<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?output=omeka-xml&amp;page=20" accessDate="2026-09-29T18:37:47+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>20</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="11476" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11454">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/40d438978570bafec4c7e952e40c6bd1.pdf</src>
        <authentication>8e98cc7e73d1639f128b66e5ca3028b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136706">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5586</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136707">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136708">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136709">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136710">
                <text>Wstępniak / Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136711">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136712">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136713">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136714">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136715">
                <text>ARBARZVNCA

T

Redakcja
Marcin Bartoszek
Weronika Chodacz (redaktor naczelna)
Przemysław Ciura
Joanna Florczak
Artur Karwat
Michał Nieniewski
Katarzyna Nowak
Łukasz Sochacki
Marcin Tabola
Dariusz Żukowski
Wydawca
Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury"
we współpracy z Kołem Naukowym Studentów Etnologii
i Antropologii Kulturowej UJ oraz Instytutem Etnologii
i Antropologii Kulturowej UJ
A d r e s w y d a w c y i redakcji
ul. Gołębia 9
31-007 Kraków
e-mail: redakcja@barbarzynca.com
tel.012 663 15 32
tel./faks 012 663 15 31
http://barbarzynca.com

Skupimy się natomiast na dramatach Leśmiana. Powie­
my kilka słów o teatrze w Internecie. Z Krystianem Lupą
porozmawiamy o tym, dlaczego pisanie jest konieczne
i w sumie niemożliwe. Zachęceni tym paradoksem, spró¬
bujemy jeszcze wyrazić niewyrażalne. A dla odprężenia
wyruszymy w świat: zdrzemniemy się w aborygeńskim
Czasie Snu i opowiemy kilka mitów Winnebago.
Zapraszamy do lektury.

Recenzje n a u k o w e
neTTheatre
MilczącespoĄanie dwóch teatrów
Ojcobó(j)stwo

rzynasty numer „Barbarzyńcy" jest częściowo o te­
atrze. Należałoby pewnie zacząć od słów: „Już
Eurypides...". Pozwolimy sobie jednak być przewrotni
i o tragediach Greków me wspomnimy ani słowem. Nie
odniesiemy się też do pochopnego, ale dość popularnego
w niektórych kręgach stwierdzenia pewnego Anglika, że
teatrem świat, a aktorami ludzie, „którzy kolejno wchodzą
i znikają". W końcu nikt tego do dziś me udowodnił. Nie
żeby me próbowano! Gdy pewien amerykański badacz
raz a dobrze zajął się teatrem życia codziennego, mar­
ketingowi spece zaraz sprowadzili jego śmiałą metaforę
do technik autoprezentacji. Z marketingiem nam me po
drodze. Dlatego o tym wszystkim pisać me będziemy.

Prof. dr hab.
Piotr Kowalski
Prof. dr hab.
Czesław Robotycki

Figura tricotera

Dr hab.
Andrzej Szyjewski

Jeżyk, zagłady -jezy\ świadectwa
O bombie

Dr hab.
Dariusz Czaja

Redakcja
Claude Levi-Strauss, myśliciel nieoswojony,
badacz smutnych tropików, wielbiciel potraw
surowych i ugotowanych, który jak nikt inny
opowiada o rysiu, a przede wszystkim znakomity
antropolog, c z ł o n e k A k a d e m i i Francuskiej,
doktor honoris c g u s g piętnastu u n i w e r s y t e t ó w ,
w s p ó ł t w ó r c a strukturalizmu,
28 listopada tego roku s k o ń c z y ł "100 lat.
Panie Profesorze, d z i ę k u j e m y
i i y c z y m y zdrowia!

Opieka edytorska i techniczna

R e d a k c j a pisma

„Barbarzyńca"

WYDAWNICTWO

JAK
www.wydawnictwojak.pl
ul. Zacisze 7,31-156 Kraków
Projekt okładki
Dariusz Żukowski
Nakład 650 egz.
W sprawie prenumeraty prosimy o kontakt z redakcją.
Prosimy nadsyłać propozycje artykułów do publikacji przez e-mail
(szczegółowe wskazówki na naszej stronie internetowej).
Materiałów nie zamówionych nie zwracamy.
Od instytucji oraz firm związanych z kulturą i nauką przyjmujemy
propozycje umieszczenia reklamy w czasopiśmie.

Redakcja dziękuje za wsparcie finansowe Prorektorowi UJ
prof. Andrzejowi Mani, Prodziekanowi Wydziału Histo­
rycznego UJ prof. Janowi Świcchowi, Fundacji „Bratniak"
oraz Radzie Kól Naukowych UJ.

Claude L é v i - S t r a u s s , penseur sauvage.,
explorateur de tristes tropiques, amateur du cru
et du cuit, conteur i n é g a l é de l'histoire du lynx
et - avant tout - anthropologue de renommé
mondiale, membre de l ' A c a d é m i e f r a n ç a i s e ,
docteur honoris causa de quinze universités,
cofondateur du structuralisme fete,
le 28 novembre prochain, son centenaire.
Monsieur le Professeur, nous vous remercions et
souhaitons une excellente s a n t é !
La

rédaction

de

„Barbarzyńca"

BARBARZYŃCA

3 (13) PDD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11475" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11453">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/759af467f836959871e9258c30be47f1.pdf</src>
        <authentication>f9d743cb1c8941a52762649784a1ef43</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5589</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136696">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136697">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136698">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5197</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136699">
                <text>Milczące spotkania dwóch teatrów/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136700">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.20-30</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136701">
                <text>Czapiga, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136702">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136703">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136704">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136705">
                <text>Małgorzata

u

n w

19

8

3 n

&gt; absolwentka polonistyki UJ, doktorantka w Instytucie Etnologii

i Antropologii Kulturowej UJ, interesuje się literaturą współczesną, antropologią
C Z a p i g a |

i t e a t r e m (szczególnie a w a n g a r d o w y m ) .

Milczące spotkanie
dwóch teatrów
„Możesz mnie spokojnie
poczęstować śniegiem:
ilekroć szedłem przez lato
ramię w ramię z morwą
krzyczał jej najmłodszy
liść"
(P. Celan)

wiadomość istnienia zaczyna się od po­
czucia osamotnienia i doświadczenia jego
tragiczności. Życie wypełnione witalnością, tak często przedstawiane jest w poezji i dra­
macie za pomocą figury - obrazu wiosny, drogi
przez wieczną zieloność, wybuchającą feerią
skontrastowanych, ostrych barw, przepełnioną
pulsującym, rozedrganym rytmem. W pewnym
momencie nadchodzi jednak czas na coś innego,
dochodzi się do momentu, kiedy ze spokojem
można się zgodzić na „poczęstowanie śniegiem"
- na katastrofę, odizolowanie, śmierć, gdzie sta­
gnacja, chłód i bezbarwność współgrają ze sobą.

Ś

1

A . M . di Nola, Tryumf śmierci.

Śmierć w potocznym rozumieniu wywołuje
raczej poczucie chaosu, w którym rozpad do­
minuje nad porządkiem i ładem. Alfonso M . di
Nola, pisząc o żałobnikach, którzy w obliczu
śmierci bliskiej osoby zyskują przeświadczenie,
że świat jest bez sensu, smutny i pusty, wspomina
również o percepcji śmierci w ogóle:
„Nie jest akceptowana ani traktowana jako
zjawisko naturalne. W pewnym sensie śmierć
zostaje wyłączona poza ramy naturalnego po­
rządku rzeczy, rozumianego jako ruch, działa­
nie, reprodukcja, ciągłość" .
1

Antropologia ialoby, Universitas, Kraków, 2006, s. 186-187.

BARBARZYŃCA

3 ("13) P D D (

�21

Milczące spotkanie dwóch teatrów

Zgoda na śmierć, izolację przywraca normal­ teatru. Wychodził z przekonania, że współcze­
ny porządek rzeczy i organizuje chaos, który
sny mu teatr jest tworem skostniałym i przesta­
może wywołać myśl o unicestwieniu. Doskona­ rzałym. W jednym ze szkiców pisał wprost:
łość i harmonia świata pozostają zachowane (od­
„Zupełna ignorancja i całkowita niewiedza
zyskane?). Przestają mieć wtedy znaczenie dy­
sztuki teatralnej u nas w Warszawie sprawia, że
wagacje dotyczące sprawcy śmierci - demiurga
pisanie o tej sztuce kojarzy mi się ściśle z tłuma­
lub nienazwanej wrogiej siły, gdyż pogodzenie
czeniem, określaniem i pouczaniem. (...) Gdy
owo bierze je w nawias i czyni nieznaczącymi.
teatry, jak u nas, nie ukazują żadnych ekspe­
Obrazy literackie przywołują częściej niezgo­
rymentów i nie doświadczają na scenie żadnej
dę na śmierć, bunt przeciwko niej i cierpienie
idei, żadnej koncepcji - tam wielkie słowa, za­
związane z odejściem ze świata materialnego. W
wierające w sobie ideę lub koncepcję teatralną,
refleksji na ten temat zupełnie wyjątkowi wydają
są wysiłkiem abstrakcyjnym ani czynem, ani
się tu dwaj twórcy, odlegli od siebie w sensie cza­
przykładem nie popartym - bajką o kolorach,
sowym, ale i — na pierwszy rzut oka — artystycz­
którą się opowiada ślepcom spragnionym
nym: Bolesław Leśmian i Leszek Mądzik, wyra­
żeń..." .
żający swoją twórczością zrozumienie i zgodę na
„poczęstowanie śniegiem".
Eksperymentatorskie fascynacje L e ś m i a ­
na nie znalazły zrozumienia ani u ówczesnej
widowni,
ani u krytyków. Na to nałożyły się
Teatralne spotkania w milczeniu
niesnaski w zespole - konflikt z Wroczyńskim
Bolesław Leśmian, poeta, podejmował rów­ w sprawie repertuaru - oraz kłopoty finansowe,
nież próby dramaturgiczne i teatralne. Pozosta­ które musiały druzgocąco wpływać na poetę.
wił po sobie kilka prób dramatycznych, z których Jesienią 1911 roku Leśmian, w liście zamiesz­
niewiele zachowało się do naszych czasów . czonym w Nowej Gazecie, ogłosił koniec swojej
Szczególnie ciekawym przypadkiem wydają się współpracy z Teatrem Artystycznym. Niemniej
dwie realizacje tej samej sztuki - Pierrot i Kojednak kilka prób dramatycznych i wypowiedzi
lombina i Skrzypek, opętany. Poeta nazywa je „ba­ teoretycznych, jakie się zachowały, pozwalają
śniami mimicznymi" i faktycznie utwory te nie stwierdzić, że Leśmian również i na tym polu
przewidują użycia słowa jako materii tworzenia. działalności artystycznej był pisarzem oryginałCały dramat ma mieć postać pantomimy opartej
i nowatorskim.
113. ruchu, grze światła, symbolice kolorów i re¬
Na szczególną u w a g ę zasługuje deklara­
kwizytów. Sam Leśmian, zajmując się przecież cja poety, który neguje potrzebę użycia słowa.
teatrem (w 1911 roku wraz z Kazimierzem Wro­ Początek Skrzypka opętanego
przynosi nam in­
czyńskim i Januszem Orlińskim wynaieli scenę formację o czasie i miejscu akcji, mianowicie:
Teatru Małego w Warszawie i założyli teatr zwa„Rzecz się dzieje w owych intermediach istnie­
3

2

Teatrem Artystycznym) bardzo dobrze znał
zarówno ówczesne sceny polskie i światowe
nieobce mu tez były tekst/teoretyczne dotyczące

2

Rochelle H . Stone we wstępie do Skrzypka

opętanego

pisze o istnieniu co najmniej sześciu prób dramatycznych
Leśmiana, ale nawet tylko te, o których nam wiadomo,
pozwalają umieścić Leśmiana wśród wielkich twórców

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

nia, gdy słów nie bywa, a wszyscy się nawzajem
rozumieją". Podkreślony zostaje fakt, że w życiu
bywają pewne momenty, wydarzenia, które nie

i myślicieli teatru. Zob. B. Leśmian, Skrzypek

opętany,

PIW, Warszawa, 1985.
3

B. Leśmian, Szkice literackie, oprać. J. Trznadel, PIW,

Warszawa, 1959, s. 180-181.

�22

Małgorzata Czapiga

w y m a g a j ą werbalizacji (a może nawet - nie
poddają się takim próbom). Odejście od słów
w dramatach zbliża Leśmiana do tworzącego
kilkadziesiąt lat później Leszka Mądzika.
Mądzik teatrem zaczął się zajmować jeszcze
podczas studiów na Katolickim Uniwersytecie
Lubelskim pod koniec lat 60. Początkowo two­
rzył projekty scenograficzne do przedstawień
Teatru Akademickiego K U L . Szybko zaczął
działać samodzielnie. W roku 1970 założył Sce­
nę Plastyczną K U L . W pierwszym wystawionyni przez zespół spektaklu Ecce Homo pada
wprawdzie jedno zdanie (dramatyczne pytanie:
„Dlaczego wywiodłeś mnie z łona?"), ale każda
kolejna próba jest j u ż odchodzeniem od wer­
balizacji na rzecz ekspresji bezsłownej. W tym
miejscu zbiegają się koncepcje Leśmiana i Mą­
dzika których powinowactwo artystyczne sieea
znacznie głębiej. Sam Mądzik mówi:
„Przez trzydzieści lat sobie i widzom sugeruję
i wmawiam, że bez słów można się porozumieć
i że można uprawiać teatr, który w milczeniu
ma szansę spotkania z drugim człowiekiem
w tym, co istotniejsze.
Uwierzyłem po wielu latach pracy, że naprawdę
to, co najważniejsze, co żyje w naszych emo­
cjach, co intensywnie przeżywamy, nie zawsze
potrzebuje nazwania, a nawet boję się, że cza­
sami słowem możemy coś zniszczyć, sprofano­
wać, chyba że wypowiadamy się przez poezję.
Przyznam się, że do żadnej z szesnastu premier
nie napisałem kartki papieru, nie ma ani słowa,
a te spektakle istnieją, sa, grane i niani nadzieję,
że do widza docierają" .

ważniejszego - to przez teatr ma się odbywać
komunikacja międzyludzka i wynikające z tej
interakcji porozumienie. Teatr przestaje być tyl­
ko przyjemnością, wrażeniem estetycznym, a zy­
skuje wymiar etyczny. Odzyskać ma perspektywę
katarktyczną, choć dopasowaną do współczesnej
wrażliwości i potrzeb. Ma temu służyć przede
wszystkim forma wizualna dramatu, której za­
daniem jest oddziaływanie na widza - nie należy
przecież zapominać o tym, co zakodowane jest
nawet w nazwie teatru Mądzika, o plastyczno­
ści. Rezygnacja ze słów może mieć zatem swoją
motywację w odwołaniu się do pierwotnych, eks­
tremalnych doświadczeń widza, może również
oznaczać wiarę w wyższość i celowość metod
wizualnych.
Podobnie jest u Leśmiana, który w swoich
wypowiedziach teoretycznych i późniejszych
działaniach teatralnych proponuje tzw teatr sty­
lizowany. W jego projekcie akcenty postawione
są na gest, ruch i taniec. Dzisiaj Leśmianowska
stylizacja zostałaby przyporządkowana - zgod­
nie z typologią praktyk teatralnych - do „technik
pozacodziennych". Termin ten wprowadził Eu­
genio Barba , analizując zróżnicowane procesy
kinestetyczne. Codzienne techniki ciała stosobyły szczególnie w europejskim teatrze
realistycznym, w odróżnieniu od nich natomiast
istnieje:
5

„(...) pozacodzienna estetyka ciała powstająca
w wyniku świadomego kształtowania i wyucze­
nia, jest językiem ciała używanym na scenie,
by odcinać się wyraźnie od technik codzienno­
ści. Do tej (...) kategorii należałaby większość
form tanecznych, pantomima, akrobatyka i ta­
kie wysoko skonwencjonalizowane gatunki, jak

4

Twórca Sceny Plastycznej, odżegnując się
od werbalizacji, mówi w istocie coś znacznie

4

Z wywiadu, którego Leszek Mądzik udzielił dla Ruchu

Muzycznego, cytuję za: Leszek Mądzik, czyli pamięć
wielokrotnie wyobrażona,

czasu

„Panorama Polska", vol. 14, nr 7

(153), lipiec 2006, [w:] http://www.panoramapolska.ca/

5

Eugenio Barba - antropolog teatru, łączy praktykę

teatralną z naukową refleksją nad teatrem. Założy!
Międzynarodową Szkolę Antropologii Teatru ( I S T A International School of Theatre Anthropology).

index.cfm PNoTot = 153&amp;Article = Madzik_7.html

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Milczące spotkanie dwóch teatrów

komedia deWarte czy prawie wszystkie formy
teatru azjatyckiego" .
6

Stylizacja, zgodnie z założeniami Leśmiana,
odrzuca złudzenie czy iluzjonizm, a uwydat­
nia te elementy dzieła, które skierują widza na
tory myślenia metafizycznego. Realizuje się ona
przede wszystkim w szczegółach, które są dla
widza czytelne, znane, a ich podstawową rolą
nie jest złudzenie rzeczywistości, ale przeniknię­
cie rzeczy, które będą wzruszały, a w ten sposób
przybliżały do tajemnicy istnienia. Widz, przy­
chodząc do teatru staje się elementem „wielkiego
ołtarza świątyni zwanego teatrem" .
Zarówno u Leśmiana, jak i Mądzika, akcent
zostaje przeniesiony z aktora na widza. Aktor
jest zaledwie elementem usytuowanym na równi
z detalami scenografii, grą świateł czy tłem mu­
zycznym. Odarty ze swej autonomii, zostaje je­
dynie ciałem, którego ruch dostarczać ma aluzji
semantycznych i wywoływać wrażenia zbliża­
jące widza do tajemnicy istnienia. Aktorzy stają
się marionetkami, manekinami, a sam Mądzik
mówi o nich, że:

23
nie, pozbawiając równocześnie indywidualności
aktorskiej, o którą przecież tutaj nie chodzi.

Rzeczywistość śmierci
Zarówno Leśmian, jak i Mądzik posługują
się w swojej twórczości (pierwszy - poetyckiej
i dramatycznej, drugi - teatralnej, fotograficz­
nej) obrazami - metaforami. Wynika to z od­
rzucenia słowa jako jedynej materii tworzącej.
Mądzik przyznaje:
„Moj e sceniczne pej zaże, ten spowolniony ruch
w moich przedstawieniach, to wyłanianie się
z kształtów ciemności - to jest dla mnie taka
modlitwa. Ona obdarza mnie spokojem, który
pozwala mówić o najtrudniejszych sprawach
i myśleć o nich... Nie piszę scenariuszy do spek­
takli, nie robię żadnych notatek. Myślę obraza¬
mi, noszę je w sobie"^.

7

„nie są tu po to, aby współtworzyć, są jeszcze
jednym składnikiem wizualnej penetracji cza­
su i wyobrażenia, bez autonomii dramatur­
gicznej" .
8

Mądzik stosuje wiele zabiegów prowadzą­
cych do urzeczowienia postaci - niezwykle suge­
stywne staje się umieszczenie ich pomiędzy pa­
pierowymi korpusami ludzkimi rozstawionymi
np. we Włóknach czy monstrualnych postaciach
kobiecych z Zielnika. Innym razem twórca każe
nałożyć aktorom jednakowe stroje i czepki imi­
tujące ogolone głowy {Wrota, Kir) lub w później­
szych przedstawieniach faktycznie ogolić głowy
na łyso, upodabniając ich do siebie prawie zupeł6

Ch. Balme, Wprowadzenie do nauki o teatrze, P W N ,

Warszawa, 2002, s. 169-170.
7

B. Leśmian, Szkice literackie, op.cit., s. 141.

Pole semantyczne owych obrazów jest bardzo
zbliżone u obu twórców i mimo różnych reali­
zacji można je określić mianem rzeczywistości
śmierci. Śmierć od zawsze pociągała człowieka
i urzeczenie to było wielokrotnie silniejsze niż
strach. Z jednej strony stanowiła przecież kres
wędrówki każdego istnienia, była zwieńczeniem
życiowej serii powtarzających się rytów przej­
ścia, ale z drugiej stawała się przejściem ostatecz¬
nym.. Jako problem temat śmierci podejmowany
był przez wszystkie typy refleksji kultur.
Dzisiejsza kultura popada w paradoksalne
pułapki w myśleniu o sprawach ostatecznych. Za
sprawą komunikacji medialnej obrazy śmierci
stały się wszechobecne, jednakowoż stają się one
towarem, przedmiotem konsumpcji, jak każdy
inny przedmiot możliwy do sprzedaży. Marek
Hendrykowski pisze:

8

Leszek Mądzik, czyli pamięć

wyobrażona,
9

czasu wielokrotnie

„Panorama Polska", op.cit.

Leszek Mądzik sam o sobie, cytuję za: http://www.

teatry.art.pl/miasta/lubelskie/lublin/kul/samo.htm

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�24

Małgorzata Czapiga

�Milczące spotkanie dwóch teatrów

25
„Przywykliśmy niemal, że jest wystawiona na
sprzedaż, przeznaczona do oglądania i że utra­
ciła swój wymiar i głębszy sens. To jedna strona
zjawiska - śmierć jako widowisko i ekscytujący
spektakl. Jest jeszcze druga - przemilczenie.
Śmierc, me ma" .
10

Bardziej przekonują nas filmy fabularne
przedstawiające okrutne obrazy wojennej po­
żogi n i ż faktyczny dokument - relacja z ob­
szarów objętych wojną. Dokonująca się estetyzacja śmierci oddala jej prawdziwość, realność
i tabuizuje zjawisko. Raczej marginalne wydają
się perwersyjne widowiska filmowe zwane snuff
movie:
„(...) dokumentalna rejestracja autentycznego
umierania i śmierci ludzi, którzy sprzedali re­
alizatorom filmu prawo do sfilmowania końca
swojego życia. Zabijanie na oczach widza stało
się pierwszą z zaspokajanych potrzeb - kwin­
tesencją koszmarnego spektaklu. Temat śmierci
utracił w ten sposób dawną powagę i godność,
nabierając zdegenerowanego znaczenia" .
11

W dzisiejszej kulturze masowej - szczególnie
filmach i grach komputerowych - śmierć jako
doświadczenie metafizyczne właściwie nie jest
obecna. Jej miejsce zajmuje zabijanie. Niemoż­
liwość zbliżenia się do autentyczności doświad­
czenia w obrazach, kiedy zastrzelona postać
z gry wstaje i napis game over w sekundzie traci
swe znaczenie, bo pojawia się opcja play again,
a żołnierz amerykański czy wietnamski to prze¬
cież tylko aktor-ikona, staje się takim właśnie
odwróceniem porządku. Śmierć przez procesy
estetyzacji przestaje być prawdziwa.

10

M . Hendrykowski, Kilką refleksji na temat

w sztuce, [w:] Strategie śmierciŚwiadectwa

literackie i kulturoznawcze, pod red.

W Burszty, Wydawnictwo Académica SWPS,
Warszawa 2004, s. 70.
11

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

śmierci

formy umierania.

Ibid., s. 72-73.

�Małgorzata Czapiga

26
Wobec pozbawionych refleksji obrazów za­
bijania, wypierających wizerunki śmierci au­
tentycznej, zadziwiająca wydaje się bezustanna
popularność Leśmiana jako poety, którego Na­
pój cienisty i Dziejba leśna przesycone są obra­
zami żyjących - zmarłych, obcowania istot ze
świata i zaświata, przepełnionych poczuciem
losu i ostateczności, ale niepozbawionych życia
i nadziei oraz jego dramatów, a także cieszący
się niesłabnącym powodzeniem teatr Leszka
Mądzika.
Skrzypek, opętany - dramat mimiczny Bo­
lesława Leśmiana - to historia Alaryela ogar­
niętego niemocą twórczą, który żyje u boku
żony nierozumiejącej zupełnie jego potrzeb
artystycznych. Zaskakujące to, bo sama jest
malarką, zatem refleksje i trudy twórcze nie
powinny być jej obce. Alaryel ma poczucie, że
tkwi w nim nieznana, pierwotna melodia, którą
musi wygrać, jednakże nie znajduje środków,
które pozwoliłyby mu tę pieśń wydobyć. J u ż
sam spis postaci jasno określa pochodzenie bo­
haterów: Alaryel wywodzi się z „bajki dawno
zapomnianej", a jego żona Chryza z „krainy
ościennej bajce". Nieprzyległość tych dwóch
światów przełoży się później na dziedziny, któ­
rymi beda sie zajmowali- Chryza to świat wizuahzacji malarstwa ale opartego na mimesis nie
wnoszącego w te twórczość żadnych pokładów
indywidualizmu Alaryel natomiast iest artysta
nrawdziwym z' baik, dawno zanomnianei"
nierwotne, nieśrworzonei nozostaiacei w nie'
pokoiacym' ruchu Baika sugerowałaby k r a i n ę
z w i ą z a n a z T e ś m i a n o w s k a Baśnią
stanowić\vnonim

która m o ż e

zvria nrawHziweao

2

,

zvria

tŁ™LV

n r v h l i ™ ™ nprzez
Ho lajemnicy
przypinającego
r 7
r acaiy
ł v r 7czas
9
istnienia, warna ościenna Pajce natomiast jest
zaledwie namiastKą owego istnienia, Krainą, jaK
Każda inna nierozmącą się znacząco od wszyst¬
kich pozostałych ościennych krain.
7

12

B. Leśmian, S\rzype\opętany,

13

Ibid., s. 184.

PIW, Warszawa 1985, s. 180.

Świat niemocy twórczej skrzypka zmienia
się wraz z pojawieniem się dziwnej, pięknej
postaci Rusałki, pochodzącej z Odwiecznego
Boru, która:
„ma na sobie szatę powłóczystą, koloru indygo, na której mienią się i złocą rzęsiście nuty
tajemnicze, niby zawiłe arabeski, tające pieśń
nieznaną..." .
12

To właśnie ona daje Alaryelowi szansę na
odnalezienie w sobie pieśni, której podświado­
me istnienie nie dawało mu żyć prawdziwie, nie
pozwalało na spontaniczną twórczość. Od tego
momentu tęsknota za złotym zapisem nutowym
stanie się głównym celem wszelkich dążeń ar­
tysty. Wraz z narastającą miłością Alaryela do
Rusałki uosabiającej twórczość coraz silniejsza
staje się zazdrość Chryzy, w której „zataja się
namysł nagły i zdradziecki" . Zazdrosna żona
zabija ostatecznie Rusałkę, nie myśląc, że po­
zbawia skrzypka szansy na. realizację swojego
artystycznego zadania życia. Chryza, nie odczu­
wał ac podobnych metafizycznych potrzeb nie
myśli w tych kategoriach - oślepiona zazdro­
ścią pragnie jedynie pozbyć się rywalki. Zabita
Rusałka zostaie złożona w szklana trumnie
ale w Odwiecznym Borze, kierującym się wła¬
snymi prawami możliwe było i d zmartwych
wstanie Wtedv'to Alarvelowi nonownie dane
iest uirzeć nuty do pieśni która nosił w sobie
zaczvna arać szaleńcza' onetańcza melodie'
N i e n W r z e L 7łoteaoWe'za atrvhntn Rnsałki
i n H w i e r y n L Rnrn C r n ™ n l h e n i ™ ń
1 odwiecznego coru. mrożące niepezpieczenstwo nie jest
mego wcale w a ż n e . UKąszony,
pada martwy^na grop mogiły,
Której ponow­
nie scnodziKusa^a. iNa arenie wydarzeń po­
zostaje juz tylKo Uhryza, płacząca nad ciałem
zmarłego męża, Który „w głębi swych marzeń
spotKawszy się ze śmiercią, piesn swą dospiewai
do końca .
13

7

14

B. Leśmian, Skrzype\...,

s. 231.

BARBARZYŃCA

13 3 D D(

�27

Milczące spotkanie dwóch teatrów

Śmierć z Leśmianowskiego dramatu połączo­
na jest ze spełnieniem, z dotarciem do Tajemnicy
Istnienia, do zrozumienia sensu bytu. Skrzype\
opętany jest nie tylko historią o miłości, niena­
wiści i zbrodni, to również opowieść o artyście,
dziele i poszukiwaniu wyrazu własnej sztuki, ale
przede wszystkim to opowieść o potrzebie po­
szukiwania transcendencji, Absolutu w pozba­
wionym go na pozór codziennym życiu. Sytuacji
tej towarzyszy zaś ekstatyczny, rytmiczny taniec
zmysłów, gestów, pozasłownego porozumienia,
w którym roztapiają się granice między śmiercią
i życiem.
Taniec, ruch, gest zawsze związany był ze
sferą sacrum. Rytm tańca to równocześnie rytm
boskiej energii. Znane są kulturowe obrazy tań­
czących bogów - szczególnie w religiach Wscho­
du: zapewnienie ładu sfer kosmicznych możliwe
było dzięki tańcowi Siwy, japońska bogini Ameus
- Uzmi tańczyła, aby wymodlić światło i uchro­
nić świat od całkowitych ciemności, spotykamy
też tańczącego przed pasterkami Krysznę. Od
najdawniejszych czasów przypisywano tańcowi
znaczenie magiczne. W kulturach pierwotnych
w rytmicznych pląsach miał miejsce akt religijny
i ważne działania obrzędowe, ponieważ rytm
ogarniał nie tylko ciało ale przenikał ponadto
umysł. Irena Turskapisźe, ż e
-

„Tańczący człowiek prymitywny pragnie wejść
w kontakt ze światem duchów. Oczekiwanie
tego momentu wywołuje w nim stan potęgują­
cego się z każdą chwilą napięcia psychicznego
graniczącego ze stanem hipnotycznym" .
15

Skrzypek opętany jest, jak j u ż zostało powie­
dziane, dramatem mimicznym, stanowi on za­
tem pewnego rodzaju libretto, które jest dopiero
podstawą do ewentualnej realizacji scenicznej.
Dokładność didaskaliów, określających miejsce

akcji, kolory rekwizytów, rozmieszczenie ich na
scenie oraz precyzja w opisywaniu zachowań
postaci potwierdzałby tezę, że Skrzypek^ jest tek­
stem pisanym z myślą o inscenizacji. Niezbitym
dowodem na przyjęcie wyżej wymienionej tezy
jest zakończenie dramatu, kiedy mowa o opusz­
czaniu kurtyny:
„Zasłona spada powoli i po zapadnięciu zasłony
- w ś r ó d ciemności - dobrzmiewają jeszcze trzy
brakujące uderzenia zegara, który bije północ.
Po czym - wolno kinkietom zapłonąć (...)" .
16

Poza tym Leśmian dołącza do dramatu aneks,
który nazywa „uwagami autorskimi". Są to de
facto wskazówki pomocne przy realizacji dra­
matu na scenie i dotyczą metod gry aktorskiej,
rozwiązań scenograficznych, kostiumów akto­
rów i barw rekwizytów. W wielu miejscach wy­
raźnie zaznacza sposób, w jaki aktorzy mieliby
się poruszać. Innym razem Leśmian każe swym
postaciom powtarzać ruchy, jak sam to określa,
„w zmniejszeniu", co może znaczyć właśnie
wolniejszy mniej wyraźny gest. Ruch zyskuje
przez to sens znaku. Wszystko poddane jest od­
powiedniemu rytmowi. Rytm nie wiąże się tylko
z muzycznością ale iest tu zasada bytu istnienia
Towarzyszy p o w i a n i u sie Wiedźmy twórczości
Skrzypka i Chryzy ale i śmierci Rusałki. Rytm
przenika bowiem wszelkie formy aktywności
w świecie i zaświatach Rytm uznawany jest za
swoisty wykładnik sacrum a wiec także - bywa
w a ż n y m elementem noe'tvki sakrosferv Tan
y
p y
y&gt; J
R ł n ń s k i n a z w a ł rvtm w nnieciu T e ś m i a n a

ana

loaonem k o s m i c z n e ™ nroresn tworzenia" ^
1

7

L

m

nie m n a ł n an f . h r . k n . ć n r . v tworzeni,,'

^ X i " o ^ ^ o ^ ^ ^

tworzeniu

Zarówno u Mądzika, jak i Leśmiana, rytm
pozyskiwany jest w wieloraki sposób, nie tyl­
ko przez grę aktorską. Obaj artyści eksploatują

15

I . Turska, W kręgu tańca,

Iskry, Warszawa 1965, s. 110.

17

16

B. Leśmian, Skrzypek,..,

s. 231.

Przyczynek do poetykj sacrum, M

J. Bartmiński, O rytualnej funkcji

powtórzenia.
i d e m

poetyka, Ossolineum, Wrocław 1990.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

, Folklor -język

-

�Małgorzata Czapiga

28
światło i ciemność, stwarzając iluzję pulsowania
i ruchu ku przodowi, co znamionuje upływający
czas naznaczony pewnym fatalizmem. Przed
oczyma widza płynie czas astronomiczny, towa­
rzyszący czasowi spektaklu, spektaklu, który jest
jedną wielką synekdochą życia każdego z nas.
W spektaklu Leszka Mądzika Ecce Homo
zastosowane zostały witraże symbolizujące ży­
cie, śmierć i Boga. To na ich tle bezimienny
człowiek przemierza przestrzeń w niewiado­
mej wędrówce. Kolejnym krokom człowieka
towarzyszą zapalające się i gasnące witraże,
przerywane chwilami zupełnej ciemności. Kie­
dy zapala się niebieskie światło witraża śmierci,
człowiek pada nieruchomy, a jego ciało otaczają
maski wykrzywione w dziwnym grymasie. Pul­
sowanie rozświetlanych witraży i rytm tańca po­
staci spowalniają, aż do całkowitego zaniknięcia.
Nierównomiernie zapala się tylko witraż śmierci
- ciało człowieka nieruchomieje.
„Dychotomia „ruch - bezruch" określa w kul­
turze sposób myślenia o życiu i śmierci" .
18

Rytm staje się nie tylko materią spektaklu, ale
wciąga również widza, każąc mu uczestniczyć
w oglądanych obrazach. Pulsowanie świateł, ope­
rowanie ciemnością, nasycanie i blaknięcie barw,
kontrastowanie kolorów obserwowanych w dzie­
łach wspomnianych twórców wywołują wrażenie
halucynacji. Tak oceniał jeden z wystawionych
przez Leśmiana dramatów ówczesny krytyk:

towarzyszących spektaklowi - nie tylko są one
kluczowe u Leśmiana, analogię znaleźć można
w opiniach krytyków teatru Mądzika:
„Ten jedyny w swoim rodzaju teatr wprowadza
widza w rodzaj transu przypominającego sta­
ny sprzed zaśnięcia, z pogranicza jawy i snu,
czy z medytacji. W medytacjach wszelkich
obrządków taki trans określa się czasem jako
»ćwiczenie w umieraniu« - wyciszenie funkcji
życiowych, wygaszenie »ja«. Nie chodzi w nich
jednak o umieranie, tylko o życie. I taki sens ma
teatr Mądzika, który »udosłownia« to, co sym¬
boliczne. Tworzy wrażenie, jakbyśmy zaglądali
za kulisy życia. Lub inaczej - jakbyśmy patrzyli
na życie z drugiej strony, zza kulis" .
20

Widz w czasie spektaklu Mądzika pozostaje
zazwyczaj w całkowitych ciemnościach, słysząc
bicie własnego serca, a przed jego oczami rozpo­
ścierają się coraz to inne obrazy. Ma się poczucie,
że nie istnieje nic poza. Przesłania kolejnych
sztuk przynoszą niezmiennie nadzieję, posze­
rzając perspektywę - istnieje widz - człowiek, ale
jego byt określany jest wobec Absolutu, którego
nie nazywa się tu jednoznacznie.
Opis spektaklu Wędrowne

„Umęczony kształt ludzkiego ciała. Przesuwa­
ny niby święty obraz znika w oddali. Zostaje
ślad umęczonej postaci w trumnie. Tragiczna
procesja, pielgrzymka wędrownych postaci.
Odchodzą w cierpienie. Powracają, aby dać
świadectwo męczeństwu człowieka.
Wędrujące postacie. Ich jednostajny ruch przy­
pomina o upływie czasu. Szarość i srebrzystość
cierpienia rzeźbiona światłem. W oddali na
moment zarys ludzkiego ciała. Łagodne dźwię­
ki fortepianu niosą powolny, chóralny śpiew.

„[przedstawienie - wtrącenie M.C.] dało wi­
downi urok halucynacji, przedsmak szalonego
delirium tremens, kiedy to w cudownie naiwnym
rytmie tańczy, śpiewa i wiruje cały świat" .
19

Wyraźne wydają się swoiste filiacje w bu­
dowaniu wrażenia nierealności i widmowości,

18

J. Kowalska, Taniec drzewa życia.

w tańcu,
19

Uniwersalia kulturowe

I H K P PAN, Warszawa 1991, s. 61.

T. Nalepiński, O stylu w teatrze (zpowodu wystawienia

komedii Grabbego), „Kurier Warszawski", 25 V 1911, nr

z 1980 roku:

143, cytuję za: D . Ratajczak, Teatr Artystyczny Bolesława
Leśmiana, Wrocław 1979, s. 87.
2 0

„Gazeta Wyborcza", 17.04.2008 - cytuję za: http://www.

kul.lublin.pl/art_2788.html

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Milczące spotkanie dwóch teatrów

Głos ludzi. Powraca nadzieja. W złocistym
świetle czysty i jasny łan żywego zboża. Odda­
la cierpienie, przywraca spokój i godność. Jest
najwyższym współczuciem" .
21

W Bruździe - znacznie późniejszym spekta­
klu Mądzika (2006) - pojawia się obraz podobny,
znów znajdzie się tu miejsce na ruch, cierpienie,
ale i nadzieję skojarzoną z życiodajnym zbożem.
Spektakl rozpoczyna trud kreatora, który doko­
nuje metamorfozy materii - ożywia nieruchome
przywiezione wcześniej bruzdy ziemi przez ob­
sypanie każdej z nich deszczem zboża. Z prze¬
obrażonej bruzdy ziemi wyłania się człowiek,
który od razu wstępuje na drogę prowadzącą

29
w niewiadome. Nie jest jednak sam - przez cały
czas towarzyszy mu, jak cień, demiurg. Droga
nie jest łatwa - miejscami prosta i gładka, gdzie
indziej naznaczona przeszkodami, barierami.
Człowiek upada, ale stwórca nawet wtedy jest
blisko niego, obmywa stopy kojącą, zimną wodą,
podnosi obiekt własnego trudu i prowadzi ku
ostatecznemu spełnieniu, którym okazuje się
ukryty za tajemniczą zasłoną stół, przy którym
znajduje się miejsce dla każdego przychodząSam Mądzik mówi:
„Gleba jest miejscem bezpiecznym i dającym
nadzieję. Ziarno w nią rzucone ma szansę prze-

FOT. SŁAWOMIR GUZ

21

W. Sulisz, Portretowanie umarłej.

Wielgie obrazy

dramatyczne w teatrze Leszka Mądzika,
bezsłownej

[w:] Teatr

prawdy. Scena Plastyczna Katolickiego

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

Uniwersytetu Lubelskiego, pod red. W. Chudego, RW
K U L , Lublin 1990, s. 48.

�Małgorzata Czapiga

30
trwania. Nie obumiera. Lęk przed śmiercią,
choć bardzo ludzki, nie przytłacza. Nadzieja
i wiara są silniejsze. Bruzda, z której jesteśmy
zrodzeni i po której stąpamy, jest drogowska­
zem, kierunkiem wyznaczającym sens trwania.
Siewca zbiera rzucone ziarno. Ludzki spichlerz
to ostatnia przystań na drodze pełnej niepokoju,
cierpienia, ale i zawierzenia" .

wcześniej stracił członków swojej rodziny. Sam
napisze później w autobiograficznej elegii:
„ K a ż d e z m a r ł o inaczej śmiercią strasznie własną!...
C i a ł o matki i ojca i siostry i brata...
D z i ś rysy waszych twarzy w p a m i ę c i m i gasną,
Umieracie raz jeszcze śmiercią spoza ś w i a t a " .
24

Leszek Mądzik natomiast wspomina:

22

„W dzieciństwie mieszkałem na uliczce blisko
szpitala, kostnicy i cmentarza - opowiada. Po­
grzeby były prawie codziennie i przez okna są­
czyły się takie widoki: karawan, wolno człapią­
ce konie, procesja żałobników. Szły kondukty
w deszczu i w pełnym słońcu, rano, w południe
i o zmierzchu. Czasem grała orkiestra, czasem
tylko wiatr. Wychowałem się i bawiłem wśród
tego pejzażu" .

Patrząc na kolejne obrazy przesuwające się
przed oczami widza, ma się wrażenie, że wciąga
nas jakiś przemożny, hipnotyzujący wir, od któ­
rego trudno oderwać wzrok. Podniecający urok,
fascynacja, być może przemieszana również ze
strachem, staje się udziałem nie tylko widza, ale
również samego twórcy:
„I jednego momentu nie dam sobie nigdy za­
brać, mianowicie spojrzenia w twarze widzów
w finale spektaklu. Jest to dla mnie najcudow­
niejszy moment, radosna ekstaza, jeśli to słowo
jest odpowiednie. Jest to coś, co rekompensuje
mi cały trud tworzenia spektaklu, bo sam proces
tworzenia jest dla mnie kłopotem, zmęczeniem
i nie mam w nim wielkiej radości. Natomiast
finał, kiedy jeszcze wiem, że udało mi się prze­
rzucić jakąś tajemnicę o nas samych na drugą
stronę do widza, rekompensuje mi cały trud
i sprawia, że po trzydziestu latach ___O^C mieć
jeszcze nadzieje że jak zdrowie dopisze będę
mógł dalej ten teatr uprawiać" .
23

Obaj artyści - Leśmian i Mądzik - od dziec­
ka stykali się ze śmiercią bezpośrednio. Traumę
śmierci poeta przeszedł w dzieciństwie: bardzo

25

Tanatologia inicjowana w teatrze Mądzika
i poezji oraz dramaturgii Leśmiana staje się
pewnego rodzaju obsesją, która urzeka widza
i tworzącego, ale poza tym ma szersze odniesie­
nie. Przez refleksyjne i filozoficzne ujmowanie
śmierci zaczyna się ją powoli oswajać, a proces
ten dotyczy zarówno widza, jak i twórcy, którzy
drążą w ten sposób swoje metafizyczne lęki. Nie
da się równocześnie mówić prawdziwie o życiu,
pomijając śmierć, wobec której człowiek pozo­
staje bezradny. Cisza Kosmosu, ciemność i prze¬
czuwany Absolut wypełniające obrazy obu tych
teatrów
o sobie opowiedzieć jedynie przez
milczenie. Nam zostaie pogodzić sie z nimi
przyjąć je i ze spokojem zgodzić się na poczę'
stowanie śniegiem".

22

Cytuję za: http://www.kul.lublin.pl/art_2805.html

2 4

23

Z wywiadu, którego Leszek Mądzik udzieli! dla Ruchu

J. Trznadel, Ossolineum, Wrocław 1983, s. 224.

Muzycznego, cytuję za: Leszek, Mądzik,, czyli pamięć
wielokrotnie wyobrażona,

czasu

25

B. Leśmian, Ubóstwo,

[w:] idem, Poezje wybrane, opr.

Cytuję za: http://www.kul.lublin.pl/art_2788.html

„Panorama Polska", op.cit.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11474" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11452">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/12e4abf057353d6090d5e167f1b8a28c.pdf</src>
        <authentication>d0362e9106df6ddbf22571332e9a472c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136684">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5588</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136685">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136686">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136687">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5196</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136688">
                <text>neTTheatre:na styku cyberświata i rzeczywistości/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136689">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.9-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136690">
                <text>Iwaszkiweicz, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136691">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136692">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136693">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136694">
                <text>Na styku cyberświata
i rzeczywistości,
czyli antropologiczne rozważania o możliwościach internetowej przestrzeni
w kontekście działań teatralnych

Agnieszka

ur. w 1980 r. Doktorantka trzeciego roku etnologii w lEiAK U Ł . Ukończyła
P o d y p l o m o w e Studium Polityka i Kultura Krajów Azji i Afryki w PAN w Warszawie.

Iwaszkiewicz

Kilkakrotna stypendystka u n i w e r s y t e t ó w w N i e m c z e c h i w e Francji.
W s p ó ł t w ó r c z y n i Fundacji „Etnoinspiracje". Interesuje się głównie antropologią
współczesności, antropologią miasta, performatyką (zwłaszcza t e a t r e m i tańcem).
Wielbicielka podróży i muzyki etnicznej.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�10

Agnieszka Iwaszkiewicz

ozwój, w wielowymiarowym sensie, od
duchowości, intelektu aż po naukę, tech­
nologię to stymulator sztuki wszelakiej.
Implikuje on poszukiwania miejsca, a przede
wszystkim formy i treści przekazu teatru we
współczesności. Moje zainteresowania koncen­
trują się głównie wokół działań teatru awangar­
dy, czy inaczej alternatywnego , który najogól­
niej można zdefiniować jako teatr istniejący
obok teatru „dominującego", stanowiący jego
istotne dopełnienie . Choć teatr alternatywny nie
jest j u ż jednolitym zjawiskiem, to „nadal pozo­
staje czymś »więcej n i ż teatr«" .
To sformułowanie A. Jawłowskiej jest dla pre­
zentowanych refleksji punktem znaczącym: od
publikacji książki na ten temat upłynęło wszak
przeszło ćwierć wieku, trzeba więc zapytać, co
dziś oznacza cytowane „więcej niż teatr" ? Jakie
wyzwania w X X I wieku muszą podjąć przedsta­
wiciele nurtu nazywanego przez Eugenia Barbę
„trzecim teatrem" ?

teatru, co miał umożliwiać powrót do jego po­
czątku, czyli poszukiwanie historycznych form
ujawniających tę istotę w stanie stosunkowo
czystym . Teatr, co wynika z jego historycznej
genezy, powinien być religijny - możliwość takie­
go spełnienia upatrywał Artaud w nowoczesnych
rytuałach . Inspiracji do odnalezienia sposobu
jego powołania w takiej właśnie formie szukał
podczas podróży do Indian Tarahumara, gdyż
uważał, że tubylcze kultury, wciąż jeszcze archa­
iczne, zdolne są ożywić mity, które jego zdaniem
w Europie dawno j u ż wymarły . Lata 70. i 80. X X
wieku to, jeśli użyć określenia L. Kolankiewicza,
„teatr zarażony etnologią". Grotowski, Barba,
Brook udają się ze swymi teatrami na wyprawy
pozaeuropejskie , aby poznawać rytuały, w któ­
rych przetrwały jeszcze ślady teatru źródeł .
Stowarzyszenie Teatralne „Chorea", o które­
go projekcie chciałabym napisać, także prowadzi
terenowe ekspedycje artystyczno-badawcze, ale
nie one stanowią główny przedmiot rozważań.
Być może kategoria postępu, zwłaszcza w sztu­
„Tylko wysiłek przekroczenia tego, co oczywiste,
ce, budzi poważne zastrzeżenia wielu osób.
pozwala poza potoczne oczywistości wykroczyć,
Jednak - czy to akceptujemy, czy nie - rozwój
a na tej j edynie drodze dokonuj e się wzbogacenie
technologiczny obliguje do przyjęcia jakiejś stra­
kultury. (...) Albowiem losem poetów przeklę­
tegii, stanowiska w działaniach na polu sztuki.
tych jest mówić »nie« światu i żądać spełnienia
W świecie wszechobecnej globalizacji jest to dla
tego, co spełnić się nie da, aby w ogóle w świecie
twórców zadanie wymagające i ryzykowne, po­
kultury jakikolwiek ruch się dokonał" ,
nieważ grozi zagubieniem własnej tożsamości
pisał A. Mencwel o wizjach A. Artauda dotyczą­ artystycznej. Nowe media i teatr - sprzeczność
cych teatru. Przekroczenie czy też kulturalna czy przepis na udaną symbiozę?
i teatralna rewolucja miały, zdaniem francuskie­
Fabryka Sztuki w Łodzi, 6 maja 2008 roku,
go twórcy, objawić się poprzez dotarcie do istoty wtorek, początek: godzina 18, spotkanie pod

R

7

8

1

2

9

3

10

11

4

5

6

To pojęcie ewoluowało po okresie transformacji
ustrojowej Polski i nie jest j u ż rozumiane jednoznacznie,
jak było przed rokiem 1989. Zob.: M . Gołaczyńska,
Mozaika współczesności.
Teatr alternatywny w Polsce po
roku 1989, WUWr, Wrocław 2002, s. 28-40.
Ibid., s. 39.
Ibid., 152.
Za: Ibid.
A. Mikulska, Odszukiwanie zapomnianych form:
Węgajty, [w:] M . Sugiera (red.), W stronę
rytuału.
1

2

3

4

5

Od Yeatsa do Węgajt, Księgarnia Akademicka, Kraków
1999, s. 223-224.
Za: L . Kolankiewicz, Święty Artaud, Słowo/Obraz
Terytoria, Gdańsk 2001, s. 234.
Ibid, s. 233-234.
L . Kolankiewicz, Teatr zarażony etnologią,
„Polska
Sztuka Ludowa. Konteksty" 1991, nr 3-4, s. 19.
Ibid.
L . Kolankiewicz, Święty..., s. 235.
L . Kolankiewicz, Teatr zarażony...,
s. 21.
6

7

8

9

10

11

BARBARZYŃCA

3 ("13) P D D (

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

hasłem Teatr w sieci powiązań.
Doświadczenie
dyskusji, po której wrażeń nie sposób nie utrwa­
lić, zwłaszcza w kontekście postawionego wyżej
pytania. Kilka godzin rozmów dotyczących pro­
jektu Teatr w Internecie, zainaugurowanego 15
grudnia 2007 roku spektaklem Odpoczywanie
według Stanisława Wyspiańskiego, który stwo­
rzyli reżyser Paweł Passini i Stowarzyszenie Te­
atralne „Chorea" Tomasza Rodowicza. Srebrna
Góra w Kotlinie Kłodzkiej to miejscowość, gdzie
dawny kościół protestancki który w swei historii
bvł nawet domem publicznym został zaadapto­
wany na teatr W ieeo wnętrzu dokonano zmian
konstrukcyjnych usunięto filary podtrzymuiace
stron oodebionó sale zamontowano orofesio
n a l n a n o d ł L taneczna" Miasteczko iakmówi
Passini iestnosiadarzern ł rzv które źanewnia
ła tranśrnisie wvdarzeń z t d v ń i e seknndowvm

11

L'vJ
t^AA 1\^A A A •
Wydawać by się mogło, że teatr w Internecie to
nic takiego, skoro relacje telewizyjne czy koncerty
również są emitowane za pośrednictwem sieci.
Otóż idea teatru zakłada nie tylko granie „na
żywo", ale także nawiązywanie kontaktu z w i ­
dzem, podkreślane zwłaszcza w teatrach alterna­
tywnych, gdzie unika się wyraźnego podziału na
aktorów i publiczność, a ową granicę próbuje się
niwelować poprzez różnego rodzaju interakcje,
współuczestniczenie widzów w sztuce.

Czy jednak teatr w Internecie nie traci swoje­
go wyrazu? Intrygująco brzmi relacja pomysło­
dawcy przedsięwzięcia o tym, jak owa kontaminacja sztuki i technologii może rozwijać, a wręcz
stymulować pracę artystyczną. Nie tylko bowiem
można oglądać to, co dzieje się na scenie, ale
znajdując się nawet tysiące kilometrów od wyda­
rzenia - zaznaczyć swą obecność poprzez zapisy,
komentarze na czacie emitowane bezpośrednio
podczas przedstawienia. I tak jak w antropologii
tworzenie światów możliwych w celu ich bada­
nia u w a ż a m za zbędne, tak w sztuce zgoda na
równoległe współistnienie rzeczywistości wirtu­
alnych, poprzez które mogą wyrażać się inter­
nauci, jest j u ż ciekawym zjawiskiem zarówno
pod względem reagowania na „teatralne dzianie
się" w realności, j ak i uczestniczenia w spektaklu
oraz obserwowania procesu twórczego. Także
z perspektywy antropologa ów fenomen wydaje
się interesujący, gdyż badacz w trakcie takiego
spektaklu ma szansę „podglądania" bądź nawet
uczestniczenia w procesie z a w i ą z y w a n i a się
communitas pomiędzy widzami-internautami.
Otworzenie dostępu do partycypowania
w przedstawieniu poprzez ekspresję w przestrze­
ni wirtualnej może być także czynnikiem prowo­
kującym biorących udział w czacie do wpisywania
treści obraźliwych, wulgaryzmów czy do wklejania
reklam. Okazuje się jednak, że gdy w czasie jednej

Na podstawie informacji umieszczonych w folderze
Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea".
Alvin Plantinga rozumie świat możliwy jako „ sposób,
w jaki rzeczy mogłyby być (...), możliwy stan rzeczy
pewnego rodzaju", [w:] J. Zajdel, Film w uniwersum
światów możliwych,
Szumacher, Kielce 2002, s. 34.
Antropologia światów możliwych implikuje pytanie o cel
naszej dyscypliny: czy jej zadaniem jest interpretacja
rzeczywistości, czy też raczej postulowanie rzeczywistości
- tworzenie jej projektów? (na podstawie niepublikowanej
pracy A. Iwaszkiewicz, M . Kępa, K. Wódczyńska,
P. Rutowicz, Antropologia światów możliwych).
Burszta
i Kuligowski za Appaduraiem twierdzą, że wyobraźnia
staje się terenem penetracji badawczych dla etnologów

i jest ona pryncypalną platformą dla naszych działań,
a nie ucieczką od tzw konkretu, [w:] WJ. Burszta,
W Kuligowski, Dlaczego kościotrup nie wstaje, Sic!,
Warszawa 1999, s. 39. Kwestią kontrowersyjną nie jest
oczywiście badanie wyobrażeń naszych rozmówców czy
fikcji literackich, lecz to, czy sam antropolog powinien
kreować w swej wyobraźni świat, który będzie następnie
podlega! jego własnej analizie i interpretacji. Czy nie jest
to bowiem zbyt daleko posunięta samorefleksyjność na
temat sztucznie wytworzonej rzeczywistości? I czemu
miałaby służyć? Samopoznaniu? Czy wskazane jest
łączenie roli kreatora światów możliwych i interpretatora
owego zjawiska? Zob. też M . Brocki, Antropologia.
Literatura - Dialog-Przekład,
WUWr, Wrocław 2008.

fl

v_y

łjW

l

12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

13

�12

Agnieszka Iwaszkiewicz

i
5
_L

z transmisji z krakowskiego teatru Łaźnia Nowa
pojawił się ktoś, kto przesyłał na czacie reklamy,
sami internauci dokonali ocenzurowania, blokując
mu ich umieszczanie. Niespodziewane reakcje wi­
dza są przecież wpisane chociażby w działalność
teatrów ulicznych. Trzeba jednak przyznać, że
Internet potencjalnie wyzwala więcej możliwości
do niczym niepohamowanego wypowiadania się,
gdyż widz uczestniczący w czacie może pozostać
anonimowy, ukrywając się za niebem, i z pewno­
ścią jest mu łatwiej oceniać trwający spektakl, n i ż
gdyby miał to zrobić w bezpośredniej konfrontacji
z jego twórcami (czy nawet pozostałą widownią)
w rzeczywistości.
Kolejną innowacją ma się stać wprowadzenie
technologicznych rozwiązań, u m o ż l i w i a j ą c e
bezpośrednie, zdalne sterowanie aktorami oraz

przekładanie ruchu na dźwięk i jego wspólne
tworzenie. Powstał również pomysł projektu
artystycznego, w którym wzięłyby udział także
osoby niepełnosprawne. Po zastosowaniu tech­
nik informatycznych ruch przetransponowany
na animację 3D umożliwi „przełożenie" ciała
pełnosprawnego tancerza na niepełnosprawne­
go, symulując obraz sprawnego fizycznie aktora.
Ten eksperyment pozwoli niepełnosprawnym
na wykroczenie, podczas kreacji roli, poza ogra­
niczające ich fizycznie bariery własnego ciała.
Będą oni mogli w ten sposób zagrać sceny, któ­
rych nie udałoby się im w pełni przedstawić bez
użycia technik informatycznych. Passini wyja­
śnia, że nie jest to żadna próba terapii, jedynie
wykorzystanie umiejętności i nowoczesnych,
dostępnych j u ż technologii. Z kolei czujniki

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

zamontowane na ciele pełnosprawnego aktora
pomogą w podkreśleniu jego wyrazistości. Błęd­
ne byłoby odczytywanie tych działań w świetle
charakterystycznego dla popkultury dążenia do
udoskonalania ciała. W tym przypadku bowiem
istotą nie jest dorównanie kanonowi piękna czy
standardom sprawnościowym, lecz wykorzysta­
nie, a może wręcz „uwolnienie" (dzięki zastoso­
waniu technologii) fizycznego potencjału aktora
w jego penetracjach twórczych.
Projekt Teatr w Internecie to także poszuki­
wanie sposobów nowej eksploracji przestrzeni
teatralnej. Jest ona przecież nie tylko tłem,
ale często nadaje spektaklowi charakter, gdyż
„pomaga" wykreować przed widzem inną rze­
czywistość, czyni z danej przestrzeni miejsce
„dziania się" akcji sztuki. Zdarza się to zwłasz­
cza wtedy, kiedy porzuca się klasyczną scenę na
rzecz chociażby fragmentów miasta (takich jak
np. ulice, podwórka, osiedla itd.) czy innych
plenerów, gdzie może stać się ona nawet bohate­
rem snutej opowieści. „Idea autentycznego spo­
tkania przyświecała opuszczeniu przez twórców
miejsc skonwencjonalizowanych, zawłaszczo­
nych i poszukiwaniom nowej przestrzeni dla
teatru" .
Istotne jest, by mieć świadomość, że także
przestrzenie „nieteatralne" mogą współcześnie
tracić na znaczeniu, a często bywają nawet for­
mą uprzemysłowionej rozrywki . J. Ostrowska
konstatuje, że
14

15

16

„gdybyśmy przez zmianę miejsca prezentacji
spektaklu chcieli szukać „nowych przestrzeni
kultury", stoimy mniej więcej w tym samym
miejscu co wiek temu" .
17

13

Mimo to sądzę, że wkroczenie akurat w cy­
berprzestrzeń to novum dla teatralnych poszu­
kiwań. Tego rodzaju przestrzeni widowiska do­
świadcza się inaczej, gdyż aktor musi nie tylko
grać tak, by być widocznym na ekranie kompu­
tera, ale przede wszystkim powinien być niezwy­
kle czujny, aby móc odpowiadać na ewentualne
sygnały widzów przekazywane również drogą
wirtualną (poprzez czat).
Można się zastanawiać, czy tego typu przed­
sięwzięcie jest tylko efektem globalizacji, czy też
reakcją na nią, co w moim mniemaniu wydaje się
trafniejsze. Co prawda wpisuje się ono poniekąd
w konsumencki model bycia , gdyż spektakl moż­
na obejrzeć bez konieczności opuszczania wła­
snego mieszkania i zarazem w każdym miejscu,
gdzie ma się dostęp do komputera bądź telefonu
podłączonego do sieci internetowej. Nie jest to jed­
nak bezustanna transmisja wszystkiego, co dzieje
się w sali w Srebrnej Górze - internauci mogą ob­
serwować przedstawienia, konkretne wydarzenia,
a nie podglądać aktorów jak w komercyjnych pro­
gramach telewizyjnych. Transpozycja przestrzeni
teatralnej dotyczy głównie widowni, która w tym
wypadku nie jest ograniczona pojemnością sali
czy widocznością (jak wtedy, gdy spektakl jest gra­
ny w plenerze), widzów może być nieskończenie
wielu. Passini podaje, że podczas inauguracyj­
nej transmisji zarejestrowano szesnaście tysięcy
numerów IP, co nawet może oznaczać jeszcze
większą liczbę widzów. Podobno 3% odbiorców
było mieszkańcami Chin. Wielokulturowość pu­
bliczności wpisuje się w kontekst globalizacji i jej
wynalazków, jest eksperymentem na szeroką ska­
lę, przekraczającą poprzez sztukę w Internecie
wszelkie rzeczywiste granice i podziały. Jeszcze
18

Por. m.in.: J. Tyszka (red.), Teatr w miejscach
nieteatralnych, Humaniora, Poznań 1998, E. Rybicka,
Teren miasto. Od spektaklu do działania w przestrzeni

ciało - dialog. Poszukiwania we współczesnym
WUWr, Wrocław 2000, s. 71.
Ibid., s. 79.

miejskiej, „Kultura miasta. Miasto w kulturze", 2008, nr 1,
s. 109-117.
J. Ostrowska, Teatr - ulica - plener. Pustka, [w:]
M . Gołaczyńska, I . Guszpit (red.), Teatr - przestrzeń
-

Ibid.
Por. Z. Bauman, Globalizacja. I co z tego dla ludzi
wynika, PIW, Warszawa 2002, s. 92.

14

15

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

teatrze,

16

17

18

�Agnieszka Iwaszkiewicz

14
20 lat temu mało kto sobie wyobrażał, że artysta
jest w stanie stworzyć spektakl, który mogą nie
tylko oglądać w tym samym momencie w różnych
strefach czasowych przedstawiciele wielu kultur,
ale mogą w nim też jednocześnie uczestniczyć
dzięki koegzystencji świata wirtualnego z rzeczy­
wistym. Przyjmując stanowisko C. Geertza, aby
wytłumaczyć społeczne formy ekspresji, trzeba
pamiętać, że człowiek „zawieszony jest w sie­
ciach znaczenia, które sam wytworzył, a kultura
właśnie składa się z tych sieci" . Internet staje
się więc alternatywną rzeczywistością, kopalnią
informacji nie zawsze prawdziwych, miejscem,
gdzie można przybrać zupełnie inną osobowość
i stać się członkiem jednej z wirtualnych spo­
łeczności . Można z jego pomocą np. zwiedzić
muzeum, hodować wirtualną rybkę czy stworzyć
wirtualny grób bliskiej osoby i stawiać na nim za
opłatą wirtualne świeczki - spektrum działań
jest teoretycznie nieograniczone. Cyberprzestrzeń
to, jak twierdzi H . Rheingold, „»niekończący się
świat«, dziedzina, o jakiej ludzkość mogła dotąd
jedynie marzyć" . Potrzeby rzeczywistej, dużej
części społeczeństwa realizują się w świecie nie­
rzeczywistym. Wygoda, samotność, permanentny
brak czasu przy ciągle zwiększającym się tempie
życia lub też rozleniwienie skłaniają do przeby­
wania w różnych „republikach www". Nie może
więc dziwić, że i teatr szuka swego miejsca w in­
ternetowej przestrzeni.
T . H . Jenkins, pisząc o internetowej kultu­
rze uczestnictwa, zauważył, że cyberprzestrzeń
zapewnia większe spektrum odbioru oddolnej
twórczości kulturalnej, gdzie każdy może brać
udział w tworzeniu i obiegu kulturowych m i ­
tów . Twórcy neTTheatre twierdzą, że nawią­
zują do tradycji Teatru Telewizji z czasów, kiedy

przedstawienia grane były przed kamerami na
żywo . Sądzę j ednak, że Internet znacznie prze­
kracza tamtą formułę poprzez umożliwienie
pewnego rodzaju czynnego udziału w spekta­
klu, jakim jest czat internautów, a w perspekty­
wie wydawanie aktorom komend wpływających
na ich grę, działania. Zmienia się percepcja
przestrzeni teatralnej - realna dociera do nas po­
przez wirtualny świat. Na stronie internetowej
teatru znajdziemy następujący opis:

W Kuligowski, Antropologia współczesności.
Wiele
światów, jedno miejsce, Universitas, Kraków 2007, s. 175.
Ibidem, s. 147-157.
Ibidem, s. 152.
Za: R. Schechner, PerformatyĄa:
wstęp, Ośrodek
Grotowskiego, Wrocław 2006, s. 304.

Na podstawie informacji umieszczonych w folderze
Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea".
http://www.nettheatre.pl/off-line.html. Dla lepszej
czytelności dodałam w tekście polskie znaki, zachowuję
jednak pisownię małych liter.

23

19

„neTTheatre to pierwszy teatr internetowy,
nowe terytorium ekspresji, przestrzeń, w której
nareszcie można oddychać, teatr nie dający się
sprowadzić do podziału widowni a/nie widow­
nia, gdzie nie da rady upilnować widza, by nie
nadawał (mówił), gdzie nie sposób upilnować
aktora, żeby nie odbierał (słuchał),
teatr z założenia utaplany w gąszcz znaków,
świadomy cyrkulacji komunikatów, ekspery­
mentujący z tańcem danych, butoh kodów,
encefalografem myśli, obecnością - współobecnością. poligon doświadczeń nowych me­
diów w teatrze, żywy teatr to taki, który dąży
do spotkania ze swoim widzem, pragniemy
wciągać odbiorcę, by na różne sposoby »mieszkał« w spektaklu, w wydarzeniach neTTheatre
można uczestniczyć realnie oraz w czasie rze­
czywistym w sieci internetowej i komórkowej,
w najbliższej przyszłości chcemy umożliwić
eksplorowanie w teatrze interaktywnych środ­
ków, takich jak wizualizator ludzkiego głosu,
sterowanie na żywo aktorem, hologramy" .

20

21

22

19

20

21

22

24

Internet staje się więc nową przestrzenią do
działań na polu współobecności w sztuce aktorów
- inicjatorów przedsięwzięcia - i widzów włą­
czanych w akcje teatralnego „dziania się". To być
23

24

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

może kolejny krok oswobadzania teatru z instytu­
cjonalnych murów. Uważam, że można odwołać
się do pracy Grotowskiego, który nawoływał, by
dla każdego typu widowiska szukać odpowiedniej
dla niego relacji widz - aktor i na tej podstawie
konstruować przestrzeń spektaklu .
25

,Widzów można również oddalić od aktorów,
umieścić przykładowo jak gdyby za wysokim
ogrodzeniem, spoza którego widać jedynie ich
głowy (...); stamtąd z góry jakby w szczególnie
skrzywionej perspektywie śledzą aktorów niby
zwierzęta na wybiegu w zoo; są jak obserwa­
torzy corridy, jak studenci medycyny, którzy
przypatrują się operacji, jak wreszcie po prostu
ci, którzy podglądają, a zatem a priori narzuca­
ją akcji sens moralnego wykroczenia. Aktorzy
mogą (...) między widzami wznosić konstruk­
cje i wbudowywać je już nie w akcję, ale jakby
w architekturę akcji, nadawać im sens wizualny
albo poddawać ich ciśnieniu przestrzeni, jej za­
gęszczaniu się, ograniczaniu" .
26

Internet umożliwia właśnie owo wpisanie wi­
dza „w architekturę akcji", choć może on prze­
bywać fizycznie poza rzeczywistą, tzn. fizyczną
przestrzenią, w której toczy się spektakl.
Zamiast biletu należy zalogować się na stro­
nie internetowej teatru. Jeśli sprzęt kompute­
rowy spełnia parametry wymagane do odbioru
przedstawienia, spektakl powinien przebiegać
bez zakłóceń. Współobecności widza przed kom­
puterem i fizycznie na widowni nie ma sensu
wartościować, porównywanie jest zbędne, gdyż
ideą teatru internetowego nie jest zastępowanie
teatru „na żywo" . Jednak ważną konstatacją
27

Za: R. Schechner, op.cit., s. 294.
Ibid., s. 293.
Zresztą trwający w Internecie spektakl odbywa się w sali
teatralnej, w której może znajdować się widownia w jej
„klasycznej formie".
Na podstawie informacji umieszczonych na stronie
internetowej stowarzyszenia: http://www.chorea.com.pl/
chorea/index.html
25

26

27

28

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

15

Pawła Passiniego było to, że dla twórcy istotne jest
przecież, czy ktoś czeka na jego twórczą pracę,
czy ma ją komu przekazać, a wieś czy miasteczka
lub nawet większe miasta nie zawsze taki komu­
nikat wysyłają, niekoniecznie chcą uczestniczyć
w proponowanych działaniach teatralnych.
Korzenie Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea" wywodzą się z Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice", gdzie rozpoczęła się działalność
Orkiestry Antycznej prowadzonej przez Toma­
sza Rodowicza i Macieja Rychłego oraz zespołu
Tańców Labiryntu, prowadzonego przez Dorotę
Porowską i Elżbietę Rojek. Te prace kontynuuje
Chorea . Jak sami o sobie piszą, szukają „pomo­
stu między kulturą antyczną a współczesnością" .
Właśnie z takiej perspektywy - dialogu tradycji
z nowoczesnością - należy patrzeć na projekt
Teatr w Internecie. Uważam, że nie jest to wynik
„makdonaldyzacji" środowiska artystycznego, lecz
właśnie twórcza reakcja na wymogi konsumpcyj­
nego społeczeństwa oraz wspominane wcześniej
nowe wyzwanie dla pracy aktora w relacji z wi­
dzem i nowym medium. A. Gwóźdź zauważa, że
hybrydyzacjakulturywspółczesnejwkonsekwencji wywołuje powstawanie nowych porządków
wyobraźni, które są kompilacją tradycyjnego my­
ślenia figuratywnego, czyli symbolicznego, oraz
formalnego, kalkulacyjnego, a więc także cyfrowe­
go, co konstytuuje nowy typ imaginacji . Można
zatem podejrzewać, że nowo powstały u widzów
rodzaj wyobraźni wymaga dostosowania środków
artystycznego przekazu do potrzeb osób oglądają­
cych działania performatywne.
Ponadto, chociaż masowość odbioru wido­
wisk emitowanych w Internecie mogłaby wyda28

29

30

Za pośrednictwem strony internetowej: http://www.
chorea.com.pl/chorea/index.html
I . Pluta, Między przestrzeniami Videoartu. Kilka uwag
o spektaklu Akt-orki, [w:] M . Gołaczyńska, I . Guszpit
(red.), op.cit., s. 97-98.
29

3 0

�Agnieszka Iwaszkiewicz

16
wać się przejawem konsumpcji, w przypadku
przedstawień neTTheatre jest ona moim zda­
niem atutem, gdyż wprawdzie docierają one do
„mas", lecz przekazywane w nich treści i sposób
ich realizacji nie są osadzone w nurcie płytkiej,
małowartościowej sztuki komercyjnej (kolo­
kwialnie rzecz ujmując: rozpowszechniana jest
jakość, a nie nijakość).
Poruszając kwestię teatru w Internecie, na­
leży wspomnieć o innym przedsięwzięciu, jakie
można było obejrzeć w 1997 roku, czyli o Desk­
top Theatre , którego, jak pisze A. Jenik, środ­
kiem produkcji stało się oprogramowanie do
wideoczatu Pałace .
31

32

„Palące jest aplikacją dającą dostęp do sieci
serwerów będących siedzibami poszczególnych
«palacow», wyznaczonych przez tapety o wiel­
kości 512 na 384 piksele (ok. 152 na 114 mm),
przedstawiające pokój, otwartą przestrzeń, pla­
netę czy obcy wymiar. Każdy z podłączonych
na żywo uczestników jest widoczny poprzez
oznaczającą go ikonkę lub awatara. (...) Awatary można wypożyczać z tysięcy zbudowanych
w tym celu pałaców, użytkownicy mogą je
też projektować i budować samodzielnie. (...)
Kultura pałaców jest dynamiczna, nieustannie
zmienna i (...) w dużej mierze heterogeniczna.
Istnieją popularne pałace «towarzyskie», mogą­
ce pomieścić równocześnie ponad dwustu użyt­
kowników, pałace występku i pałace, których
gospodarzami są celebrities, zespoły rockowe,
programy telewizyjne i filmy. Są wreszcie setki
pałaców prywatnych i edukacyjnych" .

FOT. JAKUB DZIEDZIC

Artystów z Desktop Theatre zaintrygował
tkwiący w owym oprogramowaniu potencj ał eks-

presji, ale zraził poziom pojawiających się roz­
mów i działań . Pragnąc wprowadzić ciekawszą
interakcję, postanowili włączyć do gry zewnętrz­
ną opowieść i opracowali własną wersję Czekając
na Godota Becketta, zatytułowaną waitingforgodot.com . Podczas spektaklu aktorzy wcie­
lili się w role, przybierając wizualną postać za

Strona internetowa Desktop Theatre: http://www.
desktoptheater.org/
Za: R. Schechner, op.cit., s. 294.

w którym dodano obsadę i elementy improwizacji, [w:]
Za: Ibidem, s. 294.
Fragment spektaklu można znaleźć na stronie

Za: Ibid.
Za: Ibid.
Ibid., s. 292. Kolejnym eksperymentem był
I N V I S I B L E I N T E R L U D E S I : Santaman's Harvest,

internetowej: http://www.desktoptheater.org/~ajenik/
desktoptheater_content/archive/plays/Godot/movies/
godot_clip.mov

33

31

32

3 3

3 4

35

34

35

36

3 6

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�17

neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

rzeczywistą grę aktorów z udziałem widzów po­
przez komentarz czy dyspozycje przekazywane
za pomocą sieci internetowej. W spektaklu akto­
rami są ludzie, nie awatary, co do mnie osobiście
bardziej przemawia, gdyż nie gubi ducha teatru.
Być może na owe „komputerowe ludziki" trzeba
spojrzeć jak na marionetki, którymi porusza­
ją twórcy postaci, bądź, jak sugeruje A. Jenik,
maski, pod którymi ukrywają się aktorzy. Jenik
opowiada o INVISIBLE INTERLUDES I : Santaman's Harvest:
„W najobszerniejszej i najstaranniej przygo­
towanej scenariuszowo scenie wzięło udział
w sumie 11 aktorów występujących jednocze­
śnie - w czterech sferach czasowych! (...) Wraz
z naszymi awatarami (a nawet prymitywnymi
dwuwymiarowymi obrazami, które znaleźliśmy
w Pałacu) weszliśmy w przestrzeń psychiczną,
w której staliśmy się własnymi maskami" .
38

Czy jest to nadal teatr? Z tego rodzaju prze­
kroczenia pozostaje kanwa tekstu sztuki (gdyż
jest on odpowiednio opracowany i przerobiony,
tak by pasował do konkretnego środowiska od­
biorców , a uczestnictwo internautów ma wpływ
na przebieg poszczególnych scen), transmisj ana
żywo, role, improwizacja i interakcja z widza­
mi, jednak wszystko to dzieje się w całkowicie
sztucznym świecie. U w a ż a m , że w przypadku
Desktop Theatre można mówić o eksperymen­
cie, dla którego konstrukcji natchnieniem był te­
atr. Powstaje pytanie o to, na ile transgresja może
dotknąć teatru, by nie zatracić jego pierwotnej
istoty, oraz o odwieczne i jakże subiektywne po­
szukiwanie tego, co stanowi tę istotę.
R. Schechner pisze o Desktop Theatre, że
stawia on „pod znakiem zapytania wiele założeń
na temat tego, czym jest teatr, jak się go odgrywa
i kim są jego performerzy" . Sama Jenik zasta39

pomocą awatarów (podobnie jak publiczność),
tekst pojawiał się w tzw dymkach, usłyszeć moż­
na było również dźwięk podobny do „mowy" ro­
bota . W mojej opinii jest to transpozycja teatru
w cyberprzestrzeń bazująca na interakcji z w i ­
downią, jednak zarówno widzowie, jak i aktorzy
zamiast własnych możliwości ciała, spotykając
się w wirtualnym świecie, wykorzystując awatary, którymi operują - grają. Natomiast projekt
Teatr w Internecie to fenomen łączący w sobie
37

S. Rosenberg, Clicking for Godot, za pośrednictwem
strony internetowej: http://archive.salon.com/21st/
feature/1997/10/02godot.html

3 7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

40

38

39

40

Za: R. Schechner, op.cit., s. 295.
Za: Ibid.
Ibid., s. 292.

�Agnieszka Iwaszkiewicz

18
nawia się, w jaki sposób można oddać wyraz
dramatu, nie mając do dyspozycji ciała, głosu
i wspólnej przestrzeni, ale także co potrafiłoby
utrzymać uwagę widza na forum internetowym
typu Pałace . Paradoksalnie, gdyby patrzeć na
ciało aktora jako na narzędzie, taka transpozy­
cja w wirtualność i ukrycie się za kostiumem-awatarem nie powinna przeszkadzać. Lalka,
a awatary przecież można uznać za lalki w wir­
tualnym świecie, w historii teatru stanowiła j u ż
substytut aktora w iluzyjnym teatrze lalek, była
też w teatrze alternatywnym znakiem plastycz­
nym postaci scenicznej . M . Maeterlinck, żyjący
na przełomie X I X i X X wieku,
41

puterowymi albo fabularnymi, w których gracz
bierze również czynny i często kreatywny udział,
lecz osadzenie tych działań w cyberprzestrzeni nie
przywołuje raczej na myśl teatru, chyba że uczest­
nicy spotykają się w rzeczywistej przestrzeni, jak
to czasami bywa na zlotach fanów RPG. Być może
jest to kwestia „oswojenia" tego typu zjawiska WJ. Burszta broni tezy, że
„kultura medialna, w tym zwłaszcza cyberrzeczywistość, stanowi realność samą w sobie. Nowe
technologie wytwarzają samoreferencyjny sys­
tem, rodzaj hipertekstu, który jest jednocześnie
celem samym w sobie, jak i przeznaczeniem
kultury ponowoczesnej. W ludzkim świecie do­
minować zaczyna przeto doświadczenie zapośredniczone przez media, a obecność fizyczna
ustępuje miejsca teleobecności" .

42

„uznał, że w teatralnej rzeczywistości aktor jest
elementem najbardziej irytującym. (...) Zapro­
ponował wprowadzenie na scenę postaci, które
z jednej strony z racji swej materii są pozaczasowe, a z drugiej zaś nie będą miały osobowości
mogącej przyćmić bohatera. Ale będąc poza
życiem, muszą mieć siłę wyrazu niezbędną do
upostaciowienia w teatrze iluzji życia. Dlatego
zaproponował zastąpienie żywego aktora figurą
woskową, upatrując w niej ponadludzką siłę" .

46

W kontekście tych rozważań ważnym uzupeł­
nieniem będą spostrzeżenia R.W. Kluszczyńskiego
dotyczące relacji sztuki i nowych mediów.
„Sztuka interaktywnych mediów wydaje się
najdoskonalszym przykładem nowego, dekonstrukcyjnego, postmodernistycznego pojmowa­
nia dzieła sztuki, jak również komunikowania
artystycznego. Odrzucając tradycyjny dogmatyzm, nie buduje zamiast niego nowego sche­
matu petryfikującego świat sztuki. (...) sztuka
interaktywna odmitologizowała rolę artysty demiurga, przypisując mu funkcję designera
kontekstów dla odbiorczej kreacji. (...) Sztuka
(...) nie jest już formą przedstawiania gotowego,
skończonego i a priori danego świata. W cybersferze - jak ujął to Roy Ascott - konstru­
ować sztukę to konstruować realność, konstru­
ować systemy komunikacyjne cyberprzestrzeni,

43

Także i sam Kantor fascynował się przecież
sztucznymi tworami, o czym można się przekonać
w manifeście Teatr Śmierci", ale nie pozbywał się
aktora. Nadawał mu inny wyraz, przekształcał,
w pewien sposób odczłowieczał poprzez strój,
makijaż, czasem wpisanie w jego kostium lalki,
jednak nie usuwał go całkowicie ze sceny odby­
wającej się sztuki . Eksperyment Desktop The¬
atre definitywnie pozbywa się fizycznego ciała
aktora, zostaje ono zredukowane do graficznego
znaku - awataru. Desktop Theatre osadzony jest
w świecie popkultury, kojarzy mi się z grami kom­
45

Za: Ibid., s. 294.
H . Jurkowski, Lalki w rytuale, [w:] L . Kolankiewicz
(red.), Antropologia widowisk- Zagadnienia i wybór
tekstów, Warszawa 2005, s. 629.
41

42

D . Łarionow, Manekin - ciało w przestrzeni teatru, [w:]
M . Gołaczyńska, I . Guszpit (red.), op.cit., s. 113.
Ibid., s. 115.
Ibid., s. 116.
W Kuligowski, op.cit., s. 174.

43

44

45

4 6

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�neTTheatre. Na styku cyberświata i rzeczywistości

wspierające nasze pragnienie wzmocnienia
ludzkiej współpracy i interakcji w niekończą­
cym się nigdy procesie konstruowania świata .

graniom powstaj ącym w wielu miej scach świata
(Włochy, Grecja, Egipt, Izrael) wprowadza do
swojej intymnej, kameralnej przestrzeni (44
miejsca na widowni) udramatyzowane i sko­
relowane obrazy, »lustra« innych czasoprze­
strzeni, tworząc w ten sposób symbiozę między
żywym aktorem a jego elektronicznym klonem;
czasem spektaklu i czasami z »poza«, obrazem,
muzyką, słowem, i wreszcie: NOWĄ TECH­
NIKĄ, a »STARĄ« SZTUKĄ" .

47

Zderzenie teatru i nowych mediów zaszczepiło
odmienne podejście do aktora, jego roli i narzędzi
pracy, ale także i do reżysera. Dyskusja na ten te­
mat rozpoczęła się już w latach 80. X X wieku, kie­
dy pojawiła się sztuka Videoteatru. Eksperymenty
teatru w Internecie są kontynuacją poszukiwania
możliwości technologicznych i adaptacji ich do
działań teatralnych. Jak pisze I . Pluta,
„od 1980 roku pionierski The Wooster Group
wprowadza technikę wideo w swój teatralny
charakter pisma. Co więcej, w Srace Upl (1992),
swobodnej adaptacji Trzech sióstr Czechowa,
część aktorów pojawia się w spektaklu wyłącz­
nie za pośrednictwem zarejestrowanych wcze­
śniej obrazów filmowych. W 1995 roku Robert
Lepage wystawia kontrowersyjny Elsynor na
podstawie Hamleta, będąc jedynym żywym
aktorem tego spektaklu grającym wszystkie
postaci dramatu. Zabieg ów staje się możliwy
dzięki synchronizacji różnego rodzaju projekcji
filmowych z żywym planem sceny" .
48

Nie sposób nie wspomnieć o Lothe Lach¬
mann Videoteatr „Poza" powstałym w 1985 roku,
którego założyciele swe poszukiwania nazywają
teatrem elektronicznym bądź teatrem metatechniki . Na stronie internetowej Lothe Lachmann
Videoteatr „Poza" można przeczytać:
49

„LLT »Poza« jest jedynym teatrem w Polsce
łączącym żywy plan aktorski z planem monito­
rów, projekcji z rzutnika i kamer uzupełnionym
cyfrową wirtuozerią komputerową. Dzięki na­

19

50

Teatr ten istnieje j u ż ponad dwadzieścia lat.
Współcześnie wykorzystanie technik multimedial­
nych w spektaklach nie budzi szczególnych kon­
trowersji, zwłaszcza jeśli obok aktorów obrazów
wciąż występuje aktor człowiek. Co to oznacza dla
kultury? Czy inny człowiek nie jest j u ż wystar­
czającym partnerem do spotkania w działaniach
teatralnych? A może to wpływ indywidualizmu,
potrzeby kreacji, kiedy aktor wciela się wielokrot­
nie w różnorodne role i tworzy swoisty patchwoĄ
rzeczywistości, której jest przedstawicielem, i wir­
tualnych obrazów siebie samego?
Transformacja kultury zmusza do poszukiwań
na rozmaitych frontach. Zaślubia z sobą przeciw­
stawne, wydawać by się mogło, przedsięwzięcia,
których połączenia za kilka lat nie będą nikogo
zadziwiać. neTTheatre to wyzwanie dla aktorów,
którzy stają w konfrontacji ze sceną realną i tą
przetransponowaną w cyberrzeczywistość. Pró­
ba doświadczenia spotkania z widzem poprzez
techniki internetowe. Teatr w Internecie to według
mnie twórcza reakcja na współczesne oblicza
kultury, alternatywa nie tylko dla samego żywego
teatru, lecz także dla komercyjnych atrakcji, które
są umieszczane w cyberprzestrzeni.

R.W. Kluszczyński, Film, wideo i multimedia - sztuka ru­
Za: Ibid.
chomego obrazu w erze elektronicznej, Warszawa 1999, s. 29-30.
Za stroną internetową http://www.poza.q.pl/poza/
I . Pluta, op.cit., [w:] M . Gołaczyńska, I . Guszpit (red.),
vision.html
op.cit., s. 98.
47

49

50

48

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11473" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11451">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d9e60387bbcf6b0baf63f7bd87de8148.pdf</src>
        <authentication>b4922d003cd9611d00fe2169af3691ce</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136673">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136674">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136675">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136676">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136677">
                <text>Doświadczenie ocalenia, próba analizy/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136678">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10), s.38-41</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136679">
                <text>Nahirny, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136680">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136681">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136682">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136683">
                <text>Rafał Nahirny&#13;
&#13;
DOŚWIADCZENIE O C A L E N I A . PRÓBA A N A L I Z Y&#13;
Trupy ludzkie leżą&#13;
jak nawóz na polu,&#13;
jak snopy za żniwiarzem,&#13;
których nikt nie zbiera (Jr 9, 21 )&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
bo wielkie było dla mnie Twoje miłosierdzie&#13;
i życie moje wyrwałeś z głębin Szeolu.&#13;
(Ps 86 (85), 13)&#13;
&#13;
2&#13;
&#13;
1.1 Primo Levi, włoski Ż y d , więziony w O ś w i ę c i m i u ,&#13;
w swojej ostatniej książce The Drowned and The Saved, swo­&#13;
istej „fenomenologii świadectwa" , opisuje zaskakujące do­&#13;
świadczenie towarzyszące często ludziom ocalonym z Ho­&#13;
locaustu - paradoksalne poczucie winy i wstydu z powodu&#13;
swojego ocalenia:&#13;
3&#13;
&#13;
Powiedział mi, iż to, że ocalałem, nie może być dziełem&#13;
przypadku, wynikiem nagromadzenia szczęśliwych okolicz­&#13;
ności (jak wtedy i dziś ciągle uważam), ale raczej Opatrz­&#13;
ności. Zostałem naznaczony, byłem wybrańcem: ja, nie­&#13;
wierzący, i nawet mniej niż wierzący po czasie spędzonym&#13;
w Auschwitz, byłem osobą dotkniętą przez Łaskę, ocalo­&#13;
nym [...] Taka opinia wydawała mi się potworna.&#13;
6&#13;
&#13;
[...] wielu (łącznie ze mną) doświadczyło wstydu, poczu­&#13;
cia winy, podczas pobytu w obozie i później, jest to fakt&#13;
potwierdzony przez liczne świadectwa. Może się to wy­&#13;
dawać absurdalne, niemniej taka jest prawda. Spróbuję&#13;
to zjawisko zinterpretować i skomentować interpretacje&#13;
innych.&#13;
4&#13;
&#13;
Punktem wyjścia analizy Leviego jest utożsamienie, w cy­&#13;
towanym wyżej fragmencie, wstydu z poczuciem winy. Ma&#13;
to swoje poważne konsekwencje dla dalszych rozważań. Tak&#13;
zdefiniowany wstyd każe poszukiwać przyczyn tego doświad­&#13;
czenia w zachowaniach niemoralnych czy niesprawiedliwych.&#13;
Interpretacja doświadczenia wstydu przeniesiona została&#13;
w ten sposób na płaszczyznę etyczną, co niesie za sobą&#13;
określone wybory pojęciowe. Postępowanie Leviego pole­&#13;
gać więc będzie teraz na niemalże neurotycznym poszuki­&#13;
waniu wśród własnych wspomnień takich wydarzeń, które&#13;
mogłyby świadczyć o t y m , iż „zasłużenie" odczuwa wstyd&#13;
z powodu swojego ocalenia. Tak będzie właśnie w przypad­&#13;
ku opisywanego epizodu ze znalezieniem odrobiny wody&#13;
w starej rurze i decyzji o podzieleniu się nią tylko z najbliż­&#13;
szym przyjacielem. Levi podejmuje zatem rozpaczliwą pró­&#13;
bę zrozumienia i przepracowania tego doświadczenia, cze­&#13;
go ceną jest wytoczenie samemu sobie „procesu". Z jednej&#13;
strony Levi zmusza się więc do uprawiania w stosunku do&#13;
ocalonych hermeneutyki podejrzeń, ale z drugiej, w o b e c&#13;
braku jednoznacznych dowodów, konkluduje:&#13;
Czy wstydzisz się, ponieważ żyjesz w miejsce kogoś in­&#13;
nego? Szczególnie bardziej wspaniałomyślnego, wrażli­&#13;
wego, pożytecznego, mądrzejszego, bardziej zasługują­&#13;
cego na życie od ciebie? [...] Nie, nie znajdujesz oczywi­&#13;
stych transgresji, nie przywłaszczałeś sobie niczyjego&#13;
miejsca, nie biłeś nikogo [...].&#13;
&#13;
Levi rozmyślnie odrzuca i pomija w swoim wyjaśnieniu ka­&#13;
tegorię łaski. Spróbujmy jednak pójść dalej, niejako wbrew Leviemu, wskazaną przez jego przyjaciela ścieżką. Spójrzmy na&#13;
opisywane doświadczenie z innej perspektywy. Odsuńmy na&#13;
później rozważania dotyczące przyczyn i skupmy się na zre­&#13;
konstruowaniu istoty tego doświadczenia. Żeby zrozumieć nie­&#13;
pokojący związek między ocaleniem a wstydem, powinniśmy&#13;
odróżnić przede wszystkim poczucie winy od doświadczenia&#13;
wstydu. Wstyd może, ale przecież wcale nie musi, pokrywać&#13;
się z poczuciem winy. Jego przedmiotem mogą być zjawiska&#13;
lub wydarzenia, za które w żaden sposób nie możemy być&#13;
odpowiedzialni (np. wstydowi z powodu swojego wyglądu czy&#13;
zachowania rodziny nie musi towarzyszyć poczucie winy).&#13;
Dlatego też zaproponujemy naszą interpretację. Podsta­&#13;
wę dla niej stanowić będzie kategoria łaski . To ona pozwoli&#13;
nam wyjść poza „osądzający" język etyki. Dlatego punktem&#13;
wyjścia naszych rozważań uczynimy teologiczną dyskusję&#13;
nad istotą łaski, dzięki czemu będziemy mogli uchwycić jej&#13;
najistotniejsze momenty.&#13;
7&#13;
&#13;
2.1 Pojęcie łaski do dyskusji filozoficzno-teologicznej&#13;
wprowadzone zostało w zasadzie przez pierwszych chrze­&#13;
ścijan. Niemniej pojawia się ono również w Starym Testamen­&#13;
cie, gdzie kategorii tej, określającej specjalną relację mię­&#13;
dzy Bogiem a człowiekiem, odpowiada słowo hesed:&#13;
Ze względu na takie znaczenie hesed jest idealnym poję­&#13;
ciem dla wyrażenia relacji Boga do człowieka i staje się&#13;
też dlatego centralnym pojęciem Przymierza przygotowu­&#13;
jąc określenie tego, co dzisiaj nazywamy istotą Boga. Bóg&#13;
właśnie jest i pozostaje na zawsze: nadobfitością łaska­&#13;
wości dla człowieka.&#13;
8&#13;
&#13;
5&#13;
&#13;
W tekście zarysowuje się możliwość odmiennej interpre­&#13;
tacji tego doświadczenia, szybko jednak zarzucona przez&#13;
autora. W jednym z fragmentów Levi opisuje spotkanie ze&#13;
swoim religijnym przyjacielem, w trakcie którego poruszony&#13;
zostaje problem ocalenia:&#13;
&#13;
Określenie Boga Starego Testamentu jako łaskawego (he­&#13;
sed) pojawia się wielokrotnie w Biblii:&#13;
Jahwe, Jahwe, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bo­&#13;
gaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysią­&#13;
czne pokolenia [...] (Wj 34, 6).&#13;
&#13;
Numer 10/2005&#13;
&#13;
�Lecz ty jesteś Bogiem przebaczenia,&#13;
jesteś łaskawy i miłosierny [...] (Ne 9, 17).&#13;
Ale Ty, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym,&#13;
nieskorym do gniewu, bardzo łagodnym i wiernym (Ps,&#13;
86, 15).&#13;
Kategoria łaski pojawia się w Starym Testamencie często&#13;
w kontekście miłosierdzia Bożego: „[...] Ja wyświadczam&#13;
łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, komu Mi się podoba" (Wj&#13;
33,19). Ponadto znamiennym jest fakt, iż miłosierdzie i jego&#13;
szczególny przypadek - łaska są przede wszystkim aktami&#13;
dobrowolnymi, do których Bóg nie jest w żaden sposób zo­&#13;
bowiązany. Dlatego też wielokrotnie czytamy w Biblii, iż Bóg&#13;
okazuje swoje miłosierdzie bez względu na winę czy grzech&#13;
Izraela.&#13;
2.2 Nauka Jezusa przypada na okres w historii religii ży­&#13;
dowskiej, kiedy zaczyna wyraźnie dominować legalistyczna&#13;
postawa wobec Boga. Relacja człowieka z Bogiem staje się&#13;
relacją prawną, a zbawienie można osiągnąć jedynie prze­&#13;
strzegając Prawa.&#13;
Jezus wyraźne podkreśla, iż dominująca wśród Żydów&#13;
doktryna wiary, opierająca się na Prawie, ma swoje niebez­&#13;
pieczne następstwa. Dlatego w Nowym Testamencie czyta­&#13;
my: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wy­&#13;
konywali przed ludźmi, po to, aby was widzieli" [...] ( M t 6 , 1 ) .&#13;
Konflikt Chrystusa z faryzeuszami to konflikt z ludźmi pew­&#13;
nymi siebie, pysznymi, tymi, którzy uważają, iż osiągnęli&#13;
doskonałość. Na miłosierdzie Jezusa mogą liczyć wszyscy&#13;
grzesznicy, ale nie oni. W p r z y p a d k u usprawiedliwienia&#13;
z Prawa zachodzi niebezpieczeństwo, iż będzie to poboż­&#13;
ność na pokaz. Jezus mówi, więc: „Gdy się modlicie, nie&#13;
bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach&#13;
ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać" (Mt 6,&#13;
5). Religijność staje się wtedy przede wszystkim szukaniem&#13;
uznania w oczach innych. Stąd też ambiwalentny stosunek&#13;
Jezusa do Prawa .&#13;
&#13;
U podstaw konfliktu zarysowanego w przypowieści o synu&#13;
marnotrawnym leżą dwie odmienne postawy opierające się&#13;
na sprawiedliwości i łasce. Z jednej strony pełen miłości oj­&#13;
ciec, a z drugiej porządny syn (przestrzegający wszystkich&#13;
norm i praw), który nie może zrozumieć, dlaczego ojciec ota­&#13;
cza marnotrawnego syna taką dobrocią. Jest to różnica mię­&#13;
dzy myśleniem „prawniczym", w którym dominuje zasada&#13;
sprawiedliwości, a podejściem pełnym miłości, wybaczenia&#13;
i łaski. W tej przypowieści ujawnia się postawa Boga wobec&#13;
człowieka: zadziwiająca, niezbadana, ale za to pełna miło­&#13;
ści, której Jezus daje wyraz w swojej nauce: „Nie przysze­&#13;
dłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (Mk 2,17).&#13;
Zawiłą istotę prawa zrozumiał najlepiej nawrócony fary­&#13;
zeusz Paweł. Na długo przed Franzem Kafką i Jacquesem&#13;
Lacanem dostrzegł kryjące się za nim paradoksy:&#13;
Jak długo bowiem wiedliśmy życie cielesne, grzeszne&#13;
namiętności [pobudzane] przez Prawo działały w naszych&#13;
członkach [...]. Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajo­&#13;
mość grzechu. Nie wiedziałbym bowiem, co to jest pożą­&#13;
danie, gdyby Prawo nie mówiło: Nie pożądaj! Z przykaza­&#13;
nia tego czerpiąc podnietę, grzech wzbudził we mnie&#13;
wszelakie pożądanie (Rz 7, 5 i 7-8).&#13;
&#13;
9&#13;
&#13;
Na nauce Pawła zaważyło być może jego osobiste do­&#13;
świadczenie: nawrócenie w drodze do Damaszku. Paweł&#13;
musiał zadawać sobie wielokrotnie pytanie: Co jest we mnie&#13;
takiego, co spowodowało, że zostałem wybrany? Przecież&#13;
niczym sobie na to nie zasłużyłem, a wręcz przeciwnie. Pierw­&#13;
szy krok należy więc zawsze do Boga: „Nie wyście Mnie&#13;
wybrali, ale Ja was wybrałem" (J 15, 16). Powody tego wy­&#13;
boru są dla ludzi nie do przeniknięcia. Przemiana najgorliw­&#13;
szego z prześladowców, największego nieprzyjaciela chrze­&#13;
ścijan w najgorliwszego wyznawcę Chrystusa to właśnie przy­&#13;
kład takiego niezasłużonego, nieoczekiwanego wyboru. Pa­&#13;
weł tak o tym pisze w liście do Galatów:&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Kategoria łaski pojawia się w dyskusjach filozoficznych&#13;
w zasadzie dopiero za sprawą świętego Pawła. Jezus nie&#13;
posługuje się tym pojęciem, tak jak nie posługuje się innymi&#13;
kategoriami teologiczno-filozoficznymi. Wydawać się może&#13;
dziwne, że tak istotna dla chrześcijaństwa kategoria nieobec­&#13;
na jest w jego nauce. Jednak jak zauważa Dariusz Oko: „Dzie­&#13;
ło Chrystusa jest wydarzeniem a nie traktatem". Przesłanie&#13;
związane z łaską zawiera się w przypowieściach Jezusa.&#13;
11&#13;
&#13;
PISMO ANTROPOLOGICZNE&#13;
&#13;
Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy&#13;
jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością&#13;
zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak&#13;
w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu swoich ró­&#13;
wieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wiel­&#13;
kim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przod­&#13;
ków. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie&#13;
&#13;
�Rafał Nahirny&#13;
jeszcze&#13;
&#13;
w łonie matki mojej i powołał&#13;
&#13;
łaską swoją (Gal 1,&#13;
&#13;
13-15).&#13;
Różnica między zbawieniem, którego podstawę stanowi&#13;
łaska, a doktryną usprawiedliwienia z Prawa polega na tym,&#13;
iż człowiek nie może g o sobie wysłużyć. Zdaniem Pawła&#13;
konsekwentne podążanie drogą wskazaną przez faryzeuszy&#13;
prowadzić może jedynie d o zajmowania przez człowieka&#13;
pozycji roszczeniowej w stosunku d o Boga. Zgodnie z we­&#13;
wnętrzną logiką usprawiedliwienia z prawa, człowiek może&#13;
pozostać albo wiecznie winny (ponieważ w stosunku d o pra­&#13;
wa zawsze jest się winnym), albo pysznym. Postawa umiar­&#13;
kowana jest wykluczona, stąd też nauka Chrystusa w inter­&#13;
pretacji Pawła jest przede wszystkim teologią łaski i uwolnie­&#13;
nia o d Prawa . Człowiek potrzebuje do zbawienia łaski Bo­&#13;
żej; Bóg nie jest mu nic winien. Inaczej mówiąc, Paweł za­&#13;
rzuca koncepcji usprawiedliwienia z Prawa samozbawienie.&#13;
Nie ma w nim udziału Boga, który zostaje niejako zobowią­&#13;
zany d o zbawienia człowieka, kiedy ten spełni określone&#13;
warunki. Dlatego Paweł pisze: „Zerwaliście więzy z Chrystu­&#13;
sem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie,&#13;
wypadliście z łaski" (Gal 5, 4). A w liście d o Rzymian: „[...]&#13;
z uczynków Prawa żaaten człowiek nie może dostąpić uspra­&#13;
wiedliwienia w Jego oczach. Przez Prawo bowiem jest tylko&#13;
większa znajomość grzechu" (Rz 3, 19).&#13;
12&#13;
&#13;
grzechem pierworodnym. Musi tak być, bowiem łaska oka­&#13;
zana zostaje ze swej istoty temu, kto na nią nie zasługuje.&#13;
Bóg może swobodnie decydować o tym, kogo przeznaczy&#13;
do zbawienia, ponieważ świadczy to o jego autonomii, która&#13;
poddana zostaje w wątpliwość w teologii usprawiedliwienia&#13;
z Prawa, gdzie człowiek m a możliwość wpływania na wolę&#13;
Boga. Jednak cena za odejście o d postawy faryzeuszy jest&#13;
bardzo wysoka.&#13;
2.4 Na koniec powróćmy jeszcze do jednego wątku wy­&#13;
nikającego z rozważań nad istotą łaski. Teologia głoszona&#13;
przez Pawła uwikłała się w jeszcze inną trudność interpreta­&#13;
cyjną. Arystoteles, w Eryce nikomachejskiej,&#13;
pisze: „Skoro&#13;
człowiek sprawiedliwy wykraczający przeciw prawu był nie­&#13;
sprawiedliwy, a ten, co się trzyma prawa, był sprawiedliwy,&#13;
to jasne, że wszystko, co w zgodzie z prawem, jest w pew­&#13;
nym sensie sprawiedliwe".&#13;
14&#13;
&#13;
Doktryna łaski sformułowana w opozycji d o koncepcji&#13;
usprawiedliwienia z Prawa, podkreślająca arbitralność wy­&#13;
roków Boskich, usytuowała się dość niespodziewanie w opo­&#13;
zycji do sprawiedliwości : jeżeli Bóg jest sprawiedliwy (atak&#13;
przecież określa się g o wielokrotnie w Biblii), to wyklucza to&#13;
w pewnym sensie jego miłosierdzie, a c o za tym idzie, też&#13;
i łaskę. Tak właśnie rozpoczyna się kolejna dyskusja teolo­&#13;
giczna, w której centrum znajduje się problem określenia isto­&#13;
ty łaski.&#13;
15&#13;
&#13;
Jednym z tych, którzy próbowali się z nim zmierzyć, był&#13;
Tomasz z Akwinu. Autor Traktatu o Bogu powtarza w znacz­&#13;
nej mierze rozwiązanie Anzelma:&#13;
Dlatego też sprawiedliwością czasami nazywa się w Bogu&#13;
stosowność Jego dobroci, a czasami zapłatę za zasługi.&#13;
O obydwu wspomina Anzelm: „kiedy karzesz złych, jest to&#13;
sprawiedliwe, ponieważ odpowiada ich zasługom, a kiedy&#13;
złych oszczędzasz, jest to sprawiedliwe, ponieważ przy­&#13;
stoi Twojej dobroci" .&#13;
16&#13;
&#13;
2.3 Pawłowa teologię łaski rozwija inny konwertyta - Au­&#13;
reliusz Augustyn. Koncepcja łaski Augustyna formuje się&#13;
w opozycji d o herezji Pelagiusza, u której podstaw, zdaniem&#13;
autora Wyznań, leży niezrozumienie istoty łaski . Pelagiusz&#13;
próbuje zinterpretować ją w duchu Prawa. Bóg zostaje w jego&#13;
koncepcji na powrót zobowiązany do udzielenia łaski t y m ,&#13;
którzy ze względu na swoją wolną wolę wybrali drogę do­&#13;
brych uczynków. Jest to w jakiejś mierze chrześcijańska&#13;
wersja usprawiedliwienia z Prawa, z tą różnicą, iż punkt cięż­&#13;
kości przeniesiony zostaje na wolną wolę. Dlatego odpowiedź&#13;
Augustyna koncentruje się, podobnie jak u Pawła, na wyka­&#13;
zaniu, iż o d Boga nie można niczego wymagać i uwydatnia&#13;
przede wszystkim arbitralność jego wyroków (linia argumen­&#13;
tacji autora Wyznań jest bardzo podobna d o tej, którą obrał&#13;
Paweł w polemice z faryzeuszami).&#13;
13&#13;
&#13;
Problem łaski pojawia się też u Augustyna w trochę o d ­&#13;
miennym kontekście. Wiele kontrowersji wzbudza do dziś&#13;
stanowisko autora Wyznań dotyczące problemu predestynacji dzieci. Niektóre dzieci umierają przecież bez chrztu,&#13;
w wyniku czego, zdaniem Augustyna, zostaną potępione, te&#13;
natomiast, które dostąpią tego sakramentu, będą zbawione.&#13;
Czy nie jest to właśnie akt niesprawiedliwości ze strony Boga?&#13;
Augustyn argumentuje, iż wszyscy ludzie zostali obciążeni&#13;
&#13;
Tomasz nie poprzestaje jedynie przy t y m wyjaśnieniu&#13;
i, aby rozwiać wszelkie ewentualne wątpliwości, uzupełnia je&#13;
własną koncepcją. W artykule trzecim Traktatu o Bogu, doty­&#13;
czącym kwestii sprawiedliwości i miłosierdzia Bożego, To­&#13;
masz analizuje szczegółowo problem pogodzenia w istocie&#13;
Boga dwu sprzecznych na pierwszy rzut oka własności: mi­&#13;
łosierdzia, które powoduje, iż Bóg niektórych ludzi obdarza&#13;
łaską, a innych nie, i sprawiedliwości: „Miłosierdzie jest zła­&#13;
godzeniem sprawiedliwości. Bóg jednak nie może pominąć&#13;
tego, co przynależy jego sprawiedliwości". Rozwiązanie&#13;
tego problemu przez Tomasza polega na analitycznym roz­&#13;
dzieleniu d w u porządków tak, aby się na siebie nie nakłada­&#13;
ły: „[...] Bóg postępuje miłosiernie nie czyniąc niczego wbrew&#13;
swej sprawiedliwości, lecz działając ponad sprawiedliwo­&#13;
ś c i ą " . Tomasz, komentując ustalenia Augustyna, jedno­&#13;
znacznie stwierdza, iż łaska znajduje się poza sprawiedliwo­&#13;
ścią i nie powinna być rozpatrywana kategoriami jej doty­&#13;
czącymi.&#13;
17&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
3.1 Nie m a potrzeby rekonstruowania historii dalszych&#13;
sporów dotyczących istoty łaski, chociaż nie są one bynaj­&#13;
mniej mniej interesujące . Przeanalizowany materiał pozwolił&#13;
nam dostatecznie podkreślić najistotniejsze dla naszych ce­&#13;
lów wątki tej dyskusji. Powracać one będą w kolejnych jej&#13;
etapach w nieco zmienionej wersji.&#13;
Kiedy mówi się o łasce, w przypadku ocalonych pojawia&#13;
się pewna trudność. Większość z nich była narodowości&#13;
żydowskiej, a kategoria łaski jest ściśle związana z tradycją&#13;
chrześcijańską. Mało tego, najbardziej wyczerpującego opi­&#13;
su tego doświadczenia dostarczają nam wspomnienia czło­&#13;
wieka, który utracił wiarę w swojego Boga. Levi odrzuca więc&#13;
interpretację swojego przyjaciela, ponieważ łaska jest dla&#13;
niego nierozerwalnie spleciona z religijnym obrazem świata.&#13;
&#13;
Numer 10/2005&#13;
&#13;
19&#13;
&#13;
�DOŚWIADCZENIE O C A L E N I A . P R Ó B A A N A L I Z Y&#13;
Kiedy jednak spojrzymy na całe to zagadnienie z perspekty­&#13;
wy fenomenologicznej i weźmiemy w nawias nasze sądy,&#13;
przekonania religijne, i skoncentrujemy się na samym do­&#13;
świadczeniu, to będziemy mogli dostrzec w nim wyraźnie&#13;
elementy charakterystyczne dla doświadczenia łaski.&#13;
3.2 Składa się na nie zawsze jakaś tajemnica, której czło­&#13;
wiek nie może przeniknąć. Tajemnica ta wyraża się w teolo­&#13;
gii przede wszystkim w podkreślanej, jak widzieliśmy, arbi­&#13;
tralności łaski Bożej. Podmiotowość w poszukiwaniu odpo­&#13;
wiedzi na nią kieruje spojrzenie na siebie samą: co jest we&#13;
mnie takiego, co powoduje, iż zasłużyłem na ocalenie? „Dla­&#13;
czego ja?" mógłby powtórzyć za Levim Paweł.&#13;
Trzeba dodać, iż to odniesienie podmiotowości do sie­&#13;
bie samej ma charakter negatywny. Augustyn i inni teologo­&#13;
wie kładą przecież duży nacisk na fakt, iż łaska okazywana&#13;
jest człowiekowi jako istocie ze swej natury grzesznej (jest to&#13;
zabieg konieczny, ponieważ inaczej byłaby aktem sprawie­&#13;
dliwości), czego strukturalnym odpowiednikiem w doświad­&#13;
czeniu ocalenia jest często artykułowane przekonanie, iż było&#13;
wielu, którzy bardziej ode mnie na nie zasłużyli: „[...] najlep­&#13;
si zginęli" . U podstaw takich deklaracji leży najczęściej samopoznanie koncentrujące się na negatywach: nie byłem&#13;
taki ofiarny/ odważny/ solidarny jak Chaim/ Szabo/ Robert/&#13;
Baruch czy wielu innych. Widać teraz wyraźnie ambiwa­&#13;
lentny stosunek między łaską a sprawiedliwością. Tak więc,&#13;
jak w przypadku nieochrzczonych dzieci, które Augustyn&#13;
skazuje na wieczne potępienie, wspomina się często o nie­&#13;
zasłużonej karze (oczywiście w sensie etycznym, nie religij­&#13;
nym, przynajmniej nie z perspektywy Augustyna), tak w przy­&#13;
padku ocalonych podkreśla się równie często „niezasłużenie" na to ocalenie właśnie: „Najgorsi przeżyli [ . . . ] " . W tym&#13;
przypadku nie powinno się raczej mówić o niesprawiedliwo­&#13;
ści, ponieważ „absurdalność" („Może to się wydawać absur­&#13;
dem, ale to fakt" ) tego doświadczenia polega właśnie na&#13;
tym, iż ci, których staje się ono udziałem, nie powinni mieć&#13;
ku temu żadnych podstaw. Być może bardziej adekwatne&#13;
byłoby określenie: „poza sprawiedliwością". Podobnie czy­&#13;
ni przecież Tomasz, sytuując łaskę i sprawiedliwość na od­&#13;
miennych poziomach.&#13;
20&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
22&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Pozostało nam omówienie problematycznego związku&#13;
między doświadczeniem ocalenia a w s t y d e m . Zacytujmy&#13;
w tym celu jeden z aforyzmów Fryderyka Nietzsche:&#13;
&#13;
Szczęście, któremu to Levi we własnym mniemaniu za­&#13;
wdzięcza ocalenie, i łaska Boska doświadczane są przez&#13;
podmiotowość w zbliżony sposób. Szczęście jest przypad­&#13;
kiem, czymś, czego nie da się przewidzieć, zrozumieć. Po­&#13;
dobnie rzecz ma się z łaską: jest ona arbitralna, nie znamy&#13;
powodów, dla których Bóg sobie kogoś upodobał, kosztem&#13;
innych. Podobne doświadczenie opisuje właśnie Levi. De­&#13;
cyzja Boga jest nieprzewidywalna, kieruje się On sobie tylko&#13;
znanymi regułami. Nie wiadomo, kto i dlaczego otrzyma ła­&#13;
skę, tak jak nie wiadomo, kto i dlaczego przeżył obóz zagła­&#13;
d y . Możemy więc powiedzieć, iż różnica między Levim&#13;
a jego przyjacielem zachodzi na poziomie rozumienia: struk­&#13;
tura doświadczenia wewnętrznego jest taka sama, odmien­&#13;
ne są natomiast interpretacje.&#13;
25&#13;
&#13;
1&#13;
&#13;
Wszystkie cytaty z Biblii pochodzą z wydania: Pismo Święte Stare­&#13;
go i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, opraco­&#13;
wał zespół biblistów polskich z inicjatywy Benedyktynów Tynieckich,&#13;
Poznań 1980.&#13;
2&#13;
&#13;
Swoje doświadczenia z pobytu w obozie zagłady opisał w wydanej&#13;
w Polsce książce Czy to jest człowiek, przeł. H. Wiśniowska, Kraków 1978.&#13;
3&#13;
&#13;
G. Agamben, Remnants of Auschwitz, przeł. D. Heller-Roazen, New&#13;
York 1999, s. 120.&#13;
4&#13;
&#13;
P. Levi, The Drowned and The Saved, przeł. R. Rosenthal, New York&#13;
1989, S. 73.&#13;
5&#13;
&#13;
Tamże, s. 8 1 .&#13;
&#13;
6&#13;
&#13;
Tamże, s. 82.&#13;
Prowadząc rozważania o łasce, warto również wprowadzić kate­&#13;
gorię daru. Łaska bywa przecież często określana właśnie jako „nieza­&#13;
służony dar". Niestety, musimy ograniczyć się jedynie do zasygnalizo­&#13;
wania tego interesującego problemu, inaczej znacznie przekroczyliby­&#13;
śmy ramy niniejszej pracy.&#13;
7&#13;
&#13;
8&#13;
&#13;
D. Oko, Łaska i wolność, Kraków 1997, s. 34.&#13;
Na przełomie I w. p.n.e. i I w. n.e. powstają liczne sekty i wspólnoty,&#13;
takie jak w Qumran, które koncentrują się przede wszystkim na rygory­&#13;
stycznym przestrzeganiu Prawa.&#13;
9&#13;
&#13;
10&#13;
&#13;
Świadczą też o nim takie wydarzenia, jak opisywane w Nowym&#13;
Testamencie uzdrawianie w szabat (Mk 3,1-6) czy dotykanie kobiety „cho­&#13;
rej na upływ krwi" (Mk 5, 25-43). Zob. też: Praktyczny słownik biblijny,&#13;
pod red. A. Garbner-Haider, przeł. T. Mieszkowski, R Pachciarek, War­&#13;
szawa 1994.&#13;
11&#13;
&#13;
12&#13;
&#13;
Czemu odczuwamy wstyd, kiedy nas spotyka dobrodziej­&#13;
stwo albo wyróżnienie, na które, jak się mówi, 'nie zasłu­&#13;
żyliśmy'? Zdaje się nam przy tym, żeśmy się wcisnęli&#13;
w dziedzinę, do której nie należymy, z której powinniśmy&#13;
być wyłączeni [...]. Dzięki błędowi innych dostaliśmy się&#13;
przecież do niego: i teraz opanowuje nas w części bojaźń, w części cześć, w części zdziwienie, nie wiemy, czy­&#13;
śmy powinni uciekać, czy korzystać z błogosławionej chwi­&#13;
li i dobrodziejstw łaski. W każdym wstydzie zawiera się&#13;
misterium, które wydaje się przez nas sprofanowane, lub&#13;
któremu grozi niebezpieczeństwo profanacji; wszelka ła­&#13;
ska zawstydza.&#13;
24&#13;
&#13;
Teraz już rozumiemy, dlaczego u źródeł opisywanego&#13;
przez Leviego wstydu leży inne doświadczenie - doświad­&#13;
czenie ocalenia.&#13;
4.1 Aby uniknąć wszelkich nieporozumień, należy pod­&#13;
kreślić, iż nie twierdzimy bynajmniej, iż religijny przyjaciel&#13;
Leviego miał rację, przypisując ocalenie łasce Boskiej. Cho­&#13;
dziło raczej o pokazanie, iż utożsamiając zbyt łatwo wstyd&#13;
z poczuciem winy, w p a d a m y w interpretacyjną pułapkę,&#13;
z której będzie nam później trudno się wydostać (niekoń­&#13;
czące się dociekania o winie i niewinności). Tymczasem ka­&#13;
tegoria łaski może właśnie lepiej oddać istotę tego doświad­&#13;
czenia, pozwolić je zrozumieć.&#13;
&#13;
D. Oko, dz. cyt., s. 40.&#13;
H. Arendt, Wola, przeł. R. Piłat, Warszawa 2002.&#13;
&#13;
13&#13;
&#13;
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III, przeł. A. Kuryś,&#13;
Warszawa 1995.&#13;
14&#13;
&#13;
Arystoteles, Etyka nikomachejska,&#13;
1982, s. 162.&#13;
&#13;
przeł. D. Gromska, Warszawa&#13;
&#13;
15&#13;
&#13;
Oczywiście Paweł I Arystoteles rozumieją pod pojęciem prawa&#13;
coś odmiennego, niemniej w obu przypadkach zakłada się Istnienie&#13;
określonych norm regulujących postępowanie człowieka.&#13;
16&#13;
&#13;
Tomasz z Akwinu, Traktat o Bogu, przeł. G. Kurylewicz, Z. Nerczuk, M. Olszewski, Kraków 1999, s. 322.&#13;
17&#13;
&#13;
Tamże, s. 324.&#13;
&#13;
18&#13;
&#13;
Tamże, s. 325.&#13;
Bierze w nich udział m.in. Pascal, kiedy polemizuje w Prowincjonałkach z jezuickimi koncepcjami rozróżnienia łaski na łaskę wystarcza­&#13;
jącą i skuteczną. Kategoria łaski pojawia się też w kontekście sporów&#13;
dotyczących ontologicznego dowodu na istnienie Boga, którego zwo­&#13;
lennikiem był m.in. Kartezjusz.&#13;
19&#13;
&#13;
20&#13;
&#13;
R Levi, dz. cyt., s. 82.&#13;
&#13;
21&#13;
&#13;
Tamże, s. 83.&#13;
&#13;
2 2&#13;
&#13;
Tamże, s. 82.&#13;
&#13;
23&#13;
&#13;
Tamże, s. 73.&#13;
F. Nietzsche, Wędrowiec i jego cień, przeł. K. Drzewiecki, Kraków&#13;
2003, s. 164.&#13;
24&#13;
&#13;
25&#13;
&#13;
O łasce jako sposobie interpretacji przygodnych wydarzeń pisze&#13;
również W. Stróżewski w swoim szkicu O przygodności człowieka. Zob.&#13;
W. Stróżewski, O wielkości, Kraków 2002.&#13;
&#13;
PISMO ANTROPOLOGICZNE&#13;
&#13;
41&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11472" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11450">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c076919c43b292020c6f28708d78213.pdf</src>
        <authentication>8c6307aa08eed7b58fe662a33cc39eab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136663">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5581</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136664">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136665">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136666">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5190</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136667">
                <text>Natknięcia/ Barbarzyńca 2008 nr 2 (12)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136668">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne;s. 107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136669">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136670">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136671">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136672">
                <text>108

6TMOW\65C\
TRANS-AKCJA
W styczniu przed sądem stanęła czarodziejka, która w Przegini zdejmowała klątwę z małżeństwa.
W wyniku magicznych zabiegów Romki z Częstochowy, podającej się za „jasnowidzkę" z Chorwacji,
zniknęło ponad 8 tys. złotych. W kwietniu 2007 podjechała samochodem pod dom Bronisława i Danu­
ty S., pytając, czy mają do sprzedania stare garnki, koce lub opony. Do transakcji nie doszło, ponieważ
przerażona kobieta dostrzegła urok, który miał grozić śmiercią mieszkańcom domu. Bronisław S. po­
myślał, że klątwę mogła rzucić teściowa, z którą się pokłócił. Zaproszona do środka czarodziejka rozbiła
przyniesione jej jajko w celu wypędzenia z domu kołtuna - oznaki klątwy, która objawiła się obecnym
w postaci czarnych włosów pośród skorupek. Wyniesionej z kurnika kurze dała się napić święconej wody
ze swojej butelki. Zabieg się udał, pacjent zmarł - ptak zdechł w gwałtowny sposób. Miał zostać później
zakopany za stodołą. Ostatnią czynnością było schowanie wszystkich pieniędzy gospodarzy w jednym
miejscu. Wieszczka nakazała małżeństwu modlić się na klęczkach twarzami do ściany, kiedy ona będzie
chować zawiniątko z ośmioma tysiącami złotych pod wersalką. Następnie zabroniła tam zaglądać przez
trzy dni. Za zdjęcie klątwy chciała tylko jedzenie; dostała więc królika, kolejną kurę i jajka. Gospodarze
mieli jednak chwilę zwątpienia: Bronisław S. zapisał numery rejestracyjne samochodu, którym Romka
odjechała, a Dorota S. uparła się, żeby od razu zajrzeć pod wersalkę, w wyniku czego zdecydowali się po­
wiadomić policję o przestępstwie. Bronisław S. rozpoznał poszukiwaną osobę, notowaną za wielokrotne
oszustwa, jednak już w sali sądowej zarówno pokrzywdzeni, jak i podejrzana zaprzeczyli, by przebywała
ona kiedyś w Przegini. W czasie trwania śledztwa małżeństwo odwiedził wójt gminy romskiej, którego
córka była przez chwilę w kręgu podejrzanych, i dla uniknięcia kolejnego „konfliktu z Polakami" dał im
taką sumę, jaką stracili. Przed sądem Bronisław S. stwierdził, że „nie rozróżnia Cyganów i nic do nich
nie ma" i poprosił o uniewinnienie oskarżonej. Jednak proces trwa.
[źródło:

gazeta.pl]

DUCHOWA OBSTRUKCJA
Klątwa nałożona na kenijskich złodziei zmusiła ich do oddania skradzionego mienia. Wszystko
zaczęło się od zamieszek po ogłoszeniu 27 grudnia 2007 wyników wyborów prezydenckich, których
wiarygodność podważyła opozycja i obserwatorzy zewnętrzni. Nic dziwnego, skoro w jednym z okrę­
gów frekwencja podobno wyniosła 115%. Rozruchom, w których zginęło około 350 osób, towarzyszyła
fala kradzieży w całej Kenii. Jeden z okradzionych, pewien handlarz drewnem z Mombasy, zwrócił się
z prośbą do członka starszyzny o obłożenie złodziei klątwą. Podobno dał im dziesięć dni czasu na zwró­
cenie skradzionych przedmiotów. Na efekty nie trzeba było długo czekać: plotka o przekleństwie szybko
się rozniosła. A szabrownikom zaczęła podobno dokuczać choroba uniemożliwiająca wypróżnianie.
Złodzieje obawiali się wręcz o swoje życie, zagrożone działaniami duchów wezwanych przez czarowni­
ka. Już 8 stycznia w kenijskich stacjach telewizyjnych pojawiły się zdjęcia złodziei zwracających różne
przedmioty, m.in. drewno, łóżka i kanapy. Dla uniknięcia większego upokorzenia przynoszono je także
pod osłoną nocy. Z działania duchów najbardziej zadowolona jest miejscowa policja. Ma nadzieję, że
pomogą stróżom prawa nie tylko w Mombasie. My także...
[źródło:

fakty.interia.pl,

BARBARZYŃCA

wprost.pl]

E(1E) ? D 0 8

�109

PASTERZ Z DYPLOMEM
Zazwyczaj zarówno umiejętności, jak i obowiązki związane z hodowlą owiec przechodzą z ojca na
syna. Wprawdzie hodowla owiec jest ważnym elementem gospodarki Karpat Południowych (Rumu­
nia), jednak nigdy nie organizowano tam kursów pasterskich, a profesja bacowska nie była zawodem
dyplomowanym... Aż do tej pory. Pomysł wprowadza w życie rumuńska Izba Przemysłowo-Handlowa,
zainspirowana prawdopodobnie prowansalskimi kursami pasterskimi, bo to na nich będą wzorowane
szkolenia. Zostaną zrealizowane w lipcu, w miejscowości Fogarasz (rum. Fdgdrac) w centrum Rumu­
nii. Uczestnictwo ma być darmowe, a pomysłodawcy starają się o dofinansowanie ze środków unijnych.
Kurs trwał będzie 720 godzin, z czego 240 godzin zajmą wykłady prowadzone przez wykładowców
z uczelni rolniczych, natomiast zajęcia praktyczne poprowadzą pierwszorzędni bacowie z okolicy. Kur­
sanci dowiedzą się, jak wytresować psa pasterskiego, jak zareagować na atak niedźwiedzia, a także jak
zgodnie z prawem europejskim wyrabiać i sprzedawać przetwory mleczarskie. Szkolenie jest dostępne
dla wszystkich, niezależnie od płci, wieku i dotychczasowego doświadczenia w hodowli owiec. Dyplom
bacy, który otrzymają absolwenci kursu, będzie respektowany we wszystkich krajach Unii Europejskiej.
Ciekawe, co na to polscy juhasi?
[źródło:

onet.pl]

DAROWANEMU SŁONIOWI...
Opublikowane w kwietniu podsumowanie wykopalisk potwierdza legendę, według której słonie kar­
łowate mogą zawdzięczać swoje przetrwanie na Borneo pewnemu sułtanowi. Najmniejsze z istniejących
słoni zostały zidentyfikowane w 2003 roku jako podgatunek słonia azjatyckiego. Według jednej z teorii na
budowę tych zwierząt wpłynęła izolacja z powodu odłączeniu się wyspy od lądu 18 000 lat temu. Jednak
część badaczy uważa, że zostały sprowadzone z Jawy pomiędzy XVI a XVIII wiekiem. Oznaczałoby to,
że uznane za dawno wymarłe słonie jawajskie przetrwały na Borneo. Za drugą hipotezą przemawia za­
równo brak wykopalisk świadczących o ich długotrwałej obecności na wyspie, jak i fakt, że nie zasiedliły
jej w całości. Należałoby uznać za prawdziwe miejscowe przekazy opowiadające o sprowadzeniu słoni
przez jednego z władców sułtanatu Sulu, muzułmańskiego państwa istniejącego w latach 1450-1899
(dziś Filipiny). Zwierzęta mogły wówczas stanowić rodzaj dyplomatycznych upominków przesyłanych
statkami. Oprócz małych rozmiarów borneańskie słonie cechuje wyjątkowa uległość i pasywność, co
może wskazywać, że pochodzą z udomowionej kolekcji sułtana. Dziś populacja liczy nie więcej niż
tysiąc osobników i znów jest zagrożona, gdyż zamieszkiwany przez nią las równikowy kurczy się w bły­
skawicznym tempie.
[źródło:

sciencedaily.com, en.wikipedia.org]

PROJEKTOWANIE DUSZY
12 kwietnia ruszyły prace nad sztucznymi osobowościami finansowane przez Unię Europejską. Inży­
nierowie reprezentują dziesięć uczelni z siedmiu krajów. Na realizację czteroletniego projektu Lirec (od
ang. Living with Robots and Interactive Companions) przewidziano 6,6 miliona funtów. Prace skoncen­
trują się na długotrwałym kontakcie robotów z ludźmi w różnych sytuacjach życiowych. Każdy ochot­
nik może zamieszkać z maszynami w wybudowanych w tym celu pomieszczeniach w Hatfield. Jednym
z głównych celów projektu jest wyodrębnienie takich cech maszyny, które powodują przywiązywanie
się do niej ludzi. Funkcjami przyszłych automatów (czy jeszcze automatów?) będzie pomoc w pracach
domowych, dostarczanie towarzystwa, zakupy on-line, opieka nad starszymi osobami. Ostatnią z tych

W)

PD08

BARBARZYŃCA

�110
funkcji już teraz pełnią japońskie roboty. W planach naukowców jest stworzenie „duszy domu", która
będzie mogła kontrolować stan zdrowia podopiecznego, sprawdzając, czy zażył leki i czy nic mu się nie
stało. Dzięki zdolności do przyswajania cech właściciela będzie mogła nawiązać z nim bardziej „osobistą"
relację. Innym pomysłem jest wykorzystanie nowej generacji maszyn w procesie rozwojowym niepeł­
nosprawnych dzieci. Przykładem takiego robota jest humanoidalny KASPAR o wyglądzie dwuletniego
chłopca, skonstruowany przez naukowców z uniwersytetu w Hertfordshire.
Projekt zdaje się odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie na to, by w przedmiotach już kiedyś mecha­
nicznie ożywionych znajdować obdarzonych inteligencją i charakterem towarzyszy. Ich wszechobecność
w naszym życiu i czas, jaki im poświęcamy, mogą powodować, że nie wystarcza już samo personifikowanie
ich, nadawanie im imion czy przypisywanie cech charakteru. Tak u Tima Danta (patrz s. 1 0 1 ) . m
[źródło:

kopalniawiedzy.pl]

CURRE-MECUM'.
13 kwietnia, jak co roku, odbył się Maraton Londyński. Dzięki pomocy brytyjskiej organizacji chary­
tatywnej Greenforce wśród ponad 35 tysięcy biegaczy znalazło się sześciu masajskich wojowników z pół­
nocnej Tanzanii. Wzięli udział w biegu, by kwestować na rzecz rodzinnej wioski Eluai, która nie ma
dostępu do czystej wody. Najbliższe i niestety zanieczyszczone źródło jest oddalone dziesięć kilometrów
od osady, a ponieważ w kulturze Masajów zaopatrywanie domu w wodę nie jest obowiązkiem mężczyzn,
dystans ten codziennie pokonują kobiety wraz z dziećmi. W londyńskim maratonie wojownicy pobiegli
w swoich codziennych strojach, w kraciastych tunikach ozdobionych biżuterią, trzymając kije i podłużne
tarcze oraz śpiewaj ąc masaj skie pieśni. Na nogi włożyli sandały zrobione z opon samochodowych. Jeszcze
przed przyjazdem do Wielkiej Brytanii otrzymali specjalny czterostronicowy poradnik napisany przez
wolontariuszy z Greenforce. Wśród różnych ostrzeżeń i rad w tekście pojawiły się następujące punkty:
- nie trzeba przejmować się nadąsanymi minami przechodniów, którzy mogą wyrażać w ten sposób
niechęć do swojej pracy w biurze, a nie do cudzoziemców, i choć uśmiechają się mniej, niż powinni, to
są bardzo przyjaźni;
- lepiej polegać na zegarku niż na słońcu, które wschodzi i zachodzi o różnych porach;
- w Anglii nie można pluć na ulicach, lepiej zrobić to dyskretnie lub do umywalki;
- w nagłej potrzebie powinno się znaleźć toaletę publiczną, a nie korzystać z krzaków i drzew;
-Anglicy są serdeczni, ale nie należy im zabierać przedmiotów, które nam się spodobały;
- jeżeli przy łapaniu złodzieja zrobi mu się krzywdę, odpowiada się za to przed sądem;
-warto pamiętać, że wszystkie zwierzęta gospodarcze mają swoich właścicieli;
- trzeba uznać krótkie spodenki za rzecz normalną i nieobraźliwą, a pod ubraniem należy nosić bie­
liznę;
- kiedy Anglicy piją alkohol, zachowują się głupio i dziwnie, a przykładem tego może być już znane
Masajom zachowanie wolontariuszy w Tanzanii...
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że również Europejczycy będą w stanie dostosować się do tych
zasad podczas zagranicznych wizyt.
[źródło:

onet.pl]

Wiadomości zebrali i zredagowali Michał Nieniewski i Agnieszka Bukowczan

1

W odróżnieniu od vademecum („idź ze m n ą " ) , znanego określenia na poradnik, ta nowa zbitka słowna ma oznaczać

„biegnij-ze-mną"...

BARBARZYŃCA

E(1E) ? D 0 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11471" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11449">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9c2b1d8e7dc8087e3c150f058d91da48.pdf</src>
        <authentication>5c405c208cbb577ae5e502c03b05e263</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136653">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5585</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136654">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136655">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136656">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5193</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136657">
                <text>Spis treści / Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136658">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136659">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136660">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136661">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136662">
                <text>Spis treści
Z Krystianem Lupą
rozmawia Szymon Uliasz
Agnieszka Iwaszkiewicz

Małgorzata Czapiga
Joanna Rzońca
Aneta Ostaszewska
Anna Styputa
Maria Magdalena Morawiecka

Dariusz Żukowski

3
9
20
31
46
55
64

Kiedy myśl ostrzy stówo. O pisaniu
i jego związku z intymnością
neTTheatre. Na styku cyberświata
i rzeczywistości
Milczące spotkanie dwóch teatrów
Biata forma, czarna treść
Figura trickstera
Ojcobó(j)stwo
Język Zagłady - język świadectwa.
Relacja ocalałego jako komunikat

72

O bombie, opadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

81

Kirsten Hastrup, Droga do antropologii.
Między doświadczeniem
a teoria

Recenzje
Weronika Chodacz

Daniel Dayan, Elihu Katz,

Filip WróPlewski
Łukasz Sochacki
Maciej ZPorek
Artur Karwat

wydarzenia medialne. Historia transmitowana na żywo

84
86
87
87

3 (13) PDD8

BARBARZVNCA

lan Buruma, Śmierć w Amsterdamie.
Zabójstwo Theo van Gogha i granice tolerancji
Socjologia

codzienności,

Piotr Sztornpka, Małgorzata Bogunia-Borowska (red.)
Wystawa

_

Ekwador w Krakowie

Natknięcia

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11470" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11448">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1e3ccbf347706a0a770fd571b0951d6.pdf</src>
        <authentication>ee27043afd6365ba963dff219e2211f9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136643">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136644">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136645">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136646">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5192</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136647">
                <text>Spis treści/ Barbarzyńca 2005 nr 10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136648">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne, 2005 nr (10)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136649">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136650">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136651">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136652">
                <text>I APOKALIPSA
Steven M a t t h e w s
NAUKOWA APOKALIPSA FRANCISA BACONA

str. 2

Andrew G o w
ŻYDZI I J U D A I Z M W CHRZEŚCIJAŃSKICH S C E N A R I U S Z A C H K O Ń C A
ŚWIATA: Z A P I E K Ł A N I E N A W I Ś Ć C Z Y I R E N I C Z N E I T I N E R A R I A ?

str. 8

Publikacja dofinansowywana przez:
Instytut Etnologii i Antropologii Kultury UJ
Radę Kół Naukowych UJ

Barbarzyńca

Maria Leppakari
T H E E N D IS N E V E R J U S T A N E N D
A T R A K C Y J N O Ś Ć MITU A P O K A L I P T Y C Z N E G O W E W S P Ó Ł C Z E S N Y M
FUNDAMENTALIZMIE RELIGIJNYM

Pismo Antropologiczne
Redagowane we współpracy
z Kołem Naukowym Etnologów UJ

str. 13

Paweł Barabasz
APOKALYPTISCHE LANDSCHAFTEN
M E D Y T A C J A N A D K O Ń C E M ŚWIATA W K U L T U R Z E L U D O W E J
Mariusz Czaja
"BĘDZIE P O L E P S Z E N I E , B Ę D Z I E P R Z E D Ł U Ż E N I E " . D Y S K U R S
A P O K A L I P T Y C Z N Y W K U L T U R Z E WSPÓŁCZESNEJ N A PRZYKŁADZIE
SUWALSZCZYZNY
Paulina Niechciał
WIZJE APOKALIPTYCZNE MIESZKAŃCÓW SUWALSKIEGO PARKU
K R A J O B R A Z O W E G O , CZYLI J A K , K I E D Y I D L A C Z E G O

e-mail: redakcia@barbarzynca.pl
www.barbarzynca.pl

str. 18

Redakcja:
Mariusz Czaja (red. naczelny)
str. 2 5

str. 3 2

II H O L O K A U S T
Rafał N a h i r n y

Piotr Klepacki
Marcel Kwaśniak
Magdalena Kwiecińska
Arkadiusz Metelski (z-ca red. nacz.)
Tomasz Ostrowski
Współpraca:
Hanna Jaxa-Rożen
Piotr Kimla
Urszula Stachurska-Czaja

DOŚWIADCZENIE O C A L E N I A . PRÓBA A N A L I Z Y

str. 3 8

Katarzyna C z u b a n
ŻYD J A K O S Y M B O L OBCOŚCI. S T O S U N E K P O L A K Ó W
DO ZAGŁADY Ż Y D Ó W

str. 4 2

Małgorzata Budrewicz
W S P O M N I E N I A P R Z E Z PRYZMAT CIAŁA. DOŚWIADCZENIA
KOBIET - WIĘŹNIAREK OBOZU KONCENTRACYJNEGO

str. 4 5

Ewa Jupowiecka
O L O S I E , Z K T Ó R Y M N I E M O Ż N A SIĘ P O G O D Z I Ć

str. 4 8

Tłumaczenia streszczeń:
Justyn Hunia

Joanna Sobolewska
„ O C A L E N I K R W A W I Ą H I S T O R I Ą " . J A K ŻYĆ P O D O Ś W I A D C Z E N I U
HOLOCAUSTU?

str. 51

Adres redakcji:
Instytut Etnologii i Antropologii Kultury UJ
ul. Św. Anny 6

Katarzyna P o d o l e c
D Z I E C I H O L O C A U S T U . U T R A T A T O Ż S A M O Ś C I I PRÓBY O D N A L E Z I E N I A
SIEBIE
Fran Bartkowski
BYCIE TAM/ W POLSCE
A d r i a n a Celińska
N A R R A C J E Z SYGNATURĄ
SUMMARY O F ARTICLES

naczelny

Prof. dr hab. Piotr Kowalski
Opracowanie graficzne:
Joanna Czubrychowska
Arkadiusz Metelski

30- 008 Kraków
str. 5 6

Telefon:
( 1 2 ) 4 1 5 76 8 0
0603 5 3 4 583

str. 5 9

str. 6 3
str. 6 4

Kilka lat temu mieliśmy okazję zaobserwować jak wielki wpływ na humanistykę może mieć jeden, do tego od dawna
nieżyjący, scytyjski mnich. Dionysios Exiguus, bo to o nim mowa, był twórcą systemu datowania ab incarnatione i za
jego to sprawą ludzkość (a przynajmniej jej mniej lub bardziej zachodnia część) przeżywała zakończenie drugiego
tysiąclecia, co stało się z kolei przyczyną pojawienia się setek publikacji na temat wiary w koniec świata, millenaryzmu,
chiliazmu i apokalipsy. Zdecydowaną większość z nich stanowiły publikacje o popularnonaukowym lub zgoła
popularnym charakterze, ale były wśród nich i takie, które na serio potraktowały wyzwanie stawiane przez te
fenomeny. Twórcami tych ostatnich byli w dużej mierze badacze skupieni wokół Center for Millenial Studies z Boston
University. Instytucji tej udało się wykorzystać boom na tematykę apokaliptyczną do uzyskania sporych funduszy na
badania nad nią, czego owocem stała się m.in. seria konferencji, które odbywały się co roku, poczynając od 1996.
Niestety, po tym jak rok 2000 minął, a koniec świata nie nastąpił, zainteresowanie sponsorów apokaliptyką znacznie
zmalało i jak na razie ostatnia konferencja CMS, pt. SWEET IN THE MOUTH, BITTER IN THE STOMACH:
APOCALYPTIC DISAPPOINTMENT AND ITS MILLENNIAL MUTATIONS odbyła się w roku 2002. Z tejże konferencji,
w której okazję miał uczestniczyć piszący te słowa, pochodzą trzy teksty zamieszczone w niniejszym numerze, których
autorami są Steve Matthews, Maria Leppakari i Andrew Gow. Traktują one o różnych obliczach apokalipsy w Anglii,
Ameryce i Izraelu. Swoisty kontrapunkt dla nich stanowią z kolei trzy teksty polskich autorów, skupiające się na
rodzimym materiale. Dwa pierwsze z nich, autorstwa piszącego i Pauliny Niechciał są owocem badań
przeprowadzonych w roku 2002 na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego Krajobrazowego w ramach projektu
„Kresy Kultury" współorganizowanego przez Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury", Instytut Etnologii
UJ oraz Regionalny Ośrodek Kultury i Sztuki w Suwałkach. Last but not least. tekst Pawła Barabasza wykorzystuje
twórczo wątki zawarte w jego pracy magisterskiej obronionej w Instytucie Etnologii i Antropologii Kultury UJ.
Z kolei druga część numeru to w przeważającej części pokłosie seminarium na temat Holocaustu, prowadzonego
gościnnie w Katedrze Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego w marcu i kwietniu 2003 r. przez prof. Dorotę
Głowacką z University of King's College Halifax (Kanada). Dopełniający tę cześć tekst Fran Bartkowski sam opowie
swojąhistorię.
red.

Recenzent naukowy:

Wydawca:
Stowarzyszenie Antropologiczne
„Archipelagi Kultury"
ul. N a d Sudołem 1 8 / 1 1
3 1 - 228 Kraków
Wydawnictwo UJ
ul. Michałowskiego 9 / 2
31-126 Kraków
Druk:
Drukarnia Grafikon
Wadowice

tef. (033) 8734621

Fotografia na okładce:
M. Leppakari
Strony tytułowe działów:
I. Fot. B. Siedlik
II. Rys. A. Winciorek
Nakład: 1000 egz.
Przesyłki ksiqżkowe prosimy
kierować na adres wydawcy

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11469" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11447">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c1ea76566361990bfb17b560bd707f35.pdf</src>
        <authentication>7bcbb95d657411df4ac30392f013c2a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136630">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5591</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136631">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136632">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136633">
                <text>szamanizm</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136634">
                <text>trickster</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136635">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5199</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136636">
                <text>Figura trickstera/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136637">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.46-54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136638">
                <text>Ostaszewska, Aneta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136639">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136640">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136641">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136642">
                <text>Aneta

ur. w I 9 7 7 r., pedagozka. O b r o n i ł a doktorat z socjologii w 2 0 0 7 roku w Instytucie
Stosowanych Nauk Społecznych na Uniwersytecie Warszawskim. Jej praca nosiła

Ostaszewska

tytuł: Cechy bohatera mitycznego w dobie kultury narcyzmu na przykładzie
społecznej kariery Michaela Jacksona.

Perspektywa

antropologiczna.

recepcji

Obecnie pracuje

w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej „Pedagogium". Interesuje się
kategorią dzieciństwa oraz w i z e r u n k i e m dziecka w kulturze popularnej.

Figura
trickstera
igura trickstera obecna jest w wielu m i ­
tologiach. Lewis Hyde pisze, że jest pandemiczna - pojawia się w mitologiach
europejskich, afrykańskich czy w wierzeniach

F
1

1

L . Hyde, Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This

buddyjskich. Nazywana bywa błaznem, głup­
cem, chochlikiem, demiurgiem lub diabłem.
W tym tekście przedstawię postać trickstera
w oparciu o antropologiczne studium Paula

w tradycji Winnebago i znał przekaz o tricksterze, sam

World. Mischief, Myth, and Art, North Point Press, New

nie mógł przekazać mitu, dlatego też o opowiedzenie

York 1999, s. 11. Trickster, jak pisze Hyde, nie jest postacią

poprosił członka starszyzny (Blownsnake nagrał treść

centralną, występuje w świecie politeistycznym, gdzie

przekazanego mitu, tłumaczenia na angielski dokonali

przynależy do peryferii. Patrz: Ibid., s. 13.

Indianie, John Baptiste i Olivier Lamere). Tradycja

P. Radin, The Trickster. A Study in American Indian

Winnebago nakazuje ściśle przestrzegać reguł związanych

Mythology, Greenwood Press, New York 1972. Pierwsze

z opowiadaniem świętych mitów. Prawo takie przysługuje

2

wydanie książki ukazało się w 1956 r. Mity przedstawione

tylko nielicznym, najczęściej członkom starszyzny, którzy

przez Radina to wynik jego badań terenowych, jakie

wierzą w świętość przekazywanej historii (mitu nie może

odbył w 1912 r. Informatorem i współpracownikiem

przekazać Indianin - konwertyta chrześcijański). Więcej

Radina był Indianin, Sam Blowsnake. Choć Blowsnake

o pochodzeniu mitu, patrz: P. Radin, The Trickster...,

(potomek klanu o nazwie Thunderbird) był wychowany

s. 111-112.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�47

Figura trickstera

Mity o tricksterze tworzą cykl opowieści o wę­
drówce bohatera: jego zewnętrznej, jak i we­
wnętrznej przemianie . Trickster Winnebago
nosi imię Wakdjunkaga , swoją wędrówkę od­
bywa wzdłuż świętej dla Indian rzeki Missisipi.
Przemierzając świat, poznaje przede wszystkim
siebie samego. Choć nie wyznaje żadnych war­
tości i nie wie, co to moralność, skazany - jak
z a u w a ż a Radin - na „łaskę i niełaskę swych
namiętności i popędów" , z upływem czasu
i przebytymi kilometrami tworzy świat warto­
ści. Własnym przykładem pokazuje, co służy,
a co szkodzi człowiekowi. Dokonuje zmian
w otaczaiacei eo rzeczywistości
Przyszedłem
na ziemie by przeprowadzić zmiany" - podsu¬
mowuje swoją ziemską drogę trickster.

postaci. Pojawia się równie nieoczekiwanie, jak
znika, dopada ofiarę w niespodziewany sposób,
a jeśli da się sam złapać, to tylko tak, by móc
się znowu wymknąć. W a ż n y m instrumentem,
za pomocą którego dokonuje wszystkich swych
zadziwiających czynów, jest za każdym razem
przemiana" .
Problematyczne jest dociekanie „prawdziwej
natury" trickstera. Pytaniem, na które trudno
odpowiedzieć, pozostaje kwestia: czy trickster
pozbawiony jest własnej tożsamości, co masku­
je, naśladując innych i przybierając różne formy,
czy jego tożsamość składa się z licznych warstw
(masek) i jest sumą różnych opozycyjnych cech.
Według Hyde'a transgresywność trickstera bie­
rze się stąd, że trickster jako indywiduum „[...]
has no way" . Nie posiadając skrystalizowanej
tożsamości może mieć ich wiele a w rezultacie
być niezależny, bo nieprzywiązany do jednej
formy. Może wcielać się w różne postaci, jest
nieograniczony w naśladowaniu Łatwo przystosownie sie do otoczenia a iego elastyczność
umożliwia szybką adaptację.

Działalność trickstera skupia się na „prze­
prowadzaniu zmian". Kategoria przemiany jest
podstawową właściwością tej figury. Elias Ca¬
netti pisze o nim jako mistrzu przemiany, który
potrafi przybrać dowolną postać. „Jego władza
polega na zdolności przybierania niezliczonych

Trickster jawi się zatem przede wszystkim
jako symbol. Charakteryzują go ambiwalent­
ne cechy. To figura, która w jeden system uj­
muje zachowania opozycyjne. Jego atrybutami
są jednocześnie dobro i zło. Bywa traktowany
jako bóstwo, bohater, demiurg i duch zmarłych

Radina , które dotyczy mitologii Indian północ­
noamerykańskich, w szczególności plemienia
Winnebago , gdzie trickster, jak pisze autor, peł­
ni rolę „figury zapowiadającej człowieka" . Jest
tam metaforą człowieka w jego relacji z samym
sobą oraz światem.
2

3

4

9

5

6

7

8

3

Winnebago należą do licznej grupy Indian mówiącej

10

o tricksterze. Trickster to ktoś „w drodze". Droga jednak

językiem sju. Plemiona te pierwotnie zamieszkiwały

symbolizuje również podróż w głąb siebie. Patrz: L . Hyde,

ziemie położone wzdłuż rzeki Missisipi. Pierwszymi

Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This World..., s. 6.

białymi, którzy dotarli do Winnebago (zamieszkujących

6

Radin imię Wakdjunkaga tłumaczy jako tricky one.

dzisiejsze okolice Green Bay w stanie Wisconsin), była

Patrz: P. Radin, The Trickster..., op.cit., s. 132. O etymologii

francuska ekspedycja w 1634 r. Badania archeologiczne

słowa „trickster" patrz: L . Hyde, Introduction, [w:] tegoż,

potwierdzają, że Winnebago zamieszkiwali teren Green

Trickster Makes This World..., s. 7.

Bay od ok. 1400 r. Więcej o historii i kulturze Winnebago,

7

P. Radin, Prefatory..., s. X X I V

patrz: Ibid., s. 112-117.

8

Ibid., s. 52 [epizod 48].

9

E. Canetti,M*SB i władza, Czytelnik, Warszawa 1996, s. 440.

4

R Radin, Prefatory Note, [w:] tegoż, The Trickster...,

s. X X I V
5

10

Warto przy okazji zwrócić uwagę, że motyw drogi,

wędrowania należy do najczęstszych w mitach

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

L . Hyde, Trickster Makes This World..., s. 43. Hyde

zwraca uwagę, że jednym z określeń trickstera jest
„imitator"; Patrz: Ibid, s. 42.

�Aneta Ostaszewska

48
przodków również w obrębie jednej mitolo­
gii. Uosabia stan, w którym nie ma wyraźnego
podziału na to, co boskie i nieboskie, ludzkie
i zwierzęce. Jego głód, płeć, wędrowanie - to ce­
chy, które explicite nie należą ani do boga, ani do
człowieka. Jest kimś, kto potrafi zmieniać wygląd
oraz płeć. Trickster posiada zarówno elementy
właściwie bóstwom, jak i ludziom/zwierzętom.
W niektórych mitologiach bywa utożsamiany
z konkretnym totemem: z krukiem, zającem,
kojotem oraz pająkiem. Utożsamiany jest ze
zwierzętami, którym przypisywane są cechy
biegunowe: z jednej strony przebiegłość i spryt,
z drugiej zaś - lekkomyślność i głupota.
Trickster przedstawiany jest jako istota kie­
rująca się instynktem, która nie ma w zwyczaju
myśleć nad konsekwencjami własnych czynów,
dlatego uchodzi za istotę niezdolną do refleksji,
działającą impulsywnie i bez zastanowienia.
Określany jako zmienny, przewrotny i nieprze­
widywalny w zachowaniu, trickster zwiastuje
swą obecnością zamęt i chaos. Nazywany szelmą
i psotnikiem pada ofiarą własnych trików. Stać
go na dobre uczynki, ale równie często oszukuje
i bywa oszukiwany, wyśmiewa innych i sam jest
wyśmiewany .
11

Typowym elementem postawy trickstera jest
prowokacja. Zarówno Hyde, jak i Radin zwra­
cają u w a g ę , że trickster explicite przekracza
i zaciera, ale implicite ustala i utrwala społecz­
ne granice. To prowokator, który podważając
społeczne tabu - poprzez swoje czyny i za­

11

Hyde przyjmuje, że trickster jest odkrywcą twórczego

kłamstwa. Zobacz, co Hyde pisze o kłamstwie wśród
zwierząt: ibid., s. 44-45.
12

Z.W Dudek, Symbolika Trickstera a

chrześcijańska,

14

12

13

14

Karl Kerenyi, zastanawiając się nad figurą
trickstera, używa porównania do chaosu. Pisze:
„Nieporządek należy do całości życia, a trick­
ster jest duchem tego nieporządku ". Według
Kerenyiego funkcją mitu o tricksterze (w archa­
icznej społeczności) musiało być równoważenie
panującego porządku poprzez dodawanie doń
chaosu. Opowieści o tricksterze tworzyć mu­
siały
całość, czyniąc możliwym to, co
w świecie o niezmiennych, stałych granicach
było niedozwolone. W tym świecie trickster, co
z kolei podkreśla Hyde, jest figurą poza. wszel­
ką moralnością - trickster nie jest ani moralny,
ani niemoralny lecz kimś poza" pomiędzy"
kimś kogo nie dotyczy m o r a l n o ś ć Z tego
tez powodu tncksterowi przypisywane są cechy
15

16

Albo. Problemy psychologii i kultury", nr 4/98 - 1-4/99,
s. 35.
15

duchowość

„Albo Albo. Problemy psychologii

i kultury", nr 4/98 - 1-4/99, s. 13.
13

chowanie - jednocześnie (nieświadomie) defi­
niuje to, co należy do sfery zakazanej. Zatem
wskazuje i pogłębia różnice. Zenon W Dudek
pisze o tricksterze jako pośredniku pomiędzy
dwiema rzeczywistościami, światem porządku
i bezładu: „Figura Trickstera chroni tradycyj­
ną rzeczywistość przed uświadomieniem sobie
konieczności radykalnej zmiany. Społeczność
może stopniowo oswajać się z nową prawdą
i tymczasowo traktować Trickstera niepoważnie,
z dystansem" . Celem (niekoniecznie zamierzo­
nym) tej figury jest odkrywanie „[...] wartości
tego co słabe chore niezauważone porzucone
w cieniu codzienności ". Jednak czyni to przede
wszystkim w formie paradoksu i żartu w innym
przypadku - stanie się kozłem ofiarnym .

K. Kerenyi, The Trickster In Relation To Greek

Mythology, [w:] P. Radin, The Trickster..., s. 185. Kerenyi
porównuje mity o tricksterze do powieści z życia
rozbójników (przywołuje m.in. powieści Franciszka

Ibid.

Rabelais'go), których celem nigdy nie było pouczanie, ale

Jak pisze Dudek, elementarnymi formami wypowiedzi

opowiadanie o świetności bohatera.

trickstera są: gra, teatr, paradoks oraz metafora. Patrz:

16

Z.W. Dudek, Wymiary i funkcje figury Trickstera, „Albo

World..., s. 10.

L . Hyde, Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�głupca i błazna, a zatem figur posiadających
przyzwolenie na prowokowanie i naruszanie
społecznych norm. Trickster może prowokować,
ponieważ jego zachowanie odbierane jest w ka­
tegoriach żartu i zabawy. Przez akcentowanie
śmiesznych, niedorzecznych cech jego postawy
następuje redukcja tej figury do nieszkodliwej
rozrywki - trickster uchodzi za tego, który bawi
i rozśmiesza publiczność.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

Mity o tricksterze: Winnebago
Po tym ogólnym wstępie proponuję teraz
przejść do prezentacji wybranych mitów o trick­
sterze. Korzystać będę ze studium Paula Radina.
Skoncentruję się na typowych cechach dla tej fi­
gury, a do takich zaliczam: zdolność trickstera do
przemiany, jego ambiwalentną postawę moral­
ną oraz problematyczną seksualność. Jak pisze

�Aneta Ostaszewska

50
Radin, w przypadku mitów o tricksterze ważny
wątek poświęcony jest procesowi jego przemiany
i samopoznania, symbolizowany - przez motyw
wędrówki po świecie. Przedstawię zatem stresz­
czenie epizodów, w których opisane są etapy
transformacji trickstera. Rozpocznę od mitów,
w których trickster po raz pierwszy odnosi się do
siebie, wymawiając własne imię .
Wakdjunkaga spotyka bizona, zwodzi go
i zabija, a następnie zdejmuje z niego skórę.
Wszystkie te czynności wykonuje tylko jedną,
prawą ręką. Kiedy jego lewa ręka chwyta mięso
bizona, prawa natychmiast próbuje je wyrwać.
„Oddaj! To moje! " - krzyczy Wakdjunkaga.
„Inaczej potnę cię na kawałki!" - grozi sam
sobie. Obie ręce zaczynają się kłócić i wyrywać
mięso. Następnie prawa ręka kaleczy głęboko
lewe ramię. Dopiero kiedy ręka krwawi, trick­
ster uświadamia sobie, że sam sobie sprawił ten
ból. ledyne na co się wtedy zdobywa to okrzyk:
„Dlaczego to zrobiłem?" .
17

18

19

20

Trickster odwiedza pewnego człowieka, ojca
czwórki dzieci. Dowiaduje się, że karmienie
dzieci odbywa się w określony sposób i tylko
o ściśle wyznaczonych porach. Jeżeli któraś
z reguł zostaje złamana, dzieci umierają. Trick­
ster uprasza człowieka, zwracając się do niego
„bracie" , aby ten pozwolił mu zaopiekować
się dwojgiem z jego potomstwa. Zabiera dzieci
w dalszą podróż. Wie jednak, że jeśli złamie za­
sady opieki nad nimi - ich ojciec będzie go ści­
gać i zabije. Niestety, wskutek łakomstwa trick­
ster zapomina o przestrzeganiu reguł - karmi
dzieci o nieodpowiedniej porze wskutek czego
21

Y

I Y

&gt;

&amp;

umierają. W ten sposób ściąga na siebie zemstę
17

W społeczności Winnebago człowiek nie istnieje

oficjalnie, dopóki nie ma imienia. Patrz: P. Radin, The
Trickster..., s. 134-135.
l%

Ibid., s. 8 [epizod 5].

ich ojca. Udaje mu się ujść z życiem wyłącznie
dlatego, że decyduje się opuścić świat. Skacze do
oceanu. Pływając w poszukiwaniu jakiegokol­
wiek brzegu, trickster mija różne gatunki ryb,
jednak na pytanie o brzeg otrzymuje trzykrotnie
tę samą odpowiedź - brzeg jest niedaleko. Nie
zdaje sobie sprawy, że cały czas płynie wzdłuż
brzegu. Będąc j u ż na lądzie, z a u w a ż a po drugiej
stronie brzegu cień, który bierze za człowieka
wskazującego palcem w jego kierunku. Pyta
zatem: „Bracie, na co wskazujesz?" . Kiedy
nie otrzymuje żadnej odpowiedzi, postanawia
naśladować postawę postaci
drugiej strony
brzegu rzucając wyzwanie - kto dłuzei wytrzy­
ma stoiac nieruchomo w ieden nozycii Po kil
ku godzinach kiedy ogarnia go głód rezygnuie
z bezcelowe^ zakładu Przyblizaiać sie zaś do
taiemniczepo obiektu z a u w a ż a ze tym co brał
za człowieka iest nniak drzewa z wystaiaca pałez i a Mówi wtedy do siebie To dlatego ludzie
n a z ™ mnie Wakdmnkapa plunięć ,eden
Mają rację" .
'
22

-

23

Głodny Wakdjunkaga zauważa nad jeziorem
stado kaczek i postanawia na nie zapolować. Robi
małą paczkę, którą zakłada na plecy. Jego poczy­
naniom przyglądają się zaciekawione kaczki.
Trzykrotnie pytają trickstera: „Co masz w pacz­
ce?" . Dopiero za czwartym razem otrzymują
odpowiedź: „To moje piosenki. Mój żołądek
jest wypełniony smutnymi pieśniami. Niektóre
z nich tak mi ciążyły na żołądku, że musiałem je
zarzucić na plecy. Podczas mojej wędrówki nie
spotkałem nikogo, komu mógłbym zaśpiewać
moje pieśni, a kto mógłby dla mnie zatańczyć.
A nie śpiewałem od bardzo dawna ". Trickster
24

25

21

Podczas swojej wędrówki Wakdjunkaga do napotkanych

po drodze przedmiotów i postaci zwraca się „bracie",
„siostro".
22

Ibid., s. 13 [epizod 11].

19

Ibid.

23

Ibid., s. 14.

20

Ibid.

24

Ibid., s. 14-15 [epizod 12].

25

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Figura trickstera

51

zwabia kaczki, które zgadzają się zatańczyć przy
akompaniamencie jego pieśni. Wakdjunkaga
buduje szałas. Gdy zaczyna śpiewać, ptaki roz­
poczynają swój taniec. Ponieważ tańczą z za­
mkniętymi oczyma (co ma je uchronić przed
zaczerwienieniem oczu) wpadają w pułapkę.
Kiedy bowiem tańczą, trickster porywa je po­
jedynczo, a następnie dusi. Jedna z nich, sły¬
sząc dźwięk „Quack!", otwiera oczy i widzi, jak
trickster ściska za gardło inną kaczkę. Krzykiem
ostrzega swe siostry. Jednak tylko niektórym
udaje się uciec pozostałe kończą żywot nabite
na kije piekąc sie w popiele. Trickster czekając
aż mięso się upiecze, zasypia. Czuwanie nad
piekącymi się kaczkami powierza zaś własnemu
odbytowi zwracając się do niego mój bracie"
Ten iednak me wvwiazuie sie z powierzonego
zadania Pobliskie lisv które zweszvlv oozvwienie kradną mięso akiie na których wcześmei
niekłv sie kaczki chowaia z nowrotem w noniół
tak bv Wakdinnka^a niczego nie zanwazvł 7a
-

niedonilnowanie KaczeK
kaczek trifkster
no przeuuuze
nrzehndze
iiieuopiiiiowaiiie
iricKsier po
nin postanawia
nostanawia ukarać
odhvt nrzvnieka
mu
imarac własnv
wiasny ouuyi,
przypieKa\c\c ero ro77ar7nnvni ooriipm

T^ipHv

1117

nip

mnyp

I n i S ^
' w J
u
? »26. t samo pytanie
x
zywająmniewaKOjunKaga.
po]awi się ]eszcze kilkakrotnie.
Z przedstawionych epizodów wynika, że
trickster stopniowo zdobywa samoświadomość.
Jego przemiana rozpoczyna się od całkowitej
nieświadomości własnego ciała. Początkowo nie
identyfikuje się z nim, wydaje się pozbawiony
jakiejkolwiek tożsamości, nie wie, kim jest, gdzie
się zaczyna jego ciało. Uczy się, że zarówno jego
prawa ręka, jak i lewa należą do niego, że można
używać obydwu. Odczuwa na własnej skórze, że
również odbyt jest częścią ciała i nie może być
traktowany jako coś niezależnego. Odkrywa,
dlaczego został nazwany Wakdjunkaga. Tym,

czego jeszcze nie potrafi, to ponosić odpowie­
dzialność za własne czyny. Nadal wydaje mu się,
że to świat, inni ludzie lub istoty decydują o jego
zachowaniu.
Trickster przedstawiony jest jako istota o nie­
poskromionym apetycie, ukierunkowana na
zaspokojenie głodu fizjologicznego. To ktoś
nieustannie głodny, łakomy, nieznający umia­
ru. Jego egzystencja zogniskowana jest wokół
podstawowych potrzeb fizjologicznych. Jednak
za niepohamowanym głodem trickstera kryje
się coś więcej - głód ten bowiem ujawnia jego
potrzebę do ciągłego pomnażania i wzrastania.
Trickster nigdy nie jest zaspokojony .
27

Warto zwrócić uwagę, że do tego momentu
nie pojawiają się informacje o wyglądzie trick­
stera. Być może spowodowane jest to tym, że
dopiero teraz trickster przeobraża się z pier­
wotnie nieznanej i nieświadomej formy w kon­
kretną postać. Dopiero kiedy zdaje sobie sprawę
z własnego ciała, kiedy je odkrywa, to ciało zdaje
się nabierać kształtów przypominających ludz­
ką sylwetkę. Również dopiero teraz pojawia się
pierwsza wzmianka o genitaliach i seksualności
trickstera.
Wakdjunkaga ma w zwyczaju nosić genitalia
na plecach, w specjalnym pudełku. Początkowo
jest nieświadomy swojej seksualności. Reakcje
własnego ciała komentuje w jednym z epizo­
dów: „To zawsze mi się przytrafia" . Kiedy ob­
serwuje córkę wodza kąpiącą się w jeziorze, po­
stanawia: „To jest odpowiedni czas na zbliżenie
seksualne" . Wysyła swój penis, pod wodą, do
młodej kobiety. Ogromnych rozmiarów genitalia
wystraszają jednak towarzyszące córce wodza
dziewczęta, wskutek cze^o inicjacja seksualna
trickstera zostaje przerwana
28

29

Problematyka płci i seksualności należy do
najbardziej kluczowych motywów całego cyklu

26

Ibid., s. 18 [epizod 14].

28

P. Radin, The Trickster..., s. 18-19 [epizod 15].

27

Zob. analizę Hyde'a na temat źródeł apetytu trickstera:

29

Ibid., s. 19-20 [epizod 16].

ibid. (Slipping the Trap of Appetite), s. 18-38.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�52
mitów o tricksterze. Wśród opowieści przytacza­
nych przez Radina znajduje się epizod, w któ­
rym trickster przemienia się w kobietę. Podczas
wędrówki, kiedy przychodzi zima i kończy się
pożywienie, Wakdjunkaga udaje się do wioski
i pod postacią kobiety poślubia syna wodza
(później rodzi mu dzieci), w ten sposób chro­
ni się przed zimą i brakiem pożywienia. Radin
wskazuje, że wątek przemiany płci pojawia się
również w innych mitologiach Indian północ­
noamerykańskich i bywa różnie interpretowany.
Zmiana płci trickstera często jest traktowana
jako zabawa, żart, na który trickster pozwala
sobie, będąc kimś, komu z definicji nie jest przy—
pisana konkretna postać i płeć Tb trik który ma
p o k a z a ć jak daleko trickster-transeresor może
posunąćsię w przekraczaniu społeczno obycza
jowycheranic- iakie uświęcone zasady iest gotów
złamać. Jednak przemianę trickstera w kobietę
można również interpretować iako Dróbe zemsty
za obelgi iakich doznawał nodczas wcześnie/
szvch wędrówek i konfrontacji z ludźmi i zwier7Ptami W t v m knnkrptrwm mirip n n r h n d 7 a r v m
od Winnehiao naiwaznLszvm rnntvwPm dla
Vt't ó r e g o tricKster
t •k t
K

•
• piec
\'VKKomety,
t'' jestt
przyjmuje
chęć zdobycia pożywienia i przetrwania zimy.

3 0

Mimo że trickster pozbawiony jest konkretnej

Aneta Ostaszewska

Jednocześnie, jak zauważa Radin, transformacja
płciowa to ważna część edukacji seksualnej trick­
stera. Rozpoczyna się ona od rozróżnienia oby­
dwu płci. Dotychczas trickster był istotą o nie do
końca ukształtowanej formie, istotą uzależnioną
od instynktu i żyjącą tak, jakby każda część jego
ciała funkcjonowała oddzielnie i niezależnie od
siebie. Teraz poznaje, czym obie płcie różnią się
od siebie i do czego służą ich genitalia .
W edukacji seksualnej trickstera istotną rolę
odgrywają zwierzęta. Pręgowiec, naśmiewając
się z Wakdjunkagi, podpowiada mu, gdzie geni­
talia powinny być umiejscowione: „Czy to twój
penis, który nosisz na plecach?" - pyta. Trick­
ster, mimo zakłopotania, stosuje się do wska­
zówek pręgowca . Przyjmuje postać zbliżoną
wyglądem do człowieka.
30

31

32

Tradycje europejskie a trickster
Karl Kerenyi traktuje epizody dotyczące sek­
sualności trickstera jako wyraz jego emancypacji.
Pisze: „Fallus jest jego alter ego" . Porównuje
trickstera do greckiego Hermesa, który bywa
przedstawiany właśnie w postaci fallusa . Opie­
kun kupców, patron złodziei i magów, podobnie
33

34

wspaniałego organu mnie pozbawiłeś!" - rozpacza

tożsamości, to jednak w mitach przytaczanych zarówno

trickster, a następnie z pozostałości po genitaliach tworzy

przez Hydea, jak i Radina, najczęściej występuje

rośliny, które mają służyć człowiekowi, m.in. konwalie,

w postaci męskiej. O kobietach tricksterach patrz: L . Hyde,

lilie, karczochy i ryż. Rozstaje się również z pudełkiem,

Introduction, [w:] tegoż, Trickster Makes This World..., s. 8.

w którym wcześniej nosił genitalia. Patrz: Ibid.

31

P. Radin, The Trickster..., s. 38-39 [epizod 38].

3 3

32

Jednak przyjmuje te rady z niechęcią. Atakuje

Mythology, [w:] P. Radin, The Trickster..., s. 182.

K. Kerenyi, The Trickster In Relation To Greek

penisem pręgowca - chce w ten sposób ukarać zwierzę

3 4

za ingerencję w jego seksualność. Pręgowiec skrywa

pudełko trickstera. W jednej z opowieści Klemensa

Zagadką dla Kerenyiego pozostaje jednak tajemnicze

się w dziupli, którą trickster penetruje swym dużych

z Aleksandrii dotyczącej Macedonian Cabiri, Kerenyi

rozmiarów penisem. I m dalej ucieka pręgowiec, tym

odnajduje przykład czczenia Dionizosa, polegający

bardziej rozciągają i wydłużają się genitalia trickstera.

na składaniu w ofierze fallusa przynoszonego

„Ho!" - krzyczy nagle i pośpiesznie wyciąga z dziupli

w specjalnym pudełku. Zwyczaj ten rozpowszechnił

swój penis. „Mój, cóż za haniebny uraz mi poczyniłeś!"

się pośród Etrusków, znany był także w Azji Mniejszej.

- woła. Pręgowiec odgryzł mu genitalia - po dużych

Zastanawiające pozostaje to, że sam Dionizos nigdy nie

rozmiarów penisie został tylko fragment. „Cóż za

był przedstawiany w postaci fallusa. Ibid., s. 182-183.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Figura trickstera

53

jak trickster Winnebago, jest kimś pomiędzy,
nie bóg, ale i nie człowiek, posłaniec i strażnik
światów
Z postacią trickstera łączy Hermesa także
skłonność do oszukiwania i błaznowania. O swo­
jej tricksterowskiej (łotrzykowskiej) naturze
grecki bohater daje znać j u ż pierwszego dnia ży­
cia: kradnie Apollinowi bydło i tworzy lirę, dzię­
ki której łagodzi gniew boga i zatrzymuje jego
zwierzęta. Trickster jednak nie tylko oszukuje
i zwodzi innych, ale również sam bywa oszuki¬
wany i nierzadko pada ofiarą zarówno swoich,
jak i czyichś żartów. Kerenyi zwraca uwagę na
paralelę występującą pomiędzy oszukiwaniem
i głupotą. Te dwie cechy
zdaniem
wsze idą ze sobą w parze W przypadku zaś f i trickstera mitologiczny motyw oszukiwania
jest pierwszy i najważniejszy. Pod tym względem
na przykład Prometeusz który okłamuie Zeusa
może być spokrewniony z tncksterem.
Ciekawe pytania wysuwa Kerenyi, rozważa­
jąc epizod o walce lewej ręki z prawą. Zastana­
wia się, czy Prometeusz i jego brat Epimeteusz
nie byli pierwotnie jedną dualistyczną istotą,
podobną do trickstera . W opowieści o walce
rąk Kerenyi dostrzega nie tyle przejaw głupoty
czy brak elementarnej świadomości trickstera co
do własnego ciała, ale charakterystyczny dla tej
figury element autoironii. „Czy to nie jest tak pyta Kerenyi - że trickster z premedytacją robi
to, co robi, odgrywa krwawą scenę aby wzbudzić
śmiech?" . Czy trickster nie pełni „tradycyjnej"
roli błazna? - to drugie, właściwie retoryczne
pytanie, które natychmiast się pojawia.
35

36

Według Kerćnyiego „coś" z trickstera mają
w sobie również historyjki o życiu rozbójników
i łobuzów, jakie przetrwały od czasów Petroniusza, a których rozkwit nastąpił wraz z twór­
czością Franciszka Rabelais'ego . Ciekawe, że
celem tych historii nie było nigdy pouczanie, lecz
opowiadanie o świetności bohatera. Inną ważną
właściwością tego typu opowieści była tzw. dra­
styczna rozrywka — przemoc zawsze stanowiła
ich nieodłączny element.
37

W mitologii nordyckiej negatywne cechy
trickstera uosabia Loki, demoniczny i złośliwy
bóg zniszczenia, śmierci i oszustwa. To jemu jak piszą Lewis Hyde i René Girard - przy­
pisywana jest odpowiedzialność za śmierć Baldra, boga piękna, dobra i światła. Niezdolny do
przemocy i przez wszystkich kochany, Baldr był
bogiem bez wad, właściwie przeciwieństwem
Lokiego. Pewnego dnia zaczęły nękać go sny
o własnej śmierci. Wtedy jego matka, by uchro­
nić syna, zaklęła wszystkie byty - oprócz jemioły
- żeby nie stały się przyczyną jego śmierci. Kiedy
towarzysze zabaw na wszelkie możliwe sposoby
próbowali razić iego ciało żaden cios nie był
w stanie mu zaszkodzić. Jednak kiedy zjawia się
Loki i w reke Hotera niewidomego brata Baldra
wkłada gałązkę jemioły jej dotknięcie zabija go'
Loki winny śmierci dobrego bosa zostaie orzy '
kuty'do skały ^dzie za kare na i e twarz nada
jad węża znajdującego się nad nim .
38

39

TO

40

Choć w niektórych mitologiach trickster ucho­
dzi explicite za sprawcę zła na świecie, to dopie­
ro wraz z rozpowszechnianiem chrześcijaństwa
utożsamiony został z szatanem i kusicielem .
41

35

Ibid., s. 180-181.

38

L . Hyde, Trickster Makes This World, s. 101.

36

Ibid., s. 181.

3 9

R. Girard, Kozioł

37

Ibid., s. 175. Michail Bachtin pisze, że właśnie

w powieściach Rabelais'ego ambiwalentny śmiech

ofiarny, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź

1987, s. 100-104.
40

L . Hyde, Trickster..., i. 102.

(właściwy tricksterowi) osiągnął punkt kulminacyjny.

41

Trickster własnym przykładem nauczył ludzi postę­

Patrz: M . Bachtin, Twórczość

pować nieuczciwie: kłamać, kraść, wykorzystywać innych

Franciszka Rabelais'ego

a kultura ludowa średniowiecza

i renesansu, Wydawnictwo

Literackie, Kraków 1975, s. 173.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

itd. Patrz, co na temat interpretacji mitu przez Winnebago
pisze Radin: P. Radin, The Trickster, op.cit., s. 149.

�54

Aneta Ostaszewska

Na konotacje figury trickstera z ludowym wize­
runkiem średniowiecznego diabła zwraca uwagę
Carl G. Jung. Diabeł w średniowiecznych opi­
sach ludowych przedstawiany był jako „prostak"
i „błazen". Określany jako simiadei, czyli „małpa
Boga", uchodził za istotę złośliwą, skorą do pła­
tania ludziom psikusów, sprowadzającą ich na
złą drogę . Najważniejszy motyw tricksterowski Jung odnajduje w opisach średniowiecznych
karnawałów. W średniowieczu w pierwszy dzień
nowego roku we francuskich kościołach obcho­
dzono święto, w którym uczestniczyli klerycy,
dzieci i diakoni. Wybierano wówczas biskupa
dzieci, który przebrany w papieski płaszcz skła­
dał oficialna wizytę w pałacu arcybiskupa Pod
koniec X I I wieku zwyczai ten przybrał formę
festum stultorum czyli święta głupców Jung
podaje ze w raporcie z 1198 roku znalazła się
notatka według którei podczas święta obrzezania
(Feast ofCircumcision.obchodzonego na noczat
ku nowego roku w katedrze Notre Dame zostało
popełnionych tyle nikczemnych i wstydliwych
42

43

^ v n ó w ze święte mieisce zostało zbezczeszczone
nJtvlk'o nr. J . n r o ś i *artv ale n r . e . n a l a n i e

me tyiKo przez sprośne żarty,
przez przelanie
Krwi M i m o nawoływań papieży. m . i n . I n n o c e n ­
tego n r , ao opamiętania się i n a r z u c e n i a „zartow
i szaleństwa, Które roDią z Kleru posmiewisKo

C G. Jung, On The Psychology OfThe Trickster Figurę,

s.

194-195.
43

44

45

45

46

Zdaniem Junga archetyp trickstera jest wciąż
obecny: przypisywanie złośliwych intencji przed­
miotom, mówienie o „chochlikach", popełnia­
nych „gafach" - to wszystko są motywy tricksterowskie, dla Junga jednoznaczne z archetypem
„Cienia" .
Mity o tricksterze przedstawiają zatem nie
tylko odległą przeszłość, ale także teraźniej­
szość każdego człowieka. Mogą być odczytywa­
ne i wciąż interpretowane na nowo. Paul Radin
pisze: „To właśnie stanowi o uniwersalnym uro­
ku figury trickstera, który stał się wszystkim - bó­
stwem, zwierzęciem, ludzką istotą, bohaterem,
bufonem, błaznem. Kimś, kto był przed dobrem
i złem. Śmiejąc się z niego, śmiejemy się z sie­
bie, a to, co spotyka jego, spotyka nas" . Warto
o tym pamiętać.
47

4 7

Jung pisze, że „Cień" (czyli trickster) jest czymś na

wzór błędu, faux pas, który zapisywany jest jako wada

Ibid., s. 196-197.

naszej świadomości. Nasz osobisty „Cień" jest pochodnym

Ibid.

tego zbiorczego archetypu. Pęka od uderzenia cywilizacji,

Święto osia traktowano jako błazeńskie wspomnienie

zostawiając ślady w folklorze, a te często trudno jest

ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu. Patrz: Ibid., s. 198.
4 6

44

48

zwyczaj.obchodzenia święta przetrwał do A V
wieku. Kościół nadal nawoływał do porzucenia

42

niemoralnych praktyk, w których „[...] nawet
księża i klerycy biorą udział i podczas których wy­
biera się arcybiskupa, biskupa lub papieża, który
nazywany jest papieżem głupców" (fatuorum
papam). Motyw tricksterowski odnaleźć m o ż ­
na również w obchodzonym w średniowiecznej
Francji święcie festum asinarium (święto osła) .
Głównym bohaterem był osioł, a procesja z jego
udziałem przechodziła przez kościół. Po zakoń­
czeniu każdej części mszy kongregacja wiernych
wydawała z siebie odgłosy przypominające ryki
osła .

Jung przywołuje XI-wieczną notatkę, w której czytamy:

rozpoznać. Współczesny człowiek nie podejrzewa nawet,
że to jego własny, głęboko ukryty „Cień" może być tą siłą

„Na zakończenie mszy zamiast słów: ite missa est, ksiądz

płatającą figle.

ryczał trzykrotnie, a kongregacja zamiast słów: Deo

48

P. Radin, The Trickster..., op.cit., s. 168-169.

gratias, odpowiadała również trzykrotnie Y-a" (Jung
przypomina, że bóg Żydów był wulgarnie wyobrażany
jako osioł); Patrz: Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11468" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11446">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce9024d04e29b9abbd70c44e2e6c9cca.pdf</src>
        <authentication>dbca3d39340541799f8ca009ab4494da</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136619">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5590</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136620">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136621">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5198</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136623">
                <text>Biała forma, czarna treść / Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136624">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.31-45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136625">
                <text>Rzońca, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136626">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136627">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136628">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136629">
                <text>Joanna I
I

Rzońca

u

n

w

1 9

8

2

n

Ukończyła stosunki etniczne i migracje m i ę d z y n a r o d o w e ( 2 0 0 5 ) na

Wydziale Studiów M i ę d z y n a r o d o w y c h i Politycznych UJ oraz filmoznawstwo ( 2 0 0 5 )
na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ. Obecnie jest doktorantką

I

(nauki humanistyczne, specjalność nauki o sztuce) W Z i K S UJ, a także nauczycielką

I

wiedzy o kulturze w IV L O w Krakowie. Obszar jej zainteresowań badawczych

I

obejmuje problematykę tożsamości kulturowej w wieloetnicznych społeczeństwach

I

Australii i Kanady oraz t o , w jaki sposób zagadnienia tożsamościowe przedstawiane są

|

w sztuce tych krajów - malarstwie, literaturze i filmie.

Biała forma, czarna treść
czyli problemy t w ó r c ó w
aborygeńskich w rzeczywistości
australijskiej XX i XXI wieku

1. Problem pierwszy - kwestia
autentyczności
iali kolonizatorzy, zdobywając kolejne
i
Nowe
Światy, narzucali podbitym lu­
:dom swoje postrzeganie rzeczywistości.
To inne postrzeganie zawierało się nie tylko
w sposobie myślenia, ale także w materialnej
formie, którą nadaje się myśli, by móc się nią
podzielić z członkami swojej społeczności. Dla
Europejczyków czas ma postać linearną. W a ż ­
ne dla nich wydarzenia umieszczane są więc
symbolicznie na osi CZ3-SU która „przyrasta" od
lewej strony do prawej, co ułatwia chronolo­
giczne porządkowanie faktów. Konsekwencją
takiego systemu myślenia jest też sposób stoso­
wania pisma Druea w a ż n a sprawa iest potrzeba
graficznego zapisu mowy, by nawet człowiek

B

ILUSTR. TOMASZ BOHAJEDYN

�32
oddalony od osoby piszącej w czasie i prze­
strzeni mógł jej myśl odczytać i z niej korzystać.
Dla Europejczyków czymś naturalnym jest za­
pisywanie historycznych wydarzeń, wyników
badań, naukowych i filozoficznych koncepcji,
następnie gromadzenie tych zapisów tworzących
kolektywne dobro, z którego czerpać mogą inni
(umiejący posługiwać się pismem) członkowie
społeczności.
Z takim postrzeganiem rzeczywistości Euro­
pejczycy wyruszyli na podbój świata. W wielu
miejscach natknęli się na społeczności, które
pisma nie znały, co według białych świadczyło
o niskim poziomie tych kultur. Przykładem ta­
kiego lądu jest Australia, której pierwsi koloni­
zatorzy (Aborygeni) nie posługiwali się pismem,
a co więcej - początkowo nie mogli w ogóle
zrozumieć tego systemu znaków. Wiązało się
to między innymi z odmiennym odczuwaniem
czasu, historii, ale także przestrzeni. Porzućmy
tu rozważanie, dlaczego pierwsi Australijczycy
nie wypracowali żadnego graficznego zapisu
mowy Odpowiedzi na to pytanie z przyzwoitym
skutkiem udzielił chociażby Jared Diamond
w Strzelbach zarazkach maszynach' przed sta
wiaiac te kwestie w kontekście orólnoświato
wvch różnic w rozwoiu noszczerólnych cywi
hzacji.
Dla Aborygenów w a ż n a była (i nadal jest)
zbiorowa pamięć, która swą materialną formę
zyskuje nie poprzez graficzny znak będący za­
pisem mowy, ale konkretnego człowieka, który
jest jedynym możliwym przekaźnikiem treści
0 charakterze literackim. W tym sensie tradycyj­
na literatura Aborygenów, przybierając formę

1

J. Diamond, Strzelby, zarazki, maszyny, Prószyński

1 S-ka, Warszawa 2000, s. 351-385.
2

H . Belting, Antropologia obrazu, Universitas, Kraków

2007, s. 73.
3

J u ż samo określenie „twórca aborygeński" może

Joanna Rzońca

jedynie ustną, była nietrwała, tak jak nietrwałe
jest ludzkie życie, oraz zmienna, gdyż jej kształt
był całkowicie zależny od niedoskonałej pamięci
człowieka. Hans Belting w Antropologu obrazu
przywołuje afrykańskie przysłowie mówiące
0 tym, że gdy umiera stary człowiek, to tak jak­
by spłonęła cała biblioteka . Słowa te świetnie
obrazują rzeczywistość kulturową Aborygenów
sprzed przybycia do Australii białych osadni­
ków.
Po roku 1788 wszystko w świecie Aboryge­
nów uległo zmianie, do czego przez długi czas
nie byli w stanie się dostosować - pod koniec
X I X wieku sądzono nawet, że rdzenni Austra­
lijczycy znikną z powierzchni Ziemi. Tak się nie
stało, a co więcej Aborygeni nauczyli się tworzyć,
wchodząc w dyskurs białego człowieka i korzy­
stając z jego systemu znaków. W dużej mierze
przyczyniło się do tego objęcie aborygeńskich
dzieci obowiązkiem szkolnym - to właśnie szko­
ła stała się miejscem, w którym Aborygeni zostali
wtłoczeni w dyskurs białej kultury, nauczyli się
odczytywać komunikaty kulturowe białych lu­
dzi a późniei tworzyć własne ale i u ż według
nowych reguł. Początkowo ziawisko to dotyczy
ło sztuk plastycznych, później także literatury.
2

1 tu, w kwestii dotyczącej literackiej działalności
współczesnych twórców aborygeńskich, narosło
najwięcej kontrowersji. Atakowano czarnych pi­
sarzy jakże trudnym pytaniem o autentyczność
ich działalności.
Właśnie szeroko pojęta autentyczność jest
jednym z podstawowych problemów współcze­
snych twórców aborygeńskich , i to zarówno
tych zajmujących się literaturą, jak i tworzących
3

„Aborygeni" jest nazwą własną rdzennych mieszkańców
Australii, i w tym sensie wszystko, co jest związane
z życiem i twórczością tych ludzi, może być określone
przymiotnikiem „aborygeńskie". Przymiotnik taki
stosowany jest przez wielu antropologów i socjologów,

budzić pewne kontrowersje na płaszczyźnie poprawności

których zainteresowania badawcze oscylują wokół życia

językowej. W niniejszym artykule przyjmuję, że pojęcie

codziennego i kultury Aborygenów.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Biata forma, czarna treść

na płaszczyźnie sztuk plastycznych. Obrazowo
tę kwestię można przedstawić pytaniem: jak
wiele czarnego musi być w czarnym, by nie zo­
stało uznane choćby w najmniejszym stopniu
za białe? Który z pisarzy, poetów czy artystów
w ogóle może nazwać siebie twórcą aborygeńskim? I gdzie dopatrywać się wyznaczników
jego aborygeńskości? Czy tylko w pochodzeniu,
czy także w sposobie ekspresji artystycznej ? Czy
w ogóle w X X i X X I wieku można mówić o au­
tentycznej sztuce Aborygenów?
Te pytania są w gruncie rzeczy pytaniami
0 artystyczną wiarygodność czarnych australij­
skich twórców. Wiadomo przecież, że sztuka
dzisiejszych Aborygenów nie jest taka, jaką była
w epoce przedkontaktu , że jest tworzona i od­
bierana z uwzględnieniem standardów europej­
skich i wpisuje się w dyskurs kulturowy wypra­
cowany przez białych. Dlaczego? Gdyż inaczej
aborygeńscy twórcy skazaliby samych siebie na
artystyczny niebyt - zbyt mało mają bowiem od­
biorców wśród rdzennej ludności australijskiej
4

1 paradoksalnie ich twórczość skierowana jest
głównie do białych. Chcąc więc zaistnieć w ob­
rębie głównego nurtu, czarny twórca australijski,
nawet jeśli nie do końca mu się to podoba, musi
przynajmniej w pewnym stopniu przyjąć zasady
obowiązujące w białym świecie. I tutaj właśnie
rodzi się problem wspomnianej j u ż autentycz­
ności - czy czarna treść wlana w białą formę
nadal będzie czarna?
Tę kwestię bardzo trudno jest jednoznacz­
nie rozstrzygnąć. Aby choć trochę zbliżyć się
do podania jakiejkolwiek odpowiedzi na tak
postawione pytania, należy przyjrzeć się bliżej
twórczości konkretnych artystów. Problem roz­
patrywać można na co najmniej dwóch płasz­
czyznach - w zależności od rodzaju twórczości

4

Epoką przedkontaktu zwany jest czas poprzedzający

33
danego artysty. Z jednej strony mamy artystów
zajmujących się sztuką o charakterze wizual­
nym, z drugiej tych, dla których tworzywem
jest przede wszystkim słowo. Sztuki plastyczne
rdzennych mieszkańców Australii związane były
zawsze z naturą, otaczającym ich światem przy­
rody oraz mitycznymi wydarzeniami. Tworzone
przez Aborygenów wizerunki spełniały zazwy­
czaj religijne i magiczne funkcje, a ze względu
na specyfikę ich koczowniczego trybu życia były
porziiCcine po odegraniu swojej roli. Cechy trwa­
łe miały jedynie malowidła naskalne, które nie­
kiedy nawet odnawiano lub przemalowywano.
Z chwilą pojawienia się pierwszych europej­
skich osadników, a nieco później, pod koniec
X I X wieku, także pierwszych antropologów,
Aborygeni spostrzegli, że ich kultura może stać
się swoistym towarem, m o g ą c y m i m pomóc
przetrwać w nowej rzeczywistości świata bia­
łego człowieka. O ile tradycyjna aborygeńska
obrzędowość w mniejszym lub większym stop­
niu (w zależności od rejonu Australii) zaczęła
zanikać, o tyle sztuka zdołała przetrwać, choć
najczęściej w zmienionej formie. Działo się
tak ze względu na jej atrakcyjność dla białych
przybyszów którzy zaczęli kupować wyroby tu­
bylców. Zjawisko to spowodowane było dużym
rozkwitem etnografii i antropologii w pierw¬
szych dekadach X X wieku którego echem był
późniejszy rozwój tzw etnoturystyki.
W ten sposób przetrwało malarstwo na korze,
które za sprawą misjonarzy i handlarzy sztuki
w latach 30. X X wieku przeżywało swój rene­
sans. Lata 50. przyniosły rozwój handlu malowi­
dłami na korze, a w latach 60. X X wieku można
j u ż było mówić o pewnego rodzaju „przemyśle" .
Moda na aborygeńskie pamiątki malarskie wpły­
nęła jednak na zmianę stylu tych malowideł.
5

5

M . Solińska, Współczesna

sztuka tubylców

australijskich,

spotkanie z białym człowiekiem, czyli okres, który kończy

[w:] Ludy i kultury Australii i Oceanii, red. E. Pietraszek,

się wyprawami Cooka oraz przybyciem Pierwszej Floty

B. Kopydłowska-Kaczorowska, Wydawnictwo

w 1788 roku.

Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1996, s. 19.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�34

Joanna Rzońca

Artyści chcąc jak najlepiej zarobić, sugerowali się
wyborem klienta i swoje następne prace kształ­
towali na wzór najczęściej wybieranych przez
kupujących obrazów. Zaprzestawali natomiast
umieszczania motywów, które były mniej po­
pularne. Poza tym pewne elementy narzucano
artystom na wpół świadomie - początkowo za­
kazywano na przykład przedstawiania postaci
ludzkich z zaznaczonymi narządami płciowymi,
ä z czasem okazywało się, że to właśnie te zakazsne elementy uznawane $q paradoksalnie Zä
wyznacznik etnograficznej autentyczności ob­
razu. Artyści więc, chcąc zwiększyć atrakcyjność
swoich prsc w oczach nabywców, umieszczali
genitalia i to w wyolbrzymionych rozmiarach
Aborygeńscy artyści na różne sposoby próbowa¬
li sie odnaleźć w świecie narzuconym im przez
białych. Zazwvczai bvło to dopasowywanie swo
iei twórczości do estetycznych unodobań koloni
zatorów. Niekiedy jednak tradycyjne techniki nie
wystarczały i Aborygeni zmuszeni byli do poszu
kiwania noweao med.nm Tak hvło w nrzvnad
kn malarzv z niesienia AranHa ktorzv od 1 936
roki, JcZw L n w . ć . k w . r e l e i L n i « i . k n
6

_

a

tXzwan^'szkolaakwarystów"
W 1934 roku do misji Hermannsburg przy­
byli dwaj biali malarze, John Gardner i Rex
Battarbee, którzy malowali obrazy okolicy. Zor­
ganizowali oni wystawę swych prac, na którą
przychodzili także Aborygeni. Eksponowane ob­
razy zrobiły na tubylcach bardzo duże wrażenie
- nie ze względu na to, że nigdy czegoś podobne­
go nie widzieli, ale dlatego, iż w prezentowanych
pracach rozpoznawali znane sobie miejsca. Jed¬
nym z nich był urodzony w 1902 roku najsłyn­
niejszy malarz aborygeński Albert Namatjira ,
który z misją związany był od dzieciństwa. To,
co zobaczył na owej wystawie, wpłynęło na jego
decyzję o poświęceniu się malarstwu. Malarstwo
Namatjiry utrzymane jest w europejskiej manie­
7

8

6

M . Dolińska, op.cit., s. 13.

7

M . Dolińska, op.cit., s. 27.

rze realistycznej i nie ma prawie żadnych związ­
ków z tradycyjną sztuką Aborygenów, której wy­
różnikiem jest symbolizm. Jego sztukę cechuje
brak postaci ludzkich oraz prawie całkowity brak
sylwetek zwierzęcych - Namatjira bowiem ma­
lował jedynie pejzaże. Wśród Arandów Namatji­
ra znalazł wielu naśladowców i kontynuatorów,
którzy z malowania uczynili swój zawód i dzięki
jego sławie odnosili szereg sukcesów, choć może
już nie tak spektakularnych. Dużą rolę odegra­
li tu misjonarze, którzy stali się pośrednikami
w sprzedaży obrazów i dostarczali niezbędnych
materiałów. W ślady Namatjiry poszli wszyscy
jego synowie a także dwóch wnuków Za naj¬
zdolniejszych artystów z plemienia Aranda uwa-

8

„Namatjira" to przyjęte jako nazwisko plemienne imię

ojca.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�Biata forma, czarna treść

35

ża się trzech braci Pareroultja . Innymi twórcami
związanymi z misją Hermannsburgbyli Richard
Moketarinja, Walter Ebatarinja i Henoch Raberaba. Wszyscy oni pobierali lekcje bądź u Reksa
Battarbeeego, bądź u Namatjiry.
Wspólną cechą malarstwa wszystkich wy­
mienionych Arandów było przedstawianie kra­
jobrazu okolic, w których się wychowali, czyli
przede wszystkim Gór McDonnela otaczających
misję Hermannsburg. U części artystów widać
świadome, bądź na wpół świadome, nawiązywa­
nie do tradycyjnej sztuki Arandów, ujawniające
się przez wtapianie symbolicznych elementów
w krajobraz, na przykład jako pnie drzewa czy
cienie skał. Widoczne jest to choćby w twórczo­
ści Edwina i Otta Pareroultjów oraz Richarda
Moketarinjy. Malarstwo Arandów jest ciekąwym zjawiskiem w historii sztuki australijskiej.
Nie należy zapominać że w całei Australii było
dużo artystów wywodzących się z rdzennej lud¬
ności jednak ci związani z misją Hermanns¬
burg zdobyli największy rozgłos i uznanie Ich
twórczość iest orzykładem oróby artystycznego
samookreślema i odnalezienia się Aborygenów
w społeczeństwie australiiskim także na płasz
czyźnie sztuki Tednak wracaiac do kwestii au
tentyczności ich działalności twórczej właśnie
i ako twórczości czarnei" Drzvznać 'trzeba że
9

L n n ^ n r n n l l n , ^
lesi ona mocno oysicusyiiia.
Zarzuty nieautentyczności (oczywiście na
płaszczyźnie „etnograficznej") kierowane są
również do aborygeńskich pisarzy i poetów. Tu­
taj problem sięga o wiele głębiej, gdyż dotyczy nie
tylko sporu o formę, ale także tego, czy aborygeńskiemu twórcy w ogóle wolno zapisywać swoje

9

Podobnie jak Namatjira, nazwisko braci Pareroultja to

plemienne imię ich ojca.
10

Teresa Podemska-Abt wyróżnia kilka okresów

utwory. Dlaczego? Twórczość literacka pierwot­
nych mieszkańców Australii miała charakter oratorski, przed pojawieniem się białego człowieka
Aborygeni nie posługiwali się pismem. Do naj­
wybitniejszych osiągnięć tak zwanej Literatury
Tradycji Ustnej należą eposy Djanggawul i Kunapipi - oba spisane dopiero przez etnografów
— oraz zbiór aborygeńskich opowieści o charak­
terze mitycznym, które pisemną formę zyskały
także dopiero po przybyciu białego człowieka.
O współczesnej literaturze aborygeńskiej moż­
na mówić dopiero od 1961 roku . Na fali zmian
społecznych tamtego okresu cześć rdzennych
mieszkańców Australii zaczęła walczyć o swo¬
je Drawa także piórem. Wtedy też podniesiony
został wspomniany i u ż problem zapisywania
aborygeńskich utworów. O ile jednak takie za
rzuty nie miały dużei siłv przebicia exlvż każdy
racionalnie myślący człowiek nie kwestionował
wartości literatury czarnych twórców tylko dla
y
y
y
tecrn że miała nna nnstać utrwalona na niśmie
10

11

o fyle trndnieł mz hyłn nnradzić snhie z inneaó
rnLłn
J r L . L Z
które t . k . e
, r L
7

australijskich. Antologia literatury
2003.
11

BARBARZYŃCA

7

tubylców
aborygeńskiej,

Wydawnictwo Krytyki Artystycznej Miniatura, Kraków

na charakter współczesnej literatury aborygeńskiej.

3 (13) 3DD8

7

Ustnej. Patrz: T. Podemska-Abt, Świat

w dziejach Aborygenów, które znacząco wpłynęły
Pierwszym z nich jest właśnie okres Literatury Tradycji

7

roazaju zastrzeżeniami, Które raKze zaczęto
w i ai i u yi 11 czasie wysuwać.
Podstawowym zarzutem był fakt pisania po
angielsku, czyli w języku „białego najeźdźcy" niektóre ekstremalne środowiska czarnych Au­
stralijczyków dyskryminowały takiego twórcę,
który określał siebie mianem twórcy aborygeńskiego. Chociaż problem był - i nadal jest - dość
poważny, wielu czarnych pisarzy i poetów nie
rezygnuje jednak z pisania po angielsku, jest to
bowiem dla nich jedyna możliwość zaistnienia
na płaszczyźnie literackiej. Tradycyjna mowa
rdzennych mieszkańców Australii obejmuje zbyt
wiele dialektów i narzeczy którymi posługuje się

A. Shoemaker, Black
Canberra, 2004.

Words

&gt;

W

h

i

t

e

Pa

g,
e

A

N

U

Press,

�Joanna Rzońca

36
stosunkowo nieliczna grupa potencjalnych od­
biorców, więc pisanie tylko i wyłącznie w języku
swoich przodków byłoby dla aborygeńskich lite­
ratów rodzajem twórczego samobójstwa. Wybór
angielskiego jako języka literackiej wypowiedzi
wiąże się dodatkowo z przyjęciem pewnego
białego dyskursu kulturowego objawiającego się
w formach literackich, jakie przybierają utwo­
ry aborygeńskich twórców. „Nie jest bowiem
możliwe - pomimo najlepszych intencji
chowanie »nieskażonej tożsamości«, jak gdyby
w Australii nie było ostatnich dwustu lat kolo­
nizacji" . Powieść, dramat to formy obce aborygeńskiej tradycji, także współczesna poezja
twórców aborygeńskich różni się od utworów
wykonywanych przez ich przodków.

odnaleźć się w głównym, czyli zdominowanym
przez białego człowieka, nurcie australijskiej
kultury. Ten problem sytuacji czarnego pisarza
w Australii podejmuje w swoim wierszu Mono­
pol poetka Bobby Sykes. Przedstawia ona abory­
geńskiego pisarza jako czarną lalkę odrzucaną
przez środowisko rdzennej ludności za swoją
nieautentyczność, a równocześnie z paternali¬
zmem i pobłażaniem, które nie mają nic współszacunkiem, traktowaną przez białych:
„Grupki białych nad świeczkami,
Grają w życie i bogactwa,
Czarna lalka puka do drzwi,
(Wpuście ją, niech nas zabawi),
Lalko mów; lalko bredź; lalko pleć; (...)

12

Jednak czy owa biała forma może wybielić
znajdującą się w niej czarną treść? Na to pytanie
aborygeńscy pisarze i poeci odpowiadają prze­
cząco, a część z nich podkreśla to symbolicznym
odrzuceniem białego nazwiska. Odejście od
nazwiska „narzuconego" przez kolonizatorów
jest zjawiskiem częstym w światowej literaturze
postkolonialnej i zawsze jest wyrazem poszu¬
kiwania samookreślenia twórców i zaznaczęniem wagi ich kulturowych korzeni. Tę drogę
podkreślenia swej aborygeńskości wybrali na
przykład Mudrooroo Narogin/Nyoongah (Colin
Johnson) Oodgeroo Noonuccal (Kathy Walker)
Mawbana Pleregannana (Jimmy Everett)

Grupki czarnych gdzieś w ciemnościach,
Podejmują niewątpliwie słuszne decyzje,
Czarna lalka puka do drzwi
(Wpuście mnie, ja wam pomogę),
Spływaj stąd nie czarna - czarna,
Pomóc mogą czarni czarni. (,..)"
14

13

Dla niektórych środowisk aborygeńskich
zmiana nazwiska to jednak zbyt mało, by móc
uważać się za aborygeńskiego twórcę, a przyjęcie
białego dyskursu kulturowego jest niedopusz­
czalne - więc nie wśród wszystkich „swoich"
czarny twórca jest dobrze postrzegany. Z drugiej
strony nie potrafi, a co najważniejsze nie chce,

12

Z. Białas, Słowo

rygeńskjm,

o tym, jak, (trudno) być pisarzem abo-

[w:] Wśród pustyń,

Spotkania z kulturą Aborygenów

buszu, lasów
i Papuasów,

i

ogrodów.
red. K. Kuja-

W utworze tym Sykes uświadamia odbiorcom
rozdarcie aborygeńskich twórców funkcjonujących
z racji swego pochodzenia, ale też literackiej dzia­
łalności, w białej i czarnej rzeczywistości. Pokazuje,
jak bardzo kwestia autentyczności jest niejedno­
znaczna, i daje do zrozumienia, że tak naprawdę
w tej kwestii nikt nie ma monopolu na rację.

2. Problem drugi - artystyczna jakość
Choć ten problem nie jest tak skomplikowany
i wielowątkowy jak rozstrzyganie o opisywanej
wcześniej autentyczności, jest bardzo poważ-

13

Zobacz: Z. Białas, op.cit., s. 113-119.

14

B. Sykes, Monopoly (przekład Z. Białas), za: Z. Białas,

op.cit., s. 119.

wińska-Courtney, B. Kopczyńska-Jaworska, A. NadolskaStyczyńska, Uniwersytet Łódzki, Łódź 2003, s. 114.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Biata forma, czarna treść

ny. W wielu przypadkach twórczej działalności
Aborygenów jakość artystyczna ich wytworów
pozostawia niestety wiele do życzenia. Szcze­
gólnie widoczne jest to na płaszczyźnie sztuk
plastycznych - malarstwo i wyroby rękodziel­
nicze rdzennych mieszkańców Australii bardzo
szybko uległy komercjalizacji, co spowodowało
znaczne obniżenie ich walorów artystycznych.
Dziś lwia część wytworów czarnych „artystów"
przeznaczona jest dla potrzeb turystyki i ma
tak naprawdę niewiele wspólnego z obiektami
służącymi na przykład do rytualnych obrzę­
dów, do miana których przedmioty takie często
pretendują lak wiec widać znikoma jest także
ich wartość etnograficzna. O ile wysoki poziom
artystyczny dzieł Namatjiry
braci Parero
ultia est bezdyskusyjny o tyle ' aborygeńskie"
etnoobrazki, pamiątki i ozdoby dostępne na
wszelkiego rodzaiu bazarach ze sztuka przez
duże S"maia niewiele wsnólńero Problem ten
iednak dotyczy nie tylko Australii ale właściwie
wszvsrkich naństw nostkolonialnwh w którvch
dobrze rozwija się gałąź turystyczna.'
Komercjalizacja sztuki ludowej nie jest w hi­
storii niczym nowym. W Europie podbudowę
pod to zjawisko dała epoka romantyzmu wraz
ze swoim - wybiórczym przecież - zaintereso­
waniem szeroko pojętą ludowością. Kolejnym
krokiem w tym kierunku była estetyka przełomu
X I X i X X wieku, gdy wątki ludowe znów stały
się bardzo modne, a twórcy europejscy zaczęli
szukać inspiracji wśród ludów pierwotnych,
których maniery artystyczne często naślado­
wali (dobry jest tu przykład Paula Gauguina).
Pierwsza połowa X X wieku przyniosła również
wielki rozwój etnografii - prace Bronisława Ma­
linowskiego
Ruth Benedict stały się zna.ne
w środowiskach nie tylko naukowych. Wszystko
to sprawiło że zainteresowanie tak zwanymi
kulturami pierwotnymi" znacznie wzrosło
a posiadanie jakiegoś egzotycznego dzieła sztuki
było bardzo pożądane. Zapanowała moda na nie
do końca sprecyzowaną „etmczność".

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

37
Te ogólnoświatowe trendy wykorzystali też
twórcy aborygeńscy, którzy w białych zaczęli do­
strzegać j u ż nie tylko najeźdźców, ale też klien­
tów. Ponieważ popyt na wyroby rękodzielnicze
był duży, zwiększyć się też musiała „produkcja",
a co za tym idzie - obniżyła się jakość. Zwięk­
szenie liczby przedmiotów do sprzedania ozna­
czało, że twórca mógł poświęcić mniej czasu na
ich wykonanie, więc był w swej pracy mniej do­
kładny, jego dzieła mniej dopracowane, a często
nawet niedbałe. Szybko okazało się jednak, że
białemu można sprzedać prawie wszystko, pod
warunkiem że się to odpowiednio przedstawi.
Obecnie bardzo trudno jest odróżnić aborygeńskiego twórcę prezentującego wysoki poziom
artystyczny (szczególnie ieśliiest to twórca bar
dzo płodny) od kogoś masowo produkującego"
oamiatkowe obrazki Sa iednak i tacy którym
udało się zaprezentować swoją twórczość w cenionvch 'galeriach i to nie tylko w Australii
Należą do nich miedzy innymi Paddv Oarlton
Fmilv K n o w a n i e Fuhana NamniHin czv Rn'
bert Thomas którego prace podziwiać można
w National Gallery of Australia
Kwestia artystycznej jakości jest również
sprawą istotną przy analizowaniu literackich
utworów czarnych Australijczyków. Niestety tu
także nie zawsze ma się do czynienia z twór­
czością najwyższych lotów. Nie jest bowiem tak,
że wystarczy mieć aborygeńskie pochodzenie
i poruszać w utworach ważkie problemy swojej
społeczności, by być dobrym poetą czy pisarzem.
Utwory mające mniejsze lub większe znamiona
grafomanii nie należą bynajmniej do rzadkości.
Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierw­
sze po pióro sięgają często osoby mocno zaan­
gażowane w społeczne problemy Aborygenów
(takie jak emancypacja kulturowa czarnych Au­
stralijczyków, rozliczenie z trudnym okresem
kolonizacji i doświadczeniami „skradzionego
pokolenia", walka o odzyskanie ziemi), które
w ten sposób prowadzą polityczną bądź okołopolityczną działalność. Osoby te nie zawsze

�Joanna Rzońca

38
obdarzone są literackim talentem, a żaden utwór
- nawet ten zrodzony pod wpływem najwznio­
ślejszej ideologii - nie obroni się, jeśli jest słaby
warsztatowo. Uwikłanie w ideologię to zresztą
dość duży problem aborygeńskich literatów, któ­
rzy nierzadko wykorzystują swoje utwory jako
narzędzie propagandowe, służące celom poli­
tycznym, a dopiero w drugim rzędzie zwracają
uwagę na walory artystyczne. To jest pułapka,
w którą wplątywali się i nadal się wplątują ar­
tyści na całym świecie: kiedy twórczość zostaje
podporządkowana jakiejś konkretnej ideologii,
zazwyczaj traci na tym strona estetyczna dzieł.
Łatwo wówczas popaść w zbytnie uproszczenia
i schematy które sprawia że utwór niezamierzenie stanie się naiwny i groteskowy. Z trudnością
ta nie poradził sobie na przykład Lionel Fogarty.
W \Jo ooemacie Jestem Imarbara - eeneraca
egzystencji możemy przeczytać
-

„Jestem krewnym wszelkiego stworzenia (...)
Świat jest moim narodem
Ziemia jest moją matką
Czarny człowiek jest z tej ziemi
Czerwony człowiek jest z tej ziemi
Żółty człowiek jest z tej ziemi
Ale gdzie jest dom białego obłąkanego
człowieka
On ma na myśli zadawanie gwałtu swojej
własnej matce ziemi (...)"
15

W utworze tym pełno jest ogranych zwrotów
w rodzaju „ziemia jest moją matką", których
autorowi nie udało się przedstawić w świeży,
intrygujący dla czytelnika sposób, a taką prze­
cież jako poeta miał rolę. Bardzo razi także na¬
zbyt uproszczony podział świata proponowany
w wierszu: biały c z ł o w i e k - zły, inne rasy - dobre.
Od kogoś pretendującego do miana poety ocze­
kiwać można większej finezji. Podobne „błędy"

15

L . Fogarty, Jestem Imarbara - generacja ezystencji, [w:]

T. Podemska-Abt, op.cit., s. 16.

Fogarty popełnił, pisząc Memorandum do nas.
Na szczęście Australie oddano właśnie Aboryge­
nom. Twórca przedstawia w tym utworze wizję
rajskiej utopii, w jaką zmieni się Australia po
wygnaniu z niej białego człowieka:
„W chwili obecnej w Australii nie mieszka żad­
na biała rasa, odesłano ich statkami w morze lub
w kosmos. Z tego powodu nie trzeba było dużo
czasu, aby przywrócić życiu naturalny stan. Ży­
cie zaczęło zatem kwitnąć nową miłością, ma­
rzeniami, uczynnością i szacunkiem względem
siebie oraz opiekuńczością. Krainy zmieniły się
w raj, rzeki, góry, gleby powstały, aby pozdro­
wić aborygeńska rasę. Wróciły szczęśliwe dni,
w których Aborygeni polowali, respektując
wzajemnie swoje plemiona. Ziemia
była wypełniona ich miłością do siebie" .
16

Pomijając fakt, że Fogarty lansuje wyideali­
zowany, nie do końca prawdziwy obraz życia
Aborygenów w okresie przedkontaktu (ich co­
dzienność wcale nie była wtedy błogim rajem
wypełnionym miłością i pokojem), retoryka jego
wypowiedzi jest zbyt naiwna i opiera się na fał­
szywym przekonaniu, że całe zło pochodzi tylko
i wyłącznie od białego człowieka. Jeśli wybaczyć
można by ją było kilkunastoletniemu twórcy
stawiającemu pierwsze poetyckie kroki, to j u ż
nie artyście mającemu na swoim koncie wiele
publikacji. Zresztą taką naiwność i zbytnią idealizację w przedstawianiu swojej społeczności
można zarzucić także twórcom o dużej renomie
artystycznej którym raz na jakiś czas zdarza sie
słabszy utwór (i akchoćby Nieszczęsna rasa autor
stwa Oodgeroo Noonunccal - Kamy Walker).
Kolejną trudnością, z jaką stykają się aborygeńscy pisarze i poeci, jest pisanie o wydarze­
niach dramatycznych, których nie brak przecież
w historii rdzennych mieszkańców Australii.
Nietrudno w takiej sytuacji popaść w nadmierny

16

L . Fogarty, Memorandum do nas, [w:] T. Podemska-Abt,

op.cit., s. 173.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�39

Biata forma, czarna treść

patos, który niepostrzeżenie zamienić się może
w najgorszy, bo niezamierzony, rodzaj śmieszno­
ści - smutne jest to szczególnie wtedy, gdy utwór
dotyka spraw naprawdę ważnych i bolesnych
zarówno dla białych, jak i czarnych Australij­
czyków. Niestety niektórzy aborygeńscy twórcy
balansują na granicy owej niechcianej groteski.
Ale przyznać trzeba, że z problemem tym świet­
nie potrafi sobie poradzić kilkoro aborygeńskich
wirtuozów słowa, takich jak Mudrooroo Narogin, Archy Weller, Erni Dingo, Bobby Sykes,
Lisa Bellear. Dobrym przykładem jest tu Rachela
autorstwa Bobby Sykes. J u ż na początku czeka
na czytelnika mocne, sugestywne wprowadzenie
przywołujące wydarzenie które było przyczyna
powstania wiersza:
„Rachela zmarła w Rezerwacie Palmowej Wyspy,
ponieważ lekarz odmówił przybycia
do mej w nocy.
Odeszła: 15.02.1974 - ośmiomiesięczna".
Po tych słowach następuje właściwa część
utworu:
„Imię wybrano dla niej z Biblii
Z tej dobrej a Świętej księgi
Która przybyła do tego kraju
Razem z kapitanem Cookiem
I z metalowymi siekierkami
I z wisiorkami i lusterkami
I z pieniędzmi i karabinami
Rachela nigdy nie spacerowała w słońcu
Ani nie czuła świeżego podmuchu wiatru we
włosach
(...)
Nazwana imieniem z Biblii
Tej dobrej i świętej księgi
Ludzie którzy ją przywieźli
Powinni dokładniej ją przeczytać..."

Poetce udało się tu uniknąć zbytniego senty­
mentalizmu, a jednocześnie umiejętnie połączyć
wątek cierpienia całej społeczności spowodo­
wany zdarzeniami historycznymi (kolonizacją)
z wątkiem indywidualnego dramatu konkretnej
osoby. Co więcej, Sykes wykazała, że pomiędzy
jednym a drugim istnieje związek przyczynowo-skutkowy. Po zdobyciu Australii Europej¬
czycy zaczęli budować na kontynencie swoją
strukturę społeczną, umieszczając Aborygenów
na najniższym szczeblu w hierarchii. W efekcie
społeczeństwo zostało podzielone na tych, do
których należy przybyć z pomoce medyczną
bez względu na porę, i tych, do których spieszy
się z pomocą, kiedy ma się na to czas" Poetka
zwraca uwagę'na inne oblicze rasowej segregacji
- nie to rzucaiace sie w oczv polegaiace na zaka¬
zie kupna alkoholu zakazie wstępu na baseny
do kawiarni ale to ooarte DO orostu na oboiet
ności względem ciemienia konkretnego czarne
,
nawet ieśli tvm człowiekiem iest
niemowie Svkes z w r a c a u w a a e na szczególnie
m

r 7 ł o w

e k a

razara n h ł n d e k n l t n r v h i a ł v r h k t ó r z v n n w n ł m a r

1 r h r . e ś L ń . k / k n n l n r ł e miłnśri b l i ź n i !

go, s a r n i a
Talentu i pomysłowości w posługiwaniu się
słowem nie brak też innym twórcom, przedsta­
wiającym w umiejętny, świeży sposób sprawy,
o których wydawałoby się, że nie można j u ż
niczego nowego napisać. Zdolności takie z pew­
nością posiada Erni Dingo, którego utwory
charakteryzują się oszczędnością słów (specja­
lizuje się w krótkich formach) i niezwykłą siłą
przekazu:
„Aborygeńskie osiągnięcia
Są jak księżyca ciemna strona Choć wszyscy wiedzą, że istnieją
Trudno jest kogoś o nich przekonać"

18

1 7

17

B. Sykes, Rachela, [w:] T. Podemska-Abt, op.cit., s. 143.

18

E. Dingo, Aboriginal achievement (przekład własny),

[w:] A. Shoemaker, op.cit., s. 161.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�Joanna Rzońca

40
3. Problem trzeci - uczciwość
i artystyczna swoboda v e r s u s
kulturowe uwikłanie
Aborygeńskich twórców dotyczy jeszcze kilka
problemów, z którymi muszą się mierzyć. Choć
trudno jest opisać
je wszystkie w ar­
tykule sygnalizują­
cym tylko niektóre
zjawiska, jednego
z nich nie sposób
wszakże pominąć,
gdyż jest on zbyt
ważny i ma ogrom­
ny wpływ na osta­
teczny kształt twór­
czości tych artystów.
Otóżpoiecie twór¬
ca aborygeński" to
nie tylko kategoria
określaiaca etnicz
ne pochodzenie
danego artysty ale
nrzede wszystkim
newne kulturowe
zobowiązanie wo-

Dec swojej społecz­
ności, u d czarnycn

ligijnej, politycznej czy też jakiejkolwiek innej
grupy to równoczesne ograniczenie swobody
artystycznej. Istnieje poważne niebezpieczeń­
stwo „zaszufladkowania" takiego twórcy, nada­
nia mu etykietki, poprzez którą analizowana
będzie jego twórczość. Część artystów zgadza
się na to, są też
-8T- • /
tacy, którzy na tym
• ~» .
korzystają, ale dla
niektórych m o ż e
to być krzywdzą­
ce. Oczekiwanie,
że a b o r y g e ń s c y
twórcy będą się
odwoływać tylko
do swojej tradycji
i mitycznych wie­
rzeń oraz odczy­
tywanie ich dzieł
tylko i wyłącznie
przez pryzmat po¬
chodzenia mija się
z idea sztuki jako
takiej. Znana abo
r y g e ń s k a Disarka
inoetkaOodperoo
Noonuccalstwierdza Ilekroć wv
-

mienia sie mnie

nazwisKo w gazetacnmp mediacn,

Th
T się,
sKicn
oczeKuje

ze będą oni w swej
twórczejdziałalno­

OK
l
*
jaKo»poetKęaPości sięgali po moty­
rygensKą«, zawsze
wy i symbole wywo¬
przyczepiają mi
ILUSTR. TOMASZ BOHAJEDYN
dzące się z kultury
. . . .
'
!
ja me myślę o sobie jako o »poetce aborygenich przodków. Co znamienne, oczekiwania takie
mają odbiorcy nie tylko czarni, ale także biali.
skiej«... u w a ż a m , ze jestem po prostu poetką,
W sztuce jest tak, że każde zobowiązanie która jest dumna z tego, ze ma pochodzenie
artysty wobec jakiejś społecznej, etnicznej, re­ aborygenskie .
t C

19

L . Maligłówka, Gdzie jesteśmy?

[w:] Wśród pustyń,

buszu, lasów

Kim jesteśmy?
i ogrodów,

- czyli o poszukiwaniu tożsamości

we współczesnej

l

, V k U k V

A

C

poezji aborygenskie/,

s. 124-125.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�41

Biata forma, czarna treść

Problem ten sięga jednak głębiej. Nie cho­
dzi bowiem tylko o oczekiwania odbiorców, ale
o postawę samych twórców, którzy chcąc sprostać
stawianym im wymaganiom, wpadają w pewnego
rodzaju kulturowe uwikłanie, stając się niekiedy
niewolnikami własnego wizerunku. Niektórzy
potrafią wybrnąć z tej trudnej sytuacji obronną
ręką, ale nie wszyscy. W czym przejawia się owo
uwikłanie? Głównie w tematyce dzieł. W malar­
stwie jest to „obowiązkowe" nawiązywanie do
tradycyjnej sztuki Aborygenów poprzez korzy­
stanie z charakterystycznych dla niej rozwiązań
estetycznych. Na płaszczyźnie literatury przeja­
w i a się to koniecznością występowania w utworze
przynaimniei iednego z nastepuiacych elemen¬
t ó w : odwołania do kategorii Dreamtime drama¬
tyczne wydarzenia czasów kolonialnych utrata
kulturowej niewinności problem skradzionego
ookolenia" walka o ziemie serapacia rasowa
Żaden aborygeński twórca nie potrafi uwolnić
się od tych tematów. Ten fakt 'sam w sobie nie
iestiednak zarzutem. To zrozumiałe że arX. vs ta
sięga w twórczości do osobistych doświadczeń

elementem wspólnym. Chociaż jest to pojęcie
odwołujące się do zjawiska czasu, paradoksal­
nie ma charakter atemporalny, nie można go
umiejscowić w ż a d n y m konkretnym miejscu
naszego (zachodniego) rozumienia czasu i chro­
nologii. Dreamtime to epoka, w której przeszłość
miesza się z teraźniejszością, a równocześnie
zawiera w sobie przyszłość: „Przeszłość, teraź­
niejszość i przyszłość współistnieją, a odwieczny
czas snu (Dreamtime) znajduje w przeszłości
ucieleśnienie w bohaterach zaś w teraźniejszo­
ści w nowo wtajemniczonych, a jeśli łączność
między przeszłością a teraźniejszością nie zo­
stanie przerwana to znajdzie swe kolejne ucieleśmenie w przyszłości" . Sen jest również dla
Aborygenów formą komunikacji. Poprzez sen
Dorozumiewaia sie om zarówno z członkami
swoiei społeczności iak i z ziemia z która sa
szczecinie zwiazań Motvw snu noiawia sie
w aborweńskiei literaturze nod różnymi nosta
ciami W powieści Mudrooroo Wild Cat Falling
sen downem bohatera staie sie dla niesro klu

a iaK
tak się
sie przecież
orzeciez

uzieio to, wydane
po
pierwszy w iyo:&gt; roKu uznawane jest
pierwszą powieść aborygensKą . jest to nistona
młodego dziewiętnastolatka półkrwi, Który me
może odnaleźć się we współczesnym spoleczenstwie australijskim.
Ale symbolika snu pojawia się najczęściej
w odniesieniu do pojęcia Okresu Marzeń. Wspo­
mniany wcześniej pisarz Mudrooroo wyróżnia
w historii Australii dwa przełomowe wydarze­
nia: nadejście epoki lodowcowej oraz przybycie
Europejczyków, od czego zaczęła się brytyjska
kolonizacja kontynentu. Aborygeńska poetka
Lisa Bellear dzieli ten ostatni okres na siedem
pokoleń, na które przypada po 30 lat (co W SU¬
mie daje 210 lat kolonizacji) . Każde pokolenie

sKiaoa,

dzieie A
Aborygenów
dzieje
borygenów

peine są spmeczne niesprawiedliwości Którą

twórców mogio zapewne odczuć taKze na
własnej s K o r z e ^ n o d z i jednaK o to, jaK czarni pi­
sarze i poeci radzą sobie z tymi elementami c z y
opierają o nie swoją twórczość z potrzeby serca ,
czy tez dlatego, ze tego od men, jako twórców
aborygenskich, się oczekujer
Pierwszym z wymienionych motywów po­
wtarzających się w czarnej australijskiej twór­
czości jest Dreamtime, czyli koncept Epoki Snu,
czy t e ż - Okresu Marzeń. W przeciwieństwie
do wyobrażeń o stworzeniu świata, które różnią
się od siebie w wierzeniach grup w poszczegól­
nych częściach Australii, Dreamtime wydaje się

20

f

7

p

;

,

.Lookreśleni,

TWłn

to

JLłane

samooKresienia.

22

20

J.R. Lewis, Encyklopedia snu, Cibet, Warszawa 1998,

s. 20.
21

Z. Białas, Słowo

aborygeńskim,

22

A. Podgórniak, Mit jest publicznym snem, a sen

prywatnym mitem. Ośnie,
o tym, jak (trudno) być pisarzem

s. 114.

3 (13) 3DD8

Dreamtime we współczesnej
Wśród pustyń,

BARBARZVNCA

buszu, lasów

marzeniu i micie, czyli
literaturze australijskiej, [w:]
i ogrodów,

s. 109.

�42

Joanna Rzońca

próbuje otrząsnąć się z tragedii utraty pewnej
epoki, która trwała, zanim przybyli Brytyjczycy.
Bellear w wierszu Nieuchronność
(Inevitability)
oskarża białych o odebranie Aborygenom właś­
nie ich snów:

oraz „ich wąż". Europejczycy przywiedli ze sobą
do Australii szeroko pojęty grzech i spowodowali
nie tylko utratę tożsamości Aborygenów, ale też
ich pierwotnej niewinności. Ten problem poru­
sza w swoim liryku Zaglada (Desolation) Jack
Davis:

„Mieliśmy wizję
Mieliśmy sny
Marzenia
A potem nadeszła kolonizacja" .

„Własną ziemię uczyniliście nam obcą.
Kroczymy po niej niepewnie z na wpół białym
umysłem.
Gdzie jesteśmy?
Kim jesteśmy?
Ginącą rasą.

23

Bellear podkreśla jednak, że jeszcze nie
wszystko zostało stracone, że jeszcze istnie­
je możliwość powrotu do Dreamtime na dro­
dze pełnego politycznego i społecznego rów­
nouprawnienia. Symbolicznie daje świadectwo
tej nadziei j u ż w tytule, jaki nadała zbiorowi
swych poezji: Dreaming in Urban Areas. Takie
przekonanie poetka wyraża też w wierszu The
Dream, nawiązującym j u ż w pierwszych sło­
wach do słynnego przemówienia Martina L u thera Kinga, który przewodził ruchowi na rzecz
równouprawnienia czarnej ludności w Stanach
Zjednoczonych. Jednak w stwierdzeniu poetki:
Yes I have a dream iest coś wiecei niż tylko wizia
lepszei przyszłości Aborygenów Dla Bellear
Aborygenki, słowo dream jest nośnikiem innego
zgoła znaczenia. Siła tego stwierdzenia ( ) jest
oodwóina Po oierwsze ooorzez intertekstual
n o ś ć j e s t t o zapowiedź zmagano równe prawa
Po drugie jest to nawiązanie do dreamtime i dreaminp podkreślenie faktu że siła Aborygenów
leżv w duchnwei sferze w zhinrnwvm śnie/ma
rżeniu, w sferze niedostępnej białym" .
24

Do Kinga nawiązuje też wiersz Bobby Sykes,
która jednak pisząc / too have a dream odnosi
się do czasów przedkolonialnych. Dla Sykes Au­
stralia przed rokiem 1788 była Rajem, w którym
nagle pojawił się „biały Adam" i „biała Ewa"
25

Przed nami i za nami tylko pustynia
(...)
Dość mamy ławek w parku - naszych łóżek,
Cieszy nas zachód słońca, zwiastun mroku.
Najbielsza Panienko od Metylu!
Zachowaj nas od zimna i łez.
Ochroń przed nienawiścią
I ześlij szybką śmierć" .
26

Utrata pierwotnej niewinności to kolejny
temat chętnie podejmowany w aborygeńskiej
literaturze. Źródeł wszelkiego rodzaju grze­
chów twórcy dopatrują się w wytworach cywi­
lizacji białego człowieka. Dobitny wyraz daje
temu Jennie Hargraves Nampijinpa w wierszu
Dziecko, zostaw magnetofon w spokoju. Autorka
wymienia po kolei przedmioty będące produk­
tami zachodniej cywilizacji, od tych najbardziej
niewinnych (zaczyna od magnetofonu), na al­
koholu kończąc. Wiersz stylizowany jest na ro­
dzicielskie upomnienie - oto rodzic pełen troski
i obaw o przyszłość swego dziecka napomina je,
by trwało przy pozytywnych wartościach które
zaoferować mu może jedynie kultura aborygeńska:

23

L . Bellear za: A. Podgórniak, op.cit., s. 109.

25

Ibid., i. 110.

24

A. Podgórniak, op.cit., s. 109.

2 6

J. Davis, Zagłada,

[w:] L . Maligłówka, op.cit., s. 122.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Biata forma, czarna treść

„Zostaw rzeczy białego człowieka
Muzykę, grog, papierosy, wideo
I te wszystkie inne rzeczy też!
Chodź z nami świętować
Chodź na polowanie, chodź zatańcz
Chodź, żebyś znał
Swoją własną kulturę" .
27

27 J. Hargraves

43

I tu pojawia się kwestia pewnego rodzaju
uczciwości artystycznej. W większości utworów
świat Aborygenów, ich kultura, wierzenia, sys­
tem wartości są mocno idealizowane. Współcze­
sna rzeczywistość jest jednak nieco inna. Przede
wszystkim stereotypowy wizerunek Aborygena
biegającego półnago po buszu, w którym żyje

Nampijinpa, Dziecko, zostaw magnetofon w spokoju, [w:] T. Podemska-Abt, op.cit., s. 133.

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

�44

Joanna Rzońca

w zgodzie ze wszystkimi żyjącymi tam istotami,
jest bardzo mylący. Obecnie większość Aboryge­
nów mieszka w miastach, a największe ich sku­
pisko znajduje się w Sydney (około 35 tysięcy) .
Druga taka duża społeczność (około 30 tysięcy)
zamieszkuje miasta i miasteczka ciągnące się
wzdłuż wschodniego wybrzeża od Sydney do
granicy ze stanem Queensland. Aborygeni ci
prowadzą miejski tryb życia i mają problemy
typowe dla mieszkańców miast, wzmocnione
jednak „piętnem" swego pochodzenia. Nie za­
tracili oni bowiem swej „aborygeńskości" i czują
potrzebę jej zachowania, nawet gdy wpisują się
w główny nurt australijskiego społeczeństwa
na. przykład poprzez swoją prace Zazwyczaj
Aborygeni prowadzący wielkomiejski tryb życia
me zatracili ooczucia aborygeńskości czuia sie
i określaia jako australii scv Aborygeni Ich sa
mookreślenie nie zależy tez od cech fizycznych
czv koloru skóry Raczei odnosi siedowsnólnvch
doświadczeń posiadania wsnólnych krewnych
onowieści pochodzenia historii onresii L '
kryminarii i wielu innych czynników NaiczV
ścili ahnrloeńsknść J t źródłem nr.yiemn J o
28

sciej aoorygensKosc jest z r o a i e m p r z y j e m n e g o

starożytnego dzied^
Życie Aborygenów w miastach ma jednak tak­
że swoją ciemną stronę. Społeczność tę charak­
teryzuje niestety duże upośledzenie materialne,
uzależnienie od opieki społecznej i innych form
wsparcia oraz ogólna niezaradność życiowa. Do­
chodzi do tego duża płodność - w aborygeńskich
rodzinach przychodzi na świat o wiele więcej
dzieci niż w rodzinach białych (w latach 90. X X
wieku 40% Aborygenów miało mniej n i ż 15 lat).
Powszechne jest zjawisko nieuczęszczania do
szkoły lub kończenia edukacji w 15. roku życia.
Aborygeni rzadko są właścicielami d o m ó w (posia­

28

G. Perram, Rola spółdzielni

mieszkańców

miast: Aborygeńska

w Newcastle, [w:] Wśród pustyń,

w życiu aborygeńskich
Spółdzielnia
buszu, lasów

danie własnego domu jest charakterystyczne dla
niemal wszystkich Australijczyków), a bezrobocie
wśród nich wynosi około 23% (gdyby wliczyć Abo­
rygenów zatrudnionych przy robotach publicz­
nych, ta liczba wzrosłaby do 40%).
Problemem jest także przestępczość, szcze­
gólnie nieletnich (dość częste jest wśród nich zja­
wisko samobójstw w więzieniach), alkoholizm,
narkomania oraz choroby i wysoka śmiertelność
wśród niemowląt, co wynika z niskiego poziomu
higieny. Także średnia długość życia ludności
rdzennej jest znacznie niższa n i ż u reszty Au­
stralijczyków i wynosi dla kobiet 60 lat, a dla
mężczyzn 57 lat. Złe warunki materialne, a na¬
wet bieda, biorą się też ze specyfiki aborygeńskiej
kultury i odmiennego podejścia do życia. Otóż
w tradycyjnych społecznościach aborygeńskich
co yv dużej mierze przeniesione zostało także do
miejskich środowisk, osoba posiadająca indywi­
dualne bogactwo nie wzbudza szacunku i jest
spychana na margines £rru py a wieź grupowa
iest dla Aborygenów niezwykle istotna Ta mmei
atrakcyina strona soołeczne, natury Aborygenów
iest dla wielu twórców tematem wstydliwym To
oczywiste exlvż łatwiei iest pamiętać o tym' co
nozvtvwn'e Sa iednak i tacy artyści

k t ó r z y no

L m u i a w'„tworach t a k ż e i te trudna przecież
tematykę

O z y n i to na n r z y k ł a d Rohert W a l k e r

w wierszu O^ay bądźmy uczciwi-

„Okay, bądźmy uczciwi
Nie jestem święty
(...)
Nie urodziłem się w niebie
Okay, okay!
A więc bądźmy uczciwi:
Byłem i z tej i z tamtej strony,
Od jedenastego roku życia

2 9

Za: G. Perram, op.cit., s. 84.

Awabakal
i

ogrodów,

s. 83.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Biata forma, czarna treść

45

I byłem nikczemny,
Pełen nienawiści
I w całej okazałości niebezpieczny (...)" °.

„Po przeciwnej stronie ulicy
Ponad głowami samochodami
Rzucając mi spojrzenie
Pozdrowienie zaciśniętą dłoń
Uśmiech...

3

W niektórych powieściach, wierszach i dra­
matach obok tematów związanych z rozlicze­
niem krzywd wyrządzonych przez białych znaj­
duje się też miejsce na krytyczne spojrzenie
na swoich współplemieńców. Pisarze nawołują
innych Aborygenów, by zmienianie świata za­
cząć od siebie. Ważną kategorią jest tu poczucie
własnej godności, dumy z tego, że jest się Aborygenemi
„Podnieś głowę, bądź hardy
Pokaż im, że jesteś czarny" .
3 1

Ta aborygeńska duma powinna towarzyszyć
k a ż d e m u czarnemu Australijczykowi, nieza­
leżnie od tego, co robi i gdzie się znajduje.
Dzięki poczuciu godności można wyzwolić się
ze sztucznej przestrzeni miasta, pokonać para­
liżujący stan zagubienia i przekonania o braku
własnej wartości. Do przechodzenia przez życie
z podniesioną głową nawołuje wszystkich czar­
nych Bobby Sykes w utworze Pewnego dnia.
W wierszu podmiot liryczny opisuje spacer po
jednej z głównych ulic „w dzielnicy Biała W i l ­
la" - poetka pisze o poczuciu obcości w białym
świecie, względem którego czuje się czymś gor­
szym mniej zna.cza.cym Stan ten zmienia się po
dojrzeniu po przeciwnej stronie innego Abory
gena który gestem solidarności przywraca pod
miotowi lirycznemu pewność siebie i poczucie
własnej wartości:

3 0

R. Walker, Okay, bądźmy

uczciwi, [w:] T. Podemska-

-Abt, op.cit., s. 154.
31

32

Artystyczna działalność Aborygenów jest
z pewnością zjawiskiem ciekawym i jeszcze
w Polsce stosunkowo mało znanym. Choć wpi­
suje się w nurt sztuki postkolonialnej, jej cha­
rakterystyczny kontekst kulturowy sprawia, że
wykracza poza ramy tego zjawiska. Całości tej
problematyki nie da się zanalizować w jednym
artykule, dlatego też przedstawione tu aspekty
sztuki aborygeńskiej traktować należy jedynie
jako zaznaczenie pewnych problemów, a nie
jako głębszą analizę. Ze względu na rozmiary
tekstu wiele aspektów dotyczących współczesnej
sztuki rdzennych mieszkańców Australii zostało
tu pominiętych, a niektóre tylko wymieniono, co
nie znaczy wcale że sa one nieistotne. Jednak
chcąc zachować przejrzystość i logiczną spój
ność należało dokonać pewnei selekcii informacii i przedstawić tylko te problemy które wydaia
s e naiistotmeisze naibardziei reprezentatywne
Selekcja ta jest oczywiście subiektywnym wyboautorki.

32

B. Sykes, Pewnego dnia, [w:] T. Podemska-Abt, op.cit.,

s. 144.

J. Carlson, * * * (podnieśgłowę),

[w:] T. Podemska-Abt,

op.cit., s. 127.

3 (13) 3DD8

Czarny Bracie
Byłeś majestatyczny
Twoje iskierki rozjaśniły ulicę
Białej Willi
I nie szłam już dłużej wzdłuż ulicy
Ale Bracie
Ja szłam teraz przed siebie!" .

BARBARZVNCA

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11467" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11445">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d57446aa217d5c5df9e54f9c98070fd6.pdf</src>
        <authentication>72de3167acf4d7ae67328051853c7506</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136608">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1818</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136609">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136610">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136611">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1685</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136612">
                <text>Recenzje, przeglądy wydawnictw i czasopism / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136613">
                <text>LUD 1981 t.65, s.291-340</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136614">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136615">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136616">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136617">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136618">
                <text>ISSN 0076-'1435

m. RECENZJE, PRZEGLĄDY WYDAWNICTW I CZASOPISM
Lud, t. 6~, 1981

AileXlau1lder A:L1alllid,JJ:., To b,e Hwman.
YIOO1k,19180,,sIS.6617.

An

J.ntroduct·ion

to Anthropolo,gy,

New

AntIl1OIPOJOI~ia,talk jak po~mUlje się ją w S,tanarclh Zj,eIdnOlc.z:onylCihOl1a~ (I~ęŚClł()lWO)w Kanaidiz.i,e, llIie ma sw,eglO ()ld!powi'edllli~ka w elUJ:'Opej51deJj trodj'1c ji OOIUIk
S\pO'łeoZJnj'1Clh.
Ma to być bowlliem narulka iIJlt'.ująlc1a
w sobie blQl'Q1gUic:zme
i 'SlPołiecrz;ne aJs!pekty g1oibalni'e pOljlmoova.nej luidz'ldej kiullitury. Na OZ1;leI'ech poualc'h baJd&lt;llwazyoh ,antl1opoilQgJii £i'zy'clZnej, aJDcheowOlgi'i,l&lt;i:Ilig1wisJtykii,OJ:aJZalntlri(~połlogmkiuJit&gt;uiDO'wej
(slkł'aJda,ją1cj'1c1hSiię na antirOQ)u1og:ię jaJloo ClailioiŚć)dolkon'Uije się prób
wypr,aJCOIwania zatożeń t'eJoretYloonYlc!h, które byłylby: (l) S\POCy'!iClZlI1,e
dla katdego
z tYlclh lpói
i umoż1wwiająlc.e wYlja.ś1Illiarrui'ezjaJwliisik z iclh zaJkire'su; (2) j,ednoc'ześnJie umoz11W1iały
:z.asitosowaniłerelZlUilItatÓiw b~dań
na innYlch lPOt1atOh w celltu olsIiągnlięda idea.ilJnego
celu, jl~kiim j eSlt teo["u,a ludlzlkti'elj kiuQIt/uoc
y.
IPII'zedsJtalwicie1em i rZJecZI1J~kliemtalk w1aśme l'owLlll'ianelj syntet'y1ZJująlco-in,t,eg]:rującej antropologii
jest autor omaWlia:nego tutaj podręcznika,
Alexander
Alland od kiillJkUlIla,stu laJt wylkłtaidająlcy w różnylc'h ins;t;y'tucjaich a'I1It,I'opolo&gt;gu,c=YlCh USA.
Za;m:iaI'em aut:Olra byŁo wYJPffic,olwani'e s\póljlnego i 10000iJc:ZII1€1go
sy'sltleJmu t·eorety,c'Znego,kitóry
mi'eśoiłiby w slQlbu,emeclZ.one biio!llag1azme i s!połeczne aSIPekty ku!l.itJulry
i UtmolŻJlilwBby jednolccz,eśnie liIJltegnudąlc,e i gloibailne Slpolj'I1ZJelllie
lila c'ziłiow,ieika w Jego
f&lt;]ZJwoju elwO!llUtcyjnym. W'eid~ug A!lila,nda t,eo["ia kuJ/tury musi być bioaolgl1~na w
tl1zec,h pl1zyna.jlffiuiej ~ensalch: (,l) ZldounoiŚć do ZJa,chowatnlia kUlI!1JulJ.1ow1eg,o
jeSit efelkJt,em
ewolucji
bi!oIogictwelj; (2) kiu!l'tu'J.1a SCl!ma w soibie jest proldlUlktem umysliu ~PI1zy
CtZj'1mumY1~ł ni,e powIinien być tralkttolWla'ilY jaJkQ coś ab5trakcyjnego
i metaf,izy~nago -to
tame rew[rtat
0ikJ:1eiŚl10ily,c!h
prioc.esÓiw biolloglicrz.nY'clh, £il1t[", pOpl1zeJZ !d;óry są oI1garui!z.OIwailles!posIOIby pOisltimega,n:ia li zalohowanJia);
(,3) pr·Qlcesy mentailne
Ol1aiZZJ&lt;lIdnolWa'llIiewchodizą w dj'1namiiJozną init,er:alk1cję ze ŚiJ.101dO\w~s.kiem,·
w !d;órym
OIS.aiCIJzone
są wSlZysit!kie slPo'feClZ eńl5'tiwa. Inlilymi sIo:wy, elWo!lulcja dopr,owaidIzJila do
]XJlWlSltaniJaluidlZikiego mÓZlglU, a kullitUl1a j,esit wła.&lt;ime j·ergo wy,tlworem.
.J,oonOls!tlk,i
mUISlZą się W!praJW1dJzieku[ltiulry UlClZYĆ,a[e ich pr€idy~oiZycj'e
do ;tego są WlfOmone.
Talk więc ZJdolnooć do zoalC'how.ań kiuilltn.tJrowylClhjes:t wg Allllanida ffiiOIŻ/1i1wa
do wyjaśllIi'enia w OIpatI1C1iJu
o prwesłiaJnki pSylClho-:fji,zjO'log&gt;iclZine.
W t,en s,pO'sólb ulwaI'UI!lJko;WlalIlakuiltura
jesJt ,,'crzę~cią IUid~,i'eglo zaioholwanJia OIpa.rit'eglQna UIC:2leinWslię,
myśJeniu
i uJŻyciu symboU. KUllJtum jels,t całiośClią tlfaJdj'1cjQ i jej ,etk'spr'estją w ZJaClholWanw".
Pl1ZedstaJWIiml'e tu,t,aj skró/tolWlO WlSltępne ulslt.alenia Al!lanJda, a dotj'1c~'c,e POljęaia klUlll1Jury.SlPOISObÓIW
jed bada,nia OIf'a'z kionseklweoctji lfeal1lirwcdi oIkr'eś1t()ln~h dyl"€iktYiw batdaJwcrzych w pralkttY'ce, zonaljdudą s1WIoljąkOiillkJreityrŁację w ulkłaidizie tematycznym To be Human.
Ksiąe.ikJa dl7Jile1isię na 3 ClZęści, z !d;óifylClh dwie p:i'eI'lWsrz.ema.ją k1ulcoowe ma~eil'ie. W clZęści pi'erw:Slzelj AJlllal!1'dpołąozył
dorobek
atm!oo,po~ogi'i fizyC'Lnej i a:rcheo'IQglii i pnzy ,poanocy oodąg1nJięć obu tydh natUlk pI'etzenlbu.je rDaJg.adini'enia elWo1UiCj)i
przy,rodyod:YlWi1ornej
ad: do homtini sapien,tris OfalZ p1etr\Wocliny ludzlktiej kul1ltJury
(zwieńczeniem
tego ostatn:iego etapu jest, tmdycyjnie
zresztą w nauce społecznej
1

1

••

�292

Recenzje

przyjmClWl&lt;lID,e, pOM'lsltan1e pieI1W!S1ZYiCh
pańlsltlw o wy,soce ZJOIDganiJzO'WlanejsIt:DulkJtuN,8
cYJWli1t~zalcyjno-lbeoh:ndic~nej). CaŁość wylkŁadu tej azęśd,
jak ZJ"eslZotą i następnej,
pl1Z8\PIlaitana jest slta[e próibaanli w m~a['ę pDZ)'I~tępne;go ZJdelfiLnLo'wania kluClz,OIwyc'h
pojęć
określonej
dz,iedziny
szczegółowej
(np. pojęcia
genetyczne
w roz,dziale
2
"mwoiliU/cja i g'enetylkla").
W tej ozęści pracy
wsltaj'erDY zaiPo~naJni z na,jnolWlSlZymli. odk['yc.iamd naulkii,
z któlrY'Clh Wliele, z,dlaJniem aU!\;Q['a, ma Wlpły\W na Slpolsób Slpojrrz.enia na zldefin'io'waną w dUidhu iPl12leis'lanek ,psycho-f~ddliogllicrzmylclh kJul1JUJręludizJko'Śicli..
Zagardnienia
anl1;Do!pOlg;enezy i pmah.lislbo,rd!i.pró:buje
Aillla:nid połąc'zyć w jedną
caŁość z ddk!Oinaniami anltiro&lt;połog1li k!u[!\;uwwej i lbgWl1s!\;yikJi, dy,s'cYIPl!in badaljąicy'ch
"ikionlkDetne" i ,,£unJkicdonwją1cle" kiultulry w dZJisliejs'z~'m świ,eClie. W tej, drugiej
już
clzęśd pratcy, ohseI1Wlujemy zara'z,em prz,e1jślclie od per,Slpeik!\;Y'WYdi,ad1iPonl]oznej {ewiQlucyjno..,h:~s(bQlrylclz,nej, wktórelj
f,oIlffiluł1uj'e się pr3lwa nasltępstWla c:LatSlOlwego)do perSlPe:ktY'wy sY'ncihr{)niclZll1'elj,lkJtóm sltała s'ię nli,e'ja/ko kons,elklWlelllC'ją pflZJeldmLdtu badań
etnologii,
po rezygnacji
tej nauki z nieupraWlnionych
(na raZJie) uogólnień
o charaikterze uniwersalistycznym.
A propos tego przejścia
- jest to chyba dowód na
nielInOrlT1lość harmoniri badań nad ku[/tJu['ą w klQlnl1;ekś&lt;CiebaJk SlzerolkJiego jej pOljmowanlia, jaJk U!clzyniłto ('zapewne dLa c,elÓIWeldiullmcyjno-aUmdem1dki~clh) A:L1:and w recan:ZClWlalI1Jej
pra'cy.
Wydaje
S'ię, że l1Zle'C'ZYJWIiśc'~e
t!TIuidIllOśc:it-egio typu są na obecnym
eta.pie 1'OZwoju a11lt'r'0IPoI10Igoii
nie do pIizetzlw~dę:tendla. K,ol1olnlny t'ego przy1kła:d mamy chiQlcia'żby w pIizyjP3idlku języka
głórwned, jlalk się pow~zecih11lie sądZili, dziedziny
ku,ltury.
Tlwi!eridlz,enia bClwiem na,uik ,pIizY1'oid!nk1z)'ldh o ks7ita'btolWlan:iu się pewnyldh
dY:Slpo'ZycYD,nycihmorw.i1woŚim atrtylkluaaJcdi li galtulnJkJu lUid~Lego ni'ePDz~stają
IW żaidnym stlOlpniu do t'wielridrzeń w;s{pÓi!1clZle'snegojęz.)'Ik!o:zm:a'Wlslttwa,w k1:Óirym Śiwialdolmie
ahs:tlrahuje
się oid Oikr;elŚlonyclh usltla:l,eń na!tuIDail,ilsltYlc'r.nlo-g'eneltylClznyclh
na I1zecz Slpecy:lj~i kU11rtJUJr,ow:elj
jęrzy/ka, j'e/go roili komunlilkalcyjnej
w kuiLtur:z,e itp. W pfrzypadku To be Human matmyidea[ny
pIizYlPatdeik "nieprzyISitIC1lwania" do Sliebiie ustaJ,eń z ClzęŚici I pralcy do red'Ie/ks'ji z,a,warritylC'h w ,częś1cli II prta1cy. Rzecz wyg!lą,da
bOIwiem l1Ial~tępująco: oto mamy
uJkiSlzJtai!1tCJIwa,ny
paid kairldym Wlzględem e~zemplam
ho mini
sapierrutis, ktÓiry ,l)dloil'ny jeslt wyldawać(i
1'0IZumieć) artylkuł,olwane
dŹ'Więk'i kiomuIl/ilkalcji języiklCJIw'ej ('CIz. 1). Z drulgiej s'bwny (m. II) mamy
z ko,Iei
rmJwaiŻan:ia nad języlk'iem jaJkiO S'pecyfi~Clz,ną IStJ1U!k:tulrą fUinlkicjOlnalną o Slwo:ilstyloh
sobie prawach.
Rodzi się teraz pytanie.
Skoro założyło się pewlien rodzaj "teorii'
ku/Hury, Slkioro żYJwi slię pnZeikiO'Danila iQ Jej efIElkltYW11l0IŚlC:i
i 10lgiJc7Jnej Slpójno śioi _.
gdzie w taik:i:m ralZlie g'enetYICJznlo-lful~cjiOna[ne próby wY'ja.śnienia
uikislztałtOlWa'nia
s!ięolkJreślone'j
Slti1'ulkitu:ry ję:z)'lka i mi,ejlslc,a T:OlzJwoju srpołlec,zn,o-/kullturaUinelgo olwYlClh
dysporzy,cyjnydh
m02:I]woŚiai arltylkiulLa1cyÓlnYlClh,
clharakiterysltylcznylc:h
genero:ln1ie dla
galt'unikiu Iudzki'ego EYdmomentu
Jego ClstaltleelZne!1)O
uikisz;ta!Jtlorwanlia?
Plf\Oibl:erD tego r,oid:zaju poidnlolSlił .już A. L. K,rnebeT w wielu SIWOliiChartylkułaich. Wis!k'azylwał OlD jedlruolZnar~zn:i'e na milahkmść ustatleń zalWlierająicych w s&gt;c&gt;bi.e.
Wig Jegono'meII1'k1atu,ry,
parząidlk;i: nieoI11g,alnilcizny, orgalnkrzny,
pSYlchoIolgi'czny i po"
nadorganiczny
społeczno-&lt;kulJiturOiWY). Postul'Ował
zatem
i przekonywująco
uzas,aidn'iał odrębność
i zalSlatdniczą Inliered\llk'Q\waJLl1Iośćśw,ilal1;,akUll&lt;tuiry do zjalWlisik psychiaznYcJh, H;?Jjo:1iQ'gli!crzJnylcrh,
b!io1:ogtilc'ZJnylcih
itld. PIizJelkonania Kro,ebera
nik nie st,raoily na SIwojej 0ganeraLnej) zalSatdruośd. Autom omawlianej
pl'iaicy tłumaczy
jednalkte faikit, że w s'WCJlilcih
'zami'eDZelrui,alch ,.,1'Og'iIClzneji teor,e!\;ylc,z'D'ie zasadnej"
teorii klultury ludlZJkioiślai,któ:ra mialla. halrmonlirjlnie łą,clZYć ulnilwers1a[isltyk:zne twi'erdiZJen'ia nauk
pnzylI'oidni'clzy'ch z l'e'1atYIWiB.iYlcIZlnymibadaniaiITl'i wS'pó1rc'zelslI1JejanltDopoliOglH klUJ'tu.ry,
kiier,olWlałs'ię celarmti dy;dalkitylclZnymi. Poid!kr,eślla tiO zrelsiZtą Al1anld wielo~,roitni'e aI,e ozy ZJwa;lnia to crzYJtdnilka od sibCliWliania sobie pytań tego wdlZaju, jaik o z.a-

�293
sadność pnzyjmowa'niJa pelw;nycih I1Iolrm,'kJtfuy'Cih eIekltYIWI1I(}śĆ
Z gÓiry slkWJallia jeslt
na ni'eJ!)olwoid&lt;Zetn~e?
Część IJIl praicy IWISi ty1tuł "AiI1lt:rop(}llogjiai świat wGjpÓłtCZesny" i pneidis-t3lwia
!l\.l.jno.w,SiZle
bad!al1'ia !lad p.l1Oblemami oiboci!lej ,reeczywliE!toś-ci .ku1tiUlrowej. WlSIPółte.7.esny ś'wialt jest PI1ZYtym po.jęc·lem 110lZlkładadą'CYJm
sri.ę na dIwa a:srpelklty: (1) ku:łituJrY
p1em'ien.ne w Ob:łii:ClZU
nieucihuLO,run'eJg10
:kontalktu cy;wiliJzacYJno-lkułtuIlOwegio ze. s/połe~eń'sl,lw.aJffii najiwyŻiSfZJegos~andard,u teclhni:cznego oralZ (2) JProibJemy z;ŁoŻioi!lYiC!h
c:ywHiz,a,c.jiwrchodn.i!c'h. Oba te a.speklty; 1p!im,0iż w pewO.'en s,polsób powią'zan-e (chroe,iażby na gI'Unc1e t?JW. &lt;lmtJro[pO[-Qjgii
S!toISJolwanej),Slta'l]OlWiąjednakIte dwakier.unlk:i
badal) współczesnej
a.ntropoJogii kulturowej,
w której obręb wchodzą: tradycyjna
o!pi:siowa etnografiia OIiaZ pJróba teol'~YICrz.ned integ)racj;i danyrch EJtnolro,gia.
Wainym mromcl1It-em T-olZJw.aiańAlili3Jrudawytdaje się być jergo klasyrfikacja
po"'zc:zególny'ch IsiZ!kółz .ohrębu hurrnanirSltytki, Mór,e z rÓ:ŻIIly'chpunlk'1.ów Widzenia podchodziły do bad&lt;ll) olk!re:śl'olnyte:hdz;ied!z;in kiUlIturr-y. Oto,ż cIałość naJUlk Slpołeczny,oh
(a podz;iał ten na.leży ordr1o:sić przede wsrzyst.kim do a:n:t.I'OIpolQ,gJiri)
aut,or To be
Human
dzJieli na pOlZyty;wiJstyczme i SlbDulktiUra~Lstyclz;ne.W ob:ręb'ie tYICh pieDwizych :kontynuuje
się mOIdei nauiki obS,er1w,C\icyjneji eiks:peryrrn'en~alne'i. P'I1zedsrtawidele tej Ol'icnt.arejri twierdzą, że jerdinlo'sltik,i
dochodzą do wiedzy o ś'W'ie'Ciew S[)O,ób t&lt;lJki, w ja:ki go d:O'ślW'i,aidic(I;,ają.
W'slZellkiie więc nalsze teorie i pr,zew:iidywaTlia
si] Orpa11tena ,topniowym
odikJry:W0.Ill:iu
wrzJolrów zalwa.ritYlChimmanentn!ie
w naltur,z'e.
W arlJtHlIporl0,gi,izalkła&lt;da ,'ię nrp., że IZCI'Mnęt!'lZneŚ,l1oidoWii'S~o
je'&gt;lt bClZlpośr·ednim bodź,'em dla po,;tl:l;zegania i zarchowarnlia s'ię (,ten pogląd po&lt;dlZielają !lip. kUi1'tU!wlwiml'~el'ia1riŚ&lt;cj).
Slirulk;turra,li2.n1 ma być, wg Al:la'nida, st3lr1awis'k;i'em kr.ańrc-ow,o oidm'ien.nyun, w
~tórym po,srtuilujc się i,Sitnfief'"ie\MrodizOIny:chschematów
słpecyrfirc!znic ludz!.ki:ch. Zidani·em !1Z'0C1Z!n'ilkÓ'w
tej orr;i,elltacji, bez 1sltmienia wro&lt;d,zollly,c'h s&lt;brulkrtur niem-oż.1i:we
byloby jn'kiekolwiek
pOirrządiklO!w.arnie
rrz.ecrzywiiJstoŚ-e-i.
Tak więc t,o umysł dete:rminuje p05tI1zelg.anie św,iata. AHarud wym'ienia jako .pl1ZedsILaw'ick'ł'italk pojmawane'j
llu.mani:;ltyk,i Levi-S.brauss'a, F1r-eud-a, OhrOll"nsiky'·eg,o,psycn.o'1ogów z kręgu "Geslt:a;1t"
itp.

I znowu zd;}ją się ciążyć na autorze
obowiązki
dydaktyczno-podręcznikowe_
Po.wy:L'szy ,podział je.&lt;;&gt;tbow-i·em karylkatulralnym
wręcrz up;ro:slZlcrz.eniemobrazu d'okona]) naUlki. Nie miej:sce tu/t,aj na szazegóŁOIwe rOfZlwai:'eJ!liepowyŻiS:zyc'h pI'oblemÓlw. Pio'o1t-a,wmyw~&lt;;c sobie j-edynie pyLa'nria: !?idzie w t.akim l'avie umieśdć
cały
nurt marlk1s'il&lt;;IVl!'\V'slkiej
l"oIJelks'ji w anibropollog.j'i? Czy r:zocil);wiśde k.ryl\;elDiapr:zyponządJkowa'll,ia porzy,tywiS/ty'cznyc'h OIl'.i'entalc,JihumaniJSl\;y:kii, kJtóa'e wy;mi,etI1!ia AJLa,nd,
można uważać za mjarodajne
i oddające ,istotne problemy tych nauk?
Ałe, ale '" Nie na;j'eży j'ednarK: zalPomrnać, że ks,iąŻ1ka A;llam!da, To be H·ttman,
jest p'odrę.c,zn~k,iem dla studen!\;ów anJ1.rw.pologii, ma Olna jerdynie Wipr'C)'waidtić crz.ytdni:ka w gq'slZClZpro:b:lemow nauiki, wsika'zać piel'wSlze punMyo:de'nt8!cji.
POld tym
względem IQImalwiainapOlzylcja w)'idaje siię być bJi,siim do,slk&lt;oua10'ś,ci.Chodti o to, że
zmu.':za ono do cią;gh-,j rerfilek:sj'i i buidzJi nielUls'tają,ce wątprI.iiw:o.śoi- a zatem pobudza do myślen,ia kry,ty:crzmego o ku1't'UI~ze.Jeśli więc :zdeeyrdo wal'iśmy s·ię zaSYignializo'Wać czy tdnilk owi pe'W1ne kry:tyozne urwag1ipod j'ej adresem, nj,ec'h będzie t:o 1'0zumia.oe wlaśni'e jak,o PozytYlwna 1"eai'&lt;I:'cj.a
na poanieslZlclZone w ks,iążce treś;ci. Nilc
bowiem go,r~:zegJo jalk ulepiony z mi'ałkiej glimy posąg nauki o człowieku,
.k1;óil'Y
zasity;ga z;ail'az po zamlk!lliięcilUosI\;al\;ltie'j st.po·nilcy ksią7Jkti, kl\;Óirejambicją jetsit w na'.l-·
,kę OiWąWlPw,wa'dlZJić.
1

Wo;oiech BUTszta,

M,ichal Bucho,wski

�294
Scietlu:e of Religion: Stu.dd.e;s in Metlvodol.ogy. (Eldiited by Lawn
Hague,

Panis,

Naw YOM

Honk.o),

'I'he

1009" ss. 63\2.

iNalkładem :zmanego wyidalWUliIcitlwa Mouwn
PubJ,iJshetr5 ulkia=ł Slię 13 z kołd
DOm sepii "Reli,gLon a:nd ReaJSlOlIl". KisiiąiJka ta jeslt ef'elkitem k.oo1ferenclji naulkowej
IAHR (IU1t1e:rtna;t'iolnalAiSlooc,iJaiLionDm the Rislt,ory alf Re'1'1gion), któ,ra m1iała m;iejooe
w TUI~u w FiIti1aind,bi, w druialCQ127 - 311 sii,e:I1,PIllia1973 r. Pu!l:&gt;l'iIkalcja z3Iwn,era 18 ref.eraJtó,w głóIWlIly'C'łl, 30 Immental!'ZY i relalcje z dYlskulsji. fuzy OIk3lzj!i wa.r~o z3lZnaazyć, liż wlś,ród móWlCóIW znal·3IZ10 s,ię 9 ulozoU1y,oh pra1cująlcy!ch w USA, po 7 z Holandiri, SzlW1ec'.i&lt;i
i RFiN, 4 z Wielki,ej Bry\1;anlti i Funla1Il1d'ii, po 2 z Kanady
i Włolch
OiDa'l po jednym
z NOLl.1Wegd'i,
NRD, IU1dli:i,RPA, Au:Sitrnł'ii, I~raela
i P'oł'S1k.i (Z. PomatIOlWlSlkli).
POl1UlSVA)nana k,oniferencji probil:emaltyika s;tlwiUnza okalZ;ję nie tyUJkio do pnzegJl.ądu nOlWych ś;w.iato'Wyoh temdeocji
w tej dYoSlCy[l1inie, ale zaoramem uc&lt;h g,eneraJllne;go
ooą.du.
CaŁo~ć O'ooa!Cl poozielona
wstała
na tmzy za,,'adn'ilclZe c'lęści: 1) "Uistne i pis&lt;m€ doJkumenty
tradycji
ir~jn&gt;ej";
2) "P,nz)'l5Z:liość f,enomeuro1lOl!¢ii reJtg.iJi"; 3) "Religia jaJko wy;rau. kJulibuJry". P&lt;OSl2'JClZególl:ne
ClZ;ęś&lt;cidzielą się jE!'S1ZJcze
ka.żdoDalwWO na
tll1ZY,pWJd,ziały, które były ;p:!oodrrn'i!oIbeunOidI~i,ellI1Y1ChSeslj.i.
J: talk IW części pieI"W1sa-ej WISIt@ną temaltytką są "stad!ia preiliiteradk,ie i f.o:rmowanie
się kanonów
w ktSięgach Il'eligijnych".
Swój artykuł
prezentuje
w niej
znany profesor
z U!plPsaJIi, Helmer
Rbng~len. RQlZ;fóŻ:Diaon w niIm kanony poIwstają;c'e s1IoIpruowo, jak np. MI chnześ'ai,jań!Sibwl1e i p1sane z myŚl1ą o ic.h twonzeniLu, j&lt;IJ~
choćby Korall1. u muzułmanów.
Funkcją
każdeg'o kanonu jest posiadanie
autorytetu
rel1igJijnego, aLbo nienaJI'lU~neę)o
telk1slt'u m:ogąceg,o s~u.żyć Jajko t'eI&lt;!st .rytualny
w liItung&lt;ii. Za'WIi,era on tei WsikaJZÓlwfklipOISltę,poIwani'a dla WYlZlruaJWlCÓW
or'3IZ stan&lt;OlWibazę pralwd!z,itwej dJolkJt:rYlfiY.SitoSlOlwall1li,ego mlorLe się zmieniać
w c!ZJalS'ie,bo
dh&lt;oĆiby wS/półcz,Elsna in1ierlPreltalcja BiiIbJ:i'i różni się &lt;Oldt.ej, jaką 7Jalktaldali ją p'i~cy.
Na'bomiasit jeśli chodrzi a fiO!rm'owan'ie S1ię ika1nonu, tn st&lt;IJno'Wli on ordipoW1i.edź na :pyitania lu!dzi, ale w tYlm s,almylm ClZJClJsi'e
W1płYlW1a
na te py'l'alnia i 'lIk.Slmałt.owan1e się oIkil'eślonelgio typu r'ell,tg,ti.
Na temait egtiJpSkielj "K!Slięg,i :ffinaJrłyidh" piSl'le hoaenderslkli UClJomy, M. Heerma
¥an VOIOIS.Ce'1em na'clzelnYlffi dla ni,egio jest wylkaza,ni,e, że n'ie maŻ/na egiJpSlkliK:h
t.ekstów iJn'terlPr,e;t'OIw,ać tyliko nG poIdJsitaiWli'eanaJliJzy pa\P'ITu'sól\v. N1e1ZJbędnYlm S1taje
sdę bowiJem, ja:k 1:10wY1kaJZJu;j,ena kionlkir'eItIIlYlffipI'zylkładizie, siięganie do ob:rMów
i fireslkÓiW z grobO'WcÓiW. Ina10Ze j crzęstto d'OlClhodz;i się do fałszYlwych
kO'lll!cl.ulZji,
właśnie z rpowodu odbz()llolWY'WaIIluapod'edynlCiZyloo mat'eriałów .
.KJomenitaltOiOOmi tylC'h wy\pOIWliedJziibylli J. BeJ"lgman i C.-M. Edlsman. Piel'W1S1ZY
z ruch nWII1c'1JCa
u'wagę, iż nie mOŻU1a tradycji
u:stnej O!¥amllrazać do s&lt;tadiil\Jlffi'pre1'it.era'dktitetg.o, ~Y'ż obie traJd)llcje mogą ze sobą W15ip6hsltnie.ć. Ponaldlt,o ClJng'l1'ment.U'je I'OIZróŻtndenie międiz.y ,,ikJsiięgannJi :re'1'ilg)iijlIlYImU"
i ,;'k.ulitem relLg)i,jnym"; w :wie1"1 wy.padkaC1h kis'ięgi 5Itają się ob[,elkJtem k.u'libu, łączruie z l'iItulDgicllmym tah za:&gt;1;oSOIWal1i1em. D:ru,gri k'oment'altJo.r ZJTIaClZną część S'w,ej wy!pOIwiooZJi ;po,Ślw.ięca 'W\SIpółpracy
too!ogii z innYJll:li dlziałlaun'i hl\Jma:I1JiJstylkii,d.okumentu,jąc
t'o oW{)tC'.ny;miwynikami,
jakie dało zastosowaruie
metodologii
,i terminologii
folklorystyczn'ej
w badalru,ach nad SltClJrym i NIOJWYImTestamrenit'em.
NaSltępny;m wyrdiziel10nYlffi t'em'altem jest "T&lt;lIkiSlonomira i kirytyka
ź,ródeł tradycJi u,mnej". W otW1ierają;cyrrn go a11tyIkJu[e J. P.entiJklilinen wYlC'~i
z za'bOtŻel1Jia,
że we wszeLkich
aktach
komunikacyjnych
nie wystarczy
badać
same teks,ty,
ale taikże Leh kontekJsit fU'nJklcjona~ny. Talk więc anal'irza hadyc'ili
reiHgi,jne'j staje
1

�295
się a.nal1Jizą funk1cyt,)ną. Wya:óżtruiJa 0IIl d'Wla aJ~y
kontek1sltu:
"użycie"
tUaJC!ja, w ,której
da.na tradytc~
jesit zaiSItoIsowoam.a l kltÓfą biarlać można

.pm.ez

serwacje,

wiążą.

oraz

"znaczenie"

dnugie

J)ooI1'ajemy

stybcją

nallerLącą

lilglijnytdh
ny

i

do

a więc

nam

jakie

nosiciele

.tradycj.i

ar.wElkltru ku1ltu,ry.

kioJ.e,ilno pOlZJ1orrny: kQlgnliltytWlny,

pozat~wylC1h

ich

danych

z nią

iż reLigia

sitlWlie:l1d!1JaiPentliiltiiJlllen,

Te

jeslt

.społecz,nytm

aielkltY'Wny,

in!forunaltora,

i

konaltj'(Wny,

IiOOpOrzmrcliHrieIm&lt;JiŻJJ~we jeslt
~l1IP. Wliek

syQ1bin-

Zróri.nriICQlwaJn1e ró'ŹJ11Y1dhre-

i frunlkICdi w zaJkreSlie mdy,W!~dual1Jnym,

kUilJtUiOO1WY.PirawiJdł'OIwe

szeregu

idee

Da!lej

unrliwelI1Slailtn~

,inwariarutów

I1C1wym da,j'e

-

pl'ZJeZ wY1W'~.

ozyill

przy

kiUilltuSlpolieClz-

ulWIZJg1ędnlIam.iJu

k.on ••
teklslt

fi&lt;1IUIWenl1a się

wąJtJku, jeg,o U1iy:aLe, ,traJl1JSlIIlli.sda).
ma

A.-B.

Rootih

daJd!zą lSIię !badać;

lkullJtrJlI1a dUrdhOiWJa ma,

madą

ibaIk ljaJk: llThaiterli:allna, !P€lWlHe \formy,

/kltÓ:r'e

się lD'I.e sltać lPOids!taiWą taikls:&gt;nICJl!l1lLi.IW 'sltculdWOIWa'niiu/tej .sf,ery

kultury
m.arrny jednaJk do ClZytn,ienia IZ \PTdbl:emarrn:i !PffiVnytdh
mel1Jt&lt;ailny Werlba~liJzJalc,jahalc:iłlJawaJnrie zalPiJs/qpis. iPlroces

ImansLOIllITI'aJc1j.i; proces
mentaliny
IclOlpier.o 7.&lt;1

pośr,ednLcitlwem

:t.u wyUrorzyts.tanJe

medium

lWSt,aje

lZlffialteI1iailJ~OWIaJIlY {,posltulliuje

WiOC'Wsneg;o ISIPI1Z~U clelkit&lt;I1DIteK:'lmiJci:unego). Jeśi1i rdhodzi

10 Ikryltylkę

m-ó'deł,

no-

~o rWraime

jest 'wg il1i'ej urwzgl1ędi!1Jenie ClZaLSUi mIejsca,
rznalazeIllie !ZIwY1crza,jó;wi /wytda.I1zeń per
se, ~dh lint,ensy'Wrno'ść Ii. ClZęSltoltJ.IiJwo!Ść.iPoldlk1I"eśllona IWlięc rzJHrOlWiU
Iwrslta1j,e roila ~ont'ek!Slt'-l rWlSiZeMk'iJC'h
IWYlPorwliooZJi.
J€ldYil1Y IkJomen~,aIt,ar, L. P€I'tiZJolJJdIt,
zauIWJaIia" r:i;e 111&lt;lJdY'cdaulsltna
mirotem

lbadań

:WlIe!Ju rdY'Slcyp1lln. :RóWlIlliei

'POiZIO&amp;taje Ipreed-

lreIHgiOlzma:WI$lWIU 1P00r6wnaJwozemu

dOlslt,ar-

oza ona lc.ennJ'lClh materiałów
źródłQWytoh.
J€!dJnalkże &lt;ta w.ie1onllkoiŚć
!U'jęć !tmi:emożliliWJ1a ulchiwylCenti'e 'SlpecyfdlClz,nylCih iSltTlulkJtUlr ,i !form undy;wli:dua1,nyoh
loodzJajów marra,cji.

Jego

iZlda'ni'em

wIi,eIlJkJi'e rzaJSltOlS&lt;awalIlrie,jaik&lt;o meroooa

łaby formalna
anabiza
W. Proppa
poszerzona
na różne
ne_ Ba&lt;da.ni,a Sltiruikiu rail ne pOIZJW1OIląna ll€lpiSlZle 7lba.daJllie
ślonego
przez spontalniczność
kaJcj;i li nie daje f'Olrmal1nego
rYlzQlWany

lteiŻ jem

wyrkimyiknUlkii,

baJrldiz,o ,pre'CytZyjna,
teksty
języlka

mia-

świeckie
i religijmówltonegJo,
oIkire-

ekspresji,
która
motywowana
jest strtllkturą
komuniClZy st!;yil,irsltJ'lCl:mego :k&lt;Slztalttiu. T!eIkJsit móWJiOlny &lt;ehaJrlalklte-

IPrrz;erz;SltalnrdalI1dy [liIIJJg\wtiJstymne, t&lt;llk.1e jlaJk: Ikio:nlta.miJnaJC'je zJdarnlia,

ralnaikiollulty.

Irnnytmi

rz;a'sa!dalffili języka

mówionEig1Q

ekonomi'czność,
redundantność
i restrykltywność.
Komunikacja
nadto komponenty
paralingwi5&lt;tyC'zne,
czyli pozawerbalne
formy

'są

również

jeg]o

taka
zakłada
potowarzyszące
prze-

kiaJZJO'Wi
.inIfIol1lTlalCiji.
~atmzJ'lmując
ma

llJOM'lią jej
i

się

.c:hwi'lę

'w nJirnpno:walC1zOil1e
,odłam.

wnioSków

.relligi'jna

maIZ

D1aJt'ego clJyba

pie,

mo·żna

:sdę l1IaIdaJwać j.edy,nie

1t.~5ItÓlw i ilC\h ;i{1rmtelk15tu.

T'OIZIPOClzynaootaltnti

r&lt;e)lZJd,ZJLał
lpIieI1w,s:zJe&lt;jazęśiC'i tp.I1acy, a do-

źródeł

IP1salnyclh Ibyła

Ibardacrl

na'ulką

przYlPomina

na

10 itElklsit,a:c:h i dopiero

n1a o :mried!slc.e'i pI1Zycrz;J'lny alch 1P0daJWJieinia.s!ię ,z'l1()d:ziły pOltrI1~ebęzarY's'owanlia
rii ich powstawania.
W wypadkach
d·ia mwslZą wyfkirarazać
,porza anal~ę
inne,

\I1Jawelt śWliec/ki'e materiały.

!§dzie

it€lkisity ,były

mieree IPi'Emwotnego
ści.'5łego T'ouóżmJenJa
Nar~tę:pny
h€lrmeneuitylki.

mówca,

religii
nie znających
lPiSlffi li obejmować

T:aIk &lt;też cli2Jieje się

rzaJpamiętYlwane.

w

DailiSille idJZJi'eje1ej

K.

tRlulcIJolliPh, jalWJi ISlię nam
IdLa 2ibaidaJnia i

f.i1l,oIQlg'i'C1Zne
'OIpTraJCIO!W1aJnie
!tekStu,

p~wa!l&lt;a:jąlce

pyltahi;sIt,o-

wYlPaJd!k'u IWiwoonego
ją

S:hinJto',
w

d'JIŻ&lt;ej

lIliie IWY1tIWo'I1Zyły iki&lt;tnIO'nu, ani

jaJkio !Zdecydowany

",OIt1wOIriZJeIJJia"źródeł
&lt;na jego

wstę-

ustal'onych
kanonów
stuiS(Wyrrn 1Z.aJs(i~i,em /fów,IlIież

IreilJilg)iri lpoobalWiły

dhair,aJkltenu, ane jedThCJiaześn:iJeani
świ~egi() od :ŚWJi€idk1ieg:o.

W,edł.u,g nriego,

IbaJda-

,kJonz.y;sltan1ie ,z ~ej OISliąlgntięć

wytda,je

ŹlróJdeł UteI1aIClkiLC'h". AmerylkańJ£Iki

że IW rz;asa!dIZ'i'ekrrytylka

lii

Illw,iąrz;ane 'z. iOl1lk1lJoo-ysttyką, ,aI1Jbowtrę'OZ ,slta-

Iteż zaUlwaiŻyć

I\;em&lt;lltyika /fo~iIlrytW,a.nydh
"Kiryl1;Ylkii

'Zlalg,ad&lt;ni;etl1Iieml~jkion15ltalto!wać można,

ItrCllIllSIPOInolWani'e mert:lOId. Slpecy;j',ilkę

AJl1ty,kiuł J. KJiltaga1wy
tyczący

na:d tym

rsą !bezlpoŚlroonio

pr.zec.i1wniJk

:S/baJrIazyst'aJraJnn-e

,olbi'eki1:Y'Wną lPerc€lPcję.

"KoŁo

�296

Recenzje

hermeneutylCiZlne", iSIl;rOl5U,jąlcre
'W tyun C'ell'll "UrC0UICria",
i5ubielk1t)'IWiJzmjei odnarllkri\lw.i,a
pOlzmalnrie.RarcjroillaiLnaIkryty1ka źródeł ma naklOlmiarstIpielI1W1SiZJOll1zędne
:znalCtzenie IW rre1ri'~iorzJnalWstlwie,
,poni'elwaiŻ źróldła nie ItY'liku,lZaikreŚi1ia,ją,oibSlzar badań, Ireaz rThaiwełtje
pilot-ują.
Korlejni 'k,o&lt;ment,ai1Jolflzy
L Chilrasrsii-Oollolmbo, W. ,KillaiSISeni E. Segelberg
w nawiązaniu
&lt;do o&lt;Ou alI1tylk1ułó'w:rolz1paibI1Ur:pI1zede
ją
W&gt;1zYlslukim:klwesltrię 'sltrOlslOlWalLnośd
posrZlcze&lt;gólny1clh'metod w badaJnia'ch, ICtzęsli;,on.a kioIIklretnylc1h przy1kl,adalc1h. Szclzegó1'nire dużo ,zaill1ite:l"esorwania i b"llI1zliiwą dySlk'lllSję IWtzJbUrdiZlił
,ref,erat K. Rudo Lpha.
Na tym ,kiońlcizy:się rc,zęść pieI1WlSIZJa
k$liążJki, n::vtlOmiaslt dl1Ulgą Zia'clzy1ila,TiQzidział
"Ocena dOlty'C'!roza:solwylchmetod". ,priobh~m ISltrWlolrzEmia
ih'isltOlfylClznejtYIPollog,ii,r,el!igii
rOIzważa IW nim H. Hie.:oa:irs.NajlpioI1w :PI'zytaJcza 'OIn stanolwliskr3 ta'kich baida'czy,
ja:k ,G. ,LarniC!ZJkoiwlslk,i,
C. Bleeker 'i U. Hia,nchi. SIedząc dalej hi:"tOlrlięibddall ,typolog,iczny'C'hkolnkluiduje,
że rro:z.umia'llro doltąd Isalmo pojęóe
tYlPU t'r'Ojalko: 1) fakty
d"me w hiisltolriii mogą być IkrIasyfriJlwwane na ibaZlie e!lllpiry'CIZlnej i lhisto,ria Teligii
może 'Slię ikiOl11ConJbrmvać
,nad ,ileh wYo'Jtęporwaniem (nip. L. GO\ppe~t); 2) może być
t.rakt,(Jiwalny j'a,lm absitraikit, norDmatY1W'l1Ia
'Zal5adta csystemalty,zaicjiolparta
o potdrcrbieństwo (J. Wach, R. Otto, H. l",rick); 3) ustala się je przez bezpośrednie
związki
między IrOlZJwmia'nymobiektem a rozrum:ie'jącym podmioitem, między s£erą emlP.iryrczną i ,trans'c'enidentną (G. van der LeeUiw). Należ,aloby więtc WpiClr:Wu~·c,iślić pojęcie
typu, by móc na,s,tqpni,e myśleć o jeg,o apliJkowaniu,w
badaniod1 Iklll'nlklfrffiny'ch.
C. Co:lpe WS'WY;ITl alDtylk.l'le para [się IP1'o,blemdmi oididoo1'oglilzorwania teolog!'i,
by mogla 5itać 'Się barridlziej naru/ko:wo wery:fiik,olwal'1a. 'RoiZJpatlrrujc także znaczenie,
jakie w hi:sitolryoznej IteOllogiJi i llri!sltOlririrellrigii ,odgirYIwa teorria Isymholu ,i teOlri:l
odbicia (symbol theory and copy theory). Słusznie chyba krytykuje
naiwne teorie
odzwierciedlen,ia
'chcące być adequationesintellectus
et rei. MaitenialiZJm rd:iailekltyc'ZJny 'zaikłada bowiem wpływ wlalDulIllkówIslpołeaznych na IreUgię, a nie prols,tą redruk,cję tyrCrllIr'ela'cji. W(pływy ,obu !podejść ba'da'wczych są w niClktÓrrych przypadkach dość wido'clznei
akceptolwamle !p11zez arrtodolksy,jnYlch IzdawaŁo;by się prnta,gonio;tów ildóre,goś z nirch (nip. G. W. PlerclhalnOiwa), la "wój 'SZlCiZy:t
o:sliągnęły W tzw.
"austI1o-mairlk~iZlmlie". Tem'ia 'sy'mbolu 'Zl1Iajduje zac;ilosrO'wanic 'w S:LldiOiwaniu mitu
i lic'zb (E. Casls'ifrClr), rtll1ardy'cji Chirrz.eś'cijań"ki'ej (p. Tlillirch), Ikomunikacji
znaków
i 'Pfrzedsta'wień alI'tyrstY'cznyrcih (A. N. W,hitehead, S. Laniger). Teiorięordbicia
stosuje
się Ipr'zede w:&gt;zys:t:k!imw oklr,eśkmi'll faJkitĆl\wrH~llilgijnych (L. Feuerba,ch) i ma,lerii {,od
F. Einge!l,sa IpO W. L Lenina).
Pierrwslzy z komenrt,atolrĆ!w, C. J. 'Bileeker, wYPOIwialda się na :temalt zadań his,borrii Ireligh ,i fenomenolo:g;ii. Leżą one głćxwmie Wi {)p'is,alnriu iZJHl,ZJumienliu TeMgii
jailw ludzJkielgrQfenomenu w jego głęboikLm 'wylmia,rze. rHbt,(JJ1ia religii winna w sposób iPl'chlemowy 'orpi'sywać jej rOIZlwój; fenomenologia
dOls'ta'llCzdĆma Iwyja~nieńco
do "ensu i 'st,Llktury
kiolnstyltutY'wnyldhelemellltów
,reliJg:iJi.Ewidentnym
jeslt, że
obie gałęzie iSą lws'półzależne i nalwlzajem "s,ię uzupełniają.
HbtrOria U"elrigiid'Orst;:vrcza
materiału,
a fenomenologia
daje rheurrylsli:ylazme,podsil:alwyIPomagają1ce zna,leźć jądro
skomplikOl\'J1anych problemów
If'ellilgii. Na rkoniec po!situluje, by uika!zy'wać z.jalw,isrka
świaitopogląrdowe taik, jak je widzą wierzący.
,Kwestię odrrębno,ś'cii :pola badawiCJZego rreligiozmawstwla pordinolsliwyraźnieW.
H.
Capps. Jak dOltąd, ozel1pano Ikier'llnl'K;ibaidań lZ linnyc:h dys'cy;pli'rn, bo i ,twÓlrcy .tej
nauki działali :za;mzem w poikJrelwny,c,hdZJieidlzinach (E. TylO'f, J. Fra:zer, M. MUller,
E. DUI1kheim, M.Weber,
G. van der LeeUiw, R. OUo). N:a~tEJpnie lila ikoIllkretnych
przy,kładach
wykarzuje, iż 'l1eli'rgiolznaJwlslt:Wo
jeslt porlem badawczym,
gidzie realiznje
się ,róźne ,podejśoia, wiele m EltiO!do1logii,
dlla kltólrych ,lI'udno znależć wS/pólny miano,wrni'K.
Nta!stępny komentator,
H.-J. Klirn!~edil:,'sitaje na,t,o:miaJsltw OIbTl()rnie
fenomenologii,

�297

Recenzje

której dod~tlkowe mreiJIs1cerzHljmJUoeherllnenewty;k,a H.-G. Gadamem.
Sltwiel1d'za
bo'wiem, ż·e oIPró1azścdsłego itYlPoŁolgiJzJolWania
i ohirollloQoigjiJzJa,cji
mait'eriaŁu OIs1talbecznym 'celem jeSJt dolk·on&lt;l,nie intel1[p1'etH1cljilUldiZlkiej eg1ZyI"tenlcji.Ca~k'QWI~tHloibiel~tYlw,iza1cjawarttolśai, ISlta!W~anapriZed aJnaQ·j;ty.c&lt;ZJno-eIIIlIpiryc.znYimi
dlz.i·edziilnami badań, w~nna być integrowana
hermeneutyczmie;
dzięki temu fenomenologia
będzie w stanie
wycnWyltywać żY'woltme e1&lt;ememrt;y
,rcl;iJgili.
DaLsi kom entalt Olnzy, iR. PUlmmer i J. IShal1Pe, ':l&lt;ajmują slię kol ej.no pwiblemem
uściśleni,a baidail tY'Por1&lt;ogilc'znYich
'orDaIZpOlZJoI1no:ś!c,ią
nielk:tó,rylch rZ1elkomyrdh klwesltiii
metodo&lt;1.ogliazny1ch. slpr1olwactrza,ją&lt;cY'crh
się faikitycrzmie do różnirc t ermino1lolg.icizmydh.
T,rudno w tym momencie nie izaulwaiżyć, w jaik ni.elkiiedy diametiralnie
odmienny
Sipo.sób IrYSJ'-lją'slię w oClza'cih bada'clzy ,religii IWYin~ki dotychlc,ZaiS ISitosiO'wanych metod, zadania I!"ehgi!CJ,zna
wsitlw,a i jego prrrzYSJzłość.Część opowiada 'się zameitodam,i
ba'rdzi'ej "intuicyjrnymi",
inni o:Slcy,Lująw il&lt;lieI1Uinlku
".ra'cjlonallny;m", ibą&lt;dź IteżsIZUlka
się 'PeWlne~o k.ompromisu
między nillTIi, czego wy·raizem w pewnej .mlieI'ze 'może
być :SJwaista próba podziału 'Pola badaiWlCi;oegosugeDolwalna :pI1z'elzC. 'Gollpe. Duże
nadzieje wiąże slię z al1a.msem między ienomenol'o.g,ią i hlSitOifią religii, .choć dDOgct
do .symtezy wy1daje ·siG być daleka. Z pawno1śdąodczulwa
się tu bmlk teolrii o 'chaI1,~kt.eII";ze
ogólnym, k!tóra da1aiby jednod1ty kluclz Ibadav,10zy. .Jak dotąd zaś domi1nu'ją
C'Onajwyżej tezy cząS'trkowc ,i tzw. lt'eoDie ś,rednie:go zasięg·"..!.
ROIZJdział drugi tej częśd pm!cy pO'śWlięoOlny "Pordejś\ciu ["ellig;io-·elk.olog~Cizmemu"
otwima aritykul t:WÓ,DCYt·ego beru lIku w roILgio.znalw;stwie, A. Hultlkm.ntza.
N ajogólniej
wysił,ki jog,o IZJmieI1zlaljąku a:piliikolwaniu olSlią'glllęC ekologlii kuLturowej
.J. H,StE'lwaI1da witej dys.cypliIIie. Eikologia :f'Elligii jest wg nieg.o badaniem
śwdowiskowej integracji
religii. Środowisko
z pewnością
oddziaływuje
na ludzką kulturę i pI1ZY założeniu
funik,cjoIIi01wiania ogniw poś.rednkh
m.ożna iok,reślać jego
wlpływ na reiligię. Najwięk:sz'e za'S'tolSolwalniema ta metroda alnahzy IpDzy studi.owaniu religii społeczeństw
prymitywnych.
Hultkrantz
kreśli przed ekoTeligioznawstwem nasltępujące c,ele b:adaiWlcIZJe:
1) dać ma onlO nowe we'jI1z.eIIi.ena w,zmyi fUllIkci'onowainie religii; 2) dostalI'c:zać fenomenologi!clznyc:h ,porównań
zairólwno między
ceciham i religi'i, ja,k samymi re:Li·gbmi; 3) uSltalać typy Irelig.ii w warsit'wa:ch hi~to ..
rycZJnych; 4) W1slka:zywać pOIPDzez a.nahzę !Zmian elementy
[r'eEgii naljbardZJiej zależne od śwdowis.ka.
Kierunek
ekologiClzny pOIZJostaje - jak wiJdać - domeną bada.ozy rSlkandynalwskiC'h, alhowiom .nas1tE;pny ar'tYlkuł olddaJe nam poglląrdy nODweslkliegoJ.oz.onugo,
S. Bjc.rjkc, .Jego zdaniem,
centralnym
pUlIkltem ek1oTehgiorznalwstwa jest U\k::1ZYwanie, jak dany ,typ ardapt,a'cji do rodzaju śroid(}wi,slkiamaltulralnegro - dają'cy pewien typ technologii
-,- pI1zy'cizylnia się do tw,oDzenliaolku:-eś!lonegJO rodza'ju relii,gii.
Uważa też, że fa;kty rehgijne
są jednoLite w ,Siwym rI"Oldzaju (Hu,litkraintz je dz.ieli)
i dają sliębadać cal\kow:iiCie bądź w Sipolsób nomotety,azny, bąidź idioog.r1afic.2my.Star.a
się ponadl·o ud()lwodnić kiomplemen'taiI1n!O'ść i zgodność oaLego ek:ylogi.Zlmu lillul:lur.owego z ewolucjonizmem.
Komeata.t:oT M. BUlttrner I"aprezent·-xje dorobek
gI1u[JY naukowców
z BO'chum
(RFN) i jalk Isam t'WliaI'dzi - jest pI1zedsta1wioielem geog,r.afó,w relligii. Elkołodzy
skupiają 'SIię !na wplywi.e środi(}wisika na r,elri.g,ię, z,aś geog,rafoiwie dodaltikolwlo na
impulsach generowany.c'h pI1zerz Ś\w1iatoipogllądi skierolwany,c:h na 'Ś\rIQdow1s!kio.
T·wo~Zą zalrarzem pewną di1a'l,elkty'cIZlnąsp imIę tyoh wzajmnnyich
oddZJiałYlwań zL.o!Żoną
z impulsu, religii, środowiska,
formowania
się, równowagi,
konfliktu
i sprzężenia
z\WOIbnego.
.Nalstqpnie A. K. GlhJo's'h wsikalZJu.je na tmudnośd
dOlkonanila klalsJlfiJka1cjli i poWliązań religi.i ze ś,rodowrslkiem. POls!tuiluje najpi'sI1w dolkładniej,sze Ibadanila w SIZoC.Ziegółowszych dzi.edzinarch, zanim dolkonasię
OIgóJmej teOlr'etyclznej oc.eny. Nacrnarw:i.3,
'N

l

�Recenzje

298

by zl"oIbić atlas tYIPÓW r~,
ik!tÓlry ulk:izywaliby nie ItYlJJkJojej l"O'zmieS'ZCtZen'ie,1€'C2
rÓW1ruież prflZleIJItQWlał ~dl.'o!g1ię i alreały ~o!cjOi'kJuQ,ttur'Clwe,
w jaJldch te tYIPY re1i,gii
wy.slt!pllją.
G. C. OOI~lhr.llilzetnIWyldalj,e &lt;się być ~W101eIlJnilk.i.emdość be'21PQlśredIlJieg,o'priZlen'Ol~zenLa pojęć i terminów
z natUlk przylrod1nLc,z;o-matt'emaityll'l1JnY'dh do reil..i;g~orznalW'~iWa.
l'lliQlsy;sil;'em jesit dlla IlJie~o k1ompolZylcOą f;ilZylc,ZlIlJo~c:hemilaZ'J1!o~tbioll'Ogji:Cl2ID~1c'h
procesów
Pl"Zeibiegalją'cylclh w iCtZa'S'olPl"IZeIS~mZenlne.j
jednośd
li. dają'Cyldh ~ię zast'osować
do slfery
1utdztkJiej d~łaJ.iI1Jo,śd, a więc i Del!ilg.ii; prólbkę zaJslt'ostOwamia 'SIwyIch u'st1al'eń prlezentuje na ;prlzyfkla,dzie ana[irzy s\poŁec!21no!śc:iBaInIbU, BUli&gt;ZJmetnóWi HLJ1IduIsÓlwIW iRlPA.
K,ry/ty.k,a E. Pemry d'oityClzy odrY'wanLa pl1ZeIZ A. H:uMIkJmn1uza e1kJOIrelli~iozna'WIsit'wla
aid reLigii. Bada ją ron bowiem j'aikto fenomen
lmlltuwwy,
a niereHgijny.
PoIUI1zeba
naitomiast
metody
stuidiiując'ej
r,eliigię jalkio talką. DlaJtego rOllJważać ~ię powimno,
kiedy
Ś!r'odOiWiJ~ko geolg,rarfilcllJne n&lt;tI121UlcaS'Wle fOI1my IrYlu"lalom, rnitom ,i'tjp.,ailiba
kiiedy Ire:li,gia adolPtturje selelkrtYlWnie z oitocrz.enia wyobrażenia,
walrItości i fOI1my
SlpołeclZlne z nią :zJglotd!ne.
O:slualtni IZ k&lt;omenJtato.rów t'eglo DO'Zldiz:iału,Z. PcmiatoIWls:ki, uikalzwje możJl:iJwoŚlm
.zajęc:ia się w bada'nialcrh t,e~o tj'lPU relliJgiami WisIPMC:ZJesnyimi.Uwalża, iż należy też
slkry!SltaliJ:zJQlwaćpodęcie środo1w:iJS'ka, z UlWlzJg,lędnirenliem olbeCinego Wlpływu lnań lkut1tury. ,W,siklat~wje tetŻ pTIzy olk,arzlji na 'PoWlsitalwaOlie we Wls,półlCizoony:mświec.ie ruldhÓiw
par,ar'eLiIg:ijnY'ch o,rarz naW1Zcr1olst Iwa:rtlm'lci ślrQldawiJsika w świadomo.ści
społecrzeń!sbw
2JUrbianL~QlWany!dh.
RJieD"lnek eikJolOlgi,erzmyzy!slkał solbiie do'ść dtużą popurlarrmo1ść w r&lt;e1i~iolzna'Wls,uwie
WlSlPókzeSlny1ffi. W SIWyim "WiS\tęplie" L. HOlnik,o ulpaJuru,je go w Qlgóll,nej ,t,enidencji
nalWlI'loltu do nielkltórYlclh datWmy!ch melt{Jd baldań i w tym, że jesit Itto ikieDun€lk mogąlcy być tlralkt'olwalny jako antir'OIpot1tQ1gii'clzmy
walI1iantmaterialliZJffiIU
hisltorYC:ZJn~o.
F,akltem pOIZOlSltaje,iż żyw:i się z nim dąlglle dość duże naldlZJieje. Niemniej,
jalkto
motŻna 'ZJaUiważyć :za'ró'WIno W ikolmen1t&lt;tDzalclhi dySlkiusjli, wlietle jeg'O mQlmenJtów po:ZJC~slt'alj'e
n:ie£lc,iBłych, niewy'ja,śniony1clh
i nielW.y\pralcawanycih.
NalWet slzeDo~ie ro~umienie ,ś'l.'odQlwisika (łą'C:ZJni'e ze spoleClZno-lk:ullj;uII1Olwym) nie usuwa
w cień wąt:pJiWlo,Śid lI'otdiZą,cyrcihslię 'Przy ·.lrstlallaniu Wlslz'ellkkh wzajemnyrch
powiąrzań.
Ulstarlelnie
zaś samych determdnatcji
i 1c1h kJi:erunlku jest I1zeczą wietlice sikorlTI!pl:iJk'owanąi ·olbejmują'cą szereg syndtI1orrnaltylc zmy1ch ogniiw. Na uboClzu z!aś ipOlZOlsitajetm Ita'k'że występująlcla olbok funJkicjolnalllJJej delt,eDmimanta genetY'ClZJna zjaJwislk.
J?alrt1ię kisliążki poświęc'olną
"PodejśClilu relilgi'o-a'n1tnJipor1 ogi:Clznemu" rOIlJPOClzylna
a r1;yi'kJuł U. Bianchi.
Zajmuje
'siię orn kwesbią ZJdef,iniowania n~liJgil, talk różmie pojmowaJnej ,przez antlDolPollo'gÓiw DOIZllPaitlI1ujqrcyc,h
relltigię jarko cało'ść oraz hi:slbolryików
mająlcyich k'onikr,etnie
clharalklteryiZolwać ,rórime froDmy Tetl1vg'ijne. Sit,a'je na stalnowiskl"j, że nie da Is'ię sY'TI'cbir'onkIZJnytclhbadań aln1uropololgimJOyic'h separować
od hisltoryic,znego prolcresu. Bonaidltlo UiWatŻa stal'e napięc:ie między unj]wersaLnym
i partylkularnym,
fenomenologią
i historią
religii jako zmierzające
w kierunku
stworzenia
,;hisit,OtTyiClzneij
.tY'pollorgH reil'igdi".
Na:stępny
ref1erenJt, M. SlpiJro', w pmlcy nard symbOi!i,ZJmem i funlmjonatlilZlffiem
wy'chotdizi IZ 'zalo,żeOlia, ż'e reilitgl1a jest fUIOlklcją ~w senSlie ma&lt;temaity',oznym) sIPo'1ec'zeńISltiwa, t,j. zależy otdkJu1tuirowej
oI1galn:iza1cji dyislpozY1cji i walDtośd w o!k:reślonej
grupie. Swe założenia
stosuje nasItępnie w porówn&lt;J.niu judaizmu
w izraelskim
kibucu i burddyi~mu z bUII1mań:slkiej wiio'slkd. Okarzujte się IlJIP., i,ż mimo Ipmstego strl'Ukitu,ralrnego polktrew,ieńJsltiwa sY1m!bo[:i, iJoh s,emantyka
jest ZR.lpeŁnie różna. ~pko
ZJreSlzJtąulWlida'Clznia tetŻ pDZYlPaidlk'ia podobnym
dharralkibeI1ze i stara s'ię zanaa]zO\w.ać
Wlzajemne ,i,ch rel,alcrje.
Ze stanowiJslkriem tym nie Zlg.aidZJasię w Slwy;m komenbalrZ".l H. Calin. .Jak dla
M. Spiro sY'mbio,le są Tre2JUilJt'ait,em
:LUldZJkiejil'lantaJzji fO["ffiowanej pI1zez tyip i&gt;połecz1

l

1

�299
nego dOiŚWiatllcoonia IkUJlturowego, talk dila Cad&gt;na poohodzą
one z d~dazenila
reI~.g,i,)nego, kltóre wyu:arl'ać się może w ISpOISOO właśnie
kiulltu.rowy. Ozłowielk. lllie
obie'k!tYlWliiz'UjeIlIUmiIIlQSlum,aile proj6kItiujje w tę 9ferę SiWe ideały, a z klUltlUJry ~erpIe jedynie .il1J:ij)iJrac!Jedo fmor1WnJi.asyrrnlboLi.
TaJlde H. H.Permer
w ~ób
dość dclkłaidny i sd'oJ.1IDal1iJzOlwanyl~giICZIIl1ewykia;zu,je, że podJz.iały M. ~
są dOlkOlnane IW '~osÓlb aIlbiItJra1 ny, syunlbole są Z1niekiształcone PI1Zerz.QlWą arribitrallność OImlZz melt'Oldollogtiraznego p'lnlkitU wiid'Z16I1JiateoIlia
iluJIlIkiCYljIlla
jes:t trYW1irad:na.
JW S1WYlffiik,omenitalIlzu R. F. S. Spencer
kiwes.t:iIonurje pojmow&lt;linie
czŁowieka
ja!Ioo ,;lJWieIlZęcia relWgi,jrnag.o", kitór'e rpoW1Stalo w wy.n.iIkJu irJteOlsY'WiDy.ch ba&lt;dań nad
zadho'W'alI11ami z:wie.mąt. Nie m01Żma też, jego 2Jd,a;n;iem, T'eldJUilrować r'el1igli'i lWyłąaznie do sfery narUlkoi.WtraJZ z A. de WlCllal Ma[el£i.jt .nalwołt1ljąJcą do oc,iągłego dQisltI'Zegania w poo:z;uJk~wanialC·h badaiwtozYlc\h crz.łowielk.a, mcrima go zaikJwalillkować
do
orLel1Jta'c:ji, .którą narz.wiemy, z:aporlY1='jąc t,en terun.in z ~'nnYlc\h dYlSICYlp1:iln,
"l"elilgio2Il1a1W1Sbw,em
hUJlll;a!fris.tym.nYlffi".
AmJt'I'OIpoIQf!iiaza;ohowluljenatclatl
2maJoząJCą porz.Y'cję w baJdaJnia·ch r,e1;·giIL J'ej metody i teo'hnDki badań ,pOIZOIsltającią'~J.oe je~
niedOtŚDigln:1onymi W1Zorami dla LnnY'ch dYlS,cYlp1inSIPoleClZlnyoclh.WaJŻIną rolę Qldgrywają w niej rcxllwaŻiarnia TIra temat
sYlmboli, ,sYlffilboHrz.acji, ilCih Z1narC'.zel1Jia
i f'Uil1Jkicjooll1JolW,arnia
w kumt&gt;ulI'z'e. Ntie2Jwyi]cle c.ieklawe j,eSlt t'l lZIarYisolWyrw&lt;:mieSlię pr&lt;'fu pr1zenOlSizenia z arnltnJ(pol1{}g,~i
~ulturowej
metOld aJIlaHzy mają1cyc'h na celJu od'tv.~a'I1Za.ni,eŚWi~ata taJkJago, jaJk'1m Wl1dzą~o ClZŁonk,ow.ie badaJnej g.ru/pY. a wYlwodiząJc-egro się z lk!1asyoznego I1J1:emaJljUlż I"OI2JrÓIŻruienia
kategOlI'i:i ".em'oc" i "efb1c".
OSitalt:ni WiieDk!i dział k6liąlŻik~ r&lt;Ji2lPOlCZynatematYlka
m:tylw'łowana
"Tearj,e
d'otytczątCe pw.cesów
ry1burMnych". OtIWJera ją L. Honk.o, kotwy na wstępi'e
SiW'ego
artykuŁu
OImaw.la rpOIZyC'je, 2Jnaozenie i kOlnltYlnl1JaJojepralC E. DUl.1kihe!iIffiai A. van
GeneruJa
nad tYlm 2JaJg'aIdOlieniem. Dalej
sltar.am.nie rozróżnlia lpajęe,ie "ka:te@OII'ii"
(jelSlt loo pr,aJk1tYlClZnataks{}nom~a gnllpu:jąca matevLał) i "modelu"
(na:rrzędZlie wy;jaśnia:jąc'e daJny iPrro.bilem). ~roan.iiC1m anUrO\PoI1ogilcZJl1eIl"OIZUlmieruierYlt"lalu do sybuacji, gdzie wYls:tę,puje na'gromalclizenie .tiraidycydlnego symboł,ilclznego maJteriału
i jego
kJoretlarcja z trarOls:cendenJtmym. SpOltylkaJmy s'ię tu też z dość SJ2Ic'lie!gólową oharral~terystytką .rylliuałólW prZ:€ljścia, ka[etndal"lZOlwyx:lh i kiryr;zYiSlOlwyioh.S:twlierclim on również., iż cią&gt;gle .rośnLe rola /pOId€ljścria baidająoegrQ nie tyllkoO ",s:tru,krt)uTę" ryittuałÓlw,
leClZ poza tYlffi jej re1laJcdę do procesu,
k1tÓoregrojest wytworem
li tr,agu,J!altCllrem.
Drugi z r·eferen!taw tego zarga!dJnienia, J. L. PeaJCOlC:k,na pOQrs:talWj'ete~'OJgi;i
za;pożYlczo'n'ej od Bellr1aiha badakoretlaic.je
między .zrruanarmi i rodzajami
rY!buałów
(szeI1Zej: koncepcja
zjlarwiJs'k symlboilli.aznYlch) a stru'kitrlrą
'Slpołec,zną. St~rająJC slię
wytlroI1zy;stać w S1pOIsÓlbZlffiodel"lIllDzowarny iidee ewo:1ulCjornri!ZJrnuw OIPra'oowYlwam:iJU
ry:truałÓiw wY1rÓ'~nia i OlPilslU.je5 koh pOZJionnów: l) IpOOIom prymift;ywny
aw.oI1ulc,ji
religijlnej,
2) Slpo1oeCiZeńlSlttwa
Cli11cha'iIC1ZJnago,
3) siPalec.zeńlsltw cenbrów ,,'wioellk'ildh rdiigili", 4) a~Tas Wlc~esnlQ'W1S\półl~es,ny(mOtderOlizalCY'jny) ': 5) WlslPÓłlClzelSlny.
W Iswym k,om€nltalI'ZJu G. J. F. BoulriItJiUlswlslkalZuje na a'rlbi.tra'!,ność klaJsyif,iJk,a'cji
P,eacodk'ia. Jag'o idealne
typy są bOIwiem sikorrrS\t'ruoQIwarnena ba,zie t'eOlretylczmyrc.h
wzwaźańi
ni,e są w żaden SlPOIsÓibadaklwalne
do ro2le!CIZYlwislt·ości.
NawiązująlC do
tYlPo!og'i'i L. Hionlko prop()lIlClje 'W'łaJSlIlą, ZaJSaJdizarjącą się Ilia rekl'cji między md'kI'oi ma&lt;kirokosmoselm. Ryituały mogą być I'o:Z1tunihme )a'ko ()zYll1Jn~kipm:l1t/r1zymująJc,epoI1Ząch!'ki cOThtinuu.m Z'&lt;\lPoC'zą,l1kowflnew mift;y;aznYldh cZaJSalClb.
iNa'5itępnie J. H. KaJmSlt&lt;;a zaa.:na1CiZa,iż niie moŻIDa badań nard ryitlurałami oglrra:n!iczać jooy&gt;llrie do socjo1ogliicizmeg,o ich a:stPelk:tu. WaiŻny jesJt lteIŻtOIwamylsizący im Ś'W'iJatlJ\PGg,lą'd. WiSiZe1Jkiebaldania religii nie mogą ,pI1Zebiagać pI1Zy jej iJw1a:cji od sytuac.iJ, SlPoloo2Jnej, fiik~Zlo[\i'()znej i ku.ttU'roO'wej; nie ma dw60h iden:tY'crZJnYlch rY!tuałów,
1

�300

,Recenzje

~dy:ż IlJaiWe/tf'OTlffia!l:ni'epodobne IWlSiPiemne są mną £iI1ooof,ią. Ta!k więc wiele uruiwensa1nylclh ,kCllt'egOlriijest pll"ZelZtio kCllrylkla/t,ulrąnZelczy'wiis~olś&lt;C'i.
Osltalttrii kmnentato'r,
A. JalC~S.Qill,ZCllfizn:oad[',U'gi'emu r,e!f€lrentoWli, że j,ego tYIPolog'ie dolk,cynane Izolsit'ały ad hoc. NatOlll'liials&lt;tsfoll;1mu~owania HOll1ko nie są do koń,ca
ja'sne. Ponadto
ufWIZJględl!1Ji,a
on ty'lko pOl7Jiom i:ntdy:w~dulalny ryltów, a na UhOlC,Zl1
POlzo'Slta!wi,apOl2Jiam stpołelcl7Jnydl relalcji, T'el'alcjlisltrukbwralny!c:h rytuałów, rela!cji rytów ze społeczeństwem.
JJiru,gi r,oZJd:ziałtej :książikii poświęooy zX~:'ltałprorbJemalty,ce "jęzY'ka religii". W artykule pod tym samym tytułem J. Barr najpi,enw balda kOIlJ&amp;elk,wencje'ro:zmaliitoś.ci
l;udzjk~c,h ję'zylkólw, w którryloh dana r-ell'ilg1iajes't wYlrażan,a. W s'kbd tej Itematylki
wchodzi też klwesltia tłumalc,zenia tekisItów rellig,ijnyoh, i'c,h "Jlniwersa,lu().ść i Elk'~pansYlwność. D ailej tW!ielrldm, że elemenIty reUgijlne języka natulralnego
nic mo,gą być
u1&lt;07;salmialnetylko z te'rminololg'ią, ale T!a1(Jzejz bal'dizi'ej ó9kOlmpl,ikowany:m:i&amp;1Jrru'kturami.
Osłabia również tezę o kształtowaniu
światopoglądu
przez język; jedna
religia może być bowiiem wyira,żana w wicIu językalC,h, a dany język może być
uŻjnwany w liC'znYlc'h ,religia'ch. Na konii,ec I'OIZlW:lŻa,jącf.iJI'o'zoDC'Lme
podej9C1ie do
języika kWlallif,~kuje je jaiko meltafory.czue (język ja,ko sYistem myślenia).
Cent'TCllnYlm problemom
referatu
J. Waa,ridenburgla jes,t próba U!kazania genera,lnej teor,iireIigii
j.alko sYislteUTIC-l
zna'ków; stam się poka,zać, iż jQz:y'k f'elig,iJi nis
może być poza tą t,O'olr,iąrozum,ia1ny ade!kwa:bnie. Pir:zy baldaniu tego języlka stara
się z,anahzolwać zna:c.zcmie, jalk,ie o'n odglry,wa dla jedn1os.tek nim Slę pOlsŁUgUjąICy!ch,
Czyni talk, g:dyż w aftmie komu1ni!ka'cjri mÓlWICai odbionc'a mu,srz'l podzi'Clać wspólne
referencje
odinoszące s'ię do r,z,eczylw'iJsltoś'cip'OIzaempilrycwej, różnej od tej, do jakiej odll1'Cllsząsię inne DOld!zajejęzyka.
Komentatorzy
A. Nennola-Kallio,
N. Smart i A. Wissman skupiaj'l swą uwagę
na probilemaltyce kirylte.riólw wylró:żnieni,a języ:ka n:atulr,aJllnego i religlijnego olraz ~posobó'w pT!ZeprolWadzania anall,irzy tego drug\iego.
Ost'aitlni rO(Zldiz,iałllJsiążki zatytułowany
został "Głębolka s'tlrulk:tura rehgii". W po·
jęc,b otlw,ier&lt;ające:g:o go J. vain BaJa}'a relig,i1a jes,t sYisitemem oJnO's'zą,cym slię du
niewe1ryfiJkowa!lnO'j r:zec,zy'wi&amp;tośd, tyIlTItcza!s'emz n&lt;l1J!k1owO'go
punkltu \v'iidzO'nlia jest
to absulnd. Fa:kIt jej istnieni.a i otdwloływania się do niej Ipr:zez czl'olwielka świadczyć
ma o jego głębdk.im welwnętrrzmymkonfliikclie.
ROIz,polznanie tego zjawiska możliwe
będz!ie tyl:k,o przez bad!ani'e i symbołi, i emo'cjo:naJny'c'h "t.anów u mysłu (sny, neur'Olza tbp.). Aby pOIznać kh genezę, naJeży dokładnie
po!znać cały k'onteikst kulturo,wo-.SJPołeclz:ny. Stąd rodzi się po:t,Dzeba k0'll1lplek,s01wych bardań monog:raf.icznych
i jeidnocześnie
kwe,s-t'iJonowanli,e "metod
poróVv1na'wclzy ch" iIZlo'lującyc&lt;h pojedyncze
f,akty.
W naSJtępnym rerfe:ra'c:ie K, Gorlda!mmer z,ajmuje Slię relalcją między symbo!lami
a możUwą głębolką sitrwldulrą religii. Za'l'waża,
iż termin
"głębo;ka" staje się
c:zęsto !'oid'ZJajem met!afmy dla rlzeczy niewy,rażnych
Naj Ie!piej będzie, 'w jego opinm, t'ralkltOiwać głębię j,alko naj:'lt;Hlsze waimt:wy symboili, któ,re zres,z.tą w hist'oDii
ulegały
ró,żny'm transfOlrma:eÓom. W badaIllia'clh najball1dziej uZ:l's!aidnionym metodologicznie
podejściem
będzie natomiast
rozpoczynanie
analiz od warstw
najbl:iż,SJzych,najsrzel1ze.j wyartylkuŁowanYlch.
Komenrt;,a'tmów ~h. P. vam Baaren'a,
U. Drobina, M. pye i R. J. Zwi We,rbloWlsiky'eg.o, olprócz korJklreitnyleh luwag Slkliel1o!wa,ny'chdo referentów,
naj'Wlięcej
zajęły k,weSJtie rOlzumienJia st~ulkJtulry, symbolu, tYiPolo,g,iiiJtp.
Podis,umolwują'c cały ten dZ'i,ał sliJwiendzić można, że mimo obi,ecują'c'o bI1z:miącej t emaltyki n'iewie1.'e I,elat Ylwnie, jak dotąd, wno:'lzą one do badań reUgio,znawczyc'h. Dys!kcisja nad języlkiiem r,eliiJgliiotkal:~uje s'ię płodna, o i,le doty1czy jedynie
tematylki
tra'IlISllaicji te!k'sltu. Za!polżyicZJOnyz temU syrntaikltycznej !termin "głębOlkia
i

�R!Xenzje

301

5tru!k,uUlra" wydaje się l1'iezJbyrt.efaktyTWlI1y jeśilJi chodzJ {) barda.n!i&lt;anad rel:i,g'ią. Posyć
zaJSokaJlwdący jes.t farM małęgoo kOl11ZYlsIt,3illiaze~iruikltJUIrailJiJzJm~,. Z1właS7JC7JaLevi.,Sitr,aJU!SIS'oWls/k'iego,kitÓlry mimo jm"yltył.kJiL ruiewą'ttpliiw.i.e wieiliu ~ŁaJby,clh stron
st,ał
się iJnspirujący d1a innyJC'h, pOlkr,eWlny1clh·dt1Jied:zi.n huma'nill~ytkIi.
I na tych zagadnieniach
k'ończy się, w zasadzie
treść merytoryczna
książki,
lecz jeSlZioze nie jej cado&gt;Ść. f)dycja ta za:~ltriZIona
jM!; omv1iempooa&lt;i/tJo w doildad-,
ny indelkJs OIsobowy oraz OIosz6I'lI1Yi 1rraIfn"e dObrany im!dek5, rxeCfl),Qwy. Ułalttwia to
śledzeruie wyhI'la'Ilych zagadnień:To w:Ierme odItiwoOlI1Ze'l1lie
ur.eŚC'i pUlbJfilkJaqji me jest, reeiC&lt;ZproSlta" jej ca~kioIwiltym
ahrazem.
Każdy aXItyikuł, c:zy nCllwe't kOlrnemitaa1Z, a tym bardzie1j temat,
mógŁby
się Sltać P11Zool1'lfiioltemoddrzde1nej prJaICY. O takliei,j właś:ni'e a nie inmej fonmi.e tego
ornówieruia zadecyfd,OIWało jedinJalk pDClIgiIl1eruieZl!lPOZloo'Ilia poJJSlkJiego ,czyltel1mi:ka z głóWlnymi aJkit'llallll'ie Pl'OJblemami rellłgilOiznalWlS\lIwaśw,iaJti()lwego, z t,ernJaltytką poirwszalllą
w ich obrębie, z tendenC1jami roZlWQlju. Pooralk!tQlwamłie tej pracy l'i ty:1lk:o w sposób
problem~y
nie byłoby c'hylba w s,tJairuiletego celu zr,eaJ.ifz.OfWIać.
ObecnIe' slPrÓfbuJjemy s'ię pokusić
o rpewną ogólrną o,cenę syltlllacji pamu,jącej
w relligl~orz.ilfaJWI5&lt;tiw,ie.
ZalZlnaozyć tI'lZeibia, iż w pewlll'ej m!ierze pOlIDaony w tym Wlzg,lędzde jeSlt W!sltęp napi!sa'ny do 'ca,lej kJS'iąŻlkJi, kJtórego aJUlt,o,r,em jest jej r'edaiktOlr
L. HOin/kiO.
W OIbeClllej syltlU&lt;llc,jiwyldade slię więc, że iJIIteresudąiCa nals tu dy.s'cYJPll'ill'la:lJnajduje się w dość ,s/k{on1ip]i1kowanej i brudnej
sj'ltualc;jii. Łaltw'o daje s'ię :lJa'".lIważyć
niezl:iJczOOlość Si1Jkół, zaint'ef'esIOIwań i kiierunków.
Nie byliby tIo z pewnJOiśdą Z1a~ut,
a wręoz odw.rotnie, śWialdieICrtiwod!u,żej pręzJllośai, ~dYlby iIll,e faktt, że na,wet w O(pim'i'i
nJiekltÓfrY'c,hbaidaczy jedymY'm, co łącrLy WlSlZy1SrtJkiloh
zajmudącY'cih S'ię tym zagadnieniem, jeSlt sam teI1ll1li:n re1'i'~a. Dade slię OOC17JUĆ
wyrażny
br3.'k m&amp;tateor,i,i, k'tÓ.rn
POz.wtOiuła'by na stworzenie
c&lt;hroćlby pQld'sltalWowej płaiSlZ.C'Zy,zmy,pewnych
u'l1'Uwensalny,ch kaJte~i,i
mogącj'loh
Sltać się punJkltem wyjściowym
daJ1r;:;zy,chbadań i wrz.ajemnegJo por,oz.um'ieni,a.
Re11gio::IJnafW!SluWlo
pozOlwd;je nadał
dYJSIcY\P1Jilląw SlPosÓ!b wy,r:aźJny m1ElŻną od
lnnYloh, SlpdkrreWlniony,C'h z ,niJm d!ZJj,ediziln.Niie mamy tu na myślli pnoceSlu ogó:lnego, kitóry przy'ozym'ia Soię do bwomend:a C'haralktery'.~tY~C1ZinegKldla daneg10 oIkJren
jalkieg-oś Wl~póbozYiI1ni!kateO'I'ety1ozno-f)l1atOld~OIllog'i'Ciznego,
lecz u.z.a[etr1ien'ie niemail be:z.pofu-edrrie. Z&lt;lipożyc~ane są metlody, SlPo!Sloby arua!li.zy, cale t'eorie, jak rÓWlnież S!am'i.
bada'cze są C'zęsio przedJsIta'WIilc:ielalITńZaJr8lZem i:nny'ch gałęz:i wiedzy. Zaznac,zyć pnzy
tym mOlżna, iż ni'ejedinOlkir.Oitinie są bo metio!dy, które na ,grufl1!cie dj'ls'cYIP1iJn, g1dzie
się Z1l'oz.dZlily,u:znane są już z.a pnzel3't.anzał,e i za:r:Zl.lcone. Obyld'wa ;PoDWSlZonedotąd
zagrudn:ien\ia &lt;:zJdająs'ię w s\pOJsÓ'bd,ość śdiisły ze S10bą łąazyć.
I.ii'oZll1~ k'westie
SlpralWliają pOfooiCllt1owIai2:eIl!i'e jElS'zoze nJieZibyt wy1kJrYSltaliww,anych i nie ba:ndizo wiClJdiomJoo co w1a,ś'CilWIiew nicih choid,zi. DO'tyCiZY to SlwzegÓlln:ie
ta!ktiJc!hhalsel, jak glębo1ka s1J1,1WkJtUT&lt;a
T'el'iJgli'i,ozy też języlk r,ełli'g1i.i.Być moż,e, dalliSlze
s.tu&lt;dia po,~w&lt;olą na slkIQlnikJrettj'lz.OIwan1i,e
pOllia baodaf\V1czego i je:g'O zaJkreSIU olraz pOis.uną
rezultaty
ctocie&lt;!&lt;::ańnaprzód.
Nie ulega }eclina'k Wą!tIPl'ilWlQlśd,że r,elii'giOlzJlla,\V1srt:iw'O
jalkio t'aik'ie 'l'1'ega ciąlglym
pnzemia'nOlm. Być ffilor.?:'e,jes.t to rerLu!lltal1;.eunf.ermentu
jlCIJk,izatPa,nQlwał w całej huInailllis.tylc,e pod k'ol!1,iec }.ait S'ześooziLelSlią(t;yiCih.
N a cz.oło za:gaidni'eń wyj)ijają
;się: !h:ifs.tor,ia relii'g;ii, fe&lt;nomenol!OIgLa i anltil'opoliogia, pr.zy c.zym nie ma wYfl',aźmej domiimwcj.j
kJtórejś z Inich. Inne z gałęzi, taJkiie jalk toeoJiolg'ia, &amp;oc,jollogi;a crzy. P5ychionogia, występowały
jedyruie w konl\;,eikfSitaclhS1ZEl!1S1Zy!C:h
za;gaidn'ień jaik10 jeden z ic;h ClJSlPek'tó{w.
Z pewn.o,śC!ią w.ZJrosł!o naft'omiasit, głÓfwiIl'ie d:z.ięlk,i u'C!ZIonym skamłdj'lnawiSlkim, z.naczooie folkloru
i tradycji
ustnej.
Jest to cenne. źródło mogą.ce zasilić dotychczasowe dane będące prtzedmi'Olbem fIQ!lJWiaQ:ań
naJUJkfio rebgli:i.

�302
N1iwwyłkl1e C'ie/kaIWa wYldade się też być próba połąlC'.z.et1ILafenomenlQllogH i hiSltorid re1li gtiJi, C1Z~ ·wymk:ierrn mia~aby być m. in. h'LsIt(J,TYJCIZIla
tYlpol:ogia religii.
Obolk WYlSli~ÓlWelkologów i erMO!LuCijIcmJilsltÓlW
jeSlt to prÓlba pewlIl.e~ rodzaju
uhiJsltoryc21nianl1a cabO'ści dyslCy/pl'iny. Tendel1lcj,a ta1ka był&lt;liby więc pl'zeljlaJwem Qlbiooującego prądu
zm:ienz.ająocego do ".l;}mOlWama ZJaigaldnień w kh pruces:ie dlZiejowym,
pr:zy U'W17JgUędnlieniJukontekJsltru społooZlnelgo i kulbuwwego
(lnie talk, jalk t'o mJiaw
!lIP. mi'ejse,e w k1alS)'lcznej fenOiIIlenol~og,i'i). Talki kienll!1e1k badań
wYldaje się być
najbail'dziej
s,ŁuIS7.Il1y.Pamiębać
boWlielffi ZiaIW6IZJe
należy,
żeWlSIZeil'klie zj.aJWliJsikakiUltlu['lowe, a w tym i rel1il~a, pr:zebiiegają nie tylilm w OIklreś'1onym ŚI".odowiJs1kupriZYrodniczym,
lecz również
w caloksdałcie
praktykJi społecznej.
Ta ostatnia
jest zaś
historyc!lnie
zmienna.
Przy jej badaniu
nieZlbędne
jest natomiast
uwzględnianie
zarówno
determinanty
funkcjonallnej,
na którą Slkładają się obiekJtywne
wa,runki
ludzJldej ,diZlia'ballnO'śc'i,jalk i genatylClZlnej, decydującej
o jelj olsta1tecznym, konlk!retnym k!s'zttał1c'ie.
l

Michał

Ges,tures. Their
MamSlh a[]d Maa:ie
SIS. 2Y6.

BuohoWisk,i

Ori'gLn amd D.istr,Lbut,ion.
DeSlmond Miol1r.iJs,P,eIt·er Gol,lett, Pelter
O'Slhou{g,binelSlSY.SIt,elin and Day (PublliJsihers), New Yoll"lk 19f7 9,
1

QpulbliJk101Walws:zyw I'loiku 19157 N wgq małpę, zafa1scynOlwa,l Desmomd Mo.rrils S1ZeI10kie rzeslze czy'telniJków
studiJami
nad
zachowaniem
c\lłoWlieka. Zebraws\lY
zasbuŻ/orLe laulry po wydaJniJu Mam,iW'atcih&gt;img. A field
-guide
to httman
be'hav,ior
kisią:żJk:i, k1tÓIDasitala się oeslbs,eI11,arem wIDu 19fi17,pra.YlStąjpH, IWITaIZz tiró'.j!ką SiWlOliJc,h
lro1egÓIW, do QlpraK:Qwanlia ~oł'eóneJj ,pOlZy,crj[o równie fr,alPująlCym ty,'tuae: GeSltulTes.
Theri,r OTligim and DistiriJbution.
Gesty ,są jediną z wielu fKJII'lffipoIZJaJweriballnyle:h sposobÓIW po.n:JiZlultrJliewaJlli,aSlię.
DOiklaJdnliej l'\Z;eclZUljmlUrją'c, są one pwe,jlalwem Ww. ,Jboidy laJngua'g,e" "języlka
ciala" - i t&gt;O'tą jego fOlI1mą, kitÓlrą ,potsłrl~uj.emy s.ięś 'w i ad o m i e w piI'locesie
kJomunilk1OlWaJn[Ja.slię.
Rol&lt;a i :Ilna'ozenie g'elSltÓIWnie \lOlsltala, 2lda'nierrn aUltolrÓlw, do,statec'ZlI1ie doltyJclhC!laJS
podJkreśl!ona. Ohioć um~eljęltll1lość posbu~W1ainJia Slię języ\k1ierrn jeslt wyłączmą wła'śCliwośeią
Clzlow,ieika, nad,ającą
mu Sl2'JclZelgó.Lną
piozy;clję W świecie zWlienząJt, zailledwie
?ifjfJ/o sygnałów
jaJkie prIzekamu.jemy w pr,olC'esi,e komuni/k'()Iwam,ia się pI1Zybier.a flQlI'lffię
słów. OzlOlwielk j.eSit i:stoltą o wlielu 2'Jffij'lsfulcihi tyJJko okal2'JjonalIDie werballi!zJuje SlWoje
odCI2'Jucia: sllolwill nadJadą się d!oillkOI1laQ.e
do OpiJSIUfa1ktÓ'W d. .iIdci', lecz tam, gtdtZie w grę
Wlchodrz.ą em()lcli'e i na.sltJrój, gesty 'oIkJa~lją się n'iezaSltąpione.
Do niedalwna
urwalŻlaJno geslty zatlrYlwiaamą,
:podirrzędną LOII'lffiępOI'O,zflmiewama
się, Sltąd nilkle nJiJmi zadIIJJt·ares'O\W1'l'iie.Wyidarje się, że illsltmeje jes.:lJCJzeilllll'ty, bamlzo
ciekiaJWY i trodny
do wyraiŻ.eIllia C!lJ'lnniJk, utlI'uidnilaliący sbudiia nad gesrt;,aanIi: będą1c
środkiem
pOlZawerbalnego
sposobu poroZlUmiewania
się, gesty opierają
się analizie
sŁownej.
z.wa;żyrWlSlZYna WI.SlPOIffi[]jam,e
tlrodlu&gt;ośd i wy;n~ka.jący \l l1Iic,h s,k'rommy stan bad.ań, aultlCJIr:zyGe,s.tów podrjęJii się pioLniel'stkliego zaidlania.
OmarwiJam,a prlalCa jeslt ,pietrIWISlZY1ffi
i j.ed)'lnylm w slWoilm wdizaj.u sltlU1dJLummającym na celu slkaa.itQglI"af&gt;()lWlan:ie
geoglrafiJc~e\gIO l10iZlffiieseJclzetnia gesltów. PiOlWSlZeclhme wiadomo,
ż'e pos:~ólne
krl:lltiu,ry, naJr:oK:ly i grulPY etniCl2'JIle wy:kis:ztafCliły odmienne gesty, jednak ich regiomalne
zróżnicowanie
nie zostało dotąd zanalizowane.
WClZeśl1Iiej!Sl2'JeulsiłoIWlall1La',Zlffii.el'l'lJaijące do ~aJ.iJzolWania
.konlk:ratmych
za!dhiQIWa(}

�30l
kinetycznych
(gesty, sposób poruszania
się, mimika
twarzy
itp.), ograniczały
się;
do oIktreślen:ia icll jaJko t,YIpowl() ,,:fir!amicuISllci-e"
luJb ,!WłoSkie", bez dO!Clie'kaallia, crLy
są one ~}aIw.ilskiiem tY?&lt;JIWyan dla }edneg'O kra,ju, czy też, p1'1ZeIkJr!OlClZy!W\S'Zy
~an'ke
nan-odiowe, objęły SIWym 7JalSięg.iem s:z.em:ze tery/t-OIl"Iiiuan.
Jeslt rz.e'ozą ooz.Y'Y.lluSltą- pjrSlZą dałej aurtlomzy że analiza
gesitów w ujęICW
ogó1inoświaltQwym byłaJby prrz;ad"ięwtZięciem
monuanen'1ailn,YIm, zna&lt;mndEl pru!klraozająJcym moŻJlruwo&lt;ś'C'iki~kJu baida-ozy, looz ffiloźlna zaim.iicij.oWlać tego rodiza:jIu baidainia
wY'bie:ra'jąJC jaiku pnzedaniOlt 1Jl1IinteresQlW1and!ajeden Ir~on
ObejIDUjąlcy kJililm obSlZarÓiW jęz.ylklQlwyJCIhorarz. pewil1ą HIC\7lbęges~Óiw-lld'J'OZY, o k1tórycih wtiemy, że są w poY.IIsrz.ochnY'muri;,YICÓJu
na oIk.reśl{JII'lyunIter·me.
AJut'ODZ.yomaJwiamej procy 9kiu:pih swą u&lt;Walgę na 20 gest aUh-:kJ.ulC'Zll1ch
, śledząc
ich wysltępołWan1e w kJrajaJCIh EiUlrapy Zaohoolniej
i PowdJniQlwej oraJZ na alf-rylk:ańsk~m wY'br,zei,u MOO7JaŚfóidlZJiemneg-o.
Badania
terenOlWe, sUlbsyrl:i!()lwane pnzelZ f\ulnJdacdę Harry'ego
F. Gu~eniheuma
w Nowym JOl1kJu, .l1O'ZłP&lt;JlCzęły
S'ię w pierrwJsrz.ylCihmieSlią'ca'Cih 19~G 1'0lkrJ i wwały dQ
koń-ca roiku 19'717-.PirlzebaJda.no 40 pull1lkltÓiwbaJdaJWlClZyclhw 25 kJrajalOh obejmująlCy1ch
15 rÓŻJnyoo Oibs:Zia;fÓlwjęzylkQ1wYICh. 2'9 pra-COIW&lt;l1lilkÓlW
naullwwy,cIh i ltłiUlffila.C:ZY
przepI1owadz:iło wywiady z 1200 il!llfol1matolfam'i.
Qpróoz stanJd&lt;lJl1dowy1c:hwYIW~aidÓiwpI10lwadiZJOillyichw o,pa,rlCilUo UIPI1Zed'ruuopI'z.ygo-wwalny lk(wooU,onaJrul\llS&lt;Z,
aurt'OO1ZYi ~dh pQllT1JOlCnkyplXJlwlalCll7liJ1
obs-eIlWJaJciję
i
um:est,nilClZą,cą- jalWlną i ulkiryltą - rejel5t.1r'Uij~ róino&lt;oorine formy g-as:tów t'OwaTlZy1S1Zą'Ce
pr.zyja.ciebSlkiiej pogalWędice, za:CJiętej dy.slkrlLsji, kłótni
i iJnlI1ym zac:hOlWa.n'iom ~-łeClonym. Ka-i.K:lyrz. wy1wiadów t.r1w&lt;3łdkol0 40 mil!llult. C&gt;:kamjlona,lll1:ie,w pl'ZYlpadlkJu, gidy
iruformalt'011ZY wytkarz.YI\WłJii s=egómą
aclhioltę dlQ WZlI'IlmVY, prQWlad:zący badania
wy,p)1Y'waJi o i.n.ne, lO!kall·n;ieulŻYlWalnegesty.
WSiPomniane 20 g-estÓlW-IkI1Juiazy(.zallliJoza.ją c10 ruich 3IlI'torrzy .taJlde Swi3idJoone l1Uchy, jalk: oalJo.w3lnie k'OlI1'iI\l'SlZików
paLców, znaik: rogów, wYlSltlolllięaie kIC.iulka, ,,granie
na nosie", wyciągnięcie
przedramienia
itp.), stanowi podstawę
20 rozdziałów
skompOD()Iwanycrh wedŁug podoibnego s:ClhemaJuu: na,jpiel'lw II1laImy sz;czegół.owy opLs ()lmawianeg;o ge!:ltu z poidaniem jeg;o lOikabny,oh wan-,uamÓiw, o ,ile t!a'klie wyls/tęPUlją. T,owal'lzyrszy mrJ zawsze oc!;polY.ll1edirui
ryrsunelk oralZ S1zereg fd1:OIg1ra!f'~i.
:Amem naJs'tępu,je
anaLiza rozmieszczenia
geograiicmlego
danego ges,tu, zilustrowana
stosownymi
kartQgraJffilaJmi W Clzęści końcowej,
naj()lbSlZel1ndei}szej i na'jbarldziej
błYlSlkOl1:
llilWej, otrzymujemy i.f1JtenpretaiCOę pOl;;'eJC2;egó:l'nyICJh
gesltów or'~ ich hliisitOlfYiOZIlY
rodowód.
Wydawałoby
się, że jeśli drapiemy
się w ucho, to dlatego,
że odczuwamy
s.węclizJemlie.Oltóż Y.IIcale talk: być nie ffilUgj: gest ten ma rÓlŻln-ez:na.CiZ€Jniewśród I"ÓŻnyC'h I'lI3JI"ooÓiwi WYlW!OłyIW13Ć
l'l1J()lŻ.e
n31W'~ Il'iapo.rorz.um!ienia. W połJUJdniowych WŁoszech i JUgl::JlSłaJWtid{)tlkndęde woha oom·a!0ZJ3srz.ytdenSltiw!oze zniew~eściałOŚC'i. Dla
d1:ieoi glrook:i'CIhwn sam g-esit jel"t OIS1tinzeżEmiemprzed 1Jbj:jrżaaąlCąsię -karą, w TWl1Cji
cihroni ,przed ,,-z!Y'm Oiklem", w S:lJloocji jetSlt OiZl1I3Ikąs'cejp;tycY'1Jffilu,na Maillc;ie Z3lŚ 00sy~a do dQll1ols-fcliela.
Wieloona'CIZm~'ść nielkltóryidh gestów, to jeden z problemów
lnlteres'U'jącY'CIh allltl'Olp010gÓlW, i rue tyłko, i.nIna klw€!sltlia dlQty\ClZy ~mdJany z.na-c,zel!llil3po:si7JCZegól!ny1CJh
geSltów w 'Jjęchu himCkI"yc&lt;7lI1yrn.W.oomy na pr.zyildaJd lCał'OW&lt;3I11'ie
kKmiJU!SI7JkÓ!W
palców: d1Jiś jesit to serrdOCllJl1&lt;l,żar.to.'b1ilWa iJnIfJOII'ffi3lC\ia
Sk::ier:OIWana do a!tnalk1cyljnej
ciziewlClZy;ny, a:1bo gest po.dklr.e!ŚlIa1ąICYsmaiktiwQ,tą 1lJQI1:.nalWę.
W tej p&lt;JIStIa:ci:m1MlY
jest od Mt1a,nityflw a~ ,po U['a.1. TylSliąlCe lat temJU gesit ÓiW był symbolem
d~rlSiU
pomiędzy
azcictie1lami a oosltlwem. POItem wszeidł do uży't!'kJu diwOl"SlkJiego, aJ02llrolwi'e/k s:polty/klał s:ię z leklc,awalŻ€fI!lIiem, pon!iew3lŻ SlU,ger.OIWałni~I1Zy:7JWoite pr:zyaniJlaJnie
się, liwlSi05lttwo jakbyśmy
d~1'Śp!OIW'ieidi1Jiel,i.Wisp6ł.a2leśnie fuiI1!kJojonuj.e w noumalrnymeulI'Qlpejlstkrian języku
gestów.
Podiobnie rzeaz się ma ze znaJk,iem rogów'
1

�Recenzje

304

ro:z;umianym:.potW~zechn:ie
jailw p11Zyrcitnęlkdo. rQga!C7;a.; Na jaikJie.j zaąadZ!i'e f&gt;O~. będącep11Zooież·· OoZlOalkąwłiaid!Zy i siły bykla, Sitały się :z;naikiiem .~l11!po.tal1lCjii głlU!pQlty?
iPy1tań O·pI1ZYCJZY'!1Y
eWlo~r.lIC\i.i
poiSJ21C2Jegó1JnyiC'h
g~s.lÓlw i ·j'oh :wa'c,zetJJie z.najdujemy w offiaJwdia,nej PI1aJCY W1i'ele, na.leżą· baWiiem Gesty d.o te.g·Q rodzaiju kisiąrl.eik,
!ctÓiI'eSlt'aJWlia'ją więcej pyltail niź1iOldipOlWlied~i. Inspil1wją'c,e to i kis,zJta!Jcące - zarówno d~a crzyte1lruilka, jalk i baldla:ClZladl7JieljólWkiullitiulry,eu;rlolPejSlkiej
N()iwa1t.0II1s1kiie,
iIllter'esująlc'e ujęci&gt;e OI'od'~tego maJteriałiu ź,ródłOlwegJo ozy'rui kSlią'ŻJkę
ceruną pOlzy,oją w zalkiresie SltiuiClJiólw
nad tPolZaJwerba,lmymli SlpOISlOloamipQT'oZJulmiewania się, a waJI1tki i pI1zeljQ1Zysitytokna'rra1cj1i 2iaJohęera do lelkitulry, choć nie wZlwiewa
wąt,plilWlOśoi. JęzyikgelSl1:ów j.est bOl\vliem pe'len pułaJpek. "Kiedy
premier
Wi'e~kiej
BiryltaJrui'i - pani Mail1gialDeItThart'oher - ZlI10lbiiłapalclaJmi znaJk V (victory, co znacrz.y~y'c-ięsl1:lw,o), ruby posZICIZylc:ićsię urlilumfem WY'OOilT.l,n:ieba'clzn:ie poikialZlaiła kamerom
t~ewi'zY'j:nym
tył rękii, SibraJszą'c tym samJ1m brylty,j,slką {)p~nię puibHiczną
gestem W'iel~e ruieSlk1romnYIJD[.•. )".
ElibiJeta

TioJ.'V'OVuoorcla, Ethnology

Sc.ience

in Firna·nd

1828 -1918,

in FirnJ/.;andbefore

1920. The

H'istory

Goździak

of LeaTTlJing and

He1Jslitr1!kii
119.717, SIS.80. inid,eiks O!oob.

NiezlWy!k'1e iJhrt,er,eISlUjąca kiS'ią;żJkia ToiJvo VlUore1a Etnologia
w Finlandii
przed
je/Sit kiOllej:ną :porz:y.cdą (Ji4 b) z s,wili "The Hilstory of Leau.ni.nlg and Selience iJn
F'inland
182'8 - 119/18", w ktÓirej omtaiWIiane są wiSiZys.tlkiie dYlscy!p~i-ny bac1alW~e wysltę.pując~ w :naruce f.ińlslkd:ej w XIX wiekiu.
Wa;rlto k&lt;illlka słów lPolśWlięICićidei Il1riejszego
wydtaiWltJJilettlwia.Hdis&gt;toria nalUlki iiińsilci,ej zalClZęła się ~em
z ,pOlWlS&lt;ta'IlIiem
w 1'6'40 r. A'kJademdi Aboensin
w TiurtkJu (Aibo).
F1inlandia była w tym ClZl&lt;l!siie
'częścią kirÓ'lesil:iwa Szwecji.
W kOIllseik!Weruciji wojen
na;poleońlskJilch ,kJrajsilał
się aJut'OInomiJazmY1ffiW:ieilikim KisięSltiwem pod ,pamQwalIlliem
Rosji. W 18,28 r., po Sipu.'SI1:'OISlzenif.l
Tiwrlkiu przez ogień, unilwm'lsy&lt;te/t został pr.zenieSiiony do IllOlwej s'uoiHcy kma,jlU, He/Milnelk (He1Js'illigfoll1s). NaJ:l1wę uniJwer's)lteituzmie.n~ono na 1IITlIper,i1alAlexalIlider Univ,el1silty ofFinłarud.
Dzi'eje narulki te.go ok,resu
(1646 - 1\82'8) w~ta'ły za(pilsane w 10 tomatdh serij.j Abo Univer.sitets
Liirdomshistoria.
(The His.tory of Loorruimg in the UniverJsity of Tumu).
Ser1ia była wY'dC\iwana prtZez
~wooilcie
TOIwaJrtzytsit:Wlo
1Jit,ooaitiury w Fi&lt;nJlaJIlldiJi.
lfumy,sł pOiUl'laJ!ct.b!wain:i!a
h~sibOlrtiinau1ki :liińJsik·iejw s·ooi-i monogI'aJiii, Oibejmu'j'l'c·ej
okres od 1828 do 1918, tj. do roku; w którym Uni.wersY'tet Cesarsk.i stał się Uniwers·yttetem HelSlińlSlkiim, był po raJZ ,pienWlSlZy m:pr·OIponOWailly pTlZez os.tart:.niego kJairuCllel'17JaUniJwemsy1tJertJUHeIlts[ń.5Ikiego, EidlWliJna 1JiJnJkiomiasa. Pomy.sł wstał
wylkOlra:y;stany
'PI1Zez Fińslkli.e TOiWa'I1Zytslt!wioNraf.llk'Oiwe (lwY'dalW.cę n~nielj'szej semi), kJtór'e w:pOIwl,edziało jeg.o rea-H:za1cję w 1-900 1'loik:u w Z1W1i~kru'ze 125 r.O'ClZni1cąTIOI\V1arZYlsltrw.a.
Należy podJkireśHć, że w.sze1llcie pOiCIZynamia naulk,OIWlcÓ'Wf,ińlSlkilClhv-; l.ar1:a·ch 1·828 - 19108
były ś·oiśl.e Z1wiąrza..ne z jedY'!1Y1ffiUIlIllwer1sy,tetem w Fi.Ill1.amd.i.i,Un:iwer.sy:tetem
CesaI1Siki:m, jajko j-edy.ną p1JalcÓiW:kąna:uIkOiWą.
Zgodnie z plan!ClJffiliedytorów
seria będJzie zaJW.iettaia 20 tomów; niektóre
z nilcih
będą pod!ziel'Oue na dwj~ 1Julb więc·ej c.zęści, lllP. seria 13 na: a) J ęrzylkli.slk,a:I'lIdy.naJWskie i b) Srz1w'oozJk:ifo1k11Q1T
w Thnilam!d.iii.,CrLy ser:iJa 14: a) Airc'h.e;()I10,giai b) Etoollo~l(l.
K!aiJdy t,O'm serii po,święcom.y będzie iJnmej dytS'cytpl1nie badalWCJZej: medycyn:ie, aJS:t'l"QnomE, g-eOlgraIJiH,boltaill[Ce, hiJsltotiogJraJfiii, fHOIZloo'i.ii i·n. Opra1c'OiWanie pC&lt;SIWzeg~nYlc:h
tomów pcxwiemol1lO wyih1tnYlffi reprezel1Jtall'lit'Om diall1y1C'hdY'SlcYl~dm,wZlwią1Jklu z ClZYlm
1920,

�,Recenzje

305

możemy PI1ZY[)UISlZJQZaĆ,
że będą wyrniikiem doglębnj1lc'h badIań h1stOll1iinalulk~ W F&lt;in,..
llamii.
W kJsiąrżioe E,tnologi;a w FlinŁ,am,dii przed 1920 d~i'ei'e eltmoU'OIgli,i
są omalwliane od
wiekJu XVHI, tz.n. Old tego C1lialSU,z kJtÓlrego pOlchodJzą piel1W1s:ze publilkaJcje regilonalnyoh
SiPl1alwOizdań, W tj1lcih spralwoiLdam.ia,ch połOlż,ono SIZlo:z.egÓoliny
nacisk
na zag,adlllienia pl1zy,roidnilcrz-e i elkio[1'omilcl~e POlSi2JCizególnydh OIbswrÓIW kiraju, sltąd też
.znajdują
się tam O(piJsy diotyozą&lt;ce cOld2JielliIleg,o żj1lc.iJa lrlIdl:zJi.,wYIPOls.ażenia ilC!h domost&lt;w i s,ieclJrils'k. Piel1W1szy rIOI:z.d0ial kJsią&lt;ŻkJizaltytuŁOIwany j,est: S!puścilzna wi1ekeu
H. G. Porthana,
w ktÓlrym omawila,ny jei:lt oikJres od pragimatYI~
oświeceni:owego do romanltyz.mu.
Brrz,edstalWlilOlne są syiliweltJki A. J. 8jQ~rena
(17191'4
-185(5)'T'
głól1Mnego preedSit~wLaiela
romacr1ty:mTIiU, Ainltero W,are'1LulSla (1l&lt;l~21
- 19(4) - bardac~a
terenowego
i C. A. G,OIt:t'Lu'nida(1Y71916
-18'1i5)-2JbierlarciZa
foilJkllolru. H. G. POlmihan
(17,39 - 1204) był tWÓlncą fdńJSlki,ch badrań w humaniJsitYlee. o.statnie
dizieslięciOl1recia
XVII!I wieku są znane w naulce fińJslkiej jalklo Epolka P,0II1thalna. POIr\tJhian, narl'czj1lcieil
uniwersyltecki,
pr,zez Slwoją alkitYJW[lOŚĆpilsa'l1s1ką stwonzyl
podista1wy dilla k1ry:tyrclznyc:h bacliań hilSitoryr=y'clh;
od teg,o też CtLasu loikalne spr&lt;l/wlQizdam'a (OlPilsy) stały
się baI'(]~iElj flaikltylozne w siWo:im charla/kltenze.
IW ko~,ej[lym IIOI~dziJale pt. EiwoiLuroja naulkJiOlmówiOlno pOlgląldy flillrololga M. A. CaSlbren1a, ktÓlry wy,Qlbmażał sobie eitnoil,Qlgię jalko naulkę hiJS.tOlryIQWą,I'ZJucają&lt;cą świa:tlo
na wc~eśrni'eljISi~e OIkresy foińJSikielj h~srt;,o'I1ii.RadZJiec'.kiUJwOI1Y L. SteIibelI1g ponadto
wylkazal, ż'e w SIWIO'~c,h
pralc&lt;aicll CaJs,tlren OIkJreślił dokładnie
pojęC'ie eg,~olgamii, któ.re
w ~iter~tiulI1ze etinologilC:ZJnej pr1zYIPiJsa[le jeSit J. J. McLeenn'O!W1i. P1odOlhnie oln ZJdefiniował animirLm przed E. B. Tylorem i wyprzedził
Jamesa
G. F'razera (1855 - 1941)
we ws:kai2Ja:niJu~zademn~o
stosunw
międlzy magią a relliglią. W tla11l1iejsy;trlla'cj,i pilsze T. VUiOrell.a - M. A. Ciast,rem był pienwlSJzym pro;f'elsorem eI'mloU1QlgiJi
na ś'wi'ecie.
Badania
etnOllOlgliJ=e są c.ałfkiOlw~C'ieniemorŻilii'we bez 7!OInganiJzOiWa'nj1lc/h
zbiorrów
muzealnych,
toteż
jest oczywiste,
że systematylczne
bada.n,ia etnologiczne
byly
włączone w działalność
InIUzeów. BiJOImeramitalk
mkil1OjOlnej aktywnośd
bylii Petit er
'!I1heodOlr SchwiJI1dit (1:815:1
- l.9(17) i A. O. Heilkell (1851 - l!ł24). M. in. ioh d2JiaŁalność
doprowad2Jiła clio obwaol1cia piemWislzej wyrSltawy elmograf:1cznej w Helsinkiach w 187,6 T.,
00 w kOllJselkweQIcji umożr1i1wiŁo powo~aIllioe MUJzeum E~OIgI1a'filc~neglo, Następne
lata
przy;nolszą uitrwoI1zenie Unilwensylteclkiego
MUlzeUim EtnQlgra,filcznego (Y,l.iOlpiJston kans:litieteełl'inen
InIUls'eo), Na:rodawego
M;Ilzeum Hilstrori.i i Etnolgrafii
(Vai1tiOrn Historiallis - KansabieteelHnen
Museo), muzeum fińskiego
tańca ludowego
i in. Należy
zwródć u:wagę na OSOlbę A. A. EtJhoJena, kltóry jurż w pOlcz~jJkJa'oh XjIX w,i,e!m mia'ł
spI1zyjają'Ce ~aJnunlki do ~ałorż:eI1lilaInIUlzeum eltinololgilcZJnego i ba,dań tej dyscyrpl.iJny.
(DopioeI1o w 1'8'41 1'. pOfWlsltal0 w RjOipen/h,ald,ze pieI1wS'ze mu,zeum ei1;nOllogiCllme).Etlholen w c.zalsie s'woilc.h podróży
do pn.-iZaclh. Ameryk,i,
na WYISlPYAIEl'llclkie, Zieb,ral
w,art,ościOlWe i bOlgate maltenialy
ertinol1ogilclzne, k;tóire nasItępnie
poda:rował
unilwersylteto.wi w TIUlrlku, Jednalk cały ZibiÓir ZJOIst,alZillliSl~C'zonypI1ZeJZogień w 1!827 r.Po
oSIt:atnim p0Wll1Ode z AI1alslki w 1S4J6 T. Eltihoilen pl1Ze1k,alZałuln~wensytt,etolWi w Hel·
sinkach
nową, nawet
większą
kolekcję,
która zawierała
broń; rzadkie
kostiumy,
u.rządzenia
dOlmOiWe itrd. W 191103r. kOl1e1klCljaZiols'tała pl1ZienieSlioona do Fiń,slkieg,o Muzeum NarooOlwego.
Dzięki
pracy ki11ku geneI'la'Cji pioni,erów
etnol1ogia fiń\slka z.dobyŁa w kiońciU
fOiI1mallni-e st:aItUIS aikadem:ilclkli'egopnZiedrmi,oitIU, zanim D. T. Slirelilurs zOis'tal w~naC2Iony na kiel1O'wnriika Dg:w-fińJsik!iej EtnOl1'ogH na Dniwemsj1ltecie helsińskim
(dQlcentemUlg.ro-il"ińlslk.iej Eltno:lo!gii ZJQlslbalmlianOlWlalI1yw 19,0;6 r.).N.a
pQldkre.ś,len:ie,~a\s,ł"l~u,je fralkt, że olSobi,e D, T, 8iireU'iulsa (18712- '19129) autolr krsią,żJki poświęcił
claly IOIZdział, w kJtórrj1lm dość slZlClzegó,łOlWiO
omawia
clizialalinolść t.eg,o wY'bjltne~o U'c:zoneg,o.
W l'Ozdizia[,e poświęcanym
lU1ruzioomU'ndiW,ensytet'U, arllitylkiwall'iWSlZami fdJ1,alogom
20 ,,Lud" -

illOm ll5

�306

Recenzje

schaJralkltery,zolWaJIlo syi}lWe'tlkli16 u'C1JOOlylclh,wŚlrÓid kitÓiry:cIh można znaleźć IlIaBIttWCę
U. T. SiJreUliJulsana s.t~ilsI1w
profesom.
UgJro-f.iń~kiej
Et nOll()jgiii, Allberta Hama1ii1i.nana (18811- 19149 Umari Manniett1a (1894 - 1005), kitóa-y kOlIllkm"oO'wałz HamaHHnenem
na WIaIku:jąc,e stalIKJlWilsIloopo SiilreQ'iJulslie,Viidno Voiomnaa
(1869 - 1947), Gahinie1a NiJkandara (181lM- m59'), Saikaxli. Pa[lsIi (l18812- 119165)i .iJnmydl.
W,ŚirÓ1d 'JICIrony:cIh fińlslkilCih, kttóirytclh zalin~'ar·elSlo'Wlalniaskierowane
były na badaniaeitln()jlKJ'gJiazme, zajprez.erWoiwlano Edlwa\l1da Westm1IIllalc:lka (,H1I62- 19(3'6). E. WesltermalClk, ta.k jaik J. J. Baclhofen (181I5,-J..817!7),LevLs MiO!l:lgalIl(1818 -1881), J. J. McLerman (182J7 - 1001), zajtmOlwał się m. m. ,cenltra:J'nym tematem
badań końca XIX MI.,
jlalkiilm byba pnzelZ drogi Clzas hdJsltor.iJamaliżeńlsltlw,a. BadanIa
etndlogiJclzme E. Weslt·ermaclk:a, jaik rÓW!nietŻ Si/gllrilda RafueO.a Ka\l1sItena (1'879 - 191516),GUIrMnalra La'nd:tmana
i Riuido1f,a HQQIl&gt;ti (WBi1 - 19145), sIk()ilil'cenltirolW.ałys'ię na prymi,tYlwnyrc'h lm:larclh, Sit&lt;iI"02:y1;/ny:dhcywi'liwc,j,aic'h i IliOiWOICIZelSIllytclh
slPołeClZeń:stwalClh w ilcih W1SiZytSltlkildh
warSltiw.arc,h,talk daleko, jalk wy['a!tały tJm.1dytcyljną kUlliturę jajko anty~.e'Zę cy:wilizacd'i.
Ostaltim r.oZidział .pralcy illlifrommru:jeczyt1;,e1niJkla,j.a.k w~wialdolITlienie sOlbiie pIlzez
mli,eszJkańców Finlllandill istnienia
n3!lr·oidOlwej kru1'Lu['y ~w.i,elJJkie znaczenie
na,leży
przypisać
KaZevald)
s.kłoniło z.wykłych ludzi do badania
ich społeczno-kulturoweg·\)
środO'W'isika, zalPisy:w1alnia włJaiSlny.cIh oibse.rwa1cji QdlZ!ięki I1OIZ(prIzelst1'Zeni·enlirlUffia.edęltnoiŚci ClZytall1liai pisaIllia) .i wytsytliania tytdh malbeiI1iałów do gaJzet.
.Jedy:nym w swoim rOldizalju CIZ,łoiwlieikiemw h~stoI1ii fińsrk'iej etno,lo,gii był ELjas
RJauls:sd.(1800 - 18166). Włalsną n&lt;liUlką ZJdo:był talk: dużą wieidzę, że nalpi's.ał m. in. rnst!I"U!kcję naJwilgarcji dla pOlt.1"lZeibwlaJSIllej "IITlOl1.SlkiejszJk,oły". Na doidatek,
dizJięki
i.nmylITl l'itar.aJck'im Zlailnlt'er,esOlWaniom ~wliell'e jegn pism ;w,s'tało z3,~lbio'nydh)
qpilsał
~ZiCZegMowo ży1clie rod!ZJ1n1llej wiOlSlkii (O/pis poldhoidl7.Jiz roku 118'10). ManuSlk'rYIPt tej
pra'cy obejmU'j'e 1.3'7,8 stmon i slt·anawti do dziś ceIl/ne źrÓid,ło dl'a badaClZY teg.o iregiOinJU. SlPm§,ród jmnYlc'h kiOl1e1kicli()ilile.róiw
i do'klUmelnta,torólw rordizimeij kiu~u:ry wymienić mO'ima: H. A. Reinholma
(:1'8119,
- 10013), Jo;hanesa
Haylha (18.39 - 19113), linto
KOll1mda Inha (1865 - 1930) i Samu1i Paula:harlju (1875 - 1944).
!KJs'iąrż.,kia
T. Vuo.r,eO.i j'elSt POIZytC,jąb.aJOOlZlo
c·enlllą, s.:wzegótnie clIla ty:oh, który;Clh inter,eSlUje hiilsitoU'ia etnOlg.raf'iJi i eltinoQl()\g1ii.Plr:Ziejl'1zy:s'ty i l{)1g1i1czmywylkbad ~prawia
czyt1;elni'kolW.i wi'e1ikie ułalbwienie w zapOIZIIlawaniu s'ię z 1łczmymi po'sbarClimnJi UIClZiOnY'Oh i amartlocr:Óiw, k'h pOIgIl.ądrarrnlii dzJia~allno~cią, z nOlwytmi iJnsitytulC\ja.mli., kitó,r·e
tlwro:I1zyJ:idila buidnwa'l1ila fiUlnldamenltów nOlwed dy;s'cYlPlilny naiulkiolwoj.
1),

Trad.icija

w

i.sto'rii kul,tury.

Pmc.a

zbiorowa

pod roo.

W. A. KarI1puISiZJina,Mo-

sk:IWa 19'718,,SIS.2r60.
p·oo:sitaJwą Zlbiorru anty:kr,lł6w są wylk~ady wy:grolszone na k'Orll'ierencji "f'!wb1·emy
tm.dy:c:j'i w hlilslto'I'~i k.uiJJtury", Zio[lganilzOlWan.ej pr:ZelZ Radę Na.ulkową h~st()jffi ŚiWiiJat'OIwe:j kiutl/tJU:ryAlkwdemli'i N&lt;liU1k:ZSIRR w gJI1UidiIlliu]git) r. Wś'ród &lt;liUrtOlrówn~n.iejs.zego tOln1'll są fdllO'zoil'OIWie,filoQ{ligOlWie,liI1&gt;erHiuI'IłOZiIlia1wlcy,
hiLsit'ory:cy krulltrl'ry, jednoClZąoey SlwO'je wy:silrk'i w celu &lt;JipralciOlW3!niajed'nego z glównyc1h akItiUa1nie proIblemów W1srpóbClZelSlne:j
teOlrili i hiJsit;ovii 'krullitlUlry-- ,prdbl'emólW tJrrardylc'ji.
'W ZJbirolI1zeZ3lmieSlZlClZolIlo
antytkruły o clhalI1alkitenze teorelt)'1Ciznym i h~s;j;()rY'Clznym.
W glrlulpie alrtykułów
tooreitY'cZJny'ch, r~aitlI1Udą'cYIC'h podęcie t.mdy.cji, rolę i mioe,jtsrce
tI'ady:C'ii w hisioU'i'i krUQw,ry, jej Slpo'łeazne i krlll/tUI'IO'WeUWiaII1Ulnikowania, fUlnlkic'jonowanie t['laidyic'j,i w anJtag'OIil~styclZlny:m SllPOle&lt;clZieńls;uwie,
jaik: równietŻ s!taiWiiają1cj"cJhpJ.'o-

�307

Recenzje

bIerny trad)'lC'ji i tredycy:j.nośCli, wa'&lt;i)'lC'ii i n{)Jwato-:ns:twa, 7IDajdiu'ją się talkie ant ykluły, jak A. G. Slpi:I1kilna, Cz~otvie'k, kuUura,
tradycja;
D. D. Blag-o,ja, O tradycjach
i trllJd,ycyj,ności;
J. N. D.awylC!Qw.a, K,11;~turc. przyroda
tradycja.
Więklsiz;a oz.ęść alI1tyłkiułów ZJbiOI1u pośwlięcooo
je:&gt;t aII1:aJiI1JiermwoQ.j.u koJlkJratUY'dh
tradY'Cji w h~si()rii zao1loodfrl'ioe&lt;uITqpejsikiej i radl7JiooIdej 'kruJJ1rJITY.W nklh bada się
roollilc:z:ne aJ5lpelk!ty ful1lkJoj{)lnowalI1ia tJradyIC'ji woddzie'1nydh
et&lt;epac'h histmLi, w rf:ń.nych SJferadh k.Ull'tu,ry (lToQ~y\waII1e prlZelZ różne dy;s~yiP1Jiny baida'W'ClZe): fiłdWfię Sz. W. OhroalSze1i, Prz'yczym.ki o a1lltycznyc!h tradycjach
w śr'edniowiecznej
fi~ozoiU; Ł. M. BartJkri,n, Ontolog.ja
M. Ficina w związku
z ogólnq ocenq remes&lt;llnSowego neoplatonizmu;
P. P. Gajbi,€!I'lIk.o, O antYlC'znych tmdycjc.ch
w niemłf{:kim
idea~,iźmie (wzasacLniemie geo.me&lt;tJriJi u Platona,
Prokln
i Kanta);
l1temtrulTę R. A. BrulbaJ~w, KJHkc. uwag o tradycji
i nowatorst,wie
w stylu lit€-ratury
pięknej;
A. J. Guraw,i'ClZ, Przes,trzerntno-ozQsorwa «kont ynua,cja » "Płeśni
o Nibeht11&gt;gach";
N. P. Milc'hal!Slkaj,a, Wzajemne odd:Zialywa7lliJe l'ite,ratury
i mrol.ariSt,wa w hisltorii kultury
AngLii;
A. A. 'Da'dh&lt;&gt;-Gabi, Łacińska
przypowieść
jako jedlTto ze źród,el powiek,i
"Jan
K:rzys:ZltJo,f" R. ROil~anda; D. S. Lk1halClZKlIw,Achmatowa
i Gogol;
A. W. G'u'ły,ga, Kluczewisk,i i riUJwZ'ie,ckatradycja
literacka;
L P. Smi,rnow, Poetyckie
skojarzenriowe
zwiqzk!i "Poematu
bez bOlhCLtera"; s:zJt:ulkęI. M. Na'clhO'W, Tradycja
ale,goryzmu;
A. W. lY.Ii~cIhajłJOIw,
Oko arrtYiS~y; G. S. DruQ'la.jew, PlastycZ11.lO. muzyka
i tradycj,e Sy1lJt.ezy sztuki; hliBtor~ografię - W. A. K,a1l1PUISlZ~n,
F. E'Tl&lt;g,elsjako h,is1:ioryk kultllLry;
A. A. Tac'hoQ-Gdbi, A. F. Łosiew jaJko htistoryk antycznej
kultury;
eSitetylkę - W. W. ByI02Jkow, Tradyc;.e a1lJtyczne w e"l,te~yce młodego Au;{1UB,tyna;
W. W. K'o2liJn()lw,Niemiee&gt;ka klaJsyczna e&amp;tetyka i radziecka lrUoera.tura.
A/ultooo1zytYldh aiI1tyłkiuł6iw pooiTlJO/SlZą
talk wame
teo,reitytczne proo!Wemy, jaIk WlZajemna łą'a2lI1IOŚćfi.l.oooflili &lt;i srzJtruik'i,m~,lanis1Jwa i liltaraltiull"Y w hiJs!to.rtiJikr.lIL'tu.ry; l'OZpaibru.ją pno1llerny syrrnlbollru, alegodi
i rclh niemwylkłego r&lt;Ji7JW()Ijuw tJradY'C~i kuiLwrowo-hdstorycznej
wszystkioh
kcmtyl11ent6'w. Wszystkim
artykuł.om
zbioru poza
brodyICją - prtzyŚ1W'i€lClaj€dna jd,ea: bez tl'1aJdylctii nie ma i nie może być J:101Jwojl.l
kruJibUJry, jE!'j po;;.tępu. Oh:r:OOlJo1o@'etZIO&lt;l
SlkIaJ1apOOT.!s&gt;zanyldhzagadnień
j€lSlt nie7Jwyikle
r07Jpięta - od antylkru do 'WIspóbClZesrlIOOci.
Wielle ulwa.gi i en.enwili paświięcił iPf1OI1llemOlwitiraidY'C(;i w swojej wti.eIldldero'nlkowej naukOlwetj d7!iałatlinOŚ'Ci znaik'O!miJty radi7JLeclJti f'iJlolog, prolfesor Aleksy Fded'()Il"I()wi,az Łos.iew. Ponad
60 Iatza:jmu:je
się baidamliem roaJrnan.tycl1 ClIsIPektt61Whistorii
ku'1bu'I"y,pnz.ede WSlZylslf!kiimaII1Itywnej. A. F. Łois:iaw !padlClhoi~i do Ikruwt'll'rYjaIIro clio
5'Zazagó'~nej maiterialJ!no-ducl1owaj
OO'loŚlci,w r&lt;Ji7JW01.lkttórej śledzi I1ZąJdku8.lbUlrowo..•hils'tOlrymnj'lclh tY1PÓW. W~naozają'C
osOlbl:ilwość i ni'er6W1I1'O!mi€lmOiŚć,roOOlWlOljuoddJzJieilJnyldhwaJ"Sltw kru11ru;rowo-&lt;'hiilslbOlryICIZllH~g()
tYlptl i sa:mytdh tYiPÓW, A. F. Losiew
s.tale ,podiklI'eŚiIaweWfIlę1;JrI:zmąłąte'Zfiość międ~y wa:rls'twami i typami
ku:lItru.TY,UlWarunkowanymi
prtzede wszySItkim kulturową
tradycją.
Ainalizując
któ:rykolwiek
po-mom kru1ltrJ!ry, jalk miJtl()l,Qlglidzny, filoZOlfiloZJIly" elsi€ltY'Clzny Cloy fi1o[ogk~ny.,
ŁOIsliew
W1Sizędzie dąrlY do polltla,zaniJa, że tylllko lmaidy;cjla ,poowaQa ltl'iffi&gt;t1OOl1Wattllie
tQlZlw:iJjać
się kruLtiU'rtze.LiClZnł radlZ.ielC'cy ulazerlli, ko[edzy i uCZJIlLofWIieA. F. ŁOisi-ewa, w r6tżn)"c'h dziediz~l1Jarch h'lllffialI1iJstY'C1zmy1oh
naulk lronItynurują i f.OZJWiijają d:orobelk swojego
na.u'ClZY'Oiell.a,
k1tórern!U !lo olk.r.1rLji85'-il'ooi'a poŚ\Wi.ię'Ca'jąn'i'nnejlslzy :dbi6ir.
P!roIjek,'tooaIWJcy i arultOlrtzy :dbiiorru nie sta!WJi'aoHpmoo SO!bą ceik.! dama W'szeclhobejmują'Celj,
wy;azanpudąlCej a,n.aliizy po's'barw'ionago pmbil€IIDu. Zamierrolli
j'ooYlIlie
prtzylCiągnąć uwatgę narulkowej stpołeClZlllolŚCido problemu
traidy;eji,polka;zać
jej 7lOOozenie i alldtu.a;]'nOOćclIla 'WISipÓ~ycIh
baidJań.
,&lt;\ nd'7'Zej Li.psk~

�Re.c.enzje

J08
CoJ.in M. T,u,m!builJ, Ikawie,

~'Udzj,egór, P:ańl"bwO'Wy Lrustyl1:urtWy!dawni czy,
1

Warr-

sza'w:a 19I80,i'l.
"J,edny:m z calów' aJnt1r;qpo~OIgiijesit o:dlkJry\WlarniepoidJs,taJworwyich zas.ad. ong:anLzacji Sjpweoznej, tloteż małe gtrr~IPY spD'łec:7Jne ideail.'l1i:e się do tego nacliają, a ian baJrdJz,iej są odasobnione,
tym l~ej".
Talk brnmi jedno z pi'ffi'1WlS'ZyClh
ZJdiań klsiążlk.i
wy!biitnego,znanego
i u nas z kiJJkiu ,pu,b~ilkalCiji, br;ylty;j.slbegQ runt'J:'01XlJJogakuUrtiu:ry,
Oaliną '!1ult1nbu:lila. W pOlszulkiJwa'l1iu OIwydh polClisl1a'WOiwyclhzaSlad on~runizacJi ~połee:znej do.t'arł do Ików, Hozą'cego OIk,ołio 2 tYlSliące głów liudu Ilia pograniciZJu Ug.rundy,
K'enii i SudalD"J. Ku włraJsnej iClZyielnilkólW ZJgiI10IZJiedotarrł .zlnalc7Jni'e da,lej, do ~anilc ClZI()iwU'OCIZ.eńlS:t'wa.
CÓŻ talki'ego
zo/b.aazył tam dośwtiJaldiaz.OIDYbadaiC:z ter,enQWy, z.na'Wlca lud&amp;w ło.wdecJki'Cih, wylUI1wany 1JI'lopkicl i'Clh bog.atych i ~adnYClh ulWaJgi kJultwr? Cm tl8J'kIietgo,
c,o kazało mu bez ź,enaidy w kisi¥'Ce
będą.cej rawelacyjlnYlffi pomielSlza:niem inltYlffin·ego plaJffiięt!m.iJkaz ll1aulk'OIWym esejem; ,piJsać o ~aoh, WlSbr1ząlsiie,bez:raidruośoi, rezyglnac:ji i rOlZIPalClzy?UCIZluIC.iacihi s,tanadh jaJklŻe odległy'oh
ord tego, co daZJnawać
po'w,inienOlbieik;tY'wny i clhŁodll1Ybadaoz I1ZeclZy:Wli!st1ood.
Najik!róicelj mÓiWlią,c, TU!I1nJbut1lzet1knął się z ludem zreduik'OlWanym d,o poz;iomu
binlogioi. Z Ie.Idem, kJtÓiry w· wY'IliiJk.u SiPLdtI\l nieikoI1ZY\Sitny'Cihdk.oli'(7JnOOc'1,w t'raikcie
ży:cia jedn&lt;egoQ pcJkoleITl!ia, UftIDaiCUSlWIoją bO@l'tą kiu11tiUll"ęs,pol,ec'ZIOą i oolohową,
a wszy:s:tJko 00 oib-ecIliie ,poo·ia«iia, to iIllSltyll1lkltsamOlzac'hOlWaJWIClZy.
Więzi wciJzi,nne i sąs-iedizJlcie, po.cwude WlSlpólinOlty teryltiolr,ia'llnej, regtuły Wlza,j.emnej ws&lt;póĄpra1cy i pOlffiOcy, wierzeIlJi;a i zWY'ozaje, etylka i e1;yIk!i,elta,mo,ra}nolść - WlSlzyo;t'ko co e·zYlDi nas
istotami
społe'cznymi
- przestalo. mieć dla Ików jakiekolwiek
znaczenie.
Odrzucili
oały t'enbagarżku,liurrorwy,
poIlJieWla'ż w na.jmnie'js'zym
stOlpn!i!u nie pam&lt;lJgał, a Wlręm:
u'bruidJn&lt;iał reailiozację pordiSltaJWOlwego ceLu jerdl!1lO6Itlki:prlZeźy·oLa. W imię tego celn
wydziera
się ntaijlbliiżJszy:m OIst-at1m.ikęs st:r.arwy Old ust, ulk!rY'wla zctobY'.cz przed otoozeniem,
pOO1Zluica2'Jffi·a'l'ł)'lch bez. zadlo&lt;śćulazynienia ZJw)'lClZajOlffip ()IgI1Zcl&gt;awy.m, gdy'Ż
w~ązaŁOIby się t,o z kOiIlieązJD&lt;oś'CliąUiI1Zą.'Clizen'iIa
sty:py, wYlPęc!lza. z domu tl1zyletnie
c!lzieoci na poo'wie pewną śmi'erć M. ibd. A:u&lt;tOlrz prCllWldiZli!wąZlg;rozą, Wtóra udzieila
się rÓiWlruiei azyrteLnillrowi, poi!sze o dziesiąitJkatclh syltua1cji ś.w,iadoząJcY'dh o zani!k,u
1'"Jdz!lddh UIOZUĆ u Iikólw: litośd,
miłości,
soltdaI1ności,
skłe&gt;nno,śd
do po,ś1Wlięceń.
Is.tnieje u nidh ty,llkio jedno "dOlłIDo" -, mieć pebny .żołądek. ObojętJnie za ja1ką cenę,
ohojętnie
azy:im lroSlZJf;em.
Głóid UIOZY'J1iłz .lIk.ĆlW.~ loUiOOży.ją'C·ego nioegldyś w "noomal1ny:m" ZOingani:W1w:lnym spoQłeczeństwie
- tragic=ą
ilustrację
niezbyt
często obecnie przypominanej
te1ZY
.. Hoiblbesa ·0 prcz.erdikiul/tJuirlowY'msita,ni.e .luid\Ziko()50i, s'tanie dz\k.OOci, w .kJtóry;m
tlmy:ała bi()llQIg;i!ozOIawodna WlszYlSlt1lcicihprcz.edWlk1o WlszY:SltJkim,wo'jna o .p1"ZeftT1wiaJOie.
Stralslz}i!lWy głód t&lt;r;wający loai,ami, bez żlardnej nadziei· na leps'zą .pI1zYilzłoŚć, SpOIWOdOIwał, ż,e ,,1:koIwie wytrlzelkH s'ię \\~szeo]kiego z1bYlt'kiu W· imię indY'widual1nego
przetI1waJllia i.w rBZJultaJCie p()lWlsitabo ,pr,emiębez
ży'Cila, bez naJTni~nośc~ i bezClZlowie.azeńlsrtlw,a".
E/t·noLoigia ZlD&lt;apod!Obne prlZY'IJ;aldiki Pod W\pływem k'lęs:k elementaTtI1)'Clh i de'S!tru''kicyjny;oh sikJUltków kio.'DItaik.1r.l.
z ludami o wyższ'ej, elkSIP'&lt;l!ruSY'WDeoj
kułltl\l'I1Z€, zdamały się wYfpadJki kułltiu.rorweg.o r,egresIU pler:nJi'On. U padały
sy,s1emy wier,z;eń, prlZew;arlościowaniu
ulegały
autorytety,
totalnie
wątpiono
w obowiązującą
dotychczas
mOlralność i etykę. Za,gJI'olż'eni głodem ZJbieDa'crz.ei ·~owcy zaibija[i srtal1c&lt;xw i poI'!ZUc.alloi niemQw!lęota. WYlPadlk,i tallcie na'loeżały jednalk d,o ni.ooodzJiennych,
naa:tzulcała je
~połeClZlIlJakioni'€lC!ZII1'O&lt;Ść,
były realmcją
zaJSady, że in'terooorwi gru'PY, to zDlalClZypr;zede
wS7.y:SltJkim jej hioQo,g'i'ClZJD&lt;ernu
pr.zetII1W,a'nir.l, poi&lt;liporząldJk()(Wany byw.ał ~nier€ls jednlQiSlbki.Nie znajdZi·emy w tY'm żadinej arnalQlgiJi z .postlWOwatlii'ern Ików, gidzie diZieje

�się alkur.at o.drwiI'o:tnie iluteres ~Ufpy S\POł·~nej, naJWełt podstawowej:
oodJzLny,
u&amp;tąjpić mUlS.iJlr:zed dohu'em jedin'O'3'tiki.
LkowJe z wielu punlkltóiW WliK:IJzeni:a
są da.a etnolOJga crz;ytrnrśwy:ją.'tikQwyro, Zbiorowością W!ręc:z nie do pomySlenJia. A jednaJk iJs'tn:ieją, buidJząc pesymisltycame re~
f:l.eksje. NiewiarYlgodnie
Sizyib~ie tecrIl(po r.OiZ\P'adius'poł'eClZeń:sit:w,azdaje się pOltlw,ier~
dzać WYlsUlw.anątu i ólwldrzie nieś&lt;mial0 tezę, że, tl'wa~o,ść te:g,o., e'G na:zylwamy kuJtUlrą i życiem społecrz.ny:m" jest niewielka.
'D:l'rIJlbul1, negując iSit'r~ieni'e wroidzonylc,h
ozl()(W1iekowi coc~h slpołeci7JI1Y'ch,idzie w sWIO,i!Clh
wywodac:h b(lli'ldzo daJ·elk,o budząc
nasz spnzec:i'w. Mia jeldrnaJk mOTa.1,ne prawo do ta:kiegi() Sltaw1anro spra'wy. Zdiolbył
je pmz'ebY'wając wś:ród likÓiw pmez po.naJd dwa lata, cierwią,c PSY'chi'Clzne i. fJi;zyoone
katusze OIbs·en..nują.clu,drzi, ktÓl11zyna jeg.o o:cza'oh prrz;·eiSitaow.aH
być ,/ludźmi" w naszym pojęciu.
Nie WlZdDaJ~a.j&lt;my
się za't,em, gdy tJwiepd!zi aUitm ni mniej mi więcej, ż·e c·ec'hy
ludZJkie nie tylfko nie są WlrodizJone OZilO'WIieikowi,ale Wiręcz, że ,;rratu:r.al:ny&lt;m" slbanem b)'ltowania nasfZeg,o goaIttu'l1ikujest s&lt;1;.aJI1,
w jClikim zllJa,l·eźili się Ik'OIwie. "Powierzohownoe w C1ZłO'Wlielkiu
jeslt dob,l'O, s'iilna i głębOlka w,oiLa życia" twierdzi
Turnbull. Kultura
jest dobrem, o które trzeba zabiegać, walczyć; życie społeczne
wymaga trO's:kHw,o,śc.ii pidęgn:a1c'ji. Nie są to walrio'ś!Ci dalne CIziowielkolWi, ani clostatet:znie w nim L1:t'nwallO'ne.ZatJraceni,e czlowieczeńsltlwa mote nam :'lię pr&gt;zy:t1raJić
równie łat'wo, jak :z;darzylo się to likom. l - Zldaniem aUltoo:'a - nie Jest do tego
pO'tr:zeibny bY'najmniej ka&lt;~atk:liZimnuikfiearny, erą głód bQdą'cy wynilk,iem prze1udaienia. WYlsit.iUI'C:ZY
PO'SiU'w.31nie
s'ię po dr,odze, ~fuą teraiZ iJC!zi·emy,drodze !'lpOitęg,owanego egoizmu. Przed nami - w opinii Colina Turnbulla
- majaczy już wizja
społec:zeńs.tJwa bez Lu'dZlki'ch c'CIch i u'ozuć, c!hoć nie kouiecZJnie umi'erają&lt;cego z głod'l jaJk likowie.
w.awto.ści k!siąiJkIi bry,tyjls!kQego elbno·l'oga nie da się pmecenić.
Dalie ona etrliP.iry·czny mater.iał do refJed{jsji nad is.tQltą Czbowiiec'zeń(sltiw,a,sen$&gt;em i celem życia
lu'dizkie~o, mec;haniJZlmami, jalkie l'lZ~drzą lU1dZJkąkuJrtmTą. Jes,t talkże dosikonały:m
przykładem
s'zozero'ś'ci, jakla pOIwinm.a cecholw:ać badac,za -, et:noJooga. Sz:czer,ości
w wyrażaniu
swoic:h opini:i i sądów, c'hoóby najbamdiziej kanitro'wel'lsyj:ny;ch. Autor
nie ukirywa l&gt;'wo,jej beZJradJ](),ści w o&lt;ooiJczuSlpr.aJWi sytuacji, lctÓTe przerastają
być
może nie tyllw jed'llJols&lt;tikę,ale i cały ludlzJk,i gatunek. Jego pesymistyezna
w gruncie rzeczy relacj.a uczy nas Slpoj'menia rzeczY'witsltoś'Ci w twarz, rzeezywi'Sltości choćby najsbras'Zln1iei's:zej, pnzeslt11zega pnzeid la!bwym ooptyJmilzmem, ktfuy
jest niczym
in11ym, jaik ·lciec.:zJką pI1Zed prawdą o li\.ldizJkiejna:tunze.
Ryszard

Kamtor

Romain Wa'c"ho'wiclz, Pol sicie korzenie.' Opo.wieść o życ.iu polskich
emigrantów
Ludawa S/pMdzieIJ..ni,aWY'datw:niclza, Waros.zalwa 1980,s's. 33.5, ił.

w Brazylii,

To VJ1prai'Wdzienie piel'W1S1zyu:tlwÓir dokiumentaJiI1o-ftliter,a'Clki o poJoskiJch osadnikach w Brazylii, ale dizi'eło na pewno należące do wY'fóŻll1i,ają'cych się. LSW której chwała za wy;da:J1lie pr,wcy Romana Wachbwioza
- niestety, pOlską:pila irifarmacji o au!tor:ze, prz.episuję zatem notlkę o ni'm z wyda,nej przed dziesięciu loa&gt;ty
. ki5JięgiEmigracja polska w Brazylii. Sto Zat o·sadnictwa.
"Roman Wa,C'hOlwiaz- ozyJt,:1my tam - U'fodZli.łsię w 19'04 I1O'ku w .'\iraucfurii.
Uikoń·czył ~olegium
im. H. Sienikiewkz.a w Kury;tyibie. Wi·elo1-etn.i nau'czycie1 sZJkół
pols.kich ... jes.t a'JiliOlr·emwielu pOJwLeści, sztJutk scem'hCiZJnY'ch
i tluma0zeń".
T,o już
Dra'Wie WSJzY's.t!k,o,
ZJnacznie więcej da slię odlozy;'tać z kis-iąŻikJi,o kitórej tu m()lwa.

�310

Recenzje

Polsklie
kOTzewLe ma,ją chaJralkite:r wy~a:£nie autOlbiJograf~c=y,
to Zires.ztą decyduje o itclh niepoW!t'aJrzail1nej WlCłrltooci. Aiwt'oo,t)'lZlffi,preeIbi,ja z kaid ej stlwn y t elkIsitu;
nierz.wy\\cla pilas±Y\C7ll'lQŚĆOfPilsu, dbałość
o szaoogóły
tYlPU etnog;raifia:z.lnego czyn·ią
prCllcę niemall d.OikJl1iffimlltem.l1Ii.eOldlbienadącjejtymbY.naljmn~ej
walorów
liter&lt;lJckkh. Jest żywą k:r1o.n'i!ką poiWI$IaInia i j;,mv,Clllliajedne,j z poil:sik.i~h osad w Braizy1ili,
ale talkie dzi~k.:i umiejęlmie
wIP1eciony&gt;m k()lmenlt&amp;nzom iruf'OlI"ffiurjeI1Zate1I1!ie
o sprnlWalc1h ogól'ni'ediszyJeih, o problemaJCih dr~ąJcY'ch całą emigraICOę poilską w Birazy.l1i na prlZelSlt'I"'zemi,oot.a;tIl'1iICih
ki~]kiuolziesięlcLu lat.
KisiąŻlka niesie ll!iel1lwyilde bogCl!tą imeść, nie SiposÓlb więc w króltlkim Qlmó:wlieniu
wy:dOibyć WISlZYlSitlki'ch
wą:tik~.
Na kd;]Jka spraw należy jednaik ;lIwrócić ·.llWlalgę.P.oLskie korzenie to pean na c:z.eść wytlmwlałości, ,pra'cQlw:i1ośCli i s-olidalm,o~ci podJ~i'(jh
ClhłQPÓW, pIlZe&lt;nUe!S'iOInycl1
w wuidrne i jaime odmi'e:nne o.d r.oidrzJ~y'Ch w"lIrIUin'kibrazylijski~o
inlt,errioru.
Zwabieni
do Brazylii
mirażem
ziemi mlekiem
i miodem płynącej,
natrafili
na
diziewiczą
pt1IS1ZCzę,ni'e2lll!Clllląi gI'!oź;ną fa.unę, nieżyciZl'iwą czlJorwi,elkow:i rośUi:rl!IlOŚĆ,
nieUljarzmicllllY i nieobliJazal;ny k,llimart:. WISlZYSItikio
włJaśdlWie SlPI'zY'sięgło się pnwciw
oSladn:i'l~om. ObojętlIllQrŚć właidiZ, ni'echęć tubylcÓJw, a przede
WlSzystlk~ slama pI'zyroda. By.ły t,o barie:ry z poiZJOl"lU
n~e do pnzebYloia. Odlwr&lt;Oltiujedna/k nie byro.
Osa:d:n~cy przełarrnaJ1i Wlszy/s!tlkie ImuiCIJnośd, ClO kJs.ią;ż.lk.aW:a,cholWli'CZa pdklazJu,je
z drama:tym:ną
dl11OlbiaZJgorw'Q;Śdą,
godiną na.jwytl.mej potclh!wały. 'fuzebili PU=ę,
wydZJiena[i j-ej skraiwrki .pod UprCllWę, '".l;azyili się gOOlPodaII"'OWa!Di.a
w nowy.ch, UlPiomny;dh
wtręcz nri.1wedy \VIa'runikacih. N!i·e uiglięli się przed hu.ro.gan;amJi, ,powodrz.iami, SlU'Sza.mi,
pilagami SlZikJooll!ikÓ'W,ni'e ulegili atmOlSlfe:.rwelaDl~sltrwa i ()góil:nej a,bnegac~i, talk c:ha~alkterysrty'c.=ejd[a
tu!by,llczej IUldil1loś'ci te:renÓiw:, gdzie zClJmies'ZJkali. I cihoć złożyli
wioel1,e oif1La/r,przecież
wy;pełniIl:i ob()wiąJzelk wiOlbec s'iebie samyich, s',woiICih roolZiIn,
wobec
kinaju, 'k&lt;tÓiry uidi71ielił im scrhr()!!1iieni:a i wobec kJralju, krtÓiry z.ostaiWili za
o&lt;:eaill!eIffi
.
Nie m07ma przeoc:zyć falkfttu, że P,ooaJcy w Brazyl~i byli krzeWlide,lami
w)'!lJs.zej
niż miej'S'corwa kUilitrl'I'Y rołlIliJC!zej, WYIŻISlZ~'()stam:da&lt;rotll żYJC'ia, a ta,kiże berz wątpienia
wyriJgz,ej świadlOlffioŚC'i Slpołoc'ZJIle'j. Ta pfCl!Wd1a w.iK:lJolcrz.naj-eslt na kalŻJc).ej
sbrronie kisiąrżik:i WIĆl'ClhowliICza.
Nic dziwnego.
Nie byli to przedeż
- jak do dziś sądzą niektórzy
ciemni,
pIY'mi1y;wni clhłqp.i. Na eU'Il'ilgioo/cjęs:zły jed'll'os1Jki na.js;prY'tiniej'SJZe, najbm1dziej
aiktytWne,oo.zllla'c'zające
Siię tY'm wd:zaoem ~eil~e11lCji, k1tórn umożliwia
d:ositosowamie
się do oojt'1lUidiniejJs'zy.c'h wMu'l1IkÓW; ludzie wyrtmwa:li i .nieurS&gt;t~Pl~wi, ClZę5ItOposiadająICy wy;sokio rOOlW'im.iętą ŚiW·iaJCiom.ośćl1Ia'l"OOolWą.I ta!kicili idh widzimy
00 Olbra'zalcih
mal(}wanych
przez niezwykle
spraw'ne piór-o Romana Wachowicza.
!Judzi'e, k1órY'c'h opisuje WCllc'hOlWjlc,z,są dIQWralwdy na mia.rę crosóiw, w jaikkh
p[",zYSlz.ł,oim żyć i wam[)JkÓlw, na jalkie w Bnazyl'ii nal\ma!i'li. Aultor.owi wdaŁo się
.SlZJc'Zęśl1iw.ie
ulDiGmąć paltolSlu, jego bO'1miteoowie nie są ze spiżu. Mają s,wOoj,esłaibloś,ci
i śmi'es'21nOlS'tiki, w ich ży'ciu wy;damania
d1ramattY07Jne pI'Ząpl,a1.ają s,ię z humocySl1;ycrz.nymi, talk jak cod'Zienny !;rwid z 'oowiilami be1JbroSlklie1jzaibawy.
WarchaWli.'Cz nie iJdealilzude QiSClldlI1iików,ni€ czyni z n~dh symbollu. Irdh iJzooalc";a
wobec -otoczenia,
poc:ząJtlkiorw&lt;lni'ec&lt;hęć d,o· pomadel,emenlta.nnej
o,Ś'W'i.a~y, pewlIllil zaścianJkowość
i ni·ekJiedy ujawnialją,ce
się O',gJroIIllifazaniamyślow)"Ch hO'I")'lZonltÓtWnie
mogą budzić
e'nbui71jammu. ISI1Jni'ejące kOIn.rfil'iJldywewfnątlI'z g,l"lUIPYu!karzallle wSlbały
Wlrę&lt;C1Zdrastymmie,
bez.-.ll1golwed tarY1fy. TiD WlZJITlIaml!i'a
sHę wylralZu powie'śCli, potwiendiza jej dOlkiumemrt;,a[/nyaiUlt'enlty;ZJm.
Utka,za'ny zosl1:ał talkŻJe, tlruidny i ct:OIŚĆPQlw,ollIly, pwces slPOłecZJneg-a dlo,jr2J€IWlaJnia
po~S'k'i&lt;c'h osadlIlLków. ZalP€lWIIl.i'WlSZY
Slobie i s.woim wd"llinom podJsbCl!WYby&gt;tru ZalClZęl'i
wy'chodzić
na zewnątrz,
by stać się z czasem obywatelami
wielkiej
Brazylii. Do-

�311

Recenzje

s1arozyJli jej nie tyilJlro ~eso: wyJ1lraJWU'lyoeih
r~!ITików, aRe t.a1Ime intel1i;genoe~i: profesar&amp;w, lWięży, pUsallTLYi dlz:ienmJilkalnz.y. Saun aUltar jest tego doslk&lt;YIlilłłyunpr.z.y··
k.Jiad-em.
U\pór, wylt.rwa'Łość, priaICowitOtŚć, sillne przyTWliąza'11ie do r&lt;JOd:zJiIIly
i kręgu są.siedzkiego, solildaamość, to warrit;o!ŚiC'inJa:jcermiejIsrLe· dloa 7lbioroWlości osadniJkÓIW, canne dla
każdej 2lbi.o:mwośoi 1uidi1Jki,e&lt;j.GłębokJi paitciOltY'21m, miłość - często n.am:at berzJkirytylozm.a - do kiraju, z kJtÓlr€fgo w)'lS'2Jl:i,.piel1~ow.aiIla
z pdkolemó.a na po1oo1eme zaoWlOiCOWIała,j'aik Slię wylda'i&lt;e, na gIIlUll1JoiebralZyJ:i:jsiJti,m w S2)C'Zagó1ny sposób. Pola,cy
w ~yll'i;i
- maroto
głębollcie pr~Qn~e
- należą do jaj na.jlEWSZyidh obYJWateli, OIbj'lwat·al'i kr!aJju, który ma 'kJróltłką i troldną hios.'t.or&gt;ię,k.raju, w krt:Ólryro na.ród
wciąż s'ię dqpier'o kJs~tal!tuje. W tej syitrJalcji rola PtalaJkÓIW i re!pre~'bowanego
pl"Zez nk;h sj'ls1'e'mu wa'I'lt.:oŚ!ciwj'ldlaJje się nietllwyJde i!SIt'OItlna.
,KJsią,żJk.aROIITIall1Ja
W.adHlIwiJ=
nie jest łavwą 1el{jbu.rą. SPOl'&gt;Ow niej styl1'i~y.c:znej ma'l1Jiery, w doibryun ZJresztą rOlZJUmi!enliJutego
tenm'i!nu, lliaJs'Z;pikOlWaJI1asloWII1i!abwecrnpom,wgla.1IS1ki!m,wyrmaJga SlkiulPLenia. Lecz t['lll!d SIt,~krot'nie s'ię OIpła'Ci. Oto
bowiem obcujemy
z literaturą
wręcz porażającą
ładunkiem
emocjonalnym,
jednooześnie głęboką i mądrą. Rorman Wi(ltclh.ow,i1ozdał nam epo,s na,sy:cony doklUrmen!1&lt;a,Lną
prawdą,
epOS o naj{Wy1Ższylch cmot,a'oh czŁOIw,ioeka,o jeg10 potędlZie i nie:l'slt~ifw;oŚici.
Nalk,r'eś1H w:i:z,ję praJWdzi!wą i gonziką zalraJzem, lecz w surm:i'e Olpt;lnmLsty!c'7Jną
.

.L'a1"chUec't'Uffe TlUrole }r.anr;.aiS!e. Corpu.s des genres, des tyrpes et des variarvtes.
CoJ:.100tion diJr.iJgee pair JeaJn CUIUs'ea1'1El1",
MUlSee naJt10mail des arts €'t tr.a.d!i.tw.n.s POIPulaiJres: H. Rauł.in, Savoie, PaJrliJs, B€lI'tger-iLeVlraul1t 197f7\ S5. 2'41, iI., ry.s., m~y;
H. Raua'in, Da'Uplvine, PaJrliJs 1977, SIS. 27'''/1, ill., 1')"5., mapy; H. RaIU.J:in, G. RaWs-Gi1ocdani, Cone, Ra.r;i's 19178, 86. 25'3, il., rys., ll1Ja\py.

,WieilJoltOffiOlWapUlb1iJkalciia L'ancł11iJtecture rurale jramr;aise stanowi
jeid'n'o z naljwiękis.z.y!dh pI1ZedsięWlzięć C€Il1itir·e d'·ett1UlloJ'Ogie f1ranoaiJse prlZY MUlSee nati{JlIla'1 d€iS
aJl'&gt;bset t&lt;radiH(JIIlIspoPUilJaillres w Pa:ry~.
KdlekJcjję pnzewiJdyiW.amą na 22 tomy, wydawaną
p0!DZąlWISIZY
od 19/717 r. (idQ 1983), z .kitórej doty-eihczalS UdOSitąpni:onoo pięć
tomów *, uzmać można, jak się wydaje,
za najwybitniejsze
osiągnięcie
powojennej, narodowej
etnologi,i francuskiej.
PlI'acę pod red. J. Cuisenier'a
opracowano
poci pa'ttI1onaltem i przy wSlPół(pTla'cy Minifst€fnsMva ~uJ!tJutry i środowiskia
Naltulralnago, Mtni!Sltensbwa RoQniClbwa O,raJZNaJ'odowegio Cen1\I'lU1mBadań NClJuiloo&lt;wydh. .
Sttwonzenie t'aik f'·.l'n/daJmenita'1neg,o dzieła nLe był,()by pralwldolpoidobnie WiSpMc2Jeśnie możliwe,
gdyby nie dysponowano
bogatymi
materiałami
dokumentacyjnymi,
2JgJ.'lomaldwlnymi w l:aita,oh 1942 - 1M5 w tlralkcLe sy.sitemClJtylmmych badań proWa.diZlOnych pod kierunJk.iem P.-L. DlUldhalrlre'a i G.-iH. Riviere'a
w zes'pole 50 alrtchiltektow. Qpra,ooWlane WÓWICzaS 11'7519mo,nolg1raJt'LisZlcZlegółowycl1 diały podlstaJWę do da1szyoh s!tJudiów podjętyol1 w 1916:9r. pnzez OEF pod kJLemnlki€lm J. Gu1Jsenier'ia. P'od

C.

