmu.
Warto tutaj zwrócić uwagę także na inną, cechującą mitolo­
gicznych łotrzyków, syntezę: syntezę pierwotnej głupoty i tej
specyficznej formy inteligencji, która zawiera się w określeniach
„spryt", „przebiegłość", „chytrość', „szelmostwo", a którą fran­
cuscy historycy Marcel Detienne i Jean-Pierre Vernant określili
mianem metis. Pozwoli nam to na przeprowadzenie jeszcze
jednej analogii pomiędzy zwodzicielem i błaznem. To niezwykle
szerokie, choć trafne tricksterskie postaci charakteryzujące zja­
wisko (a właściwie cecha) dotyczy całej gamy zdolności w za­
kresie sztuk i rzemiosł (takich jak np. magia, posługiwanie się
afrodyzjakami i ziołami, przebiegłe strategie wojenne) i rozmai­
tych form inteligencji, na terenie analizowanej przez historyków
kultury greckiej związanych przede wszystkim z postacią Her­
mesa, ale także z ojcem bogów - Zeusem. Legenda głosi, iż bo­
jąc się, że jego pierwsza żona, Metis, urodzi potężniejszego od
niego syna, połknął ją, stając się pierwszym i najsłynniejszym
obdarzonym metis tricksterem świata. „Oczywiście pojęcie metis
nie ogranicza się tylko do panteonu greckiego - piszą Vernant
i Detienne - odnajdujemy je także w mitach kosmogonicznych,
w mitycznych tradycjach Bliskiego Wschodu - na przykład
w mitologii sumeryjskiej, gdzie Enkidu - Ea jest zarówno panem
wód, jak też wynalazcą technologii oraz obdarzonym przebiegło­
ścią posiadaczem wiedzy. Mówiąc ogólnie, greckie pojęcie me­
tis odnosi się do postaci w antropologii anglosaskiej zwanej tric­
ksterem, zwodzicielem."
28

29

30

To bowiem właśnie tricksterzy znajdują się nieustannie w sy­
tuacjach, które zadziałania inteligencji typu metis wymagają (al­
bo też takie sytuacje nieustannie prowokują); w sytuacjach nie­
jednoznacznych, przejściowych, trudnych i zmiennych, które
wymagają czujności, przebiegłości, przytomności umysłu, za­
radności i pomysłowości, wspartych umiejętnościami radzenia
sobie w każdych okolicznościach i wiedzą zdobywaną latami.
Praktyczna skuteczność, która cechuje inteligencję typu metis
także w kontekście różnych kulturowych sytuacji, pozwala tricksterskim herosom odnosić sukcesy w sztuce i rzemiośle, magii
i zielarstwie, strategiach wojennych i medycynie, myślistwie
i rybołówstwie.
Inteligencją typu metis obdarzone są także postacie błazeńskie: mądrzy, przewrotni fou du roi, umiejący w mgnieniu oka
znaleźć stosownie dowcipną ripostę, ratując tym sposobem ży­
cie, bohaterowie opowieści pikarejskich, tramp Charlie i wielu
innych, dziedziczących po mitologicznych łotrzykach prócz
pierwotnej głupoty także i tę umiejętność skutecznego oszukiwa­
nia świata, jego bogów i możnych; umiejętność wydostawania
się cało z wszelkich opałów i tarapatów dzięki sprytowi, wspar­
temu częstokroć przez - także należące do kręgu metis - osobi­
sty urok i uwodzicielską magię.

***

27

I wreszcie ostatni aspekt mitologii błazna, który każe nam
szukać jej korzeni w micie trickstera: aspekt związany z jego ro­
lą herosa kulturowego, twórcy kultury, nauczyciela ludzkości.
Tricksterskie postaci wszystkich znanych nam mitologii:
amerykańskiej, azjatyckiej, australijskiej, greckiej czy rzymskiej
- obdarzały ludzi wieloma podstawowymi umiejętnościami
i sztukami. Innymi słowy - kulturą.
57

�Oto na przykład Hermes: psychopompos, pos'rednik pomię­
dzy s'wiatem nocy i dnia oraz pomiędzy trzema kosmicznymi po­
ziomami: s'wiatem upiorów i ludzi oraz ludzi i bogów. Pan ciemnos'ci, załatwiający swoje sprawy nocą, patron dróg i bóg noma­
dów, właściciel stad, a może nawet Pan Zwierząt. Boski awantur­
nik, szczęściarz w sferze erotycznej, mający rozległe kontakty
z boginią s'wiata podziemnego Hekate. Klasyczny i wiecznie
przeszkadzający bogom heros kulturowy i cywilizator - wyna­
lazca mowy i ognia, boski złodziej, którego uczynki mają jednak,
według Karla Kerenyi'ego , walor boskiej niewinności: niewin­
ności w znaczeniu nowej, świętej kradzieży u początków pracza­
su. Jego kradzieże budzą wyłącznie śmiech bogów i , pośród wie­
lu innych analogii w późniejszym europejskim folklorze, sięgnąć
pozwalają choćby do postaci angielskiego Robin Hooda czy ho­
lenderskiego Piet Heina, a także do tradycji saturnaliów, karna­
wału, filmowej burleski, występów cyrkowych klownów czy
wreszcie studenckich juwenaliów. Sięgając zaś głębiej, do trady­
cji biblijnej, nasuwa się porównanie do starotestamentowej hi­
storii Jakuba i Ezawa - historii o bracie starszym, oszukanym
przez obdarzonego inteligencją typu metis brata młodszego
(w ogóle motyw obdarzonego boskim sprytem cudownego
dziecka, którego późniejszą realizacją w kulturze jest też błazen,
wydaje się niezwykle rozpowszechniony zarówno w kanonicz­
nych i apokryficznych wersjach staro- i nowotestamentowych
opowieści, jak też w mitach i folklorze całego świata).
31

Mircea Eliade pisze: „(...) to, co charakterystyczne dla Her­
mesa już od epoki klasycznej, to kontakt ze światem ludzi, świa­
tem ex definitione 'otwartym', stale będącym w procesie formo­
wania się, tj. ulepszania i przekraczania. Pierwotne atrybuty Her­
mesa - spryt i wynalazczość, uczynią go w końcu postacią o wie­
le bardziej złożoną, zarazem herosem z początków cywilizacji,
patronem nauki i idealnym obrazem tajemnej wiedzy." Hermes,
będąc panem dróg i wiedzy, jest zarazem bogiem przejścia:
przejścia chaosu w kosmos, natury w kulturę. Jest bogiem świa­
ta otwartego, jak napisał Eliade, świata stającego się. Łączy
w swojej postaci atrybuty tak chaosu, jak ładu, tak ciemności, jak
i światła. Jako pan nocy, pan ciemności jest doskonałym wciele­
niem czasu przed początkiem świata; ciemności chaosu,
w których kryje się już światło. Albowiem, jak pisał cytowany
przez Kerenyi'ego Walter Otto „ciemność nocy, która tak słodko
zaprasza do snu, daje także czujność i jasność duchowi. Daje mu
większą zdolność poznawania, większą śmiałość i odwagę. Po­
znanie rozbłyskuje w nim lub spada nań niby gwiazda, rzadkie,
cenne, wręcz magiczne." Od siebie dodaje Kerenyi: „Albo­
wiem to właśnie jest tu wielką tajemnicą, która, choć rozgadana
i wyłożona, tajemnicą pozostaje: pojawienie się postaci mówią­
cej, jakby jasnej, artykułowanej, łatwej i potoczystej, i właśnie
dlatego samej mowy wcielonej w ludzko-boskim ciele - jej po­
jawienie się w ową głęboką noc początku, w której oczekujemy
zwierzęcej niemoty, bezsłownej ciszy lub krzyków żądzy i bólu.
Hermes, 'naszeptywacz' - psithyristes - uduchawia zwierzęcą,
ciepłą ciemność. Jego epifania uzupełnia syleniczny aspekt ge­
nezy życia, w którym też ukazuje się ów animalny pierwiastek
w świecie bogów greckich, zmieniając owo życie w fundamen­
talną harmonię i pełnię."
32

33

34

Cywilizatorski i przy tym mediacyjny charakter postaci Her­
mesa łączy się zatem przede wszystkim z dwoma jego wielkimi
darami dla ludzkości: darem mowy i darem ognia. Pojęcie mo­
wy, w języku łacińskim zwanej sermo, wiąże się dźwiękowo
z greckim najprostszym znakiem granicznym - herma, od które­
go pochodzi imię boga. I choć w grece pojęcie hermy w znacze­
niu mowy nie występuje, to jednak ono właśnie dało źródło słów
terminowi hermeneia, oznaczającemu wyjaśnienie i tłumacze­
nie, a zatem czynności czysto pośredniczące.
Jako dawca ognia, Hermes ustąpić jednak musi miejsca Pro­
meteuszowi. A oto i on sam, także przyjaciel i towarzysz ludzi,
52

nauczyciel takich decydujących do rozwoju cywilizacji sztuk,
jak alfabet, nauka liczb naturalnych, umiejętność przyrządzania
leków, które uśmierzają choroby, przewidywania przyszłości
z wnętrzności zabitych zwierząt i lotu ptaków - tak przynajmniej
twierdzi w swym dramacie Ajschylos. „Historię materialnego
postępu kończy odkrycie technologii metali, obróbki miedzi, że­
laza, srebra i złota. 'Wszystkie umiejętności śmiertelnych pocho­
dzą od Prometeusza' - pisze, cytując greckiego tragika, Jan Kott.
- A l e początkiem kultury był 'wielki nauczyciel' - ogień."
O tej kradzieży ognia Hans-Georg Gadamer w szkicu pt. Pro­
meteusz i tragedia kultury pisze tak: „Ze starego mitu dowiadu­
jemy się co najmniej tyle, że Prometeusz dopuścił się kradzieży
ognia, aby pomóc ludziom. Wydaje się, że rozumiemy, co to zna­
czy: człowiek uczy się sam rozniecać i podtrzymywać ogień, do­
tąd zsyłany na ziemię według woli i uznania władcy piorunów.
Jest to jakby występek, odstępstwo od Gromowładnego, a zara­
zem początek zuchwałego przekształcania przyrody w dziedzinę
ludzkich zabiegów, w świat, nad którym pieczę i władzę sprawu­
je człowiek. Chyba rozumiemy też, co to znaczy, że ten, kto zdo­
bywa dla rodzaju ludzkiego tę nową samodzielność, jest boskim
przeciwnikiem najwyższego stopnia, duchem antyboskości, tyta­
nicznym duchem, dzięki któremu ludzkość znajduje drogę do
siebie." Fakt kradzieży ognia, wyniesionego cichcem w wydrą­
żonej trzcinie umiejscawia Prometeusza - obok Hermesa, Syzy­
fa, Tantala, upadłych aniołów z apokryficznej tradycji biblijnej
i wielu innych postaci mitycznych - w szeregu, jak to trafnie
określiła Maria Janion - „olbrzymiej opozycji" , bo też podo­
bieństwo Prometeusza do cierpiącego za ludzkość Zbawiciela,
chociaż także należy do mitu tricksterskiego, jest pomysłem sto­
sunkowo późnym, a wśród wczesnych, starożytnych wersji opo­
wieści o tytanie tylko u Ajschylosa znajdujemy motyw końcowe­
go pojednania bohatera z bogami.
35

36

37

To właśnie Ajschylos najpełniej uwypuklił całą kulturową
doniosłość i istotne konsekwencje kradzieży ognia. Ukazał ową
legendarną kradzież jako początek „nie znającej granic twórczo­
ści człowieka" , jako początek - innymi słowy - późniejszego
mitu faustycznego. Kultura jako taka jest bowiem, w interpreta­
cji Ajschylosa, wyraźnym występkiem przeciwko bogom. Du­
chową stroną techniki ognia jest przecież dana człowiekowi
nadzieja i wiara we własne siły, w ludzką doczesną samodziel­
ność, czyniąca z niego pana stworzenia równego niemal Stwór­
cy; czyniąca z niego, jak w popularnym powiedzeniu, kowala
swego losu. Nie przypadkiem jest Prometeusz w starych mitach
przedstawiany jako antropoplasta, rzeźbiarz i stwórca ludzi. Nie
przypadkiem czczony był on jako lokalne attyckie bóstwo wła­
śnie sztuki kowalskiej i garncarskiej, jako demon garncarstwa.
Odległą konsekwencją tej nie znającej granic twórczości jest zro­
dzony przez mit prometejski późniejszy mit geniuszu, mit arty­
sty. „Nowożytne przeobrażenie symbolu Prometeusza - pisze
Gadamer - to jakby początek całkiem nowej historii. Punktem
wyjścia jest późnoantyczny przekaz o Prometeuszu - stwórcy
człowieka, ale przekaz ten przełamuje się w nowej samowiedzy
ducha wyzwalającego się z więzów chrześcijaństwa. Początek
tej nowej historii przypada z pewnością na okres renesansu, ale
jego wpływ widać wyraźnie dopiero u Shaftesbury'ego, ostatecz­
ną zaś formę nadaje mu Goethe w swojej słynnej odzie. W posta­
ci Prometeusza - stwórcy człowieka, ludzkość rozpoznaje wła­
sną twórczą moc w królestwie sztuki. Z dawnym symbolem spla­
ta się teraz mit geniuszu, mit wszechpotężnej produktywności ar­
tysty, ów specyficzny mit człowieka."
38

39

* **
Koło się zamknęło i znów powrócić możemy do tricksterskich postaci mitologii indiańskiej - tym razem do innego daw­
cy ognia, Jaguara, bohatera mitologii południowoamerykańskiej.

�Ogień nie jest wartos'cia samą w sobie, o ile nie wiąże się
z gotowaniem. „Narzuca się pytanie - pisze Kott - dlaczego A j schylos w tym wykładzie antropologii nie wspomniał ani sło­
wem, że Prometeusz nauczyć musiał ludzi także sztuki gotowa­
nia. Po wielkiej mitologii kultury Levi-Straussa Surowe i goto­
wane, zastanawiać musi podobieństwo mitów o Prometeuszu do
mitów kulinarnych, które przechowała la pensee sauvage. W pe­
wien szczególny sposób - pisał Levi-Strauss w Uwerturze do Le
Cru et le Cuit' - 'mity się nawzajem do-mys'lają'. W mitach
0 przyrządzaniu potraw Indian Ameryki Południowej, zwłaszcza
w mitach ge i bororo, występuje Jaguar, szwagier i przyjaciel
człowieka, któremu w darze przyniósł ogień.
Ogień jest tutaj, jak i w mitach o Prometeuszu, związany
z przejściem od natury do kultury. Jaguar, jak Prometeusz, jest
'dawcą sztuk i umiejętności'. Przyrządzanie potraw jest czynno­
ścią 'mediacyjną' - w znaczeniu dosłownym: gotowanie wyma­
ga pośrednictwa wody i naczynia; wędzenie pośrednictwa po­
wietrza; w znaczeniu symbolicznym przyrządzanie potraw jest
'czynnością mediacyjną między niebem i ziemią, życiem
1 śmiercią, naturą i społeczeństwem'. Gnicie jest śmiercią, pośre­
dnictwo ognia zabezpiecza jedzenie przed zgniciem. Mity kuli­
narne południowo-amerykańskie, ge i sherente, są w istocie mi­
tami kosmologicznymi. Ten meta - mit mówi: jeżeli słońce za
daleko oddali się od ziemi, cały świat zgnije; jeżeli słońce zbyt­

nio się przybliży, świat zostanie spalony. Mit kulinarny o Jagua­
rze - dawcy ognia opowiada o relacjach między górą i dołem
w topokosmosie."
W istocie relacje pomiędzy górą i dołem w topokosmosie są,
jak twierdzi Levi-Strauss, uniwersalnym tematem mitologicz­
nym świata, „...ziemia mitologii jest okrągła" - powiedział
francuski etnolog w trakcie swych rozmów z Didier Eribonem;
a mity nawzajem się „do-myślają". Ich centralnym tematem,
rdzeniem owej nieskończonej, okrągłej mitologicznej ziemi jest
temat przejścia od natury do kultury, przejścia związanego z tra­
gicznym pęknięciem relacji pomiędzy światem niebiańskim
i światem ziemskim. Temat ten mity odnawiają i powtarzają
w najrozmaitszych wariantach. Błazen, krewny i potomek Jagu­
ara i Kruka, Kojota i lelka, Hermesa i Merkurego, Prometeusza
i Maui, nie przekazuje wprawdzie ludziom ognia, ale dziedziczy
po swych przodkach konsekwencje tego ich pierwszego zuchwa­
łego czynu - poczucie bezgranicznej wolności w zakresie ducha
i materii, w zakresie poznania, wiedzy, nauki i sztuki, w zakresie
technologii i materialnej przemiany świata. Jest nauczycielem
i zarazem wcieleniem - w dobrym i złym sensie - owej wolno­
ści. Jest żywym przykładem, na którym najlepiej i najjaśniej w i ­
dać jej prawdziwe dobrodziejstwa, ale też nie mniej realne nie­
bezpieczeństwa, jakie niesie zarówno dla pojedynczego człowie­
ka, jak też dla kultury oraz przyszłości kosmicznego ładu świata.
411

41

PRZYPISY:
1

B. Geremek, Problem skalania w wyobraźni społecznej średnio­
wiecza, w: Obecność, Londyn 1987, s. 179
Por. J. Le Goff, Metiers licites et metiers illictes dans UOccident
medieval, w: Pour un autre MoyenAge, Paris 1977, s. 106
Tamże, s. 96
P. Ricoeur, Symbolika zła, przeł. S. Cichowicz, M. Ochab, Warsza­
wa 1986, s. 14
Por. W. Willeford, The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns and
their Audience, Northwestern University Press, 1969, s. 12
Tamże, s. 101
T. W. Boyd, Clowns. Innocent Outsiders in the Sanctuary: A Phe­
nomenology of Sacred Folly, „Journal of Popular Culture", vol. 22, win­
ter 1988, nr3, s. 104
Tamże, s. 106
W. Willeford, op.cit., s. 10
Tamże, s. 15
" Por. В. Swain, Fools and Folly during the Middle Ages and the Re­
naissance, New York: Columbia University Press 1932, s. 65, cyt. za: W.
Willeford, op. cit., s. 85
Por. W. Willeford, op. cit., s. 11: nie przypadkiem wszak cytowana
przez niego Thelma Niklaus (Harlequin, New York: G. Braziller, s. 18)
twierdzi, że prawdopodobne jest, iż wszyscy europejscy klowni, mimo­
wie i komedianci zrodzeni zostali przez postać satyra z komedii greckiej,
a ten z kolei - przez falliczne rytuały i obrzędy dionizyjskie. Nie przy­
padkiem też łacińskie słowo 'follis' używane było także w znaczeniu
'scrotum' (wł. 'coglione'), co dosłownie oznacza „krocze", ,jądra" (ale
może też oznaczać genitalia kobiece); nie przypadkiem wreszcie inne ła­
cińskie określenie błazna - 'gerro' - wywodzi się z sycylijskiego okre­
ślenia genitaliów męskich i damskich. Przykłady można by mnożyć, a li­
teratura na ten temat jest niemal nieskończona, dość zatem wspomnieć
jeszcze tylko o przytaczanym przez Paula Radina określeniu trickstera
Indian Winnebago jako „głupiego fallusa", czy też o tym, że elementem
stroju zarówno renesansowego arlekina, jak też rzymskich mimów
i greckich Phallophores był fallus. O tym zaś, że kogut, który w wielu
wyobrażeniach identyczny jest z błaznem, symbolizuje także fallusa,
czytamy choćby u Szekspira (Hamlet, IV, v. 57-58).
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 2

13

C. Levi-Strauss, La potiere jalouse, Paris 1985, zwłaszcza s.
49-66.
Por. np. A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa
1985, s. 284,298, 302; K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian t. II; Kul­
tura duchowa cz. I, Warszawa 1967, s. 409; L.J. Pełka, Polska demono­
logia ludowa, Warszawa 1987, s. 49
14

15

Por. E . Kern, The Absolute Comic, New York 1908, s. 159-169
Por. np. E . Kern, op. cit., s. 117-208; P. Radin, The Trickster. A Stu­
dy in the American Indian Mytholoy with commentaries by Karl Kerenyi
and C.G. Jung, New York 1971; E . Mieletinski, Poetyka mitu, przeł. J.
Daucygier, Warszawa 1981, s. 221 i п.; M. Słowiński, Błazen. Dzieje po­
staci i motywu, Poznań 1990, s. 15-22
16

17

Por. H.-G. Gadamer, Prometeusz i tragedia kultury, przeł. M. Łu­
kasiewicz, w: Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 1979, s. 171
P. Radin, op. cit.
N. O. Brown, Hermes the Thief; The Evolution of a Myth, New
York 1969, s. 48, cyt. za: E . Kern, op. cit., s. 128
E . Kem, op. cit., s. 177-208
Por. C.G. Jung, On the Psychology of the Tricster Figure, w: P. Ra­
din, op. cit., s. 200
C. G. Jung, op. cit., s. 203
Tamże.
P. Radin, op. cit., s. 150
Tamże, s. 168
Tamże.
E . Mieletinski, op. cit.
Tamże.
Por. M. Detienne, J.P. Vernant, Cunning Intelligence in Greek Cul­
ture and Society, Sussex and New Jersey 1978
Tamże, s. 7
Por. К. Kerenyi, Hermes przewodnik dusz. Mitologem źródła życia
mężczyzny, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1993, s. 43 i tenże, The Tric­
ster in relation to Greek Mythology, w: P. Radin, op. cit., s. 156
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. I: Od epoki ka­
miennej do misteriów eleuzyńskich, przeł. St. Tokarski, Warszawa 1988,
s. 194
Cyt. za: K. Kerenyi, Hermes..., op. cit., s. 42
Tamże, s. 74
J. Kott, Góra i dół albo o wieloznacznościach Prometeuszu, w: Zja­
danie bogów. Szkice o tragedii greckiej, Kraków 1986, s. 32
H.-G. Gadamer, op. cit., s. 165
Por. M. Janion, Powstrzymać Prometeusza, w: Wobec zła, Chotomów 1989, s. 150
Por. H.-G. Gadamer, op. cit., s. 169.
Tamże, s. 175
J. Kott, op. cit., s. 32
C. Levi-Strauss, D. Eribon, Z bliska i z oddali, przeł. K. Kocjan,
Łódź 1994, s. 159
18

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

25

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

31

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6084" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6064">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a38b801ea72a3e9812e647f5bd8d2bf.pdf</src>
        <authentication>aaa0db43e4674e4f31d3208441d04bd1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72618">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72619">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72620">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2776</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72621">
                <text>Kapłan czy błazen? O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72622">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.63-69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72623">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72624">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72625">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72626">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72627">
                <text>[

Kapłan czy błazen?

O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki
Monika Sznajderman
W s z y s t k o , co

mówił,

brzmiało

tak, j a k g d y b y miato

tajemniczy

ukryty sens, k t ó r e g o o d g a d n i ę c i e p o z o s t a w i a ł i n n y m z j a k b y diabelska
intencja w y k r a c z a j ą c ą d a l e k o p o z a

W zamieszczonym w numerze 3/4 (1992) „Kontekstów:
polskiej Sztuki Ludowej" szkicu Stary Gringo: Motyw Don
Kichota w filmie i literaturze pisałam o problemie „prawdy
j kłamstwa w znaczeniu kulturowym" - tak, jak ów problem
widzi James Clifford - w kontekście powieści Ćarlosa Fuentesa
i filmu Luisa Puenzo Stary Gringo. Nazwałam ów tekst podróżą
Don Kichota (podróżą z Don Kichotem) - w przebraniu artysty,
pisarza, wreszcie etnologa - we współczesność. Problem
„prawdy i kłamstwa w znaczeniu kulturowym" pojawi się
również w opisie dwóch innych symbolicznych podróży z Don
Kichotem - podróży, odzwierciedlających dwudziestowieczne
doświadczenie Tomasza Manna i Fran za Kafki.
Zatrzymajmy się zatem jeszcze przez chwilę przy roz­
ważaniach Clifforda. W kontekście refleksji nad względnością
prawdy i kłamstwa szczególnie inspirujący jest Clifford wów­
czas, gdy zestawia ze sobą dwa dzieła Bronisława Malinow­
skiego: jego Dziennik i Argonautów
Zachodniego
Pacyfiku.
uderzająco do siebie niepodobne. Dziennik, pisany głównie po
polsku i nie przeznaczony do publikacji zbulwersował an­
tropologiczną opinię. Z całą jaskrawością odsłaniał bowiem
kulisy pracy etnologa w terenie, jego - łagodnie mówiąc
- ambiwalentne odczucia w stosunku do tubylczych infor­
matorów, jego lęki, fobie, erotyczne pokusy, wściekłość i znie­
cierpliwienie. Można zatem uznać Dziennik, pisze Clifford, za
,nagą p r a w d ę " , „nagą r z e c z y w i s t o ś ć " .
W zestawieniu z nim Argonauci...
jawią się, dowodzi
amerykański antropolog, jako „ocalająca fikcja" Malinows­
kiego, jego ocalające, zbawienne kłamstwo, które rodzi „zbyt
wiarygodne opisy" etnograficznej rzeczywistości. I nie tylko
rzeczywistości: Argonauci
zarówno kreują kulturową fikcję,
jak też ogłaszają pojawienie się postaci obdarzonej autorytetem:
Bronisława Malinowskiego - antropologa w nowym s t y l u " .
Buduje bowiem Malinowski w Argonautach... fikcję swojej
własnej spójnej tożsamości, swego „ja'' wyzwolonego wreszcie
"d widocznych w Dzienniku udręk etnograficznego rzemiosła,
°d depresji i rozczarowań, od erotycznych urojeń, hipochond­
rycznych lęków i nienawiści do krajowców, wśród których
przyszło mu żyć. W miejsce uderzającego w Dzienniku gniewu
irytacji, manifestuje tutaj Malinowski życzliwą, rozumiejącą
Postawę wzorowego etnografa.
Na analogiczne - prawdziwe bądź pozorne - dysonanse
'ocknięcia napotykamy również w twórczości Tomasza Manna.
Bardzo podobna dysharmonia uderzyła mnie na przykład
Podczas lektury kluczowego dla naszych rozważań eseju
~ wspomnienia Podróż przez ocean z ,,Don Kichotem".
Na
Pierwszy rzut oka bowiem zupełnie do siebie nie przystają
*arte w nim wyznania Manna - szczerego miłośnika ładu
'konwencji, i Manna - równie szczerego admiratora don'"tiiotowskiego szaleństwa. A jednak ten właśnie dysonans
~ hoć uderzający - jest, jak postaram się pokazać, najzupełniej
P°zorny i bardzo dobrze wyraża istotę Mannowskiej metafory
^Cdnego rycerza. Prawdziwą dysharmonię dostrzec możemy
°P&gt;ero pomiędzy tym esejem a innymi dziełami niemieckiego
P'sarz.a, na których tle opis transatlantyckiej podróży jawi się
utwór wyjątkowy i pełniący - niczym Argonauci... w cało­
2

1

a

c

0

habitus

ironii.'

ści dzieła Malinowskiego - rolę zbawiennej, ocalającej fikcji.
Ten drugi, prawdziwy j u ż dysonans, rysując dla Mannowskiej
egzegezy postaci Don Kichota szersze tło rzuca nań jeszcze
jaśniejsze światło. Światło, które pozwala pokusić się o praw­
dziwe zrozumienie tej bardzo specyficznej interpretacji jaką,
w oparciu o dzieło Cervanlesa, ale przede wszystkim o swe
własne doświadczenie współczesnego świata buduje niemiecki
pisarz. Pozwoli to nam zarazem od nowa zdefiniować i przewar­
tościować tak, zdawałoby się jasne i stabilne, kategorie błazeńs­
twa i kapłaństwa w XX-wieeznym kontekście historycznym,
politycznym i filozoficznym. Malinowski Don Kichot nie
będzie bowiem odosobniony w tej wędrówce przez dzisiejszą
rzeczywistość. Obok niego wracają przecież do domu inni Don
Kichotowie, a wśród nich jeden szczególnie dla naszych czasów
charakterystyczny: Don Kichot jako bohater Kafki, Don Kichot
jako mierniczy, Don Kichot jako myśliwy Grakchus. którego
łódź, „dzięki chwili nieuwagi p r z e w o ź n i k a " , skazana jest na
wieczną wędrówkę... Don Kichot Tomasza Manna j a w i się
w tym kontekście jako sprzeciw, jako wyraźna riposta na Don
Kichota Franza Kafki. Ci dwaj Don Kichotowie wyznaczają
w pewnym sensie dwie przeciwległe granice doświadczenia
współczesnego świata; sytuują się na dwu jego biegunach.
Szaleństwu obnażającemu błazeńskie szaleństwo świata, będą­
cemu jego doskonałym odzwierciedleniem, przeciwstawia się
szaleństwo, będące w istocie przejściem na pozycje kapłańskie,
szaleństwo stojące na straży dawnego porządku: utopijne
szaleństwo Tomasza Manna i jego Don Kichota.
Drugą inspiracją dla napisania tego szkicu stał się esej
Theodora W. Adorno Glosa do portretu Tomasza Manna.
Adorno, omijając „co napisano w baedekerze", stara się
zrozumieć dwoistość natury niemieckiego pisarza i przeniknąć
poza jego nakładane dla współczesnych i potomnych maski.
Stara się, jak sam pisze, pokazać „jak bardzo różnił się od
autoportretu, który sugeruje jego proza" . Nie przypadkiem też
chyba jedną z wielu możliwych masek, jakie się w tym
kontekście pojawiają jest maska pierrota, Pierrota Lunaire...
Esej Adorno sytuuje się na pograniczu całej masy naukowych
dysertacji na lemat twórczości Manna i , jak pisze jego autor,
celem było wywołanie „poczucia lekkiego dyskomfortu".
W doskonałym portrecie pisarza mnoży Adorno jego filozoficz­
ne, artystyczne i czysto ludzkie tożsamości. Psychologizuje, ale
nie do końca. Pisze przecież: „Ja zaś sądzę, że z zawartością
dzieła sztuki zaczynamy dopiero tam mieć do czynienia, gdzie
ustaje intencja autorska; ona wygasa w z a w a r t o ś c i . " Psycho­
logia nakładanych przez pisarza masek przekształca się zatem,
w rozważaniach Adorno, w projekt ciekawego szkicu na temat
archetypu artysty w różnych epokach. Jak bowiem zauważa
niemiecki filozof, motywy nakładania przez artystów masek od
co najmniej końca X V I I I wieku nie były natury osobistej;
przeciwnie, były wyrazem społecznego raczej niż psycho­
logicznego zapotrzebowania. „Około połowy X I X wieku ob­
noszono geniusz jak kostium. G ł o w a Rembrandta, aksamit
i beret, krótko mówiąc archetyp artysty, przemieniły się
w zinterioryzowaną cząstkę jego r u c h o m o ś c i . " Marcel Proust,
zauważa Adorno, grał rolę operetkowego dandysa z laseczką
3

4

5

6

63

�i w cylindrze, a Kafka - najzwyklejszego urzędnika ubez­
pieczeniowego. „Ten impuls żywy byl również w Tomaszu
Mannie: impuls niepozorności
- pisze Adorno.
Obok zatem „ducha ciążenia, pokrewnego melancholii,
skłonnego do przemyśliwań, zatapiania się w sobie"" dostrzega
Adorno w Mannie także duszę mieszczanina, ukrytą pod maską
chłodnego i wyniosłego syna senatora z Lubeki. „Klisza
dekadenta komplementarna jest z kliszą m i e s z c z a n i n a ' - pisze
w końcowej części swego studium. A w innym miejscu: „Przy
całej sile jego Ja jego tożsamość wcale nie miała ostatniego
słowa: nie darmo pisał dwa w najwyższym stopniu odbiegające
od siebie rękopisy, które potem znów stapiały się w jedno." "
Znowu wracamy do Clifforda. Nie sposób oddzielać od siebie
masek, tak samo, jak nie sposób oddzielać rękopisów, choćby
jeden z nich całkowicie negował drugi. Dopiero bowiem wzięte
razem składają się one na całość dzieła. Do takich właśnie
wniosków doszedł, w kontekście twórczości Malinowskiego.
James Clifford. Kłamstwo, ocalające kulturowe kłamstwo jest
równorzędnym wyrazem rzeczywistości, co tzw. naga prawda.
Dzieło, by było pełne, powinno być polifoniczne; powinno
zawierać w sobie wiele różnych dyskursów. Dzieło Tomasza
Manna, za którym skrywa się jego osoba, jest właśnie takie.
W mieszczańskiej duszy przegląda się cygan; w duszy kapłana
- błazen.
Swymi maskami grał Mann nieustannie z całym światem,
z towarzystwem w salonie, z czytelnikami i ze śmiercią. To, że
śmierć była przedmiotem fascynacji w wielu jego utworach
tłumaczy Adorno pewną, powiedzmy nawet ludową, chytrością
i przebiegłością, służącą temu, by „ciągle przywoływaną
i nakłanianą właśnie przez to trzymać z. daleka i z a ż e g n y w a ć " " .
Zmieniał maski jedną po drugiej lak, by nawet śmierć go nie
poznała. Przywołując j ą maską dekadenta, zażegnywał zarazem
magicznie. Kto wie, może w łudząco bezpiecznym stroju
mieszczanina był jej, paradoskalnie, bliższy?
„Jego oczy były niebieskie lub szaroniebieskie, w chwilach
jednakże, kiedy stawał się świadomy siebie, rozbłyskiwały
czarno i z brazylijska, jak gdyby w głębokim pogrążeniu tliło się
coś, co tylko czekało, aby wybuchnąć płomieniem; jak gdyby
pod brzemieniem zbierało się tworzywo, które oto pochwycił,
by w zwarciu z nim mierzyć swe s i ł y . " ' Tę właśnie niezmożoną
mimetyczność, zabarwione swoistą kokieterią zmienianie ma­
sek, nieustanne, ironiczne mierzenie się ze światem wyraził
w
swoich
refleksjach
Adorno znamienną
metaforą:
„W obrazie odtwarzanym we wspomnieniu jego własna twarz
przyjmuje coś z pierrota" .
A więc Tomasz Mann pierrot? Mieszczanin i Cygan jedno­
cześnie, miłośnik ładu i szaleństwa w jednej postaci? Błazen,
którego maskarada obejmuje także i maski kapłańskie? A może
raczej kapłan w zwodniczej, przewrotnej masce błazna? Trudno
o jednoznaczną odpowiedź. Zapytajmy zatem inaczej: kim
dzisiaj t r z e b a być, kapłanem czy błaznem? Strażnikiem
przeszłości czy współuczestnikiem teraźniejszości? I kim jest
niemiecki pisarz w świetle tylu różnych jego tożsamości? Gdzie
w jego twórczości szukać prawdy, a gdzie ucieczki? I , wreszcie,
kim jest dla niego Don Kichot - staroświecką, bezpieczną
przystanią czy ucieleśnieniem współczesności?
Na tak właśnie postawione pytanie zdaje się Mann od­
powiadać całą swoją twórczością, a zwłaszcza zawartą w eseju
Podróż przez ocean z ,,Don Kichotem'' egzegezą dzieła Cervantesa. Zadziwiające jest przy tym i to, że właśnie do Don Kichota
porównał ojca syn Tomasza Manna, Klaus: „Ojcowskie oblicze,
zapamiętane z tej epoki, nie ma w sobie ani dobroci, ani ironii,
przynależnych wszak substancjalnie do jego charakteru. Twarz,
która wyłania się przede mną, jest pełna napięcia i surowa.
Wrażliwe, nerwowe czoło z delikatnymi skroniami, zamglone
spojrzenie, nos, mocno zarysowany i wydatny przy zapad­
niętych policzkach. Dziwne, ale jest to twarz brodata, długi
znękany owal, okolony twardą, kolącą brodą (...). Ojciec czasu
wojny jest brodaty. W rysach, jednocześnie dumnych i umęczo­
nych, przypomina hiszpańskiego rycerza i marzyciela, Don
Kichota.""
1

:

13

W swym eseju - wspomnieniu, a właściwie podróżniczy,,,
dzienniku, niemiecki pisarz przeciwstawia otwarty, nieograuj
czony świat wypraw Don Kichota, symbolizowany tutaj ргг
żywioł oceanu, światu na wskroś nowoczesnemu, zorganizowa
nemu wokół utartych i bezpiecznych szlaków komunikacyj.
nych, które dbałością otaczają rozmaite towarzystwa podróż
nicze. To świat turystyki, naukowych i artystycznych pieb.
rzymek do świętej ziemi, ale też świat uchodźców wojennych
i wszelkich pozbawionych ojczyzny wygnańców. Pamiętnika:,
ski esej Manna z całą pewnością potraktować można jako
wypowiedź, rządzącą się regułami tekstu mitycznego. Zmetaforyzowaniu uległy tutaj pojęcia przygody i podróży.
Kichot, arcydzieło literatury światowej - pisze Mann - j
akurat czymś odpowiednim w czasie podróży przez taki szmat
świata. Napisanie tego arcydzieła było wielką przygodą twórczą
i odbiorcza przygoda, j a k ą jest jego przeczytanie, ma w tej
sytuacji taką samą w i e l k o ś ć . "
Zmetaforyzowanie to nie jest rzeczą przypadkową i po.
zbawioną znaczenia, bowiem we współczesnym języku pojęcia
przygody i wędrówki zyskały w dużej mierze wymiar symbolu
i doświadczane są na takiej właśnie płaszczyźnie - zwłaszcza
w opisie doświadczenia artystycznego. „Struktura przygody jest
identyczna ze strukturą dzieła sztuki""' - pisał w swoich esejach
Bolesław Miciński, omawiając zbieżności pomiędzy człowie­
kiem przygody i artystą. A Gaston Bachelard, analizując swoją
własną egzegezę Opowieści Artura Gordona Рута z Nantucket
pisze tak: „Zrozumiałem wówczas, że ta przygoda, która
pozornie rozgrywa się na dwu oceanach, w rzeczywistości jest
przygodą podświadomości, która dokonuje się w zakamarkach
duszy."
Kategorie podróży, przygody, wędrówki - zinterioryzowane
i zmetaforyzowane - są zatem tymi kategoriami, które po­
zwalają Mannowi przybliżyć się do doświadczenia Don Kichota
- arcydzieła literatury i postaci. Nie bez kulturowego znaczenia
pozostaje fakt, że podróż Manna jest podróżą morską - woda
nadaje jej wymiar najgłębszy i ostateczny. Mitologia wody
z dawien dawna kojarzyła jej materię ze śmiercią, i - z drugiej
strony - wiązała ze śmiercią motyw podróży. „Schodziwszy
ziemię, przeszedłszy przez ogień, dusza powędruje na brzeg
wody - pisał Bachelard. - Wyobraźnia głębinna, wyobraźnia
materialna domaga się, aby w o d a miała swój udział w śmie­
rci; potrzebuje wody, dzięki której śmierć zachowałaby charak­
ter podróży." * Na pokład barki Charona wstępuje Tornad
Mann, by pożeglować ku Tamtemu Brzegowi. On jednak nadal
wierzy w sterowność swej łodzi i nieomylność przewoźnika...
Ameryka jawi się niemieckiemu pisarzowi jako przerażająca,
barbarzyńska „ziemia wygnania". „Przede m n ą debiut w po­
dróży transatlantyckiej - pisze na pokładzie statku Mann
- pierwsze spotkanie i znajomość z. morzem oddzielającym
stary świat od nowego, a tam, po drugiej stronie krzywizny
ziemskiej, wypełnionej bezmiarem wód, oczekuje nas Now*
Amsterdam, miasto - gigant. Jest takich cztery czy pięć i tworzą
one osobną, monstrualną odmianę miejskości. w przesadnym
stylu, przy czym wykraczają także poza klasę wielkich miast,
podobnie jak w świecie przyrody i pejzażu kategoria tworów
pierwotnych i elementarnych, pustynie, szczyty góskie i morza,
jest wyodrębniona od reszty w sposób potworny." ' 1. w opozy­
cji do tej infernalnej wizji: „Ja wychowałem się nad Bałtykt**
nad morzem prowincjonalnym, w tradycji ukształtowanej pr?
miasta stare i średnicii rozmiarów, w cywilizacji umiarkowanejw której ironiczna wyobraźnia czuje wobec żywiołu К
połączony z czcią - oraz ironiczny o p ó r . " " U kresu zaś poda".
pisze Mann: „Przede m n ą z porannej mgły wolno wynurzają*
drapacze chmur Manhattanu, fantastyczny pejzaż kolonial.;
spiętrzone miasto g i g a n t ó w . " Zaiste, demoniczna to
Zauważmy na marginesie, że, podobnie, jako przestrzeń
władnioną przez upadek wiary religijnej", widzi Amerykę' ••,
przybysz ze Starego Świata, Czesław Miłosz. „Jest to P \T,
nie poddająca się woli - pisze on - , bezużyteczna, bezsenso
ег

e s t

15

17

11

1

w

2

21

rzeSl

a więc przede wszystkim jałowizny wielkich miast, śmie'
place pokryte odpadkami, zarosłe pokrzywą, rodzaj otc»
którą niegdyś miały zamieszkiwać dusze nic znające don
zła."
22

64

1

1

r

�Nic zatem dziwnego, wziąwszy pod uwagę piekielny charak­
ter powszechnie związanych z Nowym Światem wyobrażeń, iż
bohater Ameryki Kafki, mały Karl Rossman uważa, że „Pierw­
sze dni Europejczyków w Ameryce można by porównać do
rodzin i gdyby się nawet ktoś tutaj, niechże się tylko Karl
niepotrzebnie nie obawia, przyzwyczaił wcześniej, niż jakby
p zyszedł z innego świata, to musi jednak mieć na uwadze, że
pierwszy sąd oparty jest zawsze na niepewnych podstawach."-'
Wśród wielu świadectw, przemawiających za całkowitą inno­
ścią, wręcz infernalnością Nowego Świata i zmityzowanym,
idyllicznym charakterem Starego, tylko nieliczne starają się ten
wizerunek odmityzować. lecz pełnią one raczej rolę potwier­
dzających regułę wyjątków. Bo leż tylko taki piewca zwyczaj­
nej codzienności, jak Miron Białoszewski, mógł powiedzieć:
|e w Ameryce /prędko zwyczajnieje/ wszystko"; mógł napi­
sać: „Jak w P r z a s n y s z u " , „ A więc swojsko",„jak w Warszawie
na Nalewkach" .
Infernalny charakter amerykańskiej wizji Miłosza i Manna
zbudowany został na opozycji do zmityzowanego wizerunku
Starego Kraju i Europy. Jej symbolem i zarazem ostatnim
szańcem staje się stary statek, którego powolność i ociężałość są
dla Manna wyrazem tego, co najnaturalniejsze i najzdrowsze
w przeciwieństwie do „rozdygotanej żądzy r e k o r d ó w " . Euro­
pejski jest kelner w białych rękawiczkach i nieskazitelnie białej
marynarce podczas najsroższej burzy, europejska jest sala
koncertowa i etykieta przy stole. Podobnie, jak w opowiadaniu
Wąż morski Carlosa Fuentesa. gdzie okrętowe salony także były
w rzeczywistości „tylko transpozycją brytyjskiego pojęcia
wygody, a home away from home"'''.
Pomiędzy Europą i Ameryką, pomiędzy brzegiem życia
i brzegiem śmierci przepływa ocean. Mann. ten, jak sam się
określał - „spadkobierca wypraw Kolumba" - bał się oceanicz­
nego żywiołu. „Przcstronność oceanu ma w sobie coś kosmicz­
nego - pisał - statki giną w nim jak gwiazdy w otchłaniach
niebieskich i przypadek rzado pozwala spotkać się jednemu
/.drugim."" Uznawał jedynie morze - swojski Bałtyk, prze­
strzeń „ u c z ł o w i e c z o n ą " , okoloną znajomymi, bezpiecznymi
brzegami, nad którym leżało tyle dobrych, starych kupieckich
miast: Lubeka, Brema, Hamburg, Rostok... Morze - symbol
szaleństwa okiełznanego i w swoim zamknięciu oswojonego.
W tym eseju o transoceanicznej podróży, oceanowi poświęcone
są nieliczne tylko fragmenty. „Teraz wszystko zostaje od­
czarowane, co się chyba tłumaczy zredukowaniem żywiołu do
trasy komunikacyjnej, do gościńca, wskutek czego morze nie
jest juz kontemplowanym kształtem, wizją, ideą. spojrzeniem
ducha sondującego wieczność, lecz jedynie t ł e m . " ' "
Możemy zatem słusznie podejrzewać, że esej niemieckiego
pisarza nie tyle o podróży traktuje, ile o pozostaniu; nie tyle
0 wolnej, otwartej przestrzeni wędrówki, ile o zamknięciu.
Opisowi zacisznych zakamarków statku poświęcono tu wiele
miejsca. Labirynt schodów, schodków, pokładów, „rozkołysana
elegancja s a l o n u " , w y ś c i e ł a n e kanapy w barze „przytulnym jak
muszla" i fotel, będący „transpozycją wspaniałego leżaka
Hansa Castorpa" - to wszystko przeciwstawione zostało bez­
miarowi wód. „Okręt może być szyfrem odjazdu; jednak głębiej
№ szyfrem zamknięcia - pisał w eseju ..Nautilus" i Statek
Щапу Roland Barthes. - Zamiłowanie do statków oznacza
zawsze radość doskonałego zamknięcia, posiadania pod ręką
Możliwie dużej ilości przedmiotów, dysponowania przestrzenią
' lutnie skończoną. Kto kocha statki, kocha nie tyle dalekie,
tyeninicze odjazdy, ile raczej jakiś naddom. dom nieodwołalnie
ryknięty; statek jest najpierw miejscem zamieszkania, później
*&gt;P'ero środkiem lokomocji." "
1 takiej perspektywy nawet wodny żywioł zdawać się musi
Piecz.ny. przyjazny i doskonale oswojony. „Dość bowiem
Bajh
'
' J
zamieszkania człowieka - pisze dalej
es - by ten począł się natychmiast rozkoszować krągłym,
?ladk'm światem, jaki wokół siebie stwarza: cała żeglarska
ralność widzi w człowieku boga. pana i właściciela owego
' ('pierwszy po Bogu' itp.).'
„Uspokajająco działa myśl
г at jakby w odpowiedzi na te refleksje Tomasz Mann - że
spotkanie z dziką naturą przeżyjemy w sojuszu z cywilizaP°d jej osłoną na tym solidnym statku, którego pokłady.
na

r

a

24

25

M|

2

z

S , a t e

a , a

&lt;

/

a

m

e

s c e

lakierowane korytarze prowadzące do kabin, salony i pokryte
dywanami schody obrzuciliśmy przd chwilą pierwszym spoj­
rzeniem i którego dzielni oficerowie oraz podległa im załoga nie
uczyła się niczego innego, oprócz panowania nad ż y w i o ł e m . "
Przeciwieństwem statku-zamknięcia, statku-symbolu przewagi
człowieka nad naturą, statku Julesa Verne'a jest przywoływany
przez Barthesa Statek Pijany Artura Rimbaud, „ten statek, który
mówi ' j a ' i wyzwolony ze swej wklęsłości pozwala człowiekowi
przejść od psychoanalizy jaskini do prawdziwej poetyki po­
dróży i poznania" .
Ale gdzie we współczesnym świecie, we współczesnym
doświadczeniu odnaleźć tę „prawdziwą poetykę podróży i po­
znania"?
„A wie pan, profesorze, mnie też w młodości, niech skonam,
marzyło się odkryć wyspę, małpę czy inny w i r u s ' ' " - wspomina
z nostalgią XX-wieczny Kolumb z wiersza Josifa Brodskiego
Nowy Jules Verne. C ó ż , kiedy dzisiaj nawet klasyczna łódź
szaleńców z Lotu nad kukułczym gniazdem, obrazująca w tym
filmie przemożne pragnienie wolności zawirowała tylko na
wodzie i zawróciła do portu... Esej Manna skonstruowany jest
bardzo wyraźnie na zasadzie opozycji:
otwarte
zamknięte
podróż
zamieszkiwanie
ocean
statek
szaleństwo
bezpieczeństwo
Ameryka
Europa
obcość
swojskość
Gdzie zatem w tym dychotomicznym świecie miejsce dla
mitu Don Kichota, tej apologii szaleństwa, swobody, inności
i ekstrawagancji? Gdzie, którędy przemyca w swej twórczości
Tomasz Mann tych wędrowców bez domu, ojczyzny i paszpor­
tu, XX-wiecznych poszukiwaczy Graala, dzisiejszych błędnych
rycerzy? Esej o podróży przez ocean, będący zarazem refleksją
nad dziełem Cervantesa, jest przecież wyrazem głęboko mitycz­
nego marzenia - marzenia o domu, ojczyźnie, zamieszkiwaniu,
marzenia o schronieniu, o pozostaniu.
Po przeciwnej stronie tego doświadczenia sytuuje się lęk
i doświadczenie bohatera Ameryki, Karla. „ B o gdzieżby musiał
zamieszkać, gdyby wysiadł na ląd jako biedny, mały imigrant.'
- pyta Kafka. - (...) Ba - może by go w ogóle, co wuj na
podstawie swej znajomości ustaw imigracyjnych uważał nawet
za bardzo prawdopodobne, nie wpuszczono do Stanów Zjed­
noczonych, lecz odesłano do domu, nie troszcząc się o to, że nie
miałby j u ż wtedy żadnej ojczyzny." I taki jest przecież
ostatecznie, wyjąwszy może fragment pt. Teatr Ocklahomy, los
małego czeskiego podróżnika; los, który powiela wszak jedynie
los tysiąca innych, poddanych władzy swego przeznaczenia
i urzędów imigracyjnych, wiecznie krążących pomiędzy roz­
maitymi ziemiami, z których żadna nie jest ich domem; los
wędrowców mimo woli. Los ludzi, którym wyjęto z ręki ster;
błędnych wędrowców spod znaku myśliwego Grakchusa, które­
go łódź. dzięki „fałszywemu obrotowi steru, chwili nieuwagi
p r z e w o ź n i k a " wędruje odtąd bez końca po ziemskich wodach.
Tomasz Mann broni się przed doświadczeniem Kalki. Jego
esej nazwać by można, parafrazując określenie Ericha Fromma,
ucieczką od wszelkiej wolności bądź jakiejkolwiek formy
konieczności ku iluzji bezpieczeństwa i ładu. Warto więc
zapytać raz jeszcze, gdzie miejsce dla Don Kichota w świecie
niemieckiego pisarza, który oznajmia przecież, że jego stosunek
do szalonego rycerza pełen jest „bólu, miłości, uczucia i bez­
granicznego szacunku" . Do deklaracji tych zupełnie jednak
nie przystaje codzienna praktyka. Wszak nawet swoich współ­
towarzyszy podróży dzieli Mann nieustannie na swoich i ob­
cych, tych drugich zdecydowanie nie tolerując. Swoi to ci,
którzy podróżują statecznie, sensownie, w jasno określonym
celu - j a k on sam. Inni - ci „podróżują sobie czasem bez sensu".
Innym na pokładzie statku jest na przykład szczególnie irytujący
pisarz ..enfant terrible naszego podróżnego towarzystwa: jest to
kościsty Jankes z ustami wystającymi po anglosasku jak u ryby
(...), jego samotność drażni, współpasażerowie nie lubią go (...).
Coś w nim jest niewyraźnego, wszyscy to czują. Człowiek nie
powinien odgradzać się w ten sposób od innych ( . . . ) " . ! dalej:
31

12

34

35

36

65

�,,Każdy powinien wiedzieć, do jakiej sfery należy. Trzeba się
trzymać s w o i c h . " '
Tomasz Mann nadaje wciąż, jakby powiedział Ludwik
Stomma, ten sam komunikat, który jest komunikatem zdecydo­
wanie kapłańskim (w odniesieniu do klasycznej już. opozycji
„kapłan-błazen"): ,,a) jestem poważny i stateczny swojak, b)
wiem, po co tu przyszedłem, c) akceptuję porządek rzeczy"-"*.
W Tomaszu Mannie nie ma na pozró nic, co upodobniałoby go
do szaleńca Don Kichota i usprawiedliwiało jego sympatię dla
hiszpańskiego rycerza. Posądzając się o tęsknoty do „prymity­
wizmu, żywiołowości, do egzystencji niepewnej, improwizo­
wanej jak na wojnie i awanturniczej", odkrywając w sobie
jakieś podejrzane „pożądanie irracjonalności" broni się przed
tymi uczuciami, „powodowany europejską sympatią dla rozu­
mu i rozsądku.
Parafrazując więc raz jeszcze to, co James Clifford napisał
o Dzienniku Malinowskiego w zestawieniu z jego Argonauta­
mi..., możemy zasadnie powiedzieć, że filozoficzne i światopo­
glądowe deklaracje Manna wydają się zostawiać niewiele
miejsca dla jego pozytywnego stosunku do Don Kichota. Być
może jednak porównanie z innymi dziełami niemieckiego
pisarza rzuci trochę więcej światła na tę zagadkową dysharmonię i pozwoli zrozumieć tę bardzo specyficzną wizję szalone­
go hiszpańskiego rycerza, którego maskę Tomasz Mann w is­
tocie nieustannie sobie przykłada.
7

„Poszedł drogą, którą iść musiał, szedł trochę niedbale
i nierówno, z głową na bok przechyloną, patrząc w dal, a jeśli
błądził to dlatego, że dla niektórych ludzi nic ma w ogóle
właściwych d r ó g . " " Tytułowy bohater opowiadania Tonio
Kroger opuszcza „ciasne miasto ojczyste", a wraz z wyost­
rzonym spojrzeniem na świat przychodzi dojmujące poczucie
osamotnienia. W trakcie swoich wędrówek po wielkich mias­
tach „Co za bezdroże! - myślał niekiedy. - Jak to być mogło, że
wpadłem w takie dzikie awantury. Przecież nie jestem z po­
chodzenia Cyganem na zielonym wozie." „Jest pan miesz­
czuchem na manowcach... mieszczuchem z b ł ą k a n y m " - mó­
wi do Tonią jego rosyjska przyjaciółka.
Bohaterowie Manna błądzą lak często, jak podróżują, choć
zazwyczaj podróże te zapowiadają się nad wyraz rozsądnie,
planowo i nobliwie. Ich wędrówki po Europie, po jej wielkich
miastach, sanatoriach i kąpieliskach odbywają się z. całym
ceremoniałem, właściwym osobom dobrze urodzonym. Co
skłania ich do tych wypraw? Troska o zdrowie, nuda, ale też
czasem, jak Gustawa von Aschenbacha. uczucie, że „coś
rozpiera mu piersi, jakiś nieuchwytny niepokój, młodzieńcza
tęsknota za dalą, uczucie tak żywe, tak nowe, albo też tak j u ż
niezwyczajne i zapomniane (...).
Była to chęć podróży, nic więcej, ale przyszła jak atak,
urastała w namiętność i h a l u c y n a c j ę . " ' Pokusa, która nim
owładnęła, zapanowała nad jego. jak pisze Mann. „europejską
d u s z ą " , nad nawykiem traktowania podróży wyłącznie lub
przede wszystkim jako środka higienicznego. A przemożne owo
uczucie zrodziło się, jak pamiętamy, pod wpływem spotkania
z pewnym niezwykłym cudzoziemcem, którego spotyka później
bohater w samym centrum weneckiej zarazy w postaci złowie­
szczego błazna - komedianta, zwiastuna i zarazem symbolu
śmierci. Od chwili tego pierwszego, monachijskiego spotkania
Aschenbach nie potrafi j u ż zapanować nad swoim życiem.
Jeszcze próbuje okiełznać żywioł: „A więc p o d r ó ż - d o b r z e . Nie
bardzo daleko, nie gdzieś aż do tygrysów. Jedna noc w sypial­
nym wagonie i sjesta dwu- trzytygodniowa w jakiejś uczęszcza­
nej miejscowości na przemiłym p o ł u d n i u . "
Gustaw von
Aschenbach mylił się jednak bardzo.
Doświadczenie Hansa Castorpa, Mann dzielił z nim osobiś­
cie. To właśnie przeżycie ucieczki z Czarodziejskiej góry było
właściwym źródłem powieści, która w założeniu miała być
tylko humorystycznym odpowiednikiem Śmierci w Wenecji.
T y m pierwszym, zasadniczym doświadczeniem, na jakie zwra­
ca uwagę pisarz, jest uczucie pułapki, która wciąga i zamienia
pierwotne trzy tygodnie w „siedem baśniowych l a t " . Z a r ó w n o
4

42

4

44

66

w Śmierci w Wenecji, jak i w Czarodziejskiej górze niezwykle
ezwykJe
ważnym wątkiem jest fascynacja śmiercią i magiczną potęgą
nieuleczalnej choroby; obie te opowieści mówią w istocie
0 uwiedzeniu.
Jednym z ich ważniejszych tropów jest także wątek inicjacyj­
ny. Omawiając napisaną przez uczonego z Harvardu książkę
poświęconą przede wszystkim Czarodziejskiej
górze pis7 '
Mann: „Autor umieszcza The Magic Mountain i jej prostego
bohatera w kręgu wielkiej tradycji - nie tylko niemieckiej, ale
1 światowej; w ł ą c z a j ą do pewnego typu literatury, która nazywa
się The Quester Legend i sięga daleko wstecz w piśmiennictwie
różnych n a r o d ó w " ; literatury, która zasięgiem swym obej­
muje zarówno Fausta Goethego, jak też utwory znane p j
nazwą Sangraal albo też Holy Grail Romances. Poszukującym
pytającym bohaterem tej literatury jest również, między innymi
Hans Castorp, porównywany z Pcrcevalem, Galahadem czy
Gawainem, ze wszystkimi tymi klasycznymi graal—ąuesterami, prostymi, naiwnymi, dziecięcymi. „Jednym s ł o w e m - p o d sumowuje Mann tę amerykańską egzegezę własnej twórczości
- Czarodziejska góra stanowi odmianę świątyni wtajemnicze­
nia, miejsce niebezpiecznych badań tajemnicy życia, a Hans
Castorp, 'poszukiwacz wiedzy' ma szlachetnych, mistyczno-rycerskich przodków; jest to typowy, w najwznioślejszym tego
słowa znaczeniu zachłannie ciekawy neofita, który dobrowol­
nie, aż nazbyt dobrowolnie, wpada w objęcia choroby i śmie­
rci.'""
O t ó ż l o właśnie! Dobrowolnie, aż nazbyt dobrowolnie - pisze
Mann. C ó ż jednak może znaczyć, zapytajmy, owa nadmierna
dobrowolność, z jaką człowiek - neofita - poszukiwacz czeka
na nadejście swej Przygody, swej Wiedzy, swego Spełnienia.'
Czy dobrowolność rzeczywiście ma prawo być nadmierna?
A może opisuje wówczas w istocie doświadczenie wręcz
przeciwne - doświadczenie przymusu?
Z przymusem, który przybiera różne formy i postaci, stykają
się wszyscy protagoniści Kafki. Przypomnijmy początek jego
symbolicznej przypowieści pod tytułem Sternik. ..'Czy nie
jestem sternikiem?' - krzyknąłem.
'Ty?' - zapytał ciemny, rosły mężczyzna i przesunął ręką po
oczach jakby odpędzał sen. Stałem przy sterze ciemną nocą. nad
głową świeciła słabo latarnia, a oto przyszedł ten człowiek
i chciał mnie o d s u n ą ć . "
W dzisiejszych czasach, mówi nam Kafka, nikt nie jest już
sternikiem swego losu. Nie wiemy, co decyduje: „chwila
nieuwagi p r z e w o ź n i k a " , czy może wyrok, który już dawno
został wydany i który za chwilę ogłoszą wysłannicy sądu.
Przygoda, sugeruje Milan Kundera. „ten pierwszy wielki temat
p o w i e ś c i " , s t a ł a się dzisiaj swoją własną parodią i dlatego Don
Kichot wraca do swojej wioski po czterech wiekach węd­
rowania właśnie w stroju mierniczego. „Opuścił ją niegdyś
żądny przygód, a teraz w tej wiosce u stóp zamku nie ma już
wyboru, jego przygoda została mu n a k a z a n a (...). Co się
więc stało, po czterech wiekach, z przygodą? Czyżby stalą się
swoją własną parodia?" - pyta Kundera.
Bohaterem Kafki jest człowiek, będący z pozoru zupełnym
przeciwieństwem bohatera Tomasza Manna. Człowiek skazanj
na wędrówkę, a nie wyruszający w drogę, skazany na przygodę
i trudną wiedzę, a nie poszukujący ich. Skazany na samotnos
„Bohater Kafki - pisze Max Brod - którego nazywa on
autobiograficznie po prostu ' K ' , kroczy samotnie przez żyert
Jest to element s a m o t n o ś c i w nas. który powieść ukazuję
z. przerażającą, nadnaturalną wyrazistością. Chodzi tu jed
przy tym o pewien ściśle określony odcień samotności (•• X
jest mianowicie w pełni człowiekiem dobrej woli, nie
p r a g n i e s a m o t n o ś c i i nic j^cst z niej dumny, *JJ?"
przeciwnie, jest mu ona narzucona." '' Bardzo podobnie okres
sytuację K . Albert Camus: „Chce pracy, domu. życia norffl*
nego człowieka. Nie może już. znieść swego szaleństwa. Cne
być rozsądny. Chce uwolnić się od klątwy obcości."
Bohaterowie Tomasza Manna wyruszają na swe wyprawy,
n a z b y t , jak j u ż napisałam, aż podejrzanie dobrowolnie
ich pociąga i prowadzi, coś ich ogarnia przemożnego, nad czy
zupełnie nie potrafią zapanować. W postaciach swoich " ' ^ j .
czuchów z b ł ą k a n y c h " , „mieszczuchów na manowcach' P^
e

45

oc

47

4,t

4

1

n 1 l

0

�wa nam Mann współczesną wersję mitu o błędnych rycerzach,
fascynacja śmiercią, owe btazeńskie ..ciągoty do kultu śmiej ' . cyrografy podpisywane z Nieprzyjacielem Ludzkości,
nakty i mocami podziemi - jakżesz to ironicznie współgra
\ wizerunkiem „zbłąkanego mieszczucha"! Świat Manna jest
jednak na wskroś ironiczny. Jego bohaterowie, jakkolwiek nie
licowałoby to z ich pozycją, urodzeniem, upodobaniami i nawy­
kami zostają uwiedzeni. Na swoje inicjacyjne wędrówki wyru­
szają nieświadomi zrazu ich wagi i sensu. Cel odsłania się im po
drodze. Droga ta jest nieustannym błądzeniem, błądzenie zaś
I yniboliczną równoważnością poszukiwania.
Pomimo zatem pozornych różnic istnieje głębokie podobień­
stwo pomiędzy losami bohaterów Manna i Kafki. W gruncie
rzeczy i jedni i drudzy poddani są konieczności, na którą nie
mają wpływu, absurdalnej i tragicznej. I jedni i drudzy nie mają
żadnego wyboru, tak jak Cervantesowski szalony rycerz słucha­
ją ołosu przemawiającego z góry, słuchają wezwania, napotyka­
ją na znaki. Lecz czyjego słuchają wezwania, czyjego głosu?
Kim są ci dwaj panowie - pisze o wysłannikach sądu
Procesie Jan Kott - i kto ich wysłał? Stary Jahve czy
flrkegaard? 'Urodziłeś się. a więc jesteś winien'. Władza czy
podziemie?"'" „ W świecie Kafki - pisze Kott w innym eseju
-istnieje głód na pokarm z nieba. Ale ikonami tego metafizycz­
nego głodu jest głodomór w cyrkowej klatce i pies przykucnięty
ma dwóch łapach z otwartym pyskiem. W świecie Kalki nie ma
Boga i nie ma biblijnego Abrahama. Z Abrahama pozostał tylko
niemal zawsze obecny groźny cień mściwego Ojca. Nie ma
Synaju i góry Moriah. nie ma powołanych, są tylko poświęceni.
Z biblijnego Arche pozostał tylko Izaak, Izaak bez Boga i bez
Abrahama. Izaak zamordowany 'nożem wepchniętym w serce
i dwukrotnie w nim o b r ó c o n y m ' . I dlatego Kalka oczylywany
jest przez wielu jako zapowiedź holocaustu."'' Bohaterowie
Kalki są poświęceni, gdyż ciąży nad nimi klątwa: klątwa
wybrania, obcości i szaleństwa, klątwa wiecznej wędrówki
i wiecznego poszukiwania. Takim bohaterem jest przypo­
mniany przez Broda Odradck ze szkicu Die Sorge des Haasiaters (Troska ojca rodziny), Odradek o znaczącym, brzemien­
nym tyloma symbolicznymi znaczeniami imieniu: „pobrzmie­
wa w tym cała skala słowiańskich słów, oznaczających 'odszczepieńców', tych. co odeszli z rodu. od boskiego zamysłu
Stworzenia" . Takimi Odradkami są wszyscy poszukujący
i błądzący, wszyscy, którzy nie poruszają się w linii prostej,
wszyscy przemienieni w „rzecz bezużyteczną (...), w szpulę
nici. która jako 'troska Ojca niebieskiego' niespokojnie wędruje
schodami w górę i w d ó ł " .
Utwory Kałki, podobnie jak dzieła Tomasza Manna, zdają się
należeć do kategorii „powieści p o s z u k i w a ń " - dotyczy to
zwłaszcza Zamku. K. jest prostaczkiem, podobnym do Hansa
Castorpa, podobnym do Parsifala. „(...) a ty jesteś albo błaznem,
albo dzieckiem, albo bardzo złym i niebezpiecznym człowie­
kiem"* - mówi do K. zarządczyni gospody. Przynależysz,
powiedziałaby, gdyby była antropologiem, do kategorii obcych,
kategorii odszczepieńców. Odradków. Jesteś tym, który
• niczym błazen, dziecko, albo „bardzo zły i niebezpieczny
/bwiek" - przekreśla „boski zamysł stworzenia" i paktuje
'silami podziemi. Jesteś „rzeczą b e z u ż y t e c z n ą " , c z ł o w i e k i e m
*ędnym. Jesteś tym. który zamknięty jest w przestrzeni
"w.enia i dla którego błądzenie jest jedynym sposobem
4drówki.
W przestrzeni błądzenia zamknięci są także bohaterowie
"anna. Jakże inne są złowrogie labirynty jego krain śmierci
'nicjaeji od, wykreowanego w eseju Podróż przez ocean
•fion Kichotem" zacisznego labiryntu kabin, schodków,
*k&gt;nów i bawialni statku - tego bezpiecznego „ n a d d o m u " .
podobne do onirycznych, labiryntowych przestrzeni
Kątki: do symbolicznej topografii Schronu, plątaniny
którymi błąka się wokół Zamku K „ czy wreszcie labiryntu
°d, po których pływa błędna barka myśliwego Grakchusa. Do
ys,tkich tych przestrzeni ślepego losu, absurdalnego przypa- wyższej - poddanej jakiejś niewiadomej instancji - konie^ości.
Omawiając inicjacyjne wątki w twórczości Manna i Kątki
acano zazwyczaj uwagę na różnice pomiędzy losami ich

sU

, 5 i

f C

s

1

1

54

5 5

1

1

z

u

r

bohaterów, na fakt, że podczas gdy bohaterowie Manna zwycię­
sko przechodzą inicjacyjne próby, protagoniści Kafki, o w i
wybrańcy a rebours, a właściwie ludzie poświęceni, nad którymi
ciąży „specjalna k l ą t w a " zawsze zmierzają do celu nadaremnie.
A jednak zamknięci w labiryncie sennych kąpielisk i sanatoriów
bohaterowie niemieckiego pisarza zanurzają się w bardzo
podobnym w istocie świecie, co K„ Józef K. czy Karl Rossman.
Świat Manna, pomimo wiary pisarza w ład i wszystkie inne
uświęcone wartości europejskiej cywilizacji jest równie gorzki
i szyderczy, jak świat Kafki. Człowiek Manna, poddany
nadludzkiej sile, staje się igraszką Wielkiego Błazna. Bo świat
Manna jest błazeński. Ludzie, mity i pragnienia odbijają się
w nim jak w krzywym zwierciadle. Odpowiedzią na marzenie
Tonio Krógera o powrocie do domu była czysta, iście kafkowska ironia zdarzeń. Kiedy bowiem dotarł on wreszcie, „drogą
o k ó l n ą " , n a miejsce, zarówno miasto, jak i sam dom oraz jego
mieszkańcy przyjęli go jak kogoś obcego. Do tego stopnia, że
posądzono go o bycie „kimś zupełnie innym, indywiduum,
które, pochodząc od niewiadomych rodziców i będąc nie­
znanego pochodzenia, ścigane jest wskutek rozmaitych oszustw
i innych przestępstw przez policję monachijską. Miałże położyć
kres całej sprawie, dając się poznać, oświadczając panu Seehaase, że nie jest szalbierzem nieokreślonej przynależności, nie
jest Cyganem na zielonym wozie, tylko synem konsula Krógera
z rodu K r ó g e r ó w ? N i e , nie miał ochoty. I czyż ci przedstawiciele
ładu społecznego nie mieli w gruncie rzeczy trochę słuszności?
Poniekąd zgadzał się z n i m i . . . " Tak właśnie może zdarzyć się
u Kalki i w nocnych koszmarach.
W twórczości Tomasza Manna nie ma dobrych, wesołych
błaznów. Są błazny nieszczęśliwe, a nawet tragiczne, ale przede
wszystkim są błazny złe. Jak choćby demoniczny komediant
w Śmierci w Wenecji. Albo złowrogi cavaliere Cipolla - „węd­
rowny wirtuoz, sztukmistrz, forzatore, illusionista i prestidigitatore (...)" - Czarodziej z opowiadania Mario i czarodziej. Jest
on symbolem współczesnej kondycji świata, w którym człowiek
poddany jest nieznanym, hipnotyzującym siłom, a zarazem
bardzo symptomatycznym błaznem naszych czasów. Nowela
opisuje dośwadczenie okresu hitlerowskiego, ale czyż nie jest
w istocie głębszą i pojemniejszą metaforą?
Z dwudziestowiecznej perspektywy Manna, perspektywy
historycznej i artystycznej, a także czysto osobistej szaleństwo
i błazeństwo stanowią żywioł, przed którym trzeba się bronić,
żywioł groźny ale i fascynujący zarazem. Świat oszalał, świat
stał się błazeński - rządzi nim przecież Wielki Kpiarz. Błędni
rycerze naszych czasów są nimi mimo woli - tak, jak na
przykład dzisiejszy Parsifal, mały Parry z filmu Terry'ego
Gilliama The Fisher King, który oszalał na skutek czyjegoś
szaleństwa, będącego tylko prostym odbiciem szaleństwa całe­
go świata. Słoneczne, nadmorskie kąpieliska, elegancki świat
weneckich hoteli odsłaniają swe odmienne oblicze, przekształ­
cając się w złowrogi labirynt przestrzeni idealnie wyizolowanej.
Podróż, przygoda stały się pułapkami. Człowiek nie ma już
żadnego wyboru, lecz nie ponosi też. żadnej winy. I , jak myśliwy
Grakchus, może tylko powiedzieć: „Jestem tutaj, nic więcej nie
wiem, nic więcej nie mogę uczynić. Moja łódź jest bez steru,
płynie z wiatrem, który wieje w najgłębszych regionach
śmierci." ''
Z szaleństwa świata doskonale zdaje sprawę zarówno współ­
czesna literatura jak i film, potwierdzając wcześniejsze nieco
przypuszczenia i przeczucia Tomasza Manna i Franza Kalki.
Szaleństwo stało się w pewnym sensie dominantą naszej
rzeczywistości, j e d n ą z podstawowych kategorii dla jej definio­
wania. „Żyjemy w szalonym świecie - cytuje Dorosz Mikołaja
Bierdiajewa, który pisał te zdumiewająco dziś aktualne słowa
w latach 30. - Nie zauważyliśmy, że człowiek stał się istotą
niespełna rozumu. Na skutek żądzy życiami umiłowania świata
człowiek stracił psychiczną r ó w n o w a g ę . Świat ponownie zna­
lazł się pod panowaniem polidemonizmu, z którego niegdyś
wyzwoliło go chrześcijaństwo. Dechrystianizacja doprowadziła
do dehumanizacji, dehumanizacja zaś do szaleństwa, ponieważ
obraz człowieczeństwa uległ zaciemnieniu.""" Nie jest przypad­
kiem, że omawiając literaturę drugiej połowy naszego stulecia,
a ściślej mówiąc amerykańską literaturę lat 60., Daniel Bell
57

5I&lt;

5

67

�pisze: „Czytając pisarzy reprezentatywnych dla tego okresu
dochodzi się do wniosku, żc głównym przedmiotem ich zainte­
resowania było ' s z a l e ń s t w o ' . ' " ' Sytuacje, na których skupia się
zainteresowanie omawianych przez Bella pisarzy, określa on
jako „absurdalne, nihilistyczne",fabułę ich książek jako „zwa­
riowaną i figlarną",.styl jako „zimny, groteskowy, b ł a z e ń s k i " .
„Jednostkę przedstawiano niezmiennie niczym piłeczkę miota­
ną w różne strony przez bezmyślne, wielkie, bezosobowe
instytucje." W literaturze tej - u J. Hellera, K. Vonneguta, B.J.
Friedmana czy T. Pynchona - tropi Bell klasyczne figury
i motywy szaleństwa. Możemy zaryzykować twierdzenie, że
- pod tym przynajmniej względem - zrodziła się ona z sennych
koszmarów Kafki, a także, choć na pierwszy rzut oka nie jest to
takje oczywiste - Manna.
Świat znowu, podobnie jak w renesansie, stał się sceną
szaleńców. Powraca stara metafora. Ale to szaleństwo jest j u ż
zupełnie inne - nieprzychylne człowiekowi, groźne, nieoblicza­
lne. Do dziejów szaleństwa w kulturze współczesność dopisała
nowe wyobrażenia, nowe figury. Jedną z nich jest metaforyczna
figura błazna, której rysy rozpoznajemy w rozmaitych przeja­
wach dzisiejszej myśli i kultury. W eseju Morrisa Dicksteina
Czarny humor a historia jego autor zwraca uwagę na rolę owego
humoru w nowej literaturze amerykańskiej lat 60., na charak­
terystyczną dla tej literatury, przejętą z literatury żydowskiej,
postać szlemiela, a także na innego bliskiego kuzyna szlemicla
- pikarejskiego anlybohalera. U Vonneguta w Rzeźni numer
5jest to święty prostaczek, alegorycznie nazwany Billy Pilgrim,
w Paragrafie 22 Hellera - Yossarian. Ci współcześni potom­
kowie Petera Schlemihla, niewinni i naiwni outsiderzy, nie­
świadomi rządzących nimi Wielkich Mechanizmów, nieznisz­
czalni „specjaliści od p o r a ż e k " stają się doskonałą maskotką
w ręku Wielkiego Błazna, Kpiarza, Losu, którego opowieść
układa się paradoksalnie zgodnie z regułami czarnego humoru.
Czarny humor obnaża naszą bezradność i niszczy resztki
kulturowych tabu. „Czarny humor - pisze Dickstein - z reguły
odgrywa rolę Falstaffa wobec Hotspura czy księcia Hala
konwencjonalnej p o w i e ś c i . "
Powieściowy czarny humor staje się zatem dzisiejszym
literackim odpowiednikiem postaci błazna. Błazna, który jest
częścią i emblematem otaczającej nas rzeczywistości, definio­
wanej przez Dicksteina takimi znamiennymi stówami: „Świat
oszalał, protagonista uwikłany jest w to szaleństwo i stara się
z niego wyrwać na swój własny, nieco szalony s p o s ó b . "
Odpowiada to, według niego, realiom politycznym: „Kiedy
cynicy i paranoicy, jakby rodem z Celine'a, zamieszkiwali
w Białym Domu, szary człowiek stał się jeszcze większym
cynikiem i paranoikiem. Paranoja ta ma zresztą pewne uzasad­
nienie, ponieważ w wysoce spolaryzowanym społeczeństwie,
gdzie odrzucono dobrowolne ograniczenia nakładane przez
tradycję i cywilizację, trudno wykluczyć fakt, że ktoś rzeczywi­
ście zechce nas zniszczyć przy użyciu wszystkich, bardziej lub
mniej przyzwoitych ś r o d k ó w . "
Powróćmy do omawianego eseju. Czasy Verne'a, które
pragnął w nim znów przywołać niemiecki pisarz, dawno
odeszły. Wiedział o tym dobrze Josif Brodski, kiedy pisał swego
Nowego Jules Verne 'a - w wierszu tym brzmią już zupełnie inne
nuty.
62

63

64

65

„Morze na pozór jest martwe, ale naprawdę to nie
tak: potwornego życia pełne są jego tonie:
przekonać się o tym można dopiero, gdy się tonie"
- pisał poeta, dodając:
„W oceanie wszystko zdarza się nagle.
Lecz potem długo jeszcze wirują w fal walcu
deski, koła ratunkowe, strzępy żagli ze zmytymi odciskami p a l c ó w . "
Wyobrażenie statku, jakie napotykamy w tym nowym micie,
zupełnie inne jest od wyobrażenia Nautilusa czy statku Tomasza
Manna. Nie ma tu j u ż opisów ciepłych i miłych, a przede
wszystkim szczelnych zakątków. Przez każdą szczelinę tego
nieszczelnego statku wdziera się pełne tajemnic, zimne życie;
najbezpieczniejsze i najprzytulniejsze okazuje się w końcu
wnętrze olbrzymiej ośmiornicy.

68

„Jeszcze jedno zwycięstwo wody
w zapasach z l ą d e m " " - pisze poeta.
7

Bo u niego, zupełnie inaczej niż u Verne'a, statki w y g l ą d a
„zarazem jak drzewo i jak albatros
którym spod nóg wymknęła się ziemia"" .
11

Ikona takiego właśnie statku, który w wielu „wysokich"
i popularnych przedstawieniach zadziwiająco przypomi
w dodatku stary motyw statku - widma, statku śmierci
polującej na człowieka w przestworzach oceanu pułapki
przywodzi także na myśl najkrótszy spośród aforyzmów Kafkj„Klatka poszła szukać ptaka''"''. Aforyzm ten Jan Kott przekłada
na realia jego utworów. Bo to właśnie „Klatka, która 'szuka'
ptaka, klatka w ruchu, klatka aktywna, klatka z góry przyg t .
wana (a to 'z góry' ma także podwójne znaczenie)" przyszła
pewnego ranka do Józefa K . jak „Śmierć do grzesznika
w największym arcydziele średniowiecznego dramatu 'Every,
man' " ; jak los, dodajmy, w przebraniu Przygody, do dzisiej­
szych podróżników, poszukiwaczy prawdy i wiedzy tajemnej
do dzisiejszych Don Kichotów.
Woda i zatopione w niej współczesne statki śmierci mogą być
trafną metaforą szaleństwa, zagrażającego dzisiaj każdej, po­
zornie najbezpieczniejszej przetrzeni. Zarówno woda, jak
i statek ujawniają teraz, w czasach 'Nowego Jules Verne'a'swą
zapomnianą nieco, pełną ambiwalencji naturę, której tak bardzo
nie chciał dostrzegać Tomasz Mann. Tę właśnie głęboką
dwoistość widzimy na przykład we wspomnianym już opowia­
daniu Carlosa Fuentesa, bo choć statek zaprojektowano tak, by
udawał a home away from home, „dla Izabeli kretonowe firanki,
głębokie fotele i obrazy przedstawiające sceny morskie, sofy
obite wzorzystym płótnem, ściany i podłogi z jasnych desek,
zaczęły wkrótce przeobrażać się w symbole czegoś obcego
i oślepiającego" . A czyż podobnej transformacji życia
w śmierć, bezpieczeństwa we wrogość i szaleństwo, swojskości
w obcość, tej samej gwałtownej erupcji najgłębszej ambiwalen­
cji zarówno natury statku jak i wody nie doświadczył na własnej
skórze jeden z wielu znanych nam podróżników do kresu nocy
- Ferdynand z powieści L.-F. Celine'a? We współczesnym
filmie, zwłaszcza z kręgu thrillerów, horrorów i science-fiction,
równie często zwraca uwagę motyw statku, jachtu, nowoczesnej
platformy badawczej, które przechodzą stopniową lub gwałtow­
ną metamorfozę. Ze statków podobnych temu, na którym płynął
Mann, statków, dla których wzorem miał być Vernc'owski
Nautilus - przestrzeń doskonale zamknięta i w tym zamknięciu
bezpieczna, przestrzeń, która realizować miała mit domu i azylu
- przekształcają się w pełne szczelin statki - więzienia, na które
zło może się wedrzeć, ale z których nie sposób uciec; w labirynt
podobny onirycznym labiryntom Kafki czy. ukrytym pod
pozorami bezpieczeństwa i luksusu, złowrogim labiryntom
Manna.
Pryska więc złuda bezpieczeństwa. Zło grozi dzisiaj każdemu
i wszędzie. Nie o takich podróżach marzyli niegdysiejsi
podróżnicy, wierzący w bezwzględną przewagę człowiel
naturą i w sterowność swych łodzi. Stary Nautilus przerdzewiał
i powoli nasiąka wodą. Nastały czasy Nowego Jules Verne о
które tak celnie oddała poetycka intuicja Josifa Brodskiego
Oprócz motywu zamknięcia w labiryncie pojawia się tu równiet
motyw otwarcia, ale nie takie otwarcie nazywa Roland ВаЛг^
„prawdziwą poetyką podróży i poznania".Nie o takie otwarcie
chodziło Arturowi Rimbaud, kiedy pisał swój Statek Pijain' °'
to nowe otwarcie jest w istocie otwarciem na szaleństwo i zło;"
błazeńską nieprzewidywalność otaczającego nas świata.
Powróćmy do Manna. Trudno inaczej zrozumieć jego P°
dróżniczy esej aniżeli poprzez zestawienie go zarówno z innyn"
utworami pisarza, jak też z innymi świadectwami naszej epoK
przede wszystkim dziełami Kafki. Trudno też nie rozważa^ г
w kategoriach mitycznych, jako obrony przed błazens*'
totalitaryzmem świata i skazaniem nań człowieka. Kapłana
- powiedzmy to jasno i wyraźnie - postawę niemiecka
pisarza wobec świata i literatury trzeba zrozumieć jako opo •
dzenie się po stronie pewnego „podstawowego kanonu pf
na

O

0

7 0

3

tt

3

�72

j reguł" , jak określa go Leszek Kołakowski; kanonu, z za­
grożenia którego pisarz zdaje sobie doskonale sprawę. Tak jak,
^brew temu, co pisze w swoim eseju, zdaje sobie sprawę
kruchości i ułudy swego poczucia bezpieczeństwa na statku;
je świadomości tej wystarczająco jasno zdają sprawę inne jego
utwory. Mann wie, że każda łódź jest w istocie barką Charona,
a każda podróż może być tą, z której się j u ż nie wraca - choćby
była tylko oficjalną wycieczką powszechnie szanowanego
literata na zamorski uniwersytet z opłaconym biletem powrot­
em w kieszeni.
Możemy tu mówić o znaczących przewartościowaniach,
a nawet zamianie miejsc. W dwudziestowiecznej optyce błazeńwo nabrało zupełnie nowego, negatywnego znaczenia i rozu­
miane jest jako szaleństwo, które stało się udziałem dzisiejszego
świata'- wielu niegdysiejszych błaznów przeszło zatem na
pozycje kapłańskie. W świetle swojego eseju okazuje się Mann
kapłanem - ortodoksem w znaczeniu, jakie pojęciu temu nadaje
Ryszard Legutko" - w znaczeniu strażnika mitu, uświęconych
mitycznych wartości, tradycji wreszcie. I to właśnie najbardziej
upodabnia pisarza do bohatera jego eseju Don Kichota: błazna,
który tym się przecież wyróżniał spośród wiciu innych błaznów,
żenię łamał tradycji, a, wręcz przeciwnie, z heroicznym uporem
walczył o jej przetrwanie. Szalony hiszpański rycerz nie jest już.
odosobniony w tej walce o przestrzeganie praw, reguł i nakazów
ksiąg, walce o respektowanie norm przeszłości, które wydawać
się mogą całkiem anachroniczne. Podróż przez ocean z „Don
Kichotem" jest, moim zdaniem, wyrazem głębokiej niezgody
na tę realność świata, której wizja rysuje się w innych dziełach
autora Buddenbrooków.
Dlatego właśnie nazwałam ó w esej
zbawienną, ocalającą fikcją w twórczości Tomasza Manna, jego
ocalającym kłamstwem w znaczeniu, jakie nadaje temu pojęciu
James Clifford. Warto tu wspomnieć także i o tym, że jeżeli
etnologowie sięgają dzisiaj po maskę Don Kichota, to przynaj­
mniej jeden z nich czyni to z tego właśnie względu. Claude
Levi-Strauss, który przyznaje się, że całe jego dzieło ożywia
„jakaś maniera donkichotyzmu" mówi, odrzucając wszelkie
z

st

słownikowe definicje tego zjawiska: „Donkichotyzm, jak mi się
zdaje, to w istocie uporczywe pragnienie odnalezienia przeszło­
ści za teraźniejszością.
Tomasz Mann kocha szlachetnego D o n Kichota i dlatego
egzegezą swoją nie wykracza poza czasy Cervantesa; czasy,
kiedy obłęd był jeszcze zarówno wzniosły, jak też swojski,
poczciwy i znajomy. Człowiek współczesny skazany jest na los
błędnego rycerza i wyzwanie to staje się przekleństwem. Zza
horyzontu wyłania się nowa łódź szaleńców. Czas podróży jest
jednak czasem szczególnym. Tutaj, z dala od lądu i jego
rzeczywistości można zawiesić swoje doświadczenie współ­
czesności i powrócić do mitycznego illud tempus, do czystego,
szalonego świata Don Kichota. Pokład transatlantyku jest
przestrzenią symboliczną. „Dla większości czas podróży na
statku się 'nie liczy' - pisał Józef Czapski. - Jest poza
odpowiedzialnością, poza j a k ą ś ciągłością." M o ż e dlatego też
esej o Don Kichocie rozpięty w „kosmicznej (choć luksusowo
urządzonej) próżni między kontynentami" i w baśniowym
czasie podróży jest w twórczości autora Czarodziejskiej
góry
czymś niezwykłym. Jest chwilą wytchnienia od szaleństwa
świata. Jest wypowiedzią mityczną, a mit niszczy wszak czas,
nie uznaje jego wpływu, unieważnia go. Dlatego właśnie może
Mann zatrzymać się przy tej egzegezie doświadczenia Don
Kichota, która nie wykracza poza X V I wiek, dlatego opowiada
się po stronie czystości pierwowzoru hiszpańskiego arcydzieła
przeciwko jego kontynuacjom i późniejszym „ h e r e t y c k i m "
wersjom. A także przeciwko upływowi czasu, który zmienia
jego sens i wzbogaca go o sens kolejnych epok, wtapiając
w końcu sylwetkę Don Kichota w złowrogi, niełaskawy pejzaż
X X wieku. Mann dobrze wie, k i m jest współczesny błędny
rycerz, w sferze mitu jednak nie zmieni on dla niego swej
kondycji wzruszającego, szlachetnego, a jednocześnie śmiesz­
nie anachronicznego wędrowca, którego szaleństwo tak zupeł­
nie nie przypomina szaleństwa, będącego doświadczeniem
i maską współczesnego świata.

PRZY PISY
T.W. Adorno, Glosa do portretu Tomasza Manna. (w:t Sztuka i szjuki. Wybór
" T aesejów,
m ż e . s. 305—30*1 i 324
Warszawa IWO. pr/cl. K . Krzcmicń-Ojak, s. 325
Por. L . Stomma, Wariat czy geniusz.... maszynopis 1УХ1
J. Clifford, On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad atut Malinowski, " (w:)
T . Mann.
ThePodróż... s. 329—330
twtiatmenl oj Culture Twentienth-Centitry Ethnography, Literaturę atut *"
An.
T . Mann.
Cambridge,
Tonio Kroger, w: Nowele. Warszawa 1956. przcl. L . Staff, s. 141
Mass an London I9XX, s. I III
" T a m ż e . s. 143
Por. F. Kalita. Myśliwy Grukchus. przcl. R. Karsl. iw.) Nowele i miniatury. Cidvnia 1991.8.
T a m ż e . s. 15fi
73
T . Mann. Śmieie w Wenecji, w: Nowele, op. cit., s. 243
' T.W, Adorno. np. t i r , s. 322
T a m ż e . s. 24fi
Tamże
* T . Mann. Wstepdo..Czarodziejskiejgóry",
przcł. I.E. Naganowscy. w: E\eje. op. cii., s. 396
" Tamże. s. 39X
' Tamże, s. 323
" Por. F . Kafka. Sternik przcl. R. Karsl, w: Nowele, op. cit., s. 281
Tam/c
M. Kundcra, A jeśli powieść naprawdę zniknie. „ Z e s z y ł y Literackie" nr X, 19X4. przcł A .
Tam/c, s. 324
Danilowicz-Grudzińska. s. 112
' Tamzc. s. 3 2 »
M. Bród. Franz Kafka. Opowieść biografii zna. Warszawa 19X2. przcl. T . Zahludowskj. s.
"Tamże. s. 325
24fi
" Tamże. s. 32X
* A. Camus. Eseje. Warszawa 1974. przcł. J. Guze. s. 205
" Tamże. s. 325
Por. L Stomma, op. cii.
"Tam/c. s. 3 2 »
J. Kolt,... może innej apokalipsy nie będzie, w: Kamienny Potok. Eseje, Londyn 19X6. s. 152
K. Mann, Punkt zwrotny. Warszawa 199.3. przcl. M. Wydmuch, s. fil
J. Kott. Klatka szuka ptaka, w: op. cit., s. 40
T Mann. Podróż przez ocean z ..Don Kichotem", przcl. M. Żurowski, w: Eseje, Warszawa
I'M. s. 293
M. Brod. op. cit.. s. 177
Miciński. O prz.ygodz.ie i топи, w: Pisma. Eseje, artykuły, lixly, Kraków 1970,
" Tamże,
s. 94 s. 176
G. Bachclaru . Woda i marzenia, przcl. A . Talarkiewicz. w: Wyobraźnia poetycka.
F. Kalita. Zamek. Warszawa 19X6, tłumacz nic podany, s. 376
"ttzawa 1975. s. 131
Т. Mann. Tonio.... s. 166
Tamże. s. 14
T . Mann, Mario i czarodziej, w: Nowele, op. cit.. s. 457
j T Mann. Pmlróż... s. 2X9
" l'. Kalłca, Myśliwy....
s. 75
, Tam/e
К. Dorosz. Ziemia jałowa
i poszukiwanie Graala. w: Maski Prometeusza.
Eseje
Tamże, s. .344
konserwatywne. Londyn 19X9. s. 143
' Miłosz. Widzenia nad Zatoką San Francisco. Kraków 19X9. s. 55
D. Bell, Kulturowe sprzeczności
kapitalizmu. Warszawa 1994, przcł. S. Amsterdamski, s.
' J Kafka. Ameryka, Warszawa 19X9. przcl. J . Kydryński, s. .33
173
M Białoszewski. Na rzymskich równoleżnika i AAAmeryka. W' Obiiial&gt;ywunieTamże
Europy.
•™**&lt;ТЗ*И. Ostatnie wiersze. Warszawa I9XX. ss. I2X.fi5i 69
M. Dickslcin, Czarny humor a historia, przcł. J . Anders, w: Nowa proza amerykańska.
Eseje
» - Mann. Podróż... s. 2XX
krytyczne. Warszawa 19X3. s. 177
Ul
Facnlcs. Wąż morski, przcl. K. Wojciechowska, w: Pieśń Henrów. Warszawa 1979. s.
" T a m ż e . s. 1X9
''' Tamże, s. 194
Л- Mann. PtHlniż.... s. 309
"• J. Brodski, op. cii., s. 16.3
Tamże. s. 295
" T a m ż e . s. 165
R. Barlhes. ..Nautilus" i ..Siatek Pijany" pr/cl. J Błoński, w: Mil i znak. Warszawa 1970.s
" T a m ż e . s. 161
"' C v i za: J . Koti, Klatka... s. 37
„ Tamże
"' Tamże
„T. Mann. Podróż.... s. 291)
" С Fuenlcs. op. cii., s, 155
„"-Barihcs. op. cii., s. 74
' Por. R. LcguUco, Podzwonne dla błazna, w: Bez gniewu i uprzedzenia. Szkice o książkach,
Nowy
Jules
Verne,
przcl. S. Barańczak, w: N2 wiersze i poematy. Kraków 19X9. s.
ludziach
i ideach, Paryż 19X9, s. 35
«I
" T a m ż e . s. 26-10
" Por. C. Lcvi-Strauss. D . Eribon. Z bliska i z oddali. Lodź. 1994, przcl. K . Kocjan, s. 114
•e
Ameryka.... s. 32
&gt;!,' Kalka. Myśliwy... s. 73
" 1. Czapski. Tumult i widma, w: Czytając
Kraków 1990. s. 235
M a n n , Podróż... s. 344
" T . Mann. Podróż...., s. 292
1

и

1

1

4 i

4 4

4 4

ł

4

4

4X

1

4-ł

4

ra

(

V1

1

M

я

M

ш

1

h :

w

T

9

7

r

69

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6207" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6187">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/63fb8c0d3f25b3628896ac238807ce87.pdf</src>
        <authentication>f071555d3c5cafdef46090e0ab262eaf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73918">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2398</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73919">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73920">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73921">
                <text>Co się kryje pod tą maską: Wokół motywu Człowieka Śmiechu. Parę uwag o "Batmanie" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73922">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73923">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73924">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73925">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73926">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73927">
                <text>Co się kryje pod tą maską. Wokół motywu
Człowieka Śmiechu: parę uwag o „Batmanie"
Monika Sznajderman

Po p a r u latach „ ż y c i a " w potocznej ś w i a d o m o ś c i historii
o Batmanie i jego przeciwnikach t r u i z m e m b y ł o b y chyba
twierdzenie, że ta o p o w i e ś ć Craiga Shawa Gardnera, sfil­
mowana przez T i m a B u r t o n a jest p r a w d z i w ą b a ś n i ą o walce
dobra ze złem, a zarazem u w s p ó ł c z e ś n i o n y m m i t e m stworze­
nia świata, osadzonym w k a r n a w a ł o w e j scenerii. Siły dobra
(choć nie u ś w i ę c o n e przez ludzkie, j a k ż e n i e d o s k o n a ł e pra­
wo) walczą bezustannie z siłami zła, r o d e m z piekielnych
o t c h ł a n i . Raz uosabia je Joker, w y n u r z a j ą c y się ze z b i o r n i k a
z kwasem, i n n y m razem — w Powrocie Batmana — Pingwin,
k t ó r e g o d o m e m s ą miejskie ścieki i k a n a ł y . Batman — od
p o c z ą t k u do k o ń c a dzieło k u l t u r y popularnej — nasycony
jest znaczeniami mitologicznymi, a wszystkie elementy jego
p e j z a ż u i wszystkie postacie są n o ś n i k a m i symbolicznych
sensów, p o c z y n a j ą c j u ż o d samej nazwy miasta, w k t ó r y m
rozgrywa się akcja.
„ G o t h a m " (...) to miasto p r z e k l ę t e przez Boga. M i a s t o
ponure, w k t ó r y m króluje zbrodnia i w y s t ę p e k ; miasto żyjące
nocami w obskurnych barach, salonach t a t u a ż u , kinach
porno, pełne ciemnych z a u ł k ó w , w k t ó r y c h czai się z ł o ,
wobec k t ó r e g o bezradne są ludzkie moce. W t a k i m właśnie
b r u d n y m z a u ł k u , przed laty, pewnej gorącej i parnej nocy los
z e t k n ą ł ze s o b ą Bruce'a Wayne'a (późniejszego Batmana)
z Jackiem Napierem (późniejszym Jokerem). Napier m o r ­
duje r o d z i c ó w Bruce'a. Czynem t y m , o czym sam nie wie,
budzi do życia Batmana.
W filmie Burtona, j a k w j a p o ń s k i m teatrze, grają maski.
M a s k a Batmana jest czarna, maska Jokera — k o l o r o w a .
N a s t ę p u j e więc j a k gdyby o d w r ó c e n i e konwencjonalnych
s k o j a r z e ń kolorystycznych, k t ó r e w czerni k a ż ą widzieć z ł o ,
zaś w błazeńskiej p s t r o k a c i ź n i e — wyłącznie j a r m a r c z n ą ,
c y r k o w ą wesołość. Barwna maska Jokera wydaje m i się przy
t y m zdecydowanie ciekawsza o d czarnej maski jego przeciw­
nika z trzech p o w o d ó w : estetycznego, aktorskiego ( N i c h o l ­
son w r o l i J o k e r a - s z a l e ń c a ) oraz antropologicznego. Bowiem
właśnie w tej pozornie jednoznacznej p s t r o k a c i ź n i e , w tane­
cznych ruchach Jokera, w jego twarzy-masce z z a s t y g ł y m na
niej u ś m i e c h e m kryje się klucz do zrozumienia tej postaci
poprzez n a w i ą z a n i e do bogatych, symbolicznych z n a c z e ń
sylwetki b ł a z n a . M a s k a Jokera wydaje się t y m samym k r y ć
o wiele więcej antropologicznych s e n s ó w niż maska Bat­
mana. Przyjrzyjmy się jej zatem i s p r ó b u j m y zajrzeć p o d n i ą .
Masca ridens
Po latach Jack Napier jest p r a w ą r ę k ą Grissoma, człowie­
ka, k t ó r y r z ą d z i G o t h a m . G r i s s o m o w i w o j n ę w y p o w i e d z i a ł o
prawo i Batman. Niewygodny, c h o ć z innych p o w o d ó w , jest
dla Grissoma t a k ż e Jack. Postanawia się więc go p o z b y ć , do
czego pretekstem ma b y ć akcja w A x i s Chemicals Company.
Otoczony przez policję i osaczony przez Batmana, Napier za
p ó ź n o orientuje się, że w p a d ł w p u ł a p k ę . W a l k a z człowiekiem-nietoperzem k o ń c z y się dla Jacka upadkiem do wiel­
kiego z b i o r n i k a z kwasem. T a k rodzi się Joker.

Ściśle m ó w i ą c , Joker rodzi się w nielegalnym gabinecie dr.
Davisa, gdzie przed dociekliwością policji u k r y ć m o ż n a
wszystkie ciemne sprawy i p o k ą t n e interesy. T a m dr Davis
— z precyzją g o d n ą prawdziwego comprachico — p r z e k s z t a ł ­
ca Jacka w Jokera; t a m powstaje nowa, stworzona przez tego
w s p ó ł c z e s n e g o adepta starej sztuki z n i e k s z t a ł c a n i a ludzkich
ciał twarz-maska Jokera, masca ridens. T a k rodzi się n o w y
C z ł o w i e k Ś m i e c h u — kolejne wcielenie postaci o długiej
i bogatej tradycji, k t ó r e j najsłynniejszy literacki k s z t a ł t n a d a ł
W i k t o r H u g o w powieści Człowiek
śmiechu.
K i m b y l i o w i comprachicos, l u b j a k ich czasem nazywano,
comprapeąuenos
dowiadujemy się właśnie o d francuskiego
pisarza. „ B y ł o to — pisze H u g o — niezwykłe a potworne
stowarzyszenie w ł ó c z ę g ó w , słynne w wieku siedemnastym,
zapomniane w wieku osiemnastym, a dzisiaj nie znane j u ż
n i k o m u . " K u r a d o ś c i gawiedzi i k r ó l ó w artyści comp­
rachicos w y k u w a l i na twarzach k u p i o n y c h dzieci wieczny
u ś m i e c h , c i a ł o m nadawali dziwaczne k s z t a ł t y , zniekształcali
czaszki. R o d z i ł y się w ten s p o s ó b k a r ł y , b ł a z n y , rozmaite
ludzkie p o t w o r k i . T a k i jest też bohater powieści H u g o ,
Gwynplaine, ofiara owej „ c h i r u r g i i na o p a k " , j a k nazywa
s z t u k ę comprachicos pisarz, k t ó r e j owocem jest zawsze
„ a r c y d z i e ł o o d w r ó c o n e " , d o s k o n a ł a parodia b o ż e g o stwo­
rzenia. Proceder, j a k i uprawia dr Davis z Batmana jest
r ó w n i e p o k ą t n y j a k proceder, j a k i uprawiali comprachicos
w czasach, k t ó r e o p i s y w a ł H u g o . „Śmieję się t y l k o na
z e w n ą t r z , m ó j śmiech jest z a g ł ę b i e n i e m w s k ó r z e , g d y b y ś
wiedziała, j a k w ś r o d k u płaczę, p ł a k a ł a b y ś razem ze m n ą "
— m ó w i Joker, a p o w t ó r z y ł b y to wraz z n i m i G w y n p l a i n e
i bardzo do niego p o d o b n y bohater opowiadania J. Salingera
Człowiek
Śmiechu. A przecież za odległą, m e t a f o r y c z n ą
t r a n s p o z y c j ę tego w ą t k u m o ż n a chyba u z n a ć i p o s t a ć Cania
z opery Pajace Leoncavalla z jego s ł y n n ą a r i ą „ Ś m i e j się
pajacu", i nieszczęsnego profesora U n r a t a z
Błękitnego
anioła, i bohatera Luizki Tomasza M a n n a , i wielu innych,
zmuszonych do noszenia szeroko uśmiechniętej maski paja­
ca, k t ó r a staje się ich właściwą t w a r z ą i w k t ó r e j u m i e r a j ą .
W r ó ć m y jednak do Jokera. O n t a k ż e nosi teraz na twarzy
wieczny u ś m i e c h , a właściwie grymas u ś m i e c h u . M a s k a
k l o w n a stała się jego w ł a s n ą t w a r z ą . D u ż o wysiłku musi
w ł o ż y ć w m a k i j a ż tak, by k r e d o w o b i a ł e j s k ó r z e i zielonym
w ł o s o m n a d a ć b a r w ę z b l i ż o n ą do barwy normalnej, ludzkiej
twarzy. P o z o s t a ń m y jednak przez chwilę przy m o t y w i e
szeroko o t w a r t y c h , śmiejących się ust. T o one przede
wszystkim n a d a j ą twarzy C z ł o w i e k a Ś m i e c h u właściwości
groteskowe, umieszczając go w o b r ę b i e k a r n a w a ł o w e j rze­
czywistości. M i c h a i ł Bachtin w szeroko „ r o z w a r t y c h " ustach
widzi „(...) o t w a r t e w r o t a w i o d ą c e w d ó ł , d o
c i e l e s n y c h c z e l u ś c i . Z r o z w a r t y m i ustami z w i ą z a n y
jest obraz p o c h ł a n i a n i a - p o ł y k a n i a , jeden z najstar­
szych ambiwalentnych o b r a z ó w ś m i e r c i i z n i s z c z e ­
n i a . " Bachtin zwraca t a k ż e u w a g ę na związek p o m i ę d z y
u ś m i e c h n i ę t ą m a s k ą k l o w n a a m a s k ą d i a b ł a : „ R o z w a r t e usta
(przełyk i zęby) t o j e d e n z c e n t r a l n y c h , k l u c z o 1

2

135

�wych o b r a z ó w ludowego systemu świąteczne­
g o . N i e darmo j a s k r a w e p o w i ę k s z e n i e u s t stanowi
podstawowy tradycyjny chwyt w formowaniu
z e w n ę t r z n e g o w y g l ą d u t w a r z y k o m i c z n e j : ko­
micznych masek, wszelkiego rodzaju 'wesołych s t r a s z y d e ł '
(...), d i a b ł ó w z diableries, a nawet L u c y f e r a . " T a k więc, jeżeli
wierzyć Bachtinowi, m o t y w o t w a r t y c h , śmiejących się, jask­
rawo p o w i ę k s z o n y c h ust k o j a r z y ć się musi z m o t y w e m
k a r n a w a ł o w e j śmierci, a w p o d t e k ś c i e błazeńskiej twarzy-maski C z ł o w i e k a Ś m i e c h u zawsze p o w i n n i ś m y widzieć
3

— zgodnie z r e g u ł a m i ś w i a t a symbolicznego — groteskowo
w y k r z y w i o n ą twarz reprezentanta podziemi, c h o ć b y w jego
wesołym wydaniu.

Morderczy błazen
„ N i e w i e d z i a ł e m , że nietoperze pojawiają się w d z i e ń ! "
— w o ł a do Batmana Joker. „ P o j a w i a j ą się wtedy — o d ­
powiada B a t m a n — gdy z c y r k u w y c h o d z ą mordercze
b ł a z n y . " Maska Jokera skrywa bowiem, p r ó c z deklarowane­
go cierpienia i smutku, t a k ż e treści n a w i ą z u j ą c e do z n a c z ą c e ­
go w kulturze w ą t k u złowieszczego k l o w n a , do obrazu
b ł a z n a j a k o uosobienia zła i zwiastuna śmierci. W ą t e k
morderczego b ł a z n a , p o p u l a r n y w literackich i f i l m o w y c h
d z i e ł a c h k u l t u r y masowej ma r ó w n i e ż swoją t r a d y c j ę . Z w r a ­
ca na niego u w a g ę W . W i l l e f o r d , w e d ł u g k t ó r e g o z w i ą z e k
b ł a z n a / k l o w n a ze śmiercią nie ogranicza się do tego, że pada
o n ofiarą komicznego z a b ó j s t w a na arenie (po k t ó r y m
zresztą natychmiast zmartwychwstaje, d a j ą c t y m samym
d o w ó d istnienia symbolicznego z w i ą z k u p o m i ę d z y p o s t a c i ą
b ł a z n a a n i e ś m i e r t e l n o ś c i ą ) . Błazen to t a k ż e k t o ś , k t o śmierć
zadaje, k t o śmiercią nonszalancko szafuje, k t o , niczym
najwyższy sędzia a rebours, feruje ostateczne w y r o k i i mści się
za krzywdy. Jako z ł o w r o g i zabójca-mściciel jest b ł a z e n
figurą chaosu, anarchii, destrukcji, o b a l a j ą c y c h wszelki
usankcjonowany ład; jest o d w r ó c e n i e m figury Boga i jego
ziemskiego namiestnika, k r ó l a . T a k i b y ł t y t u ł o w y bohater
Karła P. Lagerkwista albo Barkilphedro, zły b ł a z e n z Czło­
wieka śmiechu. Mścicielem jest też H o p F r o g z opowiadania
E . A . Poego. W r a c a j ą c do w s p ó ł c z e s n o ś c i to, by nie s z u k a ć
daleko, sięgnijmy c h o ć b y do Powrotu Batmana, gdzie Ping­
w i n , s ł a w n y „człowiek z k a n a ł ó w " jest szefem działającego
t y l k o nocami zbrodniczego gangu C y r k u Czerwonego T r ó j ­
k ą t a . M o ż e m y też zajrzeć do książki It S. K i n g a , w e d ł u g
k t ó r e j T . Wallace n a k r ę c i ł f i l m p o d t y m samym t y t u ł e m .
I t a m ucieleśnieniem z a m i e s z k u j ą c e g o miejskie podziemia zła
jest c y r k o w y k l o w n o p o m a r a ń c z o w y c h w ł o s a c h , jaskrawo
czerwonych, szerokich, u ś m i e c h n i ę t y c h ustach, k l o w n z p ę ­
kiem k o l o r o w y c h b a l o n i k ó w . Alex, bohater Mechanicznej
pomarańczy
A . Burgessa, w e d ł u g której n a k r ę c i ł f i l m S.
K u b r i c k t a k ż e zabija w masce cyrkowego k l o w n a , a jego
ruchy, podobnie j a k ruchy Jokera, są taneczne i pląsające.
4

M o t y w y , do j a k i c h o d w o ł u j ą się treści skrywające się pod
masca ridens Jokera - obraz b ł a z n a j a k o figury zła, chaosu,
zniszczenia i w ą t e k jego z w i ą z k u ze śmiercią, podobnie
zresztą j a k p r o b l e m z w i ą z k u postaci b ł a z n a / k l o w n a z demo­
nicznymi siłami podziemi warte są osobnego r o z w i ą z a n i a .
Tutaj u d a ł o m i się jedynie n a s z k i c o w a ć k o n t u r y tego zagad­
nienia.
Commence au Festival! czyli fragmenty mitu stworzenia
Zajrzyjmy jeszcze głębiej p o d m a s k ę , szukając kolejnej
warstwy m i t u . C a ł a d z i a ł a l n o ś ć morderczego b ł a z n a - J o k e r a
jest w istocie kreacją k a r n a w a ł u , cofnięciem ś w i a t a do stanu

136

pierwotnego chaosu, p o p r z e d z a j ą c e g o jego stworzenie. Te­
raz rozpoczyna się p o m i ę d z y Batmanem i jego przeciw­
n i k i e m w ł a ś c i w a w a l k a o nowy ł a d ; w a l k a , k t ó r ą ostatecznie
wygra Batman. M y jednak, nie w y c h o d z ą c t a k daleko
w przyszłość, zatrzymamy się w czasie t r w a n i a k a r n a w a ł u ,
tak by przyjrzeć się istocie demiurgicznych p o c z y n a ń Jokera.
Sam stworzony, Joker stwarza dalej. D z i ę k i specyfikowi
zwanemu Ś m i e c h o l e m b ą d ź U ś m i e c h a c z e m kreuje kolejnych
L u d z i Ś m i e c h u ; ludzi k t ó r z y r o d z ą się i w tej samej chwili
u m i e r a j ą , lecz z u ś m i e c h e m na ustach. Z a m i e n i ł jedynie
kunszt comprachicos na zupełnie n o w o c z e s n ą c h e m i ę .
K a r n a w a ł śmierci t r w a . M i a s t o , w swym ś w i ą t e c z n y m
rozpasaniu, p o g r ą ż a się w z b r o d n i i anarchii; śmierć, j a k b y
w skondensowanym wspomnieniu c z a s ó w wszelkich plag,
sąsiaduje ze ś m i e c h e m . N a d c h o d z i wreszcie czas na Jokerow ą p a r a d ę , w czasie k t ó r e j mianuje się on n o w y m ojcem
— założycielem miasta, miasta, k t ó r e w t y m momencie staje
się imago mundi, symbolicznym odwzorowaniem ś w i a t a . N a
scenę wjeżdżają reflektory, gigantyczne, ś m i e r c i o n o ś n e , w y ­
p e ł n i o n e Ś m i e c h o l e m balony, wreszcie platforma z tronem.
„ A przecież to dopiero p o c z ą t e k " - w o ł a Joker. „ B ę d ę
rządził ś w i a t e m ! — Po dzisiejszej nocy nigdy j u ż nie prze­
stanie się ś m i a ć . " Za chwilę na niebie, o p r ó c z b a l o n ó w
z a c z n ą t a k ż e w i r o w a ć p i e n i ą d z e . M i l i o n y d o l a r ó w . Takiej
obfitości miasto nigdy jeszcze nie z a z n a ł o . G o t h a m p o g r ą ż a
się w chaosie. Zbliżają się nowe czasy.
P o w t ó r z m y raz jeszcze: dla k a ż d e g o antropologa k u l t u r y ,
dla k a ż d e g o , k t o interesuje się m i t a m i jasne jest, że k a r n a w a ł
j a k i kreuje Joker — feeria świateł, rozpasania, anarchii,
ś m i e c h u i śmierci —jest symbolicznym cofnięciem ś w i a t a do
czasu p o c z ą t k ó w , po k t ó r y m n a s t ą p i ć musi n o w y ł a d , nowa
kreacja.
Jaka jest jednak ta kreacja? Joker, z lucyferyczną p y c h ą ,
marzy o boskich prerogatywach, co wszystkie jego gesty
wywraca na nice, c z y n i ą c z nich jedynie parodie demiurgicz­
nych g e s t ó w Boga. Sam C z ł o w i e k Ś m i e c h u jest przecież
wyłącznie p a r o d i ą b o ż e g o stworzenia. „ W y o b r a ź m y sobie
o r t o p e d i ę z a s t o s o w a n ą w o d w r o t n y m k i e r u n k u — pisał
H u g o . — T a m , gdzie B ó g s t w o r z y ł proste spojrzenie, sztuka
ta kształtuje zeza. T a m , gdzie B ó g s t w o r z y ł h a r m o n i ę ,
wprowadza chaos k s z t a ł t ó w . T o , co B ó g uczynił dosko­
n a ł y m , cofa z p o w r o t e m do niezdarnej formy s z k i c u . " J a k a ż
więc m o ż e b y ć ta demiurgia, kiedy demiurgiem staje się
nieudana, groteskowa „ f o r m a szkicu" jedynie? D e m i u r g i a
Jokera, tego, w swej p o t w o r n o ś c i „ a r c y d z i e ł a o d w r ó c o n e ­
go", j a k nazywa tę f o r m ę stworzenia francuski pisarz, b y ł a b y
zatem demiurgia a rebours, a k a ż d y kreacyjny gest Jokera
5

— p a r o d i ą tworzenia. C h a r a k t e r y s t y c z n ą c e c h ą błazeńskiej
dysharmonii sylwetki przeciwnika Batmana, k t ó r a w y r a ż a
się przede wszystkim p s t r o k a t y m strojem i z n i e k s z t a ł c o n y m i
rysami jest t a k ż e element „ k r z y w i z n y " , k t ó r a zawiera się
w samej etymologii pojęcia „ b ł a z e n " w j ę z y k a c h indoeuropejskich. Jak w i a d o m o , p o s t a ć b ł a z n a w i ą ż e się z m o t y w e m
b ł ą d z e n i a , b ł ę d u , o b ł ą k a n i a , pokusy, kroczenia po złych
ścieżkach, po manowcach prawdy, n o r m y , reguły. W prze­
ciwieństwie do tego w micie w ł a d c y j a k o demiurga uderza
m o t y w prostoty, b ę d ą c e j p o d s t a w ą ł a d u tak fizycznego j a k
etycznego. N i e przypadkiem p i s z ą c o t y m , j a k Piotr I
p r o j e k t o w a ł swoje miasto, Josif Brodski zwraca u w a g ę na
r ó w n o w a ż n o ś ć o k r e ś l e ń o z n a c z a j ą c y c h w j ę z y k u angielskim
z a r ó w n o w ł a d c ę j a k i linijkę — oba te pojęcia w y r a z i ć m o ż n a
za p o m o c ą słowa „ r u l e r " . W ł a d c y , b ę d ą c y b o ż y m i namiest­
n i k a m i na ziemi, zawsze t w o r z ą za p o m o c ą l i n i i prostych.
Demiurgia b ł a z e ń s k a natomiast jest p o c h o d n ą k r ę t a c t w a ,
k ł a m s t w a , perfidii; w sferze sybolicznej jest b ł ą d z e n i e m .
K r z y s z t o f Dorosz, za Denisem de Rougement, nazywa tę
demiurgic, s t e r o w a n ą pragnieniem uzyskania boskich prero­
gatyw „ m e t a f i z y c z n y m ' s k r ó t e m ' na drodze do b o s k o ś c i . "
Bo, j a k w i a d o m o , ci, k t ó r z y i d ą na s k r ó t y , zazwyczaj b ł ą d z ą .

6

�W t y m miejscu wypada przejść d o ostatniego w ą t k u
mitycznego, k t ó r y c h k i l k a spotyka się p o d m a s k ą Jokera; d o
w ą t k u m i t u o Prometeuszu. Bo o d l e g ł ą t r a n s p o z y c j ę i tego
m i t u o d n a l e ź ć m o ż n a w historii C z ł o w i e k a Ś m i e c h u .

Joker jako Prometeusz
W b o s k i m dramacie stworzenia zawsze mieściły się p r ó b y
obalenia ustanowionego ł a d u , a c z ł o n k o w i e tej, j a k pisze
M a r i a Janion „ o l b r z y m i e j opozycji" — Prometeusz, T a n t a l ,
Iksjon, Syzyf w kulturze greckiej czy u p a d ł e anioły w tradycji
kabalistycznej — zdają się b y ć c z ę s t o k r o ć cywilizatorami.
Niemniej jednak t y l k o w relacji antycznej — w zaginionym
z a k o ń c z e n i u d r a m a t u Ajschylosa i u Hezjoda — m i t prome­
tejski p r z e w i d y w a ł k o ń c o w e pojednanie bohatera z bogami.
W k a ż d y m p r z y p a d k u te p r ó b y demiurgii p o demiurgii,
c h o ć b y ich intencją b y ł o d o b r o ludzi, t w o r z ą przecież
mitologiczny scenariusz p o d w a ż a n i a boskich w y r o k ó w
— scenariusz analogiczny na p e w n y m poziomie d o scenariu­
sza przedstawionego w tej współczesnej, mitycznej o p o w i e ś c i
0 stworzeniu j a k ą jest Batman. B o w i e m jeżeli nawet o w o
d o b r o ludzi, k t ó r y m legitymuje się z a r ó w n o Prometeusz, j a k
1 u p a d ł e anioły ( „ Z a s k a k u j ą c e jest to p o d o b i e ń s t w o zbun­
towanych a n i o ł ó w d o greckiego kontestatora b o g ó w — Pro­
meteusza" ) jest pojęciem w z g l ę d n y m , to t y m bardziej
w ą t p l i w e b ę d ą przecież ironiczne deklaracje Jokera. Krzysz­
t o f Dorosz w eseju Faust współczesny czyli de pacto hominis
połitici cum diaboło umieszcza m i t prometejski u ź r ó d e ł m i t u
faustycznego — o d Fausta renesansowego, k t ó r y z a p r z e d a ł
d u s z ę d i a b ł u p o Fausta w s p ó ł c z e s n e g o , Fausta s p o ł e c z n i k a
z m i t o l o g i i komunistycznej. T y l k o , j a k pisze Dorosz, „ H u ­
manistyczny m i t marksistowski nie pozostawia ż a d n y c h
w ą t p l i w o ś c i co d o zbawczych mocy greckiego tytana. W per­
spektywie chrześcijańskiej natomiast Prometeusz musi b y ć
m i m o wszystko uznany za t y p u p a d ł e g o a n i o ł a , a nie
zbawiciela." N i e z a l e ż n i e zatem o d swych intencji Prome­
teusz staje się uzupatorem, p r ó b u j ą c y m z ł a m a ć b o s k ą u m o ­
w ę z l u d ź m i . Podobnie j a k zbuntowane anioły — i j a k Joker
— uosabia m i t o l o g i c z n ą figurę W r o g a . U p a d ł e anioły za s w ą
p y c h ę i n i e p o s ł u s z e ń s t w o skazane z o s t a n ą na z a m k n i ę c i e
w k r ę g u c i e m n o ś c i , przykucie ł a ń c u c h a m i do czarnej g ó r y
i wieczne p o t ę p i e n i e . Prometeusz — na przykucie do skały
K a u k a z u i w k o ń c u , j a k w p r z y p o w i e ś c i K a f k i — na
zespolenie ze s k a ł ą , na zapomnienie, na u t r a t ę racji istnienia.
Podobnie — p r z y w i ą z a n y kolczastym d r u t e m do drzewa
— umrze C z ł o w i e k Ś m i e c h u z opowiadania Salingera. Joker
z a ś — niczym u p a d ł e a n i o ł y — z a k o ń c z y życie p o w t ó r n y m
upadkiem.
O g i e ń ukradziony b o g o m przez greckiego herosa jest
w istocie t y m samym, co n a u k i przekazywane ludziom przez
a r c h o n t ó w : wiedza o w y r a b i a n i u z ł o t y c h i srebrnych przed­
m i o t ó w , wiedza o gwiazdach i księżycu, sztuka przewidywa­
nia przyszłości; t y m samym wreszcie, co ironiczna obietnica
wiecznej szczęśliwości i wiecznego u ś m i e c h u , z ł o ż o n a przez
Jokera m i e s z k a ń c o m G o t h a m . T o właśnie te dary i te
obietnice Denis de Rougement nazywa „ ' s k r ó t e m ' na drodze
do b o s k o ś c i " , i n s p i r o w a n y m chęcią d o r ó w n a n i a b o g o m
i u b ó s t w i e n i a c z ł o w i e k a . „ O t o dlaczego — pisze Dorosz
— ogień w y k r a d z i o n y bogom, j a b ł k o zerwane z drzewa

poznania d o b r a i zła, tajemnica stworzenia, wyniesione
z nieba przez zbuntowanych a n i o ł ó w z legendy kabalistycz­
nej, budowa wieży Babel czy magia u d o s t ę p n i o n a Faustowi
po zaparciu się w i a r y , są p r z y k ł a d a m i metafizycznej u t o p i i ,
wiecznie p o n a w i a n ą p r ó b ą obejścia ludzkiej kondycji, p r ó b ą
szturmu niebios i p o s i ą ś c i a Boga. A j a k w y n i k a z naszych
w y w o d ó w , tego rodzaju p r ó b a nie m o ż e o b y ć się bez pomocy
sił demonicznych, k t ó r e d o dyspozycji c z ł o w i e k a o d d a j ą
swoisty ś r o d e k w y w y ż s z e n i a — m a g i ę . " Prometejski o g i e ń
zatem, konkluduje Dorosz, to a t r y b u t istoty homo magus,
a nie O p a t r z n o ś c i a czarna magia, b ę d ą c a a t r y b u t e m z a r ó w ­
no greckiego herosa, j a k i zbuntowanych a n i o ł ó w z Księgi
Henocha stanowi d o m i n u j ą c ą cechę i mechanizm prometejs­
k i c h i anielskich d a r ó w dla l u d z k o ś c i . Za p i e r w o w z ó r
Prometeusza u z n a ć m o ż n a , j a k u w a ż a Dorosz, u p r a w i a j ą ­
cych c z a r n ą m a g i ę b u n t o w n i k ó w z A t l a n t y d y , za jego
p o t o m k a z a ś — r e n e s a n s o w ą p o s t a ć d o k t o r a Faustusa,
k t ó r e g o historia „ w y d o b y ł a na p o w i e r z c h n i ę pakt z ciem­
n y m i m o c a m i , implicite zawarty w prometejskim micie."
A przecież k i m ż e i n n y m , j a k nie homo magus, w s p ó ł c z e s n y m
alchemikiem jest chemik — wynalazca Joker, k t ó r e g o cudo­
wne specyfiki m a j ą s p r a w i ć , ż e ludzie u m i e r a ć b ę d ą z u ś m i e ­
chem na ustach, a j e m u samemu z a p e w n i ć najwyższe, boskie
prerogatywy w tej rajskiej krainie na opak?
9

1 0

7

8

PRZ

A b y z a ś t o o d w o ł y w a n i e się d o m i t u Prometeusza nie
w y d a w a ł o się zbyt arbitralne, przytoczmy jeszcze na koniec
fragment p o ś w i ę c o n y c h G w y n p l a i n e ' o w i r o z w a ż a ń M a r i i
Janion. Ona r ó w n i e ż w eseju Maska Maski.
Ontologiczne
nieszczęście Człowieka Śmiechu p o r ó w n u j e bohatera powie­
ści H u g o do greckiego tytana. „ J e s t o n b o w i e m — w sym­
bolicznej sferze powieści — p o s t a c i ą t y t a n i c z n ą , u p a d ł y m
gigantem, Bogiem nie g ó r y , lecz d o ł u , Bogiem o t c h ł a n i
n ę d z y " - pisze Janion. Istnieją oczywiście pewne r ó ż n i c e .
Gwynplaine — w przeciwieństwie do Jokera — jest d o b r y
i p o d m a s k ą — t w a r z ą Potwora skrywa autentyczny b ó l .
Jego u ś m i e c h maskuje (czy też m o ż e raczej w y r a ż a ) cier­
pienie, podczas gdy u ś m i e c h Jokera o d s ł a n i a s z a l e ń s t w o
i z ł o . Niemniej jednak p o z o s t a j ą c , za Janion, na poziomie
symbolicznej sfery filmu i powieści, t a k ż e Jokera u z n a ć
trzeba, w jego p o t w o r n o ś c i , za rewers b o ż e g o stworzenia, za
rewers p i ę k n a , i , b i o r ą c p o d u w a g ę jego lucyferyczne zamie­
rzenia, r ó w n i e ż za rewers Boga. M i t prometejski jest bogaty,
niejednoznaczny i r ó ż n i e interpretowany, t o t e ż nic dziw­
nego, że p o r ó w n u j ą c z n i m m i t C z ł o w i e k a Ś m i e c h u rozmaicie
m o ż n a r o z k ł a d a ć akcenty. Janion p o d k r e ś l a t y t a n i z m G w y nplaine'a, jego „ n a p i ę t n o w a n i e cierpieniem przerażającej
b r z y d o t y " , l o s istoty wyklętej. T y m z a ś , co łączy Prometeu­
sza i jego dalekiego p o t o m k a Fausta z Jokerem, co w historii
tego ostatniego pozwala usłyszeć odległe echa m i t u prometej­
skiego, jest p o pierwsze i c h o p o z y c y j n o ś ć wobec p o s i a d a j ą c e ­
go sankcję b o s k ą ł a d u i b ł ą d z e n i e , b ę d ą c e w istocie m y l n y m
„ ' s k r ó t e m ' na drodze do b o s k o ś c i " , odzwierciedlające zane­
gowanie uznanego k a n o n u w a r t o ś c i , zboczenie z drogi
prawdy, prawa i n o r m y ; po drugie zaś — k o n t a k t z ciemnymi
mocami (do czego symbolicznym kluczem jest cała b ł a z e ń s k a
demonologia sylwetki Jokera) i p o s ł u g i w a n i e się m a g i ą (lub
służącą magii n a u k ą ) w celu kreacji nowego ł a d u , nowej
filozofii, nowej sztuki.
1 1

12

N a szczęście Batman m i a ł jednak lepsze zabawki.
PISY

diabolo, (w.) Maski Prometeusza. Eseje konserwatywne, Londyn
W. Hugo, Człowiek śmiechu, Warszawa 1955, t. I, s. 38
M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais'ego a kultura ludo­ 1989, s. 28
Tamże, s. 27
wa średniowiecza i renesansu, Kraków 1975, s. 446
Tamże, s. 22
Tamże.
Tamże, s. 28
Por. W. Willeford, The fool and his sceptre. A study in clowns and
Tamże, s. 29
their audience, Northwestern University Press 1969
M. Janion, Maska Maski. Ontologiczne nieszczęście Człowieka
W. Hugo, op.cit., s. 39
,
Śmiechu, (w:) Maski, Gdańsk 1986, t. II, s. 406
Tamże, s. 407
K . Dorosz, Faust współczesny czyli de pacto hominipolitici cum
1

2

7
8

3

9

4

1 0

1 1

5

6

1 2

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6355" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6335">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a721e8d94a1020b95f8a6a8bdad920d7.pdf</src>
        <authentication>a23cc305d8f1ae6700d6b43aee182688</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75681">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75682">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75683">
                <text>O etnograficznym surrealizmie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75684">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.7-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75685">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75686">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75687">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75688">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75689">
                <text>Monika Sznajderman

0 ETNOGRAFICZNYM SURREALIZMIE
We wstępie do swojej książki The predicament of culture.
Twentieth-century ethnography, literature and art James Clif­
ford tak ujmuje problem, rozwinięty następnie w rozdziale po­
święconym etnograficznemu surrealizmowi:
„Śledzę współczesną historię estetycznych i etnograficznych
klasyfikacji we wcześniejszej scenerii: awangardowy Paryż lat
dwudziestych i trzydziestych, pewien skrajny kontekst, który
nazywam etnograficznym surrealizmem. Dwa znane muzea, M u see d'Ethnographie du Trocadero i jego naukowy spadkobierca,
Musee de I'Homme, symbolizują specyficzne sposoby 'kolekc­
jonowania dzieł sztuki i kultury'. Zestawienie tych sposobów
zmusza do postawienia pytania: 'Jaksa posegregowane, zbiera­
ne i wartościowane światy etnograficzne wraz z ich znaczącymi
artefaktami? Kultura jawi się tutaj nie jako tradycja, którą trzeba
ocalić, ale jako zbiór kodów i artefaktów, zawsze podatnych na
krytyczne i twórcze przetwarzanie. Etnografia jest sprecyzowaną
formą krytyki kultury, dzieląc radykalizm swoich perspektyw
z dadaizmem i surrealizmem. Zamiast zgadzać się na oddzielanie
awangardowego eksperymentu od nauki, z powrotem otwieram
granicę, sugerując, że współczesny podział na sztukę i etnografię,
zamknięte w ramach oddzielnych instytucji ograniczył siłę analizy
tej ostatniej i rewolucyjne przesłanie pierwszej."
1

W ujęciu Clifforda zarówno etnografia, jak i surrealizm, nie są
„zbiorem doktryn ani definiowalną ideą, lecz działaniem". Takie
spojrzenie, powołujące się na Andre Bretona, zmusza do zakwes­
tionowania wielu założeń i pojęć. „Jeżeli czasami używam
znanych terminów niezgodnie z ich przyjętym znaczeniem - pisze
Clifford - moim celem jest podważenie wcześniejszych definicji i,
0 ile to możliwe, powrót do sytuacji, w której etnografia była
czymś nieznanym, a surrealizm nie został jeszcze zamknięty
w granicach sztuki i literatury (...). Ten demaskujący punkt
widzenia ukazuje ustalone porządki zbiorowych znaczeń jako
sztucznie skonstruowane i często rzeczywiście ideologiczne lub
represyjne."
„Terminu surrealizm - pisze dalej autor - używam w szerokim
sensie, aby opisać estetykę, która ceni fragmenty, ciekawe zbiory,
nieoczekiwane zestawienia, co powoduje pojawianie się nad­
zwyczajnych rzeczywistości wywiedzionych z przestrzeni erotyki,
egzotyki i nieświadomości." Nie jest to niewątpliwie ujęcie, które
pozwalałoby ograniczyć zjawisko surrealizmu do grupy Bretona,
tym bardziej, że postaci, które najbardziej zajmują badacza to
ludzie, którzy z Bretonem zerwali lub byli w najlepszym razie jego
towarzyszami. Podobne spojrzenie na zjawisko surrealizmu re­
prezentuje Susan Sontag , która widzi w nim przejaw współczes­
nej wrażliwości, wykraczającej poza przestrzenne i czasowe ramy
Paryża lat dwudziestych i trzydziestych. Surrealizm, etnograficz­
ny surrealizm staje się więc wyzwaniem rzuconym starej nauce,
współczesnym manifestem nowej etnograficznej formuły. „ W
tym sensie - pisze Clifford - etnograficzny surrealizm jest tworem
utopijnym, mówiącym o przeszłych i przyszłych możliwościach
analizy kultury."
2

Świat zmienia się ostatnimi czasy nadzwyczaj szybko. Trady­
cyjny sposób komunikacji, oparty na przekazie ustnym ustąpił
miejsca nowym, bardziej inwazyjnym stylom-fotografii, gazecie,
innym środkom zrodzonym przez kulturę współczesnego miasta.
„Rzeczywistość nie jest już środowiskiem naturalnym i oswojo­
nym. Jaźń, wyzwolona od wszelkich powiązań musi ustanowić
znaczenia tam, gdzie to możliwe. Kłopotliwe położenie wynika
z nihilizmu, który leży u podłoża zarówno surrealizmu, jak
1 nowoczesnej etnografii. (...) Dla podejścia etnograficznego
sprawą kluczową jest widzenie kultury i jej norm - piękna.

prawdy, rzeczywistości - jako sztucznych aranżacji, dopusz­
czających możliwość obiektywnej analizy i porównania z innymi
konwencjami."
Drugim elementem, kształtującym postawę etnograficznego
surrealizmu jest „wierzenie, że inny (obecny w snach, fetyszach,
w menta/ite primitive Levy-Bruhla) jest głównym przedmiotem
współczesnych badań. W przeciwieństwie do dziewiętnastowie­
cznego zafascynowania egzotyką, które wychodziło od mniej lub
bardziej znanego porządku kultury w poszukiwaniu przelotnego
frisson, określonego doświadczenia dziwaczności, współczesny
surrealizm i etnografia zaczynały od dogłębnego zakwestionowa­
nia rzeczywistości."
Powojenny europejski kontekst, ukształtowany przez „ironicz­
ne doświadczenie kultury", wymagał nowoczesnej formuły etno­
graficznej. „Terminu etnografia - pisze Clifford - używam w zna­
czeniu całkowicie różnym od empirycznych technik badawczych
nauki społecznej, zwanej we Francji etnologią, w Anglii ant­
ropologią społeczną, a w Ameryce antropologią kultury (...)
Etnograficzna etykietka sugeruje tu szczególną postawę obser­
wacji uczestniczącej wobec artefaktów wyobcowanej rzeczywis­
tości kulturowej. Surrealiści żywo interesowali się światami
egzotycznymi, rozumiejąc pod tym pojęciem także pewien okreś­
lony Paryż. Ich postawa, porównywalna z postawą badacza
terenowego, który stara się zrozumieć nieznane, zmierzała
w gruncie rzeczy w odwrotnym kierunku, czyniąc to, co bliskie
i znajome, obcym i dziwnym." Objets sauvages, afrykańskie
i polinezyjskie rzeźby były dla surrealistów równie ważne, fas­
cynujące i zagadkowe, co przedmioty odkrywane na paryskim
Marche aux Puces...
Dla teoretyków i praktyków surrealizmu kultura jest rzeczywis­
tością zaprzeczoną, skonstruowaną na podobieństwo sztucz­
nego języka. Nie przypadkiem to właśnie środowisko zrodziło
i nadało orientację kształtującej się w latach trzydziestych nauko­
wej tradycji francuskiej. „Mówiąc ogólnie, lepiej nie odrzucać
pochopnie surrealizmu jako frywolnego w porównaniu z serieux
nauki etnograficznej. Należałoby przestudiować w sposób peł­
niejszy silne w naszym stuleciu związki pomiędzy badaniami
antropologicznymi i badaniami w zakresie literatury i sztuki.
Surrealizm jest tajemnym wspólnikiem etnografii - na dobre i złe
- w opisie, analizie, przygotowywaniu gruntu dla dwudziesto­
wiecznej ekspresji" - pisze Clifford.
Powstanie pierwszej we Francji naukowej instytucji etnologi­
cznej, jaką był złożony w 1925 roku - przez Maussa, Riveta,
Levy-Bruhla - Instytut d'Ethnologie, zbiegło się w czasie z roz­
kwitem surrealistycznej awangardy, z Pierwszym
Manifestem
Surrealistycznym. Mauss, Metraux, Bataille - te trzy nazwiska
najlepiej świadczą o związku awangardy artystycznej z nowo­
czesną etnologią. Punktem wyjścia staje się w tym.wypadku idea
transgresji. Podejmuje ją Bataille w swej książce L'erotisme ,
którą zaczyna słowami: „Transgresja nie neguje zakazu, jest jego
przekroczeniem i spełnieniem." Mauss mawiał: „Tabu ustala się
po to, by je gwałcić". W oczach surrealistów i etnologów „Kultura
jest ambiwalentna w swej strukturze. Można powstrzymać się od
morderstwa lub iść na wojnę: oba te czyny są, według Bataille'a,
zrodzone z zakazu zabijania. Porządek kultury obejmuje zarówno
regułę, jak i transgresję."
Ta, etnologiczna w swej istocie, teoria Bataille'a była jednym
z założeń wystawy sztuki prekolumbijskiej, którą zorganizował on
wraz z etnologami: Metraux i Rivetem. „Jego zainteresowanie
ofiarą ludzką (,Dla Azteków śmierć była niczym') łączy, na modłę
surrealistyczną, piękne z brzydkim, normalne z odpychającym.
3

�Tenochtitlan jest więc równocześnie .rzeźnią ludzką' i wspaniałą
.Wenecją' kanałów i kwiatów. Obrzędowe ofiary tańczą w per­
fumowanych girlandach, piękne są roje much, gromadzące się
nad płynącą krwią."
„Prezentowana przez Bataille'a logika, którą nie mogę się tu
zajmować - pisze Clifford - stała się ważną kontynuacją umac­
niających się związków pomiędzy analizą kultury i wczesnym
surrealizmem we Francji. Wiąże ona kontekst lat dwudziestych
z późniejszą generacją radykalnych krytyków, takich jak Michel
Foucault, Roland Barthes, Jacques Derrida, grupa Tel Quel."
Bataille był redaktorem pisma Documents - Archeologie,
Beaux Arts, Ethnographie, Varietes". ..Documents" są świadect­
wem specyficznego pojmowania etnografii w czasach, kiedy nie
była ona jeszcze nauką uniwersytecką z wypracowaną metodolo­
gią. W latach dwudziestych i trzydziestych słowo „etnografia"
oznaczało w pewnych kręgach „radykalne zakwestionowanie
norm i odoływanie się do rzeczywistości egzotyki, paradoksu, do
insolite". „Etnografia - pisze Clifford - która dzieli z surrealizmem
poniechanie rozróżnień pomiędzy wysoką i niską kulturą, zapew­
niała zarówno bogactwo wartości alternatywnych z kręgu kultur
pozaeuropejskich, jak też postawę ironicznej obserwacji uczest­
niczącej, dominującą w hierarchii wartości społecznego życia."
Surrealistyczne ujęcie etnografii w „Documents" otwierało
więc nowe perspektywy. Pojawił się postulat etnologicznej
krytyki dzieł sztuki i ich twórców. W analizie twórczości Andre
Masson, pióra Carla Einsteina, uderzają dwie rzeczy, stanowiące,
według Clifforda, kluczowe elementy etnograficznego surrealiz­
mu: po pierwsze, przenikliwa analiza rzeczywistości, postrzega­
nej teraz jako lokalna i sztuczna, po drugie, obecność wartości
alternatywnych wywodzących się ze świata egzotyki." Jest
jeszcze trzecia, równie ważna, cecha tego podejścia. Daje jej
wyraz Marcel Griaule w eseju poświęconym afrykańskim bęb­
nom, które rzeźbione są w unowocześnione, nietradycyjne wzo­
ry. Ten kulturowy synkretyzm nie neguje, według Griaule'a,
autentyczności i czystości dzieła. „Etnograficzny surrealista - pi­
sze dalej Clifford - inaczej niż typowy krytyk sztuki lub ówczesny
antropolog zachwyca się istnieniem kulturowych nieczystości
i niepokojących synkretyzmów. Griaule utożsamia europejską
fascynację sztuką afrykańską z afrykańskim upodobaniem do
tkanin, kanistrów z benzyną, alkoholu i broni palnej." Clifford
przytacza też konkluzję Griaule'a: „Dość męcząca jest koniecz­
ność nieustannego przypominania, że etnografia interesuje się
pięknym i brzydkim w europejskim sensie tych absurdalnych
słów. Ma ona jednakże skłonność do bycia podejrzliwą w stosun­
ku do pięknego, które jest rzadkim, czyli monstrualnym, zjawis­
kiem w cywilizacji. Etnografia jest podejrzliwa także w stosunku
do siebie, gdyż jest białą nauką, to znaczy nauką skażoną
przesądami, i nie odmawia wartości estetycznych przedmiotom
tylko z tej racji, że są produktem masowym lub modnym." Takie
ujęcie relatywizowało powszechnie znane kategorie: sztuki, pięk­
na, autentyzmu, czystości. „Skrajny relatywizm - pisze Clifford
- a nawet nihilizm, ukryte w podejściu etnograficznym nie
pozostały niezauważone przez bardziej radykalnych współpraco­
wników .Documents'. W spojrzeniu na kulturę nie przywiązywali
oni wagi do kwestii jej organicznej struktury, funkcjonalnej
integracji, ciągłości historycznej. Nawet z punktu widzenia
współczesnej semiologii ich koncepcja nie jest anachroniczna.
Rzeczywistość kulturowa skomponowana jest ze sztucznych
kodów, ideologii i przedmiotów, poddających się twórczym
przetworzeniom i zestawieniom."
4

Podstawową metodą stosowaną w piśmie było więc łączenie:
przypadkowy lub ironiczny kolaż, zmienna aranżacja kulturo­
wych symboli i artefaktów. Opisy paryskich rzeźni mieszają się
tam z karnawałowymi maskami Afryki, Melanezji, Francji. Dzieła
rzemiosła ludowego sąsiadują z okładkami brukowych książek.
„ W odniesieniu do kultury współczesnego miasta .Documents'
stawiają pytanie, przed którym staje każdy organizator etno­
graficznego muzeum: Co należy do czego? Czy arcydzieła sztuki
rzeźbiarskiej powinny być przedstawiane osobno, czy raczej obok
garnków i siekier?"

8

„Kultura staje się czymś w rodzaju kolekcji, a same .Docu­
ments' etnograficzną wystawą wyobrażeń, tekstów, przedmio­
tów, postaw, zabawnym muzeum, które równocześnie gromadzi
i tasuje swoje eksponaty." Waga tych spostrzeżeń - według
Clifforda - nie zmalała z upływem czasu. Szczególnie ważnym
działem pisma był również „tak zwany słownik nieoczekiwanych
definicji" ze słynną już definicją człowieka jako przedmiotu
0 wartości 25 fraków.
Surrealistyczny kolaż przełamywał złudzenie tego, co Barthes
- kwestionując konwencjonalne spojrzenie na świat - nazwie
później „wrażeniem rzeczywistości". W ten sposób przedstawia­
no na przykład umowność europejskiej, realistycznej wizji ludz­
kiego ciała. Leiris, analizując płótna Picassa, ukazujące znie­
kształcone figury, zestawiał je następnie z rzeźbą afrykańką, która
dostarczała dalszych przykładów przekształceń „prawdziwego"
wizerunku ciała. „Ciało - pisze Clifford - podobnie jak semiotycznie ujmowana kultura, przestaje być jakąś całością, stając się
zbiorem konwencjonalnych symboli i kodów."
5

Wewnętrzna struktura pisma „Documents", widoczna szcze­
gólnie wyraźnie w porządku zestawianych fotografii, jest zatem
wiernym odbiciem koncepcji kultury jako nieustannej gry cyta­
tów, nieskończonego kolażu. Obrazy г całego świata tworzą tam,
mówiąc słowami Clifforda, „perwersyjną kolekcję", a „anarchicz­
ny dokumentalizm" - nowy, epistemologiczny horyzont dla
dwudziestowiecznych badań nad kulturą. W pracach pisma
uczestniczyło zbyt wielu poważnych naukowców, badaczy tere­
nowych i muzealnych, by można w nim było widzieć jedynie
osobiste dzieło „niemożliwego" George'a Bataille'a. W gruncie
rzeczy pismo „było raczej przykładem wielkiej wrażliwości (która
jest bardziej niż się na ogół przyznaje charakterystyczna dla
francuskiej tradycji etnograficznej) na złożony charakter tego, co
Mauss nazwał .całościowym faktem społecznym'. Po surrealis­
tycznych latach dwudziestych rzeczywistość nigdy już nie będzie
postrzegana jako coś prostego, ciągłego, dostępnego empirycz­
nemu lub indukcyjnemu opisowi." To właśnie Mauss najlepiej
wyraził postawę, która leży u podłoża tej prawdy: „Etnologia jest
jak ocean. Potrzebujesz jedynie sieci, a kiedy wejdziesz do wody
6

1 zarzucisz sieć, możesz być pewien, że złapiesz jakąś rybę."
Historia etnografii francuskiej okresu międzywojennego za­
wiera się, według Clifforda, w dziejach dwóch muzeów parys­
kich: starego muzeum Trocadero i nowego, mieszczącego się
w Palais de Chaillot, Musśe de 1'Homme. „O ile Troca' lat
dwudziestych ze swymi przemieszanymi, źle sklasyfikowanymi
zbiorami objets d'art odpowiada estetyce etnograficznego sur­
realizmu, o tyle całkowicie nowoczesny Palais de Chaillot uosa­
biał kształtujący się wówczas naukowy paradygmat etnograficz­
nego humanizmu. Ten nowy paradygmat obejmował wiarę
w możliwość akumulacji wiedzy i fenomen naukowego postępu;
rzadziej zauważa się, że wraz z jego konsolidacją wyłączono
z zakresu nauki - nadając im miano sztuki - te elementy
dyscypliny, które każąjej wątpić w samą siebie, podważać własne
założenia i, jak w przypadku 'Documents', pracować na granicy
chaosu." Trocadero w początkach lat dwudzistych to, według
określenia jednego z dziennikarzy, un voyage en pleine barberie:
egzotyka, ciekawostki, przedmioty kultu. To tam Picasso roz­
począł swe poważne studia nad 1'art negre. W początkach swego
istnienia „Le Troca" było symbolem skandalu. Później, dzięki
wystawie przedmiotów, zgromadzonych podczas słynnej eks­
pedycji naukowej Dakar-Dijbouti, stało się ono modne. Świat
„Troca" wpłynął na ukształtowanie się pojęcia które Edward Said
określił mianem „orientalizmu", rozumiejąc pod tym terminem
„wytwory i przedstawienia, odzwierciedlające słabo wyodręb­
niony geograficznie i historycznie, lecz symbolicznie realny świat
egzotyczny. Jeżeli pojęcie afrykańskiego fetysza miało w latach
dwudziestych jakiekolwiek znaczenie, opisywało raczej sposób
percepcji egzotycznych artefaktów przez europejskich aficiona­
dos niż afrykańskie wierzenie."
W latach trzydziestych powstało Musee de 1'Homme, wokół
którego zebrało się grono wybitnych etnologów tego okresu:
Metraux, Leroi-Gourhan, Griaule, Leiris, Dieterlen, Paulme, Du-

�mont. Koncepcja Musee de 1'Homme zbudowana została na
nowej wizji pojęć „ludzkość", „człowiek", które nabrały monu­
mentalnego, syntetycznego charakteru. Ekspozycje w salach
Musee de 1'Homme obejmowały dzieje ludzkości od ewolucji
biologicznej poprzez odkrycia archeologiczne wczesnych cywili­
zacji aż do antropologii współczesności. Tak zrealizowana została
wizja „homme total" Marcela Maussa. W ten sposób zacierały się
też stopniowo różnice pomiędzy etnografią, archeologią i prehis­
torią - widziano je jako całkowicie sztuczne. Za równie sztuczne
uważano wszelkie podziały dokonywane w oparciu o geografię
polityczną. Ludzkość w swej niepodzielności stała się ideą
najwyższą.
U schyłku lat trzydziestych grupa etnologów i awangardowych
intelektualistów (Bataille, Leiris, Caillois) założyła College de
Sociologie, które nawiązywało w pewnym sensie do tradycji
Annee Sociologique i koncepcji Durkheima. Twórców College
podobnie jak autora Elementarnych form życia religijnego, in­
teresowały te momenty rytualne, kiedy zbiorowa ekspresja wyra­
żała doświadczenia spoza normalnej egzystencji, momenty,
w których porządek kultury jest jednocześnie przekraczany i od­
nawiany. Twórcy College bardziej jednak niż Durkheim skupiali
się na obecności sacrum w życiu codziennym: w Paryżu lat
dwudziestych i trzydziestych (Bataille), w przeżyciach osobis­
tych (Leiris). W eseju pod tytułem Sacrum w życiu codziennym ,
będącym, jak pisze Clifford „mostem pomiędzy etnografią i auto­
portretem", Leiris naszkicował wiele wątków, które następnie
rozwinął w La regle du jeu . Przedmioty o niezwykłej sile
przyciągania (rewolwer ojca), niebezpieczne strefy (tor wy­
ścigowy), miejsca otoczone tabu (sypialnia rodziców), miejsca
sekretne (WC), słowa i zdania o magicznym rezonansie wywołują
(...) dwuznaczną postawę związaną z podejściem do czegoś
zarazem pociągającego i niebezpiecznego, szacownego i od­
pychającego, tę mieszaninę szacunku, pożądania i przerażenia,
która może być uważana za psychologiczne znamię świętości."
„ W L'Afrique fantóme" Leiris jeszcze wyraźniej zakwestiono­
wał naukowe rozróżnienie na rzeczywistość 'subiektywną' i 'obiektywną'. Dlaczego, zastanawiał się, moje własne reakcje
(marzenia, doznania cielesne i tak dalej) nie są ważną częścią
'danych', dostarczanych przez badania terenowe? W College de
Sociologie ujrzał możliwość etnografii zarazem rygorystycznej,
w wymogach analizy, jak i poetyckiej. Badacz skupia się nie na
innym, lecz na sobie samym, na swym osobistym systemie
symboli, rytuałów i społecznych topografii."
Jean Jamin określił prace College mianem krytycznej „et­
nologii codzienności": „uczynić obcym to, co zdaje się znajome;
badać rytuały i święte miejsca współczesnych instytucji z drobiazgowością 'egzotycznego' etnografa i posługując się jego meto­
dami; stać się obserwatorem, obserwującym tych innych, którzy
są nami i, w końcu, tego innego, który jest m n ą . "
Według Clifforda College de Sociologie był „późną emanacją
surrealistycznych lat dwudziestych". W przeciwieństwie do jego
improwizowanego, amatorskiego charakteru „Musee de 1'Hom­
me nosiło znamiona wiedzy oficjalnie usankcjonowanej, nauko­
wej, monumentalnej. (...) w służbie tych dwu abstrakcji, zwanych
Sztuką i Nauką, wszystko, co jest żywą fermentacją bywa
automatycznie eliminowane."
Musee de 1'Homme zajmowało się więc ludzkością, a właś­
ciwie jej specyficzną ideą. Reprezentowało wiarę w naukowy
1

B

10

postęp i chłodny obiektywizm. Brakowało mu jednak krytycyz­
mu, skierowanego w stronę własnych założeń, ref lekcji, po­
ddającej badaniu własne przesłanki. „Tym, co nie było przed­
stawiane w salach Musee de 1'Homme był współczesny Zachód,
jego sztuka, instytucje i technika. W ten sposób reguły zachod­
niego myślenia i mentalności były obecne wszędzie poza wysta­
wą. (...) Tożsamość Zachodu, jego humanizm nigdy nie były
ukazywane ani analizowane, nigdy otwarcie omawiane." Swoje
wątpliwości, związane z etnologiczną ideologią ukrytą w struk­
turze Musee de 1'Homme, Clifford wyraził słowami Merleau-Ponty'ego: „ W swoich własnych oczach zachodni humanizm
jest miłością ludzkości, ale dla innych jest to jedynie obyczaj
i instytucja pewnej grupy ludzi, ich hasło i, czasami, okrzyk
bojowy."
Postawę naukowców skupionych przy Musee de 1'Homme
Clifford określił mianem antropologicznego humanizmu. Ant­
ropologiczny humanizm i etnograficzny surrealizm rozumieć
należy jako antynomię w ramach współczesnego kontekstu
kulturowego. „Aby schematycznie przedstawić ich przeciwieńst­
wo, można powiedzieć, że antropologiczny humanizm wycho­
dząc od tego, co inne, czyni je zrozumiałym za pomocą nazywa­
nia, klasyfikowania, opisywania, interpretowania. Oswaja. Zaś
praktyka etnograficznego surrealizmu kieruje swe ostrze ku temu,
co znajome, wywołując eksplozję inności, czegoś nieoczekiwa­
nego."
Szukając przykładów odwrotności etnograficznego surrealizmu-surrealistycznej etnografii, Clifford zwraca uwagę na fakt, iż
„praktyka surrealistyczna jest stale obecna w pracach etno­
graficznych, choć rzadko jasno uświadamiana". Jej przejawy
znajduje u Leirisa, Griaule'a, Malinowskiego. Nie tylko jednak
tam. „Moment surrealistyczny", przyjmujący formę kolażu, poja­
wia się na każdym wstępnym kursie atropologii. „Surrealistycz­
nym momentem w etnografii - pisze Clifford - jest ten moment,
kiedy możliwości przeprowadzenia porównania towarzyszy bez­
pośrednio jawna nieprzystawalność. W procesie etnograficznego
rozumowania moment ten jest powtarzany i uwydatniany."
Badając mechanizm kolażu, Clifford zauważa, że „Kolaż wprowa­
dza do pracy (tu do etnograficznego tekstu) elementy, które
nieustannie oznajmiają swoją obcość wobec kontekstu ich
przedstawiania." Etnografia jako kolaż świadoma jest dokonywa­
nych przez siebie cięć kultury i sztuczności tworzonych światów.
Niczatem dziwnego, że jak pisze Clifford, „Uprawianie etnografii
zgodnie z modelem kolażu oznacza zaprzestanie opisywania
kultur jako organicznych całości lub jednolitych, realistycznych
światów, nieustannie poddawanych wyjśniającemu dyskurso­
wi."
Ziarno surrealizmu ukryte jest, według Clifforda, w samej
istocie etnografii, nauki „przejawiającej nieustanną gotowość do
zdziwienia, do podważania interpretacyjnych syntez, ceniącej
nieoczekiwane pojawianie się przypadkowo odkrytej inności."
Każdy etnograf ma w sobie coś z surrealisty, odkrywcy i twórcy
nowych światów. Związek etnografii z surrealizmem, którego
owocem jest zarówno etnograficzny surrealizm, jak też surrealis­
tyczna etnografia, definitywnie kładzie kres empirycznemu i opi­
sowemu wymiarowi antropologii, widzianej jako interpretacja
kultury. Nowa etnografia, rozpięta pomiędzy nauką i sztuką,
studiuje nie tyle świat, co siebie samą jako jeden z kodów,
świadomą swej roli część współczesnej rzeczywistości.
11

PRZYPISY
1

J. Clifford, The Predicament of Culture.
Twentieth-century
ethnography, literature and art. Harvard Uniwersity Press 1988.
Wszystkie cytaty w niniejszym tekście, jeśli tego nie zaznaczam
inaczej, pochodzą z wymienionej książki, przede wszystkim zaś
z rozdziału On Ethnographic Surrealism.
S. Sontag, On Photography, New York 1977
G. Bataille, L'erotisme, Paris 1957
* M. Griaule, ..Documents" 2 (1): 46-47, 1930
R. Barthes, L'effet de reel, Paris 1968
2

2

5

6

M. Fortes, On the concept of the person among the Tallensi,
(w:) La notion de personne en Afrique noire, Paris 1973
M. Leiris, Le sacre dans la vie quotidienne, (w:)
LeCollegede
Sociologie, Paris 1979, s. 60-74
M. Leiris, La regie du jeu, Paris, vols. 1-4, 1948-1967
M. Leiris, L'Afrique fantóme, Paris 1950
J. Jamin, Un sacre college ou les apprentis sorciers de la
sociologie, „Cahiers internationaux de sociologie" 68:5-30,
1980
M. Merleau-Ponty, Humanism et terreur, Paris 1947
7

8
9

10

11

9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7175" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7155">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/23f014fb19b3fe52bb2fb8aa1509b7eb.pdf</src>
        <authentication>aa601fddbfd5c91ff7888ffa8e44ee10</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6570</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85699">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85700">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85702">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85703">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6141</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85704">
                <text>What's Under the Mask/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85705">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.361-364</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85706">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85707">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85708">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85709">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85710">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85711">
                <text>A

fter the story of Batman and his enemies has
been “alive” several years in collective con­
sciousness it would be a truism to say that
Tim Burton’s film version of the novel by Craig Shaw
Gardner is a genuine fairytale about the struggle be­
tween good and evil as well as an up-to-date myth of
the creation of the world in a carnival setting. The
forces of good (albeit not consecrated by human, and
thus highly imperfect, law) incessantly battle the for­
ces of evil straight out of the infernal abyss. The latter
are personified by the Joker, who emerges from an acid
vat, and in Batman Returns - by Penguin, who lives in
city sewers and canals. Batman - a work of popular
culture from beginning to end - is full of mythologi­
cal meanings, with all elements of its landscape and
characters carrying a symbolic sense, starting with the
name of the town in which the action takes place.
“Gotham” is a city cursed by God. A grim town
where crime and sin reign; a city that lives by night
in sordid bars, tattoo parlours, and porn movie thea­
tres, full of dark alleys with lurking evil that men are
helpless against. Years ago, on a hot and sultry night,
destiny brought Bruce Wayne (future Batman) and
Jack Napier (the future Joker) together in such a filthy
backstreet. By murdering Bruce’s parents, Napier un­
wittingly creates Batman.
Burton’s film employs masks in the manner of the
Japanese theatre. The Batman mask is black, and the
Joker’s - particoloured, as if reversing conventional
colour associations, which discern evil in black and
tacky circus cheerfulness in the clown’s medley of col­
ours. Moreover, there are three reasons why the Jok­
er’s vibrant mask seems to be decisively more interest­
ing than the black mask of his opponent: aesthetics,
acting (Nicholson as the madman) and anthropology.
It is the seemingly unambiguous assortment of colours,
the Joker’s dance-like moves, and his face-mask with
a frozen smile that hold the key to understanding this
dramatis persona by referring to diverse symbolic con­
notations of the figure of the jester. In other words,
the Joker’s mask seems to have many more anthropo­
logical meanings than the Batman mask. Now, take a
closer look and try to see what is concealed under the
mask.

Masca ridens
Years later, Jack Napier is the right hand of Gris­
som, the man in charge of Gotham on whom both the
law and Batman declared war. Grissom regards Jack
as inconvenient, albeit for different reasons, and de­
cides to get rid of him using police action at the Axis
Chemicals Company as a pretext. Surrounded by po­
lice functionaries and cornered by Batman, Napier
does not discover the set-up until it is too late. A fight
with Batman ends with Jack falling into a great vat of
acid. This is how the Joker is born.
361

MONIKA

SZN AJD ERM AN

What’s Under the
Mask. On the Motif of
the Man Who Laughs:
Several Remarks on
B atm an
Strictly speaking, the Joker comes to life in the ille­
gal office of Dr. Davis, where he can hide all his shady
dealings and illicit business from the prying police.
This is where Dr. Davis - with the precision of a true
comprachico - transforms Jack into the Joker, where
the Joker’s new face-mask, masca ridens, is created by
a present-day apprentice of the old art of disfiguring
human bodies. A new Man Who Laughs is born - an­
other embodiment of characters with a long and rich
tradition, Victor Hugo granting it the best-known lit­
erary shape in his novel The Man Who Laughs.
The French author described the identity of the
comprachicos, or comprapequenos as they were sometimes
known: They were a hideous and nondescript association
of wanderers, famous in the 17th century, forgotten in the
18th, unheard of in the 19th.1 For the amusement of the
populace and kings the comprachico artists produced
a permanent grin on the faces of purchased children,
twisted their bodies into bizarre shapes, and disfigured
their skulls, in this way creating dwarfs, jesters and all
sorts of human monsters. Gwynplaine, the protagonist
of Hugo’s novel, is also a victim of this “pseudo-surgery”
whose outcome is a “masterpiece in retrogression” , a
perfect parody of God’s creation. The dealings of Bat­
man’s Dr. Davis are just as shady as those of the com­
prachicos in the period described by Hugo. I’m laughing
only on the outside / My smile is just skin deep / If you could
see inside I’m really crying / You might join me for a weep,
says the Joker, and the same words could also come
out of the mouth of Gwynplaine and the very similar
protagonist of J.D. Salinger’s short story The Laughing
Man. After all, the character of Canio from Leoncav­
allo’s Pagliacci with his famous aria: Put on the Costume,
the ill-fated Professor Unrat from The Blue Angel, the
protagonist of Thomas Mann’s Lou Lou and many oth­
ers forced to wear the mask of a broadly smiling clown,
which turns into their authentic face and with which
they die, can also be recognised as a distant metaphori­
cal transposition of this motif.
Back to the Joker, now with a perpetual smile on
his face or rather a smiling grimace. The mask of a

�Monika Sznajderman • WHAT’S UNDER THE MASK. ON THE MOTIF OF THE MAN WHO LAUGHS: SEVERAL REMARKS ON BATM AN

clown has become his face. He must put a lot of ef­
fort while putting on makeup to render chalk-white
skin and yellow hair the colour of a normal human
being. Focus for a minute on the motif of the wideopen laughing mouth responsible for the grotesque
features of the Man Who Laughs and placing him in
the realm of carnival reality. Mikhail Bakhtin saw the
wide “gaping” mouth as an open gate leading downwards
into the bodily underworld (...). This gaping mouth is re­
lated to the image of swallowing, the most ancient symbol
of death and destruction.2 Bakhtin also drew attention
to the link between the smiling mask of a clown and
the mask of a devil:
(...) the mouth ( .t h e teeth and the gullet). These are
some of the central images of the popular-festive system.
The exaggeration of the mouth is the fundamental tradi­
tional method of rendering external comic features, as pic­
tured by comic masks, various “gay monsters” (...) devils
in diableries, and Lucifer himself.3 In other words, if we
are to believe Bakhtin, the motif of an open, laugh­
ing, and glaringly enlarged mouth has to inspire as­
sociations with the motif of carnival death, and in the
subtext of the clownish face-mask of the Man Who
Laughs we should always see - following the rules of
the symbolic world - the grotesquely contorted face
of a representative of the netherworld, even if in an
amusing version.

Murderous clown
I did not know bats came out in the daytime, the Joker
cries out to Batman. Just when murderous clowns leave
the circus, Batman replies. The Joker’s mask conceals,
in addition to declared anguish and sorrow, also con­
tents referring to the significant cultural motif of the
sinister clown, the image of a jester conceived as per­
sonified evil and a harbinger of death. The motif of the
murderous clown, popular in the literature and films
of mass culture, has a tradition of its own. Accord­
ing to W. Willeford4 the connection between jester/
clown and death is not limited to the fact that this
particular dramatis persona becomes the victim of a
comic murder committed on stage (after which he is
immediately resurrected, confirming the existence of
a symbolic connection between the character of the
jester and immortality). A jester is also someone who
dispenses death, who nonchalantly distributes it, a
supreme judge d rebours who passes final sentences
and avenges injustice. As an ominous killer-avenger
the jester is a figure of chaos, anarchy, and destruc­
tion toppling all sanctioned order; he is a reversal of
the figure of God and His earthly representative, the
king. Such was the titular character of P. Lagerkvist’s
The Dwarf or Barkilphedro, the evil jester, in The Man
Who Laughs. Hop-Frog from E.A. Poe’s short story is
another punisher. Among modern examples mention
is due, without searching too long, to Penguin in Bat­
362

man Returns, the legendary “man from the sewers” and
boss of the criminal Red Triangle Circus Gang that
operates only at night. In It, a novel by Stephen King
adapted by Tommy Lee Wallace into a movie under
the same title, evil inhabiting the city is personified
by a circus clown with orange hair and a bright red
and broadly smiling mouth, carrying a bunch of col­
ourful balloons. Alex, the character in A. Burgess’ A
Clockwork Orange, whose film version was directed by
Stanley Kubrick, also kills while wearing the mask of a
circus clown and moves, similar to Joker, as if he were
prancing.
The motifs to which the substance concealed by
the Joker’s masca ridens refers - the image of a jester
as a figure of evil, mayhem, and ruin, together with
the motif of his connection with death, resembling the
relationship between the figure of the jester/clown and
the demonic forces of the netherworld - are all wor­
thy of a separate analysis. Here, I managed to sketch a
pertinent outline.

Commence au Festival! or fragments of

the myth of creation

Time for a deeper glance under the mask and for
a search for the next stratum of the myth. The very
essence of the activities of the Joker-the murderous
clown involves staging a carnival, taking the world
back to a state of the primal chaos that preceded its
creation. Now begins the proper battle between Bat­
man and his nemesis; a battle for the new order, which
Batman ultimately wins. A t this stage, without delving
into the future, we shall remain in the carnival phase
to analyse the nature of Joker’s demiurgic deeds.
A creation himself, the Joker keeps on creating.
Thanks to a product known as Smylex he makes new
People Who Laugh; they are born and die at the same
moment, but with a smile on their faces. He has merely
replaced the craft of the comprachicos with advanced
chemistry.
The carnival of death continues. The city, in its fes­
tive debauchery, becomes immersed in crime and anar­
chy; death, as if in a condensed memory of all plagues,
coincides with laughter. It is finally time for the Joker’s
parade, when he appoints himself the new founding fa­
ther of the city, which at that very moment becomes
imago mundi, a symbolic image of the world. Spotlights
are arranged on stage, followed by enormous deadly
Smylex-filled balloons and, finally, a platform featuring
a throne. I am prepared to rule the world, cries the Joker,
a world that after that night was supposed to never
stop laughing. A moment later the sky becomes filled
with swirling dollar bills, millions of dollars, the great­
est abundance the city has ever experienced. Gotham
succumbs to chaos. New times are ahead.
Let us repeat: for all cultural anthropologists, eve­
ryone interested in myths, it is clear that the carnival

�Monika Sznajderman • WHAT’S UNDER THE MASK. ON THE MOTIF OF THE MAN WHO LAUGHS: SEVERAL REMARKS ON BATM AN

fashioned by the Joker - a riot of lights, debauchery,
anarchy, laughter and death - symbolically reverts the
world to the time of its beginnings, after which a new
order, a new creation has to follow.
What precisely is this creation? The Joker, with Luciferian pride, dreams about divine prerogatives, which
deprive all his gestures of meaning and render them
mere parodies of God’s demiurgic gestures. After all,
the Man Who Laughs is nothing more than a parody
of God’s creation. It was quite a science —what one can
image as the antithesis of orthopedy, wrote Hugo. Where
God had put a look, their art put a squint; where God had
made harmony, they made discord; where God had made
the perfect picture, they re-established the sketch.5 What
kind of demiurgic creation is this supposed to be if an
unsuccessful, grotesque “sketch” becomes the demi­
urge? The demiurgic powers of the Joker, a monstrous
masterpiece in retrogression, as the French writer called
this form of creation, would be creation h rebours and
his every creative gesture - a parody of creation. A
characteristic quality of the clownish dissonance of
Batman’s opponent, expressed primarily by his gaudy
attire and deformed features, also involves an element
of “curvature” present in the very etymology of the
term “jester” in Indo-European languages. Obviously
the figure of the jester is connected with the motif of
straying, erring, lunacy, temptation, traversing the
wrong paths along the by-ways of truth, norms, and
rules. By way of contrast, in the myth of the ruler as a
demiurge the particularly striking motif is that of sim­
plicity conceived as the foundation of both physical
and ethical order. After all, it was not without reason
that when discussing how Peter I designed his town
Josif Brodski drew attention to the fact that the Eng­
lish word “ruler” describes both a person who governs
and a tool used for measuring and drawing straight
lines. Rulers, as God’s appointed on Earth, always cre­
ate by using straight lines. The demiurgic creation of a
clown, on the other hand, is a derivative of shadiness,
lies, and perfidy; in the sphere of symbols it is synony­
mous with losing one’s way. Krzysztof Dorosz, follow­
ing the example of Denis de Rougement, described
such creation steered by the urge to gain divine pre­
rogatives as: a metaphysical "shortcut” on the road to di­
vinity.6 It is common knowledge that those who take
short cuts usually get lost.
A t this point we should move on to the last mythi­
cal theme found under the Joker’s mask; the Prometh­
eus myth, whose distant transposition is to be discov­
ered in the story of the Man Who Laughs.

The Joker as Prometheus
The drama of divine creation has always included
attempts at bringing down the established order, and
members of this enormous opposition, to quote Maria
Janion, i.e. Prometheus, Tantalus, Ixion, and Sisyphus

in Greek culture or fallen angels in the Cabalistic tra­
dition often appear to be civilisers. Nevertheless, only
in the ancient account - in the lost ending of Aeschy­
lus’ tragedy and in Hesiod - did the Prometheus myth
feature a final reconciliation between the hero and the
gods. In all cases, attempts at demiurgic creation after
creation, even if inspired by the welfare of humanity,
generate a mythological scenario of questioning divine
decrees; at a certain level this is a scenario analogous
to the one of Batman, a contemporary mythical tale of
creation. Even if the wellbeing of men, cited both by
Prometheus and fallen angels to justify their actions
(There is a surprising similarity between rebellious angels
and Prometheus, the Greek contester of the gods1), is a
relative concept, the Joker’s ironic declarations are
even more dubious. In his essay: Faust współczesny czyli
de pacto hominis politici cum diabolo, Krzysztof Dorosz
situated the Prometheus myth among the sources of
the myth of Faust - from the Renaissance Faust, who
sold his soul to the devil, to the contemporary Faust,
the social activist in communist mythology. The hu­
manistic Marxist myth does not leave any doubts about the
saviour-like powers of the Greek titan. From a Christian
perspective, on the other hand, Prometheus has to be ul­
timately considered some sort of a fallen angel and not a
saviour.8 In other words, regardless of his intentions
Prometheus becomes a usurper trying to breach gods’
contract with humans. Similarly to rebellious angels
- and the Joker - he personifies the mythological fig­
ure of the Enemy. The pride and disobedience of the
fallen angels were punished by locking them within a
circle of darkness, chaining them to a black mountain,
and pronouncing eternal damnation. Prometheus was
sentenced to being chained to a rock in the Caucasus
and finally, as in Kafka’s short story, to merging with
the rock, forgotten and losing the very reason for his
existence. Salinger’s Laughing Man dies in a compa­
rable way, tied with barbed wire to a tree, while the
Joker - another fallen angel - ends his life after one
more fall.
The fire stolen from the gods by the Greek hero
is essentially the same as the teachings passed on to
men by archons: the manufacture of gold and silver
artefacts, knowledge about stars and the moon, the art
of predicting the future ; it is thus identical to the ironic
promise of eternal happiness and smile made by the
Joker to the residents of Gotham. Denis de Rougement
called these gifts and promises a “short-cut" on the road
to divinity, inspired by the desire to equal the gods and
idolize man. According to Dorosz, this is why fire stolen
from the gods, the apple picked from the tree of the knowl­
edge of good and evil, the mystery of creation seized by the
fallen angels in a Cabalistic legend, the Tower of Babel
and the magic revealed by Faust in return for renouncing
faith are all examples of a metaphysical utopia, a perpetu­
ally repeated attempt at circumventing the human condi­

363

�Monika Sznajderman • WHAT’S UNDER THE MASK. ON THE MOTIF OF THE MAN WHO LAUGHS: SEVERAL REMARKS ON BATM AN

tion, storming the heavens and taking possession of God.
It follows from our reasoning that such an endeavour can­
not succeed without the help of demonic forces providing
man with a specific means of elevation —magic.9 The Pro­
methean fire, Dorosz concluded, is an attribute of homo
magus and not of Providence, while black magic, the
attribute of both the Greek hero and the fallen angels
from the Book of Enoch, is the prevailing feature and
mechanism of Promethean and angelic gifts intended
or mankind. Dorosz believes that the rebellious black
magic practitioners from Atlantis can be the acknowl­
edged prototype of Prometheus, whose descendant is
the Renaissance figure of Doctor Faustus, whose story
brought forth the pact with the dark forces, implicite in­
cluded in the Prometheus myth.10 Homo magus, a con­
temporary alchemist - how else would you describe the
Joker, the chemist-inventor, whose amazing products
are to make people die smiling and guarantee him the
highest, divine prerogatives in this paradise d. rebours?
To avoid rendering references to the Prometheus
myth overly arbitrary here is a fragment of Maria Janion’s reflections on Gwynplaine. In the essay: Maska
Maski. Ontologiczne nieszczęście Człowieka Śmiechu
she too compared the protagonist of Hugo’s novel to
the Greek titan. He is —in the symbolical sphere of the
novel —a titanic figure, a fallen giant, a God of not what
is above but what is below, a God of the abyss of poverty.11 Naturally, there are certain differences. Contrary
to the Joker, Gwynplaine is good and feels authentic
pain under his mask-face of a Monster. His face dis­
guises (or rather expresses) suffering, while the Joker’s
smile reveals madness and evil. Nevertheless, remain­
ing, as Janion did, at the symbolic level of the film and
novel, the Joker - in all his monstrosity - also has to
be considered God’s creature in reverse, the reverse of
beauty and, taking into consideration his Luciferian
intentions, the reverse of God. Since the Prometheus
myth is extensive, ambiguous and interpreted in differ­
ent ways it should not come as a surprise that various
aspects may be stressed when comparing it to the myth
of the Man Who Laughs. Janion emphasised the titan­
ic character of Gwynplaine branded with the suffering
of horrible ugliness12 his fate that of a cursed creature.
The link between Prometheus, his distant descendant,
Faustus, and the Joker - the feature in the latter’s story
that makes it possible to hear the distant echoes of the
Prometheus myth, is predominantly their opposition
against the order sanctioned by God and straying, tak­
ing a mistaken "shortcut” on the path to divinity, reflect­
ing the negation of an established canon of values. The
second tie is contact with the dark forces (to which the
clownish demonology of the Joker persona dramatis acts
as a symbolic key) and the application of magic (or sci­
ence in service of magic) for the purpose of creating a
new order, a new philosophy, and a new art.
Fortuitously, Batman had better gadgets.
364

E n d n o te s
1

V. H u g o ,

Człowiek śmiechu,

W a rsz a w a 1 9 5 5 , v o l. I, p.

38.
2

M . B a k h tin , Twórczość Franciszka Rabelais’ego a kultura
ludowa średniowiecza i renesansu, K ra k ó w 1 9 7 5 , p. 4 4 6 .

3

Ib id em .

4

C f. W. W ille fo rd ,

5

V. H u g o , o p . c it., p. 3 9 .

6

K . D o ro sz , Faust współczesny czyli de pacto homini politici
cum diabolo, in : Maski Prometeusza. Eseje konserwatywne,

The Fool and his Sceptre. A Study in
Clowns and Their Audience, N o r th w e s te r n U n iv e r sity
P re ss 1 9 6 9 .

L o n d o n 1 9 8 9 , p. 28.
7

Ib id em , p. 27.

8

Ib id em , p. 22.

9

Ib id em , p. 28.

10

Ib id em , p. 29.

11

M.

Ja n io n ,

M ask a

Człowieka Śmiechu,
p. 4 0 6 .
12

Ib id em , p. 4 0 7 .