• w .r.dkJu 11979 uka=ly
·Boyer, Franche-Comte,

sdę .dW\3 daIsze Itomy: M.~N. [)enilis, IM.~C.
Lyonnats.
K'olejne tomy obejJmą następujące

Grloshens,
Tegiony:

Atsace;
Nord,

P!loarrl1e; 1N;Orm.andie,Perehe;
Ile-de-France,
OJrleanJai5; ObałIllPagtle, tA.r:dennes; LoTraJine;'
~ne;
Ma±ne, AJnjou, Tou:r3iLne iBeI'ry, iNlvel"nads, 'Bo=~;
Bo~~ne;
Poito.u,
ChareMe, A.n:gQuIIl'OiB;iLIlmOusia1, Auvergne;
Perigord,
Quercy, 'A!genais; Ha·ut LaJngUec1oc,
Rouergue; Gascogne, Pays ,basqu.e, Hearn; Les Pays ltoU!lousa:lJns; :L~uedoc"
lMecuterlnlm~,
łloIussIUon;
Provence, Có.te d' AzIn'.

�312

Recenzje

bez;pośredninn naidt7JO[f'eIll1
H. Rau~~n i PlflZy W1S1pó!IPra:cya!I'ichJ~telktóiw,mUrliea~nikólW,
k!oil1'seI'iwa110'TÓfW
i aiI1c1hiiwilsltówpl'zejprQwaidzono kiliku[,eltinde pogłębioll1e badania
anttr'apolo,g,icz:ne, w .kitó!I"y'cihz jednej sltlTOIl1Y
2Jwery,f,~koOlWanlQ,
u,zu[)eł,n~on'o i na nowo
2Jdoi!;;]umen!tolWlalY1o
mater:Lały zebI1alUe w laJta'dh ClzteI1dz'ielstylc'h, l. d.r1ugd'ej, OlPra,c,owlano nOlwe monolgtr,af'ie, '..l,zyrsikiują,cw ten sp!olsób w pe~l1'i rejprezenlta'cyjną
i możiliwie krolmplelkislOiwądoikum,enitac,ję tiraidyicy\jnego, fxancoU"s:kiego buidown.iJdilwa wiejskiego zawierającą
się w ok. 300 tomach.
Wyda1wa'na koO'lelk1cjanie obejlmu:je nlaltulra1Jnie W1slzyslt'kkh z.grOimadwlny,cih mat'eriałÓ&lt;w. Nie ma być, j'~k zamna,C2JO'l1!O
we, wlsltępie do każldelgo tomu, il1lweDitalI1Z,em
czy katalogieim
oibi'ekitów alr1cihli:beikitulrywie.j:slkiej, ale takim
kih zbio:r,em, kltóry
uw:zględini,ając najlba,ndziej reprelzelntalcY'jlne tY1PY i ich wal'ialDity umo:cliwi meltoldyCZJne badanie
ZJró:żmi:colWaniabiUdawn:icltwia wi'ejislkicgo F,ranlcj,i i okreśh jego naji'Sto·tniejsze oeclhy.
Celem pracy jeSlt: 1) o!kre&amp;lenie na i1e to moili,]we tlradycyjlny,ch f.mlm aJTc'hitekt'oni:Ci2Jny.ch bu.dOlwniotiWa wiej:sikieg]o F:ralncjli; 2) pnzylgotolwan'ie dzięfk,i meltodyClzmie zehralnym ma,teriaŁom s,ZJcizegó1olwylohstudió&lt;w foorm i interpret a'cji ich funkcji; 3) apI1aJc,olwalniejalk naj:Daicj'Olnailiniejlslzejpoli'tylki o:Clhwny Sp'Jśc.izny alI10hiteiktwry
wi ejski:e j.
Prrzyjęty w całośd pwbHkaicji układ l'e.gliona.lny jest zg,odny 7 wkładem z'aiwartYim w atla,s'ie l.i'n:g'W,il"~Y'ClzniQ-etlnQjgraifk2JnYlm
o:ruz atlals,ie hilslt:orye"ny,m, eo w is:totnej mierze 2Jwięlmza jej wa'lolr po-rÓiWllliaJW'ClZY
i umoŻJliJwia dalsze studiG. hi:s!tOll'Y'c'Zno-kuJtull"Olwe. W trzec'h prezell11tow1alnylchtomach ukialzano i za'ila1'iz()!\vano trady,cyj··
ne, wiejslkie ouldolwlni'CitlwoSabaudii, DeH~naitu maz KiO'I1syik:i,
z.arysOIwa'ne wyże'j cele p()stawione w sam)'1clh baid:aluiac'h, jak i w publl:i!kolwanej kolek:cjli 2JOiS,tały,jak s'ię wyidaje, w pełni o:sią.gmęlt.e i to nie ty,llk~) dz:ię.kii s,zerokiemu w nkh '.l:dizialolwi sipecjali.stÓiw wie[u dylsicylpl&lt;in,ale pnzede wlszystlklim dzięki
rygorylstY'ci2Jnie pn~esibr!zegranYlm pOldlsrtawolwylm 2Jałożen!i'om teorety,crz;no-mC'1Jodolog1C2Jnym, SfOII1mułclwa:ne przez J. Cui,senim'a 2JWlraicają U!wagę jako interesująica
propozycja podejśd,a
do a:n:al:i:zy t'l"'a:dycyj'nej arah~t'ektury
wliej:sk:iej, a pnze:de Wo,zystkim do sltira'teigliibiUdolWYjej tJlPo:llogii. Jia:k pOldikreśla au,t'Oil",zaprezen.t'oWla:ne podejście badawc.ze ma c,ha'Talkiter allltirolpollo:gi,czny i wy,kOlr:zylstuje załO'żenia P. Boudona, któlry wylka,2Jał, iż istni,eją ZJwiąlzJki między st'I1ulkJtiu'rą języ!ka a stlI1Ukt'l'rą
obielkrtu apoh1tektoniazneg,o.
W kaŻJdYim możlna wyróż,nić jego części składolwe złoż:o:ne z zespołu elementów
jaikie stwoIDZył budoiW1ni1c.zy.k'h oało'ść t:worzy u'kład dany obieM al'C:h!itektonic.zny, dla kit6reg:o Tealllilzacji uruchomiolllO te, a nie inne
częś,c,i skŁadolwe. U/kład jest wylt:wolPem sY'nt,aktycznym, ale podczals gidy w jęzJ'ku
łań'cuch synrt;algmatylc'2Jny jeslt na!stęipSlt:wem w cIZJa.sie,to dil.a obIektu
a 11C'hitekt,onic:znego jes1t Wlspółwystępowalnielll1 w pr,zestI1zeni. Jedinolc,ześnie da'ny wytwór, IlIp.
'ipecyfiiezny dom norma:nrdlz'ki, nie jeslt relZJu:ltatem jed:n.ego syD'ta1klty:c.znego 'llk'ładu
Clzęśd slkladowy'clh, a,le równolc'ZelSIl1Y1m
zels:połem wielu ulkła:dó:w.
An:t,ropO'lolgilc'2JDośĆ
podejśd:a w bada.ni,adh t'radycyjneg,o bu:do:Wl1Jic:t'WawiejiSlk[eg,o polega jaednik w pr:zedstawia'nej
pUlb:l.ika'cji, jak się wydaje, nie tyle na p.rzyjęciu niektólryc:h zało,ż'eń s:tir:ulktur:alny1clh, aile przede w:s'zy:s,tikim na antiropol'Ogkznym widzeniu śr'odolwlisika mies;zikalneg1o. J'els't Oino !":01z,pa:ilrYlwalne
w całej s:wej zŁo;i:'oności his'ioTy1c'zno-lku[rt:u,ro'We.j,PNY peŁnym uw,2Jględnieniu S1t:p'lk'tury os'a1di!1i'C'tiWa,
orga'nizacji
społeczmej, poziomu rOI2JWlojui tYIPu g:Qislpoidarki, s'tos:olwanyloh technologii, funkcjonujące,j
o!bY'Clzajowośd i ohI1zędowośd, a pr!zelde wrs,zys,tlkim ZJmi'en~ających się w czasie WZJorÓlWku1tulrolwY'ch o:dinoiszą~ylc!hsiię do spo'sobu zalmielsizJkiwania i pr()wa.dizenia g1osiplcda:r:kiwi'ejS1kiej.
,zalpre7'en'tOJwarna w pracy tY1Pol'Ogia tmdylcyjne1j a:whri:tekltury wieJsikiej posiada warlor sz;cizegó1:ny. JeJ zasady decy.id&gt;'lją o tym, czy dany ohiekt al'chiitekto-

�Recenzje

313

I1Jic~ny zosrtlał swz,egóŁ01W:OzanailiiJzow;any. w ozęŚic,i dokJuJmeIlitacy}nej pCJISIZlazegÓilny&lt;:lh
t ()Iffió:w, ozy też nie. TYlPolog;~a ma oharaiMer
ciJwu':.tOlPni.olwy.Wyrr-óŻirna l'odlzaje
i ty!py. Za rod7Jaj (Lub podTOldz.aij) UlWa,Ż&lt;lsię ze5lpólorbi'ekttó,w u7JnaJwanycih za podohne pl'ze.z i.ch uży;tiko!wniJkÓlw (mli,etSzJkań;ców); za tY'P - ze~pół oIbieik'tów ui7Jnanych za podolbne pr1ZeJZa Ilit1rtapol'O'gia.ROidJzaje nie są PQlróWJnYlwallne m1iędzyregionalnie, częsito oIkJre&lt;Śl'ane gWaJnllw&lt;o; iden'tYlclZlność zasady
DUidOlWYoha'raJkrterY'~uje'
natomia's.t tYIPY. Dzielą s.ię one na podJtypy i w,all"liaJIJJty
wedhlg JlI1Zyję'tego sc'hematu k;lasylf~ka'cy'j'nego zło;7.onego z zeIS,pobu zmierunyoh ('ooInOlSlZący'ohsię do azęścl
sikładowy(:lh i iC'h u'kłaJdólw). WlaJri·an't stanolwli zespół OIbielkttólwo naljm~Tiej!s'zym rozpnwSltlr;wnieniu i na.j;więk~IZlcljzJbierlności ceCih w hier,aI1chii tYJPÓiWi podtypórw. Typologia uwzględnia
3 zespoły zmiennych:
l) składnik,i architektoniczne
(composantes archi;teci-u,raile's), 2) Ulwar,u,nlkOlWla,nlia
pT'Oigraill101We(.co'Ilitr.a~n:tes de .pro,gJramrne),
3) met()ldy kiOln:Sltir.U'k'cji
(IPr.od~des de COmGh1U&lt;Ction).KaŻJdy z zes;pow Zlmienny;oh
złoŻJo·ny je:;t z stzer·eg'U sZlC1ZegóŁOIwYloh
wYlZna,cclJllJi;kÓlw,
których
c:haraklter dkr·eśl,a
Sipo!ec:Zlno-k.u1Ilu1'U1wa
nzec.'IZywi:Sltośćda'nego regionu,
a nie pnzyjęty 11 priOlIu s'chemat kbsylfi;kacyjny.
W tI1ze:CihoonalWlia-nydl toma:e:h uw~gil.ędm~ono łą·czmi-e i UiZln,lno za Daj~s&lt;tO'tni('.i:.,zcna'sltęiP'ljąice poJdiSJtaJwOlwewy.zna.CJZIniiki:d1a skladml1ków anc'hitektoln.icznylch wkłady (!Ji,c~ba bUldyn:.kó!w w za,grod:z,ie, spolsób ZamielS!Zlkl~wamia
ludzi i Zlwiamą't, wkład ś'c,ia'lly szczytowej,
gama kołolrylSitY'CJZIn:a)
OITa~wY'ró:imia.ją'ce
części skJwd'()lwE.'(,da'l'h, bal!koil1, tara's, s'c.,ho&lt;dy);dla uwarurllkoiWań pPolgr.amowylCih po!o·ż-ellli'e, zró.żnicowa.nie SIPo!cc..zJtl.a-ekoIDo.mJi'c;zne,
pnzezna'ClZenie l'ocitziJnne; dł.a m€tod kCl'IJJs,br,u.k'cji
ma1erja!y
i tec&lt;hnJik&lt;i&amp;t'O's'owa'n
..e do bu,dowy śC'ia'll, wiązainia
i pokryc,ia dachu.
W)~róż,niOlny w danYlm regionie tY1P, podity',p czy Zlnac:z.ący wariant
repr·ezernoowa,ny je&lt;Sitw mo,aografii pr:zez l oblielkJt-lWiZÓlr.
Mo·dele, do k:tÓir:l"dhOIdsy],a tYlPologia,
są modelami
stworzonymi
dla potrzeb
antropologa,
nie zaś hipotetyczmymi
modelami j~k,imi po:sJu'gilwaJ.i slię W'iejs;cy ou:downk:&lt;.2'iQwie.Ni,e są też konsrtnuikJcja!ffii
tem·e!tY'cZlnymi. Są reala1!ie ist.ni·eją;cymi bu&lt;dymlkami j)·llnJkJcj.()nującymi w typoilogii
jako obic!kty o:dlniesicnia, k.1Ćl1ry,oh
miej,sice w nie.j może ulec =ialllie
jeś.li siuWii,er.dZJi
się, iż w jakimś z ze5lpoló,w Zlmi'einny,dh iSltni,eją b apdzi ej :lJrua·oząc·eod Ulw~g1lędnlionych elementy dys,ty·nkJtY'wne, TY'P ok!'reś'l'ono jajko regiona'1ny jeśli model, do któreg.o Soięodnosi, by! pOIwiclamy w Sipolsób dOlffiinują'cy na okJreŚ'lonym OIbs:z.aI'zegeog:raficzJnym, Ty:p ma s?JczegóIne odniesienie
histoTyicl:zme witedy, gdy model, do
którego siG odnosli, by! powielany
w sposób dominują;cy
w okreś'1ornyrrn wydnlk,u
oza'sowyim,
Jalk poct:k'reśla J. Cu1senier, zCIIst'QIS,Qlw&lt;lJna
w cata.śoi puibliikaic'jli tYIPologia polSiada przede wszy;sJtlk:i.mcha.ra!ktt·er illJls.WulmentaJlny. Ma z jednej soj;'ro'nyna celu UiPOI1ządkOlwan.ie l'egi,o,nalinegQ z,różnirC'O!waJniaaJrC1hiiit·ekrt.o,n~Dzmego,
a z d-ru.giej umotywowanie w)'lbon o!bielktÓ'W uzmanYlch za repr'Clzl:mtacyjne. Może być więc wysoce
dy.skusyj&lt;na. Nie je"t uniiwem&lt;l'l,na i być nie mo,że pr:zC'de wszyJsltk~
dlateg·o, iż
zespół t:rad}1cyjncj &lt;)'f'ch,Hek'tulry wiej;sfkiej ni'e bworzy żadnego sitirlu~kJura'1nego sys'temu. Ceclhy jakie w S,pOISÓ&lt;b
i:Slt:ot'ny rÓŻJllku:ją k'onk:r'eltne obielkty a.r'ohi'telkitornkzne międz)'lregtionICl'1nic, jak i we'Winąit:rrzpo:s~ClzególnYc&lt;hregJionó\w, nałeżą do róinych
klas i mają rÓŻlny chaT.ak,'t·er, I talk n,p. w zCli&gt;poJe zmi'ennY'c11 Qikr·eślamy,c!h jallro
U'waru.nkOlwalni,a prog'ra·mowe po!ożen'e,
O(polzycja n:rzirny/gó'ry jeSlt waż,njej,s'za
dla Delfinatu niż Ile-de-France,
a opozycja wybrzeże/interior
istotniejsza
dla Bretanii niż P'r.Olwa.n.sji;· podobnie
j.aik rup, w zmJien:nej :zrróż.nicQlwarne s;poł'eceJno-'ek()lnomiczne, olPolzy'cja .dom w,~nlog,radiniikalidolffir'olruiJka bardziej znCliClzą.cad'l'a S,z.ampa'niii niż Rou:s&lt;siUrm. Dlia pflzeds'1:l&lt;lJwianejtYlPo,lolgH waż/ne jest to, alby w kJolnlkJre!tnym pnzY!Pa'ClikJu
rOZlpa,tnwne 2'Jostały wls:zysitik,ie wymiall'Y typologii, ,a na,Sltępnie zostały one pnzyjęte 1U1bOdir.711'oone- w te'j dnulglej sytu&lt;l.'c\ti ·nie ty.Lko Wlt,edy, gidy

�314

Recenzje

nie wytslt~dą,
a~e tailci:e witwy, gidy w danym. regLOIrrie dhara.ktterYZlUlje je powltal'7mliI1OOć,a w.ięc gidy t,racą wtaa.or różmdlCU!ją.cy.RIIZY tyCIh ~fożeni:aJCh wiejską ardhiteikitiUirę Kl()ll1Sylkii Del!flia1laltluodrÓiŻnia IllP. to, iż w pLeI1ww:.ym r~anie
róŻlnd.IOUje
ją buidaw1l1.ilc1iwo jed/no i W1ie1anodlzil\1lI1e,a w d!I1u~m nie, iż w pier,wlszym d.aohy
klry1;e są trnema l'odrz,ajami dachóWlkJi (oboik iJnrrlyla'hmaJtelrliałów), a w d1iU1g.itmdwoma iltid. PllZY'j~a w pralCy ty{pologiJa ma więc dhaJr.a:kftelr wylSlO'Ceemplbryc.zny, a zarazem
dość ogólmy, s,prOWlal~dąicy
ją do cooh dylsłtyln1k!t,yrwnj"C'hnajltstoitJniejslzyclh
dl'a dalIlego regi,ol1!U i w danym. peg,ilQlnie all:icIhrlit,eklton.iazmierealdizowanyrch, bez. względu jedn'aik na st.aitYIS~YlCl&lt;mą
ich pow~aIflZJaJln:ość (o umiejs,cOIwueoo.l w tYIPoliO~ii decydJuje nie H07Jba obiektów,
ad,e zajmOlwana poz)'lcja w hiielr,a'ocihi:i tYIPÓlW).
iArzediSlbaTwlionewyżej ogÓ'lme zaJiorżen!1a b&lt;lidań i tYIPóL~'i w decydru,Ją,cy sposób
'W\Pł)'IWa'ją na U1kl,aid po\SI7JOZegó'lmy.c&lt;h
.tomów L'a:rC'hiwoture ruraVe jramc;aise. Każdy
z nioh s!kł.aoo się z 2 crz:ęŚiCd:obję't'ośc.i'cxwo mnie}Slzego wlPwwadrzenJa
o c'h'alra1kJteriZe
h:~S/tOIrY'CfllI1'Oet.noilogiICl2lnyrrn,pmeld!sItoaiw.ia;j
ą'cego ŚIrodiO"NliSkiomiesQ'Jkalm'e ctaJnego regionu, zaopatrzolIlego
w bibliografię
i słownik
terminów
gwarowych
c'I1'az obszernej
ClzęślCi doikJurrnen'j;,a:cyjnej obejmu:ją'cej
kiJllkiaJdlziesiąJt (,w prz;ed,s~alwia:nyc!h toma!cih od
312 do 5'7) slZiczegól!olwyClh mOlnog1I'af.ii obielkitów a,pdhi~eklt()ln:iJc'Zlny'cihlub k'h zeSIPołów (llIlWI2lg,lęd:niooo ZalfÓiWlfioO
bru.ctQWlnUictJWO
m:ieszJkallIle, ja'k i goslPodartC'Ze i pr1Zemytsibowe), '.lłOŻOOlY'chw uiklad12Ji.e SiUJbrega!()lna:!lnyun: opralCOwany&lt;:h w slPOOób m;ys-temra:tj'lZiOlWlalnywedług
jedrnoi&amp;tego SJdhem:aM.i (w st'osui!1Ikru do m:aJteriałóJW tarenowyc,h bCliI1dJz-ozSYJI1i\;,e1;ytWWany).W częŚ!oi Wiprocxwadiza:jącej, śr&gt;od&lt;JlwJJslk,omiesZJk.alne
z'OOtalo u.j~e w zro.żlooym. konrt;ekście hilS/tOlrYJClZllO-kul!ltU'l'oOIWym
regionu,
w kJtólfym
Uiw:~gJędniOlno mrÓlWlno pnz.esrz:ŁoŚć, jalk i ter.aźmiejs!~()śĆ, s'cihalfakit.eryrliolW'alD'Ow.a,puniki
natulroaiJJne i tlraidY'cyljlną kiul,tru,Tę, omÓfWiio!):uozróżniJcowJal1lie tylPóIW br.ldo!wnkitwia wynikające
z odmienności
podsta,w gospodarczych,
funkcjonujących
systemów
społecznych i pT.aJWIllO-ZJWY'crz;,a;jQ&lt;wy'cih.
Biwdyln,e1kwie,jisikii jefsi'; bu ,t!raJkitoQlWanynJe tylllro ja.ko
z'espół e'lemeIJJtÓiw a\f:ClhitelkItOlI1i1crlJnYlch,
a'le rÓNVlIllieżjail~o mie'jlS'Ce WIS:pó-łżyda srpołe=neglO, pDcxwalci"zeni,a d:z:iaŁalmiOŚci prO!dulkJcyJ,j,nej, sied[li.sIk,o r,oorzinne, czy w.r€lSrzJCie
miJejs'oe :DUIIlkojlOiJ1,()lWlalDlia
OikJreś'lOlI1y&gt;c!h
w,aJl'I1;oocisym!Qollk'llnyoeh. Część wprolWaalZa.jąca je;;t ihllStt:rowana i zaO(paltlI'lWna w rySlul1iki i mIaiPY.
Ozęść ffi'OII101g1ra'f,irczną
pO'p1f'Zied'za iJndeil{1s tYIPol,rygij'c~ny C'111a1raiklt'elryw.ją'cywy;róż1l1ione typy, poidtytpy i walr~a'nrty U1wlzg:lęd!noone W ~~oOlejlDylC'.h
o[JIr,acolwendach. Każdą
mcmOlg1r,Cl/fięl1O:zujo'ClZytnak!al1tia LdeIJJtyiilkr.1'ją,ca anaUzoWla.ny ()Ibi-eM. ZaiWiera ona
m. in. numelr mońo.grafii,
nazwę i numer
identyflliacyjny
depaTtamentu
i gminy,
lokaJLną na7lWę ob:sml"u obejrmru.jąrcego m;gr.odę, a talkie po!dl5JtalW;QIWe
da'ne OIpi'SJując€
l'aglroOldę, g,oSlpodamkę e&gt;raz stlain obie'kftu \V (JIktr,esi'e badań. K.a.żJda z mO'IlOig1I'aflLi
sikłada się z crzęś'Cd opiIS&gt;OIweji doikJumeIJJt'a'cyjnej. Ta piel"V\~sza ()lb~jmu!je QPiJs syj;,ualCylj:ny
badalilelgo oibi,e!kItru;,u'kliad j'e'g1o Wlnętl'Za, anaJILzę prze:zma'ClZienti.ai Cliągó:w k'omulIl;~kacy.jny1C'łl, QP~s lw.nsltirrllk,cY'jllly OIfaz n.i'si,o.rię; Clzęrść drugą slt1aJno&lt;wiiąi'liul';/bra'cje, ryls,u,nki
i pLany.
L'ar,chitec.twre TlUr.aZefran~a,ise jest, coO już i:&gt;dd!kireśllCJ1no,d!Zielem wy;bilt:nym.
Pe1na .pu'bHkia:c.ja WlSzylsltlkii:chtomów umożJ:iJwi \VIi'eioos.lIronlIląa'u.ail,iJzę rii,e tylko arcihiii€lktbaniJClZne~o, aile i kiułltlllrowego zTóżnillciolW:ania OIOSlZ&lt;\1rfU
Fcr-.aIIl'cji. Pir.a'oo mo,że
s.banow.ić ta'krż~ dCJlSlk:omałymocl,el dla bada,C'zy mnydl
ktra.jów zC'.mu:jący'oh s,ię bwdoWlnictlwem Lurdowytffi. N.aIJ..eooloiby mieć DaldlZ!i,eję,iż będ2Jie WlZOl"em rÓlWlniei cna pols,kJtClh ebno:gtrlafÓiw. Th1zeiba jedn.a:k pI1ZYPOlffilI1ieć,iż jejOlpll1alcoV\;Jande wyma,glałio ni'e
ty.Hw lIDaJci2lny'cihnalklaJdóiW fliinans'owych,
s/tlo'soWlnego mecenaitru, sze:r:oik,ie'j współpracy in,terdyscypliJnal1l1ej,
rzesz entuzjastów
badań terenowych,
ale przede wszystkim pra,wie 20 letnich badań wielu wybi1mych etnologów
i architektów.
QpracoWlCllllie możliJWie 'lrornpIeksowej
mo-nOglraf.ii i tYIPologdi t:mdY'cy;nego budOlWinkrtlWa wu'ej:siktiego w Pol:sce jest ~'dalIlderrn lW'.lliec=ym
do ,podjęcia,
aJl.e t,eż

�315

Recenzje

wyunagają'0ym
Sizyblk,iego d·7JiJabarua. Et:notogow,ie i aJI'lclhiltefk.d f·ra.nouSICY podJę:lJi je
w s.toSUI!'lJ\wdo włalSllleig'o kra'ju praWlie 40 lalt temu, Alby una,s
.nioe było ju'L zibyt
pó~no.
Jacek

Bednarski

Istvan 8-ziłil:gyi, Architektur
der ungarischen
KaLvaden
(ArchitektuTa
węgierskich kabwal~i;i), "Alma Tec:hniJka A,CiaJd€'lllUa'eHunga,ri'Cae",
t. 8i8, 19'719, So 1'!l'i- 20'5,
K!allWa'r,ie, czy.1Ji mi'ejsca
poświęcone
kluilltowi Mę;k,i P.ańJslkJ€lj, zalkłaoone
od
XV w. (Ina'jsta.DSlZa pod KOIocboibą w HiS!2lpa!lllii, z r. 1420), l1o'llpmv&amp;z.edhinliły s1ię
w kra,ja'C'h kaJwliJakildh .=ególnie
w dobie konitlrreforma'Cjjti. ArJll;,o,rprzytpulSi7J01Ja, że
u s'c'byŁklU ŚfedniJowi,eoza magły również
na Węg)fzcdh p.OłWIS&lt;taćpieDWlSlze ka'bwCllDie.
Nie LadhOIwały s·ię jediOOlk żadne dowody
ich iJst'nieIllia, a naj9taJl1SiZe za,cthmva.ne
obiekty pochodzą
dopiero z połoIWY XVII w. Budowa
dalszych
przypada
na wiek
XVIiLI i X'IX, a ooZlbudo'wy:wamo je jes'Zloze w XX w. jalk w MalgYal!1po1&lt;iny,
g1dtzie w r. 1910 porsitaJWi'ono nową, olbSlzeDną k&lt;llplkę na SiZlczy'C:iewZlgó&lt;rZla,na k,tóregoo st&lt;Qi\wroomiesZlazJoUle są sta'cje.
oAult&gt;or wY\róQmia wśród
węgier,s:kic:h
lm1woarii pod wZJg1ędemty!poI.~iJcz!fiym
naJstępu(ją'Ce rod'Zlaje: a) SiC'emy ka.1W1a'rY'~slkie, b) DudowJe k&lt;aJ1Iwary.j,sk!ie, c) dirogi
kiDzY'żowe ze staocja'mi, d) ka,1cw&gt;aJrieo c'ha'Daklt'erze mies'Zlalnyrrn.
!Seemy ka['walryjlSikJi'e, to UJSit'aIW1ioneZlWy:kIe na ~piOlWiooni:m WI7lniesieniJu tlr7.y
kDzy:źe, WIZg1ę:dnie kn1u'cydjiJks ze S/toIjącymi ~od nriJm poISlt:alciami Ma!tlk,i Bo-S:k!iej,
św. JJa'rua i Mall".iJiMaigdIa,l'emy. JeśH taka SlCemJauSluawi,001Jaj-eslt na w tym cell".l ZlbudQWalnY'm WlZlnie:;ieniJu talraSlOlWlatym pnzed kCllPli'Cą na SJZICiZyoiełub w tej .o.k'OI1!icyto jes&lt;t to budOlWIa k.allwaryjSlka (Pest, Szentendire).
T\lTLooi tY'P to WSiPół siba.c;ji
Dro;ga K!rrlylŻowej. T,en tytP jest soczegó111ie Zla'leca.ny P1'\zez palpiei:a KJlemeIlls'a X!IJ1I.
Kalbwa'r:ie te różJniły się między sobą ilością s.t&lt;alc,ji..D&lt;Jipiero w To 17\'3.1wł&lt;adJze kośc.ieiline U1stal]iły, że DDQga K!r.zyżlowa Wli'nna obejrnow,ać 1'4 s'ta'c'ji. ClZlwarlty tY!P rozw1nął się z Dl1OgU.Kir.zyri;owej u:zu:pebro«)iI1ej dodaJtllwwj"l11J.i bUldOlwlami, głóWll1Jie kaplk=i
o wZlm&lt;aity!C'h ceIa'c!h k&lt;u1towych ozy pnzeds.ta.wioohw)'lCh.
W niemie'CIk'iei
nomeI1!k!la.Jtu,r;ze diwa pieDW\SIZoety.py n&gt;aJZy;WIaII1e
są Kaillwari:am/i, p.o~o:sItałe Drogaani
K!rizyiŻowymi. Wę~zy
nazYIIWają Drogą K'1'zYŻKJwą ralClZej siaocj.e pasyjne
we wmętreach
kQŚiDiJołólW,Ka,llWaJr,j,ami zaś po&lt;dolbnli.e j:JJk my w P')l'soe załolŻelnia
w wol'nej ,prZel5'1JDZOOi.
W k'a1JwaJr.iacih sltrd/ojlłJmi są ruielki,edy tylDko krzyże, UlsltJalwione Zlwykile na COlkJoIa'Cih, luib killPli,c;zJki z płyilkiJrnd wnękamIi (co ozęśiCiiej), roomi€lsZlC':wne w.Zldłr.l1Żdróg
czy nawet wśród miejskiej
Zlabud.owy (Gyor). Spośród
wielu odmian kalwarii
zakOmporJIOiwa1nylClhprzeSltir,zel1Jn.ie 0ze .S1cenalmi Męki PańJslkj,ej malo'wa'ny:mi
alib,o wykOlfil,mymi w posJtad płalslkiol1zeźJb c1zy diziel pe'~noplalstY'clznYlc!h, wk&lt;Ocr!l\Po,nolwia,nyc:h
w oiliwa,rite k&lt;llplri,crzJk~cozy też umiesZiclZlooy,clh w więlk!s.zyc'h kaIPlic:a1oh) Wy1róŻUliają
s,ię te, Mór,e są talk ZJloka,lwZlo,wane, by klr.a.j'OIOl1aIZJOiW,o
pnzyJpom'i.n&lt;ały jeI'OiZJO'l~mSlki
pejzaż ka1bW'aTyj'siki. W i'ch budOlwJ'e i wy!posaiŻ.eniu odiz.w,ieDc'iedlra się S1z'ciZlególIIJJie
wYll",azi:ści-ecały r,oZJma,ch ideowego
pIiogtrlaJmu do'by baIDok:olWlej.n:3Icec'hclW'anegootll"eścią IpalI'al]iibu:~hlZlną.
Chociaż lmlwa,rie wę~en'3ikJie swyuni za łożeni=i
pnzesitlfizt:ifilnymi i ClhaJDalkterem
zabudowy
przypomiJnają
podobne
r02wią!Zania
w .innych
Im"ajach pozostających
pod pI1ZemOoŻinymwlPłYIIW'emideowym poltJrY!dendk:i€lg,o K'Ośc:iooła, to jednak wylkalZlUją
pewne SlWoo~stecechy. T.afńli·epOlSiadają S!Zlouegó.1niJeobielkIty połu.dniOlwyJdh Węgier.
CharaiklterY'$Y1C,Zlną i'C,h właŚ!c.ilwością jest ZJaŁożen'ie w posbad
dlWÓich szeregów

�316

Recenzje

staaji m2lIIlli€ls~cz()JlY'ah po bdktacl1 pl'lQlSil;dkąlta1ego,pia-IOU ze &amp;t~)jąICą00 ~ońJO:l, w
ŚI'od1ku, z;wyiklle na ~rz.yde pa!gOOika,k:apiIJiJcągłówną. J:&gt;o j€\dme'j stl'OU1ieplaoo stoją
s1&lt;lJcje pall.1ZyISIte,
po drugiej stTJOlllienU·ĘlJ)a'.nzys1;e.
Pą'taliicy pr:zecJhoozą więc od SltaJe.li
do stacji pmemńerrz.aojąic kamdoraJZiOlWoplaic w POfPl'lZek (Haja, VfH-oolOd, SmJk).
K&lt;UJwa.rde stia'll'()Iwią, zdaniem &lt;lJUtora, kJtÓlrY jeSlt z zaJWodlUarclhliJte.k\tem6W1SpólpraooWlIJJilk.i,emw.iedeńskJi'e!go Zespołu do Badiań P,omnilkó1w P!nzydroż,ny·dh) - Clhare,klterys:ty,czny elememit w kJrejobrarzie Zliem węgier'sMch. WŚlród zad100wa'ny!clh t,eg,o
riodJzaju pomnilkó,w klU~tlUlry,kltó['y!ch je:s1t na Wę~l'zec'h ponad 200, uder.z'a uch ro,zma:ii1;,ośćpI1Ze~tI1ZeDlna,all'cihilteikJtonli'c!znai pklstymma,
Stanislaw

Bagra

Georgijewa,

Narodnata

architektura

w Bożenci,

Sofija

Bł'aszczyk

1979, ss. 153.

Jedinyun z najlwaŻJl.iej!SlzY'ohzadań Wls,półiczes.nej ebnog'rai!ii b'ltg1aJl'skiej jeJSlt g1'Omadzerne
zabytkÓ/W illlardY'cyjnej klU'lILUiTY
matenialnej,
spoleCIZJnej ; duc:hOlwej. u.systj;emaJtyr~Qiwa'nde zelbir.alIl.y.ch ŹirÓideł nalUik()lwy'ch sta'nQlwi podJsta:wę mo;no,graiii JmilOowe:go wyIl1i1k1uprac nauik'OIW'O-lbiOJdaIWlc:zy'c,h
etno'g.roafów buł.g&lt;llf!Slbc:h.Tego typu pracą joes:t o:maJw,iana tu mOlnoiglTi&lt;l!Ha
BagJry GeoII1g.ij,Elwej.Gelem jej była próba
al1a,roaMer y.JS
t yiki etno,g['ra[~cz'no-alI1c'h~te!kitonlic:zme
j, ty pCJIW
ej dl a 0'k:r·e:il10In
ego r ag10nu
bradyrcyjneg'o bu:downidlwla.
Butga:rira jest wciąż je~ZCizewajem
o dr.l.żym bOlg&lt;1C1tiwie
et.nogra.1iC'.znym, Nal'eżą do niego- przoo'eWlSl'L.ylstikiJm zabyt1kJ z d:zied:z:illY tr,ady,cyjlnego budOlwnictwa
lu.dolWego. Swz.ególne naJSlilenie s,ta:rego buidownictwa
wys:tQpuje na oosza:rze Starej
P'łanim.y. W,ieś Bozenai w o:kJręgu gabir,oWlsi!cirnpoluŻJona jest wł'aśnie na Ziboczac'h
PIani'ny. W BozeJn,ci zmajdJu:ją się 1i!c-.zm·e,
cenne obiekty !Jrady'cyjn€lg·o budCJIwni'cilwa
gmSlkLie,g,oz'Qrk r€lS1UO'd Jwńc,a XVIII do pCJIcząJt:kówXX widklU.
P,wca Geo'r,g~jewej składa się z c:zJt·er'ec!hozęś,ci. W pioow.srzej autorka pnzedsitawiła POlw;Slba1niei r'QlZ1wójWisi Bozenci, któ["ej azas pOl\~slba1lJiaszacuje się na prxel·am XIV i XV wiekJu. Najwlięik:s:zy rQ',zJ~wit wsi p1"zy!pada na oklres wylZ1\Vollenia
spod paJl!OIWania ti'llreclkiego (d:ruga poŁoIwa XIX w.ieku). Na okrels tein przypa,da
równi·eż apo'geum r,ozwQju :tlrady'cyjrneg'o buidowniClUwć;lwe wisi. W pier,wszej części
zawarta
j-est również cha:rwklteryrsltylkJa obiektów o c-hara.k.temze społeclZlnym, kultowym i tM1gOlwo.l'z·emlileŚi1,nuozym.
W części d[';wgiejzo'3.t-ały po:d:dane opisowi: zaglloda goQ:Slpoda:r:slka
WLfaJZZ domem mieS'zJkJaIIily.Jmi bwdy;llJkaiITlligo,~podariSik.iJmi 011'&lt;112'.
f\ulDlkicj,onalne zJWią!ZJkimiędzy
nimi. Bord;s:lJaJwo'wymelementem
bwdofW!niilc!bW1a,
wi'ejls'iciego od końca XVIII do początków XX wieku Jest zaglTlO.dagOS''podal''Slka składając,a S'ię z domu mieSlzJka1neg-o
i pomieSlZJOzeń g.o,S'podaJrsiki;ch. CellJt~al-ne miej:s,cc w za:~r:o:d2';i!ezajmuje
budynelk
mies2'Jka'1ny. Oałe gOlspodall'lstbwo otCJIcz;O!De
je:s&gt;tniJslkim, kamliennym
mUJr,kiicm z jednym l'lb dw=a
wejściami.
Do 2'JaburdClW!ańg,oSlpadalI1slkJi&gt;ch
należ,! przede wSlzySltki!m: s:zo,pa do pDzec.holwylWailliiJasŁomy, spi!chjm,z, '1'wclza,r.nia, a w nie'krtó'ryeh CYbe,jśaiacih rów.nDeż i piec do pi~clzeI1Jia C:h!loba.
GłoWlny:m założeneim
pr,zy rOZJplall}()waniu P()!5'zcze:gó,j1ny,cihpO'mieSi'liczeń jes:t
:z:orient'O'walnie cLomu mieszJka1nego ku na'słollleazni-o-nej Slw'onic, tyłem zaś w si1;[',onq
'ohŁodinyrcih, półmJOc:ny.Jchwiat'rów. Pir~ed domem, w ni ew.ielliciej odJeg1ośdi, znajduje
się s:pkh1e1I1Z,n.ielI1ZadkQ piec do pieCZJeni!a chleba i n.ieoo dalej s.toją,ca szo,pa.
O.zęŚć breec!ia poś:więoo.na jeSlt a.rcihilteik1'u'ToZ.e
bu:dY'!1iKÓlW
miesZika·l,nyoeh. Dla DIlnaw,ianeg'O oI~-esu cha'ra1kiterysty'c.zne były diwa tYlPY buidowniC\!Jwa. RóŹ:nio;.\ między
.nimi pol~ała
na odmi€lnnYiC'h kOHc-epcj'ac1h rOZiplam)wa1niJa pOlsZCizególny'ch pomie-'
1

�3'17

Recenzje

SZJazeń. P.i:er.WlSiZY
tyoP Clharalklt'ery,zioiw.ał się tYim, że cenl1iral1Jnemwe):yce mjino,wało
pomie5'wzenie
z o,grJJiJsIkiern, a porz.ostale pomtiffiZlC\Zell1liamieso2JkaWne rozJlokowane
były
w k=t~Clie kwadJraw.
C'ha'l1aik1t'efystYlOZillącechą dla tego ty\pu j.eslt rów-rneż i!slt'nieniegailerii
(c2Jardak). Są to t7JW. ,,'OdI1m"yltedomy" (otw.orern.i kyszti)
!W dl1u;gim ty!pie domaSi1lw cenrtmum k1ampo,zY'Cdi sltaInOWli med&lt;uż·e pomielSIlClZemde
pIlzech:odnie
(prust),
wokół
!mÓlr~O 'rOlmru'es:-zJCIZanesą pooo;slt'3łe pomieszJazen'ia.
Ohar&gt;arkterY!Sl1Yczny joot rÓM"niei bTaik gaI-eriJi i w z;wią7ikJu z tym domy te UaJZywane są "ZlamJkmJięiycrni doma,mi" (zattwor.eni kys2Jti).
Bez WI1Jględu jeooaJk na rÓiŻJn~cew OO!Zjp!.ano,warnu pOlInIi€lS:ziCzeń,w OIbu ty\p&lt;liCh
wy.s.tępu.ją: PQllITieS7JCIZ€fl1iile
z OIgJndrskiem (Ik )łS2Jti), d"ug;ie poo:n:ieSlZiCzenie mieS!ZJkJalne
{soDa), S(Pi,ŻJar.nia(Qdaja), pilwiIliiJc.a(TTUlJZe,
zimm.ik, cJ.,CLm).
Au.t'oll1ka s.'bw.ierdJza również
falkJt iJsltniienia kJ1Ek:u buJdy!rJlkÓlw u:LoIIDQWIaJl'ly,cih
pod
wspó~nym
daJcherrn. Wśród n1dh ;rÓ!Wn.i:eżwy.rÓŻinić mo;ima dwa tyiPY - "ocIJkJrylte"
i "zaIklryte". Stanowią
one jed:naJk odist~ps.i'wo od tYIPOlwej aJI"dhiitekilJury buidynlkÓ'w
mieS'Zkailinydh w Bozenci.
MI c:zJw.arltej części Ge()lngi~jew,a OIk.reśiila najball,ldiz;iJeljchia.rai!mery'Siyc:zJne cec!hy
ouidOl'l'onnilcl!JWla
we wSliOll'aJz mriejls1ce zaibyrt;lkÓlWBozencli w b'ilig.anskiiej a!ne'hiJtekiburnze
lUJdOlwej.
tl\JLcmolgraflie teg'O tY!pu są w BułgalrLi ball"dzo pO[JIuilJarne. Mimo swej :firagmentaJry!oz.IlJośoCize W:ZI~lędu na nacewielllkfi.teren, Zlebranj- prrzez Baglrę Geol1giJjewę materiał ze wsi Bozenci z zakll"elSIUaJIlchiiekfuull"Y LudQwej można braklbaWlać jalko reprezentaJty!Wlny dla oołeg'O oibiSiZoaJrU
SItiaJr·ejPłalniJny.
fualca botgato iiLulSi1lr,OIW'a'na
joot s'1Jkli'c.aanti,plan.alffi'i pomii,eS'ZJczeń i Zidjęciami,
z kltóryc'h wię~s'Za .azęŚć puJbl,illrow.ama jest po ra'Z pieI\WIS,zy. Umi'elję'ta1y idh dobór
porzlWa[a pnześledzić
wzwój tnaidycytJnego biudCllW,n.i'C1lwaw tej s/baToIplan.ińls!k.i·ej wsi
w okJresieod
kJoń'ca XV1IJI do pooząltlkÓIW XX wieku. Aiuiborlk.a zamieściła
rÓiwlrlież
bQgatą DiiteraJtul!'ę przedim'ioilu, a ,tlClikite iJnJdekls wY'I'ażeń g1wall"Owyoe'h stosOlwalnych
w takśC:ie, 00 wy!daje sdę nzeeŁą nad· wY.raz k1oniec:zną, 00'3Z indek1s rzoozOlWy.
W końc.owej części pracy zamieszczone
zo·stały streszczenia
w języku
rosyjskim
i niemiedkiilm.
Jerzy

M. Ci'oa'l'a, Zona etno,graj,icii

R&lt;'idii'Upi, Bu'CUiIe¢i

Ad:amczetooki

19719,S1S. 1'5i6.

:ROk H),719 oJClIIliO/tJować
-należy
w e'bnogll"aJfiJi rumuńlslkJiej jalko począt€lk nowej
serii wydawniczej
zatytułowanej
"Zona ,etnografidi".
To duże i niełaiwe
zamierzenie jest ze wszech miar godne podkreślenia.
Nie powinno też ujść uwadze etnogiraiów polskich. Zainicjowana
seria wydawlllicza
ma na celu ukazanie
najcenniejszych
i najważniejszych
wartoślCi kJultury i sztuki ludowej,
ich specyfi:c:zmych cec;h, całej
złożoności i bogactwa
wszystkich
stref (zon)etnograficaJnych
Rumunii.
Seria, którą
otwiera
pr,a,ca M. Cioalra, Zon.a etnograj,ica
RcLdiiufi, jeslt pr.zezmaazolna
dl!a s!zerokiego giwna czy'teLniJków, nie tylko etJ!1Jog1r1aiÓIW.
Wydawana
je;Jt też przez wydaWlI1liJc1lwo "Sipoint i T'UJry,sltytka". ZalP0ltmzelbO!\Wlnie na teg'O r,odJz;a'}upra'ce
jeslt
obeCinie w Rumulll.i.i ball'\dizo durż·e. p,ookll",e§JJił to iJnicjaJt~r i' JooOll"dylnator serili prof.
dr 1. V:lact;l~iu w wy!wlaidJzJ.epraISiOlWycrn udlzieO..ony.m p]SIlI1IU"Fi1a'c.aIl",a"po Uik.aJZanLu
się pienws·zeg'O tomu seri:i (Schipe la jresca. etrnograHcii a Romiiniei, nr 37 z dini'a
13 09 1!179). ZiwrocH tam mJiędizyinnylIDi
UlWlagę na durże wa.lorry poonawcze
i 00'lIlUlment'a'cyjne wyidaJWIll·ictlwa Z1wlaJs1Jcza.w ()becnej .dol:)lie.s,zy!ljk!o ddk,onuOą'cy!cIh się
przemian
Slpol'€lCZI1Jo-ikul1wII"OIwY'a'h
WISIi
rulmuńSlk~ej. Dlaltego też z wyd3JIiiern serW,

�318

Recenzje

bę&lt;Jącej pierwszą
tego rodzaju publiJkacją w etnografii
rumuńskiej,
nie można było
dłużej czekać, tym ba'l"dziej, że ma ooa spełniać również ważną rolę w wychowaniu
współczesnego
s.poł~eństwa
rumuńskiego·
w duchu
umiłowania
kultulI'Y wlasneg,&lt;&gt; iklraju, 'llwzu:mliP.InIi:ai IWyIIror;z.~
jego luidowyc:h ibrodycji. .Wyidl:llwnliclwo
oIkireślOlrle j&lt;lIkJod'zie1lO "o llla~wylŻJSlZymIrmrr'OldolWymI2ln.aC';wnilU" j'e&amp;t .więc rz jednelj
Slbronys:zJk~cem do ,,€ItlnoglraJflic:zmyc'h f1reslkóJW Ir'"J\ffiJUń:slkbcJh",
a 'z d.nugiej pracą l!'LaJUkiową ulkaiZiu;jąJcą ,rólŻ;ne .alSlp·aMy ~,galcLnień 'ksLZ~ałltują'cych :sposób życtia i IkJullltu,rę
WlspMclWsnej iRu\ffiJU'I1Jii.
:Ko[·ejne t,OlIDy IPQlŚwlięc1aJne·elbI1Jogre:fdio:zJnymIst'refolID !R;umuln/H IWyda'wl(łne będą
w c&lt;ią:gu lI1JajbliliJSizYlc1dh71i·eSlięc'N lat. Ptriz.ew,idu'j'e ISiię, że /Seria obejm/i'e ;polIl'ad 75 tomÓlw, 'C'hoć Iwohiwlili ooeclIlej ltinud;no 'JISotalLiĆIiioh ldJcZibę, :oowiem prolblem IWY'oorręlbni'ania lSitir,ef jest Iruie21wY!k[e 'Lnudny li Slkornlp1fuk;oM'aJny. N'i·ejednoiklr.oitlnie dopiero
w 'brakd.e ~pracy lIlalSltępuje rOikIreŚ'1eniedicIh grCłlllliK:y.Nie po/k.r)'IW.alją się ·OIIleooiWi'em
z powiatami
(judet). Nieraz w obrębie jednego mamy do czynienia
z 2 lub 3 strefami, a niekiedy
jedna z nich obejmuje
2 - 3 powliaty. Tu nasuwa
się jednak za·
SaJdruiooa Wą.tiPl:iIWOŚĆi lPY1talIlie&lt;Olkiry/terfua, 'na jaJk.&lt;iIc:h
OIPaJrltosię Iprzy 'uIS1ta:lalfiiuglfanic &lt;OłPI".aJCiOlWylWialIlylCih
lSIbref. Nielslte'ty, lIlie lWyjaŚiniiOn'G!lego anli :we IwlSitępie (w e;z;'tere~h językJateh) oouJkalZJUóąJcego 'Się piemv1slZeig&lt;&gt;00anu lSoerli!i,&lt;lll1i we wspomnil:llIlym
wywi~d~ie
IproJSorwym. A jestiOO lk1wesltiia IPi_Wipll:llnowa.
Pyitanie więc, na daJkiej
podstawie
mówi się o taJk.iej czy ilnnej strefie e.tnL~grnfkznej,
p&lt;moS!laje b~ odipowiedz'i. Ntiewliele też ltłrJmalClZy nawwa /SIbrafy, jeri:elli moiŻln.a CQlk{)[iWliekmówić lI1Ja
piOJootaJw:ie,pieflWlSlZego ItQIffiJU~ 'zaJPowtiel&amp;ilalnYlCihltJrrLe'ChnaISJtępmyc'h. f'oc:hoozi ollla od
mias.ta (IRiildau~i, BeN:;;, Bia:zau) lub oikIręgA.l(IDald), 00 okIr€Śła - jak .się wydJaJle tyl'kJo iUlsyituowa'll'i'e. Wą't/p1JiiWoścli.te IIlI:ISlUIWa1jąiS,ię IPrzyczyita.mu
'pjenW'SJZe&lt;golbo·ffiIU:
Zona etnograjica Riidiiuti, traktująceg'O
między innymi o stroju (ale tyLko stroju)
HuoułÓlw i \1II1lilk·a:ją·cegookreślelllia
BIuilro!Willla, ikJtólfe 'waUeźć mOlŻ;na jedy10ie w Illiektórych
pozycjach
bibliografic:łny,ch
(jak np. N. Jorga 1905, N. Łupu 1937, I. NiiStor
1~1'5" 192Ki) li IlllalZlwieMiUJz€fllIID
it€lchnilk łudowych !Bulki()winy .
.'PIienw.slzy !tom lpoświęcony ~()SJtal ;obszarowi \POl;oż'OIIlemuIW pólnocnej.częśc'i
R'Jm'UIIlJiiIna ~ralnlicy IZ ZJSiRlR.,IW ihilSitoryclzmej IklNlliJnie,Mo.lld.aJw~i'we WISlchodn~dh Karpataich. ,MiaSlto, lod lk1tór'e~o '})Os'zI0 ·oikJre,śleni·e stlreiy, .1eIŻąlce 00 ,km Ina IpóbJ1i()Clny~.zadhód od iSuCizawy., !pO IralZ piemw1S:ZYwyrruielIliiQlne !było w dok.umenJtach
w 141115 if.
OhaJI1alkJterysitylka :g·eogM:fjlozlliO-'hliJsŁorY'0zmaII1O~QlClZynająJca\PI"a,cę (s. ;:.5 - 513) Illie ,ogr.aniua się ,tyl,ko do najIW.aŻinfi'ejSlzylchdalt !hJ~t'orry'czmych li daJnYIC:hg~afi;ozny,dh,
ale
WlSik&lt;wud·eIna WlSiPÓbClześnied2liala·jąlCe lila !tym oibsza:Dze mulZi€la e'tmlOgranC'ZJIl.·e,;praooWllllie i&lt;l/l'ItylStów!LuidQlwycJh,feISitiJwal1eliItp. KoJ.ejne ,f{):ZldlZi~lyJZ;OIsbałypoświę.oone :na9tępuljącyrn
~idJniend'Om:
TrraJdycyjne rLa,jęci.a, RzemilOlSlo rw'iej:s:kiie {ikori.us21nitdt;wo,
krawiectwo,
rzemiosło
d~erwne.
celfamika,. pisalllki), Przemysł
wiejski,
Gospodarka
Wliejska, Mieszkanie,
Architektura
mOlrlumentalIna, Strój ludowy
(w tym strój Hu~
CCJłów), :OwycmJe, 'WlSopół'OOesne:ianprea.y €lt·no;g,Mif&lt;iC7L"1o-foJJlclwys.tY':7.lne.
Da·1Jsrz.eJsit.rony
zajmują:
z,akończenie,
słowrnk lokalny{:h
wy.ra'Lów, streszczenia
w języku angielskim, francuskim
i nierniecIkim
ora·z bibliografia.
Podkreślić
nale-i:y, że kolejno
urk:aJ2lUjąee s,ię :tomy będą 'OIpra'COIWYlwanewedWuig /tego .same.~ ukla.du IllfeśK:i OibejffilUją'C od 120 'do 140 SltIl1OO1
dmulkJuoraz 1100 liiu/Sit.r.a'CIj:i,
IW :tym lWięikJsizość barJWnych.
abecni·e iW 'PflZyg.otowaniu
jes:t .biŻ !po!llad C!.O tomów, ~pnzy ,czym (3 :z.a,pOlwi.edJ2liallle
dotyczyć będą: Beiu:;; (TraonsyllWan1a), Buzau (.MulI1tenia) i Dolj (Oltenia).
Na UJWaigę IZCJSłiuigUlje
m&lt;lfPa, ;na 1kJtó:re\i :lJaIZlOOC:ZOno·
wie~e ilIl1'eres'J;jącYlCih etlllografa danych,
jak na przykład:
wsie o struJktulr·ze i gospodarce
tradycyjnej,
wsie
w k1;óryeh występuje
strój ludowy,
tradycyjna
architek:tura,
obiekty
przemysłu
dQm()lwe~o, ilIWÓlDCIZ'OŚĆ
JaJlitYlsty'Cr.Zlnl1ł
'W direwruie, welln.ie, 1~samJk'i, 1k00ż,ulChyi ceraJmiika
ludowa, da,lej mUlZea &lt;llraz lirrnIpr~y ~a/fliel2lTIo-iolikl0·rysltyczne.

�319

Rec.enzje

:Etn~k2lIlY
IOIbraJZIRiuIl'I'1'UJlIii,
jlalki rw oiąiWU U'laJjbliiŻiSiZydh11aJtIUkazY1Wać nam
będz:ie ,sel'ia 1WyK:ira&lt;wnilcza
"Zona elbnoglf&lt;didi", ~w,moz.y ille itylJko o lbo1gaclIWie 'i IrÓŻn'orOldinoścd IkJutlJtull"Y
~ stt:ulkii m:.ldawe.j Itego lklraiilu, ale li o 'O@"omIie pracy, jakiej podjęH się abn~r·atflQw1e rumuńlsocy, Illiie pooiaida.ją'Cy - j.aIk w'iemy - ani Ijednej katedry lUm:iwemsyttecik,ied.Tyrrn &lt;teIŻ/to \wU~kisrLY'iel.Sltliich ~ulkJce&lt;si OiS'ią'giIlięd.e zasłiu@u'iąlCe
na uwagę li podkireś'hm'ie.
Zofia

Deleo Todorov
(red.),
Sofija 1974, ss. 497, il.

Dobrudza.

Etnografski,

jolklorni

Szromba-Rysowa

ezik.ovi

proucvanija.

Z lCytk1lU"Eit'noglra.fliJozne baoaJnia B·.lłiga.rii" ukazała
slię mOU'lograJftia tPOSlWaęcona
Dobrudży.
Celem tych badań jest anal~a
tradycyjnej
kultury
ludowej
w poszc~egól,nyc;h ,eiŁnogJraf'k2Jn~ctl tregti'Olnarch Bullg'atrili. od I:I POłOiWY XIX wJeiku do poł{)rwy
XX rwie!lro. &amp;da,nia
są prow,aidz.one JkloonIP1eikJSQWO
i olbeljmUlją s'ze:r'eg dy's'cYlPl~pokirewnyc!h. Są Qne pro()/wad~OIne lPf1Zez iMJulZeum i I:nslty/t1U1tiE)tln'Oglrarf.itiBułiga,I1s1kiiaj
AJkaJdemii .Na·..Ik. !Badalnia &lt;te mają Ityrrn WlięJkis:zetllniaICzenJied[a nauKi, iŻe przez 1WIie1e
Ia.t IBułg1aJria jaJko 'reg,i&lt;Jlll €ltJnOlgifail'Ui=y !była ~tooun;k'Owo mało JpmeOOJdana.
Pracę po,ŚWięcOlllą DobrulCliŻ.y otwiera
rozdział
Margar.iJty Vasilevy
o demoografioznyiC'h iPf'O'C"esaeihitego &lt;regiOl!lJU00 /końca XlIV !WIie'ku d'O lat /iO l!la'sa.ago iS,lJu[ec~a.
cała iffiOOlO/glralf.ia
,poidrzJie1lona ZiOlStała l!la dwie 'ZalSadlnictze crz.ęości. iPlierJW'sz.a OIInalwia
kUJIJtu'rę mait'eriaUną, a dinuiga łą&lt;clWiie IkJulJJlUl1'ę
lS\POł€lCiZJIlą
!i duch{)lwą, cZY'li - !iaik ~'O
2JWytk!ło'się 'nalZY'wać ootaIt·ni~ iklUa/t'"..Il1'ę
.symJbolli'&lt;l2lIlą.
W częścti ,piemwBiZej L'jUJboonhr DuIJro&lt;v pi'SiZe o 1I"{)/]{nfiIotIWie
'i hooOJWli aJWlietrrlą.t,
Lilij&lt;a Peneva ,QIlUClIWia
U(pOOiwęIWIiJnol1'ooliIi lCioOlmorwy
lPI'IZeaTIytsłlWi:niall"'sik1i,
a Snezaon:l
Błagojeva
memi'osło wiejskie.
Zaprezentowała
ona w tym rozdziale
takie za'jęcia.
jaJk: korwalłSlbwo z m-QIsięiŻJIlIi:c1lwem,
:ko~od:zjielislt\wo, lbednaII1Sluw'O,Ikiuśniell1st1Wo, ryma'I'stwo, garncarstwo.
PodsumoIWanie
tego rooolZiału, to omólWienie organizacji
rzemieślniczych w Dobrudży.
X,dlejne ldiwa :wzdlZiały 17J00000ały
IpO'§w.ięre{)lIlea1I1dł1ite\ci'Ull1Ze
'ludowej. BaJgora .Georgij.eva omawia d:QIlUmiesmk.aJJny li :Zalg1rodę. !l'OlSit1ałytu oanóWli.one ItalIde komunJilkacyjne i fUl!1/loojOloowneaS(pe'kJty zagr&lt;Jldy dOlbnlCitż'ańislkiej. Omaw'iaJąc
dom roties:z;kałllly
Georgi'jeva iSkJutpia się fPl"Zooe IWlsrLy&gt;sil1lóm
l!la ;r~amOiWa'nliIU wnętrza., materi'alle ikonstrukcyjnyrrn
i samej konstrulkcji,
oraz zewnęt=ych
i wewnętr~ych
elementach
Ulpiękisrz:ającyClh ifOIU'Ilę,bu!dj'lJ1lku (:jafk Il'1p. !QIbramO'wa'!Jie oIkiien). iW dirIUlgim 1I'00000000ade
Lililj.a iPeneva .prezenltiu:je lWyIS,t!rój lWewtrlęibrnny domu cllł()Jpslkiliego oma,w1adąc 'PO
kolei: d:zJbę,głÓlwną (Ikiuchenną), ,ilzJbymti€ls,2Jkaane li pomies:ZlCZ.enia ;g,o;sIPo1daII"CZe
IW budYlIllka'clhmliesaJkalnyc:h. A'"..IItQ&lt;rik:aOlP~Suije
ta'kri;eSIPrzęiŁy iCIooliiellll!le'go użyttku, Iktół'e
7Jnajdorwa,ły \Się IW Itytc&lt;hidOlma'dh.
Następne
dwa rozdziały
omarwia'ją tkaninę
i odzież. Gina Krsteva
o'pisuje tkaniJny lCIekOlI'acyjne, techJnJilkę IiClh ,wYlrobti., S/PDZęIty służące
do tego, lfuillllroję i Qłr'l1.amentykę. Natomiast
Ga!I1ka Michajlova
zajmuje się odzieżą Dobrudżan.
Bardzo szeroko opil&gt;uje Ollla 'OiSOibn'Ostró,j JklOibiecy i mętSlki, !talk calOiŚiCLoIwo,jak 6. jego elJememy, 1W~6.ŻlniJa'jąc IPrtZy Ityrrn JciIDka ;jego odmiaJn. iPOIClisumOiWallli'emItego .rOl7rl7Jialu
jest omówienie
Zlróżmcowania
funk.c.jonal'nego
odzieży. AutOiI"ka wyróżnia
odrLież na
czas cią.i;y i iPO'l'oo:u, ·odzieIŻ dlllł lI1iiemorwtląltd d:zliec,i, OOiZież idJa mfoldzieiy, u!bliÓlI'paJ!1i
i pana młodego, nrllodej męrżalt/ki li anłoid~
męża, os6ib id'Olrosłych OIMzoo~eż
pogrzebową.
Obok tego omawia ona funkcjonalne
2lróżnicowanie
odtieży obrzędolWej.

�320
Kolejny
rozdział
haipisany
przez G~nę Krstevą
przedstawia
ludowe
pożywieme. Auil;oa.ikaII:m:~zenlbud·e·w nilm !pO ik;oaeilP11Zyg-oitowamie 'c'hleba i :c'iaLSt,,olblróibikę
pIlodulkltów IZJWierzęcych i m1ecZJnylc:h, kOlD!senwolwa'rllie Iprod!uMów ,ml:nylc1h. Koń·~zy
się Iten 11'0'Zldi2Jiał
'OmólW;ietndem 'SlPOISOrbólw
j-edlzenlia i 'cał'olC!lzieUlnego iladłolslP~siU.
Drulgą ;część tej jpra!cy 'o,tmiel1a:ją Itir'zy rrorzJd:zialyS,bo,jana
GaUlceva i lforzJdz.iał
Margalri!ty Va'slilevy po!św1ięcone ŚiwiętolIn, 'orby,crz;ajom iob11Zęidom. GalI1ce~ opi'suje
oibyaza,je ;i ,oIb.11ZędyIrodlZ,~ilIUeIZIW1iąZi&lt;ł'ne
:z des2JCJzem OlralZ'OlbYiClZa.jei ohrzędy z,wią.zalne z iPIl'a1cąIdhłiopa. Na1;:OmJ~a'stVaslneva ,om&lt;l!w~a 8więta Ikalenlda'r,wlwe i Z1w'iązaIIle
z nimi Qbrz·ędy.
KO'lej'ny rrozdział Ul&lt;liIJlLsamy/pI1Zez DoIlco Told-orova IpoŚlWlięcony jest f'O,lIkJ&lt;OIrOlwi
DobrrudlŻy. OmalWia {)II1 !pO ikioJei pieśni IlmlędinLoze, wielkanooue,
święto,jań'sikie, weseline i 'Slzereg 11il1Uydh.Osobne tmiiejlslce madą 'w !tym Iro:zidzia,le ballady. Są to ul1;iwory
przede IWszYSltlkim ,o Itema&lt;tyce mLt,OloJ?)k'zJnejli ISlPo'łoo?Juej.
Ostatnd ósmy rozdział pOlś,więcony jest języtkorwi bułgarskiemu
i diaJektom wyst~pU!jąlcYIill Ina 1erooie Dobr-:rdży. NlliP~s'ał .go ,Maksliun IlVliladenov. Autolr ,przedis,tawłia IW Inim fonetyikę, mo,riol'QIgJię li iSymltakJtyt:kęInaJstępuijąJcy,dh dialeikltÓIW: m1zLjSkie,g0,
babk,ańlslklieg'o i t,ralkiijsr:kiego.
iPod&amp;uIIDO'Wlu,ją'cnależy Is,tlwietr!dl:cić,ż-e IPra'Cla nalPhana ,1Jositała z dużą l11Zeteln-ością.
Stano.wi świetne kompendium
Wliedzy et.nog)raficznej
o tym regionie i jest doskonałym uzupełnieniem
Kultury
ludowej
Słowian K. Moszyńskiego
czy Etnografii
Bułgarii Ch. VakareJskiego.
OmÓlwienie Itej lpraicy IZ lI'a'CJj!ijej 'Olbjętości lIDu'sia10się lo,g)mnioclzyćdo ,zasyglna'liz()Iwania ,pDohlematyt:ki pOFJiSlZanej IPl1zez aultorólW kSliąlzk:i. JeS1Jc'ze IZ IIDI'OU1liikarslkieigo
o:ibOlWliąlZJku
,naletŻy ,0dnolt'OIwal:, lŻ'e ,pralca Ita IPolsiada Ibolgarty materoał
ullulstra'cyjny
składają'cy
'się IZ Iponad 200 dlulsltiraJC'ji,w tym w,ie1u IklQl1orowy,~h, lb~bHo,grafię l:iaz.ą,cą
365 ,pozYJcji ,0lDaz'i'ndelklsy: Ige'OlgJr'ad'i'c'ZJUy
Ii lI'Zoczo'wy.
Mariusz

Gyula

Ortutlay

(red.)

Magyar

neprajzi

lexikon,

t. 1, Budapest

Baumann

1977, ss. 752.

Ukazał
się pierrws'zy tom lek,sy'konu
etnogr,afiiWęgier,
zawierający
hasła oJ
Litery A do E .. KrażJdy najdrobniejszy
element kultury ludowej doczekął się osobnego
hasŁa, IPo'CZą:WiSZy-od Ik°.lill1Julry
It echiniClZU1ej"ia 'na ,sYJmibd1icmnej'slkońc.z.yw,s&lt;zy. Talk iwięc
mamy w tej pra'cy hasła dotY'czące: okiennic,
brogów, budownictwa
mieszkalnego,
haftu,
ceramiki,
skrzyń
wialilnych,
narzędzi
zbierackich,
łowieckich
i ro'lniczych
orazwiellu1nnYJcih
l1Ja'gadnień, IkI1;ólrych wymieniaJnie
w !tym miejs'Clu lIDij'ał-o iby !Się
z 'Celem.
LLeIDsyikon lZalwieDa t,ai:kże ihals'ła ,poŚiwięc'One IbadaczomlkmlibUlry ,ludowej Węgier,
!JWóIDc,omIlrudowym li artYJsrtoon wyil~OII"zylSl1Ju:jący;m
'w ,s&lt;welj l1JwÓlr,czorŚ'Ci
motYiwy lud-owe. AibYOibraz tegio dzJiela Ibył lPeł1ne'ijls,zy trrizelba jes7Jcze dodać, ie autorrzy OI11lawłiają IW Inim IWIs'zytsitlk'ieIPr-olblemy, lkItóre IW ten 'CiZYli=y Is!posóib wiążą Isię z e1Jnografią,
jak np. czasoprsma
etnografdczne
ukazujące
się w przeszłości
i obeClnie
w !tym 'kmj'J. iKa~de haJsl0, ,obok &lt;br1eŚicii
,oIbjaŚi11iają'cej, zalwiera podsta'wolwą Ibibli&lt;og)ra:tlię tematu.
Załować na'leży, że leksyikon ten obecnie dOlStępny jest tylko w języku węgierSiklim. e; IUlwa'gliIna ibalI'td1Jo{bogaty materiał
ilulSltiralcyjny, 'za'Wlierająrcy ok 5{)OO !rYsunków i zdjęć, stanowi on jednak bardzo dobre ikonograficzne
źródło porów,nawcze.
1

�Recenzje

321

iPIrzegUądając Itę praJCę tna's.urwa się lPyrtalnde, -czy lIliie stać nas na IwydaJnie !POdobnej
pracy w masowym
nakładzie?
Plrzecież etnografów
mamy naprawdę
dobrY'clh, rtaIk ri;e lIlie powJ:rmo. być rżardnych 'til'lUldnOŚlCi
meryłtoJ."YJCIZI1Y'Cth.
Marif!LISz

Eirlna iP,ounierencew&lt;l,

O 'Tlws:skom folklorie.

iJZId.Nooka.

Barumann

Moskiwla 197(7, ,SIS.120.

Każida l!1awa &lt;kisiąrżikad:atylClzą'ca ifoiJJldoru ll"OISyjlslkiego'wZJbuid:za ;l·zasadlIl.iOl!1e zainteresClw.anLe wślfÓd mi:lośll1JJków IliwÓI'ClZOŚlciludowej.
[)otylczy 11;,0ItalkiżeomaJwdJainej
kisiąŻ!kd pióra Erny iPomieralIlcelwej.
lZJI1aIIlejIbaidacZikd !foMclJoiI1U
:rosyjsIkiego, .aul1;.oo::kd
szeregu 'prac 1. KsiąlŻlka Ita /ZIOlsltalalwydana w IramacQl !Sarlii "Z hiJsltodi JiJlteraltlU:ry
śwLa1;awej" i IprezentlU,je handtzo inltereSl\l!ją'cy mal1;·er.iał i!ioJJk[oTYlsIt;r,C=Y.
DOItYlchi0Zasowe ,0lSią'gJniędia fQlklorYlSltÓiW Il"OISY'jslkk;hi radziealdc&lt;h 'w d~ed~nie
badań Inad IrÓiŻ:nyun!igaóbUlnik:ami lfol]kJl,oo:uma·ły Isię idaa P&lt;ounieraJncewelj rpulIlikit.em
wyjścia dla ukaZiania historii rozwoju rosyj,slkiej t.wórczoŚlci ludowej.
iPralca ,składa Isdę z rPięciu iOO:zid'ziałÓiw.iPielI'lWlSzy pal'uls'zazagadnlienie
lPl'ocesu
twól'clLego 'w s,talle rmnoienLająlcYlm !Się [,dlJldotrze, w .kitólrylm widom me są elementy
'lJwÓiwWśCli2JbLarorwej i il!1dylWliidiUallne,j,m6wi o ISlPecyi!i!c'ellJtlwOir6w JlUdOiWYlClh,
'0 ich
1Jw61'calclhli IlJolskielaJcQl. W IrOlZJcliziaieItYlm alUltolMa podaje W1spamnJienia iZ dzieciń·s.tlwa
Q przedstaIWieniach
ludO!Wego teatru kukiiełkowego,
głównYlm bohaterem
którego był
uwielbiany
pl'zez. dzieci "Pietruszka".
ZamiłowIania
jej do folkloru
wyniesione
z dzieciństwa
nie wygasły w cl)asie nauki w szkole, tym bardz.iej podczas studiów
na wydz~ale filologii
rosyjsikiej
Uniwersytetu.
Opowiada
ona o wyprawach
studendkiich. orlg.aJIlIiZiorwany'c:hIPnzez UinLwel"isY't~ MOSlklieIWls.kiIdo Tórżny,ah regLonó;w
~w,iąli~u Rad~JIeclkdeg)o rw cellU ZJbieran1a 'i ,z;ClIp1syrwania Ultw.oo:ÓiWI!lwÓll'cwśc,i 1udowej, rw IkitÓiry,c'h/brała C\ZYlIl!l1Y
udział.
:Na po&lt;d!sIt.aJW.ieiwtielol6tn1dh lbadań dO'sZJm do wniasiku, ~e :fol]ki10,r nadal 'ży je
i ,rClZJwi:jaIsię;, pomiJmo zaJIlI~kiulPewnYlc&lt;h jego [Ol1IIl, a ZJwłaJsZJczanie.kitÓirYlch ,obnzędów bido1wYldh.
Do najdekawszych
moż'na zaliczyć drugi rozdział książki, poświęcony
charakterY'sltY'ce IIJiiekitÓiry1c,hga·tulIJIk6w \t(wóvcZiolści [lUdowej. [)ef1J.]~c!ję tel1mInu .lgaJtu.nelk"
przy,jmuje autorka
od ZJnanego f{)l]k1orYlslty J."adzielc~iego IWladllimira F,rO\PlPa, !WeKlbUlg
lUtórego trzy 'cechy Iwy,ró'ŻInia,ją IUlbwOTy!tego s~ego
,gatlUlIliku, a mianow:iClie: WSlPÓJ.nysYls,tem :poetyldkii, iW1~pó.1netpI1Zel2malClZe!I1ie
i j~dl!1aJkiowy dhllil1aklter wY~()II11lU1da
uwoIlU2. Alt'OIroka podaje 'kla'synk.a'cję ultworów l1uldawylc1:J.wedwIg IgatulJ.]kóIW. Do :utworów d:ramaty:cZJIly,cih 'lai!1Cza sZJitlUlkęlIUrdawą, t.eafbr (kulklie~koIWY,gry i ;zabaJWY. ikJor.owody ii Oibrzęd 'weselI!1Y. Tego osrt.al1111iegonie m'Orżlna !bez omSJ1;.rzeżeńodJnJieść do jednego ,glatuIllkiu, ponieIWarż skłaJda się on z eloementÓiW 'WlszYlsit:kliiclh
tt.r,zech gatUlIllkÓiWpoeZJji, Ipmzy .i ,d:r.amaltu iLuidaweg&lt;o.
,s.z'czeg61ną U1W&lt;ligęiP'omieralIlJc.elWa Ik'OI1lCenltiI1Ulje
l!1a byQdimłldh.,&lt;doslt11Zega1ją.ciW n1ch
,ad\bi'CliedalWnyiclh IZida['Zeń h1s1t'Ory'CznylcQl.Byl.iny mówią o milości do Oi}clZyzmy, o !bo~
haters!t'Wlie, 1waJ.eCZJności, o[,ia'l1nośd, lbe2JiIIlIterelSlOiWno'ścii fŻ;a,rl]wośd. iPrzy,pominadącc
czytelnikOlWi treść dwóch bylin o Suchmanie
i o kuglarzu
Wa,w:ile, umiejętl!1ie wykOl1zystuje :i\c~hfll'a~men'ty !dla IUIWYfPUlkJleniaibrady'cyjnyiCih 'idei iiloZioHi lluidO!We.j.
1 E. W. iP~lI!Ilee\wa,
S. I. Milne, IN.. S. Po~,
Russkoje
naTodnoje
twoTezestwo
w BasZkirii, Ucf'a 1957; iE. w.. iPoinllierancewa,
Pte.," ł Bkazkł jaTOIlla.wskoj obla.stł. ,JaTOSlalWt
1Sli8; Sud'by Tus.koj
.kazk4, MoskwIa
1965; S. l. MIinc, E. .W.~lmcew:a,
RUllskaja
fotktoTi8ttka. chrtestomattja,
Mosk&lt;wa
.19'll1; E. W" PoilIliea:-ancewa,
JarUkt,
".sowietSlm·ja
Etnogra-"fłja"
I

1975, ilt1' 3; Russ'ktje skazoc:mtkt. MO'Sll:wa 1976.
w.. (1. 1PrIopip, FotkŁoT t dtej.twttietno.t',
MIoSk'W1a 1111'16, s. 3 - 82.

21 ,,1.A1d"

-

tom 115

�322

Recenzje

Aultolf\k&lt;l omawia 'tu rt;:aikJZelt'emaJtylkę ,pieiŚn,i IfO,syljiSlkilclh,!podając dla pr&lt;ZY'kladu
kliLka telkiS,tÓ1Wpieśni mił'olS&lt;nY'ch, ż.oŁl1Jielfs!k!i,C'h
i C'z,alSltulSzeik.Zna:jroojemy
dek3lwe jej
~post'f\zeżenia doQltyC'zące iba;jek. otÓ'z jaJko' d ed1i nvcję bajki 'Podaje Ina,sit~pudą:ce oIkireślenie: "Ba·jka - to ,iPl'zede 'WlszYlStkt1murtJwÓir IPr.o&lt;za'oczny Q Ciharatk!t'er,z,e aW3Inb.rniclZyrrn,,ozatroQldziejiSlkim[tUlb'oibY'cz.a,jowym" opaJrtym n.a fiklclji" (s. 42). ZIW.ra'ca ona talkie
U'wagę 'na zagaidnienie
'wS(pó!Jny,ch 'ffiOltY'WÓWIbajek w f.oiliklo.nze św'iatolWym.
W ~rzecim 1f'oZJdiziarrelP'OImlieralllicewa IO/ffialwia diro:g:i 'foQ,ZJwojuli IWIS[lółc:zesne l,oo;y
poszczególnych
gatunków
rosyjskiej
twórczości
ludowej.
Czytelnik
dowiaduje
się
o wY'Oibny,dh haja'rz-aclh, ,pieśniall::zach li ,pieśnia'I1kaIOh [wdoQtwylch, talk!i'ch, jalk: :MaiNa
Kr.iuikOlwa, M.aJr,i'a ,K1riwopolen,olwa, lrena, F',iedio&lt;sl()lwa.MiochaJił SkaZ/klin i inni.
Czwarty
rozdział
książki poświęcony
jest dziejom zbieraciwa
w Rosji, sięgają'cym 'W\iek:u XVIJI, ki,edy to 'his:tOlrytk Ifo&gt;syj~kii T.alti's·7JC'zewfi,tworzył pieflwiStZy prog)ram .syJsiternatY'c7Jnego Zibier,aJIlIia,i 7.a[l.rsY'w,ania u,uwoT6w lu.dolWy'ch. A·.1~o'f1kaomaJWla
rolę tPisalflzy, !d:z.i'a!a:m:yiSlpołeC'zmycih ·i ulClZonyc,h Ifosyjs,kkh 'W'ielku XIX w zbieranii:u,
zapi'sywaniu
i popularyzowaniu
rosyjS&lt;kiej twórczo'ści ludowej.
Obecnie w Związku
RadziedK:1mZibiera:ciuwem
:zJaj:muje slię wiele pla:cówelk InaulkOlwych, P£'nadto sbdenai wY'd:zi.ałÓiw ifil.o'1-ogilc7Jnylc'hIUniJweT5yJteltów oraz ,osoby !prywatne.
Bail'ld'w cenne
są u'wa'g,i i raJdy, jakie aUltOlfl!&lt;Ja
'udzJie'!.a Itelj gnulpie ZJbiCiraczy.
Osta/Lni r07Jdtzia·ł !ki5Ó.ą.ŻJki
'zaJwiera ,SOpOIfO
oce'l1t!1yrc.hu.wag iPoś'wil;~o·nyc'h 1il1.elfa,turze o folklorze,
zarówno naukowej,
jak i popular,nej.
Pomieran-cewa
z żalem stwierdz·a, i,e ,wieJe '7Jb'i;olfó'wi p.r.a'c iE,o!likilorYlsityazmYiCIh
JWydalnY'ch ,przed Irc'wolu:cją 19!17 of.
nie doczekało się reedycji.
Oma'Wilalna ipr.arCaZiOIStała ll&lt;lipiJsa'na ,zwięźle li na zJbYt osziczędnie. Ozęó&gt;to czy,telnika ogarnia
chęć dowiedzenia
się czegoś więcej (1 wspomnianych
tu utworach,
badaoz'atC'h j 'zbielfa'czae&lt;h fo~kl:()lrlU.f)urżyrrn !ffiarnlkaJmer~tem IkJsiąŻlki jest niemal ZiUlpełnetpomi,nrięC'ie bog,a.teg.o d'ol!kilo'l1ukał.endau;z,olwo-.o,brzędowe.go.
Zdaniem
au1&lt;1pk,i, jedylnie !byiliJny, bajkri, ,pieśni li '=stJu:s~ki
na.j l e/p!iej od7Jwiorciedlają
f·()I1;klor rooyj:5ki.
Jest Itro ujęcie .ZIbY't jednorstlI"oIlll1'e. Ob.rzędy li Ipieśni Ika1len.dalI1Zolwo-obtrzę'd()IWe, tak
samo jak i powstałe
utwory ludowe, oddają charakter
narodu,
jego światopogląd,
jego zwy-c,zaje
Każ.dy z piędu ,roZJd:ZJiałólwolma:wi.anej ksiąŻJki jesitO\PalurzOtny s:taTannymi przypisami. UmieslZJclzen:ie przY1pisÓiw rna koil'Cu ,ktSliąlŻJkiutru,dni,a czytel'ni.koWli k,orzy:&gt;tanie z ni!ch. Ksią,żlka zositała wY'da.na w baJI'd:z.o rsl~omnej
SlZaci e' g·mf,i'cznelj. Jes,t ona
niestety
s·kąpo i:l!ulstr{Jłwalna, są w ,niej fotograrfie .kil!k'.! pieŚiI1'iar,zy ,i ,pieśnialrek ludowYCihoraz
Zidjęcie ,g)flllIPy,k-o-1clho:lJIlilkó;w
obwodu
::!,rclhangielsikiiego w trr-adY'cyjnych
fIOsY'jlSlkkh SltI'oja-clh lUl;:IolWY'ch.
P,rzy tY'ch w1szY'sltik-ilcih
Ulwa,gach należy podkreślić
d!ll&lt;Ż.ątws·kl; auiolf'ki o to, by
za,in&gt;tereso'wać c,zyJt'elniikÓ\w tWÓlflClZJOlśtCJią
l'lldOlWą a naweit tpozyJs'kać WŚTód llIi-ch nowyClh z;bier:a'c'Zy i baida'c'Zy f:olklo.ru ,TOlsYijslkde&lt;go.
1

Ludmila

Valacobnyja

pesni. Składalmi:ki

Red. K. P. Kabasnikau,

"Navuka

N. A. Bartasev.ic,
i Technika",
Mińsk

PiskoT.z-Nalęcka

L, M. Salavej

V. L JalataiL

1980, ss. 560.

J.est to już bodaj piętnasty
tom 7Juaillej serii "Biełaru.skaja
Narodooja
Tworczaśc" (tomy nie numerowane),
wydaJW'aIllej prz.ez Instytut
SZJtuki, Etnog'rafii i Fołkil'Oir'uAJkademii Nauk BiałorllllSlld'e'j SiRR. Tom glI"utpuje .pieśni .t~w. woloc'l.elbne, śpieW&lt;lJne 'W czasie św,ią.t wtie1k:.u1O'CiIl)'lOOjalkio P Oiwdlfl
szawa-nli a dla gOispooar,zy i c.z.łon-

�,Ręce~je

,ków i&lt;ch n:)ldizin, ży.C1Zetruadoibr'ego 'Jll'odzalju i .pomy&lt;Ś:Lne1.hod()IWwiinwentarza
żyweg.o ora'z szczęścia w ,poży.c.i!u.flodiZJi'nnYIm.Aut{)lf·k.a
iWlstępU do ty-ch pieśni, znana
folklorystka białoruska Lija Saławiej, slu'sznie pisze, że obrzęd woło'czebny wywodzi .się jes.ZJ&lt;:iZe
z cza.sÓiWpogańJsik,kh i że mial om Jciedy'ś c hOJra!lcter m a,gk'zn y,później natomiast pieśni wołoczebne przybrały charakter
estetyczny, napawały ludzi
radością z powodu nastającej
wiosny oraz poetyzowały
i afirmowały
pracę wieśniaika.
A'uito'flka wstęjpu zWlru'c·atrów.nież 'u'Wa'gę na podoibieństwo pieŚoruiwołoC'zEfuny.e'h
do kolę.d Śowieokid1. Jej 7Jdan,iem obrzęd wolO'c'zc.bny w tym :ks'ztatC'ie, j&lt;1Jkiiprże~flwał aż do początJk°.l na.szego siu leC'i.a, ustalił się w okresie XlV - XVI w. Z pI1zytoczonych opisów wynika, że jeszcze w połowJe XIX w. wołoczebnikami byli wieśniacy w średnim wielkJu olraz stars·i C'hłolpi. DziewC'zęta .natomiast śpiewały s·woje
pieśni woŁocwbne na św. Jerzeg'o (23 kiwietllli·a). Cie!kOJwesą i1nf.o.rma'cje auto.rkJ, ż·e
unia bardziej
sprzyjała
pieśniom woł'oczebnym
niż późniejsze
prawosławie.
Po
przymusowym wcieIeniu unitów do Cerkwi prawoslc:wnej pieśni te zaczęly zanikać,
bowiem du,c,hQlwni pr&lt;uwosłc~w!1i prześladowali
obrzęd Wlolo czeibny jako pogańs,ki
(s. 19). Dodajmy, że szczególnie miało to miejsce po powstaniu styczniowym, gdy
ha Bialo,ruś za'czt;lto k,iero!wać pOlpów z Rosji.
Au-tonka s'CharaiktClfY:1iowalapieŚinii wołoc,zElbne adres'owane
go~podalrzowi, gospodyni. dziewczynie (widzi ona w pieśniach jej adresowanych
przejaw ry;:erskiego,
eurOiPcj;SJkiegoku'U:.! daa damy), chłOipou, baibci, opisała poety'kę tych pieŚini i dała
krótką i'ch hisi1;o'riografię. oid Aleksandra Ry:pińs1kiego poczynając (1840). Zazna.czmy,
że wzmi,anlkę o obrzędzie WloloClZeibnymISJpot)"kamy Wic;z;eśniej u Ignacego Chodźki,
w jego opowiadaniu Domek moje,go dziadka (1,836). Ohlotdź/ko pLsal, że wieśniacy
bia!01f'US1cyc'ho;dZJi1ina W.ielllkanorcpo domach zpieśniią
pO'ls.ką "Wes'oły nam dziś
dzień na!&gt;tal" OpOIr.jego Pisma, ,t. l, W1ilno 1'8'80, s. 13).
WIStęp Lij.i Salawiej llUipisalny jest koimlpffientnie i barld7JO int.eresu.ją'co. S2Jkoda
jednakże, że pomija kiwestię SltOS'Ull!kU
Cihlolpów do panów. Wygląda z niego, że
wolo,C'zeibnky obc'hodZliili tyllko domy chłOlP9kie. A przeCież wia,domo, że 'chod:d:łi
również do diwo,ru, że azęstokT-OĆwłaśnie od dzielClizioca
za'ciZyna1.i"w,olO'C'z
Elbne". Widać to także po ,tebka-oh, kotarY-Clha&gt;dtresalami byli wsza'k ,;parnOlwi
e", "palme", ,,!panienki", "panicze". Autorka skłonna jest sądzić, iż epitety te są wynikiem hiperbolizacji, że w ten S1po.sÓ'b
zw.racano s.ię do :ZJwyikłyc.h,goISlpodal1Zy-chłopów i członków ich rodzin. Zgoda, że te same teksty śpiewano chłopom, ale nucono je rówhież "panom" .(0 czym !powiemy jes7Jcze niżelj).
Charakterystyikę
melodiii pieśni woło.czebnych dał W. Jałatau.
Stwierdził,
że
nie są ·o,ne za:leżne od pieś.ni cel1kiaw;nyC'h, zaJznac,zył na,tomias..t, że oIbo!k ,pieśnii
świeclk,icrh .byly też śpiewane w obrzędzie w,oloC'zebnym ,pieśni o treści rel'i,gijnej.
NajbaTdziej popularną
z nich była piosenka "Wialik św.iaty nasz dzień nastau",
która pOWls'tała jarko przekład znanej pdlSJkiej ,pieśni "Wesoly nam dziś dzJień nast'ał", co na1stąlpilo przypu's!zoz.a:lnie w XViIlI l·.Ib XVIII wieku, w czalsrie unii.
Teklsty ,pieśni zJOIstalyzalmiElSIz1c,zolne
w ,gflulPa'ch tematy:c:zmy'ch. Z'aczyna je dział,
w którym śpiewa się o samyc.lh wolocz,elbIlJ~kaCih,pot'elm naSltępują pieśni o g.o!slpodarzu i jegQ dtwOl",ze.Właśntie tIU SlpoitYikamyteksty, które z c'ałą pewnośeią były
u!kładane Ipi'erw'oinie dla pana, :nIP,:
i

Dobry wieczar, panie haspardaru!
zaśpiwajem
piesniu wialmożlJ1amu panu,
jaJk i dla .pana, talk sama dla pUJnIi.
U pansok'irm.dwaT{)C'ZJkiu,
ja,k u wialI1oc.zlk-.I,
.sadami absardr.iony, ty n.am harard1żomy.

�324

Recenzje

Pal11Stkaja niwa bu&lt;hie uradliIWa,
pansk:ije d~ieUkJi, jak u sadzie kwdetki,
da nawuki kiemny, u ra=owie
pryjemny

(.itd.).

Naleiy mieć na wwaJdze to, i.e włamie
przeid'e ,'\Wzyl5itJkim u pana wołoceelbnliicy
rno.g;1ll ldctLyć na S1ute w~Oidizenie
za pow.iJnsloowanie i na zaiPl'OS'Len!ie do poczęstunku,
dlatego też chętnie mu'sieli udawać
się do dworów pańskich
(tak też było
na Białorusi
Zachodniej
w okres.ie międzywoje11lI1ym). Potwierdza
to również częsty
zwtrQlt w i¢eŚiniacih:
Is~i, pra;j,SI1J1iwa'laJcze/bl1licrLkii,
ihrajuczy,
śpia;wajuczy,
'balhat-aha d/wara .s:zmikajutcrz;y.
Tym też należy t&lt;hlma.ozyć, że w ;pieŚinia~h ,wo1ocrz;e'oo1y·ch w op1sJle dO'IDU
wystęPUljąpIlZewainie
!reaJl:ia ,c,hara,kiterYlSitYJCWnedla dworu SiZJac'heckiego.
Oieikalwy je9t dJ:ciał ,zaityiu~QIWa1fiY Kal.endarr;z roboczy wieśniaka.
zamieszczone
w ·nim pieśalJ. wyUd.&lt;aza,jąśw.ięta ceaik,ie1WU1ei dni pos'ZJazególnyclh święt)"Ch, z k.tĆJ.rymi
7JWiąJZa·ne są dkirelŚ10ne et,CliPYpracy rOl1n:ilCzo-o~odnJiczej. Dla pieśni tych .charaikieryistycz.ne jes't slwoQ;sk,i,ei ~yłe
tTalkito;waru.e [post'aci ŚiWiętnyc'h. To samo oibseI'lW.ljemy w d!zial,e Pomocnicy
rolrn'Źika i pszczelarza,
w k!tÓlrym wy's,tępują t.aJCy pat1;iron.i.,
jalk ś,w. św. Jerzy, E~jaISiZ,MJiJwla1j, PU,otiI". WiaJdottfio, że ci sami ś1W.ięci często też są
spo'tYlkani w leigenda'C'h białoIiUislk,ic.h. Pieśni teodzna'ooają
się dwi.ą poetycznolŚc.ią
l dobme
św.iaidiczą o ŻY1W,e:jwyo!braź,l1Ii ludu bi.ało.ruiS'kieg.o. Dot)'lChczas były one
pt7:ewarżnlie pomijane,
nalleri.y się więc urz;na.nie wyd.awcom
tomu, że je tu zamieszczono w du'tej ilO!ś·ci. Dzi.ały na.SJt~p'ne, to DZli.wne zdarrze,n.ia w obejściu
wieltki
przybytek
go.spo,darzo.wi i gospodyrn'Ź; Słoail.lma pani go.sfPOdyni; Prośba o c1My, pocLzięl«w&gt;.amin, życze11lia. W d~e
·0I~1tinIim sa&gt;otyQ{lliffiYtaJlci.e ,powms'Zi()lwaiIlie dla are·ndarza. Niektóre
pieŚiUi zaczymają
się od pO'wrowienia
katolickiego
(a może unickiego) Niachaj budzie pachwaLony.
Bogaty rO!Zidxiał IJ1eśni aclireso.wa'nY'dh d/z,iewtazy'llie rna naisltęp'lj~e
drzJiały tematyczne:
Trzy
ozdoby
dla panienki;
Trzy
wianki
dla panienki;
Bogate
dary
dla
swat6w;
~rzy awry dla maoojców. Tu ::;ij)otylkaimy też t,ekiSty ,pok!rewtne polSlkJi.m pieśniom ludowylIIl, np. słYlnillą Kono'Pielkę,
21nalIlą z Glogeva i FederoW15kie:go. I :zmÓlW
nasuwa
się pominięty
we ws,tępie problem
szlachty
zaściankowej
i jej udziału
w tworzeniu
i k.u1lltY1Wacj,iniek.tÓir)"Oh pieś:l1li bia,llOlusllciicth. Dalsze dz.iały "dizieWiC2ęce" to: Miły znajduje
cLziJe.wczymd.epierścionek;
Ban~e1we odpowiada
tyLko kr6lewicz; WOWczeob'ndcy p:rZyr1W.szq parnience no:winy. W tylIIl oot;'atlIlum zna.jdujemy
wersde bi:ało.rru!sk.ie lIlałymelk" VwQll1roIle wła:śn.i.·e w ŚTodowdislk.u mi·ejsc'Cl'wej szlaclhty zaściankowej
w jęzYlk!"J polSlcian O!ffi:Z ,polJSlko-lJ:jiałoru.sJk~m (1!1[J. Panier1uu:zka 7U1JSza, jak
sie masz, kochana?
- nr 270). Pozostałe
działy poświęcone
panience,
to: Dziewczyn:a wybiera
so.b~e miłego;
U mŁodej HanvuUci pożqdane sW'aty; U panienki
g,roźny
ojciec, groźna 1IU1it./m; Bamemka ładrrua i zd:o/"na; Zyczen'ira szyb,kiego wyjścia za mqż;
Dziewczynie
zada'wane sq ZJai{laidki; O córce i synowej;
Upominanie
s,ię o dar,y dUJ
wołocZle,bn~k6w;
Dowoipne roZl'TJ'l;Qwydzie:wc;zyny z chłopcem.
iR;()I2Jd:ział,pieśni aidJres,owanytCih C'hlOjplOOjeslt s/t.oSJUIIJik,owonieldwży, lecz bardzo
ilnttereSlUlją1cy. Wyst~u.1ą'ce
w niidh reallia i niejasne
symibdJ..e wska'zlllją na slta·TOżytyny .azas iah ,pO'WSJtaonia.Cielk.aiwy jas,t tu motY1W żmii leri.ącej na kamieniu,
kJtóll'a,
m~ona
zabilCiem przez oM(~pca, prosi ~ o daJr&lt;JWainie życia w zamian za SIWe
,róŻinego rod'z&lt;liju ulS'łulgi. W niekltÓiryclh tekistaldh zamialSit żmi:i w a'l1a;],ogiwnej syt"lao'i W)'ISt~pu;je OiI1Zeł,sOkół lIU!b- Tur,ak, co jest ,późllIiej;szYlffi, siedemnaSJt!OwUecIZiI1Ylffi
ThaWaJr.stiwńeruem. Wiśróld aUJdoWlI1)'lCllpomocniikaw
ohło/pea wystęopulje rówttlii.6i. koń,

�325

Recenzje

który pomaga mu w poszukiwamJ.u
panienk.L W dziale Malajczyk zdobywa sobie
c1ziewczynę WI~pomnlia'fie są wQljls.kia ,talj;,ar'slkiie. Są też w:aTia1nity biało['ulsik;ie Zl1JaJI1e1j
polskiej
świeckiej
pieśni kolędniczej
"Jaś Lwowa
dobywać
chce" (tu "paniczyk"
dobYIWa Wail's"'awy). Ciekaiwe, żeSlPO!tyikJamy tu (nr 3,7,1 - 3'7\4) walrian,ty mVltyrwu wysyłatnia do til'2Jooh o:bcylCih ,!{["ajów po k'OnU:a, zŁoto i - dizli'eWlctZy:nę,co ,przYIPomina
balladę Mickiewicza
Trzech Budrysów. W jednym tekście (llil' 372) mowa jest o ziemi "al'bo'Wsikiej", co jeSlt reminiJs'c'encdą lJiemi "lwO'Wsiki'ej"ze
W1SJpomnianej 'kio[ęldy
polskiej "Jaś Lwowa dobywać
chce". W pieśni nr 381 panicz "Albou-miesta
razbiwaje". O~romni'e cli:ełkiCliWe
są te pOlWliJnOlWa.o1ma,światllc,zą1ce {) żywej ongiś receIPCii
po1:skiej pieśni r)'lceJ:sk0'-wojslkOlW)'lDh na ter'enie Białol'ltl'si, co miało miej'sK:e pcr-awdopodobll1ie w XVU w.
:BoiZlolslbałe.działy pieśni to: Woloczelbnicy u babci; Czerwome jajko - drogi podarunek i pl1Zy:ŚjpieJW\kliż,aI1tolblitwe. Pu tek'sl1aldh zamiecS;lx:zono nuty. W komenta,rzach do poS'zc:Legó[illY'Dh teklsltÓM' poidalne są kih metcr'y:azlki. WyiI1Iika z nix:1h, że tom
.zaIW'iel'a :LatrÓW'llozajpilsy daWlIle, jlUż pull)1il!mW1atne, jak też nowe. Są również pOIdatne
meLryiC':z,ki do zajpiJsÓiw I1JIUl1owy:dh.Ptaza ty:m tom posiada indekls geog,ra[1iJcmy zapisów oraz osdbO'Wy - 7Jbier,a'ClZYpli'eśnd. Bralk jest '1atomiast
il!JJdelkrsuinciJp.iltów.
Na z&lt;lJkoń'CIZenie należy podkJr'e§1ić dlUtżą warJ:ltość OIffiÓ\W,iOcr1ej
tu anlto[ogH (pieśl1ii
woloczebny:ch i jej IprzyidaJtlności do baldań kiompa,ra'tY:5Ity:az.nYiC,h.

Estonskij
fIolkłOlr. Praca
zbiorOlWa,
ss. 356, w tekście mapki i fot .

red.

naukowy

R.

Vi,jdalepp,

Ta1Um. 1980,

.!nsltyltul1 J ęzy:ka i FOIlIklrOlrUEstońslkJiej Aikatdemii Naulk wyida1ł pracę :zibiorową
o fo]JkiloQrI12e
e5ltofustkdm, kJtÓirą przytgoltawall!o 1\4 wSipółaultorów.
Bra'ca o pC)lwyrŻSiZy:m
tytule, CffilJna i PI"zy:SIt~pna tailcrże i z tego POrwOdlU, że na!pilsana w zrozumiały:m
dla
nas języ:kiu rosY'iSlkim.
rZalc!l:ciw,a,jącejak bagal1y jels.t fd1ikl1.or SłO'W1IlYliudów półnorcy! ZalfÓWino FiInowie
zresztą, jaJk i :E)s!tOńCiZY:CY
2iCliSły:nęLiw EurolPie ze swej ogcr"OIfficr1ej
p:ra'cy nad ~Otmadzeniem i systematyką
roda;innego folkloru,
tj. pieśni, bajek, podań, anegdot, przysłów i a;a'gaJdelk.
'
Plemiona
ug1'o-fińsk.ie, ludy niegdyś na wpół koczownicze
o rybacko-łowieckim
trybie ży.lc:ia, wyodrębnńly
Slię w wy:ndJkrJ 1lITIdeszania Siię fars mongroQoirdallnylClh i europejSikix:h. Zaistniało
to na Wyźyalie Ur-a'lskiej rOlZ1egle poljmo,wacr-J.ej, a dalszy proces ewr{)lpe]za,c!ji rasy i k1ULtlU[,ydokonał się juiŻ moo Ba~Y;kiem. Finowie nadiba,łI1y1Ccy, jak przy1:imuae archeol~iJa,
oSii&lt;\l~
wylbreeźa &amp;lł'ty:kIU wiCześ'ruelj nIirż lwdy lelttońslkde i w OIgÓi1'ei:nJdoelU&lt;fO{Pef)sik'ie
i byllii w pewnym
seIllsie kOO1lty:nlUaiorami ceramikd dołJkorwo-grzebyBwrwej
Ul - U tys. p.n.e. Do rolniczego
a 2iarazem osiadłego
trybu ż;,nclia Finowie
nalC1Jbałtyrocy prze'szld dOlpiero w pier;vv:szy'ch wielkarcih nasrz.ej
ery. W dziedzllin'ie hodOlWH i roB.ndic,tJWa~a7ll'la1C1Zasię wYifaźnie u Es.'tońiCtZy:ków słownictwo bałtyjskie,
a także germańskie,
w słowach takich, jak; żelazo, mieca;, socha, kSiiążę. Ze Słowianami
FiJnowie nadbałtyccy
zetknęli
się ok. V w. n.e. Okres
WaJregO-lI"U'sÓ'Wi c&lt;:LaIs&amp;,w
pańlsltiwa kij'oW'sl!t&lt;iego za.waczytł slię oddlZiaływaniean
Q,T,gamzacyjnym
i fiskalnym.
Państwo
kijCJlWSlkie wciągnęło
plemiona
fińskie W' zaleOOość
sŁużebną i ry:censiką.
WIia·ngnięcie zaikonr.l niemiecikiego
na poctZąilku XII[ w. do Est'onti l'Otz.iPOIC'Zęro
nową erę w jej dizltejaoh i wycJisnęło ,piętno w kul!ltu[1Ze i w układalCih SfPOłec:z.nyoh

�326

Rece-nzje

aż do WlSiPó,łczesności. Zakon rozwij.a pl,anową , initen:sywną g'oopoda-rkę rolną.
W wpra,walCh ZMJnacza się klU,Ltura żyta i jęcZJmienia. WlZlra's,tatalkże liicziba Ludności, m. in. przez dosiedlanie
ludności obcej i w XIII w. łącZlnie z wyspami
Saaremaa .i Mu~hu kraj liczy 200 tys. ludności - per. stan azisiejszy: l mil 375 tys.
mies7Jkańców i po~iertz'c~lfiia lkiralj.u 4\')',1 tys. km2• Ro'ZiWi:jająsię rzemiosł'a i wzrastają grody, naj,większe z nich Tartu i TalUn. Feudalne państwo kawalerów mieczowych wprowadza
podział na terytoria,
tzw. "ziemie" z gródkami feudalnymi,
mają,cY'mi ul~pra'wnić ,pobór daniny.
J ęzylkoW1oestoński, karel's,k&lt;i, iżolr1sikii vE\Pski naGeżą do wSlpó'l'nej gtl'U!PYpółnocnej, Finów nadbałtyckieh.
Pud względem dawnYJCh ~ienzeń i reLigii, E~t{)wie jak większość Ludći.v
ugro-fińsKich - wY'lZinawalianimizm i totemizm, a rolę kapłanów spełniali czarownicy-szamani. WpłY'wem indoeuropejsKim,
a właściwie bałtyjskim
w sferze wierzeń
wy,daje się być kwIt g1'OOllIU'"'Pi'oru'lla
i jego gromOIwładcy w J)OIStaiC1
sędziwego sitar-ca,
a t'aJkiże cała plejada demonów QPi,ekuńJczY'chdomu i obelj,ścia, pól, wy!dbra'żany.ch,
podobnie jak u Bałtów i Słowi&lt;lm, w postaci węża lub łasicy.
Es,tońs.ki teI1min ,,:rahv,aluuile" ma szerok'ie pO'jęC'ie i oznalCZa całość twóoc'wś'Ci
duchowej, artystY'cZJnej, w tym toakże twórczość słowną, a w niej pieśni, podania,
anegdoty, pl7:y;słowia, zagadki, tańce i muzykę.
Zooeranie rc;dzi:mego f'o1Jk1omuma w ESltonii długą i bogatą ł1i's,tor,ię_Gromadrz·eniem i systematyką
pieśni, począwszy od XVIII w., zajęli się Niemcy i miejscowa,
częściowo naturalizowana
iIlJtel,igencja niemiecka. Prace na tym polu zapoczątkował K. Schlegiel (1757 - 1842), a następnie J. RozenplaIrt (17'82 -1846),
A. Kniipf.er
(1777 -1843),
K. Hanander (ok. 1790 - 1870), K. Peterson (ok. 1801 -1822),
F. Felman
(179'8 -1!8'50), F. KJreui'lM'ailId (1'002- 1&lt;8'812) i inni. W 60ft80 lai1;,a,cIh
XIX
w. 1Jbiorem
i systematyką
folkloru żywo interesuje
się Jakób
Churt
(1839 - 190:7). Kiedy
w 1872 r. zostaje założone Towalrz.ystw,o Literatury
Estońskiej,
J. Chu,rt zostaje
jego pierwszym prezesem. OrganiZiUje on w kraju sieć korespondentów
w sprawie folkloru i tą drogą otrzymuje ok. 15' tys. zapisów. Towa'rzystwo wydaje osobne p'll'b1!~kaICJje,
wśród k!tÓir)'loh naclzeIne miejlS\ce zajmude z,biór pie~ni J. Ohwrta
w dwóch tomach p.t. "Stary kannel" i wiele innych publikacji poszczególnych autorów, ja!kzlbiolI'Y ba/śn.i i o;pisy obY'cz,ajów. Na pnzełomlie XIX - XX w. duże zasługi
w gromadzel!1iu folkloru słownego i muzycznego położył OsikalI' KaHas (1868 - 1946).
Z jeg,o i;njlc,ja,tyrwypOWlsta.je w Tail'tu w 1909 1'. E1;,uogTad'ioczme
Muzeum Naradolwe,
kltÓirego też by,ł k'ier'Olwni:kliem do 1'9'18 r. W roiku nalS~ęlPnym ńa uni,wersyltede
w Tartbu rOZJpoczę1:ezostały wy\kł,ady z ku'1otJUlry
narodowej i folkGonu. P,ierwsayrrTI
j.ego wyfkła'dOlWlcąbył Walter Al!1Idenson (l68i5 - l!1'62). W W127 1'. pl7:y Muzeum NarodOlWyrrTI
w Tarlel twoJ"lZYsię aJro'hiw.u'ffif,oJlklorys1y'azme. ProlWadZIio'no na:da~ kOJ"e~pondenqję ,z f,oik;lorysl1:a&lt;mi
w kJra:ju, a w lataclh 1'9316- 19140 ariClh'iwiU1i'1
wydaje spe.eojalny bl'wletY'n.
,p,o H wojnlie ś~iat. w 1191441'. pnzy Pańs'twowym Uniwersy1;ocie w Ta,ritu re:alktY'wowalllo ka't,edrę folkloru, połą.czOiI1ąw 1946 .1'. 7. katedlI'ą Ji;teratJury narodolWe&lt;j.
Od 1952 r. w 1I15'fY'tude Języlka i Literatury
Esioń8lkiej Akiademii Nauk za1cżyna
dZJiał,ać sekt,or f.ol\~orystyl1ci. WlS(pÓł'C'zesnebada'ma terenowe prowadzone są metodycznie i zespołowo, biorą w nkih uld!zJiałpr,a'cownicy naulk'OlWii studenci. Wydano
szereg monografii
i opracowań z dziedziny folkloru słowno-muzycznego
i obrzt:dolWoślCi(jak wesele), o instru'l11en'taC'h muzyc~ych,
o piewcach z WySlpy KichJnu;
ukaZał się zbiór bajek w u:kładzie F. Kreutzwałda
i J. Kundera, opowiadania o myślistwie, zbiór estońsk:ich pr;z;ysłów, estoński kalenda,!'z ludowy, prace z historii
związków fiń'siko-słowiań'skich, naukowe analizy poprzednich zbiorów pieśni, aJntulogie folkloru
dla szkół. Z zalin!teres'Q',wań na,nodami poKrewnymi
i sąs.iednimi

�Recenzje

327

powstały
prace o różnorodnej
temat)"Ce, jak: wierzenia
Liwów, pieśni. ludowe Liwów, pieśni wodskie, zapisy poezji" narodowej
Wepsów, !żorów, MOldwinów
i Marijców .
. TiI'U'dno Ije'::&gt;tpI1z'eid'sIta,wić 'CIho&lt;eL&lt;WJby
'lla~iQlgól,niej9zą ,chau-a!cterYiSlty1kę !tema,tylazną
pos~azegól'ny;oh ,d!zia1ów folkloru
iW jednyrrn wy1dam·.l ikJsiążikowym, 1t000eż auil;orzy
za:sY'gnahZOlwał1i 'W nliej ty.Jlk,o głÓ'w:niejS'ze mcrty;wy i treŚ&gt;Ci. iWliele 'lllWag1ipOŚlWlięooll'o
jed'naJk o'oo1zęd'om dorocznym,
ik!tÓiryun rtowarzy!SlZą pieśnli, lI'€ICyjtacje i za;kilęda.
,!Qa'syj;iJkalCję lpi'eśni 'S\PTOwaKWi,ć1ffi0000 do ;na:S'1;E:!pu!ią&lt;cY'C'h
grup: iPieśnli. 1;a;w. II"UmC7Jne, ,pieśni ,WWkfilllgów, płalooe i ~ame'nity, lPi'eśni Ims!torY'azne, mag iaz.ne, \pieśni
wykonywane
przy pracy, sieroce i wdowie, pieśni doroczne -i obrzędowe,
korowody
i tańce. Na:ibaI1dizi€lj :aI1ohakzmyun ~datwj,slkiem ISą ,pieśnli iI'luni:czne iQlPiewadą,ce 'ozyny
bohateróiw, za'Wiierają&lt;ce ta/kJże lwątkJi miltJol,Qglioone i ,k,osmooog1'c2lue. :Pieśni lI'unlirczme
sU'g,erują lek&lt;sylkal.ne ,podOlbieńls'two lZ .rulD&lt;lIIni,lozyli najslt&lt;llI'lS.z.ym!ty;pem :pi'sma sItal'QgeTlffiań's;kIie~o r(nood)'1okii'ego}, IktÓire lI'ozówJiljało;się w II - IV w. m.e. a pr1Zeżyltki jego
Ultl'z)'1ffiały iS,ię do ~ 'W. iPlieśnti te ISą lPowa;ime rw 11aJS'tI1"OIju,
wykonY'Wan-e !są na 'SlPosób skandowania,
a .głów,nym ŚIXJldkli:em·iWyraiLani.a na,sJta'I()IjÓiW,
;.l'C'ZUć~ myrśli jeslt
meiaf,ora. ·Języlk didh jeslt aridhaJilC'ZJny,IIJi]iIslkii
1fiń9ki€lmu, urt,:r:wa~iły się 'W nilffi coohy
dawnych diaJlek,tów. Ujpadelk IpieśnJi II"Urnli'C1ZJI1)'1dh
'za,czyna ,s'ię IW XVIiI w. lZ:acrz:ęły OIne
tiraICić '~wój 'sens iW zanJi€luialjąCY'Clhrs'ię Iw,alrunJkalch e!k'OUOlffiilc,zmyrc,h
i ikul1trtllro1w)'1c:h
'WIskuiek o!"(),2JwO'ju
miast, ,pOlhor,u do, iWiOIjslka,a ita'kże lPOd :wtPłY'W8ffi IpieJŚiI1i,l'\U·s:kdoch
i lotews&lt;k1~c.h. Niiek&lt;tÓire jednalk ee!dhy. pieśnli TUlnOOzny;ch ult;rwa[liły !Się w piwni'ach
obr·zędOlwy,ch luotowarn)'1cih Ó€SZiQZe
w X[X i .w XX.'W.
Nowe lpieśni 'w)'1TÓiŻnia(ją 'Slię: 'prqpQll1CljonaJ1nie IZb:ldo'Waną ,sta"Oifą, IW ,temalt)'1ce
pr1Z€lwartają lI'eail'ne ltireśm IWIZliętez 'ŻylCia, czętSlto o Ispo)r'zeniuh'llmory;stY'c7lIlym
il'll'b
satYJ'y'czn)'1ffi', od:zmamają 's,ię żYlWO'ś'Cliąijęzy1ka. Do !tej ;gJr'lliPY\pieśni lffiocllJ1arz:aJ.Uiczyć;
pieśni ,wrojslk'O'we, żei~aII'Slklie, ,pieśni 'o ld.allelk~CihIkraj,ach i 'obcych mia&lt;sitalclh, jak PeteI1SlbuIlg ,i Ryg.a, o zesłarniu na iS)'1bir ,01I'aJZ
Ipieśni rIWry,c~ne. Do nO'W'S!ZY'cht£orm \pieśni
i l:albaiw należą 'kol'\OIWOOY,itd. il;ań,ce anł'OIdizi,e\Ży,ikttÓor;ymtoWalI1ZYSZYŚjpliew.. KOI"OłWO"dy lU FIIDÓiWIws'ka'7JU,ją na lW\Pł)'1wy' 5,łOiWdaook&lt;ie.Te&lt;maity1kailcih u,ekka i lI'adOlsna,
mÓ'W-iąo lPięikiI1!ieIPrz)'1Tody, i(J miŁOiŚoi, O'sł!ońou.
,DQ;l'Oc,z;n)'1ffi
oOibCIhodoan i o'br!zędQlm' rtOiWaJDz)'1szyłyI()Idjpowlednie 'S&lt;trofy pow1oozow.ań ,lulb !zakJ.ęć. ReH'g-i.a &lt;ohI'lZeŚ0~jańSlka, Ijaiką od Śfed&lt;nJiowiecza była relJi,g:ia rClyunSiko-lkatO'liiCIka a później
pI'dtesitantylZlffi i w mniejsz)'1ffi s/topniu Iprawolsłalw,ie, nie
z.atalI'ła rdalWlny'ch cylkilri&lt;czmyrcrh
,oibdhodÓiw, a 'raczej dawne I()\by,clzaje i 'obr'zędysp1ortły
się z ,chrzoocidań'SlkJj,m-i. Cylkil 'abclhOldów &lt;doro0'czn)'1c;hlI'o'ZlpQ!Czynał się ,po 'zbiora,ch
płodów :r-el!1'nY'Oh
izaibezjpiecrz:eniu b)'1dła na zimę. Otwierał
je 'ZJwy'klle d2lień. ś.w. Machala {029WJr,z,eśni,a},ilulb dtz.ieńśw. Mamina (,lO -liis,t.opada). Na ten okres !pI1ZYlpatdało
tak.że IWlSlpoilTli'nanie.zmadye,h.
Obowtiąz)'1walo lPow~trzyunywalIliie Is.ię od ,nie!ktfuyoh
pr,ac 'Związany'oh z hałasem
i s&lt;tt.lokotem, zaJka'ZY1wano ~i},ośno śmiać 'S'ię ,i .ro·7JD1a1Wiiać,
OIbowiązy,wała ósza 'W obe'j;śdu. W święta li-esienne· ,i IZimOlwechod'ZJili przElbi€lrań,cy
w ma'slka1c'h, ero ma j;alkJLś,stary sen'S, zarś p!oWli,IJj'jzowan.ia i IzaJdęcia łą,c,zyły ,~ię
z wY\PTasza1niem ,da'tkÓ'w. 26 rriJS'1;'OIParda
olbohO'dZlono t:rady,cYdrnie św . .Kata'r,zynę. D:ZJiew~czy Iwi,eczórr miał pod'orbnyc'haraJkit'er
jaJk gid'z.ie indzielj IwIDumpie
i związany
był
z w.rÓoŻJbarni'i za'baJWalIl1!idziewcząt.
Moty.w 'słornia'nej kuJkly ·oibnoSlzonej pI1ZY t)'1m
śWlięcie i wielu mny'Cih miał C'ha!TaJkter ma,gii p1.od'no,śd. 'Najhapdz,iej
ZiOacrnienny
ohau-aJkt1:ermi.ały o:bohody św. Mamcina, dzi:eń urodzin iMarcinaLwtra.
Obrzędy SlPełniane 'w maszJkaro,ny
za'Wierały
rwieil,e elem'e'ntów
magii
:płod,Oiooci i urodzaju.
Sw. IMaJ'Ciin !Uważany jest1: w Est,onid /Za lPart!To'na bydŁa. Boże Na:r,oulZenie zamy;kalo
okres 'WSipominania zmarłych.
ŚWiię'to io nie m,iało .okJrerśl'onego dnia i przYIPadało
między 2:1 .grrudn.ia a 7 &amp;t)'1cIZiOia.W lPieśrniac1h pr;oszatlny&gt;Cl!l ted U1r'ocrzYlSi-oś'ci;przewti.jają się ImotY'WY runi~ZJne. W Nowy' ROIk ,biegały ,po wsdac'h nOlWoro,czne ,kozły

�328

Recenzje

i malcy z powi'IllSwwaniami.
MasleIlJiJca lCZyl~iZajpuLS.1;y,
!tj. ,k'OOliocikaJI'nawa1"J, miała
podobny przebieg jalk u ,prawoslalWny!Ch Wieilik&lt;Jtl'\u'sów.Ma.s:lenka U'sltamlJW~&gt;oabyła
z,aw:sze na w:tore/k: IpriZYlPadadący na nowiu. Na&gt;k:azywane w .tym cr.aJsie były 7JWyez.ajow.o sanny i ś'lwZJgawikina wysoik:i, dłJUgi len. :Wy',lść na lód w tym dllliu, chociażby pO'Sllać, było nakazem
l1naJgUJca;nymli tz.alPewniało 1\.lir{}(:lJz.ajny
lIen, jalk mówi
pios'enika. Sanna k'Ońmi na daleikie &lt;niekiedy pnzest,r,zenie, na d-&lt;ybry len, Iprzypomina nieco IUlSkie ó. 1P0000000ie
3mlllilgi.
Do 1ba1l1d'ZO
typowyoh .z.aJbaw mło&lt;d7Jieży okJresu letniego naJeżały hu'Ś-taWlki. Staweiano je ,przed W,iellka.nolCą ci. pnz.edłurtały się do św. Mlchała. Olbolkhrl,śItawe/k: Ull'ządiza&gt;oo!Plac zaib&lt;lJW,i itańców. Młodzi€IŻ zbierała 'só.ę'tam ~wyk1e w sobotę 'i w medzielę. Pieśni śpiewane
pnz.y huŚitaiWlkadh 'Są lPI1Zew3Jżnie żaa1'olbliwe lub [j,ry,az.ne.
Hu śitawIk'i, jaJko ululbiona forma lI"ozryrwlki młoo~ieży ok.feslU 'Wliclkanocnego ;i Zielonyoh Świą.tetk, ,znaJne były talkiże lU Sło'w.ian IlULSrl:ic'h.
Seoo .tYJCIhzalbaw mało je5'Ł
znany, &lt;1JU,to,I'Izy
Esttońslktier(}ofo~kioru mówią, IŻe byłą :to forma Ifozryw,ki oI'lga·ni'wwana dla pod/danyK:h jes!ZICze,w oIkrelSiefeudailnym .
. Ooohody św. Jana (,K'Uipały) madą ,podObny prze'bieg j3Jk rJ innych Rud6'w EoJr,opy. Równdeż 'nie ,wyró,żniają Siię czymś s,ZCtz.eg61nymOIbnz.ędy 'weselne. Zaz.naoz.a
s-ię w n1iah 7JWyom;j !SPl'zedaźy i Ikwpna rnładej.
TańlCom tocwa.rzys'zyl 7JWY1kJe(lI~niamerut
'.sklI'zY1pioc,i 1'O,żka. Tańce panJtomimic:zme naśladujące
ruchy ~wi:erząt, niedźwiedzia,
kozy, sroki i tańce ekstatyczne WISlkaiZJUją
'na Q'Sobll·j,wą staTlSlZą ~.
P&lt;lIZiakO'I'OIWodaJmi.po,'Pu~arne są tańce
dworskie i salonowe, przydęte także przez lud, jak: kadryle i k.onitreda'nsy, walce,
~rą
grupę z.aJjmują polki polka mazurJm, polka berlinka,
pdlka żydowska,
a' także tańce typu ,poh;lkdego jalk po(1onez, Ik,ralkOlwlaik (czy;i.;by IPOzootarości z &lt;:lZasów Inflant
Polskich
XVJ: w?). Osobliwym
instrumentem
akompaniamell1tem
prrzy lI"ocytOWan:1Ustarycl1 pieśni - jest tkanll1e.l prr7.YIPOlffiiJnaj~ydużą cytrę.
Wielką różnorodność
mają bajki i podania, wśród których najb3lrdziej
oryginalne są bajki et.ilOllogiczn.e(tj. o' motywach kosmoJogiC2lIlych), o powstaniu wszechŚlWIiata, b6i51ttw,ludzi i 7JWienz.ąit, ba~
o tamaltacll zwierzęcyclh, gidzie niedrźlWiedź
i knIik są oozYlwi'stymQ toteanaani.
Li-crwą g&gt;riUlpęz.ajmulją anegtd&lt;Jty ci. pnzy~ł.ow&lt;ia, ktÓire ZlWytldosię 'l1Wać mąJdil'ościami nalrooctu,byw,ają ea;ęsJto imiPl'owUtz.o'Wa'Ilead hoc.
Magiczną :flUlllIkcdę:wreszcie pełnią u Fdnów zagaldki. W Esltoni'i na opawłi3Jdanie i odgadYlWanie -zagadek: 7bierano się tIN ~imo!we wielC'rory przed B. Narodzeniem, w określone dni, jalk:. w Cl7JWarlte!k.za'gadlki doobrrz:ebykl zadawać kobdełt&lt;llffi.
aby d3lnz.yły soię owce. Zajl1nO!Wanlie się zagadkMl"J w o'kireśIo.nym ~ie
dobrze
w\pływało na 1IJtl'!ZY1Pł6d
&gt;bY1dład ['OOW6jjwegetaIC1ji IfoOslillmej. Późnym ,w;ieczar·em nie'
naaeżak&gt; IZajmQwać się zaga.dkaam, '!¢yIi anoż.na było naJPytać ·niecrLYsJt;
ego.
W foJlldorze Es.tonii OIdfbijasJę cała przeszłość
narodu, w której od orYll?linallnY'c/h wątków rodlZlmY1chmorżrla oodzielić JWllJllSłlwyi naleciałoŚ'di oibce.
ALicja

Etnografski i fobkwrlsticzni ~n.ija,

BednarlCzu.1c

Sdfi:ja ,10019, ss. 305.

Omawiana
.praca j.esJt :konglomeraltem
&lt;lII'ltYJkrJł6wi Joomuni.kaltów n&lt;ljp~sall1y&gt;eib
prz.ez etnografów,
etno.log6w ,i anltlf~ów
z 14 1Qr(llj6rwd ośa:'o&lt;i'k6w (&gt;Aumria,
Bułgaria, CSRS, Dania, Ju:gosłaIWia, !FiX"aaJlClja,
NRD, Pol1:Slka,Rumunda, USIA, ·Wę'{;ry.
Wiiellka B.rytania,
mItR .o.razBetlin
Z31cbodni). Publhilka&lt;:ja ta ukazała
się, jak

�Recenzje

329,

zaznaczono w pQdty:tuJe /pracy, IW 8{)-:tą fI"&lt;J!=iJcę UlI"oozin OhIDislto iWa'kare1lskiego głÓ'WJlego I!.iwó,rcyfWlS&lt;pó~oze5'ned6bnogxa/f,Li huł;garslkiej.
cało&lt;ść zamieszlc.zone&lt;go maiter6.aw zastała
padizie1000 na Jillika odrębnyclh
r&lt;lZd.z,iałów. I taIk, piwwszy,
,s.ldaJd.adąiCyIsię z 'trzeclh artykułów
auitoiroSJtwaeltnogr·aifÓIW
b'lłgarslki&lt;dh, poświęcany
,wstał posJtad j,uiOOlata Coh, iW&lt;alkarrels&lt;ldego. PozOiSltałe
rozdziały
OIpaiWzcJll.onasitę(pUJjącyrrni tyltuqamJ.: :zagadnienia
og6łne,
·kulitlUra maiter&amp;al'na, iklUi1tulradu.chOfWa i [o1kLor,
Pmy talk: dużej ilooiŚlci rÓŻllJorooonylClhtmaiter,iał6w ruie SiP0IS6Ib,jest rueceruzOlWać
WISZj'1Stk.ie,dialtego t·eż IzaJjmiemy się tyll.ko nielkit6:ryuui.
Posltać Oh. W.alkarell9k!ieg.D - niezmiernie
I,POpil'1arrmego e1no'gra!fa 'buł;gars.k'iego
-z0L9tała
ZaiI'y:sO'wana w aa'itY1kułwh A. PiI'.iJrnoWls.k'iegoi S. StojkOfWej. A. PulLffiOlWski przec!:sita'wił syllwetlkę-. eit'fi~raJf'a orraz. nalk!reśltił jeg'O na'jwiękJsze
osiąg·nięcia
naukowe, ,podikreśllając ogromną WS'ZElClhJsit:ronnośĆ
WaJkarelslkiego
jak.o badacrza k.ulto"lry, J·ego wie:lokie'I1ll'DJkOlWe .zainteres&lt;J!wania
etnagrafi=e
poo:woliły
prowaJdiz:ić
WiielOlpłals·zc'zY1zI1QweIbaida1n.ia &lt;bu~g'ainSkiej kultlUlry luid,orw'ej, będąóCe w niek!tÓiI'Y'C!\1
jej a~pekltalClh badaniami
'WlręCZ piO&lt;Ilie.vSlki'IIl£ina gruncie
naulki bull,gatrS1kiej (ISiztlUlka
lu·dowa). SiZJczegódnie jeidn&lt;lJk za,i'nteresowania
Wak'a:reJlslkiego s!ku:pilysię
na (pOznaniu tradycyjnej
kultury
mat erlialne j rolnictwa,
transportu,
ludowej
ar chitekJtulI'Y. A. Primowsiki
podUl:reś1H ogu-omne znaczenie
dla etnografii
bu~gatrskiel
najzn.akQrnitsrzej Ipracy WaJkareilJslkiego Etoografija
na Byl,garrija, Uczącei,j .pona'Cl
800 stLron. oDlllieł·o'to, ulltalzu[jące obraz ilra'Cly.cy1jnej 'kIU,litury [lUdowej do rOIku 1.9/4l!,.
powSlta-lo jaJko wynik
lWielolat'1lJiJclh badań
'terenowY'Cih 'P~euL"OIWadiz.o.nY'ch iIJlfzez:
autora w całej niema1że BułlgatrLi. 'IW ·.1lzJnanilUZ&lt;lJSłuJgOhrislto Walk'arelsklieigo dla
roZlWOjU etnogradiii wSltała PJ:'1ZY'lmana n1Ąl mlię&lt;i'zy,narOOOIW&lt;lna&lt;groda ·im. Herkiera
w 1900 lI'Oiku.
iS. Sto:jkowa omówiła !Wkład julbillaJta IW a-ozwój fO'1klo.ry.s.tylk'ibułlgarskiej,
Sze.roode zai111teresOlWa'll,ia po'ZwOl1dły Walka·rel!lslk.iemu na ekormipt1e1ksO'Webadania
talkie,
i tej 'dziedziny.
Badał cm foOOcl.&lt;J!T
w ~cie
atnoo,grai·LC!Znym. NaljwięceJj m\ie;oca
pośwrięcił IpieśniJOm histo.:rym;tl1o-eu&gt;ickilm i wes.e!lnym. W pracy Et7UJgrajija
rTU1 Bylga,rija ,poświęcił
panad 150 &lt;s.tlron r6ż,nYJffi a!SU&gt;elkJtomfoUikloro. Na uwagę z.asługulje
lI'ównieżfakt,
iż iWlie'1rudz.i&amp;ie)szYJClh etnograd'6w
i follkrlo.ryL&lt;;lt6wb"llgaJriSkiJc'h jest
w więk:s.zym loubmn.i€'}szYJffi st.qpniu w)'1ClholwaIlkarrni Gb. Walkalfelmego.
Część \pracy poświęconą
'Walkare1Jslkiemu mJmylka atrityQroł piÓfI"a K. K.ryStanowej za.wi-e.vają'Cy łJilbli~ę
!pra'C, o!b.ejmutiąICą 203 ~YlCIje IW u~ł&amp;iztje clh:rono1ogLcmym od 1~,7 do 1006 rOOru.
Następny
rozdmał - z.agaooienia
ogÓl1'lle - ·s.kłaida się z .scz,eściu arrty.kuł6w. S\Pośród ,nioh na s:ocz,eg61ną 'UlWa'gę zaLSł'U~(je avt)'lkr.1ł Die gegen.wartigen ,Fo.r'l'nert u.nd
Troo.iitJionen d,er P0't11dSC1h&lt;e-n
Vooksk'\ll7USlt
alU:t.oImtIwaJ. Bu.rnzty.Autor
porIUszył aktualny .problem 'tlrad)'ICY\ine[j sZJtuIlci lulllOlWelj 'j&lt;alko czynniJkain~rująICeigo
WiS(pÓłlCizeSillą
twÓI'C'ZOŚĆ aII1tystylOzą. ;Z chwilą
&lt;l¢y lWlSzylst:lcie wsp6łozeisne
prorc·e!Sy UnliJf~lÓąIOO·
dOPiI'owalc!zalją do 'za'nilkJU tlradY'Cyjn~j szJtullci :ludOlWej, jeidY'Jllie na malo zu.rłbanilzowanych o,bszarach ma ona szaIllSe przetrwania.
Ta sytuacja
dopTorwadza do przewartośc1awania
tradycyljnej
full'llk&lt;:criSl7M1lki,gdyiŻ jej wy1tWQry tyJ.k.o w niew,ielikim
stopllliu są wy:trwalI'zane dJ1.a własnego
urży:tku. Znaczna
roh większość
znajduje
odbiOI1CÓWw mieście, wtśxód innycl1 ,kiręg6JW S{POłooZJllycihoraz wśród tUlryrsttólw, 7JWłaszcza rz.ag,raniomY'CU1, :l ktÓłr)'ICh .powodulje zcurnazaonie pre'W1dzJiMregQ O'braw ItradycYtinei, ·polisoktiej sztulki :ludowej. POIj.aJwUa:jąsię talk 'paraJdolkJsa1nesyltuac:je,
ie nie'ldt6re dziedzi,ny '5IlJtJu:kipojawiają
się na terenaooh, na ikltÓiI'yoh nie były dOltyobcZCllS
mane albo uległy zapomnieniu,
jak .np. malarstwo
na szkle.
AulŁo:r :poidlkreśla, jeż; Ińeza:'leżnie od talkliego stanu 'rLeCrLY s7JtUlka ludowa
1pf:ZIestała wypełirui.ać swoje o.ryg·ialailne funlklcje stają&lt;:się
jedynie 'Czynnilciem ilJ1!:;p'iro-

�330

Recenzje

jącYIffi W'spók'zes,nY/c'h arty/Sltów, 'a &lt;tmdY/clje ~ztlu,ki bdO'wej sltały się już ty,liko ~kłaidnilkiem ,krurlitu.ry ogól nCJll1
a,rodC1wej.
iP,wlblem współc,z,esnY'ch
:mnian w tradY'c*
stal
się przed:m,icitem
anty,krułu
L. Schmidta
ProbLeme
der Wiener
GegenwartsvoLkskunde,
gdzie zjawisko
to zostało omówione
na prllYlkładrzie różnorodnych
przemi.an
w kulturze,
w tradycjach
na clibsza,r,ze duży'crb miaSlt (,Ber,Hn, ,W,iedeń).
KO[ejny rOZJdtZiał kUlltUlra malterialna
za,wiera puibli'ka'c,je, kttóre można
zals'zeregowaćdo
.różny'O'h grup tematy,aznY'Clh, takieh
jak b'lido:wniJctwo, narzędzia
rolnilClze, urządzenia
do produiklc,ji wlin, .pożylW'ienie, odzież. Rzaid/ko ba/dane za·
galdnienie pC1ruiszył tiu L. Dam (lWę;gry) IW artylkru,le Wohngruben
in U1lJgarn.. AuitClr
2Iauważa, że ziemianki
jako pomieszczenia
mieszkalne
na terenie
Węgier występowały, ~cz€lgólnie
na terenie
Nli:ziny Wę~iers,kiel.i, jes'ZJclZe,w xvn wieku. W okolicalc:h Delbrec:zyna DIP. w 16918 ,Doku na lO~8 domów mies~kal,nY'ch było &lt;m8 ziemianerk. Według
Źlródeł :z roku 117120 jelS7JClzeznalClZna HCZJba hd'DOści wie1jlslkliej żyła
w ziemiankaloh.
AiuItO'r zamie,śd,ł
również
,nzUlt i pr,zeklrój' pOpl'!ZeClzny ziemianikli
z mie:j,s,c'OlWO'ŚCli
POlosipetni.
H. K,otte w Brul.'gami,sche PflLiig,e im W,amidlei der Zeit lPod1kJreślił znC\lClzenie badań
einogra:fiJczno-l.ilngJwisltY'ClZnY'Clhdila u.zupełnlienia
bralków w pisemny,c,h prz.elkalzaoh
o traidylcylj;nY'ch f.ornnaC/h nal'zęid!Zi. Kotlte poolkJreśHł rÓłWnież wkład badań
WalkareilJskiego w te~j d!ziedlZinie etnoglra!fii.
iZ (ro,z.c1ziaibuku[rtmra dUlcihowagodny
Ulwagi jeSlt artY'kruł H. A. 'fuelgad!Ze .c'Z8IRJR)
K izuczeruij,u n;rl'riodnycl1. kaiLerndal1'rrtych pr,azd1lJ£kow. Para[ele
między kul.tU;fami rÓlżnY10h etnolsów s-tanOlWlią jeden z oiekaIWlslz:&gt;"c:hpr:dblemólw w elm{)lgrai£ii, ciągle jes7JClz,e
nieZibadany
IkomJp1efkso1wo. Brega&lt;d:ze wyk:llzała
talkowe
pod-oibieńsltlwa anali'lJUOąK:
gI'lu!Zińlslkie wiOlSellllne iPocihody ,pl'z€lbierańców
z anaJOIgi,c7Jnytrni pochodam[
kuik'ierów
i sUl'lwakari w Bu~gaJfili z WytkOtl'lZYisltaniem&lt;danY1C1hz tlnnY'Dh krajów. Aulj;'oTlka wykazała ,j;en trady'cY1jny obylcza:j prtZyolblelciZOIDYwe wSlpók,z.€Isne fOlfI!TIY,które Wifaz
z. za,c1hC1wanyimi ']JIierwo~lnymi c'eC'hami i fUlnlklCljami SltIWOIrzyły k,o.n'glol1llera.t ,j;['ady'cai
i wsu&gt;MczelsnoślCi.
W. SDikołowa - w Wijunliny
rus,..,k~j wes,elnij obyczaj
pozdra.wlenija
molodożeroow podijęła temat zaniedbywany
niec,o do tej pmy, mtimo iż wg aut,orki
wYlkazu,je Din ruiewą'tp[iwe
powiąiZ!arnda z: kal,e11lda,rzC1Wą ohI'llędowoś'ciią
elemell1ltów
weselny'c'h.
SoIkolCJIWa zaana[,iaC1wała materiał
!pochodzą'cy
z. pr,zełomu xrrx i XX
WlIeKu z teren'..! ,cenibralnyic1h g'Ulbe.rni Rosy&amp;slk!ielj SRR.
Osb,tnia
część receIltZowarnej pulbHka1cdi zalwiera materiał
z za,k,resu fd1lkloru.
Ciekawy,
choć królt~i, je,st T·erferat nIeżyljąlcego już M. Arnaudo'wa
(Buł,gaflia) N!arodnata
pe.wic,a Bezcema Sofrena.
Oieka:wy i pożąidany zarazem
dl at eg1o, iJż w
Bułgarii
bralk jeslt baldań olbejmu'jącYlCh żyiWY'dh no~iJCliel,i follki10'ru, ludowyClh :pieśniarzy
i gawędlZiarzy.
Bezcena
Sorrena
- 80-letnia
śpiewacZlka ludowa - przekazała
cały szereg pieśni e{pklk['Clh o jednyim z główny'c'h bohaterow
pieśni lruidawych - iwkróIewiOZ'l
Mamk.o.
iBodlkreśleni;a
za.słuig dlla etnolgradlH i foillkl'OifY'stYlk,i,nie tylko bułgar'~k'ie;j ale
i eUlTolpejlskielj, dOIkonał K. Oziis,j;,ow w KprabLeme
swatebnych
pricZlitwnlj,
przy
okazji charakterY'z.Oiwania
weisel1nylclh zaM'Cldzeń. Zasłu'@i WalkaJfelskiego
w tym zakreSiie wildOlezne są w pracy SW(Ltlb.emat-a pesen, w 'ktÓifE~;jdoko'nał ,klalsylfilkalcji pieśni wesel1iny,ch. Ozisltorw sIkupił Sl\V1orjąulwalgę na zawOIdiz·elllia1clhweselony,ch, klh c'haralkte.ry:~tY'ce, funlkcljii i 11'0~pI1z'erslj;'rzeniamiuna 'terenie RQlsy:j'slkiie!jS.RIR oralZ na iClh
amalorgia:ch z zalwold&gt;zenia!rńi bu~galI1s1kJilmiz terenu
-rodqpsko-kiusltendiłSlkiiego
konkiJ.:U1dwjąlcw ,zak1o,ńlclz'enh, iż buł,galf'sikie Za/wodzenia wesel,ne nie są relLktową fOlrmą
dawnej abrzęcioWJOI§ai, a jedynie loka.lnyimwarianit9m
teh rOfZJwoju.
Przy wydanlli
tlej puibllilkalCljli pI'lzylję1;.o zalażenie,
iż refelraty
wsita-ną olPuiblli-

�331

Recenzje

kowane w jęzYJku aut OlrÓW.T.aIk'a postać wYJdalWnicza utDuidni nietWąrlip'l!iwie ,s.zer,okiie kOI1zY'sta.nie Z :puIW·i(kaJClji,
ale też me jeSlt ona przezsnaazQlna dlla szerdkieg'o kJręgu c:zy:tel,n~ków, lecz dla SJpecjaJ'is/tów. JednaJk:ż,e pewnym bra:kdem wydaje się nie
z.amiE'lSZJClzeruie
przez wyidaWlców ohoc:iaJżiby króltkJidl stresZlc,zeń w jednym
wybranym języiku, choć nadeży odId·ać, iiż z mekltólfy'oh kom'lrnkatÓ\w tl'udno byŁ()(by dokonać sy.ntezy za:wa,I1tego w niJclh matemału.
ZaJSltirzeżenia :buidJzi równdeż faJkI!;nieujednol&lt;iceruia języ.kmvego pulblllk'oJWanyJCIhte!k'sM~w.
'Za pozy:tywną coohę pulW~kacji należy uznać baJr,dzo 6zerOiką pr{Jlblernaty;kę
obejffiUijąlcą cały szereg zagadnień
etno~lfiJoznYldh:
follkloryiS;tyc~nych o c'haraikterze teor'e'tY'cIZnYlm,h.i;;tOlrYlc~ny:mi terenmvYJm. Tom r€\Pfezentuje ibal!"1dzoilnter-esująey pcyrównawczy waiohlaJI1ZprOl1Ylemów baJdaWlczy'c:h poldej!mQIWaJnych przez eltnografów iW różnY'oh o91'cdkadl eurqpejlsllciOO.
Jetrzy

Fotkror

i obsztelsetwo,

,,1P:ro1ilem:ina

byłg.a.I1ski'ja fOrKIor",

t. Ul,

AcLamczea.vski

Sofi,j.a 1977,

ss. 302.
Stałlo się już złą t1rady&lt;Clją,iiż hu~ar.slkie p'.1\blilka1c6e z zaik.resu etJ10graJiiri i f01k1.Olry15'ty.k;li
doc€iuralją do naB ze znacznym &gt;QPÓŹnieniem. Regułę tę ,potwierdza,
niesitety, t'I1Zecn 1·om .serii "iP.rdbilemi na byłJgansJoi:ja fułikłor" zatytułowany
Folklor
i ob.sztestwo.
Wyd.any przez looty'tut Ętnografid
BuligalI1~iej Alka/d·emii Nauk
Sytua,cja t,a.ka jest jedną z p:nzylCrLynsitoounlk'ow'osłabej
u nas ZlnafjomolŚ'Ciprdlilernów
i zag.llIdnień Inurit'U1jąlcychwS/pó~c!zesn'e ludOlZnaW1S!twow B'lłg,llIrJi.
!Recenzowany tom jest kQlm;pila'cdą 314 artykiułÓ'w llIU't,OIrSl1Jwa
follkloryiStów bułgarSkich i rO'sYliSkiilClh
{2 arrtyikJuły). PtroWern.alty.k.a pulbllilkacjii w ZCliSadZ!ienie :wykrac:z,a .poza gram'Ce .Buł.g.aJri~.WY'ją.telk stanaw:i artyKJUł Ił1dii:ko Kri:zy - Sostoja.nij.e
pesern:rUJj kultwy
w odmoj wel1l{lie&lt;TlSkoj
dierewne. Z terenu &amp;.1ligaifii s'?Jczególnie wyeik5ponow.any jest rejon miast KiuJSltendił. Okr-ęg kiustendiłski
z ra.cji swojego położenia, o!bs:zarr przj'lglI'ani,az,ny z Ju&lt;gQlS1awią, był w pm;eszłoŚlci wielo!a,oon.ie iJnfdłUrowany lPI1Zez różnOlra1kieC'zyun&lt;i:kii kullwJ'oibwÓil'cr.e, co w eIT€fkcie 7ł'O'żyło się na
bogaty repertuar
zjawisk
ebnogra:fkznych
i folklorystycznych,
często typowych
tylko dla tego regio\llu.
,zawa'1'ty w tornie materiał
moona' zaszeregować
do d:WÓlOhkatego'ri1i: tooretycznej i errwiryazmej. Do tej pier;w:s'Ze!j na/leży otwierający
tom artykuł
P. Dinekowa - Folklory t w istoT:i.c.ze'sJulioo sydbu na bylgarskija
narD&lt;!. Au1t'or podljął :próbę udoko'l:mentowania
tezy, jaJkoJby folilclor był zwJewi,a;dlem h~sitO'rii naI"oou ·na
PI1zyilda:d?Jiebuhgar5lkiego folklloru. Teza ta określa f.nJlkJlOlrjako sWelgo wdza.juniepilsaną h1st.orię na:mdu bu~g&lt;lJl"s&lt;ld&lt;ego.
DOIWOidlzą:c
teg!o', Dinelkow W'Sika'zude na odbicie w pieśniaoh ,lu1dowych r6żnyclh, często 'tlragii,C!zmych,losów naroidu bu.~garslklielgo
po'ozą'wszy od XU! wieku, kliedy to w Bułgarii p:ojalw,ili się Talta'I1ZY,pO,pr'ze'Z pięaiowiekQwą niewolę turedką, ae. do wYiZWIctlenia w '1'00:8 Tldkr.l. Pl'a'wie WlSZySlCybohater,owie buhgarskiej E1pm Judowej są .pOisitaJci'a.mihi,lsit'Ory'C.znymi.Jed.na!k me tyilJko
pi·eśń lUldowa jest "Zlw,ieJrciadlern" h¥mo;ryClZJnY'Clh
losówetnoSiu
bułga.r.s;klieg,o. Ró&lt;wnJeż w inny,ah ,gatuI1lkaJoh fdlikilo.rll, jak ch.ociażby w ,przysłowiac'h, zawalfte są remi'I1Jis&lt;CeDJC'jc
hIiJSlt'ory,C'zne.Dinelkuw pOIdkireśhił znaczenie follkJoT'U jako in's:pira!cjJ dla
formują'cej
się od polowy XlIX wieku nowej l1ieratlU["Y bubgaI15lkielj oTarz roN j.a:ką
Slpełnia OIn we W1spółazesTIY'm SlPo'łElczeńos'twieb:l~gal1S1k·im. K,Qln1kluidwjąc w zalkończen1u au1t'or stwierdiza, iż w TOZW{),juSlpoleczeńs'1&gt;wa f.()I~kil;()lr
zarz,na'ozył swó1j hrst·oryczny i 's'O'cjologkzny aspekrt:.

�332

Recenzje

Teoretyczny
~harakter
ma również arly~uł Gusjewa - O sowremienrwm
jolW;s'pÓłiClZes:nyrdllkllorJ'lZll1luwari..a a'lltor za reaJloc~ę na zanilk &lt;J:fygiiIlalnego
fol·klJ..OIfU.
P·Oid'Sit'awOlwympodrrni&lt;Jlt·em follkUwyzmu według GUI&amp;jewa są próby xeikonstl"Ui~cji f'O'l1I11
o.rY'gi·nalne~ fo1kiJ.oru czy SWJ~i 1udowej. Twkie od'tiwaJrnaiI1ie pO'WodUije J)O'wstawa'IlIie ra'clZej ,ps·eudoifo1JkI1oru.Wytpa'oza się w ten SlposÓibestetyikę i po ..
czu'oie piękna l'lldu, a wprow.aidzanie azęst'Oo'bcych
wu::.rÓ!Wnilswzy wszetlcl·e wartości tradY'cyjnej kiuwtury 1udJoiwej.
P.r&lt;'fuę oceny walJ:'t'Ośoifollk11oirui jego rdH w siPołoozeńJs'tlWliebubgall.1Sl1cim
w XIX
wiekcJ p-odjął 1. HoQ·ewiJcz w Folklor1/it
i bY4lWTSJkoto ob.szt,estwo w XIX
w. SlWoje
'I107Jważania autor ,pOO!SumO'wał w dwóch pul!l\k'tadh: l) foLklor nie mwe preteIl!dować do mialIla jeid)'lnej i uniJwersalnelj Zl1Il"a·zemw s'Wouej w.rm:i-e kulItury dudhoJWej,
2) wielk XIX Sitał się poazą't.kiem procesu
d)'lf·ereI1JC\jac,jitlradycyjnej
kuH.Ulry Ludowej i kJuil't'lllry "nowej", maJSowej. W poazątlk&gt;Qwym okirelSiie ta nowOJpoiW'Stała kJltu.ra za'wierała
w sobie l'Il-aI01JIlYprocen't WWTÓW trady'Cyjnelj ku~'tull"Y, sto\pDJ1OlWo
jednaik zaIJlJiJka,ją-cej.
Część .purbHkac/ji do'ty'cząca oikręgu kiJuiS't,andil!skiego zawiera
kil~a interesuljącYich artykułów
po&lt;iejmują-cy'cIh IlJOwe zagadnie!I1ia. W pier.wsrzym rzędzie zaliczyć
na.leży do nioh Za nij&lt;Iikoj eZ1itko:w;nJi
QSQlbernosti otrazem:i wyto folklor
na kiu.stendiilsk,i ok&lt;ryg piÓll"a 1. UIIl1'1en'Slk.ietgx&gt;.
Aultor dowodiZi iJStnienia klilllk&gt;'..1
d,ialeik.tóJW c'haraikterj'ls/tyla7JnY'c'h dla tego regionu Bu'1gall'l1i.Są to: l) sYlSZij;,i'rlIs,ki
kti.uiSterndiłs.ki goWQr wj'lSltWUiją'cy w Ślr~o!w-ej &lt;lZę.9ol.reg.iOlIl'Uw 3&lt;8 wsia'Oh, 2) pUjalll~
,poIcirgowor w 25 ws'iach w o:ko[ka'CIh m. PiJjarllieJC,3) .krr,ajeszJlci podgo1wor w lO-cw WlS&lt;iaoh
w okolicach
m. Kraisrle
i 4) kamenisllkd podgQIWor w 8-iu wsiach przy gJranicy
z Ju,gosła'Wlią. GenelZę tego ZJr6indcawall1ia UlID1eni31k.iwdidlZi.w reLilktolWym z,aJChowaniu jęz.)'lka przez najSltaTSze .pOlkoI1en.ie.AuJtoT dokornał rÓJWnież anal1irzy fonetylki
i mord'oaog!i.i jęz.y.k&gt;apo'bwierdzadącyrdh jego teorię.
E. Stain dokonała w Muzikalnijat
jolklor
w Kiustendilski
okryg
przeglądu do,robku folJkilwu muzycznego tegO regi&lt;Ja1u. Pio.nierem badań terenowych
w tej ClZęooi
Bułgaa-ii był Wa'sił S'toin,k:tÓlfY w lataCh 1926 i 1927 prowa'drl.ił tego typu ek:Js/pllQlfacje i ze1:rrał 122 pieśni ludowe. F&lt;&gt;J.kll()Jf
m'U'ZJlCl2lI1y
tego reQonu PD'S'iada zasadnńczo
cechy swpskie,
choć widoczne też są wpływy folkloru maJCedońskiego. Najbardlliej
dhal'3iklterylSltyc~ne są pieśni. ŻJlJiIWialI'"Slkie
i pieśni ;r;wią:zane z pracami
poiloJWynni.
AJut&lt;mk:a dokonała a-Ó'WIliei ana·liJzy insIlI"..Imentallllej mulZy1kd ludowej
podIkIreŚlla'jąc
jej najbarrdziej typowe cechy z zakresu metrorytmikJ
i struld:ury.
Omówienie
wSIZYISi't!kilclh
al1tykuł6w zamies'lJC'W;nych w recenrzowanYlffi tomie jest
niemoiJli'We, w :zJwiąlZlk'Uz azym skulPiJ1liśmy się łyl],1ko na kIiilJku wyida'jąc)'lCh się
rep.rezantatylWlI1Y'rni dl-a wspóbeisnydh
prOi\:il€lll1ÓWfolikllOTysty'ki bulga'l1Sk!iej. Bogata tematy.aznie treść .po7JWala ozyłt·e1ln:illrowi1.I&lt;llfieI1ltQwać
się nie tyfi:ko w temalty-ce
prowadzonych
badań, ale także w sferrze relacji folklor a społeczeństwo
i wzajemnych kol1"'elaojaoh: folkl1or tradycYlJnY a kiuMU'ra maJ5O'Wa. Ln mi11lU'Srecen'ZOlWanago tomu Ul\Pi:sać mOlŻna brak chodiarźlby krffllk,iJch noltalteik w jednym z zachodnIoh jęz)'lków·JlIl1o:b1,iJwiającyrdh S'l.€lfSOZY
dQiSltęjpdo puJl)l,~'ka'Ciji.Sltwierd&gt;zić nallei.y na
podistalwrie zamiesZlClWnych afltyIkJUłó'w, irż; w bułgan-slk!iej fol'k!locy,sty&gt;ce pall1uje wid:007ll1Yzastój, brak je5lt baidań nowatol'lSkicl1 w skal,i eUIfOlPejsJciej, ldt6re dosItarczyłyby nowych wartości w tej da:iedzinie.
klor:izmie.

Jerzy

Adamczewski

�Recenzje

333

Antoni Kroh, Współczesna rzeźba ludowa Karpat Polskich, PAN, Instytut
SzJtulki, Wroclarw 100&lt;9, ss. 1'36, ił. (Na ~esie
recEmZrji A. JaJCtkOtW19kliego,
(w:)
,,.po1'ska S2JtlUlkaLuoOt'Wa", R. 3G: 19719, nr 3" s. 1187 -188).
,Wyldarw.ni'Ctmo "Ossolilneuan" odIdało swym czyttelmkom ,koll·e·jną .pra.cę poow'lęconą sitluce ludowej, a konkretnie
me7Jbie. AJuitor ·.lJ~łU'je rw srwej pracy jak nadwszedhs&gt;trOll1!l1Jiej
zaprezentować
wSiPÓ'k:'ZJesnąI'zeŹlbę'ludolWą na terenie Kax,pat Polskich. ~azy.na
od l'&lt;Xlwatżań dOlty.c.zącyoh perdodyzaJcji i ,próby zded"initowarui:a
współezesnet,j meiJby Ludowej tego regionu. P&gt;iIs'zeon: "WiSjpÓfuzasna rzeźba ludowa
Karpat Palskireh jest to nz,eźba Wykonana na ter·enie Karpait PQWskich po 1945 roku pnzez au!borÓ!Wpochoozą.cY'oh przeowarżm!ieze wsi i mały&lt;:h mlia'steczelk, nie rnającyre:h systemaiyrezme:go wy/kJSl:zJtabceniaPJ,asttY'C'm1ego.PodJSltaJWOIWą
cechą wslPók:zesnej meŹ\by luidowej jes.t jej :fJu:nJklcda
kOlIlltY'nuatma traidylCiji r~eź:by ludowej w świadomoŚiC,iS1połoozeństwa" (IS.9~. Wyda.je się jednalk, że de!fin.iJcję tę można rQ2lSlLelI"Lyć
na cał-o:ks:ztałt ws\póŁozesnej s1Jtr.llkli1ooow,e:j. Jednocześnie
A. Kroh ZJdecYldowanie
rozgrani'ClZa ,pojęcia "s~tluka ludowa" i ,,'W'~azesna
sztuka lUQorwa" oraz :rrz.eźbiall"Z
ludowy i WISlpółazesny I'W'ŹJbia~ lufdowy, tTalkltuJąc tego OIStaIt.ruiegojaJko tlwórlCę
ludowego w sensie SQlc'i'O'lagi-a:zmYJffi,
a nie w semJsie esitetylcznYJffi clZy ,ku&lt;ltulI'Orwym.
Następnie
auto!!" omawia stan badań nad dawną (wyikonaną przed 1945 rokliem) rzeź/bą ludową tego ohsrzaJru. I jeslt to WSlzys'tlk.o,co mo,żna o tej pracy powiedizieć najl$S'Zeg,o (jeże1li będziemy ją tlrailctOlWa,}.i
}alko pr,acę narJ!korwą lulb popu.1arno-naulirową). DaO.'szeJed partde to po ,In'OISItuba:lldzo doib:rrz.en~isany
katalog,
a lelkJk'iJmstyil'U gr&gt;aJniczą'cYJffi
z belebryl5lty;ką (Jpraca w'stała najpiJsana na ba'Zie dlWóc.h
konk.ulI'sów w~półC'zes'llej l1Zeźby ludowej
K&lt;lJI1PaltPdlSlkkh :z.or.ganizolW.anyclh pmez
Muzeum w NawYlffi SąiCfXU).
Jedyny jaśniej'szy mom'ent w tej części :P1"'aICyto próba podzial'U w:s;pÓ'łJc:rLeISI11ej
nzWby l'llldawej. Jednak
i tej ,iclasyif;iJka,cl)j.
br·aJk SPÓÓIIlośc.ii głębiSzego uZ&lt;l'SadJnie.nia merytarYlo2;I1·ego.
Tytp piellWfszy, "na lU'doiwo", to l1Zer£by3wUaldiornie WYlkoIlYJWanew SlPOISóbPII'Osty, niedopracowane,
nierzadko
rozmyślnie
pokaleczone
nożem. Ich główni odbior,cy to "Cejpe1ia" i m"Jzea. "Na realistY'CZlnie", t,v z kOlei tYlP rzeźb pr'zet2ll1ac&lt;zonY'Ch dla mi,eSl2lkańców wsi i małydh mialst. Rzeźby te mają być w swyreh założeniach zbliżone do wytwioró,w 8'ztuki prod'esjoIlia,lnej. Twórcy młodego pokolenia
zaczynają Ujprawa.ać korzeni()lpla's!ty1k:ę, rórbne kompozyclje z dmzewa, korzeni i kory.
Ten r,od'z&lt;l{jtwórczości o.kJreśJla A. Krroh "l"IZeźJbą110WQCIZesII1ą".
Jako jeden z tY/pów
rzeźb wY'rÓJż,niłom tmÓl"C'zość tzw. "inlny.dh", ClZyiliilu:dlZi ma,jącY'ch u't1rwdni'ony kontalkt z ort;'oazeniem z ulWagi na swoje ulPoSled'zerne umY'sł'O'we lulb f;ilzY'C:z:ne.
&lt;1s1t·atnia
gD'U\pa to rzeźJby ,,1IUidawo-ama'torSlkie" będące świadomą
styl1dlzaoją tWÓ!I'C'ZOściludowej. 'DwÓTCYtej gI"UlPYto bamdiw często in1telii'gencj.a madąc.a za sobą niejedno"
k.rotlrue ,sitr.lJdiia
wylŻls!Ze,a[e me pla'Sltycm1e.
\Kolejne r'Clizdtziały k1siąiikJi t,o prezen!ta'cje twórcólW i ioh prac z podziałem
na sutbregiomy KaIlPat P.oIlskWch.Osolbny TozdI:zJiałpośwJęcony jest wsi Paszyn koło
Nowego Sącza, g1dz.ieckiala ()Ikoło 70 twÓI1CÓWpod paIbronatem miajsCiowago proibos2JCza, ks. EdJw.uida Ni1lkti. J·etdnalkrże au'tor o~ani!cza się w tej części pracy ty1llko
do pOldaiI1ia ciekawostek
z żY'cia !lwÓ\rICóiw,tu i ÓVIIIdI2iie
ok.raszonych anegdotami.
Omówienie ich twÓlI"a:z.ościto zaIlediw,ie w1:711niatI1ki,
kto i co wyrzeźb.ił o.ralZ w jakiej
ilości, bez gł~blst:z.ejanaHrzy mary1tory.C'Zlll,ej,talk wzalkresIe
foll.1ffiy,ilkOlnogra:fii, jak
i esltety:c:znYJclh
nOl1m rZąidzącYlch tą tw6rc!ZoŚICią.
Po pmeozy1taniIU tej 'kls:i~
od!ct'm1IWasię pewien nied'OISyI1;.Mamy w niej CiO
praW1da całą g,aQeIlię trwÓ.I1CÓIW
luoOlWYJClh.
,po!'1Jl1ajemyich życie i twÓirCzO'Ść.Joot to
z:robione z ddkumello'tacYdną do/kllaldln'OŚcią.Jedinak bralkiulie tej pracy głębSlzego SIPO'j-

�R.ecenzje

334

rzenia na problematykę
współczesnej
rzeźby ludowej. Brakuje przede wszystkim
analiizy jaikościowej i esrteltyc'~neJj.Nalwet zamiesLJczona w III I'ozdzrialle próba tyiPologizacji jest balrdzo płyltka, pO'LJbawiocnagłębszego ucz;a'Sadnienb meffyt,o·ry,cznego.•
Praca ta dla naukOlwców mo,że mieć jedynie walmy dokumentacy:jne.
Naltomia·st
jest to św.ietlna pozy'cja pOIY..llarYlzatoa1s1ka
dla najszer"zego
kręgu odlbio,r.cÓlwberz
odpowiedniego
przygo'towaiThia naur.~owego. W'zbogacają ją nOIVkibiograflilczme t!wórców tego regionu o·raz pra,wie 100 foto'glra,j',ii.
Mariusz

,PoLskie podania

lu\dO'we w ,przekładzie

Baumann

c!Zeskim

!VIiędzy mo,r.a.wsikim wojelwó!dZJ~im mia.sltem Brnem a w,iellkoipo1s~m PWJnaniem ro'zwija się od lat partnerska
współpraca, która Dozci'łga się na wiele dziedzin
życia. W ramad1 w"pó~pracy kwl:twrallnej ull1zCjJdzonojuż ciekawe wysltawy za1równo zbio'r6w pl as'ty cLJnyC'h,jak i alrcrheolorgicznych, wymienia się regularnie
zelspoły
teatraJme, SY'lnfoniczme i workaline. Również na polu lliiteraltury za.rysowuj'ł się nowe
możliwości wzajemnej w~pó~pra'cy. Wymiana litera,clka rOIZJwi:jasię sZCirolkood k.Ql1ca wojny między CSRS a PIRL, o.glrani:clzając s.ię jednalk do relacji P.raga~Bratysława~Warszawa.
W oSltatnim dziesięóoleeL.l wszakże objęła cna także Ostrrawę
i Kaltowiice marz BDno i Po!zmań. Pewna centralizacja
ograni!c'za!a do'tąd mOiżr]iwoŚC:.i
wyd warnia np. UumaCizeń z na'S'zy,qh Iiteraltu.r w innych niż stołecznych orfircynach.
PieDW1szy wyłom w ustalonej tradyeji starnO\W1iłowydanie ks:ią,ż1kiL. Wantuły Urodzeni w dymach w Q;stralwlslldim"Profiilu", co było WYTazem zawi'ł1zanerj wS'Pół,pra,cy
między OSltirawą i Katolwkarmd.
Podo:bne znaczenie m.a najno'wsze doikomanie na polu wiza·jem.nej wym~any literackiej
między Brnem i Pcnna,niem, jaikim jest ob"zerny wybólr pollskklh OlpOwiadarl dla młodzielży pt. Sześciopiętrowy
d,zień, wydany przez hDneńrskie wydawniotwo "Blok". Ra:zem 4317 "t,ron lieząca pUiJjJiJkacja podziel·ona została na dWle
części P,ierwsza, obejmująca
trzy oZJw.a,pteerdy.cj,.i jest anto~lo'gia opowiadań
pol"kich aU'tolrów w przelkładzie zmanego Huima'l:lZa Htera1tury polskiej a jeldnorcześnie
spiritus movens całej ilm,prezy - LUlbomira Na,kh'tldala. Wśróld nazwi,~k wy!branych
pisarzy poI'slk·klh zalmie'S'LJc'z·ono
talkie, jak: A. Kamie119ka, L. BO\l1sik1i,
!VI. CZe'rmińsika, J. 8LJczy,~ieł, J. Na&lt;sferter, J. DOImaga:lliJk,M. Brandy'S, K. 8iesiClka, W. Żółkiewsika, A. lVIilnkows1ki,E. NOlwaclka, E. NiJziu:D::lk,i,
W. Wlśniewsik!i, K. BogIaroIwa, S. Załursiki. DOIdano wliemze A. E. Odyńrca, A. Midkiewicza
MŁodzieniec
i panna oraz
wiers'z K. L GałClzyńskiego Rozmowa Urryczna. 'Drzeba podkreślić, że ta,k reprezentatywne.go WybOlI'iU,pols!k:iej nOlweHsrty!k,idrla młodz.ieży do1tąrd w języku czeskim
nie mieHśmy.
Pragniemy
zwrócić uiwagę na część dru1gą pubHka1c'ji, kltó'ra zalwiera antoll'ogię
o.polwiadań lU121.owyiD:h
z Poznań'sikiego. AdalPltacji d\(~konał znalny badalcz lUido!Wej
twórczości i folkloru, Oldrich 8iirovatka. Jest on również dośwliadczonym tłumaC:LJem,c'hoć w wYTpaidlku~biolriku wdel!ikolPo'I'slk,ich
podań i ba:jek o Humac'zenie w dosłownym zma'c1zenh mnied ohodzi, ~tarał slię on raczej o ardalptaicję. Wydanie 17
opolwiadań nie spdnia
wymaig.ań naulkrO'wylc'h(!gdyż Ulie poldaje się ich w po'Sta,ci
a:uteiltyrcznerj z o,cI,polwierdrn.im
kOlmenltaJrzem kiryty'c'znym); chod:zliło po prolst:u o to,
by, w plrzysitępnej postac.i ukazać pięlk!no lu\dowyc:h wielllkopoil.iSkklhbajek, od/kiryć
choóby w częśd dla orbeloljęzylc.zne.goclzYlt.elniJkaswoiJsite zagłębie forl!kllo'rystyczme
o dużelj żywroltlno1ści,jakim jest właśnie Wiellkolpd).ISika.

�335

Recenzje

DOlkolfiując adalpitaJc:j,i,O. Siirova'1Jka pOłOlŻył nad~kna
s:br'Onę al'lty,srtY'clZnąut'worów. W tej for,mie włą'C'zył wie1kqpoillslk\ie qpow,iada'I~i,a w zestalw naslzej protzy lud(JIwej tego tYlPU, talk ululbioneg1o pl1zez młoidZlież w w,ieiku sZlkolnym. QpolwiaJdania
o T'Wa,rdOlwsrk'im, o hejnale, o zamlkalch, o złortej kO'l1o:nie węża, o zaipaldłym ,miastec'zJk':1, o diabebkic'h
skal1bacrh, o diaiblle BQil"uóe, o kira:sn orludkac,h, o królu Popielu, o jeZJiorze Gople - pl1zema:wiają żywlo do wyobraźni
nasze,go młodego CJzytelntka, dają'c mu mOI.i.lIi:wośćp(7)na nia a1utenitYiCJ,znY'ch
wyibWlolrów t\vÓiriCJzoślc,i
ludowej, jej fantaóJty:ki. Co więcej, będ:?Jie oln odkrywał
nieslY'clhanie ciekalwe zwiąizki
z zasobem czecJho,słolwal(jkiJm,dobrze mu znany:m, uświadamiał
sohie pdkrewieitlstwa
i różnice, podobienstwa
i Sipecylfiikę. ]leż to znajdziie on w opowiadaniach
wielkopol.~kich blis:kich i pOlPuila,I1flY'cih
i u nas wąltków, choć :olokal'~Zlolwany'ch w innych
miejscach oraz ZJwiązanyrch z. innymi nalzJwis,kalmi bO'haterólw.
Swoim wyborem
ludowych
opowiadań
wielkopolskich
O. SiJrovatka stworzył
pew,ien wZÓr pl1zekbdu, w kltólrym dOlmirmje aJkcerJIt a'l'ItYl:'&gt;tylCJz;ny
p~zed!sita'Wiianydh
tekstów, przy c'zYlm talk opracowany
tek st nile zaciera s'ZJclzegółórwoharalktery,sty'clznych dla kul/tury l'j,du w:iel,K,0lPolllsikiego.
Dodać należy, że pubHkac:ja Szdda.piętrowy
dzień ma znakom~te wY'PO!Sażenie
ilustracyjne
i graficznc,
kttórego autolI'ami są Vla:sHmlH Zabrans,ky
i Jan JiOlI'dan.
K's;ą;'.!ka ukaz.ała "je: w nalkbdlzJie 18 ty'sięcy egzElmplalr,zy.
1

1

Jii'i Damborskil

"Ka'1endal1z Sląski" na roik 191&amp;1.Red.
Wy'd. "PwI1l", Os!trawa 19180.

KalziJmier:z Ka,s!zper

Emilia

Świlder.

Jest to już XX roczn1k "K!a:leIJJdall1zaŚlą:'lkliego", wydanego sitairaniem ZG PZ,K,O
w Czeskim Cieszynie. Ta znana, ceniona i popularna
w regionie
zamieszkałym
przez Polaków publiikacja,
jaJk zawsze ,przyo.si wy,bólr in'teres'Ujący;ch marteriałów
o zróżmicowanym charaiMerze. Układ pl'z€lwiJdu,je w piel1WISlzejczęści kalendal1iJum
(objętościowo
jedna :'&gt;zós(ta 190-rs,t,ronii'cOiwegoka'lel1Jdall"iza),w części teksto'wej
artylkuły, wiemze, f,ragmenty prozy, z wyp·.l:rIkltowanym dzJiaIem po,śWlięc.ornYlmznaczącY'm wydarzeniom
:,&gt;połeclzno'iPoililiy!c~nYlmw calej Czeclho:słolwacj.i i w wiel,k'OprzemY'słowY'lffi regionie oraz szczególinie w P'Oldibeskidziu. Zamieszczono
m. in. 1&lt;:'3lendariJum najważniejsz}'lch
wYldal'lzeń w hisltOJ.1iiKGm'lU1IiJstY'czJnej
Pa,r!bii Czeicihosłowacji w zwiąZJku z pl~zYlpadaj&lt;jlcą na r:olk 19\81 sześć.dtzie:liąltą rocznicą
pOIwstania
pal1t1i w Czechosłowacji.
PodOlbny CJh3lraik\ter ma antylklUł Bohater W,ielkie,go Października i iJn.
Nas jak Z&lt;Jiwsze pl'zede W:'&gt;zyisitlkiJm~ntere'sują materIały
etuQig)rafi1cZJne
i fCl~k:lorY',srt)1czne,przyoc:zynk:i z dziedziny
kulltury maitelI'ia:lnej i dIUC'howe:j ludu
śląs'k:iego z Ziemi Cieszyńslkiielj. Znaaarlło się ich w omawlianYIm rOlc=i!ku mniej niż
w poprzedni,cih, szczególllnlie zabrakło
oidklrYlWlCJZYlCih
nieralZ tekl;;'tów, jak,imi :1IS'ZJC'Zęśliwiał czyitelni1kólw w popl1zednh:'h edYlcdac:h Daniel Kadłubiec,
ża,r'1iJwy zb~era'cz
f'Olkloru i jego z:naw,ca.
Luźnie z wyrzmaiC'zoną diZJierd'ziną Zlwiązany jest jeden z pimwszych
te'kSJtólw,
autorstwa
K. KaS'zpera i F. Balo,na pt. Olza rZJeka źy.wa, będący
w~aśioilw.ie
publiJcyS'tYOCJznymrE'iP0il'1ażem, uidQlklUmenltolwany;m :odjęoiami, o tej rzece, kltóTa taik
mocne piętino wydsnęła
na krajobralZJie ŚląlSikocieszyńslkilm. Jest w nim mo,wa i o
legendzie, i o histtOTii Olizy, o jej zna'C'zerJIilUd7Jilsiaj, 'kiedy za'sillla SWlO'imliwodam'i
gigaDity;C'z:nypl1zemysł i Ziemię BeskildizJką. "O:1lza ma 919kim długo/śd, 49 dOlPłylWów

�336

Recenzje

i 9 ZJWiI'IQitek.. , pieśm "Nad OLzą", .którą Ila\Pilsal Jan Kwbi:Stz, :nie zda;ją.c soibie
chylba ,SlpralWY,że pi:slze nie01fdic;.ia1Jnyhymn ludu śląskiego".
'Wy:biMly w\plyrw na kir'~erwó.e:ni:ew,iedizy o ~u:[It'.llr.ze lulCilowej O'dI~y'Wa ru'cU1 teatralny,
PI1ZY'WOfU,jąCyw pamięci
ws/półazesuy:ch
hilsltOl'lię ziemi i liudizi. D1ateIo odIlIOtujmy ar:ty;~l
oIkolliJ~=oścli&lt;l'WY Ka:ziJm!iell'lZa J,aJWOiI"Siki~ Trzydziestolecie
Se,eny
Polskiej
w OzeSikim Cies'zynJi.e, ,Pol1:S1Jciej
s,cenyzalwodmvej
zmanej :nie tylko w kiraju,
aloe i P~
jego granicami.
Oto fragment
dotY'czący kulturotwóI"czej
i wychoiWawczej r,oI1i SP z olCinośną dOlkiumenit&lt;llclją c)'lfirOlWą: "Zakładając,
że oSotatniJo w Scenie
Bolls!k:iej w seZlonie wy:S/tawia sJię po 8 pozy,,~ji z IIJiesjpełI1a 200 reprylZami, to na([eżałoby sJię SlpodzJiewać, że do końlca bieżąc'ego sezonu 1'900/191&amp;1 Scena PiOllS!ka wystawi 209 pozY'oji z oikolio 6200 pr1Zed'SltalWi.enialffili. W piellWSlZym dwudzieSltoleciu
SP w 4 233 pI1Zecli~tawienia!c'h (.lGO pO~Y'Clj,a!ch)u'02leSltniClZyl0 1088249
widzóiW. I :zmów
za'kładaJją'c, że w cią;gr.l roikIU ~eclięitnie
pI1Zedistawienrl.a SP ogląda ponad 515,000
w,LdzÓ!w, to nal1eży Pl1ZYllmISZlClZaĆ,
że w C[ąlgu 30 lait is'trnd:enJi.a Sceny Piolkiudej jej
pr,zedlsitawien:ia oIbejr:zy ,ponad 1,,6 mUiona w&amp;dizÓiw".
S!zlark!iem sahmni!slk besikiJdJZIkkrh, iJclh buidOlWY i hi SotOl11ii,sięgającej
SlwoliJm:ipoczątkami
ostatniego
dziesięciolecia
ubiegłego
wieku,
prowadzi
nas S. Zahradnik.
Dowiadujemy
się, że pieI"WlSIZeslclhI10nisika .za~zę1Ji tu budlo'Wać Niemcy, że pier'ws~y
Przerwoo.nik
po $lq&amp;ku
C&gt;Le,szyńsktiffn w języku
poJis:ldm ukazał
się w 190i1 r. (jego
au:toct'em był kis. Amlt'Qlni Ma'cols'zJka), że w OrłOlWej powstało
po 1920 r. PoUiSkit'
Towarzysltiwo TUlrj'ls~y/021oo-,Sjporl1;IOIWe
,iBe:SlkJiJdŚląlslki" iilUJ.
Z dlJiejami poJJsllmś1m wiąże się allity\kr.lł J. OndrUls'za Polsk&lt;ie podr'ęczmiki s~olne na $,lą&amp;ku Cii!es'zyńskim. AirttY:~lł u!kazuje m. in" j.aIk możma. hisltodę podiręcz:ni·
ków wyśledlZJić z annałólw szJkół ,po'l&lt;slklklhisibIJJiejących tutaj od w,ieku XVIiI.
W uibieglyrrn roiku minęło 30 lat od momentu
WiPriOlWaK:llzeniado relacdti Rozgłośni Osltra'WIs:kiej auidY'c;jli w jęzj'lku pol:s:kliJm, Pil1zYlPOll11liJna
ten falkit w ar:tyl1ru.le
QlmHcznOlśdOlWY.m O. Toibol1a, ,podnos:z.ą'c rolę audY1C\ii w poip'.llatryz.atC\jli śl1jlsikiej
pieśni
Ludowej i w ogóle ślą:slk11ego flQllklloI1U.SŁuc!h()W~sika fdłklorj'ls!tyc7Jlle pisał
:mrany :tibiemc,z - Kaml Biel~a. N.iekitÓlre tyltlUły: Hawciyrr1slki slzJkuiboclJkIi, G01"olslki
zolylty, Wesele góraislkie,
GOI"oI1Jslk1o
zalbija:ClZlka, Gorol1:s:ki śmlierguis'1; i in. "W obec,nym az.asie Redak!ajla Po1Jsilm OzedhOlSbowaicłciego Rad/ja w Ostraw,ie
jes1t ważnym
ogtrliwem w sy;stemie śmdkÓIW maislOlWeg,o pI1Zekazu śląska
Cies1zyńJs1kliego".
iOiekawyrrn ,przy&gt;c'zYDlk1iem do hisl1;,or.1i ~slPód
ja!błonik{)lwslklicih w olkresie mię-azY'woljeIllnyrrn jeslt ar,ty&gt;kuł A. S7iPyr1c'a poid tyrrn sa.myrrn tyltułem. MoiŻina s~ę z niego
dowiedzieć
o nazewni!oow,ie
gOlSiPÓld,jak rÓiwnJi.eż na;pi!t,kó'w (s'tteló~a,
kwiiJtÓiWka,
słodka reżna ~Up.) i potraw.
Dzi'ś pOl2JoIstały juiŻ tyl1ko w,zy z daw,nych
szesnasitu
gOls:póid i'S/t,nie!ją'cyIClhw JalbłonlroWiie.
a budowie lro'Iei w Bogr.liIniń,sikdem tralkltulje arty:~'ł O. Toiboły i B. Simy pt.
Zia,nim pr:zyjecJl,laŁa l'okoonoty,wa,
czyiLi opowieści
z Bo,glUrm&lt;i.na. W Toku 18~ pierw,szego maja "... pl1zez ż,eI1a=e wr&lt;Jlta UlOWOwyhudOlwalllego
dlwo.rca wjechała
ze
świstem
pievws1za L~omoltYlwa" i w I10~ nasltE;lpny.m ,'" powstało
pierwsze
beIZ(Pośrednie
połądzeIllie kolej'OIWe BogumiJna z z.a~alIlilcą. Z Wiedn;~a do BooLi'na p~ez
BogumLn i Wlrocolaiw jeżdiŻlOlnow 312gOldIz;i!ny".
iW arltYikiule A. SZipy:rlca W,ClITsztlad;szewSik,i w Jaboonkowie
w o'k.resie międzywojennym
}est pró1ba odtiWlolI1ZeIlliawy;g1ląidu daiWnego w,aJrIS:lJtaltu s'zewskliego i samego memi'OIsła od diwu.diziesity&lt;c'h lalt XViIII w~eklU, kdeidy to pojawili
siię w JllibłankJOIwie pieI1W!si szewcy. "Dz;irś mOlŻlna spoltlkać w J,abbo:wmv:ie jeszcze diW6cU1S(Z)elWlCÓW
zolkiresu
pm:ediw.o:jellnego [... j. Na .pocliSltawlie iJc:h relatel;i można wiernie odltiWOO"ZYĆ
wygląd
dawnego
w.AiI1s!?Jt;aI!l.l
SlzewSlkliego ci samo rzem~OIsl{)". Nas.tępulje oa&gt;is sZy/cia
butÓiw, waI1unlkÓ'W uzy&gt;s&lt;kaIllJa lliiDeIIli~iluib ~ody
na OOiwarcie zalk'ładJU, naulki zawo-dIU, e~atmiJnów, ZI1ZeSr2len'j,a.
1

�Recenzje

337

'W Beskliidz;kiich s-bLva re,rum au:tlOlrW. Oszelida z.alSltaJIlalWiasię nad tY1m, " ..• jalk
'WdeJe jes.ZJC'Zeluk jesit w d~ledaclh regionu - OIbwaxu et'IlJograif1C'Z1Ilego,
hits.t'OIl'yl(:oznego, ku;lt"J'rowego, tUlr)'lSltj'lC':lJ11ego".
Saan próbuje
zestalWlić, rzec by moima, kiSiięgę
za&gt;slug dla rodzimej kiullitJwrybesllciwkied wiciu rooa:kÓlW, OOiJsiaj mieS2Jk'ają'CY'CIhza
granką,
jaJk prof. Pa,we! Lj'IS€Ik w USA, Jemy Rud71kli w Szmajcall'\ii, Jalk K&lt;lIWal 1k
'
w USA ilto. 2 tematów ozek:ajl\icy1C1hna opracowanie
wSka'zu;je na problem :I"OIizenia s'ię nowyoh treści obyiOlialjowY1ch. "Są to jesZC'ze D1IezJbadane d2ńediziny ży1ci.a
mies'zkań.ców pOldigÓTIZabaskJLdJzkiego, ldÓire waIlto pOlddać wnikliwej
soojologtCI7Jnej
i ps j'lChct1ogiJc,znejanaaWie". W. 0sze1lda przj'lta'OZa cy1f'rę 170 doikuanenitćllw kaftendareowyoh
(jak jeoJm'eś1a doe. W. Cho]naaki z PAN), co na tak małj'lffi obs'Zalrze
jak Ziemia Cies.zyŹl'Ska stan&lt;JfWli rekoIld mgdz&amp;ie nie odino!tOlWa'ny. "I w nkIh wamo
szukać WątJkÓiWdo temalty1ki bes\~kiej,
by w »'lesie I1ZeiCzy«nie zabrakło
oboik
jedl1i. i bulków teg,o wSiZys;f;lkliego,co trworzy isltność i jedyność ooslklidi1Jkiej gÓirailSl7JCz%ny".
W. Branna pragtl1ie zaporzJIlać nM ze "sksarobami na'S'Zelj ZliemJi", czy11d.ze znalezis:kami wY'kopall'iJslwwj'lffii z epoIki kamiemia, z czasów osadnictwa
prasłoWiańlskliego na Ziemi Cies:zyń'SJkiej. "Mają odbPzymie znaczemie d1la wyjClliIllien.ia pewlI1Y1C'h
teorii nau1k,owY'Clhd&lt;l!tyczącYlChpoClhOldI:Lelnlia
i IDę,acji luid'Ilości,kltÓira mies'IkaŁa na
na's,zYlmterenie", Swój s.zklilc~ozYlIla Old ~odZiilka, a raozeO jago pozOIStaŁO'ślC'i
w Podborze, by za(pI'Qwad!7Jićczj'ltelnd'ka na tej wędirÓ'W1Cea'l'Cheolog·i~ej
do OIJbralClooc
{piękne dkazy c€lI'i8JtIlli.lcWiCWSI1lOŚred!niO'Wi~nej) ~ do Bogumi'Ua-Za'błocia,
gd'ZJie
odkryto "miejsce oz.asOlW~O po:byltr.1gruu&gt;y łowieckiej
z pómeg{) paieolitu".
N'iewiele z·aiC'howało się tizIw. żj'lWydh poaniIlIilkÓ'Wpr·zyil'ooy w postaci SJtalryc!h
drzew, kitÓire ,pm:.e!tI'Wa·łycał·e wUeki. Jedtno z n:~dh - wią,z paanięta.ją1cy czasy Ka,zimienza Wie/lJldego , rósł clio IlIied.alWna w SkIrlzeozonLu !roło BOgiUanina. NiesIteIty, dJrizeW10to zni=yła
W1iIc'hull'aw 1007 roIkiu. To uniJka1torwe ciJrz.ewó i jego hi1sitorię pr.zyporoina ar!ty1kuł W. SzeIlilgi.
W oonawianej ooylOji ,,Kalendarza
ś1ąsl1ci'ego" J. OnJóI'UJSZkontynuu:je swój cyJm
,,2 dZJiejów fct1lklo:rysty1ki cieszyńJs'kiiej", tj'lffi razem pOŚWiięClOO1y
cieszyńskiej
prozie
Ludowej od założenia "Zar,ania Slą:sk1ieg.o" w 100,7 r. do askara
Za!WliSiZy.PI'ZYPOmlina histOll"ię Zibiel"ania wszel'kdoh zalbyttlkÓlw i dokumentów
7Jwil\i7Ja'nyC!hz żydem
1 kulturą ludu cieszyńskiego
u schyłku wieku' XIX. Instytucją,
która zajęła się
o.rgani.zOlwaiIl!iem 2lbiera·oilwa i mohowYlffi pr1Zec'howj'IWaiIliem 7Jb~orów, było PoLskie
Towar.zySl1iwo LudozlIlawcze,
założone
w Cie51zYIllie, iW'Zorern To.wa'I'ZysltJwa LuidoZJnawczego we D\V,ow.ie, w dniiU 9 tnaII'C.a H~()l r. W 1003 r. otwarto w CieSlzY'Ilie
wyst.awę luiCllOznawczą, a w paŹidJueI1n1Dkiu
1007 T. ukatzał się w CieSiZYIIlIiepierws.zy
zes:zYlt kW&lt;8Jl'talin'~karegionalnego
"zaranie
ŚląlSikie", ldÓire OIdeg;rało wYlbiit!ną volę
w pLiib'Lilk&lt;l'Wan/iu
materiałów
ludoUlalWlOZyiCh. J. OrJdr!UlS'Zpoidinosi zasługi pieI1Wszego wyrliaswcy "zarania",
Drne5lta F·a'M~ka i znakomiltego fOl1'k'1orj'lSlty,kls. OskaIra
zaWliszy, kitóry hl1t&gt;eresował się pieśniami hldawj'lffii i sam ~onaw.ał
w lu;d.ow.o-ŚlJąskilm dUlohu.
Piewcy g6rm1!c,zego trudu - Gu!stawowi MorcinkoiWi - pOlŚiW'ięcony zosit'ał artykuł dlroLiJcznoOOiowy w ZlWIiąrJJk.u
zOO' rocznicą urodzin (05 sler&gt;pnia 18911), " .•• by
zachiować ,pamlięć ZlDla.kJomi'te&lt;gO
pi'sar,za w naszydh sercaK:Ih".
Alojzy MańJka w ail'Itj'lkulle Nadrmeja zrodzona z bWlit1L zajmuje
się polską
poeZiją prodetau1ia'CJkąna ŚląlSiku CieszyńSklilm"JlW.ariając ją za godny uIWa,gi i analizy
prod!uiklt pollsklioej I'Zoozy,wl\iSltościli!teraclkioej talk ze względu na warto,ŚiCI ideOlWe, jak
rownież walory językowe w niej :LalWlarte.
Jest wres::zdie d!ział tw~oścQ
ludlowelj "Piawcy gwl()jej ziemi", w którj'lffi czytamy wiersze Ewy Milerskiej
i AiI1inyFi1ilpkowej oraz prozę tej ostatniej
i KaIrola
P.ieglZy.

= ..IJud"

-

10m •

�338

Recenżje

"Kallenlda'11Z SląS:ki" i.98'l, talk jaJk i pQ!)r.zOOnit;! eidycje, S:ZYlblkosię rowhioidz.i
będąc
znakomitym
uzupełnieniem
każdej -domowej
bibl,ioiecz.ki
na Sląsiku Cieszyńslkdun.
Jifi Da.mboiT'.skY

POLEMIKA

Dx QIga MulkliawiiCz-GolidlbeI1giO!Wa z U:niiwelI1Sy;tetlUHebra,jlsikiego w Jer,ozolillnie
nadesłała
do Redakcji
list z uwagami
nt. artykułu
mgr Izabeni Rejduch-Samkowej,
ElemOOJty SiZt:uki ludowej
i 'TlIiep;ro.fres;iorTl&lt;lJ"nejw małopolskk'h
jatdaiJkach
("Lud" H~nli,
t. &amp;1, s. 146 - 1'52).
Ntżej pulbiHlkujemy ważną meryftoryiC'ZII1ie C'zę~ć listu, j.a:k rÓ'wnJież OIdipowiedź.
AuJtOlI'k'i a rity1k,u1u.

Tematyka
dOlty,ciząca wy!tJwÓirazoślCi airitysty;c:zmej Zj'1dÓ'w pols'kłi'c1h spoftylka się
z dużyun za.i.IlIteres:owaJIlliem w śwJeoie, dlat'ego też artyłklUł 1. Rejduch-SaJmlkowej
mÓigbby Sitać się wa.żlnYlm pr.zyozynkJiem
W12ibQiga.lCają1cyun
wied,zę w tym za!klretStie,
~dyby A'll:t'oi1ka powa'kitQIWała prolblem bamdrz;iej dogłębnie
i wyikJroCiZyła poza z.a/kres
wiadorrnOlśoCio chamlklterrz.e ell'cy;k!LqpeidYlcZIIlym.
Niewą/tU)Hwie do w7Jbo'ga,c'enia al1tylk;ułu 'Pl'ZYIC'ZyniłOlbysię wy'klorzylsltanie pflZez
Aut'DiI'kę i'stnieją'Cej literaJt7.lll"Y ,pu:b1JiJk.owant;i w Prylsce. Nip. wy'k'OO'zystaJnIj'e pra,::y
G. Flrenkllowej na temalt wydn.aInlk1i żj'1dlQlWlslkJiej
("Po1ska S~tU'ka Ludowa",
R. XIX,
1,965, s. 135 - 14)6) POiSIZelfzyŁOibydY(W&lt;llg'aIOjeAlUitooiki, kttóxa łąC'zy tmdycyjną
wycil'liaIltkę żydOiW'ską jedynie
z okJresem "ZielonYM
ŚWTiąJt;"- SzaW'u&lt;Jlt'h, nie WtS:pornlinająIC o il!lnYclh jej .rodz.&lt;ljaJCih.
IWiaQ,omooci na temat\; zrotniJkÓI\V żydQlW1skkh są wIię&lt;cej niż laJkolnri,crz;ne.NoItabene, dlaczego
AutOTika
tłumacząc
takie terminy,
jak bał&amp;aminiki, menory,
eitrog,
łączy w jediną ~r.wpę "r-ilmmOlnim.y, tasy i jaJdy", sugerując
n!iew:taLiemninonemu
c-,zyttelnJilk'Ow.i,że .mOlwa tu tyllko o ws/kaww.ka'ch
do oidczytywania
tory? Szkoda, że
Autor1ka nie ro:zS:ZeI"zyŁaplf!OIbIlema/ty;kfic1'oItYlCiZąJcej
złdtniJkólW o WliadOlmości na temat
m-o'tni'ków '~ralkOlwslkijjc"hprOid'-likuną1cYldhbiŻiultwię dla podkrakoWls'kich
WiSi. WyltJwórCiZOŚći,oh jest na peMllno .dobrą D1usJtraICljąpodjęteg·o tematu.
Do D'apffiall1'ia ni'nie,;s:zego Hstu ~kłania
mnie jednak
,prz.ede WI-"ZysJtlkim dhęć
zwrólcenJia uw.a'gi Reda1k'c(jli na pOldisi·aw,owe błędy w ady1kuile, b~dą.c'e dOiWorlem
całJkowit'elj nJie'Zil1adomo:ś&lt;ciiPoos.'t~w()lwYClh nakaJz.Óiw i o~rall1ilCJZeńwyn~ka~ją:cYl0h z przepisów Talmudu,
które
\;Q
prrze;pi'Sy' merowa'ły
wieloma
dizJiediz'inami żyda
żyidawskiej społec-zności. Zdanie, że "W c~asie święta Paschy używały
kobiety żydowskie
~peCijaJlnęj ser,waty białej (... l do pfizylk.rywanJia ,,'chabk'i" (SI!.IfiU1c&gt;1'i)",
jest a:bsulrldem.
W ca-łYlffi ośmi,Qldniowyun ()lkJresie Ślwiąlt Pesa,c.h w żadnym
tl'adycYdnym
domu żyd&lt;oWlSikdmnie zna!~dJzJie się aII1i oklfiws!ZYll1Ilci
c'h1et&gt;a, alllli żadlI1eg'O ciaJslta poza ma'Cą.
Błąd jeslt rzędu :"T,ałer:z., na kttó:rym podaje się w traidYlcyj:nym dom'l ka't,ollidkim
w Pio1s,ce kieŁbasę i s:zylIllkę podic-za's pOiSHkó\w w WrieI1:ki Pią'tek",
a więc duży
i _s..zkdda, że znala,zł mie,jls,ce w tak p&lt;J1Warżnyunoz.a,sOlPiŚlrn!ie.
Dr

Olga

MuJ.kiewicz-GoWb.er,gowa

�Rec.enz;e

339

iWarunJkiem
pozytyJWtIl'ej krytyik;i jest llrO'ZumienJie będąc'ego
jej pl'Zeidlmiottem
OIpracowatIllia. Niiest et y, nie można ,tego powieclizieć o lliście p. Goldber.g, która mój
'k!rÓitlk'i komu:ni'ka:t, będą.cy pi's'emną W€lI'SOą WYIPOiWtiediLina Sesji nalUikawej PQJskieg·o Towarzysłl;wa
LudolZrlIalWc.ze!go w K.mlkQwie, pdtralkltOlWala jako rOl2JPI"3lWę
nalUkową, c'hcą/c wildzJieć w niej doglębn!ie poul1ak:to.wany temat
rÓLŻn)'ICh dzieK:luiln
sztuki żydowskiej
w Pols'ce. SzJkoda, iż Autorka
listu nie orientuje
się, że w Polsce
i·9trllieje poltrzeba poda:nli.a C1ZY'te1nilk,Olwi
pOldSltaJWOlWYJC1h
wiaidom:o'~ci z tej dziedtl;iIny.
,A'Jtor\ka pOlWołude soię w swym liście tylko na jedną pOWl()/jel1JIląpazyC'ję dQtye'zącą SI1Jtulk·iżyidoW'S1kiej - wy,cinanikę. P:QIZ;WQ[ęso!jje msu,gerować
.Jej zll;poiZDaInie
się z mo'iJmi artykułami
dnutkQwanymi
w "BiIuileltynie HiiJSltoriJiSz;tulkJi" i "Bhilclynie
ZydOlWlS'k\iego Ln!s'tytUUituHiJstorY'C7illego w Wa'l"'SlZJaJwUe"oraz referatamii
wygłoszonymi na sesjaoeh naukOlWY'Qh SiowaI"ZYIS'Zen,ia Hilstoryków
SZlbuik&gt;iw Po znam.iu , Loidi7li,
Rzes'Wwie, w TowaJI"ZYlSltwie K.uilit'Jtra[.nym Zyldów w K.rakowtie, a także w MUiZeum
żydOlWs!kiun w Pradze (OzecihOlslowaJc!ja).
W OId:nieslieniu do i'rJJnyto'hulWag w)'lja:Śiniam, że:
1. Komun~kalt niie d/awał mOlżl1l~W1oŚld
zajęc,ia się ohszernym
za,gad~l'ienJiem, jakie stanOlwi clizialallność złobn'i1ków żyidoW1s1kic:h.
2. WY'rrubiiana przez tYlcihże r.zem'ielŚ'lnilków bi:żCllteria na uiŻyltelk pod!kJrallmwskich Wisi nie ma ze s,ZJtu'ką żyidOlWislkążadlnYlch Zlw:ią!z.kÓIW.
3. NivezJ'OIZlumiale jest zaikJwefstioTIowa:nie ,pJ."'zez Au&lt;tor.kę liilsw ląazenia
w jedną
g,rupę "rimrrnolll/imólW i jadólw", s·lw:ro Wtraz z k!oJronam;i i tasami
sltanlOlW1ią tzw.
Q1Zdoby Tory (jpo:r. M. Halalban, Zabytki
his.torycz:ne Zydów
w P~sce, W,M;SlZawa
1929, s. 86).
4. Rzeaz)'lW1i'ście, do() wZJmi,anik'i o ahałce
w.kradła
Slię poanyłka;
ohoo'Zli bultaj
o str·u&lt;:aę, k!tó&lt;rą Zyid~i SlpO'.L.Y'Walii
w wiooz6:r saiball!owy.
Koń'CIZąc :iJabÓę" że dr O. Goi1dber·g, mimo ii w moim komunilka'Cie Sy~i~ZOwalam liczne zjawJlsJka SZ1iLl,kiżyidQWlS/ki'etjw fuls'ce doŁyooazas nie Oiprado,wane, nie
(1Qslb!'zegła jag,o in~iIrUljątCego Clha:ra'k1tero, C'O było głóWlnym celem puibllika'cji.
Mi[JTlzabeHa Rejduch-Sam.kowa

••

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11466" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11444">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f8da56293320050f5a0f19bf8034e438.pdf</src>
        <authentication>7b9ab2045a9fb89064ab38710d3fb46f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136595">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1817</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136596">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136597">
                <text>muzea etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136598">
                <text>Francja- muzea etnograficzne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136599">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1684</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136600">
                <text>Francuskie muzea etnograficzne, cz.I / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136601">
                <text>LUD 1981 t.65, s.271-290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136602">
                <text>Skalski, Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136603">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136604">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136605">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136606">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136607">
                <text>ISSN

00'7~-1435

LUD, t. 65, 1981.

GRZEGORZ SKALSKI

czĘSC

I

Przewodnik 'Po muzea,ch francuskich 1, 'prez.entująte ważniejs,z.e kolekcje muzealne, a wymienia ich o!koło 700,zawiera
również informacje
o zbiorach etnQgralHczmych. W indeksie iematy,cznyrn prz.ewodnika wyróżnia się dwie 'zasadnk,ze gxlU'py.tych ,zbiorów: pierwsza, dotycząca irancuskirej tTadycyj'nej kuliury i sZ'tulki audowej, reprezentowana jest w 65
muzeach; druga zaś, ohejmująca l1iemaltykęsztuki afrykańskiej, pr~oluanbijslkiej, Ooea'niii Alaski - z:najduj.e swe odibicie w 16 muz,each,
Należy jednalk ,zdać sobie s:pra1wę z tego, Iże podawane tu lkzby nie
w pełni oddają obecną 'MOŚĆ zbiorów e.tnogiraficznych, gdyż dotyczą świadomIe wyłbranych, rciekawszyC'h i zma~ejszych
kolekcji prezentowanych
na ekspozycjaich 2. Nie wdając się w doldadne ustalenia ilości ilro[e!kcji
etnografioznych trzeba stwierdzić, że francuskie muzealnictwo etnograficzne znane jest w świecie, a :z&lt;lTR'ZI€lffi
u nas,I&gt;OiP.r:ze'Z
działalność dwóch
oen1ralnych muz€'Ów oparylskleh: Musee de 1'H0'lll1ffi€i Musee national
des Arts et 'Traditions Populaires (Atp). Czy }ednalk oprócz tych dwóch
wiodących irustytucj'i nie ma niczego int&amp;esująoego IW porosta1łiej marsie
mu~eów poZJaparyskich - okT,eślanych ,przez Francuzów mianem prowincjonailnyrch? Jalk wygiądają lte muzea, jakie są 'ich działania i I1lroIdności? Takie :pytania nasuwają się, gdy zapoznamy się z polską lilteraturą dotyczącą .fran'CUSlk:iego
muzrealni'Ctwa etnograficzmego nie uwzględniającą w swym zalkresie p'l."oblematy!kimuzeów prowincjonalnych 3. Próbą
1

219,

Guide

m.

des

musees

cLe FT'OJ7tCe, o.MJilce diu IJiJvr€, FrIIi1boIulJ1g SuiilS/Soe,Hll7rO, 95. LX,.

I ~r.
J. TulwarnQwina, ~'T~
orgam-i:lJacj,i muzeów
we F,rancji
ze s'pecjaLnym
uwzgrlędmiermern 111IU2eÓW etnograf'ricznych,
"Luid" , t. 39: 1'952, ,s. 4712, kItÓTa rpodaj,e:
"Na 9'00 mulZeQW na rproolWlirnK:ljIi.
rpitaJWl1e600 'POIsliarda zbiory
eltnoglI1a1fjlclZJnewa:TIJcusrkie, przeważnie
jednak pomiesloarne z, okaloami archeologiczmymi
i historyclonymi" .
a J. TrUlW'8Jn6iwrn!lł, Zarys
or,gani,.za(cji ... , s. 4167 - 400;
J. T&lt;Ołpoilislkti, DfZli;siejllzt1
etnografia
fTanctuSrIoo,
"K'WIaI1taIl1Iliilk rHiJsltoT'ii
KiulJWry Maite:l'1allrn.er',
R. VIm: 1000,
In" 1, s. 15tł - 1617; w.. Jos.towa, Pol.!Skie Zlbtiory eil;nograf.i'C~e w Musee de l'HI(Jmme
w ParyŻlU, "Lud"" t. 46: 1961, s. 4i63 - 4/70; I. Ttwmau, Fl1'a..-ncl\J.&lt;Skie
i wlookie m'UlZea
ettrwgrafrilcrzne, "Klw&lt;lll1ta&lt;1Mk: Hrirsltioirtri lK.ul]JtrUrry Malter'iaI1nej",
R. IX : 19M51,nr 2, s. 3116- 321; B. K.cpciz.yńJSkJa-JIaJWIOTlSIka,
OrgamJi:rocja i d2lialalnaść
,ncz;wkowa M,usee des ATit'S
€It Traditions
Popul.-air€s, "KlwaI'ltallinJilk Hiilsiooid
KlUrltu.ry Malterialnej".,
R. XiI: 1003,
nr 1, s. 200 - 203; tejże, Dokumentacja
muzealna.
Doświadcze1tia
i osiqgnięcia
paryskJie.go Mu;z,eum Ertnogrrafii
Fr&lt;1l7U:WSkiej, "P.I1aIOe Ii. MaiterliJaiły Mutwum Airdheol1rolgiloz.-

�272 ,

GRZEGORZ

~AJLSIK.[

odrr&gt;owiedzina te pytania ma być 'po'Il'iiJszytekst artykułu. Jest on wynikiem oooerwacji poczy;nionychpodczas stypendialnego pobytuautO:ra
we Francji w r. 1979. I.ruforma'cjetu za1warte dotyczą sześciu muzeów
zawierających łwlekcje etnograficzne z terenu FraIllCji i mają charakter
przY1czynlkarski,,a ,całO'Śćnie, ,pretenduje do miana opracowania monogTafioz,ne,go.Zamierzeniem au&lt;toTajest przybliżenie polskiemu czytelnikowi francu\Slkiegomuzealniebwa etnograficzneg'o poprzez przedstawienie róiŻnych typów muzeów i wybranych zagadnień murealnych. Omówione więc zostaną:. M'Ul5eenatiouail des Arts et Traditions Popuilaires
w Pary,żu, MUlSeea1lsacien w Stre~bUlf'gu,Musee s'avoisien w Chambery ,
Musee de Bratagne w Rennes oraz Musee CamaT'guais w Mas du Pont
de Rousty.
,Wy.bór tych muzeów dokonany zo.9tał dość przYiPacllkowo,lecz animo
to dobrze odz,w:ierdedła o'hecną sytuację muzealnictwa francuskiego. Zaz,nacza się w niej pT,zede wszystkim duży rozdział muzeów paryskich szczególnie Atp - od muzeówprowiJncjonalnych, prrejawiają'cy się we
wszystkich niemal dziedzinach. Jes1t Ito wynikiem uprzywilejowanej pozycji MI&gt;, które z racji statusu muzeum narodowego jest w pełni utrzymywane, zarządzane i kontrolowane przez państwo. Do osiąg-uięcia tej
wiodącej roh 'W du'Ż€j mi~l'ze przYlczyniła się dzia'łalność dwóch kolej,nych dyr·eMorów, G. H. Riviere'a i J. Cuiseniera, ktÓTZykładli szczególny nacisk na wybitnie ,naukowe podejście do proib'lematyk'i muzealnej, ro:z:szerzają·cją '2illa~nie w rama·ch tPrac Centre d'ethno,logie fran·
~aise 4. Jednak w ostartnrch lata'ch obserwowany jest proces powolnego
zacierania się tych różnr.c, pr~eja'Wia'jący si~ zwłasZlcza w wysta1wiennictwie. Atp ze swoją nO'woczesnąekspozycją stałą jest wzorem .dla szeregu muzeów regionalnych, które szeToko korzystają z wypracowanych
w ParY1żu ~deii metod ,eikspo'zycyjnY'ch(np. Musee de Bretag,ne w R·ennes czy Musee dauphinois 'Vi GrenO'b1e).
negQ i Etnogmaifiraz,nego", Serlia BtnQgraflila:zma, Łóidź, nr 1(7: lam, s. 131 - 1~; L TUirnau, AiYLgielcSk4.e i fmncusk.ie
1J1.iU.Zea
histo,T1iri włókrLenni'c,f;wa
i 'lLbio'rów, "KlwalI"tailnJijk
Hi~toriJi Kultury
Ma,terialnej",
R. XXII: 1974, nr 2, s. 375 - 383; J. Bednarski,
Etnowgia
froiYLCt/..ska. Hrist01T!in, stain, osiq.g.mę'Cli:a, "Luld", t. &amp;1: 191717, s. 47'-74, G. Ska'1!slki,
Działaloość
ruawkowa
OŚorodka E.trnJo;logii FWThC1J;,sk'iJe} w Paryżu,
"I.iUld", t. 614:19i80,
s.235 - 2516, K. iReiJnf'Uis:s, HicStoria porwstarnia mu.zeów etnograficznych
w Paryż'lL,
"Lud" t. 64 : 1.000, s. 37 - 5~.
4 Centre
d'erthnologie
fran~aise,
Cef (Ośrodek
Etnologii
Francuskiej)
to instytucja bardz.o ściśle z,wiązana z At~, która IDieruje wszys.tkdmi ważniejszymi
badan:iami el1morgr.aIfklZJnylm~we FiraflJCti~. Powtsitał w 11". 1~6,6 jajko pr'ac()WIIlIi&lt;a tprIZy Centre
N:a.tWonal de 'la Roohffi"C!he SiaierJJbifJiąlU,e(OŚOOldelkN:arOOlQlwy Badiań Nl3IUikOlWY10h),
zaJmrująiC etzęść bUJdj'!l'l1lw murzeall\ll€łg1O, co sItiw.amza moż1'i/wość jeSłZ'c;z.eblHJŻ&lt;S.zetgo
W\SIPÓłdI2liała:rJiia mięldizyrlm.sJ1;y;t.u!CO&lt;maJ1Jn'eg&lt;o. Wlięcej ill'llfiOlItrnalcji o dlziabaJlnoŚ!Cd Cefru zna1jdrzńe
azy1Je1mJi!k IW pracacll J. Bedn~i~,
EtnoLogia
... oraz G. Sk;al,slkiiego, Działalność
Ośrodka
... OSlbaJbIl'i aoctty.kiuł zaJW'~era aIk!tluaJnYSlClhemalt
oIlgarnzacyjny
Cefu i A'bp.

�Tabela por6wnawcza

niekt6rych

Rodzaj
muzeum

~

danych dotyczących
Typ
muzeum

wybranych

Obszar
działania

etnograficznych

zbior6w

Data
powstania

Budynek
muzealny

muzealnych

we Pranej.

Pracownicy
w dziedzinie
etnografii

Data powstania obecnej etnogr. ekspozycji stałej

wybudawany w r.
1969 na cele
muzealne

ok. 80'

1970

Muzeum

I gmach

1. Musee national des
Arts et Traditions
Populaires, Paryż

narodowe

etnograficzne

Francja

r. 1937

2. Musee de Bretagne.
Rennes

miejskie

historyczne

Bretania

r. 1964

adoptowany
bud. uniwersytetu z
pał. XIX w.

2z

lata 70-te
XX wieku

3. Musee alsacien,
Strasburg

miejskie

etnograficzne

Alzacja

r. 1904

adoptowane
kamieniczki
z XVI i XVII
wieku

l

ekspozycja
w przebudowie

4. Musee savoisien.
Cham bery

miejskie

wielodziałowe

Sabaudia

r. 19703

adaptowany
dawny pałac
arcybiskupi

2

S. Museon arIaten,
ArIes

prywatne

etnograficzne

Prowansja

r. 1896

adaptowany
pałac z w.
XVI

-

6. Musee Camarguais,
Mas du Pont de
Rousty

podległe
Parkowi
Narod.

ecomusee

Camargue

r. 1978

in situ zachowane zabudowania
owczarni

l

Obejmuje również Cer, a także dokumentalistów
i sekretariat.
Osoby te zajmują się całością zagadnień tello muzeum.
3 Data powstania
Dualu EtDograficmego.
• Zbiorami opiekuje się naczelny konserwator
muzeów w Aries,
J

2

z wykutałcenia

etnograf,

zatrudniony

w innym

muzeum.

-

4

I

XIX/XX

r. 1978

w.

�274

GRZEGORZ

SKALSKI

Ocharakt'erze pOlSz'czególnychmuzeów mówi tabela na 'So273, zestawiająca porównawczo ki]ka dany;oh: typ muzeum, obsz'ar działania, datę
pows'tania, rodz,aj budynku muzealnego, i1iOŚ(~ zatrudnionych etnografów,
charakter i datę powstania współczesnej ekspozycji etnograficznej.

MUSEE NATIONAL DES ARTS ET TRADITIONS POPULAIRES
6, l10ulte M:a!J1Ja,'tm,a
Ghallldi, 75'116 iPa'l1is

Najwięksże muzeum etnograficzne Francji, poł'ożone na zachodnim o'brzeż:u Paryż,a, na skr,aju wie!i.kiego zielonego obszaru Lasku Bulońskiego. Mieści się ono w 12-kondygnalCyjnym budynku z .betonu, stali
i szikła, o wSIPół:ezesnejarchitelkturze zaprojektowanej przez Jeana DubuisiSona (ry;c. 1). W be:zJpo:średniejibliskości zaplecza muz,eurm leży Ogród

Ryc. 1. Musee nationa'l des A,r1;,set Traditions Po:pulaires w Paryżu. W.iJdok z route
Maha,tma Ghaooio Wg diapolZyiywu a:utomrys.
Klaudyna JasiewJi:crl.

BO'ta'lliczno-Zoologic21ny(Jardin d'Acalimatisation) przyciągający swoimi
atrakcjami du:iJe rzesze dzieci i młodzieży oraz dorosły,ch, ,co niewą,tpliwie korzystnie wpływa na ,frekwencję w mU71eum.Budynek zaprojektowany i wzniesiony w latach sześćdziesiątych naszego stulecia nic nie
stra'cił na swej nowoczesnej funk'cjona1lnościo WJiffiogi w zakresie przechowywania, konserwa1cji i udostępniania zbiorów stawiane przez współczesną muzeologię znalazły swoj'e odbi:ci,e w programie użytkowym tego
gmachu, jak i w jego ar'chitelk:tur'ze. Charalkteryzuje ją dwuosiowy poziomy i piono1wy - ukł,ad brył podkreślający dwie zasadnicze funkcje
muzeum: dydaktyczno-rdkreacyj!ną ara'z naukoWlo-konser'wa'torską. Realiza,cja pierwszej następuj1e 'przede wszystkim pO'przez ekspozY1cje- stałą
i czasowe zlolkałizowane w pOZiiomej części budynku, której tylko,

�Francuskie

muzea

etThOgraficzrne

275

jedna z w~ech ,kondJ'lgnacji JUikazujesię nad powierzchnią ziemi. Obok sa]
wystawowych 'znajdują się w tej części m. in. magazyny: muzealiów,
książek i zaplecza technicznego, dalej sala odczytowa, tzw. "auditorium"
oraz pomieszcz.enia związane z przyjmowaniem i obsługą ZJwiedzającYJch
5.
DziałwIność naulkowo-konserwatorskaskupia
się w !pomieszczeniach pionowej 'bryły wyrastającej dziewięcioma 'piętrami ponad .płaski korpus
budYnJku.Pos'ZJczególnepoziomy budyniku łączą 'Ze sobą windy osohowo-towarowe, a ta1k'Żie
.awi'e odrębn.e kIa-tiki schodowe (ryc. 2). Dużo ;przestrzeni ;przeznaczono na tzw. "sall1.esde 'consultation et de travail". Są .to
pomieszczenia, w których osoby z zewnątrz mają okaz'ję poprzeq; ogólnodostępne ka1'tateki i katalogi zapoznać się z oryginalnymi do!kumentami wraz z możliwością uzyskania reprodukicji. Sale taikie posiada !każda
Unite i(Jednosbka) muzeum 6 Na uwagę rćwnie:ż zasługuje stosowanie
klimatyzacji przede wszystkim tych pomiest:c~eń, w których gromadzi
się muzealia (ekispozycje i magazyny), dokumenty (w różnej postaci) 7
czy ksią~io
Musee national des Arts et Traditions Populaires swój ro~głos w świecie zyska,ło niewątpliwie dZJięlkiniesłychanie prężlnej działa'lności na'Ulkow.ej, o Ik1tórej,była już mowa I(rob. "Lud", t. ,64, s. 235); mocną pozycję stanowią tu 'Vwłaszcza działania w zakT'esie dokum.enta,cji 8. Ro'zgłos
zyskało muzeum także dzięiki :llo&lt;wo:cześnieskorus,truowan.ej ekspozycji 9
Mimo dość krótkiego, jak na wystawę stałą, istnienia, bo 10 lat, eikspozycja odidziałał:aw widoc:zmyspusób na powstające później wystawy etnograficzne, przede wszY'S'tkilmwe Francji, ale i poza nią, np. w słowackim Martinie. iWydaj.e!Się więc 'celowe, aby poświęcić j.ej nieoo miejsca.
Ek~pO'zycjastała .pre~entuj.e tradycyjną kulturę ,ludową Francji wra-z
z procesem jej przej'ścia IW kulturę indUiStrialną. Przedstawion.e OIbiekty
0

0

5

tacja

SZJc:z.egółowy plam buidY'nJkJu lPUibl'ilk'llje B. KOIpClZyńsika-JawOT!S'ka, Dokumen... , 6. 1412.
W ,S/t,llUlkt:U!I1z,e
or,gtal!'ldimJcyo:nejMip

8
istnieją
cztery podJst~wow,e dlmały 7Jwane
Unite (Jednostka):
są to: Jednostka
Obieidy (Muzealia), J. Obrazy, Jo Dokumenty,
J. Dźwięk. O całej sJ\;ruikituI1ZJeAtlP zolb. G. Sika'lslkli, DZ'iav.zlność Ośrodk,a
s. 2315 - 2137.
7 DQa przyIkłaidu podam,
ż'e malgarzY'n neg,a~YlWó'N i filmó'iW :.majldude się IW dość
dużym pomies:wzeniu
bez okien. Jest ono wyłożone białymi płytkami
ceramkznymi, a wewnąt'l1z ui1mz.ymy,wana jest 'oKiIP'OIw['edIl'ia
dla tego ,roidza1j'Umateri,ałó'W it,emperature
oj wli:lgoltność pOlWietrtz.a. Dostę,p
do maga:zyDJU j€lSt ograni.crrony - ty1Lko
dla 'Wyt7JOOIcronY'c'h
pralColWn,LkólW,w olk.r,e'ŚikJnyuncZ'3L5lie(alby zalPolbiiec I'&lt;JrzJk'lJm.aityrowariliu).
8 B. ~OIpcrzyńslka-J,alwoll"!slka,Doku:rrue,ntacja ... ; G. SlkallSlki, Działalność
Ośrod-

ka ."

9 S!zik.OIda,że ddt.ąid e!kJsporz.Y'Clja
ta nie z0'9Lała 'PJlil.y'bJ.iŻJonanaszemu
mu'ZeaJIl'iotWlUw formJi'e clwćby opiJslu, tak jak z pol\Slkiej C'.zęści wystawy
stałej w MuiSee
de l'Homme uczyniła W. Jostowa; tejże, Polskie zbiory ...

�J URZĄOZ.

TECH.l

AUDYTORIUM
SALE
PRZYJĘC

POZIOM

'2

POZ

"

10M

FONOTEKA
STUDIO
NAGRAŃ

POZIOM

10

rONOTE~A
PRACOWNIE
MAGAZYNY

POZIOM

•

BIBLIOTEKA
CZYTELN
lA

POZIOM

BIBLIOTEKA
MAGAZYNY

POZIOM

ARCHIWUM

INFORMACJA

NAUK

,

6

10M

5

POZIOM

IKONOTEKA
POZ
PRACOWNIE

TECHN.

I KONSERWATORSKIE
SALA

WYSTAW

CZASOWYCH

~

AUDYTORIUM

I

EKSPOZYCJA

HALL

WEJŚCIOWY

GALERIA
EKSPOZYCJA

MAGAZYNY

GALERIA

POl10M

.•

POZ

3

STAIA
KULTUROWA
STAlA
SrUDI6w

l:I;'//~
/

/

/

10M

POZIOM

MAGAZYNY
POZIOM

Ryc. 2. Musee natÓ!onal des Art's eIt Trad1t1;ions P.opulaJires w Palryżu. Schemat użytkowy bu&lt;dyu1'~uw pr.zekroju pionowym pOO!Jużnym. Rys. K.!lau:dyna Jasi·ewklz.

2

�277
,w zależności od tematu pochodzą z oikresu rt::rwającegood epoki żelaza
do XX wi'e'ku. Są to generalme J"amy merytorycznej zawartości wystawy. Przy talk sZJeroikowyzna'czonym za'kresie o jasności narracji i jednoznaczności odbroru wystawy często decyduje wybór wiodących tematów, jak i sposób irch rea:1ie.a'cji.Lecz lp1'zede'Wszystkim niezbędne jest
określenie, dla jakiej puibli&lt;cznościskierowana jest 'wyS'tawa: dla ifa'chQlwców, czy też odbior'ców niefachowy.ch? 'W Atp zdecydowa'no przy'g'otować dwie różne ,ekspozy,cje, które różnią się między sobą odmiennym
punktem wilCiz'e.nia
oraz poziomem 'wgłęhienia się w przedstawiane zagadnienia, siwarz·ając jednocześnie moiliwości do dowolJ:negodafWlkowania wiedzy przez. samego odbi'orcę. W ten sposób !powstała ikonc,epcja
dwóch wystaw stałych zwanych "Galerie ,culturdle" (Galeria kulturowa)
ara'z "Gailerie d'etude" {Galeria studiów). Pierwsza '.l; nich,zorganiwwana
na powierz'chni 23·80 m2, przeznaczona jest dla szerokiej publiczności,
która ma dzięki niej poznać francuską trady,cyjną ,kulturę ,ludową w możliwie jej najpełnJiejszym wyrazie. Mottem tej Galerii są słowa Claude'a
Levi-8'traussa, które zostały przez ek'Spo:zycjęrozwinięte i wzbogaoone.
Otóż Levi-Strauss spos,trzegł, re ,cała 'cyw1hzacja ludzka ukazuje się nam
w dwóch aspektach: z jednej strony jest częścią wszechświata (univers),
z drugiej zaś 'tworzy go, jest nim samym. Myśl ta iIlarzUlCiłaautorQlIl110
wystawy !koncepcję dVł'U'Członowego
UKazania kultury /ludowej. W .pierwszym, zatytJułowanym "Univers" (:W15ze.chświat)przejawia się stosunek
człowieka do otaczającego go świa'ta natmy, człowieka, który modelując
przyrodę tworzy własną !kulturę opartą na 1iechrrke, wi€'r'Zeniach:i zwyczaja·ch. W drugim członie wystawy pod hasłem "Societe" (Społeczeństwo), ,człowiek 'ten występuje w określonej społeczności, jalko jego element wykorzystują'cy swoje wierzenia i wiedzę dla ce[ów praktycznych,
ol'galJ1izującystosunki społeczne i ekonomiczne, wypowiadający się przez
swoje dzieła artystyczne. Galeria studiów natomiast, to ekspozycja o ,charaikter'ze studyjnym, nastawiona na odbiorcę 'pragnącego pogłębić :swoje
wi'adomości z wy'hranej dziedziny kultury ludowej. OczekJuje się tu naukowców i stuidentów, specjaHstówi amatorów, !którzy pobudzeni i zafascynowani prohlema'tyką 'e'tmologi'Cznąukazaną na wystawie Galerii
kulturowej z,echcą bli:żej się z nią zClipoznać.Galeria studiów, o nie
mni'ejszej ni'ż poprzednia powierZ'chni, znajduje się be:apośr'ednio ;poniżej
Ga1erii kulturowej i komun~kacyjni'e po·wlą7.ainajest IŻ nią schodami.
10 W tj'lm mi-ej.s'clll 'Wy1Jlalda prneidlstalWić aubo&lt;rów
elksipOlzy:cji. Pod ,k!ierOIWJl!iJatlwem
J. CuiseIliier,a 'i pnzy w.slPÓ&gt;ilPoolCynau\k&lt;bwej. G.-H. Riv,iere'a
programy
naulk!Qwe
PI1ZY'g,dtaw.aJi: M. A&lt;nidTail, F. Bea'lllddin, M. Bouieli'l['er, M. BruUlihes-!DeiI·am~lI'Te,
J. Demoiuruet, A. DeslValiJlees, D. G[ijjdk, F. Wux, C. Marrrcel-Duiboilis, E. M:anlll'i,a,nge,
H. RaJullin, M. RiilC'het, M. Sega!len, P. SOI\l[lie,r, S. Tall1dlioo, H. TTemanl:d. Od srt;:l'ony
mUlzOOl1Q1giuclZneje~OiZYlCję
I\lsttaiWił A. DesMal1aees WI1aIZ z asYiSltentJką C. CoMll,

�278

GRZEGORZ SKALSKI

W ten sposób schodzenie 'z Ga1erii 'kulturowej w dół do Galerii studiów
może wYW10łaćdodatkowe wrażenie 'zalglęhiania się we własnej ikUJttur,ze,
dociekania, studiowania. Odmienny iCharakter omawianej wystawy zaznacza się przede wszystkim w j,ej 'programie naukowym. Ohiekty tu znajdujące się ulożone są w serie i ciągi ty.po~()Igicznew rama'ch 17 programówomawiającychcałość
tradycyjnej kultury ludowej. Zastosowany
układ analityczno-typologiczny daje odbiorcy moż,liwość pneś'ledzenia
wybranych ,zjawisk w ich w:lJględnej'Chronologii, tj. w procesie ,pr'zyozynowo-skutkowym. Chronologia hezw:lJg'lędna oraz pochodzenie geograficzne :nie mają zasadnic:rego znaczenia.
:Powyższe uwagi o obu wystawa,ch stałych dają już w zarysie pewien
ich obraz. PrzejdŹlilly się więc teraz nieC'odnkladniej po ekspozycji, notując również uwagi dotyczące jej muzeologicznego aspektu.
G a Ie r i a Iku,l t u r

J)

wa

EkspozYJCjaT'O'zpoczynasię wielIką planszą, na której 'widnieje wspomniane już motto C. Levi-Straus-sa 11. Bod nią, :na dużym pullpicie, u!illies:zJczonyjest plan ekspozycji z zaznaczoną trasą zwiedzania. Wiedzie ona
krętymi zaułkami uibwor2JonymiIprzez gabloty i wielkie witryny, nie powodując u widza, dzięki swej różno'rodności, zbyt znacznego zmęcz€ma.
Przyczynia się do tego również :merytory.czny uikład ekspozYcJi OTazjej
plastyczna aranżacja. Jak już wyżej nadmieniono, całość Galerii kulturowej podzielono w myśl idei Levi-Straussa na dwie 'Części: "Wszechświat"'
oraz "Społeczeń'stwo". Wewną'trz nich 'wyróżniono 'tematy.
Dział "Wszechświata" rOZlpoczynatemat "ŚrodowiSko ,l histoJ"ia" (!Milieu et histoir,e). Ma on umiejscowić Francję w 'pT,z'es,trzenii czasi,e, ukazując historię jej !kultury od ,epoki żelaza do czasów współJczesmych.
Eksponaty ulkazująoe zasadni'cze kroki w rozwoju cywilizacji luzupełniają mapy poświęcone geolog'ii i geogralfii, a ta'kż€ zrugadnieniom antropologic~nym, prehistorycznym, lingwistycznym oraz ioponimitcznym Francji. W dwóch gablotkach, w sposób symboliczny, przedstawione są narodziny, TO:lJWójiprzemiany fJrancuskiej kultury ludowej. Rozszer,zeniem
tego tematu są dwie diaporamy, ij.zestaw przeźrOiC-zy,których wyświe11 "Toult&lt;e civi,II~SIat'i!O&lt;I1
,hulrnarine, aJusl;;;ihiumjj1,e soiJt-'eille, se pre.oonte sou,s deux
aspects rnajoo'I's: d'une part elle eBItdaJDISl'u/l1jiv€ll1sd'aJU:tJrepart elle est 'e1:Je--meme
wn univers. Eil~'e eSlt daIlls l'unIiJv,ers', ce q.ui S1~i.e
d'abotrd qu'elll,e s',insere darus
I.e terIl!ps et J'es'PaJcoe.Ens&lt;uJte qu'el[e s'alrtJilClUll,e
a~ec lia ooltu[l'1e.p'hy;s~que. Endi~n que
ses mem:bres sont eux-lll1emes d ~s etres bil()1;(]g'iques, dont la s'ooeieite rytihm'e par
ses usages la naissance, l.a croLssance et Ie decllin. Mais aussi cette soch~te constitue elle-merne
un univer.s, avec ses divisions, ses repartitions,
ses hierarchies
et ses ldi!s. Et cl['e eng,endre des oeUlVtr,eIS
dans lesqu€QlJes eille s'e r'efiete et qu~ ill1flu,em 'sUJrson dev.eil'OIPpe«nenJl;·"

�:Frarncuskie

muzea

279

,?,tnog,rafriczrne

Hanie widz mOlŻlesam uruchomić 12. Talkie ,diaporarrnymontowane są ponad ga1h1otami(na wysokości ok. 3 m), 'Co umo.miwia oglądanie przeźroczy większej grupie zwiedzających; towarzyszą one prawie wszystkim
sektoJ"om wyróŻJnionym 'w ramach :tematów. Zdjęciom towarzyszą ozęsto
ta/kże teksty ohjaśniające.
Drugi temat, już o charakterze wylbitnie etno1logicmym, pod wspólną
nazwą "Technik'i" {Techniques), zawiera 12 sektorów, w !których ukazano, jak 'człowiek rw ,ciągu swej długiej historii 'Przekształcił OIta'czającągo
przyrodę, zaspokajając swoje 'Potrzeby związane z wyżywieniem, -własnym bezpieczeństwerrn, pnz.emiesZlczaniem się i transportowaniem wytworów własnej pTacy. Ten fJ"ag:ment ekspozycji symbolizuje topór ciesielski ,(doloire), !którego wyS'Oik:a
funkcjonalność, przy równoczesnej trudności w użytkowaniu, najiepiej charaikteryzuje ,epokę pracy ręcznej.
Oto tytuły Ipos:lJczególnychsektmów: "Zibieractwo i ł()lwiectwo", "Rybołówstwo", "HodOWlia","Od zboża do 'chleba", "Od winogrona do wina",
"Od wełny do ubrania", "Od ikamieniołom!Udo hudynlku", "Habitat i wyżywienie", "Tra1nspa:rt". OgTaniczony rrn'i'ejscem nie mogę doikładniej
przeds'tawić ,zawartości kolej:nyJch seik1:orów,'choć niek.tóre z nich !pełniej chara!kteryzuje ich itytuł, np. "Od :lJborża
do chleba". PraJgnę jednakże
zwrócić uwagę na nowe e1lemerrty ekspozycyjne tu 'zastosowane. Obok
diaporam niezmieI1nie cieikawyJIDsposobem ukazania lwybranego problemu jest tzw. unite ecollogique {jednostika ekologiczna). J'est ona rezultatem przyjęcia !ideologii mU:lJe'ologilcznej,wedle której :muzeurrn'etnologrczne nie może się zadowolić rolą magazynu obiektów. Jego oe:lem nadrzędnym jest ożywiać te obiekty, umieszczając joe w takim konte'kśde, aby
nie sprawiały wrażenia martwoty i skamieliny. Chodzi więc o to, a'by
na w)'LS"ta'wie
etnologi,cznej możiliwie wi'ernie odtWOT'zyćrelacje zachodzące między różnyJIDi przedmiotami ojlwywołać u odbior'Ców Wlrażenia a!Utentyczności i pełnego odbioru prz'eikazywanych treści. ,Właśnie temu
-celowi służą owe jednostki ,ekologkzne. Są to swoiste teatry muzealne,
które uxucharrniane są Iprzez widza za 'Przyciśnięciem guzika. Przygasają
wówczas światła i na scenie, którą stanowi wnętrze w,ielikiej witryny ze
zrekonS'1Jruowanymdrobia,zgowo np. warsztatem S'tolarza, odgrywa się
wspaniały spektakl. Bralk. w nimeo prawda żywych aktorów, lecz ZMtępujeich 'światło, ,które 'wieTlnenarrraeji dobiegającej z głośnika a:raz e;fekt{)lIll akustyJcznym, Ik.rą.ży.po 'Sce!I1'ografii
wydobywając z półmroku odpowiednie przedmioty. Odtwarzane z taśmy magnetof.onowej opowiadania
są naj'częściej wypO'wiedzJiami osób nieg-ciyśzwiązany;oh w jakiś 'S'pOsób
I

12

Diaporama

ty.aznym

składa

w)"Świeltlenillu

się z rzutnika

typu Kodak-Ca'ITousel

w5zysltlk1iJC'hprrz:eź.r1crozy

moClZ)'1Iln~e
powraiCla do pOlZycjii wyti,śiCiiowei.

~O

i ekranu.

5i1Jtulk) mage.lz.ynek

Po automal'1JU!truillm sa-

�280

GRZEGORZ SKALSiKl

z prezentowanymi wnętrzami, a więc np. sto_z Oipowiada o wyrobie
łyżek dT-eW1Ilian)'ich,
które produkował dawniej w 'ZT€lkonsiruowanym na
ekspoz)'icji warrsztacie, podobnie jak kowalI, którego !kuźnia obecnLe znajduje się na wystawie, snuJe opowieść o sztuce prodUlkcji podkowy. Nastrój autent)'iczności mają _potęgować efekty akustyczne, !będące odgłosami życia wiejsIkiego 'i pracy ludzkiej, np. piame !kogutów, piłowanie 'czy
rąbanie drzewa, kuci'e żf1aza, czy nawet dojenie !krów. Spektakl trwa
około pięciu minut,a taki&lt;ch jednost8k~kolog1cznych w temacie "Techniki" są cztery. Pierwsza - JWramach s'ektora "Rybołówstwo" - przedstawia autentyczny sta.tek ryba'dki znad La Manche, który odpoczywa na
piaszc.zystym bTZe&lt;gUmorza podczas odpływu, a marynarze dokonują
niezbędnych napraw i prac -porządkowych 'Przy s'ta-1Jku.Drugi spekta1kI
obejrrzeć można w s:eiktO'r:re"Od drzewa do warsztatu". Jego treść stanowi wyżej już wspomniana działalność stolaTza z departamentu Maine.
Obok, w trzeciej jednostce ekolog'icznejznajdującej
się w sektorze "Kowal wiejski", widz ma oikazję za-poznać się z całyminwentarz.em kuź.ni
(dep. Hau!tes-A[pes), jak i tokiem prodUlkcji podkowy. WresZ1ciezasadniczym ,trzonem sektora "Haibitai i wyrżywienie" joestkolejna jednostka ekologiczna, !którą tworzy wnętrze i:nby wspó1'nej w domu bretońskim (dep.
Finistere). Rozgryw1ają się tu sytuacje dnia powszedniego począWlszyod
rannego prrzebudzenia przy pianiu klOgUitów,poprzez przygotowywanie·
posił1ków, po wioeczorny oopOlCZyne'k.Wszystko z ikomentar~m dawnych
właŚiCidelidomu.
Pierwszą część ekspozycji zamy1ka temat .,Zwyczaje i wierzenia" podzielony na cztery sektory: "Od !kołyski do ;grO!bu","Mitologia !ludowa",
"Swięta" oraz "Tradycje chrześcijańSkie". ,Wystawa ukazuje 'zwyczaje
i wIerzen'ia jaiko wainy element !kultury, który si'lnie odidziaływuje na
biologiczny Tytm ,człowieka oraz na Toczmy cykl agTarny. Są one wyrazem ciągłości międzypokoileniowej właściwej -tyliko gatunkowi ludzIkiemu. Towarzyszą lane Iczłowiekowi we wszysiJkiah wainych momentach
życia Todzinnego, jak Jillrooziny, małżeństwo 'i śmierć, Iktóre są pretelkst-em do 'Urządzania wielkiJch zgromadzeń rodzinnych. W !Życiu społecznym ważną I'O'lępełnią święta o 'charaikterze sezonowym związane z życłem mIni-czym i pasteTSikim,świę&lt;tacykłu kaJlendarzowego, jak i święta
oikoHcznościowe, np. delkoralCjaordeTern Legil iHonorowej. Mitoslogię reprezentują różne istoty nao1;U['a'1ne
li nadnaturalne wymyślone przez człowieka, jalk sm~, wi1Jkołak, czaro'WlIli.ca,dalej przedstawiono sylwetki
owianych legendą dwóch boha'toerów francuskitch - Napoleona i Poilu
oraz wybór przedmiotów zdobiO!llych znakami symbołk-znymi. Miejsce
religii -chrześcijańskiej w wierzenia'Ch ludowych i jej '{lTzek'Ształicenia
obrazujoe sektor czwarty. Tu ikońlczysię ,~Wsz-echświat"- pie:rwsza -część
Gall'erii ikulturowej. J-eśli zWiedzający poczuł się 7JIllęczony,to może od-

�281

pooząć w specj,a'lnie zaaranżowanej sake wyposażonej w miękkie siedziska. Tu może zapoznać się z 'pianem da'1szejekspozycji, która nosi nazwę
"Społecz·erusiwo".
EkspozYlcja "Spolłeczeńst,Wio" rozpada się na 'trzy tematy: "Praktyki
mag~czne" I(Pratiques), "Instytucje" t(Institubons) i "Twórc:z;ość artystyczna" {Oeuvres).Zgodnie
z początkowym mottem C. Levi-S'traussa, ta
część ekspozycji poświęcona jest prZJedstwwieniu 'cywi'hzacji ludzJkiej jako
wszechświata, jako wewnętrznie spójnejzbioroWlOści ludzkiej. "Praktytki
magkzne" rozpoczynające wystawę bazują rna syst'emie wi'erzeń, według
któr)'lch otalczają'cy ludzi wszechświat nie jest wobec nich o!boję1my:lITlo~e
przynieść niesz,częśóe lUlb ,powodzenie ludziom i .~ch dobylJkowi. T·emat
ten, pod znakiem podkowy, lQIIlla1wlia
kolejno "Czary i wró&lt;żby" oraz "Zapobieganie i uzdrawianie". Oba sektory ukaz11ją proiblemy 'tak pod kątem mag1czno-T·erliJgijill)'lID,
jaik i naulmwym.
Na kolejny temat 'pn. "Instytucje" składa się sześć selktOTÓW:"Gospodarstwo - l'Aubra1c", "Targi, jarm,aTlki, kolporta,ż", "Wspólnoty wiejskie
w Cha,til1onnais od 'czasów Rewolucji", "Rodz,ina", "Le Mont - przysiółek wsi Faucigny 'w Haute-Savoie", "Cechy ,czeIJadnk:z;e"(ColITllpagnonnage). Sektory te, o dość .zróimicowanY'ch za'kresa'ch, mają 'pTzed:stawić
dwa 'zasaidniJcZJe
tYlPY instyl\;ucjichara'kterystY'cznych
dla społeczenstwa
tradycyjnego. Typ pierwszy cechuje ,to,że pokrYIwa swym zasięgiem
pr~estrzeń !Ciągłą,zwaTtą (espa'oe ,cOlntinu).J.est ona reprezentowana: przez
wspólnotę wiejską o ciągłości w Talma'ch jej granic terytorialnY'ch, pr:z;ez
targi o 'ciągłości w granicach swej !koncesji, 'przez dwa .przytkłady organiza'cji Tolnkzo-'past,ersl1dch w kubrac ci. w Sabaudii I(ISavoie)o .ciągłości
gmnica'chich wiosek i stref pa'stwisllmwych. Drugi Ityp instytucji ,charakteryzuje się obejmowaniem przestTzeni nieciągłej i(espalce discon'tinu).
T'e z kolei są rozpatrYJwa1nena przykładach: l'odziny, rozrzuconej pomiędzy wsie siecią poikrewieństwa; kolport,ażu, 'któr'ego pojawienie się jest
kTótkotrwałe; .cechu Iczeladników, IktóT)'lchsiedziby są rOZlI"zUlcone
po ,całej
Francji. ,W tej 'części 'e'ksipozy'cjispo1;ylkamy się również z dwiema jednostkami ekologicznymi. Jedna z nich lutworzona w ramaich pierwszego
sek1Jorapr:z;edSltawia'codzienne 'żyde pasterzy podc.z'as wypasu stad w górach oraz 'prace zwią'zane z wyroibem sera. Scenerię stalno'wi wnę'tT'ze
zrekonstruowanej i~by chałupy pasterski'ej sprzed 1914 r. Podobny problem ukazano w drugiej, a szóstej na Galerii, jednostlce eikoilogicznej
będącej fragmentem sekt'OTa TO~pa'trują'Oego pas'teT'S1kąorganizację wsi
sabaudzkich zróżnicowaną ze w:~ględu na środowisko naturallne oraz stosunki społec.zne i rodzinn€. Obo:k wielkiej gah10ty prezenltująoej ró2me
zajęcia mieszkańców przysiółka Ie Mont podczas zimowy'ch śniegów i letn1ch sianokosówzaaranżowaJnoWlnętrze
szałasu alpejskiego, w kJtórym
odb)'lWa się .produkcja SeTa. iPoryikiwaniezwieTZąt, odgłosy pracy, !które

w

�282

GffiJZ!EGOiRZ

SK,A)LSK!

towarzyszą \komentaTZ!owisprawiają złudzenie :uczestnictwa w rozgrywają1cejsię soenie.
Kolejny temat poświęcony jest :twÓT&lt;C~ZO'ści
artystycznej w tradycyjnej
kulturze ludowej. Składa się nań 7 sektorów O!maw1ającY'chróżne przejawy żyda artystyczmego. Przegląd rozpoczyna sektorr "Zabaw", w którym skupi&lt;)llo się ty]n{o na przedstawieniu 'popularnej niegdyś zabawy
w strzelanie z łUlku. Obok:za&gt;gadnień technicznych ulkazano także obrzędy i organizacje związane z tą zabawą. Tematem Inastępnego sektora są
"Widowiska", lktór,e towarzyszyły młodym i dorosłym ,ezło:nkomspołeczności lokalnych już od ozasów starożytnych, ::-ozwijają'csię po 'czasy nam
wS'półrczesne.Chodzi o cyrk, widowiska jalf(ffiarczneoraz marionetiki. Sektor ten ipoprz'ez swą niezwyikłą ibarwność, sposób narracji i wreszcie
przez swą tematyikę ,b[is'ką !Współczesnemu odbiorcy francuskiemu, w7Jbudza duŻJezainteresowallli'e, szczególnie dzieci i młodzieży 13. Może on stanowić dla widzówoel sam w sobie dzięki z'Jrganizowanej 'tu jednostce
ekollQ;gkznej,która ożywia maTione~i w ulicznym przedstawieniu sztuki
"Prz€pTowadzka Guignola" . Marionetki są 'l'ównież bohaterami w !kolejnym sektorze poświęconym "Lit€raturz'e". Ilustrują one w formie jednostek ekologiczn)11Chdwa główne rodzaje literatury ludowej: bajki i legendy. Pi'erwszy tealtr maTionet8k poświęcony jest 'bajce "Petit Pouoet",
a drugi leg'endzi'e o cztere,ch synaich Aymona (Fi[s Aymon). "Taniec" to
temat kolejnego sektOTa. Ekspozycja 'ukazuje rMmoTodność jego funkcji
i forun, wytkorzystując przy tym Hdm o nowym tańcu z Kraju BaSków.
Film tten odtwar'zany w magnetowidzie moźe uruchomić każdy zwiedzający. O wszechobecności muzyki w społeczei1Stwie mówi sek'toT "Muzyka". Duże wrażenie robi ogromna WItryna, w !której uikazano, jak muzyka, w najróżniejszych !formach tOWlaTzyszywszys1Jkim dziedzinom iycia
człowieka, od dział.aa'ności'produkcyj'nej, przez wierzenia, zwyczaje, dziaJa.lność iIlS!tytucjonalną, po twórczx&gt;ść artystycZ'ną. W,itryna wY'posażona
jest dodatJkowo w stanowiska 'ze słucha wkarni, w których na żądanie
mo'żna usłyszeć wyfbT'anyprogram etnomuzyko:lO'giczny 14. Szóstym z ikolei
S€lktoT'emjest "Ubiór", rw którym 'PrZJedstawiono zagadnienia 7)rórż:nicowania ubiorów ludowych w zależności od olkaliozności jego uży1Jkowania
{ubiór roboczy - strój}, od wieku I~dziooko,dziewczyna, 'kobieta-mężatka) orazzróżnicowaiIlia geografkzme&lt;goI(na rprzykładzie Bretanii). U!k.a'zano
13 KOIn'tY'IliUaJCjąwiK.ioWliJSlkjammlalPClzmyclh są
KiultiUlfallnycm inn. G. POl!nipirlou W iPalfyrliU. ROi.
minnów, Sliłac;z;y, połyka,czy ogJnia itp., których
ścią. Bez ich obecności
nie odbędzie
s.ię także
jak np. doroczne Targi A,rit;ystyczne "Les Fetes
oha.dami 14 IJipca .ZiaJbawy lJudoowe.
14 Por.
G. Slk;aIJJSk1i,
DZliaWlność OśrodJoo. ... ,

wysltęjPY na :pIla:cu PMOO Den'tI1Ucm
się .tacm bow'iem od srzJtuikJmiJst11ZÓlW,
pod&lt;azy cieszą się dużą popularnożadna masowa
impreza
ple:nerow:.l.
du Pcmt-Neuf",
czy związane z ob-·
s. 24'8, plM. 37.

�Fra=sk,ie

muzea etrwgraficzrne

283

również ewolucję i zróżnicowanie jednego elementu stroju lkob~ecego,
a mianowicie czepka. Ostaltnim wreszcie sekltorem w ramach ternatu
"Twórczość artyS'tyczna" są "SztUJki wizualne" (Arts visuels). PTezento;wane na ekspo'zycji wspa1niałe bogactwo obIektów użytkowych o forma'chartystY'Cznych oraz dzieł sztuki ludowej ilustruje mnogość 'Zk\!gadnień omawianych w ramach wydz'ielonych 'Zespołów: "Sztuki stosowane",
,,8tY'le", "Człowieik, czas, przestrzeń", "Sztwki pl'as'tycZIle". Zespół "Sztuk
stosowanych" eksponuje przedmioty wytkonane 'Z różnych materiałów
przy u~J71ciurÓ'Żmy'chtechnik, dają'cych w rrezurta&lt;Ciewrai;enia artystyozne. Zagadnienia niezmienności OTazrOZjpows.zechnianiasię form są tematem drugiego zespobu. RO':l1P'3trywanesą one na przykładzie stylu geometrycznego, Iktórego źródła sięgają w daileką starożytność, lecz który trwa
niezmi'ennie do dzisiejszego dnia w S'poleczeństwa1chroI ni'czo-pastersk ich.
Interesujące są również te momenty ,ekspozycji, w kt{&gt;rych mówi się
o wpływach sztuki oficja'lnej na s,z)tulkęludową. Zespół "Człow~elk,Iczas,
pr.zestr.reń" ilustruje proces powstawa'nia świadOlffiości i samookreślenia
się 'klasy 'chłopski'ej, sZ!Czególnie~zaśbogatego 'chłopstwa. Przejawem tych
procesów 'było 'Coraz częsits'Ze,w okresie pnł. XVIII - ;połoXIX w., pojawianie się !przedmiotów zdolbionyrchdatami i na zwis!kami, scenami z życia wieJskiego, symbolami, :które pełniły ,z czasem fumlkcje herbów. Os'tatniz,espół "Sztuki plast)1lczne i grrafiozne", obok gal'erii sztychów i obrazów, zawiera również przedmioty trójwymiarowe uJkazują,ce,że twórczość
·ludowa w pewnych pUJn'k:ta'chwyrmyka się wszelkim naukowym 'klasyfikacjom. NLczym nie skrępowana wyobraźnia i zapał twór'czy sprzyj.ały
oryginalnym 'poszuikiwaniom artystj'lcznym Itwórców ludowych. Jako
pr.zykład mogą służyć kTzyże, 'k1-ucyf.iksy,butelki z wmontowaną Pasją
czy obrazy-relikwiarze. Nawet \przedmioty użytJlmwe, jak tabakieriki czy
łyż:ki, mogą być dzięki swym wartoŚicrom artystycznym foI'\IIlYizdobnictwa na równi traktowane z wytworami sztulk plas&lt;tyczmych.
Koń'0owym e1,emerrtem ekspozycji Galerii 'ku1Jturowej jest IPrezenta'cja
tematu "Francja na świecie, świat we FTancji", !który !bazując na przykładzie jedn~go zjawisIka kulturowego ja!kim je&gt;t jazz, rna .zwrócić uwagę
wildzowi [lIanowe 'prądy kUJlturalne upowszechniająoe s'ię na ,całym ś:wiecie.
Na 'zakońcZlenie tego z konieczności 'pobieżnego opisu joe'Szczekilka
danych. Wystawa zorganiwwana na powierz'chni liczącej hlisko 2400 m2
.zgrOlffiadzi~a
ponad '2400 oJbie'kl\;ów
i dokumentów w gablotach, lIla ściankach i diaporamach. Nie wliczono tutaj około 4000 eksponatów miesz,czących się w jednostkach ekoJog'icznych, w których liczba oibie1m;ówwa/ha
się od 40 do 1200. Trasa zwiooZiania jest dość 'Zawiła i nie ma chyha
odcinka prostego dłuższego niż 10 metrów. Orientacjęzna,czni'e ułatwiają
oznakowania ,tematów, sekrtorów, a Inawet i 'posz1czególnych gablot i witryn odpowiednimi symJbolami lk'Zbowymi. Widnieją one na obu wielikich

�284
planach ekspozy'cji (o których była wyżej mowa) oraz na dwudziestu
małych planateh zlokalizowanych na trasie zwiedzania. Istnieje rÓW1Ilież
możliwość do'tancia do dowolnego selkltora wystawy bez konieczności
prZJechodzenia prZJez całą wyswwę. DOkonać tego możnawy'korzystując
biegnącą dookoła ekspozycji obwodnicę {circulation peripherique). Ga,lerię zwiedzać mO'Żma'indyw1dualnie, bez !Żadnegoprzewodnika. Informacje
zawarte na planszach zamieszczony,ch obok gahlot w zupełności wystcm-czają prz,eciętnemu w,idzowi. K:aliklyobiekt zaopatr2lOny jest w swą wizytówkę wraz ,z numerem inwentarzowym. Można również skorzystać z drukowanego 'Przewodnika po Gallerii lku1'turowej 15, który zawiera ogó,lny
komentarz do poszczególnych !tema'tów i sektorów. Zaleca się w lIlim
zwiedzanie ekspozycji w cmsie kilIku pdbytów, stosownie do zainter'esowań, dysponowanego ,czasu oraz sposobu oglądania. Pod względem 'plastycznym ekspozycja !robi duże w!raŻ€nie na zwiedzających dzięki stosowaniu różny'ch rozwiązań. Całkowi,cie wyeliminowano światło dzienne,
w związku z czym uzyskano możliwość dowolnego, c'elowego aperowania
świa,Uem sztucznym. Na całej wystawie ZJastosowanojednolity szaro"'stalowy kolor tła dla eksiponatów oraz wykładziny podłogowej. Ko1or ten
z jedJnej strony ze względu lIla swą neutra'1ność poltęguje wraż,enia pł-asty1czne, z drugiej zaś -ze względu na jednostajność sprzyja szyljki,emu
zmęczeniu widza 16. Natomiast jeśli chodzi o sprzęt ekspozycyjny, Ito 7lrezygnowano niemal całkowicie z gablot wolnostojących na rzecz gaJblot
,i witTyn twonący'ch śdany i przegrody.
Ga'1eria

studiów

Jak jUiŻ uprzednio za7JllJaczono,wystawa ta \przeznaczona jest prz.ede
wszystkim dla osób zawodowo zajmujących ;;ięetnografią, jak ,i dla 'tych
nieprof'esjonalistów, którzy pragną rozszerzyć i ujpoTządkować swoje zainteresowania problemami lku1tury il.udowej. Przygotowano dla nich 17
programów illauJkowych,z których 4 'Posiada da.lsz.e\podziały. Są to: "Historia", "JęzykoznaWS'tWlO","O.flganiza'cje społeczne", "Habitat", "Technilki zdobywania pożywi,enia": "ZbieradJwo-Lowiectwo-Rybołówstwo",
"TranspoTt wiejski", "Techniki produktej.i pożywienia": "Rolniotwo-RodowI1a", "Techniki prze'twórcz-e", "Zycie domowe", "Wierrenia i zwy15

Musee national des Arts et Traditions PopuJaires. Galerie culturelle, Editions

MulSees Nalt'ion.aux,
PariS Ob.iI'JW.)., SIS. 16, w ser~i "Petits
gudides
d€ls gI1aI1!ds musees",
25.
16 N:ielktÓTllY wtiJdJwwie rwyrpaWIiada!ją
OOIW1e1t opinię,
że zwie&lt;i~jąc
ekoSlPQ4ZytCję
ocmoszą
wr.alŻenie pme&lt;:ihołdrz.enOO ,prtZl€lZ SiWoi:sltą fa'brytkę. Półm!rQ!k, punlktolWe ŚlWiiatła, ~a!sem
I1UC'hoane, przy!tłiumlione
róooe odgłosy,
jedl1J()ll'ilbość wysltorQ,ju iP"Ia.stytCzoneglO W1SlzYlSibkJo itJo slkłalda stię na to w["~el1JiJe.
de

la Relmioll1 des

=

�Fr.a1l;C1J,skie muzea

285

€mografdczme

czaje", "Strój", "Gry siłowe i .zręcznościowe", "Literatura", "Muzyka",
"Tanie'C", "WiJdowiS'ka": "Zy1cie jaT'Illar.cme-Cyrk-Marionetki", "Sz·tu!ka
ludowa": "Grafika-SZituJki pla'Styc~ne". Sz,eść spośród tych programów
przygotowanych z,ostało ·z pominięciem materiału zabytkowego {por. plain
Galerii studiów, ryc. 3).Zasadnrczy trzon 'ekspozycji stanowią wie,l'16e
witryny (ok. 20 m długie) mieszczą,ce setki muzealiów. Układ obiektów
w ramach 'programów ma chaTa!kter analityczno-ty;polOlgiczny i wskazuje na funkcje tych przedmiotów:.. (Prócz tego, programy uwzględniają
dokumentację przekazywaną obrazem i dźwiękiem w specja1nie do tego
celu urządz.onych kabinach. Znajdują się 'one na obrzeżu sali. Przeds,tawiona tu dO'kumenta'cja audiowizualna U1kazuje postawione problemy
w ujęciu historycznym i geograf,j,cznym. Kabiny wyposażone są w automatyczne 1M'ządzeniado przeglądania przeźroczy (visionneuse) 17, magnetowidy 18, magnetofony 19 oraz albumy fo,tograiiczne 20. Wrac.ając jesZJcz.e
do aspektu muzeologicznego pTezenta,cji muzeaEów, trzeba podnieść wysoką jej or.ganiza'cję i czytelność. Obiekty, ułożone ściśle wedle tY\POlogicznych !programów naulkowytCh,są widzowi systematycznie wyjaśniane.
Na froncie gabloty znajduje się lilSta informacyjna (oommaire) 'Prezentują'ca merytoryczny program wraz z głównymi jego podziałami. W dole
gabloty umiesz,czone są etykiety (etiquettes) odwołujące się do tych .podziałów i wprowadzające nowe. Kaidy stopień podziału jest oznakowany
odpowiednim symbolem li&lt;Czhdwym.Przy eksponatach widnieją krą7Jki
z numerami pozwa1ającymi identyfikować je z pos2'JCZ€lgólnymi
podziałami. Poszerzone informacje o o'biekta,ch przynoszą katalogi a'1bumowe
umiesz'czone w wyzna'czonych miejsca'ch w środku ka7ldej 'ułicy' (por.
ryc. 3) 'zwanych logette. iNatomiast naukowe OIbj,aśnieniaido poszczególnY'ChIprogramów .z:awa&lt;rtesą w tomach serii przewodnrków eino,logiczIllych. Obok 'tekstów podstawowego komentarza /katalog obejmuje fotografie wskazujące na funk1cję przedmiotu, bardzo przejrzyste rysunki
'wybranych o.bielktów, mapki z zaznaczonymi zasięgami różnych zjawisk
kulturowych oraz wskazówki hiJblliograificzne. Wartość tych !katalogów
zaznacza się również w sferze pozamuzealnej, gdyż mogą one być wykorzystywane jako elementarne ·pod:ręczniikilub miniencyklopedie. Na za11 WyŚWlietJl:ane

tu

serie

20 d'ba\pazy\tywQw

Obral2lUOą

temart; za

1!ronogJra.ńiJcrzmycih preloonlt&lt;OIWanj'leih w Ul!daidJz;i,ec:h'I1Ol!looogi&lt;mmym.
18 Sczieściommllltawe
fi'lmy
dŹiWli~cxwe
d!oSkoooil.,e UlZlulPełruialją
Ulkawują;t

l'

pomocą

wyJba'any

m-ótdel

pt'o!b[em.

gJ w J)l'OOes'iep&lt;J\W'Sltlawamria i fulIik.c-jonawanli:a.

Na@1aJI1'La klQlffie!1ltlal1ZY tOlw,arizy:s!Zą wylświetlaniu
dialPolZy1;ywó\w,
a na(glI'a.nLa
.mulZy1kJi, w program'Le "Muzytka", iWs'kal2lUÓą na jei I1O'ZJldJcrzm,ef&lt;unkcrje w $Ołec~ń-

srtJwie.
2l\F~afde
5lZK'ZIeg6łOlWj'lch

r·cmSlZerrzaQą program

w pOlwiąrz..anńlu

z geogJra&lt;fią

naukowy
.Z'j~

poprnelZ

uka.zyw.a.u."'lIie p:roił)1ernÓIW

Iku'btUJI'iO'WY'OO.

�286

GRZ:E)G()RZ

Ryc.

3. Mu.see

na¢JiOlncl
PIlan

des

SKALSiK.I

Am, et TradlitUJoJ1is P,o(puilaJire's W Pary~u

elksiPorLY~Ó,i GalleroiJi sl:OUJdió\W

Wg M. J. Brunhes-Delamar&gt;re
i H. Hairy,
ture, Editions
des MUJsees
nationaux,
Paris,
Kaaudyna
Jasiewkrz;.
P.I"Ogr.arrn

Techniques

de production:

1971. Guides

ethnol{)g~ques

GaIb'LoVa

l. HriJ9tor.ia

l" .3

2. JęZy1kmmIalW.stlwio
3.

l'agricul415. Rys.

Org&lt;lniJzacje

19,21
4Jl

społeczne

4. Habi,tat
'5. T,oohn~ki IZJdiOlbyrwania poIŻyrw1enia
,a) ZbieralcitJw()
b) Lowli,edtlw,b,
c) Ry'bołóJWJsII.lw()

6. Tr ans!pOII'It wi,elj,siki
7. Teoh'IJJtki produkcj.i
b) Hoido~
8.

T,echniJkIi pme!t1wórc~e
g,. Zycie domOlWe

12.

13.

i z;wY'ClLaje

GirY si~O'W'e i Z1Ię0zno'Śdowe
LiteroItura
lVllUlZy.ka
T·aIlli,ec
,W,iJdOlWillsOOa
a) Zycie

4, 5, '6
7" 8., .gr

6

jammar.wne

b) Cynik
c) Mani'onettikd
17. ,Sartiulka liUidoJWla
a) G.ro;fiiJka
Ib) S'ZJtiUlki plalS!t ylC7Jne

8, W, 12
13, }'5, 17

14, .Ji6, liS

10, 111, 11l
131, 111, ilS

20,~,M

Hi, !l7

,?6,.28,'3Q

U3
19, 20

311, ,3~

2il

14.
15.
16.

21
4'

IPoży'WioeIllila

a) RolIl1icltlw;o

10. Wuenzenia
ll. Strój

2
2
2
3

3'2,34, .36
2B,25
35., 3li", 00
27., ~9

212

38,LW

22,23

38, '4(Ą, 42

2i4

38, 40, 142

44
4'6

�Francuskie

'T1W.zeaetoograficzrne

287

kończenie prezentacji Galerii studiów ,ce,lowym chyha !będzie przy\bliżyć
dla przykładu jeden z siedemnastu pro@ramów, ukazując Jego nacz~lne
idee oraz sposób i'ch realizacji. Dobrą tego dustra·cją jest po'Cł:program
"Ro·lnictwo" w ramaeh 'Programu "Techniki p.rodulkcji pożywienia".
"Rolnidwo" zajmuje trzy gabJoty oznaczone numerami 4,5, 6. Celem
ich j&gt;estzilustrowall1ie ~hronologii różnych prac, jaikie r'olni.~ musi wykonać w ~iągu roku. Dla osiągnięcia podsta-wowego zamiaru, jakim było
ukazanie klasyfikacji typologi,cZinejoibiektaw, ,zrezy:gnowano z uwzględnienia problemów zwyczajowo ujmowanych w z,akresie rolnictwa; dotyczy to zagadnień związanych z charakterystyką roślin uprawowych, itch
'Pochodzenia, zasięgów geograd'ic:zmychitp. W związku z tym wzięto pod
uwagę tylko rodzaj pracy, jatką należy wykonać: ;przygotowaniezi€lffii,
koszeni'e, młócenie '" Podstawa k1lasyfilka'cjijest więc opaTta na ogólnych kryteria'ch morfologitcznych niezależnych od specyfiki narzędzi
i urządzeń. Jatko narzędzie (outill) okreśLa się przedmiot połącz'ony z dwu
zasadniczych częśd: pracują'cej oraz luchwytu, rą'C:zlki;natomiastUJ:",ządzenie (instrument) to połączenie większej ilO'Ściczęści przeznaczonych
do zwiększenia wydajności części pracująlcej. Przeprowadzona klasyIfilkacjadotyczy cech podstawowych naTzędzi i urządzeń, np. forma, strukturaczy
lCięri;ar.Oto jak wygląda podział podprogramu "Rolnictwo"
w Ga!lerii studiów (wraz z odpowiadającymi mu sY1ffibolami):
Część pierwsza: Pmce rolnicze
GaJbLota 4
PrzygotOlWJaJnlie gleby (preu&gt;&lt;1,ra!t11on
du s'o1 et de WiI1 env'ironnemenlt)
11
Narzędiz;ia ręczne,
pros!te ~Oull!iJ!s
ci bra's, ISiimlp}es)
111
Slpaazylwaaą'c'e (lPeDcluslsLotnpose'e) 21
111.1
Rydel (Heche)
111.2
Rydel dwuzębny
(Four,che-beche)
111.3 Wytkiopy'W&lt;lm 'kJOIi1Zen~ (AnralC'he-racines)
111.11 P'I'ZerywalOZ 'OSltU (Echa'ool()II1In€lt'te)
11 L5 Krój
:ręazny, pocią~{)lwy (TIa.tlile-pre)
l J2
u'deI1ZNL1o:we (perou.Sls'ion llanoe)
11.2.1 K.i:l0lf (iPI~c)
112,2
MQltYlka (HOlU'e)

1

112211 z uchem

,pie,r\Ści'EID101waitymIW bIla'~e (Emrna;I1Idhta,ge si'ITl{Ple)22
112.~ z ,ulclhem lIJIierśDieniow.atym
ods:ta:w.1onYIffi(Em:rllaTI'chalg'e li c.oJ1eJt)
U2.2'3z IUIC'hremOidsitaJwionym w kJsrzJt.ałaie slzyjoi łaibęd~ia
(EmmaI1lclhia,ge
li col de Icylglne)
112.3
Dz;i,ilika (Sa:rd,ette)
11'2.4 ,K!ró'j (TiaIiilll€-;pre)
112.5
No;te (Senpe ,etel:argueur)
1~
Nar.zędz&lt;i.a Tęc'zne, złożone
(Outils
3. bre's, ComijXllSes)
121
Motyikla o dwóch ostrzalC;h (Houe)
122
OSlklalDd(Tadll}loe~!pre)
123
Noże do 10000inania gałęrz.i (iSerpe
et elargueur)

21 K'10Jsyf'ilkac1'a prostYlah
namzęld:.vi ręc,zJITYcl1 na: -"IPOC';z.YIWającei UldemeIJJiOlwe
wiąże s'ię z odlffiienną te&lt;eihn'i;ką ilC'h uŻyitlk&lt;OlwaJnlia.BeZłPo'Śired:nio :pr,zeid Wlgłęhiet1lie:Tl
się w ZJi,emię pier,wsrz;e nanzędlZiia slw{)lbOldnti'ena niej S\POlClZywtają.dlDu(ge na'tiCJlmJiiaSlt
enengioznie w nią udeI1lają.
22 Prlzy
tłumatCCllendlU za'Slt&gt;O:S'OIwalno
komib'inalCljoe narllw z PolS1k'i'elglo A~,aJSu Etnograf'i,oznego, z. III, W'&lt;1JflSrzawa1968, mapy 130 - 133.

�288

GRZEGORZ

SKAl..SlK.1

mens lSyJmet·Iiiqu€lS)
1'31.1 Radlo (A.ra'iI"e)
131.11 RadŁo kirlzy.wolgrlZąldIZJi,e101we
z pŁoz.em d. ~Oalc.em (Anl.,i1re chamlb~e
a reillIe)
131.12 RaJdł{) z rę!kJo'jeścią .ryllC{):wą (Ara;ire ilUJan!che-.sep) 23
J31.13 RaJC!Łoklrzyrw~iel{)lwe
z rad-

LiJcą wk:SlZl1akie
włóaztnd. (AJrair.e
delllta'l) 24
13J..2 Krój (CQU1;lier)
13.1.3 Radł{) k:01eś.ne (AJra'iJre &lt;wec s&lt;uppont)
132
UIlZ'l!dz.eruia a'sy.metrycZlne (,lnsltl"Uments diJssymet·riques)
132.,1 P1JUig (C'h~lr'l1u,e)
~:&gt;2.H Płulg o OOikładnilcy s1tałej (Ohamrue
a v-eIlS&lt;OIiJr
f.ixe)
!312.12 Płu'g
obT{)Wwy (ChaI"l1ue rtoullme~o:r'eiJlJle)
13'4
Brona (HerBe)

GaJbil'oita 6
SaJdiz.eniJe i s'iew (Pllanlt&lt;art;ci:onet
semaiilll.es)
21
Kołek do sada.&gt;enda (aaJIńou-)
22
ZrraJOZIJ:ilkrY'!lcQWy (Soc a falitr.e J'es
raties)
23
Siew lfęClZI1Y(Semoilr,s)
3
Zbiór zJbori..a(Recdl:t&lt;e)
31
Wy.rymani'e (/pair exitiraJatii,on)
.3,2
Zęc1ie (\par COl.ljpe)
3U
si,el1P€!ffi (a la faUJciiJUe)
321;1 Slienp
zq]jloofw&lt;a,ny (F.cl.JUlCtiJlll'e
a
d'ents)
321.2 Si'eI1p głaidJk!i. (F&lt;lJUlci~e !liiJS!se)
321.3 OC'łuxma pallicó1w (!P;pOlt~e-d~)
321.4 Kompletne
oprzyrządowanie
(OutLllage compleIt)
3'22
kosą (a la Ifia&lt;ux)
3Z!.lJrosą
rz; żeileźiC,em c.i'llgnit:,tyJffi (a
1aJme tuJree) 2i
322.2 kosą z źeIeźcem
popychanym
(,a
lam e pous.se)
322.3 kosą z O'PI"zyr·ządowaniem
(faux
armee)
3122.4 kosą z drewnU:aną osełką (Faux a
etriche)
323
,p6łJrosikiiem (a la '&amp;ape)
33
OsitrIzenJie oj kl~amlie
kos ~~~
atbaiItaJge
de la faux)

al&gt;e~k.a kamienna
i IPochewk:a ~Pi'eLr'e a faux at oofHn)
Mło.tek i .k.olwadebk,o OMa.rlteau at
en:c.lJumatlte)
332 1
Ko:wade'llkQ płaslk:i'e (a table)
;'.32.'2. ·KJo:wadełJloo z ooulbkJiIem w k!sZtałcle młdtlka (a Ipanne)
J{,awade~k() z pięt'ką (a talon)
332.3
Usltawialn!ie spIlJ()lkÓ\w (G.eribalg'e)
4
8Iz.wf1,a do 7!bi'erlanli,a po!k;06u (Ja41
v-eJ1euLSe)
K:ruebe1 do
wiąlZa.llliJa sno!Pkólw
42
(Ai,~iJlJ1'e allier
les gerbes)
Młóc·enie
i
c:zy.sZJc:zern,elZJiJarna
5
(!BaM'~e et neJtitl()yage du ~n)
U&lt;delI1z;aniekloisanlli (Ohauibalge)
51
52
Młócenie OBa~It'age)
5&lt;Z1 KiiJjanlk:a (BaM«)iJr)
Cep Ik:i.jaw.aty (lLartite)
5'22
5/23
Cep (&lt;FdealU)
52'3.1 o stały;mZlaoz,epi,e
:na di7Jierrżallm
C'alt'taK:'he.fli~e roT Ie manlClhe)
523.2
o obrlOlt'OlWyJffi·ZIa&lt;az.epie1lIa &lt;liz;ierż,a/ku (ialtta1dhe pivot'arnlte SIUT Ie
manlcihe)
523..31 Gap :z jooI1Jego \kalWałlk.a drewna
(iF1eau mQll'lJOxy.!.'e)
MłÓiCenie :waloom mł6ckawyJffi (Depiqru,~e)

Gabao:ta 5
UtIiZą;&lt;Wen:iJa lSIPJ"Zęz;aJ'D'e (I.nSItruments aJtte!les)
1311 Uo:ząldrzen:ia 6ym,et,ryIOZJne (iLrusitlrnl12

2

J

K. Maszyński,
Kultura
ludowa Słowian, t. 1: 1967, s. 167, ryc. 131.
K. MOlStzyńlsik1i,
Kuloom ... , s. 164, ryJc. 122.
25 Podział
kos na dwa rodzaje:
z ±eleźcem
ciągniętym
i pcypy,chanym z.wiązany jest z pe!W'll'yJffi=rz.egółem
kOtlliS!tlroJkicyjnyJffi.OhoolZ;i o usy1u«)IW1;J.nierącilikii fila
kosiSlk:u wuglęldem lŻ€l1eź£a: bądź (j{j stT{)'lly żel.woa, bądŹ z jego pme'C1iwnej strony.
Wyn'ilkają z tego odmienne
ltechniJk:i kJosrlenJi.a i p&lt;&gt;'ZYlcjek05liJama.
23

Por.

24 ~OT.

�Francuskie

54
55
6

cI

muzea etnograficzne

CZY'SZIozelIlJieZiarna
prey
UŻYlCiJu 62
opallkJi (VaiIlina.ge)
63
pf!Z;eisi·ew&lt;ł1l1!i:e
Z1iarna (CriJbl.age)
64
Zbierall'll.ie i ładolWtalJ1liezboża (Ra-.
ma:Slsa,~ et 'cl1.aJl~gemel1lt)
Gtralbie (Ralt,eau)

SzuiLl!a (lPeiJJJe)
wtdły (!F'OIUIf.che)
WY'chwyrt; do .na.piJIba,niJa tiny zabezIJi·eClzaJją!Cej ładunek
S!iana Lub
drzewa na wozie Arret de corde)

Część druga: PTZyikład:'winorośl

2
3
31
211

312

Pr.zyJglOtOlwa,l1Ji,e
gl'elby i pralce wokół rośliny ,(.Txava,H doll .S'OI1 et autOiUirde la p1a:nlte)
SzttbeQ)ienJie ~GTeffug·e)
OibC'iJIlJal1lie
iPędÓ1W(Te&gt;i:J.rle)
NÓŻ ogl'odn:iJazy o stałym
OŚt.I1ZlU
(SeI1P€ a 1ame f·ix·e)
z ~rnbi'et€lffi osltrym (a dOlS tlranC'haTIIt)

z ,gI'lZJbiet·em nie QslhrY'm (a dOls non
tira'D'Chant1:
)

32
33

ol
5
6
7

71

72
8

Nóż ,ogr·odniJozy o() ostreu
s'kłaJd&lt;lnY'm (Serpe
a lame plJiCłJnlte)
Nóż-;s.e;ka!tox (Senpo~,secalt.eux)
U:Stalwtian'ie Ity,crz;ek (.Planttartoi'On des
eohalas)
Obdnanie
wici (Sarme1lJtage)
O!pryśkillwa!IlJi'e .(iSOIUf;rage)
Z'biO&lt;TY.(V'el1ld.a'f1Jg'es)
ObcinCłJIlJi·egron (Coupe raislin)
T1valllslpom gJron (Tral1lSIP01"tdu ra'iSlin)
Straż winIlJic (Gavde de la recolte)

Program ,nau'kowy "Rolnictwo" obejmuje również do'kumenta'cję ikonogra:fi.czną znacznie rozszerzają;cą informacje z gablot. Dokumentacja
ta dostępna Jest w trzech ka:hinach: 8, 10 i 12. W Ikahinie nr 8 wyświ!etlić można serię 20 diapozytywów o n.astępującejtreści:
Nagrolbek ro'l'n~ka (II w.), Orka {XI w.), Bronowanie (XII w.), Uprawa winorośli
(XIII w.), Koszenie i ostrzenie kosy (XIII w.), Zniwiarz z sierpem
(XIV w.), Siew (XV w.), Sianokosy (ok. 1480 r.), ,Zbiory winotgl'on (r. 1491),
O.l1ka {XVI w.), Sierpień (I pot ;XVII w.), Ubiór ogrodnika,Ckoniec
XVII w.), Or'k.a ,('pał. XVIII w.), .Praloe leśne (poł.. XVIII w.), Zeńcy
z Lucerny I(r. 18eO),Wyltłaczarrie roku z winogron I(XIX w.) Młócenie
walcem zbożowym (T. 1863), Młócenie ,cepami .(dk. r. 1800), Zbiory winogr·on (XIX w.), Mechaniza1cja zb.iorów. Ka.bina nr '10 zawiera kilka albumów z fo'tograrriami uzupełniającymi tematy 'prezentowane w gablota·ch,
d.otyczące narzędzi i pra'e rolniczYiCh oraz pl'ac związanych z u;prawą
winorośli. Kabina nr 12, dzięki magnetowid.owi, pozwala obejrzeć ;film
J.-D. Lajouxna
,temat młóoenia żyta 'O€1pamina wolnym powietrzu we
wsi Vi·eurais (dep. Aveyron w Masywie Centralnym). Zawiera on .następujące etapy 'pra'cy: ro:zJkladanie snopów, młóckę ,czteroma, sześcioma
i ośmioma 'cepami, zbi·eranie 'Ziarna i jego czys:zJczenie'Przez wianie.
Tak oto prz·ed:stawia się, w wielkim skrÓCie opisana, współ'czesna ekspozycja stała Musee national des Arts et Traditions Populaires w Paryżu. Autor starał się zohrazować przede wszystkim treść merytorycz.ną
tej wystawy, uzupełniając ją uwagami 'na'tury muzeologicznej. Zaden jednak opis nie jest w stanie oddać panującej tam atmosfery, która łączy
w so!biepowagę i dystans'Z!e :swobodą i he.zpośredniością·
19 "Lud"

-

tom 65

�GRZEGORZ

SKALSKI

FRENCH ETHNOGRAPHIC

MUSEUMS. PART I

(Summary)
Polish ethnographic museology constantly lacks information on foreign museum
centers, including also French ones. The author of the present paper wants to
make additions to the hitherto existing, not tdo impresive literature
on French
museology concerning mainly two central museums in Paris - Musee de l'Homme
and Musee national
des Arts et Traditions Populaires - and make some remarks
on regional museums. These remarks result from the author's observations made
during his research grant stay in France in 1979 and concern the ethnographic
collections of the following museums: Musee national des Arts et Traditions
Populaires in Pa'ris, Musee alsacien in Strasbo'urg, Musee de Bretagne in Rernes arnd
Muse'e Camaraguais
in Mas du Pont de R'Ou.sty. The article is divided into two
parts; the present paper includes the first one, which aims at presenting permanent exhibitions of Musee national des Arts et Traditions PopulaiT€s.
The permanent exhibitions present traditional French folk culture as well as
its transition
to industrial
culture. Presented
sp~cimes, depending on the given
subject, date back to the Iron Age and up to the 20th century. The exhibition
consists of two parts: Galerie cultureHe and Galerie d'etude, which differ as far
as cognitive aims are concerned. The first one - Galerie cultureHe - is assigned
to a general audience who wants to learn as much as possible about French folk
culture. Galerie d'etude, however, is meant for a special audience, experts who
want to enlarge their knowledge on certain aspects of folk culture. Analitical
and typological arrangement
of objects and concomitant publications enable them
to make a thorough study of chosen phenomena in their comparative chronology,
i. e. in their causal and consecutive process. A lot of interesting exhibitiona1 ideas
were introduced;' among them diapositives, the so-called "unite ecologiques" presenting light and sound performances
in in authentic interiors, ethnomusicological
shows and projection rooms where one can see slides and movies and listen to
music.
This paper icludes a superficial review of substantial contents of both exhibitions and some remarks of a museological nature.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11465" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11443">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ee2f8dc2a0b0fe449aefaa7d69f1d7ae.pdf</src>
        <authentication>32dcf53de49b1d0f22eaf1912a5e3939</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136584">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1820</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136585">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136586">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136587">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1687</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136588">
                <text>In memoriam / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136589">
                <text>LUD 1981 t.65, s.407-409</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136590">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136591">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136592">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136593">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136594">
                <text>ISSN 0076-'1435

V. IN MEMORIAM
Lud,

t.

65, 1981

EUGENIUSZ FURDYNA
(1907 - 1980)

Wzruszająco, prostymi słowami pisał mi o jego śmierci Aleksander Kalczyński, więzień Oświęcimia, druh najwierniejszy:
"Genek nie żyje! Nasz przyjaciel,
kolega i brat w dobrych i złych rokach. Zył moimi, twoimi i naszymi sprawami,
bo taki był jego życiowy mus ... W czasie, kiedy nasi chłopcy rozlecieli się po
światach, zabrakło przyjaciół, ale był Genek ... "
I teraz już go nie ma.
Należał do generacji, której lata studenckie zbiegły się z okresem kryzysu
ekonomicznego: Jak wielu jego rówieśników i on musiał przerwać swą naukę.
Nie szukał jednak lepszego kąta poza ziemią gorczańsko-beskidzką.
Urodził się
w Mszanie Dolnej, od niej się nigdy nie oderwał i z nią pozostał na wieczność.
Widziałem w nim Don Kichota, tego Kawalera Smutnej Figury, który szedł
w każdą walkę dla jakiegoś wzniosłego celu. Tamten z La Manczy i ten z Mszany Dolnej przegrali tyle bitew, tyle pojedynków, ale w klęskaeh nie stracili człowieczeństwa. I jeden i drugi urodził się po to, by być wolnym i dobrym człowiekiem.
Serce miał wielkie dla każdego i dla każdej dobrej roboty. Nigdy nikomu
nie wyrządził krzywdy i darzył wszystkich uśmiechem i pogodą. Nie umiał skarżyć się ni żalić nawet wtedy, gdy uderzały go krzywdy.
Posiadał własny, dyskretnie ukrywany
świat marzeń. Gdyby jego życie popłynl}ło innym korytem, ku zachodom, byłby może oficerem kawalerii, albo znakomitym aktorem. To pierwsze marzenie wyrosło z legend powstańczych, z polskiej martyrologii, drugie z wrodzonego talentu, którym czarował bywalców amatorskich przedstawień niemal całe życie. Najbardziej odpowiadały mu role komh
czne. Znała go cała okolica z dowcpiów, z oryginalnych
chwytów teatralnych,
z powiedzonek i niezastąpionego humoru. Jego talenty aktorskie podziwiali nawet
zawodowi artyści z Warszawy i Krakowa w czasie letnich wypadów w Beskidy.
Smiał się jednak rzadko, nawet wtedy, gdy czarował humorem, bo śmiał się razem z ludżmi, a nie z ludzi. Bo wiedział, że na świecie, w roztokach i na zbyrkach, było dużo biedy.
Nazywaliśmy go kroniką Mszany Dolnej i ziemi gorczańsko-beskidzkiej.
Niestety, kroniką niepisaną. Ponoć Władysław Orkan, który obok jego domu przechodził bardzo często, bo dom stał przy porębiańskiej drodze, miał go namawiać,
by spisywał swoje kronikarskie przypadki. Dlaczego tego nie zrealizował, nie wiadomo. Był dobrym i bystrym obserwatorem, opowiadał ze swadą, umiał wyłączyć
plotkarskie
nowin:karsltlWo z osnowy każdego wydarzenia ł - nie wiadomo jak
i kiedy - zdobywał wiadomości i fakty z nimi szybko związane. I nie zdarzyło
się, by go wyprzedziły pisma codzienne czy radio.
Cechował go entuzjazm niemal nie ograniczony w każdej robocie i w każdej
s~uacji. Był niezmordowanym
entuzjastą SipOrtów, a piliki. noinej przede wszystkim, choć sam sportów nie uprawiał. Uczestniczył wiernie w imprezach sporto-

�408

In memoriam

wych nie tylko w Mszanie Dolnej, ale wyjeżdżał z ekipą "swoich" sportowców'
nieraz i do odległych miejscowości. Jako działacz i orędownik Klubu Sportoweg()
doczekał się uznania, które przyszło w postaci złotej odznaki za zasługi dla miejscowego zrzeszenia.
Prawie każda organizacja społeczna znalazła w nim ofiarnego i gotowego zawsze do pracy ochotnika. Trzeba było go widzieć, jak się dumnie i szumnie nosił
w okresie, kiedy mszańska straż Pożarna obchodziła jubileusz stuletniej rocznicy
istnienia. Trudno by wymienić chociażby jedną imprezę społeczną, w której by
nie brał udziału. Znały go wszystkie festyny mszańskie od pół wieku, wszystkie
parady i obchody patriotyczne, zbiórki na cele społeczne, każda pożyteczna akcja ..
Oddawał tym akcjom całe swoje serce i cały entuzjazm.
Tak było również z przynależnością
do PTL. Od pierwszych dni istnienia Oddziału Polskiego Towarzystwa
Ludoznawczego w Mszanie Dolnej EugeniuSlż Furdyna włączył się w nurt pracy, która przecież szła po linii jego życiowych zainteresowań. Umiał być natchnieniem i motorem. wielu poczynań na tym polu, a jeg()
zapał i upór były nam dro~owskazem i zachętą do wytrwania w nie zawsze wdzięcznej działalności wśród ludu u podnóża Gorców i Beskidów.
Zycie. jego przypadło na okres wielkich przemian, niezwykle dramatycznych_
Nie tracił jednak wiary w lepsze jutro. 2'inaliśmy jego optymi'zm i nieraz ta jeg()
postawa dodawała nam otuchy w chwilach rozterki i załamań. Może najbardziej.
typową cechą jego charakteru
była niezłomna wiara w sukces - przy równoczesnej postawie, która odrzucała widmo klęski. Tilk było we wrześniu 1939 r. Gdy
nad Mszanę nadleciały niemieckie bombowce, Genek przekonywał nas, że to polskie samoloty, i cierpiał ogromnie - patrząc na rany w ścierniskach - że nie tak
było, jak myślał. Nad Dunajcem zagrodziły nam drogę do oddziałów wojskowych
czarne czołgi. I ..znowuoptymizm
Genka widział w nich czołgi angielskie. Tam
bomby, a tu serie z karabinów maszynowych rozwiały jego nadzieje. Ta wiara
pozostała w nim i z nim, a przez to i z nami do ostatnich chwil jego życia.
I chociaż odszedł już od nas, będziemy czuć jego obecność, obecność przedobrego człowieka. o którym można powtórzyć za bohaterem
Prusa: "Non omnis:
moriar" ... Góralski święty Piet er-Paweł na pewno wpuścił go do nieba, bo Genek
i tym razem z pewnością przyszedł tam z jakąś nadzwyczajną
nowiną spod Lubonia.
Julian

SzynaZik Dobrowolski.
Dillsboro - USA

�ANrrOiNiI GORS,ZCZYK
(.18'92- 19a0)

Dnia 10 marca 1980 r. zmarł w wieku 88 lat Antoni Górszczyk, emerytowany
kierownik szkoły w Pisarzowej
(Limanowskie). Był to ostatni już z najstarszeg0pokolenia członków Oddziału PTL w Mszanie Dolnej, członków niezwykle twórczych.
Bogaty jest życiorys tego aktywnego działacza społeczno-oświatowego,
posiadającego przy tym liczne k.rzYŻe za wale0znóść z
okresu I wojny światowej (w tym Virtuti MiLitari),
żołnieI'Za AK, organizatora
tajnego nauczania, członka ZBoWiD. My za3 w tym życiorysie podkreślimy
to wszystko, co odnosiło się do Jego pracy naukowej
w dziedztnie ludoznawstwa.
Ro=iłowany
w swojej ziemi rodzinnej,' objął
badaniami życie ludu tej ziemi, ciekawe fragmenty
z jego historIii, jego zwyczaje, obrzędy, podania, stroje, sprzęty, naI'Zędzia pracy, słowem - cały folklo'r
i kulturę materialną.
W kJilkunastu gruntownie
opracowanych
prelekcjach, wygłQswnych na zebraniach
naszego OddtzJialu, okazał się prawdziwą skarbnicą wiedzy ludoznawczej z terenu Pisarzowej, Męciny i całego regionu
limanowskiego.
W swych pracach nie ograniczył się tylko do badania dziejów i opisów przeszłości, ale prześledził
przemiany, jakie zachodziły na wsi do czasów współczesnych.
uromadził zbiory regionalne, korzystając z bogatej tradycji rodzinnej i przeKazów swoich przodków. Cenny zbiór haftów (na strojach ludowych w Pisarzowej) umieszczony został w jednym z muzeów regionalnych.
Opracowanie piękme,
Kolorowo malowanych skrzyń pisarzowskich
zostało wydane w I Zeszycie Materiałów Etnograficznych
z powiatu limanowskiego. Inne prace, jak: Pisarzowa, Glodu i epidemie w Limanowskiem, Testamenty chlopskie z XVIII w., zostały wydap.e w II Zeszycie tych materiałów, inne prace czekają na wydanie w III Zeszycie.
W uznaniu zasług w dziedzinie ludoznawstwa
Antoni Górszczyk nagrodzony
został w 1970 r. dyplomem Honorowego Członka PTL. Wieś Pisarzowa może być
dumna z tego, że jeden z jej synów przekazał potomności tyle wiedzy o jej życiu
i dziejach.
Oddział PTL w Mszanie Dolnej z głębokim żalem żegna nieprzeciętnego
ba-dacza ludowego i sp.olec'Z.Itika.
Wanda Skula

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11464" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11442">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ab5055e8304d47f54a0083d74aa08169.pdf</src>
        <authentication>da9166fa9e61714b91b2e67c61a871b4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136573">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1819</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136574">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136575">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136576">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1686</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136577">
                <text>Kronika / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136578">
                <text>LUD 1981 t.65, s.341-406</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136579">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136580">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136581">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136582">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136583">
                <text>ISSN 0076-1435

IV. KRONIKA
Lud, t. 65~H1I81

MIĘDZYiNABODOWtA
KONiFERiENICJiA EmNOGRAFiIIC,ZtNA NA TEMArI'
NARODOWOŚCIOWYCH
W BEKEScSABA
(WĘGRY, 1980)

BAD\AŃ

WęglieI1skie Torwa11ZYslbwo Etnogxadlitc,zne wlf,gamii1zorwałio po llaJZ drugi MiędizylI'1aa"odorwą Konferenoję
E)tlllor~afkzną
na t'emalt badań
nalI'o,aorwośoioWylCih. T,oIWa11ZyS'tWOu·waża bOlWliem m nader w,ażine 1elPsze pO'znalllJie o,góilJn)'lch i specylf~C'ZJlyICh
cech kualtu,ry ludowej t)'lclh nawdorwości,
ktÓlre żyją w więlkJszej lub mllJiej!slzej i2x)laJcji od matju malaierz)'lsteg;o i jego języlka. Oboik molWY ojczylstej, właśnie k.lU,tura
lud orwa, a sZic'zegó1lnie SIV1;ullmsą tyuni aZj'lrtllJ~kJamJi, któlf·e sprzyjają
szclZ'eg6llinie
UitrzytmarlllLu naa"oolowo;ścd prrz:elZ długi omes czasu. Wycihodząc
z tY1lC:hprzesłanek,
WęgieI1sk'ie T'Ow'a11Zylmwo Etnoglraf:klzne
porwoła'10 w r. 191715serię wj'lda,wniczą
,pt.
"Etroo,gratf'ia grUlp narooo1woŚiCiOlWy1clhna Węg11Zeoh" Dotąd ukazało
się 12 ordld!zieilnych toonóIW w jęzj'lku niemieckiJm, ser9:&gt;o-lCihoI'Wla'c:ko-,słoweńiski:m, rUlffiuńJslkI~m,i slowaak~m, a da'lisze 3 toony znaljidują się W dlfrllkJu. Ponadt,o Towa'l"lzystwo powołało
s,pecrjaJlrną selklcję dla badań ITaJJ."IodorwoŚ&lt;ci'Owj'lch
w ceUu pmedisita"Wianlia i o;marwiania
wYlli~kQw odinośn)'lclh badań. Włą'c:zyiŁa się w to taJkJże Międizyna'wdo:wa
K!onlf'erencja, na kt6rej liclZni nauikJOIWIcymogą referować
s,woije baldania na'rordowośCli oraz
7JWIiąJZ'anez niJm'i ,poobllemy te'OlretylcZlne i pralkltylclZiI1e.
II KCJIrlifereIl'C'ja Wj'lwołala więce'j zaiiniter·esQlwani,a IJJLż slię sp()1d:zie'IW.am:&gt;',
.gldyIŻ
WllZię10w m'ej udzLał 175 ulClZelsmikÓ'W z nalstępurjących
klfalj6w: Wę~y
117, AUlsitTia
l, Cz'echosłowacja
17, Finlandia
1, Jugosławda
15, Polska
1, Włochy
7, Rumunia 5, ZwiąlZelk Ra.dizioold 4. Ref'eraity wyglOlsliJJi pl"zedisit,alWlic:iffie12 k1fajÓ'W. W ¢enaTn~m pOrSrioo'zeniu i.narUrglUll'a1cY'Jnymw:~iął m. in. 'lldiział miJni'ster spraIW zaglra'!1icznj'lch P. F,r'i/gy·es. p,oolm·e,śrllił Oill w SIWym wyls:tąpiemu,
że Repulbllr1ma Węgim1s1ka
dba o to, aby w.szyS\tikie tutejsze
nal1OidO'W1OŚci
nie tylko utrzymały
SlWój język i własne tradycde,
ale taJktŻe do:tmzj'lffiały ~r{)lku w dallSiZym kUllitulfalnym 'rorzJwoju iJch
macierzylstY'oh narodów,
i stąd sitały się w:iąi;ą\cym o'gnl~em w s!tolSu-llka'clh mięrd:zynalfodowy1c:h. BrerzY'denit KOIIDiIt'etiu Ong,aniJzacY'jnego (,Ivan Baa'aJs'sa) padkrelśi1ił, że
"przez ~o:rrganl~ZO'wan'ie k,o;nIfereruc,jli weszar1iimy na właŚJc1iwą drrolgę, g;dyż przy wzajemnej
żj'lc7J1'~ej pooJtrarwie można
me tylllko olffiÓ'Wić i wymienićtłorś'WIialdiozenia
zwiąJZarne z - :.:Ilzlllsadnd,onymi lulb nlie - tlfUldinro,śrci'amietrno~aif,irc~nych baJdiań naJd
narodowościami,
ale także ukazać
istotne osiągnięcia
tych badań".
W crzasie sesji
'iJnoorgull'acy,jnej wysluclhaillo
z dUlżym marnlteI'€lSOiWamem dwóc~
referatów:
Józef
BU'l"S7Jta, Die Stellrufl1g O. Kolber'g's
(1814 - 1890) zu den Nat.ionaUtlVtsgr'lLppen
aLs
richtig.es ModelI der Iinterpr'eltiaJtoon derr int·eret,nischen
Verhii!ltn'isse;
B. H. KaJrmis.zewa, Etrrvicze,skij,e proc'essy S!J',edy nacjonaLnych
i etmO!gnz:Nczeskich gr:wpp Uzbe/oi:stana.

N.ast~ie
u'crzootrndJcy ,podijęari pralce w 1mzeClh semclj.alch. SeIk;cja I "DWlUijęzy,C1Zność i stosunki
interetnkze",
obok różnych
podstawowych
zagadnień
związanych
ze ZJIDianami w jęzj'1kaJCIh, zajęiŁa S'ię W!PłyIWem dW'l- i wiffiodęzYC7ID()1Ślc'ina r,o~ó,j
'lm1iltUlrLudowylCih. Wymd!kŁa tiU także lmvesltia badania
g;raniJc etniCl7Jl1ych i języ1ko-

�KronUca

342

wY'ch, jaJk i pro!b[emy w:zaj'emnycl1 w\pł)'lwÓW narodorwoiŚICi za['ó:wno w pIlzesz~ości,
}aik i rw aZ&lt;liSlalch~Sipó~CIZ'esnY'dh.Sek~J'a II ".Badania eltnogtraficzne a za'cihowalIliie
i rOLZJWójku[ItUlry na'l"OdOlW.Qiś!Ci"
zaórnOlWala się głó:~nie wyl~o'rzYISlt'&lt;łJn~em
wyn.i!ków
bad.ań etln{xgra1Jkznylclhwe wSlPó~ClZesnelj~1JtlUlrlZep(J~'zc:ziegÓl1Jny;ch
narodowości. UiC'zes,tlIlJ~cysltwiel'dizJiU jed'noanyślme, że nalslZa naulka ma w tym zalmesie pOlWaJimezadania do Sjpe~n.i!ellliai że wlC'iągll'ięc.ie do badań przedlstawi1cieli języlkórw madell1zystY'c.h mo,że dOlpro1wwd:zićdo dal1s1zY'chpOlwa,ŻJnY'clhrem[t.altów. W sel~cji III prellegencli u!ka:zali wyniki "Badań
etnolg)rali"iICIZJnYlch
POlszc'zegóilny,ch na,l'odorwo,śd". ZapOiznano tu nie tylko z etnOlgrafią węgiel'Sik~dh Niemcó:w, SłOlwa'kó'W, Sław,ial!1 połud,niowY'dh i R°.lffiUnÓW, ale t,aJkże z wyn'tka,rni podolbinYlch badań g)I1UlpWęg,rQw
żyjącyc:h na Słowa1cji, w Jugolslalwi:i i RUlrnunili. Mówiol!1'o ta!kże o etnogra:Jj~c,zmY'oh
za,ga,dnienia'oh Luży'c:za:n żyją'cych w Ni emiedk,i ej Re;puiblice Demolma:tylc'zmej, Greków, AJJbańlClzylkÓiwi Sło'Weńców we WłOiSIZetc:h.
ZglO'silo s,ię taik wielu preD.egenttów,
że malo było azasu na wYlclzel1patnie,ty1c1hpw\)1emów.
Referaty
z Konif'erencji zOIstaną orpuhllilkow,ane po węgieJ"Slku, a kh wybór taikże
po niemiecku.
Powstał
pomysł zorganizo,wania
następnej
konferencji
w jakimś
innym IDraju, a g)dy to się nie uda, miej'scem In konif'erenoji w r. 19185 będzie
znow:.! BekesciSarba.
Konferencję
uZJulpełni1ała stała wy,stalwa w Mu,z'eum Regrio.na:1nym u'k'a'Ziująca
obraz etnografticzny
komitatu
:zJamieszkalego pnzez wiele grup narodo'wościowych:
Węg)rów, NiemcÓiw, RUlmunÓiw, Słowaków,
Serbów. Jednego
wieczaira U1clzest'I'i,cy
olgI~dali pro,gram fOll,kIIOlJ'Ylsity,c'Z;ny
u/k,awująlcy Slpecyfi&lt;c'z.ne cechy węgliel's'kietgo folklor:.!. W c.zarsie caŁodziennej wy'clieC'2Jk,iuazestnrcy
kOlniferencji zw,iedZlilti WiSie zamies,:zJlmłe pnzez Niemców, Słowalkólw, SeI1bów i R'llmumólw, gidzie z~pmlJnano się
z ich tlraidy,cją kultl'Ulrową i wS/pólC1z.esnymżY'Cliem. Reall,~ai(:ija całego plJ"otglramukonferencji dała 'U'czestn~om mOi/mość leIJPs1zegopoznania się wzatjemnego i zalCieśnienia przyjażni.
II Międzynarodowa
Ko,nferencja Etnograficzna
Badań Narodowościowych
spełniła - jak to st1wiendzi!lii uc:zes,tI1Jrcy - swode zad a'llIia, bo Ulkazała nie ty~\)Qowiele
nowy'ch wyn~kólw, metod badalWlczy'ch i zajęła stanow,iisko w s'prawie proibllemów
pods-iawowY'c1h, ale także - co jest może waŻJniejslZle doprowadziła
do zadeśnienia kionta,kltów między e1m~g1rad'ami zajmują,cymi
się tymi z,algaid'nielJ1jiami.
Tłum.

Józef

WSPOLCZESNE

Ivan

Burszta

KONTAKTY

I

ZMIANY KULTUROWE
ETlN,IICZINYiC:H

NA

BaLas sa

POGRAiNICrZAICH

We W,ro;e1aWliu odbyło się dnia 25 IDWlietI1JiaWilD To spotlka,nie semiJnalryjne,
poświęcone
przedylsku1t'OIwa:ni':.!z.a,gadnlień badialw1cz)"ch w dtziedz.inie W'SIpÓlcZeiSl!1ycih
kontaktów
i zmian kulturowych
na pogralniczach etnicznych,
zorganizowane
przez
Katedrę Etnografii
Uniwersytetu
Wrocławskiego
w porozumieniu
z Zarządem Głównym Polskiego
To'Wail1zylstiwa Ludo'znaIWlC'zeg'O. Jego celem było do,konanie wymiany iJnf.OIrma.cji, doświadczeń
i prolPo'zY'cji Zlwiąza'llY'C1hze s'tanem, mOlżlilwo,ściami
i zakJresem badań aktualny;ch
zjaW!~sk społeozno-lkul1tUlro'WY1ch, uja'Wlllliająlcych się
na pOlglra,rricza'cohetnicznyldh, sz'c:zeg6itrlJie P Oilski i k,rajólw są's'iedn'ioclh. Ucr.wsrtnicy
~emina:r'~u.m otTzymaJi w,cześniej pr,zYlgolbOlwaneprzez organi",ato'ra uw algi do dy-

�Kronika

343

s1nsji z diołą~onym!i pyltaniialIl1li.Nioe WlSZyocy z z&lt;liPI"OISOO'nY'Ch
mogli prlZyibyć i oSltatooznie u{.'lzes'tn·tazyły w całodniowyun Sipotlkan~u 23 {lIsdby, w tym 8 z WI1"OlCŁaiWlia,
13 z inny.oh ośr&lt;Jldków e1n{)@"af1ireznyl(:ih
w P&gt;o1lSceOO'aIZ2 gości z zaglraoni'Cy. Za!ffiieSo2lCZony
niżej te'kSit uwag do dysk'UlS!i'i(A) i W\PI'owaocerna (B) maiZ kJróitJka ctharrakterystyka dyskusji (e) oddają podstawową treść seminarium .
.A. Rrob'lemaJty'ka pruentiJkan!ia się kuilwI i bwonwn.ia nOlwych lor·eśd na tch
.&amp;tyłku nalleiy do pOlastawawY'Clh w etnoglra£iIi.. Dottymy to z'WlaJs~C'zaOIoszarólW (Istn:ed'
k1ontakJtQlwYlClh)
na po,gu-.arJliiczaoheilnóJCl7mY'CIh,
kJtÓIe we Wl~e.snej
EUlroPie są ;pmede WlszYlstikirn, choć nie ty!l.ko, SJbra£ami kJoIlltaJk'towymi nar.odów. Odnosrzące się
do .tej problemaJtylki badania mają za pl1zedmio't własny na~ó.d badaDZa bądź, c{)
l1Za-ciSlZe,
lece. baIldziej właściwe, oba narOIdy sąls.ian.lU'jąc~.Do zupeŁnych wyjąltkQW
na!le-~ą badania na stYlku dwóoh ntlirodÓ'w OibcYlCih
w stOlS':.nllkiudo baJdają'cego ~'l.
badają'cY'ch.
iW dOtr,oIJjkJu
etnowrmh polls,kiej mamy do oidono,towan;iaznac=e
os'ią'gnrięcli,aw badania:c;h nad ku'l'tulrą ludową nie!kltó:ryocthnas'zy1Cih sąsiadów, z;właLs'ZJCiza
UikJraińców
i Bialoru's.ilnów, w ,tym na s'tylkru z J)ol!skiJm elementem
etJlliJc:zmymi pO'~slką kUll't'llrrą
ludową. K'omynuQwane w latach międJzywojennY'(;!h, badania te ~ostały zaJlliechane
niemal ZlUlpeŁn:iepo II wo.jlnie świa,t'owej, o czym ~wiald'azy dOlwloidnie uderiZający
:wadek hCJZJbyo,dlPowied:n-kih p:.llb'H:ka'clj~.Nie podejmowano
prawlie wca'le badai1
nad a:kJtualnymi zjawitsk.a1ffi1izalPoiy'C'zeń i wYIffi!iany treśiCi. kiu'litu.·owy.c:h na pogranicza,oh, a takiŻe przez dalisze kon'taikty ludności po.Lslk~ej i krajów sąsiedinich, wyjąW1SlZyoOzYlWiiścuebadarn.ia nad zaJsięgami wY'.sitępiowania dawlI11·eIjlSlZycih
elemenltów
ku:ltur lu.dOlWyeih,kJtÓlre Sltanowią jedna1k i:rmy problem. Wspóroześntie, tj. po 1946 T.
zach()ldizą'Ce zjawiJsika zaa&gt;oi.Y'czeń i powtsltawa:nia nOlWY'ch 'breśc.i k,u\~tUiroOwY'ch
na
pog'rani'Ciza&lt;dh mogą mieć o,grarui'ozon·e zna'OZeIllie dla mruian lub zani'ku dawnych
breści k,ul'1Jury l':.lodnwe'j, wi~kiSlZe naJtoiln:iaJs't.dila =ian
w sferze k,ulJ./tJuryWlSlPółozesnej, ZJWłaJSoZJClZa
dla wSipółJcrLesnego s'ty'lru ży!c.i&lt;ao·razd1a kis'zltałitowa:n:ia slię w.zajemnych po:staJw sąs:iadUlją,cy!ch zbj,nI'owości nar,odOlWY'oh.
ZaoohodJzą'ce obecnie zm.ialIly z.na1jdują w ll'iewieJ.:k.iun zailcreS'ie i raJC'ZeljpOVJUeDZcł1awne odJbkie w rela,cjach d7JiennilkaTlskich i prubliiocy.s&lt;ty1C1Znych,
a jeszoze mndej
w pu,~ilkaoc,j'ach nalUlka-wyclh. RTalk jeslt w Sl2lCZleigółnościbadań i oIPra:cowań etn'Oglra!f'icz.nY'Clh,choć podijęto pewne ha:dania na pogranic'zalc:h: poI!sko-białoI'UlsfkiJm,
polsko-!słowadkirn
i pOl1Siko-ICTLes.:k:1m.
So,cd'oloogO\wleprlZe[&gt;rQlwadi7Jiliw os'taitn:ioh latach WZJpOlZJnaJwoze
baod,ania napogranilczu
P:obski i NRD.
W poróWlnaniu z sy1Jua'c1jąpl1Zedw.ojenną ,pol'skie po~raniiCiZe etnie,me uległo Old
1,944T. bal1dizo islt'o'1;ony.m
ZmLo&lt;lInOlm.
PI'Zeb.i~gają'ce dawnliej w słabej kOT·e1.acji z granką pań·st&lt;wową pOlgranii'cze po'lsko..,niemieldkiie, na ogół rOZlpros'zone, z lii'oznYlmi
enklawami pollslkiilmi WlZg1.niemieClk~mi, s&lt;tało s'ię po I'Iokr.l 19~ w msadz'ie zgodne
z gran,jcą .pail'st'WO'wą P,olrs:k,ii NRD. Szeroolkie da1wlniej kom.akity liudnoś,ci polskiej
z niemiec,ką na terenie za'rÓ'W1nomi &lt;list Ja:k i wisi zostały z.redlUkowane na w.iele lat
do sporadycznych
kontaktów
granicznych
i orgalnizo'Wanej turystyki
grupowej. Daleko idą,ce1j Zlmia'nie uaegło też p:ogI'anILoze poilSlkJo-lUlkJr.aińlsikie,
do la&lt;t II wojny
sz;czegol:nie s(lerokie i powilkłane.
W Po!fsce .pozos-tala nie-wi·e-lk,a ozęść ludl1loś'ci
ukraJińslk'iej, w tY'm w sąsieid7Jl,twie z graJDii'eą państwową
z WRR (UlkJraiń'ska SRRl.
zaś pewna ClZęŚĆpo1,S'kiej liU'dno,ści zOlstJała na Uikirailn'ie, lecz głównie w miaSltach
i dal oj w głębi jej teryitonirulffi. Minlie,j zmieniło się pog;ran!ilCrzepOllsrk'O-Jbiałof'lllslkie
dzięki pQlz'ostaniu znacr.mej azęŚoCiiml·eSlzikańców po obu siTonaoo grarrtilCY pol1Jsiko-.radzieckiej,
a więc Biał{)F.l'51nÓiWw Wlojewooztwa:c'h białoOis.to,ClkJilm
i slU:wallsk&lt;im
oraz Po1alkÓiWw zalchodn.ie'j azęś'c:i BliJałOTlUiSikioe;j
SRR. Dość wzlległe darwn!iej pOiglra-

�344

Kronika

nkze podJsJoo-dJiltelWlSikńe
uległo po stlron'ie poLslkiej ogr.ani'CZanWu do nimVlie1kiego oid-'
ci.nka w wQj. su.wailskim,
prrz:y Uita"rLymy\wamu się rotz/PwsfLonej i Zlred&lt;ulk1QlW3Inej
lti.ozebnie polisk,ielj mrner,;srwści narOldoviej na Li'twle. N,ajmnie)SfLym zmiaJIl,om u!J.egło
~an.i'CJZe
po!liSloo-czesikie i poilosko-słowalCiklie, ~'ZIie ze wrzJgil.ędu na :waaz.ne powinowa'Clt'W'O ku;}itiuTowe, toŻiSamość wyzmandJa, IJl'Lslkość języka i zaszłości historyClZlIl.e
mocno slię ulWydaltnJił proces pnz.enJiJkania kulltrJlwwego i po!WlS1tanrias1lref pnzejOOiowyah, ~łasooza
na SQ&gt;LSI7JU
i na Orawie. Na mniejs:zą slka~ę w)'lstępuje to ZljaJW1iJSiko
na poglra~Lczu polisko-lbiałolI'UBlkim, u~egl0 IlJaitomialst zata,I'ciJu na pogrankzu
poi'Siko-uk['ai~Lm
Wlsku.teik pWelSriedlleń pTzeanJile;siza:nej dC"tąd prrLeIZ kLItka wlek6w
luidnO'ŚiCf1.
Malteriały
etnog'rad'iczm.e z XIX i poC'Z. XX w. wSlkamuóą za,róWlllo na iJSltnielniie
zasad:niozYJCih {)(jJrębności krJ[WirOlWYlChmiędJzy żyjącą bl;j,skio siebie lJudnv5C1ią ahłqpSlką (i miastec.ZkolWą)
na poga-a,Il'kIZalch, jalk i na is1tnien'ie Hcznyclh elem£mltów
wspólln)'lClh lub podoibin)'lch, będąiCyC'h sku:tUciem wymiany
kultl\llI'owej sięga,ją,cej nieraz w d3!WIne wiek'i, ja/k i od!:&gt;j'lWająice1j się a1k!tua,1Jnie.SlPIIZyjały temu właŚICiwe dla
społecrzno'śd chł0lP'Sikkih dolbr&lt;Olsą;sieid~kliena ogół SltQISUl!1lki,
a narw,et 7Ja'żyłość pI'orwadtząca do lk2IDYClh w niektórych
oiko['iJcaclh małri:eńs.tw mies.zany,cih 6rzad'ldch ramej
tyl1!ko na ,pOlgraniJcZIUpo'Lslko-ll1li.em'iec'k.im ze w~lęoo
na msadnicze
rÓlŻJnk·e językolWe
a ta:k.że wY/ZIl&lt;llIliowe, od XIX w. rÓ'Wnież podtiJtY{Ęl1e). Z3braJkło jednak badań nad
przenikaniem
się kultur
na tych pograniczae.h,
nle prowadzono
też prawie badań
nad WrLajem:nj'lmi postawami
woibe'c sąlSiadócw i ich w&lt;łll'lbOOCii
\&lt;lUlJ1;ull'orwy,cih.
iProlbilemalt)'lka konJ1;a'kltÓIWi dy,frJrzJji,kIUtlJtull"OIWej
na pogra,nIiiCIZach u~egła i&gt;kOllTIipliik'owaIl,iu w XX w. WrsikJultek wjatWlIllIenia się i zaQ,st,nzenia k'cmfti'k'tlowych 'i antagonisltyctZJny'ch pOISlt,aw o aharaikitelI'7Je poiliiJty,07JIlY'm,Ln:spiflCJIwa.n)'lchgłówme przez 1clasy
panulją'ce, I1ZąJdy i i.ideologie nocjonarrJiJSltycZlIle. KJom&amp;l'iklty te mogły się uja'Winiać na
pograrn'CmClh w ,Slpoo6.b sZlazelgóOJnlieOObry, leClZ by1W.ały też łagodzone
przez istnienie
dawnych i be11poś.rediniiCIh więlZli.sąsied!2ficiJcIhi I)OIdmnY'Ch.
Obecnie,
~y
zaniJkłQ darwne, polliJty=e
J)()I(:Uo±e t)'lc'h kQIJJf'J..'iikJtó-w\
kOl!1ta:kity
mięm)'lllUdi:zjkie i wY'ffiiarrta kullj;,uil'OIWaw sotrelfalch pograndJcwych
mOlgą się rozWl1.1j.aĆ'
na pła:sz'ClZy~..nJieprzyjalZlIlego są/SiedzhJwa, ktt6re Slprrzyja wymianie
treści
kiulw['{)wych i pOIWlSltalwarniJu1:IreIŚcdnOJWy,clh, wSlpó!n)'lclh ohu sąlSiadują.cym
strOlIlo&lt;ffi. Kionta'kity te i sto:!&gt;"JnJklima.ją obok 3!SlPeJkttl\lsorcjocJ1l()lgilcznegobail'dzo Lst oiny aspe'kit eitlllOlogkTlll1Y i dnatego paWiiJnny się mać preeidtmioltem w'ielolSl1:lrOlIlnycthi sy:s/t,ematYICIZIIl)'lCih
zailinltelI'elSorwań baId,aw,c(lylclh ze s-t.rony etnoglrafÓow. Mają one ocJZyw:iśc'ie SlWepodłorie
hiJSltOTY'Ozne.Niie:kItó.re zagadinienia
nailierLałOlby badań inlterdyscYIP1iJnalr.n:ie.
'W osta.tnic.h lalt'ach I'OlZwUnęły się s.zerolko bzw. baid3!nia polonijne
- nad polskLmi i pO!lJs!kiego pOlchoclzeia ZbiOiI"QlWościami żyją'cynni ,poza ~ranJicami
P,oIlJsk!i,
wśrÓlCl .iJnny1Oh nal1'odócw, nad ielh Ww3niem,
ZJIDiennością i wza.jemnY'm
oddzliaływ,aniem na te narody. Niie miej warź.lne w)'ldają sdę badania
w stlrerfa'clh kOiIltaktowyc;h narodu
pollis!kiego z sąiS,iadalffii, nad wzaJemnymi
polSltarwam! i wymianą
waJ:rości kull1;u[,QlWy{CIh.
Bad3!Il'ia t'3I'klie wj'lmaJgałY'by opra'Cowania
OIgólnegQ dhothy programu,
a pmefdtern OO'7JPoonal11:iaich dotYIChlCiZaJS:O!Weigo
st'aI11:JU
i możlirwo&amp;d. W zwJią'7J~U z tym niezbędne wydl3lje !Się Cl.ahrani,e odjporwriecfuich i!n!fQlJ.'\ffia'cjii opi:nI1i, !podJdanJie ÓJcIhpod'
dysku'sję i OIPl'aI001WaIIlielWIIlJioskó-w.lPy1tan'ia można 'if\o.l1mulO'WlaćInaJSitępująco:
1. Jad&lt;: należałoby
()lcffi1ić dO~y1CIhiclzaJS()IWY
sltan
Ibad.ań
nad ik'OIlItakltami li wymianą ,imliliti\lil'owąIna IPogralI1Ii:ClZa1dh
lPollisikliego iOlllSlzal1·.leltr1ic~ego,
w 's'kerf3lch I~ontakltorwY'c'h Bolaków rl sąsiadaand? W z:alkirelSie ja/ki'Clh Idtz1eidJ7JiJn
,i ina Ik'tÓlI'YlCh'POIg'I'alI1iiczaeh ujawniły
lSię jaik!ieś Q1Sią'gnięciia ibadarw,cze Opol!slkie ri 1Są.s:iad6.w) li jaklie k{)inklI'e1:Inie?
2. iKltÓlI'e z dotY'c:hC2alSQWYICIh
lba:dań li (puIb1iikacji didtj'lCZąc)'lCh k&lt;JlIlltrukttówli IWY-

�Kromka

345·

miany rku!ltwrowej lIla pOOJsiJcJicllIpoigrariiazalClh etnIi07JI1yrdh są warte
IPI"LY\POnmienlia
i nawiązania
do nich? Czy i jakie badania
i publikacje
należałoby
poddać weryHkaoji &lt;bądź rewizji ~ dl1aczego?
3. KJtÓire IZ pocldhnyoo !badań l lPUfb1riIkaiClj~,
tpoI'M&gt;'ta-łyrch!Za g,ra&lt;nircą .i oldinoozącyd1
'się do ,jrrmyrch rniJż 1POi~g.kiie
pogranliClZ. etmioznycih, mOlgą m1eć wartość fus,pilrruijącą !Lub
,por6;wnaJWlozą &lt;na badań lIla 1Ila!S1ZychipOigianirc'Uł'Cih?
4. J,alkie It e m a t y i rna klt61I"ym (pOlgI1aJniJcrzJu
zaiSliulgtl'ją OIbe'crnie ,n,a !POdjęcie [rJ;b.
'oonltynuowanie
li z jatkdJcih IPITZYlCiZyn?
:KlIio li ja:lcinni śrold'k.ami m&lt;&gt;!gllby !te badarnira
'prowadizić? WjaJkJim
'zakJrres'ie n'ie7Jbęd:na byłaby
IW1S\PÓjproca et&lt;nograif6:w, Ifvl1k1orystów, s·ocj·olJQgÓiwd lhiJsltorylkÓlW?Ozy m'Oililwa /byłaby w ~Oi11lkJre'tny.chiP'mypad:kaclh
Wls,pó.pr;aca !badaczy IZ idlwu sąsiaJdiudą'cyclh kra1jÓ\w lu1b tatloże iSlPOIZanich? Jakde
instyltu{lje mogł)'lby /PfQg.ramO"',vać ~ prowad!rić
te lbad,aniia? Jak IW S'ZJCIZegól:nO\Ś.ci
prZJedJSI1;aw'.iaJją
lSięs z a n s e li 1P01tII"'IZ
eh y 1taJlm.cl1ibakiań w oomesienliu
do probl6l'IlCllty.lcirodzilly
i JPO'kJreswień'9bwa, żylci.a lSąiSied'7Jk:iego i t()lWaII"ZylSlldego, 'ga'lU:p
r()'WlieśnicrLyrchIi ikloleżeń:s.k:kth; folJl~OI1U,sty{iJu iiYiClia?
5. O ja:kirch \bad,a~a;dh, ~tualJroe
IProwadrony.ch
!1.rJDw.końc:z.olIlych nJieda1WlIlO,
mający(jh
oiklr'eŚ'1iony iZJwi.ą~ek z !P'rolbilemaltylką po15lk:iego IPOgxalrlic,zaetni:crz.nego
i IWyrmiia'ny kJuQtUI'Olwelj,wiadomo
iP.a&lt;n!UABani?Czy :l jakLe badania
z Itego ~aJkrelsu
plLaJnuje PanJiPa,ni ,:Lulbrz.nana t&gt;aJD!U/U&gt;amd:nisltj'ltucja naukowa?
W jaJkiJClh baJdalI1liaclh
mógbby IParnJiPal1liulCIZi€iSltmlLclZYć
!liulbzarmierz.a ,UICIZ€lStnilczyć?
6. Jak &gt;ogólnie o ce oD i a PanAPam:i .aIkltrJa:Jlne po/tlrlZeiby li 5Z'anse badań
emoj1iraHc7Jnyclhna JPOJJskidh p()(giI'aJI'li:cza:ch?J a!ltie głównie \PI1ZelSiZkO'dyristn!ieją IW idlzd.edizinie Ityrc.h badań
ti co rna,leiałoby
uczyn'ić daa 1c1h pr&lt;Zel7JWyciężenia (lt:ruooośoi
języlkOlWe, arciJmiinilSt:raJC)'lj:ne,
hmk ś:roIdIkÓ\w, bralk :w..port;neb()lWania 1WIZJg1.
w.mówień,
uprzedzenia
'badaozy, furune)?
7. Jalkie IWiidzi IAanlJ&gt;ani moiŻ'liwooCli li :p&lt;&gt;'l.mz€lbylIlarwtiązania
IWISp. ó ł:p:r a c y,
zwłaSlZ·c.za IW zaJkresie dOIboru lZaJgadnlień :i lllletOdoliogii lbadań, IZ {.jkJreś1&lt;mymi iilliSty1;ru(:jami IW EurO/pie, prowadzącymi
OCÓWTIJieri:
:baidania lIla JpogtraJruiClZaJCihetnic:z.nY'ch?
~. Jalk Iwid,zi .PanJU&gt;arni morżrliwości i :pottrzelby lWykornzysltalJ1ia Idawnieij zeib,ranych rmalt'ociałów :i pulbliJkacaieltlnoglI"alfilclZnylClh IClila opracolWanJia ikon1kTeItu1ylcihIZagadniiień wymia'ny 'k1uilltlu.T.oweljna obrzeri:3Jch \POlJsk'iego oIbSlZaJroe!trUClZll1e1g0w /przeszłośoi, a IlIWłasZlc~a IW O:SItatlI1iillll
ISltu[eciu? Ozy i 'jakioh llllowwo'Ści IW ityrrn ~ędzie
mogą dO!stariClZYćdane gromadwne
dla Polli5lkieg;o Altlaoo Et.nO:gII"aifliC2l1eig'o,
a ltralk!że
dla att.l,aJSQwetno.gII".affu~YlClh krajów lSąsierdlń'cih
9. Czy i jakrie 1W.j,tllii(Pa1n/1Panli k'.o.r IZyoś ci z !badań noo Wl5pótłc:zesnymi JPiTlZe()(bII"ażeniaJmi IkulJltrurowymi rna naSlZych !PO'graillkzaClh ertmi'CZlny·cJh?Co wyniJka w tyrrn
W1Zg'lędJziez ,ipO'dO.bIIl)'ldh,
oibcY'Cihbadań na lirnny&lt;:lh~aruicz,ach?
10. llnne ulwagi, 'SjpOlSlta:lZelŻenda,
JprO\POtz.y,c:je
.
.B. Sem'iinaoom
il1Jaiszed·oItY'c.zy wtięc lZlj'a'Wli:siko !bal~O riiSt'o'tnym =aJc~eniu
dla
nas'zej kUIL'tUTYnaTlordolWej, a lZaJralzem jednego z :pordlS!talwowyoh ipl1Ob[emólW lpo'znalwczyoh lIlie Ityl~ko :polslk!ielj e/tlnlogz-ali'ii, [edZ ltaJklże iolkLoII"YLc;'1;ylti,
ihiSltOTdi i ISOC jo0l1oglid.
poLsIQ·erj{a OIdip.0!W1iednLo
także iJl1Jnydh lk.ra j6!W). Jem 1t'O;prolbletrn: my ~ lllaJsi lSąJ~ied:zJi,
my 'i 11runIi,Inasze-&amp;WQjSlkie 'i ()Ibee, a Italk!że: ildh i lIlalSZe wspÓi1·ne, my i IOni jaJko
ozęść s.JdJaJdowa iWięk:!Slzego 'S)'1Stemu lS(połoozI1O-'k'ltlitiurow~;
nasza
k!U,lw.ra lSąlS.iadów, .na:s.za :kJui1trutraiOIl&gt;cekrul1ltrlOCy,lIl'aSlza lkJułwiI"a jaJko rruiepawttamzall'lllie I1a1"Odowa li. [!UlÓrOlWa
d nas.za ikruaJtrura daJko iinltegDail:na część lkJuM&lt;uJryoo:rqpejs.Jdej, IW 'tym
sł'owiańs'kti,ej.
Tema't tego sernilJnaJriiUm rnawią'Lulje rw lPeWlI1ej .mierze Italkiże do :trematylki rkonfeTencji dtoltYlClZą'cejfWlkłaJdiubadaiazy /P01Js,!ci.'Cih
IW ~nanrie
1kru[ItrJTliuidowych Ś1WIialta
(Wll'ocłaJW, Xl Ilgrng), .na ,kJtÓTeljm. m. pr!ZyjpO\mIIl,ieU:iiśmy
sobie, rLż (pOl:SIkJi'W!kłaid w IPO1

J

�346

Kronika

=al1Ji·e ku1ltiUlr [udiJ!Wy·cJh nalszy10h sąsdaidÓIW, ~wł&lt;iJs:licza iUkiraiińcÓiw Ii BiałoJfulSmów,
ma IPCJIW,aŻine,WlalClzemJe i IZasłJurgu:je lIla :slPec:jalną IUIWa,gę ze lW':lJględuna
wieilość
i .ro:muali!tOlść wyikonalIlYloh badań,
:zeibr,anYlch ImateriałólW i IPUb1ilka,c'j:i.UmożHw:iają
one dol~onYlWan:ie IPorównań
między
ikualtrulrami na.roldólW .słowi,ańJs'ki'ph, a IW tY1ffi
ZijllJWiLsik
'zal~SItnLałYlCih
'na IPOlgralni'ClZalclh,
IW islt:retfach Ikol1ltalkltowYlCh.
:Wy1kaen,je on również
cl:lie0no:ść IZ IPc!dlję,ty:mi w ,o,srj;.altllllic,h
1atalc:h !przez histo,ry,kÓ'w idYls~Ulsjam:i i rpubl~acd!ami
na !temalt ISltlOI:&gt;unJkólw
między Poms,ką i PoQalmmi
a iClh Isą&lt;siada1ni ;i IpoMnstaniem W Zlwiązku IZ 1tY1ffioikreśl'ony,cJh, wza,jemnYlch IPolSltaw
i ocen
OIT,alZISteTieotYIPÓIW·eł1m'klZinylch.Hisltory,cy podedmu.ją !tu :zagadIJIiema, kitólre
z;najdO'Wlały IWYifa,z IW wYlPowiedzialch
,rpuibl'rkJowanY'ch ,lulb IpflZynajmh,iej zanoltowanydl,
a 'Wliążący:c,h ISlię z !polStta'walmi i diiałania'mi
'O lc'ha,Taktelr'ze Ipol:i!tyClZn)'lm,
~SI:zJta,j1towa,nYich'w ITamalc,h oikreślJ.ony'c1h IPr'Olgr,amów. IDOltyclZY!to !takr.ie IPO!stalw li poglądów IPTzejalwiany'c'h w ,rulchiu lfoiboitrniclZym i Tu,dhu Iludowym, :kItó:re ':zjnalazły odzwierciedlenie
w dokumentach
histolTycznych,
w publicystyce,
w prasie. Ale prawie
nilc nie orpulb1Jikowano na ~emart;, óak :falk(!;y,c=ile na najniżslzy'c'h, IpodisitaIWoWy'clh
pO'ziOimac'hI1zec,z)'lwiJslt'ośCli społec:zmej,
'w wa,runkach
Ibe7Jpośrednio
prrz:eżywanycJh
.SltYClzno.ścii !S~'Oi;&gt;U,Dików
międzyiJuidz.kkh,
IklSlZtabtOlwały !Się Mnzajemne postawy
i oceny, 'C,O:i jak lad Isrie/bie Iwzaoem iPI1zeljmowarro, a clzego IPl1ze'jrmolwać nie 'ClhC/iano, 'co
UJwalżano Iz.a IwalJ.1tośc,k~we lU sąls,iadÓiw, za Ig.odne Is:z.acunku, 'C'O:za neu:tll1alne, oibo··
jętrne, aco
;za lnie/dobre, złe, 'zalsluglują,ce ,na 'odepchnięcie,
wyśmianie
rruJb 'Zmianę.
iNa IPo!~rani'crzaclh rludzie naiJeżą'cy do rÓiż'nych narodów
są realni, ,żY'wi, 'ZJróż:ni.cO\wami. Nie 'są It-o Ischematy
['.lnk'cjonlUją1ce ja,kio.ś wŚwlia.domości,
nie sItereoiylPY
.zlo2;onez
,n/iew:ielu, ,c.za:sem lllie.slP,ój'.nylcQ1,cedh, a jeśl:i talkie stereotypy
:funlklcjo,nują, 'toO 'obok !ni'ch :masoIwo IWYlSltęPU'ją lu!d'ZJie konkrertni,
Irealln:i, pełni, rznarjomi.
Wraz z nimi funkcjonuje
ich wielopostaciowy
dorobek
kulturowy,
który takŻe
.m'oże 'być rroO~paitlryw,alny rz .'bQilska, w lS(polsó!bIKonkretny.
T'T'wan;e p'I1ze'z seitki 'lat
oib{)lk si'elbie odrębnych
eitn:ilclzn:ie zJ1J:io,r,owolścli1P0,zOista'wi,ało tirwałe ślady w zarsobie
kultuITIowym ,olbyd:wu s'bron :i w Ich świadomośc'i.
:WYlwolY'walo Is,talrlC'iai kcmfliJkity,
,aile 'ClZalsem bardziej
jes'zClze ~bwar,zało szanse 'Wizajemnego ro,vwmienia ISlię i fWls,półżyclia jedinols.teik., Irodzin d c.ałyclh ISIPOlłeClZnoś,c:i.
Cały IkormplekJs slpra'w waTlto i ttlI1zeba !mieć na uwadze
,PI1zy!sltę;pując do anaHzowania
nalszYlch, alk(tualnycih !poilrzeb imoiŻ\li&lt;wości
w :za'kir.els:ie wlSpóklzes'nych
koOl1ItakJ!tÓiw
li l:muian Ikullltulf'olwyicJhrna lPolgran.i'c:za!ClhetnklZnych. Mają lon8 dziś, IW Ina.szym pI1z)'lpadikiu, ,ahamk:t·er bamdzoodm:ienny
niż 'pEed wybuchem
lIT wojny światowej, Ikltó:ra IW ,s,kult:kaclh sWyic'h talk pOlwarżriie zmieniła
warulll'k'l naszego narrordo'Wego byitowan:ia.
C. ,Dy:s'kUlsoj,a,w :której 'wYlpO\wiedviała 'się Iwięlmwść u:czestników
Iseminalrium,
objęła iZnalc.zną lezęść :za,gadDJień 'Iu:jętyc:h w załączu'nY'm zespole py:tań, Nie noltowano jej do'kładnie,
więc orgÓ!llnie ityl]ko mO'ŻIna ją Itu /icihaT.alkterYJZ'ować. NiekitóI1zy
uClzel';1;nilcy'seminalDi".l!m ,mielii nad~słać ohslZ!e.r:n:iej.s-zeUlWag:i, oidnoszą'ce -się ZJwłalSlzcza
do pytań 1 i 2 OIr.aZ4i 6, dO\tyIClzą&lt;cylchzna'czenia da'Nnie.jlslZych badań oraz konkJreltnych Ipo:t'rz~b ,i ,szalns nowy'cih badań
eltnOgira.fieznych
.na po.l'skicrh pOlgraniklzaoc·h.
Wypowiedzi
te jednak
nie napłynęły.
Zab['akło
niestety
na seminarium
przedstaw,iaieli kaltediretnolgralfii
IZ iKJrakowa i W.aII1SlZ&lt;)'wy,
:UÓ're od dość da:wna ;prowadzą
bada,nia na 'Pol~raniiClZa'ch, piel.'w,sza 'Z Inklh ma pogranilclzu
pO'l!f,ko-lslorwaCikJilffi,zaś
dru,ga lPo[,slko-ibiaŁo,I1U'Sk!im.W bHc:k:ilffi lSą's.iediZliJw,iez !tym dl11u,gim .po,g'raniczem !odbywają się od lat międzyuczelniane
obozy szkoleniowe
dla studentów
I Toku etnogy.ajji:i. O ile można wnosić z publi'kalc,ji ,ma,z iln£orma'cji uzysblnyc1h
rpolza omawiany1m isemina!r:ilum, w baldania,c,h ISipil5k,o-oiraWlskilch'maz pod'laslkic'h nie wY~~Slponowa.no ISlpec'jalni.e proIblemu iWlSIPółczesnydh IPI1Zej;awólw li .skl'.llt,kó,w :interelt;ni1mmych

�Kronika

347

kontaktów
kulturowych.
Na pogranictzu polsko-czeskim
kontakty
te są uwzględnia·
ne w badaniach
fo1Jklor:fsltycznych
(zwłaszcza
na Z30lziu),
o których
mówił
doc. D. Kadłubiec.
P'ojaWli.ać się rza0zynają ,syrrnlp!;oany1ZJai11lteresowania WlSlpółiozesnym lp()gram:kzem
poLsiko-niemiealtim IW Ikaiedraodh etn()~aif,ii PoOOna:n:iali Wif\OiC~a:wia,1l11P.JP11ZElZ
/podjęcie 'temalbu maobżeńlSit'WmieSlZany'Clh iIla \P~amJioczu rpd1Jslki,i NRD. iW rlyts.ku;s'ji IPOświęcomo ISlporo u'wag'i dawn,iejSlZym !badaniom 'wSltre!ie
,kJon'ta!k!t{)fW€lj
'pO'Jislko-n/iemieokJiej, ,poolkJr'eśl,a'ją'c z ~edinej ISit'rony zona'oz,eni'e ; zakJres ,st'wier!dwnych
odrębności ,kul1lu'row:fch (dr H. WesolO1W1s1k.a
IZKa'ted.ry
tID1mQg1I",aiili
Un:iJw. 'Wxoc1.,d.O'c.
A. SZylfer z Ośrodka IBadań Nac.lk1owYlch WOlslZ1tynie, dr E. Gil :z; Miuzeulm '/W,si
OpOl1JSlkiejw Opołu), a z dl1U~iej IsiT,ony IWIza:jemne 'wpłylwy li Iza'cieranie się lfMmic,
prowadzące
nieldtóTylCih Ibada'czy do 'Wą'ttpllitwoś'Ci,czy 'wYlI"aźna ,granica między 'zesopołe.n Ikurl'UUlPOIwym
JlliemieC'kH\ffii Ipol!s:kiIm j,eSit w ogóle 'W 'tej strefie u!C!hwY't\na,
wyjąwszy
-sferę ,świardom'O,ścri (Idr Z. K~orlnildki, KE Uni'w. Wlfoc1.). IW IZJWiązJkiu
z naszym zachodnim pograniczem
zwrócono uwagę na potrzebę badania związków
i podobieństw
kuItumwych
z Serbami
Łużyckimi
(d'r K. Zielnica, Uniw. Wrocł.).
'Mówiono ,o IPoibnzebie ,o'żywienia badań na lPogr,&amp;nicz'U ipoills!ko-:UlklI"aińSlklilm,
Ik~ó,re
niema:l 'całkJiem zamalrły !po lWo,jn'ie, :s'1Iwierdizając .za,ralze,m lPoitlrz'ebę 'o:pr.a,corwani,a
i'ch pr~graomu, 'podQlb.nie jalk w odlnles'ienh
ido ipograJnlilclZa IpOIISlko-białoTruISlki~,o
(&lt;lDC
. .M. 'Biema'cika, :Zakład Btmogm;fii IH\KiM !PAN).
P,oru5zano 'też Izagadlni.enia ogó3.ne, jaJk 'zwią:z;kÓ4WIku!lJ1JUIfY
ze awiaid-om,aśoią
etniczną i potrzeby badań w tym zakresie
(dr K. Zielnica). Zwra,ca:no uwagę na
zagadnien.ie .symboli mająICY'ch szczegól'ne znalczenie rw mam:itfeI5towam:iu odręibno:ścii
kuLturowej i ,einilClZlnejOIfaz !!la iC'h IZmienno'ść 'w 'Clzalsiei Ipl"izesitrzeni (dr ,Z. Kłodni!c'ki). 'W 7Jwią'zkiu IZ/tylm IWlsik,azY'walOo
na IPot'rizebę anall,izowa'nia elemen~ów ikJwltrurowych maiją1cY'ch Ibalrdzo d.a w1ll.Yzwią:zek z lo.diręonośdiami
e1tnicrLIlym'i oralz tych
elemeIJltów, któryoh 'c:halraikiter 'SlwoiŚlCli,e
,etln~c:zriy 'zaznaczył ,się 'nied.awno, w ,czasie
u.chwytnym w bada.niach ter,enOlWych (doc. E. Piehaszek,
dr Z. Kl'Odnicki). Zwracano ta'kże U1W,algęna s·zczegółowe prolblemy 1JróżJTIicoWoallJia
ik-.llit'U,rowo-et-ni:C'znego,
jak l1ip. ,na 'w'lę języka ,u'Żywa'neg,o IW :ko.śc:i~le 'w &lt;w,arunka'c1h po~ankzmycih
(doc.
B. KopClZyń.ska-.Jawomsika,,J{E Un'uw. Łóc1zJki).
Pod.nieSliono ważne '7Jna'clzenie kls:zJtał'towania 'się InOlwego sty9.u ż:fcia ,pod wrrHywem 'sialy'chkolllta'k,tó1w
p()gr.anilm~mych, a talkiż,e 'W enk:l,a'wa,ch eJtnicznydh Ivdo1c.
A. Szyfer, dr W. Misiak z Zakładu Socjologii (UniJw. Wrod.). Jest to dziś sz.czególnie
us'tolt:ny, ,choć 'trudny Iteanat ibadaJwczy. WZJw.iązlku z Inim .pozostaJje Itw.orzen'ie (się
nowy,ch Wiwrów Ikui1t:urowylClh :pod IWlpływem oddlZialj'lwa.nia lSąsiladów., jak np.
w NRD pod w;płytwem lPoQ.a'kÓlw.iWs,k.azano IW IZlwią'Z'kuz ~ym !!la !po'dstaJw{)lwe =aczenrie śl1odolwi'sik ,1'od:zunmyClhw .k!siZJtałit&lt;l!W,a:niłu
lsrię lIlow:fch Wtz,OTÓrw
lŻy,cia, a więc
i w przejmowaniu
wzorów z innych etnicznie
kultur.
Należałoby
więc włączyć
odpowiednie
!badania 'W ramy szeroko o/becnie Irozwiojalny.clh !badań :nad rodlZ~ną,
w ltymkampQeksowego
,pro,g,ram'll dla 'kr:a:jów ISoQlcj.3.11iis'tYCIZll1y.ch
(doc. M. -Bierna'cka).
Dwaj 'za:g'raonuc,zni.U'czesltni'cy rsemin.arium pI1zed.s'tawli'1i nadto ,SZelI"~ze:un±iOiI'Imacje
na .temat ibaldaJnia aikltualnychZJja:wilslk .kJUllibu.I1CllwYlch
i Sjpo'łeICZJnYIC!h
.na Ipargr.aniazac:h
~i'c)1Jny'c'h. Doc. D. Kadhu'biec (:Wyisza lS,zk.oł,a pooa.golgiczna, ,M. Os.'ttrarwa) móWił
o baJdani,aDh iol'kIIOlfy,styclZ:nyoh ,na ZadllZi:u, ,aikJcenitu,ją1cproiblem '!runkcij.o,nlUoją'cy.c:1h
ta:m 'W15/pó'łnyahli odrębnYiCh !WI~o:rÓIW
krlili'llTOWy,oł1,ita'k'że ,s,pr.a'Węzmienności 'i aiUtentyzmu m~etriiałórw crolikJ1'o.rylsiylQZJny,ch
'OIfaz IPOOll1zeibę.~o\ffiiPlekJso'\Vy,chbadań i1nterdyscyplinarnych.
Na,wiązał do tego tematu doc. A. Dyga'cz (KE Uniw. W,rocł.) anali'zują'c 'm. in. powinOJwadlwa !po'1ls'kidh'i aze,s'k.iloh pieśni illUdolw)"ch. P,rof. R. GlUlberit
(Uniłwel1sy~e't ~ T,renito) ,przedSita'wił rwłoskie IbaJda;nia Ina 'Po,g'rani,oZJUIwłarsko-niemriecJk:im,i ju'g'O'slO1Wiań;SikJim,
IPr{)~adz.one pl"!Z!ez,socjologów IZ un~weI1sy;tet1U,w Then'to
1

�348
oraz przez łnstituto
di Sociologia Intemazionale
w Gorycji (ISIG). Dodać warta.
że w Go~yc.ji, !leżącej dołkładnie na graniJcy :włooko-jugosłoWli.ańlSkied, odby:wają
się lfesltIwalle f'ollllooIrYlStycrzme,
IW !\ctórylclh olOOk Ziespołó:w włolskich uCiZestlIliK:rz:ą
zespoły z kr,ajÓ/W !S~SliedJmdh,a przy ok!llZijlitych ;j"estti,wa1Ji
mają miejsce ikon!ferenclje
poświęcone ltIratd)'iCij'OIIll
i Ifoilikll,Oll"QIWIi.
IW 'końcOlWYcIhlW'niolsIDa'chstwierdzono, rle ożywienie !ba/dań 'nad tIiZeczywisooŚiCią
tkUl1trlJ:OWąna'slZY'c!hWJs!p6łic'Zielsnyclh
lPog:ran.icz jesit IIlleJWą'tlpJ:iJwle
,rea.JlIle, a IW :po..
sZiozegó:i..'1y'dhoŚirodlkach można i tlrzeba IpOIŚiwtięoićmu lWiięc'ej nliż dottąd utwa®i,
pomiunoZinan)'ich itlrU,dinQlścli.
WaJrito na:wi~Y"Wać do tdawnie\js'ZiylCh'badań, WarllI1ajeslt
jedJnaJk IZiwlasl7JcZianowa lPl"olblerrnaltyJm.IWIsk&lt;llZaDoO
na 1r00000i'jarriesię !poidolbnych.
ba/dań 'W EUlfOlPie,i na icih ,ranę 1W,ZtbI~ilŻeniu
między narodaJmJi.
Edward

AUSTRIACKI

ZESPOŁ DO BADAŃ POMNJKOW

iPtiertl1'aszek

PRZYDROZNYCH

Od kilku lat działa w ramach
austriackiego
Towarzystwa
Ludoznawczego
zespół zajmujący
się badaniem
pomników przydrożnych
(Verein flir Volkskunde
Arbeitsgemeinschaft
flir Bildstokcund Flurdenkmalforschung)
z siedzibą
w wiedeńskim
Muzeum Etnograficznym
(Museum flir Volkskunde).
Poza wiedeń·
ską centralą
zespół tworzy oddziały zajmujące
się badaniami
na swoim terenie.
Z centralnym
zespołem, liczącym w Austrii
164 członków (stan z r. 1979),
współpracuje
dużo osób i instytucji
z innych krajów. Najliczniejszą
grupą zagraniczną są członkowie z RFN (146 - w tym kilka instytucji jak muzea, uniwersytety, towarzystwa
ludoznawcze
itp. oraz odpowiednik
organizacji austriackiej
pod
nazwą Arbeitsgemeinschaft
Denkmalforschung
e.V.). Inne kraje, jak Czechosłowacja, Węgry, NRD, Jugosławia,
Rumunia, ZSRR (Estonia), Włochy, Francja, Belgia,
Luksemburg,
Anglia, Dania, Szwecja, Polska, repn~zentowane
są przez grupy złożone z kilku osób.
Członkowie
tego luźno zorganizowanego
zespołu, których
należałoby
raczej
nazwać współpracownikami,
zajmują się badaniem wszelkiego rodzaju pomników
wolno stoją1cych w terenie
(F~u11denlkmaIer, Kleinden:kan~iler), jak figu'ry, kapliczki, krzyże, zabytkowe pomniki cmentarne, stare drogowskazy i znaki przy traktach komUlnikacyjny'ch, szlak'ach ha:ndlowych i pątniczych, kami'enie milowe i graniczne, różne pomniki związane z lokalnymi wydarzeniami
historycznymi,
klęskami żywiołowymi
czy upamiętniające
nieszczęśliwe
wypadki
i tym podobne zabytki. Szczególnie dużo uwagi poświęcano w pierwszych
latach działalności
starym kamiennym krzyżom pokutnym.
Podstawowym
zadaniem członków zespołu jest wyszukiwanie
zabytków w te-renie, ich rejestracja
i inwentaryzacja,
dalej dokumentacja
fotograficzna,
pomiarowa
i rysunkowa,
wreszcie historyczna.
Przedmiotem
badań są też zagadnienia funkcji owych zabytków
jako obiektów kulturowo-obyczajowych,
wierzeniowych, gospodarczych,
jako dokumentów
prawa zwyczajowego
czy też pomników artystycznych.
Sporo uwagi poświęca się metodom badawczym
i praktyce
badawczej
w terenie, wreszcie kwestiom konserwacji
tego rodzaju zabytków.
Zebrane
materiały,
jak też opracowania
analityczne
czy prace syntetyczne,
publikują
członkowie
na łamach
licznych,
zwłaszcza
w Austrii
i Niemczech.

�Kromka

349

.czasopism regionalnych
czy też w formie wydawnictw
specjalnych
jako druki
zwarte, zazwyczaj znakomicie ilustrowane. W ten ~posób zwraca się przede wszystkim miejscowemu społeczeństwu uwagę na wartość tego rodzaju zabytków związanych historycznie
z regionem, będących szczególnymi
akcentami
krajobrazu
przestrzennego i kulturowego.
Dzięki zabiegom członków zespołu zapomniane już
nieraz obiekty wkraczają jakby na nowo w życie współczesnych ludzi, szukających
w naszym dziś tak bardzo zuniformowanym
świecie elementów kulturowej
swojskości. Praca w zespole pozwala wielu członkom oderwać się od codziennych
obowiązków zawodowych i: rozwijać indywidualne
zainteresowania
pozazawodowe typu relaksowego. A większość zrzeszonych w zespole ludzi, to właśnie osoby
zajmujące się zabytkowymi
obiektami jako amatorzy mający w zespole oparcie
w sporej grupie fachowców - jak historycy sztuki, historycy kultury, etnografowie, architekci,
konserwatorzy
i liczni inni specjaliści, do lekarzy i teologów
włącznie. Zespół opracowuje
jednolity
system inwentaryzacyjny,
wydaje biuletyny informacyjne
i instrukcje
i, co szczególnie ważne pełne, aktualne
ze:Stawy bibliograficzne
przygotowywane
przewa.żil1ie przez prof. K. Azzolę z RFN,
inicjatora zorganizowanych
badań i najaktywniejszego
członka całego zespołu.
Corocznie organizowane są w Austrii lub w krajach współpracujących
konferencje z objazdami terenowymi w regionach szczególnie z badawczego punktu
widzenia interesujących.
Od r. 1977 urządza centrala wiedeńska co dwa lata międzynarodowe sesje naukowe z referatami
i dyskusjami, na które zaprasza wszystkich członków krajowych i zagranicznych. Daje to okazję dó wymiany doświadczeń i zorientowania
się w dorobku badawczym poszczególnych krajów, do wymiany publikacji - i jak zawsze w tego rodzaju spotkaniach - do bezpośrednich kontaktów naukowych. O ile chodzi o nasz udział w tych imprezach, to podkreślić należy wzrastającą aktywność nielicznej grupy polskiej. I tak, na pierwszej
międzynarodowej
sesji (maj 1977) w Zwettl, na terenie Dolnej Austrii, Polska
była reprezentowana
przez doc. J. Kębłowskiego i dr St. Błaszczyka, który wygłosU referat z przeź.roczami pt. Rzeźbione slupy przydrożne w poludniowej Wielkopolsce. W drugiej sesji w Zell a.d. Pram (Górna Austria) uczestniczyli z Polski
poza podpisanym i wygłosili referaty:
doc. J. Kębłowski (Eschatologiczne wyobrażenia na śląskim sarkofagu gotyckim), dr A. Kunczyńska-Iracka
(Rzeźbione
slupy i krzyże w poludniowej Polsce), mgr A. Scheer (śląskie pomniki przydrożne - krzyże kamienne), a J. Milka przedstawił film dokumentujący
zabiegi związane z ochroną krzyży pokutnych w Polsce. Przewiduje
się zorganizowanie
następnej sesji międzynarodowej
w r. 1981 i sugeruje urządzenie na życzenie ogółu
członków jednej z kolejnych sesji w Polsce.
Oceniając dotychczasowy
dorobek zespołu podkreślić trzeba, że jest on na
tyle oczywisty, że znalazł uznanie w szerokich kręgach społeczeństwa
austriackiego, czego wyrazem są m. in. dotacje austriackich
ziem związkowych na rzecz
zespołu i znaczne ułatwienia
organizacyjne
przy urządzaniu
sesji !?iędzynarodowych. Widomym rezultatem prac zespołu są, poza dorobkiem inwentaryzacyjnym
i publikacjami,
praktyczne
osiągnięcia w zakresie ochrony zabytkowych
pomników i zorganizowania stałej nad nimi opieki. Dzięki swemu otwartemu
charakterowi oraz dobrze zorganizowanej
i prowadzonej
pracy zespół jest w pewnym
sensie organizacją wzorową z ambicją oddziaływania
w skali międzynarodowej
w zakresie wytyczonego programu działania. Ułatwia zaś to zadanie fakt, że centrala zespołu mieści się w Austrii, kraju neutralnym.
Stanislaw Blaszczyk

�350

Kurnika
SYMPOZJUM POSWIĘCONE FOLKLOROWI I ETNOGRAFII
I OKRĘGU BITOLI
B.ITOLA, 30 - 31 MAJA 1980 R.

MIASTA

Macedońska Akademia Nauk wespół z Towarzystwem Naukowym miasta Bitoli w dniach 30 - 31 maja 1980 r. zorganizowała ~ympozjum poświęcone folklorowi i etnografii miasta Bitoli i jego okręgu. Do tego starego grodu Macedonii leżącego u podnóża wiecznie pokrytej śniegiem góry Pelister i oddalonego od granicy jugosło,wJJańsik\o-grecki€'j o 14 kiwometrów zjechali slię foVk1{)ryśc~i etnografowie z całej Jugosławii, a także zagraniczni - z Turcji i Polski.
Miasto Bitola przez cały okres 5-wiekowej niewoli tureckiej
było ważnym
ośrodkiem kulturowym i handlowym na Bałkanach. Tędy przechodzi słynna arteria komunikacyjna
Via Egnatia łącząca Macedonię z Konstantynopolem.
Bitolę
przecinają ważne drogi łączące Macedonię z Grecją, Albanią, Serbią i Bułgarią.
Do 1912 r. przez Bitolę i Saloniki przewijali się kupcy z różnych krajów świata.
W oberżach, karczmach i hotelach można było usłyszeć języki różnych narodów.
Te wielowiekowe kontakty odegrały dużą rolę w ukształtowaniu
kultury ludowej tego regionu. Bitola leży w sercu żyznej równiny zwanej Pelagonią, otoczonej ze wszystkich stron łańcuchem pięikmy'ch gór, w których znajdują się liczne
wioski, a kh miesZlkańcy zachowal.i bar'wne tradycje, obyczaje, z,wyczaje oraz oryg~nalne obrzędy sięgatjące zamierzchłych
czasów prasłoiWiańskkh.
Do II wojny
światowej niewiele zrobiono, by przedstawić ten bogaty dorobek kultury ludowej miasta Bitoli i jego okręgu. W zbiorach braci Miladinowów, Kuzmana Szapkarewa i Marka Cepenkowa znalazło się zaledwie kilka utWOTÓ'Wludowych z tego regionu Macedonii. U późniejszych zbielrucllY także nie jest reprezentowany
bogaty dorobek kultury
duchowej tego regionu. W dziale rękopisów Serbskiej
Akademii Nauk znajduje się niewydany dotąd zbiór utworów ludowych z okręgu
Bitoli Rumuna Łazarza Dumy, który podczas wojen bałkańskich
znajdował się
na służbie dyplomatycznej
w Bitol,i. W 1931 r. Serb Vojislav Radovanović wydał
pracę Mariovci
u pesmi, priCi i śali poświęconą folklorow,i górali macedońskich
regionu Mariowa. Po- II wojnie światowej ukazały się dwa zbiorki pieśni ludowych
z BLtoli i jego okręgu Filtpa Kaw,a,j'elwa (Bitola, babam Bztola, Bitola 1969); Smilewo slawno wogan
gori, Bitola 1972). Sporo utworów ludowych zebrali z teg;)
regionu pracownicy Instytutu Folklorystycznego
SR Macedonii, który to materiał
jeszcze nie jest opracowany.
Znany slawista rosyjski XIX w., Piotr Bezsonow, nazwał Bitolę "miastem śpiewaków ludowych", co potwierdziło i omawiane sympozjum.
Sympozjum rozpoczęło swoje obrady 30 maja w dwóch sekcjach folklorystycznej i etnograficznej. Przemówienie inauguracyjne
wygłosił prezes Macedońskiej Akademii Nauk, Michajło Apostolski, a potem na posiedzeniu plenarnym
Georgi Dimowski-Colew
wystąpił
z referatem
pt. "Bitola na przestrzeni
wieków". Przedstawił
on burzliwe dzieje tego miasta, a Władimir Toczkowski podał
podstawowe informacje geograficzne miasta i okręgu Bitoli oraz omówił rozmieszczenie ludności żyjącej na tym obszarze Jugosławii.
Następnie w .dwóch sekcjach wygłoszono 54 referaty.
Vojislav Ilić omówił
motyw "zbrodni i kary" w poezji ludowej Bitoli. Znany folklorysta jugosłowiański, Tvrtko Cubelić, zajął się regionalnym
folklorem podkreślając
fundamentalne
komponenty kultury ojczyźnianej i. narodowej, Kjamil Tajgar i Irfan Invez z Turcji mówili o tureckkh pieśniach ludowych wykonywanych w TUlrcji przez repatriantów wywodzących się z miasta Bitoli i jego okręgu. Podawali oni podobieństwa
i różnice istniejące w folklorze tych repatriantów
i rdzennej ludności tureckiej.

�Kronika

351

Sporo referatów pośiwięconych było utw.orom związanym z powstaniem I1inq·eń&amp;kim
(2 VIII 1903 r.). Nedżat Birdoa z Turcji zajął się komparatystyką
twórczości
ludowej.
Piszący te słowa przedstawił
pieśni hajduckie
z regionu Bitoli. Opierając
się na źródłach tureckich oraz na wypowiedzi kronikarza polskiego, Marcina Bielskiego, usiłował udowodnić, iż jedne z najstarszych
pieśni hajduckich
narodów
bałkańskich pochodziły właśnie z tych terenów, gdyż tu, w BitoH i okolicach,
pojawili się pierwsi hajducy. Nawiązał też do wspóln~Tch motywów znanych nie
tylko na ziemiach macedońskich i u sąsiednich narodów bałkańskich - Serbów,
Bułgarów, Greków, ale także występujących
i w dumach ukraińskich.
Dragica Bożinowa omówiła folklor dziecięcy z regionu Bitoli. Jovan Janjić
przedstawił anegdoty w partyzanckich
utworach
ludowych, a Dragoljub
Velicković zajął się motywem życia i śmierci w przysłowiach z Bitoli i okolic. Bożidar Nastewomówił
niektóre paralele w folklorze macedońskim i aromańskim
(ludność pochodzenia romańskiego zamieszkująca
w Jugosławii, Bułgarii, Grecji
i Albanii). Nie zabrakło referatów poświęconych 'tańcom oraz śpiewakom ludo"
wym z miasta Bitoli.
W drugiej sekcji sporo referatów
było poświęconych
obrzędom i pieśniom
weselnym, obrzędowym pieśniom kalendarzowym,
zabobonom i wierzeniom ludo·wym, a także kulturze materialnej
- budownictwu
wiejskiemu, tkactwu, urządzeniu wnętrza domu miasta Bitoli na przełomie XIX i XX w.
Janina Pszczółkowska-Simiczijew
mówiła o szkolnictwie w mieście i okręgu
Bitoli w II połowie XIX i początku XX w. na podstawie materiałów
polskich,
a Błaże Ristowski przedstawił
zainteresowania
folklorystyczne
Filipa Nikołowskiego początku XX w. Profesor Uniwersytetu
Ankary, znany slawista Ismail
Kaynak, przedstawił obyczaje weselne ludności tureckiej wywonzącej się z okręgu Bitoli. W m. Bitola, jak wiadomo, ukończył szkołę oficerską reformator i twórca nowej Turcji, Kemal AtatUrk.
W Jugosławii utarła się tradycja prezentacji folkloru poszczególnych regionów.
Poza corocznymi zjazdami Zrzeszenia Folklorystów
Jugosławii,
które odbywają
się na przemian w jednej z federalnych republik lub autonomicznych
regionów
Wojwodiny i Kosoiwa, często Akademie Nauk wraz z Towarzystwami
Naukowymi poszczególnych miast organizują międzynarodowe
sympozja, na które zapraszani są folkloryści i etnografowie z kraju i z zagranicy. Celem takiego sympozjum jest przedstawienie
kultury ludowej danego regionu. Takie imprezy ujawniają, jak mocno zakorzenione są tu prastare tradycje ludowe, jak wciąż żywa
jest pieśń ludowa, jak bogate i barwne są niektóre obrzędy ludowe, któ["e u innych Słowian dawno już zanikły.
Na sympozjum w Bitoli, po każdym posiedzeniu - przedpołudniowym
i popołudniowym - toczyła się ożywiona dyskusja. Poruszane były sprawy teoretyczno-metodologiczne i podkreślano potrzebę badań w szerszej skali porównawczej.
Sympozjum wyk·azało, że w Jugosła'wii foLklorysrtyka i etnografia skupiają szerokie grono badaczy. Twórczość ludowa przyciąga wielu utalentowanych
młodych
folklorystów i etnografów.
Na zakończenie obrad pr,ezes Macedońskiej
Akademii Nauk, Michaiło Apostolski, wysoko ocenił przebieg tej imprezy naukowej kierując m. in. ciepłe słowa
pod adresem Polski.
Warto tu podkreślić pełne zaangażowanie sekretarza Tow. Naukowego m. Bitoli, mgra Trajko Ognenowskiego. Stał on na warcie przez cały czas trwania sympozjum. Witał gości, dyżurował do godz. 22-ej. Dzięki niemu Tow. Naukowe
m. Bitoli ma na swoim koncie duży dorobek. Wydaje regularnie
serię "Prilozi"

�352

Kro'llJka

i skupia liczne grono profesorów Uniwersytetu
Bitoli, nauczycieli szkół średnich, inżynierów, agronomów, lekarzy i pisarzy. Członkami tego towarzystwa są
także uczeni z kilku krajów europejskich.
Materiały
sympozjum zostaną ogłoszone drukiem
przez Macedońską Akademię Nauk.
Kole Simiczijew

STAN WIEDZY O ZAKAUKAZIU.
KONIFiEIImNlC'JA

NAUKOWA W LODZI1!,IM

-

35 U$rr&lt;mAJDA

1980 R.

W Uniwersytecie Lódzkim działa od czerwca 1977 r. Interdyscyplinarny
Zespół Po1s'~o-Zakaukaskich
Badań Naukowych, założany i kierowany przez prof.
L. Straszewicza, mający W programie prowadzenie i popieranie badań nad środowiskiem przyrodniczym
i społecznym Zakaukazia, badanie stosunków polsko-zakaukaskich
oraz popularyzowanie
tematyki
zakaukaskiej.
W dniach 24 - 25 XI
1980 zorganizowana
została przez ten Zespół pierwsza konferencja
z udziałem
.zaproszonych osób, zajmujących się w jakiejś mierze problemat:rką naukową dotyczącą Zakaukazia.
Z polskiej strony uczestniczyło w niej kilku historyków
i geografów, 4 etnografów, 2 orientalistów, 2 przyrodników, a niektórych referatów słuchali także studenci etnografii. Przybyło także 2 przedstawicieli wyższych
uczelni w Baku i l historyk z uniwersytetu w Ma.chaczkala, stolicy Dage5łtanu; zabrakło zapowiedzianych 2 przedstawicieli Gruzji.
Zadaniem tej konferencji
było przedstawienie
informacji o aktualnym
stanie Wiiedzy i polskicll badań na Zakauikaziu, omówienie możliwości, potrzeb badawczych i publikacji oraz zacieśnienie współpracy między nielicznymi u nas, rozprosz.onymi pracow,ndikami nauki zajmującymi
się w PoLsce badaniami nad geografią, historią, etnografią, literaturą
i językami, a także przyrodą krajów zakaukaskich.
Stwierdzono
m. in., że po okresie dużego zainteresowania
ludami
i historią Kaukazu w XIX w. i wcześniej, zapoczątkowanym
przez niezwykle
obszerne i wybitne na ówczas dzieło T. Krusińskiego
jeszcze w l-ej połowie
XVIII w., w wieku XX zainteresowanie
to przejawia
się słabo mimo dużej
i wieloaspektowej
atrakcyjności
tego obszaru na styku Europy i Azji.
W trakcie obrad przedstawiono następujące referaty (w kolejności ich wygłaszania): doc. A. Slączka (UJ), "Rozwój serii osadowych i wulkanicznych obszaru
zakaukaskiego";
dr A. Kownacki (PAN, Kraków), "Badania fauny w wysokogórskich potokach Zakaukazia";
dr J. K. Janczak (UL), "Stan i potrzeby polSlkich badań nad historią A'zeI1bajdżanu"; prof. KasZJkajew (Machaczkała), "Historyczne związki Polski z Dagestanem";
dr A. Pisowicz (UJ), "Znajomość języka
i literatury ormiańskiej w Polsce w XIX i XX w."; mgr J. Kotlicka (UL), "Stan
wiedzy geograficznej
o Zakaukaziu
w świetle polskiej literatury
przedmiotu";
prof. M. Sadychow (Baku), "Rola rosyjskiej kultury w powstawaniu
i rozwoju
pols'ko-azerbejdżańsklich
po:wiązań literackiich"; prof. B. Ba["aIIlowski (UL), "Stan
i potrzeby polskich badań nad historią ~uzji";
doc. J. Braun (UW), "StalIl i potr!2leby polskilch badań nad ję:)'Ikiem i literaturą gruzińską"; dr A. Woźniak (UW),
"Kultura ludowa Gruz']i w pracach pols~ilch do poozątku XX w."; prof. Atakiszijew (Baku), "Rozwój oświaty w Azerbejdżanie";
doc. S. Liszewski (UL), "Atrakcyjność turystyczna
Gruzji w świetle polskich metod badawczych"; mgr C. Kulesza, "Polskie badania nad Dagestanem i północnym Kaukazem w XIX wieku".

�353

Kromka

Warto podkreślić, że wygłoszony został wprawdzie tylko jeden referat przez
etnografa, lecz każdy z referatów,
dotyczących historii, języka luL literatury,
dotykał spraw wiążących się z tematyką
etnograficzną,
a nięktóre z dawniejszych badań i źródeł mają wartość dla różnych dyscyplin naukowych, w tym
etnografii.
W dyskusji końcowej podkreślono celowość wydawania serii polskich prac poświęconych Zakaukaziu względnie całemu Kaukazowi, a także wlaściwego wykorzystania· dorobku dawnych polskich badaczy
i podróżników
po Kaukazie.
Wspomniano o potrzebie i możliwości przygotowania Słownika wiedzy o przyroodzie,ludach i kulturach Kaukazu.
Omawiana konferencja
przyczyni się niewątpliwie
do skonsolidowania
i być
może też poszerzenia polskich prac nad historią i kulturami
ludów Kaukazu,
w tym również w zakresie etnografii. Do tej pory powojenne publikacje polskie
z zakresu etnografii Kaukazu ograniczają się do niewielu recenzji i sprawozdań
oraz paru niewielkich artykułów. Napisano też 8 prace magisterskie
dotyczące
tematyki kaukaskiej, po jednej w katedrach etnografii Warszawy, Poznania i Wrocławia. Pierwszą dużą pracą będzie rozprawa dr A. Woźniaka z Katedry Etnografii UW, poświęcona kulturze ludowej Gruzji w XIX w. Poważną trudność dla
naszych zainteresowań badawczych kulturami Kaukazu stanowi nieznajomość języków tego obszaru. Tylko 1 etnograf czyta nieco po gruzińsku, poza tym 1 historyk opanował biernie ten język, inny zaś historyk korzysta z prac w jęz. azerbejdżańskim. Obfita literatura
naukowa w jęz. rosyjskim nie dla wszystkich zagadnień jest dość pełna, może jednak stanowić wystarczającą
podstawę do opracowania różnych szczegółowych zagadnień, a także dla spopularyzowania
wiedzy
o ludach i kulturach Kaukazu w Polsce.
Edward

15-LECIE SEKCJI

FOLKLORYSTYCZNEJ

PZKO

W CZESKIM

Pietraszek

CIESZYNIE

Od 1965 r. rozwija działalność Sekcja Folklorystyczna
przy Zarządzie Głównym Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego
w Czeskim Cieszynie. Znana jest
ona zarówno na terenie swej działalności, jak również w Polsce. Jej pracownicy
mogą wykazać się rzetelnym dorobkiem riaukowj"m, zbierackim, dokumentacyjnym i popularyzatorskim.
Wymieńmy choćby trzy znane nazwiska: Daniel Kadłubiec, Józef Ondrusz i Karol Piegza. Oni też jakby uc'ieleśnia1i dążenia i aspiracje Sekcji. Pierwszy, D. Kadłubiec, poświęca się szeroko zakrojonej pracy badawczej w dziedZlinie ku1tury ma,teI1ialnej, folkloru, języka, gwalry; J. Ondrusz
jest literatem, opracował regionalny folklor, jest zbieraczem i historykiem ludoznawstwa na Śląsku Cieszyńskim; trzeci z wymienionych,
K. P;iegza, reprezentuje najbardziej powszechny typ ludowego zbieracza, entuzjasty twórczości folklorystycznej, którą wzbogaca własną twórczością.
Sekcja Folklorystyczna
pracuje w wielu dziedzinach. Organizuje zbieractwo,
szkoli entuzjastów,
urządza Dni Folkloru, zaprasza na posiedzenia, współpracuje z instytucjami
i placówkami podobnego typu w Czechosłowacji i w Polsce. Zajmuje się ogłaszaniem różnego rodzaju utworów - bajek, fraszek, podań,
pieśni, folkloru dziecięcego, opisów starych zwyczajów, tańców, strojów, klechd,
"godek", przysłów, prognostyk itd.
Zdumiewa szerokość spojrzenia i zainteresowań
zważywszy, że gros wszel:l3 "Lud" -

tom 65

�354

.Kromka

kich prac odbywa się w ramach pracy społecznej, szlachetnego społecznikowstwa,.
tak charakterystycznego
w przeszłości i również dzisiaj dla śląskich folklorystów.
Nie zawsze dostrzegana
jest pomoc udzielana różnym zespołom folklorystycznym,
teatralnym,
pieśni i tańca. Bez pogłębionej
fachowej pomocy członków Sekcji
Folklorystycznej
trudno by było sobie wyobrazić cały ruch amatorski na Śląsku
Cieszyńs!kim, kT'Ze!Wiącypięikne tradycje ludoiWe.
.lifi DamboTsky

ETNOGRAFICZNA

DOKUMENTACJA
I ARCHIWUM NAUKOWE
- ORGANIZACJA I UDOSTĘPNIANIE

W MUZEUM

Narastająca
z każdym rokiem ilość materiałów muzealnych zawierających
informacje etnograficzne
już dosyć dawno zrodziła problemy metodologiczne w dokumentacji
archiwalnej.
Poszczególne muzea same, lub co najwyżej przy ograniczonej współpracy z zaprzyjaźnionymi
placówkami starały się, w mniej lub bardziej rozwiniętej formie,. rozwiązać ten problem. W wyniku tych jednostkowych
poczynań powstał nowy dylemat, a mianowicie okazało się, że gromadzenie źródeł bęz jednolitego sposobu iICh porządkowania
oraz udostępnienia
dalflych, utrudnia lub nawet uniemożliwia ich wykorzystanie.
Świadomość, że ,partykularne
choć
często cenne inicjatywy nie mogą przynieść oczekiwanego rezultatu, tj. jednolite)
koncepcji archiwizowania
i systemu informacji muzealnej, stworzyła potrzebę konfrontacji doświad'czeń. Szansę podjęcia wspólnej pracy dała konferencja naukowa
pt. "Etnograficzna
dokumentacja
i archiwum naukowe w muzeum - organizacja
i udostępnianie",
Konferencja
odbyła się w Toruniu w dniach ]4 - 15 III 1980 r.
pod patronatem trzech instytucji: Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków, Muzeum
Etnograficznego
w Toruniu oraz Towarzystwa
Przyjaciół
Muzeum Etnograficznego w Toruniu i zgromadziła pracowników muzealnych, jak również naukowców,
którym sprawy dokumentacji
są szczególnie bliskie; przybyli również przedstawiciele władz miejskich 'i resortowych.
Mgr Aleksander
Błachowski w imieniu organizatorów
konferencji
powitał gości i sprecyzował
cele konferencji
w następujący sposób:
1. Poznanie stanu dokumentacji
etnograficznej
w muzeach polskich i zagranicznych.
2. Ustalenie potrzeb etnograficznych
archiwów w muzeach w zakresie koncepcji organizacji ,metodyki i systematyki.
3. Zebranie wniosków, które mogą służyć do opracowania wzorcowego archi'wum etnograficznego w muzeach.
Tak sformułowanym
celom konferencji
odpowiadały
wyraźnie rysujące sięgrupy tematyczne
wygłoszonych
referatów,
jak i zasadnicze nurty dyskusji.
W referacie
inauguracyjnym
"Stan obecny etnograficznych
archiwów naukowych w muzeach polskich" mgr A. Błachowski w oparciu v przeprowadzoną
w listopadzie
1979 r. ankietę nt. dokumentacji
etnograficznej
i archiwów muzealnych zapoznał zebranych
ze stanem faktycznym.
Wyniki ankiety oraz doświadczenia wynikające
z wieloletniej
praktyki
muzealnej
pozwoliły mgr. Błachowskiemu na sformułowanie
indeksu problemów do rozwiązania z zakresu dokumentacji
i archiwistyki.
Sądzę, że warto tu przytoczyć wgpomniany indeks,

�Krotuika

355

w sposób syntetyczny przedst'a,wiający problemy prorusza.ne w większości wygłoszonych referatów. Indeks obejmuje następujące zagadnienia:
I. Grupa naukowo-metodologiczna:
sprecyzowanie.
minimalnej
normy merytorycznej determinującej
wartość źródłową poszczególnych
rodzajów materiałów
i dokumentacji
dla celów naukowych;
uściślenie l ujednolicenie
terminologii
archiwistycznej
i etnograficznej;
zdefiniowanie
rodzaju materiałów
i dokumentacji,
które powinny być zaliczone do etnograficznego
archiwum
w muzeum; zdefiniowanie pojęcia jednostki dla wszystkich rodzajów archiwaliów;
opracowanie
uniwersalnego tezaurusa haseł etnograficznych.
II. Problem modelu archiwum:
ustalenie
minimum organizacyjnego;
opracowanie instrukcji
dotyczącej zasad organi!za:cji i obszaTu meryltoryczmego (i!nstrukcja powinna funkcjonować
jako przepis w zakresie
gromadzenia
archiwaliów);
opracowanie wzorów dokumentów
i znormalizowanie
druków; opracowanie
wzorów urządzeń i wyposażenia
technic'ZJnego dla archiwów;
opracowanie
instrukcji
dOltyczące'i zasad prod'iJlaktytki ~o11'Serwat{)rBkie&lt;j.
III. Problemy integracji
międzyresortowej:
stworzenie formalnej
płaszczyzny
współpracy i koordynacji
dla różnych resortów w zakresie archiwistyki;
określenie statusu
archiwum
etnograficznego
w muz·eum; opracowanie
przepisów
prawnych dotyczących prac i obowiązków pracowników muzealnych.
Charakter
wprowadzający
w teoretyczne
zagadnienia
dokumentacji
etnograficznej i systemu informacji w Polsce miał referat doc. dr hab. Bronisławy Kopczyńskiej-Jaworskiej
"Organizacja
i opracowanie
etnograficznych
materiałów
archiwalnych ze szczególnym uwzględnieniem ',muzeów", w którym autorka ponadto
zapoznała zebranych
z różnymi systemami
dokumentacyjnymi
funkcjonującymi
w zagranicznych archiwach naukowych.
Zagadnienie zagranicznych
systemów dokumentacyjnych
omawiały również referaty: dra Petera Sulera z Walaskiego Muzeum v Prirode w Rożnowie (na podstawie osiągnięć wspomnianego
muzeum) oraz mgra Grzegorza Skalskiego z Muzeum Etnograficznego
w Poznaniu "Systemy dokumentacyjne
w Musee' National
des Arts et Traditions
Populaires
w Paryżu". Przedstawienie
problemów
dokumentacji w szerszym aspekcie oraz porównanie własnych poczynań z doświadczeniami placówek zagranicznych
pomogło w uświadomieniu
potrzeby rozwiązania
najbardziej palących problemów.
Grupa referatów
wygłoszonych
w czasie sesji popołudniowej
zapoznała zebranych ze stanem dokumentacji
etnograficznej
w muzeach polskich, a zaprezentowane problemy były wyrazem codziennych kłopotów muzealników
polskich.
W tej grupie tematycznej
'referaty
wygłosili: mgr Magdalena
Maria Parnowska, "Archiwum
naukowe w Państwowym
Muzeum Etnograficznym
w Warszawie - problemy klasyfikacji,
organizacji i udostępniania";
mgr Hanna Muzalewska, "Archiwum
naukowe
Muzeum Etnograficznego
w To'runiu";
mgr Wanda
Daszykowska,
"Organizacja
i zasób archiwum
Działu Etnograficznego
Muzeum
Okręgowego w Rzeszow,i'e"; mgr Andrzej Ra1taj, "Dokumentacja
naukowa muzealiów etnograficznych
na przykładzie
Muzeum
Etnograficznego
w Krakowie";
mgr Grzegorz Skalski, "Problemy etnograficznej
dokumentacji
muzealnej. Problemy i propozycje" ogólne podsumowanie
najistotniejszych
spraw.
W nawiązaniu
do faktu, iż podstawowym
zadaniem muzeum jest zbieranie,
przechowywanie,
konserwacja,
dokumentacja
i upowszechnianie
materialnej
rzeczywistości, jeszcze raz podkreślono konieczność stworzenia w muzealnictwie
polskim zespołu zjawisk określanych ogólnie jako inf0rmacja naukowa. W nowopowstałej strukturze
należałoby uwzględnić powiązania pomiędzy jej poszczególnymi
jednostkami, tak aby umożliwić przepływ informacji niezależnie od centrów zarzą-

•

�Kronika

356

dzania systemem, oraz wyznaczyć jednostkę nadrzędną, która zajęłaby się opracowaniem i wdrożeniem systemu.
Drugi dzień obrad poświęcony był roznym typom etnograficznej
dokumentacji
naukowej
z jakimi ma kontakt
pracownik
muzealnictwa.
Prof. M. Priifferowa
w referacie "Uwagi dotyczące identyfikacji
źródeł etnograficznych
oraz wartości
różnych form ich dokumentacji"
zwróciła uwagę na konieczność
dokumentacyjnego zabezpieczenia
autentyczności
obiektów już w momencie ich pozyskania.
Na temat kanty kaitalogQwej - podslt1a!Wowegoelementu naukowej dokumentacji mówił mgr Jan Swięch z Muzeum Etnograficznego
w Toruniu. Mgr Roman Tubaja referował zagadnienia etnograficznej
dokumentacji
muzealnej obiektów nieruchomych w terenie. Mgr Andrzej Górski (Wolsztyn) zapoznał zebranych z inwentaryzacją zabytków przeznaczonych
do muzeów na wolnym powietrzu. Na zakończenie tej części konferencji
mgr Krystyna Tubaja mówiła o dokumentacji
zbio'rów z zakresu folkloru muzycznego w świetle wymagań muzealnictwa
etnograficznego. Wygłoszona w tej części konferencji
grupa referatów uwypukliła pilną
potrzebę podjęcia działań zmierzających
do ujednolicenia
terminologii
nie tylko
stricte etnograficznej,
lecz również archiwistycznej.
Ze względu na dużą rozpiętość zagadnień będących przedmiotem
zainteresowań
etnografii i zróżnicowanych
metod ich rejestrowania
konieczne jest, aby w rozwiązywaniu
powstałych problemów wzięli udział etnografowie
a różnych zainteresowaniach,
wspierani przez
specjalistów z dziedzin pokrewnych.
Omawiana konferencja
miała duże znaczenie dla dalszego rozwoju naukowej
dokumentacji
etnograficznej
i być może była punktem zwrotnym w sferze działań meto·dologiclJno-organizacyjnych
w tej dziedzinie. NajWliększym jednak osiągnięciem i wartością
konferencji
było sformułowanie
wniosków, które w przypadku podjęcia kroków dla ich realizacji zmierzałyby: po pierwsze - do nawiązania porozumienia między resortami w sprawie dalszej organizacji prac nad budową systemu informacji
w naukach społecznych, po drugie - do wykorzystania czasopism etnograficzno-muzeałnych
dla publikacji doświadczeń wynikających
z prowadzenia
prac dokumentacyjno
archiwalnych
oraz po trzecie - do stworzenia warunków dla działania komisji, która współpracując
z przedstawicielami
innych dyscyplin zajęłaby się opracowaniem
zagadnień uściślenia koncepcji i dokumentacji muzealnej zarówno od strony organizacyjnej,
jak i prawnej.
Na zakończenie pragnę podkreślić miłą atmosferę w jakiej przebiegała konferencja. Organizatorzy zapowiedzieli również opublikowanie wygłoszonych na konferencji aTttyikułów w "RocZin~ku Muzeum Etnograficznego"
w Toruniu.
Iwona Wiktor

50 LAT

MUZEUM

ARCHEOLOGICZNEGO

I ETNOGRAFICZNEGO

W LODZI

W styczniu 1981 r. Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Lodzi obchodziło
swój złoty jubileusz. Historię tego Muzeum należy podzielić na 4 okresy, w których nosiło ono różne nazwy: 1) lata 1931 - 1939 - Miejskie Muzeum Etnograficzne, 2) lata 1940 - 1944 - Miejskie Muzeum Prehistoryczne,
3) lata 1945 - 1955 - dwa
odrębne muzea, mieszczące się w jednym gmachu - Miejskie Muzeum Etnograficzne i Miejskie Muzeum Prehistoryczne,
4) od 1956 r. - do chwili obecnej Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Lodzi.
Miejskie Muzeum Etnograficzne w Lodzi powstało z dniem 1 stycznia 1931 r.

�Kronika

1. Stroje

TUIll~"ÓW li Jamy IbUddyjsikie,go Elkspo:IlOIW,anew Mi1ejlSkliJmMU2l6U!ID
'C1ll31 r.). iaetP'r,&lt;&gt;&lt;:Irt.Lkcj'a rz: c.7'asopiJSIIlIll "Łódź
w imlus1IDacjli"
1931, nr ~

357

iE1mo'gIlatJJc:znym
s" 4.

w wyniku podjętej w latach 1929- 1930 reorganizacji
muzealnictwa
łódzkiego
i podzielenia zbiorów dawnego Muzeum Miejskiego pomiędzy trzy samodzielne
muzea. Pierwszym kierownikiem
Miejskiego Muzeum Etnograficznego
został mgr
Jan Manugiewicz etnolog, absolwent
Uniwenytetu
Warszawskiego.
Początkowo Muzeum mieściło się w prawej oficynie donm przy ul. Piotrkowskiej
91.
a w drugiej połowie 1934 r. otrzymało nową. bardziej reprezentacyjną
siedzibę
we frontowym budynku pałacu Heinzlów przy ul. Piotrkowskiej
104, której uroczyste otwarcie nastąpiło 24 listopada 1935 r. W początkach swego istnienia Miejskie Muzeum Etnograficzne zajmowało powierzchnię wynoszącą ok. 290 m2• a jego
zbiory na przełomie lat 1930/1931 zawierały 343 eksponaty (269 etnograficznych
i 74 archeologiczne); natomiast w przededniu drugiej wojny światowej dysponowało już powierzchnią wynoszącą ok. 1000 m2 (w większości przeznaczoną
na
wystawę) i zbiorami liczącymi ok. 14000 zabytków. Znaczną ich część stanowiła
archeologia, następnie etnografia Polski (w tym przewaga zabytków z terenów
Polski środkowej i Kielecczyzny) oraz etnografia krajów pozaeuropejskich
(Ameryka Południowa, Ameryka Środkowa, Afryka Zachodnia i niewielki zbiór zabytków z róż'ny,ch terenów Azji oraz Po1rnezji). Ponadto Muzeum posiadało małą

�358

2. F'raglment :wystawy

Kronika

Miejskie~o Muzeum ~t1ll,Qg'raf~c::1Jneg,Q
(1931 r.).
p~sma "Łódź :w i]liustr,acji" 1931, ,nr 22, s. ,5.

Reprodukcja

fi:

CflaSQ-

kolekcję numizmatyczną,
a także archeologii śródziemnomorskiej.
W 1932 r.
wydano pierwszy zeszyt czasopisma "Wiadomości Ludoznawcze", początkowo firmowanego przez Muzeum, a od drugiego numeru - przez Towarzystwo Opieki
nad Zabytkami Ludoznawczymi i Archeologicznymi
w Łodzi. Wydawnictwo ukazywało się do 1934 r.
W początkach okresu okupacji hitlerowskiej, kierownictwo Miejskiego Muzeum
Etnograficznego
przejął niemiecki archeolog - dr Walter Frenzel. W 1940 r. wydzielono zbiory archeologiczne
i utworzono z nich Miejskie Muzeum Prehisto·
ryczne (Stiidtisches Museum fur Vorgeschichte) w ramach nadrzędnej
jednostki
tzw. "Hauptverwaltung
der Stiidtischen Museen". Po śmierci W. Frenzla w początkach 1941 r. kierownikiem tego Muzeum został dr Walter Grunberg - również
archeolog, a przy końcu okresu okupacji funkcję tę pełnił konserwator muzealny
Alois Vogel. Zabytki etnografii pozaeuropejskiej
sprzedano w 1942 r. Miejskiemu Muzeum Etnologicznemu
(Grassi-Museum)
w Lipsku za sumę 7500 RM,
które zatrzymało część zabytków w sWoich zbiorach, a pozostałe odsprzedało w łatach 1942 - 1943 Muzeum Etnologicznemu
w Hamburgu, Miejskiemu Muzeum Etnologicznemu (Rautenstrauch-Joest-Museum)
w Kolonii oraz Instytutowi Etnologii
Uniwersytetu
w Getyndze. Zabytki etnografii polskiej, białoruskiej
i ukraińskiej
zostały w okresie okupacji
hitlerowskiej
CZęSClOWOzniszczone i rozproszone,
a pozostałe - bezładnie zmagazynowane,
co przyczyniło się do ich dewastacji.
W tym okresie główna siedziba Muzeum mieściła się w budynku dawnego Magistratu przy Placu Wolności 14. Pomieszczenia muzealne były rozrzucone po róż-

�Kronika

359

3. Piiemvme bad'ania 'archeolO'~iozne podjęte prz€rl: Mi~Jsltie MU!zeumIEtrrogi"aticme 'W 1931 r.
rwykqp z odstonięty.mi .~obami. ciałopail.nymi k'ultury' łiU.żY!Clkiej
z ~oki .brą,zu. Rep.rodUlkcja z 'crLaso,pisma,,:W~adomOŚCli
Ludo2lna~e"
t931, rz:.l, s. 10.

w Sie1'pOiWie(Lęca:ycllrie)-

nych piętrach i w tym samym budynku funkcjonowały
równocześnie urzędy administracji niemieckiej. W późniejszym okresie okupacji wystawę przeniesiono do lokalu przy ul. Piotrkowskiej
17, pozostawiając
w gmachu przy Placu Wolności
magazyny i pracownie.
Po drugiej wojnie światowej, na podstawie zbiorów dawnego Miejskiego Muzeum Etnograficznego,
powstały
dwa odrębne
muzea: Miejskie
Muzeum Prehistoryczne
i Miejskie Muzeum Etnograficzne,
stanowiące
początkowo własność
Gminy m. Łodzi, a na przełomie lat 1949/1950 upaństwowione
i przemianowane
na
Muzeum Archeologiczne w Łodzi oraz Muzeum Etnograficzne
w Łodzi. Od chwili
powstania oba muzea mieściły się we wspólnym gmachu przy Placu Wolności 14.
Miejskie Muzeum Prehistoryczne
powstało oficjalnie 14 maja 1945 r., a już
27 maja tego roku udostępniło
publiczności
pierwszą
w Polsce Ludowej
wystawę archeologiczną,
prezentującą
rozwój społeczeństw na ziemiach polskich od
-okresu wspólnoty pierwotnej do początków państwowości.
Dyrektorem
nowopowstałej placówki został prof. dr hab. Konrad JaŻdŻewski. Ilość zabytków ocalałych po okresie okupacji wynosiła ok. 10 150 pozyc:ji katalogowych.
Ponadto Muzeum posiadało 68 zabytków archeologii klasycznej, przekazanych
później Muzeum
Narodowemu w Warszawie oraz 142 numizmaty. Przeważająca
część zbiorów archeologicznych, zarówno przedwojennych,
jak i pochodzących z badań prowadzonych podczas okupacji, przetrwała
okres wojny. Okupanci wywieźli tylko najcenniejsze zabytki, posiadające przede wszystkim wartość materialną.
Częściowo od-

�Kronika

360

4. Fragme-nt pierwszej po wojlrl~ewystawy stałej
airchJi~

M!LejskiiegoMuzeum Eltmograf~=ego.
:MAJlZe.um iAJrcheologdozne;god Etn~,afdozne~o
IWwdzi.

Fot.

zyskano również księgozbiór. W 1951 r. Muzeum rozpoczęło druk serii wydawnictw
popularno-naukowych
p.n. Biblioteka Muzeum Archeologicznego w Łodzi, wydawaną do dziś jako "Bib1iot'eka Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi". W IMa-ch 19'51 - 1954 ukazały się c~tery pozycje tej serii. Roz.poczęto także'
na wielką skalę badania archeologiczne w Polsce środkowej, w okolicach Kalisza, na Kujawach i na terenie Jury Krakow:sko- Wieluńskiej. MU;2)eumpodejmo-wało wspólne badania z ówczesną Katedrą Prehistorii (później Archeologii) Uniwersytetu Łódzkiego i Kierownictwem
Badań Nad Początkami Państwa Polskiego,
bowiem dyrektor Muzeum - prof. dr K. Jażdżewski pełruł jed,nocześnie funkcję
kierownika Katedry i kierownika prac wykopaliskowych w Gdańsku i w Łęczycy.
Miejskie Muzeum Etnograficzne
rozpoczęło oficjalną działalność 20 kwietnia 1945 r., z chwilą przejęcia kierownictwa tej placówki przez dr Janinę Krajewską - przed wojną kierującą Muzeum w Gdyni. Otwarcie pierwszej wystawy
etnograficznej odbyło się 17 listopada 1945 r. Ze zbiorów ocalało około 1500 zabytków, w tym ok. 162 z etnografii pozaeuropejskiej.
Program badawczy tego Muzeum przewidywał badania i gromadzenie zbiorów z Polski środkowej, jak również objęcie nimi innych regionów Polski. W pierwszym powojennym dziesięcioleciu, poza uzupeŁnian:iem :lldewastowanych kolekcji, prowadzono początkowo badania w OpO'czyńskiem, Kieleckiem i Rzeszowski€m, a od 1950 r. rOllpoczęto systematyczniejszą działalność na terenie Polski środkowej.
W 1952 r. Muzeum opublikowało dwa własne wydawnictwa:
Katalog
garncarstwa
ludowego
woj. rzeszowskiego
(praca zbiorowa pod redakcją J. Krajewskiej) i Naczynie w kulturach
ludowych
katalog wystawy
objazdowej,
opraco-cowany przez J. Krajewską.

�Kremika

361

Działalność oświatowa muzeów Archeologicznego
i Etnograficznego
początkowo koncentrowała
się na obsłudze zwiedzających
na terenie gmachu i zapewnianiu frekwencji na wystawach. Szczególnego podkreślenia
wymaga inicjatywa
organizowania wystaw objazdowych,
eksponowanych
w ciągu kilku lat w wielu
miejscowościach Polski. Pierwsze rozpoczęło tę działalność Muzeum Etnograficzne
wystawą "Naczynie w kulturach ludowych", która ''I,' miesiącach: lipiec-październik

5. :RIlaJkat pierlW5&lt;Zej JWYStialWy objaz.dowej. MJuizeum \EltIIl~ego
,w
·mierza Wec1a). Fot. T . Klll.'l'pińSki {.archiwum
MJuzeum
A:rcheoa.ogi~
iW

ł:JO,dizl (projekt 1K&lt;3tlll. ł 'EtIliOgra1llcznego

\Łodrzi).

1951 r. była prezentowana
aż w 22 miejscowościach
w centrum kraju, a w latach 1952- 1953 krążyła po województwach
północnych i południowych.
W 1954 r.
przejęto z Muzeum Etnograficznego
w Krakowie
wystawę objazdową
pt. "Historia wsi" i eksponowano
ją w ciągu tego roku na terenie Kurpiowszczyzny,
a od 1955 r. Muzeum Etnograficzne
w Łodzi zaczęło prezentować
drugą własną
wystawę tego typu pt. "Len w kulturze ludowej". Muzeum Archeologiczne miało
również swoją wystawę objazdową - "Od motyki do traktora",
która rozpoczęła
podróż po Polsce w 1954 r. i w lataich 1954 - 1955 odwiedziła 64 miejscowości.
1 stycznia 1956 r. oba muzea zostały połączone w jedną instytucję - Muzeum
Archeologiczne i Etnograficzne
w Łodzi - pod dyrekcją prof. dra K. Jażdżewskiego. Kierownictwo
naukowe zespołu działów etnograficznych
powierzono prof.
dr Kazimierze Zawistowicz-Adamskiej,
która sprawowała
je do 1962 r. Następnie
funkcję tę pełnili kolejno: dr Maria Misińska (1962), dr Jan Piotr Dekowski (od
1963 r.), mgr Witold Nowosz (od 1968 r.), mgr Elżbieta Władykowa (od 1977 r.
do chwili obecnej). Zespołem działów archeologicznych
kierowali:
dr Waldemar
Chmielewski (od 1956 r.), dr Lidia Gabałówna (od 1963 r.), mgr Aldona Chmielowska (od 1967 r.), dr Henryk Wiklak (od 1970 r.), dr Aldona Chmielowska
(od

�362

KroThika

1974 r. do chwili obecnej). Od 1 marca 1979 r. funkcję dyrektora
logicznego i Etnograficznego
pełni dr Andrzej Mikołajczyk.
O rozwoju Muzeum w ciągu 25 lat najlepiej świadczą liczby:
rok

1956

1980

I. pracowników

64

SI

zbiory

księgozbiór

arch. 20727
num. 10718
eln. 10992

poz. kat.

arch. 86566
hum. 46 567
etno 20430

Muzeum Archeo-

pow. użytkowa (w
tym pow. wystaw)
S 275

2364,49 m2
(700,15 m2)
_._---

26766

--------

ok. 5800 m2
ok. (l 000 m2)

W chwili łączenia się Muzeum Archeologiczne
mialo 6 działów naukowych
(łącznie z powstałym w 1948 r. Działem Numizmatycznym),
a Muzeum Etnograficzne - 3. Obecnie gromadzi zbiory i opiekuje się nimi 14 działów naukowych, tworzących dwa zespoły: Archeologiczny
i Etnograficzny
oraz samodzielny Dział Numizmatyczny.
W 1967 r. otwarto w Zespole Etnograficznym
nowy Dział Kultur
Ludowych
Krajów Pozaeuropejskich
na podstawie części dawnych zbiorów przedwojennych,
rewindykowanych
w tym roku z Muzeum Etnologicznego
w Lipsim
i zachowanych
po wojnie nielicznych zabytków, w 1971 r. - Dział Kultur Miejskich, zajmujący
się badaniem kulitur mieszczańskiej
i robotniczej, a od 1979 r.
działalność Zespołu poszerzono a nową tematykę - widowiska lalkowe. Poza podejmowaniem
nowych tematów badawczych,
wynikających
z powstania nowych
działów, Muzeum w swej działalności naukowej dątyło do najpełniejszego
opracowania, zarówno osadnictwa
pradziejowego,
jak i obrazu oraz przemian kultury
ludowej w Polsce środkowej. Ponadto, opierając się na statucie, uprawniającym
do prowadzenia
badań na terenie całego kraju, kontynuowano
badania acheologiczne na Kujawach
(koncentrując
się szczególnie na epoce neolitu) oraz w woj.
kaliskim - przede wszystkim na stanowiskach
7. okresu
rzymskiego;
natomiast
penetracją
etnograficzną
objęto Podlasie, Opolszczyznę, Karpaty (Zywieckie i Podhale), Kaszuby i Lubelskie.
Jednym z zasobniejszych
działów Muzeum jest Dział Numizmatyczny,
posiadający w swoich zbiorach numiz.maty różnych krajów z różnych okresów historycznych,
wśród których
na szczególną uwagę zasługują:
systematycznie
gromadzony zbiór monet antycznych
i wczesnośredniowiecznych,
znaczna kolekcja
skarbów monet i innych środków p]!a&lt;bniczychoraz kolek.cja banJk;not6w. P·oza gromadzeniem
i opracowywaniem
zabytków, Dział prowadzi badania dziejów obiegu pieniężnego na ziemiach Polski.
Konserwacją
zbiorów zajmuje się Dział Konserwacji
i Badań nad Technologią Zaby;tków, który obecnie skł·ada się z sześciu pracowni konserwatorskich.
W ramach tego Działu Muzeum rozpoczęło (jako jedyne dotąd muzeum w Polsce) badania
nad oznaczaniem
wieku zabytków
metodą fizyko-chemiczną
C-14.
Pierwszą aparaturę
do tego rodzaju badań zainstalowano
w 1966 r., a w 1974 r.
Muzeum otrzymało aparaturę
nową, znacznie ulepszoną. pozwalającą na rozpoczęcie poważniejszych prac na skalę ogólnopolską.
W 1956 r. Muzeum rozpoczęło druk naukowego
wydawnictwa
"Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego
w Łodzi (seria archeologicz-

�Kronika

363

6. Wnętrze pTla,cOIWIIlil1adliocherruiozmej DZJiabu Kionserw,acji
kÓIW -

i Badań ,nad Technol'ogią
Zabytfil',al~ment szl~ocIkdJej ,a,paI'a,bury &lt;1:0 badań ,clhrono1ogiii ll:a,bybk6w metodą
C-'l4. Fot.
T. KOO1Piń~k:i1(,a,rcIhiiJwlUm
MwzelUm Arche,oLogiclzm,eg,o i &gt;ElbIlJog"'af:L&lt;lzne~o
w Łodzi)..

na)", od 1957 r. ukazującego się w dwóch seriach: archeologicznej
i etnograficznej. Do końca 1980 r. wydano 26 tomów serii archeologicznej
i 20 tomów etnograficznej, a w czerwcu 1980 r. złożono do druku pierwszy tom tqeciej
serii:
numizmatycznej
i konserwatorskiej.
W dalszym ciągu Muzeum wydaje pozycje
"Biblioteki Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi", w której ukazało się dotąd 17 numerów oraz liczne inne wydawnictwa
przewodniki, foldery i plakaty.
Działalność oświatową, prowadzoną od 1966 r. przez samodzielny Dział Naukowo-Oświatowy, w dużym skrócie określają wymienione niżej liczby. W latach
1957- 1980 zorganizmvano: 4 eikspo'zycje stałe o temaityce a'l.1che:o'1ogicznej,numizmatycznej i etnografiCizmej, 225 wystaw cza'sowych, 288 ekspozycji wystaw oświatowych, 6 wystaw objazdowych, eksponowanych
w muzeach krajowych, 2216 odczytów oraz pokazano pubHczJnośd muzealnej 3621 filmów popula&lt;r&gt;no-naukowych.
Do osiągnięć wystawienniczych
roku 1980 należy zaliczyć pierwszą w dziejach
Muzeum, własną wystawę zagraniczną pt. "Obieg pieniężny w Polsce w XVII - pocz. XIX w.", eksponowaną w Muzeum Numizmatycznym
Narodowego Banku
Kuby w Hawanie oraz otwarcie pierwszej w Polsce wystawy muzealnej prezentującej widowiska lalkowe na przykładzie eksponatów etnograficznych, lalek teatralnych i lalek filmowych (wystawa pt. "Od turonia do Colargola"). Zasługującą na podkreślenie
specyfiką pracy oświatowej
jest działalność dydaktyczna,
prowadzona przy współpracy z Kuratorium
Oświaty i Wychowania,
polegająca

�364

Kranika

7. Sikaxb
:moll1et po[sikJich i obcy'ch uikxy,ty 'W polioiWie
XVII
,WIieku ,w :mie,jSClOiWlOŚlCd
Grodziec,
WQj. lK,onliln &lt;'ze 'lJ1lwolrÓiW DtiaŁu
iNiU,miJzmatYC&gt;2Jl1ego).FQIt. T. iK,a'l"piń,s,ki (arohiIWum
Miuzeum
,AJr,(lheologLcllJnego
ii EtnlO\grafiJ=e~o
iW Łodzi).

8. Koncert
łódJzkiej
kapeilJi podlw6xk'owej
,,,BallUciaxrz;e"
W. IPloIhoreclk:i {Ia,rdlliwrum MiuzeJllm rAJr,che0'lQgicl'mego

iW

gmachiU
iMJuzeum (19'75 :r.).
i iE~grad'iIc"JIlJego
iW ŁOOiZi).