Maski. Ontologiczne nieszczęście
(in :) M a sk i, G d a ń s k 1 9 8 6 , v o l. II,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9585" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9563">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fc516553c25b22213fdfc37c0b77b00c.pdf</src>
        <authentication>0ae93885fbb7c7af2c8310b943cef422</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2622</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114110">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114111">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2437</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114112">
                <text>Anioł w wyobraźni popularnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114113">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.83-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114114">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114115">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114116">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114117">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114118">
                <text>Anioł w wyobraźni popularnej
Monika Sznajderman
„Odjęto wam szaty białe.
Skrzydła i nawet istnienie.
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy'"

Wraz ze śmiercią Boga, uważa amerykański socjolog Peter
L. Berger, odeszli i дл#б/сн - boscy wysłannicy, aniołowie.
Gdy proces sekularyzacji rozpoczął się w kulturze na dobre,
boskość, transcendencja zaczęły gwałtownie tracić swe zna­
czenie, aż do chwili, gdy niemal całkowicie zdominowała je
wszechwładna i doskonale zamknięta sfera doświadczenia
empirycznego. „Wówczas człowiek stanął wobec rzeczywis­
tości naprawdę sam. Przeszliśmy długą drogę oddalając się
zarówno od bogów, jak i od aniołów - pisze Berger w książce
Л Лылюыг о/Лл#ек. Modern Socí'ery ала" гле Rediscovery о /
гле Лыреглдгыгд/. - Z naszej świadomości nieubłagalnie
znikały te pełne mocy postaci, które dotąd uobecniały dla nas
prześwit w murze realności doczesnej. Owe postaci prze­
trwały dzisiaj tylko w baśniach, tęsknotach, jako swego
rodzaju niejasne, nieokreślone symbole. Parę lat temu pracu­
jący w slumsowej dzielnicy jednego z europejskich miast
ksiądz, zapytany, czemu to robi, odparł: 'Po to, by pogłoski
o Bogu nie ucichły zupełnie.' Słowa te trafnie wyrażają naszą
sytuację, w której znaki transcendencji stały się 'pogłoskami'
- i to nie całkiem godnymi szacunku ' pogłoskami'.
Ślady boskości przetrwały, zdaniem Bergera, w formach
ukrytych - takich jak wiara w odwieczny porządek świata, jak
lęk przed śmiercią, jak nadzieja. Poza tymi doświadczeniami
z naszego widnokręgu zniknęła metafizyczność, nadnaturalność, sacrum. Horyzont jest pusty. Przejawem tego stanu
rzeczy jest na przykład upadek religijności oficjalnej, kościel­
nej. W Europie przybiera to formę postępującego zaniku
uczestnictwa w zinstytucjonalizowanych formach religijnego
obrzędu, jak na przykład modlitwa, przyjmowanie sakramen­
tów, udział w nabożeństwach, w Ameryce zaś, wprost
przeciwnie, we wzmożonej partycypacji - choć, pisze Berger,
mamy prawo sądzić, że przyczyny tego religijnego ożywienia
zmieniły się w stosunku do przyczyn religijności niegdysiej­
szej, strywializowały się, spłyciły.
Czy zatem swoisty renesans wiary w anioły, z którym
mamy do czynienia przede wszystkim (ale też nie tylko) we
współczesnej amerykańskiej kulturze popularnej, nie ma
w istocie nic wspólnego z religijną wrażliwością i wyobraź­
nią? Wielu teologów i filozofów dostrzega dzisiaj przecież
wyraźny powrót do myśli religijnej/ A warto zauważyć, że i te
dzisiejsze przedstawienia odwołują się do wyobrażeń dosko­
nale w angelologicznej tradycji - tradycji ikonograficznej,
filozoficznej, teologicznej - osadzonych. Osadzonych na tyle
dobrze, że trudno tu nawet mówić o popularnej religijności
New Age'u, skoro - jak pisze Herbert Oleschko - wyznawcy
Nowej Ery „nie mają zaufania do angelologii chrześcijańskiej
wspartej na fundamencie Pisma Świętego", a „cały anielski
sztafaż uznają za bajkowy i nie nadający się do reanimacji"."
Jest w kulturze współczesnej dziedzina dotąd przez antro­
pologię nie zbadana - to właśnie sfera popularnych religijnych

I

wierzeń i wyobrażeń, która stanowi przedziwny kolaż religij­
ności ery wodnika z tradycyjną religijnością ludową (bliski
jest jej na przykład sensualizm tej drugiej); która jest
pomieszaniem wiary w boskość, pojmowaną jako kosmiczna
energia, z wiarą właściwą pobożności ludowej, a przejawiają­
cą się m.in. w dewocyjnych przedstawieniach sztuki ludowej
(te zaś z kolei czerpią i przetwarzają motywy z kultury
wysokiej i sztuki sakralnej...). Trudno orzec - istnieją co do
tego liczne i uzasadnione wątpliwości - czy prawdziwie
przejawia się tu sacrum. Nie rozstrzygając w żadną stronę
kwestii jego istnienia bądź też nieistnienia, zajmijmy się
aniołem, potraktowanym jako żywa forma współczesnej
popularnej religijnej wyobraźni. Bo jako taki przejawia się on
z całą pewnością.
HORDY ANIOŁÓW
„Hordy aniołów. Istoty zbite w masy jak chmary dusz, jak
gęste obłoki zmieszanych tchnień duchowych, malowanych
tak często przez Gustawa Dore' a.
Może się jeszcze okazać, że Droga Mleczna jest kompozy­
cją sztywnych, zamrożonych i ostatecznie zawieszonych
w doskonałej nieruchomości aniołów. Aniołów, które osiąg­
nęły absolutną harmonię."'
Taką koncepcję (pozostającą - nawiasem mówiąc - w ja­
kimś związku z koncepcją Orygenesa, który greckie słowo
agge/oi wywodził nie od słowa „posłaniec", lecz od „zim­
ny") rozwija w swojej przewrotnej Kriedze rzeczy wy&amp;fefyc/t
amerykański pisarz? filozof? naukowiec? szaraltan? Charles
Fort, którego uznać możemy za nieświadomego prekursora
badań nad meandrami popularnej wyobraźni. Twórca baśni?
Być może, lecz bardziej chyba ich zwierciadło, zwier­
ciadło baśniowej, mitycznej wizji świata, w której ma anioł
swoje miejsce obok takich zjawisk, jak krążące po między­
planetarnych przestrzeniach „zgłodniałe hordy kosmicz­
nych niszczycieli", jak zaludniające kosmos tabuny różnych
stworzeń w rodzaju kosmicznych kłusowników i obdartych
włóczykijów, superpodróżników i krzyżowców, emigrantów
i powietrznych dinozaurów czy słoni. Prorokuje nawet
Fort powstanie w przyszłości odrębnej gałęzi wiedzy,
jaką będzie celestiografia, na równi studiująca i opisu­
jąca tajemnice gwiazd (które są dla niego „bytami absolut­
nymi, pogrążonymi w boskim, kontemplacyjnym bezru­
chu"), niebieskich księżyców czy meteorytów, jak i tajem­
nicę anioła.
Anioł, zdaniem Charlesa Forta, kroczy od stuleci w koro­
wodzie „faktów wyklętych". Fort nie jest tu zresztą odosob­
niony: faktem w pewnym sensie wyklętym, wielką niewiado­
mą, symbolem tajemnicy jest bowiem anioł także dla religij­
ności ludowej i teologii. Duch czysty, posłaniec Boga,
zwiastun narodzin Zbawiciela - jak sobie z nim poradzić? Jak

�poradzić sobie z bytem nieosiągalnym w jego duchowej
istocie i nieporównywalnym w dobroci?
Aniołowie, sądzi holenderski religioznawca Gerardus van
der Leeuw, są starsi od bogów. Pierwotnie był anioł uzewnęt­
rznioną mocą: anioł opiekuńczy był nosicielem mocy czło­
wieka, aniołowie boży - potencjami wyłaniającymi się z Bo­
ga. Potem dopiero, w miarę rozwoju idei Boga osobowego,
aniołowie stali się istotami pośrednimi, pośrednikami, moca­
mi niższej rangi. „Dla Żydów są one, według Pawła, pośred­
nikami przekazującymi Prawo w myśl obietnicy Pana, Marii
zwiastują, że urodzi Zbawiciela, pasterzom - 'wielkąradość'
dokonanego cudu, kobietom i uczniom - zmartwychwstanie.
W chrześcijaństwie zadaniem ich jest chwalić Boga przez całą
wieczność. W islamie ich pożywieniem jest 'cześć oddawana
Allachowi', a napojem - 'świętość Allacha'.'"*
Tak zatem anioł-moc-dusza przekształcił się w anioła
- wysłannika (hebr. лЫя&amp;л). A im bardziej stawał się anioł
wysłannikiem, tym odleglejsze zdawało się wybrażenie mocy
i duszy. „Moc i wola znikają, zostaje tylko postać, jakkolwiek
imponująca - pisze van der Leeuw. - Greccy Iris i Hermes są
tego rodzaju wysłannikami: z nich dwojga Hermes, podobnie
jakАм^еЫ болид w kulcie Sabazjosa (...), jak Ргуслоролую
zachowuje jeszcze luźny związek z duszą."^
Według Jerzego Nowosielskiego świat aniołów odchodził
powoli, lecz nieubłaganie; dzieła zniszczenia dokończyła
Reformacja. „Stało się tak dlatego, że zatracono absolutnie
sofiologiczny aspekt spraw Boskich i ludzkich, który do
czasów Reformacji jakoś jeszcze się w chrześcijaństwie
zachodnim tlił. Skoro wyeliminowany został aspekt sofiologi­
czny, to nie wiadomo też było, co począć ze światem bytów
subtelnych, aniołami. Już katolicyzm rzymski traktuje świat
aniołów w sposób abstrakcyjny, zaś protestantyzm po prostu
nie wie, jak sobie z nim poradzić. Protestantyzm jest przeraź­
liwie antropocentryczny. Jest Bóg i jest człowiek. Ważna jest
tylko relacja między Bogiem a człowiekiem, reszta jest
nieistotna. Protestantyzm w swojej teologii nie stworzył
żadnych możliwości pozwalających na zinterpretowanie ta­
kich zjawisk, jak ingerencja anioła w egzystencję empiryczną
człowieka."* Od X V wieku anioł w Biblii stał się symbolem
- ale symbolem, który jest, jak sądzi Nowosielski, tylko
„pustym słowem, liczmanem".
Podobnie myśli Gilbert Durand, według którego aniołowie
odeszli wraz ze średniowieczem i umiejętnością myślenia
symbolicznego (albo może na odwrót: wraz z aniołami umarło
średniowiecze i symbol); wówczas gdy symbol, który był
w istocie epifanią tajemnicy, konkretem duchowości, za­
stąpiony został przez alegorię - dzieło całkowicie i skończenie
ludzkie/
Nastąpił przeto ostatni etap degradacji anielskiej kondycji
- sytuacja, gdy nawet pośrednictwo pomiędzy Bogiem i czło­
wiekiem stało się czymś zbytecznym i anachronicznym. „Jest
Bóg i jest człowiek"; coraz odleglejszy Bóg i coraz bardziej
samowystarczalny człowiek przestali potrzebować anioła.
Czy można się dziwić, że poczuł się samotny i opuszczony?
Przecież niegdyś tyle dla człowieka poświęcił - swoją
pozycję, doskonałość, zbawienie. Przecież niegdyś, z miłości
do bożego stworzenia, upadł. Wątek upadłych aniołów,
z których pożądania córek ludzkich rodzi się wszelka nie­
prawość, podejmują zarówno kanoniczne nauki Starego i No­
wego Testamentu, jak i pisma apokryficzne. Cóż takiego kryje
się w upadłym aniele, że od wieków jest on ulubionym
bohaterem wszystkich tych opowieści?
Anioł zbuntowany ciekawszy jest od anioła lojalnego.
Anioł, którego naturę możemy rozważać - ciekawszy od

anioła, który jest istotą jednoznacznie i nieskazitelnie ducho­
wą. Anioł upadły - zwłaszcza taki, który związał się z ziemską
kobietą - musi budzić gorące dyskusje, dotyczące kwestii jego
cielesności. Apokryfy powiadają, że dawno temu, obdarzony
duszą i ciałem, dzielił anioł swą naturę z człowiekiem.
W mediacyjnej egzystencji łączył pierwiastki właściwe obu
kręgom, boskiemu i ludzkiemu. Jest w tej starej koncepcji coś
z właściwego myśli ludowej sensualizmu, ale jej okruchy
znajdujemy przecież również w XX-wiecznej poezji. Rilke
pytał na przykład:
„Czy aniołowie
przechwytują to tylko, co z nich jest, naprawdę, czy może
jakby z niedopatrzenia ma w tym niekiedy swój udział
cząstka naszego bytu? Czyli jesteśmy tylko
tyle wmieszani w ich rysy, ile niepokój w twarze
brzemiennych kobiet? (...)'""
Zanim dojdziemy jednak do wieku X X i jego popularnej
myśli religijnej, cofnijmy się w przeszłość. Coś z prawd
ukrytych w apokryfach musiało przenikać do nauki wysokiej,
skoro myśliciel tak poważny, jak św. Augustyn, który uważał
przecież, że niebiańskie duchy, jako zbudowane z czystego
powietrza (lub z powietrza i ognia) nie mogą wchodzić
w żadne cielesne związki, miał jednak wątpliwości. Właśnie
z tych wątpliwości zrodziło się Augustynowe pytanie - to
samo, które zadawał w naszym stuleciu Rilke: „Czy aniołowie
zachowując duchowy charakter swych ciał w dziełach bar­
dziej tajemnych, nie przyjmują jednak od niższych istot
pewnych elementów, które do siebie dostosowują, i które - jak
szatę - zmieniają i obracają w różne widzialne postaci, o tyle
prawdziwe, o ile prawdziwa woda została przez Pana przemie­
niona w wino?"" „Poruszona w V wieku przez świętego
kwestia stanie się osiem wieków później przedmiotem zażar­
tych sporów metafizycznych i teologicznych"^ - dodaje
Oleschko. Ludzie, wyznający wiarę w jakąś formę cielesnej
natury aniołów żyli zresztą w każdej epoce. I, sądząc z klątwy,
jaką rabbi Szymon ben Johai zagroził wszystkim wierzącym
w nieprawe anielskie związki z kobietami, musiało być tych
wierzących niemało.
Często na przykład przypisywano aniołom „materię etery­
czną", zbudowaną z cząstek mniej gęstych niż ludzkie ciało.
Już dwa wieki przed Augustynem o anielskiej cielesności
w sposób jednoznaczny mówił Tertulian, aczkolwiek przy­
znawał równocześnie, że ciało to jest dla ludzkiego oka
niewidzialne. Jan Kasjan uważał, że - choć aniołowie nie są
bytami wcielonymi - to przecież, podobnie jak ludzka dusza,
obdarzeni są pewną subtelną odmianą ciała. Podobnie sądził
Jan Duns Szkot, według którego zbudowani są oni z „materii
duchowej" - substancji, która dla ludzkiej percepcji jest co
prawda niematerialna i bezcielesna, niemniej jednak, w poró­
wnaniu z doskonałą duchowością Boga, posiada pewną
gęstość. Współczesny Kasjanowi św. Fulgencjusz, biskup
z Afryki Północnej, wierzył, że dobre anioły mają ciało
z ognia, a złe - z powietrza. Św. Tomasz sądził z kolei, że
aniołowie są czystymi duchami („samym intelektem"), które
jednak swobodnie przybierać mogą kształty cielesne - a nawet
jeść (tak, jak jadły z Abrahamem pod dębami Mamre).
Podobnie jadły, a nawet defekowały i uprawiały seks zmys­
łowe anioły Johna Miltona; choć także i on uważał, że ciało
aniołów jest na tyle subtelne, że oglądać je mogą jedynie oczy
jasnowidzów. Natomiast Emanuel Swedenborg zupełnie już
zdecydowanie wierzył w istnienie materialnej, anielskiej
natury. Według Swedenborga bowiem anioły to ludzie w naj­
doskonalszej postaci, a w centrum jego angelologicznej
doktryny znajduje się, jak to określał Czesław Miłosz, „aniel-

�ska seksualność". Aniołowie Swedenborga żyją w niebiosach
życiem ziemskim, doczesnym: są barwnie ubrani, żenią się
między sobą, mają domy i ogrody analogiczne do ziemskich,
tyle że piękniejsze i doskonalsze. Był wszak Swedenborg
spadkobiercą myśli średniowiecznej, która, wzorując się na
myśli platońskiej, wyznawała zasadę: „jak na górze, tak i na
dole"; zasadę, która - jak uważał Swedenborg - jest niepełna,
dopóki nie zostanie odwrócona. Zatem „jak na dole, tak i na
górze". Górny i dolny świat wzajemnie ze sobą korespondują.
Teraz jesteśmy już blisko współczesnej popularnej angelologicznej wrażliwości. Bo oto, po paru wiekach wygnania
z religijnej wyobraźni, zapomniany przez człowieka, opusz­
czony przez Boga i upadłych braci, anioł powrócił. Powrócił
w sztuce, filmie i literaturze pięknej. Powrócił w kulturze
wysokiej i niskiej (masowej, popularnej), co w tej ostatniej
objawiło się zwłaszcza poprzez rozkwit specyficznego angelologicznego piśmiennictwa, stanowiącego dzisiejszy swoi­
sty ekwiwalent dawnej ludowej literatury religijnej. Tak jak
i tam, znajdujemy tutaj relacje ze spotkań z aniołami (na wzór
opisów doznań mistycznych i obcowania ze zjawiskami
cudownymi) i дыдл teologiczne spekulacje.
„W takim stopniu, w jakim aniołowie wy wędrowali z życia
Kościoła, powracają oni, jak się zdaje, przez tylne drzwi pojętej
w najszerszym sensie, zainteresowanej religią opinii publicz­
nej"" - zauważył niemiecki teolog Karl Nientiedt. Tysiące
ludzi widziało lub stale widuje anioły i tysiące ludzi pragnie
0 tych spotkaniach opowiadać innym. Powstają „anielskie"
książki i pisma oraz liczne, zajmujące się nimi, instytucje.
W książce Лш'сМЙ drog; Joan Wester Anderson sumuje to tak:
,Дт więcej czytałam, tym bardziej nabierałam pewności, że
anioły nie są gatunkiem wymarłym, lecz nadal przynależą do
świata ludzi. Miasta, przedsiębiorstwa lotnicze i organizacje
charytatywne nadal noszą imiona aniołów. Członkowie ulicz­
nych patroli, zwanych Aniołami Stróżami, mają na koszulkach
emblematy przedstawiające oko, skrzydła i tarczę, co według
ich założyciela i szefa (...) symbolizuje: 'anielską ochronę
zaoferowaną każdemu, nawet tym, którzy nie chcą, byśmy ich
osłaniali'. W Ameryce istnieje Angel Collectors Club, narodo­
we zgromadzenie ludzi kochających anioły, z własną gazetką
1 corocznym zjazdem. W Tusco działa sklepik z rzeczami dla
dzieci o nazwie Anielskie Nici. W Cleveland mamy żłobek
Dnia Aniołów w Niebie. Dom mieszkającego w Toronto
Tollera Cranstona pełen jest obrazów aniołów, misternych
układanek i innej niebiańskiej sztuki; ten sześciokrotny kana­
dyjski mistrz w jeździe figurowej na lodzie lubi anioły,
ponieważ 'nie dotyczy ich siła grawitacji'."
Wystarczy, choć moglibyśmy cytować jeszcze bardzo
długo. Według autora książki W pojzw&amp;iwam'w oniofdw,"
Davida Connolly, wierzy w nie połowa mieszkańców Stanów
Zjednoczonych, w tym trzy czwarte populacji nastolatków.
Podobne dane podawał w 1993 roku magazyn „Time"."'
W obliczu takiej sytuacji, którą nazwać by można prawdziwą
anielską inwazją, powstała nawet w Ameryce, założona przez
autorkę wielu poświęconych aniołom książek, Eileen E .
Freeman, Sieć na Rzecz Obserwacji Aniołów, tropiąca ich
ślady, zbierająca świadectwa istnienia. Tak oto, po paru
wiekach, zemścił się człowiek na swym niebiańskim opieku­
nie: niegdyś, w średniowieczu, przytłoczony ciężarem po­
dwójnej hierarchii - ziemskiej i anielskiej, schwytany, jak
pisał Jacques le Goff, w „oczka anielskiej sieci" dzisiaj sam
w sieć chwyta anioły.
DRUGI UPADEK ANIOŁA
Jeszcze Wenders widzi swoje anioły w postaci berlińskich

bezrobotnych - niepotrzebnych, marginalnych. Bo jeszcze
u Wendersa ludzka samotność - samotność chłopca, który nie
bawi się z kolegami, i kobiety w metrze, samotność samobój­
cy i Marion, kiedy z przypiętymi do pleców anielskimi
skrzydłami siedzi za cyrkowym wozem, i nawet, kiedy jest
wśród ludzi - nie wynika z obojętności aniołów, lecz
z ludzkiego zapomnienia o nich, zagubienia świętości.
Wendersowskie anioły są równie samotne jak człowiek,
należą jednak równocześnie do ostatnich z gatunku zapom­
nianych. W jakiś przedziwny sposób współczesna popularna
kultura przywraca to, co - jak sądził Jerzy Nowosielski
- bezpowrotnie i ze szczętem wyrugował protestantyzm:
wiarę w ingerencję anioła w empiryczną egzystencję człowie­
ka. Anioł na powrót stał się jego codziennym towarzyszem.
Ten Nowy Anioł (jak go, za Rilkem, nazywa Walter Ben­
jamin) to dzisiaj anonimowy mieszkaniec wielkiego miasta,
bardziej powiernik ludzi niż wysłaniec bogów. Przybywa
z kręgu światła, daleki jest jednak od obrazu „straszliwych",
groźnych aniołów Rilkego, bliższy natomiast - pozostając
w kręgu jego poetyki - temu jednemu z Promieniejących,
który
„stanął u prostych wrót domu,
w na wpół podróżnym stroju i już nie budzący grozy:
młodzieniec wobec młodzieńca, co się przyglądał
ciekawie'"*
Bo ten Nowy Anioł, ludzki i współczujący, jest ciekawy
świata i człowieka. Wszak przeczuwa, jest wręcz pewien, że
„Byt ziemski jest wspaniały". Być może nawet zazdrości
swoim dawno upadłym braciom tej jednej, godnej poza­
zdroszczenia chwili, nim na zawsze zamknięci zostali w kręgu
ciemności. Może zresztą zazdrości im i tego. Sam również
chce upaść i swym upadkiem towarzyszyć upadkowi człowie­
ka; chce zejść jak najniżej, chce cały zanurzyć się w ziemskim,
fizycznym bycie.
Cóż takiego kryje się w upadłym aniele, że od wieków jest
on ulubionym bohaterem, apokryficznych zwłaszcza opowie­
ści?... Dzisiejsze popularne angelologiczne wybrażenia od­
twarzają w istocie tę samą starą, apokryficzną opowieść
0 buncie i upadku aniołów.
To znamienne i nieprzypadkowe, ze zarówno bohaterowie
książek Connolly'ego, Freeman, Wester Anderson, Bumham
1 innych, jak i sami autorzy spotykają anioły wyłącznie
w codziennych, najzwyklejszych miejscach. W samochodo­
wym warsztacie, gdy, niewidzialni, pomagają mechanikom
i w ciemnym parku, gdzie odstraszają od samotnej kobiety
gwałciciela. Przy chorym dziecku w szpitalu i przy mordercy
w więzieniu. W hotelu i w burdelu. Na autostradzie i w zaka­
zanej dzielnicy, gdzie w niebieskich uniformach, z bronią
w ręku pomagają policji w nalocie na siedzibę gangu
handlującego narkotykami. U Wendersa także nieprzypadkiem spragniony wcielenia Damiel zatrzymuje się przy
prostytutce, liczącej pieniądze w brudnym berlińskim zaułku.
Nie pierwszy to i nie ostatni raz właśnie w postaci prostytutki
odezwała się stara opowieść o aniołach, które upadły z miłości
do ziemskich kobiet; z których pożądania córek ludzkich rodzi
się wszelka nieprawość. W symbolicznej figurze prostytutki
upadek anioła znalazł swoje spełnienie. Esencja kobiecości
łączy się tu z esencją grzeszności - ale i z esencją ziemskiego
życia. Mówi o tym na przykład nim Kartta Shea Rubena
ZoM/cy ирддТусл длю&amp;Щ w którym psychopatyczny mor­
derca (a zarazem policjant) w imię owari religijnej idei (manii)
czystości w okrutny sposób zabija ulicznice; albo też ЛлЫ
w czerwiem' Williama Dupreya. Ladacznice są tu jasne,
czyste, szlachetne; rzeczywiście przypominają anioły. Nie

�przypadkiem tych dwoje - Rilke'owska para „Anioł i lalka"
- wzajemnie do siebie lgnie. A skoro znowu pojawił się
w naszych rozważaniach angelolog Rilke, dodajmy jeszcze
i to, że w V77 Ekg;i дшле/АЬ'е/ przy pomocy tego samego
wątku sławi on przed Aniołem cudowność ludzkiego świata:
„Byt ziemski jest wspaniały. Wiedziałyście o rym, dziew­
częta/wy nawet, na pozór w niedoli, w grzęzawisku
- w najgorszych/ulicach miasta, całe we wrzodach albo
wyrzucone/na śmietnik. Bo każdej z was była dana tylko/
jedna godzina, może nie cała, miarą czasu niewymierzalna,/między dwiema chwilami, gdy każda z was miała/
własne istnienie. Wszystko. (...)""
Bo dzisiejsze anioły, anioły kultury popularnej, także
towarzyszą człowiekowi w jego codzienności i święcie.
Niechętne miejscom eksponowanym, zarezerwowanym dla
kultury wysokiej, pojawiają się wśród zwykłych ludzi w sak­
ralnej przestrzeni kultury plebejskiej, masowej: na koncertach
i zawodach, w kawiarni i dyskotece. Na ulicy i w ogrodzie
zoologicznym. W miejscach grzesznych, w sposób szczegól­
ny naznaczonych życiem, zarazem czystych i nieczystych,
trochę świętych, a trochę przeklętych. Niegdyś lubiły hałaś­
liwe, miejskie place Rilkego, na których „wiruje i wre po
brzegi jarmark./(Huśtawki swobody! Nurkowie, kuglarze
zacietrzewienialñ wystrojonego szczęścia strzelnica z figurami),/gdzie tarcze blaszane dygocząc brzęczą"™, place „z
ogromną widownią"^, potem zaś spotykano je - na przykład
u Chagalla, Wendersa, czy w inspirowanej malarstwem
Toulouse-Lautreca powieści Angeli Carter^ - w cyrku. Bo
w cyrku właśnie odnalazł anioł, w postaci klowna i linoskocz­
ka, swoje ironiczne, ziemskie wcielenie. W wizerunku Marion
u Wendersa jej anielskość wyrażona została exp/'C'^- Strój jej
zdobny jest piórami, „lataj, przecież jesteś aniołem", wołają
towarzysze. Obdarzoną anielskimi skrzydłami akrobatkę Fevvers z Wieczorów cyrtowycm Carter nazywają w Paryżu
Angielskim Aniołem. A swoją książkę, poświęconą poetom-symbolistom (to oni przede wszystkim podtrzymywali sym­
boliczną tożsamość anioła i klowna), Wallace Fowlie nie bez
powodu nazwał właśnie Cfownj длд"Ал#ек. „Klown - pisze,
powołując się na Gastona Bachelarda, Alfred Simon - jest
aniołem pozbawionym skrzydeł, aniołem, któremu nie braku­
je niczego poza skrzydłami." %
CIELESNE SACRUM
„Pasjonująca może się okazać obserwacja wyobrażeń
niepoznawalnego Boga, stanowiącego centrum wszechświa­
ta, wypromieniowującego wibracje myśli, które zmieniają się
w światło, potem w ciepło, aż w końcu, będąc już daleko od
źródła, przechodzą w materię"^ - powiedział, w rozmowie
z Rexem Hauckiem, amerykański pisarz i malarz Malcolm
Godwin. Nie mylił się Umberto Eco sądząc, że współczesne
sacrum podlega procesowi bezwzględnej materializacji. Para­
frazując włoskiego semiotyka możemy więc powiedzieć, że
skoro to, co nadprzyrodzone, przybrać może jedynie kształt
fizyczny, podobny los spotka również anioły.* Dzisiejsza
angelologia mierzy się z kwestią form istnienia aniołów i z ich
cielesnością równie uporczywie, jak niegdysiejsza teologia
i filozofia; wierzenia dotyczące aniołów rzeczywiście zdra­
dzają wyraźne ślady dawnej apokryficznej wiary w ich
dwoistą, nie tylko duchową, ale i cielesną naturę. W jakimś
sensie jest to również relikt po właściwym myśli ludowej
sensualizmie.
„Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał
klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił smoka,

Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go
na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści..." - tymi słowami
z Apokalipsy św. Jana mógłby kończyć się film Alana
Smithee Gmew an;o&amp;fw, w którym anioł przybywa na odsiecz
ludziom, bezbronnym wobec potęgi szatana. Ów filmowy
anioł jednoczy w swojej postaci wszelkie ikonograficzne
konwencje, z jakich korzysta wyobraźnia popularna, by
przywoływać dzisiaj zjawiska cudowne. Początkowo ukazuje
się nam na sposób symboliczny, jako spływająca z nieba
błyskawica, płomień, jaśniejące oślepiający blaskiem światło,
które łączy w sobie pochodzenie boskie (biblijne) z kosmicz­
nym (w wersji science fiction); wkrótce zaś potem wykształca
się z tego światła, wymodelowana zgodnie z tradycyjną
angelologiczną konwencją realistyczną, postać urodziwego
młodzieńca w złotej szacie, ze złotymi skrzydłami i złotymi
włosami: Archanioł Michał z obrazów Bartoloméo Bermejo
lub Bernardino Zenale. Nawiasem mówiąc, filmowy szatan
także przywodzi na myśl diabła z obrazu tego ostatniego.
Nietoperze skrzydła, jakimi obdarzona jest ta groteskowa,
szkaradna postać, przypominają ojej anielskiej proweniencji,
0 anielskiej przeszłości z czasów przed upadkiem.
Nawet jednak i te kulturowe, ikonograficzne przywołania
nie wyczerpują wszystkich symbolicznych, zmierzających ku
cielesności sensów postaci współczesnego posłańca. Jawi się
bowiem jeszcze jedna, ciekawa zbieżność, na którą zwrócił
uwagę Malcolm Godwin. „Zasługę zdumiewającego wzrostu
popularności aniołów w dzisiejszym świecie - twierdzi
Godwin - można po części przypisać amerykańskim superbohaterom. Superman, Człowiek-Pająk, Kapitan America
1 inni przedstawiciele tego gatunku zdecydowanie mają
w sobie coś anielskiego. Wszyscy oni niezłomnie trwają po
stronie dobra. Faktycznie są współczesnymi odpowiednikami
trzynastowiecznych aniołów z kościelnych fresków. Obrazy
te noszą zresztą pewne podobieństwo do komiksów. Nasi
superbohaterowie spełniają też ściśle anielskie funkcje: bronią
słabszych, stoją na straży prawa."**
Wszakże współczesny anioł nie zawsze przyjmuje postać
równie imponującą jak postać Supermana, dzisiejszego Ar­
chanioła. Ostatnio często pojawia się jako o wiele skromniej­
szy anioł stróż. W amerykańskiej pop-kulturze obserwuje się
wyraźny renesans tej postaci (której rodowód sięga średnio­
wiecza i która zawsze cieszyła się niezwykłą popularnością,
niezależnie od tego, że Kościół nigdy nie ogłosił nauki
o stróżach w formie oficjalnego dogmatu). W filmie Williama
Deara Rezerwowy длМ jfrdz' chłopiec prosi Boga o to, by
otoczył opieką i obdarzył zwycięstwem jego ulubioną, acz
niefortunną drużynę baseballową, występującą pod nazwą
Aniołowie. I Bóg wysłuchuje dziecięcej modlitwy i zsyła
zawodnikom ich anioły, widzialne tylko dla chłopca. Te
anioły to zwiewne eteryczne kobiece postacie w bieli, jakby
wyjęte z obrazów Fra Angelica, podczas gdy anioł stróż
chłopca - choć także obdarzony skrzydłami - przypomina na
wskroś ziemskiego mężczyznę w baseballowej czapeczce. Na
imię ma A l . Aniołowie stróże czuwają w trakcie meczu nie
tylko nad ciałem, ale - zgodnie z religijną tradycją - przede
wszystkim nad duszami sportowców. „Czuwamy, cały czas
czuwamy", powie do chłopca Al (przypomnijmy, że Czuwają­
cymi, Obserwującymi nazywała anioły literatura apokryficz­
na). Filmowe anioły obdarzają podopiecznych nadprzyrodzo­
ną zręcznością, ale też całkiem ludzką szlachetnością i wraż­
liwością. Anielski wpływ sprawi, że wkrótce nastąpi swoiste
przebóstwienie człowieka, że z niego samego wyzwolony
zostanie anioł.
Anioły mogą pojawiać się jako „czuła obecność", „niewi-

�dzialna interwencja", „czysta światłość", ale także jako
„mężczyzna w trzyczęściowym garniturze z teczką, lub
kierowca ciężarówki lub kobieta w stroju kelnerki albo pilot
samolotu. To nie ma znaczenia, jaki jest ich wygląd - zawsze
możemy wyczuć aurę pokoju wokół aniołów"" - pisała
K. Martin-Kuri. W przypadku Jean Hannan Ondracek z Oma­
ha angelofania przyjęła formę spotkania z ratownikiem, który
ocalił jej życie, gdy, wyczerpana, nie mogła dopłynąć do
brzegu/** W przypadku ojca Antoniego Zimmermana - było to
cudowne spotkanie z chińskim rikszarzem.^ Rodzinie Billa
udało się sfotografować „postać ubranego w biel anioła,
który stoi czuwając nad siedzącą przy ognisku rodziną".*
Widzialny zaś dla wszystkich poza samą Myrą jej anioł stróż
„w swym eleganckim, białym garniturze wydawał się wielki
jak dąb'V „Anioły widzę w różnych postaciach. Widuję
je, kiedy przybierają postać męską lub żeńską - wyznaje
Jane Howard. - Widzę je w postaci energii - jak fale,
efekt falowania różnych kolorów energii, gdy w ten sposób
chcą dać o sobie znać. Tak czy inaczej, rzeczywiście widzę je
tak wyraźnie jak ludzi (...) Dla mnie są oczywiste i praw­
dziwe jak istoty ludzkie. Było tyle wspaniałych zdarzeń, na
przykład kiedy robiłam przegląd samochodu i ujrzałam
mojego anioła stróża, który właśnie siedział tam w materialnej
postaci"..Л Jakie to bliskie ludowej teologii, dla której
żadnych wątpliwości nie zdawała się budzić cielesna natura
Jezusa, Marii czy też świętych, pojawiających się na polach
i wiejskich drogach. Cuda, jakich dokonywali ci ludowi
rozdawcy łask i pocieszyciele, dotyczyły - niczym cuda
dokonywane dziś przez anioły - materialnej, bliskiej wiernym
rzeczywistości.*
Także w filmie Лгтш'д Boga Gregory Widena aniołowie są
bytami wcielonymi, choć ich postaci nawiązują do różnych
poetyk. Dobry, jasnowłosy Szymon przypomina trochę anioły
Wendersa - mężczyzn w długich płaszczach, z kitką włosów
na karku. Czarno ubrany, elegancki, o cudzoziemskim wy­
glądzie Gabriel - biesa z ludowej tradycji. Jego adiutant zaś,
Uziel - przybysza z kosmosu w popularnych filmach science
fiction. Pod względem składu krwi powinien być on martwym
płodem, pod względem budowy kości - noworodkiem. Do
tego nie ma oczu i jest hermafrodytą. Czy można się dziwić, że
stanowi dla naukowców nieodgadniona zagadkę?
ANIOŁOWIE I KOSMICI
Współczesne wyobrażenia, dotyczące natury aniołów, do
poetyki science fiction odwołują się zadziwiająco często.
W ludzko-niebiańskiej istocie aniołów niebiańskość przyj­
muje nowy, zaskakujący kształt. Nie dogmaty teologów, lecz
ludowe wyobrażenia o kosmosie stanowią o wigorze religii,
uważa Czesław Miłosz. „Zstąpienie i wniebowstąpienie są
dwoma jej przestrzennymi biegunami, bez których zmienia
się w czystą duchowość, pozbawioną jakiegokolwiek uchwy­
tu za wyobrażalne (...)."^ Lecz, wbrew temu, co sądzi Miłosz,
nieprawdą jest, że choć wiemi składają ręce do modlitwy
i patrzą do góry, góry już nie ma, że nastąpił rozpad
hierarchicznej sakralnej przestrzeni. Stało się tylko to, że
sacrum pomieszało się z nauką i nagle objawiony kosmos
astrofizyków stał się jednym z niebiosami z religijnych
wyobrażeń. Bo choć tłumaczą dzisiejsi teologowie, że „Wnie­
bowstąpienie Chrystusa to nie lot w kosmos"", współczesne
popularne wyobrażenia tam właśnie umieszczają siedzibę
Boga i cherubinów. W swojej /Гл'^&amp;е amofów Sophy Bumham przytacza znamienną historię (zacytujemy ją niemal
w całości, gdyż ma wartość etnograficznego świadectwa)
o „sześciu rosyjskich kosmonautach (ateistach oczywiście),

którzy w przestrzeni pozaziemskiej dwukrotnie widzieli grupę
aniołów o skrzydłach wielkości jumbo jeta!
(...) Trzej kosmonauci: Władimir Sołowiew, Oleg Atkow
i Leonid Kizim przeprowadzali eksperyment medyczny, gdy
nagle zostali oślepieni przez wspaniałą, pomarańczową po­
światę. Kiedy ich oczy przywykły do tego światła, ujrzeli
'siedemogromnych postaci mających ludzkie kształty, ale ze
skrzydłami oraz z podobnymi mgiełce aureolami, niczym na
klasycznych obrazach przedstawiających anioły. Wyglądały,
jakby mierzyły setki stóp wzrostu, a rozpiętość ich skrzydeł
porównywalna była z parametrami pasażerskiego odrzutow­
ca'. Twarze, ozdobione uśmiechami cherubinów, miały
okrągłe i wszystkie były identyczne. Grupa aniołów towa­
rzyszyła kosmicznej kapsule przez prawie dziesięć minut,
a potem zniknęła. Jednak dwanaście dni później wszystkie
anioły wróciły i tym razem widziało je jeszcze trzech
uczonych.
-Byliśmy dosłownie oszołomieni - powiedziała Swietłana
Sawitskaja, kobieta-kosmonauta. - Wokół płonęło intensyw­
ne pomarańczowe światło, przez które widzieliśmy postaci
siedmiu aniołów uśmiechających się tak, jak gdyby miały
jakąś wspólną tajemnicę."*
Kosmonauci i aniołowie (nawiasem mówiąc opisana tu
historia jest tylko prostym odwróceniem słynnego oświad­
czenia Jurija Gagarina, że Boga w kosmosie nie widział...),
którzy pojawiają się tam, gdzie spodziewano się raczej
zobaczyć nieznane gwiazdy lub kosmitów... Malcolm Godwin
wytłumaczyłby owo niebiańskie spotkanie tak: „Ludzie de­
speracko poszukują jakiegoś znaku. Anioły zaś są posłańcami,
przynoszącymi nam, ludziom, przesłanie od Boga. Kosmici
też przekazują nam pouczenia, na przykład, że powinniśmy
żyć spokojniej, bo inaczej nasza planeta zginie, albo że
zaszwankuje nasz ekosystem, albo jeszcze coś gorszego. Tego
rodzaju ostrzeżenia. Jeżeli obecnie coraz częściej słyszy się
o spotkaniach z aniołami, może właśnie dowodzi to prób
zrównoważenia braku duchowości, braku magii w naszym
świecie.""
NIEBIOSA PENETROWANE PRZEZ NAUKĘ
Aniołowie i kosmici utożsamieni więc zostali w masowej
wyobraźni, a wraz z nimi utożsamione zostały tradycyjne
religijne niebiosa i niezmierzone przestrzenie kosmosu, który­
mi karmią się obrazy science fiction. Toteż nic dziwnego, że
- zastanawiając się nad tym, jak wygląda „naturalne środowis­
ko aniołów" - Eileen E. Freeman pisze: „Można to nazwać
niebem, równoległym wszechświatem lub w jakikolwiek inny
sposób".* Według Salwadora Dali to Bóg jest być może tą
substancją, której poszukuje fizyka atomowa, a podstawowymi
formami anielskiej energii są protony i neutrony; właśnie dzięki
tej anielskiej energii wniebowzięta została Matka Boska.
„Dlaczego anioły malowane są ze skrzydłami?" - pyta Rex
Hauck. „Według mnie - odpowiada Martin Kuri - anioły
pojawiają się jako istoty świetliste. Ale mogą one pojawiać się
w otoczce pola energetycznego, które my odbieramy jako
skrzydła."3* Śwątłość i energia; byty subtelne i byty fizyczne
- jak trudno je dzisiaj od siebie odróżnić. Niebiosa pop­
kultury stały się przestrzenią penetrowaną przez naukę,
a zamieszkujące je subtelne byty porównywane zostają do
różnych form nie zbadanego jeszcze kosmicznego życia.
Jedną z takich, nie poznanych jeszcze form, może być - jak
przypuszcza Freeman - właśnie anioł. „Istnieje jednak zys­
kująca ostatnio na popularności teoria, która utrzymuje, że
anioły żyją w tym samym fizycznym wszechświecie co my,
lecz ich ciała, niezależnie od tego, jak wyglądają, są dla nas

Д7

�niewidoczne. Taka teoria nie byłaby możliwa w zamierzch­
łych czasach. Jeszcze do niedawna w wielu zakątkach świata
wiarę w istnienie fizycznych ciał, które są niewidoczne,
uznano by za herezję.""" Aniołowie porównani zostają do
mikroskopijnych zarazków tyfusu i dżumy, do atomów
i budujących je jeszcze drobniejszych cząstek. „Teoria mó­
wiąca, że anioły są częścią naszego kosmosu, choć ich nie
widzimy, ponieważ ich ciała różnią się od naszych, wydaje mi
się najbardziej prawdopodobna. Dlaczego mielibyśmy być
najbardziej zaawansowanymi w rozwoju istotami? Dlaczego
nie mielibyśmy dzielić tego kawałka wszechświata z innymi
inteligentnymi istotami? Uznajemy, że istnieją formy życia,
których nie możemy zobaczyć. Dlaczego anioły nie miałyby
być inną formą życia w naturze - starszą, mądrzejszą
i bardziej kochającą?'"" - pyta Eileen E . Freeman.
Wypatrujemy dzisiaj aniołów z równą nadzieją, jak Mars­
jan czy UFO. Stare wierzenia w ciało z ognia bądź popiołu
zastąpione zostały wierzeniami w kosmiczny charakter mate­
rii anielskich postaci. Współcześni badacze aniołów widzą
często w swych teoriach kontynuację dawnych wizji i w nich
właśnie szukają potwierdzenia dla swoich angelologicznych
hipotez. Freeman mówi o tym wprost: „Skoro anioły są
istotami ze światła i sługami światła, przypuśćmy, że porusza­
ją się także z prędkością światła. Taka koncepcja pojawia się
już w czasach biblijnych. U Daniela (9:21) Gabriel przychodzi
do proroka spowity w szybkie światło w czasie wieczornej
ofiary. Taże u Daniela (14:33) prorok Habakkuk zostaje
przeniesiony z Judei do Babilonu z szybkością wiatru, zaś
psalm 104 odnotowuje: 'Twoje anioły pójdą przed Tobą jak
wiatr'.'""

Możliwe, że, podobni do zabawek typu ..transformer", są
aniołowie zbudowani z płynnej energii, „której nasze zmysły,
radary i inna aparatura nie są w stanie zidentyfikować".'" Lub
też mają normalne ciała, tyle że istniejące jedynie „w widmie
światła, którego nie odbieramy".* „Możliwe, że ciało anioła
widzialne jest w paśmie ultrafioletowym lub podczerwonym.
Może są one tak małe, że nie bylibyśmy ich w stanie dostrzec
za pomocą najczulszego mikroskopu. Albo tak ogromne, iż
wszyscy mieszkańcy Ziemi zmieściliby się na czubku ich
małego palca. Nie wiadomo. Mogą też po prostu zmieniać
zarys swej postaci w zależności od sytuacji.""^ „Możliwe też,
że anioły mają jakiś rodzaj ciała, lecz poruszają się za szybko,
abyśmy mogli je zobaczyć. Pamiętam scenę z filmu Ляг 7re&amp;,
w której załoga Enferprüe nie mogła porozumieć się z miesz­
kańcami pewnej planety, ponieważ poruszali się oni tak
szybko, że ludzkie oczy nie mogły za nimi nadążyć.""* „Być
może ciała aniołów są zupełnie przezroczyste. Istnieją na
ziemi stworzenia, które mają przezroczyste ciała lub tylko ich
części"/" Może wreszcie ich ciała są bardziej rozrzedzone od
naszych... Możliwości mnożą się niczym hipotezy astro­
nomów. Co stwarza nam - zgodnie z ludową wiarą w magicz­
ną moc nauki - możliwość ujęcia tego niebiańskiego kosmosu
(bądź też kosmicznych niebios) w scjentystyczne ramy
i zbadania, za pomocą odpowiedniej aparatury, tej duchowo-kosmicznej materii nawet w stanie największego jej roz­
rzedzenia, na poziomie bytów najsubtelniejszych.
A wówczas... kto wie? Może się jeszcze okazać, że „Droga
Mleczna jest kompozycją sztywnych, zamrożonych i ostatecz­
nie zawieszonych w doskonałej nieruchomości aniołów"...

PRZYPISY
' Cz. Miłosz, О олюЬсл, w: H. Oleschko, Aniofów dystremy Щ
Kalwaria Zebrzydowska 1996, s. 178
' P. L . Berger, Л Лытоиг of Ллд«Ь. Modem Socigfy and 1ле
JWiscovfry о/1л« ЛыргглдГига/, London 1971, s. 118
' Por. np. U. Eco, PodziMwu bogowie, przel. J. Ugniewska, w:
Лглио/ogia zycio codzif/wifgo. Warszawa 1996, s. 109, czy rozmowę
0 aniołach z o. J. A. Kłoczowskim, „Tygodnik Powszechny" nr 39/1996
* Por. H. Oleschko, op. cit., s. 109
' Ch. Fort, Kjiggo rzeczy wylWf (уел, И)?ппюи&amp;гше do io/gmmcy, przeł.
Z. Kubasiak, Łódź 1994, s. 161
^ G. van der Leeuw, FfnomfWogm Migu, Warszawa 1978, przeł.
j . Prokopiuk, s. 186
' Tamże.
* O pif Wg, łprowocfi оЛдксглусл i ргоЮШлгугтк. Kozmowo z Уеrzym /Vowoawbiüm, „Pielgrzym Polski" nr 516/517, 1982, s. 40
" Por. G . Durand, Wyobraźnia лутпеокеггщ Warszawa 1986, przeł.
C. Rowiński, s. 49
R. M. Rilke, Drugo, e/egio daww/abi, w:Роггуг, Wybrał, przełożył
1 posłowiem opatrzył M. Jastrun, Kraków 1987, s. 191
" Por. H. Oleschko. op. cit., s. 57
'2 Tamże.
^ Cyt. za: ks. 1. Bokwa, Spór о ол Wów, czyh fzonja crirzg/ci/orkfwo,
„Przegląd Powszechny" 11/891, 1995, s. 161
" J. Wester Anderson, ЛлкЬЬг drogi. Prawdziwe лиЮпг о доУсюсл
z Л1«6ю1, przeł. M. Trzebiatowski, Gdańsk 1994, s. 21
" Por. D. Connolly, W poMwbwowu ovüofdw, przeł. M. Hądzlik-Margańska, Bydgoszcz 1994, s. 128
" Por. ks. I. Bokwa, op. cit., s. 161
" Por. J. le Goff, ЛГы/lwro ir«ohiowi«cz7i«/ Europy, przeł. H. Szumańska-Grossowa, Warszawa 1994, s. 173
" R. M. Rilke, Drwgo..., w: op. cit., s. 191
" R. M. Rilke, Siódma «kgia dwinf/cbi, w: op. cit., s. 221
™ R. M. Rilke. Dzie.fiqfa «kgio duwf/abz, w: op. cit., s. 237
^ Por. tamże, Pio/o efegio duwr/ato, s. 213
" Por. A. Carter, Wieczory cyrkowe, przeł. Z. Uhrynowska-Hanasz,
Warszawa 1993
* A. Simon, Ło риыим d « c W r u . Lyon 1988, s. 271

" Por. R. Hauck, Aniofy - fq/«nvHczy po.fWcy, przeł. A. Dunajska,
T. Michalski, Warszawa 1995, s. 144
^ Por. U. Eco, Podróż do лфггггоко^о. przeł. J. Ugniewska, w: op.
cit., s. 71
* Por. R. Hauck, op. cit., s. 145
" Tamże, s. 160
™ Por. J. Wester Anderson, op. cit., s. 49
» Tamże, s. 58
™ Tamże, s. 73
" Tamże, s. 62
" D. Connolly, op. cit., s. 150
" Pisał o tym np. S. Czarnowski, f zdfwro r*/igi/no wig/dbfgo /udu
po/ab«go, w: Wytorpwn joc/o/ogiczMycri, Warszawa 1982, s. 383. Rację
ma Czesław Miłosz (МеМ/кусгло pauzo, Kraków 1989, s. 61), gdy pisze,
ze „Przewrót w pojęciach o kosmosie, zaczynający się od Kopernika,
sprawił, że utrzymać zmysłowość bóstwa było coraz trudniej", nie jest
jednak prawdą, że owa zmysłowość została bezpowrotnie utracona
- szczególnie w wyobraźni ludowej.
" Cz. Miłosz. МгИ/кусгпд..., op. cit., s. 61
" Por. H. Küng, Życie wieczne/, przeł. T. Zatorski, Kraków 1993.
s. 187. Notabene Küng wpisuje się w istocie w nurt tak myślących, biorąc
takie sugestie poważnie i wyszukując w Piśmie Świętym argumenty
przeciwko nim.
* S. Burnham, X « { g o oniofów. ^ozwożdruo о олЫосл wczoro/' i dz/f
oroz оШелгусгле opowie¿ci o fym, w / а й ł p o ł d t wplywo/ą ло noizf życie,
przeł. D. Chojnacka i M P . Jabłoński, Warszawa 1996, s. 27
" R. Hauck, op. cit., s. 159
" E . E . Freeman, Wybroni przez oniofy, przel. M. Zająkała, Bydgoszcz
1994, $. 50
* R. Hauck, op. cit, s. 159
*" E . E . Freeman, op. cit., s. 51
" Tamże.
« Tamże, s. 52
" Tamże.
" Tamże, s. 53
^ R. Hauck, op. cit., s. 131
^ E E . Freeman, op. cit., s. 52
" Tamże, s. 54

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9641" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9619">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7dec5331c0724fd2c25c1488ff962abd.pdf</src>
        <authentication>a104bea318d7d153fb9ccc2ac0f5db29</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114759">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3689</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114760">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114761">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3466</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114762">
                <text>"Tam gdzie Bóg nie ukończył swego dzieła" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114763">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.124-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114764">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114765">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114766">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114767">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114768">
                <text>„Tam gdzie Bóg nie ukończył swego dzieła"
Szkic o królu , błaźnie i nowej demiurgii
Monika Sznajderman
W pamiętnym artykule Kapłan i błazen (Rozważania
0 teologicznym dziedzictwie współczesnego myślenia) Leszek
Kołakowski stworzył brzemienną w filozoficzne konsekwen­
cje i w wartości opozycję, która na dobre zadomowiła się
w polskiej myśli filozoficznej. Antagonizmowi kapłanów
1 błaznów, które to filozofie są „w każdej niemal epoce (...)
dwiema najogólniejszymi formami kultury umysłowej'" od­
powiada antagonizm pomiędzy filozofią, stwierdzającą ist­
nienie absolutów i filozofią negującą je. Ta ostatnia wyraża
się, wedle Kołakowskiego, w błazeńskiej postawie „negatyw­
nej czujności wobec absolutu jakiegokolwiek" , ta pierwsza
zaś - filozofia kapłańska - w kulcie „dla ostateczności
i oczywistości uznanych i zawartych w tradycji" . Autor
opowiada się przy tym jasno za postawą błazna - postawą
wątpiącą, kwestionującą, demaskatorską i nieustannie snującą
obrazoburcze refleksje nad przeciwnymi racjami. Jednym ze
spadkobierców retoryki Kołakowskiego jest Adam Michnik,
któremu posłużyła ona do analizy politycznej, egzystencjalnej
i filozoficznej kondycji polskiego intelektualisty: „zrozumieć
duchowe dylematy naszego inteligenta - pisze Michnik - to
tyle, co ogarnąć i opisać przestrzeń rozpostartą pomiędzy
dziełem kardynała Wyszyńskiego a dziełem Witolda Gomb­
rowicza" . Te dwa, kluczowe dla autora nazwiska - symbole
stanowią horyzont postawy kapłańskiej z jednej i błazeńskiej
z drugiej strony. Który z nich, pyta Michnik, ma rację? Kapłan
czy błazen? Wyszyński czy Gombrowicz, jeden podkreślający
znaczenie polskiego katolicyzmu dla polskiej kultury, jej
trwania i siły, drugi wyśmiewający jego miałkość i za­
kłamanie. Jeden piewca narodowo-religijnej tradycji, w ob­
rębie której polski intclctualista powinien umieć znaleźć swe
miejsce, drugi obnażający stereotypowość i jałowość takiej
postawy. Tak jak współczesna kultura polska, także i my, pisze
Michnik, „polscy niepokorni inteligenci, żyjemy między
modlitwą kardynała Wyszyńskiego i szyderstwem Witolda
Gombrowicza, między prawdą Kapłana i prawdą Błazna."
Słuszność, konkluduje autor, należy po trosze do obu tych
racji.
2

1

4

5

Utarty schemat opisu postawy kapłana i błazna, bezreflek­
syjne i stereotypowe ujęcie tematu poddał wnikliwej krytyce
także - choć z innych nieco pozycji - Ryszard Lcgutko
w kapitalnym eseju Podzwonne dla błazna*, w którym
pokazał, że błazen może mieć również zupełnie inną twarz, że
błazeństwu zagrozić może spotwornienie. Jeśli bakteria nie
napotka w środowisku na żadne przeciwciała, rozmnaża się
- pisze, jakhy wtórując mu, Janusz Węgielek. - Tak samo
błazeństwo. Przed spotwornieniem może uchronić błazeństwo
jedynie dotykające go spojrzenie krytyczne lub podejrzliwe.
Spojrzenia te naciskając ograniczają."
7

„Konkluzja (Kołakowskiego - MS) - pisze Legutko - głosi,
iż. w całości myśli ludzkiej da się odnaleźć stały antagonizm

124

dwóch tendencji - absolutystycznej i antyabsolutystycznej.
Tę pierwszą symbolizuje kapłan, tę drugą - błazen. Kapłan
ma cechy starca, jest strażnikiem absolutu, twórcą katechiz­
mu, obrońcą przeszłości, tradycji i świętości, konserwatystą
pragnącym zachować to, co już przestało istnieć, wierzącym
w harmonijny i jednolity system wartości, stróżem ortodoksji
i mitologii skupiającym pod swoją opieką większość ludzi,
mającym skłonność do fanatyzmu i rygoryzmu. Błazen zaś
posiada cechy młodzieńcze: jest sceptycznym obserwatorem
społecznego porządku nie należąc nigdy do niego całkowicie,
jest nieufny, aktywny, krytyczny, kwestionujący oczywistość,
reprezentujący wyobraźnię, pluralizm, indywidualność, szy­
derstwo, wskazujący na napięcia między ludzkimi ideałami,
opowiadający się za tym, co przyszłe, możliwe, niosące
nadzieję." Schematowi temu odmawia Legutko jakiejkol­
wiek realności, ukazując jednocześnie jego koniunkturalny,
dziejowy charakter.
8

Demaskując ideologiczną wizję młodego Kołakowskiego
krakowski filozof rozważa także filozoficzne i czysto prag­
matyczne skutki konsekwentnie stosowanej lak właśnie rozu­
mianej postawy błazeńskiej. W świetle jego rozumowania
błazen nie jest już zgoła tym sceptycznym, przenikliwym,
śmiałym i zbawiennym dla kultury nowatorem. Staje się
postacią na wskroś złowieszczą. Walcząc z absolutyzmem
i ortodoksją opowiada się po stronie herezji i rewizjonizmu.
Odrzucając przeszłość i wszystko, co w kulturze zastane
(„Nie miało już sensu zastanawianie się nad prawdą lub
fałszem proponowanych treści, skoro stanowiły one zaledwie
maskę, pod którą kryły się historyczne trupy'"') nasyca kulturę
nieustannym niepokojem nowego. To nowe jest wszakże nic
mniej, a często bardziej ideologiczne niż stare. „Niebezpiecz­
ną pokusą heretyka - zauważa Legutko - jest to, iż skłonny
jest on sądzić, że istnieje jakaś prawda, którą ludzkość do tej
pory przeoczyła i że można ominąć cały trud, jaki dotychczas
włożono w uporządkowanie ludzkiego doświadczenia. Here­
tyk znajduje się dlatego bliżej ideologii niż ortodoksja." Stąd
też „heretycki program nigdy nie jest empirycznie spraw­
dzony i zawsze przynosi więcej skutków nieprzewidzianych
niż zaplanowanych." W miejsce dogmatu pojawia się zatem,
pisze Legutko, nowa heretycka ideologia". „Jest zadziwiają­
ce, że rewizjoniści, którzy nie zniżyli się do tego, żeby
ortodoksję mierzyć miarą prawdy - wszak była ona niczym
więcej jak sekciarstwem i fałszywą świadomością, a zresztą
w świetle kolektywnego solipsyzmu prawda bezwzględna nic
miała większego sensu - i interesowali się jedynie jej
represywnymi skutkami, nie wzięli pod uwagę, że skutki
błazeństwa mogą być także złowieszcze. To właśnie sojusz
błazeństwa i herezji był najczęściej źródłem ruchów totalitar­
nych, podczas gdy ortodoksja dawała co najwyżej impuls
politycznemu i umysłowemu autokratyzmowi" , podkreśla
10

11

12

�Lcgutko. Zgodziłoby się z nim zapewne wielu myślicieli
i pisarzy, a wśród nich przede wszystkim Tomasz Mann, który
bronił się przed takim właśnie błazeńskim obliczem współ­
czesnego świata ; nieco później to samo zauważył także
twórca słynnej dychotomii. Opowiedział się wówczas zdecy­
dowanie po stronie kanonu sacrum, a przeciwko „błazcńskiej
chimerze", „wedle której człowiek wyzwolić się może total­
nie, wyzwolić od wszystkiego - od wszelkiej tradycji i od
wszelkiego sensu zastanego, i że sens każdy może być
dekretowany lub zniesiony w każdej chwili mocą arbitralnej
woli lub kaprysu - chimera ta, miast otworzyć przed człowie­
kiem perspektywę boskiego samotworzenia, zawiesza go
w ciemnościach."
11

14

Na podobną prawidłowość zwrócił także uwagę Jean
Starobinski w swoich Trzech esejach, poświęconych rewolucji
francuskiej, jej „słonecznemu mitowi". Tam, pisał, „gdzie bije
czarne serce Rewolucji, fermentuje jej płodny chaos. Jest to
symboliczne miejsce królobójstwa; gwiazda zaranna nowych
czasów jest jedynie jego odwróconą repliką" . Z chwilą
upadku monarchii każdy może stać się prawodawcą, bo
- w odpowiedzi na akt zniszczenia czyli królobójstwa - ot­
wiera się ogromna, pusta, całkowicie jednorodna przestrzeń,
powstaje amorficzny świat, chaosu, pozbawiony jakichkol­
wiek reguł, norm i sankcji; otwiera się więc miejsce dla
dokonania nowej demiurgii. Ale ta błazeńska demirugia
niuchronnie pozostanie jedynie chimerą, bowiem „ogarnięta
szałem anarchii wolność nie może przybrać stałej formy,
0 jakiej marzy" .
Tam, gdzie w obrazach kultury, w dziełach literackich
1 filmowych pokusilibyśmy się o odszukanie śladów tak
pojętej „błazeńskiej chimery" uderza wrażliwość na płynące
z niej zagrożenia. Obrona przyjmuje formę mitologicznego
sankcjonowania pierwotnego ładu, boskiej demiurgii, co
dojrzały już Kołakowski wyraził słowami: „pewien pod­
stawowy kanon prawd i reguł winien być raczej broniony niż
atakowany" . Stąd w kulturze współczesnej, gdy błazen
samozwańczo sięga po laury i przywileje dostępne dotąd tylko
bogom i królom - ich ziemskim namiestnikom - staje się
bohaterem ironicznego antymitu. Mit kosmicznego ładu jest
jednym z najstarszych mitów we wszystkich kulturach i reli­
giach. W wiekach średnich i renesansie, symbolicznym
obrazem tego ładu był „nieruchomy firmament niebieski,
a uosobieniem na ziemi król - pomazaniec" . Wszelka
zmiana kryła w sobie szyderstwo, a wykrzywiona twarz jej
inspiratora każe widzieć w nim błazna - niegdysiejszego fou
du roi. Tylko on bowiem potrafi w miejsce ładu wprowadzić
chaos, a z mitu uczynić farsę.
15

16

17

18

Europejska mitologia postaci króla i indoeuropejska etymo­
logia tego pojęcia dostarczają wielu dowodów na sakralny
charakter jego wizerunku. Pisze o tym Marc Bloch w znakomi­
tej monografii, poświęconej francuskim i angielskim władcom
- cudotwórcom, których dotyk uzdrawiał poddanych. Po­
stępujący od renesansu, szczególnie nasilony w X V I I i XVIII
wieku zanik wiary w te cudowne właściwości przypisuje on
wysiłkowi pewnych elit, które pragnęły nadać instytucjom
politycznym pozór absolutnego realizmu, a z porządku świata
wyeliminować wszelką nadnaturalność. Zbyteczne dodawać,
że były to wysiłki daremne. Bo, paradoksalnie, w akcie
negowania istnienia sacrum kryje się przecież jego afirmacja.
Nawet w akcie królobójstwa powinniśmy dostrzec raczej
19

przejaw wiary w nadnaturalny, boski charakter królewskiej
władzy, aniżeli świadectwo jej sekularyzacji. Jak słusznie
zauważa Roger Caillois: „Z krwi władcy rodzi się boskość
narodu. Gdy kat ukazuje ludowi głowę monarchy, zaświad­
cza, iż dokonała się zbrodnia, ale zarazem, skrapiając obec­
nych krwią królewską, udziela zebranym mocy ściętego
władcy" . „Wola króla jest potężna (numinous). Jest w niej
jakiś rodzaj boskiej bezgraniczności" - notował pewien
XVII-wieczny duchowny i polityk ; i , jak pisał w swoim,
poświęconym symbolice charyzmy, królów i centrum szkicu
Geertz, nie był on w swym sądzie ani pionierski, ant też
odosobniony .
20

21

22

Wydaje się, że wiara w święty chrakter władzy przetrwała
w kulturze do dziś. I chociaż na przykład Mircea Eliade,
szukając obecności sacrum w świecie współczesnym, w zja­
wisku mauzoleum Lenina dostrzega jedynie jego przeżytek
w porównaniu z imperialnym kultem Mao Tse Tunga. to
w micie Stalina świętość jaśnieje według niego wyraźnie.
„Nie wiem, jakie wyobrażenie samego siebie miał Stalin
- mówi Eliade. - Ale proszę przeczytać wiersze, jakie o nim
pisano: jest opisywany jako słońce, jako Niezwykły Czło­
wiek. Może nie są to obrazy transcendencji, ale na pewno
wskazują na coś ponadludzkiego. Mit Stalina wyrażał tęsk­
notę za archetypem." Zaś w eseju The „Blue Blood" Cruise
nad XX-wieczną mitologią królewskiej błękitnej krwi za­
stanawia się Roland Barthes. Pokazuje, jak przez chwilowe
wyrzekanie się swych przywilejów i przywdziewanie masek
zwykłych śmiertelników, królowie i książęta paradoksalnie
potwierdzają jedynie i umacniają sakralny charakter swego
wizerunku. A najciekawszą kontynuację wiary w boski - pod
pozorami sekularyzacji - charakter władzy upatruje Barthes
w sejentystycznym mnienaniu, iż „królewski rodzaj" zdefi­
niować należy poprzez czystość rasy, symbolizowaną przez
błękitną krew. Temu właśnie służy, według niego, gromadze­
nie przedstawicieli europejskich domów panujących na
współczesnej arce - greckim jachcie Agamemnon. Powstaje
w ten sposób coś w rodzaju etnograficznego rezerwatu, gdzie
zagrożone gatunki mają szansę schronić się, unikając skalania
zwykłą czerwoną krwią. „Ucieleśniają się tutaj sięgające
dwóch wieków wstecz tematy - temat Boga - Króla i Króla
23

24

- Boga" - konkluduje Barthes. Wiara w boski charakter
władzy do dziś znajduje zresztą swe odzwierciedlenie w języ­
ku potocznym. Bo przecież jeszcze prezydenta Francji
François Mitteranda nazywano w Paryżu „Bogiem"...
A co mówi nam etymologia? „Opierając się wyłącznie na
języku włoskim, celtyckim i hindi - to znaczy na językach,
stanowiących przeciwległe bieguny (zachodni i orientalny)
świata indoeuropejskiego, 'rex' należy do bardzo starej grupy
terminów, związanych z religią i prawem - pisał Emile
Benveniste w Le vocabulaire des institutions indo-européen­
nes. - Bliskość łacińskiego terminu 'rego' z greckim 'orego'
- 'rozpościerać się w linii prostej" (...), przestudiowanie
starożytnych łacińskich znaczeń przedrostka 'reg - ' (np.
w 'regerefines', 'eregione', 'rectus','rexsacrorum')sugeruje,
że władca, bardziej kapłan aniżeli król w nowoczesnym sensie
tego słowa, byl kimś, kto posiadał moc wyznaczania dogod­
nych miejsc pod budowę miast i ustalania reguł prawa."
U Homera słowo ororekhatai oznaczało ruch koni na całej
szerokości linii, zaś w języku augurów regio to punkt
osiągnięty w linii prostej, wyznaczonej na ziemi lub niebie,
25

125

�a następnie przestrzeń pomiędzy tymi liniami. Określenia
rego, regere, rectus, regio, oznaczając punkt, przestrzeń
wyznaczoną sakralną mocą króla, mają także znaczenie
metaforyczne, odpowiadające prawu, normie, regule, praw­
dzie w sensie moralnym. Nic dziwnego więc, że w przytoczo­
nej przez Josifa Brodskiego angielskiej grze słów, pojęcie
ruler oznacza zarówno władcę, jak i linijkę. Pisząc o Piotrze I ,
cesarzu-wizjonerze, Brodski zauważa: „Cieśla i nawigator, ten
władca zadowalał się przy projektowaniu swego miasta
jednym instrumentem - linijką. Rozpościerała się przed nim
płaska równina i miał wszelkie dane, by odnosić się do niej jak
do mapy, gdzie linie proste są najkorzystniejsze. Jeżeli nawet
są w tym mieście zakręty, to nie dlatego, że tak zostało
zaplanowane, lecz dlatego, że byl kreślarzem niestarannym
- c o rusz palec ześlizgiwał mu się z linijki i kreska wiła się pod
paznokciem."^ Dlatego właśnie między innymi Dostojewski
nazywa Petersburg „najbardziej obmyślonym miastem świa­
ta" , gdzie car, wedle słów Mickiewicza, „wszechmocność
woli swej pokazał" .
27

28

Prostotę i ład ustanowionego przez władcę porządku fizycz­
nego i etycznego zarazem przeciwstawić można krętactwu,
perfidii, kłamstwu. Nie bez znaczenia jest zatem fakt, że, jak
podaje Słownik etymologiczny języka polskiego Franciszka
Sławskiego, słowo błazno znaczyło w XV wieku trefnisia
i głupca, kroczącego złą drogą. Czeski błazen był obłąkańcem
i wariatem, a w języku bułgarskim pojęcie to wiązało się
z pokusą, błądzeniem, błędem, zgorszeniem. Piotr I zupełnie
niechcący wytyczył jakieś krzywe. Krzywizna jest bowiem
domeną błaznów, a nie władców.
Król stwarza więc świat od nowa, a jego działania noszą
znamię aktu religijnego. Przed budową miasta czy świątyni
wielki kaplan-władca wyznacza przestrzeń świętą określając
tym samym zasięg sfery profanum, terytorium obcych. Król
był zatem demiurgiem i to, co stwarzał, było dobre. Musiało
być dobre, skoro ucieleśniało prawdę, normę, regułę. Po
stronie przeszłości pozostaje chaos i ciemność, jak pustkowia
poza granicami uświęconej przestrzeni. „Teologia władzy
zwierzchniej - pisał Paul Ricoeur - jest głęboko zakorzeniona
w teogonii; Bóg jest w gruncie rzeczy Królem, jest panem
i posiadaczem ziemi, cały Kosmos pojmowany jest na kształt
Państwa." * W teologii władzy zwierzchniej można zatem
usłyszeć dalekie echa dramatu stworzenia, wraz ze znamionu­
jącym go symbolicznym stosunkiem Król - Wróg, który, jak
pisze francuski filozof „staje się stosunkiem w całym tego
słowa znaczeniu politycznym" ". W boskim dramacie stwo­
rzenia zawsze mieściły się bowiem, podobnie jak na planie
ziemskim, próby obalenia ustanowionego ładu, a członkowie
tej, jak to określa w jednym ze swych esejów Maria Janion
„olbrzymiej opozycji" - Prometeusz, Tantal, Iksjon, Syzyf
czy upadłe anioły w tradycji kabalistycznej - zdają się
częstokroć cywilizatorami. Niemniej jednak tylko w relacji
antycznej - w zaginionym zakończeniu dramatu Ajschylosa
i u Hezjoda- mit prometejski przewiduje końcowe pojednanie
bohatera z bogami. W każdym przypadku te próby demiurgii
po demiurgii, choćby ich intencją było dobro ludzi, tworzą
mitologiczny scenariusz podważania boskich wyroków. Bunt
ten jest tragiczny i od początku skazany na zagładę. Jego
sprawcy zawsze zostają ukarani. A jednak próbują wciąż od
nowa walczyć; lak, jak walczy młody, odsunięty od tronu
i zesłany przez starego króla na prowincję książę; jak grecki
2

3

31

126

wanaks, walczący z basileusem. Błazeński podstęp, jakim dla
dobra ludzi posługuje się stary tytan, Prometeusz - oszustwo,
którego łupem padają bogowie przy podziale ofiary - slawia
go po stronie odwiecznych antagonistów władzy, po stronie
tricksterskich postaci z pogranicza, kpiących z powagi wład­
ców tego świata.
A jednak owo „dobro ludzi", którym legitymuje się
zarówno Prometeusz, j ak i upad łe an ioły (, .Zaskakuj ące jest to
podobieństwo zbuntowanych aniołów do greckiego kontestatora bogów - Prometeusza" ) jest pojęciem względnym.
Krzysztof Dorosz w eseju Faust współczesny czyli de pacto
hominis politici cum diabolo umieszcza mit prometejski
z źródeł nowożytnego mitu fauslycznego - od Fausta renesan­
sowego, który zaprzedał duszę diabłu po Fausta współczes­
nego, Fausta społecznika z mitologii komunistycznej. Tylko,
jak pisze Dorosz, „Humanistyczny mit marksistowski nie
pozostawia żadnych wątpliwości co do zbawczych mocy
greckiego tytana. W perspektywie chrześcijańskiej natomiast
Prometeusz musi być mimo wszystko uznany za typ upadłego
anioła, a nie zbawiciela." Niezależnie od swych intencji
Prometeusz staje się uzurpatorem, próbującym złamać boską
umowę z ludźmi. Podobnie jak zbuntowane anioły uosabia
mitologiczną figurę Wroga. Upadłe anioły za swą pychę
i nieposłuszeństwo skazane zostaną na zamknięcie w kręgu
ciemności, przykucie łańcuchami do czarnej góry i wieczne
potępienie. Prometeusz - na przykucie do skały Kaukazu
i w końcu, jak w przypowieści Kafki, na zespolenie ze skałą,
na zapomnienie, na utratę racji istnienia.
32

33

Ogień ukradziony bogom przez greckiego herosa jest
w istocie tym samym, co nauki przekazywane ludziom przez
archontów; wiedza o wyrabianiu złotych i srebrnych przed­
miotów oraz ozdób, o sposobach malowania twarzy i bar­
wienia tkanin, o gwiazdach, księżycu, przyszłości. „Czuwają­
cy", niczym Prometeusz, uczyli ludzi „patrzeć w przód".
Czyny te cytowany przez Dorosza Denis de Rougement
nazywa „skrótem na drodze do boskości", inspirowanym
chęcią dorównania bogom i ubóstwiania człowieka. „Oto
dlaczego - pisze Dorosz - ogień wykradziony bogom, jabłko
zerwane z drzewa poznania dobra i zła, tajemnice wyniesione
z nieba przez zbuntowanych aniołów z legendy kabalistycz­
nej, budowa wieży Babel, czy magia udostępniona Faustowi
po zaparciu się wiary, są przykładami metafizycznej utopii,
wiecznie ponawianą próbą obejścia ludzkiej kondycji, próbą
szturmu niebios i posiąścia Boga. A jak wynika z naszych
wywodów tego rodzaju próba nie może obyć się bez pomocy
sił demonicznych, które do dyspozycji człowieka oddają
swoisty środek wywyższenia - magię." Prometejski ogień
zatem to, według Dorosza, atrybut istoty homo magus, a nie
Opatrzności, a czarna magia, będąca atrybutem zarówno
greckiego herosa, jak i zbuntowanych aniołów z księgi
Henocha stanowi dominującą cechę i mechanizm anielskich
i prometejskich darów dla ludzkości. Za pierwowzór Prome­
teusza uznać można uprawiających czarną magię buntow­
ników z Atlantydy, za jego potomka zaś - renesansową postać
doktora Fausta, który jest w istocie greckim półbogiem,
„przefiltrowanym" przez chrześcijańską, niezwykle wyost­
rzoną świadomość walki dobra ze złem. Można powiedzieć,
innymi słowy, że „renesansowa historia doktora Faustusa
wydobyła na powierzchnię pakt z ciemnymi mocami, 'im­
plicite' zawarty w prometejskim micie"".
34

�I
Może być więc Prometeusz - w micie marksistowskim
i - zbawicielem i dobroczyńcą ludzkości, wnoszących w jej
historię ferment nowości, ale - w optyce chrześcijańskiej
- z całą pewnością nie można utożsamiać go z Chrystusem.
Wręcz przeciwnie. Z punktu widzenia mitologii wcześniej­
szych niż komunistyczna - na przykład mitologii greckiej
i biblijnej - jest grecki heros (i jego późniejsze wcielenia)
boskim antagonistą, uzurpatorem, marzącym o boskich prero­
gatywach, czarownikiem - alchemikiem, posługującym się
czarną magią, samym Księciem Ciemności wreszcie. Podob­
nie błazen w filozoficznej metaforze i jej praktycznych
konsekwencjach, jak tego dowodził Ryszard Legutko. Z jed­
nej strony, w relacji z kapłanem, uosabiać może mądrość,
sceptycyzm, przenikliwość, wolność myśli i czynu, rew­
olucyjny zamęt, młodość i świeżość. Jako taki jest wcieleniem
anarchii, Z drugiej jednak strony filozoficzne i realne skutki
takiej postawy okazać się mogą wręcz przeciwne, prowadząc
do fanatyzmu, absolutyzmu, zmysłu totalitarnego i, gorszej niż
ortodoksyjna, ideologiczności. Istotą „chimery" błazeńskiej
i prometejskiej jest wolność, która stwarzać ma świat od nowa,
wedle zasad zupełnie dowolnych i pozbawionych jakiejkol­
wiek wyższej niż doczesna sankcji. Tym, co łączy greckiego
półboga z takim właśnie blaznem jest zatem, po pierwsze,
kontakt z ciemnymi mocami i posługiwanie się magią w celu
kreacji nowego ładu, nowego świata, nowej filozofii i sztuki,
po drugie zaś - błądzenie, będące w istocie „metafizycznym
skrótem na drodze do boskości", odzwierciedlające zanego­
wanie uznanego kanonu wartości i zboczenie z drogi prawdy,
prawa i normy; błądzenie, które w języku pojęć chrześcijańs­
kich tłumaczy się jako grzech. Postawa taka ma zresztą swoje
przejawy w pozornie odległych dziedzinych życia i w roz­
maitych epokach, bo „czy nie tu biorą leż początek znane
przekonania o obowiązującym poniekąd, anarchicznym rady­
kalizmie środowisk akademickich, o wywrotowej roli in­
teligencji twórczej?...""
1

*

*

*

Wróćmy do nasyconej znaczeniami relacji król - błazen
w strukturze dworu, przenosząc ją na płaszczyznę symbolicz­
ną: możemy teraz powiedzieć, że król jest w tym kontekście
bogiem, błazen zaś - jego odwiecznym antagonistą i prze­
śmiewcą, mitologicznym worgiem i zarazem człowiekiem
najbardziej pośród całego dworu do króla zbliżonym. W prze­
ciwieństwie jednak do wszechmocy i mądrości władcy,
którego poczynania mają sankcję wyższej instancji, posługuje
się on sztukami magicznymi, których tombakowy połysk do
złudzenia przypominać może szczere złoto. Błazen zatem to
odwieczny przeciwnik wszelkiego ładu, zarówno kosmicz­
nego, jak i ludzkiego, odwieczny buntownik; to homo magus,
utopijny kreator nowych wspaniałych światów.
Mitologia pierwotnego ładu pozwala więc sformułować
pewne refleksje związane ze sposobem istnienia błazna
w topografii dworu i w symbolicznej geografii społecznej.
Staremu światu z jego nienaruszalnym porządkiem, staremu
królowi, rezydującemu w centrum, przeciwstawiony jest
młody król, książę, błazen (często błazen kuszący księcia jak
Falstaff młodego Henryka), wizja nowego ładu, będąca
w istocie wizją chaosu, peryferie, margines, granica. Przy
czym zdarza się, że ów stary, zagrożony ład pozbawiony jest

w istocie swej sakralnej mocy. Tak jest na przykład w kręgu
kultury greckiej, gdzie zupełnie świeckiej postaci basileusa
przeciwstawiona zostaje siła wanaks, postaci o pewnych
znamionach boskości. Tym drugim pojęciem określani są,
według Arystotelesa, młodsi bracia i synowie panującego,
najczęściej przezeń odsunięcia od tronu i zepchnięci na
geograficzne i społeczne peryferie królestwa. Niemniej jed­
nak centrum i peryferie pozostają, wbrew pozorom, w stanie
niezmiennej równowagi, a stary i młody król uzupełniają się
wzajemnie w u ni wersu m monarchii.
37

Podobnie sprawa wygląda z błaznem. Niektórzy, jak na
przykład W.H, Auden, uważają go za prostaczka, przez
którego przemawia jednak „głos boga". Tak jak król jest nad-,
tak błazen pode zło wiekiem. „Sytuacja królewskiego błazna
nie jest łatwa - pisał poeta - . Jasne jest, że król używa go jako
swego rzecznika jedynie od czasu do czasu" ". Sytuacja taka
skazuje królewskich błaznów na islnienic peryferyjne, mar­
ginalne, obdarzając ich jednocześnie od czasu do czasu mocą,
która może zagrozić porządkowi świata. Jest bowiem błazen
jedyną osobą, która może przemawiać do króla nie jak
poddany, lecz jak ktoś mu równy. Jakaś intuicja tej zasad­
niczej równości i podobieństwa losów władców i ich błaznów
kryła się w słowach umierającego karla Tirliti, bohatera
opowiadania Heinricha Heinego Noce florenckie, który „pła­
kał z powodu tragicznego zgonu wielkiego cesarza, który go
nawet nie lubił i który na św. Helenie skończył w podobnym
stanie, całkiem jak ja obecnie kończę - dodał - zapomniany,
opuszczony przez wszystkich królów i książąt, pośmiewisko
dawnej wspaniałości" ''. Możemy także wspomnieć jedną ze
scen w powieści Limy Raj: oto dwa strachy na wróble,
w strojach błazeńskich, grają na tarasie w szachy. Jeden z nich
trzyma w rękach gońca. Bohater „przypomniał sobie, że po
francusku gońce nazywają się 'fous', szaleńcy i że przed­
stawia się ich zwykle w strojach błaznów. Ten drugi strach
tkwił w oczekiwaniu na przesuwającą się ukośność, na owo
szaleństwo, które - niczym zbłąkaną gwiazdę - miała
wydzielić z siebie noc, na skok, jaki wykonuje błazen w swym
groteskowym lańcu. Na stole ktoś wypisał węglem fragment
z wiersza Mathurin Regniera: Les Fous sont aux eche.es les
plus proches des rois szaleńcy w szachach są najbliżsi
królom" ". Ów związek najwyższego z najniższym, mądrego
władcy z jego kalekim, bełkoczącym błaznem, prostoty
i najwyższej mądrości z szaleństwem, z ową „ukośnością,
którą ma wydzielić z siebie noc" tak podsumował Willeford:
„Bełkoczący głupiec uosabia jedną z naszych prototypowych
relacji z numinosum. Król także musi pozostawać w kontakcie
z numinotycznymi mocami; musi wykorzystywać je, kiedy są
użyteczne i sprzeciwiać się im, gdy zagrażają królestwu
destrukcją. Błazen stoi u boku króla, stanowiąc w pewnym
sensie jego odbicie, symbolizując jednak także zagubiony
dawno temu aspekt sylwetki władcy, który został praw­
dopodobnie poświęcony przy zakładaniu królestwa; aspekt,
bez którego ani król ani jego królestwo nie są kompletne."
3

3

4

41

Ta „redukcja ejdetyczna" monarchii do jej wspólnej,
królewsko-błazeńskiej istoty najpełniejszy swój, klasyczny
już wyraz znalazła w Królu Learze; choć nie mamy tu do
czynienia z błaznem, który aspiruje do pozycji króla, lecz
z królem, który po przejściu szkoły błazeńskiej filozofii,
ogołocony z majestatu, realizuje ową błazenską mądrość.
Błazen, jako jego mentor, towarzyszy mu w tej drodze.

127

�„Blaznem nazywasz mnie chłopcze?" - pyta Lear. „Wszystkie
inne tytuły porozdawałeś, a z tym się urodziłeś" - odpowiada
błazen. Błazen Leara ukazywany był na wiele różnych
sposobów: jako klown, idiota, szaleniec, prorok, ironizujący
filozof wreszcie, który zawdzięcza swe istnienie Erazmowi
z Rotterdamu. Błazeństwo Leara, mądrego błazna i niemąd­
rego włady, pokazał na ekranie, w realiach japońskich, Akiro
Kurosawa. W filmie Ran Learem jest przywódca jednego
z klanów samurajskich, książę Hidetora. Tłem - szesnastowieczna, targana walkami Japonia. Nie ma tu, jak u Szekspira,
trzech córek, są trzej synowie. Inny jest pejzaż, inne szczegóły.
Inny nieco błazen - postać wyraźnie androgyniczna. Istota
i główne wątki dramatu pozostały jednak te same. Jest błazen,
który swemu panu podaje na ostatku koronę z trzciny.
1 Hidetora, niczym Szekspirowski Lear, na podobieństwo
Ofelii, błąkać się będzie na czworakach po pustkowiach,
wśród zielsk. „Ran" znaczy po japońsku chaos. Błazeńskie
władztwo Leara realizuje się na obrzeżach świata, w miejs­
cach opuszczonych, na ugorach, w czasie apokaliptycznym,
kiedy płoną zamki, a ludzie popadają w zamęt i obłąkanie. Na
marginesie warto zaznaczyć, że mamy w filmie Kurosawy
interesujące nawiązanie do starego japońskiego podania o śle­
pym, wypędzonym na pustkowia i zdetronizowanym księciu
Semimaru, wędrującym po obrzeżach królestwa i grającym na
lutni. Ślepota Semimaru jest ślepotą Leara; w istocie jest
jasnością. Mit o wypędzonym księciu - muzyku przywołuje
symboliczny obraz outsidera - aktora - komedianta, w którym
uczestniczy także figura błazna i który spotykamy we wszyst­
kich epokach i we wszystkich kulturach.
42

Tu, powtórzmy, bardziej niż z realizacją błazeńskiej chime­
ry, mamy do czynienia z przenicowaniem i doprowadzeniem
do skrajnych konsekwencji chimery królewskiej, którą w osta­
tecznym rozrachunku tylko do błazeńskiej można porównać.
Degradacja chimery królewskiej uwidacznia się w miarę
degradacji Leara i Hidetory. Sztuki Szekspira (podobnie jak
film Kurosawy) to jednak zupełnie inny rozdział historii. Król
Lear, w swej groteskowej, jak sugeruje Jan Kott , istocie
wyszydza i ośmiesza mit kosmicznego ładu, zamieniając go
w mit upadku. Można go porównać do świata beckettowskiej
groteski, gdzie wszystko staje się sceną błaznów. Ośmieszona
zostaje wiara Leara w czysty majestat, czystą istotę króla;
wiara, która jest wszak podstawą mitu kosmicznego ładu. Mit
ten okazuje się śmieszny i anachroniczny. Prawdziwe jest
dopiero szaleństwo Leara i Hidetory, szaleństwo, które jest
przejściem na pozycje błazeńskie. Szekspir - a za nim
Kurosawa - realizują więc jakby mit kosmicznego ładu
a rebours. Absurd oczywistości, absurd wszelkich absolutów,
świat czysto błazeński są tutaj ostatnią racją rzeczy. Świat
u Szekspira pozbawiony jest absolutów. „Różnego rodzaju
bezosobowe i wrogie mechanizmy zastępują Boga, naturę,
Historię" - pisze Kott. Tyle, że tutaj nie błazen stwarza taki
świat oddzielnym aktem demiurgicznym i swą wolą. Błazen
pomaga jedynie, swymi naukami, obnażyć jego istotę. Świat
taki po prostu jest, a ludzie muszą dostosować się do jego
upadku i do rządzących nim absurdalnych reguł. Wszyscy
stają się błaznami. Wszyscy zdegradowani zostają, a jedno­
cześnie wywyższeni do roli błaznów. Wszystko się kończy. Ta
wizja nie jest totalitarną wizją nowego ładu - to wizja chaosu,
której znakomitym zobrazowaniem, także poprzez swój sym­
boliczny tytuł, jest film Kurosawy. To nie kolejna realizacja
43

44

128

mitu prometejskiego - to kolejna realizacja mitu upadku. Bo,
jak słusznie pisze Kott, „Król Lear jest tragicznym szyderst­
wem ze wszystkich eschatologii, z nieba, które obiecują na
ziemi i z Nieba, które obiecują po śmierci, z teodycei
chrześcijańskiej i z teodycei laickiej, z kosmogonii rozumnej
historii, z bogów, z dobrej natury i z człowieka."
45

*

*

*

Tam, gdzie królewskim błaznem był karzeł, to właśnie jego
kalectwo mogło być znakiem, pozwalającym rozpoznać
w nim królewskiego antagonistę, królewskie alter-ego; wy­
brańca a rebours, czyli istotę przeklętą. Groteskowe ciało
karła, noszące znamię kary bożej, wpisuje się w karnawałową
wizję świata. Równie często erotyczne, jak pozbawione
wszelkiej erotyki, fascynujące i odpychające zarazem, przy­
ciągające i budzące obrzydzenie, ciało karła staje się sym­
bolem zła. Tytułowy bohater opowiadania Karzeł Par Lagerkvista pełni na dworze swego pana, księcia Mantui, znienawi­
dzoną rolę błazna. Jest mądrzejszy od swego otoczenia („Nikt
jednak nie jest wielki dla swego karła" ), uosabiając zarazem
nieludzką, wręcz demoniczną figurę Wroga. W swej szaleń­
czej wizji (a widzi i wie więcej niż zwykli śmiertelnicy,
obdarzony prometejskim darem przewidywania) pragnie,
niczym stwórca, rządzić ludzkimi losami. Pragnie ferować
wyroki śmierci. „Sprawowałem moją straszliwą władzę nad
ludźmi" - powie na zgliszczach księstwa, wśród ruin stworzo­
nej przez siebie krainy śmierci; „Z rozkoszą, jakiej nigdy
dotąd nie doznałem, a która była tak gwałtowna, że niemal
traciełm zmysły, czułem swoją moc tutaj na ziemi. Czułem,
jak świat przeze mnie napełnia się zgrozą i zagładą i zmienia
z wspaniałej uczty w miejsce zniszczenia i strachu." Jak
mityczny Wróg, zagrażający od wieków twierdzy na Pustyni
Tatarów z powieści Dino Buzzatiego, czy budowniczym
Chińskiego Muru w opowiadaniu Kafki, jak zło, które
przychodzi znikąd lub właśnie skądinąd, karzeł Lagerkvista
jest także istotą z innego świata. „Ale słyszałem, że my, karły
- powiada - pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia
dziś świat i że dlatego jesteśmy starsi już w chwili, gdy się
rodzimy. Nie wiem, czy to prawda, ale w takim razie
bylibyśmy praistotami.'"" Na wzór greckich buntowników
i herosów, na podobieństwo upadłych aniołów karzeł skazany
zostaje za swe próby obalenia świętego ładu na wieczne
cierpienia w lochu, przykuty, niczym Prometeusz, niczym
Aza i Azael, łańcuchem do ściany.
46

47

1

Taki jest też mściwy błazen Barkilphedro z Człowieka
śmiechu Wiktora Hugo. „Kto rozśmiesza królów - pisze
francuski pisarz - w innych budzi strach." Toteż Barkilphed­
ro „Silny był potęgą błazna". Stał się motorem wydarzeń na
dworze. „Szkodzić, szkodzić, za wszelką cenę - i niech się
dzieje, co chce!" W końcu ponosi jednak klęskę. Trochę
innym, choć równie mściwym błaznem, był Hop Frog
z opowiadania Edgara Allana Poe pod tym samym tytułem.
Jego ostatnim błazeńskim żartem było spalenie żywcem króla
i siedmiu jego kompanów podczas karnawałowej zabawy
w zamku. Błazen nie próbuje jednak zająć tutaj miejsca
władcy. Jest tylko demonem zniszczenia.
49

50

51

�Mitologia kosmicznego ładu zdawała się, pomimo wszyst­
ko, skutecznie bronić uświęconego porządku przed próbami
jego obalenia, chociaż wspomniane tutaj postaci złych błaz­
nów są już wyraźną zapowiedzią pewnych zmian, jakie w tym
dość statycznym obrazie świata wprowadza kultura współ­
czesna. Pomimo wciąż żywej wiary w sakralny charakter
władzy coraz częściej podważany bywa mit pomazańca
bożego i „nieruchomego firmamentu", czego przejawem są
próby dokonania - choć nie uświęcenia! - największego
bluźnierstwa: nowej kosmogonii na gruzach starego świata.
Coraz częściej zasiąść chce błazen na królewskim tronie;
i bywa, że coraz częściej mu się to udaje. Doskonale ilustruje
to przytoczona przez Michała Głowińskiego czeska piosenka
satyryczna z okresu międzywojennego:
Od tej doby panoval
Kat, błazen a kral.
(.-).
A tak z kata a błazna
V znikł a hodnost sverazna,
Vylihnul se novy tvor,
Błazen diktator."

który rodzi jednak wyłącznie pokraczne, koślawe, w najwyż­
szym stopniu niedoskonałe twory. Pomiędzy intencją i reali­
zacją nie ma tu żadnego przełożenia, żadnego gładkiego
przejścia. Jest tylko jakby krzywe zwierciadło. Poeta dopoW I C

Pomiędzy ideę
I rzeczywistość
Pomiędzy zamiar
I dokonanie
Pada cień.
55

„Tak to Prometeusz budzi się ze snu o potędze jako
kafkowski Grzegorz Samsa', pisze Kołakowski i jest to jedno
z najstraszliwszych zdań jego książki o prometejsko - marksowsko - marksistowskiej utopii" - uważa Maria Janion.
Ale możemy przecież przypuszczać, że nie ma w tej przemia­
nie nic dziwnego. Innego wcielenia być po prostu nie może.
Wszak Prometeusz zawsze był tricksterem. I tutaj domyślamy
się sprawki jego dalekiego błazeńskiego potomka. Zdążyliś­
my się już zresztą przyzwyczaić do jego dowcipów. „Sens
egzystencji w krzywym zwierciadle nie jest obcy znakomitej
większości mieszkańców prometejskiego królestwa zarozu­
miałych proroków Historii. W realizację mitu wierzą już tylko
ludzie niespełna rozumu, naiwni i hipokryci." Prometejski
„świat na opak", którego wnikliwego opisu dokonuje w swym
eseju Dorosz, świat, będący w grunce rzeczy realizacją
„błazeńskiej chimery" w czystej postaci, jest według niego
poprzedzony nie tyle „zdradą" mitu, co mitem na opak. „Tak
oto - podsumowuje - Dorosz długofalowe efekty 'metafizy­
cznego skrótu na drodze do boskości' - społeczna alchemia
okazała się metafizyczną szarlatanerią. Obiecując transmutację ołowiu z złoto, prometejski ogień wraz z magią Fausta
w gruncie rzeczy dokonują procesu odwrotnego i mniemany
raj zamienia się w piekło." " Każda nowa demiurgia okazuje
się w efekcie nowym szaleństwem, a jej twórcy - bluźniercami. Współczesne demiurgie, będące w gruncie rzeczy
totalitarnymi antyutopiami, mają w obrazowaniu XX-wiecznej kultury charakter zdecydowanie negatywny. Na krańcach
świata, w odległych krainach kreują je błazny, karły, szaleń­
cy. Obrazy tych nowych stwórców, utrzymane w tonacji
błazeńsko-groteskowej najczęściej nasuwają przypuszczenie,
że mamy do czynienia nie z prawdziwym, prawowitym
władcą, pomazańcem bożym, a jedynie „Marchołtem na
tronie".
56

57

Piosenka ta ma związek z niezwykle istotnym dla naszych
rozważań faktem: otóż opozycja błazen-król wzbogacana
bywa często o trzecią postać, układając się w triadę błazen
-król - kat. Ten ostatni zawsze uosabiał w kulturze niesławny
aspekt monarchy, brał na siebie skalanie przelaną krwią.
Zgroza, jaką budził, była odpowiednikiem splendoru monar­
chy. „Monarcha i kat pełnią więc funkcje podstawowe,
a zarazem symetryczne - pisał Caillois - : jeden w blasku
i chwale, drugi - w mroku i pohańbieniu." Wiele ich łączy
z błaznem: wszyscy trzej są w zasadzie nietykalni i podobnie
w społeczeństwie izolowani. Kat spełnia wobec króla podobne
funkcje, co błazen i zajmuje w stosunku do niego podobną
pozycję: o ile króla uznać można za uosobienie sakralnej
figury kapłana, o tyle kat i błazen przypominają raczej
kapłanów na opak. Już we wspomnianych obrazach złego,
mściwego błazna wyczuwalna była bliskość tych dwóch
postaci. We współczesnej zaś mitologii błazna, której noś­
nikami są przede wszystkim kino i literatura, a jednym
z bardziej znamiennych wyobrażeń ów „novy tvor - błazen
diktator" jedność postaci błazna i kata jest jeszcze wyraźniej­
sza. Na wszystkich poziomach kultury - od tzw. kultury
wysokiej po niską, ludową, popularną, masową - zależnie od
terminologii - owocuje obrazami złego błazna i jego szalo­
nych demiurgii na opak; owocuje obrazami, jak to określił
Michał Głowiński, „Marchołta na tronie" .
53

54

•

*

*

Analizą postaci „Marchołta na tronie": króla - błazna
i błazna - króla na pewno warto się zająć. Teraz jednak
pozostańmy jeszcze przez chwilę przy obrazie tych nowych
kosmogonii, błazeńskich demiurgii i spójrzmy, jakie one
właściwie są, oraz - na ile podważyć mogą mit kosmicznego
ładu czyli, innymi słowy, na ile sankcjonowane są przez
kulturę.
Przyjrzyjmy się zatem choćby mitologii komunistycznej
i jej urzeczywistnieniom; która tak często wprowadza na tron
właśnie błazna. U jej źródeł leż. leży prometejski humanizm.