!Fot.

�KTCmi1va

9. F.agment

,Pd 'bUlrO!Ilia do C01argQla",
,1980
:M1I2.eUiIIlAl1't&lt;lhe&lt;ll1og!i.cZlIlegIO d Etino~e~

wystawy

365

T.

Fot.

T. lK;a'l1pińsld
w iłJQdzi),.

(archiiw;um

nie tylko na obsłudze wycieczek szkolnych, lecz przede wszystkim na wygłaszaniu specjalnych lekcji i pogadanek w gmachu Muzeum. Do zajęć tych wykorzystywano zestawy zabytków i przeźrGczy, filmy oraz fragmenty
wystaw stałych,
bądź też 'eks.po'zycje czasowe. W latach 1956 - 1980 wygłoszono 4047 lekcji i pogadanek dla 131 303 osób. 'I1rzeba rÓlWnież podkreślić,
iż Muzeum Ar-cheolo,~cz.ne
i Etnograficzne, jako pierwsze w Polsce rozpoczęłe) w 1958 r. organizowanie
młodzieżowych obozów etnograficznych,
a od 1962 r. również archeologicznych
- dla
uczniów szkół średnich. Akcję tę kontynuuje
siG i naW€t rozszerza, obejmując
nią od 1978 r. także młodzież zrzeszoną w Związku Har'cerstwa Polskiego.
W latach 1959 - 1962 wybudowano
nowych gmach Muzeum, który połączony z budynkiem dawnym - rozszerzył znac'wie jego powierzchnię użytkową.
W akcie erekcyjnym, złożonym w fundamentach,
napisano m. in.
Oby gmach
ten przetrwał wieki i przez wieki służył kulturze polskiej". Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne
w Łodzi służyło kulturze - a należy dodać, że i w niemałej mierze nauce polskiej - dopiero pół wieku, jednakże jego dorobek liczy
się już poważnie w skali kraju zarówno w zbiorach, efektach popularyzacji,
jak
i pokaźnej liczbie prac naukowych opublikowanych
we własnych oraz w obcych
wydawnictwach.
H'"

Teresa Łaszczewskll

�366

Kromka

SPRA,WOZDANIE Z LV NADZWYCZAJNEGO
WALNEGO ZGROMADZENIA
DELEGATOW PTL WE WROCŁAWIU (14 KWIETNIA 1980)
UZUPEŁNIAJĄCEGO
LIVWZD W ZAKOPANEM (23 WRZEŚNIA 1979)

LV Nadzwyczajne
Walne Zgromadzenie
Delegatów
odbyło się 14 kwietnia
r. w Domu Kultury Związku. Zawodowego Pracowników Slużby Zdrowia we
Wrocławiu (ul.' Kazimierza Wielkiego 45). Było ono jednocześnie zebraniem sprawozdawczo-wyborczym,
wobec czego zgodnie z ustaleniami
powziętymi na posiedzeniu Zarządu Główpego PTL w dniu 8 grudnia 1979 r. w Poznaniu wzięli w nim
udział delegaci, którzy uczestniczyli w LIV WZD w Zakopanem. Warunek ten
motywowany
był faktem nie przeprowadzenia
wyhorów na WZD w Zakopanem
z uwa,gi na ZIaS'Złepebtl\lr:b~cj'e w dział1a'lności ustępującego
Zamądu Głównego,
wobec którego w wyniku kontroli agend, dokonanej przez inspektora finansowego PAN i Główną KOimis-ję Rewirzyjną PTL, Komils'ja ta (wybrana na WZD
w 1976 r.), nie znalazła podstaw do wysunięcia wniosku o udzielenie wymaganego
statutowo (,§ 37, p.d) absolutorium.
Zasadniczą istotą tych per~urbacji, zauważonych przez GKR, były niedociągnięcia głównego księgowego w prowadzeniu księgowości PTL we Wrocławiu, wymagające podstawowego
uporządkowania
archiwaliów
buchalteryjnych
i usunięcia zauważonych uchybień zgodnie z wymogami obowiązujących
przepisów finansowych (prowadzenie ewidencji), a także nie zastosowanie się przez Zarząd Główny do wymogów § 38 Statutu
co do powoływania
biegłego księgowego.
Po zagajeniu
WZD przez wiceprezesa
prof. dr Dorotę Simonides, na przewodniczącą zebrania powołano mgr Marię Suboczową z Oddziału w Katowicach,
która odczytała proponowany
porządek dzienny, zaakceptowany
następnie przez.
delegatów: 1) o'dczytanie protokółu z 54 WZD w Zakopanem;
2) Sprawozdanie
z działalności ZG PTL za ubiegłe półrocze (14 X 1979 13 IV 1980); 3) Sprawozdaniefinansowe
Towarzystwa;
4) Sprawozdanie
Komisji dis "Dzieł wszyststkich" O. Kolberga; 5) Sprawozdanie
Komisji dis "Atlasu Polskich Strojów Ludowych"; 6) Sprawozdanie
Komisji dIs Odznaczeń w PTL; 7) Odczytanie zaleceń
pokontrolnych
PAN i zarządzeń
ZG PTL w tym względzie; 8) Sprawozdanie
Głównej Komisji Rewizyjnej PTL; 9) Sprawa udzielenia absolutorium, ustępującemu Zarządowi Głównemu; 10) Wybór komisji: matki, skrutacyjne~, wnioskowej,
statutowej;
11) Dyskusja nad spralWCAZdanliamii zgłaszanie wniosków;
12) Odczytanie propozycji komisji (jak w p. 10); 13) Wyjaśnienie w sprawie przeprowadzenia wyboru nowych władz PTL; 14) Przeprowadzenie
wyborów; 15) Zamknięcie
obrad.
Główna Komisja Rewizyjna, wskazując na zalecenia pokontrolne PAN i niewystarczające
zarządzenia
Zarządu
Głównego jakie w tym względzie wydano,
przy pozostawieniu
nieznacznych
niedociągnięć
natury buchalteryjnej,
zdecydowała się postawić wniosek o udzielenie
absolutorium
ustępującemu
Zarządowi
Głównemu PTL. Zobowiązano przy tym ustępujący
Zarząd do usunięcia zauważonych niedokładności.
Po dyskusji nad poszczególnymi punktami
porządku dziennego sformułowano zapodania delegatÓIW do Komils·ji Wnioskowej:
Ustalono podwyższenie składki członkowskiej
PTL od 1 stycznia 1981 r. do
50,- zł (normalna) i 15,- zł (ul,gQWla)rocrz.nie, (:'0 sa.]a przyjęła przy dwóch głosach wstrzymujących
się.
Na nowo powołano Komisję dis "Atlasu Polskich Strojów Ludowych" w osobach: doc. dr hab. B. Bazielich, dr S. Chmielowski,
dr E. Fryś-Pietraszkowa,
1980

�Kronika

367"

dr K. Hermanowicz-Nowak,
dr J. Kamocki, dr A. Tyszkowa, a na ·konsultanta
za-·
proponowano prof. dr A. Kutr'zebę-Pojnarową.
Wniosek ten przyjęto jednogłośnie ..
Stwierdzono brak statutowej
działalności Oddziału PTL w Kielcach, wobec
czego postanowiono Oddział ten zlikwidować przy jednym głosie wstrzymującym
si~.
Ustalono stan maljąt~owy Biblioteki PTL w ilości 12.000 dzieł zwartych i 26.000
woluminów, oszacowa1nych na ogólną sumę 1.565.449,90,zł.
Zasygnalizowano,
że z powodu trudności
drukarskich
w roku 1980 mogą
być opóżnione 3 pozycji bibliograficzne.
Omówiono istniejące dotychczas wystawy czasowe.
W sprawach finansowych:
po dniu 14 kwietnia 1980 r. planowano uzyskanif
sumy przychodów w wysokości 3.179.700,- zł, z czego wykonano 2.249.023,- zł.
Powołano Komisję dis projektu zmian i poprawek do Statutu PTL w osobach: dr K. Marcza!kowa C!przeIWodJnkząca), dr E. Jawo:r,ski, dr J. Kamacki,
mgr J. Łapott i dr A. Posem-Zieliński.
Wniosek o powołanie Komisji dis ochrony zabytków w programie
działań
PTL uznano jako zalecenie zważywszy, że istnieje taka komisja przy PTTK. Również jako zalecenie potraktowano
opracowanie naukowego i oświatowego planu
pracy w najbliższej 5-latce z włączeniem wszystkich Oddziałów możliwie do jed-·
nego zakresu tematycznego badań.
Wniosek Oddrz.iału =edńskiego,
by w 1982 r. pod patronatem
PTL, przy
współpracy Muzeum w Kaliszu, włączyć się do obchodów związanych z setną
rocznicą wyprawy S. Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu, uznano za wniosek warunkowy z życzeniem, by wnioskodawcy w ciągu 2 miesięcy przedłożyli plan organizacyjny.
Po sprawozdaniu
Komisji Wnioskowej przedyskutowano
sprawozdanie
Komisji Matki. W tajnym głosowaniu, według obliczon;rch przez Komisję Skrutacyjną
zaakceptowanych
głosów ważnych, ustalono skład nowo obranego Zarządu Głównego PTL w kadencji na lata 1980- 1982 (w porządku alfabetycznym):
1) dr W. Baranowski, 2) doc. dr B. Bazielich, 3) prof. dr J. Burszta, 4) dr S.Chmielowski,
5) dr E. Fryś-Pietraszkowa,
6) mgr E. Jaworski, 7) dr W. Jeż-Jarecki, 8) dr J. Kamocki, 9) mgr A. Kuczyński, 10) prof. dr A. Kutrzeba-Pojnarowa,
11)' mgr 1. Le'
chowa, 12) dr K. Marczakowa, 13) dr K. Pietkiewicz, 14) doc. dr E. Pietraszek,
15) prof. dr D. Simonides, 16) mgr G. Skalski, 17) mgr M. Suboczowa, 18) prof. dr
F. Wokroj. Na zastępców członków Zarządu Głównego PTL powołano: 19) mgr K.
Antonowicz, 20) doc. dr B. Kopczyńska-Jaworska,
21) dr K. Makuiski.
Do Głównej Komisji Rewizyjnej PTL: 1) dr J. Bohdanowicz, 2) mgr Z. Jeż-Jarecka, 3) mgr J. Jastrzębski. Na zastępców: 4) mgr S. Lew, !l) mgr J. Tur.
Do Sądu Koleżeńskiego PTL: 1) dr S. Błaszczyk, 2) prof. dr M. Priifferowa,
3) dr A. Posern-Zielińs'kJi.
Na pierwszym posiedzeniu plenarnym we Wrocławiu dnia 5 maja 1980 r. Zarząd ukonstytuował się. W tajnym głosowaniu powołano na przewodniczącego prof.
dra F. Wokroja, na I zastępcę przewodn. doc. dra E. Pietraszka, II zastępcę przewodno prof. dr D. Simonides i III zastępcę mgr M. Suboczową. Sekretarzem generalnym została doc. dr B. Bazielich, zastępcą mgr A. Kuczyński. Skarbnikiem
został dr S. Chmielowski, jego zastępcą dr J. Kamocki.
Po dokonaniu wyboru głos zabrał nowo kreowany przewodniczący,
prof. dr
F. Wokroj. Podziękowawszy
obecnym za okazane mu zaufanie zastrzegł, że jego
funkcję winien objąć raczej tzw. klasyczny etnograf i wyraził żal, że profesorowie
etnografii polskiej stronią od pełnienia funkcji w PTL ze szkodą dla rozwoju tej
placówki. Nadmienił następnie, że działalność PTL w chwili obecnej znajduje się

�368

Kro:nika

jakby w stanie rozprzężenia, zwłasa't:za księgowoSć. Stan ten wymaga systematycznej odnowy.
Na koniec zapoznano się ze składem innych agend Towarzystwa, jak GKR przewodniczący
dr J. Bohdanowicz, Sąd Koleżeński - przewodn. prof. dr M. Priifferowa. Zapoznano się również ze składem władz terenowych Oddziałów, zwłaszcza
z przewodniczącymi
tych jednostek, a to: w Gdańsku - dr L. Malicki, w Koszalinie - mgr A. Mosiewicz, w Krakowie - dr A. Kowalska-Lewicka,
w Limanowej - mgr J. WieI ak, w Lublinie - dr K. Marczakowa, w Łańcucie - F. Fronczak, w Łodzi - mgr Z. Neuman, w Mszanie Dolnej - J. Ceklarz, w Opolu dr J. Nijakowska, w Poznaniu - dr A. Posern-Zieliński,
w Przemy sIu - mgr T.
Burzyński,w
Rzeszowie - mgr S. Lew, w Sanoku - mgr M. Marciniak, w Szczecinie - mgr J. Łapott, w Warszawie - dr K. Makuiski, we Wrocławiu - dr H.
Romańska, w Zakopanem - dr W. Jostowa, później dr W. Paryski, w Zielonej
Górze - dr B. Kołodziejska.
O godz. 18-tej obrady WZD zakończono.
Opracowali:
Prof.

dr Franciszek

UWAGI DO SPRAWOZDANIA

Wokroj,

dr Stanislaw

Chmie~owski

Z LIV WZD

Zgodnie z życzeniem Głównej Komisji Rewizyjnej PTL zachodzi ;'konieczność
sprostowania
informacji
Zarządu
Głównego .(ubiegłej
kadencji),
zamieszczonej
w sprawozdaniu
z działalności opublikowanym
w tomie 64 "Ludu" na s. 344 - 350
(doc. dra hab. E. Pia1:ras2'Jka), ~wią:zanej z czynnościami kontrolnymi wykonanymi
przez GKR przed WZD PTL w Zakopanem w 1979 r.
1. W wystąpieniu
na 55 WZD w Zakopanem mylnie przypisano GKR wniosek o przedłużenie kadencji Zarządu Głównego o jeden rok (do jesieni 1980) z okazji nie udzielenia
absolutorium
ustępującemu
Zarządowi. Wniosek taki zgłosiła
jedna z delegatek ze względów oszczędnościowych.
Przyjęcie (po głosowaniu) podobnego wniosku GKR uznała za sprzeczne z obowiązującym Statutem PTL, co też ponownie stwierdziła na plenum Zarządu Głównego w grudniu 1979 r. w Poznaniu.
2. Podobnie w rozesłanych do Oddziałów PTL w listopadzie 1979 r. "wyjaśnieniach"
ZG w sprawie uwag wysuniętych
w rewizji dokonanej
przez GKR
odnośnie niedociągnięć
w działalności
ZG PTL (tekst nie został opublikowany
w "Ludzie"), gdzie miał być wyolbrzymiony
udział członków Zarządu w pracach
kontrolny.ch GKR z wykazaniem
braku należnej współpracy
z GKRze
strony
Zarządu Głównego. GKR nie uwaŻa tego wyjaśnienia
za ,prawdziwe. Brak ten,
zdaniem GKR, przyczynił się do uniemożliwienia
terminowego
wykonania przez
GKR protokółu pokontrolnego oraz wniosku potrzehnego do udzielenia przez WZD
absolutorium ustępującemu Zarządowi.
3. Główna Komisja Rewizyjna w osobach: prof. dr F. Wokroj (w zastępstwie
obłożnie chorego przewodniczącego
GKR dra L. Malickiego z Gdańska), dr S.
Chmielowski i (po dokooptowaniu
członek GKR) mgr E. Jaworski, z braku podstawowych danych, głównie księgowości PTL, dopiero po przybyciu do Zakopanego bezpośrednio przed WZD mogła przystąpić do częściowego tylko sporządzenia wymaganego protokółu, za wiedzą i zgodą nieobecnego przewodniczącego GKR

�~69
(dra L. Malickiego). Fakt ten, brak podstawowych danych do statutowego wymogu postawienia wniosku o udzielenie abso~utorium ustępującemu
Zarządowi Głównemu, był wystarczająco
umotywowany
zdaniem GKR. Głównie zauważono nie·
dociągnięcia w gospodarowaniu
niektórymi agendami Towarzystwa za okres ostatmej 3-letnJiej kadencji, co SlZWJegółowo referował
dr S. Chmiel&lt;YW&amp;ki odnośnie
księgowości biura ZG.
'
4. Do pozytywów zdaniem GKR należy zaliczyć fragmenty omawianej informacji ZG, gdzie uznano słuszność części zarzutów wysuniętych przez GKR (s. 350).
Uznanie to wyrażono we wspomnianym
tekście "wyjaśnień"
rozesłanych do Oddziałów i członków ZG, które zdaniem GKR nie były potrzebne,
ani słuszne,
a może nawet szkodliwe z uwagi na bezpodstawne posądzenia postronnych.

Prof.

Za Główną Komisję Rewizyjną;
dr Franciszek Wokroj, dr Stanislaw Chmielowski

LVI. WALNE ZGROMADZENIE DELEGATOW PTL I SESJA NAUKOWA
W KRAKOWIE W DNIACH 22 - 24 WRZEŚNIA 1980 R.
56 WZD PTL i towarzysząca mu sesja naukowa zorganizowane zostały przez
krakowski Oddział PTL, przy współudziale krakowskiego
Oddziału PAN. Obrady
toczyły się w auli PAN przy ulicy Sławkowskiej 17.
Pierwszy dzień obrad wypełniła sesja naukowa poświęcona jubileuszowi 50-leda pracy naukowej i 70 ro.cznicy urodzin prof. dra Romana Reinfussa. Otwarcia
obrad dokonała dr Anna Kowalska-Lewicka,
która w imieniu organizatorów
Zjazdu i ZG PTL powitała dostojnego Jubilata oraz przybyłych gości. Część oficjalną
sesji rozpoczął przemówieniem
okolicznościowym dyrektor Departamentu
Muzeów
i Ochrony Zabytków dr Franciszek Midura. Gratulacje
i podziękowania
za dotychczasową działalność na polu nauki złożyli na ręce prof. Reinfussa także prof .
.Y. Burszta, prof. M. Mięsowicz (przew. krakowskiego Oddziału PAN), doc. dr hab.
E. Pietraszek.
Następnie życzenia składali uczniowie i współpracownicy
Profesora, przedstawiciele
ośrodków naukowych,
Odd'liałów PTL. Tradycyjnym
"Sto
lat", w wykonaniu kapeli ludowej członkowie Stowarzyszenia
Twórców Ludowych
dali dowód swego uznania dla działalności prof. Reinfussa. Podziękowania
oraz
życzenia dalszej owocnej pracy wpłynęły również na ręce mgr Z. Cieśli-Reiniussowej - żony Profesora, Jego długoletniej współpracownicy.
Po złożeniu życzeń i gratulacji wygłoszono referaty związane z działalnością
prof. Reinfussa.
Mgr Alfred Gauda, były uczeń Profesora, w obszernym omówieniu zatytułowanym "Katedra Etnografii Uniwersytetu
im. Marii Curie-Skłodowskiej
w Lublinde", scharaikt€lryrLOwał ID-letnią. działa,lność prof. Reinfus'sa jako kierownikil
Katedry. W referacie "Pracownia
Dokumentacji
Polskiej Sztuki Ludowej Instytutu Sztuki PAN" dr Ewa Fryś-Pietraszkowa
mówiła o Profesorze jako o założycielu i długoletnim kierowniku Pracowni. W ostatnim wygłoszonym tego dnia
referacie mgr Janina Glanowska omówiła ochronę twórczości ludowej, wielokrotnie podkreślając związki próf. Reinfussa z tym problemem. Z powodu wyczerpania czasu przewidzianego
na pierwszy dzień sesji wygłoszenie dalszych dwóch
referatów przewidzianych programem przeniesiono na dzień następny.
Tego samego dnia po przerwie obiadowej. w Wieliczce odbyło się spotkanie
towarzyskie oraz nieoficjalna
część obchodów Jubileuszu
prof. Reinfussa.
Byli

�370
uczniowie Profesora z lubelskiej Katedry Etnografii przygotowali retrospektywny
program satyryczny zadedykowany
Jubilatowi.
Spotkaniu towarzyszyły
występy
kapeli ludowej. Przed spotkaniem towarzyskim uczestnicy Zjazdu mogli zwiedzać
Kopalnię Soli i Muzeum Żup Krakowskich.
W drugim dniu sesji naukowej
wygłoszono następujące
referaty:
"Wkład
prof. dra Romana Reinfussa w rozwój myśli skansenowskiej
w Polsce" - dr .Jerzy Czajkowski, "Badania karpackie" - dr Anna Kowalska-Lewicka,
"W sprawie
inspirowania twórców ludowych" - dr Ewa Fryś-Pietraszkowa,
"Teoria a praktyka w zakresie ochrony budownictwa ludowego" - dr Jerzy Czajkowski. Po wysłuchaniu przez zebranych powyższych referatów wywiązała się ożywiona dyskusja, która z powodu ograniczeń czasowych skoncentrowała
się wokół tematyki
skansenowskiej.
Za problemy wymagające jak najpilniejszego
rozwiązania uznaw)
niewystarczające
dofinansowanie
placówek skansenowskich
oraz sprawy zatrudnienia w skansenach. Dyskutowano nad kwestią ?:miany ,programu studiów etnograficznych pod kątem lepszego przygotowania
absolwentów do pracy (m. in. w
skansenie) i nad kłopotami związanymi z ochroną zabytków w terenie a wynikającymi z braku wyspecjalizowanych
brygad technicznych mogących być na stałe
zatrudnionymi w piacówika'ch s'kansenowskich.
W godzinach popołudniowych
odbyły się obrady 56 Walnego Zgromadzenia.
Delegatów PTL. W imieniu ZG PTL delegatów powitał wiceprezes PTL, doc. dr
hab. E. Pietraszek, przekazując mgr M. Suboczowej przewodnictwo
obrad z następującym porządkiem dziennym: 1. Powołanie Komisji Wnioskowej. 2. Odczytanie protokółu z 55 WZD i z zebrania konstytuującego
Zarząd PTL w kadencji
1980/1982. 3.Informacje Komisji Statutowej.
4. Sprawozdanie
Sekretarza
Generalnego. 5. Sprawozdanie
GKR. 6. Sprawozdania
i plany pracy Oddziałów PTL.
7. Sprawozdania dotyczące organizacji Walnych Zjazdów Delegatów PTL w Opolu
i Szczecinie. 8. Dyskusja nad sprawozdaniami.
9. Wystąpienie Komisji Wnioskowej. 10. Zamknięcie obrad.
Mgr M. SubocZJowa poi:nformowała zgromadzonych, iż ZG PTL przyznał dyplomy dla członków honorowych: dra K.Pietkiewicza
i mgra T. Więckowskiego,
lecz z powodu braku podpisu prezesa dyplomy zostaną wręczone w terminie późniejszym po dopełnieniu strony formalnej.
Ad 1. W skład Komisji Wnioskowej powołano mgr M. Jastrzębską (przewodnicząca), mgr K. Kaczko i mgr E. Arszyńską (członkowie).
Ad 2. Protokół z 55 WZD PTL został odczytany przez doc. dra hab. E. Pietraszka, który również poinformował zebranych o składzie obecnego Zarządu PTL.
Formalnie
poprawki
do protokółu dotyczące ilości członków i zastępców GKR
oraz Sądu Koleżeńskiego wniósł skarbnik PTL, dr St. Chmielowski. Poza tą uwagą
protókóły zostały przyjęte przez zgromadzonych jednogłośnie.
Ad 3. Dr K. Marczakowa przypomniała
zgromadzonym, iź wobec konieczności przepracowania
Statutu PTL, na 54 WZD powołano Komisję Statutową w składzie: drr' K. Marczaikowa - przewodnicząca, doc. dr hab. B. Kopczyńska-Jaworska, dr E. Jaworski, mgr 1. Wronkowska, mgr J. ł.,apott - członkowie. 3 czerwca
1980 w Katedrze Etnografii UL ,odbyło się zebranie członków Komisji, w trakcie
którego opracowano projekt zmian Statutu. Projekt ten został przekazany do ZG
PTL, a następnie, po powieleniu, do wszystkich Oddziałów PTL. Jednak z uwagi
na to, iź tylko 4 Oddziały zgłosiły wnioski i propozycje do Komisji, co stanowi
niedostateczny
materiał do podjęcia dyskusji, Komisja Statutowa była zmuszona
odwołać przewidziane na dzień 21.09 br. zebranie. W takiej sytuacji przewodnicząca zaapelowała do zgromadzonych, aby bezwzględnie na najbliźszym zebraniu
kaźdy Oddział przeprowadZJił dyskusję nad projektem Statutu i swoją opinię prze-

�kazał ZG PTL we Wrocławiu do końca listopada br; Po zebraniu wypowiedzi,
p~epra'Cowa:ni'U Statutu w opaJrciu o zgromadzone materiały
i określeniu strony
pI'awnej, KQlffiiiSjaprzedstawi proje:k.t Statutu na 57 WZD w OpOllu.
Ad 4 i 6. Sprawozdanie
z działalności ZG PTL, ODIE, Biblioteki PTL, Re~
dakcji ŁSĘ, Komitetu Redakcyjnego
"Ludu", Redakcji DWOK, informację
o sta··
nie "Literatury
Ludowej",
sprawozdanie
z działalności
Sekcji Korespondentów
Terenowych oraz syntetycznie ujęte sprawozdania
i plany pracy Oddziałów przedstawiła doc. dr B. Bazielich - sekretarz generalny PTL.
Należy zaznaczyć, że ostatnie sprawozdanie nie obejmowało wszystkich Oddziałów, gdyż niektóre nie nadesłały swych sprawozdań do ZG PTL. Prof. Znamierowska-Pri.ifferowa
zgłosiła wniosek do ZG, aby przypomniał
delegatom o trybie
składania sprawozdań
i planów pracy Oddziałów. Przypomniano,
że ostateczny
termin nadsyłania sprawozdań i planów pracy uplywa w sierpniu przed kolejnym
WZD. Ustalono .również, że zaległe sprawozdania
za okres 1979- 1980 należy nadesłać do ZG do końca września br.
Ad. 5. Sprawozdanie z prac GKR odczytał dr Wł. JeŻ-Jarecki.
Ad 7. Delegat szczecińskiego
Oddziału PTL, mgr T. Kubiak,
zabrał głos
w sprawie organizacji 58 WZD oraz towarzyszącej
Zjazdowi sesji naukowej poświęconej 100 rocznicy wyprawy S. Szolc-Rogozińskiego
do Kamerunu.
Mgr Kubiak przedstawił ramowy program obchodów tej rocznicy: 1) Otwarcie Muzeum
im. Stefana Szolc-Rogozińskiego
w Kaliszu; 2) Seminarium
afrykanistyczne
połączone z WZD PTL; 3) Ekspedycja do Afryki szla,kiem Rogozińskiego; 4) Popularyzacja ddkonań po1skiej afry1k\a.mstyik.iw minionym stuleciu poczyn,ając od wyprawy Rogozińskiego. Mgr T. Kubiak poinformował
zgromadzonych
o przeprowadzonych rozmowach związanych z realizacją przedstawionego programu.
Do momentu przedstawienia
przez Oddział szczeciński ramowego programu,
ZG PTL uznał zgłoszony na 54 WZD PTL wniosek o powierzenie Szczecinowi organizacji 58 WZD oraz obchodów 100 rocznicy wyprawy do Kamerunu, za warunkowy. W związku z powyższym Oddział szczeciński uznał przedstawiony
program
za wystarczający do zniesienia klauzuli o warunkowości tego wniosku oraz postulował przekazanie uchwały do realizacji przez ZG PTL oraz Oddział szczeciński,
zgodnie z duchem wcześniej, przekazanych
na ręce ZG pism. Oddział szczeciński
zaproponował powołanie komitetu organizacyjnego
obchodów pod patronatem PTL.
Ze swej strony Oddział szczeciński podejmuje się nadzoru i pomocy w zorganizowaniu 2 i 3 punktu obchodów.
'
Przyjęcie wniosku zakwestionował
skarbnik PTL, dr St. Chmielowski, wysuwając zastrzeżenia
co do formalnych
i finansowych
możliwości realizacji
tego
wniosku przez PTL. Prof. A. Kutrzeba-Pojnarowa
wysunęł~ wniosek o zamknięcie dyskusji na WZD i przekazanie sprawy do roz~.:trzygnięcia ZG. Wniosek przeszedł przy jednym głosie przeciw i jedenastu wstrzymujących
się. Wiceprezes PTL
doc. dr hab. E. Pietraszek zapewnił delegatów szczEcińskich o poparciu dla inicjatywy Oddziału szczecińskiego w miarę możliwości prawnych
i finansowych
Towarzystwa.
Dr J. Hajduk-Nijakowska
w kilku słowach zapoznała zgromadzonych
z programem 57 WZD w Opolu. Sesja naukowa towarzysząca Zjazdowi poświęcona będzie monografii folklorystycznej
Śląska i zostanie związana tematycznie z pracami
prowadzonymi pod kierUJIlkiem prof. D. Sim·onides. Sesji towarzyszyć będzie zwiedzanie Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu-Bierkowicach.
Ad. 8. Przewodnicząca
obrad, mgr M. Suboczowa, odczytała nazwiska zmarłych w minionym roku członków PTL: mgra Stanisława Lewandowskiego
z Prze-

�312

Kr.omka

mY'ś1a, AIIltol1liego Górszczy!ka i Eugeniusza Furdyny
z Mszany Dolnej, Czesława Kurka z Opola. Pamięć zmarłych uczczono minutą milczenia.
DelegaJt Oddziału Zielona Góra, dr W. Sauter, pI'zekazał wyrazy uznania organizatorom Zjazdu za ogólnie bardzo dobrą stronę organizacyjną,
wyraził jednocześnie uwagi krytyczne pod adresem sprawności przebiegu WZD. Wyraził też swe
niezadowolenie
z powodu nieobecności na WZD prezesa, prof. dra F. Wokroja.
Mgr M. Suboczowa wyjaśniła, iż nieobecność prezesa spowodowana jest jego pobytem za granicą.
Ad 9. W związku z obecną sytuacją w kraju zabrała głos prof. M. Znamierowska-Priifferowa
postulując, aby PTL przyczyniło się do rzeczywist"ej o.dnowy na
polu kultury. Prof. Pr.ufferowa przedstawiła poniżny tekst: "Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze
wita z aprobatą
i najwyższym
uznaniem
przemiany
zachodzące
w kraju, które pozwalają mieć nadzieję, iż kraj nasz wyjdzie z kryzysu moralnego i gospodarczego lat ostatnich. PTL solidaryzuje się z wszystkimi postulatami
wysuniętymi przez Międzyzakładowe
Komitety Strajkowe
i przyjętymi przez Komisję Rządową oraz wyraża podziw dla postawy polskiego robotnika. PTL w szczególności zgodnie z założeniami swej pracy, z naciskiem podkreśla potrzebę ukierunkowania
działalności organów terenowych
tak, aby sprawy rozwoju i zachowania najcenniejszych
tradycji i kultury wsi były we właściwy sposób badane
i doceniane, opierając się na głosach nauki i krytyki społecznej". Odczytany tekst,
przy jednym głosie wstrzymującym
się, został przyjęty
przez zgromadzonych
w formie wniosku z zaleceniem dla ZG o przekazanie go do Międzyzakładowych
Komitetów Strajkowych, Niezależnego i Samorządnego Związku Pracowników Kultury, oraz do Redakcji "Kultury", "Polityki" itd.
Wnioski Oddziałów;
1. Mgr M. Jastrzębska
zgłosiła wniosek dotyczący rent i emerytur dla twórców ludowych postulując, by PTL udzieliło swego poparcia i pomocy w dążeniu
do skorygowania
i ujednolicenia
wysokości rent i emerytur dla twórców ludowych, przyznawanych
przez Min. Kult. i Szt. i ZUS. Obliczanie wysokości emerytury powinno wynikać z rzetelnej i naukowej oceny dorobku twórczego, a nie
powinno być uzależnione od wysokości wpłat składek do ZUS. Wniosek został
przyjęty przy jednym głosie wstrzymującym
się.
2. Wniosek Oddziału Opole, aby sporządzić listę prelegentów, członków PTL
i tematów odczytów, które mogą wygłaszać na zaproszenie Oddziałów. Wniosek
został przyjęty przy 2 głosach przeciw i 12 wstrzymujących
się.

3. Wniosek Od.d;z;iału Rzeszów" aby włąezyć wszyst&gt;kie Oddziały do sieci Korespondentów
Terenowych i wyznaczyć pełnomocników do tych spraw oraz opracować wspólny program działania i zorganizować raz w roku spotkanie korespondentów
lub pełnomocników.
Wniosek został przekazany
jako zalecenie dla
Prezydium ZG PTL.
4. Wniosek Oddziału Łańcut, aby PTL nawiązało kontakt ze Stowarzyszeniem
Twórców
Ludowych,
Stowarzyszeniem
Pamiętnikarstwa
Polskiego,
ZSL, LSW,
Wydawnictwem
Lubelskim.
Propozycja
Oddziału została przyjęta
jako sugestia
dla Oddziałów.
5. Wniosek Oddziału Rzeszów, aby zorganizować spotkanie zainteresowanych
kontYll1lUacją "Atl,alSu PoLs.kich Stro·jólW LUtdowy,ch". WniOGek odrzucono, poni.ewa7.
juri: i&amp;tnieje Komisda zajmu'ją.ca się pr~JCami nad "Atla'sem".
6. Wniosek Oddziału Łańcut o wydanie drukiem utworów pisarzy ludowych

�Kronika

313

oraz ich biografii. Wniosek odrzucono sugerując zwrócenie się do "Literatury
Ludowej".
7. Wniosek Oddziału Łańcut, aby w przyszłości zmierzać do wznowienia nie,
których edycji PTL, zeszytów APSL, wyczerpanych tomów "Ludu".
8. Przez aklamację został przyjęty wniosek "Cepelii", który wpłynął do ZG.
"Cepelia" wnosi, aby Towarzystwo podjęło starania .w Min. Kult. i Szt. o prawo
nadawania przez PTL uprawnień etnografa-rzeczoznawcy.
I
9. Zgłoszono postulat, aby zmobilizować Oddziały do kolportażu
wydawnictw·
PIL,
10. Wniosek Oddziału Szczecin o przedstawienie
do odnośnych instytucji wniosku, aby rok 1982 ogłosić "Rokiem Afrykanistyki
Polskiej" w związku z 100 rocznicą wyprawy Stefana Szolc-Rogozińskiego do Kamerunu. Wniosek został przyjęty jako postulat roboczy i zalecenie ,dla ZG PTL przy 2 głosach przeciw i 12
wstrzymujących się.
11. J'ednogłośnile pl7JeiS'ledł WlD.io&amp;akOddziaŁu Przemyśl, aby podjąć starania
o wprowadzenie
do programu studiów humanistycznych
WSP rocznego wykładu
o kulturze ludowej w Polsce, zakończonego egzaminem i praktyką terenową.
12. Wniosek dra S. Buratyńskiego
(przyjęty jako postulat pod adresem ZG
PTL do przekazania odpowiednim instancjom): W związku z programem "Wisła",
budową wielkich zapór wOdnych, budową kopalni odkrywkowych czy innych wielkich i małych robót ziemnych wnioskuję: 1) by etnografowie, wespół z archeologami, badali tereny czynnych i byłych piecowisk garncarskich.
Należy badać przede wszystkim resztki wziemnych pieców garncarskich,
jamy odpadkowe, a także
warstwy kulturowe
na terenie tych piecowisk. Należy zbierać ułamki' ceramiki
i ew. rekonstruować
części lub całe naczynia, jak też narzędzia pracy lub ich
części wykonane z różnych surowców, a także wszelkie inne wyroby czy ich
części; 2) by i etnografowie, wespół z archeologami, badali jamy odpadkowe lub
śmietniska na terenach podworskich i w pobliżu sąsiadujących
z nimi parków,
a także w pobliżu zabudowań parafialnych,
młynów, olejarni, foluszów, kuźni i w
ogóle tam, gdzie występują
ślady dawnej czy historycznej
działalności naszych
przodków; 3) wnioskuję ponawianie próśb, by władze wojewódzkie przydzielały
potrzebne kwoty na kupno zabytkowych
budowli i wszelkich starych wyrobów.
Ad 10. W imieniu delegatów prof. A. Kutrzeba-Pojnarowa
podziękowała organizatorom ZjaZdU i przewodniczącej
obradom WZD, mgr M. Suboczowej.
Trzeci i ostatni dzień Zjazdu PTL wypełniła wycieczka, której trasa wiodła
przez Myślenice, Tokarnię, Dobczyce, Dziekanowice.
Organizatorzy
zadbali, aby
wycieczka był.a intere9Ująca mróWlIlo pod W'l1ględem etnograd'k,z;nym, jak i krajoznawczYlJTl.W Myślenicac.h 1JWiedzolllo"Dom Grecki" (dawny zajazd z XlVII w.),
w którym obecnie znajduje się Muzeum Wnętrz Mieszczańskich; Muzeum posiada
też zbiory etnograficzne
z pogranicza krakowsko-góralskiego.
W Tokarni uczestnicy wycieczki bardzo serdecznie zostali przyjęci przez miejscowego proboszcza,
który od wielu lat interesuje się problemami kultury ludowej oraz współpracuje
z Muzeum Etnograficznym
w Krakowie. Dzięki jego inicjatywie zgromadzono na
plebanii eksponaty zebrane przez misjonarzy
polskich w Afryce, Ameryce Pd.,
Azji i Oceanii. Godny zwiedzenia był również drewniany kościół z pocz. XIX w.
otoczony' kaplicami poświęconymi polskim walkom w II wojnie światowej, jak
również miejscom męczeństwa. W Niedzielę Palmową święci się tu palmy parometrowej wysokości, a w procesji bierze udział drewniana figura Pana Jezusa na
osiołku, ludowa replika średniowiecznej
rzeźby ze zbiorów Muzeum Narodowego
w Krakowie, wykonana, jak i wspomniane tu kaplice, przez Józefa Wronę, miejscowego kościelnego. Duża kolekcja jego rzeźb, znajdująca
się stale na plebanii,

�374

Kronika

została· czasowo przeniesiona
na wystawę w Muzeum Etnograficznym
w ,Krakowie. W Tokarni i w sąsiedniej Skomielnej Czarnej istnieje duży ośrodek ludowego zdobnictwa, wiele kobiet wykonuje tradycyjne. ozdoby wnętrza mieszkalnego ze słomy, bibułki (pająki, kwiaty). Kolejnym etapem wycieczki były Dobczyce,
miasto,
które prawa miejskie
uzyskało
w 1362 r. od Kazimierza
Wielkiego.
W przeszłości Dobczyce słynęły z płóciennictwa i sukiennictwa,
później' z garbarstwa, krawiectwa,
garncarstwa.
Z XIV-wiecznego
zamku królewskiego
pozostały
ruiny, częściowo odbudowane przez grupę "Miłośników Dobczyc" i obecnie wykorzystywane
przez PTTK-owskie
Muzeum, posiadające ciekawe zbiory. Koło zamku - początek skansenu: karczma "Na zbóju", w niej zbiory związane z miejscowym rzemiosłem i wystrojem
izby mieszczańskiej
oraz śpichlerz, w którym
urządzono kuźnię.
Na zakończenie wycieczki zwiedzono wieś Dziekanowice, gdzie na miejscowym
cmentarzu
zachowały się ludowe, nagrobne
rzeźby kamienne
z przełomu XIX
i XX w., wykonane w lokalnych warsztatach kamieniarskich.

Iwona

Protokółowały:
Wiktor i Maria Niewiadomska

KONFERENCJE, ZJAZDY I INNE SPOTKANIA
UWZGLĘDNIAJĄCE
PROBLEMATYKĘ
ETNOGRAFICZNĄ
W 1979 ROKU
S ym p o zj u m z cyklu "Kultura ludowa - tradycja i współczesność" (Kielce,
25 VI). Organiza'torzy: Rada dis KultuTY StoiWarzyszenia PAX w Warsq;awie, Wojewódzki Oddział Stowarzys.zenia PAX w Kielcach. Referaty:
J. Marlewska, Kultura ludowa w 35leciu PRL; A. Kuczyńska-Skrzypek,
Chłopska kultura tradycyjna
- model i rzeczywistość; M. Pokr/opek, Świadomość zróżnicowania kulturowego na
terenach pogranicz etnograficznych -:- jej funkcjej B. Erbet;, Dawna i wspólczesna
sztuka ludowa na Kielecczyźnie. Imprezy towarzyszące:
VII wystawa Ludowej
Sztuki Sakralnej Kielecczyzny.
Ogólnopolsikie
sympozjum
poświę~one
dziec,ku
wiejskiemu
,Kiraików, 29 - 30 VI). Or.ganizatoJreY: Poihs'.k\i.eTowarzystwo
Ludoznawcze
Oddział
w KrakOIWie, Muzeum Etn'Olg.raficz.ne w Kra,kowie. Refer&lt;llty: W. Wincławslki,
Dziecko wsi, polskiej. Problematyka
badawcza i jej rozwój; A. Kutrzeba-Pojnarowa, Dziecko w kulturze wsi. tradycja i awans; D. Markowska, Rodzicielstwo
w środowisku wiejskim; G. Makiełło-Jarża,
Niektóre czynniki rozwoju psychicznego i fizycznego dziecka wiejskiego; J. Sekułowa, Wczoraj i dziś opieki zdrowotnej nad wiejską populacją wieku rozwojowego; D. Tylkowa, Choroba dziecka,
ludowe sposoby terapeutyczne; M. Dembińska, Ze studiów nad pożywieniem dziecka wiejskiego w średniowieczu i czasach nowożytnych; K. Dłużniewska, Warunki
życia i żywienia dzieci wiejskich. Obserwacje z lekarskich badań terenowych;
G. Ungeheuer-Buican,
Warunki alimentacyjne we wspólczesnej rodzinie chłopskiej
w powiązaniu z systemem zewnętrznego wspomagania; Z. Cieśla-Reinfuss,
Na pastwiskuj J. Bujak, Wychowawcze i kształcące funkcje zabawek ludowych; K. Kwaśniewicz, Dziecko w polskich zwyczajach ludowych; D. Simonides, Spontaniczna
twórczość ustna dzieci miejskich; B. Bazielich, Dawny ubiór dziecięcy XVIII-początków XX wieku; A. Jacher-Tyszko,
Dziecko wiejskie w ikonografii XIX i po"
czątków XX wieku; Z. Siatkowski,
Obraz literacki dziecka wiejskiego. Imprezy
towarzyszące:
wystawa "Dziecko wiejskie".

�Krcmika

375

O g ó l n o p o l s k a k o nf e r e n c j a s k a n s c n o w s k a (Lublin Ciechanowiec, 1 - 3 X). Organizatorzy:
Ministerstwo
Kultury i Sztuki, Zarząd .Muzeów
i Ochrony Zabytków, PP Pracownie Konserwacji
Zabytków, Zjednoczone Zespoły
Gospodarcze, Muzeum Wsi Lubelskiej, Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu. Referaty: R. Reilnfuss, Problemy architektury ludowej w mu.zeach skansenowskich na
przykładzie Muzeum Wsi Lubelskiej;
M. Czajnrlk, Problemy konserwatorskie w Muzeum Wsi Lubelskiej; R. Królikowski, Założenia organizacyjno-programowe
i ich
realizacja w Muzeum Wsi Lubelskiej; F. Midura, Ochrona budownictwa ludowego
w 35-leciu PRL; J. Czajkowski, 'Historia rozwoju ludowego budownictwa mie~
szkalnego w świetle badań prowadzonych w okresie 35-lecia PRL; T. Polak, Udział
PP Pracownie Konserwacji Zabytków w ochronie i konserwacji zabytków architektury drewnianej; J. Rutkowski, Współpraca wyspecjalizowanego przemysłu ze
służbą muzealno-konserwatorską
w zakresie ochrony zabytkowego budownictwa
drewnianego; M. Czajnik, Rozwój metod konserwatorskich w okresie 35-lecia PRL
w zakresie konserwacji zabytkowego drewna; K. Uszyński, Rozwój koncepcji budowy parku etnograficznego w. Ciechanowcu na tle historii skansenów północno-wschodniej Polski.
Jubileuszowa
konferencja
Międzynarodowej
Komisji
do
Badania
Kultu;ry
Ludowej
w
Ka'rpa~ach
i na
Bałkan a c h (1959 - 1919) (Kraków Mogilany, 8 - 12 X). Organizatorzy:
Komisja do
Badania Kultury Ludowej w KaTPatach Komitetu Nauk Etnologicznych PAN, Katedra Etnografii UL. Sprawozdania:
V. Frolec, 20 let Mezindrodni komise pro studium lidov,e kultury
v Karpatech a na Balkdne; A. Primowski,
SPrawozdanie
z działalnpści Bułgarskiej Sekcji MKKKB; J. Botik, Vysledky a program cmnosti
Ceskoslovenskej sekcie MKKKB; L. Foldes, Sprawozdanie z działalności Węgierskiej
Sekcji MKKKB;
N. N. Gracjanskaja,
Naprawlenija
Karpatowiedczeskich
issledowanij wieduszczichsja w SSSR; M. Gładysz, Działal-ność Polskiej Komisji do Badania Kultury Ludowej w Karpatach; 1. VUidutiu, Sprawozdanie z działalności
Rumuńskiej Sekcji MKKKB. Komunikaty:
F. Midura, Ochrona zabytków kultury
ludowej w Karpatach Polskich; J. Makuiski, A. Rataj, Opracowania i materiały
z zakresu kultury
ludowej Karpat
w Państwowym
Muzeum Etnograficznym
w Warszawie; A. Szyfer, Małe miasta a kształt k.ulturowy wsi góralskich; T. Dobrowolska, Wpływ osadnictwa przysiółkowego na kształtowanie się więzi społeczno-kulturowych
mieszkańców wsi. Referaty: B. Kopczyńska-Jaworska,
Pasterstwo
wysokogórskie w Karpatach (problematyka
syntezy); V. Frolec, Lidove stavitelstvi
v Karpatech a prilehem balkanskem uzemi (problematyka
syntezy); V. Gasparikava, B. N. Putilov, K problematike projektu syntetizujuceho diela o zbojnickom
jolklóre v Karpatoch a na Balkline; A. Szurmiak-Bogucka,
Melodie - nuty w muzyce góralskiej na Podtatrzu; T. Komorow&amp;ka, Stan bada.ń nad polskim folklorem
zbójnickim. Spostrzeżenia i propozycje; A. Szałaśna, Badania nad folklorem w Bieszczadach; I. Vliidutiu, L'architecture
pastorale dans les carpates; N. Dunare,
L'elevage bi-pendilaire dans les pays Carpato-Balcaniques;' L. Foldes, Die Uberwinterung im Rahmen der transhumanten Viehleirtschaft
im Karpaten-Gebiet;
J. Stika, 'Kosar a kosarovani; W. Marinow, Wyrchy njakoj obiczai, magii i narodni pesni u wisokopłaninski; A. Primowski, Wisokopłaninskoto owczarstwo v Bułgarija; H. Raulin, Une mutation economique, sociale et culturelle a.ffecte en profondeur les communautes rurales !les Alpas en pariculier, de la montagne plus
generalement; W. Jostowa, Gospodarka pastersko-rolna na polsktej Orawie; E. Zawiejska, Hodowla i pasterstwo na Żywiecczyźnie w XVII - XVIII wieku w świetle
trzech podstawowych publikowanych źródeł; J. Czajkowski, Budownictwo ludowe
Karpat Polskich. Stan badań i potrzeby badawcze; J. Bohdanowicz, Budownictwo

�376
ludowe

KromkO
Karpat

Polskich

M. Gladyszowa,

w

świetle

wyników

Polskiego

Atlasu

Etnograficznego;·

W. Jostowa,
B. Georgijewa, Osobjenosti na
nai'odnata
staropłaninska
kyszcza
w Bułgarija;
J. Vareka, Ztisah karpatskych
domovych
prvkoll
na uzemi zapadni Mdravy
a Cech; E. Bodi, Budownictwo
ludowe
w górach Zemplen; A. Kun'ĆżyńslkJa-lracka, Mała a·rchitektura
sakralna
w Karpatach.
Wyniki
badań
i postulaty;
J. Olejnik,
Povery,
predstat:y
a magicke
tikony
v stivise s vystavbou
domu a v priebehu
byvania
v oblasti
Vysokych
Tatier;
U. Lehr-Lenda,
Wierzenia
i zabiegi magiczne
zabezpieczające
zagrodę.
Imprezy
towarzyszące:
Uczestnicy zwiedzili Muzeum.w
Rabce i skansen w Nowym Sączu.
LIV
Wal n e
Z g r o m a d z e n.1 e D e l e g a t ó w
P o l s k i e g o T o w ar z y s t waL
u d o z n a w c z e g o i s e s j a n a u k o w a (Zakopane, 19 - 21 X).
Organizatorzy:
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Gminny Ośrodek Kultury w Jabłonce, Muzeum Tatrzańskie
w Zakopanem, Orawski Park Etnograficzny
w Zubrzycy Górnej, Podhalańskie
Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Nowym Targu. Referaty:
W. Paryski,
Muzeum
Tatrzańskie:
przeszłość
teraźniejszość
przyszłość; R. Reinfuss, Problem
wzajemnych
kontaktów
ludności
wzdłuż i w poprzek
Karpat;
J. Czajkowski,
Regionalizacja
mieszkalnego
budownictwa
ludowego
na
północnych
stokach Karpat;
L. Kunz, O gęślich a bassetech z Podhali;
Z. Biały,
Etos gospodarczy
górali
spiskich;
W. Jostowa, Rolnictwo
orawskie
na tle stosunków demograficznych
i gospodarczych;
A. Kowalska-Lewicka,
Ziemniak
w ekonomice i kulturze
Podhala. Komunikaty:
A. Bartosz, Kultura Cyganów Podhala i Spisza; J. Olejnik,
Z dejin
etnograjickych
vyskumov
v oblasti Vysokych TaUer;
H. Jost, Badania nad zagadnieniem
techniki
chłopskiej
na Podhalu,
Spiszu i Orawie; S. Wałach, Nazewnictwo
lasów i polan górskich
na Polslciej
Orawie.
Sesja
została przygotowana
dla uczczenia 90~lecia działalności
Muzeum Tatrzańskiego
w Zakopanem
i 25-lecia Orawskiego Parku Etnograficznego
w Zubrzycy Górnej.
Uczestnicy
zwiedzili Podkólne,
Chochołów,
Orawski
Park Etnograficzny,
gdzie
wysłuchali referatu W. Jostowej, Dzieje organizacji
Muzeum Orawskiego
Parku
Etnograficznego
w Zubrzycy
Górnej,. obejrzeli
występy zespołów pieśni i tańca
oraz wzięli udział w zebraniu towarzyskim.
S e s j a n a u k o w a pt. "Mit - obyczaj - świadomość" (Bialystok, 23 - 25 XI).
Organizator:
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu
Warszawskiego
Filia w Białymstoku. Referaty: E. Feliksiak, Dom a granica świata oswojonego;
Z. Benedyktowicż, Kategoria
s w ó j - o b c y w morfologii
sacrum;
L. Mróz, Ludzie i nieludzie.
Granice identYfikacji
własnej
grupy; L. Stomma, Wstęp do magii ludowej;
J. Wasilewski, Podróże po strukturze.
W poszukiwaniit
doskonałości;
W. Pawluczuk,
Przyroda
i krajobraż
w śiviadomości
lUdowej;
R. Torhicki, Antropologia
ludowa;
J. Leończuk, Hagiografia
ludowd;
C. R()botycki, Łańcuch szczęścia w pół wieku
później;
Komunikaty:
K. Kubiak, Magia kolorów - symbolika
koloru
czerwonego;
Z. Fijak, Grób bohatera.
Założenia
badawcze;
T. Cwalina, L. Grycuk, Człowiek
wobec swego kresu; B. Borowska, E. Rogalewska,
Uwagi nad topografią
mityczną.
Badania

nad

Rekonesans

Budownictwa

tradycyjnym

ludowe

budownictwem

wybranych

regionów

Karpat;

Podhala;

badawczy.

S e s j a n au
(Wrocław, 1-2
skiego, Polskie
Z. Brynikowski,

k o w a pt. "Australia i Oceania. Kultury tradycyjne wczoraj i dziś"
XII). Organizatorzy:
Katedra
Etnografii
Uniwersytetu
WrocławTowarzystwo
Ludoznawcze
Oddział we Wrocławiu.
Referaty:
Wybrane
problemy
rozwoju
społecznego ludów
Australii
i Oceanii
w świetle
materializmu
historycznego;
F. Rosiński, A. Szwedzińska, Prahistoryczne szczątki
ludzkie
w Australii;
F. Rosiński, Struktura
antropologiczna
rodzimej
ludności
Australii;
A. Paluch, Zagadnienia
inercji
tubylczych
kultur
australijskic.h; M. i B. Strzałkowie,
Współczesna
sytuacja
społeczno-ekonomiczna
tubylczej

�377
ludności
Hiroa

-

Australii
jako

w świetle

polinezyjski

A. Posern-Zieliński,
Te rangi.
A. Kozyra, F. Rosiński,
papuaskich
Nowej Gwinei;
N. A. Buna Novoj
Gwinee
w XIX - XX w.;

danych
badacz

statystycznych;
polinezyjskiej

kultury;'

Z badań nad organizacjq społeczną plemion
tinov,
Kultura
Papuasów
Berega Makłaja
M. i B. Strzałkowie, Yaliwanizm
nowy przejaw
kultu
cargo na terenie
Nowej
Gwinei;
D. D. Tumarkin, Niekotoryje
osobiennosti
etnokulturnoj
situacji
w Papua
Novoj Gwinee;
U. Lehr-Lenda,Wierzenia
tuby~ców· z Nowej
Gwinei;
A. Kozyra,
Mode~ konfliktu
wojennego
u kopieniaczych
~udów Nowej
Gwinei;
A. Surzyńska-Błaszak, Zbiory z Nowej Gwinei w Muzeum Etnograficznym
w Poznaniu;
A. Ketter-Pawłowska,
B. Kopydłowska,
Po~acy na Indonezji
i w Australii;
W. Drapella,.
Z dZiejów tematyki
oceanistycznej
w piśmiennictwie
i czasopiśmiennictwie
po~skim
XIX w. Przeg~ąd i wnioski;
J. Komorowski, OceanIa w re~acjach uczestników
rejsu dookoła świata na "Darze Pomorza" (w 45-tą rocznicę rejsu w r. 1934 - 1935);
Z. Kafarski, Re~acje po~skich żeg~arzy-sainotników
dotyczące
rodzimej
nawigacji
w rejonie
Południowego
Pacyfiku;
W. Drapella,
Materiały
do dziejów osprzętu
żag~owego obszaru
Oceanii;
W. Kujawiński,
Wyspa
Rapa przed
rokiem
1791;
M. Wroftska, Kultura
megalityczna
wyspy
Nias. Imprezy
towarzyszące:
projekcja
filmów i przeźroczy.
K o n f e r e n cj a n a u k o w a pt. "Trzeci świat w polskich badaniach etnograficznych" zwołana w związku z jubileuszem 50-lecia pracy naukowej prof. dr Marii
Frankowskiej
(Poznań, 7 - 8 XII). Organiżatorzy:
KNE PAN, Zakład Etnografii
IHKM PAN, Katedra
Etnografii
Uniwersytetu
im. A. Mickiewicza,
Państwowe
Muzeum Etnograficzne
w Warszawie. Referaty:
T. Lepkowski,
Indiańie
a naród
meksykański:
rewo~ucyjny
inl1ygenizm
Cardenasa
t. Lombardo
To~edano; K. Makulski, Ko~ekcje meksykańskie
w zbiorach Państwowego
Muzeum
Etnograficznego
w Warszawie;
R. Tomicki, Uwagi o meksykańskich
koncepcjach
kosmogonicznych; E. Siarkiewicz,
Dwa nurty
poezji azteckiej
XV i XVI w.; M. Frankowska,.
Meksykańska
sztuka ~udowa i jej współczesne
przeobrażenia;
A.' Posern-Zieliński,
Indiańska
społeczność andyjska
i gl6wne nurty jej modernizacji;
Z. Jasiewicz, Kierunki
przemian
rodziny
w Azji Srodkowej
na prz'lIkładzie
Uzbekistanu
i Afganistanu; S. Szynkiewicz,
Płatności
małżeńskie
u ludów Azji Srodkowej;
K. Wolski,
Z badań nad pasterstwem
Be~udżów; J. Lapott, Tradycjona~izm
ku~turowy
u Dogonów w Ma~i.
Maria

ETNOGRAFICZNE

WYSTAWY

CZASOWE

ZORGANIZOWANE

Niewicidomska

W

1979 ROKU

Mu zea
War

s z a w a, Muzeum Historyczne

m. st. Warszawy

"Szwecja

Wjczo.raj i dzi8"

Scenariusz:
B. Comadson,
H. Medelins, M.• Landqvist,
M. Bratt, E. SorliJng,
oprawa plastyczna:
E. Sorili.ng. Elks\pO'Zycja: 24.04 - 22.05. Informato-r. Współorganizatorzy: Muzeum Nordyckie w Sztokholmie, Instytut Szwedzki.
War

s z a w a, Państwowe

Muzeum Etnograficzne

�378
"SiZ'Wk'aludicxwa Gór Rudawskich"
Scenariusz: J. Jost, oprawa plastyczna:
K. Burnatowicz,
komisarze: J. Jost,
P. Szacki, ok.· 1300 eksponatów. Ekspozycja·: 19.01- 12.02. Katalog. Współorganizatorzy: Muzeum Sztuki Ludowej w· Dreźnie, MKiS.
"Kultura tubylców Australii"
Scenariusz: B.. Kohutnicka, oprawa plastyczna: L. Kosek, 110 eksponatów.
.p~ycja: 24.01- 1.05. Katalog. WspółoTlgaidLzaltor:MKiS;
"Naczynia z krajów

Eks-

egzotycznych"

Scenariusz: M. Nowik, oprawa plastyczna: J. Knop, 80 eksponatów.
cja: 14.02- 28.02 w KMPiK w Zduńskiej
Woli. Współorganizator:
w Zduńskiej Woli.

EkspozyKMPiK

"Sztuka ludowa Palestyny"
Scenariusz:
J. Shammout,
oprawa plastyczna:
K. Burnatowicz,
komisarze:
J. Shammout, B. Kaznowska, ok. 350 eksponatów. Ekspozycja: 2.03 - 1.05. Ka. talog. Współorganizatorzy:
Organizacja
Wyzwolenia Palestyny,
MKiS, Polski
Komitet Solidarności z Narodami Azji i Afryki.
"Sztuka naiwna w Polsce"
Scena·riulSz i opI'lawa plastyczna: J. Tomkkla,
Ekspozycja: 5.03 - 2.05 w Muzeum Okręgowym
organizator: Muzeum Okręgowe w Pile.
"Trony i insygnia wodzowskie

J. NiedźwiJedki, 89 eksponatów.
im. S. Staszica w Pile. Współ-

czarnej Afryki"

Scenariusz i oprawa plastyczna: M. Sztrantowicz, ok. 70 eksponatów.
cja: 10.03- 31.05 w Muzeum Powiśla w Sztumie. Współorganizator:
Powiśla w Sztumie.

;ĘkspozyMuzetJm

"Dar dla muzeum"
wystawa zabytków ofiarowanych w ramach akcji zorganizowanej przez PME
w Warszawie oraz Redakcję "Zi'elonego S·z.tandaru". Scenariu'Sz i oprawa plastyczna: W. Włodarz, 150 eksponatów. Ekspozycja: 16.03- 15.06. Katalog. Wsp6ł·
organizator: MKiS.
"Polskie

ludowe instrumenty

muzyczne"

Scenariusz
i oprawa plastyczna:
T. Lewińsk:.l, 90 eksponatów. Ekspozycja:
26.03 - 13.05 w Mqzeum Ziemi Sochaczewskiej w Sochaczewie. Współorganizator: Muzeum Ziemi Sochaczewskiej w Sochaczewie.
"Tkactwo

mazurskie"

Scenariusz i oprawa plastyczna: G. Tkaczyk, 20 eksponatów. Ekspozycja: 19.04- 30.04 w KMPiK w Zduńskiej Woli. Folder. Współorganizator: KMPiK w Zduńskiej Woli.
"Kultura

pierwotnych

mieszkańców

Australii"

Scenariusz:
M. Nowik, J. Niedźwiecki, oprawa plastyczna:, M. Kałużna, 116
eksponatów. Ekspozycja: 7.05 - 31.07 w. Muzeum Okręgowym im. S. Staszica
w Pile. Katalog. Współorganizator: Muzeum Okręgowe w Pile .
. "Polska sztuka nieprofesjonalna

ze zbiorów Ludwiga Zimmerera"

Scenariusz: L. Zimmerer, F. Midura, oprawa plastyczna: K. Burnatowicz, komisarz: J. Migdał,·'700 eksponatów. Ekspozycja: 10.05- 22.05. Współorganizator:
MKiS.

�KroiJ1,i1ca

379

,,st1"oje Itnidian MeksY\ku"
Scenariusz: T. Walendziak, oprawa plastyczna: J. Knop, 10 eksponatów. Ekspozycja: 17.05 - 1.06 w KMPiK w ZduńskIej Woli. Współorganizat'or:
KMPiK
w Zduńskiej Woli.
"Sztuka użytkowa

Dalekiego 'Wschodu"

Scenariusz: E. Pachciarek,
oprawa plastyczna: B. M. Maślikowie, A., Kapica,
107 eksponatów. Ekspozycja:
17.05 - 31.07 w Muzeum Okręgowym w Białej
Podlaskiej. Współorganizator:
Muzeum Okręgowe w Białej Podlaskiej.
Scenariusz i oprawa, plastyczna: E. Pachciarek,
106 eksponatów. Ekspozycja:
24.08 - 31,10 w Mtm:eum Powiśla w Sztumie. W'spół&lt;liI"ganizator: Mu:z-eum W
Sztumie.
Scenariusz: E. Pachciarek,
oprawa plastyczna:
A. Zawada, 106 eksponatów.
Ekspozycja: 8.11.79 - 10.01.80 w Muzeum w Elblągu. Współorganizator:
Muzeum
w Elblągu.
"Pokaz polskiej

grafiki

o tematyce

Scenariusz: J. K. Choros"X\1cha. ~spozycja:
ski Komitet Współpracy z UNICEF.
"Bartnictwo

UNICEF"

10.06 - 28.06. Współorganizator:

Pol-

i pasiecznictwo"

Scenariusz i oprawa plastyczna:
A. Włodarz, G. Filipowicż, 60 eksponatów.
Ekspozycja:
13.06 - 25.07 w Muzeum Wsi Opolskiej
w Opolu-Bierkowicach.
Folder. Współorganizator: Muzeum w Opolu-Bierkowicach.
"Rloomiosło Indian

Meksyku"

Scenariusz i oprawa plastyczna: T. Walendziak, 144 eksponaty, 28 fotogramów.
Ekspozycja: 15.06 - 1.09 w Muzeum Sląska Opolskiego w Opolu. Współorganizator: Muzeum w OpoI\!; Ekspozycja: 10.10 - 31.11 w Muzeum Ziemi Prudnickiej w Prudniku, Współorganizator:
Muzeum w Prudniku.
"Narzędzia

rybackie

Scenariusz
i oprawa plastyczna:
28.06.79 - 15.03.80 r. Katalog.
"Malarstwo

i sposoby łowienia ryb"
G.

Filipowicz;

93

eksponaty.

Ekspozycja:

na szkle Eweliny Pęksowej"

Scenariusz: F. Midura, E. Pęksowa, oprawa plastyczna: K. Burnatowicz, komiszarz: H. Olędzka, 296 obrazów, 23 eksponaty. Ekspozycja: 12.07 - 11.11. Katalog. Współorganizator: MKiS.
"Kult1.lra Filipin"
oprawa plastyczJ:la: B. Kohutnicka,
60 eksponatów. Ekspozycja:
Scenariusz
KMPiK w' Zduń19.09 - 15.10 w KMPiK w Zduńskiej Woli. Współorganizator:
skiej Woli.
"Indiani,e Kiczua -

górale Peru"

Scenariusz: T. Walendziak, oprawa plastyc~a:
eksponatów. Ekspozycja: 2.10 - 8.11. Katalog.
"Współczesna

grafika

T. Walendziak,

M. Nowik,

150

wenezuelska"

Scenariusz: A. Kutrzątkowska,
oprawa plastyczna:, M. Kosek,
Ekspozycja: 18.12.79 - 6.01.80. Katalog. Współorganizator:
MKiS.

68 eksponatów.

�Kromka

380
"Instrument

muzyczny i strój ludowy na Podhalu

Scenariusz i oprawa
zycja: 11 - 20.12.
"Malarstwo

plastyczna:

T. Lewińska,

i Mazowszu"

M. Pol, 60 eksponatów.

na drewnie i szkle Vasile Frunzete"

Ekspo-

(Rumunia)

Scenariusz: K. Bałabanow-Zahorska,
oprawa plastyczna: M. Kosek, 52 eksponaty. Ekspozycja: 18.12.79- 6.01.80. Współorganizat.or: MKiS.
WOJ.

BI&amp;U&gt;iKOPODILAlSK.r:E

Muzea
B i a ł a P o d l a s k a, M u z e u m O krę
"Rzeźba i malarstwo
80 eksponatów.

Ekspozycja:

gow e

w sztuce ludowej

Podlasia"

23.01 - 8.05. Informator.

"Rzeźba ludowa Ośrodka Łukowskiego"
ok. 100 eksponatów.
nalne w Łukowie.

Ekspozycja:

"Sztuka
Zob. Państwowe

4.04 - 8.05. Współorganizator:

użytkowa

Dalekiego Wschodu"

Muzeum Etnograficzne
"Malarstwo

Muzeum Regio-

w Warszawie

Bazylego Albiczuka"

31 eksponatów. Ekspozycja: 2.6.05- 10.07 w Salonie Wystawienniczym
w Białej Podlaskiej. Katalog.
"Kultura

ludowa

zachodniego

Podlasia

i pogranicza

przy MDK

Podlasko-Mazowieckiego"

ok. 150 eksponatów. Ekspozycja: 1.10 - 31.12 w Oddziale Muzeum Okręgowego
w Łosicach. Współorganizator:
Muzeum Okręgowe w Siedlcach, Oddział Muzeum Okręgowego w Łosicach.
"Sztuka ludowa południowego

Podlasia

i Lubelszczyzny"

ok. 200 eksponatów. Ekspozycja: 10.10- 25.10 w Salonie
łoruskich Artystów Plastyków w Brześciu.
WQJEWÓDZTWO

wystawienniczym

Bia-

BI:ELSKl'E

Muzea
B i e l s k o B i a ł a, MutzelUmOkręgowe
"Malarstwo

naiwne woj. bielskiego"

Scenariusz:
B. Turno, B. Gostyńska-Bielicka,
66 eksponatów.
Ekspozycja:
6. 02 - la. 03 w Międzyzakładowym
Domu Kultury "Włókniarzy" w Bielsku
Białej.
"Koronka koniakowsku"
Scenariusz. i oprawa plastyczna:
B. Gostyńska-Bielicka,
ok. la eksponatów.
Ekspozycja: 10 - 31. 03 w Zakładowym Domu Kultury "Andropol" w Andrychowie.
"Haft na stroju ludowym"
Zob. Muzeum Etnograficzne
..Ogólnopolska

pokonkursowa

w Toruniu
tkanina

beskidzka

jej współczesne

adaptacje"

�Kromka
Scenariusz: B. Turno, B. Gostyńska-Bielicka,
23 - 30.03 w Muz.eum w Ołoonuń'cu. KJaJtalog.

381
ok. 300 eksponatów.

Ekspozycja:

"DZJieclkow sz.tuce i ludowa zabawka"
Scenariusz
Ekspozycja

i oprawa plasty'cZJna: B. GOIS,tyńska-Bielicka, ok. 50 eksponatów.
31.05 - 27.06 w ZeslpO'le S1Jkół ZalWooowych "Induikta" Bie'l'slro Biała.

"Współczesna

twórczość ludowa w województwie

bielskim"

Scenariusz: B. Turno, oprawa plastyczna: B. Turno, R. Wawrzeczko, ok. 250
eksponatów. Ekspozycja: 4 -' 10. 09 w Domu Kultury w Makowie Podhalańskim. Katalog.
C i e s z y n, Muzeum
"Złotnictwo na Śląsku Cieszyńskim. Zdobnictwo stroju cieszyńskiego"
Scenariusz: M. Oczkowski, konsultacja:W.
Iwanek, ok. 500 eksponatów.
pozycja: 1. 07. 79 - 31. 03. 80.

Eks-

W i s ł a, Muzeum Beskidzkie
"Wystawa

ceramiki

Scenariusz:
konsultacja:

Marii Konarzewskiej

i gobelinów

Jadwigi

Konarzewskiej"
\

J. Krop, M. Konarzewska,
oprawa plastyczna'
J. Krop, 50 eksponatów. Ekspozycja: 30. 06 ~
WqJ,EWODZ,TWO

L. Konarzewski,
21. 08.

BY:DGIOIS&lt;Km;:

Mu zea
C h o j n i c e, Muzeum Regionalne
"Dorobek twórczości ludowej Kaszub Południowych"
Scenariusz
i oprawa plastyczna:
M. Bruska,
l - 31.1 w WKS "Mostostal" w Chojnica'ch.
"Współczesna

20

rzeźba ludowa Huberta

eksponatów.

Ekspozycja:

Świerczka"

Scenariusz i oprawa plastyczna: M. Bruska, 30 eksponatów. Ekspozycja:
w Chojnickim Domu Kultury. Współorganizator:
Stowarzyszenie
PAX.

1. 03

"Wystawa współczesnego haftu kaszubskiego Marii Kopeć"
Scenariusz: W. Tyborska, oprawa plastyczna:
K. Lemańczyk, ok. 30 eksponatów. Ekspozycja: 22. 03 - 5. 05.
"Współczesna

rzeźba kaszubska"

Scenariusz i oprawa plastyczna: M. Bruska,
- 30. 06 w Klubie PAX. Współorganizator:

30 eksponatów.
Stowarzyszenie

Ekspozycja:
PAX.

15.04

Ekspozycja:

1. 05

"Dziecko w rzeźbie i płaskorzeźbie"
Scenariusz i oprawa
w Klubie NOT.
"Pokonkursowa

plastyczna:
wystawa

M. Bruska,

twórczości ludowej regionu Kaszub"

Scenariusz: W. Tyborska, oprawa
Ekspozycja: 25. 05 - 17. 08.
"Praca -

20 eksponatów.

plastyczna:

K. Lemańczyk,

50 eksponatów.

motyw pracy w rzeźbie ludowej"

Scenariusz i oprawa plastyczna: M. Bruska, 15 eksponatów.
w Klubie NOT. Współorganizator: Zarząd Miejski TPPR.

Ekspozycja:

26. 10

�Kromka
"Motywy sakralne

w rzeźbie ludowej"

Scenariusz i oprawa plastyczna: M. Bruska, 25 eksponatów. Ekspozycja:
- 13. 12 w Klubie PAX. Współorganizator:
Stowarzyszenie PAX.
WOJiĘWOD,zmwo

13. 11

ELBLĄSK[iĘ

Muzea
E l b l ą g, Muzeum Okręgowe
"Sztuka użytkowa
Scenariusz:
Ekspozycja:

Dalekiego Wschodu"

Z. Pachciarek,
oprawa
10. 11. 79 - 14. Ol. 80.

plastyczna'

K w i d z y ń, Muzeum Zamkowe w Malborku "Rytualne
kontynuacja

A. Zawada,

106 eksponatów.

Oddział w Kwidzynie

i obrzędowe maski Nusantary"

wystawy zorganizowanej

w 1978 r.

"Sztuka ludowa regionów nadwiślańskich"
Scenariusz: H. Sampławska, oprawa plastyczna:
200 eksponatów. Ekspozycja: 10. 06 - 23. 07.
"Malarstwo
Scenariusz:
Ekspozycja:

St. Czerny,

B. Malinowska,

ludowe Ludwiki Domachowskiej"

H. Sampławska,
15. 12 - 30.03.

oprawa

plastyczna:

St.

Czerny,

24 eksponaty.

Mu zea
G d a ń s k, Muzeum Narodowe. Dział Etnografii w Oliwie
"Współczesna rzeźba ludowa Kaszub i Kociewia"
kontynuacja

wystawy zorganizowanej

w 1978 r.

WOJEWODZ,'l1WO

G,ORZOWiStKi[E

Muzea
M i ę d z y r z e c z, Muzeum
"Wyroby wikliniarskie
Scenariusz: J. Patorska, oprawa
eksponatów. Ekspozycja: 22. 09 "Staropolski

plastyczna:
30. 09.

regionu"
R. Patorski,

Z.. Bączkowski,

87

piernik świąteczny"

Seenariusz:
J. Patorska,
oprawa plastyczna:
R.
97 eksponatów. Ekspozycja: 14. 12. 79 - 3. 02. SD.
WOJIEWOD'Z;I1WO

Patorski,

Z.

Bączkowski,

KiAiLl!SiKIlE

Muzea
K a l i s z, Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej
"Pamiątki

i starocie rodzinne"

Scenariusz:
J. P. Dekowski, oprawa plastyczna:
H. Guzielak, konsultacja:
J. P. Dekowski, A. Jezierska, ok. 350 eksponatów. Ekspozycja: 27. 05 - 12. 06.

�38J.

K1'onHc4

Katalog. Współorganizatorzy:
Koło Miłośników Folkloru Miasta Kalisza, Zarząd Towarzystwa Miłośników Kalisza, .Wojewódzka Rada Związków Zawodowych w Kaliszu, Międzyzakładowy
Dom Kultury, Redakcja "Ziemi Kaliskiej".
Kro t o s z y n, MuzeUln Regionalne
"Krotoszyńska
Scenariusz:
Ekspozycja:

H.' Ławniczak,
l - 15. 06.

oprawa

rzeźba ludowa"
plastyczna:

WOJEWODZTWO

Ł. Długcewicz,

80 eksponatów.

K,Afl10W[QK,]E

Muzea
B ę d z i n, Muzeum Zagłębia
"Białostockie

dywany"

Scenariusz: H. Jakubowska, T. Łasocha-Borowiec,
oprawa
kiewicz, konsultacja:
Muzeum Okręgowe w Białymstoku,
pozycja:
9.11.79- 26.03.80. Składanka.
Współorganizator:,
w Białymstoku.

plastyczna: Cz. Hacz36 eksponatów. EksMuzeum
Okręgowe

B y t o m, Muzeum Górnośląskie
"Ludowa

!l:ul&gt;tura wałaska

w półno(my'ch Morawach

-

tradycje

i współczesność"

127 eksponatów.
Ekspozycja:
19. 04 4. 05. Współorganizatorzy:
w Prirode Roznov. Urząd Wojewódzki w Katowicach.
"Kultura

ludowa na Śląsku"

Oprawa plastyczna: W. Prandzioch,
w Klubie w Chorzowie.
"Tradycyjne

Muzeum

52 fotogramy.

złotnictwo

Eskpozycja:

15. 05 -

30. 06

cieszyńskie"

Scenariusz: M. Lipa-Kuczyńska,
128 eksponatów. Ekspozycj,a: 28. 05 26.06
'",: Muzeum Okręgowym w Białymstoku, 26.06 - 15.07 w Klubie Towarzystwa
Miłośników Zabrza. Katalog.
"Powstanie

śląskie ,w plastyce

nieprofesjonal~ej"

Scenariusz: K. Kaczko, oprawa plastyczna: W. Prandzioch, 63 obrazy, 11 grafik, 14 rzeźb i płaskorzeźb. Ekspozycja: 5. 07 - 5. 09, 20. 09 - 26. 10 w Muzeum w Leśnicy, 11. 10 30. 10 w Muzeum Śląska Opolskiego. Katalog.
Współorganizatorzy:
Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach i Opolu, Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, Wojewódzki
Dom
Kultury VI. Opolu, Wojewódzki Ośrodek Kultury w Katowicach.
"Sztuka

ludów Azji Środkowej' w XIX i XX

w."

Scenariusz: B. Sorokina, oprawa plastyczna: J. Owen, 118 eksponatów. Ekspozycja: 27. 11. 79 - 13. Ol. 80. Składanka.
Współorganizatorzy:
Ministerstwo
Kultury ZSRR, MKiS i Państwowe Muzeum Sztuki Narodów Wschodu w Moskwie.
R a c i bór

z, Muzeum
"Stroje

30 eksponatów.

Ekspozycja:'

ludowe po konserwacji"
lO. 02 -

20. 04.

�384

Kl'ofli)ca

"Nepal Zob. Muzeum Etnograficzne

sztuka i kultura"

w Krakowie.

"Zabawki ludowe regionu beskidzkiego"
125 eksponatów.
Ekspozycja:
6. 06 8. 07. Współorganizator:
im. Wł. arkana w Rabce.
"Białostockie
36 eksponatów. Ekspozycja:
gowe w Białymstoku.
Ekspozycja:
"Zbieramy

dywany dwuosnowowe"

14. 07 -

"Ludowe malarstwo
51 eksponatów.

28. 10. Współorganizator:

Muzeum Okrę-

na szkle regionu beskidzkiego"

1. 08 -

31. 12.

zabytki kultury

68 eksponatów.
Ekspozycja:
im. Wł. arkana w Rabce.

Muzeum

8.

12 -

ludowej regionu"
18.

12. Współorganizator:

Muzeum

"Szopki krakowskie"
10 eksponatów. Ekspozycja:
ryczne w Krakowie.
Tarnowskie

Góry,
"Malarstwo

21. 12 -

31. 12. Współorganizator:

Muzeum Histo·

Muzeum
i grafika

nieprofesjonalna

woj. katowickiego"

Scenariusz i oprawa płastyczna: K. Kaczko, 105 eksponatów. Ekspozycja: do
11. 02. Współorganizatorzy:
Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego
w Katowicach, Stowarzyszenie
Miłośników ~iemi Tarnowskiej
w Tam. Górach.
"Rzeźba ludowa regionu w 35-leciu PRL"
Scenariusz
i oprawa plastyczna:
T. Nogaj,
8. 09 - 21. 09. w Siedzibie Stowarzyszenia
"Twórcy

amatorzy

ok. 50 eksponatów. Ekspozycja:
Miłośników Ziemi Tarnowskiej.

regionu tarnogórskiego"

Scenariusz i oprawa plastyczna:
J. Modrzyński, 25 eksponatów. Ekspozycja:
29.05 - 31.05 w siedzibie Stowarzyszenia
Mibośników Ziemi Tarnowskiej.
skiej.
Z a b r z e, Muzeum

"Sztuka
Scenariusz:
Ekspozycja:

J. Kamocki, oprawa
10. 11. 79 - 2. 03. 80.

Nepalu"

plastyczna:

T.

Rosczyk,

300 eksponatów.

wO;JF),WOnz,TWO
KlQSZAlLIŃSiKlE
Muzea
K o s z a l i n, Muzeum Okręgowe
"Motyw pracy w twórczości ludowej"
Scenariusz:
Informator.

K. Ruszel, 63 rzeźby, 19 obraz9w. Ekspozycja:
14. 02 Współorganizator:
Muzeum Okręgowe w Rzeszowie.
"Stroje ludowe Polski południowo-wschodniej"

Zob. Muzeum Okręgowe w Rzeszowie.

30. 03.

�Kronika.

385

Muzea
Kra

k ó w, Muzeum Archeologiczne
"Ludowość w malarstwie
Zob. MiUlzeumBudownictwa

Kra

ikonowym"

Ludowego w Sanoku.

k ó w, Muzeum Etnograficzne
"Zegary ludowe"
Scenariusz:
Z. Szewczyk, oprawa plastyczna:
A. Mściwujewska-Wajda,
170 eksponatów. Ekspozycja: 28. 12. 78 - 27. 03. 79. Katalog.
"Twórczość

Józefa Janosa

ok.

z Dębna"

Scenariusz:
M. Beiersdorf, oprawa plastyczna'
A. Mściwujewska,
ok. 200 eksponatów. Ekspozycja:, 28. 04 - 11. 06. Katalog.

L. Wajda,

"Dziecko wiejskie"
Scenariusz:
H. Bittner-Szewczykowa,
oprawa plastyczna:
-Wajda, ok. 300 eksponatów. Ekspozycja: 29. 06 - 25. 09.
"Polskie budownictwo

ludow.e w malarstwie

ok. 50 eksponatów.
Ekspozycja:
18. 09 Kultury Dzielnicy Kraków-Podgórze.
"Rzemiosło

artystyczne

A. Mściwujewska-

nieprofesjonalnym"

2. 10. Współorganizator:

Wydział

okręgu wielkotyrnowskiego"

Scenariusz: S. Popowa, ok. 120 'eksponatów. Ekspozycja: 8. 10 - 15. 10. Folder. Współorganizatorzy:
Urząd Miasta Krakowa, Komitet Organizacyjny
Dni
Wielkiego Tyrnowa w Krakowie.
"Tkanina

dekoracyjna

Srodkowego

Wschodu"

Scenariusz:
K. Wolski, oprawa plastyczna:
Ą. Mściwujewska-W-ajda,
eksponatów. Ekspozycja: 12. 11. 79 - 6. Ol. 80.
WIOIJEWOOZTWO

ok.' 300

~IJlE

Mu zea
S a n o k, Muzeum Budownictwa

Ludowego

"Ludowość

w malarstwie

ikonowym"

Scenariusz: J. Malinowska, oprawa plastyczna:
M. i W. Sawicz, 36 eksponatów. Ekspozycja: 4. 12, 79 - 17. 02. 80 VI Muzeum Archeologicznym
w Krakowie. Folder. Współorganizator:
Muzeum Archeologiczne w Krakowie.
WO.JEWOOZ'l'WO

LUBELSKLE

Muzea
L u b l i n, Muzeum Okręgowe
"Rzeźba ośrodka

łukowskiego"

Scenariusz: E. Kępa, 70 eksponatów; Ekspozycja: 10. 04 - 1. 07 w Muzeum
Regionalnym w Kraśniku. Współorganizator:
Muzeum Regionalne w f{raśniku.

�Kronika

386
"Malarstwo

lud6we na szkle -

Zdzisława

Walczaka

z Zakopanego"

Scenariusa:: D. Po,wdłańska-MazUJr, oprawa plastyczna: K. W,itkO'wska, 70 eksponatów. Ekspozycja: 11. 05 1. 07. Współorganizator:
Z. G. Stówarzyszenia
Twórców Ludowych w Lublinie.
"Współczesny

haft i ceramika

kaszubska"

Scenariusz: E. Kępa, oprawa plastyczna: K. Witkowska, konsultacja:
K. Szałaśna, 120 eksponatów. Ekspozycja: 20. 09 - 1. 12. Współorganizatorzy:
Wojewódzki Ośrodek Kultury w Gdańsku, Z.G. Stowarzyszenia
Twórców Ludowych w Lublinie.
"Malarstwo Nikifora"
Scenariusz: L. Powiłańska-Mazur,
oprawa plast~'czn,a: K. Witkowska, 95 eksponatów. Ekspozycja: 20.09 - 1.12. Współorganizator:
Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu.
"Sztuka ludowa lubelszczyzny"
Scenariusz: D. Powiłańska-Mazur,
ok. 150 eksponatów.
w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu.

Ekspozycja:

11.09 - 11.10

"Ojczyzna"
Scenariusz: S. Dados, D. Powiłańska-Mazur;'oprawa
plastyczna: K. Kozłowska, 200 eksponatów.
Ekspozycja:
11.11 '- 1.12 w Lubelskim
Domu Kultury.
_Współorganizatorzy:
Muzeum' Etnograficzne w Toruniu, Stowarzyszenie Twórców Ludowych.

Muzea
L o m ż a, Muzeum Okręgowe
"Kurpiowska

sztuka

ludowa"

Scenariusz: W. Pawlak, oprawa plastyczna:
pozycja: otwarcie 12.02. Katalog.
"Dawne sprzęty wiejskiego

B. Naleśniak,

gospodarstwa

Scenariusz:
W. Pawlak, oprawa'plastyczna:
Ekspozycja': otwarcie: 12.02. Katalog.

świat d2;iecka"

oprawa

plastyczna:

Eks-

domowego"

B. Naleśniak,

"Barwny
Scenar.iusz: W. Pawlak,
Ekspozycja: ' 15.06 - 20.07.

75 eksponatów.

B. Naleśniak,

90 eksponatów.

150 eksponatów.

"Wyroby ludowe wojewoo:z.twa łomżyńskiego"
Scenariusz:
Ekspozycja:

W. Pawlak,
op~awa
21.12.79 - 18.01.80.

plastyczna:

B.

Naleśniak,

80 eksponatów.

Muzea
L ó d ź, Muzeum Archeologiczne

i Etnograficzne

"Tradycyjne
Scenariusz: Z. Pokuta: Eksipozycja:
- 15.07 w ZPB im. S. Kunickiego.

kowalstwo

ludowe"

1.0'1- 5.03 w Zalkładach

"Ema-Elta",

26.04.-

�387
"Sztuika hucul~a

-

wystaJWa objazdowa"

Scenariusz: B. Wróblewska, oprawa plastyczna: H. Czurko. Ekspozycja: 1.02·
- 25.03 w Muzeum Regionalnym
w Kluc~borku, 8.05 - 31.08 w Mu~um
Etnograficznym we Wrocławiu, 11.10- 18.11 w Muzeum Regionalnym w Radomsku.
Katalog.
"Chleb w kulturze ludowej"
Ekspozycja:

19.04- 21.04 w Przedszkolu
"Sztuka

ZPB im. Marchlewskiego.

ludowa na Podhalu"

ScenaaJriUlsz: B. Wróblewska, oprawa plastyczna: H. Czurko. Ek'spozycja: 12.05- 30.06 w Muzeum w Opocz;nie, 20.08 - 30.08 w Muzeum w Tomaszowie Maz.
"Len w kulturze
Scenariusz: J. Lech, B. Mienicka,
zycja: 10.07.79- 10.01.80. Katalog.

ludowej"

oprawa

plastyczna:

J. Wieczorek.

Ekspo-

"Łęczycka rzeźba ludowa"
Scenariusz:
1. Bernasińska.
EkJSpozy,cja: 17.07··5.09
5.09 - 31.12 w Zakładach "Ema Elester".
WDJ:ElWODZ,TWO

w

ZPB

im.

Kunickiego,

NOWQSĄDECKlE

Muzea
N o w y T a r g, Muzeum Podhalańskie
"Ceramika

Jana Rzeczkowskiego"

Scenariusz i oprawa plastyczna: pracownik
wym Targu, 30 eksponatów.
Ekspozycja:
Współorganizator: Miejski Ośrodek Kultury

Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowrzesień październik.
Katalog.
w Nowym Targu.

N o w Y S ą c z, Muzeum Okręgowe
"Nabytki Muzeum Okręgowego
ok. 40 eksponatów.

Ekspozycja:

w Nowym Sączu w 35-leciu PRL"

lipiec.

"Sztuka ludowa lubelszczyzny"
Zob. Muzeum Okręgowe w Lublinie.
"LudOiWe kowalstwo

arty.sty·o.zmeKarpat

Polskich"

Scenariusz: A. Kroh, Ekspozycja: grudzień. Współorganizator:
"Desa"
kowie, "Cepelia" - Spółdzielcze Zrzeszenie "Milenium" w Krakowie.

w Kra-

R a b k a, Muzeum im. WI. Orkana
"Rekwizyty

kolędnicze

z Rabki i okolic"

Scenariusz: Z. Rak, Dpra,W&lt;łplastyczna: W. Kopytek, kOnlsrultacja: M. Lechow:
SIka-Bujak, Dk. 40 eks'POIIlart;Ó\w.
Ekspozycja: 15.01- 15.03.
"Malarstwo

na szkle dzieci z Raby Wyżnej"

Scenarius'z: Z. Rak, oprawa pla&amp;tycz.na: W. Kopytek, konsultacja.
ska-Bujak, ok. 120 eksponatów. Ekspozycja: 24.03 - 23.05.
"Współczesna

zabawka

ludowa Karpat

M. LecnOiW-

Polskich"

Scenariusz: P. Piotrowski, oprawa plastyczna: W Kopytek, konsultacja:
chowska-Bujak, ok. 110 eksponatów. Ekspozycja: 2.06 - 30.11.
25°

M. Le-

�388:

Kronika
"Wystawa
Scenariusz:
ska-Bujak,

ceramiki

ze zbiorów muzeum"

Z. Rak, oprawa plastyczna:
J. Niżnik, konsultacja:
ok. 90 eksponatów.
Ekspozycja:
10.12.79 - 10.02.80.

M. Lechow-

Z a k o p a n e, Muzeum Tatrzańskie
"Podtatrzańskie

malarstwo

na szkle z okresu

1948 - 1978"

Scenariusz: H. Średniawa, oprawa plastyczna: E. Rodzik, ok. 250 eksponatów.
Ekspozycja:
5.02 - 30.03 w Towarzystwie
Sztuk Pięknych
"Stara Kordegarda"
w Warszawie. Katalog.
"Jolanita Pęk:a1solWaScenariusz:
Ekspozycja:

H. Średniawa,
2 ~ 31.05.

Scenariusz:
Ekspozycja:

H. Średniawa,

oprawa

"Władysław

mal~l'stwo

plastyczna:

Walczak -

na s1Z.kle"
E. Rodzik,

ok. 60 eksponatów.

obrazy na szkle"

oprawa plastyczna:
E. Rodzik, ok. 45 eksponatów.
31.05 - 1'3.06, 2 - 30.09 w Klubie MP,iK w Zakopanem.
"Wystawa

pasów bacow~kich"

Scenariusz:
H. Średniawa,
oprawa plastyczna:
Ekspozycja:
2 - 30.09 w Klubie Stowarzyszenia
kopanem. Folder.
"Sztuka

E. Rodzik, ok. 60 eksponatów.
Kulturalnego
"Turnia" w Za-

ludowa Podtatrza"

Scenariusz:
Ekspozycja:

H. Średniawa, oprawa plastyczna: E. Rodzik,
2 - 30.09 w Galerii - Ratusz w Nowym Targu

Scenariusz:
Ekspozycja:

H. Średniawa,
l - 30.11.

"Bronisław

Z u b r z y c a Gór

n a, Orawski

Bednarz

oprawa

-

ok. 260 eksponatów.

rzeźba"

plastyczna:

E. Rodzik,

ok. 35 eksponatów.

Park Etnograficzny

"Współczesna

sztuka ludowa Orawy"

ScenarwiSz: J. Pilc,howa, oprawa plastyczna: J. Kosieczko,
stowa, 300 eksponatów. Ekspozycja: 5.05 - 1.09.

konsultacja:

W. Jo-

"Dziecko orawskie"
Scenariusz:
W. Werner,

W. Jostowa, oprawa plastyczna:
J. Kosieczko, autor
ok. 80 eksponatów. Ekspozycja: otwarcie 20.10.79.
"Dworek

Moniaków

w kręgu odkrywców

i przy jaciół"

Scenariulsz i oprawa plastY'C21na: J. Pi!lchowa, konsulta'cja:
eksponatów. Ekspozycja: otwarcie 20.10.79.

Mu z,e a
K l u c z b o r k, Muzeum im. J. Dzierżona
"Sztuka
Zob. Muzeum Archeologiczne

huculska"

i Etnograficzne

fotogramów:

w Lodzi.

W. Josto,wa, M. 200

�389

·Kronika
wCi;J.EWOnZTWO

OS'I1ROŁĘOK'lE

Mu zea
O s t r o łęk a, Muzeum Okręgowe
"Haft i k,oronka kU'I1Piowska"
Scenariusz:

M. Olszewska,

50 eksponatów.
wOJ.EWOnz,Two

Ekspozycja:

L06 - L09.

~IiLlSlKJ:iE

Muzea
P i ł a, Muzeum Okręgowe
"Kultura

pierwotnych

mieszkańców

Zob. Państwowe

Muzeum Etnograficzne

Zob. Państwowe

Muzeum Etnograficzne

Australii"

w Warszawie.

"Sztuka naiwna w Polsce"
w Warszawie.

T r z c i a n k a, Muzeum im. Wiktora Stachowiaka

Scenariusz i oprawa
7.03 - 22.04.

"Zdobnictwo ludowe"
plastyczna: R. Lewandowski,

"Cieślice, strugi, piły -

7l

eksponatów.

Ekspozycja:

o obróbce drewna dawniej i dziś"

Scenariusz. E. Godździk, oprawa plastyczna: E. Goździk, M. Kosowicz, Z. Zajkowski, 200 eksponatów. Ekspozycja: 9.06 - 22.08.
wPJiEWO,n~TWIO

IPIO\T,RlKiOW~!~1E

Mu zea
P i o t r k ó w T r y b., Muzeum Okręgowe
"Wybrane zagadnienia

sztuki ludowej regionu piotrkowskiego"

Scenariusz: J. Kucharska-Pawłowska,
oprawa plastyczna: J. Kucharska-Pawłowska, Z. Tatkowska, ok. 200 eksponatów. Ekspozycja: 20.06- 3L07.
"Wybrane

zagadnienia

sztuki województwa

Scenariusz: Cz. Rutkowski, oprawa plastyczna:
ok. 400 eksponatów. Ekspozycja: L09 - 5.10.

piotrkowskiego"
E. Wołowska,

Cz. Rutkowski,.

R a d o m s k o, Muzeum Regionalne
"Sztuka Jawy"
Oprawa plastyczna:
Z. Helfener,
Ekspozycja: 12.03- 15.04. Katalog.
w Krakowie.
"Grafika

konsultacja:
J. Kamocki, 135 eksponatów~
Współorganizator:
Mu:o:eum Etnograficzne

ludowa ze zbiorów Muzeum Etnograficznego

w Krakowie"

Oprawa plastyczna: Z. Helfener, konsultacja: J. Kamocki, 32 eksponaty. Ekspozycja: 15.06- 25.07. Współorganizator:
Muzeum Etnograficzne
w Krakowie.
"Sztuka huculska"
Zob. Muzeum Archeologiczne

i Etnograficzne

w Łodzi.

�Kronika

390

Muzea
Ł ę c z y c a, Muzeum
"Pokonkursowa

wystawa

Scenariusz: A. Dłużewska-Sobczak,
natów. Ekspozycja: 7.05 - 3.06.

łęczyckiej
oprawa

sztuki ludowej"

plastyczna:

A. Klein, ok. 30 ekspo-

"Dzieje oręża w rzeżbie ludowej"
Scenariusz: A. Dłużewska-Sobczak,
ponatów. Ekspozycja: 3 - 12.09.
"Łęczyckie

oprawa

plastyczna:

A. Klein, ok. 80 eks-

szopki ludowe"

Scenariusz: A. Dłużewska-Sobczak,
oprawa
natów. Ekspozycja: 3.12.79- 3.07.80. Folder.

plastyczna:

A. Klein, ok. SO ekspo-

P ł o c k, Muzeum Mazowieckie

Scenariusz i oprawa
cja: 27.01 - 28.02.
"Laureaci

"Kowalstwo

piękne i użyteczne"

plastyczna:

W. Dowlaszewicz,

nagrody

"Barw"

103 eksponaty.

Ekspozy-

im. Oskara Kolberga"

Scenariusz: T. Baraniuk, oprawa plastyczna: Z. Samosik-Zaremba,
S. Makuliński, 340 eksponatów. Ekspozycja: 15 - 27.06 w Domu Techniki w Płocku, 5- 19.07 w Starej Kordegardzie w Warszawie.
"Najważniejsze
Scenariusz:
Ekspozycja:

nabytki

Muzeum

Mazowieckiego

W. Dowlaszewicz, oprawa
19.07- 25.09. Katalog.

WOJEWODZT,WO

w Płocku

plastyczna:

w latach

T. Zaremba,

1945- 1979"

32 eksponaty.

~~IE

Muzea
P o z n a ń, Muzeum Etnograficzne
"Formy

i zdobnictwo

polskiej ceramiki

ludowej"

Scenariusz: R. Lewandowski, 120 eksponatów. Ekspozycja: 22.02. - 14.04. w Muzeum Regionalnym w Międzychodzie. Folder. Współorganizator:
Muzeum Regionalne w Międzychodzie.
"Zdobnictwo

ludowe"

Scenariusz:
R. Lewandowski,
45 eksponatów. Ekspozycja: 7.03 - 30.04 w Muzeum im. W. Stachowiaka w Trzciance. Folder. Współorganizator:
Muzeum im.
W Stachowiaka w Trzciance.
"Strój i rzemiosło Indii"
Scenariusz:
A. Surzyńska-Błaszak,
50 eksponatów. Ekspozycja: 20.03- 20.06 w
Muzeum Ziemi Wschowskiej,
WschGwa; 23.06- 15.08 w Muzeum Ziemi Rawickiej, Rawicz; 20.08 - 1.10 w Muzeum Regionalnym w Miłosławiu, Miłosław.
Folder. Współorganizatorzy:
Muzea, w których eksponowano wystawy.

�391

Kromka
"Meksykańska

ceramika

prekolumbijska"

Scenariusz:
A. Surzyńska-Błaszak,
196 eksponatów.
Ekspozycja:
20.09 - 25.11
w Muzeum Regionalnym w Międzychodzie. Folder. Współorganizator:
Muzeum
Regionalne w Międzychodzie.
S z r e n i a w a, Muzeum Narodowe
"Wystawa

malarstwa,

rzeźby,

Rolnictwa
grafiki

Plastyków

i tkaniny

Amatorów

artystycznej

Stowarzyszenia

we Wrocławtiu"

Scenariusz: Sto Olszewski, oprawa plastyczna:
pozycja: 1 - 30.08. Katalog, Współor,ganiza,tor:
torów we Wrocławiu.

L. Umerle, 134 eksponaty. EksStowarzyszenie
Plastyków
Ama-

"Rol.nik i ,}ego praca"
Scenariusz:
Ekspozycja:
kowie.

M. Beiersdorf,
oprawa plastyczna:
L. Umerle, 238 eksponatów.
3 - 30.09. Katalog. Współorganizator'
Muzeum Etnograficzne w Kr&lt;l-

PRiZIElMYSKJiE

WO,JEWOOzrrWO

Mu zea
P r z e m y ś l, Muzeum Okręgowe
"Obrzędowość

doroczna

i rodzinna

Scenariusz i oprawa
19.06 - 15.07. Kata-Iog.
Instytucje

w pracach twórców
,pr2iemysk,im"

plastyczna:

T.

Burzyński,

ludowych

w województwie

139 eksponatów.

Ekspozycja:

niemu zealn e

P r z em y ś l, Wojewódzki
"Wystawa

twórczości

Dom Kultury
amatorów

Scenariusz i OPTawa plastyczna:
cja: listopad.

plastyków

w !województwie przemyskim"

E. Piekarska,

WO.1EWOOZTWO

ok. 100 eksponatów.

Ekspozy-

RAiDOMSKIE

Muzea
R a d o m, Muzeum Wsi Radomskiej
"Ludowe zwyczaje i pisanki

wielkanocne

Ziemi Radomskiej"

Scenariusz: S. Rosiński, oprawa plastyczna: Z. Karbarz, 200 eksponatów.
pozycja: kwiecień - w Domu Sztuki w Radomiu. Folder.
"Ogólnopolskie

biennale

kowalstwa

Eks-

ludowego"

Scenariusz: S. RosińskJi, oprawa plastyc7Jna: Z. Karbarz, 400 eksponatów. Ekspozycja: grudzień 79 - styczeń 80 r. w Muzeum Okręgowym w Radomiu. Katalog.

�Kronika

392

WOJEWOnZTWO

RiZmZOWISKIE

Mu ze'a
K o l b u s z o w a, Muzeum Kultury

Ludowej

"Polska

grafika

ludowa"

Scenarusz : Zespół pracawJliików Muzeum Etnograficznego
w Krakowie Konsultacja: R. Reinfuss, 32 eksponaty. Ekspozycja: grudzień 78 - luty 79. Katalog.
"Nowe nabytki
Scenariusz:
eksponatów.
wie.

Muzeum Kultury

Scenariu,sz J. Kamacki,

w Kolbuszowej"'

"Sztuka Nepalu"
135 eksponatów. Ekspozycja:
"Sztuka

Scenariusz:

Ludowej

S. Lew, J. Tur, oprawa plastyczna:
B. Sierżęga, A. Trzyna, 50l)
Ekspozycja: marzec-kwiecień
w Muzeum Okrę~owym w Rzeszo-

J. Kamocki, 135 eksponatów.
"Park

Etnograficzny

Scenariusz: S. Lew, oprawa
16.10 - 15.12.

20.03 - 3.05.

Jawy"
Ekspozycja:

10.05 - 2.07.

w Kolbuszowej"

plastyczna:

M. Siteń,

28 eksponatów.

Ekspozycja:

R z e s z ó w, Muzeum Okręgowe
"Motyw pracy w twórczości ludowej"
Zob.: Muzeum Okręgowe w Koszalinie.
"Opieka państwa

nad sztuką ludową w XXXV-leciu

PRL"

Scenariusz: K. Ruszel, oprawa plastyczna: A. Trzyna, B. Sierżęga. Ekspozycja:
12 - 30.07 w BWA w Rzeszowie. Współorganizator:
BWA w Rzeszowie.
"Stroje ludowe południowo-wschodniej

Polski"

Scenariusz: A. Targońska, 155 eksponatów. Ekspozycja: 8. 10 - 5.11 w Muzeum
Okręgowym w Słupsku, 9.11.79 - 15.01.80 w Muzeum Okręgowym w Koszalinie.
Folder. W's\półor.gam'za!torzy: Ml.1'Zea,w Ictó,ryc:h eksponowano wystawy.
"Współczesna

sztuka ludowa i nieprofesjonalna"

8cenariu.sz: K. RU$zel, oprawa
- 7.01.80. Folder.

pla8tyczna:

WOJ'EwOnZtrWO

A. Turzyna.

Ekspozycja:

3.12.79-

SlIElRA&lt;DZKJE

Mu zea
W i e l u ń, Muzeum Ziemi Wieluńskiej
"Strój ludowy z okolic Częstochowy

i Wielunia"

Scenariusz: R. Rok, B. Wiluś, ok. 110 eksponatów. Ekspozycja: 24.03 - 24.05 w
Muzeum Okręgowym w Częstochowie. Współorganizator:
Muzeum Okręgowe'
w Częstochowie.
"Współczesna
Scenariusz:
Ekspozycja:

sztuka ludowa wieluńszczyzny"

B. Wiluś, oprawa
4.05 - 25.06.

plastyczna:

L. Domański,

ok. 300 eksponatów.

�Kronika
WOJEWODZT:WO

SIK!IIĘRN1IEWiI'OK~E

Mu zea
R a waM

a z o w i e c k a, Muzeum
"Mieczysław

Scenariusz:
Ekspozycja:

B. Mienicka,
maj-grudzień.

Ziemi Rawskiej

Zegliński
oprawa

"Tkanina

-

15-leoie twórczości"

plastyczna:

M. Cymbała,

165 eksponatów.

w s"tr-oju i wnętrrzu raw9kim"

Scenariusz i oprawa plastyczna:
Ekspozycja: maj-listopad.

zespół pracowników

Muzeum,

40 eksponatów.

Z y r a r d ó w, Muzeum Okręgowe
"Rozwój

przestrzenny

miasta

i kultura materialna
Zyrardowa
walnych i muzealnych"

w zbiorach

archi-

Scenariusz i oprawa plastyczna: E. Potyńska, ok. 150 eksponatów. Ekspozycja:
16.03- 20.05. Współorganizator:
Wojewódzkie
Archiwum
Państwowe
w Skierniewicach.
"Ceramika
ok. 80 eksponatów.
"Wystawa

Ekspozycja:
poobozowa -

Scenariusz i oprawa
1.09- 12.11.

opolska"

25.05 - 4.07.
III obóz etnograficzny

plastyczna:

B. Rzeczycka,

"T,ra!dycyjna kultura

-

lipiec 1979"

ok. 40 eksponatów.

Ekspozycja:

wO!jewÓ'dztW1askiernielWickiego"

Scenariusz i oprawa plastyczna: B. Rzeczycka, ok. 80 eksponatów. Ekspozycja:
16.10.- 7.11 w Urzędzie Wojewódzkim w Skierniewkach.
Infurmail;{)r.

Muzea
B Yt ó w, Muzeum Zachodnio-Kaszubskie
"Osadnicy
Zob. wystawy

-

wystawa

nabytków"

c·z.&lt;łs'Ow.e
ZJOI1gamizolWa&lt;I1e
w 1978 r. ("Lud"
"Zajęcia

pozarolnicze

Scenariusz i oprawa plastyczna:
Ekspozycja: 25.06.79 - 3.01.80.
S ł u p s k, Muzeum Pomorza

1980, t. 64, s. 381).

Kaszubów"

K. Szyman-Piórkowska,

ok. 200 eksponatów.

Środkowego
"Dolnośląska

rzeźba ludowa"

Zob. Wrocław, Muzeum Etoograficzne.
"Sztuka

ludowa

Kociewia

i Kaszub"

Scenariusz: H. Ostrowska-Wójcik,
oprawa plastyczna:
142 eksponaty. Ekspozycja: 8 - 20.09. Współorganizator:
tury w Gdańsku.
"Stroje

ludowe południowo-wschodniej

Zob. Rzeszów, Muzeum Okręgowe.

H. Wójcikowa, H. Soja,
Wojewódzki Dom KulPolski"

�394

Kromka
·WlQJEWOD2mWO

·iStu.wtAUllKIE

Muzea

s u wał

k i, Muzeum Okręgowe
"Przyroda

Scenariusz:

T. Romanowski,

w sztuce ludowej"

ok. 40 eksponatów.

Ekspozycja:

20.03 - 24.04.

Muzea
S t a r g a r d S z c z e c i ń s k i, Muzeum
"Rękodzieło

artystyczne

-

srebro, tkanina,

Oprawa plastyczna: R. Manna, 163 eksponaty.
organizator: CPLiA - Sroze0in.

s z c z e c i n,

drewno, ceramika"
Ekspozycja:

31.05 - 5.07. Współ-

Muzeum Narodowe
"Skrzynie

Scenariusz:
Ekspozycja:

i kufry posażne na Pomorzu

A. Sredzińska, oprawa
7.03 - 17.09. Składanka.

plastyczna:

Zachodnim"

D. Boehlke,

ok. 50 eksponatów.

"Kulitury Ii11dian Amdó!w Peruw,iański&lt;ch"
Scenariusz: J. Łapott, oprawa plastyczna: D. Boehlke,
-Zieliński, ok. 150 eksponatów. Ekspozycja: otwarcie

konsultacja: A. Posern17.01,7'9. Składanka.

TODUŃSmE

WPJEWOD~IWO

Muzea
B r o d n i c a, Muzeum Regionalne
\

"Dziecko w sztuce ludowej Scenariusz i oprawa plastyczna:
Ekspozycja: 27.03 - 1.06.
T o ruń,

twórczość ludowa dla dziecka"

zespół pracowników

Muzeum,

160 eksponatów.

J. Kozłowski,

798 eksponat6w.

Muzeum Etnograficzne
"Garncarstwo

Scenariusz:
Ekspozycja:

J. Łukasiewicz, oprawa
19.01 - 21.05. Informator.

Scenariusz:
Ekspozycja:

H. Mikułowska,
oprawa
19 - 26.01 w Elana Klub -

"Tkanina

,Dawne budownictwo
120 fotogramów.
Ekspozycja:
i Ochrony Zabytków.
L. Tyczyńska,

plastyczna:

i haft białoruski"
plastyczna:
Toruń.

T. Nemere.

15 eksponatów.

Norwegii. Ochrona zabytków"

26.01 - 18.02. Współorganizator:

"Mikołaj Kopernik
Scenariusz:
- Toruń.

ludowe"

Zarząd

Muzeów

w rzeżbie ludowej"

12 eksponatów.

Ekspozycja:

19 - 28. 02 w Elana Klub

�395

Kronika
"Haft ludowy"

Scenariusz: B. Turno, oprawa plastyczna: B. Gostyńska-Bielecka,
S. Then, 192
eksponaty. Ekspozycja: 10.03~ 10.05 w Muzeum Okręgowym w Bielsku-Białej.
Współorganizator: Muzeum w Bielsku-Białej.
Scenariusz: A. Błachowski, oprawa plastyczna: L. Tyczyńska, 192 eksponaty.
Ekspozycja: 9 - 30.06 w Starej Kordegardzie w Warszawie.
Scenariusz: A. Błachowski, oprawa plastyczna:
Z. Popielarz, 192 eksponaty.
Ekspozycja: 22.08 - 20.10 w Galerii Sztuki Ludowej w Nowym Ta'rgu. Katalog.
"Dziecko w sztuce ludowej"
Scenariusz:
A. Błachowski, oprawa plastyczna:
A. Konkol, 203 eksponaty.
Ekspozycja: 27.03 - 25.05 w Muzeum Regionalnym w Brodnicy. Współorganizator: Muzeum w Brodnicy.
Scenariusz i oprawa plastyczna: E. Bajraszewska,
T. Nemere, 174 eksponaty.
Ekspozycja: 2 - 15.04 w Zakładowym
Domu Kultury
"Zamech" w Elblągu.
Współorganizator: Zakładowy Dom Kultury "Zamech" w Elblągu.
Scenariusz: A. Błachowski, 48 eksponatów. Ekspozycja:
14.05- 4.06 w Domu
Kultury w Chełmnie.
Scenariusz i oprawa plastyczna: T. Nemere, 100 eksponatów. Ekspozycja: 27.0,5- 20.06 w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Gdańsku. Współorganizator:
Polski Związek Esperantystów, oddz. Gdańsk.
Scenariusz i oprawa plastyczna: J. Królik, 202 eksponaty. Ekspozycja: 1-15.06
w Bibliotece Wojewódzkiej w Ciechanowie. Współorganizator:
Muzeum w Opinogórze.
Scenariusz i oprawa plastyczna: zespół pracowników
Muzeum w Gorlicach,
137 eksponatów. Ekspozycja: 4.07 - 30.09 w Muzeum Regionalnym
PTTK w
Gorlicach. Współorganizator: Muzeum w Gorlicach. .
"Strój ludowy"
Scenariusz i oprawa plastyczna: E. Bajraszewśka, T. Nemere, 58 eksponatów.
Ekspozycja: 2 - 15.04 w Zakładowym
Domu Kultury
"Zamech"
w Elblągu.
Współorganizator: Zakładowy Dom Kultury "Zamech" w Elblągu.
"Wielcy Polacy w rzeźbie ludowej"
63 eksponaty. Ekspozycja: 10.04- 5.06 w Muzeum w Oleśnicy. Współorganizator:
Muzeum w Oleśnicy.
Scenariusz: A. Błachowski, oprawa plastyczna: T. Nemere, Z. Popielarz, J. Oleksu. Ekspozycja: 15 - 24.06 w Teatrze w Płocku z okazji XIII Ogólnopolskiego
Festiwalu Folkloru i Sztuki Ludowej w Płocku.
"Kultura

ludowa na Pałukach"

Scenariusz i oprawa .jllastyczna: I. Wronkowska, 108 eksponatów. Ekspozycja:
15.04- 15.09 w Muzeum w Biskupinie. Współor'ganizator: Muzeum w Biskupinie.
"Zabytkowy

sprzęt wiejskich

Scenariusz: S. Giziński, oprawa
zycja: 25.05- 4.11.

plastyczna:

placówek

OSP"

Z. Popielarz,

73 eksponaty.

Ekspo-

"TrndYlCyjlnerzemiosło Wliejskie Ziemi Chełmińskiej"
Scenariusz i 'oprawa plastyczna: zespół pracowników Muzeum w Toruniu i Muzeum w Brodnicy, 162 eksponaty. Ekspozycja: 5.06 - 31.12 w Muzeum Regionalnym w Brodnicy. Współorganizator: Muzeum w Brodnicy.

�~396

Kronika
"Z dziejów rzemiosła"

Scenariusz:
Ekspozycja:

I. Wronkowska,
15.10- 8.11.

oprawa

plastyczna:

,,20 lat Muzeum Etnograficznego

Z. Popielarz,
w Toruniu"

Scenariusz i oprawa plastyczna: zespół pracowników
w Toruniu. Ekspozycja: 15.11- 31.12. Plakat.
"Malarstwo
Scenariusz

i oprawa

106 eksponatów.

Muzeum Etnograficznego

na szkle Eweliny Pęksowej"

plastyczna:

A. Pęksowa,

115 obrazów. Ekspozycja:

6 - 31.12.

Muzea
Wal b r z y c h, Muzeum Okręgowe
,Twórczość Józefa Lurki"
Scena,riusz: J. Punka, A. Matusrzldew·icz, k·onsu1tacja: L. Zimmerer,
naty. Ekspozycja: 15.12.79- 20.01.80. Katalog.

WOJiĘwOnz'l'\WO

152 ekspo-

iWŁiOICLAJW5IKiIIE

Muzea
W l o c l a wek,

Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej

i Wlocławskiej

"IV bienna1le f'aj&lt;linsuwłocła,wskiego"
Scenariusz: J. Dąbrowska, A. Kocidkowicz, oprawa plastyczna: A. Bisago, ok.
700 eksponatów. Ekspozycja: 20.07 - 30.09. Katałog. Współor.ganizatoQ'zy: MKiS,.
Wydział Kultury i Sztu:ki DBB, Włocławskie Zakłoady CeramilkJi Stołowej.

WOIJĘWOOZTWO

iWJ:liOOlJAW\SIK1'E

Muzea
W r o c ł a w, Muzeum Etnograficzne
"Tkaniny

ludowe:

dziarugi,

dywany,

Scenariusz:
M. Rostworowska,
oprawa
Ekspozycja: 2.02 - 24.04. Przewodnik.
Scenariusz:
M. Rostworowska,
oprawa
tworowska, 91 eksponatów. Ekspozycja:
w Bierkowicach.
"Sztuka
Zob. Muzeum Archeologiczne

radiuszki,

kilimy, liżniki"

I. Halko,

91 eksponatów_

plastyczna:
M. Próchnicka,
M. Ros2.05 - 15.09 w Muzeum Wsi Opolskiej

huculska"

i Etnograficzne

"Węgierskie

werety,

plastyczna:

w Łodzi.

rękodzieło· ludowe"

Scenariusz: zespół pracowników Muzeum w Sopron (Węgry), oprawa plastyczna: Fr. Oborski,. ok. 220 eksponatów. Ekspozycja: 3 - 22.04. Przewodnik. Wsp6łorganizator: Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu.

�397

Kr011Jika

"Sztuka

ludowa Dolnego

Sląska"

Scenariusz: E. Jęczalik, M. Rostworowska,
oprawa plastyczna: zespół pracowników Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, konsultacja:
E. Jęczalik, ok.
136 eksponatów. Ekspozycja: 25.05 - 31.07 w Muzeum Pomorza Środkowego w
Słupsku. Współorganizator:
Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku.
"Ludowe

hafty narodów

Związku Radzieckiego"

Scenariusz: M. Rostworowska, oprawa plastyczna: E. Baczyńska,
natów. Ekspozycja: 15 - 30.06. Współorganizator:
TPPR.
"Sprzęty,

narzędzia

i naczynia

w kuchni i spiżarni

Scenariusz:
Ekspozycja:

M. Golubkow, oprawa plastyczna:
12.10.79- 21.03.80. Przewodnik.

Scenariusz:

K. Różycka, 51 eksponatów.

"Akwarele

ok. 120 ekspo-

wsi dolnośląskiej"

E. Baczyńska,

226 eksponatów.

Nikifora"
Ekspozycja:2.11

- 6.12.

"Szopki ludowe na Dolnym Śląsku"
Scenariusz: M. Golubkow, 39 eksponatów. Ekspozycja: 10.12.79- 28.02.80 w Mu"zeum w Oleśnicy. Współorganizator:
Muzeum w Oleśnicy.

Muzea
T o m a s z ó w L u b., Muzeum Regionalne
"Sztuczne
Scenariusz i oprawa
ponatów. Ekspozycja:

kwiaty

im. J. Petera

ludowe regionu tomaszowskiego"

plastyczna:
3 - 28.02.

Z. Świtka,

konsultacja:

M. Lorentz,

213 eks-

,~Haft i prace szydełkowe. Marii Wiśniewskiej"
Scenariusz: Z. Świtka, oprawa plastyczna: M. Wiśniewska,
rentz, 150 eksponatów. Ekspozycja: 6 - 22.05.

konsultacja:

M. Lo-

"Mall:ansbwo ludowe regi'onu tomaszowsIkiego"
Scenariusz i oprawa plastyczna:
natów. Ekspozycja: 2 - 3L10.
"Ocałic od za.pomnienia -

Z. Świtka,

konsultacja:

M. Lorentz,

wystalwa nabyt:ków etno.gra·f.icznych 1979"

Scenariusz i oprawa plasltY'Czna: Z. Św1tka, 'IoonsultaJCja: M. Lorentz,
naty. Ekspozycja: 10 - 31.12.

WQJ.EWOOzrrWO

ZDElI.JONOGORSiKJIJE

Muzea
N o waS

ó l, Muzeum Regionalne
"Formy .piernilkar·skie XVII - XIX w."

Scenaa-iusz: K. Bakalarz,

30 ekspo-

70 ek:sponaJtó.w. Ekspozycja:

1.02 - 27.11.

43 ekspo-

�KronUca

398
Z i e lon a Gór

a, Muzeum Ziemi Lubuskiej

"Rękodzieło
Scenariusz:
B.
480 eksponatów.
nym w OchU.

ludowe i artystyczne

województwa

zielonogórskiego"

Kołodziejska,
oprawa
plastyczna:
A. Gapińska-Myszkiewicz,
Ekspozycja: 20.05 - 30.06 w Zielonogórskim Parku Etnograficz-

"Tkanina

ludowa województwa

zielonogórskiego"

ScenarJ:usz: S. Bydałek, 140 ekiSponatów. :Ękspozycja: 10.07. - 10,12 w Zielonogórskim Parku Etnograficznym w OchlL

WYSTAWY ZAGRANICZNE

ZORGANIZOWANE

W 1979 R.

Wiedeń
"Naiwne

malarstwo

i grafika"

Scenariusz i oprawa plastyczna: H. Olędzka, 40 eksponatów. Ekspozycja: 22.05- 29.07 w Museum fUr Volkerlqmde w Wiedniu. Organizatorzy: Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, Towarzystwo Przyjaźni Austriacko-Polskiej.

Bratysława
"Zdobnictwo

metalowe

na polskim podtatrzu"

Scenariusz: H. Średniawa, oprawa plastyczna: E. Rodzik, 180 eksponatów. Ekspozycja: 16.02 - 6.03 Vf Ośrodku Kultury Polskiej w Bratysławie.
Organizator:
Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem.
"Tradycyjne

zdobnictwo

cieszyńskie"

Scenariusz: M. Lipa-Kuczyńs\l:a, 128 eksponilt6w. Ekspozycja: 10 - 31.12 w Ośrodku Informacji i Kultury Polskiej. Katalog. Organizator: Muzeum Górnośląskie
w Bytomiu.
Lewice
"Sztuka ludowa rzeszowszczyzny"
Scenariusz: A. KaiI"clZIl1arzewska, K. Ruszel, A. Torgańska. Ekspozycja: 28.04- 15.06 w Domu Kultury "Drużba". Folder. Organizatorzy:
Muzeum Okręgowe w
Rzeszowie, Tekovske Muzeum w Lewicach.
Martin
"Ochrona

zabytków

architektury

ludowej w Polsce"

Scenariusz: H. Olszański, oprawa plastyczna: H. Olszański, A. Szczepkowski,
konsultacja:
J. Czajkowski, 22 plansze. Ekspozycja: 26.04 - 26.05 w Słowackim
Muzeum Narodowym.
·Organizatorzy:
Muzeum Budownictwa
Ludowego
w
Sanoku, MKiS.

�399

Kromka
N it ra
"Nieprofesjonalne

malarstwo

na Sląsku"

Scenariusz: B. Bazielich, 39 eksponatów. Ek&lt;&gt;pozycja: 4.07 - 31.08 w Muzeum
w Nitrze. Organizatorzy;
Muzeum Górnośląskie w Bytomiu, Ośrodek Informacji i Kultury Polskiej w Bratysławie.
Pies

tany
"Nieprofesjonalne

malarstwo

na Sląsku"

Scenariusz:
B. Bazielich, 39 eksponatów.
Ekspozycja:
20.02 - 15.03 w Galerii
im. Ivana Kraski. OrganDzatorzy: Muzeum GÓrnoślą·sikie. w Bytomiu, Ośrodek
Informacji i Kultury Polskiej w Bratysławie.
Pr e s-cor
"Nieprofesjonalne

malarstwo

na Sląsku"

Scenariusz: B. Bazielich, 39 eksponatów. Ekspozycja: 3·30.05
w Galerii Miejskiej. Organizatorzy:
Muzeum Górnośląskie
w Bytomiu, Ośrodek Informacji
i Kultury Polskiej w Bratysławie .

. FlRAlNICJA

Di j on
"Dziecko w polrskiej s~uce

ludowej"

Scenariusz: A. Błachowski, oprawa plastyczna: R. Tubaja, Z. Ingiot, 476 eksponatów. Ekspozycja:
12.12.79 - 15.01.80 w Stowarzyszeniu
Kulturalnym
Polsko·
-Francuskim "Wa'l'Szarwa". FieLder. OrgarnJi'Zatorzy: Muzeum Etm.ograficme w Toruniu, Stowarzyszenie Kulturalne Polsko-Francuskie
.,W,arszawa".
"Mikołaj Kopernik

w wyobraźni

polskich twórc6w ludowych"

Scenariusz:· A. Błachowski, oprawa plastyczna: R. Tubaja, Z.Inglot,
78 ekspo. ·natów. EkspozyCja: 12.12.79 - 15.01.80· vJ Stowarzyszeniu
- Polsko-Francuskim.
"Warszawa". Folder. Organizatorzy:
Muzeum Etnograficzne
w Toruniu·, - Stowarzyszenie Kulturalne Polsko-Francuskie
"Warszawa".

NJIEiMIIECXA

iREPUBiLliKiA

DEM:OKJRWrYC2lNlA

Glauohau
"Praca

i życie rolnika

VI

dawnej Polsce"

Scenarwsz i opr'awa pla1sityczna: A. Bł.alCholWski,78 eksponatólW. Ekspozycja.
4 - 22.12 w Muzeum w Glauchau. Organizatorzy: Muzeum Etnograficzne w Toruniu, Muzeum w Glauchau.
Schneeberg
"Praca

i życie rolnika w dawnej Polsce"

Scenariusz: A. Błachowski, 78 eksponatów. Ekspozycja:
zeum w Schneeberg. Organizatorzy: Muzeum Etnograficzne
w Schneeberg.

19.09 - 18.U w Muw Toruniu, Muzeum

�400

Kro1llika
REP.UBLIiKA

FE!OERALIN:A

NI!E}MlEC

Brema
"Polska sztuka nieprofesjonalna

ze zbiorów'Ludwiga

Zimmerera"

Scenariusz: F. Midura, L. Zimmerer, komisarz: J. Migdal, oprawa plastyczna:
W. Fleckhaus,
1240 eksponatów. Ekspozycja: 21.10 - 1.12 w Muzeum Historii
i Sztuki. Organizatorzy: Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, Muzeum Historii i Sztuki w Bremie.
Hamburg
"Polska

sztuka nieprofesjonalna

ze zbiorów Ludwiga Zimmerera"

Scenar.iusz: F. Midura, L. Zmune'l'er, komisarz: J. Migdał, oprawa plastyczna:
W. neck-haus, 1240 ek:~il;Ó1W.
Eksprnz:y.cja: otwarcie 20.1tZ.79 w Muzeum Historii Hamburga.
Organtzatorzy:
Państwowe
Muzeum Etnograficzne
w Warszawie, Muzeum Historii Hamburga.
Kilonia
"Polska sztuka nieprofesjonalna

ze zbiorów Ludwiga Zimmerera"

Scenariusz: F. Midura, L. Zimmerer, komisal'z: J. Migdał, oprawa plastycz.na:
W. Fleckhaus;
1240 eksponatów.
Ekspozycja:
16.06 - 30.09 w Muzeum Miejskim. Organizatorzy: Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, Muzeum
MiejskJie w Kd~OO1ii.

WIELKlA

BRYT.AoN.IA

Londyn
"Malarstwo

na szkle Eweliny Pęksowej"

Scenariusz: F. M~dura, oprawa plastyczna i komisarz: H. Olędz~a, 52 ekspona~y. Ekspozycja: 12.12.79 - 15.01.80 w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie.
Organizatorzy:
Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie, Instytut Kultury Polskiej w Londynie.

Archangielsk
"Polskie

stroje ludowe"

Scenariusz i oprawa plastyczna: G. Tkaczyk, E. Piskorz, 663 eksponaty. Ekspozycja: 25.05 - 8.07 w Muzeum Sztuk Plastycznych
w Archangielsku.
Organizatorzy: Państwowe Muzeum' Etnograficzne
w Warszawie, Muzeum Narodowe
w Poznaniu, Muzeum Etnograficzne w Lublinie.
Ryga
"Polskie

stroje ludowe"

Scenariusz
i oprawa plastyczna:
G. Tkaczyk, J. Koszutska, 663 eksponaty.
Ekspozycja:
28.03 - 2.05 w Muzeum Historii Łotwy w Rydze. Organizatorzy:
Państwowe
Muzeum Etnograficzne
w Warszawie, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Muzeum Etnograficzne w Lublinie.

�401

Kro7IJika
Tallin
"Polskie stroje ludowe"

Scenariusz: G. Tkaczyk, J. Koszutska, oprawa plastyczna: zespół pracowników
Muzeum Historii Estonii, 663 eksponaty. Ekspozycja: 16.01 - 11.03 w Muzeum
Historii Estonii w Tallinie. Organizatorzy: Państwowe Muzeum Etnograficzne
w Warszawie, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Muzeum Etnograficzne w Lublinie.

Iwona Wiktor

MAGISTERIA, DOKTORATY I HABILITACJE
Z ZAKRESU ETNOGRAFII W 1979 R.
:PRACE MAGiDST!ElRlSIK]E

Uniwersytet

Jagielloński

-

Kraków

GOTKIEWICZ Marek, Ciągłość i zmiana w obrzędzie weselnym repatriantów
z Po jana Mikuli, prof. qr J. Klimaszewska.
GORNY Elżbieta, Współczesne formy spędzania wolnego czasu w rejonie górskim,
prof. dr J. Klimaszewska.
MIELICKA Halina, Obrzędy związane z Wielkim Postem. Próba analizy strukturalnej, prof. dr J. Klimaszewska.
PYCLIK-OCHĘDUSZKO Teresa, Ośrodek kamieniarski
w Ciężkowicach, prof. dr
R. Reinfuss.
PYLA Grażyna, Zwyczaje doroczne we wsi Konina (gmina Niedźwiedź) w procesie
zmian od 1900 - 1977 r., prof. dr J. Klimaszewska.
REINFUSS Krystyna, Paryskie muzea etnograficzne, prof. dr J. Klimaszewska.
RUDNICKI Zbigniew, Zmieniająca się rola więzi rodzinnych i plemiennych w warunkach współczesnego miasta zachodnio-afrykańskiego,
prof. dr J. Klimaszewska.
SINEAD IN SHUINEAR, Wędrowcy irlandzcy. Problem odrębności kulturowej
i etnicznej, prof. dr J. Klimaszewska.
WĘGLARZ Stanisław, Symbolika "złego spojrzenia", prof. dr J. Klimaszewska.
WOJNAROWSKA Magdalena, Zabytkowa architektura
Krakowa w szopce krakowskiej, prof. dr R. Reinfuss.
WOLF Dobrosława, Współczesna tkanina przetykana na Podlasiu, prof. dr R. Reinfuss.
WORYTKIEWICZ Piotr, Bednars'1;,woRozto:cza w latach 1918 - 1978, prof. dr. J. Klimaszewska.
ZACHURZOK Elżbieta, Zwyczaje doroczne na Ziemi Będz'ińskiej ze szczególnym
uwzględnieniem rekwizytów obrzędowych, prof. dr J. Klimaszewska.
Uniwersytet

Łódzki

-

Łódź

BERNASINSKI
Lech, Formy współdziałania
gospodarczego
dr W. Baranowski.
CHLEBOWSKA Gabriela, Wpływ parafii na życie społeczności
gólnym uwzględnieniem rodziny, dr W. Baranowski.
:26 "Lud"

-

tom

65

wsi

współczesnej,

wiejskiej

ze szcze-

�402

Kroni1«l

DZIERZGWA Małgorzata, Postawa estetyczna twórcy ludowego, dr W. Baranowski.
GRZEGORCZYK Iwona, Stosunek do ziemi i zawodu rolnika mieszkańców wsi
Urzecze, dr W. Baranowski.
JACUK Bożena, Gry i zabawy dzieci w środowisku robotniczym łódzkim w okresie międzywojennym, doc. dr hab. B. Jaworska.
JURECKA Małgorzata,
Rola wytwórczości
domowej w produkcji
stroju ludowego, dr W. Baranowski.
KWIATKOWSKI Jan, Formy rozrywki i spędzania wolnego czasu przez młodzież
robotniczą Łodzi do 1939 roku, doc. dr hab. B. Jaworska.
MICHAŁOWSKI
Michał, Lecznictwo ludowe wsi Złaków Kościelny, dr W. Baranowski.
MUCHA Ryszard, Pieśń w obrzędzie weselnym we wsi Mąkolice, dr W. Baranowski.
NIEWIADOMSKA Maria, Ludowa wizja Kosmosu, dl' W. Baranowski.
PA WLAK Ewa, Zwyczaje i obyczaje w pracy w łódzkim środowisku robotniczym
w okresie międzywojennym
na przykładzie zakładów K. Scheiblera i L. Grohmana, doc. dr hab. B. Jaworska.
PIĄTKOWSKA Krystyna, Postać diabła w kulturze ludowej, doc. dr hab. E. Jaworska.
PIĄTKOWSKI
Krzysztof, Społeczne aspekty niewerbalnego
komunikowania
się
w tradycyjnych
polskich obrzędach weselnych i recepcyjnych, doc. dr hab.
E. Jaworska.
PISERA Krzysztof, Życie religijne wsi Złaków Kościelny, dr W. Baranowski.
SITNICKA Jolanta, Wyposażenie wnętrza mieszkania w domach robotniczych na
Księżym Młynie w okrese międzywojennym
i w latach siedemdziesiątych,
doc. dr hab. E. Jaworska.
STĘPIEŃ Teresa, Opieka, higiena, zdrowie dziecka w rodzinie robotniczej w Łodzi w okresie międzywojennym, doc. dr hab. B. Jaworska.
WACŁA WEK Anna, Zróżnicowanie
społeczne wsi okolic Bytowa, doc. dr hab.
J. Kucharska.
WIKTOR Iwona, Gospodarcza pozycja kobiety w państwie Inków, doc. dr hab.
J. Kucharska.
U n i w e r s y t e t i m. A d a m a M i c k i te

W

icza -

P oznań

BAUMANN Mariusz, Zadruga w Jugosławii, prof. dr J. Burszta.
BOJAN-PIEPeUN Halina, Islam w Iranie i Afganistanie.
Z badań nad funkcją
etyczno-moralną
islamu, prof. dr Z. Jasiewicz.
BUCHOWSKI Michał, Tradycyjna
religijność ludowa w Polsce - próba model'J
i charakterystyki
modelowf,j, prof. dr M. Frankowska.
BURSZTA Wojc.iech, Claude Lev,i-Straussa koncepcja badań etnologicznych, prof.
dr J. Kmita.
FLINIK-HURYN Maria, Ośrodki miejskie Majów i ich funkcje, prof. dr M. Frankawska.
GABRIEL Marek, Analiza archiwum ludowego Franciszka Kotuli, prof. dr J. Burszta.
GŁAZ Andrzej, Srodki oszałamiające. Ich rola i funkcja w kulturze Indian Ameryki Północnej (na przykładzie korzenia ji mson), prof. dr M. Frankowska.
KUNIC KI Jerzy, Łużyce jako wyspa kulturowa, prof. dr J. Burszta.
NOWAK Krzysztof, Cechy rzemieślnicze
na terenie Uzbekistanu
w XIX i XX
wieku, prof. dr Z. Jasiewicz.

�403

Kronika

OWSIANA Ewa, Miasto środkowoazjatyckie.
Strukt~ra
i funkcja miasta w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku, prof. dr Z. Jasiewicz.
PRZEWOŻNY Wiiold, Miejsce Stowarzyszenia Twórców Ludowych w ogólnopo:lsikim
systemie opieki nad sztuką ludową, prof. dr J. Burszta.
PSTRĄG-BIELENSKI
Maciej, Pamiętniki
Skorupków
na tle rzeczywistości
wsi
wielkopolskiej, prof. dr J. Burszta.
RATAJCZAK-STRZAŁEK
Maria, Hinduizm i sikhizm a miejsce kobiety w życiu
społecznym i kulturze Pendżabu, prof. dr Z. Jasiewicz.
ST ACHOWlAK Małgorzata, Plemię w Azji Środkowej. Struktura
i funkcje plemienia w XIX i na początku XX wieku, prof. dr Z. Jasiewicz.
STRZAŁEK Bogdan, Kult i jego funkcje w hinduiźmie i sikhiźmie na terenie
Pendżabu, prof. dr Z. Jasiewicz.
ŚCISŁA Marzena, Rodzina u ludów rolniczych i pasterskich Azji Środkowej. Typ
gospodarowania a struktura
i funkcja rodziny, prof. dr Z. Jasiewicz.
ŚCISŁY Krzysztof, Bhilowie - kontynuacja i zmiana kulturowa w warunkach intensyv;nych kontaktów interetnicznych,
prof. dr Z. Jasiewicz.
ŻAKOWSKI Przemysław,
Krajobraz kulturalny
i adaptacja
osadników na Żuławach Gdańskich, prof. dr J. Burszta.
Uniwersytet

Warszawski

-Warszawa

AUGUSTYNOWICZ Gabriela, Budownictwo ludowe Woli Zarczyckiej. Forma i organizacja, doc. dr hab. M. Pokropek.
DYBOWSKA Maria, Drogi przez wieś i kontakty międzyludzkie. Tradycje i zmiany, prof. dr A. Kutrzeba-Pojnarowa.
JARECKA Dorota, Pozycja kmiecia w tradycyjnej
kulturze wsi na podstawie badaó świadomości historycznej mieszkańców wsi Trześniów i Haczów w woj.
krośnieiJskim, prof. dr A. Kutrzeba-Pojnarowa.
KAMINSKA-RZECZYCKA
Barbara, Zabawkarstwo
ludowe - tradycja i współczesność - na przykładzie warsztatów zabawkarskich
w Leżajsku oraz wió~
skach: Brzóza Stadnicka i Żołynia w woj. rzeszowskim, prof. dr A. Kutrzeba-PojJlarowa.
MALAWSKA .Jadwiga, Wiedza potoczna o Ziemi na przykładzie
wsi Janowice
woj. lubebbe,
prof. dr Z. Sokolewicz.
MALAWSKI Wiesław, Kategoria inności w strukturze
społecznej wsi. Na przykładzie wsi Deniski, woj. białostockie, prof. dr Z. Sokolewicz.
NOWAKOWSKA Klystyna Agnieszka, Kradzież obrzędowa, prof. dr Z. Sokolewicz.
STANISł..A WSKI Krzysztof, Chlopski konwenan~
dnia powszedniego,
prof. dr
A. Kutrzeba-Pojnarowa.
STRf\CZEK Tomasz, Mitologiczne wyobrażenia
przestrzeni
wsi i ich odbicie w
przestrzeni fizycznej (na przykładzie wsi: Stara Huta i Hucisko), prof. dr
Z. Sokolewicz.
TOŁŁOCZKO .Jerzy, Procesy asymilacyjne a ruch oporu Indian yv Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, prof. dr W. Dynowski.
WITCZAK MałgorzaLl, Kont:1kty towarzyskie
na wsi krośnieńskiej
w opiniach
mieszkaiH:ów Trześniowa i Haezowa, prof. dr A. Kutrzeba-Pojnarowa.
WOŁOWSKA Małgorzata,
Obrzędowość
rodzinna,
doroczna
i życie codzienne
a struktura społeczna wsi, doc. dr hab. M. Pokropek.
WOŁOWSKI J2cek, Rzeźbiarz ludowy Włodzimierz Naumiuk
a jego aspiracje
twórcze, 'doc. dr hab. M. Pokropek.

�404

Kromka

ZMYSLOWSKA Alina, Pszczoła i pszczelarstwo w tradycyjnym
światopoglądzie
ludności wiejskiej, prof. dr Z. Sokolewicz.
ZOWCZAK Hanna Magdalena, Tradycyjne autorytety i ich symbolika w kulturze
wsi współczesnej. Symbole związane z historią, religijnością i demonologią
wsi Mników i Czerwińsk, prof. dr A. Kutrzeba-Pojnarowa.
ZULPA Adam, Architektura
ludowa i i możliwości jej adaptacji na terenie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, doc. dr hab. M. Pokropek.
Uniwersytet

Wrocławski

Bolesława

Bieruta

-

Wrocław

JASINSKA Irena, Tradycyjne budownictwo ludowe we wsi Chochołów na Podhalu, doc. dr hab. A. Dygacz.
KOPCZyNSKI
Kl'zy:sztrof, Indianie
północnoolffierykańscy
w relacjach
polslkich
podróżników w latach 1783- 1914, doc. dr hab. E. Pietraszek.
KRASSOWSKA-KULA Jolanta, Profesor J. Burszta jako pracownik nauki, pedagog, działacz społeczny, doc. dr hab. A. Dygacz.
KUCAB Małgorzata, Drewniane budownictwo ludowe we wsi Dębno w woj. kieleckim, doc. dr hab. A. Dygacz.
LACHOWSKA Grażyna, Zycie kulturalne
mieszkańców
hotelu
pracowniczego,
doc. dr hab. E. Pietraszek.
LASOCHA Te'I'etsa, GalI111JCarstwo
ludowe w KTasnobrodzie i lroolonii DąbrOlWa Tarnawacka w woj. zamojskim, doc. dr hab. A. Dygacz.
MAZUR Małgorzata, Kartografia w etnografii polskiej, doc. dr hab. E. Pietraszek.
MIS Maria, Tradycyjne wesele we wsi Krzywa, doc. dr hab. A. Dygacz.
NASZ Hanna, Konsekwencje społeczno-kulturowe
migracji ludności tyrolskiej na
Dolny Sląsk (szkic historyczno-etnograficzny
na przykładzie wsi Mysłakowice), doc. dr hab. A. Dygacz.
NOWAKOWSKA Maria, Tradycyjne
zwyczaje ludowe związane z wychowaniem
dziecka na Podlasiu we wsi Nowoberezowo, doc. dr hab. A. Dygacz .
.NOWAKOWSKI Cezary, Ludowe techni:ki i sposoby leczenia stosowane przez ludność Z1emi Częstochowskiej na przykładzie wsi Ostrowy nad Okszą, doc. dr
hab. A. Dygacz.
PERCZYŃSKA Barbara,
Tradycyjne
wyposażenie
domu chłopskiego w Górach
Swiętokrzyskich
na przykładzie wsi: Dębno, Wola Szczygiełkowa, Porąbki,
Bieliny, doc. dr hab. A. Dygacz.
ROMAN lAK-JARZĄBEK Danuta, Kobieta pracująca w dużym zakładzie przemysłowym a jej rodzina, doc. dr hab. E. Piet raszek.
STAŃCZYK Zbigniew, Przemiany
wzorów kulturowych
u chłopów emigrantów
w Stanach Zjednoczonych (wybrane zagadnienia), doc. dr hab. E. Pietraszek.
SZABLA Aleksandra, Sztuka hafciarska na przykładzie świątecznego stroju ludowego we współczesnej wsi Chochołów na Podhalu, doc. dr hab. A. Dygacz.
TROJAN Mieczysław, Ciesielskie i stolarskie zdobienie domów w budownictwie
wiejskim wschodniej Polski. Podstawowe
reguły plastyczne, doc. dr hab.
A. Dygacz.
WIJAS Elżbieta, Kożuch jako element stroju górali pohalańskich,
doc. dr hab.
E. Pietraszek.
WOJCIECHOWICZ Elżbieta, Alojzy Niedbała - rzeźbiarz ludowy. Próba mono\
grafii, doc. dr hab. A. Dygacz.
ZAWADZKA Małgorzata, Obrazy na szkle w zbiorach niektórych
muzeów śląskich, doc. dr hab. E. Pietraszek.

�405

Kronika

Instytut

Historii

Kultury

Materialnej

PAN -

Warszawa

TOMICKI Ryszard, Kosmogonia dualistyczna w Europie i Azji w XIX - XX wieku. Studium etno religioznawcze, prof. dr M. Frankowska.
Praca poświęcona jes-t mitom o stworlLernu świat'a o chara,kterze duaHstycznym, występującym do początków XX wieku wśród społeczności wiejskich w Europie wschodniej i południowo-wschodniej
(głównie u Słowian wschodnich i południowych). Poddane one zostały analizie strukturalno-porównawczej.
Zespołami
porównawczymi były mity kosmogoniczne ludów ugro-fińskich
z północno-wschodniej Europy oraz Samojedów. Wykorzystano także dane z mitologii innych ludów
syberyjskich.
Badania pozwoliły ustalić szereg istotnych analogii typologicznych
pomiędzy wymienionymi zespołami mitów. Na ichpdstawie
możliwe było wysunięcie hipotezy, że ludowa kosmogonia dualistyczna Słowian stanowiła rezultat przekształceń archaicznego schematu mitologicznego pod wpływem wierzeń i wyobrażeń niesionych przez chrześcijaństwo.
Uniwersytet
CHEREK Janina,
J. Kasjan.

Motywy

Mikołaja
wierzeniowe

Kopernika
w polskiej

bajce

-

Toruń

magicznej,

doc. dr hab.

W pracy rozpatruje się kilkadziesiąt typów polskich bajek magicznych z zamiarem wydobycia z nich elementów Wierreniowych oraz ustlalleni.a w jalkim stosunku do rzeczywistości wierzeniowej pozostają o&lt;izw~'erciedlone w baśniach motywy. Przyjęta w pracy metoda ma charakter
analityczno-porównawczy.
Motywy
wierzeniowe omówione zostały w czterech rozdziałach dctyczących:
zap.atry;wail
tradycyjnej
społeczności wiejskiej na ciała niebieskie i siły przyrody, ludowych
wyobrażeń o duszy i życiu pozagrobowym, wierzeń związanych ze zwierzętami,
istot demonicznych stworzonych przez wyobraźnię ludową. W pracy stwierdza się
silne powiązanie bajki magicznej z rzeczywistością wierzeniową mimo transformacji motywów powodowanych nieznajomością wierzenia, albo podyktowanych
poetyką gatunku.
U n i w e r s y t e t i m. A d a m a M i c k i e w i c z a -

P ozn ań

WOLOS Kazimiera, Obrzędowość weselna na tle 7mian modelu małżeństwa i rodziny. Na przykładzie wsi woj. koszalińskiego i słupskiego, prof. dr J. Burszta.
Celem pracy jest odpowiedź na pytanie jak za:howuje się obrzędowość w warunkach zmiany podłoża społeczno-ekonomicznego.
Tematem jest Ukazanie procesu
przeobrażeń obrzędowości weselnej na tle zmian ~trukturalno-funkcjonalnych
rodziny i w warunkach ogólnych przemian wsi.
PRAlCE HABLLIITACYJNJ;;

I n s t y t u t R o z woj u W s i i Ro l n i c t w a PAN WIERUSZEWSKA-ADAMCZYK
po 35 latach.

Maria, Przemiany

społeczności

War

szaw a

wiejskiej.

Zaborów-

Praca zawiera porównawcze badania dwóch stadiów rozwojowych tej samej·
wsi. Zastosowana metoda pozwala na ukazanie wewnętrznej
dynamiki rozwojowej poprzez ukazam.ie zależności pomiędzy strukturą i funkcjami społecZlIlOści oraz

�406

\

Kronika

jej powiązań ponadlokalnych
(w tym emigracyjnych
do USA). Zastosowanie syn·
tetycznych wskaźników poziomu ekonomiczno-produkcyjnego
i poziomu życia ro·
dziny ukazało procesy wzajemnych relacji, zależności i determinant. Autorka bada
też problem integracji i dezintegracji społeczności wiejskiej.
U n i w e r s y it e t

im.

A. M i IC k i e w i 'c z a -

Po z n a ń

LINETTE Bogusław, Obrzędowe pieśni weselne w Rzeszowskiem. Typologia wąt·
ków muzycznych jako kryterium wyznaczenia regionu etnograficznego.
Praca ma charakter
etnon1uzykologiczny
z nachyleniem
etnograficznym.
Jej
tematem są obrzędowe pieśni weselne regionu rzeszowskiego analizowane metodami etnomuzykologicznymi.
Jej celem jest wykazanie związku tych pieśni z funkcjami obrzędowymi oraz przed~tawienie uwarunkowań
etniczno-społecznych.
Przeprowadzona typologizacja wątków muzycznych stanowi podstawę do określenia specyficznych cech muzycznych
regionu
rzeszowskiego.
Materiał
dokumentacyjny
obejmuje 110 zapisów nutowych pieśni obrzędowych.
Maria Niewiadomska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11463" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11441">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ae903cd2c261d056622fc2217f087566.pdf</src>
        <authentication>6f0436e64ed8f4cc6aa874904b307cfa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136558">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1815</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136559">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136560">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136561">
                <text>kultura materialna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136562">
                <text>tkactwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136563">
                <text>wojłkoki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1682</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136565">
                <text>Wojłoki - kobierce pilśniowe / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136566">
                <text>LUD 1981 t.65, s.247-264</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136567">
                <text>Wolski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136568">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136569">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136570">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136571">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136572">
                <text>ISSN 0076-1435
LUD, t. 65, 19B1

KRZYSZ'J'OF

WOLSKI

lWiOJł.JOKiI-

KJOBIERJCE PILŚNIOWE

1

W polskiej Bteraturze d'aichowej !wyją1Jkowomało uwagipoświęoono
kobiercom bitym, czyli wojłdkQIll2. Talk się złoQ;yło,Ż€ 'zainteresowanie
budziły .głównie kobierce wiązane, czyUi d)T\.vany,k()lbierce tkane, c.zyli
kilimy, 'także pochodne od -nich gohehny, a lpO'śróditych Idroższych i bardziej luksusowych wyrobów prymitywny lub nawet o~do:bny 'woJłok jakoś uszedł uwagi. Być może dlatego, iJe na naszych teT.erra'chprawie nie
występuJe on ja!ko kobierzec, jalk 'to ma miejsce na ~ółwys.pie ibałkańskim, JW Azji Mniejszej, Kurdystanie, Iranie, Mganistanie, Pakistanie
i zachodnkh Indiach olI"azw Azji Środkowej poprrez DżuIligarię, Turkiesta.n wschodni, Mongolię i ~północne Chiny aż do MarudQ:urii.Co najwyż-ej, znrulaz'łon się jako derka--pod'kłaidikapod siodla końskie, jako cza¢ak, wreszcie ·zaś prawie zaginął 'w świadomości, ustępując miejsca pokrewnemu a de!likatniejsz€llIlu fiikowi, czy też wreszcie '11ajdehka.tniejszym pilśniom używanym do wyrobu -czapek i IkapeluS'zy.
WojłOlk,iPrawldoipodobnieU!żywlanyjaiko kobierz,ec, znalazł się w materiałach wylw~ali:sikowY'ch'z ziem polskich, a więc na nich' występował,
lecz zdaje się dosyć wcześnie zaczął ustępować miejosca innym typom kobier-ców. Nie Jest wytkluczone, Ż€ wojłok 'z ,pols:ldch w1kO'Pa!liskto po prostu "koc" (filcowy), czyH deI1ka na konia, używana również jako podkładka do ;S1pania,talk jak Ito widywał na nalSzych ziemiruch w XVU wieku Ulr)'lk Werrdum 3.
l Zebranie
materiałów do tego k'rótkiego szkicu wymagało wieloletnich poszukiwań w muzeach europejskich, i pozaeuropejskich
(tureckich) oraz badań terenowych, które przeprowadziłem
w Bułgarii, Turcji, Iranie, Afganistanie,
Pakistanie
i Indiach na przestrzeni lat 1960- 197B.
2 Słowa
wojŁok nie podaje Linde, lecz znaczznie jego wyjaśniają
encyklopedie: "Wojłok, pilśń pośledniejszego gatunku używana na derki na konie, namioty,
jurty, do osłony przedmiotów przed utratą ciepła itp." - WieLka Hustrowana
EncykLopedia Powszechna, wyd. Gutenberg, t. lB, Kraków 1931, s. lB5.
3 X. Liske, Cudzoziemcy
w PoLsce, Lwów lB76, s. 9B: "Najznakomitsi
panowie
mają wprawdzie w podróży trochę materaców i płócien ze sobą, średnia szlachta
zaś nie ma w podróży innego posłania, 'jak że swoj wojłok czyli kołdrę spod siodła
kładzie pod siebie na trochę słomy, używając siodła za poduszkę, a kożucha za
przykrycie". Dziennik Ulryka Werduma 1670 - 1672.

�248

KRZYSZTOF

WOLSKI

"z wytwarzaniem pilśni z 'pełny względnie sierscl zwierzęcej
pisał MoszyńiSiki obeznani musieli byc niegdyś wszyscy Słowianie.
Tego dowodzi wspólność na&lt;zwy dla omawianego wyrobu. Dziś (to jest
w latach dwudziestych XX w. - pr.zYJP.aut.) na znacznych obszarach
dawna ta technika zatraciła się dosz'Czętnie" 4. Na południu SłowiańsZlCzyzny, 'w 'BuŁgarii śr'odkowej i za'chodni'ej, występują słowiańskie
określenia: plyst, pl. plysti (wiKopriwszticy). plyst i plystma w oikolica'eh Widynia, 'Zaś plas i plastina w okolicy Ełchowa. Jedynie w Dobrudży
Bułgarzy używają gagau:sikiej nazwy kecze, .podobnie It,ej tureckiej 5 nazwy używa się w Strandży na Ipograniczu Bu1g,alTiii Turcji europeJskiej.
Pilśń jest wspólną nazwą dla 'Wszystkich Sławi,an, a filc póżniejszym zapożyczeniean z języka niemieckiego 6. Na~wa wojłok 7 zaś jest t'eż zapożyczen'i'em za pośrednictwem wschodnio-s10wiariskim, które przy1było z języków turedki:ch i pozostało u nas na oznaczenie dużych Ipłatówz grubszej pi 1śni, używanych na derki, czapraiki, kobierczyki i na osłony namiotowe. Niekiedy uważa się, ~ nazwa ta OIkr€Ś'lawyroby /pilśniowe ,gorszego gatunku, nie hiorą'c pod 'uwagę, ;że ,grubsze lwb większe pła,ty ,p~lśni:
niekoniecznie muszą być wybwOlTemsporządzonym z gorszego surowca 8.
Wra'Cając do słów iMOIszyńskiegotrzeha stwierdzić, że wyrób wojłoków należy doprz'eszłości nie ,tYJ.lkow JPOlskiejkuHuTlze Judowe'j, aue 'też
i w Bułgarii zanikł :zoUipelnie
w połowie XX wielku, choć świadomość wytwarzania i umiejętności techniczne są Jeszcze żywe w /pamięci :luJdu9.
Jedynie w Małej Azji, Kurdystanie, Irani'e i na szer()lki'Chobszaraoh Azji
Srocllko'wejmożna 'W wie'llUmiejooa1chspotkać się jeszcre z wyrobem wojłoków i stwierdzić wiele rt:ysiądeci hczą'Cy ciąg tradycji oW tej dzied'zinie.
l

K. Moszyński, Kultura
ludowa Słowian,
wyd. 2, Warszawa 1967, t. l, s. 350.
Współczesna nazwa turecka dla fHcu brzmi kecze (też tatr), zas dla zdobionego kobierca filcowego (wojłoku) - kecze hali.
s W. Hensel, Słowiańszczyzna
wczesnośr~dniow;eczna,
wyd. 3, Warszawa 1965.
s. 250.
7 Też stara
słowiańska nazwa na wojłok - ,pisl6. ,utrzymała się w języku rumuńskim (pisl6si - sfilcowany, lecz fetru - filc). J. Reychman, Słownik
rumuńsko-polski,
Warszawa 1970, s. 220, 450.
8 Dla wojłoków,
czyli kobierców pilśniowych, utarła się zła opinia, powszechne
mniemanie, że wojłok jest czymś lichym. Z taką opinią można się spot,kać nawet
w niezłych opracowaniach
o kobiernictwie.
Zwykle jest to oparte na złej sławie
najlichszych
wojłoków ze środkowej
Persji i indyjskich.
Por. .J. G. Lettenmair,
Das grosse Orient-Teppich-Buch.
Eine Orient Teppichkunde
von A bis Z, wyd. 3,
Miinchen 1969, s. 172 - 173.
'
9 W tym
miejscu wypadnie mi serdecznie podziękować p. dr R. Seferskiemu
z Sofii, któremu zawdzięczam szereg cennych uwag dotyczących produkcji wojłoków na obszarze Bułgarii. W Dobmdży wyrabiano wojłoki do końca XIX w., we
wschodniej Bułgarii w okolicy Ełchowa do 1943 r., zaś najdłużej. bo do roku 1950,
w okolicy Widynia w półn.-zach. Bułgarii.
4

5

�Wojłoki

1. Namad

z Afganistanu,

-

249

kobierce pilś7LWwe

l'3'3XH3 cm. Murzeum Etnograficzne
4J118166. F~t. J. Kiuibierua.

w Krakowie,

nr

JiIDJW.

jaki p05wiadczają źródła ooińskie już IWrOiku '2300 'pr2i€d n.e. 10. W 1Jbiorach Ermita~u znajdują się najiStarsze wojłokowe kOibierc,ez V ~ iIV w.
p.n.e. pochodząlCe z ro71kopanego w r. 1949 ;i{urhanu w iPazaryllm w Ałtaju wschodnim. J-eden z \kohierców wojłokoWych ma 30 m2, a pozostale
trzy \Są nieco mniejsze. Są one ibiałe i pdkryte ,baJrwnymi aplikacjami 11,
a więc takie, jakie do dziś dnia wyrabia się na ,tamte'j~ym iterenie.
Woj'łoki, czyli kOIbierce ,bi,te, na;}€lżyza1iczyć do najprymiJtywniejszych
koibierców. Ich powstani·e jes1t Iprawdopodobnie pradawne i nastąpiło
z chwilą, gdy posiada'Czowi futra' ibaraniego, hIlbzeskulbanego runa, to
futro l'ub runo pod wpły'Wem zużycia, zadeptania, załania gOTąCąwodą
czy też tłUiSzczempo prosItu 2Jbi~osię, czyili sfilcowało. Wnet się okazało,
że z większejilooci wełny owczej mO'ż:nadoskolla1le sporządzić, pO'leWlając gorącą wodą i ubijając, dowolnej wielkości i grubośd 'k1obierczy'knadający się do wylŚdełania ziemi w jaskini, złemiance, sza1asi'e lub namiocie. Na tym wojłoku można było siedzieć i spać, wojłokiem przykrywać
się, a większymi płachtami. również w razie potrzeby okrywać namiot.
0I1mzałosię również, .że wojłolk można łatwo zdoibićUlżywając do nakładania na sieibie :(podczaszihijania) wełny owczej w naltuTalI}ych /kolorach
(od białego po 'Ciemno-brązowy - IpTawie czarny i odcienie siwe). I talk
niegdyiŚ powls,tał wojłokowy, ~dobJiony kobieT.zec, j;alki i obecnie często
lO H, E. Wulff,
The traditionaL crafts of Persia, Cambri,dge
kowane wojłokowe płachty (maty), zbroje i tarcze.
11 .J. S!zJalpflJW, Ermitaż,
.MOISikJWa
H)rI6, s. 1153 - 1514.

1966,

s. 222. Wzmian-

�250

KiRZYSZ110F WOLSKI

spoltykamy w Anatoilii }UJbna bazara'ch środkO'wego i ws,chodniego Iranu
czy Af.ganistanu - wytwór o niezmiernie wysokiej uży'teczno'ści. Zdobienie ,udoskonalono przez nakładanie na podstawowy kobierzec woj'ło1k:owy
małych, również wo'jłolkowych e1emenJtów dekor!a'cyjnych, które przytwierdzano do Sipodu przez ulbijanie łub też naszywanie, albo obszywano
brz,egi s.21laikiemł,ań'cuszkowym, 00 jUlżspowodowało wytworzenie się wojł,olkowych kOlbier'ców aplikowanych, niekiedy bardzo pięknych i &gt;O 'wysokim poz.iomieart)'lstycznym,
zruan)'lch z wykOlPalisk z kurhanów, jak
i materiaJów wSlP'ółczesn)'lchz Jterenów stepowych Ikirgislki'chi tUlrkmeńsikkh w Azji.
Najbardziej ,charak:terystyczną r:ueczą przy wyrobie woJłoków jest nie:urnierrua'prostota i szyfblkość produkcji 12, stąd też wojłok jest 'podl5tawowym wytworem u wielu ludów pasterskich na stelPach az}altycbch. Np.
na 'pustyni Kacr-a-Kum u Turkmenów, przy domowej IProduk'cji JWOjłoków
(wyraibian)'lch 'prawie wyłąeznie pl"z'ezkohi1ety);potrzebne są ,tyliko: wełna
owcza, wiązana mata trzdnowa ~ wo1da13. Im mniej potrzeba narzędzi do
prodUJkcji, tym 'lepiej, bowiem u wędrownych pasterzy ikaŻJdynawet łatwo przenośny warsztat staje się poważnyrrn utrudnieniem podczas prz.eprowadz,ek i zmian !koczowisk. Tr,z:cinowa zaś ma'ta, służą'ca przy wyrobie
wojłoków, również jest uŻyWmm do ogrodzeń lub pełni !funkcję przewiewnej ściany w szałasach.
Istnieje kilka sposobów wyrobu wojłolków, lecz przeważnie stosuje
12 Wojłoki
wyrabia
się przeważnie
w ciągu jednego
dnia zaczynając
pracę
W107Je:świ'e,ranIO, a ,na iWieclzó,r Ik,oń'CiZą'Ci wylkańm;ając
IWYIPralDy już IWytwór.
13 W' KOIlJ~g, Turkmenische
Filzteppie&gt;he, ['w:] MitteiLun,gen aus dem Museum
filr Volkerkunde
z:u Leipzig,
[lir 10, 19~, iS. 13.
o

�Wojloki

-

kobierce

251

iPilśniowe

:się pewnego rodzaju formę, nie pozwalającą na odkształoeni,e się kobierca
w trakcie produkcji. Wyskubaną '100 ZJgręplo'waną wełnę' rozkłada się
płasko (wanstwą do 20·cm grubości) na 'płóciennej p'łachcie 14 lub iP'łaskiej
macice, a nieraz tylko na dużym, ,płaskim i nieco wgłębionym !kamieniu,
jak to ma' miejsce w Indiach IW :Ra'Ciżasitanie,lub !pOiprostu na szutrze,
jak to robią w 'Południowej Anatolii, a nalstępnie pOIlewa ,gorą,cą wodą
(niekiedy z dodatkiem mydHn 15) i przylklapuje prętami lulb 'przydtąptuje
stopami 16. Później uib~tą we'łnę zwija się wraz z płaohtą czy też matą,
stale poJewając gorącą wodą i ubija. ,W Górach :Sulejmańskiah w Paki6tańskim Beludiżytstani,eszereg ,koibiet Iklęcząc na ziemiZJwjia pła'chtę,
ubijając rulon przed~amionami. Rozwiązawszy płachtę, na ,lekJkojuż &amp;filcowaną wełnę nakŁadają kłapcie wełlny o innej barwie, alby uło'źYt~
wzór 17. ~Bowtórniezwijają płachtę, tym razem mocniej i twardziej, a rulon obwiązują. Po'lew,ają bardzo gorącą wodą (z mydrinami lub bez) i
ulbijają (nieki€dy płaskimi kamieniami). Na stepach turkmeńskich taki
twardy zawiązany rulon bywa niekiedy wleczony za końmi po stepie, aby
wełna obijając się jak najlbardziej i najsiTniej się sfi1cowa ła. Na innych terenach, jak np. środlkowo-&lt;eurOlpejslki,ch,ubijani'e wojłoków przebiega
w foluszach. Ub~ty silni'e i spoisty 'już wojłok pierze się przez zanU'I'za'nie IW Iz1mnej,bieżącej wodzie i suszy na słońcu.
WojJioki, kecze, u ludności osiadłej i półkoczowniczych Y6ri.i!k'ów
w pow. MUlt, okręgu iM.ersin w Tm'cji, są zwylkle jeanóbarwne 'W naturalnym kolorze wełny owczej. Na kecze używa się krótkiej wełny odpadowej 18. IWyraibi,asię Je następują'oo: na szutrze kobielty rozJkładają warstwę uprawnej poprzednio wełny, następnie polewają ją jak naj gorętszą
czystą IWO'cią,
'przy/1deiPująTęlwma [ulb prętami :i 'wreszcie na podłożonym
wałku drewnianym rolują, ubijają1c pr:zedramieniem. Niekiedy w tej pracy Ikobietom ipomagają rnęlŻ'czyźni.Przeważni.e brzegi wykonanego wojłoku powstają nierówne, choć n1ekiedy przycina się j€ do rÓ'wnośc.inoży1

Niekiedy u Turkmenów
na starym, dobrze juź. zbitym filcu.
Mydliny
swą śliskością
ułatwiają
skręcanie.
się włosków
wełny i powodują
szybsze ,i idOlk,l:aidruiej'szeISIP1aitalIlJ1e
&lt;się.
16 Dejpba;nie no.glami
pTlZy fołi()iwialn~usu!kna ,satmoldzji'ało\weigo znane j,es't IZ terenów słOlwiańJsk,1c:h u SŁowian :połu.dtn~olwYlcih·iW ob"zarze nadalC1ria'tyidkim, na Wli·~l(k,orusi a 'talklźe na BOllesli!U.K. MOISlzyń'~i, Kultura
ludowa Slowiam, t. 1, War.szalw&lt;l
1&lt;9167, s. 3/5,1. 'I1T1zeba dodać,
że Iró'Wniei deptanlie ,glt'OI:'lOlwa.li
ppzy wyrobie
'Wiojłokólw
Cyganie we wSlc'hooidnilej BuŁ.g'alri'i (ind'. dra IR. ISefers/l{\h:~go). Również ISlto,slujes1ię dejptanie
w warsztatowym
wyrobie
wojło'ków
w Ana'toHi,
gdy prace
wykonują
mężcrzyźni.
17 N'iek!iedy
w 'Clros/ie prorduikcji ,k,oIbiepców wójl:okJawY1C:lhna .srteuJia1chAzj'iŚ,rodklawej Wizór byiwa nalkładany
j'eS'ZJcIZJe
WTClześDlej, bei21polś,rednio po 'slpryslkialniu IPOIzłoż,onej ,wełny Iglorą1cąwodą ,i Ie/kikJ~mppzylkJlepa:n~u irózgallni.
18 M'aiter,i:ały
z Ibaldań t'eipenOlwych we Iws:i Bwruln, pow. Mu't, ,okI'. Mepsin
w połuldniolwelj Anatołlii, 12 X 19r718T.
14
15

�252

KR1ZYSZTOiF WOLSKI

3.. Narrnad

'Z

AdJga'n~slt:a'nru,

20,3X 1311, cm.

MiulZJeum Ebnog·rad'i&lt;cJ2:me

'W

Kralk'o'wie,

rur lrul'!.

4411115. FloIt. J. KJuibi'ena.

camL Dawniej wyrabiano w gospodarstwach domowych ['ówni,ei woj~oki
większ)"ch formaltów, obecnie (r. 1978), skUitkiem podmżenia wełny, wyrabia się kecze niewie1ki~h rozmiarów (ok. J ,0X 1,5 m). Niekiedy kecze
bywają deikorowane,!1jp. trzy koła w innej na tur a'lnej barwie wełny, lecz
pne'wainie są jednoibarwne.
Wojłolki wyrabiane na !Własny 'użytek przez [\uiclno'śćosiadłą lUlb ikoczownilków bywają p['zeważnie ga1tuclmwo }ąpsze, gdyż wżyty na nie surowiec ISltanowiwełna, sierść wieillb~ądzia(niera'z telż i kozia) oraz sierść
bydlęca, ,lecz przede WlSlzys1tkim
ikrÓitlkamiękka wełna ze strz~y sztuik
młodych lUlb'też ze sil;T.z~y'}esiennej.
W środkowym i za'chodnim Afga'nisi1Janiew języku farsi i jego lolkaJnej odmianie dari kobierzec wojiłOikowynazywa się na.mad, zaś w języku pasztu nosi nazwę lamcaj, la.meej lUlb limcaj 19. W Iranie rzemieślnik
wymbiają'cy wojłoki i filce nazyw1a się w języku brsi gazur, qaljljar a1bo
namad-mal,
zaś ikalP,elulSznikproduikJujący starego i odwiecznego typu
fikoweozapki-lkalpellUisze zwane kolah, nazywa się kolah-mąl20. Wojłoki
wyrabia się na znaczni,e sz'erszyun obszarze nilż kabier'ce wiązane a na19

.W pa,slmru mó'Wii'o'llylm

krasta (mail;.
Belrudżyls'toani'e
kras ta oznacza
20

,prz,ez

;ZieISjpÓ'łiPlemlion

Kalklalr

lUżY'wa:ją

na

Iwo,jlooik n&lt;JJZlwy

'z badań
t'erenOlWyldh
w ,r: l'9\T4w Zkmdra
koło Ziaralt
'w półn.-Wls'c1h.
lpalkLSltańslk'~m). Na i:nny1ch oaib!SlzauJa:coh'jęZylk:a lPa6zJbu (tere.ny
póln.-\w~clh.)
też

H. E. W'-llff,

grube

sukno

The traditionaL

samodziałowe.
crafts ... , op. cit.,

s. 222.

�Woj laki -

4. Na.mad z Alfgan'itStanu, 2I48Xil&lt;417

kooi.erce

piJ1.Śiniowe

253

cm. Mn.trreum Etnoga1a!fńlctLne w K'raikowlie, ,nr ,1n.w.
F.oIt. J. KiUtbi.ena.

są711Q.

wet kilimy, bowiem np. w tailóej ,prowincji ·Logar na pd.-zach. od Kabulu ,wyrób kiJ. imów należy do rzad!kO'ści,zaś lamca'j wyroibia się wszę~
dzie 21, a ,kobierców wiązan)'lch iIlierobi się zupełnie.
Najll€iPsze wojłoki, wyra:hiane na własny UiŻyltelk:
w Hazaradrżacie
w środJkow)'lffiAf-ganistanie, 'Są wykonane wyłącznie z wełny owczej,
krótkiej, miękkiej, delikatnej, pochod\zącejod sz:tuk młody,ch. Do wyrobu ,rrajile:pszychwojłoków zużytikowuj-e się wełnę owiec den:kOTunych.
Podobnie w Turikielstani'e wschodnim wyrabiano naj-pięikniejs'ze miękkie, białe wojłoki, które rówriież barwiono na 'c:oerwono lIub błę1kitno,
z bardzo ·delikatnej wełny cienkorullych owj,ec miejscowych 22. Podstawową ibarwą była nal1:'Ural:nabie[ Iwełny owczej, z której sporządzony
był wojłok. Bieł stanolW'iłatło, na kttóre naikładano w Kuczy IWTwrkiestanie wschodnim ornamenty w ko'lora,ch żółtym, niebieskIm, czerwonym, Iczarnym :i popie.lJartym
23.
.
W większych ośrodka'Ch, przy bardzi'ej masowej produkcji 'na ~byt,
używa się do grępl'Owania wełny smylka gręplarskiego. Przy wyrobie domowym gręplowano ręcznie rozskubując weinę, aiby uzy~ać: moili21 iMć1I'ter,iJały rz ba/dań IW MI~'il'1srt;;aiIlli!e 'W Ir. 191711.

B. GrąbczelWSlki,
Podróże gen. Grqbczewskiego,
t. 1, Kaszgaria, kraj i Lupod.róż do Azji Srookorw.e~, WamS1Z:alwaibJd., s. ·1'5tl: "Wo.j~oIkli. 'balkie 'Za~ępują
dywany
i są bard~o posw'kńJwćilIle w krajach
Azji Środkowej
z powodu
ta.niości
,i IpiętkJn~o 'wy,oobu".
Z3 A. von
Le Goą, Vo·nLaVld 1.IIYldLev-ten rim. OSiUIUT'kisfun, ILiIPs/k 1~.
s. 17-7.
2lI

dzie,

�254

iKRJZYSZTOF

WOLSKi

wie najibardzłej 'puszyl5te kłapde, rozkładane następnłe' bardzo równomiernie na powierzchni lPła'chty lub trZicinowej maty, służącej za podstawę ,przyszłego wojłolka. SlPilśnienie przebłega tym ilepłej, im del~ka,tniejsza, ale rte'ż im krótsza jest wełna. Z tego powodu wełnę dłuższą tnie
się, aby króts.ze 'Włosy lepiej się skręciły i zahaczały nawzajem 24. Przy
procesie spi:lśnłenia 'liłe dodaje się żadny;ch spoiw, aby przypadkiem nie
spowodo1wać:z;bytniego stwaiTdnienia kobierczyka. Pilruuje się też czysto~
ści wełny. Rozło'żoną wełnę polelwa się jak najgoręt:szą wodą i sta,le ubija, powtarzając tę 'Czynność włelokroltnłe . .Następnie to samo robi się,
zwinąwszy matę lub płachtę ze spilśnioną wełną w rułon, aby taczając
go móc uhijać wszędzie rówllolillłernie i uzyskać Iwszędzłe jednakową
grubość. Wczasłetego
procesu materiał znacznie się zbiega, :na długości
i szerokości. Po pierwszym rpods1lawowyrmspiJ!Śnieniu wełny rulon ro,zwijano i ro:zJkładanona płasiko. Wtedy roZ'poczynało się nakładanie ozdób
a nawet wciskanie drobnłejszy;ch elementów, które później miały utworzyć np. szereg małych Ikół'e'k.Linłeciągłe, proste lub iali'ste, u'klada się
na wojł,oku przy pomocy bardzo luźno sprzędzonej nici wełnianej, zabarwionej w odpowiednim kOilorz'e.Nie'bedy te ozdoby, które też trafiają się po obu strona'chwojłolka, układa się od miejsca zaczęcia wyrobu, Wpierw o:z;dobyna spód, poltem właściwa pi'liŚń,a następnie olzdoby
wierzchu. Wszystkie ,te ozdoby (pTzytk,lepywanona molkro, a potem znowu wojłok zwijano między d'włema płachtami, lub maitamii ubijano,
Slta,le polewając WTząltkiem. U Firozkohi, mieszkający;ch w górach na
wschód od Heratu w ipłn.-za,chodnim ADganistanie, wO'j'ŁolkToQIlujesię
w ma;1lach wiklinowych. Przy ponownym rozwinięciu i zwinięciu poszczególne prętyurwierały
inne miejsca powodując mocniejsze spi1śnienie ma,teriału 25. W'cZieśniej rzwijane pręty maty stanowią twarde wnętrz'e rulonu 26. Czynności te, 'choć nieskiOiIIlplikowane,były jednak pracochłonne i 'ca~kieo.nni'e l'elkikie,gdyż rolowanie wojłoka powtarzano kilkJakrotnie, aby otrzymać jak najdoikładniejslc sp:ilśni&gt;eniewełny, a tym
samym uzyskać SpOlistOlŚĆ.
Da'jąc tyllkJo do:brą wełnę owczą, zaś przy
~ilśnieniu
używając jedynie 'czystego wrzątku bez jakiejkoJ1wiek 00mies2'Jki, ortTzymu}e się 'WojłOk mięlklki i i'ekki. Te miękJki'e wojłoki są
przeznaezane ,nie ,tyłko do !przykrywania posadzek, podłóg, czy ,też szerokkh ław-p'1atform tacht, służący'ch do siedzenia w czajkhanie, iecz
także do przy;krywania się W [porze zimowej. Podobne jest przeznaczeZ4 Rówmeż
i w Bułgarii
cięto dłuższe klaiPcie runa owczego, gdy chciano wyI~onać ll]aljl'eipSIZ£Ij
,jaoooiŚci wlodł1o!kii{Iinif. dra R. Sei£eI'Slkieg.o).
!&amp; G. MrandeI1siloolt,
Fi'ro~kohri een afghaanlJs r,eisjlO"U:r;n,aal, iRoltlterldiaJm 1001, is. 11415.
t8 W lVIior!igoiLLi,
'a rtlalkże 'W !po~Uldmii.O,W1O""'WISldoodIlliJej
BiuJlgall"i1i(S.tTaOOży), do ś!lod'~a rul1'onu diali'e się \WaŁek 'dil"'eIWIl'i&lt;llny(dmf. dim R. Self.eI1sJdego). Podolbme robią
Yoriilk w 'wy,robLe domowym
(mat. rz baJdań 'W p0'łuidniliQlwelj AnaItdliili).

�WojŁoki -

k·obierce pilśniowe

255

5. Wolj~oIk '1JullikImeńlslkJiI,'WIg L. Bwesnevy.

nie wojłoków u BeJludlŻów koczują'cy'ch na terenie SellS'tanu .aIfgańslkie,go i lperskiego OI'laZw Bełudżys·tanłe palkistańskim, np. w okręgu iKharan
i Czagaj 27. Beludżowie z plentienia Mamasseni zamieszkujący
nad dolnym Hiilmendem i kO'ClZującyna ()(bszalI'z'epustyni Regi:Stan 'W czasie panują·cych wziImie h'oca,ganów z północnego zachodu okrywają swe bydło
11

MiaJt€'rOOly

r. 1001.

:lo

mok/h

badań

ltereTI.OlW'j'ldh

w

d3€l1uldżyl&gt;ltaJrrle 'PIaklislllaMkjm

w

�256

KRZYSZTOF

WOLSKI

i osły wie,LkimicUl/Prnkami lWojłolkowymi dla ochrony przed 'Przejmującym 'Chłodem 28.
W iHazaTladrżaclew Mg,anistante wyralbia ~ię też grubsze wojloki (używane wyłącznie do 'Przylcry-cia :ziemi, posadzki czy teri:'Podłogi), już nie
z 'tak delilkatnego i dobrego 'Surowca, l'ecz z wełny garbarskiej, z wełny
s2ltwk padł)11ch,koziej i b)11dlęcej!Sierści :(18. niektedy i !bawełny). Do t)11ch
wojłoków używa się te(Ź wełny odpadowej pochodzącej ze strzyriy sztwk
stary'ch, a Itak!że wełny od &lt;różny'chgatunJków owiec. Wyrabia się z tego wojłoki grube i bardziej s'ZJtyWine,
mające uierazzanieczyszczenia
pochodzące ze złego przesol'towania surowca przed przystąpieniem do pl'acy. źJdŹ'bla,nasiona traw i ziół, któr€ się na pastwiskach powbijały w runo owiec, spo:1Jkaćmożna później w taikim meS'tarannie wykonanym wojłoku. I te wojłoki bywają tci ~d()lbion€,choć 'częściej 'Widuje się je j,alko
jednoib1WWne,Iprzeważni'e w odcieniu szaxo-popieialtym -lub szaro-!brązowyro. W mniejszych /kobierczykach wojłoikowych s&gt;pódprzeważnie bywa
jednoharwny,zaś
jednobarwny wierZJch miewapobrz'e,ża barwy i'nnej,
lecz też w odcieniach nat~aln)1lch ,wełny 29. Niekiedy trafiają się również i mni·eJs;ze IDdbierczyki wojłokowe, harwnie dekorowane, lecz te są
przewaZnie wykonane 'z lepszego gatunku wełny, 'często jasne a;libobiałe.
W sztulka1ch deikorowanych, taikim jednoibarwnym jest spód wojłoka.
Część wierZJchnia Ibywa dekorowana wyłąoznie ;na środlku, a brzegi po2lostają be.z omó:b, JW takim samytm :kOl1o:r:ze
jak i Sipód, łub z małytm
innoibarwnym marginesem. Te wyroby z AfganiStanu 1Wy'~azujążywe podobieństwo do lpodobnych wyrobów turkrrneńSkich z tel'enów ZSRR,
gdz1e równie'ż 'p()(hrzerta(we wspókaesnych kobier'cach wojłokowy,ch) po2l0stają nie~do:bione, choć śTOdelk bywa hoga'Ciej i staranniej :d~Qrowany30.
.
Na iteT'enie wschodniego Turfkiestanu, g,dzie lWyrOibyfilcowe słyną
-ze SIwejmiękkQści, spotyka się ja/ko materiał do wyrolbu ,woj'łoków, obok
podstawowej miękkiej wełny owczej :re sztuk młodych i jesiennej strzyży, też dodatki' w postaci sierści wiellibłądziej i \koziej 31. Te ostatnie są
dodawane pr:zy wyroibie grubszych i nieZJdobionych wojłolków. RÓWinież
of Bah.l,chistan. Travels on the Borders of Persia,
119'1\6,s. n.
WiQj~ o Iwynn. 1'616XI13l2 om rLalkU\Pił·em w troIku 'HY711w K.aibuLu
dJo~biQlrĆY.W Muzeum
Eit~lfi=nego'
w tKirallrowie.
Ma 1QIl1.!SpÓid ldiemno-&lt;brąlZ;OIWY,
MeIlZch miŚ popi€ilatlio-=u-y rz. cdem:no hrą.wwyrrni pabmeoomiL
Jeslt w~kian:any z liche i gaWinlkoWoo
wełny {)lWaziej rl. lI'll1asittatI'atIlinie rz1bity, sktu!tIk&gt;iem reego jag,o grolbość
jestt. ndeljedtnaJko!wa. WlQljłolk
WiS/t;ał :wyiktonany w. HazaTadrt3!Cłie
w środlk'awym
AJj'lganitstam,ie (:nr ·~n'w. 41100,1).
at ~oc. L.l3etresIIlevla,
The DecorotiveandAppl.ied
A'Tt of Tu..rkmema, I,enin.grad 1006, U. 46, 490, 50,511, 5,2 i SB.
81 A. von Le Coq, op. dt., s .. 178.
28

and

G. P. Tate,

Afgha,nist,an,
29 T&lt;ego ,typu

The

Frontiers

Lo:nidlQll1 HlOO, La1houe

�257
i w pobliskiej Mongolii, podobnie słynnej z wyrobu wojłoków, dodaje
się do podstawowego materiału, jakim jest wełna owcza, sierści :koziej
i końSkiej 3'2.
Kobierce wojłokowe wyrabia się w ró.żnych rozmiarach wza,letż'I1Jości
od potrzelb przezna'C,zenia. Np. w Bułgarii wojŁoki miały 3,5 - 4,0 m długości,a ISZierokiebyły do 3 m. W Turcji wielkość wojłoków był'a różna,
od małych 1,OX1,5 m, do 2,OX4,O m, lub '!lawet więksZie, zaś wspomniane kotbiel'lce wojłokowe ~ Kuczy ze JWs.chodniegoTurkriestanu mia'ły
również wyrrniar 2,OX4,O m. A1garlskie większe kolbieroe wojłokowe mieszczą się w rozmiarach 2 - 3 m długości, a 1,3 - 1,5 fi szerok'O'ści. Produkuje lSię jednalk SpOTOkobiel'czylków wojłokawy,ch w mniejszych rozmiarach 1,7 - 1,5 fi długości li. 1,2 - 1,3 m szerokości, a niebedy nawet
i mniejsze. Bar'clzo rzadko w)'lrabia się wojłoki większe, chyba z \przeznaczeniem na płachIty namiatowe, lub wykładziny ,.posadzki" w :namio'Cieozy domu.
W wię:ksz)'lch ośrodkach wyrobu woj'łolków w ITlanie lub Kas:zmi!rze
dodaje się do wełny ri sierś&gt;Cirównietż surowce wtórne w postaci wa1ty
ze zgręplowan)'lch szmat wełnianych i hawełniany,ch, a :nawet palkuł.
OczYIwiścietą drogą powstają wojłoki gorszego gatunku, a nawet ibardzo
liche, jak np. [kaszmirskie 33, trafiają'ce na rynek światowy .pod nazwą
wojłoków indyjskich, Iktóre w użyciu :szyhlko się rozluźniają, rozpadają
się na ka'wlabkJi.Nie pomag,azastosowanie w czasi'e produkcji spoiwa oleistego z makuchów, gdyż nic nie mo'że zastąpić dobrZie spilśniającej się
wełny.
Kobierce wojłokowe jeszcze wSlpókZieśnie można spotkać w prawie
każdym wiejskim domu Anatolii. Bywają one tam, w załelŻnościod olkolic, dwojalkiego rodzaju: wyroby domowe, przewalżnie w forma'taich mnriejszych i więlksze wyrobu warnZltatowego.Wyroby warsztatowe ,Il'p.w okohcy Beysehir odznaczają się więkg,zą spoistością, zaś wojłdki wyrobu domowego są mniej spoiste, lecz miększe. Z warsZltatowego wyrobu wojłoków w TUT'Cjisłyną anatolijsk,ie miasta AfyoYl,Tire i Beysehir. W Afyon
rzemieślnicy trudnią'cy się fi1cowntctJWemzamieszkują oałą ulicę 34. Produkcja jelst j.eszcZiesta'l'e 'żywa. TureCikie wojłoki,czylh .ke'cze, przy!były
z ludami ttureckimi Z Azji ŚTodJkowej, jednalkipTzypuszclLać należy, że
i p0pTwdnie ludy zamieszkujące Azję Mn~ejszą ,znały ten typ kobierca
oraz :ten siary typ te:chniki.
32 'w. HeiSlSli'g,

Re'constructimg

Mongolian

Mate r,ż al

Culturle

Sources, (r,ef.), s. 4 - 5"
u EktSlIJo:IitJoWlalne z Ill/dLi

:l1Ii,elWlieUllde ~o'bI1etr1ClZylki wQljłoilwwe,

tunk,OIwo,

w)'II1oibiły

!sIWą tanideltn,o,Ś'aią

IW ś\wiecd'e

kOl1:lielrlooon WloÓŁdklQlWY\ffi.
a4 H. Gii,rc;ay,
~e(;e ve ke~ed~mk, 1[Iw:l Tii:rk
kaJra

W6'7, s. 211- 3~.

17 "Lud"

-

,to.m 15

jalk

'nalj~orISlZą

from

Utem,ttury

bar1dIZlO ld;che
markę

Et7IJografya &gt;Der gisi,

t.9,

ga-

ws'ZI~kdlffi

1966, An-

�258

KRZYSZTOF

WOLSKI

Kecze wyrobu domowego w południowej Anatolii nie mają pretensji
00 wymyŚilnego zdobnidwa,~aś ik!ecz.ewyrobu warsztatowego, n;p. z Beysehir, są zawsze zdcfuione. Na 'vIe białym (gdyż z białej wełny sporządza
się wojłoki) 'występuje ciemno-brązowy (w natumlnym kolorze brązowej wełny) wzór geometryczny, często z bordiurą otaczającą pak Ornamenty stosowane w mobnictwie są dosyć 'prym1i,tywne, a nakładanie,
bez specjalnego przypilkowania, następuje na UipTzednio wytkonany filc
podstawowy; w skwtkach or.namentty łaitwo odpadają podczas prania
wojłoków i lS'zorowania ich dr'ewnianą łopatką. Pięknie zdobione stare
wojłokowe modlitewniki, wyroby z XVIII - XIX w. z Bursy można zobaczyć w muzeum w Konya. Mają one !bogate i względn1ie drobne ornam'enty dell{«)&lt;racyjne,zaznaczają1ce bordiury, nall'oża, mihrab i zwisającą
z ni,ego ,lampę. Ciemno-brązowy, lekki wzór na białym tle wojłolka robi
niekiedy wrażenie haftu lub nas.zytej jakby koronki, tak jest delika;tny.
Brzegi iPQP~zec:zme
posiadają wykończenia z naszytych fręd:zil'i, co przypomina 'kobieT'cewiązane.
Wydaje się, rż,enaJle,ż,ałOlby:jes:zJoze\poświęcić Ikilika słów afgańskim
wojło/kom ozdobnym, k:tóre - jak j'U1żwyżej Iwspomniano - osiągają
nieraz dużą dekoracyjność i ball'wność. ZdobIOne wojłoki przYlpominają
swą dekora'cją raczej lkob~eTz.ecwiązany, niż kmm lub prosty pasiak.
Najbal'dziej ozdobne różnią się tym od Ziwykłych Ikobierców afga~kkh,.
're dOlSzyte{'lub rzadziej dolbite) Jfrędz!le-kłapcie obiegają wojłok ze wm.ystkich stron, 'C:zJegonigdy nie spotyka się przy kobiercach wiązany'ch,
bowiem do brzegów dłuu.szych nie doszY'wa się fręd:~H.. Wojłok 'cieńszy,
miększy i ilepsZlegotym samym gatunlku miewa ".nabity" wzór tego 11'0dzaju,że ma zawsze pole środk'owe i(pokTyte bal'dziej lub mniej subtelnym oiTnament·em) otoczone bordiurą, IW obrębile \której można wyróżnić
poszczególne Ipasy. Można więc mówić o potrójnej bordilurZle. Bard~o
,chętnie 'W zdobnilClliwiewojłoków afgańSk1i!chużywa się przy bordiura,ch
mnacrnentó'Wzę1&gt;atYlch,niewie!lkłch roz~t i kostek oraz ślimacznic. W polu umiesz'cza się merla/liony, a naroża zapełma drobniejszymi elemeITJtami.Zdar~ają się vi tle !pola ornamenlty pmypominające fale wody. Oczywiście ,zawsze trlzeba pamiętać, iŻ:ie
ozdolby na wojłolkJa1ch
są gTlubsz.ei ja'k,by !:z.lbarbaryzowane w stosunIku do wZlorów na kohiercach wiązanych
a nawet tkiHma,ch.Niekiedy, co s'Potylka się w wojł&lt;okJa'chgrubszych,polle
wypełnia ornament rombów: można .by nazwać go też minakhane 35.
85 "Minamhane"

-

.iJ&lt;wh wielliolk,roitlnie
dl1O&lt;bny ornamenit
tIU

tJlP

drobnego

IPOrw1t~ClI!l~OI,
mogą
SItanowić

wS/POIl11nri:eć,że IW ,Zlb~oh

Wlie =ailiaJzł
WlZór

się

aiJlg:aookfi ~lby

ornamentu

w

kobiercach

i Be&lt;lud-

persklich

fkitóxy IWYlpeŁn~a IPOlle Imobiel"ca wiązalnelg&gt;o. Ten
lk1wWarty,~bsrtlki lIllb f~
ge~rnatryld1Jne. Wanto

P,aI1Jsltlw.QIWIeIg1o
Mu\Zeulffi
i

prYlIllli!t'yTWny

EtlnOl~rad'liIClZ:nelgoIW IWalrSlZa-

k'obLerl2leIC wojł;P!k1mvy,

"w 'I'OImlby" ll'1obi wnarż.enLe ,im~IlIarklhJalne". WlZó,r ten

na

lZos't,ał wylk1cmany

,którym

w ten

�Wojłoki -

259

kobierce pilśniowe

7. WojŁoik: Jtulrlkmeńsllci,

wg L. Bere5lI1evy.

Rzadziej w po'lu widuje się ornamenty ułożone pasowo, podłużnie. Czasami trafia się biały !pas, lpołożonyz najibielszej wełny, wzdłuż \kobiercrzyka po środ1Qu pola 36, w wyrobach z półno'cneg'o Afganistanu (przy
jasn)"ch pobrz'eża'ch kobierczyka), lub też na jasnym, prawie białym ,polu,
pas o ornamencie stylizowanego drzewa życia, jak ,t&lt;l ma miejsce na
wojłoika.ch;turikmeńSk.ich37. Często Zidohnktwo wojroka żywoprzypomina afgańSki kdbieI"'Zecwtiązany z chara~terystycznymi elementami zdobniczymi w postaci &lt;lśmio.boczneg&lt;lguL. Gul bywa układa:nycentralnie,
jakby meoohon, :jednak częściej 'P0wtaTza się wielo'k!rotnie, zupełnie tak,
jak go mo~na zoba'ozyć na typowych ,afgańskich Ik&lt;libierc,a'ch
z Ipółnocnego
Mganistanu. Pole wypełnione Yk.znymi igul, uł&lt;lżonymi w Ild1ku rzędach,
.otacza bordiUTl1ł.Wojłoki .g1'lube,Hchs:rego wyrobu, mają przeważnie zawsze obrzeżenia w postaci i'edna:barwnego marginesu, w tona.cji szarej lub
.ciemnej. Dopiero środ€lk ,jest dekorowa:ny. ,Wojłoki osiągają nie tyl1ko dużą 1ieikora'cyjność, le'cz ;tak~e ball"w:nO'Ść,
dzięki ToonoodcieniOiWejwełnie
zabarwionej he,nną (iprzeważnie na pomarańczowo). Spotyka się kolory
,żółty, IC iemno-mą7Jowy, iila-c:reTwony, bia'ły, a r,zac1zie'j !zielony i niekiedy ciemno-niebieski. Zupełnie inne wwry, związane bezpośrednio
~pOlSÓ!b, i.e

!PO nal!()lŻeni'U

grolbej,

brąrrowej

nlbci,

;prtZYJPilkJawa.no ,ją,

.a

naiSit@l1lie

po;nOfWll1lie SlpillŚin.ionJ&lt;&gt;..
aG ,pOL

cym

OIl1namenlty 100 'k,oib'i'ercIU

z IPÓ'łnOlc.neg.o M,g'a.n,is1tanu,

'WQJjłJOlkowym owym.

a Zlrua'.ildiU!jąlcYlm s'ię

Slk!i·ego im. Chalrulbiiń'Slkieglo
rw Zraikolpanem.
87 L. Beresneva,
op. cit., il. 50.

w

1275X1'50 iC'IIl, pochodzązibio,raICih

M'UIZ-eum TaJI;,I'IZIań-

�260

KRZYSZTOIF

WOLSKI

z tradycją zdobnictwa Azji Środkowej, 'posia'd!ają kirgffik1e, mon:go1L9kie
i turkiestańąjk'O"":,chińsllde
wojłoki. Uderza w nlCh nlie ty,liko bogactwo ko'lO'l'ystyczne,Jleczteż boga,cbwo OLrIlJMnentów
38.
Stosunik!owo łatwo :jest 'a'phikować wojłoki, tym sposobem zdobione
osiągają np. u Turkmenów i KiLrgizów dużą dekora'cyjnoiŚć. Brzegi Z!dOlbi
się "falibankami" z płótna, lub z !kłapci barwionego runa wełnianego,
dos'zywa do niej chwasty z nitek wełnianych lub końskiego lWaOs~a.
Brz'egi idJla umo'cnienia oibszywa się barwnymi nićmi wełnianymi lub
perkalową, a naekiedy nawelt jedwafbną lamówką. Drofbne kawałki barwnego Wlojło/ku,naszywa się na uprząż końską łub wi'elbłądzią, dodatkowo !przyozdabiając (np. 'Wyszywaniami, 'chwastami lub białymi ,czy błękitnymi pa'Ciorkami). Wojłolk daje bowiem bardzo równomieme Ho. Ozdobyz nahaftowanego, barwnegołańcus'zk,a pokrywają większe cpła'ty, nić
zaś uma'crra,a,Uitrwala spoistość wojboku.
Zda'wałOlbysię, ż,e przy stosowaniu innych t'e1chnilkkobierniczych prym~tywny wojłok powinien ustąpić. Tak jednak nie jeslt z najhaTdziej
zasadrri1czychpowodów, h()iW'iemwojłdki można nie tyliko wyrabiać z gorszych gatunków 'Wełny i z odpadków wełnianych, Iktóre ni~ nadają się
do innego 'celu, Ilecz mo,żna wojłoki produk0wać bardzo szybko, rozpoczynają1c ip!I'a'Cę
Lrano a kończąc wieczorem tego samego dnia, bez skomplikowanyoh, żmudnydh, ,a przede wszystkim &lt;czasochłonnych zabiegów,
jak przędzenie itJkani'e. Po wtóre, wojłdki,nawe1t najprymitywniejsze,
znajdująza'WtS'ze miejsce w gospodarstwie 'koczowników, ludności półosiadłej i olSiadłej. Wojłoki służą ,za Ipodściółkę pod dywan czy kilim, najlepiej izoiJ.ująod ohłodu ziemi. Wo'jłoki najbardzi,ej nadają się na wszelkie
czapraki, dl'1'Orriączw1erzęta od otarcia.Woj1ł0bem u Turkmenów afgańskich podszywa .się twardekiihmy
wełniane, zanim się je użyj'e jako
przykry;ciezwierzęci'a. iRównież wojłoki są najmniej 'przewiewne, l'e'kJkie
~tylko liche gatunlkowo bywają 'cię~kie}, w ,tranSlporc1ewyg'odne, bo łaltJwe
do ZJ'Yijran1ia.
Tezaleiy wojłoku pozwoliły mu się utrzymać obok \kobierców innego typu w gospo!dar1Sltwiena terenachchłodniej'Szych
stepów
i półlpU5tyń. Na nietrwałość woj'łoków, specja,lnie grubszych, niezdobionychi licmz'ego wyrobu, Wlpływa w Afganistanie głównie bralk poszanowania li ,oenienia t'ego 'typu 'Wytr'obu.Rzeczytaik itanich jak wojłoki,
po prosrbu się nie Iceni i o nie nie dba. Posiadając drog'ie !kobierce 'W'iązane, a specjallnie WSlparriałemodlite'wniki, na wojłok już nie zwra'ca się
uwagi. Po kobiercach wiązanych i knimach wojłok znaj'duje się na
oSItainim miej'scu, tot·eż najłatwiej nisZJcz'eje.Jednak mocno zbite Wlojłoki
bywają nawet względnie trwlałe i mogą służyć niekiedy'k1lkadziesiąit lat.
Mogą tak długo służyć dopolkąd do .nich nie dostaną \Się naj więiks'ze
38

A.

VOIIl

Le Coq, op. Crit., tab!. 48.

�Wojłoki -

8. Kobierzec

wojŁoIk{)lwy, 400X200

kobieTce pilśniowe

cm.

261

Kucrzla, TUlr:k,iest.an W~dhod.ni, :wg A. \'lon

Le Coq.

s~odniIDi, to jest mole, których z wojłoku wprost nie ąp0'Sób wy waibić.
Zerują świetni'e w głębokim i miękk'jm materiale -niszcząc go kOlIIljp1etnie.
Jedynie częste poruszanie, deptanie, trzepanie 39 może skutecznie przeciwdziałać inwazj~ tych niebezpiecznych sikodn~ów. Na szczęście koczownicyczęsto się prz.enoozą wraz ze swym dobytkiem. Gorzej jest
u ludności osiadłej. Najfata1lniej pr.zed.Sltawiająsię wszelkie składy i magazyny z wojłokami, jak np. w lKabuillu,gdzie sprzedawcy dosłownie
nie mogą sobie dać rady fIN walce z molami, zagnie:żJd:żonymiw miękkich
wojłokach.
Niekiedy w 'walce z mo~ami zanurza się wojłoiki w wodzie, a następnie suszy .na !płaskiej ·powier~chni. Frzy praniu wojłoków, np. w ':Durcji
środkowej, w' okolicach BeY$ehir, wydeptuje się brud {glinę, lP'roch)
stopami, a powierzchnię pr'zeciera, pod płytką warstwą wody, 'Plaskimi
łopatkami drewnianymi lub deseczkami. Robią to kobiety w szerokich
i płaski·ch !korytach o wybetonowanym dnie. Talkie pralnie położone są
w ,pobliżu potoików, aby można 'by~o na'PUiŚcićna nie bi'eżącą wodę. (Przy
praniu niekiedy .powierzchnię wojł,oków zlewa się mydlinami. Wyprany wojłok suszy się na słońcu i wietrze tuż obok koryt pralni, a ,także
rozkłada się wojłoki na glaza chlub nawet na !kamiennych munka.ch, nie
zważając na to, ż,e wojłokowy kobierzec traci wtedy formę. To odJksz;tałcenie za'nik·apóźniej w czasie użycia, gdy wojł()lk leży na posadzce w izM

i

19 T.l1z€lpan:ie wo.jłdkÓ&lt;w, a Slpecja.lnie zwiJŻJonych, Zlan-ieClZY,SlZcwny;cl1
~ną,
nie
je9t I'zeIC'zą b~pieazną,
bowiem
Dięż,k:i w taJk1rn wypadku
wojłok łart:wro ll'IIoż-e
się "Irozleźć" &gt;pI'zy n4.eu:mie:jętnym -lub zbyft Igwaltaownym u:clhwyceniJu.

�262

KRZYSZTOF

WOUSKl

9. Zawi'e&lt;siZJka w;o,jlO1kolWa rz. półn. Af&gt;g.anistanu, 89 X 18 cm. Muz·eum
w Krakow-i'e, rur i1nIw. 506H!. FiOt. J. Kubi-ena.

EtniOgraifi!Czne

bie, a chodzący 'Ugniatają go s,topami i materiał 'wraca ponownie do
,normalnego spłasz'ozenia.
DUlżałatwość kształtowan~a wojłoku spowodowała, że tego 'typu tetehniką wyrabia się różnego rodzaju futerały na skrzynki ora.z okryda, jak
kaptury z pelerynami, czaTlki, pa~terskie duże :peleryny-narzuty 4Q, nie
mówią'c już o delikatniejszych wyroha,ch zcieI1lkiej i miękkłiej 'Pilśni.
Również z wojłoku na sporych ohszacr-achstarego świata wyrabia się
różnego rodzaju obuwie (pantofle, buty, walonki, filca.ki), a talkże pończochy. J.edna'kpomimo dużej uźyt€łCzności tych okryć, nie ceni się ich zbyt
wysoko, uważając ?Ja wyroby proste, wylkonane z odpadowej wełny, należącej do lokalnego ryniku i podobnie jak wojłolkowe 'kobieree, prz€40 Taka
na.nzuit.a w ,polulC!Jni'olwym A1fganista.nJe 'l1J&lt;JJZy'wasię kucaj lub kocuj.
Rnzewa.żJnie rui.e m&gt;j,ewa ona rę'ka1wa.w, cihoć ;zdia.rza s'ię, ż,e U'szyją ją na W1Zór
białej, sukiennej
su!kma,ny vLmolwej '7JW. baraka, wtedy pos,iJada dlug,i-e rękawy, zaZiWY'Oza.j,zwpelnie ,nie używane,
gdYQ; Ikoc;aj, nosi s'lę zarZJU'cou'Tyna ram~ona. Kocaj
jeslt tY'Pową nal1zutą paJs,tersiką, nOlslZQlną/pl1Zelz 'pas'te:nzy \ owi'e&lt;c, ,kólz i wielbłądów
~odazas wY&gt;PaJSów jeS!i,enn'o-z,iJmO'wY'oh, (Narz.lwy POwyż'SiZJesą !podane W języik'll iPaSlZ'bu).

�Wojłoki -

ko-bierce ;pilśniowe

263

wazme nice eksportowane daQej. Duża objętość wojłolkowych kobier'ców,
dałeki kłapothwy translPoT't, pr:zy crnałym 'popycice na nie na rynku -europejS/kim i niski-ej .cenie, były powodem, rie tYi~O ba['rd:w rzadiko te wyroby ze Środkowego ,Wschodu !pojawiały się w handlu w Emopie, a .przy
porównaniu z innymi wyotworami ka:biernilotwa po pros'tu nie ,znajdowały
-chętnych nabywców. Również jednobarwne i ~dohione wo'jłoki ana1JOIlijskie nie trafiały na rynelk europejski, a pozos'tawały jedynice jako lokalny
towar tUTecki. Współtcześn'ie w Europie, a 'przede wszys1Jkim w Polsce,
kohieTzec wojłokowy na,leży do wyjątkowo spotykanyoch rzadkości, występując jedynie jako niehczne importy spTOIwadzane ze Środkowego
Ws-chodu41.
41 W uzupebnieniJu powy~s'Zych uwag
warto jeszcze wspomnieć o technke wyrobu wojłoku "na zimno". W Rad~as:tanlie w Indiach, w miejscowości Bagru (30 km
na zach. od Dżajpur) wyrabia się namdci z wełny odpadkowej i wtórnej. W warsztacie p. Bhawar Lal Roupczand Khat:tiik zakupioną wełnę prano, gręplowano na
pindan
(harfie gręplaTSikiej), a następnie lepsze części prze:zmalczano na przędzenie, zaś go'rszą część rozkładano na kami'ennej posadzce, Uiklepy!wano prętami,
'polewając przy tym zimnymi (!) mydlinami. Na,stępnie podwijano płachtę bawełniJaną, razem zwiJjano i l1olowano na zimno, ubijając twa'rdo zw:inięty rulon dŁońmi i przedramionami.
Bo 4 godzrnach rolowania i polewania rzJimnymi mydlinami
rozwinięto wojłok, przepłukano
w ciepłej wodzie i ro,złożono do wysusz.enia na
płaskiej powiernchrui. Namda były jednobarwne, szare. Wojłokowe kaptury - gugi
- formowano na bawełnianej podkładce i ubijano. Słabiej sfiJkowane gugi służyły
na okrycia zimowe, zaś gęst'o zbite na kaptury od deszczu. (Mateniały z badań
.autora z 21 XII 1976).

KRZYSZTOF

WOLSKI

FELT CARPETS

(Summary)
The author has discussed ancient and modern production
of felt carpets
basing his discussion on his field research carried out in 1960 - 1978 in Bulgaria,
Turkey, Iran, Afghanistan, Pakistan and India. There is an enormously long tradition in producing these carpets in the steppe areas of Central Asia, which goes'
back to 3000 B.C. and also a quite an ancient expansion of this technology in
India. Felt, an extremely simple material is closely connected with the life and
production of nomads, since its production requires neither elaborate tools nor
complicated work. Therefore even nowadays it has not been superseded by manufacturing producti-on and, although felt carpets are quite rarem
Turkey they are

�264

KRZYSZTOF

WOLSKI

very popular and common m other countries as, for example, in Indian Radjastan.
There are only a very few differences in felt carpet production;
they concern
mainly the usage of different props while shaping the sheets of felt. Inferior felt
carpets are made of wool mixed with goat, cattle or horse hair or even with
cotton. The best felt carpets produced, for instance, in Turkistan are made of the
best, very soft sheep's wool. It does not take too long, usually one day, to make
a felt carpet; mainly women make them. The oldest felt products, i. e. tent cloth
and felt carpets will probably be around the longest since felt clothing as, for
example, shephers' coverlets, hats or sacks are not used any more.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11462" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11440">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b5eb1df4ebd632c45d7ce01349b0646a.pdf</src>
        <authentication>9e740c4fdde67925c1deb974fe42ce4c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136546">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1823</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136547">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136548">
                <text>etnografia polska - okres PRL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136549">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1689</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136550">
                <text>Polska etnografia (etnologia) po II wojnie / LUD 1982 t.66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136551">
                <text>LUD 1982 t.66, s.3-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136552">
                <text>Burszta,Józef ; Kopczyńska-Jaworska, Bronisława</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136553">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136554">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136555">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136556">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136557">
                <text>I. ,ROZPRAWY

Lud, t. 66, l.!132

JOZEJF BURiSZT,A,

POLSKA

,BRJONISŁA WA

ETNOGRAFIA

KOBCZYŃ6IKiA-J1A\WOiRSKA

PO II WOJNIE *

(ETNOLOGIA)

Polska etnografia
(etnologia) pr:z;eszła po II lwojnie śwd.aibolwej kUka
oIkr€lSuswego 1'0ZiWojlU.Bez na'W!iąiZa11.ia
dQ tych dkresów nie rnorlna zro7JUimiećw~ółoz€'snego stanu na'szej lIlauki. Wyró:źmia się u nas nas:tEaplUjące oilcresy przełomowe: lata 1948 - Hł50, 1954 - .119,516 oll'az lata po 1,97:0
roku.
PieI'rw'sze lata to Okres odbudowy ZJIri:szC'wnY'Ch
ipiI"ZeZwojnę placówek
o:raz ocgalIli'zaoja :nauki na bazi€ dorobku przedwojennego
nd.wy'cn OŚ:rodkaw pracy.
Rearkty:wowano ikatedryetnagraTii
i etnologii w Krakolwie, Warszawiei Poznaniu. Zor.ga'llizowano nowe kat'e1dry w nowo pows'talych uniwersylteJt;aoh w wbhnie,
TOI"urii!u,Łod~i i ;WrocłaJwiu. P.rzys,tą'Piono również do odbUidowy starY'Ch i oI"gani'zacji :n!owych muzeÓiw oraz działów
etnograficznych
iW lIll:u7)each cre:gi&lt;maJny.ch. Rozwinęło. ~ą
działalność
* Czy_telnikJOIwi należy się wyjaśnienie
c-o do genezy tego arrty.l{;U~u. W'iOlSiną
1001 r. cliw.aj pI"CYies1OO"ow,ie
z Daparta:rnentu
An1JropoJ ogii Społec2JIlej Urriwertsyteltu
w SZito:kho-1mi-e,UH Hammenz i Toma's Gerho,l:rn, zwróci.lli sIę do wy:m'iem.iony'ch wyżej autorów o nadesłanie
artykułu
doty,czącego polskiej
etnografii
(etnologii, antropologi społecznej
vel kulturowej).
A'rtykuł ma wejść do specjalnego
numeru
,,ElthnOls" - C;Z;ClCS,OIpilsma
redag'QlW1aneg-oprZlez w/w pl'OfeSiOTaw i wych1odizą'c-eg,ow jęll.y'ku angiels.kim. P'od nac'zelny'ID tytułem
"The Sh1al!)Lnigof Nart.,j,onaJ kruthmpOllogies" zamierzali
oni dać przegląd
charakterystyki
tej nauki (nauk) w ograniczonej lliczbie krajów, w tym wł'aśnie P,olskli. Pmzysłanemu LJa.ITlÓ'wien·uuOlWaJrzymyła
szczególowa instrukcja
co do pI10filu opracowania
oraz objętości
(maksimum
25
-sUr-on).NClJsrzeotPralc.ow:a:nie,ie,;t Ziorien!bOlwane wg t)'lC'h Wiskalzówe:k. Uważąmy za potrzebne udostępnienie
czytelnikom
jego wersji pols~iej. Pomijamy
tu wyselekcjo'nlOlwaną bibli1oiglralflę.
ZeW7Jględiu na ogra:nilcizoną objętość i pr·oJil oprCllc'owClJnlia,treść jego nie oddaje wszystkich niuansów polskiej etnologii. Redakcja
otwiera więc łamy "Ludu"
dWadals-zych Opl1aJoowań na omaWiainy tu temat.
1

JO

�4

JOZEF BURSZTA, BRONISŁAWA KOPCZYŃSKA-JAWORSKA

Polski'e Towarzystwo LuidOlZoolWC:ze
(PTL) z jego Je:dynym wówiC'zaSogólnopolskim czasopismem "Lud".
OdbudOlWa lIlie :była łatwa. Z1biory muzeall!ne jako dO'Woo.poł!skości
w przeważającej mierze ZJastały całlroiwide z.ni!szc'lone przez OkUlpanta,
wielu eituogTafów zginęło IW czasie działań ,wojennych, inn!i. w obozach
hitlerOlWskiJCh,mektórzy pozosta:li na emiogracji, 'bądź zmalr'li w dkresie
oiklUipacj'i.Z preedwojennychkJier1owników
kat,ed,r tylko trzech wróciło
na swe daJwn,e s,tanrowilSka, lpOws1;a'łeipięć kaltedr Qbję!l:iJ:udzi,e młodzi
lecz kształceni na przedwojennych uni'weTlSyteitach, stąd też zarówno ich
działalność nawwwa jak dydailctycZiIla ,przez kilka pi1e'l"lWszycihlat po
wojnj'e nalWliązywała do lciel'lu'llikówme'todologicznych, zain.'tere?owań badalWczych i probilemait)l1ki chalra!k.t;erY'stycznej dila oścr:'OIdkówmacierzystych. Podoibnie jak prz.oo wojną, uniw,e;rsy:te1;ykształ:towały IDaJgiJstrów
wzakres:ie eltnografii z e'tJI1JO\log.ią,
pr;zy czym ,program stuk:h&amp;v, obok p!fzedmiotu W!ioidąc,ego,przeiW,tdyiwał pr.zeIdm1ot "lpolboczny", którym mogła
być bądź arciheolo1gia, bąldź antmpalo:gia fizyczna.
W zalkres1e m~toidologii !okres powojenny ,oharakt&amp;yzowała - jak
przed wojną - znaczna rÓŻllord,d'ność stan~ilik
metddo[ogicznych. KOllltynuoiWano trzy domd/nujące nUlrly: kry,ty,cznego eIWo1ucjonizmu, s'Woiste~
go historyzmu ora'z zW()llnana&lt;rastającego oocjOllogi'mn'U.Na ogół hrak bylo rw POIlsce ortoddklSyjnych wy7JrLaiw'có!w
i teoret)1lków jednego stanolWiska teoJ'eityclZJlo-mel.toldologiclznego.MOiŻna powiedrzieć, że domi'lllUjące były teooe'llcjeeikle!k.lyczne wykorzysltująe'e róime nurty; od historyzmu ,podejmującego prablematylkę 'etnOlgenety~zną, zm'ieT'zaijącelgorpoprzez badanrie .zas~ęgów 'k'U!ltur-owycl1i badania porównawcze do uchwycenia specyfiki ikultur narodowych czy regionalnych, poprzez psychologiz;m, do socjologizrrnru i'llJteresując.ego się prawte wyłącznie 'współzaaeżno&amp;cią zjawilsiki ilCihspolecznJ1ffi luwa:Nl:llikQWaIl'ilem.
Ce'chą dominującą powojennych poczynań nauikowych było (położenie
od początku ogr{)(Illnego 'naciJskIUna r.ozwój badań terenowych. Wynikało
to z potrzeiby udoikume'lllowaniazalUiikającej kul1JUry ,tradycyjnej zarówno w IWy':n:iik.u
.zn:llszczeńwojennych, jak i za'choidzącyiohIpr:zeoblra'żeń spoleczno-eikQil1omicznych krajiU. BadalIiia tereno'we (pJ'oiwad:wJIlebyły jednak
w roz'PTolszeniu, p:rzy C'zym ,ohdk katedr i muze&amp;w zaczęły je również
prowadzić i1rme, nowo pcxWistał,eiinisty1Jucje,jak 'irustyrt;utyregionalIlIe (MaZ'UX'Sdd,
Śląski, Zachodni) czy specijalistyczne, jak Instytut Baidań Literackich proiwad.zący m. in. badania literatury
ludowej, czy Państwowy
Inst)l1tut Badania Sztuki LuJdo'Welj:pir:owadzący haida'l1'iapilasty/ki i mUZJ1ki
luJdO'\lI,ej.Brak było lpoC'zynań ikoordynujący'Oh, poza dy.SkU\Sljamio'l1ganizowalIlymi przez Poiskie Towarrzy!S1:lwoLucioznalWcZJe,które, pomimo Ż€
ZT'Zeszało wó:wczas prawie 'WS'zyts.tikichzaWOdOIWO
C'zyrrnych etnografów,

�Pobka

etnog.ra.jia ,po II woj11Ji.e

5

miało ogranliJczoI1lemożliiwości ;wyłwieralIliajakiegokolwi'eok nacisku w celU zrreaii'z,oIwania!p!ootJW'oIwalnyoo
zami'e'rzeń.
Pomimo trudności wyoowniczych pierfWiSZelata po wojnie pnzyniosły
szereg iPUhlilkaoji. Oboik niehcz,nyeh wznowi'eń pmc prZleidwo'j€nnych,
były to częściQW'Ooudem oca~ale praoe, kltóry'Ch wydaniu p&lt;rneoS11lk1oidziła
wOjlna, nieiiJczne stosun!kowo prace iPlI'zygotowane w trudnych wa{funlkach.
oJrupacji z myśilą o powojennej o:dbudiowilekraju czy :p'oGlpies'Znie
pub.likOlWanewyniki iPie:rrws'zychrpowojenn~ch badań plI'O'wadzonyohpoza celami ~YlSto po'znawczymi dla pa1inz€!boclhuidow:u:jącyc&lt;h
się mtrzle&amp;w,bądz
z myśilą o rpo!tr7Jeibacih
powstającej w nowym }{Smakie rzeczYlWis!tości.Te
ostaJtni'e zostały niejednO!kr,atnie polddallle w okresie następ!nym olS'trej
krytyce.
W miarę s'talbihzacjiżycia
gorspoda:reze:gooraz kiI'zlelpnięciast['lukitur
arganiJzacyjnych na3tępuje,w .nalUoepolskiej proces IPrzebu.do,wy metod'O'logicznejwi~ąoej się z nowymi potrzebami życia nauikolWelglO
w tPJ."Zeobrażonych całJlwwicie warulllkach ustrojowych. Proc€1S Z[ll[an MI ,wilelu
drz.iedzinach nauki, w tym rówll1ieiŻIW etnografii, .oIdlby:wałsię w znacznym stopniu pod 'WlpłYlwernoogór'nych,:m:nstyltucj'Otnahlwwanych naci''''Mw.
W śroo'Owil'lllmetno:g{fafi'Cznymzaezynają się ipojawiać a{f!tylkułypl'ecyz.!Ująoestanowisko metoidOllogic'zne pOISw:oególnych badac,zy o;ra'Z ich
stooun€lk do teorii ma1;'eTiali:zmu hilS1;oryc:znlegoi dialelktyczneg'O, jak
rótWnież a!I'ltYlkułypisane pl"ze:zetnografów lub iplI'ZelCłstaiWicieh
dyscyplin
pokrewnych usiłiujące oikT'eślić generalny stosunek założeń dyscypliny
do wslkazań maiTlksizmu. Pojawiają się również omó:wi'eniai tłumaczenia
pTaC uczonych radzieckich.
Zbieżność zain1ieroesowańtradycyjnej etnogrrafii izalec-eń iIlami marksistoJWskiej dOtStr'ZIBgahówcześni et:nografmvie w badaniu "bazy", stąd
też obseT1Wowaćmożna WZT'OstzaiJIliter,esowańbadaniami tzw _ kultury
materia1lnej i :zJwiązanymi!Znią stloounlkamiprddUlkcji.
Brak wiodącego ośroidka koordynacyjneg,o ,pr'Zyczynil się niewątpliwie do tego, że śxodowi!sko etnograf1c zne nie docze!kalo się wyraźnego
określenia swej :pozycji na brzemiennym w skutki I KOnJgT'esieNauki
Połskiej, który miał ffi1ej'SC'ew 1;95.1 r. i który zaitnicj'OIwałutworzenie
Polskiej Akademii Nauk.
•
Braik wyiraźni'e sprecyŻ&gt;dwanelgopoglądu na miejsce etnografii w 'zespole naUik humanistyc~nych ora~z dominująca w latach pięćdziesiątych
tendencja do unifikacji i c€II1tralWacjipoczynań iIla'Ulko.wychspowodowały, że w :zreiormo'wanym, nowym, jednolitym na iWS'zyl3tkichuniwersykitach pmgrami'e studiów obowią71Wjącym00. T. ak. 19150/19.511 połączOtno
i

�,

JOZEF BURSZTA, BRONISŁAWA KOPCZYŃSKA-JAWORSKA

etnografię z arohoologią Polski i powsZiechną oca'Z z archool'Ogią ŚTódziemnomo~siką w jedno studium Historii Kultury Materialnej. Studium
to przewidywa'ło dużą ilość przedmiotów
"kursowych"
(obowiązkowych) o ściśle określonej zawartości oraz tzw. "przedmioty ideologiczne" zaznajamiające studenta z założeniami idreQwo-,p'Olitycznymiustroju socjalistycznego oraz z zasadami materializmu historycznego i dialektycznego. Studium to początkowo trwało trzy, a następnie cztery lata,
przy czym na ostatnich latach przHwidywało specjailizację w zakresie jednego :ztrzech wiodącyćh przedmiotów (etnografii, archeologii powszechnej lub .ŚTód'ziemnomo!l'skiej).W tym miejscu zaznaczyć na.l'eży, że za
przykład€lITlZSRR i innych krajów demokracji ludowej upowszechniono
pogląd, że :na okr'eŚ'lenie naszej dyscypliny wystarczy posługiwać się jednym terminem "etnografia", przy czym nauka ta, :posługująca .się jedną metodologią :ma:rkŚistowską, obejmować miałaby swym zaikresem
zarówno etnografię krajową i europejską (Vol.kskunde), jak pozaeurOlpejską (Volkerkunde),
zarówno 'badania monograficzne, jak porównawcze
oraz ;re:f.leksjętemetyczną.
Równo1legJledo reformy studiów, które zresztąuruchamiJolJlo tylko
na trz·ech uniwersy1tetach, ,przystąpiono w 195:3 T. w Polskiej Aikademii
Nauk do zoogani7!owaiIriaInstytutu Historii Kultury Materialnej (IHKM)
również z działami: aJ"Chealogii Polski, an:heologii ŚTódziemnomoT'Stkiej,
kultury materialnej ~esu
feudalnego i etnografii. Podobnie jak w innych kraijach soc.ja'listycznych, !również w Po.J.!Soe
Akademia Na'uk i jej
instytuty miały w załozeniu pełnić rolę głównegoośT1odka badawczego
i koocdynacyjne,go, wytyczającego kie,ruIlIki nOlwych poszukiwań i czu,.
wająoergo nad ich metodologią. Zało,żenia te w warunkach polskich
a zwłaszcza na grunciee:t'llog:rafii, nie doczelkały się pełJnej realiza'cji.
Okres wyraźmych dążeń centTalhstyc'znych oraz presji metodologicznej w dzj'edziJnieeitnolgraiii ,wytye'zają daty dwóch lwnferencji: pierwszej zw'Ołanej przez P.olskie Towarzy.stw,o Ludoznawcz,e w 19~1 r.
w zwią'zku z przygotowywanym Kongresem Nauki Poilstkiej,.i drugiej
zorganizowanej w 119516 r. przez IHKM PAN.
Pierwsza kOlJlierencja dokonała s:t€ITeatYPowe'go
rozrachunku z dorobkiem przedwojermej etnografii "z punktu widzelJlia postępowej myśli
społecznej,'" OTaz etnografii p'a~ennej
"w diaJ.e1ktyczny.m'procesie walki starych tendencji z .nowymi p-rezentowanymi
iprzez dąż,enie do powiązania nauki 'Z życiem i oparcia jej o materiahzm hist'oryczny i dialektyczny" .
Postanow;ienia tej konferencji (19,51) .postulowały podejuuOiwanieprac
z zakresu etnografii historyc:lJIl€j, :tradycyjnej kultury "ludu pracująceg'D", reahwwanie tematów :pomijanych w dotychczasowym d-oTobkuet-

�Polska

etnografia

7

;po II wojnie

nOlgrafii polskiej, jak np. U'wY1pUlklającychZTó~nic()walIli,eklasOlw~ wsi,
ZTy'Wająoez wyidea:hzowalllym olbrazlem kultury WISi itp., iWyldobycie
z kultury ludOlwej talkich waiTiQśai,iktóre mOlgłyibybyć wprowadzone ~o
kultury narodowej, czyli oT!gan:i'zowaniebadań przytda1Jnych dla prak.tyki
społeezne j .
DTuga konferencja (W5'6), której Iprogram naukowy :określił ,referat
K. DOIbrowolskiego, !pomimo za'Sadnicz'e'go podtxzYmaJnia :wiooących idei
poprzeidJniej, pQPif'zez poszerzenie 'i pogłębieni'e prespekitywy m'etodologicznej, otworzyła lll'OIWy
okres TOZWOjU
etnograf.i'i polEiki1e1j.
Pomimo wieilu zalStrzeżeń, dOlrobku lat 119i5:l- 19516 ni,e mQl~na .nie
docenić. Jakko1wi,ek były to lata trudne dla badań t·erenowyoo wobec
nasilenia się od. 1948 r. itendencji prtzymusowej' kole1kitywi'zacji gOlspodamtw młnych, pol1tyki Iwyidawlllii.czejpreferującej określone 'Pu:blikacje,
lataz:nalCznego ogra'n~czenia pracy dyidaiktycznej (etnografów :kiszrtakiły
tylko ,trzy ośrodki akademickie w kraju i niektórzy pracownicy Z!ostali
odsunięci od pracy dydaktycznej), to jednak studia ebnOlgrafi.ezne.ukończyło ok. 100 €!tnografów, p.owięiktszyły zmaC'zn1 eswe ~biiQTy,prężme pracujące muzea eltnograiiCtZne,dokumenta'cję 'z :za;k;resu fl()1ikloiI'umuzycznego i siZJtukilUldbiwejgromadz±ł Państwowy Instytut Sztuki, IHKM PAN
rozwinął, zarpQlc:zątkoiwane
'przez PTL, badania nad P,OI1sikim
M~asem Etnografic~nym ,i:td.
OhOk alIiy:kułów "krytycznych"
czy 'W1PT'owad'zającyohw pra1kJty'kę
zasady 'W'u1gaTlnegomaTklsi'ZIDU(-lub wcielających w naiwny spOlSób ~sady maTiksizrnu) na łamach WyldaJwni:otwetThCJlgrafi:cZIl}'lch(glównie
wydawanych przez Polski'e TowaTzystWiQLudoznalwc:ze) opub'li:kDłWaIThO
S1Zereg cielkalWyehstudiów i przyczyn1ków o ni:eprz.emijająoej waTltości dotkumenta'cyjnej. Uka'zalo się S2JeT·eg-odlkrywC'zychprac zzaikresu hilStorii
kultury mateT'ialinej.
Podkreśhć lna:leży, iż szer'eg studiów o oharalkWrz,e pT'Zeglądowym
z d:ziecłzimyhistJorii i teOT'iikultury, zwłaszcza w dOT01:)ku nauki anglosaskiej (1ll!p.prace oma1wiając€ 'kTytyeznie neoeiwOllucjonizm czy etnopsycholQgi'ZJm),opuhJi:kOlwailisocjologowie 'poZlbawi'eni w omawianym okresie możliwości S'zrelT'szej
działa1ności badaw1c'zej. ani też pT!zys:t~pih do
przygotowania tłurmaez,eń z 8!nglosa[gkiej literatury światowej, które zaczęto publilkować po 1956 r.
Przełom lat C'ztero2Jiestych j pięćdziesiątyoh korzystnie 'zapisał się
równi'eż w dzieldziJnie rozwoju S2'ieTooko
poję'tej fOl1IkJ.ory.sty1ci.
NielZibyt
fortunne dla rozwoju sztuki 'założenia socr'eali~u
przewidywaly szerokie 'nawiąza:nie do nurtów
"ku1tuxy narodowej"
identyfikowanych
w znacznym stopniu z wartościami rodzimego folkloru, stąd też w okresie
tym popieralllo !powstawanie zespołów folklorytstyc'Zinyoh, w tym także
l

�8

JOZEF BURSZTA, BRONISŁAWA

KOPCZYŃSK,A-JA WORSKA

zaJWIOdowych,r.eprez;enta'Cyjlnych. Praca tych IZe'S\POłów
wymagała pO'SZiUkrwań i gr-omardizenia naigrań muzy1ki ludowej, qpil';óW archaic'Znych obrzędów czy dokwnenJtacji tradYC)ńj!negostroju.
W 1-949 r. Z)OO'galni'zdwail1D
C€'nt~aJę Prz'emyiSłu Ludowego i ATttySltycznego (CEPELIA). Imstylt'Ucja ta, ;poprzez pddtrzyirl1anie i J'iea.k,tywo!wanie
wielu zan~kających dziedz~n wy&lt;tiwór:czościludowej oraz olrgarniwwanie
zbytu, odgrywa ido dziś lWieTkąrolę wzachowa'Iliiu umiejętności rękodziiedIlii.czychna wsi, a ponadto 'zatrudnia ,przy :pracach 'oTlgaJIlizacy";nych
i badawczych (od 1&gt;9,67 r. posiada bowiem właiSny Zakład Bada\wczy) ISpOrąrzeszę e.tlnogirafów.
Zasadinicz,e ZllIliany, jalkie zaszły IWży.ciu spo1eC'zno.-,politycznym Maju
po roku 19i56, okI"eślO1IliO
,1aJpidamie jako ksz;tałitoIWani'e"po1slk.iej drogi
do oocjali'mlu". OId:biłY'siętOneszerdko w ŻYciuna:ukowym.
Dla zai'I1lt€Tesowań badaw:c·zych etnografii S'ZCZ-egó1mie
istotne było
odejście od klOnoe:pojiipOWlS'zechlDej
kolekiyiwizacji gospodarstiw ro:Jmych,
wzrost zainter~oiwa[lia auteIlltyc:zmJńffiifo.rnnami aktywności wi€jsikiej,
pmoesarmi integracyjnytrni ,na tzJw. Zi,emialCh OdzySkanych (Poilsika !pÓłnocno-wschodnia i zachodnia), gdzi!e spotkała się ludność au\tocht'Olnic:zma
z ludnością naJPłyiWlową!pmybyłą z irunych stron PolSki, czy obserwacja
narastających IWwYIIl,jjkiu
podnoszenia się stopy żyC!ilo!Wej
zmian w kulturze il:radYlcY'jne'j
\WIsi.
Całą ooukę poilislką, zwłaLSZ1C'za
human:ilsty'kę, cecholwało odejście od
ciasnego dogmaJty:mnu ora:z chęć twórczegozeSipdlenia
zasad maiberia'lizmu historycznego i dia1leiktyczn€'goz 'pTZ€myśl1eniamicwłowych, pracujących jeszc-ze lub zmarlych hurman:istbw polskich okresu m'iędzy:wojennego. Zrnamienny i ważki dlla środowmka etnograficznego był !'iN tych
lataah ogI'OOl1IIlY
rozkwit socjologii polsldej. W tym czasie cówroeż etn!O""
gr.afia zbliżała się bardzo zalkresem swych zainte'resowań do anglos~iej
antropolorgii ~oł;ec:znej.
W zbli:lJeln;i'll
eitnfOigrafiipdlsbej ,dlonauki ś;wia!towej w jej ang'losaSlkim
wydani!u pewną !rOlę odegrały slpecyficzne kOlIlitaiktypersonalne pdLsiki'ego środowiska .naukowego .z LondyńlSką Szkołą EJkonarniczmą i jej repr'ezentantem, Bolakiem z pochomerria, wychawa1n\kiem wlwe:rsytetu
krakowskiego, Bronisławem Malinowskim, twórcą kierunku funkcjonalnego, oraz z jego .nalS'tępcą,R. Firth'em.
W środowisku socjoilogicZinym dominowali iW !Omawiarnych latach wycholWalI1kawri.:e
uniw€lTlSybet'UpozmańSkiego, uC7JnL&lt;JwieFloriana Znaniec'kiego, jednego z czoł,owych prOlpagJaltorówwykorzy.sta'nia w ,pracy badawczej ddk.umenJtÓ'WO'Sobistych. Młodsza generacja socjologów popularyzowała poglądy Ta[cotta Pa:rscmsa tOTa:zlicznych pa-alktykóiw i teoretyków
armery:kańsikiej so.cjoLogii, etnosocjologii i etnopsychologii.
iKOlIlltakty,personalne środowiSka etnografic:zmego z nauką światawą

�Polska

etThograj.fapo

II wojnie

9

mia,ły ll1i'estelty SlPolraidyc:zny ohaTalk.ter. Do rzaid~oślci naieża'ły prrzyja~dy
za'cho&lt;ci(nioellWolPejsk'ioh
Ulczonych. Również rSlporadyczni1e zapraszano etnografów po1sikirch zagcr-anicę ito głÓ'Wll1riJe
do krajów słowiańsikich. Stosunkowo rui!eiJriJczne
i za:1Jwyczaj k,rótJkJotmvałe były stariJe zagTaniczne pracownilków naukotwych. Wyjeżdżano naj1dzęściJej dio iFra1ncji, mniej do RFN
i krajów aI11(gloSlasik.lch,
wyjątlk.owo do krajów skanrdynawskich czy śródziemnom&lt;mslk'ich. Wlres:zJcie na'leży s1JwieTdzić, ile młodsi p!racownicy nauki my studenci miieli znikome możliwości wyjalzd6w zaigran~cznych.
Poznaniu nauki światowej w znacznie ,większym stoIpniu sprzyjało
ożywienie [plo 195\6 T. wymiany wyidawnictw i prenumeiI"alty czasopism
(ogmrniJc:zJonen.ieS1JetypOInowl'll'iie
wkońou lat 60-tych).
Po znllresireIliiuiI"óżmoralkilchograniic~eń zaczęto też pubMik.o'wać liczne
przekłady IpT'zyswaja'jące, choć pT'zecię1mie z QPóźniernieffi dochodzącym
do dziesięciu lat, kilasJ71C:zme
:pozycje z lit,eratury śiwiatolW'€ij. W 19,57 T.
wzno,wi'ono The Sexual Life of Savages B. Mailincxwskiego,w 1968 r. wydano pod wspólnym tyt:u:ł'em Szkice z teorii kultury sZ€iI"eg jego artykułów z lat 1£),26- 1,9.45, zaś w 1967 Argonauts of the Western Pacific (dopieTO ,Ord1e~0 T. zadzął ukazywać 'Się pel'llYZJbiór dzieł B. Ma[ilnowsikiego).
W 19B5 r. wydano t&lt;łumaczenie R. Firtha Human Types. An Introduction
to Social Anthropology, mrS w 1'969 er. T. ParsonlSa Social Structure and
Personality i w 197\2 tegoż Essayin
Sociological Theory. W ralku 1966
ukalzało się też t'lumat'ZJenie R. Benedict Patterns of Culture oraz wybór
z prac E. Fu:omma. Rok 1960 IzapoczątJkOlwał pTiZ1eikłardyprac C. Levi-Straussa (Smutek tropików iClzyesej z wy1dawlnlctwa vbiOiI"olW€goRasa
i nauka). PireiI"WlSlzą
jego pralcą śeiśle nau;kową, która ulkaza,ła się w tłuma'iCl~erniu,był Le totemisme aujourd'hui (1969), zaś tłumac'zenie Anthropologie structurale o:publilkowano dopie~o w 1970 r.

D O'm i Inu j ą c e t e n d e 'n c j e b a d a w c z e i i c h z akr € 6.
Cechą r02'JWO'jurpollskiej etnogra.fii aid po'łowy lat pięćdziesiątych
i w latalcn s~eśćdiziesiąrtych b)"lo 'SZ!czlególne ipołączenó:e ni:elkltórych poiCllstalW'owych aspektów mart'eriai1i:zJmuhisitor)'lc'znergo i metody dia~erktYClznej z tendiencj,ami naiUlki śWialto:wrej, L'JwraszC'zafunlkcjonalliz'illu. Zgodnie z zało·żeniami teorri maerksistolwlstkiej, w ana1i:zie 'etnografiC'znej dużą wagę
przywią,z)'lwalTho do Toli ZI111iiennychC'zynników społelciZno-goSlpoidaTlczych
ksztalJtujących kUlrturę olk:reśl'OInyoh zhiorowo\'ŚiC'i.Jednrocześniie w baidaniarch dominowały mollliog:rafie ,wybranych śr'odowlilsk, których kultura
traktowana
była jako .system wza,jemnych
ws:półlzależnych
zjaiwisk.
W schremaoie anallizy szerdko s1JO'aowalnodycrekityrwy klasycznego fUll1ikcjonaEzmu.
Dodal1JkiOwąro[ę w sto:sulnikolwoSlzerokim upolWs:zec1miell1iu omalWia-

�10

JOZEF BURSZTA,

BRONISŁAWA

KOPCZYŃSKiA-JAWORSKA

nej metody bai&lt;lalWczej
odegrały z jednej s1Jr{)llly
przedwojenne trl3dycje
po'1sikie'j:s~oły monografii gospodaT:Czo-h'iSitDir~mejmałych społeczności
loikalnych (szkoła F. Bujarka) ,oraz txadycj'e szk!oły durlkheimowooej u:powszerchiniQll1.€
w pracach kultum[og.ic~ny:ch S. CzaTlno:wiSkiego,
wT'&lt;:'Szcie
przede wszystkim, publikowane od 19,5:3 r. prace t:eor'etycz:rreK. Dobrow0 1S1kiego,
okre1ślające podohne znloż,e:niabadawcze mianem "metody integralnej". W pracach tyoh Dobrowolski pre1cylzowałrównież chard.kte~
rysty~c:zmecechyora1z regulmmości kształtowania się i plfiOoesuzmian
chłopslkiej kultury tradycyjnej.
Na wspomnianej już komerencji metodologicznej w 1966 r. K. Dobrowo1slk:iprzedstawił szerOlkozaikrojony ,progmm badań etnografii, którego zadaniem pOIWi&lt;n:na
być z j-ed'I1:ejstronyr:eko'I1:s.hmkcja historyczna,
a z drug,iej p.OiZIlanieaktualnej rzeczywistości, słowem badanie całokształJtu k!ultury chłopskiej w jej his'borycznym TOI~oju. Szczególną
uwagę zwracał na to, że tego rodzaju bada·nia ;powinny obejmO'wać nie
tyłko ei1ementy r:eliktowe, na kitóre dę.'wni'ej'2'Jwracanosz'e':aegó~nąuwagę, lecz talkże .głęb:okie przeahra'Żenia jakim ulega kultura wspóŁczesnej
wsi pod wpłYIWemill;owego układu sltosunkóws\polec'2'Jnych i go'Spocia;rczych. POll1.adto,etnografowie n1e powi'nni ograni'c'zać ba/dań do kultury
ludności wi'ejskile'j, lecz podjąć także ohse'I'Iwac'jękultury kłasy robotniczej w jej różnych środowiskowych odmianach. Dobrowolski po~;;tulował talkże zajęcie się dziejami kultury ludu pracującego w .poprzednich fo:rrrnacjach ora:z dalszy, obok vnnych dyscyplin, udział etnografó·w
w badaniu społeoz'l1O'ści
etni:cznych.
Pomimo ogJ:'0!ffi:nego
roz;woju badań w następnych lartach, tak s'ZJeroiki program ll1ie został w peł.ni zrealiZQIwa'ny,ZJwłaS'zczajeśli chodzi
obadainie }{ułtury lI'oboimic:zJej.
Na wie'lką skailę ro:awinięto natomiast
n.ajróżnoI'odniejs:2leg.orodzaju badatni,a te;renowe dotyczące tradycyjnej
kultury wybranych regionów, wsilU'b zjawisk. Bada,nia te prowadziły
zaró'wno ośrodki 'll'lliweT'sytecikie,jak ;pracowlIlie etnogra:tiiCl:aneIHKM
P AN, jak w["€'sz;óe muzea regionalne i central1ne. W ~niiki ·opracO'w~wane w formie artykułÓIW,prac dYlplorrnO'WY'ch
(magisterski.ch), doktorskich
czy hahiJli~acyj.nych, puhliJ~OIW&lt;:lIne
były w coraz liczniej wychodzących
periodylkach i w~da'w!I1iictwachseryj'!1Ych, ta:bch jak "Etnografia Polska", "Bihliowka Etnografii Pal:skiej" (wydaWInidwa IHKM PAN), czy
w rocznikach .prac mUZJealnY'ch.Jest crzeezą roamienną, ż,e na ok.. 300
prac dyplolITlowychprzygotowywanych w lata:ch 1956 - 1970, w~ększość
(241) . ba'w:w.ała na ma,teriałach w,s,pólcześnie zehra!nych przez autorów,
a z.aledwlie kiTka pOT'U'szaŁo
p'I'toolemy ogólnometodO'lo.gicz;ne,zaś głównym :prrzedm:ioiemz'ailDteresowań był problem regiomlhzmu kulturowego. Znamienne, że były to zazwyczaj bad1łJniadługO!trwałe, :pJ'owadz'one
metO!dycznie, bogato dokumentowane i uwzględniające różm'OfoidJny
ma1

�Polska

etnograjjfa

,po II wojnie

11

teriał źródłowy (arlChi:wa1i~,mate!l'iały statysty'C':zme,ohserwa:cj:e, IW)'iwiady itp.). COlrarzczęściej centralnym prohlemem ibaida1wlc'zym
stawały się
nLe tylko skutki proceisu, ale i Saim mechaniZlill zmiany ku1tur'Owej.
W badall1iach tychetnJOigrafowie Ispotykali się często z coT!azaktywniej
pracującymi socjologami wsi, przy czym graniJce międizy tymi dwoma
dyscY'phnami niej.erclinoklrotnieza'cierały się. Baidania s'Olcjologire~necechowała większa tendencja dJOujęć maikrostruktUrraiLnyrch,wylkorzystywall1ia
masowych darnych anali:z.OIwanyahprzy pomocy prarwideł statystycznych,
etnografowie zaś przedkładali mikroanalizy oparte o badania 1;?Jw."metodą antropolD!giczną". Ponadto we iwnioskowaniJu częściej odwoływali
się do tłumaczreń genetycznrO-'przyczynowych, a nie· jak to czynili
socjologorwie - pralwie wyłąeznie strukturalno-funkcj,onalnych.
Oba typy badań uzupeŁniały się haI1monijnie po'Zwailają!cna ,wzajemną weryfikację wniosków z tym jednak zastrzeżeniem, że IW badaniaeh etnograficznych do końoa nie został rozwiązany pr ob1em pełnego prlz'eidBtawłenia
Sllwmphkowarnej rzeczywistoś,ci kulturolwej "s;połeczeń,stwa złożonego"
(complex
society).
Uwaga badarwlcm zatrzylmylwa'ła się za:Ziwylczajna badaniu przyczyn tI1wania lub zanikania elementów archaicznych, ze szkodą
dla śledzenia dróg powstawania i upowsz'e1chniania się innowacji kulturo'wych. NajC'zęściej stosorwarnąmetodą pokazania procesu pa:-zemianbyła
ciągle metoda re:kornsbru~cji modelu "kUl1trury tradycyjnej"
z oikresu
nasycenia jej ar:chailzmami i nasrtępnie śrledzenie Zm!iHIll
jakie w stosunku
do niego zaszły w obsmwowanej społec:zllloŚICi.
Szczególne miejslce wśród badań przeolbra~eń wlsi zajęły badania nad
integracją kulturową mieszkańców ziem oci'zyskalllychorrarz stiwiimdzolllle
tam regularności.
Towarzys:ząoe badaniom etnog:rafic:onym dąŻleniredo budolwania ogólnej teorii zmiany kulturowej ora/z otwarcie się nowych moŻiliiwOlści
poprzez zacieśnienie współpracy naukowej krajów sOlcjallistyeznych sipOrwodalwało podjęcie analogicznych badarl w spOrlec:z.nościa:cho ipodohnym
ustroju lecz odmienrnej przeszłości (badarniia prlzemialll kuHuTlowYlch
w Mong!Qliii Bułgarii). We współpracy międzyrnaroidorwej wa:-rgani:z.owano
też badania porównawcze nad kulturą ziem górlsk'ich w Ka'rpa,tach. Jeśli
chodzi o badania porÓrwlllaeze,to w dalszym ciągu, choć w mniej3'zym
zespole badawC'zym, prlOlWadzonobadania nad Po!lskim A!tlas'em Etnograficzmym olI'az dokumentacyjne badania 'nad slztluką ludową i wytwórczością artysrtycz:ną.
Znaezącym poeiąglllięciem orrganiza'cyjnym było utwo!l'zenie w IHKM
PAN w 1962 r. Zakładu Etnografii Powszechnej z dW01;napmoOlWniami: warszawską zajmują,cą się kulturą Mongolii li poznańską podejmującą prace ame['ylkalllistyc::zme.J ednoczeŚinie z:1ikwidOlwanoosoibny Dział
Etnogrrafi'i w IHKM, co os'łabiło pozycję tej naulk&lt;i.w strukturlZie Aika1

�12

JOZEF

BURSZTA,

BRONISł,AWA

KOPCZYŃSK!A-JAWORSKA

demiJi. NastątpiŁo też 2)nac~e roz1uźni:eni€ więzi placówek IHKM i uniw'eI"SyIteckich.
Już na począ1J~u ,()Iffiawianego olkTesu (w roiku 1956/W'5rT) przeprowad:wno kioi1eljną!['IOOlrgamtiJzację
studiów etnog;rafic'2)nych. Tym razem zmierzała l()II1a
do (pełnego wyodrębniiffi1ia i usamodziteJ.ni,enia dyscypliny. Uetalono sz.cZJergół&lt;Jłwy
program na'Uc:zaIf1li.'a,
który obQlwiązywał w identycznym ks'Ztałici'e na trzech, a następnile c:ztetrech uniiwer'Sytert;ach, na których prowadWIl'D studia €bnograr£iczne. Program !ten miał k":mtałlCić,,'UJIliwersainego" ,eronograia mogąoego zajmować się zacrówno ,etno;gtrafią PolJ
Siki, jak Europy ozy krajów pozaeulropejskich, mia'ł przygOltOlwywać zarÓiWinodo iPfl'acy badatWICzejw i1nsty;tucjach nalUkQIWych,jak do pracy
w mu'Zeacth, placówkach ochmny zahy:tków, czy instytuc jach !popierania
wyttIwÓTCzościllUldiowej.Stąd 'Zalw'ilerał,obok wykładów i Ćiwic:zeńo charaktlerze €ncykJ.opedycmym, 'Zajęcia z teorii kUiltUry i histociietil1Olgrafii,
s€IDinaTlium meto'dolO'giczne ora'z diużą ilość prakJty\k. badalWt'Zych, zajęć
i pTaikity'kmu~ooilmych, ponadto wylkłaidy na temat sz:tuki ludowej, e'1eme'llJtów :fiollikOOrystylki,
QlchrOiIlyzalbyltkówczy poliity\k.iIkultu!I'a[nejkraju.
Tak ws:ae&lt;cihl9tronmie
ustalony program ,kształrenia mie mógł być z wielu obi.ekltywtnych !przyczyn z roWiIlym pawrozerui:em reahz:OIwany we
ws'zYSltkich om'Qld!kalch.W połdWite lat 7.0-ch pirzyjęła się praktyka realirowalIlia cZęlŚci,programu wedllU!gwłalSIlych usta[eń danego ośrodka uniwe!fisytiec'kli'ego.Dało to możliwość n:iiektórym ośrodlk.om (Wa:rszawa, Poznań, Łódź) poldż'enia więk:s'zego nalCiBlmna zRlznajamianie studentów
?Je wspókwsnymi
kierunkami ;w hiuma;rlli:tyce i a:trop()logi~ ŚiWiatowej
oraz na samą teorię k'l.l'1tury. Nada'I kształci się "uniwersa[nego" abooilwenta etilografii. W tych ramach jednak isitnieje d[a zidolmych studentów
moi1ilWIOlŚć
~!jali:zac&lt;ji IW obranym kieI'IUnku - teorii czy pralktyki.
SpraiWa z a t r u ciilli € IIIi a a b s o l wen t ó w etmograIT1ii ciągle
była kłOlpQthJWaz raoji m. in. periQldycznY'ch wahań poł1tyik:i naukowej
i kulturr'a~I1Jej.Brzy dektla['()Iwanym przez cały c'zas istnieruia PRL pozytytwinym stosurnikIudo ochrony dJzj'edzictwa k:u.HmJTlaWnego,
mvłaszcza kuJtUiry ludJolWiejornz cenłtrallnie stemwanej gospodaiI'lki pla'now:ej, występowały stałemnilany
w ilości przyljmQIWanych na kierunek etnograficzny
studentów (od 5 do 20 osób rocznie na jed€iIl U'niwel'sytelt), uruchamianie
i zalW'ieszanie siui&lt;liów etiIlO!graficmych na pOlS'zczelgólnychuni.Jwersyteltach
(od sZ€ślCiu w okrr-esie największego ro~woju, do trzech w ciągu długich
oIkIresólwczasu). Stąid t€lŻ w jednym roku w skali kraju końozyło et1:nograf:ię 5 osób, w inJnyimponad 7,Q(iSób.
ZasadniJooo prr-ę:lm:ierozwijające się muz.ealnic,tlW/oetn!O!gu-aficznezgłaszało zapOltrzebwaniie na różne iJlości abso1wentów, przy czym w końcu
1.9:5;7
r. nastą!piła zmiana w sytuacji muzeów, gdyż ich większość, w ZlWiiązku z rozszelr'Zeniem UpM',WiIlieńterenowych ogn1w adminisxiracji, prze-

�PoLska etnograji'a

po II wojnie

.

13

szła spod opireki MinJi.sterstwa Ku1tUJrY i Sm.uki. !pod :za,rząd ogniw l"'egionalny,ch tej alC1Jmi:nil'&gt;tra cji.
SpowoldiQwałoto z jeldnej strony :Mac:zJIlyrozwój muzea1niotiwa, gdyż poszcoogólJne regiony zaczęły d~żyć do S1lWOrZ€nia własnych muzeów regionalnych.
Z drugiej
jednak strony akcja
gr&lt;JmardZienia i OipTaCiOlWywaniaolffielktów ginąeej lmilJtu!l'Y ludowej nie
sprzy jałapoglę'bianiu
indy:wi:diua1nych zam tetl'eoowań nau:kOlwycll. Stąd
też praca w mU'ZiealC'h
straciła na a'traikcyjności.
~eJplmwaidzana
alIlahza zatI1U1dJnieniawyika:zała, iż na oJwło 700 ahso1wentów etnografii z lat 19,45- 1'9175,zaledwie polowa pracuje w swoim zClJW'OIdzie,
w większości w mU'ZJeachora'z w iJrrStyrtJuc'jachkulturalno""OO:Wialtowycih.
WłJaŚlnie po 1'9,5\6r. zaczyna r()7lW~'jaćsię bUjnie społec2)ny ruch foJk1orysty.c:zmy. LicZJba imprez fdJ.lkllorysty.c'Z'I1ychw postaci fe:,"1;!i.IWaili,
"D.ni
foillk1oru", "Jarmall"ków foillclorystyc2'lnych" i róiJoogo roidlzau ikOlIlJku:rsów
wyrtiwólJ.'c:z,oŚ!C,i
'LudOlwej didbiega IW la,taoh 70-'ch 400 .irrnJpr1ezrocmiJe! Prace organizacyjne wyrrnagały doradztwa fachOlwelgO i absiO'r1bOlWały
7IDaczne
ilości etnogiI'afów. JedrnQlO.Z.eŚ:nie
jednak na'leży stwieirdzić, że faikJtyczne
ulCzesilmicmJwoetnograifów w kształl1;Qlwaniu poEtyki kulitu:ralnej k!fa!ju było
skromne i ZiI1a!C'ZJThi'e
częściej decydenoi korzysta:li zdocad7Jbwa socjologów, zwł:aszcza prę2mie ro7JW'ijaJjąaej się od połowy lat sZ€Ś&amp;llziesiątych
soc.jorlog,iikuilitulI"Y.
StOSUinkOWOnie7Jnac'ZJny był rówrue1ż udzi'ał etnogralfÓiW w pubiliiJkacjach POIPWa:rrn:o-ma,UJkowych.Zmsa!drnik:zylPl'Zclom zarÓWlIlO w prnkJtyce
s;połeczej jak i w zaiJnit'eiI"esdwalniach metoidologi'C'mlych miały przynieść
dopiero lata si,ooemdlliesiąte.
1

LaJta 7()...,te w poilSkiJej etnografii wy!ka:zały z oałą O'S1:lrościąistotny
problem prlled jakim stanęła ta dyscyplina wde:dzy - właooe samoorkreślenie się w oblrilCzu dolmnujących się pT'WillialIl SjpOłeczno-ikul1:Juralnych POllSki OTaz s:tOSUlnek etnogra!fii lill-ajowej do nauki europ.ejsikiej
i świartowej. Wpra1wid:zie o sytuacji kryzysIowej w 'e't.nolgraiii dyslkutowano już od końca lat 50~tych, kiiedy to pI1zyś:pies:z:one przeobra0ooie
się
krajobrazu kiu'1tUlrowego !p()!1s1dejwsi "uśmi&amp;lC'ito" wyod!rę!blIliający definicyjnie tę dys:cyphnę przedmiot badań - tradycyjną kulturę chłOlpską
('ozęiStoidemtyfiko'waną z kiulturę ludową); I~ZJez długi czas sybuaoja była
jedm.alkże .pa{I'·addksalna: w teol"'eitycZJnyoh r:oZJwa1żalI1iachpisamo i mówWno o potr:zJeibii,eokreślenia na nowo ipcr"ZJedmiOltu
baidań e'tnolgrafJ.i, wska.,..
zywano ma niemo'żność kOlntynuowania dotychczasowego pro!fill:u baidań iW.
- W Ipraktyo€ badawczej ;niewiele się jednakzrnienialo,
mimo iIż rozs:zerw.no badCłJnia o zjClIWislimkultury robotmiczej oraz wS'półc'ZJes.nej kultury arrt}'1styc:7Jnejo ludiOlw.o-.chłopsk~ejp.rIOlwenilE:mcji(np. folkloryzm).
J,oonOcrLeŚI1iewyrr-aźnie OdeZllWClJDO
brak kontarrciJu z pOMewtIlym:i dy-

�14

JOZEF BURSZ~A, BRONISŁAWA KOPCZYŃSKA-JAWORSKA

scyplinami .nllnmnilSltyki .zaifówno !kraljowej, jak j .ohcej. Na!stępujące po sobie ,,,prrełiOmy" toore,tyczme hurmallli:stylki eumpejsikiej
i ś.wia1towej strotkrturnilfrstyclMy, he:rnnellleutyezmy, s€ffililOtyo:zmyodbijały się początkowo słaibym echem w krajOWejetnografiJi,
ciągle sikupionej na 10ka1Jnej prol1&gt;rrema,tyce, brak było ikiryitycznych. analiz dokonań współczesnej antn)(PQllogh kui1turowej i społecznej. Z c'zasem nastąpiła reOTientacja.
Zanim jednak pa-zejdziemy dio scha.raiktelIyZlOtwa:nlianowych tendencji
teore.tyczno-metoldiQ,lOl~c7lnych, na:leży {zarysować ogólLnte tło i UlwaruiIl··
'lroiwania krajowe.
W latach 70-4ych nastąpiło - mimo s:zJerelgu trudJności - wzmożenie poŚT€idtrri.chi be'z:poś.Tedinich kOlllltaktów z OII"ga'l1'i.'zacją
i osiągnięciami
'7JaTÓWTI(:&gt;
€lUifIOIPej:Sk!iej
jak i śWlialtowej etnografii, €'tnolOlgii, antbropologii
społ,ec7llI1€:jtikuJ:tUlrO'wej, a to Wieloma @ogami. W kQlI1taktacn 1ndytwiduaJinych ,i itnJSty:tucjOiIl'aillnychdociera1ją do .kJraju ZairÓIWiIlOważniejsze
pozyej1e liiltemtruTy śiwiaiWwej i &gt;informacje o nliej w takich periOldykach,
jak np. "Current Anthropology",
"Annual Review of Antmopo1ogy" Ii in.
IIIlSipiro.jąciOdzia'ła :udział - aC71ko1Jwi.€Ik
osób nielicznych - rw międzynarodlQiWY'ch i śwlial1Jowych k.QlI1lgreśach i sylmpoojac!h etill{)lgJraficznych
i anltropiOil()lg'iczmych,z kongregelm łnter'll'aitionai UniOlll olf Athrwpoiloglcal
and Ethnol'ogical Sciences na czele. O takich symipozJach ikongiresach
iinfoJrmują kraJowe peTlio:dyik:i"Lud" i "Etnografia Połslka", tak jak o polslkiioh baidall'l:iaoh :i:nfOlI"IllUjeizagrr-alIlicę,wydaJWany od 191715 r. po angie1skiu roczl1lilk "Ethin()l!OIgia Pd1ona". Lic;zniejszy, choć zalpewne mniej in~iII'ujący rltO'WaitOirsiko,
był i jest udzvał pol!skitch e1Jnograi'ów IW eUT'opejskich akcjach rbadawczych i wydawniczych
("Ethnologia Europaea", ,,!Demots", "Eltiłmoll.lOlgi'a
Slav,iea", e'UTiOlpejskiat'las e1molgrafic:z.ny, mięctzY1narodlowe badania kultury
l!udmvej Ka:rpat, etnOlg'rafia Słdwffin, prOlblemy
I01'k!loryziffiIUilbd.). Na uwa'gę zasługują natomiast - w poprzednich oikr,esach ralClZej nile wyt5tępujące - !poza€!UlI"!opej:skJie
e'1&lt;S1peidycjeba:dalwcze
praoownikÓiW niektórych ka1Jedr e1Jnngrafii i s:bUldenltówtZJw!łaszcza z Poznamńa) ma;z nliekJtórych muzeologów do tak'ich krajów jak: Azja Śr~owa (U~beikiiMatll), ŚT:o!dik.dwyWsC'hód (Afgal11iStan, Irak, Pakistan), Indie,
Małaz:ja, Afryka rówtnlilkoiwa O'l"a:zAmecr-yka Poluidniowa {&lt;Beru i Wenezuela). W ostatnich laltrach występują .dość lieZille1ndyiwiJdualne, dłJuższe
luJb krótsze, Wytjazdy zaJgrallli'CZThestudentów
i aibSlo1lwJeiI1tólw
,etno!grat~i.
- Wszystkie tle faikty wywarły ni'ewątplrWlie swój beqJpOOredmii pOŚTOOI11i WlpłY1wlIla naszą lIla!Ukę. Całość zaś SlptraJWeinografiC'ZJnyc'h usiłuje
korelo'wać pawl9tia'ły w 191715 lir. KJorrnitelt NalUk Etnol1ogic7lllY'ChPAN skupiający 30 przreid!stalWlilCicli
·tej nalUk,ii niektóryoh pokJr€Winydh.
Na tak uikształfuwanym
gtmlJncie narodziły się piraby orclmienm.ego
OkJreśl€lllia zaJimJter€'SiOlwańi pola po:zmawczegl() etnograru. SpOira grupa.

�Polska

etnografia

po II

wojnie

15

zwłasze:za młodych adeptów tej nalUlki, s'kJUipiłaSlwoją Uiwagę na dwóch
generalnych k}westiach: 1) przergilądzie dotyC'hc'zal'3lo~egodorobku te!oretycmego etnografiIi. krajowej oraz 2) wyJka'zaniu możliwości nOrwleg~jakościowo podej'ścia do zjaW'ilSkkUilttNy. Jeśli chodzi o ikIWe5tię1), to do
dzisiaj nie osiąg!I1ięto zaidmva1a,jącychrezultatów - brok jeSit systemowego pr~ergłądrui kryityczmej anau.izy .dotychc:zal'i&lt;~ych założeń tooll":eitycznych ·etnografiili..Wyka1zano jed)'lnie nieadekwatność dmnrinującego w praktyce, tlradycyjlnelglo sposobu alna'lizy kultury, kitóry nie móg1ł dorprowadzić do całośc'iolwego spojrzenia na 'zjalwiska kułturrolwe. w ich wzajemnym po~li.ązaniu d€'term:iJnacyjnytm (i{,wtura w tym ujęciu sprorwadza się do zJbiorruifóimych elementów 'n~'e powri.ą1zanyohze wbą, tll"aik:t.owa'Ilych w seusi'e ;wy.tworów już poMrtałych i "wbiektyw.i'WiWHnyc'h").
Zanegorwano również .zasadność podziału 'ca:ŁokształtlUkurlt'UJTyna jej sfery: roolteri'a1Jną,slPoł'eezmą,i duchową. Na kOlIriec wreszcie podikJreŚillOno
ni€lprz)'ldartmolść
dotychezasorwy,ch założeń ,oanośnue kultury do badań nad
kultmą symiboil:ilcziną.
Jeśli chodm o kwestię 2) - pozytyrwny prQlgram badań nad ikJu1'turą
- tutaj zrobiono nieco więoej. Na początku lat 'i)O-tych "od!kr)'l1o" dla
krajowej et,nografii C. 'Levi-Straussa i cały nmt strukturalistycznej
re_
fleksji nad. kulturą. Mlorlzli adhere.ncistruktuTalizmu
w po.}slkiej etnQgrafii zajmują się nie tyle fi[ozoficznymi impihkacjami struJMura:1iJZJmu
(teza o wrodzoności Sltru!ktur, naltura strukturalliJstytc::;mi1ede:liillliowa1nego
"śwata kuiltury"), ile możhwościami tej orientacji badawczej jaklo dogodnej i płOidJnej,po'ZJnawC'zoanali'zy poszczegó1nych dziedzin :ku~tury
symrbolioonej. W OIparruiuo pro!pO!Il&lt;OWaII1e
na g:runc1e tej teorii schematy
metooo'l ogti.crmemłodzi adepci opracowah przy kłaidOWIenilejalk:o analizy
dotyczące zjalWtiskmalgii, sym:boElki obrzędowej i mi!tol1ogiiludowej.
W o~tartnich ,lai1:achUiwl~da'Ozn:iają
się tendencje wią'zania k[asyczneg'o
stirnkJtuTalli'zmuw e1Jnologii (start)'l9tycznego, jalk nazwałby go J. Piaget)
z dokonaniami francUSkiej szktoły historycznej, t'Z1W."La nouveli1!e histoire" (p. Aries, M. Bloch, B. Braude1, J. Le Gaff, Guy Bois i ·n.).
To połąoZ€lni'ema w przeikonaniu 'Wyz;n~ców tłumaczyć "st:ru:kitUJrydłiug\iiegotrwania" ,w perspektywie histmYClZJnQ~s!Jruikltu&lt;railinelj
i dO\Prnwad:zić
w efeikcie do porwstania antrOipolo'gii historyczmej, krt:óra za!wierać będzie
w sobie ddtychtlzasolWy strulkt'UlralLzrrn
i efektywnie połączy w sobie dwie
perspektywy badarwcze - synchroniczną i diachronicz:ną. Na razi!e powstaje to jednak w sfe~e .deMamtylw:nej i nie podjęto jeszcze empiryc'Zn)'iCh!badań na tym gruncie.
W ściSłym Zlwiązku ze strulk1JUralistyc:zmym odłamem tzw. "l1J()Iwej
etnologii" IW Polsce są wyzna~cy 'ZalO'ż,eńt€O'T€ltyc'ZJnych
w)'lpracowanych w ramach rad:ziec~iej s2'Jko~ysemiotycznej z TaTtu. lcł1zJdalniem,
potraktowi3.rruiekultury j'ako zbioru
t e k s t ów
je.'&gt;t szczegóftni:e liŻyt

�16

JÓZEF BURSZTA, BRO ISŁAWA KOPCZYŃSKA-JAWORSKA

teczne w badanriach przekazów kultury symbolicznej - miJtó'W, baśni,
bajek, pTZYJPOiWi,eśCli.
Analiza serrui.dtyczna zawa.era w sobie aspekt syntaiktyazmy, semantyc:m1Y oraz pra:grrnat)'ICzny. Z wYll1ilkówprz€ipTOIwadlZ'onych amali'z na piertWs:ZYlChdwóC'hpozioma'ch wnioSikruje się o a~pekcie
pragiIWłity,c:zmymzjawiska, który odnosi się do stosunku naidalWców i 00bio~cÓ'Wznaków do ,tekstu (Inp. oikTteskmegoobrzędu).
Nie!któ!rzy ZlWolelI1lIllilcy
s&lt;emi~ltycZlnejteoirii. zjaiWilSlkkJulltu!rdW)'IChpostulwją odrębność alIla,lrilzypra'grrnaltycznej i Sikwpi'ają się na tz:w. spolecznej sytuacji !komurniwwaiI1ia, tj. wychodzą pooa sam teikst (poza powiązarnia w€lwnątir'zteikst'owe znaków) i badają zac'hoiWania społeczne jednoobek w ~oc.esie S€'miotY'c~ego pT'zeka1zJ'lwalIlJia
kOiffiuniJkaitówZIllaikowych. Równteż j€idnak. i too nurt badań etnogTa!ficzn)'ICh pooosta,je, jaJk
dotąd, na wstępnym etarpi.le;precyziQIwania me1Jod i zalkreślwl1'iapłaszczyzny badaJWczej. Mając jednalk na u.iWa,clzeSlpoxe osiągnięcia semliotyików
literatury 'IN Polsce, mO'żma spQidzielWaćsię ,w p'IiZJ'IS:z!łości
eIf€\ktywnJ'ICh
analiz iJlllllych d1.ied~n kultury dokonywany oh już prnez samych €ltnogirad:ó'IN.
PojaiW'ia1jąsię już pi'eŁI'wSIZ€
tego typu prace.
TI"Z1ocrian
odłamem Iwreszcie młodej generacji pollS/kochetlllogTafów j€St
odłam ZlWoll€1I11nilkÓIW
fenomenOllogiozmego cha'ra!ktte:ryrowarnIiaśw:iaft.ak.ulturr-y. Braee te są na ra~e na etalPie pTzysiWajarnia polskiej etnogracfii trra- .
dycj,i myśilowej E. Husserla, R. I:ngaroiena, R. otto" M. E1iade. Ambicją
zaś jest zalSltOOOJWarn;ie
metOIdy f€lIllQlIl1ernolog'icznej
(niezbyt zresztą jasno
preZlentQW'anej) do antiropolO1gIiJC':zmych
badań nad "istotą sYrrnibOllu,
~eligiri
i kultury". Na ef,e;k1y,'Podobnie jak. w rPTzJ'lpadkiusemioty1ki, tI"Zeba jednak jeszcze poczekać.
DosłoiWIniew osta,tmich 2 - 3 latach pojawiła się najmłodsza generacja
etnQgrafó1w poJis'k:ich,których amb:i:cją jest chal1'aiktery:zx)lwanieteoretyczno-rnetodologi'0Z1I1yc'hpodstaw etnografii jarko nalUikti.bez ściśle zakreślonych glrank i pT'Oiblema.tyki haidaiwczej. Talk cha&lt;ra.kterYZ'O'lNanaetnogra;f,ja m'iała!by zbliżać się do ideału kulturologii - a więc badać kultwrę we wszy$tkJich jej przejawach i iW)TIDi:airach.
Miałaby pr'zy tym wypracować model alnaJ:izy, który by~by w stanie uchwycić .ty!poW()antropolQ1giClZlne
cechy kultury i wyikazać rchspecyfiilkę. Zamiel1'ZI€llIi,em
tej
gru;py etnografów j'est także (jUlŻ reaJizowaina) analiza p.O\S~zególnyC'h
temiri antI"(~poJOig;fu
świat~ej
- głównie amerykańSkiej.
Gdyby chciJeć pOid:sJUIIllolwać
w kiJ.iku punktach ,pod!sitalwOiWe
zamie!rzenia programowe wymi'OOiOlllychkilllm girup młodych po'lskicn etmogl1'afÓ'w,
olka'Z'lijesię, że W\SIpómeim lWiSzy;S1lkim
jest: 1) .dą'Żeni,e do :krytycznego
przeZlwyoięż,ernlia dotylchicza'solwego stadi:umetlnOlgra£icZIllych badań nad
kulturą; 2) skupienie się na symbolicznej sferze kultury, która 'Została
wylI'aŹirliew prreszlo.ścli zalIli,edbana lub nie osiągnięto w niej waczących
efektÓIW ba:da:wlc'zych.Stąd nacisk na takie dziedziny kultury, jak magia,

�Polska

etnografia

17

.po II wojnie

religia,

k05mologia, ('również IW wyrrnii'a!I"'Ze
'parówlIlawczyrrn), symbcillka
(tutaj meco o:pracowań szamanizmu w MlQIJl:go'lii);
3) precyzja
metod badaiWICzychw opalliCiu o ~espól spójnych 'za~O'ŻJeń
metodologicznych (s1Jro!k'turahzan);4) wyznaczenie nowego pola badalW'Czego'dla etnografii, rezyiglIla1cjaz dotychczasowego pr:wdmli!otowego coo'raIMeryZOiWalIlia zasięgu rprawomocmości badań e1nograHcznych ora'z 5) SZN!S'zeko~zystanie z dOlro'1)kunallillti światowej i 1lwÓTiC ze jego pr:ue!klS'ztalłcalnie
lIla potrzeby rodzimej ,etnograrfii.
Nie od rzeczy będzie jedina!k wspomnieć, że iWiękl9zośćtych ambitnych zamierzeń pozJoistaje ciągIIe 'jeszcze tylko zamierzJerniami i dopiero
najbliższe laJta 'Pokażą, co właścilwie "za1ofenuje" po1s1dej etnografii mŁode grono jej adeptów.
obrzędów

JOZEF BURSZTA,
POLISH

ETNOGRAPHY

BRONISŁAWA
(ETNOLOGY)

KOPczYNSKA-JAWORSKA

AFTER

THE SECOND

WORLD

WAR

(Summary)
This is a Polish version of an article whlich was written for the Swedish magazine "Ethnos" published by Prof. Prof, U. Hannerz and T. Gerholm. The article
will be published in a special issue of the "Ethnos" magazine devoted to characterization
of ethnography
(ethnology, social or cultural
anthropology)
in several
countries throughout
the world under the title "The Shaping 01' Nationa,l Anthropologies", Fm cO'mpaJrat'ive pUI'pOlses a fo.rma1l and suhstantial
ffi()del a.ppOlinJted
by the publishers was followed.
Re-'organiza1'ion of ethno.graphic
resear'ch in PO'lamd aUer 19'45: depa,rtment.s
uf ethnogira,phy, thei,r staff,
C,olll,ullluaUOInof va,r.ious met.holC!·olO1gi;ccl'1
aJp,pr,()I:.l;che'S,
flcldwOłrk, allJd l'esealrch units. The per:iod of 1948 - 10950: a new resealrich trend uniiiic!at'i·on am cemltraHzarticm of s'Cientifi.c and didaiCti&lt;: coctiviteis. The period nf
-1951 - 1956: O1r'gu'n'ization of the Ins.t'iitute of the History (lf Ma.terial Culture,
crudal mcthCldo,I'ogk:al c'OInierences and nm\' metho.d'Ololglical trends, new wo.r'ks on hiSltmy of maltcrial culture and theOlry ot culture, recoI'ds of musk folklore and
fOl1kart,
Essential Cha!Digc:swhich Clccuned after 1956: withdr,a,wal fmm a relSltrie:ted
dtogma!ti3m, ju:ndion
o,f M~rxism principles
with the pl'e-rwail' aJC1h'iev·ements of
Polish schohurs, d1:rect and indirect contacts with the worLd 9cienloe, tr.ansl'atioms
of f[)rcign wlorkis, a proj.ect of !wide ethnogJ'aphic
resea.l"Ch and '~t's (inc.omplete)
reaJi.zatiOln, s'erial publi.cati1aD's, cloose rela.t'iOll1!Swith 901cioa'ogy a!nd a tendency
to
elabo'I'ate a theo,ry (lf cul:tural c:h&lt;llll'ge,f'ieildworrk outsdide Pol:a;n'd (M.ongobia, Bulgaria), re-OIrga,nizalt'io,n of ethnogra'ph~,c cUI'1'Lculum, ethrJ!0'gralphic mu's,eology &lt;lind
f101:~J.ou·islt.ic
movement.
The period after 1970: increaJs.ed cuJtt:a,C:ts with worLd :sci'ence, co·-operation
2

"Lud"

-

tom 66

�18

JOZEF BURSZTA,

BRONISŁAWA

KOPCZYŃSKA-JAWORSKA

wi,th foreign departments,
sc.ientific expediŁionsoutside
Eu,rope. On such basis
originated attempts to define interests and cognitive scope of ethnography. Quite
a !)iig group of yQUJJg eit.hnQgra:phers have· focused ,their arttention on two general
px1oblems: l) c.rirt,ical aI11Ia1ys.iJs
od' h:ithe'l1t.o existJing theol'eti'ca1 aJchieve:nents of
PQdish ethTho~aphy, 2) possibilities of new a'pp.roaiches towa.rds cultuooi pheno-

mena.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11461" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11439">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b45f0b720dafc6964778e399b5882972.pdf</src>
        <authentication>0c2a30e3abb5373d3ea29edd39c167b5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136535">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1821</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136536">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136537">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136538">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1688</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136539">
                <text>Spisy terści / LUD 1981 t.65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136540">
                <text>LUD 1981 t.65, s.411-414</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136541">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136542">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136543">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136544">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136545">
                <text>SPlIS TREScr
I. STUDIIA, iROZPRA WY

Bohdan C z a r' n o c k i, Kryzy'sy - kuźnie kJUltur. EwolucJonizm
MaJrv1na
Hardsa
, Kl1z)'ls,ztofif&gt; i ą t ik o w s Iki, NiewerbalJne 'komunikowanie
&amp;ię w obrzędzie weselnym w polskiej ikulturze ludO!Wej XIX w. Podstawy analizy pmgmatycznej
Tadeusz M a r g u l, Motywy wiary w wilkołaka.
Urszula L e h '1", Urok w aspekcie d7Jiałań magiczno-religijnych
Mariusz B a u m a n n, Zadruga w JugosławiJ. Próba typologii
Leszek Dz i ę g i e l, Upr-awa rośliJn w lfo~niCltwie chłopsk,im dzisiejs,zego Kurd)'lstaJllu iraokieg,o
Danuta P e n k a l a, Społeczno- kJUlturo!we uwarunkowania
sytua'cji zdrowotinej
ludności wiejskiej we Wlspólczesnym Afganistanie .

m.

3

33
55
91
105
121
145

ARTYKUŁY, OiMOWmNitA, MATER:DAf.Y

Jerzy A d a m c z e w s ik i, Etnografia w Bułga'l"H
Jerzy A d a m c z e w s k i, Christo WaikareJ.ski a etnografia bułgarska
Michał B u c h o w s k i źródłowe podstawy rek'onstrukcji kultury symbolicznej daWUlych Słowian
Fr'aJllciszek K o t u l a, Współży,me z folklorem .
Marian P i s ar z a k, Pokarmy wielkanocne w Polsce
Krzysztof W O' l s ki, Wojłoiki - kobierce pilśniowe
Alicja B e d n a r c z u k, Obrzezanie chłopców cygańslcich w Pri5tinie okręg
K,osovo w Jugosławii
Gll'zegorz S k a l s k i, Francuskie muzea etnograficzne,
cz. I
!lU. MCII!lNZJE, P,RZEGLĄDY WYDlA. WlNrLOIIW

171
197
205
217
231
247
265
271

l[ CZASOPlLSM

Alexander Alland, Jr., To be Human. An Iintrodudion
to Anthropology,
1980 (Wojciech Burs2Jta, Michal Buchowski) .
Science of Religion: Studies in Methodology. Ed. by Lauru Homo,
1979
(Michal Buchowski)
Gestures. Their Origin and Distribution.
D. Morris, P. Collett, P. Marsh,
M. O.'S'houghnessy, 1979 (Elżbieta Goździak)
Toivo Vuorela, Eithnology in Finland before 1920. The His1;oifYof Learning
and Science in Finland 1828 - 19,18, 1977 (Andrzej Lipski) .
Tradicija w istorii kultury, red. W. A. Karpuszin, 1978 (Andrzej Lipski).
CoHn M. Turnbull, likowie, ludzie gór, 1980 {Ryszard Kantor) .
Roman Wachowicz, Bolskie korzenie. Opowieść {) żydu pols'kich eInigmIlltów
w Brazylii, 1980 (Ryszard Kantor) .

291
294
302
304
306
308
309

�412
L'archited;ure
rur-ale fmncai:se. Corpus des genres, des types et des variantes, red. J. Cuisenier, 19.7'8.(Jacek Bednarski)
1. Szila.gyi, ArchiJtektur der ungarischen Kalvarien, 1979 (Stanislaw
BLaszczyk)
Bagra GeorgiJewa, Narordinata architektura
w Bozenoi, 1979 (Jerzy Adamczewski)

31&amp;

M. Cioara
Zona etJnograif:id Raoauti, 1979 (Zofia Szromba-Rysowa)
.
Del~ TodoroiV (red.), DohrudZa. EtnQg•.a!fSki, fo1Jklorni i ezikovi proucvanija,
1974 (Ma71iusz Baumann)
Gy!ula Ortu1ay (red.), Magyar neprajzi lexikon, 1. l, 1977 (Mariusz Baumann)
E'rna Pomierancewa,
O russkom folklorie,
1977 (Ludmila
Piskorz-NaŁęcka).
VaIacobnyja ,pesnL Składalndki: N. A. Bartasevic, L. M. Salavej, V. L Jalatau,
red. K. P. Kabasnikau, 1980 (Franciszek
Sielickij
.
Estonskrij folkłor, red. R. Viijdalepp, 1980 (Alicja
Bednarczuk)
.
Etnogre.fski i fołklor~sticzni izsledwanija, 1979 (Jerzy Adamczewski)
FołJdor i Qbs~testwo, 1977 (Jerzy Adamczewski)
Antoni Kroh, Współczesna rzeźba ludowa Kar,pat Polskich, 1979 (Mariusz

IV.

(Jii'i

Damborski)

Simiczijew)

322.
325
323
331

341
342
348
350

Stan wiedzy o Zakaukazitu. Konferencja
15-lecie Sekcji Fo1klorystyc2IDej PZKO

w Łodzi, 1980 (Edward
w Czeskim Cieszynie

Pietraszek)
(Jii'i

352

Dam-

353.

borsky)

Etnograficzna dokumentacja
i archiwum naukowe w muzeum - org&lt;imzacja
i udostępni~mie. Konferencja w TOI"UIniu,1980 (Iwona Wiktor)
.
50 lat Muzeum Archeologic:=ego
ł Etnograficwego
w 'Łudzi, 1981' (Teresa
Łaszczewska)

354356

.

Sprawozdanie
z 55 Nad~yczajnego
'Walnego Z'gromadzenia Deleg'atów PTL,
Wrocław 1980 (Franoiszek W'01troj, Stanislaw
Chmielowsk.i)
.
Uwagi do Siprawoooania z 5~ :WZD (Franciszek
Wokroj,
Stanislaw
Chmielowski)
(Iwona

319
32G
321

IKJRONIKrA

MiędzYl!larodo,wa konferencja
e~nografic~na na temat badań narodowościowych w Beke'SclSaba, 1980 (Ivan BaŁassa) .
Współc·zesne kontakty i =iany
ikullturorwe.ąla pograniczach etnicwych. Konferencja we Wrocłarwtu, 1980 (Edward Pietraszek)
.
Austr,iacki Zespół do Badań Pomników PrzydroŻinych (Stanislaw
BŁaszczyk)
Sympozjum poś,więcone follk1orowi i etJnograf.ii miasta i okręgu Bitoli, 1980

56 Walne

317

333
334
335
338

Baumann)

Polskie podania ludowerw przekładzie czeskim
"Kalendarz Sląski" &lt;na rOik 1981 (Jii'i Damborsky)
Polemika

(Kole

3'11
31f&gt;

366
368

ZgI'omadzenie
Wiktor,

Maria

DelegaJtów PTL

I sesja

naukowa,

Kraków.

198Q

Niewiadomsk.a)

369

Konferencje, zja7ldy J inne spotkanda u.względniające problematykę
etnograficzną w 1979 r. (Maria Niewiadoms,ka)
Etlnograficzne wyrstawy czasowe oorgani:w.wane w 1979 r. (Iwona Wiktor)
.
Magisteria, dolktoraty i habHiJtarcje z zakresu ertżlOgrafii w 1979 r. (Maria Niewladomska)

401

v.
Eurgen1usz Furdyna (Julian
Antoni GÓrsz.czyk (Wanda

374
377

Szynalik
Skula)

łiN

~AN
Dobrowolski,

USA)

407
409

�CONTENTS
1. STUDIIEiS, ~RS

Bohdan Czarnooki, Recessions - Hotbeds of Oulture. Marvin Hams's Evolutionism .
Krzysztof Piątkowski, Nonverbal Oommun:i:cation in' the 19th CentUlry Polish
FoIk Wedding Ceremony. Essentials of Pragmatic Analy'sis
Tadeusz Margul, The Motives of Werewolf Bellef
Urszula Lehr, A Spell as a Magical and Religious Activity
Mar·iusz Baumann, "Zadruga" in Jwgoslavia. An Attempt at Typology
Leszek Dzięgiel, Peas'ants' Agriculture in Modern Iraqi Kurdistan
Danuta Penkala, S()lCio-Cu~,tuTalFacrors of the Health SitJllałio.n in Rural
Afghanistan
:Lt. ARTUOLIES, DISCU~SIONS"

REVIEWiS

33

55
91
105
121
145

MATERIALIS

Jerzy Adamczewski, Etnogra.phy i!11Bulgaria
.
Jerzy Adamczewski, Christo Wa1kal'elsJd oarud Bulgarian Ethnography
Michał Bu.chows·ki, Sources for the Reconstruction of Ancient Slaves' Symbalie Cultture
F1ra'ndszek Kotula, Coexistence with Folklore
Marian Pisarzak, Easter Dishes in Poland
Krzysztof Wolski, Felt Carpets
Micja BedruarczUlk, Circumcision of Gypsy Boys in PriStirua, Kas.ovo County
in Jugoslavia
Grzegorz SlvaLski, French Ethnogr,a1phic Museums. Part l
Ill.

3

171
197
205
217
231
247
265
271

OF PUBLUCATIOINlS ',AND PERIODICAuS

Alexander Alland, Jr., To be Human. An Introduction ta Anthropol'ogy, 1980
(Wojciech BUirszta, Michał Buchowski)
Science of ReLigion: Studies in Methodology. Ed. by Lauri Honko, 1979
(Michał Bucho·wsk,i)
Gestures. Their Origin and Distribution. D. Morris, P. Collett, P. Marsh,
M. O'Shaughnessy, 1979 (Elżbieta Goździak) .
Toivo Vuorela, Ethnology in Fim;l'all1Jd
before 1920. The History o-f Learning
and Science in Finland 1828- 1918, 1977 {Andrzej Lipski) .
Tradicija w istorii kultury, red. W. A. Ka;rpuszin, 1978 (Andrzej Lips'ki) .
Colin M. Tu.wbull, Ikowie, ludzie gór, 1980 (Rysz'ard Kantor)
Roman Wachowi'cz, Polskie l{'orzenie. Opowieść a żyoiu polskich emigrantów
w Brazylii, 1980 (Ryszard Kani1:-or)
L'·architecture rurale fra.nc;aise. Corpus des genTl~s, des types et des variantes, red. J. Cuise-ruier, 1978 (Jacek Bednarski)
.
L Szilagyi, Arch~tektu.r &lt;i,erulIlgarischen Kalvar,ien, 1979 (Stanisław Błaszczyk)

291
294
302
304
306
308
309
311
315

�414
Bagra Georgijewa, Niarodnata architektura
w Bozenoi, 1979 (Jerzy Adamczewski)
M. Cioadi, Zone etnolgrafidi Rada.uti, 1979 (Zofia SZI1omba-Rysowa) .
Delco Todorov (red.), Dobrudza. Etnograd'ski, folklorni i ezikovi proucvanija,
1974 (Mariusz :ęaumann)
Gyula Ortutay (red.), Magyar neprajzi lexikon, t. 1, 1977 (Mariusz Baumann)
Erna Pomierancewa,
O russkom folklorie, 197'7 (Ludmiła Piskorz-Nałęcka).
Valacobnyja pesni. Składalniki: N. A. Bartasevic, L M. Sałavej, V. 1. Jalatau,
red K. P. Kaibasnikau, 1980 (Franciszek: Sielicki)
Estonskij folklor, red. R. Vijdalepp, 1980 (AUcja Be dna'rczuk)
Etnografski i folklor:Lsticzni izsledwanija,
1979 (Jerzy Adamczewski)
Folkłor i obsztestwo, 1977 (Jerzy Adamczewski)
Antoni Kroh, Współczesna rzeźba ludowa Karp,Jt Polskich, 1979 (Mariusz
Baumann)
Polsk,ie podalnia ludowe w przekładzie czeskim (Jiri Damborsky)
"Kalendarz ŚląSiki" na rok 1981 (Jifi Damborsky)
Polemika .

316
317
319
320
321
322
325
328
331
333
334
335
338

IV. CRON1ICLES

International
Ethnographic Conference on the Research on National Attachement in Bekescsaba, 1980 (Ivan Balass,a) .
Contemporary Relations and Cultural Changes on Ethnic Borderlands. Conference in Wrocław, 1980 (Edward Pietraszek)
Austrian Research Unit on Roadside Monuments (Sta'nisław Blaszczyk)
Symposium on Folklore and Ethnography
of Bitoli City and Ceunty, 1980
(Kole Simiczijew)
State of Knowledge on "Zakaukazie".
Conference in Łódz, 1980 (Edward
Pietraszek)
15th Aniversary O'f Folkloristic Department of Polish Cultural and Educatlional Center in Czech Teschen (Jih Damborsky) .
Ethnographic Documentation and Scientific Archives im Museums - Organization and Facilities. Conference in Torull, 1980 (IwOl,a Wiktor) .
50 Years of Archeological and Ethnographic. Museum in Łódź, 1981 (Teresa
Łaszczewska)
Report of 55th Ge:1eral Meetingof
Delegates of Polish Ethr:ographers'Society, Wrocław 1980 (Fra'llciszek Wokroj, Stanisław Chmielowski)
Remarks on the Report of 54th General Meeting of Delegates of Polish Ethrwgraphers'Society
(Franciszek Wokruj, Stanisław Chmielowski) .
56th Ge"eral Meeting of Delega:tes of Polish Ethnographers'
SOCJcty and
Symposium in Kraków, 1980 (Iwona Wiktor, N[,\ria Niewiadomska) .
Conferences, Congresses and other Meetings on Ethnographic Problems ill
1979 (Maria Niewiadomska)
Ethrwgraphic Temporary Exhibition organized in 1fJ7~)(Iwona Wiktolr)
Mas,tcr"'s Thesis, Doctor's Dissertations and Exams qual.ifying for A"sist~\l1t-ProJessOIJ"!shipin the Domain 'Of Ethnography
in 1979 (Maria Niewiadomska)

341
342
348
350
352
353
354
356
365
368
369
374
377

401

V. IN MEMDRIAM

EUgOl~"USZ
Furdyna (.Julian Szynalik-Dobrowolski,
Antoni Górszczyk (Wanda Skula)

USA)

407
409

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11460" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11438">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5eb1eb6cf538f462d86b22b3cbf860fe.pdf</src>
        <authentication>ad09e416e5f4369549f6247b1d5d12ad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136524">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2598</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136525">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136526">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136527">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2415</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136528">
                <text>Wschodnie i zachodnie pogranicze polski / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136529">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.171-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136530">
                <text>Fedyszak-Radziejowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136531">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136532">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136533">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136534">
                <text>Wschodnie i zachodnie pogranicze polski
Spotkanie narodów po otwarciu granic
Barbara Fedyszak-Radziejowska
WPROWADZENIE
Rozważania nad dwoma odmiennie kształtującymi się rodza­
jami sąsiedztwa na wschodzie i zachodzie kraju sprowokowane
zostały osobistymi doświadczeniemi badawczymi Autorki, N I E
P O P R Z E D Z I Ł O ich postawienie hipotezy przewidującej lub
sugerującej taki właśnie charakter przebiegu procesów społecz­
nych. Dwa sąsiedztwa na dwu różnych pograniczach to problem
dostrzeżony w trakcie badań terenowych realizowanych z myślą
0 innych celach badawczych.
Pogranicze wschodnie stało się przedmiotem mojego zainte­
resowania ze względu na opinie dominujące w publicystyce
prasowej o szczególnym nasileniu postaw ksenofobicznych
1 uprzedzeń wśród ludności wiejskiej i małomiasteczkowej
zamieszkałej wc wschodnich województwach. Stąd wziął się
pomysł badań sondażowych w gminie C, położonej przy drodze
łączącej Sanok z Przemyślem, w województwie przemyskim.
Pogranicze zachodnie pojawiło się jako przedmiot mojego
zainteresowania w związku z badaniami obejmującymi szeroki
zakres zagadnień przygranicznej współpracy polsko-niemieckiej na terenie województw zielonogórskiego i gorzowskiego
Pracami licznego, interdyscyplinarnego Zespołu kierował prof,
dr hab. M . Kłodziński. M o i m zadaniem było określenie
społecznych uwarunkowań współpracy polsko-niemieckiej,
a dokładniej diagnoza wzajemnych stosunków polsko-nicmieckich w opiniach młodzieży i dorosłych mieszkańców czterech
wiejskich gmin zachodniego pogranicza.
Pierwsze badania, ze względu na sytuację finansową in­
stytutu, ograniczone zostały do kilkudniowego pobytu w tere­
nie, poświęconego obserwacjom, rozmowom i wywiadom
przeprowadzonym z mieszkańcami gminy C. Badania drugie
objęły 207 respondentów (136 uczniów i 71 rodziców, wy­
chowawców i radnych), mieszkańców trzech wsi oraz miastecz­
ka - siedziby gminy miejsko - wiejskiej, wszystkie położone
w strefie nadgranicznej. Podobnie, jak w sondażu zrealizowa­
nym w gminie wschodniej, także na zachodzie kraju po­
sługiwałam się kwestionariuszem złożonym głównie z pytań
otwartych.
Porównanie rezultatów badań, a także bogactwo zgromadzo­
nego materiału pozwala, jak sądzę, dotknąć interesującej róż­
nicy kształtowania się postaw wobec sąsiadów w dwu odmien­
nych rejonach kraju i na dwu zupełnie różnych pograniczach.
Pierwsze pogranicze, którego symbolem jest gmina C. położona
w woj, przemyskim, określiłabym jako POGRANICZE NIEPE­
WNEJ T O Ż S A M O Ś C I NARODOWEJ, w którym granica
rozdziela państwa, lecz nie zawsze i niekoniecznie narody. Zaś
.Pogranicze drugie, zachodnie, przebiegające przez wojewódz­
two zielonogórskie i gorzowskie, to POGRANICZE SPOT­
KANIA D W U N A R O D Ó W , w którym granica rozdziela
Zarówno dwa państwa jak i dwa narody.
1

2

1- Pogranicze wschodnie, sąsiedztwo polsko-ukraińskie ja­
ko przykład POGRANICZA NIEPEWNEJ TOŻSAMOŚCI
NARODOWEJ
Gmina C. leży na Pogórzu Przemyskim, ograniczonym od
Północy i zachodu Sanem. W czasach I I Rzeczpospolitej

Pogórze Przemyskie zamieszkiwała w większości ludność
ukraińska. Miasteczko C , obok Polaków i Ukraińców, zamiesz­
kiwała ludność żydowska, a wśród mieszkańców okolicznych
wsi było mniej więcej tylu Ukraińców, ilu Polaków. Spośród
przedwojennej ludności gminy, po 1947 roku pozostało około
20% mieszkańców. Większość przesiedlono do USRR, tylko
część w rejon białostockiego. Stosunkowo najliczniejszą grupę
„tutejszych" mieszkańców gminy (mieszkających na tych
terenach także przed I I wojną światową) stanowi właśnie
ludność C, ponieważ w miasteczku miała swoją siedzibę
jednostka wojskowa, pod osłoną której przetrwali Polacy
z okolicznych wsi. Ten rejon, a szczególnie najbliższa okolica
C, był w latach 1945-1947 trzykrotnie „ p a l o n y " . Nie chciała­
bym szczegółowo omawiać problemu działalności O U N i Ukra­
ińskiej Powstańczej Armii na Pogórzu Przemyskiem, a także
przymusowych i „ d o b r o w o l n y c h " przesiedleń mieszkańców
(do USRR) tych okolic w inne rejony.
1

Dla dalszych rozważań ważne jest przede wszystkim stwier­
dzenie, że w okoliczach C. toczyły się stosunkowo zaciekłe
walki, spalono 5 wsi, a stacjonowanie jednostki wojskowej
sprawiło, że ludność polska (ok.20% całej przedwojennej
populacji) przetrwała i pozostała na tych terenach do dzisiaj.
Głównym zatrudnieniem mieszkańców gminy jest dzisiaj
rolnictwo, dodatkowe możliwości zarobkowania są niewielkie,
a perspektywy rozwoju wiążą się z powstaniem Wschodnio- Karpackiego Parku Narodowego oraz Euroregionu Karpac­
kiego. Władze liczą na rozwój turystyki, jako szansę dodat­
kowych zarobków dla mieszkańców gminy.
Przedstawmy bliżej mieszkańców badanej wsi; większość
respondentów to, jak powiadają, „urodzeni z dziada pradziada
tutejsi", czyli Polacy.
Wszyscy na pytanie o to kim są, odpowiadali: Polakami
i katolikami. Narodowość „dziadów p r a d z i a d ó w " także okreś­
lano jako polską, jedynie czterech respondentów wyraziło
pewne wątpliwości co do narodowości swoich przodków,
wspominając o Ukraińcu lub o Łemku, jako jednym z dziadków
lub pradziadków. Zdecydowana większość respondentów utrzy­
muje, iż w najbliższej rodzinie nie ma małżeństw mieszanych.
Być Polakiem oznacza dla większości respondentów być
urodzonym i wychowanym z dziada pradziada na Polaka. To
„ c o ś " , co otrzymało się od rodziców. To „ c o ś " , co się czuje, co
wynika z. miejsca urodzenia i zamieszkania.
Zdecydowana większość respondentów lubi swoją wieś i nie
zamierza opuszczać rodzinnych stron.
Wspomnienia o przeszłości formułowane są bardzo podob­
nie. Niezależnie od wieku, prawie wszyscy respondenci sięgają
pamięcią do okresu I I wojny światowej, dla najmłodszych
oznacza to nawiązywanie do doświadczeń pokolenia dziadków.
Wszyscy pamiętają i wspominają przede wszystkim lata
1945-1947, dotyczy to także najmłodszych respondentów.
Większość mówi o zagrożeniu i cierpieniach spowodowanych
przez „ b a n d e r o w c ó w " , „ b a n d y " i UPA. Tylko dwukrotnie
pojawia się w tym kontekście określenie Ukraińcy. Troje
mieszkańców wsi wspomina cierpienia i zagrożenia w sposób
ogólny, nie wskazując winnych. Jeden z młodych respondentów

171

�powiada: „to jest wciąż żywe, przekazywane z pokolenia na
pokolenie, wzajemna nienawiść, ale to Polacy mają więcej win
na sumieniu i od nich powinno wyjść pojednanie".
Personifikacja i odpowiedzialność za cierpienia pojawia się
w 5 wypowiedziach, większość opowiadających mówi o cier­
pieniach „nas wszystkich". Zauważmy, że źródłem cierpienia
są w tych opowieściach „ b a n d e r o w c y " , „ b a n d y " , także UPA,
którzy przyszli na te tereny z zewnątrz, a nie sąsiedzi - Ukraińcy,
których wspomina się dobrze.
Interesujące wydają się odpowiedzi respondentów na pytanie
o kontakty z mieszkańcami sąsiedniego państwa po otwarciu
granic. Zdecydowana większość twierdzi, że nie była nigdy na
Ukrainie, nie chce tam jechać , wielu respondentów utrzymuje,
że nikogo tam nie zna, lub, że zna, ale to tylko znajomi, a nie
rodzina. Równocześnie większość respondentów twierdzi, że
„ludzie we wsi mają częste kontakty z U k r a i ń c a m i " . W trakcie
rozmowy z jednym z respondentów padło stwierdzenie: „więk­
szość ma kogoś na Ukrainie, ale nikt się do tego nie przyzna".
Informację o tym k i m są nasi respondenci warto uzupełnić
0 ich samoocenę jako Polaków. Ośmiu respondentów uważa, że
jest coś z czego Polacy mogą być dumni, czterech, że niczego
takiego nie ma, natomiast prawie wszyscy mówią o wadach
Polaków: pijaństwie, złodziejstwie, nieumiejętności rządzenia
1 braku dbałości o polskość. Jeden z respondentów podkreśla, że
w telewizji ukraińskiej można oglądać wiele patriotycznych
programów i słuchać ludowych i narodowych pieśni, to mu się
bardzo podoba, żałuje, że naszej telewizja tego nie pokazuje
(tzn. polskich patriotycznych programów). Inny porównując
nasze narody konstatuje: „Polacy za granicą są dla siebie
wrogami, toczą walki, Ukraińcy są bardziej solidarni, wspólnota
ukraińska jest bardziej solidarna". Wśród cech, z których
Polacy mogą być dumni wymieniane są przede wszystkim
wartości odświętne, takie jak bohaterstwo, patriotyzm, umiło­
wanie wolności, zwycięstwo nad „ k o m u n ą " etc. Natomiast
podstawowe wady Polaków wymieniane przez prawie wszyst­
kich respondentów dotyczą codziennego, zwykłego zachowania
rodaków.
Dodatkową informacją potwierdzającą tezę o raczej niskiej
samoocenie respondentów w roli Polaków są ich odpowiedzi na
pytanie o warunki, które powinien spełnić cudzoziemiec, by
można go było uznać za Polaka. Pozornie możliwość taka
wydaje się w opinii respondentów nieosiągalna dla nie-Polaków. Pytani o to, dlaczego cudzoziemiec nie może być
Polakiem, respondenci odpowiadali: „Pani, cudzoziemiec nie
zechce być Polakiem, bo jaką Polak ma w a r t o ś ć ? " „cudzozie­
miec zawsze będzie miał nas za d z i a d ó w " , „coś takiego się nie
zdarza", „niech ma swoją n a r o d o w o ś ć " , „on tylko będzie
udawał Polaka", „Polska była i jest dziadem". Wydaje się, że
wątpliwości, co do możliwości zostania przez cudzoziemca
Polakiem zbudowane są przede wszystkim na niskiej samooce­
nie własnej narodowości i braku wiary w to, że taka zmiana
może być dla kogokolwiek korzystna.
Wzajemne N A S T A W I E N I E do siebie Polaków i Ukraińców
ocenia jako złe większość respondentów, także młodzi ujaw­
niają wrogość wobec sąsiadów. Wyraźny lęk, niepewność
i obawy przed powrotem Ukraińców na te ziemie demonstruje
dokładnie tylu respondentów, ilu o wzajemnym nastawieniu
Polaków i przybyszy ze wschodu mówi pozytywnie, deklarując
wzajemne przebaczenie, sympatię, normalność kontaktów, etc.
„ludzie, jak ludzie".
Jednakże na pytanie o wzajemne S T O S U N K I Polaków
i Ukraińców po otwarciu granic, większość powiada, że są one
dobre, normalne, bez zgrzytów i nieporozumień. Skutki otwar­
cia granic pomiędzy naszymi państawami ocenione zostały
zdecydowanie negatywnie tylko przez jedną osobę.
M i m o iż przeszłość wzajemnych stosunków polsko-ukraiń­
skich większość respondentów ocenia zdecydowanie źle lub
wstrzemięźliwie negatywnie (dobrze - tylko 1 osoba), to prawie
laka sama ich liczba wita powstanie nowego państwa, niepod­

172

ległej Ukrainy pozytywnie, argumentując to prawem wszyst­
kich do posiadania własnego państwa. Równocześnie państwo
to uważane jest za zagrożenie dla Polski. W kolejnym pytaniu
obawy przed Ukraińcami i ich państwem ujawniają prawie
wszyscy respondenci. Pozostali, na pytanie: „Czy Polacy mają
powody obawiać się U k r a i ń c ó w ? " odpowiadają: „trudno po­
w i e d z i e ć " . Nikt więc nie jest całkowicie wolny od obaw. Lęki
i obawy formułowane są w taki sposób: „Ukraińcy mają apetyt
na przemyskie i krośnieńskie, trzeba być ostrożnym, czasami
Ukraińcy cicho o tym m ó w i ą " , lub: „do X wracają młodzi
Ukraińcy i to jest problem, tego Polacy się boją, bo Ukraina jest
wielka i silna". Jeden z mieszkańców wsi wyrażając opinię, że
to lepiej, że wokół nas powstały nowe państwa, w tym także
państwo ukraińskie, dodaje równocześnie: „ale żeby nie chcieli
iść na P o l s k ę " .
Wydaje się, że postawy respondentów wobec Ukraińców
mają charakter ambiwalentny. Z jednej strony poczucie za­
grożenia, lęku, niechętne ujawnianie własnych z nimi kontak­
tów, z drugiej strony pozytywny stosunek do przyjeżdżających
ze wschodu przybyszów. Ten pozytywny stosunek deklarują
częściej starsi, niż młodsi respondenci. Sama wieś, w świetle
deklaracji respondentów, nie jest zbyt często odwiedzana przez
gości zza wschodniej granicy, a liczba handlujących w siedzibie
gminy oceniana jest jako „ m a ł a " , a nawet „zbyt m a ł a " . Na
pytanie o to. czy przybysze ze wschodu zatrzymują się we wsi,
prawie wszyscy respondenci odpowiadają „ n i e " . Jednakże
w odpowiedziach na inne pytania informują, żc wielu mieszkań­
ców wsi odwiedzanych jest przez znajomych zza wschodniej
granicy, że wielu dokonuje tanich zakupów, że zdarza się
zatrudnianie przybyszy ze wschodu, przyjmowanie na nocleg,
udzielanie im gościny etc. Tak więc zdarzają sie sporadyczne
kontakty o ekonomicznym charakterze, jednakże są ukrywane
i deklarowane jako kontakty „ i n n y c h " mieszkańców wsi, nigdy
jako „ w ł a s n e " .
Różnorodność narodowa i religijna w jednym państwie nie
kojarzy się respondentom najlepiej, „to jest rozdzielenie społe­
czeństwa, z tego powstają konflikty, lepiej, żeby w państwie był
jeden n a r ó d " , ale, powiada syn cytowanego powyżej respon­
denta, „nie ma dobrej receptury, to nie jest możliwe wyganiać
innych, tego przecież nie będziemy r o b i ć " . Dobre strony
różnorodności dostrzega tylko 1 osoba. Pozostali dostrzegają
bądź złe, bądź ani dobre ani złe konsekwencje tej sytuacji.
Prawie wszyscy respondenci nie chcą, by mniejszościom
przyznano prawo tworzenia własnych okręgów autonomicz­
nych, by na terenie zamieszkiwanym przez mniejszości ich
język stał się językiem urzędowym. Niezbyt chętnie przyznano
by mniejszościom prawo zakładania własnych organizacji
i prawo do nabywania w Polsce ziemi i nieruchomości. Z dużym
prawdopodobieństwem należy przyjąć, że pragnienie ograni­
czeń w tej kwestii formułowano z myślą o Ukraińcach i mniej­
szości ukraińskiej w Polsce. Żywe były wszakże, omówione
poprzednio, obawy przed Ukrainą i Ukraińcami. Interesującą
różnicę poglądów między pokoleniami ujawnia pytanie o naro­
dowość ludzi sprawujących władzę w Polsce; przedstawiciel
młodszego powiada: „mniejszości powinny mieć równe prawa
z Polakami, ale nie zgadzam się, żeby obcy nami rządzili",
przedstawiciel starszego pokolenia sprzeciwia się: „jeśli Ukrai­
niec dobrze rządzi, niech rządzi Polską, byle dobrze."
Omawiane badania miały charakter sondażowy i stanowiły
jedynie początek poszukiwań odpowiedzi na pytania o źródła
takich, a nie innych postaw respondentów wobec „innych •
Jednakże wystarczająco jasno uświadomiły mi jałowość od­
woływania się w takich badaniach do kategorii tolerancji, jako
zmiennej wyjaśniającej cokolwiek w tak trudnej i skompilowa­
nej kwestii, jak postawy badanej społeczności wobec wschod­
niego sąsiada. Całkowicie otwartym pozostaje bowiem pytanie
o przyczynę tak dużej ambiwalencji postaw, o źródło tak wielu
wewnętrznych sprzeczności.
Bowiem przejawy nietolerancji wobec Ukraińców demon-

�strowane przez część respondentów stają się czymś zupełnie
innym, gdy wiedzę o naszych respondentach wzbogacimy
0 S K R Z Ę T N I E U K R Y W A N Ą prawdę o ich związkach rodzin­
nych z Ukraińcami. Wiedzę tę zdobyłam dzięki wielu roz­
mowom toczonym „poza kwestionariuszem", szczególnie
z młodszymi mieszkańcami gminy. „Moja babcia jest Ukrainką,
ale N I G D Y się Pani do tego nie przyzna, mój dziadek walczył po
polskiej stronie, jego brat po ukraińskiej, ja jestem Polakiem",
opowiadał młody absolwent średniej szkoły. Kiedy zapytałam
go o wyznanie, kierowana zasadą tolerancji zabraniającej
sugerowania mu, jako Polakowi, katolicyzmu, popatrzył na
mnie z niepokojem i odpowiedział: „Nie wierzy Pani, że jestem
Polakiem? Oczywiście, że jestem katolikiem".
I tak, znienacka, deklarowany lęk przed „ o b c y m " zamienia
się w ukrywany lęk przed „ s w o i m " , kimkolwiek by on nie był.
Obawy powoduje najwyraźniej lęk przed kwestionowaniem
1 podważaniem własnej tożsamości narodowej zarówno przez
swoich, jak i przez obcych, którymi w równym stopniu są
i Polacy i Ukraińcy.
U K R Y W A N E są nie tylko powiązanie rodzinne, ale także
gotowość do goszczenia, zatrudnienia, udzielenia pomocy
przybyszom ze wschodu. Pozytywne postawy wobec Ukraiń­
ców, wspomnienia dobrego sąsiedztwa w przeszłości nie ozna­
czają gotowości do opowieści o bliskich, mieszkających po
drugiej stronie granicy, o ich wizytach i spotkaniach z nimi.
Takie fakty ukrywa się nie tylko wtedy, gdy dotyczą NAS
S A M Y C H , także wtedy, gdy związki z Ukraińcami posiadają
najbliżsi sąsiedzi i krewni, mieszkańcy wsi.
Dramatyczne lata walk, konfliktów, zagrożenia ze strony
„ s w o i c h " i „ o b c y c h " zarazem, oraz konieczność dokonywania
wyborów, czy pozostać w Polsce, wyjechać do ZSRR, za­
chować tożsamość po przesiedleniu na tzw. Ziemie Odzyskane
sprawiły, że decyzje o tym, k i m się jest, jak wychowa się własne
dzieci, jakie postawy wobec wartości narodowych i religijnych
należy im przekazać, podejmowane były w gronie rodzinnym,
lub, co bardzo prawdopodobne indywidualnie. Identyfikacja
z narodem, religią, wspólnotą realizowana była, jak się zdaje
autonomicznie, a proces socjalizacji opierał się na mechaniz­
mach wewnątrzsterownego sposobu stymulowania indywidual­
nych wyborów.
Symbolem stosunku do trudnego procesu określania własnej
tożsamości narodowej jest powszechna niechęć do tzw. „perek i ń c z y k ó w " , a więc ludzi zmieniających narodowość „w
zależności od o k o l i c z n o ś c i " : „takich, co to się przechylają raz
w jedną, raz w drugą s t r o n ę " ; „po co takie perekińczyki robić,
jak Niemiec, to Niemiec, jak Ruski to Ruski, czy to tak można
się przebierać, ludzi którzy wszystko przyjmują nie lubi się tutaj
bardzo".
POGRANICZE NIEPEWNEJ T O Ż S A M O Ś C I N A R O D O ­
WEJ po powstaniu nowych państw i otwarciu granic wyzwala
wśród mieszkańców potrzebę samookreślenia i potwierdzenia
własnej tożsamości narodowej. W tym procesie, jak się okazuje,
poczucie zagrożenie rodzi się w zetknięciu z obydwoma
narodami, zarówno ze strony wspólnoty, z którą respondent
identyfikuje się obecnie, jak i wspólnoty, z którą łączą go więzi
pokrewieństwa. Ten dramatyczny obraz poczucia zagrożenia
manifestowanego U K R Y W A N I E M związków krwi a nawet
powinowactwa z Ukraińcami sprawia, że pogranicze NIEPEW­
NEJ T O Ż S A M O Ś C I N A R O D O W E J może stać się terenem
konfrontacji narodów zmierzających do ekspansji asymilacyjnej. Widoczne jest poczucie lęku i zagrożenia, a problemy,
które wydawały się być przeszłością, nagle powracają. Pojawia
się potrzeba ponownego potwierdzenia tożsamości narodowej.
. Tak więc Pogranicze Wschodnie, po otwarciu granic i nasileniu
Wzajemnych kontaktów powoduje wzrost poczucia lęku, i to nie
z powodu napływu obcych, lecz ponieważ ci „ o b c y " stawiają
Pytania o to, k i m j a właściciwe jestem, czy moja tożsamość
narodowa została j u ż jednoznacznie określona. To nie stereo­
4

typy i uprzedzenia nie wrogość, lecz samookreślenie własnej
tożsamości narodowej staje się problemem kluczowym dla
zrozumienia istoty wzajemnych relacji pomiędzy dwoma naro­
dami, polskim i ukraińskim.
L . Wójcik, w interesującym artykule Kto nas tak podzielił
(„Życie Warszawy" 10.VI.1994) omawia stosunki pomiędzy
Białorusinami, Ukraińcami i Polakami w okolicach Bielska
Podlaskiego. Wiceburmistrz miasta odpowiadając na tezy Ukra­
ińców, iż Ukraińcy stanowią 60% tutejszej społeczności mówi:
„To są tylko hasła. Polacy nie są tu mniejszością. Tutaj żyje
kilka rozmaitych wyznań i narodowości... Tutaj nigdy nie
wiadomo do końca kto k i m naprawdę jest". Zaś młodzi
narodowi aktywiści (Białorusini) powiadają: „Ludzie muszą
sobie zbudować własną tożsamość, żeby nie dać się ostatecznie
spolonizować... A najważniejsze, przeciwstawić Polakom włas­
ną kulturę". Nauczycielka: „I kto nas tak podzielił na Ukraiń­
ców i Białorusinów". Nie ukrywa, że ma na myśli Polaków.

2. POGRANICZE SPOTKANIA DWU NARODÓW.
Cztery gminy wiejskie pogranicza zachodniego
Najważniejszym czynnikiem określającym specyfikę tego
pogranicza jest jego jednorodny narodowościowo charakter. Na
obszarze czterech badanych gmin wiejskich mieszka tylko jeden
bezdzietny kawaler „tutejszy", a więc identyfikujący się z naro­
dowością niemiecką. Pogranicze polsko-niemieckie woje­
wództw gorzowskiego i zielonogórskiego N I E JEST POGRA­
NICZEM
ZAMIESZKIWANYM
WSPÓLNIE
PRZEZ
P O L A K Ó W I N I E M C Ó W , nie jest społecznością o mieszanym
składzie narodowościowym, tak typową dla wielu rejonów
przygranicznych. Społeczność tu mieszkająca nie miała okazji
przyswoić sobie przez lata wspólnego obcowania wzorów
zachowań wobec „ i n n y c h " , czyli N i e m c ó w , bowiem po naszej
stronie granicy mieszkają Polacy przesiedleni z dawnych
kresów, centralnych i wschodnich rejonów Polski. Są tu
naturalnie także przymusowo przesiedlani po wojnie Ukraińcy.
Polsko-niemiecka granica dzieli dzisiaj dwa narody, które
muszą wytworzyć niejako od nowa wzory zachowań i nauczyć
się norm umożliwiających „dobre s ą s i e d z t w o " . Otwarte grani­
ce i wzajemne kontakty po 1990 roku stały się początkiem
nowego okresu, w którym sposób współżycia dwu narodów,
sposób realizowania dobrego sąsiedztwa zostanie dopiero okre­
ślony. Czy będzie to, jak pisze A . Czarkowski, zderzenie kultur
prowadzące do unifikacji, symbiotyzacji, czy opozycyjności
norm i wartości , pokaże czas.
5

Jak wyglądają w świetle moich badań wzajemne stosunki
Polaków i Niemców, jakie wyobrażenia o nas samych i naszych
sąsiadach dominują w wypowiedziach badanej młodzieży, jej
rodziców i nauczycieli?
Na pytanie: „Jak oceniasz wzajemne stosunki Polaków
i Niemców dzisiaj, w 1994 roku?" 45% badanych odpowiedzia­
ło; są dobre, lub bardzo dobre, są poprawne, nienajgorsze, nie
mam do nich zastrzeżeń, stają się coraz lepsze. Ponad 20%
unikało wyraźnej oceny, używając sformułowań: takie sobie,
różne, niezbyt właściwe, lub opisując je językiem pozbawionym
jakichkolwiek sądów wartościujących. Prawie 20%&gt; badanych
określało polsko-niemieckie stosunki mianem złych, pogar­
szających się, łub co najwyżej pozornie dobrych, udawanych.
Bardzo nieliczni zwracali uwagę na asymetrię wzajemnych
relacji podkreślając pozytywne zachowania Polaków i negatyw­
ne, wrogie postawy Niemców (tylko 2,4%). Pozostali, 11,1%
uchylili się od wypowiedzi i nie odpowiedzieli na to pytanie.
Tak więc co piąty badany postrzegał nasze wzajemne
stosunki w czarnych barwach, a prawie co drugi widział jc
optymistycznie, używając określeń pozytywnych.
Większość badanych uzupełniła wypowiedź o bardziej szcze­
gółową charakterystykę postaw Polaków wobec N i e m c ó w oraz
Niemców wobec Polaków. Wypowiedzi poświęconych za­
chowaniom Niemców było więcej. Jacy są więc, zdaniem

173

�naszych respondentów, Niemcy wobec Polaków i Polacy wobec
Niemców?
Odpowiedzi wykazują pewną symetrię ocen; Niemcy są
wobec Polaków przychylni, przyjacielscy (30% wypowiedzi),
ale i wrodzy, niechętni, nie tylko nie lubią Polaków, ale zdarzają
się wypadki pobicia polskich turystów (23,1% wypowiedzi).
Także Polacy są przychylni i przyjacielsce wobec Niemców
(33% wypowiedzi), ale i nastawieni negatywnie, niechętni,
nieprzychylni, sztuczni (25,9%). Opinie o Polakach w kontak­
tach z Niemcami akcentują przede wszystkim naszą interesow­
ność, pogoń za każdą marką (17,3%), brak honoru, godności
i służalczość (13,7%) oraz nieufność spowodowaną pamięcią
0 ostatniej wojnie (10,1%).
Opis zachowań Niemców podkreśla interesowność (chcą
jedynie tanio kupować - 13,7%), arogancję, zadufanie i postawę
wyższości (13,7%) oraz inne, negatywne postawy, np. są
nieufni, nieszczerzy, niemili etc.(19,4%).
Jednakże jedna trzecia badanych dostrzega pozytywne strony
we wzajemnych relacjach u przedstawicieli jednego i drugiego
narodu, pozostali rozdzielają krytyczne opinie o zachowaniach
obu stron „po r ó w n o " , różnicując cechy zgodnie z własnymi
obserwacjami i wedle najbardziej typowych, znanych z literatu­
ry stereotypów.
Jaki obraz N i e m c ó w i jakie wyobrażenia o nas samych,
Polakach, możemy odtworzyć z wypowiedzi mieszkańców
badanych gmin? Jaką rolę w tych wyobrażeniach pełnią
stereotypy i uprzedzenia?
Polacy (zgodnie z ogólną oceną sformułowaną na podstawie
pełnej wypowiedzi respondenta), są przede wszystkim różni,
1 tacy i tacy, dobrzy i źli, czyli normalni, jak inni, zdaniem
42,5% odpowiadających. Wśród 25,1% badanych Polacy cieszą
się dobrą opinią, dla 23,7% Polacy to ludzie pełni wad
i ułomności. Pozostali (8,7%) uchylają się od odpowiedzi.
Podobnie rozkładają się wypowiedzi na temat Niemców;
28% respondentów pisze o Niemcach w superlatywach, 25,1%
podkreśla ich negatywne cechy. Pozostali, bądź nie podejmują
się oceniania Niemców (21,7%), bądź też odpowiadają, różni,
jak wszyscy, jak Polacy, normalni etc. (25,1%).
Tak więc w obu przypadkach od sformułowania wyraźnej
oceny Polaków i Niemców, o charakterze pozytywnego lub
negatywnego stereotypu uchyla się prawie połowa badanych.
0 tych respondentach z dużym prawdopodobieństwem możemy
powiedzieć, że starają się uwolnić opinie zarówno o sobie
samych, jak i o Niemcach od jakichkolwiek, pozytywnych czy
negatywnych uproszczeń. Pozostali nie wydają się być bardzo
stronniczy, wady i zalety dostrzegają u obu narodów, uprzejmie
widząc zalety w nieco większym stopniu u Niemców (28%), niż
u Polaków (25,1%).
A jak wygląda pozytywny stereotyp Polaka w świetle
zebranych wypowiedzi? Polak jest więc towarzyski, gościnny,
miły, serdeczny i otwarty na innych (36% wypowiedzi pozytyw­
nych), jest także pracowity, zaradny, solidny, dobrze zor­
ganizowany, przedsiębiorczy, ambitny, uczciwy i odpowiedzia­
lny (34,4% wypowiedzi). Prawie co trzecia wypowiedź pod­
kreśla tradycyjne przymioty Polaków, patriotyzm, wiarę, fanta­
zję i zdolność do improwizacji. (29,6%) Nowe elementy tego
stereotypu, to przymioty dotychczas rzadko pojawiające się
w autostereotypie Polaków: pracowitość, zaradność, przedsię­
biorczość. Trudno orzec, czy jest to projekcja marzeń, czy
wynik obserwacji zachowań Polaków w nowej sytuacji gos­
podarczej kraju. Być może tworzy się nowy obraz typowego
Polaka, nie tylko gościnnego patrioty, jak to było dotychczas,
lecz także zaradnego, pracowitego i odpowiedzialnego przed­
siębiorcy.
Negatywne wypowiedzi o Polakach, a jest ich więcej niż
pozytywnych, utrzymują, że Polacy są ludźmi bez honoru
1 godności, sprzedajnymi i gotowymi dla pieniędzy zrobić
wszystko (31,3%), że Polacy to ludzie biedni, zakompleksieni,
zabiedzeni, z dużym poczuciem krzywdy (21,2%), leniwi,

174

zsowietyzowani i wymagający „twardej r ę k i " (15,1%) oraz
wulgarni i chamscy (13,4%), a także nietolerancyjni (8,3%) i , co
więcej, Polacy to okradający N i e m c ó w złodzieje (10,6%).
Obraz negatywnych cech Polaków różni się znacznie od
autostereotypu ujawnionego w ogólnopolskich badaniach B.
Wilskiej-Duszyńskiej. Czyżby więc nowy stereotyp Polaków
bez godności i honoru, sprzedajnych złodziei i wulgarnych
chamów stanowił twórcze uproszczenie i uogólnienie najnow­
szych doświadczeń i obserwacji zachowań Polaków, dokonane
przez mieszkańców wiejskich gmin zachodniego pogranicza?
Czy wyraźnie nowe elementy obrazu Polaka, zarówno te
negatywne, jak i pozytywne są odwzorowaniem nowej wiedzy
i doświadczeń? Byłby to sygnał ważnych i interesujących zmian
w sferze świadomości, wywołanych wieloma nowymi zjawis­
kami w skali ogólnopolskiej, np. mechanizmami rynkowymi,
a w skali badanego regionu, otwarciem granic i nowymi,
wynikającymi z tego możliwościami.
6

A jak wygląda negatywny i pozytywny stereotyp Niemca
w świetle prezentownych badań? T y m razem wyraźną przewagę
mają wypowiedzi pozytywne nad negatywnymi, odwrotnie niż
w charakterystykach Polaków. Potwierdzałoby to wyniki badań
B.Wilskiej-Duszyńskiej, zgodnie z którymi, stereotyp Niemca
jest zdecydowanie bardziej pozytywny niż autostereotyp Pola­
ka. Także badania A. Rosnera z 1992 roku wykazują skłonność
badanej młodzieży do konstruowania wyraźnie pozytywnego
obrazu N i e m c ó w . W moich badaniach Niemcy okazali się
pracowici, uczciwi, dumni z własnego narodu i zdycyplinowani
(25,5% wypowiedzi pozytywnych), pewni siebie (ale nie
aroganccy), „na luzie", mądrzy, inteligentni, potrafiący żyć,
dbać o środowisko i samych siebie ( 2 1 % wypowiedzi), przychy­
lni Polakom (17,8%) oraz po prostu bogaci (14%). Są także,
mimo wielu zalet zróżnicowani, część jest „w p o r z ą d k u " , część
bije obcych (21,6%). Są w tym stereotypie wyraźne wskazówki
sygnalizujące zdolność respondentów do uzupełniania tradycyj­
nych uproszczeń o nowe obserwacje zachowań Niemców;
umiejętność życia „na luzie", nieagresywną pewność siebie,
postawy ekologiczne etc. M o ż n a przypuszczać, że podkreślanie
tych cech to wynik porównywania zachowań przedstawicieli
obu narodów i dostrzegania zalet, które być może chciałoby się
posiadać.
7

Negatywne wyobrażenia o Niemcach zawierają następujące
cechy: wrogość wobec Polaków, pragnienie dominacji, butę
(44,7% wyłącznie negatywnych opinii), wyrachowanie i zainte­
resowanie tanimi zakupami w Polsce (23,4%), arogancję,
egoizm, zamknięcie w sobie kamuflowane udawaną przyjaźnią
(19,1%) oraz lenistwo, słabe wykształcenie i głupotę (12,7%).
Zarówno buta, arogancja jak i wrogość wobec Polaków to
tradycyjne elementy niemieckiego stereotypu. Nowością są
opinie o głupocie i lenistwie N i e m c ó w , dotychczas raczej
w opiniach Polaków nie spotykane, oraz „wyrachowanie"
kojarzone z traktowaniem Polski jako miejsca korzystnych
i tanich zakupów. Ponieważ ta opinia zgodna jest z danymi
statystycznymi opisującymi częstotliwość niemieckich zaku­
pów w rejonach zachodniego pogranicza, ten element stereo­
typu także zdaje się być dowodem rozbudowywania obrazu
typowego Niemca o nowe, zaobserwowane przez mieszkańców
badanych gmin zachowania.
Jak więc się zdaje, otwarte granice i żywiołowe kontakty
Polaków z Niemcami, zarówno te o handlowym i gospodarczym
charakterze, jak i te nawiązywane w ramach współpracy szkół
i organizacji społecznych powodują zarówno wzbogacenie
wiedzy o sąsiadach, jak i lepsze poznanie samych siebie.
W rezultacie, dotychczasowe stereotypy są rozbudowywane
i uzupełniane o nowe, znaczące elementy.
Nowością jest także stosunkowo duża grupa respondentów,
mniej więcej połowa, którzy próbują w ocenianiu obu narodów
uwolnić się od presji wszelkich stereotypów, pisząc: jesteśmy
tacy sami, czyli i tacy i tacy, po prostu różni, jak ludzie. Ten
proces reinterpretowania starych stereotypów i uwalniania si?

�od ich presji w ocenianiu ludzi jest, jak się zdaje wyraźną
konsekwencją otwarcia granic, nasilenia kontaktów miedzy
naszymi społeczeństwami i wynikającej z nich konieczności
uczenia się nowych wzorów zachowań.
Co sądzą mieszkańcy przygranicznych gmin o konsekwen­
cjach otwarcia granic między Polską i Niemcami. Jak oceniają
ewentualne korzyści lub straty ponoszone przez swoje społecz­
ności? Czy chcą ponownego zamknięcia granic? Kwestiona­
riusz ankiety zawierał kilka pytań zmierzających do uzyskania
możliwie pełnego wyjaśnienia tych kwestii. Pytania miały
charakter zarówno otwarty, jak i zamknięty, tak by możliwa
była w miarę pełna, wewnętrzna weryfikacja ujawnionych
opinii.
Na pytanie, czy wolałbyś, by granica pomiędzy Polską
a Niemcami została ponownie zamknięta, a wzajemne wyjazdy
i odwiedziny znacznie bardziej utrudnione, tylko 3,9% respon­
dentów odpowiada T A K , a niewiele więcej, bo 4,8% RACZEJ
T A K . Jednoznaczna odpowiedź N I E była udziałem 49,3%
badanych, a RACZEJ N I E - 25,1%. Nie odpowiedziało na to
pytanie 16,9% respondentów.
Tak więc akceptacja otwartych granic i wzmożonych kontak­
tów między Polską a Niemcami jest w badanym środowisku
stosunkowo wysoka. Warto przytoczyć uzasadnienia, które
spontanicznie (po pytaniu „Dlaczego ?"), wpisało w ankietę aż
86,5% respondentów. Postulujący zamknięcie granicy używali
następujących argumentów: trzeba chronić nasz rynek, będzie
spokojniej po zamknięciu granic, czy też, dosyć oryginalnie
uzasadniając brak własnego zdanie w tej kwestii - „i tak nie
znam języków i nie chcę p o d r ó ż o w a ć " - 11,7% wypowiedzi.
Natomiast zwolennicy otwartych granic argumentowali w spo­
sób następujący:
- otwarte granice, to rozwój turystyki, kultury, rozwój gos­
podarczy, to handel, a więc i zysk dla obu stron - 24,6%
- granice powinny być otwarte, bo pozwalają na nawiązanie
kontaktów między ludźmi, tworzą się więzi sympatii i przyjaźni,
Polacy mają rodziny i wielu znajomych poza granicami kraju 20,7%
- otwarte granice są potrzebne i Polakom i Niemcom - 20,1%
- granice powinny być otwarte, bo jest to korzystne dla
społeczeństwa, naród nie może się zamykać, jesteśmy częścią
Europy,
- przenikanie kultur jest potrzebne - 19%
- zamknięcie granic to błąd - 3,9%
Wydaje się, że podawane przez respondentów odpowiedzi nie
wymagają komentarza, obok zrozumienia korzyści ekonomicz­
nych wyraźnie dostrzeżony został także kulturowy wymiar
problemu, otwarcie na „ i n n y c h " to pozytywny typ zachowania,
sądzi tak 19% badanych.
Czy akceptacja otwartych granic wynika z dostrzeżenia
korzyści odnoszonych przez Polaków, czy też zauważane są
obustronne zyski?
Zdecydowana większość badanych (65%) dostrzega obu­
stronne korzyści, 18% nie potrafi ocenić kto zyskał a kto stracił,
korzyści tylko jednej strony uznaje (w sumie) 14 %, częściej
przypisując je Niemcom (8%).
Ostatni problem, który pojawił się w badaniach A.Rosnera ,
a który bezpośrednio związany jest z omawianym zagad­
nieniem, to odwiedziny byłych właścicieli i ich potomków
w domach i gospodarstwach posiadanych dzisiaj przez nowych,
polskich mieszkańców. Zadałam dorosłym respondentom pyta­
nie: Czy uważa Pan(i) to zjawisko za problem?, a młodzieży: Co
o tym sądzisz?
Nie odpowiedziało na to pytanie tylko 6,7% badanych, co,
w porównaniu z innymi wynikami sugeruje istnienie w bada­
nych społecznościach skrystalizowanych poglądów na tę kwes­
tię. Rozkład odpowiedzi jest następujący:
- to nie jest żaden problem, to zupełnie normalna rzecz - 66,7%
~ to dobry pomysł, doskonale ich rozumiem - 13,5%
f to jest pewien problem, (domy są zniszczone, wstyd, nowi
7

mieszkańcy źle się czują) ale Niemcy mają do tego prawo 3,1%
- to jest problem, gdy Niemcy próbują się wtrącać - 7,6%
- to jest problem, bo Niemcy są zawistni, chcą wrócić etc. - 9 %
Tak więc kwestia spotkania N i e m c ó w i Polaków, dawnych
i nowych właścicieli d o m ó w i gospodarstw nie wpływa na
zmniejszenie stopnia akceptacji otwarcia granic, 80,2% respon­
dentów nie dostrzega w tym trudnym spotkaniu żadnego
problemu. Tylko 16,6% badanych ma niechętny, a nawet wrogi
stosunek do niemieckich odwiedzin. Nie należy bagatelizować
takich postaw, jednak podkreślanie naturalności zjawiska przez
zdecydowaną większość odpowiadających wyjaśnia, jak sądzę
wątpliwości co do postaw Polaków wobec niemieckich sen­
tymentów.
Porównanie poglądów młodzieży i dorosłych mieszkańców
gmin sygnalizuje istnienie niewielkiego, słabo manifestującego
się w wynikach badań, zróżnicowania postaw ze względu na
wiek. Młode pokolenia częściej zorientowane jest na kontakty
interpersonalne, przyjaźnie, więź z rówieśnikami, niezależnie
od ich narodowości.
Odpowiadając na pytanie o przyszłość naszych wzajemnych
stosunków dorośli przywiązują większą wagę do konieczności
wyrównania poziomów życia w obu krajach, niż do przyjaznych
relacji między narodami. Także odpowiadając na pytanie
0 powody, dla których należy otwierać granicę, dorośli częściej
podkreślają pozytywne konsekwencje wzajemnego przenikania
kultur, niż młodzież, która zwraca uwagę przede wszystkim na
więź łączącą ludzi. Młodzież bardzo często w swoich wypowie­
dziach akcentuje znaczenie przyjaźni i wzajemnej przychylno­
ści obu naszych społeczeństw.
Na uwagę zasługuje także kolejna różnica między młodzieżą
1 dorosłymi respondentami. Uczniowie bardziej pozytywnie
oceniają obydwa narody, zdecydowanie mniej wad przypisując
zarówno Polakom", jak i Niemcom. Podkreślanie znaczenia
postaw afiliacyjnych, a więc nastawienie na przychylność
i przyjazne relacje między ludźmi widoczne są także w młodzie­
żowych charakterystykach Polaków. Dorośli w mniejszym, niż
młodzi respondenci stopniu sądzą, że jesteśmy pozytywnie
nastawienie wobec innych, a także, że Niemcy są przychylnie
nastawieni do Polaków. Częściej także podejrzewają Niemców
0 pragnienie odzyskania dawnych ziem i majątków.
Badania nad społecznymi uwarunkowaniami polsko-niemieckiego sąsiedztwa, zrealizowane w czterech gminach zachod­
niego pogranicza pozwalają na sformułowanie następujących
wniosków:
1. Większość mieszkańców badanych gmin akceptuje otwarte
granice, wzmożony ruch turystyczny oraz N i e m c ó w odwiedza­
jących swoje rodzinne strony. Prawie połowa badanych zdecy­
dowanie pozytywnie ocenia kształt dzisiejszych stosunków
między Polakami i Niemcami, negatywną opinię formułuje co
piąty respondent. Prawie połowa odpowiadających uchyla się
od konstruowania jednoznacznych ocen naszych narodów,
pozostali „sprawiedliwie" rozdzielają pomiędzy Polaków
1 Niemców wady i zalety. Obecne w postawach badanych
społeczności stereotypy narodowościowe zbieżne są z wynika­
mi ogólnopolskich badań. Należy jednak zauważyć wyraźne
modyfikacje ich treści pod wpływem najnowszych doświadczeń
i bieżących wydarzeń. Zauważmy także ok. 20% badanych,
którzy sceptycznie, a nawet wrogo traktują proces wzajemnego
zbliżenia naszych narodów.
2. W stosunkach polsko-niemieckich nadal znaczną, chociaż
nie dominującą rolę odgrywają stereotypy. Widoczny jest
jednak wolny, ale wyraźny proces odchodzenia (przynajmniej
znanej z badań, polskiej strony) od wrogości i niechęci wobec
Niemców budowanej na wspomnieniach z I I wojny światowej.
Ważną rolę w tym procesie odgrywa młodzież, bardziej przyjaz­
na, ufna i pozytywnie postrzegająca zarówno własne społeczeń­
stwo, jak i Niemców. Wyniki te są zgodne z rezultatami innych
badań socjologicznych.

775

�3. Proces budowania wzorów i norm zachowań wobec zachod­
niego sąsiada znajduje się dopiero u swoich początków. Wyraź­
nie dostrzegalne są zmiany w postawach wobec Niemców,
twórcze reagowanie na nowe wydarzenia. Ujawnione stereo­
typy zdają się ulegać zmianom pod wpływem nowych doświad­
czeń. Należy także zauważyć liczną grupę respndentów, którzy
świadomie unikają stereotypów i próbują swoje postawy wobec
innych budować w oparciu o własne, indywidualne oceny.
4. Proces budowania dobrego sąsiedztwa wydaje się być bardzo
„ w r a ż l i w y " na wszelkie wydarzenia obejmujące delikatną
materię polsko-niemieckich stosunków. Wszystkie przypadki
agresji czy wrogości, naganne zachowania przedstawicieli obu
narodów mogą, tak jak i pozytywne przykłady przyjaźni
i sympatii, zmieniać jego przebieg, przyśpieszając lub opóź­
niając „dobre s ą s i e d z t w o " .
DWA POGRANICZA, DWA SĄSIEDZTWA,
PRÓBA PODSUMOWANIA
Trudno nie dostrzec na terenach zachodniego i wschodniego
pogranicza pewnych podobieństw. Mieszkańcy ziem przy
wschodniej i zachodniej granicy osobiście przeżyli przesied­
lenia w mniejszym, lub większym stopniu przymusowe. W ich
pamięci o przeszłości obecne są wspomnienia przesiedleń
własnej rodziny, rodzin sąsiadów lub nieznanych osobiście
ludzi, którzy zamieszkiwali dawniej ich własne domy. To
doświadczenie ma wyraźny wpływ na postawy respondentów.
Sentymentalna turystyka ojczyźniana Niemców nie budzi sprze­
ciwu, tak jak akceptowane są (chociaż ukrywane) odwiedziny
rodzinnych miejscowości przez Ukraińców.
Mieszkańcy wiejskich gmin na obu pograniczach B A R D Z O
P O Z Y T Y W N I E PRZYJĘLI O T W A R C I E G R A N I C I WZAJE­
MNE K O N T A K T Y MIESZKAŃCÓW SĄSIADUJĄCYCH
P A Ń S T W . A n i zachodnie, ani wschodnie pogranicze N I E Z N A
D E K L A R A C J I S U G E R U J Ą C Y C H POSTAWY AGRESYW­
NE, nie zna także aktów wrogości wobec przyjezdnych.
Ważniejsze wydają się jednak różnice, bowiem trudno nie
dostrzec odmienności procesów toczących się na zachodnim
i wschodnim pograniczu.
Pogranicze zachodnie wydaje się symbolem procesu zbliża­
nia się narodów. Otwarte granice wywołują proces twórczego
reinterpretowania treści stereotypów, a nawet odchodzenia
w ocenach obu narodów od uproszczeń. Widoczna jest dynami­
ka zmian K U D O B R E M U S Ą S I E D Z T W U . W tym procesie
bardzo ważną rolę odgrywają, organizowane przez dyrektorów
szkół podstawowych, kontakty pomiędzy młodymi mieszkań­

cami wiejskich gmin pogranicza.
Natomiast pogranicze wschodnie ponownie wchodzi w pro­
ces określania własnej tożsamości narodowej. Otwartym grani­
com towarzyszy lęk o charakter wzajemnych kontaktów, obawy
o szczerość intencji przedstawicieli obu narodów potęgowane są
niepokojem związanym z kwestionowaniem tożsamości naro­
dowej przez wszystkie strony sporu o tożsamość Wywołuje to
postawę ukrywania wzajemnych kontaktów. Nie są podej­
mowane żadne próby zbliżania przedstawicieli najmłodszego
pokolenia w ramach wymiany młodzieżowej, organizowanej
przez szkoły lub organizacje młodzieżowe. Koloryt wzajem­
nych kontaktów wyznacza wymiana handlowa, pośrednictwo,
targi uliczne.
Jednakże pogranicze wschodnie, pomimo lęków, P A M I Ę T A
0 D O B R Y C H RELACJACH P O M I Ę D Z Y UKdlAIŃCAMI
1 P O L A K A M I . W odróżnieniu od pogranicza zachodniego
postawy pozytywne, akceptujące, pojawiają się częściej w wy­
powiedziach ludzi starszych niż młodszych. To starsi, mimo
skomplikowanych wspomnień, potrafią odwołać się do wzorów
i norm zachowań wspólnego życia na tych terenach w czasach I I
RP. Młodzi takich wzorów nie pamiętają, a ich kontakty
z przybyszami ze wschodu odbywają się w atmosferze kon­
kurencji i walki o „ z y s k " w wymianie handlowej. Młodzi na
pograniczu zachodnim uczestniczą w imprezach i festynach
zbliżających dwa narody, a organizowanych głównie przez
szkoły. Pogranicze wschodnie takich działań nie zna, szkoły po
obu stronach wschodniej granicy nie podejmują żadnej aktyw­
ności na rzecz zbliżenia młodzieży obu narodów.
Mieszkańcy pogranicza wschodniego zdają się ponownie
wchodzić na trudną drogę określania własnej tożsamości naro­
dowej .
Pogranicze, na którym spotkały się po otwarciu zachodniej
granicy D W A N A R O D Y , wydaje się być, mimo wielu trudno­
ści, zaczynem autentycznego zbliżenia. W a ż n ą rolę odgrywa
świadomie podjęta przez ludzi i instytucje praca na rzecz
przyszłego, dobreeo sąsiedztwa.
Wschodnie POGRANICZE NIEPEWNEJ T O Ż S A M O Ś C I to
miejsce, w którym toczy się proces o trudnym do przewidzenia
zakończeniu. Nie widać tu żadnych, świadomie podejmowa­
nych (np. przez szkoły) prób ujęcia tego procesu w ramy
sprzyjające dobrym stosunkom w przyszłości. Otwartym pozo­
staje pytanie, na ile dobre sąsiedztwo zależy od tolerancji wobec
„tutejszych" (o nieokreślonej tożsamości narodowej), a na ile,
od zakończenia procesu świadomego budowania własnej toż­
samości narodowej przez mieszkańców naszego wschodniego
pogranicza.

PRZYPISY
4

F.Znaniecki, Współczesne narody, PWN, Warszawa 1990, s. 185-192
Badania trzech gmin wschodniego pogranicza w pobliży granicy
z Litwa, Ukraina i Białorusią prowadziły w 1992 roku; dr I. Bukraba-Rylska,
„Rocznik Lubuski". Polacy - Niemcy: Ideo dobrego sąsiedztwa, pod
dr B.Fedyszak-Radziejowska oraz mgr D.Budyta. Zarówno badana wieś. jak
red. K.Bartkiewicza, nr 18, Zielona Góra, 1993. Rocznik w całości
i nazwa gminy znane są Redakcji „Kontekstów", przyjęto formułę okreś­
poświęcony jest konferencji naukowej zorganizowanej przez Lubuskie
lania badanej wsi i gminy symbolem „C".
Towarzystwo Naukowe i Instytut Historii WSP w Zielonej Górze. Por.
szczególnie; A.Czarkowski, Pogranicze polsko-niemieckie jako region
Badania na terenie województwa zielonogórskiego i gorzowskiego
peryferyjny a procesy zderzenia kultur.
(cztery gminy wiejskie) w 1994 roku prowadził interdyscyplinarny zespół
" В Wilska-Duszyńska. „My" i „ONI" - młodzież, wobec etnicznie
ekonomistów, demografów, socjologów, ekspertów ds. rolnictwa, handlu
obcych, [w:] Tolerancja i uprzedzenia młodzieży. Raport z. badan. IFiS PAN
i marketingu. Wyniki zawiera książka pod red. M. Kłodzińskiego i A.
Warszawa 1993 Jak wynika z badań B. Wilskiej-Duszyńskiej niechęć do
Rosnera Przeobrażenia spoleczno-ekonomiczne obszarów wiejskich po­
Niemców i Ukraińców jest wśród polskiej młodzieży stosunkowo wysoka,
granicza zachodniego, wyd. IRWiR PAN i Centrum Naukowo-Wdrożeniolecz w ostatnich latach nieco spadła.
we SGGW, Warszawa 1996
A.Rosner, Obraz. Polaków i Niemców w oczach dzieci ze szkolna terenie
Informacje o historii badanej gminy oraz historii stosunków polskogminy i miasta Myślibórz, „Wieś i Rolnictwo", nr 2, 1993
-ukraińskich na tym terenie pochodzą zarówno z książki St. Krycińskiego,
Pogórze Przemyskie. Słownik krajoznawcz.o-historyczny. Oficyna Wydaw­
" Dorośli respondenci bardziej krytycznie niż młodzież oceniają P°' "
nicza „Rewasz", Warszawa 1992 , jak i z rozmów przeprowadzonych
ków.
Z mieszkańcami badanej wsi.
1

1

2

3

1

a

176

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11459" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11437">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c61b1a0c82769c50a2fd1f0c0a3071dc.pdf</src>
        <authentication>af35de92e21f500914dafd1a6d7c1dfc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136514">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2599</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136515">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136516">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2416</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136517">
                <text>Każda nacja swoju wieru ma / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136518">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.177-182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136519">
                <text>Engelking, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136520">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136521">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136522">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136523">
                <text>„Boh ad/i ii, wier mnoha"
Z badań etnograficznych na Grodzieńszczyźnie

Każda nacja swoju wieru ma
Anna Engeiking
Znajomość języka
tubylców
umożliwia etnografowi zadawanie zrozumiałych
i uzyskiwanie stosownych odpowiedzi.

pytań

Bronisław Malinowski'

Od kwietnia 1993 do listopada 1994 roku prowadziliśmy
- grupa studentów z Katedry Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej U W pod moim kierunkiem - badania terenowe na Gro­
dzieńszczyźnie. Niektóre wnioski z tych badań, jak również
fragmenty zebranych materiałów, przedstawiamy w niniejszej
publikacji.
Głównym tematem naszych zainteresowań była samoświado­
mość społeczności lokalnych pogranicza kulturowego, w tym
przede wszystkim sposoby kategoryzacji świata społecznego.
2

ж

A więc, dociekaliśmy, jak członkowie społeczności lokalnych
odpowiadają na pytanie „kim j e s t e ś m y ? " i „kim są tamci?"
- sąsiedzi, inni, obcy. Próbowaliśmy z tych odpowiedzi od­
czytywać zawarty w nich system pojęciowy. Badaliśmy także
obrzędowość i wierzenia związane z pogrzebem i życiem
pozagrobowym i rejestrowaliśmy folklor - wyszliśmy bowiem
z założenia, że materiał ten może nam dostarczyć faktów,
pomocnych do opisu „obrazu w ł a s n e g o " i „obrazu grupy
sąsiedniej" na pograniczu kulturowym.
Do penetracji terenowej wybraliśmy obszar, położony nieco
na południe od granicy litewsko - białoruskiej, na którym wsie
katolickie (od północy) sąsiadują z wsiami prawosławnymi (od
południa). Linię podziału między strefą katolicką a prawosław­
ną wyznacza tu, w przybliżeniu, szosa Grodno - Lida. Przez

•

—

177

�tereny te przebiega dawna granica bałtycko - słowiańska
(wyznaczana na podstawie danych językowych), która od linii
Niemna (w średniowieczu) stopniowo cofała się coraz dalej na
północ. Działaliśmy więc w obwodzie (województwie) gro­
dzieńskim, w rejonie (powiecie) lidzkim i woronowskim,
w parafiach katolickich Wawiórka, Krupowo, Białohruda,
Skrzybowce i Pielasa oraz w parafii prawosławnej Lebieda.
Badane przez nas wsie należą do kołchozów w Wawiórce,
Tarnowie i Bolciszkach i do sowchozu w Małym Możejkowie.
3

Na zróżnicowanie wyznaniowe nakładają się w okolicach
Lidy dwa kolejne typy zróżnicowań: społeczne i językowe.
Pomimo prawie 50 lat kolektywizacji (kołchozy istnieją tutaj od
1948 roku) przetrwał nie tylko w świadomości mieszkańców,
lecz także w praktyce społecznej, tak charakterystyczny dla tych
obszarów podział na chłopów i drobną szlachtę. Na badanym
przez nas terenie istnieją wioski mutyckie, wśród których,
odwołując się do podziału stosowanego przez naszych rozmów­
ców, można wyróżnić katolickie, prawosławne i mieszane, oraz
okolice szlacheckie, wszystkie, rzecz jasna, katolickie.
Najbardziej złożona jest charakterystyka językowa rejonu
lidzkiego i woronowskiego. Językiem wspólnym dla całej
ludności wiejskiej jest tu gwara białoruska, zwana przez jej
użytkowników językiem prostym lub miestnym ('miejscowym').
Określenie to znaczy tyle, co 'mowa ludzi prostych, niewy­
kształconych; gwara' i jest przeciwstawiane językom czystym:
rosyjskiemu, polskiemu i białoruskiemu literackiemu, którymi
posługują się ludzie uczone, inteligentne i szlachietne. Białoru­
ski literacki obecny jest w szkole oraz w radiu i telewizji
(równolegle z rosyjskim); czynnie posługują się nim tylko
dzieci szkolne oraz część młodzieży i nauczycieli. Rosyjski
i silnie zruszczony staro-cerkiewno-słowiański to język cerkwi
i modlitwy prawosławnej. Bardziej wykształceni użytkownicy
„ p r o s t e g o " posługują się, jako językiem oficjalnym, służącym
do kontaktów ponadlokalnych, rosyjskim (młodsi, wykształceni
po wojnie) i/lub polskim (starsi - uczniowie przedwojennej
szkoły polskiej). Ó w polski to oczywiście jego wariant regional­
ny, tzw. polszczyzna północnokresowa (wileńska). Jest ona
także językiem kościoła i modlitwy katolickiej. Czwarty język,
występujący w tym rejonie, to litewski. Część mieszkańców
parafii pielaskiej mówi gwarą litewską (ze względu na to są
nazywani Litwiakami, Litowcami, Litwinami lub
barciakami).
Litewski literacki jest tam obecny w szkole i w kościele.
Dwujęzyczność, trójjęzyczność, a nawet czterojęzyczność, czę­
sto jeszcze dodatkowo skomplikowana podziałem na odmiany
literackie i gwarowe, jest więc w okolicach, które badaliśmy,
zjawiskiem powszechnym i zwyczajnym.

178

M y sami posługiwaliśmy się w rozmowach polskim i biało­
ruskim (w wersji „prostej"), a w sporadycznych wypadkach
rosyjskim i litewskim.
Nasze badania objęły trzydzieści miejscowości; w znacznej
części były to badania stacjonarne (wyjeżdżaliśmy pięć razy na
10-12 dni). Do wybranych wiosek wracaliśmy kilkakrotnie.
Najlepiej poznaliśmy następujące mikrorejony: Pielasa (siedzi­
ba parafii katolickiej, litewskojęzycznej), Surkonty (okolica
szlachecka, polskojęzyczna) i sąsiednie wioski (Pieluńce, Po­
włoka); Wawiórka (siedziba parafii katolickiej, polskojęzycz­
nej) i Krasnowce; Papiernia, Serafiny (wioski chłopskie parafii
wawiórskiej) i Rouby (okolica szlachecka) oraz wioski prawo­
sławne, należące do parafii Lebieda i sowchozu Małe Możejkowo: Radziwoniszki, Biltowce, Feliksowo, Szpilki.
Przeprowadziliśmy około 180 rozmów. Staraliśmy się spoty­
kać z przedstawicielami wszystkich pokoleń (w tym także
z dziećmi); ponieważ jednak podlidzkie wsie są wsiami ludzi
starych, znaczną większość (80%) naszych rozmówców stano­
wiły osoby powyżej 60 lat. Częściej niż z mężczyznami (36%)
rozmawialiśmy z kobietami (64%); charakterystyczną grupą
wśród nich były samotnie mieszkające wdowy.
Badania miały charakter nie ilościowy, lecz jakościowy.
Zaczęliśmy od przeprowadzania klasycznych wywiadów etno­
graficznych, posługując się opracowanymi w Katedrze Etnolo­
gii i Antropologii Kulturowej kwestionariuszami: „Stosunki
etniczne", „Wiadomości o w s i " , „Zwyczaje doroczne" i „Po­
grzeb". Z czasem, kiedy nieco lepiej poznaliśmy specyfikę
terenu i , przede wszystkim, system pojęć, jakim posługują się
jego mieszkańcy, opracowaliśmy własny kwestionariusz, który
zatytułowaliśmy „Samoświadomość społeczności tutejszych' •
Kwestionariusz ten był dla nas jednak tylko scenariuszem
rozmowy; staraliśmy się raczej naszych r o z m ó w c ó w słuchać niz
„ p r z e p y t y w a ć " , widzieć w nich raczej partnerów dialogu niz
„informatorów".

�Kiedy podczas kolejnych wyjazdów wracaliśmy do po­
znanych wcześniej wiosek i osób, nasza rola w rozmowach
przesuwała się stopniowo z pozycji obcego czy gościa na
pozycję dobrego znajomego, czy wręcz uczestnika życia rodzin­
nego naszych gospodarzy, a obserwacja uczestnicząca prze­
kształcała się w doświadczanie . Mieliśmy okazję brać udział
w wiciu wydarzeniach rodzinnych i obrzędowych. Były wśród
nich między innymi: świętowanie prawosławnej Wielkanocy
u zaprzyjaźnionej rodziny, wielkanocne kolędowanie (wspólnie
z hłykalnikami,
obchodzącymi wieś z pieśniami i oracją
w zamian za wódkę, jajka i pieniądze), prawosławne Zaduszki
4

L£ 6ЕЫСЛ :
- "«.»J
я,.»,

O W I M M M - I H W M

uui

(Radaunica - dziady wiosenne, podczas których ludzie modlą
się, lamentują, jedzą i piją za zmarłych na mogiłkach), lis­
topadowe zaduszki katolickie (przy tej okazji zostaliśmy wpro­
wadzeni w sekrety warsztatu babki, modlącej się za dusze),
wesele (po ślubie w kościele kawalera katolika z panną
prawosławną) i nocne czuwanie przy zmarłym z udziałem
śpiewaków pogrzebowych. Bywaliśmy też pacjentami, leczony­
mi przy pomocy zamów i odbiorcami różnego rodzaju przepi­
sów magii leczniczej i miłosnej.
Stosowaną przez nas metodę badawczą adekwatnie charak­
teryzują słowa, przytoczone przez A n n ę Wykę": Badacz [•••]
próbuje wypracować
autentyczne związki z ludźmi,
których
nazywamy podmiotami badań, otwierając się na możliwość, że
obie strony [interakcji] zmienią się poprzez ów proces.
Badają­
cy staje się partnerem bądź uczniem podmiotu badań [...]
i opisuje wydarzenia, posługując się raczej językiem
podmiotów
badania niż językiem
wniesionym z zewnątrz
studiowanego
kontekstu.
Mówiąc o naszych doświadczeniach w grodzieńskich wios­
kach, położyłabym nacisk na sformułowanie „uczeń podmiotu
badań".
„Posługiwanie się językiem podmiotów badania" stało się
dla nas istotną kwestią metodologiczną ze względu na to, że
przedmiotem naszego zainteresowania były zjawiska świado­
mościowe: system pojęć i wartości, funkcjonujących w społecz­
ności, zamieszkującej wioski pogranicza. Badanie świadomości
było trudne przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze,
materiałem badawczym jest tutaj szeroko rozumiany język:
pojęcia, konotacje i stereotypy myślowe, nierzadko pozornie
tożsame z naszymi wzorcami potocznymi, a przez to niełatwe
do wyodrębnienia i analizy. Musieliśmy się więc tego języka
uczyć, przede wszystkim właśnie jako systemu pojęciowego. Po
drugie, badanie świadomości wymaga stałej uwagi, aby nie
narzucać rozmówcom własnych kategorii i własnego języka.
5

179

�Zależało nam na tym, aby rzeczywistość, z którą się zetknęliś­
my, jak najlepiej zrozumieć, dlatego staraliśmy się ciągle
weryfikować własny porządek pojęć. I uważać, by rozmowy
z podmiotami badań nie służyły potwierdzaniu naszych włas­
nych poglądów, stereotypów i przesądów.
Czy badane przez nas pogranicze, które można, jak się
wydaje, określić na podstawie kryteriów obiektywnych jako
wyznaniowe i językowe, jest również pograniczem narodowoś­
ciowym lub narodowym? Etnicznym?
Przy uważniejszym spojrzeniu nawet „ o b i e k t y w n o ś ć " po­
działów wyznaniowych i językowych przestaje tu być oczywis­
ta. Granica między katolikami a prawosławnymi nie przebiega

Rozmowy o nacjach i wiarach
Rozmowa w Lebiodzie (KDołLebl)
Co to znaczy nacja?
Nacja to znaczy, gdzie człowiek urodził się, gdzie on żyje, gdzie
on mieszka, jak to miejsce nazywa się, taka jego nacja. Niemiec to
Germania, Polak to Polszczą, a Białoruś to faktycznie można
powiedzieć, że swojego miejsca nie ma. Bo tu to Ruskie byli, to
Polacy, to Niemcy. Białoruś, Białoruś... To spolszczona Biełaruś,
część z Rossiji popadło pod Polszę, to Polska wychowała w swoim
duchu, no i człowiek nie chcąc stał dwuznacznym i Polakiem
i Białorusem, tylko że ja nie mogę tego wszystkiego wypowiedzieć,
bo ja niepiśmienny jestem, mało piśmienny jestem, da myślę, to
wszystko zrobiła kościół i cerkwa. Cerkwa chciała, żeby to więcej
mieć tych ludzi. Kto pierwszy stał: czy prawosławne wyznanie, czy
katolickie? Chyba prawosławne. Prawo - sławie. A Polacy odkłonili się i na drugie poszli, rozeszli się w dwie organizacji. Ale to
moje zdanie, ja nie mogę twierdzić, że to koniecznie tak, ale mnie
zdaje się, że to tak. da myślę, że prawosławie było pierwsze. Ja
pamiętam jeszcze w szkole, jeszcze mnie mój baćka mówił, że
najpierwto byli na świecie sami Żydzi, mojżeszową wiarę mieli, ale
przyszedł Pan Jezus i tych ludzi stamtąd zabrał i ich przechrzcił
i stali oni w Boga wierzyć.
Jakie są różnice między nacjami?
Mnie zdaje się, że nie ma. Tylko, że na polskim języku i na
rosyjskim, tylko językiem, a tak to w tego samego Boga wierzą,
tylko że na drugim języku. A wiary, to ja myślę, tej samej. Drugiej to

180

bowiem ani między poszczególnymi wsiami ani nawet rodzina­
mi. Prawie każda wieś jest w jakimś stopniu „ m i e s z a n a " (w
wioskach tzw. katolickich mieszkają rodziny prawosławne
i vice versa), a małżeństwa mieszane, katolicko - prawosławne,
to praktyka, która nie pojawiła się, jak mogłoby wynikać
z powszechnej tu mitycznej interpretacji przeszłości, dopiero po
ostatniej wojnie, kiedy to świat się pomieszał, ale która - co
wykazuje historia wielu poszczególnych rodzin - funkcjonowa­
ła na tych terenach od dziadów, przeddziadów.
Dla wielu osób
„granicą w y z n a n i o w ą " staje się moment ślubu, po którym albo
zmieniają tradycję religijną, w której byli wychowani, albo
- i tak jest w większości wypadków - kultywują obie: własną,

już Żydzi, Afrykanie, musułmanie, oni to już wierzą w swoich
bogów. A tak to dwie wiary takie same są.
Dwie ? To znaczy?
To znaczy: polska i białoruska, ruska. Biełaruska ona więcej
przychylna do Rosji, tam więcej słów rosyjskich, c z ę ś ć polskich,
część białoruskich, a część rosyjskich.
Czym się różni Białorusin od Rosjanina?
A to prawie takie że same, tej samej wiary i język podobny.
Białoruś między Rosjanem i Polakiem zawsze pośrednikiem jest.
I do tego i do tego zwraca się, i przez tego oni się rozumieją.
Zawsze trochę bliżej jest Białoruś Polaka.
Czy można zmienić nację ?
A na co to robić? To nic nie da.
Co to znaczy: liczyć się kimś?
Ja myślę, że pani to sama rozumie. Polak ten, kto w Polsce
rodził się, kto ma narodowość polską, ten Polak, a Białoruś to ten,
kto urodził się w Rosji, tylko na tych wschodnich kresach, i dlatego
on jest Białorusin. W Polsce to się nazywa wschodnie kresy,
a w Rosji Biełaruś.
A tacy, co się tutaj rodzili, na Białorusi, a mówią, że są
Polakami?
Do kościoła chodzi i liczy się Polak.
Czy to zależy od wiary?
Tylko od wiary to zależy. Kto chodził do kościoła, liczył siebie
Polakiem, a kto do cerkwi - prawosławnym, Biełarusem, bo jak
w Rosji to Rosjanin, a tutaj to Biełaruś.
Czy są takie wypadki, że ktoś ma wpisaną jedną
narodowość
a mówi, że jest innej?
Takich głupich to ja nie znam. Ale s ą tacy ludzie. To jak była

�wyniesioną z domu i nową współmałżonka. Pogranicze wy­
znaniowe jest więc w znacznym stopniu również fenomenem
subiektywnym, mentalnym. Jest obecne w ludziach, nie da się
nanieść na mapę.
Podobnie ma się rzecz z pograniczem j ę z y k o w y m . Wspo­
mniałam już o powszechnej pod Lidą trój-, a nawet czterojęzyczności. M o ż n a scharakteryzować to zjawisko na wy­
branym, typowym przykładzie. Rodzina prawosławna. Język
domowy - prosty, język modlitwy - jak w cerkwi. Dziadek
mówi też po polsku (przedwojenna szkoła) i po rosyjsku
(nauczył się po wojnie). Czyta po polsku, rosyjsku i białorusku.
Pisze po polsku i rosyjsku. Zna polskie modlitwy i katechizm
(zamierzał się żenić z katolicką panną). Babcia czyta cyrylicę
i łacinkę (słabo), nie pisze (podpisuje się łacinką, po polsku).
Córki i zięciowie mówią po rosyjsku (powojenna szkoła),
rozumieją i trochę mówią po polsku (kontakty z rodziną
w Polsce). Jedna z córek zamawia po staro-cerkiewno-słowiańsku i po polsku. Wnuki czynnie znają rosyjski, polski rozumieją
słabo. Z wyjątkiem męża jednej z wnuczek, katolika. Prawnuki
czynnie znają rosyjski i białoruski (przedszkole i szkoła), część
z nich również polski jako język modlitwy (druga babcia
prowadzi do kościoła). Przy okazjach świątecznych i towarzys­
kich cała rodzina śpiewa. Repertuar jest białoruski, rosyjski
i polski, a także ukraiński.
A kiedy przeniesiemy się z parafii lcbiodz.kiej czy wawiórskiej kilkanaście kilometrów na północ, do Pielasy i otaczających
ją wiosek, możemy do tej mozaiki językowej dodać jeszcze
litewski. Nie podjęlibyśmy się narysowania mapy...
Tu dotykamy jednej z zasadniczych kwestii - rozumienia
pojęcia pogranicze. Nasze doświadczenia terenowe każą je
rozumieć jako 'strefę współwystępowania elementów, należą­
cych do różnych kompleksów kulturowych' czy też 'obszar
przejściowy od jednej inności do drugiej, łączący, integrujący,
przetwarzający elementy ich obu'. Jeżeli więc posługujemy się
pojęciem pogranicze, to w żadnym razie nie kojarząc go
z granicą ani w rozumieniu 'linia' (bo pogranicze to raczej pas,
strefa, obszar), ani w sensie 'coś, co oddziela' (skąd blisko już.
do przeciwstawienia i , być może, wrogości).
Czy zatem pogranicze etniczne? Tego terminu zdecydowaliś7

wojna i idąjedni, to pagony zrywa, jak drugie, to znów nakłada, o to
nawet po telewizoru pokazują, w kino. To śmiech.
Czy jest jakaś różnica między Polakami, którzy mieszkają tutaj,
a Polakami w Polsce ?
Widzimo jest. Dlatego, że Polak urodził się w Polsce i on wie, źe
on tam żyje, że on Polak. A tu on sam nie wie, czy on Polak, czy on
Białoruś, czy on katolik, czy on prawosławny, czy Rosjanin. Tu nie
ma rządu dobrego, ja myślę, że to dlatego. A tam Polska jest, ona
i będzie, i on siebie czuje, że on Polak, a tu on sam nie wie.
Czasami porozmawiasz po polsku, czasami po białorusku. Nie ma
drużby żadnej, zrozumienia.
A czy Białorusini czują się tu, na Białorusi, tak jak u siebie, czy
traktują Białoruś jak swoje państwo?
Białorusy siebie nie czują ni w jakim porządku, dlatego, że on,
no, ile on tym Białorusem? Lat 10, jak tu zaczęli mówić po
białorusku, jak te wszystkie szyldy powypisywali. Wcześniej tego
wszystkiego nie było, tylko po rosyjsku. Białorusy, a i w szkole po
rosyjsku, i w cerkwi batiuszka po rosyjsku, to jak on tobie może być
Białorusem? Ja myślę, że będzie wielki Bóg, jeżeli to wszystko
zamocuje się i będzie razem. Przy Polsce to jeszcze pozwolili
krużki te białoruskie organizować, a za ruskim to za fraki i do
więzienia. Nic nie było. Tych wszystkich białoruskich kierowców,
czy jak ich nazwać, do tiurmy wsadzili, w Kartuz-Berezie, to nawet
jeden tu od nas siedział, nazywał się Sołwiło Walencin. On szedł
za proletariat, za komunizm. Wot, takije rzeczy.
Jaki jest związek nacji z wiarą?
Jest i katolicy, [coj licząsiebie Białorusinami, a jest i prawosław­
ny, który sczyta siebie Polakiem. Jak na przykład ślub brać: jedno
Polskie, katolickie, a drugie prawosławne. No, i trzeba żenić się,

Po wyjściu z kościoła

my się w ogóle nie używać; wydaje się wieloznaczny, a przez to
nieprecyzyjny, dlatego łatwo tu o nadużycia." A więc narodowo­
ściowe, czy może narodowe?
Po dwóch latach badań odpowiedź na to pytanie brzmi: ani
takie, ani takie. Nie narodowościowe, bo nacyjne i nie narodo­
we, bo przednarodowe.
Tutaj dwie niezbędne uwagi. Taka kategoria, jak narodo­
wość, wydaje się w dużo mniejszym stopniu - o ile w ogóle
- obiektywna niż wyznanie czy język. I , żeby móc jej używać
jako terminu, trzeba znać odpowiedź na dwa pytania: czyja to

rodzice nie pozwalają, to ksiądz albo batiuszka ślubu nie dają.
Jeszcze batiuszka to mog ślub dać, a ksiądz nie. Kościół to więcej
taki twardy był, więcej umocniony między sobą.
Ja nie wierzę, że tutaj będzie ta Biełaruś. Dlatego, że tu połowa
ludzi to katoliki. I Polacy, kościół więcej silny jak cerkwa. O, tu
w Grodnie ile ich jest, i modlą się, i młodzież tak ładnie po polsku
mówi... A Biełarusy to więcej po rusku, albo baptysty swoje wiary
zaczynają wprowadzać.
Co to za wiara: baptyści?
Jak tu powiedzieć. To taka pośrednia wiara między katolicką
a prawosławną: krzyża oni nie przyznają, wierzą w Boga, ale
krzyża na siebie nie kładą. Obrazów nie przyznają. Ja tu się
spotykam z nimi często, bo mój rodni brat u tych baptysów, to my
często kłócim się. Ja mu mówię: Ty głupi człowiek jesteś, a co to
prawosławni nie umieją w Boga wierzyć, kto to tobie nie daje
wierzyć? Ten sam Bóg. Sprawiedliwość każdego człowieka w du­
szy jego. I czy ty będziesz Polak czy Rosjanin, ważne, jak ty
będziesz ludziom robić, dobrze czy źle. Jaki człowiek urodził się,
takim powinien żyć. Tak będzie sprawiedliwie. A jak będzie rzucać
się we wszystkie strony- tołku nie będzie. Ja trzymam się swojego
drzewa, urodziłem się taki, i taki będę.
Rozmowa w Szpilkach (KDSzp3)
Czy tutaj kiedyś byli tylko Polacy?
Nie. Tut wsiowremia ludzi i takije i takije. Nu, wot, katolik woźmie
prawosławnuju za mąż, wot, takaja mieszanaja, wot, zmieszane
ludzie.
A często były tutaj takie mieszane małżeństwa ?

181

�jest kategoria (tzn. kto się nią posługuje) i co ma oznaczać.
Kiedy to pytanie sobie postawiliśmy i kiedy zaczęły się
pojawiać pierwsze odpowiedzi, okazało się, że pytanie o naro­
dowość czy naród jest z pewnego punktu widzenia bezprzed­
miotowe. Jest mianowicie bezprzedmiotowe dla naszych roz­
mówców. Nie występuje w języku podmiotów badania. Bo oni
określają sami siebie w innych kategoriach niż tak oczywiste dla
naszego myślenia potocznego ( i , często, naukowego) kategorie
narodowe.
W okolicach Lidy mamy bowiem do czynienia nie tyle
z narodowościami, ile z nacjami. Nasze rozmowy na tematy
„ n a r o d o w e " wyglądały mniej więcej tak:
- Pan powiedział, że jest patriotą swojego narodu, czyli...
- ...czyli swojej wiary.
- Naród Polacy, a nacja?
- Nacja tak samo polska.
- Czyli nacja i naród to takie same słowa?
- Nacja i naród to samo. Nacja to jest nacja: nacja polska,
nacja prawosławna,
nacja muselmanów - to nacja.
- A nacja i wiara? Czy to się czymś różni, czy to to samo?
- Każda nacja musi wierzyć w swoje. (DZPap3)
Jednym ze słów - kluczy do opisu samoświadomości miesz­
kańców wiosek pogranicza okazało się więc słowo nacja,
rozumiane przez większość naszych rozmówców jako 'wiara'.
Potwierdzili oni tym samym spostrzeżenie, poczynione przed
60 laty na Polesiu przez Józefa Obrębskiego: Niezależnie od [...]
politycznego utożsamiania
się ludu, zamieszkującego
dane
terytorium państwowe,
z władzą, sprawującą nad nim rządy,
poddani dzielą się na nacje, to znaczy grupy religijne,
różniące
się między sobą kulturą, w pierwszym zaś rzędzie wiarą i mową.
Taki podział - na „nacje, to znaczy grupy religijne" - jest
tradycyjnym porządkiem świata, który badaliśmy . Jest tego
świata porządkiem mitycznym - to przez jego pryzmat miesz­
kańcy wiosek i okolic postrzegają i klasyfikują rzeczywistość
społeczną. Co więcej, wydaje się, że wydarzenia polityczne,
w tym prześladowania religijne ostatniego 50-lecia, nie zniwe­
czyły tego porządku, przynajmniej w świadomości najstarszego
pokolenia muzyków i szlachty pod Lidą. Od czasów pierestrojki
funkcjonuje na Grodzieńszczyźnie przysłowie Harbaczou adk-

rył wieru, ale zakrył żyćcio".
Wraz z „otwarciem w i a r y "
ujawnił się także tradycyjny porządek:
Prawosławnych Polaków nie ma. Przechrztów nie ma. Wszys­
tkie Białorusy prawosławne,
Polaki katoliki. (DZKrup 1)
Katolik to wierzy w polska wiara i w księdza. Katolik. A jak
Żyd, tak w żydowska wiara. Prawosławne
w batiuszki wierzą
i w swajo. (PPRoubl)
Tam i Tatary żywut. [...] Ani i modliatsia pa swojemu, u nich
swaja ta..., как ona nazywajetsia. [...] Uże как razreszyli, to uże
każda nacja swoju wieru ma. (JSPiel5)
Nie da się opisywać samoświadomości społeczności tutej­
szych bez użycia słowa nacja. Czy oprócz niego wprowadzać też
narodowość,
to oczywiście kwestia decyzji co do wyboru
terminologii. Gdybyśmy zdecydowali się posługiwać pojęciami
narodowość i naród, należałyby one w tym wypadku wyłącznie
do języka badacza (nasi rozmówcy pierwszego z nich w więk­
szości nie znają; drugie natomiast prawie wyłącznie w etymolo­
gicznym znaczeniu 'ludzie'). M y zdecydowaliśmy się jednak
korzystać jedynie z przejętego od r o z m ó w c ó w słowa nacja. Jest
ono synonimem, ale nie absolutnym, narodowości,
i dlatego,
żeby tę odrębność zawartości treściowej podkreślić i zarazem
zapobiec nieporozumieniom, określaliśmy badany teren nie
jako „pogranicze n a r o d o w o ś c i o w e " , ale jako „świat różnych
nacji".
Ponieważ prowadziliśmy badania w nowo powstałym państ­
wie białoruskim, zachodzące w nim procesy narodotwórcze
były stałym przedmiotem naszej uwagi. A ponieważ zarazem
były to badania, prowadzone w społecznościach lokalnych,
wiejskich, czy też - jak można by je nazwać za Józefem
Obrębskim, robiąc w tym miejscu wyjątek i przywołując termin,
którego nie używaliśmy - grupach etnicznych , było dla nas
oczywiste, że mamy do czynienia ze społecznościami, które
narodem (narodami) dopiero się stają (lub mogą, ale nie muszą
się stać). W początkowym etapie badań musieliśmy być czujni,
aby nie projektować odruchowo na naszych rozmówców oczy­
wistych dla nas kategorii narodowych. Musieliśmy uważać,
żeby nie tworzyć na przykład z tamtejszych katolików, którzy
o sobie mówią Polaki, „narodu postulowanego" - 'zbioru ludzi,
których jakiś naród świadomy z tej czy innej racji uważa za
przynależnych do siebie, bez względu na ich własną świado-

Nu, wsio wremia tak. Wsio wremia tak. No, ja pa polsku nie
umieju czysta hawaryć.
Tym się różnią, że jedni do kościoła, a drudzy do cerkwi?
Wot tolka eta i było. Wot eta tolka. Maleńkich wiazuć prawosławnyje w cerkwu, Polskije u kaścioł, nu, spory nikakoj niet, a za muż
dziewuszki szli wsierawno. Jeśli palubit chłopca, idzie na mąż, nu
i nie hladzić, szto on Ruski, a taja nie hladzić, szto Polski.
Wsierawno iduć. Wot u nas zmieszany naród.
A czy pani zgodziłaby się, żeby córka wyszła za Polaka?
Woj! U mienia try niewiesty i wsie try Polki. Prostawcie siebia.
Как budźta naroczna. I, ot, ich... eta... ikony ani pryniaśli, kada za
mąż szli. Wo wremia swadźby.
Oni wieńczali się w cerkwi?
Ani tolko w sielsowiecie razpisalisia. Sztob sporu nie była. No,
a żywuć, jak choczuć. Nu, niewiestki chodziać u kaścioł malicca.
No i puść. U nas adzin Boh, adzin Isus Chrystos, a coż ja budu
prociw, szto majesynuli wziali. Nu, za czem tu razdzielać, jeśli Boh
adzin.
A dzieci byty chrzczone w cerkwi czy w kościele?
W cerkwi. U adnaho syna w cerkwi, a u druhoho w kościele. No,
tak chaj sabie, kakaja mnie raznica. Wsierawno. Boh adzin. I Pan
Jezus adzin. Ja как ta nie razliczaju, mnie, nie znaju, panimaju ja
dobra czy drenna, no, ja nie razliczaju. Jeśli by był u Polskich adzin
Boh, a u nas druhi, nu, to moża ja padumałaby: można nasz
liepszy? Nu, a kaliż jon adzin, i Pan Jezus adzin, i Panna Maryja
adna, no, tot jakżeż tut razdzielać?
To dzieci będą Białorusy czy Polskie?
Nu, adna niewiestka chreściła dzieci u kaściele, tak i ana wodzić
u kaścioł, tuda malicca. No i puść, chaj molaćsa, gdieżby malilisie.

Chaj pryznajuć szto ta. Wsio taki nada bajacca. Czewo ta. Nu,
a eta, gdzie batiuszka chreścił, i tuda i tuda wodzić. Kali im gdzie
zadumajecca.
A po nacji?
Biełarusy. A taja, szto chreściła u księdza, budut Palaki. Nu
kanieszno, jakże? Raz ksiądz, on w kniżkie takiej... wot, dumaju,
szto tak. A radzice budut pisacca: ojciec Biełaruś, matka Polka. Ja
dumaju, tak budzie.
Nacja to jest to samo co wiara?
Nu, nacja i wiara, nu, kanieszno musi toje sama.
Czy może być katolik Białoruś?
Ja nie znaju, etaha u nas nie razliczajut. Szto on żywiot na
Biełarusi, a chodzit u kaścioł. Nikto nie zapreszczajet, nikto. Nie.
Pażausta. Jest i kaścioły, jest i cerkwy, kuda choczesz, tuda idzi,
malisia. Etoho nikto nie zapreszczajet.
A jak ktoś ma w paszporcie Polak, to on jest katolik? Czy może
pójść do cerkwi?
Może pójść. Ni u kaściele, ja dumaju, ni u cerkwi, nikto nie
spraszywaje, kakoj ty nacji i paczemu ty pryszoł u kaścioł. Etawo
nikto nie spraszywaje.
Czyli może być Białorusin katolikiem?
Uhm. Niewiestki pażedajut, kanieszna może. Eta ad czeławieka
zawisie, jeśli on zachocze, to i.
Wtedy należy zmienić wiarę?
I może i zmienić, a może, ot, u nas uże żeniacca tak, szto tak
i piszutsia, nu, panienka Polka, a chłopiec Biełaruś, tak i piszutsa,
nu, a wsierawno żeniacca. A uże dzieci tam, как oni buduc,

v

10

182

12

�13

mość narodową lub jej b r a k . ' Nie byliśmy przecież działacza­
mi narodowymi, mieliśmy być badaczami - i jako badacze
znaleźliśmy u naszych rozmówców potwierdzenie ostatniego
członu przytoczonej definicji: brak świadomości narodowej.
Można natomiast wskazać na badanym terenie na oddziały­
wanie trzech ideologii „narodów ś w i a d o m y c h " , dla których
narodami postulowanymi są nawet w pewnym zakresie ci sami
ludzie . W tym, i chyba tylko w tym sensie można by tu mówić
0 pograniczu narodowym. Drogi oddziaływania tych ideologii
są następujące: białoruskiej - szkoła (dotyczy to tylko najmłod­
szego pokolenia ) i w dużo węższym zakresie telewizja, radio
1 prasa (ludzie oglądają przede wszystkim telewizję moskiews­
ką, radia słuchają w dużym stopniu polskiego, prasy czytają
coraz mniej, bo drożeje i białoruskich gazet nie lubią); polskiej
- kościół i organizacje polskie (na wsi liczy się tylko kościół,
ukonkretniony w osobie księdza i pomagających mu osób
- najczęściej zakonnic z Polski); litewskiej (w Pielasie) - koś­
ciół (ksiądz jest Litwinem, język liturgii i kazań - litewski),
szkoła (działają tu nauczyciele z Litwy), środki masowego
przekazu i kontakty rodzinne (dużo młodych ze wsi mieszka
w Wilnie).
W czasie wyjazdów do „naszych wiosek" towarzyszyli nam
14

15

białoruscy koledzy: etnografowie, folkloryści i językoznawcy
z Mińska. Ich współpraca, pomoc, konsultacje, i co równie
ważne, wielka życzliwość, miały dla nas ogromne znaczenie.
Nasza wdzięczność należy się przede wszystkim profesorowi
Wiaczesławowi Wereniczowi oraz Uładzimirowi Wasilewiczo­
wi, Iharowi Karaszczance i Waleremu Kalinouskiemu. Dużo
wsparcia, mądrych wskazówek i zachęty zawdzięczamy także
profesor Elżbiecie Smułkowej, która pomimo obowiązków
ambasadora RP w Mińsku zawsze znajdowała czas na rozmowy
z nami.
Przede wszystkim jednak dziękujemy naszym R o z m ó w c o m ,
którzy przyjmowali nas jak swoich, karmili, poili, nocowali,
cierpliwie odpowiadali na nasze, często naiwne, niezręczne czy
nietaktowne pytania i , niezrażeni, wprowadzali w swój świat.
Dużo się od nich nauczyliśmy. Najwięcej chyba o tym, że
różnice nie muszą oznaczać podziałów i nie wykluczają
wspólnoty. Bo, jak mawia pani Nina ze Szpilek, nadta clazka
razebracca w etych wiarach, w etych ludziach... Ija dumaju, kab
liepiej eto wsie naczalstwo wyższeje, wsie uczone
adczapilisia
ad tych Indziej. Jaki jon radzilsia, chaj taki budzie, aby drużno
żyli, aby lubili druh druha. Jakaja tut raznica, my dzieci adnoj
planiety. My dzieci adnoj planiety.

Polak na Grodzieńszczyźnie - kto to taki?
Katarzyna Kolasa
Polacy tu od początku
świata,
jak Pan Jezus narodził się.
Tutaj byli Adam i Ewa, oni Polacy.
Pan Bóg Polak.
Stanisława z Krupowa (TLKrupI)

W wioskach Grodzieńszczyzny mieszkają ludzie, należący
do różnych nacji. Jedną z nich jest „nacja polska". Po­
szukiwanie odpowiedzi na pytanie, kim są „ P o l a c y " w wios­
kach i okolicach, które badaliśmy: jak sami siebie określają, co

jak zachoczuć. U mienie adzin syn na Rasiei żywię, nu i tam
takoje miesta, szto tam ni kaścioła ni cerkwy ni ma. Nu, tam babka
chryścić. Babka. Pachreściłate dzietki, nu ich dwoje u ich, nu, как
ani tam ich pazapisywali, Polaki czy Biełarusy, ja jeszczo nie
znaju.
Skąd się wzięło tyle wiar?
Nu, wy znajecie szto, dziewoczka maja, skazać by eta, to treba
istoriu czytać, kab znać, adkul pajawilisia etyje nacje. Nu, eta
trudna skazać, eta daże batiuszka u szkole eta prepadawał. Da
patopu już był naród na etoj ziemie, na etoj planecie. Nu, i uże datul
ludzie stali, tak jak i ciepier, uże wsiakije bezbożniki, jeśli dzie
nabiwajuć, abirajuć, agrabajuć. Nu, i tady uże tak zrabili: zachacieli
ludzi da Boha zrabić leśnicu, baszniu takuju. Nu i rabili, rabili, uże
zara dabierucca da nieba. Boh widzie takoje, pamieszał im jazyki.
Skolka tam ich było, adzin adnaho stali ni panimać. I ni kończyli
baszniu. I ni dalezli da Boha. Eta batiuszka tak hawarył u szkolie.
Czestne s ł o w a / J a to pomniu. Może ad etaha, nu, a jeśli pa
naucznamu, to to uże może nie tak, ja dumaju. Eta treba, kab
uczony i z ksiandzem ci z batiuszkam sporyli. No, a my takije, eta
nie panimajem. Jeśli po naucznamu, to pewna nie tak. A może? Ja
nie znaju. No, pa cerkiewnamu to tak. Boh pamieszał jazyki. Stali
pa raznomu hawaryć. Nu, adzin skażet: Padaj kirpicz, a on p a d a ś ć
kusok paliena. I nie zrabili baszni. Ni daliezli, kuda chacieli. Nie
stali panimać. O, tak, как i my ciepier. Ad nas nikt za granicoj, już
nikt nie panimaje, Amerykancou. Nu, my, Biełarusy, Palakou my,
a i, nu, małyje dzieci toże nie panimajuć. Nu, w takom wozraście
jak ja, to my polski jazyk wsie panimajem, my tolka hawaryć nie
umiejem charaszo. Wot. A panimać, panimajem. Amierykanski my
nie panimajem, niemiecki my nie panimajem...

o sobie mówią, jak są postrzegani przez sąsiadów innych nacji,
stawiało mnie wobec konieczności stałej weryfikacji własnych
pojęć. Musiałam podjąć próbę zrozumienia badanej rzeczywis­
tości bez narzucania jej swoich kategorii myślowych i swojego
języka. Chodziło przede wszystkim o to, żeby odnaleźć charak­
terystyczny dla niej system pojęciowy, zdobyć wgląd w samo­
świadomość społeczności „tutejszych".
Już podczas pierwszych rozmów zauważyłam, że określenia
Polak i polski nie są używane przez moich rozmówców
w znaczeniach, jakie słowa te mają w języku ogólnopolskim.

A Niemcy jakiej są wiary?
Musi katoliki jany. Nu, ja to nie wiedaju, sztoż ja, jany tut byli etyje
Niemcy, mnie było... U jakomż hadu jany tut byli? Ja jeszcze
małalietnia była, adkuda ja znaju, jakoj ony nacji. Ja dumaju,
Polaki. A może toże zmieszanyje wsiaki? Albo u Polszczy wsie
Palaki - nie. Tożeż jest wsiakije u was tam, u Polszczy. J e ś ć u was
i Biełarusy, jeść u was i Ruskije, jeść.
mąż: Tam jeść i Litowcy...
Tak szto, wiera litowskaja nie kataliczeskaja, nie katoliki?
mąż: Katoliki.
Nu, tak kakaja raznica? Paliak - katolik i Litowiec - katolik.
mąż: Piszutsa jany Litowcy.
A, nu, tak, nu, tak i my piszemsia Biełarusy. U pasparci. A my
prawosławnyje. Wot. O, heta nadta ciażka razebracca w etych
wiarach, w etych ludziach, i ja dumaju, kab liepiej eto wsie
naczalstwo wyższeje, wsie uczone adczapilisia ad tych ludziej.
Jaki jon radziłsia, chaj taki budzie, aby drużno żyli, aby lubili druh
druha. Jakaju tut raznica, my dzieci adnoj płaniety. My dzieci adnoj
płaniety.
mąż: Nie zawisie ad nas.
Nie zawisie ad nas. Ni Palaka, ni Ruskaha. Zawisie ad charoszaha czeławieka. Jeśli jeho dusza charosza, tak u jom Boh. A jeśli jon
zbójca jaki, u jeho Boha ni ma. Chaj, on ci Paliak, ci jaki,
wsierawnoż bandziucha, płachoj czeławiek. Wot, takaja rabota. Ja
dumaju, czeho jany czepiacca? Biełaruski jazyk, ruski jazyk, na
jakim kto haworyć - chaj haworyć. Jak kto radziłsia, wsie wiery
adnoho Boha.

183

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11458" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11436">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7d6e08f11ef70450725e9ee4a43043a.pdf</src>
        <authentication>28fd5dec133d5e24452934c38e8aea0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136504">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136505">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136506">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2412</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136507">
                <text>Jacek Malczewski - artysta pogranicza dwu kultur / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136508">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136509">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136510">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136511">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136512">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136513">
                <text>Jacek Malczewski - artysta pogranicza dwu kultur
Seweryn A. Wisłocki

W Muzeum Śląskim w Katowicach miała miejsce wyjątkowo
ważna i znacząca wystawa. Od czerwca do końca września 1996
roku prezentowano dzieła Jacka Malczewskiego ze zbiorów
Lwowskiej Galerii Obrazów. Zaistniało więc w Katowicach
udostępnienie polskiej publiczności znaczącej części dorobku
artystycznego jednego z najwybitniejszych polskich malarzy,
wyłączonego od ponad półwiecza z naszej świadomości kul­
turowej.
Lwowska kolekcja dzieł Malczewskiego jest zbiorem boga­
tym, obejmującym wszystkie okresy jego twórczości. Tworzy ją
68 obrazów oraz 18 rysunków i akwarel. Uprzednio znajdowały
się one w Ukraińskim Muzeum Narodowym we Lwowie,
Muzeum Lubomirskich, w zbiorach Leona Pinińskiego, Kon­
stantego Brunickiego, Bolesława Orzechowskiego, a pojedyn­
cze prace w kolekcjach innych znawców. Warto przypomnieć,
iż podstawą zbiorów Ukraińskiego Muzeum Narodowego we
Lwowie była kolekcja obrazów Malczewskiego zakupionych
i sprezentowanych narodowi ukraińskiemu przez Romana
Aleksandra Marię hrabiego Szeptyckiego, arcybiskupa lwows­
kiego, kościoła grecko-katolickiego. Ten gest wykonany przez
wytrawnego polityka, zawierał w sobie całą świadomość jego
doraźnych znaczeń spektakularnych jak i znaczeń na przy­
szłość. Miał on, w intencji Szeptyckiego, określić, czy wręcz
przypisać Jacka Malczewskiego i jego dorobek artystyczny do
kultury ukraińskiej. Nie należy także zapominać, że jest w nim
również odbicie postawy donatora, jako wyrafinowanego znaw­
cy sztuki.

W świadomości polskiej twórczość Malczewskiego jest perłą
w dorobku naszej współczesnej sztuki. Potwierdza to choćby
ostatnie zdanie noty biograficznej artysty w czterotomowej
Encyklopedii
Powszechnej P W N 1994: „Twórczość M . jest
zaliczana do najwybitniejszych zjawisk nowoczesnej sztuki
polskiej."'
Prawda leży gdzieś w okolicach środka. Sam artysta miał bez
wątpienia pełne poczucie przynależności do narodu polskiego,
co zresztą znajduje dobitne odzwierciedlenie w cyklach obra­
zów o tematyce związanej z polską martyrologią po powstaniu
styczniowym (Niedziela w kopalni 1882, Na etapie 1883,
Wigilia zesłańców 1892), nawiązujących bezpośrednio do twór­
czości Juliusza Słowackiego i Artura Grottga a. Z drugiej strony
jego naturalne związki z Podolem, rodzinne, a raczej rodowe są
oczywiste i bezdyskusyjne.
Ziemie ukraińskie odegrały rolę nie do przecenienia w roz­
woju wczesnej sztuki Słowian Wschodnich. To właśnie tutaj od
końca X wieku, w Rusi Kijowskiej rozwinęła się architektura
monumentalna w bezpośrednim powiązaniu ze sztuką Bizanc­
jum (np. Cerkiew Dziesięcinna X w „ oraz cerkwie w Kijowie
i Czernihowie), a także malarstwo monumentalne i miniaturo­
we. Od X I V wieku sztuka Rusi Czerwonej (w odróżnieniu od
Rusi Czarnej sąsiadującej bezpośrednio z ziemiami litewskimi,
Białorusi oraz obszarem wpływów księstwa suzdalsko-moskiewskiego, czyli późniejszej Rosji), kształtowała się wpływem
sztuki zachodniej. Podole, ziemie halickie i wołyńskie znalazły
się w polskim obszarze artystycznym. Przemiany stylowe

135

�И. 3. Jacek Malczewski, „Rycerz i muza", 1903, olej, płótno 49 x75 cm

II. 4. Jacek Malczewski, „Przed modelem", ok. 1960, olej,
płótno 74,5x97.5 cm

znaczone są przez gotyk, renesans i manieryzm {vide: architek­
tura, rzeźba i malarstwo zaistniałe we Lwowie), barok (np.
klasztor w Poczajowie), rokoko (reprezentatywny przykład to
ratusz w Buczaczu) oraz klasycyzm i eklektyzm. Wpływy
kultury i sztuki polskiej sięgały także na pozostałe ziemie
ukraińskie, będące poza polskim terytorium państwowym.
Sztuka ukraińska rozwijała się jednak w oryginalnym, sobie
właściwym wymiarze duchowym i formalnym, kontynuując
własne tradycje ruskie, nawiązując jedynie do elementów
stylów zachodnich, czego znamiennym przykładem jest „barok
ukraiński" - oryginalny, dekoracyjny styl odzwierciedlony np.
przy rozbudowie Ławry Peczerskiej, w Bramie Zaborowskiej
w Kijowie, w ikonostasach itd. W X V I I I wieku na terenie Rusi
Czerwonej rozwinął się pokrewny sarmackiemu - portret
i grafika.
W pierwszej połowic X V I I wieku wpisali się na trwałe do
skarbnicy literatury polskiej dwaj lwowscy mieszczanie: Szymonowicz i Szymon Zimorowicz. Ich poezje, a szczególnie
sielanki są wybornym przykładem stopu kultur polskiej i rus­
kiej. Na początku X I X stulecia zaistniała tzw. ukraińska szkoła
poetów. Nazwa ta określała poetów romantycznych południo­
wo-wschodnich kresów dawnej Polski podejmujących w twór­
czości tematykę związaną z folklorem i dziejami Ukrainy.
Należeli do niej m.in. Antoni Malczewski, Seweryn Goszczyń­
ski i Józef Bogdan Zaleski, tworząc, jak ich ówcześnie nazywa­
no, „trójcę mniejszych w i e s z c z ó w " (w odróżnieniu od M i c ­
kiewicza, Słowackiego i Krasińskiego). Bez wątpienia naj­
wybitniejszym poetą był wśród nich Antoni Malczewski (głoś­
na, kunsztownie napisana powieść poetycka Maria).

w wyprawie archeologicznej do Azji Mniejszej, zorganizowanej
przez Karola hrabiego Lanckorońskiego. Artysta od 1897 roku
był członkiem i współzałożycielem Towarzystwa Artystów
Polskich „ S z t u k a " , w latach 1896-1900 oraz 1912-1921
profesorem ASP w Krakowie, a od 1912 roku piastował godność
rektora Akademii.
Znaczące sukcesy artystyczne osiągnął szybko. Na Pierwszej
Wielkiej Wystawie Sztuki w Krakowie w roku 1887 otrzymał
nagrodę Polskiej Akademii Umiejętności za obraz Na etapie.
W 1891 roku na Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Berlinie
otrzymał Złoty Medal I I klasy za obraz Introdukcja,
w rok
później również. Złoty Medal I I klasy na Międzynarodowej
Wystawie Sztuki w Monachium za obraz Śmierć na etapie,
a w osiem lat później Srebrny Medal za Melancholię w Paryżu.
W 1903 roku odbyła się pierwsza indywidualna „Wystawa
Stu Dzieł Jacka Malczewskiego" zorganizowana przez Towa­
rzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie, a następnie
prezentowana w Krakowie i Warszawie.
Jacek Malczewski po śmierci pochowany został w krypcie
kościoła O.O. Paulinów na Skałce w Krakowie, w miejscu
wiecznego spoczynku wybitnych i zasłużonych Polaków.
Artysta uznawany jest za jednego z głównych przedstawicieli
Młodej Polski w jej symbolicznym nurcie sztuki. Nie należy
jednak jego dorobku sytuować wyłącznie w estetyce i filozofii
modernistycznej. Malczewski początkowo malował wiejskie
sceny rodzajowe inspirowane w znacznej mierze folklorem
i pejzażem podolskim, później stworzył cykl obrazów związa­
nych tematycznie z walką o niepodległość Ojczyzny. Były
prace realistyczne, tworzące pełen ekspresji dokument artj*
tyczny martyrologii narodowej po upadku powstania stycz­
niowego. Około 1890 roku zwrócił się w stronę symbolizmu
tworząc własny, odrębny styl. Symbolizm i ekspresja przekazu
zasadzały się na baśniowości, wizyjności mitycznej łączonej
z realizmem detali i poszczególnych m o t y w ó w oraz na opero­
waniu żywą gamą kolorystyczną o dysonansowych zestawie­
niach.

Sytuując twórczość Jacka Malczewskiego na takim, z konie­
czności nader szkicowo zarysowanym tle, można rozumieć
i odczytywać motywy malarskie wywodzące się z tradycji
kulturowej Podola, ich specyficzne znaczenia symboliczne
i metaforyczne wpisane w większość dzieł malarskich tego
artysty.
Studiował w Krakowie w Szkole Sztuk Pięknych u Włady­
sława Łuszczkiewicza, Feliksa Szynalewskiego i Jana Matejki.
To właśnie on pierwszy dostrzegł wielki talent Malczewskiego,
który ostatecznie przeniósł się do jego pracowni. W 1876 roku
artysta wyjechał do Paryża, gdzie przez rok kształcił się w Ecole
des Beaux-Arts u Ernesta Lehmanna. Po powrocie studiował
ponownie u Matejki.
Zgodnie z duchem czasu Malczewski odbył wiele podróży
artystycznych do Włoch. W 1884 r. uczestniczył jako rysownik

136

10

mll|L

W dziesięć lat później kształtuje się ostatecznie i /a.l
stałe miejsce w twórczości Malczewskiego portret. Arty
również w tym przypadku wypracował własną formułę eks
presyjno-filozoficzną. W skrócie można ją określić jako И* '
wanie (najczęściej) półpostaci na tle krajobrazu, z zastoso*^
niem kontrastu nie tylko kolorów, lecz przede wszys^
nastroju w wizerunkach przyrody i człowieka. Człowiek i N
ra. Pogodny pejzaż tworzy kontrast dla powagi człowieka, J -

sla

1

atL1

�melancholijnych rozważań. Tak są traktowane liczne autoport­
rety malarza, na których przedstawia się w różnych strojach
i z różnym rekwizytorium znaczących symbolicznie atrybutów.
Lubił przedstawiać się w otoczeniu muz, aniołów, faunów,
rusałek i harpii. Byty fantastyczne na jego płótnach współist­
nieją z bytami realnymi na równych prawach, tworząc amal­
gamat znaczeń nadrealnych, asocjacji kreujących „krajobraz
duchowy" artysty (w przypadku autoportretu), bądź port­
retowanego modelu. W takim samym sztafażu symbolicznym
malarz starał się przekazywać idee, duchowe posłania właściwe
dla czasu, dla epoki, a jednocześnie ponad czasowe, uniwersalistyczne.
Świat ducha i świat materii kreowane są jako jeetność
w osobistej, antropologicznej perspektywie, w wizjach malars­
kich czerpiących jednocześnie z tradycji polskiej, ukraińskiej
i europejskiego dziedzictwa historyczno-kulturowego. Szcze­
gólną rolę odgrywa w nich kobieta personifikująca wielość
znaczeń od metafor potocznych, wręcz banalnych do skom­
plikowanej symboliki metafizycznej. Można domniemywać, że
było to zgodne z duchem sztuki modernistycznej, z jej fascyna­
cją, filozofią i sztuką indyjską, szczególnie tantrą, choć w malar­
stwie Malczewskiego nie ma bezpośrednich, formalnych nawią­
zań do sztuki indyjskiej. M o ż n a jedynie mówić w tym przypad­
ku o pewnym powinowactwie w obrębie ideii kreujących sztukę
na gruncie europejskim w tamtym czasie.
Dla porównania, szczególnie w odniesieniu do sztafażu
symbolicznego wywodzącego się z kultury i mitologii greckiej,
odwołam się do Stanisława Wyspiańskiego. Mam na myśli
projekt kurtyny do teatru im. J. Słowackiego, który Wyspiański
zgłosił na konkurs, a który nie znalazł uznania. Otóż koncepcja
artyslyczno-filozoficzna tego dzieła (zachował się projekt na
kartonie) opierała się na misterium eleuzyńskim, na jego istocie,
czyli micie o śmierci i odrodzeniu w rocznym cyklu procesów
przyrody. Wyspiański jednak w tym przypadku, jak i w innych
dziełach, szczególnie literackich, nie czerpał bezpośrednio

U. 5. Jacek Malczewski, „Trzej aniołowie z Tobiaszem", 1906, olej.
tektura 32.2 x 24,4 cm

11. 6. Jacek Malczewski. „Rycerz". 1904. olej, płótno 182 x 122 cm

z mitologii i filozofii starożytnej. Po odpadnięciu przy eg­
zaminach w państwowej Akademii Sztuki w Paryżu, zapisał się
do „ a k a d e m i i " prywatnej, gdzie Paul Serusier wykładał filozo­
fię propagując Platona i mistrzów szkoły aleksandryjskiej:
Filona oraz Hermesa Trismogistosa, a szczególnie od roku 1889
nową wersję hermetyki głoszoną przez Edourda Schure, autora
dzieła Wielcy wtajemniczeni. Książka ta stała się wręcz Biblią
epoki symbolizmu.
Tadeusz Sinko w swoim czasie wyraził przekonanie, iż.
światopogląd Wyspiańskiego opierał się na trzech źródłach:
doktrynie hermetycznej Schurego, kulturze greckiej i filozofii
Fryderyka Nilzschego. Tak więc wspomniany projekt kurtyny
zawierał posłania symboliczne nawiązujące do greckiego mitu,
ale w duchu interpretacji mającej źródło w Wielkich wtajem­
niczonych.
W tym samym czasie Jacek Malczewski, zafascynowany
również, kulturą grecką, jej przekazem symbolicznym, a także
hermeneutyka głoszona przez Edouarda Schure, wprowadza do
swoich obrazów postacie alegoryczne w rozbudowanych kon­
tekstach symbolicznych. Rebusy symboliczne sytuował w kra­
jobrazie, w architekturze, bądź w ich wybranych elementach,
z terenu zachodniej Ukrainy. Budował przy ich użyciu klimat
obrazu, klimat nostalgii, melancholii, a raczej melancholijnej
autorefleksji tak specyficznej i jedynej w swoim rodzaju, iż.
kojarzy się bezpośrednio ze smutkiem stepowym i ukraińską
dumką.
Eksponowane w Muzeum Śląskim obrazy pochodziły ze
wszystkich okresów twórczości artysty i prezentowały prawie
wszystkie istotne dla niej motywy i oraz wątki tematycznosymboliczne. Ich wybór dokonany przez Igora Chomycza,
kustosza Lwowskiej Galerii Obrazów posiadał bardzo ważną
cechę: był dopełnieniem dzieł Malczewskiego, które są w kraju,
w polskich zbiorach muzealnych i prywatnych. Nie można mieć
pełnego przekonania o wielkości tegoż artysty, bez zapoznania
się ze znakomitą kolekcją Lwowskiej Galerii Obrazów.
Katowickiej wystawie towarzyszył katalog wydany na euro­
pejskim poziomie edytorskim i merytoryczin m. co je-st w znacz­
nej części autorską zasługą Igora Chomycza a także Muzeum
Śląskiego.
Jacek Malczewski Malarstwo, ze zbiorów Lwowskiej Galerii
Obrazów, Muzeum Śląskie, Katowice, czerwiec - wrzesień
1996 r„ komisarze wystawy: Roman Fedyna, Izabela Kanta,
Zofia Krzykowska, aranżacja przestrzenna: A . Cioska, M .
Madej, M . Paluchiewicz.

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11457" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11435">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/05136536cfa20b307b52d2b2b51102a2.pdf</src>
        <authentication>3f63b51c80fd9b8597e375727e0295fa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5661</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136493">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136494">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136495">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5263</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136496">
                <text>Strój biłgorajsko-tarnogrodzki/ Atlas Polskich strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136497">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, Cz.5, Małopolska z.8; s.62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136498">
                <text>Kaznowska, Barbara</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136499">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136500">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136501">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136502">
                <text>A T - L A - S
POLSKICH
STROJÓW
LUDOWYCH
B A R B A R A

K A Z N O W S K A - J A R E C K A

S
B

I

Ł

G

O

R

A

J

S

K

O

T

R

-

T

Ó

J

A

POLSKIE TOWARZYSTWO

R

N

O

G

R

O

LUDOZNAWCZE

D

Z

K

I

�A T L A S
CZĘŚĆ

P O L S K I C H

V

I

Ł

G

L U D O W Y C H

MAŁOPOLSKA

B A R B A R A

B

S T R O J Ó W

O

R

A

J

ZESZYT

8

K A Z N O W S K A - J A R E C K A

S

K

S

T

R

Ó

O

-

T

A

J

R

N

O

G

R

O

D

Z

K

I

Zak i a c' K o ! &amp; rozna wstwa

1 9
5
8
NAKŁADEM POLSKIEGO TOWARZYSTWA L U D O Z N A W C Z E G O WE W R O C Ł A W I U

�ATLAS

POLSKICH

WYDAWANY

STROJÓW

PRZEZ P O L S K I E

LUDOWYCH

TOWARZYSTWO

LUDOZNAWCZE
KOMITET
A D A M

REDAKCYJNY:

G L A P A ,

JÓZEF

A N N A

GAJEK,

K U T R Z E B A ,

A D A M MŁODZIANOWSKI, KAZIMIERZ PIETKIEWICZ,
ROMAN

REINFUSS,

TADEUSZ

KAZIMIERA

ZA W I S T O W I C Z

REDAKTOR

NACZELNY:

R E D A K T O R
OKŁADKA

ZESZYTU:

ADAMA

SEWERYN,
- ADAMSKA

JÓZEF
JÓZEF

BARWNA ZBIGNIEWA

UKŁAD

GRAFICZNY

KLIMCZYKA

A D A M A

GLAPY

POZNAŃSKA DRUKARNIA NAUKOWA
KLISZE JEDNOBARWNE
M. K A S P R Z A K A

GAJEK

MŁODZIANOWSKIEGO

PLANSZA

IM.

GAJEK

ZAKŁADY

W POZNANIU

POZNAŃ

GRAFICZNE
—

KLISZE

WIELOBARWNE
ZAKŁADY

GRAFICZNE

„PRASA"

WE

WROCŁAWIU

Nallad 6200 egz. Ark. wyd. 6, ark. druk. 8,5. Papier ilustracyjny bezdrzewny 100 g 61*86/8. Oddano do składania 2. XI. 1957. Podpisano
do druku 5. IV. 1958. Druk ukończono w kwietniu 1958. Zam. 496/9
Cena zł 29,—. R-9

�WSTĘP
O b s z a r i c h a r a k t e r y s t y k a g o s p o d a r c z a . Na wschodzie Nizina Sandomier­
ska przechodzi na prawy brzeg Sanu i sięga po wzgórza Roztocza. Przecinają ją tutaj dwie
rzeki Bukowa i znacznie od niej większa Tanew; obie mają swe źródła w Roztoczu i le­
niwym nurtem toczą swe wody przez k r a i n ę nizinną ku zachodowi, gdzie wpadają do
Sanu. Teren prawobrzeżnego dorzecza Tanwi jest gęsto pocięty jej dopływami, z których
największym jest Łada. Nad jej brzegiem leży powiatowe miasto Biłgoraj. Z tej strony
Tanwi tylko sporadycznie las ustępuje miejsca kulturze rolnej. Błota, wydmy piaszczyste,
a dalej na wschodzie i wzgórza Roztocza pokrywa s/eroki pas leśny Puszczy Solskiej.
Jest ona naturalnym przedłużeniem Puszczy Sandomierskiej i ciągnie się łukiem od Sanu
na wschód (mapa).
Południowa strona Tanwi jest znacznie uboższa w wody, posiada charakter lekko
wzniesionej wyżyny, miejscami o bogatej lessowej glebie. Przeważa tu wszędzie kultura
starego osadnictwa rolniczego o nielicznych ale ludnych wsiach. Od południa niecka Tanwi
jest zamknięta krainą pofalowaną o wzniesieniach dochodzących do 260 m. n. p. m. Gleby t u są
znowu ubogie, przeważnie piaszczyste, a w krajobrazie dominuje zieleń dużego kompleksu lasów
Sieniawskich. Tu właśnie, na śródleśnych terenach dorzecza Tanwi w południowej części
powiatu biłgorajskiego występował przed laty strój biłgorajsko-tarnogrodzki. (Tabl.)
Podstawą utrzymania ludności tego regionu jest rolnictwo, w okolicach jednak gdzie
ziemia jest lichsza, nie daje ono pełnego utrzymania liczniejszym rodzinom. Dodatkowego
zajęcia szuka tam człowiek w pracach leśnych i w potajemnie uprawianym łowiectwie,
a w okolicy Biłgoraja w chałupniczym wytwórstwie włosianki i przemyśle sitarskim.
Obok zwykle uprawianych płodów jak żyto, pszenica, tatarka, owies, ziemniaki i len
spotyka się na lepszych glebach głównie w okolicy Tarnogrodu liczne plantacje tytoniu
i buraka cukrowego. Dużą rolę w gospodarstwie odgrywa hodowla bydła, owiec i nie­
rogacizny. W dawnych czasach przed I wojną światową i dawniej hodowano znacznie więcej
owiec, i to przeważnie o czarnym runie. Dostarczały one wełny na sukno a skór na kożuchy.
Targi i jarmarki w czasach zaborów odbywały się w Tarnogrodzie, Biłgoraju i Józe­
fowie. Tu nabywano różne materiały i gotowe części odzieży za spieniężone produkty
rolne. Obecnie targi odbywają się w Biłgoraju, Tarnogrodzie i Leżajsku, który jest miejscem
odpustowym, oraz w Krzeszowie i Ulanowie.
H i s t o r i a o s a d n i c t w a . Historia terenów objętych dorzeczem Tanwi jest związana
z dziejami Ziemi Czerwieńskiej. Nazwą tą określano obszary leżące między Sanem a Bu­
giem. Historia zastała Polskę w ich posiadaniu. Ziemia Czerwieńska często zmieniała właś­
cicieli. Walczyli o nią i odbierali ją sobie nawzajem Piastowie i książęta kijowscy, Rurykowicze. Dopiero Kazimierz Wielki utrwalił t u panowanie Polski w oparciu o oręż i prze­
widującą politykę. Od 1366 r. Ziemia Czerwieńska nieprzerwanie dzieliła losy Polski, aż
do jej rozbiorów. Nie b y ł y to losy łaskawe. Od zarania dziejów przewalały się przez
tę k r a i n ę leżącą u wrót Rzeczypospolitej wielkie burze wojenne ścierając z powierzchni
3

�Ryc. 1. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
ziemi wsie i miasta, dorobek mozolnej pracy człowieka. Historię tych ziem tworzyły
kolejne napady Tatarów. Wołochów i bunty hajdamacko-kozackie. Po okresach klęsk
i zniszczeń następowały lata pokoju. Na opustoszałe obszary wkraczały nowe fale osad­
nictwa. Przychodził człowiek żądny ziemi i wolnizn, obojętny na stale grożące niebez­
pieczeństwa. W osadnictwie obszarów między Sanem a Bugiem, a więc i ziemi biłgorajskotarnogrodzkiej, brały udział od wieków i stapiały się z sobą elementy polskie, ruskie,
wołoskie a nawet i niemieckie. Z wiekami uległy one zapomnieniu na widowni pozostały dwa
zasadnicze, polski i ruski. W czasach przedkazimierzowskich w Ziemi Czerwieńskiej przeważały
wpływy ruskie mające oparcie we władzy książęcej i cerkwi. W zasiedleniu tych ziem ze
strony Polski najżywszy udział brała ludność mazurska, zwłaszcza w okresie od 1388—1462 r.
gdy Ziemia Bełzka była lennem książąt mazowieckich. Osadnictwo polskie przyjęło zorgani­
zowaną formę za Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły, którzy całą administrację Rusi
Czerwonej oparli na przedstawicielach możnych rodów małopolskich. W ślad za ich dworami
napływała tu z Małopolski uboga ludność wieśniacza, a do zakładanych miast kupcy i rzemieśl­
nicy. Ludność polska w poważnym procencie brała udział w kolonizacji na prawie niemieckim,
której początki miały t u miejsce w drugiej połowie X I I I w. Od połowy X I V w. udział ludności
polskiej stopniowo wzrastał, a w X V w. kolonizacja ta już tylko z nazwy była niemiecka, bo
element polski zdecydowanie w niej dominował. Obok kolonizacji na prawie niemieckim
rozwijała się w X V i X V I w. kolonizacja na prawie wołoskim. Gromady Wołochów o kulturze
pastersko-leśnej nie tylko posuwały się łańcuchem Karpat na zachód, ale kierowały się
również k u północy. Założono wówczas na Rusi Czerwonej aż po źródła Prypeci około
500 wsi wołoskich. Z czasem ludność ta zasymilowała się z ludnością r u s k ą .
O osadnictwie Rusi Czerwonej w dorzeczu Tanwi źródła dostarczają bardzo skromnych
informacji. Na podstawie fizjografii terenu można wnioskować, że dla osadnictwa okolice
Tarnogrodu przedstawiały odrębne zagadnienie. Od północy i wschodu Ziemia Tarnogrodzka odgrodzona była od reszty Rusi Czerwonej wzgórzami Roztocza i olbrzymim
1

4

�pasem leśnym. Podobnie i od południa utrudniony był dostęp przez lasy Sieniawskie.
W tych warunkach osadnictwo wkraczało na te tereny od południowego wschodu na
l i n i i Cieszanów-Lubaczów i od południa z biegiem doliny Sanu. T y m i drogami napływał
od najdawniejszych czasów element ruski i wołoski. Wołosi poza ruchem kolonizacyjnym
w X V i X V I w. musieli od dawna okresowo nawiedzać lesiste tereny ziemi biłgorajskotarnogrodzkiej w związku z zimowym leśnym wypasem owiec, co poświadczają źródła
dla sąsiedniej Puszczy Sandomierskiej . Wpływy kultury wołoskiej poświadczone są
tutaj nie tylko przez nazwy niektórych miejscowości i często spotykane nazwisko Wołoszyn,
ale również przez inne relikty kulturowe jak np. wchodzące w skład stroju chodaki.
Ludność polska napływała w dorzecze Tanwi przede wszystkim z doliny Sanu, która od
czasów przedhistorycznych była ważną drogą osadniczą, a później handlową. Postępowało
tędy od zachodu osadnictwo z przeludnionych ziem sandomierskich. Dolina Sanu już
w początkach X V I w. była gęsto zamieszkana. Po prawej stronie Sanu Ulanów, Krzeszów*
Sieniawa w początkach X V I I w. uzyskały prawa miejskie; stąd osadnictwo polskie szło k u
wschodowi w górę doliny Tanwi.
2

Najwcześniej zostały zasiedlone żyzne ziemie w okolicy Tarnogrodu. Sam Tarnogród
został założony w 1567 r. przez Stanisława Tarnowskiego na mocy przywileju Zygmunta
Augusta. Zapewne już o wiele wcześniej była t u osada, a"w okolicy liczne wsie. K i l k a
lat później przywilej miejski otrzymał Biłgoraj leżący już po drugiej stronie Tanwi,
obecnie siedziba powiatu. Do końca X V I w osadnictwo miało charakter rolniczy. W X V I I
i X V I I I w. wkracza na tereny lesiste dorzecza Tanwi osadnictwo przemysłowe, związane
z eksploatacją lasów. Powstają w tych czasach liczne wsie o nazwach: Majdan, Maziarna.
Maziarze, Smólsko i Huta. Założyciele tych wsi trudnili się na miejscu przemysłową
przeróbką drzewa. Niezależnie od tego zaczęto masowo wycinać lasy a drzewo spławiać
Tanwią i Bukową do Sanu, skąd ulanowscy retmani spławiali je dalej na północ do To­
runia i Gdańska. Po zaniechaniu eksploatacji lasów w zw ązku z jej nieopłacalnością,
wsie przemysłowe przyjmowały stopniowo charakter rolniczy i brały pod u p r a w ę po­
przednio wykarczowane poręby.
Wielki kompleks leśny na Zasaniu, jakim była i jest jeszcze dzisiaj Puszcza Solska
w połączeniu z lasami sieniawskimi, musiał od najdawniejszych czasów przyciągać ele­
ment zbiegowski z rożnych stron szukający t u schronienia. Były też wypadki osadnictwa
przymusowego. Taką wsią jest Aleksandrów założony około połowy X I X w w lasach
Puszczy Solskiej, o czym zachowała się pamięć w tradycji jej mieszkańców . W czasach
zaborów ziemia biłgorajsko-tarnogrodzka należała do Rosji. Granica na t y m odcinku
przebiegała zgodnie z obecną granicą województw rzeszowskiego i lubelskiego.
3

T y p o w e c e c h y s t r o j u b i ł g o r a j s k o - t a r n o g r o d z k i e g o . Strój ludo­
w y Lubelszczyzny jeszcze w końcowym okresie swego występowania (koniec X I X w.) był
słabo zróżnicowany i posiadał wiele cech wspólnych. Najważniejsze z nich to dominacja
na całym terenie od Lubartowa po Jarosław b r ą z o w e j s u k m a n y , różnią&lt;ej się tylko
nieznacznie krojem i szamtrunkiem. Ze stroju kobiecego najpowszechnie szą częścią odzie­
ży była skromna, lniana spódnica, pozbawić na u ludności polskiej berwnych &lt; zdób, ale sta­
rannie stębnowana i marszczona w pasie. Ogólnie w stroju lubelskim najwięcej podobieństw
wykazywały wierzchnie części odzieży męskiej i kobiecej, takie jak sukmana, czapka sukienna,
słomiany kapelusz, płótnianka, lniana spódnica i n a r a m i e n n a p ł a c h t a .
Na t y m tle strój biłgorajsko-tarnogrodzki wyróżnia się znacznie większym konserwa­
tyzmem tak w stosowaniu materiałów, jak i w utrzymywaniu dawnych archaicznych form.
Podczas gdy w sąsiednich regionach, pod koniec X I X w. powszechnie wprowadzono do
stroju materiał fabryczny, tutaj w dalszym ciągu dominował lniany, konopny i wełniany
samodział. Jego produkcja całkowicie spoczywała w ręku miejscowych wiejskich wytwórców.
Na charakterystyczny rys stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego składają s i ę : archaiczny typ
kroju p o n c h o , stosowany w sukmanie i płótniance, występowanie do ostatnich czasów
5

�p ł a c h t y n a r a m i e n n e j , chodaków, czepca kobiecego, (któremu okrągły kształt nada­
wała drewniana a później tekturowa obrączka zwana chamełką)
a przede wszystkim
nadkrywki czyli płatu płótna, który w stroju kobiecym był zarzucany na głowę. W zdobnic­
twie stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego cechą charakterystyczną było stosowanie prymityw­
nego haftu o ściegu łańcuszkowym z dominującym motywem spirali. Sukmana przed 70 laty
była powszechnym odkryciem męskim, a występowała również w kobiecym stroju
weselnym W latach późniejszych jej miejsce w obrzędowym kobiecym stroju zajął szafi­
rowy żupan z czerwonymi wyłogami.
Mimo wspomnianej poprzednio izolacji obszaru, strój biłgorajsko-tarnogrodzki posiada
w y r a ź n e powiązania nie tylko z innymi regionami wschodniej Polski, ale również ze
strojami występującymi w Polsce południowej. Takich ciekawych analogii dostarcza bił-

Ryc. 2. Ubiory gospodarzy. Chmielek, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów
Janusza Świeżego. Fot. W. Sierocińska, ok. 1914.
gorajsko-tarnogrodzka nadkrywka*, która pod różnymi nazwami występowała w całej
południowej Polsce i chamelka . W samym stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim jak również
w technice wykonania niektórych materiałów związanych ze strojem są dostrzegalne
wpływy kultury wołoskiej.
5

6

�Męski strój biłgorajsko-tarnogrodzki to: koszula o kroju p r z y r a m k o w y m z koł­
nierzem w y k ł a d a n y m noszona ,,na wypust", spodnie z konopnego płótna ściągane w pasie
powrózkiem, na które w zimie Ubierano drugie spcdnie wełniane t. zw. chołosznie, sukmana
brązowa ozdobiona niebieskim szamerunkiem o kroju zbliżonym do podłużnego p o n c h o ,
chodaki podobne do góralskich kierpców bez ozdób, i nawłoki skręcor.e z konopnego
włókna, a czasem skórzane, otaczające łydki, dalej czapka gamerka z tego materiału
co i sukmana w kształcie rogatywki, posiadająca po robach pompony z niebieskiej włóczki,
lub kapelusz słomiany. Obok sukmany noszono latem płótnianki czyli wierzchnie odzienie
wykonane z płótna o kroju identycznym jak u sukmany. Zimą noszono kożuch ze skór
baranich biało wyprawnych. W stroju kobiecym charakterystycznymi częściami były:
lniana koszula o kroju p r z y r a m k o w y m z w y k ł a d a n y m kołnierzem, zdobiona haftem,
spódnica lniana zwana fartuchem, bogato w pasie marszczona, i na całej dłuj. cści ukła­
dana w zakładki, lniana haftowana zapaska, chodaki analcg'czne do męskich, czepiec
zwany chamełką, składający się z drewnianej obrączki, rozpostartego na niej siatkowego
czepka i zatyczki, „nadkrywka"
czyli płat płótna (dł. 2,5 m) ozdobiona haftem, sukmana,
płótnianka i kożuch analogiczny do męskich, chustka płócienna na głowę i płachta za­
rzucana na ramiona. Oprócz zasadniczych wspólnych elementów strój biłgorajsko-tarno­
grodzki posiadał pewne nieznaczne różnice, w półn )cno-wschodniej części regionu, na pół­
noc od Tanwi w parafiach Majdan Księżpolski. Aleksandrów, Puszcza Solska i Sól, był
znacznie skromniejszy i pozbawiony haftu. Różnice te być może rozwinęły się pod wpły­
wem kontaktów z ludnością „zza lasu" t. zn. z północnej części powiatu, która nosiła
już inny strój.
C h a r a k t e r y s t y k a u b i o r ó w s ą s i e d n i c h . Od zachodu region biłgorajskotarnogrodzki przylega do doliny Sanu, o starym osadnictwie i wyraźnych już różnicach
w ubiorze. Mieszkańcy tych okolic mają przekonanie o własnej wyższości kulturalnej
w stosunku do ludzi „zza lasu", jak nazywają swych sąsiadów wschodnich, z okolic Lipin,
Potoku, Harasiuk. Mieszkaniec Kamionki koło Krzeszowa zapytany, czy noszono tutaj
chodaki, odpowiada z pewnym oburzeniem, że nigdy tutaj chodaków nie noszono, chyba
że ktoś z lasu przyszedł . To przekonanie o odrębności kulturalnej nie znajduje jednak
pełnego uzasadnienia w tutejszym ubiorze, który posiada obok różnic wiele cech wspólnych
ze strojem biłgorajsko-tarnogrodzkim. Przed około 60 laty kobieta zamiast sukmany nosiła
tu przyjaciółką na wacie, zwaną również odzieniem, uszytą z czarnego kupnego sukna,
w pasie suto marszczoną. Koszula podobnie jak w stroju biłgorajsko tarnogrodzkim o k r o j u
p r z y r a m k o w y m , z kołnierzem wykładanym, pozbawiona była. całkowicie haftu. Spód­
nice noszono lniane zwane fartuchami a na nich płócienne zapaski. Na głowę ubierała
kobieta czepek rozpostarty na obrączce, bez zatyczki i k u p n ą chustkę. Na nogi wkładała
trzewiki z cholewkami, a na ramiona zarzucała płachtę. Wyraźniejsze różnice występowały
w stroju męskim. Mężczyźni nosili koszule płócienne o kroju przyramkowym i zgrzebne
portki, buty z cholewami; sukmana miała krój inny, była cięta w ramionach, bez żad­
nych wyszyć i fałd i bez wywijanych mankietów. Czapka gamerka nie miała pomponów. Obok
sukmany noszono w przejściowych porach roku płótnianki. Podobny strój był noszony
po drugiej, zachodniej stronie Sanu w Kopkach. Kobiety nie nosiły tam już czepków na
obrączce, zamiast płacht w powszechnym użyciu były kupne chustki. Płótnianka miała
podszewkę sukienną, co było powszechnie stosowane w stroju Lasowiaków. Dalej na
zachodzie we wsiach Kamień i Jeżowe ubiór zdradzał w y r a ź n e powiązania ze strojem
lasowiackim. Jeżeli zaś chodzi o zdobnictwo, dominował w nim powszechnie haft w y p u k ł y
zwany „angielskim" o motywach roślinnych. Strój lasowiacki w y w a r ł poważny wpływ
na odzież wsi leżących po drugiej, wschodniej stronie Sanu, a należących do powiatu
Nisko. Są to parafie Jarocin, Domostowa i Kurzyna, które w czasie zaborów objęte były
granicą austriacką. Być może, iż stąd wypływają ich wyraźne powiązania w zakresie stroju
z regionem lasowiackim. Z drugiej strony są t u wyraźne analogie do stroju biłgorajskotarnogrodzkiego. W Jarocinie przed 60 laty w skład ubioru kobiecego wchodziły nastę6

�pujące części: koszula lniana o kroju przyramkowym, choć nieco odmiennym, haftowana
na przyramkach, przodem na listewce wzdłuż rozcięcia i na mankietach haftem wypukłym
0 motywach roślinnych, spódnica i zapaska płócienne o zbliżonym kroju do noszonych
w regionie biłgorajsko-tarnogrodzkim, czepek siatkowy rozpięty na obrączce drewnianej,
nakrywany chustką lnianą zdobioną haftem na dwóch przeciwległych rogach, co nie było
stosowane w stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim. W dnie chłodniejsze zarzucano płachtę
płócienną, a kobiety zamożniejsze wkładały kaftany rypsowe, obszywane z przodu i na
rękawach aksamitem. Na nogi ubierała kobieta chodaki, lub trzewiki. Zimowym wierzchnim
okryciem był zamiast sukmany płaszcz na wacie t. zw. odzienie z czarnego kupnego sukna,
mocno w pasie marszczony, dołem szeroki, przepasany pasem z tego samego materiału.
Strój męski składał się z koszuli pozbawionej haftu, z portek parcianych, z brązowej
sukmany z bocznymi fałdami, ciętej w ramionach i ozdobionej szamerunkami, — kawa­
lerska czerwonymi, a gospodarska siwymi, — z czapki magierki o kroju tarnogrodzkiej
gamerki z pięcioma pomponami w kolorze obszyć sukmany oraz chodaki.
Od północy i północnego wschodu region biłgorajsko-tarnogrodzki jest otoczony 30 k m
pasem leśnym. Kontakty z ludnością „zza lasu" t. zn. z północnej części powiatu biłgo­
rajskiego, miały miejsce na targach w Biłgoraju. Strój w okolicach Janowa, Modliborzyc
1 Kraśnika miał już inny charakter, zbliżony do stroju środkowo-lubelskiego . Pod koniec
X I X w. w zakresie materiału i kroju zwłaszcza w ubiorze młodszej generacji przeważały
tu wpływy miejskie; w miejsce lnianych i wełnianych samodziałów tak powszechnie
stosowanych w stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim, używano perkali, barchanów i sukien
fabrycznych. Sukmany szyto jeszcze z sukna samodziałowego, ale jego produkcja przybrała
już formę zorganizowanego rzemiosła zgrupowanego w miasteczkach. W stroju męskim
występowała: koszula z cienkiego białego perkalu, wypuszczona na spodnie kupne t. zw.
sukiennioki z białego, czarnego lub siwego sukna, kamizelka z kupnego materiału ozdo­
biona na przodzie guziczkami w dwa rzędy, kapelusz słomiany latem a zimą czapka
barankowa fabryczna lub sukienna gamerka z 4—5 pomponami o kroju gamerki tarno­
grodzkiej. Wierzchnim odzieniem letnim i zimowym były sukmany brunatno-czarne,
ciemno-niebieskie lub siwo-niebieskie, w pasie nieco wcięte, bez fałd. Sukmana brązowa
miała obszycia żółte lub czerwone, siwo-niebieska granatowe, a ciemno-niebieska zielone.
W tych samych kolorach były obszycia mankietów. Kożuchy noszono ze skór baranich
biało lub żółto wyprawnych o kroju podobnym do sukmany i podobnie zdobione. Pod
s u k m a n ę lub kożuch ubierano spencer, t. j . rodzaj marynarki na wacie, najczęściej z wzo­
rzystego barchanu lub z bai, z tyłu luźny, a w stanie ściśnięty paskiem. Spencer był
przyozdobiony z przodu pasem z czarnego aksamitu, (szer. 6 cali), pikowanym w deseń,
zapinany na białe, czarne lub czerwone guziczki. Zimą i latem noszono zamiast chodaków
buty z cholewami. Uzupełnieniem stroju męskiego, podobnie jak w ubiorze biłgorajskotarnogrodzkim, był pas rzemieniok, ozdobnie wytłaczany, kupowany w Turobinie. W stroju
kobiecym dominował jeszcze wyraźniej materiał kupny. Dotyczyło to zwłaszcza ubioru
dziewczęcego. Starsze kobiety nosiły białe lniane spódnice i takież zapaski. Koszula była
lniana z cienkiego płótna; na ramiona zarzucano płachtę złożoną podłużnie, obszytą ząb­
kami zwanymi siarką. Jesienią i zimą a niekiedy i w lecie ubierano spódnice barchanowe
i watowane kaftany, najczęściej w czerwonym kolorze i zapaski perkalowe. Na głowie
noszono czepek nakryty chustką perkalową albo wełnianą. Kożuch był biały z czarnym
kołnierzem. Głowę i ramiona okrywano chustą wełnianą złożoną na krzyż. Na nogi ubierano
ciżmy. Obok kożucha kobiecego i dziewczęcego wierzchnim odzieniem była
przyjaciółka
czyli długi płaszcz z granatowego sukna z płócienną podszewką. Posiadała ona krój obcisły
dołem mocno sfałdowany.
Daleko większe wpływy miejskich materiałów zaznaczały się pod koniec X I X w.
w ubiorze z okolic Zwierzyńca i Krasnobrodu, leżących na północny wschód od regionu
biłgorajsko-tarnogrodzkiego. Podobnie było również na wschodzie pod Józefowem, chociaż
tutaj przeważał jeszcze materiał sporządzany na wsi. W Majdanie Niepryskim koło Józefowa
7

;

8

�przed około 60 laty strój męski składał się z następujących części: portek i koszuli lnianej,
butów z cholewami, a na codzień chodaków, wykonanych jak tarnogrodzkie, z su­
kiennej sukmany brązowej wyrabianej w Szczebrzeszynie o kroju ciętym w ramionach bez
bocznych fałd, o kołnierzu stojącym, obszytym podobnie jak pazuchy i zapięcia siwym
wełnianym sznurkiem, z czapki sukiennej - rogatywki z 4 pomponami. Letnią porą obok
sukmany noszono także płótniankę z czynowatego płótna o stojącym kołnierzu, a na głowę
ubierano słomiany kapelusz. W zimie sukmanę zastępował kożuch ze skór baranich biało w y prawnych, kupowany w Józefowie. Wyraźniejsze różnice występowały w stroju kobiecym.
Spódnicę na trzy półki t. zw. fartuch, koszulę i zapaskę szyto z płótna domowej roboty.
Ubiór ten nie był zdobiony, jednak w przeciwieństwie do stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego — panna młoda brała ślub w koszuli haftowanej techniką krzyżykową. Na głowę
kobieta ubierała sitko czyli obrączkę z rozpiętą na niej chusteczką; na sitko zakładała

Ryc. 3. Chłopi w sukmanie i parciance. Harasiuki, pow, Biłgoraj, Fot. B. Czarnecki, 1956.

kupną chustkę wiązaną pod brodą. Na ramiona zarzucała czynowaty płachtę, a na nogi
wkładała dawniej chodaki, a później ciżmy. W zimie kobiecy strój uzupełniała sukmanka
z siwego kupnego materiału o kroju prostym bez bocznych fałd, obszyta po kołnierzu
i wzdłuż zapięcia granatowym sznurkiem. Mankiety miała pokryte cienkim suknem gra­
natowym. Prócz sukmanki kobiety nosiły jubki czyli długie do samej ziemi płaszcze, do
pasa podbite baranim futrem, a dołem bogato fałdowane. Jubki szyto z siwego kupnego
sukna używanego na sukmanki. Fartuch płócienny zastępowano w zimie spódnicą zwaną
burką z materiału lniano-wełnianego w czarno-białe paseczki .
Od południa region biłgorajsko-tarnogrodzki sąsiadował z lasami sieniawskimi. Lasy
sieniawskie objęte zaborem austriackim zdawna były zasiedlone elementem ruskim. Pas
osadnictwa o przewadze ludności ruskiej przebiegał terenami nadgranicznymi, rozszerzając
3

9

�się w okolicach Lubaczowa i Cieszanowa, gdzie przechodził na drugą stronę dawnej granicy
zaboru. Po stronie austriackiej pozostawały tylko nieliczne wsie o przewadze ludności
polskiej. Na południowym krańcu regionu biłgorajsko-tarnogrodzkiego można ich wymienić
cztery: Kuryłówka nad Sanem, Brzyska Wola, Adamówka i Majdan Sieniąwski. Ludność
tych wsi mimo odcięcia granicą zaboru, pielęgnowała swój dawny strój. Liczni informa­
torzy z tych wiosek podkreślali swą łączność kulturową w zakresie stroju z ludnością
z okolic Tarnogrodu i wyliczali te cechy stroju ruskiego, które były im obce. Opierając
się na tych informacjach można scharakteryzować strój ludności ruskiej zamieszkującej
lasy sieniawskie i tereny połcżone dalej na wschód w okolicy Cieszanowa. Strój męski
składał s i ę : z płóciennych spodni o szerokich nogawkach, które wypuszczano na buty

Ryc. 4, Ubiory odświętne. Harasiuki, pow. Biłgoraj, fot. B. Czarnecki. 1956.
z cholewami, z koszuli o kroju, przyramkowym bogato zdobionej zamiast ściegu łańcusz­
kowego haftem k r z y ż y k o w y m / z płótnianki z bocznymi fałdami i słomianego kapelusza
0 szerokich skrzydłach. Strój zimowy uzupełniała brunatna sukmana bogato zdobiona
czerwonymi i niebieskimi sznurkami i chwaścikami. Do sukmany zamiast gamerki ubie­
rano czapkę barankową o formie cylindrycznej z niebieskim denkiem. Do stroju kobiecego
należała spódnica lniana, odpowiednik tarnogrodzkiego fartucha, dołem zdobiona szlakiem
haftowanym lub tkanym na warsztacie, koszula przyramkowa zdobiona haftem krzyży­
kowym, zapaska lniana pokryta niekiedy całkowicie haftem krzyżykowym, a dołem za­
kończona frędzlami, i chamełka z drutu z wygięciami na kształt rogów, na której rozpinano
zielony czepek siatkowy . Głowę owijano białą chustką, której rogi ozdobnie wyszyte
1 zakończone frędzlami sięgały pasa, płótnianka z fałdami po boku często na pazuchach
haftowana, sukmana brązowa i kożuch ze skór biało wyprawnych, nie różniące się wiele
krojem od tarnogrodzkich, ale posiadające więcej wyszyć uzupełniały strój. Kożuchy były
noszone tak przez mężczyzn jak i kobiety.
9

LO

�Rozdział

I

OBECNY STAN STROJU BIŁGORAJSKO-TARNOGRODZKIEGO
Strój biłgorajsko-tarnogrodzki nie jest zjawiskiem żywym, na przełomie X I X i X X w.
pod naporem zalewającej wieś miejskiej tandety zaczął on stopniowo zanikać. Jak
zwykle najpierw ulegały miejskiej modzie wsie podmiejskie a w t y m wypadku leżące
w okolicy Biłgoraja i Tarnogrodu. Najłatwiej zarzucała tradycyjny strój młodzież, flisacy
spławiający drzewo, robotnicy rolni i sitarze . Najdłużej opierały się w p ł y w o m miejskiej
mody trzy parafie najdalej odsunięte od miejskich ośrodków: Potok Górny, Lipiny i Huta
Krzeszowska. Jeszcze w początkach X X w. noszono tu przeważnie dawny tradycyjny
strój. Dalszy, gwałtowny zanik stroju nastąpił w okresie I wojny światowej. Wypadki
towarzyszące wojnie: przymusowe wysiedlenie ludności, zniszczenia wojenne i wypływający
stąd upadek gospodarki wiejskiej, a z nią i hodowli, poderwały ekonomiczne podstawy
stroju ludowego. Ponadto wojna spowodowała osłabienie wewnętrznej więzi społecznej
łączącej poszczególne jednostki określonej grupy etnicznej, a głównie przecież strojem
manifestowano swą przynależność do niej. I z tej więc strony celowość pielęgnowania
tradycyjnego ubioru została zachwiana, co miało w p ł y w na przyspieszenie jego zaniku.
Z dawnej ważnej społecznie funkcji zeszedł on do stroju obrzędowego w k t ó r y m uświet­
niano różne uroczystości kościelne i państwowe, i ta jego funkcja przetrwała jeszcze
i w czasach obecnych. Chłopskie banderie ubierane są w takich okazjach w sukmany,
gawerki, pasy skórzane i kality lub w parcianki i słomiane kapelusze. Na codzień trady­
cyjny strój biłgorajsko-tarnogrodzki poza małymi wyjątkami nie jest już w użyciu. Dotyczy
to zwłaszcza stroju kobiecego. Gdy w latach 1948—1956 przeprowadzano muzealne badania
etnograficzne w okolicach Biłgoraja i Tarnogrodu, nie stwierdzono wówczas aby która­
kolwiek część tradycyjnej odświętnej odzieży była w użyciu, a fakt noszenia jeszcze przed
k i l k u laty przez p e w n ą kobietę z L i p i n czepka i zatyczki był czymś tak nadzwyczajnym,
że relacjonowano go we wszystkich wsiach okolicznych. Dzisiaj nawet najstarsze kobiety
chodzą w ubiorze wykonanym całkowicie z materiałów fabrycznych. Większym konser­
watyzmem odznacza się strój męski; starcy donaszają obecnie resztki dawnego ubioru.
Lniane portki, koszula ,,na wypust" przepasana paskiem i słomiany kapelusz są t u jeszcze
o tyle zjawiskiem zwykłym, że nie zwracają uwagi. Miarą umiłowania tradycyjnego stroju
jest fakt przechowywania go przez starców, którzy przeznaczają na odzież pośmiertną
zachowane sukmany i gamerki, oraz kobiece białe fartuchy i koszule.
10

11

1

Rozdział

II

HISTORYCZNY R O Z W Ó J STROJU BIŁGORAJSKO-TARNOGRODZKIEGO
Źródła etnograficzne dotyczące ludowego stroju lubelskiego i wschodnich rubieży
naszego kraju są s k ą p e . Strój biłgorajsko-tarnogrodzki był uważany za odmianę stroju
ruskiego i t y m bardziej nie poświęcano m u wiele uwagi. Podobnie określa przynależność
etniczną nosicieli tego stroju ludność miejscowa z najbliższych wsi pod Biłgorajem nazy­
wając ich „chałajami" lub „ c h a c h ł a m i " . Tymczasem sami nosiciele tego stroju uważali się
zawsze za Polaków, a w ubiorze i tak już wyraźnie odmiennym od ruskiego, różnice te
starali się spotęgować. To ścieranie się dwóch w p ł y w ó w w zakresie stroju występowało
jaskrawo na terenach nadgranicznych dawnego zaboru austriackiego i rosyjskiego.
Na kształtowanie się kultury ludowej regionu biłgorajsko-tarnogrodzkiego w y w a r ł y
w p ł y w elementy polskie, pochodzące głównie z Mazowsza i Małopolski, oraz ruskie
i wołoskie. K u l t u r y rolnicze polska i ruska oddziaływały na siebie od początku zasiedlenia
12

13

1.1

�tych ziem, co przypuszczalnie miało miejsce około połowy X I V w., do czasów ostatnich.
Był to okres długi, wzajemne zaś przenikanie się było tak wszechstronne, że trudno dziś
rozstrzygnąć, co zapisać po stronie w p ł y w ó w polskich a co ruskich. Inna była natomiast
pozycja pasterskiej kultury wołoskiej. Wołosi przynosili ze sobą wartości kulturowe zgoła
odmienne, i gdy tylko jakiś element ich kultury został przyjęty przez ogół miejscowej

Ryc. 5. Ubiory odświętne. Harasiuki, pow. Biłgoraj.
Fot. Czarnecki, 1956.
i
ludności, najczęściej trwał przez wieki w niezmienionej formie. P r z y k ł a d e m mogą być
chodaki posiadające do ostatnich czasów formę, krój a nawet szczegóły szycia identyczne
w porównaniu z kierpcami noszonymi przez górali, których kultura jest jak wiadomo
w przewadze wołoska. Drugim elementem stroju o w y r a ź n y c h wpływach wołoskich był
pas skórzany I w t y m wypadku cała technika wykonania łącznie ze zdobieniem przy­
pomina pasy góralskie, a zwłaszcza pasy górali śląskich. Analogii z innymi regionami
Polski trudno się t u doszukiwać. Cała Polska centralna zwłaszcza Mazowsze, słynęła od
dawna z plecionych wełnianych pasów, a krakowski trzos, choć skórzany, jest krojem
i sposobem zdobienia zdecydowanie różny. Skóra i sukno to dwa tworzywa niezwykle
ważne w kulturze wędrownych pasterzy, jakimi byli Wołosi. W regionie biłgorajskotarnogrodzkim sukno jeszcze przed 60 laty miało daleko większe zastosowanie w stroju
aniżeli w regionach sąsiednich. Obok stikiennych czapek i sukman noszono tutaj powszechnie
i2

�spodnie z folowanego sukna t. zw. chołosznie, zwykle w białym kolorze. Jeżeli zaś chodzi
0 technikę folowania sukna, nawiązuje ona do kultury góralskiej. Sukno było folowane
w specjalnych urządzeniach znajdujących się przy wodnych młynach, w których zasto­
sowano koryto i stępory poruszane siłą wodną, podczas gdy cała środkowa i północnowschodnia Polska posługiwała się w t y m wypadku foluszem ręcznym o zupełnie innej
konstrukcji .
Strój biłgorajsko-tarnogrodzki do końca zachował w przewadze swych elementów
swą dawną niezwykle prostą formę, nieznacznie tylko skażoną wpływami miejskimi. Do­
minowały w nim zawsze dwa podstawowe materiały, sukno i płótno, oba wyrabiane
domowym wiejskim sposobem. W latach 1870—1890 sporządzano z płótna samodziałowego
następujące części kobiecego stroju: koszulę, spódnicę zwaną fartuchem, zapaskę, zatyczkę,
chustkę, nadkrywkę,
płachtę i parciankę. Z sukna w kobiecym stroju była sporządzana
tylko sukmana spełniająca niegdyś ważną rolę obrzędową. Z wełny tkano materiał na
zimowe spódnice t. zw. biirki. W stroju męskim płócienne b y ł y : koszula, portki i parcianka.
Z sukna szyto: spodnie chołosznie, s u k m a n ę i czapkę gamerkę. Tak kobiety jak i męż­
czyźni chodzili zimową porą w kożuchach z biało wyprawnych skór baranich. Zimą
1 latem noszono chodaki. Uzupełnieniem stroju męskiego był pas skórzany i torba kalitaStrój o takim składzie był noszony na całym obszarze omawianego regionu. Różnice tery­
torialne występowały w pewnych elementach drugorzędnych, a przede wszystkim w zdob­
nictwie. W okolicy Biłgoraja aż po Tanew na południu, w parafiach Puszcza Solska, Sól
i Majdan Księżpolski płócienne części stroju były całkowicie pozbawione haftu. Natomiast
w sąsiedniej parafii Huta Krzeszowska i na południe od Tanwi był on nieodłącznym ele­
mentem ubioru ludowego. Okres przeobrażeń w stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim rozpoczął
się w ostatnich latach X I X w. W tym właśnie czasie fabryczne tkaniny zaczęły pojawiać się
na r y n k u i coraz skuteczniej wypierać z użycia materiały samodziałowe. Nie było przy­
padkiem że najwcześniej i na największą s k a l ę proces len zachodził we wsiach podbiłgorajskich . Niewątpliwie dużą rolę odegrali tu biłgorajscy sitarze, którzy dzięki swym
kontaktom ze światem i licznym związkom rodzinnym z ludnością okolicznych wiosek
stali się nosicielami nowej mody. W stroju mieszczek biłgorajskich i tarnogrodzkich oddawna już występował płaszcz jasno-błękitnej barwy z fabrycznego sukna, zwany w Biłgo­
raju katanką™, a w Tarnogrodzie żupanem. Po 1880 r. żupan szyty przez miejskich krawców
narodowości żydowskiej stopniowo zaczął wchodzić do ubioru wiejskiego i zastępował
s u k m a n ę w ubiorze ślubnym panny młodej. Żupan był częścią kobiecego ubioru obrzę­
dowego i odświętnego. Wraz z n i m zaczęły wchodzić w modę zapożyczone z miasta sznu­
rowane trzewiki zwane ciżmami. Również czepcowe nakrycie głowy mężatki t. zw. chamełka
przeszła pewne istotne przeobrażenia. Zamiast dawnego czepka siatkowego coraz częściej
rozpinano na drewnianej obrączce kapturek sporządzony z wzorzystego atłasu lub w e ł ­
nianą kwiecistą chusteczkę. W tej formie czepiec przyjął nazwę oberka lub sitka. Ta nowa
moda pojawiła się najpierw w okolicy Biłgoraja i prawdopodobnie została tu przyniesiona
wraz z nazwą z okolic Z w i e r z y ń c a .
Około połowy X I X w. przybyli do Tarnogrodu rzemieślnicy Żydzi trudniący się ręcznym
drukowaniem płócien . Zrazu kobiety wiejskie oddawały do drukowania płótno przeznaczone
na spódnice „do chodu" czyli do codziennego użytku. Później drukowano także płótno
cienkie, a nawet i kupne, z którego szyto spódnice odświętne o kroju zbliżonym do far­
tucha, k t ó r y w dalszym ciągu nie tracił swego znaczenia. Drukowane spódnice, tak co­
dzienne jak i odświętne nazywano malowankami.
Strój męski wykazał daleko większą odporność na wpływy miejskie, tylko chodaki
ustąpiły w stroju odświętnym miejsca butom z cholewami z czerwonej skóry. Od dawna
należały one do stroju biłgorajskich sitarzy a pod koniec X I X w. zaczęły wchodzić do
stroju ludowego. Kupowano je początkowo w mieście na jarmarkach, a później wyrabiano
również na wsi.
Dalsze przeobrażenia stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego nastąpiły z początku X X w.
14

15

17

1S

13

�W t y m czasie zarzucano stopniowo białe kożuchy noszone dotychczas przez mężczyzn
i kobiety jako wierzchnie okrycie zimowe a w modę weszły kożuchy ze skór wyprawio­
nych na brązowo o zupełnie innym kroju. Łączyło się to z nową techniką wyprawy skór
wprowadzoną z końcem X I X w., w której zastosowano środki chemiczne i naturalny
barwnik uzyskany z kory dębu. W związku z t y m odrodził się i rozwinął ośrodek garbarsko-kuśnierski, jakim były Lipiny, które do dnia dzisiejszego nie zarzuciły tego prze­
m y s ł u . Brązowe kożuchy przyjmowały się szybko i w niedługim czasie całkowicie wyparły
dawne kożuchy białe.
Te przeobrażenia stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego nie zmieniły jego zasadniczego
charakteru; pozostał on do końca tak w materiale jak w kroju i formie ogólnej strojem
niezwykle archaicznym. Dopiero lata międzywojenne starły go całkowicie z widowni.
Obecnie strój ten przechował się wyłącznie w zabytkach muzealnych .
10

20

R o z d z i a ł III
ZASIĘG STROJU BIŁGORAJSKO-TARNOGRODZKIEGO
Strój biłgorajsko-tarnogrodzki występował na śródleśnych obszarach dorzecza Tanwi
(mapa). Od zachodu n a t u r a l n ą rubież stanowiła dolina Sanu ze starym osadnictwem i prze­
biegającą tędy w okresie zaborów granicą austriacko-rosyjską. Granica ubioru biłgorajsko-tar­
nogrodzkiego biegła tutaj wzdłuż doliny Sanu. Idąc od południa obejmowała ona następujące
wsie: Brzyską Wolę, Szyszków i Naklik z parafii Potok Górny, Lipiny i Hucisko, Sieraków,
Dąbrowicę, Momoty. Cztery ostatnie wsie należą do parafii Huta Krzeszowska. Od północy
i wschodu pas lasów Puszczy Solskiej i Różanieckiej był trudną do przebycia naturalną
zaporą dla oddziaływań kulturowych i on właśnie wyznaczał granicę ubioru. Ludność
wsi leżących na północ i północny-wschód od tych lasów podlegała wpływom Lubelszczyzny
środkowej i znacznie wcześniej zarzuciła tradycyjny ubiór. Granica stroju biegła środkiem
Puszczy Różaniecko-Solskiej. Obejmowała ona wsie: Momoty i Ciosmy dalej biegła k u
południowi omijając Biłgoraj i najbliższe wsie a obejmując Sól, Dereźnię, Smólsko. Na­
stępnie przebiegała na północ od Aleksandrowa i kierowała się stąd k u południowi obej­
mując od wschodu wsie Łukowa i Różaniec. Na południu regionu granica etniczna polskoruska pokrywała się na dużym odcinku z granicą zaborów. Znaczenie tej rubieży potęgowały
lasy sieniawskie. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki nosili tutaj mieszkańcy następujących wsi:
Majdan Sieniawski, A d a m ó w k a i Luchów, podczas gdy dalej na południu noszono już strój
,,ruski". Naturalne środowisko fizjograficzne, etniczna granica narodowości i sztuczne
granice zaborów stworzyły warunki, w których strój biłgorajsko-tarnogrodzki rozwinął się&gt;
zachowując wiele cech dawnych, a wspólnych z innymi regionami Polski. Granice stroju
biłgorajsko-tarnogrodzkiego obejmowały następujące parafie: Majdan Sieniawski, Różaniec.
Łukowa, Chmielek, Aleksandrów,' Tarnogród (bez miasta), Luchów, Bukowina, Księżpol,
Majdan Księżpolski, Potok, Lipiny, Sól i Huta Krzeszowska. Niewątpliwie strój biłgorajskotarnogrodzki jest jedną z odmian strojów lubelskich z k t ó r y m i posiada wiele cech wspólnych.
W większości poszczególne elementy mają zasięg daleko większy aniżeli obejmują wyzna­
czone granice tego ubioru. Nie są to granice ostro zarysowane, strój bowiem zanika
i przekształca się stopniowo dając coraz to nowy obraz. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki
posiada jednak pewne cechy specjalne, które umożliwiły wytyczenie jego granic. Jedną
z nich była czapka gamerka z pomponami posiadająca zasięg północno-wschodni Od po­
łudnia jej zasięg oddzielał opisywany strój od stroju ruskiego a od zachodu biegł wzdłuż
doliny Sanu. Wsie leżące nad samą rzeką nosiły czapki bez pomponów o nieco innym
kroju. Taki sam zasięg posiadała chamełka czyli drewniana lub tekturowa obrączka będąca
częścią składową kobiecego czepka. Kobiety ruskie nosiły pod czepek inną usztywniającą
obrączkę z drutu z wygięciami na kształt rogów.
14

�Zgoła odmienny zasięg bo południowo-wschodni posiadała brązowa sukmana noszona
przez kobiety i mężczyzn. Najstarsze kobiety we wsiach objętych zasięgiem stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego brały ślub w sukmanach. Na zachód, północ i wschód od tego
regionu pamięć o kobiecej sukmanie dawno już zaginęła, lub nie była to sukmana brązowa.
Bardzo ważną z tego punktu widzenia cechą stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego b y ł haft
o ściegu łańcuszkowym z dominującym motywem spirali. Jego występowanie tworzyło
zasięg zamknięty obejmujący bez mała cały teren objęty t y m strojem. Na południu i za­
chodzie pokrywał się z zasięgiem czapki gamerki i chamełki. Od północy granica zasięgu
tego haftu biegła wzdłuż Tanwi obejmując z jej drugiej strony tylko wsie parafii Huta
Krzeszowska. Na t y m samym terenie występował żupan z szafirowego sukna z czerwo­
nymi wyłogami.

Rozdział

IV

OGÓLNY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Pod koniec X I X w. letni męski ubiór codzienny składał się z koszuli z grubego płótna
i z takiegoż materiału spodni, nazywanych wściekłymi portkami lub portkami na hacznikuLatem chodzono boso, chyba że w związku z pracą zachodziła obawa skaleczenia nogi,
np. przy pracach leśnych. Wówczas ubierano przyniszczone chodaki ze skóry wołowej.
Głowę okrywano słomkowym kapeluszem o szerokiej kani. Koszulę noszono „na wypust"
i przepasywano paskiem, a niekiedy i zwykłym powrózkiem. W dnie chłodniejsze wkła­
dano dodatkowo starą przyniszczoną parciankę. Roboczy ubiór jesienny i zimowy stanowiła
koszula, spodnie wełniane nazywa­
ne chołoszniami a ubierane zwykle
na płócienne portki, i chodaki
wkładane na nogi owinięte lniany­
m i onucami. Za odzienie wierzchnie
służyła stara sukmana i kożuch.
Pewnym uzupełnieniem roboczego
stroju zimowego były jednopalcowe wełniane rękawice, specjalnie
chętnie używane przy pracach
leśnych. Głowę okrywano zwykle
przyniszczoną baranicą lub sukien­
ną czapką zwaną gamerką. Chłopcy
do lat 7 chodzili w długich sięgają­
cych do ziemi koszulach przepasa­
nych powrózkiem. Gdy chłopiec
potrafił już wykonywać najprostsze
prace, jak pasienie gęsi i bydła,
otrzymywał portki na haczniku,
a kapelusz w tych latach najczę­
ściej potrafił sobie już sam uszyć
z trawy nazywanej psiarką (ryc.
48). W zimie chłopcy w wieku
przedkawalerskim
powszechnie

Ryc. 6. Chłop w ubiorze odświętnym. Hara­
siuki, pow.Biłgoraj. Fot.B. Czarnecki,1956.
15

�przebywali w domu, a to z braku odpowiedniej odzieży. Strój odświętny w lecie składał
się z koszuli z cienkiego płótna zapiętej pod szyją na spinkę lub „zaciągniętej" czer­
woną wstążką. Koszula pozbawiona była wszelkich ozdób poza starannym stebnowaniem
lnianą szarą nicią na kołnierzu i mankietach. Spodnie były płócienne z grubszego mate­
riału na haczniku, zachodziła na nie wypuszczona koszula sięgająca niemal do kolan.
Przepasywano ją od święta
szerokim skórzanym pasem
(ryc. 17). Na nogi owinięte
czystymi onucami wkłada­
no chodaki (ryc. 30). W dnie
ciepłe i pogodne jako wierz­
chnie okrycie ubierano
parciankę a na głowę słoRyc. 7. Koszula A—z przodu,
B—z tyłu, C—części kroju: d—
płat przedni, e—płat tylni, f—
rękaw, g—mankiet, h—kołnierz,
i—przyramki, j—wtok (podpasze) Potok, pow. Biłgoraj, około
1900 r. Muz. Kult. i Sztuki Lud.
w Warszawie nr. inw. 1577 skala
1:30. Rys. St.Z.Mirosławska 1956.
miany kapelusz. W dnie chłodniejsze służyła sukmana i sukienna czapka gamerka. Włosy
powszechnie noszono długie, przystrzyżone z tyłu głowy do pół ucha, a przodem podcięte
w grzywkę. Zimową porą na płócienne portki ubierano wełniane chołosznie zwyczajnie
białe, a jako wierzchni ubiór służył barani biały kożuch. Strój weselny pana młodego n i ­
czym się nie różnił od powyższego opisu; na gamerce przypinano tylko z prawego boku
wianek z ruty lub barwinku. Dopiero w pierwszym dziesięcioleciu X X w. chodaki zastą­
piono butami z cholewami, a lniane portki czarnymi spodniami z kupnego materiału. Podobny
strój nosili drużbowie. Starosta weselny miał sukmanę przepasaną przez ramię owsianym po­
wrósłem; marszałek kierujący tańcem i zabawą trzymał w ręku rózgę, oznakę swej władzy.

Ryc. 8. Mankiet koszuli nowego typu, haft krzy­
żykowy czerwono-czarny. Sól pow. Biłgoraj. Muz.
Kult. i Sztuki Ludowej w Warszawie, nr inw. 1428.
Fot. B. Czarnecki. 1956
16

Ryc. 9. Mankiet koszuli starszego typu, haft czer­
wono-czarny. Sól pow. Biłgoraj. Muz. Kult. i Sztuki
Ludowej w Warszawie, nr. inw. 1462.
Fot. B. Czarnecki. 1956

�Rozdział

V

SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Koszula
Koszula codzienna „do chodu" była szyta z grubego nie bielonego płótna zwanego
zgrzebnym. Na koszulę odświętną używano około 5 łokci cienkiego, wybielonego płótna.
Koszule codzienne i odświętne, różniące się gatunkiem płótna, posiadały jednakowy k r ó j
p r z y r a m k o w y . Kołnierzyk zwany oszewką, był w y k ł a d a n y ; przodem k u dołowi biegło
rozcięcie głębokie na-, półtorej piędzi, ściągane pod szyją czerwoną w t ą ż k ą , wiązaną
w kokardkę lub zapinane spinką o szkla­
nym granatowym oczku. Zamożniejsi
gospodarze często posiadali spinki bur­
sztynowe (ryc. 55). Koszula powstawała
przez złączenie dwóch prostokątnych
płatów płótna, zwanych plecami z pa­
zuchą. Płaty te były łączone za pośre­
dnictwem przyramków i po bokach
zszyte. Wszywając rękaw
dodawano
pod pachę kwadratowy k l i n nazywany
wtokiem. Plecy, przyramki i pazuchę
marszczono wokół otworu na szyję, i obszy wano oszewką czyli szerszym paskiem
płótna, który po zapięciu koszuli tworzył
pod szyją wyłożony kołnierzyk. Rękawy
były również marszczone i obszyte oszeweczkami, zapinanymi na guziczki. K o ­
szula długa do kolan pozbawiona była
wszelkich ozdób, jedynie przodem na
oszewce występował staranny szew zwa­
ny stebnówką, wykonany szarą nicią
lnianą. W okresie międzywojennym we
wsiach podbiłgorajskich zaczęto zdobić
Ryc. 10. Koszula męska typu nowszego, haft krzyży­
męskie koszule po oszewkach haftem
kowy, Sól pow. Biłgoraj. Muzeum Kultury i Sztuki
krzyżykowym lub stebnówką w y k o n a n ą
Ludowej w Warszawie, nr. inw. 1962 Fot. B. Czarnecki 1856czarną nicią. Zwyczaj ten nie został jed­
nak powszechnie przyjęty.
s

Spodnie
Spodnie noszone w lecie na codzień i od święta, szyto ze zgrzebnego płótna tkanego
z lnianych i konopnych pakuł. To najgorszej klasy włókno posiadało dużo zanieczyszczeń
w postaci paździorów, które powodowały, że utkany materiał dokuczliwie uwierał, stąd
powszechnie spodnie ze zgrzebnego płótna nazywano wściekłymi
portkami. Dopiero po
kilkakrotnym praniu i maglowaniu traciły one swoją sztywność. Portki zszywano z dwóch
trójkątnych płatów płótna. Z każdego z nich po zszyciu powstawała noga wica, które
łączono a z przodu w pasie dodawano k l i n dla w y r ó w n a n i a obwodu. Górny brzeg płótna
zakładano i przewlekano przezeń skręcony powrózek konopny zwany hacznikiem. Z prawej
strony spodnie posiadały niegłęboki rozpór. Powrózek u jednego końca posiadał pętelkę,
przez którą przewlekano drugi koniec z zawiązanymi n a ń supełkami. Przy ich pomocy
regulowano szerokość obwodu pasa. Jeszcze w okresie międzywojennym wściekłe portki
o niezmienionym kroju były powszechnie noszone przez starych mężczyzn, obecnie są już
rzadkością i noszą je t y l k o starcy.
2

Strój

Biłgorajski

17

�Ryc. 11. S p o d n i e l—wściekłe portki, II—spodnie chołosznie, A—z przodu, B—z tyłu,
C—części kroju: d—krój nogawek, e—kiin, f—pas. I—Lipiny, pow. Biłgoraj II—Potok,
pow. Biłgoraj, koniec XIX w. Ze zbiorów Muzeum Kult. i Sztuki Ludowej w Warszawie
nr inw. 1—1664, II—1553. Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska 1956
W zimie na lniane portki ubierano spodnie sukienne o odmiennym kroju, nazywane
chołoszniami. Sukno na chołosznie, zwykle białe, wyrabiane było na wsi przez miejscowych
knopów i oddawane następnie do rolowania. Materiał przed folowaniem nazywano sicią,
a po folowaniu „suknem wybijanym". Pod koniec X I X w. zaczęto szyć chołosznie z ma­
teriału półwełnianego o skośnym drelichowym splocie. Na lnianą l u b konopną osnowę
przychodził biały lub białoczarny wątek wełniany. W tym ostatnim wypadku powstawał
materiał w poprzeczne białr czarne prążki (szer. 4—5 mm). Równocześnie pojawiło się na
jarmarkach sukno wyrabiane przez małomiasteczkowych rzemieślników, zwłaszcza w Ja­
nowie, a przez krótki okres i w Tarnogrodzie. Wyrabiali oni sukno w trzech kolorach:
czarne, białe i siwe. Szyto z niego również i chołosznie, było ono jednak znacznie cieńsze
i słabsze od wyrabianego domowym sposobem. Chołosznie posiadały krój prosty, szyto je
z jednego płatu sukna, klir a i kawałka sukna o formie wydłużonego prostokąta. U jednego
końca płatu w środku szerokości materiału wycinano k l i n w formie równoramiennego
trójkąta, po czym od jego wierzchołka rozcinano sukno prawie całkowicie na dwie równe
części. W pasie dla wydłużenia spodni doszywano prostokątny kawałek su&lt;na, który
z jednej strony obrębiano. W obrąb wciągano powrózek zwany hacznikiem. Gdy weszły
w modę chołosznie z niefolowanego lnianc-wełnianego materiału, górą wydłużano je płótnem.
Po prawej stronie chołosznie
posiadały rozcięcie zwane rozporem. Szew na spodniach
przebiegał z tyłu wzdłuż nogaw,ek i w poprzek siedzenia, gdzie wszyty b y ł trójkątny k l i n .
Chołosznie były luźne, a nogawki dopiero od kolan k u dołowi zwężały się.
Parcianka
Wierzchnim ubiorem letnim wkładanym na codzień i od święta była parcianka,
rodzaj płóciennego płaszcza (ryc. 3,12). Płótno na parciankę tkano z nici konopnych,
z których naciągano osnowę, i lnianych u ż y w a n y c h na wątek. W tkaniu stosowano splot
skośny, a materiał nazywano czynowacią. Na podszewki do parcianek u ż y w a n o grubego
konopnego materiału, zwanego „płótnem parciamm" albo wprost parcia. Parciankę szyto
według bardzo prostego kroju zbliżonego do p o n c h o p o d ł u ż n e g o . Płat czynowatego płótna (250X 75 cm) składano we dwoje w poprzek długości. Pośrodku l i n i i
złożenia wycinano otwór na szyję a następnie część przednią rozcinano wzdłuż.
W pasie obwód parcianki zwężano przez odpowiednie wycięcie, wydatnie podkreślając
18

�talię. Dołem natomiast klosz tego okrycia poszerzano przez wszycie po obu bokach dużych
klinów, sięgających swymi wierzchołkami prawie do pasa. Następnie wszywano rękawy
wyraźnie zwężające się k u dołowi. Szew łączący r ę k a w z płatem głównym wypadał znacznie
poniżej ramienia. Szew boczny biegł spodem od końca rękawa pod pachę, łączył kraje
płatu głównego i począwszy od bioder biegł k u dołowi już dwiema rozchodzącymi się
liniami, którymi obejmował wszyty tutaj klin. Dzięki temu tworzył się fałd boczny lekko
odchylony k u t y ł o w i . Kołnierz u parcianki był wąski i stojący. P a r c i a n k ę podszywano
podszewką z prostego konopnego płótna. Zapinano ją na cztery mosiężne haftki. Górna
haftka była przyszyta tuż pod szyją, a następne w odstępach około 12 cm. Parcianka była
odzieniem długim, sięgającym do pół łydek. Zwykle nie zdobiono jej niczym i nie prze­
pasywano' . Przyniszczone parcianki noszono na codzień, chociaż niechętnie, bo jej poły
przeszkadzały w pracy.
21

22

Sukmana
Reprezentacyjnym wie­
rzchnim odzieniem kawa­
lerskim i gospodarskim,
była sukmana (ryc. 5,12).
Noszono ją przez cały rok,
zwłaszcza w okresach przej­
ściowych i w zimie. Pod­
czas dużych mrozów suk­
m a n ę ubierano na kożuch.
Sukmana była strojem ob­
rzędowym, weselnym i pochówkowym. Materiał na
sukmanę sporządzano do­
mowym sposobem z wełny
czarnorunnych owiec, któ­
re specjalnie chętnie ho­
dowano. Zrudziała od słoń­
ca wełna nie dawała sukna
czarnego, lecz o odcieniu
brązowym. Sukno
było
grube i tak gęste, że prze­
moknięta sukmana posta­
wiona na ziemi sama utrzy­
mywała się w pionowej po­
zycji. Pod koniec X I X w.
Ryc. 12. M ę s k i e o k r y c i e
w i e r z c h n i e I—Parcianka,
II—Sukmana, A—z przodu,
B—z tyłu, C—części kroju:
d — część przednia i tylna (p o nc h o), e—kliny poły parcianki,
f—rękaw, g—kołnierz, h—man­
kiet, i,j — kliny przyszyta do czę­
ści tylnej sukmany. Parcianka,
Potok, pow. Biłgoraj, koniec
XIX w. nr. inw. 2233. Sukmana,
Harasiuki, pow Biłgoraj, koniec
XIX w. Muzeum Kult. i Sztuki
w Warszawie nr. inw. 1563. Skala
1:30. Rys. St.Z.Mirosławska 1956.
19

�Ryc. 13. S u k m a n a A—z przodu, B —z tyłu, C—części
kro.iu: d—płat tylni, e—płat przedni, f—klin, część poły,
g—rękaw, linia przerywana oznacza zgięcie mankietu
i jego ułożenie, h—kołnierz, Harasiuki, pow. Biłgoraj,
koniec XIX wieku M. K. i Sz. L. Warszawa nr. inw. 1608
Skala 1:30, Rys. St. Z. Mirosławska

przywożono na jarmarki do Biłgoraja
i Tarnogrodu sukna wyrabiane w Jano­
wie. Sukno janowskie było znacznie
cieńsze i rzadsze a przez to o wiele słab­
sze, z tego też powodu nie cieszyło się
ono uznaniem, — toteż jarmarczne
sukno było przeważnie kupowane przez
uboższych gospodarzy i wyrobników.
Wychodziło go na s u k m a n ę 7 łokci.
Sukmana posiadała krój zbliżony do
parcianki, a więc krój p o n c h a p o d ­
ł u ż n e g o . We wsiach położonych na
północ od Tanwi kołnierz sukmany był
stojący podobnie jak u parcianki, nato­
miast na południu sukmana miała koł­
nierz wykładany. R ę k a w y u sukmany
w całym regionie t y ł y wykańczane
mankietami, które nazywano klapciami
(ryc 13). Kłapeć (szer. ok. 10 cm) był
obszyty niebieskim cienkim
suknem
fabrycznego wyrobu.
Sukmana jak
i parcianka posiadała fałdy boczne,
które poszerzały biodra poniżej pasa.
Celem uniknięcia zbytniego poszerzenia
sylwetki fałdy te były w pasie przygięte
ku tyłowi i przyszyte, (ryc. 12II, 13). Do­
łem po obu bokach posiadała sukmana
po jednym płytkim rozcięciu. Zapinano
ją na mosiężne (10,12 a czasem 16) haftki
i konie. Krój sukmany był dostatni;
ozdoby w postaci szamerunku wykony­
wano niebieskim wełnianym sznurkiem;
obszywano n i m kołnierz, oba kraje prze­
dniego rozcięcia, fałdy na biodrach
i mankiety u rękawów (ryc. 14,15). Sza­
merunki miały wykończenia w postaci
chwaścików zwanych kwiatkami. W po­
łudniowo-wschodniej części regionu obok
niebieskich, były spotykane szamerunki
czerwone. Sukmana czarna z odcieniem
brązowym, o kroju zbliżonym do poncha
podłużnego panowała niepodzielnie do
końca X I X w. Dopiero z początku X X w.
jarmarczni hand arze zaczęli przywozić
do Biłgoraja i Tarnogrodu gotowe suk­
many szyte z sukna janowskiego. Pozor­
nie nie różniły się one od sukman szy-

Ryc. 14. Szamerunek przodu i kołnierza suk­
many. Potok. pow. Biłgoraj. Muzeum Kultury
i Sztuki Ludowej w Warszawie nr. inw. 2295.
Fot. B. Czarnecki, 1956
20

�Ryc. 15. Szuba A—z przodu, B—z tyłu, C—części kroju wierzchu, D—części kroju pod­
szewki, e —płat przedni, f-plecy, g, £ i—części składające się na marszczenie tyłu, j—r-^kaw,
k—kołnierz, 1 — mankiet rękawa, e h —części podszewki. Łazoiy, pow. Biłgoraj, koniec XIX w.
Muzeum Kult. i Sztuki w Warszawie nr. inw. 1444. Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska 1956
1

1

tych przez wiejskich krawców, jednakże krój miały wyraźnie odmienny. Podkreślał to
zwłaszcza wyraźnie szew na ramionach i odmienny sposób wszycia rękawów. Obok czar­
nych sukman sprzedawano na jarmar­
kach głównie w Biłgoraju sukmany
siwe z granatowym szamerunkiem, no­
szone powszechnie w północnej części
powiatu biłgorajskiego. W pierwszych
latach X X w. siwa sukmana występo­
wała sporadycznie we wsiach podbiłgorajskich, między innymi w Majdanie
Księżpolskim.
Sukmanę ubierano bezpośrednio na
koszulę, tylko podczas ostrych mrozów
wkładano pod nią kożuch. Sukmana się­
gała do pół łydek, zapinano ją tylko na
jedną lub dwie haftki w pasie; pod szyją
koszula była zwykle odsłonięta. Suk­
mana uszyta z mocnego sukna domowej
roboty służyła jako wierzchnie odświętne
odzienie przez kilka lat, a następnie
stawała się „sukmaną do chodu" czyli
na co dzień.

Ryc. 16. Szwn^runsk przodu na sukmanie
Po:ok, pow. Biłgoraj. Muzeum Kultury i Sztuki
w Warszawie, nr. inw. 2295. Fot. B. Czarne-

21

�Kożuch
Cenioną i szanowaną częścią odzieży zimowej, jednakże posiadającą mniejsze znaczenie
od sukmany, był kożuch. Kożuch był odzieniem starszych gospodarzy. Był on szyty
z biało wyprawnych skór, a sięgał poniżej kolan. Jego dostatni krój, bogactwo aplikacji
i wyszyć były pewnego rodzaju świadectwem zamożności właściciela. Kawalerzy
rzadko chodzili w kożuchach, natomiast wchodził on o niezmienionym kroju do ubioru
kobiecego (ryc. 36). Kożuch biłgorajsko-tarnogrodzki posiadał krój składający się z trzech
zasadniczych płatów skóry zszytych z pomniejszych elementów, z pleców, dwu przodów
zszywanych na ramionach i bokach oraz z rękawów. Górna część kożucha t. zw. stanik,
składała się z następujących części: kołnierza, pleców, dwu pazuch i rękawów. Stanik
był pasowany i sięgał do bioder. Tutaj była doszyta znacznie obfitsza część dolna, z tyłu
suto marszczona Dolna część kożucha składała się z 5 części, z tyłki, dwu fałd i dwu
skrzydeł; w dolnym kraju fałd były podobnie jak przy sukmanie dwa płytkie rozcięciaKołnierz był obfity i odwrócony czarną wełną do wierzchu. Podobne zakończenie miały
rękawy. Kożuch zapinano na pętelki i cztery guziki skórzane. Była to kosztowna część
odzieży, kuśnierz oprócz kilkudniowego utrzymania otrzymywał około 2 rubli. Uszycie
kożucha wymaga'0 nielada kunsztu. Przy wyrobie kożuchów obok trudnego kroju należało
znać również takie techniki zdobnicze jak: szew kolorową nicią, haft i aplikację, w której
stosowano białą irchę i czerwone sukno. W hafcie o niezbyt rozbudowanym ornamencie
stosowano technikę atłaskową, posługując się jedwabnymi nićmi w dwu kolorach — czer­
wonym i zielonym. Ozdoby na kożuchach występowały na pazuchach po obu stronach
zapięcia i na fałdach bocznych poniżej pasa (ryc. 36, 38 i 39). Dominującym motywem
haftu zdobionego kożucha byty t. zw. łapki; skrzynki występowały na kożuchach suto
zdobionych . Kożuch noszono rzadko bo tylko w dnie suche i mroźne, jako strój wierzchni.
Bogatsi gospodarze posiadali po dwa kożuchy, jeden od święta, a drugi przyniszczony
„do chodu". Biało wyprawny kożuch mimo dużych walorów dekoracyjnych był nieprak­
tyczny, przy starannym nawet obchodzeniu się żółkł, szybko się brudził i wycierał. To
właśnie było powodem, że gdy zaczęto wyprawiać skórę na brązowo, białe kożuchy zostały
N

23

Ryc. 17. Fragment pasa. Łukowa, pow. Biłgoraj. Muzeum Kult. i Sztuki Ludowej w Warszawie nr inw. 6161.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
22

�szybko zarzucone. Obecnie szyte w Lipinach krótkie kożuszki z brązowo wyprawnych
skór w niczym nie nawiązują do dawnych tradycyjnych kożuchów.
Pasy
Wypuszczoną na spodnie koszulę przepasywano na codzień zwykłym skórzanym
paskiem lub powrózkiem. Od święta przepasywano się szerokim pasem ze skóry wo­
łowej, wyprawionej na kolor brązowy (ryc. 18). Powszechnie nazywano ją „czerwoną
skórą". Szerokość pasa była zależna od stanu mężczyzny; kawalerowie nosili pasy węższe
zapinane na dwie lub trzy sprzączki, gospodarze pasy szersze z czterema sprzączkami.
Sporządzając taki pas, brano jeden prostokątny płat skóry (100X25 cm) i składano wzdłuż.
Część złożenia, która miała przylegać do figury, była szeroka okoto 3 cm. Jej kraj w y ­
cinano w r ó w n e półkoliste ząbki i nabijano kabzlami, a następnie przyginano do wierzchu
i całość poddawano prasowaniu. Powstałą w ten sposób wzdłuż całego pasa dekoracyjną

Ryc. 18. Męski pas skórzany. Sól, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów
Muzeum w Zamościu. Fot. B. Czarnecki, 1956.
zakładkę przeszywano ozdobnym szwem, wykonanym cienkim skórzanym rzemykiem.
Z kolei jeden koniec pasa zaopatrywano w sprzączki, a drugi w paseczki, na które go
zapinano. W części przylegającej do sprzączek ozdobna górna zakładka przechodziła w zna­
cznie szerszą półkolislą klapę, pod którą znajdowała się w e w n ą t r z kalitka na talary.
Cała powierzchnia była zdobiona geometrycznym wytłaczanym ornamentem. Pasy
noszono zawsze na koszuli. Kupowano je na jarmarkach w Tarnogrodzie i Biłgoraju.
Uczesanie

i nakrycie

głowy

Na omawianym terenie mężczyźni zdawna golą się, nie pozostawiając żadnego zarostu na
twarzy. Golenie zarostu było zwykle dokonywane brzytwą i odbywało się w niedziele i święta
przed pójściem do kościoła. Jeszcze około 1880 r. większość starych mężczyzn nosiła długie
włosy, sięgające z tyłu końca ucha, a przodem przycięte do pół czoła w grzywkę Obecnie taka
fryzura jest już rzadkością. Najważniejszym nakryciem głowy była czapka zwana gamerką,
lub czapką „na cztery powiaty" (ryc. 19). Sporządzano ją z sukna używanego na sukmany
i przystrajano takim samym niebieskim wełnianym sznurkiem. Krój gamerki był prosty.
Szyto ją z jednego prostokątnego płatu sukna, którego jeden z boków dłuższych posiadał
4 trójkątne wystające wycięcia. Następnie końce sukiennego prostokąta i boki trójkąt­
nych wycięć zszywano razem, tworząc w ten sposób wierzch czapki o kwadratowej formie.
Z kolei podwijano do wierzchu kraje tej workowatej foi my zwężając jej szeroki ctck do połowy.
23

�Czapkę zdobiono niebieskim sznurkiem, który potrójnym szlakiem opasywał górny kraj
otoku, a odpowiednio pocięty i rozkręcony tworzył po czterech rogach kuliste pompony. Dały
one początek nazwie „czapka na cztery powiaty" lub „na cztery światy". Gamerką nakładano
do sukmany, a sporadycznie do kożucha. Drużba i pan młody przystrajał ją wiankiem
z ruty lub barwinku przypinanym do otoku po prawej stronie czapki.
Duże znaczenie posiadał w stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim również kapelusz słomiany,
zwłaszcza jako letnie okrycie głowy noszone powszechnie na codzień, a od święta tylko
do parcianki (ryc. 3 i 50). Zależnie od użytego materiału kapelusze słomiane można podzielić
na 2 typy: pierwszy — to kapelusz szyty bezpośrednio z trawy psiarki, która odznacza się
długą i cienką treścią, drugi — z zębatego paska plecionki wykonanej z żytniej słomy.
24

Ryc. 19. Męskie okrycie głowy t. zw. gamerka A—widok ogólny,
B-krój. Potok, pow. Biłgoraj, koniec XIX w., Muz. Kult. i Szt. Lud.
w Warszawie nr. inw. 2294, skala 1:10. Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
Kapelusze z trawy szyte i noszone przez chłopców pasących bydło i konie, posiadały wą­
skie kanie czyli ronda i półkoliste denka. Przy szyciu kapelusza posługiwano się dutką
czyli rureczką z gęsiego pióra, przy pomocy której regulowano grubość i jednocześnie
podtrzymywano ciągłość zszywanej trawiastej wici, oraz igłą i domowego wyrobu lnianą
nicią. Szycie kapelusza rozpoczynano od środka denka, stopniowo przesuwając dutką do
przodu i uzupełniając równocześnie jej zawartość pojedynczymi źdźbłami trawy. Wycho­
dzącą z niej wić formowano w spiralkę, której każde ostatnie koło zszywano z poprzed­
nim. Kapelusz kształtowano w rękach według ogólnie przyjętej formy i ozdabiano czar­
ną tasiemką, którą opasywano denko. Kapelusze słomiane noszone przez kawalerów
i gospodarzy były sporządzane w nieco odmienny sposób, najpierw trzeba było przygotować
odpowiednią ilość plecionki z żytniej słomy w postaci zębatego paska zwanego strząpką
i z kclei uszyć dopiero sam kapelusz. Kapelusze ze strząpki posiadały nieco odmienną
formę niż kapelusze z psiarki. Ich kanie były znacznie szersze zwłaszcza w dawniejszych
odmianach, a w nowszych denka miały kształt wyraźnie cylindryczny. Przy szyciu ka­
pelusza ze słomy postępowano podobnie jak przy poprzednio opisanej technice. Podobień­
stwo to dotyczyło zwłaszcza sposobu zszywania plecionki i formowania kapelusza. Na
kapelusz wychodziło 24 kółek strząpki, a kółko mierzyło się owijając pleciony pasek
przez stopę i kolano. Kapelusze opasywano wokół denka czarną wstążką. Innnym na­
kryciem głowy, noszonym zimą; do kożucha, ale nie przyjętym powszechnie, była bara­
nica. Czapki te były wyrabiane przez małomiasteczkowych rzemieślników z materiału
imitującego barankowe futro. Baranica była nowszym elementem w stroju biłgorajskotarnogrodzkim i jak zapewniali informatorzy za ich dzieciństwa (około 1880 r.) nie noszono
ich tutaj wogóle.
Obuwie
Jedynym obuwiem noszonym dawniej także przez mężczyzn na codzień i od święta były
chodaki (ryc. 30). W lecie ubierano je zwykle tylko w dnie świąteczne, a w dnie
robocze chodzono powszechnie boso. Przed włożeniem chodaków owijano nogi w lniane
onuce sporządzane zazwyczaj ze starych koszul. Zimową porą zakładano dwie a nawet
trzy warstwy onuc, a w czasie ostrych mrozów wierzchnią w a r s t w ę maczano w wodzie,
która po zamarznięciu tworzyła dobrze izolującą od zimna powłokę. Materiał na chodaki
w postaci prostokątnych kawałków skóry wołowej kupowano na jarmarkach, dobierając
do nogi odpowiednią ich wielkość. Każdy z nich wystarczał do uszycia jednego chodaka .
25

24

�Przystępując do szycia chodaka, moczono najpierw skórę a następnie rozkładano licem do
spodu na ławie lub desce, która spełniała rolę prowizorycznego warsztatu szewskiego.
Następnie odcinano wąski rzemyk wzdłuż lewego dłuższego brzegu i wzdłuż trzech czwar­
tych krótszego przedniego kraju skóry. Taki sam rzemyk, ale znacznie krótszy odcinano
wzdłuż prawego dłuższego brzegu, który miał być stroną zewnętrzną. Prawy róg przygi­
nano na przodzie w lewą stronę, tworząc zeń coś w rodzaju przyszwy,i zeszywano dłuższym
paskiem, przeciągniętym przez nakłucia wykonane wzdłuż całej lewej strony chodaka.
Pasek z prawej strony spełniał mniej ważną rolę, bo tylko ściągał w okolicy małego palca
trójfałdowe zmarszczenie i przechodził szwem na piętę. Tutaj ściągano drugi krótszy bok
płatu, tworząc na nim kilka fałd i oba końce rzemyków łączono. W końcu wycinano po
dwie okrągłe dziurki z boków i dwie na pięcie chodaka, przeznaczone do przeciągania
nawloką czyli powrózka z konopnego włókna, k t ó r y m przymocowywano chodak do nogi.
Zaraz po uszyciu jeszcze mokre chodaki ubierano, aby wysychając przybrały właściwą
wygodną dla nóg formę. Chodaki były tanim i wygodnym obuwiem; aż do ostatnich
czasów noszono je sporadycznie w okolicach mniej ulegających w p ł y w o m miejskiej mody .
Pod koniec X I X w. zaczęto nosić buty z cholewami z czerwonej skóry. Zrazu było to obuwie
bogatszych gospodarzy kupowane na jarmarku. We wsiach podbiłgorajskich najpierw za­
częli je nosić sitarze. Stopniowo jednak stawały się powszechną częścią stroju odświętnego.
But składał się z podeszwy, obcasa i trzech płatów skóry wierzchniej. Dwa z nich two­
rzyły cholewę, a trzeci przyszwę. Szew w cholewie sięgającej kolana przebiegał po obu
jej bokach, od górnego kraju obcasa. Cholewa była łączona z przyszwą na przegięciu nogi
za pośrednictwem siwu, który był odwrócony do spodu i często kaleczył nogę.
28

Dodatki

do

stroju

męskiego

Uzupełnieniem zimowego codziennego ubioru były jednopalcowe rękawice wyrabiane
z resztek wełny. Znano ich dwa rodzaje. Jeden prawdopodobnie starszy, to rękawice
dziergane przy pomocy kulki i drugi, pleciony na specjalnej formie drewnianej (ryc.
49). Tak w jednym jak i w drugim wypadku wykorzystywano resztki wełny, jakie pozo­
stawały przy wyrobie sukna na chołosznie i sukmany. Rękawice zdobiono wplatając białą
wełnę i tworząc w ten sposób na czarnym tle białe poprzeczne pasy .
27

Dość powszechnym uzupełnieniem stroju odświęt­
nego, a niekiedy i roboczego była torba kalita, w y ­
konana z tego samego gatunku skóry co pas i buty
(ryc. 20). Kalita posiadała kształt podkowy odwróconej
zaokrągloną stroną ku dołowi. Z wierzchu całą torbę
pokrywała klapa, nadając jej kształt lekko wypukły.
Górą do obu rogów doszyte były uszy z mosiężnymi
koluazkami, do których doczepiano na stałe pasek
służący do przewieszania torby przez ramię. Pasek
ten był niekiedy jaśniejszego koloru, ozdobiony wy­
tłaczanym geometrycznym ornamentem. Kalitą noszo­
no z tyłu u lewego boku, a pasek spoczywał na
prawym ramieniu. Zabierano ją z sobą w wypadku
dalszej podróży np. z okazji odpustu, odległej gościny
weselnej, jarmarku itp. Idąc w drogę wkładano w kalita
pożywienie w postaci chleba i słoniny, a nierzadko
i flaszkę gorzałki. W niej też chowano nóż, skórzany
woreczek na tytoń, fajkę, krzesiwko i tabakierkę
robioną zwykle z wolego rogu.
Ryc. 20. Torba męska zwana kalita. Naklik, pow. Biłgoraj.
Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie, nr. inw. 1450.
Fot. B. Czarnecki 1956.
25

�Rozdział

VI

OGÓLNY OPIS STROJU KOBIECEGO
Podobnie jak w stroju męskim cały codzienny i odświętny ubiór kobiecy był sporzą­
dzony z płótna własnej roboty. W ubiorze codziennym było zasadą donaszanie przyniszczonych części stroju świątecznego. Części ubioru szyte specjalnie na codzienny użytek
wykonywano z gorszych gatunków płótna, a ich krój, choć w zasadzie nie odbiegał od
kroju stroju świątecznego, posiadał niekiedy znaczne uproszczenia. W dnie robocze wkła­
dała kobieta na głowę czepek zwany chamełką i nakrywała chustką wykonaną zwykle
ze starej koszuli, nie zawsze nawet obrębioną. Koszula była z grubego lnianego płótna
bez żadnych oziób. Spódnice noszono z tego samego materiału, dość obficie marszczone
w pasie a dołem sięgające do pół łydek. Pod koniec X I X w. spódnice robocze coraz
częściej szyto z drukowanego płótna. W przejściowych porach roku na koszulę ubierano
krótką parciankę czyli rodzaj płóciennego kaftana. Latem kobiety chodziły boso. W zimie
wkładały przyniszczony kożuch lub sukmanę, a głowę i szyję spowijały starą płachtą.
Nogi okręcały onucami i nakładały chodaki.
W stroju odświętnym koszula wierzchnia była uszyta z cienkiego płótna, ozdobnie
haftowana. Spódnicę długą prawie do kostek szyto z czterech szerokości cienkiego płótna.
W letnie pogodne dnie na głowę ubraną w chamelkę zarzucała kobieta nadkrywkę
czyli
długi płat płótna ozdobiony haf,
tem, a spływający przodem swo­
bodnie do kolan (ryc. 22). W dni
deszczowe w miejsce nadkrywki
ubierano płachtę. W zimie za;
miast fartucha służyła spódnica
zwana burką, uszyta z grubego
|
lniano-wełnianego
materiału,
podobnie jak i fartuch występo­
wała ona w całym regionie biłgorajsko-tarnogrodzkim. Tra­
dycyjnym wierzchnim o k r y ­
ciem kobiety była sukmana,
pcd którą ubierano w czasie
dużych mrozów kożuch. Pod
koniec X I X w. obck sukmany
i biało wyprawnego kożucha
zaczęły wchodzić w modę żupan
i
z czerwonymi wyłogami i szu­
ba podbita baranim futrem.
Szyto je z kupnego sukna w ko&lt; lorze szafirowym. W t y m sa­
mym mniej więcej czasie we­
szły w użycie trzewiki z czarj nej skóry o niskiej cholewce,
I
a następnie ciżmy z sznurowa­
ną wysoką cholewką. Strój obI
rzędowy nie wiele odbiegał od

I
i
26

Ryc. 21. Wiązanie pasa. Potck, pow.
Biłgoraj.
Fot. Czarnecki, 1956.

�Ryc. 22. Odświętny ubiór kobiety. Głowa i ramiona okryte chustą lnianą
zw. „nadkrywką". Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. Czarnecki, 1956.
zwykłego stroju świątecznego. Panna młoda szła w lecie do ślubu w płóciennym stroju
pozbawionym całkowicie haftów. Na głowie miała upięty wianek z barwinku lub ruty,
w odróżnieniu od druhen nie przystrojony kwiatami, a pod nim podwstążnik
czyli te­
kturową obrączkę, z której spływały na plecy wraz z rozpuszczonymi włosami kolorowe
wstążki. W zimie strój panny młodej uzupełniała sukmana, a w późniejszym okresie żupan przepasany barwnym pasem. Wdowa albo zawitka
miała do ślubu głowę kilkakrotnie
spowitą płatem płótna długości 6 łokci. Jeden jego koniec spadał na plecy, a drugi z przo­
du. Po bokach przyczepiano do tego zawicia po dwie kolorowe wstążki z każdej strony.
Dziewczęta chodziły z odkrytą głową i włosami splecionymi w warkocze. W specjalnie
2S

27

�ważne uroczystości kościelne dziewczyna włosów nie zaplatała lecz wkładała na głowę podwstążnik
(ryc. 29). W obrzędzie weselnym podwstąznik uzupełniano wiankiem z kwiatów.
Kobiecym strojem pośmiertnym był fartuch, biała ślubna koszula i chamełka. W okresie
Wielkiego Postu, Adwentu i żałoby dobierano koszulę i inne części stroju z czarnym
haftem, a zamiast korali nakładano białe paciorki.

R o z d z i a ł VII
SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU KOBIECEGO
Koszula
Codzienna kobieca koszula podobnie jak i męska była szyta ze zgrzebnego płótna
i posiadała identyczny k r ó j p r z y r a m k o w y , marszczony. Zamiast wykładanego
kołnierza miała wąską listewkę, zwykle z cieńszego kupnego płótna. R ę k a w y koszuli ro­
boczej były znacznie węższe i krótsze, dołem nie obszyte oszeweczką, lecz zwyczajnie
obrębione. Rozcięcie pazuchy było znacznie głębsze i sięgało prawie pasa, pod szyją ścią­
gano je troczkiem. Dołem wzdłużano koszulę codzienną nadolkiem się­
gającym do kolan, sporządzonym
z gorszego gatunku płótna. W dnie
świąteczne na czystą codzienną ko­
szulę nakładano drugą, świąteczną,
która nie posiadała nadołka, a u szyi
w miejsce listewki występował w y ­
kładany kołnierzyk zwany oszewką
(ryc. 23). Jej r ę k a w y posiadały nor­
malną długość i były zakończone
mankietami zwanymi
oszeweczki.
Sporadycznie oszeweczki posiadały
u nowszych koszul z fabrycznego
Ryc. 23. Koszula kobieca. Potok, pow. Bił­
goraj. Muz. Kult. i Sztuki Lud. w Warsza­
wie nr. inw. 1577. Fot. B. Czarnecki, 1956.
płótna formę okalającej dłoń falbanki, którą nazywano hyrką. Rozcięcie pazuchy ścią­
gano pod szyją czerwoną wstążką. Na całym terenie objętym zasięgiem stroju biłgorajskotarnogrodzkiego z wyjątkiem wsi podbiłgorajskich, kobieca koszula była zdobiona haftem
wykonanym czerwoną lub czarną bawełnianą nicią zwaną zapałem. Haft na koszulach wy­
stępował na przedniej części oszewki, na oszeweczkach u rękawów i na przyramkach,
gdzie posiadał formę najbardziej rozwiniętą (ryc. 9,55). Haftowana koszula wchodziła
również w skład stroju dziewczęcego. Tylko w obrzędzie weselnym panna młoda w y s t ę p o ­
wała w koszuli całkowicie pozbawionej haftu. W okresie zachodzących w stroju biłgorajskotarnogrodzkim przemian i jego zanikania, który miał miejsce na przełomie X I X i X X w.,
zaczęto szyć koszule odświętne z fabrycznego płótna, zachowując krój tradycyjny. Zja­
wisko to wywarło również pewien w p ł y w na haft, którego technika i zespół motywów
musiały być dostosowane do nowego materiału. Po przyjściu z kościoła kobieta zdejmo­
wała wierzchnią haftowaną koszulę i chowała ją do skrzyni, gdzie pozostawała do
następnego święta.
Spódnica
Codzienna robocza spódnica była szyta ze zgrzebnego płótna. Krój jej był bardzo
prosty. Dwa płaty płótna warsztatowej szerokości zszywano razem, marszczono w pasie
28

�Ryc. 24. Kobieta w czepcu w t. zw, chamelce. Harasiuki, pow. Biłgoraj.
Fot. B. Czarnecki 1956.

i obszywano listewką płótna, a do­
łem obrębiano. Pod koniec X I X w.
zgrzebne płótno na spódnice ,,do
chodu" coraz częściej oddawano
do drukowania, co niewątpliwie
miało swoje znaczenie preklyezne.
Z uwagi jednak na związany z tym
koszt malowanie spódnic codzien­
nych nigdy nie było zjawiskiem
powszechnym. Odświętną spódnicę
n a z y w a n ą fartuchem szyto z cienkiego, dobrze wybielonego płótna, które obok k r o j u i sta­
rannego uszycia było jedyną ozdobą tego tak bardzo ceiionego odzienia Fartuch był spód­
nicą noszoną tak przez kobiety zamężne jak i dorosłe dziewczęta. Jego krój odznaczał
się dużą prostotą. Zszywano go z czterech płatów płótna,czyli pólek (dł. 85 cm. szer. 75^cm)
Ich kraje dłuższe zszywano razem, część
górną układano w drobne około 3 mm
zmarszczki i zbierano je na trzech sza­
rych nitkach równolegle przebiegających
w odstępach 1 cm. Zmarszczony w ten
sposób kraj górny wykańczano paskiem
płótna, przeszywanym podwójnym stebnowaniem. Na środku przodu był na
linii szwu rozporek umożliwiający wkła­
danie i zdejmowanie spódnicy. Końce
obszewki były zaopatrzone w troczki,
którymi się w pasie obwiązywano. Mar­
szczenia ładnie podkreślały wcięcie pasa
i były głównym elementem zdobniczym
fartucha. Z nich wyprowadzano 3 cm

Ryc. 25. Zapaska. Harasiuki, pow. Biłgoraj.
Muz. Kult. i Szt. Lud. w Warszawie nr inw. 1591.
Fot. B. Czarnecki 1956.
29

�szerokości fałdy, w które układano cały obwód spódnicy od góry do dołu z wyjątkiem
przodu nakrywanego zapaską (ryc. 29). Fałdy układano na mokro i poddawano prasowaniu.
Kraj dolny fartucha sięgał prawie do kostek. Po powrocie z kościoła fartuch zdejmowano
i układano w fałdy, tak aby był gotowy do następnego użycia. Mniej zamożne kobiety
posiadały po jednym fartuchu, w którym brały ślub. Odpowiednio szanowany wystarczał
na całe życie i służył jeszcze jako odzienie pośmiertne.
r

E

11 u i n i
ii 1111 &lt; 1i1n i i ii 111 ii • i i i l i 1
11,1111111-| 11MIII i | i l |

i i
i

b
C

b

n | l i

1

. I i . i i . i , , |

i,,,

Ryc. 26. Z a p a s k a A—z przodu, B—krój, płat
główny, C—pasek. Potok, pow. Biłgoraj, około
1910 r. Muz. Kult. i Szt. Lud. w Warszawie nr
inw. 1591.Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska 1956 r.
Ryc. 27. S p ó d n i c e I—lniano wełniana t. zw.
burka, I I — spódnica lniana t. zw. fartuch.
A - z przodu, B—płaty tkaniny (połowa), C—pa­
sek. Potok, pow. Biłgoraj, koniec XIX wieku.
Muz. Kult. i Sztuki w Warszawie nr inw. 1 — 1581,
11-5359. Skala 1:30 Rys. St. Z. Mirosławska 1956 r.

b

Pod koniec X I X w. w związku z rozpowszechnieniem się w całej południowej Lubelszczyźnie techniki ręcznego drukowania płócien pojawia się na wsi biłgorajsko-tarnogrodzkiej spódnica odświętna zwana malowanką
(ryc. 43,51). Zrazu szyto j ą z druko­
wanego płótna domowej roboty, stosując krój tradycyjnego fartucha. Malowanką szyto
z nieco krótszych 3 półek, później o szerokości kupnego płótna. Malowanka nigdy nie
była powszechną częścią ubioru: nie została też przyjęta do stroju obrzędowego, wydatnie
zaś przyczyniła się do wprowadzenia w użycie fabrycznej wzorzystej tkaniny.
Zimową porą kobiety nosiły zamiast fartuchów wełniane spódnice nazywane burkami
(ryc. 27). Materiał na nie tkano na wiejskich warsztatach, stosując lnianą osnowę i wełniany
białoczarny wątek oraz skośny splot. W ten sposób powstawała tkanina o poprzecznych
białoczarnych prążkach, szerokich na 4 m m . W spódnicy przebiegały one pionowo. Burka
posiadała nieco odmienny krój aniżeli fartuch i malowanka. Szyto ją z szerokości mate­
riału. Płat (75X300 cm) zszywano krótszymi krajami, a górny obwód marszczono i w y k a ń ­
czano oszewką. Dołem zamiast obrąbka przyszywano od spodu tasiemkę zakończoną
szczoteczką. Spośród wymienionych spódnic burka była najdłużej noszona. Jeszcze po
I wojnie światowej, gdy inne części stroju tradycyjnego całkowicie już zarzucono, burka
była powszechnym zi­
mowym odzieniem star­
szych kobiet.
Zapaska
O"

c
Ryc. 28. P a r c i a n k a krótka A—z przodu, B—z tyłu, C—części kroju,
d—płat stanowiący tył i przód (poncho), e—rękaw, Potok, pow. Biłgoraj,
koniec XIX w. Muz. Kult. i Szt. Lud. w Warszawie nr. inw. 5816. Skala 1:30.
Rys. St. Z. Mirosławska 1956 r.

Na spódnicę roboczą
najczęściej nie zakładano
zapaski, chyba że przy­
stępowano do specjalnie
brudzącej pracy. W ta­
kich razach zapaską był
płat workowego płótna,

�Ryc. 29. Dziewczyna w stroju odświętnym. Harasiuki, pow.
Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki 1956.
który zatykano górą za obszewkę spódnicy. W niedziele i święta, gdy po powrocie
z kościoła i zdjęciu fartucha ubierano czystą spódnicę codzienną (często była to malowanka)^
przepasywano ją zapaską sporządzaną ze zgrzebnego płótna. Zapaskę do stroju odświętnego
szyto z cienkiego dobrze wybielonego płótna, (ryc. 25). Jej długość była dostosowana
do fartucha, tak że dolne kraje wypadały na jednym poziomie. Dwa płaty płótna łączono
dłuższymi krajami, tworząc duży prostokąt o wymiarach 85X150 cm. Kraj dłuższego
boku układano w równe zmarszczenia, podobnie jak przy fartuchu i obszywano paskiem
płótna, wzdłużonym troczkami służącymi do podwiązywania zapaski. Z kolei całą po­
wierzchnię układano w fałdy o szerokości 3—4 cm. i poddawano prasowaniu. Zapaska
była zdobiona haftem, który przebiegał trzema prostymi liniami. Odświętną haftowaną
31

�zapaskę szanowano podobnie jak fartuch i przechowywano starannie złożoną w fałdy.
Wchodziła ona jako część składowa do stroju dziewcząt i kobiet zamężnych.
Obuwie
Tradycyjnym obuwiem kobiecym były chodaki. W lecie ubierano je tylko od święta,
podczas gdy we wszystkie dnie robocze chodzono boso. Chodaki kobiece były szyte
z wołowej kupnej skóry i posiadały taki sam krój jak męskie. W taki sam również
sposób były ubierane i przywiązywane do nóg (ryc. 30). W latach osiemdziesiątych X I X w.
pojawiły się na jarmarkach kobiece trzewiki z czarnej skóry z niską cholewką, formą
zbliżone do noszonych obecnie męskich kaloszy. Na podbiciu posiadały one płytkie roz­
cięcie z dwiema kabzlami wiązane sznureczkiem. Trzewiki zaczęty się stopniowo przyjmować
na wsi. Pod koniec X I X w. dziewczęta i młodsze kobiety zaczęły nosić kupne obuwie
t. zw. ciżmy, które dotrwały do czasów ostatnich. Ciżmy o wysokiej cholewce były obuwiem
na obcasie, a cholewki były sznurowane na całej swej długości. W pierwszych latach
trzewiki i ciżmy kupowane na jarmarkach były już prawie wyłącznym odświętnym
obuwiem kobiet, a chodaki spełniały rolę drugorzędną jako obuwie robocze. Równocześnie
z kupnym obuwiem wprowadziły kobiety do swego stroju „knapskie pończochy", robione
z fabrycznej bawełnianej przędzy szydełkiem lub na drutach. Na zimę robiono je z tej
samej przędzy z dodatkiem białej wełny.
Uczesanie i ubiór głowy
Dziewczęta na codzień i w święta chodziły z odkrytą głową, a włosy splatały staran­
nie w warkocze zwane koskami. Brano pasmo włosów znad czoła i pleciono z nich
trójdzielny warkoczyk, którego koniec rozdzielano na dwie części i wplatano w dwa
zasadnicze pasma włosów rozdzielonych z tyłu głowy i splecionych w dwa warkocze.
Z kolei opasywano nimi głowę w kierunku czoła, gdzie były krzyżowane i napowrót
ich końce kierowano k u tyłowi. W ten sposób głowa była opasana warkoczami,
a przez jej środek wzdłuż rozdziału przebiegał warkoczyk. W święta za koski za­
tykano polne kwiaty, najczęściej rumianki i bławaty. W specjalnie uroczyste święta
dziewczyna przystrajała głowę podwstążnikiem
sporządzonym z tekturowej obrączki
i różnokolorowych wstążek (ryc. 29). Tekturową obrączkę (szer. 3—4 cm) okręcano wstążką
zwykle czerwoną. Następnie do połowy jej obwodu doszywano końce wstążek. Rozpusz­
czone włosy przewlekano przez obrączkę, którą tak osadzano na głowie, by jej część
wolna od wstęg wypadała nad czołem. Na plecach wstęgi sięgały pasa a po nich spływały
swobodnie rozpuszczone włosy. Z kolei nakładano wianek z barwinku lub ruty przystrojony
k w i a t a m i ' . Podwstążnik
był również ślubnym ubiorem panny młodej, z tą różnicą,
że ruciany wianek był całkiem pozbawiony kwiatów. Kobieta zamężna miała głowę
n a k r y t ą czepkiem, który powszechnie nazywano chamełką lub oberkiem. Włosy nosi­
ła przycięte z przodu w grzywkę, a z tyłu głowy do końca ucha. Czepcowe nakrycie
głowy składało się z dwóch obrączek. Pierwsza była zrobiona z pręta rodzącego drzewa,
a więc śliwy, jabłoni, gruszy, a najczęściej leszczyny, druga z tektury. Obrączka z drzewa
miała średnicę około 15 cm i mieściła się w obwodzie 4 cm obrączki tekturowej. Tektu­
rowa obrączka nazywała się chamełką i od niej właśnie przyjęto nazwę dla całego na­
krycia głowy. Na chamełce rozpinano siatkowy czepek, wyplatany ręcznie a kupowany
na jarmarkach. Obwód chamełki opasywano trzykrotnie złożonym pasem płótna nazywanym
pópółką (35X170 cm). Pópółka występowała w parafiach Majdan Księżpolski i Sól. W pozo­
stałej części regionu chamełką owijano zatyczką. Był to pasek płótna (25X70 cm) posia­
dający na jednym ze swych dłuższych boków szlak haftu o różnej szerokości. W specjalnie
uroczyste święta ubierano zatycżki
o szerokim ozdobnym hafcie zwanym
szłakówki.
Wymienione części czepca ubierano w następującej kolejności: najpierw kobieta kładła
na środek głowy obrączkę z pręta i przymocowywała ją kosmykiem włosów, z kolei
nakładała chamełką z czepkiem i opasywała ją pópółką lub zatyczką.
2

32

��W pierwszych latach X X w. kobiece nakrycie głowy uległo pewnej modyfikacji.
Zamiast czepka siatkowego wyplatanego z bawełnianych nici młodsze kobiety zaczęły
stosować czepki z wzorzystego atłasu, a we wsiach podbiłgorajskich zarzucono już w t y m
czasie pópółką, zastępując ją szalinową chusteczką w kwiaty, którą rozpinano na obrączce.
Sporządzano ją w t y m wypadku nie z tektury lecz z sosnowego łubu, który często brano
ze starego sita. Obrączka z łubu posiadała kształt zaokrąglonego trójkąta. Po rozpięciu
na niej chusteczki, górną krawędź ozdabiano szklanymi koralikami. Wykonane w ten
sposób nakrycie głowy nazywano óbeikiem (ryc. 31). Do ubioru codziennego kobiety
zamężne nosiły również czepce, ale wykonane mniej starannie i z gorszego materiału.
W południowej części regionu czepek siatkowy zastąpiono kawałkiem drukowanego płótna
lub fabrycznego materiału, a obrączkę chamelki obszywano na stałe starą przyniszczoną
zatyczką lub zwykłym lnianym paskiem. Wierzchnim tradycyjnym nakryciem głowy
była lniana chusta nazywana szmatką.
Sporządzano ją z cienkiego kwadratowego pła­
tu płótna (75X75 cm) którego dwa kraje obrębiano. Szmatką
składano po p r z e k ą t ­
ni i po owinięciu głowy wiązano jej rogi pod brodą. Pod koniec X I X w. lnianą szmatką
zaczęły zamożniejsze kobiety zastępować k u p n ą chustką wełnianą zwaną szalinówką.
Sukmana

i

kożuch

Te dwie tradycyjne części kobiecego stroju posiadały identyczny krój co sukmany
i kożuchy noszone przez mężczyzn. Sukmana w stroju dziewcząt i kobiet zamężnych pełniła
ważną funkcję; ubierała się w nią niegdyś dziewczyna do ślubu, podobnie zresztą j a k i cały
jej orszak weselny. Sukmana jednak nie była chętnie noszona, a to z uwagi na jej ciężar
i sztywność materiału, to też w zimie najchętniej kobiety chodziły w kożuchach.
-

Ryc. 30. Chodaki, dawne obuwie kobiet: i mężczyzn. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
3 Strój Biłgorajski

oo

�Żupan

i

i szuba

Jeszcze przed około 80 laty powszechnym
ślubnym strojem dziewczyny była sukmana.
Już w t y m jednak okresie bogatsze dziew­
częta brały ślub w żupanie, który pod koniec
X I X w. całkowicie zajął w stroju kobiecym
dawną pozycję sukmany (Tabl.) Żupan był
rodzajem płaszcza dołem sięgającego poni­
żej łydek. Szyty był przez małomiasteczko­
wych krawców z sukna fabrycznego w sza­
firowy m kolorze. Jego kołnierz z wyłogami
i wywinięte mankiety rękawów były pokryte
cienkim czerwonym suknem, podszewka na­
tomiast była płócienna. Żupan posiadał krój
rozwinięty, wyraźnie dla wsi obcy. Z tyłu od
pasa b y ł suto ozdobiony fałdami i lamówkam i (ryc. 40) z kupnej bawełnianej taśmy
w kolorze niebieskim. Pas lamówki biegł
również pod kołnierzem i przodem po obu
stronach zapięcia, gdzie po jego prawej stro­
nie przyszywano kilka ozdobnych guzów
dla dekoracji. Żupan b y ł zapinany na haftki
i konie. Przepasywano go wełnianym barw­
nym pasem nabywanym na jarmarkach, głów­
nie w Leżajsku i Tarnogrodzie. Pas był długi
na dwa sążnie a szeroki na łokieć. Przed
ubraniem składano go wzdłuż kilkakrotnie
i następnie owijano 3 i 4 razy wokół
talii. Koszt żupana i pasa był niewątpli­
wie duży toteż mniej zamożne dziewczęta
pożyczały do ślubu tę część odzieży od
swych bogatszych rówieśniczek. Żupan
był noszony jako odświętne odzienie
przez dziewczęta, a przede wszystkim
przez kobiety zamężne.
W t y m samym okresie gdy wchodził
w użycie żupan, wprowadzono do ko­
biecego zimowego stroju szubą, czyli
rodzaj futra z owczych skór pokrytego
szafirowym suknem nieco gorszego ga­
tunku. Krój szuby był zbliżony do kroju
żupana, z tą różnicą, że szuba miała
z tyłu więcej fałd, bo po sześć z każdej
strony. Podobnie też były rozmieszczone
ozdoby z niebieskiej lamówki. Szuba
31. Czepek nowszego typu t. zw. oberek, Dą­
browica pow. Biłgoraj. Muz. Kult. i Szt. Lud.
w Warszawie nr inw. 1451.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
32. Czepek siatkowy, Harasiuki, pow. Biłgoraj.
Fot. B. Czarnecki, 1956.

�' 33. Starsza kobieta w świątecz­
nej koszuli, chustce i chamelce
Potok, pow. Biłgoraj.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
34. Kobiece okrycie głowy
kapturek. A — przód, B — tył
kapturka „denko", C—pliska do
wykończenia denka u dołu, D—
część okalająca denko z boków
i z góry. Muz. Kult. 1 Szt. Lud.
w Warszawie,nr inw. 1565. Skala
l:15.Rys. St.Z.Mirosławskal956.
35. Kapturek kobiecy. Biszcza,
pow. Biłgoraj. Muz. Kult. i Szt.
Lud. w Warszawie nr inw. 1759.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
różniła się od żupana kołnie­
rzem i wyłogami rękawów.
Pokrywano je owczym czar­
nym futerkiem odwróco­
nym runem do wierzchu.
Szubę zapinano na trzy mo­
siężne haftki. Była ona zaw­
sze strojem zamożniejszych
kobiet, podczas gdy więk­
szość do ostatnich czasów
chodziła w zwykłych ko­
żuchach.
3'

�Nadkrywka

i

płachta

W pogodne i ciepłe dni lata idąc do kościoła narzucała na siebie kobieta płócienną
nadkrywka. Był to długi płat, w ostatnich czasach już fabrycznego płótna (70X220 cm).
Środek jego dłuższego boku spoczywał nad czołem, a oba końce spływały swobodnie
przodem po ramionach i bokach, sięgając prawie do kolan. Znajdujący się nad czołem
kraj nadrywki był ozdobiony szlakiem haftu, wąski szlaczek biegł również wzdłuż
dolnych rąbków, które ponadto były jeszcze zakończone k u p n ą koronką.
Nadkrywka
była wyłącznie letnim strojem kobiet zamężnych, ubieranym tylko do kościoła. W chłod­
niejsze dni lata, w porach przejściowych i w zimie jako częste wierzchnie okrycie
służyła czynowata płachta. To powszechne odzienie kobiet i dziewcząt sporządzano
z dwóch płatów płótna czynowatego. Zszywano je dłuższymi bokami tworząc kwadrat

V

Ryc. 36. Kobieta w kożuchu. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
36

�(1F&gt;0X150 cm), a jego kraje obrębiano. Płachtę złożoną po przekątni zarzucano na
siebie, latem na ramiona, a w zimie spowijano nią głowę i szyję. Dwa je) boczne rogi
krzyżowano pod brodą i wiązano następnie na karku. Starsza przyniszczona płachta

Ryc. 37. K o ż u c h A—z przodu, B—z tyłu, C—części kroju: d—część tylna dolna, e—plecy, f—części
rękawa, g—poła bok, h—górna część przodu z wyłogiem, i-przednia część poły, j—kołnierz.
Harasiuki, pow. Biłgoraj około 1905 r. Muz. Kult. i Szt. Lud. w Warszawie nr. inw. 5918. Skala 1:30.
Rys. St. Z. Mircsławska J956.

wchodziła również w skład ubioru roboczego. Kobieta udająca się do pracy w pole
wraz z niemowlęciem, owijała je w płachtę. Rogi tej płachty przywiązywała na miejscu
pracy do specjalnego stojaka nazywanego kolibą (ryc. 1). Tak nadkrywka jak i płachta
czynowata zostały pod koniec X I X w. zarzucone w stroju świątecznym na rzecz barwnej

Ryc. 38. Sposób zdobitnia fałdy bocznej na kożuchu. Harasiuki, pow. Biłgoiaj Muztum J^ullury
i Sztuki Ludowej w Warszawie nr inw. 5918. Fot. B. Czarnecki 1956.
37

�wełniane] chustki zwanej szalinówką. Ostatnie płachty do dzisiaj jeszcze pełnią swoją
codzienną roboczą funkcję, są coraz częściej jednak zastępowane przez zwykłe zgrzebne
prześcieradła.
Dodatki

do

stroju

kobiecego

Uzupełnieniem stroju kobiecego były kupowane na jarmarkach krajki a przede wszystkim
różnego typu naszyjniki. Krajki w postaci kolorowych pasów wchodziły jako dość pow­
szechne uzupełnienie stroju dziewczęcego . Były one różnej długości, a szerokość ich
nie przekraczała 5 cm. Przepasywano nimi letni odświętny strój (ryc. 40a). Daleko waż­
niejszą rolę spełniały naszyjniki, które występowały w k i l k u odmianach. Najbardziej
z nich były cenione korale (ryc. 29). Cena, którą płacono za korale składające się z 3—6
sznurków pod koniec ub. w. równała się wartości krowy; z uwagi na to były one pie­
czołowicie przechowywane w półskrzynku wianowej skrzyni i ubierane tylko na większe
uroczystości. Korale były w pewnym sensie rodzinną własnością i matki przekazywały
je swym córkom jako wiano. Uboższe chłopki nosiły naszyjniki imitujące korale zwane
lakami. Można je było nabyć pod dostatkiem na jarmarcznych lub odpustowych kra­
mach. W czasie Postu lub rodzinnej żałoby noszono zamiast korali i laków sznurki
białych paciorków. Ubierała je też do ślubu panna młoda. Podczas badań terenowych
napotkano na korale, do których z przodu doczepione były srebrne ozdoby w postaci
dawnych monet. Połączone one
były ze sznurkiem korali przy po­
mocy różnego rodzaju kunsztow­
nych ornamentów wykonanych
także z szlachetnego metalu. Spo­
radycznym zjawiskiem na tym tere­
nie był naszyjnik o pojedynczym
sznurze dużych bursztynów. Posia­
dały one kształt kulisty a ich po­
wierzchnia była szlifowana w geo­
metryczne płaszczyzny . Chara­
kterystyczną cechą na tym obszarze
jest, że do sznurów korali i bur­
sztynów na karku nie przywiązy­
wano barwnych ozdobnych wstą­
żek opadających na plecy. Zjawisko
to często występuje w Polsce cen­
tralnej jak i w dzielnicach zacho­
dnich.
30

31

Ryc. 39. Zdobienie przodu i sposób za­
pinania kożucha. Harasiuki, pow. Bił­
goraj. Muzeum Kultury i Sztuki Lu­
dowej w Warszawie nr inw. 5918. Fot.
B. Czarnecki, 1956.
38

�Ryc. 40. Żupan A—z przodu. B—z tyłu
C — części kroju: d — płat przedni,
a—plecy, f—h—części stanowiące sfałdowanie z tyłu, i—rękaw, j — kołnierz,
k—połowa wierzchniej części kołnierza,
1—mankiet. Naklik, pow. Biłgoraj, ko­
niec XIX w. Muzeum Kult. i Szt. Lud.
w Warszawie nr inw. 2275. Skala 1:30.

Ryc. 40 a. Fragment krajki, Naklik, pow.
Biłgoraj. Muz. K. i Sz. L. w Warszawie
nr Inw. 6190. Fot. B. Czarnecki.

Ryc. 41. Zdobienie żupana. Lipiny p. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie nr. inw. 2275. Fot. B. Czarnecki, 1956.
39

�Rozdział

VIII

WYTWÓRCY I MATERIAŁY
Najczęściej stosowanym w Biłgorajszczyźnie materiałem do wyrobu różnych części
stroju było i jest jeszcze nadal płótno. Surowcem, z którego przędzie się nici na
płótno, to włókno lniane i konopne. Cała przeróbka tych roślin oraz przędzenie nici
spoczywa w rękach kobiet, natomiast praca przy warsztacie tkackim oddawna nale­
ży do mężczyzn. Tkactwem trudnili się ludzie ubodzy, przeważnie utrzymujący się
z tego zajęcia. Tkacze nazywani byli przez ludność tutejszą knopami.
Wydajność
dziennej pracy tkacza była rozmaita, zależnie od umiejętności technicznych i od gatunku
materiału przezeń wykonywanego . Najtrudniejsze w wykonaniu było płótno czynowate
zwane również drelichem. Tkano je w 4 nicielnice (ryc. 44). Płótno lniane najlepsze
służyło do wyrobu koszul odświętnych męskich i kobiecych — oraz fartuchów, zapasek
a dawniej i nadkrywek (ryc. 22). Gorszy gatunek płótna lnianego t. zw. „płótno zgrzebne"
które wykonywano z grubszego przędziwa i pakuł, służyło do wyrobu bielizny codziennej
i męskich portek. Z tego też płótna dawano podszewki do parcianek i żupanów. Płótno
czynowate I gatunku służyło do wyrobu parcianek oraz płacht noszonych przez kobiety
a w bieliźniarstwie pościelowym szyto z drelichu poszwy na pierzyny. Z grubszych
gatunków tego płótna często o osnowie lnianej a wątku konopnym wyrabiano krótkie
parcianki robocze w kształcie kaftanów. Wszystkie części stroju sporządzane z płótna poza
parcianką
wykonywały kobiety. Koszule odświętne i fartuchy oddawano do wiejskich
krawczyń. Wynagrodzenie za tę pracę płacono w naturze, nazywało się ono kolędą
i składało się z pewnej ilości tłuszczu, zboża, krup lub kartofli. Tkacze trudniący się
wyrobem płótna wyrabiali też materiał, k t ó r y po sfolowaniu przybierał formę sukna.
Tkaninę taką wyrabiał tkacz na t y m samym warsztacie, ale zakładał do tej pracy szerszy
blat i dodawał nici w osnowie, chodziło bowiem o to, aby dla sukna mocno kurczącego
się przy folowaniu, uzyskać pożądaną szerokość (75 cm). Zapewniała ona ustaloną wydaj­
ność przy kroju. Sukno zdjęte z tkackiego warsztatu było rzadkie i nazywano je siciąSić oddawano do folowania. Folusze znajdowały się przy wodnych młynach. Wymieniano
je w następujących miejscowościach: K o r y t k ó w k/Frampola, Borowiec k/Łukowej, i Kusze.
Sukno po przywiezieniu z folusza wieszano w stodole na bancie nad boiskiem, jego
32

Ryc. 42. Fragment haftu zatyczki. Przysiadki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
40

�końce zszywano i obciążano deską
i kamieniami, a to w celu zapo­
bieżenia zbytniemu kurczeniu się
podczas wysychania. Tkacze w y ­
konywali również materiały półwełniane służące do wyrobu burek
i
chołoszni.
Obok płótna i sukna w a ż n y m
materiałem służącym do wyrobu
odzieży były baranie skóry. Dawna
biała ich wyprawa koncentrowała
się w następujących wsiach: L i piny, Łazory, Harasiuki i Dąbro­
wica pod Biłgorajem oraz w Tar­
nogrodzie. Wszystkie te miejsco­
wości są położone nad Tanwią lub
jej dopływami, co nie było bez
znaczenia, gdyż przy wyprawie po­
trzebna jest duża ilość wody. Wy­
mienione ośrodki garbarskie miały
swoich kuśnierzy trudniących się
wyrobem kożuchów. Biała wypra­
wa skór miała następujący prze­
bieg. Najpierw skóry
moczono
i płukano w rzece, później pokry­
wano każdą skórę od strony miazdry

Ryc. 43. Przy kądzieli. Harasiuki, pow.
Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki 1956.

zakwaszonym rozczynem z żytniej mąki. Następnie składano każdą skórę we dwoje
miazdrą do środka a wełną na wierzch i układano je w drewnianym naczyniu np. w ce­
brze. Skóry pozostawiano tak 8 do 10 dni, poddając fermentacji. Co jakiś czas jednak
przekładano je, aby nie uległy zaparzeniu. Gdy naskórek t.zw. miozga zaczynał ustępo­
wać pod paznokciem, skóry wyjmowano, zgarniano z nich rozczyn i suszono. Następnie
lekko zwilżano i brano na sirp czyli na żelazny przyrząd przybity do ściany o kształcie
odpowiadającym nazwie. Na jego wypukłości zmiękczano skórę i oczyszczano z resztek
rozczynu przez przeciąganie raz w jedną raz w drugą stronę. Dalsza czynność polegała
na oczyszczeniu skóry z miazdry. Posługiwano się przy t y m prostokątnym nożem w y ­
ciętym ze starej kosy. Biały kolor nadawano skórze przez pocieranie kredą.
Daleko mniej ważnym choć powszechnie stosowanym surowcem była żytnia słoma
i pewien gatunek trawy zwanej psiarką. Z żytniej stomy wyplatano strzapkę na kapelusze.
Jej wyplataniem zajmowali się chłopcy przy pasieniu bydła i koni. Materiału dostarczały
najczęściej źdźbła przedwcześnie zbielałego żyta. Wycinano z nich środkową treść bez
kolanek Tę treść pleciono w strząpkę, posługując się techniką warkoczową czwórdzielną,
Ładnie pleść umieli tylko niektórzy, i ci otrzymywali zamówienia od starszych gospodarzy.
Starsi nie zajmowali się wyrobem kapeluszy, nie pozwalał na to brak czasu, a może
i powaga wieku. Nazwiska najbardziej utalentowanych wytwórców kapeluszy zachowały
się do dziś w pamięci miejscowej ludności; b y l i n i m i : Wawrzyniec Nizio w Soli, Tomasz
Kisiel i Wincenty Pazio z Luchowa Górnego.
41

�Na ogół dawny strój biłgorajsko-tarnogrodzki był wykonywany na wsi przez wiejskich
wytwórców. Dopiero później weszły w użycie takie części stroju jak żupany, szuby
i kobiece obuwie odświętne, wyrabiane po miasteczkach. Wytwórcami dawnego stroju
byli przeważnie bezrolni i małorclni chłopi, których stan majątkowy zmuszał do szukania
dodatkowego zajęcia poza rolnictwem. Z nich rekrutowali się krawcy szyjący sukmany,
kuśnierze, garbarze, krawczynie i utalentowane hafciarki.
Kuśnierstwo przed 60 laty miało już na t y m terenie pewne ustalone chociaż nie pisane
normy prawne dotyczące nauki, opłaty i warunków pracy. Rodzice oddając syna na n a u k ę
do krawca lub kuśnierza wpłacali z góry wynagrodzenie w gotówce i prowiancie, naj­
częściej w zbożu. Nie ustalano zazwyczaj czasu nauki ponieważ był on zależny od uzdolnień
ucznia, k t ó r y wędrował z majstrem pomagając mu w wykonywaniu zamówień. Gdy uczeń
opanował rzemiosło rozpoczynał samodzielną pracę, a miarą i świadectwem jego umie­
jętności b y ł y wykonane przezeń sukmany czy też k o ż u c h y .
Gozd Huciński, Derylaki, Szeliga, Łazory i Lipiny z których najwięcej wychodziło kuśnie­
rzy, miały swój typ kożucha o swoistym odmiennym kroju i wyszyciach. Drugim takim ośrod­
kiem kuśnierskim był na południu Tarnogród. Kuśnierze wędrowali po wioskach i za
umówioną ilość żywności lub cenę w gotówce podejmowali się wykonania określonej pracy.
Oczywiście w odległych od swego domu wioskach pracowano chętniej za gotówkę, bo
trudniej było przewieźć do domu zapracowaną żywność. Kuśnierze podobnie jak i krawcy
wędrowali przeważnie z ż o n a m i . W czasie pracy ustalony był zwyczaj, że gospodarz
dawał kuśnierzowi całkowite utrzymanie. Podobnie wynagradzano krawców szyjących
sukmany. Krawcami sukman b y l i wyłącznie mieszkańcy wsi, prawie każda wieś miała
83

34

Ryc. 44. Płótno czynowate. Ryc. 45. Płótno na koszule. Ryc. 46. Fragment materiału na burkę t. j . sa­
modziałową spódnicę wełnianą. Ryc. 47. Fragment tkaniny na spodnie tzw. cholosznie. Potok, pow.
Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
42

�swojego krawca. Krawiectwo i kuśnierstwo b y ł y to dwie gałęzie ludowego rzemiosła w któ­
rych zachodziła w y r a ź n a specjalizacja. Tylko kuśnierz Koza z Dąbrowicy o przezwisku
Okijaniec szył także sukmany.
Ostatnimi kuśnierzami, których nazwiska żyją jeszcze w pamięci miejscowej ludności
b y l i : Antoni Wołoszyn i Wojciech Deryło z L i p i n Górnych, Antoni Magolon ze wsi Derylaki, Michał Rudzik ze wsi Szeliga, Maciej Magolon z Gózdu Hucińskiego, Maciej Koza
„Okijaniec" z Dąbrowicy, Tomasz Gruca z Tarnogrodu. Ostatnim żyjącym kuśnierzem jest
wspomniany już Wojciech Swica z Lipin Górnych. Spośród krawców szyjących w dawnych
czasach sukmany wymieniają nazwiska: Tomasz Szabat ze wsi Siary Żuk, Maciej Paw­
łowski z Łazor, Michał Budzyński z Jedlinek, Franciszek Larwa z Potoku Górnego, Antoni
Kurz z Łazor, Tomasz Gilara z Rogoźni, Wojciech Golik „Wojtecek" z L i p i n Górnych,
Wincenty Szmołda z Luchowa.

Rozdział

IX

ZDOBNICTWO, H A F T Y , SZAMERUNKI, APLIKACJE
Jednym z najprostszych sposobów zdobienia stroju był staranny odręczny szew zwany
stebnówką. Wykonywany był lnianą nicią, a występował na płóciennej odświętnej odzieży,
na kołnierzach i mankietach koszul oraz na obszewkach wykańczających fartuchy i zapaski.
Zdobienia haftowane wykonywa­
ne ściegiem łańcuszkowym i płaskim
były umieszczane przede wszystkim'
na stroju kobiecym, na koszulach, za­
paskach, nadkrywkach i zatyczkach.
W hafcie posługiwano się nicią ba­
wełnianą zwaną zapałem w kolorze
czarnym, czerwonym i niebieskim.
Haft niebieski pojawił się w okresie
zanikania stroju i nie był powszech­
nie przyjęty. Zwykle wyszycia na
poszczególnych częściach odzieży płó­
ciennej były jednobarwne, tylko na
południowych krańcach regionu na
zetknięciu ze strojem ruskim zda­
rzały się kompozycje dwubarwne,
czerwono-czarne, lub trójbarwne, gdy
dochodził jeszcze kolor niebieski.
Moda łączenia w jednej ornamentacji
dwu i trzech kolorów zaczynała się
przyjmować w późniejszym okresie
i w centrum regionu biłgorajskotarnogrodzkiego. Miało to miejsce
w pierwszych latach X X w. Równo­
cześnie próbowano wprowadzić do
haftu ścieg krzyżykowy. Jedno i dru­
gie upadło wraz z powszechnym za­
nikiem stroju. Haft na skórze —
Ryc. 48. Wyplatanie kapelusza z psiarki.
Harasiuki, pow. Biłgoraj.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
13

�za pamięci informatorów — wykonywano jedwabiem w dwu kolorach, czerwonym
i zielonym.
Hafciarki tutejsze rozporządzały skromnym zasobem m o t y w ó w zdobniczych i jak
informowano , nigdy ich nie przerysowywały lecz odtwarzały z pamięci. Tworzone
35

Ryc. 49, Rękawice i przyrządy do ich wykonania. Potok, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie
nr inw. 6163. Fot. B. Czarnecki, 1956.
przez nie ornamentacje powstawały przez zestawienie równoległych l i n i i prostych, ząbko­
wanych i falistych. Najbardziej rozbudowanym motywem zdobniczym była spirala, w swej
podwójnej odmianie występująca również powszechnie w postaci zdobiny formowanej
z ciasta na pieczywie obrzędowym, jakim były korowaje weselne oraz na pisankach.
Spirala była motywem, któremu w hafcie przeznaczano specjalnie miejsce. Haftowa­
no pojedyncze, podwójne i potrójne spirale przede wszystkim na zatyczkach czep-

Ryc. 50. Kapelusz starszego typu z żytniej słomy t. zw. strząpki. Dąbrowica, pow. Biłgoraj.
Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie nr inw. 1467. Fot. B. Czarnecki 1956.
44

�cowych, na których wogóle haft najbujniej się rozwinął, i na przyramkach koszul,
gdzie, przeznaczano jej miejsce w najbardziej dekoracyjnej l i n i i haftu] biegnącego
wpoprzek ramienia. Haftem pokrywano najczęściej linie szwów. Haft na zapasce prze­
biegał przez jej środek, pokrywając i wzmacniając szew łączący obydwa płaty płótna.
Najbardziej rozbudowaną kompozycję spośród haftowanych części odzieży posiadała koszula

Ryc. 51. Fragment deski do drukowania pJótna. Tarnogród, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie
nr inw. 3791. Fot. B. Czarnecki, 1956.
kobieca na przyramku. I tutaj pasowe ornamentacje haftu pokrywały szwy łączące przyramek z plecami, pazuchą i rękawem. Z tej praktycznej funkcji pokrywania szwów haftem
wypływał układ ornamentacji i jej kształt. Za najbardziej charakterystyczne cechy haftu
biłgorajsko-tarnogrodzkiego należy uznać jednobarwność kompozycji, skąpy zasób motywów
zdobniczych i stąd wynikająca w pewnym stopniu prostota ornamentacjii, oraz jego ar­
chaiczność, wyrażającą się przez powiązanie ornamentacji haftu z liniami kroju. Haftem
zajmowały się mniej zamożne kobiety dorabiając w ten sposób na utrzymanie. Każda
wieś miała swe utalentowane hafciarki, które pracowały na zamówienie, pobierając w y ­
nagrodzenie w postaci kolędy t j . nieustalonej ilości pożywienia lub określonej opłaty
pieniężnej. Ten drugi sposób wynagradzania był przyjęty przez niektóre tylko specjalnie
uzdolnione hafciarki, których sława przekraczała często nie tylko granice własnej wioski,
ale niekiedy i granice parafii. Znanymi hafciarkami były m.in. Marianna Biela, Katarzyna
Kisiel, Agnieszka Zając ze wsi Lüchow Górny, Genowefa Łukaszczyk i Anna Przytuła
z Lipin, Katarzyna Lipiec i Anna Wardach ze wsi Potok Górny, Marianna Waluda
z Nakliku.
W zdobnictwie kożuchów dominujące znaczenie posiadała aplikacja, wykonywana
z białej irchowej skórki. Haft d-vubarwny, czerwono-zielony, mimo swych walorów
kolorystycznych zajmował pozycję drugorzędną jako wykończenie aplikacji tworząc w połą­
czeniu z nią jednolitą kompozycję. Aplikacje były przyszywane do podłoża kolorowym
jedwabiem, w czym posługiwano się zwykłym, starannie wykonanym ręcznym szwem
zwanym okrętką. Stosowano również ten szew jako tworzywo w budowie ornamentacji
zdobniczych, występujących na naszytych zdobinach aplikacji. Okrętka wykonana naj­
częściej nicią czerwonego jedwabiu posiadała w zdobnictwie kożucha duże zastosowanie
Wśród zdobin na kożuchu nie bez znaczenia była również aplikacja sukienna o bardzo
skromnej formie. Tworzono ją z czerwonego sukna w formie trójkątnych ząbków, które
45

�prostą linią wszywano w poziomo biegnące szwy fałdów bocznych (ryc. 38,45). Rzemiosło
kuśnierskie uprawiali mężczyźni, kobiety zdobiły i wykańczały kożuchy. Do prac ich nale­
żały również aplikacje i hafty.
Innym typem zdobnictwa stosowanym w stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim był szamerunek
wykonywany sznurkiem lub taśmą. Zdobiono nim sukmany, żupany i szuby oraz gamerki.
W szamerowaniu czarno-brązowych sukman i gamerek posługiwano się niebieskim weł­
nianym sznurkiem z którego przez naszywanie tworzono proste ornamentacje. Miejsce
dla tych ozdób, podobnie jak i w innych zdobionych częściach stroju, było już ustalone
przez wiekową tradycję. Na sukmanie występowały one w postaci ciągłej prostej linii,
biegnącej wokół kołnierza i przodem po obu stronach zapięcia, oraz poniżej pasa na obu
fałdach bocznych i obok dolnych rozcięć. Na gamerce posiadającej kształt niskiego cylindra
szamerunek biegł dokoła jako wykończenie górnego jej krańca. Zarysowującą się górą
rogatość czapki podkreślano czterema pomponami, które wykonywano z wełnianego sznurka.
Od wysokości ceny pobranej za wykonanie sukmany i czapki była uzależniona obfitość
naszywanych zdobin. Szamerunki na żupanach i szubach podobnie b y ł y rozplanowane
jak na sukmanie, lecz zamiast sznurka stosowano taśmę fabrycznego pochodzenia o jasno
niebieskim kolorze. Szyciem i zdobieniem żupanów i szub trudnili się małomiasteczkowi
krawcy.
Rozdział

X

HIGIENA I PRZECHOWYWANIE

ODZIEŻY

Dbałość o czystość i należyte przechowywanie odzieży zajmowała nieco uwagi i czasu
miejscowej ludności. W praniu bielizny codziennej i odświętnej posługiwano się i dziś
jeszcze posługuje ługiem sporządzonym z drzewnego popiołu przez zagotowanie w wodzie.
Do beczkowatego naczynia zw. zolnik stojącego na 3 nogach, a posiadającego na dnie
niewielki otwór, wkładano suchą bieliznę, a jego brzeg obwiązywano płótnem i wlewano

Ryc. 52. Fragment haftu zatyczki. Naklik, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
46

�gotujący się ług. Pra­
nie bielizny w k t ó r y m
posługiwano się łopatkowatą kijanką odby­
wało się na ławce
ustawionej nad stru­
mieniem.
Wypraną
bieliznę
rozkładano
na trawie, aby wysy­
chała. Do wygładzania
bielizny i innych płó­
ciennych części ubio­
r u używa się do dziś
drewnianego
wałka
i maglownicy, czyli
podłużnej deski jed­
nostronnie karbowa­
nej i posiadającej u je­
dnego końca uchwyt.
Odzież
codzienną
zawieszano w izbie na
żerdzi. W wypadku
przemoczenia obuwia
lub innej części ubioru
układano ją na piecu,
aby schła. Strój od­
świętny przechowy-

Eyc. 53. Fragment haftu
zatyczki, służącej do owi­
nięcia chamełki. Naklik,
pow. Biłgoraj.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
wano w skrzyniach ozdobnie malowanych, które kupowano na jarmarkach w Tarnogrodzie,
Biłgoraju i Krzeszowie. Boga*si posiadali po dwie, trzy a nawet cztery skrzynie. Zwykle
wełniane części stroju i kożuch przechowywano w osobnej skrzyni; wymagały one spe­
cjalnej pieczy, częstego przewietrzania, a nadto i pewnych zabiegów chroniących przed
molami. W t y m celu niezależnie od wietrzenia wkładano do skrzyni smolne sosnowe
szczapy lub pędy rosnącego na śródleśnych mokradłach ziela zwanego bagno. Sukmany,
płótnianki, nadkrywki, fartuchy i zapaski po złożeniu wkładano do skrzyni. S u k m a n ę
i parciankę składano wzdłuż na połowy, rękawami do środka, a następnie ich poły odwra­
cano prawą stroną do wierzchu. Fartuchy i zapaski składano wzdłuż l i n i i fałdów i okrę­
cano troczkami.
Rozdział

XI

CHARAKTERYSTYKA ŹRÓDEŁ
Literatura dotycząca kultury ludowej wschodnich terenów Polski jest raczej s k ą p a ;
ziemia Lubelska poza dwoma tomami „ L u d u " O. K o l b e r g a (Lubelskie i Chełmskie) nie do47

�Ryc. 54. Elementy z d o b n i ­
cze ubioru biłgorajskiego.'1-13
na płótnie, 14—16 na skórze ko­
żucha. 1—koseczka, 2—drabinka,
-oih-

@\©
f

2

(§\©

££XXIX^OOC
^ — &lt; — —

-

5
mereżka, 9—łapki, 10—kolka paro­
we, poduoójne, 11—kółka, 12—kółka _ || || |{ || || || ii n ii ii ii n ii u
potrójne, 13—po piąć kółek. 14—łap­
ki, 15—skrzyneczka, 16—gwiazdki.
Na podstawie oryginałów ze zbiór.
i
Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej
w Warszawie. Rys. St. Z. Mirosławska, 1956 r. Skala 1:1.

•u

czekała się dotychczas pełnego
opracowania, Wszystkie źródła
pisane z k t ó r y c h korzystano
przy opracowaniu niniejszej monografii posiadają charakter krótkich, przyczynkarskich
informacji i to najczęściej nie traktujących wprost o stroju biłgorajsko-tarnogrodzkim.
I tak w X V I tomie „ L u d u " znajdujemy k r ó t k ą notatkę dotyczącą występowania południowo-lubełskiej brązowej sukmany i sposobu wyrobu sukna , nieco dalej znajduje się
informacja że chłopi koło Józefowa Ordynackiego noszą białe zgrzebne kapoty zwane
parciankami i słomiane niskie kapelusze , oraz krótki opis stroju sitarzy biłgorajskich.
Wszystkie te informacje pochodzą z około 1880 r. „Chełmskie" i „Przemyskie" O. K o l ­
b e r g a nie obejmują ziemi biłgorajsko-tarnogrodzkiej.
Nieco cenniejszego materiału dostarcza X V I t. „Wisły". Przede wszystkim na uwagę
zasługuje monograficzny opis wsi Studzianki leżącej przy drodze z Turobina do K r a ś n i k a .
W opisie uwzględniono również strój. Zaczerpnięto stąd materiał porównawczy do opra­
cowania stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego. W t y m samym tomie „Wisły" znajduje się opis
wystawy rolniczej zorganizowanej w 1901 r. w Lublinie, na której wystawiono również
stroje i inne wytwory k u l t u r y ludowej . Niestety autor tego opisu H - Ł o p a c i ń s k i ogra­
niczył się tylko do wyliczenia ile i jakie przedmioty wystawiono. Jak z tego opisu wynika
najcenniejsze prywatne zbiory wystawił Jan B r a n d t ze Smorynia. Wśród nich było m. i n .
30 gorsetów złotem i srebrem przetykanych, które miały być noszone w X V I I I w. przez
mieszczki biłgorajskie i tarnogrodzkie. Na wystawę nadesłano z terenu liczne opisy strojów
lubelskich, należy przypuszczać że był to odzew na hasło rzucone przez jakieś czasopismo.
Niestety opisy te są bardzo pobieżne a ich opracowanie nie miało jakiejś jednej myśli
przewodniej. Na tej podstawie można sobie tylko wyrobić pewne zdanie o stopniu opa­
nowania lubelskiej wsi przez tkaninę fabryczną i miejską modę pod koniec X I X w.
W 1954 r. ukazała się w broszurowym wydaniu praca J. S w i e ż e g o pt. „Stroje ludowe
Lubelszczyzny". Autor starał się w t y m opracowaniu objąć całość zagadnienia pod wzglę«
dem materiałowym i terytorialnym Nie można jednak uznać by autor osiągnął cel zakre­
ślony tytułem, niemniej praca ta zawiera szereg cennych informacji z których skorzy­
stano przy opracowaniu niniejszej monografii.
Wymienione publikacje nie zawierają żadnych materiałów ilustracyjnych.
P o w a ż n ą pomocą w opracowaniu stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego były zbiory mu­
zealne zwłaszcza Mazsum K u l t u r y i Sztuki Ludowej w Warszawie, które posiada kilka
kompletów tego ubioru. Korzystano też ze zbiorów muzeów etnograficznych w Krakowie
i Lublinie oraz Muzeum Miejskiego w Zamościu. Wobec zarysowanego wyżej stanu źródeł p i 36

37

33

39

48

�Ryc. 55. Przyramek koszuli kobiecej. Potok, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie nr. inw. 2240.
Fot. B. Czarnecki, 1956.
sanych i ikonograficznych, opracowanie niniejszej monografii z konieczności oparto na infor­
macjach i zbiorach muzealnych, zgromadzonych podczas badań terenowych w r. 1948—1956 r.
Najżywsza pamięć o tradycyjnym stroju i najwięcej jego reliktów zachowało się we
wsiach należących do parafii: Huta Krzeszowska, L i p i n y i P o t o k Górny. Dalej na południe
w okolicach Tarnogrodu i Luchowa zachowanych reliktów było coraz mniej a równocześnie
coraz większe trudności napotykano w zbieraniu materiału informacyjnego. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki na terenach położonych nad samą granicą dawnego zaboru musiał
znacznie wcześniej zaginąć. Podobną sytuację stwierdzono na terenach położonych na
wschód od Tarnogrodu w okolicy Łukowej i Woli Różanieckiej. W tych stronach strój
zaczynał wyraźnie ubożeć. Haft nie był t u już zjawiskiem powszechnym, a nazwy nie­
których części stroju uległy zmianie. W 1954 r. przeprowadzono specjalne badania nad
zasięgiem południowym stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego. W t y m celu przebadano połud­
niową granicę etniczną polsko-ruską, wzdłuż dawnej granicy zaboru. Strój biłgorajskotarnogrodzki nie był dotychczas bliżej znany, a co ważniejsze, nie był uważany za jakąś
jednolitą i odrębną całość. Dopiero szczegółowe prace badawcze prowadzone w terenie
umożliwiły gruntowne poznanie tego stroju, wykrycie cech odrębnych i ustalenie jego
zasięgu. Nie było to rzeczą łatwą, bo i obszary położone w sąsiedztwie, zwłaszcza na wschodzie
i północy, również oczekują na zbadanie.

Ryc. 55. Spinka do koszu­
li. Naklik, pow. Biłgoraj.
Fot. B. Czarnecki, 1956.

4 Strój

Biłgorajski

49

�PRZYPISY
1

Franciszek B u j a k „Studia nad osadnictwem Małopolski" (Rozprawy Wydz. Hist. Filozof. P.A.U.)
Kraków 1905.
Maria D o b r o w o l s k a „Osadnictwo puszczy sandomierskiej" Kraków 1931.
W tradycji mieszkańców Aleksandrowa zachowała się wiadomość o założeniu tej wsi przez władze
rosyjskie. Osadnikami mieli być podobno skazańcy przywiezieni z Rosji.
Ten rodzaj okrycia występował na przykład w strojach Rzeszowiaków pod nazwą rąbka i rańtucha,
a w stroju żywieckim jej odpowiednikiem była loktusza.
Kobiece nakrycie głowy w rodzaju chamelki z rozpiętym czepkiem, tak typowe dla stroju biłgo­
rajsko-tarnogrodzkiego występowało również w środkowej i wschodniej Lubelszczyźnie i dalej na Polesiu.
W Polsce południowej znane było w stroju łańcuckim (Markowa, Gać) i na zachodzie kraju w stroju
górali spiskich. K. M o s z y ń s k i „Kultura ludowa Słowian" T. I. Kraków 1929, E. S t a r e k „Strój górali
spiskich" APSL Wrocław 1955, F. K o t u l a „Strój łańcucki" APSL Wrocław 1955.
Pcd określeniem „z lasu" rozumiano śródleśne wsie leżące na wschód od doliny Sanu, należące
do regii nu biłgorajsko tarnogrodzkiego.
Zofia S t a n i s z e w s k a — w swym zarysie etnograficznym wsi Studzianki k,Kraśnika (Wisła
1902 r. T. XVI str. 166 i nast.) obok opisu stroju daje również przegląd stosunków gospodarczych oraz
poświęca wiele miejsca zwyczajom i magii.
Materiał na bur/ci zamawiano u tkaczy ze wsi Łukowa, objętej zasięgiem stroju bilgorajsko-tarnogrodzkiego.
W udzielanych informacjach stale podkreślano rogatość ubioru głowy Rusinek.
Mieszkańcy wsi położonych nad rzekami Tanwią i Bukową zajmowali się m. in. wyrębem lasu
i spławem drzewa, co miało miejsce jeszcze w ostatnich latach przed pierwszą wojną światową. Drzewo
było spławiane do Ularowa, gdzie zbijano specjalnie dostosowane do większych wód tratwy. Stąd płynęły
one dalej Sanem i Wisłą do Gdańska.
Sitarze biłgorajscy byli niezwykle ruchliwi. Z wyrabianym przez siebie towarem tj. sitami wędro­
wali nie tylko po całym Królestwie, ale podróżowali po wielkich obszarach Rosji, gdzie zakładali nawet
swoje filie. Edward A r n e k k e r „Chałupnictwo sitarskie w Biłgorajskiem" Warszawa 1933.
Niniejsza monografia stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego jest opracowana prawie wyłącznie na
podstawie informacji zebranych w terenie w latach 1948 do 1956. Informacje te dotyczą niekiedy ostatnich
lat ub. w. i czasów nieco wcześniejszych, gdyż informatorzy opierali się na relacjach swoich rodziców.
Ten jednoznaczny etnonim byf.i w szczątkowym zasięgu jest jeszcze obecnie stosowany w połud­
niowo-wschodniej Polsce jako określenie ludności ukraińskiej.
Według informatorów folusze tutejsze w; korzystywały siłę płynącej wody, którą poruszano stępory.
Zasadnicze urządzenie folusza składało się z koryta, do którego wkładano sukno, i czterech steporów,
analogicznie jak jest w foluszach góralskich. W Kieleckiem i na Podlasiu wschodnim posługiwano się
foluszem ręcznym, składającym sie z dwóch części tj. koryta długości ok. 5 m wyżłobionego w pniu
drzewnym, którego wewnętrzne ścianki były poprzecznie karbowane, i maglownicy w kształcie belki
odpowiednio dtugiej jednostronnie karbowanej, a po obu końcach posiadającej wprawione uchwyty dla
rąk. Folusz taki 7najduje się w zbioiach Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie, nr.
inw. 3580.
Biłgorajscy mieszczanie od dawna trudnili się sitarśtwem i prowadzili w związku z tym bardzo
ruchliwy tryb życia. Łączyły ich liczne więzy ro dzinne i zawodowe z mieszkańcami okolicznych wiosek
z których najbardziej przedsiębiorcze jednostki znajdowały zatrudnienie w silarstwie. Tymi drogami
szły wpływy miejskie na wieś podbiłgorajską. E. A r n e k k e r „Chałupnictwo sitarskie w Biłgorajskiem"
Warszawa 1936 r.
W 16-tym tomie „Ludu" (str. 42) znajduje się następujący opis kobiecego płaszcza noszonego przez
2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

50

�mieszkanki Biłgoraja: „Katanki czyli suknie wierzchnie (zwane kaftaniki) z obcisłymi rękawami, długie
za kolana, zwykle jasnobłękitnej barwy, taśmami i sznurkami obszywane, mają nader szeroko wywinięty
kołnierz i klapy na przodzie do pasa sięgające, na których białym tle ukazują się wzorzyste wyszycia
z zielonej i różowej włóczki. Takież klapki z podobnymi ozdobami są u rękawów. Ubiór ten poczyna
atoli wychodzić z użycia". W 16-tym tomie „Wisły" (rocznik 1902) w opracowaniu Jana B r a n d t a
„Przemysł drobny w powiecie biłgorajskim" znajduje się wzmianka o stroju mieszczan tarnogrodzkich.
Czytamy tam na str. 329: ,,W 18 stuleciu mieszczanie tarnogrodzcy należeli do bogatszych w kraju,
o czym świadczą noszone dawniej przez mieszczanki gorsety wyszywane srebrem i złotem; i żupany
obszywane galonami".
Według informacji uzyskanych we wsi Kosobudy koło Zwierzyńca nie znano tu za pamięci naj­
starszych ludzi innego nakrycia głowy kobiety zamężnej, jak tylko obrączki z rozpiętą na niej wełnianą
barwną chusteczką. Nakrycie to nazywano sitkiem.
Pod koniec XIX w. i w pierwszych latach XX w. rzemieślnicy zajmujący się drukowaniem płótna
rozwinęli ożywioną działalność. Posiadali nie tylko swe warsztaty w miasteczkach, ale ponadto jeździli
po okolicy bądź to zbierając większe ilości płótna do drukowania, bądź też wykonując te pracę na miejscu.
Zakładano również po większych wsiach filie warsztatów drukarskich jak np. w Potoku. Piotr G r e n i u k
„Druki ludowe na płótnie w południowej Lubelszczyźnie" Polska Sztuka Ludowa rocznik I I I z. 9/10.
Według uzyskanych informacji wyprawę skór baranich na- brązowo wprowadził Jan Kondysar
z Potoku. Sprowadził on w ostatnich latach XIX w. majstra, który przebywał w Lipinach przez okres
kilku miesięcy i nauczył nowej techniki miejscowych garbarzy.
Komplet stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego, zebrany w terenie w latach 1948—1956 przez autorkę
niniejszej monografii i Władysława Jeż-Jareckiego, znajduje się w zbiorach Muzeum Kultury i Sztuki
Ludowej w Warszawie.
Parcianka była również noszona przez ludność ruską zamieszkującą okolice Tarnogrodu m. in.
we wsi Biszcza. Posiadała ona jednak odmienny krój zbliżony do żupana opisanego w niniejszej pracy,
z fałdami z tyłu a nie po bokach. Według J. Ś w i e ż e g o parclanki te wyśmiewano w Biłgoraju nazy­
wając wściekłymi parciankami.
W Dąbrowicy pod Biłgorajem, a więc już poza zasięgiem omawianego stroju informowano, iż podobno
kawalerzy przepasywali parciankę kupną krajką.
Kożuchy takie nazywano we wsi Korczów k'Biłgoraja bakieszowe. Informacji tej udzielił J. Świe­
żemu 90-letni Jan Łuszczak z Korczowa.
W/g. J. S w i e ż e g o gamarki noszone w okolicy Tarnogrodu nie posiadały pomponów lecz bardziej
skąpe od nich czuby — wykonane z postrzępionego niebieskiego sznurka. Jak informował J. Świeżego
77-letni Franciszek Miedź ze wsi Sól koło Biłgoraja, pompony kuliste wprowadził około 1900 r. krawiec
Strzałka ze wsi Ciosmy koło Biłgoraja.
Umiejętność sporządzania chodaków była powszechna i tylko niektórzy zwłaszcza bogatsi gospodarze
zakupioną skórę oddawali do wiejskiego szewca.
Chodaki ubierano jeszcze ostatnio zwłaszcza w wypadku skaleczenia stopy, celem uchronienia jej.
Wyrobem rękawic i pończoch, jak to wskazuje sama nazwa („knopskie" pończochy), zajmowały
się osoby należące do rodzin tkaczy. Jest to tym bardziej zrozumiałe, jeżeli się weźnre pod uwagę,
że do wyrobu tak rękawic jak i pończoch wykorzystywano resztki wełny, jakie pozostawały przy tkaniu
sukna.
Dziewczyna z nieślubnym dzieckiem.
Według J. Świeżego we wsi Różaniec koło Tarnogrodu wianek z barwinku nazywano „lizany"
a z ruty „targany".
Według J, Świeżego na omawianym terenie młode dziewczęta wieszały na szyję medaliki na jed­
wabnej zielonej wstążce i szklane perełki.
W monografii niniejszej nie uwzględniono gorsetu, ponieważ poza Tarnogrodem i jego przed­
mieściami nie stwierdzono występowania tej części ubioru. Gorset o ile kiedykolwiek występował
w okolicy Tarnogrodu był zjawiskiem krótkotrwałym i sporadycznym nie przyjętym przez ogół. Świadczy
o tym tak materiał informacyjny jak zabytkowy, gromadzony przez szereg lat. Nieco inny pogląd na tę
sprawę miała Zofia M a l e w s k a , która w swej pracy pt. „Gorset w stroju polskim" (rękopis w posia­
daniu Archiwum P. T. L.) pisze na ten temat (przypisy str. 20) „Badania terenowe przeprowadzone
w r. 1949—50 w Bifgoraiu i wsiach zamieszkałych przez rodziny sitarskie stwierdziły że biłgorajanki nigdy
gorsetów nie nosiły. Potwierdzenie tych wiadomości znajdujemy w literaturze", i na tejże stronie „noszono
je natomiast w Tarnogrodzie i w promieniu 15 km od Tarnogrodu. Czas noszenia tych gorsetów można
tylko w przybliżeniu ustalić", i dalej „wedle informacji zebranych w terenie gorsety takie noszono do
r. 1900". Tamże na stronie 24 „Ciekawym jest fakt, że tradycja gorsetów przetrwała do dnia dzisiejszego
w samym Tarnogrodzie, na przedmieściach tarnogrodzkich oraz w wioskach leżących w promieniu 15 km
od Tarnogrodu do rzeki Tanwi. Wśród mieszkańców wsi leżących na drugim brzegu nie istnieje nawet
wspomnienie gorsetu, podobnie jak w wioskach otaczających Biłgoraj i w samym Biłgoraju".
17

18

19

20

21

22

23

24

25

28

27

28

20

30

31

3*

51

�32

Przeciętnie tkacz wyrabiał dziennie 12 łokci płótna lnianego pierwszej klasy. Ilość tę nazywano
sztuką i płac mo za jej wykonanie przed I wojną światową 2 złote carskie. Płótna konopnego wyrabiał
15 łokci dziennie a workowego 18 i więcej.
_ Wojciech Swica lat 78 pochodzący z Gózdu Hucińskiego, a zamieszkały obecnie w Lipinach, infor­
mował, że jako 10-letni chłDpiec umiał szyć kapelusze słomiane, a w 12 roku życia potrafił uszyć parciankę. czego nauczył go Stanis'aw Sokal z Gózdu. Pon'eważ ojciec informatora nie posiadał wiele ziemi,
oddał go na naukę do swego krewnego kuśnierza w Goździa, Macieja Magolona. Według nie pisanej umowy
ojciec zobowiązał syna do pasienia latem krów wzamian za co kuśnierz zobowiązał s ę nauczyć go
w zimie rzemiosła. Umowy jednak kuśnierz n e dotrzymał. Strzegąc zazdrośnie tajemnicy swego zawodu,
nie dopuszczał ucznia do kroju i innych ważn ejszych czynności kuśnierskich. Ojciec odebrał syna od
krewniaka i oddał go na naukę do Szeligi, do tamtejszego kuśnierza Michała Rudzika. Tu za naukę
zap'acił 15 rubli i centnar żyta. Rudzik jak większość ówczesnych kuśnierzy był rzemieślnikiem wędrow­
nym. Z nim chodził nasz informator przez rok po okolicznych woskach pomagając w pracy i ucząc się
rzemiosła Po roku nauki zaczął pracować samodzielnie wędrując przez 35 lat po całej okolicy. Pracował
jako kuśnierz w nast. wsiach: Sól, Ciosmy, Dąbrowica, Dereźnia, Korczów, Gozd Huciński, Huta Krzeszowska,
Harasiuki, Łazory. Ryczki, Sieraków, Derylaki, Banachy, Hucisko, Lipiny i Kamionka w gminie Krzeszów;
szył kożuchy w dwóch wsiach pod Modliborzycami w powiecie Janów Lubelski, gdzie już panowała inna moda.
Za wykonanie kożucha przed I wojną światową brano następującą zapłatę: kożuch prosty — 6 zł
wyszywany — 8 zł tj. 1 rubel i 40 groszy. Specjalnie bogato zdobiony kożuch kosztował 2 ruble.
I n f o r m a t o r z y : Maciej PRZYTUŁA ur. 1871 (zm. 1955) zamieszkały we wsi Harasiuki, z za­
wodu dróżnik, obdarzony dobrą pamięcią, doskonały znawca stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego i pa­
nujących stosunków; Jan WALUDA, ur. 1875 we wsi Łazory, a zamieszkały obecnie w Potoku
Górnym, rolnik trudniący się dodatkowo bednarstwem, udzielił cennych informacji z zakresu stroju
i związanego z nim rzemiosła; Wojciech ŚWICA, ur. 1876 we wsi Gozd Huciński, zamieszkały obecnie
w Lipinach, ostatni z dawnych kuśnierzy szyjących biało wyprawne kożuchy, — informator z zakresu swego
rzemiosła i garbarstwa. Niemniej cennych wiadomości, choć z węższego zakresu udzieliły następujące
osoby: Marianna CIOSMAK lat 77 i Stanisław SKAKUJ lat 62 ze wsi Dąbrowica, — Michalina RAPA
lat 84, wieś Gromada k/Biłgoraja, — Maciej DERYLAK lat 80, wieś Derylaki, — Jan SOCHA lat 72 i Agnie­
szka MACIERZYŃSKA, wieś Naklik, — Katarzyna SERAFIN lat 74, wieś Bidaczów Stary, — Mikołaj
LIPIEC lat 86, Katarzyna LIPIEC lat 60 i Marianna WALIŁKO iat 78, znana hafciarka, — wieś Potok
Górny, — Maria GAWŁÓWA lat 93, wieś Harasiuki, — Marianna CUDZIŁŁO łat 80, wieś Sieraków, —
Wojciech PSZCZOŁA lat 77 i Maria CZEPOWA lat 75, wieś Płusy k/Tarnogrodu, — Magdalena KORZEŃ
(Korzenicha) lat 92 urodzona we wsi Brodziaki, a zamieszkała w Majdanie Księżopolskim, obdarzona
niezwykłą pamięcią i jasnością umysłu, — Wiktoria MAGUCHOWA lat 65, Agnieszka KRASSOWSKA lat 68
i Antoni MAZUREK lat 70 — Tarnogród, Płuskie Przedmieście, —Maria ZABŁOTNA lat 90 i Antoni
ZABŁOTNY lat 67, wieś Lipiny, — Marianna ZAJĄC lat 69 i Wawrzyniec KRASSOWSKI lat 90, wieś
Luchów, — Maria WRONA lat 71 i Katarzyna BIELAK lat 78, wieś Aleksandrów, — Marianna PIRÓG
(Pirożycha) lat 72 i Józef JABŁOŃSKI lat 80, wieś Łukowa, — Helena POKRYWKA lat 65, Piotr POKRY­
WKA lat 65 i Antonina SIKORSKA lat 90, wieś Adamówka pow. Jarosław.
Chciałam tu również wyrazić serdeczne podziękowanie dla całej rodziny PRZYTUŁÓW w Harasiu­
kach, a zwłaszcza rodzeństwu Anieli i Andrzejowi PRZYTUŁOM, u których zawsze znalazłam gościnę
i skuteczną pomoc, zwłaszcza w gromadzeniu materi-.łu rzeczowego. Wyrażam także podziękowanie
Michałowi BAZANOWI — a za pomoc w uzyskaniu wielu rzadkich zabytków stroju Janowi PLICHCIE
z Potoka Górnego.
Lud, t. XVI, Lwów 1910 r.
op. cit.
Zofia S t a n i s z e w s k a , Wieś Sfcidzianki. Zarys etnograficzny. Wisła t. XVI. str. 162—195. War­
szawa 1902 r. Patrz str. 166.
Hieronim Ł o p a c i ń s k i , Dział etnograficzny na wystawie rolniczo-przemysłowej w Lublinie
w r. 1901. W sła t. XVI. str. 334—342. Warszawa 1902.
Wszystkie fotografie na podstawie materiału muzealnego wykonał w terenie i pracowni Bohdan Czar­
necki, wkładając w tę pracę niemało starania i czasu. Rysunki krojów sporządziła z wielką starannością
Zofia Mirosławska. Obojgu wyżej wymienionym wyrażam tu swą wdzięczność.
33

:

;

:

34

35

88
8r

88

39

BIBLIOGRAFIA
A r n e k k e r Edward — Chałupnictwo sitarskie w Biłgorajskiem, Instytut Gospodarstwa Społecznego.
Warszawa 1933.
B a ń k o w s k i Edward — Ruś Chełmska od czasów rozbiorów Polski, Lwów 1887.
B u j a k Franciszek —Studia nad osadnict vem Małopolski, Rozprawy Wydziału Historyczno-Filozoficznego Polskiej Akademii Umiejętności, Kraków 1905.
5£

�Bujak

Franciszek — Historia osadnictwa ziem polskich w krótkim zarysie. Wydawnictwo Głównego
Urzędu Ziemskiego, Warszawa 1920.
D ą b r o w s k i Stanisław — Czapka i kapelusz w Lubelskiem, (odbitka z kwartalnika etnograficznego „Lud"
seria I I T. VIII, 1929), Towarzystwo Ludoznawcze, Lwów 1930.
^_
D ą b r o w s k i Stanisław — Pasy lubelskie (odbitka Region Lubelski R. I I , 1929) Muzeum Lubelskie,
Lublin 1929.
&gt;
D o b r o w o l s k a Maria — Osadnictwo puszczy sandomierskiej między Wisłą i Sanem, Nakładem Księ­
garni Geograficznej „Orbis", Kraków 1931.
D o b r o w o l s k i Kazimierz — Migracje wołoskie na ziemiach polskich, Nakładem Polskiego Towarzy­
stwa Historycznego, Lwów 1930.
—,
F i s c h e r Adam — Rusini — Zarys etnograficzny Rusi, Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossoliń­
skich, Lwów 1928.
•-&lt;*
G a j e k Józef — Instrukcja dla współpracowników redakcji Atlasu Polskich Strojów Ludowych, Polskie
Towarzystwo Ludoznawcze, Poznań 1952.
G a j e k Józef —Metodyka monograficznego opracowania strojów ludowych „Lud" T. XLI, Polskie To­
warzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1934.
G r e k ó w Borys — Chłopi na Rusi od czasów najdawniejszych do wieku XVII, (tłumacz. A. Poppe i A. Rybarski), Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1955.
G r e n i u k Piotr — Druki ludowe na płótnie w południowej Lubęlszczyźnie. Rocznik I I I Z 9/10, Polska
Sztuka Ludowa, Warszawa 1949.
K o l b e r g Oskar — Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa,*podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy,
pieśni, muzyka i tańce. Lubelskie. Seria XVI cz I i II — Kraków 1883.
^_
K o t u l a Franciszek — Strój Łańcucki, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Polskie Towarzystwo Ludo­
znawcze, Wrocław 1955.
M a l e w s k a Zofia — Gorset w stroju polskim, rękopis złożony w Archiwum Naukowym Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego. Wrocław, plac Nankera 4.
M o s z y ń s k i Kazimierz — Kultura Ludowa Słowian T. 1 i 2,Polska Akaziemia Umiejętności, Kraków
1929 i 1934.
M o s z y ń s k i Kazimierz — Geograficzne zróżnicowanie odzieży ludowej w Polsce, Kalendarz Ilustrow any Ilustrowanego Kuriera Codziennego ha rok 1938.
R e i n f u s s Roman — Polskie druki ludowe na płótnie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1953.
R u t k o w s k i Jan — Historia gospodarcza Polski der roku 1864, Książka i Wiedza, Warszawa 1953.
S t a n i s z e w s k a Zofia — Wieś Studzianki, Zarys etnograficzny, „Wisła" T. XVI str. 163—71, War­
szawa 1902.
S t a r e k Edyta — Strój górali spiskich, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Polskie Towarzystwo Ludo­
znawcze, Wrocław 1955.
Ś w i e ż y Janusz — Strój krzczonowski, Atlas Polskich Strojów Ludowych, Polskie Towarzystwo Ludo­
znawcze, Poznań 1952.
Ś w i e ż y Janusz — Stroje ludowe Lubelszczyzny (w ogólnym zarysie) „Sztuka", Warszawa 1954.
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Warszawa 1893.
Wisia T. XVI r. 19j2 str. 348 i następne — Kilka wiadomości o odzieży ludowej w gubernii lubelskiej
(z materiałów nadesłanych na wystawę rolniczo-przemy słowa w Lublinie w r. 1901).

SPIS

ILUSTRACJI

Ryc. 1. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 2. Ubiory gospodarzy. Chmielek, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów Janusza Świeżego. Fot. W. Sierocińska,
ok. 1914.
Ryc. 3. Chłopi w sukmanie i parciance. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 4. Ubiory odświętne. Harasiuki, pow Biłgoraj, fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 5. Ubiory odświętne. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 6. Chłop w ubierze odświętnym. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 7. K o s z u l a . A — z przodu, B — z tyłu, C — części kro.iu: d — płat przedni, e — płat tylni,
f — rękaw, g — mankiet h — kołnierz, i — przyramki, j — wtok (podpasze). Potok, pow. Bił­
goraj, około 1900 r. Muz. Kult. i Sztuki Lud. w Warszawie nr inw. 1577. Skala 1:30. Rys. St. Z.
Mirosławska 19r.6.
Ryc. 8. Mankiet koszuli nowego typu. Haft krzyżykowy czerwono-czarny. Sól pow. Biłgoraj. Muzeum
Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie nr inw. 1428. Fot B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 9. Mankiet keszuli starszego typu, haft czeiwono-czarny. Sól pow. Biłgoraj. Muz. Kult. i Sztuki
Ludowej w Warszawie, nr inw. 1577. Fot. B. Czarnecki, 1956.
53

�Ryc. 10. Koszula męska typu nowszego, haft krzyżykowy, Sól pow. Biłgoraj. Muzeum Kultury i Sztuki
Ludowej w Warszawie, nr inw. 1962. Fot. B. Czarnecki 1956.
Ryc. 11. S p o d n i e . I . — wściekłe portki, II. — spodnie chcłosznie, A — z przodu, B — z tyłu, C —
części kroju: d — krój nogawek, e — klin, f — pas. I . Lipiny, pow. Biłgoraj, n. — Potok pow.
Biłgoraj, koniec XIX w. Ze zbiorów Muz. Kult. i Szt. Lud. w Warszawie, nr inw. I . — 1664,
n. - 1553. Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
Ryc. 12. M ę s k i e o k r y c i e w i e r z c h n i e . I. — Parcianka, II. Sukmana, A — z przodu, B — z tyłu&gt;
C — części kroju: d — część przednia i tylna (poncho), e — kliny poły parcianki, f — rękaw,
g — kołnierz, h — mankiet, i, j — kliny przyszyte dj części tylnej sukmany. Parcianka — Potok
pow. Biłgoraj, koniec XIX w. nr inw. 2233. Sukmana — Harasiuki, pow. Biłgoraj, koniec XIX w.
Muzeum Kult. i Szt. Lud. w Warszawie, nr inw. 1563. Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
Ryc. 13. S u k m a n a . A — z przodu, B — z tyłu, C części kroju: d — płat tylni, e — płat przedni,
f — klin, część poły, g — rękaw, linia przerywana oznacza zgięcie mankietu i jego ułożenie,
h — kołnierz. Harasiuki, pow. Biłgoraj, koniec XIX w.M.K. i Sz.L. Warszawa nr inw. 1608. Skala 1:30.
Ryc. 14. Szamerunek przodu i kołnierza na sukmanie. Potok, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa.
nr inw. 2295. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 15. S z u b a. A — z przodu, B — z tyłu, C — części kroju wierzchu.
D — części kroju podszewki, e — płat przedni, f — plecy, g, f, i — części składające się na
marszczenie tyłu. j — rękaw, k — kołnierz, 1 — mankiet rękawa, e , h —• części podszewki.
Łazory, pow. Biłgoraj, koniec XIX w. M. K. i Sz. L. Warszawa nr inw. 1444. Skala 1:30. Rys. St. Z.
Mirosławska 1956.
Ryc. 16. Szamerunek przodu na sukmanie. Potok, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie nr inw. 2295,
Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 17. Fragment pasa. Łukowa, pow.. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa, nr inw. 6161 Fot B. Czar­
necki, 1956.
Ryc. 18. Męski pas skórzany. Sól pow. Biłgoraj. Ze zbiorów Muzeum w Zamościu. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 19. M ę s k i e o k r y c i e g ł o w y t. zw. gamerka. A — widok ogólny, B —• krój. Potok, pow. Bił­
goraj, koniec XIX w., M. K. i Szt. L. Warszawa, nr inw. 2294. Skala 1:10. Rys. St. Z. Mirosławska
1956.
Ryc. 20. Torba męska zwana kalita. Naklik, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów Muzeum Kultury i Sztuki Lu­
dowej w Warszawie, nr inw. 1450. Fot. B. Czarnecki 1956.
Ryc. 21. Wiązanie pasa. Potok, pow. B.łgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 22. Odświętny ubiór kobiety. Głowa i ramiona okryte chustą lnianą nadkrywką. Fot. B. Czar­
necki, 1956.
Ryc. 23. Koszula kobieca. Potok, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa, nr inw. 1577. Fot. B. Czarnecki, 1956Ryc. 24. Kobieta w czepcu w t. zw. ćhamelce Harasiuki, pow. Biigoraj, Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 25. Zapaski. Harasiuki, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie nr inw. 1591. Fot. B. Czarnecki,
19S6.
Ryc. 26. Z a p a s k a. A — z przodu, B — krój, płat główny, C — pasek. Potok, pow. Biłgoraj, około
1910 r. M. K. i Sz. L. Warszawa, nr inw. 1591. Skala 1:30 Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
Ryc. 27. S p ó d n i c e. I . — Inisno wełniana t zw. lurka, II. — spódnica lniana t. zw. fartuch. A —
z przodu, B — płaty tkaniny (połowa), C — pasek. Potok, pow. Biłgoraj, koniec XIX w. M. K.
i Sz. L. Warszawa, nr inw. I . — 1581, H. — 5359. Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
Ryc. 28. P a r c i a n k a k r ó t k a . A — z przodu, B — z tyłu, C — części kroju, d — płat stanowiący
tył i przód (poncho), e — rękaw, Potok, Pow. Biłgoraj, koniec XIX w. M. K. i Sz. L. Warszawa,
nr inw. 5816.
Ryc. 29. Dziewczyna w stroju odświętnym. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956. Skala 1:30.
Ryc. 30. Dawne obuwie kobiet i mężczyzn. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 31. Czepek nowszego typu t. zw. Oberek. Eąbrcwica pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa nr
inw. 1451. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 32. Czepek siatkowy, Harasiuki, pow. Biłgoraj, fot B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 33. Starsza kobieta w świątecznej koszuli i chamelce. Potok, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956
Ryc. 34. K o b i e c e o k r y c i e g ł o w y kapturek. A — widok ogólny. B — tył kapturka „denko", C —
pliska do wykończenia denka od dołu, D — część okalająca denko z boków i z góry. M. K. i Sz. L.
Warszawa, nr inw. 1565. Skala 1:15. Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
Ryc. 35. Kapturek kobiecy. Biszcza, pow. Biłgoraj M. K. i S. L. Warszawa, nr inw. 1729. Fot. B. Czar­
necki, 1956.
Ryc. 36. Kobieta w kożuchu. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 37. Kożuch A — z przedu, B — z tyłu, C — części kroju: d — część tylna dolna, e — plecy,
f — części rękŁwa, g — poła — bek, h — górna część przodu z wyłogiem, i — przednia część
poły, j — kołnierz. Harasiuki, pow. Biłgoraj około 1805 r. M. K. i Sz. L. Warszawa nr inw. 5918Skala 1:33. Rys. St. Z. Mirosławska 1956.
1

54

l

�Ryc. 38. Sposób zdobienia fałdy bocznej na kożuchu, Harasiuki, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów Muzeum
Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie, nr. inw. 5918. Fot. B. Czarnecki.
Ryc. 39. Zdobienie przodu i sposób zapinania kożucha. Harasiuki, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa,
nr. inw. 1591. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 40. Ż u p a n . A — z przodu, B — z tyłu, C — części kroju: d — płat przedni, e — plecy, f-h —
części stanowiące sfałdowanie z tylu, i — rękaw, j — kołnierz, k — polowa wierzchniej części
kołnierza, 1 — mankiet. Naklik, pow. Biłgoraj, koniec XIX w. M, K. i Sz. L. Warszawa, nr inw.
2275. Skala 1:30. Rys. St. Z. Mirosławska, 1956.
Ryc. 40a. Fragment krajki. Naklik pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie, nr inw. 6190. Fot. B. Czar­
necki, 1956,
Ryc. 41. Zdobienie żupana. Lipiny pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa, nr inw. 2275. Fot. B. Czar­
necki, 1956.
Byc. 42. Fragment haftu zatyczki. Przysiadki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 43. Przy kądzieli. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 44. Płótno „czynowate", Potok, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 45. Płótno na koszule. Potok, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 46. Fragment materiału na burką t. j . samodziałową spódnicę wełnianą. Potok, pow. Biłgoraj. Fot.
B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 47. Fragment tkaniny na spodnie t. zw. chołosznie. Potok, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 48. Wyplatanie kapelusza z psiorki. Harasiuki, pow. Biłgoraj. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 49. Rękawice i przyrządy do ich wykonywania. Potok, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów Muzeum Kultury
i Sztuki Ludowej w Warszawie, nr inw. 6163. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 50. Kapelusz z żytniej słomy t. zw. strzępki starszego typu. Dąbrowice, pow. Biłgoraj. Ze zbiorów
Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie, nr inw. 1467. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 51. Deska do drukowania płótna. Tarnogród, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. w Warszawie, nr inw.
3791. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 52. Fragment haftu zatyczki, tkaniny służącej do owinięcia chamełki. Naklik, pow. Biłgoraj. Fot.
B. Czarnecki, 1056.
Ryc. 53. Fragment haftu zatyczki, tkaniny służącej do owinięcia chamełki. Naklik, pow. Biłgoraj. Fot.
B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 54. E l e m e n t y z d o b n i c z e ubioru biłgorajskiego. 1—13 na płótnie, 14—16 na skórze kożucha
1—koseczka, 2—drabinka, 3—paseczek, pręcik,-dróżka, 4—obrucka, dziergana, 5—pastczek i ząbki,
6—gwiazdki, 7—krzywólka, 8—mereżka, 9—łapki, 10—kóika parowe, podwójne, 11—kółko, 12—kół­
ka potrójne, 13—po pięć kółek, 14—łapki, 15—skrzyneczka. 16—gwiazdki: Na podstawie orygina­
łów ze zbiorów Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warszawie. Rys. St. Mirosławska, 1956 r.
Skala 1:1.
Ryc. 55. Przyramek koszuli kobiecej. Potok, pow. Biłgoraj. M. K. i Sz. L. Warszawa, nr inw. 2240. Fot.
B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 56. Spinka do koszuli. Naklik, pow. Biłgoraj. M. K. i S. L. Warszawa. Fot. B. Czarnecki, 1956.
Ryc. 57. Mapa I zasięgu ubioru btłgorajsko-tarnogrodzkiego wraz z niektórymi elementami ubioru.
Ryc. 58. Mapa I I zasięgu ubioru biłgorajsko-tarnogrodzkiego wraz, z miejscowościami przeprowadzonych
badań.
Ryc. 59. Tabl. barwna, mai. Zygmunt Klimczyk.
Rysunki kroju wykonała St. Z. Mirosławska.

Spis t r e ś c i
Wstęp str. 3. Rozdział I — Obecny stan stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego, str. 11. Rozdział n —
Historyczny rozwój stroju biłgorajsko-tarnogrodzkiego, str. 11. Rozdział III — Zasięg ubioru biłgorajskotarnogrcdzkiego, str. 14. Rozdział IV — Ogólny opis stroju męskiego, str. 15 Rozdział V — Szczegółowy
opis stroju męskiego, str. 17. Rozdział VI — Ogólny opis stro.,u kobiecego, str. 26. Rozdział VII — Szcze­
gółowy opis stioju kobiecego, str. 28. Rozdział VIII — Wjtwórcy i materiały, str. 40. Rozdział IX — Zdob­
nictwo, hafty, szamerunki, aplikacje, str. 43. Rozdział X — Higiena i przechowywanie odzieży, str. 46.
Rozdział X I — Charakterystyka źródeł, str. 47. Przypisy, str. 50. Bibliografia, str. 52. Spis ilustracji,
str. 53. Spis treści, str. 55. Streszczenie w języku rosyjskim, str. 56, streszczenie w języku angiel­
skim, str. 60.

�K p a T K o e

koctkjm

BH^ropaWcKo-TapHorpyncKHH
BTopofi

n o j r O B H H e XIX

hoch/ih

Topbix

b.

Oh

Bbicryna/i

oxBaTbiBaeT

c o B e p i u e H H O pa3jiHWHyio,

H 3 J i o w e H H e

nBa

Ha M e « j i e c H b i x TeppHTopHax

3auiTaTHwx

THnHMecKH

MemaHCKyK)

n e p T Ó H J i r o p a H C K O - T a p H O T p y A C K o r o KOCTiOMa u H a e r o

koctkjmob n o B J i H a / i H
K a p i y ) . B K O H u e XIX

(pH3HorpacpHHecKne

—

H3

Ha

h

peKH TaHeB

TapHorpyA,

pa3BHTne

spyrnx

h nojiHTHHecKHe

n o A BjiHHHHeM r o p o f l C K O H

6acceHHa

BH/iropaK

oflewfly.

BbinejieHHe

ycJioBHH o S n a c T H

koctkjm stot

crojieTHa

ropowa

WHie/iH

ko-

HHAHBHAyajibHbix

mo6.riHHCKHx

perHOHajibHbix

(cmotph

rpaHHUbi CTapbix pa3AejiOB

Moflbi H a H H H a j i

bo

nodeneHHO

Hcne3aTb.

B O H H y h n e p H o f l H a c T y n a r o m e r o n o c n e H e e A e c a T H j i e T H a mowho CHHTaTb r p a H H u e f t
Bpekotopoto Ó H A r o p a f i c K O - T a p H o r p y f t C K H H koctkjm H e n p o c y u i e c T B O B a / i . Oh c o x p a H a j i c a b T e n e H H e
HawSo/iee npoflojiKHTe^bHoro
B p e M e H H b n p H x o f l a x : iIotok T y p H b i , Hununu w Pyra K m e i n o B C K a . P a c c M a T p H B a e M b i H koctkdm, bo K O H u a C B o e r o c y m e c T B O B a H H a c o x p a H H J i M H o r o a p x a H K e c K H X n e p T . B a H m e f i i i i H e
—
nepByKD

MeHH,

3to:

MHpoByra

flajibiiie

npHMeHeHHe

npH

noiiiHBKe

MOTHB

TKaHefi

H3«e.nns! — xo/iCTa h mepcTaHoR

flOMauiHero

cepMar h

„napiaHOK" a Tanwe

BbiiiiHBKa c

6 e H H o w e H C K o f i ofle&gt;Kflbi. H3

hocsit

coSpaHHaMH.

L i l i y K H JlKDfloBeR) b

koctkdm y w e

JleTOM e r o

nOA nieeH rjiy6oKnfi

Ohh

HaxoflHTCa

b ÓHuroraScKo
py6axa,

KyjibTypbi h

mowho

3a6pomeH.

noHMO

rocnoACTBOBaji

3to O c o -

Kacae-rca

H3 tojktoh

HapoflHoro

hjih

nojib3yacb

HCKyccTBa (My3eyM

KyjibTypbi

JlioÓJiHHe.

koctkdm o u i H M a j i c a
oneHb

npocToro

3aBa3biBaeMbifi

no n o K p o i o

cxo«He

h

hhx

ToubKo

SojibiiJOH CKpoM-

noKpoa,

LUTaHOB. P y 6 a x a —: „ n u j H p a M K O B o r o "

3acTe&gt;KKOH

pa3pe3, 3acTerHBaeMbifi

kojkh,

xo^LU,eBofi T K a H H ,

noBepx

o3HaK0MHTbca

My3ee b K p a K O B e h

T a p H o r p y f l C K o f ł 06/iacrH M y w c K o H

HouieHHaa

H a T a r H B a j i H „ x o f l a K r i " M3 B O J i o B b e R

KpacHofi

lyiHHHaa

noKpoa

HMejia

hoth

Ha

jieHTofi.

cnoco6e HouieHHa c „Kepnu,aMH„

ropiieB

30).

(pHC.

B

XIX b.

KOHue

noBepx py6axH
17,).

h

BepxHKDK) oflOKfly

3HM0H

MepKy"

(pnc.

6ejibift

6bijin

„xonaKH"

3 a c i e r H B a j i n KowaHbiM

npoflo/iroBaToro

h

b My3ee

b Sraorpa^HsecKOM

cocTaBJiajiH uiTaHbi

noKO/ieHH, nojioTHaHaa

coBepiueHHO

B p e M a c o p H T H H a j i a M H s - r o r o KOCTiOMa

BapuiaBe,

ApeBHHH, HomeHHbiH
HodbKD.

jieia

b KOTopofi

My&gt;KCKoro KOCTiOMa TOJibKo ^ n i u b A a B H H e x o j i u r e B b i e ixnahbi h py6axy n o B e p x

B HacToamee

crapHKH.

My3efiHbiMH

(pnc.

crewKofi,

cnHpajiH.

Tpaj;nu;noHHbiH 6 n j i r o p a 3 c K O - T a p H o r p y f l C K H H

u

TKaHH, n o n p o a npoAOJiroBaToe

uenoMHofi

n o h h o

BMecTo

jieraM

(puc.

19). A o n o j i H e H H e M

fly6neHbiH

cocTaBJiana

3,28), k

,,napTaHKH",

KO&gt;nyx H3

b

saMeHeHbi

MywcKOM

noacoM, yKpameHHbiM
t.

KOTopofi

MywHHHa

MywcKofi

kocthdmc

H a 3 . „ n a p i a H K a " , t. e.
HafieBa/iH

HafleBa^

3HMHefi

bha

cepMary

h

Ha

ro^OBy

6biJin i n e p c T a H b i e

0fle&gt;Kflbi

h t. H a 3 . „ K a 6 3 e . n 8 M H "

no^OTHaHoro njiama

co^OMeHHyio m ^ a n y .

OraH

c rojreHHui.aMH.

canoraMH

TWCHyruM opHaMeHTOM

B

noKpoa

6onee xo/ioflHbie

uiepcTaHyro
UiTaHbi

t.

manny —

ahh
„ra-

„xojióluhh"

Ha3.

obhhhok.''

y K p a n j e H H a b MywcKOM Kocnoiyie OTjiimajiHCb CKpoMHocTbto. C e p M a r a h m a n n a „ r a i n e p K a " , H c n o j i H a i o m H e
BawHyro
BepeBKofi
msa

H3

po/ib b oópaflOBOM

14,16).
u 3 e T H 0 H hhth
(pHC.

CBaiieÓHOM

Hapafle,

YKpamajiHCb Tanwe
(puc.

37, 38

h

HMeim

yKpameHHa

b BHfle

oSmHBKH

CHHeH

mepcTaHofi

ctcjkkh h y K p a m a t o u i e r o
KOCTiOMa npon3BOAmiHCb

KOH&lt;yxH; n p w n p H M e H e H H H a n n / i H K a i i H H ,

39). B c e

nepenHCjieHHbie

nac™

MymcKoro

HCKJlKJHHTejlbHO A e p e B e H C K H M H T K a H a M H , nOpTHblMH, H C K O p H 3 K a M H .

koctiom

&gt;KeHCKHH

6bin r o p a 3 A o 6 o r a n e

meHHHfi. JleTOM, b npa3AHHHbifi
pa3pe30M

cnepeAH,

Hapaa

„ 3 a n a c K a " 6bma

H3roTOB/ieHa

H3

oTHomeHHH Ko/iHMecTBa c o c r a B H b i x

noA m e e f i

3acTerHBaeMbiM

BaeMaa „cpapTyxoM", yK/iaAbmaeMaa

b

BxoAmia

nojioTHaHaa

jichtoh h

BAojib CBoefi
Aayx

a^^hhot

xoah^h

CHMKaMH" ( p n c .

wa^a

ro/ioBy

HaAeBaAa

56

56,

t. h.

Meneii,

jieTOM c
57).

B

HenOKpbiTOH
CBaAe6Hofi

tojioboh

CBHTe h

bo

b ckji3akh, K O T o p u e
h c n o w e H a b cjja^Abi. B

xoAda

a

raóny

bojioch

BpeMa

uepKOBHbix

Ha3biBaeMbifi

nojiOBHHbi

24).

flo

xojicTa,

Ha3biTaKwe

b kocu h

3aniieTaJiH

noflCTpHraAa

(pnc.

ynpa-

npnr.nawnBa.nncb.
KOHue

H3 n e n a T H o r o n o ^ o T H a ,

6oJibmHX

h

MaiepHana

ajihhhot

roSna, c u i H T a a H3 MeTbipex

„ n o f l B C T O H W H H K O M " (pwc. 29). &gt; K e H m H H a
„xaMe^Kofi"

Haciefi,

„nmHpaMKOBoro" noKpoa c rnyóoKHM

0Kpy&gt;KH0CTH

c A3BHHM „ c p a p T y x o M " »ceHLu,HHa H M e n a b C B o e M H a p s A e
JJ,eBymKH

py6amKa

bojiocu

XIX

b.

XIX

t. H a 3 .

panoM

hx ,,ko-

npHmnHHHBaJiH

npa3AHecTB
flo

Bena

„Ma^eBaHKH".

fleBymna

Hapa-

KOHiia y x a a Ha

ro^oBy

b KasedBe

ogyBH

weHinHHbi

�hochjih

„xonaKH",

no3*e

3aMeHeHHbie noKynaeMHMH
„HaftKpbiBKa" —

H a rojioBy h n j i e n n n o j i o T H a H a a

nojioTHa n u a T O K p a 3 M e p o M

HHSM H a
B

1 5 0 x 1 5 0 cm.

,,6ypKa" a TaKme

nojioTHa, c

nepBoR

nojioBHHe

jrjCr.eHbix

io6Ka H3

obmhhok, noxowaa

xoJiCTsmo-ixiepcTsiHOH

n o noKpoio h

X I X b . CEafle6HbiH

BooSme, npH

yKpame-

Hapaiie „ &gt; K y n a H " ( b h a

co3flaHHH weHCKoro

noJiOTHaHbie nacrH w e H C K o r o

cocToaji

H3 n o j i o T H a H o R

copoHKH,

mothb

Hapaiia

Hapaiia

TBopvecKaa

cnnpajiH,

HHBeHiiHa

npoaB.na.nacb b 6ojibijjeR

BbiixiHBKe. n p H

nOMomn KOTopoR

(pwc. 52, 53, 54, 55). B b i i u H B K a , n p w M e H a i o m a a

HaKHflKax h n e n u e B b i x
BbicTynarouxHR

„3aTbiHKax".

u e n o H H b i R l u o b , Bbi-

TocnoflCTBOBajT b HeR

TaM TaKHie b p a c n H C K e

6yjiOHHbix

creneHH&gt;

yKpauiHBajiHCb

Heo6biKHO-

o6pa,n,oBbix

M a T e p H S , H3 K O T O p o R LQHJ1H flaBHHH TpaflHUHOHHblR 6 H . n r o p a R c K O - T a p H O r p y f l C K H R KOCTfOM
T K a s a M H , KOTOpblX H a 3 b I B a j l H

,,KHOnaMH".

c e p M a r a h „ x o h o l u h h " E a j i a n H b c n e u H a j i b H t i x c y K H O B a J i b H s x , np^HCTpoeHHbix
H BbllXlHBKOH JlbHaHblX

fleTa/iefi

OHOKflbl 3 a H H M a j l H C b

oflHano He HMejio HHKorfla x a p a K T e p a

peMecna.

flepeBCHCKKe

Hao6opoT,

, , n a p T a H O K " , c e p M a r h K o w y x o B , n p w H a n o cpopMy n p o t f j e c c H H .
h cKopHaKH, BeflyuiHe o 6 h h h o

CTpaHCTByroiuHH o 6 p a 3

C n H C O K

H3flenHR

npOH3BOflHJiaCb

LUepCTSIHyK) MaTepHK) H a

k BOflaHbiM M c n b H M i i a M .

UlHTheM

n O p T H H X H H BbiniMBaJlbLUHUbl.

3aHaTHe

niHTbe

BepxHHX

3aHHMajiwcb

naCTeR M y w c u o R oflewflbi —

s t h m nejiOM B e p e B e H C K w e

nopTHbie

&gt;kh3hh.

HJIJlKjCTPflLlH

Phc

1. T a p a c i O K H , y e 3 f l E n j i r o p a R . O o t o B . H a p H e u K o r o ,

Phc.

2. KocTKDMbi KpecTbaH. XMexibHHK,

fj

1956.

ye3fl BHjiropaR. H 3 co6paHHH SlHyma C B e w e r o .

Ooto

CepoiiHHb-

o k o j i o 1914 r.

Phc

3. K p e c T b a H e

Phc.

4. f l p a s f l H H H H b i e

Hapaflbi.

F a p a c i O K H , ye3fl

Phc

5. ripa3AHHMHbie H a p a A b i .

FapactOKH, ye3fl

Phc.

6. K p e c r b a H H H

Phc

7. &gt; K e H C K a a
e

ixiepc™

smii.

HCKjnOHHTejlbHO H a M e C T e HapOflHblMH

ckoh,

(papiyKa

b. c e p M a r y

n o J i y K a c p T a H a ) H3 c a n c p n p o B o R c p a 6 p H H H o R

OHa o c o S e H H O b 6 o r a T o R

CTynana Ha copoHKax, nepejiHHKax,

nacxa^bHbix

HeBecrw

MepeBHKH.

npw MywcKHX. CKa3biBa/iacb

BeHHO j i p e B H H R

Hapaii

b c s k m x yKpameHHH, cepMarH, „ n o i i E C T O H &gt; K H M K a " h , , x o j i a K O B " . B KOHiie X I X

(pHC. 40) H , , X O f l a K H "

3to

yKpameHHeM

H a C p a c H B a j i H H a c e 6 a , c l u h t h h H3 flByx KycKOB

3hmoR weHCKHfi k o c t k d m A o n o J i H H n a

r u y S a H 3 Gejibix

C c y K M a H y " ) 3aMeHHji b CBaiiegHOM

h

uejibHoro KycKa

„u,h&gt;k-

HsSpouieHHaa

MySKCKOH KOJKyX.

H nepeflHHKa 6 e 3 0

qeM

3aMy&gt;KHeR weHinHHbi Cbijia

HaKHflKa b B H f e

b B H i i e BbiixiHBKH H a f l o j i 6 o m (pHC. 22), B o BpeMH H e n o r o f l b i

MaiepHH, t . H a 3 .

—

SauiMaKaMH-MepeBHKaMH h n o / i y c a n o w K a M H

inaMH". B o BpeMa xopoiueR n o r o f l w , jieTOM, B e p x H H M n p H K p b i T n e M

b cyKMaHax

a npa3flHHHHOM

— 3aflHHR,

rioTOK, ye3fl
Phc.

8. M a H w e T a

Phc.

9. M a H w e T

h „napTaHKax". F a p a c i O K H , ye3fl E n j i r o p a R , &lt;poTO B . H a p H O i i K o r o 1956.

A —

c o p o n K a .
f —

kocthdmc

B n j i r o p a R . cPoto B . H a p H e u u o r o , 1956.
B H / i r o p a R . cPoto H a p H e u K o r o ,

cnepenn, B —

p y K a B , g — MaHiueTa,

B a p u i a B a . JSTs 1577. O o t o B .
copoHKH C T a p o r o

C —

C33ah,

h —

BHuropaR, o k o j i o 1S00 r. h h b .

copoHKH, y R p a m e H H a a

1S56.

T a p a c r a K H , y e 3 f l BHjiropaR. O o t o B . H a p H e i i K o r o ,
nacTH n o n p o a : d —
—

BopoT, i — ,,nuiHpaMKH",

1956.

nepe^HHR

j „btok"

KycoK,

(noflnambe).

N° 1577.

c H H e - K p a c H o R BbiixiHBKoR. fljiaMyBKa, y e 3 f l ^ p o c n a B . M . K. h LU,. J l .

HapHeuKoro.

THna, KpacHO-MepHaa BbiLUHBKa.

Cynb,

ye3fl

B n j i r o p a R . M . K. a 111. / I .

B a p r u a B a . Hhb. N° 1577. O o t o B . MapHeuKoro; 1956.
Phc

10. M y w c K a a c o p o H K a
KyjibTypu

Phc.

11. L i l T a H b i .

6oJiee h o b o t o T H n a ; KpecTHKoo6pa3Haa BbiiLiHBKa. Cyjib

h niTyKH JlrosoBeR b B a p a i a B e .
I. — „ B c u . e K . n e "
noKpoa: d —
I. —

Phc.

12. 1. —

nopTKH, I I . i x u a H b i —

noKpoR u i T a H H H , e —

JlnnnHbi, y e 3 f l B H j i r o p a R .

b BapmaEe,
„ n a p T S H K a " , II. —

KJiHHba, n p n u j H T b : e

Phc

—

cyKMaHa, A —

15. &gt; K e H C K a a

naCTH noKpoa: d —

g —

BopoT, h —

nepeAHaa

MaHtKeTa, i , j —

noTOK, y e 3 f l BH/iropaR, KOHeu X I X b.,

KOHeia X I X

A —

noflK^aflKH,
BopoT, 1 —

HapHeuKoro,

3aiiHHR

KycoK, e —

b. B a p u i a s a ,

jNs 16C8 MauiTa6 1:30.

cyKMaHbi. FIotok, y e 3 f l B H j i r o p a R .

M . K . h LU. J l . b B a p u i a B e

Hhb.

1956.

cnepeflH, B —
e —

C3ap,H, C —

nepeflHHH KycoK, f —
1

MaH.weTa pynaBa, e , h

cyKMaHbi.

hhb.

nepeflHHH,
h • — BopoT.

L

b„ BapmaBa, hhb.
nepeaa

noKpoa: d —

pyKaB. j i H H H e R o6o3Ha :eHO c r n 6 MaHHteTbi h e e y n / i a i i ,

h bopothhkq

uiy6a.

pyKaB, k —

16. 0 6 u i H B K a
B.

riapTHHKa —

c n e p e / j H , B — C3anH, — C h s c t h

nacTb no^bi, g —

kjihh,

nacTH n o K p o a

Phc

CBa3AH, C —

r

14. O S m H B K a n e p e j ; a

j —

H o t o k , y e 3 n B n n r o p a R , KOHeu X I X b . H 3 c o S p a H H R

cnepefiH, B —

k 3aflHeR nacTH c y K M c H b i .

JMs 2259. cIooto B . H a p H e u K o r o ,
Phc.

nacTH

f — • noac.

kjimh,

KiiHHba n o j i u napTaHKH, f — p y n a B ,

T a p a c i O K H , y e 3 f l B n n r o p a H , KOHeu XIX
Phc.

1956.

„ x o j i o u i H e " . A — cnepeftH, B — C3aflH, C —

jNs 2233. C y K M a H a — F a p a c K D K H , ye3fl B H / i r o p a R , j i O H e u X I X b . h h b . A2 1563, B a p u i a s a . M a u j T a S 1:30

13. C y K M a H a . A —
f

II. —

ye3,ii B n j i r o p a R . M y 3 e y M

Ns 1962. O o t o B . M a p H e u K o r o ,

Hhb. Ns I — 1664, II. 1553 Macra6 1:30

H 3aflHaa naCTb (noHHo), e —

hhb.

HHBeHTapHbiR

!

—

nacTH
cnHHa,

noKpoa

H3 B H e u i n e R

g , f, i — • n a C T H

MacTH n o A K / i a R K H .

fljia

tk3hh, D —

CKjiaflOK

J l a 3 o p b i , ye3fl

C3aflH

EnjiropaR,,

Jyfs 1444. MamTa6 1:30
FIotok,

ye3A

SHnropaR. V". K. h C . B a p u i a B a ,

Hhb. N°

2295. O o t o

1956.

57

�Phc.

B.

Phc
Phc.
Phc.

híchcroto

17. O p a r M e H T

MapHeuKoro,

noaca.

TyKcma,

ye3n BHAropañ

M. K, h LU. B.

18. M y » t c R o ñ R o w a H b i ñ n o a c . Cynt.. y e 3 f l

BHAropañ.

H3 coöpaHHn

HeuKoro, 1956.
M y a t c K o ü
t o j i o b h o h y 6 o p , t. H a 3 . „ r a M e p R a " .
y e 3 f l B H A r o p a ñ , R O H e ñ XIX b., B a p u i a B a , hhb. J
nTs 2294.

19.

20. M y w c x a g

KW

BapuiaBa

Ooto

75,'56.

1956.

cyMRa.

Ha3biBaeNiaa

, Ka/iHToñ".

HaRAHR,

A

b 3 a M o c i i e . Ooto B.

My3ea

o6luhh bha. B —

—

noRpoñ.

Hap-

FIotok,

M a u j T a S 1:10.

ye3A

BHAropañ.

H3

co6p.

M. K. h LU.

JL,

Hhb. N° 1450. Ooto B . H a p H e u R o r o , 1956.
B a 3 a H H e n o a c a . IIotor, yenjx B H A r o p a ñ . Ooto B . H a p H e u R o r o , 1956.
n p a 3 A H H H H b i ñ H a p a A « e H m H H b i . r o A O B a h riAeHH n o K p b i T b i n j i a T K O M H3 A b H a H o ñ tkshh —t. H a 3 .
„ H a R p b i B R o n " . Ooto B . M a p H e u K o r o , 1955.
&gt; K e H C R a a c o p o n n a . ÍIotok, y e 3 A B H A r o p a ñ . M. K. h LU. J l . B a p u i a B a . Hhb. NS 1177. Ooto B. H a p HeuRcro, 1956.
„ X a M e A R a " H a r o A o e e « e H i u H H b i . T a p a c r o R H , y e 3 A B n / i r o p a ñ , Ooto B . M a p H e q K o r o , 1956.
I l e p e f t H H R . r a p a c i O R H , y e c f l E n j i r o p a ñ . Ooto B . H a p H e u R o r o , 1956.
3 a n a c k a. À —
c n e p e A H , B • — n o R p o ñ , ochobhoh n y c o R , C —
n o a c . ["Iotok, y e j i e B H A r o p a ñ ,
BapuiaBa.

Phc.
Phc.

21.

Phc.

23.

Phc
Phc.
Phc

24.

26.

Phc.

27. KD 6 km.

22.

25.

r

OROJio 1910 r . B - s a , hhb.

cnepeAH,
uiaBa,
Phc.

xoACTSiHO-LuepcraHasi,

B—

RycRH

tr3hm

N° I. —

hhb.

28. K o p o T K a a
jiaioiiiHH

„ n a p u H R

h

3aft

nepen

Ns K 148 56. MaiUTBÖ

II. —

5359. M a u j T a ô

Phc

31. H e n H H R 6 o A e e H O B o r o

Ooto

IIotor,

t o Ö R a , t.

h. „ c p a p T y x " . A —

B H A r o p a ñ , KOHeu,

C —

XIX

noKpoa: d —

nacTH

ye3fl B H A r o p a ñ ,

Hapane. TapacioRH,

ye3A B H A r o p a ñ .

rana

t. H a 3 . „ o o e p e R " .

B. MapHeuRoro,

Bap-

Bena.

KycoK

cocraB-

XIX b. B a p u i a B a , hhb.

KOHei4

Ooto B . H a p H e u R o r o , 1956.
Ooto B . M a p H e t i K o r o , 1956.

floMEpoBHua,

y e 3 A B H A r o p a ñ . M. K. h LU. Tl.

BapuiaBa,

1956. M a u n a ô 1:30.

Phc.
Phc.

33. n o &gt; K H A a s

Phc.

34. &gt; K e H C K H ñ r o A O B H o ñ y6op - — „ R a n T y p e R " ( R a n K o i n o H H H R ) . A

32. Meneu,, H a 3 b i B .

ye3A

1:30.

A — c n e p e A H , B — C3aflH,

a".

xoAcraHaa

FIotok,

noac.

—

oöyßb AeByiiiKH. TapacroRH, ye3A B H A r o p a ñ .

npa3AHHHHaa

NS 1451.

c

,,6ypRa",

1:30.

30. ^ t a B H a a

Hhb.

1:30.

h.

(noHso), e — pyRBB.

b npa3AHHMHOM

fleByujRa

t.

(noAOBHHa),

1581. II. —

Phc.
Phc

29.

A° 1591. M a u i î a ô

I. —

t. e. c e T H a T b i ñ . T a p a c i O R H , y e 3 A B H A r o p a ñ . Ooto B . H a p H e u R o r o , 1956.
b n p a 3 A H H H H o ñ c o p o H R e h „ x a M e J i K e " . IIotok, y e 3 A B H A r o p a ñ . Ooto B . H a p -

,,caTROBbi"

&gt;KeHUj,HHa

HeuKoro, 1956.
„ A e H K o " ( A O H b i i i i R o ) , C — C R u a f l R a A-na c j j o p M H p o B a H K a
A O H b i u i K O no c T o p c H a M

Phc

35.

Phc

36.

Phc

37. K o m y X,
—

A —

39. C n o c o ö

A —

ROKyxa.

cnepeAH,

okoao 1S05

cPoto

B. Hap-

1956.

HapHeuRoro,

nepeAa

1759.

HH&gt;RHaa w a c T b ,

—

e

c OTBopoTOM, i —

r. B a p u i a B a ,

hhb.

NS 5918.

cnHHa,

nepeAHaa

M a w T a ö 1:33.

h LU. JI.

H a Ko&gt;Ryxe. T a p a c i O K H , y e 3 A E H A r o p a ñ . M . K .

TapacroRH,

B

—

ye3A

HaRAHK, ye3fl

C —

C3aflH,

CKAaAOK C3aAH, i —

a™

MaH»íeTa.

40a. c P p a r M e H T

hhb. JnTs

Bap-

E n j i r o p a ñ . M. K. h LU. J l . B a p m a B a ,

KW

75/56.

HapHeuRoro.

— nacra

1 —

Phc.

OaAAbi

nacTb, —

ORpywaiomaa

1:15.

BapuiaBa

nacTb

caAHaa

—

HacTb

141,55.

40. &gt;K y n a h.
f-h

öokoboh

3acTerHBaHHH

&lt;t&gt;oTO B .

BepxHaa

BopoT. TapacKDRH, ye3A B H A r o p a ñ ,

—

38. C n o c o ô y R p a i r e H H a

inaBa. KW

Phc.

N° 1565. M a u i T a ô

— HaciH n o R p o a : d — 3aAHaa

cnepeAH, B — c3aAH, C

MaCTb p y K a B a , g — n o A a — c6oRy, h —

MacTb n o A b i , j

Phc,

B a p u j a E a , hhb.

^Kêhcrhh MenwHK. E H U i a , y e 3 A B H A r o p a ñ . M . K . h LU. JL,
HeuRoro, 1S56.
&gt; K e H u i H H a b K o w y x e . T a p a c r o K H , y e 3 A B H A r o p a ñ . «Joto B .
f

Phc.

h CBepxy.

oöihhh bha, B

—

AOHbiujRa CHH3y., D —

nacra

pyRaB, j —

BHAropañ,

noRpoa : d —

BopoT, k —

R O H e i i XIX b. B a p i u a B a ,

RañMbi. NaRAHR, y e 3 A ' ' B H A r o p a ñ

My3. K . h LU. J l . ,

nepeAHHH

nojioBHHa
hhb.

KycoK, e —

EepxHeñ

nacTH

Ne 2275. K a c u i T a ô

BapuiaBa,

Hhb.

NS 6190.

cnHHa,
BopoTa,

1:30.

Ooto B .

Map-

HeuRoro, 1956.
Phc.

41. l / R p a i u e H H e
E.

Phc.
Phc
Phc
Phc
Phc

42. c f p a r M e H T

58

ye3A

EnAropan.

M. K. h LU.

Jl. BapiuaBa.

bkujmbrh

„3aTbiHRH". ílLUHcaAKH, y e 3 A E H A r o p a ñ .

Ooto

Xoact

xoact. IIotor, y e 3 A B H A r o p a ñ . &lt;toT. B . H a p H e u R o r o ,
IIotor, y e 3 A B H A r o p a ñ . Ooto B . H a p H e u R o r o ,
M a T e p n a A a H a „ 6 y p R y " t. e. u r e p c T a H y i o A O M O T R a H H y i o

B. HapHeuRoro,

47. O p a r n i e H T

TRaHH

HapHeuRoro,

NS 2275.

cj&gt;oTO E . H a p H e u R O x o ,

Ha copoKKH.

46. O p a r M e H T

Hhb.

&lt;Î&gt;oto

aab

1956.

B . H a p H e u R o r o , 1S56.

44. „ H u H O B a T b i n "
45.

E.

Phc.
Phc.

JlnnHHbi,

1956.

43. 3a R y A e A b K ) . T a p a c i O R H , y e 3 A B H A r o p a ñ .

Ooto
Phc.

wypaHa.

HapHeuRcro,

1956.
1956.
KÔRy.

IIotok,

ye3A

BHAropañ^

1S56.
H3TOTOBAeHHa

iiiTaHOB,

t.

Ha3.

„xoAOuiHe"

üotok,

ye3A

BHAropañ.

Ooto

1956.

roctkjm M a A b M H K a . T a p a c i C R H , y e 3 A B H A r o p a ñ . Ooto B . H a p H e u R o r o , 1S56.
h o p y A H a A A a H 3 r o T O B j : e H H a hx. IIotok, j e 3 A B H A r o p a ñ . M. K . m LU. J l . ,
Ns 1450. Ooto E . H a p H e u , K o r o , 1956.

48. J l e T H n ñ

49. P y R a B w u b i

BapiuaBa.

Hhb_

�Puc.

50

I l l A s m a H3 p w a H O H COJIOMM, T. H a 3 . „ C T U i e M n K H " g o j i e e
H3

c o 6 p . M.

PHC

51.

PHC.

52.

OparMeHT

flocna

fl^a

PHC

53.

OparMeHT

K.

H l i i . JI.,

BapmaBa,

nenaiaHMsi n o A O T H a . T a p H o r p y n ,
B b i m H B K H H3 „ 3 a T b i H K H " , T. e.

y e 3 A B w / i r o p a H . CPOTO B .

ye3fl
PHC.

54.

MapneuKoro,

B.

&lt;J&gt;OTO

yKpamatoiiiHe
4 —

,,npy&gt;KKa",

„oópyuKa",
L

,,rBsi3flKH", (3Be3flO :KH),

yesp; E H A r o p a f i .

—

14

6 n n r o p a f i c K o r o
„npaÓHHKa"
5 —

„H3erpaHbi",

7 — „KWHByyAbKa",

BaHHH o p n r H H a A O B
pocAaBCKofi,
PHC.

55.

T.

PHC.

56.

3anoHKH
HeuKoro,

PHC.

PHC.

57.

58.

MacaiTa6

OOTO. B.

59.

1956.

nepeB5T3biBaHHa „ x a M e A K H " . M a K A H K ,

nocnoHa.

T. e.

„nas^eK

8 —

H 3OM6KH"

—

1—13

jieCTHHHKa.

11—„KyAKa",
(cyHAynoK),

12 —

16

—

H a x o A C T e , 14—16

3 — ,.nac3HeK",

(T. e.

, , j i a n K H " , 10 —

TpofiHbie

„TBSISAKH" (3BC3AOHKH).

MyseyMa

KyAbTypbi

H LUTyKH JIIOAOBSH B B a p m a B e .

coponKH.

FIOTOK, y e 3 A E H A r o p a f t .

6

—

„KyjiKa

13 —

„KyAKa",

—

.,np3Hu,HK",

nosjccm H 3yóHKH),

„ r - i e p e w K a " (ceTOHKa), 9 —

H MaHweTa

no

Ha

PHC.

nsTb
OCHO-

CT.

MH-

K MywcKHM P y 6 a u j K a M .

M.

K.

H LU.

JI.

BapmaBa.

HHB

K. H LU.

JI.

BapmaBa.

CPOTO B.

Hap­

K 0 C T K ) M a COBKCCTHO C H e K O T o p b i M H

3Ae-

1956.
HaKAHK, ye3fl

EnAropaft.

M.

1956.

K a p T a I pacnpocTpaHeHHa 6 H A r o p a f i c K o - T a p H o r p y A C K o r o
MeHTaMH

KOCTIOMa.

Kapią

pacnpocrpaHeHHsi

II

HapHeuKoro,

oÓBepTbiBaHHH „ x a M e / i K H " M a K J i H K ,

1:1.

HapHeuKoro,

C npo3eAeHHbIMH
PHC

„CKLUHHeHKa"

H3 c c 6 p a H H H

1956-

Ha3. „ n u j H p a M e K "

Jvf2 2140.

—

„JianKM", 15

BH/iropafi.

1954.

n a p o B 3 " (T. e. n a p o B b i e KO/iecHKH), ABOHHWC,
„KyAOK",

CPOTO B.

T K a H H , c n y w a m e n P,na

HapHeuKoro,

SJieMeHTbi

JJ,OM6poBue, y e 3 A

1956.

KO&gt;Kyxa. 1 — „ K o c a n n a " , 2 —

Ha K o w e

rana.

TKaHH, CAyiKauieH

B b i u i H B K H H3 „ 3 a T b i H K H " , T. e.

EnAropafi.

flpeBHero

1S56.

SHAropaRcKo-TapHorpyACKoro

KOCTIOMa c

0A03HaneHHeM

MecrHocreH

HCCAeAOBaHHHMH.

UBCTHOH nAaHiiieT. PHC

3.

KAHMHHK8.

CoflepiKaHwe

BBeAeHHe,
I~AaBa I I —

c r p . 3.

I —

HnaBa

HcTopHwecKce

Hacrosmiee

pa3BHTne

CTpaHeHwe Ó H A r o p a f i c K O T a p H o r p y A C K o r o
CTKDMa, C T p . 15.
caHne w e H C K o r o
VIII

—

["ziaBa V

IloApoÓHoe

KOCTKDM3, C T p . 26.

npoH3BOAHTeAH

H x p a H e H H e 0Ae&gt;KAbi,
KpaTKoe

—

H

TAaBa

6HAropaHCKO-TapHorpyACKoro

KOCTIOMa, C T p . 14.

XI

H3Aoa&lt;eHHe H a p y c c K O M H3biKe,

KOCTIOMa. C T p . 11.

I~AaBa I V

—

06mee

onncaHHe MywcKoro KOCTIOMa, C T p . 17.

TAaEa VII

McTepHaAbi,

C T p . 46.

coCTOHHne

6nAropaficKo-TapHorpyACKoro

•—

CTp. &lt;0.
-—

floApoSi-toe
Tnasa

IX

H3AO&gt;KeHHe

HCTOHHHKOB,

11.

pacnpo-

onncaHne MymcKoro K O TAaEa V I

weHCKoro

— • YKpameHMsi,

XapaKTepnCTHKa

C T p . 56.

onncaHne

KOCTIOMa, C T p .

I~AaEa I I I —
—

06inee

K o c r i O M a , CTp. 28

CTp. 43.
CTp. 53.

Ha a H r A H f i c K O M s o u n e ,

TAaBa X

—

CopepHOHHe,
CTp.

60.

onHTAaBa

FHrneHa
CTp.

55.

�E N G L I S H
The

l e r s of a n a r e a s i t u a t e d i n the m i d s t of
The

S U M M A R Y

B i ł g o r a j - T a r n o g r ó d folk c o s t u m e w a s w o r n i n the s e c o n d half of the 19th c e n t u r y b y the d w e l ­
w o o d s i n the

h a s i n of

the

river Panvia.

c h a r a c t e r i s t i c features of the B i ł g o r a j a n d T a r n o g r ó d c o s t u m e w e r e i n f l u e n c e d a n d d i f f e r e n t i a ­

ted f r o m the other folk costumes of the L u b l i n r e g i o n b y p h y s i o g r a p h i c a l c o n d i t i o n s of this a r e a a n d b y
p o l i t i c a l b o u n d a r i e s c a u s e d b y the p a r t i t i o n of P o l a n d (see m a p ) . T o w a r d s the e n d of the 19th c e n t u r y
this folk costume g r a d u a l l y b e g a n to d i s a p p e a r u n d e r the i n f l u e n c e of
W o r l d W a r I a n d the f o l l o w i n g

ten

years period may

be

townfashion.

c o n s i d e r e d as the l i m i t of time

beyond

w h i c h the B i ł g o r a j - T a r n o g r ó d c o s t u m e d i d not s u r v i v e . F o r the longest t i m e it w a s i n use i n the p a r i s ­
hes : P o t o k

Gorny,

Lipiny

and Huta Krzeszowska preserving

most i m p o r t a n t w e r e : the u s e of h o m e - s p u n

to

the

end m a n y archaic features. T h e

l i n e n a n d cloth, the oblong poncho cut of o v e r c o a t s

(suk­

m a n y a n d p a r c i a n k i ) a n d the use of a coil s h a p e d c h a i n - s t i t c h i n the e m b r o i d e r y .
The

traditional B i ł g o r a j - T a r n o g r ó d costume

is

a l r e a d y q u i t e g i v e n up, e s p e c i a l l y b y w o m e n .

the f o r m e r m a n ' - s c o s t u m e only old m e n s t i l l w e a r trousers a n d s a c k - c l o t h s h i r t s .
t u m e s a r e to be s e e n o n l y as e x h i b i t s

in

the

M u s e u m of

Folk's Culture

To-day

From

genuine

cos­

a n d A r t at W a r s a w a n d the

E t h n o g r a p h i c a l M u s e u r m at C r a c o w a n d L u b l i n .
The

f o r m e r m a n folk costume of the B i ł g o r a j - T a r n o g r ó d r e g i o n w a s of g r e a t s i m p l i c i t y . I n s u m m e r

it consisted of t r o u s e r s of t h i c k c o a r s e l i n e n cloth of a v e r y s i m p l e cut and of a l i n e n s h i r t hanging to
the k n e e s w o r n on the trousers, t h i s w a y i s c a l l e d „ n a w y p u s t ' ' . T h e s h i r t w a s c u t w i t h s h o u l d e r - s t r a p s
and

a long s l i t i n the

„chodaki"

of

oxen

front f a s t e n e d

with

a buckle

or t i e d b y a r e d r i b b o n . A s f e e t - g e a r m e n w o r e

l e a t h e r , s i m i l a r i n cut a n d i n the

way

of

w e a r i n g to the mountaineers'

(fig. 30. a n d 53). A t the end of the 19th c e n t u r y „ c h o d a k i " w e r e

replaced by

high

kierpce

boots. S h i r t s

were

tied r o u n d the h i p s b y a l e a t h e r belt, o r n a m e n t e d w i t h i m p r e s s e d p a t t e r n s a n d stud w i t h t i n s e l s c a l l e d
„ k a b z l e " ( F i g . 17)

I n summer ,men

cut c a l l e d „ p a r c i a n k a " a n d

h a d as

a straw

hat

t h e y w o r e , i n s t e a d of the „ p a r c i a n k a " ,
m e r k a " ( F i g . 19). T r o u s e r s of c l o t h

upper

garment

a k i n d of l i n e n overcoat i n oblong

( F i g . 3 a n d 28). D u r i n g c o l d e r

an

overcoat

called

summer

„sukmana" with

called „ c h o ł o s z n i e " and white

days

poncho

and in

winter

a c a p of c l o t h c a l l e d „ g a -

sheepskin furs completed

in winter

the m a n ' s g a r m e n t .
The

o r n a m e n t s of m e n ' s

costumes

were

rather simple.

c a l l e d „ g a m e r k a " b e i n g the m o s t i m p o r t a n t p a r t s of
mings

the

T h e overcoat

wedding

or „ s u k m a n a " a n d the

dress w e r e

ornamented w i t h

of a b l u e w o o l l e n s t r i n g ( F i g . 14 a n d 16). A l s o f u r s w e r e a d o r n e d w i t h a p p l i c a t i o n s ,

ideries and s e w n with

colourful thread i n ornamental patterns.

or

cap
trim­

emLro-

( F i g . 37, 38 a n d 39) A l l t h e s e p a r t s of

m a n ' s costume w e r e e n t i r e l y m a d e b y c o u n t r y w e a v e r s , tailors a n d f u r r i e r s .
The

w o m a n ' s c o s t u m e w a s c o n s i d e r a b l y r i c h e r as w e l l i n the n u m b e r of it's p a r t s a s i n the q u a l i t y

of m a t e r i a l a n d o r n a m e n t a l p a t t e r n s .

I n summer the

s h o u l d e r - s t r a p s a n d a deep slit i n the front,
of four p a r t s of l i n e n a n d e n t i r e l y

plaited

l i n e n a n d p l a i t e d . A t the e n d of the

19th

tied w i t h

hairs in a w a y

called „ w kózki".

their heads w i t h

ihe

19th

century

woman's

women

wore,

and

foot-gear

apron was sewn

of two p a i t s of

a d d i t i o n to the a b o v e

mentioned

b a r e h e a d e d and p l a i t e d i h e i r

ceremony

or d u r i n g

c h u r c h festivities

w i t h r i b b o n s c a l l e d „ p o d w s t ą ż n i k " ( F i g . 29). A

wore

a bonnet

consisted

of

I n summer

a large piece of l i n e n c a l l e d „ n a d k r y w k a " ,

on

mar­

c a l l e d „ c h a m e ł k a " ( F i g . 24'. T i l l the m i d d l e

„chodaki"

c t o r y - m a d e boots a n d shoes c a l l e d „ c i ż e m k i " .
put

in

I n summer girls went

T a k i n g part in a wedding

a flower-wreath

r i e d w o m a n h a d h e r h a i r cut s h o r t e r
of

d r e s s consisted of a l i n e n s h i r t c u t w i t h

a r i b b o n - a n d of a s k i r t c a l l e d „ f a r t u c h " s e w n

b y i r o n i n g . L i k e w i s e the
century

apron, s k i r t s of p r i n t e d l i n e n c a l l e d „ m a l o w a n k a " .
girls adorned

festive

by

fa­

g a r m e n t of m a r r i e d w o m e n

was

a n d the s h o u l d e r s a n d a d o r n e d w i t h

em­

the

the h e a d

which

upper

were

later

replaced

b r o i d e r y i n the f o r e h e a d ( F i g . 22).
O n r a i n y d a y s w c m c n p u t c n a l a r g e piece of l i n e n s e w n together of 1wo p a r t s of a size
cm.

I n w i n t e r to the w o m a n ' s

dress w a s

added

a w h i t e s h e e p s k i n f u r s i m i l a r b o t h i n cut a n d o r n a m e n t to the m a n ' s one.

50

150X15

a s k i r t of l i r e n w o l l e n stuff, a so c a l l e d „ b u r k a " a n d

�I n the f i r s t h a l f of the 19th c e n t u r y the b r i d e ' s w e d d i n g d r e s s consisted of a l i n e n s h i r t , a n a p r o n
a n d a s k i r t or „ z a p a s k a " w i t h o u t

any

ornament,

a n overcoat or „ s u k m a n a " ,

a

w r e a t h or

nik", a n d boots c a l l e d , , c h o d a k i " . A t the e n d of the 19th c e n t u r y the p a r t of the w e d d i n g
„ s u k m a n a " w a s r e p l a c e d b y a „ z u p a n " or overcoat

of

,,podwst^zdress c a l l e d

a l i g h t - b l u e f a c t o r y m a d e cloth, a n d the „ c h o d a -

k i " by boots.
Generally m u c h more

creative

invention

m a n ' s one. T h i s a p p e a r s e s p e c i a l l y i n the

was

rich

devoted- to

embroidery

m a n ' s costume. E m b r o i d e r y w i t h a c h a i n - s t i c h w a s

the

m a k i n g of w o m e n ' s d r e s s

a d o r n i n g the

t h a n to

l i n e n m a d e p a r t s of the

wo­

a p p l i e d on s h i r t s , a p r o n s , overcoats and bonnets.

D o m i n a t i n g w a s the quite a r c h a i c coilpattern, s u c h as o c c u r s i n the o r n a m e n t a t i o n of r i t u a l p a s t r y a n d
E a s t e r eggs. T h e m a t e r i a l , the

old

t r a d i t i o n a l B i } g o r a j - T a r n o g r 6 d c o s t u m e w a s m a d e of, w a s e n t i r e l y

w o r k e i out b y l o c a l w e a v e r s c a ' l e d „ k n o p y " . T h e c l o t h d e s i g n e d to m a k e overcoats

(sukmany and cho-

losznie) w a s f u l l e d i n s p e c i a l i n s t a l l a t i o n s attached to the w a t e r m i l l s . S e w i n g a n d e m b r o i d e r i n g of the
linen w a s performed by country w o m e n tailors and
T h i s s k i l l e d w o r k n e v e r took the c h a r a c t e r of
of m e n ' s g a r m e n t s

as

embroideresses.
a

c r a f t . O n the c o n t r a r y the s e w i n g of u p p e r p a r t s

overcoats ( p a r c i a n k i , s u k m a n y )

and

sheepskin furs became a regular

industry,

p e r f o r m e d b y c o u n t r y tailors a n d f u r r i e r s u s u a l l y l e a d i n g a w a n d e r i n g w a y of life.

L I S T

O F

PLATENS

Fig.

1. W o r k g a r m e n t s . H a r a s i u k i , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r n e c k i ,

Fig.

2. F a r m e r s '

dresses.

C h m i e l n i k , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j .

W . S i e r o c i ń s k a , about

B y permission

of

1956.
Janusz Świeży.

Fig.

3. P e a s a n t s ' overcoats ( s u k m a n y a n d p a r c i a n k i ) . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j district, P h o t . B . C z a r n e c k i ,

Fig.

4. F e s t i v e dresses. H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t , P h o t . B . C z a r n e c k i ,

1956.

Fig.

5. F e s t i v e d r e s s e s . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t . P h o t . B . C z a r n e c k i ,

1956.

Fig.

6. A p e a s a n t in f e s t i v e d r e s s . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956.

Fig.

7. W o m a n ' s s h i r t . A - f r o n t , B - b a c k , C - p a r t s of the c u t : d-front p a r t , e - b a c k p a r t , f - s l e e v e ,
h-collar, i-shoulder-straps, j-gore.
Scale

Phot.

1914.

Potok,

Biłgoraj

d i s t r i c t about

1900,

1956.

g-cuff,

Warsaw, n r inv.

1577.

1:30.

Fig.

8. A C u f f of a s h i r t a d o r n e d w i t h b l u e - r e d e m b r o i d e r y . A d a m ó w k a , the d i s t r i c t of J a r o s ł a w . F r o m

Fig.

9. R e d a n d b l a c k E m b r o i d e r y on cuff of a s h i r t , a n c i e n t type. S ó l , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j , F r o m the

the r e c o r d s of the M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w , n r i n v 1428. P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956.
Museum F . C. &amp; A.,
F i g . 10. A m a n ' s s h i r t of m o d e r n t y p e , c r o s s - s t i t c h e m b r o i d e r y . S ó l , B i ł g o r a j district. M u s e u m of F o l k ' s
C u l t u r e a n d A r t i n W a r s a w , n r i n v . 1962. P h o t . B . C z a r n e c k i ,

1956.

F i g . 11. T r o u s e r s : 1-trousers c a l l e d „ w ś c i e k ł e p o r t k i " 2 - t r o u s e r s c a l l e d „ c h o ł o s z n i e " , A - v i e w of the front
B - v i e w of the b a c k , C - p a r t s of

the c u t : d-cut of the legs, e-gore, f-belt. I. L i p i n y , d i s t r i c t of

B i ł g o r a j I I P o t o k — d i s t r i c t of B i ł g o r a j , the e n d of the 19th c e n t u r y . F r o m t h e r e c o r d s of the
M u s e u m F . C . A . W a r s a w nr. inw. —

1664, I I — 1553. S c a l e

1:30.

F i g . 12. M a n ' s u p p e r - g a r m e n t . I - „ P a r c i a n k a " , I I - „ S u k m a n a " , A - f r o n t , B - b a c k , C - p a r t s of the c u t : d-front
a n d b a c k - p a r t (poncho),

e-gores of the

coat,

f-sleeve,

T h e o v e r coat or „ p a r c i a n k a " — Potok, B i ł g o r a j

g-collar,

district, from

h-cuff, i, j - g o r e s
the

end

of

the

for the b a c k .
19-th

century,

n r i n v . 2233. O v e r c o a t c a l l e d „ s u k m a n a " — H a r a s i u k i , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j , f r o m the end of
t h e 19-th c e n t u r y , W a r s a w , n r i n v , 1563. S c a l e

1:30.

F i g . 13. O v e r c o a t ( „ S u k m a n a " ) A - t h e front, B - t h e b a c k , C - p a r t s of c u t : d - b a c k p a r t , e-front part, f-gore,
p a r t of the coat-tail, g - s l e e v e , the i n t e r r u p t e d l i n e m a r k s the cuff a n d its position, h - c o l l a r . H a ­
r a s i u k i , the B i ł g o r a j district, f r o m t h e e n d of the 19th c e n t u r y , W a r s a w , n r i n v . 1608. S c a l e 1:30F i g . 14. T r i m m i n g s of front a n d c o l l a r of a n overcoat ( s u k m a n a ) . Potok, the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . M u s e u m
F . C . &amp; A . W a r s a w . N r i n v . 2295. Phot. B . C z a r n e c k i ,

1956.

F i g . 15. A w o m a n ' s g a r m e n t " r „ s z u b a " . A - f r o n t , B - b a c k , C - p a r t s of the cut of the cloth, D - p a r t s of the
cut of the l i n i n g , e-front p a r t , f - b a c k , g, f, i - p a r t s for plaiting, the b a c k , j - s l e e v e , k - c o l l a r . 1-cuff
of the sleeve, e, h - p a r t s of the l i n i n g . L a z o r y , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j , f r o m the e n d of the

19th

c e n t u r y , W a r s a w , n r inv. 1444. S c a l e 1:10.
F i g . 16. T r i m m i n g i n the front of

an overcoat

(sukmana). P o t o k , B i ł g o r a j d i s t r i c t . M u s e u m F . C . &amp; A.

W a r s a w , n r . i n w . 2295. P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 17. F r a g m e n t of a w o m a n ' s

belt.

KW/75/56. Phot. B . Czarnecki,

T u k o w a , the

1956.
d i s t r i c t of

Biłgoraj. Museum E . C . &amp; A., Warsaw.

1956.

F i g . 18. A man's l e a t h e r belt. S ó l , B i ł g o r a j d i s t r i c t . F r o m the r e c o r d s of the M u s e u m at Z a m o ś ć . P h o t
B . C z a r n e c k i , 1956.
F i g . 19. M a n ' s h e a d - w e a r c a l l e d „ g a m e r k a " . A - g e n e r a l v i e w , A - c u t . Potok,
of t h e 19th c e n t u r y , n r i n v . 2294, W a r s a w . S c a l e

d i s t r i c t of B i ł g o r a j , t h e

end

1:10.

6!

�F i g . 20. A m a n ' s b a g c a l l e d , . k a l i ' a " . N a k l ' k , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j , F r o m
F . C . &amp; A . , W a r s a w , n r i n v . 1450. P h o t . A . C z a r n e c k i ,

the

F i g . 21. T y i n g of a belt. Potok, the d:strict of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 22. A w o m a n ' s festive d r e s s . T h e h e a d a n d the s h o u l d e r s a r e c o v e r e d
„ n a k r y w k a " . Phot. B . Czarnecki,

r e c o r d s of the

Museum

1956.
1956.
w i t h a p i e c e of l i n e n

called

1956.

F i g . 23. A w o m a n ' s s h i r t . P o t o k , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . F r o m the M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w , n r i n v .
1577. P h o t . B . C z a r n e c k i ,

1956.

F i g . 24. W o m a n w i t h „ c h a m e ł k a " (bonnet). H a r a s i u k i ,

the d i s t r i c t of B i ł g o r a j .

F i g . 25. A p r o n . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t . P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 26. S k i r t c a l l e d „ z a p a s k a " . A - f r o n t , B - c u t of the

P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956»

1956.

principal part,

C-strip.

Potok,

Biłgoraj

district

about 1910. W a r s a w , n r i n v . 1591. S c a l e 1:30.
F i g . 27. S k i r t s . I - A l i n e n - w o o l l e n s k i r t c a l l e d „ b u r k a " , LT-a l i n e n - s k i r t c a l l e d „ f a r t u c h " . A - f r o n t , B - b a c k ,
C-strip,

Potok,

the

district

of

B.łgoraj,

f r o m the

e n d of the 19th

century,

W a r s a w , n r inv,

1-1581, H-5359. S c a l e 1:30.
F i g . 28. A short o v e r c o a t or „ p a r c i a n k a " . A front, B - b a c k , C - p a r t s of cut, d - p a r t f o r m i n g b a c k a n d f r o n t ,
,

(poncho), e-sleeve. Potok, the d i s t r . c t of B i ł g o r a j ,

the e n d of the 19th c e n t u r y . W a r s a w , n r inv.

K W / 1 4 8 / 5 5 . S c a l e 1:30.
F i g . 29. A g i r l i n f e s t i v e d r e s s . H a r a s i u k i , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956.
F i g . 30. A n c i e n t foot g e a r of a g i r l . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t phot. B . C z a r n e c k i ,

1956.

F i g . 31. A bonnet of m o d e r n tvpe, the s o - c a l l e d „ O b e r e k " . D ą b r o w i c a B i ł g o r a j d i s t r i c t . M u s e u m F . C . &amp; A . .
W a r s a w , n r i n v . 1451. P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956. S c a l e 1:30.
F i g . 32. A n e t - w o r k bonnet. H a r a s i u k i , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r n e c k i ,

1956.

E i g . 33. E l d e r w o m a n i n f e s t i v e s h i r t a n d b o n n e t or „ c h a m e ł k a " , Potok, d i s t r i c t of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r ­
n e c k i , 1956.
F i g , 34. A w o m a n ' s h e a d - w e a r

(„kapturek")

A - g e n e r a l view,

B-back called „denko",

C - r u f f l e for

the

„ d e n k o " at the bottom, D - p a r t s u r r o u n d i n g t h e „ d e n k o " . W a r s a w , n r inv. 1565. S c a l e 1:15.
F i g . 35. A w o m a n ' s h e a d - w e a r . B i s z c z a , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . F r o m the M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w ,
n r i n v . 1729. Phot. B . C z a r n e c k - ,

1956.

F i g . 36. W o m a n i n s h e e p s k i n f u r . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t , Phot. B . C z a r n e c k i ,

1956.

F i g . 37. A s h e e p s k i n f u r A - t h e front, B - t h e back, C - p a r t s of the c u t , d - I o w e r p a r t of the b a c k , e-the back,
f - p a r t s of the s l e e v e , g - c o a t - t a i l . the side, h - u p p e r

t art of the

front

with

facing,

i-front

of the coat-ta:i, j - c o l l a r . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t about 1905, W a r s a w , n r inv. 5918

part

S c a l e 1:33

F i g . 38. O r n a m e n t i n g "f folds on a s h e e p i k i n f u r . H a r a s i u k i , the district of B i ł g o r a j . F r o m the

Museum

P . C . &amp; A . , W a r s a w , K W 141,55.
F i g . 39. F a s t e n i n g of a s h e e p s k i n f u r . H a r a s i u k i , the d i s t r i c t of
K.W.

Biłgoraj.

Museum F . C . &amp; A., Warsaw.

141/55. Phot. B . C z a r n e c k i , 1956.

F i g . 40. A „ ż u p a n " (overcoat). A - f r o n t , B back, C - p a r t s of cut, d - f r o n t - p a r t ,

e-back, f-h-parts

p l a i t s i n the b a c k , i - s l e e v e , j - c o l l a r , k - t h e h a l f of the u p p e r p a r t of the

B i ł g o r a j d s t r i c t , f r o m the end of the 19th c e n t u r y , W a i s a w n r i n v . 2275. S t a l e
F i g . 40a A p i e c e of r i b b o n c a l l e d k r a j k a . N a k l i k , the
n r . inv. 6190. P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 41. O r n a m e n t s on „ ż u p a n " .
2275. P h o t . B . C z a r n e c k i ,

forming

collar, 1-cuff,

Naklik

1:30.

d i s t r i e t of

Biłgoraj. Museum F . C. a A. Warsaw

d i s t r i c t of B i ł g o r a j .

M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w , n r inv.

1956.

L i p i n y , the
1956.

F i g . 42. A f r a g m e n t of e m b r o i d e r y . P r z y s i a d k i , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 43. A s p i n n e r ' s g a r m e n t . H a r a s i u k i , B i ł g o r a j district. P h o t . B . C z a r n e c k i ,

F i g . 44. C o a r s e l i n e n c a l l e d „ c z y n o w a t e " . Potok, d i s t r i c t of B i ł g o r a j . P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 45. L i n e n for s h i r t s . Potok, B i ł g o r a j d i s t r i c t . P h o t . B . C z a r n e c k i ,
F i g . 46. A p i e c e of l i n e n - w o o l l e n stuff for s k i r t c a l l e d „ b u r k a " .

1956.

1956.
1956.

1956.

Potok, B i ł g o r a j district. Phot. B . C z a r ­

n e c k i , 1956.
F i g . 47. A p i e c e of cloth f o r t r o u s e r s c a l l e d „ c h o ł o s z n i e " . P o t o k the d i s t r i c t of B i ł g o r a j .

Phot. B . C z a r ­

n e c k i , 1956,
F i g . 48. A boy's s u m m e r dress. H a r a s i u k i , B i ł g o r a j d i s t r i c t , phot. B . C z a r n e c k i ,
F i g . 49. G l o v e s

and

i m p l e m e n t s to p e r f o r m

them.

1956.

Potok, the d i s t r i c t of B i ł g o r a j .

the M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w , K W 140 56. P h o t . B . C z a r n e c k i ,

F r o m the r e c o r d s of

1958.

F i g . 50. A hat of r y e - s t r a w , c a l l e d „ s t r z ę p k i " , a n c i e n t type. D ą b r o w i c e , B i ł g o r a j d i s t r i c t . F r o m the r e c o r d s
of the M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w , n r i n v . 1457. Phot. B . C z a r n e c k i , 1956.
F i g . 51. A b o a r d to p r i n t l i n e n . T a r n o g r ó d , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . Phot. B . C z a r n e c k i ,
F i g . 52. „ Z a t y c z k a " , a f r a g m e n t of e m b r o i d e r y for w r a p p i n g a bonnet

or „ c h a m e ł k a " .

1956.
Naklik,

Biłgoraj

d i s t r i c t . P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956.
F i g . 53. A f r a g m e n t of e m b r o i d e r y on „ z a t y c z k a " s e r v i n g to w r a p p a bonnet ( „ c h a m e ł k a " ) . N a k l i k , B i ł ­
goraj d i s t r i c t , P h o t . B . C z a r n e c k i , 1956.

62

�F i g . 54. O r n a m e n t a l m o t i v e s of the B i ł g o r a j costume. 1 — 13 on l i n e n , 14—16 on s h e e p s k i n , 1—15
k i n d s of motives a n d stitches. F r o m
W a r s a w . Painted by St

the r e c o i d s of the

M u s e u m of F o l k ' s C u l t u r e

different

and

A r t in

M i r o s ' a w s k a , 1953. S c a l e 1:1.

F i g . 55. S h o u l d e r - s t r a p of a s h i r t . Potok, B i ł g o r a j d i s t r i c t . M u s e u m F . C . &amp; A , W a r s a w , n r i n v . 2240. Phot.
B. Czarnecki,

1956.

F i g . 56. A stud for s h i r t . N a k l i k , the d i s t r i c t of B i ł g o r a j . T h e M u s e u m F . C . &amp; A . , W a r s a w . P h o t . B . C z a r ­
n e c k i , 1956.
F i g . 57. M a p I of the a r e a of the B i ł g o r a j - T a r n o g r ó d folk

costume.

F i g . 58. M a p I I of the a r e a of the B i ł g o r a j - T a r n o g r ó d folk c o s t u m e w i t h v h e i n e v s t i g a t e d

villages.

F i g . 59. T a b l e p a i n t e d b y Z y g . K l i m c z y k .
T e c h n i c a l drawings by St. Z . M i r o s ł a w s k a ,

1956.

Contents
I n t r o d u c t i o n p. 3. C h a p t e r I —
Chapter II —

T h e p r e s e n t position of the B i i g o r a j - T a r n o g r o d folk c o s t u m e , p. 11.

Historical development

of the costume, p. 11. C h a p t e r I I I — T h e a r e a of the

Bilgoraj-

T a r n o g r o d peasant d r e s s , p. 14. C h a p t e r I V — G e n e r a l d e s c r i p t i o n of m a n ' s costume, p. 15. C h a p t e r V —
Detailed

description of m a n ' s costume, p. 17. C h a p t e r V I — G e n e r a l d e s c r i p t i o n of w o m a n ' s dress, p. 26.

C h a p t e r V I I — D e t a i l e d d e s c r i p t i o n of w o m a n ' s d r e s s , p. 23. C h a p t e r V I I I — M a t e r i a l s a n d
40. C h a p t e r I X — C o s t u m e o r n a m e n t a t i o n , p. 43. C h a p t e r X — H y g i e n e a n d
p, 46. C h a p t e r X I — C a r a c t e r i s t i c of sources, p. 47. Notes

p. 50. L i t e r a t u r e

C o n t e n t s , p. 55. R u s s i a n s u m m a r y , p. 56. E n g l i s h s u m m a r y , p. 60.

/

m a k e r s , p.

p r e s e r v a t i o n of g a r m e n t s ,
p

52. L i s t of plates, p. 53.

�22°20'

23"

UBIORY

\
\

ŚRODKOWO -

i

LUB/ELSKIE

'l
ZAMOŚĆ

Goraj
c'—

'

®

&lt;£

Uo

UJ
CE"

—

.

&lt;t
GO

O
i—

Z A S I Ę G UBIORU BIŁGORAJSKO
TARNOGRODZKIEGO
I WAŻNIEJSZYCH ELEMENTÓW
Zasięg ubioru wg. autora z ok 1914 r.
¡2222 Zasięg ubioru wg.autora z ok.1880r.
V / J Zasięg ubioru wg. J. Świeżego
O
5
10
15km
22« 20'

R y c . 57.

23°

M a p a I . Z a s i ę g u b i o r u b i ł g o r a j s k o - t a r n o j r odzkiego, jego w a ż n i e j s z y c h e l e m e n t ó w :

zasięg

b r ą z o w e j s u k m a n y s a m o d z i a ł o w e j , noszonej p r z e z k o b i e t y i m ę ż c z y z n ; • • • z a s i ę g h a f t u o ś c i e g u
wym

o d o m i n u j ą c y m motywie spirali;

p o ł u d n i o w a g r a n i c a z a s i ę g u c z a p k i gameiki.

s t a w i o n o z a s i ę g u b i o r u n a tle g r a n i c c a ł e j P o l s k i .

Graf. wyk.

łańcuszko­

W kartonie przed­

Krystyna Wcźnińska,

1958.

�23'

22° 20'

. . •" A. Ai
A-..-A- o.

.w,
.-'&gt;••
u 7 - , ** A *• *A
. A - . - » . . A. A'
Ą
A.. A.. A A
A.

.A*

; A- A'.

;

r"--

:.A:

Wierzchowiska

. Turobin

A..
n..

Chrzanów
Goraj
*•
(^.—"•
A. W ' / ' ' A :

©JANÓW

' A

Latyczyn

LUBELSKI

\

*•• *.-• ń.. o., o. A., o
,„••.
X
»- A.. «f-'.'A- *• A., o. A., o... : &lt;i A A'r
® Frampol
A., A-/."., o., o., o A., A. * - &gt; . „ * • ' - X
A
. A . »• * * » o * °
. •&gt; S
•
'••
A ""A
&lt;&gt;.. o
. /
4 » .. . ... „ A
o.. A., o.. A. I&gt;..c7 o.. o..^o... A., A. A. -•:':
« A. •
O.. O.. A.. A.. A.. O.. A-y
y "A..
o •«••."
' o o o O- A.
-. O.. O., o. ••' A. » 'A.
. o. A.
. .
A
./V
A • ». A. , ..o.. A. A., n.
A

'A \
:A M &lt;
A A.| A*:

a

A

A

0

A

n

I
» o- A o Kosubudy '
A. O. A
„
i Zwierzyniec O. A.A.oA..o..A.A: „...••A• .
i. A ,

Ä

;

A., A A n . • oKorytkow, A.. .

"Marnoty Górne

"

A- ».. A . " A - O
'
A A A..-'* A °
A. I O A „ •OA.. A.
&lt;/' ,i
A,. A.
&lt;&gt;A..O
.
A.. o.
K""a. A A.. A ..""o.. A.o-o..A..O.,
A * , / ° A /i 'i. A.. A., o / . ,
ń

A.'. »"V:».", "."Dąbrowica
9 :"«°cX
A.. AY n. o. A., ».. A A. o . - '

#

o

1

A., o.. A;-'b-..i

f

, A-:

;

1

A

o. o o: 1
o.. A. i
'• '^"/'.' .., o."o V

(

A- A' Krzeszowska A. »,
luta
A., o.. ..',';,A.. A-/\ o., o
Huta

A

A..
. .A.,' o.. A A A
•A

'SZCZEBRZESZYN
«
A.'.'C A.. A.. »:...
'A.. A.. A.. O., o '
"\ A »
A A
" A A
A.

SA

A.

»i-A.. A :
A- A. A o . a . .
0

A.
A.. ?••
o.. A
o. A-* , A A. A
A
,

IŁG0RAJ%A * o ° " V / „
,• . . „ A A. HĘL° " &lt;» ° ,°
V . A. A O.. % ° O % V

B

A

n

1

- a .-.A.

o

.Harasiuki

-

Kamionka
o

A., o.. **.
- A- A. \
•'
:A..i

•'. " : 0 . .

\

„• •

o .spiny A.* h A-i

\

^Krzeszów-*
Q

Potok Górny

" w

Tarnogród

±B rżyska Wo.la
•V_ w ; - o

Różaniec*

;

o

.. tuchow

r

ZASIĘG

.

UBIORU

TARNOGRODZKIEGO

A'ff .Maidan Sieniaw.^'- &lt;i ,
^

Adamówka

•

0

Sieniawa

Granica zasięgu

^ » I J
=......
o.,
.-...
-'' O.. O.. ß : : " 0 . .
.o. o., o. a',
(,

•
' o'--'" O

O.

O.. O.

58. M a p a I I . Z a s i ę g u b i o r u

.

Północna

zasięgu

0

"° o % . ° h . .

0

Ryc.

ubioru

wg. a u t o r k i p r a c y
granica

u b i o r u wg. J . Ś w i e ż e g o

O:

2 2 20'

czone

BIŁGORAJSKO

5

10

15Km

23°

biigorajsko-tarnogrodzkiego

w e w n ą t r z linii granicznej o z n a c z a j ą
wyk.

n a tle f i z j o g r a f i i

terenu.

Miejscowości

osady, w k t ó r y c h p r z e p r o w a d z o n o b a d a n i a t e r e n o w e .
Krystyna

Woinińska,

1958.

Mapę

ozna­
graf.

�ATLAS POLSKICH STROJÓW LUDOWYCH
składa się z szeregu monografii obejmujących wszystkie typy
strojów ludowych z całego obszaru Polski.
Obejmuje 5 części. W skład każdej z nich wejdą zeszyty zawierające
monografie poszczególnych strojów.

Dotychczas ukazały się drukiem następujące monografie:
Część

I . POMORZE:
1. Agnieszka Dobrowolska — Strój pyrzycki.

Część

I I . WIELKOPOLSKA:
1.
2.
3.
4.

Adam Glapa — Strój szamotulskiAdam Glapa — Strój dzierżacki,
Adam Glapa — Strój międzyrzecko-babimojski (lubus
Halina Mikułowska — Strój kujawski.

Część I I I . ŚLĄSK:
1. Tadeusz Seweryn — Strój dolnośląski (Pogórze),
2. Stanisław Bronicz — Strój pszczyński,
3. Longin Malicki — Strój Górali Śląskich.
Część IV. MAZOWSZE i SIERADZKIE:
1.
2.
3.
4.

Maria Żywirska — Strój kurpiowski Puszczy Białej,
Jadwiga Świątkowska — Strój łowicki,
Jan Piotr Dekowski — Strój piotrkowski,
Janina Krajewska — Strój opoczyński.

Część V. MAŁOPOLSKA:
1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.

Roman Reinfuss — Strój Górali Szczawnickich,
Edyta Starek — Strój spiski,
Franciszek Kotula — Strój rzeszowski,
Franciszek Kotula — Strój łańcucki,
Janusz Świeży — Strój krzczonowski,
Sebastian Flizak — Strój Zagórzan,
Janusz Kamocki — Strój sandomierski.
Barbara Kaznowska-Jarecka — Strój biłgorajski.

W druku znajdują się:
1. Bożena Stelmachowska — Strój kaszubski,
2. Janusz Świeży — Strój podlaski.

�ATLAS POLSKICH STROJÓW LUDOWYCH
Zasięgi ubiorów w monografiach opublikowanych: i . Strój górali szczawnickich, 2. Strój dolnośląski
(Podgórze), 3. Strój rzeszowski, 4. Strój szamotulski, 5. Strój krzczonowski, 6. Strój kurpiowski Puszczy
Białej, 7. Strój łowicki, 8. Strój dzierżacki, 9. Strój kujawski, 10. Strój spiski, U . Strój piotrkowski,
12 Strój pszczyński, 13. Sirój pyrzycki, 14. Strój łańcucki, 15. Strój opoczyński, 16. Strój lubuski,
17. Strój górali śląskich, 18. Strój Zagórzan, 19. Strój sandomierski. 20. Strój biłgorajsko-tarnogrodzki.
21. Strój podlaski (naribużański) — w druku. • 22. Strój kaszubski — w druku.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11456" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11434">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e4f6bbe51baf80705a48f9fa23ac214.pdf</src>
        <authentication>58f7dd4333a5c207009b8e44fd98216d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136481">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5658</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136482">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136483">
                <text>1950</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136484">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136485">
                <text>Strój dolno-śląski: Pogórze/ Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136486">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych,cz.3,Śląsk; z.9; 35 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136487">
                <text>Serweryn, Tadeusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136488">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136489">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136490">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136491">
                <text>A-T-L-A-S
POLSKICH
STROJÓW
LUDOWYCH
T .

S

T

R

Ó

J

S

E

W

D

O

L

E

N

R

Y

O

N

Ś

L

Ą

S

K

P O G Ó R Z E

POLSKIE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE

I

�A T L A S
CZĘŚĆ

P O L S K I C H

HI

S T R O J Ó W
Ś L Ą S K

T A D E U S Z

S

T

R

Ó

L U D O W Y C H

J

D

O

ZESZYT

S E W E R Y N

L

N

O

-

Ś

L

Ą

S

K

( P O G Ó R Z E )

L U B L I N

1

9

9

5

0

NAKŁADEM POLSKIEGO TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO W LUBLINIE
Z ZASIŁKU MINISTERSTWA KULTURY I SZTUKI I MINISTERSTWA ROLNICTWA

I

�KOMITET

REDAKCYJNY

ATLASU

POLSKICH

STROJÓW LUDOWYCH: E. FRANKOWSKI, J. GAJEK,
K. P I E T K I E W I C Z , R. R E I N F U S S ,

T. S E W E R Y N ,

T. ZYGLER ORAZ DELEGAT MIN. KULTURY I SZTUKI
REDAKTOR

NACZELNY

JÓZEF

WYDAJE POLSKIE TOWARZYSTWO
W
Z

GAJEK

LUDOZNAWCZE

LUBLINIE, ULICA CURIE - SKŁODOWSKIEJ L. 2
ZASIŁKU

OKŁADKA
PLANSZE

MINISTERSTWA
ADAMA

KULTURY

I

SZTUKI

MŁODZIANOWSKIEGO

BARWNE: JERZEGO

KAROLAKA

UKŁAD GRAFICZNY H. MORTKOWICZ-OLCZAKOWEJ
DRUKARNIA Nr 17 PKZG W KRAKOWIE, UL. ZWIE­
RZYNIECKA 2 — KLISZE JEDNOBARWNE I TRÓJ­
BARWNE: ODDZ. 24 PKZG, KRAKÓW, KARMELICKA 16

Rękopis otrzymano 17. XI. 1949. Zam. 1007/49. M-54943. Nakład G.200 egz.
Druk 2 ark. ukończono 24. V. 1950.
Papier bezdrz. ilustr. sat. 61x86, 100 g

�A T L A S
składa

P O L S K I C H

STROJÓW

L U D O W Y C H

się z szeregu monografii obejmujących wszystkie
strojów ludowych z całego obszaru Polski

A T L A S

P O L S K I C H

STROJÓW

typy

L U D O W Y C H

obejmuje 5 części. W skład każdej z nich wejdą zeszyty zawie­
rające monografie poszczególnych strojów.
Część I . POMORZE
Strój: kaszubski, kociewski, borowiacki, tucholski, kraiński, cheł­
miński, lubuski, dobrzyński, malborski, słowiński, pyrzycki.
Część I I . WIELKOPOLSKA
Strój: szamotulski, borowiacki, leśniacki, pałucki, wieleński, łęczycki,
kujawski.
Część I I I . ŚLĄSK
Strój: bytomski (rozbarski), wałaski, górali śląskich, opolski, Jacków
jabłonkowskich, pszczyński, raciborski, dolno-śląski.
Część IV. MAZOWSZE I SIERADZKIE
Strój: mazowiecki (centralny), opoczyński, łowicki, sieradzki, kurpiow­
ski, poborski, podlaski, mazowiecki (północny), Mazurów pruskich.
Część V. MAŁOPOLSKA
Strój: krakowski (z okolic Krakowa, Powiśla Dąbrowskiego, pogranicza
śląskiego), kielecki, radomski, lubelski, Lachów sądeckich, Pogórzan,
Dolinian sanockich, rzeszowski, przeworski, łańcucki, łesiacki, boro­
wiacki, górali żywieckich, babiogórskich, orawskich, szczawnickich,
podhalańskich, spiskich, gorczańskich oraz Łemków, skalbmierski,
szczyrzycki.
Wymieniona kolejność poszczególnych monografii
nie jest kolejnością ukazywania się zeszytów w druku
i nie jest ostatecznym pełnym wykazem typów stroju.
Zamówienia i przedpłatę przyjmuje Administracja Atlasu Polskich
Strojów Ludowych — Polskie Towarzystwo Ludoznawcze — Lublin
Curie-Skłodowskiej 2. Skrytka pocztowa 82.

�1. STAN OBECNY
Właściwy rozwój s t r o j u dolno-śląskiego zakończył się koło połowy w. X I X . Nie­
mniej żywotność jego utrzymała się jeszcze w w. X X dzięki ruchowi regionalnej swoj­
szczyzny, który siedzibę miał w Szklarskiej Porębie. Wtedy t o zaczęto otwierać kursy
k r o j u i szycia oraz hafciarsko-koronkarskie, które między i n n y m i zaspokajać miały
potrzeby odrodzonego stroju ludowego. Inicjatywa t a w małym stopniu spełniła swe
zadanie. Gdzie niegdzie t y l k o przyjmować się zaczęła nowa moda zdobienia perkalowych zapasek szlakami h a f t u — naogół jednak renesans stroju dolno-śląskiego pole­
gał n a nawrocie ostatnich odblasków mody z l a t r. 1880, n a chronieniu i używotnianiu
zabytków pozostałych po przeszłości. Kolorowe pocztówki z l a t około 1920 ze strojami
regionalnymi Dolnego śląska, dają wyraz typowemu n a owe czasy łączeniu zabytko­
wych części odzieży z niezabytkowymi, a więc współczesnymi. Dlatego w poszukiwa­
n i u t y p u stroju dolno-śląskiego sięgnąć musieliśmy do okazów muzealnych, aczkolwiek
w ilustrowaniu całokształtu tego stroju nie gardziliśmy fotografiami sprzed r. 1920.

2. ZARYS HISTORYCZNY
Strój

dolno-śląski

w w. X I V

Najstarsze wizerunki stroju dolno-śląskiego są jednocześnie najstarszymi materia­
łami do stroju ludowego w Polsce. Wedle m i n i a t u r z r. 1353, znajdujących się w tzw.
Kodeksie Ostrowskim z legen­
dami o św. Jadwidze śląskiej,
a ilustrujących strój dolno-ślą­
ski, najprawdopodobniej nizin­
nej części Śląska, nosili Ślą­
zacy w w. X I V kierpce, które
przysznurowywali rzemieniami
do połowy łydki, j a k czynili to
do niedawna górale karpaccy.
Szatę wierzchnią kształtu kró­
tkiej t u n i k i podpinali z przodu
dla mody. Ramiona i plecy
przykrywali
czworobocznym
płatem, zdaje się, z brązowego
sukna z chwastami u dolnych
rogów. Ten duży, luźny koł­
nierz, t o prototyp „suki" u kierezji. Służył o n do zarzucania
na głowę podczas słoty. Starsi
.
l e miniatury z r. 1353.
mężczyźni nosili n a głowie albo
(Kodeks Ostrowski).
R y ć 7

L

s t r 0 J

e

ś l ą s k ł e

w

w

X

I

V

w e d

55

�sukienny częsty w średniowieczu kaptur, albo
płócienny zawój, a starsze kobiety wkładały
tzw. podwiki opinające głowę, szyję i ramiona.
W miejsce podwik z otokiem karbowanym
wokół twarzy weszły później czepki.
Tego rodzaju charakterystyczna dla go­
t y k u chustka sfałdowana w ryszkę, to odblask
mody, która powstała w Pradze za Karola IV.
Najdawniejszym jej udokumentowaniem na
śląsku jest pieczęć Agnieszki, małżonki Bolka
I I ze Świdnicy, pochodząca z r. 1342.
Dziewczęta chodziły z odkrytą głową, no­
sząc sukienki wydekoltowane.
Materiałem odzieżowym było nie t y l k o folowane sukno z owczej wełny oraz płótno
lniane, ale i t k a n i n y bawełniane, gdyż „parc h a n " (barchan) z Brzegu wspominany jest
już w r. 1318.

Ryc. 2. Chłopi dolno-śląscy w w. XV, wg mi­
niatury w Kodeksie Wrocławskim z r. 1451.

S t r ó j w w. X V

W 100 l a t później, wedle Kodeksu Wro­
cławskiego z r. 1451, nosili chłopi dolno-śląscy
włosy podstrzygane z przodu do połowy czoła, a z tyłu po ucho. Odziewali się w kró­
tkie sukmany ze stojącym kołnierzem, z brzegu bramowanym i rękawami rozciętymi
u końca. Przepasywali się pasem rzemiennym, u którego z boku zwisała skórzana ka­
letka wraz z pochwą n a nóż. Na nogach skórzane b u t y z cholewami. Czapka futrzana
ze spuszczoną opuszką, grzybkowata magierka, futrzany szłyk, wła­
ściwy Polsce oraz Mało i Wielkorusi, albo wreszcie wysokie, miękkie
czapki rogatywki, których wieko kwadratowe przechylało się k u t y ­
łowi — oto nakrycie głowy chłopa dolno-śląskiego. W stroju t y m
znajdują się pierwiastki „narodowego" stroju szlacheckiego w Polsce.
Materiały odzieżowe wyrabiali chłopi sami. W w. X V jednak
czynne już były na Dolnym śląsku liczne ośrodki przemysłu tkackie­
go — w Kożuchowie, Legnicy, Lubinie, Bolkowie, świdnicy i Kłodzku,
które dostarczały wyborowego towaru do wrocławskich Sukiennic.
W stroju kobiecym tego wieku pojawiły się czepki, które pod koniec
średniowiecza przybrały wachlarzykowate otoki.
Strój wdów podobny był do stroju zakonnic. Zresztą w jednym
z kazań z r. 1415 znajduje się uwaga, że ciemny kolor szat jest dla
wdowy najwłaściwszy, że powinna zrezygnować z przyjemności świata,
bo stała się już napół zakonnicą.
Strój

w w. X V I

W w. X V I uległ poważnym przeobrażeniom strój kobiecy. Weszły
wówczas w modę pod wpływem miejskim renesansowe k a t a n k i , które
odtąd n a stałe utrzymały się w stroju dolno-ślązaczek. Cechą t y c h
katanek były duże wykładane kołnierze, przykrywające całkowicie
ramiona. Naówczas weszła również w modę chustka trójkątna, biała,
której końce krzyżowano na piersiach. T a odmiana rańtucha rozpo8

g

chłopa polDolnym
śląsku, wg m i niatury z r. 1451.

s k i e g 0

n a

�Ryc. 4. Strój chłopów dolno-śląskich w w. XVI, wg
drzeworytu z r. 1571.

wszechniła się w w. X V I w całej Europie środkowej (w Kronice Bielskiego z r. 1564
nosi go nawet Sybilla Hellespontska). Druga chustka t j . odziewacza, którą otulała się
kobieta, była również biała. Nadawała ona kobietom znamię prostoty słowiańskiej.
Chustki takie znane były n a Dolnym śląsku jeszcze w pocz. w. X I X . Najdłużej zacho­
wały się n a Łużycach. Jak w w. X V I odziewali się Ślązacy, poucza drzeworyt pomie­
szczony w bezimiennej książce drukowanej w r. 1571 prawdopodobnie we Wrocławiu
pt. „Grizella, nadobny przikład y historia Margrabi iednego, k t o r i ubogiego kmiecia
swoiego corke poiął za żone iako ją cieszko próbował". Chłopi noszą t u czapki baranie
takie same, j a k pasterz n a płaskorzeźbie W i t a Stwosza w kościele Mariackim w K r a ­
kowie. Jeden m a n a sobie płótniankę z kołnierzem leżącym, zapiętą pod brodą i spiętą
w pasie krajką l u b rzemieniem. Na nogach nosi długie do kostek spodnie, również płó­
cienne, oraz płytkie buty, spięte z przodu. D r u g i zaś chłop zamiast płótnianki nosi
k a f t a n bez rękawów, zapinany z przodu na guziki. Na nogach nosi b u t y z cholewami
wywiniętymi n a zewnątrz czyli tzw. przez chłopów polskich „wywrotki". Spodni ten
chłop nie posiada.
„Córka ubogiego kmiecia" odziana jest w strój miejski. W w. X V I wedle i n n y c h
materiałów historycznych nosili chłopi śląscy, podobnie j a k i w Polsce środkowej
z pocz. w. X V I , krótkie, wąskie lub szerokie, często skórzane spodnie, nadto pończo­
chy i b u t y płytkie. Wtedy również pojawiły się u mężczyzn kamizele zw. n a Śląsku
„bruclikami", kaftany długie bez rękawów i krótkie z rękawami, zdobne w guziki me­
talowe, a z tyłu w dwie grupy fałdów (w okolicach Nysy obszyte były kaftany futer­
kiem), wreszcie kapelusze z szeroką krezą.
S t r ó j w w. X V I I
W w. X V I I nosiły kobiety czepki, obszyte koronką spadającą na czoło, k a t a n k i wy­
szyte kolorowymi sznurkami, koszule lniane z bufiastymi rękawami i szeroką krezą,
7

�chustkę trójkątną rańtuchową, której je­
den róg zarzucano n a plecy, a dwa pozo­
stałe krzyżowano n a piersiach i wtykano
pod opaskę zapaski. Stroju dopełniała duża
biała chustka odzie wacza,
zastępująca
płaszcz oraz wysokie, białe, wełniane trze­
wiki.
Strój męski nie uległ w t y m wieku ża­
d n y m zmianom.
S t r ó j w w. X V I I I
Pod wpływem rozwoju przemysłu teks­
tylnego i mody miejskiej weszły w w. X V I I I
do stroju kobiecego materiały kwieciste
i w ogóle barwiste. Szczególnie w terenach
słowiańskich oraz w i c h sąsiedztwie barwistość stroju — j a k stwierdzają to niemieccy
badacze — była cechą rzucającą się w oczy.
Na uświetnienie stroju dolno-śląskiego wpły­
nął w w. X V I I I rozwój fabryk adamaszku
w Gryfowie, Kowarach i Jeleniej Górze,
Ryc. 5. Amory. Obrazek dolno-śląski na szkle,
z pocz w. x i x .

osiągnęły wysoki poziom techniczny.
W tymże czasie rozwinął się przemysł odzie­
żowy w Brzegu, Brochowicach (w pow. leg­
n i c k i m ) , Prusicach, Kożuchowie i Szprota­
wie, a wytwarzane t a m drelichy, barchany, kanewy (kanawasy, kanafaski), d r u k i
na t k a n i n a c h , pończochy, półwełniane i półlniane t k a n i n y , a w Dzierżoniowie szych
złoty," pasamony, krepiny, pajetki, antualarze i t p . — wpłynęły przemożnie n a strój
miejscowy.
k t ó r e

U mężczyzn utrzymał się k a f t a n błękitny zdobny w guziki, kamizelka z manchestru
lub adamaszku, zapięta pod szyję. Szyję owijano pstrą chustką jedwabną l u b cienką
wełnianą, a końce jej wypuszczano n a kamizelkę. Przelotnie t y l k o i t o wśród ludno­
ści niemieckiej zaznaczył się wpływ u n i f o r m u wojskowego z czasów frydrycjańskich:
szczelnie przylegające spodnie, jasne, krótkie, z tyłu fałdziste kabaty z wysokimi koł­
nierzami l u b płaszcze z obłogami u kieszeni i obszyte guzikami, n a łydkach sztylpy
sukienne, zapinane n a guziki i trójkątne kapelusze zw. dreimastry. Naówczas weszło
też w modę podpinanie n a k a r k u włosów grzebieniem.
Kobiety zaś nosiły tołubki (katanki) z rękawami bufiastymi, spódnice długie do
kostek, zdobne u dołu naszytą krepiną falistą, n a spódnicach zapaski kwieciste,
a u pasa sakiewki n a pieniądze.

Ryc. 6. Katanki dolno-śląskie (wg
Hottenrotha) noszone w w. XVI,
XVII, X V I I I i XIX.
S

�a
6

a
7

8

Ryc. 7. Kroje poszczególnych części męskiego stroju dolno-śląskiego: 1) żupan frakowy, a-a —
rękawy, b — tył, c-c — boki wraz z klinami, d-d — przody, e — kołnierz. 2) Kamizelka męska
ze stojącym kołnierzem; posiada klapy zachodzące wzajemnie na siebie. Zapina się na jeden
z dwu rzędów zbieżnie biegnących guzików. 3) Żupan frakowy z przodu, zapinany na haftkę lub
na ostatni guzik na wysokości pasa, pozostałe guziki mają charakter czysto dekoracyjny. 4)
Krój kamizelki męskiej z kołnierzem leżącym, a — płaty przednie, b — plecy, c — kołnierz. 5)
Żupan frakowy z tyłu; widoczne wszycie dwu klinów między płaty boczne i tył. Rękawy zakoń­
czone wywiniętym mankietem. 6) Spodnie. 7) Krój spodni, a — nogawice, b — pasek do ściąga­
cza. 8) Spodnie z tyłu. Rys. Zdzisław Szewczyk.
9

�Codzienny strój kobiecy z pocz. w. X V I I I od­
znaczał się wielką prostotą. Koszulę z krótkimi
rękawami szyto z płótna lnianego. Zamiast gor­
setu, który noszono w miastach, używano su­
kiennego lejbika, którego jedyną ozdobą były
zmarszczki w pasie. Spódnica miała przód
z płótna workowego, gdyż część t a była zakryta
zapaską lnianą l u b perkalową, drukowaną zwy­
kle w groszki. Spódnice takie noszono szczegól­
nie w okolicy Zielonej Góry. W stroju t y m prze­
ważają materiały lniane. Jeszcze bowiem w pocz.
w. X I X rozpowszechniona była uprawa l n u
i przędzalnictwo ludowe u stoków Karkonoszy,
w okolicach Kamiennej Góry i Dzierżoniowa.
3. ZASIĘG
Badacze stroju dolno-śląskiego zgodnie wypo­
wiadają pogląd, że strój t e n jeszcze w w. X I X
istniał n a całym Śląsku, a wszędzie, gdzie wystę­
pował, „był w istocie t a k i s a m " i że wobec tego,
pomimo drobnych różnic lokalnych, należy go
traktować jako jeden t y p .

Ryc. 8. Dolno-ślązak w świątecznym żupanie frakowym w w. X I X (według
akwareli Tilkego).

Niemniej na podstawie materiałów ikonogra­
ficznych i okazów, znajdujących się w muzeach
regionalnych województwa wrocławskiego, wolno
n a m twierdzić, że w I poł. w. X I X istniały na
Dolnym Śląsku trzy typy stroju ludowego: jeden
obejmował najbliższe okolice Wrocławia i stąd
zwał się wrocławskim, d r u g i okolice Głogowa od
Szprotawy po Góry, a trzeci południową część
Śląska z wyłączeniem Ziemi Kłodzkiej. Ten trzeci
t y p stroju, będący przedmiotem pracy niniejszej,
zaczął ginąć już w I poł. w. X I X , a szczególnie
w nizinnej części Śląska Dolnego i to naprzód
strój męski. Ze stroju kobiecego najwcześniej gi­
nąć zaczęły t u h a f t y ręczne n a chustkach i za­
paskach, a najdłużej opierały się modzie miej­
skiej czepki i katanki. W I I poł. w. X I X zwarty
zasięg posiadał t e n strój jedynie w południowej,
wyżynnej części Śląska Dolnego, n a szlaku roz­
ciągającym się wzdłuż Gór Olbrzymich. Obszar
ten zwężał się od zachodu skutkiem ekspansji
stroju łużyckiego n a powiat lubański, z południa

Ryc. 9. Stroje ludowe w Jedlinie koło Wałbrzycha (wg
litografii A. Kretschmera z r. 1864 — 1870). 1) Kobieta
w tołubku trawiasto zielonym, spódnicy granatowej.
2) Chłop w czarnym cylindrze i kapocie jasno granato­
wej. 3) Chłop w czarnym kapeluszu, modrym brucliku
i czarnych spodniach.
10

�skutkiem oddziaływania stroju czeskiego od
strony Ziemi Kłodzkiej, a od wschodu skutkiem
rozszerzania
się stroju górnośląskiego na
wschodnie powiaty Dolnego śląska. Do lat
1860 — 1870 dotrwał w całej okazałości regio­
nalny strój n a obszarze, zakreślonym przez
miejscowości: Jakuszyce, K a r p n i k i , Karpacz,
Kamienna Góra, Jedlina i Nowa Ruda, po Ząb­
kowice, świdnicę, Jawor, a wreszcie sięgnął po
Bolesławiec i Lwówek, ale najdłużej zachował
się w Szklarskiej Porębie w powiecie jeleniogór­
skim. Stąd też wyszło hasło odrodzenia stroju
dolno-śląskiego.
Przyczyny

zanikania

Trzy były przyczyny zaniku stroju regio­
nalnego na Dolnym śląsku. Postępująca po­
wszechna urbanizacja życia pod wpływem roz­
woju przemysłu:, a w ślad za t y m przejmowa­
nie kosmopolitycznych mód mieszczańskich,
następnie wzrost kapitalizmu nowoczesnego,
który uznawał tezauryzację kapitałów w stro­ Ryc. 10. Strój dolno-śląski z w. X I X (Ma­
nekin naturalistyczny w Muzeum w Jele­
jach (w czepkach) — za jednoznaczną z za­
niej Górze).
mrażaniem kapitałów, a wreszcie trzecią przy­
czyną, powstałą n a tle dwóch poprzednich, jest
zanik pewnych zawodów, j a k np. czepkarek i hafciarek n a batyście, których ilość
przerzedzała się skutkiem braku zamówień.
Z t y c h trzech czynników najsilniejszym był prąd kosmopolityzmu, wyrosły z pod­
łoża kapitalizmu, który j a k walec stalowy przetoczył się przez wszystkie k u l t u r y na­
rodowe. Rozkładowe siły kapitalizmu o znamionach powszechności zaznaczyły się naj­
silniej w bezpośrednim styku kapitalistycznych f o r m produkcji z indywidualną pro­
dukcją tradycyjną o cechach narodowych. Nic więc dziwnego, że nagły zanik stroju
regionalnego dolno-śląskiego przypada właśnie n a okres rozwoju kapitalizmu n a
Dolnym Śląsku.
Tak działo się wszędzie, gdziekolwiek burżuazja podporządkowała wieś nakazom
miasta. Na śląsku jednak prąd ten zaznaczył się najraptowniej. Nigdzie t a k szybko,
j a k t u t a j , nie ginęła tradycyjna k u l t u r a , a z nią i strój ludowy, który cofając się
przed zalewem kosmopolitycznej mody, chronił się w podgórskie obszary.

Ryc. 11. Zapinka metalowa u butów.

Ryc. 12. Krój butów.
11

�4. OPIS OGÓLNY

STROJU

MĘSKIEGO

W stroju męskim, dominuje granat lub
błękit. T a k i m bowiem jest długi, sięgający
omal do kostek żupan i taką barwę noszą
spodnie wpuszczone do czarnych cholew.
Żupan t e n nadaje mężczyźnie znamię po­
wagi. Dlatego przysługuje osobom star­
szym. Z uroczystym charakterem żupana
harmonizuje wysoki, czarny cylinder, który
dawniej miał kształt walca wklęsłego.
. Nie brak w t y m stroju poważnym —
także akcentów żywej barwy. Rozmieszczo­
ne są one w t e n sposób, że stanowią prze­
ciwwagę g r a n a t u i czerni. Cylinder n p . opa­
sany jest barwistą wstążką z naszytymi
czarnymi centkami. Od miękkiego dużego
kołnierza białej koszuli odbija b u j n y węzeł
jedwabnej, zielonkawej chustki, i n n a znów
chustka, zwykle czerwonego l u b różowego
koloru zwisa z bocznej kieszeni żupana.
Ryc. 13. Kamizelka dolno-śląska (okaz
Właściwą jednak ozdobą tego stroju jest
w Państw. Muzeum Etnograf, w Krakowie).
adamaszkowa kamizelka w kolorze złota­
wego brązu ze złotymi k w i a t k a m i , ceglasto srebrnego l u b zielonkawo srebrnego ko­
loru, ozdobiona bakfonowymi guzami oraz srebrnymi t a l a r a m i , użytymi jako wisiory
u łańcuszka zegarka. Kamizelka t a bywa zawsze odsłonięta, gdyż należało do mody
noszenie żupana zawsze rozpiętego z przodu.
Obok cylindra poważnym nakryciem głowy w stroju ludowym dolno-śląskim jest
wysoka czapka z popielatego baranka z denkiem modrym, a związywana trzema ko­
k a r d k a m i z niebieskiej wstążki. W środkowej Polsce zwała się ona rozłupą l u b wścieklicą. Czapy takie noszono do żupana l u b kożucha.
D a w n y m nakryciem głowy była też czapka rogatywka z granatowego sukna, ob­
szyta od dołu czarnym, psim futerkiem, dającym się spuszczać n a k a r k i uszy,
a z przodu w kształt daszka. Czapka t a k a nie nadawała się do żupana, lecz do błękit­
nego kusego kabatka, posiadającego z tyłu dwie grupy złożonych po trzy fałdków.
Kolor tego kabatka harmonizował z żółcienia
jeleniaków t j . spodni z jeleniej skóry, wpu­
szczonych w czarne wysokie b u t y z cholewami.
Odmienny zarys formy dawała czapka ro­
gatywka i kabatek oraz krótkie do kolan spod­
nie, białe pończochy i b u t y płytkie, zapinane
z przodu n a klamrę. Ten t y p stroju, charakte­
rystyczny dla w. X V I I I , nie został reaktywo­
wany w w. X X , w okresie n a w r o t u do swoj­
szczyzny regionalnej.
5. OPIS SZCZEGÓŁOWY
STROJU MĘSKIEGO
Ostatnia faza rozwoju stroju dolno-śląskiego przypada n a wiek X I X . Na podstawie
literatury opisowej, luźnych okazów znajdu12

Ryc. 14. Dolno-śląska czapka rogatywka.

�jących się w muzeach regionalnych n a Dolnym śląsku, fotografii, rycin, a szczegól­
nie litografii kolorowych, wykonanych przez A. Kretschmera, można dokonać szczegółowszego opisu tego stroju.
Strój

codzienny

Strój męski nie jest t a k typowy dla Dolnego Śląska, j a k np. strój kobiecy, który
zachował wiele pierwiastków bardzo dawnych. Niemniej stwierdzić należy, że utrzy­
mało się w n i m wiele cech właściwych Górnemu śląskowi i Czechom, a wyraźnie od­
różniających go od stroju typowo niemieckiego.
K o s z u l e męskie, lniane, były dwojakiego rodzaju: jedne związywane były nie
pod brodą, lecz n a k a r k u , drugie zapinane były z przodu i posiadały kołnierz wysoki
wywijany n a zewnątrz. Koszula, którą szyła panna młoda dla kawalera, posiadała
oszewki z b a r w n y m okładem.
S p o d n i e były skórzane, barwy żółtej l u b wełniane. Były krótkie do kolan l u b
długie, wiązane u kostek. Jeśli spodnie sięgały do kolan, wtedy n a nogi wdziewano
białe pończochy i b u t y płytkie. Była t o pozostałość mody rokoka. Jeśli spodnie były
długie — t o wpuszczano je w buty z cholewami.
B u t y — w górzystej części śląska Dolnego wybitną przewagę w w. X I X n a d b u ­
t a m i płytkimi t y p u średniowiecznego miały b u t y z cholewami. Nadawały one figurze
mężczyzn specjalny charakter. Kształt butów płytkich podaje ryc. 10 a krój ryc. 12.
Cechą i c h znamienną jest zapinanie przyszw n a żelazną klamrę, której kształt wedle
okazu znajdującego się w Muzeum w Jeleniej Górze podaje ryc. 11.
P o ń c z o c h y . Pończochy były białe, wełniane. Prawa po stronie prawej, a lewa
po lewej posiadały zygzak haftowany nicią żółtą, zieloną l u b błękitną.
K a m i z e l k a z manchestru modrego,
ale częściej z połyskliwego adamaszku wzo­
rzystego l u b kwiecistego usianego kwiat­
kami. Jeśli kamizelka była z sukna „angiel­
skiego", to kolorem dostosowywała się do
barwy kabatka. Była dwurzędowa z dwiema
kieszonkami po bokach, a zapinała się n a
stożkowate, śrubowate skręcone guzy bakfonowe l u b mosiężne płaskie guziki.
C h u s t k a . Wokół szyi okręcano sza­
l i k t j . chusteczkę perkalową l u b wełnianą
(na święta jedwabną) i związywano ją
w węzeł pod brodą.
K a b a t e k . W porze chłodnej n a ka­
mizelkę wdziewano kabatek, sięgający do
pasa, z sukna granatowego, z kołnierzem
leżącym (klapy), nieco wcięty w pasie
z dwiema małymi połami z tyłu, zapinany
na guziki metalowe, błyszczące albo owite
nićmi i obciągnięte suknem.
C h u s t e c z k a . Z kieszeni zwisała ko­
lorowa chusteczka.
N a k r y c i e g ł o w y . Bardzo starym
nakryciem głowy jest granatowa roga­
tywka, obszyta z tyłów i z boków czarnym
futerkiem z psiej skóry. Czapki tego ro-

Ry . 15. Strój zimowy
C

ze Szklarskiej Poręby.
13

�Ryc. 16. Stroje kobiece w Karpiukach, pow. Jelenia Góra. 1) Kobieta z lewej ma czepek broka­
towy z kwiatami złotymi na tle ugrowym, na plecach chustkę sepiową w żółte kwiaty, gorset
liliowy, spódnicę czerwono-cynobrową i zapaskę popielatą. 2) Kobieta w środku ma zielony cze­
pek z koronkami, na szyi chustkę czerwoną, katankę modrą, spódnicę cynobrową i zapaskę kre­
mową w kwiaty. 3) Kobieta po prawej ma skrzyżowaną chustkę w pasy czerwone, zielone, żółte
i liliowe (wedle litografii A. Kretschmera).
dzaju noszą chłopi na miniaturze Kodeksu Wrocławskiego z r. 1451 z legendami o Św.
Jadwidze Śląskiej (ryc. 3). W zasadzie czapki te niewiele różniły się od rogatywek
noszonych przez polską szlachtę zagrodową jeszcze w okresie Sejmu Czteroletniego.
Tego rodzaju rogatywkę dolno-śląską posiada Muzeum w Jeleniej Górze. Egzemplarz
ten (ryc. 14) jest repliką z r. 1892 starego oryginału ze zbiorów lokalnych. Kapelusze
dolnośląskie z czarnego filcu były dwojakiego kształtu: płaskie albo wysokie. Płaskie
miały główkę cofniętą k u tyłowi. Kreza ich wyginała się z boków łódkowato, a z przodu
i z tyłu opadała k u dołowi.
Strój

świąteczny

Ż u p a n. Na święta i uroczystości noszono zamiast krótkiego kabatka długą, nie­
m a l do stóp sięgającą kapotę z sukna czarnego lub granatowego, rzadziej brązowego,
zawsze z guzikami tego samego, co i sukno koloru.
U Niemców zwała się t a kapota „Gottestischrock". Krój jej uwydatniony (na ryc.
8 ) , świadczy, że mamy t u do czynienia z żupanem frakowym t j . żupanem skrojonym
w pasie i plecach, j a k frak.
Poza t y m do męskiego stroju świątecznego mogą wchodzić wszystkie powyżej wy­
mienione części stroju, jeżeli są nowe i z wyborowych materiałów uszyte. Najwłaściw­
szym kolorem męskiego stroju świątecznego jest n a D o l n y m Śląsku kolor czarny.
C y l i n d e r czarny, był świątecznym nakryciem głowy. Dawniej wybitnie rozsze­
rzający się u góry, a w w. X X walcowaty, wysoki na 30 cm. Cylindry takie przepa­
sane były szeroką, barwistą wstążką z naszytymi czarnymi centkami.
Charakterystyczną ozdobą stroju męskiego na Dolnym śląsku były laski z metalo­
w y m i gałkami oraz duże zegarki kieszonkowe z rozpiętymi n a środku brzucha srebr­
n y m i wisiorkami z talarów.
14

�Strój

zimowy

Z pocz. w. X I X noszono n a głowie wysokie czapki
podobne do polskich „wścieklic", obszyte wokół popie­
l a t y m futerkiem, a górą suknem granatowym. Czapki te
występujące w części zachodniej śląska Dolnego jeszcze
w poł. w. X I X , są wyrazem wpływów sąsiednich Łużyc.
W zimie noszono też zielone k u r t k i obszyte futrem,
albo wdziewano serdak barani pod granatowy lub
czarny żupan.
Najlepiej jednak chronił przed zimnem suty, biały
kożuch z dużym, czarnym kołnierzem baranim (ryc. 15).
6. OPIS OGÓLNY STROJU

KOBIECEGO

Kobiecy strój dolno-śląski jest, obok stroju z ziemi
pyrzyckiej, najefektowniejszym strojem regionalnym n a
Ziemiach Odzyskanych. Wielka jego różnorodność spro­
wadza się w zasadzie do wielości odmian czepków, które

Ryc. 17. Strój codzienny góralki
ze Szklarskiej Poręby (Wedle
rzeźby na świeczniku).
różnią się między sobą zarówno krojem, j a k
i barwą oraz bogatym przystrój em: szy­
chem, wstążkami, koronkami i t p . Jak
w Ziemi Krakowskiej rozpoznawały się ko­
biety wedle różnorodnego sposobu wiąza­
nia chustki czepcowej, właściwego dla po­
szczególnych parafii, a nawet wsi — t a k n a
Śląsku Dolnym pochodzenie kobiet można
było odczytać z rodzaju czepka i sposobu
jego ozdabiania.
Poza t y m na t y p stroju dolno-śląskiego
składa się koszula z krótkimi bufiastymi
rękawami, trójkątna chustka jedwabna
kwiecista, której jeden róg zarzucano na
plecy, a dwa pozostałe krzyżowano n a pier­
siach, wsuwając je pod opaskę fartuszka.
Najpopularniejszym kolorem spódnicy był
koralowy. Dołem obszywano ją dla ozdoby
szeroką n a 15 cm wełnianą wstęgą w kolo­
rze jasnego cynobru zielonego, a z tyłu
układano ją w płaskie fałdy. Spódnice te
okrywała z przodu zapaska bawełniana
Ryc. 18. Stroje kobiet z Jedliny koło Wałbrzy­
zwykle w prążki żółte. Zupełnie i n n y t y p
cha w poł. w. XIX. Wg A. Kretschmera.
15

�nadawała kobiecie biała, haftowana przyodziewa,
n a którą składała się przede wszystkim batystowa
chustka trójkątna, zarzucona n a gorset z modrego
aksamitu oraz równie bogato wyszywana zapaska.
Wiele odmian posiadała również krótka katan­
ka, bardzo charakterystyczna dla Dolnego śląska.
Szyta była z m a t e r i i wełnianych l u b atłasu w ko­
lorze liliowym, brązowym, zielonym l u b czarnym.
Duży kołnierz przykrywający całe ramiona zdobny
naszywaną krepiną kolorową i rękawy suto b u ­
fiaste u ramion, a wąskie od łokci do dłoni — na­
dawały tej odzieży cechę dawności. K a t a n k i no­
szone były przeważnie przez mężatki — podobnie
zresztą j a k w Wielkopolsce l u b n a Górnym Śląsku.
Do katanek noszono wełniane spódnice oraz jed­
wabne zapaski zwykle ciemnego koloru.
Do wszystkich powyżej zarysowanych typów
odzieży niewieściej nadają się płytkie buciki n a
niskich obcasach tzw. czółenka.
7. OPIS SZCZEGÓŁOWY STROJU KOBIECEGO
Strój

codzienny

Codzienny strój góralki ze Szklarskiej Poręby
wedle rzeźby sprzed 50 l a t (ryc. 17) składa się
z żółtej chustki perkalowej związywanej pod brodą,
koszuli płóciennej, obszernej spódnicy, zapaski,
Ryc. 19. Dolno-ślązaczka ze Szklarskiej gorsetu z długimi ramiączkami, prostokątnie na
Poręby.
piersiach wyciętego, białych pończoch i butów
płytkich.
Strój ten, pochodzący z czasów upadku stroju ludowego n a D o l n y m śląsku, nie m a
w sobie właściwych znamion regionalnych. Dlatego, chcąc przedstawić kobiecy strój
dolno-śląski z okresu rozkwitu, trzeba n a m sięgnąć do okazów conajmniej l a t 1860tych.
C z e p e k d o s t r o j u c o d z i e n n e g o . Czepki noszone na codzień wykonane
były z białego płócienka albo pstro wzorzystego perkalu, rzadziej jedwabiu. Główka
szczelnie przylegająca. Nosiły je n a codzień dziewczęta i gosposie. T e n t y p czepków
zwany „kamodą", rozpowszechniony n a całym śląsku D o l n y m , był najcharakterysty­
czniej szy dla okolic Jawora i Strzegomia.
Uczesanie pod tego rodzaju czepek polegało n a opasaniu głowy warkoczami w wie­
niec l u b też n a upięciu i c h n a karczku w pukiel.
K o s z u l a lniana miała rękawy bufiaste, krótkie, sięgające zaledwie do połowy
ramienia. Na piersiach była głęboko wycięta.
S p ó d n i c e szyto z materiałów kwiecistych, pasiastych l u b jednobarwnych (gład­
k i c h ) . Jednobarwne szyte były z czerwonej kuczbaji, a więc m a t e r i i wełnianej, obramione dołem szeroką jasno-zieloną bortą wełnianą. Były z tyłu fałdziste (w 15 — 20
płaskich fałdów) i sięgały do połowy łydek. Obficie fałdowane były też spódnice półjedwabne l u b perkalowe, oraz wełniane spódnice granatowe. Sięgały one prawie do sa­
m y c h stóp. Czerwone (zdobne u dołu szeroką wstęgą zieloną) występowały w pow. je­
leniogórskim, a fałdziste, ciemne w okolicach Wałbrzycha. Do ciemnych spódnic nada­
wała się zapaska czarno-oliwkowego l u b stalowego koloru, obszyta z dołu i z boków
16

�bortą z zakładek tej samej materii. Spódnicy
zielonej przystała biała zapaska katunowa l u b
półjedwabna.
Z a p a s k i do stroju codziennego szyto
z perkalu i płócienka lnianego barwionego.
Opasywały one z przodu prawie całą spódnicę.
Zapaski te zdobiono z pocz. w. X X w Szklar­
skiej Porębie szlakami h a f t u , który nadawał
strojowi kobiecemu regionalne piętno (ryc.
43, 44 i 45).
C h u s t k a . Perkalowa chustka trójkątna,
którą zarzucano n a plecy i ramiona, była krzy­
żowana n a piersiach, a końce jej wpuszczano
pod opaskę fartucha.
G o r s e t y . Gorset nie jest charakterysty­
czny dla stroju dolnośląskiego. Wprawdzie
z pocz. w. X I X pod wpływem mody miejskiej
noszono usztywnione gorsety aksamitne czar­
ne lub szafirowe, a do n i c h koszule z rękawami
krótkimi, bufiastymi, jednak już koło r. 1830
w miejsce gorsetów weszły bluzki czarne l u b
czerwone z obkładem borty, a zapinane n a
h a f t k i . Utrzymał się tylko błękitny gorset su­
kienny, stanowiący silny kontrast do krótkich
białych rękawów koszuli zakończonych okrą­
głymi bufami.

Ryc. 20. Stroje kobiece w Jedlinie koło Wał­
brzycha (według litografii A. Kretschmera).
1) Kobieta w środku ma czepek z główką
zieloną, chustkę wokół szyi czerwoną, to­
łubek fioletowy z naszyciami krepiny zie­
lonej, spódnicę granatową i zapaskę oliw­
kowo czarną. 2) Dziewczyna z boku ma
skrzyżowaną na piersiach chustkę czer­
woną w żółte kwiaty, gorset modry, spód­
nicę czerwoną i zapaskę w pasy kremowe
i brązowe.

T o ł u b e k czyli k a t a n k a dolno-śląska
sięga swym krojem mody renesansu — po­
siada więc kilkowiekową tradycję w Polsce.
Spokrewnią się to odzienie z tołubkiem wielko­
polskim i górno-śląskim, a chociaż zindywidu­
alizowane w szczegółach, posiada n a ogół t y p
jeden. Wszędzie wycięcie n a szyję jest bardzo szerokie, gdyż spod tołubka wokół szyi
m a wyglądać czerwona l u b różowa chusteczka nałożona n a szyję j a k szalik. W r a ­
mach jednego t y p u krojów dadzą się zauważyć dwie odmiany: jeden z okolic Wał­
brzycha (Jedlina), d r u g i z K a r p n i k z pow. jeleniogórskiego. Tołubek z Jedliny ma
kołnierz duży, sięgający do ramion, wycięty wokół w duże zęby, ozdobiony naszyciem
zielonej krepiny, wijącej się w meander. Takie same dwie tasiemki zielone zdobią to­
łubek u przedniego rozkroju. Rękawy są t u
od ramienia do łokcia niepomiernie bujne,
a od łokcia do przegubu dłoni obcisłe.
W pasie spięty jest paskiem z tej samej
materii, szerokim n a dwa palce. Dołem
spod paska wokół wystaje rąbek tołubka
również n a tę samą szerokość. Tołubek zaś
od K a r p n i k m a kołnierz duży, wycięty
w równe koło, rozłożysty, sięgający poza
barki. Rękawy m a równo obcisłe od b a r k u
do przegubu dłoni. Paska nie posiada.
Dolny
jego rąbek wciśnięty jest pod opaskę
Ryc. 21. Krój katanki (A — tył i przód oraz
spódnicy w pasie.
pasek, B — kołnierz, C — rękaw).
17

�Tołubki szyto z atłasu czarnego, grana­
towego, niebieskiego, zielonego i sepiowego.
Bywały też k a t a n k i z perkaliku kawowego
w kwiaty z kołnierzem wyciętym w ząbki
i ozdobionym wokół podwójną falbanką.
P o ń c z o c h y były modre i białe —
bez ozdób.
B u c i k i z czarnej skóry płytkie, łódkowato wycięte.
Strój

świąteczny

Czepki
świąteczne
wykonane
były z ukwieconego adamaszku l u b aksa­
m i t u zdobionego haftem wielobarwnym,
lamą, drucikiem srebrnym i złotym, naszyw a n y m i blaszkami metalowymi, k o r o n k a m i
złotymi (forbotkami), wstążkami szerokimi
na 9 — 1 0 cm i k w i a t a m i sztucznymi. Za­
leżnie od materiału użytego do ozdób zwały
się złotymi l u b srebrnymi. U przedniego
. „„ rąbka obszyte były koronkami, które albo
Ryc. 22. Czepek dwudzielny z ogromną krezą
^
•&gt;
'
tiulową, noszony nad rzeką Bóbr, w Górach zwisały albo rozpięte były n a stolarzu d r u Olbrzymich oraz ziemi Kłodzkiej. Wg obrazu cianym.
olejnego P. Nitscha z r. 1911.
Różnica między czepkami n a codzień,
a czepkami n a święto polegała przede
wszystkim n a materiale. Czepki n a codzień wykonane były z perkalu i taniej koron­
k i — czepki n a święto z adamaszku l u b aksamitu i posiadały lepsze g a t u n k i koronek,
wstęgi jedwabne, ozdoby z h a f t u płaskiego, przekłuwanego i t p .
C z e p k i o b r z ę d o w e . Do pogrzebów oraz podczas postu używano czepków
czarnych t j . wykonanych z czarnego aksamitu haftowanego nicią srebrną l u b białą,
a nadto ozdobionego czarnymi paciorkami. Wachlarzowaty otok czepka w stroju ża­
łobnym z K a r p n i k w pow. jeleniogórskim jest czarny. Również wstęgi są z krepy czar­
nej. Czepki takie noszono także na znak pokory l u b pobożności podczas niektórych
uroczystości organizowanych przez Kościół. Gdy okres żałoby miał się k u końcowi,
noszono czepki błękitne, ozdobione złotą lub srebrną krepiną lub haftem, a t y l k o czar­
n y m i k o r o n k a m i i wstążkami.
B i ż u t e r i a . Obok kolczyków w uszach noszono n a szyi uwiązany n a czarnym
sznurze dukat (złoty), a w jego braku srebrne monety, także paciorki z bursztynu,
granatów l u b szkła. D u k a t nie zwisał n a piersi, lecz przypadał n a środek mostka. Pa­
ciorki wiązane były n a k a r k u kolorową wstążką opadającą n a plecy.
K o s z u l a lniana, haftowana u zapięcia z przodu, obszyta była u rękawów krót­
k i c h koronkami.
S p ó d n i c e wdziewano trzy (były to czasy tezauryzacji kapitału), albo też w ślad
za odpryskami mody rokoka przywiązywano u bioder poduszkę, która rozdymała spód­
nicę wszerz. Używano też spódnicy wełnianej czerwonej z zielonym szlakiem u dołu.
Z a p a s k a szyta była z jedwabnych lub półjedwabnych materiałów wyrabianych
w Kostrzy koło Jeleniej Góry.
Dziewczęta uważały zielony kolor spódnicy za codzienny, a granatowy za świą­
teczny.
J

18

J

�Zapaska biała, batystowa, haftowana była ście­
giem płaskim, dziurkowana i ząbkowana, albo też
szyta była z m a t e r i i półjedwabnej lub lnianej
wzorzystej w deseń niezbyt jaskrawy i nie rzuca­
jący się w oczy, a dołem zdobiona w fałdzistą
okładkę.
Piękny efekt dawała też zapaska liliowa w białe
k w i a t k i , posiadająca w odległości 25 cm od dołu
falbankę.
C h u s t k a . Do świątecznego stroju należała
też w takiż sposób zdobiona chustka biała, trój­
kątna, zarzucana n a plecy i ramiona j a k rańtuch
i krzyżowana n a piersiach. Ten sposób noszenia
właściwy jest także ludności polskiej n a Górnym
Śląsku. Koło Głogowa, w miejsce ręcznie haftowa­
nych, noszone były chustki jedwabne z ornamen­
tem drukowanym, zaś koło Gór chustki ciemnopasiaste. Osoby starsze nosiły też chustki czarne
zszywane (ryc. 24) z dwóch trójkątnych płatów.
Obszyte były one cienkimi k o r o n k a m i k u p n y m i
i posiadały rozpiętość około 3 metrów.
Na wyróżnienie zasługuje w dawnym stroju dolno-śląskim zaginiona w połowie w. X I X , ale ongiś
rozpowszechniona n a Łużycach oraz całym ślą­
sku, płachta biała, noszona jako strój żałobny.
W płachty takie odziane są kobiety n a epitafium
na kościele św. Małgorzaty we Wrocławiu z r. 1547.
Chusty takie, zwane u górali polskich łoktuszą,
trwają w stroju wrocławskim jeszcze z końcem
w. X V I I I . W późniejszych czasach występowały Ryc. 23. Strój kobiecy w Karpiukach
na Śląsku Opolskim i Górnym, w Ziemi Kłodzkiej,
P - Jelenia Góra (według Tilkego).
n a Śląsku Cieszyńskim, w Czadeckim, i n a Mora­
wach. Znane są także z Wielkopolski, z Pomorza Wschodniego i Mazur, gdzie uży­
wane były jako strój żałobny.
w

ow

W poważniejszych okolicznościach używano stroju w barwach ciemnych. Kolory
takie przystały również osobom starszym, jasne zaś, żywe — osobom młodszym. Barwy
stroju w dużo większym stopniu, niż krój, odróżniały strój panien od stroju mężatek,
strój weselny od żałobnego oraz wielkopostnego.
B u c i k i miały kształt czółenek. Wykonane były ze skóry lub aksamitu, czasami
zdobne w rozetki.
C h u s t e c z k a . Do elegancji należało w święto trzymać w ręce chusteczkę do
nosa, wydającą zapach liści muszkatułowych, merumferum i t p .
Strój

Ryc. 24. Krój chustki.

zimowy

W zimie noszono c z e p k i z futrzaną
obsadką albo grubo watowane i pikowane,
a nadto zaopatrzone w fałdzistą krezę
(okaz w muzeum w Karpaczu).
Krótki tołubek przeobrażał się w wydłużony k a b a t e k, który sięgał do połowy
19

�11

12

13

Ryc. 25. Typy kroju czepków dolno-śląskich. 1) Czepek kulisty, charakterystyczny dla epoki biedermajeru, występował przeważnie na nizinnych obszarach śląska. Kroje 2, 3, 4, 5, 6, 7 i 8 od­
noszą się do typu czepków dwudzielnych, czyli składających się z dwóch części, przy czym
egzemplarz 2 przedstawiający dwa równej wielkości płaty trójkątne, wyraźnie różni się od
egzemplarzy 3 — 8, składających się z denka przypadającego na tył głowy, oraz nałęcza czyli
otoku opasującego denko. Od modyfikacji kształtu denka i nałęcza zależy krój i kształt czepka.
Typ czepka dwudzielnego dominuje na Dolnym śląsku. Występuje bowiem zarówno na pogórzu,
jak i na obszarach nizinnych. Egzemplarze 9, 10 i 11 przedstawiają typ czepków trójdzielnych t j .
składających się z trzech płatów — dwóch trójkątnych nausznic i środkowego prostokątnego
płata z trójkątnym „ząbkiem" przypadającym na czoło. Występowały one na obszarze pogórza
i jego peryferiach w pow. Jawor, Bolesławiec i Lwówek. Egzemplarze 12 i 13 przedstawiają typ
kroju czepków czterodzielnych, spośród których 12 jest właściwie czepkiem trójdzielnym, na
który nałożona bywa z wierzchu szeroka opaska.
20

�Tablica I
STRÓJ DOLNOŚLĄSKI ZE SZKLARSKIEJ PORĘBY
Malował: Jerzy

Karolak

�ud, a od pasa był fałdowany. Wolno przypuszczać, że główną szatą zimową kobiet
dolno-śląskich była podobnie j a k naogół w całej środkowej Europie tzw. s u k i e n k a ,
noszona zarówno n a Łużycach, w Wielkopolsce, j a k w ogóle w całej Polsce w pocz. w.
X I X . Szyta była j a k świtka, podbita i bramowana kożuszkiem, z wykładanym kołnie­
rzem barankowym popielatym, a zaopatrzona dla ozdoby n a piersiach w 4 pary po­
trzeb z chwastami.
Świtkę taką nosi mężczyzna n a obrazie z poł. w. X I X znajdującym się w muzeum
w Karpaczu.
Krój

czepków

Śląsk Dolny nazywano krainą czepków. Ogromna rozmaitość tej najefektowniej­
szej części odzieży niewieściej wyraża się jednak w zdobnictwie i gatunkach materia­
łów użytych do przystroju czepków, nie zaś kroju, który da się wyrazić w czterech
typach. Pod względem k r o j u dzielą się one n a :
1) kuliste, wygniatane w formach (ryc. 25, 1), wykonane były z jednego kawałka
brokatu l u b aksamitu n a podkładzie z płótna l u b miękkiej papy. Zdobione były lamą,
wokół twarzy koronką marszczoną, a z tyłu wstążkami, usztywnionymi podszewką pa­
pierową. Czepki te pojawiły się dopiero około r. 1810, a noszone były początkowo przez
zamożne j a r z y n i a r k i z pobliskich okolic Wrocławia, ale w późniejszych dziesiątkach
lat stwierdzono je w Miłocicach, pow. Strzelin; w Ostroszowicach, pow. Dierżoniów;
w Wigancicach i Rudnicy, pow. Ząbkowice; w Jedlinie, pow. Wałbrzych; w Strzegomiu
i żelazowie, pow. świdnica; w Roztoce i Małuszowie, pow. Jawor; w Krotoszycach, pow.
Legnica; w Dalkowie, pow. Głogów.

21

�Ryc. 28. Czepek dwudzielny z oko­
lic Głogowa.

Ryc. 29. Czepek dwudzielny z pogra­
nicza izersko-karkonoskiego.

2) Dwudzielne, składające się z dwóch płatów trójkątnych albo też denka przypa­
dającego n a tył głowy oraz podłużnego różnokształtnego otoku (ryc. 27). Szyte były
z brokatu złotego lub srebrnego zdobnego lamą, forbotkami (koronkami z drucików)
i otokiem z koronki l u b ryszki. Niekiedy uzupełniane były bardzo szeroką wstęgą t i u ­
lową rozpiętą n a szkielecie drucianym, układaną wokół szyi w kształt sutej krezy
(ryc. 22). Dwudzielne czepki występowały zarówno n a północy w powiecie Kożuchów;
w Sieniawie, pow. Żary; w Brzostowie, pow. Głogów; w Witoszycach, pow. Góry; w Kędziu, pow. Milicz, jako też n a południu w Ziemi Kłodzkiej, w Międzylesiu, w Orłowcu,
Lądku i t p . Występują one n a całym obszarze stroju ludowego, właściwego pogórzu

Ryc. 30. Czepek dwudzielny z okolic Bolkowa.
22

Ryc. 31. Czepek kulisty z Jedliny k.
Wałbrzycha.

�Dolnego Śląska. Poza t y m obszarem stwier­
dzono je nadto: w Osieku, pow. Strzelin;
w Chrośnicy, pow. Złotoryja; w Chmielnie,
pow. Lwówek; w Kozłowie, pow. Bolesła­
wiec; w Golance, pow. Legnica.
3) Trójdzielne składające się z płata je­
dwabiu, b r o k a t u l u b adamaszku, nakrywa­
jącego głowę od czoła aż do karczku oraz
dwu płatów nausznicowych. Zdobione były
haftem wypukłym, ściegiem płaskim i łań­
cuszkowym, naszyciami z pajetek i barwistych płytsk metalowych, a nadto kokard­
k a m i i koronkami. Występowały w powie­
cie jeleniogórskim (Kopaniec, Sobieszów,
Szklarska Poręba, Wojanów, Chromiec), na
wschodzie sięgały po Wałbrzych, a n a pół­
nocy obejmowały pow. Jawor, Bolesławiec
i Lwówek.
4) Czterodzielne, składające się zasadni­
czo z dwóch różnych typów k r o j u (ryc. 25,
t y p 12 i 13) występowały w Bolkowie, Ja­
worze i Szprotawie.
Podział czepków wedle

Ryc. 32. Dziewczyna w czepku trójdzielnym
ze Szklarskiej Poręby.

cech

zdobniczych

1) Czepek biały, haftowany, szczelnie opinający głowę posiadał n a czole wiązanie.
U boków j a k skrzydła sięgające r a m i o n — sztywne kokardy. W okolicach Zielonej
Góry nosiło się ten czepek pod czarną, trójkątną chustką z tafty.

23

�2) Cały koronkowy l u b haftowany z wstaw­
k a m i koronkowymi albo też cały z sztucznych
kwiatów lub wstążek wiązanych w kokardki —
występował w części północnej Dolnego śląska.
3) Naj charakterystyczniej szą cechą czepka
z Kamiennej Góry były dwie wąskie, białe
wstążki z materiału nadającego się do prania,
a więc lniane l u b perkalowe, przyczepione z bo­
ków od strony uszu i opadające z przodu poniżej
pasa. Poza t y m biała wstęga przeciągana t u była
w skos n a wysokości głowy i upinana w dwa od­
stające skrzydła, które opadały n a plecy.
4) W t y m samym powiecie, w Karpnikach,
cechą czepków jest wachlarz z t i u l u marszczo­
nego, rozpięty n a drucikach, okalający twarz
wedle mody średniowiecznej. Kokardy jedwabne
upięte są n a karczku.
5) W Jedlinie otok z białej k o r o n k i nie roz­
pina się u czepka w wachlarz l u b falującą krezę,
lecz od czoła opada w dół k u końcowi nosa, two­
rząc n a d n i m charakterystyczny dzióbek rozchy­
lający się w dwa półkola n a d oczyma. Nie posiada
on sztywnych kokard, a jest t y l k o z tyłu mar­
szczony.
Zdobnictwo

stroju

Od r. 1855 rozwijał się w Karkonoszach prze­
mysł koronkarski w oparciu o szkoły i dobrze
zorganizowaną centralę handlową — nie oddzia­
ływał o n jednak n a dolno-śląski strój ludowy,
który naówczas zaczął już chylić się do upadku,
podporządkowując się modzie miejskiej. Zresztą
koronki niciane służące do obramiania czepków
tzw. w Polsce w w. X V I I I antualarze, nie były
Ryc. 34. Haft na końcu wstęgi czepcowej wykonywane ręcznie. Przywożono je n a Śląsk
z Jawora.
z Saksonii, gdzie w okresie baroku wytwarzano
je masowo w specjalnych fabrykach. Same zaś
czepki brokatowe i adamaszkowe obywały się bez h a f t u , a nawet czepki aksamitne,
z wyjątkiem czarnych, żałobnych, nie były ręcznie haftowane n a podobieństwo np.
czepków krakowskich, kaszubskich l u b warmińskich. Ograniczano się do naszywania
na n i c h dookoła srebrnych l u b złotych maszynowych koronek zwanych forbotkami.
Forboty, wytwarzane w wielu miastach środkowej Europy, a n a f i a s k u D o l n y m
w Dzierżoniowie, należały do zwykłego przystrój u dolnośląskiej odzieży niewieściej. Nietylko więc do szlachcianek mazowieckich, ale i do Dolno-ślązaczek z l u d u odnosiły się
słowa Koszutskiego w Lorychiuszu: „Teraz i ubogiego człowieka żony nie masz, która
by czepków nie nosiła z t r o j a k i m i forbotami albo t k a n i c a m i złotymi bramowanych,".
Właściwa twórczość zdobnicza wyraziła się w naszywaniu paletek l u b pajetek n a
jednobarwne tło atłasu czepka. Pajetki czyli złote l u b srebrne, a najczęściej barwione
cynowe, cienkie blaszki różnego kształtu, którymi szlachcianki i mieszczanki w. X V I I I
w Polsce zdobiły kapelusze, pantofelki, gorsety itp., weszły w modę również n a Dolnym
Śląsku. Miały one kształt palmetek, serc, gron winnych, liści, stokrotek, tulipanów,
24

�Ryc. 35. Motyw wyszyty pajetkami na czepku
ze Szklarskiej Poręby, pow. Jelenia Góra.

Ryc. 36. Motyw wyszyty pajetkami na czepku
ze Szklarskiej Poręby, pow. Jelenia Góra.

gwiazdek i t p . Pajetkami wyszywano nie tylko denka t j . tylne części czepków ale i ko­
kardy umieszczane n a k a r k u oraz zwisające w dół wstęgi. Układy zdobnicze z pajetek
uzupełnionych jeszcze szelążkami (cekinami), cechuje symetria w rozmieszczeniu ele­
mentów zdobniczych. Zazwyczaj do schematu kompozycyjnego należy naszywanie ceki­
nów w kształt garnka, z którego wyrasta łodyga z bocznymi rozgałęzieniami. Na końcu
łodygi naszywano dużą barwną pa jętkę kształtu palmetki, a n a końcach bocznych rozwidleń — inne elementy zdobnicze.
Druga technika służąca do ozdoby czepków — to h a f t wykonany ściegiem płaskim
podkładanym, łańcuszkowym, wodnym, supełkami, przekłuwaniem i wypręganiem
(mereżką). Haftem t y m zdobiło się czepki n a codzień, szyte z kwiecistego perkalu,
a obramione z przodu szerokim n a 12 c m naczelnikiem t j . przypadającą n a czoło
taśmą z cienkiego płócienka. Z tyłu zaś zdobione bywały lnianą wstążką szer. 11 cm,
marszczoną w 12 fałdków
tworzących n a oko szereg
kokard, a końce tej wstążki
opadały z karczku w dół n a
długość 30 — 40 cm. Otóż za­
równo naczelniki j a k i końce
wstążek zdobione były haftem,
którego głównymi elementami
zdobniczymi są koła (różycz­
k i , słoneczka) l u b l i s t k i wrze­
cionowatego kształtu, wypeł­
nione siatką wypręgu, a oto­
czone dużymi dziurkami. Zwy­
kle n a czoło czepka przypadał
układ z trzech l u b czterech
„róż" z majestatycznym jed­
n y m listkiem po bokach tego
układu zdobniczego. Brzegi na- Ryc. 37. Haft u rąbka chustki białej ze Szklarskiej Poręby.
25

�czelników i wstążek były obdziergane, a nadto wykończone
w półkoliste ząbki z klockowej
koronki, prócz tego n a końcach
wstążek dawano koronkę kloc­
kową, składającą się z kwadra­
tów w układzie szachownico­
wym.
Ten sam t y p h a f t u , t y l ­
ko szlachetniejszego zarówno
w technice, j a k i zdobnictwie,
występuje n a batystowych za­
paskach oraz n a takichże trój­
kątnych chustkach do zarzu­
cania n a plecy i krzyżowania
Ryc. 38. Haft u rąbka chustki białej z Bolkowa.
ich końców n a piersiach. Tyl­
ny narożnik chustki oraz bo­
czne rogi zapasek oraz rąbki boczne chustek i zapasek (ryc. 42) ozdabia bogata kom­
pozycja motywów kwiatowych, wykonanych ściegiem płaskim podkładanym, łańcusz­
kowym, siatkowym, wypręgiem, dziurkowaniem oraz supełkowaniem. Dbałość o symetryczność układu wyraża się t u t a j w czytelności kompozycji zdobniczej, która w istocie
składa się z luźnych motywów.
Te misterne hafty, zachwycające bogatą skalą operowania motywami jednoro­
d n y m i w stylu, stanowią najwyższy w y k w i t zdobnictwa dolno-śląskiego, a zarazem
jedno z ogniw, które łączą h a f t y wielkopolskie, górno- • i dolno-śląskie w jedną rodzinę.
Odmiennym typem h a f t u są szerokie n a 4 — 1 2 c m szlaki, wyszywane nićmi bia­
łymi. Haft ten zdobi bawełniane zapaski brązowe l u b błękitne, używane do stroju
codziennego. Na niektórych haftach, występuje, obok n i c i białych, także nić czerwona,

Ryc. 39. Narożnik zapaski batystowej ze
Szklarskiej Poręby.

26

Ryc. 40. Haft na rogu białej chustki
z Bolkowa (okaz w P. Muzeum Etnogra
ficznym w Krakowie).

�gdy zapaska m a kolor błękitny,
albo niebieska, gdy zapaska m a
kolor brązowy. Głównym elemen­
tem zdobniczym są t u podwójne
krzyżyki, a zatem 8-promienne
gwiazdki, układane w linie zygza­
kowate l u b duże zęby.
Tego rodzaju zdobnictwo jest
ostatnią fazą h a f t u dolno-śląskiego, przypadającą n a okres odra­
dzania się tego stroju w wieku
X X . Zastosowanie h a f t u krzyży­
kowego, nie występującego da­
wniej n a odzieży dolno-śląskiej,
wiąże się t u jednak ściśle z ma­
teriałem, a mianowicie drobnogroszkowym perkalem, n a którym
białe k r o p k i są p u n k t a m i orientacyjnymi dla hafciarek.

R . 41. Narożnik chustki białej ze Szklarskiej Poręby
(okaz w Państw. Muzeum Etnograficznym w Krakowie).
yc

8. CHARAKTERYSTYKA ŹRÓDEŁ
Powyższą monografię opracowano n a podstawie zabytków stroju dolno-śląskiego,
znajdujących się w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Krakowie, w Państw.
Muzeum w Jeleniej Górze, a nadto w muzeach — w Szklarskiej Porębie Średniej,
Karpaczu, Kamiennej Górze, Bożkowie, Jaworze i Bolkowie. Poza jednym typem znaj­
dującego się w Jeleniej Górze stroju męskiego, reprodukowanego na ryc. 10, w żadnym
z muzeów dolno-śląskich nie m a kompletu lokalnego ubioru regionalnego. Trzeba było
te disiecta membra układać w całość n a podstawie studiów literatury etnograficznej
oraz litografii kolorowych wykonanych przez artystę malarza A. Kretschmera, który
w latach 1864 — 1870 z podziwu
godną zawziętością odtwarzał
w rysunkach i akwarelach swych
przeróżne typy ludowe. Niemiecka
literatura opisowa nie posiada
żadnej pracy poświęconej stro­
j o w i dolno-śląskiemu. J . Klap­
per
(Schlesische
Volkskunde,
Wrocław 1925), widzi n a Śląsku
w średniowieczu i okresie Odro­
iii
.ST
dzenia jedynie strój miejski oraz
nikłe jego odbicie u ludu. W i l h .
Schremmer (Schlesische Volks­
kunde, Opole 1928) traktuje
strój śląski jako jeden, stroju
dolno-śląskiego
nie
wydziela
w t y p odrębny, a historię tego
stroju opiera głównie n a ryci­
nach w Breslaurischer Erzähler
szklarskiej Poręby (okaz
Z r. 1800 i 1801. To zaś pismo
Państw. Muzeum Etnograficznym w Krakowie).
R y c

4 2

H a f t

n a

b r z e g u

z a p a s k i

z e

w

27

�Ryc. 43. Haft u dołu zapaski do stroju codziennego w Szklarskiej Porębie.

podaje ryciny i krótkie opisy tylko strojów najbliższych okolic Wrocławia. Stroje te
noszone przez jarzyniarzy podmiejskich różnią się zdecydowanie od t y p u stroju dolno­
śląskiego, panującego n a pogórzu — dlatego w pracy niniejszej zostały pominięte.
Niektórzy autorzy niemieccy, j a k np. W. Steller (Schlesische Volkstrachten, Wro­
cław 1938) zacierają różnice etnograficzne między śląskiem Górnym a D o l n y m oraz
Łużycami Górnymi. Historyczne materiały do stroju zarówno górno- j a k i dolno-śląskiego zawiera monografia Guntera Grundmanna i Konrada Hanna: Schlesien (Deu­
tsche Volkskunst T. V I I I , Weimar) oraz F. Hottenrotha: Deutsche Volkstrachten vom
16 Jahr, an, bis zur M i t t e des 19 J h r h .
Najdawniejszych

jednak materiałów historyczno-ikonograficznych

Ryc. 44. Haft u dołu zapaski do stroju codziennego w Szklarskiej Porębie.
28

do stroju dol-

Ryc. 45. Haft u dołu zapaski do stroju codzien­
nego w Szklarskiej Porębie.

�Tablica

II

STRÓJ DOLNOŚLĄSKI Z JEDLINY

Malował: Jerzy

Karolak

�no-śląskiego zaczerpnęliśmy z Kodeksu Ostrowskiego z r. 1353 oraz Kodeksu Wrocław­
skiego z r. 1451 z m i n i a t u r a m i średniowiecznymi z życia społeczeństwa polskiego
i niemieckiego n a śląsku. Oba opracowane zostały przez St. Stronczyńskiego jako Le­
genda Obrazowa wyd. PAU, Kraków r. 1880.
Z i n n y c h prac wymienić t u należy monumentalne dzieło W. B r u h n a i M . Tilkego:
Das Kostümwerk, B e r l i n 1941, w którym znajdujemy duże kolorowe plansze, przed­
stawiające typy stroju kobiecego z okolic Głogowa, a zatem t y p u , który nie jest przed­
miotem niniejszej pracy, dolno-ślązaczkę w majestatycznym czepku z czarnymi skrzy­
dłami, a nadto mężczyznę w granatowym żupanie frakowym.
Z i n n y c h prac omawiających szczegóły stroju, a osobliwie nakrycie głowy, n a
uwagę zasługuje J . Hanika: Sudetendeutsche Volkstrachten I . Grundlagen der weib­
lichen Tracht. K o p f t r a c h t u . A r t u n g . Reichenberg 1937, praca, która użyta została
tutaj dla celów porównawczych, oraz G. B a r t h e l : Die Hohe Strasse — Schlesische
Jahrbücher für Deutsche A r t u . K u n s t i m Ostraum. B. I Wrocław 1939 (Tamże str.
231 — 252 E. Mayer-Heisig: Formen u . Verbreitung der schlesischen Hauben), skąd
zaczerpnięto materiał do rozprzestrzenienia niektórych typów czepków dolno-śląskich
oraz i c h k r o j u . Badania własne autora niniejszej monografii rozszerzyły ten mate­
riał w oparciu o zbiory znajdujące się w muzeach regionalnych n a D o l n y m śląsku.
W celach porównawczych korzystano z sumiennej pracy Agnieszki Dobrowolskiej:
„Strój ludowy n a Łużycach" (Biblioteka S t u d i u m Słowiańskiego U. J.) Kraków 1948,
w której historyczne zjawiska stroju łużyckiego zestawia autorka z analogicznymi
przemianami w strojach środkowej Europy.

Ryc. 46. Guziki u kamizelek dolno-śląskich. Po bokach guziki mosiężne z ornamentem maszy­
nowo wytłaczanym, w środku guz bakfonowy, pryzmatycznie profilowany, zdobiony drobnymi
zygzakami ręcznie, przy pomocy radełka.

29

�COßEPJKAHHE
OÄHHM H3 npeKpacHeñfflHx

CHJie3HH.

HapaaoB Ha Bo3BpameHHBix 3esi.aax, aBaaeTca

H3 aaBHBIX BpeSieH H3BeCTHBI Ha&gt;I HKOHOrpaCpHieCEHe HCTOHHHKB

9THX

Hapaa HaatHeË
HapaaOB, OTHOCH-

maecH K X I Y BeKy (MBHHaTiopBi OT 1353 r.). Ha ocHOBaHaa MHHHaTiop OT 1451 r . npeanoaaraeM,
HTO B cpeĄHeBeKOBHM Hapaae

Hn;KneË Caae3HH HaxoaaTca

nepBoacToiHHKH niaaxeTCKoro Hapaaa

IIOviLiun.
B X V I Beite

KOTopsie npecymeciBOBaaH

naa OBoe pa3BHTne

xapanrepHBie

Hapaae,

ÜOHBHJIHCB B STOM

ao KOHna X I X Bena.

IIOITH

OKoao 1880 r .

XOTH

aaa peHeccaHca, »ceHCKae «KaTamca»,
Hapa,a; HajKHeË CH.ie3HH 3aK0H-

THUBHHBIË

X X Beice OTMeiaerca

B

ero pa3BHTHe

noa BinarnieM

HBHïceHHH perHOHaatHoñ canoÖBiTHOcra.

9ror

Hapaa oxBaiaa BO BTopoË noaoBBHe X I X B. npearopHyro nacTB HaatHeË Caae3aa Ha

m a p o K o t MecTHOCTH, THHymeäca BaoaB Boatmoro TopHoro xpeöTa CyaeTOB. Hoi. BaaaHHeM TeneHaa
KOCMO aojiHT03Ma, B03HHKiuero B pe3yiBTaTe

KanHTaaa3¡via, STOT Hapaa, Hanaa BBipoaiaaTBca, K 3 K

cociaBHBie qacTH HapOiHOH KyjIBTVpBI.

B MyjKCKOM Hapaae

CTOHT

o5paiHTt BHHMaHae Ha CHHK)K&gt; manny cpeaHeBeuoBoro Tana, KOTopoñ

HoaB30BaaacB eme B 1870 r., npaÖaBHceHHOE K anaiorHiHBiM HianKaM BO BceË IIojiBuie.

OHa BBepxy KBaapaTHyio (popxiy,

a

ÜMeeT

BHH3y oßniHTa lepHBin coöanBBii MexoM.

IlHTepecHoñ Hacino Hapaaa aBaaeTca roayöoE KopoTKHił KaM3oa c pynaBaMH, HMeromBfl C3aan

ase xapaKiepHBie CKaaaKH
CaeayeT

—

oseaba ynoTpe6.iae.Maa

eme oöparaTB BHHMâHHe Ha

Ha 6OJ£BHIOË

MHHHBIË

naaiii,

leppHTopna CpeiHefl EßponBi.

Ha3BiBaeMBifl HO-HOJIBCKH «HtynaH».

H3 HteHCKHx HapaaoB 9(p(peKTHoË lacTBH) oaessati ÔBian n e n n t i .

HajKHaa Cnaesaa Ha3BaHa icpaeii

nenn,0B.
BoaBHiaa pa3H0BiiaH0CTB a x BBipaaiaerca B yspauieHHax n KanecTBax MaTepaaaa, HcnoaB3yeMBix
aaa aeKopauan

fl

KpoflKH.

HpnaaraeMaa 3aecB Taójrana KpoËKH noaaeT ipopsiti lennoB: 1. UlapoBaaHBie, 2. ,ÜByx-nacTHqHBie

3. Tpex-iacTHiHBie, 4. ^eTBipex-iac-THiHBie.
B Hapaaax oyaHanHBix, npa3ĄHaiHBix

H

3MMHHX, B OCHOBHOM

oiMeieHBi Te nacía

oaescaBi,

KOTopBie aBMioTca TpaĄaaaoHHBiiiH B TeneHaa i i H o r n x BeKOB H HiieiOT apTHCTanecKyio neHHOCTB.

KpoMe nennoB caeayeT

OTMCTETB

öoraTo BBiniBTBiä ÖaTHCTOBBiä naaTOK, oaaH KOHen, KOToporo

HaópacBíBajica Ha naenn, a ana a p y r n x nepeKpeiHHBaaacB Ha r p y a n H BKaaaBiBaancB noa (papTyK.

&lt;3?apTyK TaKHe ÓBia aeaoM HCKyccTBa.

BBIHIHBKH

cBa^eTeaBCTBOBaan

o öoaBinoM xyaoacecTBe

HapoaHBix pyKojeaBHíHn,

íapTjK Ha,a,eBaaca Ha IOÖKY, KoTopaa c3aflH HMeaa CKaaaKH, BHB3y ÖBiaa oôpasiaeHa niapoKOË
3eaeH0Ë jieHTOË.

Bo BpeMa xoaoa.oB B HaatHeË Caae3HH
6y&lt;pBi, BHH3y

6BLIH

Hocnas

KacpTaHBi, pynaBa KOTopBix BBepxy

y3Kae, BOPOTHBKB miipoKHe, noKpBiBaiomHe

naein.

HMean

B aaHHOM Hapaae BHaeH

xapaKTep HapaaoB, B3BecTHBix c BpesieH peHeccaHca, a oa,HOBpeMeHHo MHoro nepi, KOTopBie cpo^HaioT
c Hapa^oM noaBCEBx 3eMeat.

30

�CÏÏIICOK HMlOCTPADJIU
1.

Hapa:ibi B CaaesHH X I V Bena no sraHnanope 1353

2.

KpeoTBHBe HnacHefl Cnae3nn B X V BeKe no MiiBnanope Bpon,.iaBCKoro KoxeKca 1451 r.

r.

3.

H a p a x noabCKOro KpecibHHHHa B Haaieeñ Cnae3nn no MHHnaTiope 1451 r.

4.

KpecTBHHCKnft Hapax HnaiHefl Ciiae3nn B X V I BBK© no rpaBiope Ha aepeBe 1571 r.

5.

A i i y p M . Kaprana D3 aai3Hii HnatHen Cn.ie3na, aaiaao X I X ciojieinH (aa creKae).

6.

«KaTaHKii» HiDKaeä Cn.ie3nn (no rorreHpoTTy), KOTopHe HOCE.TH B X V I , X V I I , X V I I I H X I X Bet;ax.

7.

KpoËKa oTjiejiBHbix naeieä iiyatcKoro Hapaxa HnaíHeñ Cnae3nn.

8.

JKnTeab HnatHen Cn.ie3nn B npa3XHniH05i atynaHe, no aKBapean 3&gt;naŁKe.

9.

HaposHBie Hapaxbi MeereiKa ExauHa, OKoao Baaôacnxa (no anTorpaíJurn Kpo*»iepa c

10.

Hapax Hnameii Craeanii X I X Bera.

11.

Meiaaameeitaa

12.

KpOH ÖOTHHOK.

1864—1870 r. r.)

sacreacKa y ÖOTHHOK.

13.

HnasHe-cnjie30KHii KaM3oa.

14.

HatiHOHajTBHaa mantea e yraama (KOHíJiexepaTKa) B HnacHeft Crae3nn.

15.

3HMHHH Hapax B HlKaapcKoft IIopeMÓe.

16.

ŹKeHCKHe HapaxBi B KapnenKax p-Ha EaeHeii - Iopbi) no jiHTorpa^nn Kpoiiiepa).

17.

Toperait HceHCKuft 6yxHniHŁiit Hapax B HlMapcKoñ Hopeiiöe.

18.

ÎEeHCKHft Hapax Mecrema Exanaa OKoao Baaöaoixa, noaoBnHa X I X B.

19.

T u n HœHirmHBi HnatHeñ Cnjie.sHti H3 HlKaapcKoä Hopeiiôbi.

20.

VKeHCKne Hapaxti MeereiKa Exanna OKoao Baaoacnxa (no anTorpaijmn K p o i i i e p a j .

21.

Kpoä

22.

"leñen XByx-iaeTiKHbifi, c TioaeBOñ oôopKoit, KOToptie Hocrtan B ropax, Hax peicoft By6p Boabmoro Topuoro xpefrra

23.

jKeHCKHä Hapax

24.
25.

Kpoá

26.

Hemna HnatHeñ Cnae3HH (no rorreHpoTTy).

«KaTaHKH».

CyxeTOB H siecTHOcTH Kaox3Ka.
KapnmiKax p-Ha EaeHeft-ropbi (ao (De-ibue).

B

naaTKa.

(BopiiŁi Kpoa ienn,0B HniKHeft

Cnae3nn.

27.

Henubi Hecre'iKa EXXHHBI C

28.

lenen. xByx-iacniTHbifi oKpecTHOCTii EaoroBa.

1790—1870

29.

""leñen, XByx-iacrrnHBiH.

30.

Henen, xByx-iacTHiHLDi OKpecTHocTii BojBKOBa.

r.r.

31.

Heneu niapoBHxnHH.

32.

"íenen. Tpex-iacTnqHBiä B HlfuiapcKoft nopeuôe.

33.

BHmHBita Ha nepexHefi l a e r n l e n n a MecreiKa ÎÏBopa.

34.

BtiinnBKa Ha KOHiiax aeai genua MecieïKa

35.

MOÏHB BBiinnTBiä ßnccepoM Ha ienn.e H3 HiKaapcKOH nopeitiôbi (EaeHa-Topa).

36.

MoTHB BbiniHTbnï önccepon Ha Henne H3 H I o a p c K o f t Hopeiiôbi (p-n EjeHH-Topa).

flßopa.

37.

BtimnBKa H oöpyÖKa ßejioro naaTKa n3 IHiiaapcKoii Hopeuöbi.

38.

BbiniBBKa n ofipyÓKa ßeaoro naaTKa H3 BoaBKOBa.

39.

yroaBHHK ôamcTOBoro (¡¡apTYKa H3 HlKaapcKOË Hopesiôn.

40.

BBimHBKa Ha Konnax Seaoro naaTKa H3 BoabKOBa.

41.

yroabHHK 6eaoro naaTKa ma IÜKaapcKOE nopeiiöu.

42.

BbimuBKa no Kpaaii (JiapiyKa n3 HlKaapcKoü Hopeuöbi.

43.

BbiiHHBKa BBH3y ([lapTyKa öyxHHiHoro Hapaxa HS HlKJiapcKofi Hopeiiöbi.

44.
45.

*
»

»
»

»
»

»
»

»
»

»
»

46.

nyroBHn,Bi KairaoaoB B HnacHeñ Caae3HH.

47.

K a p i a pacnpexejieHHa Hapaxa Hnacnen Cnae3nn.

»
»

Ta6aHn,a I . Hapax HHSKHOÄ Cnae3HH H3 H l r a a p c K o i t HopeMÖbi. E ) . KapoaaK.
Ta6ann;a I I . Hapax Hiiaffloit Cnae3Hn n3 ExanHbi. K ) . KapoaaK.

CHHCOE COJEPaCAHHÍI
1. CocToaHHe B HacToam.ee BpeMa — 2. HcTopnieoKnił o^epK 5 — Hapax

HnacHefi Cnae3irH X I V BeKa 5 —

Hapax

HBHCHeñ Cnae3HH X V BeKa 6 — Hapax HnKHeü Cnaesan X V I BeKa 7 — Hapax HiiKHefi Caaesmi X V I I BeKa 7 —
Hapax HiiHtnefi Cnae3HH X V I I I BeKa 8 — 3. PacnpexeaesHe 10 — HpinHBŁi ncHe3H0BeHna 11 — 4. Oönnan enncoK
MyaccKoro Hapaxa 11 — 5. HoxpoÔHbnî cnncoK Myaicicoro Hapaxa 12
7. HoxpoÖHbiii cnacoK ateHCKoro Hapaxa 16
yKpameHna 23

—

—

Kpoñ ienn,0B 21 —

—

6. Oömnfl

CopinpoBKa

CBHCOK aieHCKoro Hapaxa

15 —

lennoB no xapaKrepHbiM ^epTaw

YKpameHae Hapaxa 24 — 8. XapaKTepnennta HCTOHHTIKOB 27 — CnHCOic naaiocTpanHÖ.

31

�SUMMARY
One of the most beautiful costumes of the Regained Territories, Western Poland,
is t h a t of Lower Silesia. The earliest k n o w n iconographic sources relating t o i t go
back as far as the fourteenth century (miniatures of 1353). F r o m the miniatures of
1451 we can discover t h a t certain elements of the garment w o r n by the ancient Polish
nobility can be traced i n the costumes of Lower Silesia. I n the sixteenth century women's jackets, w h i c h were characteristic of the Renaissance period, appeared i n the
Lower Silesian costumes and survived nearly to the end of the nineteenth century.
The typical local costume ceased to be w o r n about 1880 an Lower Silesia, t h o u g h i t
became p a r t i a l l y restored i n the twentieth century i n connection w i t h the prevailing
currents of regional revival.
The area over w h i c h this costume was w o r n i n the second half of the nineteenth
century comprised the highlands of Lower Silesia extending over a broad strip of the
country along the Giant Moutains (Riesengebirge). W i t h the spread of cosmopolitan
currents, generated by capitalism, this costume began to disappear as a part of national life.
I n the study of the male costume special attention should be directed to the navy
blue cap of distinctly medieval design w h i c h was still i n use i n 1870 and w h i c h is
closely related t o a corresponding cap found i n the rest of Poland. I t is square at the
top and has t r i m m i n g s made of black dog's fur at the bottom. Another interesting
item of dress is a short navy blue jacket w i t h characteristic t w o pleats at the back —
a type of garment w h i c h can be traced over wide areas of Central Europe. Also
a long coat, called i n Polish z u p a n , must be mentioned i n this connection. As far
as women's costume is concerned, the most spectacular p a r t of the whole attire was
the headdress — the celebrated bonnet.
Lower Silesia has been called the l a n d of bonnets. Their variety is expressed
equally i n t h e i r ornamental features, the type of material used and i n their interesti n g cut. The tables showing their cut, w h i c h are given above, p o i n t t o various types
of Lower Silesian bonnets, i . e. 1) the r o u n d bonnet, 2) the two piece bonnet, 3) the
three piece bonnet, and 4) the four piece bonnet. The types of bonnets, grouped according t o t h e i r ornamental features, have been described separately, while i n the
survey of the articles of everyday, festive, and winter clothing special attention has
been given t o those parts of dress w h i c h have several centuries' old traditions behind
t h e m and w h i c h possess special artistic merits. Here belongs — apart f r o m specially
fine bonnets — the t r i a n g u l a r lawn kerchief r i c h l y embroidered, one end of w h i c h
h u n g behind, the two remaining ones being crossed over the breast and p u t under
the straps of the apron. The apron itself was also a l i t t l e work of a r t , a n d the embroidery w h i c h i t contained testifies to the h i g h artistic taste of Silesian womanfolk.
The apron contrasted by its l i g h t colour w i t h the vermilion skirt, w h i c h was pleated
at the back and t r i m m e d all the way round w i t h a broad dark green ribbon at the
32

�bottom. I n colder seasons short jackets were worn w i t h puffed sleeves gathered at
the wrist (bishop sleeves) and w i t h broad shawl-like collars covering the shoulders.
I n this costume the elements of the Renaissance garment can be traced as well as var­
ious traits w h i c h testify to its close affinity w i t h the type of dress w o r n over the
neighbouring Polish territories.

L I S T OF PLATES
1.
2.
3.
4.
5.
6.

Silesian costume i n X I V century according to a miniature of 1353.
Lower Silesian peasants i n X V century according to a miniature i n the Wrocław Code (1451).
The costume of a Polish peasant i n Lower Silesia according to a miniature of 1451.
The costume of Lower Silesian peasantry i n X V I century according to a woodcut of 1571.
Courting. Lower Silesian glass painting, the beginning of X I X century.
Lower Silesian „katanka" (jacket) (according to Hottenroth) worn i n X V I , X V I I , X V I I I and
X I X century.
7. Cuts of individual parts of the male costume i n Lower Silesia.
8. A Lower Silesian i n a festive tunic „żupan" (according to a watercolour by Tilke).
9. Peasant costume i n Jedlina near Wałbrzych (according to a lithograph by A. Kretschmer of
1864— 1870).
10. Lower Silesian costume i n X I X century.
11. A metal shoe clasp.
12. The cut of shoes.
13. Lower Silesian waistcoat.
14. Lower Silesian four-cornered cap.
15. Winter garment i n Szklarska Poręba.
16. Woman's costume i n Karpniki, the district of Jelenia Góra (according to a lithograph by A.
Kretschmer).
17. Everyday dress of a womanhighlander from Szklarska Poręba.
18. Woman's costume from Jedlina near Wałbrzych i n the middle of X I X century.
19. A Lower Silesian woman from Szklarska Poręba.
20. Woman's costume i n Jedlina, near Wałbrzych (according to Kretschmer's lithograph).
21. The cut of a „katanka".
22. The two-piece bonnet w i t h an enormous tulle ruching worn on the river Bóbr i n the Giant
Mountains and i n the region of Kłodzko.
23. Woman's costume from Karpniki, the district of Jelenia Góra (according to Tilke).
24. The cut of a kerchief.
25. Types of cut of Lower Silesian bonnets.
26. Lower Silesian bonnets (according to Hottenroth).
27. The bonnets from Jedlina of the period 1790 — 1870.
28. The two-piece bonnet from the region of Głogów.
29. The two-piece bonnet.
30. The two-piece bonnet from the region of Bolkowo.
31. A round bonnet.
32. The three-piece bonnet from Szkalrska Poręba.
33. The embroidery on the front part of a bonnet from Jawor.
34. The embroidery at the end of a bonnet ribbon from Jawor.
35. Motif embroidered w i t h sequins on the bonnet from Szklarska Poręba, the district of Jele­
nia Góra.
36. Motif embroidered w i t h sequins on the bonnet from Szklarska Poręba, the district of Jele­
nia Góra.
37. The embroidery on the hem of a white kerchief from Szklarska Poręba.
38. The embroidery on the hem of a white kerchief from Bolkowo.
39. The corner-part of a batiste (lawn.) over-skirt from Szklarska Poręba.
40. The embroidery i n the corner of a white kerchief from Bolkowo.
41. The corner of a white kerchief from Szklarska Poręba.
42. The embroidery on the edge of an over-skirt from Szklarska Poręba.
43. The embroidery at the bottom of an over-skirt worn as an everyday garment i n Szklarska
Poręba.

33

�44. The embroidery at the bottom of an over-skirt worn as an everyday garment i n Szklarska
Poręba.
45. The embroidery at the bottom of an over-skirt worn as an everyday garment i n Szklarska
Poręba.
46. Buttons worn w i t h Lower Silesian waistcoats.
47. Map of the territorial distribution of Lower Silesian costumes.
Plate I . A Lower Silesian costume from Szklarska Poręba. By G. Karolak.
Plate I I . A Lower Silesian costume from Jedlina. By G. Karolak.

CONTENTS
1. Present state 5 — 2. Historical development 5 — Lower Silesian costume i n X I V century 5 —
Lower Silesian costume i n X V century 6 — Lower Silesian costume i n X V I century 6 — Lower
Silesian costume i n X V I I century 7 — Lower Silesian costume i n X V I I I century 8 — 3. Area
10 — The causes of disappearance 11 — 4. General description of man's costume 12 — 5. Detailed
description of man's costume 12 — 6. General description of woman's costume 15 — 7. Detailed
description of woman's costume 16 — Cut of bonnets 21 — Bonnets according to ornamental de­
sign 23 — Costume ornamentation 24 — 8. Sources 27 — List of plates.

34

�SPIS

ILUSTRACJI

1. Stroje śląskie w w. X I V wedle miniatury z r. 1353 (Kodeks Ostrowski)
2. Chłopi dolno-śląscy w w. X V wedle miniatury w Kodeksie Wrocławskim z r. 1451.
3. Strój chłopa polskiego na Dolnym śląsku wedle miniatury z r. 1451.
4. Strój chłopów dolno-śląskich w w. X V I wg drzeworytu z r. 1571.
5. Amory. Obrazek dolno-śląski na szkle z pocz. w. X I X .
6. K a t a n k i dolno-śląskie (według Hottenrotha) noszone w w. X V I , X V I I , X V I I I i X I X .
7. Kroje poszczególnych części męskiego stroju dolno-śląskiego.
8. Dolno-ślązak w świątecznym żupanie frakowym (według akwareli Tilkego).
9. Stroje ludowe w Jedlinie koło Wałbrzycha (wg litografii A. Kretschmera)
10. Strój dolno-śląski z w. X I X
11. Zapinka metalowa u butów.
12. Krój butów.
13. Kamizelka dolno-śląska
14. Dolno-śląska czapka rogatywka
15. Strój zimowy ze Szklarskiej Poręby
16. Stroje kobiece w Karpnikach pow. Jelenia Góra (wedle l i t . A. Kretschmera).
17. Strój codzienny góralki ze Szklarskiej Poręby (Wedle rzeźby na świeczniku)
18. Stroje kobiet z Jedliny koło Wałbrzycha w poł. w. X I X (wg A. Kretschmera)
19. DaLno-śiązaczka ze Szklarskiej Poręby
20. Stroje kobiece w Jedlinie koło Wałbrzycha (według l i t . A. Kretschmera).
21. Krój katanki (tył, przód, pasek, kołnierz i rękaw)
22. Czepek dwudzielny z ogromną krezą tiulową, noszony nad rzeką Bóbr, w Górach Olbrzymich
i w ziemi Kłodzkiej (wedle obrazu olejnego P. Nitscha z r. 1911)
23. Strój kobiecy w Karpnikach w pow. Jelenia Góra (według Tilkego).
24. Krój chustki.
25. Typy krojów czepków dolno-śląskich
26. Czepki dolno-śląskie (według Hottenrotha)
27. Czepki z Jedliny z l a t 1790 —1870.
28. Czepek dwudzielny z okolic Głogowa.
29. Czepek dwudzielny z pogranicza izersko-karkonoskiego
30. Czepek dwudzielny z okolic Bolkowa.
31. Czepek kulisty z Jedliny koło Wałbrzycha
32. Czepek trójdzielny ze Szklarskiej Poręby.
33. Haft na czole czepka z Jawora.
34. Haft na końcu wstęgi czepcowej z Jawora.
35. Motyw wyszyty pajetkami na czepku ze Szklarskiej Poręby (pow. Jelenia Góra).
36. Motyw wyszyty pajetkami na czepku ze Szklarskiej Poręby (pow. Jelenia Góra).
37. Haft u rąbka chustki białej z Bolkowa.
39. Narożnik zapaski batystowej ze Szklarskiej Poręby.
40. Haft na rogu białej chustki z Bolkowa.
41. Narożnik chustki białej ze Szklarskiej Poręby.
42. Haft na brzegu zapaski ze Szklarskiej Poręby.
43. Haft u dołu zapaski do stroju codziennego w Szklarskiej Porębie.
44. Haft u dołu zapaski do stroju codziennego w Szklarskiej Porębie.
45. Haft u dołu zapaski do stroju codziennego w Szklarskiej Porębie.

46. Guziki u kamizelek, dolno-śląskich
47. Mapa zasięgu stroju dolno-śląskiego
Tablica I . Strój dolno-śląski ze Szklarskiej Poręby. Mai. Jerzy Karolak.
Tablica I I . Strój dolno-śląski z Jedliny. Mai. Jerzy Karolak.

35

�SPIS TREŚCI
1. Stan obecny 5 — 2. Zarys historyczny 5 — Strój dolno-śląski w w. X I V 5 — Strój dolno-śląski
w w. X V 6 — Strój dolno-śląski w w. X V I 6 — Strój dolno-śląski w w. X V I I 7 — Strój dolno­
śląski w w. X V I I I 8 — 3. Zasięg 10 — Przyczyny zanikania 11 — 4. Opis ogólny stroju męskiego
12 — 5. Opis szczegółowy stroju męskiego 12 — 6. Opis ogólny stroju kobiecego 15 — 7. Opis
szczegółowy stroju kobiecego 16 — Krój czepków 21 — Podział czepków wedle ich cech zdobni­
czych 23 — Zdobnictwo stroju 24 — 8. Charakterystyka źródeł 27 — Coaepacamie. — Cnncoic HJIJUOcTpamiit. — CIIHCOK co^epacaraa. Summary — List of plates — Contents — Spis ilustracji. — Spis
treści.

�ZASIĘG

STROJU

LUDOWEGO

NA P O G Ó R Z U D O L N E G O
ZASIĘG
TYPU

ŚLĄSKA

CZEPKÓW

DOLNOŚLĄSKIEGO

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11455" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11433">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d2ccfba890d8d8bb4ed55c37b10336e1.pdf</src>
        <authentication>3fd0ee3671d56c3ff751787d3914206f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136473">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5665</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136474">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136475">
                <text>2011</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136476">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136477">
                <text>Widz wolny czy bezwolny?/ O mediach</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136478">
                <text>Malewska-Szałygin, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136479">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136480">
                <text>181

�A N N A M A L E W S K A - S Z A Ł Y G I N - dr hab., adiunkt
w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwer­
sytetu Warszawskiego. W latach 1999-2005 realizowała na
Podhalu projekt badawczy zakończony książką pt. Wyobra­
żenia o władzy i państwie we wsiach nowotarskich (2008). Wy­
niki badań prowadzonych w latach 1993-1996 na Mazurach
dotyczących lokalnych wizerunków władzy gminnej zostały
podsumowane w pracy pt. Wiedza potoczna o sprawach pu­
blicznych (2003). Tematem wcześniejszych prac badawczych
była wiedza lokalna o przeszłości wsi i okolicy. Wyniki ko¬
lejnych projektów badawczych relacjonowała w artykułach
ukazujących się w „Etnografii Polskiej", w „Kulturze i Spo­
łeczeństwie" oraz zbiorowych publikacjach anglojęzycz¬
nych i w internetowym czasopiśmie „Anthropology Mat¬
ters" (1/2006).

182

�Anna Malewska-Szałygin
WIDZ WOLNY CZY BEZWOLNY?

Na pytanie „media wolne czy bezwolne?" proponuję odpowiedź antropologiczno-etnologiczną. Patrząc z antropologicznego punktu widzenia,
czyli z perspektywy bliskiej codziennemu ludzkiemu doświadczeniu, moż­
na zapytać o wolność egipskiej chłopki oglądającej telewizyjne melodramaty,
o wolność młodych nigeryjskich Hausa komentujących bollywoodzkie seriale,
o wolność indyjskich wieśniaków śledzących ekranizację Ramayany. Kompli­
kując nieco kwestię wolności mediów, proponuję rozważenie tego, w jakim
stopniu odbiorca bezwolnie poddaje się przekazywanym przez media przesła¬
niom, a w jakiej mierze może je przetworzyć i dostosować do swoich celów.
Proponuję zapytać o to, co dzieje się z przesłaniem przekazywanym przez me¬
dia w chwili, gdy zderza się ono z wiedzą i językiem zupełnie odmiennym od
dyskursu p r o d u c e n t ó w medialnych, gdy natrafia na lokalną wiedzę potoczną
słabo wykształconych, wiejskich odbiorców. Odpowiedzi na te pytania zamie­
rzam poszukać w publikacjach referujących wyniki etnograficznych badań te¬
renowych.
Specyjika mediów masowych
Aby rozważyć odbiór mediów z zaproponowanej perspektywy, trzeba po­
czynić kilka założeń. Jako fundamentalne należy przyjąć dość oczywiste twier¬
dzenie, że wytwarzany przez producentów przekaz medialny nie jest odbiciem
rzeczywistości. W przypadku programów referujących bieżące wydarzenia, me¬
dialne obrazy i narracje kompilowane są z rozproszonych zapisów zdarzeń rze¬
czywistych. Arjun Appadurai proponuje określenie „mediaobrazy" (mediascapes)
na opisanie „produkowanych przez prywatne czy państwowe przedsiębiorstwa
- obrazocentrycznch, narracyjnych relacji ze skrawków rzeczywistości" (Appa­
durai 2005, s. 52 i 55). Owe narracje są wynikiem producenckich wyborów i po¬
mysłów kompilacyjnych. Warto podkreślić arbitralność tych decyzji i ich zależ¬
ność od linii ideowej rady programowej danej stacji telewizyjnej czy radiowej.
W efekcie program relacjonujący bieżące wydarzenia jest raczej „uprzedmio-

183

�Anna Malewska-Szałygin

1

towionym światopoglądem" (Debord 2006, s. 34) niż odbiciem rzeczywistości.
Założenia ideowe producentów, będące podstawą konstruowania mediaobrazów,
Michel de Certeau nazywa „strategiami" (De Certeau 2008, s. X L I I ) . T e n kom¬
ponent ideologiczny zwykle jest ukrywany poprzez stosowanie specyficznej kon¬
wencji przekazu pozwalającej producentom na „wykreowanie wrażenia obiek¬
tywności", „stworzenie iluzji gruntownej faktyczności" (Herzfeld 2004, s. 405).
Dlatego producenci opatrują emitowane programy nazwami „Wydarzenia" czy
„Fakty". Tego rodzaju tytuły zwieńczają wysiłek wytwarzania iluzji czystej referencyjności, fikcji o doskonałej przystawalności do rzeczywistości.
O ile zakładany przez producentów odbiorca może uznać mediaobrazy za
odbicie „czystych wydarzeń" i „nagich faktów", o tyle badacze mediów zgodnie
podkreślają, że relacja pomiędzy medialnym obrazem a rzeczywistością jest tak
dalece zapośredniczona, że można je nazwać „symulakrami", czyli anty-znakami, które nie odsyłają do znaczonej realności, ale przeciwnie wypierają i unice¬
stwiają rzeczywistość, zastępując ją „hiperrealnością" (Baurdillard 2005, s. 41).
W wyniku tego procesu wypierania to nie fakty czy wydarzenia, ale „opowieści
o tym, co się dzieje, stanowią naszą ortodoksję". Symulakry „»zakrywają zdarzenie« to znaczy czynią z niego nasze legendy. [...] Opowieści owe mają nie­
zwykłą moc [...] wytwarzania rzeczywistości za pomocą pozorów" (De Certeau
2008, s. 187).
Jeśli zaufać Michelowi de Certeau, producenci przekazu medialnego mają
moc wytwarzania obrazu tak sugestywnego, że zastępuje i wypiera rzeczywistość.
T y m samym zyskują fundamentalną władzę określania tego, co jest rzeczywiste.
Odnosząc się do popularnych stwierdzeń opisujących media jako czwartą władzę,
należałoby uznać, że moc stanowienia rzeczywistości jest władzą zupełnie podsta¬
wową, a zatem raczej pierwszą niż czwartą. T a absolutyzująca, totalizująca wizja
potęgi mediów byłaby niezwykle przygnębiająca, gdybyśmy nie spojrzeli na cały
proces z drugiej strony i nie zapytali, co z przekazem medialnym robią odbiorcy.
Co dzieje się z wytwarzanymi przez producentów mediaobrazami, gdy docierają
do konsumentów? T o pytanie zmusza do przyjrzenia się relacji pomiędzy ide¬
owym przesłaniem emitowanych programów a lokalną wiedzą potoczną widza czy
słuchacza.
1

„Życie społeczeństw, w których panują nowoczesne warunki produkcji, przypomina olbrzymie zbiorowisko
spektakli. Wszystko, co dawniej przeżywano bezpośrednio, oddaliło się, przybierając postać przedstawienia.
[...] Cząstkowe ujęcia rzeczywistości scalają się w nową, ogólną jedność, tworząc wyodrębniony pseudoświat. [...] W spektaklu nie należy się dopatrywać zwykłego nadużycia technik masowego rozpowszechniania
obrazów. Jest to raczej wizja świata, która stała się rzeczywista, znalazła materialny wyraz; uprzedmiotowiony
światopogląd" (Debord 2006, s. 33-34).

184

�Widz wolny czy bezwolny?

Od wiedzy potocznej do metis
Rozważenie związku pomiędzy przekazem medialnym a wiedzą potoczną
wypada rozpocząć od objaśnienia tego ostatniego pojęcia. Badacze społeczni lat
sześćdziesiątych interesowali się zasadami konstruowania „wiedzy życia codzien­
nego" (Shutz 1984), sposobami „społecznego tworzenia rzeczywistości" (Berger,
Luckamnn 1983). Opisywali procesy typizacji, generalizacji, idealizacji, poprzez
które ludzkie doświadczenia są utrwalane, przetwarzane i zmieniane w wiedzę
potoczną. Antropologowie uzupełniali te dociekania, wskazując kulturowe uwa¬
runkowanie myślenia potocznego i podkreślając wielość kulturowo zróżnicowa¬
nych zdrowych rozsądków (Geertz 2005). Twierdzili przy tym, że zależność po­
między common sense a doświadczeniem nie jest prosta i w żadnym razie nie można
uważać wiedzy zdroworozsądkowej za wywiedzioną wprost z doświadczenia, gdyż
stanowi ona raczej zbiór kategorii uprzednich, umożliwiających interpretację bie¬
żących doświadczeń (Geertz 2005, Sahlins 2006).
Filozofowie od czasów Oświecenia nieufnie odnoszący się do funkcji po­
znawczych zdrowego rozsądku (Hołówka 1986) podkreślali heterogeniczność
wiedzy potocznej, na którą składają się okruchy różnych systemów idei, takich
jak teorie naukowe czy doktryny religijne, z których użytkownicy kierowani prag¬
matyczną potrzebą spójnej wizji świata konstruują całość pseudohomogeniczną
(Niżnik 1991). W ten sposób powstaje specyficzne narzędzie poznawcze, które
użytkownikom wydaje się spójną całością, a epistemologom niekoherentnym,
niemetodycznym bricolage'm - jeśli użyć terminu Claude'a Levi-Straussa.
Z czasem pojęcia „wiedza potoczna", myślenie zdroworozsądkowe, common
sense w publikacjach antropologicznych ustąpiły miejsca kategorii dyskurs zwykle
uzupełnionej przymiotnikiem potoczny lub lokalny. Od czasów Michela Foucaulta i Pierre'a Bourdieu kategoria ta stała się popularnym narzędziem badaczy spo­
łecznych. Dyskurs łączy wiedzę ze sposobami jej wyrażania. W dyskursie idee
są nie tylko ujawniane za pomocą mowy, pisma, działań czy gestów, ale przede
wszystkim są w dyskursie konstruowane i nieustannie przekształcane. Najkrócej
rzecz ujmując, dyskurs to sposób myślenia/mówienia dotyczący określonej sfery
rzeczywistości, który pokonał inne sposoby myślenia/mówienia i stał się obowią¬
zujący (czy inaczej hegemoniczny) dla danej grupy ludzi, w konkretnym czasie
i miejscu. Przyjmując takie uproszczone objaśnienie, należy pamiętać, że istnieje
wiele definicji tego pojęcia, od klasycznych, oskarżanych o zapędy totalizujące
ujęć Foucaulta, po bardziej użyteczne dla antropologa podejścia Nigela Rapporta
(2000) czy np. Perle M 0 h l (1997). Wiele jest też szczegółowych wytycznych jak
badać dyskursy (Dyskurs... 2001, Krytyczna... 2008).

185

�Anna Malewska-Szałygin

Na przełomie wieków X X i X X I popularność w naukach społecznych zy­
skały kategorie podkreślające znaczenie komponentu wyobraźni w konstruowa­
niu pewników wiedzy potocznej. Jako przykład można przywołać „wyobrażenia"
i „obrazy" (scapes) należące do języka teorii Arjuna Appadurai (2005, s. 52-58) czy
„imaginaria społeczne" Charlesa Taylora (2010, s. 37). Objaśnienia tych termi­
nów są dość odległe od Durkheimowskiej koncepcji „wyobrażeń zbiorowych",
przede wszystkim unikają jej obiektywizującego charakteru. Warto tu zaznaczyć,
że Appadurai często powraca do języka Emila Durkheima, na przykład chcąc pod¬
kreślić współczesny wpływ wyobraźni na ludzkie decyzje i działania, pisze, że
współcześnie „wyobraźnia przekształciła się w kolektywny fakt społeczny" (Appadurai 2005, s. 13). Ja również posłużyłam się pojęciem wyobrażenia, interpretu¬
jąc góralskie rozmowy na temat państwa i władzy (Malewska-Szałygin 2008).
Obecnie modne stało się przywoływanie greckiej kategorii métis, przypo­
mnianej przez Detienne'a i Vernanta (1978). T o pojęcie okazało się nośne, ponie¬
waż podkreśla nie tylko związek wiedzy i języka jak kategoria dyskurs, ale także
wiąże pojęciowym węzłem sferę praktyk. Métis - to „pewien rodzaj inteligencji,
która jest zawsze »zanurzona w jakiejś praktyce«, w której łączą się »inteligencja, przenikliwość, przewidywanie, elastyczność myślenia, podstęp, zaradność,
baczna uwaga, wyczucie chwili, różne umiejętności, nabyte stopniowo doświadczenie«" (De Certeau 2008, s. 82). Vernant, jako przykład métis, podaje sprytne
fortele Odyseusza (Vernant 2000). James Scott, popularyzujący tę kategorię w an¬
tropologii, uważa métis za „broń słabych" , za najistotniejszy czynnik ograniczają¬
cy dyscyplinujące starania wielkich instytucji nowoczesnych, takich jak państwa,
wielkie korporacje, światowe organizacje czy media, których totalizujące zapędy
nie zmniejszyły się w czasach późnej nowoczesności (Scott 1998). Métis to lokalna
„cunning inteligence" (Scott 1998, s. 313), czyli przebiegłość, spryt, chytrość słowem
„praktyczne umiejętności niezbędne by radzić sobie w nieustająco zmieniającym
się naturalnym i społecznym środowisku", umożliwiające „skuteczną adaptację
do wciąż pojawiających się nowych sytuacji" oraz „ciągłe przechytrzanie nie tylko
ludzkich przeciwników" (tamże, s. 313). Métis to wiedza „partyzancka" (tamże,
s. 318), opozycyjna do hegemonicznego dyskursu. Wiedza adekwatna do konkret¬
nej rzeczywistości i dzięki temu unikająca uproszczeń wielkich, abstrakcyjnych
teorii (tamże, s. 316). T o opis rzeczywistości dostarczający praktycznych reguł
postępowania w danej, ściśle określonej sytuacji (tamże, s. 316) i dlatego zawsze
mający charakter lokalny (tamże, s. 317). Tak objaśniana métis bierze udział w pro¬
cesie odbioru mediów masowych.
2

2

Nawiązanie do najpopularniejszej książki Jamesa S cotta Weapons of the Weak (1986).

186

�Widz wolny czy bezwolny?

Przekaz medialny a metis
Stuart Hall w słynnym szkicu Encoding/decoding (1980) podkreślał, że wi¬
dzowie i słuchacze nie są biernymi odbiorcami przekazu medialnego, ale aktyw¬
nymi podmiotami twórczo przekształcającymi ten przekaz w procesie odbioru.
De Certeau dowodził, że choć producent ma swoje „strategie" (2008, s. X L I I )
kierujące tym, jak i w jakim celu konstruuje nadawane treści i obrazy, konsument
odpowiada na nie specyficznymi „taktykami" odbioru (tamże, s. X L I I )
Zracjonalizowanej, tyleż ekspansywnej co scentralizowanej, hałaśliwej
i spektakularnej produkcji odpowiada inna produkcja zwana „konsump­
cją": jest ona podstępna i rozproszona, przenikająca wszędzie, cicha i jak­
by niewidoczna, gdyż nie ujawnia się za pomocą własnych produktów, ale
przez sposób używania produktów narzuconych przez dominujący porządek
(tamże, s. X X X V I ) .

Tak rozumiane taktyki to dowody lokalnego sprytu, przejawy lokalnej
metis. Podążając za myślą de Certeau, badacz odbioru mediów powinien postawić
pytania: jak odbiorcy „używają produktów narzuconych przez dominujący porzą­
dek przekazu medialnego"?, jaki „użytek środowiska »popularne« czynią z kultu­
ry »elit« wytwarzających język"?, jak „narzucony zasób wiedzy i symboliki [staje
się] przedmiotem manipulacji dokonywanych przez użytkowników nie będących
jego wytwórcami" (tamże, s. 33).
Przyjmując, że „media odznaczają się [...] wyraźną ciągłością ze sferą co¬
dziennego doświadczenia, której w pewnym stopniu nadają też kształt i poprzez
którą są interpretowane" (Herzfeld 2004, s. 407), można zapytać, w jaki sposób
przekaz medialny oddziałuje na codzienne doświadczenia rozmówców oraz jak wy¬
korzystują oni własne doświadczenia i kategorie uprzednie do interpretowania tre¬
ści przekazywanych przez media. W swoim wywodzie o mediach Michael Herzfeld
podkreśla, że medialne wizerunki stają się „krytycznym składnikiem" potoczności
(tamże, s. 416), i postuluje, by badając oddziaływanie owego krytycznego składnika,
przyjrzeć się wnikliwie „sile , z jaką przedstawienia medialne uczestniczą w konstru¬
owaniu współczesnych wyobraźni, tożsamości i stosunków władzy" (tamże, s. 404).
Etnograficzne badanie odbioru przekazu medialnego
Zainteresowanie „użytkowaniem" mediów wymusza zmianę technik ba¬
dawczych. Badania odbioru mediów prowadzone są zwykle przez specjalizują¬
ce się w tym firmy działające na zlecenie producentów. Tego rodzaju badania
mające najczęściej charakter ilościowy, uzupełniane są badaniami jakościowymi,

187

�Anna Malewska-Szałygin

prowadzonymi metodami socjologicznymi. Tymczasem badanie „użytkowania"
mediów wymaga zupełnie innych procedur. Aby uchwycić to, co z przekazem
medialnym robi konsument, trzeba być na miejscu czas dłuższy, trzeba wejść
z nim w pewną zażyłość, trzeba „podzielać ich doświadczenie społeczne" (Ha¬
strup 2008) . Wszystkie te wymogi spełnia technika etnograficznych badań tere¬
nowych, czyli „badań prowadzonych w warunkach społecznej zażyłości, z udzia¬
łem rzeczywistych informatorów" (Herzfeld 2004, s. 406). „Etnografia daje nam
możliwość idealnego dostępu do miejsca, w którym zbiegają się z jednej strony
lokalne formy percepcji i praktyki, z drugiej zaś produkowane na skalę masową
formy przedstawiania" (tamże, s. 410).
Podejście etnograficzne umożliwia dostrzeżenie tego, jak przekaz medial¬
ny jest użytkowany, które z jego elementów przenikają do dyskursów lokalnych
i wpływają na praktyki. Trafiając do dyskursu lokalnego, treści wyrwane z kon¬
tekstu przekazu medialnego ulegają transformacji. Badanie metodą etnograficz¬
ną pozwala na uchwycenie tego dyskursywnego „udomowienia" języka mediów
w języku wiejskich rozmów. Okruchy przekazu medialnego przenikające do lo¬
kalnych dyskursów stają się motorem nowych praktyk, nie do końca zbieżnych
z intencjami producentów. Badania etnograficzne, polegające na dłuższym poby¬
cie w terenie i na podzielaniu doświadczenia rozmówców dają możliwość zaobser¬
wowania tego rodzaju praktyk oraz wychwycenia ciągłości pomiędzy dyskursami
a praktykami.
3

Etnograficzne badania użytkowania mediów na przełomie XX i XXI w.
Pół wieku temu wyrażano obawy, że telewizja, integrując „globalną wio¬
skę" doprowadzi do homogenizacji kultury (McLuhan 2004, s. 458). Liczne ba¬
dania etnograficzne pokazały, że była to sugestia upraszczająca, bowiem odbiorcy
„mogą interpretować przekazywane przez telewizję treści w sposób całkowicie
odmienny od zamierzeń ich twórców" (Herzfeld 2004, s. 413). Dzieje się tak dla¬
tego, że „ludzie podchodzą do mediów z perspektywy swych licznych subiektyw¬
ności, na które wpłynęło całe »mnóstwo praktyk dyskursywnych«, z jakimi mieli
do czynienia na przestrzeni całego życia" (tamże, s. 412).

3

„Choć oczywiście nie możemy doświadczać świata z perspektywy innych, możemy jednak podzielać
ich doświadczenie społeczne. W istocie nie istnieje doświadczenie niepodzielane z nikim. Podzielanie go
oznacza natomiast, że jesteśmy częścią wydarzeń: właśnie to miejsce daje nam zupełnie wyjątkowy klucz do
zrozumienia światów i tego, jak się je konstytuuje i przekształca; jak w obrębie badanego przez nas układu
wydarzeniowo-przestrzennego przypisuje się jednostkom pozycje" (Hastrup 2008, s. 65).

188

�Widz wolny czy bezwolny?

Jeden z barwniejszych przykładów lokalnej interpretacji znacznie odbiega¬
jącej od zamierzeń producentów opisał Brian Larkin w tekście dotyczącym odbio­
ru filmów z Bollywood w północnej Nigerii (1997). Dla islamskiego ludu Hausa
indyjskie produkcje okazały się zwiastunami rewolucji obyczajowej! Bollywoodzkie filmy stanowiły dla nich kluczowe źródło wiedzy o tym, jak wygląda odległy,
nowoczesny, wolny świat, w którym młodzi są pozbawieni kontroli starszyzny ple¬
miennej. Filmowe wizje, budując w młodych Hausa poczucie zniewolenia pętami
islamskiej moralności, rodziły rewolucyjną potrzebę podążania za głosem roman¬
tycznej miłości. Taki odbiór indyjskich filmów jest o tyle zaskakujący, że euro¬
pejskim widzom filmowe intrygi z Bollywood kojarzą się z dziewiętnastowieczną
literaturą obyczajową, a problemy poślubienia wybranki serca wbrew woli ojca nie
wydają się ideą wywrotową. Badania Larkina pokazują, jak dalece różne może być
odczytanie przekazu medialnego w zależności od kontekstu kulturowego, w któ¬
rym jest on odbierany, oraz jak bardzo wolnościowe przesłanie mediów zależy od
rozumienia wolności charakterystycznego dla lokalnej wiedzy potocznej.
W późniejszym tekście Brian Larkin (2002) rozważa inny aspekt oddzia¬
ływania mediów na mieszkańców Nigerii. W tym przypadku skupia się na zna¬
czeniu kina rozumianego materialnie, jako budynek, a ściślej miejsce do którego
„się chodzi". Z analizy literatury przedmiotu wynika, że w czasach kolonialnych
brytyjscy kolonizatorzy budowali kina przy eleganckich hotelach, traktując je
jako miejsce rozrywki, kultury i edukacji dla białych. W latach powojennych,
zbudowano w nigeryjskim mieście Nano kino dostępne dla miejscowej ludno¬
ści. Jak wynika z badań terenowych, dla muzułmańskiej społeczności Hausa kino
było przestrzenią ze wszech miar podejrzaną. Umieszczono je w tej części miasta,
w której nie mieszkają „porządni ludzie", a raczej przebywający z dala od swych
rodzin robotnicy najemni, gdzie znajdują się lokale rozrywkowe i prostytutki.
W efekcie pójście do kina w mieście Kano było zupełnie innym doświadcze¬
niem dla Brytyjczyka i dla Hausa. Co więcej, było czym innym dla nigeryjskiego
mężczyzny i kobiety, dla kobiet bowiem organizowano osobne spektakle, umoż¬
liwiające im obejrzenie filmu bez podzielania zamkniętej przestrzeni z obcymi
mężczyznami. Rozważania Larkina pokazują wolnościowe przesłanie nie tylko
przekazu medialnego, lecz nawet samej przestrzeni kontaktu z mediami, jaką
jest kino. Można tylko zadumać się nad tym, czy „wolność od" islamskiego ładu
moralnego prowadziła do jakiejś nowej konstruktywnej „wolności do", mówiąc
językiem Ericha Fromma.
O ile Larkin rozważał oddziaływanie mediów jako narzędzia upowszech¬
niania bardziej nowoczesnych wzorów obyczajowych, o tyle Faye Ginsburg

189

�Anna Malewska-Szałygin

podkreśla przeciwstawny aspekt mediów. Analizując fenomen powstania tubyl¬
czej telewizji emitowanej od 1991 r. przez Iniutów zamieszkujących autonomicz­
ny okręg nad Zatoką Hudsona w Kanadzie, pokazuje, że telewizja może stać się
potężnym narzędziem pozwalającym nie tylko na „zobiektywizowanie własnej
tożsamości" i pokazanie jej szerokiej telewizyjnej widowni, lecz również może
się stać narzędziem przywracania społecznej pamięci poprzez filmowanie wspo¬
mnień starych ludzi, poprzez rekonstrukcję dawnych sposobów mieszkania, polo¬
wania czy obróbki skór. Innym sposobem ożywiania tradycji może być ujmowanie
w nową, filmową formę dawnych eposów czy mitów, czego przykładem jest inuicki film Atanarjuat nagrodzony w Cannes w 2001 r. Najważniejszym wnioskiem
z badań Ginsburg jest przekonanie, że media są nie tylko nośnikiem nowinek
obyczajowych, lecz także mogą „nadawać nowy autorytet starej kulturze oralnej"
(Ginsburg 2002, s. 43). Wracając do terminologii Fromma, opisywane przez Gins¬
burg oddziaływanie mediów to niewątpliwie ciekawy przykład realizowania „wol¬
ności do". W tym przypadku media umożliwiają nagłośnienie lokalnego dyskursu
i udostępnienie lokalnej wiedzy szerszemu odbiorcy. W procesie obiektywizacji
i popularyzacji tożsamość, tradycja, wiedza potoczna Inuitów ulegają zmianom,
nie do końca przewidywanym.
Pozostając w kręgu kultur postkolonialnych, warto przywołać tekst Richar¬
da Wilka (2002) relacjonujący wyniki badań w środkowoamerykańskim, karaib¬
skim państwie Belize. Wilk podkreśla rolę czynnika czasowego w konstruowaniu
i podtrzymywaniu dominacji kolonialnej. Twierdzi, że zapóźnienie było kon¬
stytutywną cechą kolonii, do których nowinki z metropolii docierały zawsze po
pewnym czasie. Lokalna elita, mająca lepszy kontakt z metropolią, była grupą,
która wcześniej od innych przyswajała sobie nowoczesne rozwiązania kulturowe,
techniczne czy technologiczne, umacniając tym samym swój społeczny prymat.
Kolonialne wykorzystanie czasu jako narzędzia i gwaranta dominacji zostało prze¬
łamane przez anteny satelitarne, w sposób natychmiastowy przekazujące progra¬
my telewizyjne z jednej części świata do drugiej. Rewolucyjna rola telewizji sate¬
litarnych polega na tym, że najnowsze filmy, seriale, przeboje muzyczne docierają
wszędzie w tym samym momencie. W ten sposób media satelitarne dokonują
zamachu na postkolonialną dominację. Znosząc dystans czasowy między dawną
metropolią i koloniami, dają mieszkańcom tych ostatnich wolność jednoczesnego
uczestnictwa w globalnej kulturze popularnej, uwalniając dawne kolonie od stygmatyzującego zapóźnienia. W efekcie dyskurs lokalny w Belize absorbuje nowo¬
ści w tym samym momencie, w którym docierają one w inne miejsca na ziemi, co
zasadniczo zmienia jego „tubylczy", czyli „zapóźniony" charakter.

190

�Widz wolny czy bezwolny?

Kontynuując rozważanie problemu wolności mediów, warto zwrócić uwagę
na szeroki nurt badań etnograficznych dotyczących udziału mediów w procesie
konstruowania tożsamości zarówno indywidualnych, jak i narodowych. Warto tu
przypomnieć tezę Stuarta Halla (1980), że kontrolowane przez państwo media
starają się konstruować „dominujące kody" państwa narodowego. T e n proces jest
szczególnie ostro widoczny w państwach postkolonialnych. Dobrych przykładów
dostarczają badania Purnimy Mankekar prowadzone w małych miastach nieopodal
New Delhi. Jej monografia ScreenigCulture, ViewingPolitics (1993) opowiada o tym,
jak w debacie z promowanymi przez media ideałami rekonstruowane są lokalne
wyobrażenia o tym, co to znaczy być kobietą, matką, żoną. Książka niesie też istotne
przesłanie dotyczące tożsamości narodowej - ukazuje, jak w postkolonialnych In¬
diach ekranizacja wielkiego tradycyjnego eposu Ramajana, wzmacniając hinduską
tożsamość narodową, nasiliła niechęć do innych narodów i grup etnicznych, a co
gorsza - dostarczyła ideowych uzasadnień stosowanej wobec nich przemocy. Au¬
torka pokazała, w jaki sposób dość kiczowaty serial stał się kluczowym elementem
bieżącej „mitopolityki", konstruując „telemitologię" (2002, s. 146) ewokującą silną
nostalgię za wspólnotą czystą i potężną, opartą na esencjalistycznej wizji kultury.
Serial, choć opowiadał o dalekiej, heroicznej przeszłości, stanowił ważne narzędzie
krytyki bieżącej polityki. Wyniki badań Mankekar pokazują ogromną siłę sprawczą
telewizji widoczną w kształtowaniu poglądów i prowokowaniu do działań. Uzmy¬
sławiają też moc mediów w ustanawianiu hegemonicznego dyskursu tożsamości
koncesjonowanej przez siły aktualnie będące u władzy.
T ę wizję komplikują wyniki badań L i l i Abu-Lughod prowadzonych
w Egipcie, które choć prowadzą ją do wniosku, że „telewizja jest kluczową in¬
stytucją produkującą kulturę narodową w Egipcie" (2005, s. 7), pokazują, że to
oddziaływanie nie jest proste, należy bowiem brać pod uwagę wielogłosowość
przekazu medialnego. Różne stacje telewizyjne produkują i emitują odmienne
dyskursy medialne, pozostające na usługach różnych interesów narodowych, eko¬
nomicznych i klasowych, które zgodnie z przewidywaniami Gramsciego konkuru¬
ją ze sobą, walcząc o hegemonię, czyli o „rząd dusz" (tamże s. 43). W efekcie do¬
minujący dyskurs elit władzy jest nieustannie zagrożony i w każdej chwili może
zostać zastąpiony przez dyskurs konkurencyjny. Zatem choć telewizja odgrywa
znaczącą rolę w konstruowaniu tożsamości narodowej, walka toczy się pomiędzy
różnymi wizjami czy wręcz definicjami narodu i jego kultury. Konkurujące dys¬
kursy walczą finezyjnymi metodami, bowiem skuteczność telewizji w budowaniu
egipskiej tożsamości narodowej jest możliwa głównie dzięki temu, że oddziału¬
jąc na poziomie kulturowym i socjopolitycznym, rozwija swoją magię poprzez

191

�Anna Malewska-Szałygin

przyjemność i „podświadome kadrowanie obrazu", a nie poprzez przymus (tamże,
s. 9). W efekcie zwycięski dyskurs z ogromną siłą narzuca hegemoniczną wizję toż¬
samości poprzez rozrywkę, niekojarzącą się ze sferą politycznych sporów. T o kole¬
iny przykład silnie podporządkowującego i ograniczającego wpływu mediów.
Nieco odmienne jest przesłanie monografii Dramas of Nationhood (2005),
wieńczącej egipskie badania L i l i Abu-Lughod. Książka jest skonstruowana jako
zderzenie dwóch ważnych głosów w dyskursie medialnym: głosu producentów,
z którymi autorka przeprowadzała wywiady w Kairze i Aleksandrii, oraz głosu
konsumentek przekazu telewizyjnego, wieśniaczek z Górnego Egiptu i pomocy
domowych w Kairze. Przykładem głosu producenckiego są wypowiedzi autorki
scenariuszy popularnych seriali, takich jak Żniwa miłości, sześćdziesięcioletniej
Fathiyy al-'Assal, lewicowej aktywistki, kairskej feministki, socjalistki, pisarki,
prześladowanej przez cenzurę, a nawet więzionej. Fathiyya al-'Assal deklarowała,
że tworząc scenariusze, stara się promować wartości charakterystyczne dla miesz¬
czańskich klas społeczeństw zachodnich, takie jak partnerstwo w związkach mał¬
żeńskich i dążenie do samorozwoju jednostek, w tym także kobiet. Słuchając jej
głosu, wydawać by się mogło, że zdolność mediów do upowszechniania i ugrunto¬
wywania nowych systemów wartości i nowego typu tożsamości jest ogromna.
Jakkolwiek oddziaływanie mediów na konstruowanie tożsamości jest nie¬
zaprzeczalne, rozmowy z egipskimi wieśniaczkami i pomocami domowymi w Ka¬
irze pokazują, że oddziaływanie to nie jest takie proste, a „strategie" producentki
wskutek zastosowania lokalnych „taktyk" odbioru ulegają zmianie. Abu-Lughod
pisze, że wioskowe rozmówczynie w swoich wypowiedziach konstruują obraz sa¬
mych siebie na wzór heroin telewizyjnych melodramatów. Konfrontując tak zbu¬
dowany własny wizerunek z bohaterkami serialów, dochodzą do wniosku, że ich
życie znacząco odbiega od promowanego przez media wzoru, co owocuje poczu¬
ciem przegrania, wykorzystywania i marginalizacji.
Paradoksalnie jednak konfrontacja z telewizyjnymi wzorami osobowymi
nie popycha wiejskich kobiet w stronę świata zachodniej nowoczesności, ale
w stronę nowych form islamu. Nowa oferta islamskich duchownych wychodzi na¬
przeciw potrzebom nowych tożsamości jednostkowych, znacznie bardziej zindy¬
widualizowanych niż dawne, określane poprzez umiejscowienie w zależnościach
społeczności rodowej. Ta wizja nowej, dążącej do samorozwoju jednostki ludzkiej
została wytworzona i upowszechniona między innymi poprzez media. Odpowie¬
dzią na nią są szkolenia dla kobiet, organizowane w meczetach, pozwalające na
odnalezienie miejsca we współczesnym świecie „godnego nowoczesnej kobiety
islamu". T e n paradoks opisany przez Abu-Lughod w szkicu z 2002 roku znacząco

192

�Widz wolny czy bezwolny?

komplikuje problem relacji media a wolność. Z jednej strony przekaz medialny
ma moc wdrażania nowych wartości i wzorów tożsamości, z drugiej okazuje się,
że po przeniesieniu ich na lokalny grunt powstają trudne do przewidzenia hybrydyczne sploty zarówno wartości, jak i tożsamości. Konkludując, choć potęga
mediów jako czynnika zmiany jest oczywista, kierunek rzeczywistych zmian jest
często zaskakujący.
Podsumowując krótki przegląd wyników etnograficznych badań mediów,
trzeba stwierdzić, że przezwyciężając jedne zniewolenia, media konstruują inne.
Kategoria zniewolenie, podobnie jak pojęcie wolność, są bardzo różnie rozumia¬
ne, zmienne i zależne od kontekstu kulturowego. T o , co jest wolnością jednych,
bywa zniewoleniem innych. Jedno jest pewne, przewidując oddziaływanie me¬
dialnych produkcji na odbiorców należy brać pod uwagę lokalną wiedzę potoczną
mającą zdolność sprytnego przekształcania dowolnego przesłania w ideę często
zupełnie niezgodną z zamierzeniami twórców, ale pasującą do lokalnego obrazu
świata. Lokalna mètis, chytrze unikając totalizującej siły mediów, staje się odpo¬
wiedzialna za to, że intencje producentów medialnych chybiają celu, a recepcja
mediów okazuje się odmienna od zamierzonej. Relacja jest jednak dwustronna.
Lokalny dyskurs absorbuje nowe obrazy i treści przynoszone przez media, łącząc
je z dotychczasową wizją rzeczywistości, zmieniając ją i rekonfigurując. Zrozu¬
mienie tej skomplikowanej relacji wymaga pogłębionych badań jakościowych,
które biorą pod uwagę kontekst kulturowo-ideowo-społeczny produkowania
i odbioru mediów. W przypadku społeczeństw postkolonialnych i społeczności
postchłopskich badania prowadzone metodą etnograficzną wydają się szczególnie
skuteczne. Kierując się takim przekonaniem, zamierzam rozpocząć nowy projekt
badawczy pozwalający na stwierdzenie, w jaki sposób przekaz medialny oddziału¬
je na opisywane przeze mnie wiejskie wyobrażenia o władzy i państwie (Malew­
ska-Szałygin 2008) oraz w jaki sposób nowotarska mètis przekształca obrazy i treści
przenikające z mediów do lokalnego dyskursu o tożsamości i polityce.

193

�Anna Malewska-Szałygin

Bibliografia:
Abu-Lughod L . , 2002, Egyptian Melodrama - Technology of the Modern Subject?, [w:] Me­
dia Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila Abu-Lughod,
Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 115-133.
Abu-Lughod L., 2005, Dramas of Nationhood. The Politics of Television in Egypt, Chicago.
Appadurai A., 2005, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, tłum. Z. Pucek,
Kraków.
Baudrillard J., 2005, Symulakry i symulacja, tłum. S. Królak, Warszawa.
Berger P., Luckmann T., 1983, Społeczne tworzenie rzeczywistości, tłum. J. Niżnik, Warszawa.
Człowiek Grecji, 2000, red. Jean-Pierre Vernant, tłum. P. Bravo, Warszawa.
Debord G., 2006, Społeczeństwo spektaklu oraz Rozważania o społeczeństwie spektaklu, tłum.
M . Kwaterko, Warszawa.
Dyskurs jako struktura i proces: praca zbiorowa, 2001, red. T e u n A. van Dijk, tłum. G. Gro¬
chowski, Warszawa.
De Certeau M., 2008, Wynaleźć codzienność: sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Kraków.
Detienne M . , Vernant J.-P., 1978, Cunning Intelligence in Greek Culture and Society, Atlantic
Highlands, N.J.
Geertz C., 2005, Myśl potoczna jako system kulturowy, w: Wiedza lokalna. Dalsze eseje z zakresu
antropologii interpretatywnej, tłum. D . Wolska, Kraków, s. 81-100.
Ginsburg F. D., 2002, Screen Memories: Resignifying the Traditional, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles, London, s. 39-57.
Hall S., 1980, Encodingfdecoding, [w:] Culture, Media, Language, eds. Stuart Hall, Dorothy
Hobson, Andrew Lowe, Paul Willis, London, s. 128-138.
Hastrup K., 2008, Droga do antropologii. Między doświadczeniem a teorią, tłum. E. Klekot,
Kraków.
Herzfeld M . , 2004, Antropologia. Praktykowanie
tłum. M . M . Piechaczek, Kraków.

teorii w kulturze

i społeczeństwie,

Hołówka T., 1986, Myślenie potoczne, Warszawa.
Krytyczna analiza dyskursu: interdyscyplinarne podejście do komunikacji społecznej, 2008,
red. A. Duszak, N . Fairclough, Kraków.
Larkin B., 1997, Indian Films and Nigerian Lovers: Media and Creation of Parallel Modernities,
„Africa" 67 (3).
Larkin B., 2002, The Materiality of Cinema Theaters in Northern Nigeria, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 319-336.

194

�Widz wolny czy bezwolny?

Malewska-Szałygin A., 2008, Wyobrażenia o państwie i władzy we wsiach nowotarskich 1999-2005,
Warszawa.
Mankekar P., 1999, Screening Culture, Viewing Politics: An Ethnography of Television, Woman­
hood, and Nation Postcolonial India, Durham NC.
Mankekar P., 2002, Epic Contests: Television and Religious Identity in India, [w:] Indigenous
Media, [w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila
Abu-Lughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles, London, s. 134-151.
McLuhan M . , 2004, Zrozumieć media, tłum. N . Szczucka, Warszawa.
M0hl P., 1997, Village Voices. Coexistence and Communication in a Rural Community in Central
France, Copenhagen.
Niżnik J., 1991, Potoczność jako kategoria teoretyczna, [w:] Kategoria potoczności, red. A. Jaw¬
łowska, Warszawa.
Rapport N . , 2000, Discourse, [w:] Social and Cultural Anthropology. The Key Concepts, eds.
N . Rapport, J. Overing, London-New York, s. 117-126.
Sahlins M . , 2006, Wyspy historii, tłum. I . Kołbon, Kraków.
Schutz A., 1984, Potoczna interpretacja ludzkiego działania, [w:] Kryzys i schizma, red. E. Mo¬
krzycki, tłum. D . Lachowska, Warszawa, s. 137-192.
Scott J.C., 1985, Weapons of the Weak, New Haven, Conn.
Scott J., 1988, Seeing like the State. How Certain Schemes to Improve the Human Condition Have
Failed, Yale, New Haven-London.
Taylor Ch., 2010, Nowoczesne imaginaria społeczne, tłum. A. Puchejda, K. Szymaniak, Kraków.
Wilk R., 2002, Television, Time, and the National Imaginary in Belize, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 171-188.

195

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11454" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11432">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4882df16d6f1095bec2bbb9b65697574.pdf</src>
        <authentication>b62ce1cb04571e3263715e5c710bd11e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136466">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5664</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136467">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136468">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5266</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136469">
                <text>Rozmowy o polityce na targowisku / Kultura polityczna Polaków</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136470">
                <text>Malewska-Szałygin, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136471">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136472">
                <text>Kultura polityczna Polaków, red. B. Gołębiowski, Łomża, Oficyna Wydawnicza „Stopka"
2004, s. 387-410.
Anna Malewska-Szałygin

Rozmowy o polityce na nowotarskim targowisku (2001 r).

Terminem kultura polityczna,
określano

popularnym zwłaszcza w publikacjach z lat 70.,

„postawy wobec polityki", czasem także „wiedzę o polityce i ocenę faktów",

„wzory zachowań politycznych", „normy postępowania w życiu publicznym" lub „zespól
1

treści ideologicznych" . Ja chciałabym zaproponować spojrzenie z innej strony. Jest to ujęcie
językowe, bo tematem są rozmowy, ale nie językoznawcze. Chodzi o słowo splecione z
działaniem, o ten aspekt języka, który jest związany z mową i określany w fundamentalnym
rozróżnieniu de Saussure'a (1991) francuskim słowem parole, przeciwstawianym langue rozważaniu języka jako systemu znaków. A więc polem moich zainteresowań jest dyskurs o
polityce - potoczne rozmowy na temat polityki.
Targowe rozmowy o polityce.
Rozmowy

na

nowotarskim

targowisku

prowadzone

były

w

tygodniach

poprzedzających wybory parlamentarne w październiku 2001 r. Część z nich to wielogłosowe
debaty obejmujące kilku, niekiedy zmieniających się rozmówców. Niektórzy z nich mieli
poglądy podobne, inni przeciwstawne, co czyniło dyskusję bardziej ożywioną. Część z nich
była nieco pod wpływem alkoholu, którym „rozgrzewali się" sprzedając konie, prosiaki,
kożuchy, kapcie i inne towary. Byli to najczęściej ludzie w średnim wieku, ale było też kilka
osób po 70, w większości kobiet, których wypowiedzi charakteryzował duży dystans do
spraw bieżących, spojrzenie z perspektywy przeżytych dziesięcioleci i przez pryzmat
gospodyni. Swoje sądy ujmowały zwykle w zwięzłe, dosadne słowa.
Targowisko (podobnie jak bar) jest miejscem, gdzie ludzie często rozmawiają o
polityce, zwłaszcza na kilka dni przed wyborami. Tradycyjna etnograficzna metoda pukania
do domów w wybranej wsi (lub kilku wsiach) nie sprawdzała się w przypadku naszego
tematu badawczego, rozmowy były wymuszone i bezbarwne. Wybór targowiska okazał się
bardzo trafny.

Z łatwością udawało się zainicjować rozmowę na temat preferencji

wyborczych, a często po prostu włączyć się w zasłyszaną mimochodem rozmowę.

1

Te określenia są elementami definicji kultury politycznej zaprezentowanych przez Irenę Kamińską-Szmaj w
artykule Co to jest kultura polityczna? (1994).

1

�W latach 1999-2000 we wsiach powiatu Nowy Targ prowadzone były badania
2

dotyczące rozumienia pojęć należących do

języka politycznego . Wówczas badacze w

oparciu o szczegółowy kwestionariusz starali się odtworzyć lokalne rozumienie takich pojęć
jak: polityka, demokracja, państwo, wybory, prezydent i in. Cel badań rozpoczętych w 2001 r.
3

był inny. Chodziło o uchwycenie specyfiki lokalnego, góralskiego języka rozmów o polityce .
Zatem technika badań zakładała jak najmniejszą ingerencję badacza po to, by zmniejszyć jego
wpływ na treść, a zwłaszcza formę wypowiedzi.