5

Oto na przykład film Wernera Herzoga Aguirre, gniew
boży. Jego akcję rozpoczyna objawienie się szaleństwa
w boskiej woli stworzenia świata na jego krańcach. Błazeńska
antyutopia przyjmuje tu wymiar tragiczny. Jak w tragedii
greckiej, a nawet jeszcze wcześniej. (,JPierwszy i główny
temat pre-tragiczny nie jest specyficznie grecki, pojawia się
we wszystkich kulturach, ilekroć inicjatywa prowadząca do
przewiny przenoszona jest na pierwiastek boski i już jako
boska żeruje na ludzkiej słabości, przybierając kształt bos­
kiego opętania" *) przedstawiony tu został człowiek - błazen
- demiurg zaślepiony i doprowadzony do zguby przez bogów.
Jest Aguirre pierwiastkiem zła „wyizolowanym" w efekcie
dramatu stworzenia z pierwotnej jedności boskiej; jest ofiarą
zesłanego przez bogów poczucia nieumiarkowanej, tytanicz­
nej, zazdrosnej potrzeby wielkości; jest wreszcie-lastbutnot
least - gwałcicielem zakazów, które przystoją ludzkiej
skromności.
5

129

�Efekt jest żałosny i śmieszny; końcowa klęska - tak jasna
i oczywista, jak logika greckich tragedii. Peruwiańska rzeka
wiedzie grupę hiszpańskich konkwistadorów ku nieuchronnej
zgubie w głębi dżungli. Tam ma dokonać się nowy akt
stworzenia. Daleko od świata, ludzi, cywilizacji. „Tam, gdzie
Bóg nie ukończył swego dzieła", mówi się w filmie. W prze­
strzeni nietkniętej przez Boga i człowieka ma miejsce nowy
początek, nowy czas.
W tym odwróconym micie kosmogonicznym Aguirre mia­
nuje się bogiem, szydzącym z już stworzonego świata.
„Ożenię się z moją córką - mówi. - Damy początek nowej
dynastii". Powiela tym samym akt kazirodczy, który w wielu
mitach świata zapoczątkować ma jego narodziny. Wyznacza
także swego namiestnika na ziemi. Tym nowym władcą,
cesarzem, jest gruby, wystraszony kastylijski szlachcic. Ob­
darzony niezwykłą tuszą, żarłocznością, niezdarnością, nie
pozbawiony jest on wszakże pewnego sprytu, właściwego
klasycznym, błazeńskim bohaterom jarmarcznych przedsta­
wień i maskom komedii dell'arte, Koronacja nowego króla,
przypominającego w tym momencie sceniczną, burleskową
ofiarę jest czystym obrazem z farsy. Dekretem detronizującym
króla Kastylii i władców habsburskich oznajmia się jedno­
cześnie o objęciu całych połaci dzikiej ziemi we władanie
przez nowych rządców. „Cały świat będzie nasz - krzyczy
w zapamiętaniu Aguirre. - Odbierzemy Trynidad Hiszpanom
i Meksyk Cortezowi."
Z czasem farsa przyjmuje postać czystego karnawału.
Szaleństwo stworzyło ten świat, ale ma on w sobie (poprzez
postać Aguirry) zarówno coś z fatalizmu tragedii greckiej, jak
i (poprzez postać błazeńskiego króla, który w końcu, zgodnie
z logiką karnawału, ginie) coś z tradycji ludowego święta
śmiechu, ustanawiającego czasowe odwrócenie wartości
i znaków, Nowy porządek Aguirry jest w istocie karnawałowy,
opaczny. Mnisi kaptur zamienia się w kaptur kata, odbywa się
parodia sądu.
Tworzenie w głębi dżungli czyni z aktu demiurgii jej własną
parodię. W sterującym tą łodzią szaleńców Aguirze Indianie,
zgodnie z pradawną legendą, widzą przybywającego z daleka
boga - podobnie, jak boga widzi w sobe sam Aguirre. Sam
siebie nazywa przecież „gniewem bożym". Ale niedługo
potem będzie już tylko władcą trupów swoich towarzyszy
i skaczących po pokładzie małp ; nadal jednak w głębi swego
60

PRZ
' L . Kołakowski, Kapłan i błazen (Rozważania o teologicznym dziedzi­
ctwie współczesnego myślenia), w: Pochwała niekonsekwencji. Pisma
rozproszone z lat 1955-1968, Warszawa 1989, t. I I , s. 178
Tamże.
Tamże.
A. Michnik, Kłopot, w: Obecność, Londyn 1987, s. 197
Tamże, s. 217
R. Legutko, Podzwonne dla błazna, w: Bez gniewu i uprzedzenia,
Szkice o książkach, ludziach i ideach, Paryż 1989, s. 26-41
J. Węgielek, Karamazowszczyzna kontra Starzec Zosima, w: Mam
ciało, Warszawa 1989, s. 209
• R. Legutko, op. cit., s. 28
' Tamże, s. 34
Tamże, s. 35
•
" Tamże.
• • -Tamże.
Piszę o tym w szkicu Kapłan czy błazen. Metafory Don Kichota
u Manna i Kafki, który ukazał się w: „Konteksty" 1995, nr 3-4
L . Kołakowski, Jeśli Boga nie ma..., O Bogu, Diable,
Grzechu
i innych zmartwieniach tak zwanej filozofii religii. Znak, Kraków 1988,
s. 151
1

3

4

5

s

1

10

12

13

130

szaleństwa, głosić będzie apoteozę zdrady, buntu przeciwko
bożemu stworzeniu. Tam, gdzie Bóg nie ukończył swego
dzieła, kończy je błazen. Błazen tragiczny, mający w sobie
coś z Prometeusza; coś z buntującego się, upadłego anioła.
Anielską część natury Aguirre upamiętnia w filmie obraz jego
eterycznej, właściwie nieistniejącej córki.
Albo inny bohater Herzoga - Cobra Verde: szalony
władca z afrykańskiego wybrzeża, ex-bandyta, od nowa
ustanawiający swą arbitralną wolą wszystkie reguły stwo­
rzonego przez siebie świata. On również ponosi klęskę.
Wśród współczesnych „opętanych demiurgów" należy także
choćby tylko wspomnieć bohatera Czasu Apokalipsy Coppoli - kapitan Willard jest przecież, podobnie jak Aguirre,
wcieleniem Kurtza z Jądra ciemności Josepha Conrada. Jak,
skądinąd słusznie, zauważa Paul Sirianni , bohatera Herzo­
ga odróżnia od bohatera Conrada brak daru mowy, swoista
niemota; Kurtz przecież tak wspaniale przemawiał, właś­
ciwie tworzył szalonym słowem, w czym odczytać możemy
nawiązanie do biblijnej teologii Słowa. W końcu jednak
nawet to okazuje się nieważne. Kurtz też musi umilknąć.
„Pan Kurtz - on umrzeć" - brzmi wyrok XX-wiecznej
kultury, który można przecież zrozumieć jako próbę obrony
przed zagrożeniem ze strony tych współczesnych demiurgicznych wizji. Błazeńskie cechy nowych demiurgów - kar­
łowatość, okaleczenia, deformacje ciała, ich opętanie oraz
karnawałowe, antycywilizacyjne, z zasady aintelektualne
kreacje świata układają się w obraz niepokojący, a nawet
apokaliptyczny. Obawy filozofów zyskały potwierdzenie
i konkretne zobrazowanie. Ma rację Ryszard Legutko. Zbyt
często błazen - w myśl potocznego wyobrażenia młody,
wolny od ortodoksyjności i wszelkiej ideologii heretyk
- nakłada płaszcz dyktatora i szaleńca. A „Marchołt na
tronie" nie jest już wrogiem absolutyzmu i wyrazicielem
krytycznej, sceptycznej, wszystko kwestionującej prawdy,
jakim był jako po pro stu Marchołt. Jest śmiertelnie poważny,
a prawda, jaką narzuca, ma rangę dogmatu i wymaga aktu
wiary. „Błazeńska mądrość - pisze Głowiński, - pod­
niesiona do rangi i godności prawa, wyklucza istnienie
wszelkich innych typów mądrości." Pomimo całej mitologizacji sylwetki błazna- tak w filozoficznej metaforze, jak
w myśleniu potocznym - ten zwiastun nowego coraz
częściej staje się zwiastunem klęski.
61

62

63

PISY
" J, Starobinski, Trzy eseje, przeł. M . Ochab „Res Publica" 1989, nr
7 (25), s. 8
" Tamże, s. 4
Por. R. Legutko, op. cit., s. 35
Por. J. Kott, Góra i dół albo o wieloznacznościach
Prometeusza, w;
Zjadanie bogów, Szkice o tragedii greckiej, Kraków 1986, s. 23
" Por. M . Bloch, Les rois thaumaturges, Paris 1983
R. Caillois, Żywioł i ład, Warszawa 1973, przeł. A. Tatarkiewicz, s. 205
Cyt. za: C. Geertz, Centers, Kings, and Charisma: Reflections on the
Symbolics of Power, w: Local Knowledge. Further Essays in Inter­
pretative Anthropology, New York 1983, s. 123
Geertz analizuje w swoim szkicu „symbolikę władzy" i fenomen
charyzmy na trzech różnych przykładach: elżbietańskiej Anglii, Maroko
za Hasana i Jawy za rządów Hayam Wuruka. Przytacza także bogatą
biliografię, dotyczącą tego problemu, m.in. E. Kantorowicz, The King 's
Two Bodies: A Study in Medieval Political Theology (Princeton 1957);
R.E. Giesey, 77if Royal Funeral Ceremony in Renaissanse
France
(Geneva 1960); R. Strong, Splendor at Court: Renaissance Spectacle and
the Theater of Power (Boston 1973); E. Cassirer, Myth of the State (New
Haven 1946).
M . Eliade, Próba labiryntu. Rozmowy z Claude - Henri Rocąuetem,
17

18

20

21

1 3

23

�Warszawa 1992, przeł. K Środa, s. 168, Kult Stalina także jest tylko
zwieńczeniem długiej tradycji boskiej czci, jaką oddawano władcy, O toż­
samości carów rosyjskich z Chrystusem pisza w książce 'Car i bóg.
Semiotyczne aspekty sakralizacji monarchy w Rosji ' (Warszawa 1992, przeł
H. Paprocki) B- Uspienski i W . M . Żywow. Analizują oni paralelizm
wizerunku monarchy i Boga od czasów bizantyjskich aż do chwili upadku
monarchii oraz proces narastającej w miarę upływu czasu sakralizacji
stosunku do władcy.
R. Barthes, The „Blue Blood" Cruise, w; Mythologies, New York
1972. s, 32-34
E. Benveniste, Le vocabulaire des institutions indo-européennes, t. II
(pouvoir, droit, religion), Paris 1969, s. 9
J. Brodski, Przewodnik po przemianowanym mieście, przel. A.
Mietkowski, w: Śpiew wahadła, Paryż 1989, s. 50
Tamże, s. 53
Por. R. Przybylski, Dostojewski i przeklęte problemy, Warszawa
1964, s. 255
" P. Ricoeur, Symbolika zła. Warszawa 1986. przeł. M . Ochab i S.
Cichowicz, s. 183
* Tamże, s. 186
Por. M . Janion, Powstrzymać Prometeusza, w: Wobec zła, Chotomów
1989, s, 150
K. Dorosz, Faust współczesny czyli 'de pacto homini polilici cum
diabolo', w: Maski Prometeusza. Eseje konserwatywne, Londyn 1989, s. 27
" Tamże. s. 22
Tamże, s. 28
" Tamże, s. 29
Por. L . Stomma, ...wariat czy geniusz?, maszynopis 1981
Tak właśnie opisuje strukturę królestwa Philipp Wolff-Windegg.
Określa on starego króla jako upostaciowanie prawa i religii, młodego zaś
- jako symbol militarnych podbojów. Stary król pozostaje w kontakcie
z normami i regułami, młody - ze sferą nadnaturalności (por. W. Willeford,
The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns and their Audience,
Northwestern University Press 1969, s. 164).
W.H. Auden, Balaam i jego oślica, przel. A. Preis-Smith, w: Ręka
farbiarza i inne eseje. Warszawa 1988, s. 125
H . Heine, Noce florenckie, w: Noce florenckie, przeł. A. Szczerbow­
ski, Warszawa 1951, s. 81
* J. Lezama Lima, Raj, przeł. A. Nowak, Kraków 1989, s. 492
W. Willeford, op. cit., s. 156
Problemem Leara, jego błazeństwa i błazeństwa jego błazna za­
jmowało się wielu badaczy. Wśród nich na przykład J. Kirsch, Shakes­
peare 's Royal Self. New York 1966 ; J.F. Dauby. Shakespeare 's Doctrine of
Nature. London 1961.
24

2 5

u

23

2 1

31

32

M

3S

31

3 1

39

41

4 !

43

Por. J. Kotl, Król Lear czyli Końcówka, w: Szekspir
współczesny,
Kraków 1990, s. 150-193
Tamże, s 156
Tamże, s. 169
P. Lagerkvist, Karzeł, przeł. Z. Lanowski, w: Wybór prozy, Wrocław
1986, s. 86
" Tamże, s. 195
Tamże, s. 86
W. Hugo, Człowiek śmiechu, przel. H. Szumariska-Grossowa, War­
szawa 1955, t. I , s. 235
Tamże, s. 239
E.A. Poe, Hop-Frog. przeł. B. Leśmian, w: tegoż. Opowieści
niesamowite, W L , Kraków 1976
" M . Głowiński, Portret Marchołta, w: Mity przebrane.
Dionizos,
Narcyz, Prometeusz, Marchołt, Labirynt, Kraków 1990, s. 120. Piosenkę
autorstwa dwóch czeskich satyryków, Jifi Voskoveca i Jana Wericha,
Głowiński przytacza za: A co bósnik. Antologia ceske poezie 20. stoleti,
Prahja 1963
" R. Caillois, op. cit., s. 198
Por. M . Głowiński, op. cit., s. 120-128
" T.S. Eliot, Wydrążeni ludzie, przeł. Cz. Miłosz, w: Wybór poezji,
Warszawa 1988, s. 60
M . Janion, op. cit., s. 155
K. Dorosz, op. cit., S. 39
** Tamże, s. 43
" P. Ricoeur, op. cit., s. 201
Na marginesie zauważmy, że jest to stary błazeński wątek. Willen1'ord przytacza podanie, mówiące o tym. jak kalif Hanin al-Rashid uczynił
swego błazna Buhlula władcą wszystkich niedźwiedzi, wilków, małp
i osłów w kalifacie. „To zbyt wiele dla mnie - miał wówczas odrzec
Buhlul. - Nie mam aż tak wielkich ambicji, by pożądać władzy nad
wszystkimi poddanymi Waszej Wysokości "(por. W. Willeford, op. cit., s.
161. Willeford przytacza tę historię za: J. Doran, The History of Court
Fools, London 1858, s. 68). Władza błazna dotyczy tych sfer rzeczywisto­
ści, które nie mogły być poddane władzy króla; sfer wymykających się
spod kontroli ludzkiego rozumu. Sfer, związanych z położonym daleko od
centrum światem chaosu i nadnaturalności (w Rosji carskiej, podczas
satumaliów, nadawano błaznom tytuły Króla Syberii czy Włady Samojedów).
" Por. P. Sirianni, Podróż Aguirre do jądra ciemności, przeł. J.
Uszyński, „Film na świecie" 331-332, 1986
" Eliot, op. cit., s. 57
" M . Głowiński, op. cit., s. 126
44

45

44

4 1

49

w

51

54

56

57

60

131

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9800" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9778">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/07086ea436467c54103ea32e0861a0ad.pdf</src>
        <authentication>2f89235bdb43ad773205304d886d0b7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116604">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2382</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116605">
                <text>1992</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116606">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2210</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116607">
                <text>"Stary Gringo". Motyw Don Kichota w filmie i literaturze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116608">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1992 t.46 z.3-4, s.66-71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116609">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116610">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116611">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116612">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116613">
                <text>„Stary Gringo". Motyw Don Kichota
w filmie i literaturze
Monika Sznajderman

„ S k o r o u d a ł e ś się w d r o g ę , chcesz b y ć
Tezeuszem i z a b i ć Minotaura, musisz
przestać zanadto cenić b e z p i e c z e ń s t w o i
musisz b y ć przygotowany na to, ż e nigdy
nie wyjdziesz z labiryntu. (...) D o p ó k i
prawdy s z u k a ć b ę d ą ludzie p r o w a d z ą c y
o s i a d ł y tryb życia, nie zostanie zerwane
j a b ł k o z drzewa poznania."
L e w Szestow, Apoteoza

nieoczywistości

szy mu wiara."* Ta przesadna wiara, prowadząca do iden­
tyfikacji z tekstem, stała się źródłem donkichotowskiego
obłędu, który Michel Foucault nazwał „obłędem przez
utożsamienie z fikcją literacką."
Postać Don Kichota zatoczyła w literaturze szeroki krąg.
Tak szeroki, że nie sposób wyczerpać tematu w skrótowym
z konieczności omówieniu. Z kart powieści, blisko spokrew­
nionej z powieścią łotrzykowską i zachowującej, wedle
Mieletinskiego „również najistotniejsze cechy strukturalne
bajki czarodziejskiej" przeszedł hiszpański rycerz w świat
najbardziej wysublimowanych wartości. „Od samego po­
czątku — pisze Nabokov — już w samym oryginale,
sylwetka Don Kichota ulega zagadkowemu pomnożeniu."
Don Kichota, czytelnika romansów, opisał Miguel Cervan­
tes, który wszak swoją historię także przedstawił jako wynik
lektury, a nawet przekład arabskiego rękopisu pióra Sidi
Hameta Ben Engeli. W tym czasie powstaje dalszy ciąg
przygód przemyślnego szlachcica, którego autorem był
Alonzo Fernandez de Avellaneda, „żądny zysku pismak" ,
jak nazywa go Tomasz Mann. Dopisał on do powstałej
dopiero części pierwszej dzieła Cervantesa część drugą,
atakując przy tym ostro autora pierwowzoru. Niemniej
jednak właśnie Avellanedzie zawdzięczamy to, że Cervantes
napisał dalszy ciąg bohaterskich dziejów szalonego rycerza.
Cervantesowski Don Kichot krytykuje bowiem tę wizję
swojej osoby, jaką przedstawia Avellaneda i udaje się do
Barcelony, aby ujawnić przed światem „(...) kłamstwo tej
nowej historii, a ludzie przekonają się, że nie jestem tym Don
Kichotem, jakiego ona opisuje." Wszyscy potępiający rów­
nie ostro jak Mann „heretycką" wersję Avellanedy nie
zgodziliby się zapewne z sądem Jorge Luisa Borgesa, że
„Powtórzenia są nie tylko prawem, ale i koniecznością dla
literatury, a to, co uchodzi za twórczość, zawsze musi być,
niejako w sposób naturalny, prze-twórczością." W tomie
5

6

John I. White, autor Mythology in Modern Novel umiesz­
cza postać Don Kichota, postać literacką, wśród klasycz­
nych dla literatury motywów mitologicznych. Współczesne,
dwudziestowieczne mitotwórstwo dzieł literackich i filmo­
wych nieustannie, w sposób jawny bądź ukryty czerpie z tych
zasobów. Błędem byłoby jednak sądzić, iż Don Kichot,
szalony rycerz z Manczy narodził się wraz z dziełem Cervantesa. Ma on bowiem, jak pisze Mieletinski „swój własny
archaiczny rodowód w obrazach różnych 'mądrych szaleń­
ców', a nawet bajkowych 'głupków', którzy robią wszystko
na opak". Jako zaś mądry szaleniec wieńczy Don Kichot
jedynie, wedle Słowińskiego, renesansową tradycję błazna.
„Dzieło to — pisze Słowiński w swojej historii postaci błazna
od starożytności do początków doby romantycznej — wnosi
do literatury X V I I I i X I X wieku pewien 'odwieczny obraz',
archetyp błazna, który ożyje w postaciach nowych, 'dziw­
nych' bohaterów." A tych nie brakuje przecież we współ­
czesnej, literackiej i filmowej, twórczości.
Amerykański socjolog Peter L . Berger widzi w sylwetce
hiszpańskiego hidalga prototyp nowożytnej osobowości
Zachodu, której podstawowymi cechami mają być wyzwole­
nie i samotność. „U progu epoki nowożytnej — pisze Berger
— spotykamy samotną postać, odbywającą dziwaczną po­
dróż. To Don Kichot jadący przez ponury i nieurodzajny
krajobraz (krajobraz monoteistyczny, przypominający inne
pustynie, gdzie dziwne głosy przemawiają do innych, samo­
tnych ludzi). (...) W swych subiektywnych normach i moty­
wacjach Don Kichot reprezentował oczywiście świat śred­
niowieczny, który w szybkim tempie stawał się nie do
przyjęcia. Zarazem jednak był on zapowiedzią tych wszyst­
kich samotnych postaci, które zrodziły świat nowożytny
— większość z nich to rycerze o smutnych obliczach,
zdobywcy królestw przestrzeni i umysłu, badacze i wynalaz­
cy — a wszystkie szalone w oczach swych współczesnych
1

2

Jeżeli Don Kichot stoi, jak uważa amerykański socjolog,
u źródeł nowożytnej, europejskiej koncepcji osobowości to
także z tego względu, iż jego mit jest w istocie mitem książki.
Od samego początku uwikłany był w pismo, stwarzając
idealną, wręcz wzorcową sytuację hermeneutyczną. Korze­
niem mitu Don Kichota jest odczytanie i zawierzenie. Nie
przypadkiem filozofowie i teoretycy literatury tak chętnie
określają bohatera Cervantesa mianem „rycerza wiary".
Wierzącego, pisze Stanisław Cichowicz w kontekście hermeneutycznej teorii Ricoeura, cechuje „ufność pokładana
w tekście, w symbolu, w hierofanii". „Wierzący nie jest
panem tekstu, wręcz przeciwnie — to tekst panuje nad
wierzącym, który pozwala prowadzić się jego sensowi.
Prawdziwym przyswojeniem sobie tekstu jest zdobycie się na
uległość wobec niego, nic innego. Akt hermeneutyczny jest
w swojej istocie wysłuchaniem i usłuchaniem, o ile towarzy-

66

7

8

9

10

Fikcje, w opowiadaniu Pierre Menard, autor Don Kichota

argentyński pisarz powołuje do życia jeszcze jednego twórcę
sylwetki hiszpańskiego rycerza...
„Zamyka się krąg lektur — pisze w książce Cervantes czyli
krytyka sztuki czytania Carlos Fuentes. — Cervantes, autor
Borgesa, Borges, autor Pierre'a Menarda, Pierre Menard,
autor Don Kichota."
Krąg ten jest jednak dużo szerszy.
„Nic dziwnego — pisze Nabokov — że poczciwy rycerz
dobrze się miał i mnożył się, jak świat długi i szeroki, by
wreszcie wszędzie po równi czuć się u siebie: czy to jako
postać karnawałowa na festynie w Boliwii, czy jako abstrak­
cyjny symbol szlachetnych, lecz pozbawionych kręgosłupa
aspiracji politycznych w dawnej Rosji." Dostojewski wczy­
tywał się w Don Kichota pisząc Idiotę, a Tołstoj — Annę
Kareninę. Hiszpański rycerz rzuca swój, jak to określił
Nabokov, długi cień także na Martwe dusze Gogola. Wtopił
się zresztą również i w polski pejzaż. Odnajdujemy go na
przykład w wierszu Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego:
11

12

Ty jeden wielki znasz to, Don Kichocie,
sadzona rzędem topól polska droga
i rozwichrzone czapy strzech
przy płocie jak gniazda ptasie,
ale jak bez ptaków,
ckliwe człapania końskie trakt -

�noga za n o g ą - o melancholio!
w klekocie w i a t r a k ó w . . .

1 3

p r z y d a ł a ucieczka Gauguina z Europy, wysłała j u ż A r t u r a
R i m b a u d a do A b i s y n i i . Pchnie ona Blaise Cendrarsa d o k o ł a
k u l i ziemskiej, Leirisa do A f r y k i , A r t a u d a do I n d i a n Tarahum a r a . " Bierce'owi t a k ż e k a ż e p o j e c h a ć do M e k s y k u , by
t a m s z u k a ć swego celu i przeznaczenia, swego k o ń c a . Bo
„ p o d r ó ż — m ó w i bohater Fuentesa — bywa smutna dla
tego, k t o zostaje i piękniejsza nad wszystko dla tego, k t o
w n i ą w y r u s z a . " „ W s ł o n e c z n e p o p o ł u d n i e — pisał sam
Bierce w opowiadaniu Chickamauga — m a ł y c h ł o p c z y k
w y m k n ą ł się z surowego d o m u na polanie i nie z a u w a ż o n y
przez nikogo z a p u ś c i ł się w las. Cieszył się s w o b o d ą ,
p o d n i e c a ł a go r a d o ś ć w y p r a w y w n i e z n a n e . "
„Wygnany
tutaj — pisał R i m b a u d — m i a ł e m scenę, by o d g r y w a ć
dramatyczne arcydzieła wszystkich l i t e r a t u r . " Słowa te
z p e w n o ś c i ą p o w t ó r z y ł b y za n i m z a r ó w n o Bierce — bohater
powieści i filmu, j a k też Bierce — t w ó r c a powieści w ł a s n y c h .
Carlos Fuentes — a za n i m reżyser filmu Luis Puenzo
— s w ą historię zbuntowanego pisarza, jego ucieczki i śmierci
skonstruowali w formie o p o w i e ś c i , k t ó r e j m a t e r i ę s t a n o w i ą
okruchy skandalu, ekscytacja t a j e m n i c ą , m o t y w y z ludo­
wych, m e k s y k a ń s k i c h legend. Są historie, k t ó r e fascynują
nieprzejrzystością, brakiem odpowiedzi. N a l e ż y do nich
c h o ć b y symboliczna, filmowa o p o w i e ś ć Petera Weira Piknik
pod Wiszącą Skałą l u b , j a k ż e podobna, Przygoda A n t o n i o niego, k t ó r e j bohaterka, A n n a , znika tajemniczo na jednej ze
ś r ó d z i e m n o m o r s k i c h wysepek. Fuentes i Puenzo zajrzeli
w g ł ą b skały, zafascynowani m o ż e bardziej odtworzeniem
pewnej s t r u k t u r y myśli mitycznej, reguł mityzacji p o d o b n y c h
z d a r z e ń aniżeli k o n t e m p l a c j ą sacrum. „ N i g d y nie poznamy
o k o l i c z n o ś c i jego odejścia — pisał M i c h a ł S p r u s i ń s k i — c h o ć
istnieje k i l k a n a ś c i e najróżniejszych wersji, a d ł u g o jeszcze po
1914 zniknięcie ' n a j u k o c h a ń s z e g o i najbardziej p r z e k l ę t e g o
człowieka K a l i f o r n i i ' b y ł o sensacją prasy." „ T a j e m n i c z e
okoliczności zgonu — ciągnie S p r u s i ń s k i we wstępie do
jedynego wydanego w Polsce z b i o r u o p o w i a d a ń a m e r y k a ń s ­
kiego pisarza — stworzyły legendę Bierce'a, 'sekretarza Boga
i sekretarza D i a b ł a ' , u s c h y ł k u X I X wieku d y k t a t o r a literac­
kiego na Z a c h o d n i m W y b r z e ż u , dziennikarza — szydercy
— c z ł o w i e k a , k t ó r y nie p o z o s t a w i a ł n i k o g o o b o j ę t n y m . "
P o w i e ś ć Fuentesa i skonstruowany na jej podstawie film
p r z e d s t a w i a j ą w istocie h i s t o r i ę p o d w ó j n e g o z n i k n i ę c i a
— zniknięcia Ambrose Bierce'a i r ó w n i e tajemniczego zagi­
nięcia na K u b i e ojca a m e r y k a ń s k i e j guwernantki na hacjendzie, H a r r i e t Winslow. Ona t a k ż e przybywa do Meksysku
w czasie rewolucji, aby uczyć dzieci m e k s y k a ń s k i e g o hacjendera, M i r a n d y . Przed samym jej przyjazdem jednak M i r a n d a
wraz z r o d z i n ą ucieka, a na hacjendzie stacjonuje p o w s t a ń ­
czy o d d z i a ł g e n e r a ł a Tomasa A r r o y o , k t ó r y tutaj u r o d z i ł się
1 8

Przez pryzmat Don Kichota patrzy na p o l s k ą k u l t u r ę
Gunter Grass, k t ó r y m i t y c z n ą p o s t a ć h i s z p a ń s k i e g o rycerza
stawia, j a k pisze Janion „ w samym centrum swego obrazu
polskości".
N i e s p o s ó b zresztą wyliczyć t u wszystkich dotychczaso­
w y c h literackich i f i l m o w y c h wcieleń D o n K i c h o t a , wszyst­
k i c h „ d z i w n y c h " b o h a t e r ó w , j a k i m i z a o w o c o w a ł archetyp
tego b ł ę d n e g o rycerza. D o ś ć z a u w a ż y ć , że w o w y m k r ę g u nie
umieścił Fuentes samego siebie. N a kartach powieści Stary
gringo, na kanwie k t ó r e j p o w s t a ł film Luisa Puenzo, mek­
s y k a ń s k i pisarz p o w o ł a ł do życia swojego w ł a s n e g o , nowego
Don Kichota.
Don Kichot jest k s i ą ż k ą p o d r ó ż y . P o d r ó ż y wszelkiego
rodzaju — w przestrzeni i w czasie, w g ł ą b u m y s ł u i w głębiny
duszy. „ T e j n a j s m u t n i e j s z e j
książki nie zapomni
z a b r a ć ze s o b ą człowiek na ostatni s ą d B o ż y " — pisał
F i o d o r Dostojewski. Tomasz M a n n „ o p r a w n e w p o m a r a ń ­
czowe p ł ó t n o t o m i k i " wiózł ze s o b ą w i n n ą p o d r ó ż w za­
światy — za ocean, do A m e r y k i . D z i e ł o Cervantesa p r o w a ­
dzi a m e r y k a ń s k i e g o pisarza, A m b r o s e Bierce'a po bez­
d r o ż a c h k r a i n y śmierci, j a k ą stał się M e k s y k w zgiełku
rewolucji Pancho V i l l i .
Pojęcie gringo jest w j ę z y k u h i s z p a ń s k i m p o g a r d l i w y m ,
slangowym o k r e ś l e n i e m b i a ł e g o , zwłaszcza b i a ł e g o A m e r y ­
kanina. Oznacza, i n n y m i słowy, cudzoziemca, obcego, tego,
k t ó r y przybywa z oddali; p r z y b ł ę d ę . T a k właśnie n a z y w a j ą
Meksykanie dziwnego, starego A m e r y k a n i n a , k t ó r y z nie­
z r o z u m i a ł y c h p o w o d ó w i w niejasnym celu pojawia się nagle
w ich świecie w samym ś r o d k u rewolucji, w centrum
p o w s t a ń c z y c h w y d a r z e ń . I t y m właśnie k r ó t k i m s ł o w e m
o p i s a ł Fuentes — a za n i m reżyser filmu, figurę losu (losu
obcego, w ę d r o w c a po nieswojej ziemi) Ambrose Bierce'a,
autentycznego a m e r y k a ń s k i e g o pisarza i dziennikarza, k t ó r y
z a g i n ą ł tajemniczo w M e k s y k u w czasie rewolucji Pancho
Villi.
D o ś w i a d c z e n i e obcości i z w i ą z a n e j z n i ą p o d r ó ż y niejed­
n o k r o t n i e o d g r y w a ł o zasadnicze znaczenie w kulturze. „ D o brześ zrobił, odjeżdżając, A r t u r z e R i m b a u d ! Jest nas k i l k u
w i e r z ą c y c h z t o b ą bezpodstawnie w m o ż l i w o ś ć s z c z ę ś c i a "
— s ł o w a te d e d y k o w a ł wyjeżdżającemu poecie Rene Char.
T y c h „ k i l k u " to pozostali wyznawcy ruchu, czy też trendu
w świecie artystycznym, k t ó r y James Clifford nazywa „ p o s t s y m b o l i s t y c z n ą p o e t y k ą porzucenia" (przemieszczenia,
wyjazdu — postsymbolic poetics of displacement). „ P o e t y k a
ta — pisze a m e r y k a ń s k i antropolog — k t ó r e j d r a m a t y z m u
1 4

1 5

1 6

17

19

20

21

2 2

67

i

�i w y c h o w a ł j a k o n i e ś l u b n e dziecko hacjendera. T o , co dzieje
się p ó ź n i e j , jest o p o w i e ś c i ą o drodze k u śmierci. Śmierć jest t u
logicznym i nieuchronnym k o ń c e m historii, jest przez wszys­
t k i c h oczekiwana, bowiem, j a k n a p i s a ł sam Bierce w swym
ostatnim liście „ z n a l e ź ć się j a k o gringo w M e k s y k u to
dopiero prawdziwa e u t a n a z j a " . M a r q u e z p o w i e d z i a ł b y , że
nie było nigdy śmierci bardziej zapowiedzianej. Korespon­
duje to zresztą z i n n y m i s ł o w a m i samego, autentycznego
Bierce'a: „ z m i e r z a m do M e k s y k u , bo lubię w a l k ę i chcę j ą
z o b a c z y ć . O d pięciu lat niczego nie n a p i s a ł e m . Jestem stary.
Jeśli dowiecie się z M e k s y k u , że postawiono mnie pod ś c i a n ą
i rozwalono na strzępy, to wierzcie, że będzie to najlepszy
sposób pożegnania z życiem."
Fuentes delikatnie p o p r z e p l a t a ł t k a n i n ę opowieści w ą t ­
k a m i z a r c y d z i e ł a Cervantesa. Jego Bierce jest „ w y s o k i m ,
c h u d y m starcem o siwych w ł o s a c h , niebieskich oczach,
z a r ó ż o w i o n e j cerze i zmarszczkach niczym bruzdy na p o l u
k u k u r y d z y , z nogami zwisającymi poniżej s t r z e m i o n . "
A m b i w a l e n t n y , z ł o ż o n y stosunek miejscowych do niego
Fuentes nie przypadkiem p o r ó w n a ł z t y m , j a k „ t a m t e
kaziopasy i g a r k o t ł u k i p a t r z y ł y na D o n K i c h o t a , kiedy ten
z a g l ą d a ł do i c h wiosek, d o k ą d n i k t go nie z a p r a s z a ł ,
d o s i a d a j ą c cherlawej szkapy i a t a k u j ą c swoją w ł ó c z n i ą
wyimaginowane w o j s k a . " W p o d r ę c z n y m b a g a ż u , obok
rewolweru i d w u w ł a s n y c h książek, m a p o w i e ś c i o w y Bierce
t a k ż e t o m i k Cervantesa. H a r r i e t wiedziała, że gringo „ p r z y ­
był tutaj, by p r z e c z y t a ć Don Kichota, lecz nie wiedziała, że
chciał go p r z e c z y t a ć przed ś m i e r c i ą . " „ N i g d y w życiu nie
z d o ł a ł e m p r z e c z y t a ć Don Kichota. C h c i a ł b y m to uczynić
teraz, przed śmiercią. Sam j u ż na dobre p r z e s t a ł e m p i s a ć "
23

2 4

25

2 6

2 7

2 8

— m ó w i gringo. N a m e k s y k a ń s k i c h b e z d r o ż a c h pisze jednak
jeszcze j e d n ą o p o w i e ś ć — n o w ą o p o w i e ś ć o samotnym,
szalonym rycerzu. A l e czy tak bardzo i n n ą ?
A m e r y k a ń s k i pisarz szuka w M e k s y k u swojej śmierci.
Autentyczny Ambrose Bierce n a p i s a ł : „ T o , co nazywasz
umieraniem, jest po prostu ostatnim b ó l e m . ' ' „ Stary gringo
p r z y b y ł do M e k s y k u , żeby u m r z e ć " — m ó w i ą Meksykanie.
M a ł y c h ł o p c z y k , bohater opowiadania Chickamauga,u kre­
su swej radosnej wycieczki t a k ż e spotyka śmierć. Ś m i e r ć
wieńczy zresztą wszystkie nowele Bierce'a. Spotyka się j ą
zawsze albo z dala o d swoich albo w ś r ó d zgliszcz i r u i n
w ł a s n y c h d o m ó w . Stary gringo umrze w M e k s y k u . T a k
przynajmniej przyjmuje zmityzowana wersja Fuentesa i Puenzo. N i e będzie m u dana, j a k D o n K i c h o t o w i , śmierć we
w ł a s n y m ł ó ż k u . Z a k o ń c z e n i e dzieła Cervantesa nie zadowo­
liło niemal nikogo. M a n n pisał na p r z y k ł a d : „ U m i e r a j ą c y
D o n K i c h o t nawraca się. Odzyskuje — co za r a d o ś ć !
— 'zdrowy r o z s ą d e k ' , zapada w długi sen, trwający sześć
godzin, i kiedy się z niego budzi jest zdrowy na duchu. Jego
u m y s ł uwalnia się od o p a r ó w , jakie w n i m w y t w o r z y ł a
ustawiczna lektura obrzydliwych powieści rycerskich: umie­
rający w i d z i , j a k s ą bezsensowne i nikczemne, rozumie 'swoje
s z a l e ń s t w o ' , nie chce j u ż b y ć D o n K i c h o t e m z Manczy,
Rycerzem Ponurego Oblicza, Rycerzem L w ó w , lecz t y l k o
Alonsem K i c h a n o , c z ł o w i e k i e m r o z s ą d k u , c z ł o w i e k i e m ta­
k i m j a k i n n i . Powinno to nas ucieszyć. A l e cieszymy się
dziwnie m a ł o , j e s t e ś m y rozczarowani i pełni ż a l u . " 1 t y l k o
A u d e n u w a ż a , iż , j e d y n y m i c h ( p r z y g ó d — M S ) z a k o ń ­
czeniem m o ż e b y ć t o , k t ó r e n a m daje Cervantes, to znaczy
odzyskanie zdrowego r o z s ą d k u i ś m i e r ć . " A u d e n zdaje się
b y ć jednak w y j ą t k i e m . W i ę k s z o ś ć c z y t e l n i k ó w i k r y t y k ó w
c h c i a ł a b y widzieć D o n K i c h o t a do k o ń c a b ł ę d n y m , do k o ń c a
rycerzem, do k o ń c a szalonym.
2 9

3 0

3 1

3 2

Czy tak jednak nie było? C z y m był, czym jest ó w
odzyskany dom? O b ł ę d D o n K i c h o t a jest n i e o d w o ł a l n y ,
u w a ż a M i c h e l Foucault. „ N i c nigdy go nie przywiedzie do
prawdy ani do r o z u m u . O t w a r t y jest tylko na rozdarcie,
a s t a m t ą d — na ś m i e r ć (...) Ś m i e r ć D o n K i c h o t a n a s t ę p u j e co
prawda w atmosferze uspokojenia, p o w r o t u w ostatniej
chwili do rzeczywistości i r o z s ą d k u . (...) Lecz czyż ta
raptowna m ą d r o ś ć nie jest ' n o w y m s z a l e ń s t w e m ' , k t ó r e m u
weszło do g ł o w y ? " M o ż l i w e zresztą, że m a m y t u d o
czynienia z u s t ę p s t w e m na rzecz „ f u n e r a l n y c h " o b y c z a j ó w
3 3

68

epoki. „ N a w e t szaleniec D o n K i c h o t — pisze znawca tematu
Phillipe Aries — nie stara się uciec przed śmiercią w m r z o n k i ,
na j a k i c h strawił ż y c i e . " „ W s z a k ż e nawet śmierć nie
przynosi spokoju — konkluduje Foucault — s z a l e ń s t w o
zatryumfuje raz jeszcze, prawda, j a k na szyderstwo wiekuis­
ta, przetrwa ostatnie t c h n i e n i e . " T o o b ł ę d uczyni rycerza
n i e ś m i e r t e l n y m . „ G d y ż kiedy D o n K i c h o t o d z y s k a ł na ł o ż u
śmierci z d r o w y r o z s ą d e k , cały świat b ł a g a ł go, by z n o w u stał
się g ł u p c e m [szaleńcem] i z a p e w n i a ł , że w rzeczywistości jego
z ł u d z e n i a były r e a l n o ś c i ą " — pisze W i l h e l m Kaiser. Po­
w r ó t do d o m u jest z ł u d n y i oznacza jedynie ś m i e r ć . „ O t r z e ź ­
wienie — pisze Foucault — m o ż e w o b ł ą k a n i u o z n a c z a ć
t y l k o jedno: rychłe nadejście k o ń c a . " Jak u Bierce'a — d o m
to ruiny i zgliszcza, to wspomnienie zaklęte w pustych,
w y m a r ł y c h pokojach, to u p i o r y przeszłości. W żadnej z no­
wel tego pisarza nie jest d o m b e z p i e c z n ą , ciepłą p r z y s t a n i ą .
W ż a d n e j z nich nie m a do d o m u p o w r o t u — tak, j a k nie ma
p o w r o t u d o przeszłości. M a ł y c h ł o p c z y k z opowiadania
Chickamauga „ W g o r e j ą c y m b u d y n k u p o z n a ł swój d o m . "
Dom? „Czyje pomocne ramiona, j a k a dobra godzina przy­
w r ó c ą m i tę ojczyznę m o i c h s n ó w i wszystkich u n i e s i e ń ? "
— p y t a ł w ę d r o w i e c R i m b a u d . „ D o d o m u , dziwne w y r a ż e n i e !
(...) D o d o m u — co to w o g ó l e z n a c z y ? " — pisał w eseju
Podróż przez ocean z „Don Kichotem" Tomasz M a n n .
W poetyce b e z d o m n o ś c i zatopiona jest r ó w n i e ż bohaterka
powieści Fuentesa, Harriet, k t ó r a p o m y ś l a ł a o generale
A r r o y o , że „ b y ć m o ż e , człowiek ten był zdolny z r o b i ć t o ,
czego nie m o ż n a w y m a g a ć od n i k o g o , w r ó c i ć do rodzinnego
ogniska i p r z e ż y ć jeden z najstarszych m i t ó w l u d z k o ś c i :
p o w r ó t do w ł a s n y c h pieleszy, do ciepłego d o m u naszych
początków.
3 4

35

3 6

3 7

3 8

3 9

40

' T o niemożliwe — p o w i e d z i a ł a do siebie samej — i wcale
nie dlatego, że prawdopodobnie miejsca takiego j u ż nie ma.
N a w e t gdyby jeszcze istniało, nic w n i m nie b y ł o b y takie
samo, ludzie się starzeją, rzeczy się niszczą, uczucia się
zmieniają. N i g d y nie m o ż e s z n a p r a w d ę w r ó c i ć d o rodzin­
nego ogniska, c h o c i a ż miejsce to b y ł o b y identyczne, z t y m i
samymi l u d ź m i , jeżeli przypadkiem zdołali przeżyć, bo ci
ludzie nie s ą tacy sami, t y l k o po prostu t r w a j ą t a m w t y m
s w o i m istnieniu.' (...) Ognisko rodzinne to p a m i ę ć . Jedyna
prawdziwa p a m i ę ć , a więc p a m i ę ć jest naszym d o m o w y m
ogniskiem ( , . . ) . " W filmie Puenzo aktorzy n o s z ą c y maski
śmierci śpiewają b a l l a d ę , p r z e p o w i a d a j ą c ą koniec g e n e r a ł a
A r r o y o , k t ó r y „ z r o b i ł to, czego r o b i ć nie w o l n o — wrócił do
miejsca urodzenia". Przepowiednia o k a z a ł a się b y ć praw­
dziwa. A r r o y o zginie, a na zniszczonej hacjendzie ocaleje
jedynie lustrzana sala balowa...
4 1

Skoro obłęd D o n K i c h o t a jest n i e o d w o ł a l n y i był w stanie
p r z e t r w a ć śmierć, skoro marzenie o powrocie do d o m u
okazuje się b y ć t y l k o u ł u d ą , nic dziwnego, że w centrum
z a i n t e r e s o w a ń badaczy literatury i filozofów zajmujących się
dziełem Cervantesa z n a l a z ł a się kwestia s z a l e ń s t w a jego
bohatera. Wydaje się jednak, że w swoim w ł a s n y m świecie
i D o n K i c h o t , i jego odległy potomek Ambrose Bierce nie są
szaleni. D l a D o n K i c h o t a n a j w y ż s z y m s z a l e ń s t w e m okazuje
się wszak odzyskanie r o z u m u . Prowadzi b o w i e m do melan­
cholii, a ta jest przecież k l a s y c z n ą f o r m ą choroby, z w i ą z a n e j
z o b ł ę d e m . N a poziomie symbolicznym obaj są jednak
przybyszami z innego ś w i a t a . N i c z y m k l o w n i Starobinskiego
zjawiają się w ś r ó d nas j a k o „ o b c y z mrocznego o b r z e ż a " ,
p o p e ł n i a j ą c „ s z a l e ń s t w o przekroczenia granic swego królest­
w a " . „Jeżeli k l o w n jest t y m — pisze Starobinski — k t ó r y
przybywa z 'gdzie indziej', mistrzem tajemnych przejść,
przemytnikiem, k t ó r y przekracza zakazane granice, zro­
zumiemy teraz dlaczego w c y r k u , na scenie tak w i e l k ą w a g ę
przywiązuje się zawsze do jego entree. K a ż d y prawdziwy
k l o w n wynurza się z innej przestrzeni, z innego wszech­
świata; jego wejście p o w i n n o o z n a c z a ć przekraczanie granic
rzeczywistości i nawet p o d p o z o r a m i największej j o w i a l n o ś c i
powinien w y d a w a ć n a m się z j a w ą . "
4 2

H i s t o r i ę o b u b ł ę d n y c h rycerzy — D o n K i c h o t a i starego
gringo — rozpoczyna klasyczne klownowskie entree. O b u
poznajemy w chwili porzucenia d o m u i r o z p o c z ę c i a w ę d r ó -

�w k i . W momencie, kiedy dla swego otoczenia t r a c ą r o z u m
i stają się s z a l e ń c a m i . „ T a k i m przybyszem — pisze o Bierce'ie S p r u s i ń s k i — obcym w ś r ó d obcych zdaje się od czasu
dzieciństwa a ż po ś m i e r ć . " Obaj zresztą — i a m e r y k a ń s k i
pisarz, i jego h i s z p a ń s k i protoplasta — s ą o d samego
p o c z ą t k u obcy, obaj n a d c h o d z ą niczym zjawy z głębi swego
o b ł ę d u , p r z e k r a c z a j ą c w realnych i duchowych w ę d r ó w k a c h
prawdziwe i symboliczne granice, „ j a k gdyby granica — p i ­
sze o starym gringo Fuentes — k t ó r ą pewnego dnia prze­
kroczył, z n a j d o w a ł a się w powietrzu, a nie na z i e m i . "
N i c z y m klasyczny błazen k r ó l a , Bierce staje się m ą d r y m
d o r a d c ą , d o b r y m duchem m ł o d e g o , s a m o z w a ń c z e g o w ł a d c y
hacjendy. Bowiem j a k o przybysz z z e w n ą t r z , z innego świata,
zapewnia m u k o n t a k t ze ź r ó d ł a m i magicznej m ą d r o ś c i
p ł y n ą c y m i spoza granic k r ó l e s t w a i s t a n o w i ą c y m i alter­
n a t y w ę wobec mocy centrum.
4 3

4 4

T a k samo w a ż n e jest jednak r ó w n i e ż odejście b ł a z n a .
H i s t o r i a domaga się z a k o ń c z e n i a . „ M i t (...) powinien mieć
z a k o ń c z e n i e , szczęśliwe albo nieszczęśliwe, ale przewidzia­
n e " — pisał w Świętej strefie Fuentes. Z w r a c a ł też na to
u w a g ę Starobinski: „ P o d p o s t a c i ą ofiary odkupicielskiej
k l o w n wygnany jest ze ś w i a t a ; obarczony naszymi grzechami
i naszym wstydem odchodzi w śmierć: poprzez jego odejście
my z kolei o s i ą g a m y z b a w i e n i e . " T o właśnie ta śmierć
b ł a z n a , k t ó r ą o z n a j m i a ł a smutna melodia, grana na t r ą b c e
w o p u s t o s z a ł y m c y r k u w Klownach Felliniego. I śmierć
Gelsominy z La strady, k t ó r a r ó w n i e ż lubiła g r a ć na t r ą b c e
i u m a r ł a w p r z y g o d n y m , n a d m o r s k i m miasteczku. Ś m i e r ć
opuszczonych, niepotrzebnych, starych b ł a z n ó w . Ś m i e r ć
D o n K i c h o t a . I śmierć gringo.
4 5

46

W świecie D o n K i c h o t a wszystko dzieje się na opak. Swym
w i e r n y m n a ś l a d o w n i c t w e m parodiuje o n w istocie święte dla
siebie idee. „ K i e d y poznajemy D o n K i c h o t a — pisze A u d e n
—jest a) biedny, b) nie jest rycerzem, c) m a pięćdziesiąt lat, d )
nie ma nic do r o b o t y z w y j ą t k i e m p o l o w a n i a i czytania
r o m a n s ó w o b ł ę d n y c h rycerzach. Jest c a ł k o w i t y m przeciw­
i e ń s t w e m b o h a t e r ó w , k t ó r y c h podziwia. B r a k m u na przy­
k ł a d epickiej arete urodzenia, urody, siły i t d . " Bierce jest
jeszcze starszy, kiedy postanawia „ p o r z u c i ć g n u ś n e p u c h y "
i o d d a ć się rycerskiemu rzemiosłu. Podobnie j a k śmiali się
współcześni z D o n K i c h o t a , śmieją się m e k s y k a ń s c y po­
w s t a ń c y , kiedy stary gringo deklaruje swe pragnienie uczest­
niczenia w walce. O ile jednak D o n K i c h o t jest k r e a c j ą
i r o n i c z n ą , o tyle ironia bohatera Fuentesa i Puenzo jest
w p e w n y m sensie jego profesją. O ile D o n K i c h o t jest p a r o d i ą
rycerskiego etosu, o tyle gringo uprawia a u t o p a r o d i ę . Bierce
jest bowiem, w przeciwieństwie do h i s z p a ń s k i e g o rycerza,
u r o d z o n y m i d o ś w i a d c z o n y m ż o ł n i e r z e m . O d z n a c z a j ą c się
cechami, k t ó r e zjednują m u powszechny szacunek (dostojny
w y g l ą d i zachowanie, odwaga i celne o k o ) , cechami ż y w c e m
wyjętymi z rycerskich k o d e k s ó w , Bierce odnosi się do nich
z szyderstwem i i r o n i ą . I r o n i a ta jest zresztą d u ż o szersza.
D o t y k a r ó w n i e ż pojęć najświętszych, takich j a k n a r o d o w y
honor, patriotyczny o b o w i ą z e k , lojalność wobec flagi. „ N a ­
ś m i e w a ł się z Boga, z Ojczyzny, z P i e n i ą d z a " — powie
o swoim bohaterze Fuentes. K p i n y Bierce'a z h o n o r u ,
z a r m i i , k t ó r a jest tego h o n o r u symbolem i o b r o ń c ą , czynią
z niego klasycznego b ł a z n a , w i a d o m o b o w i e m , że ś r e d n i o ­
wieczne korzenie b ł a z e ń s t w a sięgają właśnie owego przeciw­
stawienia się rycerskiemu etosowi, k t ó r e g o w s p ó ł c z e s n ą
k o n t y n u a c j ą jest etos żołnierza. Ponad wszelkimi r ó ż n i c a m i
w z n o s z ą się jednak, j a k ż e d o siebie podobne, dwie sylwetki:
D o n K i c h o t a , pierwszego w historii b ł a z e ń s t w a b ł a z n a
(szaleńca) na k o n i u c h o ć b y była n i m t y l k o n ę d z n a , grotes­
kowa, k o ś c i s t a chabeta i Ambrose Bierce'a — „ s t a r e g o ,
postrzelonego angola na b i a ł y m k o n i u " , j a k n a z y w a j ą go
w filmie Puenzo; l u b , j a k u Fuentesa, „ d z i w n e g o siwego
j e ź d ź c a na b i a ł y m k o n i u . "
4 7

4 8

4 9

Z a r ó w n o w filozoficznej metaforze, j a k i w m y ś l e n i u
potocznym b ł a z n a u w a ż a się za wyraziciela prawdy. Prawdy
w kategoriach pojęcia idealnego. Bierce jest szydercą-ironistą, wcieleniem ducha sokratejskiego. Prawda D o n K i c h o t a
wydaje się b y ć p r a w d ą wiary. Za w s z e l k ą cenę p r ó b u j e

h i s z p a ń s k i rycerz ocalić p r a w d ę — s w o j ą p r a w d ę . „ J a k ż e
ocalić p r a w d ę ? — zapytuje w p o ś w i ę c o n y m D o n K i c h o ­
t o w i eseju Kłamstwo
kłamstwem
się podpiera F i o d o r D o ­
stojewski. N o i w y m y ś l a ( D o n K i c h o t - M S ) dla ocalenia
prawdy inne marzenie, ale j u ż d w a k r o ć , t r z y k r o ć fantastyczniejsze, bardziej prostackie i niedorzeczne niż pierwsze.
A więc r e a l i z m o w i s t a ł o się z a d o ś ć , p r a w d a , wiarygo­
d n o ś ć są o c a l o n e i wierzyć w pierwsze, g ł ó w n e marzenie
m o ż n a j u ż bez zastrzeżeń — a wszystko jedynie dzięki
drugiemu, znacznie bardziej niedorzecznemu urojeniu, zmy­
ś l o n e m u t y l k o d l a uratowania p r a w d o p o d o b i e ń s t w a
p i e r w s z e g o . " „ N a d c h o d z i jednak chwila — pisze Ortega
у Gasset — gdy w jego nieprzeniknionej duszy zaczynają się
r o d z i ć p o w a ż n e w ą t p l i w o ś c i co do sensu w y k o n y w a n y c h
c z y n ó w i w ó w c z a s p o j a w i a j ą się u Cervantesa s ł o w a przepo­
jone g o r y c z ą i smutkiem. (...) 'Sercem jego o w ł a d n ę ł a
melancholia — powiada poeta. — N i e c h c i a ł o m u się nawet
jeść — dodaje — cały b y ł p o g r ą ż o n y w czarnych m y ś l a c h
i melancholii'. ' D a j m i u m r z e ć — zwraca się do Sancha
50

51

— niech mnie d o b i j ą moje myśli i moje n i e s z c z ę ś c i a ' . "
Melancholia, ta s ł y n n a donkichotowska melancholia, k t ó r a
w Grassa Wariacjach na temat miedziorytu Albrechta Durera
..Melancholia I" pojawia się j a k o p r z e c i w i e ń s t w o U t o p i i i ,
w Don Kichocie zwiastuje przeczucie prawdy innej niż ta, j a k ą
d o t ą d z z a p a ł e m w y z n a w a ł . Prawdy, j a k pisze Kaiser „ n i e u ­
chwytnej i trudnej, niepewnej i p a r a d o k s a l n e j . " M e l a n ­
cholia zawsze b y ł a i jest u w a ż a n a za c h o r o b ę . „(...) zbiorcze
o k r e ś l e n i e melancholia — pisze Grass — nie z a t r a c i ł o nigdy
przypisywanego m u znaczenia r ó w n e j o b ł ę d o w i lub z n i m
spokrewnionej c h o r o b y . " K i e d y D o n K i c h o t odzyskuje
zdrowy r o z s ą d e k , popada w o b ł ę d melancholii. A l e nie
ucieka przed w ą t p l i w o ś c i a m i . Jest t y l k o jeszcze bardziej
samotny niż kiedyś. Ś w i a t się z d e s a k r a l i z o w a ł . Dulcynea jest
nie t y l k o D u l c y n e ą . B y ć m o ż e w i a t r a k i są z a r ó w n o wiat­
rakami, j a k i olbrzymami. K t o ma rację? T a k j a k w materii
dzieła p r z e n i k a j ą się dwa światy: epicki, realny świat Sancho
Pansy i iluzyjny, liryczny świat jego pana — tak w życiu
m o ż l i w e są r ó ż n e odpowiedzi. C ó ż jeszcze pozostaje po
t a k i m odkryciu? Jedynie — j a k pisał Borges — „ B y ć
Alonsem Quijano i nie m i e ć odwagi, aby stać się D o n
Kichotem."
52

5 3

5 4

Ó w w g l ą d w z ł o ż o n ą kwestię r e a l n o ś c i , ó w r o z s ą d e k , k t ó r y
jest w istocie „ n a j w y ż s z y m s z a l e ń s t w e m " i p r o w a d z i do
„ o b ł ę d u m e l a n c h o l i i " przedstawia p r a w d z i w ą m ą d r o ś ć błaz­
na. T a m ą d r o ś ć bywa przenikliwa, gorzka i samotna. A l e ,
paradoksalnie, ó w właśnie w g l ą d , uzyskany przez D o n
K i c h o t a jest momentem inicjacyjnym, k t ó r y pozwala m u do
rangi b ł a z n a a w a n s o w a ć . Wyzwolenie przynosi dopiero
śmierć. D l a D o n K i c h o t a jest to wyzwolenie od s m u t k u
i melancholii, o d o b ł ę d u rzeczywistości. D l a bohatera powie­
ści Fuentesa i filmu Puenzo — r ó w n i e ż . O ł a s k ę śmierci
m o d l i ł się p r a w d z i w y Bierce, m o d l i się też Bierce Fuentesa.
W opowiadaniu Bierce'a Coup de grace „ K a p i t a n M a d w e l l
r o z u m i a ł to spojrzenie, zbyt często p a t r z y ł w oczy tych,
k t ó r y c h wargi potrafiły jeszcze s f o r m u ł o w a ć b ł a g a n i e
o śmierć. Ś w i a d o m i e lub n i e ś w i a d o m i e ó w strzęp ludzi, ó w
m i k r o k o s m o s boleści, ubogi, odarty z bohaterstwa Prome­
teusz — b ł a g a ł wszystko, co istnieje, o ł a s k ę n i e p a m i ę c i . D o
ziemi i nieba, d o drzew, do c z ł o w i e k a , k t ó r y nad n i m stał, k u
k a ż d e j drobinie czucia czy ś w i a d o m o ś c i k i e r o w a ł to milczące
wołanie.
O co, w rzeczy samej? O to, czego nie szczędzimy
najnędzniejszemu stworzeniu, niezdolnemu tego p r a g n ą ć ,
a o d m a w i a m y t y l k o n i e s z c z ę ś n i k o m w ludzkiej s k ó r z e
— o b ł o g o s ł a w i o n e wyzwolenie, akt najwyższego w s p ó ł ­
czucia: coup de g r a c e . " T e słowa Carlos Fuentes w k ł a d a
w usta swego bohatera. O n , ten stary b ł a z e n - b l u ź n i e r c a , ten,
j a k sam o sobie powie, „ g o r z k i i sardoniczny u c z e ń d i a b ł a "
b ł a g a o łaskę śmierci Boga, k t ó r e g o p r z e k l ą ł i odrzucił.
Stary gringo szuka śmierci. L u d w i k Stomma przypisuje
b ł a z n o w i „ c i ą g o t y do k u l t u ś m i e r c i . " „ P r a g n ę b y ć dobrze
w y g l ą d a j ą c y m t r u p e m " — powtarza wielokrotnie Bierce.
Z m o t y w e m śmierci ściśle z w i ą z a n y jest u Fuentesa i Puenzo
55

5 6

5 7

69

�obraz pustyni. W a r t o przy okazji w s p o m n i e ć , że tej samej
pustyni — pustyni Chihuahua — p o ś w i ę c o n e są strony
w innej powieści o uciekinierze, p o r z u c a j ą c y m świat, w po­
wieści М а х а Frischa Stiller. T o właśnie pustynia n a u c z y ł a
starego gringo umierania. A do pojechania na n i ą z m u s i ł go
j a k i ś w e w n ę t r z n y nakaz, głos przeznaczenia, k t ó r e m u nie
p o t r a f i ł się o p r z e ć . Przypomnijmy s ł o w a Bergera: „ k r a j o b r a z
monoteistyczny, p r z y p o m i n a j ą c y inne pustynie, gdzie dziw­
ne głosy p r z e m a w i a j ą do innych, samotnych l u d z i " . Przypo­
m n i j m y też spotkanie Rycerza ze Śmiercią na o d l u d n y m
m o r s k i m w y b r z e ż u w Siódmej pieczęci Bergmana. Ż y c i e
Bierce'a t a k ż e przypomina pakt zawarty ze śmiercią. O n
„ N i e należy do naszych — m ó w i p o w s t a ń c z y g e n e r a ł A r ­
r o y o . — Nie wierzy w rewolucję. Wierzy w ś m i e r ć . " T o ona
ofiarowuje Bierce'owi szaleńczą o d w a g ę , s p o k ó j i przenik­
liwą m ą d r o ś ć . W zamian za d u s z ę i ciało śmierć obdarza go
s w ą ł a s k ą , coup de grace.
5 8

W wymiarze symbolicznym śmiercią jest j u ż sama w ę d ­
r ó w k a do innego ś w i a t a za p o ł u d n i o w ą g r a n i c ą — do
M e k s y k u . „ S t a r y gringo u m a r ł w M e k s y k u . T y l k o dlatego,
że p r z e k r o c z y ł g r a n i c ę " — wierzą Meksykanie. Po śmierci
jeździ się na p o ł u d n i e , do kraju, gdzie „ ś m i e r ć nie jest
k o ń c e m a jedynie p o c z ą t k i e m " . W M e k s y k u H a r r i e t zoba­
czyła k r a i n ę śmierci, „ z o b a c z y ł a tę w y s c h n i ę t ą i b r z y d k ą
ziemię, j a k k o l w i e k za s p r a w ą swego d r a m a t y z m u nie po­
z b a w i o n ą p i ę k n a , ziemię t w a r d ą , o d a r t ą z h o j n o ś c i , po­
z b a w i o n ą ł a t w o r o d z ą c y c h się o w o c ó w , ziemię, k t ó r e j nieli­
czne p ł o d y m u s i a ł y się r o d z i ć z martwego ł o n a i były niczym
dziecko, k t ó r e po wydostaniu się z m a r t w y c h trzewi swej
m a t k i ciągle jeszcze walczy o utrzymanie się przy ż y c i u . "
M e k s y k to dla H a r r i e t t a k ż e b u d z ą c a lęk kompletnie obca
ziemia, „gdzie j e d y n y m przejawem silnej w o l i była uparta
determinacja pozostawania zawsze niczym i n n y m , j a k t y l k o
t y m starym, biednym i chaotycznym k r a j e m . " Podobnie
w s p o m i n a ł M e k s y k Josif Brodski w wierszu
Meksykańskie
romancero. A w poetyce, j a k ż e bliskiej Ziemi jałowej,
tak
pisał o swojej ojczyźnie Octavio Paz: „ L e c z w o d y nie ma,
wszystko tutaj w y s c h ł o / chleb nie smakuje a owoc jest
gorzki."
M e k s y k a ń s k a poezja obfituje zresztą w opisy
topografii krainy śmierci, t u b o w i e m dla bohatera powieści
L i m y Raj,,(...)
p i e k ł o z n a j d o w a ł o się p o ś r o d k u ziemi, a głos
z m a r ł y c h wznosił się i w y d o b y w a ł jej s z c z e l i n a m i . " „ J a piję
t y l k o ze z m a r ł y m i " — m ó w i w filmie Puenzo Tomas A r r o y o ,
siedząc na cmentarzu. F a s c y n u j ą c e i o d p y c h a j ą c e zarazem
demoniczne p i ę k n o M e k s y k u , krainy r o z k ł a d u , zgnilizny
i w s z e c h p a n u j ą c e j śmierci wspomina t a k ż e bohater powieści
Frischa, Stiller.
5 9

6 0

61

6 2

63

M e k s y k jest p r ó c z tego w powieści Fuentesa i filmie
Puenzo mitycznym labiryntem, a w ę d r u j ą c y p o n i m bohate­
rowie Starego gringo p r z y p o m i n a j ą nocne chmury, k t ó r e
„ p r z e p ł y n ę ł y po niebie w poszukiwaniu swego odbicia na
pustyni, ale nie znalazłszy go, nadal p o s u w a ł y się n a p r z ó d ,
zgodnie ze swoim w ę d r o w n y m przeznaczeniem." Jest też
M e k s y k , w poetyckiej metaforze, ciemnym pragnieniem
0 strukturze labiryntu. D l a H a r r i e t M e k s y k b y ł snem.
Lustrzana sala balowa, o s z c z ę d z o n a przez p o w s t a ń c ó w jest
właśnie o w ą s y m b o l i c z n ą b r a m ą snu. S p o ł e c z n y m odzwier­
ciedleniem labiryntowej, pozaziemskiej topografii M e k s y k u
— k r a i n y śmierci —jest p a n u j ą c y w n i m rewolucyjny chaos,
zagubienie dawnych symboli i z n a k ó w . S k ą d i n ą d w i a d o m o ,
że p o s t a ć b ł a z n a u w i k ł a n a jest w symboliczny splot b ł ą k a n i a
się, b ł ę d u , o b ł ę d u , poszukiwania, a w konsekwencji w m i t o ­
logiczną p r z e s t r z e ń labiryntu — b ł ę d y ń c a . M y ś l mityczna
w i ą ż e ze s o b ą szaleńca i b ł ę d n e g o rycerza, o b ł ą k a n e g o
1 p r z e c h o d z ą c e g o inicjację herosa. „ B ł ą d z e n i e = poszukiwa­
nie — pisze Stomma. — K t o poszukuje — b ł ą d z i . Z kolei
' b ł ą d — o b ł ę d — p r z y b ł ę d a — o b ł ą k a n i e ' . Z w i ą z k i te
ujawniają nam istotny, strukturalny sens a t r y b u t u ekscentr y z m u (wariactwa), przydawanego ludziom p o s z u k u j ą c y m .
Ł a c i ń s k i furor, -oris to s z a l e ń s t w o , o b ł ą k a n i e , ale r ó w n i e ż . . .
natchnienie!"
Z l a b i r y n t u s z a l e ń s t w a nie ma ucieczki. P l ą t a n i n a ścieżek
zamyka o d w r ó t . W i e d z i a ł o t y m D o n K i c h o t , wiedział t a k ż e
64

65

70

gringo, gdy o p u s z c z a ł g o ś c i n n e E l Paso i u d a w a ł się na
p u s t y n i ę , tam, gdzie t y l k o „ R e b e l i a i represje, nieszczęścia
i g ł ó d . " „ O n nie m ó g ł j u ż się w y d o s t a ć , c h o ć b y inna b y ł a
jego wola, spod p r z e m o ż n e j w ł a d z y pustyni, na k t ó r ą p r z y b y ł
dobrowolnie ( . . . ) . " Ojczyzna pozostaje w p a m i ę c i j a k o
utracony raj, dobry, swojski świat, kraina życia i p ł o d n o ś c i .
„ H a r r i e t i stary gringo pobiegli teraz m y ś l a m i do innych,
bardziej urodzajnych ziem, do rozlewnych i wiecznie tęsk­
nych rzek, do blasku ł a n ó w pszenicy falujących na r ó w ­
ninach niczym obrus na stole, do ł a g o d n i e p o f a ł d o w a n y c h
dolin przylegających do b ł ę k i t n y c h g ó r i p a r u j ą c y c h masy­
w ó w leśnych. Jeśli chodzi o rzeki, to pomyśleli przede
wszystkim o tych, k t ó r e toczyły swe w o d y na P ó ł n o c y ,
a wtedy cała litania nazw p o p ł y n ę ł a i m z ust niczym s t r u m i e ń
utraconych rozkoszy podczas tego suchego i spragnionego
meksykańskiego zmierzchu."
6 6

6 7

68

Stary gringo nie p o w r ó c i ł do d o m u . Z g i n ą ł z ręki g e n e r a ł a
A r r o y o . Z g i n ą ł j a k k r ó l e w s k i b ł a z e n , k t ó r y w y p o w i e d z i a ł za
wiele prawdy. Z g i n ą ł p o d w ó j n i e — raz zabity s t r z a ł e m
w plecy, drugi raz — u r o c z y ś c i e , podczas honorowej,
żołnierskiej egzekucji, u b o k u swego zabójcy. Jak j u ż wspo­
m n i a ł a m , j e d n y m z e l e m e n t ó w melancholijnego szaleństwa
D o n K i c h o t a jest t ę s k n o t a do śmierci. D o p i ę k n e j śmierci.
Śmierci bohatera. Takiej, j a k romantyczna śmierć na p o l u
b i t w y polskich D o n K i c h o t ó w , k t ó r y m i z a c h w y c a ł się Grass.
W książce i filmie Stary gringo wielokrotnie przewija się ten
w ą t e k , obecny t a k ż e w twórczości samego Bierce'a (por. np.
opowiadanie Filozof). Ś m i e r ć jest t u chwilą o n a j w y ż s z y m
dramatyzmie. Śmierć, j a k b y p o w i e d z i a ł Aries „ p a t e t y c z n a
j a k w epoce romantycznej i samotna j a k śmierć pustel­
n i k a . " M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że idea pięknej śmierci, śmie­
rci bohatera, rysująca się z a r ó w n o w Starym gringo, j a k
i w twórczości Bierce'a (choć tam występuje ona w swej
postaci a rebours, bo, z g o ł a ironicznie, bohaterowie jego
u m i e r a j ą zazwyczaj w s p o s ó b niezwykle o k r u t n y i przypad­
k o w y ) ma korzenie w tej w ł a ś n i e XIX-wiecznej, romantycz­
nej wizji. P o m i m o pozornej desakralizacji patos i waga „ h o r a
m o r t i s " p r z e t r w a ł y w kulturze do dzisiaj, nic więc dziwnego,
że śmierć D o n K i c h o t a w z b u d z i ł a tyle emocji, refleksji
i rozczarowań.
6 9

„ I n o c e n c i o Mansalvo w y r w a ł z t r u m n y na w p ó ł zgniłą
d e s k ę i w t y m momencie u k a z a ł a się twarz starego gringo,
bardziej w objęciach nocy niż śmierci; z ż a r ł a j ą przyroda,
p o m y ś l a ł sobie p u ł k o w n i k Frutos Garcia. O g o r z a ł a , poziele­
n i a ł a twarz, dziwnie u ś m i e c h n i ę t a , bo grymas ust o d s ł o n i ł
dziąsła i zęby, długie, k o ń s k i e , t y p o w o a m e r y k a ń s k i e zęby,
twarz, na k t ó r e j m a l o w a ł się wyraz nieustającej k p i n y . "
Śmierć w y d o b y w a istotę błazeńskiej natury Bierce'a, defor­
m u j ą c jego twarz w k l a s y c z n ą , p r z e w r o t n ą m a s k ę „ c z ł o w i e k a
ś m i e c h u " ; m a s k ę , k t ó r a łącząc w sobie tragizm z elementem
k o m i c z n y m daje ostatecznie efekt szyderczej groteski.
I w niej właśnie, j a k w k r z y w y m zwierciadle, odbija się
b ł a z e ń s k a prawda nie t y l k o o życiu, ale i o śmierci samej.
Prawda, k t ó r a o d p o c z ą t k u do k o ń c a jest n i e z g o d ą na
zastany p o r z ą d e k , p r z e k o r ą i k p i n ą . Ambrose Bierce szykuje
swym p o t o m n y m kolejny ż a r t .

7 0

„ C z e k a na ciebie pusty g r ó b na w o j s k o w y m cmentarzu,
t a t o " — powie Harriet. Świat nie dowie się nigdy, że
w grobie kapitana Winslow spoczywa zaginiony a m e r y k a ń ­
ski pisarz. Nie ma j u ż Ambrose Bierce'a, jest bohaterski
kapitan W i n s l o w . T o będzie dla gringo przepustka do d o m u ,
jego bilet p o w r o t n y . Z k r ę g u s z a l e ń s t w a nie ma ucieczki. D o
d o m u p o w r ó c i ć m o ż n a t y l k o j a k o k t o ś inny. „ P o w i n s z u j c i e
m i , zacni panowie, żem oto j u ż nie D o n K i c h o t e z Manczy,
ale A l o n z o Quijano, k t ó r e g o p o s t ę p o w a n i e z y s k a ł o dawniej
przydomek D o b r e g o " — m ó w i na ł o ż u śmierci bohater
Cervantesa. „ J a t o k t o ś i n n y " — powie poeta. „ N i e jestem
S t i l l e r e m ! " — będzie uparcie twierdził bohater powieści
Frischa. Jako k t o ś inny umiera w a m e r y k a ń s k i m p a ń s t w i e
kolejny uciekinier — bohater filmu A n t o n i o n i e g o Zawód:
reporter, D a v i d Locke, z a m k n i ę t y (jakże symboliczne na­
zwisko) w k r ę g u swego przeznaczenia, k t ó r e g o kresem jest
śmierć. Po drugiej stronie skały A n n a , zaginiona tajemniczo
7 1

7 2

7 3

74

�bohaterka Przygody, m o ż e stać się K l a u d i ą . Jest prawda
ż y w y c h i prawda u m a r ł y c h . Jest, j a k w Pikniku pod
Wiszącą
Skałą, prawda w i k t o r i a ń s k i e j szkoły dla d z i e w c z ą t i p r a w d a
w n ę t r z a skały. P r z y w o ł a j m y jeszcze, na koniec, słynne
k ł a m s t w o , wieńczące Jądro ciemności Conrada. W rozmowie
z n a r z e c z o n ą K u r t z a M a r l o w całkowicie zmienia jego ostat­
nie słowa. Zamiast „ o h y d a , o h y d a " m ó w i : „ O s t a t n i m wyra­
zem, j a k i w y m ó w i ł , b y ł o pani i m i ę " . Ten rodzaj k ł a m s t w a
James Clifford nazywa „ k ł a m s t w e m zbawiennym", „ z b a ­
w i e n n ą fikcją" (saving lie, saving fiction). „ O p r ó c z p r o b l e m u
moralnej dezintegracji K u r t z a — pisze a m e r y k a ń s k i ant­
ropolog — C o n r a d wprowadza temat głębszy i przewrotniejszy: s ł a w n e „ k ł a m s t w o " — w istocie serię k ł a m s t w , k t ó r e
w Jądrze ciemności są fundamentem i w z m a c n i a j ą zarazem
z ł o ż o n ą p r a w d ę narracji M a r l o w a . U j m u j ą c rzecz bardzo
schematycznie — ciągnie C l i f f o r d — u w a ż a m to k ł a m s t w o za
zbawienne. Oszczędzając narzeczonej K u r t z a jego ostatnich
słów, M a r l o w dostrzega i konstytuuje r ó ż n e domeny prawdy
— p r a w d ę m ę s k ą i k o b i e c ą , p r a w d ę m e t r o p o l i i i prowincji.
Prawdy te odzwierciedlają podstawowe struktury w k o n ­
stytuowaniu u p o r z ą d k o w a n y c h z n a c z e ń — wiedzy podzielo­
nej w zależności o d płci, kulturowego centrum i p e r y f e r i i . "
Etnologia d ł u g o c z e k a ł a na swego Conrada, jej przed­
stawiciele oddawali się bowiem tworzeniu „realistycznych,
7

5

76

kulturowych
fikcji." Marlow,
tak j a k D o n K i c h o t , osamot­
niony jest w swej błazeńskiej ś w i a d o m o ś c i w i e l o z n a c z n o ś c i
ś w i a t a . C l i f f o r d proponuje, aby Jądro ciemności o d c z y t a ć
j a k o paradygmat etnograficznej s u b i e k t y w n o ś c i , a jej autora
u z n a ć za patrona nowoczesnej antropologii, k t ó r a ujmuje
k u l t u r ę j a k o z b i ó r kontekstualnych o p o w i e ś c i , j a k o zbioro­
w ą fikcję. Zbawienne, ocalające k ł a m s t w o . . . Być m o ż e to
t a k ż e m i a ł na myśli Dostojewski, gdy we w s p o m n i a n y m j u ż
eseju pisał, iż Don Kichot jest p o w i e ś c i ą , w k t ó r e j p r a w d a
ocalona zostaje dzięki k ł a m s t w u . Bo w p e w n y m momencie
swojej historii cervantesowski rycerz wie j u ż , j a k a to
prawda zostaje ocalona. Zdaje się o n b o w i e m łączyć w sobie
dwie postawy, k t ó r e u Conrada upostaciowane z o s t a j ą
w osobach M a r l o w a i narratora. „ M a r l o w opowiada pewne
s k o ń c z o n e historie — pisze C l i f f o r d . — D r u g i narrator
zbiera je, p o r ó w n u j e i (ironicznie) wierzy w te częściowe
p r a w d y . " D o n K i c h o t w i e, że ocala p r a w d ę i ś w i a d o m jest
swoich z a b i e g ó w . A ś w i a d o m o ś ć t a k a j a k ż e jest bliska
„ p e r s p e k t y w i e osiąganej przez p o w a ż n e g o interpretatora
k u l t u r y , lokalnej, częściowej w i e d z y . " B y ć m o ż e zatem
D o n K i c h o t i jego d u c h o w i spadkobiercy, D o n K i c h o t ze
swoją m e l a n c h o l i ą , z r o d z o n ą z rozpaczy i z w ą t p i e ń m ó g ł b y
stać się, o b o k Conrada, ojcem nowoczesnego spojrzenia na
kulturę?
7 7

78

PRZYPISY
1

E . Mieletinski, Poetyka mitu. Warszawa 1981, s. 348
M. Słowiński, Błazen. Dzieje postaci i motywu, Poznań 1990, s.