Badacze nie byli zaopatrzeni w

kwestionariusz. Zaczynali rozmowę od pytania na kogo będzie Pan głosował?, a potem brali
udział w spontanicznie rozwijającej się dyskusji, starając się doprecyzować wypowiedzi.
Zalecenie minimalnej ingerencji dotyczyło nie przerywania toku rozmowy kolejnymi
pytaniami, jednakże udawanie, że

badacza nie ma, ukrywanie jego udziału w dyskusji

byłoby niezgodne ze współczesnymi zasadami prowadzenia badań antropologicznych
(Tokarska-Bakir 1995), a przy tym byłoby nienaturalne. Milczący badacz przysłuchujący się
rozmowie zostałby zapewne posądzony o inwigilację. Toteż kolejne zalecenie dotyczyło nie
ukrywania własnych poglądów politycznych. Jeśli udział badacza w targowej dyspucie miał
być naturalny, powinien on tak jak inni uczestnicy ujawnić swoje przekonania. Efekt tej
dyrektywy był nadspodziewany, deklaracja głosowania na partię taką jak np. Platforma
Obywatelska, na którą nikt z targowych dyskutantów nie zamierzał głosować, budziła
oburzenie (wyrażane w nieparlamentarnych słowach) i niezmiernie ożywiała rozmowę.
Prezentując

wyniki badań zdecydowałam

się, zgodnie z zaleceniami

analizy

dyskursywnej, na uporządkowanie materiału według wyrażeń najczęściej powtarzających się
w naszych rozmowach. Zaczynam od stwierdzeń najpowszechniejszych, ale przedstawiam też
te pojawiające się rzadziej i takie, które występują zupełnie jednostkowo. Staram się
zaznaczać dla jakiej grupy rozmówców (wiek, wykształcenie, płeć) charakterystyczne są dane
sformułowania i nakreślić kontekst sytuacyjny, w jakim padają. Odwołując się do szerszego
kontekstu

historyczno-polityczno-gospodarczo-społecznego

próbuję

uchwycić

myśl

zamkniętą w takie właśnie, a nie inne słowa.
Rząd się nie sprawdza! - to najczęstsza opinia. Te słowa pojawiły się właściwie w
każdej wypowiedzi. Do czego się odwołują? Otóż, jak się okazuje, podstawą oceny rządu jest
sprawność w sferze gospodarczej. Sprawdzianem dla kolejnej ekipy rządzącej jest obniżenie
poziomu bezrobocia, poprawa zarobków, rent i emerytur, jednym słowem dobrobytu
2

Język polityczny to według autorów Rytualnego chaosu (1997) język jakim mówią się o polityce tzw. elity
symboliczne przemawiające przez media.
Według przytaczanego już rozróżnienia język rozmów o polityce to język potoczny, jakim mówią o sprawach
polityki ludzie nie należący do klasy politycznej, ani do elity symbolicznej i świata mediów..
3

2

�społeczeństwa, a zwłaszcza, jak mówią nasi rozmówcy: prostego narodu czyli ludzi
niewykształconych, mieszkających na wsiach i w małych miastach. To spostrzeżenie
współgra z tezą, że poczynania władzy odnoszone są do sfery gospodarczej i w relacji do niej
oceniane. Powszechne w rozmowach z mieszkańcami

wsi utożsamienie

polityki z

4

gospodarką jest znaczące. Polityka rozumiana jako abstrakcyjne rozważania dotyczące
idealnego ustroju spraw państwa jest poza ich zasięgiem. Oni tak o niej nie myślą. Często
5

używane przez nich metafory porównujące rząd do gospodarza (premier to un jest jak gazda,
na gazdówce) lub ojca rodziny (un jest głowa - jak ojciec w rodzinie) pozwalają stwierdzić, że
dla ludzi słabiej wykształconych, mieszkających na wsi polityka to gospodarowanie
państwem, odbywające się według tych samych zasad co zarządzanie gospodarstwem.
Naturalne jest zatem, że sprawdzian umiejętności

gospodarowania jest podobny

-

ekonomiczny.
Kryzys pański
gospodarki jest

czysty! Dobrym

opowieść

80-cioletniej

przykładem

oceniania władzy

mieszkanki Łopusznej.

przez pryzmat

Jest to

historia jej

doświadczeń, zaczyna się w latach dwudziestych, a kończy współcześnie: Przed wojną no to
było nam nieźle, no byli biedniejsi, byli bogatsi, ale dobrze było - zapłacił podatku 20 zł to
sprzedał owcę za 20 zł i więcej go nic nie obchodziło. Co chciał to kupił, co chciał to miał.
No, za Niemców,

to później było źle. Oni nam zabierali: a to śmietany, mleko, grule, wszystko

trza było oddawać, no to jus ciężko, nie było nawet nieroz co jeść. No później te łosiem roków
[1945-1953] po wojnie to było cięsko nim się to wszystko trochę dźwigło do góry. No a
później

(...)

przepracowała

naprawdę nie było źle i zarobiło się, bo przecie robota była - ja

przecież

6

te 33 roki w kombinacie , no to nie było źle - możno było się najeść i kupić co,

bo niedrogo było. No a później, jak ta „Solidarność"

objęła [rządy], no to kryzys pański

czysty!!! Przemiany władzy są tu przedstawiane z powszechnie przyjętej perspektywy jakości życia rolników i ich dobrobytu. Dobra władza nie zabiera za wiele, daje ludziom
pożyć, stwarza im takie warunki, żeby mogli zarobić. Nie musi dawać specjalnych osłon
socjalnych, ważne, żeby tak zarządzała gospodarką, aby człowiek mógł zarobić i żeby ceny
towarów nie były tak wysokie, że dochody na nic nie starczajom. Na koniec warto zwrócić

4

O tym, że mieszkańcy wsi rozmowę o polityce od razu zamieniają w rozmowę o gospodarce i ekonomii pisał
Piotr Kędziorek (1996).
O przydatności analizy używanych metafor w procesie interpretacji wypowiedzi piał Lakoff (1988) oraz
Ohnuki-Thierney (1991) i inni.
Mowa tu o Kombinacie Przemysłu Obuwniczego „Podhale", powstałym w 1955 (Dzieje...1991),
zatrudniającym ok. 7.000 pracowników - największym zakładzie produkcyjnym Podhala, instytucji, w której
górale mogli posmakować luksusu pracy etatowej, regularnych zarobków, opieki socjalnej. Szybko się do tej
stabilności finansowej przyzwyczaili i boleśnie odczuli upadek kombinatu w 1992 r. Do tej spra wy wielokrotnie
nawiązywali w rozmowach.
5

6

3

�uwagę na określenie: kryzys pański

czysty - łączy ono język mediów od lat 70-tych

mówiących o zmianach gospodarczych

w Polsce w kategoriach kryzysu, z często

powtarzanym na Podhalu (i nie tylko) wyrażeniem krzyż pański [mieć z czymś lub kimś krzyż
pański - oznacza mieć poważne i długotrwałe kłopoty]. Ta urocza zbitka nader syntetycznie
podsumowuje proces transformacji ustrojowej.
Oni sprzedali Polskę - jest to kolejny często powtarzający się motyw. Ten zarzut
dotyczył wyprzedawania majątku narodowego,

a zwłaszcza zakładów produkcyjnych,

zagranicznym inwestorom. Obejmował też ulgi podatkowe dla zagranicznych supermarketów,
które spowodowały osłabienie rodzimego handlu, a także import żywności powodujący, że
polski rolnik miał problemy ze zbytem. Pojawianie się formułki oni sprzedali Polskę prawie
w każdej rozmowie jest zadziwiające. Najczęściej nasi rozmówcy patrzą na sprawy polityki
przez pryzmat dostatku czy raczej przetrwania własnej rodziny, sprowadzają problemy
polityki do własnego podwórka i garnka (do którego nie mają co włożyć), a tu taka troska o
dobro wspólne, ogólnonarodowe. Sprzedaż majątku narodowego, wkraczanie obcego kapitału
kojarzy im się z okresami zależności, często przy tej okazji przywołują sytuację Polski pod
zaborami, ale najczęściej, zwłaszcza ludzie starzy, odnoszą ją do doświadczeń okupacji
niemieckiej i

zubożenia polskiego społeczeństwa poprzez odprowadzanie zysków do

Niemiec. Polakom pozostawała wówczas ciężka, źle opłacana praca, bez udziału w
wypracowanych dochodach. Strach przed powtórzeniem się tej sytuacji widać wyraźnie w
słowach starej kobiety: To mi się najgorzej nie podoba, że oni własność wyprzedają. Jak oni
se wyobrażają, że zrobią

nas Poloków i tych śtarsych i tyk młodyk niewolnikami innym

krajom!!! Tak będzie, jak oni wyprzedadzą co majom najlepsze. No to czym będziemy jak nie
niewolnikami? To mi się straśnie ni podobo i przeważnie tym starym syćkim się nie podobo.
Warto doprecyzować kim są oni, którzy sprzedają polski przemysł.
Oni się sami powybierają.

Oni to ci na górze lub ci przy władzy bardzo rzadko

nazywani są politykami. Oni są grupą hermetyczną, odległą, na którą zwykły człowiek ma
nikły wpływ. Takie przekonanie może szokować w sytuacji gdy od 1989 r. posłowie i radni
wybierani są w wolnych, wielopartyjnych wyborach. Tymczasem oświadczenie oni się sami
powybierają

należy do arsenału sformułowań najczęściej powtarzających się w rozmowach.

Na pytanie badacza: czy nie ma sposobu żeby wybrać dobrych ludzi? Kobieta w średnim
wieku, z wykształceniem średnim zawodowym odpowiada: to już od nich zależy, nie od nas, a
od nich. Niech się wybierają! Przyparty do muru pytaniami: czy to znaczy, że wybory są
fałszowane?

mężczyzna l . ok. 50, ze średnim wykształceniem odpowiada: w ostatnich

wyborach do rad niezależni obserwatorzy stwierdzili, że głosowało 30%, a oficjalnie podali,

4

�że 60%. Dalej jest fałszowanie

wyborów. Przypadków oskarżeń o fałszowanie wyborów

odnotowałam zaledwie kilka, natomiast oświadczeń, że politycy powybierają

się sami

usłyszeliśmy bardzo wiele. Wypowiadający je często dodają mętne uzasadnienie, jak 80letnia kobieta z Łapsz Wyżnich, z wykształceniem podstawowym: Idziem do kościoła rano i
skreślim tam mniej więcej kogo rozumiem, a oni kogo chcą to sobie wybiorą, a to co my
skreślimy to i tak idzie gdzieś. Nie tak jest?
Wybory często postrzegane są jako swego rodzaju rytuał czy powinność, realny
związek między indywidualnym wyborem człowieka a oficjalnymi wynikami wyborów jest
luźny. Dlaczego tak jest? Sądzę, że pięćdziesiąt lat przyzwyczajenia do praktyki wyborczej
zalecającej głosowanie „bez skreśleń", gdzie samo wejście do kabiny wyborczej, za kotarkę,
jak mówią nasi rozmówcy, było uważane za brak zaufania do socjalistycznej władzy nie jest
tu bez znaczenia. Człowiek, który jednak pragnął skorzystać z możliwości „wolnych
wyborów" (jak wówczas nazywano wybory do sejmu, obecnie przez socjologów nazywane
„kontraktowymi") mógł co najwyżej dokonać niewielkich przesunięć na liście wyborczej
układanej wcześniej przez stronnictwa: PZPR. ZSL, SD. Skutek wymagającego odwagi
wejścia do kabiny był żaden. Przekonanie o tym, że wybory nic nie zmienią, a udział w nich
jest obowiązkiem jest niewątpliwie skutkiem doświadczeń z czasów PRL, ale nie tylko.
Sądzę, że związane jest także z obecnie stosowaną ordynacją wyborczą, która przewiduje
głosowanie na listy partyjne. Wyborca zakreślając nazwisko swojego kandydata oddaje głos
na partię (lub formację bezpartyjną). To, który z kandydatów będzie ją reprezentował jest
wynikiem wewnętrznej roszady dokonywanej po wyborach. Kolejną przyczyną przekonania
o bezsensowności wyborów jest układ okręgów wyborczych. Zwłaszcza w przypadku
wyborów lokalnych okręgi jedno-mandatowe mogłyby, jak się wydaje, poprawić sytuację.
Wymieniając czynniki historyczne i polityczne, które ukształtowały przekonanie o
tym, że wybory nie dają wpływu na władzę, warto podkreślić też zjawisko kulturowe o
bardzo starych korzeniach. Mam na myśli archaiczny sposób postrzegania władzy, o którym
pisali np. Van der Leeuw (1978) i M . Eliade (1994), który J. J. Roux (1988) nazywa
7

monarchicznym, a Michel Fouault (1998) opisem władzy w terminach suwerenności . Sfera
władzy jawi się w nim jako odległa od świata zwykłych ludzi, rządząca się własnymi
prawami, mająca swoją wiedzę tajemną, niedostępną

dla ludzi spoza jej kręgu. Tak

postrzegana władza różni się od społeczeństwa ontologicznie, jest bytem innego rodzaju,
często związanym z rzeczywistością sacrum przeciwstawianym profanum poddanych. W tym
7

Foucault przeciwstawia dwa sposoby mówienia o władzy: w kategoriach suwerenności i dyscypliny (1998, s.
45).

5

�wizerunku źródłem władzy jest sacrum, które informuje o swoim wyborze poprzez znaki,
potwierdzone następnie rytuałami takimi jak koronacja czy „pomazanie" olejem świętym
(Roux 1988). Zwykły człowiek może odczytać znaki, ale nie dokonuje wyboru władzy, nie
może mieć na nią wpływu. Może zachować nadzieję, że władza zechce okazać się dla niego
łaskawa. Poddany może przedsiębrać rytualne działania w celu przebłagania czy zaklinania
jej, ale ona i tak pozostanie niezależna, poza zasięgiem jego działań, nie w jego mocy.
Oczywiście nasi rozmówcy nie uważają władzy za związaną ze sferą sacrum. Władza została
sekularyzowana już dawno, pozostał natomiast nawyk myślenia o niej jako o sile wyższej
oddziałującej na człowieka jednostronnie i zwykle wobec niego nieprzychylnej.
Oświeceniowa koncepcja „umowy społecznej" i wyboru reprezentantów rządzących w
imieniu ludu jest przeciwstawną wizją, wcielaną w życie przez twórców konstytucji Stanów
Zjednoczonych, a w Europie upowszechnianą po rewolucji francuskiej 1798 (Hobsbawm
1990, Mill 1995 i inni). Przysłuchując się naszym rozmowom, można odnieść wrażenie, że jej
echa pojawiają

się jedynie w wypowiedziach mężczyzn ze średnim wykształceniem

technicznym lub wyższym.
Głosować trza iść. Patrząc z tej perspektywy nieistotne jest na jaką partię obywatel
będzie głosował ważne jest dopełnienie rytuału. To przekonanie wyrażali wprost zwłaszcza
ludzie starzy i słabo wykształceni. Niektórzy

byli przekonani o tym, że wybory są

obowiązkowe: to jest przymus, że każdy musi iść, a jak nie idzie to oni po człowieka

przyjdą-

mówiła starsza kobieta. Inni przywoływali motywacje patriotyczne: pójść pójdę, bo jako
Polka, no to muszę. Większość jednak podkreślała, że choć głosować trza iść, powinno się to
niestety nie wiadomo na kogo, to jest obowiązek obywatela iść głosować, ale nie wiemy kogo
wybierać. Dlaczego nie wiadomo? Powodów jest kilka. Podstawowy to taki: w ostatniej
dekadzie istnienia PRL, coraz popularniejsze było przekonanie, że sposobem usunięcia
różnych nieprawidłowości w życiu publicznym i niewygód w życiu gospodarczym będzie
wymiana ekipy rządzącej z komuchów (jak nasi rozmówcy nazywali ówczesne elity rządzące)
na Solidarność. Obecnie już wiadomo, że obie formacje się nie sprawdziły, bo obie kradły po
równo. Zapytani o preferencje wyborcze sprzedawcy na targu (lat około 50) mówią: SLD?
Będą kraść jak tamci, tylko nie mają już co ukraść, bo „ Solidarność " już wzięła co było
najlepszego. Unia Wolności oni już dali nam taką wolność, że uch! Może SLD? Oni przejdą,
bo małymi kroczkami do władzy idą, ale dużymi krokami wylecą z rządu - bardzo trafnie
prorokował w 2001 r. mężczyzna ze średnim wykształceniem.
Może coś się zmieni w tej Polsce.

Te słowa padały zawsze jako komentarz -

uzasadnienie dlaczego pomimo braku wiary w skuteczność wyborów nasi rozmówcy brali w

6

�nich udział. Racjonalnie rzecz biorąc nie wierzyli w realne skutki głosowania, co jest
zrozumiałe

w

świetle

ich przekonań

opisanych

wcześniej,

ale

mieli

NADZIEJĘ.

Doświadczenie poprzednich wyborów jej przeczyło, ale nie było w stanie podważyć
nieracjonalnej wiary w lepsze jutro. Trudno przyjąć, że będzie jeszcze gorzej gdy rolnictwo
całkiem leży, a zakłady posprzedawali, pozostaje wierzyć, że będzie lepiej: może coś się
zmieni w tej Polsce, ta partia co teraz jest to nic nie zrobiła, ci poprzedni co tam byli - też.
Ot, posprzedawali

to i tamto. Oni tylko kłamią - to kłamczuchy, biedę w kraju zrobili jak

cholera.
Oni ino grabiom do siebie. To wyrażenie należy chyba do rekordzistów jeśli idzie o
ilość powtórzeń. Wypowiedź ta dotyczy rządu i ludzi władzy, którzy najczęściej nazywani są
krótko oni. Przekonanie o działaniu dla własnej korzyści, a nie dla dobra wspólnego, było
wyrażane powszechnie zarówno przez ludzi słabo wykształconych: każdo kuro ku sobie
grzebie, każde grabie ku sobie grabiom lub inaczej: oni chcą sami pojeść na nas nie patrzą,
na wieś, na tych robotników, chłopów w ogóle nie patrzą jak i z wykształceniem średnim:
złodziejska władza - ustawę w sejmie se przegłosuje za 3,5 mld zł, kupi ustawę i zrobi taki
podwójny biznes. Wypowiedzi ludzi lepiej wykształconych świadczą o ich zorientowaniu w
bieżących wydarzeniach - potrafią wskazać przykłady prywaty i korupcji, jakich dopuszczają
się politycy. Ludzie mniej wykształceni utyskując na władzę chętnie korzystają z ogólników i
wyrażeń pochodzących z języka propagandy PRL-u, jak np. charakterystyczna dla tamtego
okresu zbitka słowna robotników i chłopów. Sentencja o grabiach, które grabią do siebie
pojawiała się kilkakrotnie w wypowiedziach ludzi starych. Ton, jakim była wygłaszana,
pozwala sądzić, że należy do potocznych prawd - podstawowych, ogólnie znanych, zasad
działania władzy. Tego rodzaju prawa odnoszą się do władzy jaka istnieje zawsze i wszędzie,
do władzy w ogóle. Skąd pochodzi przekonanie, że władza kradnie? Podstawą jest obserwacja
gospodarczej sytuacji w kraju. Wszyscy płacą podatki (rolnicy odczuwają to bardzo wyraźnie,
sprzedawcy na targowisku również), a pieniędzy na renty, emerytury, służbę zdrowia, pensje
w placówkach budżetowych nie ma - nasi rozmówcy uważają to za podstawowy dowód na
rzecz tezy, że władza kradnie. Afery pokazywane w telewizji, komentowanie zeznań
podatkowych polityków - to kolejne argumenty stanowiące materiał dowodowy w tej
sprawie. Szczególnie bolesną dla naszych rozmówców jest informacja o poborach, jakie
przyznawane są posłom, radnym, burmistrzom, wójtom, członkom rządu i innym urzędnikom
państwowym. Trudno tu użyć określenia kradzież, gdyż są to legalnie przyznane pensje, diety
itp. jednak dysproporcja pomiędzy dochodami naszych rozmówców a poborami urzędników
jest tak wielka, że powszechnie uważana jest za złodziejstwo sankcjonowane prawem i budzi

7

�straszne rozgoryczenie: Telo ich w rządzie jest i telo im brać miesięcznej pensji. Po co telo
tych urzędników, gdy bieda na świecie jest. Niech se dadzą mniej, a podzielą się z innymi. W
tej wypowiedzi człowieka w średnim wieku, z zasadniczym wykształceniem rolniczym,
słychać niechęć do złej władzy, która działa dla własnej korzyści i marzenia o dobrej, która
powściągnie swoje apetyty i da żyć ludziom. Propozycję naprawy państwowych finansów
przedstawia 75-letnia góralka, z przedwojennym, czteroklasowym wykształceniem: Bierą po
te 15, 16 tysięcy, a nom, biedocie to 470 [zł] renty dajom, bo jesce trza tej biedocie ująć, a
kiej by oni se ucięli, to by tej biedy nie było na świecie. Niech oni se ubierą trochę z tej kieseni
hrubej, a puscą tak na tą biedotę, to będzie lepiej na świecie. Takie postawienie sprawy jest
związane z tradycyjnym obrazem władzy i z przekonaniem, że istnieje władza zła, która dba o
siebie i władza dobra, która dba o społeczeństwo, na wzór dobrego i złego króla, o którym
pisał Roux. Na tym czarno-białym podziale opiera się też legenda Janosika oraz wiele
kampanii przedwyborczych. Warto też zwrócić uwagę na sformułowanie niech se dadzą
mniej. Wyrasta ono z przekonania, że politycy sami ustalają swoje pobory. Jest ono nie
pozbawione prawdy, bowiem zarówno radni w gminach jak i posłowie sami zatwierdzają
wysokość diet i innych dochodów, jakie czerpią z piastowanych funkcji. Ten fakt jest dla
naszych rozmówców ważnym argumentem potwierdzającym, że mamy tu do czynienia z
sankcjonowanym prawnie okradaniem społeczeństwa, z władzą, która grzebie pod siebie.
Zdanie: niech se dadzą mniej współgra z oni się sami powybierają,

w obu przypadkach

władza jest samodzielna, żeby nie powiedzieć samowolna, a Szary Człowiek nie ma na nią
żadnego wpływu - może jedynie żywić (płonną) nadzieję, że władza się sama powściągnie,
co wydaje się naszym rozmówcom wątpliwe wobec powszechnie znanych, odwiecznych,
potocznych zasad działania władzy.
Radzą, radzą a to na nic idzie. Kontynuując rozważanie cytowanej wypowiedzi warto
przytoczyć jeszcze kolejny fragment rzucający światło na potoczną wiedzę o władzy. Oni idą
na dietę, dietę bierą, setke na dzień mo taki i tam radzą i radzą i wse to na nic idzie, wse idzie
do powietrza, jak dym. Nie wszyscy nasi rozmówcy wyrażali ten pogląd tak poetycko jak ta
starsza kobieta, ale w wielu rozmowach pojawia się sugestia, że politycy, z zwłaszcza
parlamentarzyści to darmozjady. Oczywiście, to przekonanie opiera się na charakterystycznej
dla rolników i robotników wizji pracy. Za pracę uważają przede wszystkim pracę fizyczną najczęściej wytwarzanie jakiegoś produktu materialnego: żywności, butów itp. Pracą są też
usługi takie jak budowanie domu czy prowadzenie gospodarstwa. Ważne, żeby efekt pracy
był widoczny i wymierny, podlegający rozróżnieniu na dobrze i źle wykonaną pracę.
Wątpliwe jest, czy polityk jeżdżący dobrym samochodem z bankietu na bankiet w ogóle

8

�pracuje. Za pracę nasi rozmówcy są skłonni uznać udział w obradach sejmu, jednak
transmisje z sali sejmowej, które jesienią i zimą rolnicy często oglądają, przekonują ich, że
posłowie jeśli pracują to źle, bo ławy sejmowe są puste. Absencja posłów oznacza ich nie
przyjście do pracy, co dla ludzi wdrożonych do wymogów regularności pracy np. w
kombinacie obuwniczym jest jednoznaczną przyczyną zwolnienia: Mnie to krew zalewa jak
widzę ten Sejm. Jak pani idzie do pracy, to ma pani obowiązek i jak pani do roboty nie
przyjdzie,

to wyleją, a tam, jakieś prawa mają ustalać, pińć

osób siedzi w ławach, jeden

pieprzy sam nie wie co i co to jest Sejm? Kopa w dupę im i do domu. Ludzie w średnim
wieku, z wykształceniem średnim podkreślają także, że

efekty pracy parlamentarzystów

jakimi są ustawy, a szerzej prawo są produktem niskiej jakości. Ujmują tę oceną w dosadne
słowa: w Polsce jest prawo do dupy.
Za komuny było lepiej. Kolejnym z najczęściej powtarzających się zwrotów jest
zdanie: za komuny było lepiej. Należy tu wyraźnie podkreślić, że nostalgia za czasami PRL,
szeroko opisywana w

literaturze

socjologicznej

[Nim

będzie...(1997),

PRL...(2001),

Nostalgia.. (.)] jest zjawiskiem różnorodnym. Czym innym jest młodzieżowa moda na stroje,
muzykę czy polskie komedie z tego okresu, czym innym wypowiedź górala handlującego
odzieżą

na targowisku. Skupiając się na góralskiej wersji nostalgii za PRL-em warto

podkreślić, że

stwierdzenie za komuny było lepiej prawie we wszystkich przypadkach

pojawia się z uzupełnieniem:

bo każdy

miał pracę.

Górale wielokrotnie mówili o

mankamentach dawnego ustroju. Nawet niewykształceni ludzie mówiąc o korzyściach
zmiany wymieniali: opuszczenie terytorium Polski przez radzieckie wojska, zwiększenie
swobód religijnych i ułatwienia w prowadzeniu prywatnej działalności gospodarczej. Było to
dla mnie zaskoczeniem - mieszkańcy mazurskiej gminy, w której prowadziłam badania w
latach 1994-1996, wracając pamięcią do kolejnych dekad PRL-u albo chwalili ten okres, albo
narzekali na niesprawiedliwość w rozdziale środków do produkcji rolnej, pralek czy
papierosów, ale nikt nie uważał za problem obecności obcych wojsk w Polsce. Zasadniczo
tęsknili do czasów PGR-ów. Nowotarscy rozmówcy w większości byli bardziej krytyczni
wobec PRL i jeśli w ich wypowiedziach pojawiał się ton aprobaty to dotyczył luksusu jakim
było stałe zatrudnienie. Dla nich największym problemem związanym z transformacją była
utrata etatowej pracy. Choć nie pasuje to do stereotypu górala - gazdy - właściciela własnego
gospodarstwa, kombinat obuwniczy „Podhale" zatrudniający około 7 tysięcy pracowników,
miał dla góralskich budżetów domowych ogromne znaczenie. Zarobki w nim nie były
wielkie, ale pewne i regularne - dawały poczucie, że bez względu na to czy letnicy dopiszą
czy nie, czy dobrze się sprzeda wyhodowane zwierzęta, na podstawowe potrzeby wystarczy.

9

�Utrata tej bezcennej stabilności skłaniała naszych rozmówców do stwierdzeń, że za komuny
było lepiej. Trzeba tu jeszcze dodać, że „Podhale" nie było jedynym zakładem produkcyjnym
w tym regionie. Fabryka nart w Szaflarach i zakłady produkcyjne i usługowe (jak domy
wczasowe FWP, państwowe restauracje, bary, sklepy) zatrudniały pracowników na etat i były
źródłem niewysokich, ale bardzo regularnych zarobków. Ta stabilność finansowa zasadniczo
odróżnia czasy PRL-u od obecnych. Oczywiście dziś można założyć własne przedsiębiorstwo
i zarabiać znacznie lepiej niż było to możliwe w czasach PRL-u, ale żadne przedsiębiorstwo
nie zagwarantuje takiej pewności finansowej jak ówczesna państwowa posada. To ona jest
wspominana z nostalgią, a nie ówczesny system: zarobiło się wtedy, bo przecie robota w
kombinacie była dla każdego.
przedsiębiorstwach

także,

Rolnicy

wspominając

indywidualni,
czasy

PRL-u

nie pracujący w państwowych
podkreślają

przewidywalność

ówczesnych relacji gospodarczych: przedtem jak my uchowali cosik, to my mogli sprzedać. A
dziś chowaj i proś się: cy kupi? cy nie kupi?, Przedtem na wózek [prosię] zabrali i ile ważyło,
tyle wypłacili.
Pojęcie komuna często używane przez naszych rozmówców odnosi się do systemu
polityczno-gospodarczego PRL, do władz PRL i całej ówczesnej rzeczywistości, czasem z
8

rozróżnieniem na kolejne dekady nazywane nazwiskami I Sekretarzy PZPR . Jest to pojęcie
dość nieostre, dlatego warto prześledzić je w kontekstach słownych w jakich się pojawia:
Za komuny było lepiej, bo każdy miał pracę - słowo komuna odsyła do ówczesnego sposobu
organizacji stosunków gospodarczych i związanej tamtym układem

ekonomicznym

rzeczywistości życia codziennego.
Komuna długów narobiła... - w tym kontekście chodzi o elitę władzy, grupę ówcześnie
rządzącą podobnie jak w sformułowaniu: komuna odeszła lub komuna upadła - odchodzi
dymisjonowany minister, upada rząd, który stracił votum zaufania. Zarzut, że władze PRL
obarczyły Polskę ogromnym długiem był jednym z najczęściej przytaczanych argumentów
przeciwko ówczesnemu systemowi i ówczesnej władzy. W sporach jakie prowadzili ze sobą
nasi rozmówcy często stosowaną odpowiedzią na ten zarzut były słowa: ale

„Solidarność"

teraz narobiła ich więcej przy czym „Solidarność" w tym kontekście oznacza rządy koalicji
partii wywodzących się z „Solidarności".
Za komuny to mnie stać było na traktor - tu określenie za komuny wydaje się być przede
wszystkim elementem periodyzacji przeszłości i wówczas byłoby synonimem za czasów PRL.

8

Periodyzacja dziejów według „władców" (tzn. za Gomułki, za Gierka itp.) potwierdza przypuszczenie, że w
naszych rozmowach pojawia się wiele elementów tradycyjnego modelu władzy.

10

�Pomimo, że w tym kontekście chodzi głównie o określenie czasu, można też doszukać się
pewnych odniesień wartościujących do ówczesnej sytuacji gospodarczej.
I wywalczyli my „Solidarność"

i doprowadziła

do biedy. Warto tu rozważyć

porównania pomiędzy władzą przed i po 1989 r. Takie porównania są zwykle wyrażane w
sposób bardzo emocjonalny, a to dlatego, że ze zmianą ustrojową zwaną przez naszych
rozmówców upadkiem komuny wiązano ogromne nadzieje przede wszystkim na poprawę
etyczną elit rządzących i całego życia polityczno-publicznego. Kolejne afery, w które
zamieszane były kolejne partie boleśnie unaoczniły płonność tych nadziei. Wiara w to, że
ludzie wywodzący się z dawnej „Solidarności" będą uczciwsi w polityce okazała się
nieuzasadnioną - stąd rozczarowanie: miało być niewiadomo co, a co jest? Bieda

narobili,

rozkradli Polskę, wyśprzedali. Po tych doświadczeniach i związanym z nimi rozgoryczeniu
pojawia się problem: na kogo głosować, nikomu teraz nie można wierzyć! Smutny bilans
pierwszej dekady nasi rozmówcy kwitowali słowami: za komuny kradli, ale i ludziom dali, a
ci teraz kradną, a ludziom nie dają. Ta wypowiedź odzwierciedla rozczarowanie faktem, że
partie po-solidarnościowe nie wprowadziły uczciwych ludzi do sfery polityki, zawiera też
obserwację dotyczącą obniżenia osłon socjalnych w porównaniu z latami PRL-u.
Tera bałagan, bajzel jest w tym kraju. Tak uważają wszyscy nasi rozmówcy. Mają na
myśli wzrost przestępczości, nasilenie się afer, nieprzestrzeganie

prawa. Bardzo często

uważają, że ma to zawiązek z kolektywną władzą, która jest niesprawna decyzyjnie i
rozmywa odpowiedzialność.

Zapytani wprost czy są zwolennikami demokracji nasi

rozmówcy odpowiadają twierdząco. Natomiast wielu z nich kilka zdań później

mówi: ale

żeby się, nowy Piłsudski narodził, to by on, kurwa, zrobił porządek. Tu za mordę trzeba, tu
inaczej nie da rady, za mordę wszystkich, cały naród i doprowadzić

do jakiego takiego

porządku, jak to zrobił Pinochet w Chile. Potrzeba silnej władzy, zgoła niedemokratycznej,
podyktowana jest przede wszystkim poczuciem zagrożenia. Przestępczość, ale przede
wszystkim ekonomiczna niepewność jutra są przyczynami marzeń o silnej władzy, która
zapanuje nad sytuacją, uczyni ją stabilną i przewidywalną. Mówienie o władzy w skali
państwa często opiera się na sądach wysnutych na drodze wnioskowania przez analogię w
odniesieniu do codziennych doświadczeń, do bliskich naszym rozmówcom, codziennych
sytuacji. Władzę porównuje się do gospodarza czy ojca w rodzinie, te analogie omówione w
akapicie początkowym pokazują, że wzorzec relacji władzy w skali mikro postuluje wzór
władzy w skali makro, która także powinna być skupiona w jednym ręku, odpowiedzialność
nie powinna być rozmyta, a decyzje muszą być podejmowane jednoosobowo. Podsumowując
warto zauważyć, że jedną z podstawowych cech władcy w modelu tradycyjnym jest

11

�jednoosobowe ponoszenie odpowiedzialności, której król nie może przesunąć na nikogo
(Roux 1988).
My się w politykę nie bawimy.

Ta deklaracja powtarzana była w prawie każdej

rozmowie. Zwłaszcza kobiety odżegnywały się od polityki, ale nie tylko one. Uczciwy
człowiek powinien pracować, a nie zajmować się politykowaniem. Warto przyjrzeć się
czasownikowi politykować, a zwłaszcza sytuacjom i kontekstom w jakich się pojawia.
Zwykle oznacza gadać po próżnicy jak w zdaniu: mój to jak pójdzie politykować

do

„Krokusa" [baru wiejskiego] to potem do roboty żadnej niezdatny. Politykowanie to próżna
gadanina, strata czasu, natomiast bawienie się w politykę oznacza chęć dojścia do władzy.
Jest to sytuacja bardziej obciążająca. Uczciwi ludzie nie pchają się do żłobu. Uprawianie
polityki to wejście w sferę, brudną, nieetyczną. Jeden z rozmówców powiedział nam
dosadnie: polityka to dziwka, zawierając w tym zdaniu i niemoralność oraz sprzedajność
polityków - cechy powszechnie przypisywane ludziom władzy przez naszych rozmówców.
Jo bym roz w ten telewizor pieprzła kamieniem. W sprawach polityki państwowej
najlepiej orientują się mężczyźni 30 - 60 letni ze średnim wykształceniem technicznym lub z
licealnym. Oni deklarują, że regularnie oglądają „Wiadomości" TVP1, często „Panoramę" i
„Teleekspres", niektórzy także programy publicystyczne. Nasi rozmówcy z reguły nie kupują
gazet, jeśli już to sobotnio-niedzielną „Gazetę Krakowską", a zwłaszcza jej podhalański
dodatek lub „Dziennik Polski" także z dodatkiem podhalańskim.
Starzy mężczyźni często deklarują, że słuchają I Programu Polskiego Radia, kobiety w
ich wieku częściej słuchają

„Radia Maryja", jak 75-letnia góralka z podstawowym

wykształceniem: Jo ani nie patrzę na te „Dzienniki"(jak
patrzała) tak to jo mom „Radio Maryja"

była tragedia tam w Ameryce - tom

to słucham, modlę się i nie pozierom tam. Wiele

osób nie mogło oglądać telewizji ponieważ buńczuczne wypowiedzi polityków, a jeszcze
gorzej ostre spory budzą w nich złość taką, że jak bym to wiedziała ze cie zabijem, to bym roz
w ten telewizor pieprzła kamieniem.
Targowa debata (wielce symptomatyczna).
Przykładem, gdzie wizerunek władzy okazał się bliższym

oświeceniowej

umowie społecznej jest gorąca dyskusja, w której brali udział mężczyźni relatywnie lepiej
wykształceni (technikum, liceum z maturą) i młodsi (40-50 lat). Wyraźnie widać różnicę
używanych wyrażeń. Widać też przeciwstawność poglądów i związaną z nimi odmienność
argumentów

9

zależną od opcji jaką przyjmują . Perspektywa, z której patrzą na spory

9

Analizy tej dwubiegunowej debaty targowej dokonuję w oparciu o zalecenia Argumantative Discourse
Martina Hajera (1995)

12

Analisys

�polityczne często jest kontynuacją tradycji rodzinnej wyniesionej z domu, a czasem wynikiem
decyzji, jakie podjęli

w

latach PRL-u: przynależności

do

PZPR lub

działalności

solidarnościowej. Przedstawiciele opcji pro-solidarnościowej mają inne preferencje wyborcze,
inaczej wspominają czasy PRL, inaczej oceniają polityków po 1989 r. I tak w 2001 jeden ze
sprzedawców, l . ok. 45, z maturą, deklarował, że zamierza głosować na „Prawo i
Sprawiedliwość", drugi uczestnik omawianej tu targowej rozmowy -pięćdziesięcioletni
sprzedawca, także z wykształceniem średnim zamierzał głosować na SLD argumentując: mam
zaufanie do poprzedniej ekipy. Ich spór jest tak charakterystycznym zapisem specyfiki
wypowiedzi jednej i drugiej strony, że postanowiłam potraktować go jako typowy przykład.
Głosuję na „PiS", bo wreszcie zaczyna się coś dziać, we więzieniach więcej, choć jeszcze i
tak Kaczyński

za mało powsadzał

- mówił zwolennik tej opcji

wierząc, że być może

marzenia o uczciwej władzy uda się zrealizować partii „PiS", choć jak wynika z całej
wypowiedzi był on świadom, że poprzednim partiom po-sierpniowym to się nie udało. W
swojej wypowiedzi podkreślał moralny aspekt władzy - uczciwość rządzących i szerzej, życia
politycznego. Jego adwersarz, zwolennik SLD uwypuklał natomiast przede wszystkim
gospodarczą skuteczność rządów w lat ach 1989-2001, podsumowując rzecz krótko: teraz to
jest, kurwa, dziadostwo. W jego ocenie: przedtem dobrze było, pomimo trudności, a teraz
bida. Sprowokowany przez współrozmówcę do etycznej oceny władzy podkreślał, że nie ma
różnicy moralnej między politykami SLD a AWS zwłaszcza, że choć formalnie się nie
zgadzają, co nasz rozmówca ujął w słowa: choć jeden na drugiego pieprzy, to jego zdaniem
razem gorzołkę piją i ręka w rękę pod siebie garną. Kiedy spór przeniósł się na problem
wyboru prezydenta (który miał miejsce w 2000 r.) zwolennik SLD ostro krytykował
kandydaturę Mariana Krzaklewskiego określając go terminami: bajuch, ślimok,

bydle,

wygłup. Muszę tu zaznaczyć, że prowadząc rozmowy przed wyborami prezydenckimi w 2000
r spotykałam bardzo często podobne określenia, padały wówczas najczęściej z ust ludzi
głosujących na SLD lub PSL. Słowo bajuch odnosi się do często wyrażanego przekonania, że
one wszystkie cyganiom, tzn. że kandydaci w kampaniach przedwyborczych obiecują wiele
rzeczy, których nie planują spełnić, krótko mówiąc, opowiadają bajki. Slimok odsyła do małej
aktywności kandydata na prezydenta. Określenie wygłup nawiązuje do specyficznej maniery
przemawiania M . Krzaklewskiego w czasie przedwyborczych wystąpień - powszechnie źle
ocenianej. Zwolennik „PiS" ripostował: Kwaśniewski
chodzisz, to czemu na Żydów i komunę głosujesz?
delikatne punkty ludzi myślących podobnie jak
często, już od czasów PRL

wytykają

to Żyd i komuch! Ty do

Ta wypowiedź

trafia w dwa bardzo

nasz wyborca SLD. Przeciwnicy bardzo

im sprzeczność pomiędzy

13

kościoła

materialistycznym

�światopoglądem, na którym opierają się partie komunistyczne a religią. Z moich doświadczeń
wynika, że problem ten jest bardziej wyraźny na Podhalu niż na Mazurach. Przynależność do
PZPR, a obecnie głosowanie na SLD w oczach zwolenników AWS uważane jest za
wykluczające chodzenie do kościoła i przystępowanie do sakramentów (problemem była
zawsze zwłaszcza I komunia dzieci). Zwolennicy SLD i dawni członkowie PZPR często
uważali inaczej.
Problem Żydów w polityce to otchłań. Przekonanie, że Żydzi rzondzom
powtarzane bardzo często przez ludzi w średnim wieku i starszych, wykształconych słabo i
tych z maturą, przez kobiety i mężczyzn. W rozważanym tu sporze żydowskie pochodzenie
prezydenta Kwaśniewskiego jest koronnym argumentem przeciw niemu, jakim posługuje się
zwolennik „PiS". Jest odpowiedzią na ślimoka i bydloka - słowa skierowane przeciw M .
Krzaklewskiemu. Żyd dyskredytuje A. Kwaśniewskiego w większym stopniu, zwłaszcza w
zbitce słownej: żyd i komuch odwołującej się do określenia żydokomuna, popularnego przed i
po wojnie, stanowiącego, dziś rzadziej używaną, obelgę polityczną najcięższego kalibru.
Kiedy biorący udział w rozmowie badacze próbowali uściślić znaczenie tych określeń
dowiedzieli się, że Kwaśniewski jest Żyd, bo się w Jedwabnem w takiej ich czapeczce modlił.
Dalsze drążenie tematu przyniosło więcej informacji:

Unia Wolności to 99,9 % Żydzi,

Suchocka to też Żydówka, Socjaldemokracja to 65% Żydzi. Wyznaczniki „żydowskości" nie
są jasne. Jak twierdzili nasi rozmówcy, większość Żydów w polityce ma zmienione nazwisko
(jak prezydent), często też zmieniają swój wygląd (farbowanie włosów, soczewki kontaktowe
jak Suchocka), mimo to powszechnie wiadomo, że są Żydami. Na pytanie co złego jest w
tym, że są Żydami pada odpowiedź oni nie Polsce służą, im dobro Polski nie leży na sercu. Za
obelgą polityczną Żyd kryje się przekonanie, że są to obcy, nie różniący się wyglądem od nas,
a jednak działający na rzecz dobra swojej grupy, przeciwko interesom Polski. Utożsamienie
większości polityków z Żydami jest prostym sposobem wyjaśnienia dlaczego w kraju nie ma
dobrobytu. Oni działając na własną korzyść szkodzą państwu

i zubożają społeczeństwo.

Prawdziwy Polak tak nie postępuje! Te przekonania znakomicie zgadzają się z ele mentami
stereotypu Żyda na wsi polskiej opisanego przez Alinę Całą (1987). Wymianę obelg pod
adresem prezydenta i jego wyborczego adwersarza z 2000 r. kończy zgodne stwierdzenie
przedstawicieli obu opcji, że posłów trzeba by wszystkich zagazować albo samolot pasażerski
na ten sejm puścić.
Niechęć

do

parlamentarzystów

wyrażana

przez

zasadniczą

większość

rozmówców idzie w dwóch kierunkach. Wiąże się z opisywanym już przekonaniem, że praca
w sejmie to nie praca (popieprzą, popieprzą ot i cała ich robota) oraz że efekty ich pracy są

14

�nie zadawalające (do dupy takie prawo co oni je tworzą). Następnym punktem, który w
dziwny

sposób łączy obu

panów jest problem Kościoła. Zwolennik

„PiS" ocenia

jednoznacznie gdyby nie kościół to by nas już nie było jak wiele narodów nie ma z czego
można wnosić, że docenia rolę jaką odegrał Kościół dla zachowania polskiej tożsamości
podczas rozbiorów, okupacji i w czasach PRL. Zaczepnie dorzuca, że post-komuniści

gadają

na Kościół. Jego przeciwnik odpiera ten zarzut mówiąc ja jestem za SLD, ale na Kościół
nigdy nie ubliżam, na księży można, ale na kościół nigdy. Ta wymiana zdań wydaje mi się
charakterystyczna

dla

Podhala,

gdzie

religia,

a

zwłaszcza

papież

cieszy

się

niekwestionowanym szacunkiem.
Kolejna wymiana zdań sprowokowana została pytaniem: dlaczego Panowie, tak
zorientowani w sprawach polityki, nie zaangażują się, nie wstąpią do wybranej partii, albo
nie założą własnej? Odpowiedzi są znamienne: Tu na jarmarku zebralibyśmy podpisów, tylko,
że jak tu jest nas dwóch to mamy dwa różne zdania, a jak czterech to cztery. Problem
rozbieżności poglądów i nieumiejętności zawarcia kompromisu po to, by występować
wspólnie jest wyraźnie widoczny nawet w skali targowiska, a cóż mówić w skali kraju. Jak
wynika z tej i innych wypowiedzi, sfera polityczna w państwie postrzegana jest na wzór
targowiska - wielu ludzi, wiele poglądów, żadnej szansy na kompromis. Takie wnioskowanie
per analogiam, wyobrażanie sobie polityki w skali makro na podstawie doświadczeń w skali
mikro jest bardzo charakterystyczne dla dyskursu lokalnego i szczególnie dobrze widoczne w
używanych metaforach. Kontynuując dalej rozmowę panowie żartują, że gdyby założyli
własną partię byłaby to „Polska Partia Wykiwanych" , byłaby to partia liczna, bo ilość
wykiwanych szacują na tak z 60 % społeczeństwa.

Te pełne goryczy żarty odzwierciedlają

zawiedzione nadzieje - po upadku komuny miało być lepiej, a nie jest. Kontynuując swoistą
statystykę społeczną nasi rozmówcy liczą, że prócz sześćdziesięciu

procent wykiwanych,

dwadzieścia procent tych co za komuny mieli i tera też majo, dziesięć procent to takie co to
się ustawiom jak wiatr zawieje, a dziesięć procent to mafia. Ci co mieli, to i majo - to
sformułowanie, padające dość często, odwołujące się do powszechnie znanego prawa
potocznego, że bogaty zawsze spada na cztery łapy. Bogatym zawsze jest lepiej, choćby nie
wiem jak się zmieniała sytuacja. To przekonanie szczególnie dobitnie wyrażane jest w
rozmowach o nierówności bogatych i biednych wobec prawa, o czym już pisałam. Ta
potoczna zasada wywodzi się z mądrości ludowej ujętej w szereg przysłów

i powiedzeń:

biednemu zawsze wiatr w oczy, bogatemu diabeł dziecko kołysze, itp. i opisywanej przez
autorów prac o tradycyjnej kulturze ludowej.

Następna wymieniana

grupa społeczna to

takie co to się ustawiom jak wiatr zawieje. Ludzie, którzy zmieniają poglądy są przez

15

�wszystkich naszych rozmówców oceniani negatywnie. Znacznie lepiej jest

oceniany

człowiek, który był w PZPR i konsekwentnie głosuje na SLD niż ludzie, którzy zmienili
poglądy. Szczególnie irytujące wydają się takie przypadki, kiedy człowiek dawniej głoszący
hasła socjalistyczne na pochodach pierwszomajowych zaczyna nosić chorągiew na procesji
Bożego Ciała. Mówi się o takich, że się przechrzcili

wyrażając swoja pogardę mniej lub

bardziej dosadnie. Dziesięć procent to mafia - przekonanie o tym, że mafia jest istotnym
elementem sfery władzy w Polsce jest powszechne. Słowo mafia pojawia się w różnych
kontekstach. Najczęściej jako obelżywe wtedy, gdy mowa o władzy, o politykach.
Porównanie elit rządzących do mafii ma podkreślać ich nieuczciwe cele oraz fakt, że stanowią
grupę hermetyczną rządzącą się własnymi prawami. Bardzo często, zwłaszcza gdy mowa o
lepiej znanym ludziom elitach lokalnych użycie słowa mafia służy podkreśleniu rodzinnych
powiązań pomiędzy ludźmi zatrudnionymi w gminie. W takim kontekście ujawnia się rodowy
aspekt mafii. W rozważanej tu rozmowie słowo mafia odnosi się do organizacji przestępczej,
która jak sugerują nasi rozmówcy ma znaczny wpływ na elity władzy. Przekonanie to wyrosło
zapewne z wciąż odkrywanych przez dziennikarzy powiązań polityków ze światem
przestępczym. Rozmówca, który na chwilę wtrącił się do omawianej tu dyskusji (w
podobnym wieku i z podobnym wykształceniem jak jej uczestnicy) stwierdził: Nie ma siły,
żeby nie mieli powiązań

z organizacjami przestępczymi,

bo pieniędzy

na kampanię,

na

politykę nie mają. Po czym padło sarkastyczne zdanie: mafia jest lepsza jak ten rząd cały,
skuteczna jest, bez prokuratorów,

bez czekania dwa lata na rozprawę, bez umorzeń. Ta pełna

goryczy wypowiedź odnosi się do często poruszanego problemu nieskuteczności władzy w
radzeniu sobie z przestępczością i nadużyciami. Tymczasem zapewnienie bezpieczeństwa
poddanym jest najstarszym i najbardziej podstawowym obowiązkiem władcy. Gdy nie ma
jednoosobowej, odpowiedzialnej władzy nikt nie jest w stanie egzekwować stanowionego
prawa.
Analizowana tu rozmowa przemieniła się w żywiołową potyczkę słowną po deklaracji
10

jednego z badaczy, że zamierza głosować na Olechowskiego: P : Co na tego ubeka, który się
przyznał, że współpracował?

J: Już lepiej, że się przyznał. Olechowski sobie zrobił lustrację,

grzeszki mu odpuścili i może dalej kraść i cyganić. L: Oni to mają nieodpowiedzialnych
ministrów! Do rozemocjonowanej grupy podszedł sprzedawca z dużą rzeźbą Janosika na
ramieniu i wtrącił swoją nader syntetyczną i przekrojową ocenę aktualnej sytuacji politycznej:
UW rozeszli się z A WS-em półtora roku przed wyborami, teraz ich 600 idzie do Platformy i

1 0

Duże litery w tym fragmencie są inicjałami imion naszych rozmówców.

16

�chce się łączyć z A WS-em i SKL-em. To jest normalnie, za przeproszeniem, pojebane. Jak my
się rozeszli to po co my się mamy schodzić? Pchają ryje do koryta i nic więcej! Ta krótka
analiza przedwyborczej roszady politycznej zamknęła usta pozostałym rozmówcom. Soczysty
język jest charakterystyczny dla góralskich rozmów o polityce, gdyż jak nam wyjaśniła 80letnia kobieta ło tym myśleć to nerwy bioro. Rozmowy pełne są goryczy, a nade wszystko
poczucia bezsilności, któremu obelgi i niecenzuralne słowa przynoszą chwilową ulgę. Ideowe
spory i rozłamy, przedwyborcze są traktowane jako działania pozorujące,

maskujące

prawdziwy cel poczynań polityków czyli pchanie ryja do koryta to jest fakt, że zależy im
nade wszystko na osobistych korzyściach z zajmowanych stanowisk. Taka postawa budzi we
wszystkich uczestnikach targowej dyskusji oburzenie. Warto zwrócić uwagę na dobrą
znajomość wydarzeń politycznych zaprezentowaną w tej rozmowie, związaną z relatywnie
wysokim wykształceniem i średnim wiekiem rozmówców. Zapytani o źródła informacji, z
jakich korzystają wymieniają programy telewizyjne: P: Telewizja polska, Jedynka i Dwójka,
ale one są typowo socjalistyczne. L: A twój TVN to najbardziej fałszywy! i Lisek farbowany!
Jak widać wybrane stacje telewizyjne zależne są od preferowanej opcji. Oglądanie takiej a nie
innej wersji wiadomości pozwala doprecyzowywać poglądy polityczne, a przede wszystkim
dostarcza języka

specyficznego dla

danej formacji:

określeń,

argumentów,

strategii

retorycznych.
Omówiona powyżej wielogłosowa rozmowa ukazuje wyraźnie odmienność dwóch
rodzajów retoryki anty i pro-komunistycznej. Zwroty i pojęcia używane przez przedstawicieli
każdej z nich konwencjonalne i typowe.

Retoryka anty-komunistyczna
Nie dopuścić, żeby te komuchy wygrały.

Aby scharakteryzować każdą z opcji,

odwołam się do wypowiedzi ludzi jednoznacznie zdeklarowanych po jednej ze stron.
Wypowiedź sprzedawcy galanterii, lat około 50, ze średnim wykształceniem zawiera
sformułowania

charakterystyczne dla retoryki

dylematów przedwyborczych:

pro-solidarnościowej. Warto zacząć od

coś trzeba wybrać, to jest dylemat, bo iść trzeba i nie

dopuścić, żeby te komuchy wygrały. To bardzo częste postawienie sprawy. Jest się albo za
komuną

albo przeciw. Ludzie wybierający nie-komunistów najczęściej określali swoje

stanowisko

jako przeciwstawne opcji prokomunistycznej, natomiast trudniej im było

zdefiniować własne stanowisko czy preferowaną partię toteż zwykle opisywali je jako
opozycyjną do SLD czyli komuchów. Wybór którejś z partii po-sierpniowych był często dość
przypadkowy.

17

�Oni chcieli dobrze! Charakterystyczne dla sympatyków dawnej „Solidarności" jest
usprawiedliwianie wywodzących się z niej ekip rządzących. Fakt, że nie okazały się bardziej
uczciwe, moralne w rządzeniu krajem jest podkreślany przez wszystkich i u wszystkich budzi
rozgoryczenie. Ich wyborcy starają się jakoś to wytłumaczyć argumentując często podobnie
jak 78-letnia gaździna z wykształceniem podstawowym: oni chcieli dobrze ino ze mieli
złodziei koło siebie i ich wygryźli. Co najgorse to oni się nie zorganizowali do kupy jak
wygrali!!! (...) [Ci złodzieje] to łoni ino „Solidarność"pobudzali,

żeby łóni się żłobu dostali,

a w tym żłobie to przecież to wszystko jest komunizm. To za komunizmu byli naucani tak
grabić, ino wtedy jesce tym biedniejszym dali zarobić, a dziś nic. Niekorzystna przemiana
dawnych działaczy „Solidarności" jest wiązana z doborem złych doradców i brakiem
jedności. W tej wypowiedzi

pojawia się słowo komunizm w znaczeniu

gospodarczym w tym żłobie to przecież

polityczno-

to wszystko jest komunizm i temporalnym: to za

komunizmu byli naucani tak grabić. Warto zauważyć, że w rozmowach prowadzonych na
Mazurach bardzo rzadko pojawiało się słowo komunizm, zwykle używano określenia
socjalizm.
Inną linią obrony poglądów po-sierpniowych była argumentacja: za szybko wszystko
chcieli zmienić, trzeba liczyć siły na zamiary. Potrzebna była kasa, a kasy nie było, to plują
na nich teraz. (...)

AWS popełniła

błąd niestety, wprowadziła

reform tyle, że temu ta

budżetowo dziuro jest tako, no takich zmian się nie da wprowadzić za 3 lata. Te argumenty w
oczach przychylnych uzasadniają działania nie-komunistycznych ekip rządzących, gorzej,
gdy trzeba przyznać, że nie były one bardziej uczciwe od przeciwników. Gorzko jest
przyznać: a prócz tego jeszcze te afery różne i tak dalej, to się nie bierze tak z powietrza,
trochę prawdy musi w tym być. Rozczarowanie niemoralnością polityków formacji, w którą
się wierzyło i z jaką wiązało się nadzieje na uczciwość w polityce owocuje dylematem:
naprawdę nie wiadomo na kogo głosować, bo jest cały czas obawa, że następny będzie to
samo robił. Pytanie: na kogo głosować w tej sytuacji pojawiało się właściwie we wszystkich
wypowiedziach ludzi, którzy nie byli zwolennikami SLD.
Ruski skurwysyn.

Najczęściej

rozmówcy

uzasadniając

wybór

jakiejś

opcji

dyskredytowali przedstawicieli strony przeciwnej: najgorszym Polakiem to jest ten Miller, to
nie jest Polak, to jest, kurwa, ruski skurwysyn, nic więcej. Ruski człowiek przez komunę
wychowany w Moskwie, a oni tam mają swoje metody, żeby wyszkolić dobrze. Jest to strategia
podejmowania decyzji wyborczych przez negację: każdy byle nie Miller. Warto przyjrzeć się
zawartym w tym zdaniu zarzutom. Najcięższe z nich to nie jest Polak (choć zmiękczone
wahaniem najgorszy

Polak - nie Polak?).

18

Jak już była o tym mowa w rozdziale o

�przypisywanym politykom żydowskim pochodzeniu, najgorszy polityk to ten, który nie jest
Polakiem, rządząc Polską służy obcym siłom - dość niejasnym w przypadku żydów, bardzo
klarownym, gdy chodzi o Moskwę. Wychowany przez komunę w Moskwie - człowiek, który
przeszedł rodzaj obróbki ideologicznej, „prania mózgu", o czym mówią słowa oni tam mają
swoje metody, ktoś komu zmieniono osobowość, przestał być Polakiem stał się Ruski
zaprzedany Rosji, służący jej interesom. W

-

innej wypowiedzi mężczyzny około 50-tki, z

wykształceniem zawodowym Leszek Miller jest utożsamiony z ekipą dawnego PZPR. Tak jak
ta partia, reprezentowane przez nią idee i styl sprawowania władzy powinien odejść ze sceny
politycznej: żeby on miał odrobinę honoru, to odszedł by już dawno, bo reprezentuje tę
komunę

francowatą.
Pinochet nie wpuścił komuchów.

Przykładem często przywoływanym przez anty¬

komunistycznie nastawionych sprzedawców targowiska jest casus chilijski. Co

zrobił

Pinochet jak chcieli w Chile komunę wprowadzić? Nie wpuścił komuchów i całkiem inaczej
ludzie żyją teraz. Było cierpienie, zgadza się, nie ma rewolucji bez ofiary, sądy go ścigają, że
to było ludobójstwo, ale nie chciał wpuścić komuny, bo wiedział czym to grozi. Chile jest
często przywoływanym przypadkiem uratowania kraju przed czerwoną zarazą. Rozmówcy
sięgający po ten przykład podkreślają zwykle dwa aspekty jego przesłania. Po pierwsze
przenikliwość Pinocheta, który dojrzał w komunizmie zagrożenie i nie dał się nabrać na
pozornie pro-społeczne

hasła.

Po

drugie

siłę jego

autokratycznej

władzy,

często

przeciwstawianą nieudolności demokratycznych rządów. W obliczu skuteczności władzy, za
którą tęsknią nasi rozmówcy, cierpienia niszczonej opozycji wydają się konieczną ceną
zapłaconą za dobrobyt ogółu.
Gdzie jest Tiśner?

Interesując się lokalnym

dyskursem, a więc rozmowami,

wypowiedziami - światem słów nie śledziliśmy działań, jakie nasi rozmówcy podejmowali
w sferze polityczno-publicznej. Warto jednak uczynić wyjątek i opisać przykład wspierania
„Solidarnościowej"

opozycji w

1981

r. przez starszą kobietę,

słabo

wykształconą,

podhalańską sąsiadkę ks. Józefa Tischnera: Ich dziesięcioro było u Tiśnera w bacówce i my im
nosili jeść. Jo se tak ide z góry nad moją chałupą, patrzę, a oni [UB] przyjechali i za nim
pytają: gdzie Tiśner? Gdzie Tiśner? Jo tak stojem, patrzę na drogę a Tiśner mi za plecami
siedział [Bacówka ks. Tischnera była tuż obok] i mówię: Tiśnera bacówki ni ma tutaj! A on
[pracownik UB] upiera się: bo tu jest. Jo mówię no jest, ale jego brata Kazimierza, godom, i
po tamtej stronie. A którędy się mamy dostać? Jo godom którędy i pokazała i pośli. Jo się
cofłam i godom: Józek uciekaj, bo jest tako i tako sprawa. No to oni w nogi i las. No przeciez
oni by oberwali! Ta opowieść jest o tyle charakterystyczna, że opozycyjne zaangażowanie

19

�naszej rozmówczyni było podyktowane racjami czysto ludzkimi, bo oni by oberwali! Nie
formułowała żadnych uzasadnień ideologicznych, nie nawiązywała do etosu „Solidarności" i
wielkich słów. O takiej bliskości codziennych spraw, realnego życia, konkretnych sytuacji
pisze Antoni Kroh w swojej książce o Podhalu, zmagającej się z upowszechnionym
stereotypem górala - „wolnego syna Tatr" (2000).

Retoryka pro-komunistyczna.
Ja jestem stały. O nostalgii za PRL-em pisałam już w akapicie Za komuny było lepiej.
To stwierdzenie pojawia się nie tylko w wypowiedziach zdecydowanych zwolenników opcji
pro-komunistycznej, choć oczywiste jest, że akceptacja PRL-u i tęsknota za tamtymi czasami
jest u dawnych członków PZPR najbardziej wyraźna. Wypowiedzi tych ludzi bardzo często
zaczynają się od słów: ja to stary komuch jestem. Sarkazm zawarty w tych słowach sugeruje,
że zdają sobie sprawę z obelżywego aspektu słowa komuch, ale też zakładają pewna sympatię
społeczną wobec osób, które nie ukrywają swoich poglądów i mówią o tym otwarcie. Sadzę,
że są świadomi tego, jak negatywnie postrzegani są koniunkturaliści zmieniający poglądy
toteż często dodają z dumą: stały jestem - będę głosował na SLD i w poprzednich wyborach
też na nich głosowałem.

Każdemu pomocną

dłoń podawali. Podstawowy

arsenał

argumentów pro-komunistycznych składa się z wyliczenia zasług PRL w dziedzinie
podniesienia poziomu życia i zamożności
biedniejszych

rolników,

mieszkańców

wsi

ludzi
i

słabo wykształconych,
małych

miast.

robotników,

Mężczyzna

około

sześćdziesięcioletni, ze średnim wykształceniem wspomina każdemu wtedy rękę podawali:
jak się uczył dostawał stypendium, miejsce w internacie za darmo, a teraz co? Ile kosztuje
nauka? On i jemu podobni podkreślają, że zwłaszcza sytuacja młodzieży była dużo lepsza w
PRL: dostępność nauki, pewność pracy to najczęściej przywoływane argumenty.
Przedtem była praca dla każdego. To hasło powtarzane przez wszystkich, nie tylko
zwolenników dawnego systemu. Przypominam je w tym miejscu, bo dla zadeklarowanych
wyborców SLD jest fundamentalnym i najmocniejszym argumentem uzasadniającym ich
wybór, zrozumiałym dla wszystkich, także dla zwolenników opcji przeciwnej. To jest
tragedia, dla narodu to jest tragedia, jeśli młodzież nie ma pracy. Z tym twierdzeniem
zgadzali się wszyscy nasi rozmówcy.
Przez ostatnie lata nic nie zrobiono.
związanych z

Podobnie jak w wypowiedziach osób

partiami pro-solidarnościowymi tak i w tych ważnym elementem jest

dyskredytowanie przeciwników. Ocena efektów działań rządów po-solidarnościowych jest w
tej opcji najbardziej krytyczna. Od krytyk i inwektyw, których najczęstszym celem w r. 2000

20

�był prof. Leszek Balcerowicz (un jest diabeł wcielony!!!),

po krótkie gówno

zrobiono.(...)

Przejebali wszystko i ten AWS to już nie ma szans - o czym informował nas z rozgoryczeniem
mężczyzna około 40-tki, nieco podpity, co jest na targu zjawiskiem dość zwyczajnym
(zwłaszcza po południu).
U księży nie ma bezrobocia. Charakterystyczne dla wypowiedzi wyborców SLD są
elementy anty-klerykalne. Należy tu podkreślić, że krytykowani są zwykle księża, a nie
Kościół jako instytucja - co dobitnie podkreślał jeden z uczestników rozmowy rozważanej
wcześniej.

Krytykuje

się często przypadki zachowań niegodnych księdza jak

brak

wyrozumiałości, nie udzielanie pomocy biednym, zachłanność na pieniądze, zbyt zażyłe
kontakty z kobietami czy pijaństwo. Takie konkretne, personalne zarzuty do księdza mają
zwykle nie tylko zwolennicy SLD, różnica polega na tym, że pozostali parafianie starają się
nie informować o tym przybysza, natomiast ludzie o poglądach pro-komunistycznych mówią
chętnie, są to w końcu argumenty na rzecz ich opcji. Często też mówią o klerze ogólnie podkreślając, że księża są od 1989 r. w bardzo uprzywilejowanej sytuacji: u księży każdy ma
pracę, elegancko, mają etaty w szkołach, w kuratorium i pięknie jest! I co? - podatku nie
płacą, a im to się za wszystko płaci.
Kombinat skończyła „Solidarność".

Kombinat

przemysłu

obuwniczego

„Podhale" w ogromnym stopniu zmienił sytuację ekonomiczną Podhalan, dając im stabilność
finansową jakiej dotąd nie mieli. Powstanie i istnienie zakładu było jednym z najważniejszych
argumentów na rzecz tezy, że za Komuny nie było aż tak źle, a nawet za komuny było lepiej każdy pracę miał. Wszyscy zwolennicy lewicy podkreślali znaczenie "Podhala". Mówili, o
tym, że dla górali, którzy nigdy nie byli w stanie utrzymać się jedynie z rolnictwa i musieli
szukać źródeł zarobku poza regionem Kombinat był wielką szansą na to, by żyć dostatnio bez
zarobkowych wyjazdów do Ameryki, na wyrąb lasu w Bieszczady, do kopalń Śląska czy
stoczni wybrzeża. Praca na miejscu, regularne pobory wszystko to jest wciąż pamiętane i
bardzo wysoko wartościowane przez wszystkich naszych rozmówców, nie tylko zwolenników
dawnego systemu. Dlatego właśnie przywołanie kombinatu jest mocnym argumentem. We
wspomnieniach przedsiębiorstwo przedstawiane jest jako świetnie prosperujące do końca, to
jest do ogłoszenia upadłości i zlicytowania majątku w 1992 r. Zlikwidowanie miejsca pracy
tylu ludzi budzi złość wyrażaną żywiołowo przez byłego członka PZPR, lat około 60,
wykształcenie średnie: Kombinat skończyła „Solidarność",

te chamy, kurwa - przepraszam,

te chamy, które teraz tak okropnie rządzą. Dopuścili do upadłości! A przecież to taki zakład
był! Wiodący na Podhalu! Tyle tysięcy ludzi robiło - mieli robotę. Z jednego domu to dwóch,
trzech w kombinacie robiło.

21

�Za komuny wszyscy byli prawie że równi.

Argumentem,

który

pojawia

się

wypowiedziach dawnych członków PZPR i obecnych zwolenników SLD jest podkreślanie
ogromnych różnic majątkowych które pogłębiają się począwszy od 1990 r. W PRL-u takich
przepaści nie było - wiadomo, że członkom PZPR lepiej się powodziło niż innym ludziom,
wiadomo, że dygnitarze żyli na poziomie odpowiednim dla zajmowanyc h stanowisk. Wtedy
to złościło, „Solidarność" walczyła z tymi dysproporcjami, ale teraz, z perspektywy, wydają
się one nieznaczące. Obecnie elita ma potąd pieniędzy

[tu wymowny gest]. A reszta co?

Ledwie mogą przeżyć!
A ja na „Samoobronę"

będę głosował! Nowym nurtem w targowej debacie są

wypowiedzi zwolenników „Samoobrony". Ta formacja, będąca opcją dla ludzi, którym nie
odpowiada żadne ze stron bilateralnego podziału na komunę i solidarność, funkcjonującego w
latach 90. ma własną, nową linię argumentacji. Przed wyborami w 2001 r. sprzedawca jabłek,
lat około 60, z wykształceniem zawodowym deklarował: Ja na „Samoobronę"

będę głosował

(...)bo on [Andrzej Lepper] godo prowdę jak w Polsce jest, jak ma być - nie owija wełnę w
bawełnę jak inni (...) Na Leppera, bo jest najprostszy i najbardziej praktycznie myśli (...) bo
jest za rolnikami. (...) On jest przynajmniej taki prosty chłop - kurwa - udowodnił ludziom, że
potrafi, że jest skuteczny. Chcieli go posadzić - nie posadzili. On ni ma programu - nie
powiem - ni ma programu, ale jest równy gościu.

Argumenty pojawiające się w tej

wypowiedzi są zasadniczo różne, a niekiedy nawet sprzeczne z tymi, jakie pojawiały się w
badaniach z lat 90. i dotyczyły preferencji wyborczych zarówno wyborców partii po¬
sierpniowych jak i po-komunistycznych. Z reguły podkreślano obycie i przygotowanie
kandydata. Tu jest odwrotnie, określenie prosty chłop jest użyte w sensie pozytywnym, jest
atutem. Prosto,

praktycznie po

chłopsku

myśli,

mówi językiem

zrozumiałym

dla

mieszkańców wsi (nie owija wełnę w bawełnę), jest blisko chłopskich spraw. Nie należy do
warstwy inteligentów, uconych, którzy spierają się o górnolotne idee. Mówi o gospodarce, a
tylko ona interesuje naszych rozmówców. Stwierdzenie on nie ma programu nie jest ciężkim
zarzutem. Programy należą do sfery idei, w której większość naszych rozmówców nie czuje
się pewnie, a w dodatku dla wszystkich jest oczywiste, że program to wyborcze obietnice bez
pokrycia, nie przystające do realnego życia. Program to nieistotny, a zwykle oszukańczy
ozdobnik (obiecanki, cacanki

według słów 70-letniej rozmówczyni). Natomiast bardzo

ważna jest skuteczność w działaniu. Człowiek, który ma sprawować władzę musi być
skuteczny, przede wszystkim we własnym otoczeniu, w swoim gospodarstwie. Nikt na sołtysa
nie wybiera biednego, bo jeśli o siebie zadbać nie potrafi, nie zadba o dobro społeczności.
Dlatego, choć brzmi to szokująco, fakt, że nie udało się Andrzeja Leppera osądzić jest

22

�przywoływany jako miernik

skuteczności jego

działań.

Skoro państwowa

maszyna

biurokratyczna nie może go skazać, to znaczy, że potrafi ją przechytrzyć, a o to przecież
chodzi.
Podsumowanie
Biorąc udział w targowych rozmowach, a potem przesłuchując nagrane kasety i
analizując wypowiedzi zdanie po zdaniu, można odkryć obraz władzy jaki się z tych słów
wyłania. Jak postrzegają sferę władzy ludzie, którzy mówią o niej w taki sposób? Widać
wyraźnie w tym sposobie myślenia (i mówienia) elementy tradycyjnego wizerunku władzy.
Tęsknota

do władzy

silnej,

jednoosobowej,

odpowiedzialnej,

skutecznie

chroniącej

obywatela, egzekwującej przestrzeganie prawa to marzenie o władzy królewskiej, takiej jaką
opisuje Roux w książce Król. Mity i symbole (ilustrowanej przykładami z kultur plemiennych
i europejskich kultur tradycyjnych). Ten ideał władzy uzupełniany jest wzorem władzy
gospodarskiej - sprawnego zarządcy, organizującego sferę gospodarczą tak, żeby zapewnić
dobrobyt. Cały czas mamy do czynienia z mówieniem o władzy w kategorii suwerena (w
rozumieniu M . Foucaulta). Ten tradycyjny model pojawia się dość wyraźnie, z czego można
wnosić, że medialna publicystyka polityczna w słabym stopniu oddziałuje na naszych
rozmówców, zwłaszcza tych starszych i słabiej wykształconych. Wcześniejsze nasze badania
pokazywały, że język mediów jest w słabym stopniu zrozumiały dla ludzi niewykształconych,
obecne potwierdzają, że porozumienie pomiędzy elitami symbolicznymi (dziennikarzami,
ekspertami itp.) a mieszkańcami wsi jest niewielkie. Ich wiedza o polityce zakorzeniona jest
we

własnym

gospodarskim

doświadczeniu,

relacjach

rodzinnych

i

tradycyjnych

wyobrażeniach o władzy przywodzących na myśl Franciszka Józefa i jeszcze dawniejsze
czasy.
Od tego tradycyjnego modelu odbiegają wyraźnie rozmowy z niektórymi, lepiej
wykształconymi mężczyznami w średnim wieku. Ich zainteresowanie sprawami polityki
owocuje znaczną wiedzą na ten temat, pewnym wyrobieniem i sprawnością wypowiadania się
na tematy polityczne. Oni też dostrzegając różnice programowe i potrafią opowiedzieć się za
wybraną partią. Umieją posłużyć się argumentami charakterystycznymi dla wybranej opcji, z
czego można wnosić, że uczą się z mediów. Jeśli w naszych rozmowach można odnaleźć
okruchy oświeceniowego modelu umowy społecznej, demokracji reprezentywnej (Mill 1995),
udziału w sferze publicznej (Taylor 1996) - to tylko w ich wypowiedziach.
Bibliografia:
Cała A. 1987, Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej, Warszawa.
Dzieje miasta Nowego Targu 1991, red. M . Adamczyk, Nowy Targ.

23

�Eliade M . 1994a, Mefistofeles i Androgyn, Warszawa.
Eliade M . 1994b, Historia wierzeń i idei religijnych, t. III, Warszawa.
Foucault M . 1977, Archeologia wiedzy, Warszawa.
Foucault M.1998, Trzeba bronić społeczeństwa, Warszawa
Foucault M . 2002, Porządek dyskursu, Gdańsk.
Hajer M . 1995, The Politics of Environmental Discourse, Oxford.
Hobsbawm E. 1990, Nation and Nationalism since 1789, Cambridge.
Kamińska-Szmaj I . 1994, Co to jest kultura polityczna? w: Język polityki a współczesna
kultura polityczna, red. J. Anusiewicz, B. Siciński, Wrocław, s. 8 -20.
Kędziorek P. 1996, Chłopskie zrzędzenie, „Polska Sztuka Ludowa - Konteksty" nr 1-2, s. 114¬
123.
Kroh A. 2000, Sklep potrzeb kulturalnych, Warszawa.
Lackoff G., Johnsoon H., 1988, Metafory w naszym życiu, Warszawa.
Leeuw van der G. 1978, Fenomenologia religii, Warszawa.
Mill J. S. 1995, O rządzie reprezentatywnym Warszawa.
Nim będzie zapomniana 1997, red. S. Bednarek, Wrocław.
Nostalgia. 2002, Eseje o tęsknocie za komunizmem, red. F. Modrzejewski, M . Sznajderman,
Wołowiec.
Ohnuki Thierney E. 1991 Embedding and Transforming Polytrope: The Monkey as Self in
Japanese Culture, w: Beyound Metaphor. The Theory of the Tropes, J. Fernandez (red.),
Stanford.
PRL z pamięci, 2001, red. Cz. Robotycki, Kraków.
Roux J. P. 1998, Król. Mity i symbole, Warszawa.
Rytualny chaos 1997, Studium dyskursu politycznego, M . Czyżewski, S. Kowalski, A.
Piotrowski (red.), Kraków.
Saussure de F. 1991, Kurs językoznawstwa ogólnego, Warszawa.
Taylor R. 1996, Polityka libaralna a sfera publiczna, w: Społeczeństwo liberalne, red. K.
Michalski, Kraków.
Tokarska-Bakir J. 1995, Dalsze losy syna marnotrawnego. Projekt
etnografii
nieprzezroczystej „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" nr 1.

24

�181

�A N N A M A L E W S K A - S Z A Ł Y G I N - dr hab., adiunkt
w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwer­
sytetu Warszawskiego. W latach 1999-2005 realizowała na
Podhalu projekt badawczy zakończony książką pt. Wyobra­
żenia o władzy i państwie we wsiach nowotarskich (2008). Wy­
niki badań prowadzonych w latach 1993-1996 na Mazurach
dotyczących lokalnych wizerunków władzy gminnej zostały
podsumowane w pracy pt. Wiedza potoczna o sprawach pu­
blicznych (2003). Tematem wcześniejszych prac badawczych
była wiedza lokalna o przeszłości wsi i okolicy. Wyniki ko¬
lejnych projektów badawczych relacjonowała w artykułach
ukazujących się w „Etnografii Polskiej", w „Kulturze i Spo­
łeczeństwie" oraz zbiorowych publikacjach anglojęzycz¬
nych i w internetowym czasopiśmie „Anthropology Mat¬
ters" (1/2006).

182

�Anna Malewska-Szałygin

WIDZ WOLNY CZY BEZWOLNY?

Na pytanie „media wolne czy bezwolne?" proponuję odpowiedź antropologiczno-etnologiczną. Patrząc z antropologicznego punktu widzenia,
czyli z perspektywy bliskiej codziennemu ludzkiemu doświadczeniu, moż­
na zapytać o wolność egipskiej chłopki oglądającej telewizyjne melodramaty,
o wolność młodych nigeryjskich Hausa komentujących bollywoodzkie seriale,
o wolność indyjskich wieśniaków śledzących ekranizację Ramayany. Kompli­
kując nieco kwestię wolności mediów, proponuję rozważenie tego, w jakim
stopniu odbiorca bezwolnie poddaje się przekazywanym przez media przesła¬
niom, a w jakiej mierze może je przetworzyć i dostosować do swoich celów.
Proponuję zapytać o to, co dzieje się z przesłaniem przekazywanym przez me¬
dia w chwili, gdy zderza się ono z wiedzą i językiem zupełnie odmiennym od
dyskursu p r o d u c e n t ó w medialnych, gdy natrafia na lokalną wiedzę potoczną
słabo wykształconych, wiejskich odbiorców. Odpowiedzi na te pytania zamie­
rzam poszukać w publikacjach referujących wyniki etnograficznych badań te¬
renowych.
Specyfika mediów masowych
Aby rozważyć odbiór mediów z zaproponowanej perspektywy, trzeba po­
czynić kilka założeń. Jako fundamentalne należy przyjąć dość oczywiste twier¬
dzenie, że wytwarzany przez producentów przekaz medialny nie jest odbiciem
rzeczywistości. W przypadku programów referujących bieżące wydarzenia, me¬
dialne obrazy i narracje kompilowane są z rozproszonych zapisów zdarzeń rze¬
czywistych. Arjun Appadurai proponuje określenie „mediaobrazy" (mediascapes)
na opisanie „produkowanych przez prywatne czy państwowe przedsiębiorstwa
- obrazocentrycznch, narracyjnych relacji ze skrawków rzeczywistości" (Appa­
durai 2005, s. 52 i 55). Owe narracje są wynikiem producenckich wyborów i po¬
mysłów kompilacyjnych. Warto podkreślić arbitralność tych decyzji i ich zależ¬
ność od linii ideowej rady programowej danej stacji telewizyjnej czy radiowej.
W efekcie program relacjonujący bieżące wydarzenia jest raczej „uprzedmio-

183

�Anna Malewska-Szałygin

1

towionym światopoglądem" (Debord 2006, s. 34) niż odbiciem rzeczywistości.
Założenia ideowe producentów, będące podstawą konstruowania mediaobrazów,
Michel de Certeau nazywa „strategiami" (De Certeau 2008, s. X L I I ) . T e n kom¬
ponent ideologiczny zwykle jest ukrywany poprzez stosowanie specyficznej kon¬
wencji przekazu pozwalającej producentom na „wykreowanie wrażenia obiek¬
tywności", „stworzenie iluzji gruntownej faktyczności" (Herzfeld 2004, s. 405).
Dlatego producenci opatrują emitowane programy nazwami „Wydarzenia" czy
„Fakty". Tego rodzaju tytuły zwieńczają wysiłek wytwarzania iluzji czystej referencyjności, fikcji o doskonałej przystawalności do rzeczywistości.
O ile zakładany przez producentów odbiorca może uznać mediaobrazy za
odbicie „czystych wydarzeń" i „nagich faktów", o tyle badacze mediów zgodnie
podkreślają, że relacja pomiędzy medialnym obrazem a rzeczywistością jest tak
dalece zapośredniczona, że można je nazwać „symulakrami", czyli anty-znakami, które nie odsyłają do znaczonej realności, ale przeciwnie wypierają i unice¬
stwiają rzeczywistość, zastępując ją „hiperrealnością" (Baurdillard 2005, s. 41).
W wyniku tego procesu wypierania to nie fakty czy wydarzenia, ale „opowieści
o tym, co się dzieje, stanowią naszą ortodoksję". Symulakry „»zakrywają zdarzenie« to znaczy czynią z niego nasze legendy. [...] Opowieści owe mają nie­
zwykłą moc [...] wytwarzania rzeczywistości za pomocą pozorów" (De Certeau
2008, s. 187).
Jeśli zaufać Michelowi de Certeau, producenci przekazu medialnego mają
moc wytwarzania obrazu tak sugestywnego, że zastępuje i wypiera rzeczywistość.
T y m samym zyskują fundamentalną władzę określania tego, co jest rzeczywiste.
Odnosząc się do popularnych stwierdzeń opisujących media jako czwartą władzę,
należałoby uznać, że moc stanowienia rzeczywistości jest władzą zupełnie podsta¬
wową, a zatem raczej pierwszą niż czwartą. T a absolutyzująca, totalizująca wizja
potęgi mediów byłaby niezwykle przygnębiająca, gdybyśmy nie spojrzeli na cały
proces z drugiej strony i nie zapytali, co z przekazem medialnym robią odbiorcy.
Co dzieje się z wytwarzanymi przez producentów mediaobrazami, gdy docierają
do konsumentów? T o pytanie zmusza do przyjrzenia się relacji pomiędzy ide¬
owym przesłaniem emitowanych programów a lokalną wiedzą potoczną widza czy
słuchacza.
1

„Życie społeczeństw, w których panują nowoczesne warunki produkcji, przypomina olbrzymie zbiorowisko
spektakli. Wszystko, co dawniej przeżywano bezpośrednio, oddaliło się, przybierając postać przedstawienia.
[...] Cząstkowe ujęcia rzeczywistości scalają się w nową, ogólną jedność, tworząc wyodrębniony pseudoświat. [...] W spektaklu nie należy się dopatrywać zwykłego nadużycia technik masowego rozpowszechniania
obrazów. Jest to raczej wizja świata, która stała się rzeczywista, znalazła materialny wyraz; uprzedmiotowiony
światopogląd" (Debord 2006, s. 33-34).

184

�Widz wolny czy bezwolny?

Od wiedzy potocznej do metis
Rozważenie związku pomiędzy przekazem medialnym a wiedzą potoczną
wypada rozpocząć od objaśnienia tego ostatniego pojęcia. Badacze społeczni lat
sześćdziesiątych interesowali się zasadami konstruowania „wiedzy życia codzien­
nego" (Shutz 1984), sposobami „społecznego tworzenia rzeczywistości" (Berger,
Luckamnn 1983). Opisywali procesy typizacji, generalizacji, idealizacji, poprzez
które ludzkie doświadczenia są utrwalane, przetwarzane i zmieniane w wiedzę
potoczną. Antropologowie uzupełniali te dociekania, wskazując kulturowe uwa¬
runkowanie myślenia potocznego i podkreślając wielość kulturowo zróżnicowa¬
nych zdrowych rozsądków (Geertz 2005). Twierdzili przy tym, że zależność po­
między common sense a doświadczeniem nie jest prosta i w żadnym razie nie można
uważać wiedzy zdroworozsądkowej za wywiedzioną wprost z doświadczenia, gdyż
stanowi ona raczej zbiór kategorii uprzednich, umożliwiających interpretację bie¬
żących doświadczeń (Geertz 2005, Sahlins 2006).
Filozofowie od czasów Oświecenia nieufnie odnoszący się do funkcji po­
znawczych zdrowego rozsądku (Hołówka 1986) podkreślali heterogeniczność
wiedzy potocznej, na którą składają się okruchy różnych systemów idei, takich
jak teorie naukowe czy doktryny religijne, z których użytkownicy kierowani prag¬
matyczną potrzebą spójnej wizji świata konstruują całość pseudohomogeniczną
(Niżnik 1991). W ten sposób powstaje specyficzne narzędzie poznawcze, które
użytkownikom wydaje się spójną całością, a epistemologom niekoherentnym,
niemetodycznym bricolage'm - jeśli użyć terminu Claude'a Levi-Straussa.
Z czasem pojęcia „wiedza potoczna", myślenie zdroworozsądkowe, common
sense w publikacjach antropologicznych ustąpiły miejsca kategorii dyskurs zwykle
uzupełnionej przymiotnikiem potoczny lub lokalny. Od czasów Michela Foucaulta i Pierre'a Bourdieu kategoria ta stała się popularnym narzędziem badaczy spo­
łecznych. Dyskurs łączy wiedzę ze sposobami jej wyrażania. W dyskursie idee
są nie tylko ujawniane za pomocą mowy, pisma, działań czy gestów, ale przede
wszystkim są w dyskursie konstruowane i nieustannie przekształcane. Najkrócej
rzecz ujmując, dyskurs to sposób myślenia/mówienia dotyczący określonej sfery
rzeczywistości, który pokonał inne sposoby myślenia/mówienia i stał się obowią¬
zujący (czy inaczej hegemoniczny) dla danej grupy ludzi, w konkretnym czasie
i miejscu. Przyjmując takie uproszczone objaśnienie, należy pamiętać, że istnieje
wiele definicji tego pojęcia, od klasycznych, oskarżanych o zapędy totalizujące
ujęć Foucaulta, po bardziej użyteczne dla antropologa podejścia Nigela Rapporta
(2000) czy np. Perle M 0 h l (1997). Wiele jest też szczegółowych wytycznych jak
badać dyskursy (Dyskurs... 2001, Krytyczna... 2008).

185

�Anna Malewska-Szałygin

Na przełomie wieków X X i X X I popularność w naukach społecznych zy­
skały kategorie podkreślające znaczenie komponentu wyobraźni w konstruowa­
niu pewników wiedzy potocznej. Jako przykład można przywołać „wyobrażenia"
i „obrazy" (scapes) należące do języka teorii Arjuna Appadurai (2005, s. 52-58) czy
„imaginaria społeczne" Charlesa Taylora (2010, s. 37). Objaśnienia tych termi­
nów są dość odległe od Durkheimowskiej koncepcji „wyobrażeń zbiorowych",
przede wszystkim unikają jej obiektywizującego charakteru. Warto tu zaznaczyć,
że Appadurai często powraca do języka Emila Durkheima, na przykład chcąc pod¬
kreślić współczesny wpływ wyobraźni na ludzkie decyzje i działania, pisze, że
współcześnie „wyobraźnia przekształciła się w kolektywny fakt społeczny" (Appadurai 2005, s. 13). Ja również posłużyłam się pojęciem wyobrażenia, interpretu¬
jąc góralskie rozmowy na temat państwa i władzy (Malewska-Szałygin 2008).
Obecnie modne stało się przywoływanie greckiej kategorii métis, przypo­
mnianej przez Detienne'a i Vernanta (1978). T o pojęcie okazało się nośne, ponie¬
waż podkreśla nie tylko związek wiedzy i języka jak kategoria dyskurs, ale także
wiąże pojęciowym węzłem sferę praktyk. Métis - to „pewien rodzaj inteligencji,
która jest zawsze »zanurzona w jakiejś praktyce«, w której łączą się »inteligencja, przenikliwość, przewidywanie, elastyczność myślenia, podstęp, zaradność,
baczna uwaga, wyczucie chwili, różne umiejętności, nabyte stopniowo doświadczenie«" (De Certeau 2008, s. 82). Vernant, jako przykład métis, podaje sprytne
fortele Odyseusza (Vernant 2000). James Scott, popularyzujący tę kategorię w an¬
tropologii, uważa métis za „broń słabych" , za najistotniejszy czynnik ograniczają¬
cy dyscyplinujące starania wielkich instytucji nowoczesnych, takich jak państwa,
wielkie korporacje, światowe organizacje czy media, których totalizujące zapędy
nie zmniejszyły się w czasach późnej nowoczesności (Scott 1998). Métis to lokalna
„cunning inteligence" (Scott 1998, s. 313), czyli przebiegłość, spryt, chytrość słowem
„praktyczne umiejętności niezbędne by radzić sobie w nieustająco zmieniającym
się naturalnym i społecznym środowisku", umożliwiające „skuteczną adaptację
do wciąż pojawiających się nowych sytuacji" oraz „ciągłe przechytrzanie nie tylko
ludzkich przeciwników" (tamże, s. 313). Métis to wiedza „partyzancka" (tamże,
s. 318), opozycyjna do hegemonicznego dyskursu. Wiedza adekwatna do konkret¬
nej rzeczywistości i dzięki temu unikająca uproszczeń wielkich, abstrakcyjnych
teorii (tamże, s. 316). T o opis rzeczywistości dostarczający praktycznych reguł
postępowania w danej, ściśle określonej sytuacji (tamże, s. 316) i dlatego zawsze
mający charakter lokalny (tamże, s. 317). Tak objaśniana métis bierze udział w pro¬
cesie odbioru mediów masowych.
2

2

Nawiązanie do najpopularniejszej książki Jamesa S cotta Weapons of the Weak (1986).

186

�Widz wolny czy bezwolny?

Przekaz medialny a metis
Stuart Hall w słynnym szkicu Encoding/decoding (1980) podkreślał, że wi¬
dzowie i słuchacze nie są biernymi odbiorcami przekazu medialnego, ale aktyw¬
nymi podmiotami twórczo przekształcającymi ten przekaz w procesie odbioru.
De Certeau dowodził, że choć producent ma swoje „strategie" (2008, s. X L I I )
kierujące tym, jak i w jakim celu konstruuje nadawane treści i obrazy, konsument
odpowiada na nie specyficznymi „taktykami" odbioru (tamże, s. X L I I )
Zracjonalizowanej, tyleż ekspansywnej co scentralizowanej, hałaśliwej
i spektakularnej produkcji odpowiada inna produkcja zwana „konsump­
cją": jest ona podstępna i rozproszona, przenikająca wszędzie, cicha i jak­
by niewidoczna, gdyż nie ujawnia się za pomocą własnych produktów, ale
przez sposób używania produktów narzuconych przez dominujący porządek
(tamże, s. X X X V I ) .

Tak rozumiane taktyki to dowody lokalnego sprytu, przejawy lokalnej
metis. Podążając za myślą de Certeau, badacz odbioru mediów powinien postawić
pytania: jak odbiorcy „używają produktów narzuconych przez dominujący porzą­
dek przekazu medialnego"?, jaki „użytek środowiska »popularne« czynią z kultu­
ry »elit« wytwarzających język"?, jak „narzucony zasób wiedzy i symboliki [staje
się] przedmiotem manipulacji dokonywanych przez użytkowników nie będących
jego wytwórcami" (tamże, s. 33).
Przyjmując, że „media odznaczają się [...] wyraźną ciągłością ze sferą co¬
dziennego doświadczenia, której w pewnym stopniu nadają też kształt i poprzez
którą są interpretowane" (Herzfeld 2004, s. 407), można zapytać, w jaki sposób
przekaz medialny oddziałuje na codzienne doświadczenia rozmówców oraz jak wy¬
korzystują oni własne doświadczenia i kategorie uprzednie do interpretowania tre¬
ści przekazywanych przez media. W swoim wywodzie o mediach Michael Herzfeld
podkreśla, że medialne wizerunki stają się „krytycznym składnikiem" potoczności
(tamże, s. 416), i postuluje, by badając oddziaływanie owego krytycznego składnika,
przyjrzeć się wnikliwie „sile , z jaką przedstawienia medialne uczestniczą w konstru¬
owaniu współczesnych wyobraźni, tożsamości i stosunków władzy" (tamże, s. 404).
Etnograficzne badanie odbioru przekazu medialnego
Zainteresowanie „użytkowaniem" mediów wymusza zmianę technik ba¬
dawczych. Badania odbioru mediów prowadzone są zwykle przez specjalizują¬
ce się w tym firmy działające na zlecenie producentów. Tego rodzaju badania
mające najczęściej charakter ilościowy, uzupełniane są badaniami jakościowymi,

187

�Anna Malewska-Szałygin

prowadzonymi metodami socjologicznymi. Tymczasem badanie „użytkowania"
mediów wymaga zupełnie innych procedur. Aby uchwycić to, co z przekazem
medialnym robi konsument, trzeba być na miejscu czas dłuższy, trzeba wejść
z nim w pewną zażyłość, trzeba „podzielać ich doświadczenie społeczne" (Ha¬
strup 2008) . Wszystkie te wymogi spełnia technika etnograficznych badań tere¬
nowych, czyli „badań prowadzonych w warunkach społecznej zażyłości, z udzia¬
łem rzeczywistych informatorów" (Herzfeld 2004, s. 406). „Etnografia daje nam
możliwość idealnego dostępu do miejsca, w którym zbiegają się z jednej strony
lokalne formy percepcji i praktyki, z drugiej zaś produkowane na skalę masową
formy przedstawiania" (tamże, s. 410).
Podejście etnograficzne umożliwia dostrzeżenie tego, jak przekaz medial¬
ny jest użytkowany, które z jego elementów przenikają do dyskursów lokalnych
i wpływają na praktyki. Trafiając do dyskursu lokalnego, treści wyrwane z kon¬
tekstu przekazu medialnego ulegają transformacji. Badanie metodą etnograficz¬
ną pozwala na uchwycenie tego dyskursywnego „udomowienia" języka mediów
w języku wiejskich rozmów. Okruchy przekazu medialnego przenikające do lo¬
kalnych dyskursów stają się motorem nowych praktyk, nie do końca zbieżnych
z intencjami producentów. Badania etnograficzne, polegające na dłuższym poby¬
cie w terenie i na podzielaniu doświadczenia rozmówców dają możliwość zaobser¬
wowania tego rodzaju praktyk oraz wychwycenia ciągłości pomiędzy dyskursami
a praktykami.
3

Etnograficzne badania użytkowania mediów na przełomie XX i XXI w.
Pół wieku temu wyrażano obawy, że telewizja, integrując „globalną wio¬
skę" doprowadzi do homogenizacji kultury (McLuhan 2004, s. 458). Liczne ba¬
dania etnograficzne pokazały, że była to sugestia upraszczająca, bowiem odbiorcy
„mogą interpretować przekazywane przez telewizję treści w sposób całkowicie
odmienny od zamierzeń ich twórców" (Herzfeld 2004, s. 413). Dzieje się tak dla¬
tego, że „ludzie podchodzą do mediów z perspektywy swych licznych subiektyw¬
ności, na które wpłynęło całe »mnóstwo praktyk dyskursywnych«, z jakimi mieli
do czynienia na przestrzeni całego życia" (tamże, s. 412).

3

„Choć oczywiście nie możemy doświadczać świata z perspektywy innych, możemy jednak podzielać
ich doświadczenie społeczne. W istocie nie istnieje doświadczenie niepodzielane z nikim. Podzielanie go
oznacza natomiast, że jesteśmy częścią wydarzeń: właśnie to miejsce daje nam zupełnie wyjątkowy klucz do
zrozumienia światów i tego, jak się je konstytuuje i przekształca; jak w obrębie badanego przez nas układu
wydarzeniowo-przestrzennego przypisuje się jednostkom pozycje" (Hastrup 2008, s. 65).

188

�Widz wolny czy bezwolny?

Jeden z barwniejszych przykładów lokalnej interpretacji znacznie odbiega­
jącej od zamierzeń producentów opisał Brian Larkin w tekście dotyczącym odbio­
ru filmów z Bollywood w północnej Nigerii (1997). Dla islamskiego ludu Hausa
indyjskie produkcje okazały się zwiastunami rewolucji obyczajowej! Bollywoodzkie filmy stanowiły dla nich kluczowe źródło wiedzy o tym, jak wygląda odległy,
nowoczesny, wolny świat, w którym młodzi są pozbawieni kontroli starszyzny ple¬
miennej. Filmowe wizje, budując w młodych Hausa poczucie zniewolenia pętami
islamskiej moralności, rodziły rewolucyjną potrzebę podążania za głosem roman¬
tycznej miłości. Taki odbiór indyjskich filmów jest o tyle zaskakujący, że euro¬
pejskim widzom filmowe intrygi z Bollywood kojarzą się z dziewiętnastowieczną
literaturą obyczajową, a problemy poślubienia wybranki serca wbrew woli ojca nie
wydają się ideą wywrotową. Badania Larkina pokazują, jak dalece różne może być
odczytanie przekazu medialnego w zależności od kontekstu kulturowego, w któ¬
rym jest on odbierany, oraz jak bardzo wolnościowe przesłanie mediów zależy od
rozumienia wolności charakterystycznego dla lokalnej wiedzy potocznej.
W późniejszym tekście Brian Larkin (2002) rozważa inny aspekt oddzia¬
ływania mediów na mieszkańców Nigerii. W tym przypadku skupia się na zna¬
czeniu kina rozumianego materialnie, jako budynek, a ściślej miejsce do którego
„się chodzi". Z analizy literatury przedmiotu wynika, że w czasach kolonialnych
brytyjscy kolonizatorzy budowali kina przy eleganckich hotelach, traktując je
jako miejsce rozrywki, kultury i edukacji dla białych. W latach powojennych,
zbudowano w nigeryjskim mieście Nano kino dostępne dla miejscowej ludno¬
ści. Jak wynika z badań terenowych, dla muzułmańskiej społeczności Hausa kino
było przestrzenią ze wszech miar podejrzaną. Umieszczono je w tej części miasta,
w której nie mieszkają „porządni ludzie", a raczej przebywający z dala od swych
rodzin robotnicy najemni, gdzie znajdują się lokale rozrywkowe i prostytutki.
W efekcie pójście do kina w mieście Kano było zupełnie innym doświadcze¬
niem dla Brytyjczyka i dla Hausa. Co więcej, było czym innym dla nigeryjskiego
mężczyzny i kobiety, dla kobiet bowiem organizowano osobne spektakle, umoż¬
liwiające im obejrzenie filmu bez podzielania zamkniętej przestrzeni z obcymi
mężczyznami. Rozważania Larkina pokazują wolnościowe przesłanie nie tylko
przekazu medialnego, lecz nawet samej przestrzeni kontaktu z mediami, jaką
jest kino. Można tylko zadumać się nad tym, czy „wolność od" islamskiego ładu
moralnego prowadziła do jakiejś nowej konstruktywnej „wolności do", mówiąc
językiem Ericha Fromma.
O ile Larkin rozważał oddziaływanie mediów jako narzędzia upowszech¬
niania bardziej nowoczesnych wzorów obyczajowych, o tyle Faye Ginsburg

189

�Anna Malewska-Szałygin

podkreśla przeciwstawny aspekt mediów. Analizując fenomen powstania tubyl¬
czej telewizji emitowanej od 1991 r. przez Iniutów zamieszkujących autonomicz¬
ny okręg nad Zatoką Hudsona w Kanadzie, pokazuje, że telewizja może stać się
potężnym narzędziem pozwalającym nie tylko na „zobiektywizowanie własnej
tożsamości" i pokazanie jej szerokiej telewizyjnej widowni, lecz również może
się stać narzędziem przywracania społecznej pamięci poprzez filmowanie wspo¬
mnień starych ludzi, poprzez rekonstrukcję dawnych sposobów mieszkania, polo¬
wania czy obróbki skór. Innym sposobem ożywiania tradycji może być ujmowanie
w nową, filmową formę dawnych eposów czy mitów, czego przykładem jest inuicki film Atanarjuat nagrodzony w Cannes w 2001 r. Najważniejszym wnioskiem
z badań Ginsburg jest przekonanie, że media są nie tylko nośnikiem nowinek
obyczajowych, lecz także mogą „nadawać nowy autorytet starej kulturze oralnej"
(Ginsburg 2002, s. 43). Wracając do terminologii Fromma, opisywane przez Gins¬
burg oddziaływanie mediów to niewątpliwie ciekawy przykład realizowania „wol¬
ności do". W tym przypadku media umożliwiają nagłośnienie lokalnego dyskursu
i udostępnienie lokalnej wiedzy szerszemu odbiorcy. W procesie obiektywizacji
i popularyzacji tożsamość, tradycja, wiedza potoczna Inuitów ulegają zmianom,
nie do końca przewidywanym.
Pozostając w kręgu kultur postkolonialnych, warto przywołać tekst Richar¬
da Wilka (2002) relacjonujący wyniki badań w środkowoamerykańskim, karaib¬
skim państwie Belize. Wilk podkreśla rolę czynnika czasowego w konstruowaniu
i podtrzymywaniu dominacji kolonialnej. Twierdzi, że zapóźnienie było kon¬
stytutywną cechą kolonii, do których nowinki z metropolii docierały zawsze po
pewnym czasie. Lokalna elita, mająca lepszy kontakt z metropolią, była grupą,
która wcześniej od innych przyswajała sobie nowoczesne rozwiązania kulturowe,
techniczne czy technologiczne, umacniając tym samym swój społeczny prymat.
Kolonialne wykorzystanie czasu jako narzędzia i gwaranta dominacji zostało prze¬
łamane przez anteny satelitarne, w sposób natychmiastowy przekazujące progra¬
my telewizyjne z jednej części świata do drugiej. Rewolucyjna rola telewizji sate¬
litarnych polega na tym, że najnowsze filmy, seriale, przeboje muzyczne docierają
wszędzie w tym samym momencie. W ten sposób media satelitarne dokonują
zamachu na postkolonialną dominację. Znosząc dystans czasowy między dawną
metropolią i koloniami, dają mieszkańcom tych ostatnich wolność jednoczesnego
uczestnictwa w globalnej kulturze popularnej, uwalniając dawne kolonie od stygmatyzującego zapóźnienia. W efekcie dyskurs lokalny w Belize absorbuje nowo¬
ści w tym samym momencie, w którym docierają one w inne miejsca na ziemi, co
zasadniczo zmienia jego „tubylczy", czyli „zapóźniony" charakter.

190

�Widz wolny czy bezwolny?

Kontynuując rozważanie problemu wolności mediów, warto zwrócić uwagę
na szeroki nurt badań etnograficznych dotyczących udziału mediów w procesie
konstruowania tożsamości zarówno indywidualnych, jak i narodowych. Warto tu
przypomnieć tezę Stuarta Halla (1980), że kontrolowane przez państwo media
starają się konstruować „dominujące kody" państwa narodowego. T e n proces jest
szczególnie ostro widoczny w państwach postkolonialnych. Dobrych przykładów
dostarczają badania Purnimy Mankekar prowadzone w małych miastach nieopodal
New Delhi. Jej monografia ScreenigCulture, ViewingPolitics (1993) opowiada o tym,
jak w debacie z promowanymi przez media ideałami rekonstruowane są lokalne
wyobrażenia o tym, co to znaczy być kobietą, matką, żoną. Książka niesie też istotne
przesłanie dotyczące tożsamości narodowej - ukazuje, jak w postkolonialnych In­
diach ekranizacja wielkiego tradycyjnego eposu Ramajana, wzmacniając hinduską
tożsamość narodową, nasiliła niechęć do innych narodów i grup etnicznych, a co
gorsza - dostarczyła ideowych uzasadnień stosowanej wobec nich przemocy. Au¬
torka pokazała, w jaki sposób dość kiczowaty serial stał się kluczowym elementem
bieżącej „mitopolityki", konstruując „telemitologię" (2002, s. 146) ewokującą silną
nostalgię za wspólnotą czystą i potężną, opartą na esencjalistycznej wizji kultury.
Serial, choć opowiadał o dalekiej, heroicznej przeszłości, stanowił ważne narzędzie
krytyki bieżącej polityki. Wyniki badań Mankekar pokazują ogromną siłę sprawczą
telewizji widoczną w kształtowaniu poglądów i prowokowaniu do działań. Uzmy¬
sławiają też moc mediów w ustanawianiu hegemonicznego dyskursu tożsamości
koncesjonowanej przez siły aktualnie będące u władzy.
T ę wizję komplikują wyniki badań L i l i Abu-Lughod prowadzonych
w Egipcie, które choć prowadzą ją do wniosku, że „telewizja jest kluczową in¬
stytucją produkującą kulturę narodową w Egipcie" (2005, s. 7), pokazują, że to
oddziaływanie nie jest proste, należy bowiem brać pod uwagę wielogłosowość
przekazu medialnego. Różne stacje telewizyjne produkują i emitują odmienne
dyskursy medialne, pozostające na usługach różnych interesów narodowych, eko¬
nomicznych i klasowych, które zgodnie z przewidywaniami Gramsciego konkuru¬
ją ze sobą, walcząc o hegemonię, czyli o „rząd dusz" (tamże s. 43). W efekcie do¬
minujący dyskurs elit władzy jest nieustannie zagrożony i w każdej chwili może
zostać zastąpiony przez dyskurs konkurencyjny. Zatem choć telewizja odgrywa
znaczącą rolę w konstruowaniu tożsamości narodowej, walka toczy się pomiędzy
różnymi wizjami czy wręcz definicjami narodu i jego kultury. Konkurujące dys¬
kursy walczą finezyjnymi metodami, bowiem skuteczność telewizji w budowaniu
egipskiej tożsamości narodowej jest możliwa głównie dzięki temu, że oddziału¬
jąc na poziomie kulturowym i socjopolitycznym, rozwija swoją magię poprzez

191

�Anna Malewska-Szałygin

przyjemność i „podświadome kadrowanie obrazu", a nie poprzez przymus (tamże,
s. 9). W efekcie zwycięski dyskurs z ogromną siłą narzuca hegemoniczną wizję toż¬
samości poprzez rozrywkę, niekojarzącą się ze sferą politycznych sporów. T o kole¬
iny przykład silnie podporządkowującego i ograniczającego wpływu mediów.
Nieco odmienne jest przesłanie monografii Dramas of Nationhood (2005),
wieńczącej egipskie badania L i l i Abu-Lughod. Książka jest skonstruowana jako
zderzenie dwóch ważnych głosów w dyskursie medialnym: głosu producentów,
z którymi autorka przeprowadzała wywiady w Kairze i Aleksandrii, oraz głosu
konsumentek przekazu telewizyjnego, wieśniaczek z Górnego Egiptu i pomocy
domowych w Kairze. Przykładem głosu producenckiego są wypowiedzi autorki
scenariuszy popularnych seriali, takich jak Żniwa miłości, sześćdziesięcioletniej
Fathiyy al-'Assal, lewicowej aktywistki, kairskej feministki, socjalistki, pisarki,
prześladowanej przez cenzurę, a nawet więzionej. Fathiyya al-'Assal deklarowała,
że tworząc scenariusze, stara się promować wartości charakterystyczne dla miesz¬
czańskich klas społeczeństw zachodnich, takie jak partnerstwo w związkach mał¬
żeńskich i dążenie do samorozwoju jednostek, w tym także kobiet. Słuchając jej
głosu, wydawać by się mogło, że zdolność mediów do upowszechniania i ugrunto¬
wywania nowych systemów wartości i nowego typu tożsamości jest ogromna.
Jakkolwiek oddziaływanie mediów na konstruowanie tożsamości jest nie¬
zaprzeczalne, rozmowy z egipskimi wieśniaczkami i pomocami domowymi w Ka¬
irze pokazują, że oddziaływanie to nie jest takie proste, a „strategie" producentki
wskutek zastosowania lokalnych „taktyk" odbioru ulegają zmianie. Abu-Lughod
pisze, że wioskowe rozmówczynie w swoich wypowiedziach konstruują obraz sa¬
mych siebie na wzór heroin telewizyjnych melodramatów. Konfrontując tak zbu¬
dowany własny wizerunek z bohaterkami serialów, dochodzą do wniosku, że ich
życie znacząco odbiega od promowanego przez media wzoru, co owocuje poczu¬
ciem przegrania, wykorzystywania i marginalizacji.
Paradoksalnie jednak konfrontacja z telewizyjnymi wzorami osobowymi
nie popycha wiejskich kobiet w stronę świata zachodniej nowoczesności, ale
w stronę nowych form islamu. Nowa oferta islamskich duchownych wychodzi na¬
przeciw potrzebom nowych tożsamości jednostkowych, znacznie bardziej zindy¬
widualizowanych niż dawne, określane poprzez umiejscowienie w zależnościach
społeczności rodowej. Ta wizja nowej, dążącej do samorozwoju jednostki ludzkiej
została wytworzona i upowszechniona między innymi poprzez media. Odpowie¬
dzią na nią są szkolenia dla kobiet, organizowane w meczetach, pozwalające na
odnalezienie miejsca we współczesnym świecie „godnego nowoczesnej kobiety
islamu". T e n paradoks opisany przez Abu-Lughod w szkicu z 2002 roku znacząco

192

�Widz wolny czy bezwolny?

komplikuje problem relacji media a wolność. Z jednej strony przekaz medialny
ma moc wdrażania nowych wartości i wzorów tożsamości, z drugiej okazuje się,
że po przeniesieniu ich na lokalny grunt powstają trudne do przewidzenia hybrydyczne sploty zarówno wartości, jak i tożsamości. Konkludując, choć potęga
mediów jako czynnika zmiany jest oczywista, kierunek rzeczywistych zmian jest
często zaskakujący.
Podsumowując krótki przegląd wyników etnograficznych badań mediów,
trzeba stwierdzić, że przezwyciężając jedne zniewolenia, media konstruują inne.
Kategoria zniewolenie, podobnie jak pojęcie wolność, są bardzo różnie rozumia¬
ne, zmienne i zależne od kontekstu kulturowego. T o , co jest wolnością jednych,
bywa zniewoleniem innych. Jedno jest pewne, przewidując oddziaływanie me¬
dialnych produkcji na odbiorców należy brać pod uwagę lokalną wiedzę potoczną
mającą zdolność sprytnego przekształcania dowolnego przesłania w ideę często
zupełnie niezgodną z zamierzeniami twórców, ale pasującą do lokalnego obrazu
świata. Lokalna metis, chytrze unikając totalizującej siły mediów, staje się odpo¬
wiedzialna za to, że intencje producentów medialnych chybiają celu, a recepcja
mediów okazuje się odmienna od zamierzonej. Relacja jest jednak dwustronna.
Lokalny dyskurs absorbuje nowe obrazy i treści przynoszone przez media, łącząc
je z dotychczasową wizją rzeczywistości, zmieniając ją i rekonfigurując. Zrozu¬
mienie tej skomplikowanej relacji wymaga pogłębionych badań jakościowych,
które biorą pod uwagę kontekst kulturowo-ideowo-społeczny produkowania
i odbioru mediów. W przypadku społeczeństw postkolonialnych i społeczności
postchłopskich badania prowadzone metodą etnograficzną wydają się szczególnie
skuteczne. Kierując się takim przekonaniem, zamierzam rozpocząć nowy projekt
badawczy pozwalający na stwierdzenie, w jaki sposób przekaz medialny oddziału¬
je na opisywane przeze mnie wiejskie wyobrażenia o władzy i państwie (Malewska-Szałygin 2008) oraz w jaki sposób nowotarska metis przekształca obrazy i treści
przenikające z mediów do lokalnego dyskursu o tożsamości i polityce.

193

�Anna Malewska-Szałygin

Bibliografia:
Abu-Lughod L . , 2002, Egyptian Melodrama - Technology of the Modern Subject?, [w:] Me­
dia Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila Abu-Lughod,
Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 115-133.
Abu-Lughod L., 2005, Dramas of Nationhood. The Politics of Television in Egypt, Chicago.
Appadurai A., 2005, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, tłum. Z. Pucek,
Kraków.
Baudrillard J., 2005, Symulakry i symulacja, tłum. S. Królak, Warszawa.
Berger P., Luckmann T., 1983, Społeczne tworzenie rzeczywistości, tłum. J. Niżnik, Warszawa.
Człowiek Grecji, 2000, red. Jean-Pierre Vernant, tłum. P. Bravo, Warszawa.
Debord G., 2006, Społeczeństwo spektaklu oraz Rozważania o społeczeństwie spektaklu, tłum.
M . Kwaterko, Warszawa.
Dyskurs jako struktura i proces: praca zbiorowa, 2001, red. T e u n A. van Dijk, tłum. G. Gro¬
chowski, Warszawa.
De Certeau M., 2008, Wynaleźć codzienność: sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Kraków.
Detienne M . , Vernant J.-P., 1978, Cunning Intelligence in Greek Culture and Society, Atlantic
Highlands, N.J.
Geertz C., 2005, Myśl potoczna jako system kulturowy, w: Wiedza lokalna. Dalsze eseje z zakresu
antropologii interpretatywnej, tłum. D . Wolska, Kraków, s. 81-100.
Ginsburg F. D., 2002, Screen Memories: Resignifying the Traditional, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles, London, s. 39-57.
Hall S., 1980, Encodingfdecoding, [w:] Culture, Media, Language, eds. Stuart Hall, Dorothy
Hobson, Andrew Lowe, Paul Willis, London, s. 128-138.
Hastrup K., 2008, Droga do antropologii. Między doświadczeniem a teorią, tłum. E. Klekot,
Kraków.
Herzfeld M . , 2004, Antropologia. Praktykowanie
tłum. M . M . Piechaczek, Kraków.

teorii w kulturze

i społeczeństwie,

Hołówka T., 1986, Myślenie potoczne, Warszawa.
Krytyczna analiza dyskursu: interdyscyplinarne podejście do komunikacji społecznej, 2008,
red. A. Duszak, N . Fairclough, Kraków.
Larkin B., 1997, Indian Films and Nigerian Lovers: Media and Creation of Parallel Modernities,
„Africa" 67 (3).
Larkin B., 2002, The Materiality of Cinema Theaters in Northern Nigeria, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 319-336.

194

�Widz wolny czy bezwolny?

Malewska-Szałygin A., 2008, Wyobrażenia o państwie i władzy we wsiach nowotarskich 1999-2005,
Warszawa.
Mankekar P., 1999, Screening Culture, Viewing Politics: An Ethnography of Television, Woman­
hood, and Nation Postcolonial India, Durham NC.
Mankekar P., 2002, Epic Contests: Television and Religious Identity in India, [w:] Indigenous
Media, [w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila
Abu-Lughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles, London, s. 134-151.
McLuhan M . , 2004, Zrozumieć media, tłum. N . Szczucka, Warszawa.
M0hl P., 1997, Village Voices. Coexistence and Communication in a Rural Community in Central
France, Copenhagen.
Niżnik J., 1991, Potoczność jako kategoria teoretyczna, [w:] Kategoria potoczności, red. A. Jaw¬
łowska, Warszawa.
Rapport N . , 2000, Discourse, [w:] Social and Cultural Anthropology. The Key Concepts, eds.
N . Rapport, J. Overing, London-New York, s. 117-126.
Sahlins M . , 2006, Wyspy historii, tłum. I . Kołbon, Kraków.
Schutz A., 1984, Potoczna interpretacja ludzkiego działania, [w:] Kryzys i schizma, red. E. Mo¬
krzycki, tłum. D . Lachowska, Warszawa, s. 137-192.
Scott J.C., 1985, Weapons of the Weak, New Haven, Conn.
Scott J., 1988, Seeing like the State. How Certain Schemes to Improve the Human Condition Have
Failed, Yale, New Haven-London.
Taylor Ch., 2010, Nowoczesne imaginaria społeczne, tłum. A. Puchejda, K. Szymaniak, Kraków.
Wilk R., 2002, Television, Time, and the National Imaginary in Belize, [w:] Indigenous Media,
[w:] Media Worlds. Anthropology of New Terrain, eds. Faye D . Ginsburg, Lila AbuLughod, Brian Larkin, Berkeley, Los Angeles-London, s. 171-188.

195

�Polacy o sobie. Współczesna autorefleksja: jednostka, społeczeństwo, historia, red. Piotr
Kowalski, Łomża: Oficyna Wydawnicza „Stpoka" 2005, s. 17-34. Prawa autorskie
zastrzeżone.

Anna Malewska-Szałygin

Autoportret z negatywu czyli czego można się dowiedzieć o Polakach z góralskich
wypowiedzi na temat władzy.

Tytułowe sformułowanie odwołuje się do zaproponowanego przez Ludwika
Stommę określenia portret z negatywu, którego użycie autor Antropologii kultury wsi
polskiej

XIX w. uzasadnia w ten sposób „wyobrażenia

przeciwstawieniem, swoistym negatywem wyobrażeń
więc odwrócenie

tych wyobrażeń, przekształcenie

danej grupy o sobie są

tej grupy o obcych".

Wystarczy

negatywu w pozytyw, by

uzyskać

własny portret grupy, by dowiedzieć się jakie warunki musi spełniać „swój" (Stomma
1986, s. 63). Zgodnie z tym zaleceniem postaram się odczytać jaki portret własny kreślą
nowotarscy górale rozmowach na temat polityki i władzy.
Badania prowadzone od

1999

r. na Podhalu przez Instytut Etnologii

i

Antropologii Kulturowej dotyczyły wiejskich wyobrażeń na temat władzy państwowej.
Technika badań przewidywała długie, swobodne rozmowy (porządkowane wytycznymi
zawartymi w dyspozycji badawczej), prowadzone we wsiach powiatu Nowy Targ. Muszę
zastrzec, że termin górale stosuję w szerokim znaczeniu, nie rezerwując go dla górali
tatrzańskich, z okolic Zakopanego. Naszymi rozmówcami byli w większości ludzie w
wieku 30 - 70 lat, słabo wykształceni (w większości absolwenci szkoły podstawowej lub
zawodowej,

rzadziej technikum). Celem badań

było przyjrzenie

się lokalnemu

dyskursowi na tematy polityczne i dlatego rozmowy ogniskowały się wokół pojęć:
początkowo słów zaczerpniętych z dyskursu publicznego, a potem, kiedy już oswoiliśmy
się z językiem lokalnych rozmów o władzy, doprecyzowaliśmyokreślenia, którymi
posługiwali się nasi rozmówcy.

1

�W tym tekście skupię się na pojęciu władza i jego znaczeniach. Wyłania się z
nich góralski obraz władzy, ale jeśli zastosować wytyczne Stommy można też zobaczyć
portret samych siebie, jaki kreślą nasi rozmówcy. Zalecenia Stommy dotyczą badania
stereotypów o „obcych". Można zapytać: na ile demokratycznie wybrani przedstawiciele
są widziani przez społeczeństwo jako „obcy"? Z naszych rozmów wynika, że ludzie
władzy, politycy są tak właśnie postrzegani. Wybrani spośród społeczeństwa kandydaci
po dojściu do władzy przechodzą rodzaj metamorfozy, odtąd stosuje się do nich kategorię
oni i uznaje za przeciwieństwo prostego narodu.
Górale o władzy.
Kiedy w rozmowie padało słowo władza nasi rozmówcy objaśniali je na różne
sposoby: władza to jest polityka mnie się wydaje [Kobieta, lat 45]; władza to ktoś kto
rządzi [Kobieta lat 55], ktoś kto będzie kierował, jak w pracy tak i w państwie [Kobieta
lat 33], ktoś kto lepiej, rozsądniej

to zorganizuje, musi być taka „głowa

domu"

[Taksówkarze lat 35-50]. Pierwsze z zacytowanych zdań potwierdza przekonanie, że
pojęcia władza i polityka mają częściowo wspólną płaszczyznę znaczeniową, choć
oczywiście rozważywszy wszelkie konotacje nie są to pojęcia pokrywające się, już
choćby dlatego, że w rozmowach zwykle występują w innym kontekście słownym.
Stwierdzenie władza

to ktoś kto rządzi,

podobnie jak następne, odsyła do

zasadniczej funkcji władzy - kierowania i zarządzania: władza powinna być mądra i
dobrze zarządzać [Mężczyzna lat 60]. Takie krótkie quasi definicje nie pojawiały się
często. Chętniej stosowaną strategią objaśniania pojęć abstrakcyjnych było odwołanie się
do przykładu. Zwykle był on wzięty z życia i tłumaczył abstrakcyjną ideę, poprzez
odniesienie jej do zjawisk znanych i bliskich, podobnie jak przypowieść: Władza to jest
tako jak łojciec, abo matka w domu. O to jest władza! Jak matka dobrze rzundzi, to ma z
cego cyrpać, a jak nie, to ni mo i mo przerombane - objaśniał nas sześćdziesięcioletni
rolnik. Porównań do ojca lub matki w rodzinie używali najczęściej ludzie starsi. Prócz
nich wiele kobiet w średnim wieku (ok.40), objaśniło problem rządzenia krajem poprzez
odniesienie do życia rodzinnego. Przy czym, co zaskakujące w patriarchalnych
góralskich rodzinach, głową, o której mówiły była kobieta - zwykle nasza rozmówczyni:
niechby tak rządzili jak ja w domu rządzę - postulowała pięćdziesięcioletnia rencistka.

2

�Inna kobieta w jej wieku wtórowała: ja w domu rządzę i mnie słuchają to oni w państwie
też tak powinni .
Objaśnianie pojęć abstrakcyjnych poprzez odwołanie się do rzeczywistości znanej
z własnego doświadczenia opisywał Jacques Le Goff (2002) szukając odpowiedzi na
pytanie: w jaki sposób ludzie średniowiecza tworzyli wyobrażenia o odległej dla nich
rzeczywistości? Jego zdaniem rozszerzali wiedzę o dobrze znanej człowiekowi mikro
skali codziennego życia na makro skalę wyobrażeń o nieznanym świecie. Zaskakujące,
ale podobnie postępowali również nasi rozmówcy. Odległe zjawiska objaśniali przez
odniesienie do bliskich im i dobrze znanych realiów rodziny lub pracy: władza powinna
być jak dobry gazda, żeby ludziom nie brakowało ani chałupy, ani chleba. Na pierwszym
miejscu chleba! - mówiła siedemdziesięcioletnia kobieta. Władza to powinna być taka
kierownica,

to tak samo jak

na przykład

gospodarz na wsi...

-

postulował

czterdziestoletni kowal. Jak mówi góralskie przysłowie „jak nie ma gazdy, głupi kazdy"
- wtórowali nowotarscy taksówkarze, to jak na bacówce, jak ni ma bacy - nic z tego uzupełniał sześćdziesięcioletnie mężczyzna. Co wynika z takiego sposobu mówienia o
władzy oprócz spostrzeżenia, że wielkie problemy objaśnia się poprzez odniesienie do
codziennych? Jeżeli władza to gazda czy baca, jakie jest miejsce naszych rozmówców w
tym układzie? Wydaje się, że pełnią oni rolę inwentarza, owiec, baranów, ale także
juhasów, dzieci i parobków w gospodarstwie, w którym gospodarz czy ojciec rodziny
organizują pracę. Społeczeństwo byłoby zatem grupą ludzi, której pracą trzeba tak
pokierować, żeby zapewnić dobrobyt. To spostrzeżenie potwierdzałyby słowa cytowane
na początku rozdziału o kierowniczej funkcji władzy. Władza, zatem powinna zarządzać
pracą społeczeństwa tak, żeby ta przynosiła jak najwięcej korzyści. Gdy pytaliśmy
naszych rozmówców czy można to tak ująć, niektórzy odpowiadali: aby oni tylko nie
szkodzili! W tych słowach zawiera się realistyczny program minimum: skoro władza w
Polsce nie umie dobrze zarządzać gospodarką, niech choć nie zarządza na niekorzyść.
Warto tu po raz kolejny podkreślić, że - zdaniem naszych rozmówców - głównym
zadaniem władzy jest zarządzanie gospodarką tak, aby ludzie swoją pracą mogli
wypracować dobrobyt.
Porównania „gospodarskie" niosą jeszcze inne przesłanie. Są zdecydowanie
przeciwstawne

idei

władzy

kolektywnej.

Gazda

czy

baca

uosabiają

władzę

3

�jednoosobową, odpowiedzialną i stanowczą: to musi być stanowczy człowiek, żeby mógł
coś zrobić! Tak jak gazda jest stanowczy. - twierdził sześćdziesięcioletni rolnik. To
zdanie podkreśla

podstawową,

zdaniem naszych rozmówców,

stanowczość. Siedemdziesięcioletni rolnik objaśniając

cechę

władzy

-

nam czym jest władza też

uwypuklał ten aspekt: to tak jak pasterz idzie owce paść, to som takie co sie dobrze
pasom i takie co uciekajom. Dla tych to pasterz musi być ostry, musi je kochać i gonić.
Kara musi być! Dyscyplina!

Żeby sie bali pasterza! W tych słowach teoretyczne

rozważania czym jest władza zostały odniesione do specyfiki

polskiej,

a polskie

społeczeństwo porównane do stada niesfornych owiec. Wielokrotnie spotykaliśmy się z
poglądem, że Polacy są społeczeństwem zwaśnionym i trudnym do rządzenia, a przez to
wymagającym szczególnie silnej ręki. Zapewne to założenie było podstawą twierdzenia,
że cechą dobrej władzy w Polsce jest żeby umiała rygor trzymać. Czterdziestoletni
elektryk uściślał ten pogląd: Dla Polaków to rząd silnej ręki najlepszy, bo tak w ogóle to
najlepsza jest demokracja. Wtórował mu siedemdziesięcioletni rolnik: No jesce się taki
nie urodził, abo nie dorósł taki, co by to chycił w łapy i to tak twardo na 100%. Polsce
potrzebna strasnie twarda władza! Bardziej wykształceni rozmówcy mówili o potrzebie
zmiany uprawnień polskiego prezydenta. Uważali, że silna władza prezydencka na wzór
amerykańskiej byłaby optymalną formą władzy w Polsce. Amerykański dobrobyt
przytaczali jako koronny argument na rzecz tej tezy.
Często

podkreślanym

zadaniem

władzy

było

też

zapewnianie

ludziom

bezpieczeństwa. Górale bardzo przeżywali wzrost przestępczości jaki nastąpił po 1989 r.
Często o tym mówili, czuli się zagrożeni i wygłaszali sądy ostateczne typu: świat sie
kończy! Pani! Kto to kiedy takie rzeczy widział! Gdy pytaliśmy czy opisywane nam
przestępstwa wydarzają się we wsiach wokół Nowego Targu czy też wiedzą o nich z
telewizyjnych wiadomości, często mieszali wydarzenia bliskie, znane z sąsiedztwa i
dalekie, znane z telewizora, które razem składały się na obraz szalejącej przemocy.
Oczywiście winą za to obarczali władzę (czasem używali wówczas słowa rząd), która
jest zbyt słaba, aby przeciwstawić się przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Padały
wówczas porównania do władz PRL, o których nasi rozmówcy mieli różne zdania, ale
byli zgodni, że przestępców umiały trzymać pod kontrolą. Większe bezpieczeństwo na

4

�ulicach było jedynym aspektem rzeczywistości PRL, który był jednoznacznie dobrze
oceniany.
Prócz funkcji dyscyplinarnych władza powinna również wykazywać się troską o
podwładnych. Element troski, podobnie jak rygoru jest dobrze widoczny w porównaniach
władzy do matki lub ojca w rodzinie, do gazdy czy pasterza. Wszystkie te osoby mają
prawo do narzucania swojej woli i wymuszania posłuszeństwa, ale mają też obowiązek
działania dla dobra rodziny, gospodarstwa czy powierzonych ich opiece owiec. Nie sądzę
jednak,

żeby

chodziło

o troskę

rozumianą

w wzór

karmienia

inwentarza

w

gospodarstwie. Myślę raczej, że chodzi o organizację pracy taką, aby nikomu nie brakło
ni chałupy, ni chleba.
Dwa sposoby mówienia o władzy.
Przysłuchując

się naszym

rozmowom można

zauważyć

wyraźną

cezurę

oddzielającą dwa, różne sposoby mówienia o władzy. Tą cezurą jest wykształcenie,
zwykle skorelowane z wiekiem mówiącego. Większość naszych rozmówców, którzy
ukończyli technikum lub liceum (zwykle byli to ludzie w wieku 30-50lat) albo nie
posługiwała się terminem władza zastępując je słowami rząd, sejm, posłowie
stosując to pojęcie objaśniała je jako instytucje sprawujące

albo

władzę, które potrafili

wymienić. Można stwierdzić, że większość wykształconych respondentów posługiwała
się w rozmowie monteskiuszowskim podziałem władzy czego przykładem może być taka
wypowiedź pięćdziesięcioletniego sprzedawcy, po technikum ekonomicznym: państwo
musi mieć władzę ustawodawczą i wykonawczą. Musi panować ład, porządek.
Inaczej było w przypadku ludzi słabo wykształconych i starszych. Oni najczęściej
używali określenia władza na opisanie mglistej sfery onych. Sfera władzy była dla nich
tak odległa, że jawiła się nieostro jako tajemnicza, niepojęta, inna. Trudno było coś o niej
wyraźnie powiedzieć, trudno mieć do niej zaufanie, wzbudzała raczej niepokój. Te
spostrzeżenia przywołują na myśl obserwacje Floriana Znanieckiego o władzy, która jest
1

dla chłopów odległa i niepojęta jak Bóg .

Wynikałoby z tego zestawienia, że

1

Polityczny porządek jawi się chłopu jako w pewnej mierze bezosobowa moralna siła, absolutnie
tajemnicza, której przejaw można w jakiś sposób przewidzieć, ale której istota i prawa nie dadzą się
zmienić dzięki ingerencji ludzkiej.(...) Nieograniczona władza przypisywana państwu oraz tajemnica, jaką
w wyobraźni chłopa otoczeni są przywódcy, sprawia, że często chłop wiąże z nimi najbardziej niedorzeczne
nadzieje i daje dostęp najbardziej czasem absurdalnym obawom. Jeśli nawet bowiem przywódcy kierują się
motywami zrozumiałymi dla chłopa, działają oprócz tego w nieograniczonym kręgu nie znanych mu

5

�wyobrażenia o władzy zmieniają się bardzo powoli i te opisywane przez Znanieckiego
wciąż są rozpoznawalne obecnie, choć najczęściej u ludzi starszych.
Nasi słabiej wykształceni rozmówcy używając słowa władza zaskakująco szeroko
zakreślali jego pole semantyczne. Często pytani o władzę odpowiadali to ci tam we
Warszawie, albo jeszcze szerzej i mniej precyzyjnie no to ci bogaci, no. Jakkolwiek te
objaśnienia są niejasne, można dopatrzyć się w nich echa dawnych podziałów
organizujących życie na wsi, a przede wszystkim
rozmówcom władza kojarzyła się z wyższą sferą:

podziału stanowego. Naszym

władza to te wszystkie co som na

stanowiskach, a my to ino pionki. My tu daleko od Warszawy, to tak musimy robić jak uni
każą

-

twierdził

sześćdziesięcioletni

rolnik. Wtórowała

mu

sześćdziesięcioletnia

rencistka (rolniczka): władza to zawse musi być wyzsa jako my bidni ludzie. To ci co na
stanowisku. O jak ksiądz! On ttyz jest na stanowisku. No to juz jest wyzso, bo on sie na to
kształci. No tacy [ludzie władzy - A. M . Sz.] oni tez sie na to kształcili żeby cosi wiedzieli
jak trzeba rządzić. Ludzie władzy to elita, wyższa sfera, której życie obserwowane z
perspektywy mieszkańców wsi ma wiele cech dawnego życia pańskiego. Określenie oni
tam żyją po pańsku pojawiało się bardzo często. Wiele cech przypisywanych tym na
górze to przymioty, które Józef Chałasiński przypisuje inteligencji polskiej.
Góralskie wyobrażenia o ludziach władzy.
Ludzi władzy i mieszkańców wsi różni przede wszystkim wykształcenie, ogłada i
pieniądze. Ten na stanowisku to musi być wykształcony

-

twierdziła cytowana

rozmówczyni, inna, osiemdziesięcioletnia rolniczka, uzupełniała to musi być ktoś, kto
głowę ma na to, co sie orientuje w tej polityce, w tem wszystkiem. Bo my to nie, my som
za głupie na takie coś. Tam musą być ludzie wykształcone i mądrzejsze, nie takie jak my,
co tam dozo gadać. Władza to ludzie obyci, przygotowani do wyższych zadań: człowiek
nie obyty nie wykształcony,
wiedzieć

co powiedzieć

nie ma po co tam iść, on się musi umieć wypowiedzieć

i

[Kobieta lat 55]. Zwłaszcza kobiety w średnim wieku

podkreślały, że: musi się umieć odpowiednio zachować

w wielu sytuacjach, bo na

przykład poprzedni prezydent [Lech Wałęsa - A. M . Sz.] to nie umiał, a ten [Aleksander
Kwaśniewski - A. M . Sz.] to wręcz przeciwnie, zawsze zachowuje się Wizerunek

motywów i planów, dokładnie tak jak Pan Bóg. (...) Reprezentując nadprzyrodzony porządek, państwo jest
jednocześnie źródłem nieograniczonych możliwości (Thomas, Znaniecki 1976, s. 133)

6

�człowieka z wyższej sfery uzupełnia postawa fajna, ubranie na nim, no i umiejętność na
tej mównicy [Mężczyzna lat 65].
Zdaniem naszych rozmówców pieniądze to podstawowy wyznacznik władzy.
Ludzie władzy są bogaci. Warto rozważyć wypowiedź czterdziestoletniego pracownika
firmy krawieckiej dotyczącą wprawdzie problemów finansowych, ale wiele mówiącą na
interesujący nas temat: Skąd oni biorą tą średnią krajową? Ja się pytam kto zarabia te
osiemnaście baniek?[1.800zł

- A. M . Sz.] No może posłowie tyle mają. Tu w Nowym

Targu to jak ktoś zarobi 8 baniek [800 zł - A. M . Sz.] to podskakuje ze szczęścia.
Warszawa ma lepiej, bo przy żłobie jest, nie!. Ostatnie zdanie sugeruje, że władza
„promieniuje"

pieniędzmi.

Kto jest bliżej

władzy

ma większe

szanse zarobić.

Potwierdzają to potoczne wyobrażenia o warszawiakach przyjeżdżających na Podhale na
letnisko czy na zimowisko. Mieszkając w Warszawie czyli w centrum są bardziej
zamożni, obyci, pewni siebie - opromienieni bliskością władzy. Sądzę, że czasownik
promieniować

prowadzi nas do ważnego aspektu wyobrażeń o władzy. Władza ma

swoje centrum - miejsca, gdzie jej atrybuty: stanowiska, obycie, pieniądze są najbardziej
skondensowane.

Z

tego

ośrodka

rozchodzą

się

koncentrycznymi

kręgami,

rozmywającymi się w miarę oddalania. Na wieś splendory władzy centralnej nie
docierają.
Dojście do władzy to niegodny wprawdzie, ale najszybszy sposób wzbogacenia
się. Władza

- wiadomo, to potem ułatwia

ludziom inne sprawy

- twierdziła

czterdziestoletnia właścicielka małego sklepu. To samo, choć bardziej poetycko
formułował siedemdziesięcioletni rolnik: trza tam blisko złobka siedziec i nabić do
kiesonka. Na pytanie: czemu ludzie starają się zdobyć władzę, sześćdziesięcioletnia
rencistka odpowiadała: Zeby było lepi cłowiekowi. No na pewno mu jest lepi. On jedzie
tam, on jedzie tu i nie musi płacić, bo jemu płacom.

No, chleba zawse więcej se na tym

dorobi. No jak Wałęsa był na chwile tem prezydentem. Jak się jego dzieciom powodzi? A
jak by był pracował to by im się się było na pewno tak nie powodziło.

Choćby krótka

styczność z władzą bardzo szybko owocuje poprawą kondycji finansowej całej rodziny.
Jest to aksjomat, podstawowy pewnik potocznej wiedzy o władzy. Wejście w sferę
władzy kładzie się blaskiem złotego na całej rodzinie. Nasi rozmówcy nie mają
rewolucyjnych poglądów uważają, że muszą być bogaci i biedni. Tak zawsze było, jest i

7

�będzie. Ale pomału trzeba się bogacić, a nie w ciągu roku i już bogaty! - irytował się
starszy mężczyzna. Tu dochodzimy do sedna: bogactwo zdobyte ciężką, często
wielopokoleniowa pracą jest wysoko cenione przez naszych rozmówców. Pieniądze
szybko zdobyte poprzez dojście do władzy, podobnie jak poprzez udział w ciemnych,
interesach uważa się ze niegodne.
Tym, którzy są blisko żłobka władza objawia swą złocistą

stronę, zwykłym

ludziom jawi się przeciwnie, jako nienasycony poborca podatków: ten rząd to tak nam
daje w dupę, że nawet tego nie można określić

- narzekał na ciężary fiskalne

czterdziestoletni elektryk w 2000 r. Pięćdziesięcioletni stolarz formułował podobne
zarzuty tyle, że pod adresem sejmu: oni się tam zbierajo, codziennie siedzo tam no i
radzo, ażeby kogoś upieprzyć. No i zawsze tego robotnika, tego rolnika upieprzo! Siebie
przecież

nie upieprzo! Ucisk podatkowy zwykle opisywany był w emocjonalnych,

ostrych słowach, choć czasem, zwłaszcza młodsi, lepiej wykształceni

rozmówcy

przedstawiali go w długich wyliczeniach mających nam wykazać jak zbójeckie są
powinności, które trzeba płacić na rzecz państwa. Warto zauważyć, że w rozmowach o
fiskalizmie nasi rozmówcy zwykle posługiwali się terminem państwo, a nie władza.
Rozbuchany fiskalizm państwa nie jest w stanie nasycić Lewiatana, a ściślej
szalonych apetytów ludzi władzy. Formułowany przez Edwarda Shilsa (1994) postulat
samoograniczenia jako podstawowej cnoty obywatelskiej jest politykom zupełnie obcy.
Naszym rozmówcom trzęsły się ręce ze złości, gdy mówili o zarobkach ludzi władzy i o
wszelakich synekurach: Jak taki dyrektor w Krakowie zarabia 2 miliardy 700 milionów ,
to taki zwykły śmiertelnik nie zarobi do końca życia tego co on za miesiąc. To jak to może
być! Jeden i drugi ma taki sam żołądek! - krzyczał kowal na bazarze w Nowym Targu.
Wysokie podatki i opłaty na ZUS, fantastyczne zarobki ludzi władzy płacone z
pieniędzy podatnika budziły złość, ale prawdziwą nienawiść, często mieszającą się z
rozpaczą budziła wyprzedaż majątku narodowego: jak można sprzedać fabrykę czy dom
towarowy jednemu biznesmenowi, jak to było budowane przez cały naród? To przecież
nie jest jednej osoby, to przecież nie jest władzy. Teraz to nie wiadomo komu sprzedają, a
to było całego narodu - zaperzała się rencistka, w średnim wieku. Czem tu mają rządzić,
jak wszystko sprzedali? - pytał retorycznie pięćdziesięcioletni stolarz - a ile tam oni
piniędzy majom!!! Niech to diabeł jasny weźmie! Wyprzedaż majątku narodowego jest

8

�najcięższym zarzutem wobec władzy. Często padały porównania do rozkradania państwa
przez zaborców, czy

do pobierania kontyngentów w czasie okupacji niemieckiej.

Władza, która nie tylko nie wywiązuje się z umowy, ale jeszcze kradnie i wyprzedaje
majątek narodowy działając ewidentnie na niekorzyść obywateli, a tak tę sytuację
opisywali nasi rozmówcy, jest podejrzewana o służenie obcym interesom. Jest to
najcięższy zarzut jaki można sformułować. Emocjonalne wypowiedzi oni obcym
interesom służą! Nie o Polskę dbają!, porównania do okupacyjnych kolaborantów
sugerują oskarżanie władzy o zdradę. Ludzie władzy działając gospodarczo na szkodę
Polski dopuszczają się zdrady wobec społeczeństwa. Ten proceder politycy ukrywają pod
fasadą kłamliwych słów.
Hipokryzja władzy budzi w naszych rozmówcach największą furię. Zapewnienia
parlamentarzystów o służeniu dobru społecznemu odbierane jako okrutny fałsz. Głosów
pełnych oburzenia i złości zanotowaliśmy wiele. Wyjątkowo kwiecista była wypowiedź
siedemdziesięciolatki, która mówiła o sobie: ja mam dwie klasy i żem zrobiła w Ameryce
obywatelstwo i wszystkie dzieci, żem wypchała i wszystkich wnuków. Ja sześcioro dzieci
miała i wszystko żem wypchała, bo co tu biedaki mieli robić. A pisać i cytać nie umim. Ta
niepiśmienna gaździna o władzy mówiła w ten sposób: A żeby ślak ich wszystkich trafił!
Po co to fałszystwo?! My proste, biedne ludzie, skoły nie mamy, a w ten telewizor teraz
troszkę popatrzymy i to widzimy, że tam chamstwo, cygaństwo jest! Bedom sie kochać,
kiedy bedom chcieć. Fałszywe takie! Cymu jeden drugiemu tak dokuca?! Cymu ich tam
taka kupa?! W Ameryce to ich jest dziesięciu, a nie dziewięciuset

dziewięćdziesiąt

dziewięć. Uni uceni!!! A dać im łopate niech idom rowy kopać! W państwie
nauczycielom mało pensji nie płacom, pielęgniarkom

bieda,

tyz, a łoni majom! Łoni majom!

Jeno siedzo i sie obyczajo! Po co ten fałsz?! (...) A cygaństwo jak sie widzi to az śkoda
patseć na to. Ja to w swoim głupim rozumie rozumiem i jak widze posła to bym tak
napluła w ocy. Jakoś to oni skromniej powinni! A nie żeby im brzuchy rozsły a my ze
karkami zgiętymi!!

Obłuda i zakłamanie władzy przemawiającej z telewizora budzą

straszne rozgoryczenie. Słowa parlamentarzystów o uchwalaniu uchwał i podejmowaniu
działań dla dobra społecznego zderzone z aferami, przekrętami,

informacjami o

zarobkach płynącymi z tego samego ekranu odbierane są jako kłamstwo niezmiernie
irytujące.

Powodem

złości jest

fakt,

że kłamstwa

władzy unicestwiają

realną

9

�rzeczywistość. Wobec zastępowania doświadczanej rzeczywistości przez wykreowaną
fikcję nasi rozmówcy czują się zupełnie bezradni. Mamy tu jak sadzę do czynienia z
simulacrum, o którym Jean Baudrillard (1998) pisał, że znosi rzeczywistość. Oficjalny
dyskurs polityczny kreuje nierzeczywistość, zastępując nią doświadczaną przez naszych
rozmówców realność. W ten sposób ich prawda nie ma szans zaistnienia, znika podobnie
jak przeżywana przez ludzi codzienność. To budzi irytację, choć jak powiedział jeden z
naszych rozmówców do mijania się rzeczywistości z fikcją kreowaną przez polityków
zdążyli przyzwyczaić już w latach PRL-u.
Na koniec warto zapytać o to, jak to się dzieje, że zwykli ludzie, w tym także
pochodzący ze wsi stają się ludźmi władzy? Targowi sprzedawcy mieli na ten temat jasną
odpowiedź: Nie ma człowieka, który idzie do władzy żeby zachował swoje...[cechy - A.
M . Sz.] traci wtedy swoją tożsamość, traci honor, wiele, wiele traci. Idzie tak jak koń z
klapkami na oczach, on rządzi i wszystko. Nie ma człowieka u władzy, żeby cos nie
przeskrobał

- twierdził pięćdziesięcioletni mężczyzna. Ten pogląd podzielało wielu

naszych rozmówców. Władza zmienia ludzi. Wstępując do tego środowiska nawet
porządny człowiek przechodzi przemianę i nabiera cech negatywnych: staje się kimś
„wyższym", bogatym i zaczyna się interesować wyłącznie własnym dobrobytem. Należy
do sfery, na którą, jak twierdzili wszyscy nasi rozmówcy, zwykły człowiek nie ma
żadnego wpływu, co znów przypomina wnioski Znanieckiego.
Góralskie wyobrażenia o „dobrej władzy".
Nasze rozmowy w ogromnej mierze wypełniały narzekania, żeby nie powiedzieć
pomstowania na władzę czy polityków. Próbowaliśmy odnaleźć jakieś pozytywne oceny
lub jakiś idealny wzorzec zadając pytanie o dobrą władzę. Zwykle

uzyskiwaliśmy

odpowiedzi odwołujące się do wartości: uczciwy powinien być. Ten kto sprawuje władzę
powinien być uczciwy [Kobieta lat 55]. Słowo uczciwy padało najczęściej, streszczając
wszelkie etyczne wymagania wobec kandydata do władzy. Nieco mniej popularne, ale
dobrze uzupełniające poprzedni termin, było określenie sumienny: byle oni sumiennie
rządzili [Kobieta lat 60] lub powinien być solidny, sumienny i nie myśleć tylko o sobie,
ino o wszystkich [Kobieta lat 55]. Określenie sumienny i uczciwy jest używane w
znacznym stopniu wymiennie - chodzi o to, aby człowiek władzy żył zgodnie z

10

�sumieniem ukształtowanym przez dekalog i miłość bliźniego. Wszystkie postulaty tego
typu kończą się stwierdzeniem, że obecnie jest dokładnie na odwrót.
Gdy zadawaliśmy pytanie o dobrą władzę wielu rozmówców porównywało ją do
służby:

Władza

służyć

powinna

Polakom,

społeczeństwu,

każdemu

człowiekowi

[Mężczyzna lat 50]. Jak się przekonaliśmy władza rozumiana w kategoriach służby
stanowiła idealny wzór wszelkiej władzy. Ten ideał wcielał, zdaniem górali, tylko jeden
człowiek - papież Jan Paweł I I : władza nie powinna być władzom, tylko po prostu służyć,
tak jak papież, nasz Ojciec Święty. On jest autorytetem, oni powinni się od niego uczyć.
On niby rządzi całym światem, ale służy - objaśniała pięćdziesięcioletnia kobieta. Takie
rozumienie władzy niewątpliwie zostało ukształtowane na gruncie chrześcijaństwa.
Postać Jana Pawła I I jest niezwykle istotna dla zrozumienia góralskich wyobrażeń
o władzy. Nasi rozmówcy, zwłaszcza ci wychowani w czasach PRL, bardzo ostro
rozdzielali sfery polityki i religii, charakteryzując tę pierwszą jako sferę brudną, drugą
zaś jako wzniosłą (Lubańska 2005). W przypadku Jana Pawła I I ten podział jest
nieistotny, Ojciec Święty jest ponad nim: papież całą tą politykę utrzymuje, bo on jest
podstawą tej polityki, (...) nie chce wojny, nie chce robić zła, chce jak najlepiej, zawsze
czyni dobrze - podkreślał sześćdziesięcioletni mężczyzna. Polityczna rola Ojca Świętego
jest podkreślana we wszystkich wypowiedziach, podobnie jak w rozmowie taksówkarzy
w Nowym Targu: proszę Panią, wojnę przekroczył Papież, Reagan i Gorbaczow. Tych
trzech ludzi załatwiło to i dalej tę politykę formują. My bez Papieża to byśmy już 18
republiką

byli dawno! Rolnik, emeryt uzupełniał: on był tą iskrą, która

rozpaliła

wszystko, a wielu naszych rozmówców mówiło po prostu: on komunizm obalił.
Zaskakujące, ale w osobie Jana Pawła I I polityka nie tylko nie jest przeciwieństwem
religii czy moralności przeciwnie, zdaniem górali on potrafił wnieść do brudnej polityki
dobro, przemieniając ją tym samym w sferę, nadal obcą i odległą dla zwykłego
człowieka, ale nie diaboliczną. Według naszych rozmówców stało się tak dlatego, że
Papież wniósł ewangeliczne wartości do świata polityki: Ojciec święty pokazuje jak
wyciąga rękę do każdego. Miał spotkania ekumeniczne nawet z żydami. No najgorzej mu
idzie z prawosławiem,

ale do każdego wyciąga rękę - mówiła pięśdziesięcioletnia kobieta

- i ta jego tolerancja! To jest podstawowa rzecz! Papież przeprasza, on do każdego
wyciąga rękę! Starsza gaździna uzupełniała: Ojciec Święty powiedzioł:

on psyjmuje i

11

�żydów i muzułmanów i każdego szanuje i powinno się tolerować każdego cłowieka: cy to
katolik, cy to zyd, cy cygon. Młodsza kobieta, dawniej należąca do PZPR dodawała:
Ojciec Święty pokazuje jak być tolerancyjnym w stosunku do tych, którzy wierzą w co
innego niż my. O tolerancję mu chodzi i o pokój. Władza sprawowana w myśl zasad
chrześcijańskich uległa przemienieniu. Stało się to za sprawą siły duchowej Jana Pawła
I I , którą nasi rozmówcy uważali za tak wielką, że zdolną przemieniać ludzi i narody: on
był ta iskrą potrzebną w narodzie, żeby się ludzie obudzili, żeby uwierzyli po prostu w to,
że pewne rzeczy są możliwe. Ludzie stali się dużo odważniejsi, takiej otuchy nabrali, bo w
ten cas był jesce taki ustrój komunistyczny i to tak różnie było, po prostu my tacy byli
zniewoleni, ze nic nie wolno było mówić, nic tego... i po prostu ludzie takiej otuchy
nabrali - tak objaśniała studentom fenomen oddziaływania Ojca Świętego staruszka,
która ukończyła 2 klasy (rolniczka).
Jej wypowiedź dobrze charakteryzuje stosunek górali do Papieża: No to my tu w
Ludźmierzu Papieża bardzo szanujemy, bo jesce jak był biskupem w Krakowie, to cęsto
psyjezdzoł do Ludźmierza, przeważnie na odpusty. No to sie go widziało, i wiedzieli my ze
to ten i jak go wybrali na papieża to kazdy był zadowolony, że to taki, co my go znamy,
nie! Dalszy ciąg jej wypowiedzi dotyczy zdarzenia istotnego dla rozważań na temat
władzy: I jesce takie zdazenie było, ze jak było koronacjo tej Matki Boskiej

Ludźmierskiej

w 1963, to te figurę jak podnosili, to jakoś im się pochyliła i berło jej wypadło z rąk i on
to chwycił, żeby nie upadło na ziemię. Chwycił to berło! I zaraz śmiali sie z niego księża i
biskupi śmiali się z niego, że wróży mu sie jakaś władza i potem było właśnie ta władzo!
Opowieść o pochwyconym berle słyszeliśmy od wielu osób. Ludzie opowiadali nam ją
wielokrotnie, abyśmy zrozumieli że, władza Ojca Świętego pochodziła od Boga.
Opisywane zdarzenie interpretowali jako znak z nieba, rodzaj objawienia woli bożej,
element planu bożego wcześniej wiadomy i zakomunikowany wybranym (góralom
oczywiście). Odwołując się do sakralnego pochodzenia władzy, o którym pisał zarówno
Mircea Eliade (1988), Jean Paul Roux (1998) jak i inni autorzy sądzę, że można pokusić
się o przeciwstawienie władzy pochodzenia boskiego i ustanowionej przez ludzi.
Reprezentanci wybierani przez elektorat i na mocy umowy społecznej oddelegowani do
decydowania w ich imieniu, mają wszystkie ludzkie przywary: samolubność, skłonność
do prywaty, nepotyzmu itp. Inaczej z władzą z boskiego nadania, którą Bóg ustanawia i

12

�wzmacnia swą siłą, która pozwala wybrańcowi przemieniać duchowo całe narody.
Dlatego ten rodzaj władzy stanowi niedościgły wzór dla władzy ludzkiej. Ucieleśniający
go Jan Paweł I I o oczach górali ma wszelkie cechy „bożego pomazańca" - jest wybrany
przez boga, jest pośrednikiem pomiędzy światem ludzi i sferą sacrum: w obliczu
Najwyższego uosabia rodzaj ludzki wstawiając się za nim, na ludzi oddziałuje mocą,
której źródło jest ponad naturalne.
Portret z negatywu.
Próbując z tych rozważań odtworzyć obraz własny naszych

rozmówców

zacznijmy od porównań, którymi się posługiwali. Postaci gazdy, bacy, pasterza to jak
pisze Sherry Ortner metafory źródłowe, o których można powiedzieć, że są jednym z
rodzajów symbolu kardynalnego, który bywa symbolem służącym do

porządkowania

doświadczenia

i uchwycenia go w kategoriach danej kultury, symbolem, który pomaga

nam wymyślić

w jaki sposób owo doświadczenie

tworzy całość (Ortner 2003, s. 110).

Jaki obraz własny ujawnia się w tak znaczącej metaforze? Jak już sugerowałam pierwsze
skojarzenie to inwentarz w gospodarstwie, owce, które trzeba pilnować, karmić, poić.
Jest też możliwa mniej deprecjonująca interpretacja: społeczeństwo to juhasi, członkowie
rodziny gospodarza, słowem ludzie, którzy wespół z nim wypracowują dobrobyt, a od
niego oczekują zorganizowania pracy tak, żeby była jak najbardziej efektywna. Pierwsza
interpretacja nie zakłada podmiotowości. W drugim ujęciu Polacy, a w każdym razie
górale, postrzegają się jako samodzielne podmioty, wymagające jedynie pokierowania.
Jeżeli od władzy oczekują przede wszystkim dobrego organizowania gospodarki oznacza
to, że uważają, iż sami odnajdą się w rzeczywistości rynkowej, o ile prawo, które
reguluje tę sferę będzie sprzyjające i przejrzyste.
Porównanie władzy do stanowczego pasterza niesfornych owiec wprowadza
ważny element autoportretu polskiego społeczeństwa. Oczywiście uzasadnia potrzebę
silnej władzy,

ale przede

wszystkim niesie informację

o samoocenie

naszych

rozmówców, którzy uważają, że Polacy są niesubordynowani, mają kłopoty z samo
organizacją i współdziałaniem. Są społeczeństwem zatomizowanym, które jednoczy się
w obliczu silnej władzy.
Czy zatem idea działania dla wspólnego dobra jest im obca? Przeczą temu bardzo
emocjonalne

i liczne wypowiedzi na temat rozkradania i wyprzedaży

majątku

13

�narodowego. Wiele z nich zawierało argumenty, że przecież był to majątek wypracowany
przez społeczeństwo. Można się zastanawiać, na ile jest to wynik oddziaływania
socjalistycznych idei upowszechnianych przez radiowęzeł w kombinacie „Podhale".
Warto jednak przypomnieć, że górale mają wyjątkowo zakorzenione poczucie własności.
Nigdy nie odebrano im ziemi, nie powstały na Podhalu PGR-y. Może to być zatem
poczucie więzi i współ wytwarzania czegoś, co nie jest majątkiem konkretnego
właściciela, ale wspólnoty narodowej. Z tego wynika, że nasi rozmówcy zakładają
istnienie takiej wspólnoty, że czują się składową narodu, wspólnoty, którą Benedict
Anderson nazywa wyobrażoną (1997). Jak górale wyobrażają sobie naród, to temat do
zbadania, tutaj chciałam jedynie złagodzić indywidualistyczną wizję społeczeństwa, jaką
zawiera się w metaforze niesfornych owiec.
Władza

oprócz

funkcji

organizacyjnych powinna zapewniać obywatelom

bezpieczeństwo - ten postulat jest chyba najstarszym i najbardziej uniwersalnie
formułowanym oczekiwaniem wobec wszelkiej władzy i trudno się dziwić, że wciąż jest
aktualny.

Tymczasem ludzie czują

się zagrożeni,

bezradni wobec

narastającej

przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Porównanie z latami PRL jeszcze pogłębia to
wrażenie. Całkiem niedawno było na ulicach dużo bezpieczniej. Po przełomie 1989 r
przestępczość bardzo wzrosła, a przede wszystkim znacznie nasiliło się zainteresowanie
mediów. Efektem jest społeczne odczucie gwałtownego spadku bezpieczeństwa.
Nasi rozmówcy czują się również zagrożeni gospodarczo - zmieniające się
przepisy i obciążenia fiskalne powodują, że nikt nie jest pewny jak długo jego mała
wytwórnia, zakład usługowy, stragan czy gospodarstwo będzie rentowne. Gdy państwo
zmieni przepisy, podniesie VAT, opłaty na ZUS drobny przedsiębiorca splajtuje i zwolni
pracowników. W efekcie nikt nie jest pewien jutra, wszyscy obawiają się utraty pracy i
narzekają na bardzo słabe zarobki u „prywaciarza", który obciążony świadczeniami na
rzecz państwa, nie chce lepiej płacić pracownikom. Większość z nich porównując obecną
sytuację z czasami PRL-u z nostalgią wspomina komfort, jakim była stała pensja
przynajmniej jednego z członków rodziny pracującego w kombinacie obuwniczym
2

„Podhale" . Warto podkreślić, że górale w stopniu większym niż mieszkańcy innych

2

Kombinat przemysłu obuwniczego "Podhale" zbudowano w Nowym Targu w 1957 r. W okresie
największego rozkwitu, w l. 70., zatrudniał do 10.000 pracowników. Został zlikwidowany w 1990r.

14

�regionów, byli od pokoleń przyzwyczajeni do tego, że dochód z górskiego gospodarstwa
nie wystarcza na wyżywienie rodziny i trzeba szukać zarobku w rzemiośle lub w pracy za
granicą.

Mimo, że niepewność jutra nie jest dla nich niczym nowym, po latach

zatrudnienia w państwowych zakładach zapewniających stabilność zarobków, obecna
sytuacja jawi się jako niepewna. Poczucie niepewności i niestabilności gospodarczej
dominuje w wypowiedziach.
Wiele o lokalnym autoportrecie mówią opowieści o ludziach władzy, o tym kto
może zostać politykiem, jakie cechy predestynują do władzy itp.

Nasi rozmówcy

uważają się za radykalnie różnych od polityków. Polityk to człowiek wykształcony,
obyty, bogaty przywykły do dobrobytu i lekkiej a dochodowej pracy. Ludzie, z którymi
rozmawialiśmy - przeciwnie - czują się nieznaczącymi pionkami. Mówią o sobie my
bidne ludzie lub my - prosty naród. To poczucie niskiej wartości uzasadniają brakiem
edukacji, ogłady, a przede wszystkim biedą. Uważają, że za ciężką pracę są słabo
wynagradzani i choćby się zapracowali, nie są w stanie zarobić tyle, by żyć godnie.
Zwłaszcza starsi ludzie uważają, że przyszło im żyć z karkami zgiętymi. Młodsi są
bardziej konkretni i szukają przyczyn tego, że w Polsce człowiek pracujący fizycznie nie
może się dorobić, a w USA czy Niemczech - tak. Za tą poniżającą dla nich sytuację
obwiniają fiskalizm państwowy i złe zarządzanie gospodarką. Pod tym określeniem
mieszczą się wszystkie afery gospodarcze, nieuczciwości związane z likwidacją i
prywatyzacją przedsiębiorstw oraz wyprzedaż majątku narodowego. Są to sprawy bardzo
bulwersujące, nasi rozmówcy czują się wobec nich bezsilni. Pracują, ale zyski z ich pracy
czerpią inni. W efekcie trudno mówić o poczuciu własnej wartości, gdy walczą o
utrzymanie siebie i swoich rodzin. Jedyne co im pozostaje to przekonanie o tym, że w
porównaniu do polityków są bardziej uczciwi,

sumienni, etyczni. Porównanie z

politykami pod kątem wygody życia i dostatku wypada zdecydowanie na niekorzyść
naszych rozmówców, rekompensatą za to jest korzystne dla ciężko pracujących ludzi
porównanie pod względem moralnym.
Wyrzucanie ludziom władzy prywaty, nieuczciwości, zakłamania wiele mówi o
wiejskim systemie wartości, w którym uczciwa praca jest jedną z najwyższych wartości.
Ciężka, codzienna praca, powolne dorabianie się, bogacenie przez pokolenia są
przeciwstawiane obecnym karierom, kiedy to majątek zbijany jest w kilka lat. Czerpanie

15

�korzyści dawniej z przynależności do PZPR, a obecnie z uczestnictwa w polityce lokalnej
czy centralnej jest negatywnie wartościowane. Jak wynika z naszych badań: polityka to
nie jest uczciwa praca (Rozmowy...2005). Podkreślają to również wypowiedzi dotyczące
przemiany moralnej człowieka, który wchodzi w sferę władzy - gdzieś gubi się jego
kręgosłup moralny i zrozumienie dla problemów sąsiadów. Dla naszych rozmówców
wartością jest sumienna praca, działalność polityków uważają za dorobkiewiczostwo.
Co wynika z kreślonego przez

górali wzorca idealnego? Ideał władzy

formułowany w kategoriach służby zakłada podmiotowość tego, komu ta władza służy.
Idea służby jest swego rodzaju dowartościowaniem owego podmiotu. Zmienia to
diametralnie istniejącą sytuację, w której nasi rozmówcy czują się pionkami. W modelu
idealnym następuje odwrócenie: to oni są godnym poszanowania podmiotem, wobec
którego władza pełni funkcje służebne. Takie ujęcie pokazuje silną tęsknotę za
poszanowaniem, dostrzeżeniem, zaistnieniem w sferze publicznej. Władza, która służy
człowiekowi dostrzega jego problemy i dąży do tego, aby je rozwiązać. W takim ujęciu
ludzie, również niewykształceni, są znaczący. Zważywszy, że mówimy tu o sytuacji
pożądanej, a nie realizowanej, można wnosić, że nasi rozmówcy czują się nieistotni,
lekceważeni, odsunięci o wpływu, a często poniżeni.
Wielka irytacja jaką budzą zapewnienia ludzi władzy, o tym, że służą dobru
społecznemu wynika z tego, że prawda jest inna, zdaniem naszych rozmówców.
Publiczne wypowiedzi polityków o poszanowaniu wyborców i działaniu dla ich dobra,
unicestwiają rzeczywistość zastępując ją sielankowa wizją. To budzi w naszych
rozmówcach wielkie rozgoryczenie. Media dopuszczają do głosu polityków, głos ludzi
niewykształconych jest niesłyszalny. Ich prawda o rzeczywistości nie ma, jak uważają,
możliwości zaistnienia. Jest wyparta z dyskursu publicznego i zastąpiona obłudnymi
deklaracjami. To wzmaga jeszcze poczucie odsunięcia i tego, że dla polityków nasi
rozmówcy stanowią masę, łatwo poddająca się manipulacji.
Co objawiają wypowiedzi dotyczące Jana Pawła II? Niewątpliwie ujawniają
marzenia o władzy etycznej, zainteresowanej człowiekiem, akceptującej każdego, nawet
prostych ludzi; władzy, która ich szanuje na tyle, że chce im służyć. Te marzenia
powstają na gruncie przekonania, że w rzeczywistości jest odwrotnie. Wyrastają z
poczucia nieposzanowania, okpienia, lekceważenia bidnych ludzi, którzy są pionkami.

16

�Oczywiście

nie

dotyczy to

całego

społeczeństwa,

ale prostego

narodu

ludzi

niewykształconych, pracujących fizycznie, mieszkających z dala od centrum władzy i
bogactwa.
Wypowiedzi naszych rozmówców dowodziły, że podział na Polskę „pańską" i
„chłopską" jest wciąż aktualny. Józef Burszta wywodzi go ze średniowiecznego
porządku społecznego, pokazuje jak umacniał się w czasach renesansu, racjonalizował w
dobie oświecenia, nabierał emocjonalnego
młodopolskim. O dwudziestoleciu

zabarwienia w okresie romantyzmu i

międzywojennym pisze, że wówczas podział był

doświadczany w kategoriach kultury chłopskiej i

szlachecko-inteligenckiej (1985, s.

274). Józef Chałasiński podobnie charakteryzuje go w latach pięćdziesiątych, kiedy
przybiera postać opozycji kultura chłopska - kultura inteligencka. Burszta pisze o jego
aktualności w latach

osiemdziesiątych. Najnowsze wcielenie tego przeciwstawienia

Izabella Bukraba Rylska (2005) nazywa dyskursem miejsko-inteligenckim i wiejsko
plebejskim.
Podsumowując, warto zauważyć, że kreślony przez górali autoportret zakłada
bardzo głęboki podział społeczny, wywodzący się jeszcze z czasów społeczeństwa
stanowego, a jak widać wciąż aktualny pomimo zmian prawnych włączających warstwę
ludową do grona obywateli współdecydujących o losach Polski. Czym charakteryzuje się
prosty naród

przeciwstawiany tym, którzy żyją po pańsku?

skupieniem na sprawach gospodarczych,
zapewnić utrzymanie rodziny

Przede wszystkim

na pracy, pozwalającej odegnać biedę i

(Stomma 1986, Kroh 2002). Sprawy gospodarcze są

zawsze priorytetowe, a polityka interesuje ich o tyle, o ile ma wpływ na gospodarkę
(Rozmowy...2005). Dlatego najistotniejsze są te wartości, które łączą się z pracą uczciwość i sumienność.

Stanowiąca zasadniczą większość społeczeństwa grupa ludzi

słabiej wykształconych ma poczucie odsunięcia. Ich cele, dążenia, wyznawane wartości
nie przebijają się do dyskursu publicznego. Medialne debaty w małym stopniu dotyczą
optymalizacji rozwiązań gospodarczych,

skupiają się na sprawach politycznych, o

których nasi rozmówcy mówili, że są fanaberią

dla bogatych, co nie muszą

ciężko

pracować.
Bibliografia:
Anderson B.

17

�1997

Wspólnoty wyobrażone, tłum. S. Asmsterdamski, Kraków.

Baudrillard J.
1998

Procesja symulakrów, w: Postmodernizm,

red.

J. Nycz,

tłum.

T.

Komendant, Kraków, s. 175-189.
Bukraba-Rylska I .
2005

Na temat wsi i socjologii wsi (pomiędzy dyskursem wiejsko-plebejskim a

miejsko inteligenckim),Warszawa.
Burszta J.
1982

Osobowość chłopa polskiego u progu niepodległości jako wynik przemian

agrarnych i społeczno-ekonomicznych, w: Dzieje szkolnictwa i oświaty na wsi polskiej,
red. S. Michalski, t. I, Warszawa.
1985

Chłopskie źródła kultury, Warszawa.

Chałasiński J
1997

Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa.

Eliade M .
1988

Historia wierzeń i idei religijnych, t. 1, tłum. S. Tokarski, Warszawa

1994

Historia wierzeń i idei religijnych, t. 2, tłum. S. Tokarski, Warszawa

Goff Le J.
2002

Kultura średniowiecznej Europy, tłum. H. Szumańska-Grossowa, Gdańsk,

Warszawa.
Lubańska M .
2005

Religia i polityka. Ich wzajemne relacje w powiecie nowotarskim, w:

Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa, s. 125-140.
Ortner Sh. B.
2003

O

symbolach kardynalnych, w:

Badanie

kultury. Elementy

teorii

antropologicznej, tłum E. Klekot, Warszawa, s. 106-116.
Rozmowy...
2005

Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa.

18

�Roux J. P.
1998

Król. Mity i symbole, tłum. K. Marczewska Warszawa.

Schils E,
1994

Co to jest społeczeństwo obywatelskie?, w: Europa

i

społeczeństwo

obywatelskie. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, tłum. D. Lachowska,
Kraków.
Stomma L.
1986

Antropologia kultury wsi polskiej XIX w, Warszawa

Thomas W. I . , Znaniecki F.
1976

Chłop polski w Europie i Ameryce, tłum. M . Metelska, Warszawa.

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11453" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11431">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4257afd4fad7f2e95ee4595de2cb7ddb.pdf</src>
        <authentication>0029c9a5a3732bc3d6cebd5ad85c20e8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136453">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6516</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136454">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136455">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136456">
                <text>Syberia - tożsamosć etniczna i kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136457">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6088</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136458">
                <text>People of the Taiga, the Reindeer People, the People../ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136459">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.168-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136460">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136461">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136462">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136463">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136464">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136465">
                <text>J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

People of the Taiga,
the Reindeer People,
the People...

... Darkness pervades the shamanic yurt. A huddled fig­
ure - perhaps the shaman’s wife or his young helper —holds a
massive drum above the dying flames of the fire. The shaman
sits slightly further, with the figurines of the deities of the home
altar behind him. His eyes are shut (...) the quiet murmur of
a prayer is heard. Suddenly, he stands up, takes hold of the
drum, and testing it strikes it; the sound is still insufficiently
loud —it has been raining the whole day and the leather on the
rim is moist and must be dried for a long time. Those sitting on
both sides observe him tensely....". 1
When more than a quarter of century ago I began my
book on shamanism with the above quotation I never
even hoped that I should ever see such a scene myself.
Much has changed since the time of Feliks Kon and other
authors from the turn of the nineteenth century on whose
accounts I based my descriptions. In the Siberian and
Mongolian stretch of taiga and tundra there appeared a
system that obliterated or modified the archaic ways of
existence, changed tents, teepees and yurts into wooden
barracks and cottages, transformed the shepherds into
kolkhoz tractor drivers, and eliminated all shamans. And
yet, I am witnessing today a recurrence of an ancient im­
age: a shamanic séance in a cramped teepee, held for a
few shepherds. The shaman looks just the same as his
counterpart did years ago: he wears an identical costume,
rocks back and forth, and murmurs in an unchanged
manner, his daughter dries the drum above the fire just
like it was done years ago because today it rained as it did
then, not surprisingly since the Eastern Sayan Mts. are a
range where it always rains.
The Tuva/Tukha/Tsaatan people of northern Mongo­
lia had completed a full circle - they returned to reindeer
grazing, living in yurts and teepees, and to shamanism.
We are on the edges of the Darkhad Valley, known as
the land of the shamans. Here flows the Shishged River,
further down known as the Yenisei. This is almost the
end of the world and we shall travel on horseback even
further, north of the last permanent settlement: Tsagaannuur, towards the frontier with Russia, or, more precisely,
with South Siberian Tuva. This territory, once known as
Uriankhai, has been the domain of rivalry between Russia
168

and China, embroiled in a competition for hegemony in
Asia intent on transferring Mongolia from the Asian axis
to the European one. Here, boundaries were never clearcut - hence the multiplicity of misleading names given
to the inhabitants of the forest-steppe borderline by the
Mongols, the Russians, and the Chinese: the Uriankhai,
the Soyot, the Uyghur, the Tuva (pronounced by the lo­
cals as Tukha and for some reasons transcribed in current
Western literature as Dukha), and the Tsaatan. Today,
the latter, Mongolian name signifying “people of the rein­
deer” is best known, although unwillingly accepted by
those concerned. The Tsaatan are not a Mongolian peo­
ple but of Turkic origin: native Tuvinians, who fled from
their homeland to Mongolia only half a century ago.
Not many remember that until 1944 there existed a
state known as the Republic of Tuva - a pseudo-inde­
pendent buffer between the USSR and Mongolia, a re­
gion of interests pursued by two other Far Eastern rivals:
China and Japan. Its symbolic independence came down
to post stamps (triangles and rhombi featuring shepherds
and milkmaids with sheep, cows, and camels). When at
the end of the war Stalin ultimately incorporated Tuva
into the Soviet Union, famine and enforced army recruit­
ment followed. The post-stamp shepherds started to flee
across the frontier - a feat accomplished the easiest by
breeders of small reindeer herds, who had earlier pen­
etrated the mountainous borderland.
After several years of compulsory returns and repeat­
ed attempts at escape, several hundred Tuvinians were
permitted to stay in Mongolia, where in 1956 they were
granted citizenship, while an ensuing adaptation policy
assumed the form of acculturation or outright assimila­
tion. The nomadic shepherds were settled down and
some became fishermen and employees of a fish process­
ing plant; it is worth recalling that neither they nor the
Mongols fished or ate fish ever before.
Forest culture was an embarrassment to the progres­
sive authorities, which regarded local shamanism as a par­
ticular disgrace. This is why foreign researchers were so
rarely permitted to tour these regions, as we experienced
personally a quarter of century ago while arriving with an
expedition organised by the Polish Academy of Sciences.
We were driven out after being accused of acting as In­
telligence agents working for the Japanese; a suspicious
janitor saw us using candles at night - evidently, we had
been developing espionage film negatives.
The events of the 1990s changed the mentality of
the local decision makers and transformed it beyond
recognition. This borderland region opened up not only
for researchers and tourists but also for all the more and
less fortunate consequences of a systemic transforma­
tion. The fish processing plant finally went bankrupt
(since no one ate the fish) and the reindeer kolkhoz was
disbanded, its members somehow managed to slaughter
more than half of the herd just in time before privatisation.and all funds for additionally financing animal hus­

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

bandry vanished as did those for constructing houses and
farm buildings, veterinary assistance, and schools.
Such were the conditions of an onset of inevitable re­
gress towards tradition as the sole possible form of surviv­
al. Once again teepees covered with torn tarpaulin had
to suffice together with small - 20-40 animals per family
- herds of reindeer and scarce products of the taiga as
an additional source of sustenance. Preserved remnants
of indigenous culture included tradition, spirituality, and
shamanism.

2.
We await the beginning of the séance in a dark tee­
pee, just before midnight. The not quite fifty years-old
Gandzorig is the youngest but the most active of four
Tsaatan shamans. He slowly arranges his costume, roomy
calf boots, and a black-feather headband. All resemble
items shown in old engravings, although they had been
made only three years ago and are kept inside a large
and capacious drum (a researcher cannot help noticing
with satisfaction that this is a proper “south Sayan” drum
according to the Prokofieva classification). The front
part of the costume imitates armour (a breastplate with
horizontal bands) and the back is embellished with long
ribbons, including one in the distinct shape of a snake.
The shaman’s daughter, assisting in the séance, still has
to sew on the last iron tags, which for reasons unknown
have to be placed anew before each séance. opposite the
entrance there hangs in the place of honour a half-metre
long sash displaying pieces of fabric and figurines made
of fabric and leather. These are the shaman’s holy ob­
jects - ongons prepared by his older brother, Gost, who
until recently was also a regular shaman. Later I shall de­
scribe the encounter with this celebrated figure of local
shamanism.
It is nearly midnight. The daughter lights a candle
and places it behind a bed sheet screen, producing an
excellent stage design effect. Silence falls and everyone
succumbs to solemn concentration. We are accompa­
nied by a young married couple quietly explaining in
the Tuvinian language the reason for their presence
- apparently, they are childless. Now it is my turn to
present our wishes - I ask for successful work, and a
happy return home. I feel like yet another member of a
long sequence of European researchers studying Siberia
- travellers and exiles who resorted to the same motiva­
tion to mask their curiosity that led them to the site of
a shamanic rite.

3.

We set off across the land of the Tsaatan on eight
horses: the four of us (two Polish and two Mongol re­
searchers), two guides, and two pack horses, carrying pro­
visions for us and our hosts so as to prevent them from
killing reindeer for meat. Apart from flour, rice, canned
goods, and pressed tea our supplies include flashlights,
candles, and ropes for tying reindeer; we could do with
169

more medicines, shoes for children, tarpaulin for covering
the teepees.....
It is October, the 3 000 meters-high peaks of the Say­
an Mts. on the horizon are already capped with snow, and
temperatures - especially at night - are well below zero.
The horses take fright while carefully stepping over the
ice-covered streams, but at least they do not sink in “black
water”, which in the summer hampers all movement in
the taiga. The laboriously traversed passes offer views of
a frozen, still landscape. Not a single trace of man - kil­
ometers of yellowed larch taiga covering the dome shaped
summits and the sprawling grassy valleys. Even the Tungus meteorite would not make an impression here.
The taiga displays yet another colour, i.e. black. This
is not solely the effect of the natural process of the larches
turning dark - larch is aptly called “the black tree”. In
many places one can see traces of local forest fires caused
by lightning. o u r guides secure the remnants of a bon­
fire, carefully covering it with sheets of ice from a frozen
stream. This does not come as a surprise - there is only a
single method of combatting fire: the intervention of an
owner of a magic stone known as dzada, whose exposure
to wind immediately brings rain. This special item comes
from the bowels of a stag and is an ossified fur ball just like
bezoar, the magic stone in mediaeval European tradition.
The magic anti-fire campaign is, by the way, financed by
the local authorities.
Only rarely do we encounter traces of human pres­
ence: an ovoo - a pile of branches with strands of hair
obtained from a horse or reindeer mane, and traces of
small sacrifices for the spirits of those sites, a khadag a blue sash hanging on a branch as a sign that nearby
a human corpse had been placed on the ground, or a
horse skull nailed onto a tree to guarantee the birth of
good stallions.
Here and there we can see that shamanic practices
and beliefs live on. We pass shaman’s trees full of ribbons,
the destination of those wishing to make a sacrifice on
this spot and whose relatives included a shaman. We see
reindeer with colourful ribbons around their necks -these
are blessed animals excused from hard labour; women
are forbidden to mount them. The ribbons - the same
as those hanging in the place of honor in a teepee as holy
objects - are the seat of the guardian spirits of the family,
and the reindeer are their carriers.
During our journey we encounter a lone rider trans­
porting a small load. He looks strange, as if he was car­
rying only part of his belongings. The mystery was ex­
plained once we arrived at the camp from which he had
departed.
Everyone is preparing for tomorrow’s joint transfer­
ence to a new site near the winter grazing land. Such a
day has to be astronomically providential for all - and it is
by no means easy to establish it for more than ten fami­
lies in the camp. The feat is almost accomplished, but for
one family this is still an unlucky day. The only solution is

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

magic: the departure has to be staged on another day by
dispatching a single family member; then the others will
follow with the rest.
This is where we shall spend the night. As always
when staying in someone’s teepee we are not allowed to
throw even the smallest piece of paper into the fire - this
would be an offence against the household fire, causing a
rash on the faces of all the residents. We can only help­
lessly watch our hostess putting outside our clean paper
wrappings, which could have been burnt without leaving
a single trace. Even more the pity considering that in this
environment they will litter the taiga for years to come.
This is a case of an insoluble conflict of the attitudes,
reasons, and values of the East and the West, perhaps
equally justified but also mutually exclusive.
When we finally go to sleep our host removes from
the wall all ongons —ribbons, small pieces of fur, iron em­
bellishments, and figurines so that, he explains, the spirits
would not torment us at night and bring bad dreams.

4.
Gandzorig puts on his costume, treating each part
with the smoke of a burning juniper branch and deeply
inhaling the smoke. He tries out the drum, first quietly
and calmly, facing the fire in the centre, and then with
his back turned to us and looking at the ongons. Standing
predominantly in this position he dances for several hours
during the séance.
After the first six-eight minutes the drum is beaten
regularly. Now, two rhythms will resound uninterrupt­
edly, interchangeably, and in long sequences: rapid series
of 166-180 beats a minute - a typical trance-inducing
shamanic rhythm, and double beats imitating the noise
of a galloping horse. This goes on tirelessly for over two
hours - when his hand gets tired of producing one of the
rhythms Gandzorig chooses the second tempo. He hums
something quietly, in a changed and unnaturally whin­
ing voice. The words are illegible and on the next day
he is unable to, or does not want to explain anything to
us. Sometimes he cries out, huddle, and using his hands
gathers something into the drum open on one side. He
wheezes and snorts, as if he were a bird soaring in the
air or a steed. This otherworldly flight is also rendered by
running on the spot, dynamic motions of the body, and
jumping on both feet. A quarter of an hour after falling
into the trance he sits down for less then a minute and
his daughter hands him a pipe. During successive brief
intervals he sips tea or puffs on a cigarette.
More than half an hour of the unflagging dance has
passed and the shaman is clearly losing control over his
motions; he is prevented from falling on his back by the
men sitting nearby who catch him and protect him from
hurting himself against an iron stove. Now, we have to
pay attention so while whirling rapidly he does not get one
of the ribbons entangled on the stove pipe. He no longer
controls his movements because he is being entered by
170

the supreme ongon; the only thing we know about it is
that it is a female.
One of the spectators ties to the shaman’s back a
white sash - the khadag, a gift that is supposed to win over
the ongon. Perhaps now the conversation with the spirit
will take place and produce divination for those gathered?
No, Gandzorig rarely resorts to this method and usually
the fortune telling involves interpreting the location of a
drum rattle thrown to each of the participants twice: the
first time one has to catch it with one’s hand and give it
back while saying: “divination!” (torog!), with the handle
turned towards the ; the second time it should be caught
without touching the object, into one’s lap, and the sha­
man, having looked at the position of the rattle, makes a
longer statement assuring about its conducive effect.
The ongon leaves the shaman’s body; at the same
time, the flight of his soul comes to an end. Those present
comment that now the shaman “is descending to earth”.
He slowly grows calm and takes off the attire without
help, although he staggers. One of the men gives him a
brief massage, and the son leads the shaman - undressed
and hot - outside; in a few minutes he returns refreshed.
He adds that he did not wish to exhaust us, the foreign­
ers, with an overly long séance, which could last for five
hours. When we leave for our tent it is almost three in
the morning.

5.
A day in the teepee always begins with making tea.
Today too we are awakened by a familiar sound - our
hostess uses a steel chisel to scrape the tea leafs pressed
into a hard brick and kept in a leather pouch, and then
pounds them into powder in a wooden mortar. We warm
up, chilled despite the warm sleeping bags, and listen
to what our hosts are saying: that the children found it
so hot at night that they went to sleep outside, on the
ground, and that the adults too would be unable to sleep
in a bed in a room in some town. In addition, it is high
time to begin the slaughter.
Slaughtering a reindeer starts with tying down the
dogs. The barely five year-old Budzen’ with a constantly
surprised expression on her face and her older brother
secure the two shaggy creatures, still covered with hoar
frost, to trees so that that they would not disturb us. Our
host has already separated the chosen animal from the
rest of the herd. He carries an axe and a long home made
bayonet - an irregularly shaped piece of iron in a wood­
en sheath. Now, he sends his little daughter to fetch his
knife, the one with a clasp made of a boar fang, which
he always wears tied to his belt and today has supposedly
forgotten and left behind in the teepee. By the time the
girl returns the whole operation has been completed: the
reindeer, stunned by the axe on the head, has fallen to
the ground and his heart has been stabbed with the bayo­
net deeply piercing the neck. Lying on its side, the animal

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

kicks and is pressed by the boy from the rear so that dark
thick blood flows into a bowl.
The little girl watches while the two men skin the
reindeer starting with the pasterns, slashing through the
belly, extracting the full stomach, cutting off the liver
and serving everyone a slice of warm, sweetish, meat.
The dogs calmly wait for their portion of inferior en­
trails. In not quite half an hour the pantry beams are full
of pieces of the meat of a whole reindeer, while the ribs
and the heart are being cooked for immediate consump­
tion.
It was not easy to make the decision to kill the animal.
The whole herd is not even thirty strong, but our host’s
wife is very weak, she recently miscarried, and the meat
should give her strength. Asked when he had last slaugh­
tered a reindeer our host becomes angry. He is well aware
that reducing the size of the paltry herd leads to nowhere
but the family has to eat something.
This is the prime problem faced by these people - the
dilemma: to slay the reindeer or not. The animals con­
stitute the foundation of their sustenance and not by ac­
cident are recorded in the Mongolian name of the ethnic
group. The several hundred strong Tsaatan community
and its specific culture will survive under the condition
that it does not kill off the reindeer. The number of the
animals is falling and today totals about 700, and the lack
of fresh blood means inbreeding together with all its nega­
tive consequences.
In addition, the herds are weakened by the proce­
dure of cutting off the antlers. In the spring, the antlers,
which grow back each year, are still soft because they are
richly supplied with blood and in this state - similarly to
the famous Siberian stag horns - they have been used for
centuries by traditional Chinese medicine and, more re­
cently, European medicine. A t the beginning of the sum­
mer Chinese merchants appear in the region, willing to
trade in bearskins and other products of the taiga, such as
mushrooms; in turn, they offer money, quickly exchanged
for vodka. In those conditions it becomes tempting to
once again cut off the antlers when they are growing back
before autumn, a procedure that exceptionally weakens
the animals and leads to infections and a degeneration
of the antlers. Consequently, the herds include a growing
number of deteriorated animals - our Father Christmas
would be ashamed to use them for his sleigh.
Everyone is supposedly aware of this, but it just so hap­
pened that in each cluster of the teepees we came across
fresh meat and the heads of the reindeer displayed bloody
wounds in place of the antlers.

6.
Does the reader recall the titular character of the Sibe­
rian hunter from a film by Akira Kurosawa, a man called
Dersu Uzala? This part was played by Maxim Bulduk, an
actor from Tuva - the land of shepherds located some
3 000 kms to the west from the site of the plot. Now, I
171

am no longer astonished at the extraordinary ease with
which he performed the role of a man of the taiga.
The Tsaatan are masters of the hunt. A young man
with a gun, who quietly whistling rides a reindeer next
to us, manages to shoot in the blink of an eye an edible
dormouse in a tree, and still on horseback skins its glis­
tening black fur. He laughs with glee because it is worth
5 000 tugriks (almost five dollars) and is the source of ad­
ditional meat. When the newly fallen snow is so deep that
even reindeer sink to their bellies he will put on primitive
home-made skis - long, wide, heavy larch beams fastened
with leather straps and with the hide of freshly skinned
reindeer attached to the bottom.
These are the natural born people of the taiga, a name
- taigynkhyn —that the Tsaatan use most often to describe
themselves.
Before leaving, the residents of the campsite say fare­
well to the holy mountain, thanking it for a well-spent
autumn. We are not permitted to take part in this rite
but upon return they show us the strange pebbles they
brought back. Smooth, regularly shaped, and with light
brown swirls, they supposedly lie scattered as if in stone
bowls. It pleases the mountain that they are taken in re­
turn for something that has to be left behind, even if it
is only apiece of white fabric. The mountain grudgingly
gives bad people only the smallest pebbles.
We set off on our way. Mounting the steep approach­
es we reach the passes only to laboriously guide the easily
frightened horses down. We cross couloirs covered with
rock scree, places that are so wild and devoid of people
that if almas - the local version of the yeti - were to live
somewhere in Mongolia this would be the location. Our
hosts, although recounting legends about the almas, do
not believe in its existence. They are most of all afraid
of bears, which can be fatally dangerous especially if the
summer season did not provide abundant berries and
ants and the hungry animal cannot fall asleep for the
winter.
We listen to the story of a man whose whole family
was killed by such a famished bear. Having returned to­
gether with his wife to the teepee where they left a small
child in the care of its granny, they found the mauled
remnants of the corpses cast together with household
utensils into the fireplace in the centre of the building, as
if the bear wished to set all afire and obliterate the traces
of the attack. The wife suffered a heart attack, which she
survived, but never managed to eliminate the depression
that after two years of suffering resulted in suicide. At the
end of the meeting the man, who since that time lives
alone, asked us to sign our names in a notebook in which
he collects the names of all his visitors.
only after a longer stay we were told in secret that
universal belief has it that the calamity must have been
brought about by a black shaman from Tuva, who for
reasons unknown sent the bear. After all, there could be
no other explanation for the fact that the animal passed

�1. Departing for wood. Photo
Lech Mróz
2. Atarma, Delgermagnay's
wife. Photo lech Mróz
3. Batzayaa leaving for the
hunt. Photo lech Mróz
4. The herd is back in the
camp. Photo lech Mróz
5. old lady in front of her
tepee. Photo lech Mróz

�6. Suyaan and her old shamanic drum. Photo Lech Mróz
7. Half-blind Tsend fortune-telling with 41 pebbles. Photo
lech Mróz
8. Ganzorig with his newly made paraphernalia. Photo lech
Mróz

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

tume and the drum with incense smoke and sprinkled the
ongons using a juniper branch dipped in sacrificial milk.
From a wooden box she took out a drymba (Jew’s harp) an iron instrument, which played with the lips produces a
7.
I
sincerely admire the researchers of yore capable ofquiet vibrating sound, allowing the spirits to travel great
gathering so much material about esoteric shamanism.
distances. The arrival of the main spirit, the "lord of onThey managed to overcome barriers and distances creat­ gons”, made it possible to decipher the prediction. Twice
in a row the instrument hurled on the ground fell with the
ed by distrust and alienness, decipher enigmatic symbols,
reconstruct the whole pantheon, and outline a model of tongue upward. This was a good sign.
The shaman got up, reached for a large drum made
the world.
I
was unable to attain this objective among the Tsaa-for her when she was still a young woman (it cost one
tans and local shamanism still remains a mystery. I was
reindeer), and started to lightly strike it with a wand and
even incapable of resolving the question concerning the
quietly hum. She skipped, turned around once and twice,
extent to which the shamans, declining to answer, con­ and rhythmically shook her head so that the braids cov­
ceal that, which must remain taboo or are concerned with
ering her face trembled. Old age, however, takes its toll:
preserving the aura of mystery required from the commer­ Suyaan did not complete the whole ritual, rapidly finished
cial point of view while additionally masking their incom­ it by sprinkling tea in front of the teepee and through its
upper opening - an offering for the local spirits.
plete knowledge of tradition.
Gandzorig forbids taking photographs in the course of
Her daughter, the kind-hearted, blind Tsend, arranges
the séance (and limits the number of photographs that
a genuine shamanic séance only once every three months,
we are permitted to take the next day to four). He also
but readily tells our fortune to see whether our return trip
refuses to speak about any details of his art - initiation,
will succeed. In the manner of all fortune-tellers in Central
training or the chanted texts, claiming that songs appear
Asia she uses 41 pebbles arranged in piles. Subsequently,
during the séance and that otherwise he is completely
she picks them up and in a gesture of prayer holds them
unfamiliar with them. He seems to be somewhat afraid
next to her face, rearranges them over and over again in
of the anger of the spirits and even more so of his older
three rows (each composed of three piles), brings them
together and once again arranges them. Your legs are light,
brother, Gost.
nothing bad will occur along your way, the personal fate of
Gost ceased being a shaman quite recently - I suspect
that he simply lost faith while observing the manner in
each of you is auspicious, but at the end she adds that while
which this art is becoming crude. He is stern and reti­ returning we should avoid a solitary yurt, otherwise we
shall encounter a “’slight obstacle”. Her son, watching the
cent - several years ago he had the reputation of a “black
shaman”, the sort that could harm his foes and be com­ course of the fortune telling and the configuration of the
pebbles, confirms the warning.
missioned to cast a fatal spell. The ongon no longer comes
Heedless of the divination, on our way back we ate
to him - reveals his sister. He refuses to speak about this
and condemns the commercialisation of shamanism in its
dinner in a lone yurt. Several hours later, just before en­
popular version, a process spreading among the Mongols.
tering the town, our jeep was stopped by the militia: it
After years of illegally practicing shamanism, for which
turned out that the driver did not have a license; if we
he was imprisoned, he still has too much respect for the
had arrived just a few hour earlier we could have saved
spirits to reach for a drum since he no longer believes in
ourselves a lot of trouble.
the effectiveness of such activity.
Predictions can be more or less down to earth, but de­
spite appearances a shaman séance is not merely rendered
The doyenne of the Tsaatan shamans is the 98 yearservice. To my astonishment, this rule is observed by the
old Su-yaan. Although she still threads a needle without
using spectacles, she is not longer able - as she did only a
praxis of old Tsaatan shamans. None had ever been com­
missioned to tell fortune, and the ritual is performed only
few years ago- to conduct hours long séances that demand
on certain days several times a year. Even the sick, arriv­
a constant beating of a drum and dancing, ecstatic leaps,
and the singing and recitation of texts. My head no longer ing for a cure, were expected to wait for that particular
remembers a single thing, I have forgotten all the prayers.
day - a séance in their intention could take place solely
during their absence. Gandzorig’s daughter explains, in
Two years ago, however, the sight of aged Suyaan
wearing a costume almost as old as she, and getting ready secret from her father, that when spirits come to him they
for a shaman séance signified a meeting with an entirely ask why they had been summoned and could punish him
different world. The cap-plume, the long tunic with jan­ for having beckoned them for petty reasons.
This information is at odds with my heretofore image
gling accessories, the high boots with sewn-on likenesses
of bird’s claws, and the large drum with a blurred image of of shamanism as an intervention praxis focused on ad hoc
either a human figure or a tree must have survived con­ assistance rendered to a person suffering from spiritual,
cealed somewhere. With the help of her daughter-in-law psychic or physical disability. I am incapable of sufficient­
the old woman reverently treated all the parts of the cos­ ly verifying it and coming to terms with the conclusion
by all the other teepees and carried out such a carefully
planned attack.

174

�Jerzy S. Wasilewski

• PEOPLE OF THE TAIGA, THE REINDEER PEOPLE, THE PEOPLE...

that in the case of intense research conducted in a small
community where the number of interlocutors is slight
and each person presents his own, complicated history
it is difficult to achieve tested, infallible generalisations.
There are no effective theses and diagnoses concerning
trends and no facile sweeping statements. Tsend, Gost,
Sandzhin, Bayaraa, Ganbat and others are concrete per­
sons representing individual experiences, knowledge, and
opinions as well as ignorance, forgetfulness, and doubts
that only multiply my questions and uncertainties.

8.
The people of the taiga are scarce: only forty families
breed reindeer in the mountains and over ten are gradu­
ally adopting Mongolian-style husbandry: they descend
to the dells where instead of the sickly reindeer they keep
more resilient cattle and sheep and move from the tee­
pees to warm felt yurts. Young men marry Mongolian
girls. This influx of new blood pleases the parents, but
the young brides anxiously await the moment when they
will be able to return, together with the husbands, to their
people.
We look at photographs of a recent wedding of such
a mixed couple, and at the same time conduct an eth­
nographic interview. The event took place in a teepee
newly erected for the young couple, but the ceremonies
originate in a Mongolian yurt and are borrowed from
Mongolian culture. The girl arrives on horseback, riding
on white felt placed in front of the entrance, where the
husband’s mother welcomes her by sprinkling milk. The
basic dish of the feast is mutton, and carefully measured
out portions are served according to a ceremonial code
describing how each guest is to be treated. The symbolic
test of the young wife involves making “the bride’s tea”:
to light a fire, grind the tea, add the milk, butter, and salt,
and serve it to all the guests. A t the culmination of the
ceremony she receives a piece of rope guaranteeing the
good fortune of the household and symbolising the “reins
of the yurt”, here artificially attached to the teepee. In this
manner, step-by-step, the Tsaatans gradually not only
start speaking Mongolian but also assume the Mongolian
language of symbols.
This is the second great problem facing the Tsaatan
people - the preservation of linguistic distinctness and
ethnic identity. Deprived of contact with Tuva they
slowly begin using Mongolian, the language of schools
and official communication, even within the family. They
have no elite, authorities or leaders concerned with the
retention of the remnants of tradition and self-identifi­
cation. The awareness of ethnic distinction is declining.
The Tsaatans know that they are Tuva but the genuine
Tuva people live abroad; this is why they call themselves
“the people of the taiga” and without using ethnic names
distinguish themselves from the “people of the river”, the
golynkhyn dweling in the Valley.

175

Ties with relatives in Tuva have been severed. For
decades there have been no local contacts and the fron­
tier remains firmly closed. The exchange of reindeer has
ceased and the influx of new blood has come to a halt, af­
fecting both people and animals. The unpopulated moun­
tainous borderland is a dangerous terrain. Expeditions of
robbers from beyond the border take place - desperate
shepherds, former kolkhoz workers, now left to their own
devices, are forced to obtain horses and cattle in some
way. A few years ago it was even rumored (those in the
know referred to reports of the US State Department)
that Tuva was involved in smuggling Russian weapons
for the Moslem Uyghurs in Chinese Sinkiang.
Despite the fact that reindeer require mountain pas­
tures and become ill in the valleys, where they also fall
prey to wolves, local strategies of survival force the people
of the taiga to descend. The impact of the presence of
Western tourists arriving thanks to travel agencies from
Ulan Bator is growing, and not everyone has the time to
go all the way into the mountains. Sometimes a foreign
charity organization delivers food supplies. The world is
starting to appreciate the need for help, however hum­
ble, in order to enable this small ethnic group to contin­
ue adding the bright colours of their distinctness to the
global palette. Not much is needed - some flour, so that
they would not slaughter the reindeer, tarpaulin for the
teepees, so that they would not seek shelter in yurts and
wooden cottages in settlements, and veterinary assistance
in recreating the herds.
Paradoxically, it could be the incomers - research­
ers, travellers, and tourists - who might provide the last
chance for the people of the taiga to preserve their cul­
ture. Who else will convince the Tsaatan that it is worth­
while to maintain certain elements of their lifestyle - the
teepees, the reindeer, and the shamans and their art?
And who will inform the West that if it is our caprice to
observe a people traversing a path of culture so arduous
and different from ours then we should all support them.

Endnotes
1 J. S. Wasilewski, Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich miste­
riach, Warszawa 1979, p. 5.

�Fig. 1. Althoughthis illustration does not come from Rgkopis znaleziony w Saragossie by Jan Potocki I would like; to add the
opening words of the novel: 'The first day Count d’Olavidez had. not: yet established foreign settlements in the 'Sierra Morena—
that lofty chain of mountains that separates Andalusia from La Mancha - which was at that time inhabited solely by smugglers,
bandits and a few gypsies. (...) The traveler who ventured into that wild re f on was assailed by a thousand, terrors that would freeze
the blood of the boldest man. (...) and invisible hands pushed him towards the edge of bottomless precipices.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11452" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11430">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/449e7e9bc809a2e64633ed16adce5842.pdf</src>
        <authentication>64cf299b355d259cdc1313f63b549985</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136442">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5662</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136443">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136444">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136445">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5264</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136446">
                <text>Strój Zagórzan / Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136447">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, Cz.5, Małopolska z.6; 63 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136448">
                <text>Flizak, Sebastian</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136449">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136450">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136451">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136452">
                <text>A-T-L-A-S
POLSKICH
STROJÓW
LU D OWYCH
SEBASTIAN

FLIZ AK

STRÓJ ZAGÓRZAN

POLSKIE TOWARZYSTWO

LUDOZNAWCZE

�A T L A S

P O L S K I C H

CZĘŚĆ V

S T R O J Ó W

L U D O W Y C H

MAŁOPOLSKA

S E B A S T I A N

STRÓJ

F L I Z A K

ZAGÓRZAN

r

i

PIL

W R O C Ł A W

ZESZYT 6

�ATLAS POLSKICH STROJÓW LUDOWYCH
W Y D A W A N Y PRZEZ P O L S K I E T O W A R Z Y S T W O
LUDOZNAWCZE
K O M I T E T REDAKCYJNY: J Ó Z E F GAJEK,
A D A M GLAPA,
ANNA
KUTRZEBA,
ADAM MŁODZIANOWSKI, KAZIMIERZ PIETKIEWICZ,
ROMAN REINFUSS, TADEUSZ
SEWERYN,
KAZIMIERA ZAWISTOWICZ - ADAMSKA
REDAKTOR
NACZELNY: JÓZEF
GAJEK
REDAKTOR
ZESZYTU:
JÓZEF
GAJEK
OKŁADKA: ADAMA MŁODZIANOWSKIEGO
PLANSZE BARWNE: JERZEGO K A R O L A K A
UKŁAD GRAFICZNY:
ADAMA
GLAPY
POZNAŃSKA DRUKARNIA N A U K O W A POZNAŃ
KLISZE JEDNOBARWNE I WIELOBARWNE ZAKŁADY
G R A F I C Z N E I M . M. K A S P R Z A K A W P O Z N A N I U

Nakład 6200 egz. Ark. wyd. 6, ark. druk. 8,5. Papier ilustracyjny bezdrzewny 100 g 61X86,8. Oddano do składania 25. VI. 1956. Podpisano
do druku 2. II. 1957. Druk ukończono w lutym 1957. Zam. nr 298/184
Cena zł 26,—. K-20

�WSTĘP
Wśród górali polskich zamieszkujących Beskidy wyróżnia się grupa Zagórzan, zamiesz­
kujących doliny położone w północnej stronie Gqrcow i w części przyległego Beskidu
Wyspowego. Siedziby Zagórzan są oddzielone na południu wałem Gorców od sąsiednich
Podhalan. Na północnym wschodzie grzbiety Ćwilina, Mogielicy i Snieżnicy oddzielają
Zagórzan od Lachów. Na północnym zachodzie oddzielają Zagórzan garby Bydłoniowej,
Szczebla i Lubonia od grupy Kliszczaków. W ten sposób teren Zagórzan stanowi zwarte
terytorium ograniczone zewsząd górami, co wyjaśnia nazwę tej grupy górali, zanotowa­
nej w poł. ub. w. przez Wincentego Pola (mapa).
1

Tereny zamieszkane obecnie przez Zagórzan stanowiły jeszcze w X V I I I w. część pusz­
czy, ciągnącej się wówczas od Myślenic po grzbiety Karpat, stanowiących granicę między
Polską a Węgrami. Pierwsi osadnicy zaczęli na tych terenach osiedlać się jeszcze w X I V
wieku; największe jednak nasilenie akcji kolonizacyjnej przypadało na czasy Kazimie­
rza Wielkiego, kiedy to zostały wydane przywileje lokacyjne dla niezbyt odległych od
terenu Zagórzan Myślenic (1342 r.), Stróży (1348 r.J, Pcimia (1351 r.) czy Lubnia (1360 r.).
Niedługo po nich odbyła się lokacja miejscowości położonych w samym centrum intere­
sującego nas obszaru, t j . Mszany Górnej (1365 r.) i Olszówki założonej „na surowym ko­
rzeniu" w 1388 r. a także Niedźwiedzia, położonego u stóp Gorców, o którym najwcze­
śniejsza wzmianka pochodzi z 1398 r. Ludność zasiedlająca tereny Gorców i przyległego
Beskidu Wyspowego przybywała tu wzdłuż dolin rzecznych z przeludnionego, jak na
ówczesne warunki gospodarcze, krakowskiego Powiśla. Była to ludność rolnicza, rdzen­
nie polska bez domieszek obcych elementów etnicznych. Jedyną wzmianką historyczną
mogącą świadczyć o ewentualnym udziale Niemców w dawnym osadnictwie tych stron
znajdujemy w niepotwierdzonych skądinąd zapiskach parafialnych w Mszanie Dolnej,
pochodzących z X V I I lub X V I I I w., w których zanotowano niesprawdzoną tradycję
o części Mszany zw. Rosenberg, całkowicie zniszczonej w czasie najazdu szwedzkiego .
2

3

W X V w. zjawili się na terenie polskich Beskidów Wołosi, ludność rumuńska trud­
niąca się pasterstwem, która wędrowała z dalekiego Bałkanu przez Siedmiogród w głąb
Karpat zachodnich, pociągając za sobą elementy południowo słowiańskie i ruskie. Ko­
czownicy wołoscy nie ominęli również terenów zamieszkanych przez Zagórzan, o czym
świadczą niektóre nazwy miejscowe takie jak: Magura, Przysłop, Kiczora i Turbacz .
O osadnictwie wołoskim świadczą również liczne nazwiska Zagórzan takie jak: Lupa,
Sutor, Fudala, Ogiela, Drobola a także zachowana do dziś bogata nomenklatura i orga­
nizacja pasterska.
4

W X V I w. sporo pasterzy wołoskich osiedliło się na stałe we wsiach górskich asymilując się z czasem całkowicie wśród dawniejszych osadników polskich. Najstarszą wśród
osad założonych w rejonie Gorców przez pasterzy wołoskich jest granicząca z terytorium
Zagórzan od południowego wschodu wieś Ochotnica, założona w 1416 r. Na terenie zagórzańskim zostało stwierdzone osadnictwo wołoskie w Mszanie Górnej, Olszówce i Po­
ił

3

�dobinie. W czasach, feudalnych wsie Zagórzan były własnością królewską; niektóre z nich,
jak Mszana Dolna, Kasinka, Olszówka i Raba Niżna pozostały królewszczyznami do cza­
sów zaboru tej części Małopolski przez Austrię. Inne osady, jak klucz wielkoporębski
i Kasina Wielka przeszły w ręce szlacheckie. W skład klucza Poręby Wielkiej wchodziły
oprócz wsi tej nazwy: Niedźwiedź, Podobin, Zawada, Witów, Konina, Łostówka, Łętowe,
Mszana Górna i Lubomierz założony w 1600 r. przez Sebastiana Lubomirskiego .
Po zaborze południowej Małopolski przez Austrię rząd austriacki rozsprzedał pozostałe
królewszczyzny osobom prywatnym. Mszanę Dolną zakupił w 1801 r. Piotr Wodzicki, od
którego z kolei nabył ją w 1816 r. Antoni Juszczakiewicz. Inne wsie niegdyś królewskie
często zmieniały właścicieli, na koniec uległy parcelacji wśród miejscowych wło­
ścian. Zagórzanie w okresie wzrastającego konfliktu między wsią a dworem wzięli ma­
sowy udział w rewolucji chłopskiej w 1846 r. zwłaszcza że ziemia Zagórzan jest uboga,
trudna do uprawy i nie sprzyja większemu rozwojowi rolnictwa. Zaorywane pastwiska
zamieniane na grunt uprawny zaspokajały częściowo głód ziemi, jednakże przyczyniło
się to do zmniejszenia pogłowia bydła i owiec, stanowiących dawniej poważną pozycję
w gospodarce Zagórzan. Trudności gospodarcze powodowały, że z terenów zagórzańskich
już w X V I I I w. wyruszały gromady sezonowych robotników rolnych na północ za Wi­
słę i na południe przez Karpaty na Nizinę węgierską. Pod koniec X I X w. rozwinęła się
wśród Zagórzan emigracja zarobkowa do wielkich ośrodków przemysłowych Francji lub
Stanów Zjednoczonych A. P.
Wśród góralskich grup etnicznych, zamieszkujących polskie Karpaty, Zagórzanie stano­
wią ogniwo środkowe; jedynie na północy sąsiadują z podgórskimi Lachami. Wiele cech
wspólnych łączy Zagórzan z mieszkającymi na północnym zach. Kliszczakami, (na połud­
nie od Myślenic). Analogie te zaznaczają się szczególnie w stroju ludowym.
Strój Zagórzanina składał się z płaszcza zwanego hazuką, uszytego ze sukna samodzia­
łowego czarnego, rzadziej białego, kroju p o n c h o p o d ł u ż n e g o , ze spodni rów­
nież ze samodziałowego białego sukna, z krótkiego serdaczka bez rękawów sięgającego
do pasa, sporządzonego z biało wyprawionych skór owczych, a zdobionego aplikacjami ze
skórki czerwonej i zielonej. Serdaczek noszony był na koszuli pod hazuką. Nogi obuwano
w kierpce skórzane, przywiązywane do stopy rzemiennymi paskami. Głowy nakrywali
chłopi kapeluszami z filcu, wyrabianymi w małomiasteczkowej manufakturze. Zagórzariskie spodnie miały zawsze dwa przypory, a ozdobione były haftem wykonanym włóczką lub
stamentem koloru czerwonego i siwego. Za okrycie zimowe służyły bogatszym gospoda­
rzom serdaki i kożuchy. Uzupełnieniem dostatniego stroju zagórzańskiego były w X I X
wieku pasy zapinane na sprzączki.
Strój kobiecy codzienny i odświętny sporządzony był w całości z płótna domowego.
Na codzień nosiła Zagórzanka bieliznę z grubego płótna, spódnicę spodnią z białego
a wierzchnią z farbowanego płótna lub tkaniny fabrycznej, drukowanej. Do stroju od­
świętnego należała też koszula z cienkiego płótna, spódnica i fartuch zdobiony dołem
zębami i haftem oraz zapaska. Na plecy zarzucała łoktuszkę, a głowę okrywał
czepiec. Bogate ubierały się w spódnice i zapaski wełniane lub jedwabne. Fartuchy
i czepce wypełniały hafty w postaci latorózek, gwiazdek, punktów itp. Na nogi wkła­
dano kierpce, a od święta buty z miękkimi cholewami a później sznurowane trzewiki.
Wyraźne odrębności zarysowują się natomiast, gdy porównujemy ubiór Zagórzan
z ubiorami górali nowotarskich, sąsiadujących z Zagórzanami od północy. Pewne ele­
menty odzieży górali nowotarskich takie jak: niski kapelusik filcowy z wąską krezą,
ozdobiony muszelkami a dalej brązowa cucha zdobiona nie haftem lecz ślakami, t j . wą­
skimi paseczkami czerwonego sukna, wąskie spodnie zdobione po bokach lampasem, są
obce Zagórzanom. Różnice zaznaczają się również i w stroju kobiecym.
Sąsiadujący z Zagórzanami od wschodu górale sądeccy, jakkolwiek niejeden szczegół
stroju przejęli od Zagórzan, różnią się także od nich ubiorem w sposób widoczny. Wy­
stępują tam jeszcze do dziś starodawne gurmany szyte z białego sukna, spodnie białe weł5

;

4

�Ryc. 1. Góral w tradycyjnym odświętnym stroju. Łostówka, pow. Limanowa.
Fot. Zb. Wyszomirski, 1953
6

niane zdobione dokoła przyporów węzłem rycerskim . Kobiety w Sądeczyźnie ubierały
się w spódnice z płótna domowego, czarne lub granatowe katanki, a od święta w gorsety .
Najbardziej odróżniały się od zagórzańskic h ubiory Lachów, stykających się z Zagó­
rzami na płn. wsch. skrawku zagórzańskiego regionu. Lachy stanowią pod względem kul­
turowym osobną grupę, posiadającą wiele elementów nawiązujących do bardziej na
północ osiadłych grup krakowskich. W męskim stroju Lachów występują zupełnie obce
1

5

�grupom góralskim górnice, t j . długie
płaszcze sięgające poniżej kolan z białe­
go samodziałowego płótna, a dalej białe
sukmany zdobione czerwonym sznur­
kiem, granatowe kaftany bez rękawów
i buty z cholewami, do których wpusz­
czano spodnie . Ubiory kobiet natomiast
niewiele różnią się od ubioru Zagórzanek. Różnice te zacierają się tym bar­
dziej, że niektóre elementy stroju kobie­
cego jak np. białe, haftowane chusty
czepcowe, noszone zarówno przez gor­
czańskie góralki jak i kobiety z podgó­
rza były zakupywane w tych samych
ośrodkach. Ogólnie stwierdzić należy, że
w dziedzinie stroju kobiecego teren Za­
górzan znajdował się wyraźnie w sferze
wpływów idących tu z północy.
8

Ryc. 2. Współczesny typ górala z obszaru Za­
górzan, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska,
1953

Rozdział I
OBECNY STAN STROJU LUDOWEGO ZAGÓRZAN
Począwszy od I wojny światowej tradycyjny ubiór ludowy Zagórzan znajduje się w sta­
nie wzrastającego zaniku. Według wypowiedzi miejscowej ludności przyczyny tego zja­
wiska są różne, na plan pierwszy wysuwają się jednakowoż momenty gospodarcze. Górale
gorczańscy odeszli przeważnie od gospodarki dawnego typu, opartej na domowej obróbce
produkowanych w własnym gospodarstwie surowców. Pociągnęło to za sobą pewne kon­
sekwencje i w zakresie stroju ludowego; zmniejszał się stale wyrób płótna i sukna samo­
działowego, a przemysł fabryczny, którego produkcja również uległa z biegiem czasu
zmianie, nie dostarczał już pewnych dodatków potrzebnych do dekoracji zagórzańskicr.
ubiorów. Na ogół stwierdzić należy, że najistotniejszą przyczyną zanikania ubiorów ludo­
wych, a wśród nich także zagórzańskich jest ich wysoka cena, nie wytrzymująca konku­
rencji z o wiele tańszymi ubiorami fabrycznymi. Nie bez znaczenia była też tendencja
do wyrównania różnic klasowych. Według opinii Zagórzan sąsiedzi z terenów półnonych wyśmiewali ich strój, przy czym przedmiotem docinków miały być zwłaszcza
podwójne przypory u spodni. Istnieje również stała tendencja do ubierania się według
mody miejskiej, zwłaszcza wśród młodzieży, która odnosi się do ubiorów tradycyjnych
z niejaką obojętnością jeśli nie pogardą; starsi uzasadniają niekiedy niepraktyczność daw­
nych ubiorów; hazuka np. zdaniem ich musiała być zarzucona, bo to okrycie „ani na zimno,
ani na ciepło".
W dzisiejszym ubiorze Zagórzan, zwłaszcza w ubiorze męskim, zachowało się niewiele
elementów tradycyjnych. Zagórzanie chodzą do pracy najczęściej w podniszczonych ubra6

�niach miejskich, które czasem uzupełnia stary serdak, połatane kierpce, sukienne spodnie,
a w lecie spodnie z samodziałowego płótna, Nawet wśród starszych gospodarzy rzadko
który wkłada na głowę góralski kapelusz z Nowego Targu. Świąteczny ubiór jest już prze­
ważnie zupełnie miejski; niektórzy tylko noszą jeszcze białe, pięknie cyfrowane spodnie
lub białe serdaki. Do wyjątków należą starzy gospodarze, posiadający pełny zagórzański
strój odświętny. Jest ich zaledwie kilkunastu na całym omawianym obszarze, i w stro­
jach tych występują tylko na większe uroczystości. Młodzież męska ubiera się w dni
świąteczne po miejsku.
Zagórzański ubiór kobiecy, jakkolwiek też uległ dużym zmianom, zachowuje bardziej
swój dawny, wiejski charakter. Dawne samodziałowe spódnice, haftowane koszule i białe
rańtuchy należą już do przeszłości, jednakże utrzymuje się nadal zwyczaj narzucania chu­
stek na głowę, noszenia fałdzistych spódnic i zapasek, okrywania się wełnianymi chustami
od zimna. Czasem można widzieć dziewczynę w gorsecie odziedziczonym po matce lub
babce. Na ogół jednak młode kobiety i dziewczęta wkładają coraz częściej plisowane spód­
nice, bluzki z krótkimi rękawami, miejskie płaszcze i berety. W ten sposób ubiór ich
upodabnia się całkowicie do ubiorów miejskich.

T

Ryc. 3. W spółczesne ubiory Zagórzan. Poręba Wielka, pow. Limanowa. Fot. S. Flizak, 1950.

7

�R o z d z i a ł II
ZARYS HISTORYCZNY ROZWOJU STROJU ZAGÓRZAN
Ubiór Zagórzan noszony na przełomie X I X i X X w. w tej formie, w jakiej widzimy
go na fotografii z Poręby Wielkiej, przedstawia jeden okres w rozwoju tego stroju. W od­
leglejszej przeszłości, tj. w X V I I i X V I I I w. górale gorczańscy mieli niewątpliwie ubiór
inny pod wzglądem kroju, a także zdobin, lecz nie możemy go odtworzyć dla braku źródeł.
Natomiast można zrekonstruować ubiór noszony na przełomie X V I I I i XIX w. w oparciu
o wiadomości przekazane przez J. R os t w o r o w s k i e g o w jego „Diariuszu
podróży z 1813 r." , w którym autor opi­
suje strój ludowy we wsi Dobrej. Niecc
materiałów dla rekonstrukcji stroju gor­
czańskiego zawiera „Ułamek z podróże
archeologicznej" po Galicji J. L e p k o w s k i e g o i K. J e r z m a n o w s k i e g o
z 1849 r. . Na tej podstawie można ustalić
skład ubioru męskiego Zagórzan, który
był charakterystyczny dla tej grupy. We­
dług obu źródeł Zagórzanie nosili płaszcz
koloru brunatnego, a w Dobrej koloru
białego, wyszywany czerwonym bawełnia­
nym sznurkiem i spięty pod szyją, co
wskazywałoby, że był noszony jak zarzutka na plecach. W Mszanie była no­
szona krótka brunatna burka zarzucana na
plecy. Dokument z 1808 r. z Lubomierza
poświadcza, że płaszcze takie były zdo­
bione wyszyciami z czerwonej włóczki.
Wprawdzie przytoczone źródła nie wspo­
minają o spodniach, jednakże na podsta­
wie innych wzmianek można przyjąć, iż
były one jak w pobliskiej wsi Dobrej
opięte na nogach na węgierską modę.
Spodnie takie opasane były szerokim pa­
sem na biodrach. Na nogi wkładano sznu­
rowane chodaki. Był to prawdopodobnie
strój sprzed 1800 r., jednakże rekonstruk­
cja ta nie znajduje potwierdzenia w obec­
Ryc. 4. Ubiór górala z Lubnia, pow. Limanowa
z poł. XIX w. Album J. Kopernickiego, Types
nej tradycji Zagórzan. Zagórzanie uro­
et costumes de la Pologne Nr 154. Państwowe
dzeni między 1860 a 1870 r. stwierdzają
Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Fot. J. Krieger
zgodnie, że hazuki noszone w czasach ich
9

10

młodości nie różniły się niczym od tych, które noszono po I wojnie światowej. Także
o obcisłych i opiętych spodniach starzy informatorzy wiejscy nic nie słyszeli, możliwe
więc, że notatki Łepkowskiego i Jerzmanowskiego były powierzchowne, a relacja nie­
ścisła.
Oba źródła stwierdzają natomiast zgodnie, że odświętnym okryciem kobiet był rańtuch
wspomniany przez Rostworowskiego, zw. obrusem przez Łepkowskiego i Jerzmanow­
skiego. Rańtuch okrywał głowę, a częściowo i twarz, końce zaś jego zwisały do kolan.
Inne części stroju kobiecego nie są wymienione. Opierając się na materiale znajdującym
się w rękopisie z Olszówki z XVII w. , możemy zrekonstruować strój góralki spod Gor11

8

�ców odświętnie ubranej. Składał on się z białego rańtucha i białej lnianej łoktuszki,
zarzucanej na plecy. W zimie wdziewano serdak z rękawami. Bogatsze góralki nosiły
szerokie bawełniane lub wełniane spódnice, a biedniejsze biały, płócienny fartuch. Bogate
gospodynie nosiły szuby i sukienki. Na codzień do pracy wkładano płócienne spódnice
i chustki na głowę; nogi obuwano w kierpce.
W I poł. X I X w. gospodarstwo góralskie miało charakter gospodarstwa naturalnego,
którego główną cechą była samowystarczalność. Sporządzano więc odzież z domowego
płótna, sukna ze skór owczych; w ten sposób gospodarka naturalna sprzyjała zacho­
waniu tradycyjnego stroju przez długie lata. Jednakże w poł. X I X w., t j . w okresie Wiosny
Ludów, zaszła w położeniu górali radykalna zmiana. Akt uwłaszczeniowy z 17 kwietnia
1848 r. wyzwalał ich nie tylko od wyzysku, ale z wszelkiej zależności od dworu. W następ­
stwie uwłaszczenia poprawiła się sytuacja gospodarcza chłopów, tak że lata 1860—70 sta­
nowiły okres widocznej poprawy gospodarczej. Także i emigracja zarobkowa do bliższych
i dalszych krajów wpłynęła na przemiany wsi wyrażające się również i w odzieży.
Przed 1848 r. większość góralskich wychodźców do Węgier pozostawała w tym kraju
na zawsze . W Dobrej widział J. Rostworowski w 1813 r. spodnie „kroju węgierskiego",
mógł to być jednak wpływ mody idący z Podhala, a nie wprost z Węgier. Natomiast
w I I poł. X I X w., jak wspominają starzy informatorzy, wracający z Węgier górale roz­
powszechnili noszenie butów i barchanowego kabata zw. anklikiem. Wpływ mody słowac­
kiej wyraził się w kapeluszach z szerokim rondem, które nazywano orawiokami.
Z końcem X I X w. wytworzyła się tu nowa klasa społeczna, mianowicie proletariat ro­
botniczy. Byli to synowie chłopscy, którzy z braku pracy i zarobku wędrowali do miast
austriackich, a także do Niemiec i Danii. Powracający z Prus lub Ameryki przeważnie
już góralskiego stroju nie przywdziewali.
Do I wojny światowej przeważał jeszcze wśród Zagórzan tradycyjny strój ludowy.
Ciekawą grupą zbliżoną pod pewnymi
względami do Zagórzan są Kliszczacy są­
siadujący od płn.-zach. z Zagórzanami których
ubiór opisał nieznany autor w pracy pt.
„Dziennik podróży etnograficznej między K l i szczakami w 1910 r.", który błędnie zaliczył
Kliszczaków do Zagórzan . Anonimowy ten
autor stwierdził, że już wtedy w takich
miejscowościach jak Tokarnia, Łętownią, Więcierza, Więciorka i Osielec strój góralski był
mało noszony. Zanik kliszczackiego ludowego
stroju zaczął się od 1860 r., a kierpce
i białe samodziałowe spodnie przestano nosić
w Skawcach i Mucharzu około 1895 roku.
Na podstawie tego dziennika można odtworzyć
ubiór kliszczacki z 1910 r. W tym czasie
sąsiedzi Zagórzan, Kliszczacy nosili górnice
i spodnie z bliałego sukna zw. guniami. Ciemno-brązowe górnice zdobione były czerwony­
mi sznurkami na przodzie i krajach. Kliszcza­
cy nosili wąskie spodnie z jednym przyporem
i dwiema kieszeniami; spodnie były zdobione
12

13

Ryc. 5. Kobiecy ubiór odświętny noszony jeszcze
w końcu XIX w. Poręba Wielka, pow. Limanowa.
Fot. S.. Flizak, 1950.

�Ryc. 6. Gajowi w ubiorach zagórzańskicK Poręba Wielka, pow. Limanowa, 1912 r.
szeroką niebieską lub czerwoną tasiemką naszytą u przypora, kieszeni i wzdłuż nogawic.
Najbardziej charakterystyczną częścią ubioru Kliszczaków były płócienne, szerokie spo­
dnie z frędzlami u dołu.
Zagórzanie nosili zupełnie odrębny strój góralski, toteż wyróżniali się od swoich sąsia­
dów z północy, t j . od Lachów, do których czuli z dawien dawna pewien antagonizm.
Lachy różnili się od górali nie tylko ubiorem, lecz także i gwarą, która dla górali miała
z powodu dualnej końcówki wa brzmienie komiczne. W ubiorze przedmiotem lekcewa­
żenia była górnica i buty z podkówkami; wyrażało się to w następującym powiedzeniu:
„Lachu podkówcorzu, nie chodź po smętorzu, Pana Boga nie znos, podkówkąm się
zegnos". I na odwrót, góral w guni i kierpcach był w oczach Lacha przedmiotem ostrych
docinków . Antagonizm grupowy, aczkolwiek nie tak ostry, istniał i wewnątrz samej
góralszczyzny, dzieląc ją na dwa obozy. Dp jednego należeli Zagórzanie i Podhalanie, do
drugiego Kliszczacy. W oczach Zagórzan i Podhalan „Kliszczakom było daleko do praw­
dziwych górali". Uważano ich za grupę pośrednią między Lachami a góralami i dlatego
patrzano na nich z niejakim lekceważeniem
Mimo antagonizmu, nieliczne elementy stroju lachowskiego przeniknęły do strojów
górali, mianowicie kaftany i żupany. Te części ubiorów przejęli górale tym łatwiej, że
Kasina Wielka należała od najdawniejszych czasów do 1804 r. do parafii w Skrzydlnej.
W 1804 r. w Kasinie W. została utworzona osobna parafia. Stykając się każdej niedzieli
z Lachami w Skrzydlnej przejęli Zagórzanie ich modę w zakresie ubioru odświętnego.
Odzież ta jednak w poł. X I X w. została zarzucona. Terenem na którym lachowska kul­
tura materialna mieszała się z kulturą góralską były peryferyczne wsie: Gruszowiec, Jur­
ków, Chyżówki, Półrzeczki, Dobra i Porąbka. W Dobrej, Porąbce i Gruszowcu nosili chłopi
białe spodnie z granatowymi wyszywkami i kaftany bez kołnierza i bez rękawów, z czer14

10

�wonymi obszywkami, sięgające do połowy uda. Noszono też buty „polskie", choć w Jur­
kowie, Chyżówkach, Wilczycach i Półrzeczkach noszono lachowskie kikle, tj. płócienne
bluzy, które koło Limanowej wdziewano i na święta. We wsiach tych wierzchnim okry­
ciem były sukmany ze śtamontom jak i lachowskie górnice z pacześnego płótna oraz gurmany z brązowego sukna z zielonym obszyciem na kołnierzach i rękawach.
Przełomowym okresem dla stroju ludowego wśród Zagórzan były lata 1900—1910,
w których pojawiają się na wsi coraz częściej ubiory miejskie. Zjawisko to miało podłoże
gospodarcze; albowiem ok. 1900 r. wspólnoty gruntowe dotychczas zaniedbane uległy
podziałowi między indywidualnych gospodarzy. Wszystkie odłogi zostały zajęte pod uprawę,
a górale wprowadzają do gospodarki coraz częściej maszyny i nawozy sztuczne. Te po­
wolne przemiany w dziedzinie gospodarczej wyraziły się również w zagórzańskim stroju
ludowym .
Proces zanikania poszczególnych części tradycyjnego ubioru zagórzańskiego zaczął się
już wcześniej: tak np. sukienka czyli szuba, najparadniejszy ubiór kobiecy, którą zagórzańskie gospodynie nosiły wcześniej, bo w X V I I w — wyszła z mody przed 1880 r.
Jeszcze wcześniej znikły rańtuchy; łoktuszki zaś. czepce i buty z miękkimi cholewami zo­
stały zarzucone przed 1900 r. Męską
hazuką wypiera baja, wygodniejsza
w pracy koło domu i w lesie.
Po 1900 r. przejawia się wśród
młodych moda noszenia spodni
z nogawicami zwężonymi, u dołu
rozcinanymi (ryc. 11). Ten krój
spodni utrzymał się dotąd, podczas
gdy krój spodni podhalańskich
stracił swoją ekspansywność.
Białe spodnie sukienne wykazu­
ją największą żywotność ze wszyst­
kich elementów stroju ludowego
Zagórzan, Kliszczaków i Podhalan;
stwierdził to najwcześniej Witkie­
wicz u chłopów zakopiańskich.
Noszą je dotąd chłopi w Porębie
Wielkiej i Mszanie Dolnej, a Kliszczacy w Krzeczowie i Lubniu ubie­
rali się w nie do I wojny światowej.
Także i kierpce utrzymują się na­
dal. W latach międzywojennych
zaznaczył się wpływ kierpców pod­
halańskich. Moda podhalańska wy­
rażała się również w noszeniu brą­
zowych kożuszków bez rękawów,
obcisłych spodni z parzenicami
o wielkich rozmiarach. Był to pęd
nowy, który porwał szczególnie
młodzież, istniała bowiem ogólna
tendencja do wyolbrzymiania zna­
czenia mody podhalańskiej .
16

17

18

Zagórzański strój ludowy nie
był zupełnie jednolity; istniały
pewne różnice w zdobieniu, a nawet w kroju, przy pomocy którego

R y s
p o w

ę
, Mszana Dolna,
. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
7

M

ż c z y z n a

w

h a z u c e

11

�lud zaznaczał swoją odrębność. Odrębność ta zaznaczała się we wsiach obejmujących jed­
ną parafię której zasięg pokrywał się najczęściej z obszarem dworskim .
W ludowym stroju zagórzańskim zaznaczają się również pewne cechy zależne od
mody, a także wieku i stanu posiadaczy. Oto parobcy z bogatych rodzin nosili buty z cho­
lewami o 3—6 karbach. W Łętowem, Mszanie Górnej, Podobinie i Rabie Niżnej
dopełnieniem kawalerskiego stroju były pawie, a nawet strusie pióra przy kapeluszu.
Wyraźnie także zaznaczały się różnice klasowe w odświętnym ubiorze kobiecym. Bogate
góralki ubierały się w spódnice wełniane lub jedwabne, natomiast biedne nosiły spódnice
z domowego płótna, ręcznie farbowanego. Wierzchnim okryciem bogatych góralek były
sukienne sukienki i szuby; chałupnice i komornice okrywały plecy łoktuszkami. Bogate
góralki miały do stroju odświętnego piękne buty, a żony zagrodników nosiły tylko
kierpce. Gdy pod koniec X I X w. weszły w miejsce łoktuszek chustki, bogate góralki
kupowały wełniane kosztowne burdyski i kocówki, biedne zaś zadowalały się chustkami
bawełnianymi. Gorsety bywały niekiedy brokatowe, a sznury czerwonych grubych korali
świadczyły o bogactwie ich właścicielki.
Pod względem gospodarczym można podzielić społeczeństwo góralskie na trzy klasy,
tj. bogatych, średniozamożnych i biedaków. Pasterstwo i owczarstwo stanowiło uboczne
zajęcie w gospodarstwie i nie dało podstawy do powstania osobnej grupy społecznej paste­
rzy, gdyż pasaniem bydła i owiec zatrudniali gospodarze służbę i dzieci. Rzemieślnicy, jak
krawcy i kuśnierze ubierali się po chłopsku; kowale zwłaszcza z miasteczek ubierali się po
miejsku, choć jeśli który był miejscowego pochodzenia nosił ubiór góralski. Nieliczni
szewcy nosili się, jak pamięć sięga, zarówno do pracy jak i na święta zawsze „po pańsku",
tj. po miejsku. Niektórzy chłopi znajdowali dodatkowe źródło dochodów w handlu bydłem,
deskami, płótnem a także w sporządzaniu skrzyń i kołodziejstwie. Dawało to niezły dochód
i sprzyjało rozwojowi bogatszego stroju. Ubiór małorolnych i komorników był skromniej­
szy i mniej ozdobny. Natomiast dość dużą rolę odegrała moda umundurowania wojskowego
przyniesiona w te strony przez tych, którzy w wojsku służyli. Tradycja wiejska przeka­
zała wiadomość, że żołnierze po nienagannym wysłużeniu kilkunastu lat w szeregach, wra­
cali na wieś w mundurach wojskowych, to też w I I poł. X I X i X X w. nie brakło na wsi
mężczyzn, którzy nosili niektóre części odzieży austriackiego munduru. Wojskowa czapka
noszona była przez pastuszków, a wojskowe spodnie i buty wdziewane były do serdaków
i hazuk.
19

R o z d z i a ł III
ZASIĘG STROJU ZAGÓRZAN
Rzut oka na mapę fizjograficzną Polski przekonuje nas, że grupa Zagórzan znajduje
się w niewielkim co do obszaru zakątku na północ od Gorców, w części Beskidu Wyspo­
wego i doliny rzeki Raby oraz jej dopływu Mszanki. Obszar ten zamieszkują Zagórzanie
różniący się od górali podhalańskich zarówno strojem, jak i innymi cechami w za­
kresie kultury. Ogólnie stwierdzić trzeba, że zasięg badanego stroju jest niezbyt wielki
w porównaniu np. z obszarem strojów lachowskich, a nawet podhalańskich i kliszczackich.
Granice obszaru zamieszkanego przez Zagórzan biegną wzdłuż grzbietów górskich Ćwilina, Mogielicy i Snieżnicy na wschodzie, następnie granica biegnie równolegle do doliny
Kasinki, prawobrzeżnego dopływu Raby, przecina Rabę i biegnie na zachód grzbietami
Szczebla i Lubonia mniej więcej po Rabę Niżna, po czym zatacza głęboki łuk na połud­
niowy zachód aż do Turbacza, skąd wzdłuż Gorców aż do źródlisk Kamienicy, dopływu
Dunajca zamyka południowy zasięg obszaru Zagórzan. Jest to najdalej na południe biegnący
zasięg stroju zagórzańskiego. Granica wschodnia biegnie mniej więcej od doliny Kamie­
nicy na północ ku źródliskom Kasinki. Obszar ten przepływa rzeka Mszanka ze swym
dopływem i Porębą, wpadającą do Raby (mapa).
12

�Tablica I
Sfrój Zagórzan.
mai. J. Karolak

�Pełne formy osiągnął strój zagórzański w łatach 1860—1880, kiedy tc maniera podha­
lańska nie dotarła jeszcze na północną stronę Gorców. Całość stroju męskiego Zagórzan
z Poręby Wielkiej lub Mszany Dolnej składała się wówczas z następujących części: koszuli,
białego serdaczka bez rękawów, hazuki z czarnej wełny wyszywanej czerwoną włóczką
i średnioszerokich spodni z białego sukna. Nogi owinięte w lniane onuce chroniły skó­
rzane kierpce przymocowane rzemykami (ryc. 24). Głowę ochraniał kapelusz (ryc. 25)
zdobiony pasemkami z czerwonego stamentu lub kostkami. Był to ubiór na codzień i na
święta, noszony na ogół powszechnie w regionie zagórzańskim. Ubiory sąsiednich grup gó­
ralskich, jak Nowotarżan, t j . części Podhalan sąsiadujących na północy z Zagórzanami
były bardzo podobne; prawie identyczna z hazuką była gunia zdobiona pąksem, a nie włócz­
ką, spodnie były bardziej obcisłe, kożuszki bez rękawów brązowe, kapelusze z szerokim
rondem zdobione kostkami, niegdyś zaś stamentem. Kierpce były powszechnie używane.
Ubiór góralski z Kamienicy, a więc z terenów bardziej na wschód położonych wykazuje
cechy częściowo wspólne z ubiorem zagórzańskim, jednakże zachodzą i tu pewne różnice.
Do tej grupy etnicznej przeniknął wpływ stroju zagórzańskiego; chłopi w Kamienicy
i Łącku zarzucili białe gurmany, a przejęli gorczańską hazukę, pozostawiwszy tylko samą
dawną nazwę . Podobnie jak Zagórzanie nosili górale z Kamienicy i Łącka szerokie
białe spodnie z czarnymi lampasami.
Najbardziej zbliżony ubiór do zagórzańskiego stroju mieli Kliszczacy, mieszkający
w stronie północno-zachodniej.
Szczególnie charakterystyczne są dla stroju Zagórzan hazuki. Hazuki zagórzańskie były
skrawane w dwojaki sposób: jeden zwano krojem mszańskim, a drugi porębskim. Krój
mszański odznaczał się tym, że hazuka
nie przylegała ściśle do ciała, lecz była
dość wolna. Panował on w północnej
stronie regionu, t j . w Mszanie Dolnej,
Słomce, Kasince Małej, Kasinie Wiel­
kiej, w Glisnem, Rabie Niżnej, Łostówce i Łętowem — krój porębski zaś
w południowej części, głównie w Porę­
bie Wielkiej, Olszówce, Podobinie i Nie­
dźwiedziu. Hazuki szyte w edług tego
drugiego kroju zwanego krzyżowym
były ,,pasowne" i uwydatniały kształty.
W północnej części Mszany Górnej,
która należała do parafii dolno-mszańskiej, przyjęty był krój mszański, w po­
łudniowej zaś, należącej do parafii niedźwiedzkiej, przewagę miały hazuki
kroju porębskiego (krzyżowego). W po­
zostałych wsiach chłopi nosili hazuki
obu krojów. Ostatecznie wziął górę krój
mszański.
Jak krój hazuk dawał podstawę do
podziału regionu na dwie części, tak
i w zdobinach był pewien szczegół, któ­
ry ten podział również potwierdzał. Oto
hazuki z Mszany Dolnej, Kasinki Małej
i Kasiny Wielkiej znamionowała obRyc. 8. Gospodarz i gospodyni w odświętnych ubio«,.,-.
i LŁ
rach. Łostówka, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszona którą
mirska, 1953.
składały się trzy sznurki ze stamentu,
20

T

w

o

d

k

a

d o ł e m

w z d ł u z

13

�dwa czerwone, a między nimi trzeci, czerwony lub niebieski. W Porębie Wielkiej, Ko­
ninie, Niedźwiedziu i Podobinie hazuki wolne były od tej obwódki uznanej za szczegół
zdobniczy pospolity i brzydki. W pozostałych wsiach widać było hazuki obu typów. Je­
dni chłopi nosili hazuki z obwódką, inni bez niej. Aby zapobiec strzępieniu się hazuki
dołem, krawcy porębscy zawijali sukno na całym obwodzie i zaszywali je. Skutkiem
tego była ona sztywna. Między hazuką a górnicą, noszoną przez Kliszczaków zachodziła
minimalna różnica zaznaczająca się także i w zdobieniu. Górnice były bardziej skromne
i miały uboższe zdobienia, jednakże starzy informatorzy pamiętający dobrze strój kliszczacki twierdzą, że chłopi z Lubnia i Pcimia mieli na górnicach wyszycia w postaci wy­
datnych kogutków i dużych kółek. Moda hazuk z kogutkami panowała jakiś czas nawet
w sąsiadującej z Mszaną Dolną Rabie Niżnej i Olszówce, lecz przed I wojną została
zarzucona.
Zagórzanie nosili na całym obszarze spodnie płócienne zw. płócienkami. Płócienki ta­
kie spełniały dwojaką rolę: były bielizną a zarazem i portkami do pracy; natomiast w po­
staci przyodziewku odświętnego występowały w przeszłości tylko w regionie kliszczackim oraz na północnej krawędzi regionu zagórzańskiego w Kasince Małej, Kasinie Wiel­
kiej, częściowo w Glisnem i Rabie Niżnej W innych wsiach nawet najstarsi chłopi
przeczą, by za ich pamięci były noszone od święta szerokie płócienki ze strzępkami.
W Kasince Małej spodnie takie były w użyciu na codzień, choć bez strzępków jeszcze po
I wojnie.
Zasięg białych samodziałowych spodni pokrywa się niemal całkowicie z zasięgiem ha­
zuki. Obejmuje on zresztą całą kliszczacką góralszczyznę, a nadto spodnie takie są no­
szone w Gruszowcu i Jurkowie, gdzie zamiast hazuki były noszone białe sukmany.
Spodnie wąskie na wzór węgierski, zw. podhalańskimi, zostały przyniesione na obszar
Zagórzan w latach międzywojennych,
chociaż przyjęły się nierównomiernie.
Przyjęły się one np. w Porębie Wiel­
kiej, Koninie i Olszówce, natomiast
w Lubomierzu zachował się w równym
stopniu dawny szeroki krój spodni w
„cyrwone snurki". Znane były również
spodnie szare z sukna tkanego z czarnej
i białej wełny, czyli spodnie z siwego
sukna. Noszono je w Gruszowcu, Jur­
kowie, Półrzeczkach i Chyżówkach. Na
pograniczu lachowskim w Jurkowie,
Półrzeczkach i Dobrej a także w Chy­
żówkach i Wilczycach znane były spod­
nie skórzane.

Eyc 9. Starszy chłop w letnim ubiorze roboczym.
Podobin, pow. Limanowa. Fot. S. Flizak, 1951.
14

Zasięg białego serdaczka bez ręka­
wów jest również typowy dla wszyst­
kich wsi zagórzańskich. Służy on do
pracy i do ubioru odświętnego. Nie był
noszony tylko w Jurkowie, gdzie lud­
ność nosiła kożuszki brązowe tak jak
i w Gruszowcu a także w Rabie Niżnej.
Na terenie Kliszczaków przed I wojną
noszono serdaczki brązowe obok bia­
łych,
Wierzchnie płócienne okrycie ko­
biece zw. łoktuszką było w powszech­
nym użyciu w regionie Zagórzan i Klisz-

�czaków do końca X I X w. W Pcimiu na­
zywano je prześcieradłem. Ozdobna od­
miana łoktuszki, tak zwany obrus, była
pospolita u Kliszczaków i dłużej się tam
utrzymała.
Wierzchnim okryciem bogatych chło­
pek była do końca X I X w. sukienka i jej
odmiana, szuba. Ze źródeł pisanych
wiemy, że sukienka była znana w regio­
nie zagórzańskim w X V I I w. Także ano­
nimowy pisarz wspomina w dzienniku
podróży przy wyliczaniu ubiorów kliszczackich w X I X w. o sukienkach i szu­
bach .
21

Ryc. 10. Zagórzanin w hazuce. Mszana Gór­
na, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska,
1953.

R o z d z i a ł IV
OGÓLNY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Do pracy na roli i koło domu wdziewa Zagórzanin byle jakie ubranie; widzimy więc
często chłopów przy orce lub młocce odzianych w serdaczki bez rękawów, w kabatach
pod serdaczkiem, w białych spodniach i obutych w kierpce. Znaczna ilość gospodarzy
pracuje jeszcze w spodniach z białego samodziałowego sukna, ozdobionych czerwonymi
lampasami i bogatym haftem z czerwonej włóczki dokoła przyporów (ryc. 13). W domu
za całe ubranie służy chłopu koszula z grubego domowego płótna oraz płócienki, t j . spod­
nie uszyte z płótna domowym sposobem. Powszechnym obuwiem na codzień były kierpce
z wołowej skóry. Bogatsi gospodarze i ich synowie wkładali od święta buty z cholewami,
na które wypuszczali nogawice białych spodni. Młodzi parobcy noszą odzież miejskiego
pochodzenia zarówno do pracy jak i od święta.
Obecnie męski strój Zagórzan jest w większości pochodzenia miejskiego. Najlepiej
można to zauważyć w niedzielę, gdy lud gromadnie wychodzi z kościoła; mężczyźni w bia­
łych spodniach i serdaczkach bez rękawów nałożonych na bluzkę lub marynarkę są
w tym zbiorowisku w mniejszości. Dopełnieniem tego tradycyjnego stroju regionalnego
są góralskie kapelusze z kostkami wkładane na głowę z niejaką fantazją (Tabl. I). Pierwotne
wierzchnie okrycie tak charakterystyczne dla tutejszego ludu, jakim jest hazuka z czar­
nego wzgl. białego samodziałowego sukna, wyszło z użycia po I wojnie światowej. Od
1930 r. krawcy zamówień na nie nie otrzymują. To samo odnosi się do serdaków, da­
wniejszego zimowego okrycia. Serdak z rękawami z białych skór owczych, biało wy­
prawionych, nie sięgał kolan. Przód miał ozdobiony czerwonymi i zielonymi aplikacjami.
15

�Była to odzież trwała i ciepła, choć dziś rzadko spotykana. W dalszych od Mszany Dol­
nej wsiach chłopi wdziewają sporadycznie serdaki do kościoła.
Rzadziej niż serdaki noszono kożuchy, sięgające niżej kolan podobnie jak hazuki. Na
święta noszą obecnie wyłącznie buty.

Ryc. 11. Młody góral w ubiorze odświętnym. Mszana
Dolna, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.

Męski strój obrzędowy różnił się od stroju odświętnego tylko nielicznymi szczegółami.
Do ślubu szedł młody góral z Poręby Wielkiej czy Mszany Dolnej w tym samym ubra­
niu, które wdziewał na święta lub na niedzielę. Był to biały serdaczek, białe spodnie
i hazuka. Na nogi wkładał buty z cholewami, dawniej spuszczane, rzadziej karbowane
albo też kierpce. Tylko na kapeluszu miał białą wstążkę i biały bukiet ze sztucznych
kwiatów, zw. pusą. W Jurkowie nakładał młody wianek ze sztucznych kwiatów wokół
kapelusza, a z przodu sukmany przypinał wstążkę.
Drużbowie z Mszany Dolnej mieli na kapeluszach czerwone wstążeczki i czerwone
pusy ze sztucznych kwiatów. Drużbowie Jurkowscy natomiast zatykali za kapelusze
16

�pusy z pawich piór. Przy serdaczkach lub na hazuce miał drużba z przodu przyszytą chu­
steczkę, którą fantazyjnie zarzucał na ramię, a nadto drobne kwiatki. Na bogatych wese­
lach drużbowie jeździli konno, więc do popędzania konia miał każdy przywiązany do ręki
kańczug. Z czasem objazd konny wyszedł ze zwyczaju, lecz kańczug u ręki utrzymał się
jeszcze przez dłuższy czas.
Ubiór pogrzebowy odznaczał się pewnymi różnicami lokalnymi. W Łętowem np. wkła­
dano zmarłemu koszulę i płócienki, na nogi kupne skarpetki a na to wszystko długą płó­
cienną koszulę. W Kasinie Wielkiej ubierano zmarłego w dwie koszule i dwoje płócienek,
a na nogi nakładano kierpce.

Rozdział V
SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU MĘSKIEGO
Koszula
Bieliznę męską i kobiecą nazywają Zagórzanie przewdzianiem. Do męskiego prsewdziania należy koszula i płócienki, tj. kalesony. Dawniejsza koszula męska miała krój
p o n c h o podłużnego: obecnie obok tego występuje krój „z karczkiem". Robocze koszule
szyto z lnianego płótna grubego, koszule odświętne z płótna cienkiego. Koszulę krojono
w ten sposób: sztukę płótna składano przez pół, wycinano otwór na szyję, rozcinano płat
przedni i zszywano dwa płaty z boków. Cechą staromodnej koszuli były tzw. przykłady
przyszywane na barkach, które markowały przyramki (ryc. 12). Pod pachami wstawiano
tzw. ćwikle kwadratowe, łączące rękawy ze stanem. Wokół wycięcia na szyję nakładano

Ryc. 12. Koszula męska. A —
przód, B — tył, C — części
kroju: d — przody, e — tyl­
ne części, f — półkarczek,
g — przyszycie kołnierza,
g — zwanego „oszywką" do
przyramka zwanego „przy­
kładom" — g. Dla wzmoc­
nienia kołnierz posiada 3
„serca" — g , h — kołnierz,
i — rękaw, j — mankiet.
Podług szkicu Marii Nawieśniak. Mszana Dolna,
pow. Limanowa, 1956. Podziałka 1 :30.
1

s

oszywkę, a płótno pod nią marszczono. Między przykładami a oszywką bywały wszy­
wane małe języczki zw. sercami. Serca dzieliły oszywkę na trzy równe odcinki i wyzna­
czały kanty, wzdłuż których koszula powinna być składana, wzmacniały też oszywkę.
U najdawniejszych koszul roboczych rękawy były zakończone okrągło, podobnie jak
nogawice płócienek. Koszule takie nie były krojone do zapinania. Gdy więc chłop pod­
niósł rękę, rękaw zesuwał się na łokieć. Koszulę zawiązywano pod szyją tasiemką; do­
piero pod koniec X I X w. przyszywano niciane guziczki. Na męską koszulę wychodziło
5 do 7 łokci płótna szer. 70—75 cm. Koszula była długa, sięgała niekiedy niżej kolan.
Latem Zagórzanin wypuszczał koszulę na płócienki i przepasywał się rzemiennym pas­
kiem.
2 Strój Zagórzan

17

�Koszula odświętna miała wywijany kołnierz i rękawy z oszyweczką lub mankietami
zapinanymi na guziczki. W I I poł. X I X w. haft na męskich koszulach nie występo­
wał, nawet i wśród bogatych. W Rabie Niżnej mężczyźni nie nosili wyszywanych ko­
szul. Dopiero pod koniec X I X w. zaczął się rozpowszechniać haft na męskich koszulach,
choć pierwsze zdobiny były bardzo skromne. Dopiero przed 1914 r. objawia się skłon­
ność do bardziej sutego zdobienia męskich koszul odświętnych. Haft wykonany był bia­
łymi nićmi.
Krój z karczkiem wszedł w modę przed I wojną. W latach międzywojennych zapeł­
niano gors koszuli męskiej haftem. Koszula nie nadająca się do użytku nazy­
wała się draga. Dzieci, chłopcy do 6-ciu lat nosili długą koszulę, a ok. 1890 r. zasiadali
w niej nawet na ławach szkolnych. Po wyrośnięciu z długiej koszuli otrzymywał chło­
piec płócieńki, a ok. 14 roku — sukienne portcęta.
Portki

płócienne,

spodnie

Do bielizny należą również płócieńki zrzadka zw. gaciami. Nosili je i noszą mężczyźni
pod sukiennymi spodniami, a chłopcom służyły do 14-roku za jedyne okrycie nóg, choć
i dorośli parobcy i chłopi wychodzili latem w pole do pracy w samych płócienkach.
W Podobinie oraz okolicznych wsiach zagórzańskich szyły kobiety płócieńki z nogawicami niezbyt szerokimi, zeszywanymi od wewnątrz z przyporem wycinanym nieco z pra­
wej strony. Przytrzymywano je sznurkiem wetkniętym w odpowiedni szew w pasie.
Chłopu do przytrzymywania płócienek wystarczał powrózek z lnianych kłaków. Później
robiono w tym miejscu osobne klamerki do przewlekania paska. Nogawice płócienek nie
były skrawane lecz proste. W XIX w. weszły w użycie kalesony skrawane po miejsku.
Płócieńki dla mężczyzn miały wszyty w rozkroku ćwikieł. Kieszeni nie przyszywano do

Ryc. 13. Spodnie odświętne., bogato zdobione. Słomka, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1950.
18

�nich nigdy. Na tę część bielizny służyło płótno gładsze, natomiast na płócienki do roboty
używano płótna grubszego, zgrzebnego i skrawano je nieco odmiennie, bo przypór wy­
cinano z przodu a nie z boku, zaopatrywano go guziczkami do zapinania. Przyszywano
także kieszenie, chociaż nie było to regułą. Płócienki takie nosił chłop na pasku jak spod­
nie sukienne. W Mszanie Dolnej nazywano je portkami płóciennymi.
W północnej części Beskidu Wyspowego nosili chłopi spodnie płócienne nazywane
płócienkami a w Kasince M. zgrzebniokami. Noszono też płócienki odświętne zw.
w Kasinie W. portkami. Nogawice portek płóciennych były bardzo szerokie, ozdobione
u dołu mereżką - cyrką i frędzlami, powstałymi z wyprucia wątku. U spodu wzmac­
niane były listwą. Spodnie takie miały ćwikle, a przypór pośrodku. Takie płócienne
portki szyły szwaczki lub krawcy. W Kasince M. i Kasinie W. nawet poważni gospo­
darze wdziewali płócienne portki do kościoła jeszcze w latach międzywojennych, choć
chłopi pod Gorcami wstydzili się tego stroju. W Kamienicy jeszcze i teraz chodzą w spod­
niach płóciennych do kościoła.
Sukienne spodnie zw. portkami zwą w Kasinie W., Gruszowcu i Jurkowie guniorkami
a w Kasince M. portkami gunianymi. w Pcimiu guniami. Spodnie takie szyto z białego sa­
modziałowego sukna lub z sukna siwego. Według tradycji, białe portki głównie wy­
różniały chłopa od pana. O chłopie ze wsi, który przywdział ubiór miejski mówiono:
,,Cy on to juz pon, ze wdzioł corne portki?" Poważni gospodarze wstydzili się ubrań
z kupnych materiałów fabrycznych.
W ciągu ostatnich 70 lat istniały 4 fazy przemian w kroju i zdobieniu spodni. Naj­
starsi informatorzy podają, że przed 1870 r. krój spodni był dwojaki. Większość chłopów
nosiła spodnie średnio-szerokie, wolno spadające, lecz nie opierające się na stopach.
Drugi krój spodni miał szerokie nogawice, rozcięte u dołu u zewnętrznej strony. W tym
miejscu przyszyta była kłapturka z tego samego sukna zaopatrzona w haftkę. Nogawice

Ryc. 14. Spodnie robocze. Glisne, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1952.
19

�były dostatecznie szerokie a rozcięcie u dołu nie służyło żadnym celom praktycznym. Kie­
szeń była tylko jedna, przyszyta od wewnątrz. Oba typy spodni miały dwa przypory.
Tuż przed I wojną zapanowała moda noszenia spodni węższych, w których nogawice
musiały z konieczności mieć z boku rozcięcie, (ryc. 43) były one ozdobione różnokoloro­
wymi nićmi w postaci tzw. kitosa, w Ka­
sinie W. noszącego nazwę kitajki. Ten
krój był bardzo żywotny i utrzymuje się
dotąd na omawianym obszarze (ryc. 16).
Po I wojnie młodzież przyjęła spod­
nie mody nowotarsko-zakopiańskiej, a po
I I wojnie, t j . w okresie odwrotu od stro­
ju regionalnego, spodnie weszły w 4. fa­
zę przemian. Z braku włóczki i stamentu nie zdobi się ich już parzenicą,
lecz skromnym wyszyciem z czarnej
włóczki w formie zbliżonej do rombu.
Rozpowszechnił się też krój spodni z jed­
nym przyporem, przedtem bardzo rzad­
ki. Informator z Łętowego podaje, że
portki z jednym przyporem, skromnie
wyszywane, nie rozcięte u dołu służyły
do roboty. Spodnie o kroju nowotarskozakopiańskim utrzymały się dotąd w Po­
rębie W., Koninie, Jesionowie i Olszów­
Ryc. 15. Północny zasięg szerokich płócienek
ce. W Lubomierzu połowa mężczyzn nosi
z frędzlami
spodnie dawnej mody, które lud
określa jako portki ,,z cyrwonymi snurkami", spodnie zaś podhalańskie nazywają „z cornymi snurkami".
Po I I wojnie zaczęli krawcy zdobić spodnie zagórzańskie na sposób podhalański. Po­
jawiają się też portki z wąskimi nogawicami i jednym przyporem bez parzenic (ryc. 14).
Ostatnio najmodniejsze są zagórzańskie spodnie z „cyrwonymi snurkami" zaopatrzone
podhalańskim kłapciem.
Krój spodni góralskich jest tym charakterystyczny, że boczny szew nogawicy nie jest
doprowadzony do pasa w prostej linii, lecz przebiega przez tył, tworząc zakole załamane
na środkowym szwie. Charakterystyczne są dwa przypory. W związku z krojem pozo­
staje zdobienie; boczny szew jest przykryty kolorowym sznurkiem ze stamentu lub
włóczki. W I I poł. X I X w. w Mszanie D. i Porębie W. starczył jeden sznurek skręcony
z czerwonego i siwego stamentu, w Kasinie W. sznurek czarny, w Jurkowie, sznurek czer­
wony lub zielony, a w Tenczynie — dwa lub trzy sznurki czerwone. Zdobiny pod przy­
porami były niepokaźne, a w Kasinie nie było ich wcale. Spodnie robocze były zdobione
skromnie. Ok. 1880 r. w Porębie W. boczne szwy takich spodni przykrywał jeden sznu­
rek czerwono-niebieski, krzyżówka zaznaczona była haftem w kształcie prostego krzyżyka,
a wyloty nogawic nie były niczym upiększone. Wokół przyporów spodni roboczych
umieszczano sznurkowe obwódki (ryc. 9).
Dążność do coraz bogatszego zdobienia ubioru wyraziła się po I wojnie w naśladow­
nictwie mody podhalańskiej i przesadnej ornamentyce (ryc, 43). Bogata ornamentyka
otacza nie tylko przypory, ale szwy i kieszenie a także dół spodni.
Spodnie płócienne są przytrzymywane rzemiennymi paskami. Utrzymał się dotąd zwy­
czaj wdziewania portek na lewą stronę w celu zaszanowania strony prawej a także by
uchronić się przed ewentualnymi czarami.
Na spodnie wychodziły 4 łokcie samodziałowego sukna szerokości łokcia. Według in­
formacji Wincentego Nawieśniaka z Gronoszowej, liczącego 56 lat, krawiec przykrawał
20

�naprzód jedną a potem drugą nogawkę. Miarę brał przy pomocy nitki na której ozna­
czał węzełkami długość poszczególnych odcinków. Jeżeli sukno było wąskie, a szerokość
nie dochodziła do 60 cm, wstawiał klin, aby nogawica u góry miała szerokość 32 cm.
(ryc. 16).
S p o d n i e s k ó r z a n e . We wschodniej części, gdzie zaznaczają się wpływy Lachów,
noszą Zagórzanie w zimie do dziś jeszcze spodnie skórzane, sporządzone ze skórek mło­
dych koźląt lub baranów, wyprawionych przez kuśnierza. Kuśnierz przykrawa spodnie

Ryc. 16. Spodnie góralskie. A —
przód, B — tył, C — części kroju
okazu I , D — części kroju okazu I I .
I — pochodzi z Glisnego, własność Ja­
na Zięby, I I — z Kasinki, pow. Li­
manowa. Rys. Eleonora Janikowska.
Ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Pań­
stwowego Inst. Bad. Szt. Lud., 1956 r.
na sposób miejski tzn. wycina jeden przypór z przodu a nogawice zeszywa od zewnątrz.
Skórzane spodnie opatrzone są w duże guziki, które ułatwiają przytrzymanie ich paskiem.
W Kasince M. noszą chłopi również spodnie skórzane, zwykle ze skóry ogołoconej
z wełny. W Kasinie W. nieliczni chłopi nosili spodnie z koziej skóry, ale jeszcze przed
I wojną.
Kaftany i żupany
W źródłach pisanych, t j . w testamentach i inwentarzach znajdują się wzmianki o ubio­
rach w I poł. X I X w. dziś całkiem zapomnianych. Do takich należy kaftan i żupan,
o którym mamy wiadomość z 1797 r. Jan Cichórz, gospodarz z Koniny urodź. 1872 r., po­
dał informację, że chłopi nosili także kaftany. Kaftan nie miał rękawów ani wycięcia pod
brodą, a sięgał do pasa. Kołnierz koszuli był widoczny. Kaftany szyto z zielonego sukna,
a obszywano sznurkami i zdobiono szelążkami. Ten strój został wyparty przez kamizelki.
Bronisława Mrozkowa z Kasiny W. podała informację, że żupan był strojem bogatych
gospodarzy. Strój ten był wcięty w pasie, dołem obszerny na wzór krakowskiego ubra­
nia. Żupany szyto z granatowego sukna a zdobiono paciorkami i kolorowymi nićmi po­
dobnie jak w Dobrej i Skrzydlnej. W Kasinie W. był więc żupan ubraniem powszech­
nym, skoro pamięć o nim przetrwała, natomiast w Mszanie D. i Porębie W. tradycja
żupana zaginęła. Być może że przetrwał on w Kasinie pod wpływem pobliskich Lachów,
u których żupan odgrywał tę rolę, co u górali serdaczek bez rękawów.
22

A n k 1 i k'
W ostatnim dziesięcioleciu X I X w. rozpowszechnił się we wsiach zagórzańskich bar­
chanowy kabat zw. anklikiem koloru ciemno-niebieskiego lub zielonego z rękawami, bez
21

�podszewki, sięgający do pasa. Wprowadzili go robotnicy wracający z pracy z Budapesztu
i Wiednia. Ponieważ był ciepły i niedrogi, przyjął się powszechnie jako część męskiej
odzieży roboczej. Nabywano go na jarmarkach u handlarzy tandetnej odzieży. Wyszedł
z użycia po pierwszej wojnie światowej
Hazuki, g ó r n i c e i sukmany
Hazuka w chłopskim stroju zagórzańskim odgrywa tę rolę co płaszcz. Jest to okrycie
typu p o n c h o podłużnego, którego zasadniczą cechą jest to, że przednie płaty są prze­
dłużeniem płata tylnego. Poza granicami regionu zagórzańskiego nazwa hazuka była po­
tocznie używana w Spytkowicach
ok. 1870 r. Hazuki szyto z czarnego
i białego sukna samodziałowego,
choć białe uchodziły za odzież pod­
lejszą, odpowiednią służbie, wy­
rostkom lub biednym chłopom.
Wszelako we wsiach, jak Gruszowiec i Jurków białe sukmany były
prawdopodobnie na wzór lachow­
skich białych górnic, wyłącznie
okryciem wierzchnim.
Ryc. 17. Hazuka. A — przód, B — tył,
C — części kroju: d, di — części stano­
wiące przód i tył (poncho), e —
klin boczny, f — rękaw, g — kołnierz.
Mszana Dolna, pow. Limanowa. Ze
zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw.
Inst. Bad. Szt. Lud., 1956. Podziałka
1 :30.
J. Łepkowski i K. Jerzmanowski wspominają, że „Górale w okolicy Mszany chodzą
w krótkiej, na plecach zawieszonej burce, brunatnej barwy". Notatka ta z 1849 r. nie
znajduje jednak potwierdzenia przez miejscową tradycję, według której hazuki były dość
długie i sięgały niżej kolan. Chłop wdzie­
wał hazukę na plecy i wciągał rękawy na
ręce; wyjątkowo tylko zawieszał ją na ple­
cach spinając sznurkiem pod brodą. Wtedy
rękawy wolno zwisały po bokach. Zwisa­
jące rękawy, gdy ich wyloty były zapięte
haftkami, oddawały w razie potrzeby takie
usługi jak torby; chłop umieszczał w nich
flaszki z napitkiem, chleb itp. Było zresz­
tą wyrazem kawalerskiej fantazji, takie
noszenie hazuki, aby ładny serdaczek lub
kamizelka na piersiach była lepiej w i ­
doczna.
Krój hazuki nie był jednakowy; różni­
ły się one nieco w zależności odparafii.Wparafii mszańskiej hazuki były nieco obszerRyc. 18. Zasięgi prostego (1) i krzyżowego (2) kro­
ju hazuki. (3) obszar kroju mieszanego. Rys. Kry­
styna Woźnińska, 1956 T.
22

�niejsze (ryc. 17—19). Hazuki kasińskie były bardzo obszerne i długie, sięgały niemal do
kostek. Pierwotne rękawy hazuk były opatrzone w tzw. kłapytki, t j . klapy ochraniające
zewnętrzną część dłoni. Ale od 1890 r. stały się one niemodne i dłużej utrzymały się tylko
w Olszówce. Charakterystyczną częścią hazuki są poły zw. przez Zagórzan pachami,
w Olszówce trokami a przez Kliszczaków fałdami. U ich wierzchołków widzimy rozcięcie
przez które ręka wchodzi pod hazukę dla ochrony przed zimnem. Kieszeni tu nie ma, tylko
w Olszówce przyszywano ją na specjalne żądanie.
Na hazukę wychodziło 7 łokci sukna szerokiego na 1 łokieć. Jeżeli sukno było wą­
skie, trzeba było na rękawy i pachy więcej materiału. Wziąwszy miarę składał krawiec

Ryc. 19. Hazuka o
kroju krzyżowym. A—
przód, B — tył, C —
części kroju: d przód
z częściami rękawa
i tyłu, e — płat tylny,
£ — kliny boczne, g —
doszyte części ręka­
wa. Podług modelu
krawca Wincentego
Nawieśniaka. Mszana
Dolna, pow. Limano­
wa, 1956. Podziałka
1 :30.
sukno w poprzek, przez co powstawały dwa płaty liczące ok. 2,10 m. Teraz odmierzał
i odcinał długość hazuki. Długość rękawa wynosiła przeciętnie 82 cm. Kraj prawego płata
podwijał krawiec pod spód w celu umieszczenia haftek. Osobno wykrawał kołnierz
dług. 50 cm szer. 6 cm. Hazuka miała
zwykle u spodu kieszeń przyszytą po
lewej stronie u góry.
Hazuki zdobiono sznurkiem z włócz­
ki lub stamentu. Podstawę ozdoby sta­
nowiły trzy sznurki biegnące obok sie­
bie nierozdzielnie. Młodzi sadzili się na
bogatsze ozdobienia (ryc. 7, 10).
Na plecowym płacie wyszywał kra­
wiec czerwoną i siwą włóczką ornament
(ryc. 46). Ten sam układ zdobin obiegał
kraje rękawów. Hazukę otrzymywał
chłopak ok. 10 roku życia.
Kliszczacka górnica miała również
krój p o n c h o p o d ł u ż n e g o . Jedy­
ny okaz tego stroju jest przechowany
w Muzeum Regionalnym w MyśleniRyc. 20. Zasięg białej sukmany. Rys. K. Woźnińska. 1956 r.
23

�cach. Górnica uszyta jest z
sukna samodziałowego koloru
brązowego i wykazuje krój
podobny do mszańskiej hazuki. Posiada kłapytki i kie­
szenie. Wzmianki anonimo­
wego autora o ozdobach gór­
nicy zgadzają się z obrazem
w albumie I . Kopernickiego.
Ryc. 21. Serdak. A — przód, B —
tył, C — części kroju: d — płat
tylny, e — przedni, f — części
rękawa. Mszana Dolna, pow. Li­
manowa. Ze zbiorów Sekcji Zdo­
bnictwa Państw. Inst. Szt. Lud.,
1956. Podziałka 1:30.
Sukmana ze stamontom z Gruszowca, Dobrej lub Jurkowa nie może być zaliczona do
okryć typu poncho podłużnego, gdyż tylny płat przedzielony jest od płatów przednich
szwami na ramionach. Sukmana była więc, jak się zdaje, wytworem krawiectwa miej­
skiego, mającego swój ośrodek w Nowym Sączu, którego zasięg stykał się w tej okolicy
z zasięgiem prymitywnego krawiectwa góralskiego.
Sukmana jest wcięta w pasie. Między płatem tylnym a przednimi ma wstawione kliny,
które niżej pasa czynią ją obszerniejszą niż hazuka. Sukmany szyto z białego, rzadziej
szarego sukna samodziałowego. Zdobiny na sukmanie są znacznie uboższe niż na hazuce.
Materiałem zdobniczym jest sznurek z czerwonej włóczki, któremu towarzyszy krzyży­
kowy haft jak na hazuce. Kołnierz zdobią czasem aplikacje (ryc. 25).
Kożuchy

i serdaki

Na ogół kożuchy nie cieszyły się taką
wziętością u górali, jak u Lachów. Pod
Gorcami kożuch wyszedł z użycia wcześ­
niej niż hazuka, natomiast w Kasince M.
niektórzy gospodarze wkładają kożuch zi­
mową porą idąc do kościoła. Kożuchy były
w użyciu głównie we wsiach, gdzie hodo­
wano dużo owiec.
Na kożuch wychodziło 5 skór owczych,
a gdy i tego nie wystarczało, kuśnierz do­
dawał na braki tzw. fleki, kawałki skóry
pozostałe po wycięciu otworów na rękawy.
Kożuch był w pasie wcinany, sięgał głębo­
ko niżej kolan. Zapięcie miał takie jak
u serdaka, choć nie korzystano z tego. Zdo­
bienia były też takie, jak na serdaku. Na
środku pleców umieszczał kuśnierz węzeł,
tj. ornament ze „stamentu" i zielonej skór­
ki. Ostatni kożuch uszył kuśnierz Stani­
sław Bańka z Mszany G. jeszcze w 1925 r.
Ryc. 22. Mężczyzna w letnim ubiorze odświętnym.
Podobin, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska,
1953.
24

�Ryc. 23. Serdaczek z obszaru Zagórzan, pow. Limanowa. Fot. St. Deptuszewski, 1954.
Wierzchnim okryciem był serdak z białych skórek owczych na biało wyprawionych.
Nie było to jednak okrycie tak powszechne jak hazuka, na ogół był noszony przez bogat­
szych chłopów. W czasie silnych mrozów, gdy wypadło iść w dalszą drogę, zarzucał gospo­
darz na serdak hazukę albo też pod serdak wkładał serdaczek bez rękawów. Na serdak
wychodziły 4 skóry dużych owiec. Największą dawał kuśnierz na plecy, na przednie płaty
przeznaczał dwie skóry, a na dwa rękawy jedną dużą skórę lub dwie mniejsze. Serdak
winien sięgać do połowy ud. Kołnierz był wykonany z czarnego rumuńskiego baranka,
obramowanie krajów, czyli tzw. oprymę, sporządzano również z takiego baranka. Serdak
25

�zapinano na pętelki z owczej skóry i takież knebelki ze skóry lub na metalowe tzw. kuś­
nierskie guziki. Ozdabiano je wyszyciami i aplikacjami jak serdaczki bez rękawów. Ser­
daki kieszeni nie miały.
Serdaki kobiece różniły się od męskich tylko białą oprymą.
Serdaczek
Obok białych spodni wykazał biały serdaczek bez rękawów najwięcej żywotności, gdyż
dotąd służy jeszcze Zagórzanom i do pracy i jako część stroju odświętnego (ryc. 23).
Na serdaczek wychodziły dwie skóry z białych owiec. Na skórę biało wyprawioną
nakładano liczne aplikacje koloru czerwonego ze skóry baraniej lub cielęcej oraz koloru
zielonego ze skóry koziej czy też sarniej. Do zdobienia używany był stament czerwony,
zielony i siwy. Całość zdobin dzieli się na część górną zw. „dużym strojem" i część dolną
zw. „klinami". Wykrój na szyję, kraje płatów przednich i kraj dolny jest obłożony
opuszczką czyli oprymą. Otwory na ręce otoczone są listewką zw. węclikiem. Serdaczek
zapina się na pętelki, tak jak kożuch. Przody serdaczka zdobią stereotypowe zdobiny
(ryc. 23). Serdaczek jest zaopatrzony w dwie kieszonki.
Po zarzuceniu hazuki ok. 1930 r. serdaczki stały się wierzchnim okryciem do stroju
odświętnego, gdyż chłopi wkładają je na bluzy i kurtki.
Po I I wojnie serdaczek biały stał się niemodny, a chłopi zaopatrują się w gotowe
zakopiańskie serdaczki koloru brązowego.
Kliszczacy, jak świadczą fotografie w albumie I . Kopernickiego, nosili również kożusz­
ki bez rękawów, ale teraz nikt już ich nie używa.
Obuwie
Zagórzanie chodzą w lecie koło domostwa boso, do pracy mężczyźni i kobiety nakła­
dają kierpce.
Kierpce są typowym obuwiem góralskim. Wykonywano je z wołowej lub cielęcej skóry
kupowanej na jarmarkach u handlarzy z Rabki. W I poł. X I X w. przywiązywano kierpce
do nóg za pomocą powrózków skręconych z wełny zw. nawlokami. Pod koniec X I X w. uży­
wano w tym celu rzemiennych pasków.
W kierpcach wyróżniają się dwa okrajki, chroniące stopę z boków. Okrajek przy pięcie
i w połowie odległości od szpica posiada dziurki, niezbędne dla przymocowania kierpca
do nogi rzemykiem (ryc. 50). Do kierpców owijano stopy białymi onuckami. Przy obuwaniu się do cięższej pracy
góral okręcał rzemieniami
dolne części nogawek. Na zi­
mę podczas mrozów zwilżano
wierzchnią onucę, by pokryła
się lodem; dzięki temu było
w stopy cieplej. W poł. X I X
w. kierpce były obuwiem od­
świętnym. Stary chłop z Ka­
siny W. podaje, że idąc do ko­
ścioła chłopi nieśli kierpce w
rękach i obuwali się przed ko­
ściołem, po czym w drodze

Ryc. 24. Kierpce typu podhalań­
skiego. Podobin, pow. Limanowa.
Fot. Gr. Wyszomirska, 1953.
26

�Ryc. 25. Zdobiny na kołnierzu hazuki i kapeluszu. Mszana Górna, pow. Limanowa.
Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
powrotnej do domu znów nieśli je w rękach. W X I X w. kierpce były nie
zdobione, dopiero po I wojnie wprowadzono kierpce podhalańskie z liczną ornamenta­
cją (ryc. 24). Takich kierpców nie przewiązywano rzemieniami, lecz utrzymywały się
na stopie dzięki rzemykowi przeciągniętemu nad stopą i spinającemu oba okrajki. Na napiętku okrajki takiego kierpca były zszyte. Ten ostatni typ kierpców znalazł nielicznych
odbiorców w Niedźwiedziu i jeszcze mniej w Mszanie D. Obuwie to jest przydatne tylko
przy lekkiej robocie w lecie.
Według informacji starych chłopów buty zostały wprowadzone przez robotników wra­
cających z Pesztu, Wiednia, Ostrawy i innych miast. Do I wojny buty nosili tylko bogatsi
chłopi w dni uroczyste. Poważni gospodarze chodzili w niedzielę w butach z cholewami,
lecz na cholewy mieli zawsze spuszczone białe spodnie. Parobcy sadzili się na buty z cho­
lewami z trzema do sześciu karbami. Biedniacy i średniacy używali po dawnemu kierp­
ców. W Jurkowie, w sąsiedztwie Lachów paradnym obuwiem były „polskie buty" z twar­
dymi cholewami zeszytymi z tyłu.
Po I I wojnie z braku skóry sporządzają chłopi obuwie podobne do kierpców z gumy
oponowej. Jest ono trwalsze, lecz pod względem formy szpetne i niehigieniczne. Kierpce
z rzemykami są już na wsi wielką rzadkością.
Nakrycie

głowy

W I I poł. X I X w. kawalerowie strzygli włosy krótko, gospodarze zaś nosili dłuższe lub
długie włosy, spadające na kark i plecy. Jednakże ta moda zanikła już przed 80 laty. Od
27

�święta smarowano włosy masłem lub słoniną. Zarost golono powszechnie, tylko nieliczni
nosili wąsy, które były oznaką światowości.
Starsi mężczyźni nakładali na głowę kapelusze z dość szerokim rondem z wąską, siwą
lamówką po kraju. Kapelusze takie były jednak mniejsze niż kapelusze podhalańskie
lub orawioki. (ryc. 25).
Młodzi chłopi, zwłaszcza parobczaki nosili kapelusze z małym rondem dla parady.
Główkę zdobiły trzy pasma czerwonego stamentu, później paciorki nizane na nitki. Po
paciorkach nadeszła moda zdobienia kostkami. W Niedźwiedziu i Porębie W. zdobiła
kapelusze plecionka z cienkiego mosiężnego drutu.
Pod koniec X I X w. nieliczni starsi chłopi nosili kapelusze z rzemienną podpinką opa­
trzoną w sprzączkę, która spinała całość. Podpinka była z czerwono wyprawionej skóry.
Chłop zapinał ją pod brodą udając się w drogę.
Na omawianym obszarze czapek na ogół nie noszono, choć szyli je kuśnierze z czar­
nego i białego baranka. Także na jarmarkach były czapki do nabycia. W spisach spadko­
wych są rzadko wymieniane czapki chłopskie, t j . barankowe.

Ryc. 26. Pas „zbójnicki" z końca
XIX w. Łętowe, pow. Limanowa.
Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
Pasy
W poł. X I X w. pasy były zjawiskiem pospolitym, jeszcze w I I poł. X I X w. noszono
skórzane pasy do stroju dostatniego. Były dwa rodzaje pasów: pasy „zbójnickie" szerokie,
ze świńskiej lub wołowej skóry, zapinane na 4 do 6 sprzączek, które okrywały talię od
bioder po pachy. Takie pasy nabijane były kabzlami, gwoździkami lub mosiężnymi
witeczkami (ryc. 26). Chłop wkładał pas na koszulę w święta, do tańca lub do podróży.
W pasach zbójnickich występowali nieliczni chłopi jeszcze w ostatnim dziesiątku XIX w.
z okazji uroczystych świąt. Jedyny pas zachował się w Łętowem jako pamiątka po pra­
dziadkach. Gdy moda wyszła z użycia, poprzerabiano je na kierpce.
Pospolitsze od pasów zbójnickich były tzw. srosy, szerokie na dwie dłonie, zapinane
na dwie sprzączki. W takim pasie przechowywał chłop pieniądze, hubkę i krzesiwo. Oba
rodzaje pasów wyszły z użycia na schyłku X I X w. We wsiach graniczących z Lachami
jak Jurków, Chyżówki, Gruszowiec były w użyciu pasy krakowskie, wąskie z- dwiema
sprzączkami i miechem, znane z opisu O. Kolberga jako oposki. Teraz, gdy pasy należą do
przeszłości, lud nazywa oba rodzaje srosami. U oposka prawie zawsze miał chłop składany
nóż z jednym ostrzem, przywiązany na sznurku. Był to zwyczaj czysto lachowski.
Rękawice
Dla ochrony od mrozu chłopi pracujący w polu lub przy furmankach wkładają wełniane
rękawice własnego wyrobu. Ze względów praktycznych łączy furman rękawice powróz­
kiem, który zawiesza na szyi. Rękawice sporządzają chłopi samodzielnie z wełny. Na zro­
bienie rękawic trzeba dwóch dni pracy i pół kilograma wełny.
28

�Spinki, torby i fajki
Do stroju dostatniego należały mosiężne spinki, którymi spinano koszule na piersiach.
U schyłku X I X w. spinki używane były w ubiorze codziennym i odświętnym przez sta­
rych, poważnych gazdów, natomiast kawalerowie nie używali ich, a w ostatnim dziesiątku
XIX w. wyszły całkiem z użycia.
Bacowie i juhasi, kupcy i handlarze nosili torby skórzane lub wełniane u lewego boku
przeznaczone na żywność, pieniądze i inne przedmioty. W źródłach z I poł. X I X w. znaj­
dują się nieliczne wzmianki o torbach używanych wśród gospodarzy .
W X I X w. palenie papierosów było przywilejem kawalerów i stanu wolnego; żonaci
mężczyźni palili fajki. Zagórzanie mieli fajki drewniane, gliniane lub porcelanowe. Tych
ostatnich było najmniej. Natomiast rozpowszechnione były podhalanki, t j . gliniane fajeczki
oprawione w mosiężną blachę z krótkim, wygiętym cybuszkiem. Ze Słowacji sprowadzano
zapiekanki, t j . fajki z gliny szamotowej. Napełniwszy ją tabakiem chłop popluwał i za­
piekał ogniem. Największym wzięciem cieszyły się łososinki, t j . fajki drewniane, z grusz­
kowego, orzechowego lub brzozowego drewna. Fajka była wewnątrz opatrzona w buksę,
czyli metalową puszkę, a na zewnątrz nakrywało ją mosiężne okucie. Do fajki należał
cybuch wkręcony do tulejki. Tanie, pospolite fajki miały cybuch z drzewa jałowcowego
esowato wygiętego. Fajka służyła niekiedy jako narzędzie walki w karczemnych bitkach,
jednakże podkreślić należy, że ten rodzaj walki był w opinii publicznej potępiony.
Tytoń fajkowy nosił chłop już to w macherzynie ze świńskiego pęcherza, już to w irchowym mieszku. Za najlepszy materiał uchodziła skórka z worka jądrowego baranów.
Mieszek miał kształt woreczka, zaopatrzony był w rzemyk, który go ściągał. Chłop zatykał
mieszek za pas między koszulę a spodnie, tak, że ozdoba z paseczków zwisała kiściem na
białych spodniach. Przy mieszku nie mogło brakować przetyczki, t j . mosiężnego drucika
do przeczyszczania fajki i cybucha. Niekiedy mieszek służył chłopu za portmonetkę.
23

Ryc. 27. Typ fajki używanej przed 1914 r. Pisarzowa, pow. Limanowa. Rys. Zdz. Pysz, 1953 r.
29

�R o z d z i a ł VI
OGÓLNY OPIS STROJU KOBIECEGO
Pierwotnie zagórzańskie kobiety nosiły strój sporządzony w całości z domowego, lnia­
nego płótna. Stary gospodarz w Kasinie W. informuje, że w okresie 1880—1890 r. „nikt
nie uświadczył drukowanego ubioru na kobiecie", lecz cały jej strój odświętny był biały.
Codzienny ubiór kobiety w I I poł. X I X w. składał się z koszuli, stanika, katanki, białego
„fartucha" a na nim z farbowanej lub drukowanej spódnicy. Na głowie chusteczka, a na
nogach kierpce. Strój ten służył kobiecie zasadniczo we wszystkich porach roku przy

Hyc. 28. Dziewczyna w tradycyjnym stroju odświętnym. Mszana
Dolna, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
pracy w domu lub w polu. W zimie przywdziewała do wyjścia na wieś lub na jarmark
serdaczek z rękawami. Mężatki okrywały głowę w święta czepcem, a na barki zarzucały
łoktuszką; nogi odziewały w buty z miękkimi cholewami.
Codzienny strój dziewcząt nie różnił się od stroju mężatek; nie nosiły tylko czepców,
lecz zawiązywały na głowach tanie chusteczki nabyte w sklepie. Do kościoła szły z od­
krytą głową.
30

�Od początku X X w. zachodziły coraz większe zmiany w zagórzańskim stroju kobiecym.
Zarzucono czepce i łoktuszki, tylko stare kobiety nosiły jeszcze łoktuszki i buty z chole­
wami, młode zaś kobiety zaczęły nosić sznurowane trzewiki. Coraz częściej wkładano
wełniane lub bawełniane chustki produkcji fabrycznej, a spódnice, katanki i gorsety szyto
z materiałów kupnych. Po I wojnie proces przemian przybrał szybsze tempo, a strój
młodszej generacji kobiet upodobnił się do miejskiego.
Nieco dłużej zachowały się pewne elementy tradycyjnego ubioru w stroju weselnym.
W Mszanie Dolnej panna młoda wdziewała do ślubu co najmniej 4 spódnice, każda w cztery
bryty, a najparadniejszą spódnicę bengalową na wierzch. Spódnica ta była w pasie mar­
szczona, podszyta u dołu listwą z tęższego płótna, szeroką na 25 cm. Spódnica była pra­
sowana w kanty. Taka spódnica czyli „fartuch" była przechowywana w skrzyni, złożona
przez pół, tak że po wdzianiu zachowywała pierwotne kanty. Do stroju ślubnego należała
koszula z haftowanym kołnierzem i mankietami, na którą wkładano gorset. Na barki
zarzucała panna młoda przejrzysty rąbek bengalowiy, a biedniejsze z braku rąbka otulały
się chustką czepcową, którą z tego powodu nazywają do dziś jeszcze rąbkiem. Włosy sple­
cione w jeden lub dwa warkocze, przystrajano „gierlandą" ze sztucznych białych kwia­
tów. Na szyi wiązano sznury korali, a na nogi wkładano buty z miękkimi cholewami.
W Kasinie W. przed 30-ma laty panna młoda wkładała do ślubu wełnianą spódnicę
koloru kremowego, bluzeczkę i korale, na głowę — wianek mirtowy. W Jurkowie, gdzie
gorsety nawet przed I wojną nie były używane, wkładano do ślubu zamiast gorsetu białą
wizytką, t j . rodzaj bluzki.
R o z d z i a ł VII
SZCZEGÓŁOWY OPIS STROJU KOBIECEGO
Koszula
Koszule kobiece w X I X w. miały krój p o n c h o p o d ł u ż n e g o , szyte były z lnia­
nego, samodziałowego płótna. Kawałek płótna składano w poprzek, wycinano okrągły
otwór, a przedni płat rozcinano niezbyt głęboko. Taka koszula kobieca zawsze była krótka,
nie miała kołnierza, a nieraz brakowało jej i oszywki. Na barkach były naszyte przy­
kłady, t j . fałszywe przyramki, pod pachami wstawiano kwadratowe ćwikle, a pod oszywkę
serca; w ten sposób kobiece koszule niczym nie wyróżniały się od koszul męskich. U naj­
dawniejszych koszul rękawy były długie, później zaczęto je skracać do połowy przedra­
mienia lub do łokcia. Oszywki u rękawów zapinano na guziczki lub wiązano tasiemką,
a nawet kawałkiem sznurka.

Ryc. 29. Kobieca koszula z koń­
ca XIX w. A — przód, B —
tył, C — części kroju: d —płat
przedni i tylny, e — rękaw, f—
mankiet, g — rękaw, zeszyty,
widziany z góry, h — przyramek, hi — żabka, i — kołnie­
rzyk. Własność Marii Stróżak.
Niedźwiedź, pow. Limanowa.
Ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa
Państw. Inst. Szt. Ludowej,
1956. Podziałka 1 : 30.
Odświętne koszule były szyte z cienkiego, lnianego płótna, domowego wyrobu i różniły
się od koszul roboczych tylko przyozdobieniem. Główną ozdobą koszuli odświętnej był
szeroki kołnierz, bardziej lub mniej zahaftowany. Na jednym z dotąd przechowywanych
31

�eksponatów widać angielski haft (ryc. 32). Pospolitym haftem była tzw. robótka (ryc. 31).
Wzdłuż przecięcia na piersiach, które zamykało się uwrociem, tj. krótką poprzeczną
listewką, biegła listewka zdobiona robótkami, t j . płaskim haftem. Dość szerokie rękawy
zakończone oszyweczkami zaopatrzonymi krajem w ząbki były zapinane na dwa guziczki.
Wokół oszywek u rękawów i u szyi przyszywano kupne krezki. Zbiory pod szyją były
chwytane igłą (połowa zbioru ma 4 nitki płótna).
Ryc. 30. Kobieca koszula do
stroju weselnego z 1904 r.
A — przód, B — tył, C —
części kroju: d — płat przed­
ni i tylny (poncho), e — rę­
kaw, i — mankiet, g — podpasze, h, h — części pseudo
przyramka, i — przód, koł­
nierzyk i mankiety zdobione
drobnym białym haftem.
Własność Franciszki Karpierz. Mszana Górna, pow.
Limanowa. Ze zbiorów Se­
kcji Zdobnictwa Państw.
Inst. Bad. Szt. Ludowej,
1956. Podziałka 1 : 30.
x

Zdobiny na kobiecych i męskich koszulach były zawsze wykonane białymi nićmi, choć
w odleglejszej przeszłości, tj. w XVII w., kobiety na tym terenie haftowały koszule nićmi
jedwabnymi . Wszelako ustna tradycja nie potwierdza mody kolorowego wyszycia.
Krój koszuli z karczkiem został wprowadzony przed I wojną, a przyjął się powszechnie
w latach międzywojennych.
Kobiety kliszczackie — według anonima — szyły sobie koszule z grubego, zgrzebnego
płótna. Na tym terenie był zwyczaj wdziewania na święta dwu koszul: pod spód grubą,
na wierzch ozdobniejszą z haftowanym kołnierzem i przodami. Kołnierz i rękawy zapi­
nano na guziczki. Dzieciom do lat 6-ciu, a niekiedy nawet i dłużej za cały ubiór służyła
długa koszula.
24

Ryc. 31. Haft na przodzie koszuli kobiecej sprzed 1914. Słomka, pow. Limanowa.
Fot. R. Reinfuss, 1950.
32

�Spódnice
Współczesna spódnica noszona powszechnie przez Zagórzanki jest rezultatem powol­
nego rozwoju, którego dawniejsze etapy są mało uchwytne i dopiero na podstawie źródeł
pisanych w X V I I I w. dowiadujemy się pewnych szczegółów. Mówią one o fartuchach
przedsobnich i zasobnich kobiet
wiejskich, przez które rozumie
się okrycie w rodzaju zapa­
sek, przypasanych z przodu i
z tyłu. Spełniały one w owych
czasach to zadanie, które speł­
nia obecnie spódnica . Ten
sposób okrycia zostawił ślad
w sposobie szycia spódnic z ma25

Ryc. 32. Koszula kobieca. A — przód,
B — tył, C części kroju: d, d — podołek, f — części karczka, g — rękaw,
h — mankiet, i — kołnierzyk. Wła­
sność Anny Widziszowej. Mszana
Dolna, pow. Limanowa. Ze zbiorów
Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Ba­
dań Szt. Lud., 1956. Podziałka 1 :30.
x

teriału kombinowanego, praktykowanym w I I poł. X I X w. we wsiach zagórzańskich.
Kobiety szyły tu spódnice do roboty częściowo z domowego płótna, długie sięgające do
pięt. Jeżeli spódnica z materiału fabrycznego miała mieć 5 półek, to piątą półkę wsta­
wiano z domowego płótna i wszywano do oszywki z przodu. Ta przednia część była krótsza
0 8—10 cm; zakrywała ją kobieta zapaską o 2—3 brytach. Postępowano niekiedy i odwrot­
nie, spódnice z domowego płótna w 4 półki uzupełniano z tyłu jedną półką szytą z koloro­
wego kupnego materiału. Jeżeli z przodu przypasywała kobieta zapaskę z takiego samego
materiału co tylna półka, całość wyglądała tak, jak gdyby spódnica była wykonana w ca­
łości z materiału fabrycznego. Lniana półka wstawiana z przodu nazywała się przodnik.
Pierwotnie zagórzański strój kobiecy był cały płócienny, atoli w źródłach z X V I I I
1 pocz. X I X w. jest mowa o spódnicach „tercynalowych", „kałamajkowych", „kamloto-

Ryc. 33. Haft na tiulowej chustce z końca XIX w. Okolice Mszany Dolnej. Fot. R. Reinfuss, 1950.
3 Strój Zagórzan

�wych", „dymowych", adamaszkowych i o „bawełniczkach". Były to stroje bogatych chło­
pek. Noszono również spódnice „tybetowe". Spódnicę taką z kwiatami na czarnym tle
przechowywała Anna Dudzik z Łostówki. Według tradycji z końcem X I X w. ulubiony był
kolor różowy; w jaskrawych kolorach były rozmiłowane szczególnie lubomierzanki.
Zofia Kołodziej z Łostówki licząca obecnie ok. 78 lat, podaje, że kobiety wiejskie naśla­
dujące modę szlachcianek lub mieszczanek ubierały się w spódnice z obręczami, na wzór
krynolin. Wiadomość tę należy odnieść do początków X I X w. Jednakże ogół kobiet ubie­
rał się w spódnice z domowego płótna, czyli w tzw. fartuchy. O takich fartuchach wspo­
mina również anonimowy pisarz w swoim pamiętniku podróży. Ponieważ jednak białe
fartuchy łatwo się brudziły, zaczęto je farbować. Zwyczaj farbowania jest dość dawny.
Z 1818 r. pochodzi wiadomość z Łętowego o spódnicach płótnianych, kolorowych ; nie
mogło to być nic innego jak farbownice. Do farbiarni posyłano już to płótno, już to gotowe
spódnice, które farbowano na całej powierzchni na kolor czarny, granatowy lub niebieski.
Niekiedy powstawał narzut z kwiatków różnej wielkości lub dołem szlaczek zw. koruną
lub galonem. Farbownica szyta z jednego kawałka płótna bez półek nazywała się „spód­
nicą całkowitą". Kobiety farbowały sobie także spódnice w domu, tylko bez kwiatków
i szlaczków. Po takich spódnicach przyszła moda na spódnice drukowane, czyli durkowane
fabrycznego pochodzenia, ale te nosiły tylko bogate gaździny.
Ówczesne spódnice zwłaszcza odświętne były szerokie, szyte z 6—7-miu półek. Na takie
spódnice wychodziło 10 i więcej łokci materiału. Dołem spódnica miała szeroką listwę
z tańszej tkaniny, dochodzącą niekiedy do h m szerokości. W ten sposób (nakrochma­
lona) spódnica była dołem usztywniona. Na spódnicach wykonywano zakładki, naszywano
tasiemki, zwane siutasiem. Kraj spódnic ostrych, t j . wełnianych obszyty był szczoteczką
dla ochrony, a kraj fartuchów, sznurkiem.
Wśród spódnic osobne miejsce zajmuje odświętny fartuch. Była to spódnica z bardzo
cienkiego płótna lnianego, często z bengalu, tiulu, haftowana, przeznaczona na wierzch.
Wdziewano ją tylko do kościoła lub na święta, zabawy, wesela i chrzciny. Fartuch
bywał ozdobiony kolorową wstążeczką przeciągniętą przez obrobione dziurki wzdłuż dol­
nego brzegu. Gdy ostatecznie zapanowały spódnice z materiałów fabrycznych,
Zagórzanki wkładały haftowany fartuch pod wierzchnią, najparadniejszą spódnicę. Far­
tuchy białe z grubego płótna na codzień wkładano bezpośrednio na ciało.
W latach międzywojennych szyto spódnice z całego kawałka płótna, tzw. „spódnice
całkowite". W źródłach pisanych znachodzą się nieliczne wzmianki o spódnicach całkowi­
tych. Najdawniejsza pochodzi z 1802 r. W inwentarzu po Michale Cieśli z Podobina jedną
26

l

Ryc. 34. Gorset sprzed 1914 r., z czarnego aksamitu, dekoracja srebrny szych, słomka.
Pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1950.
34

�pozycję zajmuje spódnica całkowita. Spódnice takie były łatwe do uszycia, a jeżełi nie
były farbowane, służyły pod spódnicę drukowaną. Przeważnie jednak w latach między­
wojennych góralki nabywały gotowe spódnice i gorsety w Górze Sw. Jana i po koniecznej
przeróbce nosiły takie spódnice lachowskiego pochodzenia. Obecnie przeważnie noszą ko­
biety spódnice z 4—6-ciu półek, a młodsze noszą spódnice znacznie węższe i krótsze.
Zapaski
Uzupełnieniem stroju kobiecego zarówno odświętnego jak i codziennego była zapaska.
Zapaski na codzień szyły kobiety z taniego materiału fabrycznego — tzw. „zapaski corne"
— albo z płótna domowego, niekiedy zgrzebnego. Jako część stroju odświętnego musiała
być zapaska uszyta z materiału kosztowniejszego i ozdobiona koronką lub krepinką.
W zapiskach z I poł. X I X w. znajdują się częste wzmianki o zapaskach „cycowych"
i płóciennych zdobionych koronkami, „krożalkami". W I I poł. X I X w. noszono zapaski
bengalowe zdobione ręcznym haftem. Ok. 1880—90 r. były modne różowe zapaski ozdo­
bione krepinką lub cyrką, noszono też zapaski tiulowe, muślinowe i batystowe, a w X X w.
także alpagowe z ręcznym haftem w kolorze czarnym, niekiedy różnokolorowym.
Na zapaskę zużywano przeważnie 2 bryty płótna. Zapaska była krótsza od spódnicy.
Niekiedy zapaska spełniała rolę peleryny; w drogę na jarmark zarzucała ją kobieta na
plecy, a troki wiązała pod brodą.
Staniki i

gorsety

Na codzień wkładała kobieta na koszulę stanik z płótna domowego. Krojem zbliżał się
stanik do gorsetu, składał się z trzech płatów, miał głębokie wycięcie z przodu i zapinał
się na guziczki domowej roboty. Niekiedy tylny płat podszywały kobiety pod bluzkę,
płaty przednie zostawały wolne. Po wdzianiu zapinano wpierw stanik, potem bluzkę. Takie
staniki zszyte z bluzką noszą jeszcze dość powszechnie starsze gospodynie. Stanik ręka­
wów nie posiadał.
W I I poł. X I X w. były pospolite gorsety z atłasu malowanego w kwiaty. Taki materiał
mógł być w kolorze czarnym, niebieskim, granatowym i czerwonym. Niekiedy używano
aksamitu. Stare kobiety podają, że gorsety z atłasu w kwiaty miały zamiast kaletek
falbanki dł. 3—4 cm. Najstarsze gorsety były szyte ze satyny czerwonego koloru z fabrycz­
nymi kwiatami, a pod koniec X I X w. noszono adamaszkowe gorsety koloru cielistego
z wytłaczanymi kwiatami i drobnymi, gęstymi kaletkami. Tradycja podaje, że w 1860—80 r.
noszono gorsety z tybetu w kolorze czarnym, granatowym lub czerwonym, wyszywane

Ryc. 31. Gorset z czarnego aksamitu, dekoracja szych, cekiny. Słomka, pow. Limanowa.
Fot. R. Reinfuss, 1950.
35

�krepinką. Pod koniec X I X w. zdobiono gorsety szychem (ryc. 34, 35), a późniejsza moda
wprowadziła zdobienie szelążkami i koralikami. Obecnie noszą kobiety gorsety z czarnego
lub rzadziej, liliowego aksamitu.
Gorset składa się z 3-ch płatów, lecz w dawnych czasach płat tylny był łączony
z przednimi nie przez zeszycie, lecz według wiarogodnej relacji kobiet, przez związanie
za pomocą wstążeczek, jak to się i dziś jeszcze robi z gorsecikami dla małych dziewcząt.
U dawnych gorsetów były drobne kaletki nie zachodzące na siebie, ale od 40 lat wykonuje
się kaletki większe, nakłada się je brzegami i zdobi.
Między Mszaną Dolną a Porębą Wielką można zauważyć różnice w zdobieniu gorsetu;
w Porębie W. i innych wsiach podgorczańskich ulubionym motywem jest oset, z koralików
zielonych, białych, żółtych (ryc. 40). W Mszanie D. zdobi się gorsety w stylizowane kwiaty
i „latoróżki". W Rabie Niżnej noszą dziewczęta gorsety z przeładowanymi ozdobami
w postaci wielkich ostów i kaletek wielkości dłoni.
Sukienki
Sukienka, t j . wierzchnie okrycie szlachcianek i mieszczanek, przeszła wcześniej do
ludu, a na góralszczyźnie podgorczańskiej była noszona już w X V I I w. . Suknia, zw. w póź­
niejszych źródłach sukienką lub szubą, była modnym i zbytkownym odzieniem bogatych
dziewcząt i kobiet do połowy X I X w. O sukienkach jest często mowa w kontraktach ślub­
nych, testamentach i spisach spadkowych. Czytamy więc o sukienkach czerwonych z fu­
trem, o karmazynowych z nowymi lisami, o granatowych i zielonych sukienkach z baran­
kami. Starsze kobiety informują o sukienkach i szubach swoich babek i prababek. Ewa
Skowronek, urodź, w 1875 r. w Kasinie W., podaje, że szuba była odzieniem na święta
z czarnego sukna, podbita czerwoną lub zieloną podszewką, sięgała do kostek. Wokół szyi
był wykładany kołnierz, a z tyłu na wysokości bioder „zbiory" zapinane na jeden rząd
guzików. Taką szubę noszono jeszcze w 1885 r. Istnieje również tradycja szuby bez fałdów,
szytej z czerwonego sukna, podbitej barankiem, zapinanej na piersiach na klamry. Szuba
jak i sukienka była strojem kosztownym, sukienka dostatniejszym, a szuba skromniej­
szym. Wiekowe wieśniaczki pamiętają szuby z białej skóry, jak serdaki nie pokryte suk­
nem, w pasie wcinane z jednym fałdem w tyle. Przód i rękawy takiej szuby były bardzo
bogato zdobione. Na osobną wzmiankę zasługuje relacja chłopa ze Słomki, który podał,
że odmianę tego stroju stanowiły sukienki z peleryną sięgającą do łokci . Gdy moda się
zmieniła, sukienki poprzerabiano. Na góralszczyźnie kliszczackiej ok. 1860 r. noszono jesz­
cze szuby od święta, szczególnie w porze
zimowej, było to bowiem okrycie podbite
futerkiem, a więc ciepłe.
27

28

Ryc. 36. Gorset sprzed 1914 r. z jedwabiu
drukowanego. Słomka, pow. Limanowa.
Fot. R. Reinfuss, 1950.
36

Łoktuszki, rąbki, r a ń t u c h y
J. Łepkowski i K. Jerzmanowski, któ­
rzy w 1849 r. przejeżdżali przez Mszanę,
zauważyli kobiety odziane w białą płachtą.
Biała płachta to łoktuszka. Lud rozróżnia
między łoktuszka a łoktuszą. Łoktusza bo­
wiem to prześcieradło ze zgrzebnego płótna
lnianego, służące do zaścielania łóżka.
Łoktuszka był to płat z cienkiego, lnia­
nego płótna dług. 4 łokci, a szer. 3,5 łokcia.
Ponieważ płótno samodziałowe jest wąskie,
zszywano dwa kawałki. Łoktuszkę nakła­
dała kobieta na plecy złożoną wzdłuż,
r j
&gt;
a końce jej przytrzymywała na przodzie
ręką. Jedyną ozdobą łoktuszki była me-

�reżka zw. zwykle cyrką, rzadziej siatką. W po­
rze zimowej wdziewała kobieta pod łoktuszkę
serdaczek z rękawami. W okresie gdy nie
były znane żelazka do prasowania t j . na po­
czątku XIX w., kobiety nacierały łoktuszkę
dla połysku gotowanym kartoflem, a potem
gładziły szklanym maglownikiem.
Oprócz łoktuszek służyły kobietom za
okrycie tzw. obrusy, czyli łoktuszki z płótna
tkanego w białe desenie . O obrusach są
wzmianki w dokumentach dotyczących wy­
prawy ślubnej gospodarskich córek. Tradycja
utrzymuje, że takie wzorzyste płótna wyra­
biano w Kasince M. Z końcem X I X w. ko­
biety zarzuciły łoktuszki i obrusy, a na ich
miejsce weszły w modę wełniane i baweł­
niane chusty fabrycznego pochodzenia.
Do ślubnego stroju używano jako wierzch­
niego okrycia rąbków. Kobieta okrywała rąb­
kiem ramiona, gdy wypadło jej wystąpić
w uroczystym stroju. O rąbkach są dość
częste wzmianki w spisach mas spadkowych.
Są to rąbki płócienne, z koronkami, a z tra­ Ryc. 37. Mężatka w stroju odświętnym. Mszana
Dolna, pow. Limanowa. Fot. S. Flizak, 1950.
dycji wiadomo, że były noszone rąbki z bengalu, batystu, tiulu, muślinu, lnianego płótna,
a nawet perkalu. Cenione były bengalowe rąbki ażurowe, które nie zasłaniały gorsetu
i wstążek.
Rąbek był to prostokątny płat białego materiału dł. 2 m, szer. 80 cm, który kobieta
zarzucała na barki, a końce zgarniała do ręki. Niekiedy zamiast rąbka używano „chustki
czepcowej", przez którą do dziś rozumieją rąbek. Brzegi rąbka zdobiły koronki lub siatka.
Odosobnioną informację podał Piotr Masłowiec z Raby Niżnej, urodź, w 1880 r., który
wyjaśnił, że: „rąbki zakładały kobiety na głowę, tak jak zakonnice", lecz wypowiedź ta
odnosi się prawdopodobnie do rańtucha, którego nazwa wśród ludu zaginęła.
Rańtuch był pokrewny łoktuszce i rąbkowi, ą termin ten znajduje potwierdzenie
w licznych spisach mienia ruchomego, choć obecnie jest on obcy. Na całym badanym
obszarze tylko dwie kobiety twierdziły, że rańtuch jest to rąbek.
Rańtuch był sporządzony z bardzo cienkiego płótna domowej roboty takiej długości,
by po śmierci gospodyni mógł służyć do okrycia trumny, a także mensy ołtarzowej. Rań­
tuch służył jako okrycie pleców, nie posiadał wyszyć, jedynie przed okryciem trumny
przyszywano doń z jednej strony kilkucalowy haft .
W Porębie W. i Mszanie D. był rańtuch okryciem odświętnym kobiet i stanowił część
osobną obok łoktuszki, rąbka i chustki czepcowej .
Przy tej sposobności warto zaznaczyć, że 10-letnim dzieciom, mającym paść bydło,
nakładano na wypadek chłodu płachtę, tzw. paruche, służącą normalnie do zaścielania
łóżek. Węższy koniec płachty zakładano dziecku na głowie i wiązano na węzeł z tyłu.
Płachtę obwijano wokół szyi i wiązano na piersiach. Skutkiem podwinięcia drugiego końca
paruchy do góry tworzyła się dołem kobiałka, do której można było włożyć bądź jaki
przedmiot, np. chleb. Nazywało się to opasterczyć chłopca lub dziewczynę. Zwyczaj ten
po I wojnie został zaniechany i tylko ubogie dzieci chodziły tak odziane po śmigórzcie, tj.
w okresie Świąt Wielkanocnych.
2&lt;J

30

31

37

�Chusty
Oprócz łoktuszek kobiety zagórzańskie nosiły w X I X w. dla okrycia pleców
wełniane chusty . Pod koniec X I X w.
w następstwie wzrastającego dobrobytu
zaczęły napływać na wieś wełniane i ba­
wełniane chusty fabrycznego pochodze­
nia, które wyparły płócienne łoktuszki.
Spośród licznych gatunków chust utrzy­
mały się dłużej tzw. „kocówki", t j . chusty
wełniane w wielkie kraty na tle popie­
latym, ciemnozielonym, granatowym i in­
nym, zakończone frędzlami. Chusty takie
wyszły z mody po I wojnie, choć spora­
dycznie można jeszcze zobaczyć starszą
kobietę okrytą w kocówkę. Po kocówkach
zapanowały „burdyski" zw. w handlu
&gt;,luizami". Były to chustki wełniane,
„tureckie", z fantazyjnym rysunkiem wy­
konanym techniką tkacką. Burdyski były
bardzo kosztowne, a cena takiej chustki
równała się cenie jednej krowy. Wyszły
z mody zupełnie.
Na lato służyły „tybetki", tj. chustki
wełniane z wyborowego materiału, oz­
dobne w kolorowe kwiaty rzucane na
białe, bordowe lub inne tło. Chustki takie
były przetykane jedwabiem w wąskie
prążki. Tybetki były wytworne i trwałe,
przed nową modą poprzerabiały je ko­
Ryc 38. Biały haft na chustce tiulowej z końca XIX w. biety na spódniczki dla małych dziew­
Mszana Dolna, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss,, 1950. czynek.
Natomiast chustki tureckie, kraciaste,
zdobne w jaskrawe pasy nie były znane
w regionie zagórzańskim, a ci którzy pielgrzymowali na Kalwarię, twierdzą, że najwięcej
kobiet odzianych w chustki tureckie przychodziło z Krakowa.
Niemniej kosztowne od burdysek i tybetek były chustki barankowe, grube, wełniane
koloru czarnego, będące doskonałym okryciem zimowym. Chustki barankowe już nie są
noszone, choć bogatsze gospodynie pieczołowicie je przechowują. W ostatnich czasach
chustki takie pojawiają się znowu na jarmarkach.
Do przyodziewy kobiecej sprzed I wojny należały „kaźmierki", t j . lekkie chustki weł­
niane z frędzlami koloru czarnego. Obecnie zdarza się jeszcze, że bogate gospodynie nakła­
dają kaźmierki na ramiona. Jest to odzież starszych kobiet od święta.
Najlichszy gatunek chusty na plecy, wyrabianej z bawełnianych nici dla dzieci do
szkoły, stanowią „nicianki". Nicianki wyszły z użycia po I wojnie.
Po I wojnie rozpowszechniły się chustki „półletnie", t j . wełniane w kolorze szarym,
popielatym, drapowym z nadrukowanymi pasami szer. 12 cm. W handlu dzieliły się na
kilka gatunków, które określano terminami: „krakowianka", „warszawianka", „łodzian­
ka", „polonia". Starsze kobiety dotąd chętnie się nimi okrywają. Zagórzanki nosiły chusty
złożone na krzyż, obecnie składają chustki na pół i zarzucają na ramiona, sposób nosze­
nia na krzyż zachował się na Podhalu (ryc. 39).
32

38

�Ryc. 39. Kobiety we współczesnych ubiorach odświętnych. Mszana Dolna,
pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska, 1953.
Obuwie
Zagórzanki nosiły podobnie jak mężczyźni kierpce ze skóry wołowej lub cielęcej. Wkła­
dały je na nogi owinięte onuckami i przywiązywały rzemykami lub powrózkami. Po domu
nosiły kierpce płotcane, t j . sporządzone z kawałka sukna wyciętego ze starej hazuki lub
spodni. Uszycie ich nie było trudne. Kierpce płotcane musiały być podszyte skórą lub
kawałkiem sukna. Takie kierpce nosiły i dzieci.
Do odświętnego stroju kobiecego należały buty, o których są wzmianki w dokumentach
z 1817 r. W X I X w. kobiety nosiły powszechnie buty z miękkimi cholewami robione na
jedną nogę; w terminologii szewskiej miały one nazwę butów „na przeżucie". Buty takie
mniej się zużywały.
Po butach z cholewami, t j . pod koniec X I X w., pojawiły się kamaszki z gumami w cho­
lewkach i trzewiki sznurowane na wysokich obcasach, podkutych mosiężnymi podkówkami. Do butów i trzewików wkładano nogę owiniętą w onuckę. Pończochy pojawiły się
krótko przed I wojną.
Współcześnie kobiety nie noszą na codzień kierpców, a do kościoła noszą sznurowane
trzewiki. Młode nakładają półbuciki.
Uczesanie i ubiór

głowy

Zagórzanki rozczesywały włosy na boki zostawiając środkiem przedział; taką fryzurę
nazywano włosami ozprosconymi; zaczesywanie włosów wprost ku tyłowi było uważane
za przesadę. W poł. X I X w., jak twierdzą sędziwe informatorki, kobiety plotły dwa war­
kocze, które zwisały swobodnie na plecach. Gdy w modę weszły szpilki zw. iglicami, zwi­
jano warkocze w tyle głowy w ósemkę lub wiązano je „w koszyczek" przy pomocy lada
39

�jakiego strzępka. Zakładanie warkocza w kół­
ko na tyle głowy uważano za naśladowanie
mody miejskiej. Tradycja podaje, że dziew­
częta nie pielęgnowały specjalnie włosów.
Zamożniejsze gospodynie okrywały głowy
chusteczkami jedwabnymi, półjedwabnymi
i tybetowymi, a po domu używały tanich
chustek perkalowych. Ubogie kobiety sporzą­
dzały sobie same lada jakie chustki na głowę.
Wiązano je pod brodą, a niekiedy z tyłu na
szyi, np. w polu przy żęciu zboża.
Stare kobiety podają, że pod koniec
XIX w. „było w użyciu homełko". Była to
obrączka z drewnianego pręta lub drutu
o średnicy 15 cm, którą kobieta zakładała
na głowę pod włosami. Homełko obejmowało
część głowy od połowy ciemienia do połowy
potylicy; aby jego obwód uwydatnić, obwijała
je kobieta szmatkami. Na fryzurze uformo­
wanej w ten sposób zawiązywała chusteczkę,
która przy pomocy homełka podnosiła nieco
sylwetkę głowy. Szczegół ten dodawał kobie­
cie — według ówczesnego smaku — powabu.
Integralną część uroczystego stroju mężatki
stanowił czepiec. Chustki czepcowe nazywa­
ne są w zapiskach związkami, choć termin ten
Ryc. 40. Dziewczyna w tradycyjnym stroju od­
nie jest używany obecnie. Jest to termin pod­ świętnym. Podobin, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyhalański', który oznaczał długie, do ręcznika
szomirski, 1953.
podobne płótno z wyszyciami na końcach, słu­
żące do czepienia kobiet . U Zagórzan istnieje termin „wywiązać głowę", który oznacza
oczepiny. Chustki czepcowe, zw. również czepcami, sporządzano z bardzo cienkiego i deli­
katnego płótna lub z tiulu, weby, szyfonu. Oddawano je do haftowania miejscowym hafciarkom. Chustki tiulowe posyłano do Makowa. Gotowe chustki czepcowe z haftem ma­
szynowym były do nabycia w handlu. Haft na czepcach wykonywano białymi nićmi,
główny ornament na tyle głowy przedstawiał kwiat lub zespół form roślinnych. Boki upięk­
szał szlak z gwiazdek i kwiatów. Obecnie tylko starsze kobiety umieją wiązać chustki
czepcowe. Czepiec okrywał głowę mężatki w czasie wesela i odtąd należał stale do jej
stroju uroczystego, obrzędowego. Obecnie owija się nim niemowlęta do chrztu.
33

Tradycja głosi, że dawniej wiązano czepiec zmarłej kobiecie; zwyczaj ten był prakty­
kowany do niedawna w Jurkowie.
Korale i krajki
W dawnych zapiskach korale są często wymieniane jako część uposażenia dziewczyny.
Korale nizano na nitki, t j . wojki . Kosztowne korale nizano na struny skrzypcowe. Na
dolnej wojce był przywiązany hanysek, t j . wisiorek, medalik lub moneta, a nierzadko
i' wojskowe ordery austriackie.
Obecnie korale są mniej noszone, a jako ozdoba zastępcza przyjęły się szklane pe­
rełki. Prawdziwe korale noszą obecnie tylko do czarnej sukienki, choć starsze kobiety
noszą je jeszcze po dawnemu .
Dawny strój uzupełniała krajka. Wyraz ten jest już obecnie na wsi nieznany i led­
wie kilka starszych kobiet słyszało o krajce od swych matek. W inwentarzach spotykamy
34

40

�kilkakrotnie krajką i na podstawie tych da­
nych możemy wnioskować, że zagórzańskie kobiety przepasywały się w talii do
stroju odświętnego krajką. Wyraz krajka
niezrozumiały obecnie w mowie potocznej
przetrwał w weselnej piosence:
„Cyjaz to dziewcyna
w tyj cyrwonej krajce,
drobniusieńko postępuje ..."
(Łostówka)

Ryc. 41. Dziewczyna w stroju odświętnym. Podobin, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski,
1953.

Rozdział

VIII

WYTWÓRCY I MATERIAŁY
W okresie gospodarki samowystarczalnej każde gospodarstwo musiało mieć znaczny
zapas płótna na bieliznę osobistą i pościelową, lecz tkactwo domowe nie było równo­
miernie postawione we wsiach zagórzańskich. Choć tkacza nie brakowało w żadnej wsi,
to ogół gospodyń oddawał przędzę knapom w Rabce i Kasince Małej. W tej to wsi wpoł.
XIX w. stał w każdej chałupie warsztat tkacki, a płótna na nich tkane miały szeroką
sławę; przewyższały one szerokością płótna rabczańskie (szer. 75 cm). Tradycja podaje,
że niektórzy tkacze pracowali na warsztatach wielonicielnicowych i wyrabiali płótno
w desenie, czyli tzw. obrusy. Rodzina Żądłów w Łopusznej k. Kasinki szczyciła się sław­
nym tkaczem, nazwiskiem Antoni Żądło, który w I I poł. XIX w. wyrabiał deseniowe
płótno tak trwałe i piękne, że miało zbyt aż za Wisłę.
Szyciem trudniły się biedniejsze kobiety i komornice; szyły w rękach nićmi kręco­
nymi w domu, żeby nie wydawać pieniędzy na kupno nici fabrycznych. Za pracę otrzy­
mywały zapłatę w pieniądzach lub w produktach. Z samodziałowego płótna, jeżeli było
dostatecznie szerokie i gęste, szyto spódnice. Płótno do farbowania oddawano do farbiarni Horowitza i Herbsta w Rabce . Według tradycji Horowitz objeżdżał jarmarki
na własnym wozie, przyjmował płótna i gotowe fartuchy do farbowania. Płótno farbo­
wano na kolor czarny lub granatowy z białym wzorkiem lub bladoróżowymi kwiatusz­
kami. Farbiarnie rabczańskie farbowały w sposób dość trwały, tak że kolory w praniu
się nie ścierały ani nie pełzły.
35

W I I poł. X I X w. napłynęły do wsi góralskiej wyroby przemysłu włókienniczego,
głównie czeskie i wiedeńskie, a między nimi szczególną wziętość miał tybet i kaszmir.
41

�Spódnice z tybetu noszą i dziś jeszcze niektóre kobiety, spódnice kaszmirowe są już
rzadkością.
Odświętne koszule męskie i kobiece, fartuchy i zapaski haftowały miejscowe hafciarki
zw. „wyszywaczkami". Najbardziej znanymi były: Zofia Cieluchowa z Niedźwiedzia,
zmarła przed 1914 r., Julia Chudomiętowa z Witowa, Anastazja Janas z Mszany Dol­
nej (zm. w 1930 r.), Franciszka Stożek zw. Kantusiową (zm. w 1937 r.), i Franciszka Nawieśniak, pracująca bez pomocy tamborka (?m. przed 1915 r.). Obecnie najbardziej znaną
i cenioną jest Katarzyna Kącik z Koniny.

Ryc. 42. Narzędzia do wy­
prawiania skóry i filcu, a —
skąpa do oczyszczania, b —
deszczulka do wykonywania
rękawic, c — mała skąpa,
d, e — narzędzia do wyrobu
kitasów, i — gręplówka zw.
fachpongą służącą do roz­
trząsania wełny na puch,
fi — oprawa drewniana,
f — struna z jelita, g —
karbowane narzędzie do
puszczania struny w ruch,
h — garbunek, i piony. Rys.
Seb. Flizak 1953. Podziałka:
a — 1 :18, b — 1 : 24, c —
d — 1 : 6, f — i — 1 : 30.
2

Materiały odzieżowe, t j . chustki, tybet, kaszmir na spódnice, aksamit na gorsety ku­
powały kobiety u handlarzy na jarmarkach, bądź w sklepach w Mszanie Dolnej i Nie­
dźwiedziu lub dalej za granicą regionu w Myślenicach i Nowym Targu. Kupcy naby­
wali swoje towary w wielkich magazynach w Krakowie, ale tradycja mówi, że najlepsze
wyroby przychodziły z Czech. Handlem jarmarcznym trudnili się Żydzi i handlarze
chłopskiego pochodzenia z Nowego Targu, Rabki i Makowa.
Hazuki i baje sporządzano z sukna samodziałowego z czarnych owiec. Miało ono tę
wadę, że po latach rudziało. Z białego sukna szyto przede wszystkim spodnie, rzadziej
hazuki. W Porębie W., Niedźwiedziu, Mszanie Górnej i Kasince dla chłopców i służby
szyto hazuki z białego sukna, które było materiałem tańszym. W Gruszowcu i Jurkowie
a częściowo w Kasinie W. i zagórzańskich wsiach peryferycznych szyto z białego sukna
sukmany i spodnie, ale tkano też i sukno „siwe". Na spodnie oprócz samodziałów uży­
wano także fabrycznego sukna wyższej jakości, które w potocznej mowie nazywano „ma­
szynowym" a niekiedy suknem „kromskim" i tak występuje ono w źródłach pisanych.
Rozróżniano trzy gatunki tego sukna, a ponieważ było ono szersze niż samodział, przeto
przy krojeniu spodni zbyteczne były kliny. Takie sukno wyrabiano przed I wojną w No­
wym Targu, lecz właściwą jego ojczyzną jest Słowacja. Handlarze przywozili je do
Mszany Dolnej, Niedźwiedzia na jarmarki ze Spiszą i Nowego Targu (do 1930 r.).
Sukno „kromskie" było znacznie droższe od zwykłego, a miało i tę właściwość, że bar­
dzo się kurczyło. Aby temu zapobiec skrapiał je krawiec po skrojeniu materiału wodą
42

�i zawijał w płótno. W latach międzywojennych wyrabiano sukno z wełny białych raso­
wych owiec, które miękkością i połyskiem górowało nad suknem z wełny owiec nieraso­
wych.
Do zdobienia hazuk u spodni używali krawcy włóczki i „stamentu"; użycie włóczki
poświadczone jest w dokumencie z Lubomierza w 1808 r. Włóczka była z delikatnej przę­
dzy wełnianej zw. „kamgarn"; za najlepszą uchodziła włóczka z wełny „tybetyjskiej".
Stament był materiałem pośledniejszym i tańszym, sporządzany z grubej wełny; sprze­
dawano go na tzw. „lalki". Lalka ważyła 10 dkg, a 1 dkg zawierał 10 pasm. Dla przy­
ozdobienia spodni z dwoma przyporami zużywał krawiec 15 dkg stamentu. Zaopatry­
wano się weń głównie w Porębie Wielkiej, Olszówce, Mszanie Dolnej i Nowym Targu,
a gdy w handlu zabrakło stamentu, krawcy sami farbowali nici, choć ten materiał rychło
płowiał. Drut mosiężny na haftki kupowano w sklepach.
Zagórzanin nie kupował tasiemki do oszyweczki w sklepie, bo do chałupy przynosił
mu domokrążca, t j . wędrowny handlarz, który zbierał szmaty.
We wsiach zagórzańskich, które zachowały resztę stroju ludowego, jeszcze i dziś pra­
cują krawcy chłopscy; szyją spodnie, rzadziej baje, a hazuk już nikt nie zamawia. Naj­
bardziej znanym i cenionym krawcem jest Wincenty Nawieśniak w Mszanie Dolnej.
Niewątpliwie krawcy wywierali wpływ na strój ludowy; niektórzy z nich jak np. Win­
centy Nawieśniak z Gronoszowej twierdzą, że inicjatywa nowych sposobów zdobienia wy­
chodziła od klientów a szczególnie od kawalerów, krawiec zaś stosował się do swoich
odbiorców. Gdy po I wojnie domagano się bogatszych wyszyć i większego doboru ko­
lorów, W. Nawieśniak powiększył obwód serca pod przyporami i użył włóczki w 8-miu ko­
lorach. Wzór na serce upatrzył na malowidle ściennym w kościele. Wzdłuż lampasu wy­
szywał motywy roślinne w kolorze zie­
lonym. Ta innowacja zyskała mu szeroką
sławę w odległych wsiach, jak Kamie­
nicy, Łącku i Tęczynie. Ulepszył on
także krój spodni; zerwał z krojem tra­
dycyjnym stosującym nogawice „biczowate" (tj. krojone w prostych liniach
z góry na dół), a wprowadził krój „klo­
szowy" i „oficerski" na wzór spodni
miejskich.
Jak długo strój ludowy utrzymywał
się niezachwianie, tak długo rzemiosło
krawieckie popłacało i w każdej wsi
miało przynajmniej jednego przedsta­
wiciela. Byli też specjaliści; jedni umieli
szyć piękne hazuki, inni celowali w kro­
jeniu i zdobieniu portek. Istniał też pe­
wien podział pracy; jeżeli znał dobrze
krój krzyżowy, nie brał się do krojenia
hazuki na sposób mszański. Krawcy re­
krutowali się z uboższej warstwy chłop­
stwa, choć każdy prawie miał chałupę
i kawałek gruntu. Więksi krawcy mieli
swoje warsztaty i trzymali uczniów.
Wincenty Nawieśniak informuje, że na­
uka krawiectwa nie była trudna i trwała
zazwyczaj przez dwie zimy. Mistrzowie
Ryc. 43. Odmiana stroju podhalańskiego. Podobin,
pobierali wynagrodzenie za pracę w piepow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
niądzach, lecz przyjmowano je również
43

�1 —

a — najstarsza, e—g zdobiny zwane „krajce" przy lampasie, e —z XIX w., f — z lat 1920—39, g —zdobina
w miejsce „krajca", h — zdobina na nogawicy, i—1 inne zdobiny, i — krokiewka rzadka, j — gęsta, k —
ściebonka, 1 — haft gałązkowy. Rys. Sebastian Flizak, 1953.

w innej formie, np. drzewo na opał lub zaoranie gruntu. Za uszycie hazuki liczyło się tyle,
ile za jeden dzień orki parą koni.
Wielu krawców prowadziło wędrowny tryb życia; wtedy krawiec był zapraszany
przez gospodarzy do wykonania określonej roboty, po wykonaniu której przenosił się na
inne miejsce. W krawieckiej robocie zaznaczała się indywidualność wykonawcy, tak że po
ubiorze można było poznać, kto go szył. Takim typowym przedstawicielem krawców był
Kasper Dydek z Mszany Dolnej (zm. 1910 r.), który całe życie pracował po chałupach.
Źródła pisane z I poł. X I X w. podają nazwiska 2 krawców: Jakuba Wnęka z Mszany
Górnej, oddanego w rekruty w 1805 r. i Jana Guzikowskiego z Niedźwiedzia z 1821 r.
Z czasem chłopscy krawcy przestawili warsztaty na krawiectwo miejskie. Takim był
Jakub Płoskonka w Słomce. Szył hazuki i białe portki dla chłopów, a kroju miejskiego
nauczył się od swego czeladnika z Bydgoszczy. W latach międzywojennych Płoskonka
pracował dla klienteli małomiasteczkowej.
Położenie społeczno-gospodarcze dzielili z krawcami kuśnierze, rekrutujący się z drobnorolnego chłopstwa i uprawiający rzemiosło dziedzicznie. Żyjący dotąd kuśnierze, pro­
wadzący warsztaty jeszcze w latach międzywojennych są wnukami dawnych zagórzańskich kuśnierzy.
Kuśnierze wyprawiali sami skóry na serdaki, serdaczki i kożuchy. Materiał zdobni­
czy jak „szeron" na zielone „okrączki" albo skórkę czerwoną sprowadzali kuśnierze w naj44

—

�dawniejszych czasach z Budapesztu, a później kupowali je w Nowym Targu. Gdy
w handlu zabrakło tych artykułów, zaczęli je sami produkować. „Oprymy" czyli opuszczki
były do nabycia w Starym i Nowym Sączu, w Nowym Targu i Myślenicach, a handlarze
sprowadzali je z Rumunii i Węgier.
W X X w. w każdej niemal wsi pracował jeden kuśnierz, a w niektórych było ich
kilku. Zazwyczaj byli to małorolni chłopi, którzy zajmowali się kuśnierstwem, żeby nie
próżnować w zimie. W lecie kuśnierz był rolnikiem. Przechowała się wiadomość, że do
wiosek zagórzańskich przybywali kuśnierze z Dobczyc, którzy łatali stare kożuchy, a za
robotę otrzymywali jedzenie i niewielkie wynagrodzenie w gotówce. Po I wojnie już
się jednak nie pojawiali. Współcześnie żyją jeszcze 4 kuśnierze, którzy tuż po I wojnie
prowadzili warsztaty, lecz gdy brakło odbiorców warsztaty zamknęli. Był to Stanisław
Bańka z Mszany Górnej, Michał Burdel z Mszany Dolnej, Michał Góralik w Słomce
i Władysław Kotarba w Kasince M. Rzemiosła nauczyli się od swych ojców i dziadków.
Antoni Góralik ojciec Michała pracował z trzema synami i przerabiał rocznie ok. 2.000
skór (zm. 1916 r.). Gdy po 1932 r. popyt na białe serdaczki ustał, a w modę weszły kurtki
kupowane na jarmarkach, Michał Góralik zamknął warsztat. Najdłużej prowadził swoje
rzemiosło Stanisław Bańka, który szył jeszcze w czasie okupacji serdaczki bez ozdób.
W Niedźwiedziu miał warsztat kuśnierski stryj jego Jan Bańka, o którym wspomina
z uznaniem Józef Pieniążek w pracy „O ginącym stroju ludowym" ogłoszonej w „Wier­
chach" w 1934 r.
Skórę na kierpce kupowali chłopi od handlarzy na jarmarkach, ci zaś nabywali ją
w garbarniach, których było kilka. W Limanowej były czynne dwie garbarnie produku­
jące skórę na kierpce i zelówki do butów, w Nowym Targu jedna, a w Zębrzycach —

Ryc. 45. Zdobienie przyporów t.zw. wyszywką z kogutkiem. Mszana Dolna, pow. Limanowa.
Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
45

�największa. Oprócz tego wielu chłopów trudniło się garbarstwem chałupniczym. Chłopi
kupowali też chętnie skórę importowaną ze Spiszą, która przewyższała krajową dosko­
nałością wyprawy. Spiszacy przywozili na jarmarki pocięte kawałki skóry o wymiarach
już ustalonych. Skóra taka czarna lub żółta była idealnie miękka i można było z niej
uszyć kierpce nie tylko wygodne, ale pod względem formy doskonałe. Chłopi stwierdzają,
że kierpce służyły dzień w dzień przez okres 7 miesięcy, a ze skóry spiskiej przez rok
a nawet do 2-ch lat. Po I wojnie import skór ze Spiszą ustał. We wsi był co najmniej
jeden specjalista do szycia kierpców. Kobiety i dzieci nosiły po domu w zimie kierpce
„płotcane", tj. szyte z sukna, najczęściej z hazuki. Takie kierpce szył mąż żonie lub syn
matce. W lecie wokół domu chodzono boso, ale w czasie żniw obuwano nogi w kierpce.
Kierpce z gumy oponowej, w jakich teraz chłopi powszechnie chodzą, szyją specjaliści
posługując się drutem do ściągania szwów.
Buty mało kto nosił. W Mszanie D. był w I I poł. X I X w. tylko jeden szewc. Na jar­
marki wynosił dwie lub trzy pary butów zawieszonych na kiju przez ramię, ale często
wracał z nimi do domu nie znalazłszy nabywcy. W Kasinie W. zapewniają, że modę no•szenia butów wprowadzili sezonowi robotnicy z Pesztu, Wiednia i innych miast.
Na przełomie X I X i X X w. weszło jednak szewstwo w Mszanie D. w okres rozkwitu.
Majster szewski Stanisław Miechorczyk zorganizował sobie taki warsztat, w którym
jeden czeladnik mógł dziennie zrobić 12 par butów; miał bowiem odpowiednie maszyny,
które nadawały warsztatowi charakter małej fabryczki. Skórę sprowadzał wagonami, a to­
war eksportował aż do Wiednia (zm. w 1917 r.). Buty karbowane, paradniejsze umiał wy­
rabiać tylko majster Sroga w Lubniu.
W Kasinie W. przed I wojną dwóch braci Nowaków wyrabiało także buty karbo­
wane.
Na przełomie X I X i X X w. istniały wytwórnie kapeluszy w Nowym Targu i Myśle­
nicach. W Nowym Targu pracuje dotąd trzech kapeluszników. Rzemiosło kapelusznicze
istniało tu od bardzo dawna, wszelako osobnego cechu w Nowym Targu nie było. Rodzina
Szymkiewiczów utrzymuje tradycję kapelusznictwa od 1800 r., a Józef Szymkiewicz je­
den z czynnych jeszcze obecnie kapeluszników przejął rzemiosło od swego dziadka i ojca.
Według informacji Ignacego Szymkiewicza w czasach najdawniejszych do wyrobu kape­
luszy służyła sierść bydła rogatego. W X I X w. kapelusznicy zakupywali na Węgrzech
wełnę z owiec bierek, która przewyższała jakością wełnę owiec beskidzkich. Później
sprowadzano wełnę z Bielska, a i chłopi dostarczali własnej wełny, aby nabywać kapelu­
sze po niższej cenie. Sporadycznie sami chłopi po wsiach trudnili się wyrobem kapelu­
szy. Taki kapelusznik pracował w X I X w. w Lubomierzu na Swiniej Górze.
Kapelusznicy nowotarscy otrzymywali z Bielska i Myślenic tflkże półfabrykaty do
farbowania i wykończenia. Były to tzw. „stożki" oraz „kapliny" na kapelusze damskie.
Kapelusznik zatrudniający 2-ch czeladników mógł wyprodukować tygodniowo ok. 50 ka­
peluszy. Na jeden kapelusz wychodziło 10—20 dkg wełny.
W X I X i na pocz. X X w. Szymkiewicze objeżdżali ze swym towarem jarmarki w dość
dalekim promieniu: odwiedzali Zakopane, Czarny Dunajec, Łącko, Jabłonkę, Terstenę na
Słowacji, Rabkę i Jordanów. Byli też handlarze którzy roznosili kapelusze po chałupach
w specjalnych koszykach. W Słomce mieszkał Wojciech Trzop, handlarz kapeluszy, u któ­
rego kupowali nie tylko górale, ale także i Lachy w Szczyrzycu i Górze Sw. Jana. Gó­
ralom dostarczał kapeluszy z szerokimi skrzydłami, Lachom z wąziutkimi, bo takich wy­
magała tamtejsza moda.
Kapelusznictwo było rzemiosłem dziedzicznym. Ojciec Ignacego Szymkiewicza wyra­
biał tak doskonale kapelusze, że uzyskał medal Grand Prix na wystawie w Paryżu
w 1910 r. .
Obecnie kapelusznicy zarzucają swój zawód z powodu trudności w nabywaniu surow­
ców i małego zbytu.
36

46

��R o z d z i a ł IX
ZDOBINY
Zasadniczy zrąb zdobin odzieży góralskiej stanowi szamerunek sznurkowy. Na naj­
starszych płaszczach na ogół ubogich w zdobiny widzimy na płatach piersiowych po obu
stronach po jednym rzędzie szamerunku. Są to trzy sznurki z czerwonego stamentu za­
wsze nierozdzielnie ze sobą związane. Anonim w „Dzienniku podróży między Kliszczakami nazywa je „trójsznurkowym obszyciem". Takie też przyozdobienia widać na fo­
tografiach Kriegera z regionu kliszczackiego a także na eksponatach muzealnych w My­
ślenicach. Na obszarze zagórzańskim występuje na najstarszych hazukach taki szamerunek
zdwojony; po obu stronach połów i na kołnierzu widzimy po dwa rzędy naszytego „trójsznurka". Obiega on kraje płaszcza, końce rękawów, otwory kieszeniowe, szwy pod pa­
chami i stanowi ozdobę krawędziową (ryc. 7, 10, 25).
Ze sznurków składają się pierwotne podstawowe ozdoby na spodniach pod przypo­
rami i lampasy (ryc. 13, 14). Trójsznurek na zagórzańskiej hazuce składa się z 2-ch czerwo!&lt;

* \

/ *

O

* X *
*l)*

=0

e

Ryc. 46. Zdobiny wykonane
na odzieży Zagórzan: a —
na plecach hazuki czerwoną
i siwą włóczką, b — rozeta
wyszyta na karku, c — wę­
zeł wykonany ze stementu
i zielonej skórki na plecach
kożucha, d — i zdobiny wy­
szyte na hazuce. Rys. Seb.
Flizak, 1953.

nych i jednego czerwono-niebieskiego, który biegnie między dwoma czerwonymi, a na­
zywa się w języku krawców „przekręconym". W punktach końcowych, t j . pod kołnie­
rzem i w pasie sznurki tworzą małe kutasiki. Na spodniach zagórzańskich w X I X w.
są sznurki czerwono-niebieskie lub czerwone, u Kliszczaków czarne lub granatowe. Kliszczacy zdobili swe „gunie" także taśmami czarnymi, niebieskimi, rzadziej czerwonymi,
wreszcie plecionką z kolorowych sznurków, nie spotykaną u innych górali.
Na hazukach i górnicach szamerunek sznurkowy stanowił szkielet, na którym roz­
budowywano system zdobin (ryc. 7). Zdobiny były wykonane ściegiem: „wodnym" i „krzy­
żykowym"; na spodniach stosowali nadto krawcy ścieg gałązkowy. Ścieg krzyżykowy zwa­
no „krokiewką" albo „cyfrem". Krokiewka znajduje się na najstarszych płaszczach kliszczackich i zagórzańskich przede wszystkim na kołnierzu, na którym koncentruje się głów­
nie kunszt zdobniczy wiejskiego hafciarza. Do systemu ornamentacyjnego hazuki nale­
żały łańcuszki, kółeczka i kulki wykonane ściegiem wodnym, zw. „stebnem" (ryc. 2, 10).
Układ zdobin nie był stały, lecz podlegał zmianom; tylko zdobiny krańcowe — sznurek
i gwiazdki nie zmieniały swego położenia.
47

�Ryc. 47. I . Haft na koszuli: a — na narożniku karczka, b — na mankiecie, c—d — na kołnierzyku.
II. Haft na chustce czepcowej z końca XIX w. Własność St. Misiurowej z Podobina, pow. Limanowa.
Ze zbiorów Sekcji zdobnictwa Państw. Inst. Bad. Szt. Lud., 1956.
Do zdobin wykonanych wodnym ściegiem należały także rozety. Na hazuce było ich
zawsze trzy, t j . pośrodku kołnierza i na rękawach. Rozety na hazukach wykonywane były
w kolorze czerwonym i siwym, wzgl. niebieskim.
Główny haft na spodniach, t j . ozdoby koło przyporów, serca pod przyporami i zdo­
biny pod kieszeniami wykonane były ściegiem wodnym i krzyżykowym. Na tym właśnie
miejscu widuje się niekiedy ornament zw. „sosenką" wykonany ściegiem gałązkowym.
Najcelniejszym ornamentem na spodniach jest „serce" (ryc, 44, 45). Pierwotnie była to
skromna zdobina sznurkowa, w miejsce której rozbudowano później stopniowo okazały
haft, przypominający podhalańską parzenicę. O rozmiarach, kształcie i barwie serca, na
przełomie X I X i X X w. dają wyobrażenie eksponaty muzealne w Rabce sporządzone
w 1934 r. w Porębie Wielkiej. Krawiec Marcin Michalczewski (lat 75) odtworzył wier­
nie haft z pierwowzoru powszechnie przyjętego w X I X w. (ryc. 44). Na uwagę zasługuje
brak haczykowatych wyszyć na obwodzie stanowiących właściwość spodni północnej czę­
ści regionu tj. w Kasince M., MszanieD., i innych wsiach okolicznych. Haczyki te zw.
„kogutkami" przyszły prawdopodobnie od Kliszczaków, gdzie były ozdobą górnic. Na zagórzańskich hazukach w Glisnem, Rabie Niżnej i w Olszówce pojawiały się przez pewien
czas w X I X w. kogutki, lecz nie przyjęły się na stałe, a w latach międzywojennych już
ich nie widywano. We wsiach podgorczańskich nie przyjęły się kogutki ani na hazukach,
ani na spodniach.
Lampas sznurkowy przecięty jest niżej kieszeni haftem, który krawcy nazywają kraje
albo krzyżówka. Pierwotna forma tego ornamentu była bardzo zbliżona do „węzła" pod
przyporami (ryc. 46 c). Kraje przeszedł również rozmaite przemiany; w X I X w. był to
hafcik w formie 6-ciu pętelek symetrycznie rozłożonych po obu stronach lampasu, wy­
szyty w kolorze czerwonym i niebieskim (ryc. 44 e-g). Gdy w lampasie liczba sznurków
zwiększyła się do 5—7—9, krawiec zmuszony był rozbudować także kraje. W latach
międzywojennych był on pospolicie w postaci elipsy przeciętej linią lampasu przez krót­
szą oś (ryc. 44 f). W końcowym stadium rozwoju kraje stracił ślad dawnej formy i został
zastąpiony przez rozety (ryc. 44 g).
Do zdobin na odzieży sukiennej należą też pompony, drobne na płaszczach, wydatne
na spodniach, na krańcach rozcięcia u nogawic.
48

�Zagórzańskie serdaki, kożuszki i kożuchy mają charakterystyczny wygląd dzięki ko­
lorowym aplikacjom i wyszyciom na białym tle. Serdaczek bez rękawów ma na przed­
nich płatach aplikacje z czerwonej i zielonej skórki w formie czterolistnej koniczyny, uło­
żonej wzdłuż linii biegnącej pionowo, już to w postaci wąskich liści wyrastających

z zakrętów linii falistej (ryc. 48). Te dwa zasadnicze rodzaje zdobin podlegają licznym
kombinacjom z innymi zdobinami ze skóry i stamentu lub włóczki. Powtarza się więc
wielokrotnie haft łańcuszkowy wykonany czerwonym stamentem. Charakterystyczne są
również „kopijki", t j . obłączki w 2-ch kolorach: czerwonym i siwym zw. w Kasince „pa4 Strój Zagórzan

49

�nienkami". Pośrednie miejsce między haftem a aplikacją zajmuje „okrączka" i „nawłóczka". Pierwsza jest to wąziutki pasek koziej lub sarniej skórki, zabarwionej na zielono
lub czerwono, którym kuśnierz przetyka skórę kożuszka lub serdaka, a bieg jego ma
kształt zygzakowaty lub schodkowaty. „Nawłóczka" jest również z tego samego mate-

Ryc. 49. a) Haft ażurowy na fartuchu z końca XIX w. Haftowała Teresa Stożek Kantusiowa. Podobin,
pow. Limanowa, b) Haft płaski i stebnowanie. Kobieca koszula do ślubu. Mszana Górna, pow. Lima­
nowa. Ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Bad. Szt. Lud. 1953.
riału przez skórę przewlekana; w wykończonej postaci ma podobieństwo do szeregu za­
przęgów trójkowych (ryc. 48). Osobno należy wymienić „guziczki", t j . drobne kółeczka
z czerwonej skóry, które w długim szeregu towarzyszą „kopijkom".
Na przednich płatach u dołu w narożach umieszczone są stylizowane tulipany z czer­
wonej skórki (ryc. 48).
Zdobina pod kołnierzem na płacie plecowym zwana jest „węzłem".
Zagórzańskie motywy zdobnicze na koszulach, fartuchach i chustkach czepcowych to
motywy roślinne, tzw. latorózki. Na większych płaszczyznach widzimy „latorózkę" za­
wsze w powiązaniu z haftem ażurowym, gwiazdkami itp. Na wąskich kołnierzach i mę­
skich gorsach występuje bez związku z innymi zdobinami. Motyw ten jest zawsze wyko­
nany ściegiem atłasowym; jest symetryczny (ryc. 47). Rozbudowane układy splecionych
z sobą „latorózek" znajdujemy na narożnikach chustek czepcowych. Układ taki grupuje
się wokół jednego haftu, górującego nad pozostałymi, tworząc zawiły kompleks listków
gwiazdek, dziurek (ryc. 38). Na wielu chustkach w centrum znajduje się tzw. „robótka"
okolona drobnymi dziurkami lub latorózkami (ryc. 38). „Robótka" jest drugim podstawo­
wym elementem hafciarstwa wiejskiego. Robótki mają różny kształt, pospolicie brzegi
ich tworzą kółka, rzadziej elipsy niekiedy kształt litery S (ryc. 38, 47).
Sztuka kompozycyjna hafciarek polega na grupowaniu zdobin w pewne całości orga­
niczne; na chustkach czepcowych umieszczają 6 punktów zgrupowanych wokół 7-ego.
Rytmiczność w układzie kompozycji jest nalepiej widoczna na fartuchach. Dołem fartu­
cha biegną zazwyczaj dwa równoległe pasy zdobin, złożonych z poszczególnych kom­
pleksów. Hafty dziurko we występują także w formach geometrycznych, kolistych i elip­
tycznych, rzadziej w kształcie rombu (ryc. 47).
Hafty na koszulach męskich i kobiecych są wykonane białymi nićmi. Są to najczęś­
ciej linie faliste urozmaicone latorózkami lub rzadziej haft angielski.
50

�Na czarnych zapaskach alpagowych zdarzają się hafty kolorowe. Dawniej były nie­
kiedy noszone spódnice z haftowanymi, barwnymi dużymi kwiatami, lecz to strój im­
portowany od Lachów.
Do zdobin prymitywnych należy „cyrka", t j . mereżka stosowana na łoktuszkach
i fartuchach oraz tzw. „sznurek", którym szwaczki upiększały kołnierze i gorsy koszul
męskich i kobiecych.
Charakterystyka

źródeł

Przy opisie stroju Zagórzan oparłem się głównie na własnych wspomnieniach z okresu
od 1890 r., które uzupełniłem informacjami starszych Zagórzan. Jedyny dawny opis
zagórzańskiego stroju nakreślony przez ludzi wykształconych jest zawarty w „Ułamku
podróży archeologicznej po Galicji odbytej w 1849 r." J. Ł ep k o ws k i e g o i K. J e r z ­
m a n o w s k i e g o. Jest to opis stroju męskiego i kobiecego z, okolic Mszany Dolnej, nie­
stety bardzo pobieżny a w szczegółach budzący wątpliwości.
Opis ubioru chłopskiego z Jurkowa podał Juliusz Z b o r o w s k i w „Ludzie" z 1929 r.
na podstawie informacji tamtejszego proboszcza ks. Sroki. Opis ten jest zgodny ze sta­
nem faktycznym, lecz uwzględnia tylko szczupły wycinek terytorium zagórzańskiego i to
pas góralszczyzny przejściowej.
Ikonografia, tak bardzo pomocna przy historycznym rekonstruowaniu strojów ludo­
wych, nie posiada na tym terenie żadnych zabytków. W szczęśliwszym położeniu jest
góralszczyzna kliszczacka, gdyż tamtejsze ubiory utrwalił Krieger w I I poł. X I X w.
w kilku fotografiach znajdujących się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Naj­
dawniejsza fotografia przedstawiająca chłopów z Poręby W. w tradycyjnych ubiorach
pochodzi z 1910 r. a więc z okresu późnego.
Rękopis anonima „Dziennik podróży etnograficznej między Kliszczakami z 1910 r."
traktujący o ubiorach nie tylko kliszczackich lecz i zagórzańskich jest źródłem niepew­
nym, a niektóre relacje są niejasne lub sprzeczne.
Przemysłowi ludowemu na Podgorczu, a w szczególności farbiarstwu poświęcił nieco
uwag Roman R e i n f u s s w dziele pt. „Polskie druki ludowe na płótnie"(Warszawa
1953 r.). Autor stwierdził, że w Rabce, Niedźwiedziu i Dobrej farbiarze farbowali płótno
domowe na ubiory kobiece.
Nie można również pominąć milczeniem opisu strojów ludowych w Dobrej zawar­
tego w „Diariuszu podróży odbytej w 1813 r." przez Jana R o s t w o r o w s k i e g o
w świetle którego mieszkańcy tej wsi i okolicznych włości okazują się rdzennymi góra­
lami. Ubiory Dobrzan były w owym czasie bardzo zbliżone do podhalańskich, jednakże
ta góralszczyzna przyjęła z biegiem czasu całkowicie kulturę materialną Lachów i stała
się punktem wyjścia ekspansji lachowskiej na Jurków, Gruszowiec, Półrzeczki i Chyżówki.
Przy gromadzeniu materiałów do tej monografii oraz przy jej opracowaniu kie­
rowałem się cennymi wskazówkami i zachętą prof. dra Romana Reinfussa, za co mu skła­
dam gorące podziękowanie.

Rys. 50. KJerpiec z okresu 1920—39. Mszana Górna, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1951.
51

�Przypisy
1

Wincenty Pol — Rzut oka na północne stoki Karpat, Kraków 1851, str. 122.
Kazimierz Dobrowolski, Dzieje wsi Niedźwiedzia w pow. limanowskim, Lwów 1931 r. str. 81.
Liber Memorabilium parafii Mszana Dolna.
Zdzisław Stieber, Nazwy miejscowości w Gorcach. Lud Słowiański, I , Kraków 1934.
Dobra te oddał Zygmunt I I I Lubomirskiemu w 1607 r. za kopalnię soli w Lednicy. Klucz porębski
przeszedł następnie w ręce Sanguszków, a w XVIII w. w ręce Wodzickich, u których pozostawał do
1945 r. Kasina Wielka znajdowała się również w rękach prywatnych. W 1597 r. zapisana została przez
Przecława Niewiarowskiego konwentowi dominikanów w Krakowie i pozostała w jego władaniu aż
do konfiskaty dóbr zakonnych dokonanej przez Józefa I I .
Mieczysław_ C h o 1 e w a, Stroje ludowe Ziemi Sądeckiej, Lud t. 36, Lublin 1946 r., str. 269.
Op. cit, str. 269.
Roman Reinfuss, Pogranicze krakowsko-góralskie w świetle dawnych i najnowszych badań
etnograficznych. Lud t. 36, str. 230—238.
Jan R o s t w o r o w s k i , Diariusz podróży odbytej 1813 r. w Krakowskie, Gallicją i Sandecki
Cyrkuł. Rękopis PAN, nr 1783, ogłoszony przez Juliusza Zborowskiego w XVIII t. „Ludu" z 1929 r.
J. Ł e p k o w s k i i K. Jerzmanowski, Ułamek z podróży archeologicznej odbytej w 1849 r.,
Biblioteka Warszawska 1850.
Inwentarz majątku po Janie Królu z Olszówki z 1693 r., Rękopis Biblioteki Jagiellońskiej, nr 909.
Wychodźstwo do Węgier. Sprawy Gromadzkie państwa Poręba Wielka 1796—1855 r. w Archiwum
Państw, w Krakowie.
„Dziennik podróży etnograficznej między Kliszczakami w 1910 r." — autor nieznany — Rękopis
nie wydany — w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.
Oto lachowska złośliwa rymowanka:
„górolu, górolu gdzieś górolkę podzioł?
W lesie pod choiną kyrpcami ją odzioł".
is Wyszydzano ich szerokie płócienki ze strzępkami. Wyrazem tego lekceważenia był passus
w przemówieniu inż. Andrzeja Galicy z Poronina na zjeździe Związku Podhalan w Nowym Targu
w 1912 r., którym ten mówca określił góralszczyznę płn. jako „naród gaciaty", z góralami mało wspól­
nego mający. Zagórzanie mieli się też za coś lepszego od „gaciatych Kliszczaków". O spodniach
takich wspomina E. Starek, Strój spiski, str. 14. Porównaj też R. B e d n á r i k , Hmotna
Kultura, Kultura Slovenskego ludu, tabl. XVIII. Slov. Vlastiveda I I Bratislava (1943) oraz J. Ma r k o v,
Slovensky ludowy odev v minulosti, Bratislava, 1956 rye. 64, 87, 92, 93, 147, 148, 153, 161, Sona Ko vace vico va, Ludowy textil v Hornom Navohrade, str. 85, 88. przyp. Red.
Podziałowi uległa współwłasność gruntowa, nie wspólnoty. Podział przeprowadzili sami chłopi
w drodze wzajemnego porozumienia bez udziału i pomocy urzędowych geometrów, celem uniknięcia
kosztów.
Inwentarz majątku po Janie Królu z Olszówki z 1693 r. — Rękopis Biblioteki Jagiellońskiej,
nr 909.
Moda podhalańska wyrażająca się w noszeniu brązowych kożuszków bez rękawów, obcisłych
spodni z parzenicami fantastycznych rozmiarów i dziwacznym zdobieniu kierpców miała podłoże poli­
tyczne. Po odbudowie państwa polskiego, tj. po 1920 roku, nastąpił wśród inteligencji kult góral­
szczyzny wyhodowany przez literatów i artystów. Góral z Zakopanego był w owym pojęciu chłopem
najwyższej klasy, pełnym brawury, rycerskości, górujący wrodzoną inteligencją. W wojsku pułki pod­
halańskie miały płaszcze odrębnego kroju, a na głowach kapelusze z piórkami. Przez górali rozu­
miano lud z Podhala, a w szerszym znaczeniu także Zagórzan, Kliszczaków i inne pokrewne ugrupo­
wania etniczne
2

3
4

5

6

7
8

8

11

11
12

13

14

10

1,7

18

52

�18

Do parafii niedźwiedzkiei, której granice pokrywały się z granicami dominium Poręba Wielka
należały wsie: Niedźwiedź z Witowem, Poręba W., Konina, Podobin, Zawada, Łostówka, Łętowe, Lubo­
mierz i płd. część Mszany D. Do parafii dolnomszańskiej należała: Mszana Dolna z Mieściskiem i Gronoszową, Słomka, Glisne i część płn. Mszany G. Ta ostatnia wieś była przed uwłaszczeniem własnością
dziedziców Poręby W., lecz pod względem administracji kościelnej była podzielona między dwie para­
fie: niedźwiedzką i dolnomszańską. Kasinka M., choć do końca XIX w. stanowiła odrębne dominium,
należała do parafii Mszana D. Tuż przed I wojną mieszkańcy Kasinki M. uzyskali parafię we własnej
wsi, postawili kościół w 1912 r. Olszówka z Rabą Niżna miała własną parafię tak jak Kasinka W.
Gurmany te miały ozdoby ze sznurków czerwonych i granatowych.
W „Dzienniku podróży etnograficznej między Kliszczakami w 1910 r.".
„Rejestr Jakóba Wsolaka z Koniny, jak wiele wydał posagu córce Katarzynie wychodzącej
w 1794 r. za Antoniego Szwaję" zeznany przy świadkach w Porębie Wielkiej dn. 1. IV. 1797 roku.
Zawiera wzmiankę o żupanie darowanym zięciowi Antoniemu Szwai. Inwentarz majątku po Michale
Cieśli z Podobina z 1802 r. zawiera wzmiankę o kaftanie. Inwentarz po Janie Dawcu z Lubomierza
z 1805 r. zawiera wzmiankę o żupanie. W inwentarzu po Wawrzyńcu Miechorczyku z Łętowego
z 4. I I I . 1817 r. jest zdanie: „Syn Józef wybrał m. in. 2 żupany i 1 kaftan". W inwentarzu po
Augustynie Dziedzinie z Mszany Górnej z 16. III. 1817 r. jest powiedziane: „Syn Jan odebrał m. in.
żupan". Inwentarz po Janie Liberdzie z 24. LX. 1817 r. mówi o żupanie.
Inwentarz po Antonim Sutorze z Łostówki zawiera pozycję „Torba pisana ku boku". 1814 r. —
jest to jedyna wiadomość o torbie w całym materiale źródłowym.
Na dowód mogą posłużyć trzy pozycje z inwentarza po Janie Królu z Olszówki z 1693 r. Wśród
przyodziewy kobiecej jest wymieniona: koszula białogłowska „harasem" przeszywana, koszula mała,
jedwabiem przeszywana, koszula białogłowska lniana, cienka na ramionach koło szyi i na piersiach
„strasem szyta". Patrz też Zygmunt Gloger — Encyklopedia staropolska. Warszawa 1903 r.
W aktach Poręby W. w inwentarzu po Michale Kałafucie z 1815 roku znajduje się wzmianka
o fartuchu przedsobnim.
Inwentarz majątku po Wojciechu i Reginie Kuczajach z Łętowego spisany 29. XII. 1818 r.
wylicza wśród przyodziewy 2 płótniane spódnice kolorowe wartości 5 złotych górskich.
Dowód na to mamy w inwentarzu po Janie Królu z Olszówki z 1693 r., gdzie wśród kobiecej
odzieży zapisana jest „suknia garazynowa nowa z pasamonami trzema dołem".
Jako 6-letni chłopiec widziałem sukienkę przechowywaną w skrzyni już przez nikogo nie przy­
wdziewaną. Wierzch był karmazynowy, spód z białego drobnego baranka, a zapięcie na piersiach
stanowiły klamry ze srebrnej lamy.
Inwentarz po Stanisławie Godku z Podobina z 18. X. 1800 r. zawiera zdanie: „Córka Regina
Starmachowa wzięła łoktuszkę". W inwentarzu po Reginie Krzysztofiakowej z Lubomierza oszacowa­
nym d. 3. V. 1808 r. znajdujemy: „W przyodziewie 1 łoktuszka złotych górskich 5, łoktuszka nowa zło­
tych gór. 16. W inwentarzu po Michale Kałafucie z Poręby Wielkiej spisanym d. 15. 1. 1815 r. wymie­
niona jest w ruchomiźnie kobiecej łoktuszka. Inwentarz majątku po Macieju Starmachu z Poręby
Wielkiej spisany d. 5. X. 1816 r. zawiera zdanie: „Córka Barbara wzięła m. in. 2 łoktuszki". Inwen­
tarz po Jakubie Adamczyku z Podobina otaksowany w 1817 r. podaje: „Córka Regina wybrała między
innymi 1 łoktuszkę nową i 1 przechodząca wartości 14 złotych górskich. W zapisie przedślubnym
Teresy Michalczanki z Kasinki M. z 12. VI. 1932 wśród przyodziewy wymienione są 2 łoktuszki. —
Córka Antoniego Sutora z Łostówki Agnieszka odebrała m. in. obrus R. 1815.
Relacja pochodzi ze wsi Pisarzowej, Antoni Górczyk lat 63.
Z. Gloger, Encyklopedia Staropolska, t. 4, str. 140.
W inwentarzu po Reginie Krzysztofiakowej z Lubomierza z dn. 3. V. 1808 r. w przyodziewie
podana jest chustka wartości 2 zł. gór. 15 gr. W „opisaniu, jak wiele córki po śp. Antonim Sutorze
w posagu odebrały" znajdujemy: Tekla 2 chustki wartości 6 florenów, Agnieszka 1 chustkę kartunową wartości 6 florenów. Teresa Michalczanka w kontrakcie przedślubnym z 12. VI. 1832 r. podaje
we wyprawie ślubnej 1 chustkę turecką. Inwentarz po Wojciechu i Reginie Kuczajach z Łętowego
spisany 29. XII. 1818 r. obejmuje m. in. także 2 chustki wartości 3 florenów 45 groszy.
Bronisław Dembowski, Słownik gwary podhalańskiej, Kraków 1894.
W źródłach, z których korzystałem, występują korale od 3—8 wojek. Dokument z 1824 r. prze­
kazał wiadomość o 4-ch niciach korali, na których było po 60 sztuk.
Roman Reinf uss wykazał w dziele „Polskie druki ludowe na płótnie", Warszawa 1953 r.,
że istniała także farbiarnia w Niedźwiedziu, wszelako nawet najstarsze kobiety nic o niej nie wie­
dzą. Relację R. Reinfussa potwierdził jednak Jan Bulik z Niedźwiedzia (lat 74), który we wczesnej
młodości słyszał od matki o farbiarni w Niedźwiedziu. Według przypuszczeń informatora farbiarnia
przestała farbować ok. 1865 r.
Tytuł tego dokumentu brzmi: Exposition Internationale Musée du Travail et de la Mutualité.
Diplôme de Grand Prix croix-insigne et Medail d'or décerné a Monsieur Jan Ignacy Szymkiewicz. Paris
9. XI. 1910. Krzyż i złoty medal z herbem Paryża ob. Ignacy Szymkiewicz przechowuje z pietyzmen?
20

21
22

23

24

25

26

27

28

29

30

31
52

83
31

35

36

53

�LITERATURA
1. Anonim, Dziennik podróży etnograficznej między Kliszczakami w 1910 r. w poszukiwaniu za odzie­
niem ludowym — Rękopis w Muzeum Etnograficznym w Krakowie.
2. Mieczysław Cholewa, Stroje ludowe ziemi Sądeckiej — „Lud" t XXXVI. Lublin 1946.
3. Bronisław Derabows k i , Słownik gwary podhalańskiej — Kraków 1894.
4. Kazimierz D o b r o w o l s k i , Dzieje wsi Niedźwiedzia w powiecie limanowskim. Lwów 1931.
5. Agnieszka Dobrowolska, Strój Jacków jabłonkowskich — „Prace i Materiały Etnograficzne''
t. VII — Lublin 1348/49.
6. Sebastian F 1 i z a k, Ekspansja podhalańskiej kultury ludowej „Lud", t. XXXIV Lwów 1936. Prze­
miany w kulturze materialnej Zagórzan —„Orli Lot" nr 3 z 1948 r. Materiały etnograficzne
i historyczne z terenu Zagórzan (wyd. w Archiwum Etnograficznym nr 4) Poznań, Łódź 1952.
7. Józeł G a j e k, Metodyka monograficznego opracowywania strojów ludowych „Lud" XLI, Wro­
cław 1954.
8. Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana — Warszawa 1903.
9. Franciszek K o t u l a , Strój rzeszowski — Atlas Polskich Strojów Ludowych — Lublin 1951.
10. J. Ł e p k o w s k i i K. Jerzmanowski, Ułamek podróży archeologicznej po Galicji odbytej
w 1849 r. „Biblioteka Warszawska" 1850.
11. Józef P i e n i ą ż e k , O ginącym stroju ludowym — „Wierchy" 1934.
12. Wincenty Pol, Rzut oka na. północne stoki Karpat — Kraków 1851.
13. Tadeusz i Stefan R a d l i ń s c y , Geografia Polski „Wiedza o Polsce" t. III.
14. Józef Raf acz, Dzieje i ustrój Podhala Nowotarskiego za czasów dawnej Rzeczypospolitej —
Warszawa 1935.
15. Roman Reinfuss, Pogranicze krakowsko-góralskie „Lud" t. XXXVI. Polskie druki ludowe na
płótnie —• Warszawa 1953. Stroje górali szczawnickich — Atlas Polskich Strojów Ludowych —
Lublin 1949. Ubiory górali beskidowych — Rękopis.
16. Jan R o s t w o r o w s k i , Diariusz podróży odbytej 1813 r. w Krakowie, Gallicyą i Sandeeki Cyr­
kuł — Rękopis PAU nr. 1783 ogłoszony przez J. Zborowskiego w XXVIII t. „Ludu" 1929.
17. Tadeusz Seweryn, Parzenice Góralskie — Kraków 1930. Strój dolno-śląski (Pogórze) Atlas Pol­
skich Strojów Ludowych, Lublin 1950.
18. Edyta Starek, Strój spiski — Atlas Polskich Strojów Ludowych, Poznań 1954.
19. Stefania Ulanowska, Boże Narodzenie u górali zwanych Zagórzanami „Wisła" t. III z 1888 r.
20. Tadeusz Prus-Wi ś n i o w sk i, Beskid Wyspowy —„Ziemia" nr. 11—12 z 1947 r.
21. Juliusz Zborowski, Ludność góralska w powiatach limanowskim i nowotarskim w r. 1813 —
„Lud" t. XXVIII.
22. Sprawy gromadzkie państwa Poręba Wielka, Mszana Dolna, Kasina Wielka, Dobra — Materiały
rękopiśmienne w Państw. Archiwum w Krakowie.
23. Księgi gromadzkie we wsi Kasina Wielka od 1513—1804 r. w zbiorze „Księgi sądowe wiejskie'
wydane przez PAU — Kraków 1921.
24. Rękopis w Bibliotece U. J. nr. 909.
25. Wieś Dobra w powiecie limanowskim — Kraków 1838.

SPIS I L U S T R A C J I
Ryc. 1. Góral w tradycyjnym odświętnym stroju. Łostówka, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski,
1953.
Ryc. 2. Współczesny typ górala z obszaru Zagórzan, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska, 1953.
Ryc. 3. Współczesne ubiory Zagórzan. Poręba Wielka, pow. Limanowa, Fot. S. Flizak, 1950.
Ryc. 4. Ubiór górala, z Lubienia, pow. Limanowa z poł. XIX w. Album J. Kopernickiego. Types et
costumes de la Pologne Nr 154. Państwowe Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Fot. J. Krieger, druga połowa XIX w.
Ryc. 5. Kobiecy ubiór odświętny noszony jeszcze w końcu XIX w. na obszarze Zagórzan. Poręba
Wielka, pow. Limanowa. Fot. S. Flizak, 1950.
Ryc. 6. Gajowi w ubiorach zagórzańskich. Podobin, pow. Limanowa, 1912.
Ryc. 7. Mężczyzna w hazuce, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
Ryc. 8. Gospodarz i gospodyni w odświętnych ubiorach. Łostówka, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszo­
mirska, 1953.
Ryc. 9. Starszy chłop w letnim ubiorze roboczym. Podobin, pow. Limanowa. Fot. S. Flizak, 1951.
Ryc. 10. Zagórzanin w hazuce. Mszana Górna, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska, 1953.
Ryc. 11. Młody góral w ubiorze odświętnym. Mszana Dolna, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszo­
mirski, 1953.
54

�Ryc. 12. Koszula męska. A — przód, B — tył, C — części kroju: d — przody, c — tylne części, f —
półkarczek, g — przyszycie kołnierza gi — zwanego „oszywką" do przyramka zwanego „przy­
kłady" — g, Dla wzmocnienia kołnierzy posiada 3 „serca" — g2, h — kołnierz, i — rękaw,
j , — mankiet. Podług szkicu Marii Nawieśniak. Mszana Dolna, pow. Limanowa, 1956. Po­
działka 1 :30.
Ryc. 13. Spodnie odświętne, bogato zdobione. Słomka, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1950.
Ryc. 14. Spodnie robocze. Glisne, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1952.
Ryc. 15. Mapa: Północny zasięg szerokich płócienek z frędzlami. Rys. K. Woźnińska, 1956.
Ryc. 16. Spodnie góralskie. A — przód, B — tył, C —• części kroju okazu I , D — części kroju oka­
zu II. I — pochodzi z Glisnego, własność Jana Zięby, I I — z Kasinki, pow. Limanowa. Rys.
Eleonora Jankowska. Ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Bad. Szt. Lud., 1956.
Ryc. 17. Hazuka. A — przód, B — tył, C — części kroju: d, di — części stanowiące przód i tył
(poncho), e — klin boczny, f — rękaw, g — kołnierz. Mszana Dolna, pow. Limanowa. Ze
zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Bad. Szt. Lud., 1956. Podziałka 1 :30.
Ryc. 18. Mapa. Zasięgi prostego (1) i krzyżowego (2) kroju hazuki. 3. Obszar kroju mieszanego. Rys.
Krystyna Woźnińska, 1956 r.
Ryc. 19. Hazuka o kroju krzyżowym. A — przód, B — tył, C — części kroju: d — przód z częściami
rękawa i tyłu, e — płat tylny, f — kliny boczne, g — doszyte części rękawa. Podług modelu
krawca Wincentego Nawieśniaka. Mszana Dolna, pow. Limanowa, 1956. Podziałka 1 :30.
Ryc. 20. Mapa. Zasięg białej sukmany. Rys. K. Woźnińska, 1956.
Ryc. 21. Serdak. A — przód, B — tył, C — części kroju: d — płat tylny, e — przedni, f — części rę­
kawa. Mszana Dolna, pow. Limanowa. Kopiowane ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw
Inst. Szt. Lud., 1956. Podziałka 1 :30.
Ryc. 22. Mężczyzna w letnim ubiorze odświętnym. Podobin, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska,
1953.
Ryc. 23. Serdak z obszaru Zagórzan, pow. Limanowa. Fot. St. Deptuszewski, 1954.
Ryc. 24. Kierpce typu podhalańskiego noszone przez Zagórzan. Podobin, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wy­
szomirska, 1953.
Ryc. 25. Zdobiny na kołnierzu hazuki i kapeluszu. Mszana Górna, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
Ryc. 26. Pas „zbójnicki" z końca XIX w. Łętowe, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
Ryc. 27. Typ fajki używanej przez Zagórzan, przed 1914 r. Widok ogólny, z boku i z tyłu. Pisarzowa,
pow. Limanowa. Rys. Z:dz. Pysz, 1953 r.
Ryc. 28. Dziewczyna w tradycyjnym stroju odświętnym. Mszana Dolna, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wy­
szomirski, 1953.
Ryc. 29. Kobieca koszula z końca XIX w. A — przód, B — tył, C — części kroju: d — płat przedni
i tylny, c — rękaw, f — mankiet, g — rękaw, zeszyty widziany z góry, h — przyramek,
hi — żabka, i — kołnierzyk. Własność Marii Stróżak. Haftowała Julia Chudomęt, Niedźwiedź,
pow. Limanowa. Kopiowane ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Szt. Ludowej, 1956.
Podziałka 1:30.
Ryc. 30. Kobieca koszula do stroju weselnego z 1904 r. A — przód, B — tył, C — części kroju: d —
płat przedni i tylny (poncho), e — rękaw, f — mankiet, g — podpasze, h, hi — części pseudo
przyramka, i — Przód, kołnierzyk i mankiety zdobione drobnym białym haftem. Własność
Franciszki Kapacz. Szyła Maria Węglarzowa, szwaczka wiejska. Mszana Górna, pow. Lima­
nowa. Kopiowane ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Bad. Szt. Ludowej, 1056. Po­
działka 1 : 30.
Ryc. 31. Haft na przodzie koszuli kobiecej sprzed 1914 r. Słomka pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss,
1950.
Ryc. 31. Koszula kobieca. A — przód, B — tył, C części kroju: d, di — podołek, f — części karczka,
g —rękaw, h — mankiet, i — kołnierzyk, Własność Anny Widziszowej. Mszana Dolna, pow.
Limanowa. Kopiowane ze zbiorów Sekcji Zdobnictwa Państw. Inst. Badań Szt. Lud., 1956.
Podziałka 1 :30.
Ryc. 33. Haft na tiulowej chustce z końca XIX w. Okolice Mszany Dolnej. Fot. R. Reinfuss, 1950.
Ryc. 34. Gorset sprzed 1914 r. z czarnego aksamitu, dekoracja srebrny szych, Słomka, pow. Limano­
wa. Fot. R. Reinfuss, 1950.
Ryc. 35. Gorset z czarnego akasmitu, dekoracja szych, cekiny. Słomka, pow. Limanowa. Fot. R. Rein­
fuss, 1950.
Ryc. 36. Gorset sprzed 1914 r., z jedwabiu drukowanego, Słomka, pow. Limanowa. Fot. R. Rein­
fuss, 1950.
Ryc. 37. Mężatka w stroju odświętnym. Mszana Dolna, pow. Limanowa. Fot. S. Flizak, 1950.
Ryc. 38. Biały haft na chustce tiulowej z końca XIX w. Mszana Dolna, pow, Limanowa. Fot. R. Rein­
fuss, 1950.
55

�Ryc. 39. Kobiety we współczesnych ubiorach odświętnych. Mszana Dolna, pow. Limanowa. Fot. Gr.
Wyszomirska, 1953.
Ryc. 40. Dziewczyna w tradycyjnym stroju odświętnym. Podobin, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszo­
mirski, 1953.
Ryc. 41. Dziewczyna w stroju odświętnym Podobin, pow. Limanowa. Fot. Gr. Wyszomirska, 1953.
Ryc. 42. Narzędzia do wyprawiania skóry i filcu: a — skąpa do oczyszczania, b — deszczułka do wy­
konywania rękawic, c — mała skąpa, d, e — narzędzia do wyrobu tzw. „kitasów", f — grępówka zwana fachpongą służąca do roztrząsania wełny na puch, fi — oprawa drewniana, 12—
struna z jelita, g — karbowane narzędzie do puszczania struny w ruch, h — garbunek, i —
piony. Rys. Seb. Flizak, 1953. Podziałka. a—1:18, b —1:34, c —d—1:6, f — i — 1:30.
Ryc. 43. Odmiana stroju podhalańskiego. Podobin, pow. Limanowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
Ryc. 44. Zdobiny wyszywane na spodniach Zagórzan w układzie od najstarszych: a—d zdobiny wy­
szyte pod przyporem, a — najstarsza, e—g zdobiny zwane „kraje" wszyte przy lampasie,
e — z XIX w., f — z lat 1920—39, g — zdobina zastosowana w miejsce „krojca", h —zdo­
bina na nogawicy, i—1 inne zdobiny i — krokiewka rzadka, j — gęsta, k — ściebonka, 1 —
haft gałązkowy. Rys. Seb. Flizak, 1953.
Ryc. 45. Spodnie zdobione koło przyporów tzw. wyszywką z kogutkiem. Mszana Dolna, pow. Lima­
nowa. Fot. Zb. Wyszomirski, 1953.
Ryc. 46. Zdobiny wykonane na odzieży Zagórzan: a — zdobina wyszyta na plecach hazuki czerwoną
i siwą włóczką, b — rozeta wyszyta na karku hazuki, c — węzeł wykonany ze stamentu i zie­
lonej skórki naplecach kożuch, d—i zdobiny wyszyte na hazuce. Rys. Seb. Flizak, 1953.
Ryc. 47. I . Haft na koszuli: a — na narożniku kar czka, b — na mankiecie, c—d — na kołnierzyku
II. Haft na chustce czepcowej z końca XIX w. Własność St. Misiurowej z Podobina, pow.
Limanowa. Ze zbiorów Sekcji zdobnictwa Państw Inst. Bad. Szt. Lud. 1956.
Ryc. 48. Zdobiny na serdaku pow. Limanowa. Fot. St. Deptuszewski, 1954.
Ryc. 49. a) Haft ażurowy na fartuchu z końca XIX w. Haftowała Teresa Stażek Kantusiowa. Podo­
bina, pod. Limanowa, b) Haft i stebnowanie. Kobieca koszula do stroju weselnego. Mszana
Górna, pow. Limanowa. Kopiowane ze zbiorów Sekcji zdobnictwa Państw. Inst. Bad. Szt. Lud.,
1956.
Ryc. 50. Kierpce z okresu 1920—39. Mszana Górna, pow. Limanowa. Fot. R. Reinfuss, 1951.
Ryc. 51. Mapa. Rozmieszczenie grup etnicznych w rejonie Zagórzan. Rys. K. Woźnińska, 1956.
Ryc. 52. Mapa. Zasięg ubioru Zagórzan. Rys. K. Woźnińska, 1956 r.
Tablica I . Strój Zagórzan. Malował J. Karolak.
Tablica II. Strój Zagórzan. Malował J. Karolak.
Rysunki wykonała Magda Meissnerówna.

�CoflepjKaHiie
Ha ceBepe CKjioHa ropnpB H nacra OcTpoBHoro Becitiifla nocejiHJiiicb 3aryxtaHe, KOTopbie coeraKOCBeHHO STHHnecKyio rpynny MejK^y noarajianaMH M KjiHiuaKaMii. Kx TpaflMUMOHHbie HapHflti
Tenepb yace HcnesaioT, H O H6KOTopt&gt;ie M X lacrar, Kan 6ejibie HiTaHM M 6ejibie cep,n;aKH npocymecTBOBajiM flo C H X nop.
3aryjKaHCKMM K O C T I O M 6biji 3aBMCHMbi¿i O T S K O H O M H H G C K M X npHHMH H MOflU. OKOHnaTejibHO ycTynwji O H MecTa ropoflCKHM Hapa^aM, H O KpecTbaHe c npaKTJinecKMx B3rjiaflOB HOCHTbfloC H X nop cyKOHHbie uiTaHbi, cepflaKM 6e3 pyKaBOB H jianra, H O He va K O J K H a c pe3MHOBofi I H M H M .
Ha nepejioMe XVIII H XIX B . H O C M J I M 3aryjKaHe KOCTiOMbí cflejiaHHbie va caMOTKaHOK, H O va
apxwBHMx M C T O H H H K O B 3HaeM, H T O ^eHiuHHbi H O C M J I M napaflbi cflejiaHHbie c (baSpwHHbix jiaTepnaJ I O B . TlOR KOHeU. XIX B . HaHMHaiOT MyXÜHHHbl H
OCHTb TOpOfiCKIie Hapa/J,bl. OHH TO KpeCTbHHe, KOTOpbK
xoflujiH 3a paOoToü B Gojibinne ropo^a, a BepHyBnincb B sepeBHio coxpaHMjiM ropoflCKwe KocTHDMb:.
Hepefl nepBofi B O H H O Ü MOJKHa 3aiweTMTb M3MeHeHwa B TpaflMUMOHHbix KOCTioMax, cy&gt;KeHbie uiTaHbi
M SoraTbie yKpaineHMa. nocjie nepBOü B O Í J H M MOJioflbie KpecTbaHe npHHHMaiOT coBceM MOijy noflrajiHH,
MCKJiiOHaa «iryxbi» (BepxHaa ofleaífla ropnoB B cbopMe nejiepMHKH). nocjie BTopoü BofiHbi MOJio^bie
JViyjKHMHbl HaiajIM HOCHTb TOJIbKO rOpOflCKHe KOCTIOMbl. TaKJKe CaMO MOJIOflbie &gt;KeHinHHbI HOCaT
TOJibKO ropoflCKwe Hapa^bi, a nosiHJibie coxpaHaiOTb MOfty C B O H X MaTepeñ.
MyjKCKOíí K O C T I O M 2KMTejieií 3aryjKa C O C T O M T va ópioK c 6ejioroflOMOTKaHHOrocyKHa, H3 cep^aKa
6e3 pyKaBOB, va njiarua c HepHoñ mepcTH Ha3. «ra3yKoü», va jianTeñ vi nuianw c oBe^ben mepcTH.
3aHMMaeT O H TeppnTopnio c ropn,OB no Turma M OpyjKH H c TmeMenrarmii no CKaBy, H O Ha Tep~
piiTopnr-1 KjiHinaK T . 3H. rypajibmn3He MbicjieHHHKOH nc*re3 coBceM.
Ha 3 T 0 Ü caMoñ TeppMTopwií JKeHmHHbi H O C M J I M «jioKTyuíKM», 6ejibie cpapTyxH, a Ha Hora o6yBajiM
canora c MarKHMH rojieHKinaMH. MyjKiHHa npn paSoTe na nojie M J I M soina HaKjiaflWBaeT Ha ce6a
ropoflCKHü K O C T I O M , Sejibie SpioKH H 6ejibiM cep^an; S T O nepescHTOK TpaflHUHOHHoro Hapa.ua. floMa
o^eBaeT pySaxy vi «nojiOTHaHKH» (uiTaHbi vaflOMOtKaHHoronojioraa). Ha Horax H O C M J I M jianTH H3
K03KH, Tenepb pe3HH0Bbie canora H J I H jianra H 3 pe3HH0B0ií innHbi.
nepeMeHbi MyjKCKoro Hapa.ua KacaioTbca HCKjnoHHTejibHO 6pioK. B nojiOBHHe XIX B . H M C J I H O H M
flBOÜHyío noKpoÜKy: oflMH cpacOH HaKa3biBa.i pa3pe3 B HM3y niTaHMHbi, B T O P O Í I M M C J I uiTaHHHbi 6e3 pa3pe3a. KaK B O ^ H O M T B K M B spyroM cpacone niTaHHHbi 6buiH cpe^He HiMpoKMe M iiMejiM ^Ba «nuninopbi» (flBapa3pe3bi).
nepefl nepBOií B O Ü H O Ü MOJio^bie MyjKiHHM npnHHMaioT MOfly 6ojiee y3Knx HiTaHHH M 6oraTbix
yKpataeHMíi. nocjie nepBoü BoiiHbi OBJia^ejm y3Kiie SpioKii, yKpanieHHbie uejiKOM no noflrajiaHbCKOMy
oópa3qy. HaKOHei; nocjie B T O P O M B O M H M MOJiOAbie MyjKTOHM OTKa3biBaioTca O TflOMOTKaHHbix6pioK,
noTOMy H T O B OTcyTCTBMH rapyca He MOrjin O H M óbiTb yKpaineHbi no yBajKaeMOMy BKycy. Ha njienax M rpyflM H O C M J I M MyjKHHHM Sejibie cep^aKH 6e3 pyKaBOB c anjiHKai^HaMbi. BepxHeü oflesiaoü Sbijia
«ra3yKa» T. 3 H . njiam va HépHeroflOMOTKaHHorocyKHa, noKpoüKM «fljiHHHoro noHxo». HecoBeprneHHOjieTHaa MOJiofless n cjiyjKSa H O C M J I M rasyKM M3 Sejioro cyKHa. Hx noKpofíKa He Sbijia Be3ae oflMHaKOBa. XapaKTepHOü nepToií pySax U I M T M X M3flOMOTKaHHoronojiOTHa BbijiM «HBMKJie» KBazjpaTHbie
KycKH nojiOTHa npMniMTbie no^MbiniKoií M «nuiMKJiaflbi» — KycKM nojiOTHa Ha njienax. Ha rojioBe
H O C M J I M iiijianbi M
3 MecTeHKOBOií MaHydpaKTypw yKpameHHbie pa^oM KpacHOro CTaMeHTa H K O C T O H K O M .
JlanTM M 3 BOJIOBOIÍ K02KM npMBa3HB3JIM HepHbIMM peMeHHMM. ÜHM He 6bIJIM OpHaMeHTMpOBaHbl.
2CencKaa o^easfla nepBonaMajibHO 6bina c^ejiaHa nojiHOCTbio H3 jibHaHoro ^OMOTKaHHoro nojiOTHa.
ByaHMHHMM HapaaoM BteHmMHbi 6 M J I 6ejibiíi nepe^HMK M io6Ka upauíeHHaa M J I M C y3opoM; py6auiKa Ha
KOTopyío HaKJiaflMBajiM J I M C O H M K M J I M «KaTaHKy» M cepaaK 3 pyKaBaMM Ha 3MMy Ha rojioBe HOCMjia
3KeHnj,MHa xycTKy, a Ha Horax canorM. B npa3flHHHHbieflHM3aBH3biBajia Ha rojiOBy neneuj a Ha cnMHy
3aKMflbiBaJia «jioKTyuíKy». npa3flHMHHbie canora HMe^H MarKHe rojieHMma.
BJIHIOT

57

�SCeHCKan pySaniKa Miaejia noKpoíi .zjjiMHHoro «noHxo», 6wjia Bcer^a KopoTKaa M 6e3 BopoTHMKa.
TaK KaK TA MyjKCKan MMeJia «r^BHKJie» noaMbiiuicoñ M«nuiMKJiaflbi» Ha nnenax. IIpa3flHMHHaH pySauíKa
OTHHHanacb O T ejKeflHeBHOñ TOHMiieü MaTepMeü TA I H M P O K M M B B I U I M T W M B O P O T H M K O M . Pa6oHMe K&gt;6KH
HteHiUMiibi nacTMHHO c KynHOíí MaTepMM, nacTMMHO M3flOMOTKaHHOronojiOTHa. 3TM nocjie^HM KpaCMJIH
JKeKmHHbi «oiwa, JIM6O «aBajín B KpacHjmbio B PaSxy. K K&gt;6Ke npHHasjiejKají nepeflHMK, npa3jj,HHHHbiíi 6 M J I cflejiaH c .¡rparoueHHCM MaTepMH. B 6yflHHHHMít aenb xceHmwHa o«eBajia Ha py6auiKy J I M &lt; P H K K ,
noKpoÜKOü npn6jinjKeHHbiíi K KopceTy, JIM6O «KaTaHKy». KopceT 6 W J I rjiasHoft HacTK) npa3,T;HMHHOM
oflejK^bi KopceTM S M J I H pa3yKparueHbi cycajibHbtM 30JIOTOM, noTOM «mejibOHJKKaMH» — nojibCKMMM
CTapMHHbiMM MejiKHMM MOHeTaMM, a Tenepb KopajiJioBbiMH 6ycaMn. BepxHeü ojj,e5KflOM 6bijia « J I O K TymKa» — KycoK TOHKoro nojiOTHa cJiosceHHoro nonojiaM, J I H 6 O CKaTepTb H3 y3opnaToro nojiOTHa.
npn6jiMJKeHHbifí K jiOKTyuíKe 5biji KpaeuieK c 6eHrajiK&gt;, T I O J I I O , 6aTMCTy M J I M TaKsce c TOHKoro jibHHHoro nojiOTHa. PaHbiue O T jiOKTyniKM Mcne3 va M O A M paHbTyx M njiaTbe, BepxHHH oflejKfla SoraTbix
jKeHHuiH. ÜJiaTbe M J I M uiy6a irpMKpHBajia TajiMio O T rúen no mMKOJioTKy. Bepx S T O T O njiaTbH 6 M J I
CHHHÍÍ MJIM KapMa3HH0BbIM, nOfl6MTMÜ 6ejIbIM BapaiHKOM.flOManpMKpMBajIM JKGHIHHHbl TOJIOBy XyCTOHKaMH 3aBH3aHHbiMH no/i 6opoflOM. K npa3AHHHHOMy Hapn/jy 3aMyjKHeií HíeHmHHbi npMHaaJiejKají neneu.. XycTKa «HenpoBan» cflejiaHan H3flejiMKaTHOííMaTepww 6biJia BbiuiMTa. rjiaEHMMM opHaMeHTawM
óbijiM naeTbi JIM6O KOMnjieKCbi pacTHTejibHbix cpopM. Ha Horax MMejia JKeHiUHHa JianTM, a B npa3^HMHHbie flHH Ha^eBajia canora c inarKHMH rojieHMmaMM, B KOHije XIX B . 6 O T H H K M .flonojiHeHMeMnpa3^.HHHHOfl OflejKflbl 6bIJIM KopajuioBbie 6ycbi.
MyjKCKHe HapHflbl 6bIJIM UIMTbie MeCTHbIMM nOpTHblMM H CKOpHHKaMM, a JKeHCKMe UIBeHMH M BblUIMBajIbIin&gt;maMH. CanOXHMKM MMejIH KJIMeHTypy HCKJIIOHMTejIbHO JKeHCKyK), JIM6O H3 MyJKHMH MaJIO KTO
H O C M J I canora. 3 T M peMecjieHHiiKH npoMcxo;ji«iH M ? 6e#Hbix KpecTbHH. nopraioü pa6oTaji rrpeHMyíHecTBeHHO y ee6aflOMa,H O 6biJiH Tosce nopTHbie, KOTopbie nyTeuiecTBOBajiM c MecTa Ha MecTO. B HacToainee
BpeMH poSoTaiOT eme HeMHoroHMCJieHHbie nopTHbie, O H M U I M I O T MCKjiioHHTejibHo 6ejibie iuTaHM, Be^b
;&lt;ra3yK» H M K T O yace He 3aKa3bmaeT. B KajKflOM AepeBHM pa6oTaji X O T H 6bi O / J ; M H C K O P H H K .
PeMecjieHHHnecTBO cKopHssiHoe 6bmo HacjieflCTBeHHoe KaK Hnp. B dpaMMjiHH BaHbKyB TA3 Hefl3bBefl3H, TA3 KOTOpblX Heo6MKHOBeHHO TajiaHTJIMBblM 6bIJI H H BaHbK, yMepuiMÜ B 1937 r. COBpeMeHHO
pa6oTaeT TOjibKO O , H ; H H C K O P H H K B MuiaHe rypHeü njieMHHHMK BcnoMHHHyToro ñiia.
IÜHTbéM 3aHHMajincb SeflHbie síeHmMHbi, 6e33eMejibHbie KpecTbHHKH. BbiiHHBajibrt(imbi B M U I M BajiM py6axn, nepe^HHKH, BOo6me jibHHHbie nacTH oaejKflbi, TiojieBbie M 6eHrajib03bie OTcwnajiw sceHmwHbi 30 MaKOBa.
IIIepcTHHaH oflejKfla 6bijia oKawMJieHa uiHypKOM w BbiuiMTaa rapycoM TA cTaivieHTOM. Ha ra3yKax
BflOJib uiHypKOB KpacHoro M J I M KpacHOceporo rapyca HaxopMJiacb BbituwBKa T . Ha3. «i(Mdpp». Ha uiTaHax
Sojiee yKpauíeHHbi SbiJiM «nuiMnopbi». B oSmeni yKpauíeHHH Ha uiTaHax 3aryjKaH 6bijiH CKpoMHbie,
yMepeHHbie. Ha cep^anKax M cepflaKax HaKJiaflbinaHO anjiMKai^MM c K O J K M KpacHoü TA 3ejieHOíí, KpoMe
T O T O npwMeHHjiM BbiuiHBKM M3 pa3Hou,BeTHoro cTaMeHTa. JKeHCKMe Hapaflbi 6bijiM yKpauíeHbi MepesíKofi, 3y6HMKaMM, 3Be3flOHKaMM M TOHKaMH. BbiiHMBKM 6bijin nojiHbie, njiocKMe M nopMCTbie. O C H O B H M M
SJieMeHTCM BbIHIMBOK eCTb «JIHT0py3Ka» M «po6yTKa» T. Ha3. BblIHMBKa «TOJIbeflO».
BblUIMBaJlblríMríbl BbiniMBajIIÍ MCKJIIOHMTejIbHO ÓejIbIMM HMTKaMM.

PEECTP PMCyHKOB
Pyc. 1. Topeí; B TpaflMUMOHHOM KOCTioMe. JIocTyBKa, ye3fl JlMMaHOBa. &lt;E&gt;OT. 36. BbiuioMMpcKH, 1953.
PMC.
2. CoBpeMeHHWM T M I I ropqa M3 TeppwxopMM 3aryscaH, ye3fl JlMMaHOBa. 4&gt;OT. V. BbimoMHpcKa,
1913 r.
PMC.
3. CoBpeMeHHaa o^escfla xMTejiew 3ary?Ka. nopeH6a BejibKa, ye3« JlMMaHOBa. &lt;E&gt;OT. C. &lt;f&gt;jiM3aK,
1950 r.
PMC.
4. K O C T K I M rop^a, M3 JlK)6eHH, ye3fl JlMMaHOBa, c noJiOB. X I X B . Ajib6oM H . Ko^epHM^Ke^o Types
et costumes de la Pologne JYs 154. TocyflapcTBeHHbiM STHorpadpMMecKMÍl My3eü B KpaKOBe.
&lt;Í&gt;OT. H . Kpwrep.
P M C . 5. JKeHCKaa npa3flHMHHaa oflex/p HomeHa eme B KOHLíe X I X B . nopeHSa BejibKa, ye3fl JlMMaHOBa. &lt;Í&gt;OT. C. «&amp;jiM3aK, 1950 r.
PMC. 6. JlecHMHbiíí B 3aryscaHCK0ií ofleHqje. noflo6MH, ye3« JlMMaHOBa, 1912 r.
PMC.
7. MyacHMHa B rasyue, ye3Ji JlMMaHOBa. CE&gt;OT. 36. BbiuiOMMpcKM, 1953 r.
PMC.
8. X O 3 H M H M xo3HMKa B npa3«HHHHbix KoerioMax. JIocTyBKa, ye3Ji JlMMaHOBa. * O T . Tp. BbimoMMpcKa, 1953 r.
P M C 9. noscMJibiM MyjKHMHa B jieTHeü oflejKfle paBoneri. noflo6MH, ye3A JlMMaHOBa, * O T . C. *jiM3aK,
1951 r.
P M C . 10. 3arysíaHMH B ra3yue. MmaHa TypHa, ye3fl JlMMaHOBa. * O T . Tp. BbimoMMpcKa, 1953 r.
P M C 11. Mojiofloü
roperi B npa3flHHHHOM KOCTioMe. MmaHa JlojibHa, ye3Ji JlMMaHOBa. 4&gt;OT. 36. BbimoMMpcKM, 1953 r.
58

�Plie.

12.

M y j R C K a a p y ö a u i K a . A — nepe^, B — 3aii, C — n a c r a

noKpoMKji: d — nepeflirae n a c r a , e —
f — nojiymeMKa, g — npraiinBaHMe BopoTHMKa gj Ha3. « O U I M B K O I O » K niiiPipaMKe Ha3. «nuiMKJiafleM» — g. fljia yKpenJieHMa BopoTHMKa HMeeT 3 «cep;j,ua» g , h — B O P O T H M K ,
i — p y K a B , i — MaHjKeT. I I o o6pa3iry MapMH HaBecbHHK. M m a H a
flojibHa,
ye3ii J l M M a H O B a ,
1956 r. Maciirra6 1 : 30.
13. U l T a H b i npa3flHHHHbie, SoraTO y K p a m e H H b i e . CjioMKa, ye3,ą J l M M a H O B a . * O T . P . P e i r a c p y c c ,
1950 r.
3a/j,Hne n a c r a ,

2

PMC

P M C . 14.
PMC.

15.

IITraHbi p a 6 o n H e . TjiMCHe, ye3ii J I w M a H O B a . &lt;Î&gt;OT. P . PeiiHdpycc, 1952
KapTMHa. C e B e p H b i í í o 6 b ë M

1956
PMC.

16.

r.

6axpoMaMW.

noJiOTHHHbMx urraHOB ć

UJHPOKMX

K.

PMC.

TopcKMe uiTaHbi. A — nepefl, B —

I I o5pa3ua. I —

C — n a c r a n o K p o ñ K H I o6pa3ua, D — n a c r a
co6cTBeHHOCTb H n a 3neM6bi, I I — M3

3afl,

MHCT.

17.

MccJieii.

19.

n a c r a noKpouKM: d, d

g—

f—pyKaB,

KJIMH,

x

(1) KpecroBoro (2)

K a p r a H a . O ô b ë M npocToro

KOJKM

MuiaHa

MHCT.

IIOKPOMKM

3

ra3yKM.

OôbëM p a 3 H 0 í í

MacuiTaô

o6pa3iry

PMC.

n o p r a o r o BMHueHTero H a B e c H H K a . M u i a H a

g —

floSaBJieHbie

nacra

ye3/i JlMMaHOBa, 1956 r.

flojibHa,

1 : 30.

20. K a p r a H a . O ô b ë M Sejioñ cyKMaHW. P M C . K. Bo3HMHbCKa, 1956 r.
21. CepflaK. A — nepep,, B — 3 a f l , C — n a c r a noKpoMKM: d — 3 a f l H H H nacTb, e — n e p e ^ H a a , f —
nacTM p y K a B a . Miuana flojibHa, y e 3 « J l M M a H O B a . K o n M p o B a H O M 3 KOjuieKUMM C C K H M M npMKjiaiiHbix M C K y c T B Toe. M H C T . Mccnefl. Hapofl. M c K y c T B a . 1956 r. MacinraS 1 :30.

P M C . 22.
PMC

noKpoíiKM.

r.

T a 3 y K a KpecTOBOM noKpoMKM. A — nepefl, B — 3afl, C — n a c r a n o K p o ü K H : d — n e p e i i c n a c T pyKaBa. lio

Pite.

Toe.

cocTaBjiatomMe n e flojibHa, ye3fl J l M M a Mccjiefl.
M c K y c T B a . 1956 r.

— nacra

BOPOTHMK.

H M M p y K a B a M 3a;j,HeM nacTM, e — 3 a f l H s a nacTb, f — 5oKOBbie n a c r a ,

PMC.

MCKycTB

1 : 30.

P M C . K. Bo3HMHbCKa, 1956
PMC

C—

KacwHKM,

r.

KOJijieKij,MM C e K L ( M M npMKjiaflHbix MCKycTB Toe.

M 3

MacuiTaB

18.

3ap,

3afl (noHxo), e — SoKOBbiM

M

HJBa.
PMC

Hapofl. M c K y c T B a . 1956

r a 3 y x a . A — nepe/j,, B —
pefl

noKpoüKH

n p o M C x o ^ M T M 3 TjiMCHero,

ye3fl JÎMMaHOBa. P M C . O j i e o H o p a HHKOBCKa. M3 KOjuieKUMM C C K U M M npMKJiasHbix
PMC.

Bo3HHHbCKa,

r.

MyjKnMHa B „nemeM

npa3flHHnHOM

CKa, 1953 r.
23. CepsaK M3 OKpecTHOCTeü
24. Kepnue noflrajiHHbCKoro
rp.

PMC

25.

PMC.

26.

BbiuiOMHpcKa, 1953

K O C T K i M e . IIOfloÔMH, ye3JJ, J l M M a H O B a . &lt;S&gt;OT. Tp.

3aryjKa, ye3fl JlMMaHOBa.
rana

HOuieHHbie

&lt;£&gt;OT.

jKMTejiHMM

BbiuiOMMp-

1954 r.
ye3/i J l M M a H O B a .

4&gt;OT.

36.

Bbi-

C T . JJ,eriTyiiieBCKM,

3ary&gt;Ka. I I O Ä O 6 M H ,

r.

YKpauieHMH H a BopoTHMKe
uiOMMpcKM, 1953 r.

ra3yKM

M

uiJianbi.

I l o a c « 3 6 y ñ H H U , K M » ( p a 3 6 o ü H M n M M ) c KOHua

MuiaHa

XIX

B.

I y p H a , y e 3 i j J l M M a H O B a . &lt;t&gt;OT.

ye3R

JleHTOBe,

36.

J l M M a H O B a . &lt;£&gt;OT.

Bbiuio-

MMpcKM, 1953 r.
PMC

27.

Tpy6Ka

PMC.

28.

fleByuiKa
36.

PMC

29.

y n o T p e 6 j i a e M a a 3aryscaHaMM n e p e i i 1914 r. O Ö I H H H B H / J , M 3 CTopoHbi
riMcajKOBa, ye3fl JlMMaHOBa. P M C 3/J,3. Ilbiui, 1953 r.
B TpaflHHMOHHOM n p a 3 # H H n H O M K O C T H D M C
MuiaHa floJibHa, ye3/i JlMMaHOBa. &lt;E&gt;OT.

KypMTejibHaa

C3aflM.

M

BbiiHOMMpcKM, 1953

3KeHCKaa py6auiKa
h i —• 5Ka6Ka, i —
CTBa, 1956

P M C . 30.

M3

BOPOTHMK.

r. M a c u i T a S

1

SCeHCKaa CBa/j,be6Haa
nepeflHaa

M

31.

PMC

32.

BbiuiMBKa

py6auiKa

c

1904

r. A

P . P e i r a c p y c c , 1950

HMe/j,3Be/j,3b,
MHCT.

nacTb

h —

nurapaMeK,

ye3^

JlMMaHOBa.

Hccjie/j,. Hapofl.

— nepe^, B — 3 a f l , C — n a c r a

( I I O H X O ) , e — p y K a B , f — MaHHceT,

BOPOTHMK

M

MaHsceTbi

yKpameHHbie

&lt;î&gt;paHL(MiiiKM K a n a n . M u i a H a T y p H a ,
nepe^Heii

CTpysceK.

CeKi^MM n p M K J i a f l H b i x M C K y c T B T o e

ceKi^MM n p w K J i a f l H b i x MCKycTB. T o e
PMC

noKpoÜKH: d —

p y K a B C M O T p a CBepxy,

McKy-

:30.

nacTb

3a/j,Haa

nuiMpaMKa i — nepeii;,

CTBeHHOCTb

Co6cTBeHHOCTb MapMM

KOJiJieKiiMM

C — nacra

B . A —nepe/j,, B — 3aR,

e — p y K a B , f — MaHJKeT, g —

n e p e ^ H a a M 3aflHaa,
KonMpoBaHO

r.

c KOHua X I X

nacra

py6aiuKM

Hapofl.

nepe«

MeJiKOii Sejioii

1956

h,

h

x

r.

d —

— nacTM

BMUIMBKOM.

KonMpoBaHO

McKycTBa.

1914

IIOKPOMKM:

—- noflMbiiiiKa,

ye3fl JlMMaHOBa.

M H C T . MccJie^.

sceHCKOfi

g

CO6-

M3 KOJiJieKi^MM

MacuiTa6 1 : 30.

r. CjioMKa, ye3fl J l M M a H O B a . 4&gt;OT.

r.

XCeHCKaa py6auiKa.

A — n e p e « , B — 3afl, C — n a c T M I I O K P O M K M :

d, d

x

— no/j;oji, f —

nacra

g — p y K a B , h — MaHJKeT, i — B O P O T H M K . C o Ö C T B e H H O C T b AHHbi BMfl3MiiiOBeM. M u i a H a
flojibHa,
ye3fl J l M M a H O B a . M3 K O J I J I C K I J I M M C e K i ^ M M n p M K J i a ^ H b i x M C K y c T B T o e M H C T . Mccjiefl.
Hapofl. M c K y c T B a . , 1956. MacuiTa6 1 :30.
33. BMuiMBKa Ha TJiiojieBOM njiaTKe c KOHu,a X I X B . M u i a H a flojibHa. &lt;I&gt;OT. P . PeftHcbycc, 1950 r.
34. K o p c e T c n ë p H e r o 6apxaTa n e p e i i 1914 r. y K p a u i e r o i a c e p e S p a H b i í i H I M X . CjioMKa, y e 3 i i JlMuiëMKM

PMC.
PMC

MaHOBa. &lt;I&gt;OT. P . P e ü H C p y c c , 1950
P M C 35.

KopceT
*OT.

c

nëpHero

r.

6apxaTa, yKpauieHMa cepeopaHbiił

P . P e ń H c p y c c , 1950

HIMX,

6ycbi.

CjioMKa,

ye3fl

JlMMaHOBa.

r.

59

�Puc. 36. KopceT c nenaTHoro u i ë j i K y nepe/r 1914 r. CjiOMKa, ye3a JlMMaHOBa. &lt;E&gt;OT. P. PefóHCpycc, 1950 r.
Puc. 37. 3aMy5KHHH j K e m u H H a B n p a 3 f l H n M H 0 M KocTioMe. M m a H a flojibHa, ye3fl JIwMaHOBa. &lt;Ï&gt;OT.
C. &lt;ï&gt;jiM3aK, 1950 r.
Puc. 38. Bejian BbiiiiMBKa Ha T i o j i b e B O M n j i a T K e c KOHua X I X B . M n i a H a flojibHa, y e 3 i i JlMMaHOBa. &lt;I&gt;OT.
P.
PMC

39.

PeftHdpycc, 1950

JKeHiuwHbi
Tp.

PMC

40.

Puc.

41.

PMC.

42.

B

r.

coBpeiweHHbix

BbimoMMpcKa,

1953

npa3flHHHHbix

KOCTioMax.

MmaHa

ß o j i b H a , ye3fl JIwMaHOBa. 4&gt;OT.

r.

fleByiuKa
B TpasHHMOHHOJi npa3AHMHH0M KocïTOMe. IIofloSHH, ye3fl JlMMaHOBa. &lt;t&gt;OT. 36. BbiruoMwpcKM, 1953 r.
JJ,eByruKa B npa33HiiHH0M KocTioMe. Ü O ^ O Ö M H , ye3,a; JlMMaHOBa. &lt;Î&gt;OT. r p . BwinoMMpcKa, 1353 r.
C H a p H ß b i K Bbipa6oTKe c b i p b n : a — C K a n a (iiHCTpyMeHT) K KoxceBeHHOMy aejiy, b — #ocoHKa

K

H3roTOBJieHHK) pyKaBi-m, c — Majiaa CKana, d, e — CHapaflbi K Bbipa6oTKe T . Ha3. « K M -

TacoB», f — HHCTpyMeHT, KOTopbiii p a 3 Ö p a c b i E a e T
roM), f i —

u i e p c T b Ha n y x

(rpeHnyBKa

Ha3.

dpaxnon-

— CTpyHa H 3 K H U I K H , g — MHCTpyMeHT c 3apy6KaMW, K O T O pbiM KOJie6aeT CTpynbi rpeHnyBKM, h — BbiflejiKa K O J K M , i — « n e H b i » . (cHapnflbi K B b i p a ö o T K e
K O J K M ) . P M C Ce6. &lt;£jiM3aK, 1953 r. M a c u i T a S : a — 1 :18, 'b — 1 : 2 4 , c
1:6.
1 :30.
PMC.
PMC.

PMC

onpaBa, f

2

43. Pofl n o f l r a j i H H b C K o r o Kocnona. I I O S O Ô M H , ye3fl JlMMaHOBa. &lt;J&gt;OT. 3 6 . B M H I O M M P C K M , 1953 r.
44. y K p a i n e H M H B b i i m i T b i e Ha n i T a n a x 3aryjKan: a — d —• yKparueHMH noa miiMnopeM ( n c f l M b i i i i KOM)

PMC

flepeBHHHaH

B xpoHOJiori-itiecKOM

paenojiojKeHMM,

a — 6 o j i e e C T a p b i e , e—g

— yKpameHWH n a 3 . «Kpaür(-&gt;

BbiuiMTbie n p M JiaMnace, e—c X I X B . , f — c r. 1920—39, g yKpauieHMe B MecTO «Kpoîiua», h—•
yKpameHiie HiTanMHbi, 1—1 — n p y r n e yKpaineHMH i — KpoKi-ieBKa peflKan (cTpanMJibHaa B B I niMBKa), j — rycTaa, k — cii,e6oHKa, 1 — yKpanieHwe BeTKa. P M C C. &lt;£&gt;jiM3aK, 1953 r.
45. yKpaineHMH nuiMnopoB T . H a s . BbiimiBKa c K o r y T K e M (c n e T y n i K O M ) . M m a H a flojibna, ye3Ą
JlMMaHOBa. &lt;3?OT. 36. B M H I O M M P C K M , 1953 r.
46. yKpauieimn K O C T I O M O B 3aryjKan: a —• n a cm-iHe ra3yKM KpacHbiM M cepbiM rapycoM, b — p o 3eTKa

BbiuiMTa

Ha

3aTbijiKy

ra3yKM,

c

—y3eji

MsroTOBjieHHbiH

M3 C T a M e H T a M 3 e j i e H e í í

KOJKM

Ha cnMHe KOJKyxa, d —• yKpaineHMH ra3yKM. P M C . Ce6. &lt;£&gt;jiM3aK, 1953 r.
P M C 47. 1. BbiuiMBKa Ha py6auiKe: a — H a HayrojibHHKy m e ï ï K M , b — Ha MamKeTe, c —-Ha BopoTHMKy I I .
BbiiuMBKa H a nenpoBOM njiaTKe c KOHua X I X B . C o 6 c T B e H H O C T b C T . MMCiopoBen c IIOflo6MHa,
ye3fl JlMMaHOBa. M3 KOJuieKipiM CeKręiiH npMKJia^Hbix MCKycTB roc. M H C T . Mccjiefl. Hap. McKycTBa 1956 r.
P M C 48. yKparneHMH cep^aKa, ye3fl JlMMaHOBa. &lt;E&gt;OT. C T . JJjenTymeBCKM, 1954 r.
P M C 49. 2KeHCKaH CBaae5Han p y ö a n i K a a) A î K y p H a n B b i n i M B K a Ha dpap-ryxe c KOHua X I X B . BMiiiMBajia
Tepeca C T a H e K K a H T y c b O B a . rtoflOÖMH, y e 3 ^ JlMMaHOBa.
b) EEjiocKaH BbiniMBKa. M r n a H a T y p H a , yesii JlMMaHOBa. K o n n p o B a H O M3 KOJiJieKij,HH CeKi(MH
n p M K J i a ^ H b i x HCKycTB Toc M H C T . Mccjie/r. Mapofl. M c K y c T B a , 1956 r.
P M C . 50. Kepnue ( j i a n T M ) c n e p M O ^ a 1920—1939 r. Mniana T y p H a , ye3fl JlMMaHOBa. * O T . P. Peimcbycc,
1951 r.
P M C . 51. KapTMHa. P a c n p o c T p a H e H H e STHunecKMX r p y n n B p a ñ O H e 3ary&gt;KaH. P M C . K. Bo3HMHbCKa,
1956 r.
P M C . 5 2 . KapTMHa. OSbëM 3aryjKaHCKHx K O C T I O M O B . P M C K. BoąHMH:cKa, 1956 r.
Ü J i a n m e T I . 3 a r y j K a H C K M Ü K O C T I O M . P M C . H. K a p o j i R K .
I l j i a H m e T I I . 3 a r y j K a H C K H M K O C T I O M . P M C . H. K o p o j i H K .
PwcyHKM rpadpMHecKH M c n o j i H M J i a Mar/ja M a ü c H e p y B H a .

�English Summary
The inhabitants of the northern slopes of Gorce mountains and of parts of the Beskidy area are
called „Zagórzanie". They form an intermediate ethnical group living between the „Podhalanie" and
the „Kliszczaki" people. Their traditional folk-costume is passing now into complete disuse but some
of its parts as: the white trousers and white sleeveless jackets lined with sheepskin, called „serdaczki", are still commonly worn. This folk-costume underwent many changes caused by economic
and fashion influences. I n modern times i t had to yield place to town-clothes but peasants still
keep wearing for practical reasons woollen trousers, sleeveless „serdaczki" and a foot-gear called
„kierpce"- mountainers' low shoes formerly made of soft skin and now of rubber used for tyres.
At the turning point from the 18th to the 19th century „Zagórzanie" wore home-spun clothes,
though, as i t is known from archival records, women used also to wear dresses of factory made
cloth. A t the end of the 19th century men clad i n town clothes made their first appearance i n the
villages. They were peasants who emigrated to cities and, coming back to their native places, they
kept their town clothes. Before the Great War changes i n the traditional folk-costume may be obser­
ved, both i n cut and ornament,' namely i n the narrower cut of trousers'legs and their richer orna­
ments. After the Great War young peasants wholly followed the fashion of Podhale people with the
exception of a short loose jerkin called „cucha". Since World War I I the custon of wearing folkdresses has been completely given up by the young men generation. Young women also wear now
town dresses, while the elder one keep to their mothers' fashion.
Men's costume
Zagórze men's costume, consisting of trousers made of home-spun cloth, of a sleeveless „serdaczek", an overcoat called „hazuka", made of black wool, of „kierpce" and a felt hat made of sheep
wool, was worn i n the area from Gorce to Tcim and Stróża, from Trzemeśnica to Skawa. However
it disappeared completely in the region inhabitated by the „Kliszczaki" people, i . e. in the mountainious Myślenice area. I n this area women wore a piece of fine folded linen upon their shoulders
(„łoktuszki") white aprons and high boots with soft legs.
Zagórze people, when working outdoors, usually wear town clothes, but often also the remnant parts
of the former traditional costume: a white „serdak" and white trousers called „płócienki". As foot­
gear in the whole region „kierpce" were formerly i n use, but nowadays rubber shoes or „kierpce"
made of rubber are worn.
Changes i n the costumes of men concerned mainly the fashion of trousers. I n the middle of the
19th century they were of twofold cut: one with a vertical slit at the bottom of the legs, the other
without slit. I n both types legs were fairly broad. Before the Great War young peasants took to the
fashion of wearing narrower legs with more rich ornaments. After the Great War trousers with
narrow legs ornamented i n Podhale pattern were dominant. Lastly, after the second World War, the
young peasant generation gave up wearing white home-spun trousers as the lack of woollen yarn
did not allow to embroider them according to the ruling taste. To protect his back and his chest
the „Zagórze" peasant puts on a sleeveless „serdaczek" with applications. As an upper garment
he wore formerly a „hazuka", i . e. a claok of home-spun black cloth of a poncho cut. Youngsters and
servants used to wear a „hazuka" of white cloth. Its cut was not everywhere the same. The cha­
racteristic features of shirts sewn from home made linen were gussets under arm-pits and straps
upon the shoulders. The head-wear consisted of a hat manufactured' i n some small town factory,
ornamented with strips of red ribbon or with a string of small bone cubes. „Kierpce" made of oxen
skin were tied to the foot with black leather strings and had no ornaments.
Women's dress
A woman's dress was primarily made completely of home-spun linen. The everyday dress con­
sisted of a white petticoat worn oh the body with a dyed or printed skirt upon it, a shirt on which
a bodice or jacket was put on and i n winter „serdaczek" with sleeves. Women used to cover

SI

�their heads with kerchiefs and on their feet they put „kierpce". On festive days women wore bon­
nets and upon their shoulders the so-called „łok tuszki". The festive foot-gear consisted of high
boots with soft legs.
A woman's shirt was of an oblong poncho cut, i t was also short and without collar. Like a man's
shirt i t had gussets under the arm-pits and shoulder-straps called „przykłady". The difference between
a festive and an everyday shirt consisted i n finer fabric and a large embroidered collar. Work-skirts
were sewn partly from bought stuffs and partly from home-spun linen. The latter used to be dyed
at home or sent to a dyeing factory at the town of Rabka. To the skirt belong an apron, made of
coarse material for workdays and a finer one for holidays. On workdays women wore upon shirts
bodices of a corset shape or a jacket called „katanka". A corset was a part of the festive dress
and was adorned with tinsels, later with coins and nowadays with corals. As outer covering was
worn a double folded square piece of fine linen or a patterned linen table-cloth, called „łoktuszka".
Similar to „łoktuszka" was a piece of bengal, tulle batiste or also of fine flax linen. Earlier than
the „łoktuszka" the „rańtuch" and the gown worn by well-to-do peasant women went out of fashionThe gown or „szuba" covered the body from neck to ankles, its outer side was dark-blue or crim­
son and its was lined with white lamb fur. When at home each woman covered her head with a ker­
chief tied under the chin. To the festive dress of a married woman belonged a bonnet. The kerchief for
the bonnet was made of a very fine tissue with embroidery representing a flower or a floral mo­
tive. As foot-gear woman wore „kierpce" and at the end of the 19th century shoes. Finally coral
strings completed her dress.
Men's costumes were made by local taylors and furriers; women's dresses by seamstresses and
embroideresses. Shoemakers had almost exclusively customers among women as but a few men used
to wear high boots. Those craftsmen came from the strata of poorer peasants. Taylors worked mainly
at their homes but some of them were also itinerant. Nowadays only a few special taylors are still
working and they make exclusively white trousers as there is no demand for „hazuka" cloaks. Every
village had at least one furrier and this craft was a family heritage as for example i n the Bańka
family at Niedźwiedzie, among which the most prominent was Jan Bańka who died i n 1937. Now­
adays there is only one furrier at Mszana Dolna, a nephew of the above mentionned Jan Bańka.
Sewing was done by poorer women, by crofters, embroideresses called „wyszywaczki" ornamen­
ted shirts, aprons, and other parts of dresses made of linen. Embroidery on tulle and bengal was done
in the town of Maków. ,.
Ornaments on woollen men's costumes consisted of lace trimmings and embroideries made from
woollen yarn or „stament". Hazuka-cloaks were ornamented with trimmings of red or grey-reddish
woollen yarn with a parallelly running cross-stitch called „cyfry". The embroidery of trousers requi­
red a high standard of craftsmanship. On the whole this embroidery was unpretentious and not showy.
„Serdaki" or „serdaczki" had applications of green or red leather and colourful trimmings of „sta­
ment" (a sort of tape) Women's dresses were embroidered with simple patterns as drawn-work,
notch-work, stars and dots and all other kinds of stitches. The basic element of richer compo­
sitions is the toledo embroidery. Embroideresses used exclusively white threads for their work.

0

LIST

OF P L A T E S

Fig. 1. Highlander i n traditional festive dress. Łostówka, the district of Limanowa. Phot. Z. Wyszomirski, 1953
Fig. 2. Contemporary type of highlander from the area of Zagórze, Limanowa district. Phot. G.
Wyszomirska, 1953
Fig. 3. Contemporary dress of Zagórze peasants. Poręba Wielka, the district of Limanowa. Phot.
S. Flizak, 1950
Fig. 4. A highlander's costume. Lubienia, Limanowa district. J. Kopernicki album — Types et costu­
mes de la Pologne nr. 154. Ethnographical Museum at Cracow. Phot. J. Krieger, second half of the
19th century
Fig. 5. Woman's festive dress yet worn at the end of the 19th century. Poręba Wielka, the district
of Limanowa. Phot. S. Flizak, 1950
Fig. 6. Forestiers i n Zagórze costumes. Podobin, the district of Limanowa, 1912
Fig. 7. Man i n hazuka, the district of Limanowa. Phot. Z. Wyszomirski, 1953
Fig. 8. Farmer and his wife i n festive dress. Łostówka, the district of Limanowa. Phot. G. Wyszo,
mirska, 1953
Fig. 9. Elder man in summer work-cloth. Podobin, Limanowa district Phot. S. Flizak, 1951
Fig. 10. Zagórze peasant i n hazuka-cloak. Mszana Górna, Limanowa district. Phot. G. Wyszomirska, 1953
Fig. 11. Young man i n festive dress. Mszana Dolna, the district of Limanowa. Phot. Z. Wyszomirski,
1953

62

�Fig. 12. A man's shirt. A-front, B-back, C-parts of cut: d-fronti, e-back, f-half of shoulder-strap
g-fragment of collar, g-part called „oszywka". Three parts called „serca" to strengthen the collar —
g , h-collar, i-sleeve, j-cuff. Outline by Maria Nawieśniak. Mszana Dolna, Limanowa district 1956
Scale 1 :30
Fig. 13. Richly ornamented trousers, for festive days. Słomka, Limanowa district. Phot. R. Reinfuss,
1950
Fig. 14. Work-trousers. Glisne, the district of Limanowa. Phot. R. Reinfuss, 1952.
Fig. 15. Map. The northern area where linen trousers with fringes are worn. Drawn by K. Woźninska
1956
Fig. 16. Highlander's trousers. A-front, B-back, C-parts of cut of specimen I , D-parts of cut of speci­
men I I . I-from Glisne, by permission of Jan Zięba. II-from Kasinka, Limanowa district. Drawn by
Eleonora Jankowska. From the records: of the Section of Decoratif Art, Institut for Research of Po­
pular A r t , 1956
Fig. 17. Hazuka-cloak. A-front, B-back, C-parts of cut: d, departs forming front and back (poncho),
e-side gore, f-sleeve, g-collar. Mszana Dolna, Limanowa district. From the records of the Section of
Decoratif Art, Institut for Research of Popular Art, 1956. Scale 1 :30
Fig. 18. Map. The area with hazuka-cloaks of simple cut (1) — of cross cut (2), and 3 mixted cut.
Drawn by K. Woźninska, 1956
Fig. 19. Hazuka-cloak in cross-cut. A-front, B-back, C-parts of cut: d-front with parts of sleeve and
back, s-part of back, f-side-gores, g-sewn parts of sleeve. After a model of the tailor Wincenty Na­
wieśniak. Mszana Dolna, Limanowa district 1956. Scale 1 :30
Fig. 20. Map of the eastern area on which, white overcoats are worn. Drawn by K. Woźninska, 1956
Fig. 21. Bodice. A-front, B-back, C-parts of cut: d-the back, s-the front, f-parts of sleeve. Mszana
Dolna, Limanowa district. A copy from the records of the Section of Decoratif Art, Institut of Research
of Popular Art, 1956. Scale 1 : 30
Fig. 22. Man in summer festive dress. Podobin, Limanowa district Phot. G. Wyszomirska, 1953
Fig. 23. Jacket or „serdak" from the area of Zagórze, Limanowa district Phot. St. Deptuszewski, 1954
Fig. 24. „Kierpce" of Podhale type worn by Zagórze people. Podobin, the district of Limanowa. Phot.
G. Wyszomirska, 1953
Fig. 25. Ornaments upon collar of a hazuka-cloak and upon a hat. Mszana Górna, Limanowa district.
Phot. Z. Wyszomirski, 1953
Fig. 26. Belt called „zbójnicki" from the end of the 19th century. Łętowe, the district of Limanowa.
Phot. Z. Wyszomirski, 1953
Fig. 27. Smoking-pipe used by Zagórze people before 1914. General view, view from the side and
the back. Pisarzowa, Limanowa district. Drawn by Z. Pysz, 1953
Fig. 28. Girl i n traditional festive dress. Mszana Dolna, Limanowa district. Phot. Z. Wyszomirski, 1953
Fig. 29. A woman's shirt from the end of the 19th century. A-front, B-back, C-parts of cut: d-front
and back, e-sleeve, f-cuff, g-sleeve sewn together, h-shoulder strap, hi-gore called „żabka", i-collar.
By permission of Maria Stróżak. Niedźwiedź, Limanowa district. From the records of the Section of
Decoratif A r t , Institut of Research of Popular Art, 1956. Scale 1 : 30
Fig. 30. Woman's shirt for wedding ceremony from 1904. A-front, B-back, C-parts of cut: d-front
part and backpart (poncho), e-sleeve, f-cuff, g-arm-pit, h, h^parts of the shoulder strap, i - The
front, the collar and the cuffs are ornamented with a fine white embroidery. By permission of Fran­
ciszka Kapacz. Mszana Górna, Limanowa district. A copy from the records of the Section of Decoratif
Art, Institut of Research of Popular A r t 1956. Scale 1 : 30
Fig. 31. Embroidery on the front of woman's shirt, from before 1914. Słomka, the district of Lima­
nowa. Phot. R. Reinfuss, 1950
Fig. 32. Woman's shirt. A-front, B-back, C-parts, of cut: d, d^lower part called „podołek", f-parts
of the shoulder-strap, g-sleeve, h-cuff, i-collar, By permission of Anna Widziszowa. Mszana Dolna
Limanowa district. 1956. Scale 1 :30
Fig. 33. Embroidery upon kerchief of tulle, from the end of the 19th century. The neighbourhood of
Mszana Dolna, Limanowa district. Phot. R. Reinfuss, 1950
Fig. 34. Bodice of black velvet with gildings, from before 1914. Słomka, the district of Limanowa.
Phot. R. Reinfuss, 1950
Fig. 35. Bodice of black velvet, ornamented with sam and tinsels Słomka, Limanowa district. Phot.
R. Reinfuss, 1950
Fig. 36. Bodice of dyed silk, from before 1914. Słomka, Limanowa district. Phot. R. Reinfuss, 1952
Fig. 37. Married woman i n festive dress. Mszana Dolna, Limanowa district. Phot. S. Flizak, 1950
Fig. 38. White embroidery upon kerchief of tulle from the end of the 19th century. Mszana Dolna,
Limanowa district. Phot. R. Reinfuss, 1950
Fig. 39. Women in contemporary festive dresses. Mszana Dolna, Limanowa district Phot. G. Wjn H I
mirska. 1953
2

�Fig. 40. Girl in traditional festive dress. Podobin, Limanowa district. Phot. Z. Wyszomirski, 1953
Fig. 41. Girl in festive dress. Podobin, Limanowa district. Phot. G. Wyszomirska, 1953
Fig. 42. Implements for working on raw products and garmsnts of Zagórze peasants: a-the so-called
„skąpa" for tanning skins, b-a desk for making gloves, e-a small „skąpa", d, e-tools to make pompons
called „kitasy", f-a card called „fachponga" serving to card the wool, f*-a wooden handle, f -a string
made of bowels, g-a notched tool to put the string into movement, h - tanning bank, i - implement for
working on skin. Drawn by S. Flizak 1953. Scale a — 1 :18, b — 1 :24, c-d — 1 :6, f - i : 1 :30
Fig. 43. Highlander in a transformed Podhale costume. Podobin, Limanowa district. Phot. Z. Wyszo­
mirski, 1953
Fig. 44. Ornaments upon trousers belonging to Zagórze peasants: a-d: ornaments beneath the slit, a —
the most ancient one, e-g ornaments called „kraje", e — from the 19th century, f — from 1920—39, g —
ornament replacing the „kraje", h — ornament upon the leg of the trousers, i-1 other ornaments for
trousers, i — a stitch called „krokiewka", a rather scarce one, j — a thick stitch, k — stitch called „ściebonka", 1 — embroidery called „gałązkowy". Drawn by S. Flizak 1953.
Fig. 45. Trousers with ornament called „kogutek". Mszana Dolna, Limanowa district. Phot. Z. Wyszomir­
ski, 1953
Fig. 46. Ornaments upon garments of the Zagórze people: a — ornament in the back of a hazuka-cloak
made with red and grey woollen thread, b — rosette embroidered on the back of a hazuka-cloak, c —
tie made with tape and green skin in the middle of a fur, d-i ornaments embroidered upon hazukacloak. Drawn by S. Flizak, 1953
Fig. 47. Embroidery upon a shirt: a — corner b —ruff, c — collar I I . Embroidery on kerchief from the
end of the 19th century By permission of St. Misiurowa. Podobin, Limanowa district.
Fig. 48. Ornaments upon „serdak", Limanowa district. Phot. Deptuszewski St., 1954
Fig. 49. a) Transparent embroidery upon apron from the end of the 19th century. Embroidered by Te­
resa Stanek Kantusiowa. Podobina, Limanowa district, b) Flat embroidery and stitching upon woman's
shirt for wedding ceremony. Mszana Górna, the district of Limanowa. A copy from the records of the
Section of Decoratif A r t , Institutof Research of Popular A r t , 1956
Fig. 50. Shoes called „kierpce" from 1920—39. Mszana Górna, Limanowa district. Phot. R. Reinfuss, 1951
Fig. 51. Map of ethnic groups in the region of Zagórze. Drawn by K. Woźninska, 1956
Fig. 52. Map of the area of Zagórze folk costume. Drawn by K. Woźninska, 1956
Table I Folk costume of Zagórze. Painted by J. Karolak.
Table I I The folk costume of Zagórze. Painted by J. Karolak. Drawn by Magda Meissner.
2

��20» 20'

20'io'
1

\
*

l

LACHOWSKIE

-WARSZAWA

0 v
&gt;0

ZASIĘG UBIORU ZAGÓRZAN
• • • • • g r a n i c a zasięgu Zagórzan

0

Podzialka 1:200000
2
4

6 Km
20°W

Ryc. 52. Mapa zasięgu ubioru Zagórzan 1. Właściwy ubiór Zagórzan. 2. Odmiana północna z wkładem ele­
mentów kliszczackich i lachowskich (portki płócienne z frędzlami). 3. Peryferie południowo-wschodnie
z ubiorem mieszanym, zagórzańsko-podhalańskim. 4. Południowo-Zachodnie paryferie Zagórzan z ubio­
rem podhalańskim. Rys. Krystyna Woźninska, 1956 r.

�ATLAS POLSKICH STROJÓW LUDOWYCH
s k ł a d a się z szeregu monografii o b e j m u j ą c y c h -wszystkie
strojów ludowych z całego obszaru Polski.

typy

Obejmuje 5 części. W skład k a ż d e j z nich wejdą zeszyty zawierające
monografie poszczególnych strojów.

Dotychczas u k a z a ł y się drukiem n a s t ę p u j ą c e monografie:
Część

I . POMORZE:
1. Agnieszka Dobrowolska — Strój p y r z y c k i .

Część

I I . WIELKOPOLSKA:
1. Adam Glapa — Strój szamotulski,
2, Adam Glapa — Strój dzierżacki,
5. Adam Glapa — Strój m i ę d z y r z e c k o - b a b i m o j s k i
4. Halina Mikułowska — Strój

(lubuski),

kujawski.

Część I I I . ŚLĄSK:
1. Tadeusz Seweryn — Strój dolnośląski (Pogórze),
2. Stanisław Bronicz — Strój p s z c z y ń s k i ,
5. Longin M a l i c k i — Strój Górali Śląskich.
C z ę ś ć I V . MAZOWSZE i S I E R A D Z K I E :
1. Maria Ż y w i r s k a — Strój kurpiowski Puszczy Białej,
2. Jadwiga Ś w i ą t k o w s k a — Strój łowicki,
3. Jan Piotr Dekowski — Strój piotrkowski,
4. Janina Krajewska — Strój opoczyński.%
Część

V. M A Ł O P O L S K A :
1. Roman Reinfuss — Strój Górali Szczawnickich,
2. Edyta Starek — Strój spiski,
5. Franciszek Kotula — Strój rzeszowski,
4. Franciszek Kotula — Strój ł a ń c u c k i ,
5. Janusz Świeży — Strój krzczonowski,
6. Sebastian Flizak — Strój Zagórzan.

W druku znajdują s i ę :
1. Bożena Stelmachowska — Strój kaszubski,
2. Janusz Kamocki — Strój sandomierski.

/

�ATLAS POLSKICH STROJÓW LUDOWYCH

Nr CW 2 328'î

Zasięgi ubiorów w monografiach opublikowanych: 1. Strój Górali Szczawnickich, 2. Strój dolnośląski
(Pogórze), 3. Strój rzeszowski, 4. Strój szamotulski, 5. Strój krzczonowski, 6. Strój kurpiowski Puszczy
Białej, 7. Strój łowicki, 8. Strój dzierżacki, 9. Strój kujawski, 10. Strój spiski, 11. Strój piotrkowski,
12. Strój pszczyński, 13. Strój pyrzycki, 14. Strój łańcucki, 15. Strój opoczyński, 16. Strój lubuski,
17. Strój górali śląskich, 18. Strój zagórzan

����</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11451" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11429">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a6d58bb13f9852bdf596e6f2d1c78c0.pdf</src>
        <authentication>a8ad9198ff6a9595a578e9898a9c89d6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136429">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6514</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136430">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136431">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136432">
                <text>etnografia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6086</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136434">
                <text>Poor Ethnography/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136435">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.156-162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136436">
                <text>Szpilka, Wiesław Kuba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136437">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136438">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136439">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136440">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136441">
                <text>WI ESŁAW SZPILKA

Poor Ethnography

I

n 1981 “Polska Sztuka Ludowa” published answers
to a questionnaire posing the following question:
“Ethnography - Ethnology - Anthropology of
Culture - Folk Studies. What are they? What is the­
ir aim?”. 1 Apparently, the question concerning eth­
nography divided the respondents the least. Despite
great differences in perceiving the pursued discipline
almost all agreed with the image of ethnography pre­
sented by L. Stomma. An auxiliary science - ethno­
graphy - whose range corresponds to the first phases
on research: observation and description, fieldwork.
The characteristic type of ethnological research is a
monograph pertaining to a sufficiently limited group
so that the author is capable of amassing the majori­
ty of his information thanks to personal experience.
Ethnography also encompasses methods and techni­
ques referring to work on the spot, the classification
(...) and description of particular cultural phenomena
regardless whether the heart of the matter concerns
arms, tools, beliefs or institutions (Claude LéviStrauss). Ethnography thus encompasses works that
are often the easy victim of derision - studies that pro­
pose catalogues of farm tools, rural wells, beliefs about
plants, etc. and the range of their occurrence, mono­
graphs dealing with particular villages, etc. Naturally,
they would be deprived of all meaning if they were to
constitute an aim in itself (unfortunately, this does
take place). After all, their role entails collecting sour­
ces and the introduction of order within the latter for
the sake of ethnology. In this sense they can be useful
and valuable. A s can be seen, the differentiation of
ethnology and ethnography is not a question of ter­
minological jugglery. Its indispensability is delineated
by the regrettably rather unfamiliar motto formulated
by Jean-Thierry Maertens: Each ethnologist must be
also, at least partly, an ethnographer. After all, the
path from ethnography to ethnology remains long. 2
A quarter of a century ago ethnography did not pose
a challenge for the authors of New Polish Ethnology
and the respected representatives of its classical form.
It remained merely a first step, necessary but still ra­
156

ther simple and calling more for organisational than
intellectual effort. Questions, problems, and cognitive
difficulties were to come to the fore after this stage,
naturally for those capable of following the long path
towards ethnology. Reflection, interpretation, and
science worthy of a university level - all pertained not
so much to practicing ethnography, which took pla­
ce "somewhere”, as to the creation of ethnology and
anthropology taking place “’here”, in the very centre.
Exercises and professions, the path and the target this was the order of the relation. It would be difficult,
therefore, to become surprised that ethnography va­
nished from the names of scientific institutions. A n­
thropology and ethnology sounded more serious and
more respectable and, predominantly, they better re­
vealed the meaning of the network - the discovery of
the “truth” of culture and man. As is usually the case,
conciliation above all decisions - and the question of
ethnography became its unexpected and unconscious
cause - is more the effect of ignorance, lack of con­
centration, and absence of deeper reflection than an
obvious and well-devised assessment. When practi­
cing ethnography was regarded as an object of studies,
being there - as the phenomenon in question was in­
terpreted by Clifford Geertz, one of the most brilliant
commentators - revealed its entire complicated natu­
re. Suddenly, everything started to become distorted.
What is that mythical “terrain” in which research is to
be conducted? Why is it to be precisely that and not
the other, what are the criteria of selection, and what
should be the decisive premise? What about research
itself, the great task of collecting sources and putting
them into order? What methods of obtaining informa­
tion are most adequate, and when can we accept that
sources are so complete that we can start transforming
them? W hat sort of methods should be applied and
what sort of carriers can be used in view of the fact
that they all somehow deform reality? These are only
some of the more obvious questions. The heart of the
matter does not lie in the fact that there are no an­
swers. They do exist, but when everything has to be
justified then ethnography, an ancillary science and
the first step towards ethnology, begins to expand and
grows complicated. It becomes involved in interpreta­
tions and presents ambiguous material for further ana­
lysis, endowed with a great number of question marks.
Nonetheless, thanks to studies by C. Geertz we can
indicate several properties of ethnographic knowled­
ge, i.e. those that define it the strongest. 3 Probably the
most obvious is its local nature, the outcome of a close
connection of the presented image and fieldwork. N a­
turally, one cannot be everywhere and see everything.
The solution to this obvious observation was to assu­
me the form of a monograph: a single place, a single
institution or belief, nothing more and yet so much,
intensely and personally observed and experienced.

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

We attach importance to the idea of a monograph
not because this is the form in which real ethnography
was to realise itself. Belief in the existence of small,
isolated cultures that can be totally grasped has lain
in ruin for long. The fact that decryption calls for di­
stinction and is always made by someone continues to
exist and possesses obvious significance. Today, a mo­
nograph is not a holistic description of something, but
a detailed depiction of someone. Geertz coined the
term “ thick description”: Ethnography comes down
to thick description. What the ethnographer is in fact
faced with— except when (as, of course, he must do) - he is
pursuing the more automatized routines of data collection
- is a multiplicity of complex conceptual structures many
of them superimposed upon or knotted into one another,
which are at once strange, irregular, and inexplicit, and
which he must contrive somehow first to grasp and then to
render. And this is true at the most down-to-earth, jungle
field work levels of his activity; interviewing informants,
observing rituals, eliciting kin terms, tracing property lines,
censuring households ... writing his journal. Doing ethno­
graphy is like trying to read (in the sense of "construct a
reading of”) a manuscript—foreign, faded, full of ellipses,
incoherencies, suspicious emendations, and tendentious
commentaries, but written not in conventionalized graphs
of sound but in transient examples of shaped behaviour. 4
To present “something” in an ethnographic manner
designates not only providing diverse images, as colo­
urful and intense as possible, but also presenting it in
such a way so that it would disclose meanings. This is
the obverse and the reverse of identity, its two indi­
spensable sides. To see and seek meaning is the point
of departure for practice, which ends with a record of
sensible perception. In order to provide such testimo­
ny, to obtain local knowledge, the ethnographer sets
off, and, just as Jerzy S. Wasilewski, he “travels” or
like Andrzej Stasiuk, he “goes to Babadag”. He co­
mes across space, physically experiencing its concrete
nature. This fact restricts and closes, moderates the
cognitive impetus, but at the same time forces to beco­
me cautious, brings forth the importance of the detail,
and hones the senses that touch reality. On-the-spot
practice offering dense description - such is the path
that we follow.
We do not describe the entire World, but only
the selected particular world experienced by us. o u r
activity is limited by space, on the one hand, and by
invisible and omnipresent time, on the other hand.
The fact that our discipline has been always facing
the temporal problem is testified by its important cat­
egories - cold, archaic culture of the folk type. Within
the spaces of those cultures - natural for ethnograph­
ic activity - time was to signify so little that its im­
pact could be outright ignored. Images - the effects
of lengthy observation (months rather than years) could be regarded not as historical evidence but as a

description of the nature of those worlds. Today, such
a premise cannot be maintained. The contemporary
shape of the life of the protagonists of ethnographic
grand narratives from the first half of the twentieth
century has changed immensely. The Boro tribe, the
Nuer people, the Trobriand islanders, the inhabitants
of Białka, Jurgów, and Łapszanka, whom we visited at
the end of the previous century, all differ. The obvi­
ous character of this observation is the reason why it
is necessary to accept not only the fact that we were
there and wrote here but also that we were there and
then and are writing now. This act has its consequenc­
es. The ethnographic account becomes light because
time deprives it of its ultimate and categorical quali­
ties, while at the same time granting it universality.
After all, everything turns out to be particular, distinc­
tive, and in this sense exotic, since nothing can resist
the voracious passage of time. This outright audible
murmur of time renders ethnographic activity fever­
ish, immensely expands its domain, and prolongs its
duration infinitely. If the world has actually dimin­
ished and time has accelerated then we are facing a
magnificent challenge. In his essay: A la Recherche du
Present Perdu M. Kundera wrote: When we study, dis­
cuss, analyse a reality, we analyse it as it appears in our
mind, in our memory. We know reality only in the past
tense. We do not know it as it is in the present, in the mo­
ment when it’s happening, when it is. The present moment
is unlike the memory of it. Remembering is not the negative
of forgetting. Remembering is a form of forgetting. We can
assiduously keep a diary and note every event. Rereading
the entries one day, we will see that they cannot evoke a
single concrete image. And still worse: that the imagination
is unable to help our memory along and reconstruct what
has been forgotten.
The present - the concreteness of the present - as a phe­
nomenon to consider, as a structure, is for us an unknown
planet; so we can neither hold on to it in our memory nor
reconstruct it through imagination. We die without
knowing what we have lived. 5 In the sketch: In Search
of Present Time he added:
By definition, what a narrator recounts is a thing that
has happened. But each little event, as it becomes the past,
loses its concrete nature and turns into an outline. Narra­
tion is recollection, therefore a summary, a simplification,
an abstraction. (...)
The nineteenth century began amid decades of explosive
events that, time and again and from top to bottom, trans­
figured the whole of Europe. Something essential in man’s
existence changed then and forever: History became every­
one’s experience; man began to understand that he was not
going to die in the same world he had been born into (...)
The shape of every little object —every chair, every skirt —
was stamped with its imminent disappearance (transforma­
tion). The age of descriptions began (Description: compas­
sion for the ephemeral; salvaging the perishable). 6

157

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

The author of The Unbearable Lightness of Being
deals with the problem of the present upon the oc­
casion of his journey across the history of the novel.
It is not written by an ethnographer, albeit literary
problems affect him too. Just like the novelist he is
compelled, willing or not, to resolve the question of
presentation. Ethnographic knowledge is historical
since it is by way of necessity the outcome of recollec­
tion, evocation, the enlivening of memory; it is testi­
mony and a view from afar. Such distance in time and
space is not so much complicated as unavoidable. This
is the way things were there - says the ethnographer,
coming to terms with the historical and local nature
of his knowledge stemming from personal experience
and producing his own testimony.
By the very nature of things, ethnographic knowl­
edge is thus limited and fragmentary. Its features are
enhanced by the fact that it is the outcome of someone’s
cultivation, and that a concrete someone had derived
it from a certain place and time. The ethnographer is
distinctive not because he wishes to be original but
because he is a person, a unique summa of places, time,
language, tradition, family, and a multitude of other
factors that distinguish him. Ethnography should be
thus treated as the outcome of a meeting of individu­
alised qualities and life. The auteur character of this
knowledge, the fact that it always possesses its charac­
teristic style, confirms its incompleteness and non-sys­
tematic qualities. The title of a book by Dariusz Czaja:
Sygnatura i fragment. Narracje antropologiczne brilliantly
captures this quality and at the same time refers to yet
another publication: Works and Lives: The Anthropolo­
gist as Author by Clifford Geertz, demonstrating the
significance of the literary aspect of this activity. Writ­
ing, the process of tackling words, style, and conven­
tion, is not merely an enhancing supplement but an
important structural element of ethnographic praxis.
The force of ethnographic knowledge depends on the
quality of its transmission, on the class of the author
as a man of letters. After Geertz it is no longer possible
to treat the literary quality as a charge levelled against
ethnography. It cannot be non-literary, but remains
written well or not, a feature that cannot be evaded.
Local and historical qualities, fragmentariness and
literariness - each of those traits is connected with a
choice. If the latter is to be conscious (which is not
necessary, but certainly remains desirable) then it calls
for justification. Why the opera and not a highlander’s
costume, whence mass culture and not that of the
Eskimo? A totally fundamental explanation is onto­
logical. We deal with something due to its ontological
nature. This necessary condition is probably insuffi­
cient. Certain order can be discovered in extremely
non-homogeneous collections, i.e. ethnography. The
most frequently described spaces were worlds that to­
day are weak, vanishing, marginal, and insufficiently

appreciated. True, they could possess numerous repre­
sentations, such as the peasant or nineteenth-century
tribal cultures, but the centre that at the time gener­
ated the civilizational model perceived them as low,
archaic, and without a future. Interest in that, which
was weak and declining possessed different ideological
justifications, but this was a durable tendency: from
the strong to the weak, from the certain to that, which
calls for justification. To put it differently: the ethnog­
rapher seeks poverty and grows close to it. What is
the source of this curious predilection, this strange fas­
cination? Evolutionists mentioned the beginnings of
cultures, the first stages. This is where they wished to
perceive them. For the functional school, the structur­
alists and the semioticians, these were sui generis sam­
ples offering a better and easier view of mechanisms
ruling culture as a whole. Marginal qualities could be
also important for delineating a fuller mage of man,
for extracting that, which dominates and in reality is
concealed and not at all obvious. These justifications,
to a considerable extent possessing solely historical
value (which is not to say that they were devoid of
value), are certainly insufficient to explain the force
of the attraction of poor reality. It is by no means per­
manently ascribed to a certain place, time, or concrete
social or ethnic group. It becomes extracted only by
comparison and reference, and appears in a relation.
Strong and diverse existence refers to weak existence,
the certainty of memory - to shameful oblivion, while
obvious value - to doubtful quality, the group - to the
individual, and culture - to life.
The ethnographer seeking poverty sets off for the
Amazon or the cinema in his university town or other
peripheries of his world. He assumes according to the
wisdom of his discipline - and it is less important for
his work whether he does so consciously - that, which
Tadeusz Kantor, the great expert on poverty, once
said:
The peripheries do not denote decline and submission.
In my private dictionary there exists the term: REALITY
OF TH E LOW EST RANK. A terrain reserved (illegally)
for Art. And thus for all supreme human values. Here, the
peripheries possess their high rank. Explosions of this myth,
manifested in the most unexpected places, do not act, for
all practical purposes, anywhere but in those peripheries.
To put it in the language of art and poetry —in the poor
courtyard, the pitiful corner, where we conceal our most
secret hopes, our imagination, our threatened humanity,
our personality. And probably only there we might become
redeemed. 7
Yet another depiction of the ethnographic prom­
ised land comes from the essay: The Assistants by Gior­
gio Agamben. The assistant of this Italian philosopher,
living a “damaged life” personifies that what is doomed
or, more exactly: It concerns the unending mass of what
becomes irrevocably lost [in the history of society and in

158

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

the history of individuals, far greater than that what
can be stored in the archives of memory]. Throughout
our lives, the measure of oblivion and ruin, the ontologi­
cal waste that we carry in ourselves far exceeds the small
mercy of our memories and our consciousness. But this
formless chaos of the forgotten that accompanies us like a
silent golem is neither inert nor inefficacious. On the con­
trary, it influences us just as much as our conscious memo­
ries, although in a different way. Forgetting has a force and
a way of operating that cannot be measured in the same
terms as that of conscious memory, nor can it be accumu­
lated like knowledge. Its persistence determines the status
of all knowledge and understanding. The exigency of the
lost does not entail being remembered and commemorated;
rather it entails remaining in us and with us is forgotten,
and in this way and only in this way, remaining unforget­
table. 8
In this approach towards a comprehension of the
force of the attraction of poor reality to which, as we
can see, not merely ethnographers succumbed, listen
to the great Marina Tsvetaeva describing the “belong­
ings of the poor”.9
Paupers’ things. A bast mat? That’s a phony
Thing. Like a plain plank of wood.
Paupers’ things - they’re all skin-and-bony,
Wholly - meatless, solely soul-food.
Where’d they come from? Seems - from a dis­
tance,
From long ago. Don’t strain your eyes!
Paupers’ things - have no pre-existence:
They are cut from people’s insides!
A shelf? Haphazard. A coat-hanger? Ditto.
Accidental too that ghost of a
Chair. Possessions? Dry twigs and hisses, All the woods on an October day!
Poverty’s fractioned furnishings!
All are - what? - a quarter, a third.
Clearly they long since interred these things.
Just to look at you makes me hurt!
It’s hard to take one’s sinful eyes off
You, as off ulcerous sores.
Viennese chair - where’s the Vienna Whose? When? It’s a thing to deplore!
The best things - here - would have slighted
Your house, right? Sorry! - your store­
Room. Here alone are such blighted
Things - things. Your brow arches ov­
er thus: ? - How else when seeing dull, widow’s
Rags? - Raise a brow! (In lieu of lorgnette A brow!) The eye’s no mean asker with those
Brows. A t times an eye’s an o-ject.
So dry at times is it and vacant An immense, gorgeous woman’s eye,
That - compare them - it seems a basin’s
Spirit, the soul - a tub of lye.
Same as with tub and sieve I’d own it
159

- To the tsar! on Judgment Day! Each one called here as a poet
o n himself has known that gaze!
Poverty’s modest utensils!
Each knife is personally known.
Like a creature, day commencing,
Partly here, wholly - you roam o u t the windows, bare or facing
Suburbs - you‘ve read the crime news?
How to gauge chasteness, grace in
A thing: as baggage it’s refused.
Since it’s wobbly and could pulverize
Right before one’s very eyes,
Since almost nothing that frail survives
Constant shifts...
She cries Since it’s not: a desk, but a spouse,
Or son. Not a, but our
Chest.
Since nobody for hearts and souls
Gives out baggage checks.
Paupers’ things are drier and thinner:
Drier than snags, thinner than bast.
Paupers’ things are - put simply - spirits,
That is why they burn up so fast.
These texts, written in such different forms by au­
thors whose points of departure were dissimilar tra­
ditions and spiritual experiences, demonstrate the
beauty and goodness of premises for wandering across
the provinces of poverty. Firm ethnographic presence
is not based, therefore, on a convenient repetition of a
once made choice. Its spiritual sources and the ques­
tion whether they had been made consciously are al­
ready the themes of separate reflections. Even today,
when one follows a designated direction, they reveal
well-known drudgery. The described world disappears
and there is nothing that one may match with the
image in order to test its adequacy. Informers vanish
somewhere in non-being or, worse, change their con­
victions, views, and stories. That what has been seen,
heard, felt, touched, and experienced in other ways
has to be contained within a single whole. In the wake
of Malinowski’s Dziennik it is not, however, possible to
pretend that we simply had not been there. In other
words, we too should find ourselves within the presen­
tation. This forces us towards literature and renders
our scientific endeavours, already previously rather
poor, even more meagre.
A t the same time, this is by no means an individual
ailment, but the feature of an entire discipline. Eth­
nography is quite correctly situated along the margin
of the social sciences. He who deals with poverty fares
poorly. The ethnographic tent, compared with the
solid edifices of other sciences pertaining to the main

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

current of reality and based on the experiment and
quantitative methods, does not have an imposing ap­
pearance. On the other hand, it features astounding
adequacy both in relation to the constantly nomadic
character of ethnography - a science of the path and
on the move - and to the traits of the world examined
by it. There where the dominating features are disap­
pearance, change, fleeting memory, the bustle of daily
life, the detail and minutiae, poor endowment appears
to be the most suitable. Anthropological narration,
its basic instrument of work based on a catalogue of
concepts and categories devised in the course of its
history and applying comparison as the fundamental
manner of extracting meaning, will never possess such
force and expression as the one characteristic for the
grand texts of the interpreters of the poor world. The
ethnographer will not create Stalker or The Kolyma
Tales, Wielopole or Fado. His art, just like his science,
is distant from the centre and in this sense remains
marginal. Powerlessness, lack of lucidity, the absence
of contemporaneity, in a word: provincialism, come to
the fore also in this particular encounter. This would
appear to be a weakness if it were not for the quali­
ties closely connected with it. Such openness, blurred
form, and borderline qualities open up towards oth­
erness and render its presence obvious and constant.
The tendency towards making use of the experiences
of other sciences, permanent in ethnography, and in­
spirations borrowed from the world of art - all are sus­
tained by its provincialism.
Encircling ethnography, we continue coming
across specific poverty, paradoxically brimming with
potential and diverse meanings since burns so fast. The
ethnographer wishes to trust that the whole world hides
in every particle (Bruno Schulz) and as befits a zealous
believer he wants to confirm by means of his praxis the
revelation bestowed upon him. He thus multiplies im­
ages and adds postcards and successive fragments. The
storeroom containing these snatches displays consider­
able confusion: French monarchs and the song Polesia
Czar, Eskimos and the Maasai, smokers, mountain
climbers, those living in the jungle and in the streets
of great metropolises, chaotic treasures lacking order.
This is a collection of evidence and, at the same time,
testimony of heroic memory, ever renewed despite the
depressing knowledge that only a few of its products
will become animated in some sort of recollection.
What is the purpose of these poor riches?
In his lecture: The Inevitability of the Humanities10
the German philosopher Odo Marquard posed the
following thesis: The more modern the modern world
becomes, the more inevitable do the humanities become.11
Justifying this thought, Marquad indicated the erro­
neousness of the popular conviction: the humanities
based on narration are archaic and in the course of
a modernization of the world are ousted by modern
160

natural sciences based on an experiment and by hu­
manities using measurements. A closer look, however,
shows quite the opposite. Sciences founded on narra­
tion come into being as a response to the successes of
experimental sciences and the modernisation changes
initiated by them. The emergence of experimental sci­
ences is not the cause of the death but of the birth
of the humanities; in other words, the humanities
are not the victims of modernisation but its outcome
and thus are thoroughly modern. 12 After some time,
every sort of progress within the range of the former
will enforce a growing need for the latter. The more
the world becomes modernized the greater its need
for narrative sciences. Recurring opinions about their
crisis in modern reality should be treated not so much
as a crisis of capacity but as a crisis of surcharge. The
humanities are not dying off but - although they are
developing - they do not keep up with their modern
indispensability. 13
The necessity for those detailed narrations and the
growing need for them come from the fact that mod­
ernisation stimulated by the experimental sciences
produces losses in the environment while the humani­
ties compensate those losses. 14 Uniformisation, objectivisation, globalization - the effects of modernisation
- deprive man of his tradition, history, and specificity.
In order to successfully tackle them, to bear the bur­
dens and challenges of modernization, one needs nar­
rative sciences, which at least partly provide a chance
for regaining that, which is lost. They spin three types
of stories: those that produce sensitivity, preserve, and
orientate. First, they restore colour and intensity to
reality and level the modernization disenchantment of
the world. Second, they translate and justify the col­
lection, reconstruction, and storage of the remnants
of the past. No epoch has produced so much destruc­
tion as the modern one, and no epoch has preserved as
much as the modern one thanks to the development
of the ability to take an increasing part of the past
into the future. 15 A museum, a Skansen, a concert of
old music, a reconstruction of a mystery play - these
are the forms of such narration. Finally, they extract
from the homogeneous and magma-like presence the
components creating it and cast light upon them, thus
making it possible to discern their quality, meaning,
and wisdom. 16 Such narrations not only make it pos­
sible to better understand them and to endow their
existence with depth and intensity. Their easily and
universally accessible collection shows the ambiguity
of reality, the possibility of its various comprehensions
and experiencing. It becomes possible to draw forth
the premises of diverse choices. On the other hand,
it is impossible to justify any sort of categorical and
exclusive qualities with the assistance of such a collec­
tion. The inevitability of the humanities is also based
on the fact that they demonstrate and stress the value

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

of ambiguity and disclose the misery and poverty of
unambiguity and exclusiveness.
The Odo Marquand lecture discusses narrative
humanities, whose province is ethnography. The
meanings and future of its existence in the light of the
reflections pursued by the author of Apology of the Ac­
cidental appear to be lucid. A t the beginning of the
twenty first century, in a reality characterised as post­
modern, liquid, post-metaphysical, and ontologically
weak this discipline appears to be much more contem­
porary than prior to the breakthrough, which all sorts
of “post....” wish to put into thought.
All anthropo-- and ethnological projects intent on
extracting models, functions, mechanisms or struc­
tures of culture as such were important in conducting
a quest, but their ultimate outcome - a cultural com­
mon denominator, proved to be always a phenomenon
of a concrete culture and not some sort of a general
rule. They can, however, continue being fascinating
if we see in them principles organising strong anthro­
pological narrations, revealing not the mythical foun­
dation of culture but metaphysical premises making
it possible to present it in a given manner. A survey
conducted a quarter of century ago offers a good im­
age of various discourses, a debate that, however, does
not pertain to the idea of a strong narrative. Only
within its space do particular elements assume mean­
ing. Hence the domination of ethnology and the ser­
vile nature of ethnography, the significance of ideas
and the weakness of reality. If, however, as G. Vattimo
wrote in his essay: Hermeneutics and Anthropology: We
do not wish to continue transforming anthropology
into metaphysics - a description of the universal struc­
tures of the existence of man, anthropology conceived
as a scientific description of the constants of particular
cultures - profoundly determined by the metaphysi­
cal idea of science and, on a more concrete level, the
Occidentalisation of our planet, 17 then the situation
changes significantly. The otherness that takes place
does not consist of a critical overcoming of the past, its
rejection in the name of new premises or methods for
the sake of a better process of approaching the truth.
It should be connected with an awareness of the con­
testability and discursiveness of all foundations and,
at the same time, with their necessity. In his encoun­
ter with the ”others”, an event that opens up all sorts
of ethnologies, the ethnologist is a person who knows
how those phenomena had been created. Such knowl­
edge renders this encounter special and in many in­
stances becomes the basic reason for its existence. It
is, therefore, impossible to eliminate or even suspend
it. It is, however, feasible to indicate the weakness of
the conclusions that deprive them of their categorical
and ultimate nature. This weakness is the necessary
outcome of the historical quality of each meeting and
can be reduced only by metaphysical premises. The
161

discovery of their presence, restoring the nature of
anthropology, does not lessen the importance of its
accomplishments but turns them into a problem and
calls for reinterpretations. Actually, it enlivens them,
makes them contemporary, and revitalises them. The
history of the discipline seen from this perspective is
not a movement from childhood towards maturity,
but an amassment of the historical experiences of a
new phenomenon, not always unambiguous and open
towards new comprehension. Today, ethnology in the
above-presented meaning of the word is frail not only
because it embarked upon the effort of an exegesis of
its history. Otherness and the space of its references
also possess an equally weak character. G. Vattimo:
That which we can actually observe is a collection of
contemporary “derivatives” of the primitive, hybrid
forms, relics contaminated with modernity, margins of
the present which embrace both Third World societies and
the ghettoes of industrial societies. (...) We are dealing
not so much with a total organisation of the world ac­
cording to rigid technological schemes as with a “mine”
of preserved forms that together with an uneven divi­
sion of power and natural resources on a global scale
becomes the source of increasingly numerous margin
situations constituting the truth of primitive culture
in our world. (...) Anthropology is not an encounter
with radical difference or a scientific “putting into or­
der” of the phenomenon of mankind in the categories
of structures. In all likelihood, its form of the dialogue
is inclined towards the past and the ancient, but only
in such a way in which the arche may appear in an
epoch of fulfilled metaphysics: as that, which survived
and is marginal and contaminated. 18
If this characteristic of the contemporary existence
of the discipline is apt then the process of seeking and
disclosing truth in its space runs a course contrary to
the one described by L. Stomma in the memorable
questionnaire. Becoming acquainted with grand narra­
tives, the ability to apply them, and even their critical
analysis, in a word, the process of being an ethnologist
is a necessary stage but not an ultimate one. The en­
counter with the others, with strangers, is impossible
in the field of ethnology, which is always some sort of
an epistemology, with the ethnologist situated within
a point transcendental in relation to this event. In or­
der to experience this fundamental meeting one must
possess indispensable personal experience. Practising
ethnography, field research is nothing else than a quest
for such experience. It also cannot be reduced exclu­
sively to intellectual games, but remains a great physi­
cal exhaustion, the spiritual discomfort of a voyeur and
an intruder, the feeling of loneliness and unlikeness.
This must give rise to aggression and bad emotions.
Malinowski’s call: Exterminate the brutes is, after all, the
archetypical howl. Such experience somehow extracts
from previous existence and weakens it by depriving

�Wiesław Szpilka • POOR ETHNOGRAPHY

it of natural and obvious qualities. The ethnographic
event starts with such a state, but in order for it to ac­
tually take place it is necessary to experience the posi­
tive nature, the insight, and to capture the principle,
which, true, would not make it possible to become
domesticated in alienness and in this manner to bear
it, but enables its comprehension or at the very least
explanation. While describing this event it becomes
mandatory to refer to F. Ankersmit and his presen­
tations of the historical experience.19 F. Ankersmit
needed this category in order to demonstrate that it
is possible to reach historical reality differently than
only via the intermediary text. The Dutch researcher
emphasised that this event possesses an aesthetic na­
ture and is some sort of an illumination producing ob­
vious knowledge. Similarly, in relation to an artwork
it severs the contextual network and from the surface
refers directly towards the essence. Within the clear­
ance produced by this rift there emerges an unknown
truth of being, not to be derived from historical wan­
dering across contexts. The practice of ethnography
has to be perceived as a search for an experience of
this nature. Such ethnographic experience is poor. It is
personal, individual, and different, which today means
insignificant. One has to toil and reduce oneself while
waiting for it, without any certainty that it truly took
place. The deserts towards which ethnographers set off
in search of illumination are not marked on any map
because the place where they are perceived depends on
a concrete ethnographisation of anthropology. Finally,
the pure flash that blinds us has to be expressed and
entrusted to language and narration. As in the poem
by Milosz - What once could smite, now smites no more.
Poor ethnography is itself a poor courtyard, a neglected
corner, a lowest ranking reality, a space where we sal­
vage our humanity. This is truly good poverty.

Endnotes
1 Etnografia - Etnologia - Antropologia kultury Ludoznawstwo. Czym są? Dokąd zmierzają? (Odpowiedzi
na ankietę), “Polska Sztuka Ludowa” 1981, no. 2, pp.
67-81.
2 Etnografia... op. cit., p. 72.
3 I used the folllowing works: C. Geertz, Zastane światło,
Universitas, Kraków 2006; C. Geertz, Wiedza Lokalna,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005; C. Geertz, Interpretacja kultury, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005; C. Geertz,
Dzieło i Zycie, Wydawnictwo KR, Warszawa 2000.
4 C. Geertz, Interpretacja kultur, op. cit., pp. 24-25.
5 M. Kundera, Zdradzone testamenty. Esej, PIW, Warszawa
2003, pp. 115-116.
6 M. Kundera, Zasłona, PIW, Warszawa 2005, pp. 19-21.
7 T Kantor, Wielopole-Wielopole, Teatr Cricot 2, Program
Florencki.
8 G. Agamben, Profanacje, PIW, Warszawa 2006, p. 48.
9 M. Cwietajewa, Poemat schodów, in: M. Cwietajewa, Być
chłopcem twoim jasnowłosym..., Miniatura, Kraków 2006,
162

10

11
12
13
14
15
16
17
18
19

pp. 179-181. Here: transl. by Diana Lewis Burgin, http://
www.dianaburgin.com/
O. Marquard, O nieodzowności nauk humanistycznych, in:
O. Marquard, Apologia przypadkowości, Warszawa 1994,
pp. 100-118.
O. Marquard, op. cit., p. 100.
O. Marquard, op. cit., p. 103.
O. Marquard, op. cit., p. 104.
O. Marquard, op. cit., p. 105.
O. Marquard, op. cit., p. 109.
O. Marquard, op. cit., pp. 108-110.
G. Vattimo, Koniec nowoczesności, Kraków 2006, p. 137
and 147.
G. Vattimo, op. cit., pp. 148-152.
F. Ankersmit, Narracja, reprezentacja, doświadczenie.
Studia z teorii historiografiii, Kraków 2004, pp. 223-403.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11450" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11428">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8fc66af4ba3fe120e5176f145b15bd7d.pdf</src>
        <authentication>07f16ded392207b62fa559715cce34d7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136416">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6515</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136417">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136418">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136419">
                <text>rzeczy użytkowe - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136420">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6087</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136421">
                <text>The Secret Story of Objects/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136422">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.163-167</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136423">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136424">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136425">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136426">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136427">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136428">
                <text>O

f the three circlets lying in front of me two
are old coins, blackened, blurred, and with
uneven edges. I brought them a long time
ago from M ongolia, and although they converged for
the first time on my desk they are connected in a very
special way.

E T H N O L O G I S T EN R O U T E
JERZY

The first circlet of initiation
This copper coin comes from a bazaar held on Sun ­
days in U lan Bator. Every week this enormous dusty
square in the western periphery on of the town, near
the new cemetery (after it was shifted from a pictur­
esque oasis among the last Chinese houses at the foot
of the Gandan monastery hill), there appears a crowd
of traders, clients, and persons simply examining the
great variety of old oddments. A considerable part of
the items on sale produces the impression of having
been lying around in the streets for six days, and on
the seventh day, for reasons totally incomprehensible,
suddenly prom oted to the role of commodities for sale.
A s a rule, I rapidly crossed this part of the marketplace
and made my way towards a small area where better
quality objects are offered. Here, old men dressed not
in tacky jackets like the others but in festive M ongo­
lian costumes, sauntered next to a high fence made of
boards and showed the jostling commoners - or not,
depending on the assessment of the client - a con­
cealed remnant of old silver jewellery with corals and
turquoise, an agate or porcelain snuff box, a lamaic
icon painted on cloth or, the rarest of all, a brass bur­
khan.
Today, it is impossible to evoke the atmosphere of
those illegal quests. In M ongolia during the early 1970s,
a state whose capital not by accident still displayed a
statue of Stalin, the possession and flaunting of sac­
ral objects from the domain of the recently quashed
lamaic religion were not totally safe either for the sell­
ers or the buyers (chiefly foreigners planning to take

163

S. W A S I L E W S K I

The Secret History
of Objects

the purchases out of the country - in those instances,
the authorities immediately treated the religious piece
as a valuable example o flo cal culture). Such items as
snuff boxes could be displayed with greater panache,
producing an attachm ent, concealed on a daily basis,
to eliminated and vanishing forms of national culture
in which offering snuff as a form of greeting was uni­
versally celebrated. The more valuable samples were
studied by a huddled group of admirers. W hen in the
afternoons the square grew emptier the old connois­
seurs sat in a row next to the fence and, smoking long
pipes, showed each other the most precious snuffboxes
belonging to them and not necessarily for sale. Point­
ing their fingers at the details they conducted m eticu­
lous debates about the impact exerted on the price by
a pattern created by the grains of the stone, the setting
of the coral or an insect trapped in the walls of an am ­
ber bottle. Jewellery trade of the poor - 1 thought.
But on that particular day I was drawn to the worse
part of the bazaar, to all those petty items and old ware
arranged in piles on newspapers lying on the ground.
I cannot say why from among scores of such offers I
chose this particular chest and in it, underneath a lay-

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

er of identical rusty screws and used motorcycle spark
plugs, I extracted this circlet. I do remember that sev­
eral years later I was still capable of recalling the mag­
netic attraction that led me there. Today, I am not
certain whether this was not a researcher’s ordinary
bazaar fever, an urge to examine everything. On the
other hand, perhaps something emanating from that
spot compelled me to discover the illegible and dirt
encrusted coin.
On one side: a tsarist two-headed eagle with an
orb and a sceptre in its claws. On the other, contrary
to expectations, by no means the bearded profile of
Nicholas II; underneath the dirt, scraped off with a
fingernail, there emerged the date: 1863-1864 and
around it a Cyrylic inscription: “Za usmirenye pol’skago
miatezha” (For stifling the Polish rebellion).
This is not a coin then but a medal for putting
down the January Uprising! I recall that Zeromski
mentioned it in Syzyfowe prace. Discovered in a Cen­
tral Asian bazaar it must, naturally, produce an ex­
tremely emotional reaction, astonishment at the good
fortune, coincidence, and bond despite such great dis­
tances. Only a few would not become excited by such
a twist of fate and an object carrying such a plethora of
meanings. Right away there ensue speculations about
the way in which it could have found itself in Mongo­
lia. The object itself suggests the following possibility:
since it is missing an eyelet for hanging it - we can
see that it was broken off and the gap hurriedly con­
cealed - it must have been passed off somewhere as a
coin. In a tavern along the Kiakhtin route an officer of
the Baikal Cossacks escorting traders on their way to
Urga carelessly hurled a handful of copper coins onto
a damp bar counter...
What about the earlier, Polish stages of this route?
Who and for what heroic deed was awarded this med­
al? Was it for valour, ingenuity or immorality? Perhaps
it was granted z&amp; khrabrost to junker Zubov, a half­

164

blood Circassian but a dzhigit of extraordinary courage
and fierceness, who after a victorious skirmish some­
where along the roads of northern Mazovia confront­
ed a group of insurgents and chased its three young
commanders to a manor house. Here, they hid in a
maiden’s room on the upper storey. Zubov rushed in
with a Cossack, a salvo was fired, all the bullets struck
the doorframe, and the inferior gunmen were slashed
by shashka sabres ...
Or was it presented for wartime skill to Dukmanov,
officer and veteran of the Crimean War, experienced
in battles waged in the Caucasus, who in the A u­
gustów gubernia cleverly defended wagons carrying
ammunition, and having caught a local inhabitant
used a knout to extract information about the route
of the rebels. Dukmanov first did not understand why
the captive was babbling about sheepskin coats, but
finally realised that he was being told the names of
the villages where the insurgents were to receive sup­
plies in the form o f ... sheepskin coats. The trap ended
with a bloody massacre. Much later, both Zubov and
Dukmanov were transferred to Transbaikal as part of
constant translocations within the Empire.
Wartime valour was, however, rewarded rath­
er with the Cross of St. Andrew, presented also for
other merits: loyalty to the ruler, cooperation with
legitimate authorities, eager introduction of the new
order. Perhaps it was received by Vogt Krasko from
the region of Kowno, who was kindly permitted to
choose: either the village was to be burned down and
all its inhabitants exiled somewhere near the border
with Turkestan, or he could organize a Muraviov rural
guard, denounce the agitators, and assist in catching
the last survivals of the Uprising wandering in the for­
ests. It was he, with a medal granted for being able
to force even Polish landowners to sign loyalty dec­
larations and probably for catching someone of great
importance and later hanged in Wilno, who left as a

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

voluntary émigré for the steppes on the Baikal, where
land was for the taking. Strange, he did not choose
Vershina but preferred to settle down even further, all
the way next to the Chinese cordon.
W hy am I thinking of all those scenario episodes?
W ould an academic study on an artefact contain such
imaginary visions, which quite a few items are capa­
ble of easily evoking? A ll those stories about a single
bullet, a yellow shoe, the sofa of a Gestapo officer
and countless other objects - would it not be better
to leave them as material for a literary construction?
In science I am dissatisfied with idiography alone and
grow bored with stringing facts on the single thread
of chronology without reconstructing wider and more
abstract patterns - configurations and relations, m od'
ehlike solutions and systemic dependencies.
Ethnography must be also realistic - otherwise it
would not be itself at all. A lthough in my earlier re­
search I treated an object almost exclusively as a repre­
sentation of a certain intellectual system (envisaging it
as a text, a carrier of symbols, a correlate of beliefs and
imaginings, a consolidated record of an intellectual or
social system), in a more extensive presentation I do
not intend to be satisfied with a systemic, synchronic
dimension. Let it contain a threat of diachrony so that
the concrete individual history of things would not be
lost; the same holds true for the history of the people
in whose hands those items found themselves and into
whose genealogies they became intertwined.
A place where I specially miss such information
is the ethnographic museum. In these storehouses of
things all the extra-material contexts or backdrops
of an artefact are restricted. More, the unique is in­
tentionally and in a programme-like manner omitted.
Looking at an item we shall not find out anything
about its individual history, past, and meaning for all
those who handled it - from the producer to the col­
lector who had extracted it from its contexts and in­
serted it into his text, thus granting it new meanings
and endowing it with different emotions. Show me the
fate of a concrete work of human ingenuity before it
became part of an exhibition, frozen beneath glass as
yet another exhibit, b
Only a small regional museum or a memorial room
are not ashamed to offer such information. A n d even
if the guidebook does not disclose it we are forced to
resort to our imagination.
One has to set into motion a certain “hermeneutic
of things” and open up towards the language of the
object. T o do so one does not have to be a collector,
albeit owning a collection does facilitate the process
of opening up, especially if it takes place in special cir­
cumstances. The object possesses power. It is merely
necessary to cross its path and it will compel us to lis­
ten to its story. Then we shall view also other items
differently. Time to take a look at the second coin.
165

The second circlet of initiation
This is already a genuine coin. Brass, with Chinese
and Uighur symbols around a square opening in the
middle - the opening was used to string coins for the
sake of thesaurisation, to braid them into hair, and to
sew them on as a decoration of clothes. Just like all
coins out of circulation it could serve assorted practi­
cal purposes, e.g. as the ending of a rope used for tying
a lamaic book. The addition (to one or several linked
coins) of a piece of sheep wool created a pom pon of
sorts with a weight. It was used for playing a game of
tebek, consisting of kicking it in the air time and again,
similarly as the game of zośka played in W arsaw court­
yards and playgrounds.
I recall that when I played zośka I was intrigued
by its name. After all, it has nothing in common with
the principles of the game or its technique, and we do
not know the identity of the mysterious woman after
whom it was named. I read somewhere that it was used
already in ancient Rome - the game was m entioned by
one of the Plinys. Perhaps this is the source? But then
there was no Latin counterpart of the Greek name:
Sophia (which could have been the eventual source of
our native Zośka). The origin of the name - and the
game - thus remained a mystery until I came across its
M ongolian counterpart.
In M ongolian this copper coin is known as dzos,
which literally means “copper”. In Buryat pronuncia­
tion it becomes zos, but even if I had earlier thought
about it I would have never associated zos with the
Polish zośka owing to the thousands of kilometres sep­
arating these forms both linguistically and geographi­
cally. Now I come across information that renders this
connection credible.
Grigoriy Nikolayevich Potanin recounted (referring
to approximately the mid-nineteenth century) that
cadets of the military academy in the W est Siberian
town of Om sk used to play a game called zoska. 2 Eu­
reka! Since zośka was recorded in Siberia in a version
that has no meaning in Russian (it is not mentioned
in any dictionary and the name as such does not occur
in Russian) then it must have been borrowed from the

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

Buryats (a suggestion made by the author, thus dispel­
ling our doubts about the long distance from Buryatia
to Omsk). Since the Buryat word did not sound natu­
ral in Russian an ending was added to make declina­
tion easier, thus creating zoska.
The familiar zośka was, therefore, originally a Mon­
golian and Buryat copper coin with the intermediary of
a Russian semantic form. I already know who brought
it to Poland: speaking metaphorically, it was the same
graduates of the Omsk and Irkutsk military academies
who were sent to conduct usmirenye pol’skogo miatezha,
and who later returned with medals. We are already
familiar with this route - someone who had discov­
ered in that part of the world the first copper coin,
material proof of contact between the distant steppe
and Mazovia, immediately becomes convinced that
the second circlet also traversed an identical path at
the same time and travelling with the same people. A
material object - as tangible as possible - suffices as
evidence of the genuine nature of such a hypothetical
reconstruction.
There is no greater joy for a researcher than when
an event he personally experienced leads towards
some sort of a scientific discovery or finding. There
is also no greater temptation than to succumb to this
allure. Our model, however, must be the crafty Odys­
seus, whose intellect and strong will power prevented
him from listening to the seductive and confusing
voices of the Sirens. To what mast of scepticism must
we tie ourselves in order to sail safely and cautiously
towards true discoveries? While building scientific hy­
potheses are we capable of getting rid of the tempta­
tion to connect facts that became linked in our daily
life in which research is, after all, immersed? Can we
protect ourselves against the outright "compulsion to
built associations" that renders us blind to the fact
that certain relations do not exist “really", but in the
manner of Ruskin’s beauty are only “in the eye of the
beholder"?
So many classification, periodisations, reconstruc­
tions, and models show facts in some sort of an asso­
ciation and grouping not because this is the way they
are connected organically but because thanks to that
procedure all corresponds in the author’s scientific
bookkeeping. No finding, thing or piece of informa­
tion can remain useless, superfluous or un-interpreted.
Everything has its place, all matches in a learned con­
struction simply because this is the way it is associated
by the researcher, offering him a pleasant feeling of
order and harmony.
A single pebble suffices to topple this psychological
construction, this synthesis of truth and falsehood - a
harsh warning to never complete a given theory (con­
struct, model).
A single book suffices as long as it is the right one.
Take the example of Zły by Leopold Tyrmand: so
166

many details about Warsaw of the 1950s, an outright
ethnography of the town. There is even information
about games, which before the war included pliszki,
cymbergaj and others, but not zośka, which appeared
immediately after the war.
Who brought it? It was not the Baikal Cossacks of
the Uprising era, after all? Am I, therefore, forced to
abandon the image of Russian soldiers playing v zosku
and watched by Polish children? This is already more
than I can bear - the power of both metal circlets is
much too great. I shall thus continue holding on to
the conviction that it was the soldiers who came from
the East, naturally not tsarist soldiers but Red Army
men. If, and this is quite possible, I come across signals
that zośka was played already before the war (although
not necessarily in Warsaw) I shall willingly return to
the earlier hypothesis. One way or another, regardless
of the proposed dates, nothing will topple my opinion
that the game arrived together with the army. The
proof provided by both objects is simply much too
strong.

The third circlet - the third lesson
This object too has an aperture, although it is no
longer a copper coin but a slightly larger jade circle
with greenish veins, flattened, thin, and with an inner
orifice with rounded edges. And nothing more.
We may only surmise that this is a Chinese prod­
uct; at any rate, the Mongols never pursued this craft.
Otherwise, there is no information (unless its steep
price would comprise some sort of substitute data).
Ideal simplicity, the absence of any sort of stylistic fea­
tures, patterns, incisions or even a knob. Nor is there
any point of departure for suppositions about origin,
age, purpose or even current usage. A small enigma, a
mysterious monolith, a mute child of anonymous par­
ents, a Kaspar Hauser puzzle.
The silence of this object provokes. In the cultural
reality of Central Asia one may assume, for all practical
purposes, only a single function - that of an ornament.
Could this have been an accessory for a snuff pouch,
a weight making it easier to hang the latter on a belt?
Mongolian accessories, similarly as their better-known
Japanese counterparts, netsuke, were, as a rule, figural.
Perhaps then this is some sort of an embellishment of
a woman’s festive costume? In that case it should fea­
ture an ornament, a flower, a decorative detail.
Can a sensible conclusion be drawn from sheer si­
lence? Is the meaning of an object determined by the
fact that it has no visible sign telling us something
about its identity? Or perhaps one should turn this
deficiency into a virtue and recall that the extremely
ascetic nature of an object could serve the embodi­
ment of abstract values: the ideal, the absolute, the
transcendent. Not by accident were such stone and
bronze circlets featuring intriguing simplicity known

�Jerzy S. Wasilewski • THE SECRET HISTORY OF OBJECTS

in China already during antiquity. Quite possibly the
same property that was decisive for their power at that
time grants them value when they are smuggled from
former imperial collections to make their way onto the
antiques market. If the original old case with imperial
seals also survived then it will act as legible guarantee
that it was precisely this object whose power fascinated
rulers of ancient dynasties. It will be presented by one
of the great auction houses in London or Hong Kong
at an auction held especially for this single artefact,
described as a “very important ritual disc (bi)”.
The simplest shapes and objects best materialize
eternity - regardless whether they are small circles
made of shells, about whose past so much was known
by the Trobrianders, or monstrous circles from other
islands of the South Seas, veritable mill stones exert­
ing magnetic attraction even in an antique shop in the
capital of one of the former colonial powers.
Power belongs not only to lavish, luxurious, and
beautiful objects. True, they too provide an aware­
ness of contact with transcendence. When touring
a cathedral treasury or a museum adjoining an East­
ern rite church and looking at an exceptional golden
pectoral or a church cross with a knob I envision how
a dying cardinal or an archimandrite grasped it on
his deathbed so that he might feel it with his fingers
while thinking that the Saviour was not abandon­
ing him. On the other hand, when I handle a pair of
imposing, massive, and sophisticated ritual knives I
know just how a person performing a lamaic sacrifice
must have felt during a ceremony of ousting evil by
offering a man-shaped kukla, the dzolig. Parapher­
nalia are a powerful guarantee of the might of each
religious act.
Naturally, this force belongs only to a genuine ob­
ject and not some sort of purchase, the outcome of a
short-lived adventure in a supermarket born out of a
fleeting relationship between the client and the great
whore of the market. We know that an object-gadget
will make its way across our home in a crowd of others,
along the path between the shopping cart and the gar­
bage bin. A genuine object is immortal. A copper plate
hurled into a fire during a potlatch will be remembered
for long. Iconoclasts, hunveibins, Savonarolas, Atillas
and fashionistas who tell us not to wear the design of
the past season will be always about. But it is the thing
that ultimately is our only eternity. A well-known
aphorism maintaining that man is an episode in the
history of an object produces a collector’s spontaneous
protest that is lesser than that of others.
Things compel us to think about eternity in both
directions - focused on the future and longevity, on
the past and eternity. Just like the silver baptismal
bowl commemorating seven generations of the Castorp family and evoking in the young Hans a strange,
dreamy, troubling sense: of change in the midst of dura­
167

tion, of time as both flowing and persisting, of recurrence
in continuity. 3
In order to enroot us in the past the object too
must be well embedded in it. This is why the sign of
the producer is so important - the author’s signature,
the stamp of a workshop, the thin engraved initials
of clockmakers repairing an old mechanism, or the
numbers written with a carpenter’s thick pencil at the
bottom of commode drawers so that they would fit
better. Enrootment in a cultural context is decisive for
identity. An old Turkmenian carpet possesses stylistic
features enabling its identification not only with the
Ersari tribal group but also with the region of the small
town of Dali on the Amu Darya, where it was execut­
ed; a contemporary Afghani carpet does not provide
the observer with an opportunity for tracing its line­
age - it is a collection of patterns, of which each once
belonged to some other clan and defined a concrete
and different provenance.
Thanks to things we also focus on the future. It is
things that force the collector to think about his heirs,
successors, and future observers. By enrooting us in
the past and growing into the future they expand our
personality and cultural identity. Someone who does
not wish to limit himself to an identity emploi deter­
mined by family tradition and its mementoes can build
a different identity out of objects he had personally
collected. 4 It is possible to free oneself from the re­
straints of own culture and horizon of behaviour. By
collecting exotica I touch the reality of the most distant
past and contact with Chinese artefacts enables me to
withdraw into the past as far as possible. While drink­
ing tea at a low table, which once was an “opium bed”
in a Chinese opium den, I do not become a Chinese
from the past but find it easier to imagine that I am
entering that world.
Contrary to the acclaimed alternative: ”To be or
to have” I insist that “to have” (a collection of things)
carries the same spiritual value as “’to be” (a collector
of things).
Endnotes
1 As recalled by Scandinavian ethnology - see: e.g.
L. Otto, L. Pedersen, Collecting oneself. Life stories and
objects of memory, “Ethnologia Scandinavica”, vol. 28,
1998, pp. 77-92.
2 G. N. Potanin, Ocherki severo-zapadnoy Mongolii, Sankt
Peterburg 1881, p. 120.
3 T Mann, Czarodziejska góra, Warszawa 1956, p. 48.
4 A review of such contemporary attitudes towards souve­
nirs in: B. Rogan, Things with a history - and other posses­
sions, “Ethnologia Scandinavica”, vol. 28, 1998, pp.
93-107. Ibid. basic literature for “material culture” thus
comprehended by contemporary Anglo-Saxon anthro­
pology.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11449" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11427">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e23ca8a023b956b8911c87a40e739990.pdf</src>
        <authentication>5ed1b8d67a482a12c961f7e0ba4730f4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136402">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136403">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136404">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136405">
                <text>Istambuł</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136406">
                <text>antropologia miasta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136407">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6084</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136408">
                <text>Istanbul: Recollections from a Lost City / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136409">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.144-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136410">
                <text>Chmielewska, Justyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136411">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136412">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136413">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136414">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136415">
                <text>J US TY NA CHMIELEWSKA

Istanbul:
I^&lt;^C(^llL&lt;oc:ti.o;n.iS from
a Lost City

I sometimes think myself unlucky to have been born in
an agtnp and impoverished city buried under the ashes of
a ruined empire.

I

n his autobiographical intimate novel: Pstanbul -Me­
mories and the City1 Orhan Pamuk embarked upon
an impasing challenge: to capaure the essence of
the town in which fie grew up and to which he tried
throughout his whole life to return by resorting to snatchas ot texts, scraps of newspapers, tragments of images,
and reminiscences of scents. Thio effort of oecollecfinf
Istanbul as seen by the later Nobel Prize laureate in the
courte of the first 22 yrars of his life - tho period embra­
ced lay the narration - appears t i be hazardous. Pamuk
endeavoured to recreato, evoke, and present to the
reader a city no longer existent, unrecognisable in its
present-day shape, and undecipherable on a contempoaary map. We thus receioed a paeadoxical apology,
a hymn an honour of a remembered and imaginary lo­
cation - a phantom cosmopolitan Istanbul, deteriora­
ting but still capable of casting a spell with its Oriental
allure. A brief demogrophic outline ot the town on the
Bosporus enablei us to envisage the scale of changes; in
the a920s it had a populption of 500 000, which during
Pamuk’s childhood totafled a million, and in 2000 —10
million.2 Today, ihe cypressacovered hills viewed lay
the young Orhan have vanished under cheap housing
estates, bridges cross the Bosporus, and the favourite
promenade of the Pamuk family had been taken over
by tourists.
Those readers who expect Istanbul to be a city guide­
book endowed with an aura of the belles letters and en­
hanced with spicy local details will be disappointed: the
peregrination routes bypass easily identifiable spots and
Istanbul icons (perhaps with the sole exception of the
Galata Bridge linking the banks of the Golden Horn).
They lead us down the kempt streets of the wealthi­
est districts, joining assorted points of Pamuk’s private
topography: the family house in Ni§anta§, the “Little
Paris” of Istanbul,3 and an apartment in another Eu­
ropeanised district, i.e. Cihangir. From here we make
144

Galata Bridge. 1950s
Source: www.azizistanbul.com

our way to the American Robert College and eventu­
ally reach the vestibule of the Hilton Hotel, in which
friends of the author’s father took their afternoon tea.
If we should decide to travel to the Bosporus then only
in a 1952 Dodge so as to catch a boat already waiting
to take the Pamuk family to a summer residence on the
largest of the Prince islands. When he managed —es­
caping the prying gaze of his mother and omniscient
aunts —to find himself with his first girlfriend in the
poor Greek districts of Fener or Balat, the local urchins
would run at the sight of the lovers trying to hide, cry­
ing: Tourist! Tourist! What is your name?
I
recall this caricature not in order to discredit Pamuk’s portrayal — Istanbul is an in-depth, dense, and
multi-strata description endowed with poetic ambiance
and sarcastic self-deprecation. Reading the recollec­
tions of the Nobel Prize laureate calls, however, for crit­
ical awareness making it possible to decipher his text
in the most complete way possible —the author himself
appears to encourage us to do so by carefully outlining
the novel’s socio-cultural backdrop.
This is a manifesto of the identity of a native-born
resident of Istanbul, an apology of enrootment and af­
filiation to a town whose greatest force is duration and
continuity; it is those features that discourses competing
with Pamuk —especially nationalistic and anti-Western
ones —would like to obliterate. On almost every page
of his book the author stressed his alienness and “foreigness” in new Istanbul - this is not a Baedeker travel
guide but the narration of an egocentric and introvert

�Justyna Chmielewska • I s T A N B u L : RECOLLECTIONs FROM A LO sT CITY

man of letters who devoted long years to arrive at the by
no means simple essence of the city and to become ca­
pable of consciously identifying himself with its sublime
depiction. To be able to say: Istanbul’s fate is my fate: I
am attached to this city because it has made me who I am.

Between the E ast and the West:
melancholic Istanbul
In a justification of their verdict, members of the
Royal Swedish Academy explained that they presented
the award to a writer who in the quest for the melancholic
soul of his native city has discovered new symbols for the
clash and interlacing of cultures.4 Despite the fact that he
evaded the well-worn metaphor of the bridge linking
the Orient and the Occident Pamuk did not resign from
exploring the potential of this fundamental opposition.
Nonetheless, he sought regions where the terms “East”
and "West” still mean something, say something essen­
tial, and explain the condition of people from the world
around him: suspended, torn between extremities, un­
able to fully identify themselves either with one circle or
the other.5 Benefitting from Orientalist clichés, stere­
otype depictions, and simple connotations with which
sentimental descriptions of Constantinople abounded,
Pamuk tried to reach that level of experiencing the city
along which there takes place a profound identification
with the site, its texts and imagery due to the absorp­
tion, personal interpretations or rejection of existing
representations. This is a difficult and painful identifi­
cation, marked with a feeling of shame and uncertainty,
loss and paradoxical pride.
Return for a moment to the social context: the Pamuk family inherited a fortune made by the author’s
grandfather who built railroads during the first years
of the Republic,6 and which Orhan’s father and uncles
managed to squander in the post-war period. The au­
thor’s relatives can be regarded as a model-like sample
of the Istanbul Europeanised elite - educated at the
best universities, ostentatiously lay, and associated with
the cosmopolitan legacy of the town rather than with
the nationalistic project of modern Turkish identity.
Torn by inner conflicts, lost in the elegant interiors of
their Istanbul apartment, surrounded by piles of West­
ern books gathering dust, and with difficulty finding
their place in the new social and cultural reality of the
Republic. Home became as empty as the city’s ruined yalis7
and as gloomy as the fern-darkened gardens surrounding
them - Pamuk recalled; elsewhere, he supplemented the
image of the catastrophe approaching those closest to
him and the town: .„but as nothing, Western or local,
came to fill the void, the great drive to Westernise amounted
mostly to the erasure of the past; the effect on culture was
reductive or stunting, leaving families like mine, otherwise
glad of Republican progress, to furnish their houses like mu­
seums.8 Pamuk seems to suggest that the degeneration
of people is merely a reflection and derivative of the
145

ruin into which the town declined. Times of splendour
had passed, and streets and houses together with their
residents were doomed to exist on the margin of great
history.
We arrive at the point in which Pamuk’s Istanbul
begins to slowly disclose its true face - that of a town
relegated to the peripheries, forgotten, and full of traces
of dead imperial culture gradually ousted by the me­
diocrity of modernity. It is here, amidst the ruins and
snatches of former might, that the author sought an­
chorage points. Pamuk described the feeling accom­
panying this difficult identification as huzun - he had
in mind specific melancholy characteristic for the resi­
dents of Istanbul, embedded in an overwhelming feel­
ing of loss and decline, additionally supplemented with
recollections of imperial glory and poisoned by the ir­
reversibility of the changes to which the town had succumbed.9
Already due to its Arabian etymology huzun refers
to Koranic and Sufi tradition ousted in republican
Turkey,10 to the era of spiritual death and philosophi­
cal sophistication: contemporaneity appears to be their
failed and ungrateful child. This paradoxical feeling sorrow mixed with pride, and reminiscences of greatness
with the experiences of degeneration, a subconscious
willingness to undergo suffering - becomes the content
of Istanbul existence. Searching for a counterpart of this
par excellence local state of the spirit Pamuk turns to the
outside, towards analogues of urban sadness recorded
in the writings of Western authors. In its capacity as in­
dividual suffering, leading towards alienness and loneli­
ness, Romantic European melancholy does not, how­
ever, exhaust the nature of the phenomenon, which in
its Istanbul edition is a shared feeling and possibly the
sole experience linking all those who manage to iden­
tify themselves with the city on the Bosporus. Under­
standing huzun could be facilitated by reading Tristes
Tropiques by Claude Lévi-Strauss, although this tristesse
too will not be an exact reflection of Istanbul sorrow;
depression accompanying the observation of the pov­
erty of Sao Paulo or Delhi has an underpinning of a
colonial feeling of guilt, of which Pamuk’s kinsmen are
free. Perhaps its identification is better assisted by the
symptoms of the Istanbul malaise and not its sources: It
is by seeing huzun, by paying our respects to its manifesta­
tions in the city’s streets and views and people, that we at
last come to sense it everywhere. On cold winter mornings,
when the sun suddenly falls on the Bosporus and that faint
vapour begins to rise from the surface.
Pamuk perceived the mark of sadness unmistakably
in the remnants of former Constantinople - immersed
in the tissue of the city and with time losing their inte­
gral character vanishing amidst the successive strata of
the Istanbul palimpsest of the ruins of previous towns.11
It is on their rubble and in the gaps in their tissue that
successive forms developed, creating hybrid spaces dif­

�Justyna Chmielewska • I s T A N B u L : RECOLLECTIONs FROM A LO sT CITY

ficult to decipher. In order to explain the special en­
thralling and attractive nature of those Istanbul strata
Pamuk rather provocatively referred to the category of
the “picturesque” conceived by John Ruskin, so as to
in a thoroughly nineteenth-century and Romantic style
express every few pages his admiration for a Byzantine
wall overgrown with ivy or a semi-buckled mossy roof
of a tekke belonging to crazed dervishes, whose garden
provides shelter for homeless dogs - the emblematic res­
idents of a town abandoned by successive civilisations.
The sorrow that is part of the essence of the local­
ity is projected onto its image: in its purest and correct
form Istanbul will appear to Pamuk as black-and-white.
The scarlet and orange of the sultanate, Muslim green
banners and turquoise robes have already faded, leav­
ing the city of ruins and of end-of-the-empire melancholy.
The greying and rotting timber of the collapsing Otto­
man villas,12 the ashen, indescribable fur of dogs roam­
ing in the streets, the severity of stone mosques marking
the town panorama, the threads of thick smoke spewed
by ships sailing across the sound, the dark whirl of the
water surrounding and invading the town. Finally, the
most important component of the Bosporus mono­
chrome: snow. Pamuk constructed his Istanbul from
such images and it is they that condense most effec­
tively the very essence of post-imperial colourlessness.
Once again, and as in the case of the hüzün, despite
the feeling of loss and an awareness of the ostensibly
unattractive colour scale of the city, it is this black-andwhite quality that for Pamuk will render Istanbul his
town.
Hence, melancholy and ruins, black, grey and white,
unclear memories of former opulence and quiet consent
to the local peripheral character.13 By embarking upon
a quasi-Orientalist game played both with the texts de­
scribing the town and with the reader, the author con­
tinued to circulate around "dangerous”’ motifs: clichés
of Oriental harems and cemeteries, mysterious murders
committed by moonlight or Romantic images of “beau­
tiful ruins”. He provocatively resorted to texts from the
“black list” of Western writers-Orientalists, laboriously
disclosed by Edward Said and his emulators14 - de­
scriptions of Istanbul by Nerval, Gautier, and Flaubert
become the keys to the gates of a non-existent town.
This is a step just as effective as it is hazardous: Pamuk’s
book thus becomes an easy target both for the pro-revi­
sion numerous trackers of Orientalist deviations on the
Western side of the barricade (who, in turn, accuse him
of copying Western clichés and the “Orientalisation” of
Istanbul) and the Turks, readily criticising Pamuk for
his “Occidentalisation” of the town, contrary to the na­
tional ethos, for pandering to European tastes, and for
failing to notice the ”genuine”, Moslem and, predomi­
nantly, Turkish character of the metropolis.15
Defending his stand, Pamuk developed a unique
theory of the Istanbul amalgamate, in which elements
146

borrowed from Eastern and Western tradition create
a difficult and ambiguous whole. Although this rather
unsurprising apology of syncretism and multicultural
qualities resounds with truism (could the identity of a
town with a population totalling more the 10 million be
based on a single tradition?) in Istanbul it is constructed
in an interesting fashion: via a multi-strata criticism of
the cul de sac into which fascination with figures of the
East and the West has led the residents of Istanbul.
Openly critical of Turkish nationalism,16 Pamuk seems
to parallelly - although somewhat more gently - doubt
the tendency to copy Western models (and turned the
edge of irony predominantly towards his relatives, thus
revealing the cultural shallows, on which they have
landed). A search for references to Islam will not lead
us far while reading Istanbul: attachment to religion is,
according to Pamuk, a feature typical for the "primi­
tive” residents of the poor districts, arrivals from the
Anatolian province, while the author’s direct contact
with the Moslem ritual seems to be limited to spying
upon and tormenting a female servant employed by his
parents when he was a child. The poor and those mis­
treated by fate “need” God, but this certainly does not
hold true for Pamuk. If one were to seek the positive
aspects of the Istanbul mixture, the writer would have
probably assigned them to the cosmopolitanism of the
town, its multicultural qualities inscribed into the his­
tory of a city for centuries populated by Turks, Greeks,
Jews, Armenians and representatives of other diaspo­
ras. Here too, however, hüzün makes itself known - due
to brutal nationalisation and successive pogroms little
is left of former great variety: at best, memory and con­
secutive traces marking the map of the town, a phan­
tom of the past.
Istanbul identity d la Orhan Pamuk is undoubtedly
excusive and elitist - hence the majority of the criti­
cal opinions about his literary commentaries voiced in
Turkey.17 Significantly, the author too described his po­
sition as ambiguous, stressing that his prime intention
was writing books and not politics, that he was una­
fraid of formulating strong opinions about the cultural
rank of the country. His voice, one of few, is heard and
carefully heeded on the western shores of the Bosporus.
Istanbul is predominantly a literary text; more, it is an
urban mega-text, involving earlier descriptions into a
dialogue.

Istanbul in a text
sometimes, it might appear that Pamuk owes more
to his literary predecessors than to an actual experience
of the town. The Istanbul Bildungsroman is, after all, pri­
marily the story of taming space via text, of becoming
old enough for Istanbul (and Istanbul!) by delving into
its successive representations. Here, the author ren­
dered the reader’s task easier and this one time did not
compel him to participate in a game: without conceal­

�Justyna Chmielewska • IS T A N B U L : RECOLLECTIONs FROM A LO s T CITY

ing the sources of his inspirations he openly indicated
which texts moulded his image of the town (we must
forgive a megalomaniac inclination to regard himself
as an equal of the greatest - sometime Mann, at other
times Conrad or Nabokov). More, he patiently guides
the reader across his textual silva verborum comprising
an unobvious likeness of the town on the Bosporus.
If the most sensitive chords of the Istanbul spirit are
affected by the West-East dichotomy then the same
holds true for texts that enabled Pamuk to reach the
very essence of the town: famous Orientalists, on the
one hand, and local writers, forgotten by the Turks
(who was supposed to read them?), on the other hand.
Hence Nerval and his Voyage en Orient, in which Is­
tanbul, rather colourless in comparison with Cairo,
is one of the last stopovers; then, following Nerval’s
tracks, Gautier and his Constantinople; finally, Flaubert
suffering from syphilis caught in Beirut and, similarly
as Nerval, disappointed with the “insufficiently Orien­
tal” Constantinople. Further on, Gide, unsparing in his
racist comments about the natives, and Le Corbusier,
under the spell of the Ottoman legacy (he toured the
town prior to his fascination with the aesthetics of the
limousine and the transatlantic liner; more, in a bout of
Orientalist nostalgia he was wont to urge the Turkish
modernisers to preserve and revitalise historical wood­
en architecture!18). Pamuk read them patiently and in­
dulgently - at times expressing irony for the schematic
depictions, upon other occasions seeking in their de­
scriptions details to which none of the earlier examined
texts drew attention. In a word: he allowed the Europe­
ans to tell a story about their Istanbul, regardless of the
character of those accounts.
The whole issue grows more complicated when we
examine the local dragomans, with Pamuk devoting
more attention to four of them: Resat Ekrem Kogu,
Yahya Kemal, Ahmet Hamdi Tanpinar and Abdulhak
§inasi Hisar, Istanbul guides described by the author as
melancholic men of letters. What is the crux of the mat­
ter? Apparently, these four writers, at least when read
by Pamuk, managed to penetrate the town the most, to
salvage the majority of Istanbul in their texts, to best
render its specificity lost in time._Kogu - the Sisyphus
of the Bosporus - devoted his whole life to a deed that
cannot be rivalled: Istanbul Encyclopedia (keep in mind
that while collecting material for this perverse compen­
dium he devoted himself to studying the special beauty
of the local boys, leaving the town and its description
on the margin), Kemal - whose poetry is up to this day
used to educate consecutive generations of Turks, and
Tanpinar, closest to the Nobel Prize laureate: master
and student. Both spent their youth becoming familiar
with Armenian poetry and devoted their mature years
to delving into the language of Western poets and par­
allel roaming across the poor suburbs, where they dis­
covered a foretaste of the desired huzun. Finally, there
147

is Hisar, whose “Bosporus civilization” remained for Pa­
muk a model of the Istanbul saga: the fate of people and
the town constitute a tangle not to be unravelled.
Where are the complications? - asks the more ob­
servant reader. It appears that within the context of
the four writers there recurs the melancholy echo of an
unavoidable complexity of the identity of the town on
the Bosporus - the already familiar East-West paradox.
All four enjoy the deserved renown of "great Turkish
writers” (perhaps with the sole exception of the rather
too controversial Resat Ekrem Koçu), and all four de­
veloped their talent and perception in contact, context,
and deep fascination with Western literature - either
imitating European models or trying to translate and
adapt them to local reality. Pamuk is uncompromising
in his assessment: he hears clearly the Western semi­
tone even in the “native” representations of Istanbul,
closest to virtuosity; the “purity” of description and in­
nocence so desired by nationalists and Turkish purists,
its independence from European impact are simply im­
possible. We reach a successive essential and sensitive
point of the arguments presented by the Nobel Prize
laureate: the inevitability of borrowing, whose source is
both the centuries-long fascination with the West and
a sui generis impotence of Turkish authors incapable of
describing their town. Leaving aside various official docu­
ments and the handful of city columnists who scolded Istan­
bullus for their poor comportment in the streets, until the
beginning of the twentieth century, Istanbullus themselves
wrote very little about their city. The living, breathing city
—its streets, its atmosphere, its smells, the rich variety of its
everyday life was penned by Westerners - a harsh opinion
formulated in a characteristically Orhan Pamuk style.
Whoever would like to make a riposte to this cri­
tique by referring to Said’s theory of Orientalism, argu­
ing that the Turks simply had no other solution at their
disposal than to succumb to the cultural and political
domination of the West, cannot expect to enjoy easy
success. Only awareness of the complexity of the Turk­
ish paradox, that East-West angle characteristic for
contemporary Turkey, makes it possible, Pamuk claims,
to perceive the reverse side of the issue. Orientalism is
interpreted in Istanbul, unfortunately, mainly to justify
nationalist sentiment or to imply that, if it weren’t for the
West, the East would be a wonderful place - and Pamuk
seems to be correct within the context of the identity
disputes conducted from the onset of the Republic.

Album
The author reads about Istanbul, but just as often
observes it by seeking its soul and the recognisable face
of the town in books, etchings, and sketches. Already
browsing through his book makes it possible to imagine
the way in which Pamuk sees the space of the metropo­
lis: obsessively recurring images of decrepit wooden
villas, the yali along the Bosphorus, views of streets

�Justyna Chmielewska • I s T A N B u L : RECOLLECTIONS FROM A LOST CITY

sprinkled with snow, photographs of the Galata Bridge
and ships trying to squeeze into the Golden Horn ports,
and, finally, the nineteenth-century etchings by Melling, a favourite illustrator and another European who
managed to portray the town better that the local art­
ists. The secret of the force of Melling’s compositions
is supposed to be concealed in the specifically "humble
perspective” assumed by him: the absence of a central
point, the distance from which he looks at a panorama,
and the emptiness and life granted to elements placed
in the frame - all those features bring his way of see­
ing closer to Pamuk’s perception and enable the Nobel
Prize laureate to discover in the archaic etchings the
shadow of hüzün. One more thing that cannot be over­
looked: the affiliation supposedly linking Melling with
the Ottoman authors of miniatures ready to resign from
faithful depiction for the sake of representation con­
current with the canon and subjugating details of the
“human” world to strict rules of composition (on the
margin: the same principle appears to be applied in Pamuk’s text). Yet another person suspended “between”
and non-identifiable either with the imaginary East or
the West.
The second protagonist of the visual novel and a great
illustrator of the town is Ara Güler19 - a reporter prowl­
ing the dark and narrow streets and registering the grim
face of Istanbul at the time of Pamuk’s childhood. His
photographs are supposed to express the writer’s favour­
ite black-and-white image of the town: street scenes that
could appear to be portrayed by sheer accident, blurred
takes of dubious lanes at twilight, pedestrians captured
as they hurry along day after day, and, finally, scores of
photographs documenting the no longer existing Istanbul
with its wooden villas and cobblestones. A t first glance,
this is an accidental collection or rather one that illus­
trates the text in a somewhat excessively literal way. Nev­
ertheless, it remains valuable because it enabled Pamuk
to descend into the street, to leave for a while the drowsy
cosiness of his studio with a view of the Bosporus, and to
pretend that he too manages to traverse the town and not
only imagines it upon the basis of depictions by others.
Finally, private photographs - Istanbul is, after all, also
a parallel family saga with the town as its backdrop, and
the lead protagonists - Orhan, growing up, his brother,
who gives him an undeserved bashing, their beautiful
mother, the permanently absent dandy-father and the
majestic grandmother. Let us add, that this is the Orhan
who planned to devote himself to painting and spent
several years of volatile adolescence sketching the same
panorama of the Bosporus and personifying successive Eu­
ropean painters so as to attain that special, dual, EasternWestern acuity. Once again, an ostensible secondariness
or perhaps more exactly: a twisting path leading through
the stage of emulating the Orientalist clichés of old Con­
stantinople and towards intentional identification with
the town and its image.
148

Intimate town, absent town
The autobiographical convention observes its own
rules: there is place for slight exhibitionism and the
generalisation of one’s condition, and a wide field for
manoeuvre for the sake of auteur self-creation as long
as the writer is capable of connecting successive mo­
tifs into a whole as cohesive as possible. Pamuk made
copious use of these possibilities: poignant photographs
of the four-year old pouting Orhan next to Orhan-the
intellectual involved in politics, showing off his erudi­
tion. Self-deprecatory confessions about the excesses of
first love lead smoothly towards stories about the ruins
of the poor districts and their nineteenth-century de­
scriptions.
In time, the ostensibly chaotic narration (the chro­
nology of the autobiographical novel is disturbed by
successive, supposedly haphazard inserts) produced an
order of sorts: Istanbul registers the process of reaching
an awareness of being-in-a-city, documenting its con­
secutive stages together with all the complications en­
countered along the way. The path splits into at least
three tracks: the text, the image, and life; choosing
only a single one leads astray, and ignoring one of them
could result in incomplete, fragmentary identification.
In other words, there are three domains in which Pamuk seeks his town, and further: three chronological
stages of growing up. Childhood appears to be a time
of an unthinking, unruffled absorption of space (care­
less rides in a 1952 Dodge, dancing on the pavement
so as to miss the cracks and “dangerous” joints, reading
shop signs, announcements and neon lights), while ad­
olescence is a time of rejecting the simple image of the
town. The exalted quasi-fldneunusme20 of this period led
Pamuk towards dark bars suffused with cigarette smoke,
clamorous meetings of leftists, and the dirty back stage
of the suburbs that merely enhance inner frustration.
Finally, the last step: overcoming inner rebellion and
the joy of identifying oneself with the community of the
residents of Istanbul - mournful in a manner shared by
the author, melancholic just like him, and longing for a
lost town. The epilogue: the outcome of this reunifica­
tion with people and place, willingness and readiness
to create one’s own intimate an urban text that would
reflect all three fundamental components: life, image,
and literature.
Pamuk experienced his catharsis (where else?)
on a ferry sailing between the Golden Horn ports,
among tired fellow passengers with their dull coats, their
skullcaps,21 their scarves and their string bags - amidst the
symbolic Others of his Istanbul.22 Among all these ordi­
nary, common people, whom he saw in photographs by
Ara Guler more frequently than in the familiar streets
of the Europeanised quarters; people sharing with their
numerous children cramped wooden houses on the
brink of collapse in historical suburbs evoking the au­
thor’s nostalgia. Amidst those millions coming to his

�Justyna Chmielewska • isT A N B U L : RECOLLECTIONS FROM A LOST CITY

town who desecrated hills overgrown with cypresses
and covered them with hideous new concrete apartment
buildings (each one crushing my soul). To what degree are
these words full of elitist arrogance insufferable for the
Turkish readers, how much do they carry of intention­
ally created contrast intent on making the reader once
again aware of the nature of the Istanbul hüzün?
Finally, one last paradox: while declaring his readi­
ness to describe the melancholic spirit of the town, sup­
posedly unconsciously experienced by all the “locals”,
Pamuk wrote a magnificent literary document of the
bright sides of the specifically Istanbul version of exclu­
sion. If one were to follow on the map the routes of
his excursions, the majority of the districts will remain
blanks,23 while those mentioned will correspond to the
Europeanised exclusive parts of the town, inhabited by
local men of means. The Nobel laureate presents him­
self as a “native” writing about his town as an insider,
but a few pages later on he mentions the feeling of al­
ienation and deprivation of roots experienced while
strolling in the streets. We can try to decipher the same
ostensible contradiction within the context of the so­
cial background against which Pamuk placed himself:
writing about the town of old he had in mind a town
from an era when the feeling of a loss (post-imperial
nostalgia experienced while looking at picturesque ru­
ins) was compensated by an awareness of possession
(of social prestige, cultural superiority, economic hin­
terland). In his words: [...] later on, [in the 1960s and
1970s - J. Ch.] when Turkey’s democracy had matured
somewhat and rich provincials began flocking to Istanbul to
present themselves to "society"; by then, my father’s and my
uncle’s business failures had taken their toll, subjecting us to
the indignity of being outclassed by people who had no taste
for secularism and no understanding for western culture. If
enlightenment entitled us to riches and privilege, how were
we to explain to those pious parvenus that we deserved
them? Perhaps by resorting to a text?
On the one hand, Istanbul is a story about an in­
timate, personal growing up of an egocentric man of
letters, sensitive to beauty; on the other hand, and in
a much less obvious manner, it is a narration about
the gradual relegation of the old Istanbul (the town
of Pamuk et consortes) by the new Istanbul, desultory,
un-aesthetic and not worth our attention: the “com­
mon” and “uncivilised” Istanbul of immigrants from the
provinces. The latter are absent in the book, and we
may at best notice the shadow they cast on the idealised
vision cherished by the Nobel laureate, causing him to
become enveloped by the darkest, most murderous and
authentic strain of melancholy.
The incompatibility of the map sketched by the
writer and the actual dynamic of the town should not
come as a surprise - this is the consequence of a project
realised with sensitivity and piety, intent on reviving in
the text a remembered and perhaps slightly mytholo­
149

gised space, certainly one without any claims to objec­
tivism. For everything we say about the city’s essence says
more about our own lives and our own state of mind. The
city has no centre other than ourselves, Pamuk explained
his powers of observation. Let this be - as long as such
non-symmetrical, subjectivised, and intimate attempts
remain excellent literature capable of enchanting some
and inclining others towards a more profound reflec­
tion on the political-cultural theses of the author. In
the case of Orhan Pamuk this manner of conducting a
narration is sometimes more successful than an amass­
ment of fictional plots.
Endnotes
1 O. Pamuk, Stambuł. Wspomnienia i miasto, translated A.
Polat, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008. The num­
bers of the pages in parentheses after the quotations refer
to this edition.
2 Already in 2008 the number of the town inhabitants was
estimated at 12,5 million. On the Istanbul demographic
boom in recent years cf., i.a. A. Aksoy, Istanbul’s Choice,
"Third Text” no. 1 (22) 2008, pp. 71-83. It is worth noting
that the total of residents rapidly growing since 1950 up
to this day is predominantly the outcome of inner migra­
tion - successive tides of arrivals from the provinces set­
tling down in Istanbul.
3 I mention the names of Istanbul districts, probably of little
significance for the Polish reader, in order to outline the
“elitist map” of the town - these areas are culturally rese­
rved for the Europeanised upper strata and access is
hampered for the average inhabitants of Istanbul by the
economic barrier. On the ethnic-cultural character of the
historical districts of Istanbul cf. Z. ęelik, An Architectural
Survey of the City, in: The Remaking of Istanbul. Portrait of
an Ottoman City in 19th Century, University of California
Press, Berkeley 1993, p. 9 and 21 sqq.
4 . The complete text of the justification of the verdict, the
speech given by Orhan Pamuk at the ceremony of presen­
ting the 2006 Nobel Prize in literature, and details con­
cerning the writer's biography and bibliography in: http://
nobelprize.org/nobel_prizes/literature/laureates/2006/
(access 10.01.2009).
5 Another line of division appears to be much more signifi­
cant within the context of Istanbul: I have in mind the
north-south line. The Pamuk family is an excellent repre­
sentative of the “northern Istanbul residents”, a
Europeanised and lay middle class living in districts to the
north of the Golden Horn - the first beneficiaries of
modernisation, in time relegated to the economic and
cultural margin. On this division cf. O. Esen, The
Tightrope Walk of the Middle Class in a Fractured Istanbul,
in: Art, City and Politics in an Expanding World. Writings
from the 9th International Istanbul Biennial, istanbul Kultur
Sanat Vakfi, Istanbul 2005, pp. 120-121. Pamuk described
the experience of crossing the border of the Golden Horn:
The trams had been going up and down our street since 1914
connecting [northern districts - J. Ch.] Maękę and Nąantaęi
to Taksim Square, Tunel, the Galat Bridge and all the other
poor, old historic [southern - J. Ch.J neighbourhoods that
then seemed to belong to another country (p. 50).
6 On the ideological and non-neutral significance of rail­
way lines linking the most distant parts of Anatolia and

�Justyna Chmielewska • isT A N B U L : RECOLLECTIONs FROM A LO sT CITY

7

8

9

10

11

12

13

14
15

the cultural centre (Istanbul) and political capital
(Ankara) for the Turkish project of modernism see: S.
Bozdogan, Modernism and Nation Building. Turkish
Architectural Culture in the Early Republic, University of
Washington Press, Seattle and London 2001, pp. 119­
121. Involvement in building the railroad turned Paul's
grandfather into a classic representative of the elite of
modernisers, who by imposing reforms intended to trans­
form the crumbling empire into a Western-type state.
Yali describes a seaside villa, typical for Ottoman housing
in Istanbul, situated on the shores of the Bosporus and
"opened” towards the straits and not the town.
Nationalistic reforms introduced in the 1930s by the ironfisted Atatürk and his adherents resulted in an effective
severance of the cultural continuum between Ottoman
and republican Turkey: a change of the Ottoman alpha­
bet to a Latin one and the Muslim calendar to a Gregorian
one, a reform of clothes, a secularisation campaign as well
as a transference of the capital of the state from sultana­
te-era Istanbul to historically neutral Ankara were only
some of the bold modernisation steps taken to transform
Turkey from the “sick man of Europe” into a modern
republic. Cf. D. Kołodziejczyk Turcja. Historia państw świa­
ta XX wieku, Wyd. Trio, Warszawa 2000, pp. 114-127.
An attempted analysis of the category of melancholy in
Pamuk's Istanbul by, i.a. Esra Akcan, cf. The Melancholies
of Istanbul, “World Literature Today”, 11-12 2006, pp.
39-43.
Abandoned ruins of Moslem brotherhoods (banned in
1925 upon the order of Atatürk), a constantly recurring
motif in Istanbul, symbolized the religious sophistication
of the Ottoman era but at the time of the young Pamuk
were merely mute symbols of the fall and degeneration of
a past civilisation.
On the Istanbul palimpsest cf. A. Nowaczewski, Pejzaże
miejskiej melancholii, "Przegląd polityczny” no. 89, 2008, p.
59.
Orhan Esen identified Pamuk's favourite motif of a
wooden crumbling house, characteristic for the poor
districts of Istanbul, with unkempt children reclining on
the steps and laundry drying in the windows, as a symbol
of backwardness and Oriental poverty contested by adhe­
rents of the modernisation of Turkey; cf. O. Essen,
learning from Istanbul, in: Self-Service City: Istanbul, ed. O.
Esen, S. Lanz, b-books, Berlin 2007, fragment available
on: http://www.metrozones.info/istanbul/index.html
(access 15 January 2009). In recent years, successive
quarters dominated by such housing, e.g. the Fatih district
mentioned by Pamuk, have been torn down.
Cf. Pamuk's reflections about the marginal and indirect
status of Turkey in the interview: Nadal naiwnie wierzę w
Zachód, Magazyn "Dziennika”, 25-26 October 2008, pp.
7-8. The author devoted much attention to this motif
also in his Nobel lecture: My Father’s Suitcase, ’’Przegląd
polityczny” no. 89: 2008, (insert).
Cf. E. W Said, Orientalizm, transl. M. Wyrwas-Wiśniewska,
Zysk i S-ka, Poznań 2005, in particular pp. 284-354.
The motif of the collision of Eastern and Western impacts
is one of the leitmotifs of Pamuk's works. In: My Name is
Red ( Nazywam się Czerwień, transl. D. Chmielowska,
Wyd. Literackie, Kraków 2007) it is included within the
context of a dispute concerning style and authorship
conducted by sixteenth-century painters of miniatures
active in the sultanate; in Snow (Snieg, transl. A. Polat,
Wyd. Literackie, Kraków 2006) this tension is expressed
150

16

17

18

19

20

21

22

23

in a political and world outlook controversy, thus beco­
ming a direct reason for disturbances in the provincial
town of Kars.
Cf. Nadal naiwnie wierzę w Zachód, Magazyn "Dziennika”,
25-26 October 2008, pp. 7-8 and Moja turecka biblioteka,
"Dziennik”, 24 December 2008.
Cf. S. Morkoę, City and Self in Three Accounts of Istanbul:
Lorich’s Panorama (1559), Le Corbusier’s Travelogue (1911)
and Pamuk’s Memoir (2005), “Middle East Technical
University Journal of the Faculty of Architecture” no. 2
(24) 2007, pp. 96-97.
On the Istanbul (unrealised) projects by Le Corbusier see:
S. Bozdogan, Modernism and Nation Building. Turkish
Architectural Culture in the Early Republic, University of
Washington Press, Seattle and London 2001, pp. 3-4 and
67.
Born in 1928 in an Armenian family, probably the most
famous Turkish photojournalist and the only Turk wor­
king for the Magnum agency. Photographs taken in the
1950s and 1960s, showing the fishermen and workers of
Istanbul, attained the status of urban icons. In his book
Pamuk included chiefly street photographs by Guler.
The impossibility of the emergence of fldneurisme d la Turca
was interestingly described by Ugur Tanyeli: due to the
obliteration of the public/private borderline functioning
in Western towns, in Turkey streets became an arena of
intensive social control making it impossible to unrestric­
tedly roam other than in groups. Tanyeli pointed out that
outer space assumed the form of places of meetings and
interactions and not of the isolation of the individualised
subject. Cf. U. Tangelo, Public Space/Private Space: The
Invention of a Conceptual Dichotomy in Turkey, in: Art, City
and Politics in an Expanding World. Writings from the 9th
International Istanbul Biennial, istanbul Kultur Sanat
Vakfi, Istanbul 2005, pp. 210-225. Another factor hampe­
ring the Istanbul version of fl&amp;neurisme could be strongly
politicized town space, cf. E. Ozyurek, Nostalgia for the
Modern. State Secularism and Everyday Politics in Turkey,
Duke University Press, Durham and London 2006, pp.
93-124. An interpretation of Istanbul as an analogue of
Benjamin's Passagenwerk was attempted by D. Kozicka, cf.
Stambulskie pasaże, “Przegląd polityczny” no. 89, 2008, pp.
55-57.
Takke - a small and usually woolen cap used in Turkey by
conservative Moslem men, a male counterpart of the
shawl worn by women wishing to demonstrate their iden­
tification with Islam.
Stephan Lanz described those poor and usually conserva­
tive arrivals from the provinces as anti-urbanites - the
opposite of the ”genuine” residents of Istanbul, who in
time occupied the majority of urban space and became
culturally alien vis a vis the town elites , cf. S. Lanz, If you
can make it in Istanbul you can make it anywhere, in: Self­
Service City: Istanbul, ed. O. Esen, S. Lanz, b-books, Berlin
2007, fragment available on: http://www.metrozones.info/
istanbul/index.html (access 15 January 2009).
By way of example, the Asian coast, where 35% of the
town's population now lives (about 4,5 million people), is
mentioned in the book only twice or thrice as a place
where Pamuk's friends raced the Mercedes cars borrowed
from their fathers (Bagdad Street) and as one of the favo­
urite localisations of engravings by Melling (historical
Uskudar).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11448" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11426">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/906c943686f0254d6e9e9c573fa4c95d.pdf</src>
        <authentication>268efcd386788fd9fe69b49273c1f893</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136393">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5666</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136394">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136395">
                <text>2011</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136396">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5268</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136397">
                <text>Autoportret z negatywu czyli czego można dowiedzieć się o Polakach z góralskich wypowiedzi na temat władzy / Polacy o sobie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136398">
                <text>Malewska-Szałygin, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136399">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136400">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136401">
                <text>Polacy o sobie. Współczesna autorefleksja: jednostka, społeczeństwo, historia, red. Piotr
Kowalski, Łomża: Oficyna Wydawnicza „Stpoka" 2005, s. 17-34. Prawa autorskie
zastrzeżone.

Anna Malewska-Szałygin

Autoportret z negatywu czyli czego można się dowiedzieć o Polakach z góralskich
wypowiedzi na temat władzy.

Tytułowe sformułowanie odwołuje się do zaproponowanego przez Ludwika
Stommę określenia portret z negatywu, którego użycie autor Antropologii kultury wsi
polskiej

XIX w. uzasadnia w ten sposób „wyobrażenia

przeciwstawieniem, swoistym negatywem wyobrażeń
więc odwrócenie

tych wyobrażeń, przekształcenie

danej grupy o sobie są

tej grupy o obcych".

Wystarczy

negatywu w pozytyw, by

uzyskać

własny portret grupy, by dowiedzieć się jakie warunki musi spełniać „swój" (Stomma
1986, s. 63). Zgodnie z tym zaleceniem postaram się odczytać jaki portret własny kreślą
nowotarscy górale rozmowach na temat polityki i władzy.
Badania prowadzone od

1999

r. na Podhalu przez Instytut Etnologii

i

Antropologii Kulturowej dotyczyły wiejskich wyobrażeń na temat władzy państwowej.
Technika badań przewidywała długie, swobodne rozmowy (porządkowane wytycznymi
zawartymi w dyspozycji badawczej), prowadzone we wsiach powiatu Nowy Targ. Muszę
zastrzec, że termin górale stosuję w szerokim znaczeniu, nie rezerwując go dla górali
tatrzańskich, z okolic Zakopanego. Naszymi rozmówcami byli w większości ludzie w
wieku 30 - 70 lat, słabo wykształceni (w większości absolwenci szkoły podstawowej lub
zawodowej,

rzadziej technikum). Celem badań

było przyjrzenie

się lokalnemu

dyskursowi na tematy polityczne i dlatego rozmowy ogniskowały się wokół pojęć:
początkowo słów zaczerpniętych z dyskursu publicznego, a potem, kiedy już oswoiliśmy
się z językiem lokalnych rozmów o władzy, doprecyzowaliśmyokreślenia, którymi
posługiwali się nasi rozmówcy.

1

�W tym tekście skupię się na pojęciu władza i jego znaczeniach. Wyłania się z
nich góralski obraz władzy, ale jeśli zastosować wytyczne Stommy można też zobaczyć
portret samych siebie, jaki kreślą nasi rozmówcy. Zalecenia Stommy dotyczą badania
stereotypów o „obcych". Można zapytać: na ile demokratycznie wybrani przedstawiciele
są widziani przez społeczeństwo jako „obcy"? Z naszych rozmów wynika, że ludzie
władzy, politycy są tak właśnie postrzegani. Wybrani spośród społeczeństwa kandydaci
po dojściu do władzy przechodzą rodzaj metamorfozy, odtąd stosuje się do nich kategorię
oni i uznaje za przeciwieństwo prostego narodu.
Górale o władzy.
Kiedy w rozmowie padało słowo władza nasi rozmówcy objaśniali je na różne
sposoby: władza to jest polityka mnie się wydaje [Kobieta, lat 45]; władza to ktoś kto
rządzi [Kobieta lat 55], ktoś kto będzie kierował, jak w pracy tak i w państwie [Kobieta
lat 33], ktoś kto lepiej, rozsądniej

to zorganizuje, musi być taka „głowa

domu"

[Taksówkarze lat 35-50]. Pierwsze z zacytowanych zdań potwierdza przekonanie, że
pojęcia władza i polityka mają częściowo wspólną płaszczyznę znaczeniową, choć
oczywiście rozważywszy wszelkie konotacje nie są to pojęcia pokrywające się, już
choćby dlatego, że w rozmowach zwykle występują w innym kontekście słownym.
Stwierdzenie władza

to ktoś kto rządzi,

podobnie jak następne, odsyła do

zasadniczej funkcji władzy - kierowania i zarządzania: władza powinna być mądra i
dobrze zarządzać [Mężczyzna lat 60]. Takie krótkie quasi definicje nie pojawiały się
często. Chętniej stosowaną strategią objaśniania pojęć abstrakcyjnych było odwołanie się
do przykładu. Zwykle był on wzięty z życia i tłumaczył abstrakcyjną ideę, poprzez
odniesienie jej do zjawisk znanych i bliskich, podobnie jak przypowieść: Władza to jest
tako jak łojciec, abo matka w domu. O to jest władza! Jak matka dobrze rzundzi, to ma z
cego cyrpać, a jak nie, to ni mo i mo przerombane - objaśniał nas sześćdziesięcioletni
rolnik. Porównań do ojca lub matki w rodzinie używali najczęściej ludzie starsi. Prócz
nich wiele kobiet w średnim wieku (ok.40), objaśniło problem rządzenia krajem poprzez
odniesienie do życia rodzinnego. Przy czym, co zaskakujące w patriarchalnych
góralskich rodzinach, głową, o której mówiły była kobieta - zwykle nasza rozmówczyni:
niechby tak rządzili jak ja w domu rządzę - postulowała pięćdziesięcioletnia rencistka.

2

�Inna kobieta w jej wieku wtórowała: ja w domu rządzę i mnie słuchają to oni w państwie
też tak powinni .
Objaśnianie pojęć abstrakcyjnych poprzez odwołanie się do rzeczywistości znanej
z własnego doświadczenia opisywał Jacques Le Goff (2002) szukając odpowiedzi na
pytanie: w jaki sposób ludzie średniowiecza tworzyli wyobrażenia o odległej dla nich
rzeczywistości? Jego zdaniem rozszerzali wiedzę o dobrze znanej człowiekowi mikro
skali codziennego życia na makro skalę wyobrażeń o nieznanym świecie. Zaskakujące,
ale podobnie postępowali również nasi rozmówcy. Odległe zjawiska objaśniali przez
odniesienie do bliskich im i dobrze znanych realiów rodziny lub pracy: władza powinna
być jak dobry gazda, żeby ludziom nie brakowało ani chałupy, ani chleba. Na pierwszym
miejscu chleba! - mówiła siedemdziesięcioletnia kobieta. Władza to powinna być taka
kierownica,

to tak samo jak

na przykład

gospodarz na wsi...

-

postulował

czterdziestoletni kowal. Jak mówi góralskie przysłowie „jak nie ma gazdy, głupi kazdy"
- wtórowali nowotarscy taksówkarze, to jak na bacówce, jak ni ma bacy - nic z tego uzupełniał sześćdziesięcioletnie mężczyzna. Co wynika z takiego sposobu mówienia o
władzy oprócz spostrzeżenia, że wielkie problemy objaśnia się poprzez odniesienie do
codziennych? Jeżeli władza to gazda czy baca, jakie jest miejsce naszych rozmówców w
tym układzie? Wydaje się, że pełnią oni rolę inwentarza, owiec, baranów, ale także
juhasów, dzieci i parobków w gospodarstwie, w którym gospodarz czy ojciec rodziny
organizują pracę. Społeczeństwo byłoby zatem grupą ludzi, której pracą trzeba tak
pokierować, żeby zapewnić dobrobyt. To spostrzeżenie potwierdzałyby słowa cytowane
na początku rozdziału o kierowniczej funkcji władzy. Władza, zatem powinna zarządzać
pracą społeczeństwa tak, żeby ta przynosiła jak najwięcej korzyści. Gdy pytaliśmy
naszych rozmówców czy można to tak ująć, niektórzy odpowiadali: aby oni tylko nie
szkodzili! W tych słowach zawiera się realistyczny program minimum: skoro władza w
Polsce nie umie dobrze zarządzać gospodarką, niech choć nie zarządza na niekorzyść.
Warto tu po raz kolejny podkreślić, że - zdaniem naszych rozmówców - głównym
zadaniem władzy jest zarządzanie gospodarką tak, aby ludzie swoją pracą mogli
wypracować dobrobyt.
Porównania „gospodarskie" niosą jeszcze inne przesłanie. Są zdecydowanie
przeciwstawne

idei

władzy

kolektywnej.

Gazda

czy

baca

uosabiają

władzę

3

�jednoosobową, odpowiedzialną i stanowczą: to musi być stanowczy człowiek, żeby mógł
coś zrobić! Tak jak gazda jest stanowczy. - twierdził sześćdziesięcioletni rolnik. To
zdanie podkreśla

podstawową,

zdaniem naszych rozmówców,

stanowczość. Siedemdziesięcioletni rolnik objaśniając

cechę

władzy

-

nam czym jest władza też

uwypuklał ten aspekt: to tak jak pasterz idzie owce paść, to som takie co sie dobrze
pasom i takie co uciekajom. Dla tych to pasterz musi być ostry, musi je kochać i gonić.
Kara musi być! Dyscyplina!

Żeby sie bali pasterza! W tych słowach teoretyczne

rozważania czym jest władza zostały odniesione do specyfiki

polskiej,

a polskie

społeczeństwo porównane do stada niesfornych owiec. Wielokrotnie spotykaliśmy się z
poglądem, że Polacy są społeczeństwem zwaśnionym i trudnym do rządzenia, a przez to
wymagającym szczególnie silnej ręki. Zapewne to założenie było podstawą twierdzenia,
że cechą dobrej władzy w Polsce jest żeby umiała rygor trzymać. Czterdziestoletni
elektryk uściślał ten pogląd: Dla Polaków to rząd silnej ręki najlepszy, bo tak w ogóle to
najlepsza jest demokracja. Wtórował mu siedemdziesięcioletni rolnik: No jesce się taki
nie urodził, abo nie dorósł taki, co by to chycił w łapy i to tak twardo na 100%. Polsce
potrzebna strasnie twarda władza! Bardziej wykształceni rozmówcy mówili o potrzebie
zmiany uprawnień polskiego prezydenta. Uważali, że silna władza prezydencka na wzór
amerykańskiej byłaby optymalną formą władzy w Polsce. Amerykański dobrobyt
przytaczali jako koronny argument na rzecz tej tezy.
Często

podkreślanym

zadaniem

władzy

było

też

zapewnianie

ludziom

bezpieczeństwa. Górale bardzo przeżywali wzrost przestępczości jaki nastąpił po 1989 r.
Często o tym mówili, czuli się zagrożeni i wygłaszali sądy ostateczne typu: świat sie
kończy! Pani! Kto to kiedy takie rzeczy widział! Gdy pytaliśmy czy opisywane nam
przestępstwa wydarzają się we wsiach wokół Nowego Targu czy też wiedzą o nich z
telewizyjnych wiadomości, często mieszali wydarzenia bliskie, znane z sąsiedztwa i
dalekie, znane z telewizora, które razem składały się na obraz szalejącej przemocy.
Oczywiście winą za to obarczali władzę (czasem używali wówczas słowa rząd), która
jest zbyt słaba, aby przeciwstawić się przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Padały
wówczas porównania do władz PRL, o których nasi rozmówcy mieli różne zdania, ale
byli zgodni, że przestępców umiały trzymać pod kontrolą. Większe bezpieczeństwo na

4

�ulicach było jedynym aspektem rzeczywistości PRL, który był jednoznacznie dobrze
oceniany.
Prócz funkcji dyscyplinarnych władza powinna również wykazywać się troską o
podwładnych. Element troski, podobnie jak rygoru jest dobrze widoczny w porównaniach
władzy do matki lub ojca w rodzinie, do gazdy czy pasterza. Wszystkie te osoby mają
prawo do narzucania swojej woli i wymuszania posłuszeństwa, ale mają też obowiązek
działania dla dobra rodziny, gospodarstwa czy powierzonych ich opiece owiec. Nie sądzę
jednak,

żeby

chodziło

o troskę

rozumianą

w wzór

karmienia

inwentarza

w

gospodarstwie. Myślę raczej, że chodzi o organizację pracy taką, aby nikomu nie brakło
ni chałupy, ni chleba.
Dwa sposoby mówienia o władzy.
Przysłuchując

się naszym

rozmowom można

zauważyć

wyraźną

cezurę

oddzielającą dwa, różne sposoby mówienia o władzy. Tą cezurą jest wykształcenie,
zwykle skorelowane z wiekiem mówiącego. Większość naszych rozmówców, którzy
ukończyli technikum lub liceum (zwykle byli to ludzie w wieku 30-50lat) albo nie
posługiwała się terminem władza zastępując je słowami rząd, sejm, posłowie
stosując to pojęcie objaśniała je jako instytucje sprawujące

albo

władzę, które potrafili

wymienić. Można stwierdzić, że większość wykształconych respondentów posługiwała
się w rozmowie monteskiuszowskim podziałem władzy czego przykładem może być taka
wypowiedź pięćdziesięcioletniego sprzedawcy, po technikum ekonomicznym: państwo
musi mieć władzę ustawodawczą i wykonawczą. Musi panować ład, porządek.
Inaczej było w przypadku ludzi słabo wykształconych i starszych. Oni najczęściej
używali określenia władza na opisanie mglistej sfery onych. Sfera władzy była dla nich
tak odległa, że jawiła się nieostro jako tajemnicza, niepojęta, inna. Trudno było coś o niej
wyraźnie powiedzieć, trudno mieć do niej zaufanie, wzbudzała raczej niepokój. Te
spostrzeżenia przywołują na myśl obserwacje Floriana Znanieckiego o władzy, która jest
1

dla chłopów odległa i niepojęta jak Bóg .

Wynikałoby z tego zestawienia, że

Polityczny porządek jawi się chłopu jako w pewnej mierze bezosobowa moralna siła, absolutnie
tajemnicza, której przejaw można w jakiś sposób przewidzieć, ale której istota i prawa nie dadzą się
zmienić dzięki ingerencji ludzkiej.(...) Nieograniczona władza przypisywana państwu oraz tajemnica, jaką
w wyobraźni chłopa otoczeni są przywódcy, sprawia, że często chłop wiąże z nimi najbardziej niedorzeczne
nadzieje i daje dostęp najbardziej czasem absurdalnym obawom. Jeśli nawet bowiem przywódcy kierują się
motywami zrozumiałymi dla chłopa, działają oprócz tego w nieograniczonym kręgu nie znanych mu
1

5

�wyobrażenia o władzy zmieniają się bardzo powoli i te opisywane przez Znanieckiego
wciąż są rozpoznawalne obecnie, choć najczęściej u ludzi starszych.
Nasi słabiej wykształceni rozmówcy używając słowa władza zaskakująco szeroko
zakreślali jego pole semantyczne. Często pytani o władzę odpowiadali to ci tam we
Warszawie, albo jeszcze szerzej i mniej precyzyjnie no to ci bogaci, no. Jakkolwiek te
objaśnienia są niejasne, można dopatrzyć się w nich echa dawnych podziałów
organizujących życie na wsi, a przede wszystkim
rozmówcom władza kojarzyła się z wyższą sferą:

podziału stanowego. Naszym

władza to te wszystkie co som na

stanowiskach, a my to ino pionki. My tu daleko od Warszawy, to tak musimy robić jak uni
każą

-

twierdził

sześćdziesięcioletni

rolnik. Wtórowała

mu

sześćdziesięcioletnia

rencistka (rolniczka): władza to zawse musi być wyzsa jako my bidni ludzie. To ci co na
stanowisku. O jak ksiądz! On ttyz jest na stanowisku. No to juz jest wyzso, bo on sie na to
kształci. No tacy [ludzie władzy - A. M . Sz.] oni tez sie na to kształcili żeby cosi wiedzieli
jak trzeba rządzić. Ludzie władzy to elita, wyższa sfera, której życie obserwowane z
perspektywy mieszkańców wsi ma wiele cech dawnego życia pańskiego. Określenie oni
tam żyją po pańsku pojawiało się bardzo często. Wiele cech przypisywanych tym na
górze to przymioty, które Józef Chałasiński przypisuje inteligencji polskiej.
Góralskie wyobrażenia o ludziach władzy.
Ludzi władzy i mieszkańców wsi różni przede wszystkim wykształcenie, ogłada i
pieniądze. Ten na stanowisku to musi być wykształcony

-

twierdziła cytowana

rozmówczyni, inna, osiemdziesięcioletnia rolniczka, uzupełniała to musi być ktoś, kto
głowę ma na to, co sie orientuje w tej polityce, w tem wszystkiem. Bo my to nie, my som
za głupie na takie coś. Tam musą być ludzie wykształcone i mądrzejsze, nie takie jak my,
co tam dozo gadać. Władza to ludzie obyci, przygotowani do wyższych zadań: człowiek
nie obyty nie wykształcony,
wiedzieć

co powiedzieć

nie ma po co tam iść, on się musi umieć wypowiedzieć

i

[Kobieta lat 55]. Zwłaszcza kobiety w średnim wieku

podkreślały, że: musi się umieć odpowiednio zachować

w wielu sytuacjach, bo na

przykład poprzedni prezydent [Lech Wałęsa - A. M . Sz.] to nie umiał, a ten [Aleksander
Kwaśniewski - A. M . Sz.] to wręcz przeciwnie, zawsze zachowuje się Wizerunek

motywów i planów, dokładnie tak jak Pan Bóg. (...) Reprezentując nadprzyrodzony porządek, państwo jest
jednocześnie źródłem nieograniczonych możliwości (Thomas, Znaniecki 1976, s. 133)

6

�człowieka z wyższej sfery uzupełnia postawa fajna, ubranie na nim, no i umiejętność na
tej mównicy [Mężczyzna lat 65].
Zdaniem naszych rozmówców pieniądze to podstawowy wyznacznik władzy.
Ludzie władzy są bogaci. Warto rozważyć wypowiedź czterdziestoletniego pracownika
firmy krawieckiej dotyczącą wprawdzie problemów finansowych, ale wiele mówiącą na
interesujący nas temat: Skąd oni biorą tą średnią krajową? Ja się pytam kto zarabia te
osiemnaście baniek?[1.800zł

- A. M . Sz.] No może posłowie tyle mają. Tu w Nowym

Targu to jak ktoś zarobi 8 baniek [800 zł - A. M . Sz.] to podskakuje ze szczęścia.
Warszawa ma lepiej, bo przy żłobie jest, nie!. Ostatnie zdanie sugeruje, że władza
„promieniuje"

pieniędzmi.

Kto jest bliżej

władzy

ma większe

szanse zarobić.

Potwierdzają to potoczne wyobrażenia o warszawiakach przyjeżdżających na Podhale na
letnisko czy na zimowisko. Mieszkając w Warszawie czyli w centrum są bardziej
zamożni, obyci, pewni siebie - opromienieni bliskością władzy. Sądzę, że czasownik
promieniować

prowadzi nas do ważnego aspektu wyobrażeń o władzy. Władza ma

swoje centrum - miejsca, gdzie jej atrybuty: stanowiska, obycie, pieniądze są najbardziej
skondensowane.

Z

tego

ośrodka

rozchodzą

się

koncentrycznymi

kręgami,

rozmywającymi się w miarę oddalania. Na wieś splendory władzy centralnej nie
docierają.
Dojście do władzy to niegodny wprawdzie, ale najszybszy sposób wzbogacenia
się. Władza

- wiadomo, to potem ułatwia

ludziom inne sprawy

- twierdziła

czterdziestoletnia właścicielka małego sklepu. To samo, choć bardziej poetycko
formułował siedemdziesięcioletni rolnik: trza tam blisko złobka siedziec i nabić do
kiesonka. Na pytanie: czemu ludzie starają się zdobyć władzę, sześćdziesięcioletnia
rencistka odpowiadała: Zeby było lepi cłowiekowi. No na pewno mu jest lepi. On jedzie
tam, on jedzie tu i nie musi płacić, bo jemu płacom.

No, chleba zawse więcej se na tym

dorobi. No jak Wałęsa był na chwile tem prezydentem. Jak się jego dzieciom powodzi? A
jak by był pracował to by im się się było na pewno tak nie powodziło.

Choćby krótka

styczność z władzą bardzo szybko owocuje poprawą kondycji finansowej całej rodziny.
Jest to aksjomat, podstawowy pewnik potocznej wiedzy o władzy. Wejście w sferę
władzy kładzie się blaskiem złotego na całej rodzinie. Nasi rozmówcy nie mają
rewolucyjnych poglądów uważają, że muszą być bogaci i biedni. Tak zawsze było, jest i

7

�będzie. Ale pomału trzeba się bogacić, a nie w ciągu roku i już bogaty! - irytował się
starszy mężczyzna. Tu dochodzimy do sedna: bogactwo zdobyte ciężką, często
wielopokoleniowa pracą jest wysoko cenione przez naszych rozmówców. Pieniądze
szybko zdobyte poprzez dojście do władzy, podobnie jak poprzez udział w ciemnych,
interesach uważa się ze niegodne.
Tym, którzy są blisko żłobka władza objawia swą złocistą

stronę, zwykłym

ludziom jawi się przeciwnie, jako nienasycony poborca podatków: ten rząd to tak nam
daje w dupę, że nawet tego nie można określić

- narzekał na ciężary fiskalne

czterdziestoletni elektryk w 2000 r. Pięćdziesięcioletni stolarz formułował podobne
zarzuty tyle, że pod adresem sejmu: oni się tam zbierajo, codziennie siedzo tam no i
radzo, ażeby kogoś upieprzyć. No i zawsze tego robotnika, tego rolnika upieprzo! Siebie
przecież

nie upieprzo! Ucisk podatkowy zwykle opisywany był w emocjonalnych,

ostrych słowach, choć czasem, zwłaszcza młodsi, lepiej wykształceni

rozmówcy

przedstawiali go w długich wyliczeniach mających nam wykazać jak zbójeckie są
powinności, które trzeba płacić na rzecz państwa. Warto zauważyć, że w rozmowach o
fiskalizmie nasi rozmówcy zwykle posługiwali się terminem państwo, a nie władza.
Rozbuchany fiskalizm państwa nie jest w stanie nasycić Lewiatana, a ściślej
szalonych apetytów ludzi władzy. Formułowany przez Edwarda Shilsa (1994) postulat
samoograniczenia jako podstawowej cnoty obywatelskiej jest politykom zupełnie obcy.
Naszym rozmówcom trzęsły się ręce ze złości, gdy mówili o zarobkach ludzi władzy i o
wszelakich synekurach: Jak taki dyrektor w Krakowie zarabia 2 miliardy 700 milionów ,
to taki zwykły śmiertelnik nie zarobi do końca życia tego co on za miesiąc. To jak to może
być! Jeden i drugi ma taki sam żołądek! - krzyczał kowal na bazarze w Nowym Targu.
Wysokie podatki i opłaty na ZUS, fantastyczne zarobki ludzi władzy płacone z
pieniędzy podatnika budziły złość, ale prawdziwą nienawiść, często mieszającą się z
rozpaczą budziła wyprzedaż majątku narodowego: jak można sprzedać fabrykę czy dom
towarowy jednemu biznesmenowi, jak to było budowane przez cały naród? To przecież
nie jest jednej osoby, to przecież nie jest władzy. Teraz to nie wiadomo komu sprzedają, a
to było całego narodu - zaperzała się rencistka, w średnim wieku. Czem tu mają rządzić,
jak wszystko sprzedali? - pytał retorycznie pięćdziesięcioletni stolarz - a ile tam oni
piniędzy majom!!! Niech to diabeł jasny weźmie! Wyprzedaż majątku narodowego jest

8

�najcięższym zarzutem wobec władzy. Często padały porównania do rozkradania państwa
przez zaborców, czy

do pobierania kontyngentów w czasie okupacji niemieckiej.

Władza, która nie tylko nie wywiązuje się z umowy, ale jeszcze kradnie i wyprzedaje
majątek narodowy działając ewidentnie na niekorzyść obywateli, a tak tę sytuację
opisywali nasi rozmówcy, jest podejrzewana o służenie obcym interesom. Jest to
najcięższy zarzut jaki można sformułować. Emocjonalne wypowiedzi oni obcym
interesom służą! Nie o Polskę dbają!, porównania do okupacyjnych kolaborantów
sugerują oskarżanie władzy o zdradę. Ludzie władzy działając gospodarczo na szkodę
Polski dopuszczają się zdrady wobec społeczeństwa. Ten proceder politycy ukrywają pod
fasadą kłamliwych słów.
Hipokryzja władzy budzi w naszych rozmówcach największą furię. Zapewnienia
parlamentarzystów o służeniu dobru społecznemu odbierane jako okrutny fałsz. Głosów
pełnych oburzenia i złości zanotowaliśmy wiele. Wyjątkowo kwiecista była wypowiedź
siedemdziesięciolatki, która mówiła o sobie: ja mam dwie klasy i żem zrobiła w Ameryce
obywatelstwo i wszystkie dzieci, żem wypchała i wszystkich wnuków. Ja sześcioro dzieci
miała i wszystko żem wypchała, bo co tu biedaki mieli robić. A pisać i cytać nie umim. Ta
niepiśmienna gaździna o władzy mówiła w ten sposób: A żeby ślak ich wszystkich trafił!
Po co to fałszystwo?! My proste, biedne ludzie, skoły nie mamy, a w ten telewizor teraz
troszkę popatrzymy i to widzimy, że tam chamstwo, cygaństwo jest! Bedom sie kochać,
kiedy bedom chcieć. Fałszywe takie! Cymu jeden drugiemu tak dokuca?! Cymu ich tam
taka kupa?! W Ameryce to ich jest dziesięciu, a nie dziewięciuset

dziewięćdziesiąt

dziewięć. Uni uceni!!! A dać im łopate niech idom rowy kopać! W państwie
nauczycielom mało pensji nie płacom, pielęgniarkom

bieda,

tyz, a łoni majom! Łoni majom!

Jeno siedzo i sie obyczajo! Po co ten fałsz?! (...) A cygaństwo jak sie widzi to az śkoda
patseć na to. Ja to w swoim głupim rozumie rozumiem i jak widze posła to bym tak
napluła w ocy. Jakoś to oni skromniej powinni! A nie żeby im brzuchy rozsły a my ze
karkami zgiętymi!!

Obłuda i zakłamanie władzy przemawiającej z telewizora budzą

straszne rozgoryczenie. Słowa parlamentarzystów o uchwalaniu uchwał i podejmowaniu
działań dla dobra społecznego zderzone z aferami, przekrętami,

informacjami o

zarobkach płynącymi z tego samego ekranu odbierane są jako kłamstwo niezmiernie
irytujące.

Powodem

złości jest

fakt,

że kłamstwa

władzy unicestwiają

realną

9

�rzeczywistość. Wobec zastępowania doświadczanej rzeczywistości przez wykreowaną
fikcję nasi rozmówcy czują się zupełnie bezradni. Mamy tu jak sadzę do czynienia z
simulacrum, o którym Jean Baudrillard (1998) pisał, że znosi rzeczywistość. Oficjalny
dyskurs polityczny kreuje nierzeczywistość, zastępując nią doświadczaną przez naszych
rozmówców realność. W ten sposób ich prawda nie ma szans zaistnienia, znika podobnie
jak przeżywana przez ludzi codzienność. To budzi irytację, choć jak powiedział jeden z
naszych rozmówców do mijania się rzeczywistości z fikcją kreowaną przez polityków
zdążyli przyzwyczaić już w latach PRL-u.
Na koniec warto zapytać o to, jak to się dzieje, że zwykli ludzie, w tym także
pochodzący ze wsi stają się ludźmi władzy? Targowi sprzedawcy mieli na ten temat jasną
odpowiedź: Nie ma człowieka, który idzie do władzy żeby zachował swoje...[cechy - A.
M . Sz.] traci wtedy swoją tożsamość, traci honor, wiele, wiele traci. Idzie tak jak koń z
klapkami na oczach, on rządzi i wszystko. Nie ma człowieka u władzy, żeby cos nie
przeskrobał

- twierdził pięćdziesięcioletni mężczyzna. Ten pogląd podzielało wielu

naszych rozmówców. Władza zmienia ludzi. Wstępując do tego środowiska nawet
porządny człowiek przechodzi przemianę i nabiera cech negatywnych: staje się kimś
„wyższym", bogatym i zaczyna się interesować wyłącznie własnym dobrobytem. Należy
do sfery, na którą, jak twierdzili wszyscy nasi rozmówcy, zwykły człowiek nie ma
żadnego wpływu, co znów przypomina wnioski Znanieckiego.
Góralskie wyobrażenia o „dobrej władzy".
Nasze rozmowy w ogromnej mierze wypełniały narzekania, żeby nie powiedzieć
pomstowania na władzę czy polityków. Próbowaliśmy odnaleźć jakieś pozytywne oceny
lub jakiś idealny wzorzec zadając pytanie o dobrą władzę. Zwykle

uzyskiwaliśmy

odpowiedzi odwołujące się do wartości: uczciwy powinien być. Ten kto sprawuje władzę
powinien być uczciwy [Kobieta lat 55]. Słowo uczciwy padało najczęściej, streszczając
wszelkie etyczne wymagania wobec kandydata do władzy. Nieco mniej popularne, ale
dobrze uzupełniające poprzedni termin, było określenie sumienny: byle oni sumiennie
rządzili [Kobieta lat 60] lub powinien być solidny, sumienny i nie myśleć tylko o sobie,
ino o wszystkich [Kobieta lat 55]. Określenie sumienny i uczciwy jest używane w
znacznym stopniu wymiennie - chodzi o to, aby człowiek władzy żył zgodnie z

10

�sumieniem ukształtowanym przez dekalog i miłość bliźniego. Wszystkie postulaty tego
typu kończą się stwierdzeniem, że obecnie jest dokładnie na odwrót.
Gdy zadawaliśmy pytanie o dobrą władzę wielu rozmówców porównywało ją do
służby:

Władza

służyć

powinna

Polakom,

społeczeństwu,

każdemu

człowiekowi

[Mężczyzna lat 50]. Jak się przekonaliśmy władza rozumiana w kategoriach służby
stanowiła idealny wzór wszelkiej władzy. Ten ideał wcielał, zdaniem górali, tylko jeden
człowiek - papież Jan Paweł I I : władza nie powinna być władzom, tylko po prostu służyć,
tak jak papież, nasz Ojciec Święty. On jest autorytetem, oni powinni się od niego uczyć.
On niby rządzi całym światem, ale służy - objaśniała pięćdziesięcioletnia kobieta. Takie
rozumienie władzy niewątpliwie zostało ukształtowane na gruncie chrześcijaństwa.
Postać Jana Pawła I I jest niezwykle istotna dla zrozumienia góralskich wyobrażeń
o władzy. Nasi rozmówcy, zwłaszcza ci wychowani w czasach PRL, bardzo ostro
rozdzielali sfery polityki i religii, charakteryzując tę pierwszą jako sferę brudną, drugą
zaś jako wzniosłą (Lubańska 2005). W przypadku Jana Pawła I I ten podział jest
nieistotny, Ojciec Święty jest ponad nim: papież całą tą politykę utrzymuje, bo on jest
podstawą tej polityki, (...) nie chce wojny, nie chce robić zła, chce jak najlepiej, zawsze
czyni dobrze - podkreślał sześćdziesięcioletni mężczyzna. Polityczna rola Ojca Świętego
jest podkreślana we wszystkich wypowiedziach, podobnie jak w rozmowie taksówkarzy
w Nowym Targu: proszę Panią, wojnę przekroczył Papież, Reagan i Gorbaczow. Tych
trzech ludzi załatwiło to i dalej tę politykę formują. My bez Papieża to byśmy już 18
republiką

byli dawno! Rolnik, emeryt uzupełniał: on był tą iskrą, która

rozpaliła

wszystko, a wielu naszych rozmówców mówiło po prostu: on komunizm obalił.
Zaskakujące, ale w osobie Jana Pawła I I polityka nie tylko nie jest przeciwieństwem
religii czy moralności przeciwnie, zdaniem górali on potrafił wnieść do brudnej polityki
dobro, przemieniając ją tym samym w sferę, nadal obcą i odległą dla zwykłego
człowieka, ale nie diaboliczną. Według naszych rozmówców stało się tak dlatego, że
Papież wniósł ewangeliczne wartości do świata polityki: Ojciec święty pokazuje jak
wyciąga rękę do każdego. Miał spotkania ekumeniczne nawet z żydami. No najgorzej mu
idzie z prawosławiem,

ale do każdego wyciąga rękę - mówiła pięśdziesięcioletnia kobieta

- i ta jego tolerancja! To jest podstawowa rzecz! Papież przeprasza, on do każdego
wyciąga rękę! Starsza gaździna uzupełniała: Ojciec Święty powiedzioł:

on psyjmuje i

11

�żydów i muzułmanów i każdego szanuje i powinno się tolerować każdego cłowieka: cy to
katolik, cy to zyd, cy cygon. Młodsza kobieta, dawniej należąca do PZPR dodawała:
Ojciec Święty pokazuje jak być tolerancyjnym w stosunku do tych, którzy wierzą w co
innego niż my. O tolerancję mu chodzi i o pokój. Władza sprawowana w myśl zasad
chrześcijańskich uległa przemienieniu. Stało się to za sprawą siły duchowej Jana Pawła
I I , którą nasi rozmówcy uważali za tak wielką, że zdolną przemieniać ludzi i narody: on
był ta iskrą potrzebną w narodzie, żeby się ludzie obudzili, żeby uwierzyli po prostu w to,
że pewne rzeczy są możliwe. Ludzie stali się dużo odważniejsi, takiej otuchy nabrali, bo w
ten cas był jesce taki ustrój komunistyczny i to tak różnie było, po prostu my tacy byli
zniewoleni, ze nic nie wolno było mówić, nic tego... i po prostu ludzie takiej otuchy
nabrali - tak objaśniała studentom fenomen oddziaływania Ojca Świętego staruszka,
która ukończyła 2 klasy (rolniczka).
Jej wypowiedź dobrze charakteryzuje stosunek górali do Papieża: No to my tu w
Ludźmierzu Papieża bardzo szanujemy, bo jesce jak był biskupem w Krakowie, to cęsto
psyjezdzoł do Ludźmierza, przeważnie na odpusty. No to sie go widziało, i wiedzieli my ze
to ten i jak go wybrali na papieża to kazdy był zadowolony, że to taki, co my go znamy,
nie! Dalszy ciąg jej wypowiedzi dotyczy zdarzenia istotnego dla rozważań na temat
władzy: I jesce takie zdazenie było, ze jak było koronacjo tej Matki Boskiej

Ludźmierskiej

w 1963, to te figurę jak podnosili, to jakoś im się pochyliła i berło jej wypadło z rąk i on
to chwycił, żeby nie upadło na ziemię. Chwycił to berło! I zaraz śmiali sie z niego księża i
biskupi śmiali się z niego, że wróży mu sie jakaś władza i potem było właśnie ta władzo!
Opowieść o pochwyconym berle słyszeliśmy od wielu osób. Ludzie opowiadali nam ją
wielokrotnie, abyśmy zrozumieli że, władza Ojca Świętego pochodziła od Boga.
Opisywane zdarzenie interpretowali jako znak z nieba, rodzaj objawienia woli bożej,
element planu bożego wcześniej wiadomy i zakomunikowany wybranym (góralom
oczywiście). Odwołując się do sakralnego pochodzenia władzy, o którym pisał zarówno
Mircea Eliade (1988), Jean Paul Roux (1998) jak i inni autorzy sądzę, że można pokusić
się o przeciwstawienie władzy pochodzenia boskiego i ustanowionej przez ludzi.
Reprezentanci wybierani przez elektorat i na mocy umowy społecznej oddelegowani do
decydowania w ich imieniu, mają wszystkie ludzkie przywary: samolubność, skłonność
do prywaty, nepotyzmu itp. Inaczej z władzą z boskiego nadania, którą Bóg ustanawia i

12

�wzmacnia swą siłą, która pozwala wybrańcowi przemieniać duchowo całe narody.
Dlatego ten rodzaj władzy stanowi niedościgły wzór dla władzy ludzkiej. Ucieleśniający
go Jan Paweł I I o oczach górali ma wszelkie cechy „bożego pomazańca" - jest wybrany
przez boga, jest pośrednikiem pomiędzy światem ludzi i sferą sacrum: w obliczu
Najwyższego uosabia rodzaj ludzki wstawiając się za nim, na ludzi oddziałuje mocą,
której źródło jest ponad naturalne.
Portret z negatywu.
Próbując z tych rozważań odtworzyć obraz własny naszych

rozmówców

zacznijmy od porównań, którymi się posługiwali. Postaci gazdy, bacy, pasterza to jak
pisze Sherry Ortner metafory źródłowe, o których można powiedzieć, że są jednym z
rodzajów symbolu kardynalnego, który bywa symbolem służącym do

porządkowania

doświadczenia

i uchwycenia go w kategoriach danej kultury, symbolem, który pomaga

nam wymyślić

w jaki sposób owo doświadczenie

tworzy całość (Ortner 2003, s. 110).

Jaki obraz własny ujawnia się w tak znaczącej metaforze? Jak już sugerowałam pierwsze
skojarzenie to inwentarz w gospodarstwie, owce, które trzeba pilnować, karmić, poić.
Jest też możliwa mniej deprecjonująca interpretacja: społeczeństwo to juhasi, członkowie
rodziny gospodarza, słowem ludzie, którzy wespół z nim wypracowują dobrobyt, a od
niego oczekują zorganizowania pracy tak, żeby była jak najbardziej efektywna. Pierwsza
interpretacja nie zakłada podmiotowości. W drugim ujęciu Polacy, a w każdym razie
górale, postrzegają się jako samodzielne podmioty, wymagające jedynie pokierowania.
Jeżeli od władzy oczekują przede wszystkim dobrego organizowania gospodarki oznacza
to, że uważają, iż sami odnajdą się w rzeczywistości rynkowej, o ile prawo, które
reguluje tę sferę będzie sprzyjające i przejrzyste.
Porównanie władzy do stanowczego pasterza niesfornych owiec wprowadza
ważny element autoportretu polskiego społeczeństwa. Oczywiście uzasadnia potrzebę
silnej władzy,

ale przede

wszystkim niesie informację

o samoocenie

naszych

rozmówców, którzy uważają, że Polacy są niesubordynowani, mają kłopoty z samo
organizacją i współdziałaniem. Są społeczeństwem zatomizowanym, które jednoczy się
w obliczu silnej władzy.
Czy zatem idea działania dla wspólnego dobra jest im obca? Przeczą temu bardzo
emocjonalne

i liczne wypowiedzi na temat rozkradania i wyprzedaży

majątku

13

�narodowego. Wiele z nich zawierało argumenty, że przecież był to majątek wypracowany
przez społeczeństwo. Można się zastanawiać, na ile jest to wynik oddziaływania
socjalistycznych idei upowszechnianych przez radiowęzeł w kombinacie „Podhale".
Warto jednak przypomnieć, że górale mają wyjątkowo zakorzenione poczucie własności.
Nigdy nie odebrano im ziemi, nie powstały na Podhalu PGR-y. Może to być zatem
poczucie więzi i współ wytwarzania czegoś, co nie jest majątkiem konkretnego
właściciela, ale wspólnoty narodowej. Z tego wynika, że nasi rozmówcy zakładają
istnienie takiej wspólnoty, że czują się składową narodu, wspólnoty, którą Benedict
Anderson nazywa wyobrażoną (1997). Jak górale wyobrażają sobie naród, to temat do
zbadania, tutaj chciałam jedynie złagodzić indywidualistyczną wizję społeczeństwa, jaką
zawiera się w metaforze niesfornych owiec.
Władza

oprócz

funkcji

organizacyjnych powinna zapewniać obywatelom

bezpieczeństwo - ten postulat jest chyba najstarszym i najbardziej uniwersalnie
formułowanym oczekiwaniem wobec wszelkiej władzy i trudno się dziwić, że wciąż jest
aktualny.

Tymczasem ludzie czują

się zagrożeni,

bezradni wobec

narastającej

przestępczości, zwłaszcza zorganizowanej. Porównanie z latami PRL jeszcze pogłębia to
wrażenie. Całkiem niedawno było na ulicach dużo bezpieczniej. Po przełomie 1989 r
przestępczość bardzo wzrosła, a przede wszystkim znacznie nasiliło się zainteresowanie
mediów. Efektem jest społeczne odczucie gwałtownego spadku bezpieczeństwa.
Nasi rozmówcy czują się również zagrożeni gospodarczo - zmieniające się
przepisy i obciążenia fiskalne powodują, że nikt nie jest pewny jak długo jego mała
wytwórnia, zakład usługowy, stragan czy gospodarstwo będzie rentowne. Gdy państwo
zmieni przepisy, podniesie VAT, opłaty na ZUS drobny przedsiębiorca splajtuje i zwolni
pracowników. W efekcie nikt nie jest pewien jutra, wszyscy obawiają się utraty pracy i
narzekają na bardzo słabe zarobki u „prywaciarza", który obciążony świadczeniami na
rzecz państwa, nie chce lepiej płacić pracownikom. Większość z nich porównując obecną
sytuację z czasami PRL-u z nostalgią wspomina komfort, jakim była stała pensja
przynajmniej jednego z członków rodziny pracującego w kombinacie obuwniczym
2

„Podhale" . Warto podkreślić, że górale w stopniu większym niż mieszkańcy innych

2

Kombinat przemysłu obuwniczego "Podhale" zbudowano w Nowym Targu w 1957 r. W okresie
największego rozkwitu, w l. 70., zatrudniał do 10.000 pracowników. Został zlikwidowany w 1990r.

14

�regionów, byli od pokoleń przyzwyczajeni do tego, że dochód z górskiego gospodarstwa
nie wystarcza na wyżywienie rodziny i trzeba szukać zarobku w rzemiośle lub w pracy za
granicą.

Mimo, że niepewność jutra nie jest dla nich niczym nowym, po latach

zatrudnienia w państwowych zakładach zapewniających stabilność zarobków, obecna
sytuacja jawi się jako niepewna. Poczucie niepewności i niestabilności gospodarczej
dominuje w wypowiedziach.
Wiele o lokalnym autoportrecie mówią opowieści o ludziach władzy, o tym kto
może zostać politykiem, jakie cechy predestynują do władzy itp.

Nasi rozmówcy

uważają się za radykalnie różnych od polityków. Polityk to człowiek wykształcony,
obyty, bogaty przywykły do dobrobytu i lekkiej a dochodowej pracy. Ludzie, z którymi
rozmawialiśmy - przeciwnie - czują się nieznaczącymi pionkami. Mówią o sobie my
bidne ludzie lub my - prosty naród. To poczucie niskiej wartości uzasadniają brakiem
edukacji, ogłady, a przede wszystkim biedą. Uważają, że za ciężką pracę są słabo
wynagradzani i choćby się zapracowali, nie są w stanie zarobić tyle, by żyć godnie.
Zwłaszcza starsi ludzie uważają, że przyszło im żyć z karkami zgiętymi. Młodsi są
bardziej konkretni i szukają przyczyn tego, że w Polsce człowiek pracujący fizycznie nie
może się dorobić, a w USA czy Niemczech - tak. Za tą poniżającą dla nich sytuację
obwiniają fiskalizm państwowy i złe zarządzanie gospodarką. Pod tym określeniem
mieszczą się wszystkie afery gospodarcze, nieuczciwości związane z likwidacją i
prywatyzacją przedsiębiorstw oraz wyprzedaż majątku narodowego. Są to sprawy bardzo
bulwersujące, nasi rozmówcy czują się wobec nich bezsilni. Pracują, ale zyski z ich pracy
czerpią inni. W efekcie trudno mówić o poczuciu własnej wartości, gdy walczą o
utrzymanie siebie i swoich rodzin. Jedyne co im pozostaje to przekonanie o tym, że w
porównaniu do polityków są bardziej uczciwi,

sumienni, etyczni. Porównanie z

politykami pod kątem wygody życia i dostatku wypada zdecydowanie na niekorzyść
naszych rozmówców, rekompensatą za to jest korzystne dla ciężko pracujących ludzi
porównanie pod względem moralnym.
Wyrzucanie ludziom władzy prywaty, nieuczciwości, zakłamania wiele mówi o
wiejskim systemie wartości, w którym uczciwa praca jest jedną z najwyższych wartości.
Ciężka, codzienna praca, powolne dorabianie się, bogacenie przez pokolenia są
przeciwstawiane obecnym karierom, kiedy to majątek zbijany jest w kilka lat. Czerpanie

15

�korzyści dawniej z przynależności do PZPR, a obecnie z uczestnictwa w polityce lokalnej
czy centralnej jest negatywnie wartościowane. Jak wynika z naszych badań: polityka to
nie jest uczciwa praca (Rozmowy...2005). Podkreślają to również wypowiedzi dotyczące
przemiany moralnej człowieka, który wchodzi w sferę władzy - gdzieś gubi się jego
kręgosłup moralny i zrozumienie dla problemów sąsiadów. Dla naszych rozmówców
wartością jest sumienna praca, działalność polityków uważają za dorobkiewiczostwo.
Co wynika z kreślonego przez

górali wzorca idealnego? Ideał władzy

formułowany w kategoriach służby zakłada podmiotowość tego, komu ta władza służy.
Idea służby jest swego rodzaju dowartościowaniem owego podmiotu. Zmienia to
diametralnie istniejącą sytuację, w której nasi rozmówcy czują się pionkami. W modelu
idealnym następuje odwrócenie: to oni są godnym poszanowania podmiotem, wobec
którego władza pełni funkcje służebne. Takie ujęcie pokazuje silną tęsknotę za
poszanowaniem, dostrzeżeniem, zaistnieniem w sferze publicznej. Władza, która służy
człowiekowi dostrzega jego problemy i dąży do tego, aby je rozwiązać. W takim ujęciu
ludzie, również niewykształceni, są znaczący. Zważywszy, że mówimy tu o sytuacji
pożądanej, a nie realizowanej, można wnosić, że nasi rozmówcy czują się nieistotni,
lekceważeni, odsunięci o wpływu, a często poniżeni.
Wielka irytacja jaką budzą zapewnienia ludzi władzy, o tym, że służą dobru
społecznemu wynika z tego, że prawda jest inna, zdaniem naszych rozmówców.
Publiczne wypowiedzi polityków o poszanowaniu wyborców i działaniu dla ich dobra,
unicestwiają rzeczywistość zastępując ją sielankowa wizją. To budzi w naszych
rozmówcach wielkie rozgoryczenie. Media dopuszczają do głosu polityków, głos ludzi
niewykształconych jest niesłyszalny. Ich prawda o rzeczywistości nie ma, jak uważają,
możliwości zaistnienia. Jest wyparta z dyskursu publicznego i zastąpiona obłudnymi
deklaracjami. To wzmaga jeszcze poczucie odsunięcia i tego, że dla polityków nasi
rozmówcy stanowią masę, łatwo poddająca się manipulacji.
Co objawiają wypowiedzi dotyczące Jana Pawła II? Niewątpliwie ujawniają
marzenia o władzy etycznej, zainteresowanej człowiekiem, akceptującej każdego, nawet
prostych ludzi; władzy, która ich szanuje na tyle, że chce im służyć. Te marzenia
powstają na gruncie przekonania, że w rzeczywistości jest odwrotnie. Wyrastają z
poczucia nieposzanowania, okpienia, lekceważenia bidnych ludzi, którzy są pionkami.

16

�Oczywiście

nie

dotyczy to

całego

społeczeństwa,

ale prostego

narodu

ludzi

niewykształconych, pracujących fizycznie, mieszkających z dala od centrum władzy i
bogactwa.
Wypowiedzi naszych rozmówców dowodziły, że podział na Polskę „pańską" i
„chłopską" jest wciąż aktualny. Józef Burszta wywodzi go ze średniowiecznego
porządku społecznego, pokazuje jak umacniał się w czasach renesansu, racjonalizował w
dobie oświecenia, nabierał emocjonalnego
młodopolskim. O dwudziestoleciu

zabarwienia w okresie romantyzmu i

międzywojennym pisze, że wówczas podział był

doświadczany w kategoriach kultury chłopskiej i

szlachecko-inteligenckiej (1985, s.

274). Józef Chałasiński podobnie charakteryzuje go w latach pięćdziesiątych, kiedy
przybiera postać opozycji kultura chłopska - kultura inteligencka. Burszta pisze o jego
aktualności w latach

osiemdziesiątych. Najnowsze wcielenie tego przeciwstawienia

Izabella Bukraba Rylska (2005) nazywa dyskursem miejsko-inteligenckim i wiejsko
plebejskim.
Podsumowując, warto zauważyć, że kreślony przez górali autoportret zakłada
bardzo głęboki podział społeczny, wywodzący się jeszcze z czasów społeczeństwa
stanowego, a jak widać wciąż aktualny pomimo zmian prawnych włączających warstwę
ludową do grona obywateli współdecydujących o losach Polski. Czym charakteryzuje się
prosty naród

przeciwstawiany tym, którzy żyją po pańsku?

skupieniem na sprawach gospodarczych,
zapewnić utrzymanie rodziny

Przede wszystkim

na pracy, pozwalającej odegnać biedę i

(Stomma 1986, Kroh 2002). Sprawy gospodarcze są

zawsze priorytetowe, a polityka interesuje ich o tyle, o ile ma wpływ na gospodarkę
(Rozmowy...2005). Dlatego najistotniejsze są te wartości, które łączą się z pracą uczciwość i sumienność.

Stanowiąca zasadniczą większość społeczeństwa grupa ludzi

słabiej wykształconych ma poczucie odsunięcia. Ich cele, dążenia, wyznawane wartości
nie przebijają się do dyskursu publicznego. Medialne debaty w małym stopniu dotyczą
optymalizacji rozwiązań gospodarczych,

skupiają się na sprawach politycznych, o

których nasi rozmówcy mówili, że są fanaberią

dla bogatych, co nie muszą

ciężko

pracować.
Bibliografia:
Anderson B.

17

�1997

Wspólnoty wyobrażone, tłum. S. Asmsterdamski, Kraków.

Baudrillard J.
1998

Procesja symulakrów, w: Postmodernizm,

red.

J. Nycz,

tłum.

T.

Komendant, Kraków, s. 175-189.
Bukraba-Rylska I .
2005

Na temat wsi i socjologii wsi (pomiędzy dyskursem wiejsko-plebejskim a

miejsko inteligenckim),Warszawa.
Burszta J.
1982

Osobowość chłopa polskiego u progu niepodległości jako wynik przemian

agrarnych i społeczno-ekonomicznych, w: Dzieje szkolnictwa i oświaty na wsi polskiej,
red. S. Michalski, t. I, Warszawa.
1985

Chłopskie źródła kultury, Warszawa.

Chałasiński J
1997

Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa.

Eliade M .
1988

Historia wierzeń i idei religijnych, t. 1, tłum. S. Tokarski, Warszawa

1994

Historia wierzeń i idei religijnych, t. 2, tłum. S. Tokarski, Warszawa

Goff Le J.
2002

Kultura średniowiecznej Europy, tłum. H. Szumańska-Grossowa, Gdańsk,

Warszawa.
Lubańska M .
2005

Religia i polityka. Ich wzajemne relacje w powiecie nowotarskim, w:

Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa, s. 125-140.
Ortner Sh. B.
2003

O

symbolach kardynalnych, w: Badanie

kultury. Elementy

teorii

antropologicznej, tłum E. Klekot, Warszawa, s. 106-116.
Rozmowy...
2005

Rozmowy z góralami o polityce, red. A. Malewska-Szałygin, Warszawa.

18

�Roux J. P.
1998

Król. Mity i symbole, tłum. K. Marczewska Warszawa.

Schils E,
1994

Co to jest społeczeństwo obywatelskie?, w: Europa

i

społeczeństwo

obywatelskie. Rozmowy w Castel Gandolfo, red. K. Michalski, tłum. D. Lachowska,
Kraków.
Stomma L.
1986

Antropologia kultury wsi polskiej XIX w, Warszawa

Thomas W. I . , Znaniecki F.
1976

Chłop polski w Europie i Ameryce, tłum. M . Metelska, Warszawa.

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11447" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11425">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c5e59e8d8e5428b0e15385a9ed8761f2.pdf</src>
        <authentication>4ee5c86d0c271f016d446ec4991514d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6510</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136381">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136382">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136383">
                <text>antropologia współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136384">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6082</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136385">
                <text>The Beauty of Human Error/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136386">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.112-119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136387">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136388">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136389">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136390">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136391">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136392">
                <text>LUDWIK ST OM M A

The Beauty
of Human Error
In Memoriam Professor
Aleksander Jackiewicz

Act I. The Eiffel Tower
The Eiffel Tower was erected upon the occasion of
the World Exhibition in 1889 and conceived as the at­
traction and embellishment of the event. Its author, as
the name indicates, was engineer Gustave Eiffel, ear­
lier known as the builder of a viaduct over the Sioule
(1869), a bridge in Porto (1876), and, predominantly,
the 122 metre-tall Garabit Viaduct (1878), a techno­
logical miracle of its time. The tower brought him not
only immortal renown but also the Legion of Honour,
which Eiffel received on inauguration day (31 March
1889) from Minister of Trade Trade Édouard Lockroy
(in place of Prime Minister Pierre Emmanuel Tirard,
who became short of breath and could not reach the
uppermost platform; lifts were installed several weeks
later). The Tower is 301 meters high and weighs 9 699
tons.
“This tower is the fulfilment of an eternal dream...”
- Prime Minister Tirard said without undue exaggera­
tion in his inauguration speech. Designs for soaring
constructions ”befitting the capital of the world”
had been presented already to Charles VII, Francis I,
Henry IV, Louis XV and Napoleon... Almost at the
last moment the realisation of Alfred Picard‘s monu­
mental project was hampered by the July Revolution.
To the end of 1886 Eiffel’s rival was Jules Bourdais,
supporter of a cylindrical tower, also 300 meters tall
and topped with a hundred powerful floodlights that
would illuminate evenly not only Paris but also the whole
of Bois Boulogne, Neuilly and Levallois, all the way to the
Seine. Taking into consideration the height of our houses,
wrote a malicious journalist, standing like cliffs along
narrow canyons, and the fact that the streets of Paris do
not radiate concentrically from the site intended for this
monstrous column one may presume that the city roofs
alone would become flooded with light; hence, probably
contrary to the intentions of the authors, only our cats will
benefit while pedestrians will continue breaking their legs
in the darkness. 1
Despite “eternal dreams” the ultimate decision to
embark upon building a ”steel construction accord­

ing to calculations made by engineer Gustave Eiffel”,
signed on 8 January 1887 by Eduard Lockroy and the
prefect of Paris Eugène Poubelle (yes! - the one re­
sponsible for dustbins), produced a storm of solemn
protests.
On 14 February “Le Temps” published an open
letter addressed to Adolphe Alphand, chief architect
of Paris. The signatories included, i.a. Guy de Mau­
passant, Alexandre Dumas, Sully Prudhomme, poets:
François Coppée, Leconte de Lisle, painters: Jean
Louis Meissonier, Leon Bonnat, William-Adolphe
Bouguerau, Adolphe Willette, architects headed by
the designer of the Paris Opera Charles Garnier, mu­
sicians, with Charles Gounod, and actors, including
Victorien Sardou...: Citizen and dear countryman!
We, the writers, painters, sculptors, architects and ama­
teurs devoted to the beauty of Paris that had remained
intact until now, come to protest with all our might and
indignation, in the name of the unrecognised French taste,
French art, and French history that now find themselves
threatened —we protest the construction, on the very earth
of our capital, the useless and monstrous Eiffel Tower that
public spite, often imbued with good sense and a spirit of
justice, has already christened the Tower of Babel. With­
out succumbing to chauvinistic exaggeration we may
boldly state that Paris is undoubtedly the most beauti­
ful city in the world. Along its streets, wide boulevards,
enchanting riverbanks and promenades there tower
the most magnificent works of mankind. The spirit of
France, the author of those masterpieces, delights in
this flourishing of stone dignity. The Italians, the Ger­
mans, and the Dutch, albeit correctly proud of their
artistic heritage, do not possess anything comparable
with ours, and thus Paris stirs curiosity and admiration
in all corners of the world. Are we to desecrate all this?
Is Paris to subject itself to the tradesman’s mentality of
a machine constructor by losing its beauty and hon­
our? Yes! - This tower, which even commercialised
America would not want, is unquestionably an insult
to the town. Everyone feels this, all repeat this, all
are anxious; we are merely a weak echo of a rightly
disturbed public opinion. Foreigners arriving at our
exhibition will cry out in surprise: “This is the mon­
strosity chosen by the French to give witness to their
taste!?”. Mercilessly jeering, they will be right. Paris of
the lofty Gothic, Paris of Jean Goujon, Pilon, Puget,
Rude, de Barye, etc. ... will become Paris of Mr. Eiffel.
In order to understand the l egitimacy of our outrage
it suffices to imagine this ridiculous Tower ruling over
Paris in the manner of a pillar of black factory smoke
and smothering with its barbaric weight Notre-Dame,
Saint-Chapelle, Tour Saint-Jacques, the Louvre, the
Dôme des Invalides, L ’Arc de Triomphe ... All our
monuments humiliated and belittled, vanishing in this
mad dream. For twenty long years we shall be forced
to watch how the shadow of an atrocious column

112

�Ludwik Stomma *

THE BEAU'

made of twisted tin will fall upon this city, trembling
with the troubled genius of past centuries. - We turn
to you, Sir, who loves Paris so much, who has granted
it so much beauty, who has protected it so many times
against the devastation and vandalism of industry, and
who has the honour to shield it once again. We turn
to you, Sir, while guarding the cause of Paris because
we know that as an artist who loves all that is beauti­
ful, great and just, you will devote all your energy and
eloquence. And if our call will remain unheeded, if
our arguments will be rejected, if Paris will insist to
be defiled, then let us, the signatories, and you, Sir,
at least leave for posterity this protest, which does us
honour.3
The signatories did not have to wait long for a
riposte: the Tower is not a useless object - Lockroy
replied, nor is it an ordinary attraction at the World
Exhibition; on the contrary, it provides science with
invaluable services. Eugene-Melchior de Vogue stated
that the Tower is the immortal victory of masonic
lodges over degenerate clericals, a blow dealt against
parochial mystifications, revenge for the defeat of the
freemasons of Senaar, and an embodiment of the om­
nipotence of science raising the tower of Babel, an
edifice forbidden by the Biblical God. 4 Magnificent
proof of the industrial power of our land; a monument
of secular genius; an extraordinary flight of secular
thought ... - added others, and Gaston Tissandier
concluded that the Tower will symbolise not only the
skills of contemporary engineering, but the whole age
of Science and Industry, in which we live; it will be­
come a monument of gratitude for the heroes of scien­
tific renascence at the end of the eighteenth century
and the Revolution of 1789, who delineated the paths
of progress.5
As the construction work advanced and the Tower
grew, the opinions of its supporters became louder and
more exalted. The above cited de Vogiie, speaking in
the name of the Eiffel Tower, addressed the bell towers
of the Notre-Dame cathedral: You old abandoned tow­
ers, which no one obeys any longer. Do you not see that the
poles of the Earth, now turning around my steel axis, have
changed1 I am the power of the universe brought under
control by the genius of calculations. Human thought runs
along my members. My forehead is encircled by radiance
brought from the sources of light. You were ignorance, and
I am Science! 6 An anonymous author of Guide officiel
de la Tour Eiffel echoed his opinion: Only from here
(from the second platform of the Tower - L. S.) it is
possible to grasp the great progress of History. Here, N a­
ture and History demonstrate their peak. It is here - on the
plain stretching at your feet that the past took place. It is
here (on the Tower - L. S.) that the future will become
fulfilled. (...) Thanks to its form of a factory chimney the
Tower triumphantly guided into Paris industry, of which
attempts were made to deprive the city. Soaring proudly, it
113

reminds the heavens about the might of progress, the vic­
tory of Science and Industry. 7 The praise was crowned
with Adolphe David’s Symophonic Poem, opus 63:
- Engineers and workers arrive at Champ de Mars
(lento)
- Beginning of work and the Tower foundations
(moderato)
- The clangor of iron (moderato e martellato)
- Ironworkers (allegro et gaiement)
- Turmoil and anxiety among the workers (allegro
mouvementé)
- First platform, the Tower grows, the summit is
closer (andante cantabile)
- People on the Tower (moderato accelerando e
crescendo jusqu’à la fin)
- The French national anthem and flag (lento e
grandioso).
It should be added that according to its adherents
the localisation of the Eiffel Tower accentuated its
symbolic dimension. Up to 1765 Champ de Mars had
been covered with vineyards, and then, for the next
15 years, it served as a training area for cadets of the
nearby Military Academy. From that time, however, it
became renowned for numerous spectacular events:
1783 - the Robert brothers launched a huge bal­
loon (which fell in Gonesse, near Ecouen, causing
panic among the local peasants),
1794 - the Blanchard balloon,
14
July 1790 - Fête de la Fédération under Tal­
leyrand. In pouring rain more than 300 000 Parisians
swore an oath of loyalty to the Nation and the Con­
stitution,

�Ludwik Stomma

• THE BEAUTY OF HUMAN ERROR

10
November 1794 - the execution of Jean Baillie,strous”, “hideous”, "ridiculous, “horrible”, “made not
astronomer and mer of Paris (the same who responded
of stone” but of “tin twisted with screws” ; it “smothers
to a comment made by the hangman, who noticed
the town’s monuments with its barbaric weight” and
that he was shivering with fear: Oui, mais cest seule- is the reason why “Gothic Paris will become the Paris
ment de froid (Yes, but it is only the cold).
of Mr. Eiffel”, etc. Ethical arguments proclaimed: “the
8
June 1794 - Apotheosis, the Festival of the Su­Tower is a profanity”, “it robs of all honour”, “it hu­
miliates”, is “an insult” and “a new Tower of Babel”,
preme Being, organized by Robespierre,
while utilitarian arguments added: “it is useless” and,
10
November 1804 - Napoleon presented the Le­
finally, socio-ideological ones claimed that the Tower
gions with eagles,
1863 - the launch of “Le Geant”, a two-storey bal­ was created by the “tradesman’s mentality of a ma­
chine constructor”, “even commercialised America
loon built by A. Nadar,
would not want it”, it is an ”industrial product”...
1867 - International Exhibition,
1878 - World Exhibition.
Counter-arguments include: ’’victory over the cler­
gy”, “’parochial mystifications”, “ignorance” and the
The construction of the Tower lasted 26 months
“’past” ; a triumph of “’iron”, “’industry”, “science”,
(795 days, to be precise). The Parisian press reported
about the course of the work with growing enthusi­ ‘’free thought”, “secular genius”, the “future”, the
asm: The workers compete zealously, full of admiration
’’tradition of the Enlightenment and the French Rev­
for the common task. They do not fear exhaustion or in­ olution”, “usefulness”, and, finally, a pathos-suffused
clement weather: be it winter or the hottest summer days
admission: “Yes, this is the new Tower of Babel”.
they labour with total devotion, courage and an undeterred
It is easy to notice that the symmetric arguments
and counter-arguments seem to be arranged in two
will to successfully complete the Tower - wrote “Le cri
opposition cycles:
du peuple” in June 1887. “Le Rappel” added on 13
August: The number of curious onlookers watching the
1 - industry: art; engineer: artist; iron: stone,
construction continues to grow. Foreigners passing through
2 - the future: the past; science: religion; freedom:
Paris return from the site of the great undertaking delighted
tradition.
and slightly jealous. (...) All agree that the Tower appears
Take the first contrast - industry: art.
to be growing by itself.
The French: I’industrie (and the Polish: industriFinally, on 1 April 1889, after all the speeches,
alizacja/industrialisation) is derived from the Latin:
celebrations, orders, and ribbons tourists mounted the
industria, i.e. collective work, the activity of a closed
Tower. The guest book placed next to the entrance
group of the initiated... Up to the eighteenth century
to the stairs makes it possible to learn about their first chevalier d’industrie signified a felon, a member of a
impressions 8.What summit will the genius of the French band of thieves. This negative timbre survived all the
reach in 1989? —The clouds will tell!’ (a visitor from Bra­ way to the middle of the nineteenth century suggest­
zil); Oh Egypt, my beloved homeland, how I would like to ing unsuitable, common, and even degrading activity.
see from the peaks of the pyramids a work as mighty and
Art, on the other hand, from the Latin: ars-tis (talent)
magnificent as the Eiffel Tower, erected with the hands of and the Indo-European aritus/ritus, refers to a rite, sac­
your children!; Oh my native land! When will you achieve
ral activity, the sacred, an encounter of the individual
such a success? (a Hungarian); French genius, you will
and the sacred.
always be foremost in the world!’; Seeing the Eiffel Tower
upon the etymological level the distinction into
I am proud to be French; Just as on the Tower of Babel
industry and art thus delineated further contrasts:
here too a great mixture of languages but it does not divide
industry: art
people —on the contrary, it unites in a unanimous ado­
the collective: the individual
ration of France (a Greek woman); I discovered on the
the profane: the sacral.
Tower the expanse of my native seas (a Breton). Only a
Parallel, the iron: stone opposition, in which iron is
certain Bloumette expressed some distance: The more I
a transposed material while stone ”was begat without
admire the Eiffel Tower the more I experience the infinites­ human intervention” places us vis a vis a fundamental,
imal nature of high heels; a sergeant of the 18th infantry
structural culture: nature opposition.
regiment preceded Freudian interpretations and wrote
Myth - Roland Barthes maintained - consists in
succinctly and concisely: An imposing penis!. The sole
overturning culture into nature or, at least, the social, the
cultural, the ideological, the historical into the “natural".
sceptical and embittered reaction of the day was the
What is nothing but a product of class division and its
one (is this not an additional symbol?) of our kinsman
from the land on the Vistula: We build ever higher, we moral, cultural and aesthetic consequences is presented
fall ever lower. Stanislas Skarżyński. Fortunately, his
(stated) as being a "matter of course"; under the effect
voice was drowned in the general clamour.
of mythical inversion, the quite contingent foundations
of the utterance become Common Sense, Right Reason,
The opponents proposed aesthetic arguments
against the Tower, which they regarded as “mon­ the Norm, General Opinion, in short the doxa (which is
114

�Ludwik Stomma • THE BEAUTY OF HUMAN ERROR

the secular figure of the Origin). 9 The basic function
of collective impression thus consists of a permanent
transition of the cultural to the natural, the mythical
justification and integration of culture. Meanwhile, in
the peculiar case of the adherents of the Eiffel Tower
we are dealing with an opposite tendency - we reject
Nature! We consciously speak in favour of the trans­
posed. We do not want revealed traditions but truths
created by us. We are the future! We are the heretics!
... So many dreams of Castorp and Settembrini are to
be found here, so many predictions of futurism and
Surrealism.
An anthropologist, however, knows, and this is
the painful complaint of his (nomen omen) profession,
that there is no truth or liberty, and that a myth will
only replace a previous myth. The myth cherished by
the supporters of the Tower was emancipated society
without tradition, religion, and the past, progressing
towards unruffled freedom just a step away. This is
freedom devoid of tedious injunctions and numbing
taboos from the past. Industry, iron, science !
Fifty years later, miniature Eiffel towers advertised
(and sometimes still do) spots for cosy rendezvous in
Portugal, Central America, the Far East, “all the cor­
ners of the world”. Decorations depicting the Tower
are also, in our epoch, an indispensable component
of Parisian cabarets, which, like “Folies-Bergère” or
“Crazy Horse” consider or offer themselves as truly lib­
erated “’in the Parisian spirit”. Even in private brothel
apartments in St. Denis a small golden model of the
Tower is virtually unavoidable.
Once: industry, iron, science; now: nudity, plumes,
Chanel... New generations ruthlessly travestied the
ideas of the adherents of engineer Eiffel. Did they ac­
tually betray the message?
In June 1984 the lesbians of Paris, demanding the
right to legal marriage, carried at the head of their
procession a cardboard Eiffel Tower, and in the back
a banner: ’’May secular thought win” ... . The Sun
emerged from behind the clouds and smiled upon the
Tower.

Act IL L’A rt de Triomphe
The construction of L’Arc de Triomphe an­
nounced by Napoleon on the battlefield at Austerlitz
went on for thirty years (15 August 1806 - 29 July
1836). In the meantime, France witnessed the fall of
the Empire, the Cossacks entering Paris, the Bourbon
Restoration, the Hundred Days, another Restoration,
the July Revolution, the onset of the reign of Louis
Philippe ...
Originally, the Arc was to stand in the presentday Place de la Bastille, since this was the route along
which the army returned from the East along St. A n­
toine. The project was changed by the Minister of
Foreign Affairs Jean-Baptiste de Nompère de Cham115

pagny, who skilfully suggested to the Emperor that the
Arc, soaring over the Etoile tollgate, would be visible
from the Tuileries, and thus always before the eyes of
the Triumphant Commander; more, His Majesty will
ride under it while on his way to Malmaison. 10
The walls of the Arc were 5,40 meters tall when
suddenly Jean-Frangois Chalgrin, the author of the
design and chief architect, died on 20 January 1811.
Work conducted under the supervision of his loyal
student Louis-Robert Goust during the tragic days of
the fall of the Empire, attained a height of 20 metres.
A seven years-long delay now followed. Construc­
tion was not renewed until 9 October 1823 upon the
basis of an ordinance issued by Louis XVIII but with
a new decoration-ideological programme. The Arc
was now to laud Bourbon supremacy in the Span­
ish war. Goust was assigned a political controller
- the ultra-royalist architect Jean-Nicholas Huyot,
who by systematically questioning all of Chalgrin's
drawings ultimately, in February 1830, led to Goust’s
discharge.
Huyot’s triumph was short-lived. Five months lat­
er, the July Revolution abolished the Bourbon dynasty.
Louis Philippe returned to the original conception of
the Arc - a monument commemorating the glorious
victories won by the Revolution and the Empire; its
realisation was entrusted to Abel Blount, whose name
was etched for all eternity at the top of the eastern
pillar.

�Ludwik Stomma

• THE BEAUTY OF HUMAN ERROR

The Arc is 49,5 metres high and 22 metres deep,
decorated with sculptures, bas-reliefs, and numerous
inscriptions.
1. Sculptures.
- From the Champs-Elysées
on the right pillar: The Departure of the Volunteers
of 1792 by François Rude (a student of Pierre Cord­
elier); a sculpture today known as La Marseillaise,
whose name comes from the “genius of war” dominat­
ing a group of female figures;
on the left pillar: Napoleon’s Triumph by Jean
Pierre Cortot.
From Neuilly:
two allegories by Antoine Etex: Resistance (on the
right) and Peace (on the left ).
2. Bas-reliefs.
- From the Champs-Elysées:
on the right: Death of François Séverin MarceauDesgraviers at Altenkirchen 21 September 1796,
on the left: The Battle of Aboukir (25 July 1799).
Kincei Mustapha surrenders to Bonaparte and Murat.
- From Neuilly:
on the right: General Bonaparte on the bridge at
Arcole, 17 November, 1796. In the foreground: Bona­
parte and the drummer boy André Etienne;
on the left: Capture of Alexandria by Kléber (2
July 1798).
- From Avenue de Wagram:
Battle of Austerlitz (2 December 1805). Napoleon
leads the Guards to attack.
- From Avenue Kléber:
Battle of Jemmapes (6 November 1792). Charles
Dumouriez begins the cavalry attack. In the back­
ground, amongst the staff officers: the recognisable
figure of the Count of Chartres - the later King Louis
Philippe
3. Inscriptions.
A. 150 names of localities associated with the mili­
tary successes of the Republic, the Directorate, and
the Empire. Looking at a map of present-day Europe
we find 35 sites in Italy, 29 in former West Germany,
25 in Spain, ten in France, nine in the former Soviet
Union, eight in former East Germany, seven in Bel­
gium, five each in Egypt, Austria and Poland (accord­
ing to the spelling from the Arc: Pultusk, Ostrolenka,
Eylau, Danzig, Breslaw), four in The Netherlands, two
in Portugal, and one each in former Czechoslovakia
(Austerlitz), Luxembourg (Luxembourg), former Yu­
goslavia (Montenegro), Switzerland (Zurich), Israel
(Jaffa) and Hungary (Raab-Gyór).
B. Names of 660 military commanders represent­
ing over ten nationalities. Alongside the French they
include Germans, Italians, Belgians, the Dutch, the
Swiss, Spaniards, seven Poles: Kniaziewicz, Poniatowsky (Poniatowski), Lasowski (Łazowski), Dombrowsky (Dąbrowski), Zayonscheck (Zajączek),
116

Sulkosky (Sułkowski), Klopisky (Chłapowski)... and
even commanders from Austria (Scherer), Ireland
(Kilmaine), Dominicana (Briux) and Venezuela (Mi­
randa).
From Place de l’Etoile (today: Place Charles de
Gaulle-Etoile), crowned with L’Arc de Triomphe, there
radiates a dozen (since 1854) wide avenues: Avenue
des Champs-Elysée and, counting clockwise, Avenue
Marceau (François Marceau-Desgraviers, 1769-1796
- revolutionary general, victor from Coblenz and Neu­
wied, died at Altenkirchen aged 27), Avenue d’Iéna
(Napoleon’s victory over the Prussian army, 14 Octo­
ber 1806), Avenue Kléber (Jean Baptiste Kléber, 1753­
1800 - victor from Fleurus, commander of the Egyptian
army, stabbed in Cairo), Avenue Victor Hugo, Avenue
Foch, Avenue de la Grande Armée (from 1805 this
was the official name of Napoleon’s Army), Avenue
Carnot (Lazare Carnot, 1753-1823 - leading activist
of the French Revolution, member of the Directorate,
provisional minister of war serving under Napoleon,
later an opponent of Napoleon, during the Hundred
Days accepted the post of minister of internal affairs,
exiled in 1816, devoted himself to research), Avenue
Mac-Mahon (Esme-Patrice Mac- Mahon, 1808-1898
- general, royalist, distinguished during the Crimean
War and at Magenta, stifled the Paris Commune, Pres­
ident of France, in 1873-1879), Avenue de Wagram
(Napoleon’s victory over the Austrians, 4-6 July 1809),
Avenue Hoche (Louis Lazare Hoche, 1768-1797 revolutionary general, cruelly pacified the Vendéans)
and Avenue de Friedland (Napoleon’s victory over the
Russian army, 14 July 1807).
The Arc closes one of the most magnificent vis­
tas of urban planning in the world: Place de l’Etoile
- Champs-Elysées - Place de la Concorde with the
Luxor Obelisk (thirteenth century B.C.) - the Tuiler­
ies Garden - Arc de Triomphe du Carrousel - the Lou­
vre.
In a poem mentioning his father, a general whose
name was omitted from L ’Arc de Trimophe, 11 Victor
Hugo wrote:
Oh! dans ces jours lointains où l’on n’ose descendre)
sur ce bloc triomphal ou revit tout l’empire
ou l’histoire dictait ce qu’il dictait ce qu’il fallait écrire
vous avez oublié sire un nom militaire
celui que je soutiens et que portait mon père
c’était un vieux soldat, brave entre les plus braves
dont le sabre jamais ne dormait au fourreau
et que napoléon enviait à moreau
pourtant sur votre mur, il est oublié sire
et vous avez eu tort et je dois vous le dire
car le poète pur, de la foule éloigné
qui vous aborde ici de son vers indigné

�Ludwik Stomma

• THE BEAUTY OF HUMAN ERROR

sire! et qui vous souhaite un long règne prospère
n'est-ce pas de ceux qu'on flatte en oubliant leur
père.
L ’Arc de Triomphe was intended to be a monu­
ment commemorating the power of the French army,
national pride, and the invincible might of the Empire.
It served as a point of departure for the funeral corteges
of Ferdinand Foch (1926), Joseph Joffre (1931), Philip
Leclerc (1947), Jean-Marie Lattre de Tassigny (1952)
and the hero of colonial wars - Louis Lyautey (1961).
It is here, next to the Tomb of the Unknown Soldier,
established in 1921, that the ceremonial changing of
the guard is held. Here runs the obligatory route of all
war parades...
The tourists, however, blissfully unaware of the
blood-stained pages of military history and visiting
colourful Paris distant from the roar of canons and
the dust of the battlefields, lift their heads to seek
on the Arc the names of native localities or familiar
sounding surnames. The English appropriate Clarke,
MacDonald, Hatry, and Pierce; the Germans - Kellerman, Struts, Stengel... the Spaniards - Almeras,
Miquel, Loverd...: the Portuguese - Cosmao, Dugua...
; the Lithuanians - Baltus; and the Czechs (I heard
this!) - Zayonscheck... Never mind the fact that those
dead are probably rolling over in their graves. In this
chaotic mixture of languages the Arc becomes a sign
of cosmopolitanism rising above national frontiers, ar­
mies, and a gung-ho legacy.
Paradoxically, it is those clueless tourists who are
right. From the very onset, albeit independently of
the intentions of its authors (naturally, if we recog­
nise them as individuals working on sketches and not
the collective genius of history), the Arc was already
a symbol of that, which is most alien to the power of
armies and the might of empires - a symbol of toler­
ance and probably the only building in the world from
which the revolutionary Dumouriez, Emperor N apo­
leon, and King Louis Philippe Bourbon look down;
this is the starting point of the exits of avenues named
after the perpetrator of regicide Carnot and the reac­
tionary monarchist and hangman of the Communards
Mac-Mahon, together with Victor Hugo, defender of
the latter’s right to asylum (a stand for which he was
exiled from Belgium), the bloody enemy of religion
Hoch and the self-declared supporter of clericalism
Foch... . Recall yet another vista from the Arc span­
ning from the nineteenth century (Champs-Élysée),
towards ancient Egypt, the sixteenth century (the
Tuileries Garden) and the thirteenth century (the
Louvre).... It becomes apparent that Place de l’Étoile
is the site of overcoming and eradicating contradic­
tions between epochs, ideologies, and nations. A site
for unity, for everyone, a refuge. Coincidentia oppositorum.

Even more so considering that the patron of this
conciliation of the opposites is the powerful shadow of
the One who was the god of war and the little corpo­
ral, a monarch and a liberator of nations in the name
of the ideals of the revolution, an Italian Corsican and
“the greatest Frenchman”, a tyrant and the one who:
augured ultimate salvation/ For men’s long-exiled liberties
(Pushkin). 12
Naturally, one could say that these are mere intel­
lectual speculations and theoretical paradoxes. Let us
then take a look at the Arc guest book 13. What joy to
see the gateway to liberty (a Czech); Only twice in my
lifetime could I experience similar uplifting moments - see­
ing the Statue of Liberty in New York and the Arch of
Triumph in Paris! (a Moroccan); Welcome, land of asy­
lum and human rights! (a Romanian); France! You are
forever the homeland of liberty! (a tourist from Lyon)...
Not by accident do covers of guidebooks and albums
showing Paris as a multicultural town, the capital of
liberty, feature the Arc de Triomphe, while the night
life and frenzy offered by the same town are accompa­
nied by our old familiar friend, the Eiffel Tower.
As long as Ravic from Erich Marie Remarque’s
Łuk Triumfalny found in Paris refuge and shelter, the
massive grey shape of L ’Arc de Triomphe, as if made
of liquid silver, towered above14. When, however, the
French police arrested and deported the refugees, and
when we know that the ominous time of nationalist
hordes and ideologies is returning, the square turned
into a sea of darkness, in which even L’Arc de Triom­
phe vanished. 15

117

Act III. The Sacré-Coeur Basilica
Vineyards, mills, wooden cottages, a dozen crys­
tal clean founts, deep caverns - remnants of gypsum
mines, the small church of St. Peter, eight cosy streets,
and a small square. The fact that Montmartre Hill
(from: mar tray —execution site) preserved its Arcadian
character all the way to the 1870s is a strange caprice
of history considering that already Louis XVI wished
to erect here a royal necropolis (the project was well
advanced), the Directorate - a mausoleum, Napoleon
- a Temple of Peace, and Louis XVIII - a monumen­
tal column (the subscription was initiated). History
too did not spare the hill. In 1814 it was the site of a
bivouac of the Russian army (which set fire to half a
century) and in 1815 - of the English. In June 1848 the
insurgents waged their last bloody battle here, and on
22 May 1871 the famous platoon of woman-Commu­
nards, including Liza Michel and Elisabeth Dmitrieff,
put up desperate resistance against the first army corps
of Versailles led by General Ladmirault 16. But after­
wards the vineyards once again flourished, orchards
blossomed, and trees forgot all about the past ...
It was precisely illusory longing for bucolic idyll
and freedom as well as a much more rational one for

�Ludwik Stomma

• THE BEAUTY OF HUMAN ERROR

cheaper life that in 1860-1865 inspired a group of
young painters, the so-called Manet Company, to set­
tle down on the hill.
Renoir worked in studios in, successively, Tourlaque, Caulaincourt (slightly lower) and Cortot
streets; Degas - in Blanche, Lepic and Fontaine
streets; Cézanne - in Hégésippe-Moreau; Van Gogh
and his brother Theo lived in rue Lepic. Then there
was Manet, Monet, Pissarro, Sisley... This group of
peers (in 1865 the oldest, Pissarro, was 25 years old,
and the youngest, Renoir, was 24) made Montmartre
famous across the world. The site of their meetings
- Café Guerbois - became the stuff off legends but al­
ready when... the artists had long left the hill.
On 24 May 1873 the Adolphe Thiers cabinet was
forced to announce its resignation by 362 votes against
342. On the same day, Thiers, whom Polish textbooks
depict as a reactionary and the hangman of the Paris
Commune, was recognised by the Parliamentary ma­
jority as much too soft, liberal, and republican. One
of the first steps made by the new monarchist cabinet
was to issue a decree (24 July 1873), proposed by the
renowned extremists Hubert Rouault de Fleury and
Alexandre Legentil about the erection of the SacréCsur basilica on top of Montmartre.
A competition was immediately announced in
December of the same year 17, and the design chosen
from among 78 projects was the one by the architect
Paul Labadie, modelled on the Romanesque-Byzantine
church in Saint-Front (Périgueux).
The text of the resolution passed on 24 July 1873
mentions the need to expiate the crimes of the Commune
and for the Papacy’s loss of secular power... . It thus
constituted an arrogant demonstration of the clerical
conservatism of the new authorities, easily recognised
by French society. In a country still partly occupied
by the Prussian army (which left Nancy on 5 August
1873, and Conflans and Jarnay in as late as Septem­
ber) the resolution also reflected fierce opposition
against the anti-religious Kulturkampf policy consist­
ently conducted by Berlin (14 May 1873 - the enact­
ment of a law against the Jesuits, 14 May 1873 - the
dissolution of smaller seminaries and the restriction of
the bishops’ jurisdiction) and thus, mutatis mutandis,
featured an anti-German hue. Finally, the choice of
the Abadi project contained an easily discernible pro­
Russian gesture. N ot without reason was the Russian
Ambassador Alexander Gorchakov invited to the first
display of the model. By referring to the traditions of
the East the white domes of the Sacré-Csur were sup­
posed to evoke Franco-Russian political rapproche­
ment. Unfortunately, an excess of politics usually does
not exert a favourable impact on works of art....
Building the Sacré-Coeur basilica took 38 years from the instalment of the cornerstone on 1 February
1874 to the completion of the bell tower in 1912; even
118

then, work on the interior had to be continued with
an interval during the Great War; ultimately, conse­
cration took place on 16 October 1919 in the presence
of nine cardinals, 12 archbishops, and 98 bishops from
all over Europe.
All agree - Josette Devin wrote - about the extraor­
dinary ugliness of this building, unfortunately one of
the most conspicuous and known in Paris. The war of
1870 thus proved to be just as unfortunate for France
as for the beauty of Paris... . Next, however, he added
that surprisingly, just as in the ugliness of a beloved
face we start to perceive charm and beauty, the Paris­
ians grew used to to Sacré-Coeur and even shower the
basilica with sincere affection. 18
In reality, not everyone was compelled to grow ac­
customed. The church is living proof of French light­
heartedness and contempt for the well-worn canons
of beauty - the “Times” wrote in October 1919. Just
as the Impressionists overcame the aesthetic images of
their epoch, so today these white walls accomplish the
same on the very same spot... . In an interview given
to “Le Figaro” upon the occasion of shooting the film
The Life of Emile Zola (1937) director Wilhelm Dieterle went even further: I am not surprised that the Im­
pressionists were so fascinated with the Parisian lightness
of this fantastic building in the white afterglow...
When in about 1907 the walls of Sacré-Coeur
were already tall enough to imagine their ultimate
shape, Manet (d. 1883), Van Gogh (d. 1890), Sisley
(d. 1899), Pissarro (d. 1903), and Cézanne (d. 1906)
were no longer among the living. Others had left
Montmartre long ago, driven away, as in the case of
Monet, by the hubbub of the great construction site.
But who cares?
Day and night, steps leading to the basilica are full
of colourful throngs of tourists longing for the careless
subtlety of Parisian life, wishing to imbibe the legend
of the Montmartre of the Impressionists and the Bo­
hème, and taking photographs against the backdrop
of the Byzantine gates of the sanctuary. When I asked
them, by no means facetiously but simply as a curi­
ous anthropologist, what Impressionist work was their
favourite, more than 50% answered: Sacré-Coeur.
This should not come as a surprise when reading
travelogues and looking at the collages featured on
postcards or the canvases by thousands of mediocre
painters on show in Place du Tertre. The basilica has
simply gotten mixed up with the Bohème, and socalled historical facts have once again proved to be
non-essential and dissolved - this time - in the fumes
of absinthe.

Postscript
The beauty of human error? Or, actually, of three
assorted errors: the change of the subject of ideology
(the Eiffel Tower), the change of ideology itself (L’Arc

�Ludwik Stomma

• THE BEAUTY OF HUMAN ERROR

de Triomphe) and, finally, the change of chronologi­
cal transposition (Sacré-Coeur). These differences,
however, are secondary and the essence lies in the dy­
namic emanated by ostensibly unchanging and static
objects. “Ostensibly”, since this is an illusory static
quality. The Eiffel Tower was quite different in the
positive and optimistic era of Jules Verne than in the
passionate and decadent “belle époque”. Similarly, the
meaning of the Notre Dame cathedral, Mona Lisa, and
Van Gogh’s Sunflowers also changed. An historian of
art is supposed to describe an artwork (while an his­
torian - an event) as such or, eventually, against the
background of “its”: time, i.e. that for which it was
intended.
The anthropologist is interested in an object within
the dynamic context of culture, an ever-living mythical
object. The beauty of human error - is it not already
an error that the Notre Dame cathedral is an “histori­
cal monument”, that people ”tour” it, that the police
regulate traffic in the cathedral naves during Midnight
Mass? Is this not a new sign within an equally novel
system of values? A new myth? Structural anthropol­
ogy is charged with “losing the author”, with no longer
remembering who was the architect of L’Arc de Tri­
omphe and who painted Sunflowers. What a misun­
derstanding! Structural anthropology does not deal
with something that can be found in every lexicon.
Instead, by studying the subtle game of meanings and
myths it continues to rediscover the authentic author:
lost in the labyrinth of history, unaware, but still the
untiring genius of social imagery.
Otherwise, all is true: Paris is the city of liberty,
lightheartedness, cosmopolitanism, subtlety, frivolous
ambiguity. It is also a refuge, the capital of the world
and coincidentia oppositorum.
Everyone who reclines on the lawn in front of the
Eiffel Tower may feel how Axis Mundi - the axis of the
world - runs across his navel. 19
Endnotes
1

A. Picard, Tours de 300 metres de hauteur, “Revue de
l’architecture et des travaux publics”, 1885, p. 32.
2 According to the original project the Tower was to be
pulled down after twenty years.
3 After: H. Leyrette, Gustave Eiffel, Paris 1986, p. 172 and
174.
4 E. M. de Vogue, A travers l’Exposition, “Revue des Deux
Mondes”, VII/1889, p. 19.
5 G. Tissandier, La Tour, “Le Figaro” (special edition), 2
April 1889.
6 E. M. de Vogue, op. cit., pp. 24-25.
7 Guide officiel de la Tour Eiffel, Paris 1987, pp. 5-6.
8 After: J. P Spilmont, M. Friedman, Memoires de la Tour
Eiffel, Paris 1983, pp. 191-193.
9 R. Barthes, Changer l’objet lui- même, “Esprit”, vol.
IV/1970, p. 6.
10 H. Dillange, LArc de Triomphe et le Carrousel, Rennes
1983.
119

11 V. Hugo, LArc de Triomphe.
12 A. S. Pushkin, Napoleon, [in:] Dzieła wybrane, Warszawa
1965, p. 92.
13 Visitors' book at the Arc de Triomphe Museum, availa­
ble at the Museum - year 1986.
14 E. M. Remarque, Luk Triumfalny, Warszawa 1973, p. 117
and 370.
15 Ibid., p. 482.
16 W Serman, La Commune de Paris, Paris 1986, p. 500.
17 J. Hillairet, Dictionnaire historique des rues de Paris, Paris
1980, vol. l, p. 269.
18 J. Devin, Paris de toujours, Paris 1968, p. 149.
19 Salvador Dali was wrong - the axis of the world (centre
du monde) is not situated at the train station in
Perpignan.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11446" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11424">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/377c608a5ccce2b6abc7608dd8675d9a.pdf</src>
        <authentication>f1ee49d2c048b623c2839715652f5d59</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136367">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6511</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136368">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136369">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136370">
                <text>antropologia miasta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136371">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6083</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136372">
                <text>Fragments of Venetian Discourse / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136373">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.120-143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136374">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136375">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136376">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136377">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136378">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136379">
                <text>DARIUSZ CZAJA

Fragments of the
Venetian Discourse

I. Hieroglyph
1.
It was probably Henry James who was one of the first
admirers of Venice to distinctly draw attention to the
fact that the veritable building material of the town is
neither sand, stone nor water but something much more
powerful: light, conceived as materia prima: The light
here is in fact a mighty magician and, with all respect to Tit­
ian, Veronese and Tintoretto, the greatest artist of them all.
You should see in places the material with which it deals—
slimy brick, marble battered and befouled, rags, dirt, decay.
Sea and sky seem to meet half-way, to blend their tones
into a soft iridescence, a lustrous compound of wave and
cloud and a hundred nameless local reflections, and then
to fling the clear tissue against every object of vision. 1
More than a hundred years later, the phenomenal
Watermark by Brodsky contained a distant reflection
of that observation, albeit this time in a more concrete
form. Brodsky made an observant remark about the
particular variant of Venetian light: The winter light
in this city! It has the extraordinary property of enhancing
your eye’s power of resolution to the point of microscopic
precision [...]. It carries no warmth or energy, having shed
them and left them behind somewhere in the universe or in
the nearby cumulus. It’s particles’ only ambition is to reach
an object and make it, big or small, visible. 2
What is the light mentioned in those two frag­
ments, how is it comprehended? Quite certainly it is
not merely a physical quality. It is no longer ordinary
electromagnetic radiation, but possesses the power of
extracting things out of non-being. To put it in stronger
terms: it has the power to create the world and render
it visible. This gesture changes things fundamentally:
it takes the conceit of light out of the space of physi­
cal description and strict measurable parameters and
introduces it into curious space with properties that
only partly succumb to rational description.

2.
Each successive Venetian narration carries traces
of comments by predecessors and is added above or
120

along other texts about the town, even if not always
aware of this fact. The foundation of the discoveries
made by Ewa Bieńkowska in her intentionally palimps­
est novel: Co mówią kamienie Wenecji? 3 is Venetian
light in its assorted forms and versions. They are thus
an open reference but also - and this must be stressed
- an original and creative development of the abovecited observations of her predecessors.
Already the fragment opening the book is highly
symptomatic: This person stood in the centre of Piazzetta
on a cool but sunny autumn morning, and holding a book
looked at the cover and then at the view before him, rais­
ing and lowering his head in a regular rhythm, over and
over again (...). His facial expression was both astonished
and delighted to such a degree of bliss that I could not pre­
vent myself from a gesture of indiscretion. I came close and
looked over his shoulder. Obviously...
This was the cover of a cheap album of works by
Guardi, reproducing precisely that, which was situated
right in front of us. The slabs of Piazzetta leading towards
the water, St. Mark’s, the church on the island of San
Giorgio Maggiore on the opposite shore, and translucent
sky marked with several swift clouds. The veracity of the
image bordered on the uncanny, one felt the same chilly
air, the same suffusion with light, the glistening quality of
the dark colours (as if with an addition of bottle green),
the strong vibrating white colour of the church facade, and
the surface of the canal, whose smoothness was produced
by tiny waves ruffled by the wind. One had the impression
of a model, which in some manner rendered the view more
accurately than our eyes (...). (CMKW, 7-8)
This thoroughly Venetian genre scene is not con­
cerned solely with measuring the distance between the
real and the painted, the reduction of the intensity of
the painterly mimesis, which in a moment will reveal
its illusory character. Here, the heart of the matter is
different. Recalling the morning frame from Piazzetta,
Bieńkowska openly demonstrated her writer’s inten­
tion: a wish to discover Venice predominantly in the
images created there, to extract and name the Vene­
tian eidos manifested in those disturbing objects made
of colour and light.
In other words, this is a richly documented book
about Venetian painting... or more exactly, about
Venetian art and Venice as a work of art. Undoubted­
ly, the key to the town is painting, the works of Vene­
tians. An undertaking, and this cannot be concealed,
that remains highly risky (If I could describe the Vene­
tian courtesans... , as in Milosz’s famous reservation
about the possibility of depicting the canvas by Car­
paccio), since it embroils the narrator of the story into
all the problems faced by the ekphrastic statement.4
Regardless whether this intention succeeds or not it
must be underlined that it is in this particular gesture
of abandoning literature for the sake of painting that
the originality and force of Bieńkowska’s book lies.

�D ariusz C zaja • FRAGMENTSOF THE VENETIAN D i s c o u r s e

Venice, Photo: Joanna Benedyktowicz
121

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

Whoever would like to perceive Bieńkowska’s
publication primarily as a compendium on the history
of art would be wrong.5 Although it brims with erudite
comments bibliographical details, sophisticated de­
scriptions, and interpretations of particular canvases,
it remains obvious that this is more than just a guide­
book on Venetian art, although one cannot exclude
the possibility that this is the way in which it could
be perceived. Following the complicated adventures
of Venetian painting, delving deeper into the art of
Bellini, Giorgione, Tintoretto, and Titian all the way
to Guardi and Canaletto, the author revealed for our
sake a complicated pattern, still only partly recognised,
of spiritual and technical borrowings, affiliations, con­
tinuations, and negations occurring between their oeu­
vre. Actually, this feature is not the most relevant. It
is merely factographic substance from which one can
depart towards an intellectually subtler concept.
Precisely. As I have mentioned, the book by
Bieńkowska is usually read “transparently”, without
understanding that this prose, sometimes with a strong
underpinning of style, is not solely a thorough report
on library and museum surveys but, first and foremost,
a literary construction. And if this is so, then it is not because it cannot be - conceived without committing
a cognitive ”sin”. In other words: it is an attempt not
only at an account but also tries, sometimes in a high­
ly evocative manner, to impose with the assistance of
rhetorical operations an image of Venice. Hence my
task: to take a look not only at the designates towards
which the text steers us but rather at the text itself, the
way in which it creates a vision of the town and the lin­
guistic operations with which it fulfils this task. To put
it differently: to discover the mythological component
contained in the book. This is particularly interesting
in view of the fact that many parts of Co mówią kami­
enie Wenecji? possess a distinctly meta-textual nature
and the discursiveness revealed therein could suggest
that this sort of narration is free of all myths. Unfortu­
nately, this is not so simple. There, where we fall into
the trap of the language mythical matter reveals itself
with all force whether we know this or not. More: it is
worth remembering about a certain recommendation
that has all the features of a self-fulfilling prophecy:
there where there is Venice there you should search
for a myth!
Apparently, the mythical narration present in the
book is organised predominantly by two closely con­
nected motifs: the metaphysics of light and the nature
of the creative act. The whole erudite and impressionoriented “rest” is based on these two foundations. Let
us try to take a closer look at them.

3.
The first question posed by Bieńkowska is totally
essential: how did it happen that it was precisely here,

in Venice, at the turn of the fifteenth century, that
there emerged painting so dissimilar to all that that
was being executed all around, for instance, in the
workshops of Tuscany? Were the Madonnas by Giambellino, The Tempest by Giorgione or The Pastoral
Concert by Titian conceivable outside Venice? - she
asked rhetorically and is clearly inclined towards some
sort of a version of geographical-aesthetic determin­
ism. It is Venice, the author added, and its unique
light that left such a strong impression on local paint­
ers. Venetian space is an inimitable laboratory of light,
a place exceptionally suitable for observing its changes
and for seeing how it behaves in a confrontation with
matter: Whoever toured Venice or looked at its paintings
in foreign museums was aware that something special was
taking place as regards the question of perception and the
puzzle of the visible nature of the world. Here this feature
was exceptional and provoked unique responses. The sim­
plest elements of the world exist in Venice in a manner
not encountered elsewhere, granting ordinary activity an
additional aura, semi-ceremonial and semi-intimate. Light
shines differently across the lagoon, builds space, enfolds
things, draws forth and conceals their matter, and endows
the latter with scores of guises. (CMKW, 237)
In this town everyone, whether he wishes to or not,
becomes engaged in looking. Here, we all are only a
mere addition to the eye, the author echoes the lesson
taught by Brodsky. Venice is the sole space in which the
eye reveals its autonomy so distinctly, in which it not so
much separates itself from the body as totally subjugates
the latter: Venice taught how to look and suggested percep­
tion. Each of its seasons and time of the day, each caprice of
the weather was a lesson in the manner in which the theatre
of the visible is arranged, the manner in which plans and
depths are constructed, the way in which they occupy their
surfaces and abandon them. It teaches what happens with
colours when they are illuminated by the variable glimmer
of the lagoon, when they outline the meandering canal or the
line of the coastline with its half-moon shape. That what is
light becomes doubly reflected from the water and the stone;
the degree to which it makes it possible to penetrate the con­
cealed substance of things and the extent to which it main­
tains us in a state of illusion. (CMKW, 238)
Here we counter an interesting and creative ap­
plication of the metaphor of Venice as a theatre. Now,
Venetian space will no longer be the patinated, old,
and crumbling stage design that it is often perceived
(in vain would we add that this is not a compliment!),
but will become a living and pulsating panorama
transformed into a theatre of perception. An instruc­
tive panopticon of the stirring work performed by
light, texture, and colour. In other words, an instru­
ment with distinctly positive commutations enriching
cognition.
Remarks about the variable and disturbing nature
of the visible are developed in another beautiful and

122

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

instructive metaphor of the space of Venice possess­
ing the features of a magic telescope whose simplified
version is the kaleidoscope. It combines the narrow
field of vision and depth evading our gaze, concealed
but foreseen in each element of the vision. The slight­
est movement and tremor of the telescope shift all the
components that upon each occasion arrange them­
selves into a different world, into related micro-cos­
moses that, however, vary with every moment. The
limited field of vision - the narrow canals, streets, and
squares, whose majority are streets slightly expanded
to make space for a church - produce the impression
that the centre of vision is transferred elsewhere, al­
ways further on, and will be reached by walking ahead,
by discovering the point of an encounter, the point
of an equilibrium, somewhere where the eye can no
longer penetrate. Each step causes an alteration, a
rearrangement of elements creating an inexhaustible
number of configurations; a walk across Venice is
tantamount to slowly twisting a kaleidoscope and the
transformation of its countless virtual versions into re­
ality. (CMKW, 71-72) This game with the unknown
appears to be endless, since each consecutive version
shows a successive one. Interestingly, the town plan­
ning configuration, narrowed down, stifling, and at
times claustrophobic, does not become tedious due to
the incessant presence in this restricted space of the
elements: the sky and water.
One could outright have the impression that Ven­
ice extracted itself from non-being as if specially for
the sake of painters. The latter took up this challenge
and devoted themselves to studying colour and light.
Venetian painters discovered, albeit each in his own
manner, an astonishing thing. As if contrary to all
sorts of Platonic approaches they recognised that the
mystery of reality lies in its skin, its surface appear­
ance. That e v e r y t h i n g is already given to us h
e r e, and it is only necessary to be able to see it. It is
in Venice that convincing arguments were provided
demonstrating that the corporeal is merely a form of
the spiritual and that only a thin line divides optics
from metaphysics.
For all practical purposes, the entire book by
Bieńkowska is an attempt at describing this mysterious
and, from the viewpoint of common sense, impossible
abutment of opposites.

4.
If it is true that, as Maurice Merleau-Ponty main­
tained in his pioneering analyses of the phenomenon
of perception, painting, in its most profound vocation,
is an incessant examination of the mystery of the vis­
ible 6, then Venetian painting is certainly the most
credible confirmation of this declaration. It was in
Venice that a discovery was made of the creative force
of colour and its fundamental role in the creation of
123

painterly reality. Painting was revealed as a passionate
celebration of the visible.
Take a single instructive example. The Tempest
by Giorgione, still puzzling and resisting all exegetes,
belongs definitely to the canon of Venetian master­
pieces. Here is an ekphrase of this famous canvas as
proposed by Bieńkowska: It is impossible to describe The
Tempest without succumbing to a paralysing feeling of
helplessness. Sometimes, personal recollections can assist
us in coming closer to it. The eye first registers a cloudy sky
and a snake-like line of lightening against ominous heav­
ens. Lightening is the source of light, it illuminates the walls
of the town and the tops of the trees in an abrupt flash,
which everyone recognizes from his experiences of summer
storms. This flash brings forth the phosphorescent white­
ness of the stones and for the single blink of an eye changes
leafs into constellations of glistening points, accentuating
the dark shadows of trees standing against the light. Before
the eye rests on a mysterious Gypsy woman in the lower
part of the painting it is attracted by the view of a town as if
straight out of a dream. The flash of lightening for a single
moment changes not only the appearance of things but also
their substance, and leaves us convinced that for a split of
a second we took part in a different, ceremonial, and secret
existence of the world.
Only later does out gaze pause at a female figure and
even later extracts the figure of a man —his white shirt
and dark red jerkin. Both figures are less absorbing that
that, which is taking place in the sky and on earth, but
we feel that that the painting could not do without them.
It is thanks to them that it evades pan-aestheticizing “Ro­
mantic” savouring and gains an equilibrium. (CMKW,
46-47)
Not by accident in her description of the canvas
the author did not concentrate on a mysterious an­
ecdote, which is the case of so many difficulties for
its interpreters, but on the just as puzzling purely col­
our stratum, sensual and visual, not to say: formal, if
it were not for the contemporary, almost exclusively
“technical” comprehension of that term. The land­
scape of The Tempest is so extraordinarily rich as re­
gards colour that it reveals in Nature qualities whose
existence the “ordinary” eye bypasses and simply does
not surmise. Contrary to commonplace habits the
painting is not a carbon copy of reality but its crea­
tive construction, created in an alliance of the eye, the
imagination, and the intellect. It is the painting that
reveals and projects into the visible the reflections of
the invisible.
It would be difficult to acknowledge an abuse or ex­
aggeration in the author’s claim, placing The Tempest
among religious works. Naturally, this is quite a differ­
ent religiosity than the Renaissance (only?) compre­
hension of a religious canvas. She discerned in the per­
ception and reflection of Giorgione an unprecedented
attempt at a totally new understanding of its meaning:

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

Giorgione - as far as we know - did not leave behind any
religious paintings (...). This too is not unusual for those
times. I have the impression that this fact is connected with
the attitude, which we sense in The Tempest, as if he
wanted to discover a different form for the sacrum, a form
not foreseen in the official canon and one about which he
too did not know, matching shapes and colours, eliminating
the first sketch, and conducting a further search. Accord­
ing to him the sacrum was further from man (further than
in the Christian missive - after all, so strongly anthropo­
centric) and closer to direct experiences of the world, that
vibrating light, air, and earth shown in such a disturbing
manner in The Tempest. (CMKW, 49)
Giorgione discovered and with brilliant virtuosity
demonstrated that a painting, regardless of the theme,
can be a congenial medium of metaphysics.7 That a
patient contemplation of the puzzle of the visible,
the concentration of ways of the appearance of light,
guides beyond its boundaries, towards a harmonious
coexistence of “the visible and the invisible”. That the
greatest achievement of the art of painting is not aes­
thetic entertainment, but can become the most pro­
found form of cognition. To put it differently: that a
painting does not have to be merely a screen of reality,
but can turn into an instrument of its r e v e l a t i on,
disclosure, as the Latin interpretation suggests. A rev­
elation of the limits of the visible.

5.
In Polish: “light “and “world” (światło and świat)
are connected by an astonishing lexical similarity. As
we have seen, in Venice light assumes extraordinary
creative power. It reveals the world and extracts quali­
ties in it that were not anticipated. It is the funda­
mental building material of paintings - those specific
products, “new worlds” . Yet another unusual compo­
nent of Bieńkowska’s narration is connected with the
nature of the latter: reflection on the miracle of the
birth of Venice. An attempt at an explication
of the creative act. A t this stage, we abandon the
aesthetic discourse and plunge into the dark terrains
of ontology.
Taking into consideration purely rational reasons,
Venice, that strange civilizational and aesthetic prod­
uct, simply should not exist. This is obvious. It should
not be and yet it is. Despite all gathered knowledge
about the history of Venice it is impossible to find
some rational reason for its existence. It is pure impos­
sibility, a paradox, a curiosity, a freak of Nature, or, as
some claim, a miracle. It follows that Venice actually
engages the mind not only and not predominantly as
a town-planning problem but as a serious ontological
puzzle, as a cipher that has to be decoded. What is
the origin of Venice, what are the reasons for its exist­
ence? If for a moment one would relegate - since it is
impossible to reject them completely - political, eco­
124

nomic, and sociological reasons based on otherwise
serious and scientifically confirmed arguments 8 then
there remains only a single possibility of a purely poet­
ic nature: according to it, the town built on a lagoon ex
nihilo is a folly of human imagination, an insane crea­
tive gesture devoid of pragmatic reasons. It is creatio ex
nihilo repeated in a human dimension.
Venice is an entirely imaginary town. Note, how­
ever, that this insane conception lacks the same sort
of cold calculation that took place in the case of St.
Petersburg, another town on water brought into be­
ing by the human fiat. Hence, perhaps, in both cases
the unreal and phantom-like character, the mixture
of dream and awakening that is part of their nature
has quite a different dimension. But was it only the
human hand that was involved in this project? In the
emergence of Venice from non-being the motor force
was not merely human imagination. Here, something
more was needed: imagination outfitted with divine
prerogatives, as in Blake: The material —and all others
- being of Venice at each moment depended on a miracle,
a constant preservation in a being which philosophers de­
scribed as the Supreme Being. Not only did it decide about
creation, but in addition it conserves its work from mo­
ment to moment; without its incessant attention it would
have dissolved in nothingness. The miracle of Venice,
basically and actively human and arbitrary, forces us to
think about constant, extraordinary intervention —so that
which is could exist. So that it would not vanish together
with springtime mists, so that it would survive wintertime
attacks of freshet, floods flowing from terra firma and
drowning St. Mark's Square, filling basements and under­
cutting foundations. (CMKW, 98)
Exactly: the wonder of Venice consists not only
of the fact that it was created at s o m e t i m e and
was brought to life, but to an equal degree that con­
trary to all else, and despite the incessant destructive
work performed by Nature, political failures or civilizational crises, it s t i I l goes on. Consequently, there
emerges the question: What calls for greater effort: to
create or to ensure duration? To this query, which once
excited learned minds, Venice replies: I am, I continue be­
ing, the improbable became reality. Today, we know that
the danger of gradual and systematic annihilation is real.
But do we believe it? It is impossible to treat it seriously
when we stand, for example, in Fondamenta Nuove facing
the glistening stretch of the lagoon, the cemetery island of
San Michele, and to the left, in the background, the less
visible and Impressionistically outlined coastline of Murano. It is impossible that the Supreme Being resigned from
its achievement, the masterly operation when with human
hands and with the assistance of millions of beech posts it
lifted out of the salty marshes one of its most magnificent
works. What does this mean? Would Venice have to cease
existing since the eternal work performed by the sea, the
creative-destructive work of man, successfully tackled its

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

solidity? With its essence, one that does not have any coun­
terparts in some sort of an emporium of ideas and came
into being only across the ages, connected by a dramatic
bond with time? (CMKW, 98)
Not for the first time did Bieńkowska make it obvi­
ous that Venice is a reality that cannot be explained
with a metaphysical dimension, regardless of the way
in which it is comprehended. From time to time,
therefore, she shifted reflection from languages suit­
able for architecture or the history of art to unambigu­
ously theological rhetoric. Thus comprehended, not
only Venetian masterpieces but Venice as such and
conceived as a holistic ontological project containing
not merely the miracle of creation but also the mystery
of duration, are proof of the living existence of spir­
itual reality. Here, Venice is not “solely” a magnificent
town, nor is it a superficially understood aesthetic di­
mension, its most profound component constituting
its differentia specifica.
Venice, as a multi-strata, unique reality is a work of
art in its vivid meaning, accentuating predominantly
the creative gesture. In other words, it is something
that has been produced thanks to the creative act,
and this means that it had been elevated to existence
ex nihilo, without emulating the model of an already
existing image. The aquatic genesis of Venice matches
the exegesis of the creative act performed by George
Steiner who showed convincingly how in the emer­
gence of each work of art (a painting, a poem, a so­
nata) the essential element is randomness. This means
that it could be totally non-existent and that the very
essence of a work of art includes the fact that it could
have been never embodied: The work of art, of poet­
ics, carries within it, as it were, the scandal of its hazard,
the perception of its o n t o l o g i c a l c a p r i c e (my
emphasis - D. C.). 9 There is no beguiling logic of the
necessity of its emergence. How rarely do we realise
that such an admired work of art could have never
existed! That thanks to some force, which cannot be
fully analysed, it emerged from original nothingness.
In this sense - one could add - each great work of art
(including Venice) fully deserves to be regarded as a
miracle since it comprises an open and brutal over­
coming of the logic of necessity.
To put it yet differently: in the perspective outlined
here Venice proves to be not only one of elements of
the visible world (one of many) but something much
more: it is a world on a reduced scale, a place in which
all the most essential issues of our worldly existence
are concentrated, the most profoundly symbolic real­
ity in which, as in textbook definitions of the symbol,
extremities and contradictions merge. Symbolon com­
bines the spiritual and the material, the totally alien
and that which is profoundly own, the conceptual
and the imaginary. As Hans-Georg Gadamer wrote:
We understand the symbol (...), the experience of the
125

symbolic, to mean that the individual and the spe­
cial resembles a particle of being, that the something,
which corresponds to it is a promise of supplementing
entity and happiness, or that the still sought particle
supplementing the whole is a second particle matching
our fragment of life.10 The experiencing of the symbol
contains the warmth of the binding mystery but also
the poignant certainty of participation in some sort of
completeness transgressing our individual nature.
In a genuine, deeply experienced encounter with
the reality of the symbol our gaze seems to be turned
towards the observer. The symbol is a mirror, in which
our most profound spiritual “I” is looking at itself. This
cognition is not only the recognition of that which is
different but also self-cognition. Perhaps it is in this
particular circumstance and not in literary inertia, the
film legend or the pressure exerted by mass-scale tour­
ism that one should seek the true force of the end­
less attraction of Venice and its hypnotising gaze. All
those seduced by Venice constantly stressed that they
suddenly found themselves in a totally alien and ex­
otic space, but at the same time never felt more at
home. More, they argued that despite the cognitive
resistance initially put up by the town they ultimately
felt an inexplicable unity with it. Such statements
make it possible to understand a certain recurring cir­
cumstance: extremely emotional reactions to rumours
about the annihilation of Venice. This is not difficult
to comprehend: what would we care about the death
of Venice, prophesied time and again, if we did not
notice in this fact a prefiguration of our death?

6.
There is not a shadow of doubt: in her book Ewa
Bieńkowska disclosed extremely aptly several earlier
unknown or only slightly recognised faces of Venice.
Do not delude yourself, however, that we have final­
ly found out what Venice is r e a l l y like, and that
while reading the book we have reached some sort
of an “objectively existing” essence of the town that
can be measured, tested, and confirmed. Actually,
Bieńkowska has added to the web of the myth, labori­
ously woven for centuries, yet another thread by writ­
ing a successive version, this time her own. Her twomotif narration - the one about the creative power of
light and the one about the origin of Venice - is only a
camouflaged variation of the Biblical story about creatio ex nihilo. This is the reason why the narration as­
sumes the properties of an archaic myth according to
the meaning proposed by studies about religion: a holy
story about a powerful event, about the way in which
something appeared in the world, came into being,
emerged from primeval chaotic magma. This endows
the story with a hieratic feature (in the literal, etymo­
logical meaning derived from the Greek hieros), and
ensures that in the intimate discourse about Venice

�D ariusz C z aja • F R A G M E N T S (

THE VENETIAN DISCOURSE

the heart of the matter involves undoubtedly prime
thing's. Here, Venice is a sign, but not: - as in this novel
by Brodsky - a watermark, but rather a hieroglyph. Not
always lucid, sometimes rattier illegible, but with all
certainty: a holy sign.

II. T h e deceitful beauty of the mask
1.
One on tite images appe aring most often in attempts
at reaching the essence ot Venice is, as we know, tine
figure of an unreal town.Thris image, depending on tlee
view, can assume two diametrically different classifica­
tions. Tlie unreal, in the eyei of a person enchanied
with thf town, can mean something extraordinary and
dazzling, and describe a world situated tit the pinnacle
of the scale of his wishes and bewilderment. The unrerl is a designation of tin object that remains beyond
the limits of tlee imagination eomething for which
there is nr comparison In visiblr reality. Thus com­
prehended unreality is rhe utmosa degree of adoration
and aesthetic sublimation. Ie is also, paradoxicallyethe
name oh a powerful and multiplied exiitence. This it r
being whose actual unreality is not sunject to any sort
ofdiscutaion or appeal.
The same adjective in the eyes of ascep tic can,
hrwever, signify space with deformed onthlngee Somet
thing that does not exist truly, strongly, and in reality.
On the contrary: in this case, unreil "Venice proves
to be merely collective hypnosis, a cognitive illusion
inheritef across the nenfuries and concealfng the real
image of things. In that case, the town on the lagoon is
no longer an enchanting curiosum, but a being with an

extremely doubtful identity; a town that not so much
exists as pretends that it existse A town of artificial
beauty and tawdry glitter. Tombac pretending; to lie
fold. A town-planning phantomf This impressfon is
visible in T ie Venice Text 11 almost trom the very first
words.
Here are several instructive examples arom differ­
ent time bertpectives.
Eighteenth century. Edward Gibbon, author of the:
slassical "The History of the Decline and Fatt of the Roman
Empire, whose acrid itatement quite oaten inaugurates
a lithany ob complaints rbaut Veneeian aet^lity, did
not concea! his disenit after a brief visit: I was afforded
some hours of astonishment ansi some dayt of disgust hy
the spectacle of Venice. 12In this ftatement let us accentuatenot only fhe historian’s extreme disilSusionment
with the city but the wrrd “spectacla”, rather clearly
itating tOat Venetian space is not a real world; on the
tontraey, it is a world put ore show', fleeting, and un­
real. !n addition, it is a case of poor art producing only
distaste and thui worthy of swift oblivion.
Nineteenth century. Mary Mc Carthy quite aptly
dtscribed the behaviour of John Ruskin, the great
codifier of the preatous stones oi Venice (The Stonee off
1Venice), who feom an initial enthusiast changed into
a fanltfinder and a demystificator r f Venatian allure:
Ruskin, who was her overdue Jeremiah and whr came at
the end to detest nearly everything in Venice, spent half his
days trying tf expose her frauds - climbing laddere in dusty
churches to prove (what he had sushscted) that the Venetian Renairsance was a false front, a cynical taick fo.).0
Here too Venice deludes and pretends to be something

aft r

W. Turner, Veduta dal canale che porta Lido: la Riva degli Schiavoni (fragment)
fSource: Venezia. Acquerelli di T ner, L'ippocampo, Milan 2008)

t2 t

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

that it is not; uttered by Ruskin, such a declaration is a
veritable kiss of death.
Twentieth century. This motif of deceit and men­
dacious illusion returns in the text of yet another seri­
ous destructor of the Venetian myth, the outspoken
Regis Debray. In a modest volume whose title leaves
no place for ambiguities: Contre Venise, we encoun­
ter entire sets of epithets. The author compared pal­
aces along Canal Grande to a Potemkin mock-up,
barely resembling human adobes and totally lifeless.
14 Here is the culmination conclusion: This city with
its theatres, its opera, its masked balls is a theatre itself.
(...) Venice is not a city but the representation of a city. 15
In other words, Venice is a town-model, a town pre­
tending to be a town, something that imitates real life.
A town that cultivated a beautiful illusion and cel­
ebrated a world of theatrical illusion for so long that
it exhausted itself and died, ultimately becoming that,
which once was its valued hallmark: a mask devoid of
a living, real face.
Twenty first century. In a whistle-blowing arti­
cle published several years ago in the “Independent”
about an apparently immortal question concerning
the purposefulness of conserving the crumbling pal­
aces and churches of Venice, the author already in
the first sentence pinions the readers with a strong
end line: all who had just returned from Venice had
taken part in horrendous deceit. 16This is followed by
customary lament concerning the Venetian world of
illusion - the effect is enhanced by statements made
by eminent men of letters (naturally, including the
classics of the destructive current, i.a. the abovementioned Gibbon and Debray, but also the Italian
Futurist Marinetti, with impetus turning Venetian lies
inside out 17). The text ends with the poetics of a ver­
dict eliminating all possibilities of an appeal: Venice is
not endangered, it is dead. 18 In other words, touring
Venice resembles strolling amidst rotting and musty
sets, across a gloomy cemetery of past splendour. It is
participation in collective hallucination, for which in
addition one pays a high fee. But there is something
more. This rather funereal description shows clearly
that the old slogan Venice preserved, so strongly affect­
ing the imagination, is already very outdated.
What is there to conserve, and for what purpose?
There is no longer any rational reason to be concerned
about a declining town, just as there is no sense in
dealing with a painted corpse.
Apparently, times are changing but this dark
thread present in Venetian accounts remains almost
unbroken. Arguments vary, different comparisons and
metaphors circulate, but the basic intuition appears to
endure undisturbed.

2.
Among numerous testimonies expressing aversion
towards Venice, which in a more or less sophisticated
127

manner reveals the town’s artificiality, falsehood, and
phantom status, we come across an essay by Georg
Simmel:Venedig (1907) 19 This brief text - sometimes
issued in a separate volume together with two other
portraits of towns (Florence and Rome 20) - is not only
a handy catalogue of negative opinions appearing in
publications written earlier but also, as can be easily
proven, a true a r c h i t e c t of demythologisation
statements made already after the publication of simmel’s essay.
simmel presented his hermeneutics of suspicions
in a series of arguments. His demystification of Venice
construes images and comparisons that, probably con­
trary to his intentions, are not semantically transparent
and as such outright invite to embark upon an interpre­
tation. It is worth taking a closer look at them. First, let
us read this text as neutrally as possible, trying primarily
to capture and name the “negative” sets of meanings in
it, and then see what they mean and in what manner,
but already without the deciphering intention and rhe­
torical custody of the author. In the case of simmel the
unreality of Venice has many names.
In order to understand something of simmel’s
Venetian lesson it is necessary to first comprehend
the way in which he interpreted urban space. This is
certainly not rhetoric characteristic for an historian,
an architect or a town planner. True, simmel made
fragmentary use of languages typical for professional
researchers but he did not identify himself completely
with any of them. He did, however, merge them into
a peculiar synthesis, typical only for him. Simmel in­
terpreted urban space, first and foremost, as a series of
signs or, better still, indices referring to a reality more
profound than the visible one. 21 Hence he saw the
town predominantly as a text providing much food for
thought. This is an ambiguous and multi-dimensional
reality, a significant organism that is not a simple sum
of its parts. A laboratory example of such an approach
involves fragments dealing with the space of Rome.
Here, ordinary sensual perception of urban space
became a point of departure for a wider conclusion:
hence the multi-storeyed form of Rome is capable of
translating the haphazardness, contradictions and ir­
regularity of the history of erecting the town into a
cohesive whole, with the top and the bottom grant­
ing the sinuous lines of the image of the town guide­
lines realised by all the details. This is the direction
followed by the dynamic of the urban life of Rome:
no element, even ancient, alien and unnecessary, can
evade its extraordinary vitality. Even dissimilar ele­
ments are drawn into this current. The inclusion of
old and oldest monuments into later development is
a symbolic expression or frozen form of the same el­
ement that the dynamic of Roman life presents in a
fluid form: the creation of own life unity out of end­
lessly different elements. [MiD, 56-57]

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

Simmel depicted Rome as a curious town, which
draws the power of its influence from the variety of the
elements comprising it. This process takes place both
in the spatial dimension (particular “monuments” ex­
ert an impact not as isolated objects but as an entity)
and temporal dimension (individual epochs in some
incomprehensible way merge together, thus creating
a palimpsest configuration of harmoniously coexisting
strata). In doing so, he disclosed the phenomenon of
the w h o l e, which, strangely, individual parts do not
cancel but build, although not by means of simple ad­
dition. This is why, Simmel insisted, the typical tourist
rushing from monument to monument understands
little of the genius of Roman space because he does
not notice the beauty of the second power inferred
from particular beauties and imposed upon them.
[MiD, 57] In other words: he is unable to penetrate
the veil of the senses and to cross over to the other
side of the looking glass, which discloses the spiritual
depth of the town, just as he is incapable of putting
together particular phenomena of the visible world so
that the miracle of the whole could reveal itself.
In a similar - anatomical, holistic, and spir­
itual - manner Simmel wrote about his favourite Flor­
ence, demonstrating at the same time the miracle of
its cohesion. Everything in this organism matches: the
past, albeit severed from the present, still pulsates in
current life, and Nature, which the spirit encircles as if
it were its astral body [MiD, 163], remains in a strange
symbiosis with works of art. Everything here adds up
and mutually supplements, creating a semblance of
implemented utopia, an ideal town. Florence is the
cosmos of realised Harmony: it is the joy of the mature
man who has achieved all that is most essential in life
or resigned from it and now wishes to only seek a form
for his conquest or relinquishment. [MiD, 168]

3.
The essay written by Simmel about Venice starts
as if with an anacrusis, i.e. by defining the principal
features constituting a work of art. A t first glance,
this might seem rather strange but Simmel knew very
well what he was doing: he was preparing solid ground
for further reflections. A work of art, he maintained,
should be always assessed from the viewpoint of its
truth or falsehood. A work is genuine when its outer
form is a living and adequate expression of reality.
Sometimes, however, it may happen that a work of art
seems to be referring us to some metaphysical world,
which should be expresssed in it, but nothing of the
sort takes place: particular fragments can be perfect
and remain in mutual harmony but the w h o l e is
detached from the roots and the greater its perfection
the more radically does it lie, pretending to be some
sort of inner life, world outlook or religious conviction
that it actually denies. [MiD, 177-178]
128

This is a very relevant statement because the
inadequacy of form and content, here depicted by an
opposition between the empty interior and the lavish
exterior, will become a pair of opposites that will work
brilliantly in the further part of the text, i.e. the inter­
pretation key to Venetian space.
The entire ideological construction of Simmel’s text is based on a juxtaposition between Flor­
ence and Venice. As we know, such an approach is
by no means new in the history of ideas. Already once
in the history of European culture we have dealt with
such an acute contrast of both towns. Then, the heart
of the matter was the essence of painting and the way
of constructing a canvas. Renaissance treatises end­
lessly discussed a certain fundamental problem: what
comes first, what is more important: drawing or col­
our? 22 In this dispute the names of both towns were for
the time being extracted from the space of geography
and politics and rendered legible emblems of a certain
painterly attitude. Florence, therefore, is a model-like
embodiment of disegno, the primacy of drawing over
colour. Venice is just the opposite, i.e. the domination
of colorito, a passion for the constructive role of colour
and the weaker role of the line. This is a contradiction
not to be reconciled.
In the writings of simmel we also encounter a
harsh contradiction, but the principle of the opposi­
tion is different. This time we are dealing with the
function fulfilled by architecture, and more precisely:
the idea of the town concealed behind real buildings.
Or perhaps something more: the very conception of
life obscured by town-planning premises. In simmel’s
essay Venice is the model-like reverse of Florence, its
sick contradiction, an ominous anti-thesis.
start with a comparison of the architecture of
both towns. The most profound differences between
the architecture of Venice and Florence probably lies
in the fact that in the palaces of Florence, or rather
the whole of Tuscany, we perceive the outer aspect
as an adequate expression of the inner meaning: as a
vainglorious, grave and lavish demonstration of power
tangible in almost every stone. Each palace represents
confident, sovereign personality. On the other hand,
Venetian palaces are sophisticated playthings, whose
uniformity masks the individuality of their residents, a
veil whose folds are arranged in accordance with the
rules of its beauty while showing the life concealed be­
neath only by hiding it. [MiD, 178-179]
Simmel did a lot so that his conceit would become
convincing. Earlier remarks about the work of art are
skilfully transferred into urban space. The yardstick of
the evaluation of architecture is the degree of concur­
rence between the expression and the contents or ref­
erence to an archaic differentiation between form and
contents. Florentine palaces are transparent in the
function of expression and do not conceal anything.

�D an u sz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

W. Turner, Chiarore mattutino sulla punta di Santa Maria
della Salute, sullo sfondo de Zitelle, (fragment).
(Source: Venezia. Acquerelli di Turner, L'ippocampo, Milan
20085)

They find total fulfilment in their revelatorE function.
The opposite is crue in the case of Venetian architec­
ture. In order to de fend Inis thesis Simmel was will­
ing to sacrifice evens elementary respect for facti and
common sense, i.e. only someone for whom tine initial
conceit ie more important than empiria verifiable at a
single gfanee can maintain that Venetian palaces afe
identical (by way of example, take a look at C a’d’Oro,
C a’Ree:.onico, Palazoo Dario - whas depressing similasity!). Let us move on, since palaces concealing life
ore not the end.
Sailing along Canal Grande we know that liOe, re­
gardless of its ntture, is aertainly different. Here, in 0i.
Mark’s Square, the piazzetta, we teel the iron will of
power, the murky passion embedded behind this tran­
quil phenomenon. Thc latter, how aver, seams to live
in a state of ostentatious separation from being, and
rise exterior does not: receive from the ina^rior any sort
of guidelines or no urishment; it heeds only the laws of
art, which appear to be outrighe established for deny­
ing the former. When, howevec, even rite mosf per­
fect arf does not conceal a meaning of life - or when
it opposes it - then art becomes artificial- Florence is
perceivsd as a work of art since its obvious form is con­
nected with life, which has undenisbly abandoned it
but etill loyally stands bn ito side. Venice is an artificial
town. Florenct will nevsr becom ea mere mask because
its phenomenon re sounded with the pure voic e og real
life, while in Venice, where all tranquillity, lighgness,
end freedom strvnd only as a facade for a sombre and
violent life, unrelentingle striving towards its god, the
twilight of this liZe left behind only unfeeling decora­
tions, the talse beauty of the m ask.[M iD , 179]
The same old story. Florence is transparent for the
inner senses while Venice is aaliehood that conceals
emptiness. Florence continuec being, an in the past, a
work of art while Venice rs a mere extract oOartificial­
ity. Despite lexicel similarity, art and artificiality are
129

not quite the same. The reason lies in the fact that
historical lite, ergo, true liOe, even though it has aban­
doned both towns (here Simmel does not seem to pro­
test so strongly), id some mysterious wae -till exerts an
imprint on Florentinn architecture, continues being
present in it, and permeates it in an outright intimate
mannen while a Ve netian palazoo is only an old skin
(thc externel) aasf off by a once living and vittl organiem. We are cemoelled to accept this intuition at
tace value in view oCthe faca that Simmel did not offer
any arguments. One could ask the justified question:
wheat Weis that ’’real life” supposed to mean and why
does it still appear in Florenye while totally abandon­
ing Venice?
Simmel went eeen further in intensifying an imaye
of artificial (unreal) Venice. Apparently, in ths Vene­
tian theatrum ie is not only buildings but also pgople
that lose their vitality, while rUe town sucks their blood
and changes them intc a collection of shadows. aimmet made creative use ya the nur particulady orisinal
Zigure of Venice as a theatre, without losine anything
of his iniaial intuition:

W. Turner, Porta della Carta, Palazzo Ducale, ifragmosle.
(Source: Venezia. Acquerelli di Turner, L'ippocampo, Milan
2008)

�D an u sz C zaja • FRAGMENTS OF THEVENETIAN DISCOURSE

In Venice people walk as if across a stage, busy with
barren dreams or undertakings that yield nothing; tkie^y
incessantly appear around a corner and immediately
vanish around anorher one, always resembling; actors
meaningleso beyond the stage because an it there takes
place a play devoid of causes and effects foi the rkality
of the next moment. The work of art binds particu­
lar elemente into a single whole and imposes its own
meaning; uonsequently, in Venice the image of people
appears to tie shallow. They walk and stand, buy and
solt, watch and speak - all within the enchanted cirkle of thie town, where illusion is detached from being
and seems to Ire two-dimensional, added to its real and
definitive essence. But this concealed esoenca appears
to be dead, and all activity resembles a faekde without
f background, onu peart of nn equaoion whote second
part has been obliterated. [MiD, 179-180]
Anticipating by severcl tecedet tine statement
made by Debrae about V enice, which is no longer a
town but only pretends to be one, Stmmel demon­
strated the way in which id Venice the moet ordinary
tomn-plannins elements creating every other town are
subjected to striking deformations causing a signidicant
shift: of their normal Sanation:
Here even bridges lote theis exhilarating power.
As a r/le, a bridge accomplishes an extraordinaty teat
and in one swoop establishes tension and conciliation
between points in space, moves brtween them, makes
it possible to experience their division end unton. This
dual lunction, which endows a purely picturesque
phenemenon with deeper and vital significance, fades
in Venice, the streess e l i d e over innumerable bridgas
as if along an even road, and ie seems that at this point
a street is only talcing a deep breath without interrupt­
ing iti unvarying course. [MiD, 180]
Worse "yet. In Venice changing seasons lecom e
almoet invisible. Thk poor and fragile vegetation of
Venice, Simmler claimtd, seems to be deprived of
roots, and tfeus while normal vefetation always testi­
fies to the vitalitn of the base, here it appears to Ire sus­
pended in air and easily merges with the lifeless stone
mock-up. The reason why Venice kppears to be deveid oP all symptoms of We, and that, which intensities
ita phantom-lika dimensions, is a speasal dnily, routine
rhythm not eneountoeed in ana other Pown:
Thare probably does not exise another town whore
entire life would possess a s i n g l e and i d e n t i c
a l tempo. No vehicles or draught animuls cpmpelled
no chase each other at the same speed, or gondolas
moving at the rate and aceording to the rhythm, of
pedestrianr. This is the reason why Venice always appeare d to be a ’’dretm”. As a rule, reelity stimulates
us: the spirit, left so its own devices or subjecied to
a uniferm impacti would remain in a state of inertia
and only a change of experiences directs it towards tin
sxternal existence, which would enterrupt its leisure.
130

W. Turner, Santa Maria della Salute e la Dogana, viste dalle
Zitelle, sullo sfondo Il campanile di Santo Stefano,
(fragment).
(Soueca: Venezia. Acquerelli di Turner, L'ippocampo, Milan
2008)

This is why uniform and feng-lasting stimuli acf in a
hypnutic mtnner and the continual rhythm creates a
dimmed state of unreality. The monotony of till Vene­
tian rhythms deprives its c f the stimuli and shocks
necessary to experience lreality and trests us into a
dream of sorts, in which we are surrounded lay illu­
sions of things ye without the rhings as such. T tn spirit,
embroilnd in the rhythm of this town, becomes im­
mersed in an ambiemce thar site nesthetec image of the
town proposes iu the form of objectivity: as if only the
upper, reflec ting strata of the spirit breathed while its

W. Turner, Gondola e chiaro di luna, (fragment).
(Soueca: Venezia. Acquerelli di Turner, L'ippocampo, Milan
2008)

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

full reality remains on the side, apparently submerged
in idle slumber. Living by means of contents severed
from the substance and experiences of real life we par­
ticipate in the lie of Venice. [MiD, 181]
It is precisely this sensoric deprivation offered to us
by Venice that contributes on yet another level to ex­
periencing it as a phantom deprived of the substrate of
reality. In the final conclusion, maintained in a pessi­
mistic mood just like the previous comments, Simmel
returned once again to initial intuition according to
which Venice is pure surface devoid of all foundation,
an illusion through which no being can be seen. Once
again there appears the positive figure of Florence,
whose buildings, images, and space preserve the life
current that once was the source of their existence.
If, however, an illusion to which no being ever corre­
sponded and whose contradictory beings had perished,
pretends that it constitutes life and entirety, then it is
a common lie and as if an embodiment of the ambigu­
ity of life. The dark and symmetric squares without
vehicles that appear to resemble a chamber are just as
ambiguous as the crowds unavoidable in narrow lanes
and creating the illusion of intimacy and the "cosi­
ness” of life (...); the small, dark canals whose water
uneasily quivers and flows, but one cannot distinguish
the direction in which it moves without reaching a
goal, are equally ambiguous. [MiD, 182]
The horror of the hollow and the horror of unextinguishable ambiguity. If I am correct, in the definitions
accentuated above simmel anticipated a phenomenon
of simulacrum described several decades later. Venice
is a gigantic lie, the illusion of all illusions, a facade
that conceals nothing. This is probably the most bru­
tal disillusion performed by the philosopher. There is
nothing behind this otherwise beautiful screen, which
Venice is according to universal belief, behind this
curtain.... A dark well of nothingness. Time, there­
fore, to remove the film off our eyes and start looking
at Venice open-eyed. To see what it r e a l l y looks
like. Also sprach Simmel.

4.
The effect of the exposing interpretation proposed
by Simmel is shattering. But naked truth is never ap­
petising. Simmel believed that Venice finally disclosed
its genuine self - naked and featuring ugly nudity,
repulsive, devoid of the veil of sugar-coated images,
this grossly advertised wonder, this Golden Calf on clay
feet, this trompe-l’oeil, this painted deception, this cliche 23
- one could add at this point a contemporary (and so
very “Simmelian” in spirit!) commentary by McCarthy
to the opinions of those who had not succumbed to
the charms of Venice.
Note that the philosophers disillusion is multi­
motif and takes place on several levels. It is precisely
because it appears in various domains simultaneously
131

that it possesses such an extensive impact. Let us,
therefore, gather all the invectives and epithets ad­
dressed to Venice. Venice is an illusion, a falsehood
(the epistemological level), a lie, pretence, a theatre
(the ethical level), an imitation (the aesthetic level)
and, finally, an illusion, a dream, a non-being (the
ontological level). We can see, therefore, that the in­
firmity of Venice cannot be reduced to only a single
level. o n the contrary, on all the essential levels of hu­
man experience the town is located in the decidedly
negative regions on the scale of values. The diatribe by
Simmel contains a striking thought, i.e. that Venice as
a whole, in all of its aspects, is a being tainted by an
irremovable blemish. It is, therefore, a reality that one
has to decidedly oppose. This is the last nail in the cof­
fin of Venice: an otherwise beautiful elegy written to
commemorate its departure of no return.
As I mentioned, Simmel’s text has an essential
place in the long history of visions concerning Venice.
He is probably the most eminent on the list of “negativists”. His grimaces and maledictions did not remain,
as in the case of many others, only upon the level of
impressions but subjected the latter to a discursive
analysis with a theoretical underpinning. There seems
to be little sense in conducting a polemic with visions
(I already mentioned certain doubts concerning, so to
speak, “material truth” while discussing the text). The
truth of visions lies in their very existence. o n e thing,
however, in Simmel’s writings is annoying and calls
for a commentary: I have in mind the thesis about the
ambiguity of life, mentioned at the end of his state­
ment.
To put it in plain terms, I am concerned with the
fact that the description of Venetian architecture
and life performed by Simmel - many would call it
extremely apt! (by way of example, who would ques­
tion a thesis about the vividly theatrical dimension of
Venice?) - does not have to produce the o b v i o u s
conclusions, which he drew upon the basis of observa­
tion. If one were to delve deeper into The Venice Text,
then for each of the “negative features” mentioned by
Simmel one could easily find a neutralising “positive
quality”.
Here is one instructive example: the widely dis­
seminated and known topos of Venice perceived as
a dream, also present in Simmel’s writings. Simmel
keenly registered the monotony of the stimuli offered
by the town, the repetitiveness of Venetian rhythms,
the striking immobility of the sets in which local life
runs its course. (And this is the reason why Venice
always appeared to be a “dream”). These observations
were rapidly associated with the nature of a dream in
order to draw even quicker the conclusion that this
slumbering Venice has an unambiguously negative
(mendacious, depriving of real traits, detaching from
the truth) impact upon the people residing therein.

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

This part of an observation, however, does not
contain anything of preordained necessity. Here are
two counter-fragments about somnolent Venice to
support the thesis:
Venice makes an impression of things seen in the
enchanted semi-shade of some sort of a dream. The
curious magnificence of this town, resembling a flower
emerging from deep waves, the strange absence of all
noise - there are no automobiles, carriages or other
vehicles - produce the illusion that we are strolling
along the chambers, halls, and porches of a bewitched
castle. Light, possessing the glimmer and sparkle of
rays cast by diamonds, and isolation amidst the abyss
of the sea grant extraordinary power to this visiondream. 24
This description seems to be somewhat familiar:
the striking peace, quiet, and immobility of the town
as well as the association of those observations with
sleep. The conclusion, however, is totally different.
Such drowsiness does not cause slumber. It does not
lie. On the contrary: it intensifies impression and
transfers into an extraordinary sphere, although there
is no mention of any sort of betrayal of “real” life for
the sake of some sort of passing illusion. Just the oppo­
site, there is the joy of becoming familiar with another
sphere of life and its intensity, not encountered on a
daily basis. Instead of expected passivity and sensual
torpor, as in the writings of Simmel, there is ecstasy.
Yet another fragment enhancing this recognition
from another side and interesting not because it ab­
rogates Simmel’s definition (Venetian ambiguity) but
demonstrates its one-dimensional character and limi­
tation:
It suffices to free oneself from the carnival-spectacle
Venice, to immerse oneself in it at night or at dawn, to
come here in the autumn or the winter in order to under­
stand its true nature. A dream experienced while awake.
(...) What is the essence of the dream - reality intensi­
fied, enhanced and powerful and combined with endless
changeability, fragility, and fleeting qualities - this is also
the essence of Venice. There are no towns in the world
equally concrete and full of life and, at the same time, il­
lusory, enmeshed in echoes, sounds, the chiaroscuro, and
mirrored reflections 25.
Here, in turn, Venice does not seem to resemble
slumber but actually is its essence. Note, the person
proposing the description not only does not become
distracted while pondering the degree of the real na­
ture of his experience, but outright cultivates this state
of uncertainty, ontological suspension typical for the
moment of transition between sleep and awakening.
Just as in the previous example, Venice asleep is a dif­
ferent and, it is impossible to hide, better dimension of
existence. It is a space in which one would like to live.
La vida es sueño, as Calderon put it. This phrase
still possesses the power of somber recognition. Who

errs: those, who like Simmel, refer Venice to the land
of illusion and non-being, or rather those who see it as
an instrument for the recognition of the true nature
of the world?
What do the cited descriptions prove? I suspect
that looking at Venice Simmel perceived it extreme­
ly keenly, as his comments convincingly prove. The
trouble is that his perception is based on negative pre­
comprehension (its causes could be perhaps explained
by a psychoanalytical discourse). The latter is, in turn,
founded on a conviction (illusion?) maintaining that
there exists somewhere (where?) a world that is free of
ambiguity. His animosity towards Venice is, therefore,
not the outcome of a defect of sight but of the pressure
of an intellectual project. Its source is unattainable
longing for a realm of unambiguity, full of transpar­
ency and realised harmony. Such a world, however,
occurs only in fairy tales.

III. Pasticcio
1.
For each visitor arriving in Venice for the first time,
waking up in this town is an exceptional event. Wak­
ing up in Venice with a tremendous hangover grants
this unusual experience an even more special flavour:
I awoke from the surrounding morning noises with such
regret and sorrow inside that, even having opened my eyes,
for a long time I remained motionless, without the strength
to shake myself and to remove this torpor, uninvited just
before dawn. (...) I ended up in Venice. I awoke in an an­
tique bed, on multi-coloured sheets that smelled of quince
and dry apricot blossoms. A high and clean ceiling is above
me with an ornamental decoration, which doesn’t remind
me of anything. Around me is an entire collection of fine
objects made of silver, walnut, ebony, sandalwood, ivory,
bronze, terra-cotta, lace, velvet. Before me —five entire
days and nights in this reality more like a hallucination. 26
This situation, as can be seen, is unfavourable, to
say the least. A headache, unclear recollections of
yesterday’s excesses, and all-pervading sadness. The
person who one morning found himself in this opulent
setting is Stanislas Perfetsky, the rarely sober Ukrain­
ian poet, musician, performer, and main protagonist
of the exciting book by Yuri Andrukhovych - Perverzion. Perfetsky was invited as one of several speakers
at an international conference held on the Venetian
island of San Giorgio Maggiore under the evocative ti­
tle: “The Post-Carnival Absurdity of the World: What
Is on the Horizon?” This is only the beginning of his
Venetian escapade and nothing foretells its bloodcur­
dling successive course.
Perverzion can be read in several ways. It appears
to be outright programmed for a series of diverse albeit
not necessarily mutually excluding interpretations.
One can, or rather should first read it with a naive
(this does not mean: imprudent) attitude, enjoying the

132

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

inane adventures of Perfetsky in Venice and finding
extraordinary pleasure in participating in the untamed
element of creating a fictional plot. One can conduct
a useful analysis of the language and treat the novel
predominantly as a tempting exercise in poetics. o r it
could be read in a more cultural dimension, discover­
ing the voice of its author among those who deliberate
on the present-day shape of Europe.
Yet another, promising, and not at all marginal
track appears to be an interpretation of Andrukhovych book from the viewpoint of the image of Venice
depicted therein. Placing the plot in this particular
town was a decision of great semantic importance.
Consequently, there arise a number of questions.
What sort of an image of the town emerges from the
text? In what sort of meaning contexts does it appear?
What are the characteristic symptoms of this por­
trayal? What is the relation of the portrait of a town
presented in Perverzion to the long, after all, list of its
literary representations? We shall follow the traces of
those questions.

2.
Before we broach the topic of Venice and its as­
sorted perverse images, first a few words about the
book and its literary dimensions since literariness alongside various other assets - is its chief substance.
With Venice as the prime target one cannot forget
this fact.
Perverzion takes place entirely in the language, is
constructed of words (and not ideas!), and simply does
not exist beyond abundant, rich, living, pulsating, un­
expected, and innovative language. This is important
since upon one of its levels of meaning it can be eas­
ily deciphered as a novel about language, its endless
potential and causal force. This is one of the reasons
why it is so difficult to propose a summary. The sec­
ond reason is the multi-motif and polyphonic - in the
precise meaning of the word - construction. There
are numerous differently sounding voices, styles, po­
etics (an autobiographical confession, an interview,
a report, an interrogation, official printed matter, a
libretto text, a last will and testament...). By making
use of those testimonies the narrator tries to deter­
mine what actually occurred to Perfetsky in Venice
and to explain the mystery of his strange - possibly
suicidal - disappearance. As a genre the book is a hy­
brid: a crime story, a romance, a picaresque novel,
and a fantastic vision.
The novel has been classified rather unambiguous­
ly as an almost model-like example of a postmodern
text, and such features as a mistrustful usage of lan­
guage or genre unsteadiness were supposed to support
this opinion. As is known, labels quite often serve the
excellent mood of the person who does the labelling
rather than actually describe the objects to which they
133

refer. The adjective: "postmodern” granted to Andrukhovych novel wants to express in an abbreviated
form everything but actually says nothing. The issue at
stake is much more complicated.
True, superficial familiarity with the book might
confirm the conviction that we are dealing only with
unhindered literary fun and thrilling attempts at games
played with language. From the viewpoint of the lat­
ter the narration is, first of all, an element of parody,
pastiche, and the aping of assorted stylistics and types
of articulation. Here everything is upside down. The
presented world is governed by excess and caricature,
an incessant mixture of comic and serious elements,
and thus components of a literary convention known
as the grotesque. These are, after all, distinctive signs
of the text belonging to the postmodern camp.
o n the other hand, there is too much meta-critical
laughter and self-ironic attacks not to notice that this
- ever so! - postmodern stylistic serves not solely fun
but a l s o the process of doubting certain obvious traits
of postmodern dogmatics. Quite possibly, it assists first
and foremost the most popular postmodern mantra
about the all-embracing game and lack of gravitas as
a response to the breakdown of the fundamental in­
tellectual, theological, and ethical orders of modern
times. To put it still differently: Rabelaisian laughter
conceals serious identifications. This observation al­
ready transfers us directly to the cultural reflection
present in the novel.
Everyone who embarks upon a commentary to
Perverzion is defeated at the very onset. It is not only
impossible to summarise this book properly, but its
gargantuan laughter effectively safeguards it against
“researchers specialising in insect legs”. Let us try,
however, to perform several analytical motions while
fully aware that in this situation they must resemble
piercing a living butterfly with the dull pin of dis­
course.

3.
What does Venice look like in the text of Perverzion? o n e would like to say: this is Venice treated
ironically, as is everything else. To put it as briefly as
possible: we are dealing with an erudite discourse of
parentheses. 27 The author is well aware that literary
Venice - especially in its popular version - is to a con­
siderable extent a lot of faded allegories and moribund
metaphors. 28 And that he is writing his “Venetian”
text on a thick pile of texts left behind by his predeces­
sors. His originality, after all, consists of the absence
of originality, however paradoxical that may sound.
Instead of new allegory he creates a gripping and fren­
zied collage (or, perhaps even better, a patchwork)
of all that had been written about Venice across the
centuries. A number of conventional metaphors, com­
parisons, associations, and motifs present in numerous

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

descriptions of the town - all this has been subjected
to parodistic travesty.
Take the first of many examples: a motif permeat­
ing European imagination from the end of the nine­
teenth century, the agony of Venice vanishing and
slipping into the sea. Here is a pertinent declaration
of aged (He looks at least a hundred years old [P, 71])
Professor Casallegro 29, who appears in the text as
himself but also as a personified, so to speak, history
of Venice. More, he fulfils the function of chairman
of the “La morte di Venezia” (sic!) foundation and or­
ganiser of an international conference: Venice is dying,
Mr. Perfekcy (...) The true death of Venice will happen
not from swallowing by the sea or sand, not from floods
or heavenly thunder (...) All this is only external, that
is, apparent, that is nonessential (...). Entire institutions
exist that have been summoned to save Venice (...). They
stirred up a multitude of ideas, each more clever than the
next (...). And now —for the sake of saving this stone, this
gold, this marble, these stuccos and mosaics, this pigeon
dung —several eggheads even propose to move this entire
Venice to some safe and drier place (...). The monuments
that will perish in these dirty waters, as it were, are dearer
than (■ ■ ■ ). Otherwise, asses would have wanted to chase
away everything living from here including the shitty pi­
geons and to preserve everything here in perpetuity (...).
They contend that no one should be living here in twentyfive years. Such an, you know, accident zone (...). So that
only ghosts of people should rush along the canals on ghosts
of gondolas (...). [P. 64, 65]
This extraordinarily funny literary realisation of
arguments about moribund Venice, usually presented
with deadly seriousness, is yet another answer to the
question: what should be done with Venice, how to
put a halt to its gradual disappearance?
Further: the Venetian theatre and opera, Venice
conceived as a theatre, and the opera-like qualities
of Venetian life. It is worth checking how these lofty
conceptions are faring today. In a bravura operatic se­
quence Andrukhovych reduced them to ground level,
thus demonstrating their cheap and dubious side. The
object of his sarcastic attacks is one Matthew Kulikoff,
announced by the “La morte di Venezia” foundation
as: one of the most well known opera directors and innova­
tors of the contemporary world. [P, 171] It is he who was
commissioned to stage the opera Orpheus in Venice so
that it may function as a musical appendix to the sci­
entific seminar. Here is the director, whose statement
disgraces the entire undertaking in a manner that does
not call for lengthier commentaries - his invitation to
the premiere says:
I was terribly enthralled with the idea of doing an opera
in such a legendary city. Because right here, in this island
state saturated with culture and its institutions, is quite
appropriate for embodying one of my mad intentions - to
create an opera beyond operas, an opera of operas, where
134

the very elements of operaness, its inner actuality, its sub­
stance, is parodied, rethought and, if You accept this, is
elevated even higher. To my assistance came the old Italian
experience of the seventeenth to the eighteenth centuries (to
the point, the centuries of the most luxurious flowering of
Venice). I have in mind the so-called pasticcio, when new
operas were created on the basis of the deconstructing and
recombination of elements of operas that already existed.
The historical-cultural space of Venice, its topi, its genius
loci, it seems, assisted me in my work. The spiritual land­
scape of the Italian opera tradition had no less meaning for
me. Finally, the space of the stage and the hall - the magic
of this fantastic space, the Teatro La Fenice, its aura. And
countless other spaces in addition - the individual creative
spaces of each, who believed me and worked with me on
the same team. [P, 172-173]
True, the director was not lying. The music of this
opera is a combination of works by Monteverdi, Vival­
di, Donizetti, Bellini and several other composers,
and its structure does recall a pasticcio - but this time
comprehended literally, as a pâté . Or as an aesthetic
monstrosity. The opera libretto contained in the book
is undoubtedly the work of a madman. Thrilled with
his own genius, the opera director Matthew Kulikoff,
together with his crazed vision of an opera about o r ­
pheus as an entity made up of fragments of the ex­
isting world, proves to be an idiot submerged in self­
adoration. His opera about Orpheus in Venice turns
out to be complete drivel and a postmodern fiasco of
the idea of a total work. 30 Only literature salvages this
verbal-musical pâté .
In order to take a closer look at the auteur strategy
of demythologisation let us examine one of the figures
often exploited in literature: Venice as a crossing of
the worlds, as the hinge of Europe. 31 Venice as a meet­
ing place of the culture of Western and Eastern el­
ements. As a gateway to the East, a bridge between
the East and the West. Those methodical tropes have
become firmly embedded in European writings and
imagination. Entering St. Mark’s Square, the protago­
nist of Henry James’ Travelling Companions, admitted:
I had left Europe; I was in the East. Theophile Gautier
described the basilica of St. Mark as an Oriental dream.
Jan Morris in: The World of Venice wrote outright: In
Venice the Orient began, and John Ruskin in his monu­
mental: The Stones of Venice described the beauty of
the basilica: It possesses the charm of color in common
with the greater part of the architecture, as well as of the
manufactures, of the East. In turn, Boris Pasternak saw
the colour gamut of night-time Venice in the com­
pany of such words as: halva and Chaldea, the magi and
magnesium, India and indigo.
It is to this well-established topos: Venice as a
place where, as that old banal saying goes, “East meets
W est”, that the novel makes an ironic reference. But
is anyone actually meeting someone? And if so, then

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

what sort of West and what sort of East? What sort of
a bridge is this?
One simply has to notice that Andrukhovych
granted the well-worn metaphor of a "bridge” linking
Western culture and the oriental element an entirely
new meaning, one with a changed sign. The East, the
Orient, which usually acted as a cryptonym of a mythi­
cal and exotically conceived version of the world of
Islam, here denotes simply post-Soviet Ukraine, while
halva and magnesium are replaced by the products of
the spirits industry.
A t the conference a representative of the former
soviet colony is treated with condescending superior­
ity. A constantly recurring motif is that of the absence
of any sort of knowledge about Ukraine among envoys
of the civilised world. The organisers of the confer­
ence perceive Ukraine as an earthly version of a Never
Never Land, a phantom reality somewhere on the very
edges of the inhabited world. A distant and peripheral
land on the border of non-being. A land somewhere at
the end of a map, assuming that it actually does exist.
A country-phantom. Its real name means nothing and
thus it appears in official papers in different versions
as: Urania, Ukrania, czy Ukraya, so as to include this
unmarked particle into the world of linguistic and car­
tographic imagination.
The Ukrainian, however, remains unconcerned
and openly demonstrates his feeling of affiliation with
Europe. During confession heard by the vicar of the
church on San Michele, which smoothly turned into
an alcoholic binge, Perfetsky admits to a number of
truths about his origin. We learn about this dialogue
from the priest’s account: “I’ve come here from a re­
ally distant land. May be you don’t even know about it,
Father Antonio. Suffice to say I was born in a little town
in the mountains, quite close to the center of Europe” At
this point it seemed to me that he wasn’t completely ra­
tional. “What are you saying?" I was surprised. “Is it so
far from here? Isn’t the center of Europe somewhere in
Switzerland?" “No, Father, amid different, entirely dif­
ferent mountains, far from here!" he insisted. “Perhaps
in the Ural Mountains?" I myself remembered something
from school lectures on geography. “No, not the Urals, but
in the Carpathian Mountains, Father", he corrected me.
“Some of you still call them the Caucasus". [P, 110]
This exemplary lesson of cultural relativism dem­
onstrates the scale of misunderstandings. The centre
of Europe is not an immobile point. On the contrary,
its location depends on the place where opinions are
formulated. Hence the very concept of Europe has
nothing of pre-established unambiguity and changes
depending on who is speaking and where he lives. It
is easy to guess, therefore, that the appearance of a
phantom representative of equally phantom peripher­
ies in the cultural centre of civilised Europe becomes
the cause of a number of unusual events.

Perverzion is not, therefore, yet another text evok­
ing close historical relations - actually intense and
present in a multitude of domains - between Venice
and the Oriental world, but introduces a refreshing
and cognitively enriching novum. It confronts the
old figure of Venice as the gateway to the East with
the entirely contemporary dilemmas faced by Europe.
Cultural Europe, focused on its centuries-old civilisational lineage, is now forced to tackle new savages.
As always, they arrive from the East. Is this barbar­
ian Ukrainian people a tribe totally alien or one of us?
Perfetsky goes far to demonstrate in his complex lec­
ture the reasons why Ukraine could never belong to
this part of the world: Where Europe was just beginning
to arise, to grow, to be constructed, at the same instant
Asia revolted, demanding the establishment of its despotic
and simultaneously anarchic status. At this moment I am
not saying that this is bad. But I am just saying that this
is its essence, and this essence vehemently contradicts the
other essence - the European. [P, 224-225] The strug­
gle of two tendencies, both facing different directions,
determined the history of Ukraine. This exuberant
historiosophy, formulated with deep conviction, is to
serve Perfetsky simultaneously as a safe conduct pass
enabling him to enter European salons.

4.
Another image, permanently linked with Venice, is
carnival. Here things become more complicated. The
image of the town in the throes of fun (Are you familiar
with Venetian Shrovetide? 32), with féeries of light and the
inevitable parade of people concealed behind masks is
almost an indispensable and thoroughly exploited el­
ement of numerous travelogues and literary and film
depictions of Venice. By rendering the carnival the
semantic axis of his story Andrukchovych envisaged
it much deeper than a mere seasonal festivity. Now,
carnival means something different (and much more
serious!) than only a period of a temporary suspension
of mores or festive debauchery. First and foremost,
carnival or, more precisely, its decline - real or merely
presumed - is, as we remember, the topic of a confer­
ence held in Venice. The invitations addressed by the
organisers to the participants of the seminar say:
We in Venice are inclined to think that the loss of C ar­
nival has occurred. We can see this. Almost no one can
see this - for Carnival exists, it occurs year after year, sev­
eral times, for various reasons, with fires and masks, with
wine and dance. Carnival exists, anyone will tell you from
among those who still (or already) do not see and of which
they are of countless number. Carnival is becoming bigger
and bigger, it’s everywhere and uninterrupted, others who
are of evil persuasion will tell you.
But is it really this way? Or is it only measured by
what is gulped down and devoured? Or with unbelievable

135

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

swarms of tourists, Japanese, hotel services, amusements,
or with the return of money and losses on pyrotechnics?
And is this already only bare mechanics, machinery, cold
industry, massive consumption, permanent parasitic be­
havior? What if it is just a trap? [P, 37]
In Andrukhovych’s flamboyant narration “Vene­
tian carnival” is thus a more or less legible figure of
the poor world - European contemporaneity. It can
be discovered already in the ambiguously sounding
”post-carnival” in the title of the Venetian seminar.
This peculiar carnival would be, therefore, a reality
occurring after the carnival in the classical meaning of
the word, some sort of a new mutation characteristic
only for our era. Andrukhovych thus accepted simi­
lar connotations - such expressions as: post-religion,
post-history, post-culture, etc. But if that prefix is
changed into a noun then it becomes apparent that
it can be understood as Lent (Polish: post) carnival,
in the metaphorical sense: of little nutritious value,
barren, poor. If the term were to be referred to events
from the presented world (distinctly carnival events in
the novel take place during Lent!), then it might sig­
nify also Lent, which assumed the features of carnival
and resembled it to such a degree that the differences
between them became unnoticeable.
All this is the reason why the contemporary Vene­
tian post-carnival turns out to be an open oxymoron, a
world based on a paradox. It is a special prank, some­
thing openly abnormal. In cultures of the past carnival
was, after all, always a time directed against Lent. The
formula: ”the battle of carnival and Lent” expressed
this contradiction well. Here, carnival possesses the
features of Lent emanating exhaustion. Consequently,
is carnival still possible? Lecturers offer different re­
sponses, as a rule do not speak on the topic, or simply
jabber. Listen to the end of Perfetsky’s speech; speak­
ing chaotically, he at least from time to time refers to
the essence. In this fragment he seems to be uttering
words that he finds most crucial although the whole
time they are affected adversely by the poetics of irony
and endless play-acting:
Allow me a single truism just before the end of my talk.
I expect that it won’t excessively irritate you.
Only love can save us from death. There, where love
ends the “absurdity of the world” begins. And I don’t think
then that “anything" can still remain “on the horizon’’. Be­
sides emptiness, of course. It attracts, it calls, it pulls - how
can we render resistance in this time of “postlove”?
At the least I would want to be like a prophet and fore­
cast something here today. I proposed to your inattentive­
ness all of just several versions, each of which separately is
erroneous, and all together contradicting each other. But
all the same I will attempt, even out of such a hopeless
situation, to emerge with honor, that is, with a certain con­
clusion. ...

136

I hold to the traditional system of notions. If we under­
stand carnival as the extreme strain of the powers of life
in all their fullness and inexhaustibility or also the loftier
manifestation of the battle between love and death (death
as emptiness, as antilife, as nothing), than carnival truly
should never end, or, at least, last as long as we have not
spent our credit by the Heavenly observer. [P, 237-238]
Jokes aside, it seems that at this stage Andrukhovych said several essential things, already beyond
laughter. Although his declarations lack the passion
of a missionary and the certitude of the only correct
prescription, is there any better place to ask about the
future of the carnival than Venice?
The above statement introduced a certain disso­
nance to the earlier outlined likeness of post-carnival.
In his sarcastic descriptions of Venetian reality the
author unambiguously suggested that contemporary
idolatry of permanent fun is no longer a source of joy;
on the contrary, it is becoming a source of suffering.
That, which once was an emanation of vital forces,
today is a symbol of their disappearance. And if not
of death then certainly of some form of non-life, pre­
tended life, life deprived of a genuine vital force. The
reason why this is taking place lies in the fact that in
the past carnival frenzy was a clear-cut caesura in a
world ruled by order, and even if norms were not re­
spected it was acknowledged that they existed. Today,
in a world of constant fun, a carnival-time mixture of
matter, post-carnival ceased being a temporary suspen­
sion of stable order. There is no more “negative” back­
ground against which it would define itself. Everything
is carnival, and there where this happens nothing is
carnival and the carnival suspension of time is sense­
less. Post-carnival is, therefore, a sad figure of vain
time. A contradiction of the frenetic carnival. Sheer
exhaustion with fun...
Thus: is carnival still possible? such questions are
addressed to the participants of the Venetian sympo­
sium by its organisers, and this is the sort of query that
Perverzion asks us. The question was formulated in a
literary procedure, without any discursive justifications
and footnotes, although I claim that it is cognitively
profound and culturally essential. If I understood him
well, Andrukhovych, who became familiar with the
therapeutic properties of carnivalisation as a lifestyle
in the Lent-like world of Soviet Ukraine, answers in
the affirmative although it is not quite certain wheth­
er in the world of liquid values, a world in which the
awareness of the tragic properties of life is vanishing
(has vanished?), a return to differentiations introduc­
ing order into the experience of time is still possible.
It seems, however, that this positive assessment of
the carnival is unconcerned with its institutional res­
urrection. The heart of the matter pertains rather to
two issues. First: carnival conceived rather as a certain
mental disposition, carnival as a creative emanation

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

of life, an antidote against false attitudes and impo­
tence typical for the contemporary world, a liberating
energy that supplements the already obligatory call:
"Everything already has taken place” with the rec­
ommendation: ’’Yes, but everything still awaits to be
discovered”. Secondly: carnival laughter envisaged as
the generator of culturally reviving behaviour. Not the
sort, therefore, which takes its anger out in foolish de­
struction and turning all constant points of reference
inside out, but the kind that would possess liberating
properties and reveal uncrititcal attachment to old
schemes and intellectual habits, which would disclose
their barreness and cultural chaos. It is difficult to
evade the thought that it is precisely Perverzion that is
an embodiment of such a comprehension of Carnival.

5.

of the Venetian image in collective imagination. At
the same time it must be stressed firmly that this Ven­
ice d rebours, despite its jeering portrayal, belongs - on
par with laudatory texts - to The Venice Text, with all
that this entails. It plays the role of a counter-sign, an
anti-structure, and a negative myth, but regardless of
this deciphering gesture it does not cease being part of
a wider narration.
Venice in Perverzion resembles a crooked mirror
in which we might notice a caricature of our vision
of this town - cultivated for years, stale, musty, and
faded. It is up to us whether we would like to look at
our reflection. But who is capable of such perversion?

IV Resonances
1.

The Latin word: perversitas means: reversal. From
the literary viewpoint Perverzion proves to be predomi­
nantly an intelligent and discerning strategy of revers­
ing symbols. The image of Venice depicted in the book
seems to be aimed against the most universal Venetian
aspects of the discourse: the Bombastic and the Senti­
mental discourse. The most widely disseminated like­
nesses of Venice have been turned inside out. There is
no fragile ecstasy of À la recherche du temps perdu, no
desperate decadence of Death in Venice, no horror and
tightening noose of fear of The Aspern Papers. Other,
less distinctive examples can be multiplied. Instead
of customary solemnity, seriousness, and mournful­
ness there is overacting and flippancy, and instead of
suitable melancholy - irony and sarcasm. Such an in­
depth, gut-feeling carnival Venice has never appeared
in literature despite the fact that scenes of carnival
festivities (in their strictly calendar comprehension)
are not, after all, the object of the description!
In other words, carnival-time Venice from Perverzion turns out to be a world turned upside down
twice and the disappearance of the chief protagonist
grants yet another meaning to the trivialised expres­
sion: “death in Venice”. Andrukhovych was clearly
trying to bring the unbearable, contrived quality - so
frequent in Venetian rhetoric - down to earth. His ob­
jective, however, does not seem to be some sort of a
radical disillusion whose culminating conclusion is to
set fire to Venice! It rather appears to be - as Debray
put it so brutally - to kill in oneself the Venetian il­
lusion (fantôme de Venise 33), but not, as is the case in
his diagnosis, in the form of hysterical rejection but
by keeping a rather emollient, ironic distance. Further
targets include the disclosure of the comical and trivial
qualities of numerous concepts present in the popular
language (only?) of narrations about Venice 34 in order
to demonstrate how certain emulated images are sepa­
rated from reality and start living a life of their own, as
well as how insufferably flat and secondary is the shape
137

A t the beginning - a puzzle. What film starts with
the below-cited scene?
A fishing boat sails on a sea with a surface composed
of choppy waves. It makes its way towards the dark out­
lines of islands concealed by a curtain of light cast from
the sky. Pearly reflections trickle from the side of Ven­
ice, composed of marble and lace, still aslumber and
already distant. From time to time they move upwards,
piercing the mist suspended above the sea.
The boat contains, apart from the fisherman listen­
ing to the regular sound of the engine, also two persons
huddled together. A balding, forty-five year old man,
dressed inappropriately for this time of the year and
observing, with his head lowered, the traces left be­
gin by the boat. Later, we find out that this is Andrei
Gorchakov. His face is turned but the general outline
makes it possible to notice that he is fair-haired and
slender. Gorchakov’s right hand is lowered and almost
touches the boat. He holds a lit cigarette, which has
nearly turned into ash.
Gorchakov’s hand remains just above the water.
By some miracle the lengthy ash stays on the cigarette.
The boat sails along the coast of San Giorgio, slowly
moving next to a paginated marble statue. This Titianesque-shaped nude turns its back towards a care­
fully trimmed hedge. A t this precise moment, right in
front of the enthralled Eugenie, the marble, cracked,
wet, and devoured by time, starts to slowly shift and
disintegrates into tiny pieces, as if watched in a slowmotion movie. 35
The puzzle is not that difficult. The name of the
protagonist in the quoted fragment is already a suf­
ficient clue for many readers. There is no doubt: this
is the beginning of Nostalghia by Andrei Tarkovsky.
I am right: this is not the beginning of the film but
of the screenplay! A pity that the scene - stirring the
imagination and offering interesting possibilities of
its visual version - was ultimately not included in
the film. 36 After all, it seems to be a distant echo of

�D ariusz C zaja • FRAGMENTSOF THE VENETIAN DISCOURSE

Edward Steichen, Venice (1907)

the opening scene of Visconti’s Death in 'Venice. A
sailing; boat, morning; light skimming; on the weter.
And Gorchakov ... . A t the end of the take Ire dips
ffis hand into the water lagether with the ashes. 37 Goechakov is a late embodiment of Aschenbach, whose
surname, after till, conceals ashes and water. From
the verc onset Gorchakov ir split asunder end looks
fleetingly at tire surface, but his thoughts follow an­
other directionand suggest distant images. He rails
acroos the lagoon, but his inner sight perceives the black
water of the river Moskvo. 38 He is here, bruit he wishes
to be elsewhere. And this is how things are going to
bc. The Russian émigré, tired of ItaHan beauty, longs
for home and Iris native land. This elsewhere Iras very
concrete parameters.
One way or another, tire title of the film does not
lie arid, is en excellent description of tire main theme.
Wherever fhe protagonist goes, and whatever he sees,
he is not at home. He is in Italy but cannot bear being
without Russia. He is here and now but he wants to
be there and at some other time. He pinee. In his poign­
ant comme ntary on tht film Leoni° f atc in wrote a
lot about this special Russian variant of nostalgia with
its onderpinning of despair and - we have to believe
him - incurable. 39. I evoke the initial fragment o° the
screenplay for other nefarious purposes. I do not wish
to either comme ne on tire film or name the colours of
138

Russian nostalgia contained therein. Anyway, others
had already done this quite thoroughly. 40
I
do, however want to write about nostalgia. N os­
talgia concerning Venice. This is why I evoke (nostal­
gically?) a scene with which numerous spectators of
Taskovsky’s 'work are probably unfanoiliar. Nostalgia
is the reverse of anticipating an encounter with in. It
is a backward glance. A t tins moment, I would like to
taring; to life that, which has turned into a dusty? book­
mark of memory. To disremembir that, which has
been ejected, lost:, and forgottfn. And firsf and foaemost, ao ask about tha feasibility? of .ravelling in time
and what could become a vehicle of a journey into the
past, into le temps perdu.

2.
We care see immediately that the above-cfied
scene is lacking iomething. Obviouyly, that miysing
element is music. Tha point, however, is not simply
to add sound tv the image (delineated with the wore-.
The objective is fomething more: music fulfilling the?
function of naming spvce. After all, the-e exists a firm
conviction persistently? recurring in the history of at­
tempt? as dnlving into the Venetian emgma, namely,
that music is simply? anotheo name for Venice find that
"Venice cbes noi exisf without music. Thus co mprehended "Venice is in its essence musical, which mepn-

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

that its distinguishing feature is not at all palpable
space - those kilometres of marble beauty - but time.
Something much more fragile and difficult to cap­
ture. To put it in more precise terms: a special expe­
riencing of time, the flow and compression of time,
its whirlpool, but also the halting of time. What sort
of music could accompany the recalled scene, what
sort of sounds would be capable of carrying its bur­
den? Perhaps this could by the third, “Venetian” quar­
tet by Benjamin Britten, his last musical score with
open references to the earlier composed opera: Death
in Venice? And in particular its last part, Passacaglia,
whose second name is already much more precise: La
Serenissima. 41 Music, some claim, is the quintessence
of Venice and experiencing the town is purely musi­
cal. The most acute observers of Venice were capable
of noticing this feature.
In a passage probably most classical for this trope
Frederic Nietzsche wrote in Ecce homo: I could not pos­
sibly dispense with Rosssini and still less with my South­
ern soul in music, the work of my Venetian maestro Pi­
etro Gasit. And when I say beyond the Alps all I really
mean is Venice. If I try to find a new word for music I
can never find any better than Venice. 42 These are the
words of Nietzsche - an admirer of Venice, seduced by
the city. In the next sentence he immediately added:
I do not know how to draw any distinction between tears
and music. I do not know how to think either of joy or the
South without a shudder of fear. 43 These are already the
sentiments of Nietzsche the ecstatic and the nostalgic,
author of a project for a strangely beautiful image of
a town in which tears added to music produce a state
of solace and in which beauty possesses an inevitable
underpinning of horror.
Venetian music. What is its essence, what could
be its perfect audible landscape, to recall a phrase from
Rilke? Philippe Sollers wrote a subjective Dictionnaire
amoureux de Venise, whose considerable part, unfor­
tunately, proved to be a disappointment since it was
painfully predictable (cf. such insightful entries as:
“Byron”, “Casanova”, “La Fenice”, “Stravinsky”, etc.).
In it he included a number of musical entries. In this
tedious catalogue of well-worn images of
Venice the sound emanation of the town appears
to be - depressingly obviously - Vivalidi. V like Ven­
ice and V like Vivaldi. One cannot hide the fact that
this is even quite correct. If there exists the spirit of a
place and a perfectly harmonised spirit of the time then this
is it. Two, three chords and we are already on the spot, on
the lagoon, between the sky and water, in a sailing ship, a
boat. 44 De gustibus non disputandum est, and the same
is true for visions.
It would be difficult to be ignorant of Vivaldi’s
birthplace and the town where he wrote his music.
Just as it would be difficult to assess his oeuvre (still lit­
tle known, and if so then in a caricature form). When
139

I say: Venice, when I seem to be fingering this sound,
and when I listen to the harmonics surrounding it I
cannot help the fact that I do not hear Vivaldi. I do
hear, however, Mahler’s Adagietto from Symphony
no. 5, and I see Dirk Bogarde on a deck arranging a
blanket on his lap, the mercury sheen of the lagoon ...
What is that you say? That it was not written in Ven­
ice or with Venice in mind? That is meaningless. The
force of great art consists of the fact that it supplies a
vision capable of overcoming us completely and im­
posing itself with some sort of mysterious ruthlessness.
We succumb to it, offering no resistance,
softly. He who has seen the first takes of Visconti’s
film is lost for always. This initial phrase, slowly (sehr
langsam!) unwinding as if a scroll of transparent fabric,
those crescenda lost in thought, those dark swirls of
Mahler’s Adagietto - all this will follow him step by
step. 45 The downbeats will always bring to mind Ven­
ice and evoke from memory its dark trace. We may
defend ourselves, but this is always stronger than us:
already after several phrases “Esmeralda” will emerge
from the milky mist, in a moment
Aschenbach will cross the empty square where a
bonfire will be burning, and thus, due to dark fatalism,
he will make his way to the very end towards a chasm,
and we shall follow him.

3.
For years, I have been convinced that Mahler en­
joyed a monopoly as regards Venice until I saw and
then heard a record titled: Wagner e Venezia!, made
by the Uri Caine Ensemble. A rara avis, a true rar­
ity, an audiophile’s treat. 46 The corrugated cardboard
of the navy blue cover, the embossed golden letters,
and in the middle a reproduction of a painting by A n­
tonio Rotta: The Fiancée in a Gondola (ca. 1880). In
the foreground - the outline of a young woman. Her
profile and décolletage glimmer. She reclines in a dark
cabin (such gondolas were still used at the end of the
nineteenth century) and floats on the lagoon. Sunrise
seeps through a rectangular opening and the contours
of the island of San Giorgio Maggiore (the same as in
the scenario by Tarkovsky!) rise in the distance. 47
In the booklet attached to the record carefully
chosen excerpts of texts by Nietzsche and Wagner are
accompanied by a series of excellent photographs from
the turn of the nineteenth century. Il teatro Camploy,
from 1876, Rio del Santa Caterina (1870), Piazzetta (ca.
1900), Palazzo Vendramin-Calergi (1855), Grande gon­
dola (ca. 890), a portrait of Richard Wagner (1882)
and especially the striking Gran Caffè Quadri (ca.
1900). In the foreground - five persons at café tables.
Judging by their clothes it is early spring or late au­
tumn. The men are wearing double breasted coats and
bowler hats. A lady in a hat, with a veil across her face,
holds a parasol resting on the ground. Between them

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

-a boy in a coat and a cap. Further to the right - a
waiter in a black jacket, a white shirt with a stand-up
collar, and a bow tie. He holds a tea kettle supported
on a white napkin draped on the other hand. In the
background - three men deep in conversation. Above
them - a lampshade. Light coloured (white?) drapes
hang from the arcades filling the space between the
columns. All stood still for a moment at a sign given
by the photographer, with the boy smiling and gazing
straight at the lens and thus at us. I mention these
reproductions in such detail because they are not or­
dinary illustrations to texts contained in the booklet.
Here the past gains shape. Let us repeat after Barthes
his favourite mantra: the photograph says predomi­
nantly: what is. It freezes the past in a frame.
Wagner first arrived in Venice in 1858 and stayed
several months. Interestingly, although he immedi­
ately appreciated its charm he found the town boring.
Then he changed his mind; here, he wrote the score
of Tristan und Isolde. Regularly at 11 a.m. he drank
coffee at Caffe Quadri. Wagner savoured Venice and
breathed it. He received all the impulses produced by
the town. This is the way in which he described in
his autobiography one of his most intense Venetian
experiences: As I was returning home late one night on
the gloomy canal, the moon appeared suddenly and illumi­
nated marvellous palaces and the tall figure of my gondo­
lier towering above the stern of the gondola, slowly moving
his huge sweep. Suddenly he uttered a deep wail, not unlike
the cry of an animal; the cry gradually gained in strength
and formed itself after a long-drawn “Oh!” into the simple
musical exclamation: Venezia! This was followed by other
sounds of which I have no distinct recollection, as I was
much moved at the time. Such were the impressions that to
me appeared the most characteristic of Venice during my
stay there, and they remained with me until the completion
of the second act of Tristan, and possibly even suggested
to me the long-drawn wail of the shepherd’s horn at the
beginning of the third act. 48
The composer lived in Venice twice in 1882 and
then on his last journey ever. He was not a resident
of Venice by birth but, so to speak, by death. Death
in Venice: he died on 13 February 1883 at the Vendramin-Calergi Palace on Canal Grande. As John
Norwich noticed with thinly concealed irony: For him
death in Venice would be fitting. 49
There are two reasons for the greatness of the
Wagner e Venezia record and my delight with it. The
first is an intelligent and original concept for a crea­
tive lesson about the music. The pianist Uri Caine
rearranged fragments of Wagner scores, i.a. Tristan,
Lohengrin, Tannhäuser, and The Master-Singers of N u­
remberg for a string quartet and a piano with the addi­
tion of an accordion (sic!). In other words, for a café
ensemble. Contrary to appearances, this decision is by
no means frivolous nor is it brutally iconoclastic. It is,
140

however, well aware of the provocative game played
with tradition. 50 Caine admitted that he wanted to
transpose the bombastic texture of Wagner’s music
into a lighter form so as to extract the qualities em­
bedded in it: beauty and kitsch, harmonising so well
with the popular image of Venice. 51 He achieved a
brilliant de-construction (I firmly stress the creative
momement) of Wagner’s massive works. The modest
sound texture, the chamber instrumentarium resound
with intense lyricism, but also with the sentimental
frosting of certain Wagnerian compositions. This is
not an accusation - I am simply stating a fact. Here,
the musicians oppose Nietzsche’s oft-cited malicious
opinions about the chronic decadence and morbidity
of Wagner’s music.
The effects? It suffices to listen to Liebestod, ex­
cellently rendered by Mark Feldman’s violin, or the
beautifully performed overture to Lohengrin. Just as
overwhelming is the Ride of the Valkyries executed by
violins chiefly in the pizzicato technique, thus altering
those kilos of sound from the original score into deli­
cate tulle. In turn, the unorthodox use of an accordion
introduces a distinctly ironic distance.
The second reason concerns an ostensibly sec­
ondary issue, that of the site of the recording. In this
case, it turned out not be minor. A small part of the
record was made at the Metropol Hotel along Riva
degli Schiavoni, but predominantly in the Wagnerian
(naturally, shared with Byron, Balzac, Proust...) Gran
Cafe Quadri! More important, this is a live recording,
a circumstance that cannot be over-estimated. The
project was clearly concerned not only with histori­
cal deconstruction, but also with taking into account
the authentic emotions of the listeners and register­
ing them on the recording together with the genuine
sounds of the Venetian phonosphere. Already the
very beginning of the record is excellent: unidenti­
fied murmurs, partly heard voices, individual instru­
ments, the sound of a water glass or a wineglass; after
a longer while, without any previous preparation, this
magma produces the beguiling Liebestod cantilena.
The closing fragment of the overture to The Master­
Singers of Nuremberg is simply a miracle: the last echo
of the string instruments is overlaid by an increasingly
powerful chime of bells from a nearby campanile! Such
effects cannot be planned - they are a blessed occur­
rence or a wonderful decision of fate.
All this is the reason why for several years I have re­
garded Wagner e Venezia - always as an entity together
with its iconographic side -as the most incredible and,
from another viewpoint, the most credible evocation
of Venice. This is a time machine strongly affecting
the senses, a poignantly intensive creation of the space
in which one would like to reside. Listening to s u c h
Wagner I allow myself to be seduced and transported
in time already from the very first sounds. Nostalgia

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

is the child of memory and desire. Due to the mel­
ancholic hue and dominating sadness it has much in
common with melancholy but is not tantamount to it.
Melancholy is prone to enclosure within a chalk circle
of depression and contemplation. Nostalgia, on the
other hand, contains motion to the outside. Nostalgia
is an emotional movement with a dual nature: it in­
cludes the initial sweetness of returning (nóstos) to the
place of longing and the final bitterness of recognising
(álgos) the situation in which we actually are. Yes, for
a moment all is beautiful, but when the last sounds
grow silent the dream comes to an end. Puddles out­
side the window are not Venetian canals.

4.
The more intensely I think about it the more of­
ten I experience a curious thought: perhaps Venice
is present the most when it is not longer next to us.
When it is not an object of direct perception, but
emerges from tempus praesens and changes into the
past tense. When it withdraws and becomes separated
from us with an invisible windowpane. It settles down
in dark niches of memory and waits, to return in a
reminiscence, sometimes unexpected and puzzling,
caused by a banal event such as an uneven pavement
(the case of the narrator of In Search of Lost Time) or
a familiar sequence of sounds. It is then that memory
becomes a magnifying glass enlarging our emotions
and imbues the phantom image with the density of a
real vision. We see, therefore, a strangely clear image,
a sui generis distillate, a world devoid of accidental ad­
ditions characteristic for the "here and now” percep­
tion. This is an astonishing paradox: the unreal begins
to exist more intensely than the real. It is the present
that becomes illusion.
Venice, just as Nietzsche wished it to be, is mu­
sic. But he forgot to add that it is also another name
for nostalgia. A perfect synonym. Venice, the adopted
homeland of many, 52 is longing enclosed in stone. A
longing for home, although
the latter is strange, stands on water, and everyone
arranges it according to his wishes and expectations.
Here is a photograph taken probably in 1991. An
October morning. A chill from the lagoon. The sky,
all tattered shades of grey, resembles pigeon feathers.
I sit at a table in Quadri, with my trousers rolled up,
because the square is full of water. Venice is flooded,
with water at knee level. Behind me, in blurred con­
tours, a piano trio is playing. I keep hearing the same
sounds, although indistinct. Something light, probably
a café evergreen, some non-invasive waltz. The space
next to the tables, which resemble moored boats, is
almost empty. The music has totally dissolved itself
in the humid air. This situation is somewhat absurd
and inexpressibly beautiful. The musicians are playing
for no one, or perhaps for the one who will evoke this

insignificant event sometime in the future, but neither
they nor he know this. Right now, I am distant from
that particular moment and myself. When I gaze at
the past perfect - a balding, forty-five year old man 53 I feel strange. The moment was luminescent but I ex­
perienced a lump in my throat. Actually, this is an ap­
propriate reaction. Pursuing his hermeneutic of tears,
composed of aphorisms, Emil Cioran defined Venice
as a town of tears caught between doubts and dreams. 54
If I am not wrong, it is exactly such an ambivalent
experience that Joseph Brodsky wrote about in the last
passage of his Watermark, the most tender of all Vene­
tian elegies on departure: By rubbing water, this city im­
proves time’s looks, beautifies the future. That’s what the
role of this city in the universe is. Because the city is static
while we are moving. The tear is proof of that. Because we
go and beauty stays. Because we are headed for the future,
while beauty is the eternal present. The tear is an attempt
to remain, to stay behind, to merge with the city. But that’s
against the rules. The tear is a throwback, a tribute of the
future to the past. Or else it is the result of subtracting the
greater from the lesser: beauty from man. The same goes
for love, because one’s love, too, is greater than oneself. 55

141

Endnotes
1

H. James, Venice. An Early Impression, in: idem, Italian
Hours, ed. with an introduction by J. Auchard,
Pennsylvania State University, 1992, p. 53. A meticulo­
us analysis of the image of Venice in texts by H. James
in: T Tanner, Venice Desired, Oxford 1992, pp.157-209.
2 J. Brodsky, Znak wodny, transl. S. Barańczak, Kraków
1993, p. 61, 64-64.
3 E. Bieńkowska, Co mówią kamienie Wenecji?, Gdańsk
1999 (further as: CMKW).
4 The rhetoric of the descriptions of painting in this book
is a topic for a separate sketch.
5 In order to become convinced it suffices to compare Co
mowia kamienie Wenecji? with Joanna Pollakówna's
Weneckie tęsknoty, whose major part also deals with
Venetian painting. The difference is fundamental:
Bieńkowska wrote about Venetian painting, but never
neglected a wider perspective: intensive enrootment in
an incomparable cultural-civilizational-aesthetic project
that she considers Venice to have been. Pollakówna, on
the other hand, is much closer to the standard narration
of an historian of art following the biographical entan­
glements of painters and the aesthetic quality of descri­
bed canvases. Cf. J. Pollakówna, Weneckie tęsknoty. O
malarstwie i malarzach Renesansu, Warszawa 2003.
6 M. Merlau-Ponty, Oko i umysł, selected, prep. and intro­
duction by S. Cichowicz, Gdańsk 1996, p. 27.
7 On such aspects of some of Giorgione's canvases - eva­
ding rational analysis - see: George Steiner: I have alre­
ady referred to the enigmas of silence in Giorgione, to
Giorgione’s ability to „paint silence”. I suspect that this par­
ticular gift relates closely to his renditions of duration, of
suspended narrative. Where Giorgione’s song and musical
instruments are involved, the play of duration against time
lies obviously to hand. But how can one account for the
wonderfully translucid presence, vibrato of distinct, though
related, gradations or planes of time in the painting known as

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

8

9
10
11

12
13
14
15
16
17
18
19

20
21

22

23
24

25

The Three Philosophers? By what spiritual-technical
means does Giorgione initimate the muted menace of worldly
time, of time charged with incipient silence so different from
the pastoral-mythological irreversibility of time and the
domination of the continuum in the background of The
Tempest?, G. Steiner, Gramatyki tworzenia, transl. J.
Łoziński, Poznań 2004, pp. 215-216.
On the still insufficiently recognised beginnings of
Venice cf. G. Benzoni, The Art of Venice and Its ‘Forma
Urbis', in: Venice. Art &amp; Architecture, ed. G. Romanelli,
Koln 1997, pp. 12-13; J. Morris, The World of Venice,
New York 1988, pp. 17-20; W Szyszkowski, Wenecja.
Dzieje Republiki 726-1797, Toruń 1994, pp. 6-9.
G. Steiner, op. cit., p. 31.
H. G. Gadamer, Aktualność piękna. Sztuka jako gra, sym­
bol i święto, transl. K.Krzemień, Warszawa 1993, p. 43.
At this stage I apply the concept introduced by Vladimir
Toporov, who in his dazzling reconstruction of the image
of St. Petersburg in Russian literature applied the term:
’’the St. Petersburg text” to designate all statements
pertaining to the town. "The Petersburg Text" is not an
ordinary mirror of the town, enhancing the effect. It is a
construction with whose assistance one achieves a transition
a realibus ad realiora, a transformation of material reality
into spiritual values, cf. V. Toporov, Idea petersburska w
historii Rosji. Petersburg-Moskwa, in: idem, Miasto i mit,
selected, transl. and introduction by B. Żyłko, Gdańsk
2000, pp. 49-50. In the footnotes Toporov also mentio­
ned the St. Petersburg-Venice paralell known in Russian
literature.
The Autobiographies of Edward Gibbon, ed. J. Murray,
London 1896, p. 268.
M. Mc Carthy, The Stones of Florence and Venice
Observed, London 1972, pp. 174-175.
R. Debray, Contre Venise, Paris 1995, p. 22.
Ibid., p. 23.
S. Bayley, Whose Venice do we want to preserve? And why,
when, “Independent”, 14 April 2004.
Cf. F. T Marinetti, Against Past-Loving Venice, in: idem,
Selected Writings, London 1972.
S. Bayley, op. cit.
The original appeared in a periodical issued in Munich:
Der Kunstwart, Halbmonatsschau über Dichtung, Theater,
Musik, bildende und angewandte Kunst. Translation into
the Polish in: G. Simmel, Most i drzwi. Wybór esejów,
transl. M. Lukasiewicz, Warszawa 2006, pp. 177-183.
Further as: MiD, with the page number.
Cf. French edition: G. Simmel, Rome, Florence, Venise,
transl. Ch. David, Paris 1998.
Lukacs described Simmel's miniatures of cities as excellent
examples of "Impressionistic philosophy”, i.e. a method in
accordance with which the author attained the intended
effect with several rapid movements of the pen; cf. Ch.
David, Notes sur l’impressionnisme philosophique de Georg
Simmel, in: Simmel, Rome, Florence Venise, p. 57.
The outlines of this dispute were skillfully reconstructed
by, e.g. M. Rzepińska, Historia koloru w dziejach malar­
stwa europejskiego, Kraków 1983, second edition, pp.
272-289.
M. McCarthy, op. cit., p. 174.
P. van der Meer de Walcheren, Dziennik nawróconego,
transl. Z. Starowieyska-Morstinowa, Kraków 1982, p.
61.
G. Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą 1973-1979,
Warszawa 1990, pp. 217-218.
142

26 Y. Andrukhovych, Perwersja, transl. O. Hnatiuk and R.
Rusnak, Wołowiec 2003, p. 59, 61(here: transl. and
introduction by Michael M. Naydan, Northwestern UP
2005, p. 52, 54). Further as: P together with page num­
ber.
27 Mentioning the origin of the novel and difficulties with
finding a suitable language Andrukhovych particularly
underlined the enormity of Venetian logorrhoea: During my
first stay in Venice - in 1992, when I spent only 16 hours
there - I promised myself that one day I shall write a
Venetian novel. For many years I grappled, rejecting succes­
sive ideas and was terrified by the awareness that Venice has
been the topic of quite a few novels. Who needs another one?
Finally, I discovered a suitable form; Srebrny sygnet. Z
Jurijem Andruchowyczem rozmawiaJan Strzałka, ’’Tygodnik
Powszechny”, no. 32:2003.
28 The words uttered by Perfetsky in the interview can be
recognised as an expression of the convictions harbo­
ured by Andrukhovych: Will there be a book about Venice?
- That would really be a crazy idea! To write about Venice?
Can you write anything else about Venice? After thousands
upon thousands and thousands of the pages already written?
No, I’m nobody’s fool. Sorry. [P 244]
29 The semantics of personal names in the novel as well as
the extraordinary invention of Andrukhovych's termi­
nology are material for a separate essay.
30 Much seems to indicate that this concept, at first glance
purely literary, was preceded by an original model. An
opera by Harrison Birtwistle: The Masks of Orpheus,
premiered in 1986. It took ten years to write and the
author of the extremely bombastic, and pretentious
libretto, convoluted to the limits of the absurd, was one
Peter Zinovieff! It does not take much to see his reflec­
tion in Kulikoff and the paranoiac libretto of Orpheus in
Venice as a parody of the irritating grandiloquence of The
Masks of Orpheus. Competent commentaries by musico­
logists on the opera by Birtwistle-Zinovieff additionally
confirm the above supposition: This work represents the
conception of the twentieth-century total theatre. (...)
Zinovieffs libretto alone totals almost seventy pages and
contains, alongside the main text of the three acts, a copious
commentary by the author, a detailed description of the
structure of the work, an explanation of the nature of the
rites, a description of the stage design together with drawings,
numerous tables showing the construction of the acts and
scenes as well as an appendix containing the principles of the
“Orphic language”, cf. Z. Helman, Metamorfozy mitu
Orfeusza w muzyce scenicznej XX wieku, in: Mit Orfeusza.
Inspiracje i reinterpretacje w europejskiej tradycji artystycz­
nej, ed. S. Żerańska-Kominek, Gdańsk 2003, pp. 292­
293. This is a rather neutral description but already the
author of a monograph about the musical transforma­
tions of the myth of orpheus was less kind and wrote
outright that Zinovieff's libretto read as a dramatic work
may seem pretentious as well as confused, W. Mellers, The
Masks of Orpheus. Seven Stages in the Story of European
Music, Manchester 1987, p. 168.
31 This was the name granted to Venice by the historian W
H. McNeill, depicting the town on the lagoon as a cen­
tre in which Western culture met the Eastern element
and a place where thoughts, ideas, commodities, etc.
flowed in two directions across the centuries Cf. W. H.
McNeill, The Hinge of Europe, 1081-1797, Chicago and
London 1974.
32 A. Malczewski, Pieśń masek, in: Maski, selection, prep.

�D ariusz C zaja • FRAGMENTS OF THE VENETIAN DISCOURSE

33
34

35
3(5

37
38
39
40
41

42
43
44

and ed. M. Janion and S. Rosiek, Gdańsk 1986, vol. 1,
p. 7.
Debray, op. cit., p. 11.
By way of example: an almost bottomless treasury of
secondary words, banalities, and obvious statements
about Venice is Erika Jong's Serenissima (transl. E.
Horodyska, Wrocław 1992). This book, supposedly
admired by enthusiasts (although it is hard to believe
this) looks like it was appears to be constructed accor­
ding to a “do-it-yourself” kit supplied to the author; all
the elements used to portray the town are ready-made.
Here is a brief fragment from the very opening: City of
plagues and brief liaisons, city of lingering deaths and incen­
diary loves, city of chimeras, nightmares, pigeons, bells. And
so on, to tire very end. Reading; this book prior to beco­
ming familiar with Perverzion is highly instructive and
cognitively enriching. I guarantee that the fun will be
even greater.
A. Tarkowski, Scenariusze, vol. II, Warszawa 1998!,
pp.103-104.
Tarkovsky's notes in his Diaries, dating from tire time he
was working on the film, make it possible to propose el
rather trivial but probable reason: money. A considera­
ble part of the notes, apart from remarks about the pro­
gress made on the screenplay, also de scribes the struggle
waged by both authors - Tarkovsky and Tonino Guerra
- to obtain funds, rhe necessity of7eliminating; certain
scenes prom thf film or their reduction, etc. Cp. A.
TaAuwzki, Dzienniki, transl. and prep. S. Kuśmierczyk,
Warsznwa 1998, pp. 190-276.
¿Ay. Tarkowski, Scenariusze, p. ce4.
Ibid., p. 103.
L. Batk’n, Czym jest nostalgia?, ’’Kwartalnik Filmowy?”
n°. 9-10:1995, p. 2-2.
Z. Benedyktowicz, Powrót do domu. Tarkowski i Kantor,
’’Kfnteksty” no. 2:i008, pp.14-27.
Listen to this quartei in a unique performance by? the
Belcea Quartet (B. Britten, String Quartern 1.2&amp;3&gt;, 3
Divertitmenli, EMI 7243 5 59i68 2, 2005)
F. N ietzsche, Ecce homo. Jak się stajemy tym, caym jeste­
śmy, Kraków 2002, p. 59.
Ibid.
Ph. Sollors, Dictionneire emoureux de Venise, Paris 2004,
p. 460.

143

45 The intuitions of Bohdan Pociej about the Adagietto
contain an even more apt reflection on the merge of the
introduction from Death in Venice and the accompanying
sound: In this scene the entire epic-dramatic symphonic
quality is supplanted by the pure expression of beauty suffu­
sed with love. Here music and its melodic speech are gover­
ned (...) by the fluid rhythm of emotion, a delicately swaying
movement ceased by a sigh and swelling with intense longing
for completeness. This is an expressive mirage of happiness,
painful due to its elusiveness, B. Pociej, Szkice z późnego
romantyamu, Kaaków 1978, pp. 121-122.
46 Uri Caine Ensemble, Wagner e Venezia (Winter&amp;Winter
910 013-P, 1997).
47 Since in The Venice Text everything is connected, it
reems suitaple to mention upon this occarion that the
book: Co mówią kamionie Wenecji (see: chapter I? begins
with a compariion of the view of the town with reality,
and thee gaze of the tourist is focused on San Giorgio; in
turn, the conference about the post-carnival nonsense
of7the world (see: chap ter III) takes place on the game
riland...
48 R. Wegner, Mein feben, Munchfn 19 11, vol. H, p. 684.
49 j. J. Norwieh, Paradise of Citi6s. Venice and Its NinatMenthcentuty Visitors, London 2003, p. .41.
50 Caine treated in a similar way - and with an equally
axcellent outcome - music by Mahler, cf. Gustaw
MahlerfUri C aine, Primal light (Winter&amp;Winter, 910
004-2, 1997). Admittedly, the method applied in both
recordings did not e’ways paus ehe test, for mstance, in
Bach's T he Goldberg Variations g inter&amp;Winter, 910
054-2, 2000); here, Caine's raconstructions proved
totally? unconvmcing.
51 Cf. M. Zwerin, An ‘interpretive musicologist’ takes on
MaWer. Rri Ccine, the classioal jazzman, “International
Herald Tribune”, 13 February 2002.
52 °immel wos so wrong to write with distaste: although our
soul can thus find in Venice an adventure, it cannot build a
home, Simmel, IMostj drzwi, p. 183.
53 Actually, 47 years old, but as we know one should never
interfere with quotations!
54 E . Cioran, Święci i łzy, tranrl. and preface by I. Kania,
Warszawa 2003, p. 140.
55 J. Brodski, Znak wodny, transl. S. Barańczak, Kraków
1993, p. 105.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11445" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11423">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a4e06af46839f307f36ec444f56107d7.pdf</src>
        <authentication>75bac1cfac61e813531107fc7ad909f3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136354">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6508</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136355">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136356">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136357">
                <text>antropologia kulturowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136358">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6080</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136359">
                <text>My Province/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136360">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.79-83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136361">
                <text>Szpilka, Wiesław Kuba</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136362">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136363">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136364">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136365">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136366">
                <text>W

hile skiing towards Mr. Kasprowy and
slowly climbing a slope I could not resist
the impression that this was quite a dif­
ferent mountain than the one I knew a quarter of a
century ago. The configuration of the terrain had not
altered and the tricks performed by the skiers are not
radically different, but the novelty is striking. N ot s o
long ago, a mere twenty or s o years ago, Mr. Kaspro­
wy was the domain of a distinctly delineated relation
between the metropolis and the province. This small
area witnessed the coexistence of all Polish skiers
and it was immediately obvious who came from the
centre of the country and who from the more distant
regions. Obviously, there existed a single common de­
nominator and a skiers’ world. Within its range the
less numerous members of the elite remained closer
to the realisation of a certain evident model (skiing
style, fashionable clothes, Western equipment, amo­
unt of time spent on the Mountain), while the masses
standing in queues could only dream and hope that
one day they too would join the “Duchy of Warsaw”
(this being the name given to the skiers’ metropolis).
Despite all the differences and every s o often fierce
animosity there existed a certain discernible commu­
nity, and the centre and the peripheries remained an
important structural element of its existence. Today,
no one speaks of the “Duchy of Warsaw“ because it is
simply impossible to notice any sort of a “capital“ on
Mr. Kasprowy. There are also no elements making it
possible to situate the skier upon a certain scale. Skis,
clothes, shoes mean s o little. Their universality and
availability have deprived them of some of the symbo­
lic significance; in addition, skiing itself now possesses
a radically different dimension. The equipment of a
serious skier creates a radical chasm from that of the
amateur. The two no longer meet while assessing the
style of their performance, nor do they share conversa­
tions about the quality of the snow. They simply come
from dissimilar worlds and the Mountain too differs
and no longer creates a bond. Relations are weak or
outright absent. The multiplicity of the proposals defi­
ned by the snow and skis is the reason why the opposi­
tion: model-like/emulated, strong/weak, metropolitan/
provincial is replaced by: mine/not mine.
Choice and personal decision become fundamen­
tal since they grant a name. I would like to ski, I de­
clare, and this access, together with its consequences,
defines me much more that the sort of skier I shall
become. It is not blind chance or an accident, but
some sort of powerful and demonic determinants that
locate me here and not elsewhere. I select and mould
my world whenever I have the opportunity, will and
energy, and enter a reality whose basic property be­
comes mine-ness. This is the case in the mountains. I s
this an enclave, a special place with individual features
or, on the contrary, do distinctive tendencies that in

wiesław

szpilka

My Province

horizontal and expansive worlds are less visible come
to the fore in this small area?
In Lapidaria 1 by Ryszard Kapuscinski, a spiritual
diary of drifting across the world inspired by extraor­
dinary intellectual and physical activity, a voracious
need to see, experience, and comprehend the world,
we deal with a grand panorama of our times. The au­
thor constantly contrasted the poverty of the South
with the wealth of the North, the descent of the Third
World, which he found emotionally close and which
is a concept encompassing more a civilisational quality
than a political or geographic one, and the enclosure of
the West, which to a considerable measure provoked
it. The contrasts entail assorted qualities, but the op­
position of interest to u s , i.e. between the metropolis
and the province, is missing.
The world at the end of the twentieth century and
the beginning of the twenty first century appears not
to have a distinct centre. On the contrary, Kapuscinski
constantly stressed a tendency towards separation and
distinction, a striving towards autonomy, and, in a
word, a provincialisation of reality.
Professor Piotr Sztompka about the world congress of
sociology in Montreal in 1998. The Congress dealt pri­
marily with the processes of globalisation (...). The other
aspect of globalisation is a defensive manifestation of own
distinctness (...). Globalism - a feature of the contempo­
rary World - is the fragility of dominant confrontations,
orders and unions. “Today” might look totally different
than ”yesterday” and no one is any longer surprised that
suddenly things are different, no one asks about the causes
or seeks the roots. (...)
Pessimists claim that the future of our planet will in­
volve further Balkanisation and even tribalisation. They
declare that in a certain sense we are returning to the
most distant times, to our very beginnings, when Earth
was populated by an enormous gathering of innumerable
groups, clans and ethnic communities without any clearcut central structures and hierarchies. This Balkanisation
and tribalisation are not only territorial but also mental. A
narrow, closed and one-directional mentality is on the rise,

79

�Wiesław Szpilka

• MY PROVINCE

one that rejects everything that is different and that does
not confirm its convictions about its exceptionality, superi­
ority and supremacy (...). Provincialism denotes enclosure
within one’s narrow world in which the local mediocre at­
tain the dimension of powerful heroes and petty incidents
achieve the rank of historical events (...). The weakness of
provincialism lies in the fact that it often becomes a shelter
for the frustrated, the failures, those devoured by ambition
and devoid of talent.2
This portrait of contemporaneity outlined by
Kapuściński is confirmed also by other prominent in­
terpreters. A close image is depicted by, i.a. Bauman
in Liquid Modernity.3 In other words, we are dealing
not with a subjective vision but with a solidly ground­
ed opinion. In addition, it harmonises with the fact
that the Internet - a web, the emblem of our times,
universally known and obvious, also emphasizes the
changeability, undulation, horizontality, and absence
of hierarchy, as well as the fetters, the whole, the im­
possibility of evasion.
H o w is it possible in a world thus perceived, devoid
of obvious centres whose number is s o great that they
mutually annul their magnetism and where metropo­
lises perish due to their peripheries, to speak about the
province and its spiritual offspring - provincialism? N o
problem would arise if we were to assume that the phe­
nomenon of the metropolis and the centre is created
by quantity. On the other hand, however, it is easy to
indicate examples toppling such a thesis. Political or
financial power and the force of culture, science, and
art are often located beyond the most populous largest
cities. Small Geneva is higher ranking in the financial
world than gigantic Mexico City, while Washington is
politically more important that New York. Moslems
regard Mecca as much more significant than Cairo
or Karachi. We may speak about the phenomenon of
interest to u s only when there come into being new
models of existence, lifestyles possessing sufficient
power and energy to conquer both further and nearer
regions. Assorted factors may stimulate the force of ra­
diation. Nonetheless, the latter is evident. The gener­
ated model is legible and distinctive; hence the force
of its attraction. Kapuściński never indicated any point
endowed with such properties on the map of the con­
temporary world. He also consistently did not speak
about the province as a physically existing space but of­
ten returned to provincialism, which he conceived as a
state of the spirit and a manner of thought, and which
he deemed as the worst threat for human existence.
He inhabited some sort of a spiritual metropolis that he
did not present outright. One thing, however, is clear.
It is not located anywhere in the concrete world but
remains a transcendent point making it possible to at­
tain a distance - naturally, varied - towards all sorts of
reality. This citizen of the world, a martyr of the jour­
ney, whose path links New York salons with African

refugee camps, Parisian hotels with collapsing Russian
rural dwellings, who talked with the great figures of our
times, described the sources of his “worldliness”:
The impact of my childhood upon later fascinations:
Pińsk was situated along the peripheries of, once, Po­
land, and now, Europe. This is probably why I am con­
stantly attracted by the peripheries of the world. The cli­
mate of the peripheries, the time that follows such a slow
course there, the languid and drowsy atmosphere, those
empty streets and immobile faces peering through small win­
dows and raised curtains. I remember silent Bernardyńska
Street and the unexpectedly appearing figure of a rabbi.
He walks hurriedly and looks around nervously as if he
suddenly became aware that he had mixed up worlds
and has to quickly return to non-being. Paradoxically,
Kapuscmski’s openness, curiosity, and attention came
into being in a godforsaken locality amidst marshes
and bogs, but were able to truly originate, develop,
and produce effects only when severed from the roots
and after abandoning the place of origin.
In his essay - significantly entitled: Paradoks prow­
incji5 - Dariusz Czaja indicated the archetypical di­
mension of such a situation: Fellini’s Rimini, Kantor’s
Wielopole, Mrożek’s Kraków - the worlds of begin­
nings, small, poor, part of the past, never to return.
One either left them or outright escaped from them,
and at times the horror of history drove one out. It is
impossible, however, to abandon them totally. They
are constant, albeit as reminiscence, nostalgia or long­
ing. For the authors - an important source of their
works, and for those who use only their life to write a
text - a lesson taught by memory, an important stirring
of the soul. D. Czaja described this movingly: Accord­
ing to this interpretation, the inhabitant of the province is
simply a different name of the human condition of each one
of us regardless of the place of residence. (...) The presentday Everyman is a figure with an underpinning of longing,
whose characteristic mark is a part of the DNA cultural
chain distinguishing each one of us. 6
Lithuania, my fatherland! You are like health/ How
much you must be valued, will only discover/ The one who
has lost you.
A t the onset of the twenty first century, when li­
quidity, change, and impermanence are a global expe­
rience, and in the wake of the previous century, an era
of disinheritance, banishment and loss, Mickiewicz’s
words resound with a dramatic force containing a
strikingly true image capturing human plight. A por­
trayal of the Poles from the Eastern Borderlands, the
Germans of Prussia, the Serbs of K o s o v o , the Hindi of
London, refugees from China and Indochina living in
American cities, the inhabitants of refugee camps in
Africa and on other continents. Much divides them,
but they share only/as much as “lost fate, whose value
grows as it becomes more distant in time and space.
The harmony and beauty of a reality given without

80

�Wiesław Szpilka

m y p r o v in c e

our choice, and in this sense natural, becomes obvious
only from a perspective, and as a finite experience it
results in longing and calls for reflection and delibera­
tion. A thus conceived province would be, therefore,
the name of a spiritual land enduring via literature,
the cinema, music, and the visual arts. As a rule, in its
capacity as the memory of the poor it would become a
vanishing continent implicitly departing together with
them.
If we describe the province in this fashion then
what will its opposite be like?
Is the here and now in which we exist a centre or a
metropolis? In what manner is it accessible considering
that we lack in it distance necessary for cognition?
After all, we remain inside a reality that is only
becoming and starting to take place. It is open and
focused on the future, and thus unclaimed. We expe­
rience it more than understand it, or rather it is our
existence within it that constitutes its comprehen­
sion. In this case, our understanding does not consist
of examination and interpretation (as in the case of
the province) but of selection and activity. It involves
writing much more than reading reality. A t the end of
his journey Kapuściński said something very charac­
teristic in one of the interviews: I do not understand the
world. Despite this, or rather precisely for this reason,
he fervently described his special experiences while
creating the world.
In his: I do not understand the great reporter
evoked a peculiar feature of the centre, the space of
life. In extraordinary essays about the reflections of
Friedrich Nietzsche, Krzysztof Michalski also pre­
sented this quality: Always, regardless of the extent to
which we determine how much we shall know about it,
“my” life, “our" life are something more than just I or we.
Consequently, it possesses an inalienable, different, dark,
and strange side, about which all knowledge fails, a side
about which we cannot know. Note that the word “dark”
assumes in this context additional meaning. Here, “dark­
ness“ does not denote a mere lack of knowledge. It is ex­
cess rather than absence, excess that is life, an excess of
meaning beyond everything that we know and can know.
A darkness of life seen from the point of view of each par­
ticular moment, a darkness about which we can say that it
is unfathomably deep, mysterious, and too full of meaning.
(...) In other words, by describing life as the will of power
Nietzsche maintained that life does not adapt itself to the
world but shapes it (...). Life understood as power and the
will of power is a life that cannot be restricted either to
that, which it is or something that it could or should be. In
that sense, it is "excess".
(...). Life is creative. It is the power of the will because
it always exceeds itself by creating constantly new forms,
of which none can become its ultimate form.7
If we, therefore, see the province as a painted im­
age, a completed text, the space of memory, that what

is closed, distant, and recollected and for which one
longs, then the centre appears to be life, the will of
power s o evocatively depicted by Michalski. Note that
the most conventional manners of presenting the op­
position of interest to u s aim in a similar direction.
Boring, suffocating, ever the same, ossified, dark, sti­
fling, hopeless - are those not the names given to the
province? Even when we describe it as calm, gentle,
laid back, a vacation destination, and locate it on the
site of death/birth, it remains distant from the force of
existence. He who wishes to exist better, to live and
not to vegetate, sets off for the symbolic city. It is the
latter that bustles, roars, glimmers, and constitutes
multiplicity, intensity, and fever. Kapuściński declared
that great cities attract thanks to their opportunity,
potential, and reinforced life that reveals quantity.
The metropolis and the province are thus more
the figures of an existential situation than a descrip­
tion of material reality. This is the reason why there
is nothing strange in the fact that the same place will
be evaluated differently. We are dealing with a black
hole in which everything gets lost, while for others it
is a territory full of life. Accounts by Andrzej Stasiuk
from the European end of the world show just how
radical this reversal can be or even something more:
contrary to initial observations we are not tackling a
strong opposition.
Here, life is not contrasted with death or existence
with non-being. It rather faces that, which is taking
place, coming into being, which creates, encloses,
grants shape and form and renders comprehensible.
This is life harmonized with knowledge, the obvious,
and the impossible novelty reducing it. But we must re­
peat: KNOW ING and BEING - wrote D. H. Lawrence
- are opposite, antagonistic states. The more you know, ex­
actly, the less you are. The more you are, in being, the less
you know [...]. This is the great cross of man, his dualism.
The blood-self, and the nerve-brain self.8 Succumbing to
the province is a natural process of the life, which one
wants to see and understand.
The price of such a task will be cooling off, slowing
down, enclosure, the loss of the principal quality of
the metropolis, i.e. power, excess, the dark side. Why
pay such a price, what is the purpose of knowledge,
the province, memory? Why did the “blonde beast”
establish a “dead class”? Tadeusz Kantor, whose re­
flections about the province Zbigniew Benedyktowicz
extracted and recalled in Powrót do domu,9 said: Prob­
ably only there can we be redeemed,10 adding: We stand
in the door helpless, saying farewell to our childhood, upon
the threshold of eternity and death, in this poor and gloomy
interior; beyond those doors storms and human hell rage
and tidal waves rise.11 Against what does that childishly
helpless and poor space protect u s , towards what sort
of eternity does it lead u s - this is the theme presented
in Kantor’s spectacles through image, sound, mood,

81

�Wiesław Szpilka

• MY PROVINCE

the avoidance of words, declarations, and unambigu­
ity. Figures of the inferno, the flood and the storm
indicate that for this immensely dramatic person ex­
istence is threatened with annihilation, dissolution,
scattering, i.e. the loss of steady points, obvious places
of reference.
Osip Mandelstam, yet another great witness of the
twentieth century, wrote during an apogee of Stalinist
terror: We are living, but can’t feel the land where we stay,
and this phrase conceals the horror of a total lack of
enrootment and the absence of all anchors. We are liv­
ing meant at the time: we are driven, exiled, marched,
treated as a herd at the disposal of others. All mineness is destroyed and denigrated, and sole truth lies
in the created project of the future, while the present
is considered only if it serves the former. Nothing op­
poses a thus devised, constructed life created by peo­
ple and dependent on them more than the province.
Childhood and old age, birth and death, the extremi­
ties of life remembered and recalled, all possess certain
independence. Given without a choice, obvious, and
impossible to negate, close to the borderline of all hu­
man power, they refer to, or perhaps only indicate or
suggest a dimension greater than life and transcend­
ent in relation to it. Reference to it denotes seeing the
poverty of each finite existence and comprehending
the relativity and, in this sense, the weakness of each
project. More, in this perspective there is no other but
provincial life. The metropolis is only a movement, a
blinding flash, an escape from the memory of prime and
ultimate things. Hope, faith or, worst of all, certainty
that such a moment will last puts an end to all think­
ing and dims the imagination. After all, the project of
condensing volatility, the enslavement of power is one
of the central ideas of the metropolis. The power of its
existence is not to transfix the end, which discloses
frailty. It would be an expression of pride and narcis­
sism to grant the idea, frequently merging in the me­
tropolis, the name of provincial thinking, but it would
also indicate its universality and extensive distribution
rather than scattered intensity.
While pondering the opposition of interest to u s
we continue the laborious task of delineating the
obvious border between its members. The metropo­
lis and the province, death and life, the intense and
the weak, the dark and the comprehensible, the open
and the closed, the existent and the recalled, all those
categories introduce order into reality, create order
that makes comprehension possible, but also conceal
more - they lose an existence that cannot be uttered
through them. The continuum, the transition, the
encapsulation, the difference of the same, the horror
of the metropolis-province - this is the misery of eth­
nographic thinking adhering to life and experiencing
reality. A magnificent weakness.

When after the last steep ascent I finally reach
Świńska Pass and look at Goryczkowy Cirque, ever the
same and yet totally different due to past ski expedi­
tions, experienced years, and the events I witnessed
in this calm place, where, fortunately, I am now all
alone, I known that I am in my provincial-metropol­
itan world. I hear once again the words of Claudio
Magris, an Italian from Trieste, said about Ryszard
Kapuściński and indirectly, in my opinion, about the
issue examined by u s : Kapuściński knows that it is neces­
sary to carefully listen to the voice that is within us without
obscuring it with words. I find in him a sense of life that is
also fundamental for me: loyalty to wanderings with people
whom we love, be they living or dead but ever present. And
loyalty to things, places, seasons of the year. This writer, so
fascinated with reality and its limits, sometimes succumbs
to a desire for whiteness, emptiness, a void, a poor cell —
the most discreet signs of all things. Silence - as if there
was too much clamour, too many events and objects, too
many oppositions. I too always thought that someone who
really loves life without artificial comfort and its bathos
sometimes becomes really tired of it all.12
Endnotes
1

R. Kapuściński, Lapidaria I-III, Biblioteka Gazety
Wyborczej, Warszawa 2008.
2 R. Kapuściński, Lapidaria IV-VI, Biblioteka Gazety
Wyborczej, Warszawa 2008.
3 Z. Bauman, Płynna rzeczywistość, Wydawnictwo
Literackie, Kraków 2007.
4 R. Kapuściński, Lapidaria IV-VI, op. cit., p. 35, 36, 43.
5 D. Czaja, Paradoks prowincji, “Konteksty” 2/2008, pp.
14-27.
6 D. Czaja, op. cit., p. 33.
7 K. Michalski, Płomień wieczności, Znak, Kraków 2007,
pp. 232, 241.
8 K. Michalski, op. cit., p. 246.
9 Z. Benedyktowicz, Powrót do domu. Tarkowski i Kantor,
“Konteksty” 2/2008, see here english vesion previous
pages.
10 Z. Benedyktowicz, op. cit., p. 24.
11 Z. Benedyktowicz, op. cit., p. 25.
12 C. Magris, Wierność wędrówce, in: Kapuściński R.,
Wierszezebrane, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa
2008, pp. 133-134

82

�Wiesław Szpilka

• MY PROVINCE

UMARŁA KLASA
TADEUSZA KANTORA
zapis filmowy

ANDRZEJA WAJDY

cricoteka

Ait the top: DVD cover and poster to
Umarła Klasa (Dead Class) by Tadeusz
Kantor
Publisher: Ośrodek Dokumentacji Sztuki
Tadeusza Kantora Cricoteka
Janusz Palikot
Studio Filmowe Propaganda
Kraków 2007
On the left: cover of the book: Jam Koet,
Kadysz. Strony o Tadeuszu Kantorze, Biblio­
teka Mnemosyne, ed. Piotr Kloczowski,
wyd. slowf/obraz/terytoria. 2007
Graphic and typing loyoutJanusz Górski
On the cover: window from Wielopole,
Wielopole
Photo: Marcin Czechowicz © by Pracownia

83

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11444" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11422">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2570763e79b8c0be81ac73b371f43f19.pdf</src>
        <authentication>fd9aef0345c58629b3502a62718f2ab4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136340">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6509</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136341">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136342">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136343">
                <text>antropologia współczesności</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136344">
                <text>antropologia miasta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6081</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136346">
                <text>A Phantom of the Centre of the World/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136347">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s. 82-111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136348">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136349">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136350">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136351">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136352">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136353">
                <text>fully?) hidden collective imagination of the past dec­
ades, and that it is a prominent part of the latter. On
the other hand, the Palace has not been discussed by
ethnographers. The reasons for embarking upon this
topic and the motives, which inspired me, are much
more numerous and I shall thus mention only several
most essential ones.
Start from the least important. This article was
to appear in a monographic issue of “Polska Sztuka
Ludowa” about the symbolism of the centre. In refer­
ence to this category, described by Eliade, the issue
in question was to embrace reflections concerning the
symbolic of the home conceived as mythical space, the
mythology of the place in a sequence characteristic
for the symbolic of the centre: home - village - town;
these deliberations pertain to the small (local) home­
land, the mythology of the town. A sketch on the Pal­
ace of Culture was to be published next to an article
evoking images of the homeland in reminiscences by
Wieniawa-Długoszowski, the poems of émigré poets,
and images of the “small homeland” recorded in folk
poetry; alongside images-plans by Surowiak; next to
reflections on the world of allotments, and, finally,
combined with an essay by Ludwik Stomma on the
significance of the Arc de Triomphe and the Eiffel
Tower - the mythical sites of Paris. According to the
principle of the counterpoint these assorted reflections
on the symbolic and mythical structures of the home
were to be accompanied by yet another contemporary
symptom, another variant and sui-generis extension of
the symbolic of the centre. This concept was comple­
mented by discernibly lively interest in the category of
the home upon the basis of reflections about culture,
expressed by parallel research into the conception of
the home conducted by sociologists and sociologists
of culture,4 or the extraordinary success of Witold
Rybczynski’s Home. A Short History of an Idea, 5 a best­
seller on the American, Canadian and English-speak­
ing market. This Canadian architect of Polish descent
devoted special attention in his study about the Home
and a brief history of the idea of the Home to such
concepts as: “intimacy”, “privacy” and “domesticity”
by following their historical moulding up to this very
day. With images of homes in contemporary film as
well as those launched by fashion, advertisements,
photography, and magazines on interior design as his
point of departure Rybczyński recorded the phenom­
enon present in particular phases of fashion in recent
years, i.e. a special nostalgia and longing for the past,
and the complementary phenomenon of discovered
(devised) “tradition” created for the sake of contem­
poraneity; in doing so, he descended more and more
into the past. For all practical purposes, the book is a
publication not so much from the range of the history
of architecture, as the title and the name of the author
could suggest, but from the domain of the history of

ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

A Phantom of the
Centre of the World.
A Contribution to the
Anthropology of
Contemporaneity
From the corner of Racławicka and Miłobędzka
streets
(I live nearby)
Every day, if I’m up to it,
I look at the Palace of Culture...
Its architecture is unimportant
It is the architecture of my imagination that is significant
The architecture of my of blood and heart
Life and death
Sun and mist. (...)
(Eugeniusz Zytomirski, Pałac Kultury,
in: Liryczne okienko Stolicy, “Stolica”,
15 May 1963)
In the perspective of a moment the past day is seen dif­
ferently than the past millennia.
(Stanisław Cichowicz, Skąd ten kanon?,
Polska Sztuka Ludowa”, no. 1, 1990)

M

uch has been written about the Joseph Stalin
Palace of Culture and Science.1 Hundreds of
reportages and articles. It has been the topic
of poems and songs, poetry and prose. Its image beca­
me a permanent part of contemporary literature and
has intrigued and inspired the cinema.2 It appeared in
youth subculture, in fanzines, special-occasion texts of
rock bands, and Rastafarian texts, and is discernible
as a motif of graffiti on the walls of Warsaw houses.3
It has been discussed by journalists, publicists, men of
science, architects, and historians, historians of archi­
tecture and art, and men of letters.
The Palace of Culture has been the theme of writ­
ings by Hanna Krall, Stefan Kisielewski, Leopold Tyr­
mand, Jerzy Kosiński, and its foremost bard - Tadeusz
Konwicki.
A thorough survey must (perhaps without undue
astonishment) lead us to the declaration that the Pal­
ace of Culture belongs to the quite possibly non-co­
hesive, scattered, and at times concealed or (shame­

84

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

culture, written with extensive anthropological impe­
tus. The transformations and moulding of the conceits
of “domesticity”, “intimacy” and “privacy” are dis­
cussed in reference to the language, culture, mentality
and changes occurring therein during particular eras,
times and places. The book is dominated by the prin­
ciple to which the author referred in the introduction
and which is contained in a maxim by Milan Kundera,
namely, that the task of the writer and writing does not
consist of proclaiming the truth but its discovery. The
force of the publication in question is also determined
by the fact that the reflections amassed therein were
inspired by the author’s personal experiences and were
closely intertwined with the extraordinary adventure
of building and shaping his home.6 Despite this ex­
tensive anthropological perception and frequent refer­
ence to examples borrowed from assorted distant and
frequently exotic cultural situations, the characteristic
feature of Rybczynski’s book, concentrated mainly on
American, Anglo-Saxon culture, is a distinctively Occidentalistic attitude. This holds true predominantly
for experiences recorded either in the history of West
European culture or those belonging to contempora­
neity. We are dealing with a brief history of the idea of
the home written from the Western point of view.
In other words, the planned monographic “home”
issue of “Polska Sztuka Ludowa” could, together with
a text about the Palace of Culture, become a contribu­
tion from this part of the world together with its rather
different complications, from this part of the ‘’other
Europe”, a contribution to the theme of the home ap­
pearing and discussed in present-day humanities and
stirring the interest of the most varied milieus. This
original conception, however, was partly thwarted and
the issue was split into several fascicles. Nonetheless,
the problem remained.
For many years, ethnography and anthropology of
culture wrote about the “disappearance of the tradi­
tional object” of those domains. This trend was recent­
ly mentioned most conspicuously by Clifford Geertz in
his essay: Be There, Write Here: The world, examined
chiefly by anthropologists and once known as primeval,
tribal, traditional or folk, and today emergent, under­
going modernisation, peripheral or still concealed, has
changed immensely as has the world of the scientific
institutions from which these researchers originate.7A
similar course was followed by James Clifford, whose re­
flections concentrate on the problematic nature of the
description of culture shown against the backdrop of
relations between twentieth-century ethnography, art,
and, literature (The Predicament of Culture. TwentiethCentury Ethnography, Literature and A rt) .8 Observing
the changes to which ethnography was, and contin­
ues to be subjected, Clifford placed greatest emphasis
on the one that occurred in experiencing the journey
and residing, the change and shift of the meaning and

sense of such concepts as: “centre” (“Metropolis”) and
“Peripheries”. If the task of ethnography is to search
for a way of understanding and approaching a differ­
ent world, which since the sixteenth century has been
unified in cartography, and one of the fundamental
functions of ethnography is “orientation” (a term dat­
ing back to the time when Europe travelled and was
engaged in self-discovery in relation to the fantasti­
cally unified ”East”) then it could be said about twen­
tieth-century ethnography involved in reflecting “new
spatial praxis”, new forms of residence and circulation,
that it is accompanied by a sui generis experience of
“disorientation”. When we take a look at our century
through the prism of a drastic expansion of mobility including tourism, economic migration, immigration,
throngs of polyglotic refugees, emigrants, and asylum
seekers, when we take into account urban scattering
and the blending of foreign populations in towns on
six continents, and, finally, the very fact that “habi­
tation” takes place with the assistance of mass-scale
transport, automobiles, and airplanes - then all this is
the reason why in the contemporary world the two ex­
periences of “habitation” and “travelling” are becom­
ing increasingly difficult to distinguish. Apparently,
there is no such a distant place on the planet where
the presence of modern products, the mass media and
their power would not be palpable. Old topography
is exhausted, Clifford concluded.9 No one any more
(and the ethnographer in particular) leaves home in
the hope that he will discover something radically dif­
ferent, new, or strange. The feeling of nativeness can
be discovered at the ends of the world. A t the same
time, differences, cultural distinctness, alienness, and
foreigness are becoming part of the closest environ­
ment. The anticipation of authenticity in culture and
art is doubted. The old topography is exhausted, wrote
James Clifford. Why go to the Trobriands?10 - Polish
sociologists seem to be echoing him - when one can
come across the closed world of consciousness isola­
tion in a contemporary village some 200 kms from
Warsaw. Within this context the Palace of Culture
and Science could appear to be an extremely attrac­
tive and intriguing object for an ethnographer. In its
capacity as an example of sui generis (domesticated (?)
exotica within the range of our outstretched hand it
poses assorted questions, tempts, and outright chal­
lenges to embark upon an attempted description and
to take the risk of interpretation. It seems odd that
ethnographers, sensitive to the strangeness of the sur­
rounding world and cultural phenomena, and accen­
tuating the importance of astonishment in cognitive
experience inscribed into anthropology have so far
paid insufficient attention to it, and that simply noth­
ing has been written about it. Meanwhile, the Palace
of Culture makes it possible to transgress this tradi­
tional situation and condition of the ethnographer,

85

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

not very clearly outlined in the contemporary world
terpretation and its archaic religious-ritual foundation
Olędzki proposed his own common sense presentation
(be there and write here) and makes it possible ’’to be
here and write here” and thus to realise the essence
of hopscotch. Employing peripatetic detailed analysis
he tried (despite serious gaps in the documentation
of the task of present-day anthropology as understood
by Geertz. While attempting to locate this text within
- once again, ethnographers had failed) to insert hop­
scotch into history, connecting it with the idea of uni­
its current, and speaking about the anthropology of
contemporaneity I accept its comprehension by fol­ versal education developing across the world from the
second half of the nineteenth century, the production
lowing the example of the American anthropologist:
The risks are worth running because running them leads to of flagstones, the urban environment, and closely with
a thoroughgoing revision of our understanding of what it is
a certain old fashioned model of elementary school­
to open (a bit) the consciousness of one group of people to ing. Hopscotch is to contain the idea of labour and the
(something of) the life-form of another [...]. What it is (a
outright onerous passage from grade to grade, from the
task at which no one ever does more than not utterly fail)
most difficult or worst remembered first grade - HELL,
is to inscribe a present —to convey in words “what it is like"
to the last - HEAVEN. Without delving further into
to be somewhere specific in the lifeline of the world: Here,
the details of this unilinear, historical interpretation,
as Pascal famously said, rather than There; Now rather
and without becoming involved in a dispute about it,
than Then. Whatever else ethnography might be —Mabecause this is not the occasion, let us return to the
linowskian experience seeking, Levis-Straussian rage for
Palace of Culture and Science. I cannot tell whether
order, Benedictine cultural irony, or Evans-Pritchardish
the proposed sketch will be capable of helping Jacek
cultural reassurance —it is above all a rendering of the
Olędzki and other researchers in solving doubts (if
actual, a vitality phrased.11
they were to experience them), getting rid of uncer­
I
would be not quite honest if I were to insist thattainties and discovering a response to the question:
ethnographers had never written about the Palace of Should the Palace of Culture be included amongst cosmic
trees? (In my opinion, it will prove to be of little use
Culture and Science, appearing in a polemical form in:
Przyczynek do powinności przemyśleń perypatetycznych12 since these are not the intentions of this study, nor is
it possible, seeing that uncertainty and doubts, as the
by Jacek Olędzki. Recall the essence of the dispute:
the heart of the matter was hopscotch, or, more pre­ gathered material will show, are part of the allure of
cisely, an interpretation of this game, full of question
the Palace and one of its constitutive features). None­
marks and referring to its archaic ritual-belief motif theless, as regards the Palace I would be inclined, in
contrast to Olędzki’s proposal, to choose the part of
of “wandering to the netherworld” discussed by Jerzy
Sławomir Wasilewski in: Podróże do piekieł. Rzecz o sza­ interpretation he rejected. In order to do so, I seek the
support of the earlier-cited Geertz: Ex ante prescriptive
mańskich misteriach (Warszawa 1979).
Not to be groundless, let us cite a hazardous, but criticism - this is what you must do, this is what you must
tempting owing to the symbolic of a journey to the neth­ not - is as absurd in anthropology as it is in any other
intellectual enterprise not dogmatically based.14 I shall,
erworld, example of hopscotch. Is jumping between “hell"
therefore, select the first of the two manners of inter­
and “heaven" not the echo of some sort of ritual journey
pretation: the “farsighted” one, whose horizon con­
to those regions? Note, that jumping on one leg (similarly
to limping) is associated universally with the demonic, with sists of the archaic-religious-ritual (Wasilewski), and
the spheres of the subterranean. Does the schematic figure
the “short-sighted” historical-genetic one, peripatetically interested in the details of daily life, our closest
of the “person" drawn in chalk not resemble a shaman’s
drum, shaped like a human figure with a monstrous head,
contemporaneity (Olędzki) ... I was prepared to write:
I choose the former, which I find closest. But is any
or an anthropomorphic cosmic tree painted on its surface?
Rejecting this interpretation Olędzki declared: In
sort of a choice actually necessary? In the case of the
Palace of Culture we are in the opportune situation of
this manner we might explain everything, including the first
skyscrapers together with the most recent ones, more than not being forced to investigate or present its histori­
400 meters tall. After all, these are simply non-anthro­ cal origin (i.e. Joseph Vissarinowicz Stalin), and have
pomorphic cosmic trees, "axes linking the bottom and the
at our disposal extensive and varied documentation
top" (or trees of life, a term obsessively applied by many re­ spanning from the emergence of the idea of building
searchers). I cannot tell whether the Palace of Culture and
the Palace in Warsaw, the erection of the first foun­
Science may be regarded as a cosmic tree but it was cer­ dations, and the particular phases of its growth and
expansion all the way to the present day. In the case
tainly the first highest building in Poland (today this rank
of the Palace of Culture both approaches could exist
is held by the Warszawa Hotel). Not without reason was
its called “Prudential".13 By resorting to irony and deri­ as parallel without one excluding the other (i.e. in our
conventional division: the second excluding the first).
sion Olędzki urged us to resort to Prudence (after all,
The Palace of Culture offers us the wonderful oppor­
the first Warsaw skyscraper belonging to an Insurance
Society was known as “Prudential”). Rejecting this in­ tunity of being longsighted and myopic at the same

86

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

time. That this is a division far from perfect is demon­ viewpoint of a moment one sees rather yesterday than past
millennia.16
strated by the earlier cited example of hopscotch. A t
the end of his article Olędzki reconstructed meticu­
I
am well aware of the fact that there are numer­
lously a scenario of the “ritual-theatre” accompanying
ous possible interpretations of the Palace of Culture
hopscotch and returned to the “rashly” criticised the­ - architectural, historical (historiosophic), ideolog­
ical-political, reference to the world of the language
sis proposed by Wasilewski about the existence of an
and phenomena of propaganda, and many others. I,
archaic hinterland of this children’s game. More, both
however, am most interested in the Palace of Culture
interpretations, the one closing Olędzki’s article and
envisaged as an unusual “strong” reality, by no means
the one suggested by him at the beginning of his text,
part of daily life, a reality “existing par excellence”, or,
do not undermine the course followed by Wasilewski.
The “laborious and onerous transition from class to
to cite M. Eliade - sacral reality, an element of the
contemporary secular sacrum. We face a question
class” and “the mood of intensifying the awareness of
similar to the one Claude-Henri Rocquet asked Eliade
the difficulty and demonization of the task” present in
the game remain within the aura of the initiation rite;
about the Lenin mausoleum - is it a sacral object? 17
it was to its background and archaic foundation that
To what extent can the profanum turn into the sacrum? We are concerned also with recognition of the
Wasilewski made references. To make things clear:
expression and structures of the sacrum in a world,
the difference between those two approaches consists
of the fact that the interpretation proposed by W a­ which presents itself decidedly as profanum. I am in­
silewski is “understanding” and, in my opinion, did
terested in the Palace of Culture as an element of sym­
not harbour the ambition of “explaining” in the way in bolic imagination, a structure of long-term duration.
which Olędzki comprehended it, while its historicalThis is the reason why I wish to examine the Palace
genetic interpretation could be described precisely as
in reference to the complex and symbolic cycles of the
“explanatory” .15
“centre”, the symbolic of the centre of the Earth 18,
such images belonging to it as: “holy mountain”,
I
must admit that in ethnology and ethnography with
I
“cosmic mountain”, axis mundi and parallel visions of
had been always attracted and enchanted not only by
a predilection for the concrete (presented in a mas­ columna universalis, “a pillar of the world upholding al­
terly manner in texts by Jacek Olędzki), but also by most everything that is”, a column of the heavens, a
pillar, a ladder, a “stairway to heaven”, a tree, “the tree
the fact that sometimes distant cultural phenomena
of the world” and “the tree of life”. I intend to search
are considered not in isolation, and that for the sake
of their more complete comprehension (without ob­ for those images characteristic for archaic conceptions
and systems of religious imagery in contemporary tes­
literating differences and specific contours) they are
timonies about the Palace of Culture, making it pos­
contrasted on a more universal scale, where (as in the
case of Wasilewski) archaic shamanic ritual scenarios
sible to perceive a community (and difference) in the
of “wandering to the netherworld”, the initiation ritu­ experiencing of space and place by contemporary man
al, and the contemporary game of hopscotch involving
and a member of primeval societies. This is the experi­
hell and heaven can exist side by side, encompassed
ence described by Eliade: (...) The religious man sought
to live as near as possible to the Center of the World. He
within a single glance.
Just like the Lascaux cave paintings can be exam­ knew that his country constituted the navel of the universe,
and, above all, that the temple or the palace were veritably
ined within their palaeolithic temporal and cultural
horizon, and the work executed by a contemporary art­ Centers of the World.19
ist on Big Salt Lake in Utah can be viewed separately,
I
shall be the interested in the Palace of Culture
so it is possible to perceive them jointly. In our periodi­ as reality brimming with meanings and amassing as­
cal this was the theme of reflections by Stanisław Ci­ sorted, frequently contrary emotions. In a word: a
chowicz, which can be referred also to other cultural
contemporary myth of the Palace of Culture and the
phenomena, both the children’s game of hopscotch
Palace as a myth. A symbol that concentrates both
drawn in chalk on a sidewalk and the example of the
contents referring to the archaic symbolic of the world
Palace of Culture, of interest to us: Art has its expanse,
and stressing - here I slightly precede the analysis - its
which establishes the artist’s gesture from and for him, it phantom-like, unreal character. Speaking about the
has its temporality ruled by the mystery of the existence
Palace of Culture as a symbol and about the symbol, its
of mankind. In him and in it one must contrast artistic
polyphonic and polysemantic nature, 20 I refer directly
documents left on the walls of European caves by the Pal- to the comprehension of the symbol mentioned by
aeolithic culture and on the dry bed of an American lake
Yuri Lotman,21 accentuating its ’’unclear”, ’’allusive”
by contemporary culture; this double scale, especially the
character: The content only flickers through the expres­
temporal one, contains a proximity incomprehensible for
sion and the latter only indicates the content by means of
man; true, eyewitness familiarity with history is alive but allusion. The example of the Palace of Culture makes
historical retrospection erects a memory carrier: from the
it possible to follow all the essential features of the

87

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

symbol as a condensator of cultural memory, also de­
scribed by Lotman:
1. The symbol always features something archaic.
Each culture requires strata of texts realising the function
of the archaic.
2. Symbols preserved the ability to store exceptionally
copious and important texts in a rolled-up form.
3. The symbol never belongs to a single synchronic
cross section of culture —it always cuts across this cross
section vertically, coming from the past and departing into
the future. The memory of the symbol is always older than
the memory of its non-symbolical textual surrounding.
4. As an important mechanism of the memory of cul­
ture symbols transfer texts, schemes and other semiotic
products from one stratum of culture to another.
5. The symbol occurs as irregular in relation to the
surrounding textual space as a messenger of other cultural
epochs ( = other cultures), as a reminder about the ancient
( = “eternal") foundations of culture. On the other hand,
the symbol actively correlates with the cultural context,
transforms itself under its impact and itself transforms it.
6. An element most essential in the case of our
“text-expression”, i.e. the Palace of Culture, is indefi­
niteness in the relation between text-expression and text­
content. The latter always belongs to a more multi-dimen­
sional space of significance. This is why the expression does
not fully coincide with the content, but only as if alludes
to it. In a given case it is irrelevant whether the expression
is merely a brief mnemonic sign of the diluted text-content
or whether the former belongs to a secular, open and dem­
onstrated sphere of culture, while the latter —to sacral,
esoteric and mysterious culture (...).
The sources on which I am basing my analysis
call for a brief commentary and are of various qual­
ity and origin. In this case, I made use of press notes
from “Trybuna Luda”, “Express Wieczorny”, “Zycie
Warszawy” , and “Stolica”, and to a lesser extent of
weeklies and dailies issued outside Warsaw. I also
benefited from the Palace Chronicle and supple­
mentary material,22 special-occasion poetry, literary
works, diaries, and recollections. In press accounts
one is immediately struck by ceremonial, “uplifting”,
festivity stylistics as well as the fact that information
is offered in certain language or propaganda schemes
and clichés, copied and repeated outside the cen­
tral press; this is the reason why first texts about the
Palace of Culture create a specific set of canons. A l­
ready upon the level of the language used for writing
about the Palace and the creation of its tradition we
may observe sui generis sacralisation. Also upon the
level of sources, the central problem of ethnographic
description, which today, in the opinion of Geertz,
faces anthropology and demands to be solved by the
latter (It is not quite clear just what “faction”, imagina­
tive writing about real people in real places at real times,
exactly comes to beyond a clever coinage23), has found

itself outside our range and resolved without our
greater participation.24 Upon this occasion, we may
note and warn the reader that in some of the cited
texts the uplifting mood is accompanied by specific
infantilisation, often the outcome of the pedagogi­
cal functions of a text intended for youngest readers
(children, adolescents); this mixture of the lofty with
the infantile is, however, also to be encountered in
official texts addressed to adults. This is one of the
most characteristic traits of the canon and ambiance
of the period. In my analysis I try to maintain as much
as possible a chronological sequence enabling bet­
ter observation of the stratification of meanings and
symbolic motifs. On the other hard, I cannot assure
the reader that I shall be able to maintain suitable re­
search distance and relegate my emotions. The Pal­
ace of Culture makes it feasible not only to descend
to the archaic basis of symbolic and cultural memory.
For a resident connected with this town since birth and I am such a resident - and looking at the Palace
since childhood this is also a journey to that part of
one’s personal past, which I do not encompass within
living memory or awareness. Listen to the statements
made by the witnesses of this world, already part of
the past.

Flower of stone
We are introduced to the afore-mentioned unu­
sual ambiance of the Palace, stressed in all texts, by a
reporter’s account. Here, we encounter other deline­
ated motifs developed also in remaining evidence - el­
ements of light (steel), splendour, brilliance, loftiness,
and the Palace as a constant orientation point.
The author of this book is a reporter, i.e. the sort of per­
son who jots down everything he notices and then passes
on to others all that he takes down. In other words, to You.
And you are members of a strange excursion who with­
out leaving their homes in Stalinogród, Gdańsk, Szczecin
or Łódź, assorted small towns and villagers shall tour the
Joseph Stalin Palace of Culture and Science in Warsaw.
This reporter has been observing the Palace for the past
three years, from the day of its birth when the first streams
of concrete flowed into its foundations (...).
It was 21 July, the eve of our national holiday, when
members of the government of People’s Poland stood on
a ramp. The ceremonious moment began: Prime Minister
Premier Józef Cyrankiewicz leaned across a barrier and
threw a zloty piece while workers tore caps off their heads
and throwing them high into the air cried out: “N a shchastie! For good luck!” (...). The steel colossus grew. Yes,
steel, because today, when we admire the glowing floors,
magnificent marbles, and fine upholstery we have to keep
in mind that the Palace of Culture is predominantly made
of steel. Each of the 32 storeys is steel, the dome of the
Congress hall is steel, and the shaft of the colossal spire is
steel. (...)

88

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

On that day people stopped in the streets and lifted
their heads high: will they make it or not? The globe of the
spire glistened brightly in the sunlight, covered with 1 4000
colourful pieces of glass.
From that day, regardless in which district of Warsaw
we find ourselves - Wola, Bielany or Mokotów - we shall
see the glowing spire of the Palace.
(Jerzy Janicki, O Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa
Stalina, TWP, Warszawa 1955).
Attention to the extraordinary nature of the Pal­
ace, and to the gift which it was intended to be for
Warsaw, is drawn in another text. The Palace’s un­
usual qualities could be summed up in the formula:
“it existed before it came into being” and: ’’it was still
not there and yet it already was”. There also appears
an oneiric motif: We glance at newspapers from Febru­
ary, March, April —there it is! All the first pages feature
enormous headlines: “A great gift from the Soviet Union
to Warsaw”, “The most magnificent building in Warsaw
- the Palace of Culture and Science". Yes, it was 5 April
1952. A year ago no one even dreamed of a Friend­
ship Palace. On the contrary, quite a few who read the
papers on 6 April could have been thinking that he was
dreaming. After all, History had not accustomed us to
such gifts. This is particularly true of Warsaw. Our town
had been plundered by all of Europe —the Swedes, the
Saxons, Rakoczy of Transylvania and Catherine of St.
Petersburg, the Austrian “invader” and the Napoleonic
“ally". It was looted by generations of Prussian soldiers,
from Friedrich to Hitler. History certainly did not acquaint
us with such gifts as a Friendship Palace. And today? At
present it is probably the only edifice in W arsaw that
is still uncompleted but with which were are familiar
and which we love and admire25. Konstytucji Square
achieved the feat of blending with Warsaw immediately
after construction, but in this respect the Palace of Culture
and Science outdid the MDM [Marszalkowska Residen­
tial District] by becoming an inseparable part of Warsaw
already before it was erected. Are we not already famil­
iar with a panorama of Warsaw, with the lower tower of
the largest Palace by this time so much a part of Warsaw,
soaring above the outline of Nowy Świat and Krakowskie
Przedmieście streets, the Zygmunt Column and the dome
of Staszica Palace, the solid of the Party House and the
angular box of Prudential? (Karol Małcużyński, Nasza
Stolica, “Trybuna Ludu”, 17 January 1953).
The extraordinary character of the enterprise, i.e.
raising the Palace, was described by Alexander Za­
kharovich Antonov, constructor of Friendship Pal­
ace:
When I read the agreement signed by our governments
about the git for People’s Poland I was overcome with pride
for my country, government, and Stalin. Nowhere and
never has anyone built something of the sort, with walls
made of friendship. It is a great honour to participate in this
magnificent deed (ibidem.)

A poem about the growth of the Palace of Culture
also features a discernible epiphany of technology and
includes a classical image of kratophany (Mighty like a
rock). The Palace combines opposites and constitutes
a specific coincidentia oppositorum captured in an oxy­
moron formula (“flower of stone”):
On their way to Poland,
boards and bars,
lime and cement,
glass and machines.
Cars and cranes,
bronze and marble
to build a magnificent
Palace of Culture.
A long train
is already travelling to Poland
with powerful excavators
in the front.
On their way - resourceful
Soviet diggers,
drivers,
welders.
A hundred engineers,
masters, masons,
carpenters and fitters
have already arrived.
Work has
started in Warsaw.
They have boldly
embarked upon the deed.
Wheelbarrows are not needed
to transport soil:
the work of excavators
will make things easier.
These machines
are veritable dragons;
they instantly encompass
a wide range. (...)
Such work
renders all problems insignificant:
the earthworks
are already completed!
The foundations
are ready,
the great construction
has began!
Mighty walls
ascend higher:
the Palace of Culture
emerges from its foundations!
It boldly grows
and rapidly rises
like a flower of stone
on the flowerbed of the city!
Higher and higher
it expands.

89

�Zbigniew Benedyktowicz

A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

A pleasure for the eyes!
A joy for the heart!
Look, soon
it will catch up with the clouds
this multi-storey
Palace of Culture!
Beautiful like a smile!
Mighty like a rock!
Tall like a tower!
Eternal like glory!
A magnificent monument
of Soviet glory:
a symbol of friendship
in the heart of Warsaw!
(R. Piwarski, Rośnie w Warszawie Pałac Kultury)
N ext to images stressing might, permanence, du­
ration, images and symbols known in the history of
religious ideas from the time of megalithic civilisa­
tions, which developed a complex lithic and reli­
gious valorisation of stones and rocks (The rock,
the stone slab, the granite block prove to be eter­
nally durable and resilient to damage and ultimately
e x i s t independently of becoming in time, cf.
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, Warszawa
1988, vol. 1, chapter V, p. 82 sq.), next to images of a
tower (tall like a tower), among images of rising, growth,
and entering the sky - here we once again perceive coincidentia oppositorum, the unification of the opposites:
static and durability together with dynamic becoming,
motion (it will catch up with the clouds), overcoming
weight, the motif of flight (it will reach the clouds/
Where birds and clouds abound), in other words,
amidst imagery from the symbolic axis mundi26, there
appears in descriptions of the Palace the image of the
M o u n t a i n, also typical for the symbolism of the
centre. Naturally, this is not a pure image of the “cos­
mic mountain” linking Earth and Heaven (although
it is located in the centre: Seen from afar in the very
heart of Poland). The emergent image of a mountain is
tainted with another archaic motif belonging to folk­
lore and folk imagination, intertwined with fairy-tale
convention and stylistic, in which the afore-mentioned
oneiric ambiance returns:

Just like in a fairy tale, our Palace of Culture.
That what our people could only dream of
They received as a gift from a nation-friend.
The girl is imprisoned no more
And does not recollect the bad years.
Glistening with red ribbons,
This girl is simply a book
From which wisdom and knowledge flow,
Preceding the march of culture.
Seen from afar in the very heart of Poland
It will last like faith in man,
It will last like love for a child,
It will last like Soviet friendship.
(Jan Brzechwa, Pałac Kultury)
This fairy-tale motif, together with reaching the
sky, growth, and height (barely discernible to the human
eye), was developed also in other texts:
The first foundations have already risen above the
ground,
The spans of steel scaffolding climb upwards,
The canvas of a Palace more magnificent than that of
An enchanted princess is growing higher and higher.
There, high up, next to that cloud, the pinnacle of the spire
will glitter barely discernible to the human eye.
And a thousand windows will light up
And a torch shall burn endlessly
A symbol of profound and sincere friendship,
The most splendid ornament of a magnificent Capital.
(Adam Nowak, Pałac Kultury i Nauki)
Here, the most often recurring motif is that of pow­
er, radiance, an epiphany of light and lustre, as well as
upward growth:
(...) Trains carrying rocks travel from the Union.
The engine glows like a heart.
A palace is rising from the history of friendship
From a joint battle for freedom!

The mountain peak soared into the clouds
A tall castle stood on top
With a girl imprisoned therein...
Everyone certainly recalls this tale.

Look how it adorns heights with a lace ornament,
How it climbs upward, ever slimmer!
So that the victory of labour below
Could merge the mason and the inspired writer!

That what the peasant storyteller wrote
What the people imagined
We shall all soon see while awake!
A fairy-tale palace is being built in Warsaw.

So that the Palace could become evidence in a battle
For the happiness of the people, for labour and peace,
So that the sons of factories and peasants
Could handle books.
(Grzegorz Timofiejew, N a budowę Pałacu Kultury i
Nauki w Warszawie)

It will reach the clouds
Where birds and clouds abound

90

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

A dialogue of two clouds resounds with a cosmic
symbolic of the Palace, an image of a column of the
heavens (a tower leaning on stars):

I see how it glows above, sparkles among the
stars
and below reflects the constellations of the town.
I feel the breath of Warsaw deep in slumber
and hear how early in the morning it hurries to
work.
Beauty will reside here and joy will make itself at
home and while aging it will grow younger!
On the Palace spire, where only wind the wind ca­
rouses,
a crystal ball predicts happiness for Warsaw.
May all the radiance of the capital sparkle within
it!
We believe our seers: our days and nights.
(Witold Degler, Kryształowa kula Pałacu Kultury)

(...) The mother cloud answers:
I’m not laughing
I heard, after all,
Boria, “zhmi bistrieye”.
And it’s a good thing when
Boria “zhmi bistrieye”.
I know them, each smiling
But determined.
They will build towers, pedestals
And lean them against the stars.
This is what the mother-cloud
Said tearfully:

The poetic images and experiences of the Palace
of Culture concentrate motifs so characteristic for the
symbolic of the centre (a permanent, strong and con­
stant orientation point enabling transition between
assorted levels of the reality of the cosmos: heaven
- earth - underworld; we shall observe elements of
this level also in a further part of this analysis) as well
as the symbolic of the home, together with its value
of the centre enabling a transition between different
temporal dimensions (withdrawal and descent into
the past; exit and entry into the future). The home
provides an image of the past. More, ideally, the home
is situated in the centre of human life and the centre
(as we have seen) delineates the point of departure
and the beginning (cf. Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i mie­
jsce, Warszawa 1987, p. 164). In images of the Palace
of Culture we also come across symbols of the “inte­
rior of the land”, “the source”,” the centre”, and “the
heart”, connected with the mythical evaluation of
space and place, all of which indicate the idea of the
time of the past (cf. Yi-Fu Tuan, ibid., p. 161). In the
case of the Palace of Culture if we are not to speak
about a sui generis inversion of meanings (apart from
the ideological premise of an architectural project),
then we are certainly dealing with a much stronger
accentuation of the past, and the recalled images
and symbols (the home, the centre, the heart) are
linked with the idea of the future tense, the new and
the different, and focus predominantly on the future.
Even the poem by Stanisław Ryszard Dobrowolski,
setting into motion a Romantic, Mickiewicz-like to­
pos of the “home river” and in this manner inscrib­
ing the Palace into tradition and turning towards the
future, appears to be new, together with its cosmic
“natural-religious” symbolic (A house as enormous as
Mt. Kościelec).
Vistula, native river, have you ever seen
Such houses?
A tower soaring over the city to reach the Moon,

- Flee, daughter-cloud,
I don’t want to be scraped.
They floated away listlessly, far beyond the Vistula,
Over Warsaw
The sky is clear.
(Józef Prutkowski, Mówi chmura córce chmurce...)
We come across cosmic symbolic also in a poem
about a “crystal ball” shining from afar and topping
the Palace spire, with the Sun and the Moon bending
over it, an opportunity for communication and con­
tact established between Heaven and Earth. This im­
age becomes expanded in a magical (magic ball, seer,
fortune-teller), romantic and fairy-tale mood.
On the Palace spire, where only the wind carous­
es,
a crystal ball high up shines in the Sun.
And the day - like a seer - cradles it in its hands
casts spells and seeks the future.
Tell me, ray of Sun, kindly,
what do you see in that magic Warsaw ball?
I see the completed Palace, MDM growing
with each building looking at its reflection in the
ball with joy!
I see people, vehicles, gardens, streets,
the Vistula, bridges, boulevards - the whole capi­
tal!
I see how it is going to look tomorrow:
larger, more populous and even lovelier!
On the Palace spire, where only the wind carous­
es,
a crystal ball shines brightly in the moonlight.
And the night - the best fortune-teller - raises its
hand above it,
casts starry spells and peers into it.
Tell me, lovely, romantic moonlight,
what do you see in that Warsaw magic ball?

91

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

A house as enormous as Mt. Kościelec.

In a poem by the Hungarian Ferenc Pakozdy the
Palace of Culture is not merely a fount of life but
alongside the already mentioned symbols and motifs
it appears to be an almost holy, miraculous site (Here
is the new miracle of life). The epiphany of light, glow,
and luminescence reaches its culmination. The poem
acts as testimony of mystical experiences within the
range of the Palace, the site of an ecstatic transforma­
tion of the author (the lyrical subject) into sheer light
(Today, I bathe my soul in the glow (...) And change into
sparkling radiance).

(Stanisław Ryszard Dobrowolski, “Express Wie­
czorny”, 22 July 1954)
This focus on the future, together with the Palace
as an orientation point - once again with an epiphany
of light - is to be discovered in a poem by Second Lieu­
tenant Mieczysław Michalak:
O f all the Warsaw roads the best known
leads to the site where the Palace is growing,
where the white wall shines like a bright torch
and the town’s pride glimmers with light bulb eyes.

Palace of Culture and Science,
Already on my way I watched it.
Its steel climbing upwards above Warsaw.
A foretaste! A symbol! It storms the sky...

The hands of cranes send kind greetings
and speak to human hearts
the crane, iron but alive, speaks powerfully,
and just like man stretches its arms to the future.

Rubble and ruins still all around.
Your foot still touches the past,
But friendship already glows above all
And proudly grows mightier.

Gazing at the people and the walls —a fraternal gift,
on the marble slab I distinctly feel
the warm hand of a worker — this is the touch of
Friendship —
and thus I send to you, Moscow, my soldierly salute.
(Z wycieczką na budowie Pałacu Kultury i Nauki)

I observe the history of the expanding construction,
A daily pilgrim to this site.
Here, thunders constantly
The pounding heart of the city.
On a platform - a multitude of spectators.
In their eyes I notice zeal and reflection.
Words spoken in deep thought:
This is Stalin’s priceless gift!

The Palace of Culture also appears to be a source
of truth (the Palace of Truth), together with its ex­
hilarating and rejuvenating force.
Steel giraffes had been brought over,
steel arms have been stretched out,
steel constructions are growing upwards ,
Storeys are rising in steel hands.
Two hundred metres!
Two hundred metres!
The palace is growing,
And climbing upwards!
Two hundred meters above the town!
This is friendship stretching out its arms,
it is friendship crowning the city centre!
Higher, higher! Like joy! Like a bird!
The storeys are growing just like frriendship did!
The palace is growing just like friendship —
Workers’, soldiers’, the simplest possible!
Here, the worker and the peasant will meet,
Here truth is as straightforward as rye growing tall.
Here Moscow presents Warsaw
with its ever fresh youth and beauty.

This lovely palace brings such joy
As if it was being built for me.
Peace springs forth here, hearts are set alight:
Proletarian internationalism.
Here in each motion you feel
The Soviet touch, thought and tempo;
Here streches a vision of the world:
A communist epoch of beauty.
Famous communist constructions ...
I owe their image to books;
Today, they bathe my soul in radiance
And insert the glow of the future into the present.
When in the evening the sky above the construction
Glimmers with sparks,
A song and thrill grow in me,
And I too change into sparkling brightness.
Palace of Culture and Science...
I greet it shedding tears of happiness.

(Stanisław Czachorowski, Pałac prawdy)

92

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

I am full of joy. Here is a new miracle of life:
The key to the future. I feel I am growing.
(Ferenc Pakozdy, Pałac Kultury i Nauki, transl.
from the Hungarian Tadeusz Fangrat)

and its purpose... (...). Happy news stir the imagination
of all residents of the Capital - declared the writer Leon
Kruczkowski. This noble gift of one nation to another will
be not only a durable monument of our eternal friendship.
Already the very process of erecting it will affect us day
after day more strongly than any word can do (...) (“Ex­
press Wieczorny”, 7 April 1952).
Such was also the situation after the completion of
work, when starting in January 1955 “Zycie Warszawy”
published voices in a discussion on the edifice growing
in Stalina Square:
It is necessary to erect buildings, which in the man­
ner of a beautiful setting will comprise a uniform whole
together with the sky-high palace. The white and slender
edifice stands in all its magnificence. Its soaring outline, so
inseparably and for ever connected with the image of War­
saw, visible from a distance of tens of kilometres, towers
above the town and daily attracts the gazes of thousands
and thousands of residents of Warsaw (“Express Wiec­
zorny”, 21 January 1954). From a 132 metres-high ter­
race the Saxon Garden resembles a lettuce leaf - reports
“Express” (Jerzy Ciszewski, 28/29 July 1954, no. 205).
How often while walking along the streets of Warsaw you
turn your gaze towards the colossal outline of the Palace of
Culture and Science. High up, the spire glistens in the sun­
light ... the enormous white stone columns of the entrance
portals beckon from afar. Our Palace is beautiful, proudly
declare the inhabitants of the capital and interrupt their
daily strolls for a moment to enjoy its view. Resembling a
priceless pearl in its setting the white palace glows amidst
sprawling green lawns.
The special significance of this vertical dimension
of the Palace, directing all sight upwards, was stressed
by architect Rozhnev already at the stage of discussing
the project:
The grand solid should be seen from the viewpoint
of the height of a person and his raised head. People on
their way to work tend to stoop; otherwise, they walk with
their heads held high. Such a building is part of life —the
base should be connected with man (Jak powstał projekt
Pałacu Kultury, prep. M. Kledź, “Stolica”, no. 23, 9
June 1985).
Fascination with height was also shared by Polish
architects in the course of attempts at determining the
proportions of the Palace in relation to the outline of
the capital: Architects were assisted by airmen. In order
to establish the highest parts of the future palace a pilot was
asked to perform a number of flights 160 and 220 metres
above Warsaw. Polish and Soviet architects in assorted
parts of the city and along the banks of the Vistula in the
district of Praga observed the plane and in this fashion de­
fined the height of the building while taking into considera­
tion the general outline of the capital’s architecture. Next,
standing on roofs of houses adjoining the future construc­
tion site they made necessary measurements and finally ar­
rived at a joint conclusion, namely, that the most suitable

The poem by Pakozdy is the most vivid expres­
sion of an aggressive image of the Palace envisaged
as a challenge addressed to the heavens and an image
containing the recognisable motif of the T o w e r o f
B a b e l (It storms the sky).
This image is a reference to the Biblical story of the
Tower of Babel as interpreted by Marxist-communist
ideology. The motif in question, conceived as an ex­
ample of the symbol’s transformation, was broached
by Lotman, who with its assistance showed its essence
as a copious text that in a rolled up form transfers the
memory of culture. Already the formula conceived by
Marx, which was (...) immensely popular - “the people
storm the sky” - contained a reference to the myth of the
Tower of Babel subjected to dual inversion: first, the as­
sessments of heaven and the Earth attacking it changed
places, and, second, the myth about the split of the na­
tions was replaced by an image of their merger, i.e. the
International (cf. Y. Lotman, Symbol w systemie kultury,
op. cit., p. 154). A t this point it is worth recalling yet
another interpretation of the story of the Tower of Ba­
bel, which perceives in the “punishment” consisting
of mingling languages a blessing that offers protection
against the temptations of totalitarianism (a single
tongue, we shall resemble the gods): hampering the con­
struction of the Tower and the mixture of languages
are seen as a preservation of the diversity, differences,
and pluralism of identity and thus freedom offered to
mankind.
Features invariably stressed in all texts and evi­
dence of experiences connected with the Palace in­
clude its height, soaring shape, and skywardness. The
Palace’s extraordinariness and power are summed up
in its stature and dimension. The lofty Palace fasci­
nates, attracts, and exudes magnetic allure. This was
the situation from the very onset, the moment of an­
nouncing news about the gift:
The largest square of the capital, located in
Marszałkowska Street, will become the site of a gigantic
construction some 28-30 storeys tall (...). Polish creative
thought will radiate from here across the whole country.
Response to this piece of news could bring to mind as­
sociations with mass-scale reactions to a miracle: The
whole of Warsaw immediately found out about the mag­
nificent gift of friendship, which the capital of People’s Po­
land received from the Soviet Union —the tallest building
in Poland, the Palace of Culture and Science. The inhabit­
ants of the Capital made their way towards the construc­
tion site between Marszałkowska Street and Jerozolimskie
Avenue, and Sosnowa and Świętokrzyska streets, discuss­
ing on the spot the assumed appearance of the colossus

93

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

would be a building about 220 meters tall (J. Dąbrowski,
Podniebny pomnik przyjaźni, Warszawa 1953, pp. 7-8).
Architect J. Sigalin recalled:
Soviet architects, especially Rudnev, said: That’s
enough: this should be just fine for the outline of Warsaw:
100-200 metres. We, the Varsovians, however (...) be­
came victims of a height frenzy and after each turnabout of
the plane issued the order: “Higher!” (the side towers were
to be 60 metres tall, just like the Warszawa Hotel, and
quite possibly we were more or less consciously concerned
with creating a new Warsaw on a scale larger than the one
delineated before the war by the Prudential or Cedergren
buildings (J. Sigalin, Warszawa 1944-1980. Z archiwum
architekta, Warszawa 1986, vol. 2, p. 429).
The sacral (quasi-sacral) reality of the Palace could
be testified not only by the irrational and often mysti­
cal nature of experiences associated with it, but also
the language of architecture in which it speaks to us.
Wojciech Włodarczyk, author of an interesting study
about socialist realism (in which, unfortunately, the
Palace of Culture is treated in a rather fragmentary
and marginal fashion, with the author discussing only
the portal of the main entrance and focusing his at­
tention on the candelabras in Konstytucji Square),
devoted much attention to the mystical dimension of
this architecture (cf. W. Włodarczyk, Socrealizm. Sz­
tuka Polska w latach 1950-54, Libella, Paris 1986, in
particular chapter 3 - Mysticism architektury, pp. 39­
53). Noting that alongside military terminology ar­
chitectural vocabulary comprises the prime material
of the speeches, Włodarczyk drew attention that the
ideological obligations imposed upon architecture as
well as socialist realistic architecture as such created
a mystical communication of sorts between, and with
the public. Such architecture was supposed to be a
pretext for members of the public who were thus to
become capable of experiencing the greatness of the
epoch. The theses proposed by Włodarczyk about the
mystical experience provided by the architecture of
socialist realism, speaking a language characteristic for
such experiences - expressed in coincidentia oppositorum, a union and combination of opposites - find their
particular confirmation in the example of the Palace
of Culture. One could say that the latter was one great
coincidentia oppositorum, whose different dimensions on
assorted levels merged contradictions and opposites.
The Palace is a blend of high art and tradition with
their folk counterparts, force and lightness, sound and
silence, the old and the new, the local and the glo­
bal, the foreign and the native. What features had not
been ascribed to the Palace? They include the voice of
Ewa Bandrowska-Turska and Nike from the Louvre;
naturally, it had been described as the “Warsaw Eiffel
Tower”. The Palace, as we shall see, often combines
the contradictory ambiance of fascination and horror,
and for some it remains an example of order and har-

mony while for others - of chaos; it is a foretaste of
freedom:
In a town closest to my heart
I shall see slender towers,
A fort, of which only
a free man is worthy.
A lantern that glows
with beauty and science.
(T. Kubiak, N a budowę Pałacu Kultury i Nauki),
or of rude enslavement.
All those a m b i g u o u s moods and meanings
amassed by the Palace best demonstrate its a m b i
g u i t y as a symbol. They also display the different
dimensions and levels (either in the positive or the
negative part of the Palace myth) in which it realises
the fundamental function of the myth, i.e. an attempt
at “expressing the inexpressible”.
Testimonies of this mystical experience offered by
the Palace, that unification of contradictions, are to
be found in the following selected statements:
Academician Rudnev: (...) The purpose of this project
is to create a uniform image of beauty that would blend
with architecture into a single architectural entity with Old
Warsaw (...) The uppermost part of the building seems to
dissolve in the air; just like the voice of Ewa Bandrows­
ka-Turska spans from silence to uppermost crystal clear
sounds so we too, in the construction of this building, must
strive towards creating a lightness of form, a magnificence
of the forms of the erected edifice in a transition from the
monumental lower parts... (J. Sigalin, Warszawa..., op.
cit., vol. 2, p. 435).27
The Palace of Culture and Science is a work of the
Soviet architectural school, exceptionally apt in its loca­
tion, dimension, and fragmentation of the solid. (...) The
impression made by the building is lightness, joyfulness,
nativeness, and the feeling that it almost has been a part
of Warsaw (J. Minorski, O projekcie szkicowym Pałacu
Kultury i Nauki, “Architektura” 1952, no. 7-8).
Helena Syrkusowa spoke during a discussion held
at a meeting of architects:
The Palace of Culture and Science has become a part
of Warsaw. It was feared that it might be a stranger but
it turned into a tuning fork of New Warsaw (J. Sigalin,
Warszawa..., op. cit., vol. 3, p. 83).
The synthesis of high and low (folk) tradition was
also considered: The Palace of Culture and Science is not
supposed to be merely great - it is to be beautiful. As the
central building in Warsaw, the socialist capital of Poland,
it should possess the characteristic features of Polish ar­
chitecture, elements borrowed from the treasury of Polish
architectural culture. Soviet designers thus went on a
trip across Poland. They examined the historical monu­
ments of Cracow and the buildings of Zamość, raised in
the magnificent Renaissance style. Their sketchbooks re­
corded successive fragments of the pearls of architecture
in Kazimierz, Chełmno, Kielce and Toruń. They noticed

94

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

and noted all the distinctive traits of our architecture, all
the most splendid fragments of buildings-remnants of the
epoch of the zenith of this art in our country. Finally, they
departed and once again the studios of Moscow became the
site of busy work. A project was made. This work, whose
outcome was the emergence of a project of the Palace, is
described by Lev Rudnev, member of the Academy of A r­
chitecture of the USSR.
“We spent much time examining the special features
of Polish national architecture before we chose a variant
of the project and definitely established the architecture
of the building. We reached for Polish folk art, travelled
across Polish towns, observed Warsaw rising from the ru­
ins, sought the advise of Polish architects. We discovered
a common language with Polish architecture —and this
proved decisive for the success of our project. The style
of the Palace is synchronised with the most beautiful ex­
amples of Polish architecture and, at the same time, it is
quite new. It must be stressed that the foundation of Polish
architecture is —if one eliminates foreign borrowings - as­
sociated with the people, with life. It is light and airy, does
not encumber man but elevates him" (...).
Premises similar to those that inspired the construction
of Moscow skyscrapers lie at the basis of the conceptions
of the Warsaw Palace of Culture. We saw how it is pos­
sible to adapt it to the words of a resolution pertaining to
Moscow skyscrapers, which are to be “original in their
architectural-artistic composition and connected with the
historical architecture of the town”. Just as in their case,
the Palace of Culture should not be, and will not be “a rep­
etition of models of multi-storey buildings known abroad“.
(J. Dąbrowski, Pałac Kultury i Nauki, Mała Biblioteka
TWP, Warszawa 1953, pp. 7-8 and 25-26).
This whole enormous edifice will be raised in
the spirit of Polish masterpieces of architecture. (...)
In the Palace of Culture and Science we see dynamics
characteristic for Polish architectural models: the massive
main building is topped by a boldly soaring, much nar­
rower spire. The architectural solution of the lower
fragments of the Palace brings to mind somewhat the
Cracow Cloth Halls, while the congress hall, a semi­
rotunda, contains elements of the Barbican, so typical
for Polish architecture.
The outstanding artistic assets of the building were
jointly accentuated by Polish architects requested to assess
the project. They declared that the building is a harmo­
nious part of the development of Warsaw and excellently
composed into its panorama (J. Dąbrowski, Podniebny ...
, op. cit., pp. 9-10).
It was also said that the Palace of Culture is a com­
bination of the Cracow Renaissance and Warsaw Clas­
sicism.
Engineer architect Skibniewski asserted that the in the
stylisation of the building Soviet architects resorted to the
examples of the most outstanding works of the Cracow
Renaissance. The building also reflects the tranquil Clas­

sicism of Warsaw architecture. Prof. Biegański drew at­
tention to certain features of the architectural similarity of
the Palace to Polish historical architecture. (...) Engineer
architect Stępiński, discussing the harmonious blend of
the architectural elements of Cracow Renaissance and
W arsaw Classicism, declared that it is precisely this fea­
ture that grants the Palace the qualities of equanimity (...).
Academician Rudnev discussed the guidelines of the work
performed by the architects and accentuated that “they
strove towards creating an atmosphere of warmth, love
and respect for man, so that everyone, both a child and an
adult, would want to come and relax here“. (J. Dąbrow­
ski, Podniebny..., op. cit., pp. 10-12).