3 5

M. Foucault, op.cit., s. 48
W. Kaiser, Praisers of Folly, Cambridge 1963, s. 295
245
M. Foucault, op.cit., s. 48
P.L. Berger, Człowiek Zachodu: wyzwolenie i samotność, "AA. Bierce, Chickamauga, (w:) op.cit., s. 39
neks" nr 43, 1986, s. 3
A. Rimbaud, Iluminacje, (w:) A. Międzyrzecki, op.cit., s. 120
S. Cichowicz, Filozofia i hermeneutyka, (w:) P. Ricoeur, Egzys­
T. Mann, op.cit., s. 303
tencja i hermeneutyka, Warszawa 1985, s. 25
C . Fuentes, Stary..., s. 152
M. Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, War­
J. Starobinski, Portrait de lartiste en saltimbanque, Paris 1970,
szawa 1987, s. 46
s. 132
E . Mieletinski, op.cit., s. 348
M. Sprusiński, op.cit., s. 8
V. Nabokov, Don Kichote, „Pismo literacko-artystyczne" nr 2,
C. Fuentes, Sjary..., s. 13
1986, s. 124
C . Fuentes, Święta strefa. Warszawa 1977, s. 11
T. Mann, Podróż przez ocean z Don Kichotem, (w:) Eseje,
J. Starobinski, op.cit., s. 132
Warszawa 1964, s. 297
W.H. Auden, op.cit., s. 341
M. Cervantes, Don Kichote, Warszawa 1972, cz. II, s. 488
C . Fuentes, Stary..., s. 89
P. Michałowski, Wypisy z „Księgi piasku", „Literatura na
Tamże, s. 67. Por. także W. Kaiser, op.cit., s. 291
Świecie" nr 12, 1988, s. 260
F . Dostojewski, op.cit., s. 264
C. Fuentes, Cervantes czyli krytyka sztuki czytania, Kraków
J. Ortega у Gasset, Rozmyślania o Escorialu, (w:) Dehumaniza­
1981, s. 99
cja sztuki i inne eseje. Warszawa 1980, s. 93
V. Nabokov, op.cit., s. 124
W. Kaiser, op.cit., s. 280
S. R. Dobrowolski, cyt. za: B. Miciński, Pisma. Eseje, artykuły,
G . Grass, Z dziennika ślimaka, Gdańsk 1991, s. 222
listy, Kraków 1970, s. 278-279
J.L. Borges, Sława, „Literatura na Świecie" nr 12, 1988, s. 83
M. Janion, Obraz polskości u Grassa (w:) Projekt krytyki
A. Bierce, Coup de grace, (w:) op.cit., s. 78
fantazmatycznej, Warszawa 1991, s. 121
L . Stomma, Wariat czy geniusz...", maszynopis 1981, s. 4
C . Fuentes, Stary gringo, Kraków 1992
C. Fuentes, Stary..., s. 171
F. Dostojewski, Kłamstwo kłamstwem się podpiera, (w:) O lite­
Tamże, s. 160
raturze i sztuce, Kraków 1976, s. 263
Tamże, s. 10
Cyt. za: A. Międzyrzecki, Legenda Rimbauda, (w:) Rimbaud,
Tamże, s. 74
Appollinaire i inni, Warszawa 1988, s. 627
Tamże, s. 125
J. Clifford, A Poetics of Displacement: Victor Segalen, (w:) The
O. Paz, Elegia przerywana, „Literatura na Świecie", nr 8—9,
Predicament of Culture: Twentieth — Century Ethnography, Litera­
1985, s. 140
ture and Art, Harvard 1988, s. 152
J.L. Lima, Raj, Kraków 1979, s. 38
C. Fuentes, Stary..., s. 20
C. Fuentes, Stary..., s. 86
A. Bierce, Chickamauga, (w:) Jeździec na niebie i inne opowiada­
L . Stomma, op.cit., s. 3
nia, Warszawa 1978, s. 32
C. Fuentes, Stary..., s. 17
A. Rimbaud, Iluminacje (w:) A. Międzyrzecki, op.cit., s. 112
Tamże, s. 22
M. Sprusiński, Wstęp, (w:) A. Bierce, op.cit., s. 6
Tamże, s. 74
C. Fuentes, Stary..., s. 234
Ph. Aries, op.cit., s. 596
A. Bierce, op.cit., s. 5
C. Fuentes, Stary, s. 12
C. Fuentes, Stary..., s. 28
Tamże, s. 214
Tamże.
M. Cervantes, op.cit.
Tamże, s. 172
A. Rimbaud, Listy Jasnowidza, cyt. za: A. Międzyrzecki,
Tamże, s. 16
Legenda Rimbauda, (w:) op.cit., s. 619
A. Bierce, motto w: C. Fuentes, Stary...
M. Frisch, Stiller, Warszawa 1976, s. 7
Tamże, s. 9
J. Clifford, On Ethnographic Self - Fashioning: Conrad and
T. Mann, op.cit., s. 340
W.H. Auden, Geniusz i apostoł, (w:) Ręka farbiarza i inne eseje, Malinowski, (w:) tenże, op.cit., s. 99
Warszawa 1988, s. 346
Tamże, s. 100
M. Foucault, op.cit., s. 48
Tamże, s. 99
Ph. Aries, Człowiek i śmierć, Warszawa 1989, s. 23
Tamże.
2

3 6
3 7

3

3 8

4

4 0

3 9

4 1

5

6
7

4 2

4 3

4 4
4 5

8

4 6

4 7

9

4 8

1 0

4 9

s o

1 1

s 1

1 2

3 2

1 3

5 3

5 4

1 4

s s

S 6

I s

3 7

1 6

5 8

5 9

1 7

6 0

6 1

1 8

6 2

1 9

6 3

6 4

2 0

6 5

2 1

2 2

2 3

2 4
2 5

2 6

6 6
6 7
6 8

6 9

7 0
7 1

2 7

7 2

2 8

7 3

2 9

3 0

7 4

3 1

7 5

3 2

7 6

3 3

7 7

3 4

7 8

71

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10513" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10491">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f957d188c7dbd844f84de87a3c190609.pdf</src>
        <authentication>ccb3a363f193a4ae3b55284995ad63f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125177">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2489</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125178">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125179">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2312</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125180">
                <text>"The Jardin des Plantes, Postcards" czyli roślinna metaforyka Jamesa Clifforda / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125181">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.81-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125182">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125183">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125184">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125185">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125186">
                <text>The Jar din des Plantes: Postcards"
czyli: Roślinna metaforyka Jamesa Clifforda
Monika Sznajderman
Pocztówki z Ogrodu Botanicznego (The Jardin des Plantes:
Postcards) to króciutki rozdział, zamykający część drugą
książki Jamesa Clifforda The Predicament of Culture. Twen­
tieth-Century Ethnography, Literature and Art , poświęconą
związkom etnografii ze sztuką awangardową i filozofią
surrealizmu, stosowanym przez nią praktykom kolażu i no­
wym doświadczeniom egzotyki i podróżowania; rozdział,
który na tyle różni się od pozostałych, że wymaga, jak sądzę,
niewielkiego komentarza. Trudno go bowiem pojąć bez
odniesienia zarówno do szerszego kontekstu całej książki,
jak też - całej nowej antropologii, a nawet - jeszcze szerzej
-humanistycznej refleksji nad naszą współczesnością. Doty­
czy to tak formy jak treści tych krótkich listów do przyjaciół,
pisanych przez Clifforda w paryskim Jardin des Plantes we
wrześniu 1984 roku. Listów całkowicie skupionych na
otaczającej ich autora rzeczywistości i będących owocem
kontemplowania przezeń tej rzeczywistości; listów z pozoru
zawierających niemal wyłącznie impresje na temat rosnących
w ogrodzie botanicznym roślin i parę, jakby mimochodem
rzuconych uwag na tematy ogólniejsze. A przecież pod
opisami drzewa akacji i eksponatów entomologicznej wy­
stawy kryje się o wiele więcej: służą Pocztówki... jako
doskonała, celna i zwięzła ilustracja nie tylko dla wizji
współczesnej etnografii, jaką dzieli Clifford z innymi tekstualistami, ale także dla jego antropologicznej teorii kultury,
tak potrzebnej w czasach gwałtownej uniformizacji świata,
w postmodernistycznej epoce cytatów i wzajemnych zapoży­
czeń, epoce zaniku starych kultur i rodzącej się powszechnej
cywilizacji światowej. Epoce, którą Paul Ricoeur z tego
właśnie względu nazwał „swoistym intermedium, swoistym
interregnum".
Utopijna, jak sam przyznaje, perspektywa skłania Cliffor­
da do uporczywej wiary w to, że mimo rodzącej się panświatowej kultury masowej jej jednorodny charakter nie
zdoła przytłumić pierwotnych kulturowych różnic. Dlatego
na wyrażony przez Ricoeura i innych myślicieli niepokój, iż
wejście w krąg cywilizacji powszechnej może oznaczać
ostatecznie zaprzepaszczenie kulturowego dziedzictwa, Clif­
ford odpowie uspokajająco: „Przyszłość nie będzie (tylko
i wyłącznie) monokulturowa" . Mimo chrystianizacji Nowa
Gwinea nie upodobni się do Włoch, ani Nigeria do Nowej
Kaledonii; w afrykańskich miastach pije się co prawda coca
colę, ale także, równie chętnie, tradycyjny napój burukutu,
a w telewizji ogląda zarówno Aniołki Charliego jak też
bębniarzy ludu Hausa. Toteż, sądzi amerykański antropo­
log, nie jesteśmy świadkami narastającej homogenizacji, lecz
raczej zastępowania starej różnorodności nową. Przy czym
źródłem tej nowej nie jest już autonomia i odrębność
tradycyjnych kultur, ale wzajemne relacje, w jakie wchodzą
kultury w epoce globalnej wioski.
„ ( . . . ) tradycja kulturalna pozostaje żywa o tyle, o ile
nieustannie na nowo się odtwarza" - pisze Ricoeur. Nawet
jeśli, dopowiada Clifford, odtwarza się w zupełnie nowym
kulturowym kontekście, w zupełnie nowej kulturowej kon­
figuracji. Mottem rozdziału jest cytat z Webster's New World
1

2

3

4

Dictionary: „rosnąć (vegetate, z łacińskiego vegetare oży­
wiać, pobudzać do życia...)" . Kultura jest jak roślina, zdaje
się mówić James Clifford. Roślina, która, przesadzona,
nadal kwitnie i owocuje, współtworząc nowy pejzaż. Przeflancowana, nie umiera. Tak można by streścić podstawową
ideę (przesłanie) pocztówek.
5

Droga T,

9/5/84

Nieludzka Robinsonada ROBIN1ER de ROBIN (Robina Pseudo Accacia Linnć)
Nasiona sprowadził do Europy z Ameryki Północnej Jean
Robin i zasadził w swoim ogrodzie w Dauphine w 1601 roku.
Na swoje miejsce w Ogrodzie Królewskim przesadzona w 1636
roku przez Vespasier Robina, syna Jeana.
*
Drogi B,

*

*
9/6/84

Na pewno nie zapomniałeś fantastycznych, długich, centkowanych cieniem alejek Tiłleul. Ale może nie widziałeś małego
ogródka skalnego, gdzie rosną krzewy, kwiaty, kaktusy i zioła
z Chin, Kaukazu, Korsyki, Nowej Zelandii, Maroka, Himala­
jów, Pirenejów, Bałkanów, Arktyki, Japonii... Kontynenty jeden
obok drugiego na setkach klombów. Na pniu wspartym żelaznym
słupkiem:
PISTACHER
(Pistacia Vera L.)
Zasadzona w szkółce około 1700 roku
(a obecnie Ogród Alpejski)
Pozwoliła Sebastianowi Vaillant odkryć istnienie pici roślin
w 1716 roku.
I cóż się stało z panem Vaillant? Albo z płcią roślin? Drzewo
pistacjowe żyje. Serdeczności...
Drzewo pistacjowe żyje. Żyje, choć umarł wynalazca płci
roślin. Żyje, choć nie żyje ten, który je zasadził, ani ci, którzy
je podlewali. Podobnie jest z kulturą, z jej minioną autentycz­
nością, z jej obumarłymi tradycjami. Nasza etnograficzna
współczesność, zauważa Clifford we wstępie do swojej
książki, to przede wszystkim poczucie wykorzenienia, to
poczucie utraconej autentyczności i wrogiej nowoczesności,
która zatruwa czyste źródła prawdziwej kultury i niszczy
istotę przeszłości, to doświadczenie zmiany i utraty. I choć
prawdą jest, że owo poczucie nie jest w dziejach niczym
nowym, że przez całe wieki każda zmiana postrzegana była i to w stopniu nieporównywalnie większym niż dzisiaj
- w kategoriach chaosu, jaki wprowadzała, w kategoriach
niszczycielskiego bałaganu nie sposób nie zauważyć, że
w I połowie X X wieku nastąpiło coś radykalnie nowego:
stare, tradycyjne, „czyste" kultury po raz pierwszy spotkały
się i wymieszały w tyglu miejskiej i podmiejskiej cywilizacji.
Powstało w ten sposób, że posłużymy się o wiele wcześniej­
szym, ale nader trafnym określeniem Andre Malraux „mu­
zeum wyobrażeniowe" (musee imaginaire generale), w któ­
rym dzięki nowym środkom masowego przekazu zebrano
razem dzieła, tematy i obrazy, co pozwoliło na dokonanie
konfrontacji kultur w nieznanej dotąd skali całego globu.
6

81

�„Dawne kroniki filmowe zwracały się ku egzotyzmowi,
przekazywanemu na przykładzie pomników i ceremonii.
Nawet ten typ egzotyzmu nie potrafił oprzeć się spowszed­
nieniu: telewidz lepiej zna Tien-An-men, plac w Pekinie, niż
najpiękniejsze place naszej prowincji. Kino fabularne, dzien­
niki telewizyjne stopniowo niszczą fantastykę, której służy­
ł y " - tak opisuje Malraux zjawisko, o którym kilkanaście
lat później pisze Clifford. Krańce świata utraciły walor
egzotyki, czegoś tajemniczego i nieznanego; odnajdujemy
tam miejsca i zjawiska jakby z dawna znajome. Egzotykę
odkrywali surrealiści i odkrywają współcześni etnografowie
na sąsiedniej ulicy, w swoim własnym naukowym gabinecie.
Stara topografia jest wyczerpana; wyczerpane jest tradycyjne
doświadczenie podróży i zamieszkiwania. „Gdzie spędzimy
najbliższy weekend! Zwiedzimy ruiny Angkor, czy odbędzie­
my spacer po Tivoli w Kopanhadze? - pyta Ricoeur, który
również zauważył, że 'Cała ludzkość staje się jakby muzeum
wyobraźni'. - Doskonale możemy wyobrazić sobie bliski już
czas, gdy każdy przeciętnie zamożny człowiek będzie mógł
przenosić się nieustannie z miejsca na miejsce i odczuwać
przedsmak własnej śmierci w tej niekończącej się podróży
bez celu." Mieszkaniec współczesnego świata, wedle metafo­
ry Ricoeura, może „przechadzać się pośród licznych cywili­
zacji tak, jak przechadzamy się pośród historycznych pamią­
tek i ruin."
Wobec takiego stanu rzeczy, podważającego całą strategię
oczekiwań klasycznej antropologii, od nas jedynie zależy,
jaką przyjmiemy postawę. Możemy bowiem postrzegać
przeszłość jako sielankę, zbiór bezpowrotnie utraconych lub
w najlepszym razie zagrożonych autentyczności. Możemy
wszakże nie ubolewać wcale nad przekształcaniem się lokal­
nych tradycji w jakąś entropiczną współczesność czy lamen­
tować nad zniszczonymi tropikami, lecz starać się dostrzec,
iż przetrwało przecież jeszcze „coś" i to „coś" żyje nadal nawet, jeśli tylko we fragmentach.

szokująco nieprzystające do siebie przedmioty i najdziwniej­
sze kolekcje, zbierające eksponaty z całego świata. Pozwala
to antropologowi dostrzec całą zakorzenioną w stereotypach
zachodniego myślenia „śmieszność klasyfikacji"; klasyfika­
cji w całkowicie arbitralny sposób wyróżniających w ludzkiej
rzeczywistości sfery natury, kultury, nauki, sztuki itd.

7

8

Droga A,

9/2/84

Wokół Jardin des Plantes: gra w bule w scenerii jak ze
starożytnego Rzymu... pamiętasz? Arenes de Lutece, ukryte za
zabudowaniami ulicy Monge; zamieszkały przez ludzi zamoż­
nych rue Mouffetard i jego rynek; albo też meczet, gdzie do tej
pory można wziąć parową kąpiel i wypić na złotych tacach
miętową herbatę. Tego roku ogrody są bujne - wszędzie plamy
kwiatów, gotowych do zapylenia. Tu i ówdzie ludzie na zielonych
krzesłach wpatrują się w rośliny. I pomniki: Bernardin de
Saint-Pierre z połyskującego błękitem brązu uśmiecha się do
mitycznych dzieci Paula i Virginii. Odwrócony tylem do całego
świata Buffon: na jego metalowej głowie trzepocze się gołąb.
W pobliżu ZOO przy Sekwanie Lamarck w zamyślonej pozie
- powyżej wschodzące słońce (nauka? natura?) Do zobaczenia
pod koniec miesiąca...
Współczesności nie trzeba postrzegać w kategoriach utra­
ty i upadku. W izolowanych „plamach" dawnych lokalnych
kultur i obumarłych cywilizacji można widzieć nie tylko
pojedyncze gasnące iskry, ale także zapowiedź czegoś cał­
kiem nowego; można, jak pisze Clifford we wstępie do swojej
książki, „kreować wolną przestrzeń dla wiodących przez
współczesność specyficznych d r ó g " i obok upadku i końca
dostrzegać rzecz znacznie do dostrzeżenia i akceptacji trud­
niejszą: wyłanianie się nowych, przyszłych kultur. Kultur,
których cechą charakterystyczną jest ich mozaikowy charak­
ter. „Odwrócony tyłem do całego świata Buffon"; świat
odwrócony tyłem do ojca systematyki.
Podważone są klasyczne schematy, dzielące świat na
oswojony i egzotyczny, znany i nieznany, tradycyjny i nowo­
czesny. Powstają najdziwniejsze kolaże zestawiające ze sobą
9

82

Droga P,

9/3/84

NA TURA I KUL TURA
NA
TURA/KULTURA
NATURA /KULTURA:
ciągle najpiękniejsza, najintensywnie­
jsza, najzabawniejsza etc., etc. wystawa w Paryżu: ,,Les Plus
Beaux Insectes du Monde" (Instytut Entomologii, ulica Buffon,
otwarta po południu). Jedna jasna sala... przyszpilone fajerwe­
rki, twarze, maski, oczy, kości, skóra... potem nagle poczwórna
symetria dokładnie podartych liści (z czulkami), wstęga tricolores, zakurzona delikatność ciem (Braque, Klee), wyretuszowane, pokryte lakierem, ceramiczne mikroelementy do kompute­
ra... śmieszność klasyfikacji. Bougainville, Borneo, Sumatra,
Jawa: ze skrzydełkami, bez skrzydełek; „Herkules", złocisty
metal, ciemny granat, neonowa zieleń... Czy to nie Levi-Strauss
napisał gdzieś, że inspiracją dla sztuki nowoczesnej powinny być
motyle, a nie Picasso?
Kultura jawi się w tym ujęciu jako owoc transmisji
i przeszczepu raczej, niż jako coś niezmiennego i na stałe
zakorzenionego w starym podglebiu; jako coś dynamicznego
i wiecznie żywego, a nie skazanego na jedną jedyną, skost­
niałą formę.
Drogi S,

9/4/84

Wysokie drzewo, SOPHORA JAPONIC A, zasadzona przez
B. Jussieu w 1747 roku w Jardin du Roy, sadzonki przysłane
z Chin przez R.P. d'Incarville... albo inne, przywiezione z ,,Lewantu". Dziwne rzeczy, żywe i historyczne (zupełnie niepodobne
do słojów sekwoi z datami 1492, 1776, 1914 albo do ,,lóżka,
w którym spal Napoleon"). Żyją w planetarno-ludzkim czasie
i przestrzeni... przeszczep z Epoki Odkryć. Który nas przeżyje.
Przy okazji: jest nowa księgarnia z całkiem dobrym działem
poezji Mouftardi Pot de Fer: ,,LArbre Voyageur". Czy tej zimy
będziesz przejazdem w Kalifornii?
Sposób istnienia dzisiejszej kultury nazywa amerykański
antropolog „egzystencją pośród fragmentów" . W dwu­
dziestym wieku nie sposób już poszukiwać kultur czy tradycji
w formie ciągłej. Na całym świecie zarówno jednostki jak
i grupy improwizują lokalne performance z pozbieranych
szczątków przeszłości, wykorzystując skrawki obcych trady­
cji, obce języki i symbole. Ta „egzystencja pośród fragmen­
tów" często ukazywana była (i jest nadal) jako zwieńczenie
procesu zniszczenia i ostateczny upadek - zwłaszcza przez
Levi-Straussa w Smutku tropików: nostalgicznej opowieści
o tym, jak resztki dawnej, autentycznej, zróżnicowanej
kultury zyskują w najlepszym razie status reliktów dawnej
sztuki czy folkloru. Ale doświadczeniu Levi-Straussa prze­
ciwstawić można, według Clifforda, choćby doświadczenie
tych wszystkich, którzy uczestniczyli w nurcie, czy też
trendzie artystycznym, zwanym przez niego postsymboliczną poetyką podróży (przemieszczenia, wykorzenienia - postsymbolic poetics of displacement): Victoria Segalena, M i chela Leirisa czy Aime Cesaire'a, odbywającego swą słynną
karaibską podróż; narracji Levi-Straussa przeciwstawić mo­
żna ich narracje. Pierwsza z nich opisuje postępującą homo­
genizację kultury, druga odzwierciedla bardziej złożone,
symboliczne doświadczenie, które Clifford nazywa doświad­
czeniem „karaibskości", oznaczające między innymi właśnie
10

�akceptację „życia pośród fragmentów", akceptację z frag­
mentów złożonej egzystencji i podkreślające kolażowy cha­
rakter współczesnego świata i współczesnej cywilizacji. Z tej
perspektywy kwestia autentyczności kultury wygląda zupeł­
nie inaczej niż w ujęciach tradycyjnych: jest sprawą wciąż
aktualną, zmienną, uzależnioną od procesów „zapytania",
od historycznych i geograficznych transplantacji, przeszcze­
pów dokonywanych w czasie i przestrzeni. Idea źródła czy
korzeni coraz bardziej ustępuje miejsca idei rzeczywistości
polifonicznej, idei zmiany, przeszczepu, wędrowania. „Drze­
wo Wędrujące" (L'Arbre Voyageur) - przytoczona przez
Clifforda nazwa księgarni - może być dla tego zjawiska
adekwatną metaforą.

'kształtowania' czegoś, co niekoniecznie musi być zmyś­
leniem, n i e p r a w d ą " ) ; pewną określoną narracją, tekstem.
Która może być poetyckim tekstem Cesaire'a, literacko-etnograficznym tekstem Leirisa, zbeletryzowanym teks­
tem Segalena; obrazami Celnika i jego naśladowców, interp­
retacją etnografa.
13

*

*

*

Drogi J,

9/10/84

Paryż czasu rentrće: ulice wypełniają się, tempo wzrasta.
Nisko zawieszone słońce świeci jakimś sztucznym blaskiem.
W Jardin de Plantes budują pod ziemią nową „Zooteąue".
Droga C,
9/9/84 Zaczęto przystrzygać drzewa. Kontemplacja zimy. Znowu
straciłem głowę dla palm z Ogrodów Luksemburskich („Autour
Dziękuję za przesianie mi nowej książki Alicji Dujovne Ortiz,
d'une тете place /1'ample palmę ne se lasse..."), symetrycz­
Buenos Aires. Jedna z tych podróżniczych perełek, vertige
horizontal. Żydzi z Mołdawii poślubiają Argentynki (imigran- nych, doskonałych, w donicach na żelaznych nogach. Roślinni
tki: Hiszpanki, Włoszki, Ałbanki...), rodzi się córka: portena, kosmici... sześć cali powietrza pomiędzy ścieżką i ich... ziemią.
Odpowiedzią na status kultury, postrzeganej na wzór mozai­
w Paryżu,pisze po francusku, wspomina. Lubię jej ambiwalentne
spojrzenia na Borgesa i na tango. A szczególnie jej miłość do ki, układanki, postmodernistycznego puzzle'a jest dzisiejsza
miejskiego Jardin Botanico - do olbrzymich roślin, na które sytuacja etnografii. „Etnografia, ta hybrydyczna działalność
włażą koty, ido starych kobiet z torbami pełnymi wątróbki. I do - pisze Clifford - jawi się więc jako forma pisania, kolekc­
mieszczącego się w ogrodzie zoologicznym ,,pałacyku hindu jonowania, jako modernistyczny kolaż, imperialna siła, czy
Świadectwem takiego jej
zamieszkałego przez zakurzonego słonia..." Cywilizacja przesa­ wreszcie wywrotowa krytyka."
dzona. ,,Ale jeśli nie mam korzeni, to dlaczego moje korzenie tak pojmowania może być choćby sama forma jego książki, która
czyni z niej taki sam etnograficzny obiekt jak wszystko inne,
mnie bolą?"
„nieskończoną kolekcję". Ta kolekcja, pisze Clifford, po­
To Aime Cesaire uświadomił nam, podkreśla Clifford, że wstawała na przestrzeni ponad siedmiu lat. Rozdziały różnią
choć korzenie tradycyjnej kultury są podcięte, jest ona się od siebie formą i stylem, w tych różnicach zaś znajdują
nieustannie i w sposób twórczy odtwarzana przy wykorzys­ odzwierciedlenie rozmaite okoliczności ich powstawania i za­
taniu zawłaszczonych z zewnątrz symboli. Szczególnie wyra­ sady kompozycji. Mimo to autor nie próbował w żaden sposób
źnie widać to na przykładzie kultury amerykańskiej. „Być ich ujednolicać, dodając nawet teksty całkowicie niezgodne
Amerykaninem - pisze Clifford w eseju poświęconym właś­ z dominującą tonacją książki w nadziei, że stanowić one będą
nie Cesaire'owi - oznacza być hybrydą, metis" . A w stu­ mocniejsze wsparcie dla jego wywodów. ,, Wolę obrazy na­
dium o Michelu Leirisie dodaje: „Żyjąc w naszych miejskich stawione na maksymalną ostrość, skomponowane w taki
archipelagach wszyscy jesteśmy dzisiaj mieszkańcami Karai­ sposób, że ukazują obraz lub soczewkę."
bów. 'Gwinea' (Stara Afryka, pisze Cesaire) 'z twojego
płaczu z twojej ręki z twojej cierpliwości / nasze wymyślone
Znamienne to wyznanie, w pewnym sensie deklaracja
ziemie'". Prawdopodobnie dla nikogo nie ma już powrotu metodologiczna nowej antropologii, która zyskała sobie
do ojczyzny - można ją tylko stworzyć. „Kim i czym miano tekstualistycznej. Antropologii, która w takim ujęciu
jesteśmy? / Najistotniejsze pytanie!" - cytuje Clifford jest zawsze metaantropologią, metanarracją, świadomą swej
Cesaire'a.
narracyjności, podważającą ją i studiującą w lustrze wielu
innych możliwych narracji. „Jeśli chcesz przyjrzeć się proce­
Droga N,
9/7/84 sji przebierańców nie możesz stać w miejscu" - cytuje
„Prymitywne" malarstwo Haitańczyków to ostatni krzyk Clifford przysłowie ludu Igbo; w ten sposób zobaczyć można
mody (ale Ty wiesz o tym wszystko). A oni zabierają się do tego zarówno samą maskaradę, jak też swój sposób jej po­
tak „naturalnie". Przyjaciel opowiadał mi, że pewnego razu strzegania i badania; obraz albo soczewkę, albo jedno
zobaczył haitańskiego artystę, malującego lasy „Guinee" (miej­ i drugie.
Te narracje przyjmują dziś kształt zarówno dyskursów
sca, gdzie się urodził) z reprodukcjami Henri Rousseau pod
ręką. Na Haiti nie ma afrykańskich dżungli. I Celnik także ich stricte naukowych, jak też literackich czy nawet poetyckich;
nie widział, ale skopiował je w Paryżu z tropikalnych obrazów Clifford Geertz nazwał to zjawisko „zmąceniem gatunków".
w Jardin. Właśnie teraz patrzę na wejście do jednej z tych „Zatarcie granic między gatunkami - pisał on - to coś więcej
niż przeobrażenie Harry'ego Houdiniego czy Richarda N i starych, bajkowych szklarni.
Tygrys. Za wysokimi szybami... wiszą bajeczne, wyraźnie xona w postacie powieściowe. To coś więcej także niż
opisywanie bandyckich hulanek na Środkowym Zachodzie
widoczne liście. Baśń o naszej „karaibskiej" duszy?
na wzór romansu gotyckiego. To - rozważania filozoficzne
Autentyczność kultury w żadnym wypadku nie jest war­ przybierające formę krytyki literackiej (...), dywagacje nau­
tością bezwzględną, suwerenną, lecz owocem kulturowej kowe prezentowane pod płaszczykiem beletrystycznych morbądź politycznej taktyki, a jednocześnie żywym w naszym ceaux (...), barokowe fantazje przedstawiane ze śmiertelną
stuleciu mitem. Baśnią, jak pisze w zakończeniu tej pocztó­ powagą jako obserwacje empiryczne (...), prace historyczne
wki Clifford, baśnią tworzoną w obrębie tej właśnie kultury, złożone z równań i tablic lub z zeznań sądowych (...),
szukającej swego określenia i „domknięcia", swej własnej reportaże, co brzmią jak zwierzenia poufne (...), przypowie­
mitologii i aksjologii. Fikcją - w znaczeniu, jakie temu ści udające opis etnograficzny (...), traktaty teoretyczne
pojęciu nadaje nowa antropologia (która odwołuje się do pomyślane jako pamiętnik podróży (...), spór ideologiczny
„oryginalnego znaczenia łacińskiego fictió, jako 'tworzenia', ujęty w formę dociekań z zakresu historiografii (...), badania
14

11

1

s

12

16

83

�epistemologiczne skonstruowane jak traktat polityczny (...),
polemika metodologiczna ukształtowana na wzór wspomień
osobistych." To - dodajmy - jak w przypadku Clifforda,
poważne dociekania etnograficzne zapisane w formie po­
cztówek - ulotnych, z istoty swej niepoważnych i okolicznoś­
ciowych.
Interesujące, że w tym samym numerze „Tekstów", w któ­
rym możemy przeczytać szkic Geertza, w artykule Teorema­
ty, Mieczysław Porębski zwraca uwagę na analogiczne
pomieszanie - tym razem ról społecznych, ale także środków
ekspresji twórczej: „malarz nie chce być malarzem, staje się
teatralnym albo filmowym reżyserem, albo właśnie dyrygen­
tem (...). Malarz nie chce być malarzem, pisarz pisarzem
-zabiera się do reżyserowania, reżyser pisze, aktor z lepszym
lub gorszym skutkiem reżyseruje itd., itd. Sam też zresztą nie
jestem tu bez winy."
Nie dziwi więc, że w czasach, gdy malarz bywa pisarzem,
a ten - gwoli lepszego wyrażenia siebie - reżyserem, etnograf
może być po trosze poetą i do swego warsztatu, na równi
z innymi narzędziami pracy, wprzęgać wyobraźnię i poetyc­
ką wrażliwość. „Trudno uniknąć pytania - pisze w Ogrodzie
nauk Czesław Miłosz - jaki rodzaj bytu ma na przykład
wschód słońca gdzieś nad Morzem Śródziemnym w pewien
poranek majowy roku dajmy na to 1215, jak też kwiaty,
które wtedy się otwierały, latająca mewa, ramię kobiety
czerpiącej wodę ze studni. Czyżby, skoro nikt tego nie widzi,
żadnego bytu?" Na to pytanie Clifford odpowiedziałby
17

18

19

zapewne za Gilbertem Durandem: rzeczywistość antropolo­
giczna, rzeczywistość marzeń i symbolicznej wyobraźni mają
byt ważniejszy („dla przeznaczenia, a zwłaszcza dla szczęścia
człowieka") niż wszelkie martwe prawdy obiektywne.
I jeszcze mógłby dodać, tym razem parafrazując Malraux :
że, o ile dla obojętnego i niewrażliwego uczestnika bądź
badacza kultury przeszłość należy już tylko do przeszłości,
o tyle dla Clifforda - także do Clifforda. I być może to
właśnie okaże się najlepszą drogą nie tylko ocalenia tego, co
tak szybko, na naszych oczach przemija, ale także powrotu
w przeszłość o wiele głębszą, aż do samych źródeł kultury.
To, co jest utopią w skali całego globu ma szansę spełniać się
w ten sposób w pojedynczym człowieku.
20

21

Drogi L ,

9/7/84

Co do widoku z Twojego hotelu, ulica Linneusza... Mogę sobie
wyobrazić obrośniętą bluszczem bramę Jardin, a w środku
ciemne ściany „Labiryntu" (jego wznoszące się okrężnie ścieżki,
schadzki nieznajomych...) Czy to nie jest blisko wielkiego
Cedru, Libanu, gdzie około I860 roku (na starych rycinach)
ludzie w wysokich kapeluszach i w długich szatach przechadzali
się, by podziwiać wspaniałą przestrzenną formę i dziwować się
potędze imperium. Musieli słyszeć - tak jak dziś - odgłosy
dobiegające z ZOO, zwierzęta, które parę lat później zostaną
pożarte przez obleganych komunardów. Proszę, bądźmy w kon­
takcie.

PRZYPISY
J. Clifford, The Jardin des Plantes: Postcards, (w:) The Predica­
ment of Culture. Twentieth - Century Ethnography, Literature and

9

Art, Harvard University Press 1988, s. 182-185. Książkę przedstawił
w „Polskiej Sztuce Ludowej: Kontekstach" (1991, nr 1) Zbigniew
Benedyktowicz. Mój tekst jest komentarzem do rozdziału 8.,
stamtąd też pochodzi przekład tekstów „Pocztówek...".

1 1

1

2

Por. P. Ricoeur, Cywilizacja powszechna a kultury narodowe,
przeł. A. Krasiński, (w:) Podług nadziei. Odczyty, szkice, studia.

Wybrał, opracował i wstępem opatrzył S. Cichowicz, Warszawa
1991, s. 177
3

J. Clifford, Introduction: The Pure Products Go Crazy, (w:) op.

cit., s. 16
P. Ricoeur, op. cit., s. 173
4

5

„vegetate (from. L. vegetare, to enliven, quicken...)" - The Jardin
des Plantes... (w:) op. cit., s. 182
6

Por. J. Clifford, Introduction..., (w:) op. cit., s. 4

7

A. Malraux, Nieporadny język obrazów, (w:) Literatura a prze­

mijanie, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1982, s. 120
P. Ricoeur, op. cit., s. 170
8

84

1

1 0

J. Clifford, Indroduction... , (w:) op. cit., s. 5
Tamże, s. 14
J. Clifford, A Politics of Neologism: Aim'e Cesaire, (w:) op. cit,.

s. 179
1 2

J. Clifford, Tell about Your Trip: Michel Leiris, (w:) op. cit,. s.

173
1 3

W. J. Burszta, Wymiary antropologicznego poznania kultury,

Poznań 1992, s. 127
J. Clifford, Introduction... , (w.) op„ cit., s. 13
Tamże.
Tamże, s. 15
1 4
1 5

1 6
1 7

C. Geertz, O gatunkach zmąconych (Nowa konfiguracja myśli

społecznej), przeł. Z. Łapiński, „Teksty drugie" nr 2 (2), 1990 s. 113
M. Porębski, Teorematy, „Teksty drugie" nr 2(2), 1990, s. 84
1 8
1 9

2 0

Cz. Miłosz, Piasek w klepsydrze, (w:) Ogródnauk, Lublin 1991,

Por. G. Durand, Wyobraźnia symboliczna, przekł. C. Rowiń­
ski, Warszawa 1986, s. 139
A. Malraux, Sekta, (w:) op. cit., s. 149
2 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11207" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11185">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7354f82e27f8f62bceb168de6fc5ed55.pdf</src>
        <authentication>0ddbeb47c8bd8bd48dd3914f2a9516ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133572">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2643</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133573">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133574">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2458</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133575">
                <text>Anioły Jonathana Carrolla / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133576">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.218-219</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133577">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133578">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133579">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133580">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133581">
                <text>Anioły Jonathana Carrolla
Monika Sznajderman
„Każdy anioł przeraża. Lecz, biada m i , dla was
zaśpiewam, o was, nieomal zabójcze ptaki duszy,

wiedzący o was. Gdzież są dni Tobiasza,
gdy jeden z Promieniejących stanął u prostych wrót domu,
w na wpół podróżnym stroju i j u ż nie budzący grozy;

(młodzieniec wobec młodzieńca, co się przyglądał ciekawie).
Gdyby teraz archanioł, straszliwy, wyszedłszy zza gwiazd
o krok tylko ku

naszej zniżył się stronie, wniebo-

wzbitc zabiłoby nas własne serce. Kto jesteście?"
(Rilke,

Drwga E/egm

dwme/j&amp;a)

„Nic nie jest takie, jak człowiek się spodziewa. Nawet anioły! Myślałbyś, że będą miały odrobinę klasy.
Niekoniecznie skrzydła i harfy, ale przynajmniej będą dobrze wychowane i nieszkodliwe. A co dostajesz?
Gówniarzy na wyścigówkach, którzy nie wiedzą, kiedy trzymać gębę na kłódkę!
(...) ' B ó g jest przebiegły, ale nie okrutny'. Zgadzasz się z tym teraz, Weber? W ostatnim, najostatniejszym
momencie, gdy możesz jeszcze zawrócić, B ó g wysyła swoje legiony, aby cię ostrzec, tylko ż e są to małoletnie
łobuziaki na pomarańczowych rowerach! Dzisiejsza wersja latających małp z CzarWzff/a z Jbawy Oz."
(Carroll,

We współczesnej literaturze również pojawiają się dwa
rodzaje aniołów, które, podobne do „przerażających anio­
łów", „nieomal zabójczych ptaków duszy" Rilkego, zapom­
niały już o „dniach Tobiasza", niewiele też mają wspólnego
z oleodrukowym wizerunkiem eterycznej, niosącej dobro
istoty z aureolą. Pierwszym z nich jest Anioł Śmierci, drugim
- Anioł Zagłady. Oba te wyobrażenia odnalazłam u amery­
kańskiego pisarza Jonathana Carrolla, którego cała twórczość
przeniknięta jest sakralnością, przykrojoną na miarę współ­
czesnej pop-kultury. W Dz/fckw лд лк?6к? spotykamy postać
anielicy Pinsleepe. „Pewna stara żydowska legenda mówi, że
dziecko w łonie matki zna wszystkie tajemnice wszechświata.
Ale kiedy się rodzi, anioł dotyka jego ust i odbiera mu pamięć.
Według Wyatta Leonarda, Phil wierzył przed śmiercią, że na
nowo odkrył te tajemnice, ale nie w swoim wnętrzu - zdradzi­
ła mu je anielica Pinsleepe" - pisze Carroll.
Kim jest, skąd w życiu bohaterów książki wzięła się
Pinsleepe? W trakcie rozmyślań o Pinsleepe przypomniała mi
się piękna metaforyczna opowieść o Aniele Śmierci, zaczerp­
nięta od Szestowa. Za Cezarym Wodzińskim przytaczam ją
w całości: „W pewnej starej mądrej księdze powiedziano:
jeżeli ktoś chce wiedzieć, co było i co będzie, co jest pod
ziemią i co jest nad niebem, to najlepiej, żeby się w ogóle nie
narodził. Ale w tejże książce opowiedziano, że anioł śmierci,
który przylatuje do człowieka, by odłączyć jego duszę od
ciała, jest cały pokryty oczami. Dlaczego? Po co aniołowi tyle
oczu - jemu, który wszystko w niebie widział, który na ziemi
nie ma nic od oglądania? Otóż myślę, że te oczy ma nie dla
siebie. Zdarza się, że anioł śmierci, który przychodzi po duszę,
przekonuje się, że przyszedł zbyt wcześnie, że nie nastał
jeszcze czas, by człowiek opuścił ziemię. Nie dotyka duszy,
nawet jej nie pokazuje, ale zanim się oddali, niepostrzeżenie
zostawia człowiekowi jeszcze dwoje oczu spośród niezliczo­
nych swoich własnych. I wtedy człowiek zaczyna nagle

Dzffc&amp;o лд webfe)

widzieć więcej niż widzą wszyscy, więcej niż sam widzi
swoimi starymi oczami, zaczyna widzieć coś zupełnie nowe­
go. I widzi nowe po nowemu, nie tak jak widzą ludzie, ale jak
widzą istoty z 'innych światów', tak że to nowe jest nie
'konieczne', ale 'wolne', czyli jest zarazem i go nie ma,
pojawia się, gdy znika i znika, gdy się pojawia. Dawne, dane
przy urodzeniu oczy 'jak u wszystkich' świadczą o tym
nowym coś wręcz odwrotnego, niż widzą oczy pozostawione
przez anioła. A że pozostałe zmysły i nasz rozum są
skojarzone ze zwykłym widzeniem, to nowe widzenie wydaje
się bezprawne, absurdalne, fantastyczne, zgoła majak czy też
halucynacja rozhuśtanej wyobraźni [...]. I wtedy zaczyna się
walka między wzrokiem naturalnym i nienaturalnym, walka,
której wynik wydaje się tak samo problematyczny jak jej
początek..." Twórczość Carrolla jest swoistym rozwinięciem
tej legendy. Pinsleepe przybywa i przywraca bohaterom
Carrolla pamięć - pamięć śmierci; dar, którym obdarzani są
wybrani. Ci, którzy dotknęli już śmierci, zaczynają widzieć
przyszłość. Czasami, choć nader rzadko, darem widzenia
mogą podzielić się z bliskimi. „Zgodzili się, abym mu to
pokazał, choć mówią, że rzadko tak robią: rzadko pozwalają
komuś zobaczyć za życia jakąkolwiek cząstkę jego komplet­
nej prawdy" - mówi Phil w związku ze śmiercią matki
Webera. W innej powieści Carrolla, w Mz parfwf дл(##и/,
śmiertelnie chory Jan „teraz wie wszystko. Jest wspaniałym,
chorym człowiekiem walczącym w najbardziej beznadziejnej
z bitew (...) - on teraz widzi prawdziwe oblicze każdej
rzeczy". Tym niezwykłym darem obdarzony jest również
umierający na białaczkę Wyatt, który mówi o sobie, że widzi
więcej niż inni „za sprawą faktu, że umierałem". Wyatt ma
jednak wątpliwości. „Śmierć nie jest aniołem!" - mówi do
Jessego. „Może jest, ale na pewno nie tak, jak to sobie
wyobrażamy jako dzieci. Widziałem, że oglądałeś rzeźbę
z fontanny na dole. Tak właśnie chcielibyśmy, by wyglądały

�anioły: tłuste, uśmiechnięte dzieciaczki z aureolami nad
głową, które nam błogosławią. A co, jeżeli świat aniołów jest
równie skomplikowany jak ludzki? Jeżeli są dobre i złe,
niebezpieczne i życzliwe?" - odpowiada Jesse.
Pinsleepe to Anioł Śmierci, lecz anioł życzliwy; rodzaj
prastarej germanskiej/yigji, „duszy wysłanej przez Boga", jak
ją określa Gerardus van der Leeuw, „ostrzeżenia przed
śmiercią"; anioł opiekuńczy, który jest nosicielem mocy
człowieka i z dawien dawna objawiał się mu w postaci kobiety
tub zwierzęcia, by przepowiedzieć mu śmierć. W tym wypad­
ku przyjmuje ów anioł groteskową postać krótko ostrzyżonej
dziewczynki w marynarskim ubranku - dziewczynki w ciąży,
0 seksownym, chrapliwym głosie Lauren Bacall; dziew­
czynki, komicznej i sprośnej", przerażającej i pięknej. „Mógł­
by ją namalować Erie Fischl albo Paul Cadmus. Albo Bosch.
Bosch! Ogród zifmjtfcm rozkoszy" - pisze Carroll.

*

* *

U Ernesto S abato, w powieści ЛбодИол - ЛлЫ ZagWy,
bohater nosi nazwisko pochodne od Saturna, kabalistycznego
Anioła Samotności, Ducha Zła według pewnych okultystów,
sabatu czarowników. Pierwszym obrazem w tej powieści jest
wizja, jaką ma pijany Natalicio Barragán - wizja „smoka
wypełniającego nocny firmament, niby rozwścieczony wąż
płonący nad przepaścią czarną jak tusz kreślarski". Z paszczy
siedmiogłowego potwora bucha ogień. To właśnie tytułowy
Anioł Zagłady. W różnych mutacjach spotykamy go u wielu
twórców - choćby u Bunuela, czy w Armii Boga Gregory
Widena. Zły Gabriel z filmu Widena, który pozazdrościł
człowiekowi bożej miłości, bardzo przypomina jednego z protagonistów Carrolla. Bo Pinsleepe nie jest jedyną anielską
kreacją tego pisarza. Właściwym bohaterem /Va posfwe
anioiów jest Leland, upadły anioł, Anioł Zagłady i zła;
wcielenie Lucyfera. On także sprzedaje ludziom wizje ich
przyszłości, lecz są to wizje okrutne, odbierające światło
1 nadzieję. O ile, gdy myślimy o Aniele Śmierci, przypomina
się pewna piękna legenda, mówiąca o tym, że narodził się on
ze smutku, z łzy Chrystusa, o tyle o Aniele Zagłady powie­
dzieć możemy, że zrodziła go zazdrość i samotność.
Kiedy Bóg stworzył człowieka i obdarzył go duszą,
pokochał go - bardziej, niż kiedykolwiek kochał anioły.
„Słowo stało się ciałem, by uczcić ciało, nawet to śmiertelne
ciało: dlatego dumne duchy nie powinny ani siebie uważać,
ani być uważane za godne większych zaszczytów niż czło­

wiek, ani też deifikować się z racji swej bezcielesności
i pozornej nieśmiertelności" - pisał w swej homilii Grzegorz
Palamas. Idea, że z natury swojej Bogu bliższy jest człowiek
aniżeli anioły istniała w wielu tradycjach religijnych. Według
pewnej legendy muzułmańskiej, Allach, któremu spodobało
się stworzyć pierwszego człowieka - Adama, kazał aniołom
pokłonić się i oddać mu cześć. Jednak pierwszy anioł, Iblis,
powodowany pychą i zawiścią, odmawia pokłonu i zostaje
wygnany z nieba. Jan z Damaszku sądził, że aniołowie są
skłonni do złego; podobnie uważał Orygenes. Wyższość
człowieka nad bytami subtelnymi wywołała u nich najpierw
smutek i poczucie opuszczenia, potem zaś - zazdrość i śmier­
telną nienawiść. Dramat odepchniętych, osamotnionych anio­
łów popchnął ich do zemsty.
Tę właśnie wersję biblijnej historii dopowiada dzisiaj
powieść Carrolla. „Leland, jesteś zepsuty, a ta twoja siła,
i wszystko, co potrafisz, jest po prostu patetyczne. Czy jesteś
diabłem, czy tylko śmiercią? Nie dbam o to. Nieważne, bo
jesteś po prostu zazdrosny. Zawistny o każde ludzkie ist­
nienie. A wiesz dlaczego? Ponieważ podlegasz ogranicze­
niom, które nas nie dotyczą. Z całą swoją mocą, jaką
posiadasz, i strachem, jakim nas napełniasz, możesz robić
tylko jedną jedyną rzecz - właśnie tę, która nas przeraża. (...)
Pamiętam, iż czytałam, że Lucyfer nie został strącony
z niebios za obrazę Boga, lecz dlatego, że nie chciał okazywać
ludziom szacunku, tak jak mu nakazano. Wiem dlaczego On
kazał ci nas szanować. Otóż dlatego, bo posiadamy zdolność
tworzenia i zapominania" - mówi u Carrolla Arlen. I dodaje:
„Kiedy odbierasz świat komuś takiemu jak Uschi, ona leży
w łóżku, bawiąc się światłem i nieomalże chłonąc je. Gdybyś
w tym momencie wszedł do jej pokoju, nie rozpoznałaby cię.
Wiesz, że to prawda. Ty nie pojmujesz, co to znaczy chłonąć.
Potrafisz ją zabić, ale nigdy nie poznasz uczucia straty
zawartego w tym świetle. To jest poza tobą, przerasta cię.
Dlatego Bóg, kimkolwiek jest, nakazał ci szanować nas.
Tylko, że ty tego nie zrozumiałeś, i właśnie przez taką drobną
rzecz nienawdzisz nas tak bardzo, bowiem są chwile, kiedy
człowiek zupełnie o sobie zapomina. Nie myśli o bólu ani
o tym, co traci... (...) Nawet jeżeli jesteś tuż-tuż, zawsze
jeszcze możemy bawić się światłem i zapomnieć o tobie; tego
właśnie nienawidzisz najbardziej."
Jonathan Carroll, Dziecto ла nkbk, przeł. Zuzanna Naczyńska, Poznań
1996
Jonathan Carroll, Ab /Mjfwf aniokiw, przeł. Mirosław P. Jabłoński,
Poznań 1994

22P

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11311" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11289">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7d9d6658e4bcf01e805aef046c30cd0.pdf</src>
        <authentication>ed86d2201238e41c66b7260d6cb46b03</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134797">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134798">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134799">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2295</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134800">
                <text>AIDS - kształt mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134801">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.160-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134802">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134803">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134804">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134805">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134806">
                <text>AIDS - kształt mitu*
Monika Sznajderman

U schyłku X X wieku, gdy medycyna bliska j u ż była
obwieszczenia t r i u m f u nad śmiercią, przynajmniej w tak
zwanym cywilizowanym świecie, karta się o d w r ó c i ł a i znowu
m a m y przed s o b ą tak dobrze znany m o t y w T r i u m f u Śmierci.
Spoglądając wstecz na rok 1983 t o tytuł a r t y k u ł u w specjal­
nym, w i e ń c z ą c y m ó w r o k numerze „ N e w s w e e k a " . „ O d
r o k u 1930 - czytamy w n i m - nie widział świat tak klarownie
złowieszczego r o k u , czasu ciemności, kiedy wszystko szło k u
gorszemu"; w Libanie i Syrii trwa wojna, r o z m o w y p o m i ę d z y
U S A i Z S R R z o s t a ł y zerwane, ponad dwustu niewinnych
ludzi p o n i o s ł o śmierć w w y n i k u zestrzelenia k o r e a ń s k i e g o
samolotu, w ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j Ameryce nie maleje
polityczny terror, a w Trzecim Świecie głód. P r ó c z tego
s a m o b ó j s t w a i z a b ó j s t w a , porwania i terrorystyczne zama­
chy. „ N a w e t natura stała się wroga i o b r ó c i ł a się przeciwko
człowiekowi: zmienił się p r ą d Pacyfiku, wywołując na c a ł y m
świecie powodzie i susze", a „ h a w a j s k i w u l k a n Kilauea
o b r ó c i ł idylliczny, turystyczny raj w ogniste p i e k ł o gdy na
500 s t ó p szeroka rzeka lawy p o c h ł o n ę ł a drzewa i d o m y " . D o
tego jeszcze „ d w ó c h a m e r y k a ń s k i c h k o n g r e s m e n ó w i minis­
ter p r z y ł a p a n y c h z o s t a ł o na skandalu obyczajowy" oraz,
j a k o zwieńczenie pejzażu c z a s ó w ostatecznych, „ Ś m i e r t e l n a
nowa choroba, zwana A I D S , tajemnicza i j a k d o t ą d nieule­
czalna, s t e r r o r y z o w a ł a h o m o s e k s u a l i s t ó w i zaczęła szerzyć
się na świecie". M o g ł o b y się w y d a w a ć , iż spełnia się przepo­
wiednia, zawarta w starym micie pelazgijskim o pięciu
wiekach ludzkości...

ludzi w p ł y n ę ł o . N a ziemi był żółty pył, j a k się przeszło po n i m
to się zaraz c h o r o w a ł o . " A I D S doskonale pasuje do starego
apokaliptycznego scenariusza, uruchamianego zazwyczaj
w czasie wszelkich plag. „ J a s n o w i d z z A m e r y k i P ó ł n o c n e j "
- j a k czytamy w broszurce - k t ó r e m u powierzono „wszystkie
te rzeczy, k t ó r e m a j ą nadejść, j a k więc kolejność poprze­
dzających z d a r z e ń przed wielką k a r ą , j a k trzęsienia ziemi,
katastrofy, choroby, polityczne i społeczne wydarzenia,
nieurodzaje, powodzie i inne nadprzyrodzone rzeczy, k t ó r e
b ę d ą m a n i f e s t o w a ć się na świecie", wymienia w ś r ó d nich
s t r a s z n ą c h o r o b ę - A I D S I I , „ k t ó r e j m o ż n a n a b a w i ć się przez
sam d o t y k osoby, k t ó r a na tę c h o r o b ę zachoruje. Lecz
Niebiosa obejmują tą c h o r o b ą całkowicie i wyłącznie ś r o d o ­
wisko homoseksualne j a k o ostrzeżenie dla świata, by zmienić
nasze prawa, n a s z ą m o r a l n o ś ć , nasze zaniedbania, pozwala­
j ą c e te rzeczy k o n t y n u o w a ć . " Co ciekawe, A I D S - niezgod­
nie z faktycznym stanem rzeczy, lecz absolutnie w zgodzie
z p o r z ą d k i e m m i t y c z n y m - przyjmuje t u p o s t a ć choroby,
atakującej znienacka i g w a ł t o w n i e ; tak j a k b y dla tego, co
w dniu A p o k a l i p s y objawić ma najwyższą moc idealnym
modelem m i a ł a j u ż na zawsze p o z o s t a ć plaga, g w a ł t o w n o ś c i ą
p r z y p o m i n a j ą c a C z a r n ą Śmierć. „ T a choroba - twierdzi
Jasnowidz - potrzebuje t y l k o czterech d n i do inkubacji
w organizmie. C h o r y umiera w ciągu d w ó c h tygodni.
Symptomy są bardzo podobne do zapalenia opon m ó z ­
gowych." (Proszę zwrócić u w a g ę na z m i a n ę czasu przyszłego
na teraźniejszy, co m o ż e p o d k r e ś l a ć p e w n o ś ć przepowiedni.)

W podobnie apokaliptyczny t o n u d e r z a j ą , gdy m o w a
o A I D S , na r ó w n i media k u l t u r y wysokiej i niskiej, prasa,
naukowe i popularnonaukowe publikacje i ludowe przepo­
wiednie o k o ń c u świata. A I D S - „ t e n s k r ó t jest dziś
synonimem śmierci i szatana", czytamy w artykule, opub­
l i k o w a n y m na ł a m a c h „ D e r Spiegel" w 1985 r o k u . „ W
wielkich miastach pojawili się j u ż pierwsi prorocy, wiesz­
czący koniec świata, G u r u Bhagwan przepowiada p o n u r o , że
A I D S sprawi, iż I I I wojna ś w i a t o w a będzie j u ż niepotrzebna
- ofiarą nowej zarazy p a d n ą i tak dwie trzecie l u d z k o ś c i . "
W książce Gene A n t o n i o AIDS - zmowa milczenia jej autor
w p u n k t a c h podsumowuje „ K a t a s t r o f a l n e skutki rozprzest­
rzeniania się A I D S : Jeżeli nie z o s t a n ą szybko podjęte k r o k i ,
k t ó r e z a p o b i e g n ą b ł y s k a w i c z n e m u rozwojowi epidemii, sku­
tkiem będzie katastrofa nie m a j ą c a precedensu w całych
dziejach l u d z k o ś c i . " Dalej A n t o n i o wymienia kolejne sfery
życia, k t ó r e u l e g n ą c a ł k o w i t e m u zniszczeniu - „ r u i n a sys­
temu opieki s p o ł e c z n e j " , „ r u i n a systemu opieki zdrowot­
nej", „ c h a o s społeczny i ekonomiczny" oraz, co najważniej­
sze, z a g ł a d a biologiczna całego ludzkiego gatunku. „ M i l i o n y
u m i e r a j ą c y c h w ś r ó d pogłębiającej się degeneracji u m y s ł o w e j ,
ruina e k o n o m i i , poczucie narodowej klęski - to nas czeka,
jeśli nie z r o b i m y co w naszej mocy, aby p o w s t r z y m a ć
epidemię."

N i e jest to w y o b r a ż e n i e odosobnione. Niezwykle podobna
epidemia z d z i e s i ą t k o w a ł a l u d n o ś ć S t a n ó w Zjednczonych na
p r z y k ł a d we współczesnej popularnej powieści science-fic­
t i o n L a r r y R. Leichtera
Epidemia.

1

2

3

Wieści o Apokalipsie, k t ó r e j j e d n y m ze z n a k ó w jest
właśnie A I D S , błyskawicznie rozeszły się po c a ł y m świecie.
„ P a n B ó g nie m i a ł co wymyślić i stworzył A I D S , ale j a k to nie
p o m o ż e , to będzie z a g ł a d a ś w i a t a " - m ó w i jeden z m i e s z k a ń ­
c ó w M a ł e g o Cichego, wioski na Podhalu. I n n y u w a ż a
z kolei, iż „ A I D S pojawił się na świecie, żeby ludzie w y m a r l i ,
bo Pan B ó g chce s k a z a ć ludzi, zaczął od Czarnobyla - to na

160

4

5

6

*

*

*

A I D S ożywia najstarsze, z w i ą z a n e z w i e l k i m i plagami lęki;
zaraza, plaga, epidemia to jego metafory najczęstsze i naj­
popularniejsze. P o z o s t a j ą c w ich k r ę g u , dziedziczy A I D S
zarazem tę s a m ą s y m b o l i c z n ą m o w ę , j a k ą od w i e k ó w
p r z e m a w i a ł y zaraza, plaga, epidemia: s y m b o l i c z n ą m o w ę
zła. C h c i a ł a b y m z a r y z y k o w a ć tutaj tezę (o k t ó r e j szerzej
p i s a ł a m w i n n y m miejscu) , że zło, wcielone w w y o b r a ż e n i a
plagi czy zarazy, sięga najstarszych, najbardziej archaicz­
nych warstw ś w i a d o m o ś c i i k u l t u r y ; że sięga ono mianowicie,
w e d ł u g o k r e ś l e n i a Paula Ricoeura „ p i e r w s z e g o 'schematu'
z ł a " , a zatem wcześniejszego od symbolizmu grzechu i w i n y
symbolizmu zmazy, skalania, n i e c z y s t o ś c i . Oczywiście, te
dwie późniejsze koncepcje t a k ż e są tutaj obecne, niemniej
jednak właśnie ta pierwsza podstawowa wydaje się dla
f a n t a z m a t ó w plagi szczególnie charakterystyczna.
W pojęciu zmazy ( k t ó r ą o k r e ś l a Ricoeur, w ślad za
Petazzonim, j a k o „ a k t pogłębiający zło, nieczystość, fluid,
tajemnicze i szkodliwe quid o d d z i a ł y w a j ą c e dynamicznie,
a zatem magicznie" ) dla mitycznego pola w y o b r a ż e ń zwią­
zanego z tematem zarazy szczególnie istotne są, w m o i m
przekonaniu, dwa momenty: w y o b r a ż e n i e czegoś k a l a j ą c e g o
7

8

9

* Artykuł jest wersją ostatniego rozdziału mojej książki Zara­
za. Mitologia dżumy, cholery, AIDS, która ukaże s i e w Wydawnict­
wie Naukowym Semper.

�( z a r ó w n o materialnego j a k też symbolicznego), co kala przez
k o n t a k t i z a r a ż e n i e , oraz kwestia zasadniczej ambiwalencji
zmazy, w y r a ż a j ą c a zarazem a m b i w a l e n c j ę wszelkich zjawisk
nieczystych (to właśnie magiczna koncepcja zmazy, u w a ż a
Ricoeur, d a ł a p o c z ą t e k do dziś żywej symbolice czystego
i nieczystego, wraz z c a ł y m t o w a r z y s z ą c y m jej bogactwem
odcieni). Medyczny sens zaraźliwości w istocie jest zawsze
w t ó r n y wobec idei magicznego skalania, z a r a ż e n i a , do­
tknięcia - d o t k n i ę c i a TCOZJĄ choroby, śmierci i nieczystości;
jest w t ó r n y wobec zmazy należącej do p o r z ą d k u sakralnego.
,,Od p o c z ą t k u zmaza jest c z y m ś więcej niż t y l k o p l a m ą
-pisze francuski filozof-wskazuje na to, że cała osoba jest t u
d o t k n i ę t a w swym stosunku do s a c r u m . "
Ambiwalencja natury zmazy wynika więc z analogicznej
ambiwalencji zjawisk n a l e ż ą c y c h do p o r z ą d k u sacrum, k t ó r e
w skalaniu dostrzec p o z w a l a j ą z a r ó w n o s t r o n ę n e g a t y w n ą
j a k też p o z y t y w n ą , z a r ó w n o „ p r z e k l e ń s t w o " , j a k też „świę­
t o ś ć " . Bowiem, jak pisał Ricoeur, symbolizm zmazy „ n u r z a
się jeszcze w żywiole kosmicznym; 'zbrukane', ' u ś w i ę c o n e '
i 'święte' są ze s o b ą p o w i ą z a n e siecią podziemnych odp o w i e d n i o ś c i i zależności, k t ó r e b y ć m o ż e są nie do zatar­
c i a . " Charakterystyczna dla świata k u l t u r archaicznych
ambiwalencja zjawisk sakralnych p r z e t r w a ł a , j a k zauważyli
religioznawcy ( i Tomasz M a n n w Wybrańcu)
do dzisiaj.
Nadal, udowadnia Mircea Eliade, „ T o , co jest 'skalane',
a więc ' p o ś w i ę c o n e ' o d r ó ż n i a się w p o r z ą d k u ontologicznym
od tego wszystkiego, co należy do sfery ś w i e c k i e j " ; nadal
jest r ó w n i e niebezpieczne i w y m a g a j ą c e specjalnego przygo­
towania rytualnego. N a p r z y k ł a d z i e w y o b r a ż e ń , d o t y c z ą ­
cych ofiar A I D S w i d a ć to bardzo w y r a ź n i e : w wizerunku
tych o s ó b m o t y w wybrania, uświęcenia, wyniesienia w y r a ź ­
na mitologizacja splata się z m o t y w e m skalania j a k o fizycz­
nego zszargania i etycznego p o h a ń b i e n i a . Ujawnienie się tej
ambiwalencji w y m a g a ł o oczywiście t r o c h ę czasu i d o k o n a ł o
się w ó w c z a s dopiero, gdy A I D S o s i ą g n ą ł pełnię swego bytu
w zbiorowej, symbolicznej w y o b r a ź n i .
By to z r o z u m i e ć , trzeba jednak cofnąć się aż do momentu
narodzin jego m i t o l o g i i . Nie m o ż e m y bowiem z a p o m i n a ć , że
w świetle najwcześniejszej wersji m i t u A I D S nie była to
jeszcze choroba „ n a s wszystkich" ani choroba wybranych,
lecz p r z y p a d ł o ś ć d o t y k a j ą c a t y l k o i wyłącznie grzesznych,
p r z e k l ę t y c h obcych, marginesu społecznego: homoseksualis­
t ó w , H a i t a ń c z y k ó w , n a r k o m a n ó w , prostytutek, czarnych
m i e s z k a ń c ó w A f r y k i . Był w ó w c z a s A I D S jednoznacznym
synonimem zła; zła zbiorowego, wymierzonego nie w jedno­
stki, lecz w c z ł o n k ó w grupy ryzyka - tej, j a k pisze Susan
Sontag, „ n e u t r a l n i e b r z m i ą c e j , biurokratycznej kategorii,
k t ó r a ożywia a r c h a i c z n ą ideę skażonej i o s ą d z o n e j c h o r o b ą
s p o ł e c z n o ś c i . " Wyczuwalna tutaj stara koncepcja zła j a k o
zmazy, skalania, nieczystości o d s ł a n i a ł a jedynie swoje nega­
tywne, „ c i e m n e " oblicze.
Radykalny p r z e ł o m w m i t o l o g i i A I D S n a s t ą p i ł w 1985
r o k u , gdy wraz ze śmiercią gwiazdy filmu, Rocka Hudsona,
koncepcja zmazy o d z y s k i w a ć zaczęła z a p o m n i a n ą ambiwa­
lencję. „ R o z g ł o s z o n a przez media j a k o dramat narodowy
śmierć Rocka Hudsona w s t r z ą s n ę ł a A m e r y k ą . Po raz pierw­
szy tragedia A I D S m i a ł a twarz. Twarz jednego z p ó ł b o g ó w
tego k r a j u " - czytamy u D . Lapierre'a; p ó ł b o g ó w i b o g ó w ,
p a r a f r a z u j ą c słowa A r t u r a D r o g e ' a z K a t e d r y Nowego
Testamentu przy Wydziale Teologii Uniwersytetu Chicago­
wskiego, przebranych za Rocka Hudsona, Freddy'ego M e r ­
cury, Earvin (Magic) Johnsona, za gwiazdy k u l t u r y maso­
wej: filmu, muzyki i sportu. P o n i ż e n i i wywyższeni, przeklęci
i święci, m i e s z k a ń c y piekła i nieba kultury masowej pierwsi
d o t k n i ę c i zostali p l a g ą A I D S ; stali się w y b r a ń c a m i . O b o k
tematu zła pojawia się więc m i t o l o g i a w y b o r u , k t ó r a
10

1 1

12

13

1 4

15

pomaga złu o d z y s k a ć jego pierwotny, sakralny wymiar.
Sądzić więc m o ż n a , że - podobnie j a k inne plagi - sięga
A I D S do wierzeń o wiele starszych niż wizja zarazy j a k o kary
bożej; do wierzeń, dla k t ó r y c h ta klasyczna j u ż , teologiczna
w y k ł a d n i a jest t y l k o j e d n ą z racjonalizacji. D o wierzeń,
zakorzenionych w niewyczerpanych z ł o ż a c h poprzedzającej
wszelką etykę kosmicznej s a k r a l n o ś c i . Nawet w j ę z y k u
n a u k o w y m z a c h o w a ł się ślad dawnych dynamicznych k o n ­
cepcji, k t ó r e , by z o b r a z o w a ć niezwykłą moc plagi, u t o ż ­
samiały j ą zazwyczaj z mocami ognia: p o ż a r e m , b ł y s k a w i c ą ,
i s k r ą ( m ó w i o n o np. o „iskrze m o r u " ) . „ W s z ę d z i e tam,
gdzie bieda i niski p o z i o m życia s p o ł e c z n e g o n a r u s z y ł y życie
rodzinne, d o p r o w a d z a j ą do licznych z w i ą z k ó w seksualnych,
z a k a ż e n i e H I V szerzy się j a k p o ż a r "
- pisze Tadeusz
Nasierowski.
Tajemniczy charakter i n i e w y j a ś n i o n a etiologia choroby
sprawiły, że - jak w przypadku dawnych epidemii - m n o ż ą
się naukowe, popularne i religijne hipotezy oraz interpreta­
cje. N a H a i t i na p r z y k ł a d - w e d ł u g b a d a ń antropologa Paula
F a r m e r a - wierzenia ludowe, rdzennie h a i t a ń s k i e n a k ł a d a ­
j ą się na schemat wyjaśnień chrześcijańskich i medycznych,
t w o r z ą c wraz z n i m i spójny, c h o ć d o ś ć paradoksalny obraz:
A I D S przypisywane jest t u z a r ó w n o karze bożej za grzechy,
j a k też m i k r o b o m oraz z w i ą z a n y m z m a g i ą voodoo za­
klęciom. P o d o b n ą wielość wyjaśnień zarazy odnajdujemy
zresztą wszędzie.
„ Z a n i m medycyna z a m i e n i ł a się w t e c h n i k ę , w chwili
narodzin w y p o w i a d a ł a c h o r o b ę i jednostkowe d o ś w i a d ­
czenie chorego. Analogicznie, od zarania k r o n i k , historyk
czynił z choroby jeden z o b o w i ą z u j ą c y c h u s t ę p ó w swojej
opowieści. O d Tucydydesa do Grzegorza z Tours i nie­
zliczonych anonimowych Opisań choroby..., k o m e n t u j ą c y c h
zarazy ery n o w o ż y t n e j , p o d w ó j n o ś ć (pli) jest zachowana; bez
zdziwienia znajduje się j ą w figurze, p o d k t ó r ą dzisiaj gazeta
przedstawia epidemię czy fantazmat epidemii. We wszyst­
kich owych tekstach w i d a ć podobne sekwencje. A k t o r
historyczny (głowa p a ń s t w a , miasta, l u d chrześcijański,
n a r ó d ) doznaje z z e w n ą t r z ( B ó g , W s c h ó d , Ż y d z i ) zła (kara,
p r ó b a , pomsta), ale u siebie musi s z u k a ć n a ń lekarstwa (w
pokucie, modlitwie, odosobnieniu, p o g r o m i e ) . " P o d w ó j ­
n o ś ć o w ą da się z a u w a ż y ć t a k ż e w k u l t u r o w y m wizerunku
A I D S . Uruchamia on bowiem - p o w t ó r z m y raz jeszcze
- najstarsze, z w i ą z a n e z z a r a z ą , p l a g ą i e p i d e m i ą sensy:
z a r ó w n o symbolizm zmazy, j a k też grzechu i winy, z a r ó w n o
w y o b r a ż e n i e plagi j a k o czegoś u d e r z a j ą c e g o , z s y ł a n e g o
z wysoka, j a k o „ t a j e m n i c z e g o napomnienia z z a ś w i a t ó w " (że
p r z y w o ł a m y tutaj, za Rudolfem O t t o , piękne, średniowiecz­
ne s ł o w o / r e ( Y ) , j a k też czegoś, co rozgrywa się j u ż na ziemi,
p o m i ę d z y l u d ź m i , co z a r a ż a i magicznie kala.
C a ł y ten niezwykle skomplikowany system wierzeniowy
szczelnie w y p e ł n i o n y jest l u d o w y m i , p o p u l a r n y m i , teologicz­
n y m i i n a u k o w y m i interpretacjami. W e ź m y na p r z y k ł a d
k l a s y c z n ą dla plagi teorię, k t ó r a jej źródeł u p a t r y w a ć k a ż e
zawsze w sferze obcości, w symbolicznym k r ę g u innego
świata (niezależnie od tego, czy jest to sfera obcości w o b r ę b i e
naszego uniwersum, czy też kryjąca się p o d obrazami
odległych i egzotycznych krain). Jej przejawem m o ż e być
c h o ć b y ta popularna spiskowa teoria świata k t ó r a A m e r y k a ­
n ó w s k ł a n i a ł a do szukania ojczyzny A I D S na H a i t i , a H a i ­
t a ń c z y k ó w - do wywodzenia jej z l a b o r a t o r i ó w F o r t Derrick
w stanie M a r y l a n d .
Dziennikarz „ L i t i e r a t u r n o j Gaziety" przypisuje w y p r o d u ­
kowanie wirusa H I V zjednoczonym siłom Pentagonu i C I A ,
a redaktorzy skandynawskiego magazynu erotycznego
„ P l a y s t a r " diabelskiemu tandemowi Bush - Honecker.
„ P o r z ą d n i " obywatele S t a n ó w Zjednoczonych o s k a r ż a j ą
1 6

1 7

1 8

19

20

767

�swoich „ w e w n ę t r z n y c h " obcych - h o m o s e k s u a l i s t ó w , a zna­
ny a m e r y k a ń s k i działacz gejowski i pisarz L a r r y K r a m e r
0 ś w i a d o m e i celowe p o s u n i ę c i a przciw gejom obwinia Busha
1 Reagana: „ W k o n t e k ś c i e A l DS m o ż n a je p o s t a w i ć na r ó w n i
z p o s t ę p o w a n i e m Hitlera wobec Ż y d ó w . " Sontag zwraca
z kolei u w a g ę na szeroko rozpowszechnione wierzenie, że
korzeni A I D S s z u k a ć trzeba na Czarnym Lądzie, a w samej
chorobie u p a t r y w a ć kolejne nawiedzenie z Trzeciego Ś w i a t a ,
kolejną plagę „ s m u t k u t r o p i k ó w " .
J ę z y k d y s k u r s ó w medycznych nie pozostaje tu w tyle za
m y ś l e n i e m potocznym. P r z y t a c z a j ą c hipotezy m ó w i ą c e , że
istnieje m o ż l i w o ś ć pierwotnego z a r a ż e n i a c z ł o w i e k a przez
m a ł p ę , Sontag p o d k r e ś l a istnienie i a k t u a l n o ś ć starego ciągu
skojarzeń, k t ó r e popularne w y o b r a ż e n i e M u r z y n a łączą
z w y o b r a ż e n i e m zwierzęcości i seksualnego rozpasania.
„ O s t a t n i e badania d o w o d z ą - pisze, j a k b y ilustrując tę tezę
j u ż cytowany A n t o n i o - że A I D S r o z p o c z ą ł swą śmiertelną
p o d r ó ż po trasie ludzkiej gdzieś w Afryce. Znaleziono go
w ciele koczkodana, m a ł p y żyjącej na t y m kontynencie,
a bardzo podobny wirus zidentyfikowano w ciele a f r y k a ń ­
skiej odmiany owcy. D r o g i pierwszego z a k a ż e n i a nie są do
k o ń c a jasne. Przypuszcza się, że m o g ł o do niego dojść
w w y n i k u u k ą s z e ń , jedzenia z a k a ż o n e g o mięsa lub współ­
życia seksualnego z tymi z w i e r z ę t a m i . " Czy trzeba doda­
w a ć , że i Afrykańczycy nie pozostali dłużni i szybko od­
wdzięczyli się A m e r y k a n o m w i a r ą w a m e r y k a ń s k i e pochodzeni choroby, będącej elementem szeroko zakrojonego
planu wojny biologicznej...
2 1

22

*

*

*

Jednym z o b r a z ó w , w k t ó r e wciela się moc plagi, jest obraz
wirusa; to jego mitologia w d u ż y m stopniu decyduje o ż y w o ­
ści plagowej metafory A I D S . Badania nad w i r u s o l o g i ą
l u d o w ą , czy też p o p u l a r n ą , i nad z w i ą z a n y m i z nią obyczaja­
m i j ę z y k o w y m i w tekstach stricte naukowych wciąż stoją
otworem. „ M i m o że o wirusach ogromnie d u ż o rozprawia­
my -pisze Zofia K u r a t o w s k a - i to nie t y l k o my, lekarze, lecz
także ludzie innych z a w o d ó w , wiedza o tych dziwnych
tworach nie jest zbyt rozpowszechniona. Tak n a p r a w d ę dla
zwykłego człowieka (a nawet dla zwykłego lekarza) wirusy
p o z o s t a j ą właściwie czymś m i t y c z n y m . " Jeśli sięgniemy, za
K u r a t o w s k a , do przytoczonej przez W ł a d y s ł a w a K o p a l i ń ­
skiego etymologii tego pojęcia dowiemy się, iż wirus w j ę z y k u
ł a c i ń s k i m o z n a c z a ł j a d , śluz, s m r ó d . „ W późniejszej łacinie
virulentia to także ' z a k a ż e n i e ' . W ż a r g o n i e lekarskim przy­
wykliśmy przez słowo 'wirulentny' r o z u m i e ć zjadliwy lub
złośliwy z a r a z e k . " W wirusie m o ż n a zatem widzieć s a m ą
kwintesencję nieczystości, kwintesencję czegoś z a r a ż a j ą c e g o ,
kalającego, brudzącego.
23

24

Nawet dzisiaj jeszcze, i to w tekstach naukowych i popu­
larnonaukowych, t r a k t u j ą c y c h o wirusie, posłyszeć m o ż e m y
echa starej epidemiologicznej koncepcji Marcusa Terentiusa
Varro (116-27 p.n.e.). D l a lepszego zobrazowania idei
z a r a ż e n i a p o w o ł a ł on do życia niewidzialne istoty, m a l e ń k i e
żyjątka, k t ó r e , niewidoczne dla oka, p r z e d o s t a w a ł y się do
organizmu człowieka przez usta i nos. Z a m i e s z k i w a ł y owe
istoty, zgodnie z wcześniejszą jeszcze, m i a z m a t y c z n ą teorią
Hipokratesa, miejsca nieczyste, wilgotne i bagniste. I trzeba
p r z y z n a ć , że nawet nauka, nie m ó w i ą c j u ż o wiedzy ludowej,
doskonale p r z e c h o w a ł a tajemniczą a u r ę , o t a c z a j ą c ą owych
p o s ł a ń c ó w zarazy. Czytamy na p r z y k ł a d u Kuratowskiej:
„ T r z e b a powiedzieć, że są to twory nader dziwne. Nie­
przypadkowo użyte tu z o s t a ł o słowo ' t w o r y ' . Wirusy bo­
wiem nie są k o m ó r k a m i , nie należą ani do świata r o ś l i n n e g o ,
ani do świata zwierzęcego, j a k na p r z y k ł a d pierwotniaki.
Zachodzi pytanie, czy w ogóle m o ż n a je zaliczyć do organiz­
m ó w ż y w y c h ? " K u r a t o w s k a zwróciła tu u w a g ę na szcze­
2 5

162

g ó l n ą cechę wirusa - na jego m e d i a l n o ś ć . Wirus, pisze też
W i k t o r O s i a t y ń s k i , znajduje się d o k ł a d n i e na granicy między
t y m , co żywe, i t y m , co m a r t w e . M e d i a c y j n y charakter (nie
należą ani do świata r o ś l i n n e g o , ani do zwierzęcego, nie są
ani martwe ani żywe) doskonale predystynuje te stworzenia
do rangi tajemniczych w y s ł a n n i k ó w z z a ś w i a t ó w .
Nie bez przyczyny zatem mitologia popularna przed­
stawia wirusa j a k o „ n a j b a r d z i e j z a ż a r t e g o wroga boskiego
stworzenia". Cytowany j u ż wcześniej Lapierre pisze: „ J a k
świat ś w i a t e m wirusy - te miniaturowe, ś m i e r c i o n o ś n e
cząsteczki unicestwiały więcej ludzi, zwierząt i roślin niż
wszystkie klęski naturalne i k o n f l i k t y historyczne razem
w z i ę t e . " Przypomina on wręcz k r w i o ż e r c z e g o wampira:
„ N i e z d o l n e r o z m n a ż a ć się samodzielnie, p o t r z e b u j ą one do
przeżycia w s p ó ł u d z i a ł u k o m ó r e k , k t ó r e a t a k u j ą . K u s i je
wszystko, co żyje; ż a d n a k o m ó r k a nie uchroni się przed ich
z a c h ł a n n o ś c i ą . " W i r u s o w i A I D S przypisywana jest moc
szczególnie p o t ę ż n a i niszcząca (powszechnie nazywa się go
„ m o r d e r c ą " ) , co dr. A n t h o n y Fauci, szef a m e r y k a ń s k i e g o
Instytutu C h o r ó b Alergicznych i Z a k a ź n y c h wyraził słowa­
m i : „ N i e m o ż n a sobie w y o b r a z i ć bardziej s z a t a ń s k i e g o
wirusa niż ten. Atakuje i niszczy właśnie te k o m ó r k i , k t ó r e
właściwie powinny c h r o n i ć nas przed w i r u s a m i . "
26

2 7

28

29

Sontag u w a ż a , że jeśli metafora plagi ma jeszcze przy­
szłość, to tylko dzięki pojęciu wirusa. We w s p ó ł c z e s n y m
d o ś w i a d c z e n i u świata wirusologiczna metaforyka odgrywa
niezwykle i s t o t n ą rolę. Nie t r a c ą c bowiem swej mrocznej
tajemnicy, odsłaniają wirusy coraz to nowe szczegóły swego
charakteru. O k a z a ł o się, na p r z y k ł a d , że nie są jedynie
czynnikiem z a k a ż e n i a ; m o g ą r ó w n i e ż p r z e n o s i ć informację
g e n e t y c z n ą . O k a z a ł o się, że p o t r a f i ą m u t o w a ć . Te właśnie
cechy sprawiły, że wirusy hojnie użyczają dzisiaj swej
metaforyki światu pozamedycznemu, raz jeszcze występując
w roli m e d i a t o r ó w . Są d o s k o n a ł y m łącznikiem na p r z y k ł a d
p o m i ę d z y ś w i a t e m k o m p u t e r ó w a ś w i a t e m najnowszej i j a k
sam wirus zmiennej choroby, wpisując t y m samym A I D S
w szeroki kontekst naszej współczesności; n o w y m i treściami,
o d w o ł u j ą c y m i się do pojęcia n i e p r z e w i d y w a l n o ś c i , zmienno­
ści, p o d s t ę p n o ś c i w z b o g a c a j ą stare lęki.
*

*

*

W r a c a j ą c jeszcze do archaicznej koncepcji zmazy, to o jej
o b e c n o ś c i w micie A I D S m o ż e r ó w n i e ż świadczyć fakt, iż
niezwykle żywy jest w n i m system w y o b r a ż e ń , z w i ą z a n y c h
z s y m b o l i k ą kalającego k o n t a k t u . W nosicieli wirusa H I V
demonizm wcielił się w stopniu nie mniejszym niż w nie­
gdysiejsze ofiary d ż u m y i cholery. T r u d n o , zaiste, p r z e k o n a ć
s p o ł e c z e ń s t w o , że drogi z a k a ż e n i a są ściśle o k r e ś l o n e , skoro
panuje powszechne, g ł ę b o k o zakorzenione przekonanie, iż
zarazić się m o ż n a nie t y l k o przez stosunek seksualny czy
transfuzję, ale r ó w n i e ż przez przedmioty, d o t k n i ę c i e osoby
chorej, s a m ą jej bliskość a nawet spojrzenie. „ N a ulicy coraz
niżej s p u s z c z a ł a m głowę. Nie ś m i a ł a m spojrzeć na ludzi, tak
j a k b y wzrok m ó g ł ich z a r a z i ć " - m ó w i bohaterka repor­
t a ż u w „ T w o i m Stylu". Rozmaite, naukowe nawet i paranaukowe pisma prześcigają się w wynajdywaniu najmniej
p r a w d o p o d o b n y c h d r ó g z a k a ż e n i a . Magazyn „ L a n c e t "
w 1986 r o k u o p u b l i k o w a ł na p r z y k ł a d a r t y k u ł , p o ś w i ę c o n y
możliwości z a r a ż e n i a przez u ż y w a n i e w s p ó l n e g o p ł y n u do
p ł u k a n i a szkieł k o n t a k t o w y c h , a jeszcze inne pismo za­
stanawia się, czy cebula, do k t ó r e j k a p n ę ł a łza chorego
kucharza, albo bar s a ł a t k o w y , nad k t ó r y m k i c h n ą ł nosiciel
wirusa m o g ą stać się p o w a ż n y m i realnym ź r ó d ł e m zarazy.
A c h o c i a ż to nosiciele i chorzy b u d z ą największą grozę,
ludzie boją się t a k ż e z m a r ł y c h na A I D S . „ N a trumnie
m ł o d e g o człowieka, z m a r ł e g o w z a c h o d n i o b e r l i ń s k i m szpita3 0

�lu i m . Rudolfa Virchowa, jeden z p o s ł u g a c z y z kostnicy
n a p i s a ł w i e l k i m i literami A I D S . T r u m n ę przewieziono do
m a ł e g o miasteczka w Niemczech Zachodnich, gdzie mieszka
matka z m a r ł e g o . N i k t z s ą s i a d ó w nie przyszedł na po­
g r z e b " - czytamy w „ D e r Spiegel". Śmierć „ n a z a r a z ę "
zawsze była szczególnie kalająca; rzeczywistość z w i ą z a n a
z sacrum zawsze szczególnie niebezpieczna dla p r o f a n ó w .
,,(...) prastare zakazy dziedziczy się j a k c h o r o b ę " - n a p i s a ł ,
p o w o ł u j ą c się na Freuda, van der Leeuw. Pod na w s k r o ś
w s p ó ł c z e s n y m i , racjonalnymi uzasadnieniami nietrudno od­
k r y ć pradawne warstwy m i t u .
Na niezwykle i s t o t n ą rzecz zwróciła u w a g ę Sontag: oto
czynnikiem d e c y d u j ą c y m o z w i ą z a n y c h z A I D S w y o b r a ż e ­
niach nieczystości jest seks. „ P o j a w i e n i e się nowej epidemii
o rozmiarach katastrofy - pisze ona - (...) nie w y s t a r c z y ł o b y
moralistom do określenia jej mianem kary bożej. Potrzebne
było jeszcze i to, by najczęstszą d r o g ą z a k a ż e n i a był seks."
W i n n y m z a ś miejscu Sontag pisze: „ S e k s u a l n y s p o s ó b
transmisji choroby, u w a ż a n e j przez większość ludzi za
nieszczęście, ściągane na siebie dobrowolnie, o s ą d z a n y jest
0 wiele surowiej niż inne drogi z a k a ż e n i a ; t y m bardziej, że
A I D S u w a ż a n y jest za c h o r o b ę , z w i ą z a n ą nie t y l k o z eks­
cesami seksualnymi, ale r ó w n i e ż z ich perwersyjnym charak­
terem. (...) Z a r a ż e n i e się c h o r o b ą na drodze s t o s u n k ó w
seksualnych u w a ż a n e jest za bardziej dobrowolne, a zatem
zasługujące na większe p o t ę p i e n i e . (...) Z a k a ź n e choroby,
zawinione przez seks, zawsze w y w o ł u j ą o b a w ę dużej z a r a ź ­
liwości i dziwaczne fantazje na temat transmisji choroby
w miejscach publicznych d r o g ą p o z a p ł c i o w ą . " Przypom­
nijmy: płyn do p ł u k a n i a szkieł k o n t a k t o w y c h , łza kucharz na
krojonej przez niego cebuli...
Sontag u w a ż a , że te właśnie cechy w y r a ź n i e łączą A I D S
z syfilisem, Tadeusz K o m e n d a n t z a ś , k t ó r y o podobnych
sprawach pisze na ł a m a c h „ T w ó r c z o ś c i " , u w a ż a A I D S za
pierwszą w dziejach c h o r o b ę , w obrazie której seks tak
w y r a ź n i e skojarzony jest ze śmiercią - w e d ł u g niego nawet
syfilis nie m i a ł tak mocnej k o n o t a c j i . I c h rozumowanie
celnie wydobywa d o m i n u j ą c y w z m i t y z o w a n y m wizerunku
A I D S m o t y w skalania seksualnego.
Ponownie o d w o ł u j e m y się do r o z w a ż a ń Paula Ricoeura.
Pisze on: „ U d e r z a j ą c e jest, j a k ą d o n i o s ł o ś ć i p o w a g ę przypi­
suje się w e k o n o m i i zmazy ł a m a n i u z a k a z ó w o charakterze
seksualnym: zakaz kazirodztwa, sodomii, usuwania p ł o d u ,
s t o s u n k ó w p ł c i o w y c h w czasie a nieraz w miejscu zabronio­
n y m jest tak fundamentalny, że nic lepiej nie charakteryzuje
systemu zmazy, j a k to rozdęcie spraw seksualnych tak
dalece, że w s p ó l n i c t w o zadzierzgnięte między seksualnością
a z m a z ą wydaje się istnieć od n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w . "
Skalanie seksualne pojmowane jest przy t y m j a k o nieczys­
tość najwyższego stopnia, w pewnym sensie nieczystość
wzorcowa, podobnie zresztą j a k skalanie wskutek zetknięcia
z p r z e l a n ą w czasie z a b ó j s t w a k r w i ą , k t ó r e t a k ż e wcześniejsze
jest od wszelkiej etyki, sięgając korzeniami do archaicznej
koncepcji zmazy. W tych właśnie d w ó c h rodzajach s k a l a ń
w najwyraźniejszej formie uwidacznia się pierwotny, d o s ł o w ­
ny, fizyczny charakter nieczystości. „ P o r ó w n a n i e między
stosunkami seksualnymi a z a b ó j s t w e m jest oparte na tej
samej grze o b r a z ó w : w obu przypadkach nieczystość wiąże
się z o b e c n o ś c i ą 'czegoś' materialnego, co się przenosi przez
k o n t a k t i z a r a ż e n i e . " W centrum tego symbolizmu znaj­
dują się sperma i krew - dwie wydzieliny, k t ó r e o d g r y w a j ą
najistotniejszą rolę t a k ż e w przekazywaniu wirusa H I V
1 w m i t o l o g i i zarazy.
Oto nasienie, sperma - d a j ą c e życie, lecz teraz niebezpiecz­
ne, kalające, niosące śmierć. O t o krew - symbol oczysz­
czenia, ofiary i odkupienia, ale także wojny, morderstwa
31

3 2

33

3 4

35

3 6

3 7

i p o ż y w i e n i a z m a r ł y c h . U k r y t a w ciele w y o b r a ż a siedlisko
życia i duszy, wylana na z e w n ą t r z - śmierć. „ L e ż a ł , moja
miłość i m ó j m ą ż , leżał w swojej k r w i , w tej niebezpiecznej,
czerwonej k r w i , oznaczającej życie i śmierć i bardzo p o w o l i
u m i e r a ł " - m ó w i Josef w swojej autobiograficznej książce
Przekwitający
mak. AIDS - ostatnie miesiące pewnej miłości.
M i a r ą symbolicznej mocy A I D S m o ż e b y ć właśnie ta jego
z d o l n o ś ć p r z y w o ł y w a n i a archaicznych s e n s ó w o b r a z ó w ,
w k t ó r y c h objawia się w s p o s ó b najpełniejszy cała ich
a n t y n o m i c z n o ś ć . T o , co zazwyczaj oznacza życie - krew czy
wydzieliny seksualne - teraz, w k o n t e k ś c i e plagi A I D S , stało
się t a k ż e (jak przyjęło się j u ż m ó w i ć ) „ d a r e m ś m i e r c i " ,
p r z y p o m i n a j ą c w ten s p o s ó b o swej prawdziwej, ambiwalent­
nej naturze.
I s t o t ę nieczystości najpełniej odsłaniają ryty oczyszczenia,
k t ó r e dziś nawet, pod m a s k ą racjonalnych d z i a ł a ń sanitar­
nych, kryją zachowania o charakterze w y r a ź n i e magicznym.
W ł a ś n i e w ich świetle najjaśniej w i d a ć , iż materialna nieczys­
tość spermy i k r w i jest jednak także nieczystością symbolicz­
ną; że k a ż d a zmaza, j a k pisał Ricoeur, jest zawsze c z y m ś
więcej niż t y l k o p l a m ą - jest p l a m ą s y m b o l i c z n ą . Aspekt
czysto fizyczny, materialny n i e o d ł ą c z n y jest w tych wyob­
r a ż e n i a c h od aspektu duchowego, moralnego, etycznego.
„ P r z e d s t a w i e n i e zmazy utrzymuje się w światłocieniu
quasi-fizycznego z a k a ż e n i a , k t ó r e zbliża się do quasi-moralnej niegodziwości. Ta d w u z n a c z n o ś ć nie jest w y r a ż o ­
na p o j ę c i o w o , lecz jest p r z e ż y w a n a w s p o s ó b intencjonalny
poprzez na poły fizyczny, na poły z a ś etyczny lęk p r z y n a l e ż ­
ny przedstawieniom nieczystości.
Jeśli jednak symbolicznej struktury zmazy nie oddaje ani
refleksja, ani przedstawienie, to przynajmniej jest ona obec­
na w działaniu; m o ż n a j ą u c h w y c i ć w o b r z ę d a c h oczysz­
czających i od a k t u u s u w a j ą c e g o przejść do 'rzeczy' u s u n i ę ­
tej."
W przytaczanych przez Paula Farmera wierzeniach na
temat r o z n o s z ą c y c h z a r a z ę H a i t a ń c z y k ó w pojęcie nieczysto­
ści, oznaczające z a r a ż o n ą , i m p o r t o w a n ą do S t a n ó w haitariską krew w rzeczywistości od samego p o c z ą t k u o d n o s i ł o się
t a k ż e do kalającej „ h a i t a ń s k o ś c i " w ogóle j a k o ź r ó d ł a
zarazy: pod h a s ł e m oczyszczenia b a n k ó w k r w i czytelne jest
0 wiele głębsze pragnienie oczyszczenia świata ze s k a ż o n e j
populacji. A ci, k t ó r z y w G ł o s k o w i e , Laskach czy Józefowie
krzyczeli, że nie c h c ą u siebie tej „ludzkiej p a d l i n y " , k t ó r z y
grozili podpaleniem, czy nie sięgali p o d ś w i a d o m i e do tych
samych starych p o k ł a d ó w wierzeniowych, w myśl k t ó r y c h
bliskość śmierci - zwłaszcza „ t a k i e j " śmierci - kala? D o wizji
oczyszczającego palenia, topienia, w y w o ż e n i a zarazy, izo­
lowania jej - j e ś l i musi istnieć, niech istnieje, ale tylko gdzieś
bardzo daleko? Jak głosiło stare epidemiologiczne z a r z ą d z e ­
nie: „ w tak w y k r o j o n y m polu 'zgnilizna winna ustalić się
1 w y c z e r p a ć s w ą m o c ' . . . " „ W ten s p o s ó b symbolika ob­
r z ę d ó w u s u w a j ą c y c h ujawnia w s p o s ó b praktyczny u k r y t y
symbolizm, zawarty w przedstawieniu s k a ż e n i a . "
Skalanie, pisze Ricoeur, nie istnieje w s p o s ó b absolutny,
niezależny od ludzkiej percepcji. Powstaje w kręgu ustana­
wiającego je prawa, w y p o w i a d a j ą c y c h je słów, oceniających
spojrzeń. T o słowa i spojrzenia k a ż ą czuć się s k a l a n ą
bohaterce cytowanego r e p o r t a ż u . T o określenie „ p a d l i n a "
zamyka nosicieli wirusa w k r ę g u symboliki nieczystości
i k a ż e o d p r a w i a ć ryty oczyszczenia. D a l e k i m p o g ł o s e m tych
starych spraw m o g ą b y ć r o z w a ż a n i a tych specjalistów od
p r o f i l a k t y k i A l DS, k t ó r z y u w a ż a j ą , że „wiele n i e p o r o z u m i e ń
wynika z nieprecyzyjności powszechnie u ż y w a n e g o j ę z y k a .
Za największe n a d u ż y c i e uznano określenie ' d ż u m a X X
wieku', co sugeruje - w niezgodzie z faktami - że A I D S działa
j a k średniowieczny p o m ó r , przed k t ó r y m nie ma ż a d n e g o
3 8