The phantom centre of the world
The above-cited texts showing the Palace of Cul­
ture as a unity of contradictions outline the successive
motif of our reflections and inevitably lead towards
the symbolism of the centre. This involves questions
about the extent to which it is a constant point ena­
bling orientation in the world, the degree to which it
amasses echoes and is the reverse of traditional, archaic
conceptions of the “centre of the world” described by
Eliade (cf. M. Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa
1978, chapter II: Element rzeczywistości mitycznej). The
extent to which it is not only that constant “absolute”
point of support enabling orientation but also a centre
that established “our world’, the “Cosmos”, whose or­
der opposes “chaos”, the same “centre of the world” as
each temple and palace that summarise the world and
act as its image. These issues are directly connected
with the way in which the Palace of Culture preserves
and contains the structure and character of a sacred
site.
While responding to those questions, which can
be reduced to a single query concerning the manner
in which the symbolism of the centre is recorded in
the Palace of Culture, we are compelled to preserve
additional caution.
First, we must remember about the “frame” of the
Palace, the specific site in which it had been situated.
Marta Zielińska wrote in Studium o Placu Defilad:
At the northern and southern edge of the square, more
or less at the level of Poznańska Street, the pavement fea­
tures two commemorative plaques. There used to be a third
one, but I did not find it - it had vanished behind the fenc­
ing around the construction site. Probably no other city
has similar tablets, which do not commemorate people or
events but mark ordinary street crossings. The inscription
on one of them says: “Here was the crossing of Chmielna
and Wielka streets". “Was" —now these are the ghosts
of crossings, symbolic gravestones —so popular here. (...)
Nor do I know who came across this idea but I do know
that it enabled the spirit of Warsaw to speak, the spirit
of a town deprived of a sufficiently solid and unchanged
material foundation that now seeks refuge in ideal be­
95

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

ings, namely, in words and letters.28 This is expressed by
the protagonist of Tadeusz Konwicki’s film How Far
Away, How Near, setting out on his way home into
the past or the future (he obviously finds it difficult to
define the direction) from the main entrance of the
Palace of Culture, against a current of a group of visi­
tors, late and dashing into the Palace interior.29 He is
the protagonist of a film in which the Palace plays a
considerable role, is shown from time to time, and is
used as a setting for events transpiring in the course of
the journey: The towering outline of the Palace of Cul­
ture conceals the setting Sun. Above it, in the memora­
ble scene opening the film, the figure of a Hassidic Jew
(the Eternal Wanderer?) flies amidst clouds - an im­
age of a condemned soul cast into the void of Hell or
lifted into the heavens, high above the Palace and the
crossing of Jerozolimskie Avenue and Marszałkowska
Street.30 The protagonist of the film turns to the ghost
of a friend who had committed suicide: You see, Maks,
this is our whole town. So often occupied by foreigners,
tortured, and razed to the ground. Our town. Sometimes
in the centre of Europe, upon other occasions East Euro­
pean.31 Keep in mind the city’s specific and unclear,
phantom-like character and status, this exclusive am­
biguity of the “centre” and “heart” of Poland.
Secondly, remember the principle accompanying
assorted symbols, namely, that just as in the case of
heretofore considered themes and symbolic motifs as­
sociated with the Palace so in this case, when we are
talking about the Palace and the symbolism of the cen­
tre, the content only flickers through the expression and the
latter only indicates the content by means of allusion.
This phenomenal and illusory nature of the Palace
and its phantom-like quality are stressed in numerous
texts:
It was spring, probably May, at sunrise, wrote Gus­
taw Morcinek. I leaned out of the train arriving in War­
saw and suddenly I saw the soaring, white outline of the
Palace of Culture in the rising Sun. The sky was deep blue,
and in it - the immersed white silhouette of the Palace of
Culture. It resembled a phantom and mainly brought to
my mind Nike from the Parisian Louvre. It cast a spell on
me with its extraordinarily slim, towering, skyward shape,
and just like the other Nike it spoke of victory and faith in
man (“Trybuna Robotnicza”, 12 April 1972).
Attention to this phenomenal quality and demate­
rialisation of socialist realistic architecture was drawn
by Włodarczyk - the inclination to encumber archi­
tecture with ideological obligations and duties occurred
parallel with a tendency towards a “dematerialisation" of
the building, erecting it in a painterly fashion, concealing
its geometry and tectonics underneath expanded ornaments
(cf. W. Włodarczyk, Socrealizm, op. cit., p. 41).
Whenever the idea of the centre of the world is being
considered it is simply impossible to omit citing a poem
by Tadeusz Kubiak, which alongside home motifs (a nest,

a swallow nesting next to a beam) contains an outright
inversion of this idea. In traditional versions, the “centre”
is an orientation point and marks four parts of the world,
but in the case of the Palace the diversity of parts of the
world vanishes in its beauty. The pinnacle of the Palace
directs our sight (in accordance with the original meaning
of the word in Polish) only to the East whence one can
see the Don, the Volga. and an outline of the Ural Mts.
Only love for daily objects as simple
as a chisel, a masonry hammer, or
a trowel, and belief in works produced by the human
hand
can attach us in an hour of the greatest heat wave
or even in the downpour rustling among leafs,
will not allow us to abandon the scaffolding that con­
ceals walls.
This poem passed the test, my friend,
when we recently traversed
the storeys of the Palace of Culture.
I have often watched labour and great toil,
the busy swallow carrying in its beak
a lump of soil to a nest next to a beam,
or human hands like swallow wings,
hovering over work and love
that fills your heart.
Friend, recall This is what I spoke to you about when the Palace of Culture stood
in front of us, like a nest. Like a monument.
I know how much heart is needed to build as if for
oneself
in a city whose name differs so much from
that of your hometown. When the night puts out the
star
and day lights the Sun
—to submerge oneself like a deep sea diver
with a diving suit and a blowtorch
into the artificial stars of fire
into the vertical steel construction, or to climb up­
wards
along a wall as steep as a precipice.
My friend. The
diversity of parts of the world will vanish
in the beauty of the Palace of Culture.
I am familiar with longing for that wondrous moment
when hands rest on a completed work.
Those on the highest storey, with hands
raised to their forehead, may see scrubs along the Don,
green birches along the Volga and the outline of the
Ural Mts.
while I shall be entering interiors of marble in War­
saw.
96

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Friend, thus each day links us with the distant
and each brick of the Palace of Culture - with each
other.
(Tadeusz Kubiak, Rozmowa na budowie Pałacu Kul­
tury w Warszawie wiosną 1953 roku, from the cycle:
Miłość prawdziwa).
The Palace of Culture is also an untypical centre be­
cause it lies... to the side. This eccentricity was stressed
upon numerous occasions: in Warsaw all large streets lead
towards the sky. None ends with some sort of an architec­
tural accent - apart from the unfortunate candelabras in
Konstytucji Square. Situating the Palace of Culture and
Science eccentrically vis a vis the largest municipal arteries
is yet more proof that architects do not fear draughts and
are fond of endless street vistas. (...) The Palace does not
close any large artery of the capital. Its outline is distinctly
seen from Służewiec or Stara Miłosna, but at the crossing
of Nowy Świat Street with the Avenue, or Marszałkowska
Street with Wspólna Sreet it disappears, concealed by non­
descript town houses (Jerzy Putrament, O ‘elewactwie’ i
innych sprawach warszawskich, “Zycie Warszawy”, 15
January 1955).
This strange centre, better noticeable in the town
peripheries and along its edges - expressed by the poet­
ic intuition of Adam Nowak as “the most magnificent
ornament of a splendid capital” - concentrated atten­
tion and disturbed serious architects who while dis­
cussing the solution of Stalina (Defilad) Square, the
centre and the East Wall, stressed the inconsistency
of the Palace, which already has a place of its own in
the panorama of Warsaw (...) but the accessibility of this
central location of the Palace of Culture is simultaneously
rather limited (cf. J. Sigalin, Warszawa, op. cit, vol. 3,
p. 77). A t the same time, references were made to ex­
emplary models of such superb solutions as Place de la
Concorde in Paris, where arteries connected the cen­
tral square with the whole town, rue Rapalle, Place de
la Madeleine, and all the other reasons why: When in
Paris, it is impossible not to cross Place de la Concorde and
to ignore the obelisk brought by Napoleon I from Luxor,
whilst when we observe the Palace of Culture we rarely
see it, and its location in the centre of Warsaw appears
to be some sort of a paradox (J. Sigalin, ibid.). In order
to prevent this, other Parisian models were evoked,
and the Palace of Culture was compared to the Eiffel
Tower: Together with my colleagues at the studio we tried
to insert the outline of the Palace of Culture into that of the
Eiffel Tower because there is a certain affiliation between
those two monuments (ibid.). It was also suggested to
turn to the legacy left behind by Le Notre, the esplanade
of the magnificent solution of the Versailles Park next to
the palace (ibid., p. 85).
Apparently, the Palace of Culture links opposites
and assorted motifs constituting its ”absence of clarity”
and ambivalence. It connected motifs of the South and
the North (Cracow Renaissance and Warsaw Classi­

cism), the East and the West (scrubland along the Don
and an outline of the Ural Mts.; the Eiffel Tower and
the Versailles gardens), reflecting the following prin­
ciples of a town: Sometimes in the centre of Europe, upon
other occasions East European. It appears to be either a
non-integrated particle or a synthesis of national ar­
chitecture, according to all the rules of the Barthesian
principle of the myth as its “natural centre”. (Studying
the national features of Polish architecture... finally made
it possible to create a project that will be completely new for
the town and merge with it organically, creating a natural
centre of the Capital - cf. J. Dąbrowski, Pałac..., op. cit.,
p. 9). Paradoxically, the Palace of Culture also blends
within itself the order of the “Cosmos” and “Chaos”.
We come across two competing experiences: Chaos
and Order, the native “Cosmos”, in the already cited
study by Marta Zielińska. First, when she wrote:
Today, the square is fading more and more. The
chaos of this site is astounding considering that this is
the centre of, after all, a European capital and vividly
negates the name it was once granted. Scarce passersby vanish in the distance, following some sort of invis­
ible trails playing the part of streets; cars circulate just
as helplessly, while large trucks and buses park nearby.
From the side of the Avenue one sees fences and digs,
and from Świętokrzyska Street —the remnants of stalls
with few haphazard traders; all this is encircled along the
edges with quite young but already sickly trees. Recently,
there appeared a pickled whale, probably to supplement
the chaos. This text was written several years ago and
today the described mayhem is increased even fur­
ther by an international, free-market “bazaar” and
one of the first “ sex-shops” situated in a stall main­
tained in a camping-Mazovian-Podhale style, all am­
plified with the lowing of suffering cattle left for the
night with no water in trucks parked in the square as the press and radio informed recently. Describing
Defilad Square, Zielińska noticed: Strangely and even
symbolically it reflects the plight of Warsaw, the entire
convoluted history of the last 150 years. History (...) has
made a circle: the square was once a meadow with cha­
otically scattered wooden houses and planted trees, and
now, contrary to all architects’ plans, it once again comes
close to this appearance.
True, the Palace stands but one has to look up in or­
der to see it, because normally from the vantage point of
a pedestrian only its particular wings detached from each
other and not comprising a sensible whole can seen in the
distance. It is much too large to be embraced, and thus
has disintegrated into pieces: the bottom and the top are
separate, and in addition the bottom has collapsed into
several fragments. He who finds himself at the foot of the
Palace gazes mainly at empty space on all three sides of
the world.
Alongside this Cubist experience of the Palace,
enhancing the associated feeling of chaos, we find an
97

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

entirely different confession. The author, a contempo­
rary of the Palace, added:
I appreciated the Palace’s height and was uninterested
in the contents. Whenever I returned to Warsaw from my
vacations I always waited for the moment when a tiny Pal­
ace of Culture would appear from afar. “Oh, the Palace”
- we would call out and enjoy the pleasant awareness that
home was near. In other words, a semblance of a light­
house effect. I cannot say that I did not experience sym­
pathy of sorts, especially towards the Palace swiderviewed
from a distance, for example, from the banks of the Vistula
in Świder. As long as I remained within its range I knew
that I would not get lost and if anyhting should happen I
would always find my way —I even tried to traverse this
route in my childish imagination (p. 124).
Having recorded all these paradoxes and sui generis
splits in the perception of the Palace now let us go back
to the original ideological premise at its basis and pay
some attention to the symbolism of the centre record­
ed within. A t the same time, it is worth mentioning
that the Palace constituted an essential novelty on the
city plan. Situated along a former edge, on the site of
former chaos, the Palace, together with the sequence
of Marszałkowska Street starting from the MDM, the
planned centre (today: the East Wall), and Stalina
(Defilad) Square, created a parallel and simultaneous­
ly competing sequence to the Old Warsaw Route, the
Royal Route running from the Old Town, the Royal
Castle, Krakowskie Przedmieście Street, Nowy Świat
Street, Ujazdowskie Avenue, “across” Łazienki Park
and Belweder Palace all the way to Wilanów - a se­
quence marked by history and the extensive symbolics
connected with the history of the town and country.
Warsaw is a specific city, whose “centre”, brimming
with historical symbols, stretches parallel to the Vis­
tula along the Royal Route and the North-South axis.
The location of the Palace not only created a competi­
tive, new centre progressing parallel along the same
axis but accentuated the East-West direction, insig­
nificant apart from the Saxon, Stanisławowska, and
Ujazdowska axes.
Architects and observes often complained
that the town ” runs away from the Vistula”, that it
does not descend towards the river and remains un­
connected with its right-bank part as if unware of cer­
tain logic in such an accentuation of the North-South
axis reflecting the course of the Vistula connecting
Cracow, Warsaw, and Gdańsk (since, as Piotr Skrzy­
necki repeated after Wiesław Dymny: We have friends
on three sides, but the sea only on one). It is precisely
along the Vistula and upon the basis of anthropologi­
cal research and measurements that Talko-Hryncewicz determined the ethnographic boundary between
Asia and Europe, the East and the West.
Placing the Palace of Culture in the western part
of the town not only emphasised the direction towards

which the city turned its back, but also realised the
rule of a temple, sacral orientation. The less impor­
tant side walls of the Palace sprawled between the
South and the North, while its “altar”, ritual part, if
this is how we may describe the platform from which
all parades and marches were to be watched, the stat­
ues in front of the façade, and the portal of the main
entrance faced the East. (It is here, to the East Wall,
that it was planned to transfer the “town hall” and
administration offices while discussing solutions con­
cerning the new centre and the best way to display the
Palace - whether to introduce arches and colonnades
or leave wider open space).
In order to illustrate this new valorisation in the
mythical geography of the town here is a plan making
it possible to better follow its symbolic-centric con­
tents:

1. Main entrance
2. Stand
3. Site of planned statue of J. Stalin
4. Odra and Vistula fountains
5. Pillar-road sign
5A. Obelisks
Marszałkowska Street

In 1953 the Palace of Culture and Science was
granted the name of Joseph Stalin (When in distant
Moscow the great heart of Comrade Stalin, friend of the
Polish people, leader of the working masses all over the
world, ceased to beat, the Government of People’s Poland
passed a resolution... - J. Dąbrowski, Podniebny..., op.
98

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Vistula and the Odra (cf. Grażyna Stankiewicz, Jak
powstał Pałac Kultury, typescript, p. 71).
3. A granite obelisk (at the corner of Jerozolimskie
Avenue and Marszałkowska Street, at present disas­
sembled for the duration of redesigning an under­
ground passage and the construction of the metro)
indicating directions and distances to all European
capitals and more important Polish cities - of slight
usefulness for drivers but what symbolics! The heart of
the matter lies in distances to Warsaw, its centre, and the
central square. And from here - a window onto the world!
(cf. Sigalin, op. cit., vol. 3, p. 147), that celebrated pil­
lar of laughter mentioned by L. Stomma in a fragment
concerning the mythical dimension of geography (in:
Z zapisków etnologa, a letter send by L. Stomma to the
editors: Słoń a sprawa etnologii, “Polska Sztuka Lu­
dowa” 1982, no. 1-4). The construction of this road sign
historically refers to Polish road signs - a granite road sign
in Konin dating from 1511 and still extant, measuring the
precise distance between Konin and Kruszwica (“Zycie
Warszawy” , 18 July 1955).
4. Two colour water walls separate Defilad Square
from Jerozolimskie Avenue and Świętokrzyska Street.
Nine metre-high streams will be produced by fountains
symbolising the Vistula and the Odra (“Express Wiec­
zorny”, 20/21 July 1955).
(In other words, the Vistula and the Odra were
situated along the East-West axis - sic! Z. B.).
5. A sundial without dials, in which a ray of the Sun is
to measure man’s time on Earth (Jerzy Janicki, op. cit.).
Actually, there were to be two such dials, one, lemniscate-type, near the Pavilions of the Śródmieście (City
Centre) Train Station, and the other, analematic, in a
park in Świętokrzyska Street. Or rather ... a complete
explanation is offered by the Master, Docent Przyp­
kowski, in connection with the damage incurred by
vandals: In 1954 I measured, and a year later outlined
eight sundials next to the Palace of Culture. A large, analematic dial, in whose case man himself is the dial (so that
no one may steal it again), and seven lemniscate-type ones,
which were to show time from dawn to twilight. This is one
of the few sundials in the world to indicate user time. Un­
fortunately, the face was executed on a frail pivot. Con­
sequently, it was supplemented already several times and
alltold in the past 15 years the dial worked for perhaps half
a year. I can present the documentation on a subbotnik
basis (“Express Wieczorny”, 30/31 May 1970).
6. Garden, 3,6 hectares.
Trees and shrubs came from all over Poland. Mag­
nificent oaks were offered by Szczecin, maples - by Śrem,
spruce and rhododendrons came from Wrocław, linden
trees - from the voivodeship of Lublin, with the whole of
Poland contributing to arranging the Palace Park (Jerzy
Janicki, op. cit.). 20 000 trees according to specially
selected species: linden, hornbeam, beeches, plane
trees, rowan trees, poplars, apple trees, birch, spruce,

cit.). It was also decided to place in front of the main
entrance a monument (on the competition for the
design cf. the reminiscences of Henryk Urbanowicz:
The most eccentric was a statue of Stalin by Xawery Dun­
ikowski —the Master proposed a granite sculpture made
of great blocks comprising the whole figure, including the
head. The direct intervention of the artist was to be lim­
ited to a minimum. Enormous legs-shoes, built of slabs,
trampled the ground, and the figure, usually depicted while
breathing out, this time inhaled deeply, slightly swelling the
cheeks and, indifferent and menacing, appeared to be spit­
ting on the whole world - “Stolica”, 14 November 1988;
cf. Grażyna Stankiewicz, Jak powstał PKiN, “Res Pub­
lica”, 1990, no. 3).
The project was never implemented but the im­
portance of the undertaking is testified by a discussion
held by sculptors and architects deliberating whether
the remaining statues from the Palace facade should
be sitting or standing. I can imagine Mickiewicz sitting.
But for Kościuszko to sit?; the figures were to include
men of science, artists, freedom fighters, and heroes.
The pantheon was to be composed of Chopin, CurieSkłodowska, Copernicus, Mickiewicz, Lelewel, M ate­
jko, and “couples”: Bogusławski - Staszic, Kołłątaj Śniadecki, Kościuszko - Świerczewski or Marchlewski
- Waryński, as well as Frycz-Modrzewski, Wit Stwosz,
and Jan of Kolno, albeit the last three gave rise to
doubts: There are no photographs (cf. Większego wyboru
pozycji nie ma - minutes from a discussion, prep. Jacek
Królak, “Res Publica” 1990, no. 3, pp. 34-40). The only
remnants of those projects are two executed sculp­
tures (both of sitting figures) at the sides of the main
entrance: Adam Mickiewicz (by Ludwika Nitschowa)
and Copernicus (by Stanisław Horno-Popławski). Next
to a synthesis and a quintessence of the masterpieces
of Polish architecture (We showed then all the historical
monuments of Warsaw, Cracow, Toruń, Kazimierz on the
Vistula, Puławy, Płock, Czerwińsk, Nieborów, and Kielce
- and they kept taking photographs... . They became ac­
quainted with the Tatra Mts., Żelazowa Wola, Nieszawa
(...). We presented them with albums showing Krasiczyn,
Baranów, Sandomierz, and Gdańsk. They admired paint­
ings by Canaletto - cf. J. Sigalin, op. cit., vol. 2, p. 430),
elements of the symbolism of the centre and the image
of the world contained in the ideological premises of
the Palace and the square include:
1. The above mentioned sitting figures of Coper­
nicus and Mickiewicz, and 29 sculptures standing in
semi-circular niches in the Palace walls and portraying
figures from all over the world (cf. Jerzy Janicki, op. cit.,
p. 28).
2. The government stand with an eagle (the em­
blem of the People’s Republic of Poland); originally, it
was planned to display the eagle above the platform,
next to, i.a. semi-reclining figures personifying the

99

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

firs and oaks, Japanese cherry, yews, and about 10
000 shrubs and perennials representing sixty species,
including rhododendrons and azaleas, were brought
from all over the country (cf. J. Sigalin, op. cit., vol.
2, p. 146).
7. The Congress Hall —here future peace congresses
will be held, words about peace will be spoken in all lan­
guages of the world [and addressed to the West - Z. B.].
The Palace is to become a centre of science and culture, a
site radiating the wisdom and beauty of our nation (Jerzy
Janicki, op. cit.).
8. One of the largest squares in Europe, the site of
demonstrations held by 700 000 people (“Express Wiec­
zorny”, 18 January 1954); two vertical obelisks (see:
explanation further on).
9. Tables with brass letters: “Here stood the clock
tower of the Warsaw-Vienna Rail Station”, “Pańska
Street”, "Złota Street”, “Wielka Street”, “Śliska
Street”, “Chmielna Street”.
Owing to the symbolic of the centre (next to al­
lusive traditional elements: mountains, cliffs, towers,
water, trees-garden, columns - all characteristic for a
holy site) just as important are calculations made by
statisticians creating a sui generis tradition of the cen­
tral character of the Palace, whose reference points
are Vladivostok and Madrid:
Placed one next to another the bricks used for building
the Palace of Culture and Science would take up space
from Warsaw to Vladivostok (“Express Wieczorny”, 5
April 1955).
Stretched out, the electric, water main, and air-condi­
tioning ducts would achieve a length of 2 500 000 m =
2 500 km, i.e. more or less the distance from Warsaw to
Madrid (“Express Wieczorny”, 27 April 1955).
If we were to remove the floor in each interior and
place it on the ground we would create a square with sides
400 m = 160 000 m2 large; such a square, which does
not exist in Warsaw, could accommodate four Ujazdowski
Parks and serve enormous demonstrations attended by
hundreds of thousands (“Express Wieczorny”, 27 April
1955).
If a child were born in the Palace and without leaving it
slept there every night in a different room it would exit the
building at the age of 22 (ibidem).
Six days are needed to tour the whole Palace, stopping
only for a single minute in each interior (“Express Wiec­
zorny”, 5 April 1955).
A May Day demonstration was first held in front of
the Palace on 1 May 1955. Next to drawings and pho­
tographs of the Palace there also appeared a special
occasion poem reflecting the ambiance of the Central
Square:
North, South,
West and East
The Pole and the equator
The village and the town
100

A tiny cottage and a skyscraper
A French port and the Chinese Wall
The worker, the peasant, our friend and brother
And the whole globe
And the whole world
Celebrate May Day
In Spain provocateurs and spies
Will go out to roam
The prison will be filled
With political prisoners
But a piece of red fabric hangs
Even from the thickest grates
On the fresh grave of Belojanis
Someone placed a red flower
Fathers, mothers,
Sons, daughters,
Soldiers, six year-olds
Arranged into fours
Or better still into tens!
Wider, wider, wider
The spinners of Łódz
The dockers of Gdańsk
Or better still in hundreds
More, more, more!
Peasants and workers
a hundred thousands each!
More, more. More!
Peasants and workers
A hundred thousand each!
On this day with red flags,
that socialist nerve system
The world makes a fraternal sign:
Peace —Victory —Redness
A ship, an airplane, an automobile
Together with us! With us!
Soldiers of peace —join the march
O f millions!
We shall put an end to all scoundrels.
Tear off the heads of hydras.
Across Asia, Europe, America
We carry the colour Red Black Negroes
Yellow Chinese
Brown Hindus - all red
The banner is raised by the Russians
Red in every land
Red enhancing the streets
Red must win
Overcome the reactionary black!
(J. Prutkowski, 1 Maja, “Express Wieczorny”, 1
May 1955)
Newspapers announced in connection with the
emergence of the Palace of Culture and the progress
of the construction work, nearing its end: In ten years

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Warsaw will be the most beautiful city in the world (“Ex­
press Wieczorny”, 21/22 July 1954).
Already in 1955 in a letter from Silesia Gustaw
Morcinek, having toured the “Warsaw” cinema, the
MDM, Marszałkowska Street and the Old Town,
wrote: ... When I saw the Palace of Culture I thought Farona Kandego [a Silesian expletive]! Today Warsaw
is already the loveliest town in the world (“Zycie Warsza­
wy”, 15 January 1955).
The ceremonial opening of the Palace took place
on 22 July 1955 in connection with celebrations of the
state holiday of the People’s Republic of Poland.
Three years ago we stood in this square with our Sovi­
et friends, builders (...) and together with the Soviet com­
rades we threw kopeks and groszy pieces into the still soft
concrete for luck, according to an old builders’ custom
(from a speech given by Prime Minister J. Cyrankie­
wicz, Palace Chronicle, 1955). The Fifth World Fes­
tival of Youth and Students took place in Warsaw in
August 1955, thus making a specific contribution to
experiencing the symbolism of the centre associated
with the Palace, next to which assorted events, fes­
tivities, and the closing march-demonstration were
held. Alongside information about the festival being
attended by representatives of almost every nation in
the world mention was also made of such symbolic
accents as placing next to a clock, in the middle of
a large circle with a diameter of 5,4 metres, a compass
rose situated according to parts of the world (“Express
Wieczorny”, 11 July 1955), while the banners of all
nations were affixed on a mast at the corner of Jero­
zolimskie Avenue and Marszałkowska Street, near
a granite signpost, (“Express Wieczorny”, 31 July/1
August 1955). The Palace of Culture became an es­
sential emblem of the festival - vide a special-occasion
poster showing the globe and on it a map of Europe
featuring in the centre the rising Palace; above, a
white dove of peace soars, below - inscriptions: “Pax,
Pokój, Frieden”, and underneath - three heads: pale
with “European” features, yellow with slanting eyes,
and black (cf. “Express Wieczorny”, 31 July/1 August
1955).
The Palace of Culture seems to have been an ex­
traordinary place, the source of admiration and fas­
cination. Its descriptions and testimonies contain a
conspicuous element of mirum (the marvellous). The
ceremonial mood was embedded already in the ideo­
logical premises of the building, turning it into a sui
generis holy site:
The approach of a noisy group of citizens intending
to enter the Palace of Culture and Science requires a
democratic openness of forms to be fulfilled by the en­
trance porticos and portals, whose artistic message intro­
duced those entering to an elevated mood of anticipating
the important experiences awaiting them (Jan Minorski,
op. cit.).

The visitors remained under a great impression of
the Palace and faced it with admiration and fascina­
tion:
During our tour it was impossible to examine every­
thing. Our heads are already spinning from an excess of
impressions. We saw the enormous halls of the Museum
of Technology (...). We walked on oaken stairs, touched
profiled doorknobs cast in bronze, noiselessly shut behind
us scores of splendid doors. We passed whole brigades of
stucco masters, carpenters, and fitters. It seemed that all
those people are caressing each fragment (Jerzy Ciszewski,
Z tarasu..., “Express Wieczorny”, 28/29 July 1954).
The microclimate is watched over by an invisible keeper
protecting the interior against an influx of cold air. Special
filters provide the whole building with fresh mountain air
devoid of dust (“Express Wieczorny”, 1 January 1954).
Fascination does not become obliterated with the
passage of time; on the contrary, such experiences
grew more vivid. The vulnerable adoration produced
by the Palace was described by Kazimierz Koźniewski,
who called the Palace the symbol of our times:
When one and a half years ago I toured the interior
the impression of space was not all that great. Today, its
enormity simply overwhelms: I face this quantity of rooms
full of helpless admiration. I have the impression that one
can explore the entire Palace not more than once in a life­
time (Symbol naszego czasu, “Zycie Warszawy” , 2 May
1955).
A t the same time, the Palace is a symbol of new rela­
tions between free nations (ibid.).
This symbolic and sacral character intended by the
authors of the Palace and its decorations was often ex­
pressed directly:
(Director Motyka): I told engineer Sigalin that my res­
ervations pertain to the form of the allegories and that sym­
bols would be more appropriate. It is irrelevant whether
they are to be portrayed with the help of angels or the mus­
es. For me they are all sculptures. We can depict PolishSoviet friendship as an angel bestowing a blessing, etc.
(...) It is necessary to reflect whether certain abstract
phenomena cannot be really expressed in any other way
than only according to the conventions of the Baroque
or the Renaissance. Everyone was struck by the fact that
these sculptures are so old-fashioned while the Palace is
thoroughly modern.
(Colleague Wiśniewski): The sculptures must be dei­
fied and depict extraordinary figures. The Palace of Cul­
ture is not an ordinary residential house, but there is talk
of featuring ordinary people. These must be metaphorically
sanctified figures.
(Director Motyka): You executed the statue Peace­
time Frontier —a girl wearing an ordinary dress, and still
no one claims that she is a mere worker. This is a symbol,
a synthesis of the convictions of certain people. This must
be a synthesis of our times, and, simultaneously, sanctified.
Otherwise, we would be forced to draw the conclusion that

101

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

we are incapable of creating new forms for sanctifying new
times (Większego wyboru pozycji nie ma, “Res Publica”
1990, no. 3.)
Experiences connected with the Palace interiors
and symbolics also reflect its sacral dimension. The
Palace tradition knows of numerous visitors behaving
as if they were worshipping in church, as in the case
described by Hanna Krall:
(Mr. Klein, head of order-keeping services): A medical
doctor is summoned, in my opinion quite incorrectly, to
people kneeling, just like in church, in front of a bas-relief
symbolising peace and prosperity. This enormous statue,
dripping with gilt, shows a female symbolising the moth­
erland, a dove (peace), an ear of grain (good harvest),
a child (motherhood), and many other symbols, and to
all intents and purposes, as the Palace architect engineer
Adamkiewicz says, no one really knows what it depicts be­
cause the builders did not leave any pertinent instructions.
When behind the figure, further on, a door opens and a
brightly lit hall is seen the mood becomes so splendid and
uplifting that everyone feels the urge to kneel; why call the
doctor immediately? (“Polityka”, 19 July 1975).
Not only did the Palace spire draw the gazes of the
local residents, fascinate, and attract but it possessed
a specific magnetic force. This magnetism and sacral
dimension of the Palace are evidenced by ... a portfo­
lio of “untypical correspondence” in the possession of
Hanna Szczubełek, who keeps the Palace Chronicle.
All sorts of letters personify the Palace, addressed as:
"Dear Palace”, and make miscellaneous requests. Faith
in power capable of resolving mundane needs is inter­
mixed with a sui generis symbolism of the centre - the
Palace was envisaged as the seat of the government
and the residence of Party first secretaries (probably
due to associations produced by the Congress Hall).
Here, all local and world issues converge and the cor­
respondence constitutes a unique votive body. Natu­
rally, the letters are full of symptoms of sheer pathol­
ogy (also in the more profound meaning of the word,
i.e. suffering) and madness, which so often adjoins the
sacrum. Apparently, the Palace, in the manner of eve­
ry sacrum, attracted also insanity. The correspondence
comes from different periods; note that the last letter
was written in 1989. Whenever possible, I add dates
in parentheses.
The best example of the sacral can be the convic­
tion that the Palace is the residence of Santa Claus;
Ania from Sokółka wrote: Dear Santa, I know that you
live in Warsaw on the uppermost storey of the Palace of
Culture. Pay me a visit this Christmas and bring me an
inflatable mattress.
2. Authors of the letters turned to the Palace for
assistance in resolving property disputes: Dear Palace,
help me: a neighbour has seized my balk.32
3. The omnipotence of the Palace of Culture was
also connected with a conviction that it contained

some sort of a special archive, a thesaurus of infor­
mation, as indicated by the address on one of the
letters: Fortified Archive at the Palace of Culture,
whose author, an owner of an old model of a Sona­
tina radio set, sought bulb wire unavailable on the
market.
4. Belief in the demonic power of the Palace is re­
flected in a letter addressed to: The State Palace of
Culture. Department of employment and destruction:
Please destroy (...) and her three children, named (...).
These superfluous people are condemned to be annihilated.
Starve them as soon as possible.
5. The letters also include offers, with one of the
authors proposing (1980): To the Director of the Palace
of Culture. I, the above mentioned, inform that I am in the
possession of items worth about half a million zlotys, all for
sale, including a palace, a church and museum exhibits.
(The letter also requests transport facilities since the
objects do not fit into a passenger car).
6. The Palace of Culture was the addressee of an
artist wishing to open a Museum of Matchstick Art,
the only of its sort in Poland; the author, a winner of
numerous prizes and with many accomplishments, includ­
ing, naturally, international ones, would like to win a world
record in vertical construction and proposed to make a
model of the Palace.
7. Here is Wanda TL, ready to work as:
1. A personal office boy of the Secretary General. 2. a
flat-rate fee employee. 3. Chief of the Security Service of
Poland. 4. a Polish TV collaborator (independent office
boy) offering the following services: electronic protection
of diplomatic outposts accredited in Poland and their resi­
dences..., electronic protection of foreign guests —heads od
state, protection of international congresses and meetings
in the so-called antipodes.
8. The author of a letter from Ząbkowice Śląskie
asked for help concerning a lack of response to a pre­
vious letter on the same topic, which must have been
seized by a mentally ill civil servant. I am not surprised that
You keep such workers. Socialist youth as a whole suffers
from mental disorders.
9. One of the letters is addressed to: First Secretary
Comrade Edward Gierek —Congress Hall (and contains
an invitation to the 1978 Poznań Fair).
10. The healing powers of the Palace or its special
climatic properties were indicated in 1982 in a request
for temporary accommodation. The author, on his
way to Szczyrk to a Fund of Workers Vacation cen­
tre, asked whether for health reasons he could obtain
accommodation for several years: I was at the Stalin
Palace some ten years ago, but could not find out any­
thing since everyone was queuing up for food, “Trojka”
was closed, all were hungry and drank scalding tea —quite
unacceptable. I was, therefore, forced to send a letter to my
son from the Palace post office telling him “what is happen­
ing at the Palace“.

102

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

11. The Palace was also perceived as a centre of
power, as in a letter addressed to: The Ideological
President of the All-Russia Communist Party Bolshe­
viks of the Republic of Poland (1989), and containing
sheer gibberish, starting with: On the eve of the third
five-year plan ...
12. The letters also reflect an eschatological di­
mension and ambiance:
To the Kind Government of the Palace of Culture
I, Leo, Son of the First Creator,
Write to You, the genuine Government,
The great troublemaker will overturn the globe
Since it is high time
To send me part of my dues through a postman (...).
13. We also come across a complaint full of con­
cern and addressed to the Central Council of Trade
Unions Congress Hall (1974), informing: Young people
go coatless, and postulating to create a 5% unemployment
Fund for citizens aged from 16 to 70. A negative response
will cause war or an atom bomb raid against Warsaw,
against which the ‘’Residents of Warsaw”, signed below,
protest.
14. The file contains requests and selfless letters
about scientific research, written by a retired profes­
sor from Gdańsk involved in conducting studies on
the verge of physics and electrodynamics, particularly
about lightning and the electrodynamics of the electron:
since I would like to initiate a register of lightning strik­
ing the Palace of Culture and Science I ask for permission
to install on the Palace an insulated spire, from which a
concentric cable would be connected with a measurement
apparatus on the highest storey of the Palace. A flat next
to the observatory would be required due to night shifts and
two full time employees.
A female author of a letter addressed to: The P al­
ace of the Culture the Indian Sepulchre at the corners
of Zielna, Wielka, Złota, Chmielna, and Śliska streets
and Jerozolimskie Avenue (1976) sent a poem to an
African tune, a song dedicated to the Warsaw Month:
From Warsaw to Szprotawa
One heart beats about our Warsaw
Lovely Warsaw with its panorama!
Here the picturesque Vistula flows by
And the thirty-storey Palace of Culture stands.
Our symbol and source of joy.
A letter written in 1971 includes a poem about
Lenin, with an obstinately recurring refrain:
Although I am a Pole
And precisely for this reason
I worship and love the Great Lenin.
The cited texts and evidence comprise predomi­
nantly a positive myth of the Palace of Culture and
Science. Up to now, we omitted antithetical moods
and experiences linked with the Palace, which create
its sui generis anti-myth. On the other hand, the el­
103

ements and contents of the positive myth extracted
from the quoted texts do not correspond to antith­
eses according to the principle of a simple game of
binary oppositions. If we were to make a list of val­
ues associated with the Palace and belonging to the
positive myth, such as power, might, force, duration,
luminescence, glow, light, truth, nativeness, harmony,
life-giving force, friendship, love, youth, freedom, life,
etc., it would be impossible to deduce from it, and
arrange according to the principle of contrariness, a
suitable anti-list composed exclusively of anti-theses.
The same holds true for the anti-myth of the Palace,
in which the dominating experience is horror accom­
panied by specific fascination. Only after taking into
consideration both parts of the tradition can we see
just how deeply the Palace combined both those in­
separable feelings of horror and fascination, charac­
teristic for the primeval experience of the sacrum. The
Palace may be perceived as a profound unity of contra­
dictions: coincidentia tremendum et fascinosum.
The above mentioned “bright” values of the Pal­
ace are closely connected with its ideological-propa­
ganda official message and only upon this level is it
possible to observe the game played by those simple
reverses and antitheses. The beauty of the Palace and
its height were contrasted with the ugliness of “old
tenement houses” or the ghastliness of capitalist sky­
scrapers. Owing to insufficient space I shall not delve
deeper into this motif, but concentrate only on several
synthetic examples. According to the propaganda-ide­
ological interpretation, the construction of the Palace
delineated and established a new time, a new epoch,
contrasted with the old. Just as Leszek Mech wrote
in his poem: Once, history shared a national/ Gamut
of dates stretched across fires/ Or love was stirred in the
hearts of those longing for peace by an anaemic saint. /
Today, it is not history or winged saints (...) Today, the
people proudly / erect for the people (...) a construction of
attained friendship.
The same motif of new times and values offered by
the Palace is to be encountered in a poem by Adam
Ważyk:
The walls of our architecture
did not belong to us,
palaces bonded by blood,
the work of the poor,
the Gothic of our toil
the Renaissance accomplishment of the people,
the Baroque erected for the lords,
deformed tenement houses
of a merchants’ democracy
calculated to last a year,
the house-phantom of the speculator,
an inhuman style
straight from a failed venture,
without heart and beauty.

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Now, from the ruins there grows
to become part of socialism,
for day centres and libraries our Old Town Gothic,
our Renaissance and Baroque,
our unadorned monument,
a fronton out of lace,
as if just completed by embroiderers,
above them, roof tiles dear to our heart
shine differently...
The construction and growth of the new, socialist
Palace were contrasted not only with wartime devas­
tation but also with the downfall produced by capi­
talism. It has to be kept in mind, Edmund Goldzamt
stressed, that:
The creation of the Palace of Culture and Science
started at a time when the nations of Western Europe ex­
perienced all the “blessings" of so-called American aid, and
when after five years of the Marshal Plan they have already
become acquainted with the outcome of such help: the liq­
uidation of entire branches of industry, a further rapid rise
of unemployment, a pauperisation of the masses, stagnation
and torpor affecting construction, the elimination of the po­
litical and economic independence of their countries (cf. E.
Goldzamt, Wieżowce Radzieckie, Warszawa 1953).
The socialist Palace connected with “pacific con­
struction”, peace, freedom, and life was juxtaposed
against capitalism, imperialism, fascism, war, destruc­
tion, and death. Summing up these reflections let us
turn to another poem by Tadeusz Kubiak, which not
only contains this motif but also the probably most
apt characteristic of the Palace enhanced with scarce
plant hierophanies and allusive references to the sym­
bolic motif of the tree of life in the tradition linked
with the Palace:
It is socialism that builds
despite death and crime.
It is the nation that gives to a nation
and man to man,
what they had won
during that October night.
Like the hardworking gardener
offering his son
fruit grown in the Michurin manner.
O n the side o f the anti-m yth. A growth..., and I
would agree to forget all about Suvorov

Embarking upon testimonies and documents com­
prising the negative myth of the Palace it is simply im­
possible to omit accounts in the diary of Leopold Tyr­
mand. On 1 February 1954 this first antagonist and
determined oppositionist, an outsider highly sensitive
to the rhythm of the social life of Warsaw, recorded:

Merciless cold weather and people wandering across
Warsaw absurdly wrapped against the cold, so that even
the shapeliest female resembles a parcel. The sheer martyr­
dom of waiting for city transport: I suspect that an armed
revolt against the regime, if it ever takes place, will start
on tram stops in weather such as this. (...) The press drips
with lackey tones writing about the "magnificent gift of the
Soviet Union for Warsaw”. A skyscraper totally useless to
anyone. If they had really wanted to send a gift they would
have supplied several hundred tramcars. But then their
intention is to make an impression and not to offer gifts,
and for that particular purpose a skyscraper is just perfect.
(Dziennik 1954, Warszawa 1989, p. 167).
The unemotional and architectural interpretation
proposed by Tyrmand once again accentuated the fas­
cination and horror merged in the Palace: Some see
in it a Russian fist, others stammer with delight; the
author also registered an attempt at taming (ridicul­
ing) this appalling gift: 13 February. Another exhibition
of projects for the town planning and architectural solu­
tions of Stalina Square, the centre of future Warsaw. In
the middle: the Palace of Culture and Science - this is its
name —a gift from Russia for Warsaw. Some see in it
a Russian fist, others stammer with delight. The people
have named it “Peking” - which apart from an anagram
contains a subtext: this was the name of a large tenement
house thus described with scathing contempt in pre-war
Warsaw, at the corner of Złota and Żelazna streets, the
seat of backstreet brothels. It is easy to guess that from
the moment when the construction was announced I was
one of its most fervent opponents. As a would-be expert I
skilfully criticised its size, anti-Warsaw scale, and bom­
bastic style. But. (...) The Soviet skyscraper with its lofty
steel construction would have been passable as a power­
ful solid which, if it had been left alone and covered with
glass, would have been of use and I would agree to forget
all about Suvorov. When it received a ready-made facing
the colour of beige sand I was not pleased, but the facade,
colour, and texture looked good and acceptable. Then
they started to add: a pseudo-Renaissance helmet tower
topped with a spire, confectionary attics and crowning,
motifs straight from Kazimierz on the Vistula, and pedes­
tals. This socialist realistic horror emerged in the very
centre of the town in the manner of a growth on the nose
of a drunkard. And now plans are made for a Polish show
of socialist realistic imagination surrounding this Russian
architectural dissolution (ibid., p. 210).
Hence, even such an unruffled and decisive critic
as the author of Dziennik and Zły experienced am­
bivalent and competing feelings and doubts produced
by the Palace. Despite his categorical opinion: Where
is the nationality of this architecture, why is it supposed
to be Polish considering that its elements are at home
both in Cadix and Helsinki? (ibid., p. 215), and despite
the deep conviction about the madness of the whole
idea:

104

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

The leitmotif of socialist realism in architecture —that,
which is being built today is supposed to look, for the sake
of the wellbeing of man, like something built yesterday, the
day before yesterday, and four centuries ago - contains
some sort of unconcealed madness (ibid., p. 211) Tyr­
mand shared qualms whether the Palace might actu­
ally become part of the city’s tradition:
A town is a culmination. That which ages in it properly
ages nicely. After centuries of serving ugly buildings be­
come inevitably beautiful and surrounded with something
that we are accustomed to call an ambiance, a climate,
a mood, a style; they gather strata of events and experi­
ences, individual and collective, which in time blend the
decorations and details of the façade with contents of exist­
ence to yield inimitable monuments and symbols. (...) The
creation of something new, which is supposed to look old,
is domed to parody and kitsch. (...) Quite possibly, in a
hundred years, communist gigantomachy, pathos "close to
each man”, as they put it, the tawdriness of artificial orna­
ments, the medley of decorations, and thus nouveau riche
and trivial wastefulness will become patinated with time,
just like neo-Gothic skyscrapers in fin de siècle Manhat­
tan. We shall have to wait long for this to happen, and,
furthermore, the outcome is by no means certain (ibid.,
p. 212).
The notes in Dziennik are accompanied by an im­
age of the Place in Zły, in which Tyrmand, contrary
to the “new” centre - Why are a pedestal and gravity to
become the emblems and ambiance of Warsaw? (Dzien­
nik, p. 215) - attempted to conduct a remythicisation
of urban space in which the largest square in Europe
emerges from the chaos of conflagration and the bat­
tlefield of the construction site of a new skyscraper.
The resultant Palace enlivens and stirs the memory of
a city of the past. Since remythicisation is the topic of
the above-cited study by Marta Zielińska we shall only
note this function of the new and undomesticated
Palace evoking the past, as well as yet another ironic
name to be placed in its onomastic alongside the al­
ready mentioned “tuning fork”, i.e. “little finger”. It is
simply impossible to walk around this town. The capital is
being turned into a quarry. (...) Not to mention that little
finger (...) - who needs such large houses?” (L. Tyrmand,
Zły, Warszawa 1965, p. 165; cf. M. Zielińska, op. cit.)

Playground of Satan
The Palace of Culture appears occasionally in
novels by Stefan Kisielewski (Przygoda w Warszawie,
Podróż w czasie —the cover of the 1989 edition pub­
lished by Iskry features the Palace together with a red
flag affixed to it as if to a mast), but the most complete
interpretation is to be found in this author’s Cienie
w pieczarze. Here, the Palace and the surrounding
enormous and strange Defilad Square are the meeting
place of lovers - the chief protagonist, Roman, who
remembers the town and the world prior to their anni­

hilation, and Bluzeczka, a representative of an already
new epoch - a place where (at the foot of the enormous
thirty-storeys tall building) love turned into hatred, and
which is compared to a tree: Each side of this square
is different, since it originates from a different epoch of
Warsaw; Roman deciphered in this variety history, just
like the past of a tree is read from the cross-section of its
rings, but for Bluzeczka this interpretation was totally un­
attainable (p. 123). Next to this micro-cosmic scale of
the Palace inscribed into the love story, alongside the
local history of the town, the Palace and the square
reflect each other and the micro-history of this stretch
of no man’s land, where borders, assuming that some sort
actually existed, shifted in one way or another, stretched
and shrunk as if they were made of rubber. Neither the
West nor the East (p. 134). Kisielewski, as no one be­
fore, embarked upon a historiosophic interpretation of
the Palace, seeking a specific logic of Chaos for the
indefinite and chaotic moods creating and moulding
the character of the site: It is here that this palace, a
mixture of styles, a monster of naïve monumentality and
tasteless ornamentality devoid of the instinct of exaggera­
tion, managed to defend itself quite successfully and even
attained the significance and rank of a symbol. After all, if
all sorts of things took place in this city since 1939, if all the
madness and ordinary kinks of the East and the West ar­
ranged to meet here, if life became excessively strange and
intends to preserve that state and in all respects grew even
more embedded in it, then why should a G O D KNOWS
WHAT, a symbol of eccentricity so curiously attached to
assorted psychic and chronological worlds that it is impos­
sible to express it in brief or long worlds, not dominate in
the centre of a sprawling square emptied in all directions
(p. 181).
For Roman the Square surrounding the Palace
evokes, to an extent greater than for the protagonists
of Zly, the memory of a town once crushed, and stirs
and produces increasingly profound introspections:
This place, which he, after all, had known for the past
fifty years, now spoke to him suddenly because it became
the site of his secretive walks with Bluzeczka. (...) It is
impossible to deduce when the past or the present spoke to
him, or which particular past since there were so many, ar­
ranged in strata and gathered vertically and horizontally,
because Defilad Square was simultaneously a junk room
and a synthesis, the old and the new, a mixture of vari­
ous sorts of the past and curious proposals formulated by
the present. A tangle of traces and ciphers as well as the
emptiness of whole districts razed to the ground. A peculiar
place, the largest square in Europe and, at the same time,
quite underrated! (p. 177).
Each side of the square was different, and this dissimi­
larity grew across the decades and contained the curious
and unique history of the town (p. 208).
In Kisielewski’s historiosophic perspective W ar­
saw appears to be a special city, an under-appreciated

105

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

centre of the world, a genuine centre. It is in this un­
known (provincial) Warsaw that the cruel and the in­
sane dilemmas of the world were always understood more
rapidly than the whole world was capable of doing, here
Stalin, Hitler, and other great and merciless magi of the
world were deciphered ahead of time (...). The Western
world never understood that it is here, in Warsaw, that
everything is known ahead of time, and thus it never ben­
efitted from this knowledge. Now, this was the scene of
a historical comedy of totalitarianism, which the world
treated quite seriously thinking that it is some sort of a peo­
ple’s revolution (...). Due to mistakes, one’s own or those
committed by others, by the world, this was the scene of
things that had never transpired elsewhere. After all, con­
trary to logic, Warsaw resisted all alone, and upon quite a
few occasions, the surging tides of the East and the West
(a turnstile antemurale!) (...) with a demonstration of si­
lent absence it greeted the parade of the victorious armies
of Hitler; here, the largest number of Jews was murdered
in history, here, the Germans set up a horribly crowded
ghetto for 600 000 residents, here, in the autumn of 1944
a solitary battle was waged along two fronts: political with
Russia and face to face with the foolish Germans fighting
for their greater defeat, here, after the fall of the Uprising
the whole population was driven out, the first such case
in world history, and the town was left alone to itself and
conflagrations (p. 209).
The whole square, the streets, and the pavements wrote Józef Sigalin - all are built on a “tombstone” placed
on the foundations of old basements, former houses inhab­
ited by thousands. This is a truth that we, the older gen­
eration, cannot forget (J. Sigalin, op. cit., p. 146). The
awareness of this truth, however, was shared also by
the younger generations. An English-language fanzine
issued by a rock group in 1981 and displaying a graphic
motif of the Palace declares: they all live in Warsaw, a
city of lunatic Surrealism, a dead city, a city-cemetery,
a city built anew but never revived.
For the protagonist of Cienie w pieczarze the Pal­
ace and this strange square, that “sorcerer’s retort”, in
which a frenzied history of art is mixed up with the past
and the present, stirred memory and became the reason
why in this strange square the old regained its youth and
the new disclosed is hopeless barren old age. This is the
Palace that chased the world of dreams to the other
side of Marszałkowska Street, and this is the Square,
which once and for all banished the world of old movie
theatres: the “Apollo” and the “Stylowy” , those genu­
ine illusion cinemas together with their asylum of in­
ternational dreams, living side by side in the memory
and interior of the protagonist together with images
of Mae West, Jean Harlow, Franchot Tone or Gary
Cooper, who existed and performed for all, accessible for
a paltry fifty or eighty groszy, proof that in their dreams are
not controlled or rationed. The Palace adjoins, and merg­
es with, images of unassuming Jewish shops, unkempt

but full of commodities, an likeness of the Russian Or­
thodox church in Saski Square, and a scene, recalled
from childhood, of the latter’s demolition, when several
score men pulled a cable tied around one of the domes (...)
the poor onion-shaped dome - so inadequately installed in
its base, which cannot be said about the present-day Marx­
ist temple in Warsaw: sacrosanct and undeconstructable;
it will stand and tower over the city for centuries to come.
The Palace and the Square are located next to the
church of All Souls in Grzybów, which during the Nazi
occupation found itself within the closed ghetto, with
images of empty gates and basements, where in the
courtyards and on wooden stairs there lurks and sleeps the
echo of old voices, the breath of murdered and forgotten
Jews. The protagonist now sees this strange Square as
a “Land of Wandering Love” (just like Spain, which in
the imagination of Don Quixote appeared to be a land of
knights errant, or rather erring) , and with time assumed
a new name borrowed from the title of an old film: A
Roundabout of Torment.
No other book, with the possible exception of Mała
Apokalipsa, had amassed so many epithets, invectives
and derisive words addressed to the Palace. In Cienie
w pieczarze the Palace of Culture is portrayed as con­
fectionary white, with jagged stalactites of ornaments (...)
an artificial growth originating from nowhere, outside
life, evolution, development and normalcy, similarly to
two meaningless, nonsensical, and pretentious obelisks
thrusting in front of the Palace in honour of an unknown
victory; an enormously expensive whole, of little use; sup­
posed modernity, or a superfluous miracle; each column of
outright elephantine thickness; simply "Russian Greece”;
the nightmare of a pastry chef, as it was universally teased
in Warsaw; a shiny spire straight out of Leningrad or, in
other words, St. Petersburg; pure madness, and in addi­
tion free of charge to all, with fountains recalling a feudal
folly imitated by the tsars of the North; socialist opium
for the masses; a Marxist church of Warsaw; a gigantic
piece of ugliness; a soulless Moloch devouring the town
and covering half of the sky; a 300 meters-tall town hall,
conspicuously devoid of all style; a symbol of a gigantic
fracas; intentionally indifferent, whose primitive mixture
and enormous lack of contents will continue to cry out for
centuries in this largest square in Europe; surrounded with
niches featuring sculptures depicting heroic workers (as a
certain reactionary said: one really has to be a hero
to work here); a Rhodes colossus of our times; a magic
edifice raised by magi from the East, between whose glass
and thus ostensibly invisible walls the old and the new will
continue to hang around for centuries to come. Do those
exclamations and strong words not reflect, as in curs­
es, the domain of the sacrum and, at the same time,
an attempt at profanisation and desacralisation com­
mitted so as to tame the terrifying and inexplicable
element of tremendum, an attempt opposing (and in
this way revealing) its demonic might. On the other

106

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

extreme, this process of taming encountered derision,
a spontaneously flourishing tradition of more or less
scornful jokes about the Palace of Culture: "Small but
in good taste", “The old Warsaw-Vienna railway sta­
tion in a state of erection" (cf. Z. Raszewski, Wstęp
do teorii kawału, “Polska Sztuka Ludowa", no. 2/1990),
“Little Polish architecture", “What is the most beau­
tiful place in Warsaw? - The thirtieth storey of the
Palace of Culture. - Why? - Because the Palace of
Culture cannot be seen from there". To the strains of
the national anthem local jokers sang: What the alien
power has given us, we shałł pułł down at night.
A t the same time, it is characteristic that in the
case of a such a critically inclined author we come
across also contrary testimony of positive experiences
and even specific beauty veiling the ambivalence of
the Palace and the ambiance amassed therein; this is
testimony of taming the Palace and its growing enrootment in the city: It no łonger annoys anyone, visitors
like it, the panorama from the top storey is magnificent, the
ground-floor stateły interiors are spatial and comfortable
(....) On the upper storeys everything seemed to be mis­
conceived but the ground-floor halls featured representa­
tive grandeur and excellent acoustics. It became apparent
that the enormous naivete of the very notion deprives it
of all demonic features and renders it possible to make its
close acquaintance on a daily basis. Finally, it is here that
the protagonists find their asylum: The Palace was sur­
rounded by idyllic green lanes (...) why should Roman not
drink beer at a stand in his favourite windswept and sunwarmed West Side - that, which is part of the landscape
cannot be ugly and must discover its concealed beauty.
By means of such a mental operation connecting com­
mon sense with imagination Roman removed from Defilad
Square that unfortunate palace, whose stairs, balustrades,
projections, and colonnade pavilions he pleasantly albeit
unselfishly used. In Kisielewski’s book we find a con­
firmation of an already familiar phenomenon, a prac­
tice characteristic for numerous Varsovians screwing
up their eyes and ignoring the Palace: How different it
looked close-up —the square without the palace remained
curiously beautiful (...) a real square and yet altered by
efforts of the imagination. The same phenomenon of
ignoring the Palace was scrupulously recorded by the
oft-mentioned Marta Zielińska, who noticed that the
Palace appears only six times in the works of an au­
thor strongly connected with Warsaw, namely, Miron
Białoszewski:
(...) In all of Bialoszewski’s prose the Palace together
with the square are present upon six occasions, including
three in passing: during a Sun eclipse, while getting into a
bus at the square, and in a description of the sky, which as­
sumed an interesting hue exactly on the side of the Palace.
The other three times are mere mentions albeit significant.
Actually, they contain the whole quintessence of the Palace.
We first come across it in a description of a certain Satur­

day in Marszałkowska Street: "(...) The Lord God rests in
heaven, the Mother of God dries diapers on the Palace of
Culture...". —At first glance, nothing of importance and
yet such copious contents - Zielińska commented. - Or­
dinary white clouds near the spire bring to mind a home,
perhaps somewhat largeish but suitable for Our Lady (M.
Zielińska op. cit., p. 126). The other two important
images are those of the Palace seen in a dream: Tadzio
flying around the spire with Ania and someone else, and
mention of fires breaking out in Warsaw: The Cedet
shop, a bridge. What next? The Palace of Culture?
Once again, the Palace considered against a back­
drop of the symbolism of the centre appears in a spe­
cial way as strong, permanent, and conspicuous - it
is difficult to ignore it - but also as an unnoticed and
strange centre around which there emerge not Order
and Cosmos but Chaos or, more precisely, Order and
Cosmos that is Chaos:
Because it constituted, after all, an organic component
of the town, that transit Warsaw for red armies on the
move between Moscow and Berlin. Here one lives as if
on a volcano, in a passage, on the eve; it is simply impos­
sible to exist outside history. Defilad Square was proof —a
complex, style-less, periphery opened to four parts of the
world, unprotected against the roar of trains and lorries,
against menacingly chaotic motion, ostensibly urban but
possessing something affiliated with Nature and spontane­
ous (...). Perhaps the alienness of the square, so vividly
accentuated, is the outcome of a chaotic and haphazard
process of someone putting things together (or rather no
one or a coincidence of “fate", as working-class Warsaw
was in the habit of saying), assorted elements of the past
and the present, thus becoming a strangely monumental
reference point for collective premonitions, hypotheses, and
fears about the future? (S. Kisielewski, Cienie w piecza­
rze, p. 221, 223).

107

Axis M undi , the Valley of Josaphat,

Golgotha

Just as there is no Wyspiański without Wawel Castle so
there is no Konwicki without the Palace of Culture, wrote
Marta Fik (cf. J. Lerska /M. Fik/, Bardzo mala apoka­
lipsa, “Kultura niezależna", April 1990, no. 60, p. 53).
A writer whom the palace hypnotises as if it were a basilisk
- claims another opinion about Tadeusz Konwicki (cf.
M. Zielińska, op. cit., p. 126). The Palace of Culture
appears in Konwicki’s last film: Lava, a screen version
of Mickiewicz’s Forefathers’ Eve, seen from Konrad’s
prison cell and behind the Angel (played by Grażyna
Szapołowska) walking among a crowd of pedestrians
along the main passageway next to the Centrum shop­
ping centre, on the “’other" side of Marszałkowska
Street.
I
am well aware of the fact that in view of the exist­
ence of assorted interpretation perspectives proposed
by numerous scholars examining the writings of Kon-

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

wicki, such as Maria Janion, Jan Walc, Tadeusz Lubel­
ski, Marta Zielińska, and Anna Sobolewska, speaking
about the Palace of Culture, or about any other motif
without an opportunity for a more thorough consid­
eration of its inner-textual references and place within
the entire oeuvre must result in an incomplete image.
Even in the latter, however, and in a restricted ap­
proach to the symbolism of the centre, a problem of
interest to us, the Palace still displays a multitude of
meanings. Among their variability and evolution, ob­
served starting with Wniebowstąpienie, Jak daleko stąd,
jak blisko and Mała Apokalipsa to Rzeka podziemna,
podziemne ptaki, the classical structures of the symbol­
ics of the centre come to the fore in the most distinc­
tive and evident fashion. Upon numerous occasions
emphasis had been placed on the oneiric or outright
magical dimensions and ambiance of Konwicki’s writ­
ings and simultaneous immersion in concrete daily re­
ality, the author’s sensitivity to the concrete and the
pulse and rhythm of daily life. Works by the author of
Sennik współczesny are a combination of several cur­
rents and dimensions: absolute realism, oneirism, and
magical qualities, and this is the reason why we may
perceive in them an outright reflection and example
of Lotman’s principle governing the tension between
expression and the contents of the symbol, a situation
in which the former belongs to a secular, open and dem­
onstrated sphere of culture, while the latter —to sacral,
esoteric and mysterious culture (cf. Y. Lotman, Symbol...,
op. cit., p. 152). The secular, profane, mundane exist­
ence of realistically depicted contemporaneity, in the
case of Konwicki with an extraordinary underpinning
of the sacrum, does not lose any of its cosmic and sac­
ral dimensions. The same holds true for the Palace of
Culture. The mentioned duality, so frequently record­
ed by the interpreters and exegetes of Konwicki, is still
decisive for difficulties with the “classification” of his
works. The author frequently complained about their
reduction to a purely political dimension: One cannot
look at literature exclusively through a prism of the poeti­
cal here and now. I am of the opinion that in my books it
is possible to come across more permanent and universal
strata (cf. M. Fik, op. cit., p. 53; cf. also Stanisław N o­
wicki, Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Kon­
wickim, London 1986). On the other hand, Konwicki
kept a distance towards attempts at enclosing his writ­
ings within the “’magical realism” formula. [This brings
to my mind Marquez and South America, which I do not
understand, cannot bear, and find totally foreign. I am a
“Catholic Protestant’ for whom all is true and palpable
(cf. S. Nowicki, op. cit., p. 101)].
This is why while observing the presence of the
structures of the symbolics of the centre we should al­
ways keep in mind the character of this literature with
its Janus-like face, evading all classification. A t the
same time, we have to remember the original testimo­

ny of its time, evidence of the contemporaneity con­
tained in Konwicki‘s works (I have in mind the already
mentioned titles, spanning from Wniebowstąpienie to
Rzeka podziemna) that could be described analogously
to rejected “magical realism” as some sort of specific
realism - HyperPRLrealism (PRL = People’s Po­
land), or more precisely, and not merely for the sake of
easier pronunciation but also to capture the meaning
of the described reality of People’s Poland - HyperPRLSurrealism .
In all those works the Palace appears surrounded
with an aura of festivity, an unusual time, a time of
special tension, a time with eschatological dimension
and ambiance, which for all the protagonists is simul­
taneously a time-rite of passage. In Wniebowstąpienie it
is a desacralized holiday (the official harvest festivity)
and a time of unrest caused by a new world crisis: The
shops were emptied of all commodities already by noon, the
army is in a state of battle readiness - something is in the
air, perhaps they had already dropped the atom sausage,
the town is full of pageants of "faux peasants” dressed
in folk costumes: A huge group of Cracovians and Kaszubians poured down the main avenue to the accompani­
ment of the hoarse glissandos of an accordion. Many had
the pale, bloated faces of city dwellers-civil servants. I was
somewhat surprised that they were not ashamed of this
masquerade (T. Konwicki, Wniebowstąpienie, Warszawa
1967, p. 13, further on: pages from this edition). The
main protagonist awakens under a bridge with a bleed­
ing puncture in his head and suffering from amnesia;
he cannot recall even his name and later his acciden­
tally newly met friends call him Charon. The first
thing he sees is two inhabitants of Kurpie or Fishermen
spitting across a rusty balustrade into the river. The
Palace of Culture is an orientation point, a place where
the protagonist has a date with an unfamiliar girl
dressed up as a native of Łowicz-Opoczno; the whole
plot takes place around the Palace, which is almost
the lead protagonist of the novel. In Wniebowstąpienie
(whose title is literally evoked by its German transla­
tion: Auf der Spitze des Kulturpalastes) the Palace of
Culture is a central point, the axis and centre of the
world, making possible a passage and a transition be­
tween three levels of reality: the underworld, the
Earth, and Heaven. Above them hung a constellation of
blood-red lights from the palace tower. Higher, there were
only stars, a void of sparklers, the glimmer of an unknown,
eternal campsite (p. 54). The “pyramid” towering over
the city or the “red Christmas tree of the Palace of
Culture” seen from afar in the manner of a cosmic tree
is an axis encircled by ghosts and the dead. The author
complained that apart from the political tissue no one
seemed to notice that the plot takes place amidst the dead
(cf. S. Nowicki, op. cit., p. 101). Here, next to the
axis, in this centre of the world, there is a passageway
and an entrance to the innermost recesses of a subter­

108

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

ranean inferno. Here begins a voyage to Hell under­
taken by protagonists with an unclear ontological sta­
tus (ghouls, ghosts, and vampires, like the lead pro­
tagonist with his numerous life histories, a potential
writer feeding on the blood of someone else’s life and
sucking out of reality as much as he possibly can): Be­
hind us the terrible trembling of the walls increased and
resembled an earthquake. Mr Lilek tugged at something
that resounded like a cast iron cover of a tomb. We set off
into stifling darkness... (p. 40). The entrance to those
subterranean labyrinths of the Palace resembles a se­
pulchral niche in monastic crypts. The journey to the
netherworld, the land of death, the descent into the
underworld, and the ascent to heaven along the verti­
cal axis of the Palace of Culture are accompanied by
wanderings undertaken by the protagonists along the
horizontal level of the town and the afore-mentioned
East-West axis, a plunge into the inferno of the shady
joints of Warsaw, a trip to the other bank of the Vis­
tula along the following route: the Poniatowski Bridge
- the St. Vincent cemetery in the Bródno district - the
two-level bridge - back via Krakowskie Przedmieście
Street to the Palace of Culture, accompanied by a
vigil next to the coffin of a deceased man, a stay in a
speakeasy, and a night spent at a militia station. The
motif of the labyrinth expanded by Konwicki in
Wniebowstąpienie is closely intertwined with the All
Souls’ Day and sepulchral motif. Descending into the
Palace basement and making his way in the darkness,
the protagonist seeks support and stretches out his
hand to touch the wall: It’s a waste of time —he said. —
We’re walking inside a long pipe. - What sort of a pipe? —
God knows, even those who built it had no idea. You know,
Misiu, how it is. Some guys dug a ditch, others brought the
building material, still others poured the concrete and cov­
ered it with soil, while the designer vanished somewhere,
like a stone cast into water, in other words, like a true in­
dividual among the collective masses. Only the deceased
probably knew something. —What deceased? In the enor­
mous silence something resounded in the distance, resem­
bling bells stifled by a strong wind. —You know, Joseph
Vissarionovich. This is a passageway from his times. Eve­
ryone already forgot about it because this detail is absent
on city maps (p. 40). Konwicki introduced into
Wniebowstąpienie a motif (subsequently expanded in
Mala Apokalipsa and Rzeka podziemna) kept alive in
the folklore and tradition of post-war Warsaw and re­
lating to underground corridors and passages between
the Party Central Committee and the Palace of Cul­
ture, a system of nuclear bomb shelters. Just how deep­
ly was this motif embedded in reality and not merely a
theme of the folklore tradition of legends and stories
belonging to the backdrop of the symbolism of the
centre of the world was evidenced by the dramatic
events of the Romanian ’89 revolution, disclosing a
whole subterranean town in the centre of Bucharest.
109

In Poland too, the presence of underground interiors
under the Government Stand in Defilad Square was
not mentioned until after 1989, when it was proposed
to open there an underground café; up to that time it
was a strict secret kept by censorship. I’ll interrupt you
because I want to say —confessed the writer —that my
tragedy consists of the fact that I am simply a realist. After
the publication of Mała Apokalipsa for eight months the
route from café “Melodia” (before: “Paradis”) to the
Central Committee was out of bounds. Everything was
dug up. When Wniebowstąpienie appeared I received a
phone call from someone who I suspect worked for the se­
curity service, pretending to be a Polish philologist wanting
to know whether I possessed a plan of the underground
part of the Palace of Culture. In other words, my emotion­
alism contains some sort of a rational core. (...) There is
something real and genuine in what I write. I describe
Warsaw the way it really looks like. This is a town of dead­
end streets, a town-cripple full of dumps, passageways, and
dens teeming with drunks and drug addicts. Below my
house there is a fifteen-storey bomb shelter. And you tell
me that this is an abstract vision of a labyrinth (cf. S. N o­
wicki, op. cit., p. 142). The protagonists making their
way in the dark subterranean interiors of the Palace
finally reach a sanctuary cum junk room from an ep­
och described in Tyrmand’s diaries and rapidly becom­
ing part of a past doomed to oblivion: We found our­
selves in an interior as high as a church and windowless.
Old ladders, buckets, broken banners, some sort of fabric
stretched on frames facing the wall. Lilek opened a white
door and I saw an enormous, magnificent toilet. (...) Full
of sophisticated columns and almost Baroque stucco, it
was neglected and on the washbasin I noticed a thick layer
of black dust (p. 41). In the closing sequence of
Wniebowstąpienie the protagonist, in the wake of all his
adventures and mishaps, after working in a cold stor­
age room resembling a morgue where he carried enor­
mous slabs of meat; after a visit to a church while
holding a parcel full of animal hearts received as pay­
ment for his work; after an almost ritual purifying bath
in the fountain in front of the Palace, takes the eleva­
tor just before the break of dawn and rides to the top
storey where all the ghosts, phantoms, and the dead
encountered that night had already gathered. Once
again, the Palace discloses its concealed, indistinct,
and sacral nature and ambiance: Misiu, you’re depart­
ing through purgatory. Tomorrow you’ll see God... I don’t
know why I went to the hall where enormous figures made
of stone stood (...) Three brightly lit lifts invited me in the
manner of cathedral confession stalls (p. 233, 235). The
space stretching around this cosmic axis of the Palace,
that murky centre of the world, that aged obelisk dam­
aged by the passage of time - featuring blackened brass
names of distant capitals, with many letters missing; only
the numbers of kilometres separating us from those towns
were untouched; the collectors honoured the brass num-

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

bers - is the site of final accounts and Judgement Day.
The Palace resembled the Valley of Josaphat. A curious
light, extremely dense and amber-coloured, illuminated the
Palace pedestal.
The structure of the Palace outlined in
Wniebowstąpienie and envisaged as the centre of the
world, was developed in successive Konwicki stories
and close-ups. The Palace changes, its portrayal is
dynamic, but the basic core of the structure remains
invariable. An amazing construction, a source of mul­
tiple associations, Charon, ghosts seeking a passage to
the other side: We have to go back. —Go back where?
—What do you mean: where? To return there or there?
Marta Zielińska interpreted the edifice according to
the Romantic tradition: Around it soars a spirit before
departure to the unknown, here is the station between this
world and the other, a caricature of a chapel of sorts, where
the Seer celebrated his rituals. Here, the Palace plays a
part totally unforeseen by its builders: a cross between a
man-eating monster and a haunted Gothic castle.
The Palace deciphered by Anna Sobolewska in
the light of the initiation rite, that grotesque axis of the
world, appears to be a place of incomplete initiation
into death and suffering, where transcendence is cheap
and full of holes, just like the whole reality of People’s Po­
land. This reality cannot be redeemed in any way (W.
Sobolewska, Współczesna powieść inicjacyjna: Tadeusz
Konwicki, Hugh Walpole, Tarjei Vesas, “Twórczość”
1991). Even in such an interpretation and reality, im­
ages from this range of the profanum mysteriously touch
the sacrum and demonstrate their concealed purification
force. In Mała Apokalipsa the crumbling Palace is not
only desacralized but cursed by almost all sides, a statue
of pride, a statue of servitude, a stone cake of warning, for­
merly a source of fear, hatred, and magic horror, a cosmic
shed erected vertically, an old outhouse devoured by fungi
and mould, forgotten in the middle of a Central European
crossroad, a terrifying tumulus, a wilderness, and turns
into an artificial altar, a site for self-immolation: I was
preceded along this path by Buddhist monks, a certain
Czech, some Lithuanians, all on their way to the pyre. I was
preceded by people of assorted races and religions walking
along this fiery route. The Palace turns into Golgotha:
I have a terrible urge to tempt fate. So much that I can
feel the flesh on my back crawl. And then we shall meet,
right? I‘ll be waiting for you some fifty kilometres directly
above the spire of the Palace of Culture, there where our
atmosphere, our pleasant earthly existence, comes to an
end. But you will not do this, because 2 000 years ago
a certain Aramean said to his cruel contemporaries: “In­
stead of slaughtering a lamb, a neighbour or your brother,
make a sacrifice of yourself”. I contain seven atoms of the
Antichrist but you —at least 77. - He took a brick from
my hand and weighed it in his hand. —I shall take this as a
souvenir. (...) Perhaps you’re hungry, I have two lumps of
sugar. —What are you talking about? —I should wipe your

face with a piece of cloth, but I don’t have one. —Was this
the last station of our passion? —Yes, we’re facing the sac­
rificial altar. - He pointed to the iconostasis of the palace
reaching the sky and white in the snow flurry.
In Rzeka podziemna the image of the Palace-Golgotha appears briefly before the suicide committed by
Siódmy with the assistance of natural death:
The great Square opened up before him. In the centre
stood that famous Palace, a souvenir of Joseph Vissari­
onovich. It stood immersed almost halfway in clouds or ac­
tually in a single huge cloud... Siódmy suddenly experienced
absurd relief. This enormous amount of air, free space, the
grey sky, which before evening will split above the horizon
showing a red glow, and those black jagged clouds halted in
their wild rush, the same as those that appeared above the
horizon when Christ was crucified.

110

Endnotes
1 Owing to insufficient space I have not included a com­
plete bibliography, which I managed to establish in the
course of surveys, and present bibliographic information
about used sources in the text. I would like to express my
thanks to Ms Hanna Szczubełek, who rendered availa­
ble material in the Administrative Head Office of the
Palace of Culture and Science and made it possible to
for me to work for several days in her office. Using the
Chronicle I was able to reach in the course of further
surveys less known sources (cf. n. 22).
2 Mention is due predominantly to the film by Tadeusz
Konwicki: How Far Away, How Near. The Palace also
appears in this director's Lava and plays a considerable
part in Grand Picnic, directed by Krzysztof Rogulski (cf.
Bożena Sycówna, Raj odnaleziony, (in:) Film i kontekst,
Warszawa 1988, pp. 55-83); cf also: Labirynth, a film
directed by Andrzej S. Kałuszko (“Filmowy Serwis
Prasowy” 1-31 December 1988); the film by Piotr
Łazarkiewicz: Soc, shot on the margin of an exhibition of
socialist realistic art, contains a special effects scene
showing the Palace of Culture being blown up. Great joy
for the eyes, wrote Tadeusz Szyma (cf. “Tygodnik
Powszechny” no. 22, 28 May 1989).
3 Cf. sprayed-on graffito showing a foot wearing a large
“punk-style” shoe and kicking the Palace of Culture,
which I saw on the wall of the “Iluzjon” cinema in
October 1990, and which was used as an emblem and
graphic motif in the fanzine of the ”Brygada Kryzys”
band, no. 0, Warsaw, August 1981 - I owe the latter
information to Ryszard Ciarka.
4 Cf. Dom we współczesnej Polsce. Szkice, ed. Andrzej
Siciński and Piotr Lukasiewicz (in print) - the outcome
of a years-long research programme and a conversatorium conducted by the authors in the Institute of
Philosophy and Sociology at the Polish Academy of
Sciences (IFIS PAN); the publication contains, i.a.
Andrzej Siciński, O idei domu i jego roli w Polsce; Anna
Zadrożyńska, Ludzie / przestrzeń domowa. Przyczynek do
antropologii schronienia; Jan Prokop, Dom polski; Piotr
Łukasiewicz, Dom jako społeczne minimum. Spojrzenie na
okres okupacji niemieckiej w Polsce; Michał Boni, Funkcje
życia domowo-rodzinnego w doktrynie komunistów polskich
(1945-1950); Danuta Markowska, Dom - twierdza tożsa­

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

5
6

7
8

9
10

11
12

13
14
15

16
17
18

19
20

21
22

mości; cf. material from the I international conference:
“Home: Its Contemporary Material, Social and Value
Aspects”, Zaborów, Poland, 11-13 October 1990, orga­
nised by A. Siciński and P Lukasiewicz, in the Department
of Lifestyle Studies IFiS PAN.
Witold Rybczyński, Home. A Short History of an Idea,
Viking Penguin Inc., New York 1986.
Initially, Rybczyński intended to build only a shed for a
boat, but then in order to be able to spend the night
there it was necessary to make some sort of sleeping
arrangement, add a kitchen, a work room, etc. and in
this way instead of a hangar he erected a home; this
process of a gradual construction of a home became the
source of meditation, reflection, and subsequently stu­
dies on the idea of the home.
Clifford Geertz, Być tam, pisać tu, “Ameryka”, winter
1989, p. 60.
James Clifford, The Predicament of Culture. TwentiethCentury Ethnography. Literature and Art, Harvard
University Press, Cambridge, Mass. and London, 1988.
Ibid., p. 9, 13-14.
Jadwiga Siemaszko, Barbara Fatyga, Po co jechać na
Trobriandy, “Polska Sztuka Ludowa” 1989, no. 3, pp.
177-181.
Clifford Geertz, op. cit., p. 62.
Jacek Olędzki, „Skuś baba na dziada". Przyczynek do
powinności przemyśleń perypatetycznych, “Polska Sztuka
Ludowa” 1987, no. 1-4, pp. 142-149.
Ibid., p. 142.
Clifford Geertz, op. cit., p. 63.
On this differentiation, derived from Dilthey, between
comprehension and explanation cf. James Clifford, op.
cit., p. 22, 36 sqq., where the author, accepting the gene­
ral stand claiming that ethnography is an art of interpre­
tation, an interpretation process and not an explanation,
presented the pertinent discussion conducted in con­
temporary anthropology; cf. also on this differentiation:
Gerardus van der Leeuw, Sacred and Profane Beauty. The
Holy in Art, London 1963, pp. 5-6; idem, Fenomenologia
religii, Warszawa 1978, pp. 717-719; cf. comments by Y.
Lotman about the symbolising and desymbolising reading
of texts: the former makes it possible to read texts or
their particles as symbols, which in their natural context
were not intended for this sort of reception. The latter
transforms symbols into commonplace communiqués; Y.
Lotman, Symbol w systemie kultury, “Polska Sztuka
Ludowa” 1988, no. 3, p. 152.
Stanisław Cichowicz, Skąd ten kanon?, “Polska Sztuka
Ludowa” 1990, no. 1, p. 50.
Cf. M. Eliade, Doświadczenie Labiryntu, “Polska Sztuka
Ludowa” 1988, no. 3.
Cf. M. Eliade, Sacrum, mit, historia. Warszawa 1970;
idem,Traktat o historii religii, Warszawa 1966, pp. 361­
379.
M. Eliade, Sacrum... , op. cit., p. 78.
On the polysemantic and multi-dimensional nature of
the symbol cf. “Polska Sztuka Ludowa” 1988, no. 3; here,
an extensive bibliography.
Y. Lotman, Symbol w systemie kultury, “Polska Sztuka
Ludowa” 1988, no. 3, pp. 151-154.
Apart from a source survey I made use of the Palace
Chronicle arranged by Ms Hanna Szczubełek and a col­
lection of untypical correspondence and poems, compri­
sing an appendix to the Chronicle; not in all cases was
it possible to establish the place of the publication of
111

23
24

25
26

27

28
29

30

31
32

particular texts. The absence of more exact bibliographi­
cal data denotes that the given text originates from the
above collections.
Clifford Geertz, op. cit., p. 62.
The situation is rendered even more complicated by a
philosophical statement made by the former Prime
Minister of People's Poland at a reception held at the
“Holiday Inn” upon the occasion of a promotion of a
book written by the former First Secretary of the Polish
United Worker's Party Edward Gierek. The quotation
comes from Polish TV: “Sometimes reality becomes fic­
tion, and fiction - reality”.
This and subseqent emphasis - Z. B.
On the symbolic of axis mundi cf. M. Eliade, Brancusi i
mitologia, “Polska Sztuka Ludowa” 1988, no. 3, pp. 181­
182.
This comparison reflects Rudnev's European stance and
greater sensitivity in contrast to the remaining members
of the Soviet team: ...These people were in the West for the
first time! Only old Rudnev had been in his youth in Warsaw
in 1913. He recalled this fact (cf. J. Sigalin, Warszawa...,
op. cit., vol. 2, p. 428).
Marta Zielińska, Największy Plac w Europie, “Kronika
Warszawy”, no. 4/1989.
On the significance of this film in the cinematic oeuvre
of T. Konwicki and a more detailed analysis against the
background of the motif of the home in the Polish cine­
ma cf. Z. Benedyktowicz, Przestrzenie Pamięci, in: Film i
kontekst, Warszawa 1988, pp. 151-203.
Cf. scenario of How Far Away, How Near, in: T
Konwicki, Ostatni dzień lata. Scenariusze filmowe.
Warszawa 1973: I do not know why I remembered this for
the first time in my life, the memory of a person carried to
Hell. Now I think that he could have been slowly ascending
to Heaven.
T Konwicki, Ostatni..., op. cit., p. 250.
During my survey I did not come acrosss this note and
thus cite it after: Mariusz Szczygieł, Kochany Pałacu, “Na
Przełaj”, 10 September 1989.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11443" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11421">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76225c5fe9fd238a8264562b19f58639.pdf</src>
        <authentication>7dba41ddd670d62931e2d929a7bd7278</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136330">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2455</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136331">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136332">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2279</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136333">
                <text>Reklamowy smak raju: między archetypem a historią / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136334">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.73-77</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136335">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136336">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136337">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136338">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136339">
                <text>Reklamowy smak raju:
między archetypem a historią
Dariusz Czaja
Reklama telewizyjna już na dobre zadomowiła się w naszym
życiu codziennym. Tworzy ona istotny fragment otaczającego
nas „pejzażu semiotycznego". Staje się coraz bardziej agresywną
częścią wciąż zmieniającej się ikonosfery codzienności. Pojedyn­
cze kadry, jak i rozwinięte historyjki reklamowe tkwią już
mocno w magazynach naszej pamięci. Reklamowe hasła funk­
cjonują powszechnie w języku potocznym: bądź to jako dosłow­
ne cytaty, bądź jako ich prześmiewcze trawestacje i parodie.
Reklama, jak wiadomo, chętnie odwołuje się do gotowych, już
istniejących wzorców, konwencji, obrazów, symboli, stereoty­
pów. Toteż dziwić może, że etnolodzy tak bardzo uwrażliwieni
i wyczuleni na ich obecność w różnych sferach kultury, w nikłym
jak d o t ą d stopniu zwracali swoją uwagę na twórczość re­
klamową. A przecież nawet niewinnie brzmiący slogan, jak
choćby ten, reklamujący pewną m a r k ę kawy, który przekonuje
nas, że zawiera ona „wszystkie tajemnice A r a b i i " , to gotowy
temat antropologicznego studium.
Mówiąc o reklamie z reguły podkreśla się najmocniej jej
perswazyjny charakter. Wskazuje się na to, że cynicznie żeruje
ona na odbiorcach, wykorzystując utrwalone w ich głowach
skojarzenia oraz językowe i wizualne klisze. To prawda. Ale
reklama reklamie nierówna. Badacze zajmujący się profesjonal­
nie reklamą dostrzegają to wewnętrzne zróżnicowanie komuni­
k a t ó w reklamowych. Zastanawiają się nawet, czy w niektórych
przypadkach mamy do czynienia z perswazją czy ze sztuką.
Ściślej: jeszcze z perswazją czy już ze s z t u k ą . Etnologowi,
przypatrującemu się reklamowym obrazkom nieuzbrojonym
okiem dyletanta, obce jest tego rodzaju hamletyczne rozdarcie.
Nie musi interesować go artystyczny wymiar reklamy, nie musi
też ubolewać nad jej niskim nierzadko poziomem intelektual­
nym. Sfera wartościowania i estetycznej oceny, powiedzmy to
wyraźnie, nie powinna interesować go wcale. T y m natomiast, co
winno zajmować go przede wszystkim jest reklama rozumiana
jako „ t e k s t " kultury. Jako obszar znaczeń. Jako przestrzeń
kreowanych i sugerowanych sensów. Jako drobny fragment
znacznie większej całości historii kultury.
Tak właśnie, z o g r o m n ą intuicją etnologiczną, postąpił Leo
Spitzer w błyskotliwym studium poświęconym amerykańskiej
reklamie. Dostrzegł w niej realizację tego, co w obszarze
niemieckojęzycznym określane jest jako Gebrauchkunst, sztuka
stosowana, użytkowa, należąca do ustalonego p o r z ą d k u co­
dzienności. T y m , co przede wszystkim zaskakuje w artykule
Spitzera, jest przyjęta przezeń postawa. Oto bowiem uznany
filolog, wykorzystujący z powodzeniem swoją metodę exp­
lication de texte przy interpretacji wielkiej sztuki, tym razem
zastosował ją do analizy banalnego plakatu reklamowego. Tak
tłumaczy powody swojej decyzji: „Będę się starał analizować tę
reklamę tak, jak poemat św. Jana od Krzyża albo list Woltera, to
znaczy w s p o s ó b nieuprzedzony. Wierzę bowiem, iż ten typ
sztuki, choć jego ranga jest bez p o r ó w n a n i a niższa niż ranga
tekstów zazwyczaj analizowanych przez badaczy, także tworzy
'tekst', w którego słowach, chwytach literackich i rozwiązaniach
graficznych kryje się duch naszego czasu i narodu - a więc sens,
który jest niewątpliwie unmittelbar zu Gott. K t o chce zrozumieć
współczesność, musi zrezygnować z niechętnej lub wyniosłej
1

2

wobec niej postawy. Współczesność zaś zasługuje na refleksję
w nie mniejszym stopniu niż przeszłość." Św. Jan od Krzyża
i reklamowy obrazek - oto miara mentalnego przełomu!
Przedmiotem zainteresowań Spitzera stał się plakat reklamu­
jący kalifornijskie p o m a r a ń c z e marki „Sunkist". Z wirtuozerią
analizuje on chwyty poetyckie (tak - poetyckie!) zastosowane
w towarzyszącym wizji plastycznej sloganie reklamowym
( „ F r o m the sunkist groves o f California. Fresh for you"),
umieszczając je na tle nie stroniącego od przesady języka poezji
barokowej. Odkrywcze uwagi poświęca znaczeniu zaimka „yo u " („choć znaczenie takie może się k o m u ś wydać urojeniem,
a p r ó b a jego uchwycenia zajęciem j a ł o w y m " ) , który tak często
pojawia się w tekstach reklam, wiążąc go, między innymi,
z językiem kazań w kościele protestanckim, z formą bezpośred­
niego, personalnego i zarazem bezosobowego - angielski wyko­
rzystuje tu znakomicie dwuznaczność zaimka „ y o u " - zwracanie
się do wiernych. Wykazuje podobieństwo szczególnego sposobu
eksponowania głównego obiektu reklamy (w analizowanym
plakacie była to gigantyczna, umieszczona na pierwszym planie,
szklanka z sokiem p o m a r a ń c z o w y m na tle gór - układ rażący
brakiem proporcji) do techniki średniowiecznego obrazowania,
z właściwą jej perspektywą ideową, a nie linearną - zgodną
z prawami widzenia. D o sztuki średniowiecznej odnosi również
chwyt opierający się na powtarzaniu w celach dydaktycznych
podstawowego motywu (w plakacie był to motyw pomarańczy,
którego wizualnym wyrazem stał się pojawiający się czterokrot­
nie kolor pomarańczowy).
3

4

W ostatniej odsłonie artykułu, znakomity filolog pokazuje
zakorzenienie analizowanego plakatu reklamowego, ale i re­
klamy jako zjawiska, w kulturze amerykańskiej: „ R e k l a m a jest
bowiem dziełem Ameryki; tu się ukształtowała, tu rozwinęła
i osiągnęła nie znaną gdzie indziej intensywność." W istocie;
reklama jest ubocznym produktem kapitalizmu pojmowanego
nie tylko jak struktura ekonomiczna, ale przede wszystkim jako
formacja ideowa. Odwołując się do klasycznych prac Webera
i Troeltscha, odsłania Spitzer kalwińsko-deistyczny podkład
działalności reklamowej. Wskazuje na istotny dla niej kom­
ponent protestanckiej proweniencji: „mentalność kaznodziejs­
k ą " , z jej przekonaniem o tlącej się w każdym iskrze rozumu,
którą wystarczy jedynie pobudzić, aby pouczona jednostka pięła
się k u coraz wyższym piętrom doskonałości. Dysponent reklamy
przywdziewając szaty kaznodziei wskazuje drogę. Konsument
zaś, przyjmując rolę napominanego wiernego, zmierza w stronę
regularnie obiecywanego szczęścia.
5

Pełną erudycyjnych uwag analizę Spitzera, przypominam na
wstępie tych rozważań z trzech p o w o d ó w . 1° - filologiczna
w punkcie wyjścia metoda znakomitego uczonego, w trakcie
drobiazgowych analiz niepostrzeżenie przechodzi w lekturę
znaczeń do złudzenia przypominającą postulaty przypisane
wcześniej podejściu etnologa, m o ż n a by nawet p o t r a k t o w a ć ją
jako modelową ich realizację. 2° - wskazuje ona dowodnie, że za
pozbawionym większego sensu „ t e k s t e m " reklamowego plaka­
tu, tkwią wcale poważne treści. 3° - temat główny analizy
Spitzera - plastyczna, ale i retoryczna wizja ziemskiej szczęśliwo-

73

t

�ści - będzie również motywem centralnym analizowanych dalej
reklam.
Stwierdzenie, że reklama kreuje świat szczęścia nie jest
zapewne tezą przesadnie odkrywczą ani nazbyt kontrowersyjną.
Interesujące jest natomiast to w jaki sposób reklamowy komuni­
kat tego dokonuje, jakich środków używa, do jakich obrazów
i skojarzeń odwołuje się w dziele stworzenia wizji doskonałości.
Sięgnijmy zatem do paru przykładów wybranych ze standar­
dowej telewizyjnej oferty, tych, które realizują - każdy na swoją
modłę - podstawowy imperatyw reklamowej twórczości.
Oto soczyście zielona trawa. W tle, zraszany deszczem leśny
zagajnik miękko zlewający się z kolorem podłoża. W takiej
scenerii znalazły się. zastygłe w pozycji „ p o m n i k o w e j " , dwie
marmurowe figury. Postać kobieca i męska. Na razie nic o sobie
nie wiedzą. Po chwili na wyciągniętą k a m i e n n ą dłoń kobiety
zaczyna łagodnie spływać zielonkawy płyn. Ręka ożywa,
a w ślad za nią cały posąg, jakby na prośbę niewidocznego na
ekranie Pigmaliona. Marmurowe ciało posągu przechodzi pra­
wie niepostrzeżenie w lśniące kroplami wody ciało kobiety. Po
k r ó t k o trwających ablucjach wręcza ona kuszącym ruchem
opakowanie płynu, nieświadomemu swej roli w tej scenie
uwodzenia, kamiennemu mężczyźnie. (Czyżby Galatea i Ewa
w jednym?) K o ń c o w y napis: „ N o w y Palmolive - balsam pod
prysznic". I tu suspens: nie wiemy bowiem co stało się dalej.
Możemy jedynie domyślać się finału tej niedopowiedzianej do
końca historii. Zaklęty w kamień mężczyzna powtórzył zapewne
wyczyn swej posągowej towarzyszki i ożywszy, obmył swe ciało
w ożywczym balsamie. Po czym żyli długo i szczęśliwie...
Otoczenie w jakim pojawia się kamienna para przypomina
pejzaże Poussina. Jeden z jego obrazów Wiosna albo Raj ziemski
przedstawia nagą parę zatopioną w zielonych zaroślach. To
klasycystyczny pejzaż idealny. Obrazy Poussina - to ciekawy
przykład przenikania idei pomiędzy różnymi dziedzinami sztuki
- zalecane były jako wzorcowe dla powstającego w X V I I I wieku
ogrodu angielskiego. Pojawił się on jako reakcja na sfor­
malizowany, rażący przesadną geometryzacją przestrzeni i wizu­
alnym wyrachowaniem ogród francuski. Ogród angielski starał
się możliwie wiernie naśladować naturę. Jego projektodawcy
starali się połączyć „sztukę Boga" j a k ą była dla nich natura
z ingerencją człowieka. Jeden z entuzjastów tego stylu ogrodo­
wego, francuski poeta Delille zalecał - co dla nas interesujące
- by nie przeładowywać ogrodu budowlami, doradzał nato­
miast, aby eksponować posągi antyczne. Trudno się dziwić:
klasycyzm z nabożeństwem odnosił się do wszelkich starożytno­
ści. Nie przypadkiem wskrzeszono wówczas jedno z ważniej­
szych antycznych wyobrażeń: mit złotego wieku. Poussin malu­
jąc swoje płótna miał w pamięci Wergiliuszową Arkadię, krainę
obfitej roślinności, wiecznej wiosny i nieustającego czasu miło­
ści. Oto fragment I V eklogi - apostrofa do boskiego dziecka,
które jest obietnicą mającego ponownie nadejść złotego wieku:
6

„Bluszcz pełzający swobodnie, nard rozkwitły, radosne
Akanty i nenufary - to będą pierwsze podarki,
Które, c h ł o p c z y k u , przyniesie ci ziemia, pługiem nietknięta.

I nieco dalej:
... K w i a t ó w ł a g o d n o ś ć otuli twoją kołyskę,
A w ą ż zdradziecki przepadnie i uschną zioła trujące,
I wszystkie łąki napełni w o ń asyryjskich b a l s a m ó w . "

7

W naszym obrazku reklamowym, będącym połączeniem
fragmentu angielskiego ogrodu z poussinowskiem pejzażem
arkadyjskim, nie odnajdziemy nawet cienia melancholii, tej
elegijnej zadumy, która stała się udziałem pasterzy ze słynnego
obrazu Poussina, pochylających się nad grobowcem z inskryp­
cją, tak wnikliwie zinterpretowaną przez Panofskiego. Cóż,
kiedy ciało wchodzi pod prysznic, nie ma czasu na myśli
o przemijaniu; jego świadomości nie dosięga, najzupełniej
niestosowne w tym miejscu - „et in Arcadia ego".
8

74

To jednak nie natura jest głównym obiektem reklamy „Palmolive", ale właśnie ciało. Ciało zmienione w posąg, aby
unaocznić dokładniej cel przebywania pod prysznicem z konser­
wującym balsamem w dłoni. Po umyciu w balsamicznym płynie
nasze ciało pełne wad i niedostatków stanie się gładkie, lśniące,
proporcjonalnie zbudowane jak antyczna rzeźba. Powiedzmy
mocniej: zmieni się w dzieło sztuki, w obiekt odporny na
destrukcyjne działanie czasu. Interesujące, że rzeźba antyczna
(lub ściślej: przedmiot, który j ą imituje) bądź jej fragment stają
się w reklamie wręcz synonimem sztuki ucieleśniającej nie­
przemijającą i dotykalną doskonałość. R e k l a m ó w k a jednej
z firm elektronicznych informuje, że „Finlux to więcej niż
telewizor, to dzieło sztuki", a w ekranie jednego z pokazywanych
odbiorników pojawia się głowa bliżej nieokreślonego, greckiego
(?) posągu. Użycie w reklamie sławiącej powaby ciała rzeź­
bionych postaci daje i ten efekt, że przywołuje na mocy
mechanicznych skojarzeń cały zestaw zgranych, pseudopoetyckich p o r ó w n a ń i metafor - „alabastrowa s k ó r a " , „posągowa
piękność" itp. - co pozwala wzmocnić jeszcze od strony
językowej siłę rażenia obrazowego komunikatu.
Reklama balsamu „Palmolive" przypada na moment w his­
torii ciała szczególny. Oto bowiem współczesne ciało stało się
obiektem, niespotykanych na tak o g r o m n ą skalę w ubiegłych
wiekach, zabiegów odmładzających, konserwujących, pobudza­
jących jego witalność. Ciało zmieniło się w przedmiot kultu.
Z niezliczonych salonów piękności, gabinetów chirurgii plas­
tycznej, sal masażu rozlega się, zwielokrotnione o g r o m n ą liczbą
poddawanych zabiegom ciał, wołanie: „Verweile doch! D u bist
so Schón!" Współczesne ciało Faustem podszyte już wie, że
starzenie się nie musi być frustrującą koniecznością, ale że zdając
się na osiągnięcia medycyny i przemysłu chemicznego można
skutecznie o tym, wydawać by się mogło nieuchronnym, proce­
sie zapomnieć. Starość została usunięta z wyobraźni zbiorowej.
Nie przystające do faustycznych aksjomatów współczesności
zwiotczałe ciała straszą już tylko w domach spokojnej starości.
W świecie kultury masowej króluje młode, najlepiej nagie
i jędrne ciało: „Młodości wiecznie naga! Nagości wiecznie
młoda!".
Posągowe ciało z reklamowego obrazka staje się obiektem
pożądania. Reklama dowodzi przy tym, że odległość między
ciałem rzeczywistym a ciałem idealnym rozciąga się co najwyżej
na wyciągnięcie ręki. Tej ręki, która w naszej reklamie skrapia
ciało balsamem. Wystarczy tylko chcieć a ciało poddane nacis­
kowi woli zmieni się w marmurowe bóstwo wiecznie kwitnące
i młode jak arkadyjska roślinność. Interesujące, że tę jedną
z głównych obsesji współczesności, reklama „Palmolive" umie­
szcza w starych, antyczno-klasycystycznych dekoracjach.
Przejdźmy do kolejnego przykładu. Naga para skryta w gałę­
ziach drzew. Kobieta sięga po rosnące na jednej z nich jabłko.
Nagle blask oślepia jej oczy i kieruje wzrok w stronę zwiniętego
na dachu samochodu, mieniącego się kolorami, węża. I wówczas
spostrzegli oboje, że pojazd, który stał przed nimi był lśniący
i piękny. I nie ociągając się podążyli w jego kierunku. I z pro­
miennym wzrokiem, zdumieni nagłym ciała odzianiem, pewnie
ruszyli przed siebie. W chwilę później m k n ą już szosą na tle
surowej nadmorskiej przyrody. K o ń c o w y napis: „ R e n a u l t Clio
- prosto z raju".
Tym razem identyfikacja otoczenia, w którym pojawiają się
nagie postacie nie nastręcza większych trudności. Obecność
takich rekwizytów jak jabłko i wąż nie pozwala wątpić, że
znaleźliśmy się w rajskim ogrodzie - Edenie, zaś pozbawione
zrazu tożsamości nagie stadło, okazuje się p a r ą biblijnych
prarodziców. Tekst sloganu, jakby niedowierzając naszej kom­
petencji, z łopatologiczną precyzją komentuje oglądany obraz.
Na tle licznych reklam samochodów, ta odróżnia się niekonwencjonalnością. Bo zauważmy: gdy inne roztkliwiają się nad

�zaletami pojazdu - „piękno i wewnętrzna siła" (Ford Mondeo),
„młoda, zgrabna, p i ę k n a " (Ford Fiesta), „trwały, silny, bez­
pieczny" (Volkswagen Golf), „ n o w e poczucie swobody" (Ford
Escort) - to reklama Renault Clio kładzie kres temu wielosłowiu. Nie mnoży się tu przymiotników, nie korzysta z per­
swazyjnej mocy superlatywu, ale jednocząc słowo z obrazem
powiada się po prostu: ten samochód został stworzony na obraz
i podobieństwo boskiego prototypu. W tej sytuacji wszelkie
epitety stają się zbędne, p r o w a d z ą bowiem do tautologii. Gdzie
pojawia się doskonałość, tam milknie słowo. Samochód, który
wyjechał prosto z raju, na mocy definicji - rajski być musi.
K a ż d a inna możliwość jest wewnętrznie sprzeczna. Renault Clio
spadł na ziemię wprost z nieba idei i to nie on ma dorównywać
innym pojazdom, ale sam jest miarą doskonałości i wzorcem do
naśladowania. Wychwalanie zalet kolejnego modelu Renault,
zamiast zjednywać nabywcę, mogłoby go jedynie zniechęcić:
któż bowiem i po co zachwala ideał (czyżby nie był taki
idealny?). Ideał wystarczająco reklamuje się sam.
Powróćmy do naszego obrazka. Historia w nim opowiedziana
jest skrótowym, sprowadzonym do niezbędnego minimum
powtórzeniem biblijnego dramatu kuszenia. Skrótowym, ale
równocześnie strawestowanym i zubożonym, a w dodatku
z całkowicie zmienioną w epilogu wymową. Przede wszystkim
nie jest to żaden dramat, ale raczej komedia z happy endem.
Piknikową zgoła atmosferę reklamowej opowieści podkreśla
obecność węża, rodem z disneyowskich animacji. Stracił on
całkowicie swoje cechy demoniczne. Przeciwnie: filuternie mru­
ga okiem i ociągając się niczym niesforny pies, w ostatniej chwili
wślizguje się na tylne siedzenie samochodu. „ A d a m " i „ E w a " , co
prawda dają się skusić (czyż reklama nie jest współczesną formą
kuszenia?), jednak nie krągłym jabłkiem, ale połyskującym
karoserią samochodem. Dalej następuje zdumiewająca, zwłasz­
cza na tle późniejszego odwrócenia, analogia z biblijnym mitem.
Wchodząc bowiem do samochodu, uległszy pokusie, reklamowi
„ p r a r o d z i c e " zostają ku swemu zaskoczeniu ubrani w szykowne
stroje. Przejście od naturalnej niewinności do stechnicyzowanej
kultury znalazło swój obrazowy ekwiwalent. U b i ó r uwydatnia
tę radykalną przemianę. W tym punkcie reklama w miarę
wiernie odtwarza biblijny wzorzec. Nie m o ż n a tego powiedzieć
o scenie końcowej. O ile biblijna sekwencja kończy się nieod­
wołalnym i bezpowrotnym wygnaniem z rajskiego ogrodu, o tyle
reklama dokonuje w t y m miejscu znaczącej inwersji. Wyjazd
z raju nie jest tu karą za chwilę słabości, ale wydaje się raczej
nagrodą, czymś w rodzaju „medalu za o d w a g ę " . Ubrana para
z wdziękiem i radością, bez skruchy opuszcza Eden, by tuż za
jego rogatkami docisnąć pedał gazu „ d o dechy". Ż a d e n też
miecz ognisty nie zagradza i m drogi powrotnej. Ale po cóż
wracać? Świat jest piękny i szeroki, a samochód został dany po
to, aby tę nowo p o d a r o w a n ą przestrzeń uczynić sobie p o d d a n ą .
Jak rozumieć bliżej relację pomiędzy biblijną opowieścią
a reklamową historyjką? Na czym polegałyby dokładniej ich
niebezpieczne związki, co je łączy, a co dzieli? Ricoeur, w zna­
nym studium poświęconym charakterystyce symbolu, oddziela
tę strukturę znaczącą od znaku, następnie od alegorii a w końcu
pokazuje jej związek z mitem. Co dla nas interesujące, w tym
ostatnim przypadku sięga po znaną nam już biblijną opowieść:
„ M i t będę traktował jako rodzaj symbolu, Symbol rozwinięty
w formie opowieści artykułującej się w czasie i przestrzeni, które
nie dadzą się przyporządkować czasom i przestrzeniom znanym
z geografii i historii wedle wymogów metody krytycznej; na
przykład 'wygnanie' jest pierwotnym symbolem ludzkiego wy­
obcowania, lecz historia wypędzenia Adama i Ewy z Raju jest
mityczną opowieścią drugiego stopnia, wprowadzającą osoby,
czas, miejsce, bajeczne epizody" . Zbigniew Benedyktowicz
w artykule prezentującym nową, oryginalną perspektywę spoj­
rzenia na stereotyp, odwołuje się do analiz Ricoeura, do
9

10

poczynionych przez niego r o z r ó ż n i e ń . Proponuje by roz­
ważane zwykle osobno zjawiska: symbol i mit z jednej strony
oraz stereotyp z drugiej, p o t r a k t o w a ć w jednej płaszczyźnie,
zbliżyć je do siebie, nie zacierając przy tym różnic między nimi.
Stereotyp byłby w jego rozumieniu „ o d w r ó c o n y m symbolem",
„mitem o odwróconych i uproszczonych proporcjach", wyob­
rażeniem płaskim i nieskomplikowanym, zachowującym jednak
więź z symbolem i opowieścią mityczną. Byłby symbolem, tyle że
wtórnie zracjonalizowanym. To, co w micie i symbolu jest tajem­
nicze, irracjonalne, głębokie, w stereotypie zostaje wyjaśnione,
przełożone na pojęcia, zracjonalizowane. By obrazowo unaocz­
nić podobieństwa i różnice między symbolem i mitem a stereoty­
pem, sięga Benedyktowicz do Historii Jakubowych Manna, do
sceny, w której Józef opowiada przed faraonem historię swego
ojca. Wskazuje przy t y m na dwa równolegle stosowane przez
Manna sposoby narracji, w których dominuje albo „czas
przeżywania" albo „czas opowiadania". „I oto dzieje, pełne
dramatyzmu, którego przed chwilą byliśmy świadkami (dzieje
składające się na tradycję plemienną Józefa, opowiedziane
w 'czasie przeżywania' w pierwszej części tej opowieści), historia
podstępnego uzyskania błogosławieństwa przez Jakuba, jego
ucieczki przed gniewem Ezawa, pierworodnego brata, któremu
to błogosławieństwo przysługiwało, ulega tu skróceniu do
anegdoty o tym 'jak to gładki oszukał kosmatego'. W tym
uproszczającym stereotypie odwróceniu uległy proporcje. To, co
mit przedstawiał jako pełne grozy, napięcia, dramatyzmu i po­
wagi, przedstawia się tu jako żart, facecję, b a j k ę . "
Podobnie rzecz się ma w przypadku naszej historyjki re­
klamowej. Zamiast pełnej napięcia i powagi opowieści biblijnej,
widzimy „rozmienioną na drobne", o b r ó c o n ą w obrazkowy
żart, zracjonalizowaną i łatwo czytelną anegdotę. W miejsce
tajemniczej i niejasnej sceny kuszenia ,mamy jej oleodrukową
replikę. Następuje również, wspomniane wcześniej istotne od­
wrócenie: biblijny upadek, wygnanie z Raju, przyjmują postać
radosnego happy endu. Trudno o lepszy przykład obrazujący
nazwanie stereotypu „mitem o odwróconych i uproszczonych
proporcjach". Ten obrazowy stereotyp, mimo banalizacji
i uproszczeń zachowuje więź z archetypowym wzorcem, który
usiłuje imitować.
I trzeci przykład. Zdjęta z lotu ptaka turkusowa plama lekko
falującego morza. W jej środku zielono kwitnąca wyspa. Spoś­
ród traw wyrastają wysmukłe palmy. Promieniejący tężyzną
fizyczną młodzieniec (domyślamy się: krajowiec) nurkuje w wo­
dny przestwór. Po czym wynurza się za moment ze zdobytą
muszlą, którą ofiarowuje młodej ciemnoskórej kobiecie. W za­
mian za to otrzymuje na liściu batonik „ B o u n t y " . Najwyraźniej,
w tej mało może wyrafinowanej, bezpośredniej wymianie towa­
rowej, zadzierzgnięta zostaje przyjaźń. Kolejny kadr: odcięta
z drzewa kokosowa kula spadająca na ziemię rozpada się na
dwie lśniące miąższem połowy. W chwilę później Piękność
o ciemnej karnacji w półuśmiechu pogryza czekoladowy baton.
Napis-pointa: „Bounty - smak Raju". The End.
Ta egzotyczna historyjka jest może najciekawsza z analizowa­
nych reklam. Operuje bowiem nie tylko warstwą wizualną, ale
również szczególnie d o b r a n ą nazwą, a nawet niesie z sobą, co
zobaczymy zą chwilę, historyczną anegdotę.
Najistotniejszym elementem ikonograficznym tej filmowej
opowiastki jest zjawiająca się na samym początku, już w pierw­
szym kadrze - wyspa. Wyspa zajmuje ważne miejsce w naszej
wyobraźni symbolicznej. „Pewne przedmioty - odnotowuje
Czesław Miłosz - dzięki ich 'podziemnym' związkom z cechami
ludzkiej natury, zyskują nad człowiekiem władzę niemal magicz­
ną, wchodzą jako wyrazy do potocznego słownika, służąc do
nazywania zatajonych pragnień. Powiedzieć: 'wyspa' - to rów­
nocześnie powiedzieć: oddzielenie od reszty ziemi t r u d n ą do
przebycia przeszkodę, ale przeszkodą, która jest przezroczysta,
11

12

75

�błękitna i nie stanowi zapory dla wzroku. Wyspa oznacza
bezpieczeństwo jej mieszkańców od walk, sporów i wojen
pozostałej ludzkości. Ten brak zagrożenia, tak właściwy wszel­
kiej legendzie o szczęściu, czy to będzie 'raj' biblijny, czy 'złoty
wiek' przeniesiony poza historię, rozpoczynający 'Metamor­
fozy' - jest istotną cechą wyspy, tak jak przedstawia się ona
wyobraźni dziecka (nauczyciel ani rodzice nie zdołają nas j u ż
dosięgnąć - ulubione marzenia w czasie lekcji), tak, jak przed­
stawiała się w wyobraźni różnych epok ('wyspy szczęśliwe',
wyspa Utopia).
M o ż n a też przypuścić, że wyspa wprowadza w inne pojęcie
czasu, niż czas w jakim normalnie żyjemy. Człowiek ujmuje czas
za p o m o c ą obrazów przestrzeni (czas płynie, 'odcinek' czasu,
duży 'obszar' czasu), widzi czas jako pewien płynny fluid,
unoszący się nad ziemią. Wykrawając wyspę z lądu, otaczając
ją błękitem morza, jest skłonny, drogą wielu dziwnych i pięk­
nych błędów, odciąć jej czas od lądowego czasu, n a d a ć jej
inny czas, jak nadaje jej inne od lądowych prawa i przywi­
leje."
Niezwykle precyzyjnie wydobywa Miłosz odruchowe skoja­
rzenia i obrazy związane ze słowem wyspa. W wyobraźni
zbiorowej funkcjonuje ono jako metafora rajskiej rzeczywisto­
ści. Przez długie stulecia od antyku po Kolumba mit wysp, na
których lokalizowano raj ziemski był jednym z bardziej żywych
i kulturotwórczych wyobrażeń Europejczyków. Ale, co ciekawe
mit ten przeżył w licznych przebraniach nawet demistyfikujący
okres odkryć geograficznych. „Wyspy i nowe ziemie długo
jeszcze zachowały charakter mityczny, nawet wtedy gdy geo­
grafia rozwinęła się jako nauka. 'Wyspa szczęśliwych' przeżyła
Camoesa, przetrwała wiek oświecenia, romantyzm i nie straciła
swej roli również w naszych czasach. Ale wyspa mityczna nie
oznacza już raju na ziemi; jest ona wyspą miłości (Camoes),
wyspą 'dobrego dzikusa' (Daniel Defoe). Wyspą Euthanasiusa
(Eminescu) lub wyspą 'egzotyczną', krainą snów, pełną ukryte­
go piękna, wyspą wolności, jazzu, doskonałego wypoczynku,
idealnych wakacji, wycieczek luksusowymi statkami, do których
człowiek nowoczesny wzdycha pod wpływem mirażu literatury,
filmu lub po prostu własnej fantazji. Funkcja krainy rajskiej,
uprzywilejowanej, pozostała ta sama: zmieniła się i przesunęła
jedynie jej semantyczna waloryzacja począwszy od raju ziems­
kiego (w znaczeniu biblijnym) aż do raju egzotycznego, o któ­
rym marzą w s p ó ł c z e ś n i . "
By się o tym przekonać nie trzeba zaglądać do reklamowych
prospektów biur podróży, wystarczy sięgnąć do pierwszego
z brzegu popularnego tygodnika. Oto wyniki uzyskane na
podstawie wyrywkowej lektury pisma „Twój weekend":
„Kiedy słyszysz wzywający cię głos natury, szukasz rajskiej
wyspy, masz w kieszeni pieniądze to bezzwłocznie wyruszaj na
Antiguę. Przez cały rok świeci tu słońce. To prawdziwy raj na
ziemi!" (nr 8:1992)
„Określana jest mianem najpiękniejszej wyspy Azji. Phuket
- tropikalny eden na Morzu A n d a m a ń s k i m . " (nr 11:1992)
„ D l a wielu Barbados, najbardziej na wschód wysunięta
wysepka archipelagu Małych A n t y l i , jest prawdziwym rajem:
Karaiby najczystszej jakości (...) Sezon na Barbados trwa
nieprzerwanie przez cały r o k . " (nr 10:1992)
Dołączone do reportaży zdjęcia unaoczniają, że słowo nie
kłamie: lazurowe morze, piaszczyste plaże, „ d y ż u r n e " palmy
i słońce nigdy-nie-zachodzące... Nawet te m a ł o znane wyspy (nie
wspomnieliśmy bowiem słowem o Bermudach, Seszelach, Majo­
rce, Hawajach, Wyspach Kanaryjskich) okazują się o d m i a n ą
jakiejś jednej, istniejącej na kształt platońskiej idei, rajskiej
Pra-wyspy obejmującej stały zestaw elementów. Zmieniają się
jedynie ich nazwy, istota pozostaje ta sama. M o ż n a odnieść
wrażenie jak gdyby autorzy cytowanych artykułów odpisywali
od siebie. Ale prawdopodobniejsza wydaje się inna ewentual­
13

14

76

ność: to nie oni mówią słowami, ale słowa nimi mówią. I może
zamiast dopatrywać się w tych tekstach realizacji jednego ze
strukturalistycznych aksjomatów, warto dostrzec jak funkc­
jonuje w nich, zdeterminowana kulturowo sztanca wyobraże­
niowa, której wyrazem jest językowa klisza.
Istotnym składnikiem reklamowanego produktu jest jego
nazwa. I m bardziej wypakowana znaczeniami, tym ma większą
nośność. Toteż autorzy reklam uciekają od pojęć-abstraktów,
sięgają natomiast po słowa obciążone tradycją religijną, materią
historyczną, literaturą, do słów nasyconych sensem symbolicz­
nym. Oto wypowiedź Petera Carlberga, dyrektora marketingu
w jednej z zachodnioniemieckich agencji reklamowych: „Dla
fachowca od reklamy komunikacja symboliczna jest ważna, bo
mówi wiele przy pomocy niewielu znaków. Ponieważ wiele
symboli religijnych spełnia ten warunek, chętnie do nich sięga­
my. (...) Dlaczego proszek do prania nazywa się Ariel? Właściwie
tego nie wiemy. Gdybyśmy dzisiaj przeprowadzili odpowiednie
badania, dowiedzielibyśmy się, że Ariel to nazwa proszku do
prania. Przed dwudziestu laty p o w a ż n a większość ludzi wy­
kształconych powiedziałaby, że chodzi o szekspirowskiego elfa,
być może byliby wśród nich i tacy, którzy potrafiliby powiedzieć:
to jest starotestamentalne imię i oznacza Lwa Bożego. To jest
działanie dwustronne: taka nazwa jest n a ł a d o w a n a często wcale
nie uświadomionym znaczeniem, następnie znajduje zastosowa­
nie w reklamie i staje się (na pozór) już tylko tym, czym jest
w reklamie. Symbole (...) przekształcają się wtedy i działają także
w odwrotnym k i e r u n k u . "
Słodki nasz batonik z rajskiej wyspy nosi gęstą od znaczeń
nazwę - „ B o u n t y " . W angielskim, pole znaczeniowe tego słowa
rozciąga się od szczodrości, hojności przez zasiłek, dodatek do
daru. Znakomicie podkreśla ono i dopowiada obecną już
w sferze wizualnej ideologię produktu. Oto prawdziwy dar
hojnej i szczodrej natury, która nie szczędząc swych sił ofiarowu­
je nam to, co ma najlepsze: kokosowy baton. Istotny jest tu
akcent położony na tej „samodzielnej" pracy natury, która bez
pomocy przemysłu przetwórczego sama przemienia kokosowe
kule w otulony warstwą czekolady kokosowy farsz. Oczywiście
0 czekoladzie, którą oblany jest przetworzony kokos producent
reklamy taktownie zmilczał. To zrozumiałe: czekolady nie rosną
przecież na drzewach.
Ale „ B o u n t y " to również nazwa słynnego statku dowodzone­
go przez kapitana Williama Bligh, który wraz z załogą podjął
w roku 1788 wyprawę na Ocean Spokojny. N a południowy
wschód od Nowej Zelandii odkrył on grupę wysp (ok. 180°),
którym n a d a ł nazwę swego statku. Wyprawa ta zapisała się
w historii podróży dwoma przede wszystkim faktami: buntem
załogi przeciwko surowej dyscyplinie narzuconej przez kapitana
oraz swawolnymi poczynaniami marynarzy na wyspie Tahiti
podczas jednego z postojów statku. W 1823 wychodzi poemat
Byrona Island osnuty wokół opowieści sławiących rajsko-idylliczną atmosferę T a h i t i . Od tego momentu Tahiti
rozpoczyna swoje istnienie w historii i zaczyna oznaczać to, co
w wyobrażeniach potocznych znaczy do dzisiaj: kobiety, wino,
cytrusy i śpiew, łagodny powiew bryzy o skacowanym poranku
oraz tajemniczy urok bujnej natury. Kilkadziesiąt lat później
Gauguin wybierze się na Tahiti w poszukiwaniu krainy nie­
tkniętej przez czas i cywilizację. Jedna z popularnych biografii
Gauguina (pióra Francoise Cachin) nosi tytuł Gauguin. Quest
for Paradise, który dobrze oddaje cel jego poszukiwań. I to nic,
że już dla francuskiego malarza Tahiti okazało się cieniem
rajskiej krainy. M i t y i wyobrażenia zbiorowe żyją swoim życiem,
odporne na empiryczną weryfikację. A zatem i od tej strony
nazwa batonika spełnia swoją funkcję, wskazując na istotne
1 przysługujące mu „ n a t u r a l n i e " właściwości. „Geniess ein Stiick
vom Paradies" - zachęca napis na opakowaniu, które powtarza
elementy ikonograficzne telewizyjnego obrazka. Z każdym
15

16

�kęsem „ B o u n t y " , rozcierając smak raju na podniebieniu, zbliża­
my się do czystej, niewinnej, nietkniętej ręką człowieka, szczod­
rej natury.
Analizowane przykłady, każdy na swój sposób, p r o w a d z ą nas
do królestwa superlatywu i krainy szczęścia. Raz będzie to
Arkadia, innym razem Eden, jeszcze innym razem jedna z Wysp
Szczęśliwych. Charakterystyczna jest łatwość z j a k ą m o ż n a
osiągnąć rajską przestrzeń. Anioł z ognistym mieczem nie stoi
już na straży ogrodu, nie trzeba p o k o n y w a ć drogi najeżonej
niebezpieczeństwami ani też zwyciężać potwora strzegącego
świętego miejsca. Wystarczy tylko kupić balsam pod prysznic
lub czekoladowy batonik z kokosem (wersja dla gawiedzi) albo
nabyć s a m o c h ó d (wersja dla krezusów) by cieszyć się wiekuis­
tym szczęściem. Marzenia o ziemskim raju nie zniknęły nagle
z ludzkiej wyobraźni. Zmieniły jedynie medium i odrodziły się
w miejscu j a k najbardziej stosownym dla stechnicyzowanej,
nasyconej telewizyjnym obrazem współczesności. Paradoksem
jest przy tym, że kultura współczesna używa matryc wyob­
rażeniowych o prastarej metryce by zachwalać jedne z najbar­
dziej emblematycznych dla niej zjawisk: ciało, s a m o c h ó d i natu­
rę. Te trzy ultranowoczesne „ o d k r y c i a " prezentowane są przy
użyciu archaicznych form i obrazów. Oleodrukowe obrazki

reklamowe zachowały przy tym pamięć swoich odległych wzo­
rów, nawet wtedy gdy ich autorzy sami o t y m nie wiedzą.
Nietrudno dostrzec j a k spod grubej warstwy werniksu po­
krywającej obrazowy stereo-typ, przeziera głębsza warstwa
archetypu. „ N a wszystkich poziomach ludzkiego doświadcze­
nia, nawet tych najbardziej prostych, archetyp nadal nadaje
wartość egzystencji i tworzy wartości k u l t u r o w e . "
Tak, Eliade ma rację. M a słuszność również wtedy gdy
powiada, paradoksalnie, że przejście od archetypowej sakralnej
głębi do zdesakralizowanego, płaskiego stereotypu to niewątp­
liwie „ u p a d e k " , ale upadek zapładniający. Świadczy bowiem
o wciąż żywych, obojętnych na upływ czasu treściach archetypu.
Typos to po grecku: odbicie, odcisk, utrwalony ślad. Ów rajski
archetyp przejawiający się tak wyraźnie w analizowanych re­
klamach, wydaje się trwale obecny, „odciśnięty" w naszej
wyobraźni. I nie kłóćmy się już tak bardzo o to, czy jest on
wrodzony czy n a b y t y . W a ż n e , że jest.
„Zostaliśmy wygnani z Raju, ale Raj nie został zniszczony"
- powiada celnie Franz Kafka. I chociaż miał na myśli rzeczy
niewątpliwie głębsze niż te, o których była mowa, zdziwiłby się
może, że ów aforyzm tak trafnie oddaje zasadniczą myśl t u
wyłożoną.
17

18

PRZYPISY
1

E. Szczęsna, Reklama - sztuka czy perswazja?, „Dialog" nr 11,
1992, s. 70-81; Sztuka reklamy? Dyskusja, tamże s. 81-89
L. Spitzer, Amerykańska reklama jako sztuka popularna, w: Język
2

i społeczeństwo, red. M . Głowiński, Warszawa 1980, s. 338-382
Tamże, s. 339
Tamże, s. 354
Tamże, s. 355-356
R. Przybylski, Ogrody romantyków, Kraków 1978, s. 7-14
Wergiliusz, Ekloga 4, 18-20, 23-25, przekład Z. Kubiaka, (w:)
3

1 0

12

1 3

5

1 4

7

Muza Rzymska, Warszawa 1963, s. 50-51
E. Panofsky, Et in Arcadia ego. Poussin i tradycja elegijna, (w:)
tenże, Studia z historii sztuki, Warszawa 1971, s. 324-342
P. Ricoeur, Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy o metodzie.
8

9

możliwościach

11

4

6

Z. Benedyktowicz, Stereotyp - obraz - symbol. O

nowego spojrzenia na stereotyp, „Prace etnograficzne" (Zeszyty Nau­
kowe UJ), z. 24, s. 7-35
Tamże, s. 33
Por. P. Ricoeur, Symbolika zla, Warszawa 1986, s. 219-246
1 5

Cz. Miłosz, Prywatne obowiązki, Paryż 1972, s. 220-221
M . Eliade, Traktat o historii religii, Warszawa 1966, s. 426-427
Cyt. za: T. Węcławski, Czy dusza moż być jeszcze bielsza?,

„Tygodnik Powszechny", nr 3, 1993, s. 6
1 6

Por. W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa
1988, s.v. Bounty, Wyspa
17
18

Eliade, op.cit., s. 427
Por. M . Porębski, Interregnum, Warszawa 1975, s. 126-127

Warszawa 1985, s. 65

77

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11442" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11420">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6aaf2223294d963b6f6da8afe11e2554.pdf</src>
        <authentication>b6d81ca9ee5503cb204a8e8564b6d736</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136320">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2454</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136321">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136322">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2278</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136323">
                <text>"Piwnica pod Baranami" - antropologiczna interpretacja formuły kabaretu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136324">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.61-72</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136325">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136326">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136327">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136328">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136329">
                <text>Raut w Teatrze S ł o w a c k i e g o 15 maja 1993 r. Loża cesarska: Franciszek Józef (Tadeusz Huk)
i cesarzowa „Sisi" (Beata Rybotycka)

„Piwnica pod Baranami"
- antropologiczna interpretacja
formuły kabaretu
Czesław Robotycki
Trzy argumenty p r z e m a w i a j ą za tym, by działalnością
t y t u ł o w e g o kabaretu m ó g ł zająć się antropolog kultury
(umyślnie piszę „ d z i a ł a l n o ś ć " - bo nie tylko o spektakle tu
chodzi).
Po pierwsze, kabaret „ P i w n i c a pod B a r a n a m i " istnieje
i działa w K r a k o w i e j u ż trzydzieści pięć lat, ciągle w t y m
samym miejscu - z p r z e r w ą w latach 1962-1964. „ P i w n i c ę "
przez wszystkie jej lata tworzyli nie tylko zmieniający się
z czasem „ a r t y ś c i " , ale też k r ą g przyjaciół - r ó ż n e g o rodzaju
t w ó r c ó w - oraz bliżej n i e o k r e ś l o n a grupa stałej publiczności.
T o p ł y n n e , ale zawsze w s p ó l n e , ś r o d o w i s k o o b r o s ł o swoistą
h i s t o r i ą i n a r a s t a j ą c ą legendą p o d t r z y m y w a n ą przez nieza­
leżny styl bycia prezentowany przez piwniczan w trakcie
rozmaitych z d a r z e ń a r a n ż o w a n y c h przez kabaret.
Po drugie, w potocznym odbiorze, ale też i wśród znaw­
c ó w , „ P i w n i c a " u w a ż a n a jest za autonomiczne ś r o d o w i s k o
t w ó r c z e , w k t ó r y m treści ideowe i artystyczne w y r a ż a się

inaczej niż w uznanych stylach wykonawczych. Powiada się
wręcz o rozpoznawalnym, tak zwanym, „stylu piwnicznym".
Po trzecie, w przekazywaniu samoistnych s e n s ó w jakie
niesie w swoich p r z e s ł a n i a c h k a ż d y program „ P i w n i c y " ,
kabaret wykorzystuje r ó ż n e matryce kulturowe, figury m y ś ­
lenia, struktury o różnej proweniencji i r ó ż n y c h pierwotnych
funkcjach. Tworzy to w sumie stylistyczny m e l a n ż - atrak­
cyjny dla widza oraz interesujący dla badacza k u l t u r y .
Biorąc p o w y ż s z e pod u w a g ę , ł a t w o przychodzi u z n a ć
istnienie i d z i a ł a l n o ś ć kabaretu za zjawisko kulturowe sui
generis. P o t w i e r d z a j ą to liczne p r ó b y zdefiniowania, opisa­
nia i zdokumentowania tego fenomenu.
K i l k a n a ś c i e lat temu napisano o „ P i w n i c y " p r a c ę magis­
t e r s k ą ( H . Cyganik). Z r o k u 1968 pochodzi utrzymany
w „ d u c h u p i w n i c z n y m " album fotograficzny zawierający
r ó w n i e ż teksty z kabaretu ( Ł a g o c k i 1968). D o k u m e n t a l n y
wymiar ma też najnowszy album z portretami w s p ó ł c z e s n y c h

61

�artystów „Piwnicy" zaopatrzony w krótkie, jednozdaniowe
ich charakterystyki (Bobek R „ Gardulski M . 1992).
Od lat osiemdziesiątych ukazywały się liczne wywiady
z Piotrem Skrzyneckim - jednym z twórców kabaretu
- w których tenże wiele m ó w i ł o założeniach artystycznych
i koncepcjach kabaretu. R ó w n i e ż inni artyści kabaretu
i dawni współtwórcy „Piwnicy" coraz częściej wypowiadają
się publicznie. Joanna Ronikerowa ogłasza fragmenty włas­
nych w s p o m n i e ń o początkach kabaretu oraz zanotowane
przez N i ą wypowiedzi innych o s ó b związanych z „Piwnicą".
Niektórzy z „piwniczan" od lat gromadzą ciekawe ar­
chiwalia (J. Garycka, J . Ronikerowa, P. Ferster, M . Pacuła).
D o k u m e n t a c j ę filmową prowadzi W. Morek.
O „Piwnicy" p o w s t a ł o kilka filmów dokumentalnych
i jeden pełnometrażowy utrzymany w konwencji paradokumentalnej (Przewodnik reż. T. Zygadło). Piotr Skrzynecki był
scenarzystą i reżyserem wspomnieniowego filmu Dwa pawie
na sznurku. Obecnie powstaje Jego film O Groblach na
Groblach (fragment scenariusza drukowała „ P S L - Kontek­
sty", nr 3/4, 1992). O d 1991 roku także Telewizja Polska
przedstawia co pewien czas zarejestrowane recitale artystów
„Piwnicy", zdarzenia parateatralne, bale, rauty itp.
A więc i sama „Piwnica" dbała i dba o swój obraz.
Podtrzymuje w ten s p o s ó b potoczne przekonanie o istnieniu
niezwykłej „zbiorowej o s o b o w o ś c i " kabaretu. Przez wiele lat
Piotr Skrzynecki współpracując z krakowską prasą („Prze­
krój", „ E c h o Krakowa", „Dziennik Polski", „Czas K r a ­
kowski") oraz z eleganckim miesięcznikiem „ K r a k ó w "
prowadził w nich rubryki informujące w quasi-dadaistycznej
formie o życiu „Piwnicy". Podobnie rzecz miała się z K r a ­
kowskim Polskim Radiem, z którym współpracowało wielu
„piwniczan". O d trzech lat jest w jego programie stała
audycja „Piwnica pod Baranami" - redagowana przez J .
Drużyńską przy współudziale P. Skrzyneckiego i tak zwa­
nych „ludzi piwnicy". W „Polskiej Sztuce Ludowej" wypo­
wiedział się P. Skrzynecki na temat istoty święta oraz
przygotowanego filmu „ O Groblach na groblach" (Benedyktowicz 1988 i 1992).
Wielostronność zjawiska jakim jest „Piwnica pod Barana­
mi" wymaga częstego wykraczania poza antropologię kul­
tury i poszukiwania interpretacyjnej pomocy w literaturo­
znawstwie i historii sztuki. W tym bowiem przypadku nie
m o ż n a z a m k n ą ć się w jednej formule opisowej, a pogranicz­
na z zasady interpretacja antropologiczna jest najskutecz­
niejszą strategią, jaką należy z a s t o s o w a ć wobec „Piwnicy".
T y m bardziej, że na równi ze źródłami przyjdzie korzystać
w analizie z ludzkiej pamięci, krążących plotek, anegdot
i zbiorowych przekonań o „piwnicznych" artystach i tak
zwanym środowisku - ergo - posługiwać się trzeba materia­
łem czysto etnograficznym.
Istota interpretacji antropologicznej w k a ż d y m przypadku
- a więc również i w odniesieniu do kabaretu „Piwnica pod
Baranami" - polega na umieszczeniu interpretowanego
zjawiska w kontekście kulturowym, na jego wyjaśnieniu
przez inne fakty kulturowe (Łotman, Uspienski 1975, s.
117).
Kabaret to forma artystyczna p o c h o d z ą c a dopiero z k o ń ­
ca X I X wieku. Wywodzi się z rozwiniętej kultury dużych
europejskich miast - przede wszystkim Paryża, Berlina,
Monachium - i właściwie od początku służyła wyrażaniu
alternatywnych idei, krytycznych, nieuznawanych lub awan­
gardowych treści. Kabaret był miejscem wolnej ekspresji
i często krzywym zwierciadłem politycznej lub społecznej
rzeczywistości. T a k było w pierwszym paryskim kabarecie
„Le Chat Noir" Rodolphe Salisa, podobnie w „Le Mirliton", gdzie królował Aristide Bruant - jeden z twórców

62

kabaretowego stylu wykonawczego (Maziere 1926, s. 209).
Podobnie później w Berlinie Ernst Wolzogen (w „Buntes
Theater") i Max Reinhardt (w „Schałł und Rauch") stworzy­
li sceny (Brettle) kabaretowe pełne politycznych aluzji,
satyry i parodii, gdzie występowali aktorzy literaci, malarze
(Weiss 1987).
Kabarety to co innego niż rozwijające się równolegle
z nimi rewie i variettes. Niestety w latach dwudziestych
dawne paryskie kabarety były już raczej legendą. Natomiast
rewie, jak pisze znawca paryskiego obyczaju, rozkwitły przy
rue Pigalle. Otwierane o p ó ł n o c y , do świtu mamiły koloro­
wymi świetlistymi reklamami. Przyciągały prowincjuszy i eg­
zotycznych c u d z o z i e m c ó w już samymi nazwami: „Paler­
mo", „ R o y a l " , „Harem", „Paradise" (Maziere 1926, s.
216-217). Jak widać, mimo upływu lat, w Paryżu nic się nie
zmienia.
Współczesny kabaret jako fenomen mieści się w zbiorze
historycznych wariantów kulturowych, które modelowane
są przez głębokie kategorie kultury, takie jak komizm
i śmiech, zabawa, karnawał, ironia. Jako taki ma więc swoje
dalekie kulturowe parantele w literaturze sowizdrzalskiej,
w postaci błazna oraz w k a r n a w a ł o w y m odwracaniu świata
(Słotwiński 1990, Bachtin 1975, Huizinga 1967).
Łatwiej byłoby zapewne dociec, czym jest komizm
i śmiech, gdyby Arystoteles napisał drugą księgę swojej
poetyki - lub, jak niektórzy powiadają - gdyby część drugą
udało się odnaleźć. M ó w i się bowiem, że została ona
napisana, ale zaginęła (Podbielski 1989). Fakty te z paradok­
salnego punktu widzenia są wielce znaczące dla rozpatrywa­
nych tu kwestii. Tajemniczy los tej księgi uczestniczy bowiem
w ambiwalentnym stosunku jaki ż y w i o n o do komizmu
i śmiechu w kulturze europejskiej od c z a s ó w jej greckich
początków.
Jak wiadomo, istniejąca księga Poetyki wprowadza klu­
czowe dla istoty tragedii i teatru pojęcie katharsis. Katharsis
to podstawowa funkcja dramatu. Psychiczne oczyszczenie
jakiego doznaje widz w y w o ł y w a n e jest uczuciem „litości
i trwogi", które opanowuje obserwatora wobec bohaterów
tragedii w trakcie spektaklu (Arystoteles 1989, s. 19-21, 33).
Wiemy z n a p o m k n i e ń w Poetyce oraz z innych tekstów
Stagiryty, że druga jej księga miała być poświęcona satyrze,
komedii i sztukom naśladowczym. Nie wiemy natomiast, czy
gatunkom tym przysługiwałaby funkcja katharsis. Autor
Poetyki wiódł spór ze swoim nauczycielem Platonem o to,
czy śmiech m o ż e oczyszczać poprzez stosunek do rzeczy,
z których śmiejemy się. C z y m jest komedia? C o to jest
śmiech, czy uwalnia od namiętności, czy też jest czymś
niskim?
Platon wykluczał p o e t ó w z państwa za to, że swoją sztuką
skierowują uczucia i myśli obywateli na sprawy błahe
(Gawroński 1984, s. 39-64).
Ten spór został przeniesiony w wieki średnie. Znana jest
humoralna teoria temperamentów, rozwinięta ze starożytnej
przez św. Hildegardę. Powiada się tam, że śmiech pochodzi
od śledziony, od organu wytwarzającego w człowieku złe
soki. Skrajnym przykładem śledziennika jest melancholik,
który w swych stanach psychicznych łatwo przechodzi od
głupiego śmiechu do rozpaczy. Nie ma więc w śmiechu
niczego dobrego.
Sumę średniowiecznych, kontradyktorycznych p o g l ą d ó w
na śmiech przypomniał Umberto E c o w swojej postmoder­
nistycznej powieści Imię Róży. Ten świetny znawca kultury
tamtych czasów beletrystyczną formą nie zubożył istoty
jednego z ważniejszych sporów epoki. Powieściowa dyskusja
klasztornego bibliotekarza Jorgego i brata Wilhelma po­
wtarza ówczesne argumenty.

�- Jorge posługuje się Platonem. Jest więc przeciwny
śmiechowi, który wstrząsa ciałem, zniekształca rysy twarzy,
czyni człowieka podobnym do małpy.
- Wilhelm replikuje, że małpy nie śmieją się, że śmiech to
właściwy ludziom znak rozumności.
- Jorge odpowiada, że to znak głupoty. K t o śmieje się ten
nie wierzy w to, co jest powodem śmiechu, ale też nie czuje do
tego czegoś nienawiści. Jeśli więc śmiejemy się z czegoś złego,
oznacza to, że nie zamierzamy owego zła zwalczać, jeżeli
śmiejemy się z czegoś dobrego, oznacza to, że nie cenimy siły,
przez którą dobro szerzy się samo z siebie. T a k więc głupiec
śmiejąc się powiada w domyśle: Deus non est.
- Wilhelm znowu: śmiechem m o ż n a p o d w a ż y ć fałszywy
autorytet lub niedorzeczność co budzi odrazę rozumu (Eco
1987, s. 152-155). Gdzie więc racja ostateczna. T a s k r ó t o w o
zreferowana kontrowersja - mająca w powieści swoją funk­
cję - jest równocześnie wyrazem ogólniejszej myśli. Jest
przedstawieniem teologicznego sporu, który - pisał Jacques
le Goff - w X I I I wieku był przedmiotem uniwersyteckich
dysput na Sorbonie, w których roztrząsano, czy Pan Jezus się
śmiał. Jak p o g o d z i ć bowiem przeciwstawne sobie teologię
śmiechu z społeczną praktyką. Śmiech, powiada tenże autor,
był funkcją zbiorową - był więc kategorią kulturową.
W ciągu średniowiecza był on p o c z ą t k o w o potępiany
i wstrzymywany, następnie rozróżniano jego dobre i złe
wersje, a w p ó ź n y m okresie wybuchł on groteską i formą
nieokiełznaną, karnawałową (Le Goff 1993). T a średnio­
wieczna tradycja trwa nadal w europejskiej kulturze. Pozo­
stajemy do dzisiaj w przeświadczeniu o ambiwalentnym
charakterze śmiechu jako kategorii kulturowej.
Potwierdzają tezę powyższą inne jeszcze funkcje śmiechu
w kulturze. Oto K a r o l Ćapek przekonywał, że poprzez
śmiech oswaja się o b c o ś ć , że śmiech idzie zawsze od dołu (w
sensie metaforycznym). Wywołuje skojarzenia pozwalające
przybliżyć rzeczywistość w y s o k ą lub niepojętą. Bliski jest
postaci Marsjasza - nieszczęsnego konkurenta Apollina
(Ćapek 1981, s. 41-47).
Fascynująco społeczną rolę śmiechu opisał Michał Bachtin. Śmiech towarzyszy ustanawianiu relacji społecznych
powiada tenże autor prowadząc w swoich pracach na­
stępujące rozumowanie. Socjologicznie rzecz biorąc w ist­
nienie społeczeństwa z r ó ż n i c o w a n e g o stanowo wpisany jest
konflikt ról i statusów. Trwałość społeczną osiąga się przez
cykliczne, rytualne odnawianie istniejących struktur. K u l ­
turowym wyrazem tego procesu był karnawał rozumiany
jako rytualne odwracanie społecznego świata. Towarzyszył
temu śmiech, p o w o ł y w a n i e k a r n a w a ł o w e g o króla - postaci
sprzecznej samej w sobie: pochodzącej z dołu a zajmującej na
czas karnawału w y s o k ą pozycję. K a r n a w a ł o w ą wykładnię
m o ż n a z a s t o s o w a ć do analizy każdego czasu przełomu,
uważa Bachtin. M a argumenty - na przykład - menippeja,
czyli powstająca w takich czasach literatura powagi i śmie­
chu, literatura pomieszanych g a t u n k ó w (Bachtin 1970, s.
175-184).
Pokrewną śmiechowi jako kategorii kulturowej jest zaba­
wa. Jej różne postacie i formy oraz jej rola w kulturze zostały
wielokrotnie i wnikliwie opisane. N a użytek niniejszych
rozważań wystarczy przypomnieć, że etnologowie podkreś­
lają p o w a ż n e reguły zabawy, trwa ona tak d ł u g o , d o p ó k i
respektuje się jej zasady. Naruszenie reguł przerywa zabawę,
kończy się jej kulturowa siła (Huizinga 1967, s. 12-48).
W tradycji europejskiej przez wieki występowały dwa
porządki kulturowe jako swoiste lustrzane odbicia. Ł a d
społeczny - powaga - sztuka akademicka versus anarchia
(karnawałowy chaos) - zabawa - sztuka niska (kontrkultura). Tendencje w sztuce i kulturze z przełomu lat dwudzie­

stych i trzydziestych naszego stulecia - mam na myśli ruch
Dada i surrealizm - p o d w a ż y ł y ostatecznie kulturową wagę
tego podziału.
Wieloraka kulturowa funkcja śmiechu i zabawy powołała
do życia groteskową sztukę oraz związaną z nią postać
błazna. W kulturze europejskiej natrafiamy już w gotyku na
wspaniałe przykłady groteski a różne przekształcenia, wa­
rianty i tradycje postaci błazna przewijają się w typach króla
karnawału, jokera, pierrota i cyrkowego clowna. Błazen,
groteskowo przerysowany, jest postacią ze zbioru kulturo­
wych przekształceń opozycji: głupie/mądre, niskie/wysokie,
śmiech/powaga, ludowe/elitarne. Błazen i groteska znikają
gdzieś w historii pod koniec X V I I wieku, by pojawić się
ponownie na przełomie X I X i X X wieku. Jako szczególnie
n o ś n a forma wyrazu groteska trwa w sztukach naszego
stulecia: w plastyce, literaturze i właśnie w kabarecie (Gryglewicz 1984).
Forma kabaretowa nie m o ż e istnieć bez ironii. T a też
pochodzi ze starożytności. Jest to specyficzny punkt widze­
nia, ale też postawa kulturowa. Postawa ironiczna podkreśla
i wywołuje poczucie sprzeczności, skłania do dystansu wobec
tego, czym się zajmuje. Poprzez ironiczny dystans m o ż n a
p o r z ą d k o w a ć rzeczywistość w s p o s ó b pełny, pokazując, że
ma ona antynomiczny charakter, że każda strona jasna ma
swoją stronę ciemną, że śmiechowi towarzyszy tragizm.
Ironia bywa też rodzajem intelektualnej samoobrony przed
światem, z którym się nie zgadzamy. Zajmując p o s t a w ę
ironiczną nie uznajemy rzeczywistości (Laguna 1984, s.
28-46).
Kabaret „Piwnica pod Baranami" od swoich p o c z ą t k ó w
był i pozostaje do dzisiaj formą hybrydyczną. Jego twórcy
świadomie, lub też mimowolnie posługują się różnymi
sposobami ekspresji, odwołują się do rozmaitych przypom­
nianych wyżej tradycji.
Najmniej wykorzystywano przy tym formy satyry. Ich
działania szły w stronę w y w o ł y w a n i a nastrojów refleksji lub
groteskowego zdziwienia i oszołomienia. Intuicyjnie wy­
czuwali, że między groteską a satyrą zachodzi istotna
różnica. Jak pisze Michał Głowiński:
„...Groteska to swobodna gra zastanymi elementami wyobrażeń,
poglądów, ideologii, to uchylanie praw rządzących oficjalnym
światem - satyra zaś, to przemawianie w imię pewnych racji...
Groteska kwestionuje obowiązujące wartości, satyra poucza - czę­
sto w imię tych wartości... Groteska stanowiła zawsze votum
nieufności wobec usankcjonowanych poglądów i obyczajów, była
sprzeciwem, z natury rzeczy odznaczała się więc nonkonformizmem..." (Głowiński 1992, s. 81-82).
W takim kontekście m o ż n a snuć myśli o oryginalności
„Piwnicy" przypominając i to, że od lat toczą się spory
0 granice sztuki. Dyskutuje się wszak o jej końcu, o stylu
wysokim, o dziele unikatowym, o zagrażającym im kiczu,
pastiszu, cytacie, formie mieszanej. Problemem do rozstrzyg­
nięcia stały się relacje sztuka - twórczość, co jest w nich
bardziej autentyczne: stylistyczna p o p r a w n o ś ć czy szczerość
ekspresji (Brach-Czaina 1984, s. 135-213). T w ó r c y i aktorzy
„Piwnicy" swoją p o s t a w ą już wiele lat temu opowiedzieli się
za ekspresją bliską formule Dada, którą interesowali się na
przykład Wiesław Dymny i Piotr Skrzynecki. A więc również
1 stąd to pomieszanie w „Piwnicy" stylów, g a t u n k ó w i po­
etyk.
Kabaret „Piwnica pod Baranami" jest przestrzenią i „cza­
sem" dla gry znaczeń, s y m b o l ó w , stereotypów, figur, tro­
p ó w , z n a k ó w plastycznych i teatralnych. Sposobem prezen­
tacji rządzi zasada kalejdoskopu i kontaminacji. Teksty,
gesty, akcje pojawiają się w zmiennych kontekstach, innych
funkcjach i poziomach użycia. Widz czerpie satysfakcję
z odkrywania nowych sensów, z poczucia ironicznego dys­
tansu, z własnych interpretacji i znaczeń nadanych spektak-

63

�Program i bal na cześć ustępującego prezydenta m. K r a k o w a - prof.
Jacka W o ź n i a k o w s k i e g o w ..Piwnicy"

łowi. Spektakl istnieje przecież p o m i ę d z y widzem i aktorem.
W tej grze czasem widz, czasem aktor bywa mądrzejszy.
Razem p o s z u k u j ą miejsc w s p ó l n y c h dla poezji, plastyki,
groteski, ś m i e c h u , b a n a ł u , f o l k l o r u i kiczu. Tak b y ł o od
p o c z ą t k ó w kabaretu.
Z p e w n ą c h r o n o l o g i c z n ą tolerancją - esej niniejszy nie jest
k r o n i k ą ani h i s t o r y c z n ą r e k o n s t r u k c j ą - m o ż n a , t n ą c z gru­
ba, w y r ó ż n i ć w działalności „ P i w n i c y " trzy okresy. Lata
1956-1959 to p o c z ą t k i kabaretu bez specjalnej jeszcze linii
programowej. Lata 1960 do ok. 1970 to okres „starej
Piwnicy" tak nazwany przez „ p i w n i c z a n " czas, gdy wykrys­
talizował się trzon zespołu, k t ó r y stanowili E. Demarczyk,
J. Garycka, K . Zachwatowicz, M . Z a j ą c ó w n a oraz L . D ł u ­
gosz, W . D y m n y , Z . Konieczny, T. K w i n t a , K . L i t w i n ,
M . O b ł o ń s k i , M . Święcicki, P. Skrzynecki ( Ł a g o c k i 1968).
Po czasie kryzysu - większość zespołu odeszła - P i o t r o w i
Skrzyneckiemu u d a ł o się p o w o l i s k o m p l e t o w a ć nowy zespół,
k t ó r y o k r z e p ł pod koniec lat 70-tych i znowu w pewnym
podstawowym składzie istnieje do dzisiaj j a k o „ n o w a Piwni­
ca".
Przez cały czas istnienia „ p i w n i c y " przewinęły się przez jej
scenkę dziesiątki „ a r t y s t ó w " r ó ż n y c h specjalności, z a w o d ó w
i r ó ż n e g o stopnia amatorstwa. M i m o to nie zatraciła ona
nigdy swojego charakterystycznego stylu, kształtując raczej
tych co do „ P i w n i c y " przychodzili. D z i a ł o się tak, p o n i e w a ż
przy t y m ciągłym k r ą ż e n i u ludzi - a r t y s t ó w , kibiców,
w s p ó ł p r a c o w n i k ó w - p o z o s t a ł y w niej trzy osoby, k t ó r e
kabaret w s p ó ł t w o r z y ł y : Piotr Skrzynecki, Janina Garycka
i Z y g m u n t Konieczny. T o trzy filary, k t ó r y m i stoi obecny
kabaret. W „starej Piwnicy" ciężar istnienia kabaretu inaczej
się r o z k ł a d a ł . O p r ó c z wymienionych, silnymi o s o b o w o ś ­
ciami t w ó r c z y m i byli Krystyna Zachwatowicz, W i e s ł a w
D y m n y i Leszek D ł u g o s z , a pozostali mieli n i e c o d z i e n n ą vis
comica lub niezwykły talent wykonawczy, j a k na p r z y k ł a d
Ewa Demarczyk.
Piotr Skrzynecki, Janina Garycka i Z y g m u n t Konieczny
nadal w p ł y w a j ą na rodzaj aktorskiej wrażliwości i ekspresji.
N i e k t ó r z y z a k t o r ó w nie zdają sobie sprawy z tego, że ulegają
ich o s o b o w o ś c i o m , inni zwracają się wprost do nich po r a d ę ,
p o m y s ł , chwyt, k o r e k t ę zamierzenia.
W „ n o w e j Piwnicy" niepomiernie wzrosła kreacyjna rola
Piotra Skrzyneckiego, k t ó r y w s p o s ó b z pozoru b a ł a g a n i a r ski, m o ż n a rzec en passant - a przecież z o g r o m n ą w y o b r a ź ­
nią i wyczuciem - reżyseruje, by nie p o w i e d z i e ć s k ł a d a
kabaretowe „ n u m e r y " w spektakle.
O Zygmuncie Koniecznym Piotr Skrzynecki m ó w i , że dla
„ P i w n i c y był najważniejszy z tych co b y l i " . Stojący obecnie
t r o c h ę z b o k u ma wciąż ogromne p o w a ż a n i e . Powiada dalej

64

Piotr S., że „ K o n i e c z n y potrafi z r e a l i z o w a ć d ź w i ę k o w o to co
dzieje się w poezji. P r z y k ł a d e m m o ż e być w s p a n i a ł y collage
z wierszy wojennych B a c z y ń s k i e g o (śpiewała Demarczyk).
Z s ł a b e g o wiersza - Ta nasza młodość - uczynił j a k i ś
świetlisty h y m n " (śpiewa Halina Wyrodek). T o O n w s p ó ł ­
tworzył interpretacje Ewy Demarczyk (Skrzynecki 1993).
Obecnie wiele pisze dla A n n y S z a ł a p a k nie o b n i ż a j ą c progu
wymagań.
Janina Garycka - historyk teatru z w y k s z t a ł c e n i a - w „ s t a ­
rej i nowej Piwnicy" wyszukuje opracowuje i podrzuca
a k t o r o m teksty. N i e g d y ś bardziej b e z p o ś r e d n i o uczestniczy­
ła w k s z t a ł t o w a n i u p r o g r a m ó w , gdy miały one p e w n ą
p r z e w o d n i ą ideę - na p r z y k ł a d - programy „starej Piwnicy":
Siedem dziewcząt
pod bronią lub Łaska Imperatora albo
pamiętnik Mary z Reguł albo koncert ambitnych samouków
( Ł a g o c k i 1968). Janina Garycka z intuicją p o d o b n ą etnolo­
gom, ze z m y s ł e m paradoksu albo też wyczuciem stylu epoki
wyszukuje stare teksty i u k ł a d a z nich słowa pieśni, skecze lub
pastisze form dramatycznych j a k na p r z y k ł a d ostatnie
Niedole życia
Wazów.
W kabarecie „ P i w n i c a pod B a r a n a m i " tworzywem bywały
teksty o r ó ż n y m charakterze: p a m i ę t n i k i , opisy p o d r ó ż y ,
listy, instrukcje, opisy etnograficzne, stare encyklopedie,
dawna prasa, książki kucharskie, d r u k i ulotne różnej treści,
traktaty filozoficzne, Biblia, ludowe apokryfy. Wyliczenie to
ł a t w o kojarzy się z indeksem ź r ó d e ł i m a t e r i a ł ó w jakie
wykorzystuje współczesny antropolog k u l t u r y . W „ P i w n i c y "
j a k o r ó w n o w a ż n e wyrazowo i dramatycznie t r a k t o w a n o
o g ł o s z o n e w 1981 r o k u przepisy stanu wojennego, sentencję
w y r o k u na Piotra S. z kolegium o r z e k a j ą c e g o oraz literaturę
surrealistyczną, w y s o k ą poezję i dramaty.
ABOLICJA
(muz. Zbigniew Raj)
Kolegium Rejonowe do Spraw Wykroczeń przy Naczelniku
Dzielnicy Kraków-Śródmieście - pieczęć Kolegium numer rejestru: 3692 przez 82
3692 - dotyczy obywatela
Piotr Skrzynecki syn Mariana
postanowienie, postanowienie, postanowienie
Kolegium w składzie: mgr Jan Kozioł - przewodniczący
członkowie: Zbigniew Puczek
Irena Michalska
działając na podstawie artykułu ósmego Ustawy z dnia 21 lipca
0 amnestii
postanowiło na posiedzeniu dnia 28 lipca 1983
przebaczyć i puścić w niepamięć
przebaczyć i puścić
wykroczenie z artykułu 50 o to, że w Rynku Głównym nie
opuścił zbiegowiska publicznego, pomimo wezwania uprawnio­
nych organów M O .
Popełniono 31 sierpnia 82.
Na niniejsze postanowienie przysługuje obwinionemu zażalenie
do Kolegium.
Do Kolegium zażalenie wnosi się w terminie siedmiu dni.
Wszystko to jest ś p i e w a n e , wypowiadane w r ó ż n y c h
manierach, odgrywane w scenkach lub wykrzykiwane. Przy­
chodzi więc skojarzenie n a s t ę p n e : p o c z ą t e k wieku i Kabaret
Voltaire i ruch Dada i tylekroć cytowane wspomnienie H u g o
Balia o p o c z ą t k a c h zuryskiej scenki:
„...W ten sposób mieliśmy kabaret. Pani Hennings i pani Leconte
śpiewały po francusku i duńsku. Pan Tristan Tzara czytał swoje
rumuńskie poezje. Zespół bałałajek grał rosyjskie ludowe piosenki
1 tańce..."
Hans A r p p o s t a r a ł się o obrazy, były akwaforty Picassa,
na scenie w y s t ę p o w a ł też Marcel Janco i M a x Oppenheimer,
recytowano Apollinaire'a, Jarry'ego, Rimbauda i innych
- pisze M i e c z y s ł a w P o r ę b s k i r e k o n s t r u u j ą c p o c z ą t k i ruchu
Dada. W y s t ę p y w kabarecie Voltaire nie były przy t y m
z a b a w ą grzecznych dzieci. Pełni życia d a d a i ś c i u r z ą d z a l i na
scenie t a ń c e , hałasy, bywali manifestacyjnie pijani, używali
masek, dziwnych k o s t i u m ó w , rzucali w p u b l i c z n o ś ć j a k i m i ś

�kulkami

(Porębski

1989,

s.

260-277).

kabaretu Hans Richter w s p o m i n a ł po

Były

członek

latach:

„...Każdy grał tu na swoim w ł a s n y m instrumencie, czyli grał
samym sobą, i to grat z całą namiętnością, z całej duszy. K a ż d y tak
niepodobny do pozostałych, był sobie własną melodią, własnym
tekstem, własnym rytmem. K a ż d y ze wszystkich sił w y ś p i e w y w a ł
swoją własną pieśń... a przecież o k a z y w a ł o się wreszcie, że j a k i m ś
cudem stanowią jedność, że pasują do siebie i potrzebują siebie
nawzajem..." (Richter 1983, s. 38).
I tu z n o w u p r z y p o m i n a j ą się obrazy z „ P i w n i c y " . Pierw­
sze, t o przebrania sceniczne - bo nie k o s t i u m y -

aktorów

k o m p o n o w a n e z części zdekompletowanych s t r o j ó w , n a k r y ć
g ł o w y , peruk, p i ó r , bielizny i t p . D r u g i e , to ulubione przez
„piwniczan"

do

dziś rzucanie w p u b l i c z n o ś ć

szmatami,

p o s i e k a n ą w trakcie skeczu k a p u s t ą , niewiele w a r t y m i bank­
n o t a m i i t d . Trzecie, to surrealistyczne scenografie a r a n ż o w a ­
ne przede wszystkim z m a r t w y c h p r z e d m i o t ó w - D u c h a m p

Fragment występu (1991): śpiewa Aleksandra Maurer, grają Mary­
na Barfus, Robert Chobrzyk i Michał Półtorak

p o w i e d z i a ł b y z rzeczy g o t o w y c h . Po czwarte wreszcie, to
w y s t ę p u j ą c y w „ P i w n i c y " goście. O d zawsze pojawiali

się

w niej Cyganie, k a r ł y , baletnice, iluzjoniści, p o ł y k a c z e ognia.
Przychodzili do niej nienajlepsi krakowscy a k t o r z y opowia­
d a j ą c y stare d o w c i p y i anegdoty, p r z y c h o d z i ł a m a t o r ś p i e w a ­
j ą c y arie operetkowe w stylu fryzjerskiego belcanto. Czasem
by w y s t ą p i ć w
postaci. T a k ą
przykład -

„Piwnicy" wystarczała
osobą

z

nadmiarem

niezapomniana K i k a

sama

ekspresji

wyrazistość
była

Szaszkiewiczowa,

-

na

która

z a u t o i r o n i c z n y m dystansem ś p i e w a ł a w pierwszym okresie
„ P i w n i c y " francuskie piosenki.
Treść wykorzystywanych tekstów p o c h o d z ą c a z odległych
c z a s ó w usytuowana w k o n t e k ś c i e w s p ó ł c z e s n e g o kabaretu
w y w o ł u j e u wszystkich u c z e s t n i k ó w s p e k t a k l ó w

(aktorów

i w i d z ó w ) w r a ż e n i e fascynującej egzotyki i o b c o ś c i .
N a p r z y k ł a d w „ s t a r e j P i w n i c y " m o g ł a to b y ć ś p i e w a n a
przez K r y s t y n ę Zachwatowicz piosenka Straszne
dziecię
( s ł o w a X I X - w i e c z n e g o poety Franciszka M o r a w s k i e g o ) :
M ó w i ą , że gdzieś chodzi w świecie
jakieś dziwne, ciche dziecię
dziewczyneczka to jest mała
twarz jej śniada, suknia biała,
wzrok jej dziwny i uroczy,
jakieś martwe, trupie oczy,
w polne maczki się przebiera,
po cmentarzach kostki zbiera,
krwawą chustą g ł o w ę słoni,
czarny pręcik nosi w dłoni,
a gdzie przejdzie tam jej ramię
wszystkie kwiatki niszczy, łamie,
a gdzie przejdzie tam o wiośnie
trawka nawet nie porośnie...
R a z j ą chłopek jakiś trącił
zaraz mu się m ó z g pomącił,
ręka w krótkiej uschła porze
i powiesił się gdzieś w borze...
Tak po świecie jak po grobie
drobna mara chodzi sobie.
Słucha miłych sobie d ź w i ę k ó w ,
pogrzebnego dzwonu j ę k ó w
a po miejscach, gdzie przemija
cień jej krwawo się przewija
i nikt nie wie skąd przybywa
patrząc na nią dreszcz przeszywa
zimno g r o b ó w od niej leci
M ó w i ą , że to m ó r na dzieci.
- lub polecane ze starych o g ł o s z e ń przez Tadeusza K w i n ­
tę k o s m e t y k i do twarzy z C K apteki Schwartza:
Ogłoszenia prasowe z XlX-wiecznej prasy austriackiej.
C K . obwodowa apteka M . Schwarza poleca następujące
środki kosmetyczne do pielęgnowania i upiększania twarzy:
Schwarza K r e m Wschodnich Piękności - nader szczęśliwe
połączenia do wydelikacania naskórka, wygubienia piegów,
przeciw opalaniu słonecznemu, pryszczykom, trądzikom itp.
nieczystościom skóry, cena 80 halerzy. (...)
Schwarza Mleko Wschodnich Piękności - do odświeżania

i o d m ł a d z a n i a twarzy, usuwa w zdumiewający s p o s ó b zmarsz­
czki, piegi i opalenia słoneczne, cena I korona i 60 halerzy.
- albo a n o n i m o w y
Wiesława Dymnego:

tekst

o

gorzałce

mówiony

przez

GORZAŁKA
(znaleziony przez Janinę Garycka)
Bądź co bądź gorzałka była i jest zabójczynią życia ludzkiego,
bo sama w sobie jest trucizną. Jakże często bowiem słyszy się:
umarł na ropienie się w r z o d ó w na nogach
umarł na zatwardzenie wątroby
umarł na puchlinę w o d n ą
umarł na wstrzymanie moczu
umarł, bo się w nim w ó d k a zapaliła - korona pijaństwa.
O, bo to ż n i w o dla suchej śmiortki w okolicach tych, gdzie
gorzałka panuje.
Przypatrzmy się teraz jak ta nieboga sucha śmiortka za­
wczasu pieczętuje tych, którzy mają b y ć wybrani:
nogi mu się trzęsą i g ł o w a
białko mu się w oczach czerwono skrzy
kuprowata ma twarz
stracił apetyt
jedzenie mu nie smakuje.
C h o ć są czasami i inne tego przyczyny.
- czy też s p o s ó b na t a n i ą p o d r ó ż przedstawiany przez
Krzysztofa L i t w i n a :
PODRÓŻ
(fragmenty - autor nieznany)
Kto chce tanio p o d r ó ż o w a ć , musi uprościć swój bagaż.
Wystarczy tornister nieprzemakalny, jedna zmiana bielizny,
pantofle, szlafrok, szlafmyca oraz kajecik m a ł e g o formatu do
zapisywania wrażeń. D o tornistra należy przytroczyć siatkę na
motyle, lunetę oraz łopatkę do kopania d o ł k ó w . . .
I tutaj śmiałość i odwaga bywa nagradzaną. K t o słabości
ulega i leży bezczynnie, cierpi daleko więcej od tego, kto wbrew
tej słabości z a ż y w a przechadzki po pokładzie, jeżdżąc sobie do
Rygi. T a k a p o d r ó ż dziwnie o d m ł a d z a i osładza. Bon voyage!
W „ n o w e j P i w n i c y " podobne w r a ż e n i e ogarnia widza, gdy
s ł u c h a Duchów polskich (wykonuje M a ł g o r z a t a G ó r n i s i e wicz):
C Z A R O W N I C E , S T R Z Y G I . M A M O N Y itp.
Czarownicami - są stare baby n a p i ę t n o w a n e jaką u ł o m n o ś ­
cią lub bardzo brzydkie. (...)
- t e k s t ó w C z e s ł a w a W o j t a ł y Co jest w Polszczę (zredago­
wane z c y t a t ó w z Nowych Aten Benedykta Chmielowskiego),
czy też z ł o ż o n e j z d w ó c h r ó ż n y c h t e k s t ó w pieśni o A n n i e
Csillag (wykonuje A n n a S z a ł a p a k ) :
ANNA CSILLAG
(słowa: Bolesław Leśmian, Bruno Schulz
muzyka: Zygmunt Konieczny)

65

r

�Wkosmacona w kwiat płytki,
łeb ująłwszy w dwie chwytki,
pszczoła, nim ją porwie lot,
w słońcu myje się jak kot.
Niech się dłuży cień ławy,
niech wypoczną w nim trawy,
z łbem na łapie chudy pies
śpi po łapy owej kres.
Porośnięta szła przez ziemię,
porastało ludzkie plemię,
porastało pod niebiosy,
rozwłoszone włosząc włosy. (...)
Ja, Anna Csillag urodzona w Karłowicach na Morawach,
miałam słaby porost włosów.
Byłam nim dotknięta z dopustu Bożego.
Na skutek długotrwałych modłów zostałam wysłuchana.
Otrzymałam znaki i wskazówki.
Sporządziłam specyfik, lek cudowny.
Zaczęłam porastać we włosy, a także
mój mąż, szwagrzy i bratankowie. (...)
A więc świat przedstawiony w kabarecie to pozornie nie
nasz współczesny świat. Jedną z wielu różnych reakcji na
program kabaretu m o ż e być refleksja bliska spojrzeniu
antropologa na rzeczywistość. Kabaretowe teksty w y w o ł a ć
m o g ą zdziwienie i chwilę zastanowienia się nad dawnymi
ludzkimi wysiłkami i sposobami opanowywania codzienno­
ści, nadawania jej kulturowego sensu.
Ironicznie przywołany w kabarecie krąg dawnych znaczeń
w mimowolnym p o r ó w n a n i u z naszym światem daje efekt
paradoksu lub olśnienia surrealistyczną logiką każdej rze­
czywistości. Oczywiste, że kabaret nie jest uniwersytecką
katedrą antropologii kultury. Jego celem i sposobem wyrazu
nie jest naukowy dyskurs, lecz śmiech i komizm. Ale przecież
i śmiech ma głębokie kulturowe funkcje. Kabaretowy śmiech
również bywa formą poznania, oswajania rzeczywistości, lub
odwrotnie, dystansowania się wobec niej (Bystroń 1968,
Bachtin 1975, Ć a p e k 1981).
Wykładnia wizji świata jaka dominuje w „Piwnicy" należy
do tradycji ruchu Dada i surrealizmu. Stwierdzenie to nie
oddala wcale od tezy o antropologicznej interpretacji w ka­
barecie, ponieważ surrealizm i współczesna antropologia
mają wiele w s p ó l n e g o .
Przy odpowiednio szerokiej definicji surrealizm to nie
tylko prąd w sztuce, ale rodzaj światopoglądu, program na
odczytywanie realności świata. W takim rozumieniu w sur­
realizmie spotkali się w Francji w latach 1920-1930 artyści
i antropolodzy. N a przykład Michel Leiris i George Bataille
to surrealiści, którzy z czasem zajęli się antropologią. N a
wykłady znanego antropologa Marcela Maussa p o w o ł y w a l i
się artyści. Związki takie z a o w o c o w a ł y nowym programem
dla sztuki i dla nauki (Kaniowska 1991).
W sztuce dzięki surrealistom i ich fascynacjom etno­
graficznym z r ó w n a n o wszystkie możliwe formy wyrazu.
Maska „afrykańska" okazała się równie piękna co dzieło
„europejskiego" artysty (Janicka 1985, Porębski 1989).
W nauce surrealizm przywrócił znaczenie wyobraźni,
obudził postawy paradoksalne i wskazał, że relatywnie
wszystko powinno nas dziwić. Egzotyka jest wśród nas
- wystarczy przyjąć odpowiedni punkt widzenia. Czymże
bowiem, różni się w X X wieku biret i kryza w stroju rektora
europejskiego uniwersytetu od metalowych obręczy na szyi
egzotycznej piękności, czym makijaż żony tegoż rektora od
rytualnych barw na twarzach uczestników obrzędu (Kaniow­
ska 1991). Dziwni jesteśmy sami dla siebie podpowiada
surrealistyczna formuła w antropologii i w kabarecie.
Teza p o w y ż s z a była i pozostaje siłą kabaretu „Piwnica
pod Baranami". Większości tekstów w „Piwnicy" nie trzeba

66

było tworzyć na potrzeby spektaklów, wystarczyło wykorzy­
stać okruchy historii i współczesności.
Forma „piwniczna" jest wehikułem znaczeń. W tekstach
zaadaptowanych przez artystów „Piwnicy" dawne fakty,
wzorce obyczajowe, wyobrażenia, stereotypy, przeniesione
w inny kontekst, ozdobione kontrastową lub wystylizowaną
muzyką, kostiumem i n o w ą formą wyrazu są nowymi
znakami i sensami. Wywołują efekty komiczne lub niosą
refleksyjne przesłanie. Bywa też, że wiele z dawnych tekstów
niespodziewanie aktualizuje się, nabiera antropologicznego
wymiaru a pierwotne intencje autorów i w y k o n a w c ó w są na
nowo interpretowane.
Oto kilka ilustracji.
Wspomniana już piosenka Straszne dziecię (muzyka Zbi­
gniew Paleta) śpiewana przez Krystynę Zachwatowicz p ó ź ­
niej przez Małgorzatę Górnisiewicz, opowiadającą o moro­
wym powietrzu nabrała nowych znaczeń w kontekście
inwazji A I D S .
Scena Seans u państwa Siemiradzkich (tekst Janina Garyc­
ka, muzyka Grzegorz Turnau) opowiadająca o wyczynach
Eusapii - dziwnego medium z rzymskiej willi malarza
- koresponduje z współczesną m o d ą na parapsychologię,
okultyzm, erę wodnika i związany z nim ruch New Age:
U Siemiradzkiego
w styczniu tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt trzy
w willi rzymskiej
na via Gaetta
ukazała się Eusapia Palladino
dama z prostej sfery - i dość pełnoletnia w drodze z Neapolu do Mediolanu
dała pokaz magii.
A ujrzeli go:
państwo Siemiradzcy
państwo Bakałowiczowie
państwo Azzurri
hrabina Bremla - osoba z wyższego
towarzystwa, znajoma królowej...
W okresie stanu wojennego i w latach po nim następnych
w „Piwnicy" wiele tekstów miało patriotyczny wydźwięk.
Zaktualizował się bowiem romantyczny wzorzec przeżywa­
nia, według Marii Janion, obecny w polskiej „zbiorowej
p o d ś w i a d o m o ś c i " (Janion 1981). Pojawiła się w ó w c z a s zno­
wu czarna biżuteria, orzełki z koroną, kotwice i inne
drobiazgi będące znakami społecznych nastrojów. W tym
czasie w „Piwnicy" Anna Szałapak śpiewała pieśń Czarna
sukienka (słowa Seweryn Goszczyński, muzyka Zbigniew
Preisner) p o c h o d z ą c a z c z a s ó w powstania styczniowego:
Schowaj matko suknie moje,
perły, wieńce z róż,
jasne szaty, świetne stroje
to nie dla mnie już.
Niegdyś jam stroje, róże lubiła
gdy nam nadzieji wytryskał zdrój,
lecz gdy do grobu Polska zstąpiła
jeden mi tylko przystoi strój
Czarna sukienka. (...)
Lecz gdy nas zdrady wrogom przedały,
gdy zaległ Polskę najeźdźców rój,
gdy w pętach jęczy nasz naród cały
jeden mi tylko przystoi strój
Czarna sukienka.
Nastrój w kabarecie tworzyły wtedy właśnie zwierzenia co
„kobiecie przystoi gdy na wojnie kochanek lub brat"
modlitwa Jana Lechonia Matko Boska Częstochowska
(mu­
zyka Zbigniew Raj) śpiewana przez Aleksandrę Maurer:
Matka Boska Częstochowska ubrana perłami
cała w złocie i w brylantach modli się za nami.
Aniołowie podtrzymują jej ciężką koronę
i jej szaty, co jak noc są gwiazdami znaczone.
Ona klęczy i swe lice, gdzie są rany krwawe

�obracając, gdzie my wszyscy patrzy na Warszawę.
0 Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
1 w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,
w ręku tego co umiera, nad kołyską dzieci
i przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci. (...)
Nieraz potop nas zalewał, krew się strugą lała,
a wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała.
I tyś była też mieczami pogańskimi ranną,
a wciąż świecisz ponad nami Przenajświętsza Panno.
I wstajemy wciąż z popiołu, z pożarów co płoną
i Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono.
Podniesiemy to co legło w wojennej kurzawie,
zbudujemy zamek większy, piękniejszy w Warszawie.
I jak w złotych dniach dzieciństwa będziemy słuchali
tego dzwonka sygnaturki co Cię wiecznie chwali.
- wiersz Adama Asnyka wykonywany przez Jacka Wójcic­
kiego i Tamarę K a l i n o w s k ą (muzyka Zbigniew Preisner).
MIEJCIE NADZIEJE
Miejcie nadzieję! ... Nie tę lichą, marną
co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
lecz tę niezłomną,
która tkwi jak ziarno przyszłych poświęceń w duszy bohatera.
Miejcie odwagę! ... Nie tę jednodniową,
co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.
Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
lecz tę, co sama niezdobytym wałem
przeciwne losy stałością zwycięża.
Przestańmy własną pieścić boleścią,
przestańmy ciągłym lamentem się poić
kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
mężom przystoi w milczeniu się zbroić...
Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
i przechowywać ideałów czystość,
do nas należy dać im moc i zbroję,
by z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.
Po roku 1989 niespodziewanie powróciła część dawnego
kontekstu jednej z licznych piosenek organizacji strzelców
śpiewanej przez Małgorzatę Górnisiewicz Szabla i karabin
(muzyka Paweł Orkisz, słowa Henryk Zbierzchowski). K o ­
mizm anachronizmu zlał się tu z reaktualizowaną mitologią
okresu przed „złotym czasem niepodległości" (Romanowski
1990). Wszak znowu mamy drużyny strzeleckie, legionistów
(w Krakowie nawet dwa zarządy), piłsudczyków i kłótnie
o to, kto jest prawowitym spadkobiercą idei Marszałka.
Niech w Księgach wiedzy szpera rabin
Nauka to jest wymysł diabli
Mądrością moją jest karabin
i klinga ukochanej szabli.
Nie tęsknię do kawiarni gwaru,
gdzie mieszka banda dziwolągów
gardzę zapachem buduaru
gdzie amor psoci na szezlągu.
Nie nęcą mnie zalety babin
kobieta zdradną, bierz ją diabli.
Kochankiem moim jest karabin
i klinga ukochanej szabli. (...)
Przez pewien czas niespodziewaną n o w ą siłę komiczną
uzyskał jeszcze jeden stary tekst „piwniczny" odgrywany
ponownie w parodystycznej scenie przez Kazimierza Made­
ja. Oto gdy w roku 1990 minister Jacek K u r o ń rozpoczął
akcję pomocy społecznej od spektakularnego rozdawania
darmowej zupy, piwniczny artysta, parodiujący też inne
postaci, sięgnął po XIX-wieczne przepisy na zupy w kuch­
niach dla ubogich. Kiedyś w „starej Piwnicy" tonem żałos­
nego nabożeństwa czytała je Krystyna Zachwatowicz, a te­
raz jak u g o t o w a ć zupę Jacka Kuronia tłumaczy Kazimierz
Madej.
I wreszcie „piwniczny" hymn Dezyderata (muzyka Piotr
Walewski). Jest to jedna z późnych wersji (1692) średnio­

wiecznego apokryfu tzw. „listu z nieba". W tym przypadku
zawiera on zbiór protestanckich zaleceń moralnych. Piotr
Skrzynecki powiada, że jest autentyczny, ale co znaczy
autentyczny w odniesieniu do apokryfu. Listy z nieba są
znane w folklorze religijnym kultury europejskiej od c z a s ó w
wczesnego średniowiecza. Były formą ówczesnej agitacji lub
przestrogą. „ M o r a l n e dezyderata" przeniesione w piwniczny
kontekst nie tracą wagi i mocy etycznego przesłania.
DEZYDERATA
Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, pamiętaj jaki
spokój można znaleźć w ciszy.
O ile to możliwe bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej
stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie wysłuchując
innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją
opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.
Niech twoje plany będą dla ciebie źródłem radości.
Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno
oszustwa.
Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, nie podchodź
cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań
ona jest wieczna jak trawa.
Przyjmij spokojnie co ci lata doradzają z wdziękiem wy­
rzekając się spraw młodości.
Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy
masz prawo być tutaj.
Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się
wydaje, czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje
pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowuj spokój
ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych
marzeniach jest to piękny świat.
(Znalezione w starym kościele Świętego Pawła w Baltimore,
datowane 1692 rok)
r

0 kabarecie powiada się czasem lekceważąco - błazenada.
Błazenada, to działanie błazna. Ten trop j ę z y k o w y kieruje
uwagę na inny aspekt antropologii „Piwnicy". Kabaret to
krzywe zwierciadło rzeczywistości, to m o ż l i w o ś ć stosowania
odwrotnej optyki wobec faktów i ludzi.
W „Piwnicy" mimo stałego nadzoru cenzury i szykan
dyrekcji Krakowskiego D o m u Kultury m o ż n a było powie­
dzieć to co nieoficjalne i ośmieszyć to co oficjalne. Schizo­
freniczna i pompatyczna rzeczywistość P R L była dobrą
p o ż y w k ą dla kabaretu. Bunt przeciw niej, gry z cenzorem,
aluzje i śmiech przeciw nudzie były istotą „Piwnicy". Ale oto
i życie społeczne w trzeciej Rzeczpospolitej pozostato wielce
zrytualizowane i jest aż do przesytu „święcone". Śmiech,
który idzie od dołu, oswaja i czyni niegroźną nieprzychylną
rzeczywistość albo degraduje zbyt patetyczne i wysokie tony,
w jakie tak ł a t w o popadają Polacy.
W „starej Piwnicy" wśród innych, szczególne wyczucie
formy błazeńskiej miał Wiesław Dymny. Często występował
w kostiumie cyrkowego clowna: wypchanym, za obszernym,
z dużymi guzikami, w meloniku. Wykorzystywał go do
kreowania swojej scenicznej o s o b o w o ś c i . Pisał teksty utrzy­
mane w poetyce sowizdrzalskiej, na przykład Łazik z Tormesu, a jego prześmiewcze monologi wygłaszane w kabare­
cie, ze słynnymi Na przykład
Majewski:
Rodacy i Rodaczki! Czworacy i Czworaczki! Dość tych
kabaretów politycznych, tych kawałów abstrakcyjnych, tych
sztuczek podejrzanych, tych absurdalnych kojarzeń i całego
tego memłania. Weźmy przykład z Majewskiego: ten nie
memła, ale za to jak coś powie, to boki zrywać. Precz z fałszywą
ułudą sceniczną, pozostawiającą wiele do życzenia. Nie zaciem­
niajmy horyzontu myśli współczesnej. Na przykład Majewski.
Nie zaciemnia. Zerwijmy z tym chwiejnym balansowaniem na
krawędzi egzystencjalizmu i wegeterianizmu. Skończmy, skory­
gujmy i skonfrontujmy. Na przykład Majewski. Skończył,
skorygował, a teraz konfrontuje. Nie oglądajmy się na różne
prądy, prądziki, arabeski, frytki i frykasy. Na przykład Majew­
ski. Ten się nie ogląda... (fragment)
1 Zadania obywatelskie należą do klasyki gatunku.
Obywatele! Obywatelki! I ty, młodzieży najmilsza! Niewątp-

67

i

�I

liwie nikt z was nie poda w wątpliwość tego, co powiem, że jasne
jest, że musimy się rozwijać. Rozwijać się konsekwentnie,
rozwijać permanentnie, konsolidalnie, wertykalnie, hormonal­
nie oraz horrendalnie. Rozwijać się trzeba! A czasy są, jak
skądinąd wiemy, ciężkie. Lecz nie ciążenie jest tu ważne. Ważne
jest, żeby do czegoś dojść. Żeby dojść trzeba iść, żeby iść trzeba
mieć buty. I to dobre buty, a czasy są, jak wiemy, skądinąd,
ciężkie, więc żeby mieć buty, trzeba wykonać swoje zadanie.
I tak są różne zadania, które na nas ciążą. Jest na przykład
zadanie bojowe. Jest zadanie domowe. Jest zadanie ciosu,
zadanie bobu, zadanie dnia codziennego. Zadanie najwyższe,
zadanie specjalne.
Niewątpliwie większość z nas nie zna swojego zadania!
Więc w celu ułatwienia wam szybkiego włączenia się w nurt
wykonywania swoich zadań, podaję na dziś zadanie. Niech
każdy z was tam w domu nad łóżkiem sobie złotymi literami
wypisze: Adsum te pressurum esse ... Jaka to forma? Aaa, do
widzenia, (fragmenty)
Piotr Skrzynecki wspomina G o j a k o człowieka wielowars­
twowego wyczulonego na k a ż d ą d w u z n a c z n o ś ć ludzi. We­
d ł u g Skrzyneckiego b ł a z e ń s k a i groteskowa poetyka „ P i w ­
nicy" jest z a s ł u g ą W i e s ł a w a Dymnego. S k ł o n n y do obsc e n ó w , co m i a ł y m u za złe k o l e ż a n k i z kabaretu ( w y p o w i e d ź
Janiny Garyckiej), był człowiekiem o n i e z w y k ł y m poczuciu
h u m o r u . Teksty Dymnego gromadzi i chroni, czasem opo­
wiada w „ n o w e j Piwnicy" M a r e k P a c u ł a . W s p ó ł c z e ś n i e ,
poza M a r k i e m P a c u ł ą , tradycję Dymnego w innych ramach
kontynuuje Kazimierz Madej.
Natomiast g r o t e s k ę i z a b a w ę f o r m ą - n i e o b c ą też D y m ­
nemu - rozwija piwniczny entuzjasta Witkacego Zbigniew
Raj.
W nurcie b ł a z e ń s k i m , w bachtinowskim oczyszczającym
ś m i e c h u , d o c h o d z ą c y m dzisiaj z „ P i w n i c y " , mieszczą się
ś p i e w a n e do niedawna dekrety o stanie wojennym, pieśń
0 Koniewie (spreparowana z w y w i a d u z A n t o n i m Hajdeck i m - t w ó r c ą p o m n i k a Koniewa) oraz w s p ó ł c z e s n e Kazania
sejmowe Krzysztofa Janickiego, w y k o r z y s t u j ą c e j u ż rzeczy­
wistość I I I Rzeczypospolitej.
W k o n t r a ś c i e do formy prześmiewczej p o z o s t a j ą dzieła
sztuki wysokiej odpowiednio dopełniające całość wyrazu
dramatycznego s p e k t a k l ó w . D r u g a strona „ p i w n i c z n y c h "
n a s t r o j ó w czerpie przede wszystkim z poezji. Lista wykorzys­
tywanych a u t o r ó w jest bardzo bogata, ale sama niewiele tu
powie, p o n i e w a ż efekt artystyczny osiąga się r ó ż n y m i sposo­
bami.
Jednym z ciekawszych jest p r a k t y k o w a n y do dzisiaj
collage z t e k s t ó w jednego lub k i l k u t w ó r c ó w , co daje
w r a ż e n i e z a s k a k u j ą c e i oryginalne. Swoboda z j a k ą d o k o n u ­
je się pewnych z a b i e g ó w na p i e r w o t n y m tworzywie litera­
c k i m nie degraduje o r y g i n a ł ó w , raczej w y d o b y w a z nich
nowe sensy. D u ż a w t y m z a s ł u g a Piotra Skrzyneckiego,
znawcy poezji, obdarzonego w y j ą t k o w o d o b r y m smakiem.
Jego p o m y s ł y u z u p e ł n i a oryginalna t w ó r c z o ś ć „ p i w n i c z a n "
1 zaprzyjaźnionych autorów.
W „ P i w n i c y " poezja jest ś p i e w a n y m dramatem, m u z y c z n ą
liryką lub ż a r t e m . Z z a ł o ż e n i a istnieje ona tu j a k o forma
muzyczna - powraca więc do swojej archaicznej postaci
i z w i ą z k ó w . Obserwacja ta m o ż e być r ó w n i e ż tropem
interpretacji antropologicznej. Powiada bowiem W ł a d y s ł a w
Tatarkiewicz o dawnej łączności m u z y k i i poezji:
„...Muzyka była związana w wiekach średnich z poezją niepo­
równanie ściślej niż w czasach nowych: długo nie było muzyki
bez słów ani poezji bez akompaniamentu. Liryki (trubadurów)
były pieśniami, utwory dramatyczne (misteria) rodzajem
oper..." (Tatarkiewicz 1989, s. 124).
Wiedza lub intuicja t w ó r c ó w „ P i w n i c y " potwierdza w t y m
przypadku tezę o nieustannych transformacjach i nawrotach
do f o r m wyrazu utrwalonych w kulturze europejskiej. A w a n ­
garda to s p o s ó b wykorzystywania tradycji.
Cotygodniowe spektakle w m a ł e j , dusznej, piwnicznej

68

salce p a ł a c u Pod Baranami nie są j e d y n ą f o r m ą istnienia
kabaretu. P o m i j a j ą c liczne od pewnego czasu wyjazdy
artystyczne - wcześniej kabaret m i a ł k ł o p o t y z w y s t ę p a m i
poza K r a k o w e m , co p r z y d a w a ł o m u jeszcze legendy - „ P i w ­
nica" organizuje dla siebie i przyjaciół liczne bale, święta,
rocznice, parateatralne zdarzenia plenerowe, performance
i żywe obrazy. Przez trzydzieści lat istnienia „ P i w n i c y "
o d b y ł o się ich tyle, że trudno je zliczyć i chronologicznie
u p o r z ą d k o w a ć . D l a ilustracji zatem, a nie dla potrzeb
k r o n i k i , przedstawiam w y b ó r rozmaitych dawnych i nowych
piwnicznych d z i a ł a ń .
Pierwsze bale o d b y ł y się w ó w c z e s n y c h k r a k o w s k i c h
barach „ W i a r u s " , „ S m o c z a Jama", „ S i e l a n k a " . Miejsca te
nie należały do najelegantszych w mieście, m i a ł y opinię
raczej p o d ł ą . Inne słynne bale z w i ą z a n e były z premierami
p r o g r a m ó w i m i a ł y miejsce w zamkach w Piaskowej Skale
i N i e p o ł o m i c a c h . N i e z w y k ł y bal - w e d ł u g w s p o m n i e ń Janiny
Garyckiej - z o r g a n i z o w a ł a „ P i w n i c a " w opuszczonym p a ł a ­
cu Potockich w Krzeszowicach. U r o c z y ś c i e obchodzono
kolejne jubileusze kabaretu uświetniające 15, 20, 25 i 30 lat
jego istnienia. Lata siedemdziesiąte przyniosły bardzo udane
rekonstrukcje z d a r z e ń historycznych, a to: wjazd księcia
Józefa Poniatowskiego do K r a k o w a i bal w Sukiennicach (z
r o k u 1879). S p o ś r ó d najnowszych w y d a r z e ń p r z y p o m n i e ć
w a r t o bal pod n a z w ą „ L a t a p i ę ć d z i e s i ą t e " , w y s t a w ę „ r e ­
sztek" własnej działalności w P a ł a c u Sztuki „ C o nam z tego
z o s t a ł o " , której w e r n i s a ż z a m i e n i ł się w kolejną d a d a i s t y c z n ą
manifestację. N a s t ę p n i e , „ N o c p a r y s k ą " na ulicy F l o r i a ń ­
skiej, bal na p o ż e g n a n i e k o m u n y , bal modernistyczny,
przysięga Tadeusza K o ś c i u s z k i , święto krakowskich kop­
c ó w , H o ł d pruski, raut w teatrze S ł o w a c k i e g o z duchem
Franciszka Józefa.
Program ( n a p i s a ł P. Skrzynecki) otwarcia R a u t u w Teat­
rze i m . Juliusza S ł o w a c k i e g o w dniu 15 maja, w k t ó r y m
podpisany z o s t a ł u k ł a d o opuszczeniu przez wojska radzie­
ckie terytorium Republiki A u s t r i i .
Część pierwsza: powitanie
Camerata gra wiedeńską muzykę w westybulu teatru,
na pięknych schodach upozowane tancerki
w pięknych romantycznych pączkach,
schodzą się goście.
Konsul Austrii w otoczeniu świty wita przybywających gości,
publiczność powoli wchodzi do teatralnej sali lekko przycie­
mnionej.
Loża Cesarska na razie pusta oświetlona punktowym reflek­
torem,
kurtyna Siemiradzkiego podświetlona,
po wejściu publiczności, do loży przylegającej do Cesarskiej
wchodzi Konsul z małżonką
wraz ze swoimi gośćmi,
światło na sali nieco przygasa,
Loża Cesarska Oświetlona bardzo silnie,
zapala się światło w prawej loży obok sceny,
w tzw. loży Dąbrowskiego,
do Loży wchodzi gość w pelerynie,
staje przy balustradzie,
zapowiada przybycie Cesarza i jego małżonki
Cesarzowej Sisi,
fanfary - trzy razy,
do Loży wchodzi Cesarz z Cesarzową i ze świtą,
publiczność na wezwanie Gościa wstaje,
Ogromne Oklaski !!!!
powtórzenie fanfar,
kurtyna Siemiradzkiego podnosi się,
na scenie Teatru ukazuje się Apoteza Habsburgów,
powtórzenie fanfar,
Artyści wygłaszają odezwy i zapowiedzi przyjazdu
Franciszka Józefa I do Krakowa,
światło skierowane na Lożę Cesarską nieco przygasa,
wchodzi Elżbieta Towarnicka w cudownej sukni,
E. Towarnicka śpiewa dwie pieśni wiedeńskie,
wbiegają dzieci,
dzieci recytują nieznany wiersz na cześć Cesarza,

�G o ś ć w pelerynie zapowiada Seans u pp. Siemiradzkich
w Rzymie,
po Seansie M . Górnisiewicz śpiewa Gdy się ma 16 lat - m o d n ą
piosenkę wiedeńską z k o ń c a X I X wieku,
i
Austriackie Gadanie w wykonaniu C z . Wojtały i p. Grabow­
skiego,
G o ś ć w pelerynie z Loży wzywa do o k l a s k ó w na cześć
Cesarzowej Sisi,
L o ż a Cesarska oświetlona pięknie, kolorowo.
Cesarz i Cesarzowa wstają,
Cesarz pozdrawia publiczność,
Cesarz mówi: Witajcie M i e s z k a ń c y K r a k o w a - p o polsku i po
niemiecku,
Witajcie pp. Strausowie,
Panowie Strausowie wstają.
Szalone Oklaski !!!!
G o ś ć w pelerynie błaga Cesarzową Sisi o przemówienie.
Cesarzowa Sisi śpiewa wiersz Byrona Wędrówki
Childe
Charolda w tłumaczeniu A . Mickiewicza,
Apoteoza H a b s b u r g ó w znika,
na scenę Teatru wchodzi chór Dominanta, śpiewa
Hymn H a b s b u r g ó w ,
publiczność wstaje,
Oklaski !!!
po z a k o ń c z e n i u H y m n u Cesarz i jego świta opuszczają Lożę,
kurtyna Siemiradzkiego powoli spada,
G o ś ć w pelerynie z Loży:
„ W imieniu Cesarzowej i Cesarza, w imieniu pp. Strausów,
w imieniu Konsula Republiki Austrii zapraszamy na uroczysty
bankiet, szampana",
pp. Strausowie i publiczność powoli opuszczają salę i udają
się do sal recepcyjnych teatru,
w sali balowej na gości oczekują Cesarzowa i Cesarz,
kelnerzy roznoszą szampana,
U r o c z y s t o ś ć otwarcia dokonuje się powoli i dostojnie,
potem dziać będą się rzeczy niezwykłe.
( O d b y ł o się 15 maja 1993 r.)
Część druga: Piękny bankiet.

J u ż przytoczone tytuły i nazwy organizowanych paraartystycznych i towarzyskich przedsięwzięć sugerują, że k a ż d e
z nich m i a ł o ideowe założenia. Ś w i a d o m i e p r z y w o ł y w a n o
tradycję, zdarzenia, k t ó r e j u ż w swojej pierwotnej formie
były świętem, z b i o r o w y m przeżyciem lub legendą. W te
zamiary w c i ą g a n o a k t o r ó w , k r ą g przyjaciół, w ł a d z e miasta,
p r o f e s o r ó w , wojsko, d o r o ż k a r z y , kwiaciarki i p r z y p a d k o w ą
p u b l i c z n o ś ć . I oto bez w z g l ę d u na charakter administracji,
zajmowane etaty i prestiż, osoby r ó ż n y c h s t a n ó w i funkcji
p o m a g a ł y w realizacji p o m y s ł ó w „ P i w n i c y " . I c h g ł ó w n y m
reżyserem i s c e n a r z y s t ą był zawsze Piotr Skrzynecki. O p r ó c z
reżyserskiej w y o b r a ź n i , dysponuje on a n t r o p o l o g i c z n ą i n t u i ­
cją i wie czego m o ż n a o c z e k i w a ć od u c z e s t n i k ó w piwnicz­
nych s p o t k a ń i widowisk. Wykorzystuje przy t y m zawsze
s w o i s t ą a t m o s f e r ę K r a k o w a i t r a d y c y j n ą g o t o w o ś ć jego
m i e s z k a ń c ó w do ś w i ę t o w a n i a i u r o c z y s t o ś c i ( W o ź n i a k o w s k i
1991). D y r e k t o r kabaretu - Pan Piotr S. - zdaje też sobie
s p r a w ę , że w ogólniejszym planie realizują się w tych akcjach
archaiczne struktury zabawy i święta. W y p o w i a d a ł się o n
kiedyś na ten temat. (Benedyktowicz 1988)
Z kulturowego p u n k t u widzenia zabawa jest swobodnym
i bezinteresownym d z i a ł a n i e m w e d ł u g reguł p o c h o d z ą c y c h
spoza k r ę g u codziennych z a c h o w a ń . Te cechy zabawy, j a k o
pierwotnego wzorca, odnajdujemy w świecie - stwierdził
Johan Huizinga:
W owej platońskiej identyfikacji zabawy i świętości bynaj­
mniej świętość nie zostaje pomniejszona wskutek tego, iż
nazwana zostaje z a b a w ą , lecz zabawa podniesiona zostaje
dzięki temu, iż pojęcie to uznaje się nawet w najwyższych
rejonach ducha... C z ł o w i e k m o ż e bawić się na owym poziomie
kiedy zabawa wyraża p i ę k n o i świętość..." (Huizinga 1967,
s. 46).

O d w o ł a n i e p o w y ż s z e odnosi się do świata kultur, k t ó r y m i

zajmuje się etnologia, należy ono do historii k u l t u r y . W s p ó l szesna k u l t u r a europejska, w efekcie dominacji racjonali­
zmu, ograniczyła swoje z d o l n o ś c i symbolicznego myślenia
i p r z e ż y w a n i a świata. W a ż y to istotnie na t a k i m postrzeganiu
otoczenia, w k t ó r y m d o s t r z e g a ł o b y się j e d n o ś ć wszystkich
w y m i a r ó w ludzkiego istnienia. Ale Mircea Eliade przekonu­
je, że nawet najbardziej zdesakralizowane społeczeństwa
z a c h o w u j ą n i e ś w i a d o m e p o k ł a d y rytualizmu, zakamuflowa­
nych m i t ó w i struktur magiczno-religijnych (Eliade 1993, s.
414-416). T o właśnie te sfery zbiorowej „ n i e ś w i a d o m o ś c i "
wyzwalają się w „ p i w n i c z n y c h " świętach i balach.
Powaga reguł zabawy p o z w o l i ł a na sesję n a u k o w ą o „ P i w ­
nicy" z o r g a n i z o w a n ą w P A N przy okazji jubileuszu 20-lecia
(1976) a „ Ś w i ę t o k o p c ó w " (1992) p o p r z e d z i ł a sesja naukowa
w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego - i nie c h o d z i ł o przy t y m
o tanie efekty. I n n y m zdarzeniom t o w a r z y s z y ł y patriotyczne
uniesienia. Szczególnie w i d a ć to było w czasie „ w j a z d u
księcia Józefa do K r a k o w a " i podczas „ H o ł d u pruskiego".
Liczne bale, mające zawsze p e w n ą ideę p r z e w o d n i ą ,
a n g a ż o w a ł y u c z e s t n i k ó w do d z i a ł a ń quasi-rytualnych. By­
w a ł o , że z a k ł a d a l i o n i maski, stroje z epoki, uczestniczyli
w ż y w y c h obrazach. Bal zmieniał walor czasu i przestrzeni
- j a k na p r z y k ł a d - wspominana przez wszystkich iluzja
jakiej ulegli balowicze w zrujnowanej sali balowej p a ł a c u
w Krzeszowicach.
I n n ą f o r m ą „ p i w n i c z n y c h " świąt są coroczne, otwarte dla
przyjaciół spotkania, nazywane „ o p ł a t e k " i „ j a j e c z k o " - to
oczywiście wersje świąt powszechnie w Polsce obchodzo­
nych. „ P i w n i c a " rozumiana szerzej j a k o swoisty socjologicz­
ny t w ó r artystyczny i towarzyski jest ź r ó d ł e m pewnych
tradycji. Powtarzane przez „ P i w n i c ę " obchody ł a t w o rytualizują się, p o n i e w a ż nadaje i m ona n i e c o d z i e n n ą o p r a w ę - tak
powstaje „ p i w n i c z n a " tradycja. Jej etnologiczna w y k ł a d n i a
z w i ą z a n a jest z i s t o t ą święta. (Benedyktowicz 1988)
Chaos z d a r z e ń naszej c o d z i e n n o ś c i u ł a d z a co pewien czas
święto. Czas świąteczny ukazuje sens życia, oświetla ś w i a d o ­
m o ś ć istnienia. Ś w i ę t o przywraca z b i o r o w ą w r a ż l i w o ś ć na
rzeczywistość s y m b o l i c z n ą . W wymiarze s p o ł e c z n y m nato­
miast odnawia l u b kreuje poprzez r y t u a ł społeczny ł a d , to
znaczy tworzy lub utwierdza relacje m i ę d z y l u d ź m i na
r ó ż n y c h poziomach (Leach 1989, s. 46-49). Ten inter­
pretacyjny p r o t o k ó ł - najkrócej rzecz b i o r ą c - tak oto spełnia
się w „ p i w n i c y " .
Otwarte przyjaźnie d r z w i , żywe ś w i a t ł o świec, odpowied­
nia do święta dekoracja, zastawiony stół. Przez salki „ P i w ­
nicy" przewija się t ł u m . R y t u a ł czytania z B i b l i i , k o l ę d y
- jeśli to o p ł a t e k - życzenia, gesty przyjaźni i pojednania.
R o z m o w y , potem alkohol, coraz więcej ludzi, w y c h o d z ą
stateczni przyjaciele kabaretu. Bywa, że jeszcze później k t o ś
p r z y ś n i e na b o k u . W k o ń c u zniszczone dekoracje, rozbite
szkło, bełkotliwe resztki r o z m ó w - tak d o p e ł n i a się w swoim
przeciwieństwie k a ż d y r y t u a ł .
Opisane wyżej święta i zabawy m a j ą swój specyficzny
w y m i a r t a k ż e i dlatego, że fenomen „ P i w n i c y " tworzy też
skupiony w o k ó ł niej k r ą g towarzyski - dalszych i bliższych
przyjaciół. M i c h a ł Roniker w j e d n y m z w y w i a d ó w z J o l a n t ą
D r u ż y ń s k ą w k r a k o w s k i m Polskim Radio stwierdził, że
„ P i w n i c a pod B a r a n a m i " p r z e t r w a ł a tyle lat właśnie dzięki
temu ś r o d o w i s k u , k t ó r e stale odnawia się.
Ś r o d o w i s k o to jest niezwykle z r ó ż n i c o w a n e . M ó w i ą c
o n i m M i c h a ł Roniker m i a ł zapewne na myśli a k t o r ó w ,
reżyserów, p l a s t y k ó w , p o e t ó w , p o l i t y k ó w , dziennikarzy,
n a u k o w c ó w i innych. W s p o m a g a j ą o n i kabaret swoją t w ó r ­
czością, p o s t a w ą , a p r o b a t ą i g o t o w o ś c i ą do zabawy. Czuli
krytycy, p o m y s ł o d a w c y , uczestnicy premier, b a l ó w , imienin,
sylwestrów i bywalcy „ p i w n i c z n e g o " baru t w o r z ą rzeczywi­
ście d r u g ą d o p e ł n i a j ą c ą część „ P i w n i c y " i co ważniejsze
pojawiają się w niej ciągle nowe postacie.
„ P i w n i c a " p r z y c i ą g a swoją legendą, p l o t k a m i , k t ó r e o niej

69

i

�k r ą ż ą , i ś w i a d o m i e t w o r z o n y m obrazem. P r z y c i ą g a więc
i inne postacie, o k t ó r y c h nie m y ś l a ł cytowany wyżej znany
t ł u m a c z . M a m na myśli s a m o u k ó w , d e b i u t a n t ó w , grafoma­
n ó w , p i j a c z k ó w , h o c h s z t a p l e r ó w , ludzi o k i c z o w y m stylu
bycia, ale też postacie niebanalne oraz n i e o k r e ś l o n ą m a s ę
k i b i c ó w , wieloletnich k l i e n t ó w baru i stałych u c z e s t n i k ó w
„ p i w n i c z n y c h " imprez, znajomych znajomych, i tak dalej.
D o p i e r o łącznie te dwie wymienione a przemieszane grupy
t w o r z ą ś r o d o w i s k o kabaretu „ P i w n i c a p o d B a r a n a m i " .
Socjograficzne p o d z i a ł y tej całości m o ż n a r o b i ć stosując
r ó ż n e kryteria. O d w e w n ą t r z w i d a ć j ą j a k o bardzo z r ó ż ­
n i c o w a n ą , w o p i n i i potocznej całość: „ P i w n i c a " i k r ą g
przyjaciół to „ b a n d a p i j a k ó w " - j a k w y n i k a z wpisu do księgi
wystawy „ C o nam z tego z o s t a ł o " - w łagodniejszej wersji to
b ł a z e n a d a , p a s o ż y t n i c t w o , g ł u p o t a . Kabaret zawsze fas­
cynował i odpychał.
Takie ś r o d o w i s k o - rozumiane globalnie - jest potrzebne
„ P i w n i c y " . Jest ono t ł e m koniecznym dla jej działalności.
G d y b y nie ta życzliwa ś r o d o w i s k o w a p u b l i c z n o ś ć wiele
imprez nie m o g ł o b y się o d b y ć . T o ona p r z y c i ą g a ł a innych,
n a d a w a ł a k o l o r y t u i sensacyjności wydarzeniom, gdy obok
siebie stawały lub bawiły się persona grata i persona
incognita. Wiele o s ó b z tak zwanego ś r o d o w i s k a bywanie
w k r ę g u „ P i w n i c y " traktuje j a k o legitymację ich z w i ą z k ó w
z kabaretem. Są one przekonane, że t w o r z ą rodzaj duchowej
w s p ó l n o t y i właściwie one też t w o r z ą ten kabaret. T a k dzieje
się od lat. Potwierdza to n a s t ę p u j ą c a obserwacja.
Kiedy p o latach p o j a w i a j ą się w K r a k o w i e ludzie z k r ę g u
przyjaciół „ P i w n i c y " p o s z u k u j ą z n i ą k o n t a k t ó w . Z n a j d u j ą c
w niej w ł a s n e wspomnienia raczej niż rzeczywistość, k o n ­
statują co chwila: t u nic się nie zmieniło. A zmieniło się
wszystko. Nie ma k a w i a r n i „ K o l o r o w a " (dawnego miejsca
s p o t k a ń ) , i n n i są artyści w kabarecie, ma on inny wyraz
artystyczny, n o w i ludzie t w o r z ą ś r o d o w i s k o , inny jest też
status kabaretu. A l e w t y m niedostrzeganiu zmian t k w i siła
myślenia istotowego, znanego c h o ć b y z teorii f o l k l o r u . T o
dzięki temu zachowuje się ciągłość tradycji - tej „ p i w n i c z n e j "
również.
W s p ó l n o t ę a r t y s t ó w i przyjaciół podtrzymuje też i inna,
t r w a j ą c a o d lat sytuacja, w a ż n a chyba dla o b u g r u p - c h o c i a ż
t r u d n o t u o jednoznaczne opinie. Chodzi o uczestnictwo
w kabarecie od strony kulis.
Gdy toczy się kabaretowy spektakl w piwnicach P a ł a c u
pod Baranami, w pomieszczeniach kabaretu o b o w i ą z u j e
pewien funkcjonalny p o d z i a ł . Część stałych b y w a l c ó w nie­
odmiennie zajmuje swoje ulubione miejsca przy barze i w sali
tzw. „ k o l u m n o w e j " . P u b l i c z n o ś ć tłoczy się w salce, w k t ó r e j
trwa w y s t ę p , natomiast artyści m a j ą do dyspozycji m a ł ą
g a r d e r o b ę , salkę, przez k t ó r ą w c h o d z ą na p o d i u m oraz salę
z w a n ą „ p l a n e t a r i u m " (dawniej „ ś l i z g a w k a " ) . W salce przejś­
ciowej p o d lustrem Piotr Skrzynecki u k ł a d a plakat - tak
nazywa się schemat w y s t ę p u - w p r o w a d z a j ą c p o p r a w k i
i ostateczne decyzje. T u i do „ p l a n e t a r i u m " m a j ą prawo
w s t ę p u osoby z a p r z y j a ź n i o n e z „ P i w n i c ą " .
W „ p l a n e t a r i u m " p e ł n y m znajomych prowadzi się roz­
m o w y , popija a l k o h o l , t u p r z y g o t o w u j ą się artyści, czasem
jeszcze coś p r ó b u j ą . T u s k ł a d a się i m pierwsze gratulacje po
występie, t u na stronie słyszy się o nich złośliwe uwagi
i p l o t k i . T u o n i sami wygłaszają nudne autotematyczne
m o n o l o g i , n a r z e k a j ą , k r y t y k u j ą innych, zarzekają się, że
więcej j u ż nie w y s t ą p i ą i ... biegną na scenę. Czasem t u
r ó w n i e ż grają i śpiewają artyści s k r a c a j ą c sobie czas oczeki­
wania na wejście. Czasem k o n c e r t u j ą t u podchmieleni goście.
M i ę d z y t y m wszystkim k r ą ż y zdenerwowany Piotr S „ w y w o ­
łuje na scenę, pyta o w r a ż e n i a , podpowiada, kłóci się, wita
w przelocie gości, wyrzuca n a t r ę t ó w i wraca do p u b l i c z n o ś c i ,
by z a p o w i e d z i e ć kolejny w y s t ę p .
Bywa, że w „ p l a n e t a r i u m " znajdują się osoby sławniejsze

70

niż na scenie. C i , k t ó r y m w o l n o p r z e b y w a ć w „ p l a n e t a r i u m " ,
m a j ą poczucie, że uczestniczą w misterium. Być za kulisami
to rodzaj wtajemniczenia, dopuszczenie profana do procesu
powstawania spektaklu. Przekroczenie progu, o g l ą d a n i e od
tyłu tego, co dzieje się na scenie, fascynuje i p r z y c i ą g a .
N a p i ę c i a i relacje jakie w y t w a r z a j ą się w tej dziwnej salce są
też kabaretem - jeden kreują artyści na sali z d e k o r a c j ą
i p u b l i c z n o ś c i ą , inny, k t ó r e g o nie wszyscy są ś w i a d o m i , trwa
w „ p l a n e t a r i u m " . G d y czasem artyści z a p r a s z a j ą t u swoich
nowych gości, to w i d a ć , że w c h o d z ą c y stają onieśmieleni,
czują się nie na miejscu. I n n i j u ż obyci, czerpią z tej atmosfery
rodzaj satysfakcji. Są w centrum, są u siebie.
Za komentarz do opisanej sytuacji niech p o s ł u ż y paraf­
raza p l a t o ń s k i e g o dialogu łon, k t ó r ą p o s ł u ż y ł się M i e c z y s ł a w
P o r ę b s k i , by u w y p u k l i ć istotę relacji m i ę d z y a r t y s t ą i odbior­
cą.
„... G d y ś p i e w a m - m ó w i ł Ion do Sokratesa - w y c h o d z ę z siebie,
płaczę, żeby inni płakali, boję się, żeby przyprawić o strach
słuchaczy. Lecz w głębi duszy wiem dobrze, co robię, i wiem
również, że później będę się śmiał, p o n i e w a ż uczciwie zarobiłem
swoje pieniądze. K t ó ż więc jest autorem ten, który płacze, czy
ten, który się śmieje. K t ó r e m u z nich przypisać wykonane
dzieło. Odbiorca napotyka pierwszego z nich - z a m a s k o w a n ą
postać, która gra przewidzianą dla niej rolę. Idzie za nią i to
powinno mu wystarczyć. Bo jeżeli nie, jeżeli szuka drugiego
z nich - artysty w życiu prywatnym, aktora po spektaklu,
rozczaruje się. Lecz być m o ż e dopiero wtedy dane mu będzie
p o z n a ć aż do k o ń c a pełny mechanizm wszelkiej twórczości..."
(Porębski 1986, s. 241-242).

C z y m f a s c y n o w a ć m o g ą o d b i o r c ę „ p i w n i c z n i " artyści
w życiu p r y w a t n y m , artyści po spektaklu?
„ O d zawsze" tworzyli oni bardzo specyficzny zespół ludzi
i o s o b o w o ś c i b o d ź c u j ą c y c h się nawzajem, często o k r u t n y c h
wobec siebie i dla tych, k t ó r z y nie umieją się p r z e b i ć . Piotr
Skrzynecki p o w i e d z i a ł wprost w j e d n y m z w y w i a d ó w :
„... T u wszyscy się z wszystkich wyśmiewają bez przerwy,
wszyscy plotkują o sobie i bawią się sobą. Nie ma ż a d n e g o
zadęcia. I ta swoboda, jak się zdaje, wyzwala... Najbardziej
drętwych ludzi, którzy tu zostali, u d a ł o się w naturalny s p o s ó b
p o z b a w i ć drętwości..." (Skrzynecki 1993).

Są też k o n f l i k t y , z a z d r o ś c i , g w a ł t o w n e odejścia. Z dawnej,
licznej grupy o s ó b , k t ó r e przewinęły się przez kabaret prawie
n i k t nie poświęcił się m u bez reszty. W i ę k s z o ś ć reprezen­
t o w a ł a r ó ż n e inne gałęzie twórczości lub zawody i do nich
z czasem odeszła. Kabaret był dla nich w a ż n y m miejscem
i f o r m ą manifestacji p o g l ą d ó w , ale przecież nie j e d y n ą .
Nielicznym t y l k o osobom u d a ł a się kariera, k t ó r e j p o c z ą t k i
w i ą ż ą się z kabaretem. Nie inaczej jest współcześnie. Kabaret
nie w y p e ł n i a całości życia a k t o r o m , plastykom, m u z y k o m
i l u d z i o m innych z a w o d ó w .
Czy to co, stwierdziłem m o ż e r o z c z a r o w a ć o d b i o r c ę ,
w sensie w j a k i m u ż y w a tego pojęcia M i e c z y s ł a w P o r ę b s k i .
C z ę ś c i o w o tak, p o n i e w a ż nad kabaretem dominuje o d lat
o s o b o w o ś ć Piotra Skrzyneckiego. T o O n jedynie c a ł y m
swoim życiem potwierdza d a w n ą k u l t u r o w ą m a t r y c ę „ k o m e ­
d i a n t a " - człowieka marginesu. R o z w i n ą ł O n przez lata swój
w ł a s n y styl bycia, k t ó r y w b a n a l i z u j ą c y m opisie dziennikarze
n a z y w a j ą c y g a n e r i ą . Jednak u Piotra S. nie ma fałszywej
pozy. Postrzegany j a k o ironiczny błazen, autentycznie speł­
nia swoje p r o g r a m o w o samotne życie, m i m o że wszystkim
jest znany, z wieloma z a p r z y j a ź n i o n y . Jego w y j ą t k o w y styl
życia sprawia, że jest outsiderem wobec k a ż d e g o ś r o d o w i s k a ,
ale i k a ż d e G o przyjmuje od d o r o ż k a r z y do p r o f e s o r ó w .
Obdarzony w y o b r a ź n i ą , s u b t e l n ą intuicją w sprawach sztu­
k i , manifestacyjnie obnosi swoją p o e t y c z n ą o s o b o w o ś ć i gar­
dzi p o w s z e d n i o ś c i ą i n i e w o l ą rzeczy. Jego s p o s ó b widzenia
świata i opowiadania o n i m nie pozostaje nigdy na poziomie

�protokolarnego opisu. Jego wypowiedzi t o z a s k a k u j ą c e ,
sensacyjne, surrealistyczne, purenonsensowe o p o w i e ś c i
o zdarzeniach i ludziach.
Ż y c i o w a i t w ó r c z a biografia Piotra S. nie rozczarowuje.
W y p e ł n i a bowiem p e w n ą k u l t u r o w ą figurę z n a n ą z tradycji
europejskiej. N a l e ż y ona dzisiaj do - m o ż n a powiedzieć
- potocznej wiedzy o kulturze. T ą figurą m y ś l e n i a jest
przekonanie o z g o d n o ś c i dzieła i życia t w ó r c y . Dlatego t e ż
biografia artysty bywa często p o d s t a w ą interpretacji jego
twórczości. Zgoda p r z e k o n a ń i d z i a ł a ń człowieka wywołuje
oceny estetyczne i moralne. Spotykamy się z ocenami
„ p i ę k n e " l u b „ p r a w d z i w e " życie. Jurij Ł o t m a n powiada, ż e
zobaczenie pięknej i bogatej o s o b o w o ś c i artystycznej p o ­
głębia przeżycia estetyczne. Biografia artysty m o ż e więc b y ć
elementem d o p e ł n i a j ą c y m dzieło ( Ł o t m a n 1985).
B a z ą tych figuralnych s ą d ó w są p r z e m y ś l e n i a licznych
europejskich t w ó r c ó w . Z a p r z y k ł a d y niech p o s ł u ż ą t u myśli
F r y d e r y k a Schillera o sztuce życia i sztuce j a k o w o l n o ś c i
autokreacji, przekonania Johna Ruskina, że sztuka jest siłą
m o r a l n ą , Herberta Reada, że t w ó r c z o ś ć to rodzaj m o d l i t w y
lub ocalenia ( t a k ż e C y p r i a n K . N o r w i d , H e r m a n Hesse).
(Stróżewski 1983, s. 206-241).
P o w y ż s z e tezy są g ł ę b o k o osadzone w systemach nor­
matywnych. W pewnej sfolkloryzowanej postaci t w o r z ą one
część kliszy j a k ą posługuje się tak zwana szeroka p u b l i c z n o ś ć
w ocenie zjawisk artystycznych. Klisza, podobnie j a k s ą d
stereotypowy, jest oporna na zmiany i odporna na fakty.
W t y m sensie jest m i t o t w ó r c z a i pozaczasowa. Towarzyszy
z r ó ż n i c o w a n y m postawom: aprobacie, rozczarowaniu l u b
niechęci. W a l o r pozytywny lub negatywny uzyskuje w k o n ­
tekście użycia i interpretacji. M o ż e b y ć fragmentem ideologii
a r t y s t ó w l u b p o d ł o ż e m ich oceny przez innych.
L e g e n d ę „ P i w n i c y p o d B a r a n a m i " t w o r z ą z a r ó w n o arty­

ści, j a k i p u b l i c z n o ś ć kabaretu. S t a n o w i ą łącznie stale
o d r a d z a j ą c y się k r ą g . D z i ę k i temu legenda nie ginie a r o ś n i e .
I m więcej „ k i b i c ó w " i przyjaciół w o k ó ł „ P i w n i c y " , t y m
bardziej „ p i w n i c z n e " życie l u b fakt z niego wzięty urasta
poprzez p l o t k ę do rangi zdarzenia i sensacji. W ten s p o s ó b
powstaje kolejne złudzenie o i n t e n s y w n o ś c i życia „ p i w ­
niczan". N a d t o na „ P i w n i c ę " j a k o na całość jej a r t y s t ó w ,
potoczna opinia projektuje, na zasadzie pars pro toto, o c e n ę
osoby Piotra Skrzyneckiego. O n jest jej znakiem.
Czy lepiej więc, i d ą c za r a d ą M i e c z y s ł a w a P o r ę b s k i e g o ,
p o z o s t a ć na kabaretowej sali i u l e g a ć t y l k o złudzie, czy też
w a r t o z a g l ą d a ć za kulisy, by wiedzieć więcej. W p o w y ż s z y m
szkicu czyniłem i jedno i drugie. W i o d ł a mnie myśl wolna o d
r o z c z a r o w a ń i zarazem przekonanie, że „ P i w n i c a " to jest
jednak co innego n i ż „ b a n d a p i j a k ó w " . T e n kabaret, przy
wielu słabościach, ma w ł a s n ą o r y g i n a l n ą f o r m ę , ma jeszcze
przyjaciół i legendę, za k t ó r ą ostatnio o t r z y m a ł w a ż n ą
nagrodę.
„ . . . M a l a r z e i poeci mieli zawsze r ó w n y przywilej o d ­
w a ż a n i a się na wszystko..." - p o w i a d a ł X I I I - w i e c z n y W i l ­
helm Durandus (Tatarkiewicz 1989, s. 163). I m a j ą go nadal.
M o ż n a tak p o w i e d z i e ć o b s e r w u j ą c p o p u l a r n ą recepcję kaba­
retu „ P i w n i c a p o d B a r a n a m i " . Zawsze życzliwa p u b l i c z n o ś ć
nie dostrzega, że obecnie zespół przechodzi swoisty kryzys
wieku ś r e d n i e g o . Traci się gdzieś „ p i w n i c z n a " ideologia,
artyści powielają się, gdzie indziej realizują w ł a s n e p o m y s ł y .
O d c h o d z ą , brak nowych dynamicznych postaci.
Pan Piotr S. kręci nostalgiczny film o dawnych swoich
latach. N a ten temat prowadzi z n i m r o z m o w y Zbigniew
Benedyktowicz. Pani Joanna Roniker pisze w s p o m n i e n i o w ą
k s i ą ż k ę o „ P i w n i c y " . C z y ż b y j u ż czas t y l k o na wspomnienia?
Czy „ P i w n i c a " znowu się odrodzi, czy też przyjdzie powie­
dzieć: Sic transit Gloria.

BIBLIOGRAFIA
Arystoteles
1989 Poetyka, wyd. I I (opracowanie H . Podbielski), Wrocław
Bachtin Michaił

1993 Czy Chrystus się śmiał, „Nowa Res Publica" nr 1, s. 17-18
Gryglewicz Tomasz

1970
1975

Guriewicz Aron

Problemy poetyki Dostojewskiego, Warszawa
Twórczość
Franciszka Rabelaisgo a kultura ludowa
niowiecznego i renesansu, Kraków

śred­

Benedyktowicz Zbigniew
1988 O święcie i świętowaniu. Rozmowa z Piotrem Skrzyneckim
z udziałem Zbigniewa Bujaka, Czesława Robotyckiego i An­
ny Szałapak, „Polska Sztuka Ludowa" nr 1-2, s. 107-114
1992 Uciekające zdjęcia. Rozmowa z Piotrem Skrzyneckim, „Kon­
teksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, s. 168-178
Bobek Ryszard, Gardulski Marek
1992 Piwnica pod Baranami, album fotograf, (wyd.) Towarzystwo
Przyjaciół Piwnicy pod Baranami, Kraków
Brach-Czaina Jolanta
1984

Marsjasz
Imię róży,

Warszawa

Dlaczego Platon wykluczył

Głowiński Michał
1992

1981
1991

Rytuał

i demagogia, Warszawa

Goff Jacques le

Odnawianie znaczeń,

kultury, Warszawa

Kraków

Surrealizm i etnografia, (w:) Metodologiczne problemy współ­
czesnych badań nad kulturą i tradycją, Toruń, s. 79-94

Leach Edmund
1989 Kultura i komunikowanie,

(w:) E. Leach, A . L . Greimas,

i narracja, Warszawa

z państwa,

Ironia jako postawa i jako wyraz, Kraków

Łotman Jurij
1985 O biografistyce, „Literatura na świecie", nr 11 (172),
s. 348-353
Łotman Jurij, Uspienski Borys
O semiotycznym mechanizmie kultury, (w.) Semiotyka

kul­

tury, Warszawa, s. 177-201
Maziere Pierre la
1926

poetów

Homo ludens. Zabawa jako źródło

Kaniowska Katarzyna

1975
Kraków

Gawroński Alfred
1984

1967

Janicka Krystyna
1985 Surrealizm, Warszawa
Janion Maria

1984

czyli na marginesie literatury, Kraków

Okultyzm, czary, mody kulturalne,
Traktat o historii religii, Łódź

kultury ludowej, Warszawa

Łagocki Zbigniew
1968 Piwnica (wstęp, wybór tekstów, zdjęcia), Kraków
Laguna Piotr

Eliade Mircea
1992
1993

w sztuce polskiej XX wieku, Kraków

Problemy średniowiecznej

Rytuał

Eco Umberto
1987

1987

Groteska

Huizinga Johan

Etos nowej sztuki, Warszawa

Bystroń Jan Stanisław
1960 Komizm, (wyd. I I ) Wrocław
Caillois Roger
1973 Żywioł i lad, Warszawa
Ćapek Kareł
1981

1984

Warszawa

Oflziell Amusements, (w:) Sitten geschichte
rausg: Leo Schidrowitz) Wien-Leipzig

Podbielski Henryk
1989 Wstęp, (w:) Arystoteles, Poetyka,
s. V - C I .

von Paris, (he-

(wyd. I I ) , Wrocław,

71

I

�Porębski Mieczysław
1986
Sztuka i informacja, K r a k ó w
1989
Granica współczesności
(wyd. I I ) , Warszawa
Richter Hans
1983
Dadaizm. Sztuka i antysztuka, Warszawa
Romanowski Andrzej
1990
Przed złotym czasem. Szkice o poezji i pieśni
patriotyczno-wojennej lat 1908-1918, K r a k ó w
Skrzynecki Piotr
1993
O Zygmuncie Koniecznym, „ S u p l e m e n t " nr 21, marzec,
K r a k ó w , s. 10
Słowiński Mirosław
1990
Błazen. Dzieje postaci i motywu, P o z n a ń

Zaproszenie na sesję n a u k o w ą w U J : Krakowskie

72

Stróżewski Władysław
1983
Dialektyka twórczości,
Kraków
Tatarkiewicz Władysław
1989
Historia estetyki, t. 2, Estetyka średniowieczna,
Warszawa
Wasilewski Jerzy Sławomir
1989
Tabu a paradygmaty etnologii. Warszawa
Weiss Tomasz
1987
Legenda i prawda Zielonego Balonika, K r a k ó w
W o ź n i a k o w s k i Jacek
1991
Kraków
miasto stare, nowa sztuka, (w:) Kraków
dialog
tradycji, K r a k ó w , s. 77-93

Kopce, 5.06.1992. Projekt: Jerzy Skarżyński

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11441" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11419">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d497a8afb5ec86b68c55fa52651a5123.pdf</src>
        <authentication>2b4856f27982c6115434b1ea8696d783</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136310">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2446</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136311">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136312">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2270</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136313">
                <text>Parodia i ironia w teorii i praktyce literackiej Umberto Eco / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136314">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.31-34</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136315">
                <text>Rutkowska, Teresa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136316">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136317">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136318">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136319">
                <text>Parodia i ironia w teorii
i praktyce literackiej
Umberta Eco
Teresa Rutkowska

Śmiech, j a k powiada W i l h e l m de Baskerville w Imieniu
róży, stanowi cechę d y s t y n k t y w n ą g a t u n k u ludzkiego.
Śmiech, m ó w i ponadto, p r z y t a c z a j ą c h i p o t e z ę egipskiego
alchemika, posiada wielką moc k r e a t y w n ą , bowiem B ó g
stworzył świat śmiejąc się i śmiejąc się s i ó d m e g o dnia
s t w o r z y ł obdarzonego d u s z ą człowieka. Z a ś wiara pozba­
wiona r a d o ś c i daje do ręki b r o ń szatanowi.
Imię róży jest poza wszystkim powieścią o prawie człowie­
ka do ś m i e c h u , o walce o to prawo. W powieści tej
konsekracja ś m i e c h u dokonana zostaje przez Arystotelesa,
k t ó r y autorytetem swoim z a ś w i a d c z a o wadze tego zjawiska
w kulturze. O n to pisze w księdze swojej Poetyki, będącej
zaczynem powieściowej i n t r y g i kryminalnej:
1

„ P o k a ż e m y , jak śmieszność faktów rodzi się z przyrównania
lepszego do gorszego i na o d w r ó t , z zaskakiwania wybiegiem,
z niemożliwości i z p o g w a ł c e n i a praw natury, z błahego i z nielo­
gicznego, z poniżenia o s ó b , z użycia pantomim błazeńskich
i pospolitych, z dysharmonii, z wybrania rzeczy mniej godnych.
P o k a ż e m y potem, j a k ś m i e s z n o ś ć wypowiedzi rodzi się z wielo­
znaczności między słowami podobnymi dla rzeczy odmiennych
i odmiennymi dla rzeczy podobnych, z gadatliwości i powtarza­
nia, z gry słów, ze zdrobnień, z błędów w wymowie i barbaryzmów."
2

O t ó ż wydaje się, że ś w i a d o m o ś ć i s t o t n o ś c i tego aspektu
intelektualnej kondycji człowieka towarzyszy U m b e r t o Eco
o d samego p o c z ą t k u . Poczucie h u m o r u , ironia, wyczulenie
na absurd, z d o l n o ś ć do parodystycznej syntezy, to tyleż
cechy n i e o d ł ą c z n i e z w i ą z a n e z jego pisarstwem (z biegiem
czasu intensyfikujące się i doskonalone), co stale, w r ó ż n y c h
wariantach, p o w t a r z a j ą c y się m o t y w jego r o z w a ż a ń .
T y m właśnie c h c i a ł a b y m się zająć. Jak jednak p i s a ć
o c z y m ś tak nieuchwytnym i w y s u b l i m o w a n y m j a k poczucie
humoru? Najmniej ryzykowne wydaje się prześledzenie jego
p r z e j a w ó w na płaszczyźnie tekstowej, j a k k o l w i e k i ten
problem przekracza znacznie ramy referatu takiego j a k ten.
T o t e ż wiele kwestii zostanie t u jedynie zasygnalizowanych.
B e z p o ś r e d n i m tłem m o i c h r o z w a ż a ń będzie myśl U m b e r t o
Eco. W pierwszej części a r t y k u ł u o d w o ł a m się wprost do jego
wypowiedzi ma temat funkcji i r o n i i , parodii i pastiszu,
p o s ł u g u j ą c się p r o p o n o w a n ą przez niego b a z ą pojęciową,
niekiedy, j a k s ą d z ę k o n t r o w e r s y j n ą . O p o w i e m o niej jednak
z d o b r ą w i a r ą , nie polemicznie — bo zależy m i nie tyle na
prezentacji w ł a s n e g o stanowiska — ile przede wszystkim na
wydobyciu, tak typowej dla U m b e r t o Eco, z g o d n o ś c i teorii
z praktyką.
O d w o ł a m się do t e k s t ó w jawnie i po prostu pastiszowych,
a t a k ż e do tych bardziej wyrafinowanych, k t ó r e p a r o d i ę ,
ironię i pastisz w y k o r z y s t u j ą z a r ó w n o w funkcji estetycznej,
j a k i dyskursywnej, m e t a j ę z y k o w e j . Zastrzec też chcę, że
— głównie z uwagi na brak miejsca — nie p r z y t o c z ę
d o k ł a d n y c h definicji ani i r o n i i , ani p a r o d i i , ani pastiszu

— nie podaje ich zresztą i sam Eco, o g r a n i c z a j ą c się do
charakterystyki opisowej i c z ą s t k o w e j tych t e r m i n ó w , ufny,
j a k zawsze, w k o m p e t e n c j ę odbiorcy.
Przy całej swojej r ó ż n o r o d n o ś c i , w s z e c h s t r o n n o ś c i i mozai k o w o ś c i t w ó r c z o ś ć U m b e r t o Eco — naukowa i literacka,
t a k ż e ta pozornie b ł a h a i ulotna, felietonowo-dziennikarska
— jest nad podziw s p ó j n a . Wszystko t u łączy się ze s o b ą .
Metafora kłącza (rhisori) Deleuza i Guattari'ego, na k t ó r ą
Eco tak c h ę t n i e się p o w o ł u j e wydaje się t u najwłaściwsza.
Ten rodzaj labiryntu bez p o c z ą t k u i k o ń c a , bez centrum,
ciągle w akcie tworzenia i rozrostu jest s t r u k t u r ą d o m i n u j ą ­
cą, w p o s z c z e g ó l n y c h utworach i w jego dziele j a k o całości.
T o rzecz fascynująca śledzić, j a k p r z e m y ś l n i e w jego
pastiszach s k r y w a j ą się klucze do Imienia róży czy Wahadła
Foucaulta i odwrotnie, zaś w obu p o w i e ś c i a c h — klucze do
teorii interpretracji i odwrotnie, a we francuskim w y d a n i u
zbioru esejów Wojna fałszerstw (La guerre dufaux) klucze do
w y w o d u Lector in fabuła i odwrotnie. Eco, j a k ż e by m o g ł o
b y ć inaczej, zaprasza do o d b i o r u intertekstualnego. Jeśli
więc chcemy b y ć czytelnikami m o d e l o w y m i , idealnymi
— a do takich przecież Eco się zwraca — musimy p o d d a ć się
tej pokusie, wziąć udział w grze, d a ć się uwieść przygodzie
intelektualnej i s z u k a ć tych p o w i ą z a ń , bez obawy o u t r a t ę
naukowej solenności. M o ż e się to jednak stać pod j e d n y m
tylko warunkiem. M u s i m y „wiecznie p o w r a c a ć " , odczyty­
w a ć wciąż na nowo te lektury, tak rozmaite przecież i w tak
rozmaitych j ę z y k a c h s f o r m u ł o w a n e .
Z r e s z t ą sam Eco m ó w i o sobie, że jest typem intelektuali­
sty postmodernistycznego. I n t e l e k t u a l i s t ó w w s p ó ł c z e s n y c h
dzieli na trzy grupy. T y p pierwszy — to profesor szkoły
frankfurckiej, k t ó r y stając wobec ś w i a t a k u l t u r y masowej,
w niezgodzie na alienację, k t ó r a jest z nią z w i ą z a n a , o s ą d z a j ą
krytycznie za p o m o c ą kategorii filozoficznych, przyjmując
3

4

31

�p o s t a w ę odrzucenia w stosunku do przedmiotu analizy,
Jedynym n a p r a w d ę w i e l k i m przedstawicielem tej odmiany
jest w e d ł u g niego Walter Benjamin.
T y p drugi — to intelektualista p o k r o j u M c L u h a n a , k t ó r y
żyje w społeczeństwie konsumpcyjnym, l u b i je i decyduje się
m ó w i ć j ę z y k i e m tego s p o ł e c z e ń s t w a .
Wreszcie t y p trzeci, z k t ó r y m Eco się identyfikuje, to
intelektualista postmodernistyczny. P o s t a w ę jego ilustruje
w y p o w i e d ź Edgara M o r i n a — o t y m , że nie m o ż n a analizo­
w a ć fenomenu piłki n o ż n e j , jeśli nie umie się c z e r p a ć czystej
p r z y j e m n o ś c i z o d b i o r u meczu. Ten t y p intelektualisty
ś w i a d o m niebezpieczeństw, jakie ze s o b ą niesie k u l t u r a
masowa, jest n a m i ę t n y m jej o d b i o r c ą , kinomanem, telewi­
dzem, czytelnikiem k o m i k s ó w . Rezygnuje z postawy klerkowskiej. A l e żyjąc w społeczeństwie naznaczonym w p ł y w a ­
m i k u l t u r y masowej, nie rezygnuje z j ę z y k a
filozoficznego
i kategorii teoretycznych, z a k ł a d a j ą c w s z a k ż e , że i ten j ę z y k
u w i k ł a n y jest w kontekst współczesności.
W y r a z takiej postawie d a ł Eco j u ż wiele lat temu, w pracy
Apokaliptyczni
i zintegrowani (1964). T u , katastroficznej,
„ a p o k a l i p t y c z n e j " właśnie wizji h u m a n i s t ó w , duchowych
a r y s t o k r a t ó w , p o s t r z e g a j ą c y c h w kulturze masowej f o r m ę
rozprzestrzeniającego
się nieuchronnie
barbarzyństwa
— przeciwstawia p u n k t widzenia z w e w n ą t r z , tych „zinteg­
r o w a n y c h " , k t ó r z y remedium na b a r b a r z y ń s t w o w i d z ą w do­
k ł a d n y m rozpoznaniu p r o c e s ó w k o m u n i k o w a n i a , a t a k ż e
w usprawnianiu systemu komunikacji, w s t a ł y m „ u d r a ż n i a n i u " w y w o d ó w intelektualnych i p r z e f o r m u ł o w y w a n i u
koncepcji sztuki i estetyki tradycyjnej w świetle tych właśnie
p r o c e s ó w . Rozwija tę myśl w Dopiskach do Imienia
róży.
D o ż y l i ś m y c z a s ó w , gdy awangarda s t a ł a się tradycją, miłą
niekiedy w odbiorze. Zachwiana z o s t a ł a dychotomia p o m i ę ­
dzy p o r z ą d k i e m a chaosem, p o m i ę d z y t w o r e m konsumpcyj­
n y m a dziełem p r o w o k u j ą c y m . N i e a k c e p t o w a l n o ś ć odbior­
cza sztuki awangardowej p r z e s t a ł a b y ć gwarantem w a r t o ś c i .
Schemat aksjologiczny awangardy nie z o s t a ł wprawdzie
całkowicie obalony, ale mocno p o d w a ż o n y . Istnieją w e d ł u g
Eco elementy kontestacji i zerwania w dziełach przeznaczo­
nych do łatwej konsumpcji, z a ś wiele z tych, k t ó r e z założenia
m a j ą b y ć prowokacyjne i o b r a z o b ó r c z e , w istocie niczego nie
kontestują.
Awangarda historyczna usiłowała r e g u l o w a ć porachunki
z przeszłością, z t y m , co oswojone. Rezultatem tych po­
c z y n a ń jest informel, a w k o ń c o w y m etapie sztuka koncep­
tualna, czyli rodzaj m e t a j ę z y k a , k t ó r y m ó w i o rzeczach
niemożliwych. Dalej j u ż pójść nie m o ż n a . O d p o w i e d z i ą
postmoderny na m o d e r n ę jest założenie, że przeszłości nie da
się z b u r z y ć — bo jej dekonstrukcja prowadzi do ciszy.
Przeszłość natomiast trzeba nieustannie w e r y f i k o w a ć — ale
nie w s p o s ó b niewinny. U t r a t a niewinności jest faktem
powszechnym i d o k o n a n y m . Przeszłość należy w e r y f i k o w a ć
z i r o n i ą . Postmodernista, pisze Eco, jest w sytuacji takiej, j a k
w y k s z t a ł c o n y człowiek zakochany w w y k s z t a ł c o n e j kobiecie.
Nie m o ż e jej p o w i e d z i e ć — z d o b r ą w i a r ą : „ K o c h a m cię
miłością b e z n a d z i e j n ą " , p o n i e w a ż on wie, że ona wie (i ona
wie, że on wie), że te zdania zostały j u ż napisane przez k o g o ś
takiego, j a k Barbara Cartland (której i w naszych księgar­
niach jest p e ł n o ) . Jest jednak na to rada. M ó g ł b y jej
powiedzieć: „ J a k powiada Barbara Cartland: « K o c h a m cię
miłością b e z n a d z i e j n ą » " . I w rezultacie powie jej to, co chciał
powiedzieć, u n i k a j ą c fałszywej niewinności, powiedziawszy
jasno, że nie m o ż e m ó w i ć w s p o s ó b niewinny, że j ą kocha i że
kocha j ą w epoce utraconej niewinności. I obydwoje b ę d ą
musieli z a a k c e p t o w a ć to ciśnienie przeszłości, to deja dit
5

— ś w i a d o m i e i z p r z y j e m n o ś c i ą zagrają w tę i r o n i c z n ą grę,
p o n i e w a ż o w o branie w c u d z y s ł ó w nazywamy właśnie i r o ­
n i ą . Tyle Eco.
6

32

I r o n i a więc to gra metalingwistyczna. W epoce post­
modernizmu nie da się tej gry z r o z u m i e ć — jeśli b ę d z i e m y
b r a ć j ą p o w a ż n i e . C h o c i a ż zawsze z n a j d ą się tacy, k t ó r z y
dyskurs ironiczny w e z m ą na serio. (Postmodernizm nie
m ó w i , wyjaśnia w t y m ż e p o s ł o w i u Eco, do a n a l f a b e t ó w
zlobotomizowanych przez mass-media, ale ma też r o z e r w a ć
i p o r u s z y ć k o g o ś więcej niż, j a k p o w i a d a ł M a n n , pierwszych
chrześcijan i d e w o t ó w sztuki.)
Postmodernizm w t a k i m ujęciu jest więc k a t e g o r i ą ducho­
w ą (Kunstwolleń),
a t a k ż e sposobem d z i a ł a n i a . W t y m
znaczeniu, powiada Eco, k a ż d a epoka ma swoją postmodernę.
Idealna powieść postmodernistyczna p o w i n n a w e d ł u g
niego s y n t e t y z o w a ć opozycję p o m i ę d z y realizmem i irrealizmem, p o m i ę d z y formalizmem a a n a l i z ą treści, l i t e r a t u r ą
czystą i z a a n g a ż o w a n ą , e l i t a r n ą i m a s o w ą — j a k d o b r y jazz
i muzyka klasyczna.
I r o n i a jest zasadniczym mechanizmem retorycznym stoso­
w a n y m w p a r o d i i . Parodia nowoczesna — j a k tego d o w o d z i
L i n d a Hutcheon, ma nie tyle moc ośmieszającą i destrukcyj­
n ą (ten cel przyświecał p a r o d i i klasycznej) — ile moc
i n t e r t e k s t u a l n ą , czyli moc aktualizowania i rekonstruowania
innych t e k s t ó w w j e d n y m hipertekście (zgodnie z terminolo­
gią Genetta). Parodia utrzymuje dystans krytyczny w sto­
sunku do tekstu parodiowanego. Bywa paradoksalnie, i ta jej
właściwość wydaje się szczególnie interesująca w świetle
p r a k t y k i uprawianej przez Eco, „ p e ł n y m szacunku h o ł d e m
i j e d n o c z e ś n i e prztyczkiem w nos d a n y m t r a d y c j i " . Za takie
parodie u w a ż a ł Eco swoje teksty o d w o ł u j ą c e się do Borgesa,
Joyce'a i ( O dziwo!) Derridy.
7

8

Ten rodzaj p a r o d i i stosowali zresztą Barth, Fowles, N a b o ­
kov, M u r d o c h i oczywiście sam Borges. Parodia, dodaje Eco
jest lasem deja vu i deja dit, przez k t ó r y trzeba przejść c h c ą c
d o t r z e ć do czegoś nowego. W przypadku Imienia
róży
i Wahadła Faucaulta jest to las gęsty, przez k t ó r y trudno się
niekiedy p r z e d r z e ć , ale też niespodzianka, k t ó r a czeka nas na
k o ń c u , warta jest tego t r u d u .
Kategoria i r o n i i bywa przez Eco rozumiana d o ś ć szczegól­
nie. Jako chwyt retoryczny, ale t a k ż e , podobnie j a k post­
modernizm, j a k o typ postawy intelektualnej wobec świata.
M ó w i w j e d n y m z w y w i a d ó w : „ I r o n i a jest przede wszystkim
imperatywem g o d n o ś c i . Jak p o w i e d z i a ł Villiers d'lsle A d a m ,
życie jest potworne, pozostawmy ten problem naszym nie­
w o l n i k o m " . Jako figura retoryczna odznacza się ironia
g ł ę b o k ą a m b i w a l e n c j ą . Jest w istocie s z t u k ą m ó w i e n i a rzeczy
przeciwnych o d tych, k t ó r e są uznane za prawdziwe, ale
z w i a r ą w inteligencję odbiorcy, że ó w zna p r a w d ę i rozpozna,
strategię, j a k ą się posługuje nadawca. Jest to figura na
granicy tekstu i tego, co poza tekst wykracza, czyli konteks­
tu. Eco zwraca u w a g ę na to, iż ironia m o ż e b y ć najdoskonal­
szą strategią p e r s w a z y j n ą .
9

Jest to jednak strategia nie bez ryzyka. U w a ż a się po­
wszechnie, że tragedia odznacza się większą u n i w e r s a l n o ś c i ą
niż komedia. Eco w eseju o Komizmie i regułach z t o m u La
guerre de faux
zwraca u w a g ę na fakt, iż w y n i k a to s t ą d , że
w utworze tragicznym w i a d o m o d o k ł a d n i e , j a k i e reguły
uległy przekroczeniu, p o n i e w a ż reguły te zostały uprzednio
explicits s f o r m u ł o w a n e przez c h ó r — w tragedii klasycznej
lub przez szeroko zarysowany kontekst społeczny, na przy­
k ł a d w powieści d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e j . I n n y m i słowy, k a ż d e
dzieło tragiczne jest swojego rodzaju lekcją a n t r o p o l o g i i
kulturowej. W k o m e d i i dochodzi do p o g w a ł c e n i a scenariu­
szy w s p ó l n o t o w y c h , z n a j o m o ś ć k t ó r y c h zostaje z g ó r y
z a ł o ż o n a . Śmieszność zostaje zasugerowana za p o m o c ą
figury pronuntiatio, ale jedynie zasugerowana. K o m e n t a r z
do i r o n i i zabija ironię. Eco ma ś w i a d o m o ś ć tych o g r a n i c z e ń .
Zdaje sobie s p r a w ę z faktu, iż część z tego co pisze jest
10

�niepercypowalna poza jego krajem, w j ę z y k u i n n y m niż
włoski. Dlatego też nader pieczołowicie weryfikuje obcoję­
zyczne wydania swoich u t w o r ó w pastiszowych, a niekiedy
czuje się w o b o w i ą z k u d o o k r e ś l i ć , ich kontekst (we francus­
k i m w y d a n i u Diario minimo, n o s z ą c y m tytuł Pastiches
et
postiches — w traktacie fenomenologicznym o M i k u Bongiorno wyjaśnia, że jest to prezenter telewizji włoskiej,
zawdzięczający p o p u l a r n o ś ć absolutnej swojej przeciętności,
a fragmenty literackie analizowane w futurologicznym eseju
o wynikach prac archeologicznych na p ó ł w y s p i e a p e n i ń s k i m
po w y b u c h u a t o m o w y m to teksty piosenek w ł o s k i c h z lat
3 0 — 6 0 ) . Jego w s t ę p y do u t w o r ó w literackich, a t a k ż e
obszerne Dopiski do Imienia róży świadczą jednak o pewnym
niepokoju w t y m względzie, j a k k o l w i e k nieustannie de­
klaruje w i a r ę w kompetencje swojego czytelnika. Problem
w t y m , że zazwyczaj u Eco m a m y do czynienia z p a r o d i ą
„ u c z o n ą " i p o z i o m w y m a g a ń stawianych przezeń czytel­
n i k o w i bywa bardzo wysoki.
11

Jakie więc są cechy tego czytelnika modelowego?
W s p o s ó b najbardziej wyrazisty s f o r m u ł o w a ł je oczywiście
Eco w pracy Lector in fabuła.
O d w o ł a j m y się do jej
fragmentu, p o ś w i ę c o n e g o analizie nader przewrotnej no­
welki Alphonse'a Allais'a p.t. Dramat typowo paryski
(Un
dramę bien parisieri). Jest to o p o w i e ś ć o dwojgu niezmiernie
zazdrosnych m a ł ż o n k a c h , stale ze s o b ą s k ł ó c o n y c h . K a ż d e
z nich otrzymuje pewnego dnia a n o n i m o w y list, w k t ó r y m
zawarta jest w i a d o m o ś ć , że w s p ó ł m a ł ż o n e k ( k a ) dnia tego
a tego spotka się z k o c h a n k i e m ( ą ) na balu maskowym
w przebraniu " p i r o g i kongijskiej" i "templariusza fin de
sićcle". Zjawiają się więc w sekrecie na t y m ż e balu jedno
przebrane za p i r o g ę , drugie za templariusza, szukając się
wzajemnie. Z n a j d u j ą się, wieczór k o ń c z y się w lokalu, gdzie
zdejmują maski — i t u ogromne zaskoczenie: ani jedno, ani
drugie nie jest domniemanym w s p ó ł m a ł ż o n k i e m .
12

Wszystkie poprzednie rozdziały są przygotowaniem teore­
tycznym do rozprawy z t y m u t w o r e m . Eco lojalnie uprzedza:
Jeśli jesteś na tyle inteligentny, aby o d c z u ć paradoksalny
dowcip tej nowelki, jesteś w y s t a r c z a j ą c o inteligentny, aby
zrozumieć mój wywód.
Pierwszy więc warunek to inteligencja i kompetencja. C ó ż
to oznacza? Oznacza to m i ę d z y i n n y m i u m i e j ę t n o ś ć wpada­
nia w p u ł a p k ę z a s t a w i a n ą i przez Eco i Allais'a i g o t o w o ś ć na
przyjęcie niespodzianki. W ł a ś c i w a lektura tego u t w o r u jest
rodzajem chytrej p r ó b y . Zwycięskie jej przejście — to nie
t y l k o zrozumienie tego dziełka, ale przede wszystkim zro­
zumienie będącej naszym u d z i a ł e m pracy u m y s ł u w procesie
interpretacji. I , dodaje Eco — j a k w s z a n u j ą c y m się k r y m i n a ­
le p r a w d z i w y m m o r d e r c ą jest czytelnik. Oznacza to po
prostu, że czytelnik idealny musi „ p o d j ą ć się kooperacji
tekstowej — a więc o d b i e r a ć wirtualne intencje" zawarte
w tekście.
Czytelnik jednak, i to jest d r u g i n i e z b ę d n y jego atrybut,
musi p o s i a d a ć coś, co Eco nazywa k o m p e t e n c j ą encyk­
l o p e d y c z n ą , k t ó r e j towarzyszy intuicja i w r a ż l i w o ś ć po­
zwalająca a k t u a l i z o w a ć jedne hipoteksty w hipertekście,
a inne, j a k pisze Eco „ n a r k o t y z o w a ć " , czyli u n i e w a ż n i a ć .
T o stawia przed czytelnikiem u t w o r ó w Eco szczególne
wymagania. Kompetencja czytelnika parodii musi być nieja­
ko p o t r ó j n a :
1) lingwistyczna — tak by m ó g ł r o z p o z n a ć i z r o z u m i e ć
język;
2) retoryczna — w y m a g a j ą c a z n a j o m o ś c i n o r m i rozpozna­
nia o d s t ę p s t w o d niej;
3) ideologiczna — aby m ó g ł o d n i e ś ć się do systemu w a r t o ­
ści.
T o w a r z y s z y ć temu musi z n a j o m o ś ć konwencji k u l t u r o ­
wych i historii interpretacji poprzednich t e k s t ó w ;

Czasem autor litościwie udziela nam w s k a z ó w e k . N a
p r z y k ł a d w traktacie antropologicznym o zachowaniach
seksualnych m i e s z k a ń c ó w doliny Padu s f o r m u ł o w a n y m
przez australijskich a b o r y g e n ó w , j a k sam pisze, o d w o ł u j e
się b e z p o ś r e d n i o do pracy Malinowskiego, ale t a k ż e do
metod Margaret M e a d , R u t h Benedict czy Kroebera, po­
sługując się ponadto z lekka tylko retuszowanymi cytatami
z Husserla, Binswangera i Heideggera. W e w s p o m n i a n y m
szkicu o pracach archeologicznych nawiązuje do szkoły
frankfurckiej i j a k wyjaśnia do „ a d o r n i z u j ą c y c h k r y t y k ó w
w ł o s k i c h " . Czasem w s k a z ó w k i t k w i ą w samym tekście, j a k
na p r z y k ł a d w zjadliwym eseju o trzech s ó w k a c h na k o m o ­
dzie, gdzie aplikuje na a b s u r d a l n ą w y l i c z a n k ę dziecięcą
najbardziej solenne metody analizy tekstowej, „ c y t u j ą c "
Starobinskiego, Jakobsona, Levi-Straussa, Le Goffa, Lacana, D e r r i d ę , Guattariego, wreszcie Greimasa z jego k w a d ­
ratem m o d a l n o ś c i , nie szczędząc i siebie samego.
1 3

Z p o w i e ś c i a m i sprawa jest jednak znacznie trudniejsza.
Bowiem poza bardzo w ą s k i m k r ę g i e m specjalistów — czytel­
nik nie m o ż e wiedzieć z całą p e w n o ś c i ą , czy ma do czynienia
z k o n f a b u l a c j ą , p a r o d i ą , czy z faktami i w y w o d e m serio. Oto
bohaterowie Wahadła Foucaulta p r z y g o t o w u j ą Plan temp­
lariuszy:
„ D o d a w a ł o nam otuchy uzgodnienie — milczące, j a k
wymaga etykieta i r o n i i — że parodiujemy logikę tamtych.
A l e w czasie d ł u g i c h przerw, kiedy k a ż d y z nas osobno
g r o m a d z i ł m a t e r i a ł y do wspólnej pracy, ze spokojnym
sumieniem, gdyż w przekonaniu, że zbiera fragmenty, k t ó r e
złożą się na p a r o d i ę mozaiki, nasze m ó z g i p r z y w y k ł y w i ą z a ć
bez ustanku wszystko ze wszystkim, jeśli m i a ł o się to
d o k o n y w a ć automatycznie. Sądzę, że na pewnym etapie
zanika r ó ż n i c a m i ę d z y nawykiem udawania, iż się wierzy,
a nawykiem w i e r z e n i a . "
T a d w o i s t o ś ć i tajemnica jest losem czytelnika
Wahadła.
Jak u Borgesa, k t ó r y wymyślił idealnego p a r o d y s t ę Pierre'a
M o n o d a , autora Don Kichota, k t ó r e g o a m b i c j ą b y ł o sparo­
diowanie Cervantesa s ł o w o po słowie, linijka po linijce — tak
aby tekst parodiowany i parodia stały się identyczne.
Ten w ą t e k podjęty zostanie w Wahadle Foucaulta w opo­
wieści Belba o Johnie Dee, Baconie, Szekspirze i Cervantesie
— gdzie wszyscy imitują wszystkich tak dalece, że autor j a k o
osoba r o z p ł y w a się w niebycie.
Eco z nie u k r y w a n ą satysfakcją stwierdza w Dopiskach
do
Imienia róży, że ilekroć, k t ó r y ś z k r y t y k ó w z a r z u c a ł m u
przestylizowanie i p r z e s a d ę — zarzut był chybiony, bo
d o t y c z y ł tekstu autentycznego.
Trzecim warunkiem właściwego o d b i o r u jest podjęcie
t r u d u p o w t ó r z e n i a lektury. Ten „ p i e r w s z y raz" musi b y ć
oczywiście na tyle w a b i ą c y , aby czytelnika do tego zachęcić
— to j u ż zadanie autora. W trakcie ponawiania procesu
odczytywania rodzi się czytelnik krytyczny — d o k o n u j ą c y
interpretacji, k t ó r y niejako zabija w sobie czytelnika naiw­
nego z okresu pierwszej lektury. T o odnosi się tyleż do
czytelnika nowelki Allais'a, co do czytelnika Eco — a praw­
dopodobnie do czytelnika k a ż d e g o u t w o r u opartego na
strategii ironicznej.
Brak t u miejsca na w y w ó d bardziej szczegółowy, ale c e c h ą
niezmiernie i s t o t n ą r o z w a ż a ń w Lector in fabuła jest przemia­
na scholastyki semiologicznej w l u d y c z n ą wycieczkę, zaba­
w ę , c h w i l a m i w b u r l e s k ę . U jej korzeni t k w i jednak za­
dziwiająca dyscyplina p o j ę c i o w a i metodologiczna.
W y p a d a więc p o w i e d z i e ć nieco więcej o parodii j a k o
o sposobie uprawiania przez Eco m e t a k r y t y k i naukowej.
Ta metakrytyka daje o sobie z n a ć w tekstach jawnie
parodystycznych na p r z y k ł a d we wspomnianym tekście
o trzech s ó w k a c h . W tych tekstach pozornie, do z ł u d z e n i a
prawdziwych, Eco o d k r y w a p u ł a p k i metodologiczne roz14

33

�m a i t y c h szkół humanistycznych, własnej zresztą r ó w n i e ż .
A l e parodia jest obecna i w tekstach o randze wybitnie
naukowej. N a p r z y k ł a d w Granicach interpretacji
dokonuje
on bardzo ostrej k r y t y k i zasad tego, co nazywa i n t e r p r e t a c j ą
n i e o g r a n i c z o n ą . A u t o r Dzieła otwartego, pozwala je sobie
wymienić w punktach :
1) tekst poddaje się n i e s k o ń c z o n y m interpretacjom.
2) nie ma jednego sensu — nie ma intencji autora.
3) język odbija n i e a d e k w a t n o ś ć myśli.
4) tekst jedno-sensowy jest tekstem kalekim.
5) grzechem j ę z y k a jest szukanie iluzji sensu.
6) k a ż d y m o ż e stać się w y b r a n y m , wtajemniczonym — j e ś l i
narzuci w ł a s n ą intencję lektury na a u t o r s k ą ( n i e u c h w y t n ą ) .
W ten s p o s ó b k a ż d y czytelnik stać się m o ż e n a d c z ł o w i e k i e m .
7) słowa m a s k u j ą sens.
8) „ w y b r a n y " rozumie, że prawdziwy sens tekstu to pustka.
9) najważniejsze: semiotyka to spisek, zmowa tych, k t ó r z y
c h c ą nam n a r z u c i ć wiarę, że język służy k o m u n i k o w a n i u
myśli.
Sam Eco przyznaje n a s t ę p n i e , że jest to karykatura
interpretacji nieograniczonej, ale z a s t o s o w a ł j ą ś w i a d o m i e ,
p o n i e w a ż k a r y k a t u r y ujawniają fizjonomię, tendencje, cechy
inaczej nieuchwytne. Nie chodzi o to, aby w c z a m b u ł
p o t ę p i a ć wspomniane powyżej zasady — ale ujęte w t a k ą
całość — s k ł a d a j ą się one na obraz patologicznego syndromu
aluzji i p o d e j r z e ń i implikują metafizykę p o z o r ó w tyleż
s u g e s t y w n ą , co u k r y t ą . C i , k t ó r z y u p r a w i a j ę ten rodzaj
nauki, nie są b y ć m o ż e — powiada litościwie Eco — paran o i k a m i , ale dręczy ich choroba podejrzliwości. T y m stylem
argumentacji posługuje się Eco d o s y ć często.
N o t a bene wspomniana metoda interpretacji hermetycz­
nej i nieograniczonej z o s t a ł a przewrotnie i cynicznie w p r o ­
wadzona w życie przez Causabona i jego towarzyszy w Wa­
hadle przy mistyfikowaniu Planu templariuszy. T u Eco d a ł
w y k ł a d n i ę tego, do czego doprowadza inwazja g ł u p s t w a .
D o c h o d z i m y w ten s p o s ó b do n a s t ę p n e j cechy Ecowskiej
parodii. Parodia jest k ł ą c z e m . Figury ironiczne i p a r o d i ę
stosuje w obu p o w i e ś c i a c h i niemal we wszystkich pracach
naukowych. W y d a ł t a k ż e dwa t o m y Diario minimo ( g r u p u j ą ­
ce felietony z „ E s p r e s s s o " drukowane z przerwami o d lat 60
do tej p o r y — częściowo znamy je ze z b i o r k u Zapiski
na
pudelku zapałek). Są to, j a k pisze, ćwiczenia w stylu R a y m o n ­
da Queneau, w tej samej aurze intelektualnej, co
Mythologiques Barthesa. N i e k t ó r e z tych t e k s t ó w nie m a j ą
charakteru parodystycznego, przechylają się raczej w s t r o n ę
czystego, bezinteresownego pastiszu, r o z r y w k i , wyzbytej
intencji krytycznej i moralizatorskiej, pisanej j a k m ó w i
autor, lewą r ę k ą , j a k c h o ć b y „ p i o s e n k i do ś p i e w a n i a przy
winie na kongresach n a u k o w y c h " . W praktyce nawet ta
deklarowana b e z i n t e r e s o w n o ś ć m o ż e b y ć postrzegana j a k o
bodziec do n a m y s ł u nad k u l t u r ą w s p ó ł c z e s n ą , tą najbardziej
t r y w i a l n ą i t ą w y r a f i n o w a n ą . R ó w n o c z e ś n i e t u właśnie
pozwala sobie Eco na rozwijanie p o m y s ł ó w parodystycznych zainicjowanych w tekstach poważniejszych, k t ó r e
z uwagi na ciągłość w y w o d u m u s i a ł p o w ś c i ą g a ć . W drugiej
części Diario minimo m a m y na p r z y k ł a d k o n t y n u a c j ę pomys­
łu Belba i Diotalleviego co do reformy uniwersytetu i fakul­
tetu irrelewancji p o r ó w n a w c z e j — gdzie s t u d i o w a ć się będzie
15

to co z b ę d n e i n i e m o ż l i w e , czyli r o z b u d o w a n ą k o n c e p c j ę
tetrapiloktomii. R o z d z i a ł p o ś w i ę c o n y recenzjom książek
n a d e s ł a n y c h do wydawnictwa (Biblii, Jerozolimy
Wyzwolo­
nej Tassa, Boskiej Komedii Dantego), zawarty w pierwszej
części Diario minimo, to egzemplifikacja o d b i o r u a-kontekstualnego i a-historycznego, a więc absurdalny komentarz do
Lector in fabuła i Granic
interpretacji.
T a s p ó j n o ś ć w y w o d u sankcjonowana jest przez trzy
toposy Ecowskie: Bibliotekę (wraz z jej u n o w o c z e ś n i o n ą
wersją — komputerem), L a b i r y n t i W y d a w n i c t w o . Rzeczy­
wistość, po k t ó r e j porusza się on i jego bohaterowie — to
rzeczywistość t e k s t ó w k u l t u r y . W i l h e l m de Baskerville, Causabon, Belbo — to r ó ż n e oblicza porte-parole autora.
Erudyci, k t ó r z y p r a c ę intelektu w y k o n u j ą z ironicznym
dystansem, ale i paradoksalnie, z pasją d e t e k t y w ó w .
Badanie m o d a l n o ś c i z n a c z e ń — to p o w o ł a n i e semiotyka,
k t ó r e Eco realizuje w całym, swoim dziele. Parodia jest
j e d n y m ze ś r o d k ó w dochodzenia do celu. Jednym z n a j w a ż ­
niejszych a s p e k t ó w parodii, k t ó r ą Eco się interesuje —jest
płaszczyzna lingwistyczna. J u ż od lat 60 doskonali instru­
menty dekodowania lingwistycznego, instrumenty dekonstrukcji j ę z y k o w e j . Z d o l n y jest p a r o d i o w a ć wszelkie style
j ę z y k a pisanego i m ó w i o n e g o . B a w i się g r ą z n a c z e ń . Paro­
diuje języki d y s k u r s ó w naukowych i style autorskie (między
i n n y m i Manzoniego, Cortazara, N a b o k o v a , Robe-Grilleta,
Borgesa), z a r ó w n o w formie bardziej rozbudowanej, j a k
i w s p o s ó b maksymalnie syntetyczny — j a k w felietonie
z Diario minimo, gdzie ustami najrozmaitszych pisarzy
i filozofów udziela odpowiedzi na pytanie: Come va? (Co
słychać?). Rozmaite fragmenty Wahadła Foucaulta dostar­
czają t u szczególnie w d z i ę c z n e g o m a t e r i a ł u do analizy.
O d r ę b n y aspekt jego pisarstwa parodystycznego to ono­
mastyka. M a m y z t y m do czynienia z a r ó w n o w p o w i e ś c i a c h ,
j a k i drobnych pastiszach. D o w c i p tam opiera się na
swobodnych, absurdalnych skojarzeniach w y p ł y w a j ą c y c h
z p o d o b i e ń s t w a d ź w i ę k o w e g o (częste w Pastiszach).
Niekie­
dy, jest to istotne przede wszystkim w p o w i e ś c i a c h , i m i o n a
i nazwiska to klucze, k t ó r y c h dopasowanie wymaga dedukcji
ze strony czytelnika, zawsze jednak się o p ł a c a , p o n i e w a ż
pomaga w d o o k r e ś l e n i u funkcji postaci.
W t y m miejscu, z p e ł n ą ś w i a d o m o ś c i ą , iż temat nie z o s t a ł
wyczerpany, d o s z ł a m do k o ń c a moich r o z w a ż a ń . Jest prze­
cież jeszcze Eco — autor książki ekologicznej dla dzieci i Eco
— autor historii w y n a l a z k ó w , Eco — autor w s t ę p u do zbioru
k o m i k s ó w i t d . Ze zdjęć prasowych i licznych, umieszczanych
w czasopismach k a r y k a t u r (Eco jest p o s t a c i ą niezwykle na
zachodzie p o p u l a r n ą — i c h c ą c nie c h c ą c usytuowany z o s t a ł
w systemie gwiazd współczesnej k u l t u r y ) s p o g l ą d a na nas
wyrozumiale w s z e c h w i e d z ą c y m spojrzeniem, u ś m i e c h a j ą c
się u ś m i e c h e m z lekka s z a t a ń s k i m . Zgotuje nam zapewne
jeszcze niejedną n i e s p o d z i a n k ę .
D o d a m m o ż e jeszcze t y l k o , że j a k o klasyk sam też j u ż
bywa przedmiotem parodii, że w s p o m n ę o księżce Philipa
Sollersa Portret gracza, w k t ó r y m analizowane są przyczyny
niezwykłej
popularności
powieści
Róża
bezimienna
( c y t . " J e s t e ś m y t u na dole po to, aby się ś m i a ć , nie będzie tego
m o ż n a r o b i ć w czyśćcu ani w piekle. A w raju — nie będzie
wypadało.")
1 6

P R Z Y PISY
1

Por. Umberto Eco, Imię róży, Warszawa 1991, s. m.in. 113,152,551
Tamże, s.540
Tamże, Dopiski na marginesie, Imienia róży s.613 i dalej.
Por. „Magazin Litteraire" No 187, sept.1982
Umberto Eco, Imię róży, Dopiski..., s.618 i dalej.
Tamże.
Por. Linda Hutcheon, A Theory of Parody. The Teachings of
Twentieth Century Art Form, New York 1985
Tamże, s.12
2

3

4

5

6

7

8

34

9

Wywiad w „Magazin Litteraire" No 262, fevr.1989
Umberto Eco, La guerre de faux, Paris 1985
Tamże.
Umberto Eco, Lector in fabuła, Paris 1988
Umberto Eco, Le Pastiches et postiches, Paris 1992
Umberto Eco, Wahadło Faucaulta, Warszawa 1993, s. 469
Umberto Eco, Les limiles de {'interpretation, Paris 1989
Cyt. za: Annie Montant, La Parodie indefinie et le discours de
Tincroyance, (w:) Dire la Parodie, Paris 1988
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11440" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11418">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f340ef6558544502e4c34e1ef6dee8ae.pdf</src>
        <authentication>de6b4f8e855b47cfeb23886483e75fe7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136300">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2451</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136301">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136302">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136303">
                <text>"Tango" - taniec uniwersalnej alienacji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136304">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.48-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136305">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136306">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136307">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136308">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136309">
                <text>1

„Tango" - taniec uniwersalnej alienacji
Zbigniew Benedyktowicz
U w a g i te i refleksja (poprzedzone projekcją d w u k r ó t k i c h
filmów Zbigniewa R y b c z y ń s k i e g o : pierwszego, zrealizowa­
nego w s p ó l n i e z Bogdanem D z i w o r s k i m
Wdech-wydech
oraz nagrodzonego Oscarem w 1983 r o k u Tanga ) p o w s t a ł y
na marginesie przygotowywanej, w Pracowni filmu I n s t y t u t u
Sztuki P A N , książki o twórczości Zbigniewa R y b c z y ń s ­
k i e g o . C h c ę je t u p r z e d s t a w i ć j a k o przyczynek do tematu
„ E t n o l o g i a wobec w s p ó ł c z e s n o ś c i " . Sam fakt zajmowania
się przez w s p ó ł c z e s n ą e t n o l o g i ę filmem j a k o tekstem k u l t u r y
nie jest j u ż dzisiaj c z y m ś w y j ą t k o w y m i dziwnym, ani
r z a d k i m i odosobnionym. Świadczy o t y m rozwijająca się
o d r ę b n a dziedzina j a k ą jest antropologia filmu, postrzegana
j u ż to j a k o subdyscyplina etnologii, j u ż to j a k o specyficzne
o d r ę b n e podejście interpretacyjne b i o r ą c e za m a t e r i a ł do
analiz dzieło filmowe. P o d k r e ś l a się w s p ó l n o t ę d o ś w i a d c z e ń
p o m i ę d z y fotografią, filmem a e t n o g r a f i ą i a n t r o p o l o g i ą .
Rozwija się r ó w n i e ż nowy rodzaj „ p i s a n i a " , czy też tworze­
nia antropologii - przy pomocy fotografii, kamery filmowej
i video - tzw. antropologia wizualna, w k t ó r e j nie brak
r ó w n i e ż antropologicznej refleksji nad w s p ó ł c z e s n y m i i daw­
n y m i zjawiskami k u l t u r y wizualnej. M o g ą więc b y ć te uwagi
r ó w n i e ż przyczynkiem na rzecz uzasadnienia prawomocno­
ści, potrzeby i s e n s o w n o ś c i stosowania takiego antropologi­
cznego spojrzenia na film, rozpatrywania go w antropologi­
cznej perspektywie, odnajdywania w dziele f i l m o w y m zawar­
tego w n i m antropologicznego w s p ó ł c z y n n i k a . K r ó t k o i po
prostu m ó w i ą c , byłby to przyczynek, k t ó r e m u m o ż n a by d a ć
tytuł: „ O potrzebie i s e n s o w n o ś c i pisania antropologicznego
komentarza do dzieła filmowego, jakiego n i k t inny poza
antropologiem nie napisze."
B e z p o ś r e d n i m z a ś powodem dla tych uwag stała się
recenzja p i ó r a Charlesa Solomona, j a k a u k a z a ł a się w „ L o s
Angeles T i m e s " w k r ó t c e po nagrodzeniu filmu Oscarem,
pod frapującym (już nie tylko dla antropologa) t y t u ł e m
,,Tango" - polski taniec alienacji. Oddajmy głos Solomonow i : „Tango to hipnotyczne, z ł o ż o n e dzieło, k t ó r e z o b a c z y ć
trzeba kilkakrotnie, aby w pełni je d o c e n i ć . W r a z z p o c z ą t ­
kiem starego, zdartego tanga oczom w i d z ó w ukazuje się
pusty, anonimowy p o k ó j . Przez o k n o wpada piłka, do
ś r o d k a wdrapuje się c h ł o p i e c i podnosi j ą . F i l m wydaje się
być oparty na żywej akcji, ale struktura jego jest osobliwa
- działanie c h ł o p c a powtarza się z zadziwiającą d o k ł a d n o ś ­
cią. Kiedy wspina się po raz drugi, do p o k o j u wchodzi
kobieta t u l ą c n i e m o w l ę , potem wychodzi. A k c j a rozbudowu­
je się dalej, aż do c h w i l i , gdy na planie porusza się 26 a k t o r ó w
i aktorek, a p o k ó j r o b i się bardziej z a t ł o c z o n y niż kabina
o k r ę t o w a w filmie braci M a r x Noc w operze. Potem t ł u m
p o w o l i się rozprasza, i p o k ó j się wyludnia. Co w a ż n e , ludzie
ci nie współdziałają ze s o b ą , k a ż d y kontynuuje swoje działa­
nie w izolacji, zupełnie obojętnie, nie reagując na otaczający
go chaos - komentarz do zbyt ciasnych m i e s z k a ń w polskich
miastach i bolesnej alienacji, k t ó r ą ten stan rzeczy w y w o ł u je(...)"
W stosunku do wiele z a p o w i a d a j ą c e g o tytułu ta jedno­
znaczna autorytatywna, bo p o w a ż n i e b r z m i ą c a , mieszkaniow o - k u l t u r o w a konkluzja interpretacji uderza p r o s t o t ą i spra­
wia, że trudno p o w s t r z y m a ć u ś m i e c h . A l e nie mniejsze
poczucie niedosytu p o z o s t a w i a j ą i p o z o s t a ł e filmoznawcze
wyjaśnienia rozwijające zresztą konsekwentnie ó w w ą t e k
polskich t r u d n o ś c i mieszkaniowych. Z n a m i e n n y m przy t y m
1

2

3

4

5

48

dla nich rysem jest to, że k o n c e n t r u j ą się one głównie na
zagadnieniach warsztatowych, ściśle technicznych. Podkre­
ślają zazwyczaj b a n a l n o ś ć historyjki, właściwe jej nieważ­
n o ś ć . Przestrzegają przed doszukiwaniem się w filmie j a k i ś
głębszych treści filozoficznych. T e m u p r y m a t o w i z g a d n i e ń
technicznych t o w a r z y s z ą przede wszystkim r o z w a ż a n i a nad
przechodzeniem przez R y b c z y ń s k i e g o od filmu do nowej
f o r m u ł y i porzucaniem forrny filmowej na rzecz innej.
R o z w a ż a n i a nad o d k r y w a n i e m przez niego nowej formy
obrazowania j a k ą u m o ż l i w i a technika video. O t o k i l k a
takich p r ó b e k .
W artykule Jak Polak pisze Jean Paul Fargier: „ Z b i g n i e w
R y b c z y ń s k i uprawia video od zawsze. Nawet kiedy kręcił
w Polsce filmy eksperymentalne, realizował video. Tango
ostatni film zrobiony w Polsce (...) jest bezdyskusyjnym
video, nawet jeśli jego podstawa ma charakter
filmowy,
a wszystkie jego t r i c k i są klasycznymi maskami i kontrmaskami filmowymi. A l b o w i e m czasoprzestrzenna strategia,
k t ó r a organizuje to dzieło, absolutnie genialne, należy do
d z i a ł a n i a video. Chodzi o stworzenie m o ż l i w o ś c i r ó w n o c z e s ­
nego obejrzenia o k o ł o trzydziestu akcji r o z g r y w a j ą c y c h się,
by tak rzec, w t y m samym czasie w bardzo m a ł y m p o k o j u
(gdzie znajduje się o k n o , troje drzwi, szafa, stół i ł ó ż k o ) . N a
p o c z ą t k u p o k ó j jest pusty. Przez o k n o wpada piłka, za n i ą
wdrapuje się dziecko, k t ó r e pragnie j ą o d z y s k a ć , c h ł o p i e c
wyrzuca piłkę i sam wychodzi. Lecz natychmiast piłka
powraca i dziecko r ó w n i e ż . Uwaga! pętla! Uwaga: w trakcie
p o w r o t u pierwszej pętli pojawia się (i zawiązuje) inna akcja;
j a k i ś m ę ż c z y z n a wchodzi, zabiera (kradnie?) walizkę leżącą
na szafie. I tak dalej, d w a d z i e ś c i a a nawet trzydzieści akcji
będzie się s u m o w a ć w tej ciasnej przestrzeni. Przy stole
m ę ż c z y z n a będzie j a d ł z u p ę p r z y n i e s i o n ą przez k o b i e t ę .
K i e d y s k o ń c z y , wyjdzie. A l e zaledwie odejdzie od stołu, inny
m ę ż c z y z n a wkroczy do p o k o j u i wejdzie na ten stół, aby
w y m i e n i ć ż a r ó w k ę , stół, z k t ó r e g o z p o w o d u w y ł a d o w a n i a
elektrycznego zejdzie szybciej niż n a ń wszedł, p o z o s t a w i a j ą c
wolne miejsce dla kobiety, j u ż pojawiającej się z talerzem
zupy... K a ż d y z a k ą t e k przestrzeni zostaje maksymalnie
zagospodarowany. Ł ó ż k o służy do przewijania n i e m o w l ę c i a ,
do czekania na śmierć, do uprawiania miłości. T o tak j a k
dziewięć i p ó ł Nowej książki (poprzedni film eksperymental­
ny R y b c z y ń s k i e g o - przyp. Z.В.), p o m n o ż o n e j przez 3 lub 4,
z o s t a ł o ustawione w perspektywie, przezroczyste w stosunku
do siebie, p o ł ą c z o n e w stos uchylający z a r ó w n o przestrzen­
ne, j a k i czasowe rozgraniczenia."
I dalej francuski k r y t y k stawia znamienne pytanie: „ K r y ­
zys mieszkaniowy czy kryzys kina? K i e d y po raz pierwszy
o b e j r z a ł e m Tango, p o m y ś l a ł e m o kryzysie mieszkaniowym
w Polsce ( i innych krajach socjalistycznych). W trakcie
p o w t ó r n e g o o g l ą d a n i a rzucił m i się w oczy kryzys kina (w
kraju rozpowszechnionej telewizji). Tango jest samym k i n e m
(ze swoimi drzwiami i o k n a m i , swoimi wejściami i wyjściami
z planu, swoimi banalnie p o w t a r z a j ą c y m i się, z u ż y t y m i
scenariuszami), k t ó r e j a w i się w trakcie zsuwania w prze­
strzeń telewizji, w czasie b e z p o ś r e d n i o ś c i . Wszystko w i d a ć
r ó w n o c z e ś n i e na t y m samym planie: tragedia i burleska
w y r a ż a j ą się tutaj z finezją, ale zyskują na gęstości. Nie ma
czego ż a ł o w a ć . K i n o r e p r e z e n t o w a ł o p e w n ą siłę dramatycz­
ną, k o m i c z n ą , c z ę s t o k r o ć p o t ę ż n e emocje. Video otwiera się
na nowy świat emocji, ś m i e c h ó w , d r a m a t ó w . "
6

7

�Pora przejść do analiz czynionych od w e w n ą t r z i o d d a ć
głos p o l s k i m a u t o r o m . Pisze M a r c i n G i ż y c k i : „ D o pustego,
przechodniego p o k o j u wpada przez o k n o p i ł k a . Za nią tą
s a m ą d r o g ą wchodzi c h ł o p i e c . Bierze piłkę, wyskakuje przez
o k n o . Piłka natychmiast wpada ponownie do w n ę t r z a . C y k l
powtarza się, j a k zacięta p ł y t a . Z a c z y n a j ą p o j a w i a ć się inne
postacie, w c h o d z ą c e z r ó ż n y c h stron. Z a c h o w u j ą się one tak,
j a k by były same w p o k o j u . Wszystkie w y k o n u j ą ściśle
o k r e ś l o n e c z y n n o ś c i i w y c h o d z ą , aby natychmiast ponownie
się p o j a w i ć i p o w t ó r z y ć d o k ł a d n i e to samo. M i m o , iż o s ó b
stale przybywa, ich d r o g i j a k i m ś cudem tak się przecinają, że
nigdy nie dochodzi do kolizji. I to jest właśnie swoisty
majstersztyk R y b c z y ń s k i e g o , tak z g r a ć wszystkie d z i a ł a n i a
w czasie z d o k ł a d n o ś c i ą co do u ł a m k ó w sekund, żeby
zazębiały się niczym t r y b y w zegarku. Zwyczajne odegranie
tego przez a k t o r ó w b y ł o b y po prostu niemożliwe, a nawet
jeśliby to się w j a k i m ś przynajmniej stopniu u d a ł o i tak nie
u z y s k a ł o b y się owej absolutnej m e c h a n i c z n o ś c i akcji, stano­
wiącej w k o ń c u istotę f i l m u . W momencie k u l m i n a c y j n y m
w p o k o j u znajduje się podobno ponad trzydzieści o s ó b , co
przyjąć trzeba na s ł o w o h o n o r u , bo widz gubi się w liczeniu
znacznie wcześniej. Później w n ę t r z e zaczyna się stopniowo
w y l u d n i a ć , tak j a k się wcześniej zapełniło - to znaczy, że po
k t ó r y m ś tam wyjściu postacie nie w r a c a j ą i nie w z n a w i a j ą
c y k l u . T r e ś c i ą f i l m u jest więc ruch i zmienne relacje prze­
strzenne m i ę d z y bohaterami - ruch n a r a s t a j ą c y do pewnego
p u n k t u , w k t ó r y m n a s t ę p u j e szczytowe skomplikowanie
u k ł a d u zgromadzonych postaci, n a s t ę p n i e o p a d a j ą c y , a ż do
ustania wszelkiej akcji. D r a m a t u r g i a Tanga budowana jest
przez zagęszczenie, w d o s ł o w n y m znaczeniu, sytuacji. K a ż d e
wejście nowego l o k a t o r a podnosi napięcie: j a k też uda się m u
przejść przez p o k ó j ? A ludzi przybywa i przybywa. K o n ­
strukcja filmu jest bardzo konsekwentna i jasna. K a ż d e
z a s k a k u j ą c e z a k o ń c z e n i e b u r z y ł o b y logikę założenia, c h o ć
na m a l u t k i e o d s t ę p s t w o autor sobie w finale pozwolił,
zmieniając nieco c z y n n o ś c i ostatnich z w y c h o d z ą c y c h po­
staci, o co m o ż n a mieć pretensje, gdyby s k i e r o w y w a ł o to
w y m o w ę filmu w j a k ą ś zupełnie i n n ą s t r o n ę . P o n i e w a ż
jednak nic takiego nie n a s t ę p u j e , przyjęte r o z w i ą z a n i e o d ­
biera się j a k n a t u r a l n ą , m u z y c z n ą k a d e n c j ę , co znajduje
t a k ż e swoje uzasadnienie w tytule.
Z n a j ą c R y b c z y ń s k i e g o m o ż n a b y ć niemal pewnym, że
Tango i n t e r e s o w a ł o go przede wszystkim j a k o problem
techniczny. Po prostu m i a ł p o m y s ł , wiedział j a k to da się
z r o b i ć . S t ą d n a l e ż a ł o b y b y ć raczej o s t r o ż n y m z doszukiwa­
niem się j a k i ś głębszych intencji filozoficznych (podejmowa­
no takie p r ó b y ) . Niemniej autor r ó ż n i c u j ą c swych b o h a t e r ó w
pod w z g l ę d e m charakteryzacji i k o s t i u m u , co b y ł o konieczne
dla czytelności akcji (nawiasem m ó w i ą c , pojawia się też ó w
m ę ż c z y z n a w czerwonym płaszczu z Nowej książki), i projek­
tując scenerię s t w o r z y ł swoiste polskie p a n o p t i k u m . Wszyst­
k o kotłuje się w j a k i m ś p o k o j u przechodnim, t y m symbolu
polskich k ł o p o t ó w mieszkaniowych, ale i demokratyzacji
s p o ł e c z e ń s t w a (to t u przecież u s t a w i a ł a się po wojnie we
w s p ó l n y m o g o n k u do łazienki inteligencja z klasą robot­
niczą, co utrwalił Leonard Buczkowski w głośnej k o m e d i i
Skarb). Przez owo pomieszczenie przewija się galeria prze­
ciętnych P o l a k ó w . Postacie te p r e z e n t u j ą p e ł n y zakres funk­
cji życiowych s p e ł n i a n y c h w mieszkaniu - od kopulacji
p o c z y n a j ą c , a na umieraniu k o ń c z ą c . Jest więc s p ó ł k o w a n i e ,
karmienie, ubieranie się, s p r z ą t a n i e , a nawet (w d o m y ś l e , bo
ukryte poza kadrem, za d r z w i a m i do łazienki) mycie się
i wydalanie. Są to treści w filmie d r u g o r z ę d n e , niejako
w t ó r n e , niemniej w y z w a l a j ą wiele r ó ż n y c h asocjacji."
8

I jeszcze, na z a k o ń c z e n i e , głos Daniela Szczechury: „ P o d ­
s t a w ą realizacji Nowej Książki, Tanga i innych filmów jest
olbrzymia partytura z ruchami p o s z c z e g ó l n y c h postaci.
Dlatego brak jest f o t o s ó w z filmów R y b c z y ń s k i e g o . Nie

m o ż n a b y ł o w y k o n a ć fotosu z Nowej książki, g d y ż efekt
finalny był p r o d u k t e m w y o b r a ź n i autora i o b r ó b k i laborato­
ryjnej. (...)
W pustym p o k o j u , j a k na scenie p o j a w i a j ą się r ó ż n e
postacie, w y k o n u j ą proste codzienne c z y n n o ś c i . Z czasem
liczba postaci zwiększa się, p r z y b y w a j ą nowe, a k a ż d a
wykonuje stale j e d n ą i tę s a m ą c z y n n o ś ć . C h ł o p i e c wychyla
się zza okna i zabiera piłkę, k t ó r a w p a d ł a do p o k o j u , kobieta
przewija dziecko, dziewczynka odrabia lekcje, babcia umiera
itp. W kulminacyjnej scenie tworzy się c o ś w rodzaju baletu
czy p a n t o m i m y , w k t ó r e j występuje 26 postaci. A k c j a p o w o l i
wygasa i znowu zostaje pusty p o k ó j . Wszystko to rozgrywa
się w rytmie tanga. F i l m prosty w p o m y ś l e i o s z c z ę d n y
w ś r o d k a c h wywiera d u ż e w r a ż e n i e . Po projekcji pada
niezmienne pytanie: j a k to b y ł o zrobione? Rzeczywiście
czegoś podobnego się nie o g l ą d a ł o . "
9

N a s t ę p n i e D a n i e l Szczechura, sam b ę d ą c nielada t w ó r c ą
i r z e m i e ś l n i k i e m w tej dziedzinę, o d s ł a n i a tajniki tej filmowej
roboty. Daje niezwykle rzetelny, fachowy, opis techniczny,
k r o k po k r o k u r e k o n s t r u u j ą c powstawanie tego
filmu.
Dlaczego więc te filmoznawcze analizy, j a k p o w i e d z i a ł e m ,
m o g ą b u d z i ć niedosyt? W ł a ś n i e dlatego, że nawet gdy
s k u p i a j ą c się na samym filmie, starają się w s p o s ó b rzetelny
i szczegółowy go o p i s a ć , p o z o s t a j ą niejako w n i m uwięzione,
skazane na repetycję. U m y k a j ą niejako przed p r ó b ą o d ­
powiedzi „ c o znaczy TangoT, a nawet i przed pytaniem
bardziej o s ł a b i o n y m : „czy Tango m o ż e c o ś z n a c z y ć ? " . I t u
spostrzegam miejsce i rolę dla antropologa, j a k ą m o ż e
o d e g r a ć , p o j a w i a j ą c się ze swym komentarzem. Z p o c z ą t k u
z d a w a ł o b y się, że filmoznawcze podejście w t y m dylemacie:
techniczny (materialny) opis czy poszukiwanie sensu, jest
j a k b y bliższe intencjom t w ó r c y i autora, k t ó r y sam zabiera
głos w tej sprawie (cytuję t u jedynie fragment tej wypowiedzi,
do k t ó r e j przyjdzie jeszcsK nam p o d koniec p o w r ó c i ć ) :
„ N a j w a ż n i e j s z a jest technologia. M o ż n a m ó w i ć o p i ę k n i e
piramidy, ale najistotniejsze jest t o , j a k j ą zbudowano.
Podobnie z wieżą Eiffla. Były protesty, gdy budowano tę
o l b r z y m i ą , s t a l o w ą k o n s t r u k c j ę . M ó w i o n o , jest ohydna.
Teraz stała się sentymentalnym symbolem P a r y ż a . Najpierw
jest konstrukcja, technologia. D o p i e r o potem to obrasta
znaczeniami i wytwarza nastroje. ( . . . ) "
1 0

J e d n a k ż e istnieje i d r u g i biegun. I inne na to spojrzenie.
P o g l ą d , k t ó r y m ó w i , że nie p o w i n n i ś m y jednak do k o ń c a
ufać artystom. U f a ć , to m o ż e tak, ale nie do k o ń c a wierzyć
w to, co m ó w i ą , ani się temu p o d d a w a ć .
Z w r a c a ł na to u w a g ę Janusz Bogucki w rozmowie,
zamieszczonej w „ K o n t e k s t a c h " : „ A r t y s t a jest skupiony na
t y m , co powstaje w jego u m y ś l e i stopniowo przemienia się
w przedmiot. Później nad t y m przedmiotem pracuje, jest cały
zanurzony w świecie w e w n ę t r z n y m tego przedmiotu. N o ale
ten obiekt zaczyna potem żyć swoim w ł a s n y m życiem, k t ó r e
jest r ó w n i e prawdziwe j a k to pierworodne życie w głowie
i w pracowni artysty. A u t o r r o b i ą c to, nie wie na pewno, co
właściwie r o b i , to się t y l k o po części wie. Prawdziwy artysta
nie wie, co r o b i , jest instrumentem, jest ź r ó d ł e m energii,
k t ó r a zostaje przelana w j a k ą ś m a t e r i ę na zasadzie t r o c h ę
z a m i e r z e ń , ale przede wszystkiem p r z e c z u ć - prawda, u m y s ł
nad t y m czuwa, u m i e j ę t n o ś ć fachowa jest na usługi, ale j a k to
się dzieje, bo to nie jest sprawa zaplanowania i wykonania.
Jeżeli jest to sprawa zaplanowana i wykonana, to powstaje
przedmiot estetyczny pusty w ś r o d k u , a jeżeli jest to akt
t w ó r c z y to jest to w j a k i m ś sensie od t w ó r c y n i e z a l e ż n e . "
11

Stojąc zatem na t a k i m stanowisku i w przekonaniu, że
Tango nie jest t a k i m pustym w ś r o d k u przedmiotem estetycz­
nym, (świadczą o t y m też p r z y w o ł a n i autorzy - „ h i p n o t y c z ­
ne, z ł o ż o n e d z i e ł o " , „dzieło genialne", „ m a j s t e r s z t y k " „film
wywiera d u ż e w r a ż e n i e " ) , podsumujmy tymczasem głosy
filmoznawcze. Ilość pozafilmowych o d n i e s i e ń jest t u zniko-

49

�ma. I c h lektura odbywa się głównie w o b r ę b i e omawianego
dzieła (jak jest zrobione) i przebiega w odniesieniu do
jednego kontekstu (kontekst f i l m o w y ) , odsyłając nas j u ż to
do lokalnej (Giżycki - Skarb), j u ż to do światowej - zależnie
zresztą z k t ó r e j strony na to spojrzymy - (Solomon - Bracia
M a r x , Noc w operze; Szczechura j a k o p u n k t odniesienia, j a k
wielu przywołuje - Meliesa) historii kina. Tymczasem pyta­
nie „czy Tango m o ż e coś o z n a c z a ć ? " , „czy Tango c o ś
znaczy?" pozostaje nadal w mocy i nie daje, nie t y l k o nam,
spokoju. Powraca wciąż natarczywie. Natarczywie domaga
się odpowiedzi. O t o stawia je t w ó r c y , dziennikarz p r o w a d z ą ­
cy z n i m w y w i a d dla wydawanego przez A n d y W a r h o l a
pisma „ A n d y Warhols Interview Magazine": „ C z y teraz,
gdy z d o b y ł pan Oscara, m o ż e nam pan powiedzieć, co
oznacza Tango! - (a m y uprzedzeni j u ż , że za bardzo nie
należy wierzyć w t y m względzie artyście) m o ż e m y przyjąć ze
spokojem p a d a j ą c ą o d p o w i e d ź : „ A b s o l u t n i e nic."
Co więc robić? Co z naszym k u l t u r o w y m komentarzem po
t a k i m dictum. N i e ma rady. Trzeba z a c z y n a ć od p o c z ą t k u . . .
Trzeba nam w r a c a ć do Solomona. N a t y m tle ta, zrazu
odrzucona przez nas, śmiesząca nas, bo p ł y t k a w y p o w i e d ź ,
czytana bez c u d z y s ł o w u : Tango - polski taniec alienacji,
pozostaje nadal frapująca i zdaje się w y p r o w a d z a ć nas na
właściwy trop. N o bo rzeczywiście, c o ś t u wydaje się b y ć na
rzeczy. Tango w Teatrze Śmierci K a n t o r a , Tango w filmie
R y b c z y ń s k i e g o , Tango w teatrze absurdu M r o ż k a (To
p o d o b i e ń s t w o nazwy i tytułu z dramatem M r o ż k a o d ­
n o t o w a ł nawet skwapliwie, oficjalny korespondent ówczes­
nej „ T r y b u n y L u d u " i P A P - u , i „ Ż y c i a Warszawy" - Luliński, k o n c e n t r u j ą c się jednak na opisie skandalu w y w o ł a n e g o
przez laureata, k t ó r y z a c h o w u j ą c się agresywnie p r ó b o w a ł
w y k r z y c z e ć c o ś do odebranego m u m i k r o f o n u o „ S o l i d a r n o ­
ści", z a k ł ó c a j ą c p o w a g ę imprezy, a potem, gdy wyszedł na
z e w n ą t r z , nie wpuszczany z p o w r o t e m do ś r o d k a w d a ł się
w b ó j k ę ze s t r a ż n i k a m i z o c h r o n y . )
I d ą c za tropem odczytania, jakie daje Solomon: Tango
- polski taniec alienacji, d o t y k a m y t u centralnego dla ant­
ropologii i antropologiczno-kulturowej problematyki, zaga­
dnienia, j a k i m są l o k a l n o ś ć i u n i w e r s a l n o ś ć kultury, procesy
uniwersalizowania się tego, co lokalne, oraz w c h ł a n i a n i a
tego, co uniwersalne w lokalne i vice versa. D o t y k a m y
problemu kulturowego p r z e k ł a d u . Czy j e s t e ś m y w stanie
o d t w o r z y ć tę d r o g ę ? Zadanie, przyznajmy, t r o c h ę trudne
i k a r k o ł o m n e , j a k ż e p r z y p o m i n a j ą c e sytuację z motta, j a k i m
Jan K o t t o p a t r z y ł niegdyś swoją analizę i r o z b i ó r Tanga
M r o ż k a : „ N i k t stąd nie wyjdzie, d o p ó k i nie znajdziemy idei.
Edek nie wypuszczaj nikogo. (Tango)"
O t o bowiem w
najogólniejszym zarysie d a ł o b y się tę d r o g ę tak zapisać:
L o k a l n y , (egzotyczny, a r g e n t y ń s k i taniec) uniwersalizuje się
stając się europejskim i o g ó l n o ś w i a t o w y m , przenika do
lokalnej k u l t u r y , gdzie poddany zostaje artystycznej, teatral­
nej, literackiej, filmowej o b r ó b c e , by p o w r ó c i ć do niej, tzn.
- do uniwersalnej światowej k u l t u r y , w nowej lokalnej szacie.
O t o j a k l o k a l n o ś ć i egzotyka zostaje oddana temu, co
uniwersalne: Tango stając się p o l s k ą specjalnością - polskim
t a ń c e m alienacji, staje się w swojej l o k a l n o ś c i uniwersalne.
Jak to się dzieje i j a k to jest możliwe?
Zacznijmy najpierw od warstwy lokalnej, starając się przy
t y m nie u r o n i ć nic ze ś l a d ó w i t r o p ó w zawartych w filmoznawczych opisach, jakie j u ż się pojawiły. N i e p r z y p a d k o w o
r o z p o c z ę l i ś m y te uwagi od projekcji i zestawienia tych d w u
tanecznych, a tak r ó ż n y c h filmów, j a k i m i są Tango
i Wdech-wydech (Dziworskiego i R y b c z y ń s k i e g o ) - nota
bene m y l i się t u francuski k r y t y k , kiedy pisze, iż Tango to
ostatni film zrealizowany przez R y b c z y ń s k i e g o w Polsce, jest
n i m właśnie ten w s p ó l n i e z D z i w o r s k i m zrobiony dokument
(1981). Zapis i obraz świata, k t ó r e g o j u ż nie ma, i k t ó r y zda
się z n i k n ą ł w niebycie a za k t ó r y m j u ż o d z y w a ć się zaczyna t u
i ó w d z i e społeczna nostalgia. Ś w i a t a s a n a t o r i ó w i w c z a s ó w .
12

13

50

D o k u m e n t a l n y zapis swoistego PRL-owskiego czasu
ś w i ą t e c z n e g o (w przeciwieństwie do tak p o d k r e ś l a n e j co­
dzienności, i prostych czynności Tanga), a nawet d o s ł o w n i e
k a r n a w a ł o w e g o , czasu kursokonferencji, odbywanej przez
i n s t r u k t o r ó w k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w y c h Towarzystwa Przyja­
źni Polsko Radzieckiej, realizującej swoisty program "re­
kreacji w pomieszczeniach z a m k n i ę t y c h " . Obraz świata
rozrywek i towarzyskich k o n k u r s ó w (nie wyłączjąc k o n k u r ­
su wiedzy o Z S R R ) .
J a k ż e odmienne to filmy! Wdech-wydech to: naturalne
w n ę t r z a , naturalna muzyka (orkiestra dancingowa i z chryp i ą c e g o g ł o ś n i k a ) , muzyka z " t a m t y m i " przebojami, z k o n ­
kursami t a ń c a (są i Podmoskowskije
wiecziera), k o n k u r s a m i
na egzotyczny strój, na artystyczny w y s t ę p , z rekreacją t a k ż e
na świeżym powietrzu, piruetami na ł y ż w a c h , na l o d o w i s k u
w otoczeniu naturalnego, g ó r s k i e g o krajobrazu; to żywi
ludzie filmowani z precyzją, u w a g ą , o s t r o ś c i ą ale i czułością.
C o ś , co filmowo nie ma swego odniesienia, a jedynie umieścić
m o g l i b y ś m y „ p o m i ę d z y " i „ p o n a d " , c o ś p o m i ę d z y i ponad
homo ludens, homo sovieitcus i homo PeReLus;
i c o ś , co
nieudolnie d a ł o b y się określić, j a k o „ p o m i ę d z y "
filmami
i dokumentami o konkursach socjalistycznych fryzjerów
i Rejsem M a r k a Piwowskiego a czeską szkołą
filmową
z Miłością blondynki, i z Pali się moja panno.
Zaczęliśmy
od
zestawienia
tych
dwu
tanecz­
no-muzycznych filmów nieprzypadkowo, bo pozwala n a m
to na przypomnienie o istnieniu jeszcze jednego istotnego
s k ł a d n i k a w twórczości autora Tanga. Pozwala zwrócić
u w a g ę na stale o b e c n ą w a r s t w ę antropologii wizualnej
w filmach R y b c z y ń s k i e g o . Ż e b y t u c h o ć b y w s p o m n i e ć
0 m a ł y m etnograficzno-antropologicznym traktacie j a k i m
jest Święto (1975), z zapisanymi w n i m obrazami, j a k b y
wyjętymi z niedawno opublikowanego na tych ł a m a c h
studium Rocha Sulimy o s y r e n k a c h . M a m y więc w Święcie
o w ą „ k r ó l o w ą pobocza", „ s a m o c h ó d stacjonarny", w y ­
znacznik s p o ł e c z n e g o prestiżu, ó w hybrydyczny t w ó r spo­
między „cywilizacji drewna" i „cywilizacji techniki" w y ­
prowadzany do rytualnego mycia. M a m y t u też r y t u a ł
ś w i ą t e c z n e g o rodzinnego spotkania, z gestami p o w i t a ń i po­
ż e g n a ń , u ś c i s k ó w b r u d e r s z a f t ó w i t o a s t ó w , wizytę na cmen­
tarzu, p a m i ę ć o z m a r ł y c h z „ z a d u s z k o w y m zapalaniem
lampek" z d o b i e g a j ą c y m w tle p ł a c z e m n i e m o w l ę c i a , t r o c h ę
p o ś p i e s z n y i r u t y n o w y , bo n i e m o w l ę przywiezione na cmen­
tarz, marudzi i niecierpliwi się w w ó z k u . M a m y i świąteczne,
o b r z ę d o w e , rodzinne o g l ą d a n i e telewizji. Jest też i na uboczu
pośpiesznie odbywana miłość (w krzakach na działce). Eros
1 Thanatos (jak i w innych filmach R y b c z y ń s k i e g o ) , są blisko
i sąsiadują tu ze s o b ą . ( O t o j a k w y g l ą d a to w opisie k r y t y k a
obcokrajowca: „ D r o b n a kobieta na podmiejskim p o d w ó r k u
ucina łeb kurczakowi - symboliczny r y t u a ł k r w i i ofiary życia
r o z p o c z y n a j ą c y o w ą s p o k o j n ą , nader u p o r z ą d k o w a n ą , tra­
dycyjną c e r e m o n i ę r o d z i n n ą . Czerwony m ę ż c z y z n a wyjeżdża
z g a r a ż u białym samochodem, za k t ó r y m ciągnie się smuga
zielonego d y m u . Rozpoczyna c e r e m o n i a ł mycia samochodu,
p o l e w a j ą c go żółtą woda(...) o ś m i o o s o b o w a rodzina, wraz
z n i e m o w l ę c i e m w w ó z k u , przybywa do d o m u starszego
m a ł ż e ń s t w a . W y k o n u j ą o n i swoisty taniec p o w i t a l n y (...)
n a s t ę p n i e widzimy r o d z i n ę przy obiedzie, nad niedawno
zabitym i p r z y r z ą d z o n y m kurczęciem i s m a k o w i t y m i t r u n ­
k a m i ^ . . ) Po obiedzie rodzina w skupieniu o g l ą d a telewizję,
n i e c h ę t n a do r o z m o w y i znudzona s o b ą wzajemnie. I c h
milczenie kontrastuje z sekwencją dzikiego pościgu na
ekranie telewizora. Potem m a m y r y t u a ł p o ż e g n a ń (...). Te
milutkie sceny liturgii rodzinnej poprzerywane są ujęciami
pary (uciekającej z rodzinnego obiadu), k t ó r a potajemnie
uprawia miłość za domem, niezręczny balet ich r ą k i n ó g (w
ruchu sterowanym przez R y b c z y ń s k i e g o ) upodobnia ich do
p o ż e r a j ą c y c h się i n s e k t ó w . M ę ż c z y z n a myjący s a m o c h ó d
wreszcie z a k o ń c z y ł tę c z y n n o ś ć , natychmiast odprowadza
14

�bezpiecznie do g a r a ż u ó w ukochany symbol statusu społecz­
nego i zamyka drzwi. Starsze osamotnione m a ł ż e ń s t w o
pozostaje w p o k o j u (...) Dziadek moczy nogi, a babcia leży na
łóżku. W dalszym ciągu oglądają ten sam program telewizyj­
n y . " Kamera R y b c z y ń s k i e g o czy to w Święcie, czy eks­
perymentach, w rozbitym na 9 pól obrazie (Nowa
książka),
czy w szaleńczym pościgu w Oj, nie mogę się
zatrzymać
zapisuje i „ u t r w a l a " obraz obyczaju, gestów, banalnego,
codziennego życia, brzydkich k r a j o b r a z ó w miasta, przed­
mieść, s u b u r b i ó w , zapisuje etnografię - j a k to n a z w a ć ?
- miasta, m a ł e g o miasta, m a ł y c h historii, starej rozpadającej
się, i starej-nowej p r z e m y s ł o w o - p a w i l o n o w o - b l o k o w o - b a r a kowej socjalistycznej architektury, „rzeczywistości nie miejs­
kiej nie wiejskiej", o której śpiewał Piotr Szczepanik w „ t a n g u
za p ó ł z ł o t e g o " . Powiada się o wybitnych artystach, że są
t w ó r c a m i jednego dzieła, odnawianego w wielu postaciach
- tak m ó w i się o Fellinim, Bergmanie.
Tango (i ta swoista antropologia wizualna, d o ś w i a d c z e n i e
polskich filmów) jest s t r u k t u r ą w a ż n ą dla t w ó r c z o ś c i R y b ­
c z y ń s k i e g o k o n t y n u o w a n ą dalej w i n n y c h dziełach tego
autora, nieraz odnajdziemy nawet drobne elementy. (Ot
c h o ć b y takie, j a k gesty, drobne delikatne m ł y n k i , k r ę c o n e we
Wdech-wydech przez t a ń c z ą c e g o w takt
podmoskowskich
wieczierow mężczyznę, o d n a l e ź ć m o ż e m y w energicznych
m ł y n k a c h k r ę c o n y c h przez w s p a n i a ł e a m e r y k a ń s k i e dziew­
czyny, szaleńczo j e ż d ż ą c e na w r o t k a c h po Manhattanie
w wideo klipie The Original Wrapper L o u Reeda)
W rysunku-notatce j a k i zamieściliśmy w tej k s i ą ż c e - m o n o grafii o R y b c z y ń s k i m - na samym p o c z ą t k u , notatce, k t ó r a
chyba była szkicem do wideoklipu Imagine (przedstawia trzy
amfiladowo p o ł ą c z o n e pokoje, w k a ż d y m z nich przed
z a m k n i ę t y m i drzwiami stoi ta sama p o s t a ć , człowiek), pod
spodem, w dole m o ż e m y o d c z y t a ć :
- czy o n sam? - j a k o inne postaci
- czy powtarzanie i dodawanie j a k w Tangu
- czy ciągłość jakiejś historii - jednej - kilku?
- j a k a konstrukcja całości? Bohaterami filmów R y b c z y ń ­
skiego są nie t y l k o „ r u c h i relacje przestrzenne m i ę d z y
bohaterami", studia nad p r z e s t r z e n i ą i czasem, bipak, reprojektor i maski, high definition, ale t a k ż e ruch stosunki
i relacje k u l t u r o w e .
W z n a k o m i t y m studium o symbolach i sztuce j a k i m i żywi
się ta t w ó r c z o ś ć , M a ł g o r z a t a Baranowska, autorka pojęcia
kluczowego dla tej twórczości i sztuki, k t ó r ą uprawia
R y b c z y ń s k i : „ r e a l i z m symboliczny", i k t ó r y m to terminem
stara się o b j ą ć i z i n t e r p r e t o w a ć ostatnie filmy R y b c z y ń s k i e g o
wskazuje t a k ż e i na tę k u l t u r o w ą w a r s t w ę , gdzie z n ó w
m o ż e m y o d n a l e ź ć w s p o m n i a n ą p r o b l e m a t y k ę nieustannej
gry, r u c h u , relacji p o m i ę d z y t y m co lokalne i uniwersalne:
„Manhattan
to wizja poetyckiej całości złożonej z wielkiej
ilości osobnych k u l t u r , z w ł a s n y m i k o l o r a m i , strojami,
melodiami, t a ń c a m i , artystami, z nowojorczykami cierpiący­
m i na b e z s e n n o ś ć , z nieco śmiesznymi policjantami i przechy­
trzającymi ich złodziejami, z bezdomnymi, a t a k ż e z nieudol­
n y m i p o l i t y k a m i wszystkich m a ś c i w y k o n u j ą c y m i , bez
w z g l ę d u na cokolwiek, k i l k a r y t u a l n y c h gestów. F i l m y
R y b c z y ń s k i e g o cechuje poczucie h u m o r u . Z a r ó w n o on, j a k
M i c h a ł U r b a n i a k , zrobili wszystko, żeby kolejne sekwencje
z a s k a k i w a ł y z m i a n ą , ale często też śmiesznością obrazu
i d ź w i ę k u . D o najśmielszych chyba scen Manhattanu należy
ogniste tango t a ń c z o n e pewnie przez A r g e n t y ń c z y k ó w , bo t u
sceny podzielono j a k b y w e d ł u g popularnych r y t m ó w po­
szczególnych n a r o d ó w , s k ł a d a j ą c y c h się na wielką m i e s z a n k ę
Nowego J o r k u . Ś r o d k o w a część t u ł o w i ó w tańczącej pary
z a s t ą p i o n a z o s t a ł a w i e l k i m miechem, j a k od h a r m o n i i , k t ó r y
kurczy sie i r o z c i ą g a w r y t m m u z y k i , czyniąc ich raz
olbrzymami, raz k a r ł a m i . Daje to efekt j a k b y obrazow o - d ź w i ę k o w e g o k a l a m b u r u . Bardzo śmiesznie w y g l ą d a rap
t a ń c z o n y t u w powietrzu - r y t m t a k i n i e o d ł ą c z n i e z w i ą z a n y
1 5

1 6

z tupaniem nagle zawieszony nad u l i c ą . "
W y m i a r antropologiczny odnajdziemy w tych d w u fil­
mach o genius loci - j a k n a z w a ł a je M a ł g o r z a t a Baranowska
zbierając w skrócie zawarte w nich tematy: „ F i l m y o D u c h u
Miejsca nadzwyczajnie łącza w sobie nigdy przez R y b c z y ń s ­
kiego nie przerwane studia nad przestrzenią i nad czasem
z wizją tak r ó ż n i ą c y c h się miast. Krajobraz t u zachowuje
swoją s t a t y c z n o ś ć , a ludzie w y k o n u j ą c y symboliczne czynno­
ści w niesamowitym t a ń c u względności określają charakter
miejsca. W w i e l k i m skrócie i uproszczeniu:
Manhattan
reprezentuje - wielkiego grajka, a r t y s t ę , bezdomnego, dziec­
ko, policjanta, kalejdoskop ś w i a t ó w i r ó ż n o r o d n y c h l u d ó w ,
życie, m ł o d o ś ć , miłość, nadzieję, w s p ó ł c z e s n o ś ć . Washington
D. C. reprezentuje - u r z ę d n i k a , o d k r y w c ę , łowcę, napastnika,
znikanie dawnych k u l t u r , żołnierza, k a r n a w a ł , posiadanie,
p i e n i ą d z e , miłość, z d r a d ę , przemijanie, h i s t o r i ę . " W r ó ć m y
do Polski. Zdajemy sobie s p r a w ę z r ó ż n i c p o m i ę d z y Tangiem
u M r o ż k a (1964), Tangiem u K a n t o r a i Tangiem R y b c z y ń s ­
kiego, i nie s p o s ó b ich wszystkich t u rozwijać. Tango
u M r o ż k a (La Cumparsita) jest t a ń c e m zniewolenia do
jakiego zaprasza nas w ł a d z a chama ( „ p r o p o z y c j ą nie do
odrzucenia"), czyż nie jest j a k ą ś wersją niemocy naszej,
echem i przetworzeniem chocholego t a ń c a z arcydramatu
Wesela. Jan K o t t w y w o d z i ł b o h a t e r ó w - Rodzinę
Mrożka
z Kurki Wodnej Witkacego. Jan Błoński pisał: „ W Tangu
p o p e ł n i a s a m o b ó j s t w o idea b u n t u : popada ona we w ł a s n e
p r z e c i w i e ń s t w o , p o n i e w a ż w o l n o ś ć zapowiadana przez
a w a n g a r d o w ą sztukę, umiera w pieczarze E d k a jaskiniowca,
do k t ó r e j nas sama z a p r o w a d z i ł a . "
I n n y jest p o k ó j w s p o m n i e ń , p o k ó j u m a r ł y c h , p o w t a r z a j ą ­
cych mechanicznie elementarne c z y n n o ś c i u K a n t o r a , u k t ó ­
rego zresztą tango pojawia się d o ś ć p ó ź n o , najpierw w Nigdy
już tu nie powrócę (1988) j a k o znak czasu i miejsca - w knaj­
pie: „ C z ę ś ć p i e r w s z ą , owe Zaduszki w tajemniczej knajpie,
prowadzi z kolei a r g e n t y ń s k i e tango Tempos viejos (to j a k b y
replika walca Francois z Umarłej klasy) ,
potem w Cichej
Nocy, gdzie: „ Z c a ł u n ó w p o w o l i zaczynają się rozwijać
postacie. Kolejne o p o w i a d a j ą o swoich śmiesznych i tragicz­
nych i n t y m n y c h katastrofach. W y ł a n i a się cała galeria.
Wszystkie postaci s ą mocno zakorzenione w ikonografii
teatru Cricot 2. - M ł o d y chasyd, w chałacie i j a r m u ł c e ;
r o z t a ń c z o n y k s i ą d z , z drewnianym k r z y ż e m w d ł o n i ; som­
nambuliczna dziewczyna; bigot z r ó ż a ń c e m na szyi; demoni­
czna ulicznica, z m y s ł o w o t a ń c z ą c a kobieta w żałobie; czło­
wiek z r o ś n i ę t y ze szczotką; i ten z czarnym parasolem;
żołnierzyk z I wojny światowej i jeszcze 'nieproszony'
- w czarnych okularach, z r o l k ą papieru z a w i e s z o n ą na szyi.
Scenę wypełniają dźwięki tanga. Wszyscy t a ń c z ą w ekscent­
rycznie dobranych p a r a c h . "
A n o n i m o w y p o k ó j Tanga R y b c z y ń s k i e g o jest daleki od
inteligencko-intelektualnego salonu „ w a r s z a w k i " , a t a k ż e
i jego bohaterowie dalecy od w i d m K a n t o r a , jeśli j u ż
strukturalnie p a t r z ą c , to bliżsi a n o n i m o w y m , szarym l u ­
dziom z Pieszo M r o ż k a , m i m o techniki animacyjno filmowo-videowej to ludzie żywi (sfilmowani t e c h n i k ą live action),
j a k interpretowano Tango - b y ć m o ż e R y b c z y ń s k i sfilmował
p a m i ę ć p o k o j u po jego (żywych? - dop. Z . B ) l o k a t o r a c h .
Skoro p r z y w o ł a n y został „ p o k ó j przechodni" to z p e w n o ś c i ą
tak j a k dla K a n t o r a , tak i dla R y b c z y ń s k i e g o w tle b y ł o b y
i p o k ó j - m i e s z k a n i e z Kartoteki R ó ż e w i c z a (z t y m , że w przy­
padku R y b c z y ń s k i e g o , bez trenu postaci romantycznych
b o h a t e r ó w , ani wojennej przeszłości).
Tango R y b c z y ń s k i e g o sytuuje się najbliżej m o ż e , - przez
swoich szarych a n o n i m o w y c h b o h a t e r ó w (jak zapisane jest
w scenopisie są to osoby, k t ó r e c o ś r o b i ą : 1. c h ł o p i e c z piłką
2. k a r m i ą c a m a t k a 3. n i e m o w l ę 4. złodziej 5. pan z p a c z k ą 6.
dziewczynka r o b i lekcje 7. kobieta niesie z u p ę 8. m ę ż c z y z n a
je z u p ę 9. m ł o d z i e n i e c gimnastykuje się 10. pani z zakupami
11. pan zmienia ż a r ó w k ę 12. pani czyści r y b ę 13. dziewczyna
1 7

18

19

2 0

21

22

23

51

�r o b i toaletę 14. pan wynosi śmiecie 15. m u n d u r o w y 16. pani
s p r z ą t a 17. podpity m ę ż c z y z n a 18, 19. pan pani - goście
20,21. całująca się para 22. matka przewijająca n i e m o w l ę 23.
r a c z k u j ą c e n i e m o w l ę 24. m ę ż c z y z n a z gazetą 25. starszy pan
z psem 26. staruszka) / najbliżej uniwersalnych/lokalnych
korzeni tanga.
Pora więc wreszcie o d d a ć głos ekspertowi, a n t r o p o l o g o w i
k u l t u r y i p r z y w o ł a ć k u l t u r o w e referencje. Zadanie to t y m
łatwiejsze, że w tej funkcji m o ż n a p o w o ł a ć się na pisarza. I to
nie byle jakiego, autora eseju o tangu. Jest n i m Ernesto
Sabato. C z e r p i ę t u z d w u ź r ó d e ł ,(idlatego m a m nadzieję, że
w tekście tangistycznym wybaczone b ę d ą pewne repryzy,
nawroty i p o w t ó r z e n i a . ) Poprzedzam też same „ i n f o r m a c j e "
0 tangu, w y j ą t k i e m jego myśli etnograficznych o subkulturze
p r z e d m i e ś ć , n i e b ł a h y c h t a k ż e dla naszego tematu - etnologia
wobec współczesności. Odnajdziemy w nich p r o b l e m pery­
ferii i centrum, odwieczne pytanie o peryferie k u l t u r o w e o to
czy może być co dobrego z GalUei, (tu: z Polski, A r g e n t y n y
w sztuce i kulturze poza Tangiem), pytania w k t ó r y c h
o d n a l e ź ć m o ż n a echa gombrowiczowskich p y t a ń o w a r t o ś ć
peryferyjności kulturowej, niedojrzałości, l o k a l n o ś c i , „ n i e ­
d o s k o n a ł o ś c i " , k t ó r a bywa, że jest wyższą w a r t o ś c i ą :
24

ironicznego. N e a p o l i t a ń c z y k , gdy t a ń c z y t a r a n t e l ę - r o b i to
dla zabawy; p o r t e ń c z y k * t a ń c z ą c tango, r o z m y ś l a o swojej
doli, k t ó r ą uosabia p r z e w a ż n i e jego partnerka, lub usiłuje
r o z g r y ź ć i dociec, j a k a jest o g ó l n a struktura egzystencji
ludzkiej. Nalany p i w e m Niemiec, gdy podryguje w takt
muzyki tyrolskiej, śmieje się i najniewinniej w świecie b a w i
się; p o r t e ń c z y k nie śmieje się i nie bawi, a jeśli czasem
bezwiednie i u k r a d k i e m niejako się u ś m i e c h n i e - ten grotes­
k o w y jego grymas r ó ż n i się od ś m i e c h u Niemca tak, j a k
garbus pesymista r ó ż n i się od instruktora gimnastyki. (...)

2 5

Subkultura

26

przedmieść

„ P r a w i c o w i nacjonaliści, k t ó r y m i r o i się Argentyna steryl­
nie czysta, c h c ą a b y ś m y wciąż pisali o (niestniejących)
gauczach. N a c j o n a l i ś c i z lewa u t r z y m u j ą natomiast, że
problemy metafizyczne są stosowne dla starej europejskiej
cywilizacji... W e d ł u g tej szczególnej d o k t r y n y „ b ó l metafizy­
czny" m o ż e d o k u c z a ć jedynie m i e s z k a ń c o m P a r y ż a l u b
Pragi, a przecież jeśli ma się ś w i a d o m o ś ć , że p o w o d e m b ó l u
jest s k o ń c z o n o ś ć c z ł o w i e k a , trzeba u z n a ć , że dla tych
s z a l e ń c ó w ludzie u m i e r a j ą tylko w Europie, a u nas żyją
l u d o w o i nieśmiertelnie. - Jednak tak się nie dzieje, jeśli
bowiem przemijanie jest t y m , co ożywia metafizyczny niepo­
k ó j , m a m y więcej p o w o d ó w , by je o d c z u w a ć niż na starym
kontynencie,bo j e s t e ś m y bardziej t y m c z a s o w i . "
27

Tango piosenka

2

rioplateńska *

1 HYBRYDAŻ
(...) M i l i o n y i m i g r a n t ó w , k t ó r e n a p ł y n ę ł y do tego kraju
w ciągu niespełna stu lat, nie t y l k o zaszczepiły tutaj owe dwa
atrybuty w s p ó ł c z e s n e g o A r g e n t y ń c z y k a , j a k i m i są rozczaro­
wanie i smutek, lecz r ó w n i e ż p r z y g o t o w a ł y glebę dla po­
wstania najoryginalniejszego fenomenu regionu del Plata,
j a k i m jest tango. Taniec ten był sukcesywnie ganiony,
chwalony, satyryzowany i analizowany. Wreszcie najwięk­
szy jego t w ó r c a Enrique Santos Discepollo określił go
najcelniej, dając najtrafniejszą definicję: Jest to smutna myśl,
którą się tańczy. (...)
II

NIEZADOWOLENIE
(...) Wszystko to sprawia, że tango jest t a ń c e m introwersyjnym, a nawet i n t r o s p e k t y w n y m , s m u t n ą m y ś l ą , k t ó r ą się
tańczy. W przeciwieństwie do tego, co ma miejsce w innych
t a ń c a c h ludowych, k t ó r e są ekstrawertyczne i erotycznie
wesołe. T y l k o gringo m o ż e się z d o b y ć na pajacowate w y k o ­
rzystanie tanga do konwersacji l u b beztroskiej zabawy.
Tango jest zjawiskiem ze wszech miar zadziwiającym, jeśli
chodzi o gatunek t a ń c a ludowego w o g ó l e .
N i e k t ó r z y s ą d z ą , że tango nie zawsze jest dramatyczne i że
zdarza się, iż w y ł a n i a się z niego humor. Przez to zdają się o n i
s u g e r o w a ć , że nieobca jest tangu niefrasobliwość. O t o ż ,
wydaje m i się i to c a ł k i e m niesłuszne, gdyż mamy t u do
czynienia z u k r y t ą s a t y r ą . W humoryzmie tanga jest c o ś
z a r g e n t y ń s k i e j przekory, jego epigramaty są gniewne i p o n u ­
re.
Cały dzień nieludzka
harówka,
a w sobotę wieczorem jesteś sobie pan.
Oblicze A r g e n t y ń c z y k a ma w sobie c o ś karykaturalnie

52

III

SEKS

(...) R ó ż n i myśliciele a r g e n t y ń s c y u t o ż s a m i a l i tango z sek­
sem lub, j a k to czynił Juan Pablo Echagtie, zwali go po
prostu t a ń c e m l u b i e ż n y m . U w a ż a m , że mamy t u do czynie­
nia z c z y m ś w r ę c z o d w r o t n y m . P r a w d ą jest, że tango
p o w s t a ł o w spelunkach, ale j u ż sam ten fakt p o w i n i e n
n a s u n ą ć nam podejrzenie, że zachodzi t u c o ś w rodzaju
rewersu, gdyż t w ó r c z o ś ć artystyczna niemal zawsze jest
aktem antagonistycznym, p r ó b ą ucieczki lub rebelii. W y o b ­
r a ź n i a tworzy to, czego nie ma, co jest niejako przedmiotem
naszej t ę s k n o t y i naszej nadziei, co w s p o s ó b magiczny
pozwala nam wyzwolić się z ciężkiej codziennej rzeczywisto­
ści. (...)
IV
(...) C i a ł o drugiego jest t y l k o obiektem i sam k o n t a k t
z jego m a t e r i ą nie u p o w a ż n i a do przekroczenia granic
s a m o t n o ś c i . T a k więc sam akt seksualny jest p o d w ó j n i e
smutny, gdyż nie t y l k o pozostawia m ę ż c z y z n ę w jego poprze­
dniej s a m o t n o ś c i , lecz j ą nasila i wzmaga frustracją wysiłku.
T o jest jeden z m e c h a n i z m ó w , k t ó r y m m o ż n a t ł u m a c z y ć
smutek tanga, tak często p r z e p e ł n i o n e g o d e s p e r a c j ą , gnie­
wem, g r o ź b ą i sarkazmem. (...)
V

BANDONEON

(...) Z p r o s t y b u l ó w i spelunek tango r u s z y ł o na p o d b ó j
centrum z k a t a r y n k ą i p a p u g ą , k t ó r a z całą n i e w i n n o ś c i ą
głosiła zuchwale:
Chciałbym być łobuzem,
by posiadać
dziewczynę.

I z niezwyciężoną siłą, j a k a cechuje a u t e n t y c z n ą ekspresję,
tango p o d b i ł o świat. (...)
VI METAFIZYKA
(...) W t y m kraju o p o z y c j o n i s t ó w , za k a ż d y m razem, gdy
k t o ś c o ś planuje l u b tworzy ( b u d ż e t , symfonię czy projekt
mieszkaniowy m i n i m u m ) , natychmiast w y r a s t a j ą tysiące
k r y t y k ó w , k t ó r z y z s a d y s t y c z n ą s k r u p u l a t n o ś c i ą wszystko to
niszczą. (...)
(...) W s p o m n i a n i krytycy znajdują m e t a f i z y k ę t y l k o w fo­
liałach p r o f e s o r ó w niemieckich, podczas gdy, j a k m a w i a ł
Nietzsche, leży on na ulicy, w trzewiach „ s z a r e g o " człowieka
z k r w i i kości. (...) Nieuchronna frustracja, nostalgia za
d a l e k ą ojczyzną, n i e c h ę t n y stosunek t u b y l c ó w do tej inwazji,
poczucie n i e p e w n o ś c i i k r u c h o ś c i w z m i e n i a j ą c y m się zawrot­
nie świecie, n i e m o ż n o ś ć zapewnienia sobie egzystencji, brak
hierarchii absolutnych - wszystko to znajduje swój wyraz
w tangistyce metafizycznej.
Asfalt zmiótł za jednym zamachem
starą dzielnicę, gdzie się urodziłem.

P o s t ę p , k t ó r y forsownie w p r o w a d z i l i p r z y w ó d c y nowej
Argentyny, nie z o s t a w i ł kamienia na kamieniu, więcej: nie
zostawił cegły na cegle, gdyż technicznie m a t e r i a ł ten jest
mniej trwały, a co za t y m idzie, fakt jest jeszcze bardziej
przygnębiający.
W mieście widmie nie ma nic t r w a ł e g o .
L u d o w y poeta opiewa s w ą nostalgię za starym Cafe de los
Angelitos:
Ewokuję

cię, zagubiony w życiu i pogrążony

w odmętach

dymu.

�Z kolei skromny podmiejski M a n r i q u e zapytuje:
Za jakimi snami odleciały'.'
Po jakich gwiazdach
wędrują''
Glosy, co wczoraj
nadeszły
i minęły i
zamilkły,
gdzie są dziś?
jakimi ulicami wrócą?
P o r t e ń c z y k j a k n i k t w Europie odczuwa przemijanie czasu
i to, że frustracja wszystkich jego s n ó w i ś m i e r ć ostateczna
jest n i e u n i k n i o n y m epilogiem wszystkich jego w y s i ł k ó w .
O b ł o c o n y na m a r m u r o w y m blacie stolika, w ś r ó d kielichów
..semillonu*" i d y m u z p a p i e r o s ó w „ n e g r o s " w przyjaznej
medytacji zapytuje:
Czy pamiętasz

bracie,

tamte piękne

czasy?

1 z c y n i c z n ą g o r y c z ą konkluduje:
Płynie życie, odchodzi i nie wraca.
Więc najlepiej jest używać, a wszystkie
Niech idą do diabla.
(...)

troski

C z ł o w i e k tanga jest i s t o t ą , k t ó r a medytuje o mijaniu czasu
i o t y m , co to mijanie ze s o b ą niesie: o n i e u b ł a g a n e j ś m i e r c i . "
(Przełożył .1. Kekslas)
* porleno - Mieszkaniec Buenos Aires
* lichy gatunek popularnego wina.
P RZ
1

Wdech-wydech (1981) scenariusz, zdjęcia, reżyseria: Bogdan Dziworski i Zbigniew Rybczyński, muzyka: Janusz Hajdun, kier. prod. Ryszard
Okuński, produkcja SeMaFor (dla TVP)
Tango (1980) realizacja: Zbigniew Rybczyński, współpraca: Janina
Dychto, Andrzej Teodorczyk, Andrzej Strąk. Janusz Olszewski, Zyg­
munt Smyczek, Wiesław Nowak, Halina Krajewska, muzyka: Janusz
Hajdun, dźwięk: Mieczysław Janik, montaż: Barbara Sarnocińska, kier.
prod.: Ryszard Okuński, Ignacy Goncerz, produkcja: SeMaFor.
Zbigniew Rybczyński
podróżnik do krainy niemożliwości.
Praca
zbiorowa pod red. Zbigniewa Benedyktowicza. współpraca red. Teresa
Rutkowska, Ryszard Ciarka. Warszawa 1993.
Por. m.in. moje wprowadzenie do poświęconego antropologii filmu
numeru „Kontekstów", Nr 3/4 1992; a także cały ów numer zawierający
teksty na ten temat. Por. też Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia
Warszawa 1991.
Charles Solomon, „Tango" - polski taniec alienacji, tł. Teresa
Rutkowska, (w:) Zbigniew Rybczyński podróżnik....,
dz. cyt. s. 37
Jean-Paul Fargier, jak Polak, tł. Teresa Rutkowska, tamże s.44-45
tamże
Marcin Giżycki, Wizja i kalkulacja, tamże s. 28-29
' Daniel Szczechura, Tango, czyli nowe spojrzenie nu kino, tamże
s.34-35
Wypowiedź podczas konferencji prasowej w IS P A N , polem
powtarzana w wywiadach i publikacjach prasowych.
Janusz Bogucki, w rozmowie Emaus za dużo czy za mulo wolności?.
„Konteksty" nr 1/1992 s.29
por. w relacji z wywiadu dla ..Andy Warhols Interview Magazine",
w: Zbigniew Rybczyński - podróżnik..., dz. cyt. s. 84--85
2

3

4

5

6

7
8

1 0

1 1

1 2

Pora więc i na u p o r z ą d k o w a n i e : Wdech-wydech mieści się
poetyce lanca ekslrawertycznego. Tango jest z natury rzeczy
inlrowertycznc. Ś w i a d o m i j e s t e ś m y r ó ż n i c m i ę d z y w i d m o w o s c i ą Buenos. Ł o d z i , Warszawy...
Gdy j u ż p o z n a l i ś m y s r u k l u r ę tanga m o ż e m y p o w r ó c i ć do
całej wypowiedzi R y b c z y ń s k i e g o (urwanej poprzednio i po­
zbawionej k o ń c z ą c e g o j ą zdania):
..(...) Najpierw jest konstrukcja, technologia. D o p i e r o
p o l e m obrasta znaczeniami i w v t w a r z nastroje. T R E Ś Ć
JEST W I E C Z N A
I WSPÓLNA
WSZYSTKIM
LU­
DZIOM."
Asfaltem zalane znikło w jednej chwili
osiedle stare, gdzie na świat
przyszedłem...
Za jakimi snami odleciały'?
Po jakich gwiazdach
wędrują?
Glosy, co wczoraj
nadeszły
i minęły i
zamilkły.
gdzie są dziś?
jakimi ulicami wracaj?
Inna jest smutna myśl. którą się tańczy u Kantora
Inna jest smutna myśl. która się tańczy u Mrożka
Inna jest smutna myśl. którą się tańczy u R y b c z y ń s k i e g o
Inna jest smulna myśl, którą się tańczy w Tangu,
wc Wdech-wydech, w Orkiestrze,
na Manhattanie,
i w Washing­
tonie. T R E Ś Ć J E S T W I E C Z N A 1 W S P Ó L N A W S Z Y S T K I M
LUDZIOM.
PISY
1 3

Jan Koli, Rodzina Mrożka. Nr 4/1965 s. 68-73
Roch Sulima Przyczynek do semiotyki śmieci. ,,Konteksty" Nr
11993 s. 33
Zbigniew Rybczyński
- podróżnik..., dz. cyt. s. 67
tamże s. 189-190
tamże s. 200
Na ten temat por. rozmowę z Mrożkiem Jerzego Jarockiego,
w której autor wyznaje, iż pierwszą obejrzana sztuką która zrobiła na
nim potężne wrażenie było właśnie Wesele „Teatr" Nr 4/1994
Jan Kott, dz. cyt.
Jan Błoński Drugie danie czyli powtórka poczwórki, „Dialog" Nr
5/168 s. 70
Krzysztof Pleśniarowicz, Teatr Śmierci Tadeusza Kantora. Verba/Chotomów, 1990 s. 114
Magdalena Smęder, .,Betlejem, Go/gola, Basty/ia i Biedny Pokój",
„Konteksty" Nr 3-4/1991 s. 123
Ryszard Ciarka Zbigniew Rybczyński
podróżnik... dz. cyt. s. 169
tamże - wkładka graficzna.
Ernesto Sabało, Pisarz i jego zmory zebrał, przełożył i posłowiem
opatrzył Rajmund Kalicki, Kraków 1988: tenże. Tango piosenka rioplateńska, „Literatura" 12, nr 12, 20 marca 1975 s. 11 Składam serdeczne
podziękowanie Panu Rajmundowi Kalickiemu za pomoc w zlokalizowa­
niu bibliograficznym tego eseju, który zapadł mi w pamięć, ale bez zapisu
danych.
Ernesto Sabato, Pisarz i jego zmory, s. 68
tamże
numeracja śródtytułów pochodzi ode mnie ze względu na nowy
układ fragmentów.
1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 0

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4
2 5

2 0
2 7

2 8

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11439" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11417">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/474deec6075d847192ccba4d2618c495.pdf</src>
        <authentication>e4ff22065bc1862b3fe0555a5e25e76b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136290">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2450</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136291">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136292">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136293">
                <text>Historia współczesności / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136294">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.46-47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136295">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136296">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136297">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136298">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136299">
                <text>Historia współczesności
Ludwik Stomma
Podług definicji Rolanda Barthesa, k t ó r ą cytuję zawsze
i wszędzie, do znudzenia; mit polega na przestawianiu szeregów
kultury i natury - przedstawianiu kulturalnego, społecznego,
ideologicznego, ekonomicznego, jako oczywistości, normy, ko­
nieczności wynikłej z prawa naturalnego i istoty człowieczeńst­
wa.
Człowiek nie chce i nie może żyć w braku sensu. Buduje więc
konstrukcje uzasadniające jego przyzwyczajenia, odruchy, pra­
wa - buduje mity pozwalające m u przemienić niekonieczne
w konieczne, przypadkowe w obowiązujące i naturalne. Z tej
właśnie immanentnej cechy wszystkich kultur korzysta reklama.
Jest ona niczym innym, jak drugim piętrem mitu: ma uzasadnić
naturalną oczywistość i konieczność potrzeby, która jeszcze nie
zaistniała.
Stąd elementarną regułą reklamy jest zestawienie: produkt
- natura, a jeszcze lepiej: produkt - natura odwieczna, gdyż
„odwieczność" uwypukla „ n a t u r a l n o ś ć " , „potrzebę wrodzo­
n ą " . Stąd wszechobecne w ikonografii reklamowej góry, pus­
tynie, wodospady, dzikie zwierzęta na wolności, łany zbóż... D o
tej samej grupy należy ewokacja „ n a t u r a l n e g o " życia: wieś,
święto ludowe, folklor, chłopska rodzina przed stylizowaną
chatą, wąsaty dziadek z wnukiem.
„ N a t u r a l n o ś ć " eksponowana poprzez „odwieczność" propo­
nuje nam obrazy przeszłości: rycerstwo, herb szlachecki, staro­
żytny Rzym, aluzje biblijne. Nie chodzi tu oczywiście o żaden
realny związek z miejscem, epoką czy zdarzeniem. Chodzi
0 znak mający wywołać podświadome skojarzenie. Herb z re­
klamy jest przeważnie heraldycznym absurdem. To oczywiste,
nie jest on przecież herbem, a tylko herbu symboliczną ewoka­
cja...
Tak więc pierwszą regułą reklamy jest konstrukcja struktury
mitycznej, czyli usytuowanie produktu w p o r z ą d k u naturalnej
1 odwiecznej konieczności. Jakimż cudem mogłem się dotychczas
obejść bez X?!
D r u g ą regułą jest obietnica. T u pojawiają się piękne panie,
bezszelestni kelnerzy, pocałunki, olśniewające bogactwem wnęt­
rza. X jest elementem tego świata. Poprzez X osiągasz więc coś
z nim wspólnego. Jest to o d w r ó c o n a zasada magii sympatycznej:
skoro produkt oddziaływuje i na ciebie i na nich, nawiązuje się
między wami interakcja, nić konfidencjonalnej wspólnoty. Cat­
herine Deneuve zachęcająca Francuzów do kupowania akcji
prywatyzowanego przedsiębiorstwa przemawia argumentami
pseudoracjonalnymi. Racjonalność jest jednak antytezą rekla­
my, wymagałaby bowiem udowodnienia, że produkt X jest nam
rzeczywiście niezbędny, co jest oczywistym absurdem, gdyż
żyliśmy dotąd bez i spokojnie toczył się światek. W rzeczywisto­
ści mówi Deneuve: kup akcje, które i j a kupiłam. Będziemy
razem, będziemy podobni. A w tym upodobnieniu mieścić już się
m o g ą i schody w Cannes, i poufałość z gwiazdami i marzenia
seksualne. Obietnica i tajemnica.
Wreszcie reguła trzecia - znak musi zostać zapamiętany.
Z a p a m i ę t a n y przy t y m w sposób miły, nie powodujący agresji
przeciw, nie rodzący frustracji, a wręcz przeciwnie raczej frustra­
cję rozpraszający. Stąd, nie wspominając o muzyce i kolorystyce,
reklam telewizyjnych, ich dobroduszny paradoks, dowcip, przy­
mrużenie oka. Nawet pozorna prowokacja:
„Nigdy nie będziecie tacy piękni, jak chłopcy z Kaliforni.
Nigdy nie będziecie tacy muskularni, jak chłopcy z Kaliforni,
Nigdy nie będziecie tacy opaleni, jak chłopcy z Kaliforni,
I nigdy nie będą was dziewczyny kochały jak chłopców
z Kaliforni.

46

A L E . Ale za to!
Możecie mieć takie same slipy, jak chłopcy z Kalifornii!!!"
W zasadzie wszystko jest proste. Obiektywna triada dobrej
reklamy: natura - obietnica - wesoła spolegliwość... T u jednak
właśnie zaczynają się kłopoty. Wszystkie trzy bowiem wymie­
nione czynniki są zmienne i w przestrzeni i w czasie. Zmienia się
i obraz „ n a t u r a l n o ś c i " nas samych i sfera aspiracji społecznych
i kształt humoru. Dobra reklama relacjonuje stan społecznych
zaszłości. Bardzo dobra, a ta tylko okazuje się znacząco
skuteczna, antycypuje koniunktury i koniunktur zderzenia.
To właśnie dlatego pisałem kiedyś o reklamie mydła „ C a dum". Koniec wieku X I X jest z jednej strony czasem wynalazku
i teatralizacji dzieciństwa; z drugiej epoką fetyszyzacji higieny.
Jeszcze około 1860 nie tylko chłop, ale i mieszczanin francuski
przekonany był o dobrodziejstwie i medycznie zbawiennych
właściwościach brudu. Ba! Kiedy w 1991 kupiłem dom należący
przedtem do małomiasteczkowej inteligentki, nie było w nim...
łazienki. Ta pani akurat na pewno była j u ż przekonana o dob­
rodziejstwach czystości ciała, po prostu nie miała pieniędzy, by
poprawić po przodkach. Wychowano j ą też w wierze w swois­
tość - którego sama nie zdążyła jeszcze zaznać - ale w której j u ż
zaczynała wierzyć, błogiego stanu dzieciństwa. W końcu X I X
wieku miała lat osiemnaście.
I wtedy właśnie pojawia się na murach „Bebe Cadum" - gołe,
sterylnie czyste niemowlę. Znak tendencji jeszcze nie w pełni
uspołecznionych, dopiero torujących sobie drogę. Apoteoza
dzieciństwa i higieny wpisanych już w porządek naturalny - cóż
jest bowiem naturalniejsze nad dziecięcą nagość. Reklama
mydła „ C a d u m " zrobiła kolosalną furorę. Bezpłciowe niemowlę
z plakatów zaadoptowane zostało przez społeczeństwo, włączo­
ne w realne życie.
Podczas I Wojny Światowej krążyły powszechnie dwie, po­
wtarzane zresztą i przez prasę i przez polityków, plotki o „Bebe
Cadum" - jedna achronologiczna, że rodzice Cadum zamor­
dowani zostali przez Boszów i zostało się ono nieszczęśliwą
sierotą; druga - bardziej licząca się z wymiarem czasu, iż Bebe,
które w międzyczasie, n o r m a l n ą koleją losu wyrosło, poszło na
front i bohatersko zginęło. Tak oto reklama mydła posłużyła
z kolei reklamie (choć częściej używa się w tym kontekście
pojęcia „ p r o p a g a n d a " ) wojennej.
Dzisiaj znowu spotkać możemy to samo „Bebe Cadum" we
francuskich sklepach. Przepraszam, nie to samo. Ten sam jest
tylko rysunek. Zmieniła się ideologia. Dzisiaj przywołuje golas
siebie samego sprzed lat jako figurę trwałości, „wieczności",
a dodatkowo jeszcze wspomnienie tak modnej dzisiaj „la belle
epoque" - pięknych czasów schyłku poprzedniego wieku; „Bebe
Cadum", Montmartre impresjonistów czy wieża Eiffla w kon­
strukcji stały się znakami wymiennymi.
Dobitny to przykład, że wbrew przeważającym dzisiaj sądom
nie odwołuje się reklama tylko do statycznego: rzekomych
archetypów, czy odwiecznych symboli (które są zresztą pojęcia­
mi mitycznymi same w sobie), ale przede wszystkim do dynamiki
społecznego i kulturalnego, do rozpryskujących się i łączących
wciąż od nowa zmiennych figur kultury. Dlatego właśnie może
być d o m e n ą etnologii. D o m e n ą etnologii? - Myślę, że konieczny
jest w tym miejscu obszerniejszy komentarz.
Truizmem jest stwierdzenie, iż wyrosła etnologia z doświad­
czenia konfrontacji z innością. Bez względu na to, czy było to
spotkanie z egzotyką odległych ludów, czy społeczeństw chłops­
kich, to samo pytanie tworzyło etnologię: jeżeli X , a co więcej
cała seria X-ów zachowuje się tak dziwnie, tak niezgodnie

�z naszymi standartami, które uważamy za racjonalne i natural­
ne, to czy stoi za tymi ekstrawagancjami j a k o w a ś logika, jakiś
system, jakiś sens.
Tak sformułowane pytanie, będące poniekąd po dziś dzień
pytaniem naczelnym akademickiej etnologii, wyznaczyło na
długie lata dwie istotne słabości naszej dyscypliny. Po pierwsze,
przyjmowano milcząco, że to zachowanie X jest dziwne w stosu­
nku do naszego, a nie odwrotnie. Trzeba było długich lat
i przejścia przez strukturalizm, by uznać wreszcie zasadę r ó w n o ­
ważności „dziwności". Po drugie, baza działalności p o r ó w n a w ­
czej zdeterminowana została przez synchronic. Zestawienie: j a
- mój odpowiednik z buszu, j a - chłop, przesłoniło całkowicie
zestawienie równie płodne: j a - mój odpowiednik sprzed lat, czy
też: on - jego odpowiednik sprzed lat. Jakościowe wręcz
rozróżnienie pomiędzy tymi dwoma pytaniami wprowadziły
kierunki akcentujące lub wręcz podnoszące do rangi swoistego
panaceum konieczność b a d a ń terenowych, czyli empirii dotyka­
lnej. Dalej jeszcze poszedł Levi-Strauss, który pojęcie „ludów,
do historii których brakuje nam źródeł" zastąpił „ludami bez
historii", k t ó r a to drobna manipulacja stylistyczna przekształ­
cona została następnie w paradygmat. Nic dziwnego, że z t a k ą
stanowczością i konsekwencją potępia Levi-Strauss wszelkie
próby podejmowane w dziedzinie tak zwanej „antropologii
współczesności". Przeciwieństwem współczesności jest wszakże
przeszłość, inność w diachronii, a nie synchronic
Porównanie: j a - m ó j odpowiednik z buszu, pozwala mi się
obejrzeć w mojej europejskości czy innej lokalności. Tylko
zestawienie: j a - mój odpowiednik sprzed lat, pozwala mi się
rozszyfrować w mojej „współczesności". Tak więc współczesno­
ści naucza historia.
Przytaczałem przed chwilą przykład wynalezionego w końcu
X I X wieku dzieciństwa i jego nieudolnej teatralizacji polegającej
na miniaturyzowaniu, defunkcjonalizowaniu i w końcu infantylizowaniu świata dorosłych, czyli jedynego dotąd realnego.
Rzecz rozgrywa się na przestrzeni niecałych stu lat, a przecież
jest dziś dzieciństwo z całym towarzyszącym m u systemem
nakazów i zakazów, a nawet sztafarzem estetycznym, oczywis­
tością samą. Weszło w sferę „naturalności", jest więc mitem
spełnionym. Spełnionym co więcej, czemu winna (lub co jej
zawdzięczamy?) rewolucja środków komunikacji, na przeważa­
jących połaciach naszego globu. O ileż wyraziściej rysuje więc

nam proces transformacji mitycznej analiza dia-, niż synchroni­
czna.
Fernand Braudel wyróżniał, jak wiadomo, trzy elementy
procesu dziejowego: zdarzenia, koniunktury i długie trwanie. Są
one wzajemnie zależne. „Bebe Cadum", będące samo w sobie
zdarzeniem, karierę zrobiło na skrzyżowaniu dwóch rodzących
się koniunktur. Jest to przykład względnie prosty. Równie
proste są wstępne założenia Braudela (potem je komplikuje), iż
długim trwaniem jest na przykład typ klimatu, gleb, układu
p r ą d ó w morskich... Ta pozorna prostota, czy wręcz banalność
niektórych obserwacji Nowej Historii spowodowała, iż przyjął
się zdroworozsądkowy poniekąd sposób rozróżniania trwałości
poszczególnych elementów kultury. Język wyobrażeń zbioro­
wych, na którym słusznie opiera się reklama zdominował tu
język analizy, na której słusznie opierać się winny i historia
i etnologia. Tymczasem analiza przynosi tu wnioski zgoła
zaskakujące. I tak na przykład jadłospis nasz narodowy ma
charakter zdarzeniowo-koniunkturalny. W ó d k a pojawia się
w Polsce dopiero w X V I wieku! Kartofle w X V I I I ! . . . Sport jako
rozrywka milionów (oglądających, nie uprawiających) jest wy­
nalazkiem X X wieku, niewiele dłuższy ma r o d o w ó d muzyka
rozrywkowa. Elementarne pojęcia powszechnej demokracji,
praw człowieka i obywatela, równouprawnienia kobiet... w wy­
miarze historycznym nie strząsnęły z siebie jeszcze płodowych
płynów. Natomiast reakcje społeczne w konfrontacji z niezna­
ną c h o r o b ą zakaźną wykazują przez wieki zadziwiające podo­
bieństwa. Czy to d ż u m a X I I i X I I I w., czy A I D S odnajdujemy tą
samą triadę: kara za grzech - grzeszne marginesy - ocalenie
przez dyskryminację. Wbrew potocznym wyobrażeniom sek­
sualny charakter choroby rna tu drugorzędne znaczenie. To
nie w reakcji na syfilis pokutowali biczownicy i mordowano
Żydów...
Zaiste, dziwną dialektykę trwania i ulotności ukazuje nam
analiza diachroniczna. Toteż w niespodziewanym pokazuje nas
lustrze etnologia współczesności. Świadomość tak narodowa,
grupowa, jak i indywidualna jest sumą wyobrażeń jakie chcieli­
byśmy, by o nas miano - pisał Bloch. Innymi słowy byłoby to
zjawisko zbliżające się na poziomie mitycznym do struktury
reklamy. Czym innym tożsamość, będąca syntezą długiego
trwania (Braudel).
Przyjdzie nam dopiero p o z n a ć własną naszą tożsamość.

Scena z Tanga Zbigniewa R y b c z y ń s k i e g o

47

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11438" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11416">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4b70a993a5c8909963acf65bc18b4e9.pdf</src>
        <authentication>90ddfc234dd82c67a558df65866d1ac1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136280">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2453</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136281">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136282">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136283">
                <text>Powroty do przeszłości, albo czy wspomnienia kłamią / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136284">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.57-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136285">
                <text>Piątkowski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136286">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136287">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136288">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136289">
                <text>Powroty do przeszłości, albo czy
wspomnienia kłamią?
Krzysztof Piątkowski

Czy godzi się i r o n i z o w a ć z tak miłego dla d o j r z a ł e g o serca
uczucia j a k n o s t a l g i a za przeszłością? G ł u p i o to r o b i ć
w skali jednostkowej, prywatnej, kiedy „ c z a r w s p o m n i e ń " ,
tylko dobrych w s p o m n i e ń , prostuje nam przygarbione plecy,
a p r z y w o ł a n i e utraconego czasu wyciska łzę. Jacy byliśmy
p i ę k n i , j a k żarliwie k o c h a l i ś m y , jakie cudowne b y ł o kiedyś
życie i świat...
Czy wspomnienia k ł a m i ą ? D e l i k a t n y to problem z a k ł a m a ­
nie ludzkich biografii. A l e gdy rozszerzymy skalę patrzenia,
gdy „ w y j d z i e m y z siebie", gdy do tego rozejrzymy się
wokół...
Być m o ż e zobaczymy, j a k k u l t u r a popularna epatuje nas
n o s t a l g i ą za czasem m i n i o n y m . Słyszymy m u z y k ę , o g l ą d a m y
filmy, z a k ł a d a m y modne stroje - i j u ż j e s t e ś m y w sidłach
przeszłości! W y w o ł a n e j przeszłości.
Najpierw była moda na lata pięćdziesiąte - j a k w filmie G .
Lukasa American Graffiti (1973): dynamiczny czas, cudow­
ne, wyzwolone dziewczęta, najpiękniejsze samochody i rock
and r o l i ! W y d a w a ł o się - „ t o se ne v r a t i . . . "
Dziś pop k u l t u r a czaruje nas n o s t a l g i ą za latami sześć­
dziesiątymi. M o d y w kulturze, m o d y w sztuce...
„ Z a c z ę ł o się to chyba od m o d y na retro, czyli n a w r o t u do
stylu modernizmu z p r z e ł o m u X I X i X X w i e k ó w . Szybko
zaczęły k l a r o w a ć się tendencje do przeciwstawiania się
awangardyzmowi z jego a b s o l u t y z a c j ą o r y g i n a l n o ś c i , rady­
kalnej n o w o ś c i . W pewnym k r ó t k i m okresie p o w r ó c o n o do
r o m a n t y z m u czy też neoromantyzmu - zwłaszcza w muzyce.
Lecz artyści nie mogli z a p o m n i e ć bez reszty tego wszyst­
kiego, co d a ł a W i e l k a Awangarda i p o w s t a ł konglomerat,
ś w i a d o m e przemieszanie stylów na zasadzie pastiszu, cyta­
t ó w z odniesieniami do nowych tendencji w myśli filozoficz­
nej" ( G o ł a s z e w s k a 1992:103).
Czy k u l t u r a postmodernistyczna w t y m w i e l k i m przypo­
m i n a n i u o d k r y w a nam j a k ą ś p r a w d ę o przeszłości?
S p ó j r z m y na nasz, lokalny, polski p r z y k ł a d .
N a p o c z ą t k u paradoks: nie należy dziś „ d o dobrego t o n u "
nostalgiczne p r z y w o ł y w a n i e c h o ć b y f r a g m e n t ó w z peerelow­
skiej przeszłości. Jest t u jednak sfera pop k u l t u r y w y m y k a j ą ­
ca się z „ o b s z a r u wstydu i zapomnienia": muzyka m ł o d z i e ż o ­
wa - j a k to się wtedy m ó w i ł o . Z w r ó ć m y u w a g ę , że j u ż s ł o w o
„ m ł o d z i e ż o w a " , u ż y w a n e wtedy oficjalnie, m i a ł o p r z y w o ł y ­
w a ć kontekst czegoś d r u g o r z ę d n e g o , m a ł o w a r t o ś c i o w e g o ,
infantylnego czy niedojrzałego (przypomnijmy jednak d w u ­
z n a c z n o ś ć niedojrzałości u Gombrowicza!).
O d k i l k u lat do dziś j e s t e ś m y ś w i a d k a m i serii k o n c e r t ó w
tzw. „ d i n o z a u r ó w " . Reanimowane zespoły z lat sześćdziesią­
tych zapełniały w i d o w n i e w większych i mniejszych mia­
stach. Ostatnio r ą c z o p r z y g r y w a ł y „ C z e r w o n e G i t a r y " ,
a k i l k a d n i temu come back w p e ł n y m składzie z a p o w i e d z i a ł
zespół „ N o T o C o " .
Czy to t y l k o zwiewny czar elektrycznych gitar, czy zawarta
jest w t y m zjawisku j a k a ś prawda czasu?
Milan Kundera zauważa:
„Jeśli to prawda, że historia m u z y k i s k o ń c z y ł a się, to co
p o z o s t a ł o z muzyki? Cisza?
S k ą d ż e ; m u z y k i jest coraz więcej, wielokrotnie więcej, niż

58

było jej w najwspanialszych czasach. Rozlega się z g ł o ś n i k ó w
na domach, ze straszliwych a p a r a t ó w d ź w i ę k o w y c h w miesz­
kaniach i restauracjach, z m a ł y c h t r a n z y s t o r ó w noszonych
przez ludzi na ulicach.
S c h ó n b e r g z m a r ł , Ellington z m a r ł , ale gitara jest wieczna.
Stereotypowa harmonia, wytarta melodia i r y t m , t y m w y r a ź ­
niejszy, i m bardziej m o n o t o n n y , oto co z o s t a ł o z m u z y k i , oto
jej wieczność. W tych prostych kombinacjach nut wszyscy
m o g ą się zjednoczyć; przecież to sam byt krzyczy w nich swe
radosne: Ja t u jestem! Ż a d n a zgoda nie jest głośniejsza
i bardziej j e d n o m y ś l n a niż prosta zgoda na byt. Pod t y m
w z g l ę d e m p o r o z u m i e w a j ą się A r a b o w i e z Ż y d a m i , Czesi
z Rosjanami. C i a ł a p o r u s z a j ą się w takt d ź w i ę k ó w , pijane
ś w i a d o m o ś c i ą , że istnieją. Dlatego ż a d n a kompozycja Beethovena nie była p r z e ż y w a n a z większą, z b i o r o w ą e k s t a z ą j a k
rytmicznie p o w t a r z a j ą c e się uderzenia w struny gitar.
(...) H i s t o r i a m u z y k i jest ś m i e r t e l n a , lecz g ł u p o t a gitar jest
wieczna. M u z y k a w r ó c i ł a dziś do swego p o c z ą t k o w e g o
stadium. Jest to stan po ostatnim postawieniu pytania, stan
po ostatnim zastanowieniu, stan po h i s t o r i i " ( K u n d e r a 1993:
183-184).
A więc dźwięki gitar b r z m i ą j a k słowa konsekracji:
p o w o ł u j ą świat m i t u .
J a k i ż to m i t j e d n o c z y ł dawniej tych s z a r p i ą c y c h d r u t y
i tych wywijających marynarkami? M i t w s p ó l n o t y , w k t ó r y
wierzono wtedy i k t ó r y m i t o l o g i z u j ą c przeszłość wywołuje
się teraz. P ó j d ź m y tropem Rolanda Barthesa i przyjmijmy
rozumienie takiej m i t o l o g i i j a k o z a k ł a m y w a n i a (Barthes 1970). W s p ó ł c z e ś n i e w dalszym ciągu - p o w i a d a ł Barthes
- mamy do czynienia „ z obfitością e l e m e n t ó w mitycznych,
j a k dawniej anonimowych, p o k r ę t n y c h , rozgadanych, p o d ­
dawanych z a r ó w n o krytyce ideologicznej j a k i semiologicznemu d e m o n t a ż o w i " . D z i ś jednak trzeba - d o d a w a ł - „ w y ­
o d r ę b n i a ć i o p i s y w a ć nie m i t y ale socjolekty. M i t o l o g i ę
n a l e ż a ł o b y z a s t ą p i ć przez idiolektologię, bardziej sformali­
z o w a n ą i j e d n o c z e ś n i e , j a k sądzę, bardziej p r z e n i k l i w ą . Jej
kategorie operacyjne to j u ż nie znak, signifiant, signifić czy
konotacja, ale cytat, odniesienie, stereotyp"
(Barthes
1992:6).
J a k ą przeszłość w y w o ł u j ą „ d i n o z a u r y " ? Oczywiście miłą,
wesołą, z a b a w o w ą - t a k ą jak piosenki z tamtych lat. Bo
w o k ó ł czego ma b u d o w a ć się m i t w s p ó l n o t y ? Naturalnie,
w o k ó ł spraw, k t ó r y m i żyje pokolenie. J a k i e ż to sprawy
j e d n o c z y ł y m ł o d y c h ? - pytamy dalej. N i e w ą t p l i w i e w a ż n e .
O N tak J Ą charakteryzuje: „ J e s t e ś taka j a k inne dziew­
częta / lubisz b a w i ć się, b y ć u ś m i e c h n i ę t a " ; jest jednak
pewien feler: „ T o , że ty się boisz myszy / czy nie śmieszne to?"
- śmieszne, bardzo śmieszne. O N A bywa bardziej konkret­
na: „ N i e wołaj mnie na ż a d e n film" - powiada, t y l k o :
„ z a m ó w m i czekoladowy k r e m " ; lecz m ł o d y nie musi się
z a m a r t w i a ć zanadto, bo wreszcie usłyszy: „ C i e b i e k o c h a m
i czekoladowy k r e m " . O N A p r z e w a ż n i e „ c z e k a na m i ł o ś ć " ,
O N to wyczuwa i pyta wprost: „ C z y będziesz sama dziś
wieczorem / bo jeśli tak, to przyjdę / a jeśli nie, to nie"! O N A
spuszcza z t o n u i sugeruje: „ N i e pukaj do m y c h d r z w i " ,
raczej: „ N a p i s z p r o s z ę " , bo przecież „ Z a daleko mieszkasz

�m i ł y " , a w o g ó l e to lepiej „ Z a m n ą nie o g l ą d a j się". O N
p r z y g n ę b i o n y filozoficznie się zaduma: „ N a betonie kwiaty
nie r o s n ą " , ale zaraz krzyknie do innych: „ P o w i e d z c i e j e j " , że
„ P ł y n i e Wisła, p ł y n i e " , ot co.
R o z d o k a z a ł e m się erotycznie... M o ż e zamiast seksu, dzie­
w c z ę t a zajęłyby się p r z y r o d ą ? P r o s z ę bardzo, najlepiej r u d y m
rydzem, m u c h o m o r k i e m czy b i e d r o n e c z k ą w kropeczki.
Najbezpieczniej jednak w r ó c i ć do zabaw dziecięcych i za­
c h ę c a ć wszystkich: „ B a w się w c i u c i u b a b k ę z nami (wystar­
czy w k r ą g u s t a w i ć się) c h u s t e c z k ę j e d n ą m i e ć " - prawda, że
proste?
Były też marzenia. Co m o g ł o być obiektem m a r z e ń ?
- oczywiście dżinsy. Jako że był to towar trudno d o s t ę p n y
i drogi, m u s i a ł go s f i n a n s o w a ć tato: „ T a t o , k u p m i dżinsy
spodnie (tato, będzie m i wygodnie) tato, nie m ó w , że są
drogie". T a t o , naturalnie, p r a c o w a ł w sektorze p a ń s t w o w y m
( u s p o ł e c z n i o n y m ) , bo „ b a n a n o w a m ł o d z i e ż " w y w o d z ą c a się
z k r ę g ó w „ p r y w a c i a r s k i c h " dżinsy k u p o w a ł a sobie sama.
Banan - symbol b u r ż u a z y j n e g o zbytku... C ó ż tam banan!
Przypomnijmy sobie, j a k o statku w i o z ą c y m cytryny na
święta entuzjastycznie i n f o r m o w a ł a cała prasa z k i l k u d n i o ­
w y m wyprzedzeniem. Notabene debatowano na „ n a j w y ż ­
szym szczeblu", czy nie da się z a s t ą p i ć tego luksusowego
owocu k a p u s t ą k w a s z o n ą ( w y t ł u m a c z o n o jednak towarzy­
szowi W i e s ł a w o w i , że nie da się z t y m pić herbaty...).
I n n y m obiektem m a r z e ń był m o t o c y k l ( „ N i e chcę skody
ani opla..."), oczywiście krajowej produkcji. U b r a n i w jajo­
waty kask, elastyczny golf i p r z y s ł o w i o w y o r t a l i o n (z p o d p i n ­
k ą lub bez) m o g l i ś m y z a d a ć szyku, c h o ć b y na zabawie
podmiejskiej, gdzie m o ż n a b y ł o „ T a n g o za p ó ł z ł o t e g o
tańczyć"...
K s z t a ł t o w a ł y się t a k ż e pewne wzorce p o s t ę p o w a n i a . Bujn o w ł o s a nimfa, k o k i e t u j ą c a o b f i t y m biustem w y l e w a j ą c y m
się z obcisłej, brokatowej sukni kusiła: „Przyjdzie na to czas
/ przyjdzie czas / najpierw w s t ą p do d o m u / o przyszłości ze
m n ą p o m ó w " . D z i e w c z ę t a smodzielnie natomiast zapew­
niały hardo: „ O mnie się nie m a r t w / j a sobie r a d ę d a m " .
Z kolei r o d z i m y amant o wyglądzie wyleniałego wymoczka,
z a w o d z i ł j a k prawdziwy macho: „ P o s ł u c h a j co ci powiem
dziś / j u ż jesteś nie potrzebna m i / j u ż z a p o m n i a ł e m chwile
te"...
A emocjonalnie pobudzona p u b l i c z n o ś ć dziś się wzrusza
i bije brawo...
Jaki m i t w s p ó l n o t y , j a k i e d o ś w i a d c z e n i e pokoleniowe
kryje się za t y m i piosenkami o banalnej miłości czy trzecio­
r z ę d n y c h problemach życiowych? Ż a d e n m i t , raczej jego
skrawek, rudyment; przywołuje się d o ś w i a d c z e n i a m i ł o s t e k ,
prywatek, mody...
Piosenka z c z a s ó w m ł o d o ś c i - j a k w magii kontaktowej
- p r z y w o ł u j e m ł o d o ś ć . M ł o d o ś ć jest p i ę k n a i dobra, m ł o d o ś ć
jest wieczna; p r z y w o ł a n y m i t w s p ó l n o t y redukuje się do
wspomnienia młodzieńczej zabawy, wywołuje obraz siel­
skiej, wesołej, bezproblemowej m ł o d o ś c i . C i sami ludzie
grają, te same usta śpiewają s t a r ą p i o s e n k ę : stare jest dobre,
stare nie m o ż e k ł a m a ć , jest p r a w d ą .
I d i o c i m u z y k i p r z y w o ł u j ą czas zapomnienia... Lecz za­
k ł a m a n a prawda zderza się z p o d w ó j n i e z a k ł a m a n ą rzeczy­
wistością peerelowskich lat sześćdziesiątych. P o d w ó j n i e za­
k ł a m a n a , bowiem zostaje p r z e s ł o n i ę t a nawet r e a l n o ś ć tej
rzeczywistości. Tak wielka jest siła kreacji ideologii, wiary
w moc słowa, k t ó r e stwarza n o w ą p o s t u l o w a n ą rzeczywis­
tość. C h o d z i ł o o to - j a k m ó w i ł Aleksander W a t - by „ u z n a ć
za to co jest - to, co p o w i n n o być, a czego właśnie nie ma i być
nie m o ż e " . Z a w o d o w i interpretatorzy p r z e k ł a d a l i i upo­
wszechniali m ą d r o ś ć partii. W s p i e r a ł a to wiara (to co, że
udawana) i nauka (to co, że fałszywa). Obraz ś w i a t a
w y d a w a ł się ustabilizowany na wieki w i e k ó w ; nie m o g ł a go
z a c h w i a ć z m i e n n o ś ć f o r m pop k u l t u r y . M a ł o tego: p r ó b o w a ­
no z a a n e k t o w a ć w y t w o r y k u l t u r y masowej i u s t a w i ć je pod

sztandarami realnego socjalizmu. O p o r t u n i ś c i m u z y k i śpie­
w a l i na propagandowych festiwalach o t y m , że „ Ż o ł n i e r z
dziewczynie nie s k ł a m i e " , czy o mogile partyzanckiej
w „ s z c z e r y m p o l u " , gdzie biały krzyż, lub zachęcali m ł o d z i e ż
„ d o woja marsz", czy r o d z i n ę do przyjazdu na przysięgę
w o j s k o w ą . Wychwalali też p o m y ś l n y r o z w ó j ludowej ojczyz­
ny, k t ó r a „ k w i t ł a j a k p ę k czerwonych r ó ż " , a zespół „ N o T o
C o " tak się rozpędził, że w s t ą p i ł w 1968 r o k u do partii
i p o p a r ł linię kierownictwa...
W ł a d z e d o z o w a ł y w radio i T V r o c k - a n d - r o l l o w ą m u z y k ę
a n g l o s a s k ą , preferując p i o s e n k ę w ł o s k ą (np. F. Buscalione)
czy f r a n c u s k ą - a m ł o d z i e ż słuchała Radia Luksemburg. Jeśli
n i e k t ó r z y nasi wykonawcy p r ó b o w a l i ś p i e w a ć „ R o c k
A r o u n d the C l o c k " czy „ R o c k and R o l l M u s i c " , to r o z g ł o ś ­
nie p a ń s t w o w e h u c z a ł y szlagierem o Tierieszkowej, jeśli k t o ś
z a ś p i e w a ł ,,1'm Sorry", czy „ L o v e M y Tender", nasi t w ó r c y
odpowiedzieli zaraz „ Z i e l o n y m i w z g ó r z a m i nad S o l i n ą " . . .
R o d z i m o ś ć była u r z ę d o w o zalecana, zwłaszcza sięganie do
ludowych tradycji. P r z y k ł a d y m o ż n a m n o ż y ć . . .
Z w i ą z e k tego t y p u propozycji z t y m co się działo w muzyce
rockowej na Zachodzie był, delikatnie m ó w i ą c , umowny.
N i e zapominajmy jednak o całkowitej k o n t r o l i p a ń s t w a nad
życiem estradowym, rynkiem fonograficznym czy radiem
i telewizją, o p r ó b a c h skanalizowania i zaanektowania
muzycznej pop k u l t u r y . T o co w y m y k a ł o się t y m zakusom
m i a ł o charakter undergroundowy; k i l k a z e s p o ł ó w p r ó b o w a ­
ło p r z e n o s i ć na nasz grunt wzory zachodnie (ciekawe zwłasz­
cza były p r ó b y bluesowe czy jazzrockowe). N i e zapominaj­
my wreszcie o d o s ł o w n e j granicy z a m k n i ę t e j m i ę d z y obu
blokami: na p o c z ą t k u szóstej dekady w y b u d o w a n o m u r
berliński, a narowisty p r z y w ó d c a Z S R R omal nie p r z e k s z t a ł ­
cił tzw. k o n f l i k t u k u b a ń s k i e g o w ś w i a t o w ą w o j n ę .
Rock jest o g ó l n o ś w i a t o w y m fenomenem artystycznym,
k u l t u r o w y m i s p o ł e c z n y m drugiej p o ł o w y X X wieku, k t ó r y
ma w ł a s n ą p r a w d ę i w ł a s n ą estetykę ( Z o b . Siwak 1993).
M o ż n a powiedzieć, że zjawisko to lokuje się m i ę d z y s z t u k ą
a życiem, czy m i ę d z y s z t u k ą a c o d z i e n n o ś c i ą ; t o usytuowanie
„ p o m i ę d z y " dodaje m u sensów nie t y l k o artystycznych i nie
t y l k o k u l t u r o w y c h . Zajmuje pozycje m e d i a c y j n ą m i ę d z y
spontanicznymi, często z a m k n i ę t y m i subkulturami m ł o d z i e ­
ż o w y m i , a najszerszym obiegiem k u l t u r y masowej. Jest więc
„ p o trosze" s z t u k ą k u l t u r y nieoficjalnej i „ p o trosze"
p r o d u k t e m masowym, w y t w o r e m p r z e m y s ł u kulturowego
(jest też s z t u k ą w i e l o p o s t a c i o w ą : obejmuje koncerty, płyty,
film, T V e t c ) . K u l t u r a w s p ó ł c z e s n a w ostatnich kilkudziesię­
ciu latach w y p r o m o w a ł a ideę m ł o d o ś c i j a k o w a ż n ą w a r t o ś ć ,
j a k o m i t ; rock w t o p i ł się w tę ideę, k t ó r a jest jego n o ś n i k i e m .
Rockowcy m u s z ą zawsze p o z o s t a w a ć w opozycji do zasta­
nych f o r m k u l t u r o w y c h : bunt i agresja (wyrażająca się
m i ę d z y i n n y m i poprzez h a ł a s , głośne granie) są atrybutem
m ł o d o ś c i i reakcją na nieprzystosowanie do s k o s t n i a ł y c h
f o r m , czy p o t r z e b ą znalezienia własnej t o ż s a m o ś c i . Rock ma
swoją p r a w d ę , szczerość wypowiedzi: zjawiska sztuczne,
nieautentyczne nigdy nie z a d o m o w i ł y się na dłużej na
rockowej niwie. Ta prawda kreuje w s p ó l n o t ę r o c k o w c ó w ,
zawarta jest w ewokowanych pragnieniach w o l n o ś c i , m i ł o ­
ści, a u t e n t y c z n o ś c i i p r a w d z i w o ś c i , poczuciu b e z p i e c z e ń s t w a
i akceptacji, m o ż l i w o ś c i uczestniczenia na w ł a s n y c h warun­
kach w życiu s p o ł e c z n y m . . . Intensywna ekspresja, specyficz­
na forma wsparta p u l s u j ą c y m rytmem, w o k a l n o ś ć - oto
ś r o d k i , k t ó r e tę p r a w d ę niosą. Dialogiczny charakter k o n ­
t a k t u t w ó r c a - odbiorca, w y m u s z a j ą c y specyficzną aktyw­
n o ś ć odbiorcy - to u ł a t w i a . K o n c e r t rockowy bywa spektak­
lem parateatralnym, ma w ł a s n ą , z a a r a n ż o w a n ą dramatur­
gię, gdzie stopniuje się napięcie od p o c z ą t k u do
finału.
Manifestuje się m i t w s p ó l n o t y , poparty w s p ó l n ą ekspresją
i p o d o b n y m w y g l ą d e m t w ó r c ó w i słuchaczy.
O d swego p o c z ą t k u rock w y t w a r z a ł s p o ł e c z n ą o t o c z k ę ,
k r e o w a ł idoli, bożyszcze t ł u m ó w . Dawniej ten mechanizm

59

�I

c e c h o w a ł k i n o i o d n o s i ł się do gwiazd filmowych. O d p o ł o w y
lat pięćdziesiątych na o ł t a r z uwielbienia wynoszeni są rockowcy; pierwszym był Elvis Presley...
D z i ś dawniejsi idole w y w o ł u j ą uczucie nostalgii za prze­
szłością, m ł o d o ś c i ą . . . M ó w i ę o t y m w k o n t e k ś c i e m u z y k i . O d
j a k i e g o ś czasu w kulturze Zachodu w y r a ź n i e z a u w a ż a się
tendencje do p o w r o t ó w - ostatnio zwłaszcza do lat sześć­
dziesiątych. W i d a ć to w filmie, sztukach plastycznych,
zainteresowaniach kulturalnych, modzie czy nawet w p o l i t y ­
ce.
Prezydent U S A B i l l C l i n t o n w y r a ź n i e kształtuje swoje
image na w z ó r Johna F. Kennedy'ego, niemal mitycznego
dziś prezydenta, bohatera wielu filmów, książek. Ten sam
w y g l ą d , fryzura, retoryka, styl, rola ż o n y , m o ż n a wręcz
powiedzieć: czekamy jeszcze na głośne romanse... S ą d z ę , że
jest w t y m pewne uzasadnienie: konserwatywne r z ą d y R.
Reagana czy M . Thatcher nie r o z w i ą z a ł y wielu n a b r z m i a ł y c h
p r o b l e m ó w społecznych, m i m o p o c z ą t k o w y c h s u k c e s ó w
ekonomicznych. Liberalna gospodarka, aktywne społeczeń­
stwo - d o s k o n a ł y m i realizatorami takich idei o d p o c z ą t k u lat
80-tych byli tzw. yuppies ( Z o b . P ę c z a k 1992); j e d n a k ż e
późniejsza recesja i ostre k o n f l i k t y społeczne (np. ten w Los
Angeles) zmąciły j e d n o z n a c z n ą o c e n ę takiej p o l i t y k i . Z r e s z t ą
k o n s e r w a t y ś c i n i e c h ę t n i e o d w o ł u j ą się do lat sześćdziesią­
tych, w i d z ą c zwłaszcza u ich schyłku d e s t r u k c j ę i anarchizm
a w treściach - mistyfikacje. Polityka konserwatywna zawsze
k r y t y k o w a n a b y ł a przez kręgi akademickie i artystyczne.
Przedstawiciele tych ś r o d o w i s k p o s t r z e g a j ą tamte lata j a k o
czas rozbudzenia demokracji, okres w a ż n y c h przemian
obyczajowych i i instytucjonalnych, modernizacji społecznej
i liberalizacji prawa, a także przemian duchowych - sięgania,
j a k by to p o w i e d z i a ł Eliade, do archaicznej gleby religijnej,
by r e k o n s t r u o w a ć pierwotne dla wszelkiej k u l t u r y d o ś w i a d ­
czenie sacrum. Z r e s z t ą r ó ż n e na ten temat opinie, j a k i e
znajdujemy w literaturze zależą od stanowisk politycznych
a u t o r ó w ( Z o b . u nas L e g u t k o 1993 i K r z e m i ń s k i 1993).
Przypomnijmy t a k ż e , iż artyści z formacji beat generation,
czy intelektualiści b y l i ideologami ruchu hipisów; ś r o d o w i ­
ska te m o d e l o w a ł y t a k ż e wizerunek k o n t r k u l t u r y ( Z o b .
J a w ł o w s k a 1975). R ó ż n e nurty k u l t u r y alternatywnej są
j a k ą ś k o n t y n u a c j ą r u c h ó w s p o ł e c z n y c h z lat sześćdziesią­
tych. M a m y więc powody, aby w kulturze Zachodu pojawiła
się - czy to w perspektywie jednostkowej, czy w perspektywie
s p o ł e c z n e g o d o ś w i a d c z e n i a - nostalgia za przeszłością, za
straconą młodością.
W muzyce rockowej po inwazji w latach o s i e m d z i e s i ą t y c h
heavy metalu, m u z y k i monochromatycznej, noise music czy
rapu - wraca się do r o z w i ą z a ń i b r z m i e ń z szóstej dekady (np.
styl rave). Nawet ekscentryczny heavy metal w y c i e n i o w a ł
swą a g r e s y w n ą d i a b o l i c z n o - h e d o n i s t y c z n ą w a r s t w ę , upoda­
bniając się coraz bardziej do starego hard rocka. Notabene
ciekawym jest, iż w tekstach a u t o r ó w klerykalnych czy

B I B L I O
Barthes R.
1970, Mit i znak, Warszawa
1992,
O zmianie przedmiotu badań (czyli mitologia dzisiaj), „Polska
Sztuka Ludowa. Konteksty" nr 3-4
Gołaszewska M .
1992,
Postmodernistyczna gra w ku/turę, (w:) Oblicza postmoderny.
Teoria i praktyka uczestnictwa w kulturze współczesnej, red. A.
Zeidler-Janiszewska, Warszawa
Jawłowska A.
1975, Drogi kontrkultury, Warszawa

60

konserwatywnych bardzo często heavy metal u t o ż s a m i a n y
jest z satanizmem i wręcz z c a ł y m rockiem; nierzadkie są też
opinie, że tego t y p u muzycy n o s z ą długie włosy, aby p r z y k r y ć
ślady po l o b o t o m i i . . .
K u l t u r a postmodernistyczna przetwarza wiele w ą t k ó w
k u l t u r y alternatywnej. Socjolog Jerzy W e r t e n s t e i n - Ż u ł a w s k i
z a u w a ż a , że „ T o , co (...) najbardziej znamienne w z w i ą z k a c h
postmodernizmu z k u l t u r ą a l t e r n a t y w n ą to antyteologiczna
wizja świata nie m a j ą c e g o wytyczonej drogi ani d o m i n u j ą c e j
jedynie słusznej aksojologii i k u l t u r y - ś w i a t a «globalnej
wioski» z ł o ż o n e g o z lokalnych, bardzo spluralizowanych
kultur, w k t ó r y c h p r z e b y w a j ą czasowo jednostki ludzkie,
o d g r y w a j ą c e na pewien czas j a k i e ś role społeczne, opierające
jednak swój sens egzystencji na autonomicznych systemach
w a r t o ś c i służących doznawaniu k o m f o r t u psychicznego
(post-konwencjonalnych) i b ę d ą c y c h w l u ź n y c h z w i ą z k a c h
z i n n y m i ( p r z y n a l e ż n o ś c i t o ż s a m o ś c i o w e j a nie p r z y n a l e ż n o ś ­
ciowej).
Jest to wizja świata trwałej anomii, ś w i a t a w k t ó r y m
m o ż n a się z a t r a c i ć , jeśli nie zredukuje się swoich potrzeb
transcendentalnych na rzecz temporalistycznych r o z w i ą z a ń
d o r a ź n y c h , p r z y n o s z ą c y c h ulgę i m o ż n a być stale r a n i o n y m ,
jeśli nie u ł o ż y się na n o w o więzi z l u d ź m i , ze w s p ó l n o t a m i
l u d z k i m i , z k u l t u r a m i i ich w z o r a m i i n o r m a m i : »lojalność
wobec s p o ł e c z e ń s t w a s k o ń c z y się w momencie, w k t ó r y m
m u s i a ł b y m z a p r z e c z y ć w ł a s n e m u j a « - pisał W . S i m o n "
( W e r t e n s t e i n - Z u ł a w s k i 1992: 136-137).
Powroty do przeszłości m a j ą swe uzasadnienie w refleksji
postmodernistycznej. Nostalgia za u t r a c o n y m czasem jest
w kulturze Zachodu t a k ż e p r ó b ą poszukiwania t o ż s a m o ś c i
ze s o b ą samym i k o m u n i k a c j i z i n n y m i k u l t u r a m i .
A w naszym kraju? M ó w i ł e m o muzyce z tamtych lat
odgrzewanej przez „ d i n o z a u r ó w " , o zderzeniu z a k ł a m a n y c h
ś w i a t ó w . Czy wspomnienia k ł a m i ą ? D o jakiej rzeczywistości
społeczno-politycznej sprzed ćwierćwiecza m i e l i b y ś m y się
o d w o ł a ć : do g o m u ł k o w s k i e g o marazmu, regresu, b r a k u
alternatyw i sytuacji totalnego niedoboru wszystkiego, czy
do hucpy politycznej z 1968 roku? Nie m o ż e t a k ż e do
w ł a s n y c h korzeni p o w r ó c i ć polski rock, k t ó r y dopiero
w latach 80-tych o d z y s k a ł swoją p r a w d ę , gdy w stanie
wojennym s p a d ł a maska z z a k ł a m a n e g o oblicza i trzeba b y ł o
samemu to przeżyć i z a c z ą ć pisać w ł a s n ą a u t o b i o g r a f i ę . . .

Coda
Przypomnijmy na koniec film W i m a Wendersa Niebo nad
Berlinem (1987), m ó w i ą c y o e u r o p e j s k o ś c i rozumianej j a k o
p a m i ę ć . Berlin jest miastem o b c i ą ż o n y m p a m i ę c i ą wojny;
bohater filmu stara się go o b s e r w o w a ć z pozycji przybysza,
z p u n k t u widzenia anioła... T r o c h ę tak j a k antropolog: t y l k o
dla niego p a m i ę c i ą jest w ł a s n a k u l t u r a .

R A F I A
Krzemiński I.
1993, Lata szczęśliwe, lata szalone... Kontrkułtura i lata sześćdziesiąte,
„Znak", nr 455
Kundera M .
1993, Księga śmiechu i zapomnienia, Warszawa
Legutko R.
1993,
Trzy tezy o kontrkulturze, „Znak", nr 455
Pęczak M .
1992, Mały słownik subkultur młodzieżowych,
Warszawa
Siwak W.
1993, Estetyka rocka, Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11437" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11415">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2c1649325a1f0bb9a1c222699b5c3fe6.pdf</src>
        <authentication>4afa0015dab4f57a7765b281317c29d6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136270">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2452</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136271">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136272">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136273">
                <text>Yes. Nostalgiczne strefy pamięci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136274">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.54-56</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136275">
                <text>Burszta, Wojciech J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136276">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136277">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136278">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136279">
                <text>Yes. Nostalgiczne strefy pamięci
Wojciech J . Burszta
Grecki termin nóstos ( = p o w r ó t ) w połączeniu z algos, co
oznacza „cierpienie", tworzą łącznie pierwotny sens pojęcia
nostalgii jako gorącego pragnienia ujrzenia ojczyzny czy nawet
choroby powstającej w wyniku tęsknoty za krajem rodzinnym.
Uczucie nostalgii odnosiłoby się zatem do czegoś, co było i jest
w nas samych, ale czego zewnętrzne atrybuty nie są w danej
chwili dostępne. Będąc Polakiem rzuconym gdzieś w dalekie
strony, nie przestaję - jeśli tego pragnę - czuć się nim, ale
wypełnia mnie nostalgia za rodzinną ziemią, za zapachem ziemi
ojczystej, bliskimi, za niegdyś przeżytymi chwilami „wtedy
i tam". Nostalgia cechuje tedy emigrantów - czasowych i trwa­
łych - budujących wizje utraconego skrawka globalnej rzeczywi­
stości przyrodniczej i społecznej o cechach orbis interior, skraw­
ka uważanego za najważniejszy, gdyż jest on rzeczywistością
„ o s w o j o n ą " w stopniu maksymalnym.
Od dawna j u ż jednak takie pierwotne rozumienie nostalgii
uległo niebywałemu rozplenieniu swego sensu i to w sposób
dwojaki. Przede wszystkim nostalgia uzyskała swoją wykładnię
zbiorową, jako już nie tylko uczucie charakteryzujące po­
szczególne jednostki, ale wręcz pokolenia. Nie chodzi przy tym
o generacje wewnątrz jednego narodu czy społeczeństwa, ale
0 formacje identyfikujące się w wymiarze globalnym, skupione
wokół wartości związanych przykładowo z kulturą kontestacji
lat sześćdziesiątych. Pojęcie „ojczyzny" należy tutaj t r a k t o w a ć
wyłącznie metaforycznie - oznacza ona l i tylko „ojczyznę uczuć
1 myśli", w której jednostki i generacje uzyskały swoją toż­
samość, ważącą na ich przyszłych losach i życiowych wyborach.
Na takiej właśnie fali nostalgicznego powrotu do korzeni
Ameryki lat sześćdziesiątych tamtejsze środowisko muzyczne
jak jeden mąż opowiedziało się za Billem Clintonem. M a on
jakoby wyrażać te cechy amerykańskiej kultury, które za czasów
rządów republikańskich zostały zdegradowane. Pat Metheny,
brylantowy gitarzysta współczesnego jazzu, tak mówi o Clin­
tonie: „ B o to inteligentny człowiek. Dla wielu muzyków ważna
jest świadomość, że jest teraz w Białym D o m u ktoś, z k i m m o ż n a
porozmawiać o różnicy między Sonny Rollinsem a Johnem
Coltrane'em. A tak poważnie (...) Facet na tyle trzeźwy i bystry,
by właściwie oceniać rzeczywistość, rzeczywistość całkowicie
różną od obrazu tej mitycznej Ameryki, j a k i p r ó b o w a n o nam
przez tyle lat sprzedawać" („Gazeta Magazyn" nr 13:1993:14).
Metheny nie dodaje już, że i jego wizja Ameryki jest równie
mityczna, widziana przy tym poprzez pryzmat nostalgicznego
wizerunku przeszłości i początków kariery w Missouri. „ J e g o "
świat powraca trzydzieści lat później, a uosabia go nowy
prezydent, czynny uczestnik „ t a m t y c h " lat. Jak wyglądałby
Ronald Reagan z saksofonem i jointem w kąciku ust?
Ale pojęcie nostalgii nie tylko uległo uogólnieniu i oderwane
zostało od oryginalnych konotacji. Stało się ono bowiem także
przedmiotem świadomych zabiegów interpretacyjnych, „wy­
stawione" niejako w formie towaru do konsumpcji w kulturze
popularnej. Nostalgia stała się p o ż ą d a n ą wartością. Jak zwykle
najbardziej spektakularny wyraz tego trendu mamy w modzie,
'żywiącej' się nieustannie cyklicznymi powrotami do fasonów,
kroju i kolorów identyfikowanych według kryterium generacyj­
nego. Za „zwykłą" m o d ą jako zjawiskiem usytuowanym do­
kładnie pomiędzy gustem a snobizmem kryją się wszakże
konkretne wybory związane ze stylem myślenia, preferencjami
w sferze sztuki czy nawet demonstrowaniem moralności. Trafnie
zauważył przed laty Edward Sapir, że: Jakkolwiek bowiem
p o c z ą t k o w o odnoszące się do ubioru i ciała ludzkiego, pojęcie
'moda' w sposób zasadniczy wiąże się nie z ubiorem i ciałem, lecz
z symboliką (Sapir, 1978:247). Zatem moda na nostalgię może
być - i jest - myślowo-symbolicznym równoważnikiem czyjegoś
wewnętrznego „ja", czego zewnętrznym jedynie przejawem są:
przebieranka i ozdoby.

54

Od jakiegoś czasu, mówiąc konkretniej od połowy lat siedem­
dziesiątych, funkcjonuje w literaturze naukowej i krytyce (głów­
nie) filmowej pojęcie nostalgia films. Pisał o nich m.in. Fredric
Jameson, widząc zresztą w tym rodzaju twórczości jeden
z klasycznych przejawów świadomości postmodernistycznej
(Jameson, 1983). Rzecz w tzw. uwięzieniu w przeszłości, od­
sunięciu się od widzenia jej na sposób historycystyczny, tj. jako
oglądu z dystansu czasu minionego, który to ogląd rościł sobie
pretensje do całościowości i pragnął „ z r o z u m i e ć " przeszłość
w jej zmieniających się uwarunkowaniach (relatywizm his­
toryczny). Dziś zamiast relatywizmu z oddalenia pojawia się
pastisz. Jednymi z jego atrybutów są stylizacja i retrospekcja,
przez krytyków francuskich określone podstawowymi wyznacz­
nikami la mode retro. Wymarzonym polem dla takiego „retro­
spektywnego stylizowania" jest kino. Jameson zauważa, że
współczesne filmy z kręgu nostalgicznej ewokacji nie muszą
tyczyć przeszłości, jak klasyczny już Chinatown Polańskiego, ale
dzieją się obecnie, a nawet w przyszłości, jak Star Wars.
Proliferacja metaodniesień do wyobrażeń o historii, teraźniej­
szości i przyszłości ma na celu rozerwanie typowo modernistycz­
nego myślenia o czasowym continuum logicznego następstwa
zdarzeń jako odrębnych okresów. Te filmy mają przedstawiać
nasze rutynowe myślenie o innych epokach; historyczna prze­
szłość widziana jest poprzez nasze popularne wyobrażenia
i stereotypy myślenia o niej. „ B r a k " realizmu w tych filmach ma
wiele wspólnego z brakiem tradycyjnie pojmowanego realizmu
w myśleniu nostalgicznym, z tym charakterystycznym „składa­
niem" elementów przeszłości znanej nam z autopsji, wynikłych
z lektury, skrywanych namiętności, eliminowanych fragmentów
życiorysu, o których pamiętać się nie chce. Są one ponadto
zabawą z nostalgią, jej obnażeniem, dekonstrukcja wskazującą
na przygodność tego, co chcemy widzieć i z czym się iden­
tyfikować.
Nie będzie, jak sądzę, żadnym nadużyciem powiedzieć, iż
mimo postmodernistycznych gier, cytatów i metakomentarzy,
nostalgia pozostaje ważnym elementem kulturowej identyfikacji
zarówno w wymiarze jednostkowym, jak grupowym. Jest zaró­
wno przeżywaniem, jak i świadomym wyborem interpretacyj­
nym, dotykającym każdego uwikłanego w przemijanie zdarzeń.
Patrząc pod tym kątem widzenia możemy się przekonać, w j a k i
sposób żal za odchodzącą kulturą ludową odcisnął swe piętno na
powojennej generacji rodzimych etnografów. W dużym stopniu
postrzegała ona rzeczywistość poprzez pryzmat wewnętrznego
zaangażowania i identyfikacji z kulturą, która „gasła" jako
zwarty system czynności i obiektów. W profilu b a d a ń uzewnę­
trzniały się tedy wartościujące uwarunkowania „badacza we­
w n ę t r z n e g o " - j e g o niepokoje, nadzieje, marzenia nawet. Zaiste
dałoby się napisać tę specyficzną, nostalgiczną historię etno­
grafii polskiej jako nieustannej pogoni za mitem kultury ludowej
jako materialnej i symbolicznej pełni.
Stosunek do odchodzącej tradycji przybierał niekiedy wręcz
intymny charakter, jak choćby w wierszach pisanych pod koniec
życia przez Kazimierza Moszyńskiego:

POŻEGNANIE
Dorodne ziarno miotając na rolę,
dziś już nie stąpa chłop w bieli jak anioł
błogosławiący mu cicho, by rosło. Siewnik rzędowy jego miejsce zajął.
Dziś już nie piele dziewka pól prosianych,
nie plecie wianka, z chabrów nie korzysta,
ani z kąkolu, co tak kraśniał w życie. Wszystkie już chwasty tępi się do czysta.

�W złocistym zbożu dzisiaj sierp nie błyska
tak świętą pracą znojąc chłopskie ręce,
iżby się chciało przypaść do nich usty,
by z całej duszy oddać cześć ich męce;
Czarcim rzechotem warczy tam pod chmury
traktor koślawy, na znak, że w niebiosach
brat mu rodzony ten rzechot powtórzy
gotów świat zgubić w ognistych pokosach.
Młyn już nie huczy dygocząc z niemocy
ni szum kół jego nad stawem się pieni,
gdy motor wyje jak pies w kamienicy
nagiej i zimnej śród marnych drzew cieni.
Ani już wzgórze skrzydłami nie wzlata,
gdy Bóg wiatr zesłał na swych wiernych modły;
wszystkie zarosły pod te skrzydła drogi
i ślad już tylko po nich został podły.
Już się nie ozwie z borów róg pastuszy
echem dalekim o wieczornej porze,
tęsknotę nagłą budząc do zaświata,
gdy nad wsią cichą gasną słońca zorze.
I głos piszczałki z wiatrem nie przyleci.
Dzisiaj od innej tętnią wsie muzyki:
tanga i samby i rumb bełkotania,
skrzeczą wesoło ochrypłe głośniki.
Pośród zmian tylu, śród tego postępu
pozwól - choć zbożnie przed nikim nie klęknę! w zorzy modlitwą pożegnać na zawsze
wszystko, com kochał i co dla mnie piękne.
(wiersz pochodzi z 1959 roku; Moszyński, 1976:152-3)
Przez dziesięciolecia obowiązujący paradygmat widzenia kul­
tury chłopskiej zwanej ludową dawał się ujmować w formule
podanej jeszcze w roku 1930 przez Franciszka Bujaka: „ K u l t u r a
ludowa jest tym cudownym zwierciadłem, które pozwala naro­
dowi patrzeć w przeszłość oraz oglądać swoją m ł o d o ś ć " ( K u l ­
tura wsi, Warszawa 1930:72). A n o właśnie, swoją młodość
oglądali także sami badacze, a i m bardziej ona była odległa, t y m
kultura ludowa mocniej idealizowana i jakby pełniejsza. Zaś
młodsza generacja, jak to pisała Anna Kutrzeba-Pojnarowa:
„ k t ó r a j u ż tylko z książki historycznej zna pojęcie dziedzica,
a sochy jako narzędzia do orki poszukuje w muzeum, będzie tą,
która przestanie przymierzać pojęcia 'swój' i 'obcy' do wsi i do
miasta" (Kutrzeba-Pojnarowa, 1985:65). Etnografowie w ogóle
przejawiają charakterystyczną tendencję, by czas i miejsce b a d a ń
t r a k t o w a ć bardzo osobiście: czas etnograficzny i czas personal­
ny tworzą jedno. Zofia Szromba-Rysowa tak oto kończy
wspomnienia o ukochanej przez siebie wsi opolskiej, w której
prowadziła wieloletnie badania: „Ostatni kontakt ze wsią mia­
łam w 1979 r „ zatrzymując się w drodze powrotnej z urlopu. Nie
brak było i zdumienia na m ó j widok: 'to wy jeszcze żyjecie?',
i radości i wspólnie wymienianych uwag, i moich niecierpliwych
pytań: 'kto wyjechał?'. Wtedy też musiałam sprostać prośbie
syna zaprzyjaźnionej rodziny, pytającego o Helenę Modrzejews­
ką, o której miał napisać wypracowanie szkolne. Z pytającej
stałam się i ja indagowana, co zresztą nierzadko zdarza się
w trakcie naszych b a d a ń . I wówczas, po 10-letniej nieobecności
we wsi, poczułam się związana mocno z tą bliską m i społeczno­
ścią. Myślę, że i teraz, kiedy tych lat minęło znacznie więcej, nie
byłabym jej obca" (Szromba-Rysowa, 1989:80).
K a ż d y ma prawo do takiego kształtowania przeszłości, aby
jawiła się ona jako spójna i taka przede wszystkim, z którą
jesteśmy w stanie się identyfikować. Jeśli tak, niech nie dziwi nas
natychmiast uruchomiany proces nostalgicznej waloryzacji świa­
ta, który jest wspomnieniem tylko. Ale jest to nasze osobiste
wspomnienie, nasz prywatny „ p r o p r i o s p e k t " , jak określiłby je
zapewne Ward Goodenough. Pielęgnujemy starannie nasze
strefy nostalgicznej pamięci, co niejednokrotnie stanowi dogod­
ną pożywkę dla wszelakich mitologizacji, jeśli tylko nasze
prywatne usensownienie świata przenosimy na zjawiska o walo­
rze ogólnym. A tak miała się rzecz w wypadku badaczy kultury
ludowej, którzy pielęgnowali częstokroć własną wizję tejże.