3 9

40

4 1

163

�r a t u n k u . Z pomorem kojarzy się ' z a r a ż e n i e ' , więc specjaliści
sugerują u ż y w a n i e t e r m i n u ' z a k a ż e n i e ' . " T r u d n o m i e ć
jednak nadzieję na s z y b k ą z m i a n ę j ę z y k a , a t y m bardziej
kryjącej się za n i m wizji ś w i a t a ; zwłaszcza, że religijne
i etymologiczne rdzenie „ z a r a ż e n i a " i „ z a k a ż e n i a " w y d a j ą
się n i e p o k o j ą c o podobne, jeśli nie wręcz t o ż s a m e . . .
W k r ę g u w y o b r a ż e n i a zmazy nieczystości mieści się r ó w ­
nież stara epidemiologiczna teoria Hipokratesa, zgodnie
z k t ó r ą siedliskiem choroby są miejsca bagienne i wodniste,
z k t ó r y c h u n o s z ą się zanieczyszczające a t m o s f e r ę gnilne
opary-miazmaty. Hipoteza ta, p o m i m o o d k r y ć K o c h a , Pas­
teura i całej późniejszej medycyny p r z e t r w a ł a jednak do
dzisiaj. W literaturze pięknej a t a k ż e tradycji ludowej
napotykamy często na utrzymane w aurze d ż d ż u , wilgoci
i m g ł y opisy „ m o r o w e j k r a i n y " . Teoria Hipokratesa prze­
c h o w a ł a się r ó w n i e ż , j a k to błyskotliwie w y k a z a ł a S o n t a g ,
w t a k i m c h o ć b y , charakterystycznym dla X I X wieku, ale
ż y w y m przecież i współcześnie potocznym w y o b r a ż e n i u
choroby, k t ó r e jej opis - stan organicznego r o z k ł a d u - cał­
kowicie u t o ż s a m i a z p r z y c z y n ą : nieczystą, p e ł n ą w y z i e w ó w
a t m o s f e r ą . Pojęcie nieczystości, gnicia, r o z k ł a d u sięga t u
z jednej strony t y p o w o miejskich scenerii ś m i e t n i k ó w , cuch­
n ą c y c h k a n a ł ó w , wilgotnych izb oraz z a g r a ż a j ą c y c h swą
bliskością cmentarzy, z drugiej zaś - fizycznego r o z k ł a d u
ciała chorej osoby (teoria miazmy szczególnie t r w a ł a wydaje
się b y ć w w y j a ś n i a n i u etiologii gruźlicy).
Tak oto, w i m a g i n a r i u m choroby, stara idea „ s o l i d a r n o ś c i
kosmobiologicznej", j a k nazywa Mircea Eliade owe magicz­
ne nici sympatii łączące człowieka z o t a c z a j ą c y m go ś w i a t e m ,
z n a l a z ł a przewrotny s p o s ó b , by bezpiecznie d o t r w a ć do
naszych c z a s ó w . 1 nie t y l k o d o t r w a ć , ale t a k ż e w z b o g a c i ć
c h o r o b ę o w y m i a r moralny. Bo t r u d n o zaprzeczyć, że ó w
ciąg skojarzeń obejmuje współcześnie t a k ż e m e t a f o r ę zgniliz­
ny w e w n ę t r z n e j , zepsucia moralnego, k t ó r y c h d o s k o n a ł y m
odzwierciedleniem staje sę degeneracja fizyczna. „ Ś r e d n i o ­
wiecze m i a ł o d ż u m ę - w y g a s ł a ona dopiero wtedy, kiedy
z a c z ę t o masowo b u d o w a ć domy z kamienia i szczura
domowego na d u ż y c h obszarach w y p a r ł szczur w ę d r o w n y .
Ostatnie stulecie b y ł o stuleciem cholery - brutalny kapita­
lizm rodem z Manchesteru wtłaczał proletariuszy do j a k
najmniejszych p o m i e s z c z e ń , l e k c e w a ż ą c wszelkie zasady
higieny. A teraz właśnie A I D S , albowiem A I D S (...) ujawnia
całe zepsucie w s p ó ł c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a " - czytamy
w c y t o w a n y m j u ż artykule w „ D e r Spiegel". W rozumowa­
niu t y m z ł a t w o ś c i ą rozpoznajemy dzisiejszą, zmodyfikowa­
n ą wersję starej teorii miazmy, z charakterystycznym dla niej
zacieraniem granicy p o m i ę d z y ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m i we­
w n ę t r z n y m , p o m i ę d z y fizyką i fizjologią a m o r a l n o ś c i ą ,
p o m i ę d z y p r z y c z y n ą i skutkiem choroby. Jednostka roztapia
się w społeczeństwie, mikrokosmos p r z e g l ą d a się w m a k r o kosmosie. I na o d w r ó t : w c h o r y m człowieku świat rozpoz­
naje swoje największe b o l ą c z k i , dostrzega swój upadek.
C z ł o w i e k i świat, obraz zepsucia moralnego i o d r a ż a j ą c e j ,
fizycznej degeneracji całego organizmu stają się dla siebie
nawzajem przejrzystym lustrem. A p o w s t a ł e w n i m odbicie
urasta w potocznej ś w i a d o m o ś c i do rangi metafory aktualnej
ludzkiej kondycji. H a m b u r s k i profesor higieny, Stefan W i n ­
kle, wyraził to przeświadczenie s ł o w a m i : „ k a ż d e społeczeń­
stwo ma takie zarazy, na jakie z a s ł u g u j e . "
Bowiem r o z k ł a d i gnicie m a j ą t u w y m i a r tyleż d o s ł o w n y co
symboliczny, sięgający najgłębszego w n ę t r z a człowieka
i świata, ich relacji z sacrum. Są stygmatem, znakiem,
p i ę t n e m choroby, symbolem z e p s u c i a - ale symbolem
p e ł n y m ambiwalencji. Śmierć na A I D S , ta powolna, po­
s t ę p u j ą c a degeneracja całego organizmu, włącznie z w ł a d z a ­
m i psychicznymi i u m y s ł o w y m i , przywodzi na myśl przed4 2

43

44

45

164

i

stawienia średniowiecznej sztuki macabre; taki też jest jej
k u l t u r o w y wizerunek. „ W i e l u p a c j e n t ó w traci k o n t r o l ę nad
u m y s ł e m i ciałem - czytamy u A n t o n i o - aż do n i e m o ż n o ś c i
panowania nad funkcjami fizjologicznymi, kiedy wirus roz­
wija się w ich u k ł a d z i e n e r w o w y m . Dramatycznie c h u d n ą
i s ł a b n ą . W i e l u traci w z r o k . N i e m o ż l i w y do u ś m i e r z e n i a ,
straszliwy b ó l zmienia ich życie w m ę c z e r n i ę . " A m e r y k a ń ­
ski socjolog, A n t h o n y C o x o n , pisał: „Jest to śmierć wczesna
i to tak p o t w o r n a i bolesna, że przerasta to najbardziej
ponure w y o b r a ż e n i a ś r e d n i o w i e c z n e g o p i e k ł a . " A O s i a t y ń ­
ski: „ A m e r y k a n i e się b o j ą . A l e t r u d n o i m się dziwić. M a j ą się
czego b a ć . Bo przecież umiera się w b ó l a c h , powoli, ze
stopniowym zjadaniem organizmu przez drobnoustroje.
Czasem umiera się ze straszliwym uczuciem zimna, przy
stałej utracie wagi i sił, gdy j e d y n y m i c z y n n o ś c i a m i , do j a k i c h
zdolny jest organizm, są biegunka i w y m i o t y . C z ę s t o umiera­
j ą c idiocieje się, gdy p o s t ę p u j e utrata p a m i ę c i , śmierć atako­
wanych przez wirusa k o m ó r e k , nieodwracalna demencja
m ó z g u . " N i c dziwnego, że pewna nie b a w i ą c a się w subtel­
ności a m e r y k a ń s k a gazeta n a z w a ł a chorych na A I D S ,
obrazowo i wymownie, „ n i e b o s z c z y k a m i na u r l o p i e " .
W t y m r o z k ł a d z i e ciała uczestniczy t a k ż e twarz; twarz
k t ó r a , na r ó w n i z ciałem, odbija kolejne etapy degeneracji
całego organizmu aż do jego ostatecznego upadku. M o ż e
nawet więcej: skupia w sobie całą u d r ę k ę konania. Susan
Sontag z tego właśnie względu zalicza A I D S , obok t r ą d u
i syfilisu, do c h o r ó b najstraszniejszych; w p e w n y m sensie
ostatecznych. T a k i c h , k t ó r e z n o s z ą f u n d a m e n t a l n ą , zakorze­
n i o n ą r ó w n i e ż w chrześcijańskiej tradycji ikonograficznej
opozycję p o m i ę d z y t w a r z ą i ciałem. W cierpieniach świętych
twarz nigdy nie bierze u d z i a ł u , cierpi t y l k o w Pasji Chrystusa,
i to cierpienie uwidocznione na obliczu jest symbolem
najwyższego cierpienia człowieka. Poprzez cierpienie twarzy
tajemnica konania na A I D S d o t y k a w j a k i ś paradoksalny
s p o s ó b tajemnicy konania na K r z y ż u - przybliża je, ak­
tualizuje, odtwarza; w z a l u d n i a j ą c y c h ulice miast skulonych,
ż e b r z ą c y c h postaciach dostrzec pozwala w y o b r a ż e n i a jakiejś
współczesnej, XX-wiecznej Pasji. W y o b r a ż e n i a k t ó r e , po­
przez całą d e g r a d u j ą c ą fizyczność choroby i s a m o t n o ś ć
umierania p r o w a d z i ć nas m o g ą t a k ż e w s t r o n ę symboliki
Odkupienia.
Czy t a k ą śmierć m o ż n a zestetyzować? - pyta w artykule
AIDS
i esteta
U m b e r t o Eco. Czy śmierć na A I D S ma
szansę b y ć wzniosła, patetyczna i romantyczna? Czy m o ż e
b u d z i ć t ę s k n o t ę j a k gruźlica i j a k syfilis, g ł ę b o k o , wstydliwie
skrywane marzenia?
Sontag daje o d p o w i e d ź zdecydowanie o d m o w n ą . A I D S ,
tak j a k rak, nie dopuszcza możliwości jakiejkolwiek romantyzacji śmierci, gdyż jest ona po prostu zbyt bliska. I - tak j a k
rak - stał się m o d e l o w y m p r z y k ł a d e m poczucie beznadziej­
ności i klęski. A jednak m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że nadzieja
jest dla ludzi c z y m ś na tyle cennym, że t r u d n o będzie
p o g o d z i ć się z pochowaniem jej wraz z m i l i o n a m i z m a r ł y c h .
Być m o ż e dla pełnej mityzacji - romantyzacji, sentymentalizacji - A I D S potrzeba t y l k o t r o c h ę więcej czasu, tak,
b y ś m y nauczyli się z n i m żyć, b y ś m y c h o ć t r o c h ę go oswoili.
Nieco podobnie myśli Eco. W e d ł u g niego wszystkim
wielkim, symbolicznym c h o r o b o m t o w a r z y s z y ł a zawsze ro­
mantyczna dialektyka człowieka moralnego i człowieka
estetycznego. „ K i e d y w i e l k i m i z a g r o ż e n i a m i były gruźlica
i syfilis, mieliśmy d w a wzorce zachowania. Z jednej strony
wzorzec, k t ó r y nazwiemy w i k t o r i a ń s k i m , z m ę ż e m surowym,
p r u d e r y j n ą ż o n ą , w y k l ę c i e m c u d z o ł ó s t w a , rozwiązłością
t r a k t o w a n ą j a k o degeneracja, a homoseksualizmem, biseksualizmem czy obojnactwem j a k o tabu. A l e obok tego
r o z w i n ą ł się wzorzec estetyczny. N i e t y k o j a k o wzorzec życia
4 6

4 7

4 8

49

�nieuregulowanego, p o ł ą c z o n e g o ściśle z geniuszem, ale wręcz
j a k o t r i u m f choroby j a k o t w ó r c z e g o b o d ź c a . "
A I D S w z n a c z ą c y s p o s ó b nawiązuje z a r ó w n o do m i t o l o g i i
syfilisu j a k też do m i t o l o g i i gruźlicy. Jest, j a k ten pierwszy,
c h o r o b ą miłości, podobnie do tej drugiej zaś wyniszcza
organizm wskutek b r a k u powściągliwości (bo trzeba t u
z a z n a c z y ć , że wykreowane w o k ó ł gruźlicy fantazmaty łączą
się z t a k i m właśnie jej w y o b r a ż e n i e m : j a k o choroby, ob­
darzającej jej nosiciela nadnaturalnym darem uwodzenia,
choroby seksualnego nieumiarkowania i g o r ą c z k o w e j , de­
strukcyjnej euforii). Pojawił się na scenie w przestrzeni
opuszczonej przez te choroby, w przestrzeni seksualnej
swobody, w scenerii rockowego koncertu z jego biseksualnym, androgynicznym i d e a ł e m piękności. Co będzie dalej?
Czy zwycięży człowiek moralny, solidny, wierny i monogamiczny partner, czy też raczej odziedziczy A I D S , po
gruźlicy i syfilisie, miejsce twórczej choroby, choroby celeb­
rowanej j a k o warunek estetyki i zarazem estetyczny kanon?
We wzorzec życia estetycznego rozwinęły się j u ż przecież,
r ó w n o l e g ł e do A I D S , neurozy, narkomania i homosek­
sualizm - r ó ż n e formy t w ó r c z e g o cierpienia, z w i ą z a n e g o
z trudnym wyborem i społecznym napiętnowaniem. ,,Aura
tajemniczości i niezwykłości, o t a c z a j ą c a p o r a ż e n i e p o s t ę p u ­
j ą c e , p o w o l i przechodzi na zaburzenia psychiczne, w y s t ę p u ­
j ą c e w przebiegu A I D S - u w a ż a Tadeusz Nasierowski. - O ile
s z a l e ń s t w o F. Nietzschego, G.de Maupassanta i wielu innych
t w ó r c ó w chorych na p o r a ż e n i e p o s t ę p u j ą c e jest j u ż t y l k o
h i s t o r i ą , to śmierć chorych na A I D S , Foucaulta i M e r cury'ego, której byliśmy ś w i a d k a m i , jest wciąż ż y w y m
wspomnieniem, w n o s z ą c y m w życie wielu o s ó b uczucie
metafizycznego n i e p o k o j u . " Rak nie wybiera, pisze Eco,
zatem rak z tego c h o ć b y w z g l ę d u nie m o ż e b y ć p r z y k ł a d e m
choroby estetycznej. Co do A I D S z a ś , to „ c h o r o b a wynika­
j ą c a z rozpasania jest w y b o r e m , a zatem ma wszelkie tytuły,
aby s y m b o l i z o w a ć stan b o h a t e r s k i . " W ł o s k i filozof przewi­
duje więc jednak p o w r ó t do romantycznej dialektyki p o m i ę ­
dzy człowiekiem m o r a l n y m i człowiekiem estetycznym; co
więcej przewiduje - prędzej czy później - narodziny sztuki,
k t ó r ą ó w widoczny na obliczu „ b r a k o d p o r n o ś c i " podniesie
do rangi symboli i uczyni swym centralnym przedstawieniem
- w n i o s ł y m i tragicznym.
Tutaj uczynić musimy pewne zastrzeżenie, m a j ą c na
względzie to, co powiedziane z o s t a ł o wcześniej. Eco m ó g ł
pisać, że A I D S jest c h o r o b ą w y n i k a j ą c ą z rozpasania,
c h o r o b ą , o k t ó r ą trzeba się p o s t a r a ć , c h o r o b ą , k t ó r ą się
wybiera i k t ó r a wybiera bo, j a k j u ż wiemy, przez długi czas
w potocznej ś w i a d o m o ś c i u t r z y m y w a ł o się takie właśnie
przekonanie. O t y m , że - j a k w przypadku klasycznych plag
- jest to klęska, k t ó r a d o t k n ą ć m o ż e k a ż d e g o z nas dowie­
dziano się stosunkowo p ó ź n o i w ó w c z a s dopiero do m i t o ­
logii w y b o r u doszedł temat nowy, c h o ć j e d n o c z e ś n i e stary
j a k sama plaga: temat p o w s z e c h n o ś c i śmierci, jej absurdalnej
p r z y p a d k o w o ś c i . Bo A I D S jest j a k wirus: ciągle mutuje
i w jego micie w y r a ź n i e dostrzec m o ż e m y kolejne etapy
krystalizacji albo też, m ó w i ą c inaczej, r ó ż n e , n a k ł a d a j ą c e się
na siebie warstwy. Pierwsza, najwcześniejsza m ó w i , że choru­
j ą t y l k o w i n n i , obcy, grzeszni - t u w y b ó r r ó w n o z n a c z n y jest
z o s ą d e m . N a s t ę p n a , gdy u ś w i a d o m i o n o sobie, że c h o r u j ą
t a k ż e „ b o g o w i e " o d s ł a n i a całą a m b i w a l e n c j ę skalania; wre­
szcie trzecia, ostatnia uwrażliwia na fakt, że w rzeczywistości
zaraza d o t y k a wszystkich bez w y j ą t k u . I w tej chwili
najciekawsze jest chyba to, czy k t ó r a ś z nich o k a ż e się
najtrwalsza i wyciśnie na micie najwyraźniejsze p i ę t n o .
O t y m , że p o m i m o wszystko śmierć na A I D S m o ż e
p r e t e n d o w a ć do miana romantycznej śmierci z miłości, a sam
A I D S do miana choroby miłości, choroby n a m i ę t n o ś c i
5 0

51

52

przekonuje nas bogata j u ż , p o w s t a ł a na ten temat literatura
i filmy ( c h o ć b y tak głośne ostatnio Dzikie noce C. Collarda).
P o s ł u c h a j m y raz jeszcze w y z n a ń Josefa, o p ł a k u j ą c e g o swoje­
go z m a r ł e g o w wieku 32 lat kochanka: „ T e r a z nie żyjesz,
jesteś c a ł k i e m m a r t w y . A j a sam, zupełnie sam na świecie.
M ó j m ą ż , moja miłość nie żyje. M i n ę ł o , s k o ń c z y ł o się. Leżysz
tu m a r t w y w swojej k r w i , j a k p r z e k w i t a j ą c y mak. Kwitłeś
intensywnie i cudownie. Teraz leżysz, z m a r ł y m ł o d o , we
k r w i , j a k mak, k t ó r y umiera zaraz po osiągnięciu szczytu
swojej u r o d y . "
„ P r z e k w i t a j ą c y mak"... metafora, k t ó r a c o ś nam przypo­
mina. C h o ć b y ten wiersz z p o c z ą t k ó w X V I I wieku:
Jako kwiat z ziemi idzie, a p o t y m z a ś starty
Bywa od bestyj niemych i j a k nic p o ż a r t y .
Tak też c z ł o w i e k k w i a t p i ę k n y , gdy we świat w y n i k a
Bywa zgniecion od śmierci, by nic tedyż w z n i k a .
A l b o też inne, barokowe skojarzenia człowieka z cieniem
na wodzie, b a ń k ą z piany, dymem i r o z w i a n y m na niebie
o b ł o k i e m . Oczywiście, w przypadku A I D S metafory te m o g ą
o d n o s i ć się t y l k o do k r ó t k o ś c i życia, a nie nagłości k o ń c z ą c e j
je śmierci. A l e też trzeba p o d k r e ś l i ć , że życie to jest k r ó t k i e na
m i a r ę rzadko od d z i e s i ą t k ó w lat s p o t y k a n ą . T a k m ł o d a
śmierć r ó w n i e ż sprzyja wytworzeniu się w o k ó ł niej tragicz­
nej, bohaterskiej aury. „ K w i t ł e ś intensywnie i cudownie":
k r ó t k i e , frenetyczne, s a m o s p a l a j ą c e się życie i długie umiera­
nie. Śmierć jest t u logiczną, oczywistą i n i e u b ł a g a n ą konsek­
wencją życia. Jak u Erazma z Rotterdamu: „ t a k a będzie
śmierć, jakie było nasze życie". I c h o ć kwitnie ars bene
vivendi, c h o ć wielu lekarzy, m o r a l i s t ó w i t e o l o g ó w n a w o ł u j e
do dobrego, cnotliwego, umiarkowanego życia, mitologia
A I D S koncentruje się w dużej mierze w o k ó ł czegoś, co
m o g l i b y ś m y n a z w a ć etosem m ł o d e j , s a m o b ó j c z e j śmierci,
etosem cierpienia i tragicznej śmierci z w y b o r u . Jak w łaź­
niach San Francisco: „ a n o n i m o w y romans ze śmiercią,
rosyjska r u l e t k a " .
Intelektualnymi ś r o d o w i s k a m i Francji i S t a n ó w w s t r z ą s ­
nęła nie tyle śmierć na A I D S M i c h e l a Foucault, k t ó r y nigdy
przecież nie u k r y w a ł swego homoseksualizmu, ile trzy wyda­
ne na jego temat książki. A u t o r jednej z nich, pod znamien­
n y m t y t u ł e m The Passion of Michel Foucault, James M i l l e r
w y w o ł a ł b u r z ę podejrzeniem, iż jego bohater, ś w i a d o m swej
choroby, r ó w n i e ś w i a d o m i e z a r a ż a ł innych. W pewien
s p o s ó b potwierdza to tytuł drugiej książki - powieściowej,
zbeletryzowanej wersji ostatnich miesięcy życia filozofa - Do
przyjaciela, który nie uratował mi życia Herve Guiberta. I c h
zdaniem Foucault był w y z n a w c ą takiego właśnie etosu
- etosu, k t ó r y z a o w o c o w a ł zupełnie n o w y m rodzajem w s p ó l ­
noty: „ t o czyhające na k a ż d y m k r o k u n i e b e z p i e c z e ń s t w o
s t w o r z y ł o nowe powinowactwa, n o w ą czułość, n o w ą solidar­
n o ś ć - czytamy u Guiberta. - Wcześniej wszystko o d b y w a ł o
się w milczeniu, teraz ze s o b ą rozmawiamy. Wszyscy dosko­
nale wiemy, po co przychodzimy do ł a ź n i . "
Jak na starych m a l o w i d ł a c h , przedstawiających m o t y w
T a ń c a Śmierci zmarli tańczą t u z jeszcze żywymi, k t ó r z y
zdecydowali się na to zupełnie ś w i a d o m i e , powodowani o w ą
tragiczną solidarnością, o w y m poczuciem powinowactwa
i czułością. Jak Bergmanowski Rycerz podejmują ryzyko gry.
Ale w bogatym (już) imaginarium A I D S napotykamy także
na inne, bardziej do klasycznych zbliżone T a ń c e Śmierci;
T a ń c e , wyrażające tę ostatnią, najpóźniejszą w a r s t w ę m i t u
A I D S , w k t ó r y c h b i o r ą udział wszyscy, niezależnie od swej
woli, trybu życia, m o r a l n o ś c i , zawodu, bogactwa i wieku.
Ta śmierć nie przyjmuje ż a d n y c h ł a p ó w e k , nie zna klaso­
wych u p r z e d z e ń , niweczy wszelką k a s t o w o ś ć . Nie uznaje też
granic geograficznych. Taneczny k o r o w ó d łączy ze s o b ą
ludzi r ó ż n y c h n a r o d o w o ś c i , k r a j ó w , k o n t y n e n t ó w . Bo A I D S
5 3

5 4

5 5

5 6

165

�jest w p e w n y m sensie o d p o w i e d z i ą na w s p ó ł c z e s n ą k o n d y c j ę
c z ł o w i e k a , k t ó r e g o Z y g m u n t B a u m a n nader trafnie n a z w a ł
włóczęgą, w a g a b u n d ą , t u r y s t ą .
towarzyszem

tych

5 7

wędrówek.

A I D S stał się n i e o d ł ą c z n y m
Towarzyszy

afrykańskim

mnienia by z a b a w i ć się w d e t e k t y w ó w , ś l e d z ą c y c h p r z e s z ł o ś ć
w ł a s n ą i partnera i o d t w o r z y ć k s z t a ł t tej swoistej, niechcianej
w s p ó l n o t y . T o wszystko, p o m n o ż o n e przez w i a r ę w niebez­
pieczny, demoniczny w r ę c z charakter c h o r y c h r o d z i

tak

p r z e m y t n i k o m , w ę d r u j ą c y m o d burdelu do burdelu i amery­

dobrze z d a w n y c h c z a s ó w znane podania o ludziach, k t ó r z y

k a ń s k i m biznesmenom, p o d r ó ż u j ą c y m o d h o t e l u do hotelu.

n o s z ą c w sobie ś m i e r ć s t a r a j ą się z a r a z i ć j a k najwięcej o s ó b .

T w o r z y n o w ą w s p ó l n o t ę - w s p ó l n o t ę l u d z i , k t ó r z y wcale nie

N i c z y m S z k a r ł a t n a Ś m i e r ć z o p o w i a d a n i a Edgara A l l a n a

m u s z ą b y ć jej ś w i a d o m i : łączy ich wirus. Seks, pisze Susan

Р о е w d z i e r a j ą się u k r a d k i e m do cudzego d o m u i życia. N i k t

Sontag „ n i e m o ż e b y ć j u ż dłużej u w a ż a n y za s p r a w ę dwojga

nie m o ż e j u ż c z u ć się bezpieczny. Stare lęki z n a l a z ł y

ludzi; jest to ł a ń c u c h , sięgający w p r z e s z ł o ś ć ł a ń c u c h trans­

d o s k o n a ł e , w s p ó ł c z e s n e wcielenie. „ T u i ó w d z i e słyszy się

5 8

m i s j i " . A nosicielka M a r y Fisher dodaje:

„Chciałabym,

swe

chorych, k t ó r z y m ó w i ą : ' S k o r o j u ż m a m u m r z e ć , z a b i o r ę ze

aby kobiety, ś p i ą c z m ę ż c z y z n ą z d a ł y sobie s p r a w ę , że są

s o b ą t y l u ludzi, i l u t y l k o m o g ę ' "

w ł ó ż k u nie t y l k o z k i m ś , k o g o dobrze z n a j ą . A l e r ó w n i e ż ze

c h o ć r ó w n i e dobrze m ó g ł b y n a p i s a ć to k t ó r y k o l w i e k z k r o n i ­

wszystkim, co z d a r z y ł o m u się w życiu. Z w ł a s z c z a w c i ą g u

karzy dawnych plag: Defoe, Pepys albo Boccaccio. A

ostatnich dziesięciu l a t . "

5 9

6

0

- czytamy u

Antonio,
Ph.

Boggio w a r t y k u l e p o ś w i ę c o n y m A I D S w Kinszasie przyta­

T a k . A I D S n i e k t ó r y c h wybiera, i n n i j e d n a k stają się jego

cza h i s t o r i ę pewnego w y s o k o postawionego u r z ę d n i k a , k t ó ­

o f i a r ą w s p o s ó b absurdalny i p r z y p a d k o w y . Jesteś po p r o s t u

r y , u m i e r a j ą c , z o s t a w i ł w testamencie nazwiska wszystkich

j e d n y m z ogniw d ł u g i e g o ł a ń c u c h a -

z a m ę ż n y c h kobiet, ś w i a d o m i e przez niego z a r a ż o n y c h . „ R o ­

właśnie

figura

to wszystko. T a k a

coraz głębiej zakorzenia się w

potocznej

w y o b r a ź n i . Sprzyjają temu r ó w n i e ż liczne z a c h ę t y i napo­

zumiesz - o p o w i a d a śmiejąc się ' l o n d y n k a " - nie c h c i a ł sam
s c h o d z i ć z pola w a l k i . "

6 1

P R Z Y P I S Y
1

„Newsweek" z dn. 2 I 1983, s. 21
Umrzeć nim zaświta poranek, „Der Spiegel", 23 I X 1985, cytuję za:
AIDS - Fakty, opinie, prognozy (Wybór artykułów publicystycznych),
Warszawa 1987, s. 2
G . Antonio, AIDS-zmowa milczenia, przel. J . Szacki, Gdańsk 1993,
s. 110
Informacje uzyskane w trakcie badań terenowych prowadzonych
przez mgr K . Łozińską we wrześniu 1989 roku.
Przepowiednie Jasnowidza z Ameryki Północnej, broszura otrzymana
od informatorów w trakcie powyższych badań.
Por. L . R . Leichter, Epidemia, przet. A. Frąckiewicz, Warszawa 1993
O starej koncepcji zja jako zmazy w wyobrażenich zarazy i plagi
pisałam w artykule: Filmowy język
plagi: „Siódma
pieczęć"
I. Bergmana, „Śmierć w Wenecji" L . Viscontiego, „Nosferatu"
W.
Herzoga, który ukazać ma się w pracy zbiorowej Wieczne tematy w filmie
w Instytucie Sztuki P A N , pod red. Z . Benedyktowicza, oraz w złożonej
do druku (w Wydawnictwie Naukowym „Semper") książce Zaraza.
Mitologia dżumy, cholery, AIDS.
Por. P. Ricoeur, Symbolika zła, przeł. S. Cichowicz, M . Ochab,
Warszawa 1986, s. 27-^*6
Tamże, s. 27
P. Ricoeur, Hermeneutyka symboli a refleksja filozoficzna I, przel. H . Bortnowska, (w:) Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy
0 metodzie, Warszawa 1985, s. 80
P. Ricoeur, Symbolika..., op.cit., s. 14
M. Eliade, Traktat o historii religii, przel. J . Wierusz Kowalski,
Warszawa 1966, s. 21. Na str. 16 pisze Eliade: „Świat myśli archaicznych
cywilizacji dotarł do nas nie dialektycznie poprzez wyrażone explicite
wierzenia jednostek, ale został przekazany nam w mitach, symbolach,
zwyczajach, które mimo wszelkiego rodzaju zniekszałceń zachowują
nadal swój pierwotny sens."
S. Sontag, Illness as metaphor and AIDS and its metaphors, New
York - London - Toronto - Sydney - Auckland 1990, s. 134
D . Lapierre, Więksi niż miłość, przet. К. Arustowicz, Warszawa
1992, s. 277
Por. Michael Jordan, Szczera rozmowa ze skrzydlatym półbogiem
z NBA o życiu po Magicu, koszykarskich wojnach indywidualności,
wielkiej polityce i wielkich pieniądzach, „Playboy" 1993, nr 8 (9), s. 29
Pisze o tym J . Delumeau w eseju Typologia zachowań zbiorowych
w czasach dżumy, (w.) Strach w kulturze Zachodu. XIV-XVIII
wiek, przet.
A. Szymanowski, Warszawa 1986, s. 100-101
T. Nasierowski, AIDS- nowe wyzwanie, stare problemy, (w:) AIDS
- nowe wyzwanie, stare problemy. Zaburzenia psychiczne związane
z AIDS, pod red. T . Nasierowskiego, H . Matsumoto, Warszawa 1992, s.
15
Por. P. Farmer, AIDS and accusation. Haiti and the geography of
blame, Berkeley-Los Angeles-Oxford 1992, s. 78
J . Revel, J.-P. Peter, Ciało. Chory człowiek i jego historia, przeł. T .
Komendant, (w:) Osoby, wybór, opracowanie i redakcja M. Janion i S.
Rosiek, Gdańsk 1984, 's. 242
Por. R. Otto, Świętość. Elementy irracjonalne w pojęciu bóstwa i ich
stosunek do elementów racjonalnych, przeł. B. Kupis, Wrocław 1993,
s. 191
Larry Kramer, Szczera rozmowa z gniewnym pisarzem o miłości
1 seksie, o gejach i heretykach, a także o życiu, śmierci i polityce w dobie
AIDS, „Playboy" 1993'. nr 10 (11), s. 34
G . Antonio, op. cit., s. 7
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

166
i

2 3

Z . Kuratowska, AIDS - nowa choroba, Warszawa 1986, s. 47
Tamże, s. 48
Tamże, s. 49
W. Osiatyński, Kryzys czyli szansa. Szkice amerykańskie,
War­
szawa 1990, s. 141
D . Lapierre, op. cit., s. 120
Tamże
Umrzeć nim zaświta poranek, op. cit., s. 5
J . Szmidt, Życie z plusem, „Twój Styl" 1993, nr 6, s. 74
Umrzeć nim zaświta..., op. cit., s. 15
G.van der Leeuw, Fenomenologia religii, przel. J . Prokopiuk,
Warszawa 1978, s. 86
S. Sontag, op. cit., s. 148
Tamże, s. 114
„ D o tej pory choroby, widocznie potwierdzającej katolicką obsesję
seksu i śmierci nie było; nawet syfilis traktowano jako wartość dodat­
kową, powstałą przy katolicyzacji obu Ameryk - szankier świadczył
o tym, że jakaś Indianka trafi do nieba. A I D S natomiast spełnia
marzenia katechetów: będziesz się onanizował, uschnie ci ręka; zataisz
przy konfesjonale, że okłamywałeś matkę - szlag cię trafi; kochasz się
inaczej niż Pan B ó g przykazał - zachorujesz na A I D S . T u skutek ma
swoją oczywistą przyczynę (grzech), a zarazem przyczyna ma zawsze wia­
domy skutek; to relacja właściwa myśleniu magicznemu." - czytamy
w artykule Tadeusza Komendanta, Alien, „Twórczość" 1993, nr 9, s. 74
P. Ricoeur, Symbolika zla, op. cit., s. 29
Tamże, s. 30
J . Gabriel, Przekwitający
mak. AIDS - ostatnie miesiące pewnej
miłości, przel. M . Muskała, Wrocław 1990, s. 175
P. Ricoeur, Symbolika..., op. cit., s. 36
J . Revel, J.-P. Peter, op. cit., s. 252
P. Ricoeur, Symbolika..., op. cit., s. 37
G . Sieczkowski, Zachęcający przedmiot pożądania,
„Playboy"
1993, nr 8 (9), s. 27
Por. S. Sontag, op. cit., s. 129-131
Umrzeć nim zaświta poranek, op. cit., s. 9
Tamże.
G . Antonio, op. cit., s. 151
A. Coxon, Coping with the threat of death, (w:) AIDS-amoral
issue.
The ethical, legal and social aspects, ed. by B. Almond, London 1992, s.
143
W. Osiatyński, op. cit., s. 120
U . Eco, AIDS i esteta, „L"Espresso", 8 II 1987, cytuję za: AIDS
- Fakty, opinie, prognozy..., op. cit., s. 39
Tamże, s. 40
T . Nasierowski, op. cit., s. 19
U . Eco, op. cit., s. 40
J . Gabriel, op. cit., s. 176
M . Włodarski, Ars moriendi w literaturze polskiej XV i XVI wieku,
Kraków 1987, s. 70
„Twórczość" 1993, nr 9, s. 141
Tamże
Por. Z . Bauman, Nomada, wagabundą, turysta, „ N o w a Res Pub­
lika" 1993, nr 9, s. 26
S. Sontag, op. cit., s. 160
E . Juńczyk, Wirus strachu inienawiści, „Twój Styl" 1992, nr9, s. 56
G . Antonio, op. cit., s. 75
Ph. Boggio, Epidemia AIDS w Kinszasie, „Le Monde", 24 X I I 1986,
cytuję za; AIDS - Fakty..., op. cit., s. 89
2 4
2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0
3 1

3 2

3 3

3 4
3 5

35

3 6
3 1

3 8

3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8

4 9

5 0
5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9
6 0
6 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6428" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6408">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bbe0de13ba2507823909daaefe04d41f.pdf</src>
        <authentication>8982536e5a175f295c0c021f8ebd27d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76569">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3651</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76570">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76571">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76572">
                <text>Lem i trzy ewolucje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76573">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.39-47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76574">
                <text>Szpakowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76575">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76576">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76577">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76578">
                <text>Lem i trzy ewolucje
M a ł g o r z a t a Szpakowska
1. Wielokrotnie j u ż zauważano, że w poglądach Stanisława
Lema dwa pojęcia odgrywają rolę kluczową: pojęcia ewolucji
i przypadku. Pojawiają się właściwie wszędzie, tak w tekstach
literackich, jak dyskursywnych. Stanowią szkielet koncepcji
przyrody i koncepcji kultury. Interweniują w konstrukcję
fabularną utworów, zaprzątają uwagę bohaterów i stanowią
kanwę ich doznań osobistych. A przy tym - jak to pojęcia
0 bogatej konotacji - dalekie są od jednoznaczności.
Charakterystykę poglądów Lema na temat ewolucji życia na
Ziemi zacząć trzeba od stwierdzenia trywialnego: poglądy te
mają jednak inny status niż to, co Lem pisze o technoewolucji
1 ewolucji kultury. Czym innym bowiem jest snucie prognoz
i formułowanie hipotez w dziedzinach, które w zasadzie nie
podlegają empirycznej weryfikacji (taką dziedziną jest przy­
szłość, chyba że stanie się przeszłością, i taką dziedziną, choć
z innych powodów, jest w przeważającej części wiedza o kul­
turze), czym innym zaś - zajmowanie stanowiska wobec
zjawisk opisywanych wielekroć i szczegółowo przez dyscypliny
nauki z dawna ukonstytuowane, mające ustalone miejsce
w strukturze uniwersytetów i w programach szkolnych.
Chociaż czy na pewno? Z niezmiernie ciekawej książki
Antoniego Hoffmana Wokół ewolucji\
podsumowującej po­
glądy biologów i paleontologów formułowane gdzieś do począt­
ku lat osiemdziesiątych, wynika raczej, że o bioewolucji wiemy
coraz mniej i że jest to wiedza coraz mniej pewna. W tym
znaczeniu, że rozmaite sensy, które przypisywano ewolucji od
czasów Darwina, coraz mniej zasługują na zaufanie. Dobór
naturalny, swego czasu scedowany przez poszczególne organiz­
my na rzecz największej ekspansji genotypu (słynny „samolub­
ny gen" Dawkinsa), rozpływa się ostatecznie w stwierdzeniu, że
wśród błędów replikacji D N A decydujących o ewolucji zdarza­
ją się korzystne, zdarzają się niekorzystne, ale przede wszystkim
zdarzają się neutralne i tych - jak wskazuje rozkład statystyczny
- jest najwięcej. Niemożność dziedziczenia cech nabytych
- fundamentalna teza darwinizmu i podstawa jego opozycji
przeciw lamarkizmowi - też nie w każdym przypadku okazuje
się prawdziwa; obok mutacji i doboru naturalnego jednym
z czynników sprawczych ewolucji wydaje się również system
epigenetyczny. O żadnych łańcuchach bytów od mniej doskona­
łych do najdoskonalszych nie wypada j u ż nawet wspominać; ani
o starej zasadzie Ernsta Haeckla, że ontogeneza odzwierciedla
filogenezę. „Ewolucja prowadzi d o n i k ą d " - pisze Hoffman;
„historia biosfery to tylko suma chwilowych, przypadkowych
adaptacji" .1 ostatecznie: „ N a u k a nie wie nie tylko, dlaczego,
ale nawet jak zjawiliśmy się na ś w i e c i e " .
Dla laika - jak j a na przykład - najbardziej sugestywny
w książce Hoffmana pozostaje obraz ewolucji jako pagór­
kowatego krajobrazu, w którym gatunki pełzną w górę walcząc
o przetrwanie: jedne wymierają, zanim osiągną szczyt, inne
najwyższym wysiłkiem wdrapują się na samotny wierzchołek,
z którego nie da się przeskoczyć na żaden inny, najszczęśliwsze
zaś opanowują całe pasmo górskie i rozmnażają się tam
w niezliczone odmiany. Nie dlatego, by były w jakimkolwiek
sensie „lepsze" albo „lepiej przystosowane", lecz dlatego, że
sprzyjał i m los, przypadek, ślepy traf. Nie przypadkiem też
Hoffman w swojej książce przedstawia podstawowy chyba spór
2

5

4

* Z przygotowywanej książki Dyskusje ze Stanisławem Lemem.

co do sposobu traktowania ewolucji (jako ciągłej bądź nieciąg­
łej) jako starcie opcji daleko wykraczających poza obszar
doświadczenia: „oba modele ewolucji organicznej - pisze - to
nic innego jak dwie wizje świata ożywionego, dwa konkuren­
cyjne paradygmaty, zespoły przeświadczeń metafizycznych
narzucających interpretację e m p i r i i " .
Gdzie na tej mapie umieścić teraz Lema wraz z jego
potyczkami o ewolucję i z ewolucją? Sprawa o tyle przedstawia
trudność, że w samych jego tekstach mamy do czynienia
z pewną wieloznacznością, której pierwszym i chyba najgłębiej
sięgającym powodem jest - bodaj nie do końca zamierzone
- wahanie się samego autora między, nazwijmy to tak, ładem
zastawanym i ładem ustanawianym. T ę alternatywę można
zresztą wypowiedzieć trywialniej: jako pytanie, czy nasza
wiedza o świecie, wiedza odwołująca się do doświadczenia,
rzeczywiście opisuje świat takim, jakim on jest „ n a p r a w d ę " ,
czy też stanowi rezultat pewnej konwencji, pewnej obowiązują­
cej w danym czasie ćpistemć, paradygmatu, ideału poznania
naukowego.
Bardzo wiele j u ż napisano o przełomie, jaki dokonał się
w nauce w wieku dwudziestym; napisano zarówno w tonie
apologetycznym, j a k pogrzebowym. T u pozwolę sobie odwołać
się do zestawienia, jakiego dokonał Fritjof Capra w Punkcie
zwrotnym - zestawienia bardzo przejrzystego, choć cała książka
wydaje mi się mocno dyskusyjna. Capra opisuje mianowicie
„ d w a paradygmaty": kartezjańsko-newtonowski świat wiedzy
pewnej, z przestrzenią euklidesową, w której rozgrywają się
zjawiska fizyczne sprowadzające się ostatecznie do ruchu
cząstek materialnych , oraz świat „nowej f i z y k i " : „organiczny,
holistyczny i ekologiczny" , w którym nie istnieje determinizm,
lecz tylko prawdopodobieństwo, i w którym „ N a każde zdarze­
nie wywiera wpływ cały w s z e c h ś w i a t " . „ W mechanice klasy­
cznej - pisze C a p r a - własności i zachowania części determinują
cechy całości, natomiast w mechanice kwantowej sytuacja jest
odwrotna: to całość determinuje zachowania poszczególnych
c z ę ś c i . " Przytoczone formuły brzmią całkiem zgrabnie; w is­
tocie jednak ich sens daleko odbiega od świadectwa naszych
zmysłów. Sam Einstein, główny sprawca zmiany paradygmatu,
nie chciał, jak wiadomo, przystać na jej filozoficzne konsek­
wencje; jego znane powiedzenia o tym, że B ó g nie gra ze
światem w kości i że jest wyrafinowany, lecz nie perfidny,
dowodzą, zdaniem Capry, skrywanego kartezjanizmu i tęsknoty
za deterministycznym obrazem świata. Ta sama ambiwalencja,
która przypadła w udziale Einsteinowi, stanowi też do dziś żywy
problem w refleksji o nauce; opozycja między determinizmem
a holizmem trochę krzyżuje się, a trochę nakłada z inną
opozycją, też ważną: między pozytywizmem a konwencjonalizmem.
5

6

7

8

9

Nazwy te wprowadzam tutaj w możliwie najszerszym sensie
wykraczającym poza podręcznikową terminologię historii filo­
zofii. Po jednej stronie znajduje się więc cały zespół stanowisk
określanych jako empiryczne czy scjentystyczne, a także pewna
odmiana światopoglądu potocznego, którą można określić jako
pozytywizm kuchenny i która w naiwności swej znosi prob­
lematykę epistemologiczną, ponieważ głosi, że świat jest, jaki
jest; tu także ma swoje miejsce „newtonowski świat-maszyna"
Capry i - również wykarmiony przez mechanikę klasyczną
- „nowożytny ideał nauki" (termin Stefana Amsterdamskiego).

39

�Po drugiej stronic natomiast zgrupują się rozmaite tendencje
wywodzące się z opozycji wobec pozytywizmu, a także filozo­
fowie nauki, jak Kuhn, Foucault czy Feycrabcnd, którzy
akcentują konwencjonalny z gruntu charakter wiedzy naukowej
jako nieuchronnie podporządkowanej jakiejś epistemć czy
jakiemuś paradygmatowi pochodzącym spoza obszaru „nauki
czystej".Ta zaś, jak podkreśla Amsterdamski, na różne sposoby
badający stosunki między nauką a porządkiem świata (tak brzmi
tytuł jednej z jego książek), nie jest najpewniej ani tak czysta,
jak wierzą radykalni empirycy, ani tak arbitralna, jak orzekają
konwencjonaliści. Z jednej bowiem strony „Najbardziej goły
takt nosi [...] na sobie zawsze jakiś przyodziewek teoretycz­
ny"'", z drugiej zaś żadna konstrukcja teoretyczna (choćby
dlatego, że wyrażona w języku naturalnym) nigdy nic jest
w stanic pozbyć się całkowicie bagażu wiedzy potocznej, która
dla nauki pozostaje „nieusuwalnym s z c z u d ł e m " " .
Jak zatem przedstawiają się poglądy Lema na lak szczególne
zagadnienie naukowe, jak rozwój życia na Ziemi? Jak się
wydaje, len nic jest szczególnie ortodoksyjnym darwinistą:
wykrywane regularności znacznie częściej wiąże z działaniem
przypadku i rozrzutem statystycznym niż z mutacjami i dobo­
rem naturalnym wymuszanym przez środowisko, a pojawiające
się czasem w jego tekstach akcenty finalistyczne (głównie jako
wyrazy podziwu dla doskonałości rozwiązań ewolucyjnych) to
raczej sprawa stylu niż przekonań co do natury bytu. Nic
sprzeciwiłby się więc zapewne słowom Władysława Kunickicgo-Goldfingera. który pisze, że „cały świat żywy nie ma
żadnego programu, rozwija się [...] pod naciskiem przypadku
i ograniczeń, nakładanych na niego przez odziedziczone po
przodkach struktury. Ewolucję można zatem porównać do
działań typu bricolagc" . W Paszkwilu na ewolucję (tekst ten,
wbrew tytułowi, nic jest w rzeczywistości ubolewaniem nad
spartolonym dziełem stworzenia, lecz pomyślany został przede
wszystkim jako zestaw „ b ł ę d ó w " , których należałoby uniknąć
w ewentualnym sterowaniu technocwolueją) Lem przedstawia
rozwój życia na Ziemi jako proces nader chaotyczny i zarazem
okrutny, który swoje wytwory pozostawia w pożałowania
godnym stanic, a swoje sukcesy zawdzięcza wyłącznie niepraw­
dopodobnym zbiegom okoliczności. Ewolucji dostaje się tu i za
informacyjne skąpstwo sprawiające, że przesyłana genotypowo
informacja utrzymywana jest na możliwie najniższym poziomic
(czego efektem jest powstawanie mnóstwa organizmów zdefek­
towanych oraz nierównomiernie zużywanie się organizmów
bardziej złożonych), i za informacyjną rozrzutność, która
powoduje, że na przykład w embriogenezic płód przybiera
kształt zamierzchłych faz rozwoju gatunku. A także dostaje jej
się za „oportunizm" i „krótkowzroczność", w wyniku których,
chwytając się pierwszego z brzegu rozwiązania, ewolucja
blokuje drogę rozwiązaniom innym, być może korzystniejszym
czy efektywniejszym. Dostaje się jej również za zróżnicowanie
biochemiczne organizmów, z których każdy produkuje sobie
trochę inne białko, co na przykład bardzo utrudnia dokonywanie
przeszczepów; a wynika to stąd. że poszczególne organizmy
kształtowały się oddzielnie, zmuszone polegać tylko na sobie.
1 za to. że wszystkie odkrycia ewolucji są czysto losowe. I tak
dalej. Paszkwil na ewolucję napisany zoslal językiem dyskursywnym, pod pewnymi względami jednak nieodległy jest od
obrazu, który Ijon Tiehy wyśnił podczas swej Podróży ósmej: że
mianowicie życie na Ziemi stworzyło dwóch opryszków. Bann
i Pugg, którzy przez czystą złośliwość wylali na nienadającą się
do zamieszkania planetę zjełczały klej żelatynowy, nadpsutą pas­
tę albuminową, sfermentowaną rybozę i zgliwiałe aminokwasy,
mieszając to łopatką do węgli i pogrzebaczem, oboma skręcony­
mi w lewo, wskutek czego wszystkie białka są lewoskrętne.
13

1 rzecz nic w t y m . oczywiście, że Lem w Paszkwilu na
ewolucję nie traktuje omawianych spraw serio: jest akurat

40

przeciwnie. Zarazem jednak dyskursywne teksty Lema odznaczają się z reguły niemal laką samą migotliwością stylistyce
ną, jak jego teksiy literackie; mnóslwo lu efektów inicrtekstual.
nych, cytatów, kryptocytatów, parodii i autoparodii, a takżj
wielokrotnych odbić zwierciadlanych. Janusz Sławiński w dys.
kusji nad Filozofią przypadku zorganizowanej przez redakcję
„Pamiętnika Literackiego" mówił o charakteryzującej u
książkę „kulistej" narracji; lecz jego obserwacje można, moim
zdaniem, odnieść do wszystkich rozpraw Lema traktowanych
jako pewna całość. Sławiński pisał: „Tę samą kwestię formułuje
Lem wielokrotnie w rozmaitych miejscach tekstu: iwierdzcnji
swoje buduje nawrotami, na raty, dając za każdym razem nieco
inną wersję, przy czym nic zawsze wersja później podana bywa
bogatsza czy trafniejsza od wcześniejszej. (...) W rezultacie
odnosi się wrażenie, że tekst nic posuwa się naprzód, lecz
rozrasta się przestrzennie na kształt kuli wokół pewnej formuły
ośrodkowej" .
11

M

Spróbujmy wobec lego przypomnieć, choćby tylko aby
znaleźć jakiś punkt wyjścia, jak sam Lem charakteryzował
własne stanowisko w Rozmowach z Bcrcsiem. Mówił tam: „2
pozytywizmem czy neopozytywizmem nie można moich po.
glądów utożsamiać, ponieważ, wiem i przyznaję, że empiria,
czyli wiedza wyprowadzana z teorii budowanych pod kontrola
falsyfikacyjnych eksperymentów, nie daje się zamknąć szczel­
nie. Znaczy to, że empiria przerasta w pozaempirię stopniowo.
Jeśli oglądać postępy fizyki, kosmologii, aby przy nich stanąć,
widać, że dla przyrodoznawczych dziedzin to już właściwie
metafizyka"". I zaiste, trudno o radykalny empiryzm pomawiać"
autora, który, relacjonując niezgodne z. neodarwinizmem po­
glądy Rupcrta Ricdla. potrafi napisać: „«Cechy nabyte dziedzi­
czą się» - takie twierdzenie nie jest prawdziwe; «cechy nabyte
się nic dziedziczą» - to również, nic jest cala prawda"". Nie jest
też wiernym spadkobiercą pozytywizmu ktoś, kto rozważają;
powody ludzkiej ciekawości świata oznajmia: „mnie osobiście
najbardziej odpowiadają repliki wyprowadzające nasz nienasy­
cony apetyt poznawczy z własności ośrodkowego układu
nerwowego tych wszystkich gatunków, które nas poprzedzi­
ł y " ; bo choć druga część cytowanego zdania jest niewątpliwi
ncocwolucjonistyczna, to równie niewątpliwie nic da się tego
powiedzieć o pierwszej. Zarazem jednak, polemizując w nowej
wersji Filozofii przypadku z twierdzeniem Leszka Kołakows­
kiego, jakoby filozofia i teoria ewolucji były równic niedowodli we empirycznie, Lem żarliwie protestuje: gdyby lak być miało,
powiada, to nasze myślenie o świecie musiałoby się rozpast
„pod patronatem logicznej dowolności"'*. 1 dalej pisze z cał*
kategorycznością: „Dziś jest więcej ewolucjonistów niż »
czasów Darwina nic dlatego, bo laka moda panuje, lecz dlatego,
bo odkrycia dokonane grubo po Darwinie - od ro/poznaniJ
jedyności kodu dziedzicznego po genetykę populacyjną i i *
żynierię genetyczną
wsparły
wiarygodność cwolucjpnizmu" . A jednocześnie wie przecież i stwierdza niejedn*
krotnic, że „Historia nauki wskazuje, że każdy kolejno sporZł
dzany przez nią obraz świata był uznany za ostateczny, a pole*
ulegał korektom, aby wreszcie rozpaść się jak w / ó r rozb#!
mozaiki, i robotę jego układania podejmowały od nowa nastCP
nc generacje" .
17

19

10

Orientacja pozytywistyczna czy konwencjonalislyc/.na?Q*
raz świata czy koncepcja świata? Odpowiedź może być W
wymijająca. Przedstawione niespójności u wypowiedzi''
Lema zdają przede wszystkim sprawę z trudności narracyjw
jaką stwarza relacjonowanie odkryć naukowych połącz*
z jednoczesnym zaznaczaniem ich konwcncjonalistyczflw
charakteru. Sądów pretendujących do opisu rzeczy wisiości**
s ą d o w o tych sądach nie udaje się na ogół zawrzeć w tym samy*
zdaniu. Lem, pisząc o ogólnej sytuacji nauki i statusie f
twierdzeń, znacznie łatwiej przystaje na ich relatywny *

�uwarunkowany paradygmatem charakter, niż gdy przychodzi
mu same te twierdzenia relacjonować lub rozważać płynące
j h wnioski; otóż łatwość ta ma, jak się zdaje, wymiar nie tyle
metodologiczny, co stylistyczny. Po drugie zaś, ostatecznym
kryterium, do jakiego Lem się odwołuje oceniając wartość
ciągnięć nauki, jest jednak nie prawda, lecz praxis. „Nie
wymyślę tu nic mądrzejszego od orzeczenia Marksa, który
zresztą także nie powiedział tego pierwszy, że teoria sprawdza
lc praktyce" - tłumaczy Lem Beresiowi; o tym samym
Świadczą pojawiające się w Summie technologiae pomysły
n

C

21

s

w

czarnych skrzynek", „hiochipów" - urządzeń, których zasada
działania nic byłaby do końca znana, ale które mimo to
działałyby skutecznie. I na to samo wskazuje wiclckroć for­
mułowana przez Lema wiara w nieograniczone możliwości
technocwolucji - niezależnie j u ż od tego, czy są to możliwości
błogosławione, czy złowrogie.
2. Podstawowy pogląd Lema na tcchnoewolucję najzwięźlej
chyba sformułowany został w Filozofii przypadku. Czytamy
lam, co następuje: „wielkie procesy samoorganizacji, jak np.
ewolucja życia i ewolucja narzędzi technicznych lub środków
informacyjnych, mają w s p ó l n e n i e z m i e n n i k i d y ­
n a m i c z n e " . Znaczy to tyle przede wszystkim, że do
działalności technologicznej człowieka można stosować z grub­
sza te same kryteria, co do zachowań gatunków w biocenozie:
lulaj także rządzą mutacje i dobór, ale też - i to w ogromnym
zakresie - przypadek. Oznacza to również - i to wydaje się
szczególnie ważne - zasadnicze przekonanie Lema o c i ą g ­
ł o ś c i między zachowaniami człowieka jako istoty biologicz­
nej i jego poczynaniami technologicznymi zapośredniczonymi
przez świadome działanie. Oczywiście, nic chodzi tu o „eks­
trapolacyjną prostolinijność", z której Lem tłumaczył się
w przedmowie do drugiego wydania Dialogów",
o proste
interpretowanie ludzkiej wynalazczości technicznej w katego­
riach na przykład przystosowawczych (nawet jeśli omylnych
i prowadzących ostatecznie do samozguby). Chodzi raczej o to,
żc icchnocwolucja. aczkolwiek - jak i bioewolucja - podlegała
działaniu przypadku, nic jest jednak ani całkiem chaotyczna, ani
całkiem podporządkowana woli swych twórców.
2 2

Przyświecające Summie technologiae pytanie: ,,Klo powodu­
je kim? Technologia nami. czy też my n i ą ? ' " - jest więc
właściwie retoryczne. Technoewolucja z punktu widzenia po­
szczególnego podmiotu ludzkiego jest czymś równic zewnętrz­
nym, niezależnym i nieuchronnym, jak bioewolucja z punktu
widzenia pojedynczego organizmu, który co najwyżej może
sam dla siebie poszukiwać najlepszej taktyki w walce o prze­
trwanie. Z drugiej jednak strony cytowane pytanie potraktować
*olno również jako pewien program. Wkład ludzkiej myśli
* przebieg technoewolucji jest niezaprzeczalny; istnieje zatem
^ansa. że na kształt tych procesów moglibyśmy mieć wpływ, żc
jakiejś przynajmniej mierze moglibyśmy nad nimi zapano*ać. Zwłaszcza wiedząc to, co j u ż wiemy: żc niekontrolowany
rozwój rokuje perspektywy, jak to Lem nazywa, suicydalne.
24

w

Takie są przesłanki. Spróbujmy teraz - za Summa - krótko
Podstawić argumenty Lema za zbieżnością obu ewolucji.
Podobieństwo ich przebiegu prima facie widoczne jest j u ż
'yrn na przykład, że nowe urządzenie (jak nowy gatunek)
Początkowo zachowuje znaczne podobieństwo z fazą poprzczająeą;
y
j
pierwsze samoloty byłyby mutantami
sJawców. Również w bioewolucji, jak w ewolucji technicznej,
jo^wój prowadzi w zasadzie w stronę uniwersalności funkcji
j ' pominąć sprawę wszechuniwersalnej komórki; z tego
"rat punktu widzenia w ewolucji biologicznej działa, jak
ada Golem, „ujemny gradient perfekcji ustrojowych rozI ^ l n " ) . Zarazem zaś w obu ewolucjach organizmy żywe
'-a,dzcnia techniczne przechowują wiele cech, których nic da
w

l

s

1

W|

Z;

Ur

3,

l

m

s

c

n

s

e

się wytłumaczyć ich zaletami przystosowawczymi (jak grzebień
koguta i jak ozdoby na karoserii samochodu). Jedne też i drugie
ujawniają skłonność do mimikry.
Nie dość jednak na tym. „Obie ewolucje - pisze Lem
w Summie - są procesami materialnymi o prawic takiej samej
ilości stopni swobody i zbliżonych prawidłowościach dynami­
cznych. Procesy te zachodzą w układzie samoorganizującym
się, którym jest i cała biosfera ziemi, i całokształt technicznych
działań człowieka - a układowi takiemu jako całości właściwe
są zjawiska «postępu», to jest wzrostu sprawności homcostatycznej, która zmierza do ultrastabilnej równowagi jako do
celu b e z p o ś r e d n i e g o " . W obu przypadkach mamy więc do
czynienia z systemami, które rozwijają się same z siebie,
niezależnie od niczyjej woli czy intencji. Czy rzeczywiście
jednak jest to „ p o s t ę p " i w jakim sensie? Dziś Lem praw­
dopodobnie nie użyłby w ogóle tego słowa, nawet ujętego
w cudzysłów, sceptyczniej traktując kierunkowość ewolucji,
jednak w roku 1964, kiedy uzkazało się pierwsze wydanie
Summy technologiae, żywił (przynajmniej co do perspektywy
rozwoju technologicznego) znacznie więcej optymizmu.
2h

To jeśli idzie o tonację przytoczonego fragmentu. Dalszy
bowiem wywód Lema, co też warto podkreślić, w ogóle bierze
ten „postęp" w nawias. Jak wiadomo, zgodnie z zasadami
termodynamiki bieg zjawisk fizycznych prowadzi od większej
do coraz mniejszej złożoności, inaczej mówiąc, do wzrostu
entropii. Powstanie życia tymczasem było procesem odwrot­
nym, więc, przynajmniej z naszego, ludzkiego punktu widzenia,
energetycznie mało prawdopodobnym. Lem tłumaczy jednak,
żc w górę może wchodzić błąd perspektywy; my, ludzie, znamy
bowiem tylko dwa rodzaje systemów: niezwykle skomplikowa­
ne (Jak my sami) i niezwykle proste (Jak nasze, nawet najbar­
dziej wyszukane maszyny); we Wszechświecie natomiast pro­
cesy samoorganizacji materii mogą nic być czymś aż tak
niezwykłym.
27

To wyjaśnienie nic brzmi najbardziej przekonująco, sprawa
tymczasem warta jest uwagi. Cytowany tu już Fritjof Capra
pisze, że pojawienie się cwolucjonizmu (u Kanta i Laplacc'a
w astronomii, u Hegla i Engelsa w polityce, o Lamarcka
i Darwina w biologii) zaowocowało ostatecznie nie tylko
kresem „newtonowskiego ś w i a t a - m a s z y n y " . ale doprowadziło
również do podważenia jedności wiedzy. Ujawniła się zasad­
nicza przeciwbieżność zjawisk w fizyce, gdzie ewolucja,
zgodnie z prawami termodynamiki, prowadzi od ładu do chaosu
(wzrost entropii), i w biologii, gdzie zachodzi proces odwrotny
(od prostoty do coraz większej złożoności; Capra bowiem
przyjmuje jak się zdaje, taką kierunkowość bioewolucji za
dowiedzioną). Niezgodność obrazów świata dostarczanych
przez różne dziedziny nauki każe dziś podejrzewać, pisze
Capra, „żc absolutna prawda w nauce w ogóle nie istnieje" *. Co
więcej, twierdzi dalej autor Punktu zwrotnego, „w X X wieku po
raz pierwszy została postawiona pod znakiem zapytania zdol­
ność człowieka do zrozumienia wszechświata" ''. Bo i jak
mielibyśmy zrozumieć c o ś , co do czego uzyskiwane przez nas
dane są sprzeczne?
2

2

Tak radykalnych wniosków Lem nigdzie nie wyciąga, zdaje
się że z gruntu obca jest mu sama myśl. jakoby świat mógł się
okazać nie-do-zrozumienia. W o l i więc po prostu przedstawiać
proces ewolucji biologicznej jako termodynamicznie nader
nieprawdopodobny (o wielu zjawiskach, póki się nie zdarzą,
można przecież powiedzieć to samo). Ten nieprawdopodobny
proces przebiega przy tym dwufazowo: w pierwszym etapie od
materii martwej do żywej, o czym wiadomo bardzo niewiele,
a co kończy się powstaniem komórki - „budulca o nieporów­
nywalnej z niczym wszechstronności i p l a s t y c z n o ś c i " (z
zachwytów Lema nad doskonałością komórki i nad maksymal­
ną wynalazczością ewolucji na samym progu jej poczynań
50

41

�można by ułożyć cały poemat). Dopiero druga fazę stanowi tu
ewolucja „właściwa", w wyniku której pojawia się „Człowiek,
syn matki Natury i ojca Przypadku"''. Otóż sprawność homeostalyczna człowieka bynajmniej nie jest większa od sprawności
homcostatycznej komórki, zatem o „postępie" w biocwolucji
nie ma mowy, przeciwnie, zachodzi tu regres, działa, jak
powiada Lem, „ujemny gradient". Rzeczywiście natomiast
można w kategoriach „postępu" ujmować ewolucję techniczna:
nic wytworzyła ona na początku żadnego cudownego budulca,
odpowiednika komórki, lecz od urządzeń wąsko wyspecjalizo­
wanych zmierzała ku coraz uniwcrsalnicjszym. I zmierza nadal.
Między ewolucją biologiczną a techniczną zachodzą też inne,
poważne różnice. Bioewolucja działa po omacku, metodą prób
i błędów, a raz podjęte w niej „decyzje" okazują się nie­
odwracalne. Technoewolucja leż czasem ucieka się do metody
prób i błędów, lecz stosuje ją w znacznie węższym zakresie;
i, jednej strony ze względu na udział świadomego czynnika
kreacyjnego, z drugiej - z powodów czysto praktycznych
(„można bowiem - zauważa przytomnie Lem - zbudować
metodą prób i błędów dynamomaszynę, ale nie - reaktor
atomowy"'"). I wreszcie w lechnoewolucji wytępuje czynnik,
klóry w biocwolucji był całkowicie nieobecny: wzgląd na
normy i wartości kultury. Krytycy technocwolucji przytaczają
wprawdzie tysiączne przykłady wskazujące, że udział tego
czynnika ciągle jest zbyt nikły, i jako argument przywołują
wszelkie możliwe zagrożenia, jakie człowiek własnymi silami
sobie zgotował - od bomby atomowej po demograficzną. Co nie
zmienia faktu, że „czynnik moralny".nawet niekonsekwentnie
uwzględniany, może wpływać zakłócająco na autonomię prze­
biegu ewolucji technicznej.
O rzeczywistej technocwolucji, zdaniem Lema. można zresz­
tą mówić dopiero od niedawna. Ani sławetny bambus, którym
małpa przyciąga sobie gałąź z bananami, ani wynalazek kola.
ani mnóstwo innych innowacji technicznych nic stanowi jeszcze
przekroczenia progu, za którym znaleźliśmy się obecnie. Pod
ten próg ..startu technologicznego" podchodziły w przeszłości
inne kultury, zatrzymując się jednak w pół drogi; tak było na
przykład ze starymi kulturami Chin lub Indii. Próg ó w zdołała
przekroczyć dopiero kultura europejska czy, jak mówią nie­
którzy, śródziemnomorska. Trudno nawet - kontynuuje Lem
- potwierdzić, dlaczego właśnie ona; jedni twierdzą, że pod­
stawowym mechanizmem napędowym były tu wyjątkowo
liczne wojny, inni, jak Lévi-Strauss, na którego Lem się
powołuje, opowiadają o kumulacji wiedzy, która w pewnym
momencie przekroczyła masę krytyczną.
Można by do tego wywodu dorzucić Lemowi jeszcze parę
hipotez, dlaczego to właśnie kultura basenu Morza Śródziem­
nego okazała się szczególnie płodna technologicznie: od pomy­
słów wywodzących szczególną ciekawość badawczą Zachodu
z tabu seksualnego (jak u Bettelheima) po własną Lema
koncepcję polisemantyczności kultury jako czynnika rozbijają­
cego jej tradycyjną jedność (ta koncepcja pojawia się w Filozofii
przypadku); wielokulturowość wybrzeży Morza Śródziemnego
stwarzać miała dla tej polisemantyczności wyjątkowo podatny
grunt. Mnie jednak osobiście najbardziej odpowiada tu inny
pomysł Lema, pochodący z Dzienników gwiazdowych. Otóż
podczas swej Podróży dwudziestej Ijon Tichy wyprawił się, nie
całkiem z własnej woli, w daleką przyszłość, by tam uczest­
niczyć w pracach nad Tclechroniczną Optymalizacją Historii
Powszechnej. Udoskonalanie dziejów powszechnych napotyka­
ło jednak liczne przeszkody z powodu niesubordynacji i kon­
fliktów między współpracownikami: wśród nich na przykład
pewien H . Yobb zrzucał pęczak Żydom wędrującym przez
pustynię, L . Nardcau dc Vincc manipulował przy wynalazkach
technicznych, a P. Lation, skłócony śmiertelnie z Harrym S.
Toltlcscm, podejrzewany był nawet o to, że „wyswatał niejaką

Schickclgrubcr, aby urodziło się wiadome dziecko"", hju
mogąc sobie dać rady z nieznośnymi uczestnikami programu
Tichy najbardziej niesfornych zaczął zsyłać w przeszłość; ^
ponieważ kto żyw ze skazanych prosił się na Lazurowe
Wybrzeże, uległem, moc osób posiadających wyższe wyksztaj.
cenie skoncentrowało się wokół Morza Śródziemnego, i ot. skąd
się wziął właśnie tam wschód cywilizacji Zachodu'" .
Tyle Ijon Tichy. Jego autor zaś, tym razem j u ż serio
w Summie technologiae pisze, że trudno tu mówić o działaniu
jakiegoś pojedynczego czynnika. Także ciąg zdarzeń jednorod.
nych, na przykład wynalazków technicznych, nic wystarczyłby
jeszcze do zapoczątkowania technologicznej cywilizacji Za­
chodu. Aby doszło do przekroczenia progu, do „startu techno,
logicznego", musiały się połączyć dwa ciągi zjawisk. Tei
pierwszy, technocwolucyjny i masowo-statystyczny, przeciąg
się musiał z drugim, spoleczno-świadomościowym. Innymi
słowy, nic tylko musiała nastąpić kumulacja wynalazków, lea
również musieli pojawić się ludzie, którzy świadomie dążyli do
dalszego rozwoju technologii.
Czy rozpoczęta tak tcchocwolucja jest ..dynamicznym proce­
sem t r w a ł y m " ? C z y eksplozja wynalazczości, do której doszło
na Zachodzie, będzie odtąd trwać j u ż wiecznie, a przynajmniej
przez długie wieki? Czy, mówiąc prościej, postęp nauki może
być nieograniczony? Istnieją co do tego poważne wątpliwości.
Inaczej jednak przedstawia jc Lem, inaczej widzą jc współcze­
śni naukoznawcy. U Lema nadciągający kryzys ma przede
wszystkim wymiar ilościowy. W Summie technologiae czytjmy. że wprawdzie trwa ciągle oszałamiające przyspieszenie, it
od siedemnastego wieku liczba czasopism naukowych wzrasta
wykładniczo i żc podobnie wzrasta liczba osób zajmujących się
nauką; wygląda jednak na to, że niebezpiecznie zbliżyliśmy sit
już do pułapu. Gdyby bowiem miało się utrzymać dotych­
czasowe tempo wzrostu, to za lat pięćdziesiąt cała ludnoíí
Ziemi składałaby się z uczonych; proces musi ulec spowol­
nieniu, bo inaczej ani ludzi, ani środków nie starczy. Spowol­
nienie zaś oznacza regres. Zahamowanie ludzkiej wynalazc»
ści związane będzie przede wszystkim z koniecznością przeprowadzenia selekcji wśród kierunków, w jakich prowadzisk
badania: a ponieważ, prawdziwe odkrycia są ex definitiew
nieprzewidywalne, może to zagrozić niebezpieczeństwem po­
rzucenia dróg, w których - o czym nic wiemy
kryją Ś
największe potencje. Dotychczas, powiada Lem. na wielki?
loterii nauki obstawiano wszystkie numery, zatem zaWB
któryś musiał wygrać. Natomiast przy obstawianiu selekty*
nym wygrane mogą się skończyć.
4

Wypada jednak zauważyć, że w refleksji nad rozwoje!
nauki moment krytyczny bywa przedstawiany również inafll
i nic aspekt ilościowy, leca jakościowy wysuwany icsi tam*
plan pierwszy. Fritjof Capra, jak pamiętamy, za punkt zwflfl
i świadectwo pojawienia się nowego par.nlvgmatu uw»
wyczerpanie się newtonowskiej koncepcji świata jako masz)*!
i narodziny nowej fizyki, a w konsekwencji - utratę kartezj
kicj pewności, której j u ż nikt w nauce mieć nie może
Amsterdamski z kolei w książce Między historią a inet
zasadniczą zmianę uważa zmierzch „nowożytnego idi
u k i " . Ó w „nowożytny ideał nauki " Amsterdamski widzi
szerzej niż Capra - „ ś w i a t - m a s z y n ę " , a przede
w szerszym kontekście społecznym.
Warunkiem ukształtowania się owego nowożytnego
nauki nie był empiryzm, lecz nowa ontologia i no*ł
tropología: zamiast wiary w wartość tradycji - wiara w po&lt;
cze zdolności człowieka. Człowieka uczyniono autonoi
podmiotem poznania - a to zaowocowało koncepcją ai
nauki jako instytucji, postulatami jej uniezależnienia od
ła, ideologii, polityki i tak dalej. A ubocznie - •
oddzieleniem świata faktów od świata wartości. Jest c*

�nisze Amsterdamski, że jeszcze rewolucja przemysłowa osiem­
nastego wieku dokonała się właściwie poza nauką, niezależnie
od niej- Ponowne sprzężenie nauki z rzeczywistością - tym
jazem j a ^ ° uwikłanym w życie społeczne rozwojem technologicznym - nastąpiło dopiero pod koniec dziewiętnastego
wieku. I właśnie razem z tym sprzężeniem zaczynają się
rysować początki kryzysu, który na dobre da o sobie znać
w naszym stuleciu.
Nowożytny ideał nauki zaczął bowiem ulegać szybkiej erozji.
Zmienił się adresat twórczości naukowej: międzynarodówkę
uczonych spragnionych prawdy zastąpiły instytucje, które
naukowcom płacą pensje i w zamian żądają rezultatów. Zmieni­
ły się też kryteria doboru analizowanych problemów: miejsce
osobistej ciekawości uczonego zajął narzucony odgórnie plan
badań. Kontrolę rezultatów przez kolegów zastąpił wyścig
konkurencyjny; stąd znaczna część wyników badań podlega
utajnieniu. Związek nauki z życiem narzucił jej kryteria
moralne: samo dążenie do prawdy przestało być wartością
oczywistą, pojawiło się pytanie, kto i w jaki sposób może
wykorzystać osiągnięte rezultaty. A jednocześnie kolejne od­
krycia fizyki rozbiły jednorodność wizji świata, której gwarantką była dotąd mechanika klasyczna. Prawa natury straciły
charakter deterministyczny, pojawiła się zasada nieoznaczonoś­
ci jako immanentna granica poznania, degradacji uległo pojęcie
„sejentyzmu". Nauka przestała być dobrem nieproblematycznym.
Amsterdamski punkt krytyczny widzi więc nic tylko w poja­
wieniu się „nowej fizyki", ale również, w zmianie społecznych
funkcji nauki, przede wszystkim w jej sprzężeniu z techniką
i poddaniu się wymaganiom rynku. Lem natomiast tego prob­
lemu zdaje się w ogóle nic dostrzegać. Tam, gdzie Amsterdam­
ski wskazuje konflikt i źródło zagrożeń, u Lema znajdujemy
ścisłą współpracę. Tak ścisłą, że nie wymaga nawet rozróżnień
terminologicznych („tcchnocwolucja" Lema obejmuje przecież
nic tylko ewolucję techniki w sensie ścisłym, ale również
ewolucję jej podstaw teoretycznych). Zważywszy ten fakt - a
także biorąc pod uwagę, że Lem uwzględnia przede wszystkim
ilościowy wymiar możliwego kryzysu wiedzy - czy mimo
•ttystko Lem nie zasługuje na tytuł sejentysty-optymisty?
Na ten tytuł zasługiwał z. pewnością pisząc Dialogi i pierwszą
edycję Summy. O pierwszej z tych książek powie po latach,
* przedmowie do wydania z 1972 roku: „Czas sprawił, że
Dialogii stały się świadectwem prawic bezgranicznego optymiz­
mu poznawczego, jaki nic tylko we mnie wzbudziło powstanie
cybernetyki"". Summe w kolejnych wydaniach będzie uzupeł­
niać o dodatkowe rozdziały, wstępy i posłowia, przyznając - na
Prcykład w posłowiu do wydania czwartego, zatytułowanym
"*adzieścia lar później - że rozwój cywilizacji wykazuje
eksze przyspieszenie, niż wcześniej przewidywał, że ujawają się iu coraz potężniejsze środki i coraz męlniejsze cele, i że
w,

n|

* *brew marzeniom o kontroli nad sytuacją - coraz bardziej
*ygląda na to, że o losach świata zdecyduje przypadek, na co
* każdym razie wskazuje stan uzbrojenia obu supermocarstw,
stokrotnie też. w najróżniejszych tekstach i przy najróżniejj ^ h okazjach, będzie podkreślać, że futurologia jako nauka
*alasię zupełnym niewypałem, ponieważ niemal żadne z jej
powiedni się nic ziściły. Jak widać nawet z tego zestawienia
można by je pewnie ciągnąć dłużej - czas utemperował
^
izm ' o r a Dialogów i Summy. Zasadniczej jednak jego
•ry w autonomiczną wartość nauki nie naruszył: te zapowicj^**yzysu. jakie Lem dostrzega, nadal mają charakter ilośw niczym nic podważają nicproblematyczncgo dobra.
a

au

C

1

C

n

a

u

k

c

s

a w

Wróćmy jednak do mechanizmów, które rządzą rozwojem
cywilizacji technicznej. Autonomia tego rozwoju, po prze­
kroczeniu pewnego progu, nie budzi, zdaniem Lema, wątpli­
wości; dobitnie formułuje to w Rozmowach: „kiedy cywilizacja
raz wstąpi na technologiczną drogę, technologia staje się
zmienną niezależną od woli jednostek. Każda faza osiągniętej
j u ż sprawności technicznej otwiera szansę dotarcia do następnej
fazy, a porządek, w jakim dokonuje się odkryć, nic zależy od
tego, czy ich owoce będą pożywne, czy z a b ó j c z e " * . Zatem to
właśnie autonomia rozwoju kryje w sobie potencjalnie najwięk­
sze zagrożenia; to ze względu na nią wszelkie restrykcje
i zakazy stawiane ludzkiej wynalazczości wypadają wręcz
humorystycznie. Humorystycznie też wypadają próby przewi­
dywania kolejności i charakteru przyszłych odkryć i wynalaz­
ków technicznych: bo to trochę tak. jakbyśmy chcieli przewi­
dzieć błąd w przekazywaniu kodu genetycznego - błąd, który
przyczyni się do powstania nowego gatunku.
Toteż, powiada Lem, przewidywać przyszłość łatwiej jest
pisarzowi niż uczonemu, który nie ma prawa uciekać się do
fantazji i intuicji. A Lem, co trzeba mu przyznać, istotnie
przewidział niemało. W wolnym od przesadnej skromności
artykule Trzydzieści lat później, opublikowanym w „Wiedzy
i Ż y c i u " " i złożonym chyba w dwóch trzecich z autocytatów
z Summy dowodzących jak, wymyślając niegdyś „('automaty­
k ę " , dokładnie przewidział dzisiejsze „rzeczywistości wirtual­
ne"; w tym więc artykule, zawierającym nadto bardzo gorzkie
wyrzuty pod adresem Kołakowskiego, że mu niegdyś, w recen­
zji z Summy, odmówił zdolności predykeyjnych, a kiedy
Lemowc przepowiednie się sprawdziły, nigdy tamtej opinii nie
sprostował; w tym artykule zatem Lem powiada, chyba rzeczy­
wiście trafiając w sedno, że bieg wydarzeń potwierdza jego
dawno sformułowane przekonanie, iż „życic w jego procesach
badanych przez nauki biologiczne stanie się kopalnią inwencyjną dla przyszłych konstruktorów". Jest to. zwracam uwagę,
inny już. rodzaj związku między bio- a technocwolucją niż ten,
który zakładał w obu wspólne niezmienniki dynamiczne. T y m
razem nie chodzi już o homologię strukturalną, lecz po prostu
o wykorzystanie w technologii - wiedzy o organizmach
żywych.
3. Traktowanie ewolucji kultury jako prostego przedłużenia
biologicznej ewolucji gatunku ludzkiego jest pomysłem starym,
szacownym i od dawna j u ż zarzuconym. A j u ż na pewno w tej
postaci, jaką można było spotkać u Spencera, Morgana, Tylora
czy nawet u Frazera. Toteż z takim ewolucjonizmem. który
zmierzałby do wykrycia naturalnych i deterministycznych praw
rządzących rozwojem społecznym, poglądy Lema istotnie nie
mają wiele wspólnego. Jak natomiast mają się do ewolucjonizmów nowszych* albo do teorii socjobiologów - przyjdzie się

s k , o n n

Ale'
y jest uznawać.
'"Przecież tylko jedna strona medalu. Bo w końcu nie kto
kiswa ^
' '
Lem, między innymi dzięki swoim talentom
tyjnym i literackim, od lat uświadamia ludziom za­
l a n

grożenia cywilizacyjne i uczula ich na możliwość zatrzaśnięcia
się pułapki technologicznej, to w końcu właśnie Lem prze­
strzega stale nasz gatunek przed coraz łatwiej osiągalną moż­
liwością samozagłady. Z takiej zaś perspektywy rysującym się
kryzysem nic jest j u ż . rzecz prosta, spowolnienie technocwolucji - lecz jej gwałtowny koniec, jaki niewątpliwie nastąpić
by musiał wraz z końcem ludzkości czy świata. Tutaj więc także
widać pęknięcie: jakby Lem, ubolewając nad tym, że przy
rosnących wciąż możliwościach technicznych ludzkość (a
przynajmniej jej część najbardziej technologicznie rozwinięta)
nic potrafi sobie stanowić wartościowych celów, nie był
w stanie ująć obu tych spraw w jednym horyzoncie, lecz
traktował je w gruncie rzeczy jako rozdzielne.