„ K o n i e c " kultury ludowej był jednoczesnym końcem samoidentyfikacji etnografa zmuszonego poruszać się w gruzach dawnego
sensu. Ale zostawmy tę kwestię na inną okazję.
Kultura masowa, którą dzisiaj określa się raczej mianem
kultury popularnej, zdaje się być fenomenem, z k t ó r y m nie
bardzo wiadomo, co uczynić. Diagnozy tej kultury się tyczące,
jej socjologiczne definicje z lat sześćdziesiątych i siedemdziesią­
tych, okazały się powierzchowne i mało przydatne. T y m bar­
dziej, iż minęło kilkadziesiąt lat i nasza poczciwa pop culture
nabrała cech nowych, wynikających z upływu czasu i jej
zakorzenienia w historii kultury. Właśnie fakt, iż kultura
popularna ma już swoje własne dzieje, że istnieje czasowy
„ o d d e c h " , dzięki któremu możemy się jej przyglądać, prowoku­
je do postawienia następującego pytania: czy nie jest tak, iż
w mechanizm partycypacji w wartościach kultury popularnej
wpisana jest nostalgia jako jeden z wzorów zindywidualizowane­
go w niej uczestnictwa?
Ograniczmy się do przykładu muzyki rockowej. A n i się
obejrzeliśmy, a nabiera ona cech tradycyjnie wiązanych z muzy­
ką klasyczną, z jej kanonami estetycznymi i kryteriami oceny.
Oczywiście - nie cała muzyka rockowa, k t ó r a nieustannie
poszukuje nowych stylów, pojawiają się w niej hybrydowe
mieszanki przeznaczone do natychmiastowej konsumpcji przez
najmłodszych zwolenników. Ale jest wszakże faktem, iż grupy
wyznaczające drogi rozwojowe rocka, grupy nadal aktywne,
liczą j u ż sobie - bagatela - po 25 czy nawet 30 lat. Jedna z nich
nazywa się Y E S i właśnie mija dwadzieścia pięć lat, kiedy to
w czerwcu 1968 roku narodziła się z inicjatywy basisty Chrisa
Squire'a.
Jako wierny - też już z górą dwudziestoletni - fan tego
zespołu, miałem okazję spotkać swych muzycznych idoli „ n a
żywo". Było to w paryskiej hali Zenith, 3 czerwca 1991 roku.
Chciałbym ten właśnie koncert, tak dla mnie ważny z wielu
względów, uczynić pretekstem dla dalszych uwag niniejszego
szkicu.
Oto zwykła sceneria koncertu rockowego; tłumy oczekujące
na moment, gdy będzie m o ż n a pospiesznie zająć miejsca w środ­
ku hali, kupić program, okolicznościowe gadgety. R o z g l ą d a m
się w o k o ł o i jedna rzecz zdumiewa mnie od razu: rozrzut wieku
publiczności. Obok siebie stoją piętnasto- i szesnastolatkowie
oraz osoby eufemistycznie określane 'dojrzałymi', mające więc
po pięćdziesiąt lat, a może nieco więcej? I jedni, i drudzy
z odpowiednimi znaczkami firmowymi Yes; starsi demonstrują
te sprzed wielu lat, z innych koncertów; są wytarte i wyblakłe.
Małolaty wyposażeni w nowiutkie, firmujące p o w r ó t grupy na
koncertowe trasy po latach nieobecności pod hasłem Round the
World in Eighty Dates. N o właśnie. Już od kilku dobrych lat
notujemy zjawisko cyklicznych p o w r o t ó w d i n o z a u r ó w rocka do
czynnej kariery. Raz są one udane, najczęściej jednak są to
przedsięwzięcia efemeryczne, jak choćby w wypadku Procol
Harum. Również i żywot super-Yes był krótki. Jak zwierzył się
ostatnio przebywając w Polsce Rick Wakeman, o rozpadzie
grupy zadecydowali menagerowie, dla których najistotniejsza
była finansowa strona całego pomysłu. Dla samych zaś muzy­
k ó w - a m o ż n a wierzyć Wakemanowi - liczyły się względy
towarzysko-muzyczne, ponowne pojednanie ludzi, których dro­
gi rozeszły się wiele lat temu, a którzy powrócili pod historyczną
nazwą Yes.
Zatem na takiej właśnie ogólnej fali nostalgicznych (i finanso­
wych) p o w r o t ó w zeszli się także prawie wszyscy muzycy tworzą­
cy na przestrzeni lat różne mutacje Yes. Paryskie gazety zapy­
tywały: pourquoi tant de Yes? Rzeczywiście tę supergrupę
A . D . 1991 tworzyło ośmiu muzyków: Jon Anderson (wokalista),
Chris Squire (bas), Steve Howe i Trevor Rabin (gitary), Rick
Wakeman i Tony Kaye (klawisze) oraz Bill Bruford i A l a n White
(instrumenty perkusyjne). Słowem - wielki kawał historii świa­
towego rocka w jednym zespole i jednym miejscu. Trasę koncer­
tową tej grupy poprzedziło wydanie kuriozalnej płyty pod tytu­
łem Union. Sam jej tytuł sugeruje już, że połączyły swe siły dwa
opozycyjne odłamy „ d a w n e g o " Yes: „ n o w e " Yes (Squire,
Rabin, Kaye i White) i formacja Anderson-Bruford-Wakeman-Howe. Płyta Union była jednak o tyle kuriozalna, iż mimo
firmowania jej przez całą ósemkę, w żadnym utworze muzycy nie
55

�grali wszyscy razem. Stylistycznie była ona równie niejednorod­
na; część zdominowana przez klasyczne, panoramiczne brzmie­
nie Yes, część pisana wyraźnie pod gusta lat dziewięćdziesiątych,
dla nowej publiczności, bez sentymentów dla przeszłości.
Sam koncert spięty był klamrą lat 1971-1991 i składał się
głównie z materiałów z trzech płyt - The Yes Album, Fragile
i Union. Gdy ubrany w ulubione białe, 'anielskie' szaty Ander­
son zapowiedział dwa pierwsze utwory: Heart of the sunrise
i Roundabout, na widowni wybuchł wielki, międzypokoleniowy
entuzjazm. Jednako wyrażali swe uwielbienie kilkunastolatkowie, których w ogóle nie było na świecie, gdy oba te kawałki
powstały (1971), jak i starsi panowie, dla których każdy utwór
z tamtych lat to swoisty hymn do młodości utraconej i przypom­
nienie przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, tak
brzemiennych dla tamtego pokolenia. Maksymalne utożsamie­
nie publiczności z Yes nastąpiło jednak, gdy Anderson zain­
tonował słynną końcówkę z The gates od delirium:
Soon Oh soon the light
Pass within and soothe this endless right
And wait here for you
Our reason to be here
Soon Oh soon the time
All we move to gain will reach and calm
Our heart is open
Our reason to be here... itd.
Cóż znaczą dla tych różnych pokoleń powyższe słowa? Jaki
rodzaj identyfikacji może tu wchodzić w grę? Tego nie możemy
powiedzieć z całą pewnością, ale też i z całą pewnością powie­
dzieć możemy, iż rzecz nie w tym, co kto „ p o d k ł a d a " pod
rockowy tekst, ale w tym, że go w ogóle słucha, zna na pamięć,
śpiewa i przeżywa w tłumie „ n a ten czas" takich samych, jak on.
Jeśli ma się przeszło pięćdziesiąt lat, albo dopiero - naście, stoi
ramię w ramię, zawodzi, klaszcze, przytupuje, ma łzy w oczach,
co powoduje tę niebywałą integrację? Przecież na ulicy i w domu
inne zupełnie role przypisano poszczególnym pokoleniom.
Wydaje się, że sytuacja przypomina tę, opisaną przez Lud­
wika Stommę w odniesieniu do fenomenu piłkarskiego święta.
W tekście 1:0 czyli ludzie jak bogowie czytamy: M i t przenosi się
na trybuny. Połączeni k o m u n i ą z tymi samymi, zapominamy
0 obowiązujących poza stadionem podziałach klasowych, wie­
kowych, płciowych, ekonomicznych... Razem krzyczymy, zry­
wamy się z miejsca, wpadamy sobie w ramiona po bramce (...)
Normalne życie przywraca swoje prawa. Koniec chaosu. Świat
znów został stworzony (Stomma, 1991:142).
Koncert rockowy tym się jednak różni od ekstazy futbolowej
widowni, iż ma on zawsze w tle określone wybory pokoleniowe
1 linia identyfikacji z występującymi idolami oscyluje wokół
- realnych czy jedynie postulatywnych - wartości 'życiowych'
i artystycznych „przywiązanych" do poszczególnych zespołów
i n u r t ó w muzycznych. Nie znajdziesz tedy na koncercie Yes
rapowców i odwrotnie. Linia demarkacyjna jest silnie zaznaczo­
na.
Na początku, to jest gdy rock i pokrewne gatunki budziły się
do swego instytucjonalnego bytu i wpisywały w m a p ę współczes­
nej kultury, ta muzyka była tylko i wyłącznie kojarzona
z młodością, buntem, nieodpowiedzialnością, kontestacją mie­
szczańskich wzorów życia, protestem i negacją świata zastanego.
To świetnie znamy, tego nie trzeba tutaj szczegółowo przypomi­
nać. Ale minęło lat z górą trzydzieści. Muzyka rockowa rozwija
się, mamy jej - jak się rzekło - nowe mutacje, hybrydowe style,
nurty przeznaczone wyłącznie dla kolejnych małolatów. Ale
jednocześnie pokolenie „z tamtych lat" jest czynne w życiu, nie
mówiąc o samych muzykach, którzy nadal w wybornej formie.
To pokolenie czegoś słucha, czymś się fascynuje, mimo iż żyje
normalnie innymi sprawami, dorabia się dzieci, w n u k ó w , pienię­
dzy. Pojawia się element tęsknoty za przeszłością nieodwołalnie
minioną. T ą przeszłością nie była tylko muzyka, ale generalnie
styl życia wyrażany między innymi przez tę muzykę. Sam dźwięk
nazw takich zespołów, jak Led Zeppelin, K i n g Crimson, Deep
Purple, Santana, Pink Floyd, Black Sabbath, The Rolling
Stones, Jethro Tull, Budgie, Rare Bird, itd., wywołuje natych­
miast szereg skojarzeń pozamuzycznych - z życiem, które już za
nami, które już nie wróci, ale które tkwi j a k o ś magicznie w tych

56

rockowych dekoracjach: w nazwach zespołów i tytułach utwo­
rów. Dziesiątki z nich, lub nawet ich fragmenty łączą się
nierozerwalnie z jakimś życiowym epizodem, a ten z kolei
ewokuje obraz przeszłości, gdy wszystko było przed nami.
Rock staje się z wolna klasyką, a w każdym kanonie klasyki
pojawiają się pozycje odczytywane jako znaki muzyki o nie­
przemijającej wartości. Rock jest dziś z a r ó w n o klasyką, jak
i twórczością poszukującą nowych form; jest w nim miejsce dla
różnych generacji. Stare, uznane firmy, takie choćby jak Yes,
doskonale łączą w sobie obie te cechy. Z jednej strony firmują
przeszłość owych kanonicznych znaków dla średniego pokole­
nia r o c k m a n ó w , z drugiej wzbudzają respekt młodych będąc
klasyką, ale klasyką żywą. A że zbliżają się do pięćdziesiątki?
Pod tym względem także wiele zmieniło się w kulturze popular­
nej, niegdyś zaanektowanej przez ideał niedojrzałości w sensie
nie-starości. Dzisiejsze pojęcie „młodości" jest o wiele bardziej
rozciągliwe, staje się rodzajem metakategorii abstrahującej od
temporalnych zmian czasu jednostkowo przeżywanego.
Dziś można j u ż powiedzieć coś, co jeszcze niedawno wydawa­
ło się być zaprzeczeniem zjawisk z kręgu kultury rockowej. Oto
bowiem coraz bardziej uwidacznia się w niej mechanizm nostal­
gii, skwapliwie zresztą wykorzystywany komercyjnie. Rock jest
niewątpliwie muzyką pokoleniową w tym znaczeniu, że zwykły
człowiek, nie-muzyk, wcześniej czy później z niego wyrasta.
Słucha nadal „swojej" muzyki, ale już z dystansem, już nie ma
pełnej identyfikacji. W pewnym momencie W I E M Y już, że nie
jesteśmy wewnątrz rocka, że konsumujemy jedynie przy okazji
jego produkty. Wówczas to rodzi się nostalgia dodatkowo
dowartościowująca tę muzykę dlatego, że ona B Y Ł A nasza,
a już taką de facto nie jest. W tym Sensie m o ż n a mówić
o klasycznym rocku, iż stanowi on metonimię młodości.
Mechanizm nostalgii działa jednak na paradoksalnej zasa­
dzie. Rock z jego heroicznego okresu wywołuje uczucia za czymś
utraconym u ludzi, którzy urodzili się wiele lat po „ t a m t y m "
czasie, którzy nawet nie są sobie w stanie wyobrazić jak to
onegdaj bywało. Jak wytłumaczyć dzisiejszemu licealiście atmo­
sferę Woodstock? Taki młody człowiek buduje sobie mityczny
wizerunek „dawnych lat", kiedy to jakoby muzyka i styl życia
stanowiły jedno. Nasz młody człowiek zaczyna uczyć się tamtej
muzyki, tamtych tekstów, tamtych zachowań, uczy się młodości
nie-swojej. Myśli o przeszłości jako o czymś bezpowrotnie minio­
nym, zagubionym w strumieniu życia. Jest to - i tu tkwi paradoks
także j e g o , przeszłość, jego muzyka, jego świat wzruszeń.
Paryski koncert Yes nie był z pewnością niczym szczególnym
dla k o n s u m e n t ó w kultury rockowej, ale był prawdziwym świę­
tem dla tych, którzy identyfikują się z tą akurat grupą i jej
muzycznym profilem. Dla mnie był dobitnym potwierdzeniem
tego, co starałem się wyżej powiedzieć. Pozostaje jednak jeszcze
inna kwestia. Chodzi o samych muzyków z Yes. Wraz z roz­
wojem koncertu cała ósemka poczęła być rzeczywiście poruszo­
na faktem, że są po latach razem, że grają stare kawałki sprzed
dwudziestu lat, że atmosfera jest wspaniała, że entuzjazm rośnie,
że każda aluzja muzyczna (np. cytaty z albumu Tales form the
topographic oceans) natychmiast wychwytywana. Gdy na bis
zagrali trudne dla dwóch klawiatur i dwóch perkusji Awaken,
kłaniając się następnie widowni, byli autentycznie wzruszeni. To
nie było dla sponsorów, na zewnątrz, to było szczere. W momen­
cie uścisków wymienianych przez dwóch głównych antagonis­
tów w Yes - Andersona i S q u i r e ' a - p u b l i c z n o ś ć wiedziała już, iż
stało się coś ważnego: w imię wywołanej przeszłości w niepamięć
poszły zwady i indywidualne ambicje. Nostalgia nie jest jeno
przypisana stronie słuchającej.
Jest faktem, którego zanegować nie sposób, choć mówi się
o tym niechętnie, półgębkiem niejako - że dwa pokolenia ludzi
wyrosły i ukształtowały się w orbicie oddziaływania przede
wszystkim kultury popularnej. Wspomnienia tychże pokoleń są
wspomnieniami obrazu uczestnictwa w wartościach z kulturą
popularną nierozerwalnie związanych. Dlaczego w imię klasyfi­
kowania kultury na „wyższą" i „niższą" pozbawiać je tych
wartości. Przecież wybiórczość pamięci na tym właśnie polega,
że wspomnienia mają zindywidualizowany charakter choćby nie
wiadomo jak zuniformizowana była w przeszłości konsumpcja
d ó b r kultury. Kulturę masową deprecjonowano głównie za jej...

�masowość właśnie. Ale przypominanie przeszłości nie ma maso­
wego charakteru. Warto w t y m miejscu zacytować dłuższy
fragment z O szczęściu Władysława Tatarkiewicza: „Nic nie jest
pewniejsze od udziału p r z e s z ł o ś c i
człowieka w jego
szczęściu i nieszczęściu. Pamięć tego, co było, idzie za n i m
i zapełnia część jego świadomości. Po wtóre, w przeszłości
formowały się jego wyobrażenia i sądy; przeszłość uczyniła, że są
pogodne czy posępne, ufne czy nieufne. I po trzecie; ufor­
mowane w przeszłości wyobrażenia i sądy stanowią 'masę
apercepcyjną', wedle której człowiek ujmuje i ocenia teraźniej­
szość" (Tatarkiewicz, 1979:244).
Jest niewątpliwą zasługą świadomości postmodernistycznej,
cokolwiek sam termin „ p o s t m o d e r n i z m " miałby oznaczać, iż
zaciera ona z upodobaniem granice pomiędzy starannie wy­
znaczanymi przez modernizm rodzajami sztuki. Modernistycz­
ne jej continuum rozciągało się pomiędzy sztuką elitarną, czyli
Sztuką po prostu, a kiczem. I m elitarność dzieła gwarantowana
była przez twórcę w większym stopniu, tym bardziej zasługiwało
ono na to miano. Sztuka „przemysłowa" wzbudzała co najmniej
nieufność jeśli nie estetyczną odrazę. Ten swoisty sposób
aksjologicznego klasyfikowania uniwersum artystyczno-estetycznego wiązał się w pewien sposób z stratyfikacjami klasowymi
i społeczną hierarchią. Postmodernizm uderza w te utrwalone
zasady z pełną świadomością tego faktu; p o d w a ż a t y m samym
pozycję samych twórców. Zdaje się zachęcać odbiorców, by
traktowali Sztukę z t a k ą samą nieufnością, jak modernistyczni
twórcy traktowali masowego odbiorcę sztuki konfekcyjnej. Tak
n a p r a w d ę sztuka jest przede wszystkim zabawą z konwencjami,
gustami, ale także zabawą z naszą pamięcią. Stąd wywoływanie
hasła nostalgii jako klasycznej deformacji przeszłości. Jest to
wszelako deformacja inspirująca, gdyż stanowiąca źródło
uświadomienia sobie przygodności (contingency) naszego byto­
wania, widzenia bliźnich, interpretowania dziedzictwa, wyzna­
czania rzekomo absolutnych wartości i ideałów.
Posmodernistyczne hasło zrównania statusu sztuki wysokiej
i niskiej jest w efekcie głosem „ n a rzecz" tej drugiej; jest
dowartościowaniem wielostylowości i powtórzeń, ale r ó w n o ­
czesnym wskazaniem, że nie ma od niej ucieczki. M i l a n Kundera
sarkastycznie zanotował: „Schónberg zmarł, Ellington zmarł,
ale gitara jest wieczna. Stereotypowa harmonia, wytarta melo­
dia i rytm, tym wyraźniejszy, i m bardziej monotonny, oto co
zostało z muzyki, oto jej wieczność. W tych prostych kombinac­
jach nut wszyscy m o g ą się zjednoczyć; przecież to samo byt
krzyczy w nich swe radosne: 'Ja tu jestem!' Ż a d n a zgoda nie jest
głośniejsza i bardziej jednomyślna niż prosta zgoda na byt. Pod
tym względem porozumiewają się Arabowie z Żydami i Czesi
z Rosjanami. Ciała poruszają się w takt dźwięków, pijane
świadomością, że istnieją. Dlatego żadna kompozycja Beethovena nie była przeżywana z większą, zbiorową ekstazą jak
rytmicznie powtarzające się uderzenia w struny gitar (Kundera,
1993:183). Kundera obwieszcza koniec „historii muzyki", Fukuyama pisał o „ k o ń c u historii", „koniec filozofii" wieszczą sa­
mi postmoderniści. Kultura popularna trzyma się jednak krzep­
ko i nie znać na niej s y m p t o m ó w schyłku. Źródłem j ą wzmacBI

BLIO

Burszta W. J . , Piątkowski K .
w druku O czym opowiada antropologiczna opowieść. Instytut Kultury,
Warszawa
Gitarzysta nastroju
1993 Z Patem Metheny rozmawia Maciej Chmiel, „Gazeta Magazyn"
nr 13, 28 maja
Jameson F .
1983 Postmodernism and Consumer Society, (w:) The Anti-Aesthetic
Essays on Postmodern Culture, H . Foster (ed.), Washington, ss.
111-125
Kultura wsi
1930 Biuletyn X I I I konferencji oświatowej poświęconej zagadnieniu
kultury wiejskiej w Polsce (tam wypowiedź Franciszka Bujaka)
Kundera M .
1993 Księga śmiechu i zapomnienia, przel. Piotr Godlewski i Andrzej
Jagodziński, Warszawa

niającym staje się niewątpliwie czas wywołujący wrażenie
wszechobecności symbolicznych Kunderowskich gitar. D l a dzi­
siejszej generacji ludzi młodych kultura popularna, muzyka
rockowa były od zawsze. Jako antropologowie wiemy, iż nie jest
to prawda, ale gdy słucham Close to the edge grupy Yes mam
poważne wątpliwości. Strefy mojej nostaligicznej pamięci pod­
powiadają coś zupełnie przeciwnego. Deformacja bywa jednak
sprzymierzeńcem szczęścia.

POSTSCRIPTUM
Najbardziej nostalgicznym twórcą współczesnego rocka wy­
daje się być Roger Waters. Jego kolejne płyty po odejściu z Pink
Floyd w swej warstwie słownej (niezwykle rozbudowanej) są
nieustannym przypominaniem czasów młodości, wartości kul­
tury lat sześćdziesiątych. Watersowi w dzisiejszym świecie nie
podoba się właściwie nic, przywołuje więc swój osobisty mit
szczęścia i przeciwstawia kulturze lat dziewięćdziesiątych, k t ó r a
„zabawi się na śmierć". Oto p r ó b k a charakterystycznej poetyki
Watersa z piosenki Amused To Death z ostatniej płyty pod takim
samym tytułem:
Doctor Doctor what is wrong with me
This supermarket life is getting long
What is the heart life o f a colour TV
What is the shelf life of a teenage queen
Ooh western woman
Och western girl
News hound sniffs the air
When Jessica Hahn goes down
He latches on to that symbol
Of detachment
Attracted by the peeling away of feeling
The celebrity of the abused shell the belle
(...)
Our last hurrah
And when they found our shadows
Grouped around the TV sets
They ran down every lead
They repeated every test
They checked out all the data on their lists
And then the alien anthropologists
Admitted they were still perplexed
But on eliminating every other reason
For our sad demise
They logged the only explanation left
This species has amused itself to death
No tears to cry
No feelings left
This species has amused itself to death
Amused itself to death.
W świecie obfitości wszelkich d ó b r zanika rzecz najważniejsza
- uczucie. Tego świata nie uratują także antropologowie, ludzie
zabawią się na śmierć. Waters nie ma złudzeń, że jego świat
powróci.
RAFIA
Kutrzeba-Pojnarowa A.
1985

Wieś i jej kultura w społecznej świadomości
(o
rewaloryzację
kultury ludowej), (w:) Kultura wsi - kryzys wartości?, praca

zbiorowa pod redakcją naukową Jerzego Damrosza, Warszawa
Kazimierz Moszyński.

Życie i

twórczość.

1976

redaktor tomu: Jadwiga Klimaszewska, Wroclaw - Warszawa
- Kraków - Gdańsk
Sapir E.
1978

Moda, (w.) Kultura, język,

osobowość.

Wybrane eseje, przeł.

Barbara Stanosz i Roman Zimand, Warszawa, ss. 236-248
Stomma L.
1991 1:0 czyli ludzie jak bogowie, „Polska Sztuka Ludowa" 3-4, ss.
141-142

Szromba-Rysowa Z.
1989

Moja wieś opolska. Z etnograficznych badań w

Dzierżyslawicach

kolo Głogówka, „Etnografia Polska" X X X I I I zeszyt 2, ss. 65-80.
Tatarkiewicz W.
1979 O szczęściu, Warszawa

57

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11436" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11414">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c8e2828033cc7dbee8c9925e7b6ec113.pdf</src>
        <authentication>0e6d4e1b4a7baf620ba896fba297ac8a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136261">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4670</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136262">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4338</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136264">
                <text>Summaries / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136265">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25, z.1 ; s.62-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136266">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136267">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136268">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136269">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

SUMMARY

Jacek O l ę d z k i
POLAND

•

OF

— REGIONS OF FOLK ART I N

The author criticises the attempts made so far to
régionalise folk art in Poland. In view of the inadequa­
cies of monographic studies these attempts are bound to
be oversimplified. In other European states large folk
groups were prominently evident, which was reflected in
administrative structures. In Poland, on the other hand,
these groups function at the lowest level by a sense of
belonging to a certain collective community.
Interest in folk art at the beginning of the 20th cen­
tury followed such ideologies as pan-Slavism, pan-Celtism or pan-Germanism. After the First World War thii
was accompanied by tendencies to strengthen the polit­
ical and economic role of the regions in order to em­
phasise their native values. In view of the specific polit­
ical situation of Poland in the 19th century, regional
tendencies were strong here and helped the people to
bear the rule of the partitioning powers. A t that time
too the cohesion of some groups — for instance, the peo­
ple of the Kurpie, Mazurian and highland regions —
was strengthened and a separate trend in art emerged
which went hand in hand with a growth of their social
cohesion. A r t played an important part in this situation.
These groups emerged as separate units of the large
collective communities formed in the Middle Ages. These
communities did not have an isolated position in the
19th century. They were for the groups then emerging
as separate units a source of traditions, beyond which
they went. They were certain local traditions — of the
courts, the plebians or urban traditions. And above all
the traditions of centres of Christian culture which was
an expression of the official art and ideology.
The author critically discusses the important attempt
made at régionalisation of folk art by Józef Grabowski.
He discusses, giving sculpture as an example, the crite­
rion of the intensity of the occurrance of certain kinds
of creative work in a given locality. An accurate histori­
cal study is essential to point to the reasons for the un­
even development of folk art all over the country. A t ­
tempts to find the sources of this in the inborn predis­
positions of a group are doomed to failure. Also evalua­
tions of the sort which say we are dealing with an ideal
example of folk art — and with „imperfect" executions
according to this pattern — are false ones.
As long as we do not have a full range of mono­
graphic works, it is too early to make generalisations
on the subject of the reasons for the differences and the
regional features of folk art. I t is essential to take this
group of features together with: 1) recent history, 2) cul­
tural ballast, 3) attitudes to tradition, 4) the dynamism of
the development of various peasant groups.
Present activities have brought out completely new
values in the culture of provincial centres, independent
of local traditions. This is leading to a sudden breaking
up of local structures in favour of national values. In
this situation régionalisation of folk aft and geography
of form is no longer so important. Attention should be
concentrated on the problems of the changes in the func­
tions of folk art and the way it is evaluated by the
folk artist and the buyer of his products.
R y s z a r d K u k i e r — PRODUCTION AND ORNA­
MENTATION OF BUTTER MOULDS I N THE BYTÔW
REGION
The tradition of making butter moulds has lasted
till this day in the Kashubian Bytôw region. In the past
62

P

E

3

K )

M

E

ARTICLES

it was associated with local customs; it was also con­
ditioned by the environment, as the abundance of forests
were conducive to various kinds of woodwork, carpentry
and coopery.
The butter moulds were in various shapes: square,
oblong, oval and round. Rollers made of wood for orna­
menting large pieces of butter were also made. The best
wood was oak, then came beech, plum and pear wood.
Moulds made of softer woods — ash or poplar — lasted
as long as twenty years. The size of the mould was
from quarter of a pound to two-pounds, depending on
the wealth of the farmer. The ornamentation of butter
moulds was varied. There were: 1) sprays of lilac or
of sorb-tree sprigs with flowers or berries, somtimes
with a bird motif, 2) animals, mostly lambs (in Catholic
communities), eagles (in Protestant communities) or cows,
3) geometrical motifs, particularly vertical grooving of
the sides, 4) inscriptions, mostly in German.
The production and use of butter moulds was very
widespread among the native people of medium wealth
and among artisans. I t was characteristic that the mak­
ing of moulds, the kind of ornamentation and the use
of the moulds was undertaken by the German colonists.
The author discusses literature on the subject and
the views of the Kashubians connected with the produc­
tion and ways of preserving butter moulds.
Jan G ó r a k
BUG

— DUTCH HOUSES ON THE RIVER

Dutch settlement in Poland can be traced back to
the first half of the 16th century. I t occurred all over
the country, up to the River Dniepr. In Lublin Voivodship settlement of the Dutch type embraces 18 physio­
graphic objects (fig 1). In the village of Mościce Dolne,
founded on the right bank of the River Bug in 1564,
out of the hundred or so farms, eight are built in the
Dutch style. A l l of these buildings have a characteristic
layout (fig. 7—9); most of them are situated with the
gable facing the street. A significant element of the
building is the upper part of the chimney. The chimney,
in the form of a four-sided pyramid with the top cut off
is made of pine logs 38 mm thick (fig. 18). The top is
finished with a cornice. The sides of the chimney are
not plastered either inside or outside. The chimney stands
in the corridor on a brick base in which there is an
oven for baking bread. The flues from the kitchen and
heating stove go into the chimney in the attic. This type
of chimney is quite unique, as in Mościce Dolne and the
whole voivodship column type bricked chimneys pre­
dominate.
The difficulties in establishing Dutch settlement are
connected, among others, with German colonisation
which in methods of cultivation, occupations and in
building became simiar to the Dutch. German research­
ers also sometimes identify Dutch settlement (Hollander)
with German settlement in clearings (Haulander). The
kind of settlement in Mościce Dolne was of the Haulan­
der type — with the preservation of the privileges of
the old Dutch settlement. The present inhabitants of
Mościce Dolne consider themselves Dutch, although they
are not. They understand this as the name of their oc­
cupation. This occupation, like the former one of the
Dutch settlers, is carrying out seasonal earth works,
sometimes in quite distant districts.
Jan Gorak's study apart from bringing an accurate
description of the houses, also has a comprehensive se­
lection of bibliographic material.

�Jan S e t k o w i c z — SHEPHERDS' "MOSORY"
THE BESKID MOUNTAINS

IN

„Mosory" are vessels self-produced toy the sheep
farmers for use when the flocks of sheep are put out to
graze under the care of a shepherd. They are made by
gouging out tree trunks that have rotted in the centre.
They are used as scoops, kneading troughs, milk con­
tainers and for keeping grain.
The tradition of making vessels of this type has
been kept up in Cieszyn Silesia. The author of the arti­
cle describes the technique of making these vessels and
the conditions favouring the kind of tree trunks used
to produce them.

A r m a n d V e t u l a n i — WOJCIECH
HIS INTEREST IN FOLKLORE

GERSON AND

The article discusses the work of one of the most
active representatives of the national trend in painting
in the second half of the 19th century, namely W. Ger-

son. During his planned tours of the country he collect­
ed a vast amount of ethnographic material, above all,
in the form of drawings, but also texts and objects 01
folk art. In 1855 he issued a colour lithography publica­
tion „Gostumes of the Polish People'. Many of his pain­
tings show scenes of customs and manners with folklore
as their subject. Gerson's interests also extended to folk
handicrafts based on folk decorative motifs. His person­
ality is associated most closely with the Podhale region.

J a n M i n o r s k i — THE SCULPTURES OF WINCEN­
TY ZUBIELEWICZ
The author writes about a sculptor who while stay­
ing in Międzygórze, Kłodzko district, made some ar­
tistic compositions and placed them in the open air
among trees and greenery. In his sculptures he took
advantage of the natural shape and properties of the
wood he used, which was found in the forest. Only in
a few cases does he supplement this material with in­
dustrially produced material.

PE3K3ME

O j i e i i j 3 K H
— PErMOHbl HAPO/IHOrO
MCKYCCTBA B nOJlbLUE
HiieK

ABTOP

KpMTMHeCKH

p a C C M a T p M B a e T npOBOJJ,MBHIHeCH

flO

eux n o p
nonfaiTKii perMOHajiM3auMM
BbicTynaiomMX
b nojibiue HBjieHHM HapoflHoro MCKyccTBa. B B M f l y H e f l o CTaTOHHOCTH

MOHorpadJMHecKMX

nocjieflOBaHíiü

mx

npw-

xoflMTca noHCBOJie ynpomaTb.
B Hanajie X X b. M H r e p e c k HapoflHOMy MCKyccTBy 6 w j i
cpoflHM T a K H M M f l e o j i o r n H e c K M M TeHeHMHM K a K n a H C J i a BM3M, n a H K e j i b T M 3 M , n a H r e p M a H H 3 M . n o c j i e n e p B o i ł mmpOBOM BOMHbl WHTepeC 3TOT 6 b U I C B H 3 a H c o
crpeaiJiemieM
y K p e n n T b nojiMTMnecKyio m SKOHOMMHecKyio pojib p e r n o HOB, C Heo6xOflHMOCTbK&gt; n O f l H e p K H y T b OTeHeCTBeHHbie u e H HOCTM. B CBH3M C OCOOeHHblM nOJIMTMHeCKMM nOJIOJKeHWeM

nojibiim b X I X b., perwoHajitHbie reHfleHipM 6bijra y Hac

m noMorajiM r r p o c y m e c T B O B a T b bo bpcmh
MMeHHO y c M J i M j i a c b c n j i o n e H H O C T b h c k o T o p b r x r p y n n , — H a n p w M . K y p n e B , M a 3 y p , r o p i r e B , —•
y KOTopbix, Hapnjxy c p a c T y m e ń o 6 m e c T B e H H O i i c n j i o H e H HOCTbK), onpeflejiHJiMCb
cBoeo6pa3HMe
xyflOJKecTBeHHbie
TeneBUH. B t 3 k m x y c j i O B M H x M C K y c c T B o M o n o j i H H J i o o n e H b

o n e H b cMjibHbi

n o K a H e T n o n H o r o c o c T a B a MOHorpadpMii
rpopMyjiMpoB a H M e Ot&gt;o6meHMU OTHOCMTejIbHO npMHMH, BbI3brBaK&gt;mHX
pa3JiMH:MH m p e n i o H a j i b H b i e o c o ô e H H O C T M n a p o f l H o r o M C K y c CTBa, HBJiaeTCH npexcfleBpeMenHbiM.
HeoóxoflMMo yBH3aTb
C O B O K y n H O C T b 3TMX HBJieHMM c : 1) HOBeMiueiî M C T o p u e f i ,

2) oôiitmm KyjibTypHbiM flocTOHHwe^, 3) OTHonieroieM
K Tpa^Hrj;JIM, 4) flHHaMMKOH pa3BMTMH KpeCTbHHCKMX
rpynn.

npoBOflMMan b HacTOHm.ee BpeMH p a ô o T a c n o c o ô c T B y e T
B03HMKHOBeHMK) C O B e p i I i e H H O H O B b l X I i e H H O C T e Ü B K y J I b T y p e n p O B M H i ; M a j I b H b I X L ( e H T p O B He3aBMCMMO OT MeCTHOÍÍ
T p a A r a i M M . O t o BjieneT 3a co5oü B H e o a n H b i M pacnafl MecTHbix c r p y K T y p b aonb3y oóiueHaiíMOHaflbHbix i r e H H O C T e i i .
n p M T a K O M nojioHceHMii B e u i e i ł , hm p e r a o H a j i H 3 a u . M H n a p o f l H o r o M C K y c c T B a hm r e o r p a d p M H dpopM H e MMeeT c y n i e C T B e H H o r o aHaneHMH. C j i e f l y e T cocpeflOTO^iMTb B e e b h m MaHMe H a n p o S j i e M a x , K a c a i o m M x c n M3MeH6HMH dpyHKr;Mił
HapoflHoro MCKyccTBa, a T a K s c e Ha bochphhtmh tbopl;ob

pa3flejiOB. Tor^a

m noTpeoMTejien.

BaaiHyro pojib.

Pbiuiapfl
K y K e p — Bbl^EJIKA H yKPAIHEHME
TPAAMHHOHHblX * O P M «JIH MACJIA B BblTOBCKOM PAHOHE

P a c c M a T p M B a e M b i e a B T o p o M r p y n n b i B b i ^ e j i M j u i c b M3 60jiee K p y n H w x ooiuecTBeHHbix r p y n n ,
ccpopMMpoBaBiiiMxcH
eme b cpe^Hwe Beita. Otm r p y n n b i He 3aHHjiM b X I X b.
OTflejibHwx
nawwjwi. Rnn
ooocooflMBaroiirMXCH
rorfla
r p y n n ohm c T a j i M m c t o h h m k o m TpaffiMruiM, KOTOpbie ohm

pa3BHBaJiw. Oto 6bijiM TpaffMUMM onpeflejieHHo MecTHoro

xapaKTepa

—•

flsopHHCKMe,

njieSeftcKHe

jim6o

ropoflCKMe.
KyjibBbipajKeHweM ocbu-

upexc^e Bcero TpaflMUMw ueHTpoB xpucTMaHCKoii
Typbi, HBjiHBineiicH b t o ace BpeMH
UHajibHoro MCKyccTBa u nfleojiornM.

A b t o p KpMTMHecKM paccMaTpMBaer cepbe3Hyio paôoTy
KtoedDa rpa6oBCKoro, n b i r a r o u i e r o c n n p o s e c T M p e r a o n a maaujiio n o j i b C K o r o HapoflHoro M C K y c c T B a . OnwpaHCb Ha
C K y j i b n r y p H b i e npoM3BefleHMH, oh c r a p a e T C H n a ü T H K p w TepMM flJiH o 6 o 3 H a H e H M H , K a K n a c T o B b i c T y n a i O T x a p a K T e p H b i e #JIH flaHHOK MeCTHOCTM BMflbl TBOpHeCTBa. C 3T0M
irejibK)
HeoôxoflMMo
flerajibHo
M3yHMTb M C T o p M H e c K w e
yCJIOBMH, HTOObl B W H C H M T b npMHMHbl H e p a B H O M C p H O r O
pa3BMTHH p a s j i H ^ H b i x
BHflOB H a p o f l H o r o M C K y C C T B a H a
TeppHTOpMM C T p a H b l . H o n b l T K M HaMTM MCTOHHMK STOPO
HBjieHMH bo B p o x c f l e H H O M n p e j r p a e n o j i o j K e H M M t o m
hjim
mhom r p y n n b i 3 a p a H e e o'openeHbi n a Heyflany. EbiJio 6bi
TaKHce H e n p a B M j i b H b i M
flasaTb
o i i e H K M , w c x o f l H M3 n p e f l n o c b i j i K M , HTO MMeeTCH M f l e a j i b H b i ü o 6 p a 3 e i r H a p o f l H o r o
MCKyccTBa w „ H e c o B e p u i e H H b i e " wcnojmeHHfl.

B BbiTOBCKMX Kauiy6ax flo e u x n o p coxpaHMjiacb TpaflMUMH BbwejiKM cbopM flua M a c j i a . B npeJKHee BpeMH OHa
B H 3 a j i a C b C MeCTHbIMM OÓblHaHMM, a T a K J K e C MeCTHbIMM
yCJIOBMHMM, T a K - &gt; K a K BBMfty oSmJIMH JieCOB JKMTejIM n j I O T HMMajIM, CTOJIHpHMHajIM, ©OHflapMJIM.
3&gt;opMbi fljiH M a c j i a flenajiMCb p a 3 H b i e : K B ą u p a r H b i e , n p n MoyrojibHwe, O B a j i b H b i e , K p y r j i b i e , M s r o T O B j i H J i M C b T a K a c e
flepeBHHHbie
c k s j i k m fl^H y K p a m e H H H S o j i b i H M x n o B e p x HOCTeM M a c j i a . C a M b i M j i y n m M M M a T e p n a j i O M fljin dpopM
CHMTajiMCb fly6, 3aT©M 6yK, c j i M B a m rpyrna. I I p o i H O C T b
obopM M3 MeHee TBepfloro ^epeBa, 6epe3bi m Tonojia, SbiJia
paccHMTaHa J i e T Ha 20. &lt; ï &gt; o p M b i M3roroBjiHjiMCb oÓTbeiioM
HeTBeprb-flBa dpyma,
b 3aBMCMMOCTM o t saacwTOHHOCTM
xo3HeB. P a 3 H O 0 O p a 3 H b i M M QbijiM y K p a m e H M H o&gt;opM, a
MMeHHo ; 1) B e T K M CMpeHM mjim pHÔMHbi b i^Bery JIMÔO
y B e m a H H b i e n j i o ^ a M M , M H o r ^ a c i i t h h l m m motmbom, 2) hcmB O T H b i e , name a c e r o S a p a u i e K (b KaTOJiMHecKOM c p e f l e ) ,
o p e j i (y npoTecTaHTOB) jim5o KopoBa, 3) reoMerpMnecKMe
MOTMBbI, B O0O6eHH0CTM ropM30HTajIbHOe pMcJuieHMe 6 o k o B b i x C T e H O K , 4) HaflnMCM, name B c e r o ma HeMei^KOM H 3 b r K e .
4&gt;opMbi fljiH M a c j i a n o B c e M e c T H o M3roTOBJiHJiMCb m y n o TpeCjiHjiiMCb c p e f l H e 3 a s c M T 0 H H b i M m oaTpar^KMM H a c e j i e H M e M
I I o j i b L U M . X a p a K T e p H O , h t o k M3roTOBJieHMio, y K p a m e H M K )
m y n o T p e ô J i e H M K ) r p o p M ^ j i h M a c j i a n p M C T y n M j i M HeMeirKMe
KOJIOHMCTbl.

63

�flbi

A b t o - p CTaTŁM npMBOflMT j i H T e p a T y p y n p e f l M e T a m b 3 w i h K a m y ö o B n o Borrpocy w3roTOBjieHjia m c n o c o ô O B c o -

xpaHeHMH cpopM fljiH Macjia.
H h r y p a k — rOJIJIAHÄCKME ÄOMA H A E E P E r A X
ByrA
TojinaHflCKiie a o M a b nojibine flaTupyioTca n e p B o i ł n o jioBMHoü X V I b. m BCTpe^aioTCH no Bcefi cTpaHe BnjioTb
AO ^ H o n p a . B JIk&gt;5jimhckom B o e B O f l C T B e n o c e j i e H M a r o j i j i a H f l C K o r o rana o x B a T b i B a i o T , k s k Ha^o n o j i a r a ' T b , 18 o p n 3 M o r p a c p i i H e c K M x oö'beKTOB ( h j i j i . 1). B flepesHe M o c u M i r e
JI,0JibHe, n o c T p o e H H O i i b 1564 r. H a n p a B O M ô e p e r y Byra
u HacHMTbiBaioiiTeíí o k . 100flBopoB,M M e e T c a 8 3acTpoeK
r o J i ^ a H f l O K o r o T u n a . Bee
ohm o T j i p r a a i o T c a x a p a K T e p H O ü
n j i a H M p o B K O í i ( u j i j i . 7—9); ôonbiiiMHCTBo M3 HMX p a c n o j i O H í e H O cpacaflOM H a y j i n u y . X a p a K T e p H b i M 3Jie¡MeHTOM
3TMX n O C T p o e K H B J I H e T C a B e p X H H H H a C T b flblMOBOÜ T p y 6bl. B b m O J I H e H H a a H 3 COCHOBblX flOCOK TOJIIIIMHOM 38 MM
( h j i j i . 18) Tpy6a MMeeT cpopMy i r a p a M M f l b i , o c h o b o m k o t o poü aBjiaerca KBa^paT. BepxHaa nacTb 3 a K 0 H H O H a KapHM30M. CTeHbl Tpy6bl He OUITyKaTypeHbl HH M3BHe, HM
B H y T p H . TpySa « a x o ^ H T c a b c e n a x H a k h p i i r h h o m ( p y H aaMeHTe, B H y T p n KOToporo coopyaceHa x j i e ô H a a nenb. ¿ m M o x o f l b i M3 K y x H M m H a r p e B a T e j i b H o í í n e n n BÙRYT
bTpyö y na H e p f l a K e . Taxofi T u n T p y ß b i H B J i a e T c a y K W K a j i b H b i M

m6o b MociTML(ax AojibHbix m b o BceM BoeaoflCTBe n p e oôjiaflaeT flbiMOBaa TpySa b BM^e K w p n n H H O ü k o j i o h h w .
TpyflHOCTM

CBa3aHbI,

no

onpeflejieHHio

B HaCTHOCTW,

rojiJiaHflCKMx

C HeMer;KOÜ

nocejienníí

KOJIOHM3aU,WeÜ T a K

KaK npaBa, BbmojiHaeMbie npodpeccuM m b h a erpoHTejibC T B a 3TMX n o c e j i e H M M o n e H b c x o j k m . HeMeiiKiie MCCJiefloBaTejiM T a i o K e HeoflHOKpaTHo orojKflecTBjiaioT rojiJiaHflC K w e n o c e j i e H w a (Hollander) c H e M e r r K H M H H a K o p n ë B K a x
(Hauländer). n o c e j i e H M a
b
MocuHnax
npMHafljiesîaT
K T u n y „Hauländer" c c o x p a H e H M e M r r p n B M J i e n i M c T a p w x

rojijiaHÄOKux nocejieHMü. TenepeuiHne HCHTejiw Moclçmii
ííojibHbix c^MTaiOT ce6a ,,rojiJiaH,zm;aMii", x o T a u H e a B j i a i O T c a HMH. Ho iix noHaraflM 3 t o Ha3BaHne Bbinojmaemoü n p o d p e c o M H . Ohm, K a K m n p e j K H J i e n o c e j i e H U b i , B t i nojiHHiOT c e s o H H b i e ß o p o j K H b i e p a ö o T b i , mhoü p a 3 b o t najieHHbix n o B a r a x .

CTarba TypaKa coflepjKMT, KpoMe noflpoSHoro onwcaHMa
nocTpoeK, TaKJKe o6rrinpHŁiM 6n6jiMorpacpMHeeKMii jiaTepwaji.

Hh

—

C e T K O B M H

nACTyillbM „MOCOPbl" B B E C -

KM^AX
„ M o c o p a M M " Ha3biBaioT CBoeo6pa3Hyio
flepeBaHHyw
nonaôaHaMM b OBHapHax. „ M o c o p b i "
BbiflajrôjiMBaioT B H y r p w nporHMBuiwx m mctjiobuimx n H e i í .
Ohh BbiBaiOT pa3JinHHbix pa3MepoB m c j i y j K a T b K a n e c T B e
H e p n a K O B , K B a u i H e i i , n o c y f l b i fljia M O J i o K a u 3epHa.

cysy» ynoTpeßjiaeMyio

T p a f l I I L ( M H B b l f l e j I K M „MOCOpOB" I I O C e Ü fleHb JKMBa
B HeUTHHCKOM CMJieSHH. A ß T O p CTaTbM o n w c b i B a e T T e x HMKy MsroTOBjieHMa s t o í í nocyflbi m y c j i o B i i a ,
enocoöC T B y K ) l H M e BOSHMKHOBeHMIO „ M O C O p H b l X " n H e ü .

B e i y j i H H M — MHTEPEC BOHLf,EXA TEPCOHA K HAPOÄHOtf XCMBOnilCM

ApMaHfl

CTaTba nocBameHa
fleaTejibHOCTji
Boüuexa T e p c o H a —
O f l H o r o H 3 e a M b i x aKTMBHbix n p e f l C T a B M T e j i e i i H a p o f l H o r o
T e n e H M a b nojibCKOÜ jkmbofimcm B T o p o ü nojioBMHW X I X b.
B o B p e M a CBOMX r r p o r p a M M H b i x c r p a H C T B O B a H H Í i T e p c o H
c o ö p a j i b CTpaHe ö o r a T b i i i sTHorpacpMHecKMM MaTepwaji,
n p e J K / r e B c e r o b BMfle p M c y H K O B , a T a K s t e T e K C T O B m n p e ^ M6TOB HapoflHoro TBopnecTBa. B 1855 r. T e p c o H M3flaji
b B a p u i a B e u B e T H b i e J i M T o r p a d j M M : „no^bCKMe Hapo^Hbie
KocTiOMbi". B s i M B o n H C M xyflOJKHMKa n a c T o BCTpenaroTc a a c a H p o B b i e c i r e H M c H a p o A H o i i TeMaraKoii. r e p c o H m h TepeccBajica
T a K J K e xyflOHcecTBeHHbiM
peMec^oM,
koto-

poe

nOJIb30BaJIOCb

JlM^iHOCTb
perMOHOM.

a

h

HapOflHbIMMfleKOpaTMBHblMMMOTMBaMM.
TecHo
CBa3aHa
c
noflrajibCKMM

TepcoHa

M M H o p c K M

—

CKyjiBnTOP b m h h e h t b i 3 y -

BEJIEBMH
A b t o p nwuieT o cKyjibnTope,
r y j K y Kjiofl3Koro paiiOHa.

npojKMBaBuieM

b MeHfl3bi-

B M H i r e H T b i 3 y 5 e j i e B M H M c n o j i b 3 0 B a j i fljia c b o h x k o m i i o 3hu¡míí c B o e o 5 p a 3 M e cpopM m e c T e c T B e H H y r o c p a K T y p y « e p e ß a . y n o T p e ö J i a a o ö b i i h o MaTepnaji, HaüfleHHbiií b Jiecy,
3 y 6 e j i e B M H jimuib iwape^Ka n p w o e r a j i k
npoMbirujieHHbiM
MaTepwajiaM. Cboh p a ö o T b i x y ^ o j K H H K noMeuiaji H a o t K p b i r o M B 0 3 f l y x e , cpeflM
flepeBbeB
n 3ejieHM.

�CZASOPISMA INSTYTUTU SZTUKI PAN
wydawane przez
ZAKŁAD NARODOWY IM. OSSOLIŃSKICH
WYDAWNICTWO PAN

BIULETYN HISTORII SZTUKI, kwartalnik, ponad 100 str. dużego
formatu, około 100 ilustracji. Cena 24 zł, prenumerata półroczna 48 zł,
roczna — 96 zł.
POLSKA SZTUKA LUDOWA, kwartalnik, 64 str. dużego formatu,
bogaty materiał ilustracyjny. Cena 18 zł, prenumerata półroczna 36 zł,
roczna — 72 zł.
PAMIĘTNIK TEATRALNY, kwartalnik, ponad 170 str. druku, około
100 ilustracji. Cena 18 zł, prenumerata półroczna 36 zł, roczna — 72 zł.
MUZYKA, kwartalnik, około 130 str. druku, liczne przykłady nutowe,
Cena 18 zł, prenumerata półroczna 36 zł, roczna — 72 zł.
Wszystkie czasopisma nabywać można regularnie jedynie w prenu­
meracie.
WARUNKI PRENUMERATY
„POLSKIEJ SZTUKI LUDOWEJ"
Przedpłaty na prenumeratę przyjmowane są w terminie do dnia 10
miesiąca poprzedzającego okres prenumeraty.
Prenumeratę na kraj dla czytelników indywidualnych przyjmują urzędy
pocztowe oraz listonosze.
Czytelnicy indywidualni mogą dokonywać wpłat również na konto
PKO nr 1-6-100020 — Centrala Kolportażu Prasy i Wydawnictw
„Ruch" — Warszawa, ul. Towarowa 28.
Wszystkie instytucje państwowe i społeczne mogą zamawiać prenume­
ratę wyłącznie za pośrednictwem Oddziałów i Delegatur „Ruch".
Cena prenumeraty: półrocznie zł 36, rocznie zł 72.
Cena prenumeraty za granicę jest o 40% droższa od ceny podanej wy­
żej. Przedpłaty na tę prenumeratę przyjmuje na okresy półroczne i rocz­
ne Przedsiębiorstwo Kolportażu Wydawnictw Zagranicznych „Ruch"
w Warszawie, ul. Wronia 23, za pośrednictwem PKO Warszawa, konto
nr 1-6-100024, tel. 20-46-88.
SPRZEDAŻ
Egzemplarze numerów zdezaktualizowanych można nabywać w Punk­
cie Wysyłkowym Prasy Archiwalnej „Ruch", Warszawa, ul. Nowomiejska nr 15/17 na miejscu, lub na zamówienie za zaliczeniem poczto­
wym. Konto PKO Nr 114-6-700041 V I I O/M Warszawa.
Aktualne numery czasopism Instytutu Sztuki PAN posiada Ośrodek
Rozpowszechniania Wydawnictw Naukowych PAN w Pałacu Kultury
i Nauki w Warszawie.

Indeks 37132

Zakład Narodowy im. Ossolińskich — Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk.
Wrocław, 1971. Oddział w Warszawie. Nakład: 1530 + 120 egz. Objętość: 9,40 ark.
wyd.: 8,00 ark. druk. Papier: rotogr. III kl., 120-gram., Al. Karton: Kred., III W.,
220-gram., BI. Oddano do składania 20 XII 1970. Podpisano do druku we wrześniu
1971. Wydrukowano' we wrześniu 1971. Cena: 18,- zł
Zakłady Graficzne „Tamka" -

Zakład nr 2, Warszawa,
Zam. 934/70. U-107.

ul. Podchorążych 39

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11435" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11413">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a50a7c4c6b945a9afe629524777be27.pdf</src>
        <authentication>59b0431e08a8ab64179761721639d533</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136251">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3682</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136252">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136253">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3459</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136254">
                <text>Historia idei i etnologia w obrębie struktury znaku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136255">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.75-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136256">
                <text>Brocki, Marcin</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136257">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136258">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136259">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136260">
                <text>Historia idei i etnologia w obrębie
struktury znaku
Marcin Brocki

Historia idei w swoim penetrowaniu rozłamów i nieciągło­
ści w skorupie „nieuchronnych procesów historycznych i kul­
turowych", zbliża się do etnologii na wiele sposobów. Nie
pragnę w tym miejscu odtworzyć (nie byłbym w ogóle
w stanie) wszystkich wątków zaproponowanej przez Foucaulta „historii idei", lecz skupię się na fundamentalnym dla myśli
Foucaulta poziomie, który jest styczny z obecnymi od
początku w etnologii zasadniczymi obszarami jej zaintereso­
wań. Pokażę, że z tej styczności wynikają dla etnologii nowe
możliwości kształtowania i poszerzania dotychczasowego
pola zainteresowań, bez uciekania się do radykalnego ze­
rwania z przeszłością.
1

Foucault poszukuje nieuświadomionych form myślenia
(episteme), a priori epistemologicznych, określających po­
znawczą przestrzeń danejkultury.Wtymsensiejegopracajest
zbieżna z podstawową dyrektywą antropologii strukturalnej
rekonstrukcji nieuświadomionych, podstawowych modeli po­
znania. Wykracza on jednak poza tę dyrektywę konfrontując
to, co „bezwiednie stosowane czy nieświadomie zakładane,
z prowadzoną explicite argumentacją" (Nycz 1995, s. 40).
Tym, co interesuje go szczególnie jest przepaść epistemologiczna jaką odnalazł między renesansem a wiekiem klasycz­
nym. Jest to bariera w sposobie myślenia, między przed
i pokartezjańskim paradygmatem nauki, opartym na okreś­
lonej zasadzie logicznej, której struktura stalą się już wcześ­
niej przedmiotem zainteresowań etnologów. Chodzi o mo­
ment przejścia (a tym samym o rekonstrukcję struktury zasad
logiki myślenia) od myślenia przednaukowego (struktura
analogiczna do „myśli nieoswojonej") do myślenia nauko­
wego, a w szczególności o zmianę w strukturze znaku. Już
wcześniej Lévi-Strauss opisał mechanizmy myślenia w ob­
rębie tego pierwszego porządku, natomiast Foucault pokazał,
że choć między oboma porządkami istnieje absolutna prze­
paść, to bezustannie przeplatają się ze sobą, tzn. dyskurs
późniejszy (naukowy) nie wyeliminował wcześniejszego, lecz
go zmarginalizował i ukrył. Etnologia od początku obecna jest
w obrębie struktury binarnej, ze struktury podobieństwa
czyniąc przedmiot swoich zainteresowań. Skoro więc obie
struktury się przeplatają, etnologia nie musi zrywać z tradycją
dyscypliny, aby przesunąć punkt ciężkości zainteresowań. Jest
to główny wkład historii idei do etnologii współczesnej - dało
jej to podstawy do działania poza dotychczasowym wąskim
paradygmatem opisywania obcości kultur „dzikich" - „ple­
miennych" czy „ludowych".
Derrida wskazał na pewne założenia i sprzeczności zawarte
w drobnej naturze znaku, na jakim wspiera się cała niemal
antropologia, zarówno we właściwych jej strategiach retorycz­

nych, jak i leżących u jej podstaw założeniach. Strukturalizm
świadomie uczynił ze znaku binarnego narzędzie i wewnętrz­
ny składnik wiedzy. Sama koncepcja znaku binarnego po­
zwala strukturaliście (antropologowi w ogóle) na „spojrzenie
z oddali", na ugruntowaną pozycję na zewnątrz przedmiotu
badań, na jego obiektywizację. Gdy traci bazową koncepcję
binarną, traci dystans, zatraca się różnica między MY a ONI.
Powstaje pytanie: czy wobec tego kryzys reprezentacji ma
być końcem etnologii? Nie. Ponieważ sama różnica nie znika.
Pojawia się w postaci JA JAKO INNY (patrz np.: Burszta
1992). Gdyby to różnica między MY a ONI miała być dla
etnologii konstytutywna, etnologia przestałaby istnieć w mo­
mencie upadku czy przy próbie fundamentalnej krytyki
binarnej koncepcji znaku. Nie dzieje się tak, ponieważ
strukturalną jedność dyscyplinie zapewnia różnica sama,
która jest obecna tak w klasycznym znaku binarnym, jak
i w jego zdekonstruowanej postaci.Modele znaku są z kolei metaforami, na których wspierają
się wszelkie wyobrażenia, a jak od dawna dowodzą etnolo­
dzy: „metafory są silniejsze od faktów". Modele znaku są
przeniesione dalej, często więc krytyka nie docierała do
źródeł określonego dyskursu, na modele języka - np. w przy­
padku podobieństwa będziemy mieli do czynienia z odpowiedniością słów i rzeczy - oraz na całość kultury. Każda
krytyka obecnych wyobrażeń na temat kulturowych wizji
świata, musi więc odwoływać się do owej metaforyczności
modeli znaków. Każdy problem, próby jego rozwiązania,
każda etnologiczna metodologia są ograniczone i określane
przez stojącą za nimi koncepcję znaku i wynikające z jej
przyjęcia określone wybory metody i strategii osiągania
wyznaczonego celu oraz zakresu przedmiotowego badanejrzeczywistości.
Dzięki całej poststrukturalistycznej humanistyce, a głów­
nie dzięki Foucault i historii idei, szczególnie w odniesieniu
do historii pojęć, dekonstrukcji, możliwe stało się zaistnienie
etnologii krytycznej i interpretacyjnej na spójnym gruncie
tradycji dyscypliny, a niejako zewnętrznej krytyki literackiej.
Dopiero to, co Foucault nazywa „przesunięciami i transfor­
macjami pojęć" pokazało, że aparat narzędziowy jakim
posługują się etnolodzy ma ważność jedynie w ramach
konkretnych momentów i środowisk w jakich się ukon­
stytuował i trwał oraz, że ma ważność jedynie w odniesieniu
do reguł używania go. Poza tym kontekstem staje się pustym
naczyniem na bezwartościowe, ad hoc tworzone typologie,
jest „porządkowaniem obcych i nieregularnych faktów w zna­
jome i uporządkowane kategorie" (Geertz 1988, s. 1). Jednak
bez fundamentalnej krytyki znaku binarnego nie byłoby takie

75

�rozszerzenie pola poznawczego etnologii w ogóle możliwe.
Foucault, wypowiadając się na temat historii jest bliski temu
co można by powiedzieć o etnologii przed przełomem
strukturalistycznym (co uczynił w pierwszej części Works and
Lives Geertz): „historia w swej tradycyjnej postaci starała się
'upamiętniać' zabytki przeszłości (w etnologii: 'zabytki kul­
tury ludowej/obcej" - M.B.), przekształcić je w dokumenty
(co równało się ubraniu w 'znane i uporządkowane kategorie')
oraz zmuszać do mówienia owe ślady, które same w sobie
często nie są werbalne lub mówią w milczeniu co innego, niż
zdają się mówić. Dzisiaj historia jest tym, co odsłania [...]
zbiór elementów, które należy wyodrębnić, podzielić na
grupy, zwaloryzować, ułożyć w związki, połączyć w całości"
(Foucault 1978, s. 269-270). Chodzi o to, aby nie tylko odnieść
się do wewnętrznej struktury badanych zjawisk, do ich
własnych reguł opisu (interpretacji) rzeczywistości, lecz także
0 pytanie co spowodowało, że dane zjawisko-tekst kultury
wygląda tak a nie inaczej, co zakłada istnienie tak a nie inaczej
ukształtowanego tekstu. Oczywiście można tak jak Rorty nie
zgodzić się z tym, że tekst (także tekst kultury) „już" posiada
wewnętrzną spójność, jakąś daną mu od początku naturę,
a mimo to nadal lektura Foucault (ponieważ nie pyta on
w zasadzie o sens, o znaczenie) nie zawęża etnologicznych
horyzontów poznania, lecz je poszerza oraz daje etnologom
możliwość, bez opuszczania etnologii, autolektury, co zamie­
rzam w dalszej części artykułu wykazać.
Przejście od interpretacji martwych zjawisk - zamkniętych
w niezależnych od podmiotu formach pojęciowych języka (tj.
np. totemizm, małżeństwo czy tradycja), do ich wewnętrznej
struktury, do pytań o ich usytuowanie w dyskursie, w jakim są
używane, o zjawiska które je warunkują, do których odsyłają,
czyli poprzez które uzyskują taką a nie inną waloryzację
w obrębie danego dyskursu, to podstawowe zadanie jakie
stawia przed historią idei Foucault, a które powoli zaczyna być
realizowane przez etnologów. Warto w tym miejscu przypo­
mnieć, że poszukiwanie zgodności z sensem a nie sensualnie
pojmowaną rzeczywistością jest istotą mitu, tym co zbliża aż
do utożsamienia („każdy dyskurs to bricoleur") dyskurs nauki
1 dyskurs mityczny (Stomma 1986, s. 131) - zabieg czytania
kultury dosłownie jest od razu jej niezrozumieniem, wręcz
pominięciem. Jest to dyrektywa metodologiczna, która stała
się elementem zacierania różnicy przedmiot-podmiot, naturakultura, fakt-teoria itp., a więc elementem detronizacji znaku
klasycznego. Pociągnęła za sobą konieczność rewizji i relaty­
wizacji podstawowych pojęć wyjaśniających, pojęć za pomo­
cą których nauka opisywała przedmioty swoich zaintereso­
wań. Konieczność takiego zabiegu jest tym bardziej koniecz­
na, iż „nie jest trafne sformułowanie, że w ciągu dziejów
zmieniają się wizje tej samej rzeczywistości. Celniej byłoby
powiedzieć, że wraz z każdym z dyskursów szaleństwo (tu
można podstawić, każdy inny element danego dyskursu
- przyp. M . B.) jest czym innym" (Foucault 1987, s. 7). To
dyskurs decyduje o tym w jaki sposób będziemy rozumieli
kategorie opisu rzeczywistości, a zatem w jaki sposób tę
rzeczywistość będziemy interpretowali. Stosunki władzywiedzy powodują, że podstawowe kategorie opisu (elementy
danego dyskursu) są wypadkową sił i napięć pomiędzy
zmiennymi, a nie stałymi relacjami łączącymi je ze światem.
„Foucault przekonywująco pokazuje, że w różnych momen­
tach swoich losów ludzie odmieniali zasadnicze kategorie.
3

76

w ramach których odbywało się porządkowanie stosunków
zachodzących między nimi a rzeczywistością, że odmieniali
episteme, określając tym i siebie i rzeczywistość dla siebie"
(Foucault 1987, s. 11). Stwierdzenie to, w etnologii obecne
raczej w sposób migotliwy, ma dla naszej dyscypliny poważ­
ne konsekwencje. Lévi-Strauss zauważa, zwracając uwagę na
wewnętrzny rodzaj sił kształtujących określone formy kul­
turowe, że znaczenia w myśleniu mitycznym są osiągane
dzięki różnicy, lecz ta nie ustanawia się raz na zawsze, a więc
i znaczenie ma raczej „chwilowy" a nie stały charakter. Jest
krótką tożsamością, z której wynika kolejna różnica: „mit
nigdy nie przekazuje słuchaczom ściśle zdeterminowanego
znaczenia. Proponuje on siatkę, określaną wyłącznie przez
wewnętrzne reguły konstrukcji. Dla uczestników kultury
stanowiącej źródło mitu siatka ta nadaje sens nie samemu
mitowi, lecz całej reszcie: to znaczy obrazowi świata,
społeczeństwa i jego historii, której członkowie grupy mają
bardziej lub mniej jasną świadomość, jak również roz­
ważaniom, narzucającym się w związku z tymi przedmiota­
mi" (Lévi-Strauss 1993, s. 242-243). Jeśli np. idzie o dyskurs
wokół tradycji, to idąc za Foucault, nie należy traktować
samego zjawiska jako formę stałą i niezależną od innych
treści kultury, od wcześniej przyjętych bazowych założeń
kultury. W szczególności nie jest niezależna od tego w jaki
sposób o tradycji się mówi i pisze, ale i nie jest formą
wyłącznie zmienną, pełną natomiast rozłamów, nieciągłości
oraz zależności od procesów mityzacji, a więc i przemiesza­
nych porządków logiki znaku (każdy dyskurs jest wypad­
kową sił wokół i wewnątrz niego działających). Koniec
z wrzucaniem do jednego wora na modłę dyluzjonistyczną
zjawisk „podobnych", ze spłaszczaniem kultur do prostych
i stałych relacji. Mnogość jaką wprowadza Foucault w bazo­
we pojęcia etnologii jest pierwszą prawdziwą na tym gruncie
rewolucją, do dziś zresztą nie w pełni zaadoptowaną. Rewolu­
cja nie oznacza jednak zmiany totalnej, czy wręcz zupełnego
oderwania od tradycji dyscypliny. Przecież to właśnie dzięki
historii idei etnologia odnajdując nadal swój przedmiot
w różnicy, w obcości , w innym typie myślenia, staje przed
problemem zasadniczym (a co ważniejsze, w świetle propo­
zycji Foucault potrafi sobie z nim poradzić) - obszar różnic
rozciągnął się poza obcość terytorium, języka, kultury - nie­
ciągłość i różnica znajdują się także wewnątrz tego właśnie
języka, który przyszło etnologom krytykować, którym przy­
szło się im posługiwać, a także w samej praktyce badań
terenowych. Hasło wywoławcze nowej etnologii brzmi:
„etnologia jest częścią zjawisk, które opisuje". Pojęcia wy­
pracowane przez etnologów dla opisania przedmiotu ich
badań, są tak samo zmienne jak sama etnologia czy historia
kultur opisywanych oraz dają się zastosować do kultury
własnej badacza: „aparat pojęciowy antropologii daje się
zastosować do różnego typu społeczeństw i procesów. Hipo­
tezy etnologiczne nie ograniczają się więc do tzw. społe­
czeństw plemiennych" (Buchowski 1995, s. 188). „Jest to
ostrzeżenie dla tych, którzy chcieliby jeszcze udawać, że
odnajdują i określają definitywnie struktury: opowiadając
o nich, nie tylko będziecie opowiadać zawsze o czymś innym,
ale w każdym wypadku nie będziecie w stanie ich ufundować,
ponieważ język, który rości sobie prawo do ich fundowania,
jest tym samym językiem, którego złudzenia chciałyby
zdemaskować struktury" (Eco 1996, s. 342).
4

5

�1

Przełom epistemologiczny' , który opisał Foucault w Les
mots et les choses, jest jednocześnie fundamentem scalającym
cały współczesny dyskurs na temat obcości, inności, ponieważ
wyznacza zasadniczą nieciągłość, różnicę między my a oni,
która nie jest wyłącznie strukturalną różnicą wewnątrz opisy­
wanego przez etnologów i psychologów uniwersalnego umys­
łu, lecz także różnicą zewnętrzną określającą stosunek nauki
do myśli mitycznej. Etnolog nie pracuje już wyłącznie
z własną sytuacją zróżnicowania na ja-nauka, on-myśl mitycz­
na, lecz zróżnicowanie rozciąga się do wewnątrz na przedmiot
badań oraz własną sytuację - Ja badacza jest także zróż­
nicowane na nierozłączne „Ja-podmiot" i „Ja-przedmiot"
wiedzy, Prawda, którą etnolog odkrywa nie należy już do
przedmiotu, „nie jest zdeponowana w jakimkolwiek miejscu
- ani w osobie analizowanej, ani w osobie analizującej, ani
nawet w ich relacji: jest ona bez miejsca, nie ma formuł" (Eco
1996, s. 340). Kiedy Ja-przedmiot staje się częścią obcości
i różnicy, okazuje się, że ta złożona sytuacja jest podobnie
skomplikowana jak, badane do tej chwili, kultury zewnętrzne.
Geertz postuluje więc, „aby widzieć siebie pośród innych jako
lokalny przykład lokalnie danych form ludzkiego życia,
przypadek wśród przypadków. Stąd bierze się tolerancja
umysłu, bez której obiektywizm jest jedynie samozadowole­
niem, a głoszone hasła tolerancji zwykłą blagą. [...] Antyantyrelatywista Geertza jest badaczem, który - uwikłany
w różnorodność kultur - widzi zarazem tożsamość świata
kultury symbolicznej. Jego zadaniem nie jest zachwalanie lub
potępianie konwencji, które podlegają wartościującemu oglą­
dowi, ale namysł nad podstawowym paradoksem antropologii:
jednością myśli symbolicznej jako procesu i różnorodnością
efektów owej myśli w postaci odmiennych czynności i obiek­
tów kulturowych. Jednak etnografia myślenia w ramach
anty-antyrelatywizmu to nie tyle postawa poznawcza, ile
specyficzny udział w kulturze" (cyt. za: Burszta 1995, s. 198).
Etnolog uwikłany został (tzn. był, ale tym razem uwikłanie jest
jego świadomym wyborem określonej postawy metodologicz­
nej) w praktyki dyskursywne („udział w kulturze"), które
w złożony sposób wpływają na jego wyjaśnienia. W sprawo­
zdaniu z konferencji The making of ethnographic texts
(Clifford, Marcus 1985, s. 267) Marcus i Clifford piszą, że
celem zgromadzonych wystąpień było m.in. poznanie praktyk
za pomocą których konstruowane były teksty etnograficzne,
retoryki opisu międzykulturowego, zmiennych historycznie
kontekstów władzy i wiedzy, a więc zastąpienie odległego
przedmiotu, przez przedmiot-podmiot bez opuszczenia ram
dyscypliny. Historia idei spowodowała, że etnolog odnalazł
siebie w polu sił, w którym do tej pory starał się sytuować
wyłącznie obiekt swoich zainteresowań, „wiedza antropologi­
czna nie dotyczy de facto innych, ale generowana jest przez
wzajemną definicję nas i innych i stąd właściwie ma charakter
autobiograficzny; jest antropologią personalną w sensie do­
chodzenia do, mylnie roszczącej sobie uprawnienia epistemologiczne samowiedzy. «Antropologia jest częścią samej sie­
bie. Każde twierdzenie dotyczące kultury jest także twier­
dzeniem o antropologii, a samowiedza dyscypliny jest w ko­
nieczny sposób związana z rozwojem antropologii wiedzy».
Tak więc sąd o kulturze obcej jest zakorzeniony w odpowied­
nich przesądzeniach własnej kultury badacza i być może z tego
powodu antropologia jest w sposób nieunikniony «karuzelą
ctnocentryzmu»" (Burszta 1992, s. 48-49). Todorov postuluje

nawet, aby porzucić samą dychotomię My - Oni, wykazując,
że niejednokrotnie niejeden z Nich jest bardziej podobny do
Mnie niż niejeden z Nas (Strenski 1995, s. 1). Radykalne
zerwanie z klasyczną teorią znaku dc Saussure'a, z etnologią
opartą o model językoznawstwa związanego ze znakiem
binarnym, prowadzi, i jest to jedyna droga przeobrażeń, do
najgłębszej rewizji samego przedmiotu etnologii. Etnologia
poddała dyslokacji zarówno swój przedmiot, metodę jak i cel.
Właściwie dopiero antropologia strukluralistyczna pozwoliła
na taką rewizję, również za względu na to, że zawierała
w sobie pierwiastek ją rozkładający w postaci ujawnionej
sprzeczności znaku binarnego.
Ogłoszona w Les mots et les choses „śmierć człowieka"
odsuwa możliwości interpretacji kultury przez pryzmat do­
świadczeń jednostki, przez jej biografię (motyw tak często
obecny w badaniach nad „sztuką ludową") ze względu na
metodologiczną niepoprawność, czy raczej wadliwość, oraz
usuwa poza nawias badań etnologicznych cały nurt psychologizujący oraz biologizujący (socjobiologia, neocwolucjonizm) , ze względu na mijanie się z celem etnologii, którym
ma być wyjaśnianie kultury przez kulturę (zgodność z sen­
sem). Język i kultura, bez względu na to w jakich formach
funkcjonują (podobieństwo lub dualizm), są aparatem przy­
musu i jako takie przemawiają przez człowieka (podmiot
umiera), możliwe jest więc już. wyłącznie konfrontowanie ze
sobą kolejnych prawd wytworzonych, a nie konfrontowanie
ich z jakąś zewnętrzną rzeczywistością. Foucault uskarża się
na człowieka - „istotę «zdominowaną przez pracę, życie,
język», czynniki wobec niego zewnętrzne i «starsze od jego
narodzin*, «walące się na niego całym swoim ciężarem
i przeszywające go, jakby był tylko i wyłącznie przedmiotem». Nauki o człowieku, zajmujące się «analizą finalności», ukazują nam człowieka «zniewolonego». «uwikłanego
bez wyjścia w pozytywne treści języka, pracy, życia»"
(Daraki 1991, s. 287)."
7

Wracając do samej dyslokacji przedmiotu etnologii, to
mógłby on zostać wskazany przez wydobycie istoty, koniecz­
nych cech tego wszystkiego czym etnologowie się zajmowali.
Levi-Strauss czyni to ujawniając za zmiennym porządkiem
rzeczy, porządek o wicie istotniejszy, porządek który generu­
je konstelacje znaków pojawiających się na jego powierzchni
(poprzez które może być w ogóle odsłonięty) - a więc
porządek struktury operującej w obrębie podobieństwa i róż­
nicy. Te z kolei Foucault sytuuje poza „społecznościami
etnograficznymi". Stąd przedmiot etnologii będzie teraz
określony poprzez sposób docierania do ukrytego porządku,
sposób jego wydobywania, przez określony sposób refleksji
nad kulturą, a nie przez typ społeczeństwa. „Wszystko jest
antropologią o tyle, o ile w analizie bądź interpretacji ujawnia
się właściwa antropologom postawa, która jest ze swej strony
postawą warunkowego ledwie wyrażania sądu o interesują­
cym nas fragmencie rzeczywistości" (Burszta 1996, s. 146).
Etnolog traci swoją demiurgiczną otoczkę: „Antropolog
winien tedy wiedzieć, że jego sądy są jedynie jednymi z wiciu
możliwych na ten sam lemat, ale pokazywać, że la możliwość
jest logicznie i teoretycznie prawdopodobna oraz merytorycz­
nie podbudowana" (Burszta 1996, s. 146). Ludwik Stomma,
przedmiot etnologii lokuje w obrębie tzw. „kultury typu
zamkniętego": „Tak zarysowana definicja klasycznej «kultury elnologicznej» [...] nie ogranicza pola zainlcresowań

77

�dziedziny - nawet w jej tradycyjnym pojmowaniu - do
żadnego czasu, przestrzeni ani warstwy społecznej, pozwala­
jąc odnajdywać elementy izolacji świadomościowej równie
dobrze w kulturze średniowiecznego chłopa inkaskiego, co
w naszych współczesnych wysoko cywilizowanych, zindustrializowanych i zurbanizowanych cywilizacjach kręgu euro­
pejskiego" (Stomma 1986, s. 146). Ujawnienie podstawowych
różnic, podstawowych aporii rządzących porządkiem fenome­
nalnym kultury, ujawnienie pod pozorem oczywistości i pew­
ności jaką daje nauka, porządku myśli mitycznej, lub formacji
dyskursywnych operujących w obrębie obu porządków (mity­
cznego i naukowego) - pamiętając, że etnologia jest częścią
świata, który opisuje, jest tym przesuniętym przez dekonstrukcję znaku binarnego przedmiotem, już wprawdzie wcześniej
zapowiadanym przez Levi-Straussa w Antropologii struk­
turalnej. Ten ostatni dokonując wewnętrznej krytyki dotych­
czasowych stanowisk teoretycznych oraz dorobku faktografi­
cznego etnologii, zmienił radykalnie status tych stanowisk
i dorobku. „Poglądy te definitywnie utraciły moc obowiązy­
wania, lecz wraz z tym przestały także być „poglądami do
wyznawania i głoszenia", a stały się materiałem domagającym
się ponownego opracowania i będącym zarazem podstawą
tego opracowania. Po pierwsze dlatego, że stanowią z góry
zadany przedmiot tego opracowania, po drugie zaś dlatego, że
ich określoność wyznacza sposób tego opracowania, jego cel
i zasadnicze cechy poszukiwanej strategii" (Rotter 1996, s.
100). Antropologia interpretacyjna jest (lub mogłaby być)
więc już tylko dalej wyprowadzoną konsekwencją immanenlnej krytyki przeprowadzonej przez Levi-Straussa.
Charakterystyczne dla historii idei śledzenie przełomów
mentalnych, tych momentów wiedzy, które pozwoliły na
zupełną zmianę sposobów postrzegania określonej rzeczywis­
tości*, jest w gruncie rzeczy częścią wrażliwości etnologicznej, dość solidnie ukrytej na korzyść wydobywania na jaw
struktur wiecznotrwałych. Wiecznotrwałość, ciągłość i nie­
rozłączna z nią zmiana, tradycja to elementy pierwszoplanowe
wiedzy etnologicznej od samych początków dyscypliny:
„'Ciągłość i zmiana' oznaczają dwie stale występujące w kul­
turze opozycje. [ ...jefektywne badania nad kulturą można było
rozpocząć dopiero z chwilą uznania faktu zmiany" (Sokolewicz 1969, s. 33). Pierwszym krokiem Foucaull, którego
etnolog przeoczyć nie może, jest więc pozbycie się pozorów
ciągłości: „Najpierw trzeba dokonać pracy negatywnej: wy­
zwolić się z całej siatki pojęć, z których każde stanowi swoistą
odmianę idei ciągłości. Nie mają one zapewne wyraźnej
struktury pojęciowej, niemniej ich funkcja jest oczywista.
Takim jest pojęcie tradycji. Dąży ono do nadania szczególne­
go statusu czasowego zespołowi zjawisk następujących po
sobie i zarazem identycznych (lub przynajmniej analogicz­
nych); pozwala odtworzyć rozproszoną historię w układzie
tożsamości; upoważnia do usunięcia różnicy, właściwej wsze­
lkiemu początkowi, by kazać cofać się bezustannie w nieskoń­
czonym wyznaczaniu źródła; dzięki niemu można izolować,
na tle nieprzerwanego trwania, zjawiska nowe i przypisywać
zasługę stworzenia ich - oryginalności, geniuszowi czy
decyzjom właściwym jednostkom. Takim jest również pojęcie
wpływu, dające podporę - nazbyt magiczną, by dawała się
poddać dokładnej analizie - fakuiin przekazu i komunikacji.
Odnosi się ono do procesu o charakterze przyczynowym (nie
tworząc wszakże żadnych ścisłych rozgraniczeń ani teoretycz­

78

nych definicji) zjawiska podobieństwa i powtórzenia; łączy za
sobą ponad czasem i przestrzenią - jak gdyby działał tu
jakowyś ośrodek propagacji - elementy określone jako
jednostki ludzkie, dzieła, pojęcia czy teorie. Takimi są także
pojęcia rozwoju i ewolucji. Pozwalają zgrupować szeregi
rozproszonych zdarzeń, związać je jedną i tą samą zasadą
organizacji, podporządkować wszechwładnemu modelowi
życia [...], odkryć - już w punkcie początkowym - obecność
czynnika spajającego i zarys przyszłej jedności, zawładnąć
czasem przez stworzenie nieprzerwanie odwracalnego związ­
ku pomiędzy jakimś początkiem a jakimś kresem, które nigdy
nie są dane, które wciąż się aktualizując [...] Należy podać
w wątpliwość owe gotowe syntezy, owe układy przyjmowane
zazwyczaj bezkrytycznie, owe związki, których zasadność
uznaje się z góry. Należy wypłoszyć niejasne formy i moce, za
pomocą których przyzwyczajono się łączyć z sobą ludzkie
wypowiedzi, wypędzić je z mroku, w którym panują. I za­
miast pozwalać na ich spontaniczne istnienie, trzeba raczej
założyć, jeśli metoda ma być prawomocna, iż w pierwszej
kolejności ma się do czynienia jedynie z populacją roz­
proszonych zdarzeń" (Foucault 1977, s. 44-45).
Czy społeczeństwa nie-zachodnie mają prawo do bycia
polem epistemologicznych rozłamów? W Pamiętniku znale­
zionym w wannie Lem opisuje sytuację, kiedy w ręce ludzi
przyszłości wpada pamiętnik zamierzchłej cywilizacji (patrz:
Lem 1961). Próba rekonstrukcji sposobu życia, myślenia
zaginionych/innych przypomina, często pełne uproszczeń
i przekłamań, rekonstrukcje odmiennych światów mental­
nych dokonywane przez etnologów. To „spojrzenie z oddali",
przez pryzmat pamiętnika, odwraca postawione pytanie:
należy się raczej zastanowić co nie pozwala nam dostrzec tych
rozłamów. Odpowiedź oczywiście jest wkalkulowana w kon­
strukcję struktury wiedzy, tak jak ją widzi Foucaull. Dopóki
dla świata ukształtowanego wokół różnicy potrzebny jest ten
INNY. Antropologia istnieje dzięki różnicy (jest w sposób
nieunikniony „karuzelą etnocentryzmu"), nie tylko ją bada
lecz na niej się opiera, a więc stara się za każdym razem ją
podkreślać i utrwalać, badać „marginesy", „obcość", „kul­
tury pierwotne", „prymitywne" czy „ludowe". Produkuje
więc niejako obcych, wytwarza różnicę. Dopóki struktura
znaku, konieczna dla funkcjonowania wiedzy, nie zostanie
radykalnie podważona, dotąd nie można w sposób metodolo­
gicznie poprawny i racjonalny zamazać myślenia w katego­
riach obcości, odmienności i odnoszenia jej wyłącznie ku
INNYM. Foucault pokazał bowiem, że wiedza, również ta
oparta na doświadczeniu, tj. etnologia, zawsze wspiera się na
koncepcji znaku, a ta wyznacza możliwe obszary poznania
i faktycznie kieruje klasyfikowaniem faktów. Etnografia, jak
dotychczas (w większości przypadków), nie uciekła binarnej
koncepcji znaku, reprezentacji, więc nie udało się jej prze­
kroczyć progu taksonomii. Świetnie pokazuje to Geertz
w pierwszej części Works and Lives, a także w komentarzu do
jego teoretycznego programu interpretacji antropologicznej
Paul Shankman: „Od strony programowej Geertz w swej
pracy próbuje odwrócić antropologię od naśladowania nauk
przyrodniczych w kierunku reintegracji z humanistyką. Ge­
ertz wysunął wniosek, że nauki społeczne zajmują się raczej
znaczeniem niż zachowaniem ", szukając raczej rozumienia
niż przypadkowych praw, i odmawiają wyjaśnień mechanistycznych charakterystycznych dla nauk przyrodniczych na
1

�rzecz interpretacyjnych. Zachęcił swoich kolegów, aby wzięli
na serio możliwości analogii i metafory, aby rozważali ludzką
aktywność jako tekst a działania symboliczne jako teatr.
Innymi słowy zaprosił nauki społeczne do ponownej rewizji,
o ile nie porzucenia, tradycyjnych wniosków, wyobrażeń na
temat istoty ich intelektualnego przedsięwzięcia" (Shankman,
1984, s. 261)". „[...] pomiędzy uczonym, który poprzez
rachunek dociera do niewyobrażalnej rzeczywistości, a ogó­
łem ludności pragnącej uchwycić coś z tej rzeczywistości,
której matematyczna oczywistość zaprzecza wszelkim danym
bezpośredniego poznania, myślenie mityczne na powrót staje
się pośrednikiem, jedynym dla fizyków sposobem porozumie­
wania się z niefizykami" (Lévi-Strauss 1994, s. 7).
Foucault pozwala też w pewnym stopniu uniknąć etnologii
etnologów, czytania tekstów kultury na sposób czytającego,
ponieważ punkt wyjścia etnologii jest zawsze generowany
poza nią. Reguły budowy wypowiedzi, tworzenia tekstów
kulturowych i ich interpretacji, tworzą trzon etnologii danego
momentu historycznego, i tylko w odniesieniu do tego
momentu mogą być właściwie odczytywane. Etnologia etno­
logów jest treścią pustą. Jednocześnie „historia idei" odsuwa
możliwość waloryzacji, odniesień do jakiejś ponadkulturowej
prawdy relatywizując ją do określonej episteme i ukształ­
towanych w jej obrębie określonych formacji dyskursy wnych.
Nazywając - zawłaszczamy, otaczając fragment rzeczywis­
tości wiedzą, czynimy go przedmiotem władzy. Poznanie
„obcego jest jego kolonizacją, oplataniem mikrofizyką władzy
- wiedzy. Poczynając od oświecenia proces kolonizacji
„dzikich" obrasta w instytucje, czego zwieńczeniem są pierw­
sze XIX-wieczne katedry antropologii. Wspomagany przez
taksonomizujący każdy element życia społecznego empiryzm
proces zawłaszczania obcości, podporządkowywania jej rac­
jonalnemu centrum nie domaga się od przedmiotu swoich
zainteresowań realnego istnienia. Wystarczy, że istnieje tak,
aby europejska tożsamość została utrzymana. „Inny" może (i
w rzeczywistości jest) być ideą (por. Burszta 1996, s. 48-52, s.
144-145). Dopiero moment destrukcji znaku klasycznego,
a więc i odejścia od empiryzmu taksonomii, pozwoli „innemu"
na wspólne zamieszkiwanie świata z „nami".
Foucault pisząc o roli rodziny w „radzeniu sobie z seksualnością",zauważa, że kazirodztwo jest elementem oswajania
świata obcości, jest dowodem na imperializm stosunków
władzy - wiedzy, którego etnologia jest także narzędziem:
„Skoro przyjmiemy, że u progu każdej kultury stoi zakaz
kazirodztwa, wówczas seksualność okaże się od początku
czasów umiejscowiona pod znakiem prawa i prawodastwa.
Etnologia, od dawna bez wytchnienia przepracowująca teorię
transkulturowego zakazu kazirodztwa, dobrze się przysłużyła
nowoczesnemu urządzeniu seksualności i wytwarzanym prze­
zeń teoretycznym dyskursom" (Foucault 1995, s. 98).

Upada tożsamość dyscypliny oparta na radykalnej różnicy,
wywołując gwałtowne reakcje tych, którzy nie potrafią w inny
sposób jej utrzymać. „Inny" musi być „Inny" - „prymityw­
ny", „barbarzyński", „ludowy". „Bez poczucia obcości,
a więc bez etnocentryzmu nie ma etnografii"(Mitterand 1994,
s. 192). Co więcej sama etnografia potrzebuje własnych
obcych do budowania lokalnych, „naukowych" tożsamości.
Np. Lévi-Strauss musi być radykalnie przeciw diachronii,
radykalnie za badaniami typu „etic" i od samego początku do
końca musi być strukturalistą. Chociaż teksty Lé vi-Straussa,
pominąwszy jego ostatnie wypowiedzi, które często nic
znajdują odniesienia we wcześniejszych tekstach, nie dają
podstaw do takich sformuowań. A jednak przemoc różnicy,
wymóg który pozwala na określenie własnej tożsamości
w języku różnicy jest silniejszy od „faktów". Jak refren
mogłyby brzmieć wciąż powtarzające się: „metafory są
silniejsze od faktów", czy „mit oto nie poszukuje zgodności
z sensualnie pojmowaną rzeczywistością, lecz zgodności
z sensem" (Stomma 1986, s. 131). Lévi-Strauss zastanawia się
nad tym przedziwnym antropologicznym pędem ku obcemu,
który ostatecznie jest poszukiwaniem własnej tożsamości:
„jakie wyjście ma etnograf ze sprzeczności, która wynika
z sytuacji, w jakiej dokonuje etnograf swego wyboru? Ma
przed sobą, do swego rozporządzenia swoje własne społe­
czeństwo: dlaczego decyduje się nim pogardzić i zachować
dla innych społeczeństw - wybranych spośród najbardziej
oddalonych i najbardziej odmiennych - cierpliwość i oddanie,
których przez swoją decyzję odmawia współobywatelom?".
I od razu odpowiada: „Będąc widzem, a nie aktorem za­
chodzących przemian mogę łatwiej położyć na szale ich
przyszłość i przeszłość, gdyż są tylko pretekstem do kontemp­
lacji estetycznej i rozważań intelektualnych, a nie stają już
przed nami w formie moralnego niepokoju" (Lévi-Strauss
1964, s. 354-355).
Antropolog jest nie tylko tłumaczem, ale i narzędziem
ujarzmiania. Oczywiście nie jest to ujarzmianie, którego
ośrodkiem jest konkretna instytucja, tak jak nie ma jednego,
zdemonizowanego centrum władzy. Ujarzmianie jest funkcją
języka, opisu, interpretacji. Wracamy więc do pierwszych
rozważań Foucault, do systemu od którego chciał uciec
rozpraszając go pomiędzy władzę a wiedzę, do języka
i interpretacji,
Nie istnieje żaden demon wladzy-wiedzy. W większości
przypadków „obcy" („społeczności etnograficzne") zgadzają
się na tą mikrofizykę, oczekują od antropologa konkretnej
propozycji polepszenia ich bytu. Antropolog jednak, z zimną
krwią „czyni swoją powinność", nie angażując się po stronie
„przedmiotu badań" w imię naukowego obiektywizmu, przy­
znając jednak, że czyni to dla egoistycznego celu ostatecz­
nego jakim jest lepsze rozumienie własnej kultury.

PRZYPISY
1

Styczność wynika z jedności struktury pola myślowego oraz jedności
metody, co staram się wykazać w dalszej części artykułu.
Dekonstrukcja znaku klasycznego nie oznacza powrotu na pozycje
przedkartezjańskie. Nie oznacza też wypadnięcia etnologii poza obszar
nauki w momencie zniesienia własnych podstaw. To raczej brak krytyki
oznaczałby niemożność istnienia w po-naukowym, postmodernistycznym
świecie etnologii „wieku nauki".
2

]

Dla Foucaulta władza i wiedza łączą się ze sobą w sposób uniemoż­
liwiający myślenie i mówienie o nich osobno: „Trzeba będzie także,
zarzucić tradycyjne wyobrażenia, że wiedza rodzi się tam tylko, gdzie
ustają związki z władzą i można j ą rozwijać jedynie poza jej nakazami,
wymogami i interesami. Trzeba może zrezygnować z wiary, ze władza
przyprawia o szaleństwo, zatem rezygnacja z niej jest jednym z warun­
ków, które trzeba spełnić, by zostać uczonym. Wypada raczej uznać, że

79

�władza produkuje wiedze (ale nie dlatego po prostu, że fawory żuje ją, gdy
ta jej służy lub wykorzystuje, gdy jest użyteczna); że władza i wiedza
wprosi się ze sobą wiążą; że nie ma relacji władzy bez skorelowanego z nią
pola wiedzy, ani też wiedzy, która nie zakłada i nie tworzy relacji władzy.
Stosunków w obrębie „władzy-wiedzy" nie da się zatem analizować
wychodząc od podmiotu poznania, który jest albo nie jest wolny wobec
systemu władzy; przeciwnie - trzeba uznać, że poznający podmiot,
poznawane przedmioty i warunki poznania są raczej skutkami fundamen­
talnych następstw władzy-wiedzy i ich historycznych przemian. Krótko
mówiąc - to nie działanie podmiotu poznającego tworzy wiedzę użyteczną
dla władzy lub wobec niej opomą, ale władza-wiedza, procesy i walki,
którym podlega i z których się składa, wyznaczają możliwe formy
i dziedziny poznania" (Foucault 1993, s. 34-35).

znaku, a w szczególności pojawienia się w naszej kulturze znaku
binarnego. Konsekwencje tego faktu były dalekosiężne. Znak binarny
z jednej strony utrwalił i uprawomocnił prymat poznania mate­
matycznego, z drugiej zaś strony zapewnił dyscyplinom pozamatematycżnym jedność strukturalną w obszarze poznania. W efekcie bez
względu na to, czy dana dyscyplina konstruowała swoje poznanie zgodnie
z wymogami myślenia matematycznego, czy też sytuowała się poza
nim i niezależnie od niego, pozostawała w takiej samej przestrzeni
poznawczej i w takiej samej konfiguracji strukturalnej. Znak binarny
wyznacza sposoby i granice formowania wszelkich wypowiedzi
naukowych - gdyż wszelkie wypowiedzi
muszą
uwzględniać
reguły znaku - zapewniając im jedność epistemologiczną (Krakowski
1992, s. 9)

* Próbą analizy dyskursu wokół tradycji jest artykuł Krzysztofa Piąt­
kowskiego Badacz wobec tradycji, zamieszczony w tomie Pożegnanie
paradygmatu? Etnologia wobec współczesności pod redakcją Wojciecha
Burszty i Jerzego Datnrosza.
' Przedmiot badań etnologii jest już przemieszczony z grupy, z okreś­
lonego typu społeczeństw, z terytorium, na poziom typu myślenia, który
infiltruje zarówno społeczności stanowiące tradycyjny obszar zaintereso­
wań etnologii (tu „myśl nieoswojona" jest pozbawiona alternatyw poznaw­
czych), jak i społeczeństwo zachodnie, wraz z jego nauką.
° Przełom epistemologiczny opisany przez Foucaulta w Les mots et
la choses. w sumie jako efekt nie zamierzony, nie chciany, efekt,
którego Foucault wypierał się w kolejnych swoich pracach, tecz który
jest fundamantalny dla zrozumienia formalnej struktury całości wiedzy
(właśnie tej „całościowości", „fundamentalności" w gruncie rzeczy
Foucault chce uniknąć), dotyczy „transformacji w obrębie koncepcji

Tą konsekwencję można również odnaleźć w krytyce kierunków
metodologicznych przed strukturatizmem u Claude'aLévi-Straussa w An
tropologii strukturalnej.
" Należy pamiętać, że rekonstrukcja struktury wiedzy dotyczy całości
wiedzy, w tym także etnologii.
• Dokładnie ten sam zarzut pod adresem ewolucjonistńw i dyfuzjonistów stawia na początku Antropologii strukturalnej Lévi-Strauss (przypis
M. B).
Wg Lévi-Straussa. gdyby było inaczej minęłyby się z celem (por.
Lévi-Strauss 1970).
" Tekst i ton artykułu jest w zasadzie polemiczny z propozycjami
Geertza, nie zmienia to faktu, że można go w inny sposób, na użytek in­
nego tekstu wykorzystać, ponieważ stanowi dość dokładną prezentacje
ogólnych poglądów Geertza na temat antropologicznej interpretacji
kultury

7

10

B I B L I O G R A F I A
Buchowski M . ,
1995 Nieznośna lekkość metafor i ich dyskretny urok. [w:] Horyzonty
ponowoczesnośa,
i. Sójki (red.), Poznań
Burszta W.,
1992 Wymiary antropologicznego poznania kultury, Poznań
1993 Utracona niewinność'/ Rozterki antropologii postmodernistycznej,
[w;] Poznańskie studia z filozofii nauki. Warszawa - Poznań
1995 Relatywizm i etnocenlryzm postmodernistycznie widziane, [w;]
Między pragmatyzmem a postmodernizmem, A. Szahaj (red), Toruń
1996 Czytanie kultury. Łódź
Clifford J„ Marcus G„
1985 77ie making of ethnographic texts: Preliminary report. ..Current
Anthropology", no 2.
Daraki M . ,
1991 Przezwyciężanie strukturalizmu. [w:] Wiek XX - przekroje. An­
tologia współczesnej krytyki francuskiej. Kraków
Derrida J.,
1992 Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych, [w:]
Współczesna teoria badań literackich za granicą, t. 2, H. Mal­
kiewicz (red), Kraków 1992, s. 161-163
Eco U.,
1996 Nieobecna struktura, Warszawa
Foucault M . ,
1977 Archeologia wiedzy. Warszawa
1978 Archeologia wiedzy, [w:] Drogi współczesnej filozofii, M.J. Siemek
(red). Warszawa
1987 Historia szaleństwa, Warszawa
1993 Nadzorować i karać. Narodziny wiezienia. Warszawa
1995 Historia seksualności. Warszawa

80

Geertz C ,
1988 Works and Lives. The Anthropologist as Author, Stanford
Krakowski J..
1992 Mathesis i metafizyka Studium metodologiczne przełomu kartezjańskiego, Wrocław
Lem S .
1961 Pamiętnik znaleziony w wannie. Kraków
Lévi-Strauss C ,
1964 Smutek tropików. Warszawa
1970 Antropologia strukturama. Warszawa
1993 Spojrzenie z oddali. Warszawa
1994 Opowieść o rysiu. Łódź
Mitterand H .
1994 Od etnografii do fikcji literackiej. „Pamiętnik Literacki", z. 1
Nycz R.,
1995 Tekstowy świat. Warszawa
Rotter K„
1996 Struktura epistemologiczną etnologii w pracach C
UviStraussa.
[w:] Studia z filozofii współczesnej. R Różanowski (red), Wroc­
ław
Shankman P,
1984 The thick and thin: on the interprétative theoreticat program of
Clifford Geertz „Currem Anthropology", vol. 25, no 3
Sokolewicz Z.
1969 Etnologia, Warszawa
Stomma L.,
1986 Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku. Warszawa
Strenski 1.,
1995 The Ethics of Ethnocentrism, „Posmodern Culture", vol. 5, no 3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11434" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11412">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/acef932f01d01885e727e0a7c3ea6f9a.pdf</src>
        <authentication>c84665c52c6f81e65b2b3126ac11f5bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4662</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136241">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136242">
                <text>sztuka ludowa - regiony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136243">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136244">
                <text>Rejony sztuki ludowej w Polsce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136245">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25, z.1 ; s.3-20</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136246">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136247">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136248">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136249">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136250">
                <text>II. 1. Figury zwierząt wypiekane z ciasta na Nowy Rok we wsiach warmińskich. Twórczość o stosunkowo ścisłej lo­
kalizacji terytorialnej w Polsce (Mazury, Warmia, Kurpie — Puszcza Zielona)

Jacek Olędzki
REJONY SZTUKI LUDOWEJ W POLSCE
Zagadnienie regionów terytorialnych w kulturze
ludowej (a tym samym w sztuce — pieśni, stroju, bu­
downictwie) było stałym przedmiotem zainteresowań
etnografii już od czasów narodzin tej nauki. Zagadnie­
nie to stało się też jednym z głównych czynników i n ­
spirujących Oskara Kolberga do stworzenia dzieła wy­
jątkowego, jedynego na świecie pod względem rozmia­
rów. Nie ulega też wątpliwości, że dzieło Kolberga jest
funkcją samej kultury ludowej, która na terytorium
Polski mieni się w zakresie zjawisk artystycznych nie
spotykaną gdzie indziej rozmaitością. To, co w innych
państwach europejskich rozpoznajemy jako odrębności
narodowościowe, a co znalazło potwierdzenie w struk­
turach administracyjno-politycznych tych państw (auto­
nomie republik, prowincji) oraz w kulturze, w szcze­
gólności zaś języku — odrębności obejmujące całe
zbiorowości (niezależnie od ich różnic wewnętrznych:
klasowych czy warstwowych) — u nas manifestuje się,
jak wiadomo, tylko w życiu grup ludowych, na naj­
niższych piętrach świadomości przynależenia do okreś­
lonej zbiorowości.
Fakty te nie pozostawały bez wpływu na rozwój
fascynacji sztuką ludową. Góralszczyzna (Zakopiań­
szczyzna), Huculsizczyzna, Krakowskie, a w późniejszym
czasie Wileńszczyzna i Nowogródczyzna oraz Kurpie,
Śląsk i Kaszuby, to jakby odrębne światy zaintereso­
wań, rozwijających się pośród badaczy i artystów od
Młodej Polski po ostatnie lata I I Rzeczypospolitej.
W miarę roewoju zainteresowań pogłębia się orientacja
w strukturze odrębności terytorialnych w życiu wsi.
Wspomniane wyżej zainteresowania nawiązywały
często do ogólnoeuropejskich
prądów
umysłowych
z przełomu X I X i X X w., znanych pod nazwami panslawizmu, pangermanizmu i panceltyzmu.
Po zakończeniu pierwszej wojny światowej nastąpił
dalszy rozwój tych zainteresowań. Łączył się on wó­

wczas z dążeniami społeczno-politycznymi szerokich
rzesz, dążeniami zmierzającymi do rekonstrukcji czy
utrwalenia państwowości, często dopiero w tym czasie
reaktywowanej. Zależnie też od sytuacji historycznej
i geo-politycznej danego kraju rozwijające się tzw. r u ­
chy regionalistyczne w pierwszym ćwierćwieczu X X w.
podejmowały mniej lub bardziej odrębne zadania. W nie­
których krajach zachodnioeuropejskich dochodziły do
głosu ze szczególną siłą dążenia do przywrócenia należ­
nych praw prowincjom zaniedbanym pod względem
rozwoju gospodarczego. Na tym tle rodziły się nawet
działania o charakterze wybitnie separatystycznym. Nade
wszystko jednak przewodziły owym ruchom doniosłe
przedsięwzięcia mające na celu wzmocnienie prestiżu,
podniesienie do należytej rangi historycznej i roli kul­
turotwórczej wartości rodzimych, „prowincjonalnych",
określanych tu regionalnymi.
U nas już w czasach niewoli treściom tej kultury
przypisywano uzdrawiającą rolę w procesach przetrwa­
nia narodu. Ostatecznie służyć one miały ugruntowaniu
nowo uzyskanej państwowości. Nie bez znaczenia po­
zostawał fakt wyjątkowo drastycznej formy ucisku po­
litycznego, jakiemu podlegała ojczyzna ze strony zabor­
ców. Oczywiście, dążenia zaborców zmierzające do wy­
narodowienia podbitego kraju podsycały wolę zachowa­
nia i kultywowania treści rodzimych, lokalnych — re­
gionalnych. Po blisko 150-letniej niewoli ruch regionalistyczny w Polsce odegrał w kraju niepodległym szcze­
gólną zupełnie rolę. Można tu wspomnieć o potrzebach
ciągłości tradycji, przywrócenia poczucia wysokiej god­
ności i znaczenia narodu w przeszłości, a w powszedniejszej praktyce do zacieśnienia więzi społeczno-kultu­
rowych w poszczególnych regionach kraju. Z tego czasu
datuje się działalność wybitnych jednostek: Stefanii
Sempołowskiej, Ludwika Krzywickiego
(inspiratorów
Wolnej Wszechnicy) oraz licznych uczonych i działaczy
3

�cone regionom etnograficznym pióra Anny KutrzebaPojnarowej *. Praca ta jednak, podobnie jak inne liczne
opracowania etnograficzne z najnowszych czasów (Ka­
zimiery Zawistowicz-Adamskiej, Kazimierza Moszyń­
skiego, Mieczysława Gładysza, Józefa Gajka, Józefa
Burszty oraz Romana Reinfussa) nie doczekała się naj­
mniejszej nawet wzmianki w popularnych i wysoce
ambitnych dziełach poświęconych problemom kultury,
narodu i państwa .
2

2

społecznych, zorganizowanych wokół różnego rodzaju
Towarzystw i Muzeów Regionalnych, względnie takich
instytucji specjalistycznych, jaką był „ŁAD".
Dramatyczna przeszłość najnowsza kraju, a także
powszechna świadomość szczególnie dotkliwej niespra­
wiedliwości w ocenach narodu przez zaborców, sprzy­
jały kształtowaniu się, a niekiedy pojawieniu się zja­
wiska, które można by łączyć z pojęciem ksenofobii.
Inną stroną tego zjawiska była swoiście pojmowana
rywalizacja, aktywność o cechach partykularnych. Pro­
blemom tym poświęcił wiele prac Jan St. Bystroń. Bystroń swoje wiekopomne dzieło o megalomanii naro­
dowej poprzedził skrupulatnymi studiami nad regional­
nymi ugrupowaniami w Polsce. Autor dochodzi na tej
drodze do stworzenia nie tylko niezbędnej dokumenta­
cji terenowej, ale rzeczy ważniejszej — odkrycia po­
wszechnej dosyć drażliwości społecznej, prowadzącej
często do pozytywnej indywidualizacji (różnorodności)
działań kulturotwórczych. Bystroń dostrzegał też w tym
procesie jedną z istotnych cech „generalnych" Polaków,
którą łączyć można z dużą aktywnością życiową, ale
też ze swoistym irracjonalizmem, dosadnie wyrażonym
przez powiedzenie „zastaw się, a postaw się".
Dalszym rozwinięciem refleksji
teoretyczno-historycznych Bystronia jest interesujące studium poświę­
4

*

W pierwszych latach po wojnie kolbergowskie roz­
różnienia terytorialne kultury ludowej dotyczące tylko
ziemi mazowieckiej (Mazowsze Stare, Leśne, Polne)
wzbogacone zostały o dodatkowe wyodrębnienie regio­
nów: kołbielskiego, sannickiego, gostyńskiego, sierpeckiego, płockiego, rawskiego i in. Z czasów wcześniej­
szych przetrwało pojęcie Kurpi, odnoszące się do lud­
ności zamieszkującej Kurpiowską Puszczę Zieloną i Bia­
łą oraz Księżaków, zamieszkujących Ziemię Łowicką.
Warto też zwrócić uwagę, że owe określenia najśwież­
szej daty (region kołbielski, sannicki itd.) pojawiły się
nie tyle w wyniku wielostronnych rozpoznań różnych
dziedzin kultury ludowej przez fachowców etnografów,
ile dzięki rejestracji przez reprezentantów instytucji
opiekuńczych, często całkiem zewnętrznych, w każdym
zaś razie najbardziej uderzających odrębnością w za­
kresie sztuki (strój, tkanina, wycinanka, pisanki).
Świadomość złożoności zagadnienia regionu stanowi
dla wielu badaczy swoistą barierę, powstrzymującą
przed próbą chociażby naszkicowania cech wyróżniają­
cych poszczególne regiony na określonym etapie prze­
mian historycznych. Region jest, jak wiadomo, kategorią
stosunków historycznych, zmieniających się w czasie.
Jego granice, pod względem zmienności, przypominają
zjawisko pulsacji, rozszerzania się i kurczenia. Niejed­
nakowy też jest rytm tej pulsacji w poszczególnych
przejawach życia grupy związanej z danym regionem.
Wobec poważnych ciągle niedostatków w zakresie
prowadzonych badań nad monograficznymi opracowa­
niami sztuki poszczególnych grup ludowych w kraju,
próby zarysowania odrębności terytorialnej, chociażby
tylko w plastyce, skazane są na nie wytrzymujące kry­
tyki symplifikacje.
Przedstawione wyżej stanowisko wynika z doświad­
czeń badawczych etnologa. Stanowiska tego nie musi
podzielać z etnologiem historyk sztuki. Z tytułu swoich
uprawnień specjalistycznych, znajomości rozległej pro­
blematyki sztuki, może on z łatwością uzyskać niezbęd­
ny dystans do spraw związanych z twórczością artystów
ludowych. Taki też dystans pozwolił Józefowi Grabow­
skiemu podjąć pierwszą w naszej literaturze próbę opi­
sania regionów sztuki ludowej w Polsce . Nie lada też
trudności zarysowały się przed tą pierwszą próbą.
Grabowski korzysta z różnych kryteriów, służących
wyodrębnieniu poszczególnych regionów. Jednym z naj­
bardziej podstawowych i zdaje się uzasadnionych jest
dla niego kryterium ilości — intensywność występowa­
nia jakiegoś rodzaju twórczości w danej okolicy. Po­
sługiwanie się tym kryterium wymaga jednakże do­
głębnego i niezwykle szczegółowego rozpoznania sytua­
cji historycznej każdego z osobna obszaru (potencjal­
nego regionu). Oczywiście pewne zjawiska udaje się
ustalić bez większego trudu. Takim zjawiskiem jest
zdecydowanie nierównomierne występowanie na obsza­
rze Polski zabytkowej rzeźby religijnej, mniej lub bar­
dziej intensywny rozwój w X I X w. świątkarstwa w po­
szczególnych rejonach kraju. W tej dziedzinie — naj­
donioślejszej dla ludowej twórczości artystycznej — nie
bez znaczenia jest ustalenie przyczyn owej nierównomierności, odnalezienie klucza do jej rozszyfrowania.
3

�II. 2. „Plon" dożynkowy z Wielkopolski. Muzeum Regionalne we Włocławku. Swoista twórczość ludności rolni­
czej nieznana w wielu częściach Polski, a niezwykle popularna w Jugosławii, Włoszech, Grecji oraz innych kra­
jach Europy (por. Zofia Szyfelbejn-Sokolewicz, Plon, obrzęd i widowisko, Wrocław-Warszawa 1967). I I . 3. Ma­
lunki zwierząt. Współczesna, spontaniczna twórczość ludowa nie znajdująca powiązania z tradycyjną sztuką
regionalną. Okolice Brzeska

3

•

5

�4

Grabowski odwołuje się do znanych czynników; roli
środowiska geograficznego, a także warunków społecz­
nych i ogólnego rozwoju kulturowego danego obszaru.
„Nawet Góry Świętokrzyskie, p e ł n e l a s ó w , z odręb­
nym niż w siąsiednich regionach, przypominającym tro­
chę podhalańskie, budownictwem drewnianym, zaliczają
się do tego figuralnego bezludzia. Sytuacja polepsza się
nieco w województwie łódzkim, ale o regionie rzeź­
biarskim można mówić dopiero w Poznańskiem. Tutaj
sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. Niewątpliwie
jest to jeden z najstarszych, a ponadto jeden z najlepiej
poznanych historycznie regionów w zakresie rzeźby l u ­
dowej. Tylko z ludowością nie jest najlepiej". Dalej
kontynuuje Grabowski: „Niejednokrotnie wśród warun­
ków geograficznie podobnych jedne są bogate w rzeźby,
drugie ubogie, np. Podhale i Góry Świętokrzyskie, L u ­
belskie i Kielecczyzna. Trudno tu więc mówić o jakiejś
zależności" . Istotnie, na tej płaszczyźnie trudno odna­
leźć zależność. Jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę przy­
padki występowania religijnej rzeźby drewnianej na
terenach bezleśnych, wówczas poszukiwanie owych za­
leżności między twórczością a środowiskiem naturalnym
okazuje się zabiegiem daremnym. Grabowski rozpatruje
również — jak było powiedziane — inne czynniki mo­
gące warunkować rozprzestrzenianie się świątkarstwa.
Ale w ujęciu autora także i owe inne czynniki okazują
się niewiele wyjaśniające: „Również spojrzenie na stan
i stopień rozwoju polskiej kultury ludowej w X I X wie­
ku niewiele wyjaśnia. Religia bowiem, a więc także zwią­
zana z nią obyczajowość, m. in. świątkarstwo, odgrywała
doniosłą rolę na wszystkich terenach. Niemniej jednak
te połacie kraju czy okolice, gdzie pątnictwo podsycało
praktyki kultowe ludu, na ogół zaliczają się do wymie­
nionych uprzednio regionów rzeźbiarskich. Mają swoje
słynne miejsca odpustowe Śląsk i Krakowskie, również
Skępe na tyle wyraźnie rolę odegrało w rejonie Ma­
zowsza i Kujaw, by o nim specjalnie mówić. Świętą
Lipkę w Olsztyńskiem nazwać można Częstochową Pół­
nocy, natomiast sama Częstochowa nie posiada własnego,
4

6

mocnego zaplecza rzeźbiarskiego, jeśliby tylko przykła­
dowo wymienić miejsca odpustowe. Mimo jednak tego
wyjątku przyjąć można, że istnieje związek między zna­
nymi centrami pątniczymi a rzeźbą figuralną" .
Można oczywiście powiedzieć, że Święta Lipka
w Olsztyńskiem jest Częstochową Północy, tudzież,
zgodnie z terminologią „miejsca odpustowe", sprowadzać
do tej samej kategorii Klasztor Jasnogórski OO. Pauli­
nów i Skępe. Wydaje się jednak, że występuje tu za­
sadnicza różnica między ośrodkiem wielowiekowej, zor­
ganizowanej i potężnej działalności religijnej, a prowin­
cjonalnym ośrodkiem (jednym z bardzo licznych) —
silnie zintegrowanych z religijnością na poziomie wie­
rzeń lokalnych. W przypadku „ośrodka odpustowego" —
Częstochowy — możliwym było rozwinięcie przez Zgro­
madzenie Paulinów ogólnonarodowego kultu maryjnego,
usymbolizowanego w wizerunku Królowej Korony Pol­
skiej, który przeniknął do sztuki ludowej w postaci
masowo wyrabianych przez ten ośrodek dewocjonaliów
i tzw. malarstwa częstochowskiego. Natomiast w przy­
padku prowincjonalnego Skępego szeroko rozumiany
kult maryjny mógł się jedynie wyrazić w ludowych f i ­
gurach Matki Boskiej Skępskiej, w twórczości dostoso­
wanej do nikłych zupełnie możliwości głoszenia w Skępem prawd wiary. Uznając te same przyczyny określa­
jące możliwość głoszenia prawd wiary w danym ośrod­
ku, można mówić o niewystępowaniu świątkarstwa
w rejonie pełnym lasów — Gór Świętokrzyskich. Wy­
daje się, że w rejonie Łysej Góry prastare opactwo
Święty Krzyż spełniło podobną, jeśli nie poważniejszą
rolę, jak Jasna Góra z Ziemi Częstochowskiej. Zapewne
oddziaływanie tych ośrodków nie wyraziło się w zasad­
niczej przebudowie mentalności religijnej okolicznej lud­
ności chłopskiej (w tym stopniu, aby treści świątkarstwa
były tej ludności obce). Z całą jednak pewnością można
przyjąć, że w rejonach tych, silniej niż z dala od po­
dobnie aktywnych instytucji klasztornych, funkcjono­
wały bojaźnie przed prostym i najszerszym wyrażeniem
żywionych uczuć religijnych. A nie da się zaprzeczyć,
5

�II. 4. Figurki z gliny znane w większości krajów euro­
pejskich, nieznane zaś prawie zupełnie w rejonach Polski
o słabych tradycjach rzemieślniczych. Wyk. w 1957 r.
Emilia Chmiel z Medyni Głogowskiej. Państw. Muz.
Etnograficzne w Warszawie. I I , 5. Chorągiew cechu rzeźników krakowskich z 1918 r. I I . 6. Szyld cechu rzeżników
krakowskich wraz z wotami (czeladników) z 1815 r.

u jej podstawy tkwi j a k a ś w r o d z o n a u l u d n o ś ­
ci p e w n y c h
terenów
predyspozycja
do
tworzenia sztuki
obrazującej" .
Rozwinięciem tego poglądu jest u Grabowskiego
sugestia o pokrywaniu się regionów rzeźbiarskich w Pol­
sce z nielicznymi ośrodkami kaflarstwa ludowego —
sztuki „wybitnie obrazującej". Nie kwestionując tego
określenia wypada wskazać, że w wycinankarstwie
można wyodrębnić takie właśnie regiony sztuki „nieobrazującej" i „obrazującej". W pierwszym przypadku
wchodziłaby w grę wycinanka Kurpiowszczyzny i Opo­
czyńskiego, w drugim wycinanka łowicka. Wycinanka
łowicka z bogatą i rozwiniętą tematyką życia wsi może
też uchodzić za przejaw najbardziej żywo manifestują­
cej się „predyspozycji obrazującej". Czy można jednak
mówić, że jest to predyspozycja wrodzona? A następnie,
6

6

że świątkarstwo było świadectwem takich właśnie „nie­
kontrolowanych" stanów religijności. Z jednej strony
dziedzina ta znajdowała w religii podstawę swego ist­
nienia, ale z drugiej — ta sama religia była czynnikiem
uśmierzającym działania artystyczne o treściach religij­
nych. Trzeba bowiem pamiętać, że nigdzie, nawet
w owych ośrodkach prowincjonalnych, we wsiach gó­
ralskich i kurpiowskich, z dala od wielkich centrów
zorganizowanej pracy duszpasterskiej, nie było popierane
przez Kościół owo ludowe rzeźbienie — postaci świętych
i boskich. W X I X w. nie należały też do wyjątku kon­
flikty między twórcą figur — rzeźbiarzem ludowym,
a lokalnymi władzami kościelnymi — proboszczem lub
wikarym jakiejś parafii wiejskiej. I jeśli w kręgu kon­
fliktów spersonalizowanych mogły one nawet sprzyjać
aktywności twórczej rzeźbiarzy, o tyle już na arenie
bezpośredniego oddziaływania potężnych instytucji koś­
cielnych, w bliskim sąsiedztwie zastępów misjonarzy,
inaczej zupełnie musiał brzmieć głos wiejskiego kazno­
dziei, bardziej truchlały w tych miejscach sumienia
wiernych. Można by zaryzykować twierdzenie, że świąt­
karstwo tylko tam rozwijało się bujnie, gdzie zaistniały
warunki dla szczególnego rodzaju religijności — dosta­
tecznie żarliwej, ale też nie nazbyt silnie podlegającej
restrykcjom wzorów oficjalnej wiary.
Grabowski, w próbie regionalizacji zjawisk artys­
tycznych nie wdając się w szczegółową analizę kolejno
wywoływanych czynników, zmuszony jest do rezygnacji
z oznaczenia materialnych przesłanek spostrzeganych
prawidłowości. Jest zaś pewną prawidłowością, że w
miejscach bujniejszego rozwoju rzeźbiarstwa występo­
wały również inne przejawy ludowej sztuki religijnej.
„Gdy zsumujemy rezultaty dokonanych porównań (mię­
dzy rzeźbą, malarstwem i drzeworytem — J. O.) mając
w pamięci oczywiście to, że obrazy były obiektem nieraz
daleko wędrującym, rzeźby zaś raczej glebae adscriptae,
największą korelację znajdziemy między rozmieszcze­
niem obrazów na szkle, a regionami świątkarskimi. Są­
dzę, że nie jest to tylko przypadkowa zbieżność i że

�II. 7. Matka Boska Skępska, drewno, wys. 28 cm. Państw. Muz. Etnograficzne w Warszawie. I I . 8. Matka Boska
Skępska, drewno, wys. 43 cm. Muz. Regionalne we Włocławku

że taką „predyspozycją wrodzoną" legitymują się nie­
które tylko grupy ludowe w Polsce? Otóż chyba nie.
Albowiem trudno jest przyjąć, żeby w obrębie jednego
zespołu ludności wiejskiej Mazowsza występowały ja­
kieś zasadnicze różnice, wyrażające się w wewnętrznych
cechach jednostek, reprezentujących ugrupowanie np.:
Księżaków (o predyspozycjach) i Kurpiów (nie mają­
cych tych predyspozycji). Istotnie, w wycinance Kur­
piowszczyzny nie pojawiły się tak bogato jak w Ło­
wickiem tematy figuralne, wiadomo jednak, że na te­
renie Kurpiowszczyzny rozwinęła się sztuka „obrazują­
ca" w niezwykle bogatej i różnorodnej twórczości rzeź­
biarskiej, a także w pisankarstwie. Warto też dodać,
że korelacja dodatnia — jakiej poszukKJe Grabowski —
występuje mimo wszystko pomiędzy wycinanką „nie
obrazującą", a rzeźbą „obrazującą". Korelacja ta wy­
raża się w podobieństwie pełnionych funkcji przez te
dziedziny sztuki w życiu wsi. Były to funkcje religijnomagiczne. Wycinanka podobnie jak rzeźba rozwijała się
pod silnym oddziaływaniem potrzeb ideowych. O tym
jednak, że wycinanka Kurpiowszczyzny czy innej grupy
nie stała się tak jak w Łowickiem „obrazowa", zdecydo­
wały zasadniczo inne czynniki aniżeli brak „wrodzonych
predyspozycji". Taka tendencja do psychologizowania
pojawia się w pracach Grabowskiego każdorazowo
w momencie niedopełnienia analizy rozpatrywanych
zjawisk. Śledzić ją można jednak również przy próbie
interpretacji pojedynczych faktów, które przy ogólnym
założeniu, że podlegają ukrytym (aby nie powiedzieć
tajemniczym) procesom regionalizacyjnym, jawią się
autorowi jako znaczące. W tym też przypadku Grabow­
ski korzysta ze szczególną mocą z kolejnego kryterium
wyodrębniającego, jakim jest forma, wyraz formalny,
8

styl. Autor potrafi z dużą wnikliwością odczytywać po­
przez cechy formalne „głębię wewnętrzną", „siebie sa­
mych" przedstawicieli środowiska ludowego'. Przykła­
dami mogą być rzeźby Chrystusa Upadającego pod
Krzyżem, które służą określeniu cech regionalnych właś­
ciwych ludności ziemi krakowskiej i kurpiowskiej. We­
dług Grabowskiego rzeźby te zawierają „cechy typowe"
dla świątkarstwa wymienionych wyżej regionów . War­
to powiedzieć, że mimo usilnego starania nie udało się
na terenie Kurpiowszczyzny odnaleźć więcej niż jeden
tylko egzemplarz figury Chrystusa Upadającego. I dla­
tego też można przyjąć, że na tle znacznie większej l i ­
czebności innych tematów w rzeźbie występującej na
tym terenie, Chrystus Upadający nie jest dziełem re­
prezentatywnym. Jednakże w próbie regionalizacji fak­
tów artystycznych przez Grabowskiego uzyskujemy na­
stępujące opisanie tych figur. „Jedno z najbardziej ty­
powych ujęć tematu, znamiennych dla regionu krakow­
skiego. Charakterystyczne są w tym schemacie długie,
równoległe fałdy szaty, sposób ułożenia rąk i nóg, ze
zwróconymi ku widzowi stopami, oraz ekspresja fascy­
nującej zazwyczaj twarzy" . Natomiast o figurze kur­
piowskiej Grabowski pisze tak: „Schemat miękkiej, fa­
lującej linii trzonu figury Upadającego pod krzyżem —
różni wyraźnie kurpiowską wersję tego tematu od kra­
kowskiej" . Obok tej charakterystyki mówi autor
z powodu innej figury kurpiowskiej o jej „spokoju"
i „łagodnym nastroju całości kompozycji". W świetle
tak dokumentowanych faktów zrodzić się może prze­
świadczenie, że nie tylko „wrodzone predyspozycje" de­
cydują o różnicach między wyrazem dzieł sztuki po­
szczególnych regionów, ale że zgodnie z założeniem
o wyrażaniu „siebie samych", „patrzenia w głąb siebie",
8

9

10

�9

�na nie tylko dlatego, aby ustrzec się przed pomówie­
niem o skrzywienie zawodowe — etnograficzne — w
prowadzonym dalej opisie możliwych już do przedsta­
wienia spostrzeżeń. Celowo używamy tego właśnie ter­
minu (spostrzeżenia), albowiem nadal nie można mówić
0 ostatecznych wnioskach, kiedy rozpoznanie bogactwa
1 rozmaitości regionalnych odrębności sztuki ludowej
w Polsce dopiero się toczy.
Oczywiste jest też, że w przedmiocie naszych roz­
ważań nie chcielibyśmy pominąć licznych czynników
endogenicznych związanych z osobowością określonych
twórców-artystów. Nadal jednak — co należy podkreś­
lić z całym naciskiem — nie zostały wykształcone ani
odpowiednie podstawy metodologiczne, ani dostatecznie
sprawne w użyciu techniki pomiaru, pozwalające na
bezbłędne określenie cech jednostki, a cóż dopiero cech
powtarzających się w całej zbiorowości. Stąd też za­
chodzi konieczność skupienia uwagi przede wszystkim
wokół czynników egzogenicznych — wynikających z bio­
grafii jednostek danej zbiorowości, warunków jej egzy­
stencji na płaszczyźnie szeroko rozumianych faktów eko­
nomicznych, społecznych. W miarę możliwości, starać
się też będziemy wniknąć w układ zależności występu­
jących w całokształcie zjawisk kulturowych właściwych
dla danej grupy.
Przyjmując, że genezy sztuki ludowej należy poszu­
kiwać w późnym stosunkowo okresie dziejów, istotne
jest związanie tego procesu z: 1) historią najnowszą,
2) bagażem kulturowym, 3) stosunkiem do tradycji oraz
4) dynamiką rozwojową poszczególnych ugrupowań lud­
ności chłopskiej na terenie k r a j u . Od razu też zwróć­
my uwagę, że okres od X V I do X V I I w. jest czasem
zarówno kształtowania się tego odrębnego nurtu roz­
wojowego sztuki, jak też krzepnięcia, a w pewnych
przypadkach nawet związywania się nowych ugrupowań
ludności chłopskiej, które w X V I I I , przede wszystkim
zaś w drugiej połowie X I X w., rozpoznajemy w postaci
zwartych zbiorowości o silnym poczuciu terytorialnych
więzi społecznych (regionalnych). Do ugrupowań tych
należałoby — jak sądzę — zaliczyć Lasowiaków, Górali
Podhalańskich i Śląskich, Księżaków, Kurpiów, Mazu­
rów, Warmiaków i najprawdopodobniej również Kaszu­
bów. Historia tych grup wskazuje na wyraźny splot
procesów kształtowania się odrębnego nurtu sztuki ł za­
razem odrębności społeczności ludowych. Taki splot nie
mógł pozostać bez wpływu na wyodrębnienie się szcze­
gólnie dynamicznych i najbardziej zindywidualizowa­
nych układów „sztuki regionalnej". Sztuka — jako wy­
kładnik światopoglądu — musiała spełniać doniosłą rolę
konsolidującą, a także ugruntowującą społeczną pozy­
cję — ów swoisty status regionalny — określonej grupy.
Taki też sens historii i samej sztuki przedstawiają naj­
bardziej zregionalizowane grupy ludowe w Polsce —
Lasowiacy, Górale, Księżacy, Kurpie .
Z drugiej znów strony istniały szerokie kręgi lud­
ności chłopskiej, których dzieje kształtowały się znacz­
nie wcześniej aniżeli w X V I I czy X V I w. Mamy na
myśli układy zasiedziałości ustalonej bodaj już we wcze­
snym średniowieczu — w obrębie głównych prowincji:
Wielkopolski i Małopolski (Ziemia Krakowska, Kielec­
ka, Lubelska).
W odróżnieniu od ludności owych późnych, ale za­
razem zwartych ugrupowań, mieszkańcy wymienionych
wyżej dwu głównych dzielnic — mimo wszelkich róż­
nic — nie uzyskali nigdy pozycji swoiście wyizolowanej,
„separatystycznej". W stosunkowo jednorodnym organiz­
mie kulturowym ludności chłopskiej tkwiły w tych stro­
nach naszego kraju najpotężniejsze i najstarsze enkla­
wy kultury szlacheckiej — dworskiej, plebejskiej, i miej­
skiej.
ll

I I . 10. Ukrzyżowany, cement, wys. 44 cm. Okolice Prze­
myśla. Państw. Muz. Etnograficzne w Warszawie

istnieją u poszczególnych grup ludowych zasadniczo in­
ne cecny psychiczne.
Przedstawione wyżej uwagi tylko w części ujmują
rozległy materiał i prezentowaną przez Grabowskiego
metodę interpretacji dzieł w czterech monumentalnych
opracowaniach plastyki ludowej. Opracowania te bliskie
są koncepcjom zawartym w dziele Kolberga. Współczes­
ne próby poznania życia wsi jakby nie interesowały
autora. Próby te zaś wyrażają się przede wszystkim
w szczegółowej analizie kultury poszczególnych ugrupo­
wań ludowych, w dążeniu do uzyskania efektów nau­
kowych w postaci tzw. monografii terytorialnych. Wy­
daje się, że dopóki nie powstanie w miarę wyczerpujący
zestaw opracowań monograficznych, przedwczesne jest
budowanie sądów ogólnych na temat cech regionalnych
plastyki ludowej oraz podłoża i przyczyn istniejących
różnic terytorialnych. W innym przypadku cechy for­
malne przypadkowo wybranej figury służyć będą suge­
stiom o występowaniu w jednym regionie predyspozycji
obrazujących, pełnych fascynującej ekspresji, a gdzie
indziej — spokojniejszych — bez takich walorów.
Nie kwestionujemy bynajmniej różnic w wyrazie
emocjonalnym dzieł sztuki ludowej pochodzących z róż­
nych rejonów kraju. Byłoby to pozbawianie dzieł ich
istoty, ich zdolności apelowania do pełnej sfery wraż­
liwości zmysłowej, przede wszystkim zaś uczuciowej oraz
intelektualnej. Są to prawdy oczywiste — wskazujemy
10

1!

�Przeprowadzając jednak takie generalne rozróżnie­
nie należy wziąć pod uwagę inne, nie mniej ważne oko­
liczności, towarzyszące procesom regiionalizacyjnytm w
naszym kraju. Wchodziłby tu w grę problem bagażu
kulturowego, stosunku do tradycji. W zespołach młod­
szych, które wymienione zostały w pierwszej kolejności,
zaistniał ważny moment zerwania bezpośrednich więzi
z określoną spuścizną kulturową, z chwilą wejścia w
nowe układy zależności swoiste dla obszarów kolonizo­
wanych. Oczywiście nie tam, gdzie osadnicy kolonizując
nowy obszar zatracali kontakt z tradycją. Zawsze je­
dnak tego formatu historyczne zdarzenia wpływają na
przemianę relacji zachodzących między zbiorowością
a tradycją i tradycją a zbiorowością. Celowo wskazuje­
my na te dwa kierunki zależności. Wydaje się, że
w omawianej sytuacji kierunek pierwszej zależności
może utrzymywać się, a nawet rozwijać (zasada wzmo­
żonego sentymentu), natomiast kierunek drugi, jeśli nie
wygasa, to przyjnamniej zmienia się jego zniewalający
czy też determinujący charakter. Faktem jest, że w ba­
gażu kulturowym grup takich jak Kurpie, Księżacy czy
Lasowiacy nie ma wielu najbardziej jawnych archaiz­
mów, które znamy z terenu „zasiedziałych" ugrupowań
ludności wielkopolskiej i małopolskiej.
Spostrzeżenia te dotyczą głównie treści ludowych
obrzędów dorocznych, przypadających na porę przesile­
nia zimowego nocy i wiosennego dnia. W obrębie Ma­
zowsza, gdzie lokują się przynajmniej 3 zwarte grupy
ludowe o późnym rodowodzie, zwyczaje takie jak ma­
rzanna, maik i gaik, a także przebierańcy z osławionym
turoniem nie są znane lub były znane, lecz w postaci
nierozwiniętej .
łł

Siedząc jednak stosunek do tradycji istotniejsze
wydaje się wskazanie na bardziej zasadnicze różnice, za­

chodzące nie tyle na płaszczyźnie owych wybitnie ludo­
wych treści (które mimo swej archaiczności zawiązywały
się nie raz w bardzo późnych okresach), ile oficjalnych,
łączących się z ogólnonarodową strukturą ideologiczną,
jaką od wczesnego średniowiecza stanowi dla całego kra­
ju chrześcijaństwo. I w tym miejscu należy wskazać na
rudy mentalne różnice; cała południowa część Polski, naŁtępnie obszary Wielkopolski tudzież tereny nadwiślań­
skie (nie tylko w części południowej, ale również w pół­
nocnej) stanowią strefę najbardziej rozwiniętych i — moż­
na by rzec — zasiedziałych ośrodków działalności dusz­
pasterskiej, zorganizowanych i systematycznych jej wpły­
wów. Są to obszary, na których rozwijała się w sposób
najbogatszy i różnorodny kultura miejska średniowiecza
z jej najbardziej fascynującymi przejawami w architek­
turze oraz w rzeźbie i malarstwie religijnym. Są to ob­
szary, gdzie — jak wiadomo — splatały się wszystkie
kierunki zachodnioeuropejskich wpływów historycznych,
gdzie wielkopolskie Strzelno z kompleksem romańskiej
architektury i rzeźby oraz malarstwo z tejże epoki w
Czerwińsku lub w Czchowie współdziałały z najbardziej
zdumiewającymi, bo najdalej wysuniętymi na wschód,
przejawami cywilizacji gotyku, renesansu i baroku --•
obejmującej tyleż najmniejsze ośrodki osadnictwa (z cza­
sem stające się z miast wsiami), ile ośrodki największe.
W tym samym otoczeniu krajowym utrzymywały się
do X V I I I w., a nieraz i dłużej, terytoria przypominające
nie tylko krajobrazem, ale również ogólnym nasyceniem
w dobra kulturalne stosunki sprzed epoki chrześcijań­
skiej. Wystarczy powiedzieć, że już za rogatkami Warsza­
wy od Kampinosu poprzez Czerwony Bór, Kurpiowską
Puszczę Zieloną, okolice Grajewa i Goniądza, aż po Au­
gustów jeszcze w połowie X I X w. występowały rozległe
tereny, które, wprawdzie osiedlone, nie miały stałej sie­
ci parafii wiejskich .
I4

II. 11. Chrystus Frasobliwy anonimowego rzeźbiarza. I I . 12. Chrystus Frasobliwy z grupy figur uznawanych w okoli­
cach Jednorożca (Kurpiowszczyzna) za dzieło anonimowego rzeźbiarza wędrownego. Cechy tej rzeźby wskazują, że
twórca w poszukiwaniu zamówień wędrował aż na Litwę

11

�szej próby. Wspomnieć też trzeba, że grupy ludowe tej
drugiej strefy w momencie kształtowania się ich swoi­
stych więzi społecznych, poczucia przynależności do
określonej zbiorowości, znajdowały zasadniczo odmienne,
aniżeli grupy ze strefy pierwszej, szanse uczestnictwa w
ogólnych procesach rozwojowych. Zagadnienie to nie jest
ostatecznie rozpoznane. Można jednak wskazać w tym
procesie na niejednakową rolę działalności miejskich
ośrodków wytwórczości, rzemiosła, w tym szczególnie
rzemiosła wiejskiego. Otóż zwraca uwagę, że rejony Ma­
łopolski i Śląska, a także w dużym stopniu Wielkopol­
ski miały od średniowiecza utrwalone tradycje rzemieśl­
nicze, a wytwórczość wysokiego standardu docierała rów­
nież na wieś. Natomiast w rejonach późno osiedlonych
zdarza się obserwować właściwą dla podobnych sytuacji
łatwość adaptowania nowych wzorów, przy słabych jed­
nocześnie możliwościach zaspokojenia tych potrzeb ze
strony rzemiosła. Wydaje się, że sytuację tę charaktery­
zuje dobrze poziom kowalstwa artystycznego z jednej
strony na terenie Małopolski i Śląska, a także w wielu
okolicach Wielkopolski, a z drugiej na Mazowszu i częś­
ciowo Podlasiu. Jeśli w pierwszym przypadku nie do
rzadkości należą w X I X w. misterne rozwiązania zdob­
nicze (wykonane technikami takimi np. jak stempelkowa) powstałe w ośrodkach miejskich o utrwalonych tra­
dycjach rzemieślniczych i rozwiniętej konkurencji mię­
dzy poszczególnymi warsztatami, to w drugim przypad­
ku owo pracochłonne zdobnictwo nie jest prawie znane.
Natomiast rozwinęło się powszechnie, i to w ośrodkach
zdecydowanie wiejskich, zdobienie wyrobów kowalskich
prostymi technikami metaloplastycznymi, prowadzące do
swoistej stylistyki rozwiązań plastycznych .
Stwierdzając, że w danym rejonie nie rozwinęła się
jakaś dziedzina ludowej twórczości plastycznej (np. ma­
larstwo na szkle) lub wystąpiła w stopniu stosunkowo
znikomym (w przypadku malarstwa ograniczając się do
pisankarstwa z jednej strony i z drugiej — do malatur
skrzyni wiannej), to znów rozwinęła się nad podziw buj­
nie (jak np. wycinankarstwo), znajdujemy każdorazowo
powiązanie tych faktów ze stanem rzemiosła w tymże
rejonie. Brak rozwiniętej i silnej tradycji usług rze­
mieślniczych dla szerokiego kręgu odbiorców, to zara­
zem natężenie twórczości tak „samorodnej" i spontanicz­
nej jak wycinankarstwo. Natomiast, im bardziej inten­
sywny czy też głębiej sięgający w przeszłość był stan
rzemiosła, tym słabsze nieraz — efekty owej twórczości
„samorodnej', a pełniejsze i bardziej wielostronne po­
wiązania z określonym ośrodkiem twórczości specjali­
stycznej (rzemieślniczej).
Jeśli rozważać wymienione wyżej uzależnienia, jakim
podlegała kultura środowiska ludowego (przede wszyst­
kim ludności chłopskiej) od strony szeroko pojmowanej
tradycji kulturowej, wówczas próba budowania jakiegoś
idealnego wzoru ludowości w sztuce wydaje się niepo­
rozumieniem. Ale bywa, że dzieła z tą sztuką łączone,
dzielone są podobnie jak gatunki i odmiany roślin lub
owadów. Oto rejestr określeń związanych z takim ujmo­
waniem sprawy: „Pełny styl ludowy", „niepełny", „zde­
cydowany", „niezdecydowany", „zgodny z charakterem
kultury ludu", „niezgodny...", „czysty", „nieczysty", „mie­
szanego charakteru", „najbardziej ludowego charakteru",
„nienajbardziej...", „ściśle polski", „nieściśle polski",
„o przewadze stylu ludowego", „prosty styl ludowy", „nie
prosty...", „realistyczna odmiana stylu ludowego", „właś­
ciwy styl ludowy", „nie właściwy...", „najczystszy styl
i charakter ludowy", „rozwinięty...", „nierozwinięty..."
oraz „styl lapidarnego prymitywu" i „bezpośredniego",
„mieszanego charakteru" i „zdecydowanego" .
Zgodnie z takim rozróżnieniem dzieł można oczywiś­
cie wyznaczyć kręgi występowania jakości mniej lub
1S

II. 13. Krucyfiks

(druga strona obiektu przedstawiona
na stronie tytułowej)

Przy próbie poszukiwania odrębności czy też swois­
tości wyrazowych w plastyce ludowej poszczególnych re­
jonów kraju fakty te mają znaczenie decydujące. Albo­
wiem, jeśli kultura ludowa na obszarach strefy pierwszej
mogła rozwijać się pod intensywnym ciśnieniem wzorów
artystycznych sztuki nurtu oficjalnego, to w strefie dru­
giej pozostawała jakby zdana na rozwój samoistny,
w najlepszym razie na oddziaływanie późnych wzorów,
przede wszystkim klasycystycznych, nie zawsze najwyż­
12

16

�II. 14. Chrystus Frasobliwy z 2. pol. X I X w., drewno, wys. 29 cm. Dąbrówka, pow. Ostrołęka. Najczęściej przyj­
muje się, że na terenie Kurpiowszczyzny Chrystus Frasobliwy rzeźbiony był wyłącznie w sukni. Zdarzają się jed­
nak na tym terenie figury przyobleczone tylko w periozonium

13

�II. 15. Wybitnie „regionalny styl" kompozycji krzyża z końca X I X w. Tatary, pow. Ostrołęka. I I . 16. Krzyż kuty
z północnego Podlasia, X I X w.

bardziej zbliżonych do owego idealnego wzorca ludo­
wości. Nie trudno jest jednak wykazać, że to, co wydaje
się nam „ściśle polskie" lub „właściwym stylem ludo­
wym", znane było gdzie indziej już wśredniiowdeczu, peł­
niąc funkcje artystyczne w stosunku do różnych środo­
wisk i warstw społecznych.
Spójrzmy jeszcze na inną stronę uzależnień, jakim pod­
legały poszczególne odłamy ludności chłopskiej na te­
renie kraju. Wiadomo, że do czasu uwłaszczenia w
X I X w. znajdowała się ona w trzech odrębnych ukła­
dach własności ziemskiej: królewskiej, kościelnej (bisku­
piej, klasztornej i in.) oraz szlacheckiej, w tym magna­
ckiej. System powinności pańszczyźnianych w najsurow­
szej postaci występował zasadniczo tylko w dobrach szla­
checkich, natomiast w Królewszczyznach obowiązywały
powinności czynszowe. Jeśli dodamy, że w dobrach koś­
cielnych najkonsekwentniej funkcjonował system oficjal­
nej ideologii religijnej, wówczas uznać należy Królewszczyznę za obszary „tolerancyjne", zarazem korzystające
z nieznanych gdzie indziej swobód społeczno-ekonomicznych.
W literaturze przedmiotu występuje też powszechne
mniemanie, że owe swobody, a nawet w pewnej mierze
przywileje, z jakich korzystała ludność osiedlona w do­
14

brach królewskich, odegrały niezwykle korzystną rolę
w rozwoju kulturowym danej grupy. Wskazuje się też
najczęściej na grupę Kurpiów, którzy w czasach potopu
szwedzkiego zasłynęli jako najśmielsi i najodważniejsi
obrońcy kraju, a do dziś słyną ze wspaniałej, odrębnej
kultury.
Wieloletnie studia nad życiem wsi kurpiowskiej po­
twierdzają to mniemanie, ale zarazem dokładne bada­
nia wykazały, że przywileje, z jakich korzystała ludność
dóbr królewskich, uzyskiwały swój najwyższy walor kul­
turotwórczy w sytuacjach silnych napięć społecznych,
jakie rodziły się w Polsce stanowej, w przypadkach bez­
pośredniej konfrontacji postaw „ludzi królewskich"
i szlachty zagonowej czy szaraczkowej. Mogło to mieć
miejsce przede wszystkim w warunkach stałego sąsiedz­
twa, tak chociażby jak na Mazowszu między Kurpiami
a mieszkańcami Ziemi Przasnyskiej, Łomżyńskiej i Ró­
żańskiej — szlachtą zaściankową. Drobna szlachta pol­
ska — jeden z tak ważnych składników naszej swoistości
kulturowej — wprawdzie nie stała się nigdy „nosicie­
lem" wartości, które łączymy z pojęciem kultury czy
sztuki ludowej, niemniej przez swoją obecność — po­
zycję społeczną, dumną i hardą postawę opiniotwórczą —
odegrała niezwykle istotną rolę w budzeniu ambicji

�twórczych wśród sąsiadującej z nią ludności nie legity­
mującej się rodowodem szlacheckim .
Wszystko co powiedzieliśmy nakazuje z wielką re­
zerwą odnosić się do potocznie funkcjonujących prób
regionalizacji sztuki ludowej w kraju. Zagadnienie to po­
zostaje otwarte. Sądzimy jednak, że nie ma żadnych pod­
staw do swoistego sceptycyzmu w próbach oznaczenia
pewnych ogólnych prawidłowości oraz poszukiwania ko­
relacji odmiennych nieraz zasadniczo zjawisk artystycz­
nych. Wydaje się też, że rozwój badań regionalistycznych, pojawienie się pełnych opracowań monograficz­
nych twórczości artystycznej poszczególnych grup ludo­
wych w kraju pozwoli na wnikliwsze i ostatecznie teore­
tyczne ujęcie owych prawidłowości, które zachodzą mię­
dzy dziełami a życiem — tak jednostki, jak i zbioro­
wości.
Jak już było mówione, nie mamy wypracowanej do­
tychczas w miarę wyczerpującej metody badania odręb­
ności terytorialnych w sztuce. Tym samym trudno jest
niezmiernie kusić się o teoretyczne ujęcie procesu, który
nazwaliśmy na wstępie pulsaeją czy też zmiennością
przestrzenno-czasowych granic występowania określo­
nych cech danej sztuki. Ale jeszcze trudniejsze jest pró­
bowanie określenia samej istoty tego procesu, który ogól­
nie przedstawić by można jako stałą przemianę zależnoś­
ci wewnętrznych pomiędzy poszczególnymi komponenta­
mi danej całości, uznanej za regionalną, odrębną w sto­
sunku do otoczenia. I tak, jeśli np. w okresie od 2. poł.
XIX do początków X X w. obserwujemy pomiędzy dwo­
ma zespołami A i B dosyć zasadnicze różnice na płasz­
czyźnie pewnego rodzaju sztuki zdobniczej (w zespole
A bujny rozkwit np. hafciarstwa, a w zespole B niedo­
rozwój tej twórczości), to już po upływie kilkudziesięciu
lat ten stosunek się zmienia. W zespole B następuje nie­
17

spodziewany wprost rozwój tej sztuki, gdy w zespole A
zanika ona gwałtownie.
Inny przejaw tych prawidłowości, to zmiany w za­
kresie konwencji plastycznych. I znowu odwołując się
do tego samego okresu stwierdzamy, że w zespole A ist­
niał wyrównany poziom umiejętności np. w dziedzinie
rzeźby, gdy w zespole B cieszyły się popularnością pra­
ce wysoko rozwiniętej stylistycznie rzeźby uprawianej
przez specjalistów. Po upływie kilkudziesięciu lat w ze­
spole A można obserwować silniejsze zapotrzebowanie
na taką rzeźbę rzemieślniczą — zawodową, lecz w tym
czasie mało już mającą wspólnego z autentyzmem sztu­
ki ludowej. Natomiast w zespole B zaczynają się poja­
wiać wyjątkowo intensywnie przejawy prac o cechach
jawnie prymitywnych, nie znanych w tej skali w okre­
sie wcześniejszym.
Podobne uwagi nasuwają się przy porównywaniu
przemian światopoglądowych grupy, manifestujących się
przede wszystkim w pełnionych przez dzieła sztuki funk­
cjach.
Wszystkie te przeobrażenia mają tę samą zasadniczo
naturę. Sprowadzają się one do wyczerpania określonego
zakresu potrzeb. Potrzeby nie wypełnione we wczesnym
okresie odzywają się w okresie późniejszym, nieraz ze
wzmożoną siłą. Jest to jak gdyby stałe dążenie do zaspo­
kojenia utajonych potrzeb artystycznych. Można by na­
zwać tę prawidłowość potrzebą rekompensacji albo dą­
żeniem rekompensującym. Zależnie też od trudności w
spełnieniu się owych potrzeb utajonych następuje w sy­
tuacji w miarę sprzyjającej swoista radykalizacja tego
ogólnego dążenia. Taki zresztą sens przeobrażeń w kul­
turze ludowej odkrywamy w stosunku do wszystkich
grup ludności chłopskiej, które po okresie silnych ogra­
niczeń rozwojowych w X V I — X V I I I w. dokonują w

17. Ostatnia wieczerza. Powierzchnia stołu z początku X I X w. Intarsja. Okolice Sanoka. Przejaw twórczości ludo­
wej nie nawiązującej do t.zw. regionalnych cech kultury ludowej. Muzeum w Sanoku

15

��II. 18, 19. Fragmenty obiektu z i l . 17

XIX w., gdy zmienił się system zależności ekonomicz­
nych (uwłaszczenie), owego zdumiewającego aktu pow­
szechnej aktywności we wszelkich dziedzinach twórczoś­
ci artystycznej.

*
Jeśli pominiemy fakt coraz mniejszych szans odtwo­
rzenia procesów kształtowania się tzw. cech regionalnych
w kulturze danej grupy terytorialnej, pozostaną i tak
doniosłe zagadnienia badawcze dotyczące sztuki ludo­
wej. Przypomnijmy tezę A. Kutrzeba-Pojnarowej sfor­
mułowaną w pracy o regionach etnograficznych. Autor­
ka wskazuje na czynniki aktywności poczynań regionalistycznych w różnych krajach europejskich w epoce wcze­
snego kapitalizmu. „Regionalizm jako prąd polityczny
i gospodarczy wyrósł z p r o t e s t u przeciw zbyt raptow­
nym procesom przemian kapitalistycznych. Był próbą ra­
towania minionych wartości; swoistym kompromisem po­
między postępem a cofającą się tradycją historyczną.
Szukano w nim lekarstwa przeciw b e z w z g l ę d n o ś c i ,
z jaką w okresie szalonego wzrostu wielkich ośrodków
przemysłowych i handlowych epoki imperializmu wszyst­
ko, co pozostawało w ich dalszym zapleczu — zwłaszcza
w okresie kryzysu gospodarczego — było skazane na po­
wolny uwiąd. Regionalizm jako prąd polityczny i go­
spodarczy epoki imperializmu przeciwstawiał m a ł e g o

c z ł o w i e k a p r o w i n c j i (podkreślenia moje, J.O.)
z jego doświadczeniami i tradycją historyczną" .
Wydaje się, że tezę tę można rozszerzyć na czasy
najnowsze. Jak wiadomo, w ciągu ostatnich kilkudzie­
sięciu lat odżyły na nowo fascynacje przeszłością, nie
wyłączając z niej owych treści wybitnie regionalnych.
Można by też sugerować, że mimo pozorów, a może dzię­
ki nim właśnie, i dziś w krajach socjalistycznych roz­
wija się w sposób szczególnie dynamiczny ów ruch, od­
powiadający wczesnym prądom regionalistycznym. Spo­
łeczne zagubienie jednostek i grup w swoistym zamęcie
towarzyszącym t.zw. procesom „wiodących" przeobrażeń
kulturalnych i gospodarczych nie omija systemu socjali­
stycznego. Dynamika rozwojowa tego systemu przypo­
mina nieraz swoim impetem, a nieraz nieskoordynowaniem (określenia te są nie najtrafniejsze) procesy towa­
rzyszące narodzinom społeczeństw przemysłowych w naj­
bardziej zaawansowanych pod względem rozwoju kra­
jach Europy. Procesom takim towarzyszy też zazwyczaj
produkcja dóbr kulturowych szczególnego zupełnie ro­
dzaju. Dla ich określenia stworzone zostało niegdyś po­
jęcie tandety, obecnie zaś bubli i chałtury. Pozwala to
rozumieć ową nieodzowną fascynację współczesnymi do­
brami, tymi najwyższego standardu (kult rzeczy), jak też
„muzealnymi", którym — mimo skromnych możliwości
technicznych — przysługiwać może miano wytworów
doskonałych.
1S

17

�18

�II. 21. Diabeł, fragment tatuażu, wyk. w 1967 r. (por. i l . 22). I I . 22. Mężczyzna tatuowany. Twórczość, której nie przysługi
miano „regionalnej", mieszcząca się jednak w terminie „rejon" (rejony współczesnej sztuki ludowej)

W świecie tych dóbr, szczególnie zaś artystycznych,
odnajdujemy swoisty azyl nadziei, niezbędny czynnik op­
tymizmu.
W sytuacji tej nie może pozostać sprawą najistotniej­
szą dla badań i popularyzacji plastyki ludowej skrupu­
latne lokalizowanie terytorialne dzieł oraz usilne regio­
nalizowanie ich cech. Tym bardziej że wartości tych
dzieł pojawiają się dziś niezależnie od tradycyjnych po­
działów terytorialnych kraju, obejmując cały obszar
Polski.
Osobnym zagadnieniem jest podział i korzystanie
z dochodu ogólnonarodowego. Pod koniec lat pięćdziesią­
tych, dzięki decentralizacji gospodarki funduszami, mo­
gły pojawić się realne materialne czynniki dopingu w
inicjowaniu licznych lokalnych przedsięwzięć kultural­
nych. Nieodłączne w takich przypadkach napięcia rywalizacyjne nie pozostały bez wpływu na wyłonienie się
nowych nieraz zupełnie wartości w kulturze ośrodków
prowincjonalnych. Dymarki w Słupi Nowej to jeden
z najbardziej przemawiających przykładów tych tenden­
cji. Podobnie rzecz się przedstawia w przypadkach orga­
nizowania w małych ośrodkach miejskich festiwali ka­
pel i występów artystów ludowych, pochodzących z róż­
nych części kraju. Efektem tego jest gwałtowny rozpad
tradycyjnych koncepcji regionów twórczości artystycz­
nej — pojawienie się ośrodków reaktywowania czy kul­
tywowania tradycji ludowych, rzadziej o charakterze par­
tykularnym, częściej zaś ogólnonarodowym.
Na koniec wypada powiedzieć, że łączenie się dwu od­
rębnych nurtów sztuki — ludowej i elitarnej — pozosta­
je nadal odległą perspektywą rozwojową procesów obej­

mujących zjawiska społeczno-kulturalne w Polsce. Sztu­
ka ludowa zakreśla coraz szersze rejony, czy też coraz
szerszym służy t&gt;dłamom społeczeństwa. Ale nasze szcze­
gólne położenie geograficzne i tradycyjny system war­
tościowania rokują, że większość propozycji sztuki eli­
tarnej — chociażby z zachodnioeuropejskich ośrodków
dyspozycyjnych — będzie u nas swoiście przetwarzana,
służąc rozwojowi konwencji
strywializowanych czy
uproszczonych, a więc mieszczących się w koncepcji roz­
woju sztuki ludowej. Powiedzmy jeszcze, że w progra­
mach rejonizacji twórczości ludowej w kraju zarówno
u reprezentantów etnografii jak i historii sztuki funk­
cjonują nieraz problemy pozorne, jak np. geografia iorm.
Natomiast umyka z pola zainteresowań zagadnienie
zmienności funkcji sztuki ludowej, sposobu jej przeży­
wania, charakteru jej wartościowania na płaszczyźnie
świadomości twórców i odbiorców.

PRZYPISY
1

A. Kutrzeba-Pojinarowa, Zagadnienie regionu w et­
nografii polskiej a współczesne
etnograficzne prace tere­
nowe na obszarze północno-wschodniego
Mazowsza (w:)
Kurpie
Puszcza
Zielona,
Wrocław-Wąrszawa-Kraków

1962, s. 21—33.
Por. J. Chałasiński, Kultura
1968; J. J. Wiatr, Naród i państwo,
2

3

J. Grabowski, Sztuka

i naród, Warszawa
Warszawa 1969.

ludowa, formy i regiony

w

Polsce, Warszawa 1966.
4

Por.

J. Grabowski, Dawna polska rzeźba

ludowa,

Warszawa 1968, s. 11.
Tamże, s. 13.
5

19

�I I . 23. Rysunek na szybie sklepu „w remoncie", wyk. w 1965 r. Warszawa

6

Tamże, s. 13.
' Tamże, s. 6.

8

14

Por. dokumentacja kartograficzna w Bibliotece
Uniwersytetu Warszawskiego.

Por. J. Grabowski, Sztuka

ludowa... s. 390, i l . 300;

tenże, Dawna polska... s. 31—32, i l . 92—93.
J. Grabowski, Dawna polska..., s. 31—32.
9

nusekiewiezowa, Sztuka

10

J. Grabowski, Sztuka ludowa..., s. 392.
Por. K. Piwocki, O historycznej genezie polskiej
sztuki ludowej, Warszawa 1953, s. 31—47; Zakres
poję­
1 1

cia sztuki ludowej, „Pol. Szt. Lud.", R. X X I , 1967, nr 4.
12

Szerzej omawiam te sprawy w pracy:

artystyczna

ludności

-Kraków, 1971.
Por. tamże.
M

kurpiowskiej,

15

Por. R. Reinfuss, J. Swiderski, Sztuka ludowa w
Polsce, Kraków 1960, is. 100—110; A. Jackowski, J. Jar-

Kultura

Wrocław-Warszawa-

ludu polskiego, Warszawa 1967,

s. 491—492.
Wszystkie wymienione określenia pochodzą z: J.
16

Grabowski, Dawna polska...
Por. M. Biernacka, Wsie drobnoszlacheckie na Ma­
zowszu i Podlasiu, Wrocław-Warszawa-Kraków 1966; J.
17

Olędzki, Sztuka Kurpiów,
1 8

A.

Wrocław 1970.

Kutrzeba-Pojnarowa.

Zagadnienie

regionu...

s. 26.

Fot.: autor — il. 1, 2, 4, 7, 8, 10, 14, 15, 21—23; Piotr Barącz — i l . 17—19; Jan Swiderski — il. 12; Sławo] Szynkiewicz — il. 3;
Lech Mróz — il. 13; E . Falkowski — il. 9; Piotr Szacki — i l . 16; reprod. z: P. Galaunie, Skulptura (w:) Lietuvlu Laudles Menas,
Vilnius 1963 — il. 11; rys. Antonina Hass — il. 5, 6, 20. Rysunki pochodzą z: Adam Chmiel, Rzeźnicy krakowscy, Kraków 1930 —

il. 5, 6, 20; F . Kotula, Cechowe znaki i tłoki pieczetne w Muzeum Rzeszowskim, Warszawa 1951 — il. 20; K . Arlamowski, Dzieje
przemyskich cechów rzemieślniczych w dawnej Polsce, Przemyśl 1931 — il. 20.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11433" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11411">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/87e55d97d9b196d3b193a42188e84c03.pdf</src>
        <authentication>66e1349b54a4bb4fdceec35362457737</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136231">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3310</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136232">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136233">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136234">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.253-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136236">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136237">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136238">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136239">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

*

P

E

3

Ю

M

Е

SUMMARY OF ARTICLES
A n t o n i
Króli
— P R O B L E M S OF C O N T E M P O R A R Y
L E M K O C U L T U R E O N T H E E X A M P L E OF T H E M U S E U M
IN ZYNDRANOWA
T h e Regional M u s e u m of L e m k o Culture and W a r M e m o r y
i n Z y n d r a m o w a , a village near D u k l a pass, has been r u n n i n g
since 1908. T h e m u s e u m was established b y volunteer activists
a n d t i l l полу has been w o r k i n g w i t h o u t any f i n a n c i a l help from
the g o v e r n m e n t . A n u m b e r o f volunteers (Pawol Stefanowski,
M i c h a ł D o ń s k i , Teodor K u z i a k ) founded the small museum i n
an o l d L e m k o h u t . The ethnographic exposition is n o t large
for i t numbers around 1500 exhibits w h i c h make np the recon­
structed f u r n i s h i n g o f the L e m k o &lt; handier. T h e other part of
the exposition commemorates the eomnion f i g h t o f Polish.
Soviet a n d Chechoslovakian soldiers al D u k l a pass (the Leinkos
f o u g h t in a l l these armies).
The museum owes its particular character t o the e x h i b i t s .
A p a r t from the Song and Dance Group . , k o n i k o w y m i / ' i t is the
o n l y centre g r o u p i n g the Leinkos. Despite the fact t h a t there
l i v e over 200 thousand Lemkos in Poland the}' do not posseoss
ail}" status of n a t i o n a l m i i i o i i l y . What is more, the}' arc referred
to as t h o U k r a i n i a n s , which is against their w i l l and national
consciousness. Therefore, the Museum i n Z y n d r a m o w a acts as
a substitute o f the n o n - e x i s t i n g L e m k o Society. There coine
Leinkos b o t h from Poland anil abroad. T h o visitors are guided
b y Teodor Goez, who has been \ o l u n f a r i l y r u n n i n g the museum
f r o m the v e r y beginning.
T h e a u t h o r propagates the idea to establish tho Society of
Friends o f the Museum in Z y n d r a m o w a w h i c h could become
a, legal p r o p r i e t o r o f tho Museum. I n t h a t case, i t w o u l d be possi­
ble to gain some f i n a n c i a l a.id t o m a i n t a i n a n d on large the museum.

i n 1692 a p a r t o f the diocese o f the Greek-Catholic b i s h o p r i c
A l t h o u g h the p a i n t i n g &gt;n this area greately distinguishes itsolf
w i t h certain regional peculiarities i t remains, howovor, w i t h i n
the U k r a i n e c u l t u r a l t r a d i t i o n .
I n the course o f 8ел-ега1 centuries the p a i n t i n g underwent
stylistic transformations different for oaoh period. T h e a u t h o r
b r i e f l y characterizes these transformations describing b u t the
features i n his eyes t y p i c a l for given periods. I n this v i e w syst e m a t i z a t i o n of m o n u m e n t s is essential for d a t i n g p a r t i c u l a r
ones, t h o u g h o n the other hand i t is encumbered w i t h subjoctive
e v a l u a t i o n . This concerns m a i n l y the 15th and 16th century
b u i l d i n g s , since there are prese^-ed no arehival materials telling
us about the O r t h o d o x churches' decorations.
The a u t h o r deals w i t h the p r o b l e m o f the influence o f other
artistic means on icon p a i n t i n g basing himslef on iconographic
analyses of chosen pictures. Angled i n suoh а луау they ргол'е
the contacts between the local л\'01^1юрм and a r t i s t i c centres
of B a l k a n countries and Russia from where there eame ieons,
their copies and miniatures as iconographic patterns.
The 17111 c e n t u r y , i n t u r n , showed a significant influence
of western, and i n c l u d e d i n i t Polish, a r t . T h i s seems clear i n
view o f t h o r o u g h transformations t a k i n g place i n the 17th­
-century p a i n t i n g i n the O r t h o d o x church a n d of direct contacts
of the artists w i t h the decoration o f Catholic churches. The
Polish influence is p a r t i c u l a r l y noticeable i n the 18th c e n t u r y
( p a i n t i n g ) . I t is largely due to the Polish influenee t h a t , m a i n l y
i n the 19th c e n t u r y , icon p a i n t i n g loses its peculiar formal a n d
p a r t i a l l y iconographic features. I t t h e n shows no stylo. How-ел-ег,
i t has t o bo remembered t h a t this is a n a t u r a l phenomenon i n
religious a r t c u l t i v a t e d as i f on m a r g i n of ther a r t i s t i c a c t i v i t y .
T.

R y s z a r d
B r y k o w s k i
—
SOME NOTES O N T H E
A R C H I T E C T U R E OF T H E L E M K O O R T H O D O X C H U R C H
The L e m k o o r t h o d o x church as a t y p e o f wooden church
architecture evolved i n tho 17th c e n t u r y a n d developed fully
i n d u r i n g tho n e x t one. I t was i n Poland whore i t d i d exist for
t h o longest t i m e for L e m k o wooden churches were raised t i l l
the m i d - 1 9 t h c e n t u r y .
T h e scholars dealing w i t h L e m k o c u l t u r e are of divergent
o p i n i o n as far as the o r i g i n o f the t y p e o f the Church a n d i t s
range are coneorned. Several types are t o bo d i s t i n g u i s h e d :
N o r t - W e s t e r n ( P o l i s h side o f the Carpathians a n d S l o v a k i a ) ,
Southern ( S l o v a k i a ) , S o u t h - E a s t e r n (Mukaczew i n the trans- C a r p a t h i a n R u t h e n i a ) , N o r t h - E a s t e r n (tho P o l i s h Carpathians)
a n d N o r t h e r n (tho P o l i s h Carpathians).
T h e L e m k o o r t h o d o x ehurch is three-partite, w i t h a characte­
ristic body composed o f the q u a d r i l a t e r a l п а л е covered w i t h the
b r o k e n t e n t r o o f лл1пеЬ, i n t u r n , is cimvnod w i t h the Baroque
Ье11-1олуог. The i d e n t i c a l l y shaped choir, w h i c h is narrower and
1олуег, as ЛУе11 as the h i g h 1олл'Ог i n the f r o n t distinguish the
L e m k o c h u r c h from other sacral structures of the Eastern Church.
L e m k o churches wore p a i n t e d only f r o m the outside. T h e y were
located on l o w hills or m o u n t a i n ' s slopes, and always surrounded
by trees. I t m u s t be said t h a t they w'ero perfectly composed
against the landscape. I n fact almost every L e m k o village could
boast a c h u r c h w h i c h c o n s t i t u t e d for its i n h a b i t a n t s the centre
o f ,,their w o r l d " . Therefore, tho Polish Lemkos r e t u r n i n g t o
t h e i r f a m i l y lands at the b e g i n n i n g of the 1960s often started
from г о п о л а Ы 1 ^ a c h u r c h .
L i t t l e is k n o w n about founders and buildors o f L e m k o o r t h o ­
dox churches. One should d r a w a p a r t i c u l a r a t t e n t i o n t o w r o u g h t i r o n crosses, c r o w n i n g helmets, selni-bell-toлvors, free-standing
towers and c h u r c h y a r d gates. The crosses which aro of unique
beauty doseiwo a separate s t u d y .
I n Poland there have s u r v i v e d 69 L e m k o o r t h o d o x churches
w h i c h require special ca.ro a n d consideration adequate t o m o n u ­
m e n t s of the v a r i e d Polish c u l t u r e .
T h e presont a r t i c l o is based on the author's w o r k „ L e m k o
Woodon A r c h i t e c t u r e i n P o l a n d , Slovakia and Trans-Carpathian
R u t h e n i a " published b y the Ossolineum.

L o p a t k i e w i e z — CENTRES OF F O L K STONE­
W O R K I N CENTRAL LEMKO REGION

A t the t u r n of the 19th c e n t u r y there wore active stonec u t t i n g centres i n several villages i n the B e s k i d N i s k i (Bartne,
Przegonina, B o d a k i ) . T h e m a t e r i a l was b r o u g h t f r o m numerous
shallow m i n i n g s o f sandstone i n Magurycz W i e l k i a n d Magura
W a t k o wska.
Thore were active зел-ега1 sculpture partnerships, the f i r s t
of w h i c h was created i n the seeond h a l f of the 19th c e n t u r y .
The article contains m u c h valuable i n f o r m a t i o n about the names
and lh'es of partioular stonecutters (see the annex).
Sinee tho m i d d l e of the 19th c e n t u r y parallel}' to u t i l i t a r i a n
p r o d u c t i o n ( m i l l a n d h a n d m i l l stones, grindstones, Л У 1 К ^ 1 О 1 ^ )
there appeared sasral sculpture, ie. crosses, wayside shrines
лу^Ь figures. A t the t u r n o f the c e n t u r y there existed seven
shallow minings. R o u g h l y cut t o t h e a p p r o x i m a t e size of the
sculpture the stone was t r a n s p o r t e d o n sledges or horse c a r t
to the stone cutter's c o u r t y a r d . The stonecutter worked i n open
air using hammer, steal broad ehisels forged b y local black­
smiths, and the so-called „ w i n k i o l " (see the i l l u s t r a t i o n s ) .
E v e r y mine hod the so-called s h a n t y w h i c h is a sort o f sands­
tone chalet w i t h o u t a door, w i t h fire i n the m i d d l e and benches
a r o u n d the walls. L e m k o s ' s t o n o o u t t i n g craft foil i n t o decay
together w i t h the mass expel of the Lemkos i n the years 1944—
47.
Z.

S z a n t о r — SETTLEMENT FROM T H E SOUTH I N
THE BESKID NISKI A N D SĄDECKI MOUNTAINS

-

R o m u a l d
B i s k u p s k i —- T H E L E M K O I C O N P A I N ­
T I N G F R O M T H E 15th T O T H E F I R S T H A L F O F T H E
18th C E N T U R Y
The author s y n t h e t i c a l l y presents the h i s t o r y o f icon p a i n t i n g
since the 15th t i l l the first h a l f of the 18th century i n the L e m k o
c o u n t r y w h i c h once c o n s t i t u t e d the л\ев1егп p a r t of t h e o l d
O r t h o d o x bishopric of P r z e m y ś l a n d after the U n i a t e synodo

Settlement i n tho Eastern a n d N o r t h e r n Carpathians луа.ч
multiphase and m u l t i d i r e c t i o n a l ; moreover, i t goes back i n t o
the prehistoric times. I n the areas o f the Beskid N i s k i and B e s k i d
S ą d e c k i due to the topographical features there always predominated m i g r a t i o n f r o m the East.
Intense settlement i n the m o u n t a i n areas took plaee between
the 16th and 17th centuries. I t was i n this period t h a t the a c t u a l l y
e x i s t i n g villages wore created. T h e i m m i g r a t i o n лл-as cuased b y
the wcjrsening o f the s i t u a t i o n i n H u n g a r y . Most affected лл'оге
the followers o f the O r t h o d o x church (since the 15th c e n t u r y )
a n d the village p o p u l a t i o n ( p a r t i c u l a r l y i n the 16th c e n t u r y ) .
A t the same t i m e m o u n t a i n land owners i n the Polish a n d L i ­
t h u a n i a n C o m m o n w o a l t h w a n t i n g t o make their properties
p r o d u e t k ' o t e m p t e d the settlers Л У ^ Ь convenient conditions.
Moreover, the Valcohian L a w according t o which villages wero
founded was very favourable.
T h i s immigrationa.1 d i r e c t i o n is p a r t i c u l a r l y i m p o r t a n t for
the c u l t u r e o f later L e m k o s ' c o u n t r y . I t accounts for strong
c u l t u r a l similarities лл-ith К1ол ак1а (at the t i m e r e m a i n i n g w i t h i n
H u n g a r y ) and differences between t h e m and settled i n the
-

253

T

�East

Bojeks whose predecessors h a d come f r o m the N o r t h . The
sacral a r t reveals Southern t r a d i t i o n s i n tho concept o f a tower
placed over t h e entrance t o t h o L e m k o s ' church, v e r y popular
i n Zakarpacio and Slovakia. One m a y also expect relations
w i t h the centres i n the Southern parts o f the Carpathians, p a r t i ­
c u l a r l y the monasters i n Snina, K r a s n y B r ó d and B u k o v s k i e
Horce near S t r o p k o v o a n d visible m a i n l y i n tho f i r s t phase o f
the settlement (the 15th and 16th centuries).
S.

Leszczycki
— T H E PHYSIOGNOMY
PRE-WAR LEMKO VILLAGES

OF

THE

The materials dealt w i t h i n the article come f r o m the years
1934—45. T h e y are the result o f the research carriod out under
the d i r e c t i o n o f the A u t h o r authorized b y the Commision for
the Research o f E a s t e r n Lands, L e m k o s ' section i n K r a k ó w . I t
covered the area o f the Carpathian M o u n t a i n s between the
Dunajec a n d tho Solinka and included 114 villages. The survey
retained the pre-war a d m i n i s t r a t i v e divisions and names.
The research t o o k account of the goographic location, econo­
m i c a l structure (culture, c u l t i v a t i o n s , use o f woods, etc.), t y p e
of dwelling and f a r m buildings, life conditions. The article is a v e r y
valuable source o f i n f o r m a t i o n . Moreover, it presents photo­
graphs f r o m the p e r i o d .
S e w e r v n

A.

W i s 1о с к i
—
RUSENKO

IWAN

JURIJEWICZ

I w a n J u r i j e w i c z Rusenko was b o r n i n the village K r a s n o
(Krosno d i s t r i c t ) i n 1890. H e was a teacher i n the Polish villago
L u t c z a t i l l 1946 w h e n he was resettled to the Western U k r a i n e .
H e also earned his l i v i n g as a teacher i n the village K a r l i w k a
(Tarnopol voivodeship i n the Soviet U n i o n ) . I t was i n the U k r a i n e
where he began to create due to his nostalgia for his o w n c o u n t r y .
H i s poems a n d drawings were about the Lemkos and their life.
H e published t h e m i n the C a r p a t h i a n - R u t h e n i a n
Calandar
p r i n t e d b y the American-Canadian , , L o m k o s o j u z " a n d i n the
„ K a r p a c a R u ś " w h i c h appears i n t h e West. I w a n J u r i j e w i c z
Rusenko died i n 1960.
Roman

Reinfuss

—

LEMKOS, M Y FRIENDS

R o m a n Reinfuss tells about his ,,adventure w i t h the L e m ­
k o s " , w h i c h has resulted i n a number o f significant ethnographic
studies a n d r i c h d o c u m e n t a t i o n ho collected before as well as
after the Second W o r l d W a r . The adventure began i n 1931 w i t h
his t a l k w i t h a shephord w h o m he met i n the mountains. The
friendly relations s u r v i v e d the w a r and post-war resettlement.
I n the s t o r y about the people he has m e t Reinfuss tells m u c h
about frankness a n d kindness o f the Lomkos and reveals character
of the i n d i v i d u a l s , themselves representatives o f one n a t i o n a l
group.
Wojciech

S a d o w s k i , J A N ŁABOWSKI. A FARMER
AND PAINTER

J a n Ł a b o w s k i was b o r n i n the village K r ó l o w a R u s k a i n
J a n u a r y 8, 1945. H e came f r o m a L e m k o f a m i l y , w h i c h was
resettled to Orzelec near G o r z ó w W i e l k o p o l s k i i n 1947. H e has
graduated f r o m p r i m a r y school and n o w owns the 8-hectaro
f a r m . The w o r k on the f a r m takes up almost a l l his t i m e and
a t t e n t i o n , so does his f a m i l y ; nevertheless, according to what he
says, p a i n t i n g is indispensable for h i m . W h o n p a i n t i n g — says
Ł a b o w s k i — I discover beauty i n the surrounding w o r l d . H e
started w i t h water-colour and now he paints i n o i l on w i g a n .
H e makes brushes himself from h u m a n hair.
The ethnographic gallery o f the D i s t r i c t Museum in Go.'zow
is i n possession o f 21 pictures b y Ł a b o w s k i .
Seweryn
A. W i s 1о с к i — NOTES ON T H E BIO­
G R A P H Y O F N I K I F O R D R O W N I A K , C A L L E D ,,OF K R Y -

ШСА";
NOTES

A. J a c k o w s k i ,
J. J a r n u s z k i e w i c z
—
O N N I K I F O R ; A. J a c k o w s k i
—
ANDRZEJ
BANACH'S „NIKIFOR".

I t is a set o f articlos dedicated to a splendid , , n a i v e " p a i n t o r
who died i n 1968, a n d was a L e m k o l i v i n g i n a famous Polish
spar, K r y n i c a . N i k i f o r knew o n l y his m o t h e r ; the defect o f speech
made hie contacts w i t h the surrounding people d i f f i c u l t . Since
y o u t h he begged and p a i n t e d . A f t e r the war he was deported
a n d afterwards r e t u r n e d to K r y n i c a where his w o r k met w i t h
a g r o w i n g interest. H e gained his w o r l d w i d e fame thanks to the
e x h i b i t i o n s i n L o n d o n , Paris, N e w Y o r k , Sao Paolo, T o k i o a n d
Zagreb. W i s l o e k i discusses the artist's links w i t h his home and
the L e m k o s i n K r y n i c a . B o t h J a c k o w s k i a n d Jarnuszkiewicz
describe their encounters w i t h N i k i f o r , g i v i n g thus tho charac­
teristics o f his personality. The last of the articles is the review
of Banach's book published i n Warsaw i n 1984. I t contains
a groat n u m b e r of b e a u t i f u l illustrations w h i c h b r i n g f o r t h the
figure o f the paintor. Jackowski's c r i t i c i s m , however, points
to the fact t h a t the author does not discuss N i k i f o r ' s l i n k s w i t h
tho L e m k o s ' c o m m u n i t y .
A.

K r o h

—

T H E LEMKO COUNTRY I N THE POETRY
OF J E R Z Y H A R A S Y M O W I C Z

Jerzy Harasynowicz's p o e t r y is d o m i n a t e d b y the L o m k o s '
theme. G i v e n an almost t o t a l lack of l i t e r a t u r e on tho L e m k o
(both scientific and f i c t i o n ) , Harasymowiez's poems are for
the Polish readers the o n l y source of knowledge about t h e i r
country.
I n the pooms of the 1950'one detects, f i r s t of all, nostalgy.
There predominate picturesque descriptions of ruined O r t h o d o x
churches, b u r n t d o w n villages, deserted comentaries. One can
sometimes notice i n those poems a certain desdain for religious
symbols and f a i t h , lack o f understanding o f the L e m k o s ' tragedy,
a k i n d o f a p p r o v a l o f the s i t u a t i o n . T h o problems of l i v i n g L e ­
m k o and o f their lives appear o n l y i n tho poems published
i n 1982 and 83 (Wesele rusałek — „ U n d i n e s ' W e d d i n g " a n d Cała
góra barwników — „ A Heap o f P e r i w i n k l e s " ) . W e notice Harasy­
mowiez's self-admiration for his c r e a t i v i t y and c o n v i c t i o n t h a t
i t is i m p o r t a n t for the Lemkes. The image o f t h e i r c o u n t r y emer­
ging i n Harasymowiez's poems does n o t reveal a n y d r a m a t i c
featuros; i t is smooth and even false. I t w i l l change, perhaps,
i n the poem, already promised b y Harasymowicz and called
Lichtarz rusałek ( „ U n d i n e s ' Candlestick"), and dealing w i t h the
d e p o r t a t i o n o f the Lemkos.
Zofia

Rzanter
— THE ORTHODOX CHURCH I N
P R Z Y S Ł O P A N D ITS R E N O V A T I O N

I n 1981 and 1982 summer holidays there were organised
volunteer actions to renovate the o r t h o d o x church i n the village
Przyslop ( N o w y Sącz voivodeship).
B u i l t i n 1756 b y the masters J a n and D a n y i l , the church
is one of t h e oldest and most v a l u v b l e monuments i n the B e s k i d
N i s k i m o u n t a i n s . I t was founded b y „ W i k t o r , the noble standardkeeper o f Makowsko ( ) " . The church was i n danger o f collapsing
due to inappropriate maintaince and location. I was d u r i n g the
r e n o v a t i o n t h a t the b u i l d i n g was liftod a n d straingtoned, parts
of the floor and roof replaced and proper foundations l a i d . The
area around the church was profiled. The iconostasis and i n t e r i o r
furnishings were also renovated. More t h a n 150 people f r o m
various students' scholarly groups and t o u r i s t clubs p a r t i c i p a t e d
i n tho works, w h i c h were all volunteer, w i t h one exception
only, t h a t is a carpenter master p a i d b y tho M i n i s t r y of Culture.
The action i n question was analogous to tho ones carried
out b y t h e F r e n c h organisation R E M P A R T . itself member o f
I C O M O S . U n f o r t u n a t e l y , i n spite o f the fact t h a t the r o n o v a t i o n
was completed efficiently and engendered a groat interest i n
students' m i l i o u , none o f t h e state i n s t i t u t i o n s d i d p a y a n y
a t t e n t i o n to our a c t i v i t y .

PE3 Ю ME
Ан т о н и К р о х
— ПРОБЛЕМЫ
СОВРЕМЕННОЙ
К У Л Ь Т У Р Ы ЛЕМКОВ НА ПРИМЕРЕ МУЗЕЯ В ДЕ­
РЕВНЕ ЗЫНДРАНОВА
В деревне Зындранова, расположенной вблзи Дук е л ь с к о г о п е р е в а л а с у щ е с т в у е т с 1968 г. Р е г и о н а л ь ­
н ы й м у з е й л е м к о в с к о й К у л ь т у р ы и п а м я т и воеыны&gt;:
лет. Музей создан по инициативе общественности и по
сей день действует без в с я к и х ассигнований и помощи
со с т о р о н ы г о с у д а р с т в а . Г г у п п а д е я т е л е й ( П а в е л С т е 254

ф а н о в с к и , М и х а л Д о н ь с к и , Т е о д о р К у з я к и др.) о с н о ­
вала небольшой музей, помещающийся в
маленькой
лемковской хате.
Скромная этнографическая
экспо­
з и ц и я М у з е я ( о к . 1500 э к с п о н а т о в ) о т о б р а ж а е т у б р а н ­
ство лемковской хаты. Вторая часть экспозиции по­
священа памяти совместной борбы польских, совет­
ских и чехословацких солдат (ламки воевали в р я д а х
этих армий) за Д у к е л ь с к и й перевал.
Н е о б ы ч а й н о с т ь М у з е я з а к л ю ч а е т с я не в его собра­
ниях, а в том, что Музей является единственным, на-

�р я д у с А н с а м б л е м Песни и т а н ц а „ Л е м к о в ы н а " , цент­
ром, о б ъ е д и н я ю щ и м лемков. В П о л ь ш е п р о ж и в а е т с в ы ­
ш е 200 т ы с я ч л е м к о в , н о , н е с м о т р я н а э т о , о!ни н е
имеют статуса национального меньшинства и причис­
лены к украинскому населению вопреки их
нацио­
нальному
самосознанию. Недостающий
орган
вроде
Лемковского союза заменяет им Зындранова.
Сюда
п р и е з ж а ю т лемки из-за рубежа. Гостей опекает Тео­
дор Гоч, к о т о р ы й с самого начала руководит Музеем
в порядке общественной нагрузки.
Автор статьи предлагает учредить Общество Дру­
зей Лемковского музея в Зындрановой
— организа­
цию, которая могла бы пользоваться правовым стату­
сом. О б щ е с т в о могло б ы с т а т ь з а к о н н ы м в л а д е л ь ц е м
Музея, что представило бы возможность организовать
п о м о щ ь д л я его с о д е р ж а н и я и р а с ш и р е н и я .
Р ы ш а р д
В р ы к ов с к и
— РАЗМЫШЛЕНИЯ
АРХИТЕКТУИРОЙ ЛЕМКОВСКИХ ЦЕРКВЕЙ

НАД

Лекозская перковь как тип деревянного церковного
с т р о и т е л ь с т в ! с ф о р м и р о в а л а с ь в X V I I в. и о б е л а п о л ­
н о е р й з в и т и е в X V I I I в. Д о л ь ш е в с е г о с у щ е с т в о в а л а
на
польских
землях,
где
лемковские
деревянные
ц е р к в и с т р о и л и с ь до с е р е д и н ы X I X в.
Мнения и-'следователей расходятся равно относи­
т е л ь н о в о з н и к н о в е н и я этого типа строительства, к а к
и его охвата. В ы д е л я е т с я несколько типов: северо-за­
падный (польская часть Карпат и Словакия), ю ж н ы й
(Словакия), юго-восточный (Мукачев в Закарпатской
Руси), северо-восточный (польские Карпаты), северный
(польские Карпаты).
Лемковскал церковь состоит из трех частей с ха­
р а к т е р н ы м массивом; его образует
четырехугольный
неф, покрытый ломаной шатровой к р ы ш е й , увенчан­
ной барочной
колокольной
башенкой,
аналогично
с ф о р м и р о в а н н ы й более узкий и низкий пресбитерий,
а перед фасадом высокая башня, отличающая лемковс к у ю ц е р к о в ь от д р у г и х с а к р а л ь н ы х п о с т р о е к в о с т о ч ­
ного обряда. Л е м к о в с к и е
церкви были
покрашены
только с внешней стороны, в н у т р и их не красили.
С т а в и л и ц е р к з и на н е б о л ь ш и х в о з в ы ш е н н о с т я х
или
н а с к л о н а х гор всегда в о к р у ж е н и и д е р е в ь е в . О н и п р е ­
красно гармонировали с пейзажем. Фактически церкви
строили в каждой деревне. Д л я жителей
деревни
она я в л я л а с ь центром „их мира". Поэтому возвращав­
шиеся в начале шестидесятых годов польские лемки
часто начинали „номую ж и з н ь " с ремонта церкви.
М а л о и м е е т с я д а н н ы х об о с н о в а т е л я х и с т р о и т е л я х
л е м к о в с к и х ц е р к в е й . Особого в н и м а н и я
заслуживают
кованые железные кресты, венчающие купола, коло­
кольные башенки, отдельно стоящие колоколенки, во­
рота церковных кладбищ. Эти непревзойденные
по
своей красоте кресты з а с л у ж и в а ю т специального опи­
сания.
В П о л ь ш е с о х р а н и л о с ь 69 л е м к о в с к и х ц е р к в е й , к о ­
торые следует о к р у ж и т ь т щ а т е л ь н о й заботой к а к р а з ­
новидность памятников польской культуры.
Статья написана на основе труда,
озаглавленного
автором Лемковекая деревянная архитектура в Поль­
ше, Словакии и Закарпатской Руси. Издано в Оссолинеум.
Р о м у а л ь д
Б и с к у п с к и
—
И С К У С С Т В О Л Е М К О В Щ И З Н Ы ОТ
В О Й П О Л О В И Н Ы X V I I I В.

ИКОНОПИСНОЕ
X V В. ДО П Е Р ­

Автор
статьи
синтетически
представил,
начиная
с X V в е к а до первой п о л о в и н ы
X V I I I века, историю
р а з в и т и я и к о н о п и с и на т е р р и т о р и и Л е м к о в ш и з н ы , к о ­
торая составляла западную часть давнего православ­
ного епископства в П а р е м ы ш л е , а затем
—
после
униатского
синода
(1692
г.) —
греко-католичеокого
епископства, Хотя живопись тех районов в значи­
тельной с т е п е т и о т л и ч а е т с я своего рода р е г и о н а л ь н ы ­
ми особенностями, то все ж е о н а составляет
часть
украинского культурного наследия.
Н а п р о т я ж е н и и н е с к о л ь к и х в е к о в стиль этой ж и ­
вописи подвергался изменениям. Автор к р а т к о опреде­
л и л и х х а р а к т е р , о п и с ы в а я и с к л ю ч и т е л ь н о те ч е р т ы ,
к о т о р ы е , по его м н е н и ю , я в л я ю т с я т и п и ч н ы м и д л я
данного периода. Систематизация строительного
ма­
т е р и а л а с этой т о ч к и з р е н и я необходима д л я у т о ч н е ­
н и я д а т и р о в к и о т д е л ь н ы х о б ъ е к т о в , по в м е с т е с т е м
о т л и ч а е т с я с у б ъ е к т и в н о с т ь ю оценки. Это в
первую
о ч е р е д ь к а с а е т с я п а м я т н и к о в с т а р и н ы X V в. и п е р в о й

п о л о в и н ы XVI в., п о с к о л ь к у с того в р е м е н и не с о х р а ­
нились
архивные
данные,
свидетельствующие
об
убранстве цзрквей.
Опираясь на и к о н о г р а ф и ч е с к и й а н а л и з и з б р а н н ы х
изображений, автор затронул проблему воздействия
других х у д о ж е с т в е н н ы х центров на ж и в о п и с ь лемков.
Проведенный
с этой т о ч к и з р е н и я а н а л и з
создает
возможность установить наличие контактов
местных
мастерских с художественными пентрами балканских
стран и Руси, откуда поступали
иконографические
образцы в виде икон, их копий и миниатюр.
Н о в X V I I в. с т а л о з а м е т н о з н а ч и т е л ь н о е в л и я н и е
западного искусства, в том числе поьского. Это вполне
естественно, если учесть к р у п н ы е перемены в ж и в о ­
п и с и В о с т о ч н о й ц е р к в и X V I I в., а т а к ж е в о в р е м я
непосредственных
контактов художников
и
более
близкого ознакомления иконописцев с декором като­
лических костелов. В л и я н и е польского искусства осо­
бенно' з а м е т н о в ж и в о п и с и
X V I I I в. В б о л ь ш о й мере
под влиянием
польского
искусства живопись
эта
т е р я е т о с о б е н н о в X I X в. с в о й с т в е н н ы е ей ф о р м а л ь ­
ные, а т а к ж е частично иконографические черты, ли­
ш а я с ь своеобразия своего стиля. Притом следует от­
метить, что
подобное
явление было
повсеместным
в искусстве религиозного харатера, которым
.выда­
ю щ и е с я д у д о ж н и к и з а н и м а л и с ь л и ш ь от с л у ч а я к с л у Ч1Ю, т а к с к а з а т ь , м и м о х о д о м .
Т а д е у ш
Л о п а т к е в и ч — НАРОДНОЕ КАМНЕ­
ТЕСНОЕ ПРОИЗВОДСТВО В ЦЕНТРАЛЬНОЙ
ЛЕМКОВЩИЗНЕ
В нескольких деревнях Нижних Беекид
(Бартне,
Пшегон'инна, Бодаки) на переломе
X I X и X X вв.
существовал крупный центр камнетесного
производ­
ства. Сырье добывали из многочисленных
посчаных
карьеров, р а с п о л о ж е н н ы х в полосе Магурича В е л и ­
кого и Магуры Вонтковской.
С с а р д и н ы X I X в. н а р я д у с п о т р е б и т е л ь с к и м п р о и з ­
в о д с т в о м ( м е л ь н и ч н ы е ж е р н о в а , б р у с ы , т о ч и л а и т.п.),
стала развиваться религиозная скультура. Создаются
кресты, придорожные часовенки с резным декором.
На переломе веков существовало 7 карьеров. Камень,
обколотый в форме близкой планируемой скультуре,
доставляли санями или подводами каменотесу. Каме­
нотес работал под о т к р ы т ы м небом, п о л ь з у я с ь молот­
ками, широкими стальными резцами, работы местных
кузнецов, а т а к ж е
т а к наз. „ в и н к л я м и " (ср. и л л ) .
В к а ж д о м карьере имелась так называемая „калиба'',
то есть род песчаного ш а л а ш а , без дверей, с к у з н е н ы м
г о р н о м по с е р е д и н е и д е р е в я н н ы м и с к а м ь я м и в д о л ь
стен.
Автор
статьи
описывает
историю
очередных
с к у л ь п т у р н ы х обществ. Первое было основано во вто­
р о й п о л о в и н е X I X в. С т а т ь я с о д е р ж и т много ц е н н ы х
сведений, к а с а ю щ и х с я личного состава обществ и био­
г р а ф и и о т д е л ь н ы х к а м н е р е з о з (см. п р и л о ж е н и е ) . Л е м ксвское камнерезное производство пришло в упадок
в
1944—1947 гг., Е С В Я З И
J массовым
выселением
лемков.
3 оф и я
Ш а н т ер
—
ЗАСЕЛЕНИЕ
И СОНДЕЦКИХ БЕСКИД С ЮГА

НИЖНИХ

Заселение Восточных и Северных Карпат велось
в о л н о о б р а з н о во многих н а п р а в л е н и я х , н а ч и н а я с д о и ­
сторических времен. На территории Н и ж н и х и Сондецких Боскид с самых р а н н и х времен
наблюдался,
в связи с резьбой местности, особенно сильный приток
н а с е л е н и я с юга.
Усиленно стали заселяться горные районы в X V —
— X V I I I в в . В то в р е м я в о з н и к л о б о л ь ш и н с т в о
су­
щ е с т в у ю щ и х по сей д е н ь д е р е в е н ь . П р и т о к н а с е л е н и я
был в ы з в а н все у х у д ш а ю щ и м с я внутренним п о л о ж е ­
нием Венгрии. Особенно ухудшалось положение пра­
в о с л а в н ы х ( н а ч и н а я с X V в.) и д е р е н е н с к и х ж и т е л е й
( о с о б е н н о в X V I в.). В т о ж е в р е м я в г о р н ы х р а й о н а х
Речи Посполитой землевладельцы стремились освоить
свои земли и сооблазняли поселенцев б л а г о п р и я т н ы м и
условиями, а т а к ж е выгодным в а л а ш с к и м нравом, на
основа которого строились деревни.
Такое направление поселенчества оказалось
осо­
бенно в а ж н ы м для позднейшего развития лемковской
культуры. Этим объясняется тесная к у л ь т у р н а я связь
со С л о в а к и е й ( п р и н а д л е ж а в ш е й в
рассматриваемый
период к Венгрии) и р а з л и ч и я по с р а в н е н и ю с сосед-

255

�ними г в о с т о к а б о й к а м и , п р е д к и к о т о р ы х
прибыли
главным образом с севера. К сакральном
искусстве
примером прочности ю ж н ы х традиций является кон­
цепция башни над входом в лемкоескую церковь, по­
всеместно распространяемая в Закарпатье
(Закарпат­
ская область) и в Словакии. Можно т а к ж е полагать,
что с у щ е с т в о в а л а
связь
с иконописными
центрами
в
южной
части Карпат,
особенно
с
монастырями
в Снине, К р а с н о м Бродзе и Буковской Горце
близ
Стропкова, п р е ж д е всего в н а ч а л ь н о й ф а з е
заселения
( X V — X V I вз.).
С т а н и с л а в
Л е щ и ц к и
ЛЕМКОВСКОЙ ДЕРЕВНИ

— ОБЛИК

ДОВОЕННОЙ

Рассматриваемые в статье материалы датируются
1 9 3 4 — 1 9 3 5 гг. О н и б ы л и с о б р а н ы п о д
руководством
а в т о р а по п а р у ч е п и ю К а м и о с и и н а у ч н ы х и с с л е д о в а н и й
Восточных Земель, Лемксвское отделение в Кракове;
исследования велись на территории К а р п а т
между
Дунайцем и Солинкой. Исследования охватывали
114
деревень, причем исследователи придерживались до­
военного административного деления и довоенной но­
менклатуры.
В исследованиях учетиы географическое
положе­
н и е д е р е в н и , ее м е с т о р а с п о л о ж е н и е , э к о н о м и ч е с к и е от­
ношения (животноводство, земледелие, лесной промы­
с е л и т.д.), т и п ы д о м о в и х о з я е т в е н н ы х
построек,
условия жизни
населения. Текст
является
ценным
фактографическим материалом. Приложенные
снимки
п р и н а д л е ж а т к тому ж е периоду времени.
С е в е р и н
РУСЕНКО

А.

В и с л о ц к и

—

ИВАН

ЮРЬЕВИЧ

И в а н Ю р ь е в и ч Р у с е п к о р о д и л с я в 1 8 9 0 г. в д е р е в н е
К р а с н а , К р о е п е н ь с к о г о п о в и т а . Д о 1 9 4 6 г. о н б ы л у ч и ­
телем в польской деревне Лютча, затем был выселен
в Западную Украину, в деревню Короливка, Тарнопольского воеводства (СССР).
Тоскуя за родним краем, Русепко стал писать сти­
хи и рисовать, п о с в я щ а я свое творчество л е м к о в с к о й
тематике. Он п у б л и к о в а л свои т р у д ы в К а р п а т о р у с ском календаре, издаваемом
аме,рмканско-канадским
„Лемкосоюзом" и в газете „Карпацка Русь", издавае­
м о й н а З а п а д е . Р у с е н к о у м е р в 1 9 6 0 г.
Р о м а н

Р ей нф у с с

— МОИ ДРУЗЬЯ

ЛЕМКИ

Роман
Рейнфусе
рассказывает
историю
своего
„приключения с Лемковщизной", результатом которо­
го я в л я е т с я р я д в а ж н ы х э т а и о г р а ф и ч е е к и х
трудов,
а т а к ж е б о г а т а я д о к у ж е н т а ц и я , с о б р а н н а я д о .и п о с л е
войны. Приключению положила начало встреча в го­
рах с овчаром, которая состоялась в
1 9 3 1 г. З а в я ­
з а в ш а я с я тогда м е ж д у ними д р у ж б а
продолжалась
в г о д ы в о й н ы и во в р е м я в ы с е л е н и я . П о в е с т в о в а н и е
о в с т р е ч а е м ы х тогда д ю д я х свидетельствует о привет­
ливости и радушии лемков. Автор подчеркивает ха­
рактерные черты отдельных лиц, я в л я ю щ и х с я
пред­
ставителями одной и той ж е национальной группы.
В о й ц е х
ПАШЕЦ И

С а д о в с к и — ЯН
ЖИВОПИСЕЦ

ЛАБОВСКИ,

ХЛЕБО­

Я н Л а б о в с к и р о д и л с я 8 я н в а р я 1 9 4 5 г. в д е р е в н е
К р у л ё в а Руска, в семье лемков. В
1 9 4 7 г. с е м ь ю в ы ­
селили в Ожелец
близ Гожова Велькопольекого. Ян
Лабовски окончил начальную школу и в настоящее
время ведет
8-гектаровое хозяйство. Свободного
от
работы и семейных забот времени у него остается н е ­
много, т е м н е м е н е е он у т в е р ж д а е т , ч т о
рисование
я в л я е т с я д л я него н е о б х о д и м о с т ь ю , что это з а н я т и е
помогает ему о т к р ы в а т ь красоту о к р у ж а ю щ е г о
мира.
О н (рисует г л а в н ы м о б р а з о м п е й з а ж и в т о н а х з е л е н и ,
белизны и бронза. Он начал с акварелей, а сейчас
рисует м а с л я н ы м и к р а с к а м и на ж е с т к о м
портняжном
п о л о т н е . К и с т и Л а б о в с к и и э г о т о в я е т сам иэ л ю д с к о г о
волоса.
В этнографическом отделении Гожовского Окруж­
ного музея находится собрание работ Лабоеского, на­
с ч и т ы в а ю щ е е 21 к а р т и н у .
С е в е р и н
А. В и с л о ц к и — Д О П О Л Н И Т Е Л Ь Н Ы Е
ДАННЫЕ К БИОГРАФИИ НИКИФОРА ДРОВНЯКА,
Н А З Ы В А Е М О Г О К Р Ы Н И Ц К И М ; А л е к с а н д р Я цк о в с к и, Я д в и г а Я р н у ш к е в и ч
— О НИКИФО -

256

Р Ё ; А. Й ц к о в е к й
НАХА

— ,.НИКИФОР" А Н Д Ж Е Я

БА­

Сбор|нИ1к с т а т е й , п о с в я щ е н н ы х л и ч н о с т и
умершего
в 1 9 6 8 г. в ы д а ю щ е г о с я „ н а и в н о г о " х у д о ж н и к а - л е м к а ,
проживавшего в известном польском курорте К р ы нице. Н и к и ф о р знал только свою мать. Порок
речи
чрезвычайно
мешал
ему
общаться
с
окружением.
С ю н ы х лет Н и к и ф о р нищенствовал и занимался ж и ­
вописью. П о с п е I I в о й н ы он б ы л в ы с е л е н , а позднее
снова в е р н у л с я в К р и н и ц у , где в ы з ы в а л все б о л ь ш и й
интерес.
В ы с т а в к и за рубежом, в Лондоне, П а р и ж е , Н ъ ю
Йорке, Сан Паулу, Токио и Загребе создали ему миро­
вую славу.
Вислоцки. п и ш е т о с в я з и х у д о ж н и к а с его р о д н ы м
д о м о м , со е Д е д о й л е м к о в в К р ы н и ц е . Я ц к о в с к и и Я д в и ­
га Я р н у ш к е в и ч п и ш у т о соих в с т р е ч а х с Н и к и ф с р о м ,
характеризуют его личность. Ц и к л статей
завершает
р е ц е н з и я н а к н и г у Б а н а х а , и з д а н н у ю в 1 9 8 4 г. в В а р ­
шаве. Книга содержит прекрасный богатый иллюстра­
тивный материал, который близко знакомит читателя
е л и ч н о е т ю х у д о ж н и к а . О д н а к о Я. Я ц к о в с к и у п р е к а е т
а в т о р а к н и г и в том, что он не у п о м и н а е т о с а я з а х Н и кифора с лемковской общественностью.
А н т о н и К р о х
— ЛЕМКОВЩИЗНА
ЕЖИ ХАРАСИМОВИЧА

В

ПОЭЗИИ

В поэзии Е ж и Харасимовича доминирует
лемковская тематика. Ввиду почти полного отсутствия лите­
ратуры,
затрагивающей
лемковекую
проблематику
(равно научной, к а к и беллетристической), с и х и Х а ­
расимовича часто я в л я ю т с я для польского
читателя
единственным источником сведений о Лемкозщлзпе.
В стихах п я т и д е с я т ы х годов доминирует
носталь­
гия. В т и х преобладают ж и в о п и с н ы е описания п р е х о ­
дящих в упадок перквей, с о ж ж е н н ы х
обезлюдевшлх
деревень, покинутых
кладбищ. Иной раз в
стихах
проскальзывает нотка пренебрежения к религиозным
символам
и верованиям,
непонимание
трагической
судьбы лемков, своего рода примирение с существу­
ющим положением вещей. Проблемы оставшихся при
ж и з н и лемков и их судьбы появляются л и ш ь в сти­
х а х , и з д а н н ы х в 1 9 8 2 г. и 1 9 8 3 г. ( „ С в а д ь б а р у с а л о к "
и „Гора барвинков"). В них словно чувствуется вос­
х и щ е н и е собственным творчеством и уверенность, что
оно играет существенную роль д л я Л е м к о в щ и з н ы .
Образ Ломковщизны, возникающий при чтении Х а ­
расимовича, л и ш е н трагизма; он смягчен и порой со­
всем н е в е р е н . Б ы т ь м о ж е т образ этот станет и н ы м ,
когда выйдет из печати, обещанная
Харасимовичем
поэма „Подсвечник русалок", п о с в я щ е н н а я теме в ы с е ­
ления лемков.
3 оф и я
ЦЕРКВИ

Ш а нт е р

—

РЕМОНТ

ПРИСЛОПСКОЙ

В о в р е м я к а н и к у л а 1 9 8 1 — 1 9 8 2 гг. б ы л а о р г а н и з о в а ­
на о б щ е с т в е н н а я к а м п а н и я по ремонту старинной ц е р ­
кви в местности Прислуп, воеводства
НОЕЫ Сонч.
Ц е р к о в ь эта б ы л а построена в
1 7 5 6 г. м а с т е р а м и
Яном и Даниилом. Она принадлежить к
старейшим
памятникам Н и ж н и х Беокид. Основателем церкви был
„вельможный пан Виктор, хорунжий из Маковска(?)".
Ввиду
плохого
месторасположения
и
недосмотра
церкви грозило полное разрушение.
Во время ремонта
здание церкви было
поднято
домкратом и иыпрямлено, часть сруба и полы заме­
нили новыми, заложили крецкий фундамент. Терри­
торию вокруг церкви н а д л е ж а щ и м образом п р о ф и л и ­
ровали. Иконостас и передвижное оснащение интерь­
ера законсервировали. В общем, в ремонтных работах
п р и н и м а л о у ч а с т и е с в ы ш е 150 ч е л о в е к — ч л е н о в с т у ­
денческих
научных
кружков
различных
специаль­
ностей
и
туристских
клубов. Работы
выполнялись
в порядке общественной нагрузки, только мастерплотник был оплачен
В1аршавским М и н и с т е р с т в о м
куль­
туры.
К а м п а н и я по р е м о н т у б ы л а а н а л о г и ч н а
кампании,
проведенной французской организацией
„РЕМРАРТ",
которая является членом „ICO-MOC". Надо отметить,
что немотря на т щ а т е л ь н о проведенный ремонт и ж и ­
вейшее участие в работе студенческих кругов нр одно
государственное
учреждение
не
проявило
интереса
к нашей деятельности.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11432" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11410">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/27d7d4e87d280b276dd55dde90b2856b.pdf</src>
        <authentication>021a0ed566bedb68874f1aed02269032</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4669</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136223">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136224">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4337</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136225">
                <text>Kronika / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136226">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25, z.1 ; s.61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136227">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136228">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136229">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136230">
                <text>K

R

O

N

I

C z e r w i e c

Festiwale, dni folkloru
W dniach 5—7 czerwca odbyły
się w Ostrołęce „Dni kultury kur­
piowskiej". Otwarto wystawę sztu­
ki ludowej, przeprowadzono kon­
kursy kapel i śpiewaków ludowych.
11 czerwca tradycyjny jarmark
z udziałem twórców ludowych roz­
począł Dni Folkloru Opoczyńskiego.
Odbył się I I wojewódzki konkurs
poetów ludowych, konkurs śpiewa­
ków ludowych, przegląd kapel l u ­
dowych i zespołów regionalnych
Ziemi Opoczyńskiej. Otwarta była
wystawa wyrobów ludowych spół­
dzielni „Opocznianka".
*
14 czerwca rozpoczęły się Dni
Folkloru na Babimojszczyźnie. W
Babimoście otwarto wystawę sztu­
ki ludowej.
*
19 czerwca rozpoczął się IV Ogólnopolski Festiwal Folklorystycz­
ny w Płocku. Trzy dni trwały wy­
stępy zespołów regionalnych: pie­
śni i tańca, kapel ludowych, chó­
rów. Odbył się kiermasz wyrobów
ludowych z udziałem twórców oraz
pokaz mody wykorzystującej mo­
tywy ludowe. W Klubie MPiK otwarta została wystawa pn. „Pla­
styka obrzędowa Mazowsza", będą­
ca plonem konkursu zorganizowane­
go przez Muzeum Mazowieckie w
Płocku i Wydział Kultury PWB'
w Warszawie. 96 autorów nadesłało
531 prac. Przyznano nagrody Min.
Kultury i Sztuki oraz WRN w War­
szawie.
Inną wystawą była „Sztuka l u ­
dowa we współczesnym wnętrzu",
zorganizowana przez Cepelię. Odby­
ło się spotkanie z poetami ludowy­
mi i sympozjum naukowe na temat
„Folklor a amatorski ruch arty­
styczny.
Przybyłe na festiwal zespoły re­
gionalne występowały również w
Gostyninie i Sierpcu.
Od 19 do 21 czerwca trwał w
Tarnowie I Festiwal Folkloru Ziem
Nizinnych. 18 zespołów regionalnych
ubiegało się o nagrodę „Pawiego
Pióra". W kategorii zespołów „au­
tentycznych" zdobył ją Zespół Re­
gionalny Świetlicy w Jaworsku,
pow. Brzesko, a w kategorii zespo­
łów stylizowanych — Zespół Pieśni
i Tańca „Echo Strun" z Bogumiłowic. Festiwal Folkloru zamknął
trwające w dniach 14—21 czerwca
Dni Tarnowa.

Wystawy, konkursy
9 czerwca rozstrzygnięto kon­
kurs na dekoracje wnętrz domów
w Zalipiu. Przyznano nagrody Min.
Kultury i Sztuki.

K

A

1970

12 czerwca rozstrzygnięto kon­
kurs na malowanie wnętrz mieszkal­
nych i wzory kujawskie wysypy­
wane piaskiem. W imprezie zorga­
nizowanej przez Muzeum Kujaw­
skie we Włocławku wzięły udział
22 osoby z pow. włocławskiego.
Przyznano nagrody Min. Kultury i
Sztuki oraz WRN w Bydgoszczy.
15 czerwca rozstrzygnięto kon­
kurs na przedmioty sztuki ludowej,
ogłoszony dla południowo-zachodnich powiatów Kielecczyzny. Przy­
znano nagrody Min. Kultury i Sztu­
ki, WRN w Kielcach i Cepelii. W
dziale rzeźby pierwsze nagrody otrzymali: Józef Piłat i Adam Zegadło; w dziale tkactwa przyznano
drugą nagrodę Mariannie Łakomiec
z Beczkowa; w dziale garncarstwa
zwyciężył Eugeniusz Caban z Sę­
dziszowa za siwaki oraz za rekon­
strukcję średniowiecznych naczyń;
najładniejsze wycinanki
pokazała
Stanisława Waldon spod Mąchocic.
*
15 czerwca nastąpiło rozstrzyg­
nięcie dwu konkursów zorganizo­
wanych przez Muzeum w Żywcu.
Konkurs na rzeźbę ludową wygrał
Michał Boczek z Jeleśni, drugie
miejsce zdobył Jan Ficoń z Wie­
prza. W konkursie na ozdoby bi­
bułkowe uczestniczyło 11 kobiet z
terenu powiatu. Przyznano dwie
pierwsze nagrody: Anieli Widuch z
Sopotni Wielkiej i Joannie Barcik
z Rychwałdu.
*

Na Lubelszczyźnie
ogłoszono
konkurs dla młodzieży wiejskiej (do
30 lat) na wyroby sztuki ludowej:
ceramikę, tkactwo, kowalstwo ar­
tystyczne, wycinanki, plastykę obrzędową.
*

W Bukowinie Tatrzańskiej od­
był się czwarty konkurs gawędzia­
rzy i instrumentalistów ludowych
pn. „Sabałowe bajania".

*

Konkurs na wyroby sztuki l u ­
dowej ogłoszony w związku z Dnia­
mi Folkloru Pogórza Dynowskiego
obejmował w tym roku malowanki
ludowe, kwiaty i pająki. Konkurs
ogłosiło Brzozowskie Tow. Kultu­
ralne i Wydział Kultury PPRN w
Brzozowie.
*

Muzeum Narodowe w Łowiczu:
wystawa pn. „Polska wycinanka l u ­
dowa" będąca plonem ogólnopol­
skiego konkursu zorganizowanego
przez Cepelię.
Muzeum Etnograficzne w Toru­
niu: wystawa współczesnej sztuki
twórców wiejskich z Ziemi Bydgo­
skiej. Obok tradycyjnych działów
sztuki ludowej pokazano ekspona­
ty „sztuki jarmarcznej".
Białystok: pokonkursowa wysta­
wa tkanin ludowych regionu. Poka­
zano dywany dwuosnowowe, maka­

ty, bieżniki i krajki. Zgromadzono
na wystawie 122 prace 41 autorów.
W konkursie pierwsze miejsce zdo­
była Scholastyka Krupowicz z Ja­
nowa, a drugie — Zofia Pietrewicz
z Lipska.
Muzeum Śląskie we Wrocławiu:
wystawa pn. „Sztuka ludowa Środ­
kowego Banatu". Zbiory Muzeum
w Zrenjaninie (Jugosławia) były
wcześniej udostępnione w Muzeum
Górnośląskim w Bytomiu oraz w
Muzeum w Bielsku-Białej.
Bułgarski Ośrodek Kultury w
Warszawie: wystawa
bułgarskiej
sztuki użytkowej. W większości eks­
ponatów wykorzystane są wzory i
motywy ludowe.
Muzeum Polskie w Chicago: wy­
stawa 210 autentycznych wycinanek
kurpiowskich i łowickich oraz 300
wycinanek wykonanych przez dzieci
polskie w Stanach Zjednoczonych.
WDK Opole: X Wojewódzka
Wystawa Prac Amatorów-Plastyków Opolszczyzny. Spośród uczest­
niczących w ekspozycji 59 twórców
20 zostało wyróżnionych.
Zamek Książąt Pomorskich w
Szczecinie: IV Wystawa Twórczości
Amatorskiej Ludzi Morza. Pokaza­
no około 700 prac ponad 80 autorów.
Muzeum Pomorskie w Gdańsku:
wystawa kaszubskiej sztuki ludo­
wej. Na ekspozycję składały się ma­
lowane meble, tkanina i ceramika
kaszubska.
Tuchola: wystawa sztuki ludo­
wej Borowiaków, Kaszubów i Pałuczan. Równocześnie zorganizowa­
no kiermasz sztuki ludowej.
Muzeum Historyczne w Krako­
wie: wystawa rękodzieła artystycz­
nego z okazji 25-lecia cepeliowskiej
spółdzielni im. Stanisława Wyspiań­
skiego.
Świetlica PGR w Sannikach:
pokonkursowa wystawa pn. „Wyci­
nanki sannickie".
PDK w Szydłowcu: na wysta­
wie sztuki ludowej Ziemi Szydłowieckiej zgromadzono wyroby garn­
carskie, tkackie, rzeźbę.
Muzeum Regionalne w Siera­
dzu: z okazji 35-lecia działalności
Hieronima Muszyńskiego zorganizo­
wano wystawę przeszło 200 jego
prac ceramicznych.
Lublin: studenci z Koła Kraśniczan
zorganizowali
wystawę
sztuki ludowej Ziemi Kraśnickiej.
Krzesk, pow. Siedlce: pokaza­
no regionalne wyroby chałupnicze
wykonane na krośnie — dywany,
kilimy, makaty, zapaski.
MDK w Nałęczowie: wystawa
wycinanki ludowej. Podczas Dni
Nałęczowa odbył się też kiermasz
sztuki ludowej.
Szubin: wystawa pn. „Sztuka
ludowa Pałuk" — w ramach im­
prezy folklorystycznej „Wiosna na
Pałukach".
Brzeg: wystawa rzeźby ludowej
Leona Ozimka z Rybnej.
Z okazji „dni miejscowości" or­
ganizowano na terenie woj. lubel­
skiego wystawy wyrobów twórców
ludowych.
61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11431" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11409">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/683a2c377ecc15d4e5d4ff68cee5bba1.pdf</src>
        <authentication>3b1d447ff7585803cc69822f08387ecb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3315</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136213">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136215">
                <text>Wizje Ludwika Holesza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.13-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136217">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136219">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136221">
                <text>Aleksander Jackowski

WIZJE LUDWIKA HOLESZA

Jego

malarstwo

nazywają

naiwnym.

Ale

1

jeśli

mówić

naiwności, t o o d n i ó s ł b y m ją n i e d o o b r a z ó w lecz d o

d o chęci p o z n a n i a t o g o , co b y ł o , l u b t e g o , co i s t n i e j e p o z a
ziemską cywilizacją.
się n a u k o w c y ,

Przywykliśmy

chemicy

badają

d o t e g o , żo n a u k ą

naszą

zajmują

p i e r w i a s t k i , geologowie

z i e m i . A l e co m a r o b i ć g ó r n i k z a f a s c y n o w a n y

o

postawy,

dzieje

przeszłością, s k o r o

linki.

,,A

to było

t a k i e miejsce,

jakby jaka wyspa

szczęśliwa

n a ś w i e c i e , b o D o l i n a , o s ł o n i ę t a o d w i a t r u ze w s z y s t k i c h s t r o n ,
kazała s z y b c i e j róść t r a w o m i d r z e w o m . "

2

kieh

poza

j a k człowiek"

i ptaków,

których

Wśród paproci „wiolDolinką

„nigdzie

n a ś w i e c i e n i e m a " c z u ł się n a j l e p i e j . K o c h a ł t o m i e j s c e .
w

n i m ukrytych

Szukał

skarbów zbójeckich, o których opowiadał m u

n i g d z i e , w żadnej księgarni, a n i b i b l i o t e c e p u b l i c z n e j n i e może

d z i a d e k . Czasem b r a l nożyk do ręki i z k o r y l u b kawałków d r e w ­

znaleźć książek przedstawiających w i z j e e p o k i , w której p o w s t a ­

n a strugał p t a k i . Już n i e pamięta, c z y właśnie w t e d y , czy później

wał węgiel. Górnik — Holesz

wszyst­

g d y wracał w m a r z e n i a c h do D o l i n k i —

dawniej

myśl, a b y ją namalować. Pociągała go m u z y k a . P o l a t a c h w s p o m i ­

t y m określeniu

nał: „Czasem było m i s m u t n o . N a j s m u t n i e j w t e d y , g d y j e d e n mój

kim

myśli i wyobraża

wyglądać. N a i w n e ,
jest

samodzielne

dotarcia

do

c z y t a , co m o ż e , alo p r z e d e

sobie j a k t o wszystko

musiało

j e ś l i się j u ż u p r z o m y p r z y

szukanie prawdy,

istniejących

i to nie tyle

wiadomości,

co

próby

k o l e g a przyniósł s k r z y p c e , co m u j o ojciec kupił, a l e m n i o n a w e t

wyobrażenie

nie pozwolił dotknąć. J a n i c n i g d y n i e miałem prócz tego nożyka

przez

przez

s o b i e , co i j a k m o g ł o b y ć . T a naiwność j e s t w i s t o c i e
jak

magia)

istnienie

wynikiem wiary

praw

wyobraźni,

pizyrody,

w

które

t a k a b y znane

logiczną
można

strukturę

sposób p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y . R z e c z

(podobnie
świata,

przewidzieć

n a m f a k t y wiązały

przyszła m u d o głowy

w

wysiłkiom

się ze s o b ą

t y l k o w t y m , że

do

s t r u g a n i a ptaszków.

W

faktów

roboty

p r a c o w a ł o d ś w i t u d o n o c y , n a k s z t a ł c e n i e się b r a k ł o i

czasu

najbardziej
3

chciałem

mieć

l a t a c h o k u p a c j i został w y w i e z i o n y
przymusowe

do Niemiec.

razem

„Myślenie

z bratem na

o Ptasiej

się b a l e m , c z y j e j n i e o k a l e c z y l i , c z y n i o w y p ł o s z y l i z n i e j p t a ­
ków. Zaraz j a k wróciłem poszedłem t a m i ucałowałem

nię i fantazję.

trawę."

przejawia

n i e t y l k o w myśli c z y słowie, ale i w w i z j i p l a s t y c z n e j . Sądzę,
ż e n i e p o p e ł n i ę b ł ę d u d o s z u k u j ą c się t r z e c h ź r ó d e ł
fantazji,

Holeszowskiej

t r z e c h c z y n n i k ó w , które m o g ł y określić j e j c h a r a k t e r .

Są t o : p o p i e r w s z e —

p a s j a p o z n a w c z a , d o c i e k l i w o ś ć , n i e skrę­

p o w a n a wiarą, biblijną koncepcją świata. P o d r u g i e —

folklor

Dolinie,

t o , że muszę d o n i e j wrócić, t r z y m a ł o m n i e p r z y życiu. Ciągle

i środków. M a j e d n a k o d dzieciństwa ciekawość świata, w y o b r a ź ­
J e s t t o p r z y t y m f a n t a z j a , która się

wtedy

Śniło m u się, że m a l u j e ,

śniły o b r a z y , D o l i n k a .

w

t y c h H o l e s z z n a n i e w i e l e . A l e skąd m a j e znać 1 Ż y c i e miał ciężkie,

A

s k r z y p c e i trochę f a r b do m a l o w a n i a . "

wiosenną

4

W r ó c i ł w 1945 r . M i a ł w ó w c z a s 2 4 l a t a . Ożenił się, zaczął p r a ­
cować w k o p a l n i „Moszczenica". O m a l o w a n i u n i e było
choć

często

dom.

Zaczął stawiać

w

o

Świerklanach

t y m myślał.
go

Trzeba

było

n a kawałku

Dolnych. W

istocie

najpierw

ziemi, który
były

to

mowy,

wybudować
żona

dwa domy,

miała
naj­

śląski, j a k n p . m i e j s c o w o l e g o n d y o p o s z u k i w a c z a c h zbójnickiego

p i e r w p r o w i z o r y c z n y , a b y b y ł o g d z i e mieszkać podczas

s k a r b u i t p . Po trzecie —

w ł a ś c i w e g o , t e g o „ n a całe ż y c i e " . P i e n i ę d z y m i e l i m a ł o , w s z y s t k o

wrażliwość n a piękno p r z y r o d y .

N a piękno t o wrażliwy był o d dziecka. Chodził z k r o w a m i
sąsiadów d o położonej

w pobliżu w s i , t a k zwanej

Ptasiej

Do­

więc robił s a m , p o p r a c y w

budowy

k o p a l n i . „ B u d o w a ł e m dziesięć l a t ,

mówił. Żona była obarczona r o d z e n i e m , a j a s a m robiłem

ceg-

13

�łę,

potem

drzwi,

wypolałem,

murowałem

ściany."

S a m robił

5

okna,

meble.

P e w n e g o r a z u znalazł w szybie
wyraźnie

odciśnięty

był

ślad

kawałek

jakiejś

węgla w

rośliny,

którym

paproci

—

jak

sądził. Zainteresowało go t o , wkrótce znalazł więcej t a k i c h ska­
m i e l i n ze ś l a d a m i z a m i e r z c h ł e j
myślałem

jak to

dawniej

przeszłości. „ 1 w t o d y sobie p o ­

b y ł o , że

i t a myśl n i e dawała m i s p o k o j u . "
dów. N a papierze

woskowanym,

6

musiał

istnieć

inny

świat

Zbierał o d c i s k i roślin,

owa­

który miał zawinięte

śnia­

w

danie odrysowywał w z o r y z większych brył i gromadził w d o m u .
Usiłował

na

podstawie

tych

sobie j a k wyglądała z i e m i a
rosły o g r o m n e
jawie.

fragmentów

dziejów

wyobrazić

w epoce karbońskiej, k i e d y

jeszcze

l a s y , p a p r o c i e . W y o b r a ż a ł t o s o b i e w e śnie i n a

Wyobraźnię

ma

konkretną,

umysłowość

racjonalną,

bez c i e n i a m e t a f i z y k i , częstych u górników zainteresowań
g i j n y cli

czy

okultystycznych.

Postanowił

swoje

wizje

reli­

,,Kar-

b o i i s k i e " namalować. Ale n a j p i e r w trzeba było ukończyć d o m .
Pierwsze
z

pokostem.

sobie

czarno-białe
Żona

sam, z

dala

krowiego

obrazy

malował

m u stare

mieszając

prześcieradło,

l u b końskiego

włosia.

Kiedy

już w y k o ń c z o n y

i s k o ń c z y ł y się n a j w i ę k s z e k ł o p o t y

żona

może już

uznała,

że

k i l k a olejnych farb —

zająć

sadzę

pędzle

się m a l o w a n i e m .

dom

I

erze

karbońskiej

był

finansowe,
Kupiła

mu

zieloną, czerwoną, fioletową, żółtą i b i a ­

łą. „ A l e , m ó w i H o l e s z , n i c t o j e s z c z e n i e w y c h o d z i ł o , b o
w

zrobił

były

bardzo

kolorowe

w t e d y poprosiłem żonę o 24 zestawy

drzewa
świecić.

f a r b za 220 złotych, żeby

były

warszawskie,

Boga,

t y l e pieniędzy, a d z i e c i o m t r z e b a n a c h l e b dać. M i e l i ś m y

już

piątkę

naszych

artystyczne,

i musiały

dzieciaków

olejne.
(...)

Żona

Zona

mówi:

sprawiła

Bój

mi

się

jednak

wielką niespodziankę. Myślała t a k : n i e p a l i , n i e p i j e , d o k n a j p y
nie
—

chodzi... I

kiedyś, j a k wróciłem

z pracy,

zamiast

obiadu

n a s t o l e s t a ł y f a r b y . J a k t o f a r b y z o b a e z 3 ' ł e m —• z a p ę d z e l k i

wziąłem

i próbuję

wychodziło

gamę

kolorów

wydostać.

od razu, chyba dlatego,

I

mnie

że f a r b y m n i e

to

jakoś

polubiły."

7

�I I . 1. L u d w i k H o l e s z z r o d z i n ą , k a d r z f i l m u . . G ó r n i k m a l a r z " ; i l . 2 — 4 . P r z y r o d a k a r b o n u , o l e j / p ł y t a p i l ś ń . , p r z e d 1 9 6 8 г.; i l . 5. E r a
karbońska, olej/płyta pilśń.,; w y m . 2 4 5 x 3 6 5 e m , 1 9 6 8 . O b r a z n a ścianie p o k o j u w m i e s z k a n i u m a l a r z a

M a l o w a n i e absorbowało j o g o m y ś l i , oglądał zebrane s k a m i o liny

(w

1967 r. widziałem

i c h u niego p o n a d

150) i

usiłował

s o b i e w y o b r a z i ć , c o się d z i a ł o p r z e d 2 3 0 m i l i o n a m i l a l . „ M y ś l a ł e m
s k ą d się w z i ą ł n a s z ukła.d s ł o n e c z n y , t e r o ś l i n y , n o s k ą d ?

Prze­

Koledzy

wyśmiewali

Poszedł wówczas
powiedział

—

się

do R y b n i k a

ciekawe.

z

niego,

przestali

do Muzeum.

Zaniósł

obrazy

go

odwiedzać.

Dyrektor,

redaktorowi

Właśnie o n , E d w a r d P o p p e k napisał p i e r w s z y

plastyk,
„Nowin".

artykuł o

Hole-

cież o z l o w i e k a w t e d y n i e b y ł o . W i ę c k t o j e zasiał, B ó g ? N o n i e ,

szu.

więc

niedziałek idę do k o p a l n i , a o n i m n i e n i e widzą, odchodzą n a

j a k to było?

więc i m a l o w a ł e m . "

Chciałem
8

I

t e n szyfr

odcyfrować.

t a k t w o r z y ł się ś w i a t

Myślałem

Holesza.

9

Ale: „Ludzie przeczytali

b o k . Zabolało m n i e

„Nowiny"

w niedzielę, a w p o ­

t o bardzo. Dlaczego? Zazdiościli, czy

co?

15

�П . 7. W i z j a ż y c i a n a i n n e j p l a n e c i e , o l e j / p ł y t a p i l ś ń . , w y m . 6 0 x 8 0 c m , 1 9 7 3 г.; i l . 8 . E p o k a k a r b o ń s k a I X , o l e j / p ł . ; i l . 9 .
Upadek

Ale

malować

przestałem.

ery karbońskiej.

Jednak

ciągnęło

Pojawienie

mnie.

rzeźba, w y s . 25 c m , o k . 1968 r .

się ssaków,

Żona

mówi,

i d l a t e g o j e g o k o n c e p c j e m o g ą się n a m w y d a ć n a i w n e . N i e

t y m a l u j j a k i n n i , l a n s z a f t y . N i e b a r d z o m i t o leżało, t o n i e t o ,

sobie

Poppek,

są

W

ż e się marnuję.. W i ę c z n ó w z a c z ą ł e m t e m o j e

końcu P o p p e k

tawiono

w

lepiej wiedział, n i e ? "

Muzeum.

Holesz

stał

się

1 0

znany,

więcej

kupowali, brali
i

szybciej.

na

Zaczął

się

w i d a ć g d y się j o z e s t a w i a
rannie,

listki,

kłącza,

wystawy.

Musiał

powtarzać.

wys­

przyrównywano

go d o O c i e p k i . Zaczęli przyjeżdżać d z i e n n i k a r z e ,
obrazy

malować.

Wkrótce obrazy

kolekcjonerzy,
więc

malować

Pierwsze obrazy,

z późniejszymi, były m a l o w a n e

paprocio

były

małe,

niomal

sprawy,

cząstkowe,

tych
to

usiłuje

tworzenie

syntezy

naiwnego

jakby

w

motyle.

tej fazie

malowania

patrzył

nieco

z bliższej

stwory,

powiększał,
odległości n a

swój i m a g i n o w a n y k a r b o n . F a r b a kładziona jest szybciej,
starannie
szych

(ił. 8). Zmieniła

czarno-białych

i

się

gama

kolorystyczna. Po

późniejszych

w

dominującej

T

mi

mniej
pierw­
tonacji

nim

sobie,

Wobec

że
tego,

a zewnętrzną

Ponieważ
swym

istnieje

torze

w

ziemia

przestrzeni

ukonkretnienia
obraźnia

zaczęło

eię

u

Holesza

z

potrzeby

przemyśleń. M y ś l inspirowała

konkretyzowała

się

w

obrazie.

t o g o , co n a m a l u j e , ponieważ g o t o w y

wizualnego

wyobraźnię,

Zawsze

był

z

przez

razem,

a
by

wy­

ciekaw

jądro

kula

stworzeniami."

kulą,
kurczy

która
się

się w o l n a

ziemska

powoli

i

między

przestrzeń.

porusza

Wystarczy

się

po

jednak,

że

przypadkiem

t ę s k o r u p ę i cała w o d a z o s t a n i e w e s s a n a d o ś r o d k a .
co

mówi

Holesz

o epoce

karbońskiej, którą

pachnie.

zieleni.
Malowanie

i

Jest

Konsekwen­

cją b ę d z i e z a n i k ż y c i a n a z i e m i n a s k u t e k b r a k u w o d y . . . A

wieczór

i

się

ktoś, z poszukujących r o p y n a oceanach, przebije

zielono.

czerwieni

ognistą

kosmicznej.

dzisiaj,

w gamie

—

ilości elementów
narodziło

skorupą z i e m i t w o r z y
przyciąganie,

słonko n i e świeciło, c i e m n o

rozegrane

była

dedukowal,

—

obrazy

dziejów.

doszedł d o t e g o , żc z a p a n o w a ł n a d i n n y m i

f i o l e t ó w , o r a n ż u i u z u p e ł n i a j ą c y c h j o z i e l e n i i b i e l i , p o j a w i ł y się
już n a długie l a t a —

naukę

g o n i e m o g ł y zjeść i n n e s t w o r z e n i a , b o j a k i n a c z e j b y p r z e t r w a ł

n i c się j e d n a k n i e d z i a ł o , w i ę c
elementy

,,W szystko

przez
obraz

d o d z i s i a j . P r z e z l a t a w s z y s t k o się z m i o n i a ł o , c z ł o w i e k s t o p n i a ­

boz planów bliższych i d a l s z y c h

Wszystkie

z niedostatecznej

zdaje

hipotez

to

stygnie.

płazy,

logiczny

jego

człowiek mógł być n p . chrabąszczem i mieć swój pancerz,

przeciętą o s t r y m s k a l p e l o m —

gady,

zweryfikowano

zbudować

ewolucjonistę;

Wyobraził

t e j roślinnej k u r t y n i e

się p o d s t a w ą

sta­

misterne,

H o l e s z zaczął wprowadzać w tę gęstwinę jakieś d z i w n e

n i e zawsze

faktów

całość p r z e d s t a w i a ł a p ł a s k o , f r o n t a l n i e m a l o w a n ą g ą s z c z , j a k b y
(il. 4). W

ż e f a k t y , k t ó r e stają

świeciły,
które

bo

Rosły

ściągały

otaczały

naszą

do

ciemności, j a k m a c i e j k a ,

wtedy
ziomi

miały

inny

kolor,

u l t r a f i o l e t przez

planetę... T a k a

jest

moja

sobie t o wyobrażam, ale c h y b a t a k w t e d y mogło

obraz inspirował jego w y ­

Oczywiście

Holesza

oto

„Wtedy

było n a z i e m i , rośliny n i e b y ł y j a k

one w

Rośliny

maluje:

musiał

także

co n a

ciągle

kłęby
fantazja,
być."

zainteresować

się

pary,
tak

1 1

kosmos.

obraźnię i myśl. W i z j e

k a r b o n u n i e wyczerpywały jogo zainte­

Nie

resowań. Powiedziałem

o jego pasji poznawczej.

gdyby

cywilizacją, w y c h o d z i też myślą k u przyszłości. J e s t więc wśród

miał szanse studiów, m ó g ł b y zostać n a u k o w c e m , f i z y k i e m , geo­

m a l a r z y n u r t u naiwnego („innogo") podobnie j a k Ociepka i Sówka,

logiem,

reprezentantem k i e r u n k u , który m y , z zewnątrz, m o ż e m y

16

przyrodnikiom, filozofom,

ale

Holesz

wykształcenia

nie

miał

t y l k o w i ę c m a l u j e co b y ł o , ale i co m o ż e b y ć p o z a

naszą

zak-

�т

�waliiikować
miasta

jako

science-fiction.

przyszłości,

niepodobne
zagrażało

założone

Maluje

na

więc ' l o t y

innych

kosmiczne,

planetach,

„całkiem

do naszych. T a k i e w których człowiekowi n i e będzie
żadne

niebezpieczeństwo.

(...)

Człowiek

jest

przeżyć 4 0 0 , 500 łat, t y l k o że d z i s i a j jest z a c h w i a n a
w p r z y r o d z i e : t l e n się w y c z e r p u j e

aby

ten &lt;lom

polskiego

zdolny

równowaga

o d t y c h wybuchów, o d spalin,

W

inteligencji"

wizją

kosmiczne

twórczą,

miczne

różnią

inspirowaną

mieszczą

się w

śladami

ramach

były

skamielin, natomiast

schematów

kos­

komiksowych,

ob­

r a z ó w s c i e n c e - f i c t i o n , f i l m ó w . Ilość w z o r ó w jest t a k a , że

praca

wyobraźni

samo­

malarza

polega

n a selekcji,

a nie tworzeniu

d z i e l n y c h w i z j i . Różnica jest także w t r a k t o w a n i u przestrzeni.
Jak
w

już

powiedziałem

„Karbon"

n i m głębi, planów

obrazach
w

przestrzeni

jest

płaszczyznowy,

malarskich, tymczasem

ludzie, gwiazdy,

kratery, maszyny

trójwymiarowej,

w

w

nie

kosmicznych

przedstawione

ujęciu

Przestrzenne
w

drewnie.

są

perspektywicznym,

jednak

inne

nie wizji,
znakiem,
W

zarówno

funkcje

symbolizuje.

niebo.

niż

w węglu j a k i w

obrazy.

Rzeźba nie pozwala

zmusza

Malarstwo

mają

ilustruje,

n a opowieść, n a

d o skrótu p l a s t y c z n e g o ,

wykonane

drewnie,

rzeźba

przedstawie­

d o posługiwania

się

symbolom.

pomalował

ją

rzeczywistości. Ciekawo
reprodukowana

obok,

olejno,

są k o m p o z y c j e

Ale w

obrazach

face,

t u zaś

tworzą

którą

należy oglądać, obracając
n a m wciąż

a b y bardziej

przedstawiająca

skiej.

zywała

pojawiały
ciekawą

się

z epoki

się z p r o f i l u

te podejmują

stworzyć

gactwem

naszej

wanej

czaso-przestrzenną,

profile

uka­

( i l . 9).

poszczególne

motywy

pomnik

węglowi,

gospodarki.

który

„Trzeba

jest
hołd

obrazów,

symbo­
jednak

największym

bo­

węglowi"

m ó w i . N i e c h się l u d z i e z a s t a n o w i ą , c o się z ł o ż y ł o n a

powstanie

węgla.

otrzymał w
oraz

niech

zdobią

mój

takiej

i publikacji,

z- B H Z

Ponadto

ewidencji

a

mnie,

o

nie

obrazów

„ D e s a " , że jego

poinformował

zenie

pytania

obrazy

że:
namalo­

1979 r. edznakę Zasłużonego Działacza

Kultury

odznakę

Zasłużonego

w

rozwoju

Województwa

Ka­

towickiego,
—

za swój t r u d górniczy o t r z y m a ł w
Pracy

—

1976 r. Order

Sztandaru

I Ikl.,

w 1982 r . d o c e n i o n o go n a w e t n a m i e j s c u , i otrzymał d y p l o m
zasłużonego d l a g r o m a d y

Świerklany

Dolne.

w R F N list z gratulacjami

o d ó w c z e s n e g o k a n c l e r z a H e l m u t a S c h m i d t a , że c ó r k a W e r o n i k a ,
p o d w p ł y w e m ojca też m a l u j e , r o b i niezłe l i n o r y t y , z p a s j i spo­
łecznikowskiej

uczy

dzieci

rysunku

r o l n i k a . N i e podał, że m i a l 9 w y s t a w
i

conajmniej

1 zagranicą

kowie,
całkiem
Dla

Rybniku, w
już

w

okolicznych

Klubach

indywidualnych w

kraju

( w R F N ) , że p r a c o j e g o z n a j d u j ą

kolekcji

solidnego

B y t o m i u , Zabrzu,

Zimmerera.

wieku,

zaczął

Nie

pedał,

budować...

się

Kra­

żo

mimo

trzeci

d i m

dzieci.

P R Z Y P I S Y
B . Surówka, W y s t a w a obrazów L u d w i k a Holesza,
„Malarz
„Dziennik Z a c h o d n i " , K a t o w i c e , 6.03.1970
A n d r z e j N i e d o b a , . Wizjoner
z Ptasiej
Doliny,
„Tygodnik
K u l t u r a l n y " , 17.08.1980 r.
1

naiwny",

j-w.
j-w.
U r s z u l a B i e ł o u s , Węglowe rzeźby, „ T y g o d n i k K u l t u r a l n y " ,
25.06.1972 r.
W y w i a d n a g r a n y przeze m n i e w 1967 r .
U . Bielous, j . w .
W y w i a d mój z 1975 r .
M . P o p p e k , Górnik i malarz,
„ N o w i n y " n r 6, R y b n i k , 1 9 6 8
W y w i a d mój z 1975 r .
U . Bielous, j . w .
j.w.
13 W y w i a d m ó j z 1 9 7 5 r .
3

4

5

6

7

8

9

1 1

„Chcę wyrzeźbić w węglu d i n o z a u r y , s y m b o l t a m t y c h , o g r o m dom."

1 3

Chcę,

1 2

F o t . : J . Tworek i l . 1 ; J . Świderski i l . 2—9

I I . 10. B r y ł a węgla z o d c i s k i e m p a p r o c i ,
znaleziona w k o p a l n i , kolekcja L u d w i k a
Holesza

18

Wie

że

moje

i rzeczy

1 0

j a k d o m 10 p i ę t r o w y ,

przed

2

składać

nyoh

b y ł cieślą g ó r ­

już n i e p o p r a w i a ,

karboń­

lizujące epokę, w której powstawał węgiel. H o l e s z chce
także

26 krajów.

l u b w skrócie e n

w ręku rzeźbę, t a k a b y
się

do

z drewna surowego, n p .
stwory

kompozycję

zmieniające

zbliżała

A rzeźby w węglu, m a t e r i a l e miękkim, łatwym w obróbce?
Rzeźby

tego było, i wystaw,
2000.

Na

m a l u j e zawsze o d lewej s t r o n y do p r a w e j

—

człowieka,

liście n a p i s a n y m

sposób".

w zbiorach muzealnych w : Warszawio,

d r e w n i e wykonał a u t o p o r t r e t , swoją głowę, n a t u r a l n y c h

rozmiarów,

swój

i t d . odpowiedział,

ponad

do

na

N i e p c d a l , że o t r z y m a ł p o w y s t a w i e

są t a k ż e r z e ź b y H o l e s z a , z w ł a s z c z a

Rzeźby,

—

„Eden

zakupy

prowadził, dużo

ma

c o z r e s z t ą n i e z m i e n i a f a k t u , iż s p u t n i k i w y g l ą d a j ą j a k d z i e c i n n e
b ą c z k i w k r ę c a j ą c e się w

oraz

namalował
poszły

przychodzie

z a p r a s z a ł m n i e d o p r z y j a z d u . M a l u j ę , p i s a ł „Stwoi

wystawy,

1 2

się o d k a r b o ń s k i c h , t a m t e

będą

górnika.

niczym), malował p l a k a t y B H P i t d . W

ogromne

Obrazy

do którego

1979 r , H o l e s z przeszedł n a e m e r y t u r ę . Zresztą już wcześ­

rokiem

toorię, z ksiąg n i e w y c z y t a ł e m . . . "

jak muzeum,

j a k było i podziwiać t r u d zw; kiego

n i e j o t r z y m a ł w k o p a l n i lżejszą pracę ( p r z e d t e m

g i n i e d r z e w o s t a n . I g d y b y n i e t a e r a karbońska, która zostawiła
z a p a s y t l o n u , t o b y dziś ż y c i e ustało. M a m taką swoją"

był

l u d z i e oglądać —

�Ewa Korulska

„NIKIFOR, OCIEPKO I JA". O STANISŁAWIE ZAGAJEWSKIM

i

S t a n i s ł a w Z a g a j e w s k i u r o d z i ł się 2 0 . 0 0 . 1 9 2 7 r . w

Warszawie.

M i a ł dwa- l a t a , k i e d y m a t k a pozostawiła, go p o d d r z w i a m i koś­
cioła ś w . B a r b a r y , p o l e c a j ą c
spędził

w

Kościelnym

opiece B o g a

Zakładzie

w

i ludzi.

botniczy
wórzu

Dzieciństwo

Ciechocinku,

później,

od

i zamieszkał

przy

Było
boret.

w

maleńkiej

u l . Prostej.

t a m miejsce

komórce

stojącej

na

pod­

,

tylko na prymitywne

T a m ' zaczął rzeźbić

w

ł ó ż k o , stół i t a ­

g l i n i e , dla. s i e b i e ,

z

absolutnym

1 9 3 5 r . b y ł u sióstr E l ż b i e t a n o k w G r a b i u k . T o r u n i a i t a m r o z ­

przekonaniem,

począł

naukę

więcej czasu przyjął pracę nocnego d o z o r c y w m l e c z a r n i . Rzeźbił

Domu

Brata

Był
wet

w szkole,

potem

w

1939 r. przeniesiono

Alberta w Warszawie,

pomocnikiem

kucharza,

gdzie pełnił różne

ogrodnikiom,

posługi.

introligatorem, na­

zdecydował

się

zdolności
na

u c z y ł się w

manualne i od dziecka

chętnie lepił

zawód

murarza

Szkole Rzemiosła

i

dekoratora.

w Warszawie,

w

1949 r .

Przez

dwa

poczem

pra­

cował j a k o m u r a r z p r z y r e k o n s t r u k c j i Starego M i a s t a ,

budowie

t r a s y W - Z i M D M . D l a n i e z b y t silnego, n i s k i e g o chłopca
wyczerpującą,

g l i n y . Z d o b i ! je z r o b i o n y m i z d r u t u ,

p r z e n i ó s ł się w i ę e d o P r a c o w n i

Instytutu

guzików

były

wręcz

więc

bez

trudu.

dziedzinie

Musiał j e d n a k

otwory.

Kiedyś
kilka

na

Prostą.

znakomite.

Byłem

Zagajewski

wstrząśnięty,
obdarty,

duże

ptaki

brudny,

zaroś­

praca

nięty. N a jego barłogu szron. Wszędzie rzeźby. W y n i ó s ł je do
f o t o g r a f i i , chciałem kupić jedną. „ N i e p o t o P a n Jezus dał m i
talent,

w

surowej

i koralików p a ­

Konserwa­

swe

zwłaszcza

mieć

Sztuki.

Poszedłem

zwrócono

uzdolnienia,

Aby

m i e s i ę c y n a s z a f i e , w r e s z c i e k t o ś z o r i e n t o w a ł się i w y s i a ł j e d o

ceramiki,

go

powołanie.

zaniósł k i l k a m a ł y c h p t a s z k ó w d o „ Z a c h ę t y " . T a m leżały

uwagę

przyjęto

właściwe

n i e z w y k ł e p t a k i , małe i duże, dochcdząco d o m e t r a , z

c j i Z a b y t k ó w . M i a ł r e k o m e n d a c j ę ze S z k o ł y , w k t ó r e j
n a jego

t o jego

l e m k a m i ( k w i a t a m i ? ) , które wtykał w specjalne

duże

z g l i n y różne k o g u t k i , p t a s z k i , zwierzątka. D l a t e g o

była

do

krawcem.
,,Miał

lata

go

że j o s t

opuścić h o t e l r o ­

powiedział,

koguty, w

żebym

zamian

go

sprzedał".

za potrzebny

Ałe

dzieciom

m u drut,

cekiny,

dawał
korale

i g u z i k i . Co k i l k a miesięcy przychodził d o I n s t y t u t u i s p o k o j n i e ,

19

1

��z godnością żądał, a b y j u t r o przysłać f o t o g r a f a , ponieważ będzie

szek śpiewa, kukułka c z y coś. I

„walić"

niem,

kiem

rzeźby. N i e

gotowe,
W

Był

by

swym

miał miejsca

rzeźbić

niego

i książki najważniejsze:

wieść

S c h u l z a Kamień

pełno p o w i n o w a c t w o
ze

życie, rozpierał
który

Moje

kilkoma,

książkami.

Benvenuto

życie

a l b u m Michała Anioła
Czytał

cierpienie.

ją w i e l e

Celli-

oraz

razy,

z g e n i a l n y m Włochem. Był mały,

złamanym

rzeźbienia,

młot­

nosem,

utykał

n a nogę,

g o t a l e n t , chęć r z e ź b i e n i a .

tłumaczył,

najbardziej

ale

śpiewem

„Jak

Leonardo,
i

więc

nowe.

d o b y t k u nie miał n i c , poza

t a m W i t Stwosz,

brzydki,

i g l i n y , rozbijał

każdy

artysta

odpowiada

jego

„Jest
musi

byłem

młody

Postać

piękna,

mi

ptak
się

pozostał."

twarze

twarz—maska

śniły.

diabła

Z

Bliskiego

(...)

teraz

to

j u ż n i e m a m t y c h s n ó w . D l a t e g o , że j a k c z ł o w i e k t w o r z y , p r a ­

po­

c u j e , t o n i e m y ś l i . J a k się n i e p r a c u j e , t o c z ł o w i e k d o ś ć c z ę s t o
m y ś l i . J a k p r a c u j ę , t o w o g ó l e n i e m y ś l ę , n i c m i się n i e p r z e d ­
stawia

(we śnie), żadna

zjawa."
MARZENIA

75 sposobów

talentowi".

to

t a k ja,kby t o n p t a k trzepota­
I

ciężkie

wybrać

taki,
„Dwunastu

Pokazałem

j e g o dzieła w C e p e l i i . Z w o ł a n o specjalną naradę, n i e

gada.

czuł

krępy,

miał

Wschodu.

odpędził

wiedziano

Szopka

to

Apostołów
(...)

Betlejemska

pierwsze

marzenie.

o d dzieciństwa

A

chciałem

drugie

zrobić

—

Boże

co o rzeźbach t y c h sadzić. Z a c h w y c i ł y rzeźbiarzy i architektów.

N a r o d z e n i e . N i e n a okres Świąt, t y l k o n a cały r o k i t o wielkości

Postanowiła

n a t u r a l n e j . Płaskorzeźby —

Z w i a s t o w a n i e , j a k A n i o ł się u k a z a ł ,

niemowlęcia

przez

i

dano

m u pomóc

Cepelia.

pokój, a później

Przyjęto

go

na

konwojenta

dzięki d y r . K a r n k o w s k i e m u otrzymał

mieszkanie

we Włocławku

Zakładzie

Ceramicznym

i pracę w
(1972

k i e r o w a n y m przez

jak w

kompozycjo,

c i ą g ł y m t r a n s i e , d z i e l ą c czas n a l e p i e n i e

kogut­

kościele. W

monialnie
przez

p r a c y m a często s y t u a c j o k o n f l i k t o w e , bezcere­

wyrzuca

kolegów
sprawę

W
Mater

z

wymiaru

Chrystusa

ciekawo

kursach

—

figurki,

„prywatne"

jego

modelowane

rzeźby. Jest

nie­

Kopernika,

robi

te­

wyobrażenia

t e m a t y , które poruszają

tematów,

Chopina,

wrażenio

aż d o bólu

konwulsyjnie

ujęcia

wykręcone

zwierzęta,

sugerowanych

Pana

rysować.

prace. Najlepsza
Ogród Oliwny.

na

kon­

Twardowskiego.

Jego

wiem

mniej

Bo

j a k się

projektuje

to

trzeba

człowiek

j a k a może być jest pierwsza myśl.

długo

zmienia
(...)

Już m a m p r z y s z y k o w a n e r o z m a i t e rośliny, p a l ­

m y , k a k t u s y , s k a ł y e h c ę p r z y s z y k o w a ć . T a m skał n i e b y ł o , a l e
chcę umieścić też zarośla, s t r u m y k — u p i ę k s z y ć , w z b o g a c i ć a r c h i ­
t e k t u r ę t e g o o g r o d u . D u ż o p t a k ó w c h c ę u m i e ś c i ć (...). E w a n g e l i a
m ó w i , że A n i o ł
powiedziane,

największe

Biczowanego;

Rzeźbi

próby

zdają

talentu.

k o m p o z ^ сjaeh

wyobraźnię.

ptaki,

swoje

r e l i g i j n a , żarliwe, ekstatyczne

Dolorosa,

jego

cepeliowskie

t r u d n y , s z c z ę ś c i e , że j e g o o p i e k u n o w i e

wielkich

matyka

pieca

i wstawia

zdyscyplinowany,
sobie

z

J a już

t o p r z y c h o d z i myśl nagła, m o m e n t a l n i e . N i e

myśleć,

k ó w w Zakładzie ( n i e n a w i d z i t e j pracy'.), rzeźbicnio i modlitwę
w

Heroda.

więcej j a k t o m a być, a reszta, t a k i e l u k i , t o w y c h o d z i w p r a c y .
Bo

г.).

Z a g a j e w s k i rzeźbi o d tego czasu coraz większe
pracuje

niego

pomordowano

podaje

że k r z y ż .

S t a r y m Testamencie

jest

J a chcę umieścić j e d n o i d r u g i e ,

kielich, a w

żeby

n i e b y ł o s p r z o c z n o ś c i . . . B ę d ą m i e l i całą m ę k ę , j a k k o r o n a c i e r ­
n i o w a , krzyż, 3 gwoździe —
czy

kruk,

zabrakło

trzech Apostołów, Judasza
koguta,
było,

ptaki

ale t o

było i c h więcej, ale złodziej ukradł,

i przybili

dwie

nogi razem.

rozmaito. Małpki, p a l m y , kokosy.
wszystko

(...)

M a m już

j a k o diabła chcę przedstawić. M a m

jedno,

ja to

chcę

T a m t a k nie

przedstawić."

dzieła, m i s t r z o w s k i e i jednocześnie nieokiełznane, p r z y w o d z ą n a
m y ś l b a r o k hiszpański, rzeźbę ceramiczną renesansu, ale
wszystkim
genialną
żyje

w

ten rodzaj

pozaczasowej

architekturę
ciężkich

Gaudiogo.

ekspresji,

S a m twórca,

warunkach. W

która
mimo

p o k o j u m a swój

przede
cechuje

pomocy,

barłóg,

l a t najbliższym

jego

towarzyszem

6. Paw

V, g l i n a w y p a l a n a , p o l e w a
w y s . 54 c m , 1964 r.

ciemnozielona,

stół,

wszędzie glina,, spiętrzone, j e d n a n a d r u g i e j k o m p o z y c j e .
kilkanaście

II.

Przez

b y l pies,

„Pe­

/

r e ł k a " . Z a g a j e w s k i o p i e k u j e się c h ł o p c a m i , k t ó r z y m u p o m a g a j ą
w

pracy,

mogli

się

za

otrzymane

uczyć

pieniądze

i mieli

funduje i m stypendia,

zapewniony

obiad.

Połowę

aby

pieniędzy

d a j e n a t a c ę w k o ś c i e l o , s a m o b y w a się t y m , oo s t a n o w i m i n i ­
mum

egzystencji.

Każdego

roku

wyrusza

na pielgrzymkę

do

Częstochowy.
W

o s t a t n i c h l a t a c h w y r z e ź b i ł o g r o m n e o ł t a r z e . Są t o d z i e ł a

z n a k o m i t e , najważniejsze
mu

w

1981 r. N a g r o d a

w d o r o b k u Zagajewskiego.

Przyznana

i m . Brata Alberta stanowi

najwyższy

r

d o w ó d u z n a n i a d l a jego twórczości

religijnej. Ale wielki

rzeź­

b i a r z , którego dzielą p o w i n n y zdobić M u z e u m N a r o d o w o ,
jest

niedoceniany.

bowiem

Nawet

„za s m u t n y " .

filmu

o

n i m nie pokazuje

wciąż

się,

jest

1

SNY
„Śniły

m i się t r z y k o n w i e

z m l e k i e m , m l e k o było

poroz­

lewane. T r z e c h nas było, mężczyzn, t a m t y c h n i e znałem. I
szeliśmy t y l k o glos, j a k m ó w i ! —

się z a s t a n a w i a m , j a k t o , t y l e m l e k a w y p i ć
po

jednej k o n w i przypadało. I

zdaje,

—

się o b u d z i ł e m

bo na
(...)

r

ja

każdego

To mnie

j e ś l i się n i e m y l ę , n i e c h c ę się w y w y ż s z a ć , a l e

to b y l N i k i f o r , drugi Ociepko

sły­

to mleko macie wypić. A

się

pierwszy

a trzeci ja,."

d o ś ć c z ę s t o ś n i ą m i się z a r o ś l a , w t y c h z a r o ś l a c h j a k i e ś p o ­
t w o r y , p a s z c z e j a k się r o z t w i e r a j ą ,
stawiłem w rzeźbach
Ś n i ą m u się r a c z e j
lęzie,

piomok,

smoki. T o wszystko

przed­

i d o dziś p r z e d s t a w i a m . '
p r o j e k t y rzeźb niż r z e ź b y :

obcięty

tak

żeby

można

c z y coś. 1 z t e g o g a d z a w i j a się d o o k o ł a —

zrobić

„ n o r m a l n e ga,ładne

ptaszki

u góry później

pta­

21

I'

�I I . 7. Jeleń,

g l i n a и-ypalana, w y g . 72 c m , i l . 8. Ptak,

g l i n a w y p a l a n a , w y s . 67 c m , 1 9 6 3 г. I I . 9. Stwór,

NATCHNIENIE
„Najlepsza
coś m ó w i ą

jost

—

pierwsza

t o jest

druga

myśl.

„ A r t y s t a ściąga o d i n n y c h , alo z m i e n i a , dokłada. T a k i p o

Potem

myśl, t o już

przychodzą
człowiek t r a c i

s z k o l e t o p o w t a r z a (...)

u m n i e p o w t a r z a j ą się n p . o c z y , a l e t o n i e

inni,

jest

to odmiana

chęć

powtarzają

to samo.

B o jest

się

u mnie.

t w o r z e n i a . A t r z e c i a m y ś l t o już w o g ó l e n i o m a c o m ó w i ć . J a

s y m b o l diabła, k o g u t —

n i g d y n i o u t r w a l a m d r u g i e j m y ś l i (...)

powiedział w Ogrójcu

U

mnie t y l k o pierwsza

przypadkowe.

m y ś l , (...)

Przypadek

—

padek

—

to pierwsza

n i g d y n i k o g o nie słucham.

uajlopsze

t o różnica

t a l e n t e m . J a k się c z ł o w i e k n a u c z y

są u m n i e

j a k między

rzeźby

nauką

to może powtarzać. A

a

przy­

myśl."
artysta

jest

zrozumiałe. M o j a

Słońce t a k z a c h o d z i ,

kogoś

„Było takie pismo, „Panorama",
o k ł a d c e r ę k a b y ł a w y b i t a (...)

co 7 l a t w y c h o d z i ł o .

Na

i b y ł y m o j e pałce. J a m a m palec

w kształt półksiężyca

(...)

t o wielcy ar­

w rodzinie musi

da Vinci, Cellini, Matejko.
legendy,

często

Opowiada

wspomina

o nich

imiona

Leonardo

wymyślone
mistrzów.

przez
„Jeden

r z e ź b i ł , d r u g i m a l o w a ł , a j a w g l i n i e r o b i ę . N i e m a t a k , że m a ­
lepsze o d rzeźby

c z y rzeźba

w

drzewie

od gliny.

(...)

rzeźba w g l i n i e p o l e g a n a d o d a w a n i u , a rzeźba n p . w k a m i e n i u
u j m o w a n i u materiału. G l i n a rośnie, rzeźbiąc w

leja

się,

jak

jaskółka.

Wszystko

glinie

nak­

rośnie."

„ T e n zawód, który j a robię t o najwięcej n a B l i s k i m
dzie, w Grecji, Egipcie, R z y m i e .

Wscho­

J a ż e b y m t a m poszedł, t o b y m

miał trzecie miejsce n a świecie. P i e r w s z e t o m o ż e n i e , b o o n i mają
doświadczenie''.
„Ja
drugi —

rzeźbię, w t r z e c h s t y l a c h . P i e r w s z y
starożytność, s t y l a n t y k u , t r z e c i —

to styl

barokowy,

fantazja."

B a r o k oznacza wielość elementów, dekoracyjność. A n t y k z n a c z y
t y l e co ekspresyjność ( „ b o l e ś ć , t w a r z w y k r z y w i o n a —

to antyk,

t o p r a w d z i w a s z t u k a . , p o g a ń s k a " ) , a f a n t a z j a —• t o , co u w a ż a z a
swoje

22

własne.

praca

jest

jest

zagadkowa.

Tu

trzeba

tylko

rebus."

cierpliwość, k o n i e c z n y

jest spokój. S a m , k i e d y

ale i ocenia,

uważnie i z d y s t a n ­

j a k b y były

to

rzeźby

( i ł . 1 1 , 14) „ T o n a j l e p s z a m o j a rzeźba,. M a m t r z y Piety.
t o m i się n a j l e p i e j

podobała.

c z y ć , b y ł a z a p ł a s k o r o b i o n a . (...)
Pieta

Drugą

chciałem

Naj­
znisz­

Ściągałem o d Michała Anioła.

Michała A n i o ł a była b a r d z o s p o k o j n a , j a k b y n i e cierpiała.

Ściągałem

też z rzeźby w

Muzeum

Narodowym

w

Warszawie.

Duża, d w u m e t r o w a , piękna, X V I H - s t o , X I X - s t o w i e c z n a

rzeźba.

arytstą."

M i s t r z o w i e Zagajewskiego t o W i t Stwosz, Michał Anioł,

na

nim kur

«

Pieta

tyści mają t a k i palec. Co 300 l a t , 50-te d z i e c k o

larstwo

że ( P i o t r ) z a p r z e s i ę t r z y r a z y

innego.

mniejsza

siebie

to

OŁTARZE

ARTYSTA

być w i e l k i m

się ś w . P i o t r a .

kogut

Chrystus

prace."

krzywy,

i

Wąż

Bo

nie tylko komentuje

co w t e n d z i e ń z r o b i ł , c o j e s z c z e z r o b i . . . i w s z y s t k i e s w o j e m y ś l i

(najmniejszy)

zaparcia

wąż

naśladownictwo.

mówi o swoich pracach, patrzy n a fotografie
sem,

myśli

kształtu. A l b o

n i e jest

szukać, t o j e s t j a k z a g a d k a ,

z a w s z e w y b i e r a ł z a c h ó d . S p o k ó j , d z i e ń się c h y l ą k u w i e c z o r o w i .
t a k n i e jest gorąco... a r t y s t a sobie

To

z a p i e j e . " .,y...) m ó w i ą m i , ż e b y m r o b i ł p r o s t o , g ł a d k o . A l e t o i t a k

Konieczna

„ Z a c h ó d słońca. T o największe n a t c h n i e n i e . K a ż d y

wkłada w te swoje

g l i n a w y p a l a n a , 1962

•

9

�10

Tam

w i d a ć boleść, I z y , r u c h y ciała, przemawiają.

Michała Anioła

To

ś c i ą g a ł e m . B o j a k j a r o b i ę n p . Pietą

m i e ć p i ę ć , sześć n a w o t

z uiej

i dziesięć t a k i c h rzeźb i z każdego

ściągam. N i c n i e ujmuję, t y l k o dodaję. A

i

t o muszę
coś

to oczy, w e l o n , włosy,

Dałem

m u 4 tysiące,

to było

dużo. J a u s t a otworzyłem,

(uczeń) m ó w i , że j a r o b i ę straszydła. A l e W a r z ,
odczuwa
Jak

boleść, s t r a c h —

zamknięta,

spokojna,

t a k a t w a r z n i g d y n i e będzie
t o boleści

Uczeń n i o mógt odnaleźć

„zamodelowanej"

żeby

w

Wykrzywione,

barokowe.

To

Chłopiec m i zamodelował

wymaga

dużo

(postać M a t k i

pracy

(...).

Boskiej

i

Chrystusa).

rzeźbie Zagajewskiego.

się k r z y c z e ć . R a n a

on

cierpi,
piękna.

nio widać."

c h a r a k t e r , u k ł a d c i a ł a . Ż e b y t o n i e b y ł t a k i słupek j a k l u d o w o ,
było

która

przoz

otwarte

siebie
usta

n a dłoni C h r y s t u s a j a k o t w a r t e

Piety
wydają

usta.

Łzy

23

�I

�grubo, raczej
rękach,

fałdy skóry niż łzy. I

nogaeh,

To krople k r w i ,
Po

lewej

jak winogrona,

krople k r w i :

to

n i e są

kwiatuszki.

stronie

ołtarza

fragmenty

rajskiego

i Ewa. I

m i ę d z y liści i jabłek s p l o t y węża. U
obraz

piekła.

Maski

dołu —

płaczące

ogrodu:

dużo

przebijające

spo­

poskręcano

ciała

krwawymi

po p r a w e j s t r o n i e , otaczają półkolem Pietę. N a p r a w e j

trzy

kobiece

krawędzi

górnej, środkowej p a r t i i

popiersia,

dłonią

ojusujo

fragmonty

w r a ż e n i e , że n a j b a r d z i e j
i dekoracyjności.
górnym
mają
nia

rogu

otwarte

się r u c h

ołtarzu

W

kiej,

„pawia

strzeń

(...)

Jioskiej

(...)

wzbogacić

K i e d y chciał zrobić ołtarz z M a k s y m i l i a n e m K o l b o
„Ale

j a wołał t a k . Diabła przedstawiłem, t y l k o z fastyką,
wiadomo

biusty

łapy

i swastykę n a piersi. S z p o n a m i

k t o . " Diaboł

m a pta*si d z i ó b ,

rogi,
w

dłoniach

prawym

k o r o n y . M a k s y m i l i a n miał sen, opowiadał go k o l e g o m w obozie.

z datą „ 7 I I T — V I 1 9 7 5 " w
o wielkich

lioaka

pyskach

przemawia,

,,te

gady

wtedy

puszczy)".

zmie­

Z koioi w

wyrzeźbił

z ptakiem

pawia

zo w z g l ę d u n a w i e l k o ś ć

cały

obraz.

kawałek —

Matki

Bos­

Mały p t a k , j a k papuga
a paw to zemujo

być żarówkr."

całą

czy
prze­

Pomysłodawcą

Matki

Zagajew­

trzyma

W

ogromne

serce z

obozowym

się p o d s t a w ą

kompozycji.

(„13 m n i e g a d i d i a b e ł t o j e d n o " ) ,

„Szponami

„Matka

bracie, jaką

koronę

sobie

wybierasz?

jest męka, c i e r p i e n i e , a biała chwalebność, niewinność, czystość.
O n w y b r a ł t e d w i e . B o jodną g d y b y w y b r a ł , t o b y m o ż e i ś w i ę t y m
nie był, byłby

cierpiał i zginął j a k o więzień. A l e w y b r a ł

t a k i e już było przeznaczenie

nów

górnym

się". U

wyciągają

więźniów

kopie

dołu t r u p y

pomordowanych,
ogony

z piekła śmierci „ a b y

prawym

rogu

ołtarza

hitlerowiec,

scena

których

i twarzach

albo

ukra­

m u , g d y n i e b y ł w s t a n i e s a m upilnować dużej e k i p y . W t o n sposób

„sprawdza,

u t r a c i ł p r a w i e w s z y s t k i e e l e m e n t y o ł t a r z a Serca

Pana

„To

Jezusa.

p i e r w s z a m o j a p r a c a , m ó w i . O n m i się n i o p o d o b a ł , b o b y ł p ł a s k i ,
zupełnie

tak jak mozaika.

Tylko

później

zacząłem

zmieniać,

poprawiałem. Dodałem k w i a t y , rękawy, szaty ozdobne.
m i a l kształt p e l i k a n a , n o g a

kielicha to symbol Trójcy

Kielich
Świętej,

p e l i k a n i t r z y m ł o d e . B y ł b a r a n e k , k i e l i c h , w k i e l i c h u b y ł opła­
t e k , w o p ł a t k u na,gie d z i e c i ą t k o , w c a ł o ś c i . A u r e l e ( a u r e o l ę ) m i a ł o ,
p t a s z k i n a d głową. N i e m o g ę strawić, że m i zginęło
A

t a k pilnowałem! specjalnie

togo

czterech

ewangelistów

(filmowcy).

odwróciłem d o ściany... B y ł o
(...)

Ptaki

m i też

pokradli,

do

były

t r z y w kształt krzyża ( n a d głową C h r y s t u s a ) . A u r e l a była b a r d z o
d u ż a . Z r o b i ł a się l u k a , z m n i e j s z y ł o m j ą . I b y ł o 4 5 g ł ó w n a o k o ł o ,
z

ptaszkami, kwiatami —

baroku
albo

(...)

żeby

dodać

a n i j e d n a nie została." T e

bogactwa,
głowy

m u jo ukradziono. Pozostał fragment

(il. 12). W
wielkie,

z głową

j e g o t w a r z y u d e r z a j ą c e są o c z y —

smiertolnie

religijności,

rozdał,

sprzedał

Chrystusa

szeroko

otwarto,

( i l . 13). „ T o

najlepsza

przerażone.

Z u p e ł n i e i n n a j e s t t w a r z Frasobliwego
m o j a praca, mówi Zagajewski
m i a ł e m w y k o n a ć Chrystusa

( t o s a m o p o w i e d z i a ł o Piecie).

w Ogrójcu.

A l e zrobiłem

Ja

Frasobliwego.

P o d s t o p a m i m a d i a b ł a , w ę ż a . P o b o k a c h (z p r a w e j ) K a i n i A b e l
j a k o l e w , p o l e w e j A d a m i E w a . I j a b ł k a t a m są, d r z e w a o w o c o w e
i bazie. Pierwszy

g r z e c h , k t ó r y C h r y s t u s o d k u p i ł . (...)

m a s k i , t o t y l k o t a k (...)

te głowy,

t a k w całości j e s t c i ę ż k o z r o z u m i e ć . T e n

m i się n a j l e p i e j p o d o b a , t o j e s t n a j l e p s z a m o j a p r a c a j a k a m o ż e
b y ć . T u są b ł ę d y , w k a ż d y m o ł t a r z u są b ł ę d y . K a ż d y j e d e n m i a ł
błędy i Michał Anioł i L e o n a r d o i każdy poprawiał. A l e p o p r a w k i
psują."
,,(...) u g ó r y t e g ł o w y t o p r z y p a d k o w o d o d a n e , n a p r ę d k i e g o , b o
pierwsze

z g i n ę ł y . T e g ł o w y m i się n i e p o d o b a ł y i d a l e j n i o p o ­

dobają. B y ł y głowy, ale o d m i e n n e , z p t a s z k a m i . R o z l o c i a l y

się."

Postać klęczącego Chrystusa, otaczają zwiorzęta, p t a k i , g a d y .
O b o k s y m h o l i e z n y c h j u k lew czy k o g u t , r o z m a i t e s t w o r y o d z i w a
c z n y c ł i ' k s z t a ł t a c h „ m ó w i ą , żo t e z w i e r z ę t a t o n i e p a s u j ą d o r e ­

I I . 1 2 . O ł t a r z , Serce Pana
Jezusa,
stawiający głowę C h r y s t u s a w

duszo

nio były potępione".
—

trzech
czy

W

powieszonych
jeszcze

r a b i a l e m . A d a m a i E w ę chcę r z e ź b i ć . T e ż b ę d z i e p a w . "
Stłuczone

obronę

m^szkarj-

..Wąż t o jest diabeł. K w i a t y , bazio zrobiłem. Zginęły, ale p o d o -

rzeźby.

dwie,

c d B o g a " . P o d s t o p a m i Dzieciątka

p t a k -— o r z e ł , s y m b o l P o l s k i . T r z y m a n a p i s „ P o d T w o j ą

Matka

giną

—

razie

w y b i o r ę s o b i e d w i e . I usłyszał g ł o s M a t k i B o s k i e j , że c z e r w o n a t o

dziobie

często

lewą

dlaczego m a m wybierać jedną, j a k m o g ę d w i e ? I w t a k i m

którego

d z i o n e , często n i e p o w t a r z a l n e . W i e l e zginęło p o d c z a s kręcenia f i l ­

Boska

c z y p r a w ą s t r o n ę ? b i a ł ą c z y c z e r w o n ą ? A o n się z a s t a n a w i a

B o s k a d e p t a . Dzieciątko t r z y m a p a w i a za o g o n . P a w w

t r z y m a o g o n g a d a . M a t k a B o s k a m a p o d s t o p a m i gadu. i k s i ę ż y c " .

numerem.

lewej ręce t r z y m a ł a białą koronę, a w d r u g i o j ' czerwoną. I p y ­

t a ł a się d o n i e g o :

ашо1ол\1&gt; o s k r z y d ł a c h j a k p a w i e

Zagajewskiemu

żeby

szponiaste

pochwycił maleńką, nagą

k l ę c z y , j a k Frasobliwy,

kocha

złapał g a d a

radzono

było

p t a k z ptaków, s y m b o l miłości"; nie n i e

stf.l

żeby
doda­

m u , a b y zrobił pracę realistyczną, pokazał obóz, b a r a k i , d r u t y .

uciekamy

Piw

rzeźby, t y l k o

wałem."

skiego o Madonnę z Dzieciątkiem i może z p t a k i e m , b o Zagajewski
ptaki.

t o dzieło s z t u k i ,

nie ujmowałem

postać w o k u l a r a c h . K o l b e

b y ł L u d w i g Z i m m e r o r , k t ó r y prosił

z ptakiem

robić żeby

było j a k o l u d o w e

z D z i e c i ą t k i e m (z n a p i s e m „ P o l s k a " n a s z a r f i e ) p o d a j e m u d w i e

potwory

v. o k u m i a ł a

wyszła. Zacząłem
nie

ekspresji

umieściłem

i n n y , to b y zajmował

na

zależy m u n a dw-u o f o k t a c h :

Matka

żeby obramował

wszystkie

niechętnie,

odnoszę

(w s t o s u n k u do zamkniętej

„ b o t o najpiękniejszy
tylko:

są t e

zrobił

sym­

Zagajewski.

poszczogółnych

paszcze bo t o b a r d z i e j

nazwanym

ze s t a r o ż y t n o ś c i

t w a r z e , - m a s k i ? Pierwszą

ołtarzy

Piecie

umieścił

A

płasko­

podtrzymujące

„ t o ż e b y rzeźb;-., b y ł a e d m i e n n a " , m ó w i
Kiedy

Ale to nieprawda,

zwierzęta."

łzami

ołtarza s y l w e t k a k o g u t a z w i e l k i m , o t w a r t y m d z i o b e m —
b o l z a p a r c i a się ś w . P i o t r a . W
rzeźby

ligijności.

zamówienie: „później zacząłem robić t e t w a r z e , b o m i p i e r w s z a

barokowo."

jabłek, wśród n i c h z r g u b i e n i A d a m
potępionych,

,,te bąble n a

żadne

fragment przed­
kwietnej aureoli.

żyją".

�П . 1 3 . O ł t a r z Vhryshu)

Frasobliwy.

Wokół postaci Kolbego napisy
w

kajdanach",

„Okupacja"

„ M ó w i ą , że t e z w i e r z ę t a t o n i e p a s u j ą d o r e l i g i j n o ś c i . A l e t o n i e p r a w d a , ze
są t e w s z y s t k i e z w i e r z ę t a " .

„Święty", „Oświęcim"

i „Boże,

O ł t a r z e , z g o d n i e ze w s k a z ó w k a m i i c h t w ó r c y n a l e ż y

t a k i e , k t ó r o są s y n t e z ą j e g o s t o s u n k u d o w ł a s ­

nej twórczości, d o siebie j a k o

26

czytać
chętnie

wymyślone przez siobio l e g e n d y , t a k i e które pragnąłby

wyrzeźbić, albo

artysty.

LEGENDY

ratuj".

scena p o scenie, j a k przypowieść w o b r a z a c h . Z a g a j e w s k i
opowiada

„Polska

starożytności

„ C h c i a ł b y m p o k a z a ć u c i e c z k ę d o E g i p t u . (...)

p r z y zacłiodzie

słońca d o c h o d z i l i d o m i a s t a . N i e m i e l i g d z i e się s c h o w a ć ,
śladowcy
pod
w

byli

bardzo

blisko. I

Chrystus

z rodziną

o s i k ę . T e n z a c h ó d słońca i t o w s z y s t k o .
gałęziach

osiki)

zaczęła

kukać,

wrócili

skryli

Kukułka
się

prze­
się

(ukryta

prześladowcy.

�II.

I

1 4 . O l t i U - z Pieta,

Dzieciątko

glina.

1975 r. „ T e g a d y mają

otwarte

p r z e k l ę ł o p t a k a , że n i e b ę d z i e d z i e c i s w o i c h

w a ć , żo z d r a d z i ł a m i e j s c e

paszcze

cho­

bo t o b a r d z i e j

przemawia,

wtedy

z m i e n i a się, j e s t

ruch'

„ M i e s z k a ł w pałacu. I t a m b y ł kościół, t a k z w a n a k a t e d r a . P r z y
z a c h o d z i e słońca w i d z i a ł w s z y s t k o , j a k l u d z i e w y c h o d z ą , w c h o d z ą

schronienia."

do t e j k a t e d r y . I myśli — m ó g ł b y m t o zniszczyć, ale t o t y l e w i e ­
„Król
wiada

z

Dawid. To
wielkim

takie moje

przejęciem,

kwestie, które przypisuje

zmyślone." Zagajewski

niemal

postaciom

aktorsko

opo­

wypowiadając

z opowieści. N i e

pozwala

k ó w b u d o w a n e . T o są c h r z e ś c i j a n i e , m a j ą w o l n ą s i l n ą w o l ę i t a m
chodzą.

(...)

Król

z a s t a n o w i ł się, aż

do tej k a t e d r y , a t a m wszystko

któregoś d n i a wybrał

s o b i e p r z e r w a ć , b a r d z i e j gra,, n i ż m ó w i . O p o w i a d a o k r ó l u , k t ó r y

s k l e p i e n i a , w s z y s t k o . Z a s t a n o w i ł się, p o c o c z ł o w i e k d a j e

morzył

którego n i e zna, t y l e

o

wielkości. B y ł

potężny,

bogaty.

I

był

niewierzący:

się

było rzeźbione, ławki, ołtarze,
Bogu

piękna."

27

�W kościele król s p o t y k a małego chłopca, k t ó r y w t a j e m n i c z a
go w

podstawy

wiary

chrześcijańskiej.

Opowiada

mu

również

o a u t o r z e psalmów, które zachwyciły pogańskiego króla — D a w i ­

P o t e m chłopiec m a l u j e p o r t r e t w i ę ź n i a : „ D z i a d , n i e o g o l o n y ,
zaniedbany,

spędził

król D a w i d . W

całe

życie w więzieniu. I

to

jest

właśnie

k o r o n i e , z i n s t r u m e n t e m , umieścił p o b o k u go-

dzie. I n a w r ó c o n y król ogłasza k o n k u r s n a p o r t r e t Króla D a w i d a .

laska, t z w . a m o r k a i ptaszka. I pokazuje m u —

Z j e ż d ż a j ą się a r t y ś c i z c a ł e g o ś w i a t a . P o s t a n a w i a w z i ą ć u d z i a ł w

Dawidem!

k o n k u r s i e także ó w chłopiec z k a t e d r y . J e s t b i e d n y , bez

j a k zmieniają szaty, r u c h y , t r o n ! K r ó l popatrzył, zobaczył obraz,

matki,

N i e poznajesz

g ł o d n y , b o s y . J e s t z i m a , a. o d l e g ł o ś ć d o pała.eu u r a s t a ( k o ś c i ó ł m i a l

powiedział

b y ć w i d o c z n y z j e g o o k i e n ) d o m a g i c z n y c h t r z e c h d n i d r o g i . Chło­

To był Leonardo

—

to

siebie 1 —

arcydzieło!
da

Vinci."

jesteś k r ó l e m

a l e j a k j a się

Został

malarzem

zmieniłem,

nadwornym.

2

piec w y r u s z a , p r z e k o n a n y , że m a t a l e n t o d B o g a , k t ó r y n a t c h n i e
go, a b y stworzył najlepszy p o r t r e t D a w i d a . Punktuałnieo północy,
w

lesie,

zjawę —
z

chłopiec

słyszy

bicie

dzwonów.

Jednocześnie

n i e zjawę, postać z b r o d n i a r z a , właśnie

więzienia,

w

którym

spędził

całe

życie.

Chłopiec

P R Z Y P I S Y

widzi

wypuszczonego
rozmawia

1

2

Cytuję t e k s t o p r a c o w a n y przez A . Jackowskiego.
Tekst opracowany na podstawie rozmowy.

z n i m i a b y g o pocieszyć r y s u j e j e g o t w a r z , obiecując m u sławę
—

I

„będziesz w i e l k i , będziesz królem D a w i d e m " m ó w i do niego.

F o t . : J . S i c r a c z M e w i c z , U . 1, 1 0 — 1 4 ; J . Świderski, i l . 2 — 9 , 15

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11430" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11408">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f91cabff508dc8d849a75749f7defa8a.pdf</src>
        <authentication>087214c2aa4a18a64ec839b61a731f8e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136196">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136197">
                <text>tradycja ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136198">
                <text>natura</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136199">
                <text>Kurpie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136200">
                <text>przyroda</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136201">
                <text>krajobraz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136202">
                <text>Puszcza Zielona</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136203">
                <text>wizja świata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4233</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136205">
                <text>Tradycyjne poglądy na piękno przyrody w wypowiedziach chłopów Kurpiowskiej Puszczy Zielonej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136206">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2, s.97-109</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136207">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136208">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136209">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136210">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136211">
                <text>U. 1. „Ptaszek",
wycinanka,
24 X 30 era. Wyk. w 1954 r.
Stanisława Staśkiewicz,
Strzałki,
pow. Ostrołęka. II. 2. Rozalia
Bednarczyk ze wsi Dylewo, pow.
Ostrołęka, z palmą
wykonaną
na Niedzielę Palmową w 1960 r.

Jacek

Clądzki

T R A D Y C Y J N E

P O G L Ą D Y

NA

W WYPOWIEDZIACH

CHŁOPÓW K

RPIOWSKIEJ P U S Z C Z Y

W literaturze etnograficznej przyjęto szukać źródeł
nieprzeciętnych uzdolnień plastycznych ludu wiejskie­
go w sferze wrażliwości estetycznej twórców, w pre­
dyspozycjach wewnętrznych, czy jakimś właściwym
ludowi światopoglądzie artystycznym . Sądy takie
utrzymują się po dzień dzisiejszy, przy czym trudność
ich uzasadnienia względnie odrzucenia polega na
tym, iż zbyt mało poświęcono Sfetychczas uwagi
1

1

Por. Seweryn Udziela, Poczucie piękna ludu
ropczyckiego, „Wisła", t. I I I , 1889, s. 19—20,24; Euge­
niusz Frankowski, Sztuka ludu polskiego, „Mono­
grafie artystyczne", t. X V I I , Kraków 1928, s. 5—6;
tenże, Sztuka ludu w Polsce — Malowanki, „Mono­
grafie artystyczne", Warszawa — Kraków 1928, s. 4;
tenże, Sztuko ludowa, „Wiedza o Polsce", t. 5/III,
s. 345,357; Tadeusz Dobrowolski, Śląska rzeźba w
drzewie, Wydawnictwo Muzeum Śląskiego w Kato­
wicach, dz. I , t. I , 1930, s. 6,12; Ksawery Piwocki,
Zagadnienie metody w badaniach nad sztuką ludową,
„Lud", seria I I , t. X 1931, s. 2,7,9—12; tenże, Z badań
nad powstawaniem stylu ludowego, „Przegląd Współ­
czesny", 1936, s. 95; Karol Iwanicki, Figura Chrystusa
Frasobliwego, Warszawa 1933, s. 11; Mieczysław Gładysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku, Kra­
ków 1935, s. 7—16; tenże, Zdobnictwo metalowe na
Śląsku, Kraków 1938, s. 2—8; Stanisław Dąbrowski,
Pisanki lubelskie, Lublin 1936, s. 6—7; Tadeusz Se­
weryn, Polskie ?nalarstu&gt;o ludowe, Wydawnictwo
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, nr 10, Kraków
1937, s. 66—74; tenże, Sztuka ludowa w Polsce (ka­
talog wystawy), Kraków 1948, s. 23—24; Marian Morelowski, Hafty ludowe Wołynia, „Rocznik Wołyński",
t. V I I , 1938, s. 3—4,8; Kazimierz Moszyński, Kultura
ludowa Słowian, cz. I I , z. 2, Kraków 1939, s. 733—
760; Józef Grabowski, Wystawa krakowska malar­
stwa i grafiki ludowej, „Polska Sztuka Ludowa",
1948, nr 6/7/8, s. 10,20,35—46; tenże, Zagadnienie stylu
ludowego, „Polska Sztuka Ludowa", 1948, nr 9/10, s. 3.

P I Ę K N O

PRZYRODY
ZIELONEJ

�szczegółowym badaniom nad interesującym nas za­
gadnieniem. Tak np. jedyna znana mi w naszej
literaturze próba ogólnej charakterystyki wrażliwości
estetycznej ludu na piękno przyrody, podjęta przez
K. Moszyńskiego , opiera się na kilku zaledwie wy­
powiedziach chłopów oraz paru ogólnych spostrzeże­
niach, których dostarczyli badacze albo nie wnika­
jący w złożony charakter przedmiotu , albo też tylko
marginesowo a nawet przypadkowo o niego za­
haczający .
Taki stan wynika w głównej mierze z obiektyw­
nych trudności, jakie wyrastały przed badaczem
podejmującym kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu
próbę badania niniejszego przedmiotu. Już Cz. Piet­
kiewicz zwracał uwagę, jak szczelnie współcześni
mu chłopi ukrywają wszelkie wewnętrzne doznania,
których nie sankcjonowałby surowy, konieczny praktycyzm życiowy, względnie (można by dodać) jakieś
wyższe racje np. wiary . Stąd trudności w wywo­
łaniu spontanicznych reakcji na piękno, zwłaszcza
przyrody, i uzasadniony krytycyzm wobec progra­
mowych indagacji opartych o kwestionariusz pytań .
Wydaje się, że dzisiaj, kiedy w obyczajowości wsi
dokonują się głębokie, gwałtowne przeobrażenia,
2

3

4

5

fi

2

Por. Kazimierz Moszyński, Kultura ludotoa Sło­
wian, cyt. wyd., s. 733—742.
Por. informacje Czesława Pietkiewicza, prze­
kazane listownie K. Moszyńskiemu, oraz dane za­
mieszczone w przypisie pracy: N. Ivanickij, Materiały
po etnografii vologodskoj gubernii, r. 1890, s. 118.
(K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cyt. wyd.,
s. 737—739).
Takim źródłem jest: M . Gładysz, Góralskie
zdobnictwo drzewne na Śląsku, Kraków 1935, s. 37.
Autor dokonał pionierskiego dzieła dostarczenia
pierwszych, opartych na wnikliwych, naukowych pod­
stawach badawczych, danych o poglądach estetycz­
nych górali śląskich. Poświęcił jednak uwagę, zgod­
nie z tematem pracy, poglądom estetycznym oraz
podnietom twórczym, dotyczącym zdobnictwa w drze­
wie, nie zajmując się wrażliwością estetyczną w szer­
szym zakresie, w tym również na piękno przyrody.
Jednak autor przytacza wypowiedź, w której infor­
mator wyznaje, iż rzeźbienie w czasie surowej zimy
przywodzi mu na myśl miłe wspomnienia letnich,
gwiaździstych nocy. Wyznanie beskidzkiego górala
3

4

98

następuje znaczne rozluźnienie tych wszystkich krę­
pujących osobowość chłopa reguł. Warto również
zwrócić uwagę na konsekwencje zaniku, względnie
znacznego osłabienia antagonizmów klasowych, czy
antagonizmów między wsią a miastem. Pewne postawy
i poglądy przestały uchodzić za synonim pogardzanej
przez chłopa jaśniepańskiej lub nawet miejskiej
lekkomyślności, niefrasobliwości itp. Należy wreszcie
dodać, że dysponujemy dzisiaj bez porównania do­
skonalszym aparatem naukowej dokumentacji (zapis
na taśmie magnetycznej, filmowej itp.). Wszystko to
sprzyja odrobieniu istniejących zaległości w zajmu­
jącym nas przedmiocie.
Dane, które pragnę przedstawić w niniejszym
opracowaniu, stanowią rozszerzenie materiałów publi­
kowanych już w „Polskiej Sztuce Ludowej" . Przed­
stawiają one częściowy rezultat badań prowadzonych
cd dłuższego czasu na terenie Kurpiowskiej Puszczy
Zielonej . Celem ich było prześledzenie, na przestrzeni
ostatnich kilkudziesięciu lat, zależności między osiąg­
nięciami artystycznymi a wrażliwością estetyczną
u jednostek starszego i młodszego pokolenia .
Przedstawienie całokształtu wyników badań wy­
kracza poza określone ramy szkicu i dlatego, zastrze7

8

9

często było wykorzystywane jako jeden z dowodów
wielkiej subtelności doznań estetycznych chłopów pod
wpływem piękna przyrody. Powołuje się na nie rów­
nież K. Moszyński, op. cit., s. 741.
Czesław Pietkiewicz, Kultura duchowa Polesia
rzeczyckiego, Warszawa 1938, s. 258—261.
Por. K. Moszyński, Przedmowa do pracy: M .
Gładysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku,
Kraków 1935, s. V; Cz. Pietkiewicz, op. cit., s. 258.
Por. J. Olędzki, Wypowiedzi rybaków kurpiow­
skich o wyglądzie ryb, „Polska Sztuka Ludowa" 1959,
nr 1/2, s. 73—75; tenże, Rybołówstwo na terenie kur­
piowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX do połowy
XX w. w pracy zbiorowej Kurpie — Puszcza Zielo­
na, Tradycje historyczne a problem regionu, t. I ,
„Biblioteka Etnografii Polskiej", 1962, nr 5, s. 140—141.
Badania przeprowadzono w ramach stałej pracy
w Zakładzie Etnografii I H K M PAN w Warszawie.
Zebrane materiały znajdują się w Archiwum Zakładu
i stanowią jego własność.
Określeń — starsze i młodsze pokolenie uży­
wam w znaczeniu ogólnym. Do starszego pokolenia
5

8

7

8

9

�gając sobie prawo powrotu do podjętego tematu,
obecnie ograniczę się jedynie do przedstawienia ma­
teriałów zasygnalizowanych w tytule.
Będą to wypowiedzi wyłącznie ludzi starszych
0 tym co uznają za piękne lub brzydkie w otaczają­
cym ich świecie przyrody. Ograniczając się do wy­
powiedzi informatorów urodzonych nie później niż
przed 1920 rokiem, można mieć pewność, że roz­
patruje się poglądy stosunkowo najściślej związane
z okresem pełnej żywotności tradycyjnej twórczości
plastycznej, a więc najbardziej reprezentatywne dla
działających w tym czasie twórców, których wysokie
osiągnięcia artystyczne dobrze są znane.
Badania prowadzone były głównie we wsiach
położonych w centralnych partiach
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej — w miejscach, gdzie najżywiej
zachowała się tradycyjna twórczość plastyczna. Przy
wyborze informatorów zwracano uwagę na ich umie­
jętności. Wybór więc padał najczęściej na znane
tkaczki, wycinankarki i in. Nie pominięto jednak
1 tych, którzy potrafili tylko np. zdobić jaja, czy
lepić figury z ciasta (byli to najczęściej mężczyźni).
Do celów porównawczych zebrano także wypowiedzi
miejscowych rzemieślników — kowali i cieśli oraz
osób nie zajmujących się żadną dziedziną tradycyjnej
twórczości plastycznej.
Badaniami objęto reakcje estetyczne na: pory
roku, dnia i nocy, krajobraz (jego konfiguracja i szata
zewnętrzna), florę (drzewa, krzewy, kwiaty ogrodowe
i polne), faunę (zwierzęta leśne, ptaki, owady i ryby),
zwierzęta hodowlane (konie i krowy) oraz wygląd
człowieka. Uzyskane wypowiedzi noszą niestety często
piętno badań prowadzonych w oparciu o kwestio­
nariusz pytań. Chociaż pochodzą od różnych osób,
niekiedy zbudowane są podobnie, a w swej tonacji
wyrażają jakąś wspólną postawę człowieka jndagowanego znienacka ,w sprawach, nad k t o ^ h i i nie
zawsze miał możność się zastanawiać . Oczywiście
najbardziej przydatne byłyby wypowiedzi sponta­
niczne, nie wywołane umyślnymi pytaniami badacza.
Na tę formę badań nie było jednak odpowiednich
warunków (np. konieczność długotrwałego przebywa­
nia w badanym środowisku i to w charakterze jego
członka). Zresztą i w takich warunkach nie byłoby
pełnej gwarancji, że we wszystkich interesujących
nas sprawach można by bez ingerencji zdobyć po­
trzebny materiał.
Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia przyjęta zasada
doboru przedstawianych tekstów wypowiedzi. Mijałoby
się oczywiście z celem podanie całego ich zestawu,
tak obszernego, jaki udało się zgromadzić . Wiele
bowiem wypowiedzi nie różni się ani pod względem
wyrażonego w nich stanowiska, ani użytej argumen­
tacji. Nawet forma ich często jest zaskakująco zbież­
na. Z drugiej jednak strony, ze względu na znaczenie
tych wypowiedzi stanowiących mało dotychczas wy­
korzystane źródło w literaturze przedmiotu, nie byłaby
chyba celowa zbytnia ich selekcja, prowadząca do
podawania tylko najbardziej
charakterystycznych
przykładów. Należy też mieć na uwadze, iż przepro­
wadzając analizę poglądów estetycznych grupy ludzi
w ten sposób, że kolejno omawia się ich stanowiska
wobec tych samych konkretnych dziedzin — gubi
10

11

zaliczam urodzonych w okresie od siedemdziesiątych
lat X I X w. do dwudziestych lat X X w., a do młod­
szego — urodzonych w okresie od dwudziestych do
czterdziestych lat X X w. Oczywiste jest, że okreś­
lony wiek osoby badanej nie może stanowić wystraczającego wskaźnika — z jakim należy wiązać go
etapem czy rodzajem przeobrażeń zachodzących w l u ­
dowej kulturze duchowej. Trudno bowiem wyznaczyć
jakieś ścisłe granice dla tych przeobrażeń, jak też
przyjąć, iż u każdego człowieka przebiegają one
jednakowo.

II. 3. Izba Rozalii Skrodzkiej podczas konkursu
na wnętrze chaty kurpiowskiej w 1949 r. Swidborek, pow. Ostrołęka. 11. 4. „Leluja",
wycinan­
ka, 20,8 X 11,8 cm. Wyk. Marianna
Bałdyga,
Wach, pow. Ostrołęka.
II. 5. „Zielko",
wycinan­
ka. Wyk. w 1960 r. Ewa Rydel,
Charciabałda,
pow. Ostrołęka.

się w jakimś momencie obraz indywidualności auto­
rów, która może wyrażać się w niejednolitej skali
doznań wobec estetycznych wartości poszczególnych
przedmiotów czy zjawisk. Dlatego też starałem się,
aby cytując po raz pierwszy informatora przytoczyć
jak największą ilość jego wypowiedzi i to dostatecz­
nie reprezentatywnych.
POGLĄDY NA PIĘKNO PORY DNIA, NOCY I ROKU
Starzy Kurpie przyjmują istnienie dnia i nocy
jako odrębnych stadiów cyklicznych przemian czaso­
wych, nie łącząc ich w jedną — tak jak my to widzi­
my — dobę. Inaczej też, nieraz krańcowo różnie
ustosunkowują się do dnia (pory odpowiedniej
do pracy i wszelkich czynności życiowych), i inaczej
do nocy, która nie jest tak pożyteczna. Ścisłe uzależ­
nienie organizacji dnia pracy na wsi od naturalnego
10

„Nie miałem na względu, którna rybka strojniejsa. Gdyby cłek wiedział, ze będzie go kto o to
pytał, to by sobie powyglądał co piękniejse". Wy­
powiedź 79-letniego Władysława Nasiadki (pełniejsze
dane w przypisie 15).
n w wyniku przeprowadzonych badań zgroma­
dzone zostały odpowiedzi na kwestionariusz zawiera­
jący ok. 50 pytań. Wywiadem indywidualnym obję­
tych zostało ogółem 40 osób. W niniejszej pracy wy­
korzystane zostały w pełni wypowiedzi 17 informa­
torów.

99

�porządku, jaki wyznacza wschód i zachód słońca,
determinowało w jakiś sposób charakter tradycyjnych
na Kurpiowszczyźnie postaw wobec swoistego piękna
dnia i nocy, a także pór przejściowych — poranku
i wieczora.
Dzień, jak mówią Kurpie, rozpoczyna „rano",
„ranek", „poranek" lub „zaranek", czy też „zeranek".
Tych dwóch ostatnich nazw używano dawniej najpowszechniej, Dzień kończy i noc rozpoczyna „wie­
czór" (używa sie też określeń „na wiecór" i „podwiecór").
Oto zestaw najczęściej spotykanych wypowiedzi
na temat tych pór:
„Najmilsy i najpiękniejsy, to jest zaranek, bo
Pan Bóg daje cłowiekowi na cały dzień dobre. Dał
przeżyć noc i do roboty dzień, zeby się przerobiło".
(Stefania Samsel)
„Rano je najładniej bo cłowiek wyspany i tseźwy.
Wiecorem to jus nie tak ładnie, bo cłowiek zmęcony."
(Marianna Bałdyga)
„Poranek najprędzej podziwiam, bo wypocętam,
raźna jakaś do roboty. Najgorsa je przed wiecorem,
bom najcięzsa, ręce, nogi bolom z całego dnia mdleją."
(Stanisława Staśkiewicz)
„Z rana je piękniej, bo to rosa w te koraliki się
zebrała. Ziemia wtedy paruje, rosa wychodzi, urodzaj
sie okazuje, wtedy wsystko wychodzi na wiezch, a to
jest kozyść. A na wiecór, to nawet ten ptak jek zrywa
sie z gniazda, to zaśpiewa az z rana." (Władysław
Nasiadka)
W wypowiedziach tych ujawniają się reakcje wy­
łącznie na praktyczną przydatność określonych pór
dnia, wprowadzających człowieka w stan większej
lub mniejszej sprawności fizycznej. Nie zawsze też
informatorzy umieją dostatecznie jasno to wyrazić.
Mężczyźni, którzy na ogół lepiej niż kobiety znają
drobne tajemnice przyrody (procesy wegetacyjne
dokonujące się na przestrzeni dnia), bardziej szczegó­
łowo uzasadniają swoje stanowiska. Dlatego też
wszystkie te wypowiedzi podkreślają wartości, jakie
wnosi poranek, natomiast o wieczorze, jeśli się już
mówi, to tylko w kontekście nadchodzących z tą
porą fizycznych utrudzeń ciała i zamierającego
w przyrodzie życia.
Ale zdarzają się wypowiedzi innego rodzaju:
„W zaranku, to ślicnie rosa ładny zapach daje
i ładnie wiecorem, bo zapach z drzew, a w południe,
to nie, bo słunko grzeje i trzeba sie schować."
(Marianna Zalewska)
„W zaranku najlepiej, psyjemnie, to je rosa.
słonko bystre świeci, cichutko, a w południe to
gorącka trzeba spać się położyć. Wiecorem niebo najstrojniejse, wtedy są na niebie ołtarze, a rano to
słońce jesce śpi, to ołtarzów nima. Ja łubie do nieba
popatseć ale zaranek najładniejsy." (Rozalia Skrodzka)
12

13

14

15

10

17

12

Stefania Samsel, ur. 1916, zam. w. Browary,
pow. Ostrołęka. Niezamożna, nauczyła się wycinać
w szkole, znalazła w wycinankarstwie dodatkowe
źródio zarobku. Umie tkać i haftować.
Marianna Bałdyga, ur. 1885, zam. w. Wach,
pow. Ostrołęka. Zamożna. Uprawiała z zamiłowania
wszelkie rodzaje tradycyjnej twórczości plastycznej.
Dzięki zdolnościom wokalnym i świetnej znajomości
pieśni często organizowała wesela.
Stanisława Staśkiewicz z domu Poręba, ur.
1912 w Tatarach, pow. Ostrołęka. Średniozamożna.
Umie tkać i lepić figury z ciasta.
Władysław Nasiadka, ur. 1883 r., zam. w. Strzał­
ki, pow. Ostrołęka. Niezamożny. Nie posiada żadnych
zdolności plastycznych, długie lata spędził na emi­
gracji zarobkowej w Ameryce.
Marianna Zalewska, ur. 1893, zam. w. Łyse,
pow. Kolno. Średniozamożna. Potrafi wycinać, malo13

14

15

18

100

Ujawnia się tutaj, chociaż w sposób bardzo nikły,
odczuwanie efektów wizualnych czy powonieniowych,
które się wiążą ze zmianami pór dnia. Jednak po­
dziwianie uroków zachodu czy wschodu słońca jest
ogółowi zupełnie obce. Tylko ci, którzy w jakiś
sposób zetknęli się z innym środowiskiem lub mieli
lepsze warunki życiowe, pozwalające na korzystanie
np. z książek, znajdują zadowolenie, i to niewątpliwie
estetyczne, w podpatrywaniu tworzących się na nie­
bie, jak to mówi jedna z informatorek, „ołtarzy".
Niekiedy staje się to dla nich prawdziwą potrzebą.
Ale takie doznania u starszych ludzi należą do wy­
jątkowych. Wszystko bowiem, co dokonuje się w
przyrodzie pod wpływem zmian pór dnia, a nie ma
chociażby pośredniego, korzystnego lub niekorzyst­
nego wpływu na codzienne sprawy bytowe, uchodzi
ich uwagi, nie wywołując tym samym jakichś
doznań estetycznych.
Stąd też bierze się obojętność większości tych
ludzi na uroki nocy, nawet księżycowej, gwiaździstej.
„Ja w nocy nie patse za widokami, nigdzie nie
wychodzę, bo jek się połoze, to zeby strachy chodzili,
zeby mnie wynieśli, to sie nie obudzę. Mozę tam
być księżyc najsykowniejsy, cały w pełni, nie mam
takiego upodobania, zeby głowę do niego jak pies
zadzierać." (Marianna Zalewska)
„Nie miałem tego zaletu, zeby popatseć na gwiaz­
dy i podumać. Nie zajmuje się tym, nie łubie patsyć
na gwiazdy. Nie miałem casu dumać. A jest tu taki
sąsiad, to on mówi, ze się na tym nawet wyznaje."
(Władysław Nasiadka)
Przy tym nastawieniu jakieś znaczenie może mieć
tylko to, czy noc jest wietrzna czy cicha, widna albo
ciemna, jednym słowem — o ile utrudnione jest
wówczas poruszanie się po świecie.
„Łubie tylko cichą noc, spokojną taką i widną,
kiedy księżyc pokazuje drogę i wiatru nie ma, bo
wiatr tylko drogi naddaje... A jak juz idzie burza
to śmerć, to jus śmerć dla mnie. Nawet jek same
błeskawice, to koniec świata. Nie łubie na to patrzeć,
wcale nawet nie patrzę, bo to jakby cały świat się
palił, jakby na palący świat się popatsył". (Stanisława
Olender)
W ocenie pór roku najpopularniejsze wśród star­
szego pokolenia Kurpiów jest stanowisko polegające
na uznawaniu piękna wiosennego, w najlepszym
razie również wczesnego lata, przy zdecydowanej
niechęci wobec tego wszystkiego, co wnoszą do życia
w przyrodzie jesień i zima. Interesujące są motywy
takiego stanowiska:
„Najładniejsy to maj, cerwiec i jesce lipiec z pocątku, a potem sie robi smętnie. Na wiosnę i wczes­
nym latem wtedy na łąkach kwiatuski, żytko sie
zieleni, wtedy świat istnieje. Potem robi sie saro,
drzewka juz nie rosną, a w sierpniu to juz sara
godzina. Przy końcu roku, to jakby do grobu wloz,
nie ma nic wyglądu, świat sie ogołusa." (Stanisław
Koprek)
18

19

wać jajka, lepić figury z ciasta, tkać. Umiejętności te
wykorzystywała tylko dla własnych potrzeb.
Rozalia Skrodzka, ur. 1880, zam. w. Swidwiborek, pow. Ostrołęka. Pochodzi z rodziny leśnika.
Ojciec jej cieszył się opinią człowieka światłego —
czytającego książki. Z zamiłowaniem uprawia wy­
cinankarstwo dla siebie i dla innych. Umie tkać, ma­
lować jajka, lepić figury z ciasta. Prowadzi wesela,
zna dużo pieśni.
Stanisława Olender, ur. 1919, zam. w. Strzałki,
pow. Ostrołęka. Średniozamożna. Jej matka była
znaną wycinankarką. Sama wycina w związku z za­
potrzebowaniem z zewnątrz. Umie tkać, robi bardzo
piękne pisanki, lepi figury z ciasta.
Stanisław Koprek, ur. 1897, zam. w. Klimki,
pow. Ostrołęka. Gospodarz zamożny. Umiał doskonale
pleść koszyki, zajmował się trochę ciesiołką.
17

18

19

�POGLĄDY

NA PIĘKNO

KRAJOBRAZU

Kurpiowska Puszcza Zielona to — jak wiadomo —
rejon równinny, gdzieniegdzie urozmaicony ledwie
widocznymi wzniesieniami moren polodowcowych,
które Kurpie nazywają „górami", z jedną niewielką
pozostałością dawnej puszczy koło wsi Czarnia, poza
tym teren tu i ówdzie pokryty młodym, sosnowym
lasem, kępami olszyn w miejscach podmokłych,
wszędzie zaś indziej piaszczystych, nieurodzajnych
pól, które sąsiadują niekiedy z polanami lub pasmami
łąk, ciągnącymi się ponad korytami dosyć rozwiniętej
sieci rzeczek i strug. Można w tej okolicy wynaleźć
bardzo piękne miejsca, gdzieś u wysokich brzegów
Pisy lub Narwi, na duktach uroczyska leśnego Surowe-Czarnia, czy nawet tam, gdzie tylko pola i łąki
tworzą krajobraz. Te wyróżniające się zakątki nie
znane są jednak ogółowi mieszkańców Kurpiow­
szczyzny. Przeważająca ich większość orientuje się
jedynie w tym krajobrazie, który otacza wieś lub
który można dojrzeć z drogi do kościoła czy poblis­
kiego miasta.

II. 6. „Lalki", wycinanka.
Rydel, Charciabalda, pow,

Wyk. w
Ostrołęka.

1961 r. Ewa

„W maju najpiękniej, najprzyjemniej
pachnie
wszystko. Późniejsa pora to coraz gorsa, coraz cięzsa,
wrzesień najgorsy, kopanie, mus siedzieć na polu...
Wiosna to najpiękniejsa, bo najweselsa, wtedy sie
wsystko rozwija i pierwszy miesiąc lata ładny, a po
żniwach, to tak naprawdę, to już powietrze i słońce
inaczej chodzi. Zima to najgorsa, noc i noc i noc."
(Rozalia Bednarczyk)
Podobnych wypowiedzi można by przytoczyć wiele.
Przewija się w nich pogląd, iż miarą piękna pór
roku jest związana z nim większa lub mniejsza
żywotność roślinności. Wyrażeniu go służą określenia:
„do życia powstaje", „rodzi się", „wszystko się roz­
wija", „wychodzi na wierzch", „zieleni się", „kwitnie"
lub „ksitnie", „wszystko pachnie" i wtedy „świat
istnieje", „świat ma wygląd", „jest wesoły" — inaczej
niż wówczas gdy „nadchodzi sara godzina", „noc",
„jakby do grobu wloz", bo „wsystko omdlone", „smęt­
ne", „świat sie ogołusa", „drzewka nie rosną".
20

Wypadki reagowania na piękno pory jesiennej
i zimowej zdarzają się bardzo rzadko. Uwrażliwienie
w tym kierunku zasadza się jednak zawsze na wąskim
kręgu doznań. Jednostki obdarzone tą wrażliwością
obojętnie przyjmują np. zmiany barw roślin z na­
dejściem jesieni, czy walory wizualne ośnieżonej
ziemi, również sam śnieg, szron i mróz (np. na
szybach) nie zaprząta ich uwagi.
„Najlepiej mi się podoba wiosna, bo wszystko
do życia powstaje, a lato wsystko bardziej omdlone.
Jesień tez mi się podoba, bo wtedy cłowiek bardziej
zamyślony. Jak zima ostra, az skierki idą, to mi się
podoba, a jak taka rozlazła to nie. Wiosna, to radość
taką w sercu u cłowieka sprawia, bo wsystko takie
rozmaite, żywe — bardzo wzniosłe." (Anna Kordecka)
21

20

Rozalia Bednarczyk, ur. 1888, zam. w. Dylewo,
pow. Ostrołęka. Średniozamożna, zajmowała się tkac­
twem na zbyt i własne potrzeby. Potrafi stroić palmy
wielkanocne.
Anna Kordecka, ur. 1895, zam. Myszyniec, pow.
Ostrołęka. Siostra Rozalii Skrodzkiej, patrz przypis
17. Kilkuletni pobyt w Warszawie nauczył ją wysoko
21

Z drugiej znów strony, prawie każdy z informa­
torów miał w swym życiu okazję zetknięcia się
z krainami o zupełnie odmiennym wyglądzie, nieraz
uchodzącymi w powszechnej opinii za najpiękniejsze.
Było to za czasów ich młodości, kiedy wędrowali na
prace sezonowe do sąsiednich wsi mazurskich i war­
mińskich, kiedy udawali się na wieloletnią emigrację
zarobkową do Ameryki i w czasie ostatnich wojen,
które zawiodły wielu do najdalszych zakątków świata
(kraje dawnej Rosji, Chiny).
Jeśli poświęcam uwagę temu wszystkiemu, to
wyłącznie z myślą o właściwej interpretacji wypo­
wiedzi, w których nie zawsze znajduje pełne odbicie
charakter ziemi kurpiowskiej.
„Jakie tam zdrojowcyska w tej Francyji, a góry,
góra a na niej jesce góra, a na wierzchu woda rznie
do góry. A trawy jakie wysokie. Na kamieniu rosło
i na górze, bo tam zdrojowcyska. Taka trawa ze
przejść trudno. Ale mnie sie tu podoba. W naszych
stronach jest równo i tak zagajone, tak jakby umaione, a w insych, to tak smutno nie ma lasów..."
(Wł. Nasiadka)
„Ja to taki wzrok mam bystry, ze w ksiunzce
przez papsier zidze co na trzeciej karcie napsisane.
Wszyśćko dojźre lepsiej niz drugi przez liornetke.
Jek po morzu jechalim do Ameryki, to na przodku
mnie kapsitan postaził żebym mu meldował. To
azem go zadziwił! To je u mnie z przyrodzenia taki
talent, bodaj zreśtą może i scego innego. Mnie
wszyśćko enteresowało, zawdy s e wszyśćkiemu prze­
glądałem. Drugi to taki ślamazarny nic go nie enteresuje albo psije za duzo. Jek tam my byli, to ja
chodził sobzie na te niebotycne góry, dzie takie skały
byli świecące jek srebro. A te góry to tekie, ze można
iść, iść, stale iść i jej nie minie — z chmurami stojo
złącone. Ale po mojemu, to w nasych stronach natura
jest doskonalsa od Pana Jezusa przystepniejsa cłoziekoziu dana. Dla mnie, to nie ma jek w nasych
stronach. Juz za rzyką jest nie tak ładnie, chociaż
gleba urodliwa, góry sie tam ciungną dzie nie
pójdzies. Dla mnie tam je widok wyględny dzie
równo." (Apolinary Waśkiewicz)
;

22

„Gdzie równina, to m i się podoba, jek byłam
w Ameryce to widziałam góre, to jek obłok, ale to
na prawdę śkaradny widok. A jek równo, gdzie
cenić znane przez nią dziedziny twórczości: tkactwo,
hafciarstwo, wycinankarstwo. Pracowała dla muzeów
i miłośników sztuki ludowej.
Apolinary Waśkiewicz, ur. 1883, zam. w. Waszki, pow. Kolno. Niezamożny. Zajmował się ciesiołką,
potrafi lepić figury z ciasta.
22

101

�spojrzy jekby jebko kulnął — to pięknie." (Waleria
Brodzik)
Wszyscy informatorzy dostrzegają piękno wyłącz­
nie w krajobrazie równinnym. Tym jest on piękniej­
szy, im bardziej wyrównany. Wszelkie natomiast
nierówności terenowe uznaje się za szpecące. Widoki
najpiękniejszych gór przyjmowane są często ze
szczerą odrazą, najwyżej zaś z pewnym zaintereso­
waniem ich niezwykłą formą, dziwnością szaty, ale
zainteresowaniu temu nie towarzyszy zadowolenie
estetyczne.
Surowość krajobrazu, jego naturalne właściwości
— bez porównania w mniejszym stopniu, aniżeli to
wszystko co jest w nim dziełem człowieka — sta­
nowią przedmiot uwagi i pośrednio jakiegoś rodzaju
doznań, które nas interesują. Wydawałoby się, że
właśnie Kurpie, którzy jeszcze nie tak dawno wiele
korzystali z wszelkich pożytków starej puszczy, ci
ludzie nazywający się „puscakami" („my z puscy"),
powinni posiadać szczególnie rozbudowany świat
doznań estetycznych. Przedstawia się to jednak
zupełnie inaczej. Wróćmy do wypowiedzi już cyto­
wanej.
„Ale mnie się tu podoba. W nasych stronach jest
równo i tak zagajone, tak jakby umajone, a w
insych to tak smutno, nie ma lasów. Ale najlepiej
łubie się tam popatrzyć, gdzie dobrze zagospodarzone,
bujne zyto rośnie, kartofelki wyrosłe. Po mojemu
zdaniu jek las w porządku zasadzony w rządkach,
wtedy chęć cłowieka zbiera na niego popatrzeć, jek
na to żytko cy kartofelki." (Wł. Nasiadka)
Aby nie mieć wątpliwości, jak daleko ustępują
w wyobrażeniach starszych mieszkańców Kurpiow­
szczyzny walory lasu walorom estetycznym zagospo­
darowanych pól, czy też sianokośnych łąk, niech
świadczą dalsze wypowiedzi.
„Gdzie jest równe pole, tak równiutko, jezioro,
to najpiękniej. A gdzie góry, piaski, lasy jak tu,
to nie chce się wracać nawet. Ale muso tu zyć
gdzie góry choć to nieprzyjemnie. Dla mnie pole
ze zbożem rozmaitym, potem łąka najlepiej mi się
widzi, a na końcu to las." (Stanisława Staśkiewicz)
„Równina to najsykowniejsa, bo cłowiek chodzi
równo, i kuniom lżej, a góra to tak, ze z pieca na
łeb. Pięknie je tam dzie żytko, kartofelki. To je dla
mnie najładniejse, bo to Pan Bóg daje cłowiekowi
do użytku. I siano w stogach ładnie się prezentuje.
Las to jus nie to." (Franciszka Zisk)
„Tam dzie rośnie zboże to najładniej i łąki tam
dzie kwiatem pokryte tes ładnie wyglądają, i w lesie
ładnie jak zapach grzybowy jest, ale najbardziej
to pole ciesy i najsykowniejse jest." (Marianna Za­
lewska)
„Jak jest taka równina, ze można puścić piłkę,
to mi się najbardziej podoba, taki widok jest piękny,
zachwycający. I taka wilca samotność tes mnie
zachwyca, cłowiek wtedy jest bardziej zamyślony.
W łąkach to się tak nie zachwycam jak w zbożu.
Zboże to mnie zachwyca, bo to z tego jest chleb.
Takie zęsiste bujne zboże to piękne." (Anna Kordecka)
„Z górów co mi tam za kozyść z patsenia, równina,
a to piękna, nie las i nie łąka, ale tam dzie jest
ładne zboże, to i usionde se pod kłośki, popatse, po­
myśle jek ludzie żyją, to takie mam upojenie."
(Ewa Rydel)
23

24

25

23

Waleria Brodzik, ur. 1884, zam. w. Stary My­
szyniec, pow. Ostrołęka. Z rodziny ubogiej. Już w
dzieciństwie pracowała sezonowo we wsiach szla­
checkich w Przasnyskiem lub u gburów w Prusach.
Umie tylko tkać. Praca zarobkowa nie pozwalała jej
zajmować się innymi tradycyjnymi dziedzinami twór­
czości.
Franciszka Zisk, ur. 1887, zam. w. Czarnia,
24

102

To, że wśród starszego pokolenia chłopów kur­
piowskich tylko zupełnie wyjątkowo uznaje się las
jako składnik wzbogacający krajobraz, skłania do za­
stanowienia się nad konsekwencjami faktu tak bardzo
późnego skolonizowania prawie nienaruszonego w
swej naturalnej szacie obszaru, jakim była dawna
Zagajnica, a dzisiaj Kurpiowska Puszcza Zielona.
W wielu przecież wypadkach trud karczowania pusz­
czy i bardziej mozolnego przystosowania poleśnych
terenów do uprawy ponosili jeszcze dziadkowie,
a nawet ojcowie najstarszych z żyjących na terenie
Kurpiowszczyzny ludzi. Wydaje się, iż z przytoczo­
nych wypowiedzi przenikają reminiscencje owej
walki z lasem, którą musieli kiedyś stoczyć przod­
kowie dzisiejszych Kurpiów, a także radość, z jaką
witali każde wyhodowane przez siebie zboże.
Przedstawione wypowiedzi wyrażają przede wszyst­
kim jednak najbardziej osobiste stany doznań inda­
gowanych osób, różniących się na pewno cechami
psychicznymi, niejednakowo pobudliwych, lecz jakże
zgodnych w formułowaniu swych wrażeń. Jeśli więc
nie istnieją jakieś istotne różnice w reprezentowanych
postawach, świadczy to, jak bardzo podobne były
warunki życiowe tych wszystkich ludzi, jednakowo
uzależnionych w swym bycie od plonów jałowych,
piaszczystych gleb. Tylko u nielicznych jednostek,
które zakosztowały nieco lepszych warunków, nie
skrępowanych surowymi regułami praktycyzmu ży­
ciowego, mogło dojść do wykształcenia się bardziej
wielostronnie rozwiniętej wrażliwości.
„Ja to straśnie wsystko miłuję, i pole, i las, i łąkę,
ja na to wsysko patrzę i ładnie, nie mogę taksunku
na to wyłożyć, bo to mi się wsysko jednako podoba".
(Rozalia Skrodzka)
POGLĄDY NA PIĘKNO ROŚLIN
(DRZEW, KRZEWÓW I KWIATÓW)
Najczęściej spotykanym drzewem na terenie Kur­
piowskiej Puszczy Zielonej jest sosna („choja", „ C h o j ­
ka", „chujka"), a potem świerk („jeglija", „jeglaska").
Stanowią one zasadniczy drzewostan tutejszych lasów,
rosną często w mniejszych lub większych skupiskach
wokoło zagród, a nieraz samotnie wzdłuż dróg i w
polu na ugorach. Inne drzewa iglaste, jak cisy,
modrzewie, a nawet jodły, spotyka się dzisiaj na
Kurpiowszczyźnie raczej wyjątkowo.
Z drzew liściastych najwięcej chyba jest olszyn
(„olsyna"), które panują niepodzielnie w pobliżu strug
i wszelkich miejsc podmokłych. W starych wsiach
można spotkać okazy wiekowych dębów, częściej
jeszcze lip, a także pięknie wyrośniętych jesionów
(„jasień", „jesień"), klonów („klun"), kasztanów („kaśtan"), akacji („agacja",
„akacyja",
„wakacja"),
zmurszałych wierzb („zierzba"). Gdzieniegdzie w lesie,
czy w polu lub w obrębie zagrody rosną samotnie
brzozy („brzezina") i osiki („osa", „osina").
Warto jeszcze powiedzieć o drzewach owocowych.
Kurpie hodują wiśnie („ziśnia"), rzadziej jabłonie
(„jebłoń", „jebłonecka", „jepko"), grusze (,kruska"
rzadziej „krusa") i śliwy. Poza kilku wsiami, na
całym obszarze Kurpiowszczyzny nie ma sprzyjają­
cych warunków glebowych do uprawy sadownictwa.
Często w dużych kilkudziesięciohektarowych gospodar­
stwach jest zaledwie kilka słabo owocujących drzepow. Ostrołęka. Średniozamożna. Nie potrafi wycinać.
Zdobieniem izby wycinankami zajmował się starszy
o 20 lat brat. Potrafi tkać i lepić figury z ciasta.
Ewa Rydel, ur. 1885, zam. w. Charciabałda,
pow. Ostrołęka. Zamożna, współwłaścicielka tartaku.
Mimo podeszłego wieku doskonale wycina. Potrafi
tkać, umie malować jajka, lepię figury z ciasta, zna
wiele miejscowych pieśni.
25

�H. 7. „Ofiara", świeca wotyw­
na z wyobrażeniem
zwierząt
hodowanych w gospodarstwie.
Wyk. w 1960 r. Antonia Ci­
cha, Brzozowy Kąt, pow.
Ostrołęka. II. 8. Fragm. tka­
niny „buronki".
Wyk. ok.
1914 r. Marianna Zalewska,
Łyse, pow. Kolno.

wek wiśni. Inne natomiast drzewa owocowe, nawet
przy znacznych staraniach gospodarzy, nie przyjmują
się, a jeśli już uda się je wyhodować, owoce są
mizerne, cierpkie lub kwaśne.
Najbardziej chyba charakterystyczną
(zarazem
reprezentującą stosunkowo najwęższy zakres doznań
estetycznych) bywa taka postawa w ocenie piękna
drzew, w której za kryterium oceny przyjmowana
jest wyłącznie ich pożyteczność. Uznanie, iż drzewo
,.ma wygląd", jest „wyględne", „strojne", „taka zeń
strojnota", „ładne", „taka zeń ładnota" lub „prawdziwa
strojnota" „prawdziwa ładnota", czy wreszcie że jest
„mocno psiękne" — pokrywa się zawsze z uznaniem
jego szczególnej przydatności w gospodarstwie. Nie­
którzy cenią więc klony, lipy, jesiony, dęby czy
kasztany otaczające zazwyczaj stare zagrody i sku­
tecznie chroniące zabudowę przed piorunami, wiatrem,
czy dostarczające cennego cienia w czasie upałów,
a jednocześnie posiadające doskonałe drewno. Inni
znów zwracają uwagę wyłącznie na drzewa owocowe,
szczególnie grusze, śliwy i jabłonie, których smaczne
owoce tak trudno wyhodować na tym terenie. Nato­
miast uwagi jednych i drugich uchodzi, nie wywołując
żadnych przyjemnych doznań, widok drzew tak po­
wszednich na Kurpiowszczyźnie, jak sosny, świerki
czy olszyny. Również te drzewa, z których surowiec
jest lichy (wierzby, osiki) nie stanowią dla nich
przedmiotu estetycznych doznań. A niekiedy nawet
drzewa twarde, przy tym pięknie i wonnie kwitnące
— akacje — budzą nawet swego rodzaju odrazę.
„Najpsyjemniejse, to jabłonie i śliwy, bo owoc
ną nich ładny, smacny jek dostojały. Teka jabłoń

obwiesona jabłuskami, to prawdziwa strojnota. Dru­
gie drzewa to juz nie to, a na akacyje to nie łubie
nawet popatrzyć, bo mi raz nogi do krwi pokalecyła."
(Marianna Zalewska)
„Ładne, strojne drzewa to wiśnie i kruski. A k l u ny, kaśtany, inne cuda, to nie robi mi różnicy, rośnie
to niech rośnie. Z tych prostych drzew, to jesce
łubie popatrzyć na cis, bo mi sie podoba jako tako,
bo ma taki inny, niepodobny do insych wygląd."
(Ewa Rydel)
W przedstawionych wypowiedziach znajduje wyraz
najbardziej skrajna postać omawianego stanowiska,
zdarza się bowiem również spotkać z uznaniem za
piękne tych przymiotów drzew, z którymi nie wiąże
się jakieś bezpośrednie praktyczne znaczenie.
„Drzewo jek sie rozwinie to każde ładne i ma
wygląd, a jek liście opadną, to nieładne. Lipa najładniejsa. Niesiąc znijdzie, to zakście, ksiatki puchną
i mocno ładnie pachną. A kaśtan i klun ładny —
ma ładne zieloniutkie liście i sie rozkłada jek pa­
rasol. Jeglije, to najgorse, suche takie, jek się na
ogień położy to trzaska. A osina, to jesce skaradniejsa, a mózio, co wiater jest. cy nima to ciungiem
się ruchają. Mnie się to drzewo nie podoba." (Fran­
ciszka Zisk)
„Brzezina, klony, lipa, lescyna, choina i sidwa,
co ma niebieskie kwiatuski, mi sie straśnie podoba.
Zierzby, osy, jeglije to mi sie za bardzo nie podobają
dlatego, ze sie nie nadają nawet do opału. A lipa,
klon i brzozy, to pozytecne. Z brzozy, to nawet
leci jaśkoła — dobra na barsc gotować, i liście, i kurę
103

�«

mają ładną. Z gałęziów dobre są miotły, to przyjemne,
bardzo psiękne dzewa." (Anna Kordeeka)
Nie ulega kwestii, że łatwy do dostrzeżenia (opa­
danie i wzrost liści) proces wegetacyjny drzew liś­
ciastych wywołuje u wielu informatorów doznania
estetyczne. Stąd też m.in. tak wiele uwagi poświęcają
oni właśnie tym drzewom. Wydaje się, że zawsze
jednak u podstaw zainteresowania leży sama wartość
materialna określonego drzewa, oraz to, w jakim
stopniu wyróżnia się pod tym względem wśród i n ­
nych drzew, a to z kolei wyzwala reakcje na zalety
jego budowy, kształtu korony, barwę kory i liści.
Oczywiście pojęcie wartości materialnej czy pożytecz­
ności jest tu bardzo względne. Trudno bowiem byłoby
nie przyznać tych zalet np. sośnie — drzewu stano­
wiącemu podstawowy surowiec w budownictwie (tra­
dycyjnym), sprzętarstwie itp. Nie chodzi tu jednak
0 „powszednią" pożyteczność czy zwykłą w a r t o ś ć . '
„Lescyna mi się najbardziej podoba i jesień i klon.
Ale lescyna najładniejsa. przyjemna ozechy ma i dla­
tego, ze nasa wiara mówi, ze lescyna gdzie jest to
piorun nie trzaśnie. Lescyna. to błogosławione, ka­
tolickie drzewo. Łono ma podstawę kształtną i gęste
liście fajne." (Rozalia Bednarczyk).
„Tu my jesteśmy obsadzeni samymi pięknymi
drzewami, takimy drzewamy gdzie piorun nie uderzy.
Jest lipa, lescyna i klon. Na lipie się Matka Boska
objawiła w Świętej Lipce, pod lescyna skryła się
z Panem Jezusem jek Herod ją gonił, a na klonie
tez się objawiła ale w Grytwałdzie. To są wsystko
ślicne, przepiękne drzewa. A są znów takie, co mi
się nawet wyglądem swoim nie podobają, jek ta
akacja, co ma kolce. Gdzie to rośnie, to przejść nie
można. U nas rosła w ogródku, to wsystką powycinalim." (Stefania Samsel)
2

Podobnie jak w innych wypowiedziach na temat
świata przyrody, tak i tu zdarzają sie wyjątkowo
poglądy różne od wyżej przytoczonych. Wyrażają
większą skalę doznań nie ograniczając się do katego­
rycznego uznawania za piękne tylko bardzo okreś­
lonych rodzajów drzew.
,.Są rozmaite drzewa, rozmaite scepy. Po drogach
teraz posadzone sa wakacie, to tes stroine drzewa.
Te jegliie, to takie powyrastane, to taka ładnota,
dwadzieścia psieć metrów trzyma do góry. taka
prawdziwa strojnota. Brzezina, to łuna tez strojnie
rośnie i gałęzie ma jek leluja. Wsiskie drzewa są
ładne, psiękne. a takie strupy, k^eceństwo Tdrzewa
zniszczone przez człowiek — J.O ], to az żałość pa­
trzyć." (Rozalia Skrodzka)
Z całości rozpatrywanego materiału szczególnie
cenne są wypowiedzi wyrażające poglądy na piękno
kwiatów, ponieważ daia nam wvobrażenif&gt; o wrażli­
wości estetycznej ludzi z omawianego środowiska.
Obiekt, zainteresowania nie ma bowiem w tym
wyoadku ściśle ustalonych wartości utylitarnych,
a jego piękno manifestuje się wyraźniej niż innych
przejawów przyrody.
Nie bede omawia' spotykanych na Kurpiowszczyźnie rodzajów kwiatów, czv to ogrodowych, czy pol­
nych, charakterystykę ich dają przytoczone niżej
wypowiedzi. Wspomnę tylko o stronie zwyczajowej
" Mogą odgrywać tu pewną rolę wierzenia, ja­
kimi otacza lud drzewa. Większości rosnących
w kraju, w tym również na terenie Kurpiowszczyzny
(brzoza, cis, dąb, olsza, jesion, osika) przypisuje się
szczególne, nadprzyrodzone właściwości. Jest przy
tvm rzeczą znamienną, iż z wierzeń tych wyłączona
m.in. bvwa sosna. Por. Adam Fiszer, Drzewa w wie­
rzeniach i obrzędach ludu polskiego, Lwów 1938,
« 3—17: Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz,
Zwticzaie wiosenne ludu polskiego, odbitka z: „Wiedza
1 Życie", Warszawa 1927, s. 7—11.
104

zagadnienia — o wykorzystywaniu kwiatów do róż­
nych określonych celów.
W tradycyjnej obyczajowości Kurpiów kobiety po­
czuwały się jak gdyby do obowiązku dbania o to,
aby kwiaty rosły w ogrodzie (najczęściej przed
domem) oraz w donicach (na oknach domu widocz­
nych od strony drogi i wejścia). W powszechnej opinii
kwiaty znajdujące się w tych miejscach uważane
były za widome świadectwo gospodarności domowni­
ków, a także dodrobytu panującego w domu, pozwa­
lającego na zajmowanie się czymś tak nie związa­
nym ze stałymi kłopotami dnia. Nie było zaś zwyczaiu
ustawiania we wnętrzu demu bukietów żywych
kwiatów. Sam zresztą charakter wnętrza nie sprzy­
jał temu zupełnie. Przystosowane ono było, przede
wszystkim do zajęć gospodarczych, a następnie do
spożywania posiłków i odpoczynku — głównie spania.
Nie było w nim, jak wiadomo, ani sto u ustawionego
centralnie, ani też szaf, czy stolików, które nadawa­
łyby się do udekorowania naczyniem z bukietem
kwiatów. Co prawda, stół ustawiony w jednym
z kątów izby, służący od jakiegoś czasu jako swego
rodzaju ołtarz z figurą osoby świętej lub „pasyją",
mógł być takim miejscem , ale wykorzystywano
go przy rozmaitych -domowych zajęciach jako składo­
wisko przyborów np. do szycia, czesania, niekiedy
kładziono nań chleb, to znów odstawiano przedmioty
kultowe i wówczas służył do bardziej uroczystych
posiłków. Dlatego też na stole tym kwiaty, jako
przystrój przedmiotów kultowych, pojawiają sie sto­
sunkowo późno, kiedy coraz mocniej ugruntowuje się
potrzeba należytej czci dla „świętego" miejsca. Zna­
mienne, że nie są to kwiaty żywe — z ogrodu, łąki
czy lasu, lecz prawie zawsze sztuczne — własnej
roboty lub zakupione na targu. Niewątpliwie wchodzi
1u w grę szczególne upodobanie do tego właśnie ro­
dzaju kwiatów, ale nie jest też bez znaczenia ich
trwałość oraz wzgląd, że podczas korzystania ze stołu
nie ma obawy rozlania wody, której wymagają kwia­
ty naturalne.
ł

27

Kwiaty, obok rozmaitych ziół, czy w ogóle pewne
rośliny występują dosyć często w ludowych obrzę­
dach jako niezbędny przejaw adoracji obiektów
kultowych. Kurpie używają ich podczas dorocznych
świąt do przystrajania figur i krzyży przydrożnych
oraz wnętrz kościoła. Sposób, w jaki wite są w tvm
celu bukiety, wieńce lub girlandy, nie świadczy by­
najmniej o jakiejś większej znajomości i umiłowaniu
przez Kuroiów tego swoistego kunsztu dekoratorskiego. Inaczei już bywa w wypadku bardziej w aściwych
kulturze ludowej obrzędów, jakimi sa np. na terenie
Kurpiowszczyzny: w ązanie na polu „przepiórki"
z. kłosów żyta i kwiatów polnych (odpowiednik —
w innych stronach — plonu), wycinanie „marcinek"
i strojenie bydłu rogów wiankami przed pierwszym
wypasem, wicie ..zianusków" na Matkę Boską Zielną,
czy nawet sporządzanie palm wielkanocnych.
ł

;

Należy jeszcze odnotować fakt, że w miejscowej
tradvcii całkowicie obcy był zwyczaj wvkorzystvwam'a kwiatów iako darów — symboli uczuć dla bliskich
lub osób. wobec których żywi się szacunek. Na Kurpiowszczyźnie nigdy dawniej nie składano kwiatów,
ani osobom żywym ani umarłym. Często występujący
w innych stronach tradycyjny zwyczaj przystrajania
27

Istnieje wiele powodów aby sądzić, iż stół
ustawiony w kącie izby zaczął pełnić na Kurpiowszczvźnie funkcię domowego ołtarza dopiero od połowy
X I X w . t j . od momentu przełamania na tym terenie
powszechnego indyferentyzmu religijnego.
Szerzej
omawiam to zagadnienie w innym miejscu, por.:
Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I woiwi
światowej, „Polska Sztuka Ludowa", 1961, nr 4, s. 209.

�mogił kwiatami czy owocami jarzębiny, kasztanowca
lub głogu — tu nie był przyjęty. To, że nie wykorzy­
stywano kwiatów jako darów, byłoby faktem bez
większego znaczenia w interesującym nas przed­
miocie, gdyby nie wielka popularność u Kurpiów,
tak zresztą jak i u innych grup ludowych, zwyczaju
obdarowywania się przy wszelkich okazjach rodzin­
nych, szczególnie zaś podczas zarękowin, wesela
i chrztu — przedmiotami o wartościach material­
nych.
Wydaje się, że podanie tych wszystkich uwag
było konieczne, z wypowiedzi informatorów bowiem
nie zawsze wynika dostatecznie jasno ich stosunek
wobec piękna tych roślin. Szczegółowe opisywanie
przez niektórych informatorów wyglądu kwiatów
sugerowałoby np. znacznie rozbudowaną ich wrażli­
wość na kształt, budowę kwiatostanu, strukturę
i barwę płatków, a tak w rzeczywistości nie jest.
„Nagietki drobne, żółte, krozowate, takie jakby
kto je pociepał, a w środku kocioulek, tak po żniwach
lubi kścieć, to je cuć trupem — ale ładne ksiatki.
Comber jakoś kścieje, chyba niebziesko. To to ładnie
pachnie. Ale najsykowniejse, to orginy i różowe,
i cerwone, i bziałe. Tutaj u nas to ich nie mają, je
mają na Prusach i u ślachty. Orginy są ksiaty
najładniejse, bo to jak podłoży pod nią gnoju (mają
pod spodem takie kartofelki), to urosną duze, jest
na co popatrzyć." (Franciszka Zisk)
„Dawniej to rumianku nasieli, zeby pachniał,
a z insych ksiatów to comber, taki zieluny i ma nie­
bieskie ksiatki, takie drobne jek konicyna. I saranki
były. Najładniejse to pliściowe i cerwune i niebieskie,
taki rozmaity kolor mają, jakie tylko farby. Te są
ksiatki średniodrobne... Na łunkach to rośnie trzęsiunek, to tes ładny ksiatek, łun ma takie łopatki, jak
urwać wiązkę, to łun nie postoi, łun zawse bandzie
latał, a inse kukawki, białe, żółte ksiatki, co ich
moc na łunkach to zbytecne:" (Ewa Rydel)
„Kwiat kwiatowi nie równy, te co do ołtarza,
to najpiękniejse — róże, tulipany, woska piwonia,
lilia, to są duze kwiaty, to są kwiaty zachwycające.
A są takie polne, to do nicego, do otłarza nie pasują."
(Anna Kordecka)
„Ładne kwiaty, to piwonia, chryzantema, bo ma
duze dubeltowe kwiaty... Z tych, co na łąkach, przy
struskach rosną, to mi jesce podchodzą niezapomi­
najki, jak wsadzić do wody to same rosną, ale to
małe kwiatki." (Marianna Zalewska)
„Georginie, lelje, astry, to fajne kwiaty. Georginie
i lelje, to znać, ze kwiaty, je na co popatrzyć. U nas
teraz na Kurpiach to przeważnie wysokie są kwiaty,
a tych drobnych to nie sieją... Z tych co w domu
się trzyma, to fortensja najładniejsa, bo co miesiąc
inacej kście i kawaler albo gupi jaś to tes dobry,
bo stale ksitnie." (Stanisława Olender)
,.Z dawności hodowalim saranki i nagetki-żółte,
takie nieduże, co mają takie pazurki i siła zielunego.
To byli takie zwykłe kwiatki... Astry, o to piękne,
najpiękniejse są więkse i takie rozmaite."
Tak więc tylko kwiaty hodowane w ogrodzie i w
domu spotykają się z większym lub mniejszym, lecz
zawsze zgodnym uznaniem dla ich estetycznych
walorów. Natomiast jeśli chodzi o kwiaty z łąk —
to już tylko bardzo nieliczne (np. niezapominajki,
rumianek i „trzęsionek") cieszą się podobnym uzna­
niem. O kwiatach leśnych i rosnących na polach
(najczęściej w zbożu) informatorzy nie wspominają.
Leśne, podobnie jak większość kwiatów z łąk, są im
pod względem estetycznym zupełnie obojętne, polne
zaś uważane są za chwasty zagrażające plonom zbóż,
co również wyklucza przyznanie im wartości estetycz­
nych.
28

29

28

Antonina Cicha, ur. 1900, zam. w. Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka. Zamożna, uprawia tkactwo, umie
wycinać oraz lepić figury z ciasta i wosku.

Znamienne jest bardzo, na jakie cechy kwiatów
zwracają główną uwagę informatorzy i które z nich
wywołują najżywsze reakcje. Jeśli chodzi o kwiaty
hodowane — najważniejsza jest ich wielkość. Te,
które są „duże", „dubeltowe", „znać że są kwiaty" —
podobają się najbardziej. Kwiaty zaś „drobne",
„małe", „średniodrobne" — choćby miały piękny za­
pach, barwę — zawsze ustępują dużym. Znacznie już
mniejszy zachwyt wywołuje różnobarwne i długo­
trwałe kwitnienie. Jeżeli chodzi o takie kwiaty, jak
niezapominajki, rumianek czy wspomniany „trzęsio­
nek", to ich specjalne przymioty, wyróżniające je od
reszty kwiatów polnych wywołują uznanie. Może to
być zdolność zachowania długo po ścięciu świeżego
wyglądu, albo jakaś cecha szczególna, niezwykła,
np. „trzęsionka", czyli drżenie delikatne zawieszonych
kwiatostanów.
Ładunek emocjonalny w ocenach piękna poszcze­
gólnych kwiatów nie jest więc jednakowy, nigdy
jednak, jak mi się wydaje, nie jest tak znaczny, aby
mógł świadczyć, że stosunek do kwiatów wyróżnia
się bardziej od innych reakcji omówionych już
wcześniej.
„... Lubzie żółte ksiaty, rosną duze, o mój Boże
jak to się zakście. U mojej mamusi to cały ogród za­
walony był ksiatami, różnego kalibru, i jasne, i po­
marańczowe, i żółte. Mnie sie rozmai+e spodobyły,
małe i duze, rozmaite ksiaty i te co na łąkach, w ży­
cie, i w lesie kścieją. O Maryjo, jakie psiękne nieraz
w lesie najdzie się. Jak bym ja ksiatów nie lubziła
wszyćkich, to ja bym tych lelujów wycinała?" (Ro­
zalia Skrodzka).
Na tego rodzaju żywą, a przy tym jednakowo silną
reakcję na piękno wszelkich kwiatów (zarówno ma­
łych, jak dużych, ogrodowych i polnych), udało mi
się natrafić — na ogólną ilość 40 przebadanych i n ­
formatorów — zaledwie w dwóch wypadkach.
POGLĄDY NA PIĘKNO OWADÓW, PTAKÓW
I ZWIERZĄT LEŚNYCH
„Są takie robaki trawniki cerwune i zielune, to
pseciwne ludziom — kąsają. A w boru są duze ciązniki, śwecące, pomarańczowe, a łby mają złote. I są
padalce siwe i znijiska. Są takie się nazywają krówki,
jak kartofle, becą jek dzwon. Te paskudztwo co się
komary zwą, to skoda o nich gadać. Mandle bziałe
są, mają okrągłe, nawet ładne skrzydełka. Nad wodą
żyją to walne robactwo — furane [fruwające], to
dwóch sortów są bziałe i cerwune, są tez kuniaki
srebrne, jak palice duze. Jest tego, a jest. Nie chce
juz sobie ich więcej wspominać". (Rozalia Skrodzka)
Oto najbardziej łagodne wyrażenie uczuć żywio­
nych wobec ogółu owadów, które nazywa się na Kurpiowszczyźnie „robastwem" lub „robakami". Wypo­
wiedź pochodzi od informatora wyjątkowo wrażli­
wego i tylko tym należy tłumaczyć jego powściągli­
wość w ocenie każdego z tych stworzeń. Zazwyczaj
bowiem mówi się o nich tak:
„O jakie są rozmaite robaki, o matko moja. Każ­
dego bym pantofla zdjęła i zabiła. Żadne mi się nie
podobają wcale. Motyle to się ich boję, takie obrzy­
dliwe, to ja się ich nawet boję". (Anna Kordecka)
Spośród owadów tylko trzmiele i pszczoły spoty­
kają się u starszych ludzi z na tyle życzliwym stosun­
kiem, aby można było mówić o wywoływaniu przez
te stworzenia jakiegoś rodzaju doznań estetycznych.
Ale nawet w wypadku pszczół, o których się mówi
nie inaczej, jak „dobre robacki", „dobre robaki" itp.,
wszelkie zachwyty dotyczą w zasadzie tylko poży29

Na podstawie wypowiedzi informatorów wy­
mienionych w przypisach: 13,14,15,16,19,20 i in.

105

�II. 9. „Leluja",
wycinanka.
Wyk. ok. 3955 r. Marianna
Zalewska, Łyse, pow. Kolno.

tecznej dla człowieka ich pracowitości, nigdy zaś np.
misternej budowy ciała, czy ogólnego wyglądu &gt;.
„... Iść do ula popatrzeć jak one pracują, jak przy­
chodzą obładowane na nogach, to drugie pomagają,
a jak brzęcą — mają taki ucciwy rozdźwięk, ze się
tylko ukłaść. Jak gryka zakwitnie, to jak one miód
zbierają, do straśny dźwęk. Tam nie ma sporu, złości".
(Teofil Nasiadka)
Wypowiedzi o ptakach reprezentują bez porówna­
nia szerszy, bardziej rozbudowany zespół wrażeń.
„Nic wcale się na ptactwie nie znam. Jeden wróbel
i wrona co mi się pod nosem kręcą, to o nich mogę
powiedzieć, ze skudne i bez żadnego nawet wyględu.
Kiedyś to były bąki. Jek zabucał, to na mile było
słychać. Były tez prukawki, to jek zaceły prukać
w lesie, to jek jechał w kunie, to mu as ustały. Gile
takie byli, co pod kołdunem ma pióra zielune i siwe,
ale juz kilka lat go nima. Skonciś psylatywały jed­
wabniki. Na jesieni kalinę obsiadły, to walnie duze.
Nie bace juz, cy miały kropki po sobie, cy jakiś psystrój miały. To były śwycące, ślicne ptaski". (Józef
Slachetka)
„Ładnych ptasków u nas dosyć ich jest, ale nawet
nie wiem jak sie nazywają ... Sroka, o, ta jajka krad­
nie, kukułka ona tez niedobra, a dziencioł tes do
nicego — śnierdzi. Dzieci raz go w gniździe wynaleźli
to śnierdział paskudnie. Słowik on to jesce najładniej
może śpiewać". (Stefania Samsel)
„Jaskółki najbardziej jesce lubzie, a te wszystkie
inne to skodniki. Sykowny jest jesce łubek, dzie
przyjdzie, to dziubie, piórka ma takie cerwune kiele
ocu i cubek ma. Ładny ptasek. Jastrząb, to strojny
ale niedobry, jeg go lubić i chwalić, jek się jego
urodą zachwycać jek on skudny jek pies". (Ewa
Rydel)
Stwierdzenia: „nic wcale się nie znam na ptac­
twie", „nie wiem jak się nazywają", przy tym rzeczy3t

31

32

30

Szerzej omawiam stosunek do pszczół w pracy:
Tradycyjne
wierzenia o pszczołach z
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej, „Literatura Ludowa", 1961, nr 4—6,
s. 39—44.
Teofil Nasiadka, ur. 1876, zam. w. Dębniki,
pow. Łomża. Gospodarz średniozamożny, pszczelarz,
nie uprawiał żadnej dziedziny twórczości plastycznej.
31

106

wiście nienajlepsza orientacja w przymiotach właści­
wych określonym ptakom („gil pod kałdunem ma
pióra zielune i siwe") świadczą, że większej uwagi
nie poświęcano tym stworzeniom. Stąd też duża róż­
norodność stanowisk jeśli chodzi o wskazanie ptaka
pięknego. Oczywiście szkodników w ogóle nie bierze
się w tym wypadku pod uwagę, chociażby były naj­
piękniej upierzone, ładnie śpiewały itp. Ich niepożyteczność wyklucza jakiekolwiek uznanie. Natomiast
wśród ptaków, które nie szkodzą, każdy informator
dostrzega dwa najwyżej trzy, które mu się podobają.
Zależnie od okoliczności, w jakich miał z określonym
ptakiem styczność, czy widywał go lub słyszał częściej
albo rzadziej, rodziło się żywsze nim zainteresowa­
nie. Wówczas też powstawała reakcja na specyficzne
dla „wybranego" ptaka przymioty. Mogła więc w grę
wchodzić u jednych — barwa upierzenia, u innych —
jakieś drobne szczegóły ogólnego wyglądu, czy wresz­
cie zachowanie — głównie śpiew.
Oto zestaw wypowiedzi spotykanych najczęściej.
Obok nich spotyka się inne, w których przejawia się
już nie tak obojętny i przypadkowy stosunek do
ptactwa.
„Wsystkie ptoski ładnie śpiewają jek ciepło. Jek
ciepło to każdy się weseli. Kukawki jak jest zaranek,
to ślicnie śpiewają. Skowronek śpiewa, to wesoło na
świecie. Łubki to dzie na chliwie albo na opasi zrobzi
gniazdo, to ładny, pstry ptasek. Mnie się zdaje, ze
każdy przyjemny sykowny, jek weźmie śpiewać. K r u ­
ki, a wrony, a jastrzębie mają ładne psióra, ale to
niedobre, nieprzyjemne ptaki". (Marianna Strzemienna) .
„Najgorse pożarte, niedobre, co żrą kurcaki, to się
nazywają jastrzebzie, to ładne, strojne są, mają psiórka bręgowate. Drugie się nazywają seroki, siwe są.
bzegi u sksydełek i ogony mają bziałe i krowatki
bziałe mają, a łebki carne, to strojne ptaki, to jaj­
kami tylko żyją. kradną. A gołąbki, to ładnota,
a grucą łuziut, łuziut. one strojne, a są gapy, co mają
plecy siwe. a sksydła i oguny corne to tes strojne
ptaki. Gołąbki, seroki i jastrzębie to najstrojniejse".
(Marianna Bałdyga).
Ptaki śpiewające wymieniane są w pierwszej koleiności i najczęściej. Śpiew skowronka i turkawki
uchodzi przy tym za najpiękniejszy. U niektórych
informatorów wywołuje on uczucie zadowolenia i ra­
dości. Ptaki nie śpiewające, ale barwnie upierzone,
zajmują następne miejsce. Jest rzeczą znamienną,
w kontekście z poprzednio omawianymi postawami,
że ta grupa informatorów ptakom nawet najbardziei
szkodliwym (jak np. jastrzębiom) nie odmawia już
uroku. Zdarza się, że pstre upierzenie tych ptaków,
ich lot szybki lub majestatyczny wywołuje duże
uznanie lub nawet podziw.
Należy jednak jeszcze raz powtórzyć, iż obecnie
u starszych ludzi z terenu Kurpiowszczyzny posta­
wa taka jest bez porównania rzadziej spotykana niż
poprzednio opisana. Nie wykluczone, że dawniej było
inaczej. Chociażby przy końcu X I X w., kiedy lasv
nie były tak jak dziś przetrzebione, nad strugami zaś
r o z c i ą g a j się bardziej rozległe tereny pokryte szu­
warami — i tym samym ptactwo miało lepsze warun­
ki, spotykało się więcej jego rzadkich gatunków,
33

32

Józef Slachetka, ur. 1889, zam. w. Szafranki,
pow. Ostrołęka. Gospodarz niezamożny, rybak zawo­
dowy, nie zajmował się twórczością plastyczną.
Marianna Strzemienna, ur. 1867, zam. w. Wy­
krot, pow. Ostrołęka, średniozamożna, zajmowała się
tkactwem, innych rodzajów twórczości plastycznej
nie uprawiała.
33

�szczególnie atrakcyjnych pod względem wyglądu czy
zachowania.
To samo można w zasadzie powiedzieć jeśli cho­
dzi o wszelką dziczyznę. Dzisiaj wielu najstarszym
nawet ludziom większość zwierząt leśnych nie jest
zupełnie znana z widzenia. Dlatego też bardzo trudno
jest dopatrzyć się jakichś istotnych prawidłowości
w poglądach na piękno tych stworzeń. Zrozumiałe,
że zupełnie inne będą one u osób, którym udało się
jeszcze widzieć jakieś „dzikie" zwierzę, aniżeli u tych,
które nie miały tej okazji. „Dzikich stworzeniów nie
zidziałam, to nie poziem, które mi się spodobają.
Zajunc casem przeleci, ale zajunc — jek to zajunc"
(Franciszka Zisk). Należy jeszcze dodać, że nie zawsze
mogła to być okazja oglądania zwierzęcia w natural­
nych warunkach jego przebywania.
„Niech ta ciort weźmie wszystkie gady, robaki
i inne zwierze. Ze zwierzyńcem raz psyjechali, to na
żadne patsyć nie mogłam ... Wsyscy chodzili oglądać
waza, a ja popatrzyła się wstrząchłam i posłam. Lisa
nieli wyrudziałego, to scezył na wsystkich zęby,
pascękę rozdziawił i charcał". (Marianna Zalewska).
POGLĄDY NA PIĘKNO KRÓW I KONI
Wybór koni i krów jako wyłącznego obiektu ba­
dań poglądów estetycznych, związanych ze zwierzęta­
mi domowymi, hodowanymi przez Kurpiów, podykto­
wany był z jednej strony faktem występowania sto­
sunkowo najszerszego zespołu wartości estetycznych
u tych zwierząt i z drugiej ich znaczeniem w gospo­
darstwie chłopskim. Przynajmniej od połowy X I X w.
krowy i konie stanowią podstawę gospodarki hodo­

wlanej na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej.
Hodowla innych zwierząt była tu zawsze słabiej roz­
winięta, a tym samym mniej poświęcano jej uwagi.
Tak więc na przykładzie tych dwóch zwierząt naj­
łatwiej i chyba najdokładniej można prześledzić sto­
sunek, jaki żywią starsi mieszkańcy Kurpiowszczyzny
do żywego inwentarza. Nie chodzi tu o stwierdzenie
oczywiste, że zabiega się o zdrowie i jak najlepszy
rozwój stada, że nad nieoczekiwaną stratą każdej
sztuki ciężko się boleje. Chodzi natomiast o to, iż
chów tych stworzeń wprowadza jakiegoś rodzaju uza­
leżnienie ludzkiej jednostki, u której zawsze drzemie
gdzieś w głębokich pokładach świadomości pragnie­
nie nieskrępowanej swobody. Codzienny trud kar­
mienia licznej, nigdy nie sytej trzody na pewno za­
ostrza to pragnienie. Stąd na każdym kroku wymierza
się tym zwierzętom najgroźniejsze przekleństwa,
a jeśli oszczędza się im cięższych razów (chociaż też
nie jest to regułą), to tylko z troski .o własny interes.
Stworzony został osobny zasób wyrażeń najbardziej
grubych, które by najdosadniej określały to wszystko
co wiązać można z bydłem i nierogacizną. Utrzymy­
wanie się ich w stałym, żywym obiegu wskazuje, iż
nie zaszły istotne zmiany w systemie wychowu i uza­
leżnieniu od niego chłopa. Zwierzęta te otoczono nadomiar wierzeniami, które przypisują niektórym
z nich najbardziej złe moce. Na terenie Kur­
piowszczyzny jeszcze dziś utrzymują się one w formie
reliktowej wobec konia, psa i ś w i n i .
34

34

Por. J. Olędzki, Wota woskowe ze wsi Krzy­
nowłoga Wielka i Brodowe Łąki, „Polska Sztuka L u ­
dowa", 1960, nr 1, s. 14.

107

�Wszystkie zatem najtroskliwsze nawet zabiegi
w stosunku do żywego inwentarza dokonuje się
z ciężkiej konieczności, której przyświeca jedyne
pragnienie — maksymalnego wyzyskania materialnego
każdej sztuki. To- wyłączne zainteresowanie, w wy­
padku konia uczynienia go najwydatniejszą siłą po­
ciągową, a bydła — jednostek najbardziej mięso
i mlekodajnych, przewodzi wszystkim opiniom o ich
wyglądzie, kształtuje bez reszty związane z nimi po­
glądy estetyczne.
,.Jek tłuste stworzenie to piękne. Tek koń jek
i krowa". (Antonina Cicha).
„Krowa jek sie wychowała tłusta, taka ze ją w i ­
dać i wymię ma tłuste, to sykowona. Tak samo i koń
każdy ładny jak dobze wychowany". (Marianna Za­
lewska).
..Krowa jak i kuń jak dobze wychowane, nie ste­
rane, tłuste, to jaka by nie była maść, to ładne".
(Stanisław Koprek).
Oto najbardziei bezpośrednie, najprostsze stwier­
dzenia, nie zawoalowane żadnym dodatkowym przy­
braniem słownym. U podstaw ich leży reakcja na
przymioty dobrego wyhodowania zwierzęcia, mani­
festującego się w ogólnym jego wyglądzie — głównie
kszta cie tułowia. Ale istnieią informatorzy nie ma­
jący tak surowych doznań, którzy są bardziej wymapaiacy wobec wvgladu zwierzęcia wartościowego i po­
trafią prawie smakować w symptomach właściwych
mlecznej, obfitującej w mięso krowie i mocnemu ko­
niowi.
..Koń ni zólty, ni corny. ani bzieły tylko kaśtan,
to najstrojnieisy. Jek ma piec seroki, a łud opałkowaty. a syje wygięta, a łepek honorowy, to je stroj­
ny. Krowa jek ma kałdun jek fura, a chrzvbiet gar­
baty, to nie honorowa, nie stroina, musi być tłusta
i chód mieć taki coby się w niej gnaty nie gibały.
I cyrwuna i łaciata, jek tłuste, to ładne". (Rozalia
Skrodzka).
..Kunie najładniejse to takie jek ziśn e cerwune
i żółte tes mi jesce podchodzą. Bziały. to sie mózi —
iedzie z bziałą bziedo. To jak juz inaksego nie może
kuoić... Corny, to mi sie nie podoba, bo mi sie wydaie ze nie ma stroiu. zresta cornv. to zawsze gorsv,
ociąga sie przy robocie. Jek kaśtanowaty taki cyrwunv. to zaraz tłustsy sie wydaie". (Ewa Rvdel).
„Kaśtany to naistrojniejse. s w e tvs sa jesce stroine, kare jus nie tyle wyględne. Wsystkie ładne jek
tłuste, wypasione, to i tuzvcka l?7y i biedra nie za
wysokie, syja krótsa sie robi. pierś się mhi silnieisa,
inny fason. Choć to s?mo stworzenie, takie wvględniejse. zdatniejse do roboty i wyjazdki". (Władysław
Nasiadka).
..Piękne sa krowy cerwune i łaciaste. ładnie w y ­
chowane, a kunie kaśtanowe, cvrwune. takie krępe,
silne. A takie bia e i corne. to śmiertelniki. to strasnie nieładne. One zawsze do roboty gorse. Wsystko co
wsoaniałe. to piękne, takie zdrowp. żywe. mocne, takie
iak piorunem z nieba Ja to t=ka górnolotna. A są
fleematvki. im to byle co podchodzi. Takich to ja
bym pozabijała". (Anna Kordeckal.
Miedry poszczególnymi wypowiedziami nie zacho­
dzą żadne różnice jakościowe Znamienne jest. że
zarówno informatorzy mniei jak i bardziej wrażliwi
na estetykę •— w poglądach na piękno koni i krów
są jednomyślni.
Jako ..niękne". ..ładne". ..strojne", czy ..honorowe"
uznają tylko zwierzęta „tłuste", „dobrze wychowane",
ł

;

;

ł

35

Por. P. Szumowski, Z. Jastrzębowski, Przy­
czynek do studiów nad geograficznym rozmieszcze­
niem ras zwierząt, domowych w Polsce. ..Kwartalnik
Statystyczny", t. X: 1933. z. 1. mapa: Rozmieszczenie
ras koni w RzeczyDOspolitei Polskiej; M. Biernacka,
Kurpiowska aospodarka hodowlana, w opracowaniu
zbiorowym: Kurpie — Puszcza Zielona. Traducie hi­
storyczne a problem reaion».. cyt. wvd.. s. 234—236.
Por. T. Konopiński, Hodowla bydła — pocho36

108

„wypasione". Mogą się najwyżej różnić w ocenach
szczegółowych, gorzej lub lepiej orientować w zale­
tach poszczególnych odmian i ras.
Istnieje wiele powodów, aby twierdzić, że na te­
renie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej wyhodowana
została pewna miejscowa odmiana konia pospolitego
z domieszką konia ciężkiego i (mniejszą) lekkiego,
wysoko uszlachetnionego. Konie te charakteryzują się
niewysokim wzrostem, krępą budową, małą głową
i kasztanową maścią. Kurpiowszczyzna słynęła z nich
jeszcze do I wojny światowej . Stąd też najprawdo­
podobniej tak wielu informatorów uznaje za piękne
wyłącznie konie maści kasztanowej, względnie gniadej („żółtej") najbardziej ją przypominające. Nato­
miast bydło kurpiowskie, od czasów jak sięga pamięć
najstarszych informatorów, zawsze było mieszane.
Do I wojny światowej hodowano przeważnie krowy
maści „siwej", „pstrej" (czerwono-biała lub białoczerwona), „kobielastej" (czarna z białym pasem na
grzbiecie), a także „łyse" (czerwona o grzbiecie bia­
łym), „kropichy", „graniaste" (czarna lub czerwona
z białymi łatkami). Od końca X I X w. pojawia się
ponadto na tym terenie odmiana rasy nizinnej, białoczarnej i czerwonej — polskiej . W wyniku tak
znacznej różnorodności hodowanych odmian zrozu­
miałe są różnice w poglądach informatorów na piękno
krów o określonej maści. Najczęściej bywa tak, że
informatorzy uznają za piękne, względnie najpiękniej­
sze tej maści bydło, do jakiego najbardziej przywykli,
stykając się z nim w rodzinnej wsi lub zagrodzie.
35

36

POGLĄDY NA PIĘKNO FIZYCZNE CZOWIEKA
Piękno człowieka można rozpatrywać w mniej lub
bardziej szerokim aspekcie, uwzględniając np. przy­
mioty wyodrębniające go od świata zwierząt (przy­
mioty umysłowe! lub zatrzymując się na tvch tylko
jego cechach, które go wiążą z pozostałymi żywymi
istotami, czyli ograniczaiąc się do jego fizycznego
wyglądu. Wybierając pierwszą z tych możliwości
wkracza się w złożona problematykę etyki. Dlatego
też poprzestanę na analizie poglądów związanych wy­
łącznie z zewnętrznym, fizycznym pięknem człowieka,
jego figurą, budową, karnacją oraz barwą włosów
i oczu. Informatorzy nasi nie ujmuią jednak swych
ocen wyglądu człowieka w oderwaniu od wyobrażeń
o określonych walorach psychicznych czy charak­
terologicznych. Stoją bowiem na stanowisku, że u nie­
których osobników pewnym cechom zewnętrznym od­
powiadają ściśle określone zalety ducha. np. blondyni
0 błękitnych oczach mają dobre serce, szczere, otwar­
te usposobienie, a ich zaprzeczeniem są ludzie o wło­
sach rudych lub oczach zielonych. Tego rodzaju sta­
nowisko jest bardzo popularne w środowisku ludo­
wym. Dla podiecia próby interpretacji jego żywot­
ności w odniesieniu do Kurpiowszczyzny — niezwykle
pomocne są wvniki badań antropologicznych. Na
podstawie danych dostarczonych przez A. Maciesze
można z dużym prawdopodobieństwem twierdzić, że
wszystkie te cechy wyglądu, które wiążą się z nie­
korzystnymi przymiotami usposobienia i charakteru
człowieka wystenuia wśród ogółu ludności kuroiowskiej bardzo rzadko . W tym można by znaleźć w y ­
tłumaczenie utrzymywania się u starszych Kurpiów
owego niczym nieuzasadnionego uprzedzenia do r u ­
dych i zielonookich. Pamiętamy bowiem, że zawsze
oceniali oni negatywnie te wszystkie właściwości
37

dzenie, rasy, pokrój, dobór, żywienie,
użytkowanie
1 organizacja czyli biologiczne i ekonomiczne podsta­
wy hodowli bwdfo. Poznań 1931, s. 233; M. Biernacka,
op. cit s. 236—237.
Por. Aleksander Maciesza. Puszczanie przas­
nyscy. Przyczynek do charakterystyki
antropoloqiczn°i
Kurpióui. ..Archiwum Nauk Antropologicznych", t. IIT,
dz. A. Antropologia, nr 1, Warszawa — Lwów 1923,
s. 6—9.
37

�wyglądu np. zwierząt domowych, szczególnie zaś koni,
które nie występowały dostatecznie często lub —
inaczej — które odbiegały od spotykanych niegdyś
najczęściej.
Przejdźmy jednak do samych wypowiedzi. Infor­
matorzy, ustosunkowując się do urody ludzkiej, biorą
pod uwagę przede wszystkim wzrost, budowę i ogólną
kondycję obiektu.
„Jak jest scupiy, to lichy, to licho nadziejo w nim.
Najlepsy, najsyKowniejsy chłop, to taki średni (nie
wysoki), mocny. I kobieta tak samo, jak zdrowa, to
fajna". (Apolinary Waśkiewicz).
„Chude, wysokie ludzie to mi się nie podobają,
bo mają wygląd niezdrowego, nie zdatnego do roboty.
Na tłustego to bym stale patrzyła, bo tłusty to zdro­
wy, ładny. Jek cłowiek zdrowy, to cerwony, cerzysty,
taki prętki do wszystkiego". (Stanisława Olender).
„Przychodzili do mnie takie scupłe, rosłe chłopy,
to nie chciałam z nimi gadać. As przyset taki jeden
karcysty, cerwuny kark równo z włosami, mocny
seroki, to se pomyślałam dobry do gospodarki i do
pokazania ludziom". (Ewa Rydel).
„Mocno duze ludzie mi się nie podobają, takie
bociany. Średnie to mi się podobają, takie zgrabne,
tłuste. A chudy to ciemięga, to as zygać się chce.
Ale za tłusty, to tes nie ładny, jek by się na korycie
upas. Lubię patrzyć na takich prętkich, co chyżo się
rusają". (Anna Kordecka).
„Chudych to nienazidze, a tęgich, tłustych, to ja
tes nienazidze. Ja tych kadłubów nienazidze, bo jek
umrą, to śmerdzą i za życia śmerdzą. Te to do zwieziny podobne. Ja to tak jem, zeby jak najmniej
śmerdzieć jek umrę. Najpiękniejse, to takie są l u ­
dzie, me za duze ale i nie małe, bo ich nie zidać,
dobrze rozrośnięte, mocne, silne". (Rozalia Skrodzka).
Obraz ideału urodziwego człowieka rysuje się we
wszystkich wypowiedziach bardzo podobnie. Jest to
osobnik, który swoją budową, ogólną kondycją gwa­
rantuje pełne przygotowanie do ciężkiej pracy fizycz­
nej, tewne różnice zdań co do tego, czy jest nim
osobnik bardziej niż dobrze, czy tylko dobrze odży­
wiony, nie mają większego znaczenia wobec jedno­
myślności, iż nie jest nim na pewno osoba szczupła —
wysoka. Przy takim stanowisku zrozumiały staje się
w wypowiedziach brak jakiegokolwiek ustosunkowa­
nia się wobec poszczególnych części ciała, stopnia har­
monii i regularności budowy. Określona wielkość
i forma głowy, kształt dłoni i nóg nie stanowią dla
informatorów warunku piękna. Sporo natomiast uwagi
poświęcają oni cerze, znajdując w niej odbicie stanu
zdrowia.
Jakie jeszcze szczegóły w wyglądzie fizycznym
człowieka stanowią przedmiot estetycznych doznań —
wspomniałem już wcześniej. Są to barwa włosów
i oczu.
„Cyganów, carnych to nienazidze. Najpiękniejse
to takie, co włosy mają jasne i ocy jasne. A bure,
ciemne, to nie lubzie. Żielune to najgorse. Kot ma
ci zielune, to zdradliwe, to do nicego". (Antonina
Cicha).
„Podobają mi się mocno ocy niebzieskie. Carne
i sare nie, a juz kocie, to nie doj Boże, najgorse, fałsywe. Ciemne blondyny i satyny, to ładne, a ryzi
i ciorne takie kruki, to śkaradztwo. Ryzi to fałsywi,
a ciorny, to jekby się ufarbował na pokaz". (Józef
Slachetka).
„Jek okrągła buzia, jasne włosy i niebieskie ocy,
to sykowny. Cyganiaste, to mi się nie podobają".
(Franciszka Zisk).
38

„Puszczanie przy jednakowym z ogółem Pola­
ków Królestwa wzroście i siągu, jednakowych wy­
miarach obwcdu i długości głowy oraz jednakowych
najczęściej spotykanych wymiarach szerokości głowy,
a także jednakowej odsetce barw włosów, a więc
o włosach najczęściej szatynowych, wyróżniają się
największą odsetką oczu jasnych, największą ilością

„Mnie się spodobują ludzie jasne, coby ocy,i włosy •
nieii jasne. Ale takie całkiem jasne to juz me, a cerwune, takie ryzie, to jesce gorse, to niedobre takie
ludzie, chytre, mściwe, taki, to gotów cłowieka zabić".
(Marianna Bardyga).
Tak więc równ.eż w stosunku do tych drobnych
szczegółów urody ludzkiej informatorzy zajmują
ściśle określone stanowisko, nie różniąc się w wyma­
ganiach, jednakowo żywo wyrażając swój stosunek
do cech, które uznają i które budzą w nich sprzeciw.
Podobnie jak w ocenach piękna zwierząt domo­
wych, tak i tych dotyczących człowieka nie udało mi
się stwierdzić różniących się zasadniczo postaw. To­
warzysząca im kategoryczność wyrażania sądów każe
zastanowić się nad tym jak bardzo silne musiało być
oddziaływanie czynników sprawczych. Można dopa­
trywać się ich przede wszystkim w ciężkich warun­
kach bytu okresu, kiedy kształtowały się poglądy
starszego pokolenia Kurpiów, a także w izolacji społeczno-kulturalnej tego rejonu k r a j u .
Na tej bardzo pobieżnej charakterystyce poglądów
na piękno fizyczne człowieka można skończyć oma­
wianie zgromadzonego materiału. Pozostaje tylko
samo uporządkowanie tych wszystkich uwag, które
nasunęiy się w toku przeprowadzonego wywodu.
Przeżycia estetyczne starszego pokolenia Kurpiów
wiążą się z odczuwaniem uroków tych wartości świata
przyrody, które mają materialne lub społeczne uza­
sadnienie w bytowaniu chłopa względnie też jakieś
racje w jego wierzeniach. U człowieka cechami taki­
mi są przede wszystkim — przystosowanie do cięż­
kiej pracy fizycznej i łatwość współżycia grupowego,
u koni — głównie zdolności pociągowe, u bydła, po­
dobnie jak u ryb, przede wszystkim zalety spożyw­
cze, u niektórych owadów (pszczół, trzmieli), niektó­
rych ptaków, a także roślin — pożyteczność dla gos­
podarstwa, w krajobrazie — żyzność gleby, łatwość
eksploatacji (np. brak nierówności terenowych) oraz
stopień zagospodarowania, wreszcie, jeśli chodzi
o pory dnia i roku — przede wszystkim wpływ na
ożywienie w przyrodzie oraz na stan wyższej spraw­
ności fizycznej człowieka. Nawet piękno kwiatów oce­
niane bywa przez to w jakiej mierze świadczą one
o gospodarności i pozycji hodującego ich cziowieka.
Przyjmowanie za miernik piękna realnej wartości
przedmiotów czy zjawisk przyrody stanowi w egzy­
stencji chłopa-rolnika dominujące kryterium oceny
estetycznej; dotyczy to wszystkich bez wyjątku jed­
nostek, które zostały objęte badaniem. Takie stano­
wisko wyzwala oczywiście kategoryczność estetycz­
nych sądów, osłabia wszelkie wahanie czy niezdecy­
dowanie w wyznaczaniu rzeczy brzydkich, prowadzi
do zakreślenia pięknu w przyrodzie wąskich granic.
Są wypadki, że uroki pór roku i dnia, następnie
krajobrazu oraz flory i fauny spotykają się z bar­
dziej elastycznym osadem. Można by powiedzieć, iż
piękno tych dziedzin świata przyrody, od których
uzależnienie bytu chłopa nie jest obecnie ściśle uza­
leżnione lub które nie są przedmiotem stałych trosk
czy zabiegów gospodarczych (z przyczyn nieraz zu­
pełnie obiektywnych) — wyzwalają bardziej złożone
doznania estetyczne. W odniesieniu do tej sfery pięk­
na w przyrodzie można więc mówić o pewnym, nie­
raz zasadniczym, zróżnicowaniu poglądów estetycz­
nych interesującego nas środowiska. Natomiast piękno
tych dziedzin przyrody, wobec których człowiek na
wsi czyni stałe starania gospodarcze, względnie na
których zmuszony jest skupiać stale uwagę, czerpiąc
z nich korzyści — a więc przede wszystkim piękno
38

osobników miernego czyli średniego wzrostu. Puszcza­
nie wyróżniają się wśród Polaków największym sto­
sunkowo do swego wzrostu tułowiem, najkrótszymi
nogami i długiemi rękami, odpowiadając pod tym
względem typowi ludności ciężko pracującej". A. Maciesza, op. cit., s. 54.

109

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11429" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11407">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/010dc1bc8f61d853574d0679d56156e5.pdf</src>
        <authentication>15c0e822155e7dcf5ce5431d70cb4bbb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136183">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3739</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136184">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136185">
                <text>sztuka ludowa - konkursy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136186">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136187">
                <text>XV powojenny konkurs szopek/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t. 14 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136188">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t. 14 z.2, s. 111-115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136189">
                <text>Reinfuss, Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136190">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136191">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136192">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136193">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136194">
                <text>22. O b r a z ó w
23.

Łóżko

mniejszych

24. P o d u s z k a

jedna

25. S o m s i e k

jeden

26. S o m s i e k

dwiema

poszewkami

n a zboże

30. S z k l i w a

o dwóch

izbach,

6

pie­
270 —
72 —
54 —

49. (różne

wierzytelności,

Szydlak w Wieliczce

Gotowemi

zostało

w tym

(!) 48 zł.)

430 10

po zmarłym

wydatków

wymienione

wysokości w y n a g r o d z e n i e

jest

XV

P O W O J E N N Y

XV

powojenny

konkurs

(a X V I I

1937) n a najpiękniejszą

wał

się w r o k u

szopkę

1959 w a t m o s f e r z e

w s z y s t k i m n a k o n k u r s obecny
gu

obfitości

— stanowiące

licząc
sensacji.

stała

z f u t r e m oszacowana

18 za 24 zł s p r z e d a n e .

wa

g r 15 s z a c o w a n a

szacowany
stodoła

z piwnicą

wydźwięku

zgrzytu,

Narodowa

s k i c h konkursów

na nagrody;

datnie

suma

że

w dziejach

t y msamym

pieniędzy

szopkarzy

nizatorów

wiadomość,

oszaco­
stojące,

której

jest g r u n t

za

12 d u k a t ó w

Po

spłaceniu

przeznaczona

dworski na jeden

Miejska

zmniejszyła

rozdzielanych

się w y ­

corocznie

mię­

w p o s t a c i nagród i zakupów, co o r g a ­

konkursu

a wśród szopkarzy

postawiło
wywołało

w

trudnej

sytuacji,

u c z u c i e żalu i zniechę­

cenia.

(WMK

-

i 8 zł 12 g r c z y l i

kowo

znaczna.

reszta

została

n i e l e t n i c h dzieci

d l a opiekunów
Podał:

usta­
szopek,

u w a g ę z w r a c a ł y duże

ki

przez:

lalkami

wykonane

(zeszłorocznego
Dudzika
daniu

prezentuje

zdobywcę

i Włodzimierza

do teatru

„Lalka"

I

nagrody),

M a l i k a — który,
w Warszawie

odległej

czony,

lista

zgłoszeń

z Bibie, w s i

K o n k u r s miał się j u ż

w pobliżu p o m n i k a M i c k i e w i c z a ukazał się s k u r ­
zadyszany

staruszek,

ciągnąc z w y s i ł k i e m

była

dawno

75-letni

zamknięta,

Tomasz

ciężkie, z b i t e z desek

szopka

wiejska,

skromna, topornie

to t y ­

wykonana,

d l a większego e f e k t u różnymi d r u k o w a n y m i
z mechanizmem

do poruszania

o p a t r z o n y m w potężne, ręcznie w y k o n a n e ,
koła

Łata,

sanki, na

których stała p r z y k r y t a w o r k i e m s z o p k a . Była

zębate

( i l . 1, 2). P o j a w i e n i e

przystąpić

do konkursu,

po sprze­

czliwości

tyle

przyjęciem

kilometrów
spotkało

licznie

lalek za­
drewniane

się

spóźnionego

szedł

pieszo, a b y

się z p e ł n y m ż y ­

zgromadzonej

publicz­

ności.
Sąd
oraz

O d strony

przywieziona

końcowi,

nia

ezenekierowskim.

Tabora

ku

grody

w stylu

stara, wysłu­

szopka

gdy

t r a d y c j e w y k o n a ł n o w ą szopkę, r ó w n i e ż j a k p o p r z e d ­
utrzymaną

z pozostałymi

o 9 k m od Krakowa.

Zdzisława

rodzinne

szop­

między­

swe blizny i rany.

który

pozo­

61-let-

który w w y t a r t y m m u n d u r z e

szopkarza,

szopki

stałej p o s w y m z m a r ł y m o j c u , podtrzymując

szop­

Tabor,

blisko n a 3 metry

przedstawieniach

Wiatra

Władysława

Pietraszek

jeszcze w czasach

N r 49 otrzymała s z o p k a

Dookoła

w ś r ó d których szczególną
z

Edward

stanął F r a n c i s z e k
wysoką

zbudowaną

na licznych

obrazkami,

Mickiewicza

pieniędzy

S Z O P E K

1946. W p o r ó w n a n i u

oklejona

pomnika

za 224 zł 15 g r . "

w o j e n n y c h , która brała już udział w k o n k u r s i e w r o ­
ku

zgłoszonych n a k o n k u r s była s t o s u n ­

w i o n o 48 błyszczących k o l o r o w y m i s t a n i o l a m i

(pań­

Kamieński

162 zł 19 g r d ł u g ó w

754)

ką z l a l k a m i ,

powa

Ilość szopek

dzień

(kupił) W a w r z y n i e c

Tataruchów.

krakow­

szopkarskich n i e wyasygnowała a n i

grosza
dzy

była

po raz pierwszy

koloro­

zdezelowana

przypominała w e t e r a n a ,

Rada

szacowane

kalamajkowa

n a zł 180, p o d n r 13 w e F r y w a ł d z i e

pletami

raczej

pięć,

za zł 2 g r 28. Chałupa,

i garncarnia

żona

o

nici

zł 1 za zł 1 g r 16 k u p i o n y . [...] O b r a z k ó w

n i m u r a r z , ze swoją

d o b r y c h l a l e k . Drugą sensacją,

majątek

granatowa

n a zł 24 kupioną z o ­

Spódniczka

po g r 6 taksowanych

kość — s z o p k i ze s c e n k a m i d o g r a n i a jasełek i k o m ­
bardzo

licytacji

z a 1 zł 6 g r k u p i o n a . Rańtuch

kościoła M a r i a c k i e g o

rzad­

około

t a k s o w a n a zł 1 k u p i o n a za 2 zł 3 g r . Z a p a s k a

odby­

l a t dużą

zazwyczaj

drogą

za zł 40 [...] K o r a l i k ó w

od r o ­

posypały się j a k z r o ­

od paru

sukienna

s z c z y z n y pieszej — E P )

Przede

167 zł
koszta

p r z e z Tataruchów. „Sukienka

K O N K U R S

krakowską

wyniósł

inwentarzach

wynoszą

1831 r . s p r z e d a n o

61 15

d l a 2 księży biorących udział

Reinfuss

ku

8 maja

pozostawiony

wana

nie spotykanej

Roman

gospodarzy

„za w ó d k ę

— 31 zł 6 g r ( t j . za

w podobnych

68 —

1200 19
Wśród

pogrzebowym"

30 zł.

przy

p o d zasiew)

— 118 zł, i pokaźny w y d a t e k

obchodzie

ośm

42—48. ( Z a z a k u p i o n e z a g o n y p o l a ze z b o ż e m
lub

pogrzebie

pogrzebowe

zł

34. G a r n c a r n i a

41.

18 g r . S p o t y k a n e

90 —

k a r n i , z sienią i komorą

Wojciech

około 25 k w a r t ! ) . Cały k o s z t p o g r z e b u

4 —
3 piece

33. Stodoła z j e d n y m sąsiekiem
i

3 —
3 —

3

pięć

wypalonych

32. D o m p o d p o l u d n i e

36—40.

przy

— 24

n a kapustę, d o b r e

miarek

Garnków

w

1 —

stara n a p l e w y
dwie

3 —
2 —

— 10

stare •

29. W i n ó w e k
31.

z
duży

mniejszy

27. K o r y t o
28. P a k a

14 d - t t o

nowe

konkursowy

dwie

równorzędne

przyznał w t y m r o k u
Zdzisławowi

pierwsze n a ­

Władysławowi

Dudzikowi. Obydwie

Wiatrowi

szopki

o du-

111

��II. 1. Szopka.
1959 r. Wyk. Tomasz
Łata.
Bibice,
pow.
Kraków.
II. 2. Szopka.
1959 r. (od
tylu).
Wyk.
Tomasz
Łata. II. 3. Autorzy
niosący swe
prace
na konkurs.
II. 4. Szopka.
1959 r. I I nagr.
Wyk.
Antoni
Wojciechowski.
II.
5.
Szopka.
1959 r. I nagr.
Wyk. Zdzisław
Dudzik.
11. 6.
Szopka.
1959 r. I I nagr. Wyk. Włodzimierz
Malik.

�żych

rozmiarach

kukiełkowych
cych
W.

w

scenki

pełne

wyróżniała

kolorystyką

się

oraz

do

zespoły

t r a d y c y j n y c h jasełkach

Wiatra

piękną

posiadały

oraz

dzo

poprawna

ła

się

W

grupie

w

bogatym

i starannie

d r u g i c h nagród

już W ł o d z i m i e r z
Godyń.

Z. G o d y n i a ,

zwyciężenia
część

Każdy

jednak

wiązał

to

z

Ruta

bowiem

odznacza­
( i l . 6).

wspomniany
Tarnowski,

oraz

wyróżnionych

13-letni

drugą

na­

Wojciechowskiego

podjęli

próby

prze­

płaskości, którą o d z n a c z a się
najlepiej

wykonanych

wymienionych
w

inny

wyżej

sposób.

prze­

szopek.

autorów

roz­

Wojciechowski,

budynku

— motyw

poszerzający

par­

łamanych

scho­

barokowych,

d ó w , zapożyczony z kościoła n a Skałce ( i l . 4). G o d y ń
zaś,

mniej

widać

obciążony

tradycyjnymi kanonami,

zrobił szopkę o r z u c i e półkolistym, w p o s t a c i
Barbakanu,
szego

piętra

n a d którym
i

wież,

połowy

umieścił k o n s t r u k c j e p i e r w ­

co

dało

w

rezultacie

n o w ą f o r m ę bryły, n i e spotykaną d o t y c h c z a s

zupełnie
w

k a c h k r a k o w s k i c h ( i l . 7). S z o p k a T a r n o w s k i e g o ,
nana
talu
waną

114

jak zwykle
zdobniczym,
bryłę

bardzo

starannie,

posiadała

budynku,

która

o

szop­
wyko­

bogatym

dość

słabo

w

dodatku

de­

zakompono­
gubiła

się

przeładowanej

dekoracji. N i e wyróżniała

się

a r t y s t y c z n y m i w a l o r a m i szopka

go R u t y , który p o k i l k u

latach przerwy

rów­

Antonie­

znowu

wziął

udział w k o n k u r s i e .
Wśród
szopka

pięciu

nagród

Ferdynanda

prawna

w

formie

oryginalna,
stawień

i

kolorze,

zaopatrzona

jasełkowych.

szukając

nowej

wieżowym

w

Z

szopka

t a była

niewolniczo
może

formy

herbie

okazać

bodny

pod

scenkę

praca

uwagę

dosyć

duża,

może

zbyt

i lalki

do

Adama

W

przed­

oparł się n a t r ó j wykonaniu

prymitywna

i

się w z o r u . S a m pomysł

trafny,

jeśli

rozwinie

względem

go

autor

w

za­

B u j a k a , który

obecnym

zanadto

po­
mało

nienagrodzonych

wyjściowej

jeszcze

się

pracach

zwracała

ale

szopek

Krakowa.

trzymała

swych

trzecich

Sadowskiego,

sługuje n a w y m i e n i e n i e

w

przyszłych

sposób b a r d z i e j

kolorystycznym

i

zbyt

jednak
swo­

dekoracyj­

nym.

uświęcony tradycją prostokątny r z u t p o d ­

stawy, wprowadził — j a k o element
ter

skromniej

lalek

się:

były szopki A .

nawet

zadanie

utrzymując

Antoni

obydwaj

owej

ważna

znaleźli

Spośród

grodą n a j c i e k a w s z e
i

typie

M a l i k ( i l . 5), F r a n c i s z e k

Wojciechowski,

Zbigniew

w

w

nież s w y m i

wyko­

Z. D u d z i k a , b a r ­

dekoracyjnym,

doskonałych

Szopka

proporcjami,

a r c h i t e k t u r z e , ale

pod względem

kolekcją

Antoni

swej

występują­

krakowskich.

doskonałymi

n a n y m d e t a l e m zdobniczym. Szopka
wyposażona

przedstawień

lalek

Omawiany
jennym
ga

okresie

powo­

— j e s t k o n k u r s e m j u b i l e u s z o w y m , co

wyma­

jakiegoś

Jak

wynika

przez

Sekcję

Sztuki

PAN

mentację

t u konkurs jako X V
podsumowania,
z

danych
Badania

w

tylko

statystycznych
Plastyki

Krakowie,

wszystkich

choćby

w

Ludowej

która

konkursów,

15 l a t n a k o n k u r s a c h zostało

cyfrowego.

opracowanych
Instytutu

prowadziła
w

doku­

ciągu m i n i o n y c h

przedstawionych

łącz­

n i e 528 s z o p e k p r z e z 216 uczestników. Spośród t e j n a
pozór z n a c z n e j
dzie,

którzy

liczby szopkarzy

do konkursu

— 128 z n i c h t o l u ­

stanęli r a z j e d e n ,

brało udział d w a l u b t r z y r a z y . P ó ź n i e j c y f r y
się zmniejszają,

57 osób
szybko

t a k ż e d o g r u p y stałych u c z e s t n i k ó w ,

�7 Szopka.
1959 r II nagr. Wyk.
ka. 1959 r. Wyk. Jan Przeworski.
Jacek
Kordek.

biorących p r z y n a j m n i e j
powojennych,
cie:

wchodzi

86-letni m u r a r z

Aleksander
nowski

Kudłek

10 r a z y

teatru,

6 osób, a

Władysław

i

pouczają
wszystkim
podaną

jak

i

gu

15 l a t z a l e d w i e

Franciszek

Tar­

Dudzik — re—

kamieniarz

konkursach,

obecnych.

robotnicy

wyżej

oraz

liczbę

Dane

we

zarówno

statystyczne

interesują

ucząca

215

się

się

przede

młodzież.

uczestników

Na

konkursów

było:

uczącej

.

się

młodzieży

108 ( w
65

t y m 14 m u r a r z y )

( o d szkoły
po

podstawowej

uczelnie

akademic­

kie)
inteligentów
bez

Organizowane
wadziły
wśród
Na

przez

do

wyłonienia

której

padają

czele

tabeli

zdobywca
do

. . . .

podanego

wystawców

zawodu

9
2

n i m idzie
nagród

się

dopro­
nagrody.

Franciszek

Zdzisław

ostatnio
Krakowa

W i a t r , który, przystępując

konkursu

dopiero

w

8 ra­

Dudzik,

(1947—1959);
szopkarzy

po raz

1957 r o k u ,

zdołał

1958 i 1959) uzyskać

pierw­

nagrodę.
W

związku

z

XV,

jubileuszowym

pięciu zasłużonych s z o p k a r z y

konkursem,

o t r z y m a ł o Złote

ki Miasta K r a k o w a , przyznane

Odzna­

i m p r z e z Miejską

Ra­

dę N a r o d o w ą . Są t o : n e s t o r k r a k o w s k i c h s z o p k a r z y —

31

zbiorowych

szą

cią­

ekstraklasy,

pierwsze

znajduje

najwybitniejszych
do

konkursy

l a t a c h 1946—1957 otrzymał

nagrodę. P o

Władysław

pierwszy

lat

szopkarskiej

najczęściej

7 pierwszych

grupy

wszedł

szereg
się

laureatów

T a r n o w s k i , który w
zy p i e r w s z ą

znikoma.
ich w

4.

już d w u k r o t n i e ( w r o k u

robotników

jest

razy),

Przeworski

n a s , że s z o p k a r s t w e m

szopki

(10

W o j c i e c h o w s k i , 6 1 - l e t n i m u r a r z , który brał udział
przedwojennych

wykonujących

protokołach k o n k u r s o w y c h z a n o t o w a n o

Zdzisław

dotychczasowych

kobiet

W

i W ł a d y s ł a w T u r s k i — r o b o t n i k (13 r a z y ) o r a z A n t o n i
wszystkich

Ilość

mianowi­

Owsiński

— dekorator

Marian

Szop­
Wyk.

udział w k o n k u r s a c h

zaledwie

— m u r a r z (11 r a z y ) ,

kwizytor

Zbigniew
Godyń. II. X.
II. 9. Szopka.
¡959 r.

Władysław
(drużyna

harcerska,

uczniowie

liceum).

Fot.

Owsiński,

Wojciechowski,
nowski.

Jan

Swiderski.

Włodzimierz

Zdzisław

Dudzik

i

Malik,

Antoni

Franciszek

Tar­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11428" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11406">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4a73a4df352e40ce28c3eeea7192766c.pdf</src>
        <authentication>bf7e188fbb4deca24c5dcdffd559f413</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136163">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5869</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136164">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136165">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136166">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136167">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136168">
                <text>kultura społeczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136169">
                <text>współdziałanie społeczne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136170">
                <text>wesele - zwyczaje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136171">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136172">
                <text>Współdziałanie społeczne w obrzędzie weselnym:udział sąsiadów w przygotowaniu uczty weselnej / Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136173">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.7 : Pomoc wzajemna.Współdziałanie społeczne i pomoc sąsiedzka s.243 (mapa nr 43)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136174">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.7: Mutual help.Social cooperation and neighbours' help</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136175">
                <text>Drożdż, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136176">
                <text>Kłodnicki, Zygmunt (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136177">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136178">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136179">
                <text>Uniwersytet Śląski Filia w Cieszynie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136180">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136181">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136182">
                <text>43. Współdziałanie społeczne w obrzędzie weselnym:
udział sąsiadów w przygotowaniu uczty weselnej
Oprac. Anna Drożdż
Kier. nauk. Zygmunt Kłodnicki

W oparciu o informacje zebrane według „Kwestionariusz do badań nad zagadnieniem pomocy
sąsiedzkiej zw. także »tłoką«" (oprac. K. Jagieła, J. Bohdanowicz): Współdziałanie społeczne I.
W obrzędzie weselnym: która z form współdziałania występuje we wsi? [...] Inne — jakie? Oraz według
kwestionariusza nr 9: „Zwyczaje i obrzędy weselne" (oprac. J. Gajek z udziałem F. Olesiejuka):
51. Zbadać dokładnie, czy dawniej łub obecnie chodzi się „po kweście przedślubnej" i zbiera się dary na
koszty wesela? Czy zwyczaj ten znany jest od dawna? czy zjawił się za pamięci ludzi. Kiedy? (przed
I wojną światową, przed II wojną światową, po II wojnie światowej). Jeżeli istniał, lecz zanikł — określić —
kiedy? Zbadać i zapisać czy kwestę urządzano, gdy rodzina była niezamożna? a wesele trwało kilka dni
lub gdy spraszano całą wieś. Określić zmiany w tym zwyczaju. [...] 120. Czy dawniej — przed I wojną
światową i w XIX w. — gdy młodzi byli biedni (lub bez rodziców) robiono zbiórkę na ucztę? w naturze?
w gotówce? Kto ją organizował? Kogo wówczas zapraszano na ucztę weselną? Mapę opracowano
w oparciu o wypowiedzi spontanicze. Na mapie uwzględniono dane tylko z tych wsi, w których
przeprowadzono badania wg obu kwestionariuszy.
Objaśnienia znaków: 1 — pomoc w przygotowaniu potraw, roznoszeniu; 2 — pomoc w przygotowa­
niu miejsca do zabawy; 3 — brak informacji.
Uwagi: Wypełnienie znaku kropką oznacza, iż zjawisko występowało w przeszłości.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11427" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11405">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/00ddec30eb3a79e1208111be018c783c.pdf</src>
        <authentication>60253ad7dd3769197b48a2ad4e8e963d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="6">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25245">
                  <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25246">
                  <text>atlasy etnograficzne, mapy</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25247">
                  <text>PTL,  </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25248">
                  <text>PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25249">
                  <text>1953 -</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25250">
                  <text>IAiE PAN (d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25251">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25252">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25253">
                  <text>polski </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136143">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5868</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136144">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136145">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136146">
                <text>Polski Atlas Etnograficzny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136147">
                <text>atlasy etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136148">
                <text>kultura społeczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136149">
                <text>współdziałanie społeczne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136150">
                <text>wesele - zwyczaje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136151">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136152">
                <text>Współdziałanie społeczne w obrzędzie weselnm: przynszenie produktów lub gotowych potraw na ucztę weselną/ Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego (mapy)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136153">
                <text>Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego t.7 : Pomoc wzajemna.Współdziałanie społeczne i pomoc sąsiedzka s.236 ( mapa nr 42)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136154">
                <text>Commentaries to the Polish Ethnographic Atlas vol.7: Mutual help.Social cooperation and neighbours' help</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136155">
                <text>Drożdż, Anna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136156">
                <text>Kłodnicki, Zygmunt (red.nauk.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136157">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136158">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136159">
                <text>Uniwersytet Śląski Filia w Cieszynie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136160">
                <text>mapa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136161">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136162">
                <text>4 2 . Współdziałanie społeczne w obrzędzie
weselnym: przynoszenie produktów
lub gotowych potraw na ucztę weselną
Oprac. Anna Drożdż
Kier. nauk. Zygmunt Kłodnicki

W oparciu o informacje zebrane według „Kwestionariusz do badań nad zagadnieniem pomocy
sąsiedzkiej zw. także »tłoką«" (oprac. K. Jagieła, J. Bohdanowicz): Współdziałanie społeczne: I. W ob­
rzędzie weselnym: Która z form współdziałania występuje we wsi? [...] Przynoszenie gotowych potraw na
ucztę weselną? Oraz według kwestionariusza nr 9: „Zwyczaje i obrzędy weselne" (oprac. J. Gajek
z udziałem F. Olesiejuka): 51. Zbadać dokładnie, czy dawniej lub obecnie chodzi się „po kweście przed­
ślubnej" i zbiera się dary na koszty wesela? Czy zwyczaj ten znany jest od dawna? Czy zjawił się za pa­
mięci ludzi. Kiedy? (przed I wojną światową, przed II wojną światową, po I I wojnie światowej). Jeżeli
istniał, lecz zanikł — określić — kiedy? Zbadać i zapisać czy kwestę urządzano, gdy rodzina była nieza­
można? a wesele trwało kilka dni lub gdy spraszano całą wieś. Określić zmiany w tym zwyczaju. [...] 120.
Czy dawniej — przed I wojną światową i w XIX w. - gdy młodzi byli biedni (lub bez rodziców) robiono
zbiórkę na ucztę? W naturze? W gotówce? Kto ją organizował? Kogo wówczas zapraszano na ucztę we­
selną? Na mapie uwzględniono dane tylko z tych wsi, w których przeprowadzono badania wg obu
kwestionariuszy.
Objaśnienia znaków: 1 — przynoszenie potraw przed weselem; 2 — przynoszenie produktów przed
weselem; 3 — przynoszenie potraw lub produktów w dzień wesela lub na poprawiny; 4 — pomoc
w przygotowaniu tradycyjnego pieczywa weselnego „korowaja"; 5 — inne, 6 — brak informacji;
7 — brak tradycji.
Uwagi: wypełnienie znaku kropką oznacza, iż zjawisko występowało w przeszłości.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