* Przegląd stanowisk współczesnego ncocwolucjonizmu w badaniu
kultury znaleźć można w książce Piotra Chmielewskiego Kultura
i ewolucja. Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988

43

�jeszcze zastanowić. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jako
badacz kultury, Lem w znacznym stopniu pozostaje w kręgu
myśli ewolucjonistycznej.
Dobitnie daje temu wyraz, charakteryzując punkt wyjścia
swej najobszerniejszej jak dotąd książki o kulturze - Filozofii
przypadku. „Kategorią centralną - pisze - jest przypadek,
rozumiany nic podług tradycji jakiejś szkoły filozoficznej, lecz
wedle znaczenia nadanego mu przez empirię badającą procesy
stochastyczne i ergodyczne, czyli rozwojowy tor bardzo wiel­
kich i złożonych układów. Przypadek jest wczesnym zwłaszcza
zwrotnym czynnikiem wszelkiego procesu ewolucyjnego,
w którym układ, powstając, wytwarza jednocześnie własne,
systemowe prawa, jakich nic wykrywa się na ogól w tym, co go
wszczęło." I dalej, jeszcze wyraźniej: „chodzi o takie ewolucje,
w których przypadkowy, koincydenlalny stan wyjściowy prze­
radza się w trwałą cechę układu jako jego prawidłowość: rzecz
jest więc o tym, jak przypadek obraca się w sternika, losowość
- w los"-" . Jak poprzednio technika, tak teraz kultura okazuje się
więc „bardzo wielkim i złożonym u k ł a d e m " , który wykazuje
własną dynamikę niezależnie od woli uwikłanych w niego ludzi.
Układem, w którym zainicjowane losowo procesy zaczynają
polem wykazywać pewne regularności, tak właśnie, jak w ewo­
luującej biocenozie.
1

Podobieństwo kultury z biocenozą, twierdzi Lem. można
pociągnąć dalej. Kultura bowiem, tak samo jak biocenoza,
prowadzi z naturą grę o przetrwanie. Jest to gra c z ę ś c i o w o
pusta; gra. „której p e w n e r e g u ł y ustanowione są nie­
zmienniczo przez naturę i trzeba się ich, będąc jej partnerem,
albo domyślić, tj. wykryć jc i spełnić, albo zginąć""'. Lem pisze
lu sporo o „normie ewolucyjnej", o owym minimum przy­
stosowawczym, jakie musi być przez kulturę zachowane, aby
w ogóle mogła przetrwać; bardziej jednak zdaje się go inte­
resować to wszystko, co ponad minimum przystosowawcze
wyrasta. A więc właśnie to, co nic daje się wytłumaczyć
funkcjonalnie, co jest, innymi słowy, nadmiarowe. Bo dopiero
ta część nadmiarowa jest obszarem, w którym kulturę można
traktować jako system zdolny do samoorganizacji.
modele kultur - pisze Lem - powstają przez pokoleniowe
wzmocnienie sprzężeniem zwrotnym - losowego odchylenia od
stanu wyjściowego, [...] tym sposobem kulturowe formacje,
obejmujące całokształt reguł i norm etycznych, religijnych,
rodzinnych, matrymonialnych itp. stanowią «wytrząśnięte z kubka» rezultaty długotrwałej «gry w s p o ł e c z e ń s t w o ) . " " Roz­
woju kultury zatem, konkretnego kształtu, jaki dana kultura
przybierze, nie da się w odpowiedzialny sposób przepowiadać;
choć, oczywiście, im kultura jest bardziej złożona i roz­
budowana, tym liczba stopni swobody, jakimi dysponuje,
będzie mniejsza, a zatem kolejne jej etapy - mniej zaskakujące.
Złożoność jednak, jak wiadomo, nie jest miernikiem doskonało­
ści homeostatycznej; z lego, że brontozaur był stworzeniem
bardziej skomplikowanym niż wymoczek, nic dobrego dla
brontozaurów nic wynikło. „Niekontrolowana puchlina infor­
macyjna - pisze więc dalej Lem - razem z. technologiczną
clefantiazą niekoniecznie stanowią przeżywalnościowo najlep­
szą strategię. Kultura nasza trwa ledwie paręset lat, w trzonie ty­
powo technologicznym, a zatem jakieś dziesięć razy krócej niż
kultury mieszkańców różnych archipelagów wysp Oceanii, które
zresztą nie dlatego znikły, że j u ż nie były do dalszej egzystencji
zdolne, ale dlatego, ponieważ myśmy jc zniszczyli."
4

41

Mamy zatem do czynienia z kulturą, której dalszych losów
nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć, ani tym bardziej
kontrolować, a o której j u ż wiemy, że weszła na tory cokolwiek
niebezpieczne. Jest to diagnoza, którą w dość zbliżonym
brzmieniu Lem wystawia także technice. Pojawia się zatem
pytanie, jak się mają do siebie zakresy obu tych pojęć. Kiedy,
zdaniem Lema. pokrywają się, kiedy i w jakiej mierze pozostają

44

rozłączne? Na zdrowy rozum, technikę należałoby potraktow^
jako część kultury, być może, ze względu na szczególny sposfik
przyrastania odkryć i wynalazków, obdarzoną pewną auto.
nomią; jeśli nawet technika jest samoorganizującym się sy$.
ternem, którego dynamika wymyka się spod kontroli człowieka
(swego stwórcy), to pamiętajmy, że takim samym .systemem
samoorganizującym się jest i kultura. Ale wcale nic jestem
pewna, czy Lem sobie to dokładnie tak wyobraża. Bo zachodzą
tu również inne możliwości, na przykład taka, że kuliura jeg
„niszą ekologiczną" dla poszczególnych wynalazków technicznych (trochę lak. jak w Filozofii przypadku jest „niszą ckologj.
c z n ą " dla dzieł literackich); te zaś dopiero wyekstrahowane
z niej, przeniesione na inny poziom, układają się w nowy układ
homeostatyczny: właśnie w zaulonomizowaną technologie.
Albo możliwość taka, że technika (cywilizacja techniczna)jest
po prostu mianem jednej z wielu kultur: naszej mianowicie
(wtedy tożsamość niezmienników dynamicznych w ewolucji
kultury i tcchnoewolucji nie byłaby zaiste niczym dziwnym).
Teksty Lema i pod tym względem nic są całkiem jednoznaczne.
Pewne jest jednak, że kultura w jego rozumieniu nie daje się po
prostu podzielić na część techniczną i część symboliczną;
pewne jest też, że wymiar techniczny kultury nie daje sit
dokładnie utożsamiać z jej minimum przeżywalnościowym
(choć znowu mogłoby się zdawać, że w wynalazczości techno­
-1I1Wlogicznej człowieka aspekt stricte funkcjonalny odgrywa
większą niż, powiedzmy, w jego twórczości artystycznej]i role
Najwięcej argumentów przemawia za tym, że cywil
zaeja
techniczna stanowi po prostu jedną z ludzkich kultur, umiej­
scowioną w czasie i przestrzeni, a nadto wyposażoną w barda
szczególne parametry. Nie jest jednak pewne, kiórc sfor­
mułowania Lema należy traktować dosłownie, a kiórc metafo­
rycznie, gdy pisze on w Filozofii przypadku, że cywilizacji
przemysłowa, zrodzona jako wytwór pewnej kultury, wyzwoliła
się następnie spod jej wpływu i uzyskała samodzielność
Dokładnie tak: „Kultura ta, zainicjowawszy rozwój ortocwolucyjny technologii i nauki, j u ż nań nic wpływa, jak poucza otyn
obserwacja. Zdobył on sobie własne prawidłowości i ją - do
nich - nagina" . Związek naszej - bo przecież o nią chodzi
- kultury z jej wyalienowanym płodem wynika, zdaniem Lena,
z jej polisemantycznego charakteru. Kultury pierwotne, wywo­
dzi Lem, są. przynajmniej w teorii, monosemantyczne. to jest
takie, że każdy społecznie przyjęty stereotyp myślowy i z*
chowaniowy ma w nich tylko jedną wersję; nasza poliscmantyczna kultura stanowi zatem ich oczywiste przeciwieństw
Utrzymująca się zaś przez czas dłuższy poliscmnatycznoS
oznacza niestabilność historyczną; mówiąc grubo, kultin
niejednoznaczna bardziej jest narażona na rozkład od jedno­
znacznej. Nasza jednak nic rozpada się. a to dlatego, że ,JW
„j«~
stabilizator kulturowych s e n s ó w " występuje w niej, choć zrM
niejawnie, „sfera i n s t r u m e n t a l i z m ó w " ' .
43

4

Jest to sytuacja dosyć niezwykła. Na ogól bowiem, nisK
pi
Lem. kulturę rozpatrywać można w dwóch planach: ..w plan*
operacji, z jakich się składa, i w planie sensów, jakie t
konstytuują" . Nic są to plany od siebie niezależne, w zasad*
jednak nie są również tożsame (chyba że w bardzo wczes*
fazie rozwoju społecznego, kiedy czynności techniczne i saBf
ne nakładają się na siebie). We współczesnej kulturze anw
kańskiej wygląda tymczasem na to, że operacje zaczyW
zajmować miejsca sensów. Technologiom juz zastosowany*
trzeba ciągle przydawać nowe. które by likwidowały niekortf
tne skutki uboczne tych wcześniejszych i zaspokajały potrtf*
przez nie wywołane. Jest to proces, który od pewnego czasus»»
się napędza i przerwać go j u ż nie można, nawet gdyby wsZFJ
bardzo chcieli; ale też dzięki temu kultura zyskuje nowy
w miejsce tego, który z racji nadmiernej polisemanty
utraciła.
44

�Mamy więc do c/.ynicnia z mechanizmem o znacznej
autonomii, który wylągł się wewnątrz naszej kultury, rozrósł się
jej obrębie i w końcu przejął nad nią kontrolę, jako cel
tjając przed nią swoją własną dynamikę rozwoju. „... jak
jgcosfcryczncgo systemu powstaje, rodząc się w jego wnętrzu,
biologiczny, jak w biologicznym wynika antropogencza i przez
most socjalizacji dochodzi do stanu - systemowego generatora
kultur, jak w kulturze wynika językowy uktad i jak, we
wszystkich wypadkach owych, układy powstające na prawach
samoorganizacji, mając w sobie wytłoczone cechy u k ł a d u
r o d z i c i e l s k i e g o jako s p r a w c z e g o ,
manifestują
równocześnie - p r a w a
s w o i s t e , lak jest podobnym,
autonomizującym się systemem w ruchu, technologiczna ewo­
lucja, własnymi prawidłowościami rozwoju opatrzona" * - czylamy w Fiozofii przypadku. Inaczej jednak, jeśli dobrze rozu­
miem, niż działo się to w poprzedzającym łańcuchu bytów,
między dzisiejszą technoewolucją a kulturą, która ją na świat
wydala, zaczyna funkcjonować sprzężenie zwrotne.
w

staVV

4

Łańcuch bytów zresztą - to może przesada; obraz nakreślony
|ir/e/ Lema bardziej j u ż przypomina rosyjskie baby w babach
j jarmarku: autonomiczne, ale zrobione z tego samego drewna.
W nowej wersji Filozofii przypadku, w rozdziale zatytułowa­
nym Grania wzrostu kultury mówi się o tym, że kultura jest
w gruncie rzeczy wynikiem występowania w przyrodzie zmian
nie podlegających algorytmizacji. Gdyby wszystko dało się
zalgorytmizować - żadna kultura nic byłaby potrzebna. „Ewo­
lucja jest dywergencją w rozwiązywaniu zadania przeżywalnosci" * - pisze Lem; aby przeżyć w nieprzewidywalnie zmien­
nych warunkach, ustroje żywe mogą uciekać się do różnych
strategii. Mogą do warunków przystosowywać się w sposób
doraźny, kulturowy, inaczej mówiąc, fenotypowo; mogą leż się
do nich przystosowywać w sposób trwały, czyli genotypowy
- jako gatunki. W rzeczywistości zaś praktykowany jest
kompromis: silna determinacja genotypowa połączona z pewną
plastycznością fenotypu. „Mózg jest owym kompromisem
-powiada Lem - bo, sam uwarunkowany genotypowo, potęguje
lenotypową a d a p t a c y j n o ś ć " . Toteż w antropogenezie zmiany
dokonują się nic w kodzie genetycznym i nie w indywidualnych
zachowaniach osobniczych, lecz w aulonomizująccj się kul­
turze. Ona bowiem czyni możliwym to, co niemożliwe jest
w bioewolucji: realizację strategii odwracalnych.
1

4

41

Poszczególne kultury - wywodzi Lem - początkowo po­
wstawać musiały polifilctycznie, jak gatunki, niezależnie od
siebie i w izolowanych obszarach. Były też z początku mono­
foniczne, wyposażone każda w swój własny, jedyny obraz
świata (tą monoikonicznością Lem w Granicach
wzrostu
kultury zastąpił, jak się zdaje, wcześniejszą monosemantycztość). Potem dopiero zaczynały się ścierać, zwalczać, kon­
kurować ze sobą - przez to wszystko zaś wzbogacać
aż.
"ajwiększąekspausywność i rozwojowe przyspieszenie zdobyła
kultura śródziemnomorska przez to, że wyznawane wiary dały
późnej fazie chrześcijaństwa zgodę, niebezoporną i nienatyniiastową, na powstanie technogennej empirii. T y m samym
Poczęry zyskiwać prym narzędzia, wyzbywając się stopniowo
jymboljc/.nego uzasadnienia i wsparcia, a zatem ponad- i pozaudzkiej sankcji transcendentalnej." * Powstała współczesna
y*ilizacja przemysłowa - no, i mamy to, co mamy.
Niemniej kultura w swej istocie, podkreśla Lem, pozostaje
" 'ądzenicni przcciwlosowym", przypadkowo powstałym za­
l e ż e n i e m przypadkowości świata. „W świecie losowym,
^&gt;'i stworzonym przez nikogo, przeznaczonym dla nikogo,
fnym wobec nikogo" - wartości, oczywiście nie istnieją;
~ P ' ° kultura je ustanawia '. Chroniąc człowieka przed
'ucicm przypadkowości, co jest jej celem podstawowym.
stara się jednak przed swoimi uczestnikami tę swoją rolę
Wartości stanowione przez siebie stara się przedstawić
w

cn

4

c

Ur

er

U r a

l c

4

jako dane, jako po prostu odkrywane w świecie. Stąd paradosalnym walorem każdej ludzkiej kultury jest jej niepełna przejrzys­
tość dla uczestników. Dostrzegł to w swej mądrości Golem:
„Kultura jest instrumentem niezwykłym przez to, że stanowi
odkrycie, które, żeby działać, m u s i b y ć z a k r y t e przed
swoimi twórcami"*'.
A zatem, ciągnie Golem swój paradoksalny wywód, kultura
jest to „laki wynalazek, który urabia po swojemu własnych
wynalazców, a oni o tym nic wiedzą, kiedy zaś się dowiedzą,
traci absolutnie moc nad nimi, a oni dostrzegają próżnię, i la
właśnie sprzeczność jest opoką s p o ł e c z e ń s t w a " " . Żarły żar­
tami, ale to przecież jest nasza współczesna sytuacja. Konlyunuując myśl Lema, można dopowiedzieć, że stanowiony (to jest
relatywny) charakter wartości nie jest j u ż dla nikogo tajemnicą
(obszar wydzielony stanowiłyby chyba tylko wartości religijne
- i pochodne - dla ludzi wierzących), kultura rozpada się pod
naporem własnej poliikoniczności, miejsce sfery sensów (od­
wołuję się tu do poprzedniej części wywodu) zajęła dynamika
rozwoju technologicznego (której pochodną jest bezsensowny
wzrost konsumpcji). Słowem, nadmiar samowiedzy wcale nie
wyszedł nam na zdrowie.
A jak. zanim do tego doszło, kształtowały się wartości
w kulturze'? Czy można o tym procesie powiedzieć coś więcej
niż. to. co j u ż wiemy: że był losowy, nieuświadamiany i że nie
mógł szkodzić minimum przeżywalnościowcmu? Szczegółowy
opis rodzenia się wartości stanowi jedne z głównych wątków
Filozofii przypadku; w grę wchodzą tu jednak wartości dość
specyficzne, bo literackie - estetyczne i dodatkowo powiązane
z koniecznością odczytywania kodu symbolicznego. M i m o to
spróbujmy odtworzyć rozumowanie Lema, a potem zastanowić
się, jak szeroki może być zasięg jego stosowalności.
Filozofa przypadku jest, jak wiadomo, książką zdecydowa­
nie polemiczną, wymierzoną lak przeciw fenomenologicznej,
jak przeciw strukturalistycznej teorii dzieła literackiego. Obu
tym szkołom, a także paru innym, Lem przeciwstawia argument
następujący. Nic ma niczego takiego, jak dzieło literackie, nie
jest to żaden byt, żaden przedmiot, którego budowę można by
badać. Istnieje natomiast wielka mnogość poszczególnych,
indywidualnych odczytań tego samego dzieła - i tylko owymi
odczytaniami można się zajmować empirycznie. Dzieło literac­
kie bowiem s t a j e s i ę dopiero w odbiorze - i tym samym
podlega kolejnym relatywizacjom: do podmiotu czytającego, do
społeczeństwa, którego ów przedmiot jest członkiem, do histo­
rii, do polityki, co całości kultury. Ta różnorodność odczytań
jest przez teoretyków kultury traktowana często jako zakłóce­
nie, przeszkoda; co o tyle jest bezsensowne, powiada Lem. że
poza tą różnorodnością nic ma nic. A zatem nie jest to przecież
różnorodność nieograniczona ani całkiem dowolna; w końcu
dwie osoby są w stanic ustalić w rozmowie, że czytały tę samą
książkę, nie podając tytułu ani autora. Jakie więc są tu granice
rozrzutu?
Lem porównuje odbiór dzieła literackiego do embriogenezy.
Każde poszczególne odczytanie byłoby wówczas fenotypem,
genotyp zaś (nietożsamy przecież ani z zadrukowanymi strona­
mi, ani z rękopisem, ani z zamysłem autora, ani z tym co
„zawarte jest" w dziele niezależnie od odczytań) należałoby
dopiero z mnogich fenotypów zrekonstruować. Dokładnie lak,
jak to robi genetyka populacyjna. „Rozmiary pola fenotypowcgo, jako granice jego rozrzutu, wyznacza środowisko - bio­
logiczne bądź kulturowe [...] tekst, trafiając w różne odbiorcze
środowiska, realizuje je w różnych przedziałach z m i e n n o ś c i . " "
Nie dość na tym, genotyp w biologii, jak wiadomo, nie jest
niczym stałym: mutacje a także zmiany środowiska sprawiają,
że zmienia się w czasie. I podobnie jest z literaturą: budując
stochastyczny model dzieła, również i jego genotyp winniśmy
traktować jako zmienny. Ostateczny więc obraz rysuje się

45

�następująco: rozmaite akty odbioru, z konieczności zakłócane
przez warunki i przez wydarzenia losowe, tworzą klasę fenoty­
pów, która stabilizuje się w pewnych granicach; jeśli jednak
zmienią się znacznie warunki środowiskowe i strategia odbioru
(na przykład - a to j u ż mój przykład - jeśli zaniknie cenzura,
a zatem i skłonność do odszyfrowywania ukrytych treści),
wówczas tak ustabilizowana klasa fenotypów ulega zmianie,
a więc i generujący ją genotyp okaże się również, inny.
Stochastyczny model dzieła literackiego, zaproponowany
w Filozofii przypadku, dotyczy w zasadzie kształtowania
znaczeń; w tym sensie jest właściwie modelem wszelkiej
wypowiedzi językowej, która w procesie komunikacji podlega
rozumiejącemu odbiorowi. Z drugiej jednak strony Lem pisze,
i słusznie, że „aksjologiczne pierwiastki od semantycznych
w odbiorze oddzielać się zasadniczo nie d a j ą " " . Jeśli więc,
w wyniku procesów masowo-statystycznych uwikłanych w sfe­
rę historii, kultury i języka, następuje w końcu względna
stabilizacja sensu dzieła, to następuje również względna stabili­
zacja jego wartości. Ze jest to prawdą - widać dokładnie, jeśli
się prześledzi losy utworów, które mozolnie i przez długie lata
musiały dobijać się rangi nickwestionowalnych arcydzieł; i tych
niegdyś nickwestionowalnych arcydzieł, o których dziś nikt już
nie pamięta. Ale dokładnie to samo, co o arcydziełach, można
przecież powiedzieć o zachowaniach i postawach ocenianych
jako wartościowe: pewne czyny, cokolwiek do siebie podobne,
lecz każdorazowo indywidualnie zabarwione przez osoby, które
ich dokonują, byłyby fenotypami odpowiadającego im geno­
typu, który w innej terminologii określany być może po pro­
stu jako norma (moralna lub obyczajowa). Taki właśnie charak­
ter mają różne „ s i ę " regulujące nasze postępowanie: nic
dowolne, lecz kształtowane losowo w procesach masowo-staty­
stycznych.
Mógłby ktoś wprawdzie zarzucić mi, że dokonałam zbyt
daleko idącej ekstrapolacji, na podstawie znaczeń wnioskując
0 wartościach literackich, a na podstawie wartości literackich
- o wartościach w ogóle. Usprawiedliwia mnie jednak fakt, że
podobne wnioski, jak ja na podstawie Filozofii przypadku, Lem
formułuje, nie odwołując się już do literatury, w artykule z 1966
roku zatytułowanym Etyka technologii i technologia etyki. Pisze
tam, że etyka to nic innego jak część gry w społeczeństwo, jako
że aspekt etyczny mogą mieć jedynie sytuacje międzyludzkie;
jaka część - to j u ż zależeć będzie od konkretnej kultury.
Różnice biologiczne między ludźmi i rasami ludzkimi w zasa­
dzie na kształt kultur nic wpływają; jeśli tytko realizowane jest
minimum przystosowawcze, to cała „ n a d m i a r o w a " reszta może
przybierać kształty dowolne. A czy będą one apollińskie, czy
dionizyjskie, czy okażą się stacjonamo-ruralne, czy dynamiczno-przemysłowc - o tym w gruncie rzeczy decyduje los.
Mówiąc krótko zatem: wartości sobie, biologia sobie. Czy na
pewno jednak? Pamiętamy przecież, że w kulturze musi
występować minimum przystosowawcze, elementarna zdolność
do współpracy, bez której żadne działanie zbiorowe nic mogło­
by się dopełnić; len warunek właśnie stanowi „normę ewolucyj­
n ą " . Pamiętajmy też. że Lem skłonny był obok minimum
kooperacyjnego za możliwe uznać także pewne minimum
altruistycznc. W Rozmowach wywodzi przecież, wprawdzie
trochę żartem, że „szlachetne odruchy ludzkie [...] są pro­
gramowane genetycznie", i twierdzi, że imperatyw kategorycz­
ny Kanta można wywieść z osnowy biologicznej* .1 tłumaczy to
tak: empiria wskazuje, że z dwóch gatunków istot społecznych,
z których jeden preferuje osobniczy egoizm, a drugi altruizm
4

- ten drugi ma znacznie większe szanse zbiorowej przeżywalności. Udowodniono dzięki symulacji komputerowej, ciągnie Lem
dalej, że taka jest właśnie norma ewolucyjna. Znane zachowania
delfinów i wielorybów, klórc rannego towarzysza wypychają na
powierzchnię, aby mógł zaczerpnąć tlenu, są w istocie „uwarun­
kowane genowo": „geny warunkujące ten typ behawioni
zostały w loku ewolucyjnym wyselekcjonowane i wprowadzo­
ne jako automatyczna odruchowość, będąca znamieniem normy

46

gatunkowej"^. W interesie zachowania gatunku w genotyp
wpisane zostało zatem pewne minimum dobroci.
„ N o r m a ewolucyjna" i genotypowy altruizm w niemałym
stopniu ograniczają więc autonomiczność kultury i jej losowy
charakter. Może więc, wbrew zastrzeżeniom Lema, w jeg
poglądzie na świat rozbrat między biologią a kulturą nie jesl lafc
zupełny? Być może zachodzi lu ciągłość w znacznie ściślejszym
sensie, niż by to wynikało z zaprezentowanego wcześntó
łańcucha bytów z Filozofii
przypadku.
Wypada jednak zapytać najpierw, czym właściwie miałby
być ów przyrodzony altruizm. Lem ma tu zapewne na myśjj
teorię tak zwanego doboru krewniaczego czy selekcji krewniaczej; teoria ta, jak pisze najkrócej Władysław KunickiGoldfinger. głosi, że „w selekcji faworyzowane są te rodzaje
postępowania, które zwiększają szansę pomnożenia własnego
genotypu""\ W społecznościach owadzich, takich jak mrówki
lub pszczoły, wszyscy pracują „ d l a " królowej, ponieważ to ona
bezpośrednio pomnaża genotyp. Antoni Hoffman, który [
sprawę omawia dość szczegółowo, przytacza z tej okazji
wyliczenia Scwalla Wrighta dotyczące „pokrewieństwa genety­
cznego" owadów; wynika z nich, że na przykład mrówki,
robotnice spokrewnione są bliżej ze sobą, niż byłyby z własnym
potomstwem, gdyby je mieć mogły; dlatego - z genetycznego
punktu widzenia - mrówkom bardziej „opłaca się" pielęgnować
larwy swoich sióstr-robotnic niż swoich (nieistniejących) dzie­
ci. Zdaniem socjobiologów, pisze Hoffman, „ g e n o t y p " , w któ­
rym nic ma dyrektywy działania zgodnej z wynikami rachunku
współczynników pokrewieństwa genetycznego, musi przegraj
w konkurencji wewnątrzgatunkowej z genotypem, który taką
dyrektywę zawiera"". Zatem być może rzeczywiście przyroda
premiuje „altruizm".
Tylko czy rzeczywiście zachowania na rzecz pomnożenia
własnego genotypu mają coś wspólnego z altruizmem w .sensit
etycznym, realizowanym przez człowieka w zachowaniach
kulturowych? Tu zdania będą co najmniej podzielone*. Cyto­
wany j u ż Kunicki-Goldfinger sądzi na przykład, że tropienie
udziału czynnika genetycznego w kształtowaniu ludzkich nomi
etycznych jest w gruncie rzeczy nadużyciem. U naczelnyca
bowiem powszechna jest rywalizacja seksualna i na tym tle
agresja wewnątrzgatunkowa, natomiast zasięg selekcji krew­
ni aczej - nikły (praktycznie ograniczony do własnej rodziny
z czym społeczeństwo jako całość musi walczyć). A przed*
wszystkim „człowiek jest istotą kulturową i przekazywanie ceń
zachowania się i postępowania poprzez przekaz pozagenctyczny, kulturowy ma [dla niego] ogromne znaczenie"-*. Nic jesl to
jednak, rzecz prosta, pogląd powszechnie obowiązujący. Wśród
uczonych, których opinie zestawia w swej książce Hoffman
sporo jest wprawdzie krytyków przenoszenia teorii selekcji
krewniaczej w obszar kultury ludzkiej, jednak w sprawi*
genetycznego przekazywania norm etycznych socjohiolog Ed­
ward Wilson i etolog Konrad Lorenz razem znajdą się w prze­
ciwnym obozie. Dla Wilsona, pisze Hoffman, ..program genel)"
czny człowieka wyznacza uniwersalia ludzkie i narzuca wl
turze, a właściwie kulturom, ograniczenia" : '' wśród t p l
uniwersaliów znajdują się między innymi niezrytualizo«*J|
agresja wewnątrzgatunkowa, psychologiczna odmienność
oraz potrzeba transcendencji. A można by do nich dopt*
warunkowaną przez dobór krewniaczy (czy, jak woli Lon*
grupowy), zdolność do kooperacji. Czyli podstawę żarów*
domniemanego altruizmu, jak wspominanej tu już wiclokrot*
„normy ewolucyjnej".
0

?

s

1

Lem wprawdzie zgodziłby się pewno z argumentami 5*
phena Goulda, który pisze, że - nawet przyjąwszy, że M \
* Wyczerpujący przegląd stanowisk socjobiologów w kwestii I
cznych i kulturowych konsekwencji genetycznego wyposażeni*
wieka znaleźć można w antologii Człowiek, zwierzę spulecS*
redakcją Barbary Szackiej i Jakuba Szackicgo, Czytelnik, W»"
1991; zwłaszcza w ickstach Rogera D. Maslersa, Richarda D. Ale*
oraz. Pierrc'a L . van den Berghe'a.

�normy etyczne przekazywane są w genach - w praklycc
najczęściej nic da się ustalić, czy konkretna norma ma po­
chodzenie genetyczne, czy kulturowe. Jeśli jedno z plemion
eskimoskich ma zwyczaj, uciekając przed głodem, pozostawiać
w dawnej siedzibie starców, których w ten sposób skazuje się na
śmierć, lecz zarazem zwiększa szanse przeżycia pozostałych
_ to właściwie nic sposób orzec, czy jest to wpisana w geny
selekcja krewniacza, czy działanie normy przekazywanej w wy­
chowaniu. Lem podpisałby się też z pewnością pod pytaniem
stawianym przez Johna Mayarda Smitha: jeśli socjobiologia

uzasadnia istnienie tylko niektórych norm etycznych, to skąd się
wzięły wszystkie pozostałe? - bo w końcu to jest jeden
z głównych tematów jego twórczości. Upierałabym się jednak,
że stanowisko Lema jest socjobiologizmowi bliskie; zarówno ze
względu na altruizm przypisywany gatunkowi ludzkiemu
w Rozmowach, jak ze względu na założenie wspólnych nie­
zmienników dynamicznych, czyli ciągłości, jaką Lem dostrzega
w ewolucji życia i kultury. A także z powodu ciągłości, jaką
ustanawia między cielesnością a świadomością człowieka; tę
jednak sprawę odłożymy do innej okazji.

PRZYPISY
1

s U

1

Ant"" Hoffman. Wokół ewolucji. Państwowy InslyUI Wydawniczy. Warw a 1982
Tainze. s. 137
'Tamże. s. 149
' Tamże. s. 11.1
' Tamże. s. 133
!

"Por. Friljof Capra. Punki zwrotny. Nauka, społeczeństwa, nowa kultura
Przełożyła Ewa Woydyllo. Przedmowa opatrzyła Anna Wyka. Państwowy Instytut
Wydawniczy. Warszawa 1987. s. 88-89
Tamże. s. 113
'Tamże. s. 119
•Tamże. s. 124
'* Stefam Amsterdamski. Mi(dz\ historią a metodą. Państwowy Instytut
Wydawniczy. Warszawa 1983. s. 122
" Por. tamże. s. 159
|:

Francois Jacob. Gra możliwości. Exej ti różnorodności życia. Przełożył Marek

Kunicki-Goldfingcr Przedmowa opatrzył Władysław Kunicki-Goldfinger, Państ­
wowy Instylut Wydawniczy. Warszawa 1987. s. 7
"Filozofia przypadku, dyskusja. ..Pamiętnik Literacki" z. 1/1971
" Tamże, s 359
"Stanisław Bereś. Rozmowy ze Stanisławem Lemem, Wydawnictwo Literac­
kie, Kraków 1987. s. 170
"Filozofia przypadku. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1988. I. 2. s. 138
" Tamże. l. 2. s. 50
"Tamże. I. 2. s. 12
"Tamże.
* Biblioteka XXI wieku. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1987. s. 41-42
:l

Rozmowy, op. cii., s. 338

"Filozofia przypadku. Wydawnictwo Literackie. Kraków IS&gt;68. s. 312.
podkreślenie moje
Dialogi. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1972. s. 6
Summa lechnologiae. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1969. s. 19
'Golem XIV. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1981. s. 41
:1

51

* Summa lechnologiae. op. cii., s. 27
n

Capra, op. c i t . s. 88
Tamże. i . I I ]

*' Summa lechnologiae. op. cii., s. 33
Tamże. s. 31
Tamże. s. 37

Dzienniki gwiazdowe Ijona

Tichego. Czytelnik.

Warszawa

1976.

07
Tamże. s. 209

Dialogi, op. cit., s. 5

Kozmowy, op. cit., s. 285
Trzydzieści lal później. ..Wiedza i Ż y c i e " nr 6/1991

Filozofia przypadku, op. cit. (1968). s. 21
Tamże. s. 388
Tamże. s. 393
Tamże. s. 422
Tamże. s. 427
Por. tamże. s. 424
Tamże. s. 422
Tamże. s. 427-428

Filozofia przypadku, op cii. (1988). t. 2. s. IR
Tamże. t. 2. s. 22

Filozofia przypadku, op. cit. (1988), t. 2, s. 29
Por. lamze. I. 2. s. 31

Gotem XIV. op. cit.. s. 28
Tamże. s. 29

Filozofia przypadku, op. cit. (1968). s. 216
Tamże. s. 332

Por. Kozmowy, op. cit.. s. 382
Tainze. s. 383

Władysław KunickiGoldfinger. Genetyka, Wizje urzekające i groźne. Alla.
Warszawa 1987. s. 135
Hoffman, op. cii., s. 23
Kunicki-Cioldfinger. op. cii., s. 136
Hoffman, op. cii., s. 44

Tamże.

47

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9670" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9648">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b2d753dc1dbcea8fdbecce853d7786bf.pdf</src>
        <authentication>e8b4ac90645b6be6c31cae393e61fabe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115057">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5379</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115058">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115059">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115060">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115061">
                <text>Seks i wladza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115062">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.1-2; s.142-145</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115063">
                <text>Szpakowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115064">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115065">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115066">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115067">
                <text>Z

wiązek tytułowych sfer rzeczywistości wydaje się

MAŁGORZATA

oczywisty. Wskazywano na niego często. Ozna­
czać może jednak nader różne zjawiska. O d ubo­

SZPAKOWSKA

lewania p a n i Peachum n a d głupotą M a c k i e M a j c h r a ,
który przez słabość do dziwek i "seksualną powolność"
dał się w b u r d e l u pochwycić p o l i c j i - po władzę seksu
"zdyskursyfizo-wanego", którą opisywał M i c h e l

Seks i władza

Fo­

ucault. I o d prób rozciągnięcia k o n t r o l i n a d ludzką
seksualnością, w czym celują systemy totalitarne - po
czarodziejski napój, który w y p i l i Tristan z Izoldą i któ­
ry miał zdecydować o całym i c h życiu. Już na podsta¬
wie t y c h k i l k u pierwszych z brzegu przykładów można
stwierdzić, że każdy z n i c h , opisując powiązanie seksu
z władzą, mówi z całą pewnością o czymś i n n y m .

t a m wszechobecną p o n o ć figurę "żelaznego w o j o w n i ­

C h c ę zaproponować p e w i e n sposób uporządkowa¬

ka", prawdziwego mężczyzny konstruowanego w ostrej

nia tej p r o b l e m a t y k i . Potrzeba takiego uporządkowa¬

opozycji do kobiety i do kobiecości.

nia narodziła się w t o k u seminarium, które prowadzę
o d k i l k u lat. N o s i ono tytuł Natura

Uczucia w o j o w n i k a koncentrują się na ojczyźnie,

Antro­

narodzie, m u n d u r z e , towarzyszach b r o n i , walce, ko­

pologia ciała i płci i seksualność człowieka jest t a m jed¬

niach, b r o n i i i d e i - w i c h imię w i n i e n się wyrzec m i ­

w kulturze.

n y m z oczywistych wątków p o d s t a w o w y c h . N o , a jak

łości i małżeństwa. W o j o w n i k a otaczają agresywne ko¬

seks, to i władza. N a podstawie naszych l e k t u r udało

biety, przeważnie rozwiązłe bolszewiczki, bo k o m u n i z m

się, j a k dotąd, wyodrębnić cztery najważniejsze pozio¬

to atak na męskie genitalia; agresywność napastniczek

my, na których sytuuje się o m a w i a n a t u relacja.

usprawiedliwia gwałty i morderstwa na tle seksual¬

Poziom pierwszy określić by można jako politycz-

n y m . " D o b r e k o b i e t y " zaś pozostają bezpłciowe - są to

no-ideologiczny, różnicując j e d n a k wyraźnie pojawia¬

zwykle m a t k i i sanitariuszki. Ekstazę w o j o w n i k a wy¬

jące się t u działania na propagandowe i represyjne. Po¬

wołuje karabin maszynowy, jego rytmiczne drganie

ziom drugi, chyba najszerzej opisywany, wiązałby się

i t e r k o t . Przekaz jest myzogyniczny i homofobiczny za­

z czymś, co o d czasu książki Kate M i l l e t przyjęto nazy¬

razem; jeden ze studentów sprowadził go do prostego

wać "polityką płciową" i co oczywiście wiąże się raczej

hasła: u m a c n i a j m y w walce męskość - baby zostawmy

z pojęciem płci k u l t u r o w e j niż z pojęciem seksualno¬

pedałom!

ści. Poziom trzeci - to rozproszona władza dyskursu

U r o d a , sprawność i mięśnie to także elementy pro¬

seksualnego, według przywołanego t u już Foucaulta.

pagandy socjalistycznej - wystarczy wspomnieć znaną

Poziom czwarty wreszcie - to dialektyczna gra miłości

wszystkim postać barczystego r o b o t n i k a z kołem stero¬

i władzy, którą opisuje na przykład Slavoj Zizek.

w y m . Analizą tego rodzaju przekazów zajął się bardziej
szczegółowo W o j c i e c h Tomasik w swoich studiach na
temat l i t e r a t u r y socrealizmu. Wskazał na różne sposo¬

1. Poziom polityczno-ideologiczny.

by apelowania do libido, t u również często biseksualnego. A to przez ewokowanie zbiorowych męskich
snów, na przykład snów o N o w e j H u c i e . A to przez

Jak zapowiedziałam, należy wyraźnie odróżnić dwa

wyraźnie falliczny charakter pejzaży przemysłowych

sposoby odwoływania się do seksu w dyskursie stricte

( k o m i n y fabryczne!) l u b waginalne skojarzenia związa¬

politycznym. Czym i n n y m b o w i e m jest posługiwanie się

ne z k o p a l n i a m i . A to przez eksponowanie par przyja¬

symboliką seksualną dla wzmocnienia skuteczności

ciół -

przekazu przez jakieś pobudzenie libido (mechanizm,
który w najbardziej znanej formie wykorzystywany jest

ną głową i gorącym sercem dla dzieci - świetnie się

w reklamie), czym i n n y m zaś - k o n t r o l a n a d życiem

nadawał na symbol męskości,

seksualnym obywateli jako wstęp (albo warunek) roz¬

zarazem

aseksualny

[dzieci, rewolucja] i biseksualny [męskie przyjaźnie]).

ciągnięcia k o n t r o l i n a d wszelką aktywnością człowieka.
Różne sposoby apelowania do libido

towarzyszy w a l k i : o d M a r x a z Engelsem po

Dzierżyńskiego z Rosołem (Dzierżyński zresztą - z zim¬

Element seksualny tkwił także w braterstwie b r o n i

najłatwiej

(i analogicznym braterstwie pracy) oraz w różnych

wskazać w propagandzie krajów t o t a l i t a r n y c h . W pro¬

wątkach nietzscheańskich (jak poskramianie przyrody

pagandzie nazistowskiej sygnały seksualne widoczne

i ruszanie z posad).

są, można powiedzieć, gołym o k i e m . M u s k u l a r n i pół¬

Jawnie erotyczne

nadzy młodzi mężczyźni na plakatach; eksponowany

figury pojawiały

się

wreszcie

w tekstach, w których fabryka czy sprawa stawała się

p e w i e n charakterystyczny rodzaj urody; imponująca

rywalem/rywalką w miłości. Nieokreśloność płciowa

muskulatura. Słowem: uroda, sprawność i mięśnie.

owego rywala jest t u ważna. W Pamiątce

Szczegółowa analizę tego przekazu zawiera książka

z Celulozy, pi¬

sze Tomasik, bohater rywalizował z "Julianem" - czyli

Klausa T h e w e l e i t a o " M ę s k i c h fantazjach" . Z nie¬
1

maszyną z nielegalnej

mieckiej l i t e r a t u r y międzywojennej autor wydobywa
117

drukarni,

nazwaną

męskim

�Jadwiga Rodowicz • W I Z J A W LUSTRZE

i m i e n i e m dla konspiracji. Z k o l e i kopalnię traktowała

nie seksualności może doprowadzić co najwyżej do

jako

Ścibora-Rylskiego,

p r o s t y t u c j i i n a r k o m a n i i . D r o g a zatem prowadzi nie o d

rywalkę

bohaterka

Węgla

a hutę - żona Plewy w powieści Bogdana Hamery. Ro­

wyzwolenia seksualnego do wyzwolenia człowieka, ale

le kobiece i męskie były w y m i e n n e , obie mogła łączyć

przeciwnie - o d wyzwolenia człowieka do wyzwolenia

w sobie maszyna czy fabryka - "żelazna androgyne".

seksualnego.

"Żelazną androgyne" podsuwano człowiekowi przy­

2. Poziom "polityki płciowej"

szłości, który sam także w i n i e n przekroczyć barierę
płci. Jego libido w i n n o się b o w i e m skoncentrować
przede wszystkim na walce i pracy.

2

A u t o r k a pojęcia " p o l i t y k i płciowej", Kate M i l l e t

Tyle o propagandzie. A teraz o represji. Władzę

(1970), przez "politykę" rozumie ogół strategii zmie¬

n a d seksem jako drogę do władzy n a d ludźmi wskazy­

rzających do podtrzymania systemu - oczywiście, sys¬

w a l i chętnie krytycy Kościoła katolickiego; ale t y m te¬

t e m u patriarchalnego.

m a t e m nie chcę się t u zajmować. W analogiczny spo¬

ły. Funkcjonuje za pośrednictwem odpowiedniej so¬

dobne wątki, j a k w i a d o m o , występują również u O r ­

cjalizacji mężczyzn i kobiet; " M ę s k a supremacja

wella, a wcześniej u Z a m i a t i n a i H u x l e y a . M n i e j zna¬

wartości" (str. 63). M e t o d y tej socjalizacji - czyli wła¬

Trzeciej Rzeszy. Pozwolę sobie przytoczyć najbardziej

dza p a t r i a r c h a t u -

skrajną.
roku

m n i e ć , że za najsilniejszy i n s t r u m e n t socjalizacji i t u

tyka, jednego z w i e l u z b u n t o w a n y c h uczniów Freuda.

także uznana zostaje rodzina, a zatem socjalizacja pro¬

się

wadzona jest o d najmłodszych lat. Jej rezultatem jest

w dziejach ludzkości równolegle z prywatną własno¬

wpojone w dziewczynki poczucie niższości i i n n e ce¬

ścią p r o d u k c j i i rodziną patriarchalną. Zakazy te, sto¬

chy, które utrudniają i m późniejszą walkę o swoje pra¬

sowane o d dzieciństwa, są skutecznym środkiem zmu­

w a . M a to konsekwencje w życiu zawodowym (depre¬

szania ludzi do posłuszeństwa wobec wszelkich autory¬

cjacja zawodów kobiecych, j a k nauczycielskie czy -

tetów; "zakaz myślenia o seksualności powoduje ogól¬

u nas - medycyna), na r y n k u pracy (niższe pensje ko¬

ne zahamowanie myślenia i niezdolność do k r y t y k i "
(str. 671).

biet niż mężczyzn), w dostępie do stanowisk politycz¬

U c i s k ekonomiczny l u b polityczny sam

n y c h etc. M a to także konsekwencje w postaci ograni¬

w sobie może doprowadzić do b u n t u ; lecz ucisk seksu¬

czenia prawa kobiety do własnego ciała ( k u l t dziewic¬

alny okalecza osobowość i czyni człowieka n i e z d o l n y m

twa, zakaz aborcji, przyzwolenie społeczne na przemoc

do o p o r u . Co gorsza, stłumione potrzeby seksualne do¬

w rodzinie i gwałt). M a to wreszcie konsekwencje psy¬

magają się zaspokojenia zastępczego. T a k i m zaś zaspo¬

chologiczne: infantylizuje kobiety i rozwija w n i c h

k o j e n i e m może być agresja i sadyzm, może być k u l t

skłonność do neurotycznego przywiązywania się do

h o n o r u i m u n d u r u - a może być członkostwo w p a r t i i

partnerów.

nazistowskiej. Ogólnie biorąc, państwo i organizacje

D l a Kate M i l l e t seks jest kategorią wyłącznie kul¬

autorytarne rządzą za pośrednictwem a u t o r y t a r n y c h

turową, "gender". W społeczeństwie p a t r i a r c h a l n y m

ojców, z którymi utożsamiają się równie a u t o r y t a r n i

tożsamość płciowa wyznacza człowiekowi

synowie. Ostatecznie więc, zdaniem Reicha, drogą do

nosi ciężary z urodzenia, niezależnie o d swej w o l i ,

władzy a u t o r y t a r n y c h rodzin, wyzwolenie seksualne

a nawet świadomości. D l a Kate M i l l e t władza oznacza

i powszechny orgazm (czemu poświęcił odrębną książ¬

po p r o s t u władzę mężczyzny. Ludzkie zróżnicowanie

orgazmu z 1942 r o k u ) . Czyli tak, jak nie­

gdyś śpiewano w Maracie/Sadzie

seksualne jest tej władzy f u n d a m e n t e m .

Petera Weissa: "Re­

wolucja nie ma racji / bez powszechnej k o p u l a c j i " .
Inaczej to w i d z i psychoanalityczka

miejsce

w systemie władzy; korzysta o n z przywilejów l u b po¬

wyzwolenia politycznego jest wyrwanie dzieci spod

kę, Funkcję

Kate

ne i nie w a r t o i c h t u omawiać. Wystarczy przypo¬

3

zakazy seksualne pojawiają

zostały przez następczynie

M i l l e t bardzo dokładnie i na wszystkie sposoby opisa¬

przez W i l h e l m a R e i c h a , marksizujacego psychoanali­
Reicha,

[...]

zasadza się [...] na zaakceptowaniu pewnego systemu

ne, j a k sądzę, są tego rodzaju eksplikacje dotyczące

Zdaniem

W ł a d z a tego systemu, c h o ć

wysoce opresyjna, nie jest sprawowana przy użyciu si¬

sób tłumaczono pruderię obyczajową stalinizmu; po¬

Została ona sformułowana jeszcze w 1933

5

3. Rozproszona władza dyskursu
seksualnego

szwajcarska,

A l i c e M i l l e r , autorka hipotezy, w myśl której ruchy
4

faszystowskie i w szczególności hitleryzm są o w o c a m i

Koncepcja władzy rozpro-szonej M i c h e l a Foucaul-

"czarnej pedagogiki" rozpowszechnionej w całej Euro­

t a jest znana, przytoczę więc tylko jej najważniejsze
6

pie, a już szczególnie w N i e m c z e c h X I X w i e k u . Jej zda¬

rysy. Rządzi nią, po pierwsze, reguła i m m a n e n c j i : doty¬

n i e m , krótko mówiąc, na tyranów i zbrodniarzy wyra¬

czy ona nie czegoś, co istnieje o b i e k t y w n i e , lecz cze¬

stają osoby bite w dzieciństwie. A l i c e M i l l e r zwraca

goś, co wytwarza się między ludźmi, na przykład mię¬

uwagę, że postulowane przez Reicha powszechne wy¬

dzy s p o w i e d n i k i e m a p e n i t e n t e m czy między wycho¬

zwolenie seksualne nie załatwia sprawy. Jeśli dziecko

wawcą a w y c h o w a n k i e m . Rządzi nią, po drugie, regu¬

nie zdołało wytworzyć w sobie szacunku do siebie sa¬

ła n i e u s t a n n y c h zmian: władza taka przechodzi z rąk

mego - a bite wytworzyć go nie mogło - to wyzwole-

118

�• NEKROKRACJA

Ewa Domańska

do rąk, raz ją mają lekarze, raz księża, raz kobiety ( t y m

dokonuję samounicestwienia przez pełną eksternaliza-

przede wszystkim różni się o d władzy p a t r i a r c h a t u

cję. Prawdziwa przemoc, z jaką t u m a m do czynienia,

u Kate M i l l e t , również rozproszonej, ale przynależnej

w ogóle nie jest przeze m n i e uświadamiana jako prze¬

tylko jednej płci - mężczyznom). Rządzi nią, po trze­

moc.

cie, reguła mnogiego u w a r u n k o w a n i a : można podle­

W

miłości nie istnieje wzajemność, zawsze ktoś

gać różnym jej ośrodkom, rodzinie, państwu i Kościo¬

n a d kimś ma władzę, " s t o s u n k i seksualne nie mogą

łowi, z których każdy nakazuje co innego. Odznacza

być przetransponowane w symetryczne stosunki mię¬

się wreszcie, po czwarte, "taktyczną poliwalencją dys­

dzy czystymi p o d m i o t a m i " (str. 109). W epoce truba¬

kursów": dyskurs o seksie jest pokawałkowany, nie¬

durów uwielbienie D a m y było u w i e l b i e n i e m osoby

spójny, nie jest uporządkowaną ideologią.

całkowicie niedostępnej, ktore dzięki poezji i rytuałom

Władza rozproszona nie m a żadnej centrali, ośrod¬

uzyskało charakter i n s t y t u c j i . Z perspektywy dzisiej¬

ka dowodzącego; a jeśli budzi opór - t e n opór również

szego p r o m i s k u i t y z m u to uwielbienie t r a k t u j e m y jako

jest rozproszony. Władza taka wytwarza się między na¬

idealizację i sublimację. A tymczasem chodziło przede

m i - m y sami podporządkowujemy się jej k o n t r o l i .

wszystkim o niedostępność.

O d d a j e m y się we władzę medycyny, która narzuca

D a m a nie miała być partnerką; była radykalną I n ­

n a m poglad na t o , co jest zdrowe, a co szkodliwe, co

nością, była O b c y m , z którym nie da się wejść w rela¬

naturalne, a co perwersyjne (za przykład n i e c h wystar¬

cję empatyczną. To nie była namiętność, lecz etykieta:

czy k i l k u s e t l e t n i a w o j n a lekarzy i higienistów z onani¬

D a m a była nicością, Lacanowską dziurą w bycie, w o ­

zmem). W p o d o b n y sposób władzę n a d naszą seksual¬

kół której mogło stukturalizować się pragnienie. Feno­

nością sprawuje rodzina, ale również na przykład bu¬

m e n t e n w wersji ironicznej znamy z filmów Bunuela:

d o w n i c t w o (przez oddzielenie p o k o j u dzieci o d sypial­

w Mrocznym

n i rodziców), państwo (przez urlopy macierzyńskie,

związku odsuwa się w nieskończoność, w Aniele zagla¬

prawo aborcyjne) i oczywiście Kościoły.

dy nie można przejść na drugą stronę salonu, c h o ć nie

przedmiocie

pożądania

skonsumowanie

istnieje żadna przeszkoda; w Dyskretnym

Seksualność istnieje przede wszystkim w dyskursie

uroku

burżu-

azji dwa małżeństwa nie sa w stanie zjeść razem kola¬

- pisze Foucault. Nasza k u l t u r a jest kulturą wyznania,
które zrodziło się ze spowiedzi; jest to cały rytuał dys-

cji. Rycerz wobec D a m y był tak samo nieskuteczny jak

kursywny. N i g d y nie byliśmy " w i k t o r i a n a m i " , którzy

bohaterowie tych filmów, a ona stawała się t y m bar¬

nie rozmawiają o seksie; dyskurs na t e m a t seksu trwał

dziej cenna jako p r z e d m i o t upodobania bezinteresow¬

zawsze, c h o ć przybierał różne f o r m y i posługiwał sie

nego. Jak p r z e d m i o t estetyczny u K a n t a . Można więc

różną terminologią. Europejska ars erotica polega na

powiedzieć, że D a m a stanowiła uosobienie zachodniej

gadaniu. O s t a t n i o - na gadaniu n a u k o w y m , głównie

pasji metafizycznej.

psychoanalitycznym,

na n a z y w a n i u , a n a l i z o w a n i u

Ta matryca, stworzona w X I I I w i e k u , okazuje się

i o p o w i a d a n i u oraz k o m e n t o w a n i u . C h o d z i o "zwielo¬

niezwykła trwała. Z n a m y ją z dużo późniejszej literatu¬

k r o t n i e n i e i intensyfikację rozkoszy zwiazanych z pro¬

ry: w Niebezpiecznych

dukcją prawdy o seksie" (69).

wierności markizie de M e r t e u i l , niszcząc swą miłość

związkach

do prezydentowej; w Cyranie

A l e rozkosz, jakiej dostarcza mówienie o seksie, ma

V a l m o n t dowodzi

de Bergerac bohater wy¬

swoją c e n ę : powiększa władzę dyskursu n a d n a m i . To

sługuje się kobiecie, która o t y m nie wie i nie m a wie¬

tak samo, j a k z wyłanianiem się podmiotowości: Fo¬

dzieć, w Dzikości

u c a u l t opisuje t e n proces k a l a m b u r e m : "uJArzmianie

rezygnuje z gwałtu, gdy bohaterka przestaje sie bronić,

w sercu L y n c h a szczerbaty napastnik

ciała". Ustanawiając "ja" przez dyskurs, d o k o n u j e m y

bo w istocie nie pożądał jej samej, tylko jej symbolicz¬

cięcia, okaleczenia. A l e z k o l e i z drugiej strony dyskurs

nego upokorzenia. W Nocy amerykańskiej

zwiększa obszar naszych doświadczeń. N a przykład

twa zgoda b o h a t e r k i na seks jest z kolei dla kochanka

Truffauta ła¬

pragnienia kazirodcze znajdują legitymizację, kiedy zo-

obelgą. I tak dalej. Za każdym razem kochający w i d z i

stana określone w dyskursie f r e u d o w s k i m jako do¬

w osobie kochanej coś, czym ona nie jest, i chce o d

świadczenia edypalne. U plebsu, który nie umie o n i c h

niej czegoś, czego ona nie posiada. U k ł a d jest nieule¬

opowiadać, t e n rodzaj pragnień prowadzi do krymina¬

czalnie asymetryczny, tyle że z biegiem czasu przestaje

łu; u w y m o w n y c h natomiast medykalizacja zastępuje

być przywilejem jednej płci.

penalizację. A jednocześnie tego, co nie jest nazwane

W X I I I w i e k u , pisze Zizek, rzeczywista sytuacja ko¬

- po p r o s t u nie możemy doświadczać. N i e da się.

biety była fatalna. Obraz mężczyzny na usługach Da¬
m y stanowił wówczas pewną rekompensatą, dostarczał

4. Gra miłości i władzy

kobiecie dodatkowej tożsamości jako o b i e k t u czyichś
pragnień. A dlaczego ta matryca w całkowicie zmie¬
n i o n y c h w a r u n k a c h t r w a do dziś? Ponieważ przetrwa¬

U Slavoja Zizka władza jest tak samo rozproszona
7

ła asymetria. Osoby kochająca i kochana nie są i nie

j a k u Foucaulta. Władza rzeczywista - powiada Zizek

mogą być p a r t n e r a m i , miłość nie daje się sformułować

- nie wymaga Władcy. Tak właśnie panuje n a d n a m i

w postaci k o n t r a k t u między równymi. K o n t r a k t moż¬

psychoanaliza: psychoanalityk występuje wobec m n i e

na zawrzeć w małżeństwie z rozsądku albo z prostytut-

nie jako osoba, lecz jako ktoś, wobec kogo j a - p o d m i o t
119

�Jadwiga Rodowicz • W I Z J A W LUSTRZE

ką. Wszędzie indziej p o j a w i a się m a t r y c a miłości dwor¬
skiej. Pojawia się pożądanie czegoś nieosiagalnego

-

czyli cudzej podmiotowości.

*
Tę listę można by oczywiście wydłużyć. Rozważyć
n a przykład, ile jest pragnienia władzy w miłości neu¬
rotycznej z opisu K a r e n H o r n e y ; albo zastanowić się
n a d władzą, j a k ą p o d o b n o n a d n a m i m a " s a m o l u b n y
g e n " zmuszający nas do seksu w celu samoreplikacji.
Myślę j e d n a k , że wskazane już możliwości pokazują
z grubsza c a ł o ś ć p r o b l e m u : zwiazki

seksu z polityką

sensu s t r i c t o ; kwestię władzy jednej płci n a d drugą;
władzę

dyskursu seksualnego n a d n a m i

wszystkimi

i wreszcie pożądanie celów nieosiagalnych. A

każde

z t y c h zjawisk m a niewątpliwy związek zarówno z sek¬
sem, j a k z władzą.

Przypisy:

1

Klaus Theweleit Männerphantasien,

1973-1977; por. Beata Ko­

zak "Męskie fantazje" Klausa Theweleita", w: "Od kobiety do męż­
czyzny i z powrotem" pod red. Jolanty Brach-Czainy, Trans-Humana, Białystok 1997.
2

Wojciech Tomasik Harmonia ludzi i maszyn. O socrealistycznych
obrazach "nowego" człowieka, w: Inżynieria dusz. Literatura reali­
zmu socjalistycznego w planie "propagandy monumentalnej", Fun­
dacja na rzecz Nauki Polskiej, Wrocław 1999.

3

Psychologia masowa faszyzmu, przełożył Roman Werfel. w tomie
Faszyzmy europejskie (1922-1945),

pod red. Jerzego W. Borejszy,

Czytelnik, Warszawa 1979.
4

A l i c e Miller Zniewolone

dzieciństwo.

Ukryte

źródła

tyranii

(1980), przełożyła Barbara Przybyłowska. Media rodzina, Po­
znań b.d.
5

Kate Millet Teoria polityki płciowej, w tomie: Nikt nie rodzi się ko­
bietą w przekładzie i pod red. Teresy Hołówki, Czytelnik, War­
szawa 1982.

6

Michel Foucault Historia seksualności

(1976), przełożyli Bogdan

Banasiak i Krzysztof Matuszewski, Czytelnik, Warszawa 1995.
7

Slavoj Ziżek Taking Sides. A Self-Interview, Courtly Love, or Wo­
man as Thing, w: The Metastases of Enjoyment. Six Essays on Wo­
man and Causality, wyd. Verso, London-New York 1995 (cop.
1994).

120

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7172" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7152">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/637ed3d7913a141218295fd9b3d3d808.pdf</src>
        <authentication>c88a9cdd1f9170c169ceba4d4e9e538f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85662">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6569</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85663">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85665">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85666">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85668">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85669">
                <text>"Batman" - a story of Creation / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85670">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.357-360</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85671">
                <text>Szpilka, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85672">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85673">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85674">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85675">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="85676">
                <text>t seems impossible to give a precise definition of mass
culture whose origin and scope continue to be di­
scussed1. Especially now, in the age of postmodern­
ism, books, films and music trends apparently intend to
intensify the distinction between mass and high culture.
Umberto Eco novels, David Lynch pictures, Sting music
are just some of the examples of this wide current. For­
tunately, some works can be easily classified and Tim
Burton’s Batman is among them. A perfect match for the
mass culture category this commercially successful film
was ranked third among the top-grossing American pic­
tures of 1989 and can be treated as a standard element
of a set, a representative of mass culture, as evidenced by
the mass audience, electronic media, plot, character pro­
file, and setting. Familiarity with all the qualities charac­
terising the film does not mean that their sense has been
exhausted. Watching events transpiring in Gotham
City one must admit that comments about a stereotypi­
cal plot, a black-and-white distribution of values, and
a lack of an in-depth psychological profile of the main
characters are apt. New solutions, original tricks, and
unfathomable situations are missing. Everyone under­
stands the screen goings-on and as demonstrated by the
box office viewers accept this straightforward form. The
interpretation of these obvious observations, however, is
far from evident and becomes such only if we accept the
unquestionable nature of common verdicts about mass
culture. In this light the discussed phenomenon can be
seen as a field dominated by trivial entertainment based
on stereotypes, banalities, and intellectual shortcuts
accessible to everyone because it is subject to the rule
of the lowest common denominator. Problems appear
only when we perceive that all the above qualities can
be evaluated in a number of ways. Amusement and en­
tertainment do not have to be associated with indolent
leisure. Ever since Huizinga’s Homo ludens at the latest
we know that ludic forms of man’s activity have a deeper
sense and that play and game possess surprising meanings2. Similarly, the importance of stereotypes, unambi­
guity, and the use of continually the same clichés cannot
be unambiguously prejudged. These traits are degrading
only when originality determines the significance of the
text. Cultures of the “ludic type”, however, attached
greatest value to a precise recreation of traditional pat­
terns. In realities of this kind efforts made to attain dura­
tion and repeatability were the most obvious technique
for accomplishing this state.3 Cultures representing the
discussed category showed little esteem for change and
innovation. One of the unquestionable successes of eth­
nography was demonstrating that, despite this attitude,
other people were capable of living just as successfully as
we do. In other words, otherness should not be in any
way associated with inferiority.
Mass culture is most frequently treated as a lower
form of elite culture and not as a separate and original
world. The history of ethnography shows how the life

I

357

WI ESŁAW SZPILKA

B atm an

- a Story
of Creation

of the rural population, interpreted in a similar man­
ner, generated inappropriate convictions about its style
of thinking and experiencing. With all their differences
these distant worlds have certain common elements.
Being strata of the same Western culture and due to
geographic, historical, and emotional proximity they
seem to be easier to fathom. In both cases it is difficult
to maintain a distance important for their interpreta­
tion. The Poleszuk and Hutsul peoples or the Tatra Mts.
highlanders were once treated as “lesser brothers” but
not as residents of another continent. Similarly, sports
spectators, pop music fans and commercial cinema en­
thusiasts do not exist in a space of their own. This is
why the reality of people roaring at stadiums, whirling
in concert halls, or excitedly following the adventures of
Bond and Batman is not a goal in its own right but only
a means to comprehend such phenomena as manipula­
tion, mass communication, kitsch, and degradation of
high culture models. First and foremost, it is supposed
to justify an essentially ideological thesis: the common is
by its very nature inferior to the elitist, leading to highly
important social consequences.4
We shall assume that a portrait of this kind is just
one of possible depictions. A n effort aimed at a different
perspective will make it possible to treat mass culture
in the manner of ethnography, i.e. by keeping a certain
distance to our knowledge, predilections, and common
sense. Let this phenomenon manifest itself in the man­
ner of the culture of the Aboriginal Australians or the
Eskimos. Finally, we should also treat such culture with
the respect that we were able to muster for the others.
After this lengthy digression time to return to Bat­
man and begin by breaking down its plot into significant
components. Their formalisation will make it easier to
reveal mutually binding relations, and once they are put
back together - to emphasise the order of the whole sto­
ry and its goal. Only equipped with this knowledge shall
we be able to begin explaining its meaning.
The story of Batman starts with images of the city
of Gotham. From a distant perspective we see a shape
resembling a medieval stronghold rather than a modern

�Wiesław Szpilka • B A T M A N - A STORY OF CREATION

metropolis, extracted from darkness by light. This wide
shot is once again used in the scene of Batman’s final
battle with the Joker in which Gotham City seems to be
placed between the sky and the earth, with a contour
similar to magic places from Disney films or tales about
the wizard of Oz. Gothic, fantastic architecture will con­
tinue to accompany particularly important events. Such
is the style of Batman’s palace, the Joker’s headquarters,
and the cathedral, where decisive confrontations take
place. We encounter, however, also a different picture
of the city, a realistic imitation of an American agglom­
eration with all its dilapidation and tacky glitter. In other
words, the whole film is set in two contradictory realms
- fairy-tale and realistic.
A similar opposition dominates the characters ap­
pearing in the story. On the one hand, there are por­
traits of average people: officials, thieves, policemen,
and journalists driven by everyday feelings of anger,
jealousy, greed, love, and curiosity. Their qualities have
a human dimension. The two lead protagonists are com­
pletely different, endowed with extraordinary talent and
superhuman power. They do not contest for the sake
of a concrete advantage but battle for the way in which
the surrounding world is to exist. The dimension of the
clash is thus cosmic and not human. The fact that they
belong to a different category is emphasised in a multi­
tude of ways. They have masks instead of faces, move in
a unique manner, and their costumes, just as their abili­
ties allow them to stand out from the rest of the crowd.
This disparate ontological status is also underlined by
their origin: in dramatic circumstances one metamor­
phoses into Batman and the second transforms from a
gangster into the mad Joker. The names of the charac­
ters stress their mediatory nature. The way Batman and
the Joker exist on the border of the twilight and fairytale
zones makes it possible to shift the plot from one dimen­
sion to the other. Without this opening it would be im­
possible to solve the situation encountered in Gotham
City, the site of a battle waged by two forces, neither
of which is able to prevail. The appearance of super­
human powers is a consequence of this state of things,
with Batman and the Joker representing the forces in
question. Take a closer look at the two characters in an
attempt at their definition. Batman is cloaked in black
while the Joker wears the multi-hued clothes of a clown.
The former flies, the latter prances. Batman is a brilliant
inventor, and his nemesis - a remarkable chemist. The
home of the former is bright and orderly, while the lat­
ter resides in gloomy clutter. One thing is obvious; the
two opposites can reveal their meaning only in a mutual
relation. The Joker creates Batman, who, in turn, is the
main force making it possible for his adversary to rise to
unequalled prominence. Opposing elements, after all,
not only determine each other but also require the pres­
ence of the other. The fact that they compete for the
same woman also acts as structural justification. Due
358

to their close connection everything within the range
of the interests pursued by A must also attract B, his
counterpart.
The film’s plot begins with a sequence in which Bat­
man becomes involved with one of the sides in a conflict
raging in the city. Logically, the Joker soon appears, opts
for the opposing party and the clash takes on a different
dimension.
The whole story can be divided into three parts, the
largest presenting the main characters. This exposition
makes it possible to understand the causes and mean­
ing of the duel between Batman and the Joker, which
constitutes the second part. Finally, the last brief section
portrays the city after Batman’s victory. The bright day­
light, the delighted faces of the people, and their dec­
larations confirm the belief that evil and insanity have
been defeated and if they were to return, HE, the great
defender, shall return too. This scene is the complete
opposite of the first sequences. Recall the darkness, cha­
os, violence, anxiety and fear that created the opening
scenery of the whole story. If we describe the initial state
as chaos and the final one as order (later we shall try to
prove that there are good reasons to use these terms),
then the whole event can be presented within a scheme
of the rite of passage. Note that a lion’s share of the film
contained between the extreme states can be accurately
characterised by referring to the middle phase of the
rite of passage, i.e. transition. The extraordinary trials
and tribulations experienced by the protagonists, the
astonishing characters and powers, the different space­
time are important for the phase of transition, a stage of
trials that need to be overcome to achieve the desired
new state. The structure of the rite of passage builds the
film’s narrative plan, and the logic of this event attributes
qualities and functions to its characters. Although the
procedure in question has affected the world of Gotham
representing the whole reality-cosmos, it is portrayed by
the battle waged by two symbolic characters, Batman
and the Joker.
What do the characters dominating this motion
picture symbolise? What truth does their conflict mani­
fest, and what is its connection with the rite of passage?
Before we start answering these questions we need to
make a certain observation. The symbolic significance
of any element is connected with its place in a struc­
ture and emerges from this location, which opens it up
in a certain direction though it is impossible to say that
meaning is unambiguously determined by a given place.
The symbolic dimensions of Batman and the Joker are
obvious. After all, they collect and magnify the features
of their environment, reveal hidden truths, and over­
come ordinary measures and conditions. These are the
properties of a symbol.5 The mask acts as a detail con­
tinuously manifesting the other dimension of the main
characters’ existence. The mask is a means of stopping
time and escaping the accidental and changeable. The

�Wiesław Szpilka • B A T M A N - A STORY OF CREATION

mask manifests the permanent and the unchangeable the essence. Its presence signals a shift from the field of
history and psychology into the realm of ontology.6 The
path to this dimension followed by the cruel and cynical
gangster Jack Napier leads through a vat of acid. In this
terrifying welter a man dies and a mask - the Joker - is
born. The acid that accompanies the transformation is
deeply meaningful. According to M. Lurker in his Dic­
tionary of Biblical Images and Symbols: The effect of acid
(...) became a symbol of impinging—particularly evil —upon
the surroundings. 7 In other words, right before our eyes
the human evil of Napier was etched into pure evil, with
the Joker becoming its carrier. His character and actions
represent the very essence of evil.
The name is our first hint: a joker tells or plays
jokes; a joker is also a playing card that can replace any
other card. He exists outside the accepted order, which
he scorns. Gaudy clothing, clownish gestures, dancing
and music are signs of a carnival, a reality of confusion,
toppled hierarchies, and incessant changes. As befits a
representative of the carnival the Joker is always play­
acting, pretending, emphasising the conventional and
impermanent character of all order. All his efforts are
aimed at multiplying the absurd. Smylex is the name of
his weapon, a bizarre gas that makes people abandon
their character and, rendering them absurd, reveal the
equally absurd nature of reality. The headquarters of
the demonic jokester are an abandoned chemical plant,
where various colours, smoke, and shapes mix. This is
exactly the way in which the seat of the madcap king of
the carnival, opposing everything that is simple, distinc­
tive and defined, should look. The Joker utters the same
truth in a variety of ways. The essence of evil is chaos,
which has to end in death, non-existence. This is why
the victims of Smylex die smiling and the entire Gotham
population is supposed to perish in a culmination of car­
nival frenzy.
Only another force can successfully oppose the pow­
er of entropy and nothingness, and Batman is its carrier.
Similarly to his antagonist he too experienced initiation
in the face of death changing the ontological dimension
of his existence. Hence the mask in which he appears at
all the more important moments. As in the case of the
Joker his name draws us closer to the secret of his pow­
er. Batman is literally a bat-man but also the one who
serves. The ability to fly and the night (bat qualities) are
prominently displayed. The protagonist, cloaked in uni­
form black, descends from the sky and disappears into
an abyss.
The symbolism of bird qualities - flight and wing - is
extensive8 and almost always related to spirituality and
mediatoriness. The meaning of Batman’s bird-like fea­
tures becomes clearer thanks to the relation with the
Joker. The latter sticks to the ground, slithers (his moves
are highly characteristic), is colourful and changeable,
and kills with poison, venom. In a word - a snake, a
359

great chthonic symbol. The fact that he multiplies chaos
is connected with his bond with the earth that contains
everything but in which nothing has yet been crystal­
lised. A battle between a bird and a snake is a frequent
medley of symbols, with the serpent representing the
subterranean world, the earth, and evil, and the bird
- the sky, air, and goodness.9 What is the principle of
goodness represented by Batman? A bat and blackness
usually reveal night, unhappiness and death. Neverthe­
less, they can also symbolise a severe, ceremonial and
lofty order contrasting with the one in which we exist.10
The blackness of Batman’s costume and its unchange­
able and uniform character become meaningful only
in the context of his enemy’s outfit. The latter denotes
changeability and chaos, and the former - duration and
clarity. Obviousness and loyalty also distinguish the re­
lations between Batman and people. His friendship with
an old valet is unquestionable and his love survives all
tests. As befits a winged creature he features consider­
able intelligence and numerous talents, which inspire
the creation of precise constructions and devices. Bat­
man is building a well-ordered, clear space. The objects
he uses are nothing more than materialised order, also
represented by good manners and elegance. Our pro­
tagonist destroys the criminal world because by breaking
the law the latter subverts the constancy of order - the
essence of goodness. In other words, Batman’s activity
in all fields can be reduced to a common denominator:
he creates, intensifies, defends and expresses order. Bat­
man himself is order, just like the Joker is chaos.
Two forces confront each other in Gotham. Evil-im­
permanence-chaos-death, on the one hand, and good­
ness-loyalty-order-life, on the other hand. It is worth
noting that the opposing nature of the characters sym­
bolising these states does not exclude their considerable
closeness. They share the feat of crossing the boundaries
of human measures and possessing powers not of this
world. Batman and the Joker do not serve the sides in­
volved in the Gotham-set conflict but rather represent
the cosmic dimension of the clash. The scope of their
duel is emphasised by corresponding time and place.
The final, decisive round is staged on a tower summit in
the course of festivities. A cosmic confrontation occurs
during a fiesta, when everything simultaneously dies and
is born, and in a place linking heaven, earth and neth­
erworld. Once again chaos, aiming at domination, falls
into an abyss. Order, i.e. existence, triumphs.
The presented story emulates an obvious example
and via the scheme of a magical fairy tale it refers to
the heroic myth. The tale about a hero saving the world
is a version of the cosmogonic myth, the core of every
mythology.11 The connection between this sacred story
and the rite of passage discernible in Batman is also in­
tentional. Each rite de passage is a revival of creation,
the latter’s update. The rite uses a different language to
present the same truth, which evokes myth. An analysis

�Wiesław Szpilka • B A T M A N - A STORY OF CREATION

of the text emphasises its connections with categories re­
vealed predominantly in archaic cultures, in tribal, peas­
ant, and primitive communities. Within this context it
is worth recalling the opinion of Aleksander Jackiewicz
who described film as tribal art ingesting myths, opened
to a fairytale-like quality and to a child-like experience
of the world.12 As we have tried to show, the tropes de­
scribed by the author of Moja filmoteka are remarkably
prominent in Batman. It must be emphasised that de­
spite all its advantages our example is far from unique.
It is a splendidly crafted but typical sample of the action
genre. Once again we are presented with a plot shown a
thousand times before by using different images. Knights,
cowboys, policemen, solitary saviours continue to bring
up to date the ever identical scheme and recall a model
that we already know by heart. The collection of texts
creating the action film speaks to us about the presence
of archaic phenomena and forms seemingly inappropri­
ate for modern times. The endurance, attraction, and
vitality of films founded on these old, unoriginal topics,
the incessant popularity of worn out clichés incline us
to believe that the stratum containing such phenomena
continues to be alive and important for contemporary
man. In folk cultures the cosmogonic myth, rites, power,
order, and chaos were situated at the level of real, strong
life, which everyday existence should imitate. This was a
sacred area making it possible to understand the course
of all affairs. It was not distinguished from everyday life
because it encompassed it in its entirety. Everything that
exists at the bottom was also represented high above.
This is precisely the property of the sacral way of expe­
riencing existence that Ricoueur discussed as the rule
of suitability.13 Myth and ritual are techniques making
possible transference to a sacral and lofty realm. His­
tory and psychology become abolished, because “at that
time” only figures and archetypes act and all events are
model-like. Film is another technique for halting the
ordinary course of events. Darkness falls and we find
ourselves at the beginning of a story. As in myths, the
protagonists are strong, beautiful and good, and evil is
terrifying and powerful. As in myths, truths are distinct
and principles are divided, time is governed by differ­
ent rules, and individual qualities are a function of the
tasks that the dramatis personae have to implement. In­
deed, stereotypes, repetitions, unbelievable plots, and
unrealistic characters dominate popular movies. True
- normal life and ordinary issues do not exist and chal­
lenging intellectual deliberations are absent... Instead,
an exceptionally important revelation has been offered.
Power, order, meaning - haute monde —do exist and
last. Look for them and pursue them. Transcendence,
in other words, the sacrum can be perceived and expe­
rienced. This is the sole certainty granted by frivolous
film. Powerful, exemplary, truly sacred life does exist. If
religion denotes predominantly contact with sacredness
and the latter reveals itself through power and overcom­
360

ing, then mass culture has a religious dimension. The
word “religion” may come from the Latin relegere - to
frequently address, to scrupulously contemplate, to read
again, religari - to become attached, religere - to choose
again. Does mass culture not entail great attachment,
confirmed choice and intense contacts? Do sports fans
and film and music enthusiasts not display this religious
attitude? The answer seems to be obvious. Mass culture
continues to persistently confirm the presence of the sa­
cred. Its theology is not particularly sophisticated and
ends with the statement - t h i s i s. However banal such
truth may be it is also highly comforting and necessary.
Recall - we are dealing with a text. It is difficult to say
whether it is understood in this way. More important,
the text makes this sort of reception possible and opens
to such truths as well. The horizon of its meanings in­
cludes also this noble and magnificent dimension.

E n d n o te s
1

E B ran tlin g er, Introduction: Six Artistic
Cultures, in: Modernity and Mass Culture, ed . J. N a r e m o r e ,

J. N a r e m o r e ,

E B ran lin g e r, B lo o m in g to n a n d In d ia n a p o lis 1 9 8 1 , pp .
1-9.
2

J. W o ź n iak o w sk i a ls o d is c u s se s re fle c tio n s c o n c e r n in g
th e m e a n in g o f p la y in c u ltu re :

wienia koniecznie potrzebna,
3

T h is

is su e

h as

been

Czy kultura jest do zba­

K ra k ó w 1 9 8 8 , p p . 2 1 5 - 2 3 5 .

t a c k le d

Antropologia kultury wsi polskiej,

by,

e .g .

L.

S to m m a,

W a rsz a w a 1 9 8 6 , pp .

1 3 -1 5 1 .
4

5
6

O n th e “ a r ist o c r a tic ” c r itic ism o f m a ss c u ltu r e , its o rig in s
a n d th e p r e se n t-d a y c o n d itio n se e : S . B a r a ń c z a k , Słowoperswazja-kultura masowa, “ T w ó r c z o ść ” 19 7 5 n o . 7.
A fte r : E T illic h , Znaczenie i usprawiedliwienie symboli
religijnych, “ E o lsk a S z tu k a L u d o w a ” , 1 9 8 8 , n o . 3 , p. 16 0 .
T h is sig n ific a n c e o f th e m a sk is p a rtic u la rly e m p h a s is e d
b y:

G.

van

d e r L eeu w ,

Święta gra,

“ E o lsk a S z tu k a

L u d o w a ” , 1 9 9 1 , n o . 3 -4 , p. 6.
7

M . L u rk er,

Słownik obrazów i symboli bibijnych,

P o zn ań

1 9 8 9 , p. 106.
8

I n fo r m a tio n o n th is t o p ic after: D . F o rster,

liki chrześcijańskiej, W a rsz a w a 1 9 9 0 , p.
Słownik symboli, W a rsz a w a 1 9 9 0 , p p .

Świat symbo­

2 2 5 ; W. K o p a liń sk i,
3 4 2 -3 4 4 , 38 3 -3 8 5 .

9

W. K o p a liń sk i, o p . c it., p. 3 4 4 .

10

W. K o p a liń sk i, o p . c it., p. 2 5 5 , 5 3 - 5 4 . D . F o rster, o p . c it.,
p. 117.

11

B a s e d o n : M . E lia d e ,

Traktat o historii religii, W a rsz a w a
Poetyka mitu, W a rsz a w a

1 9 9 6 , p p . 4 0 3 - 4 0 6 ; E . M ie le tin sk i,
1981, pp. 2 80-285.
12

A . Ja c k ie w ic z ,

Moja filmoteka,

W a rsz a w a 1 9 8 9 , p p . 2 2 3 ­

327.
13

E R ic o e u r,
365.

Egzystencja i hermeneutyka, W a rsz a w a

1 9 8 5 , p.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10794" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10772">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c3289956e1877e7dfa02972d1cf39187.pdf</src>
        <authentication>2ffb9876fdc951dc44c1bbb198a8b2d5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128650">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6568</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128651">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128652">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128653">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128654">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6139</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128655">
                <text>To See the World/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128656">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.352-356</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128657">
                <text>Szpilka, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128658">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128659">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128660">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128662">
                <text>WI ESŁAW SZPILKA

To See the World.
Ethnography vis a vis
Film and Mass Culture

T

he FIFA World Cup is watched by millions of
people all over the world. Concerts of pop stars
attract tens of thousands of fans worldwide.
Rambo entertained a mass audience in China, while
the Chinese actor Bruce Lee became a major film icon
in Europe and America. Jeans, Coca Cola, rock music
think nothing of borders and are everywhere. Bond or
Madonna are just two examples of well-known figures
popular on a scale unimaginable in the world of serio­
us high art. Naturally, this is the field of mass culture,
one of the most characteristically modern phenomena
analysed so often and from so many angles that, to
quote Stefan Morawski, it is impossible to recount even
the most important reasoning.1
I believe that ethnography too can add to this vast
group an interesting image of mass culture. As befits its
nature ethnographic description will not be tempted
to imitate or opt for comprehensive portrayal. Rather,
it will aim at emphasising the most crucial points for
a caricature and not a portrait, to use a metaphor de­
vised by Ludwik Stomma. This is why an ethnographer
should focus on the phenomenon itself, attempting to
find the specific organising principle decisive for its
external shape. Only after the main narrative threads
of the discussed phenomenon are revealed along with
a catalogue of protagonists and the qualities attributed
to them that we can begin contemplating their sense
and meaning. This is when one can transcend the in­
terpreted phenomenon towards historical reality and
refer to man’s existential problems. Even then, how­
ever, it is best to adopt a distinct perspective. After all,
we are examining mass culture from the inside by fol­
lowing its rules and truth. Such a description opposes
the traditional perception of cultural phenomena that,
to cite Ricoeur, falls victim to three illusions - the il­
lusion of the source, the creator and the audience.2
Now, a quick look at what these illusions consist of.
It is assumed that the meaning of a phenomenon
can be comprehended by referring to the reality in
which it was created, to its social, political and aes­
thetic determinants. Another type of genetic inter­
348

pretation involves linking the subject with its author.
Consequently, his biography, plans and intentions are
supposed to provide the foundation of comprehen­
sion. A phenomenon may be also explained by draw­
ing attention to the audience. In this case it is not the
cause but the effect that is the most important factor
for formulating final conclusions. Cause-and-effect
explanations are the most frequent method of treating
mass culture.
I would like to use several standard examples to
show how the three illusions hidden in the foundation
of these popular strategies exert a decisive influence on
the perception and assessment of mass culture. Only
in this light will it be possible to evaluate the chance
offered to ethnographic description, an opportunity
inspired by an awareness of the traps that sociologists
and art historians collectively fall into.
The works of Marshall McLuhan are an extreme
but thus an instructive example of explanation via
sources.3 McLuhan believed that to understand mass
culture is to comprehend the meaning of electronic
mass communication media since their emergence is
to lead to a new quality of civilization. A global elec­
tronic village has replaced the galaxy of Gutenberg.
The change is radical because it affects not only media
but de facto has an even larger impact on the transmit­
ted content. According to McLuhan the method of
transmission becomes synonymous with its content hence his classification of hot and cool media. Regard­
less of its content the meaning of a message is already
determined by the way it is transmitted. This would
mean that Batman is closer to Bergman’s Wild Strawberries than to the comic book it was based on just
because it is a motion picture.
Defending this conviction poses a difficult chal­
lenge. One can legitimately claim that the carrier is
one of the factors shaping information. The thesis
proposed by the Canadian philosopher, however,
is certainly stronger by arguing that what has been
manifested depends fundamentally on the media car­
rying the information. If this were actually true then
it would be impossible to explain evident differences
observed within the reality created by the same media.
The division into mass and high culture would have to
be considered absurd. After all, mass culture obviously
exists above the divisions discussed by McLuhan. Fig­
ures characteristic for its world move freely from the
movies to comic books, from literature to films, and
exist simultaneously on the stage and in the press. To
put it differently, Donald Duck is defined by a specific
reality of mass imagination that must be respected by
authors using all techniques. This is why Batman, Dick
Tracy - contemporary films based on classic comic
books - render old plots so faithfully, adhere to char­
acter profiles, and even try to evoke the atmosphere
of the drawings.

�Wiesław Szpilka • TO SEE THE WORLD. ETHNOGRAPHY ViS A ViS FILM AND MASS CULTURE

Civilisational transformations - and mass media
changes undoubtedly belong to this group - say little
about the essence of mass culture. After all, an analy­
sis of the mass media does not tell us why the products
of American dream factories are watched all over the
world contrary to their Soviet counterparts. Moreo­
ver, it will not explain the sources of the remarkable
popularity of archaic forms, e.g. fables, or of charac­
ters from a totally different world, such as demons,
ghosts, sorcerers and angels. Naturally, the views of
the electronic village prophet are an extreme example
of thinking in which the base (source) decides about
the superstructure. It is impossible to uphold a convic­
tion about a sole causative reason setting into motion
an entire structure. Nevertheless, a more subtle form
of this particular style of thinking remains highly wide­
spread.
The number of factors influencing the reality from
which mass culture emerged tends to grow. Urbanisa­
tion, industrialisation, mass education - these are the
forces that together with the new media gave rise to
the phenomenon in question.4 It is possible to present
these processes in numbers and to express them in
tables and charts, thus rendering them objectively
perceptible and a better analysis foundation than the
intuitive belief that print leads to a more fragmentary
world perception and TV to a comprehensive grasp.
The fact that the number of TV sets has increased
considerably does not explain why Dynasty won a
mass audience and Seventeen Moments of Spring did
not. The expanding opportunity to transmit all types
of contents does not account for the universal accept­
ance of some and the slender approval of others.
Why then do Indiana Jones, Madonna, soccer,
Stephen King novels, or images of attractive but­
tocks and breasts get the upper hand, and not films by
Tarkovsky, avant-garde music and scientific specula­
tions? After all, the civilisational frames accompany­
ing their creation are identical, and the transmission
media - similar. And yet two opposite phenomena
- mass and high culture - emerge on the very same
ground. Surprisingly, while origin is supposed to en­
tirely determine the former it does not seem to have a
larger impact on the latter. Genetic explanations are
not helpful in solving this mystery. An interpretation
of mass culture based on its sources is not particularly
productive. It shows why cultural contents can spread
rapidly and widely but is incapable of pointing out the
reasons why some take advantage of this opportunity
while others fail to do so.
The explicit insufficiency of the above option calls
for a backing. Therefore, the focus switches from
sources to the audience. From the very beginning
critical opinions relating to mass culture have been
accompanied by an illusion pertaining to the audi­
ence, the conviction that the nature of mass culture

depends on the people who consume it. The reflec­
tions of Jose Ortega y Gasset, cited up to this day, are
a classic expression of this concept.5 Gasset outlined a
highly determined picture of the mass-man:
The mass is the average man (■ ■ ■ ). The characteristic
of the hour is that the commonplace mind, knowing itself
to be commonplace, has the assurance to proclaim the
rights of the commonplace and to impose them wherever
it will. (...) This leads us to note down in our psycho­
logical chart of the mass-man of to-day two fundamental
traits: the free expansion of his vital desires, and therefore,
of his personality; and his radical ingratitude towards what
has made possible the ease of his existence. These traits
together make up the well-known psychology of the spoilt
child. (...) That man is intellectually of the mass who in
face of any problem is satisfied with thinking the first thing
he finds in his head. (...) For the basic texture of their
soul is wrought of hermetism and indocility; they are from
birth deficient in the faculty of giving attention to what is
outside themselves, be it fact or person. They will wish to
follow someone, and they will be unable. They will want
to listen, and will discover they are deaf. (...) Hence we
apply the term mass to this kind of man —not because of
his multitude as because of his inertia.6
Primitive, lacking taste and morality, seeking ex­
clusively consumption and amusement, desiring pow­
er but avoiding all types of responsibility, opposed to
everything autonomous and different, the mass-man,
whom the Spanish philosopher additionally linked
with communism and fascism, poses a threat to all au­
thentic values.7
Works by Ortega y Gasset do not consider the
cultural environment of the mass-man but shift their
focus from civilisational transformations straight to
mental traits. And yet a definition of a representative
of the masses also indirectly describes his culture. The
principles of the homogenization of contents and the
lowest common denominator apply only when it is
possible to define the basic recipient. After all, it is he
who sets the level of images aimed at mass imagina­
tion. Mass culture envisaged as the realisation of the
needs of the average man is the key to understanding
the phenomenon. Take a look at some examples.
Just as its name suggests mass culture is aimed at the
masses of average consumers, everymen devoid of aesthetic
culture or possessing it to a slight degree. (...) Mass culture
is based on already worn out aesthetic and non-aesthetic
stereotypes, on epigonic consciousness so obvious in popu­
lar belief that the discussed stereotypes seem to be eternal.
(...) [Dominated by] mass-produced conventional com­
monplace values, with a definite aesthetic aura replaced
by the climate of banality, something to be used and used
up quickly, and no deliberate distinction; on the contrary,
differences between an art product and everyday items are
obliterated. On the one hand, appreciation for individual­
ity, uniqueness, talent, genius, innovation, and originality,

349

�Wiesław Szpilka • TO SEE THE WORLD. ETHNOGRAPHY ViS A ViS FILM AND MASS CULTURE

together with the breaking of conventions and the question­
ing of stereotypes at the very least, and on the other hand,
a longing for the stereotypical and the conventional; the
epigonic approach does not offend and talent is not sought
after contrary to accessibility, i.e. communicative contents
and old, reliable communication forms.8
Mediocre people strive for mediocrity. This equa­
tion leaves no place for doubt. By opposing uniqueness
the mass scale creates, on the one hand, horror of the
“terrible bourgeois” and on the other hand - kitsch in
art, banality and stereotypes in thinking, an apothe­
osis of passivity and consumption. This “aristocratic”
perception is at its very basis entangled in assumptions
that in advance determine description and assess­
ment. There is no proof to support the view claiming
that the original and the extraordinary are superior in
any way to the common and the average. Ethnography
shows that in “cold” or folk-type cultures we encoun­
ter a completely opposite situation. Well-known and
traditional objects and behaviour are wise, beautiful,
good, and desirable. Even in high European culture
the extraordinary career of originality did not begin
until Romanticism. Taking as granted the historical
conviction that elitist means high, valuable, and sig­
nificant, while commonplace is synonymous with low,
banal, and degraded is to say that mass culture does
not exist as a characteristic and original phenomenon.
It is affected by special ethnocentrism, i.e. a process
of measuring with reference standards treated as if
they were universal and absolute. Cultures considered
primitive were once perceived as first stages along a
path leading to the culture of the West, but now mass
culture is recognized as the latter’s infantile phase.
The world of the elites is obviously supposed to be im­
mersed in a strong, exemplary emanation of Western
culture.
The time and space proximity of mass and high cul­
ture probably generates the method used to describe
pop concerts, action films, or sports events. It consists
of psychological identification and produces many at­
tributes reflecting emotional states, e.g. pleasant, easy,
carefree, or obvious. It may be also the reason for the
lack of interest in contents creating this “little world”.
They seem to be familiar and similar to a reproduction
or an inferior copy do not require reflection.
Without granting mass culture a separate manner
of existence we have to assume that quantitative and
not qualitative differences are the only thing separat­
ing a researcher from a participant. Both experience
in a similar way, albeit some less and others more con­
sciously. By perceiving in the same way, though more
acutely and extensively, it is possible to formulate
binding opinions and define what is banal and childish
and what is noble and creative. The imperfection of
this manner of interpreting is perhaps most obvious
upon the example of Ortega y Gasset’s predictions of
350

the future of societies dominated by mass culture. His
prophesies of an imminent collapse turned out to be an
obvious mistake in the light of the progressing massscale Americanization of the world. Ortega y Gasset
also missed the mark when linking mass culture with
fascism and communism. After all, democracy is at its
strongest in a reality dominated by the blue jeans-style
culture, whereas the worst examples of tyranny and
barbarity are encountered wherever elites shaped the
framework of life.
The history of film is yet another proof of misun­
derstandings caused by the recipient illusion.8 A t its
onset, film was plebeian, fairground entertainment
created with the masses in mind. The same pictures
that used to universally entertain and move, such as
those with Chaplin, are now treated as significant ar­
tistic achievements. This career of elements creating
Cosmos with Bond in the coat of arms is no longer
unusual. Post-modern art readily applies quotes, tech­
niques, and patterns derived from lowbrow culture. A
vivid example of succumbing to illusions are attempts
made by art historians maintaining that a work whose
form and content are of a decisively mass origin, but
which was created by a renowned artist and circulates
within high art, is substantially different than the basis
from which it originated. The reason supposedly lies in
the awareness of the author and the audience as well
as in the distance, irony, etc. assumed by both parties.
The conviction that in order to understand a work of
art it is more important to define the experiences of a
concrete, historical audience than to analyse the work
itself is embedded in precisely such beliefs. In this psy­
chological reception the analysed phenomenon does
not exist objectively but depends on the readers even
though they continue to change and elapse while it
continues to persist in the same shape. In other words,
the recipient’s error inclines to absolutize a single per­
ception and opinion. In mass culture such an illusion
must be additionally intensified because it is difficult
to define its consumers. This remarkably heterogene­
ous milieu includes representatives of the most diverse
cultures, age groups, and professions, the rich and the
poor, the educated and the illiterate. Mass culture is
their only common denominator, and the sole quality
that we can attribute to them definitely is that they are
numerous, a mass. If these designations are not treat­
ed from the vantage point of evaluation - by accepting
assumptions determining a description but certainly
not arising from it - but from the point of view of de­
scription then the fact that Batman was watched by
millions and The Sacrifice by thousands will say noth­
ing about their value and significance. Meanwhile, the
view claiming that popularity is connected with shal­
lowness and that the nutriment of the common man is
bland says more about the image of the reality of those
making such assumptions than about the phenomena

�Wiesław Szpilka • TO SEE THE WORLD. ETHNOGRAPHY ViS A ViS FILM AND MASS CULTURE

in the centre of their attention. In this instance, mass
culture becomes a pretext to lecture on which values
are important and which judgments are true, and is
supposed to conceal confessions.
The author’s illusion stays closely connected to the
observation made via the audience. It was particularly
favoured by critics of the Western consumption life­
style and designers of the socialist version of mass cul­
ture.9 The belief that a text says what its author in­
tended it to say constitutes the centre of this illusion.
It is the author’s intention that is supposed to decide
about the meaning of a given work. If he knows how
to win over the audience then he is also able to im­
pose his views, assessments, and perception of reality.
Such reasoning leads towards treating mass culture as
a great tool of manipulation, a subtle device invisible
for those that succumb to it. The American sociologist
H.I. Schiller wrote in his symptomatically titled Mind
Managers: For manipulation to be most effective, evidence
of its presence should be non-existent. When the manipu­
lated believe things are the way they are naturally and in­
evitably, manipulation is successful. In short, manipulation
requires a false reality that is a continuous denial of its
existence.10
According to Schiller, the qualities that make it
possible to impose this false vision include lack of
criticism, excessive value assigned to consumption,
and belief in unchanging human nature.11 All this
corresponds well with the already discussed qualities
of the average man, a consumption-starved citizen of
a country dominated by poverty, violence, mawkish­
ness, pandemonium, and puerile ditties. We should
not blame, therefore, viewers of films made by Walt
Disney Productions and readers of National Geograph­
ic (examples analysed by Schiller12), originating from
precisely these circles, for not being able to perceive
in such products American imperialism and activities
consolidating the binding status quo. The inclination
of the mass-man to succumb to manipulation is rein­
forced by the fact that certain sources of information
making it possible to assess the actual situation belong
to scarce elites distributing only certain beneficial im­
ages and not allowing others to be revealed. The com­
mercial success of music, literature, and films originat­
ing in protest against existing reality seems to suggest
quite the opposite. Exploiting the dark sides of exist­
ence, highlighting the disadvantages of the system, and
emphasising injustice can be a good way to reach Bat­
man aficionados, punk rockers, and football fans. A f­
ter all, this world is full of figures representing all types
of denominations, professions, convictions and skin
colours, with the most contrasting opinions attributed
to them. Indians can be depicted as good, noble and
brave or terrifyingly despicable and cruel. Stories are
told about good bandits, innocent prostitutes, corrupt
policemen and the horrifying world of business. Natu­
351

rally, tales about the infernal evil forces of violence
and superhuman good law enforcers also exist. In their
perfidiousness the authors of popcorn entertainment
went so far as to clad Arnold Schwarzenegger - a pop
cinema star - in the uniform of a Soviet police officer,
endow him with all suitable attributes, and show him
battling the Soviet mafia together with American law
enforcers in the USA. To make things even more per­
fidious this Soviet police functionary towers above his
American colleagues and unmasks the incompetence
of the local administration of justice. If Donald Duck
is an apology of middle-class America then Red Heat
must be praise of socialism and the USSR. After all, a
search for the author’s hidden intentions can lead to
even such a risky thesis.
If one believes that it is the author who decides
about the meaning of a work then there is nothing
absurd in the conviction that after captivating the
audience he will be capable of incapacitating it, and
thus rendering it subordinate to the forces he serves
or represents. If this were actually the case, if a work
were not autonomous, then becoming commercially
successful would be extremely simple. Familiarity with
the preferences of the mass audience, and such famili­
arity is taken for granted, should make it easy to com­
plete the author - communiqué - audience relation.
However, this is not the case, as sufficiently proven
by the frequent financial bombs of products developed
for the mass audience. The already bygone history of
the so-called socialist version of mass culture may be
an even better example. When an author determines
the message of a text he either surrenders to the audi­
ence’s taste in order to become successful or tries to
oppose the audience and impose his own project. The
former approach supposedly dominated mass culture
in capitalist countries. Those discussing mass culture
in the socialist bloc believed that the latter attitude
could win. After all, when authors do not depend on
the market, mass culture could be applied for the pur­
poses of social pedagogy. Having all the mass media
and accommodating executors at their disposal, the
leading forces in those states hoped to mould the “av­
erage man” any way they wanted. The result was rath­
er mediocre. The success of the Four Tank-men and a
Dog TV series and the adventures of Captain Kloss
did not influence the attitude towards the prevail­
ing system or intensify Polish-Soviet friendship. The
upright characters of party secretaries evoked laugh­
ter, as did the exploits of editor Maj, a Polish James
Bond combating neo-fascists. Competing with its
Western counterpart socialist mass culture was losing
in all fields. Even though various enlightened forces
were demonstrating in myriad ways how degrading it
is to enjoy pop music, action films, fashion or gossip
from the grand monde, consumption of this forbidden
fruit was a favourite pastime from the Elbe to Vladi­

�Wiesław Szpilka • TO SEE THE WORLD. ETHNOGRAPHY ViS A ViS FILM AND MASS CULTURE

vostok. It became something more: as Tyrmand and
Bukovsky emphasised in their memoirs, adherence to
mass culture seemed to be a specific form of a battle
for independence and the right to different opinions
and tastes. It is difficult to assume that when writing
their songs the Beatles anticipated that they would be
used in a crusade against communism. It is also rather
unlikely that designers of colourful socks intended to
turn them into a weapon in the battle against a hostile
system. And yet the phenomena in question gained
precisely such connotations. This example demon­
strates how each phenomenon applying the language
of inter-subjectivity and using symbols reveals new and
unexpected meanings in a novel historical and social
context, meanings whose existence the author was
unable to predict. Mass culture pointedly reveals that
the horizon of a work goes infinitely beyond the inten­
tions of its author. This is also one of the reasons why
it does not have to concern itself with boundaries.
While describing how three interpretation illu­
sions determine the shape of a presented image we
obviously did not assume that transformations of
civilisation, audience and author are insignificant
for comprehending the phenomenon. A satisfactory
presentation of mass culture, however, has to focus
on culture itself; otherwise, the discussion merely con­
cerns a new dimension of civilisation, mass audience,
and authors working for its sake. To put it differently,
other issues are being considered. After all, mass cul­
ture is predominantly synonymous with a collection of
texts that have a mass audience. This is its core and
true reality. The texts, recorded in various systems of
signs, should be interpreted and only in the light of the
knowledge contributed by this exegesis can we discuss
the relation between mass culture and mass commu­
nication media, the reasons for this culture’s universal
acceptance and, finally, the traditions inspiring its au­
thors. Critique of illusions is thus the starting point of
an ethnographic description of mass culture, showing
that its specific character does not involve civilisational conditions because they also give rise to opposing
phenomena. Nor is it the mythical “mass-man”, a the­
oretical construct whose pure form has never existed
anywhere. Finally, it is impossible to characterise mass
culture as the product of third-rate authors capable
only of iterating well-worn models and enjoying com­
mercial success by pandering to the public.
Once again: mass culture is a collection of texts that
are, or used to be read on a mass scale. To participate
in it is to read those texts and interpret them while dis­
covering their meaning. Their world is entered only for
the duration of reading and we stay in it only as long as
we read. This is why it does not have any permanent
residents and is inhabited by passers-by.
Childishness, banality, kitsch, and inauthenticity
are some of the numerous designations attributed to
352

the phenomenon of interest to us. The assessments
contained therein seem to be off the mark, but the
intuition they share is unquestionably apt. It empha­
sises the chasm between mass culture and everyday
“normal” life, a dissimilarity caused by a different form
of existence. The extraordinary character of mass cul­
ture must be connected with its complete textuality. If
the conviction maintaining that this is how the phe­
nomenon actually exists is correct then the question
of the structural homology of the texts creating it be­
comes crucial. Does the mass public, a factor making
it possible to notice the existence of the phenomenon
and determining its borders, have its fundamental
counterpart within the texts? What are the mutual re­
lations of the two denominators? These are the ques­
tions that an ethnographic description should answer.
Its point of departure includes books, films, fashion,
and concerts because it knows that this is where the
meaning is hidden.

Endnotes
1 S. Morawski, Na zakręcie od sztuki do po-sztuki, Kraków
1985, p. 89.
2 P Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka, Warszawa 1985,
pp. 334-335.
3 M. McLuhan, Wybór pism, Warszawa 1975.
4 A good example is: A. Kłoskowska, Kultura masowa,
Warszawa 1983.
5 J. Ortega y Gasset, Bunt mas i inne pisma socjologiczne,
Warszawa 1982.
6 Ibidem, p. 7, 13, 63, 69.
7 Ibidem, p. 82.
8 A. Jackiewicz, Moja filmoteka, Warszawa 1989, pp.
32-41.
9 For a review of the Polish authors of such concepts see:
E Kowalski, Parterowy Olimp, Wrocław 1988, pp. 7-60.
10 H.I. Schiller, Sternicy świadomości, Kraków 1976, p. 25.
11 Ibidem, pp. 22-35.
12 Ibidem, pp. 113-143.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11445" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11423">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a4e06af46839f307f36ec444f56107d7.pdf</src>
        <authentication>75bac1cfac61e813531107fc7ad909f3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136354">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6508</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136355">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136356">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136357">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136358">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6080</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136359">
                <text>My Province/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136360">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.79-83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136361">
                <text>Szpilka, Wiesław Kuba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136362">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136363">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136364">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136365">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136366">
                <text>W

hile skiing towards Mr. Kasprowy and
slowly climbing a slope I could not resist
the impression that this was quite a dif­
ferent mountain than the one I knew a quarter of a
century ago. The configuration of the terrain had not
altered and the tricks performed by the skiers are not
radically different, but the novelty is striking. N ot s o
long ago, a mere twenty or s o years ago, Mr. Kaspro­
wy was the domain of a distinctly delineated relation
between the metropolis and the province. This small
area witnessed the coexistence of all Polish skiers
and it was immediately obvious who came from the
centre of the country and who from the more distant
regions. Obviously, there existed a single common de­
nominator and a skiers’ world. Within its range the
less numerous members of the elite remained closer
to the realisation of a certain evident model (skiing
style, fashionable clothes, Western equipment, amo­
unt of time spent on the Mountain), while the masses
standing in queues could only dream and hope that
one day they too would join the “Duchy of Warsaw”
(this being the name given to the skiers’ metropolis).
Despite all the differences and every s o often fierce
animosity there existed a certain discernible commu­
nity, and the centre and the peripheries remained an
important structural element of its existence. Today,
no one speaks of the “Duchy of Warsaw“ because it is
simply impossible to notice any sort of a “capital“ on
Mr. Kasprowy. There are also no elements making it
possible to situate the skier upon a certain scale. Skis,
clothes, shoes mean s o little. Their universality and
availability have deprived them of some of the symbo­
lic significance; in addition, skiing itself now possesses
a radically different dimension. The equipment of a
serious skier creates a radical chasm from that of the
amateur. The two no longer meet while assessing the
style of their performance, nor do they share conversa­
tions about the quality of the snow. They simply come
from dissimilar worlds and the Mountain too differs
and no longer creates a bond. Relations are weak or
outright absent. The multiplicity of the proposals defi­
ned by the snow and skis is the reason why the opposi­
tion: model-like/emulated, strong/weak, metropolitan/
provincial is replaced by: mine/not mine.
Choice and personal decision become fundamen­
tal since they grant a name. I would like to ski, I de­
clare, and this access, together with its consequences,
defines me much more that the sort of skier I shall
become. It is not blind chance or an accident, but
some sort of powerful and demonic determinants that
locate me here and not elsewhere. I select and mould
my world whenever I have the opportunity, will and
energy, and enter a reality whose basic property be­
comes mine-ness. This is the case in the mountains. I s
this an enclave, a special place with individual features
or, on the contrary, do distinctive tendencies that in

wiesław

szpilka

My Province

horizontal and expansive worlds are less visible come
to the fore in this small area?
In Lapidaria 1 by Ryszard Kapuscinski, a spiritual
diary of drifting across the world inspired by extraor­
dinary intellectual and physical activity, a voracious
need to see, experience, and comprehend the world,
we deal with a grand panorama of our times. The au­
thor constantly contrasted the poverty of the South
with the wealth of the North, the descent of the Third
World, which he found emotionally close and which
is a concept encompassing more a civilisational quality
than a political or geographic one, and the enclosure of
the West, which to a considerable measure provoked
it. The contrasts entail assorted qualities, but the op­
position of interest to u s , i.e. between the metropolis
and the province, is missing.
The world at the end of the twentieth century and
the beginning of the twenty first century appears not
to have a distinct centre. On the contrary, Kapuscinski
constantly stressed a tendency towards separation and
distinction, a striving towards autonomy, and, in a
word, a provincialisation of reality.
Professor Piotr Sztompka about the world congress of
sociology in Montreal in 1998. The Congress dealt pri­
marily with the processes of globalisation (...). The other
aspect of globalisation is a defensive manifestation of own
distinctness (...). Globalism - a feature of the contempo­
rary World - is the fragility of dominant confrontations,
orders and unions. “Today” might look totally different
than ”yesterday” and no one is any longer surprised that
suddenly things are different, no one asks about the causes
or seeks the roots. (...)
Pessimists claim that the future of our planet will in­
volve further Balkanisation and even tribalisation. They
declare that in a certain sense we are returning to the
most distant times, to our very beginnings, when Earth
was populated by an enormous gathering of innumerable
groups, clans and ethnic communities without any clearcut central structures and hierarchies. This Balkanisation
and tribalisation are not only territorial but also mental. A
narrow, closed and one-directional mentality is on the rise,

79

�Wiesław Szpilka

• MY PROVINCE

one that rejects everything that is different and that does
not confirm its convictions about its exceptionality, superi­
ority and supremacy (...). Provincialism denotes enclosure
within one’s narrow world in which the local mediocre at­
tain the dimension of powerful heroes and petty incidents
achieve the rank of historical events (...). The weakness of
provincialism lies in the fact that it often becomes a shelter
for the frustrated, the failures, those devoured by ambition
and devoid of talent.2
This portrait of contemporaneity outlined by
Kapuściński is confirmed also by other prominent in­
terpreters. A close image is depicted by, i.a. Bauman
in Liquid Modernity.3 In other words, we are dealing
not with a subjective vision but with a solidly ground­
ed opinion. In addition, it harmonises with the fact
that the Internet - a web, the emblem of our times,
universally known and obvious, also emphasizes the
changeability, undulation, horizontality, and absence
of hierarchy, as well as the fetters, the whole, the im­
possibility of evasion.
H o w is it possible in a world thus perceived, devoid
of obvious centres whose number is s o great that they
mutually annul their magnetism and where metropo­
lises perish due to their peripheries, to speak about the
province and its spiritual offspring - provincialism? N o
problem would arise if we were to assume that the phe­
nomenon of the metropolis and the centre is created
by quantity. On the other hand, however, it is easy to
indicate examples toppling such a thesis. Political or
financial power and the force of culture, science, and
art are often located beyond the most populous largest
cities. Small Geneva is higher ranking in the financial
world than gigantic Mexico City, while Washington is
politically more important that New York. Moslems
regard Mecca as much more significant than Cairo
or Karachi. We may speak about the phenomenon of
interest to u s only when there come into being new
models of existence, lifestyles possessing sufficient
power and energy to conquer both further and nearer
regions. Assorted factors may stimulate the force of ra­
diation. Nonetheless, the latter is evident. The gener­
ated model is legible and distinctive; hence the force
of its attraction. Kapuściński never indicated any point
endowed with such properties on the map of the con­
temporary world. He also consistently did not speak
about the province as a physically existing space but of­
ten returned to provincialism, which he conceived as a
state of the spirit and a manner of thought, and which
he deemed as the worst threat for human existence.
He inhabited some sort of a spiritual metropolis that he
did not present outright. One thing, however, is clear.
It is not located anywhere in the concrete world but
remains a transcendent point making it possible to at­
tain a distance - naturally, varied - towards all sorts of
reality. This citizen of the world, a martyr of the jour­
ney, whose path links New York salons with African

refugee camps, Parisian hotels with collapsing Russian
rural dwellings, who talked with the great figures of our
times, described the sources of his “worldliness”:
The impact of my childhood upon later fascinations:
Pińsk was situated along the peripheries of, once, Po­
land, and now, Europe. This is probably why I am con­
stantly attracted by the peripheries of the world. The cli­
mate of the peripheries, the time that follows such a slow
course there, the languid and drowsy atmosphere, those
empty streets and immobile faces peering through small win­
dows and raised curtains. I remember silent Bernardyńska
Street and the unexpectedly appearing figure of a rabbi.
He walks hurriedly and looks around nervously as if he
suddenly became aware that he had mixed up worlds
and has to quickly return to non-being. Paradoxically,
Kapuscmski’s openness, curiosity, and attention came
into being in a godforsaken locality amidst marshes
and bogs, but were able to truly originate, develop,
and produce effects only when severed from the roots
and after abandoning the place of origin.
In his essay - significantly entitled: Paradoks prow­
incji5 - Dariusz Czaja indicated the archetypical di­
mension of such a situation: Fellini’s Rimini, Kantor’s
Wielopole, Mrożek’s Kraków - the worlds of begin­
nings, small, poor, part of the past, never to return.
One either left them or outright escaped from them,
and at times the horror of history drove one out. It is
impossible, however, to abandon them totally. They
are constant, albeit as reminiscence, nostalgia or long­
ing. For the authors - an important source of their
works, and for those who use only their life to write a
text - a lesson taught by memory, an important stirring
of the soul. D. Czaja described this movingly: Accord­
ing to this interpretation, the inhabitant of the province is
simply a different name of the human condition of each one
of us regardless of the place of residence. (...) The presentday Everyman is a figure with an underpinning of longing,
whose characteristic mark is a part of the DNA cultural
chain distinguishing each one of us. 6
Lithuania, my fatherland! You are like health/ How
much you must be valued, will only discover/ The one who
has lost you.
A t the onset of the twenty first century, when li­
quidity, change, and impermanence are a global expe­
rience, and in the wake of the previous century, an era
of disinheritance, banishment and loss, Mickiewicz’s
words resound with a dramatic force containing a
strikingly true image capturing human plight. A por­
trayal of the Poles from the Eastern Borderlands, the
Germans of Prussia, the Serbs of K o s o v o , the Hindi of
London, refugees from China and Indochina living in
American cities, the inhabitants of refugee camps in
Africa and on other continents. Much divides them,
but they share only/as much as “lost fate, whose value
grows as it becomes more distant in time and space.
The harmony and beauty of a reality given without

80

�Wiesław Szpilka

m y p r o v in c e

our choice, and in this sense natural, becomes obvious
only from a perspective, and as a finite experience it
results in longing and calls for reflection and delibera­
tion. A thus conceived province would be, therefore,
the name of a spiritual land enduring via literature,
the cinema, music, and the visual arts. As a rule, in its
capacity as the memory of the poor it would become a
vanishing continent implicitly departing together with
them.
If we describe the province in this fashion then
what will its opposite be like?
Is the here and now in which we exist a centre or a
metropolis? In what manner is it accessible considering
that we lack in it distance necessary for cognition?
After all, we remain inside a reality that is only
becoming and starting to take place. It is open and
focused on the future, and thus unclaimed. We expe­
rience it more than understand it, or rather it is our
existence within it that constitutes its comprehen­
sion. In this case, our understanding does not consist
of examination and interpretation (as in the case of
the province) but of selection and activity. It involves
writing much more than reading reality. A t the end of
his journey Kapuściński said something very charac­
teristic in one of the interviews: I do not understand the
world. Despite this, or rather precisely for this reason,
he fervently described his special experiences while
creating the world.
In his: I do not understand the great reporter
evoked a peculiar feature of the centre, the space of
life. In extraordinary essays about the reflections of
Friedrich Nietzsche, Krzysztof Michalski also pre­
sented this quality: Always, regardless of the extent to
which we determine how much we shall know about it,
“my” life, “our" life are something more than just I or we.
Consequently, it possesses an inalienable, different, dark,
and strange side, about which all knowledge fails, a side
about which we cannot know. Note that the word “dark”
assumes in this context additional meaning. Here, “dark­
ness“ does not denote a mere lack of knowledge. It is ex­
cess rather than absence, excess that is life, an excess of
meaning beyond everything that we know and can know.
A darkness of life seen from the point of view of each par­
ticular moment, a darkness about which we can say that it
is unfathomably deep, mysterious, and too full of meaning.
(...) In other words, by describing life as the will of power
Nietzsche maintained that life does not adapt itself to the
world but shapes it (...). Life understood as power and the
will of power is a life that cannot be restricted either to
that, which it is or something that it could or should be. In
that sense, it is "excess".
(...). Life is creative. It is the power of the will because
it always exceeds itself by creating constantly new forms,
of which none can become its ultimate form.7
If we, therefore, see the province as a painted im­
age, a completed text, the space of memory, that what

is closed, distant, and recollected and for which one
longs, then the centre appears to be life, the will of
power s o evocatively depicted by Michalski. Note that
the most conventional manners of presenting the op­
position of interest to u s aim in a similar direction.
Boring, suffocating, ever the same, ossified, dark, sti­
fling, hopeless - are those not the names given to the
province? Even when we describe it as calm, gentle,
laid back, a vacation destination, and locate it on the
site of death/birth, it remains distant from the force of
existence. He who wishes to exist better, to live and
not to vegetate, sets off for the symbolic city. It is the
latter that bustles, roars, glimmers, and constitutes
multiplicity, intensity, and fever. Kapuściński declared
that great cities attract thanks to their opportunity,
potential, and reinforced life that reveals quantity.
The metropolis and the province are thus more
the figures of an existential situation than a descrip­
tion of material reality. This is the reason why there
is nothing strange in the fact that the same place will
be evaluated differently. We are dealing with a black
hole in which everything gets lost, while for others it
is a territory full of life. Accounts by Andrzej Stasiuk
from the European end of the world show just how
radical this reversal can be or even something more:
contrary to initial observations we are not tackling a
strong opposition.
Here, life is not contrasted with death or existence
with non-being. It rather faces that, which is taking
place, coming into being, which creates, encloses,
grants shape and form and renders comprehensible.
This is life harmonized with knowledge, the obvious,
and the impossible novelty reducing it. But we must re­
peat: KNOW ING and BEING - wrote D. H. Lawrence
- are opposite, antagonistic states. The more you know, ex­
actly, the less you are. The more you are, in being, the less
you know [...]. This is the great cross of man, his dualism.
The blood-self, and the nerve-brain self.8 Succumbing to
the province is a natural process of the life, which one
wants to see and understand.
The price of such a task will be cooling off, slowing
down, enclosure, the loss of the principal quality of
the metropolis, i.e. power, excess, the dark side. Why
pay such a price, what is the purpose of knowledge,
the province, memory? Why did the “blonde beast”
establish a “dead class”? Tadeusz Kantor, whose re­
flections about the province Zbigniew Benedyktowicz
extracted and recalled in Powrót do domu,9 said: Prob­
ably only there can we be redeemed,10 adding: We stand
in the door helpless, saying farewell to our childhood, upon
the threshold of eternity and death, in this poor and gloomy
interior; beyond those doors storms and human hell rage
and tidal waves rise.11 Against what does that childishly
helpless and poor space protect u s , towards what sort
of eternity does it lead u s - this is the theme presented
in Kantor’s spectacles through image, sound, mood,

81

�Wiesław Szpilka

• MY PROVINCE

the avoidance of words, declarations, and unambigu­
ity. Figures of the inferno, the flood and the storm
indicate that for this immensely dramatic person ex­
istence is threatened with annihilation, dissolution,
scattering, i.e. the loss of steady points, obvious places
of reference.
Osip Mandelstam, yet another great witness of the
twentieth century, wrote during an apogee of Stalinist
terror: We are living, but can’t feel the land where we stay,
and this phrase conceals the horror of a total lack of
enrootment and the absence of all anchors. We are liv­
ing meant at the time: we are driven, exiled, marched,
treated as a herd at the disposal of others. All mineness is destroyed and denigrated, and sole truth lies
in the created project of the future, while the present
is considered only if it serves the former. Nothing op­
poses a thus devised, constructed life created by peo­
ple and dependent on them more than the province.
Childhood and old age, birth and death, the extremi­
ties of life remembered and recalled, all possess certain
independence. Given without a choice, obvious, and
impossible to negate, close to the borderline of all hu­
man power, they refer to, or perhaps only indicate or
suggest a dimension greater than life and transcend­
ent in relation to it. Reference to it denotes seeing the
poverty of each finite existence and comprehending
the relativity and, in this sense, the weakness of each
project. More, in this perspective there is no other but
provincial life. The metropolis is only a movement, a
blinding flash, an escape from the memory of prime and
ultimate things. Hope, faith or, worst of all, certainty
that such a moment will last puts an end to all think­
ing and dims the imagination. After all, the project of
condensing volatility, the enslavement of power is one
of the central ideas of the metropolis. The power of its
existence is not to transfix the end, which discloses
frailty. It would be an expression of pride and narcis­
sism to grant the idea, frequently merging in the me­
tropolis, the name of provincial thinking, but it would
also indicate its universality and extensive distribution
rather than scattered intensity.
While pondering the opposition of interest to u s
we continue the laborious task of delineating the
obvious border between its members. The metropo­
lis and the province, death and life, the intense and
the weak, the dark and the comprehensible, the open
and the closed, the existent and the recalled, all those
categories introduce order into reality, create order
that makes comprehension possible, but also conceal
more - they lose an existence that cannot be uttered
through them. The continuum, the transition, the
encapsulation, the difference of the same, the horror
of the metropolis-province - this is the misery of eth­
nographic thinking adhering to life and experiencing
reality. A magnificent weakness.

When after the last steep ascent I finally reach
Świńska Pass and look at Goryczkowy Cirque, ever the
same and yet totally different due to past ski expedi­
tions, experienced years, and the events I witnessed
in this calm place, where, fortunately, I am now all
alone, I known that I am in my provincial-metropol­
itan world. I hear once again the words of Claudio
Magris, an Italian from Trieste, said about Ryszard
Kapuściński and indirectly, in my opinion, about the
issue examined by u s : Kapuściński knows that it is neces­
sary to carefully listen to the voice that is within us without
obscuring it with words. I find in him a sense of life that is
also fundamental for me: loyalty to wanderings with people
whom we love, be they living or dead but ever present. And
loyalty to things, places, seasons of the year. This writer, so
fascinated with reality and its limits, sometimes succumbs
to a desire for whiteness, emptiness, a void, a poor cell —
the most discreet signs of all things. Silence - as if there
was too much clamour, too many events and objects, too
many oppositions. I too always thought that someone who
really loves life without artificial comfort and its bathos
sometimes becomes really tired of it all.12
Endnotes
1

R. Kapuściński, Lapidaria I-III, Biblioteka Gazety
Wyborczej, Warszawa 2008.
2 R. Kapuściński, Lapidaria IV-VI, Biblioteka Gazety
Wyborczej, Warszawa 2008.
3 Z. Bauman, Płynna rzeczywistość, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2007.
4 R. Kapuściński, Lapidaria IV-VI, op. cit., p. 35, 36, 43.
5 D. Czaja, Paradoks prowincji, “Konteksty” 2/2008, pp.
14-27.
6 D. Czaja, op. cit., p. 33.
7 K. Michalski, Płomień wieczności, Znak, Kraków 2007,
pp. 232, 241.
8 K. Michalski, op. cit., p. 246.
9 Z. Benedyktowicz, Powrót do domu. Tarkowski i Kantor,
“Konteksty” 2/2008, see here english vesion previous
pages.
10 Z. Benedyktowicz, op. cit., p. 24.
11 Z. Benedyktowicz, op. cit., p. 25.
12 C. Magris, Wierność wędrówce, in: Kapuściński R.,
Wierszezebrane, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa
2008, pp. 133-134

82

�Wiesław Szpilka

• MY PROVINCE

UMARŁA KLASA
TADEUSZA KANTORA
zapis filmowy

ANDRZEJA WAJDY

cricoteka

Ait the top: DVD cover and poster to
Umarła Klasa (Dead Class) by Tadeusz
Kantor
Publisher: Ośrodek Dokumentacji Sztuki
Tadeusza Kantora Cricoteka
Janusz Palikot
Studio Filmowe Propaganda
Kraków 2007
On the left: cover of the book: Jam Koet,
Kadysz. Strony o Tadeuszu Kantorze, Biblio­
teka Mnemosyne, ed. Piotr Kloczowski,
wyd. slowf/obraz/terytoria. 2007
Graphic and typing loyoutJanusz Górski
On the cover: window from Wielopole,
Wielopole
Photo: Marcin Czechowicz © by Pracownia

83

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11451" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11429">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a6d58bb13f9852bdf596e6f2d1c78c0.pdf</src>
        <authentication>a8ad9198ff6a9595a578e9898a9c89d6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136429">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6514</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136430">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136431">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136432">
                <text>etnografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6086</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136434">
                <text>Poor Ethnography/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136435">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.156-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136436">
                <text>Szpilka, Wiesław Kuba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136437">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136438">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136439">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136440">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136441">
                <text>WI ESŁAW SZPILKA

Poor Ethnography

I

n 1981 “Polska Sztuka Ludowa” published answers
to a questionnaire posing the following question:
“Ethnography - Ethnology - Anthropology of
Culture - Folk Studies. What are they? What is the­
ir aim?”. 1 Apparently, the question concerning eth­
nography divided the respondents the least. Despite
great differences in perceiving the pursued discipline
almost all agreed with the image of ethnography pre­
sented by L. Stomma. An auxiliary science - ethno­
graphy - whose range corresponds to the first phases
on research: observation and description, fieldwork.
The characteristic type of ethnological research is a
monograph pertaining to a sufficiently limited group
so that the author is capable of amassing the majori­
ty of his information thanks to personal experience.
Ethnography also encompasses methods and techni­
ques referring to work on the spot, the classification
(...) and description of particular cultural phenomena
regardless whether the heart of the matter concerns
arms, tools, beliefs or institutions (Claude LéviStrauss). Ethnography thus encompasses works that
are often the easy victim of derision - studies that pro­
pose catalogues of farm tools, rural wells, beliefs about
plants, etc. and the range of their occurrence, mono­
graphs dealing with particular villages, etc. Naturally,
they would be deprived of all meaning if they were to
constitute an aim in itself (unfortunately, this does
take place). After all, their role entails collecting sour­
ces and the introduction of order within the latter for
the sake of ethnology. In this sense they can be useful
and valuable. A s can be seen, the differentiation of
ethnology and ethnography is not a question of ter­
minological jugglery. Its indispensability is delineated
by the regrettably rather unfamiliar motto formulated
by Jean-Thierry Maertens: Each ethnologist must be
also, at least partly, an ethnographer. After all, the
path from ethnography to ethnology remains long. 2
A quarter of a century ago ethnography did not pose
a challenge for the authors of New Polish Ethnology
and the respected representatives of its classical form.
It remained merely a first step, necessary but still ra­
156

ther simple and calling more for organisational than
intellectual effort. Questions, problems, and cognitive
difficulties were to come to the fore after this stage,
naturally for those capable of following the long path
towards ethnology. Reflection, interpretation, and
science worthy of a university level - all pertained not
so much to practicing ethnography, which took pla­
ce "somewhere”, as to the creation of ethnology and
anthropology taking place “’here”, in the very centre.
Exercises and professions, the path and the target this was the order of the relation. It would be difficult,
therefore, to become surprised that ethnography va­
nished from the names of scientific institutions. A n­
thropology and ethnology sounded more serious and
more respectable and, predominantly, they better re­
vealed the meaning of the network - the discovery of
the “truth” of culture and man. As is usually the case,
conciliation above all decisions - and the question of
ethnography became its unexpected and unconscious
cause - is more the effect of ignorance, lack of con­
centration, and absence of deeper reflection than an
obvious and well-devised assessment. When practi­
cing ethnography was regarded as an object of studies,
being there - as the phenomenon in question was in­
terpreted by Clifford Geertz, one of the most brilliant
commentators - revealed its entire complicated natu­
re. Suddenly, everything started to become distorted.
What is that mythical “terrain” in which research is to
be conducted? Why is it to be precisely that and not
the other, what are the criteria of selection, and what
should be the decisive premise? What about research
itself, the great task of collecting sources and putting
them into order? What methods of obtaining informa­
tion are most adequate, and when can we accept that
sources are so complete that we can start transforming
them? W hat sort of methods should be applied and
what sort of carriers can be used in view of the fact
that they all somehow deform reality? These are only
some of the more obvious questions. The heart of the
matter does not lie in the fact that there are no an­
swers. They do exist, but when everything has to be
justified then ethnography, an ancillary science and
the first step towards ethnology, begins to expand and
grows complicated. It becomes involved in interpreta­
tions and presents ambiguous material for further ana­
lysis, endowed with a great number of question marks.
Nonetheless, thanks to studies by C. Geertz we can
indicate several properties of ethnographic knowled­
ge, i.e. those that define it the strongest. 3 Probably the
most obvious is its local nature, the outcome of a close
connection of the presented image and fieldwork. N a­
turally, one cannot be everywhere and see everything.
The solution to this obvious observation was to assu­
me the form of a monograph: a single place, a single
institution or belief, nothing more and yet so much,
intensely and personally observed and experienced.

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

We attach importance to the idea of a monograph
not because this is the form in which real ethnography
was to realise itself. Belief in the existence of small,
isolated cultures that can be totally grasped has lain
in ruin for long. The fact that decryption calls for di­
stinction and is always made by someone continues to
exist and possesses obvious significance. Today, a mo­
nograph is not a holistic description of something, but
a detailed depiction of someone. Geertz coined the
term “ thick description”: Ethnography comes down
to thick description. What the ethnographer is in fact
faced with— except when (as, of course, he must do) - he is
pursuing the more automatized routines of data collection
- is a multiplicity of complex conceptual structures many
of them superimposed upon or knotted into one another,
which are at once strange, irregular, and inexplicit, and
which he must contrive somehow first to grasp and then to
render. And this is true at the most down-to-earth, jungle
field work levels of his activity; interviewing informants,
observing rituals, eliciting kin terms, tracing property lines,
censuring households ... writing his journal. Doing ethno­
graphy is like trying to read (in the sense of "construct a
reading of”) a manuscript—foreign, faded, full of ellipses,
incoherencies, suspicious emendations, and tendentious
commentaries, but written not in conventionalized graphs
of sound but in transient examples of shaped behaviour. 4
To present “something” in an ethnographic manner
designates not only providing diverse images, as colo­
urful and intense as possible, but also presenting it in
such a way so that it would disclose meanings. This is
the obverse and the reverse of identity, its two indi­
spensable sides. To see and seek meaning is the point
of departure for practice, which ends with a record of
sensible perception. In order to provide such testimo­
ny, to obtain local knowledge, the ethnographer sets
off, and, just as Jerzy S. Wasilewski, he “travels” or
like Andrzej Stasiuk, he “goes to Babadag”. He co­
mes across space, physically experiencing its concrete
nature. This fact restricts and closes, moderates the
cognitive impetus, but at the same time forces to beco­
me cautious, brings forth the importance of the detail,
and hones the senses that touch reality. On-the-spot
practice offering dense description - such is the path
that we follow.
We do not describe the entire World, but only
the selected particular world experienced by us. o u r
activity is limited by space, on the one hand, and by
invisible and omnipresent time, on the other hand.
The fact that our discipline has been always facing
the temporal problem is testified by its important cat­
egories - cold, archaic culture of the folk type. Within
the spaces of those cultures - natural for ethnograph­
ic activity - time was to signify so little that its im­
pact could be outright ignored. Images - the effects
of lengthy observation (months rather than years) could be regarded not as historical evidence but as a

description of the nature of those worlds. Today, such
a premise cannot be maintained. The contemporary
shape of the life of the protagonists of ethnographic
grand narratives from the first half of the twentieth
century has changed immensely. The Boro tribe, the
Nuer people, the Trobriand islanders, the inhabitants
of Białka, Jurgów, and Łapszanka, whom we visited at
the end of the previous century, all differ. The obvi­
ous character of this observation is the reason why it
is necessary to accept not only the fact that we were
there and wrote here but also that we were there and
then and are writing now. This act has its consequenc­
es. The ethnographic account becomes light because
time deprives it of its ultimate and categorical quali­
ties, while at the same time granting it universality.
After all, everything turns out to be particular, distinc­
tive, and in this sense exotic, since nothing can resist
the voracious passage of time. This outright audible
murmur of time renders ethnographic activity fever­
ish, immensely expands its domain, and prolongs its
duration infinitely. If the world has actually dimin­
ished and time has accelerated then we are facing a
magnificent challenge. In his essay: A la Recherche du
Present Perdu M. Kundera wrote: When we study, dis­
cuss, analyse a reality, we analyse it as it appears in our
mind, in our memory. We know reality only in the past
tense. We do not know it as it is in the present, in the mo­
ment when it’s happening, when it is. The present moment
is unlike the memory of it. Remembering is not the negative
of forgetting. Remembering is a form of forgetting. We can
assiduously keep a diary and note every event. Rereading
the entries one day, we will see that they cannot evoke a
single concrete image. And still worse: that the imagination
is unable to help our memory along and reconstruct what
has been forgotten.
The present - the concreteness of the present - as a phe­
nomenon to consider, as a structure, is for us an unknown
planet; so we can neither hold on to it in our memory nor
reconstruct it through imagination. We die without
knowing what we have lived. 5 In the sketch: In Search
of Present Time he added:
By definition, what a narrator recounts is a thing that
has happened. But each little event, as it becomes the past,
loses its concrete nature and turns into an outline. Narra­
tion is recollection, therefore a summary, a simplification,
an abstraction. (...)
The nineteenth century began amid decades of explosive
events that, time and again and from top to bottom, trans­
figured the whole of Europe. Something essential in man’s
existence changed then and forever: History became every­
one’s experience; man began to understand that he was not
going to die in the same world he had been born into (...)
The shape of every little object —every chair, every skirt —
was stamped with its imminent disappearance (transforma­
tion). The age of descriptions began (Description: compas­
sion for the ephemeral; salvaging the perishable). 6

157

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

The author of The Unbearable Lightness of Being
deals with the problem of the present upon the oc­
casion of his journey across the history of the novel.
It is not written by an ethnographer, albeit literary
problems affect him too. Just like the novelist he is
compelled, willing or not, to resolve the question of
presentation. Ethnographic knowledge is historical
since it is by way of necessity the outcome of recollec­
tion, evocation, the enlivening of memory; it is testi­
mony and a view from afar. Such distance in time and
space is not so much complicated as unavoidable. This
is the way things were there - says the ethnographer,
coming to terms with the historical and local nature
of his knowledge stemming from personal experience
and producing his own testimony.
By the very nature of things, ethnographic knowl­
edge is thus limited and fragmentary. Its features are
enhanced by the fact that it is the outcome of someone’s
cultivation, and that a concrete someone had derived
it from a certain place and time. The ethnographer is
distinctive not because he wishes to be original but
because he is a person, a unique summa of places, time,
language, tradition, family, and a multitude of other
factors that distinguish him. Ethnography should be
thus treated as the outcome of a meeting of individu­
alised qualities and life. The auteur character of this
knowledge, the fact that it always possesses its charac­
teristic style, confirms its incompleteness and non-sys­
tematic qualities. The title of a book by Dariusz Czaja:
Sygnatura i fragment. Narracje antropologiczne brilliantly
captures this quality and at the same time refers to yet
another publication: Works and Lives: The Anthropolo­
gist as Author by Clifford Geertz, demonstrating the
significance of the literary aspect of this activity. Writ­
ing, the process of tackling words, style, and conven­
tion, is not merely an enhancing supplement but an
important structural element of ethnographic praxis.
The force of ethnographic knowledge depends on the
quality of its transmission, on the class of the author
as a man of letters. After Geertz it is no longer possible
to treat the literary quality as a charge levelled against
ethnography. It cannot be non-literary, but remains
written well or not, a feature that cannot be evaded.
Local and historical qualities, fragmentariness and
literariness - each of those traits is connected with a
choice. If the latter is to be conscious (which is not
necessary, but certainly remains desirable) then it calls
for justification. Why the opera and not a highlander’s
costume, whence mass culture and not that of the
Eskimo? A totally fundamental explanation is onto­
logical. We deal with something due to its ontological
nature. This necessary condition is probably insuffi­
cient. Certain order can be discovered in extremely
non-homogeneous collections, i.e. ethnography. The
most frequently described spaces were worlds that to­
day are weak, vanishing, marginal, and insufficiently

appreciated. True, they could possess numerous repre­
sentations, such as the peasant or nineteenth-century
tribal cultures, but the centre that at the time gener­
ated the civilizational model perceived them as low,
archaic, and without a future. Interest in that, which
was weak and declining possessed different ideological
justifications, but this was a durable tendency: from
the strong to the weak, from the certain to that, which
calls for justification. To put it differently: the ethnog­
rapher seeks poverty and grows close to it. What is
the source of this curious predilection, this strange fas­
cination? Evolutionists mentioned the beginnings of
cultures, the first stages. This is where they wished to
perceive them. For the functional school, the structur­
alists and the semioticians, these were sui generis sam­
ples offering a better and easier view of mechanisms
ruling culture as a whole. Marginal qualities could be
also important for delineating a fuller mage of man,
for extracting that, which dominates and in reality is
concealed and not at all obvious. These justifications,
to a considerable extent possessing solely historical
value (which is not to say that they were devoid of
value), are certainly insufficient to explain the force
of the attraction of poor reality. It is by no means per­
manently ascribed to a certain place, time, or concrete
social or ethnic group. It becomes extracted only by
comparison and reference, and appears in a relation.
Strong and diverse existence refers to weak existence,
the certainty of memory - to shameful oblivion, while
obvious value - to doubtful quality, the group - to the
individual, and culture - to life.
The ethnographer seeking poverty sets off for the
Amazon or the cinema in his university town or other
peripheries of his world. He assumes according to the
wisdom of his discipline - and it is less important for
his work whether he does so consciously - that, which
Tadeusz Kantor, the great expert on poverty, once
said:
The peripheries do not denote decline and submission.
In my private dictionary there exists the term: REALITY
OF TH E LOW EST RANK. A terrain reserved (illegally)
for Art. And thus for all supreme human values. Here, the
peripheries possess their high rank. Explosions of this myth,
manifested in the most unexpected places, do not act, for
all practical purposes, anywhere but in those peripheries.
To put it in the language of art and poetry —in the poor
courtyard, the pitiful corner, where we conceal our most
secret hopes, our imagination, our threatened humanity,
our personality. And probably only there we might become
redeemed. 7
Yet another depiction of the ethnographic prom­
ised land comes from the essay: The Assistants by Gior­
gio Agamben. The assistant of this Italian philosopher,
living a “damaged life” personifies that what is doomed
or, more exactly: It concerns the unending mass of what
becomes irrevocably lost [in the history of society and in

158

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

the history of individuals, far greater than that what
can be stored in the archives of memory]. Throughout
our lives, the measure of oblivion and ruin, the ontologi­
cal waste that we carry in ourselves far exceeds the small
mercy of our memories and our consciousness. But this
formless chaos of the forgotten that accompanies us like a
silent golem is neither inert nor inefficacious. On the con­
trary, it influences us just as much as our conscious memo­
ries, although in a different way. Forgetting has a force and
a way of operating that cannot be measured in the same
terms as that of conscious memory, nor can it be accumu­
lated like knowledge. Its persistence determines the status
of all knowledge and understanding. The exigency of the
lost does not entail being remembered and commemorated;
rather it entails remaining in us and with us is forgotten,
and in this way and only in this way, remaining unforget­
table. 8
In this approach towards a comprehension of the
force of the attraction of poor reality to which, as we
can see, not merely ethnographers succumbed, listen
to the great Marina Tsvetaeva describing the “belong­
ings of the poor”.9
Paupers’ things. A bast mat? That’s a phony
Thing. Like a plain plank of wood.
Paupers’ things - they’re all skin-and-bony,
Wholly - meatless, solely soul-food.
Where’d they come from? Seems - from a dis­
tance,
From long ago. Don’t strain your eyes!
Paupers’ things - have no pre-existence:
They are cut from people’s insides!
A shelf? Haphazard. A coat-hanger? Ditto.
Accidental too that ghost of a
Chair. Possessions? Dry twigs and hisses, All the woods on an October day!
Poverty’s fractioned furnishings!
All are - what? - a quarter, a third.
Clearly they long since interred these things.
Just to look at you makes me hurt!
It’s hard to take one’s sinful eyes off
You, as off ulcerous sores.
Viennese chair - where’s the Vienna Whose? When? It’s a thing to deplore!
The best things - here - would have slighted
Your house, right? Sorry! - your store­
Room. Here alone are such blighted
Things - things. Your brow arches ov­
er thus: ? - How else when seeing dull, widow’s
Rags? - Raise a brow! (In lieu of lorgnette A brow!) The eye’s no mean asker with those
Brows. A t times an eye’s an o-ject.
So dry at times is it and vacant An immense, gorgeous woman’s eye,
That - compare them - it seems a basin’s
Spirit, the soul - a tub of lye.
Same as with tub and sieve I’d own it
159

- To the tsar! on Judgment Day! Each one called here as a poet
o n himself has known that gaze!
Poverty’s modest utensils!
Each knife is personally known.
Like a creature, day commencing,
Partly here, wholly - you roam o u t the windows, bare or facing
Suburbs - you‘ve read the crime news?
How to gauge chasteness, grace in
A thing: as baggage it’s refused.
Since it’s wobbly and could pulverize
Right before one’s very eyes,
Since almost nothing that frail survives
Constant shifts...
She cries Since it’s not: a desk, but a spouse,
Or son. Not a, but our
Chest.
Since nobody for hearts and souls
Gives out baggage checks.
Paupers’ things are drier and thinner:
Drier than snags, thinner than bast.
Paupers’ things are - put simply - spirits,
That is why they burn up so fast.
These texts, written in such different forms by au­
thors whose points of departure were dissimilar tra­
ditions and spiritual experiences, demonstrate the
beauty and goodness of premises for wandering across
the provinces of poverty. Firm ethnographic presence
is not based, therefore, on a convenient repetition of a
once made choice. Its spiritual sources and the ques­
tion whether they had been made consciously are al­
ready the themes of separate reflections. Even today,
when one follows a designated direction, they reveal
well-known drudgery. The described world disappears
and there is nothing that one may match with the
image in order to test its adequacy. Informers vanish
somewhere in non-being or, worse, change their con­
victions, views, and stories. That what has been seen,
heard, felt, touched, and experienced in other ways
has to be contained within a single whole. In the wake
of Malinowski’s Dziennik it is not, however, possible to
pretend that we simply had not been there. In other
words, we too should find ourselves within the presen­
tation. This forces us towards literature and renders
our scientific endeavours, already previously rather
poor, even more meagre.
A t the same time, this is by no means an individual
ailment, but the feature of an entire discipline. Eth­
nography is quite correctly situated along the margin
of the social sciences. He who deals with poverty fares
poorly. The ethnographic tent, compared with the
solid edifices of other sciences pertaining to the main

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

current of reality and based on the experiment and
quantitative methods, does not have an imposing ap­
pearance. On the other hand, it features astounding
adequacy both in relation to the constantly nomadic
character of ethnography - a science of the path and
on the move - and to the traits of the world examined
by it. There where the dominating features are disap­
pearance, change, fleeting memory, the bustle of daily
life, the detail and minutiae, poor endowment appears
to be the most suitable. Anthropological narration,
its basic instrument of work based on a catalogue of
concepts and categories devised in the course of its
history and applying comparison as the fundamental
manner of extracting meaning, will never possess such
force and expression as the one characteristic for the
grand texts of the interpreters of the poor world. The
ethnographer will not create Stalker or The Kolyma
Tales, Wielopole or Fado. His art, just like his science,
is distant from the centre and in this sense remains
marginal. Powerlessness, lack of lucidity, the absence
of contemporaneity, in a word: provincialism, come to
the fore also in this particular encounter. This would
appear to be a weakness if it were not for the quali­
ties closely connected with it. Such openness, blurred
form, and borderline qualities open up towards oth­
erness and render its presence obvious and constant.
The tendency towards making use of the experiences
of other sciences, permanent in ethnography, and in­
spirations borrowed from the world of art - all are sus­
tained by its provincialism.
Encircling ethnography, we continue coming
across specific poverty, paradoxically brimming with
potential and diverse meanings since burns so fast. The
ethnographer wishes to trust that the whole world hides
in every particle (Bruno Schulz) and as befits a zealous
believer he wants to confirm by means of his praxis the
revelation bestowed upon him. He thus multiplies im­
ages and adds postcards and successive fragments. The
storeroom containing these snatches displays consider­
able confusion: French monarchs and the song Polesia
Czar, Eskimos and the Maasai, smokers, mountain
climbers, those living in the jungle and in the streets
of great metropolises, chaotic treasures lacking order.
This is a collection of evidence and, at the same time,
testimony of heroic memory, ever renewed despite the
depressing knowledge that only a few of its products
will become animated in some sort of recollection.
What is the purpose of these poor riches?
In his lecture: The Inevitability of the Humanities10
the German philosopher Odo Marquard posed the
following thesis: The more modern the modern world
becomes, the more inevitable do the humanities become.11
Justifying this thought, Marquad indicated the erro­
neousness of the popular conviction: the humanities
based on narration are archaic and in the course of
a modernization of the world are ousted by modern
160

natural sciences based on an experiment and by hu­
manities using measurements. A closer look, however,
shows quite the opposite. Sciences founded on narra­
tion come into being as a response to the successes of
experimental sciences and the modernisation changes
initiated by them. The emergence of experimental sci­
ences is not the cause of the death but of the birth
of the humanities; in other words, the humanities
are not the victims of modernisation but its outcome
and thus are thoroughly modern. 12 After some time,
every sort of progress within the range of the former
will enforce a growing need for the latter. The more
the world becomes modernized the greater its need
for narrative sciences. Recurring opinions about their
crisis in modern reality should be treated not so much
as a crisis of capacity but as a crisis of surcharge. The
humanities are not dying off but - although they are
developing - they do not keep up with their modern
indispensability. 13
The necessity for those detailed narrations and the
growing need for them come from the fact that mod­
ernisation stimulated by the experimental sciences
produces losses in the environment while the humani­
ties compensate those losses. 14 Uniformisation, objectivisation, globalization - the effects of modernisation
- deprive man of his tradition, history, and specificity.
In order to successfully tackle them, to bear the bur­
dens and challenges of modernization, one needs nar­
rative sciences, which at least partly provide a chance
for regaining that, which is lost. They spin three types
of stories: those that produce sensitivity, preserve, and
orientate. First, they restore colour and intensity to
reality and level the modernization disenchantment of
the world. Second, they translate and justify the col­
lection, reconstruction, and storage of the remnants
of the past. No epoch has produced so much destruc­
tion as the modern one, and no epoch has preserved as
much as the modern one thanks to the development
of the ability to take an increasing part of the past
into the future. 15 A museum, a Skansen, a concert of
old music, a reconstruction of a mystery play - these
are the forms of such narration. Finally, they extract
from the homogeneous and magma-like presence the
components creating it and cast light upon them, thus
making it possible to discern their quality, meaning,
and wisdom. 16 Such narrations not only make it pos­
sible to better understand them and to endow their
existence with depth and intensity. Their easily and
universally accessible collection shows the ambiguity
of reality, the possibility of its various comprehensions
and experiencing. It becomes possible to draw forth
the premises of diverse choices. On the other hand,
it is impossible to justify any sort of categorical and
exclusive qualities with the assistance of such a collec­
tion. The inevitability of the humanities is also based
on the fact that they demonstrate and stress the value

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

of ambiguity and disclose the misery and poverty of
unambiguity and exclusiveness.
The Odo Marquand lecture discusses narrative
humanities, whose province is ethnography. The
meanings and future of its existence in the light of the
reflections pursued by the author of Apology of the Ac­
cidental appear to be lucid. A t the beginning of the
twenty first century, in a reality characterised as post­
modern, liquid, post-metaphysical, and ontologically
weak this discipline appears to be much more contem­
porary than prior to the breakthrough, which all sorts
of “post....” wish to put into thought.
All anthropo-- and ethnological projects intent on
extracting models, functions, mechanisms or struc­
tures of culture as such were important in conducting
a quest, but their ultimate outcome - a cultural com­
mon denominator, proved to be always a phenomenon
of a concrete culture and not some sort of a general
rule. They can, however, continue being fascinating
if we see in them principles organising strong anthro­
pological narrations, revealing not the mythical foun­
dation of culture but metaphysical premises making
it possible to present it in a given manner. A survey
conducted a quarter of century ago offers a good im­
age of various discourses, a debate that, however, does
not pertain to the idea of a strong narrative. Only
within its space do particular elements assume mean­
ing. Hence the domination of ethnology and the ser­
vile nature of ethnography, the significance of ideas
and the weakness of reality. If, however, as G. Vattimo
wrote in his essay: Hermeneutics and Anthropology: We
do not wish to continue transforming anthropology
into metaphysics - a description of the universal struc­
tures of the existence of man, anthropology conceived
as a scientific description of the constants of particular
cultures - profoundly determined by the metaphysi­
cal idea of science and, on a more concrete level, the
Occidentalisation of our planet, 17 then the situation
changes significantly. The otherness that takes place
does not consist of a critical overcoming of the past, its
rejection in the name of new premises or methods for
the sake of a better process of approaching the truth.
It should be connected with an awareness of the con­
testability and discursiveness of all foundations and,
at the same time, with their necessity. In his encoun­
ter with the ”others”, an event that opens up all sorts
of ethnologies, the ethnologist is a person who knows
how those phenomena had been created. Such knowl­
edge renders this encounter special and in many in­
stances becomes the basic reason for its existence. It
is, therefore, impossible to eliminate or even suspend
it. It is, however, feasible to indicate the weakness of
the conclusions that deprive them of their categorical
and ultimate nature. This weakness is the necessary
outcome of the historical quality of each meeting and
can be reduced only by metaphysical premises. The
161

discovery of their presence, restoring the nature of
anthropology, does not lessen the importance of its
accomplishments but turns them into a problem and
calls for reinterpretations. Actually, it enlivens them,
makes them contemporary, and revitalises them. The
history of the discipline seen from this perspective is
not a movement from childhood towards maturity,
but an amassment of the historical experiences of a
new phenomenon, not always unambiguous and open
towards new comprehension. Today, ethnology in the
above-presented meaning of the word is frail not only
because it embarked upon the effort of an exegesis of
its history. Otherness and the space of its references
also possess an equally weak character. G. Vattimo:
That which we can actually observe is a collection of
contemporary “derivatives” of the primitive, hybrid
forms, relics contaminated with modernity, margins of
the present which embrace both Third World societies and
the ghettoes of industrial societies. (...) We are dealing
not so much with a total organisation of the world ac­
cording to rigid technological schemes as with a “mine”
of preserved forms that together with an uneven divi­
sion of power and natural resources on a global scale
becomes the source of increasingly numerous margin
situations constituting the truth of primitive culture
in our world. (...) Anthropology is not an encounter
with radical difference or a scientific “putting into or­
der” of the phenomenon of mankind in the categories
of structures. In all likelihood, its form of the dialogue
is inclined towards the past and the ancient, but only
in such a way in which the arche may appear in an
epoch of fulfilled metaphysics: as that, which survived
and is marginal and contaminated. 18
If this characteristic of the contemporary existence
of the discipline is apt then the process of seeking and
disclosing truth in its space runs a course contrary to
the one described by L. Stomma in the memorable
questionnaire. Becoming acquainted with grand narra­
tives, the ability to apply them, and even their critical
analysis, in a word, the process of being an ethnologist
is a necessary stage but not an ultimate one. The en­
counter with the others, with strangers, is impossible
in the field of ethnology, which is always some sort of
an epistemology, with the ethnologist situated within
a point transcendental in relation to this event. In or­
der to experience this fundamental meeting one must
possess indispensable personal experience. Practising
ethnography, field research is nothing else than a quest
for such experience. It also cannot be reduced exclu­
sively to intellectual games, but remains a great physi­
cal exhaustion, the spiritual discomfort of a voyeur and
an intruder, the feeling of loneliness and unlikeness.
This must give rise to aggression and bad emotions.
Malinowski’s call: Exterminate the brutes is, after all, the
archetypical howl. Such experience somehow extracts
from previous existence and weakens it by depriving

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

it of natural and obvious qualities. The ethnographic
event starts with such a state, but in order for it to ac­
tually take place it is necessary to experience the posi­
tive nature, the insight, and to capture the principle,
which, true, would not make it possible to become
domesticated in alienness and in this manner to bear
it, but enables its comprehension or at the very least
explanation. While describing this event it becomes
mandatory to refer to F. Ankersmit and his presen­
tations of the historical experience.19 F. Ankersmit
needed this category in order to demonstrate that it
is possible to reach historical reality differently than
only via the intermediary text. The Dutch researcher
emphasised that this event possesses an aesthetic na­
ture and is some sort of an illumination producing ob­
vious knowledge. Similarly, in relation to an artwork
it severs the contextual network and from the surface
refers directly towards the essence. Within the clear­
ance produced by this rift there emerges an unknown
truth of being, not to be derived from historical wan­
dering across contexts. The practice of ethnography
has to be perceived as a search for an experience of
this nature. Such ethnographic experience is poor. It is
personal, individual, and different, which today means
insignificant. One has to toil and reduce oneself while
waiting for it, without any certainty that it truly took
place. The deserts towards which ethnographers set off
in search of illumination are not marked on any map
because the place where they are perceived depends on
a concrete ethnographisation of anthropology. Finally,
the pure flash that blinds us has to be expressed and
entrusted to language and narration. As in the poem
by Milosz - What once could smite, now smites no more.
Poor ethnography is itself a poor courtyard, a neglected
corner, a lowest ranking reality, a space where we sal­
vage our humanity. This is truly good poverty.

Endnotes
1 Etnografia - Etnologia - Antropologia kultury Ludoznawstwo. Czym są? Dokąd zmierzają? (Odpowiedzi
na ankietę), “Polska Sztuka Ludowa” 1981, no. 2, pp.
67-81.
2 Etnografia... op. cit., p. 72.
3 I used the folllowing works: C. Geertz, Zastane światło,
Universitas, Kraków 2006; C. Geertz, Wiedza Lokalna,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005; C. Geertz, Interpretacja kultury, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005; C. Geertz,
Dzieło i Zycie, Wydawnictwo KR, Warszawa 2000.
4 C. Geertz, Interpretacja kultur, op. cit., pp. 24-25.
5 M. Kundera, Zdradzone testamenty. Esej, PIW, Warszawa
2003, pp. 115-116.
6 M. Kundera, Zasłona, PIW, Warszawa 2005, pp. 19-21.
7 T Kantor, Wielopole-Wielopole, Teatr Cricot 2, Program
Florencki.
8 G. Agamben, Profanacje, PIW, Warszawa 2006, p. 48.
9 M. Cwietajewa, Poemat schodów, in: M. Cwietajewa, Być
chłopcem twoim jasnowłosym..., Miniatura, Kraków 2006,
162

10

11
12
13
14
15
16
17
18
19

pp. 179-181. Here: transl. by Diana Lewis Burgin, http://
www.dianaburgin.com/
O. Marquard, O nieodzowności nauk humanistycznych, in:
O. Marquard, Apologia przypadkowości, Warszawa 1994,
pp. 100-118.
O. Marquard, op. cit., p. 100.
O. Marquard, op. cit., p. 103.
O. Marquard, op. cit., p. 104.
O. Marquard, op. cit., p. 105.
O. Marquard, op. cit., p. 109.
O. Marquard, op. cit., pp. 108-110.
G. Vattimo, Koniec nowoczesności, Kraków 2006, p. 137
and 147.
G. Vattimo, op. cit., pp. 148-152.
F. Ankersmit, Narracja, reprezentacja, doświadczenie.
Studia z teorii historiografiii, Kraków 2004, pp. 223-403.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6395" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6375">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/178bfbfbe2611ed7d7fbd9c216a8d94f.pdf</src>
        <authentication>e052c6609c0cc21a5cb906832b5a206a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2758</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76213">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2568</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76215">
                <text>Zielone liście na ulicach Berlina / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.125-127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76217">
                <text>Szporko, Marcin; Gieryszewska, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76219">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76221">
                <text>Zielone liście
na ulicach Berlina
Marcin Szporko, Krystyna Gieryszewska

Poniższy tekst jest rozwinięciem referatu Hemp market in
Berlin. Illegal and legal aspects przedstawionego w czasie
szkoły letniej przy Katedrze Etnologii Europejskiej Uniwer­
sytetu Humboldta w Berlinie. Tematem ogólnym zajęć była
Anthropology 'in' versus 'of the city, a nasze badania prowa­
dziliśmy w grupie Consume: global and local. Zaproponowa­
ne zagadnienia (zróżnicowanie konsumpcji w największych
domach towarowych Berlina Zachodniego i Wschodniego;
konsumpcja miejsc wypoczynkowych na przykładzie Wahnsee) nie wydawały nam się interesujące. Temat pojawił się
sam. Obok naszego hotelu, w dzielnicy berlińskiej alternaty­
wy - Kreuzbergu, znajdował się skwerek, gdzie spotkaliśmy
wieczorem rodaka; aktywnego berlińskiego punka, palacza
marihuany. To właśnie konsumpcja konopi stała się dla nas
interesującym zagadnieniem badawczym.
Początkowo chcieliśmy badać wyłącznie konsumpcję ko­
nopi jako używki, ale szybko rozszerzyliśmy pole badawcze
o legalny rynek produktów otrzymywanych z tej rośliny. Roz­
mowy i obserwacje prowadziliśmy w miejscach nielegalnej
sprzedaży marihuany, specjalistycznych sklepach (tzw. HanfHauses) oraz w berlińskim Muzeum Konopi. Spotkaliśmy się
także z działaczami Partii Zielonych/Związek 90, którzy zaj­
mują się problemem legalizacji konopi.
Konopie okazały się przedmiotem, który sprzedać można
zarówno jako narkotyk miękki, surowiec do wyrobu
berlin гг- »"9- '997

HAHFPARADEf
mi, h«nf i"

I

ku

» "

,,!

, es«n. i«ło5t*«d«. «**"•
,bschtuev.«»«&lt;.Hung: .b Л uhr/p
b,.nd«.,bur,«. to.

К
ИЙ. ZS'XiU&amp;l"'"™
" ' »'Ч ir...iu|,™|

Ь*";»*'»'!! IT kiounn IM i. и,.,

""I""*Л«*»«Л

u ™

-

przedmiotów użytkowych, a także jako symbol określonego
stylu życia i preferencji politycznych. Wokół tych czterech
aspektów konsumpcji skoncentrowaliśmy swoje badania te­
renowe.

Konopie jako używka
Przepisy prawne obowiązujące na terenie Berlina pozwa­
lają na posiadanie niewielkich ilości haszyszu lub marihuany,
ale nie pozwalają zarówno na obrót, jak i uprawę narkotycz­
nych odmian konopi. W związku z tym tworzy się nielegalny
rynek. Mimo to wydaje się, że władza toleruje to zjawisko;
w przeciwieństwie do obrotu narkotykami twardymi (heroi­
ną, amfetaminą, kokainą).
Objęliśmy obserwacją dwa miejsca związane z niele­
galnym handlem konopiami. Każde z nich ma swoją wła­
sną specyfikę. Pierwsze z tych miejsc to mały placyk przy
stacji U-Bahn w sąsiedztwie bazaru przy Herman Platz.
Towarem oferowanym tam jest haszysz; sprzedawcami Turcy i Libańczycy. Drugim miejscem był popularny klub
na Kreuzbergu. Oferowanym towarem są różne gatunki
marihuany, zaś sprzedawcami - Murzyni (z Afryki i Karai­
bów).
Transakcje w obydwu miejscach mają zupełnie odmien­
ny charakter. Lewantyńczycy z Herman Platz sprzedają swój
towar w sposób, który można
określić jako konspiracyjny; aby
dokonać sprzedaży, odchodzą ze
swoimi klientami do pobliskiego
parku. W klubie zarówno spoży­
cie, jak i obrót marihuaną prze­
biega niemal jawnie. W czasie
imprez (np. występu bębnistów
z Zairu, reggae party) charakte­
rystyczny słodki zapach dymu
można wyczuć z dużej odległo­
ści. Sprzedawcy sami pytają po­
tencjalnych klientów: Do you ne­
ed grass?\

Pięćdziesiąt tysięcy
produktów
Dużo ciekawszy dla polskiego
obserwatora jest legalny rynek
konopi. Specjalistyczne sklepy
oferują dwie grupy towarów
125

�związanych z ich konsumpcją. Pierwsza z nich obejmuje
przedmioty łączące się z narkotycznym aspektem używania
konopi. Oferta jest bogata. Nabyć można przeróżne fajki
i przybory do palenia, literaturę fachową - tak czasopisma,
jak i książki (kilkadziesiąt tytułów), nasiona narkotycznych
odmian. Natomiast w specjalistycznym sklepie ogrodniczym
(Grass Griin) dostępne są narzędzia i urządzenia, często bar­
dzo skomplikowane i kosztowne, do domowej uprawy tej ro­
śliny. Wydaje się, że wiele balkonów na Kreuzbergu należy
do klientów tego sklepu.
Druga grapa towarów nie jest związana bezpośrednio
z konopiami jako narkotykami. Nie spodziewaliśmy się, że
z konopi otrzymać można proszek do prania, fornir do mebli,
napój gazowany czy papier do drukarki. Poza tym nabyć
można m.in. parafarmaceutyki, kosmetyki, odzież, tkaniny.
Jak nas poinformowano w jednym ze sklepów, z konopi
otrzymać można 50 tysięcy produktów. Do tematu wieloa­
spektowego użytkowania konopi jeszcze powrócimy.

„The Cannabia makes the world go around"
Konopie można także konsumować w sferze symbolicz­
nej. Wszystkie wspomniane powyżej produkty oznaczane są
symbolem charakterystycznego zielonego liścia. Motyw ten
jest również obecny na licznych gadżetach: biżuterii (zarów­
no w konwencji „odpustowej", jak i bardzo ekskluzywnej),
pocztówkach, naszywkach, portfelach oraz plakatach. Zielo­
ny liść pełni tu rolę powszechnie znanego symbolu odnoszą­
cego się do określonego stylu życia. Jeden z plakatów przed­
stawia w formie mandali „prokonopny" minimanifest, gdzie
po stronie jasnej rosną łany konopi i spacerują wśród nich
126

szczęśliwi użytkownicy, draga strona to obraz przemocy,
gwałtu i zatrucia środowiska. Plakat wieńczy hasło: The Canabia makes the world go around. To przeciwstawienie pozy­
tywnego świata użytkowników konopi i mrocznego ich prze­
ciwników pojawiało się we wszystkich rozmowach z osoba­
mi związanymi z rynkiem konopi.
W trakcie naszych badań dotarliśmy do sklepiku Elixier, położonego w równie alternatywnej jak Kreuzberg
dzielnicy Prenzlauer Berg. Sklep ten poza typowymi zesta­
wami przyborów do palenia i nasionami konopi oferował
szeroki wybór innych roślin psychoaktywnych (np. wilczą
jagodę, yage, peyotl), bogaty zestaw transowej muzyki
i koszulki z psychodelicznymi wzorami. Jak się wydaje,
jest to także miejsce towarzyskich spotkań. Wnętrze urzą­
dzone jest w stylu nie pozostawiającym wątpliwości co do
jego alternatywnego charakteru, czym różniło się znacznie
od zaprojektowanych w konwencji luksusowego butiku
Hanf-Hauses.
Właściciel Elixier opisał nam styl życia, który realizuje
tak on, jak i goście jego sklepu. Jest to według niego droga
przeciwna kulturze konsumpcyjnej, w której podstawowe
używki - tytoń i alkohol - służą wyłącznie celom rozrywko­
wym. Środki psychoaktywne (wśród nich marihuana) dają,
jak to ujął, możliwość pogłębienia samoświadomości. Dlate­
go określa swoich klientów (from 8 to 80) jako osoby poszu­
kujące sensu życia. Próbują to osiągnąć poprzez doświadcze­
nia parareligijne, np. odprawiane w parkach rytuały „szamań­
skie", w czasie których zażywają sprzedawane w Elixier spe­
cyfiki: Shaman Smoke, Moon Walk, Lunatonic, Purification,
Meditation, Tibetian Ritual Herbs etc.
Można uznać, że konopie zostały zmitologizowane. Chy­
ba żadna inna legalna czy nielegalna używka nie stała się ba­
zą dla tak szerokiej symboliki i tak rozbudowanej ideologii.
Z rozmów wynika, że konopie nie tylko „wprawiają świat
w ruch", ale wręcz mogą go zbawić. Podkreślane wszech­
stronne możliwości wykorzystania konopi (50 tysięcy pro­
duktów) i ich przyjazna środowisku uprawa stają się argu­
mentem na rzecz legalizacji marihuany.
Według zwolenników do głównych przeciwników legali­
zacji należą przedstawiciele przemysłu papierniczego, odzie­
żowego i kosmetycznego, którzy obawiają się konkurencji ta­
nich i przyjaznych dla środowiska wyrobów z konopi. Nasi
rozmówcy wiązali pozytywny stosunek do konopi (zarówno
do używki, jak surowca przemysłowego) z inną wizją rozwo­
ju świata, cywilizacji i własnej osobowości.
Oponenci odwołują się zazwyczaj do dwóch argumentów.
Po pierwsze uważają, że nie ma różnicy między narkotykami
2

�miękkimi i twardymi, zatem palenie marihuany jest dla nich
nieomal tożsame z konsumpcją opiatów. Mocno utrwalone
jest także przekonanie, że palenie marihuany czy haszyszu
jest wstępem do konsumpcji twardych narkotyków.
Oponenci i zwolennicy wykorzystują podobne połączenia
symboli, nadając im przeciwne znaczenia. Na ulotce rekla­
mującej HanfParade liść konopi łączy się z otwartą, wycią­
gniętą dłonią; na okładce książki M . Gossopa liść splata się
z palcami szkieletu (zob. ilustracje). Mimo że okładka pocho­
dzi z innego miejsca niż Berlin 1997, uznaliśmy, że jest do­
brym przykładem na wykorzystanie symboli liścia oraz dłoni
przez wymienione grupy.

nych - m.in. z hinduistycznych, buddyjskich, indiańskich i rastafariańskich. Ostatnią część ekspozycji stanowi sala poświę­
cona pamięci niedawno zmarłego Wolfganga Neussa. Był on
najbardziej znanym berlińskim ideologiem konopi. Płyty CD
z jego przemówieniami można nabyć w sklepiku przymuzealnym i we wszystkich pozostałych sklepach sprzedających wy­
roby z konopi.

3

„Hani wird siegen"
Stosunek do legalizacji konopi dzieli także scenę politycz­
ną. Z przeprowadzonych rozmów wynika, że przeciwnicy le­
galizacji związani są zazwyczaj z konserwatywną prawicą,
natomiast zwolennicy z ugrupowaniami lewicowymi i ekolo­
gicznymi.
W Berlinie na rzecz legalizacji szczególnie aktywnie dzia­
ła Partia Zielonych/Związek 90. Joachimem Eul jest szefem
specjalnego oddziału tej partii o nazwie Arbeits Gemeinschaft Drogen, który zajmuje się akcją na rzecz legalizacji kono­
pi. Otrzymaliśmy od niego plakat wyborczy, przedstawiający
jeden z symboli Berlina, pomnik bogini zwycięstwa zwany
Golden Elsa z liściem konopi we wzniesionej ręce. Hasło na
plakacie brzmi Hanf wird siegen [„Konopie zwyciężą"]. Po­
stulaty legalizacji konopi stanowią trwały element programu
politycznego Partii Zielonych.
Jednym z działań organizowanych na rzecz legalizacji
przez Partię Zielonych jest tzw. HanfParade. Sponsorami tej
międzynarodowej imprezy były firmy produkujące opisane
wyżej towary z konopi. Paradzie, która przeszła po raz pierw­
szy w 1996 roku ulicami Berlina, towarzyszyły koncerty oraz
wystąpienia zwolenników legalizacji.
W organizacji tej imprezy znaczący udział odegrało także
HanfMuseum. Jest to jedyna tego typu instytucja w Niem­
czech - została założona w 1994 roku i stanowi prywatną wła­
sność. Zwiedzając sale wystawowe, zapoznać się można
z wszystkimi aspektami wykorzystania konopi. Przy prezenta­
cji zachowany został klasyczny podział na kulturę materialną,
duchową i społeczną. W pierwszej sali wystawione są narzę­
dzia służące do uprawy konopi, archiwalne zdjęcia ze żniw
(m.in. z publikacji W. Strzeleckiego). Konopie są tu przedsta­
wione jako jedna z roślin przemysłowych (oleisto-włókienniczych). Odwiedzający muzeum,
m.in. zorganizowane wycieczki
szkolne (sic!), podziwiać mogą
także dorodne krzaki narkotycz­
nych odmian konopi rosnące
w małej szklarni będącej częścią
wystawy. Duża część ekspozycji
poświęcona jest rytualnemu uży­
waniu konopi. Ilustrują to zdjęcia
obrzędów religijnych i magicz­

Wnioski
Z przeprowadzonych przez nas rozmów i obserwacji wy­
nika, że używanie konopi i ich graficznego symbolu zyskało
następujące interpretacje:
1. Znak tożsamości. Znak konopnego liścia funkcjono­
wać zaczął jako powszechnie znany symbol desygnujący
przynależność jego użytkowników do grupy określanej przez
nich jako alternatywna.
2. Znak sympatii proekologicznych. Konopie tu mają
symbolizować roślinę, której konsekwentne użytkowanie
może wpłynąć pozytywnie na środowisko („pięćdziesiąt ty­
sięcy produktów").
3. Znak handlowy. Producenci wyrobów z konopi wy­
korzystują znaczenie nowo powstałego symbolu. Koszule
z konopi opatrzone taką metką kosztują w przybliżeniu czte­
ry razy tyle co takie same z bawełny czy lnu.
4. Znak preferencji politycznych. Wśród użytkowni­
ków tego znaku przeważają osoby o poglądach lewicowych
i ekologicznych, m.in. członkowie Green Party.
Konopie jako używka od czasu rozwoju ruchów alterna­
tywnych w końcu lat 60. stają się coraz bardziej popularne
w Europie. Berlin - jak się nam wydaje - znajduje się w po­
łowie drogi pomiędzy Amsterdamem - gdzie spożywanie
miękkich narkotyków jest akceptowane, funkcjonuje w ra­
mach legalnej kultury, a nawet stanowi turystyczną atrakcję a Warszawą, w której problem konopi jest postrzegany wy­
łącznie w ramach zjawiska narkomanii i nie wytworzyło się
opisane powyżej zjawisko kulturowe, tak w sferze material­
nej, jak symbolicznej.

und' .Аоста

рнпШи&amp;А

PRZYPISY
Warto zaznaczyć, że poza Lewantyńczykami wszystkie osoby związane z konopiami posługują się biegle
językiem angielskim.
Jeden z ulubionych a r g u m e n t ó w brzmi, że
2

w uprawie konopi nie używa się pestycydów i innych
chemicznych s'rodkow ochrony ros'lin.
Narkomania. Mity i rzeczywistość, PWN, Warszawa
1993
3

127

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5883" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5863">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/85e7942de382ce22e17f9cdf767f0393.pdf</src>
        <authentication>07d61fff1e9dfb025c9ea0758419cdb6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1530</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70159">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70160">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1416</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70161">
                <text>Anna Zambrzycka-Steczkowska (1931-1993) / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70162">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.1, s.181-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70163">
                <text>Szromba-Rysowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70164">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70165">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70166">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70167">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70168">
                <text>N

E

К

R

O

L

O

G

I

„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 1
PL ISSN 0071-1861

Anna Zambrzyeka-Steczkowska
(1931-1993)

W dniu 4 maja 1993 r. zmarła w Krakowie prof, dr hab. Anna Zambrzy­
eka-Steczkowska. Odeszła od nas niespodziewanie, w pełni sił twórczych.
Etnologia, której poświęciła całe swoje życie, była Jej największą pasją,
pasją, którą potrafiła natchnąć wielu, i która zaowocowała bogatym i nie­
zwykle interesującym dorobkiem naukowym.
Urodziła się 22 lipca 1931 r. w Wilnie, w rodzinie o tradycjach zesłańców
syberyjskich, z których pochodziła Jej matka, z domu Starczewska, a którzy
do I wojny światowej mieszkali w Tomsku. Okres ostatniej wojny spędziła
we Lwowie. Po jej zakończeniu osiedliła się wraz z rodzicami we wsi Zagorzyce, w powiecie miechowskim, a następnie w Szczecinie, gdzie w 1949 r.
zdała maturę. W 1950 r. rozpoczęła w Krakowie studia wyższe w b. Studium
Historii Kultury Materialnej Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego, uzyskując w 1955 r. stopień magistra z zakresu etno­
grafii, na podstawie pracy pt. „Rzemiosło wiejskie na Podhalu", napisanej
pod kierunkiem prof. Kazimierza Moszyńskiego. Jeszcze jako studentka,

�182

NEKROLOGI

w 1954 г., została zatrudniona w Zakładzie Etnografii Instytutu Historii
Kultury Materialnej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, gdzie powstały
Jej pierwsze wnikliwe prace naukowe, w tym również praca doktorska
pt. „Uwarunkowania pozycji społecznej rzemieślnika wiejskiego (na przy­
kładzie wybranych wsi kotliny nowotarskiej)". Na podstawie tej pracy,
której promotorem był prof. Mieczysław Gładysz, a recenzentami - profeso­
rowie: Kazimiera Zawistowiez-Adamska i Władysław Kwaśniewicz, Rada
Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w dniu
23 czerwca 1972 r. nadała Jej stopień doktora nauk humanistycznych.
Po blisko dwudziestoletniej pracy w Polskiej Akademii Nauk 1 grudnia
1972 r. dr A. Zambrzycka została zatrudniona w Katedrze Etnografii Sło­
wian UJ, z którą współpracowała już wcześniej konsultując prace magi­
sterskie i prowadząc instruktaż terenowych praktyk studenckich. W dniu
26 czerwca 1981 r. uzyskała w Uniwersytecie Jagiellońskim stopień doktora
habilitowanego nauk humanistycznych na podstawie pracy pt. „Zwyczajowe
formy współżycia społecznego (Studium wsi Owsiszcze na Śląsku Opol­
skim)", której recenzentami byli profesorowie: Józef Burszta, Mieczysław
Gładysz i Bronisława Kopczyńska-Jaworska. Pracę tę wyróżniono nagrodą
I I I stopnia Ministerstwa Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. We
wrześniu 1981 r. Profesor Zambrzycka została powołana na stanowisko
kierownika Katedry Etnografii Słowian UJ i funkcję tę pełniła do 1987 г.,
rezygnując z niej na własną prośbę z powodu złego stanu zdrowia. W dniu
1 czerwca 1991 г., na podstawie całości dorobku naukowego i dydaktycz­
nego została powołana przez Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego na sta­
nowisko profesora nadzwyczajnego, a 3 listopada 1992 r. otrzymała z rąk
Prezydenta RP tytuł profesora nauk humanistycznych. W dniu 14 kwietnia
1993 r. Katedra Etnologii UJ wystąpiła z wnioskiem o nadanie Profesor
Zambrzyckiej Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski.
Karierę naukową Profesor Zambrzyckiej kształtowały wybitne osobisto­
ści polskiej etnologii, począwszy od prof. Kazimierza Moszyńskiego poprzez
innych przedstawicieli tzw. krakowskiej szkoły etnograficznej, jak profe­
sorowie: Mieczysław Gładysz, Jadwiga Klimaszewska, Anna Kutrzeba-Pojnarowa oraz uczona wielkiej miary prof. Kazimiera Zawistowicz-Adamska z Łodzi. Dogłębne prace badawcze, konsekwentnie realizowane
zamierzenia i wzorowy warsztat naukowy zaowocowały wypracowaniem
własnego stylu pracy i podejścia do podejmowanej problematyki. Zawsze
przywiązywała dużą wagę do poprawności metodologicznej badań tereno­
wych, które prowadziła w różnych regionach kraju, w tym również na
niełatwym i wymagającym od badaczy dużej wiedzy i odpowiedzialności
Śląsku Opolskim. Jeden z elementów wnikliwego podchodzenia do podej­
mowanych zagadnień stanowi wykorzystywanie we własnych badaniach
taksonomicznej metody typologizacji zjawisk kulturowych. Prowadząc do­
głębne badania terenowe, najczęściej na podstawie opracowanych przez
siebie kwestionariuszy i ankiet, umiała zjednywać sobie mieszkańców, a na-

�NEKROLOGI

183

wiązane z nimi kontakty przeradzały się nieraz w długoletnie i szczere
przyjaźnie. Umiała bowiem okazać wdzięczność swym informatorom za
wspólnie podejmowany trud i ukazać wartość ich tradycji kulturowych.
Początkowo podstawowym nurtem zainteresowań było rzemiosło wiej­
skie, które rozpatrywała m.in. z punktu widzenia jego miejsca w strukturze
społecznej i gospodarczej wsi, pozycji rzemieślnika i jego oceny przez miesz­
kańców wsi na tle systemu wartości właściwego danemu układowi kulturo­
wemu. Tym rozważaniom poświęciła dwie książki: Rzemiosło we wsi roboť
niczo-rolniczej. Na przykładzie wsi Owsiszcze w powiecie raciborskim (Opole
1971) oraz Rzemieślnik w społeczności rolników (Wrocław 1974; wyróżniona
w konkursie im. W. Rzymowskiego) oraz liczne artykuły w jęz. polskim
i obcym, a także referaty na konferencjach w kraju i za granicą.
Drugim, również ważnym nurtem zainteresowań naukowych stały się
zwyczajowe formy współżycia społecznego. W pracy swej, opartej również na
własnych materiałach terenowych zebranych na Śląsku Opolskim, prze­
prowadziła wnikliwą analizę stosunków międzyludzkich i określiła rodzaje
kręgów społecznych, w których realizowane były wzajemne kontakty pomię­
dzy mieszkańcami. Zwróciła m.in. uwagę na rolę sąsiedztwa, poczucie po­
krewieństwa między mieszkańcami wsi i jego społeczno-kulturowe kon­
sekwencje, współdziałanie gospodarcze i rozpowszechnioną w rolnictwie
tradycyjną formę odrobku. Swoje rozważania, oparte nie tylko na wnikli­
wych badaniach empirycznych, lecz także na materiałach archiwalnych
i bogatej literaturze przedmiotu, przedstawiła w dwóch monografiach:
Odrobki jako forma współdziałania gospodarczego na wsi (Opole 1967),
Zwyczajowe formy współżycia społecznego. Studium wsi Owsiszcze na Śląsku
Opolskim (Kraków 1980) oraz kilku artykułach, z których: Próba za­
stosowania jednej z metod taksonomicznych w typologii zjawisk etnograficz­
nych (Prace Etnograficzne UJ, z. 7:1974) został wyróżniony I I nagrodą na
Konkursie Asystentów UJ.
Dalsze zainteresowania Profesor Zambrzycka skierowała na ważki pro­
blem kultury symbolicznej, związany z pojęciem daru. Swą koncepcję trak­
towania daru jako kategorii kultury, niewątpliwie pionierską w etnologii
polskiej, rozwinęła w artykułach i wypowiedziach, jak пр.: Społeczna i kul­
turowa funkcja daru (Prace Etnograficzne UJ, z. 10:1977), O możliwości
analizy wymiany darów (Prace Etnograficzne UJ, z. 18:1983), Pojęcie daru
jako kategorii kultury (Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etno­
graficznego w Łodzi, Seria Etnograficzna, nr 28:1988/1991), Obrzędowa
wymiana darów w kulturze ludowej (wspólnie z M . Maj, „Etnografia Polska",
t. 28:1985, z. 1). Problematyką tą potrafiła zainteresować etnologów
w Polsce i w innych ośrodkach uniwersyteckich (Belgrad, Bratysława, Lund,
Praga, Zagrzeb), czego efektem była wydana pod redakcją naukową
Profesor Zambrzyckiej praca zbiorowa: Kulturowa funkcja daru (Prace Etno­
graficzne UJ, z. 25:1988), jak też liczne referaty wygłaszane na między­
narodowych konferencjach w kraju i za granicą.

�184

NEKROLOGI

W tym ogólnym przeglądzie nie można pominąć prac z dziedziny me­
todologii i historii etnologii. Jedną z ostatnich opracowanych przez prof.
Zambrzycka publikacji zbiorowych była wydana w jęz. angielskim praca:
In Search of Paradigm (Kraków 1992), w której poza Wstępem {W po­
szukiwaniu paradygmatu) znajduje się Jej artykuł: Czas wspólnoty: dar z oka­
zji narodzin dziecka w tradycji ludowej. Wspólnie z prof. Leszkiem Dzięglem
zredagowała zbiorową pracę pt. Problemy metodologiczne etnografii (Wro­
cław 1989).
Profesor Zambrzycka wniosła też duży wkład w dziedzinę informacji
naukowej. Brała bowiem udział w przygotowaniu do druku bibliografii
kultury ludowej Karpat i Śląska, a w 1985 r. wydała Przegląd bibliografii
etnograficznych. Jest równie autorką haseł: „rzemiosło wiejskie" oraz
„współpraca gospodarcza", opracowywanych do tworzonego „tezaurusa"
polskiej kultury ludowej. Niezwykle cenna i pionierska w skali etnologii
polskiej była realizacja projektu polskiej Sekqi Badania Kultury Ludowej
w Karpatach, powołania w 1983 r. w Katedrze Etnografii Słowian UJ banku
danych o źródłach archiwalnych, odnoszących się do kultury ludowej Kar­
pat (zob. E. Duszeńko-Król, K. Heller: „Prokeš" - baza danych o źródłach
archiwalnych dotyczących kultury ludowej Karpat Polskich, „Etnografia Pol­
ska", t. 32:1988, z. 2, s. 95-119). Fundusze na ten cel pochodziły począt­
kowo z Komitetu Nauk Etnologicznych PAN i Uniwersytetu Jagielloń­
skiego, następnie projekt „Prokes" został zatwierdzony przez Ministerstwo
Edukacji Narodowej wraz z funduszami na jego realizację w 1991 г., co
świadczy o docenieniu wagi tego przedsięwzięcia.
Na uwagę zasługuje także nawiązana w 1988 r. współpraca z prof. Olgą
Goldberg z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, mająca na celu przy­
gotowanie wspólnego opracowania na temat świadomości żydowskich tradyqji kulturowych u mieszkańców Wieliczki koło Krakowa. Do tego wydaw­
nictwa Profesor Zambrzycka przygotowała dwa artykuły: Mit początku oraz
Ci, o których przekazano wspomnienia.
Praca dydaktyczna w Uniwersytecie Jagiellońskim stanowiła ważny roz­
dział życia Profesor Zambrzyckiej. Pracę tę traktowała z dużą odpowiedzial­
nością i oddaniem. Niewątpliwie była ona Jej wielką pasją. Wymaga­
jąca, ale i wyrozumiała, oczekiwała od studentów zaangażowania umysło­
wego w pracę, inwencji, krytycyzmu i poprawności metodologicznej. Starała
się, aby kierowane przez Nią prace magisterskie były dobrze udokumen­
towane, w miarę możności odkrywcze i interesujące, a z czasem inspirujące
nawet do dalszych badań. Była promotorem ponad 30 prac magisterskich,
recenzentem 6 prac doktorskich, 2 habilitacyjnych oraz promotorem 1 pracy
doktorskiej.
Całym sercem oddana młodzieży Profesor Zambrzycka poświęcała jej
zawsze wiele czasu i troski, w tym również jako kierownik Katedry Etno­
grafii Słowian UJ w trudnym czasie stanu wojennego, starając się o powrót
internowanych studentów na studia i pomagając im w znalezieniu pracy.

�NEKROLOGI

185

Zawsze wykazywała niezależność intelektualną, podejmując w tym czasie
wiele odważnych inicjatyw i zlecając m.in. wykłady osobom nie znajdującym
gdzie indziej zatrudnienia.
Podkreślenia wymaga fakt, iż w okresie pełnienia przez siebie funkcji
kierownika Katedry, obok zajęć dydaktycznych i wielu prac administracyj­
nych, podejmowała wiele cennych inicjatyw, organizując różnego rodzaju
konferencje naukowe, współpracę z zagranicznymi ośrodkami uniwersyte­
ckimi (jak np. w Belgradzie, Bratysławie, Kolonii, Lund, Paryżu, Pradze
i Zagrzebiu) oraz redagując liczne wydawnictwa naukowe.
Warsztat badawczy, który z takim uznaniem podkreślali recenzenci Jej
prac, stale doskonaliła i poszerzała. W 1972 r. prof. Za wistowi cz-Adamska,
oceniając Jej pracę doktorską napisała: „rzadko się zdarza recenzować pracę
tak rzetelną i opracowaną z takim nakładem pracy i z takim poczuciem
odpowiedzialności". Ta odpowiedzialność za słowo, sumienność, skrupulat­
na dokumentacja, wewnętrzna dyscyplina i kompetencja cechuje cały Jej
dorobek naukowy, sygnowany również nazwiskiem: Zambrzycka-Kunachowicz. Obejmuje on 70 pozycji, w tym 5 publikacji zwartych, 8 prac zbioro­
wych pod Jej redakcją, 32 rozprawy i artykuły oraz 25 recenzji i not
recenzyjnych, nie licząc kilku pozycji oddanych ostatnio do druku.
Swoją postawę wnikliwego, konsekwentnego i odpowiedzialnego za sło­
wo badacza akcentowała nie tylko w publikacjach, ale także w wystąpieniach
na konferencjach w kraju i za granicą oraz licznych zebraniach naukowych.
Brała bowiem czynny udział w pracach takich organizacji naukowych, jak:
Komitet Nauk Etnologicznych PAN (w latach 1982-1987 jako członek
Prezydium), Komisja do Badania Kultury Ludowej w Karpatach i na Bał­
kanach przy w/w Komitecie, Komisja Etnograficzna przy Komitecie Słowianoznawstwa PAN, Komisja Słowianoznawstwa oraz Komisja Etnograficzna
Oddziału Krakowskiego PAN. Jako przewodnicząca, od 1991 г., tej ostatniej
Komisji (od 1984 r. zastępca przewodniczącego) wykazała wiele inicjatyw
i zainaugurowała interesujący cykl odczytów dotyczących etnologii miasta
Krakowa. Zapraszała z referatami nie tylko znanych w Krakowie naukow­
ców, przedstawicieli pokrewnych dyscyplin naukowych, ale także umożli­
wiała wystąpienia młodym, początkującym etnologom, zachęcając ich w ten
sposób do dalszej pracy. Profesor Zambrzycka zdążyła jeszcze przygotować
do druku pierwszy tom wydawnictwa pt. Przestrzenie kulturowe Krakowa
z napisanym przez siebie „Wstępem".
Była członkiem licznych stowarzyszeń, takich jak: Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze, Polskie Towarzystwo Socjologiczne, Podhalańskie Towarzy­
stwo Przyjaciół Nauk i inne, a także wchodziła w skład Redakcji Naukowej
czasopisma „Etnografia Polska" i „Ethnologia Slavica".
Bogaty dorobek naukowy, interesujące i nowatorskie stawianie wielu
problemów zapewniły Profesor Zambrzyckiej trwałą pozycję w etnologii
polskiej, a także międzynarodowej. Zrobiła dla naszej dyscypliny bardzo
wiele, ale chciała i mogłaby zrobić więcej. Miała bowiem jeszcze tyle planów

�186

NEKROLOGI

naukowych i pomysłów badawczych. I chyba dlatego robiła wrażenie osoby
śpieszącej się, tak jakby zdawała sobie sprawę, że może nie zdążyć. Pra­
cując bez wytchnienia zawsze jednak znajdowała czas dla innych, dla
przyjaciół, studentów, kolegów. Znalazła go też, aby na trzy miesiące
przed śmiercią odwiedzić w Warszawie niezwykle cenioną przez siebie
i lubianą prof. Annę Kutrzeba-Pojnarową. Jedną z godnych podkreślenia
cech prof. Zambrzyckiej była umiejętność słuchania rozmówcy. Umiała
też cieszyć się szczerze sukcesami naukowymi innych. Te rzadkie dary
oraz poczucie humoru, życzliwość, rzetelność i sumienność zyskiwały Jej
wielu oddanych przyjaciół. Niezliczone ich grono, wraz z uczniami i ko­
legami - etnologami oraz przedstawicielami innych dyscyplin naukowych,
żegnało Ją w dniu 11 maja 1993 r. na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Nad grobem przemawiali: z ramienia Uniwersytetu Jagiellońskiego, pro­
jektor prof. Bolesław Ginter, dziekan Wydziału Historycznego - prof.
Maciej Salomon i kierownik Katedry Etnologii - prof. Leszek Dzięgiel.
Pisząca te słowa, zabierając głos w imieniu Pracowni Etnologii PAN w Kra­
kowie, podkreśliła długoletnie związki zmarłej z ówczesnym Zakładem
Etnografii Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN, w którym po­
wstawały Jej pierwsze, zawsze dogłębne i odkrywcze prace.
Śmierć osoby tak oddanej swojej dyscyplinie naukowej, a przy tym
pełnej życzliwości dla kolegów i uczniów, jest niepowetowaną stratą dla nas
wszystkich. Straciliśmy wybitnego badacza, doskonałego wykładowcę i orga­
nizatora oraz inicjatora wielu ważkich przedsięwzięć naukowych, a przede
wszystkim wypróbowanego i serdecznego przyjaciela.
Zofia Szromba-Rysowa

* We wspomnieniu wykorzystano: Ocenę Rady Wydziału Filozoficzno-Historycznego U J
działalności dydaktyczno-wychowawczej prof. A. Zambrzyckiej-Steczkowskiej; oceny profeso­
rów: W. Kwaśniewicza i M . Paradowskiej dotyczące dorobku naukowego wyż. wym. oraz
recenzję pracy doktorskiej napisaną przez prof. К. Zawistowicz-Adamską. W tym miejscu
pragnę podziękować Panu prof dr. hab. Janowi Steczkowskiemu za informacje i udostępnione
mi materiały. Autorem fotografii prof A. Zambrzyckiej-Steczkowskiej jest Jerzy Rys.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
